Rzecznik MŚP wnioskuje do Wiceprezes Rady Ministrów Minister Rozwoju o wydanie objaśnień prawnych w przedmiocie warunków skorzystania z tzw. Tarczy finansowej przez mikroprzedsiębiorców

W związku z wątpliwościami mikroprzedsiębiorców odnośnie warunków skorzystania z tzw. Tarczy finansowej Rzecznik MŚP wnioskuje do Wiceprezes Rady Ministrów Minister Rozwoju o wydanie objaśnień prawnych w zakresie  możliwości skorzystania z tej pomocy również przez tzw. osoby „samozatrudnione” oraz tego czy z pomocy mogą skorzystać mikroprzedsiębiorcy zatrudniającemu dziewięciu pracowników na pełen etat oraz jednego pracownika w niepełnym wymiarze etatu.

W programie „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” mikroprzedsiębiorcę zdefiniowano jako beneficjenta który zatrudnia co najmniej jednego pracownika oraz nie więcej niż dziewięciu pracowników. Tymczasem w świetle przepisu § 2 ust. 3 rozporządzenia Rozporządzenia Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej z dnia 28 kwietnia 2020 roku oraz  z art. 12 ust. 1 ustawy o systemie instytucji rozwoju wynika, że  mikroprzedsiębiorcą jest przedsiębiorca który zatrudnia mniej niż 10 pracowników.

W świetle powyższego, zdaniem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców wykładania wyżej wymienionych przepisów budzi wątpliwości interpretacyjne uzasadniające wydanie objaśnień prawnych na podstawie art. 33 PP w następującym zakresie:

„Czy w świetle przepisu § 2  ust. 3 rozporządzenia MFIPR w związku z art. 12 ust. 1 ustawy OSIR w związku art. 5 załącznika nr I do rozporządzenia 651/2014 pomoc w postaci subwencji finansowej o której mowa w regulaminie ubiegania się o udział w programie rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”  może być udzielona mikroprzedsiębiorcy wykonującemu jednoosobową działalność gospodarczą nie zatrudniającemu pracowników?”

Zdaniem Rzecznika dokonując interpretacji przepisów ustawy OSIR oraz w rozporządzenia MFIPR należy posługiwać się definicją mikroprzedsiębiorcy zamieszczoną załączniku nr I rozporządzenia 651/2014. Zgodnie z art. 2 ww. załącznika, mikroprzedsiębiorstwo definiuje się jako przedsiębiorstwo, które zatrudnia mniej niż 10 pracowników. Z kolei sposób określania liczby pracowników zdefiniowany został w art. 5 pkt c w świetle którego w skład personelu wchodzą właściciele. W świetle powyższego wskazać należy, że przez mikroprzedsiębiorcę należy rozumieć także przedsiębiorcę jednoosobowego który nie zatrudnia pracowników.

„Czy w świetle przepisu § 2 ust. 3 rozporządzenia MFIPR w związku z art. 12 ust. 1 ustawy OSIR w związku art. 5 załącznika nr I do rozporządzenia 651/2014 pomoc w postaci subwencji finansowej o której mowa w regulaminie ubiegania się o udział w programie rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” może być udzielona mikroprzedsiębiorcy zatrudniającemu dziewięciu pracowników na pełen etat oraz jednego pracownika w niepełnym wymiarze etatu np. pół etatu (RJP 9,5 etatu) lub trzy czwarte etatu (RJP 9,75)?”

Zdaniem Rzecznika, w świetle powyższej definicji, mikroprzedsiębiorcą jest każdy przedsiębiorca zatrudniający mniej niż 10 pracowników. W przypadku pracowników zatrudnionych na część etatu liczba osób zatrudnionych powinna być liczona jako ułamkowa cześć rocznych jednostek pracy (RJP). Tym samym w każdym przypadku gdy liczba rocznych jednostek pracy (RJP) jest mniejsza niż 10, np. wynosi 9,5 etatu czy 9,75 etatu, przedsiębiorca ten jest mikroprzedsiębiorcą, któremu przysługuje pomoc w postaci subwencji finansowej o której mowa w regulaminie ubiegania się o udział w programie rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”. A contrario przedsiębiorcy tego nie można zakwalifikować do grupy małych przedsiębiorców.

Co w czwartek ogłosi Bank Anglii?

Już w czwartek dowiemy się, czy Bank Anglii postanowił dokonać zmian w polityce monetarnej. Konsensus nie oczekuje co prawda natychmiastowych modyfikacji instrumentów stosowanych przez BoE, aczkolwiek spotkanie i tak może być istotne dla kształtowania się kursu funta brytyjskiego w dalszej części tygodnia.

Agresywna ekspansja koronawirusa w Wielkiej Brytanii, jak i środki wprowadzone przez rząd Borisa Johnsona w ramach walki z jego rozprzestrzenianiem się wyraźnie wpłynęły na gospodarkę Zjednoczonego Królestwa. Indeksy aktywności biznesowej PMI spadły do rekordowo niskich poziomów (Wykres 1). W marcu rekordowego spadku doświadczyła sprzedaż detaliczna. Brytyjskie Biuro ds. Odpowiedzialności Budżetowej (Office for Budget Responsibility – OBR) opracowało negatywną prognozę, a raczej „scenariusz odniesienia”, który wskazuje, że w scenariuszu, w którym lockdown trwa trzy miesiące – po czym na przestrzeni kolejnych trzech miesięcy następuje stopniowe znoszenie obostrzeń – PKB Wielkiej Brytanii w II kwartale br. doświadcza spadku o 35% w ujęciu kwartalnym.

Wykres 1: Indeksy PMI w Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Indeksy PMI w Wielkiej Brytanii
Źródło: Refintiv Datastream Data: 05/05/2020

W celu złagodzenia ciosu, jaki przyjmuje na siebie gospodarka Wielkiej Brytanii, Bank Anglii już na samym początku kryzysu obniżył stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu i zwiększył program skupu aktywów – w ramach którego skupowane są głównie obligacje skarbowe Wielkiej Brytanii – do docelowej kwoty 645 mld funtów. Biorąc pod uwagę, że Bank Anglii w ostatnich tygodniach podjął szerokie działania pomocowe, nie spodziewamy się, żeby w czwartek decydenci mieli ogłosić nowe środki. Tym samym sądzimy, że kluczem do reakcji rynku walutowego będą aktualizacja projekcji ekonomicznych banku centralnego oraz komentarze dotyczące możliwości zwiększenia programu luzowania ilościowego (QE) w przyszłości.

Co tyczy się pierwszej kwestii, spodziewamy się, że BoE przedstawi szeroką gamę prognoz opartych na różnych scenariuszach tego, jak szybko brytyjska gospodarka staje na nogi po zniesieniu lockdownu (warto dodać, że obecnie nie wiadomo w jakim tempie będzie następować łagodzenie obostrzeń, więcej informacji na temat dalszych kroków w kontekście lockdownu rząd Wielkiej Brytanii prawdopodobnie ogłosi w ciągu najbliższych kilku dni). Sądzimy, że oczekiwania decydentów względem szybkości ożywienia będą równie istotne, jeśli nie istotniejsze, od tego, jak duża – w ich ocenie – będzie skala załamania w gospodarce. Liczymy, że decydenci ostudzą oczekiwania co do szybkiego ożywienia po lockdownie, przypominającego kształtem literę V. Oczekujemy natomiast podkreślenia przez nich, że powrót do „normalności” będzie odbywał się stopniowo.

W kontekście kwestii programu QE, nie spodziewamy się, aby Bank Anglii spieszył się z decyzją o rozszerzeniu skupu aktywów. Od czasu marcowego spotkania do tej pory, zwiększanie puli obligacji skarbowych w posiadaniu banku centralnego następowało dość stopniowo (Wykres 2). Niemniej sądzimy, że z komunikacji banku centralnego będzie wynikać, że BoE pozostaje otwarty w kontekście rozszerzenia programu w przyszłości, zwłaszcza jeśli obecne restrykcje zostaną utrzymane dłużej, niż można obecnie zakładać.

Wykres 2: Wartość obligacji skarbowych skupionych w ramach programu skupu aktywów Banku Anglii (2009 – 2020)

Wartość obligacji skarbowych skupionych w ramach programu skupu aktywów Banku Anglii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 05/05/2020

Obietnica większego wsparcia gospodarki, praktycznie od początku kryzysu była pozytywnie odbierana przez inwestorów. Natychmiastowe zwiększenie programu skupu aktywów powyżej obecnego pułapu 645 mld funtów, jak i nawet sama sugestia podjęcia tego typu działań w przyszłości powinny, naszym zdaniem, przełożyć się na umocnienie szterlinga w czwartek. Z drugiej strony, sądzimy, że pesymistyczne projekcje w połączeniu z brakiem sugestii dalszych działań komplementarnych względem rządowych i wspierających gospodarkę byłyby dla funta najgorszym scenariuszem i przyczyniłyby się do ostrej wyprzedaży brytyjskiej waluty.

Warto zwrócić uwagę, że tym razem decyzję poznamy wcześniej niż zazwyczaj. Zwykle informacje po posiedzeniu Banku Anglii docierały do nas po południu, tym razem jednak opublikowane zostaną już o godzinie 8 polskiego czasu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

ONE MORE LEVEL S.A. udostępniło demo gry „Ghostrunner”

ONE MORE LEVEL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, udostępniła dzisiaj demo swojej największej produkcji – gry „Ghostrunner”. Gra, której wydawcą jest All In! Games, będzie dostępna w wersji demo na platformie Steam od 6 do 13 maja br.

Gra „Ghostrunner” produkowana przez ONE MORE LEVEL S.A. wraz z 3D Realms ora Slipgate Ironworks™, a wydawana przez All In! Games, w dniach 6-13 maja 2020 roku będzie darmowo udostępniona w wersji demo na platformie Steam. Jest to cyberpunkowa gry akcji z perspektywy pierwszej osoby, w której istotną rolę odgrywa parkour. Wraz z wersją demo opublikowany został także nowy zwiastun CGI, prezentujący tajemniczą fabułę i umiejętność Killing Blink. Wybranie wieży na miejsce akcji w Ghostrunnerze pozwala popisać się ONE MORE LEVEL S.A. pięknym dualizmem gatunku cyberpunku, a intensywna muzyka retrowave stworzona przez uznanego artystę, Daniela Deluxe, dodaje do całości energiczny motyw przewodni, który podkreśla niebezpieczeństwa drogi na szczyt. Premiera gry „Ghostrunner” na platformy PC, Xbox One i PS4 jest zaplanowana na 3 kw. 2020 r. Zarząd Spółki poprzez udostępnienie wersji demo swojej flagowej produkcji zamierza rozszerzać społeczność graczy zainteresowanych tą produkcją, co powinno wpłynąć pozytywnie na jej sprzedaż.

„Już po kilku pokazach dla publiczności wysłuchaliśmy naszych fanów i chcieliśmy podzielić się demem z graczami. Liczymy, że nasza gra przyniesie dużo rozrywki i nie możemy się doczekać, by już wkrótce przekazać fanom jeszcze więcej informacji o niej.” – mówi Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

Pod koniec 2019 r. ONE MORE LEVEL S.A. poinformowało, że do prac nad produkcją i dystrybucją gry „Ghostrunner” oraz do działań marketingowych dołączy Apogee Software (znana pod firmą 3D Realms) i Slipgate Ironworks. 3D Realms dzięki wykorzystaniu swojej szerokiej wiedzy i ogromnego doświadczenia w pracy przy tytułach z gatunku FPS wspiera produkcję i marketing gry „Ghostrunner”.

Z kolei wydawcą gry „Ghostrunner” na całym świecie jest All In! Games – krakowski wydawca i producent gier AA/AA+ na konsole i PC. All In! Games posiada w swoim portfolio m.in. Tools Up! (The Knights of Unity), Paradise Lost (PolyAmorous), Fort Triumph (CookieByte), Daymare: 1998 (Invader Studios, Destructive Creations), Metamorphosis (Ovid Works), Space Company Simulator (INTERMARUM), Arboria (Dreamplant), Red Wings: Aces of the sky oraz Alaloth (Gamera Interactive).

ONE MORE LEVEL S.A. (poprzednio Laser-Med S.A.) zadebiutowała na rynku NewConnect w sierpniu 2012 roku. ONE MORE LEVEL S.A. to podmiot, który powstał z połączenia notowanej na rynku NewConnect Spółki Laser-Med S.A. z niepubliczną spółką One More Level S.A., działającą w branży gier komputerowych. ONE MORE LEVEL S.A. jest certyfikowanym wydawcą na platformy Xbox One, PS4, PSVITA, Nintendo oraz Steam.

Ogromny sukces Activision Blizzard – pandemia sprzyjała gamingowi

Pandemia przyczyniła się do wzrostu biznesu spółek z sektora gamingowego z Activision Blizzard na czele, którego cena akcji przed sesją rośnie o ponad 7 proc. Jest to jedna ze spółek, o których pisaliśmy w ramach trendu na Wall Street zwanego “stay at home trade”, czyli firm zyskujących na tym, że ludzie zostają dłużej w domach.

Sprzedaż gier wideo w Stanach Zjednoczonych wzrosła w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, gdy wirus zamknął kraj, a sprzedaż w marcu osiągnęła najwyższy poziom od ponad dekady. Miliony ludzi, którzy utknęli w domu grali m.in. w gry wideo. Jak podała spółka, w pierwszym kwartale w gry wydawcy grało średnio 407 mln graczy miesięcznie. Z kolei obecny w obecny hit w systemie Battle-Royale „Call of Duty: Warzone” ma obecnie grać już ok. 60 mln osób. Spółka poinformowała, że jest na dobrej drodze do wydania kolejnej wersji premium z serii „Call of Duty” i tym samym podniosła prognozy przychodów na ten rok. „Call of Duty: Modern Warfare” to jak dotąd najlepiej sprzedająca się gra tego roku, według danych firmy badawczej NPD. Activision dąży do zwiększenia zaangażowania użytkowników w swoje tytuły o dużym budżecie, oferując darmowe treści, takie jak nowe mapy dla wielu graczy, mając nadzieję na zwiększenie wydatków w grze.

Activision podniosło skorygowaną prognozę przychodów na 2020 r. do 6,9 mld USD z 6,73 mld USD, nieznacznie powyżej szacunków analityków na poziomie 6,86 mld USD, według danych IBES z Refinitiv. Prognozuje się również skorygowany zysk za cały rok w wysokości 2,62 USD na akcję, przekraczając średni szacunek Wall Street na poziomie 2,48 USD.

Firma z takimi popularnymi tytułami jak „Diablo” i „World of Warcraft”, odnotowała całkowity skorygowany przychód w wysokości 1,52 miliarda USD w pierwszym kwartale zakończonym 31 marca. Analitycy oczekiwali średnio 1,32 miliarda USD przychodów. Kwartalny dochód spółki wzrósł do 505 milionów USD z 447 milionów rok wcześniej.

Również bardzo dobrze poradziła sobie w pierwszym kwartale spółka Electronic Arts, dla której dodatkowym i nagłym źródłem przychodów były turnieje e-sportowe, które były organizowane zamiast tradycyjnych meczów piłkarskich czy NFL. EA podało, że tytuł Madden NFL 20 osiągnął najwyższy poziom zaangażowania w historii. Turnieje przyciągnęły tłumy – podała spółka w komunikacie. Przychody wzrosły do 1,39 mld USD z 1,24 mld USD rok wcześniej.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Oszczędności w czasie pandemii – czy są bezpieczne?

Sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa sprawiła, że Polacy w marcu wypłacili z bankomatów 30 mld zł. Dlaczego mamy obawy przed trzymaniem pieniędzy w banku? Czy dodruk pieniędzy może stać się zagrożeniem dla naszych oszczędności?

Zaszłości historyczne i fake newsy

W niepewnych czasach wiele osób zadaje sobie pytanie o to, czy ich pieniądze są bezpieczne na kontach bankowych. Z chwilą pojawienia się informacji na temat pierwszych przypadków zachorowań na COVID-19, duża część naszego społeczeństwa zdecydowała się na wypłacenie środków i przechowywanie ich na własną rękę w domu. Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska, powodów takiego stanu rzeczy upatruje w kilku przyczynach: – Pierwszą z nich są zaszłości historyczne. Wiele starszych osób pamięta czasy wojny i stanu wojennego, gdy dostęp do środków trzymanych w banku był ograniczony lub niemożliwy. Ich obawa jest całkowicie zrozumiała, opiera się na subiektywnym postrzeganiu rzeczywistości, które uzasadnione jest często traumatycznymi przeżyciami. Jako drugą przyczynę Chybowski wskazuje pamiętną sytuację z czerwca 2015 roku, gdy Grecja zamknęła banki i reglamentowała wypłaty z bankomatów do 60 euro dziennie: – Pamiętajmy jednak, że był to skutek długotrwałego niszczenia greckiej gospodarki przez działania populistycznej partii rządzącej i choć dziś może brzmieć to znajomo, to jednak daleko nam do takiego scenariusza. Kolejną przyczyną jest ogólnokrajowa panika spowodowana fake newsami, której szczyt przypadał właśnie na koniec marca: – Panika, podsycana fake newsami, odbiła swoje piętno nie tylko na wypłatach środków z banków, ale również na dostępie do podstawowych dóbr takich jak papier toaletowy, drożdże czy mydło, co doprowadziło do wielogodzinnych kolejek w sklepach. Jak pokazał nam jednak mijający miesiąc, panika ta była przesadna i wzbudzała raczej uśmiech na twarzach niż zrozumienie – dodaje.

Manewr na obligacje?

Media w ostatnim czasie obiegła informacja na temat ratowania gospodarki przez Państwo poprzez emisję obligacji skierowanych do posiadaczy bankowych depozytów, co również wzbudziło w niektórych niepokój o własne finanse. Prezes Reliance Polska uważa, że za taki tok myślenia odpowiada niepoprawne rozumienie przekazywanych informacji: – Jeżeli przeczytamy w prasie, że rząd będzie chciał konwertować oszczędności Polaków na obligacje skarbowe, to nie znaczy to, że rząd zajmie nasze konta. Oznacza to, że rząd zaproponuje Polakom zakup obligacji lepiej oprocentowanych aniżeli bankowe lokaty – o co nietrudno.  Cezary Chybowski dodaje: – Obligacje skarbowe często służą do łatania dziur budżetowych i „leczenia” służby zdrowia, obronności, szkolnictwa. Jak widzimy, w obecnej sytuacji cel jest dość jasny, a przy tak nisko oprocentowanych depozytach bankowych (lokatach) wielu Polaków wybierze lepiej oprocentowane obligacje skarbowe. Czy słusznie? Co do tego mam wątpliwości. W moim odczuciu rząd przygotowuje się do tego manewru już od miesięcy, wykorzystując do tego tzw. Aferę GetBack. Otóż od lipca zeszłego roku obowiązują w naszym kraju przepisy, które bardzo mocno ograniczyły możliwość emisji obligacji korporacyjnych. Przepisy te zostały przepchnięte przez partię rządzącą pod pretekstem walki z GetBackiem. Pamiętajmy, że w banku nasze pieniądze są chronione przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który nie odda nam środków z upadłych obligacji czy tych skradzionych z sejfu. Dlatego lepiej pogodzić się z niskim oprocentowaniem depozytów bankowych i tam trzymać pieniądze. Uważam, że największym zagrożeniem dla naszych portfeli jest dodrukowanie banknotów, gdyż przekłada się bezpośrednio na inflację. Im większa będzie inflacja, tym mniejszą siłę nabywczą będą miały nasze pieniądze. Kiedyś dorosły mężczyzna niósł zakupy za 100 zł, a dziś uniesie je 5-letnie dziecko i nie oznacza to, że dzieci są coraz silniejsze, ale nasze pieniądze mają coraz mniejszą siłę nabywczą. Dlatego, jeżeli chcemy ochronić nasze oszczędności przed inflacją, zainwestujmy je, najlepiej konsultując się z niezależnym specjalistą – podkreśla.

Wzrost bezrobocia w Polsce

Po latach ciągłych spadków poziomu bezrobocia kryzys spowodował odwrócenie trendu. Bezrobocie jest wciąż niskie, ale wyższe niż rok temu, co nie miało miejsca przez kilka ostatnich lat.

Sprzedaż detaliczna w Europie

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat sprzedaży detalicznej w kilku krajach europejskich. Na Słowacji spadek o 3,6%, w Czechach spadek o 8,9% a na Węgrzech rośnie o 3,5%. Warto jednak zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz – są to dane za marzec. Można śmiało zakładać, że dane kwietniowe będą najprawdopodobniej jeszcze słabsze.

Wzrost bezrobocia w Polsce

Minister pracy poinformowała, że bezrobocie w ujęciu rocznym wzrosło. Mowa oczywiście o bezrobociu rejestrowanym. Wynosi ono obecnie 5,7%. Z jednej strony to źle, gdy bezrobotnych przybywa, z drugiej jest to bardzo solidny parametr. Przypomnijmy, że najniższy poziom tuż przed kryzysem z 2008 roku był ponad 3% wyższy, a ostatni raz tak niskie bezrobocie mieliśmy w latach 90-tych. Nie ma zatem powodów do obaw, co nie zmienia faktu, że pracownicy tracący pracę to problem dla gospodarki (której programy socjalne były finansowane z tego, że ludzie płacą podatki zamiast pobierać zasiłki). Może się to zatem skończyć istotnym wzrostem deficytu.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy odczyty indeksów koniunktury dla usług. Z państw, które opublikowały dane za kwiecień, to Amerykanie mają drugi najwyższy wynik. Daleko im, co prawda, do Szwecji, ale rezultat tego kraju budzi poważne wątpliwości analityków. Warto zwrócić uwagę, że w USA publikowane są dwa dość zbliżone wskaźniki, są to raporty PMI i ISM dla usług. Obydwa wskazują na dużo mniejszy pesymizm za oceanem niż w Europie. Dolar wczoraj ponownie umacniał się względem euro będąc najsilniejszym względem tej waluty od ponad tygodnia. Konsekwencją tego umocnienia jest przekroczenie przez dolara poziomu 4,20 zł.

Dzisiaj w Japonii dzień wolny, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Biurowce powrócą do normalności?

Pracodawcy przygotowują strategie związane z powrotem pracowników do biur. Jak zaznaczają jednak eksperci JLL, po masowym przejściu na model pracy zdalnej, nie wszyscy jednocześnie opuszczą swoje domy.

Aktualnie pracodawcy przygotowują strategie, które stopniowo pozwolą nam wrócić do swoich służbowych biurek. Natomiast zanim biura otworzą się na nowo dla pracowników, firmy muszą zadbać o minimalizację ryzyka i zapewnić swoim zespołom maksymalne poczucie bezpieczeństwa. Dlatego, jak szacuje zespół JLL, podczas pierwszej fali powrotów biura powinny zapełnić się w 10-15%.

Według szacunków JLL, obecnie w biurowcach przebywa ok. 5% pracowników. Jednak rozluźnianie obostrzeń związanych z funkcjonowaniem żłobków, przedszkoli, czy przemieszczaniem się, skłania wiele firm do planowania procesu powrotu do biura.

Motywacja pracodawców do powrotu jest tym większa, że jak wynika z naszego badania analizującego opinie pracowników na temat home office, wielu z nas tęskni już za ergonomicznymi biurowymi krzesłami i różnorodnymi przestrzeniami do pracy. Bez wątpienia jednak obecna sytuacja doprowadzi do redefinicji środowiska pracy i na długi czas, a może na stałe, zmieni nawyki oraz zachowania pracowników. Dlatego przygotowując scenariusz powrotu, firmy nie powinny skupiać się na tym, jak najszybciej zakończyć home office, ale w jaki sposób zapewnić swoim ludziom poczucie bezpieczeństwa i zminimalizować ryzyko zarażenia w przestrzeni biurowej. – tłumaczy Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

1. Dzień z życia pracownika

Opisanie typowego dnia roboczego członków swojego zespołu to pierwszy etap przygotowania strategii powrotu.

Przeanalizowanie, ilu pracowników dojeżdża do biura komunikacją miejską, a ilu własnym samochodem, jaką drogę pokonują od momentu wejścia biura, ile średnio telekonferencji i spotkań mają, czy przygotowują własne posiłki, czy raczej jadają na mieście – aktualna sytuacja wymusi na pracodawcach, aby jeszcze lepiej poznali swój zespół. Celem jest szczegółowe zmapowanie wszystkich potencjalnych zagrożeń i sytuacji, w których pracownik jest narażony na większe ryzyko zarażenia. – dodaje Jakub Zieliński

Przeanalizowanie tzw. „employee journey” to kluczowy krok pozwalający na przygotowanie nowej etykiety zachowań i zaplanowanie stref pracy.

2. Biuro od nowa

Wiedząc już, jak nasz zespół porusza się po biurze i znając dokładnie dotychczasowe plany aranżacji przestrzeni, firmy mogą przejść do etapu reorganizacji.
W praktyce będzie to polegać na wyborze stanowisk pracy, przy których pracownicy mogą siadać, określeniu, z których salek konferencyjnych będziemy korzystać, ile osób może w nich przebywać, i zadecydowaniu, w jaki sposób powinien odbywać się ruch w przestrzeniach wspólnych. Biuro będzie musiało zawierać system oznaczeń podobnych do tych, które znamy z miejsc użyteczności publicznej. Warto jednak, aby nie budziły one negatywnych skojarzeń i nie powodowały dyskomfortu. Niewykluczone też, że firmy będą musiały wprowadzić ruch jednostronny na powierzchni biurowej oraz plany rotacji pracowników. – podkreśla Jakub Zieliński

Ten ostatni element będzie ważny, jeśli okaże się, że pracodawcy nie posiadają wystarczającej liczby biurek, aby pozwolić na zachowanie co najmniej 2-metrowej odległości między pracownikami, oraz w momencie, kiedy do biur wróci ok. 35% osób. Z pomocą przyjdą wtedy dedykowane aplikacje umożliwiające rezerwację miejsc czy też po prostu arkusze z grafikiem zawieszonym w chmurze.

3. Biurowce od kuchni

Oznaczenia, wprowadzenie limitu osób w biurze i wdrożenie nowej etykiety zachowań musi odbywać się równolegle z weryfikacją systemów i instalacji kluczowych z punktu widzenia budynków biurowych.

Aspekty techniczne związane z funkcjonowaniem biurowców są teraz w centrum uwagi wszystkich właścicieli i najemców. Przygotowanie obiektu na powrót pracowników może odbywać się dwuetapowo. Zmiany, które możemy wprowadzić w krótkim terminie to m.in. zwiększenie ilości powietrza nawiewanego i wywiewanego w granicach maksymalnych możliwości instalacji, wydłużenie czasu wentylacji w przestrzeni biurowej, tam gdzie nie wpłynie to na efektywność wentylacji, ograniczenie użycia klimakonwektorów i klimatyzatorów, i oczywiście – zaostrzenie rygoru czyszczenia przestrzeni wspólnych. Pamiętajmy, że koronawirus, w zależności od powierzchni, może być aktywny nawet do trzech dni. komentuje Paweł Warda, Dyrektor Działu Zarządzania Projektami w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL

Długoterminowo natomiast właściciele biurowi oraz pracodawcy mogą zwiększyć swoje nakłady na rozwiązania cyfrowe czy zakup urządzeń poprawiających jakość powietrza czy poziom czystości w biurowcu.

Mowa tu o takich rozwiązaniach, jak sterowane bezdotykowo windy, automatycznie otwierane drzwi na powierzchniach najemców, czy systemy sterowania światłem poprzez czujniki ruchu i natężenia światła, których do tej pory nie zawsze utożsamialiśmy z przestrzeniami biurowymi. W dłuższej perspektywie firmy mogą inwestować także w modyfikacje instalacji wentylacji, które pomogą oczyszczać powietrze. dodaje Paweł Warda

4. Nie zapominajmy o komunikacji

Zaplanowanie procesu zakomunikowania wszystkich zmian zespołowi to klucz do sukcesu, jeśli chodzi o wdrożenie strategii powrotu.

Transparentność, odpowiednie sygnalizowanie nadchodzących zmian i przemyślana, regularna, a także dwukierunkowa komunikacja są na pewno elementami, które powinny towarzyszyć wszystkim działaniom pracodawców. Pracownicy muszą mieć pewność, że firma przemyślała cały proces powrotu, a wszystko odbywa się w trosce o ich zdrowie. Pamiętajmy też, że musimy dać sobie czas, abyśmy wszyscy nabrali nowych nawyków i sposobów postępowania w czasach nowej „normalności”. – podsumowuje Jakub Zieliński

Debata w stylu oksfordzkim – Czy świat po zarazie będzie lepszy?

  • 12 maja osobistości ze świata nauki i biznesu wezmą udział w pierwszej w Polsce debacie warszawskiej w stylu oksfordzkim online.
  • Celem dyskusji będą rozważania na temat możliwych kierunków, jakie obierze świat po zakończeniu pandemii.
  • Organizatorem debaty jest fundacja Nienieodpowiedzialni.

Debata warszawska w stylu oksfordzkim to charakterystyczna forma dla organizowanych przez fundację Nienieodpowiedzialni dyskusji. Zaproszeni do niej goście zostają podzieleni na dwie grupy, których zadaniem jest obrona lub obalenie postawionej tezy.

Debata warszawska w stylu oksfordzkim to stały i charakterystyczny punkt programu podczas organizowanych przez nas konferencji Nienieodpowiedzialni. Zaproponowana forma dyskusji została znakomicie przyjęta zarówno przez jej uczestników, jak i przysłuchujących się gości. Zazwyczaj możemy w niej uczestniczyć dopiero jesienią, spotykając się twarzą w twarz. Tym razem, w obliczu wyjątkowej sytuacji, chcemy zaprosić do udziału online, zachowując wszelkie normy bezpieczeństwa. To wyjątkowe wydarzenie i prawdopodobnie pierwsza w Polsce debata w stylu oksfordzkim online. Pomimo zmienionej formy „spotkania”, dyskusja zostanie przeprowadzona z zachowaniem wszystkich, charakterystycznych dla tego typu debaty cech – mówi Artur Nowak-Gocławski, prezes Fundacji Nienieodpowiedzialni.

