Credit Agricole przyjmie wnioski o subwencje w ramach Tarczy Finansowej PFR

Bank Credit Agricole włącza się w akcję pomocy przedsiębiorcom poszkodowanym w wyniku epidemii koronawirusa i w porozumieniu z Polskim Funduszem Rozwoju realizuje część zadań pomocowych w ramach Tarczy Finansowej. Mikro, małe i średnie firmy będą mogły ubiegać się o wsparcie finansowe na preferencyjnych warunkach za pośrednictwem serwisu bankowości internetowej CA24 eBank.

Nowy program pomocowy o łącznej wartości 100 mld zł, finansowany przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR), skierowany jest do ok. 670 tys. polskich przedsiębiorstw, które ucierpiały w wyniku kryzysu spowodowanego przez epidemię koronawirusa. Z tej puli do mikro, małych i średnich podmiotów trafi 75 mld zł. Dzięki współpracy banków, PFR, Krajowej Izby Rozliczeniowej i innych instytucji finansowych, w bardzo krótkim czasie powstał system, który pozwoli uzyskać firmom konkretną pomoc finansową na podstawie formularza wypełnianego poprzez bankowość elektroniczną.

– W obecnej kryzysowej sytuacji wiele firm stanęło przed koniecznością szybkiego pozyskania kapitału, który pozwoli im na utrzymanie płynności i regulowanie zobowiązań, w tym wynagrodzeń pracowników. Cieszę się, że nasz bank wspólnie z Polskim Funduszem Rozwoju oraz innymi bankami i instytucjami finansowymi włączył się w stworzenie systemu, który pozwoli na sprawne przekazanie pomocy tysiącom przedsiębiorców w całej Polsce – powiedział Piotr Kwiatkowski, prezes Credit Agricole.

Wnioski o przyznanie częściowo bezzwrotnych subwencji mogą złożyć przedstawiciele firm, które są klientami Credit Agricole. Wniosek oparty na oświadczeniu przedsiębiorcy, zostanie automatycznie zweryfikowany przez PFR na podstawie danych z banków (identyfikacja, w tym numer NIP), ZUS (zatrudnienie) i Ministerstwa Finansów (m.in. przychód ze sprzedaży za poprzedni rok obrotowy dla MŚP).

Po potwierdzeniu tych informacji obliczona zostanie wysokość subwencji. Jeśli na podstawie dostępnych danych zostanie ona przyznana w niższej wysokości niż wnioskował przedsiębiorca, otrzyma on od PFR za pośrednictwem banku informację o przyczynach podjęcia takiej decyzji. W tej sytuacji subwencja będzie wypłacona w niższej wysokości, a przedsiębiorca będzie mógł złożyć odwołanie od decyzji PFR. Możliwość odwołania zostanie uruchomiona w systemach bankowych od 11 maja.

Całość procesu, w tym otrzymanie decyzji i podpisanie umowy z PFR oraz złożenie odwołania od decyzji Funduszu odbywać się będzie on-line w systemie CA24 eBank. Firmy, które złożą wniosek lub otrzymają subwencję w ramach Tarczy Finansowej PFR, nie ponoszą żadnych kosztów np. z tytułu prowizji bankowej czy za rozpatrzenie wniosku.

Aby sprawnie wypełnić wniosek, przedstawiciel firmy powinien przygotować dane, takie jak liczba zatrudnionych (w tym na umowy cywilnoprawne) w przeliczeniu na pełen etat oraz wysokość przychodów w danych miesiącach, które pozwolą zakwalifikować przedsiębiorstwo do grupy mikro lub małych i średnich, a także wyliczyć należną kwotę subwencji. Ponieważ podstawą weryfikacji wniosków i oświadczeń, które wpływają na przyznanie subwencji i jej wysokość, będą rejestry publiczne, ważne jest, aby przedsiębiorca, który będzie się ubiegać o jej przyznanie złożył deklarację VAT w czasie, który pozwoli na jej przetworzenie i zatwierdzenie przez Ministerstwo Finansów.

Koronawirus zdominował pierwszy kwartał br. na rynku handlowym

W I kw. 2020 r. dostarczono na polski rynek blisko 50 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej w ramach 4 obiektów:  Galeria Chełm (17,5 tys. mkw.), Stop Shop Siedlce (14,1 tys. mkw.), Galeria Kupiecka w Otwocku (10 tys. mkw.) oraz Vendo Park Jawor (6,7 tys. mkw.). Wybuch epidemii koronawirusa sprawił, że podobnie jak wszystkie duże obiekty handlowe w Polsce, mają one ograniczone możliwości przyjmowania klientów.

W wyniku ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii, na mocy rozporządzenia Ministra Zdrowia, wprowadzono całkowity zakaz prowadzenia działalności w obiektach handlowych o pow. sprzedaży powyżej 2 tys. mkw. Zgodnie z nową regulacją od 14 marca br. do odwołania obowiązuje zakaz handlu w ww. obiektach z wyjątkiem sklepów spożywczych, aptek, drogerii, pralni i placówek finansowych. Rozporządzenie zobowiązuje również właścicieli lokali gastronomicznych na terenie całego kraju do świadczenia usług tylko w trybie na wynos lub z dowozem. Z dniem 1 kwietnia br. zostały wprowadzone dodatkowe obostrzenia związane z całkowitym zakazem działalności salonów fryzjerskich, kosmetycznych, tatuażu i piercingu oraz zamknięciem marketów budowlanych w weekendy do odwołania. Ponadto zaostrzono ogólne zasady bezpieczeństwa i dozwolonej liczby klientów w sklepach stacjonarnych.

Pomoc charytatywna

Centra handlowe i najemcy włączają się w inicjatywy wspierające walkę z epidemią. Deklarowana pomoc jest różnorodna i obejmuje swoim zasięgiem działania polegające m.in. na wsparciu finansowym szpitali (np. Carrefour, Ikea, Lidl, Kazar, CCC, 4F), przekazywaniu darmowych posiłków służbom medycznym (np. Amrest), zakupie testów diagnozujących SARS-CoV-2 (np. Kaufland), uzupełnianiu niedoborów asortymentu ochronnego dla personelu medycznego czy produktów żywnościowych. Szacuje się, że łączna wartość przekazanych środków osiągnęła wartość kilkudziesięciu milionów złotych.

Także  wielko powierzchniowe sklepy spożywcze współpracują z organizacjami charytatywnymi, przekazując im nieodpłatnie niesprzedaną żywności. Narzucony obowiązek wynika bezpośrednio z uchwalonej w lipcu ub. r. ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności (Dz.U. 2019 poz. 1680).

– Sektor handlowy bez wątpienia będzie jednym z tych, który bardzo dotkliwie odczuje skutki pandemii COVID-19, co w konsekwencji zainicjuje wiele zmian na rynku handlu detalicznego. Trudno dzisiaj ocenić długofalowe efekty obecnej sytuacji, zarówno te negatywne, jak i pozytywne. Z perspektywy krótkoterminowej już teraz obserwujemy znaczny wzrost sprzedaży w sklepach internetowych, przy czym największe skoki odnotowywane są w sektorze spożywczym. Dla wielu sieci handlowych kanał online stał się jedyną szansą na prowadzenie działalności. Część najemców dotychczas działających wyłącznie w sklepach stacjonarnych zaanonsowała uruchomienie sprzedaży on-line, np. Ziaja. Inni upatrują swoją szansę w nawiązaniu współpracy partnerskiej z marketplace’ami, które udostępniają platformy sprzedażowe, np. MediaMarkt i Auchan postawiły na współpracę z Allegro. Wystartowała platforma zakupyuswoich.pl, wspierająca lokalny polski biznes, która umożliwia robienie zakupów on-line w małych polskich sklepach spożywczych i wielobranżowych – mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Mimo że wybuch epidemii koronawirusa w Polsce był kluczowym wydarzeniem mającym wpływ na rynek handlu w kraju, w ciągu trzech pierwszych miesięcy roku miały miejsca także inne ważne zdarzenia.

20 lutego UOKiK wydał zgodę na przejęcie przez spółkę Kaufland Polska Markety czterech hipermarketów działających obecnie pod marką Tesco. Decyzje dotyczyły sklepów Tesco w Lublinie, Ostrołęce, Wrocławiu i Warszawie.

Echo Investment z kolei podpisało przedwstępne umowy zakupu działek w Poznaniu, Łodzi oraz w Krakowie, na których obecnie znajdują się centra handlowe sieci Tesco. Inwestor poinformował, że w miejscu dotychczasowych obiektów powstaną kompleksy wielofunkcyjne (obejmujące mieszkania, biura i funkcje handlowo-usługowe).

Nest Bank będzie przyjmował wnioski o finansowanie w ramach Tarczy Finansowej PFR dla firm i pracowników

Nest Bank jest jednym z banków, które już wkrótce rozpoczną przyjmowanie wniosków w ramach Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju dla firm i pracowników. Program skierowany jest do około 670 tys. polskich przedsiębiorców. Jego głównym celem jest ochrona miejsc pracy przez wspieranie firm w okresie zakłóceń w gospodarce związanych z COVID-19. Łączna wartość programu to 100 mld złotych, z czego 75 mld trafi do mikro, małych i średnich firm.

Tarcza Finansowa PFR dla firm i pracowników jest programem rządowym, w którym podstawą wsparcia są subwencje finansowe. Po spełnieniu warunków zawartych w programie środki finansowe będą w części bezzwrotne – aż do 75% otrzymanej subwencji może nie podlegać zwrotowi.

W poniedziałek 27 kwietnia wieczorem program uzyskał notyfikację Komisji Europejskiej, co było ostatnim wymaganym krokiem do jego uruchomienia. Po technicznym wdrożeniu ostatnich zaleceń Komisji Europejskiej przyjmowanie wniosków rozpocznie się w ciągu kolejnych kilku dni. PFR zastrzega, że niektóre zapisy w programie mogą ulec zmianie.
O przyznanie subwencji w ramach Tarczy Finansowej PFR mikro, małe i średnie firmy mogą wnioskować za pośrednictwem banków. Natomiast duże firmy będą mogły skorzystać z kilku rodzajów finansowania dostępnego bezpośrednio w Polskim Funduszu Rozwoju. Budżet przeznaczony na MSP to 50 mld, na mikrofirmy przewidziano 25 mld. Subwencje będą przyznawane do wyczerpania puli, obowiązuje zasada kolejności zgłoszeń.

Finansowanie dla mikrofirm i MŚP opiera się na nieoprocentowanych subwencjach finansowych, dostępnych w bankach komercyjnych i spółdzielczych, które przystąpiły do programu. Jeżeli po 12 miesiącach od uzyskania subwencji firma spełni określone kryteria, przede wszystkim utrzyma działalność i utrzyma zatrudnienie, to może ubiegać się o umorzenie 75 proc. wartości subwencji.

Aby zakwalifikować się do programu firma musi m.in. posiadać przynajmniej 1 pracownika (poza właścicielem) i wykazać spadek przychodów po 1 lutego 2020 r. o minimum 25% (szczegółowe kryteria dostępne są na stronach PFR www.pfr.pl/tarcza)

W program Tarcza Finansowa PFR zaangażowanych jest większość banków działających w Polsce w tym Nest Bank – W trudnej sytuacji związanej z COVID-19 wszelkie formy wsparcia są szczególnie potrzebne mikro i małym przedsiębiorstwom. Jesteśmy bankiem wyspecjalizowanym w obsłudze tego sektora firm. Dlatego aktywnie uczestniczymy zarówno w Programie Tarcza Finansowa PFR, jak i pozostałych inicjatywach wpierających przedsiębiorców. Nasi klienci będą mogli już wkrótce składać wnioski o wsparcie z Tarczy Finansowej PFR bezpośrednio w bankowości elektronicznej. Opracowaliśmy dla nich szczegółowy zbiór informacji, aby już dziś mogli się do tego przygotować – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Członek Zarządu Nest Banku

Wniosek o wsparcie będzie można złożyć wyłącznie poprzez system bankowości elektronicznej.

Przed przystąpieniem do wypełniania wniosku należy przygotować dane:

– liczba zatrudnionych pracowników zgłoszonych do ZUS i US (w tym na umowy cywilnoprawne) w przeliczeniu na pełen etat na dzień 31 grudnia 2019 r. oraz na koniec miesiąca poprzedzającego miesiąc złożenia wniosku w 2020 r.
– wysokość obrotów w 2019 r. oraz wysokość obrotów w miesiącach rozliczonych w 2020 r., w szczególności miesięcy dla których będzie wskazywany spadek obrotów po 1 lutego 2020 r. w porównaniu do miesiąca poprzedzającego dla firm prowadzących działalność całoroczną bądź analogicznego miesiąca w roku 2019 r. dla firm prowadzących działalność sezonową.
Powyższe informacje pozwolą zakwalifikować przedsiębiorstwo do grupy mikro lub małych i średnich, a także wyliczyć należną kwotę subwencji.

Podstawą weryfikacji wniosków i oświadczeń, które wpływają na przyznanie subwencji oraz jej wysokość, są rejestry publiczne. Ważne jest, aby przedsiębiorca, ubiegający się o jej przyznanie złożył deklarację VAT w czasie, który pozwoli na jej przetworzenie i zatwierdzenie przez Ministerstwo Finansów. Przed rozpoczęciem wypełniania wniosku warto zapoznać się również z informacjami zamieszczonymi na stronie www.pfr.pl, gdzie szczegółowo opisane są zasady Tarczy Finansowej PFR.

Wnioski o subwencje z Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju będą dostępne w Santander Bank Polska

Klienci firmowi Santander Bank Polska już wkrótce będą mogli składać wnioski o subwencje przewidziane w programie „Tarcza Finansowa PFR dla firm i pracowników”. Cały proces będzie realizowany przez bankowość internetową dla firm banku. Bank udostępnia również specjalny serwis www.santander.pl/tarczapfr, na którym znajduje się m.in. kalkulator umożliwiający oszacowanie kwoty subwencji.

Program Tarcza Finansowa PFR dla firm i pracowników jest skierowany do ponad 670 tys. polskich przedsiębiorstw. Jego celem jest przekazanie na preferencyjnych warunkach 100 mld zł. subwencji finansowych firmom zagrożonym utratą płynności finansowej oraz koniecznością redukcji zatrudnienia. Z tarczy korzystać mogą zarówno mikro przedsiębiorstwa (zatrudniające od 1 do 9 pracowników (bez właściciela), których roczny obrót lub suma bilansowa nie przekracza 2 mln euro), jak i małe i średnie firmy (zatrudniające do 249 pracowników, których roczny obrót nie przekracza 50 mln euro lub suma bilansowa nie przekracza 43 mln euro). Subwencje są przeznaczone dla firm, których przychody spadły przynajmniej o 25%, w związku z COVID-19.

Decyzja Komisji Europejskiej umożliwiła start subwencji finansowych dla mikro, małych i średnich firm w kwocie 75 mld zł. Co ważne, po spełnieniu warunków określonych w programie, nawet 75% kwoty finansowania może być pomocą bezzwrotną. Po technicznym wdrożeniu ostatnich zaleceń KE przyjmowanie wniosków rozpocznie się w ciągu kolejnych kilku dni.

Duże firmy, o skonsolidowanej sumie bilansowej powyżej 43 mln EUR, będą mogły korzystać z rozwiązań zaproponowanych przez PFR na indywidualnie ustalanych warunkach. Wnioski o finansowanie dla dużych przedsiębiorstw dostępne będą na stronie PFR.

– Obecna, bezprecedensowa sytuacja gospodarcza, w której znalazły się małe, średnie i duże przedsiębiorstwa wymaga nadzwyczajnych działań i szybkich, ponadstandardowych rozwiązań. Rozmawiamy z naszymi klientami, na bieżąco analizujemy ich sytuację płynnościową i wiemy, że liczy się dla nich każde wsparcie w utrzymaniu firmy. Wkrótce, także przy udziale naszego banku, trafi do nich ogromny program pomocowy PFR, który pomoże utrzymać wiele firm i miejsc pracy. Nasi klienci za kilka dni będą mogli składać wnioski o subwencje w bankowości internetowej dla firm, z której na co dzień korzystają w naszym banku. – powiedział Michał Gajewski, prezes zarządu Santander Bank Polska

Wnioski o udzielenie wsparcia w ramach Tarczy Finansowej PFR będzie można składać przez usługi bankowości internetowej dla firm w Santander Bank Polska. Bank będzie pośredniczyć w zawieraniu umowy z klientami i realizować wypłaty, a sam wniosek, odwołania i reklamacje będą rozpatrywane przez Polski Fundusz Rozwoju.

Aby móc sprawnie złożyć wniosek należy przygotować dane rejestrowe firmy, ale także informacje o liczbie zatrudnionych (etaty) oraz przychodach. W przypadku firm z wieloosobową reprezentacją ważne jest, aby osoba składająca wniosek miała w chwili jego wysyłki (oraz zawierania umowy) odpowiednie pełnomocnictwa.

Wniosek będzie weryfikowany przez PFR na podstawie danych z banków (identyfikacja), ZUS (zatrudnienie) i Ministerstwa Finansów (m.in. przychód ze sprzedaży za poprzedni rok obrotowy dla MŚP) i na tej podstawie obliczana będzie wysokość subwencji. Ważne, aby wnioskujący o subwencję złożyli deklarację VAT, co pozwoli na jej przetworzenie i zatwierdzenie przez Ministerstwo Finansów.

Decyzja o wysokości przyznanej subwencji będzie podejmowana przez PFR. Jeśli przyznana dotacja będzie niższa niż wnioskowana, PFR, za pośrednictwem banku, poinformuje o przyczynie takiej decyzji. Od 11 maja w bankowości internetowej dla firm możliwe będzie także złożenie odwołania (rozpatrywanego przez PFR), wnioskujący będzie miał na to 2 miesiące liczone od dnia wydania decyzji.

Zdolność kredytowa nie jest warunkiem udzielenia wsparcia. Wnioskowanie o subwencje jest bezpłatne, bank nie pobierze żadnych opłat za obsługę tego procesu.

Na stronie www.santander.pl/tarczapfr klienci mogą skorzystać z kalkulatora subwencji, aby wyliczyć szacunkową kwotę dotacji. Dostępne są tam także materiały informacyjne. Klienci mogą też liczyć na pomoc doradców przy wypełnianiu i składaniu dokumentów.

Program Tarcza Finansowa PFR jest finansowany i realizowany przez Polski Fundusz Rozwoju. Szczegółowe, aktualne informacje dostępne są na www.pfr.pl/tarcza

Znacznie więcej dla firm

Santander Bank Polska przygotował także wiele innych rozwiązań dla firm, które mają wspierać przedsiębiorców w tym trudnym okresie.

Firmy mogą wnioskować o karencję w spłacie rat kapitałowych kredytów na 3 lub 6 miesięcy (w zależności od terminu spłaty oraz decyzji klienta), a także o karencję w zawartych umowach faktoringowych i leasingowych. Posiadaczom kredytów w rachunku bieżącym bank odracza spłatę na minimum kolejne 2 miesiące, można także wnioskować o zawieszenie limitu malejącego. Klienci mogą korzystać z kredytów z gwarancją de minimis, stanowiącą nawet do 80 % finansowania, a także z Funduszu Gwarancji Płynnościowych BGK dla największych przedsiębiorstw. Bank wystawia również e-Gwarancje, dostępne zdalnie, przez bankowość elektroniczną iBiznes24.

Przedsiębiorcy mogą korzystać także z innych rozwiązań pomocowych, informacje o proponowanych udogodnieniach dostępne są na https://www.santander.pl/koronawirus-aktualne-informacje-banku

Rynek prywatnych akademików jednym z najbardziej perspektywicznych sektorów nieruchomości w Polsce

Zainteresowanie inwestycjami w sektorze prywatnych domów studenckich w Polsce stale wzrasta. Inwestorzy dostrzegają dużą chłonność rynku, który obecnie zaspokaja niecałe 10 proc. zapotrzebowania na miejsca noclegowe dla studentów. Nie bez znaczenia są także prognozy dotyczące stale rosnącej liczby studentów zagranicznych w Polsce oraz atrakcyjne stopy zwrotu z inwestycji, jak wynika z najnowszego raportu „Prywatne akademiki w Polsce. Perspektywy rozwoju rynku domów studenckich”, który opracował ThinkCo we współpracy z Golub GetHouse.

W ciągu ostatnich czterech lat inwestowanie międzynarodowego kapitału w zakwaterowanie studenckie stanowiło ok. 40 proc. inwestycji na europejskim rynku nieruchomości. W kontekście stosunkowo niewielkich kosztów inwestycyjnych, rynek prywatnych akademików („PBSA”, od ang. Purpose Built Student Accommodation) jest bezpieczną alternatywą dla aktywności w sektorze biurowym i handlowym – tym bardziej, że zwroty z inwestycji w domy studenckie na rynkach zachodnich już od kilku lat utrzymują się na stabilnym poziomie 4,5–6 proc. To z tego powodu funkcjonujący już operatorzy planują rozszerzać swoją działalność na nowe rynki i tworzyć kolejne międzynarodowe marki. To natomiast oznacza, że poziom aktywnego kapitału w ujęciu globalnym nadal będzie wzrastał.

Polska staje się atrakcyjnym rynkiem do inwestowania w prywatne akademiki z wielu względów. Inwestorzy zwracają uwagę na większe niż w Europie Zachodniej zwroty z inwestycji (sięgające nawet 7 proc.) oraz dużą chłonność rynku i deficyt miejsc noclegowych w dostępnych obecnie akademikach (podaż na poziomie ok. 10 proc.). Czynnikami sprzyjającymi rozwojowi tego sektora są także: duża populacja studentów (1,29 mln) i stale rosnąca liczba osób przyjeżdżających na studia z zagranicy. Aktualnie w Polsce studiuje niemal 73 tys. obcokrajowców, a rodzime uczelnie już od 2011 r. odnotowują, że młodzieży z zagranicy przybywa o ok. 8-10 tys. osób rocznie. Co więcej, OECD przewiduje, że liczba studentów uczących się poza granicami swojego kraju wzrośnie z 5 mln w 2019 r. do 25 mln w 2025 r.

Dobre warunki do studiowania, możliwość bezpłatnej edukacji, rozwój programów wymiany studenckiej i szeroki dostęp do oferty kulturalno-gastronomicznej w połączeniu z relatywnie niskimi cenami utrzymania – to tylko kilka z czynników wpływających na wzrost zainteresowania Polską wśród młodzieży z zagranicy. W związku z tym, że ich najczęstszym wyborem w kwestii zakwaterowania są właśnie akademiki, ta grupa studentów staje się głównym odbiorcą rynku PBSA i ma niebagatelny wpływ na rozwój tej branży w Polsce – powiedział Tomasz Bojęć, partner zarządzający ThinkCo.

PBSA to pierwszy sektor nieruchomości, którego oferta skierowana jest do wkraczającego obecnie w dorosłość „pokolenia Z”. Dostrzec można, że zupełnie inaczej niż pokolenie millenialsów traktuje ono takie kwestie jak: własność, bezpieczeństwo i kapitał. Wybierając miejsce do zamieszkania na studiach, nowe pokolenie kieruje się przede wszystkim stosunkiem jakości do ceny. Nie oznacza to do dążenia do jak najniższych kosztów, lecz do poczucia, że pieniądze wydawane są efektywnie.

Jak deklarują przedstawiciele tego pokolenia, skłonni są oni płacić więcej za dostęp do określonych udogodnień. Można wśród nich wymienić m. in. szybki internet, większy pokój, siłownię czy całodobową ochronę. Aż 76 proc. z nich wskazuje na duże znaczenie wysokiej jakości części wspólnych w akademiku, a 81 proc. na potrzebę przynależności do zorganizowanych grup i kół zainteresowań. Przykładem miejsca, które odpowiada na te wymagania jest prywatny akademik LivinnX Kraków, który zrealizował Golub GetHouse we współpracy z CA Ventures International. To obiekt, który oferuje 710 łóżek w 290 jednostkach mieszkalnych o bardzo dobrym standardzie. Każda z nich – w pełni umeblowana – posiada strefę dzienną, połączoną z aneksem kuchennym, przestrzeń sypialnianą oraz łazienkę.

– Naszym studentom udostępniamy znacznie więcej, niż tylko miejsce do nocowania. W LivinnX Kraków znajduje się także 2000 mkw. powierzchni udogodnień – w tym specjalnie zaaranżowane sale do nauki, wspólna kuchnia, przestrzeń rozrywki, a także całodobowa siłownia czy taras z jacuzzi na dachu. Od początku realizacji tej inwestycji zależało nam, aby akademik w pełni odpowiadał standardom europejskim w każdym możliwym aspekcie. Bazując na międzynarodowych doświadczeniach, zaimplementowaliśmy w Polsce rozwiązania w 100 % sprawdzone – takie, które doskonale zdały egzamin zagranicą – powiedział Jakub Bartos, Head of Residential w Golub GetHouse. –  Dziś z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że LivinnX Kraków to inwestycja absolutnie wyjątkowa i projekt, jakiego w Polsce jeszcze nie było. Jestem jednak przekonany, że z biegiem czasu na polskim rynku przybędzie wiele innych, równie nowoczesnych obiektów, które przełożą się na jeszcze większe zainteresowanie inwestorów w tym sektorze rynku nieruchomości – dodał.

Obecnie, w Polsce do dyspozycji studentów jest ogółem 127 384 miejsc noclegowych w akademikach, z czego tylko 6592 łóżek znajduje się w prywatnych inwestycjach. Do 2023 roku liczba ta wzrośnie o ok. 6800 łóżek

Faktoring zachował dobrą formę na progu epidemii (13,7 proc. wzrostu w I kw. 2020 r.)

Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów zakończyły I kwartał 2020 r. z 13,7 – procentowym wzrostem obrotów. Nabyły wierzytelności wynikające z faktur wystawionych przez krajowych przedsiębiorców o łącznej wartości 71,2 mld zł. Dynamika rozwoju sektora zachowuje poziom dwucyfrowy, choć tempo wzrostu nieznacznie słabnie. Na wyniki polskich faktorów nie miał wpływu przypadający na marzec początek epidemii koronawirusa. Zauważalnych skutków dla rynku faktorzy spodziewają się dopiero w II kwartale. Z kolei na ścieżkę wzrostu powrócił faktoring eksportowy, który rósł w ostatnim czasie szybciej niż rynek. Firmy członkowskie PZF w I kwartale 2020 r. obsługiwały 16,4 tys. polskich przedsiębiorców.faktoring I kwartał 2020 r

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Zrzesza 30 członków: 5 banków komercyjnych, 18 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, 4 podmioty o statusie partnera oraz 3 członków honorowych. Faktorzy należący do PZF sfinansowali w I kwartale 2020 r. działalność krajowych przedsiębiorstw na łączną kwotę 71,2 mld zł. Dzięki temu rynek zanotował wzrost o 13,7 proc.
Polski Związek Faktorów I kwartał 2020 r– Spodziewaliśmy się, że rok 2020 może być trudniejszy od poprzednich, jednak nikt nie zakładał, że światowej gospodarce przyjdzie się zmierzyć z tak gwałktowmynm i nieprzewidywalnym kryzysem, jaki został wywołany przez pandemię koronoawirusa. Do polski dotarł on w marcu, czyli pod koniec I kwartału. Wyniki firm faktoringowych w tym okresie sprawozdawczym nie wykazały jeszcze wpływu epidemii na zachowania klientów. Nie zaobserwowaliśmy bowiem wzmożonej aktywności jeśli chodzi o wnioski dotyczące wydłużenia terminów płatności. Nie znaczy to jednak, że kryzys nas ominie. Reakcji klientów spodziewamy się w kwietniu i maju, co mogą wykazać dopiero wyniki półroczne. Dlatego skrupulatnie przygotowujemy się na gorsze scenariusze. Zacieśniliśmy współpracę ze stroną rządową oraz sektorem bankowym. Chcemy dla naszych klientów zachować pełną elastyczność i potwierdzić, że faktoring doskonale sprawdza się w warunkach kryzysu, czego dowiedliśmy w latach 2008 – 2009 – wyjaśnia Sebastian Grabek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Związek przedstawił siedem propozycji wsparcia przedsiębiorczości w Polsce przez rynek faktoringowy w okresie epidemii koronawirusa. Przedłożył je stronie rządowej oraz Związkowi Banków Polskich i działającemu w jego ramach zespołowi zarządzania kryzysowego.

– Faktorzy, w zależności od strategii przyjętych przez grupy finansowe, do których należą, bądź zgodnie ze kierunkami przyjętymi przez właścicieli, będą podejmować nadzwyczajne środki, umożliwiające firmom, szybszy i prostszy dostęp do środków na działalność, a ich kontrahentom – m. in. wydłużenie terminów płatności lub odroczenie regulowania należności. Obecnie trwają m. in. zaawansowane rozmowy zmierzające do objęcia faktoringu oferowanymi przez Bank Gospodarstwa Krajowego programami de minimis oraz Funduszu Gwarancji Płynnościowych. Rozmowy na szczeblu administracyjnym prowadzą także ubezpieczyciele należności. Ich usługa jest ważnym składnikiem faktoringu pełnego, więc także w ich przypadku liczymy na rządowe rozwiązania wspierające przedsiębiorców – mówi Sebastian Grabek.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 16,4 tys. przedsiębiorstw, szczególnie małych i średnich. Wystawiły one blisko 3,4 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.Polski Związek Faktorów I kwartał 2020

Jeśli chodzi o usługi oferowane przez firmy członkowskie PZF, w dalszym ciągu najpopularniejszą formą faktoringu, podobnie jak na innych rozwiniętych rynkach europejskich, pozostaje oferta w opcji pełnej. Umożliwia szybki dostęp do środków na bieżącą działalność, połączony z ochroną przed brakiem zapłaty za dostarczone towary lub usługi ze strony kontrahentów. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w 2019 r. w jego ramach blisko 35,9 mld zł wierzytelności, co stanowi 50,5 proc. obrotów całego rynku.

Zgodnie z przyjętymi przez rynek założeniami, faktoring międzynarodowy rozwijał szybciej niż krajowy. Zanotował wzrost o 15,4 proc. w stosunku do poprzedniego roku i stanowi obecnie 17,2 proc. obrotów (krajowy zaś 82,8 proc.). Dzięki temu rozłożenie finansowania pomiędzy przedsiębiorców operujących w kraju a eksporterów zbliżył się do poziomu charakterystycznego dla rynków rozwiniętych, gdzie faktoring międzynarodowy sięga ok. 20 proc. faktoring Ikw 2020 udział sektorów
Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. Utrzymanie płynności finansowej w ich przypadku decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.

Koronawirus wymusza zmiany w strategiach firm. Elastyczność w DNA firmy

Przedsiębiorcy walczą o przetrwanie swoich biznesów i utrzymanie miejsc pracy. Niełatwo dziś oszacować jak długo potrwa wyjątkowa sytuacja związana z pandemią koronawirusa, ale wiadomo, że w pewnym momencie sytuacja się poprawi. Elastyczność organizacyjna i kosztowa firmy będzie miała wtedy decydujące znaczenie. Dlatego już teraz przedsiębiorcy powinni zrewidować swoje biznesy i pomyśleć o wpisaniu elastyczności w strategie.

NOWA RZECZYWISTOŚĆ BIZNESOWA 2020 ROKU

Na potrzeby szkolenia jednostek specjalnych USA zaadoptowano odnoszący się do teorii przywództwa termin VUCA: Volatile – szybko zmieniający  się, Uncertain – niepewny, Complex – złożony, Ambiguous – niejednoznaczny. Bardzo szybko został on przyjęty przez biznes, dlatego że faktycznie opisuje dość trafnie współczesne warunki rynkowe. Rok 2020 dobitnie pokazał nam, w jak niepewnym i skomplikowanym środowisku biznesowym działamy i że światowa gospodarka może praktycznie stanąć w ciągu zaledwie miesiąca. Firmy, które z powodu pandemii zamykają linie produkcyjne, czy wręcz całe zakłady szukają sposobów zmniejszenia kosztów. Obniżają wymiary etatów czy wynagrodzeń, szukają możliwości pozyskania dofinansowania na bieżące działania i utrzymanie miejsc pracy. Z kolei inne potrzebują pilnie zrekrutować duże grupy nowych pracowników lub tak przeorganizować działania, aby zapewnić ciągłość funkcjonowania firmy.

Żyjemy w prawdziwym świecie VUCA. To, co zaplanowaliśmy 2-3 miesiące temu, dziś nie ma znaczenia. Przedsiębiorcy muszą zmierzyć się ze zbyt wieloma wyzwaniami na raz. Dlatego teraz, przy tak dużej niepewności rynkowej firmy powinny zrewidować swoje strategie biznesowe pod kątem elastyczności – jak duża ma być ta elastyczność, jaki procent pracowników powinien być zatrudniony na elastycznych umowach o pracę, jaką to będzie stanowiło dla firmy wartość w przypadku kolejnego kryzysu gospodarczego czy prognozowanych już kolejnych załamań będących pokłosiem koronawirusa. – mówi Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjny agencji zatrudnienia Trenkwalder.

ELASTYCZNOŚĆ ORGANIZACYJNA I KOSZTOWA ZNÓW W CENIE

Elastyczność ma teraz duże znaczenie dla firm. Przedsiębiorcy szukają szybkich, efektywnych i optymalnych kosztowo rozwiązań, żeby pozostać na rynku. Ale będzie też rosła na znaczeniu, gdy firmy będą podnosić się po kryzysie.

Rynek pracownika, który dominował jeszcze do marca 2020 roku zmniejszył znacznie elastyczność firm.  To z kolei uniemożliwia szybką reakcję w przypadku nagłego spadku przychodów. W ostatnich tygodniach boleśnie odczuło to wiele firm na całym świecie.

Obsługujemy firmy zatrudniające nawet kilka tysięcy osób, w których jeszcze parę lat temu 50% stanowili pracownicy tymczasowi. Taki model elastyczności organizacyjnej i kosztowej był wpisany w ich strategię. Był to sposób na zarządzanie ryzykiem oraz sezonowością zamówień. Rynek kandydata i dobra koniunktura gospodarcza sprawiły, że ta elastyczność w niektórych firmach zmniejszyła się nawet do 25%. Nagle pojawił się Covid-19. Gdyby firmy pozostały przy wcześniejszym poziomie elastyczności, mogłyby teraz szybciej zareagować na zmiany. Ten przykład pokazuje, że wpisanie elastyczności w strategię firmy jest wartością dodaną. Kiedy przychodzi trudny czas, mamy już skalkulowane ryzyka i możemy sprawniej zarządzać kosztami.  – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

ELASTYCZNOŚĆ, A ZAKRES WSPARCIA AGENCJI

Kryzys spowodowany pandemią koronawirusa zmienia też zakres wsparcia, jakiego agencje zatrudnienia mogą udzielić firmom. Agencje przestają być tylko „dostarczycielem CV” i wracają do roli doradcy. Pracodawcy mogą skorzystać z ich know-how, doświadczenia w pracy z wieloma klientami i gotowej bazy pracowników, żeby szybko pozyskać dla firmy najlepszych kandydatów.

Obecnie zgłaszają się do nas dwie grupy klientów z zapytaniami o pracę tymczasową. Pierwsi, to firmy z branż o zwiększonym zapotrzebowaniu na pracowników. Drudzy, to firmy, których wewnętrzni pracownicy przebywają na świadczeniu Covid-19 czyli opiece na dzieci, L4, albo na kwarantannach. Szukanie nowych pracowników to działania związane z czasem, który teraz przedsiębiorcy muszą poświęcić na reorganizację biznesów. My zdejmujemy im z głowy cały proces rekrutacji, a następnie obsługę kadrowo-płacową. mówi Ewelina Glińska-Kołodziej.Z kolei w momencie wychodzenia z kryzysu, agencje będą realnym wsparciem dla firm w odbudowywaniu stałych zespołów. – daje Ewelina Glińska-Kołodziej.

Przejęcie procesu rekrutacji i obsługi kadrowo-płacowej przez agencję zatrudnienia oznacza w praktyce, że przedsiębiorca korzystający z pracy tymczasowej musi wykonać trzy rzeczy: złożyć zamówienie, przesłać do ewidencji czas pracy pracowników tymczasowych i zapłacić za usługę. Nie musi zajmować się podpisaniem umów, zebraniem dokumentów (a w przypadku obcokrajowców także legalizacją zatrudnienia), wysyłaniem na badania lekarskie, naliczaniem zus-ów, wynagrodzeń czy archiwizacją dokumentów. Skorzystanie z usługi agencji zatrudnienia daje też firmie pewnego rodzaju kredytowanie – zanim firma zapłaci za fakturę, to agencja wypłaca wynagrodzenia pracownikom tymczasowym.

W świecie VUCA, w jakim przyszło nam teraz żyć, elastyczność powinna być wpisana w DNA każdej firmy, niezależnie od jej wielkości. W czasie prosperity zapewnia nam stabilne działanie i szybką reakcję na popyt rynku. W dobie kryzysu firma ma już skalkulowane różne scenariusze działania i wie, z jakiego kosztu, w jakim czasie może zrezygnować. Po obecnym, nieprzewidywalnym w skali całego świata kryzysie wiele firm zrewiduje swoje strategie. Elastyczność będzie jednym z elementów strategii.

Amerykańska Izba Handlowa w Polsce obchodzi 30-lecie działalności

Amerykańska Izba Handlowa powstała w czerwcu 1990 roku na spotkaniu w Ambasadzie USA w Warszawie. Akt powołania podpisali przedstawiciele 7 z 20 obecnych wówczas przedsiębiorstw amerykańskich. Instytucja kontynuuje tradycje Polsko-Amerykańskiej Izby Handlowej (1921-1939). Celem utworzenia tej apolitycznej organizacji non-profit była potrzeba wsparcia rozwoju polsko-amerykańskich stosunków gospodarczych, aktywne promowanie amerykańskich inwestycji w Polsce oraz działania na rzecz poprawy klimatu inwestycyjnego. 11 stycznia 1991 Izba została akredytowana jako członek stowarzyszony przy Izbie Handlowej Stanów Zjednoczonych (U.S. Chamber of Commerce) w Waszyngtonie.

Na początku 2020 roku aktywa posiadane przez amerykańskich inwestorów w Polsce wynosiły ponad 54 mld USD, czyli blisko 205 mld PLN. To efekt kontynuacji strategii opartej na inwestycjach i wzroście firm, które według szacunków AmCham w ciągu ostatnich trzech dekad przeznaczyły na inwestycje około 63 mld USD. Dzięki temu utrzymały ponad ćwierć miliona miejsc pracy, a pośrednio dużo więcej, poprzez łańcuchy wartości i łańcuchy dostaw – informuje Tony Housh Prezes Rady Dyrektorów AmCham

Czas pandemii COVID-19 przysłonił obchody 30-tej rocznicy działalności w Polsce Izba i należące do niej firmy nie świętują, za to podjęły liczne działania i akcje pomocowe. Nie sposób wymienić wszystkie z nich, oto kilka przykładów:

  • Grupa największych liderów rynku nieruchomości komercyjnych wspiera personel 11 szpitali i ośrodków medycznych w całej Polsce poprzez codzienne dostawy posiłków. Inicjatywa jest wyrazem wdzięczności deweloperów, inwestorów i właścicieli nieruchomości za ciężką pracę lekarzy, pielęgniarek, personelu pomocniczego i ratowników medycznych. CPI Property Group, Echo Investment, EPP, Ghelamco Poland, Globalworth, Griffin Real Estate, HB Reavis, Immofinanz, InvescoI Real Estate, Panattoni, Skanska i Vastint zorganizowały codzienne dostawy posiłków dla personelu szpitali i ośrodków medycznych walczących z pandemią. Każdego dnia  podmioty te otrzymują 970 zestawów. Przez następne dwa miesiące firmy z branży nieruchomości zapewnią ponad 40 000 posiłków,
  • Coca-Cola postanowiła zawiesić wszystkie reklamy komercyjne. Jej wspólny, wraz z partnerami w zakresie butelkowania napojów i Fundacją Coca-Coli, łączny budżet pomocowy wynosi obecnie ponad 120 mln USD.,
  • Postanowiono aby wesprzeć pomocą finansową społeczności dotknięte COVID-19. Smithfield Polska wraz z Animex Polska i Agri Plus, produkują 3000 masek ochronnych dziennie we własnej fabryce piór w Krakowie. Wszystko na potrzeby szpitali i pracowników własnych zakładów. Ponadto firmy przekazały 1,5 mln PLN na polskie szpitale walczące z koronawirusem i  750 000 sztuk sprzętu medycznego.
  • Ponad 4 mln PLN zostało zebranych podczas koncertu TVN /Discovery / Fundacja TVN – „Koncert dla bohaterów”. Zebrane pieniądze będą przeznaczone na zakup sprzętu ochrony osobistej dla personelu medycznego.
  • Żabka Polska przekazała 500 000 masek ochronnych personelowi medycznemu.
  • Hotel Marriott Warsaw and Courtyard by Marriott Warsaw Airport zapewnia pokoje dla personelu medycznego walczącego z koronawirusem.
  • Pfizer Polska postanowił wydać 1 mln PLN na walkę z COVID-19. Pomoc skierowana jest do personelu medycznego, który jest na pierwszej linii walki z wirusem.
  • InterContinental Warsaw wsparł akcję dostarczenia produktów czyszczących i higienicznych dla pracowników Centralnego Szpitalu Klinicznego MSWiA w Warszawie.
  • Lockheed Martin przekazał 100 tys. USD na wsparcie personelu medycznego, przekazując karetkę pogotowia, sprzęt medyczny i środki ochrony indywidualnej szpitalom.
  • Eksperci i prawnicy PwC Polska zapewniają bezpłatne porady dla przedsiębiorców, dotyczące ich praw i obowiązków związanych z zagrożeniem spowodowanym przez COVID-19. Firma przekazała 300 tys. PLN na rzecz szpitali w Krakowie i Warszawie – na zakup inteligentnego respiratora i osobistego wyposażenia ochronnego. Ponadto PwC Polska dostarczyła 20 tys. masek chirurgicznych i 1000 posiłków dla lekarzy. Firma przekazała także 100 używanych laptopów na wsparcie placówek opiekuńczych.
  • Amazon Polska przeznaczył 4,5 mln PLN (1 mln EUR) na pomoc w walce z pandemią, przekazał także 100 tys. masek chirurgicznych, które zostały rozdystrybuowane w różnych regionach kraju.
  • Philips Polska przekazał Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy 25 przenośnych zestawów ultrasonografów o wartości ponad 1 mln PLN Cel to wyposażenie dedykowanych szpitali.
  • Goodyear Polska uruchomił inicjatywę wsparcia pierwszej linii personelu medycznego i paramedycznego w bezpłatnej wymianie opon. Wszystkim tym firmom należy się ogromna wdzięczność.

Obecnie Amerykańska Izba Handlowa w Polsce (AmCham) to największa międzynarodowa organizacja biznesowa w kraju, reprezentująca interesy ponad 350 firm z różnych sektorów.

Techniczne zakłócenia

Wczorajszy entuzjazm rynków nieco przygasł, gdyż nastroje mąci powrót spadków cen ropy naftowej. Jakkolwiek nie jest to katalizator do przetoczenia świeżej fali awersji do ryzyka (CAD i NOK są niewrażliwe na spadki cen ropy), podkreśla to słabe przekonanie inwestorów do optymistycznego nastawienia. Innymi słowy, uczestnicy rynku chcą kupować akcje i waluty ryzykowne, ale nie brakuje obaw, że zwrot może przyjść w każdej chwili.

Zawsze lepiej jest, jak wszystkie znaki przemawiają za powiększaniem apetytu na ryzyko, ale jak tylko mała rzecz zaczyna iść w przeciwnym kierunku, zwątpienie dotyka uczestników rynku. Tak bym podchodził do dzisiejszego klimatu na starcie wtorkowego handlu. Motywem przewodnim pozostaje entuzjazm związany z planami otwarcia gospodarek i rozruszania aktywności gospodarczej. Mimo to plany są na razie tylko planami, tempo odmrażania może być powolne, a zawsze pozostaje ryzyko drugiej fali zachorowań. Stąd tryb risk-on zaczyna się wzmacniać, choć bez silnego przekonania i łatwo o jego zakłócenia. Nawet jeśli powody zakłóceń są natury technicznej i odizolowane od odbicia na innych klasach aktywów. A tak jest w przypadku spadków cen ropy naftowej WTI w czerwcowym kontrakcie. Dziś kontrakt na najbliższą dostawę traci 20 proc. do 10 USD/b, a razem z wczorajszą przeceną daje to już 42 proc. Rynek wystraszył się informacji, że USO ETF, największy fundusz ETF inwestujący w ropę naftową, po raz kolejny roluje kontrakty z czerwcowych na dalsze terminy w celu uniknięcia zmienności związanej z obawami o wyczerpywanie się przestrzeni do magazynowania surowca. Mamy do czynienia z efektem domina, kiedy wszyscy chcą uciec z najbardziej niestabilnego kontraktu. Ale nie oddaje to wiarygodnie sytuacji fundamentalnej rynku ropy naftowej, która naturalnie jest zła, ale nie aż tak, jak pokazuje kontrakt czerwcowy (czy wcześniej majowy spadający do -40 USD/b!). Dla porównania kontrakt na dostawę lipcową traci dziś tylko 3,4 proc. do 17,5 USD/b. Zdecydowanie mniej dramatyczna zmiana. Fakt, że CAD i NOK dziś zyskują, pokazuje, że inwestorzy nie ekstrapolują napięć na rynku ropy na inne, zwykle silnie skorelowane instrumenty. Nie zmienia to faktu, że przecena ropy naftowej wybija się na czołówki serwisów informacyjnych i tworzy nerwowe otoczenie dla handlu, tonując wcześniejszy optymizm. Na kruchym rynku wszystko ma znaczenie.

Przy stabilizacji rynkowego sentymentu powoli dochodzi do różnicowania aktywów finansowych, co w przypadku ryzykownych walut sprowadza się do oceny reakcji władz na kryzys COVID-19. W tym tygodniu Australia poinformowała, że od 1 maja prowincja Queensland złagodzi ograniczenia dotyczące przebywania w domu, podczas gdy Australia Zachodnia od poniedziałku pozwoli na zgromadzenia do 10 osób. Jest to konsekwencja szybkiej reakcji władz w początkowej fazie pandemii, co poskutkowało niskim współczynnikiem zachorowań na 1 milion mieszkańców (264, dla porównania USA: 3053, Niemcy: 1895). Pozwoliło to też na wprowadzenie łagodniejszych programów lockdownu. Rząd australijski przedstawiał też największy spośród głównych gospodarek pakiet fiskalny w relacji do PKB (11,5 proc, USA: 9,3 proc.). Australia jest też w bliskich relacjach handlowych z Azją (Chinami), które są już na etapie odbudowy po pierwszej fali zachorowań. Kombinacja tych czynników powinna pozytywnie wyróżniać AUD na tle innych walut surowcowych, a przynajmniej być poduszką łagodzącą sprzedaż waluty w momentach skoku awersji do ryzyka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

II kwartał kluczowy dla firm budowlanych

Subindeks Barometru EFL na II kwartał br. dla branży budowlanej wyniósł 30,9 pkt., o 26,2 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. Jest to najwyższy spadek wskaźnika wśród wszystkich badanych branż. Aż 64 proc. przedsiębiorstw budowlanych obawia się mniejszych zamówień, a tylko 6 proc. liczy na ich wzrost. Pogarszającą się kondycję budownictwa widać już w wynikach firm leasingowych za I kwartał br. Leasingodawcy sfinansowali sprzęt budowlany o wartości o ponad 18 proc. niższej niż w analogicznym okresie rok temu.

Barometr EFL dla branży budowlanej na II kwartał 2020:

  • Subindeks: 30,9 pkt. (-26,2 pkt. kw./kw.); najwyższy spadek wśród wszystkich 6 badanych sektorów
  • Inwestycje: 43,5 proc. przedsiębiorców prognozuje zmniejszenie inwestycji; 13 proc. prognozuje wzrost inwestycji
  • Sprzedaż: 63,8 proc. przedsiębiorców prognozuje zmniejszenie sprzedaży; 6,3 proc. prognozuje wzrost sprzedaży
  • Płynność finansowa: 52,5 proc. przedsiębiorców prognozuje pogorszenie płynności finansowej; 3 proc. prognozuje lepszą płynność finansową
  • Finansowanie zewnętrzne: 27,5 proc. przedsiębiorców prognozuje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 16,3 proc. prognozuje wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne

– Branża budowlana jako jedna z nielicznych od pojawienia się koronawirusa w Polsce mogła realizować swoje zlecenia, nie była objęta rządowymi zakazami. I wydawać się mogło, że spowolnienie jej nie dotknie albo w mniejszym stopniu niż pozostałe sektory. Tymczasem większość danych już pokazuje, że to nieprawda. Opublikowany przez Główny Urząd Statystyczny wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w kwietniu 2020 roku wyniósł -47,1 dla budownictwa i nie odbiegał od pozostałych branż. Dla porównania, jeszcze w marcu wyniósł -1,9. Również wyniki firm leasingowych za I kwartał sugerują, że przedsiębiorstwa budowlane czuły, że najgorsze przed nimi i wstrzymywały się z inwestycjami. Barometr EFL, który wybiega w przyszłość, pokazuje, że II kwartał może być zdecydowanie słabszy, zarówno pod kątem sprzedaży, jak i inwestycji. Liczymy jednak, że powolne odmrażanie gospodarki i osłabienie epidemii odbiją się pozytywnie na działalności budowlanej w drugiej części roku – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Leasing szklaną kulą?

Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe w I kwartale br. sfinansowały sprzęt budowlany o wartości 694,2 mln zł, co oznacza 18,14 proc. spadek rok do roku. Choć roboty budowlane idą w naszym kraju pełną parą i są wydawane pozwolenia na budowę, to jednak branża wstrzymuje się z inwestycjami. Eksperci EFL, leasingodawcy który wciąż pozostaje numerem jeden w finansowaniu maszyn i urządzeń budowlanych z ponad 20 proc. udziałem w rynku, spodziewają się, że pod tym kątem II kwartał może być jeszcze słabszy , a na wyhamowanie spadków i lekką poprawę nastrojów musimy poczekać do okresu powakacyjnego.

II kwartał kluczowy dla budownictwa

Subindeks branżowy Barometru EFL dla branży budowlanej na II kwartał br. wyniósł tylko 30,9 pkt. Jest to wynik aż o 26,2 pkt. niższy niż kwartał wcześniej. Żadna branża w tym kwartale nie odnotowała tak wysokiego spadku. W przypadku każdego z czterech badanych obszarów widać przewagę pesymistów nad optymistami. Najgorzej jest ze sprzedażą. Niemal 2 na 3 firmy budowlane prognozują spadek zamówień od kwietnia do czerwca br., podczas gdy tylko nieco ponad 6 proc. liczy na wzrost obrotów. To może przełożyć się na płynność finansową, której pogorszenia spodziewa się ponad połowa przedsiębiorstw. Również inwestycje staną w miejscu – ponad 43 proc. zapytanych planuje mniej inwestować niż kwartał wcześniej, a tylko 13 proc. więcej.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL wyniosła w II kwartale 2020 roku 32,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 17,4 pkt. niższy niż w pierwszym kwartale tego roku i jednocześnie najniższy od początku realizacji badania (od stycznia 2015 roku).

Lekcja z motywacji – czyli jak zaangażować uczniów w czasach zdalnego nauczania

Do szkół uczniowie nie wrócą przynajmniej do 24 maja – to pewne. Jak w takim razie zadbać o zaangażowanie uczniów podczas zdalnej nauki? Z pomocą przyszedł polski start-up Grow Uperion, który do tej pory dbał o motywację w korporacjach. Dzięki błyskawicznym zmianom w aplikacji z narzędzia już dziś mogą korzystać pierwsi uczniowie.  

W ostatnim czasie polska szkoła musiała z dnia na dzień przerzucić się z tradycyjnych zajęć na zdalne nauczanie. Szybko okazało się, że to nie będzie łatwa lekcja. Po pierwszych wyzwaniach wynikających chociażby z przeszkolenia nauczycieli z możliwości, jakie dają platformy do pracy zdalnej, szybko pojawiły się kolejne trudności. Frekwencja i zaangażowanie uczniów stały się istotną kwestią.

Nowa sytuacja

Z dnia na dzień uczniowie i nauczyciele zostali przeniesieni z dobrze znanego miejsca, w którym na co dzień odbywała się nauka, do warunków domowych. Sytuacja zagrożenia w jakiej obecnie żyjemy, różne warunki domowe takie jak: brak wystarczającej liczby komputerów, jeżeli w rodzinie jest więcej dzieci, miejsca do uczestnictwa w zdalnych lekcjach czy niewystarczająco szybki Internet, znacząco odbijają się na zaangażowaniu uczniów. Nauczyciele pracując zdalnie nie zawsze mogą poświęcić tyle uwagi uczniom, co w klasie. – Idea zdalnego nauczania jest ciekawa, ale wszystko rozbija się o detale. Normalne interakcje nauczyciela z uczniem, takie jak spojrzenie w zeszyt czy danie drobnej wskazówki podczas wykonywania zadań, nagle stają się niemożliwe. Nauczyciele szybko musieli odnaleźć się w nowym otoczeniu i odkryć możliwości, jakie dają nowoczesne narzędzia do nauki online. Obecna sytuacja, to duża zmiana dla całych rodzin. Rodzice także muszą nauczyć się pracować z dzieckiem, które przebywa w domu i ma zdalne zajęcia – podkreśla Martyna Matusik, terapeuta i psycholog szkolny.