Gośćmi przedstawiciele nauki i biznesu

W rolę obrońców postawionej tezy „Świat po zarazie będzie lepszy” wcielą się: dr Aleksandra Przegalińska – filozof, futurolog, doktor nauk humanistycznych i doktor habilitowana nauk społecznych, Dominika Bettman – ekonomistka, prezes firmy Siemens oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu, a także Zuzanna Skalska – profesjonalna analityczka trendów, właścicielka firmy 360Inspiration. Po stronie opozycji wystąpią: prof. dr hab. Paweł Golik – dyrektor Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego, Piotr Voelkel – współwłaściciel Grupy Kapitałowej Vox, założyciel School of Form, współzałożyciel Uniwersytetu SWPS oraz Collegium Da Vinci, a także prof. dr hab. Mirosław Grewiński – polityk społeczny, profesor nadzwyczajny i prorektor w Wyższej Szkole Pedagogicznej im. Janusza Korczaka w Warszawie. Debatę poprowadzi dziennikarz Grzegorz Nawrocki – organizator i prowadzący cykl debat „Zderzenia” w Teatrze Polskim w Warszawie.

W debacie w stylu oksfordzkim mówcy nie prezentują swoich opinii. Jest to ćwiczenie intelektualne, podczas którego uczestnicy otrzymują zadanie wcielenia się w obrońców lub przeciwników określonej tezy, niezależnie od swoich osobistych poglądów. Tym razem chcemy rozmawiać o tym, czy świat po zarazie będzie lepszy. Czy obudzimy się i spróbujemy pohamować nasze apetyty? Czy „więcej, szybciej, bardziej” uda nam się zastąpić podejściem zrównoważonym? Czy pandemia okaże się „kopniakiem” od planety, który otrzeźwi ludzkość? Czy może właśnie nie – gdy sytuacja epidemiologiczna się uspokoi, wrócimy do „business as usual”? Świat nadal będzie konsumował i produkował bez opamiętania, a biznes skupi się na tym, żebyśmy szybko zapomnieli, że może być inaczej? – dodaje Magdalena Mitraszewska, koordynatorka projektu Nienieodpowiedzialni.

Debata będzie miała formę online i rozpocznie się 12 maja o godz. 18:00. Więcej szczegółów na stronie: https://facebook.com/nienieodpowiedzialni

Przez pandemię psychiatria spodziewa się wysypu chorób. Branża IT chce na tym zarobić

W ciągu najbliższych 2 lat przychody firm, które tworzą rozwiązania technologiczne w obszarze psychiatrii i psychoterapii, mogą wzrosnąć nawet kilkusetkrotnie. Tak przewidują eksperci z branży IT, bo obecna izolacja społeczna i nadchodzący kryzys gospodarczy zwiększają zapotrzebowanie na korzystanie ze zdalnych terapii. Ten scenariusz potwierdzają psychiatrzy, którzy widzą potrzebę tworzenia narzędzi m.in. do monitorowania stanu zdrowia swoich pacjentów. I przewidują, że pandemia mocno przyspieszy ich rozmowy z biznesem. Jeszcze w tym roku należy spodziewać się „wysypu” nowych aplikacji wspierających tę dziedzinę.

Pęczniejący rynek

W związku z izolacją społeczną i kryzysem gospodarczym rośnie liczba osób potrzebujących terapii. Rozwiązania technologiczne dają im teraz jedyną możliwość korzystania z tego typu usług. – Wzrost zainteresowania nimi w latach 2020-2022 może być nawet kilkusetkrotny. Zyski firm, które tworzą oprogramowania w tym obszarze, analogicznie się zwiększą. Nie można przewidzieć konkretnej sumy, a jedynie wielokrotność wzrostu, ponieważ w tej branży występują różne stawki. Opracowanie tej samej platformy w jednej firmie potrafi kosztować 30 tys. zł, a w innej nawet – 300 tys. zł – mówi Damian Markowski, Co-Founder & COO Therapify.

Jeszcze przed epidemią WHO przewidywała, że w 2030 r. depresja może być najczęściej występującą chorobą na świecie. – Szacuje się, że obecnie w Polsce zmaga się z nią od 1 do 2 mln osób. Jakiekolwiek estymacje należy śmiało podwoić ze względu na silną stygmatyzację osób ze schorzeniami psychicznymi. Nawet 10% Polaków może potrzebować pomocy psychiatrycznej. Efekt izolacji jeszcze bardziej pogłębi ten problem. Mamy więc do czynienia z dużym, nieeksplorowanym zapotrzebowaniem na narzędzia z zakresu nowych technologii, wspierające kondycję psychiczną – stwierdza dr inż. Paweł Prociów, CTO w firmie technologicznej Proxi.cloud.

Z kolei Tomasz Witt, prezes zarządu Norbsoft, informuje, że rynek psychiatryczny w Polsce obecnie wynosi ok. 3,4 mld zł rocznie. Perspektywy finansowe dotychczas nie przyciągały firm technologicznych. Jednak w związku z pandemią ekspert przewiduje, że specjaliści z zakresu zdrowia psychicznego zaczną szerzej korzystać z dostępnych narzędzi, celem zwiększenia dostępności swoich usług. I to przyniesie duże zyski dla branży.

– Psychiatria to absolutnie łakomy kąsek dla branży technologicznej, jak każdy obszar, który w obecnej sytuacji musi przenieść swoje życie do sieci. Już przed pandemią ten rynek był wystarczająco duży na świecie, aby mógł pomieścić kilka tzw. unicornów, czyli firm wycenianych na ponad 1 miliard dolarów. Pandemia drastycznie zwiększy jego rozmiar i wartość. To da szansę nowym firmom na olbrzymie zyski – przekonuje Damian Markowski.

Wzajemne oczekiwania

Szeroko pojęta dziedzina psychiatrii jak najbardziej widzi potrzebę korzystania z narzędzi cyfrowych, zwłaszcza w dobie pandemii. – Aplikacje i programy dostępne w wersji mobilnej oraz desktopowej pozwalają nam docierać do pacjentów w sferze online, w której znajdują się obecnie. Zdalny monitoring kondycji psychicznej daje możliwość wprowadzania zaleceń w zależności od stanu i aktywności danej osoby – podkreśla dr Krzysztof Walczewski, ekspert z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Z kolei prof. Paweł Mierzejewski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie zwraca uwagę na to, aby rozwiązania technologiczne były tworzone we współpracy z lekarzami. Tego przede wszystkim oczekują psychiatrzy od IT. Aplikacje mobilne często są oparte o intuicyjną wiedzę deweloperów, co może być dużym zagrożeniem dla użytkowników. Wsparcie profesjonalistów jest jak najbardziej potrzebne do osiągnięcia sukcesu. Wiedzę w obszarze zdrowia buduje się latami, a nawet dziesiątkami lat. Nie jest rozsądne oczekiwać, że bez niej nagle zdobędzie się rynek i zarobi miliony.

– Najważniejsze jest to, aby przejść barierę niewiedzy. Eksperci technologiczni najczęściej nie są zaznajomieni ze specyfiką psychiatrii i potrzebują specjalistycznej wiedzy w tym temacie. Z kolei lekarze  często nie są świadomi pełni możliwości, jakie oferuje obecna technologia. Muszą zobaczyć w niej narzędzie, które może ich wspomóc w skutecznej terapii, pozwalającej efektywnie pomagać pacjentom przy oczywistych brakach w zasobach. Warto prowadzić rozmowy i zacieśniać współpracę, aby powstawały wartościowe projekty, wykorzystujące lata doświadczeń obu stron – komentuje dr Prociów.

Jak przekonuje Tomasz Witt, pandemia przyspieszy rozmowy branży IT ze środowiskiem lekarskim. Koronawirus dobitnie pokazał, jak ważna jest możliwość posiadania kolejnego kanału komunikacji, który jest niezależny od fizycznej obecności pacjenta. Konieczna jest zmiana myślenia psychiatrii, nastawionej wyłącznie na wizyty osobiste w klinikach. Bez tego niewiele można zrobić, nawet mając najlepszy produkt czy technologię.

Wysyp aplikacji

Dr Paweł Prociów zauważa, że już teraz na krajowym rynku można wskazać bardzo dobre przykłady wsparcia psychiatrii przez IT. Istnieje np. aplikacja pomagająca w terapii uzależnień – Helping Hand. Uruchamiana jest również platforma WsparciePsychiczne.pl, łącząca specjalistów z pacjentami. Dzięki takim innowacjom zdalna pomoc terapeutyczna rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie.

– Technologii wspomagających konkretnie psychiatrię nie ma zbyt wielu. Jest zdecydowanie więcej narzędzi dla psychologów i psychoterapeutów, np. CBT Thought Diary czy polska aplikacja Therapify. Obecnie brakuje dostępnych publicznie badań dotyczących zastosowania innowacyjnych technologii w psychiatrii i to na pewno utrudnia rozmowy z tą branżą – zaznacza Tomasz Witt.

W tym roku można oczekiwać kolejnych wdrożeń. Firma Proxi.cloud prowadzi obecnie pilotażowe projekty ze światem akademickim. – Dla Uniwersytetu w Genewie stworzyliśmy aplikację Actidote, która aktywizuje osoby chore na depresję poprzez system przypomnień i wirtualnych gratyfikacji w połączeniu z metodami opartymi na medytacji oraz wizualizacji. Pierwsze wyniki badań klinicznych są bardzo obiecujące. Właśnie uzyskaliśmy grant na uruchomienie naszego narzędzia w Szwajcarii, Polsce i innych krajach – relacjonuje dr Prociów.

Według obserwacji Damiana Markowskiego, stale rośnie liczba aplikacji mobilnych i webowych mających zastosowanie w obszarze psychiatrii i psychoterapii. Są ukierunkowane na psychoedukację lub samopomoc. Niektóre ułatwiają znalezienie specjalisty i zarezerwowanie terminu sesji online oraz pozwalają na odbycie całej terapii w formie zdalnej. Pojawiają się też rozwiązania wspierające diagnostykę i monitorowanie stanu pacjenta. Jednak rozkwit tych rozwiązań jest zdecydowanie dopiero przed nami. Druga połowa 2020 roku pozwoli ocenić wzrosty wykorzystania technologii w ww. celach.

– W tym roku, po uzyskaniu aprobaty komisji bioetycznej, zostanie też wdrożona aplikacja PMMD, którą stworzyliśmy we współpracy z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Ma ona dostarczać specjalistom dane diagnostyczne, wykraczające poza standardowy kwestionariusz. Pacjent będzie miał wgląd w swoją aktywność fizyczną i społeczną, w korelacji z własną samooceną stanu psychicznego. Psychiatra zyska możliwość wyciągnięcia głębszych wniosków na temat stanu klinicznego – podsumowuje ekspert z Proxi.cloud.

Rynki wschodzące: Spadło tempo odpływu kapitału, ale słabe punkty pozostały

Odpływy kapitałowe z rynków wschodzących (RW) osiągnęły szczyt w marcu aby potem opaść, ale mogą ponownie wzrosnąć, jeżeli utrzymywać się będą napięcia handlowe. W kwietniu całkowite odpływy inwestycji portfelowych z RW spadły do szacowanych -18 mld USD z rekordowych odpływów -88 mld USD w marcu. To, zdaniem ekspertów Euler Hermes, odzwierciedla zmianę sytuacji w Chinach (wpływy około + 8 mld USD w kwietniu po odpływach tego samego rzędu w marcu) i znaczące spowolnienie w innych krajach azjatyckich, a także niższe odpływy ze wschodzących gospodarek Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (zob. Rysunek 1). Z kolei odpływy inwestycji portfelowych z Ameryki Łacińskiej pozostały na wysokim poziomie -13 mld USD w kwietniu (-16 mld USD w marcu), głównie ze względu na znacznie zwiększone odpływy z Meksyku i Kolumbii, które zostały poważnie dotknięte skutkami dalszej obniżki światowych cen ropy naftowej w zeszłym miesiącu. Bardziej ogólnie, rynki finansowe zaczęły rozróżniać rynki wschodzące na te odporne i bardziej podatne, gdy w całej rozciągłości wycofywały kapitał w marcu, kiedy potencjalny rozmiar wstrząsu związanego z Covid-19 wciąż był niejasny. Wyniki walut RW potwierdzały ten pogląd. Po gwałtownych deprecjacjach w marcu większość walut ustabilizowała się lub nawet odbiła w stosunku do USD w kwietniu, lecz niektóre dalej słabły, zwłaszcza waluty Brazylii (-7%), Meksyku (-4%), Republiki Południowej Afryki (-6%) i Turcji (-6%). Patrząc w przyszłość, odnowione napięcia handlowe pomiędzy USA i Chinami, które przyczyniły się do miększego rozpoczęcia tygodnia na rynkach instrumentów kapitałowych, mogą znów doprowadzić do zwiększonych odpływów kapitałowych, jakie wystąpiły np. w sierpniu 2019 r. (-19 mld USD). Generalnie jednak analitycy Euler Hermes nie spodziewają się miesiąca z podobnymi odpływami jak marcu w ciągu następnego roku.

Słabsze rynki wschodzące mogą nadać priorytet utrzymaniu działania gospodarki, ryzykując wysoką liczbą zgonów z powodu Covid-19. Koszt ekonomiczny pełnej blokady gospodarki jest bardzo wysoki dla wielu RW. Po pierwsze, są to te rynki o istotnych strukturalnych słabościach, takich jak wysoka zależność od eksportu towarów i usług – i w tym przypadku zwłaszcza od eksportu surowców i usług turystycznych – wysoki udział zatrudnienia nieformalnego i/lub słaba ochrona zatrudnienia. Po drugie, są rynki wschodzące, które znalazły się w kryzysie zdrowotnym z istotnymi zaburzeniami równowagi makroekonomicznej, takimi jak duże deficyty budżetowe i/lub obrotów bieżących, wysoka zależność od finansowania zewnętrznego, niskie rezerwy dewizowe i/lub waluty o zawyżonej wartości. Rynki wschodzące, które należą do tych kategorii, mogą podjąć decyzje o zbyt wczesnym zniesieniu ograniczeń lub zupełnej rezygnacji z nich w celu złagodzenia skutków spowolnienia swoich gospodarek. Cel lub potrzeba ograniczenia bodźców fiskalnych może również odgrywać pewną rolę. Rysunek 2 wskazuje, że Republika Południowej Afryki, Indie, Brazylia, Indonezja i Turcja są dużymi RW o wysokiej podatności gospodarczej na ograniczenia. Dlatego nie jest zaskoczeniem, że np. zarówno Brazylia, jak i Turcja, nie wprowadziły rygorystycznych obostrzeń gospodarczych (jeszcze), mimo że ich wskaźniki ochrony zdrowia są również słabe.[1] Jednak taka strategia obarczona jest ryzykiem znacznie cięższego i dłuższego kryzysu sanitarnego w późniejszym okresie, który ostatecznie także silnie uderzy w gospodarkę. Np., władze tureckie podkreślają, że chcą uratować sezon turystyczny 2020, ale będzie to mało prawdopodobne, jeżeli liczba ofiar z powodu Covid-19 będzie nadal rosła.

Generalnie, powyższa analiza jest zgodna z wcześniejszym wnioskiem ekonomistów Euler Hermes, że następujące duże RW – Argentyna, Turcja, Republika Południowej Afryki, Meksyk, Chile, Pakistan, Indonezja, Malezja i Rumunia – a także pewna liczba rynków granicznych są najbardziej narażone na obniżki ratingów i w efekcie niewywiązanie się ze zobowiązań zarówno przez same państwa, jak i korporacje (duże firmy z nich pochodzące, a finansujące się na rynkach zagranicznych).[2]

Eksperci Euler Hermes wciąż prognozują, że realny PKB na rynkach wschodzących jako całości skurczy się o -0,7% w 2020 r.

Chociaż odpływy kapitałowe z RW osiągnęły najniższy poziom w marcu, realne gospodarki na razie wciąż będą się osuwać. Indeksy PMI-produkcja rynków wschodzących opublikowane w tym tygodniu potwierdzają gwałtowne spowolnienie działalności gospodarczej w kwietniu i ponure prognozy na nadchodzące miesiące. Wskaźnik PMI-produkcja RW spadł do 42,3 punktów w kwietniu (z 49,6 w marcu). Nie licząc Chin, które już weszły w okres ożywienia (PMI na poziomie 50,8 w kwietniu), złożony indeks obniżył się do 34,0 (z 47,2). To potwierdza naszą bazową prognozę gwałtownego skurczenia się gospodarki RW jako całości w drugim kwartale, po którym nastąpi stopniowe ożywienie, począwszy od drugiej połowy 2020 r. Euler Hermes przewiduje, że realny PKB rynków wschodzących skurczy się o -0,7% w 2020 r., po czym zostanie odnotowane silne ożywienie na poziomie +6,4% w 2021 r. (Rysunek 3 zawiera szczegółowe dane dotyczące prognoz dla głównych regionów i kluczowych RW).

Rysunek 1 – Całkowite przepływy portfeli inwestycyjnych według regionów, mld USD

Całkowite przepływy portfeli inwestycyjnych według regionów
Źródła: IIF, krajowe dane statystyczne, szacunki Allianz Research

Rysunek 2 – Podatność gospodarcza na ograniczenia i gotowość zdrowotna do zniesienia ograniczeń dla wybranych gospodarek

Podatność gospodarcza na ograniczenia i gotowość zdrowotna do zniesienia ograniczeń dla wybranych gospodarek
Źródła: Różne, Allianz Research

Autor: MANFRED STAMER – Starszy Ekonomista Euler Hermes
Przy udziale Françoise Huang, Starszego Ekonomisty ds. APAC

[1] W Brazylii, niektóre władze regionalne wprowadziły zamknięcia, ale rząd centralny tego nie zrobił. W Turcji, rząd wprowadzał tylko “zamknięcia weekendowe“ w około 30 prowincjach kilka razy.

[2] W celu uzyskania dalszych informacji zob. Rynki wschodzące: jak walczyć z Covid-19 nie robiąc 'wszystkiego, co w ich mocy’, s. 5.

3 pierwsze kroki pracodawcy po wezwaniu do zapłaty odszkodowania za mobbing

Na pracodawcy ciąży ustawowy obowiązek zapobiegania mobbingu w miejscu pracy. Jednak nawet przy najlepszej procedurze antymobbingowej może zdarzyć się, że o podejrzeniu mobbingu pracodawca dowie się dopiero otrzymując wezwanie do zapłaty odszkodowania za mobbing. Jakie kroki należy zatem podjąć, aby szybko i skutecznie zweryfikować zaistniałą sytuację i właściwie przygotować się do ewentualnego procesu?

W opisywanej sytuacji pracodawca ma zwykle za mało czasu na przeprowadzenie długotrwałej procedury antymobbingowej, przesłuchania mobbera i mobbingowanego, pracowników, poszukiwania były pracowników, którzy mogą być świadkami w sprawie. Oto, co można zrobić, aby zapanować nad kryzysem i przygotować się do dalszych kroków w tej sprawie.

  1. Ustal okoliczności zdarzenia

W pierwszej kolejności pracodawca powinien ustalić, czy mobbing faktycznie mógł mieć miejsce. Okoliczność, które w ocenie mobbingowanego świadczą o mobbingu powinny być wskazane w wezwaniu. Jeśli jednak tak nie jest, a treść wezwania jest lakoniczna i nie wskazuje na zdarzenia świadczące o mobbingu, pracodawca powinien odpowiedzieć na wezwanie, zwracając się o wskazanie sytuacji świadczącej o mobbingu. Dopiero po takim wewnętrznym „śledztwie”, możliwe będzie odniesienie się do okoliczności podnoszonych przez mobbingowanego.

Przy dobrze skonstruowanej procedurze antymobbingowej, pracodawca może odeprzeć argumenty pracownika wykazując, że nie przekazywał żadnych informacji na temat podejrzenia zaistnienia mobbingu. W tym przypadku konieczne będzie prześledzenie wszystkich zgłoszeń oraz ankiet, by potwierdzić, że taki sygnał nie został przypadkiem pominięty. Konieczne będzie też udowodnienie, że pracownik miał możliwość zgłaszania niepożądanych zachowań, ale z niewiadomych przyczyn tego nie zrobił.

  1. Podejmij dialog z pracownikami

Kolejnym krokiem powinno być podjęcie rozmów z innymi pracownikami, najbliższymi dla mobbingowanego pracownika. W szczególności istotne może być ustalenie, jak podejrzanego mobbera oraz jego zachowanie w stosunku do mobbingowanego postrzegali inni pracownicy, a także czy sami doświadczyli podobnych sytuacji. Jeśli w trakcie rozmów z pracownikami okaże się, że takie zdarzenia miały miejsce – potwierdzi się fakt, że nikt takich okoliczności nie zgłaszał. Pracodawca w tym czasie powinien także zorientować się, które osoby posiadają wiedzę na temat relacji mobbera i mobbingowanego, by móc ich powołać na świadków w przypadku ewentualnego sporu.

Warto także przejrzeć i zabezpieczyć skrzynkę mailową mobbingowanego i mobbera. Prześledzenie wiadomości pomiędzy stronami może wskazywać na ich stosunki i sposób komunikacji, to zaś może potwierdzać lub zaprzeczać wystąpieniu mobbingu.

  1. Zdecyduj, co dalej

W zależności wniosków wyciągniętych po dokonaniu czynności wyjaśniających, pracodawca powinien podjąć decyzję odnośnie uznania bądź odrzucenia roszczenia pracownika. W przypadku, gdy nie ma wątpliwości, że mobbing miał miejsce, ugodowe zakończenie sporu z pracownikiem może być korzystniejsze dla obu stron.

Kiedy natomiast pracodawca nie zgadza się z zarzutami pracownika, powinien odmówić wypłaty odszkodowania, wskazując, że po przeprowadzonych czynnościach brak jest podstaw do uznania, że mobbing miał miejsce. Pracownik będzie mógł jednak dochodzić swoich roszczeń w sądzie. Na tym etapie znaczenie będą miały dowody i materiały zgromadzone przez pracodawcę w czasie czynności wyjaśniających. Prawidłowe przeprowadzenie czynności wyjaśniających pozwoli pracodawcy lepiej bronić swoich interesów i odnieść się do zarzutów pracownika.

Autorki:

Dorota Brzezińska-Grabarczyk, adwokat, partner w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów sądowych z zakresu prawa pracy, prawa spółek, nieuczciwej konkurencji oraz w sprawach budowlanych. Ekspert w dziedzinie projektów inwestycyjnych.

Magdalena Jarecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie pracy, obsłudze korporacyjnej przedsiębiorstw oraz rozwiązywaniu sporów sądowych.

Kształcenie na odległość wymaga nowych metod nauczania

Nauka zdalna, tak samo jak praca, jest jednocześnie szansą i problemem. Obecnie edukacja online jest dla uczniów koniecznością. Przez wiele lat nie chcieliśmy się jednak pogodzić, że żyjemy w epoce cyfrowej i aktywne zagospodarowanie nowych narzędzi jest bardzo ważne. Pojawiały się różne rozwiązania – zarówno ze strony ministerialnej, jak np. e-podręczniki, czy też stowarzyszeń i fundacji działających na rzecz promowania nauki online. Bez ostatecznej konieczności nie wprowadzono jednak na stałe żadnych rozwiązań. Tradycyjna nauka była podstawą, od której nie chciano odchodzić – chociaż był czas na przygotowanie się na zmiany. Teraz ministerstwo ogłosiło przejście na nauczanie zdalne. Zwolennicy takiej metody byli przygotowani na jej wdrożenie, nawet w trybie pilnym. Wymagało to jednak odpowiednich narzędzi i przetestowanego oprogramowania. Inni przekazywali swoim uczniom zadania do wykonania w domu za pośrednictwem dzienników internetowych. Chociaż samo nauczanie nie odbywało się online, to uczniowie pracowali zdalnie.

– W kwestii wprowadzania takich rozwiązań dzisiejsza sytuacja jest przełomowa. Tak, jak w innych dziedzinach – również w edukacji okazało się, że wdrożenie nowych technologicznie metod jest możliwe i bardzo ważne – powiedział serwisowi eNewsroom Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej “Perspektywy”. – Chociaż taka forma nie zastąpi w pełni bezpośredniego kontaktu, może być pomocna. W ciągu ostatnich tygodni liczba zakupów aplikacji Zoom, najpopularniejszej platformy do wideokonferencji i spotkań online zwiększyły się z 10 do 200 milionów. Ten rekordowy wynik pokazuje ogromne zapotrzebowania na zorganizowane systemy kontaktowania się, także w celach naukowych. Należy pamiętać, że takie rozwiązanie – oprócz zapewnienia obrazu wideo – wymaga odpowiedniego przygotowania. Nie wystarczy jedynie przeniesienie dotychczasowych zajęć szkolnych na nowe warunki. Konieczna jest znajomość oprogramowania oraz dostosowanie metod, jak i programu nauczania. Jest to wyzwanie, które jednocześnie daje nowe możliwości rozwoju i korzyści dla uczniów. Tutaj pojawia się jednak problem. Nie leży on w braku samego oprogramowania, ale braku treści dostosowanych do zdalnej nauki online. W ten sposób, mimo zapewnień, szkoła nie będzie mogła zrealizować podstawy programowej i planu zajęć. Dzisiejsza, niespodziewana sytuacja zaskoczyła wszystkich. Należy pamiętać, że efekty nauczania dzieci i młodzieży nie będą takie, jak gdyby nauka odbywała się w szkole – mimo że nauczymy się dziś czegoś innego. Wprowadzenie nowych metod i technologii otwiera nowe możliwości na przyszłość – zachęca Siwiński.

Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce?

Ponad 60 proc. obywateli Ukrainy, którzy pracują w Polsce poleciłoby swoim znajomym przyjazd do naszego kraju. Korzystne zarobki to niejedyny powód. Ankietowani wskazują, że równie ważne są dla nich ogólne warunki życia. Polska jest przez zdecydowaną większość respondentów badania Busradar.pl postrzegana jako przyjazny kraj. I to mimo tego, że aż połowa z nich spotkała się z objawami niechęci ze względu na pochodzenie.

Niskie zarobki sąsiadów zza wschodniej granicy pracujących w Polsce należą do przeszłości – dowodzą dane pozyskane dzięki badaniu przeprowadzonemu przez Busradar.pl w marcu br., tuż przed wybuchem epidemii koronawirusa.

Godniej na rękę

Zdecydowana większość Ukraińców – bo 70 proc. – deklaruje, że zarabia w Polsce pomiędzy 2000 z 4000 zł na rękę. Więcej zarabia 18 proc. respondentów a mniej – jedynie 13 proc.

Obywatele Ukrainy w ponad ¾ przypadków deklarują, że pracują w Polsce na podstawie umowy o pracę. Mniej niż 10 proc. pracuje w oparciu o umowę zlecenie, zaś tylko około 4 proc. – umowę o dzieło.Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w PolsceJak te zarobki mają się do wynagrodzenia u naszych wschodnich sąsiadów? 70 proc. respondentów twierdzi, że jest w swoim kraju w stanie zarobić co najwyżej 2000 zł, przy czym najczęściej – bo w 45 proc. przypadków – ich zarobki na rękę mieszczą się w przedziale od 500 do 1500 zł.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 2Oczywiście porównywanie wyłącznie zarobków nie ma większego sensu, bo ważne są też koszty utrzymania, a te są na Ukrainie raczej niższe niż w Polsce. Jednak nie aż tak, by zrównoważyć znacząco niższe zarobki. Restauracje są tańsze średnio o 32 proc, jedzenie o 6 proc. a transport o 27 proc.
W rozdarciu
Osoby ukraińskiego pochodzenia, które pracują w Polsce raczej nie myślą o pracy w naszym kraju jak o sposobie na szybkie wzbogacenie się. Aż 80 proc. respondentów planuje dłuższy, ponad trzyletni pobyt, a ponad 40 proc. chce zostać w Polsce na stałe.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 3Spośród 41,4 proc. respondentów, którzy chcą wrócić na Ukrainę, aż 60 proc. uzależnia tę decyzję od poprawy warunków życia w swoim kraju lub polepszenia warunków i wysokości płac.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 4Niepewnie

Ciekawe jest zestawienie odpowiedzi respondentów na kilka pytań – o to, czy chcą wrócić na stałe na Ukrainę, w jakim kraju najbardziej chcieliby mieszkać i czy będą szukać ofert pracy w innych krajach niż Polska.

Wyłania się z nich obraz osób nieco rozczarowanych warunkami życia i pracy w swoim kraju, dość dobrze, choć bynajmniej nie entuzjastycznie oceniających warunki życia i możliwości zarobkowania w Polsce.

Pojawia się dużo odpowiedzi, które świadczą o niepewności migrantów. 30 proc. nie wie, czy chce wrócić na Ukrainę, 36 proc, nie wie, czy będzie szukać pracy w innych krajach niż Polska.

Sentyment do Ukrainy nie wydaje się też wielki – chciałby tam najbardziej mieszkać nieco ponad połowa Ukraińców pracujących w Polsce, ale – jak wiemy z odpowiedzi na inne pytania – wielu respondentów stawia swojemu krajowi kilka warunków.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 5Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 6Wystarczająco miło

Prawie 70 proc. Ukraińców przyznaje Polsce ocenę co najmniej 7 w skali od zera do 10. Czyli ocenia nasz kraj jako naprawdę przyjazne miejsce. Noty od zera do trzech przyznało Polsce jedynie 3,7 proc. respondentów.