Potrzeba matką wynalazków

Tu z rozwiązaniem przyszedł polski start-up z grupy Kapitałowej TenderHut – Grow Uperion. Twórcy rozwiązania będąc ekspertami od motywacji przy pomocy nowoczesnych narzędzi postanowili pomóc uczniom i nauczycielom tworząc specjalną wersję swojej aplikacji, w dodatku integrując ją z jednym z najpopularniejszych rozwiązań do zdalnej edukacji MS Teams.  – Sama jestem samotną, pracującą na pełen etat mamą i nagle musiałam poradzić sobie ze swoją zdalną pracą, zdemotywowanymi dziećmi i ich zdalną nauką w domu. Zainspirowało mnie to do tego, by narzędzie, które na co dzień rozwijam i wdrażam dla firm, zastosować do pomocy rodzicom takim jak ja, ich dzieciom i borykającym się z nową sytuacją nauczycielom. Wraz z zespołem szybko przeanalizowaliśmy, jak możemy zaadaptować naszą aplikację do tego, aby podtrzymać zaangażowanie uczniów. Tu z pomocą przyszły mi także moje dzieciaki, które dały nam dorosłym kilka cennych wskazówek… Tak powstał pomysł wykorzystania działającego już rozwiązania, opartego o mechanizmy grywalizacji, dla polskich uczniów – opowiada Małgorzata Celarek, prezes Grow Uperion.

Wirtualne drzewa

Idea stojąca za rozwiązaniem jest prosta. Uczeń dostaje do opieki wirtualne drzewo, o które musi dbać. Można to robić na różne sposoby, a im więcej zaangażowania podejmuje uczeń tym efekty są bardziej spektakularne. Uczestnictwo w zajęciach, realizacja wyznaczanych przez nauczyciela zadań, odrabianie prac domowych wprost przekłada się na wzrost wirtualnego drzewa, a osiągane wyniki odzwierciedlają owoce. – Cele to dość wirtualne pojęcie, dlatego warto je zobrazować. Do tego służą właśnie wirtualne drzewa, o które dbają uczniowie. Co ciekawe ich wzrost mogą obserwować także koledzy i koleżanki z klasy, co wprowadza element rywalizacji przez zabawę – tłumaczy Celarek. Narzędzie to duże wsparcie zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli oraz rodziców. Korzystanie z aplikacji pomaga w naturalny sposób zaangażować uczniów, przyczynia się do wzrostu frekwencji na zajęciach oraz liczby oddawanych prac. W efekcie dzieci są zmotywowane do działania, mają lepsze oceny, które widzą w postaci kolejnych jabłuszek na swoim drzewie. Nauczyciele mniej czasu spędzają na kontroli wykonanej pracy, a rodzice mają okazję obserwować postępy swojego dziecka.

Połączone siły

Grow Uperion jest częścią Grupy Kapitałowej TenderHut, której specjaliści już na początku pandemii wspierali nauczycieli we wdrażaniu zdalnych rozwiązań z wykorzystaniem MS Teams od Microsoft. Jak do tej pory przeszkolili prawie 1000 pedagogów z możliwości, jakie daje rozwiązanie i dziś jako oficjalny partner Microsoft odpowiadają na pytania nauczycieli związane z platformą. W dodatku programiści z Grupy TenderHut zadbali o integracje rozwiązania Grow Uperion z Microsoft Teams, tak aby każdy uczeń biorący udział w lekcji automatycznie mógł dbać o swoje drzewo realizując kolejne tematy zajęć. – Od początku kwietnia nasza szkoła korzysta z pakietu Office 365 A1 dla Edukacji i aktywnie wykorzystuje aplikację Teams do prowadzenia zdalnych zajęć z uczniami. Szkoły będą w ten sposób funkcjonować co najmniej do 24 maja, nie mamy też pewności, czy nauczanie zdalne nie będzie kontynuowane od początku nowego roku szkolnego. Ogromnie zależy więc nam na pełnym zaangażowaniu uczniów w system nauki zdalnej. Brakuje nam jednak narzędzia, które mogłoby właściwie zmotywować uczniów do obecności na zdalnych lekcjach i większej ich na nich aktywności. Jako pierwsza szkoła w Polsce chcielibyśmy testowo wdrożyć Grow Uperion i sprawdzić, czy ta platforma stosująca elementy grywalizacji zdopinguje naszych uczniów do lepszej nauki i dyscypliny. Mamy nadzieję, że tak się stanie – tłumaczy Bogdan Wróbel, Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 im. Władysława Broniewskiego w Białymstoku.

Pierwsze kroki

Pilotaż rozwiązania właśnie ruszył w podlaskich i mazowieckich szkołach. Po pierwszym tygodniu testów rozwiązanie będzie można rozszerzyć na całą Polskę. Jak podkreśla prezes całej grupy Kapitałowej Robert Strzelecki – dziś należy po prostu sobie pomagać. Staramy się dzielić naszym doświadczeniem i wykorzystywać je pomagając innym, stąd taka inicjatywa, jak szkolenia dla nauczycieli czy Grow Uperion.

Szkoły zainteresowane wdrożeniem systemu Grow Uperion i podniesieniem zaangażowania uczniów mogą kontaktować się ze spółką pod adresem: [email protected]

Jak MŚP radzą sobie w kryzysie? Wyniki badania Bibby MSP Index

70 proc. polskich MŚP odnotowało już zmniejszenie wpływów spowodowane pandemią – wynika z najnowszego badania Bibby MSP Index, przeprowadzonego na przełomie marca i kwietnia 2020 r. na zlecenie firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Najczęściej podawaną przyczyną zmniejszenia dochodów są niewypłacalni odbiorcy. Aż 38 proc. badanych przedsiębiorców twierdzi, że ich kontrahenci chcą zapłacić, ale sami nie mają z czego, bo nagle utracili zlecenia. W gospodarce rośnie więc liczba opóźnień i niezapłaconych faktur. 27 proc. przedsiębiorców zwraca też uwagę na zrywanie umów, a 24 proc. skarży się na spadek marży spowodowany koniecznością negocjowania cen i warunków handlowych z odbiorcami.

Wyniki badania Bibby MSP Index potwierdzają nasze obserwacje z codziennych kontaktów z klientami i firmami pytającymi o faktoring. Rządowe programy pomocowe nie każdemu pasują, dlatego warto samemu poszukać na rynku instrumentów zabezpieczających płynność finansową i ubezpieczających od ryzyka niewypłacalności klientów. Bo wygra ten, kto będzie miał dostęp do kapitału obrotowego. – mówi Jerzy Dąbrowski, prezes Bibby Financial Services i wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

Kolejnym widocznym trendem, wywołanym przez epidemię, jest wycofywanie się firm ze stosowania skonta. Potwierdzają to dane rynkowe: 20 proc. badanych w ramach Bibby MSP Index doświadczyło już nalegania ze strony dostawców na skrócenie terminów płatności. Najczęściej wymagają płatności za towar od razu, lub wręcz z góry.

Jakie decyzje podejmują MŚP w związku z epidemią?

W sumie 74 proc. MŚP już aktywnie podjęło działania, zaledwie jedna firma na cztery jeszcze czeka. Działania, o których wspominają przedsiębiorcy, dotyczą głównie cięcia kosztów: 18 proc. zmniejsza wynagrodzenia i wymiar pracy, 16 proc. występuje o pomoc do urzędów typu ZUS i US, 15 proc. wypowiada umowy najmu i negocjuje inne koszty stałe, 14 proc. zwalnia pracowników a 13 proc. wysyła ich na urlopy bezpłatne. Wszystkie podejmowane kroki mają na celu doraźne ratowanie płynności finansowej.

Trudno dziwić się, że w czasach chaosu wywołanego epidemią przedsiębiorcy częściej decydują się na podjęcie szybkich działań, niż na strategiczne analizy. Obserwujemy jednak, że na rynku sporo jest firm, które obecny kryzys traktują jako okazję do przejrzenia portfela odbiorców i dostawców pod kątem ich wypłacalności, a także do dywersyfikacji źródeł finansowania. Jeśli teraz, w okresie kryzysu, firma nie podejmie odpowiednich kroków i obierze postawę wyczekiwania, to konkurencja zagospodaruje jej kawałek rynku. Kiedy sytuacja się unormuje i firma będzie chciała wrócić do handlu, będzie już za późno. – dodaje Jerzy Dąbrowski.

Czy praca zdalna jest rozwiązaniem?

Patrząc z perspektywy dużych miast łatwo ulec złudzeniu, że praca zdalna stała się idealnym rozwiązaniem dla wielu biznesów. Zamiast gromadzić się w biurach, ludzie pracują bez wychodzenia z domu, a ich problemy dotyczą raczej opieki nad dziećmi niż zapewnienia ciągłości organizacyjnej. Tymczasem wyniki Bibby MSP Index pokazują odmienny obraz. Tylko nieco ponad 1/3 respondentów z sektora MŚP deklaruje, że w ich firmach praca zdalna jest możliwa i została skutecznie wdrożona. Blisko połowa twierdzi, że w ogóle nie ma takiej możliwości. W branżach takich jak transport, budownictwo i produkcja, odsetek firm, które nie mogą pracować zdalnie znacznie przekracza 50 proc. (odpowiednio transport 73 proc., budownictwo 65 proc. i produkcja 53 proc.).
W obecnych czasach łatwo o panikę i organizacyjne zawirowania. A tymczasem szczególnie ważne stają się skrupulatne codzienne działania, takie jak monitoring spływu płatności czy weryfikacja nowych odbiorców. – podsumowuje prezes Bibby Financial Services.

Ł. Komuda: Zasiłek dla bezrobotnych powinien wynosić 1400 zł. To byłby pakiet ratunkowy dla konsumpcji

Ł. Komuda: Zasiłek dla bezrobotnych powinien wynosić 1400 zł. To byłby pakiet ratunkowy dla konsumpcji 1

Aktualizacja 12:43

Szacuje się, że w wyniku pandemii koronawirusa bezrobocie może dotknąć 2–3 mln osób. Bez wsparcia osłonowego stopa bezrobocia rejestrowanego może wzrosnąć z 5,5 proc. w lutym 2020 roku do 10 proc. na koniec roku. W tarczy antykryzysowej brakuje tymczasem rozwiązań dla osób, które straciły pracę. – Dlatego postuluję wprowadzenie zasiłku dla wszystkich bezrobotnych – bez wyjątków – w wysokości 1400 zł netto – mówi Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

W marcu 2020 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła 5,4 proc. Jak podaje GUS, dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw spadła w tym miesiącu do 0,3 proc. r/r (najniższego poziomu od lutego 2014 roku). W ciągu miesiąca zatrudnienie zmniejszyło się o 34,2 tys. osób. Jak ocenia Konfederacja Lewiatan, bez odpowiedniego wsparcia wskaźnik bezrobocia w Polsce może sięgnąć nawet 10 proc.

– Tarcza antykryzysowa nie wprowadziła dla bezrobotnych żadnych rozwiązań – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. – Mój postulat jest taki, żeby bardzo wzmocnić tę drugą nogę – popytową, która nie istnieje w tarczy antykryzysowej, czyli zapewnić transfery środków pieniężnych bezpośrednio do portfeli obywateli będących w największej potrzebie, czyli tych, którzy utracą pracę.

Takie osoby mogą zostać bez środków do życia, zwłaszcza że zasiłek dla bezrobotnych przysługuje przy spełnieniu kilku warunków. Może być wypłacany przez 6–12 miesięcy. Jeśli dana osoba przepracowała 5–20 lat, przez pierwsze trzy miesiące zasiłek wyniesie 847,80 zł brutto, a w kolejnych – 665,70 zł.

– W przypadku pracowników ze stażem nieprzekraczającym pięciu lat to jest ok. 603 zł do ręki przez pierwsze trzy miesiące, a następnie 468 zł w kolejnych miesiącach – przypomina Łukasz Komuda. – W powiatach, gdzie w czerwcu ubiegłego roku stopa bezrobocia nie przekraczała o ponad połowę krajowej stopy bezrobocia, taki zasiłek wypłaca się ledwie przez sześć miesięcy. W takiej sytuacji znajdują się bezrobotni z 2/3 powiatów, chociaż wiadomo z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, że statystycznie średnio w Polsce pracy szuka się ponad dziewięć miesięcy i to w czasach, kiedy sytuacja na rynku pracy była najlepsza w historii.

W sytuacji, w której bez pracy może znaleźć się kilka milionów Polaków, takie środki będą niewystarczające nie tylko dla konsumentów, ale i całej gospodarki, bo zdecydowanie spadnie konsumpcja wewnętrzna.

– Państwo w żaden sposób nie suplementuje dochodów utraconych przez pracowników, którzy stracą pracę, co podcina nam konsumpcję, która utrzymuje całą gospodarkę w ruchu. Konsumpcja krajowa gospodarstw domowych stanowi 60 proc. polskiego PKB – podkreśla ekspert FISE.

W związku z tym ekonomista na łamach portalu OKO.press postuluje wprowadzenie tzw. daniny solidarnościowej, czyli szeroko dostępnego zasiłku dla bezrobotnych w wysokości 1400 zł netto. Rząd zapowiedział, że analizuje sytuację i rozważa podwyższenie dotychczasowego świadczenia.

– Gdybyśmy wprowadzili od jutra zasiłek dla bezrobotnych w wysokości minimum socjalnego, który obejmowałby wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych,  mogliby zapewnić wszystkie swoje podstawowe ekonomiczne potrzeby i nie poddawać się wykluczeniu społecznemu – podkreśla Łukasz Komuda.

Dochód solidarnościowy miałby być zwolniony z podatku dochodowego, a składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne pokrywałby budżet państwa. Ekspert podkreśla, że kwota 1400 zł netto miałaby pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a przy założeniu, że taki zasiłek otrzymałoby 3 mln osób przez rok, jego koszt szacuje się na ok. 60 mld zł.

– Ten zasiłek hamuje wyścig wynagrodzeń do dna. Pracownicy są zastraszeni, nie wiedzą, co będzie dalej, mają poczucie, że bardzo łatwo ich wymienić na tych, którzy pracę już stracili. Dlatego taki dochód, który byłby zapewniony ze strony państwa, sprawiłby, że nie da się tych wynagrodzeń obniżać w nieskończoność i zostanie zachowana realność wynagrodzenia minimalnego, które ciągle byłoby ok. 40 proc. wyższe niż proponowany przeze mnie dochód solidarnościowy – ocenia.

Lekarskie konsultacje online pozwalają uniknąć wizyt w przychodni. To tam ryzyko zakażenia jest największe

Jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego, prawie co trzeci przypadek koronawirusa w Polsce to zachorowanie przez kontakt w szpitalu czy przychodni. Dlatego też minister zdrowia, NFZ i Rzecznik Praw Pacjenta wręcz zachęcają pacjentów do korzystania z konsultacji lekarskich online. – Telemedycyna może przyczynić się do ograniczenia ryzyka rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2 – podkreśla Johan Flodin z platformy telemedycznej KRY.

– Usługi telemedyczne rozwijają się w zawrotnym tempie i mają coraz większy wpływ na ogólne funkcjonowanie opieki zdrowotnej. W krajach dotkniętych pandemią SARS-CoV-2 zarówno rozwój, jak i wprowadzanie na szeroką skalę rozwiązań telemedycznych dodatkowo nabiera tempa. Tak jest również w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Johan Flodin, szef działu badań medycznych i rozwoju w KRY. – Telemedycyna jest jednym z narzędzi, które mogą przyczynić się do ograniczenia ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Ponieważ wirus SARS-CoV-2 roznosi się drogą kropelkową, najłatwiej zarazić się nim wskutek bezpośredniego kontaktu z zakażoną osobą. GIS wskazuje, że prawie 1/3 zachorowań miała miejsce w przychodniach lub szpitalach. Dotyczy to zarówno pacjentów, jak i pracowników służby zdrowia. Dodatkowe ryzyko stwarza droga z domu do placówki. W tych realiach alternatywą dla wyjścia z domu do przychodni czy poradni może być więc właśnie zdalny kontakt z lekarzem w ramach teleporady.

 Telemedycyna umożliwia przestrzeganie zasad dystansowania społecznego, a powstrzymanie się od zbędnego wychodzenia z domu jest teraz niezmiernie ważne. W wielu krajach poradzono pacjentom znajdującym się w grupie ryzyka, np. osobom starszym lub leczącym się na choroby przewlekłe, żeby nie narażali się na niepotrzebne ryzyko, a takie zagrożenie może stwarzać właśnie wizyta u lekarza pierwszego kontaktu – mówi ekspert.

Polska Federacja Szpitali podkreśla, że konsultacja telemedyczna stanowi pełnoprawne świadczenie zdrowotne, które powinno być udzielane na takich samych zasadach jak tradycyjna porada w gabinecie lekarza. Jedyna zmiana dotyczy formy samej komunikacji. W związku z pandemią koronawirusa minister zdrowia, NFZ i Rzecznik Praw Pacjenta wręcz zachęcają pacjentów do korzystania z konsultacji online, a wiele podmiotów leczniczych oferuje w tej chwili porady telemedyczne.

– Od lat obserwujemy rosnącą potrzebę rozwoju telemedycyny w Europie. Z jednej strony jest to spowodowane starzejącym się społeczeństwem i rosnącym zapotrzebowaniem na wygodniejszy dostęp do świadczeń medycznych. Z drugiej strony mamy zaś niedobór lekarzy, więc nie są oni w stanie zaspokoić potrzeb pacjentów i udzielić im takiej pomocy, jakiej potrzebują – mówi Johan Flodin.

Jak wskazuje raport firmy Philips „Future Health Index 2019 Polska”, w ubiegłym roku 36 proc. polskich pacjentów było skłonnych odbywać zdalne konsultacje w przypadkach niewymagających pilnego kontaktu z lekarzem (średnia dla 15 badanych krajów wynosiła 44 proc.). Zgodnie z opinią respondentów trzy najważniejsze powody zniechęcające do wizyt w gabinecie to: konieczność uzyskania skierowania do specjalisty (55 proc. wskazań), trudność w umówieniu wizyty lub brak takiej możliwości (32 proc.) oraz brak dostępu do określonej opieki specjalistycznej na danym terenie (23 proc.).

 W okresie kilku ostatnich lat obserwujemy wymierne rezultaty, takie jak oszczędność czasu czy większą wygodę zarówno po stronie pacjentów, jak i lekarzy. Widzimy też ogromny wzrost wydajności i niższe koszty ponoszone przez system – mówi Johan Flodin.

Wśród usług telemedycznych o największym potencjale są: telekonsultacje, telemonitoring stanu zdrowia i aktywności, telediagnostyka oraz telerehabilitacja.

KRY od pięciu lat świadczy usługi wideokonsultacji (ponad 1,6 mln zrealizowanych konsultacji w Europie), na początku skupiająło się na mniej poważnych schorzeniach, takich jak np. choroby skóry, infekcje górnych dróg oddechowych czy infekcje układu moczowego.

– Naszym zamiarem było wyeliminowanie potrzeby leczenia tych schorzeń w ośrodkach stacjonarnych – mówi dyrektor ds. badań i rozwoju w zakresie medycyny w KRY. – Następnie bardziej się skupiliśmy na poważnych schorzeniach, dobrym przykładem jest kontrolowanie przebiegu chorób przewlekłych. Możemy zapewnić monitoring, np. z wykorzystaniem smartwatcha, który pozwala sprawdzić stan zdrowia chorego, gromadzić dane na ten temat i przekazywać je lekarzowi, dzięki czemu poprawiamy opiekę zdrowotną.

Kolejna dziedzina, w której sprawdzają się porady online, to zdrowie psychiczne.

– Zasadniczym problemem w zakresie schorzeń psychicznych jest ogromna bariera w szukaniu pomocy. Poprzez jej likwidację i ułatwienie dostępu do konsultacji z psychiatrą lub psychologiem można poprawić ogólny dostęp do tych świadczeń i uzyskać lepsze wskaźniki, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne w kraju. Już obserwujemy poprawę w tym zakresie – mówi Johan Flodin.

W marcu KRY w związku z pandemią SARS-CoV-2 uruchomiło platformę Care Connect, która ma zapewnić dostęp do wideoporad lekarskich osobom, które pozostają w domach. Jest ona dostępna dla każdego lekarza i specjalisty w całej Europie, w 10 językach europejskich, również polskim.

– Care Connect jest internetową platformą wideo, za pośrednictwem której lekarz wchodzi na stronę internetową, rejestruje się, weryfikuje swoje konto i może rozpocząć połączenie wideo z jednym z pacjentów korzystających z serwisu. Robi to poprzez wysłanie bezpiecznej wiadomości SMS z linkiem do rozmowy. Pacjent otwiera ten link, otwiera przeglądarkę internetową w smartfonie i odbywa konsultację. Zainteresowanie platformą jest ogromne, odnotowaliśmy wiele tysięcy rejestracji lekarzy, a do tej pory za pośrednictwem serwisu odbyło się już ponad 8 tys. konsultacji – podkreśla dyrektor ds. badań i rozwoju w zakresie medycyny w KRY.

Pogoda w maju zadecyduje o cenach żywności w tym roku. Na pewno wzrosną ceny zbóż

Susza związana z bezśnieżną zimą i niedostatecznymi opadami deszczu wiosną zwiastuje słabe zbiory zbóż i wczesnych owoców. Zdaniem dyrektora Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej konsumenci nie mają powodów do paniki, bo wzrost cen produktów zbożowych zwykle idzie w parze ze spadkiem cen mięsa. Decydujący będzie maj – jeśli wyrówna niedobory wilgoci w glebie, sytuacja może się odwrócić.

– Tegoroczna zima i do tej pory wiosna są niesprzyjające, jeśli chodzi o zbiór zbóż, rzepaku, buraków cukrowych czy ziemniaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Marian Podstawka, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. – Na wsi mazowieckiej jest takie powiedzenie: suchy kwiecień, mokry maj, zboże będzie niczym gaj. Nie wiadomo, jaki ten maj w tym roku będzie. Jeżeli byłby w miarę normalny i nadrobił zaległości wilgotnościowe w ziemi, to być może susza, którą obecnie mamy, nie spowoduje zbytnich obniżeń w plonowaniu roślin.

W marcu ceny większości zbóż wzrosły w skupie wobec lutego o od 0,7 proc. w przypadku pszenicy do 1,5 proc. za kukurydzę. Jedynym zbożem, które potaniało, był jęczmień (-0,8 proc.). Jeszcze wyraźniejszy był wzrost cen ziemniaków – o 10,1 proc. w ujęciu miesięcznym i o 5 proc. w rocznym. Ceny żywca w większości lekko spadły, z wyjątkiem trzody chlewnej, która była jednym z liderów podwyżek w ubiegłym roku i za którą płacono o 40 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednak decydujący dla tegorocznych plonów okres dopiero nadchodzi. Pandemia koronawirusa utrudniająca transport i dotychczasowa susza źle wróżą tegorocznym plonom zbóż.

– Ceny zbóż prawdopodobnie powędrują w górę, bo produkty zbożowe są o wiele trwalsze w przechowywaniu i większe jest zainteresowanie nimi w warunkach, kiedy mamy ograniczone możliwości robienia zakupów. Ale jeżeli ceny pasz i zbóż wędrują w górę, to ceny produktów zwierzęcych raczej mają tendencję do obniżenia swojego poziomu. Tak samo nie należy oczekiwać dużego wzrostu cen produktów mlecznych. Zatem nie tragizowałbym, jeśli chodzi o zwyżki cen – komentuje prof. dr hab. Marian Podstawka.

Rosja, która jest największym światowym producentem i eksporterem pszenicy, już zapowiedziała wstrzymanie eksportu po wyczerpaniu obecnego kontyngentu. Od połowy maja do końca czerwca na globalnym rynku może więc brakować tego zboża, co prawdopodobnie podbije jego ceny. Z kolei w przypadku mleka, jeżeli susza by się utrzymywała, to zmniejszeniu ulegnie baza paszowa dla krów, co może skutkować redukcją ich pogłowia. To spowodowałoby wzrost cen mleka czy przetworów mlecznych.

Uprawa warzyw i owoców też jest determinowana przez sytuację pogodową. Na razie jeszcze nie ma wielkich szkód w sadach czy plantacjach wieloletnich, ale dalszy brak wilgoci spowoduje słabsze kwitnienie, gorsze zawiązywanie się owoców i mniejsze plony. Wtedy ceny raczej pójdą w górę – przewiduje dyrektor IERiGŻ. – Jak donoszą rolnicy, w przypadku wczesnych produktów, takich jak truskawki, wiśnie i czereśnie, sytuacja jest bardzo trudna. Ze względu na warunki pogodowe słabo się rozwijają, więc należy się spodziewać także gorszego plonowania.

Już w ubiegłym roku ceny detaliczne owoców i warzyw dynamicznie rosły. W grudniu 2019 roku były wyższe niż rok wcześniej odpowiednio o 12,1 proc. oraz 12,3 proc. Bardziej podrożały tylko wieprzowina, której ceny napędzał popyt w Chinach związany z wybijaniem zarażonych afrykańskim pomorem świń stad, oraz cukier, który wcześniej potaniał o kilkadziesiąt procent. Trend ten był kontynuowany w I kwartale 2020 roku: w marcu warzywa były droższe niż przed rokiem o 7,9 proc., a owoce – o 19,3 proc.

Ponadto na problemy z suszą nałożyły się obawy o brak rąk do pracy przy zbiorach, gdyż z powodu pandemii duża część pracowników z Ukrainy wróciła do domów. Dotyczy to zresztą nie tylko rynku polskiego, ale np. Hiszpanii, gdzie na zbiory nie dojechali pracownicy z Maroka.

Przy zbiorze owoców i warzyw możemy się spodziewać pewnych utrudnień. Rolnicy nie będą mieli do dyspozycji tylu pracowników sezonowych, ilu do tej pory zatrudniali, zwłaszcza ze wschodniej części Europy – potwierdza prof. Marian Podstawka. – Jeżeli jednak te zbiory nie będą duże, to potrzeby zatrudniania pracowników sezonowych też nie będzie..

Kobiety mocniej niż mężczyźni odczuwają społeczną izolację. Przyznaje to ponad połowa Polek

Niepokój, utrata bezpieczeństwa, przemęczenie i stres to emocje, które odczuwa w tej chwili 2/3 Polek. Wśród mężczyzn ten odsetek jest o kilkanaście punktów procentowych niższy. Jak wynika z nowego badania Provident Polska i Dentsu Data Services, kobiety dotkliwiej odczuwają utratę psychicznego komfortu i społeczną izolację. W większości to na nie spadły też obowiązki związane ze zdalnym nauczaniem dzieci. Dla obu płci natomiast wyzwanie stanowi w tej chwili niepewność związana z możliwością utraty pracy i dochodów, a nawet robienie codziennych zakupów w reżimie sanitarnym.

Pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia mocno wpłynęły na życie społeczne. Wymusiły zmianę nawyków zakupowych, pracę zdalną oraz ograniczenia w przemieszczaniu się i kontaktach ze znajomymi czy rodziną. Jak wynika z badania przeprowadzonego pod koniec marca przez Dentsu Data Services i Provident Polska, kobiety i mężczyźni inaczej odbierają tę nową sytuację.

 Aż 68 proc. Polek odczuwa to i mówi, że pandemia bardzo wpływa na ich codzienne życie. Wśród mężczyzn grupa ta jest nieco mniejsza, bo 55 proc. badanych. Szczególnie dotkliwie kobiety odczuwają fakt, że nie możemy swobodnie się poruszać, nie możemy pojechać do pracy, na zakupy, odwieźć dziecka do szkoły, nie możemy być mobilni. 70 proc. Polek zwraca uwagę na ten fakt, a wśród Polaków – 50 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Łuczak, rzeczniczka Provident Polska.

Paniom znacznie częściej doskwiera też samotność i brak kontaktów z innymi ludźmi. Tak odpowiedziała ponad połowa badanych kobiet i niecałe 40 proc. mężczyzn.

Jak sobie z tym radzimy? Kobiety znacznie częściej korzystają z komunikatorów, starają się spotykać wirtualnie z rodziną i przyjaciółmi – mówi Karolina Łuczak.

75 proc. pań częściej niż kiedyś korzysta z Messengera, a 30 proc. – z kamerek internetowych.

– 19 proc. kobiet po raz pierwszy skorzystało w ostatnim czasie z kamery internetowej. Także część osób starszych po raz pierwszy komunikowała się za pośrednictwem Skype’a. Tym bardziej że były Święta Wielkanocne, w czasie których nie mogliśmy się spotkać z rodziną, pozostając w izolacji. Komunikatory internetowe były jedynym narzędziem, za którego pośrednictwem mogliśmy sobie złożyć życzenia, poczuć bliskość drugiej osoby i zmniejszyć trochę poczucie samotności, które towarzyszyło nam w ostatnich dniach – podkreśla Paulina Gadowska, senior research analyst w Dentsu Data Services.

Polki dużo częściej odczuwają też negatywne emocje, takie jak utrata poczucia bezpieczeństwa (65 proc. kobiet i 52 proc. mężczyzn) oraz niepokój i stres (odpowiednio 64 proc. i 52 proc.). Ogółem ponad połowa pań (51 proc.) zadeklarowała brak komfortu psychicznego w codziennym życiu, podczas gdy wśród mężczyzn ten odsetek jest o 11 proc. niższy.

 Przemęczenie, na które skarży się aż 42 proc. kobiet, może potęgować poczucie niepewności i strachu, które towarzyszy im w ciągu ostatnich dni – mówi Paulina Gadowska.

 Trzeba jednak zauważyć, że to kobiety częściej niż mężczyźni dostrzegają pomoc i wsparcie ze strony najbliższych – dodaje Karolina Łuczak.

Oprócz utrudnionych kontaktów z bliskimi i ograniczeń w przemieszczaniu się dla obu płci wyzwaniami są w tej chwili również niepewność związana z możliwością utraty pracy i dochodów (41 proc. kobiet i 39 proc. mężczyzn) oraz konieczność zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń (odpowiednio 39 proc. i 37 proc.). Niektóre z obostrzeń związanych z koronawirusem w znacznie większym stopniu dotknęły jednak Polek.

 Znaczącą niedogodnością w ostatnich tygodniach stało się również zdalne nauczanie. Jako wyzwanie wskazała je co piąta kobieta i zaledwie co dziesiąty mężczyzna. Możemy więc założyć, że wspólna nauka z dzieckiem w większości spadła właśnie na panie – podkreśla senior research analyst w Dentsu Data Services.

W obecnym reżimie sanitarnym dla prawie 1/3 Polaków wyzwaniem stały się też codzienne zakupy. Obie płcie do najpotrzebniejszych produktów zaliczają artykuły spożywcze i lekarstwa. 13 proc. mężczyzn zaplanowało w najbliższym czasie zakup artykułów remontowo-budowlanych, a 11 proc. kobiet – zakup odzieży lub obuwia.

Co istotne, w trakcie zakupów to kobiety (55 proc.) deklarują, że przykładają większą wagę do zachowania higieny i sterylności, co w trakcie pandemii koronawirusa jest szczególnie ważne. Polki częściej zwracają też uwagę na zaangażowanie w pomoc społeczną kupowanych marek, podczas gdy dla mężczyzn wciąż głównymi kryteriami zakupowymi pozostają najniższa cena, znalezienie atrakcyjnej promocji i dostępność towarów.

Większość umów najmu lokali nie była przygotowana na wybuch pandemii. Najemcy mogą walczyć o obniżki czynszu w drodze negocjacji lub przed sądem

Niewiele umów najmu lokali zakładało w swoich zapisach takie nadzwyczajne sytuacje jak pandemia koronawirusa. Problemy mają zarówno wynajmujący, jak i najemcy, którzy borykają się z ograniczeniami w działalności, utratą przychodów i niemożnością opłacenia czynszów. – To może spowodować zalew pozwów do sądu powołujących się na klauzulę nadzwyczajnej zmiany stosunków – podkreśla radca prawny Łukasz Pogonowski, ekspert WSB we Wrocławiu. Jednak ścieżka sądowa nie musi być jedynym wyjściem. Coraz częściej wynajmujący i najemcy siadają do stołu negocjacyjnego, żeby przetrwać ten trudny czas. Dotyczy to także innych umów.

Decyzją rządu od 14 marca obowiązują duże ograniczenia w działalności centrów i galerii handlowych, w których czynne pozostają wyłącznie apteki, sklepy spożywcze, drogerie i pralnie. Rozporządzenie Ministra Zdrowia wprowadziło też zakaz prowadzenia działalności usługowej, z wyłączeniem takich usług jak: medyczne, bankowe, ubezpieczeniowe, pocztowe, pralnicze lub gastronomiczne (tylko przygotowanie i dostarczanie żywności). Handel to jedna z gałęzi gospodarki najbardziej dotkniętych obecnym kryzysem, obok m.in. turystyki, hotelarstwa, branży eventowej i odzieżowej, kin i teatrów, salonów kosmetycznych, fryzjerów i innej działalności usługowej. Sprawę umów najmu w sklepach wielkopowierzchniowych reguluje art. 15ze ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych z dnia 2 marca 2020 roku, natomiast we wszystkich pozostałych przypadkach zastosowanie mają przepisy prawa ogólnego.

– Wielu przedsiębiorców nie może normalnie prowadzić działalności i nie osiąga z niej przychodów ze względu na obostrzenia i zakazy wprowadzone przez władze na czas walki z pandemią. Dla tej grupy firm wywiązanie się z umów najmu lokali i opłacanie czynszu w pełnej wysokości groziłoby rażącą stratą i wiązałoby się z dużymi trudnościami. Dlatego też przedsiębiorcy prowadzą negocjacje z wynajmującymi. W przypadku braku porozumienia najemca prowadzący działalność szczególnie podatną na obecny kryzys może wystąpić do sądu z powództwem przeciw wynajmującemu z tzw. klauzuli rebus sic stantibus, domagając się zmiany wysokości czynszu w okresie trwającej pandemii – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Pogonowski, radca prawny i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Art. 357 indeks 1 Kodeksu cywilnego, czyli właśnie tzw. klauzula rebus sic stantibus, to w polskim prawie po prostu klauzula nadzwyczajnej zmiany okoliczności. Oznacza, że w nadzwyczajnej sytuacji – której żadna ze stron nie była w stanie przewidzieć – umowę można sądownie zmienić lub rozwiązać na wniosek strony, dla której spełnienie świadczenia wiązałoby się z dużymi trudnościami i groziło rażącą stratą.

W polskim prawodawstwie jest jeszcze jeden przepis, który pozwala wystąpić z roszczeniami w przypadku długoterminowych umów najmu lokalu, w których najemcy nie mogą obecnie prowadzić działalności gospodarczej – to art. 495 Kodeksu cywilnego. Reguluje on sytuację, w której co najmniej jedna ze stron nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań umownych, przy czym obie nie ponoszą odpowiedzialności za zaistniałą sytuację.

Pandemia jest doskonałym przykładem takiej właśnie sytuacji – mówi Łukasz Pogonowski. – Trzeba zwrócić uwagę na różnice pomiędzy klauzulą rebus sic stantibus a art. 495 kc. W tym drugim przypadku mamy do czynienia z niemożnością świadczenia, czyli z sytuacją, w której nie jesteśmy w stanie wywiązać się z naszego zobowiązania. Z kolei w pierwszym przypadku zasadniczo jesteśmy w stanie wywiązać się ze zobowiązania, ale to groziłoby dużymi trudnościami i rażącą stratą. W przypadku klauzuli rebus sic stantibus ważne jest też to, że w momencie zawierania umowy nie można było przewidzieć tej nadzwyczajnej zmiany okoliczności.

Wykładowca wrocławskiej WSB podkreśla, że niewiele umów najmu lokali zawartych przed wybuchem pandemii koronawirusa przewidywało obecnie trwającą sytuację.

– Obecnie w imieniu licznych klientów prowadzę negocjacje bądź doradzam przy zmianach warunków umowy najmu lokali. Jednak spodziewam się dużej liczby powództw skierowanych do sądów właśnie z art. 357 indeks 1. Dotyczy to w szczególności umów najmu lokali, w których znajdują się restauracje, zakłady kosmetyczne, salony fryzjerskie, żłobki, opiekunowie dzienni i inne tego typu podmioty – mówi.

Jak podkreśla Łukasz Pogonowski, problemy mają zarówno najemcy, którzy borykają się z ograniczeniami w działalności, utratą przychodów i niemożnością opłacenia czynszów, jak i wynajmujący, którzy muszą liczyć się z roszczeniami najemców związanymi z faktem, że nie mogą oni korzystać z lokali w sposób przewidziany w umowach najmu. Dlatego najlepiej byłoby, aby obie strony umowy wypracowały kompromis w drodze negocjacji bez wkraczania na ścieżkę sądową, jeżeli nie jest to konieczne.

Często porozumienie między stronami umowy na czas kryzysu może mieć kluczowe znaczenie dla zainteresowanych w przyszłości. Najemca, który będzie miał obniżony czynsz w okresie, kiedy nie świadczy usług, będzie mieć większą szansę na powrót do normalnej działalności po ustaniu pandemii. Dotyczy to nie tylko relacji przy wynajmie lokali, lecz również innych umów. Przykładem mogą być prywatne żłobki czy przedszkola, z którymi rodzice mają podpisane umowy na sprawowanie opieki nad dziećmi.

– W okresie pandemii nie mogą sprawować tej opieki zgodnie z umową. Z kolei rodzice dziecka nie są zobowiązani do opłacania czesnego za usługi takiego żłobka. Żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności za taką sytuację, trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jeżeli pandemia będzie się przedłużać, brak wpłat czesnego prawdopodobnie doprowadzi do zamknięcia takiego żłobka. Po jej zakończeniu dziecko nie będzie miało gdzie wrócić. Mamy do czynienia z wysypem tego typu sytuacji i istnieje obawa, że kiedy rodzice wrócą już normalnie do pracy, nie będzie komu sprawować opieki nad dziećmi. Dlatego, aby nie wylać dziecka z kąpielą, strony powinny dojść do porozumienia, jak z tej sytuacji wybrnąć – mówi radca prawny.

Sztuczna inteligencja potrafi coraz lepiej odwzorowywać pracę ludzkiego mózgu. Analizuje, rozpoznaje mimikę, gesty i uczy się naturalnego języka

Sztuczna inteligencja działa podobnie jak ludzki mózg, jednak pozwala na znacznie więcej. Potrafi już pisać kody za programistów. Przewidzi, które książki i filmy mają szansę stać się hitem, a które przejdą niezauważone. Sama napisze książkę czy analityczny artykuł. Umie już także kłamać i abstrakcyjnie myśleć. Dzięki rozwojowi nauk kognitywnych i ich zastosowaniu w SI komputery są w stanie analizować emocje i obrazy. To jednak dopiero początek. Do 2040 roku sztuczna inteligencja osiągnie możliwości ludzkiego mózgu, a nawet je przewyższy.

– Nie musimy znać możliwości naszego mózgu, żeby rozwijać sztuczną inteligencję. Obecnie SI pozwala nam coraz lepiej tworzyć modele tego, co nasze mózgi robią, a więc coraz lepiej to rozumieć. A z drugiej strony, rozumiejąc trochę to, co nasze mózgi robią, usiłujemy tworzyć modele sztucznej inteligencji, które działają w podobny sposób – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. Włodzisław Duch z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Od momentu powstania sztucznej inteligencji w 1956 roku w formie „maszyny, która mogłaby myśleć”, ma ona coraz większy wpływ na społeczeństwo, biznes i ludzkość. Jej narzędzia poznawcze systematycznie przekształcają sposób interakcji ludzi i firm. Firma Neoris w analizie „Sztuczna inteligencja: Nowe podejście do ewolucji ludzkości” wskazuje, że do 2040 roku SI spowoduje ewolucję ludzkości, a przyszłość sztucznej inteligencji będzie mniej sztuczna, a bardziej inteligentna. SI osiągnie poziom inteligencji na poziomie ludzkim, a może nawet na wyższym. Komputery już teraz potrafią oszukać użytkowników, którzy są przekonani, że rozmawiają z innym człowiekiem. Eksperci IBM oceniają, że w ciągu trzechpięciu lat postępy w sztucznej inteligencji sprawią, że możliwości konwersacyjne komputerów staną się znacznie bardziej wyrafinowane.

Human Brain Project ma na celu stworzenie algorytmów, które potrafiłyby odwzorować pracę ludzkiego mózgu. Powstają neuromorficzne komputery, które mają odtworzyć to, jak poznajemy świat. Nauka wciąż jeszcze jest na początku drogi, ale istnieją już pierwsze rozwiązania, które coraz lepiej odwzorowują ludzki mózg.

– Jeszcze na początku lat 90. uczenie maszynowe było bardzo egzotyczną częścią sztucznej inteligencji. W tej chwili wyszło na pierwszy plan ze względu na to, że jesteśmy w stanie analizować obrazy i dźwięki mowy i przekładać je na tekst, ale też tworzyć chatboty czy voiceboty, czyli takie systemy, z którymi można porozmawiać i które będą odpowiadać w coraz lepszy sposób – mówi prof. dr hab. Włodzisław Duch.

W 1996 roku komputer Deep Blue (IBM) pokonał mistrza szachów, a kilka lat temu komputer Watson (IBM) wygrał telewizyjny quiz „Jeopardy”. Oprogramowanie AlphaGo pokonało w Go, wymagającej grze planszowej, wielokrotnego mistrza świata, co wcześniej wielokrotnie się nie udawało. To udowadnia, że sztuczna inteligencja ma coraz większe możliwości. Już teraz można porozmawiać z SI i zadać jej pytania, nie zawsze jednak potrafi ona analizować sygnały pozawerbalne – emocje, mimikę czy gesty. To jednak powoli się zmienia. Istnieją systemy komputerowe, które uczą się twarzy człowieka i na tej podstawie reagują nawet na niewielkie zmiany w tembrze głosu czy intonacji. Taką możliwość wykorzystują już niektóre systemy obsługi klienta, które na podstawie krótkiej rozmowy z botem analizują, którzy klienci tracą cierpliwość, a którym taka obsługa odpowiada.

– W tej chwili jesteśmy w stanie robić bardzo dużo, nie tylko autonomiczne samochody, roboty czy chatboty, ale też coraz bardziej złożone systemy, z którymi będzie można porozmawiać i które, mamy nadzieję, będą nam dobrze doradzać, np. w kwestiach finansowych – ocenia badacz z UMK w Toruniu.

David Watson z Oxford Internet Institute i Alan Turing Institute przekonuje, że obecnie błędem byłoby twierdzenie, że algorytmy SI odtwarzają ludzką inteligencję, zamiast tego wprowadzają nowy tryb wnioskowania, który pod pewnymi względami przewyższa ludzi, ale pod innymi względami może okazać się błędny. Zmienia się to dzięki naukom kognitywnym. Sztuczna inteligencja analizuje, potrafi zmieniać percepcję, kiedy to konieczne, tym samym potrafi już coraz więcej.

– Informatyka neurokognitywna, bardziej inspirowana przez mózgi, jest jednym z niezwykle istotnych obszarów, w których rozwijamy w tej chwili sztuczną inteligencję. To jest przyszłość. Obecnie rozwijane są systemy analizy obrazu i systemy związane z percepcją. Dopiero uczymy się łączyć to, że coraz lepiej radzimy sobie z percepcją, z rozumieniem obrazów, dźwięków i sytuacji i próbujemy powoli łączyć to z myśleniem – podkreśla prof. dr hab. Włodzisław Duch.

XTB z najlepszymi w swojej historii kwartalnymi wynikami finansowymi

X-Trade Brokers Dom Maklerski ogłosił wstępne skonsolidowane wyniki finansowe wypracowane w pierwszym kwartale 2020 roku. To najlepszy wynik kwartalny w historii, jaki udało się osiągnąć jednemu z największych notowanych na warszawskiej giełdzie brokerów FX & CFD na świecie.

W I kwartale 2020 r. XTB wypracowało 176,0 mln zł skonsolidowanego zysku netto, co daje wzrost o 175,2 mln zł wobec 0,8 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 306,7 mln zł, w porównaniu do Q1 2019 – 40,9 mln zł, a koszty działalności operacyjnej 72,5 mln zł (Q1 2019: 41,1 mln zł). W tym okresie spółka pozyskała rekordową liczbę nowych klientów, tj. 21 911, co oznacza wzrost aż o 220,2% r/r. Liczby te wykazują szybkie tempo wzrostu w większości najważniejszych parametrów.

„Liczba nowych klientów w całej Grupie XTB w styczniu oraz lutym oscylowała na poziomie 4600, natomiast skokowo wzrosła, tak naprawdę w marcu, do ponad 12 000. Obecna, niespotykana od dawna zmienność na rynkach, pozytywnie przełożyła się na wyższe obroty, które w minionym kwartale 2020 roku były najwyższe w historii spółki. Cieszymy się że strategia przybrana przez nas w ostatnich latach przynosi efekty i w dalszym ciągu nie tylko planujemy umocnienie swojej pozycji w krajach, w których już prowadzimy biznes, ale również chcielibyśmy się skupić na ekspansji geograficznej.  ” – powiedział Omar Arnaout, CEO XTB.

Przychody

Przychody operacyjne spółki wzrosły, w stosunku do I kwartału 2019 r., o 650 proc. do 306,7 mln zł. Jest to zdecydowanie rekordowy wzrost przychodów XTB. Jednym z czynników decydujących o takim wyniku była wyjątkowa zmienność na rynkach finansowych i towarowych, spowodowana pandemią wirusa COVID-19 oraz stale rosnąca baza klientów przy wzroście obrotu liczonego w lotach, połączona z ich dużą aktywnością transakcyjną wyrażoną w liczbie zawartych kontraktów w lotach. W konsekwencji obrót w lotach wzrósł o blisko 100 proc. do 784 tys.

Koszty

Koszty działalności operacyjnej w I kwartale 2020 r. ukształtowały się na poziomie 72,5 mln zł, co daje 75% wzrost w stosunku do porównywalnego okresu tj. Q1 2019, jednak należy zauważyć, że jest to wzrost bardzo efektywny, przynoszący znacznie wyższy wzrost przychodów i zysków. Najistotniejsze zmiany w tym segmencie wystąpiły w kosztach wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, kosztach marketingowych, kosztach prowizji oraz pozostałych usługach obcych, np. w następstwie poniesienia wyższych nakładów na usługi wsparcia informatycznego, systemy IT
i licencje.

Nowi klienci

XTB może również pochwalić się dobrymi wynikami, jeśli chodzi o stale rosnącą bazę klientów liczbę klientów aktywnych. W I kwartale 2020 r. spółka odnotowała kolejny rekord w liczbie nowych klientów, wynoszący 21 911, co daje wzrost o 220,2% w porównaniu z zeszłym rokiem, natomiast średnia liczba aktywnych klientów wzrosła o 105,3%. Zarząd XTB planuje dalszy przyrost bazy klienckiej w 2020 roku. Efektem tak spektakularnego przyrostu klientów są między innymi zoptymalizowana strategia sprzedażowo-marketingowa, sukcesywne wprowadzanie nowych produktów do oferty (instrumenty CFD oparte na indeksach sektorowych, akcje i ETF-y) oraz ekspansja na nowe rynki geograficzne.

CFD popularne wśród klientów

Duże zainteresowanie klientów XTB instrumentami CFD opartymi na notowaniach ceny ropy oraz kontraktu na gaz ziemny przełożyło się na największy przychód z CFD opartych na towarach w tym okresie. Natomiast CFD oparte na indeksach były drugą kategorią przyczyniającą się do wyniku tak wysokich przychodów. Wśród nich największą popularnością cieszył się instrument oparty o niemiecki indeks akcji DAX (DE30) oraz kontrakt na indeks zmienności notowany na amerykańskim rynku zorganizowanym (VIX).

Globalna ekspansja

XTB ze swoją silną pozycją rynkową oraz dynamicznie rosnącą bazą klientów coraz śmielej wchodzi na rynki pozaeuropejskie, konsekwentnie realizując strategię budowania marki globalnej. W 2020 r. Grupa zamierza zwiększyć penetrację rynków europejskich oraz dalej budować swoją obecność w Ameryce Łacińskiej, Azji i Afryce – takimi planami na przyszłość Spółka podsumowuje raport wyników finansowych pierwszego kwartału 2020 roku.

Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej. 77% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy CFD. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD, i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.

Jak wygląda uwłaszczenie na gruncie Skarbu Państwa?

Wiele osób posiada lokum wybudowane na gruncie, który należał do Skarbu Państwa. Wyjaśniamy, jak w takiej sytuacji wygląda przekształcenie i bonifikata.

Od masowego przekształcenia użytkowania wieczystego pod lokalami i domami minął już ponad rok. Mimo tego, temat gruntowego uwłaszczenia nadal wzbudza spore zainteresowanie. Trudno się temu dziwić, wziąwszy pod uwagę fakt, z jak ogromną i skomplikowaną operacją mamy do czynienia. Warto pamiętać, że pewne wątpliwości odnośnie gruntowego uwłaszczenia mają nie tylko osoby posiadające lokal lub dom wybudowany na gruncie, który należał do samorządu. Masowe przekształcenie użytkowania wieczystego we własność dotyczy również wielu działek należących wcześniej do Skarbu Państwa. Przepisy dotyczące takich gruntów nieco różnią się od regulacji związanych z przekształceniem samorządowych działek. Właśnie dlatego postanowiliśmy omówić specyficzne aspekty związane z uwłaszczeniem się na państwowym gruncie (stanowiącym wcześniej własność Skarbu Państwa).

Główne zasady przekształcenia nie zależą od właściciela

W ramach wstępu, warto podkreślić, że przekształcenie użytkowania wieczystego gruntów należących wcześniej do samorządu oraz Skarbu Państwa jest regulowane przez tę samą ustawę. Mowa o ustawie z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów (Dz. U. 2018 poz. 1716). Wspomniany akt prawny wskazuje, że podstawowe zasady przekształcenia gruntów samorządowych i państwowych (należących wcześniej do Skarbu Państwa) są bardzo podobne. „Pewne różnice dotyczą kilku kwestii. Jedną z nich jest bonifikata przysługująca przy jednorazowym wniesieniu sumy opłat przekształceniowych” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto wiedzieć, że różnice pomiędzy sposobem przekształcenia państwowego i samorządowego gruntu dotyczą także podmiotu wydającego odpowiednie zaświadczenie. W przypadku działek należących wcześniej do Skarbu Państwa, wspomniany dokument przygotowuje starosta. Jego działania powinny być nadzorowane przez wojewodę jako organ wyższego stopnia w sprawie przekształcenia użytkowania wieczystego gruntów należących wcześniej do Skarbu Państwa. Wyjątek dotyczy gruntów kontrolowanych poprzednio przez Agencję Mienia Wojskowego lub Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. „W przypadku takich działek, zaświadczenie przekształceniowe wydaje dyrektor oddziału terenowego KOWR lub dyrektor oddziału regionalnego AMW” – zwraca uwagę Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Skarb Państwa zapewnia taką bonifikatę jak samorząd …

Trzeba nadmienić, że zróżnicowanie wysokości, jaką ma bonifikata przy byłych gruntach Skarbu Państwa oraz gruntach samorządów wzbudzało pewne kontrowersje. Ustawa z 20 lipca 2018 r. w odniesieniu do byłych gruntów państwowych ustala stawki bonifikaty za jednorazowe wniesienie sumy opłat przekształceniowych. Jeżeli chodzi o działki samorządowe, to swobodę w zakresie stawek bonifikaty pozostawiono władzom gmin.

Ustawowe stawki bonifikaty dotyczącej gruntów Skarbu Państwa przedstawiają się następująco:

  • 60% – jeśli nowy współwłaściciel lub właściciel gruntu wniósł opłatę jednorazową w roku przekształcenia
  • 50% – jeżeli nowy współwłaściciel lub właściciel gruntu wniósł opłatę jednorazową w drugim roku po przekształceniu
  • 40% – gdy nowy współwłaściciel lub właściciel gruntu wniósł opłatę jednorazową w trzecim roku po przekształceniu
  • 30% – jeśli nowy współwłaściciel lub właściciel gruntu wniósł opłatę jednorazową w czwartym roku po przekształceniu
  • 20% – jeżeli nowy współwłaściciel lub właściciel gruntu wniósł opłatę jednorazową w piątym roku po przekształceniu
  • 10% – gdy nowy współwłaściciel lub właściciel gruntu wniósł opłatę jednorazową w szóstym roku po przekształceniu

Kontrowersyjne wydawało się przede wszystkim ustalenie limitu wysokości, jaką może osiągać bonifikata na poziomie 60%. Przeciwko takiemu rozwiązaniu protestowali przede wszystkim mieszkańcy tych miast, które uchwaliły bardzo wysokie bonifikaty dotyczące przekształcenia swoich gruntów (rzędu 90% – 99%). „Najlepszy przykład stanowi Warszawa, której władze próbowały obniżyć wcześniej zadeklarowaną bonifikatę (98%) i w ramach sprawiedliwości zrównać ją ze stawką dotyczącą gruntów Skarbu Państwa (do 60%)” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W odpowiedzi na opisywaną sytuację i apele części samorządowców, ustawodawca postanowił wprowadzić rozwiązanie, które wyklucza dyskryminację byłych użytkowników wieczystych działek należących do Skarbu Państwa. Mowa o artykule 9 ustęp 3a ustawy z 20 lipca 2018 r. Wspomniany przepis obliguje wojewodę do niezwłocznego podniesienia państwowej bonifikaty jeśli w danej gminie zaczęła obowiązywać samorządowa bonifikata na wyższym poziomie. Przykładem takiego mechanizmu wyrównywania bonifikat jest sytuacja dotycząca Warszawy. „Pod koniec marca 2019 r. wojewoda mazowiecki wydał zarządzenie, które podwyższyło bonifikatę dotyczącą gruntów Skarbu Państwa w Warszawie do poziomu przewidzianego dla byłych użytkowników wieczystych samorządowych działek” –  podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Autor/Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Banki centralne znów w centrum uwagi

Załamanie cen ropy naftowej, które mocno poturbowało waluty „surowcowe”, skupiło na sobie uwagę rynku w poprzednim tygodniu. W najbliższych dniach na pierwszy plan powinny wysunąć się spotkania banków centralnych. Co jeszcze zrobią Rezerwa Federalna i Europejski Bank Centralny, aby wesprzeć gospodarki w walce z kryzysem? 

Większość głównych walut w poprzednim tygodniu poruszała się w dość wąskich widełkach wahań. Istotnymi wyjątkami były waluty krajów, dla których gospodarek istotne znaczenie mają zmiany cen ropy naftowej. W reakcji na zeszłotygodniową panikę na rynku surowców i znaczny spadek cen ropy, gwałtownej deprecjacji doświadczyły waluty takie jak korona norweska oraz meksykańskie i kolumbijskie peso. Ogólny gorszy sentyment wspierał natomiast dolara amerykańskiego, który umacniał się względem większości głównych walut.

W tym tygodniu uwaga inwestorów skupi się na bankach centralnych. Decyzję ws. stóp procentowych ze strony Fedu poznamy w środę, z kolei EBC – w czwartek. Ze strony Rezerwy Federalnej nie oczekujemy zbyt wielu nowości, biorąc pod uwagę jak agresywny był amerykański bank centralny w ogłaszaniu różnych działań wspierających gospodarkę w ostatnich tygodniach. Co zaś tyczy się EBC, spodziewamy się zwiększenia obecnych działań, a zwłaszcza rozszerzenia skupu aktywów w ramach programu pandemicznego (PEPP), ogłoszonego na początku kryzysu. Oczekujemy, że skala skupu aktywów w ramach programu PEPP wzrośnie do poziomu, który pozwoli na zaabsorbowanie nowych oczekiwanych emisji ze strony peryferyjnych krajów strefy euro co najmniej do końca 2020 roku.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień lekkim osłabieniem w relacji do euro – polska waluta doświadczyła wyprzedaży w jego pierwszej połowie, pod koniec tygodnia odrobiła jednak część strat.

Miniony tydzień przyniósł zatrzęsienie danych ekonomicznych z Polski, które w pewnym stopniu oddają już krajobraz gospodarczy kraju zmagającego się z pandemią koronawirusa. Szczególną uwagę warto zwrócić na marcowe dane o sprzedaży detalicznej, które pokazały głębszy od oczekiwanego spadek – o 9% w ujęciu rocznym w cenach stałych. Był to największy spadek od 2005 roku. Sugeruje on istotne obniżenie konsumpcji, jednak nie oddaje w pełni jego skali, gdyż nie uwzględnia m.in. usług, które w związku z zamknięciem wielu zakładów usługowych (m.in. fryzjerskich czy gastronomicznych) niechybnie radziły sobie jeszcze gorzej. Kwietniowe twarde dane z gospodarki – co sugerują też dane o nastrojach – niestety, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, okażą się jeszcze gorsze niż te opisujące sytuację w marcu.

EUR

Rynki w ostatnim czasie zdawały się stosunkowo rozczarowane pakietem pomocowym ogłoszonym przez Unię Europejską w celu wsparcia krajów najbardziej dotkniętych pandemią. My pozostajemy bardziej optymistyczni w kwestii działań europejskich decydentów. Uważamy, że w kontekście katalogu obecnie funkcjonujących programów – szczególnie programu PEPP Europejskiego Banku Centralnego, którego aktualna wartość wynosi 750 mld EUR – gospodarki państw członkowskich są w stanie utrzymywać istotne deficyty niezbędne do sfinansowania środków mających zmitygować negatywne efekty kryzysu.

Tak jak wspomnieliśmy wyżej, jesteśmy zdania, że w czwartek Europejski Bank Centralny może rozszerzyć program PEPP, co naszym zdaniem powinno wspierać euro w kolejnych tygodniach.

USD

Dolar amerykański w ostatnich dniach radził sobie dość dobrze, pomimo systematycznego napływu katastrofalnych odczytów makro. Zgodnie z publikacją ostatnich danych o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, Stany Zjednoczone utraciły kolejne 4,4 miliony miejsc pracy, co wspiera nasz pogląd zakładający, że luźne amerykańskie prawo pracy potęguje szkody wywołane przez przymusowe zamknięcie gospodarki USA. Jest całkiem prawdopodobne, że faktyczna stopa bezrobocia w USA obecnie znajduje się w okolicy 20%. Informacje z USA sugerują, że mamy do czynienia ze znacznie szybszym tempem redukcji miejsc pracy niż w jakimkolwiek innym z obserwowanych przez nas krajów.

Rezerwa Federalna w ostatnich tygodniach podejmowała agresywne działania, ogłaszając serię programów mających na celu wsparcie amerykańskiej gospodarki. Tym samym sądzimy, że środowe spotkanie FOMC nie przyniesie zbyt wielu nowych istotnych informacji.

GBP

Tak jak oczekiwano, dane napływające z Wielkiej Brytanii w zeszłym tygodniu były niepokojąco złe. Sprzedaż detaliczna w zeszłym miesiącu doświadczyła rekordowego spadku, a indeksy aktywności biznesowej PMI spadły do najniższych poziomów w historii. Wyjątkiem w kontekście danych były te opisujące liczbę wniosków o zasiłek, jednak zostały one zignorowane przez rynek. Obejmują one okres do 12 marca, w związku z czym nie odzwierciedlają wzrostu liczby zwolnień w dalszej części miesiąca, tj. po lockdownie.

Dynamika sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii w ujęciu rocznym (2010 – 2020)Dynamika sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii w ujęciu rocznym

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 27/04/2020

Funtowi w ostatnich dniach nie sprzyjał też powrót obaw dotyczących możliwości wystąpienia „twardego Brexitu”. Brytyjska waluta w zeszłym tygodniu była drugą najgorzej radzącą sobie walutą G10. W tym tygodniu nie otrzymamy wielu istotnych publikacji z Wielkiej Brytanii, tym samym spodziewamy się, że funt będzie reagował głównie na informacje z zewnątrz.

CHF

Frank szwajcarski w parze z euro zakończył ubiegły tydzień w niewielkiej odległości od poziomu, na którym go rozpoczął. Para EUR/CHF utrzymywała i nadal utrzymuje się nieco powyżej poziomu 1,05. Frank szwajcarski w zeszłym tygodniu był najgorzej radzącą sobie walutą wśród tych uznawanych za bezpieczne (safe haven). Przynajmniej w części można to powiązać z interwencjami Narodowego Banku Szwajcarii. Dane SNB pokazujące zmianę wartości depozytów na żądanie  (które są najbardziej bieżącym indykatorem sugerującym skalę interwencji banku) pokazały ich wzrost o 13,4 mld CHF w zeszłym tygodniu, co jest największym skokiem od stycznia 2015 roku. Tak duży skok po znacznie bardziej ograniczonym wzroście tydzień wcześniej (+3,1 mld CHF) może potencjalnie oznaczać, że poziom EUR/CHF, którego próbuje bronić bank centralny, to obecnie 1,05.

W tym tygodniu poznamy marcowe dane dotyczące sprzedaży detalicznej w Szwajcarii. Biorąc pod uwagę brak bardziej bieżących „twardych” danych, kwietniowe wskaźniki sentymentu również będą warte uwagi. Konsensus Bloomberga spodziewa się, że wyprzedzający indeks KOF opisujący kierunek w jakim zmierza szwajcarska gospodarka, w czwartek pokaże spadek do najniższego poziomu od 2009 roku.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Kuehne + Nagel prezentuje wyniki finansowe za I kw. 2020 r.

  • Spedycja morska: zmniejszony eksport z Azji
  • Spedycja lotnicza: dedykowane rozwiązania czarterowe częściowo kompensowały spadek pojemności ładunkowej
  • Spedycja drogowa: mniejszy popyt na usługi transportowe w Europie i w Ameryce Północnej
  • Logistyka kontraktowa: pomyślna restrukturyzacja dywizji
  • Płynność w transporcie oraz stabilność w przepływie środków pieniężnych
Grupa Kuehne + Nagel (mln CHF) Q1 2020 Q1 2019 Zmienność
Obrót netto  4,912 5,237 (6.2%)
Zysk brutto 1,878  1,978  (5.1%)
Wynik operacyjny EBITDA  378  418  (9.6%)
EBIT  184  242  (24.0%)
Zysk za okres  139  181  (23.2%)

W wyniku pandemii COVID-19 w pierwszym kwartale 2020 roku wolumeny biznesowe gwałtownie spadły. Obroty netto, zysk brutto i zyski w Grupie Kuehne + Nagel były znacznie niższe niż w ubiegłym roku. Negatywny wpływ miały również wahania kursów walut.

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG
Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG, komentuje: „Pandemia wywołana wirusem SARS-Cov-2 jest ogromnym globalnym wyzwaniem, także dla Kuehne + Nagel. Produkcja przemysłowa oraz wolumeny handlowe znacznie się osłabiły. W obliczu pandemii firma utrzymała swoją wydajność operacyjną, ściśle zarządzając wieloma wyspecjalizowanymi podmiotami oraz pozyskując nowych Klientów. Wolumeny przewozu podstawowych towarów, takich jak żywność i farmaceutyki utrzymano na dość wysokim poziomie. Pewnym jest, że w nadchodzących miesiącach będziemy musieli stawić czoła poważnym wyzwaniom, ale ze względu na partnerskie relacje z Klientami, elastyczność oraz na możliwości cyfrowe – mamy dobrą pozycję. Wysoki poziom płynności charakteryzuje solidną siłę finansową firmy”.

Fakty i liczby dotyczące Kuehne + Nagel:
§ Kuehne + Nagel uruchomiło plany ciągłości działania w 1400 lokalizacjach
w 108 krajach. Ochrona pracowników jest najwyższym priorytetem.

§ Wszyscy pracownicy biurowi Grupy (ok. 45 000 pracowników) w bardzo krótkim czasie otrzymało zdalny dostęp do wewnętrznych systemów.

§ Od początku marca firma zaimportowała z Azji ok. 300 milionów masek ochronnych dla swoich Klientów.

§ Logistyka kontraktowa obsłużyła dwa razy więcej przesyłek e-commerce niż w poprzednim kwartale, głównie żywność, kawa, napoje oraz zabawki.

§ myKN odnotowało 145% wzrost liczby aktywnych użytkowników
w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku.

Spedycja morska

mln CHF Q1 2020 Q1 2019 Zmienność
Obrót netto  1,724 1,852  (6.9%)
Zysk brutto 344  382  (9.9%)
EBIT 79 112 (29.5%)

Spedycja morska została szczególnie dotknięta skutkami pandemii, już na początkowym etapie, odnotowując dwucyfrowy spadek popytu na dostawy do i z Chin. Jednak z drugiej strony transport chłodniczy (między innymi na rzecz branży farmaceutycznej) oraz eksport z Ameryki Łacińskiej (głównie towary łatwo psujące się) rozwijały się dobrze. W pierwszym kwartale bieżącego roku przewieziono 1 075 mln standardowych kontenerów (TEU), czyli o 71 000 mniej jednostek niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (-6,2%).

W związku z tym obrót netto tej jednostki biznesowej spadł o 6,9%, osiągając wartość 1,7 mld CHF, a zysk brutto o 9,9% do 344 mln CHF. EBIT spadł o 29,5% do 79 mln CHF. Wahania kursów walut miały negatywny wpływ na działalność biznesową w wysokości 5,3% (obrót netto) i 3,6% (EBIT).

Nawet w obecnej sytuacji pandemicznej zainteresowanie Klientów neutralnymi pod względem emisji CO2 rozwiązaniami morskimi utrzymywało się na wysokim poziomie. W ramach programu Net Zero Carbon, Kuehne + Nagel wyrównało emisje CO2 z transportu wszystkich przesyłek drobnicowych (LCL) zrealizowanych od początku tego roku.

Spedycja lotnicza

mln CHF Q1 2020 Q1 2019 Zmienność
Obrót netto  1,091 1,170  (6.8%)
Zysk brutto 307  326  (5.8%)
EBIT  71  80  (11.3%)

Z powodu falowego odwoływanych lotów pasażerskich w marcu, globalna pojemność ładunkowa dywizji lotniczej spadła o około 60% w zaledwie kilka tygodni. Blokady w Chinach, Europie i w Ameryce doprowadziły do ​​gwałtownego spadku konsumpcji oraz popytu, co skutkowało niższymi wolumenami transportu lotniczego. Najbardziej poszukiwane w tym czasie były szybkie czarterowe rozwiązania dla transportu o krytycznym czasie dostawy, w tym dla farmaceutyków.

Wolumen lotniczy w pierwszym kwartale bieżącego roku wyniósł 372 000 ton i był o 9% niższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Obroty netto spadły o 6,8% do 1,1 mld CHF a zysk brutto o 5,8% do 307 mln CHF. EBIT spadł o 11,3% do 71 mln CHF. Efekty walutowe miały negatywny wpływ zarówno na obroty netto, jak i na EBIT w wysokości 5,0%.

Znaczący postęp osiągnięto w implementacji autorskiego rozwiązania do zarządzania transportem AirLOG oraz innych platform cyfrowych firmy.

Spedycja drogowa

mln CHF Q1 2020 Q1 2019 Zmienność
Obrót netto 863 901 (4.2%)
Zysk brutto 281  285  (1.4%)
EBIT 17 24  (29.2%)

Dział logistyki drogowej zanotował dobry początek roku, jednak od marca wolumeny w Europie (zwłaszcza we Francji, Wielkiej Brytanii i we Włoszech) oraz w Ameryce Północnej (głównie w transporcie intermodalnym) znacznie spadły. Dotyczy to wszystkich sektorów, z wyłączeniem handlu internetowego (e-commerce) oraz realizacji transportów dla branży farmaceutycznej.

W pierwszym kwartale 2020 r. obroty netto spedycji drogowej spadły o 4,2% do 863 mln CHF w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku, a zysk brutto spadł o 1,4% do 281 mln CHF. EBIT spadł do 17 mln CHF. Efekty walutowe miały negatywny wpływ w wysokości 4,8% na obrót netto i 4,2% na EBIT.

W Europie przejęcia dwóch firm, Rotra (Belgia, Holandia) oraz Joebstl (Austria, Europa Wschodnia) zostały pomyślnie zintegrowane. Wyniki z działalności w Azji pozostały zachęcające do dalszej ekspansji. Kuehne + Nagel ogłosiło także zwiększone zapotrzebowanie na wdrażanie platformy cyfrowej eTrucKNow.

Logistyka kontraktowa

mln CHF Q1 2020 Q1 2019 Zmienność
Obrót netto  1,234 1,314  (6.1%)
Zysk brutto 946 985 (4.0%)
EBIT 17 26 (34.6%)

Dywizja logistyki kontraktowej w związku z pandemią zanotowała zmniejszoną podaż po stronie obsługi produkcji motoryzacyjnej i detalicznej. Wzrósł jednak popyt na podstawowe towary, usługi farmaceutyczne i e-commerce.

W pierwszym kwartale 2020 r. obroty netto logistyki kontraktowej spadły o 6,1% do 1,2 mld CHF w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku, zysk brutto o 4,0% do 946 mln CHF, a EBIT o 34,6% do 17 mln CHF. Efekty walutowe miały negatywny wpływ na obrót netto 4,9% oraz na EBIT 3,8%.

Zmienne otoczenie wymagało szybkiego i kompleksowego dostosowania zasobów do dalszej restrukturyzacji logistyki kontraktowej. W pierwszym kwartale 2020 roku, 90% wszystkich centrów dystrybucyjnych firmy na całym świecie działało bez zakłóceń.

Stanowisko ZPP ws. “Tarczy 3.0”

Kolejna odsłona „tarczy antykryzysowej”, przynajmniej w kształcie, który znamy obecnie, nieco różni się od swoich poprzedników. Jest aktem krótszym (kilkadziesiąt stron, podczas gdy wcześniejsze wersje liczyły sobie solidnie powyżej stu stron) i, jak się wydaje, dotyka węższego zakresu zagadnień. O ile celem pierwszej tarczy było wdrożenie mechanizmów dopłat do wynagrodzeń, wydłużenie czy zawieszenie określonych terminów, a także dostosowanie bardzo szczegółowych przepisów do nowej rzeczywistości gospodarczej, a tarcza druga służyła rozwinięciu tych rozwiązań, o tyle obecnie procedowany projekt dotyczy w zasadzie trzech głównych obszarów: pomoc kredytobiorcom, uelastycznienie zarządzania zatrudnieniem, gospodarka finansowa samorządów.

Z punktu widzenia przedstawicieli biznesu, naturalnie kluczowe znaczenie mają dwa pierwsze z wymienionych zagadnień. Odnoszące się do nich rozwiązania przewidziane w nowej tarczy, oceniamy generalnie pozytywnie.

Rozumiemy, że mogą budzić one pewne obawy, czy wręcz sprzeciw określonych grup podmiotów (w tym przede wszystkim – odpowiednio – sektora bankowego oraz związków zawodowych), wydaje się jednak, że są to propozycje w obecnej sytuacji zasadne. Uzupełniają one pakiet działań przeprowadzonych przez rząd i składają się na dosyć kompletny program walki z gospodarczymi skutkami koronawirusa. Wszelkiego rodzaju gwarancji, ułatwień i preferencji można w przepisach przewidzieć dużo, jednak jeśli firmom zabraknie płynności– na nic się one nie zdadzą. Firmy nie chcą zwalniać, a na horyzoncie pojawia się możliwość skorzystania w niedalekiej przyszłości z „tarczy finansowej”, jednak pewna część biznesu musi reagować na kryzys natychmiast, restrukturyzując zatrudnienie tak, by uratować resztę miejsc pracy. Wydaje się, że również z punktu widzenia pracowników nieco gorsze warunki zatrudnienia są alternatywną lepszą od bezrobocia w warunkach kryzysu. Dlatego też, choć są to rozwiązania niewątpliwie trudne, uznajemy je za potrzebne.

Odnośnie pomocy kredytobiorcom, projekt przewiduje dwa główne, konkretne rozwiązania. Pierwszym z nich jest system kredytów z dopłatą do oprocentowania, udzielanych przedsiębiorcom którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej w zw. z pandemią koronawirusa. Kredytów tego rodzaju będą udzielały banki po zawarciu umowy o współpracę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. To właśnie BGK będzie dysponował Funduszem Dopłat do Oprocentowania i wypłacał dopłaty do oprocentowania. Rozwiązanie to uznajemy za słuszne, ponieważ ułatwi ono przedsiębiorcom dostęp do kredytu bankowego (czyniąc go tańszym). Jednocześnie, preferencje odnoszące się do możliwości pozyskania kredytu na rynku nie rozwiązują wszystkich problemów związanych z dostępem do finansowania zewnętrznego – omawiane rozwiązanie należy postrzegać jako część pakietu uzupełniającego główne narzędzie wspierające płynność, czyli „tarczę finansową” wprowadzaną przez PFR. W ramach przewidzianych dla kredytobiorców rozwiązań, „tarcza 3.0” zawiera również propozycję obowiązkowego zawieszania umów kredytów konsumenckich i hipotecznych, na wniosek kredytobiorcy. Postulat ten sprowadza się w zasadzie do ugruntowania w przepisach treści deklaracji, które sektor bankowy złożył prezydentowi Andrzejowi Dudzie pod koniec marca. Wydaje się, że to rozwiązanie racjonalne – w tym trudnym czasie wiele gospodarstw domowych będzie dysponowało znacznie skromniejszymi budżetami, co spowoduje że terminowe regulowanie należności wynikających z zawartych umów kredytowych stanowiłoby dla dużej części z nich gigantyczne obciążenie. Ujednolicenie warunków udzielania „wakacji kredytowych” niweluje ryzyko chaosu spowodowanego rozmaitymi formułami zawieszenia umów, przyjmowanymi przez poszczególne banki.

Elementem „tarczy 3.0” o największym znaczeniu dla przedsiębiorców, jest pakiet zmian istotnie uelastyczniających zasady zarządzania zatrudnieniem w okresie epidemii. Wśród przedstawionych propozycji znajdują się regulacje, zgodnie z którymi pracodawca mógłby m.in.:

– udzielić pracownikowi we wskazanym przez siebie terminie, bez uzyskania jego zgody i z pominięciem planu urlopów, urlopu wypoczynkowego niewykorzystanego w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu;

– udzielić pracownikowi – również we wskazanym przez siebie terminie, bez uzyskania zgody pracownika i z pominięciem planu urlopów – jednego pełnego dnia urlopu wypoczynkowego na każde dwa dni prawa do urlopy wypoczynkowego nabytego w bieżącym roku kalendarzowym;

– rozwiązać z pracownikiem umowę o pracę za wypowiedzeniem lub wypowiedzieć warunków pracy i płacy na niekorzyść pracownika, w trybie szczególnym, tj. z możliwością wykorzystania w tym celu środków komunikacji elektronicznej, z pominięciem przepisów ustawy o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników.

Dodatkowo, zgodnie z przedstawionymi propozycjami zawieszone zostałoby stosowanie postanowień porozumień zbiorowych, a wysokość odpraw zostałaby ograniczona. Projekt przepisów przewiduje również zawieszenie obowiązków tworzenia zakładowych funduszy świadczeń socjalnych i wypłaty świadczeń urlopowych.

Powyższe propozycje regulacji mogą budzić kontrowersje, jednak są one racjonalne i potrzebne. W warunkach „gospodarczego trzęsienia ziemi” należy chronić miejsca pracy, których bez wątpienia będzie ubywać z uwagi na zarówno faktyczne zakazy prowadzenia działalności spowodowane wprowadzonymi w związku z koronawirusem regulacjami, jak i naturalny spadek popytu. Niestety, w przypadkach wielu firm kryzys spowodowany epidemią doprowadza do bardzo trudnej sytuacji, w której alternatywą dla zamknięcia działalności (czyli zlikwidowania wszystkich miejsc pracy) staje się daleko posunięta restrukturyzacja zatrudnienia. Oczywiście jej skutki są dla objętych nią pracowników bolesne i dotkliwe, jednak per saldo umożliwienie pracodawcom przeprowadzenia tych procesów w uproszczony sposób może doprowadzić do uratowania tych miejsc pracy, które zniknęłyby w przypadku upadłości firm. Wydaje się, że na koniec dnia opcją lepszą dla wszystkich uczestników rynku jest zachowanie miejsca pracy z nieco obniżonym wynagrodzeniem, czy pogorszonymi warunkami zatrudnienia, niż jego likwidacja. Analogicznie, lepsza będzie sytuacja, w której szybko zlikwidowanych zostanie pewna część miejsc pracy, a zakład przetrwa, niż ta w której działalność upadnie, wskutek czego znikną wszystkie etaty.

Czas epidemii jest bez wątpienia czasem trudnym. Przedsiębiorcy z sektora MSP powstrzymują się przed zwalnianiem pracowników – wynika to wprost z przeprowadzonych przez nas badań. Jednocześnie, nie mamy precyzyjnej wiedzy dot. tego, jak długo potrwa lockdown, a tym bardziej tego, ile trwać będzie zagrożenie epidemiologiczne. Tym samym, zasadne staje się poluzowanie pewnych rygorów wynikających z przepisów prawa pracy, pozwalające na sprawną restrukturyzację zatrudnienia.

Polityka powrotu do biura – jak będzie wyglądać nowa rzeczywistość w firmach?

Od powrotu do biur dzieli nas kilka tygodni, a może i miesięcy, ale ten moment w końcu kiedyś nastąpi. Jednak praca nie będzie już nigdy wyglądać tak samo. Pandemia była ogromnym zaskoczeniem dla pracodawców, którzy musieli podjąć decyzję o reorganizacji biura i przejściu na tryb pracy zdalnej. Zmiany
te były przyspieszonym kursem tego, co miało nastąpić w przyszłości.

Sytuacja zmusiła pracodawców do podjęcia decyzji, nad którymi wielu z nich zastanawiało się przez lata. Automatyzacja procesów oraz praca zdalna miały być przyszłością, która zastała nas o wiele szybciej. Dzięki temu mogliśmy docenić prace biurową, ale również przekonać się do pracy w domu, oszczędzając czas na dojazdach i spędzając więcej czasu z rodziną. Jak pokazują badania praca zdalna wpływa pozytywnie na motywację do działania i efektywność pracowników oraz na polepszenie się ich samopoczucia.

Zdrowie psychiczne na pierwszym miejscu

Według badania przeprowadzonego przez Owl Labs [1]pracownicy, których firmy umożliwiły im częściowe lub całkowite przejście na pracę zdalną są z tego powodu szczęśliwsi. Dzięki temu zmniejszył się ich stres spowodowany natłokiem obowiązków i licznych spotkań zawodowych, co pozytywnie wpływało na poprawienie równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym.  Dlatego w obliczu pandemii przejście na system pracy zdalnej spotkał się z pozytywnym odzewem ze strony pracowników. Dodatkowo, z racji zaistniałej sytuacji wiele osób odczuwało strach i niepewność, wzrost roli wellbeing jako formy redukcji stresu i wzmacniania odporności psychicznej pracowników zyskał na szczególnym znaczeniu.

-Niektórzy pracodawcy rozważając wprowadzenie w swojej firmie home office sceptycznie podchodzili do tego rozwiązania. Byli pełni obaw, na przykład o brak kontroli nad działaniami pracowników oraz o możliwość realnego wsparcia zespołu. Pandemia zmusiła ich do podjęcia tych decyzji. Jak pokazują badania home office pozwolił pracownikom na  zwiększenie swojej produktywności, obniżenie stresu oraz zachowanie równowagi miedzy życiem zawodowym, a prywatnym – przekonuje Katarzyna Richter, międzynarodowy ekspert z zakresu HR i  psychologii międzykulturowej.

Rosnąca rola rozwiązań cyfrowych

Dzięki prowadzeniu video konferencji z domu pracownicy mieli okazje zobaczyć siebie z innej perspektywy, bardziej „ludzkiej”: mniej formalne ubranie, bardziej wypoczęta i uśmiechnięta twarz. Dzięki pracy zdalnej wzrosła też produktywność pracowników, którzy codziennie spotykali się na krótkich video rozmowach z zespołem i dzielili się swoim planem dnia.