Prawdopodobnie wpływa na to bliskość kulturowa, obyczajowa czy pokrewieństwo językowe. Nie bez znaczenia jest też bliskość geograficzna oraz wspólnota doświadczeń wynikająca z wieloletniej dominacji Rosji w tym regionie Europy.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 7Te wysokie noty respondenci przyznali Polsce mimo tego, że aż połowa z nich doświadczyła tu dyskryminacji. Być może takie reakcje były incydentalne, więc w ogólnym rozrachunku bilans i tak wychodzi na plus.

Okazjonalnie niemiło

Spośród dokładnie 49,90 proc. respondentów, którzy spotkali się z objawami niechęci lub dyskryminacji ze względu na ukraińskie pochodzenie, prawie co trzeci z nich wskazywał, że wyraziło się to w niekorzystnym sformułowaniu warunków pracy lub wynagrodzenia, co piąty był niewłaściwie potraktowany przez przypadkową osobę w miejscu publicznym, a co dziesiąty w urzędzie lub placówce służby zdrowia.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 8Badanie “Polska według Ukraińców: Zachwycająca? Przyjazna? Wroga? Praca oraz przyzwyczajenia transportowe i płatnicze Ukraińców w Polsce” zrealizowano w dniach 26 lutego-6 marca 2020 przez Busradar.pl metodą CAWI na grupie N=519 Ukraińców mieszkających w Polsce.

Recepty na kryzys gospodarczy. Prezes BOŚ: utrzymanie rodzimych firm i miejsc pracy to priorytet

Pandemia koronawirusa w znacznym stopniu zamroziła życie gospodarcze w kraju i na świecie. Podejmowane są jednak działania, których celem jest ochrona polskich firm oraz miejsc pracy w rodzimych przedsiębiorstwach. Zdaniem Bogusława Białowąsa, prezesa Banku Ochrony Środowiska, wprowadzone przez rząd tarcze – antykryzysowa i finansowa – w połączeniu z rozwiązaniami proponowanymi przez sektor finansowy, pozwolą na ograniczenie skutków kryzysu gospodarczego.

Jak podkreśla premier Mateusz Morawiecki, łączna wartość pomocy, którą otrzymają polskie firmy podczas pandemii koronawirusa, wyniesie 320-330 mld złotych. Składają się na nią elementy tarczy antykryzysowej, uzupełnione o tarczę finansową. Z pomocy mogą korzystać zarówno mikroprzedsiębiorstwa, jak i małe, średnie oraz duże podmioty.

W ramach tarczy finansowej do firm trafi łącznie nawet 100 mld zł, a 60 proc. tych środków nie będzie wymagało zwrotu. Kluczowe w niej są dwa czynniki: utrzymanie działalności i miejsc pracy. Pierwsze pieniądze do sektora MŚP przetransferowano 30 kwietnia. – Wspieranie polskich przedsiębiorstw, a co za tym idzie, ochrona setek tysięcy pracowników przed bezrobociem, to konieczność. Kryzys ekonomiczny, będący niewątpliwym skutkiem pandemii koronawirusa, wymaga zdecydowanych działań. Również Bank Ochrony Środowiska swoimi decyzjami, odciążającymi nie tylko przedsiębiorców, ale także klientów indywidualnych, wpisuje się w politykę łagodzenia skutków finansowych związanych z wyhamowaniem części życia gospodarczego – ­podkreśla Bogusław Białowąs, prezes Banku Ochrony Środowiska (BOŚ).

Duża grupa banków, w tym BOŚ, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, umożliwia im również czasowe zawieszenie spłat zobowiązań. Istotnym ułatwieniem dla małych przedsiębiorców (zatrudniających do 9 pracowników) jest także możliwość zwolnienia z opłacania składek ZUS za marzec, kwiecień i maj. Wszystkie podmioty w przypadku spadku obrotów, również te największe – mogą z kolei uzyskać dofinansowanie od 1300 do 2340 zł miesięcznie na osobę zatrudnioną (do 3 miesięcy).

Pomysły na bezpieczne finansowanie

Tarcza finansowa ma zapewnić odpowiednio: 25 mld złotych mikroprzedsiębiorstwom (do 324 tys. zł w ramach jednostkowej pomocy; subwencja bezzwrotna do 75 proc. wartości wsparcia), 50 mld złotych firmom z sektora MŚP (jednorazowo do 3,5 mln zł) i 25 mld zł dużym przedsiębiorstwom (w tym wypadku wysokość pomocy będzie ustalana indywidualnie). Sposobem na utrzymanie płynności finansowej jest również zaciągnięcie kredytu obrotowego z gwarancją de minimis Banku Gospodarstwa Krajowego. Zmiany dotyczące tego rodzaju wsparcia, ujęte w tarczy antykryzysowej, umożliwiają zabezpieczenie nawet 80 proc. wartości kredytu. Został również wydłużony do 39 miesięcy czas, na jaki można uzyskać kredyt obrotowy z gwarancją.

Zwiększanie płynności finansowej przedsiębiorców to ważny krok w kierunku utrzymania na rynku wielu rodzimych firm i miejsc pracy. Ich ochrona to priorytet, a tego rodzaju działania w znaczącym stopniu ograniczą gospodarcze skutki pandemii. Współpraca banków z BGK oraz PFR na rzecz przedsiębiorców powinna ograniczyć skutki kryzysu ekonomicznego w Polsce – wskazuje Bogusław Białowąs.

Więcej o ułatwieniach dla firm można dowiedzieć się m.in. z „Przewodnika Antykryzysowego dla Przedsiębiorców i Jednostek Samorządu Terytorialnego”, stworzonego przez ekspertów Polskiego Funduszu Rozwoju.

Obok wsparcia finansowego dla przedsiębiorstw istotnym elementem rządowej tarczy antykryzysowej jest deklaracja utworzenia Funduszu Inwestycji Publicznych o wartości 30 mld zł, co odpowiada około 0,6 proc. PKB. Celem takiego działania ma być zwiększenie inwestycji na szczeblu centralnym oraz lokalnym. Priorytetowe wydatki będą obejmować infrastrukturę, modernizację szkół i szpitali, transformację energetyczną, cyfryzację, biotechnologię i farmację oraz politykę ochrony środowiska. Dodatkowe nakłady w tych obszarach powinny być kolejnym kołem zamachowym dla polskiej gospodarki, które pomoże w ożywieniu koniunktury po spowolnieniu wywołanym przez pandemię.

Handel i zwyczaje zakupowe konsumentów w dobie pandemii

Obostrzenia wprowadzone w wyniku epidemii koronawirusa dotyczą w dużej mierze placówek handlowych. Nowe zasady w drastyczny sposób ograniczyły dostęp konsumentów do sklepów, a ograniczenia poruszania się wymusiły zmiany zwyczajów zakupowych. Jaki jest stan sektora sprzedaży detalicznej w Polsce na przełomie kwietnia i maja 2020 r.?

Wyraźne spadki

Niewątpliwie jesteśmy świadkami załamania handlu w Polsce. Niepokojące dane zaprezentował ostatnio Główny Urząd Statystyczny, według którego za marzec, w ujęciu rok do roku, sprzedaż detaliczna ogólnie spadła o 9 proc. Biorąc pod uwagę, że dane za luty wskazują ponad siedmioprocentowy wzrost r/r, widać tu wyraźną różnicę, a musimy wziąć pod uwagę, że obostrzenia zaczęły obowiązywać dopiero dwunastego, a kolejne 20 marca. Spodziewamy się zatem, że dane za kwiecień mogą być jeszcze bardziej pesymistycznie.

Na minusie są niemal wszystkie kategorie, a prawdziwą zapaść widać w sektorze odzieży i obuwia, których sprzedaż spadła aż o połowę. Na lekkim plusie jest żywność (2,5 proc.) i produkty farmaceutyczne (8,8 proc.). Udział w sprzedaży przez internet wzrósł z kolei z 5,6 do 8,1 proc. Jednak, jak widać, nie poprawiło to znacząco ogólnych statystyk. Według GUS ogólna sprzedaż na stacjach paliw spadła o 12,5 proc., natomiast, co ciekawe, w sieci MOYA w sprzedaży sklepowej zanotowaliśmy wzrosty. Zawdzięczamy je przede wszystkim nowej kategorii produktowej, czyli asortymentowi środków higienicznych i odkażających, niezbędnych w dobie epidemii.

Zmiany zachowań konsumentów

Cykliczne badania „Shopper Trends”, firmy badawczej Nielsen, określają nastroje i zachowania konsumentów. Według wcześniejszych edycji raportu przeciętny polski konsument wykazywał wysoki poziom optymizmu i podobnie wysoko oceniał stan swoich finansów osobistych. Mimo to, robiąc zakupy, zwracał szczególną uwagę na ceny poszczególnych produktów oraz był wrażliwy na promocje. Generalnie można uznać, że polski konsument jest bardzo rozsądny. Co ciekawe, charakteryzujemy się także ponadprzeciętną częstotliwością robienia zakupów – częściej niż inni Europejczycy odwiedzamy sklepy i dyskonty.

Ogłoszony w Polsce stan epidemii zmienił nasze zwyczaje. Po zmasowanym szturmie na sklepy po wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego, konsumenci obecnie zdecydowanie rzadziej robią zakupy i raczej w średnich i mniejszych sklepach. Dane z raportu „Shopper Trends” pokazują też, że Polacy będą jeszcze bardziej zwracać uwagę na ceny produktów. Może to być przyczynkiem do zmian strategii komunikacyjnych i marketingowych sieci handlowych zwiększających nacisk na ekspozycję korzystnych cenowo zakupów.

Spodziewamy się spowolnienia gospodarczego. Może skutkować to tym, że konsumenci bardziej zainteresują się markami i produktami lokalnymi, a zakupy będą realizować w sklepach o mniejszych formatach. Co ciekawe, już nie cena ma dla nich kluczowe znaczenie – coraz częściej jest to kwestia bezpieczeństwa w czasie zakupów.

Zmiany na stacjach paliw

Ogólne obostrzenia dotyczące poruszania się spowodowały spadki obrotów na stacjach paliw, szczególnie tych w większych miastach. Wynika to z faktu, że w dużych ośrodkach więcej osób jest w stanie przestawić się na tryb home office i w związku z tym mniej konsumować paliwa. Innego rodzaju zjawiskiem u klientów tankujących na stacjach jest chęć jak najszybszego dokonania transakcji. Implikuje to spadki sprzedaży w kategorii gastronomii. Powyższe obserwacje zmian zwyczajów konsumentów również wymuszą zmiany na stacjach paliw.

Jak wspomniałam, niezwykle istotna stała się kwestia bezpieczeństwa zakupów, zatem spodziewamy się, że wiele z obowiązujących teraz zasad sprzedaży zostanie utrzymana na dłużej. Mam tu na myśli z jednej strony stały asortyment produktów higienicznych, z drugiej bardziej restrykcyjne zasady utrzymania czystości w obiekcie czy stosowania dodatkowych środków ochronnych przez sprzedawców, jak np. plastikowe przyłbice, czy osłony z plexi. Sądzę także, że w dalszym ciągu będzie rozwijać się kategoria marek własnych. Konsumencie będą zainteresowani produktami z logo sieci stacji paliw, ponieważ stanowią one rozsądny kompromis między ceną a jakością. Klienci będą także chętniej korzystać z różnych promocji i nowoczesnych technologii, jak aplikacje mobilne, które pozwalają przyspieszyć czas realizacji tankowania i zakupów na stacjach.

Czekają nas wszystkich duże zmiany, a to, co obecnie obserwujemy na świecie, może okazać się jedynie preludium do nowego rozdziału w funkcjonowaniu gospodarki, w tym sektora handlu. Spowoduje to konieczność dostosowania się i zmian w bardzo wielu sferach życia. Wygrają jak zwykle ci, którzy wykażą się największą elastycznością i umiejętnością adaptacji do „nowej normalności”.

Monika Ostaszewska, Marketing Manager, Anwim S.A., sieć stacji paliw MOYA

Jak miliarderzy na całym świecie korzystają z zagranicznych jurysdykcji

To, co w jednym kraju jest zakazane, w innym może być całkowicie dopuszczalne, ba, nawet nieopodatkowane. Z tych też przyczyn twórcy nowych biznesów, przedsiębiorcy, którym jedna jurysdykcja zamyka drogę do prowadzenia działalności, przenoszą ją do innej. I choć może to budzić kontrowersje, przedsiębiorcy, nawet mimo zmian przepisów i milionowych kar, bogacą się i zostają miliarderami. Najbardziej wyrazistym tego przykładem są twórcy kasyn i gier hazardowych online.

Działalność w Stanach, ale poza Stanami

W 2006 r. należąca do Calvina Ayre’a Grupa Bodog Entertainment, organizator internetowych gier hazardowych, przyjmowała zakłady od 16 milionów klientów, z czego większość w Stanach Zjednoczonych. Wydawało się to stać w sprzeczności z amerykańskim kodeksem United States Code, który w tytule 18, sekcji 1084 zabrania używania telefonów lub innych urządzeń komunikacyjnych w handlu międzystanowym lub zagranicznym w celu przyjmowania zakładów. Zgodnie ze stanowiskiem Departamentu Sprawiedliwości USA gry hazardowe online, niezależnie od tego, czy są zlokalizowane za granicą, czy też nie, są nielegalne, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone i ich obywateli.

Jednak firma Bodog nie miała fizycznej siedziby w USA, a Calvin Ayre nie był amerykańskim obywatelem. Nie miał też w Stanach żadnego mienia, które podlegałoby zajęciu przez amerykańskie władze.

Miliarder bez centa zapłaconego podatku

W 2005 r. Bodog obsłużył transakcje online o wartości 7,3 mld dolarów, co stanowiło trzykrotny wzrost w stosunku do roku poprzedniego. W 2006 r. wartość netto majątku Calvina Ayre’a wyceniono już na 1 mld dolarów. A wszystko to, podczas gdy 95% wartości jego sprzedaży pochodziła z USA, a on sam nie zapłacił w Stanach ani jednego centa podatku dochodowego od osób fizycznych, ani od osób prawnych. Dlaczego? Bo obcokrajowcy musieli w USA płacić podatki federalne od dochodów z działalności gospodarczej prowadzonej tylko na terenie USA. A elektroniczne koła do ruletki czy wirtualne boiska sportowe Bodoga zlokalizowane były na Kostaryce. Jak sam Ayre mówił, prowadził biznes, który nie w każdym kraju, w którym go prowadził, mógł być nazwany hazardem.

Żyłka do interesów

W 2006 r. firma Ayre’a wydała 80 mln dolarów na takie cele jak: płatna telewizja czy wsparcie zespołów muzycznych. Wszystko po to, aby gracze nie kojarzyli jej tylko z grami online. Najważniejszym chyba krokiem marketingowym okazała się inwestycja w produkcję programów pokerowych w telewizji kablowej z udziałem celebrytów. Bo choć te dodatkowe przedsięwzięcia na siebie nie zarabiały, to przyciągały rzesze nowych graczy do internetowych kasyn Ayre’a.

Pięćdziesięcioośmioletni dziś Calvin Edward Ayre jest synem farmerów uprawiających ziarno i hodujących świnie. Swój pierwszy zakład postawił w wieku kilkunastu lat, grając z kolegami w blackjacka. W czasie, gdy uczęszczał na Uniwersytet Waterloo, Ayre obstawiał zakłady sportowe i rozwijał zamiłowanie do biznesu. Pewnego lata kupił pięciotonową ciężarówkę, załadował ją wiśniami i brzoskwiniami, które zebrał i sprzedał kierowcom na poboczu drogi. Organizował też wyjazdy rekreacyjne dla swoich kolegów z klasy.

By utrzymać firmę przy życiu

W czerwcu 1990 r., już po ukończeniu studiów, podjął pracę jako prezes jednej z firm w Vancouver. Ayre sprzedał 300 tys. jej akcji bez wydania prospektu emisyjnego. Przeniósł również miliony akcji pomiędzy kilkoma kontami, w tym swoim własnym, bez składania raportów z transakcji z wykorzystaniem informacji poufnych. Jak wyjaśniał później Ayre: „Wiedziałem, że nie stosuję się do wszystkich zasad. Ale wiedziałem też, że muszę to zrobić, by utrzymać budżet przy życiu”. Chociaż nie został oskarżony, Ayre zapłacił w 1996 r. grzywnę w wysokości 10 tys. dolarów i otrzymał 20-letni zakaz prowadzenia spółki notowanej na giełdzie w Vancouver.

Ucz się od innych

Ayre nauczył się również projektowania sieci. Próbował uruchomić kilka przedsięwzięć internetowych, w tym spółkę Voiceover-IP. Jednak bez powodzenia. Pewnego dnia przeczytał w gazecie artykuł o Ronaldzie Sacco, amerykańskim bukmacherze, który założył na Dominikanie spółkę zagraniczną, zajmującą się zakładami wzajemnymi, celem uniknięcia zarzutów o przestępstwo w Stanach. Sacco przeniósł następnie swoją działalność na Kostarykę. Ayre, zainspirowany artykułem, zainwestował 10 tys. dolarów w budowę internetowego systemu do obstawiania zakładów online, dostarczając oprogramowanie dla bukmacherów z zagranicy. Do 1996 r. rezydował na Kostaryce, pomagając innym bukmacherom w uruchomieniu jednych z pierwszych kasyn online, takich jak WinSports i GrandPrix. Ayre był jednak nadal wciąż małym graczem w porównaniu do funkcjonujących już na rynku starych wyjadaczy. Jego pomysłem, podobnie jak Sportsbook.com, było oferowanie rozliczeń czekami online zamiast gotówkowych.

Własną stronę uruchomił w kwietniu 2000 r., zaczynając od zakładów sportowych. Wprowadził możliwości płacenia kartami kredytowymi i czekami online (podłączonymi z kont amerykańskich do kont Bodoga w Londynie). Później dodał grę w pokera i kasyno online. W razie wygranej zwycięzca odbierał nagrodę za pomocą przelewu bankowego. Jeśli chciał, mógł ją deklarować, ale Ayre nie ukrywał, że nie składa raportów do IRS (służb skarbowych).

Kostarykański raj dla kasyn online i biuro nie w Kanadzie

W 2006 r. w siedzibie Bodog na Kostaryce działalność prowadziło 150 bukmacherów i przedstawicieli obsługi klienta. Kostarykański rząd nie pobierał od firm opłat ani podatków z tytułu dochodów osiągniętych w innych krajach, a ponieważ Ayre nie przyjmował zakładów od Kostarykańczyków, całość przychodów Bodog zostawała w jego kieszeni. W Kostaryce nie płacił żadnych podatków dochodowych od osób fizycznych, ponieważ wszystkie jego aktywa: gotówka, samochody i domy były własnością Bodoga. W Vancouver, w firmie Riptown Media, której jedynym klientem był Bodog, pracowało 200 grafików i programistów komputerowych. A że produkcja reklam nie jest przestępstwem, a sam Bodog nie prowadził w Kanadzie nawet biura…

Według firmy badawczej Christiansen Capital Advisors kilkaset działających na Kostaryce stron internetowych oferujących gry online tylko w 2005 r. uzyskało dochód w wysokości 12 mld dolarów, czyli dwukrotnie więcej niż kasyna przy słynnej Las Vegas Strip.

Ayre nie był jedyny

Ale wyceniany w 2006 r. na 1 mld dolarów Ayre nie był jedynym, który dorobił się dzięki organizacji internetowych gier w połowie pierwszej dekady nowego tysiąclecia. Właściciele PartyGaming, małżeństwo Ruth Parasol i J. Russell DeLeon, a także ich indyjski partner Anurag Dikshit w 2005 r. wprowadzili firmę na londyńską giełdę. Rok później, po przyjęciu publicznej oferty sprzedaży akcji od globalnej firmy hazardowej Harrah’s z siedzibą na Gibraltarze i Wyspie Man, majątek Dikshita był wyceniany na 3,3 mld dolarów, Parasol i DeLeona po 1,8 mld dolarów.

PokerStars, czyli światowy nr 1

W 2001 r. Isai Scheinberg i jego syn Mark założyli własną firmę PokerStars. Początkowo, podobnie jak wielu ich konkurentów z branży hazardu online, wybrali na jej siedzibę Kostarykę. W 2005 r. firma przeniosła się na Wyspę Man, a w ślad za nią Isai Scheinberg, oficjalnie pełniąc tam funkcję dyrektora ds. technologii w PokerStars.

W 2006 r. amerykański Kongres uchwalił ustawę o egzekwowaniu przepisów dotyczących nielegalnego hazardu internetowego. Ustawa ta wystraszyła PartyGaming, która uciekła z lukratywnego rynku amerykańskiego. PartyGaming po latach przyznała, że naruszyła prawo amerykańskie i zapłaciła karę w wysokości 105 mln dolarów.

Isai Scheinberg prowadził prywatną firmę, która oferowała tylko pokera. Nowe prawo w rzeczywistości nie czyniło hazardu online nielegalnym, ale skupiało się na metodach płatności za ten hazard. To one były nielegalne na mocy prawa federalnego lub stanowego. PokerStars natychmiast podbiła rynek amerykański i stała się największą firmą pokerową online na świecie.

Amerykańska czystka

W 2011 r. amerykańska prokuratura przedstawiła akt oskarżenia przeciw 11 biznesmenom z branży pokera online, w tym Scheinbergowi i innym pracownikom PokerStars oraz mniejszych firm. Oskarżono również cztery osoby odpowiedzialne za procesy płatności, a także jednego bankiera. Żaden z nich nie został oskarżony o złamanie ustawy Wire Act, zakazującej prowadzenia niektórych rodzajów zakładów na terenie Stanów Zjednoczonych. Rząd oskarżył Scheinberga o naruszenie ustawy o nielegalnej działalności hazardowej, nowej ustawy UIGEA oraz o spiskowanie w celu popełnienia oszustw bankowych i prania pieniędzy. Jego syn Mark Scheinberg nigdy nie został oskarżony.

Wart 4,9 mld dolarów gigant z Wyspy Man

Z Markiem Scheinbergiem jako oficjalnym dyrektorem generalnym PokerStars kontynuował swoją działalność z Wyspy Man, ograniczając swoją dostępność do graczy spoza USA. W 2019 r. prokuratorzy federalni wszczęli postępowanie ekstradycyjne podczas wizyty Isai Scheinberga w Szwajcarii. Początkowo Scheinberg zakwestionował te działania, ale później postanowił dobrowolnie przyjechać do Stanów Zjednoczonych, by stawić czoła oskarżeniom. Podczas przesłuchania przeprowadzonego w styczniu 2020 r. w sądzie federalnym Manhattanu Scheinberg przyznał się do winy i został zwolniony za kaucją w wysokości 1 mln dolarów. W 2014 r. Mark Scheinberg, syn Isai Schenberga, sprzedał największą na świecie firmę pokerową online za 4,9 mld dolarów.

Czy warto?

Amerykańskie ograniczenia nie są wyjątkiem. Przewiduje je także Unia Europejska. Również z Polski kilka lat temu władze wyrzuciły zagranicznych bukmacherów, pozostawiając tylko tych, którym udzieliły licencji i których opodatkowały. A co w przypadku twórców takich biznesów, wykorzystujących transgraniczne wehikuły korporacyjne?

Część tych, którzy źle organizowali struktury swojej działalności, w niepełnej zgodzie z obowiązującymi regulacjami, musiała zmierzyć się z częściową utratą majątku, a w niektórych przypadkach nawet wolności. Tak jak Jay Cohen, właściciel World Sports Exchange na Antigui, który w 2000 r. za przyjmowanie zakładów z USA został skazany na 21 miesięcy więzienia. W 2012 r. Calvin Ayre usłyszał zarzut nielegalnego hazardu i prania pieniędzy i wiele innych, mniejszych. Głośno bronił się wówczas, że jest to nadużycie amerykańskiego systemu sądownictwa. W 2017 r. zgodził się z jednym oskarżeniem o wykroczenie oraz do współudziału w przekazywaniu informacji o grach hazardowych wbrew ustawie Wire Act. Wszystkie pozostałe zarzuty prokuratorzy federalni wycofali. Ayre został skazany na wolnościowy rok próby oraz 500 tys. dolarów grzywny. W tym samym roku Democracy Institute opublikował raport, w którym stwierdził, że skazanie Ayre’a było sprzeczne z regulacjami WTO (Światowa Organizacja Handlu) w sprawie amerykańskich zobowiązań wynikających z układu ogólnego w sprawie handlu usługami. USA zobowiązały się bowiem do zapewnienia otwartego i niedyskryminującego dostępu do rynku dla usług rekreacyjnych, w tym usług w zakresie gier hazardowych online. W raporcie stwierdzono, że organy ścigania próbowały podstępem i zastraszaniem „zachęcić” Ayre’a do wpłaty 350 mld dolarów na rzecz amerykańskiego Skarbu Państwa.

W większości przypadków chodzi więc o pieniądze. Taniec z administracją skarbową kończył się dla twórców online’owych biznesów z siedzibą na Antigui, Kostaryce, Gibraltarze czy Wyspie Man wysokimi karami finansowymi bądź długoletnimi procesami zmierzającymi do uzyskania przez organy skarbowe tych pieniędzy. Nie przeszkodziło to jednak tym twórcom zostać miliarderami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Giełdowy Indeks Produkcji – kwiecień 2020 r.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc kwiecień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Pod wieloma względami kwiecień był rekordowym miesiącem, niestety przeważnie rekordowo złym. Drugi miesiąc walki z pandemią koronawirusa upłynął w Polsce pod znakiem spowolnienia aktywności gospodarczej, zamrażania i odmrażania kolejnych obszarów naszego życia, bezprecedensowej polityki NBP, kolejnych awantur w kręgach politycznych, oraz…silnego wzrostu cen akcji. Ostatni aspekt pozytywnie wpłynął również na wartość Giełdowego Indeksu Produkcji, który wzrósł o 18% do poziomu 651,42 punktów i odrobił już połowę strat wywołanych ogólnoświatowym problemem epidemiologicznym.

W kwietniu akcje polskich producentów kontynuowały odrabianie strat zainicjowane w połowie poprzedniego miesiąca, doprowadzając do imponującego wzrostu wartości indeksu GIP60 o 18%. Aż 33 spółki, czyli ponad połowa, zanotowały w tym czasie wzrost dwucyfrowy, a co czwarta spółka wzrosła o ponad 20%. Najlepsza pod tym względem spółka Mercator Medical prawie potroiła swoją wartość w nieco ponad miesiąc.

GIP60 skorzystał na mocniejszym odbiciu małych i średnich spółek, których subindeksy rosły odpowiednio o 14,1% m/m i 15% m/m, czyli więcej niż indeks szerokiego rynku WIG rosnący w tym czasie o 10,8%. Najmniej zyskiwały spółki z WIG20, głównie ze względu na nadreprezentację banków wśród blue chips (WIG-BANKI spadł jako jedyny indeks branżowy w kwietniu o 4,9%).

W przekroju branżowym główną siłą napędową wzrostu Giełdowego Indeksu Produkcji były spółki produkujące odzież (średnio +48,41% m/m), chemię (+48,27%) i farmaceutyki (+32,34%). Stosunkowo niewielkie wzrosty towarzyszyły spółkom z branży metalurgicznej (+2,11%), producentom materiałów budowlanych (+5,45%), żywności (+6,51%) i tworzyw sztucznych (+6,58%).

Złoty czas dla Mercator Medical

Zwycięstwo w kwietniowym rankingu GIP60 przypadło spółce Mercator Medical za wzrost o 156% m/m. W sumie od połowy marca walory spółki podrożały ponad pięciokrotnie z 10 zł do ponad 50 zł. Drugie miejsce dla odzieżowego CCC za wzrost o 72,85%, a najniższy stopień podium dla Fabryki Mebli Forte za wzrost wartości o 68,75%.

Mercator Medical wyrasta na największego beneficjenta kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Akcje spółki odrabiały straty od połowy zeszłego roku kiedy to ich cena spadła do niemal 5 zł, ale dopiero obecna fala odbicia dostarczyła im paliwa windującego cenę ponad granicę 50 zł, ponad dwukrotnie wyżej niż historyczny rekord spółki. Producent rękawic po wzroście przychodów w 2019 roku oczekuje poprawy rentowności, w czym ma pomóc gwałtownie rosnący popyt na rękawice medyczne.

Polkowicki producent obuwia borykał się z coraz liczniejszymi problemami jeszcze przed wybuchem pandemii, co było widoczne na wykresie kursu akcji. Z tej perspektywy obecne problemy branży odzieżowej pojawiły się w najmniej korzystnym momencie dla spółki wzbudzając dyskusję o szansę na to czy jest ona w stanie przetrwać i ściągając kurs akcji o kolejne 80% w dół. Obecne odbicie należy traktować jako korekta zbyt gwałtownej przeceny z szansą na dalszy wzrost w przypadku opanowania sytuacji, w czym powinno pomóc otwarcie galerii handlowych.

Polscy przemysłowcy podjęli walkę

Jak więc wygląda rzeczywista sytuacja w branży produkcyjnej w Polsce i na świecie? Firma DSR S.A. korzystając z bogatego portfela klientów z branży produkcyjnej, już po raz drugi przeprowadziła własne badania koniunktury przemysłowej w Polsce w ramach projektu BAROMETR 4FACTORY. Wynika z nich, że odsetek firm, w których zanotowano spadek produkcji w stosunku do pierwszych dwóch miesięcy br. wyniósł 34,9% i jest zbliżony do wyników z marca. Oznacza to, że ciągle ponad połowie firm (65,1%) udało się utrzymać produkcję na niezmienionym poziomie lub nawet ją zwiększyć (16,3% przypadków).

Tam gdzie produkcja spada, jako przyczynę najczęściej, bo aż w 80%przypadków wskazywano na zmiany w zamówieniach od klientów, miesiąc wcześniej taką odpowiedź udzieliło 60% ankietowanych. Stosunkowo niewielki odsetek firm, które były zmuszone ograniczyć produkcję wynika m.in. z tego, że nie wygasły jeszcze obecne kontrakty z klientami. Oznacza to jednak, że w przyszłości – jeśli sytuacja na rynku się nie poprawi – szok popytowy może mieć większy niż obecnie wpływ na działalność firm produkcyjnych. Wiele będzie zależało od tempa powrotu do normalności czyli tzw. odmrażania gospodarki, oraz od zdolności adaptacji do nowych warunków.