Liczne konferencje i szkolenia dla praktyków HR zaplanowane na drugi kwartał 2020 zostały odwołane, przeniesione na inny termin lub przekształcone w spotkania online.

-Wiele firm zdecydowało się na realizacje webinarów, co pozwoliło na wymianę doświadczeń i wiedzy, a dodatkowo stało się doskonałą okazją do wirtualnego spotkania z innymi osobami, pozytywnie wpływając na samopoczucie podczas pracy z domu. Patrząc po ilości dostępnych webinarów widać, że firmy się przekonały do tego rozwiązania i możliwe, że w przyszłości niektóre konferencje na stałe przeniosą się do Internetu – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i psychologii międzykulturowej.

Krzysztof Herdzik w opublikowanym raporcie[2] podkreślał, że przetrwają te firmy, które po początkowym chaosie i niepewności wdrożą innowacyjne rozwiązania, dostosowując się do sytuacji. Automatyzacja, praca zdalna i inwestowanie w zespół to według niego kluczowe ogniwa wsparcia biznesu w dobie pandemii.

Nowa rzeczywistość biurowa

Przed pandemią popularne wśród firm były coworkingowe przestrzenie, gdzie pracownicy nie mieli swoich stałych miejsc pracy, a środowisko ich pracy opierało się na interakcjach z liczną grupą osób. W wyniku pandemii pracodawcy zaczęli być bardziej ostrożni. O wiele ważniejsze stało się dla nich bezpieczeństwo pracowników oraz przestrzeganie zasad higieny. Reorganizacja przestrzeni biurowej, większe odstępy między biurkami to pierwsze z działań, na które zdecyduje się niejedna z firm. Zachowanie odpowiedniej odległości między pracownikami, maseczki, rękawiczki na dłoniach, a do tego płyny do dezynfekcji w ogólnodostępnej przestrzeni.  Zmianie ulec może również system pracy. Managerowie przekonali się, że wiele spraw można załatwić zdalnie, bez konieczności spotykania się osobiście z całym zespołem.

– Menedżerowie, którzy nie sądzili, że będą w stanie zarządzać zespołami, które są na odległość, dostrzegają nowe możliwości w reorganizacji biura. Okres ten był swoistym sprawdzianem dla firm, czy i jak zadziała u nich system pracy zmianowej, gdzie niektórzy pracują zdalnie, a reszta fizycznie w biurze. Myślę, że w wielu branżach te rozwiązanie zdało egzamin. – przekonuje Katarzyna Richter, międzynarodowy ekspert z obszaru HR
i psychologii międzykulturowej.

Po powrocie do biur w wielu firmach będzie konieczna inwentaryzacja zasobów. Niektóre zespoły zostaną pomniejszone, niektórzy pracownicy nie wrócą do firm, a ci, którzy zostaną będą obarczeni większym zakresem obowiązków. Zadań również takich, na które nie byli przygotowani lub do wykonania których nie do końca posiadali kompetencje. Wszystkie te czynniki będą powodować u nich frustracje i stres. Dlatego tak istotne będzie zadbanie managerów o wellbeing pracowników i zapobieganie wypaleniu zawodowemu. Natomiast  zarządy będą musiały poświęcić szczególną uwagę samym managerom by przygotować ich na działanie podczas sytuacji kryzysowych oraz umiejętne dostosowanie firmy do nowej rzeczywistości.

[1] Badanie Owl Labs „State of Remote Work 2019”.

[2] Raport „Jak zarządzać firmą w czasach COVID-19”, Krzysztof Herdzik, 2020.

Podpis elektroniczny mSzafir za darmo do końca czerwca

KIR i PKO Bank Polski podjęły decyzję o przedłużeniu do 30 czerwca 2020 r. porozumienia umożliwiającego darmowe korzystanie z jednorazowego kwalifikowanego podpisu elektronicznego mSzafir.  Przedłużona będzie też promocja na jego wersję długoterminową. To  kolejny element działań wspierających funkcjonowanie gospodarki i osób indywidualnych w czasach epidemii.

mSzafir to nowatorska wersja elektronicznego podpisu kwalifikowanego, wykorzystująca technologię chmurową, która  eliminuje potrzebę stosowania czytnika i karty kryptograficznej. Narzędzie pozwala podpisywać wszystkie umowy i pisma w wersji elektronicznej, w formacie PDF, niezależnie czy dotyczą spraw prywatnych, biznesowych czy urzędowych w pełni zdalnie, bez wychodzenia z domu. Tak podpisany dokument ma identyczną moc prawną jak dokument podpisany odręcznie.

KIR udostępnia to rozwiązanie w wersji umożliwiającej jednorazowe użycie, tj. do podpisania pojedynczego dokumentu oraz z długim terminem ważności – rocznym lub dwuletnim, z wybranym limitem podpisów.

Przed wydaniem certyfikatu jednorazowego konieczne jest potwierdzenie tożsamości jego użytkownika. Weryfikacja tożsamości odbywa się zdalnie, bez wychodzenia z domu, przy pomocy bankowości elektronicznej. Obecnie, z tej opcji mogą korzystać klienci PKO Banku Polskiego i Inteligo. Co istotne, do końca czerwca dla tych klientów usługa pozostaje bezpłatna. Aby ułatwić dostęp do mobilnej wersji podpisu elektronicznego jak najszerszej grupie klientów, wydłużona zostaje – także do końca czerwca – promocyjna oferta na zakup dowolnego pakietu podpisów mSzafir z 30 proc. rabatem.

Podpisy kwalifikowane mSzafir (w wersji jednorazowej i długoterminowej) są dostępne na stronie www.mszafir.pl. W procesie zakupu certyfikatu wystarczy potwierdzić swoje dane, logując się do bankowości internetowej iPKO lub Inteligo za pośrednictwem usługi e-Tożsamość. Kolejnym krokiem w drodze do uzyskania podpisu jest wskazanie wybranego dokumentu PDF do podpisania. W opcji certyfikatów długoterminowych autoryzacja  użytkownika do jego pary kluczy przed złożeniem podpisu odbywa się przy użyciu aplikacji mobilnej, którą należy pobrać i zainstalować na telefonie. Do każdego podpisu dołączany jest znacznik czasu, zapewniający długotrwałą wartość dowodową.  Podpisany w ten sposób dokument jest równoważny z dokumentem podpisanym własnoręcznie i można przesłać go mailem do dowolnej osoby, firmy lub urzędu.

Toyota wznawia produkcję w Polsce

Po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa, na początku maja fabryka Toyoty w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach uruchamia ponownie produkcję.

Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) z dniem 4 maja stopniowo wznawia produkcję silników, skrzyń biegów i przekładni hybrydowych, uzależniając ją od zamówień z montowni.

„Od połowy kwietnia, kiedy zatrzymaliśmy produkcję w naszych zakładach, intensywnie pracowaliśmy nad środkami poprawiającymi bezpieczeństwo naszych pracowników związane z pandemią koronawirusa. Dzięki szeroko zakrojonej komunikacji, głównie online, włączyliśmy w te działania dużą grupę naszych współpracowników. Rezultatem tych wysiłków jest zapewnienie pracownikom maksymalnie bezpiecznych warunków pracy” – podkreśla prezes TMMP, Dariusz Mikołajczak. – „Fabryki samochodów Toyoty w Europie, które są naszymi odbiorcami, w kwietniu i maju sukcesywnie rozpoczynają produkcję. Stąd decyzja o uruchomieniu kolejnych linii produkcyjnych” – dodaje prezes TMMP.

W związku z pandemią koronawirusa na terenie zakładów Toyoty wprowadzono specjale środki prewencyjne. Tam gdzie było to możliwe zwiększono dystans między pracownikami. Po powrocie do pracy załoga zostanie wyposażona w środki ochrony osobistej takie jak maski czy przyłbice. Utrzymane będą też dotychczasowe zasady bezpieczeństwa polegające między innymi na zwiększeniu częstotliwości czyszczenia punktów wzmożonego kontaktu (klamki, armatura sanitarna). „Chcemy zapewnić maksymalne możliwe bezpieczeństwo naszym pracownikom oraz współpracującym firmom. Dlatego też wprowadzamy nowe środki ochrony obowiązujące z dniem uruchomienia produkcji a istniejące zasady na bieżąco monitorujemy i rewidujemy.” – podkreśla Beniamin Swałtek, koordynator BHP w polskich zakładach Toyoty.

Fabryka Toyoty wspiera również lokalne działania podejmowane na rzecz walki z koronawirusem. Oprócz dotacji finansowej dla szpitala im. Sokołowskiego w Wałbrzychu, Toyota przekazała po 2000 masek ochronnych oraz po 100 l płynu dezynfekującego dla szpitala ginekologiczno-położniczego w Wałbrzychu oraz szpitala w Oławie. Dodatkowo załoga Toyoty, wykorzystując dostępne na terenie fabryki drukarki 3D oraz wycinarki laserowe, przyłączyła się do akcji przygotowywania przyłbic ochronnych dla personelu medycznego, wspieranej między innymi przez Politechnikę Wrocławską. Do tej pory pracownicy fabryki wyprodukowali około 4000 przyłbic dla lokalnych służb z Wałbrzycha, Jelcza-Laskowic i okolic.

W ramach funkcjonującego na terenie zakładu programu wolontariatu „PoMOC z Toyoty” pracownicy Toyoty wraz z rodzinami włączyli się również w akcję pomocy mieszkańcom regionu wałbrzyskiego, koordynowaną przez Hotel Maria. Wolontariusze zaopatrzeni w maski i rękawiczki przy użyciu samochodów firmowych rozwożą codziennie zakupy oraz obiady osobom starszym i niepełnosprawnym na terenie Wałbrzycha i okolic.

CloudFerro nowym operatorem platformy chmurowej niemieckiej agencji kosmicznej

Ruszyła nowa wersja platformy udostępniającej dane z europejskich satelitów dotyczące Niemiec – CODE-DE, za którą odpowiedzialna jest Niemiecka Agencja Aero-Kosmiczna, DLR. Rozwój serwisu realizuje polska firma CloudFerro, specjalizująca się w świadczeniu usług przetwarzania w chmurze, która zwyciężyła w zeszłorocznym przetargu DLR.

CODE-DE jest niemiecką platformą udostępniającą dane z obserwacji Ziemi (Copernicus Data and Exploitation Platform – Germany). Jeszcze niedawno dostęp do zdjęć satelitarnych był trudny i kosztowny, a możliwość swobodnego wykorzystywania danych z satelitów miały tylko nieliczne agencje krajowe, realizujące własne programy kosmiczne. Dziś, m.in. dzięki takim inicjatywom jak program monitorowania Ziemi Copernicus, realizowany przez Komisję Europejską we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, zdjęcia satelitarne są dostępne za darmo online.

Za funkcjonującą od 2017 roku niemiecką platformę CODE-DE odpowiada DLR, reprezentująca Federalne Ministerstwo Transportu i Infrastruktury Cyfrowej (BMVI), która jesienią 2019 roku wybrała warszawskie CloudFerro jako nowego dostawcę i operatora chmury obliczeniowej dla serwisu. Wartość kontraktu opiewa na sumę ponad 5 mln euro.

Jesteśmy dumni z uruchomienia CODE-DE, która jest już piątą wielkoskalową platformą obsługiwaną przez CloudFerro, udostępniającą dane satelitarne obserwacji Ziemi. Chmura obliczeniowa, którą dostarczamy dla niemieckiego odpowiednika NASA, czyli DLR, jest elastyczna i bezpieczna. Uwzględnia specyfikę danych i aplikacji, które są w niej gromadzone oraz udostępniane – wyjaśnia Maciej Krzyżanowski, Prezes Zarządu CloudFerro. Rozwiązania zastosowane w nowej odsłonie CODE-DE, zostały opracowane przez doświadczony zespół specjalistów CloudFerro, który wcześniej pracował przy podobnych projektach dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, EUMETSAT czy ECMWF. Z rozwiązań tych mogą korzystać administracja, instytucje, a wkrótce także obywatele wszystkich niemieckich landów – dodaje Maciej Krzyżanowski.

Platforma CODE-DE udostępnia użytkownikom rozbudowane funkcjonalności. Mają oni możliwość wizualizacji danych satelitarnych oraz produktów Copernicus dostarczonych przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) i Komisję Europejską. Otrzymują bezpieczne środowisko pracy oraz szereg aplikacji i narzędzi do przetwarzania danych. Co więcej, dzięki wydajnej infrastrukturze chmury obliczeniowej, użytkownicy CODE-DE mogą publikować i ponownie wykorzystywać wygenerowane produkty.

Platforma zapewnia także nieograniczony dostęp do  zdjęć z satelitów Sentinel-1, -2, -3, oraz -5P. Obrazy z Sentinel-2 są dostępne w wersji skorygowanej o stan atmosfery i będą mogły być następnie poddawane dalszej analizie. Platforma co miesiąc będzie udostępniała aktualną mozaikę złożoną z dokładnych zdjęć Niemiec, pokazujących nawet najmniejsze zmiany typu ruchy gruntu, zmiany wilgotności gleby lub uszkodzenia powierzchni Ziemi. Nowością będzie także dostęp do aplikacji Jupyter Hub, umożliwiającej tworzenie na platformie kodów programistycznych i projektów, opartych na danych satelitarnych, prototypowanie rozwiązań oraz zastosowanie w edukacji jako narzędzie prowadzenia zajęć.

Infrastruktura chmury obliczeniowej platformy CODE-DE oraz dane satelitarne dotyczące Niemiec są przechowywane w lokalnym centrum danych, mieszczącym się we Frankfurcie nad Menem. Użytkownicy mogą również korzystać z synergii z platformą CREODIAS, która jest jednym z europejskich systemów Copernicus DIAS (Data and Information Access Services) i obejmuje ponad 16 petabajtowe repozytorium danych satelitarnych. Obie platformy współpracują ze sobą, zapewniając efektywne wykorzystanie zasobów, ale także autonomię dla kluczowych procesów krajowych.

Nowa platforma będzie zoptymalizowana pod kątem bezpieczeństwa korzystania z chmury. CODE-DE spełnia przepisy niemieckiej ustawy federalnej o ochronie danych oraz zostanie certyfikowana przez BSI, czyli Federalny Urząd Bezpieczeństwa Informacji. Da to gwarancję niemieckim władzom i instytucjom, że aplikacje tworzone przez nie na platformie CODE-DE będą w pełni bezpieczne.

Nowa odsłona platformy CODE-DE dostępna jest pod adresem code-de.org i działa od początku kwietnia 2020.

Złoty znów zyskał

Polska waluta po raz kolejny zbliżyła się do ważnej granicy względem euro i znów jej nie przekroczyła. Korzystniej natomiast wygląda sytuacja frankowców, co nie znaczy wcale, że jest lepsza.

Umocnienie złotego

Dzisiaj kurs euro ponownie dotarł w okolice 4,5150 i tam się odbił. Jest to poziom, przy którym wiele osób chętnie wymienia złotego na euro. W rezultacie złotówka nie potrafiąc  przebić tej granicy, nie może się dalej umacniać. Dobra wiadomość nadeszła natomiast dla kredytobiorców frankowych. Frank osłabił się względem euro, dzięki czemu frank szwajcarski spadł nawet do 4,28 zł. Tym samym był najtańszy od pierwszej połowy kwietnia.

Program luzowania ilościowego w Polsce

Narodowy Bank Polski rozpoczyna program skupu aktywów. Początek procesu był dosyć niefortunny ze względu na słabą komunikację z rynkiem. Przy tego typu operacjach biorąc pod uwagę wrażliwość tego procesu brak transparentności może powodować niepokoje. Takie działania wówczas mogą doprowadzić do wycofywania się inwestorów z Polski bojących sie ryzyk. W rezultacie powodowałoby to dwie niekorzystne tendencje – większy koszt emisji obligacji oraz słabszą walutę.

Spadek wydobycia w USA

W piątek poznaliśmy dane na temat liczby wież wiertniczych dla rynku ropy naftowej. W ciągu tygodnia zamknięto 50 wież i jest ich zaledwie 378. Warto zwrócić uwagę, że na początku marca było to niemal 700 sztuk. Wydaje się to bardzo gwałtowną reakcją, ale w dalszym ciągu znajdujemy się poniżej dołka z 2016 roku. Powodem spadków jest nieopłacalność wydobycia przy obecnych poziomach. Wydawać by się mogło, że spadek wydobycia spowoduje wzrost cen. Nic takiego nie miało jednak na razie miejsca. W piątkowy wieczór ropa kosztowała około 17 dolarów za baryłkę, dzisiaj jest to już poniżej 14,5 dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Modlin pod znakiem pandemii koronawirusa

Pierwszy kwartał 2020 roku okazał się bardzo trudnym okresem dla branży lotniczej. Globalna pandemia koronawirusa spowodowała spadek liczby obsłużonych pasażerów i operacji lotniczych na Lotnisku Warszawa/Modlin. Natomiast po ogłoszeniu przez Radę Ministrów RP decyzji o zawieszeniu z dniem 15 marca międzynarodowych lotów ruch pasażerski zatrzymał się na dobre.

W pierwszym kwartale 2020 roku obsłużonych zostało 489 232 pasażerów, o 32% mniej niż w analogicznym okresie roku 2019. Wykonanych zostało 3 698 operacji lotniczych, co stanowi spadek o niemal 27% w stosunku do I kwartału 2019 r.

Aktualnie na lotnisku zbazowanych jest 6 samolotów Ryanair, które odbywają cykliczne loty techniczne. Z początkiem kwietnia przewoźnik rozpoczął przewozy cargo, dostarczając do Polski – wykorzystując Lotnisko Warszawa/Modlin – ładunki ze sprzętem medycznym
i ochronnym.

W godzinach funkcjonowania lotniska, między 7:00 a 19:00 odbywają się także loty szkolne
i treningowe, typu General Aviation oraz loty wojskowe o statusie State. W pierwszym kwartale 2020 r. samoloty General Aviation wykonały w sumie 426 lądowań i 417 startów.

Sezon letni 2020 roku na Lotnisku Warszawa/Modlin miał być rekordowy pod względem liczby obsłużonych pasażerów. Planowane były nie tylko nowe kierunki czarterowe, ale w ramach harmonijnego rozwoju siatki połączeń miała zostać zwiększona liczba dostępnych kierunków obsługiwanych na połączeniach rozkładowych. Niestety plany te będą musiały zostać odłożone w czasie.

Jak koronawirus wpłynął na inwestycje mieszkaniowe w I kw. 2020?

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje wyniki, które dotyczą już okresu początkowego zagrożenia epidemicznego w kraju oraz procesu wprowadzania ograniczeń i restrykcji z tym związanych. Pytanie, na ile nagła i diametralna zmiana sytuacji społeczno-gospodarczej w marcu wpłynęła na statystyki inwestycyjne pierwotnego segmentu mieszkaniówki.

Jak się okazuje wg portalu RynekPierwotny.pl, zarówno wyniki tegorocznego marca jak i całego I kwartału wciąż prezentują się zdecydowanie dobrze, nie zdradzając jakichkolwiek symptomów osłabienia czy hamowania. Pierwszy kwartał br. okazał się w większości przypadków lepszy inwestycyjnie od analogicznego okresu 2019 roku, choć ten ostatni przed rokiem także oceniany był bardzo wysoko, jako wyjątkowo udany.

Początek roku tradycyjnie przebiega pod znakiem rozruchu sezonu budowlanego, co zazwyczaj przejawia się zwłaszcza w marcu statystykami odbijającymi po względnym zimowym spowolnieniu w inwestycjach. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową niespełna 19 tys. mieszkań, co jest rezultatem o jedną piątą gorszym licząc rok do roku. Regres ten nie ma jednak większego związku z wybuchem pandemii, ale wynika z ogromnej bazy  historycznie rekordowego wyniku marca ub. roku, wypracowanego wówczas głównie przez deweloperów. Tym razem ruszyli oni z budową 7,4 tys. lokali, o jedną czwartą mniej w relacji rok do roku.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2020 roku w Polsce ruszyła budowa 52,5 tys. mieszkań i domów, zaledwie o 2,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie ub. roku, co zdecydowanie przeczy tezie o negatywnym wpływie pandemii na wyniki inwestycyjne I kwartału.

Zdecydowanie lepiej prezentują się dane dotyczące lokali oddawanych do użytkowania. W marcu było takich mieszkań w sumie ponad 16 tys., czyli o blisko 7 proc. więcej licząc rok do roku. Równie dobrze wygląda dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie 49,5 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 4,4 proc.

Symptomy rynkowej euforii inwestycyjnej wciąż zachowały się w GUS-owskich danych dotyczących nowych pozwoleń na budowę. W sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano pozwolenia na budowę 21,8 tys. mieszkań, co jest wynikiem o ponad jedną dziesiątą lepszym od uzyskanego w marcu 2019 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń lub zgłoszeń z projektem budowlanym było ogółem 59 tys. czyli o 3,3 proc. więcej rok do roku.

Co ciekawe, wg portalu RynekPierwotny.pl przy lekko ujemnej dynamice prezentowanej w tej kategorii danych przez inwestorów indywidualnych w marcu, znaczący progres zaprezentowali deweloperzy. Zgromadzili oni w ubiegłym miesiącu 13,5 tys. tego rodzaju decyzji administracyjnych, czyli o blisko jedną czwartą więcej niż w analogicznym miesiącu ub. roku.

Jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Tym razem jednak nagła, by nie powiedzieć dramatyczna wolta sytuacji rynkowej za sprawą zagrożenia pandemicznego całkowicie zaskoczyła branżę deweloperską, która nie była pod tym względem wyjątkiem w skali całej gospodarki. Pytanie, jakie perspektywy rysują się przed pierwotnym rynkiem mieszkaniowym oraz dotyczącymi go statystykami inwestycyjnymi.

Bardzo trudno w obecnej sytuacji polemizować z tezą, wg której w przewidywalnej przyszłości należałoby oczekiwać raczej ostrzejszego hamowania nowych inwestycji na pierwotnym rynku mieszkaniowym, a w sumie także zdecydowanego spadku wszelkich statystyk inwestycyjnych, być może z nieco łagodniejszym efektem w przypadku lokali oddawanych do użytkowania. Sytuacja globalnej pandemii o nieprzewidywalnych skutkach oraz perspektywie czasowej jest doświadczeniem, jakiego nie tylko krajowa, ale także globalna gospodarka dotychczas nie przerabiała. Trudno w związku z tym ocenić skalę strat po ustąpieniu zarazy, wynikających z długotrwałego zatrzymania gospodarek, jak również perspektywę ich odbicia. W tej sytuacji jedyną pewną przesłanką jest spadek koniunktury inwestycyjnej rynku mieszkaniowego, miejmy nadzieję, że tylko w perspektywie kilku najbliższych miesięcy, po których nadejdzie równie spektakularne odreagowanie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pierwszy kwartał na rynku mieszkaniowym pod znakiem ograniczenia podaży i wirtualnych zakupów

Zaskakujące podsumowanie pierwszego kwartału na rynku mieszkaniowym. Deweloperzy działający na sześciu największych rynkach w Polsce poprawili wyniki sprzedaży o 14% r/r. Wyraźnie niższa podaż i spadek poziomu oferty szansą na łagodniejszy przebieg fazy spowolnienia wywołanej pandemią Covid-19.rynek mieszkaniowy q1 2020

Deweloperzy działający w sześciu największych miastach Polski sprzedali w pierwszym kwartale 2020 roku 18 900 mieszkań, o 7% więcej niż przed kwartałem i o 14% więcej niż w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Zdecydowanie gorzej wyglądała sytuacja po stronie podaży. Ofertę zasiliło zaledwie 13 000 nowych mieszkań. Wskutek tak wyraźnej przewagi liczby sprzedanych mieszkań nad nowymi wprowadzeniami oferta na koniec kwartału zmniejszyła się o 12% w porównaniu z końcem 2019 r. – czytamy w najnowszym raporcie JLL „Rynek mieszkaniowy w Polsce Q1 2020”.

Dotychczas tak znaczny ubytek w ofercie zapowiadał pogorszenie wyników sprzedaży. Dziś, na początku kryzysu spowodowanego pandemią, jest to paradoksalnie bardzo dobra wiadomość dla branży. Im niższa oferta, tym mniejsze zagrożenie, że spadek sprzedaży zagrozi całemu rynkowi, oraz że duże liczby niesprzedanych lokali zmuszą wielu deweloperów do głębokich obniżek cen. – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Na koniec marca w ofercie deweloperów działających w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi pozostało 44,3 tys. mieszkań. Tak niskiej oferty, zsumowanej dla sześciu miast, nie było od końca czerwca 2014 r., czyli prawie sześciu lat. Równocześnie ze spadkiem liczby mieszkań w ofercie redukcji (o 12% k/k) uległa również liczba mieszkań gotowych niesprzedanych, która sięgnęła poziomu 3,7 tys. Dzięki równoległemu spadkowi liczby mieszkań w sprzedaży na rynku pierwotnym i lokali gotowych, udział tych ostatnich w ofercie wyniósł zaledwie 8%.

Wysoki poziom przedsprzedaży

Jak podkreślają eksperci z zespołu mieszkaniowego JLL, wciąż jest za wcześnie by prognozować zmiany na rynku mieszkaniowym, bo ogromny jest poziom niepewności co do rozwoju sytuacji w gospodarce. Na razie wydaje się, że firmy deweloperskie opanowały sytuację na budowach i kontynuują realizację inwestycji. Ponad połowa (54%) z nich, to takie, w których termin zakończenia realizacji przypada w latach 2021 i 2022, więc nawet przejściowe spowolnienie po stronie firm wykonawczych nie zagraża możliwości przekazania lokali nabywcom w zakładanym w umowach terminie.

A jest to ważne, bo duża część z lokali realizowanych w tych inwestycjach znalazła już swoich nabywców. Katalog sytuacji, w których umowa pomiędzy deweloperem i nabywcą może zostać rozwiązana bez negatywnych konsekwencji jest precyzyjnie określony w tzw. ustawie deweloperskiej. Wśród tych powodów nie znajdują się jednak takie jak pogorszenie sytuacji finansowej kupującego lub zmieniające się warunki rynkowe. W związku z tym nie grozi nam fala masowych zwrotów już raz kupionych mieszkań. Wyjątkiem mogą być umowy rezerwacyjne. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego, JLL

Z danych przedstawionych w raporcie wynika, że na koniec marca poziom przedsprzedaży, w inwestycjach, które zostaną oddane do użytkowania nie wcześniej niż za rok od chwili badania, był najlepszy od 2008 roku. Najkorzystniej sytuacja wygląda w Warszawie, gdzie nabywców znalazło 53% mieszkań w tego typu projektach. Blisko połowę puli sprzedali także deweloperzy w Trójmieście i Krakowie. Najbardziej niepokojąco może wyglądać sytuacja w Łodzi, a i tam jest to ponad 40%.