Rekordowo złe nastroje wśród kierowników logistyki

Po bezprecedensowym ograniczeniu działalności wielu podmiotów najbardziej ucierpiał sektor usługowy, jednak również wśród przemysłowców zapanował spory pesymizm. Tak złych nastrojów jak w kwietniu nie obserwowano nigdy wcześniej, a odczyty PMI® poniżej neutralnej granicy 50 pkt. zanotowano w każdym kraju gdzie prowadzone są tego typu badania. W przeciwieństwie do marca, kiedy wśród azjatyckich kierowników logistyki firm produkcyjnych (właśnie opinie tej grupy pracowników są podstawą do obliczania PMI®) panowały widocznie lepsze nastroje niż w pozostałych miejscach, w kwietniu pesymizm dotarł już praktycznie wszędzie. W Azji PMI® wyniósł średnio 35,5 pkt. – najwyżej w Chinach (49,5), najniżej w Indiach (27,4), gdzie zanotowano największy spadek nastrojów (-47%). Średnia dla obu Ameryk wyniosła 33,5 pkt, z najniższym odczytem w Kolumbii (27,6) a najwyższym w Stanach Zjednoczonych (36,1). Tradycyjnie najgorsze nastroje opanowały Europejczyków, gdzie średnia odczytów wyniosła 33,1 pkt. – najniżej w Grecji (29,5), najwyżej w Holandii (41,3), a największy spadek  zaobserwowano w Rosji (-34%).

Dla większości krajów kwietniowe odczyty były najgorszymi w historii badań. Nie inaczej jest w przypadku Polski, gdzie kwietniowe 31,9 punktów było najgorszym wynikiem w historii badań czyli od czerwca 1998 roku. Sytuacja wygląda jeszcze poważniej jeśli pod lupę weźmiemy opinię ankietowanych nt. poziomu produkcji – wartość tego subindeksu wyniosła w kwietniu 17,1. Porównując te wyniki z rzeczywistym ograniczeniem produkcji nie sposób oprzeć się wrażeniu, że te reakcje są przesadzone i wynikają raczej z orientacji na dalszy negatywny rozwój wypadków.

W oczekiwaniu na lepsze jutro

We wspomnianym wcześniej badaniu BAROMETR 4FACTORY poproszono ankietowanych o prognozę sytuacji na najbliższy miesiąc. Odsetek firm przewidujących spadek produkcji wyniósł 37% i jest ponad dwukrotnie większy niż 17,4% procent ankietowanych przewidujących wzrost produkcji. Jednocześnie ciągle większa część ankietowanych nie przewiduje pogorszenia sytuacji, aż 56,5% firm prognozuje utrzymanie produkcji na obecnym poziomie lub nawet jej wzrost.

Od skuteczności przywracania gospodarki do życia czyli tzw. odmrażania będzie zależało najwięcej. Jeśli ten proces przebiegnie sprawnie i nie spowoduje nawrotu zachorowań to sytuacja producentów powinna poprawiać się z każdym miesiącem. W przeciwnym przypadku negatywne konsekwencje przedłużającego zastoju będą kumulować się z siłą dotąd niespotykaną.

To samo tyczy się cen akcji polskich producentów, które od ponad miesiąca bardzo szybko odrabiają straty, ale jeśli nie znajdą pokrycia we wzroście aktywności gospodarczej to pozytywny efekt stymulacji monetarnej niedługo może osłabnąć. Pozostaje więc zachować podwyższone standardy higieny, wracać do pracy i liczyć na szybkie pojawienie się szczepionki lub samoistne wygaszenie pandemii poprzez wypracowanie zbiorowej odporności.

Mimo imponującego odbicia GIP60 ciągle znajduje się prawie 20% poniżej wartości, z którą rozpoczynał bieżący rok i ponad 35% poniżej swojej wartości bazowej z początku 2016 roku. Tak więc ceny producentów zawierają ciągle spore dyskonto na poczet niepewnej przyszłości. W zeszłym roku ową niepewność podsycała słabnącą koniunktura w przemyśle europejskim, ale jak się okazało rodzimy sektor produkcyjny wykazał się stosunkowo dużą odpornością. W tym roku źródło potencjalnych problemów jest znacznie groźniejsze i z pewnością nie uda się uniknąć wszystkich negatywnych skutków spowolnienia, jednak nie jest jeszcze przesądzone, że zrealizują się najczarniejsze scenariusze a akcje polskich producentów mogą stanowić ciągle dużą okazję inwestycyjną.

Ponad 19 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce

Na koniec I kwartału 2020 r. podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła poziom 19 mln mkw. Największym rynkiem pozostaje Warszawa (trzy strefy magazynowe), gdzie całkowite zasoby wyniosły 4,3 mln mkw. (23% całkowitej podaży).

Do użytku oddano ok. 428 tys. mkw. nowej powierzchni. Najwyższy przyrost podaży odnotowano we Wrocławiu, gdzie deweloperzy dostarczyli na rynek ok. 183 tys. mkw., a zatem blisko 43% nowej podaży w Polsce. Największym nowym obiektem jest centralny magazyn koncernu PepsiCo w Mszczonowie wybudowany przez dewelopera P3 (58,5 tys. mkw.).

Na koniec marca br. w budowie znajdowało się 2,2 mln mkw. powierzchni, z czego najwięcej na rynku warszawskim (625 tys. mkw. w trzech strefach) oraz na Górnym Śląsku (562 tys. mkw.).

Popyt lepszy niż rok temu

W I kwartale br. wynajęto 1,12 mln mkw. powierzchni, co stanowiło wynik o 14% wyższy niż w analogicznym okresie 2019 r. Największą aktywność najemców odnotowano w warszawskiej strefie II oraz na rynku górnośląskim, na które przypadło odpowiednio 20% i 19% wolumenu transakcji.

– W strukturze najemców dominowały branże handlowa (30%) oraz 3PL (28%). Jedną z największych transakcji było wynajęcie ok. 67 tys. mkw. przez jedną z firm z sektora handlowego, dla której deweloper Panattoni dostarczy obiekt typu BTS w Czeladzi – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Wpływ na rynek magazynowy miał wybuch pandemii koronawirusa w marcu tego roku.

– Od tego czasu obserwujemy ożywienie w sektorze e-commerce, które może przełożyć się na zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową ze strony firm zajmujących się e-handlem. Efekty tego będą widoczne w kolejnych kwartałach – zaznacza Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Na koniec I kwartału najwyższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w regionie Bydgoszczy/Torunia (12,2%), Polski Centralnej (10,2%) oraz Warszawy I (10,1%). Najniższy natomiast w Szczecinie (1,8%) oraz w regionie wschodnim (0,7%). Na rynku zachodnim brak było dostępnych powierzchni.

Budowy trwają

Na koniec marca br. w budowie znajdowało się 2,2 mln mkw., z czego najwięcej na rynku warszawskim (625 tys. mkw. w trzech strefach) oraz na Górnym Śląsku (562 tys. mkw.). Pomimo wybuchu pandemii koronawirusa w Polsce w marcu tego roku, zdecydowana większość budów jest realizowana zgodnie z harmonogramem.

– Firmy, które podjęły decyzje strategiczne o długoterminowych inwestycjach nie wstrzymają projektów, aby zrealizować inwestycje na czas i tym samym nie zakłócić wcześniej zaplanowanego łańcucha dostaw. Czynnikiem wpływającym na opóźnienia mogą okazać się brak siły roboczej, co wynika z wstrzymania ruchu transgranicznego lub może być skutkiem zarażania na placu budowy. Jeśli jednak do takiej sytuacji nie dojdzie, prognozujemy, że magazyny, których budowa rozpoczęła się w I kw. lub wcześniej zostaną ukończone jeszcze w tym roku – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Zrównoważone podejście

Zarówno deweloperzy, jak i najemcy działający na polskim rynku magazynowo-logistycznym zwracają coraz większą uwagę na aspekt oddziaływania na środowisko naturalne. Dobrym przykładem jest firma 7R, która w ramach koncepcji 7R Green zakłada budowę obiektów wyposażonych w rozwiązania ekologiczne, takie jak energooszczędne panele fotowoltaiczne, system oświetlenia LED czy gniazda do ładowania pojazdów elektrycznych.

Dzielnica rekordów. Prawie co drugi budowany w Warszawie biurowiec powstaje na Woli

Prawie 600 tys. m kw. powierzchni biurowej w 17 biurowcach budowanych jest w tym momencie na warszawskiej Woli. To tyle, ile w sumie buduje się w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Co ciekawe, wynajęto już prawie 60 proc. budowanej na Woli powierzchni – wynika z informacji firmy REDD, analizującej dane biurowe 24/7. Platforma jako jedyna w Polsce analizuje dane w czasie rzeczywistym.

Eksperci z firmy REDD pod lupę wzięli administracyjny podział Warszawy oraz liczby z budynków oddanych oraz tych w budowie, aby w pełni oddać rzeczywisty poziom inwestycji.

Południowa część dzielnicy to bez wątpienia największy plac budowy w Warszawie. Na koniec kwietnia w budowie pozostaje 17 inwestycji.
– Dziś w tym rejonie Warszawy jest ponad 1.18 mln m kw. biur, a w budowie jest kolejne 583 tys. m kw. To oznacza, że na Woli po ukończeniu wszystkich inwestycji będzie ponad 1.7 mln metrów kwadratowych biur, czyli jedna czwarta obecnych zasobów powierzchni biurowej w Warszawie. To podaż większa niż w całym Krakowie czy Wrocławiu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. redd_b

redd_a

Najemcy wolą na Woli

Na Woli buduje się najwięcej, a nowe biura cieszą się dużym zainteresowaniem. Dane REDD pokazują, że 60 proc. budowanej powierzchni ma już swoich najemców.

– Odsetek powierzchni niewynajętych w biurowcach na Woli to jedynie 8 proc., a dla całej Warszawy – 13.1 proc. Na Mokowie z kolei (wlicza się Służewiec) współczynnik niewynajętej powierzchni w budynkach oddanych wynosi już prawie 14 proc. – mówi Judyta Bartnicka, Big Data Analyst, REDD.

– Wola staje się jedną z ważniejszych dzielnic biurowych nie bez powodu. Wszystko w tym rejonie dzieje się w odpowiednim momencie. Najpierw powstało metro, które usprawniło dojazd, a teraz powstają biurowce. To zupełnie inna sytuacja niż na Służewcu, gdzie korki stały się już legendarne – dodaje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Wieżowce pną się do góry

Na Woli trwa budowa największych inwestycji w mieście, jak Warsaw HUB od Ghelamco, który zaoferuje 75 tys. m kw. powierzchni biurowej, Forest od HB Reavis o planowanej łącznej powierzchni do wynajęcia na poziomie 78 tys. m kw., Warsaw Unit (57 tys. m kw.) czy Generation Park Y (44 tys. m kw.).

Głównym punktem będzie z kolei, położony w południowo-zachodniej części Woli Varso Place, kompleks, w którym powstanie najwyższy budynek w Unii Europejskiej. Powstaje przy skrzyżowaniu ul. Chmielnej z al. Jana Pawła II. Wszystkie budynki łącznie będą mieć aż 145 tys. m kw. powierzchni, z czego ponad 10 tys. m kw. zajmie powierzchnia handlowo-usługowa.

Pierwszy budynek kompleksu został już oddany do użytku. Firmy, które wynajęły przestrzeń w Varso 1 prowadzą prace wykończeniowe i będą stopniowo wprowadzać się w najbliższych miesiącach. Drugi budynek ma zostać oddany do użytku jeszcze w maju. Konstrukcja wieżowca Varso Tower mierzy już około 190 metrów, budowa zakończy się do końca roku. Wieża ma mieć w sumie 310 m wysokości.

Warszawa największa

– W powstających nieruchomościach średni minimalny czas najmu wynosi prawie 5 lat, czynsz zawiera się w przedziale od 12 do 25 euro za m kw. – podsumowuje Judyta Bartnicka, Big Data Analyst, REDD.

Na koniec kwietnia w 42 realizowanych inwestycjach w sumie powstaje 861 tys. m kw. nowej powierzchni. 13 budynków jest już w pełni skomercjalizowanych. 

W całej Warszawie jest 860 budynków biurowych. W sumie w stolicy jest ponad 1 mln m kw. wolnej powierzchni w budynkach oddanych i budowanych (komercjalizowanych).

Moment zagubienia

Po dwóch dniach przeciwstawnego handlu w trzecim wyczuwalne jest niezdecydowanie i bezskuteczne poszukiwanie kierunku. Rynki finansowe nie potrafią wyważyć łącznego wpływu narastająco sporu między USA i Chinami oraz stopniowego uwalniania globalnej gospodarki z ograniczeń lockdownu. W międzyczasie orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego wprowadza zamieszanie na europejskich aktywach.

Zagubienie najlepiej streszcza giełda w Szanghaju, która ruszyła pierwszy raz od czwartku po świątecznej przerwie. Główny indeks zaczął dzień spadkiem o 1 proc., by w kolejnych godzinach wyciągnąć się do +0,63 proc. Inwestorzy czekają na świeże impulsy. Wszystko tak naprawdę sprowadza się do kondycji gospodarki USA. Albo wznawianie aktywności w ważniejszych stanach (Kalifornia, Nowy Jork) przyniesie poprawę w produkcji, zatrudnienia i nastrojach konsumentów, albo prezydent Trump będzie starał się odwrócić uwagę od kryzysu, obwiniając chińskie władze za wywołanie pandemii koronawirusa. Sprawa pozostaje otwarta, choć od strony danych marko nacierają ryzyka. W środę inwestorzy skupią uwagę na raporcie ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym USA. Może on być wskazówką, czego należy się spodziewać po rządowym raporcie NFP w piątek, choć korelacja obu raportów nie jest ostatnio silna. Mimo to konsensus przez ADP zakłada utratę 21 mln miejsc pracy, niewiele różniąc się od prognozy dla NFP (-21,5 mln). Dane będą dowodzić szoku, jakiego doświadczyła gospodarka, za to konkretne liczby (i odchylenia od prognoz) nie mają większego znaczenia. Liczyć się będzie to, jak szybko USA wyciągną się po załamaniu. Tej informacji jeszcze przez jakiś czas nie znajdziemy w publikacjach danych.

EUR osłabiło się, a na rynku długu skoczyły rentowności włoskich obligacji skarbowych po orzeczeniu niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który częściowo zakwestionował zmiany, jakie Europejski Bank Centralny wprowadził w programie skupu aktywów. TK ma obiekcje, czy realizowany skup aktywów sprzyja proporcjonalnego wypełnianiu celów polityki monetarnej w sposób zgodny z zapisami traktatów unijnych. EBC dostał 3 miesiące na wyjaśnienie, a w międzyczasie niemiecki Bundesbank odstąpi od udziału w skupie aktywów. Innymi słowy, Niemcom nie podoba się, że EBC może nagiąć zasady QE, by wspomóc biedniejsze i bardziej zadłużone kraje i stabilizować ich rynki długu (nie pozwolić do wzrostu rentowności). W swej istocie orzeczenie jest jedynie pogrożeniem palcem niż istotnym ograniczeniem funkcjonowania EBC. EBC podlega pod Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a ten dał zielone światło dla skupu aktywów. Udział Bundesbanku też nie jest konieczny, gdyż niemieckie obligacje są najniżej oprocentowane w całym bloku. Wreszcie niemiecki TK nie uznał skupu obligacji skarbowych za naruszenie zakazu finansowania wydatków rządowych.

Ostateczny efekt na europejskie aktywa powinien być ograniczony. Orzeczenie TK odnosi się do „pierwotnego QE” (PSPP), a nie do nowego programu uruchomionego w reakcji na skutki pandemii (PEPP). A to ten drugi program jest główną odpowiedzią EBC na kryzys. Jakkolwiek PEPP może być poddany w przyszłości badaniu przez niemiecki TK, może zająć to miesiące, jeśli nie lata, a w międzyczasie potrzeba PEPP się wyczerpie. Wątpliwe też, aby sędziowie odważali się związać ręce EBC i zagrozić stabilności strefy euro poprzez pozostawienie zadłużonych państw bez ochrony. Mimo to powstałe zamieszanie zniechęca inwestorów do inwestowania w europejskie aktywa. W przypadku EUR przenosi ciężar decyzje polityczne w temacie pakietu fiskalnego, a tutaj dotychczasowe postępy są rozczarowujące. Cokolwiek się budowało w ostatnim tygodniu na rzecz wzrostów EUR/USD, teraz wyparowuje, ale rynek raczej przechodzi do neutralnego nastawienia, aniżeli prze ku rozwinięciu większej fali sprzedaży.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zarządzanie chaosem – jak poradzą sobie przedsiębiorcy w dobie nadchodzącego kryzysu?

Co nowa rzeczywistość oznacza dla pracowników, pracodawców, a co dla organów spółek? Jakie działania ochronne należy podjąć, by ocalić i kontynuować biznes? Jak poruszać się w nieustannie zmieniającej się rzeczywistości prawnej? To pytania, które w obecnej sytuacji zadaje sobie praktycznie każdy przedsiębiorca.

W obliczu nagłej fali zmian dotyczących właściwie każdej dziedziny życia, wielu przedsiębiorców może mieć trudności z odnalezieniem się w tej „nowej normalności”. Z wszechotaczającego szumu informacyjnego warto odsiać informacje, które w istotny sposób mogą wesprzeć prowadzenie biznesu w tych niecodziennych okolicznościach. Pomaga z tym spojrzenie na przedsiębiorstwo z szerszej perspektywy – nie tylko z punktu widzenia przepisów i zasad, ale też z perspektywy pracownika, pracodawcy i ludzkich emocji.

Umowy i relacje biznesowe

W związku z obecną sytuacją wiele firm doświadcza lub wkrótce doświadczy sytuacji, w której wykonanie zobowiązań kontraktowych stanie się bardzo trudne lub nawet niemożliwe. Należy wówczas zastanowić się nad zastosowaniem rozwiązań już teraz dostępnych na gruncie obowiązujących przepisów prawa, które może podjąć przedsiębiorca zmagający się z wykonaniem obowiązków umownych.

Standardowym postanowieniem powszechnie włączanym do różnego rodzaju umów jest klauzula siły wyższej. Istotą tego zapisu jest zastrzeżenie, że strona nie odpowiada za niewykonanie bądź nienależyte wykonanie umowy, które zostało spowodowane działaniem siły wyższej lub w inny sposób ogranicza jej odpowiedzialność kontraktową w tym zakresie. Stan epidemii wywołuje szereg daleko idących, bezpośrednich konsekwencji prawnych, lecz równocześnie w istotny sposób wzmacnia legitymację do powołania się na zawartą w umowie klauzulę siły wyższej. Co prawda siła wyższa jest pojęciem używanym na gruncie polskiego prawa, lecz nie ma ogólnego przepisu w Kodeksie cywilnym, który przewidywałby ograniczenie odpowiedzialności umownej z uwagi na działanie siły wyższej. Należy przy tym pamiętać, że odpowiedzialność kontraktowa oparta jest na zasadzie domniemania winy, a ciężar udowodnienia, że niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania jest następstwem siły wyższej, spoczywa na stronie niewykonującej zobowiązania.

W sytuacji, gdy w umowie nie ma klauzuli siły wyższej, należałoby się̨ zastanowić nad alternatywnymi instrumentami, w tym nad tzw. klauzulą rebus sic stantibus z art. 3571 Kodeksu cywilnego. Przepis ten pozwala na zmianę sposobu wykonania świadczenia, jego wysokości lub nawet na rozwiązanie umowy, jeśli spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy.

Kolejnym etapem może być podjęcie przez strony, w dobrej wierze, negocjacji w celu odpowiedniej zmiany stosunku umownego. Ostatecznie w razie przedłużającego się działania siły wyższej (np. dłużej niż 90 dni), każdej ze stron może przysługiwać, zgodnie z umową, prawo do jednostronnego rozwiązania umowy. Rozpoczęcie rozmów na wczesnym etapie działania siły wyższej może ograniczyć rozmiar ewentualnych szkód, a być może także zwiększyć szansę na utrzymanie relacji kontraktowej.

– Dokonując analizy prawnej i biznesowej powinniśmy odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie: czy powinniśmy rozwiązywać umowę, czy też jest być może perspektywa, aby zawalczyć o utrzymanie dobrych stosunków z kontrahentem. Nadchodzący kryzys kiedyś się skończy i wartość utrzymanej relacji biznesowej może być wówczas trudna do przecenienia. Niewykluczone, że rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby jednak podjęcie trudu renegocjacji warunków umownych – podsumowuje Przemysław Walasek, partner w Taylor Wessing.

Umowy kredytowe, umowy najmu i inne zobowiązania umowne

– Większość podmiotów gospodarczych w prowadzeniu codziennej działalności korzysta z różnego rodzaju kredytów i to właśnie obsługa tych zobowiązań w sytuacji, z którą się dziś mierzymy, stanowi jedno z największych wyzwań i zagrożeń dla bytu i funkcjonowania firm – mówi Grażyna Kuźma, partner w Taylor Wessing.

Ustawodawca wyszedł naprzeciw przedsiębiorcom, którzy w związku z pandemią COVID-19 znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej związanej z terminową spłatą zobowiązań wobec banków. Obecnie mogą oni się zwrócić do banku o restrukturyzację kredytu i rozpocząć negocjacje. W konsekwencji, konieczna będzie zmiana umowy kredytowej, zmiany w harmonogramie spłat, ustanowienie dodatkowego zabezpieczenia dla banku. W związku z czekającym kryzysem, te wszystkie działania mają na celu uniknięcie stawiania kredytów w stan wymagalności.

Banki jednak nie mogą dowolnie zmieniać warunków umowy, harmonogramów spłat, sposobu zabezpieczeń itd., w sposób dowolny. W tym celu potrzebne są rozwiązania instytucjonalne. Te rozwiązania przynosi tzw. Tarcza antykryzysowa. Ustawa przewiduje możliwość zmiany umów kredytowych i terminów spłat kredytów bankowych bez powtórnego badania zdolności kredytowej. W normalnej sytuacji, każda zmiana wymaga ponownego badania zdolności kredytobiorcy. Ustawodawca zdecydował w tej wyjątkowej sytuacji na odstąpienie od tego wymogu. Bank może dokonać zmiany określonych warunków w umowie i terminów spłaty. Taka możliwość została jednak zagwarantowana tylko dla kredytów udzielonych przed dniem 8 marca 2020 roku mikro-przedsiębiorcom, małym i średnim przedsiębiorcom.

Ustawa przewiduje także uzyskanie pomocy ze strony Banku Gospodarstwa Krajowego w realizacji zobowiązań wynikających z umowy kredytowej lub uzyskania dodatkowego finansowania. BGK jest upoważniony do udzielania gwarancji i poręczeń nieprzekraczających 80% pobranego kredytu. Ta pomoc jest przeznaczona dla większych przedsiębiorstw. Ustawa przewiduje również pomoc ze strony Polskiego Funduszu Rozwoju, który na podstawie wniosków będzie udzielał gwarancji, nabywał udziały i akcje. Czy są to rozwiązania wystarczające?

– Z pewnością w tym trudnym czasie pozwoli to zapewnić firmom oddech finansowy i będzie dla nich odciążeniem. Chodzi o to, żeby utrzymać funkcjonowanie jak największej ilości przedsiębiorstw, a wiele z nich do funkcjonowania potrzebuje finansowania zewnętrznego – dodaje ekspertka.

Co z umowami najmu? Tarcza w obecnym kształcie spotkała się z krytyką fachowców i obserwatorów życia gospodarczego, w związku z tym, że ustawodawca ogranicza swoje działania do obiektów o powierzchni powyżej 2000 m2, które w okresie obowiązywania ustawy były objęte zakazem prowadzenia działalności. Wszystkie zobowiązania z umów najmu i innych o podobnych charakterze ex lege „wygasają”. Najemca, który chce skorzystać z możliwości zawieszenia zobowiązań wynikających z umowy najmu, powinien w ciągu trzech miesięcy od ustania pandemii zwrócić się z wnioskiem do wynajmującego o przedłużenie umowy najmu na dotychczasowych warunkach o następne sześć miesięcy.

– Wszyscy zastanawiają się, w jaki sposób będzie to realizowane w praktyce. Ustawodawca nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów, na razie postanowił „zamrozić” sytuację przerzucając cały ciężar na właścicieli obiektów i niestety tylko pozornie odciążając niepewnych swojej przyszłości najemców. Trzeba przy tym pamiętać, że właściciele obiektów w większości mają zobowiązania kredytowe wobec banków – podmiotów finansujących budowę tych obiektów, a co się z tym wiąże harmonogramy spłat kredytów. Jest to system naczyń połączonych. Z pewnością pojawi się wiele konfliktów i napięć. Potrzebne są rozwiązania systemowe, które mam nadzieję już są przez rząd przygotowywane.  Wszystkim zarówno wynajmującym jak i najemcom oraz podmiotom finansującym rekomendujemy, żeby problemy wynikające z obecnej sytuacji, starać się rozwiązywać za pomocą negocjacji i innych polubownych metod pozasądowych – podsumowuje mec. Grażyna Kuźma.

Rozwiązywanie sporów czasach pandemii

W okresie epidemii zawieszono możliwość przeprowadzania rozpraw w czasie posiedzeń jawnych, również zawieszono bieg terminów procesowych i sądowych. Nie oznacza to, że nic w sądach się nie dzieje. Rozpatrywane są tzw. sprawy pilne. Co mogą w tej sytuacji zrobić przedsiębiorcy? Eksperci zwracają uwagę, że obecne czasy dają duże możliwości dla korzystania z narzędzi ADR, w szczególności mediacji gospodarczej, która może być przeprowadzana również przy użyciu elektronicznych środków komunikacji.

Aby skorzystać z mediacji nie jest potrzebna specjalna regulacja umowna pomiędzy stronami. Mediacja może się odbyć także bez szczególnego skierowania sądu, kiedy to strony same decydują się na przeprowadzenie mediacji przez niezależnego, wybranego przez nich mediatora czy też niezależny, wyspecjalizowany ośrodek mediacyjny (tzw. mediacja prywatna) taki jak np. Międzynarodowe Centrum Mediacji przy Izbach Gospodarczych (www.mcm.org.pl).

– Mediacja, zwłaszcza dziś, przeżywa renesans i daje ogromne szanse przedsiębiorcom, aby przejść przez kryzys np. renegocjować kontrakty, utrzymać relację biznesową – mówi dr Ewelina Stobiecka, partner zarządzający w Taylor Wessing, koordynator Międzynarodowego Centrum Mediacji, autorka bloga www.polubownie.eu.

Mediacja to bardzo odformalizowana metoda rozwiązywania sporu w biznesie, która jest kilkukrotnie tańsza niż proces sądowy czy postępowanie arbitrażowe. Mediacja może być także prowadzona za pomocą różnych środków porozumiewania się na odległość (w drodze wideo- czy telekonferencji, a nawet pisemnie on-line). Do mediacji z udziałem mediatora może dojść bez bezpośredniego kontaktu stron, a więc – aktualnie – bez zagrożenia dla ich zdrowia.

– Co ważne, gdy sądy zaczną znowu normalnie funkcjonować, każda ugoda zawarta przed mediatorem może zostać zatwierdzona przez sąd i staje się tytułem egzekucyjnym, a więc zyskuje walor i moc prawną wyroku sądowego – dodaje ekspertka.

Walne zgromadzenia/zgromadzenia wspólników oraz posiedzenia rad nadzorczych i zarządów online lub przez pełnomocnika

W związku z pojawieniem się nietypowej dla prowadzenia codziennej działalności sytuacji związanej z pandemią COVID-19 spółki oraz ich organy zderzyły się z zupełnie nową rzeczywistością. Jednak nawet nadzwyczajna sytuacja nie zwalnia z szeregu obowiązków przewidzianych w przepisach takich jak: zatwierdzenie zamknięcia roku obrotowego, sprawozdań finansowych czy innych czynności wymagających aktywności walnego zgromadzenia lub zgromadzenia wspólników.

Wszyscy starają się przystosować do nowej rzeczywistości. Istotnymi ułatwieniami, które wprowadził ustawodawca są zmiany przepisów ksh rozszerzające możliwość korzystania z elektronicznych środków komunikacji w celu przeprowadzenia walnego zgromadzenia (zgromadzenia wspólników) ze zdalnym uczestnictwem akcjonariuszy (udziałowców) i członków organów, zdalnego odbywania posiedzeń rad nadzorczych i zarządów, a także możliwość głosowania za pośrednictwem innego członka rady nadzorczej lub pełnomocnika tzw. proxy voting.

Korzystanie z rozwiniętych systemów odbywania walnych zgromadzeń, z zapewnieniem uczestniczenia w nich akcjonariuszy i wykonywania przez nich głosów, może być nie tylko bardzo kosztowne, ale narażone na istotne ryzyko wystąpienia zakłóceń w funkcjonowaniu sieci, opóźnień w przesyłaniu informacji czy przeciążenia systemu komputerowego administrującego posiedzeniem walnego zgromadzenia. Dodatkowo pojawić się może ryzyko ataków „hackerskich”, które mogą zakłócić przebieg walnego zgromadzenia lub wypaczyć jego rezultaty.

– W obecnej sytuacji, niemal powszechnego zapotrzebowania na możliwość zdalnego odbywania zgromadzeń, wydaje się wskazane, aby umożliwić akcjonariuszom (wspólnikom) uczestnictwo w walnym zgromadzeniu (zgromadzeniu wspólników) i wykonywanie prawa głosu przez pełnomocnika, który nie jest pracownikiem spółki, ale któremu spółka zleca wykonanie walnego zgromadzenia (zgromadzenia wspólników) – mówi Andrzej Mikosz, partner w Taylor Wessing.