Stopniowa korekta cen

Najwięcej emocji budzą obecnie ceny, rosnące w większości miast nieprzerwanie od początku 2017 roku. Trend wzrostowy utrzymał się również w minionym kwartale. Rekordowe podwyżki miały miejsce w Krakowie, gdzie ceny lokali w ofercie wzrosły o 9%, a w porównaniu do cen sprzed roku były wyższe aż o 26%. Na niezmienionym poziomie w porównaniu do grudnia 2019 roku pozostały natomiast ceny w Łodzi (wzrost o 0,4%) i Trójmieście (1,3%).

Ponieważ kryzys dotyka obu stron rynku (popytu i podaży) skala zmian cen będzie zależała od wielu czynników, których siła oddziaływania jest obecnie nieznana. Już dziś nie ma jednak wątpliwości, że głębsze korekty pojawią się na tych rynkach, na których deweloperzy oferowali wyjątkowo dużo mieszkań przeznaczonych na wynajem, zwłaszcza krótkoterminowy, lub tych na których inwestorzy stanowili niemal połowę nabywców, a i tam w pierwszej kolejności należy się spodziewać ze strony deweloperów promocji i różnego rodzaju zachęt, a nie wyraźnych przecen. – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Cyfrowa transformacja i doświadczenie

Pozytywnym zjawiskiem jest to, że branża deweloperska, która wydawać się dotychczas mogła jedną z najbardziej osadzonych w analogowej rzeczywistości, podobnie jak inne gałęzie rynku przechodzi przyspieszoną transformację cyfrową.

Kluczowym dla deweloperów zadaniem jest dziś zatrzymanie odpływu nabywców, którzy już weszli do procesu zakupowego, czyli np. zarezerwowali płatnie mieszkanie, oraz podtrzymanie zainteresowania tych, którzy deklarują gotowość do sfinalizowania transakcji w chwili, gdy technicznie będzie to możliwe. W sytuacji ograniczenia w przemieszczaniu na nieco lepszej pozycji znajdują się ci deweloperzy, którzy już wcześniej wdrożyli nowoczesne narzędzia, jakie w procesie marketingu i sprzedaży daje im Internet. Widzimy jednak otwartość i elastyczność podejścia tych firm, które sięgają po nie dopiero teraz – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Deweloperzy wchodzą w ten okres nieuniknionego spowolnienia lepiej przygotowani niż 10 lat temu. Liczba lokali w ofercie jest umiarkowana w porównaniu do potencjału popytowego, a charakterystyka oferowanych mieszkań w ogromnej większości dobrze dostosowana do rzeczywistych potrzeb Polaków.

Ostatecznie sytuacja podmiotów działających na tym rynku będzie zależała od kompozycji portfela realizowanych inwestycji, finansowania, z którego firma korzysta, w tym w szczególności charakterystyki zobowiązań takich jak obligacje korporacyjne, rezerw gotówki i dostępności do kapitału właścicielskiego. Generalnie jednak polski rynek deweloperski wchodzi w ten czas niewiadomych mocniejszy finansowo i instytucjonalnie, a także mądrzejszy o doświadczenia lat 2008-2009 i kolejnych. – Kazimierz Kirejczyk, ekspert JLL

Sektor bankowy na polskim rynku ma duży potencjał rozwoju technologii chmurowej

  • Accenture we współpracy ze Związkiem Banków Polskich przygotowali raport „Chmura obliczeniowa w sektorze bankowym na świecie, w Europie i w Polsce”, będący podsumowaniem danych z rynku i wiedzy ekspertów dotyczących chmury obliczeniowej.
  • Wyzwaniem, z którym często muszą mierzyć się banki jest wysiłek związany z przebudową lub migracją aplikacji. Tak wynika z ankiety przeprowadzonej wśród największych banków polskich.
  • Polski rynek ma duży potencjał rozwoju technologii chmurowej. Między innymi wskazuje na to decyzja Google, który tworzy nowy region w Polsce. Tą drogą mogą pójść również inni dostawcy chmury. Ważną rolę w rozwoju i wdrażaniu chmury odgrywa Operator Chmury Krajowej, czyli projekt banku PKO Banku Polskiego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju.
  • COVID-19 wprowadził stan niepewności w wielu dziedzinach życia i biznesu. Wydatki na IT mogą wzrosnąć zaledwie o 1% (wobec pierwotnie prognozowanego wzrostu o ponad 4%) – prognozy mogą być jeszcze rewidowane w dół.

Z raportu wynika, że sektor bankowy jest na wczesnym etapie wdrażania rozwiązań chmurowych. Chociaż ich stosowanie w tym obszarze wydaje się być czymś pożądanym w związku z dużą wartością dodaną, jaką generuje chmura, to banki nadal mają w tym aspekcie dużo do zrobienia. Przejście z fazy wczesnej adaptacji technologii chmurowej do fazy powszechnego stosowania zajmie im od 2 do 5 lat. Na proces wdrażania chmury w bankowości wpływają m.in. udostępnienie standardów i najlepszych praktyk, a także adaptacja bezpiecznych modeli wykorzystania chmury przez sektor. Ponadto eksperci wskazują także, że pandemia COVID-19 może stymulować rozwój cloud computing.

– Na chmurę obliczeniową patrzy się dzisiaj przede wszystkim przez pryzmat wzrostu wydajności i innowacyjności. Jest ona również podstawą tworzenia innowacji technologicznych. Aktualnie jesteśmy świadkami pandemii w nieznanej dotąd skali. Sytuacja ta niewątpliwie zmieni oblicze ekonomii całego świata, a także wpłynie na obszar relacji społecznych. Nagłą koniecznością stało się zastosowanie pracy zdanej. Ten nagły zwrot spowodował szybkie przyspieszenie rozwoju nowych potrzeb i ich zaspokojenia w drodze wykorzystania technologii. W ostatnim czasie obserwowaliśmy przeciążenia sieci, rozwiązań VPN, systemów pracy zdalnej i grupowej. Również można było zauważyć szybkie dostosowanie do zaistniałych warunków tych aplikacji, które stworzone zostały w architekturze „cloud native”, co umożliwiło ich niezwykle sprawne wyskalowanie. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, organizacje będą musiały spojrzeć w przyszłość, aby lepiej przygotować się do tego typu wyzwań. Zachodzące zmiany odbijają się również na sektorze bankowym. W obszarze tym można dostrzec zachowawczość we wdrażaniu nowych technologii. Warto zwrócić również uwagę na fakt, że wdrażanie chmury to także inwestycja w zasoby ludzkie. Organizacje muszą zrozumieć funkcjonowanie nowych platform, tak aby móc w pełni wykorzystać ich potencjał. Jednocześnie muszą liczyć się z potrzebą uzupełnienia kwalifikacji, tak aby w obszarze IT zapewniony był odpowiednio przygotowany zespół – mówi Mariusz Chudy, Managing Director, Intelligent Cloud & Infrastructure, Accenture Polska

Sektor bankowy zauważa, że wykorzystanie chmury pozwala na osiągnięcie wymiernych efektów, odpowiadając na obecne wyzwania. Wykorzystanie chmury daje szanse na redukcję kosztów związanych z utrzymaniem, zarządzaniem i konserwacją infrastruktury. Chmura „oferuje” elastyczne podejście do wydatków operacyjnych. Do tego dochodzą korzyści skali, dzięki którym koszty utrzymania infrastruktury IT są niższe. Chmura pozwala także na zmniejszenie niepewności, jaka wiąże się z wdrażaniem nowych pomysłów. Niskie początkowe nakłady inwestycyjne pozwalają ograniczać ryzyka finansowe związane z realizacją projektów.

Trzeba pamiętać również o bezpieczeństwie, przejrzystości i przewidywalności, które w kontekście sektora bankowego, odgrywają kluczową rolę. Największą niewiadomą dla banków są wciąż kwestie regulacyjne.

Warto zauważyć, że wiele w tym obszarze się zmienia. Pojawiają się regulacje mające na celu ułatwić migrację do chmury oraz przyczynić się do rozwoju usług chmurowych w sektorze. Mowa tutaj o komunikacie Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, który wydał zalecenia dla firm wykorzystujących usługi chmurowe oraz standardzie „Polish Cloud” opracowanym przez Związek Banków Polskich, we współpracy z Accenture oraz Kancelarią Kochański & Partnerzy.

– Banki i cały sektor finansowy, szczególnie w obecnym okresie wielu ograniczeń i konieczności nowego podejścia do zagadnień bieżącego funkcjonowania dostrzega wiele pozytywnych elementów związanych z implementacją chmury obliczeniowej. Szybsze i efektywniejsze dostosowanie do zmieniających się potrzeb klientów i otoczenia biznesowego, większa elastyczność we wdrażaniu nowych rozwiązań i co niezwykle ważne bezpieczne funkcjonowanie przy wykorzystaniu chmury obliczeniowej sprawiają, że banki już dzisiaj podejmują liczne działania związane z tą sferą swojego rozwoju. Dlatego też pod patronatem Związku Banków Polskich i we współpracy z bankami i firmami technologicznymi, powstał Standard wdrożeń rozwiązań chmurowych, który zawiera praktyczne zasady przygotowania i przeprowadzenia skutecznego wdrożenia chmury obliczeniowej biorąc pod uwagę wszystkie wymagania prawne wynikające z uregulowań i wymagań nadzorczych. Standard niewątpliwie z znaczny sposób ułatwia i pomaga w niełatwym procesie zastosowania chmury obliczeniowej w określonej części działalności bankowej – mówi Wojciech Pantkowski Dyrektor Zespołu Systemów Płatniczych i Bankowości Elektronicznej, Związek Banków Polskich

Z ankiety przeprowadzonej przez Accenture i Związek Banków Polskich wynika, że większość banków posiada plan wykorzystania rozwiązań chmurowych, a także strategię rozwoju i budowy aplikacji w chmurze. Ankietowani deklarują, że na razie udało się uzgodnić podstawowe praktyki i rozpoczęto wdrażanie narzędzi. Wyniki ankiety wskazują, że banki nie mają jasnych preferencji co do formy usług chmurowych – banki wskazały zarówno na wykorzystanie modelu Software as a service, jak i usług Infrastructure as a service czy Platform as a service. Większość odpowiedziała, że wykorzystuje jedynie pojedyncze aplikacje w modelu chmurowym.

Problemem, z którym muszą mierzyć się banki, to także brak lub niewielkie doświadczenie zespołów IT we wdrażaniu chmury, czy dopasowanie przejścia do chmury w ramach cykli inwestycyjnych w obszarze IT w danej firmie. Wyzwaniem dla sektora jest także wysiłek, jaki trzeba włożyć w przebudowę lub migracją aplikacji, tak aby działały w chmurze obliczeniowej. Oprócz wyzwań z jakim musi zmierzyć się cały rynek, banki dodatkowo muszą wziąć pod uwagę wewnętrzne bariery przy wdrażaniu chmury.

– Aby chmura mogła się rozwijać trzeba nie tylko przezwyciężyć mity. Potrzebne jest do tego również sprzyjające otoczenie. Z jednej strony musi ono przyczyniać się do większego bezpieczeństwa, ale też nie może być czynnikiem hamującym rozwój chmury. Nasze badanie pokazało, że największą niewiadomą są kwestie związane z regulacjami, a także brak odpowiedniego doświadczenia w procesach związanych z wdrażaniem chmury. Sektor bankowy stoi dzisiaj przed wyzwaniem związanym z przetwarzaniem, obsługą analityczną i monetyzacją ogromnych zasobów danych. Banki, aby sprostać wyzwaniom powinny zmienić nastawienie organizacji do wykorzystywania usług chmurowych. Przede wszystkim istotna wydaje się być zmiana podejścia jednostek bezpieczeństwa, przezwyciężenie barier wewnętrznych regulacji, a także zwiększenie kompetencji zespołów IT i procesów zarządzania zmianą w organizacji. Sektor bankowy się zmienia, ale zmieniają się też oczekiwania klientów. Niezależnie od wyboru metody migracji, z punktu widzenia banku, istotne stają się przewagi biznesowe, szybkie i tanie dostarczanie usług dopasowanych do oczekiwań rynku. Dlatego zmiana podejścia organizacji wydaje się być uzasadniona, ponieważ dzięki możliwościom chmury banki są w stanie tworzyć nowe modele biznesowe i ekosystemy firm wspólnie dostarczających usługi, a tym samym docierając do klientów efektywnie i reagując na nowe wyzwania rynkowe – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture Polska.

Accenture na podstawie przeprowadzonych ankiet, aktualnych trendów oraz doświadczenia w obszarze rozwiązań chmurowych opracował zestaw rekomendacji adresujących potrzeby lokalnego rynku, wymagań oraz oczekiwań dot. wykorzystania technologii chmurowej stawianych wobec banków i innych podmiotów działających w sektorze finansowym. Pełny raport „Chmura obliczeniowa w sektorze bankowym na świecie, w Europie i w Polsce” dostępny jest na stronie: https://www.accenture.com/pl-pl/insights/banking/report-poland-cloud-banking-2020

Kwiecień w polskich sklepach internetowych lepszy niż Black Friday

Niemal we wszystkie dni kwietnia ruch w sklepach korzystających z oprogramowania Shoper był wyższy niż podczas ostatniego Black Friday, który tradycyjnie jest rekordowy w całym polskim internecie. W pierwszy wtorek po Wielkanocy, mimo braku wysokich rabatów, klienci sklepów Shoper złożyli w nich 10 proc. więcej zamówień niż w ubiegłoroczny Czarny Piątek.

Większość sprzedawców internetowych nie odczuła efektów zakupowej paniki, która w marcu wyczyściła półki w drogeriach i marketach spożywczych. Jednak od początku pandemii, z każdym tygodniem, mają coraz więcej pracy.

Jak i dlaczego rośnie sprzedaż w e-sklepach?

Z danych platformy Shoper, z której korzysta ponad 13 tys. sprzedawców internetowych w Polsce, wynika, że pod koniec marca liczba transakcji w działających na niej sklepach osiągnęła wartości notowane ostatnio w gorącym okresie przed Bożym Narodzeniem, a w kwietniu przewyższa rekordowe wyniki z ostatniego Black Friday. O ile jednak ostatni piątek listopada jest zawsze krótkim zakupowym świętem, teraz zarówno ruch jak i sprzedaż utrzymują się na nadzwyczaj wysokim poziomie dzień w dzień, a nawet powoli rosną.

– Na początku wszyscy sądziliśmy, że narodowa kwarantanna potrwa parę tygodni i zapewne zakończy się około Wielkanocy, więc wpływ pandemii na zakupy w sieci nie był spektakularny, a niektóre branże odnotowały spadki. Z czasem zaczęliśmy uczyć się funkcjonowania na nowych zasadach, więc zamiast odkładać zakup ubrań, kosmetyków czy sprzętów domowych – coraz chętniej robimy je w sieci. Obawy, że kurierzy nie poradzą sobie z nadmiarem zamówień, nie potwierdziły się – paczki docierają sprawnie, co zachęca do dalszych zakupów – wyjaśnia Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Hity sprzedażowe wciąż powiązane z pandemią

Jedynym momentem, gdy wiosenny trend wzrostowy na platformie Shoper został zastopowany, zarówno pod względem liczby wizyt w e-sklepach jak i dokonywanych w nich zakupów, był wielkanocny weekend. W tym nie ma jednak nic niezwykłego. Sprzedaż online zazwyczaj jest wyższa w dni robocze, a maleje w soboty, niedziele i święta. Jednak nawet w okresie wielkanocnym rekordy popularności biły artykuły związane z zagrożeniem wirusem i domową izolacją.

– W Wielkanoc największy przychód odnotowaliśmy na sprzedaży artykułów ochronnych. Statystykę otwierają rękawiczki nitrylowe, zaraz za nimi są maseczki bawełniane i kilka innych rodzajów rękawic. Pierwszym nie-medycznym produktem w tym zestawieniu są meble ogrodowe. Ich popularność też można wiązać z przymusowym spędzaniem dłuższego czasu w domu. Z podobnych powodów w czołówce zakupowej znalazły się zapewne laptopy i grille gazowe – zauważa Oliwia Tomalik.

Zaraz po świętach statystyki sklepów znów poszły w górę. Pierwszy tydzień po Wielkanocy zakończył się na platformie zawarciem o 14 proc. wyższej liczby transakcji sprzedażowych niż podczas ostatniego Black Week.

Jak zmieniają się nastroje Polaków w czasie izolacji?

Już ponad połowa Polaków (55%) przewiduje, że pandemia w kraju wygaśnie nie wcześniej niż za trzy miesiące – wynika z najnowszego barometru nastrojów konsumenckich „Polacy w czasie epidemii” zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research. Istotnie za to rozbudziły się nadzieje, co do rychlejszego swobodnego korzystania z centrów handlowych, kin i teatrów – 73% Polaków liczy na ponowne otwarcie tych miejsc już w ciągu najbliższego miesiąca.

W miniony weekend podczas wspólnej konferencji premiera i ministra sportu ogłoszono rządowy plan znoszenia ograniczeń dotyczących sportowej aktywności. Tydzień temu przestały obowiązywać niektóre restrykcje, m.in. związane z korzystaniem z parków i lasów oraz zaprojektowano wieloetapowy plan łagodzenia pozostałych obostrzeń. Stopniowe znoszenie ograniczeń w dostępie do usług, czyli tzw. „odmrażanie” gospodarki zainicjowano wcześniej w innych krajach UE np. w Austrii a podobne działania w najbliższym czasie planowane są również u naszych południowych sąsiadów.

Jak ostatnie zapowiedzi rządu wpływają na nastroje i oczekiwania społeczne? Zestawiając dane z sprzed dwóch tygodni obserwujemy, że nadal 1/3 Polaków deklaruje, że ciągłe przebywanie w izolacji jest dla nich bardzo uciążliwe. Najbardziej (44% wskazań) dokucza nam ograniczony kontakt z naturą (44%) oraz narastające poczucie nudy i rutyny, przekładające się na wrażenie, że każdy dzień wygląda tak samo (41%). Te dwie uciążliwości izolacji były także jednymi z najczęściej wymienianych w poprzednim pomiarze barometru nastrojów.wykres_2 (1)

Poziom skrajnie negatywnych odczuć wobec izolacji utrzymuje się na niezmiennym poziomie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni. Trudno jednak na razie jednoznacznie ocenić, czy jest to efekt swoistego przyzwyczajania się Polaków do panujących warunków, czy też wzajemnego znoszenia się różnych oczekiwań, co do najbliższych miesięcy – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research.  Co ciekawe, jeżeli przyjrzymy się strukturze najchętniej cytowanej w psychologii piramidy autorstwa A. Maslowa, to stwierdzimy, że izolacja uwydatnia w nas tęsknotę za dwiema zupełnie różnymi kategoriami potrzeb. Z jednej strony, mamy ograniczony kontakt z naturą, który jest potrzebą czysto fizjologiczną (dostęp do przestrzeni, tlenu, wody itp.), z drugiej – nudę, rutynę, które hamują w nas potrzebę posiadania celów i samorealizacji, kreatywności, zauważa Zimolzak.

Poziom napięć i odczuwanego braku komfortu wynikającego z izolacji może mieć przełożenie na zmianę subiektywnych prognoz Polaków dotyczących przyszłych wydarzeń związanych z epidemią. Aż 55% Polaków wskazuje, że brak nowych przypadków zachorowań nastąpi dopiero za 3 miesiące, nie wcześniej – co jest istotnie wyższym odsetkiem (wzrost o 19 pkt proc) w porównaniu z poprzednim pomiarem. Jeżeli natomiast chodzi o nowe regulacje pracy lokali usługowych, galerii czy teatrów, 30% ankietowanych wyraziło nadzieję na zniesienie ograniczeń do końca kwietnia, a 43% wskazało czas krótszy niż 1 miesiąc. Oznacza to, że blisko trzy czwarte Polaków jest przekonanych, że od połowy maja będzie można ponownie korzystać z centrów handlowych oraz instytucji kultury. Stanowi to istotnie znaczący przyrost wskazań w porównaniu do poprzedniego pomiaru, gdzie zaledwie jedna trzecia Polaków przewidywała, że nastąpi to na przestrzeni miesiąca.wykres_1 (1)

Wysoki poziom niezadowolenia z bieżącej sytuacji może powodować rosnące uczucie zniecierpliwienia i wpływa bardzo mocno na wyczekiwanie nadejścia momentu rozluźnienia restrykcji i chociaż częściowego powrotu do stylu życia sprzed epidemii – uzupełnia Zimolzak. Wydaje się, że Polacy zaakceptowali niedawne słowa ministra zdrowia i pogodzili się z prognozą, że koronawirus będzie nam towarzyszył jeszcze przez długie miesiące. Z drugiej strony, wydłużona perspektywa epidemii wzbudziła w Polakach nadzieję na wzmożone działania rządu w związku ze znoszeniem restrykcji i powrotem do relatywnej normalności. A zapowiedzi tych działań rozbudziły społeczny apetyt na znoszenie kolejnych ograniczeń. Czy realizacja postanowień spełni oczekiwania Polaków? Pokażą to najbliższe tygodnie.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 15-17.04.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1000 ankiet z reprezentatywną próbą grupą Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z drugiego pomiaru.

Szczegółowe informacje o projekcie

Projekt badawczy „Polacy w czasie epidemii” to cykliczny barometr nastrojów i zachowań konsumenckich w czasie izolacji. Realizowany jest co dwa tygodnie przy pomocy wystandaryzowanego kwestionariusza. Więcej informacji o projekcie dostępnych jest na stronie agencji SW Research (https://swresearch.pl/covid19), a pełne raporty z każdej fali badania publikowane są w zakładce „Raporty” (https://swresearch.pl/raporty).

Klęska urodzaju w czasach kryzysu

Kryzys gospodarczy związany z epidemią koronawirusa już dziś dotknął niemal wszystkich firm i każda spośród  nich usiłuje mu sprostać. Dla większości oznacza to spadek dochodów oraz redukcję etatów. Jednak są też firmy, które znalazły się w zgoła innej sytuacji. Dla tych nielicznych, którzy oferują produkty czy usługi, cieszące się obecnie zwiększoną popularnością problem stanowi konieczność szybkiej rozbudowy zespołu. Jak robić to skutecznie i rozwijać biznes?

Firmy przeżywające teraz nieoczekiwane prosperity i szukające pracowników „na już” mają przed sobą wyzwanie, od którego zależy ich przyszłość. Jeśli w okresie zwiększonego zapotrzebowania na swoje usługi utrzymają wysoką jakość i dobry client service, to z kryzysu mogą wyjść większe i silniejsze. Taki nagły wzrost spotkał szczególnie firmy dostarczające zakupy i jedzenie, które muszą zwiększać zatrudnienie, by podołać zwiększonej fali zamówień i przywrócić zwyczajowe terminy dostaw. Co powinny zrobić, by szybko i skutecznie zatrudnić tak potrzebnych pracowników?

Organizacje w takiej sytuacji z pewnością powinny wspierać płatnie swoje rekrutacje i korzystać z kampanii w social mediach. Komunikację warto oprzeć o mocne komunikaty z wyraźnym call to action. Warto szczególnie podkreślać bezpieczeństwo zatrudnienia i stabilność dochodu, czyli te aspekty, które obecnie dla kandydatów są znacznie ważniejsze niż karta sportowa czy owocowe czwartki. Z tego samego powodu warto też targetować swoje głoszenia i próbować dotrzeć do osób, które w związku z tąpnięciem gospodarczym właśnie straciły pracę, np. komunikatami opartymi o takie hasła jak „praca w czasie pandemii”, „praca dorywcza”, czy „zasiłek dla bezrobotnych”.

Organizacja wiedząc o tym jakiego kandydata poszukuje, powinna przeprowadzić segmentacją kanałów dotarcia. Do przyszłych stażystów i asystentów najłatwiej dotrzeć na Instagramie, TikToku, Snapchacie czy za pośrednictwem influencerów, natomiast pracowników fizycznych czy bez wyjątkowych kwalifikacji warto poszukiwać za pomocą kampanii Facebook, YouTube i Google. Okres kryzysu dla stabilnej organizacji, to również dobry moment na uzupełnianie kadry o osoby z wysokimi kwalifikacjami. Takich kandydatów najlepiej szukać za pomocą kampanii w Google i na LinkedIn, a także za pomocą portali agregujących oferty pracy. Co jeśli jednak szukamy wyjątkowych kwalifikacji, pracownika niejako stworzonego dla potrzeb danej firmy? W takim przypadku najskuteczniejsze będzie wykorzystanie LinkedIn. Dzięki dobrze przeprowadzonej kampanii w tym medium może wyłuskać wymarzonego pracownika, targetując kampanię na kandydatów pracujących w danej branży, na określonych stanowiskach, mających doświadczenie u konkurencji, oraz o odpowiednim stażu pracy i konkretnych umiejętnościach. Oczywiście dane demograficzne, czy dotyczące lokalizacji i zainteresowań możemy określać tak samo jak na platformach Facebook czy Google, co ostatecznie daje nam duże możliwości w precyzyjnym dotarciu do najlepszych kandydatów. Na LinkedIn możesz też wysłać spersonalizowaną wiadomość sponsorowaną, która w praktyce jest reklamą, ale dla odbiorcy jest to najmniej wymagająca forma komunikacji, która jest przy tym bardzo skuteczna.

Niezależnie od tego, czy firma przeżywa teraz kryzys, czy okres prosperity, warto wdrożyć kilka rozwiązań employer brandingowych już dziś. Wykorzystując okres przestoju można opracować fundament pod przyszłe rekrutacje. Dlatego warto przyłożyć się z zespołem do zdefiniowania grupy docelowej, na podstawie przykładów kandydatów, których najczęściej poszukujesz. Następnym krokiem, jest wybór kanałów, w których będziesz się komunikować i opracowanie wariantów komunikatów, zależnych od medium, w którym będą publikowane. Żeby zmierzyć siłę swoich działań i docierać w przyszłości do grupy, do której dotarła kampania warto wpiąć na  stronie rekrutacyjnej pixel reklamowy, dzięki któremu można mierzyć konwersję i retaregetować komunikację do osób, które już odwiedziły twoją stronę.

Kiedy już opadnie kurz kryzysu, w najlepszej sytuacji będą te firmy, które wykorzystały ten czas i szukały możliwości rozwoju.

Michał Wełna, Founder & CEO domu mediowego Czarna Owca

Pandemia przyspieszyła wzrost handlu internetowego? Dane National Retail Federation oraz Salesforce

Według Salesforce Shopping Index w I kwartale 2020 nastąpił 20% wzrost sprzedaży internetowej. E-sklepy odwiedziło w tym czasie o 40% unikalnych klientów więcej, niż miało to miejsce rok temu. Rozwojowi e-commerce towarzyszy załamanie handlu tradycyjnego. W tym obszarze analitycy identyfikują 6 poważnych problemów, które pojawiły się w wyniku pandemii.