Jak może wyglądać proxy voting w przypadku walnego zgromadzenia bądź zgromadzenia wspólników w praktyce? Pełnomocnik obecny w kancelarii notarialnej, w siedzibie spółki, czy nawet w swojej kancelarii, w obecności notariusza wykonuje prawo głosu wszystkich akcjonariuszy/wspólników, którzy udzielili mu pełnomocnictwa. Przebieg walnego zgromadzenia, może być transmitowany i umożliwiać zarówno zdalną obecność członków organów (zarządu i rady nadzorczej), jak i zadawanie pytań przez akcjonariuszy, którzy udzielili pełnomocnictwa.

Rejestr akcjonariuszy

Powyższe rozwiązania w znaczący sposób ułatwiają spółkom funkcjonowanie w nowej rzeczywistości, eksperci zauważają jednak, że nie na wszystkich polach. Niestety nie uległy zmianom przepisy dotyczące obowiązku prowadzenia od 1 stycznia 2021 roku rejestru akcjonariuszy. Terminy nieubłaganie biegną. Należy mieć na uwadze, że jeszcze przed 30 czerwca 2020 spółka jest zobowiązana po raz pierwszy wezwać akcjonariuszy do złożenia dokumentów akcji w spółce. Ponadto, w dalszym ciągu przed pierwszym wezwaniem akcjonariuszy walne zgromadzenie zobowiązane jest zatwierdzić wybór podmiotu prowadzącego rejestr akcjonariuszy i upoważnić zarząd do zawarcia umowy.

– Jest to bardzo istotne, ponieważ ustawodawca przewiduje daleko idące konsekwencje po dniu 1 stycznia 2021, jeżeli chodzi o możliwość zarówno wykonywania praw z akcji jak i rozporządzania nimi. Szczególnie doniosłe konsekwencje mogą mieć miejsce w odniesieniu do niektórych rodzajów obciążeń ustanowionych na akcjach, które w dniu 1 stycznia 2021 r. utraciły swoją ważność. Sytuacja może być szczególnie trudna dla holdingów, kiedy kilku lub kilkunastu spółkom trzeba będzie organizować rejestr – stwierdza dr Jakub Pitera, partner w Taylor Wessing.

Perspektywa pracodawcy

Jak wyglądają nowe przepisy dotyczące pracodawców, dla których obecna sytuacja jest niewątpliwie bardzo trudna?

– Zmiana i niepewność w znaczący sposób dotykają pracodawców w obecnych czasach. Badania pokazują, że już połowa firm liczy się z tym, że niezbędna będzie redukcja etatów i zwolnienia pracowników. Rynek pracy praktycznie z dnia na dzień z rynku pracownika stał się rynkiem pracodawcy – mówi Krystian Stanasiuk, partner w Taylor Wessing.

Już 2 marca 2020 r. Sejm uchwalił ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (koronawirusa), innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Wprowadzane przez rząd rozwiązania pomocowe dla pracodawców mają na celu wsparcie pracodawców i ochronę miejsc pracy. Zakres zaproponowanej pomocy jest coraz szerszy, co pozwala wyrażać nadzieję, że okażą się one wystarczające do utrzymania etatów w przedsiębiorstwach najbardziej dotkniętych spadkami obrotów.

Nowe przepisy przewidują możliwość wydania pracownikowi polecenia wykonywania pracy zdalnej przez czas oznaczony. Pracownik ma obowiązek zastosować się do polecenia pracodawcy, sam nie może natomiast zdecydować, że będzie pracował zdalnie. W okresie wykonywania pracy zdalnej pracownik zachowuje pełne prawo do należnego mu wynagrodzenia.

Dalsze instrumenty mające na celu zachowanie miejsc pracy, to zwolnienie małych firm z obowiązku płacenia składek ZUS przez trzy miesiące. O zwolnienie będą mogły się ubiegać nie tylko firmy, które prowadziły działalność na dzień 1 lutego, ale także te, które pomimo trudnej sytuacji na rynku, rozpoczęły działalność w lutym i w marcu. Ustawodawca przewidział zwolnienie w pełnym wymiarze dla przedsiębiorców, którzy zgłosili do ubezpieczeń mniej niż 10 ubezpieczonych oraz zwolnienie w wysokości 50% łącznej kwoty należności z tytułu składek dla przedsiębiorców zatrudniających od 10 do 49 ubezpieczonych. Kolejnym wsparciem, z którego może skorzystać przedsiębiorca są dofinansowania wynikające z przestoju ekonomicznego, a także dofinansowanie wynagrodzeń. Maksymalny okres dofinansowań to obecnie trzy miesiące.

Pracodawca może też skorzystać z możliwości zmniejszenia etatów i zmniejszenia pensji lub z nieco mniej popularnego wsparcia – dofinansowania wynagrodzeń na podstawie umowy ze starostą. Pracodawca ma również możliwość wprowadzenia elastycznego czasu pracy. Pracownicy mogą wykonywać pracę dłużej, co jest odpowiednio kompensowane czasem wolnym w innych dniach.

– Co ważne, korzystając z tych dofinansowań przedsiębiorca nie będzie mógł w okresie otrzymywania wsparcia (aktualnie max. przez okres trzech miesięcy) zwolnić pracownika z przyczyn go niedotyczących, np. z powodu spadku obrotów – podkreśla Krystian Stanasiuk.

Jeśli chodzi o wypowiedzenia mając na uwadze ww. ryzyka związane ze zdalnym doręczaniem wypowiedzenia, warto rozważyć alternatywę w postaci doręczenia elektronicznego. Wymóg pisemnego wypowiedzenia umowy o pracę spełniać będzie bowiem także wypowiedzenie przesłane pracownikowi e-mailem, które jako załącznik zawiera wypowiedzenie umowy o pracę podpisane za pomocą certyfikowanego podpisu elektronicznego. Należy pamiętać, że dokument musi być opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym, a nie być zwykłym skanem podpisu lub dokumentem opatrzonym zwykłym podpisem elektronicznym lub podpisanym za pomocą platformy EPUAP.

Perspektywa członka zespołu tworzącego przedsiębiorstwo

Organizacje mają za zadanie utrzymać biznes. Wiadomo, że biznes bez ludzi nie istnieje. Stąd dużo wyzwań dla managerów na każdym poziomie w strukturze organizacyjnej. Praca online rządzi się swoimi prawami i wymaga nowych umiejętności, nie tylko technologicznych, ale także społecznych. Relacja nie jest bezpośrednia, fizyczna. Managerowie muszą uruchomić swoje jeszcze wyższe kompetencje takie, jak m.in. empatia, wnikliwe słuchanie, dopytywanie, sprawdzanie stanu emocjonalnego, budowanie jeszcze głębszego zaufania niż dotychczas, ustalanie z pracownikami, pytanie ich o zdanie lub opinię. Bycie wrażliwym obserwatorem w poprzednich warunkach pracy było wyzwaniem dla wielu, a co dopiero w epoce online. Trzeba być uważnym i rozsądnie podejmować decyzje dotyczące ludzi.

Czas pandemii jest czasem pełnym wyzwań. Trudno nam znaleźć swoją własną strategię radzenia sobie, bo nikt z nas w takich warunkach jeszcze nie funkcjonował. Niektórzy niespokojnie śledzą wszelkie doniesienia, polują na różnego rodzaju informacje, chcą być na bieżąco ze wszystkim co dotyczy Covid-19. Pozorna kontrola daje przewalczyć uczucie niepewności. Inni z kolei unikają jak mogą informacji, nie czytają, nie oglądają, nie komentują. Chcą się uwolnić w maksymalny sposób od terroru wiedzy, bo to im daje przestrzeń do funkcjonowania. Z kolei jest część osób, która pomaga, poszukuje wszelkich możliwych miejsc, gdzie można się udzielać, dawać siebie, wspierać innych. To potrzeba bycia ważnym i pomocnym, dzięki czemu człowiek staje się spokojniejszy – taki samarytanin w kryzysie. Są i tacy, którzy działają – typ zadaniowca. Żaden wirus ich nie pokona. Szukają, rozwiązują, wymyślają, działają. Nie mają czasu na ubolewanie i utyskiwanie. Traktują ten czas jak wyzwanie. Nie można oceniać żadnej z tych strategii, czy jest dobra czy zła. Jeżeli tylko pozwala utrzymać się na powierzchni, a nie zapaść się w sobie, to jest efektywna.

Wszyscy znaleźliśmy się w sytuacji, która jest dla nas nowa, nieprzewidywalna, pełna emocji, utrudnień i nieoczekiwanej zmiany. Ale czy rzeczywiście coś, co jest pandemią/epidemią może być kategoryzowane jako zmiana, o której się uczyliśmy i którą umiemy zarządzać? Pewnie nie. I długo jeszcze będziemy się uczyć, jak funkcjonować w takich warunkach, by powrócić do normalności, czymkolwiek ta normalność jest dla nas wszystkich – tłumaczy Izabela Salicka, psycholog społeczny, mediator organizacyjny, facylitator dialogu.

Wnioski ekspertów

Wszystkie powyższe wnioski powstały podczas interdyscyplinarnego webinarium zorganizowanego przez kancelarię prawną Taylor Wessing. Webinar poprowadzili:

  • Grażyna Kuźma, radca prawny (prawo obrotu nieruchomościami, finansowanie nieruchomości)
  • Izabela Salicka, psycholog społeczny, mediator organizacyjny, facylitator dialogu
  • dr Ewelina Stobiecka, radca prawny (rozwiązywanie sporów)
  • Krystian Stanasiuk, LL.M., radca prawny (prawo pracy)
  • Andrzej Mikosz, radca prawny (prawo spółek, M&A i rynki kapitałowe)
  • dr Jakub Pitera, radca prawny (prawo spółek, M&A i rynki kapitałowe)
  • Przemysław Walasek, LL.M., adwokat (ochrona własności intelektualnej, prawo umów)

Infogain otwiera nowe centrum rozwoju w Krakowie

Infogain, wiodący dostawca rozwiązań technologicznych z siedzibą w Dolinie Krzemowej, ogłosił dzisiaj otwarcie nowego Development Center w Krakowie, pod kierownictwem Rohita Nagpal starszego wiceprezesa i globalnego dyrektora ds. podróży, hotelarstwa i handlu detalicznego. Będzie to szóste centrum rozwoju Infogain na całym świecie, obsługujące zarówno klientów europejskich, jak i amerykańskich. Krakowskie centrum rozwoju zostało otwarte dzisiaj.

„Infogain Kraków to nasze pierwsze europejskie centrum rozwoju. Mamy rosnące zapotrzebowanie w tym regionie, a Kraków był idealnym wyborem ze względu na lokalne talenty IT, wiodące uniwersytety technologiczne i reputację w dziedzinie badań i rozwoju. Zaczynamy od 30-osobowego zespołu i mamy nadzieję, że w ciągu roku wzrośnie do 300” – powiedział Eddie Chandhok, prezes i dyrektor Global Delivery w Infogain.

Chandhok dodał także: „To centrum pozwoli nam również obsługiwać europejskich klientów w modelu +nearshore+, a także zwiększy naszą elastyczność i zdolność do tworzenia wartości na całym świecie. Infogain Kraków będzie współpracować z klientami w celu tworzenia zintegrowanych cyfrowych rozwiązań, integrując doświadczenie w projektowaniu z inteligentnym tworzeniem oprogramowania”.

Pracownicy Infogain w Krakowie będą mieli możliwości rozwoju kariery, przyczyniając się do rozwoju Travel & Hospitality Center of Excellence i pracując nad projektami zarówno wśród klientów Travel & Hospitality Infogain, jak i cyfrowej.

Krakowskie centrum rozwoju jest kolejną inwestycją firmy po niedawnych przejęciach Silicus Technologies i Revel Consulting przez Infogain w październiku 2019 r.

Naukowcy Łukasiewicza zbudowali prototyp respiratora „ostatniej szansy”

Respirator ciśnieniowy WentILOT 1.0 w najbliższych dniach będzie gotowy do testów medycznych. Po pozytywnym ich przejściu i kierunkowej decyzji Ministerstwa Rozwoju możliwe będzie uruchomienie produkcji sprzętu.

Założenia konstrukcyjne respiratora konsultowane były z pracownikami Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”.

prototyp respiratora „ostatniej szansy” 2– Nasz respirator nie zastąpi profesjonalnego, zaawansowanego technologicznie urządzenia, pozwalającego na prowadzenie pełnej terapii. Może być jednak pomocny w krajach, w których sytuacja w służbie zdrowia jest trudna lub innych ekstremalnych okolicznościach związanych z epidemią, prowadzących do czasowych niedoborów sprzętu – mówi autor rozwiązania dr inż. Łukasz Czajkowski, który pracuje z zespołem kierowanym przez mgr inż. Agnieszkę Sobieszek z Łukasiewicz – ILOT.

Przedsięwzięcie jest realizowane z inicjatywy i przy wsparciu zespołu koordynującego działającego przy Ministerstwie Rozwoju.

W najbliższych dniach powinny się zakończyć testy techniczne sprzętu. Po nich WentILOT 1.0 będzie mógł zostać poddany testom klinicznym, które pozwalają na uzyskanie odpowiednich certyfikatów i uzyskanie statusu wyrobu medycznego.

Instytuty Łukasiewicza aktywnie włączyły się w walkę ze skutkami pandemii. Działania te realizowane są pod wspólnym szyldem #TarczaNaukowa. Już dziś na różnym etapie zaawansowania znajduje się kilkanaście projektów naukowo-badawczych i inżynierskich. Więcej o zaangażowaniu naukowców trzeciej pod względem wielkości Sieci Badawczej w Europie w walkę z koronawirusem można przeczytać pod linkiem:

Zainteresowanie Ukraińców powrotem do Polski rośnie – 67% osób, które wyjechały z powodu kwarantanny, chce wrócić.

Tylko 16% Ukraińców przebywających w Polsce jest zainteresowanych ofertami pracy – to 2 razy mniej niż w ubiegłym miesiącu. Natomiast Ukraińcy, którzy są teraz na Ukrainie, wykazują ogromne zainteresowanie wszelkimi możliwościami legalnego wyjazdu do pracy w Polsce i ofertami pracy. Świadczy to o obecnej na polskim rynku pracy tendencji – większość migrantów w Polsce znalazła pracę, a agencjom zatrudnienia coraz trudniej jest uzupełniać braki kadrowe, które rosną z każdym dniem. Ze względu na zamknięte granice przypływ ukraińskiej siły roboczej w Polsce jest niezwykle ograniczony. Jednocześnie rośnie zainteresowanie Ukraińców powrotem do Polski – 67% obywateli Ukrainy, którzy opuścili Polskę z powodu kwarantanny, chce wrócić.

Potwierdzają tę tendencję dane z analizy rozmów z Ukraińcami dzwoniącymi na specjalną infolinię prowadzoną w ramach Społecznego Programu Pomocy Ukraińcom „Jesteśmy razem”, który został uruchomiony przez międzynarodową agencję zatrudnienia Gremi Personal w Polsce i na Ukrainie. Od uruchomienia infolinii 2 kwietnia odebrano 3 862 połączeń. W związku z wysokim zainteresowaniem, Gremi Personal postanowiła przedłużyć działanie infolinii o kolejny miesiąc, do 1 czerwca.

„Coraz częściej dzwoniący z Ukrainy pytają, jak przekroczyć granicę, czy możliwe jest uzyskanie wizy pracowniczej i czy znajdą teraz pracę w Polsce” – mówi Tomas Bogdevic, dyrektor generalny międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal – Zainteresowanie wyjazdem do Polski jest duże. Jednak obecnie, ze względu na kwarantannę, przekraczać granicę mogą wyłącznie obywatele Ukrainy posiadający ważne zezwolenie na pracę w Polsce. Od 4 maja polskie konsulaty częściowo wznawiają wydawanie wiz pracowniczych, ale póki co tylko do pracy w rolnictwie i transporcie międzynarodowym. Zauważamy, że ludzie są wprowadzani w błąd przez liczne manipulacje informacjami na temat przekraczania granicy. Z tego powodu Ukraińcy często padają ofiarą nieuczciwych firm pośredniczących”.

Jedna trzecia Ukraińców, którzy pozostali w Polsce podczas epidemii, nadal niepokoi się o możliwość kontynuowania pracy w ramach ruchu bezwizowego, obawiając się deportacji. Wskazuje to na niewystarczająco regularne informowanie Ukraińców o zmianach legislacyjnych w Polsce. Przypomnijmy, że polski rząd podjął decyzję o automatycznym przedłużaniu wiz i zezwoleń na pobyt czasowy i pracę, a także pobytu na podstawie paszportów biometrycznych o 30 dni od daty zakończenia epidemii.

Centrum Analityczne międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal

Bezpłatny wykład motywacyjny prof. Olafa Żylicza: „Siła przetrwania czyli o antykruchości w trudnym czasie. Nie tylko dla firm”

Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej podała informację, że w ostatnich dwóch miesiącach wpłynęło 92 tys. wniosków dot. zawieszenia i likwidacji firm. Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej wspiera przedsiębiorców i środowisko biznesowe dzieląc się wraz z kadrą wykładowców wiedzą ekspercką, zaprasza na otwarty wykład motywacyjny prof. Olafa Żylicza, psychologa biznesu, trenera i coacha, pt. „Siła przetrwania czyli o antykruchości w trudnym czasie. Nie tylko dla firm”. Spotkanie online odbędzie się 6 maja i zostanie uzupełnione omówieniem działania firm – rodzimych, które są „antykruche” i modelowo radzą sobie z dostosowaniem się do trudnej, otaczającej nas rzeczywistości.

Biznes potrzebuje wsparcia

Managerowie i przedsiębiorcy doświadczają obecnie bardzo dużego stresu, borykając się z trudnościami ekonomicznymi i walką o utrzymanie firm na rynku. Nie mniej trudne, dla osób podejmujących decyzje zarządcze, jest także wykonywanie obowiązków związanych z wspieraniem zespołu pracowników, motywowaniem ich oraz prowadzeniem sprawnej komunikacji, zewnętrznej i wewnętrznej. Otwarty wykład to zarazem uzupełnienie form pomocy, którą Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej oferuje swoim studentom i absolwentom poprzez projekt „COVID-19: Strefa Wsparcia”. Prof. Olaf Żylicz w jego ramach udziela managerom bezpłatnych, indywidulanych konsultacji w temacie m.in: zmian zawodowych, rozpoczynania tworzenia własnego biznesu w trakcie trwania epidemii, komunikacji oraz budowaniu motywacji i energii do działania w trakcie izolacji.

Ponadczasowa „antykruchość”

„Antykruchość” (ang. antifragile) to pojęcie, które po raz pierwszy zostało użyte w książce „Antifragile: Things That Gain from Disorder” Nassima Taleba osiem lat temu. Jeszcze wcześniej, bo w 2007 r. ten sam autor zyskał popularność dzięki publikacji „Black Swan: The Impact of the Highly Improbable”. Tymczasem w 2020 roku świata ekonomia musi stawiać czoła obu zjawiskom, którym Nassim Taleb, ekonomista i eseista, już poświęcał uwagę. Z jednej strony dotyka świat „czarny łabędź” – nieprzewidywalna i nagła, światowa pandemia, która paraliżuje wszystkie kontynenty ekonomicznie i wprowadza ludzkość w stan izolacji. Natomiast z drugiej strony obserwujemy zjawisko „antykruchości” – w biznesie określanej jako „zwinność”, elastyczność i poszukiwanie szans, które pozwalają managerom na dostosowanie firm, najczęściej z sukcesem, do panujących okoliczności w światowej gospodarce, ale i do bardzo aktualnych potrzeb konsumentów. Obie książki autora stały się tak popularne, że ich nakłady zostały wyprzedane. Czytelnicy czekają na ponowne pojawienie się książek w księgarniach internetowych, które przewidziane jest pod koniec maja.

Wykład o sile, nadziei i zmianach

– „Pojedynczy ludzie, jak i organizacje, różnie reagują na zdarzenia trudne do przewidzenia, takie jak katastrofy czy niespodziewana pandemia. Jedni się poddają psychicznie i organizacyjnie: Teraz to już tylko potop. Inni mobilizują wszelkie swoje zasoby i  doświadczenie, żeby się nie dać: Odeprzemy wroga. Nie damy się. I są tacy, którzy w terminologii Nassima Taleba, charakteryzują się antykruchością. Mają takie nastawienie i umiejętności, które pozwalają im, jak doskonałemu serferowi, skorzystać nawet z najbardziej niespodziewanej wielkiej fali. Mogliby powiedzieć: Nadszedł czas niezwykłych możliwości! – komentuje prof. Olaf Żylicz, wykładowca Szkoły Biznesu PW.

Firmy „antykruche” i ich managerowie widzą w obecnej sytuacji szansę na zmianę i nową jakość, która może być korzystna. Te zespoły są nadzwyczaj mocno zaangażowane w tworzenie nowych modeli biznesowych i poszukiwanie odpowiedzi na to, czego klienci teraz naprawdę potrzebują.

– „Doświadczenie kruchości ma bardzo dalekie idące konsekwencje dla firm i ludzi, ale nie musi być postrzegane w negatywnym ujęciu. Moje badania potwierdzają, że zdecydowana większość z nas dostrzega istotną zmianę rzeczywistości, w której żyjemy, dla wielu zmiany te są trudne, ale jednocześnie dominuje nadzieja i pozytywnych zmian. Możliwe, że będziemy bardziej otwarci na informacje dotyczące stanu świata i tego, co się z nim dzieje. Być może zaczniemy wyciągać wnioski, wiedząc, że  życie człowieka Zachodu, znacznie mniej daje się regulować nowymi technologiami niż nam o tym przez ostatnie lata mówiono, a kluczowe pozostają potrzeby ludzkie, wspólnoty bliskości czy swobody funkcjonowania. Nie sposób w obecnym czasie uciec także od egzystencjalnych rozważań, które dotyczą np. sensu wykonywanego zawodu i naszego życia. Uważam, że w biznesie idziemy w kierunku zmiany modelu przywództwa. Jest unikalna szansa na znacząco bardziej partycypacyjne zarządzanie. W środowisku biznesowym zdarza się także niedobre  rozumiane pojęcie „antykruchości”, kiedy firmy chcą funkcjonować kosztem innych firm np. poprzez ich przejęcie w trudnym czasie. Wynika to najczęściej z braku przestrzegania moralnych wartości przez osoby zarządzające. Warto stawiać na biznes, który jest etyczny” – dodaje prof. Olaf  Żylicz.

Otwarty wykład prof. Olafa Żylicza pt. „Siła przetrwania czyli o antykruchości w trudnym czasie” odbędzie się online 6 maja (środa) o godz. 17:00.

Wymagana jest rejestracja na biznes.edu.pl

Które kredyty budzą największe obawy?

Rozpoczynający się kryzys gospodarczy wzbudza obawy dotyczące spłacalności kredytów mieszkaniowych. RynekPierwotny.pl sprawdził, które „hipoteki” powodowały w przeszłości największe problemy.

Pogorszenie koniunktury gospodarczej niemal zawsze skutkuje negatywnymi zmianami spłacalności kredytów mieszkaniowych. Trudno zatem dziwić się, że obecna sytuacja wzbudza pewne obawy dotyczące „hipotek”, które posiadają Polacy. Chodzi zarówno o kredyty bez waloryzacji do waluty obcej, jak i zobowiązania rozliczane we franku szwajcarskim i euro. Na podstawie danych BIK można dowiedzieć się, które roczniki takich kredytów są najbardziej problematyczne.

Tytułem wstępu warto wspomnieć, że Biuro Informacji Kredytowej niedawno opublikowało swój cykliczny raport Kredyt Trendy podsumowujący 2019 r. W tej analizie znajdują się między innymi dane dotyczące spłacalności kredytów mieszkaniowych. Są one szczególnie ciekawe, ponieważ eksperci BIK wzięli pod uwagę poszczególne roczniki kredytów „złotówkowych” i walutowych. Co więcej, dane Biura Informacji Kredytowej uwzględniają przymusowe przewalutowania długu na złote. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl takie konwersje mają miejsce, gdy posiadacz kredytu rozliczanego we franku lub euro mocno spóźnia się ze spłatą. Brak korekty wyników o przymusowe przewalutowania sprawia, że kredyty walutowe wypadają lepiej pod względem spłacalności.

Skorygowane informacje BIK wskazują, że pod koniec 2019 r. w poszczególnych rocznikach odsetek kredytów mieszkaniowych z opóźnieniem ponad 90 dni wynosił:

  • kredyty udzielone przed 2006 r. – 1,8% (waluty obce), 2,4% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2006 r. – 2,2% (waluty obce), 2,3% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2007 r. – 2,8% (waluty obce), 3,0% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2008 r. – 2,9% (waluty obce), 6,2% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2009 r. – 1,3% (waluty obce), 2,9% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2010 r. – 0,9% (waluty obce), 2,6% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2011 r. – 0,8% (waluty obce), 1,8% (PLN)
  • wszystkie kredyty udzielone do 2011 r. włącznie – 2,1% (waluty obce), 2,8% (PLN)

Zobowiązania rozliczane w euro prawdopodobnie poprawiają wyniki dotyczące wszystkich kredytów walutowych. Tym niemniej, gorsza spłacalność „hipotek” rozliczanych w złotym zasługuje na uwagę. Chodzi zwłaszcza o kredyty z problematycznego rocznika 2008.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dirlango: Chcemy skupić się na aplikacjach, które pomogą ludziom

Dirlango – holding należący do Łukasza Wejcherta i Macieja Żaka – ma powody do zadowolenia. W czasach pandemii i braku stabilizacji na rynkach finansowych, Dirlango stabilnie realizuje strategię, która przynosi średnio 14% zwrotu rocznie*. Po tym, jak pod koniec 2019 roku holding wyszedł z inwestycji w amerykańską gwiazdę rynku finansowego – Beyond Meat, teraz pozbywa się udziałów w Virgin Mobile i koncentruje na dynamicznie rosnącym sektorze technologii.

Świat technologii i online wydaje się być najbardziej atrakcyjną przestrzenią dla Dirlango. Realizacja transakcji wyjścia z inwestycji w operatora telekomunikacyjnego Virgin Mobile Polska i Beyond Meat przyniesie wymierne zyski dla holdingu i inwestorów.

Czas ogólnoświatowej pandemii koronawirusa skłania do refleksji i koncentracji na obszarach, które mogą ułatwić życie i realnie pomóc w nowej rzeczywistości. Stąd dziś uwaga Dirlango skupia się na aplikacjach mobilnych, które realizują nasze fundamentalne potrzeby – przekonują zarządzający.

Dirlango skoncentruje się teraz na inwestycjach w spółki nowych technologii zarówno w Polsce jak i za granicą. – Inwestycje zagraniczne dokonywane są wspólnie z renomowanymi partnerami w postaci globalnych funduszy PE/ VC – podkreśla Maciej Żak.

Obecnie w portfelu Dirlango jest 9 spółek, głównie w segmentach nowych technologii i online. To kluczowy element strategii Dirlango, gdyż – jak wyjaśniają szefowie holdingu – sektor technologii jest bardziej stabilny w czasach kryzysów lub zawirowań na rynkach finansowych.1

Podczas, gdy indeksy MSCI World zanotowały spadek -21% w tym roku (YTD2020) i – 10% w ostatnim roku, indeksy MSCI Tech były bardziej odporne na zawirowania (-13% YTD2020). W ciągu ostatniego roku nadal notują zysk na poziomie 7%.

Sprzedaż Beyond Meat daje stabilny kapitał i znaczne zyski.

Głośnym przykładem był ostatnio sukces firmy Beyond Meat Inc, która – obok amerykańskiej spółki Wish wycenianej na 11,2 mld USD – stał się flagową inwestycją Dirlango. Pod koniec ubiegłego roku fundusz wyszedł z inwestycji w amerykańską spółkę przynosząc wymierne zyski dla inwestorów. W ciągu zaledwie 10 miesięcy osiągnęła 3-krotny zwrot z inwestycji w stosunku do kapitału wpłaconego przez inwestorów. Tym samym znacząco wzrosła wartość́ kapitału zarządzanego przez Dirlango do blisko 100 mln zł. Na tym jednak nie koniec. W planach jest podniesienie tej poprzeczki o kolejne 100 – 150 mln zł. Zdaniem Dirlango obecna sytuacja pandemii i brak kapitału skłania wiele firm do poszukiwania partnera. W konsekwencji mogą pojawić się ciekawe cele inwestycyjne m.in. na rynkach zagranicznych.

– W Polsce istnieje specyficzna sytuacja, gdzie spadła atrakcyjność lokat bankowych, zainteresowanie papierami dłużnymi firm maleje a nadal istnieje duża grupa inwestorów, którzy decydują się na inwestycje w spółki technologiczne. To miejsce dla doświadczonego partnera, z odpowiednią wiedzą, zapleczem analitycznym i dostęp do zagranicznych rynków. My to oferujemy – podkreśla Maciej Żak.

Wzrost wykorzystania technologii to nieunikniony efekt koronawirusa

Dirlango chcą skupić się głównie na aplikacjach i rozwiązaniach, które ułatwią użytkownikom życie i pozwolą na zachowanie bezpieczeństwa w obecnym kryzysie.

W kraju ciekawą inwestycją jest iTaxi, której przychody rosną od 5 lat w tempie 40 proc. (RdR) i obecnie obsługuje już ponad 4000 firm. To przykład technologii, która w obecnym kryzysie i czasach przeniesienia ciężaru pracy i komunikacji na mobilne platformy, okazała się rozwiązaniem dobrze odpowiadającym potrzebom ludzi. W ocenie ekspertów, epidemia zmieni nasze przyzwyczajenia do sposobu podróżowania. W miejsce komunikacji w dużych skupiskach, będziemy wybierali indywidualne rozwiązania, mając na uwadze bezpieczeństwo i zdrowie.

– Może się okazać, że transport taxi zamówiony przez aplikację, pojedynczo będzie głównym rozwiązaniem dla świata biznesu. Trend, który jeszcze 8 lat temu mógł wydawać się odległą przyszłością, dziś w dobie wirusa COVID-19 staje się standardem – dodaje Łukasz Wejchert.

Innym przykładem jest inwestycja Dirlango w GLOVO – aplikacja dostawy wybranych produktów do domu, która w okresie ostatnich 2 miesięcy zanotowała skokowy wzrost dynamiki przychodów.

Sytuacja, w której znaleźliśmy się w ostatnim czasie będzie zmieniała nasze przyzwyczajenia. Ograniczenia w dostępie do lokali gastronomicznych, wielu sklepów i asortymentu, zakupy Online staja się jedynym rozwiązaniem – dodaje Maciej Żak.

Dirlango przekonuję, że obecny trend doprowadza do przyspieszenia zmian zachowań konsumentów i skokowego wzrostu wykorzystania aplikacji i platform technologicznych w codziennym życiu.

Eksperci IDC: Koronawirus uderzy w branżę IT

W 2020 roku wydatki na technologie informatyczne będą o 2,7% mniejsze niż w 2019 roku – podaje IDC. Według ekspertów na zyski liczyć mogą tylko dostawcy infrastruktury i systemów IT. Dramatycznie wyglądają prognozy dla sektora urządzeń.

Jeszcze w styczniu b.r., czyli w epoce przed koronawirusem, rok 2020 dla branży IT zapowiadał się co najmniej dobrze. Według prognoz analityków IDC tempo rozwoju globalnego rynku technologii informatycznych miało być wyższe niż w 2019 i osiągnąć wartość 5,1%.

Na początku roku nic nie zapowiadało tego, co się wydarzy. Rynek spodziewał się stabilnego, kilkuprocentowego tempa wzrostu. Niewielkiego progresu względem 2019. – mówi Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem w BPSC i dodaje – Jednak
w lutym pojawiły się pierwsze sygnały, że być może prognozy ulegną zmianie. Powód był oczywisty, początek epidemii COVID-19 w Azji. Groźny wirus zaatakował nie tylko społeczeństwo, ale i biznes. Paraliż tego regionu miał również wpływ na całą światową gospodarkę, ponieważ obszar ten nie tylko produkuje, ale też inwestuje w technologie.
– zauważa Kuźniak.

Dlatego już w lutym IDC opublikowało pierwszą, odświeżoną wersję prognoz. Nowe były znacznie gorsze niż te ze stycznia i mówiły jasno – rok 2020 będzie słabszy niż 2019. Zamiast spodziewanego ponad pięcioprocentowego tempa, rynek urośnie o 4,3% i będzie to o 0,5 punktu procentowego wolniej niż w roku ubiegłym.

Jednak postępująca pandemia brutalnie rozprawiła się i z tymi predykcjami. W kwietniu IDC opublikowało kolejną korektę, która brzmi jak czarny scenariusz – w 2020 roku rynek skurczy się o 2,7% względem 2019.

Globalny sektor IT wyceniany jest na ponad 5 bln dolarów, każda zmiana dynamiki
to miliony dolarów, które uciekają z rynku technologii cyfrowych, a ten, jak podaje Biuro Analiz Ekonomicznych USA, odpowiada za 15,5% globalnego PKB. To daje nam obraz skali problemu.
– komentuje Sławomir Kuźniak z BPSC.

Dramat? Nie dla każdego!

Kto straci najwięcej? Według predykcji koronawirus najbardziej dotknie producentów urządzeń. Zarówno komputerów osobistych, tabletów, smartfonów, jak i urządzeń peryferyjnych. W tym segmencie wydatki mają spaść aż o 8,8% w stosunku do 2019.

Podczas każdego kryzysu gospodarczego zauważalna jest szybka redukcja wydatków
na sprzęt. To sposób na stosunkowo szybkie oszczędności i zabezpieczenie rentowności
w krótkim okresie.
– tłumaczy Stephen Minton, wiceprezes w Customer Insights & Analysis IDC.

Pandemia szczególnie mocno uderzy w rynek smartfonów, który według prognoz miał w tym roku osiągnąć większy zwrot wynikający z rozwoju technologii 5G. O 2% spadną również wydatki na usługi informatyczne.

Nad kreską znajdzie się segment oprogramowania. Według analityków IDC w 2020 wydatki na oprogramowanie będą wyższe o 2% niż 2019. Stanie się tak, ponieważ w nowej rzeczywistości przedsiębiorstwa muszą szybko reagować na dynamiczne warunki, a systemy są doskonałym narzędziem do efektywnego wykorzystania zasobów. Zdaniem ekspertów z IDC oprogramowanie stanie się integralną częścią bieżących operacji biznesowych.

W ciągu najbliższych miesięcy pojawią się nowe możliwości dla oprogramowania. Organizacje będą szukały możliwości dostosowania ich do nowych warunków – zwiększonej pracy zdalnej i współpracy z partnerami – zapowiada Stephen Minton, któremu wtóruje ekspert z BPSC – Przedsiębiorstwa będące na wyższym etapie cyfrowej transformacji,
w nowych realiach będą miały lepszą pozycję, niż firmy słabiej zdigitalizowane. Tym pierwszym łatwiej będzie wdrażać i skutecznie egzekwować zwinne plany reagowania
na rynkowe fluktuacje.
– wyjaśnia Sławomir Kuźniak.

Wzrosną również wydatki na infrastrukturę. IDC spodziewa się, że ten sektor mimo pandemii urośnie w tym roku o 5,3%. Wzrost generowany będzie głównie z wydatków przedsiębiorstw na infrastrukturę jako usługę (IaaS) i rosnące nakłady na chmurę. W tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu, którą są nakłady na sprzęt serwerowy i sieciowy. Jedne i drugie zanotują ujemny wzrost, pierwsze o 3,3%, drugie o 1,7%.

Czekając na odwilż

Słaba sytuacja w sektorze IT to pokłosie kondycji całej gospodarki. Kiedy możemy się więc spodziewać powrotu do gospodarczej normalności? Eksperci z instytutu Oxford Economics, są bezwzględni w swojej ocenie – pandemia COVID-19 da nam się porządnie we znaki
i wywoła spadek światowego PKB o około 7% w pierwszej połowie 2020 r. Czy to wiele?
To dwukrotnie więcej, niż przed dziesięcioma laty, kiedy świat został ogarnięty kryzysem finansowym, za który solidarnie odpowiadały Lehman Brothers i Goldman Sachs.

O tym czy i kiedy nastąpi poprawa, zadecydują tak naprawdę najbliższe miesiące. Wciąż wiele zależy od tego, jak będzie wyglądało druga połowa bieżącego roku. Jeżeli zachodnie gospodarki niedługo zniosą nałożone ograniczenia, powinniśmy spodziewać się rychłego odbicia w gospodarce, także w branży IT – mówi Sławomir Kuźniak z BPSC.

Zakładając, że ten pozytywny scenariusz rzeczywiście uda nam się zrealizować, wciąż nie gwarantuje nam do powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Optymistyczny scenariusz przygotowany przez ekonomistów z Oxford Economics zakłada, że światowy PKB – niemal tak samo jak sektor technologii cyfrowych – zmniejszy się ogółem o 2,8% w 2020 r

Cudzoziemcy wolą na czas pandemii pozostać w Polsce, głównie ze względu na dostępność pracy

Zdecydowana większość pracujących w Polsce obcokrajowców (85%) woli na czas trwania pandemii koronawirusa pozostać w naszym kraju, głównie ze względu na zarobki i możliwość pracy (55%). Świadczą o tym wyniki badania socjologicznego „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii”, przeprowadzonego przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Badanie pokazało, że pracowników zagranicznych w Polsce dotknęły negatywne skutki pandemii koronawirusa. Ponad połowa z zatrudnionych obcokrajowców musiała zmierzyć się ze zmniejszeniem liczby przepracowanych godzin (61%), a przeszło 1/4 zmieniła branżę zatrudnienia (27%). Ponadto co drugi respondent oświadczył, że w obecnej sytuacji najbardziej obawia się utraty pracy (58%). Dla porównania – zakażenia koronawirusem boi się jedynie co szósty migrant zarobkowy (18%).

Pokrzepiające jest jednak to, że cudzoziemcy, nawet w obecnej, niełatwej sytuacji, czują się w Polsce bezpiecznie (72%), a ograniczenia, jakim muszą stawiać czoła na co dzień w naszym kraju, oceniane są przez nich pozytywnie (71%).

Warto podkreślić, że z automatycznego przedłużenia ważności dokumentów zezwalających na pobyt i pracę w Polsce w czasie trwania pandemii, zaproponowanych przez polski rząd, ma zamiar skorzystać niemal 2/3 zatrudnionych u nas cudzoziemców (63,5%).

„Obecnie, kiedy zakłady w Polsce stopniowo wznawiają produkcję, a polscy rolnicy szykują się do otwarcia sezonu, brak rąk do pracy będzie dotkliwie odczuwalny, a drogi do ich pozyskania są zablokowane. Oznacza to, że czas na kolejne, zdecydowane kroki w kwestii wprowadzania przez władze specjalnych rozwiązań dla pracujących w Polsce cudzoziemców. Tym bardziej, że w walkę o pracowników sezonowych ze Wschodu już włączyły się takie kraje jak Niemcy, Finlandia czy Wielka Brytania” – komentuje wyniki badania Andrzej Korkus, prezes EWL S.A.

Badanie socjologiczne „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” zostało przeprowadzone w dn. 9-15 kwietnia 2020 roku przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 600 pracujących w Polsce cudzoziemców, głównie z Ukrainy, Białorusi oraz Mołdawii.

Klienci sklepów rewidują priorytety. Cena walczy o uwagę z bezpieczeństwem

Otwarcie po wielotygodniowej przerwie niespożywczych sklepów detalicznych to sytuacja, z którą sprzedawcy nigdy wcześniej nie musieli się mierzyć. Tym trudniejsza, że podczas pandemii poważnej rewizji uległy preferencje klientów. Ci większą uwagę niż wcześniej mogą przywiązywać nie tylko do cen produktów. Kluczowe znaczenie zaczęła mieć także kwestia bezpieczeństwa podczas zakupów. Uważna analiza zmian, jakie w ostatnich tygodniach przeszli klienci, pozwoli detalistom na nowo zdefiniować ich doświadczenie zakupowe z naciskiem na bezpieczeństwo zarówno kupujących, jak i pracowników. Należy przy tym korzystać z zupełnie nowych danych i założeń, bo dotychczasowe nie znajdą już zastosowania.

Zdaniem ekspertów Deloitte otwarcie niespożywczych sklepów detalicznych powinno poprzedzić znalezienie odpowiedzi na pytanie o nowe potrzeby, priorytety i postawy klientów oraz analiza wpływu na popyt warunków rynkowych i rządowych regulacji.

To jest czas podejmowania najważniejszych decyzji, dotyczących dostosowania działalności sklepów i propozycji wartości do nowej rzeczywistości i obaw klientów. Dobrym pomysłem może być utworzenie tymczasowego centrum operacyjnego, koordynującego realizację najważniejszych zadań, umożliwiających otwarcie sklepów oraz zapewnienie niezbędnego personelu i wsparcia technologicznego. Uruchamiane ponownie placówki potrzebują nowych procedur i zasad działania, uwzględniających bezpieczeństwo klientów i sprzedawców – mówi Michał Pieprzny, Partner, Lider branży dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

W zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa klientom i pracownikom pomoże ograniczenie do minimum kontaktu pomiędzy różnymi osobami, a przy tym udoskonalenie funkcjonowania sklepu. Wiele zmian ma charakter operacyjny, jak zredukowanie liczby pracowników i klientów przebywających na tej samej przestrzeni oraz promowanie dystansu społecznego. W uniknięciu zatłoczenia i ograniczeniu ruchu pomocna będzie zmiana układu alejek sklepowych, tak aby klienci przemieszczali się w jednym kierunku. Ryzyko znacznie ograniczy też położenie większego nacisku na utrzymanie czystości oraz dostęp pracowników do środków dezynfekcyjnych, masek oraz rękawic ochronnych. Już teraz w ogromnej większości sklepów przy kasach zostały zainstalowane plastikowe osłony, oddzielające klientów od personelu. Warto także rozważyć zmiany ekspozycji produktów, czyli umożliwić klientom bezpośredni dostęp do większej liczby artykułów bez konieczności podawania produktów przez pracownika sklepu.

Bezpieczne zwiększanie produktywności

Detaliści stoją przed wyzwaniem zwiększania efektywności swojego personelu, dbając przy tym o ochronę jego zdrowia i kupujących. To trudne, bo choć każdy dodatkowy pracownik jest cenny, stanowi też źródło dodatkowego ryzyka.

Pomóc w tym może sprawne zarządzanie zadaniami, to jest przydzielanie konkretnym pracownikom sklepu określonych obowiązków oraz rejestrowanie wyników ich pracy. Dzięki temu wiadomo, kto powinien być w danym momencie na hali sprzedażowej, kto na zapleczu czy stanowisku kasowym – mówi Anna Bystrek, Manager w zespole Doradztwa Strategicznego Deloitte.

Jak dodaje, takie rozwiązania można mapować z programami do zarządzania personelem. Umożliwiają one m.in. sprawne identyfikowanie i przydzielanie zadań wedle wolnych mocy lub przekierowywanie pracowników do innych zadań z powodu niedoborów.

Samodzielna diagnoza

Możliwe rozwiązania technologiczne nie tylko ułatwiają organizację pracy, ale także podnoszą poziom ochrony pracowników i kupujących. Należy do nich samodzielna diagnoza stanu zdrowia. Umożliwia ona komunikację z pracownikami i potwierdzenie, że są zdrowi, zanim dotrą do pracy. Rozwiązanie można wdrożyć w ciągu kilku dni. Za pośrednictwem telefonu lub komputera, system oparty o technologię sztucznej inteligencji zadaje szereg pytań i na podstawie odpowiedzi uzyskanych od pracownika określa czy ten może wykonywać swoje obowiązki.

Poziom bezpieczeństwa zarówno pracowników, jak i klientów podnosi też wdrożenie obrazowania termicznego. Kamery termowizyjne zainstalowane w wyznaczonych miejscach w sklepie to rozwiązanie oparte o chmurę, więc szybko skalowalne w ramach dużej organizacji. Kamera monitoruje przepływ osób, dokonuje analizy danych i alarmuje zespół reagowania zgodnie z procedurami danego obiektu.

Warte uwagi są cyfrowe rozwiązania do komunikacji, które umożliwiają pracownikom dostęp do zasobów wewnętrznych sklepu, w tym do aktualności na temat COVID-19, dzięki którym pracownicy otrzymują aktualne i istotne informacje dotyczące bieżącej sytuacji oraz jej wpływu zarówno na nich jak i na organizację. Wszelkie informacje są zbierane w jednym miejscu, do którego dostęp jest prosty i intuicyjny – mówi Michał Pieprzny.

Bezdotykowe zakupy

Po doświadczeniach związanych z pandemią i wywołaną nią kwarantanną klienci sklepów fizycznych będą oczekiwali bezpiecznego i wolnego od ryzyka środowiska, starając się zminimalizować kontakt zarówno z produktami jak i z innymi ludźmi. Bezdotykowa technologia zapewnia wygodne i udoskonalone doświadczenie zakupowe, jednocześnie stawiając bezpieczeństwo klientów na pierwszym miejscu. Przykładem jest wirtualna witryna sklepowa, która pokazuje produkty dostępne w sklepie. Przeglądając ją, klient może podjąć decyzję, czy powinien wejść do środka. To rozwiązanie ogranicza niepotrzebny ruch konsumentów, zapewniając tym samym większe bezpieczeństwo.

W bezkontaktowym robieniu zakupów pomocna jest również technologia skanowania produktów. Przenośne urządzenie otrzymane w sklepie lub aplikacja w telefonie pozwoli na samodzielne ich zeskanowanie i opłacenie, bez konieczności kontaktu z pracownikami sklepu.

Sklepy powinny zastanowić się nad dalszym ulepszaniem lub automatyzacją procesu obsługi, w tym procesu BOPIS (Buy Online, Pick-up In Store), który umożliwia klientom zamówienie produktów online i ich odbiór w sklepie. Dużym ułatwieniem dla nich będą dodatkowe godziny odbioru albo wprowadzenie zamykanych schowków z opcją obioru zakupów przez 24 godziny na dobę – mówi Anna Bystrek.

Sprzedawcy powinni umieć zaspokoić dwie potrzeby, którymi w najbliższych miesiącach będą się kierować kupujący – cena i bezpieczeństwo. Trudno dziś określić, która z tych wartości okaże się dla nich najważniejsza.

I kw. 2020 r. na warszawskim rynku biurowym

  • W pierwszym kwartale 2020 roku popyt brutto wyniósł 138 900 mkw., co oznacza spadek o 0,5% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku.
  • Do użytku oddano tylko jeden budynek biurowy o powierzchni 6 700 mkw.
  • Wolumen inwestycyjny w warszawskim sektorze biurowym wyniósł 438,6 milionów EUR i był wyższy o 44% w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku.
  • Wskaźnik powierzchni niewynajętej wyniósł 7,5%.
  • Stawki bazowe w najlepszych lokalizacjach nie uległy zmianie i utrzymały się na poziomie 24 EUR/mkw./miesiąc.
  • W chwili wprowadzenia ograniczeń związanych z pandemią większość transakcji była już sfinalizowana, więc skutki obecnej sytuacji na popyt będą widoczne dopiero w kolejnych kwartałach.

Popyt

Popyt brutto w pierwszym kwartale 2020 roku wyniósł 139 800 mkw. i był niższy o 0,5% w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku. Aż 55% wszystkich zawartych umów najmu stanowiły nowe umowy, a ekspansje i renegocjacje – odpowiednio 14% i 31%. Popyt netto w pierwszym kwartale wyniósł 95 200 mkw. i był o 5% niższy niż w analogicznym okresie w 2019 roku. Ponadto, aż 28% wszystkich nowych umów zawartych w ostatnich trzech miesiącach stanowiły umowy przednajmu.

Obecna sytuacja w niewielkim stopniu wpłynęła na liczbę zawartych umów w pierwszym kwartale, ponieważ pierwsze ograniczenia, mające na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się pandemii COVID-19, wprowadzono dopiero 18 marca, a znacząca większość transakcji, planowanych na pierwszy kwartał, została do tego czasu sfinalizowana lub była na ostatnim etapie procesu transakcyjnego. Dopiero w kolejnych kwartałach zobaczymy realny wpływ obecnej sytuacji na stronę popytową rynku, ponieważ rynek nieruchomości reaguje z dużo większym opóźnieniem na wszelkie zmiany w gospodarce. Niemniej jednak mocne fundamenty sektora biurowego w Warszawie, przy jednoczesnym braku ryzyka nadpodaży i aktualnie niskich wskaźnikach pustostanów, powinny umożliwić rynkowi stosunkowo szybki powrót do równowagi po spowolnieniu – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.

Podaż

Całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie w pierwszym kwartale 2020 roku powiększyły się o 6 700 mkw. i wyniosły 5,59 mln mkw. Jedynym projektem biurowym oddanym do użytku był pierwszy budynek wchodzący w skład kompleksu Varso Place. Poza powierzchnią biurową znajdzie się w nim czterogwiazdkowy hotel NYX należący do sieci Leonardo Hotels. Cały kompleks będzie oferował łącznie około 116 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej do wynajęcia.

Według szacunków firmy Cushman & Wakefield na koniec marca 2020 r., w budowie znajdowało się ponad 765 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego w samym 2020 roku planowanych do oddania jest 343 700 mkw.

Warto zaznaczyć, że aż 73% całkowitej powierzchni biurowej planowanej do oddania w 2020 roku jest już zabezpieczona umowami przednajmu. Dodatkowo, aż 12 z 16 tych projektów ma podpisane umowy przednajmu, co pozwala zakładać, że większość z nich zostanie ukończona. W dłuższej perspektywie obecna sytuacja wpłynie jednak na decyzje deweloperów o rozpoczęciu realizacji projektów planowanych do oddania na lata 2022-2023, co może doprowadzić do luki podaży w tym okresie – mówi Katarzyna Lipka-Nawrocka, Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield

Wskaźnik powierzchni niewynajętej

Po rekordowym pod względem aktywności najemców 2019 roku, wskaźnik powierzchni niewynajętej w pierwszym kwartale 2020 roku utrzymał trend spadkowy i wyniósł 7,5%, co odpowiada spadkowi o 0,3 pp. w ujęciu kwartalnym oraz 1,7% w ujęciu rocznym. Wskaźnik absorpcji netto, który pokazuje tempo absorpcji powierzchni biurowej, wyniósł 22 800 mkw., co jest wartością ponad trzykrotnie wyższą niż podaż nowej powierzchni biurowej w tym okresie.

Czynsze

Stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie w strefie centralnej wyniosły 24 EUR/mkw./miesiąc, a w strefie Poza Centrum wyniosły 15 EUR/mkw./miesiąc i nie uległy zmianie w porównaniu do ubiegłego kwartału.

Prognozy

Eksperci firmy Cushman & Wakefield zaznaczają, że ze względu na szybko zmieniającą się sytuację trudno jednoznacznie przewidzieć wpływ, jaki pandemia COVID-19 będzie miała na rynek nieruchomości w Polsce.

Polski rząd nie wprowadził do tej pory żadnych przepisów ograniczających prace budowlane. Niemniej jednak wydłużenie procesów administracyjnych, ograniczona dostępność pracowników, możliwość przerwania łańcucha dostaw, a co za tym idzie – wzrost kosztów budowy, mogą w krótkim okresie wpłynąć na nieznaczne przesunięcie terminów ukończenia części projektów biurowych będących obecnie w budowie – dodaje Jan Szulborski.

Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii

8 na 10 rodziców uważa, że praca zdalna spowodowana przez panującą pandemię koronawirusa sprawia im większe trudności niż pracownikom, którzy nie mają dzieci. Co więcej, 57% ma obecnie problemy z oddzieleniem czasu prywatnego i życia zawodowego – wynika z badań Pracuj.pl. W pierwszej odsłonie raportu „Praca w dobie kwarantanny”, przedstawiającego poglądy Polaków w obliczu pandemii koronawirusa, przyglądamy się sytuacji rodziców wykonujących pracę z domu.

Najważniejsze informacje:

  • Pracuj.pl publikuje pierwszą odsłonę raportu „Praca w dobie kwarantanny”.
  • 79% rodziców ma większe trudności z pracą zdalną, niż inni pracownicy.
  • 56% czuje się traktowanych ze zrozumieniem przez przełożonych.
  • 57% ma problemy z oddzieleniem czasu prywatnego i pracy zawodowej.
  • Elastyczny grafik to dla rodziców najważniejsze wsparcie przy pracy zdalnej.

Praca w dobie koronawirusa

Epidemia koronawirusa wpłynęła znacząco na nasze życie zawodowe . Wielu spośród ponad 16 mln pracujących Polaków z dnia na dzień przeniosło się do modelu pracy zdalnej. Osoby wychowujące dzieci stanęły przed nowymi wyzwaniami, związanymi z łączeniem pracy z domu z obowiązkami rodzica. W obliczu spodziewanego wzrostu bezrobocia wielu pracowników weryfikuje także swoje dotychczasowe postawy zawodowe.

Jak Polacy postrzegają pracę w obliczu pandemii i jak wpływa ona na ich poglądy dotyczące kariery? Aby to sprawdzić, zespół Pracuj.pl przygotował raport „Praca w dobie koronawirusa”. W dn. 23-28 kwietnia zebraliśmy opinie blisko 2000 Polaków na temat obecnej sytuacji. W pierwszej odsłonie raportu przedstawiamy poglądy rodziców, którzy w obliczu pandemii koronawirusa wykonują pracę w modelu zdalnym. W najbliższych dniach będziemy publikować kolejne wyniki badań.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii

Rodzic w obliczu pracy zdalnej

Według wyników badań Pracuj.pl, rodzice niepełnoletnich dzieci stanowią jedną z grup pracowników, które szczególnie mocno odczuwają konsekwencje przejścia do modelu pracy zdalnej. Tylko niecała połowa (48%) badanych z tej grupy uważa, że łączenie ról rodzicielskich i zawodowych nie sprawia im obecnie trudności. Co szczególnie ważne, aż 8 na 10 respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że wykonywanie pracy zdalnej w okoliczności koronawirusa stanowi dla nich większe wyzwanie niż dla pozostałych pracowników.

Dane te potwierdzają szczególność sytuacji, w której znaleźli się rodzice pracujący zdalnie. Wielu z nich uczy się teraz funkcjonować w zupełnie nowych okolicznościach, często mierzą się z sytuacjami charakterystycznymi dla osób adaptujących się do zupełnie nowego miejsca pracy. Po pierwsze, dla wielu osób to pierwszy taki okres, w którym przez kilka tygodni z rzędu wykonują obowiązki z domu, często muszą się uczyć tego modelu „w biegu”. Po drugie, w związku z zamknięciem szkół i przedszkoli rodzice muszą przerywać pracę, by zająć się obecnymi w domu dziećmi. Po trzecie, praca nie pełni już roli odskoczni od życia rodzinnego, bo się z nim przenika w tym samym czasie. Wszystkie te czynniki mogą być źródłem napięć, w radzeniu z którymi powinni pomagać pracownikom pracodawcy – komentuje Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj.

Wyzwania rodziców pracujących zdalnie potwierdzają także dalsze wyniki badań. Ponad połowa respondentów z tej grupy ma problemy z oddzielaniem czasu prywatnego i zawodowego (57%). Tyle samo przyznaje, że w związku z tym częściej wykonują zadania zlecane w pracy w niestandardowych godzinach.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 2

Największa pomoc: zrozumienie i elastyczność

Warto zauważyć, że mimo odczuwanych wyzwań ponad połowa (56%) badanych rodziców pracujących zdalnie czuje się traktowanych przez swoich przełożonych ze zrozumieniem. Jednocześnie jednak zaledwie 17% uważa, że w ich firmie wprowadzono specjalne rozwiązania, które mają ułatwić rodzicom łączenie nowego modelu pracy z opieką nad dziećmi. Tak niski odsetek odpowiedzi zaskakuje, ale może być także związany z faktem, że część rozwiązań ułatwiających życie zawodowe matkom i ojcom dotyczy także ogółu pracowników.

A jakich usprawnień oczekują badani rodzice, pytani o rozwiązania umożliwiające im efektywne wykonywanie pracy zdalnej? W skali od 1-5 (gdzie 5 oznaczało najważniejsze usprawnienia), najwyższe oceny otrzymały bardziej elastyczny grafik pracy (średnia 4,43), większa otwartość przełożonych na branie dni wolnych i urlopów (4,08), a także wsparcie przy korzystaniu ze świadczeń rządowych (3,93). Badani rodzice nieco mniejsze znaczenie przypisywali wsparciu psychologicznemu dla osób mających trudności z łączeniem ról zawodowych i prywatnych (3,32) oraz dodatkowym aktywnościom online dla dzieci pracowników, organizowanym przez pracodawcę.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 3

Matki i ojcowie: różne oczekiwania

Konstancja Zyzik, ekspertka Pracuj.pl zwraca uwagę na różnice, jakie występują w oczekiwaniach wobec pracodawców między badanymi przez Pracuj.pl matkami i ojcami. Kobiety zdecydowanie częściej od mężczyzn wskazywały na duże znaczenie wsparcia psychologicznego od pracodawcy. Za raczej ważne lub zdecydowanie ważne uznało je 53% respondentek – dla porównania podobnie uznaje 46% respondentów. Panie wyraźnie częściej, niż panowie uważały za ważną pomoc pracodawcy przy staraniach o świadczenia rządowe związane z koronawirusem (74% wobec 69%).

Obecna sytuacja jest trudnym wyzwaniem dla pracujących rodziców i budzi uznanie dla wielu z nich, którzy w obliczu koronawirusa szybko przestawili się do nowego modelu pracy. Jednocześnie pandemia jeszcze mocniej ujawniła napięcia, przed którymi stają matki wobec oczekiwań społecznych. Według naszych marcowych badań 6 na 10 Polek uważa, że ich sytuacja zawodowa poprawiła się w ciągu ostatnich 10 lat. Jednak 7 na 10 wciąż uważa, że mają mniejsze możliwości na rynku pracy, niż mężczyźni. Dlatego tak ważne jest, by pracodawcy oferowali zarówno matkom, jak i ojcom wsparcie psychologiczne, z którego mogą skorzystać w razie potrzeby. Coraz więcej firm decyduje się np. na specjalne webinaria z psychologami czy przygotowuje porady dotyczące zrównoważonej pracy zdalnej
-– komentuje Konstancja Zyzik.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 4

Jakie jeszcze różnice można zaobserwować między kobietami i mężczyznami, zmuszonymi przez pandemię do łączenia w jednym miejscu ról rodzica i pracownika? Obie grupy w zdecydowanej większości zgadzają się ze stwierdzeniem, że osoby wychowujące dzieci mają większe trudności z pracą zdalną, niż bezdzietni pracownicy. Opinię taką wyraża jednak wyraźnie więcej matek (83%), niż ojców (76%). Warto także zauważyć, że to ojcowie częściej czują się traktowani ze zrozumieniem przez przełożonych, niż matki (59% wobec 54%).Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 5

Rodzice zda(l)ni na siebie?

Zamrożenie globalnej gospodarki wpłynęło na życie pracowników we wszystkich częściach świata. Rola rodziców w ostatnich przemianach jest ogromna: łączą oni w wielu wypadkach role pracowników, wychowawców i nauczycieli, nie ruszając się przy tym z własnego domu. Zapowiadane stopniowe otwieranie w maju i czerwcu kolejnych sektorów gospodarki, a także placówek oświatowych może już wkrótce zmienić ich sytuację na lepsze – wciąż jednak istotne będzie wsparcie ze strony pracodawców.

O BADANIU:

Badanie „Praca w dobie koronawirusa” zostało przeprowadzone przez dział badawczy Grupy Pracuj w dn. 23-28 kwietnia 2020 roku na grupie 1894 użytkowników portalu Pracuj.pl. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (ankieta przeprowadzana online). W sekcji dotyczącej pracy zdalnej rodziców niepełnoletnich dzieci omawiane są odpowiedzi 250 respondentów należących do tej grupy.

Skąd pesymizm przedsiębiorców?

Zaledwie 23,5 pkt. osiągnął w kwietniu tego roku Bibby MSP Index obrazujący nastroje małych i średnich przedsiębiorców w Polsce. To najniższy wynik w całej, dziewięcioletniej historii badania. Największy pesymizm panuje w transporcie i usługach. Eksperci apelują: to nie jest czas na przeczekanie, właśnie teraz trzeba działać!

W porównaniu z odczytem w marcu 2019 roku Bibby MSP Index odnotował spadek o ponad 30 pkt. – wówczas wynik 54,3 pkt. wskazywał na pewien umiarkowany optymizm przedsiębiorców (zgodnie z metodologią badania wynik powyżej 50 pkt. to zapowiedź poprawy kondycji firm).

Bezpośrednią przyczyną tak dużego tąpnięcia indeksu jest zamrożenie gospodarki – nie tylko w Polsce, ale również u naszych partnerów handlowych – spowodowane epidemią COVID-19.

Tak źle jeszcze nie było. Spadły sub-indeksy dla każdej badanej branży i w każdym obszarze. Aż 68 proc. badanych spodziewa się w ciągu najbliższych miesięcy spadku zamówień i sprzedaży, a 48 proc. kłopotów z płynnością finansową. Najgorzej swoją sytuację oceniają przedsiębiorcy z branży transportowej, usługowej i handlowej.– mówi Jerzy Dąbrowski, prezes Bibby Financial Services, spółki która regularnie prowadzi badanie Bibby MSP Index.

Wyniki Bibby MSP Index w podziale na branże

Wśród badanych MŚP z branży transportowej ani jeden respondent nie wskazał, że spodziewa się wzrostu lub choćby utrzymania sprzedaży na poziomie z poprzednich miesięcy. Skala inwestycji drastycznie zmalała, w zasadzie do zera. 67 proc. badanych z branży zakłada też pogorszenie płynności.

Z kolei najsilniejsze obawy usługodawców wiążą się z drastycznym spadkiem zamówień i znaczącym wzrostem ryzyka pogorszenia płynności. 73 proc. badanych z tej branży deklaruje, że w nadchodzących miesiącach ich wydatki na inwestycje spadną, a 48 proc. zamierza ciąć zatrudnienie.

Handel od początku epidemii realizowany jest głównie w obszarze artykułów spożywczych, drogeryjnych i farmaceutycznych. Nawet jeśli początkowo wydawało się, że Polacy robią zakupy na zapas, a e-commerce ma swój najlepszy czas, przedsiębiorcy i tak twierdzą, że sprzedaż drastycznie spadła. W związku z tym w branży dochodzi do zmniejszania zatrudnienia – 48 proc. badanych twierdzi, że nadchodzących miesiącach będzie zwalniać pracowników.

Firmy produkcyjne również notują spadki, jednak nie tak głębokie, jak w pozostałych branżach. Przede wszystkim, starają się utrzymywać zatrudnienie. Na tle rynku lepiej kształtuje się płynność oraz zakładany poziom zadłużenia. Wartość zamówień spadła znacząco, co wskazuje, że producenci nie pozostają w obecnej sytuacji wolni od obaw dotyczących sprzedaży.

W branży budowlanej wciąż realizowane są prace, czemu sprzyja pełnia sezonu. Spadek jest wyraźny (28,6 pkt. w porównaniu do 56,8 pkt. przed rokiem), jednak na tle innych działalności recesja nie jest aż tak dramatyczna. Z danych GUS wynika, że produkcja budowlano-montażowa była jednym z nielicznych sektorów, które w marcu 2020 r. odnotowały wzrosty. Po części wynika to z realizowania prac zleconych wcześniej. Jednak mniejsze firmy także obawiają się o swoją płynność, w sytuacji gdy w całej gospodarce tworzyć się będą zatory płatnicze wywołane lock downem.

Przed epidemią było całkiem nieźle

Chociaż rok 2019 kończył się obawami przed spodziewanym spowolnieniem gospodarczym, a Brexit i wojna handlowa USA – Chiny destabilizowały działalność również polskich MŚP, to obecnie przedsiębiorcy uważają, że przed epidemią było całkiem nieźle. 61 proc. badanych w ramach Bibby MSP Index stwierdziło, że klimat ekonomiczny sprzyjał prowadzeniu działalności gospodarczej. 43 proc. uważa, że sytuacja ich firmy polepszyła się w ciągu 6 miesięcy poprzedzających wprowadzenie obostrzeń administracyjnych związanych z COVID-19, a 45 proc. deklaruje, że była taka sama. W porównaniu z poprzednimi falami badania widać wyraźny bark ciągłości w ocenie otoczenia rynkowego. Wynika to z faktu, że obecny kryzys ma charakter zmiany szokowej bez wyraźnych sygnałów wyprzedzających, a więc trudno się było na niego przygotować.

Gospodarka czasu pandemii

Komentuje ekspert Bibby Financial Services, dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego:

Czy mamy kryzys? Tak. Miesiąc do miesiąca niemal wszystkie segmenty gospodarki odnotowują drastyczne spadki. Czy mamy jakiś przykładowy punkt odniesienia do tego kryzysu. Nie. Porównania do pandemii grypy hiszpanki, kryzysu lat trzydziestych czy też sektora finansowego z 2008 różnią się znacząco, zarówno po stronie przyczyn jaki i efektów, a na pewno po stronie potencjału stosowanych środków zaradczych i możliwości wirtualizacji gospodarki. Czy jest szansa na powrót na ścieżkę wzrostu w długim okresie? Tak. Potencjał wzrostowy naszej gospodarki nie wyparował, a jedynie zahamował i ulega bardzo szybkiemu przemodelowaniu. Zwolniliśmy tempo życia, ale przyspieszyliśmy tempo przechodzenia na gospodarkę cyfrową. Konsumenci niemalże z dnia na dzień zmienili swoje zachowania i preferencje, a z pewnością część z tych pandemicznych nawyków stanie się nowym standardem.

Pandemia to tsunami dla gospodarki, zmiatające większość słabo adaptacyjnych biznesów, zmienia układ sił gospodarczych, ale też wynosi tych, którzy na tej fali są w stanie się utrzymać.

Zdecydowanie nie jest to czas na przeczekanie, zatrzymanie, odpuszczenie, ale raczej na szukanie nowych przyczółków stałego lądu i nowych kierunków ekspansji. Pierwszym towarem, na który rośnie zapotrzebowanie w czasach chaosu gospodarki pandemicznej jest informacja – rzetelna, sprawdzona i wiarygodna. Paradoksalnie czas zejścia na poziom wirtualny wyrównuje szanse biznesów małych i średnich, jeśli tylko potrafią się poruszać w przestrzeni wirtualnej, gdzie liczba posiadanych biurowców i powierzchni sklepowo-wystawienniczych przestaje mieć znaczenie, a wręcz przeciwnie – staje się trudnym do udźwignięcia obciążeniem. Małe, elastyczne firmy, stawiające na komunikację bezpośrednią z klientem, płyną bez przeszkód dając swoim klientom poczucie bezpieczeństwa, trwałości i normalności.

Czyli jest to moment na włączanie się w działania wspierające lokalną społeczność, na skracanie łańcuchów dostaw do minimum, także ze względu na wartości patriotyczne, środowiskowe, czy klimatyczne. Bądźmy bliżej tych, którzy są blisko nas, wspierajmy naszych pracowników – naturalnych ambasadorów naszego biznesu – wymagając od nich zaangażowania i kreatywności w przeorganizowanie firmy. Twórzmy grupy samopomocy i wymiany informacji, także z dotychczasowymi konkurentami; wywierajmy presję na decydentów w obronie naszych biznesów – działania te dadzą nam poczucie sprawczości – to nie jest czas na załamanie, ale na działanie.

Międzynarodowe Targi Gdańskie na zakręcie. Straty wynieść w tym roku mogą od 4 do nawet 9 mln zł.

Strata spółki w 2020 r wynieść może od 4 do 9 mln zł – w zależności od długości okresu, w jakim nie będzie można organizować imprez liczących co najmniej 50 uczestników – mówi Paweł Orłowski – wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich. Przypomina, że w tym roku ze stałego rozkładu wypadły takie imprezy targowe jak Balt Military Expo, Ambermart czy Free Time Festiwal, a zaplanowane na letnie miesiące wydarzenia również stoją pod znakiem zapytania. Zarząd Targów liczy na większe wsparcie rządu, ale aktywnie szykuje się do oczekiwanego, choć niezapowiedzianego na razie, odblokowania imprez, wspierając także lokalną społeczność.

  • Międzynarodowe Targi Gdańskie musiały odwołać już lub przesunąć na inne terminy cykliczne wydarzenia targowe o ugruntowanej renomie.
  • Przedsiębiorcy zaangażowani w organizacje imprez targowych w Gdańsku uważają dotychczasową pomoc rządową za cenną, ale niewystarczającą.
  • Nie mogąc organizować na razie targów, angażują się w działania związane ze społeczną odpowiedzialnością. Obecna sytuacja wymaga solidarności – mówią.
  • Branżowe imprezy targowe to koła zamachowe poszczególnych gałęzi gospodarki, turystyki czy rozwoju regionalnego. Dlatego dla branży targowej najważniejszy jest dziś realny plan i jasna komunikacja terminów „odmrażania” gospodarki.

Imprezy, jakie cyklicznie organizują u siebie Międzynarodowe Targi Gdańskie, gromadząc wystawców i kontrahentów często z całego świata to dla wielu branż główne wydarzenia w roku. Panująca obecnie pandemia nie oszczędziła żadnej imprezy targowej. Targi Gdańskie nie są tu wyjątkiem na całej mapie Polski.

– Prognozowana strata naszej spółki to rezultat odwoływania lub przesuwania terminów organizacji własnych, a także zlecanych imprez targowych oraz konferencyjnych, kongresowych i innych tego typu przez zewnętrzne podmioty w Centrum Wystawienniczo-Konferencyjnym AmberExpo przy jednoczesnym ponoszeniu kosztów utrzymania spółki – mówi Paweł Orłowski – wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich i dodaje, że niewątpliwie w dużym stopniu na prognozowaną od 4 do nawet 9 mln zł stratę (w zależności od tego, ile trwać będzie zakaz organizowania imprez targowych) wpłyną także decyzje dotyczące organizacji wydarzeń realizowanych w przestrzeni publicznej takich jak Jarmark Św. Dominika – sztandarowej imprezy tradycyjnie związanej już z tym miastem. Organizatorzy musieli odwołać już lub przesunąć m.in Balt Military Expo, Ambermart czy Free Time Festiwal. Kryzys związany z COVID-19 w ogromnej skali wpłynął bowiem na realizację kluczowych kontraktów.

Odwołane, przesunięte, zaplanowane imprezy

– Od jego wybuchu porozumiewamy się z klientami, aby utrzymać współpracę i starać zabezpieczyć wspólne interesy biznesowe w czasie pandemii – wyjaśnia Paweł Orłowski. Kierowana przez niego spółka zdecydowała o przeniesieniu imprez własnych na sezon jesienno-zimowy oraz na rok przyszły, ale części strat nie da się już ani uniknąć, ani już odrobić. – Pracujemy nad organizacją imprez własnych zaplanowanych od lipca 2020, ale wciąż nie mamy wielu odpowiedzi. Staramy się pozyskać nowych klientów, zagospodarować posiadaną infrastrukturę w inny możliwy sposób, np. na przestrzenie magazynowe. Współpracujemy ze stałymi podwykonawcami w celu stworzenia kompleksowych ofert dla klientów z nowych branż: filmowej czy też broadcastingowej. Elastycznie podchodzimy do potrzeb zgłaszanych przez rynek i odnajdujemy swoje szanse w nowej rzeczywistości – w ten sposób współkierowane przez Pawła Orłowskiego Targi próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, mając także na uwadze ewentualne wykorzystanie pakietów pomocowych dla przedsiębiorców.

Pomoc dla przedsiębiorców. Wystarczająca?

– Nieustannie analizujemy możliwości wsparcia na poziomie lokalnym, regionalnym i wynikającym z kolejnych, tzw. tarcz antykryzysowych. Jeżeli chodzi o wsparcie, które otrzymaliśmy, to jest to rozłożenie na raty składek ZUS za okres 3 miesięcy. Finalizujemy także lokalnie umowę pożyczki płynnościowej. Należy jednak zauważyć, że powyższe instrumenty wsparcia zakładają, że zobowiązanie będziemy musieli zapłacić, tylko później. My zaś bezpowrotnie utraciliśmy możliwość uzyskania przychodów, z których te świadczenia miały być płacone – Paweł Orłowski w ten sposób określa rządową pomoc, nazywając ją cenną, ale niewystarczającą. Wylicza to, co dziś jest najbardziej dla Targów potrzebne.

– Oczekujemy na decyzje związane z odroczeniem płatności podatku od nieruchomości i sfinansowaniem z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych części wynagrodzeń wynikających z obniżenia wymiaru pracy. Jeśli zaś chodzi o oczekiwania w dalszej perspektywie, to liczymy na zwolnienie ze składek ZUS na okres co najmniej 3 miesięcy. Racjonalnym byłoby także zwolnienie z podatku od nieruchomości na okres zakazu organizacji imprez targowych i konferencyjnych.
Jego zdaniem, całej branży nie pomaga tworzona w pośpiechu legislacja, dlatego on, jak i inni przedstawiciele branży targowej, z którymi jest w kontakcie, oczekują lepszych regulacji dotyczących organizacji wydarzeń, zaliczek wynikających ze zgłoszeń do udziału w targach, a przede wszystkim uruchomienia dalszego wsparcia płynnościowego i umożliwiającego odtworzenie relacji handlowych.

Odblokować targi dla rozwoju gospodarczego i regionalnego

– W dzisiejszej sytuacji najważniejszy jest jednak realny plan i jasna komunikacja terminów „odmrażania” gospodarki. Dopiero one umożliwią organizację wydarzeń w przyszłości – wskazuje Paweł Orłowski. Jak twierdzi, bez przemyślanej strategii narażamy się na ogromne ryzyko upadłości wielu firm zniechęconych brakiem perspektyw i obawę przed pogłębianiem strat. – Targi są niedocenionym nośnikiem rozwoju gospodarczego – naprawdę nie stać nas na to, aby przegrać w rosnącej po pandemii globalnej konkurencji. Tym bardziej, że organizacja targów, kongresów, konferencji czy innych wydarzeń gromadzących szerszą publiczność w konkretnym mieście i regionie przynosi wiele korzyści, bowiem są one nierozerwalnie związane z całym lokalnym i regionalnym systemem społeczno-gospodarczym – przedstawia główne zadania i korzyści wynikające z organizacji takich branżowych imprez Paweł Orłowski. Według niego oddziaływanie targów i innych wydarzeń organizowanych przez operatorów targowych jest szerokie i w wielu aspektach wymierne. – Dzięki nim bardzo znacząca ilość środków finansowych trafia bezpośrednio lub pośrednio do szeregu interesariuszy w mieście. Dotyczy to sfer biznesowych, usługowych czy wreszcie samych mieszkańców – jako indywidualnych odbiorców oferty, administracji – Paweł Orłowski prezentuje również inne funkcje branżowych imprez targowych.

– To także upowszechnianie nowych technologii i koncepcji biznesowych, które przenikają do świata gospodarczego. To dodatkowe miejsca pracy związane z obsługą wydarzeń czy też dostęp do ważnych informacji biznesowych związanych z relacjami handlowymi. Niewątpliwie uczestnictwo środowiska gospodarczo-społecznego w przedsięwzięciach targowych wpływa na większą aktywność na polu indywidualnej przedsiębiorczości i silniejsze utożsamienie się z danym miastem czy regionem – mówi Paweł Orłowski. Zwraca uwagę, że dodatkowe środki finansowe napływające przy okazji takich imprez od osób pochodzących spoza lokalnej społeczności trafiają nie tylko do organizatora targów, lecz przede wszystkim do firm obsługujących targi, handlu i usług w mieście czy bezpośrednio do budżetu miasta. Dzięki targom zarabia też gastronomia, handel detaliczny, hotele, kina, transport publiczny i prywatny, branża medialna i reklamowa oraz wiele innych. Z tych pieniędzy wypłacane są wynagrodzenia i realizowane inwestycje rozwojowe. Na tym tle wyjątkowo plasuje się Jarmark Dominikański czyli wydarzenie związane bardziej z turystyką. Jest od dawna znakiem rozpoznawczym Gdańska.

Finansowe korzyści z targów

Na przykładzie Jarmarku pokazać można jak ogromny wpływ na lokalną gospodarkę ma tego typu wydarzenie.

– Wyobraźmy sobie, że z 800 tys. gości, którzy kilkukrotnie w ciągu 3 tygodni odwiedzają Jarmark Św. Dominika (daje to ponad 2 mln odwiedzin w okresie trwania wydarzenia) – nagle połowa nie przyjedzie do Gdańska – prognozuje Paweł Orłowski. Według niego taki scenariusz jest dziś bardzo prawdopodobny, bowiem z corocznie prowadzonych badań wynika, że w całej grupie odwiedzających Jarmark niemal połowa przyjeżdża do Gdańska z powodu chęci uczestnictwa w tym wydarzeniu.
– Zakładając, że każdy z nich  wydałby na Jarmarku 120 zł, a wiec średni wydatek na osobę obserwowany w minionych latach bez uwzględnienia wydatków na hotele i inne miejskie atrakcje, dochodzimy do jednoznacznego wniosku. Przedsiębiorcy sprzedający towary i usługi podczas Jarmarku tracą nie mniej niż 47 mln zł – podaje Paweł Orłowski i pyta: – Ile stracą hotele, usługi, centra handlowe, indywidualne sklepy, przewozy? Wielokrotność tej sumy.

Szacuje, że przeciętne wydatki turysty odwiedzającego Gdańsk to ok. 350 zł dziennie. – Każde 100 tysięcy gości przynosi więc lokalnej gospodarce przez 3 tygodnie nie mniej niż 735 milionów złotych przychodów (w sezonie ceny są nieco wyższe, a więc może to być relatywnie więcej). Z tego lokalne firmy mogą spłacać kredyty, wypłacać wynagrodzenia czy planować inwestycje rozwojowe – informuje wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich – spółki zaangażowanej także w organizacje Jarmarku Św. Dominika.

Przy imprezach zaś stricte targowych kalkulacja jest taka:

– W naszym przypadku przykładowe pojedyncze profesjonalne wydarzenie targowe przeznaczone dla biznesu – z udziałem 450 wystawców i 6.000 odwiedzających – generuje dodatkowe przychody, tylko dla branży hotelowej i gastronomicznej, na poziomie 1,5 mln zł. Jeśli do tej kwoty doliczymy same wydatki na rzecz przewoźnika lotniczego, bez innych usług, dodatkowe przychody dla innych branż sięgną 3,8 mln zł – wylicza Paweł Orłowski.

Czas solidarności

Pandemia to dla organizatorów targów także czas w jeszcze większym stopniu wymagający solidarności niż dotychczas. – Dlatego angażujemy się dziś w dodatkowe działania z zakresu odpowiedzialności społecznej. Dostarczamy infrastrukturę w postaci namiotów i mebli dla trójmiejskich szpitali. Zadeklarowaliśmy udostępnienie, w miarę potrzeb, powierzchni obiektu na cele zorganizowania szpitala polowego. Przekazaliśmy sprzęt komputerowy do szkół, a wraz z naszymi partnerami i wieloma darczyńcami zorganizowaliśmy stałą akcję #Posiłek za Wysiłek wspierającą gdański personel medyczny i seniorów w największej potrzebie, a równocześnie utrzymanie w pracy kucharzy u naszych partnerów gastronomicznych – wymienia Paweł Orłowski.

 

 

Główne imprezy targowe Międzynarodowych Targów Gdańskich

Spółka, w której jest on wiceprezesem, organizuje m.in. TRAKO (największe i najbardziej prestiżowe w Polsce oraz drugie w Europie spotkanie branży transportu szynowego), Amberif (największe na świecie spotkanie branży bursztynniczo-jubilerskiej), Balt Military Expo (Bałtyckie Targi Militarne dot. bezpieczeństwa morskiego, systemów obronnych oraz ratownictwa na morzu i lądzie, we współpracy z MON), Polfish (Międzynarodowe Targi Przetwórstwa i Produktów Rybnych), Free Time Festiwal, Uroda (Targi Kosmetyczne i Fryzjerskie) oraz Gra i Zabawa. Zewnętrzne podmioty we współpracy ze spółką od lat wykorzystują infrastrukturę Międzynarodowych Targów Gdańskich na m.in. takie imprezy jak Konferencję Technologiczną InfoShare, Balt Expo, Targi Mieszkań i Domów, Metropolitalne Targi Pracy, Pomorskie Eko Forum, Gale Pracodawców Pomorza, Gdańsk Maraton czy też szereg kongresów medycznych, zjazdów i konferencji o różnej skali. Kolejne firmy i instytucje zaplanowały nowe wydarzenia, w tym Gdańskie Targi Książki czy Triada Augusto – Targi Gastronomiczno-Detaliczne i Kuchni Włoskiej, lecz zmuszone były przenieść je na nowe terminy.

Czekanie na realną pomoc

– Odłożony w czasie kryzys ekonomiczny czeka za progiem i już dzisiaj kluczowe jest odtworzenie relacji handlowych po upływie pandemii. Zaręczam, że zagraniczna konkurencja nie będzie na nas czekała. Dlatego bardzo ważne będzie centralne wsparcie finansowe dla wystawców i organizatorów targów po zniesieniu obostrzeń – uważa Paweł Orłowski, dodając, że równie istotne będzie wsparcie rządowych instytucji w promocji wydarzeń targowych. Nie tylko w postaci kampanii, ale także dopasowanych instrumentów umożliwiających aktywne zaproszenie do polskich zagranicznych partnerów handlowych.

– W dzisiejszej sytuacji najważniejszy jest jednak realny plan i jasna komunikacja terminów „odmrażania” gospodarki. Dopiero one umożliwią organizację wydarzeń w przyszłości – twierdzi Paweł Orłowski, dla którego bez przemyślanej strategii narażamy się na ogromne ryzyko upadłości wielu firm zniechęconych brakiem perspektyw i obawą przed pogłębianiem strat. Rola targów i całego przemysłu spotkań w rozwoju gospodarczym jest wciąż niedoceniona – Naprawdę nie stać nas na to, aby przegrać w rosnącej po pandemii globalnej konkurencji – przestrzega wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich.

Badacze z całego świata, pracujący nad znalezieniem leku na COVID-19 korzystają z polskiego rozwiązania do planowania syntezy chemicznej

Molecule.one to polski start-up, który wspiera walkę z COVID-19 udostępniając nieodpłatnie swoją platformę (w ramach tzw. „synthetic accessibility screening” – SAS) wszystkim badaczom i zespołom naukowym pomagającym w walce z koronawirusem. Z rozwiązania korzystają już między innymi naukowcy z University of Oslo, duńskich University of Copenhagen oraz Aalborg University, Massachusetts Institute of Technology, czy Instytutu badawczego MILA w Montrealu.

Zespół Molecule.one stworzył pierwsze, w pełni oparte o dane i sztuczną inteligencję, oprogramowanie wspierające proces planowania syntez chemicznych. Poprzez zastosowanie w przemyśle farmaceutycznym, rozwiązanie to może mieć wpływ na życie i zdrowie miliardów ludzi na całym świecie. Zautomatyzowanie procesu syntezy umożliwia bowiem znacznie szybsze wdrażanie nowych leków na rynek – być może także leku na COVID-19.

Projektowanie syntezy to czasochłonny i długi proces, którego spora część opiera się na eksploracji różnych baz danych, literatury i branżowych czasopism. Nie korzystając w pełni z najnowszych zdobyczy technologii branża farmaceutyczna nie ma szans, by w pełni czerpać benefity z potencjału, który drzemie w danych. Bez technologicznego zaangażowania i wdrażania nowych rozwiązań nie jest możliwe zautomatyzowanie procesu projektowania syntezy i przyspieszenia go z dni lub tygodni do godzin, a nawet minut. W obecnej, trudnej sytuacji czas odgrywa ogromną rolę, dlatego nasze narzędzie może okazać się niezwykle pomocne w pracy laboratoriów na całym świecie. Dzięki wsparciu naszego partnera Amazon Web Services, który nieodpłatnie dostarcza platformę technologiczną, nie musimy się martwić o koszty obliczeniowe – mówi Paweł Łaskarzewski, Chief Operating Officer w Molecule.one.

O platformie Molecule.one

Dzisiejsze metody generowania struktur potencjalnych kandydatów na lek nie są doskonałe i często wygenerowane cząsteczki są trudne, bądź niemożliwe do zsyntetyzowania, o czym zespół dowiaduje się zbyt późno. Problem ten rozwiązuje moduł synthetic accessibility screening z platformy Molecule.one. Daje on możliwość oceny do 10 000 związków na godzinę pod kątem możliwości syntezy (SAS Score) oraz ilości niezbędnych kroków do wykonania. Informacje te pozwalają odfiltrować z dziesiątek tysięcy molekuł te najbardziej obiecujące i na nich skupić swoją uwagę i energię na dalszych etapach prac.

Jak to wygląda w praktyce? Po wysłaniu do systemu informacji na temat związków chemicznych, uruchomiony zostaje zespół zaawansowanych algorytmów, bibliotek cheminformatycznych i modeli machine learningowych. Rozpoczyna się proces analizy, weryfikacji i projektowania. W krótkim czasie powstaje odpowiedź na pytanie, jak trudno zrobić daną cząsteczkę i ile wymaganych jest do tego kroków. Takie podejście pozwala na dużo szybsze uzyskanie informacji i skupienie się na najbardziej obiecujących cząsteczkach.

Jeśli pracujesz nad projektem leku na COVID-19 i chciałbyś szybko zweryfikować możliwość syntezy swoich cząsteczek lub znasz kogoś, komu może to pomóc, prosimy o kontakt na nasz adres mailowy [email protected]. Więcej informacji znajduje się na stronie www.molecule.one/covid19 – podsumowuje Piotr Byrski, CEO Molecule.one.ścieżka syntezy

Lexus idzie (pod) prąd. Inżynier tłumaczy wyjątkową strategię japońskiej marki

Napęd elektryczny nie jest nowością dla Lexusa. Od 15 lat japońska marka tworzy auta hybrydowe, które korzystają ze wsparcia silników elektrycznych. Teraz jednak Lexus wprowadza na rynek swój pierwszy samochód w pełni elektryczny (BEV) – model UX 300e – i zapowiada kolejne konstrukcje tego typu. Jak nowy napęd wpłynie na japońską markę, tłumaczy Takashi Watanabe, naczelny inżynier modelu UX.

Strategia Lexus Electrified

Wraz z premierą modelu UX 300e oraz futurystycznego konceptu LF-30 Electrified Lexus ogłosił nową strategię – Lexus Electrified. Co właściwie kryje się pod tym pojęciem? „Lexus Electrified zakłada użycie technologii elektryfikacji, by w ogromnym stopniu wzmocnić podstawowe osiągi samochodu. To oznacza takie kontrolowanie siły napędowej, by tworzyć nowe, charakterystyczne wrażenia z jazdy, wyróżniające Lexusa, a także zachować wyciszenie i komfort jazdy typowe dla DNA marki – mówi Takashi Watanabe. Inżynier zauważa jeszcze jeden istotny atut nowej filozofii. „Strategia niesie za sobą również większą swobodę w kwestii projektowania auta, na którą pozwalają technologie zelektryfikowane” – dodaje.

„Rdzeniem tego podejścia jest kontrola siły napędowej z użyciem silnika elektrycznego, którą opracowaliśmy już w naszych pojazdach hybrydowych. To ona pełni główną rolę na drodze do zapewnienia zintegrowanej kontroli nad układami napędowym, kierowniczym, zawieszenia i hamulców. Pozwala na optymalne panowanie nad pojazdem, odpowiednio do warunków jazdy. W rezultacie możemy dostarczać samochody o wysokim poziomie komfortu, pewnym prowadzeniu, a także zapewniające spokój i bezpieczeństwo” – tłumaczy Watanabe.

W realizacji założeń Lexus Electrified w przyszłości z pewnością pomoże technologia silników elektrycznych w piastach kół, nad którą intensywnie pracują inżynierowie Lexusa. Umieszczenie źródeł napędu bezpośrednio w kołach pozwoli zrezygnować ze stosowania mechanizmów różnicowych i półosi. Dzięki temu we wnętrzu pojazdu znajdzie się jeszcze więcej miejsca, a kreatywność stylistów będzie mniej ograniczona przez kwestie techniczne. Silniki w piastach mają jeszcze jedną istotną zaletę – pozwalają kontrolować siłę napędową trafiającą do każdego z kół niezależnie, a więc znacznie bardziej wpływać w dynamikę auta.

Lexus idzie własną drogą

Takashi Watanabe odniósł się również do pytania, jak stosowanie napędu w pełni elektrycznego wpłynie na postrzeganie samochodów japońskiej marki. „Wierzymy, że Lexus zawsze będzie Lexusem i nie inaczej jest w przypadku pojazdów typu EV. Będziemy dalej tworzyć auta – w tym te elektryczne – które są zgodne ze stylem życia ludzi i ich odczuciami, a jednocześnie z determinacją zachowywać charakterystyczny styl prowadzenia i wygląd, które Lexus rozwijał przez lata” – zapowiada.

Chociaż nowa strategia Lexusa wpisuje się w globalne trendy motoryzacyjne, marka ma sposób, by pokazać własny charakter na rynku aut elektrycznych. Kluczem jest zachowanie bardzo przemyślanego podejścia do napędu elektrycznego. Japończycy chcą wykorzystać możliwości, jakie dają nowe technologie napędowe, ale jednocześnie nie zmuszać klientów do gwałtownej zmiany odczuć i przyzwyczajeń za kierownicą.

„Myślę, że producenci tworzący wyłącznie samochody EV będą chcieli dalej podkreślać cechy wyróżniające napęd elektryczny, takie jak ostre, liniowe przyspieszenie i natychmiastowy dostęp do wysokiego momentu obrotowego” – diagnozuje Watanabe. „Wierzę, że w przypadku Lexusa połączenie wartości osiągalnych tylko dzięki napędowi elektrycznemu z wyjątkową tożsamością marki i typowym dla niej charakterem prowadzenia pozwoli na tworzenie aut elektrycznych, które będą miały oryginalny charakter oferowany jedynie przez Lexusa, prawdziwą Lexusowość ”.

Inżynier podkreśla, że celem japońskiej marki jest tworzenie samochodów w pełni podporządkowanych kierowcy, a nie odwrotnie. „Ta szczególna wartość, którą żartobliwie nazwałem Lexusowością, to rezultat podejścia do budowania samochodów nieustannie skoncentrowanych na człowieku. Kiedy kierowca naciska pedał przyspieszenia, auto przyspiesza tak, jak on tego chce. Kiedy skręca kierownicą, auto skręca tak, jak on tego chce. Może pewnie prowadzić w każdym czasie i każdej sytuacji, ponieważ auto odpowiada w pełni zgodnie z jego intencjami” – podsumowuje.

Trzy filary elektrycznego Lexusa UX

Pierwszym samochodem elektrycznym Lexusa jest kompaktowy crossover UX w wersji 300e. Jak podkreśla Takashi Watanabe „to model, który otworzy drzwi przed strategią Lexus Electrified, tworząc przejście do zelektryfikowanego świata dla klientów zainteresowanych Lexusem i zaintrygowanych zaawansowanymi technologiami, w tym tymi bazującymi na napędzie elektrycznym”.

Japoński inżynier zaznacza, że w czasie prac nad autem Lexus skupił się na trzech głównych aspektach. Pierwszym są „przyjemne wrażenia z jazdy oraz spokój, charakterystyczne dla pojazdu EV Lexusa – naturalne i liniowe odczucie przyspieszenia, wprost odpowiadające temu, jak kierowca operuje pedałem gazu”. UX 300e dysponuje ponad 200-konnym silnikiem elektrycznym i przyspiesza od 0 do 100 km/h w 7,5 s. „Ponadto skupiliśmy się na dostarczeniu cichej i przyjaznej przestrzeni, dzięki wykorzystaniu technologii dźwięku” – dodaje. W samochodzie zastosowano dodatkowe materiały wygłuszające, ale też specjalny system Active Sound Control (ACS), który przekazuje odgłosy otoczenia, żeby kierowca wiedział, jakie warunki panują na drodze, a pasażerowie czuli się w kabinie naturalnie.

„Druga kwestia to wysoki poziom funkcjonalności oraz wygody, które zapewnia wygodne i eleganckie wnętrze. W tym modelu stworzyliśmy nowy układ klimatyzacji, który wykorzystuje podgrzewanie siedzeń, by zmaksymalizować wydajność elektrycznego auta. Co więcej, wraz z debiutem modelu Lexus wprowadzi zupełnie nowy, zaawansowany system usług łączności” – mówi Takashi Watanabe. „Trzecia rzecz to wysoki poziom niezawodności, oferowany dzięki technologiom napędu zelektryfikowanego, które rozwinęliśmy pracując nad naszymi hybrydami” – dodaje przedstawiciel Lexusa.

Lexus UX 300e zadebiutował już w Chinach, a wkrótce ma trafić również do Europy.

Koronawirus dużym zagrożeniem także dla zdrowia psychicznego. Stres i napięcie u wielu osób mogą prowadzić do kryzysu emocjonalnego

Pandemia SARS-CoV-2 oraz związane z nią ograniczenia i recesja to sytuacja, która u wielu ludzi może prowadzić do kryzysu emocjonalnego. Wiąże się on m.in. z wysokim poziomem napięcia, stresu, z negatywnymi myślami i lękiem. Człowiek w stanie kryzysu emocjonalnego staje się niezdolny do podejmowania decyzji i rozwiązywania problemów, choć każdy przechodzi go w indywidualny sposób. W skrajnych sytuacjach towarzyszące mu objawy mogą doprowadzić np. do samobójstwa. Niektórzy potrafią sami poradzić sobie z kryzysem, w innych przypadkach konieczna jest pomoc specjalisty, ale również wtedy można podejmować we własnym zakresie działania, które obniżą poziom napięcia i stresu.

– Kryzys emocjonalny jest reakcją zdrowego człowieka na sytuacje, których nie potrafi rozwiązać za pomocą stosowanych do tej pory, zwyczajowych metod. Powoduje to stan chaosu, zagubienia, bezsilności i dezorganizacji, w czasie którego podejmowane są liczne próby rozwiązań nieprzynoszące pożądanych rezultatów. Kryzys jest konsekwencją osobistych trudności i sytuacji, które odbierają i uniemożliwiają człowiekowi świadome kontrolowanie własnego życia. Wszyscy w ciągu całego naszego istnienia przeżywamy i doświadczamy takich kryzysów – mówi agencji Newseria Biznes Anna Rosiak, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie, menedżer kierunku psychologia w biznesie.

Jak podkreśla, sytuacja związana z pandemią SARS-CoV-2 należy do tzw. krytycznych wydarzeń życiowych, które pojawiają się nagle, niespodziewanie i w wielu przypadkach mogą prowadzić do kryzysów emocjonalnych. To stan znacznie poważniejszy niż trudne wydarzenie życiowe, w którym danej osobie jest ciężko i odczuwa stres, ale zwykle jest w stanie sobie sama z nią poradzić. Ma poczucie wpływu na własne życie, podejmuje działania i krok po kroku mierzy się z problemem. Kryzys emocjonalny wymaga natomiast natychmiastowych działań ze względu na negatywne skutki dla zdrowia psychicznego.

– Kryzys emocjonalny wiąże się z wysokim poziomem napięcia, stresu, także z negatywnymi myślami. Jego cechą charakterystyczną jest lęk. Odczuwane emocje wiążą się z wysokim poziomem kortyzolu i adrenaliny, co z kolei powoduje reakcje fizjologiczne i częściowe zablokowanie racjonalnej części umysłu. Dlatego kryzys ma też objawy fizjologiczne: pocenie, nudności, wymioty, bóle głowy, bóle w klatce piersiowej czy brak zainteresowania seksem. Z kolei do objawów emocjonalnych możemy zaliczyć: szok, brak poczucia bezpieczeństwa, trudności z koncentracją, poczucie winy, smutek, niepokój, strach przed utratą kontroli, poczucie bezradności, złość, gniew, panikę, rozpacz, niezdolność do skupienia się na jednym zadaniu i pojawiającą się naprzemiennie euforię i depresję – wymienia Anna Rosiak.

Człowiek w stanie kryzysu ma trudności w panowaniu nad emocjami, izoluje się od innych ludzi. Jego działania stają się automatyczne, często nieprzemyślane, a zachowania – niespójne z emocjami. Występuje też niezdolność do pełnienia normalnych funkcji życiowych i – co ważniejsze – szukania pomocy na zewnątrz.

 Każdy przeżywa kryzys we właściwy dla siebie sposób. Są tacy, którzy potrafią poradzić sobie z nim samodzielnie. Dzięki temu stają się silniejsi i w przyszłości potrafią inaczej spojrzeć na otaczających ich ludzi i rzeczywistość. Są mniej skłonni do krytyki i osądzania postaw oraz zachowań innych, w zamian za to starają się ich lepiej rozumieć i wspierać. Jednak są też tacy, którzy wypierają raniące ich uczucia. One będą jednak prześladować ich w przyszłości w postaci tzw. stanów postkryzysowych. Są również tacy, którzy załamują się psychicznie od samego początku, stają się niezdolni do dalszego funkcjonowania i potrzebują pomocy specjalisty – mówi wykładowca WSB w Szczecinie.

To w dużej mierze nastawienie decyduje o tym, czy dana osoba doświadczy negatywnych skutków kryzysu, czy też przejdzie go łagodnie i poradzi sobie z trudnościami.

– To nasza negatywna interpretacja zdarzeń pociąga za sobą negatywne emocje. Te z kolei wywołują reakcje fizjologiczne i uaktywniają określone postawy i zachowania – mówi Anna Rosiak. – Wiąże się to również z przekonaniami i doświadczeniami z przeszłości, poprzez pryzmat których nadajemy określone znaczenie obecnej sytuacji.

Jak tłumaczy, kryzys jest nieodzownym elementem każdego sukcesu. Może być zarówno zagrożeniem, jak i szansą do rozwoju. Towarzyszące mu objawy mogą zdominować człowieka w takim stopniu, że prowadzi to np. do samobójstwa. Z drugiej strony – cierpienie emocjonalne, jakiego doświadcza osoba będąca w kryzysie, wymusza na niej szukanie pomocy na zewnątrz, np. u coacha kryzysowego, psychologa terapeuty czy terapeuty specjalizującego się w kryzysach.

– Dzięki wspólnej pracy ze specjalistą można w pierwszej kolejności zdiagnozować stan, w jakim znajduje się dana osoba, a następnie wybrać – adekwatnie do jej potrzeb – metody pracy. Następny krok to zmiana nastawienia do wydarzeń, które spowodowały kryzys. Specjalista służy pomocą w wypracowaniu nowych sposobów reakcji, zachęca do podejmowania działań, poszukiwania nowych rozwiązań, wspiera w podnoszeniu samooceny i poczucia własnej wartości dzięki dawaniu pozytywnych wzmocnień. Kryzysu nie da się jednak przepracować od ręki. Potrzebny jest czas, budowanie zaufania i poczucia bezpieczeństwa w celu nawiązania dobrych relacji i poszukiwania pozytywnych rozwiązań – mówi ekspertka.

Nawet w sytuacji, kiedy potrzebne jest wsparcie specjalisty, każdy może samodzielnie podjąć działania obniżające poziom napięcia i stresu, co pomoże przezwyciężyć kryzys.

– Do takich sposobów możemy zaliczyć m.in. rozmowę z osobą, do której mamy zaufanie i będziemy pewni, że nie będzie nas oceniać, przynajmniej osiem godzin snu na dobę, prowadzenie dziennika emocji, w którym możemy spisywać wydarzenia wywołujące w nas silne, negatywne emocje, picie dużych ilości wody, która potrzebna jest do prawidłowego przetwarzania informacji i procesów myślowych, spisywanie każdego dnia swoich sukcesów i wreszcie – stosowanie relaksacji i wizualizacji, realizowanie swoich zainteresowań i pasji – wymienia Anna Rosiak.

Jednym ze sposobów najszybciej redukujących stres i napięcie są też ćwiczenia fizyczne.

– Badania naukowe dowodzą, że tworzą one bufor łagodzący wpływ stresu na zdrowie i stanowią lek przeciwdziałający skutkom odczuwalnego stresu. Leczniczy efekt ćwiczeń utrzymuje się do kilku godzin, dlatego w celu trwałego obniżenia napięcia ważne są systematyczne ćwiczenia, ruch trwający co najmniej 20–40 minut jednorazowo, powtarzany kilka razy w tygodniu – wskazuje menedżer kierunku psychologia w biznesie.

Przerobione maski do nurkowania będą chronić pracowników medycznych. Do szpitali w całej Polsce trafi ich w tym tygodniu 10 tys.

Jeszcze w tym tygodniu do szpitali ma trafić 10 tys. masek ochronnych dla medyków. Za pomocą specjalnych adapterów zostały przerobione z masek do nurkowania zakupionych przez WOŚP. W skomplikowaną akcję przystosowania ich do celów ochronnych w jak najkrótszym czasie zaangażowało się wiele polskich firm, które zakończyły cały projekt raptem w 11 dni, uruchamiając masową produkcję adapterów. Dzięki tej akcji społecznej do medyków trafi sprzęt w pełni bezpieczny, łatwy w dezynfekcji i nadający się do użytkowania miesiącami.

Pracownicy służby zdrowia są najbardziej narażeni na kontakt z koronawirusem SARS-CoV-2. Wyposażenie ich w jak największą liczbę środków ochrony osobistej to cel społecznej akcji HASHMaskaDlaMedyka, która wystartowała w końcówce marca. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy rozwinęła się w ogólnopolską kampanię, do której przyłączyły się setki wolontariuszy – od przedstawicieli politechnik i dużych firm po prywatnych darczyńców i entuzjastów druku 3D.

Korzystając z rozwiązań podpatrzonych m.in. we Włoszech czy w Czechach, osoby zaangażowane w akcję za pomocą specjalnych adapterów przerabiają maski do snorkelingu w maski ochronne dla personelu medycznego. W ostatnich dniach Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy sfinansowała zakup 10 tys. masek, które zostały ekspresowo wyprodukowane przez Decathlon w Polsce.

– Pierwsi wpadli na to Włosi, którzy wymyślili, że trzeba korzystać z tego, co jest dostępne pod ręką. Kiedy nagle zabrakło gogli, stwierdzili, że ten wynalazek rekreacyjny, turystyczny świetnie się do tego nadaje. Taka maska jest bardzo szczelna, więc dobrze zabezpiecza twarz – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jerzy Owsiak, założyciel i prezes Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Pojawił się jednak pewien problem: tak duża liczba masek wymagała wyprodukowania adapterów, które umożliwiają normalne oddychanie, i przystosowania ich do celów ochronnych w jak najkrótszym czasie.

– Udało nam się najpierw opracować do nich adapter drukowany, ale miał on taką wadę, że nie nadawał się do pełnej dezynfekcji. Dlatego później musieliśmy zadbać o to, żeby powstał adapter z formy wtryskowej – tłumaczy Ilirjan Osmanaj, jeden z inicjatorów akcji HASHMaskaDlaMedyka. – Na takim adapterze montujemy filtry medyczne Dar. Co ważne, mają one pełną atestację, co pozwala na ochronę medyków przed zakażeniem.

– To bardzo fajne maski, jednoczęściowe, łatwe w użyciu, dobrze chroniące ratowników i personel medyczny. To ważne, żeby oni mogli później ratować życie, nie przenosząc wirusa z miejsca na miejsce ani z pacjenta na pacjenta – dodaje dr Dorota Szlosowska, pulmunolog.

Organizatorom akcji HASHMaskaDlaMedyka z pomocą przyszły firmy 3D Lab, Yasa Motors Poland, Andrychowska Fabryka Maszyn Defum i Grupa VELUX. Zaangażowanie i współpraca kilkudziesięciu osób pozwoliły w rekordowym czasie 11 dni zaprojektować i uruchomić masową produkcję adapterów metodą wtryskową.

– Do akcji przyłączyło się wiele firm, nie mając w tym żadnego swojego interesu. Ważne, że nie był to z ich strony wyłącznie wkład finansowy. W tę akcję włączyli się też ich pracownicy, którzy poświęcili swój czas, również nocami i w weekendy, żeby wyprodukować ten adapter na czas – mówi Ilirjan Osmanaj.

W pierwszej kolejności złożona z praktyków i pracowników wiodących uczelni technicznych w Polsce Grupa Techniczno- Projektowa HASHMaskaDlaMedyka opracowała projekt i prototyp adaptera. Zespół 3D Lab odpowiadał za wyszukanie i dobór partnerów posiadających zasoby technologiczne, a Yasa Motors Poland wzięło na siebie wykonanie projektu formy wtryskowej i wyprodukowanie jej newralgicznych części. Następnie Andrychowska Fabryka Maszyn Defum przygotowała pozostałe elementy potrzebne do złożenia kompletnej formy wtryskowej. Ostatni ruch należał do Grupy VELUX, która po kilkunastu godzinach intensywnej pracy uruchomiła masową produkcję adapterów, osiągając wydajność liczoną w tysiącach gotowych elementów na dobę.

– Zespoły inżynierów, którzy nigdy wcześniej nie współpracowali ze sobą, pracowały razem koncepcyjnie i projektowo, żeby udało się tę formę złożyć w kilkanaście godzin. Ostatecznie udało się wytworzyć adapter, który jest doskonały, nadaje się do dezynfekcji i zabezpiecza medyków – mówi.

W gnieźnieńskiej fabryce VELUX wyprodukowano 10 tys. adapterów do masek do snorkelingu, które zakupiła WOŚP. Jeszcze w tym tygodniu trafią one do szpitali w całej Polsce. Producent okien podkreśla, że po dopracowaniu technologii jest teraz w stanie wyprodukować ich każdą liczbę.

– Dzięki naszej technologii w ciągu trzech godzin produkujemy 400 sztuk adapterów, znacząco przyspieszając dostawy masek do szpitali – mówi Marcin Zientara, kierownik produkcji w fabryce VELUX. – Na co dzień wytwarzamy okna dachowe i komponenty do nich, więc produkcja adaptera medycznego pod dużą presją czasu była dla nas sporym wyzwaniem. Mimo to nasi pracownicy, którzy zgłosili się do akcji jako wolontariusze, wykazali się dużym zaangażowaniem, zmieniając dobrowolnie tegoroczne plany majówkowe. Zachęcamy też inne firmy do wykorzystywania swojego potencjału i wspierania podobnych akcji, a naszych klientów posiadających maski do nurkowania – do przekazania ich organizatorom. 

– Akcja trwa, będziemy sprawdzać, jakie są potrzeby. Prosimy o wsparcie naszej akcji także finansowo, ponieważ potrzebujemy funduszy na zakup filtrów medycznych. Nie wszyscy medycy mogą pozyskiwać takie filtry we własnym zakresie – mówi Ilirjan Osmanaj.

Mimo pandemii KE nie rezygnuje z planu osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku. Wiele inwestycji proekologicznych może jednak zostać wstrzymanych

Pod koniec marca Komisja Europejska rozpoczęła konsultacje publiczne dotyczące Europejskiego Zielonego Ładu. To świadczy o tym, że plan dojścia do neutralności klimatycznej w 2050 roku nie został porzucony. Pojawia się jednak coraz więcej głosów twierdzących, że ze względu na sytuację ekonomiczną i pogłębiającą się recesję jego wdrożenie trzeba będzie przesunąć i zrewidować pod kątem możliwości finansowych. Koronawirus i wywołany przez niego kryzys może też skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki klimatycznej i zastopować wiele projektów ekologicznych, na które nie znajdą się środki.

– Zielony Ład Europejski musi zostać zrewidowany pod kątem możliwości finansowych poszczególnych państw Unii Europejskiej w zrealizowaniu ambitnych celów, które dotyczą dojścia do neutralności klimatycznej w roku 2050. Sądzę, że cały proces będzie następował sukcesywnie, cyklicznie, w zależności od tego, jakie będą możliwości i potencjał ekonomiczny poszczególnych państw członkowskich – mówi agencji Newseria Biznes dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Europejski Zielony Ład został przyjęty przez Komisję Europejską w grudniu ubiegłego roku. Zakłada, że do 2050 roku UE osiągnie neutralność klimatyczną (czyli gospodarka będzie emitować tyle samo dwutlenku węgla, ile pochłania) przy jednoczesnym wsparciu dla innowacyjnej gospodarki. Zgodnie z projektem przejście na zrównoważoną i neutralną emisyjnie gospodarkę będzie jednak wymagać inwestycji we wszystkich sektorach (m.in. w infrastrukturę mieszkaniową i przemysłową) w wysokości 260 mld euro rocznie do 2030 roku.

Mimo pandemii SARS-CoV-2 i związanej z nią recesji KE nie rezygnuje z wdrożenia tego planu. Pod koniec marca, w trakcie wirtualnego posiedzenia Rady Europejskiej, przywódcy państw unijnych zgodzili się, że odbudowa gospodarki po pandemii powinna odbywać się w zgodzie z założeniami polityki klimatycznej, a Komisja rozpoczęła procedurę konsultacji publicznych dotyczących Europejskiego Zielonego Ładu i zaostrzenia celów redukcji emisji gazów cieplarnianych w perspektywie do 2030 roku. Coraz więcej jest jednak opinii, że z uwagi na obecny kryzys i konieczność odbudowy gospodarki realizacja tych celów może być przesunięta w czasie.

– Na razie ekonomiści nie wiedzą dokładnie, jakie skutki pandemia przyniesie dla gospodarki, ale na pewno niektóre procesy inwestycyjne zostaną wyhamowane ze względu na to, że po prostu sytuacja ekonomiczna na to nie pozwoli – mówi dr inż. Krystian Szczepański.

Po wygaśnięciu pandemii recesja może skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki środowiskowej i cięcia wydatków związanych z inwestycjami proekologicznymi.

– Polskę czekają duże inwestycje w zakresie niwelowania emisji gazów cieplarnianych i neutralności klimatycznej, dotyczące wszystkich sektorów gospodarki. Związane z tym obciążenia finansowe są bardzo duże i bez wsparcia Unii Europejskiej będzie to bardzo trudne do osiągnięcia, a przynajmniej nie w perspektywie czasowej do 2050 roku – mówi dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Handel w internecie notuje wzrosty jak w grudniu. W niektórych kategoriach produktów sięgają nawet kilkuset procent

Ponad 30 proc. Polaków przyznaje, że zwiększyło swoją aktywność zakupową online w kategorii produktów spożywczych i kosmetyczno-chemicznych – wynika z nowego badania Nielsena. Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój internetowego handlu, który stał się zarówno najwygodniejszą, jak i najbardziej bezpieczną metodą dokonywania zakupów. Operatorzy logistyczni wprowadzili zaś cały szereg rozwiązań, które mają zapewnić kurierom i klientom bezpieczeństwo oraz zagwarantować wygodną i elastyczną dostawę.

Zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i Główny Inspektorat Sanitarny wciąż zalecają pozostawanie w domach. Od poniedziałku, 4 maja rozpoczął się jednak drugi etap rozmrażania gospodarki. Rząd zniósł część ograniczeń związanych z działalnością galerii handlowych, które mogą częściowo wznowić sprzedaż. Czynne będą w nich m.in. sklepy odzieżowe i księgarnie, jednak zachowano limit liczby klientów (15 mkw. powierzchni handlowej na osobę) i konieczność stosowania środków ochronnych. W sklepach odzieżowych nieczynne będą przebieralnie. Wciąż wysokie ryzyko zakażenia i obostrzenia sanitarne mogą zniechęcić wiele osób do zakupów w sklepach stacjonarnych, więc ta decyzja rządu nie powinna przerwać dobrej passy e-handlu.

 Ostrożne szacunki, na podstawie informacji prasowych firm oraz wstępnych badań rynku, wskazują na to, że w Polsce udział e-commerce w sprzedaży rośnie. Dynamicznie rozwijają się platformy internetowe, segment płatności elektronicznych e-commerce, jak również, jeśli nie przede wszystkim, firmy logistyczne – podkreśla Aleksandra Musielak, ekspert Departamentu Prawa Gospodarczego w Konfederacji Lewiatan.

– Obserwujemy rosnącą z dnia na dzień liczbę przesyłek – zarówno krajowych, jak i zagranicznych – obsługiwanych w ramach naszej sieci. Skala wolumenu jest porównywalna do wyników grudniowych, kiedy w szczycie paczkowym obsługujemy nawet o 100 proc. więcej przesyłek niż w pozostałych miesiącach roku – mówi Tomasz Kowalewski, kierownik terminala w DHL Parcel.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków e-commerce w Europie, a według Gemiusa zakupy w sieci robi już 62 proc. internautów i z roku na rok ten odsetek rośnie. W samym tylko 2019 roku Polacy wysłali prawie 537 mln paczek, a według analiz DHL Parcel paczki e-commerce stanowią około 55 proc. wszystkich obsługiwanych przesyłek. Pandemia koronawirusa dodatkowo przyspieszyła rozwój handlu internetowego. Jak wynika z badania Nielsena „Wpływ COVID-19 na zachowania konsumentów”, 31 proc. Polaków przyznaje, że zwiększyło swoją aktywność zakupową w kanale online w kategorii produktów spożywczych i kosmetyczno-chemicznych. Firmy transportowe próbują się dostosować do nowych realiów.

– Rozpoczęliśmy transport żywności. Nasi kurierzy dowożą bezpośrednio na wskazany adres paczki z podstawowymi produktami spożywczymi i higienicznymi jednej z sieci handlowych. Dostarczamy zakupy klientom pod drzwi, żeby mogli bezpiecznie zostać w domu. W obliczu sytuacji, z którą obecnie wszyscy się mierzymy, zakupy są jednym z największych codziennych wyzwań. Zwłaszcza dla osób starszych lub tych, które mają trudności z przemieszczaniem się. Możliwość zakupienia podstawowych produktów spożywczych czy higienicznych z dostawą na wskazany adres dla wielu klientów jest dużym udogodnieniem – mówi Tomasz Kowalewski.

Według Nielsena w tej chwili udział e-commerce w sprzedaży FMCG wynosi w Polsce ok. 1 proc., ale przy aktualnej dynamice do 2022 roku może urosnąć już do 5 proc. W niektórych branżach (np. sprzęt elektroniczny) wzrosty sprzedaży w kanale online sięgają nawet kilkuset procent.

– W obecnej sytuacji epidemiologicznej zakupy internetowe są nawet bezpieczniejszą formą niż tradycyjne. Wiele firm oferujących sprzedaż wysyłkową oraz realizujących dostawy wprowadziły dodatkowe zabezpieczenia chroniące pracowników i klientów – podkreśla Joanna Narożniak, rzecznik Mazowieckiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego.

W dobie koronawirusa bezkontaktowy e-handel stał się zarówno najwygodniejszą, jak i najbezpieczniejszą metodą dokonywania zakupów. Przesyłkę można odebrać w paczkomatach zdalnie, z wykorzystaniem aplikacji w smartfonie, bez konieczności dotykania panelu sterującego. Bezpieczna i niewymagająca wychodzenia z domu jest również dostawa kurierem.

– Za zakupy płacimy przelewem, a paczka jest nam zostawiana przez kuriera w bezpiecznej odległości od drzwi mieszkania lub posesji, po podaniu kodu PIN. Wówczas nie musimy nic podpisywać na terminalu kuriera ani okazywać żadnego dokumentu – wyjaśnia Joanna Narożniak.

– Wprowadziliśmy alternatywną formę potwierdzenia doręczenia, dzięki czemu odbiorcy paczek nie są już zobowiązani do składania podpisu na skanerze kurierskim, żeby potwierdzić odbiór przesyłki. Ponadto uruchomiliśmy usługę opłaty pobrania kartą u kuriera. Jest to rozwiązanie rekomendowane przez Głównego Inspektora Sanitarnego. Wprowadzone procedury powodują, że dostawa jest faktycznie bezkontaktowa – mówi Tomasz Kowalewski.

Operatorzy logistyczni wprowadzili także cały szereg rozwiązań, które mają zapewnić wygodną i elastyczną dostawę.

– Klient może dowolnie zarządzać dostawą. To obejmuje nie tylko zmianę adresu doręczenia czy wskazanie punktu odbioru, ale również czasu i dnia dostawy, co w obecnej sytuacji epidemiologicznej jest bardzo ważne. Wśród opcji nadania i odbioru mamy kuriera, dowolny punkt obsługi klienta lub jeden z blisko 8 tys. punktów partnerskich sieci DHL Parcel – wymienia Tomasz Kowalewski.

Część firm, w tym również członkowie Konfederacji Lewiatan, w tym trudnym okresie postawiła na podwyższenie standardów bezpieczeństwa pracowników i klientów poprzez m.in.: zapewnienie kurierom maseczek i rękawiczek ochronnych czy zaopatrzenie jednostek operacyjnych w środki dezynfekujące oraz termometry bezdotykowe. Kampanie edukacyjne wśród kurierów, dotyczące monitoringu stanu zdrowia i odpowiedzialnego zachowania wobec klientów, przestały być w dobie pandemii elementem polityki CSR-owej firm logistycznych, ale koniecznością i standardem – mówi Aleksandra Musielak

Jak podkreśla Tomasz Kowalski, kurierzy i pracownicy zostali wyposażeni w środki ochronne: rękawiczki, maseczki, płyny dezynfekujące i przyłbice. Ponadto w samochodach kurierskich pojawiły się mobilne dystrybutory wody, które umożliwiają umycie rąk również w trasie. Z kolei w jednostkach operacyjnych DHL Parcel wprowadzono ozonatory, czyli urządzenia służące do dezynfekcji pomieszczeń i powierzchni. Środki bezpieczeństwa zostały wdrożone także w punktach obsługi klienta: szyby pleksi stanowią zabezpieczenie zarówno dla pracowników, jak i klientów, a we wszystkich lokalizacjach wdrożono obowiązek regularnego dezynfekowania terminali płatniczych.

Z badań Nielsena wynika, że bezpieczeństwo osobiste podczas zakupów stało się nową wartością i siłą napędową dla rozwoju e-commerce, a bezkontaktowe zakupy jawią się jako najbardziej bezpieczne. Mazowiecki Państwowy Wojewódzki Inspektorat Sanitarny przypomina jednak, że przesyłek ani zakupów bezwzględnie nie powinny zamawiać osoby będące na kwarantannie lub w trakcie hospitalizacji w związku z chorobami zakaźnymi (w tym również COVID-19), ponieważ w tym przypadku nie ma gwarancji ich bezpiecznego odbioru.