Jak COVID-19 wpłynął na handel na świecie? W związku z pandemią rządy wielu państw podjęły decyzje o wprowadzeniu ograniczeń w handlu towarami niebędącymi produktami pierwszej potrzeby. Wiele sklepów stacjonarnych pozostaje zamkniętych od ponad miesiąca lub działa w ograniczonym stopniu. Przymusowa kwarantanna i zaordynowany „dystans społeczny” spowodowały, że sklepy, które pozostały otwarte, odwiedza mniej klientów, bo albo przenieśli oni zakupy do Internetu, albo ograniczyli do niezbędnego minimum częstotliwość wizyt w sklepach. Jakie są skutki gospodarcze tych zjawisk?

Są już dane pozyskane bezpośrednio od podmiotów zajmujących się sprzedażą detaliczną i e-commerce. Część z informacji pochodzi od członków National Retail Federation (NRF), największego na świecie stowarzyszenia zrzeszającego podmioty handlu detalicznego, a część wprost z systemów Salesforce obsługujących procesy sprzedaży, marketingu i obsługi klientów ponad 150 tys. firm. Co mówią dane? 87% firm zajmujących się sprzedażą detaliczną potwierdza, że pandemia w znacznym stopniu wpłynęła na ich działalność, co przejawia się tym, że:

  • 94% sprzedawców detalicznych już doświadcza lub spodziewa się gwałtownego spadku ruchu w swoich sklepach,
  • 88% obawia się, że ich dostawcy będą mieli ograniczone możliwości zarówno produkcyjne, jak i w zakresie terminowych dostaw,
  • 81% albo zmuszonych było zredukować liczbę etatów, albo też już dziś spodziewa się braków kadrowych, gdy kwarantanna społeczna się skończy,
  • 77% twierdzi, że w handlu nadejdą opóźnienia w logistyce,
  • Ponad połowa (53%) działających sklepów tradycyjnych redukuje czas pracy,
  • 49% spodziewa się niedoboru towarów w magazynach,
  • 35% sprzedawców detalicznych nadal płaci pracownikom wynagrodzenia za pełne godziny pracy, pomimo przymusowego zamknięcia sklepów.

Handel w sieci – bezprecedensowy wzrost

Rozwój bądź uruchomienie kanałów e-commerce jest dla detalistów szansą na wyjście obronną ręką z kryzysu lub przynajmniej zminimalizowanie jego skutków. Według Salesforce Shopping Index – wskaźnika aktualizowanego na bieżąco w oparciu o dane z systemu Salesforce Commerce Cloud i zachowania milionów konsumentów z całego świata, w pierwszym kwartale 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 r. nastąpiły bezprecedensowe zmiany w handlu internetowym, a przecież pandemia w Ameryce i Europie rozwinęła się dopiero w marcu. Oto, co zarejestrowały systemy transakcyjne:

  • 20% wzrost obrotów w sektorze e-commerce (w porównaniu do 12% wzrostu w I kwartale 2019 r.) – taki skok jest wyższy od tych, jakie notuje się w najlepszych dla handlu okresach świątecznych,
  • średnio 15% większy ruch na stronach internetowych e-sklepów,
  • 40% wzrost liczby nowych klientów, tzn. tych osób, które po raz pierwszy odwiedziły stronę internetową sklepu i zrobiły zakupy,
  • średnio 5% wzrost wydatków na jednego kupującego – to także znacznie powyżej wzrostów w okresach świątecznych.

COVID-19 wywołał 6 zasadniczych problemów

Analitycy NRF i Salesforce zwracają uwagę na kluczowe problemy, jakie dotknęły handel detaliczny w związku z pandemią COVID. Zamknięcie granic państw oraz ograniczenie działalności producentów (zwłaszcza z Chin) zaburzyło lub przerwało łańcuchy dostaw. Znaczna część sklepów stacjonarnych przestała działać, a konsumenci istotnie zmniejszyli wydatki, co z kolei spowodowało tąpnięcie w popycie wewnętrznym w wielu krajach. W rezultacie handel detaliczny mierzy się dziś z 6 ogromnymi problemami:

  1. Dostawy – Początkowa panika konsumentów wywołała masowe zakupy podstawowych artykułów, co wyczerpało krótkoterminowe zapasy i przyspieszyło konieczność ich uzupełnienia. W tym samym czasie chińska produkcja przemysłowa wyraźnie spowolniła, co wpłynie niekorzystnie na realizację zwiększonych zamówień przez cały światowy handel w okresie, gdy pandemia się skończy. 88% sprzedawców detalicznych już dziś uważa, że ich dotychczasowi dostawcy będą mieli ograniczoną wydajność.
  2. Popyt – nastąpił nagły i drastyczny spadek popytu na towary niebędące produktami pierwszej potrzeby w czasie pandemii. Wiele kategorii produktów zalega w magazynach nieczynnych sklepów, a obawy związane z pandemią niekoniecznie będą skłaniać konsumentów do wzmożonych zakupów po jej zakończeniu. Odbudowanie popytu do poziomów sprzed pandemii prawdopodobnie wymagało będzie długiego okresu.
  3. Finanse – długoterminowe ograniczenie popytu dla handlu będzie fatalne w skutkach, ponieważ większość sprzedawców detalicznych działa przy względnie niskich marżach i przy tym posiada niewielkie rezerwy kapitałowe. Większości ustalonych celów finansowych na obecny rok nie zostanie zrealizowana, a sklepy będą zmuszone poszukiwać alternatywnych źródeł finansowania, których koszt może je dodatkowo dociążyć.
  4. Płynność finansowa – zapewnienie dostępu do nowych źródeł finansowania będzie kluczowym problemem, ponieważ dochody z zakupów dokonywanych przez klientów istotnie się zmniejszyły, najpewniej nie wzrosną szybko, a do tego łańcuch dostaw został zaburzony. Z tego powodu wiele firm może mieć trudności ze spłatą zadłużenia, co zwiększa ryzyko potencjalnej upadłości.
  5. Przepływy pieniężne – wszelkie koszty zmienne, takie jak wynagrodzenia, wydatki na marketing, nowe technologie, utrzymanie procesów oraz inne wydatki, które nie mają kluczowego znaczenia dla działalności gospodarczej, będą pod silną presją w związku z potrzebą redukcji kosztów.
  6. Pracownicy – w czasie pandemii pracownicy są na pierwszej linii frontu, co naraża ich na ryzyko zachorowania. Dostępność nowych kadr jest mocno ograniczona. Z kolei dla pracowników centrali, praca z domu jest zupełnie nowym doświadczeniem. Zazwyczaj tak nagłe przestawienie się z pracy biurowej na telepracę, połączone z koniecznością opieki nad potomstwem, które uczy się w domu, powoduje duży spadek efektywności i produktywności pracowników.

e-commerce na prowadzeniu

O ile pandemia wywołała wstrząs w całej branży, handel detaliczny już od kilku lat zmaga się z wyzwaniami związanymi ze spowolnieniem ruchu w sklepach stacjonarnych, zmianą wzorców zakupowych i rosnącą konkurencją ze strony Internetu.

e-commerce sukcesywnie z roku na rok nabierał znaczenia i nie raz wskazywany był w publikacjach Salesforce jako kanał sprzedaży o dużym potencjale. Już dwa lata temu (raport „2018 Holiday Shopping Report” w okresie przedświątecznym handel przenosił się do Internetu, w tym m.in. do mediów społecznościowych. Raport „Connected Shoppers Report” z 2019 r. informował, że klienci pierwszych zakupów dokonują najczęściej w sklepach stacjonarnych, ale aż 75% powtarzających się zakupów już realizują przez Internet, co powoduje, że sklepy masowo dokonują digitalizacji swojej oferty i umożliwiają dokonanie zakupów przez sieć. Kryzys wywołany pandemią znacząco przyspieszył rozwój kanałów e-commerce zastępując zakupy w zwykłych sklepach. Cóż z tego, skoro np. w Warszawie nie sposób już zamówić dostawy podstawowych zakupów do domu, gdyż wszystkie możliwości transportu są przez klientów zarezerwowane na trzy najbliższe tygodnie? Jak widać, logistyka nie nadąża za wzrostem potrzeb.

Shopping Index Salesforce za I kwartał 2020 r. potwierdza ten trend. Handel elektroniczny w I kwartale tego roku urósł o 20% w porównaniu do I kwartału 2019 r. Najwyższe zyski z e-commerce odnotowała branża artykułów gospodarstwa domowego (51%), gier i zabawek (34%) i odzieży sportowej (31%). Ruch w sieci zwiększył się średnio o 15%, a wydatki kupujących o 5% (średnia kwota wydana na jedną wizytę w e-sklepie). Oczywiście nie wszystkie sklepy internetowe generują obecnie większe zyski.

Pandemia spowodowało również, że w I kwartale 2020 zwiększyła się o 27% ilość sklepów oferujących zakupy przez Internet z odbiorem w fizycznej lokalizacji (BOPIS – buy online, pick up in store). Trend ten był widoczny już w 2019 r. W trzeciej edycja raportu Salesforce „Connected Shoppers Report” aż dwie trzecie młodych konsumentów z pokolenia Y składało zamówienia online z opcją odbioru w sklepie. Dziś model ten upowszechnia się bez względu na przynależność do grupy wiekowej. Między 10 marca a 20 marca (w czasie największej paniki zakupowej) przychody rejestrowane w modelu BOPIS wzrosły o 92%.

W polskim e-commerce także duże wzrosty

Podobnie jak w innych krajach, w Polsce w czasie pandemii handel detaliczny został w dużej mierze sparaliżowany i wielu klientów poszukuje możliwości zaopatrywania się przez Internet. Od początku ogłoszenia stanu epidemicznego nie tylko znacznie wzrosła ilość zamówień realizowanych w kanałach e-commerce, ale też pojawiło się w sieci wiele nowych sklepów. Według raportu agencji badawczej Mobile Institute „e-Commerce w czasie kryzysu 2020”, który powstał na zlecenie Izby Gospodarki Elektronicznej, w czasie kwarantanny 38% badanych zrobiło zakupy w sieci; 55% klientów kupowało środki czystości, a 48% żywność. Kupowano również odzież i obuwie oraz produkty z kategorii zdrowie, a także artykuły dla zwierząt. Wg danych Polskiego Systemu Płatności, który jest operatorem BLIK, w marcu aż o 270% wzrosła sprzedaż w sklepach ze sprzętem elektronicznym, duże zyski odnotowały też usługi streamingowe.

Wzrost sprzedaży online potwierdzają komunikaty prasowe opublikowane przez firmy, według których udział e-commerce w sprzedaży w pierwszym kwartale 2020 roku jest tak wysoki, jak nigdy dotąd. Vistula Retail Group przyznaje, że jej przychody ze sprzedaży w kanale internetowym w I kwartale 2019 r. stanowiły 15,5% ogółu przychodów, natomiast w I kwartale 2020 r. będzie to już 24%. Komputronik odnotowuje kilkudziesięcioprocentowy wzrost odwiedzin w swoim sklepie internetowym, a w Grupie CCC sprzedaż online, która w marcu 2019 r. stanowiła 25% ogółu sprzedaży, w marcu 2020 r. wzrosła do 45%.

Na fali popularności e-commerce rośnie też liczba nowych sklepów. Raport przygotowany przez serwis Wiadomości Handlowe, który przeanalizował dane z platformy Shoper pokazuje, że zainteresowanie otwarciem sklepu online, zwiększyło się prawie o połowę, w odniesieniu do roku poprzedniego. Dane za okres od 1 stycznia do 15 marca 2020 r. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego pokazują, że liczba sklepów oferujących książki i multimedia zwiększyła się o 23%, artykuły spożywcze – o 18%, upominki i akcesoria – o 17%. Na kolejnych miejscach plasują się kategorie: zdrowie i uroda oraz dom i ogród (po 16%). Natomiast sklepów jubilerskich i z odzieżą otwarto o 15% mniej.

Czy wzrosty w e-commerce utrzymają swoją dynamikę? Trudno przewidzieć, ponieważ obecnie sytuacja na rynku jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Czas pokaże.

Handel detaliczny w Niemczech: Bardzo powolne znoszenie blokad

Niemcy były pierwszym dużym europejskim rynkiem detalicznym, na którym 20 kwietnia zniesiono ogólnokrajowe ograniczenia nałożone na „sklepy inne niż niezbędne”, kończąc pięciotygodniowe obowiązkowe zamknięcie większości sklepów niespożywczych. Chociaż ten ruch był wyczekiwany przez właścicieli sklepów bez obrotów, ale zobowiązanych do regulowania swoich rachunków to uważamy, że mimo wszystko sektor handlu jest daleki od wyjścia na prostą. Uwzględniając wielkość segmentów, sezonowość i ograniczenia, w Allianz i Euler Hermes szacujemy, że to pięciotygodniowe zamknięcie sklepów z towarami pierwszej potrzeby (oryg. „innych niż niezbędnych”) mogło kosztować niemieckich detalistów 26 mld EUR w obrotach.

Dwie prędkości wychodzenia z blokady

Głównym punktem stopniowego wychodzenia z blokady jest wyłączenie sklepów o powierzchni przekraczającej 800 metrów kwadratowych, której to decyzji, sprzeciwiła się największa organizacja handlowa w kraju (HDE). Ponieważ średnia wielkość sklepów różni się znacznie w poszczególnych segmentach, oczekuje się, że to ograniczenie wprowadzi restart dwóch prędkości sektora detalicznego. Patrząc na dane strukturalne dotyczące niemieckiej powierzchni handlowej, zauważymy bowiem, że to sprzedawcy mebli prawdopodobnie najbardziej ucierpią z powodu tego ograniczenia, gdyż ze średnia wielkość ich sklepów to około 1400 metrów kwadratowych. Wielobranżowe domy handlowe, o średniej powierzchni 730 metrów kwadratowych, stanowią granicę dla znoszenia obostrzeń, a także sprzedawcy elektroniki (370 m2), chociaż Ci naturalnie w mniejszym stopniu. A warto przy tym zauważyć, że segmenty o średniej wielkości sklepów poniżej 800 m2 odpowiadają za ponad 80% obrotów sklepów z towarami pierwszej potrzeby.

Utrzymanie płynności jest najważniejszym priorytetem

W Allianz i Euler Hermes oceniamy, że powrót do normalności będzie stopniowy, z dystansowaniem społecznym i rygorystycznymi przepisami dotyczącymi higieny prawdopodobnie zajmie to miesiące, a zaufanie konsumentów będzie utrzymywać się na niskim poziomie. Środki wsparcia, mające na celu pomoc przedsiębiorstwom w zaspokojeniu ich potrzeb finansowych, będą miały zasadnicze znaczenie, podobnie również jak staranny monitoring przepływu gotówki:

  • Detaliści przed złożeniem nowych zamówień w pierwszej kolejności oczyszczą magazyny i odblokują kapitał uwięziony w zapasach. Zakupione już towary odpowiadają za około dwie-trzecie wydatków sprzedawców detalicznych, przy czym zapasy mieszczą się w przedziale 40 do 120 dni normalnej działalności w przypadku dużych detalistów i w poszczególnych segmentach. W niektórych specyficznych segmentach, zapasy tracą wartość bardzo szybko (moda, kwiaty…) i sprzedawcy są bardziej podatni na ryzyko niedoboru środków pieniężnych.
  • Ponieważ napływ klientów do sklepów będzie powracał do normalnych poziomów bardzo stopniowo, ich właściciele również prawdopodobnie będą stosować Kurzarbeit tak długo, jak to będzie możliwe. Koszty pracy, w tym składki na ubezpieczenie społeczne, stanowią średnio około 15% łącznych wydatków w handlu.
  • Co do czynszów najmu (średnio 5% łącznych wydatków), krążą niepotwierdzone informacje o najemcach starających się negocjować warunki lub odroczyć terminy płatności czynszu. Dotyczy to nawet renomowanych, powszechnie znanych marek. Dane z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych pokazują, że w ciągu ostatnich tygodni załamało się regulowanie płatności czynszu najmu lokali w terminie.

Rysunek 1: 10 czołowych segmentów dóbr innych niż pierwszej potrzeby w Niemczech i średnia powierzchnia handlowa w nich

Segment Średnia powierzchnia handlowa Szacowane obroty w 2019 r. (mld EUR)
Odzież 268 47
Meble 1416 32
Sprzęt informatyczny i komunikacyjny 161 30
Farby, lakiery, materiały budowlane i materiały „zrób to sam” 1365 21
Artykuły kosmetyczne i toaletowe 259 18
Sprzęt audiowizualny 371 15
Sprzęt sportowy 215 14
Dobra głównie ze sklepów niespecjalistycznych i niespożywczych 731 13
Kwiaty, rośliny, nasiona, nawozy, zwierzęta domowe 244 11
Elektryczne artykuły gospodarstwa domowego 155 11

Źródło: Euler Hermes, obliczenia Allianz Research, Destatis

Rysunek 2: Wydatki 10 czołowych segmentów dóbr innych niż pierwszej potrzeby w Niemczech (% całości)

Segment Zakup towarów Personel, w tym składki na ubezpieczenie społeczne Czynsze i dzierżawy Inne
Odzież 54% 19% 11% 16%
Meble 57% 16% 6% 21%
Sprzęt informatyczny i komunikacyjny 71% 15% 3% 11%
Farby, lakiery, materiały budowlane i materiały „zrób to sam” 64% 19% 7% 10%
Artykuły kosmetyczne i toaletowe 67% 15% 6% 12%
Sprzęt audiowizualny 76% 11% 3% 10%
Sprzęt sportowy 67% 15% 5% 12%
Dobra głównie ze sklepów niespecjalistycznych i niespożywczych 53% 19% 8% 20%
Kwiaty, rośliny, nasiona, nawozy, zwierzęta domowe 60% 22% 6% 12%
Elektryczne artykuły gospodarstwa domowego 67% 17% 3% 13%

Źródło: Euler Hermes, Allianz Research, Destatis

Autor: AURÉLIEN DUTHOIT, Starszy Doradca Sektorowy Euler Hermes, Allianz Research

Dofinansowanie z FGŚP – 10 najczęstszych pytań

Lawina wniosków o dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych ruszyła. Dodatkowo, reguły korzystania z tej formy wsparcia cały czas ulegają zmianom w związku z kolejnymi nowelizacjami ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. Szybkiego ubiegania się o pomoc nie ułatwia konstrukcja samych formularzy, za pomocą których należy złożyć wniosek.

Wszystko to kumuluje szereg pytań po stronie przedsiębiorców, chcących jak najszybciej uzyskać wsparcie.

Poniżej przedstawiamy najczęściej zgłaszane wątpliwości pracodawców dotyczące warunków i sposobu ubiegania się o dofinansowanie.

  1. Czy dofinansowanie może być udzielone do wynagrodzeń pracowników zatrudnionych na umowach terminowych?

Ustawa nie wprowadza ograniczeń co do możliwości dofinansowania wynagrodzeń osób, które zatrudnione są na czas określony. Istotne jest jedynie, by ich umowy o pracę obowiązywały przynajmniej w części okresu, którego dotyczy wniosek. W razie wygaśnięcia umowy o pracę w tym okresie, pracodawca będzie miał obowiązek poinformowania o tym fakcie wojewódzki urząd pracy, który udziela wypłat, gdyż okoliczność ta wpłynie na wysokość należnego za dany miesiąc dofinansowania.

  1. Co w przypadku, gdy pracownik objęty dofinansowaniem, w trakcie jego pobierania, zechce sam zwolnić się z pracy?

Warunkiem braku obowiązku zwrotu dofinansowania z odsetkami, jest zakaz wypowiedzenia umowy o pracę pracownikom objętym dofinansowaniem z przyczyn niedotyczących tego pracownika w okresie pobierania świadczeń.

Umowa o pracę może się jednak skończyć np. ze względu na upływ jej terminu obowiązywania, czy z inicjatywy samego pracownika. Może również zostać rozwiązana przez pracodawcę z przyczyn dotyczących pracownika – w szczególności w trybie dyscyplinarnym. Takie przypadki należy niezwłocznie (w ciągu 7 dni roboczych) zgłosić do wojewódzkiego urzędu pracy. Nie wiążą się one jednak z koniecznością zwrotu dofinansowania.

  1. Czy można wnioskować o dofinansowanie osób przebywających na zwolnieniu lekarskim, urlopach macierzyńskich, bezpłatnych lub pobierających dodatkowy zasiłek opiekuńczy?

Pracownik przebywający na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, urlopie macierzyńskim/bezpłatnym lub korzystający z zasiłku opiekuńczego nie jest w tym okresie objęty odpowiednio przestojem ekonomicznym lub obniżonym wymiarem czasu pracy. Wynika to z faktu rzeczywistego braku zdolności lub gotowości do pracy, co wyklucza możliwość jej świadczenia, czy to w ogóle, czy w zredukowanym wymiarze. Osoby takie mogą być ujęte we wniosku o dofinansowanie, jednak dopiero za okres po zakończeniu nieobecności w pracy.

Jeżeli natomiast pracodawca przewiduje objęcie przestojem ekonomicznym lub obniżonym wymiarem czasu pracy, a także dofinansowaniem ww. osoby, po ich powrocie do pracy, jednak już w okresie obowiązywania tych zmian, należy uwzględnić informacje na ten temat w treści porozumienia z przedstawicielami pracowników oraz poinformować samych zainteresowanych pracowników o przyszłej czasowej zmianie warunków ich zatrudnienia.

  1. Jak prawidłowo wskazać w wykazie pracowników wynagrodzenie brutto?

Z uwagi na brak wyczerpującego określenia tych kwestii w samych przepisach ustawy, stwierdzić należy, że w wykazie pracowników powinno zostać wskazane wynagrodzenie zasadnicze wraz z jego stałymi miesięcznymi dodatkami.

Jak podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej „W art. 15g specustawy o COVID-19 jest mowa o wynagrodzeniu pracownika, przez co należy rozumieć miesięczne wynagrodzenie brutto, a więc wynagrodzenie o charakterze stałym i bezpośrednio związanym z wykonywaną funkcją lub zajmowanym stanowiskiem bez dodatków, których uruchomienie jest uzależnione od spełnienia przez pracownika dodatkowych przesłanek, jak np. wykonywania określonych zadań. Wynagrodzenie zgodnie z ustawą o wynagrodzeniu minimalnym nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę.”

  1. Czy można wnioskować o dofinansowanie osób zatrudnionych na ¼ etatu?

Art. 15g specustawy pozwala na ubieganie się o dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników objętych przestojem ekonomicznym lub obniżonym wymiarem czasu pracy. O ile jednak w pierwszym przypadku brak jest dolnej granicy etatu pracowników, którzy mogą zostać objęci wnioskiem, to ust. 10 ww. przepisu zastrzega, że dofinansowanie przyznawane jest do wynagrodzeń pracowników, których wymiar czasu pracy został obniżony o 20% (po noweli z 16 kwietnia o maksymalnie 20%) jednak nie więcej niż do 0,5 etatu. Tym samym, pracownik zatrudniony już na ¼ etatu nie mieści się w katalogu osób, mogących być objętych obniżonym wymiarem czasu pracy, uprawniającym do wnioskowania o dofinansowanie do wynagrodzenia.

  1. Czy można ubiegać się o dofinansowanie tylko za pełne miesiące kalendarzowe?

Ustawa określa, że dofinansowanie udzielone może zostać za okres obniżonego wymiaru czasu pracy lub przestoju ekonomicznego, lecz nie więcej niż przez łączny okres 3 miesięcy, przypadających od miesiąca złożenia wniosku. Jeśli więc przestój ekonomiczny lub obniżony wymiar czasu pracy nastąpił w trakcie miesiąca kalendarzowego, należy przyjąć, że ten dzień będzie datą początkową wypłacanego wsparcia, od którego liczyć należy kolejne – maksymalnie 3 – miesiące.

  1. Jak obniżenie wymiaru czasu pracy wpływa na minimalne wynagrodzenie należne pracownikowi?

Zgodnie z ustawą o wynagrodzeniu minimalnym za pracę, gwarantowany poziom wynagrodzenia należy odnosić do pełnego etatu (art. 6 ust.1 ustawy). Przy wymiarze częściowym więc, wysokość wynagrodzenia minimalnego należy ustalać proporcjonalnie (art. 8 ust. 1 ustawy).

Tym samym, w przypadku pracownika zatrudnionego dotychczas w pełnym wymiarze czasu pracy przy stawce 2.600,00 zł brutto, w razie obniżenia jego wynagrodzenia proporcjonalnie do zredukowanego wymiaru czasu pracy o przykładowe 20%, jego końcowe wynagrodzenie – przed dofinansowaniem z FGŚP – wynosić będzie 2.059,2 zł brutto.

  1. Czy w jednym zakładzie pracy można równocześnie objąć pracowników przestojem ekonomicznym i obniżonym wymiarem czasu pracy?

Przepis art. 15g wyklucza jedynie objęcie tych samych pracowników jednocześnie przestojem ekonomicznym oraz obniżonym wymiarem czasu pracy i wnioskowanie o dofinansowanie do ich wynagrodzeń z obydwu tych tytułów. Brak jest jednak przeszkód, by w ramach tego samego zakładu pracy część pracowników objęta została przestojem, a część obniżonym wymiarem czasu pracy – nawet jeśli nastąpi to w tym samym okresie. Za możliwe uznać również należy objęcie tych samych pracowników obniżonym wymiarem czasu pracy i przestojem ekonomicznym – pod warunkiem, że rozwiązania te nie będą nakładać się na siebie czasowo.

Ważne, by rozdzielenie tych dwóch rozwiązań jasno wynikało z porozumienia zawartego z przedstawicielami pracowników. O samo dofinansowanie do wynagrodzeń z tytułu przestoju ekonomicznego i obniżonego wymiaru czasu pracy można wnioskować w jednym dokumencie zamieszonym na stronach rządowych.

  1. Jakie wynagrodzenie za poprzedni miesiąc należy wskazać w wykazie pracowników w przypadku osób nowo zatrudnionych, którym nie zostało ono jeszcze wypłacone za pierwszy miesiąc?

Z uwagi na fakt, że podanie tej informacji służy odzwierciedleniu dotychczasowego i obniżonego wynagrodzenia oraz wskazaniu, że nie przekracza ono ustawowej granicy 300% średniego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, należy ocenić, że prawidłowym będzie wskazanie stawki wynagrodzenia brutto wynikającej z zawartej umowy o pracę wraz ze stałymi miesięcznymi dodatkami.

  1. Czy można jednocześnie ubiegać się o dofinansowanie do wynagrodzeń z FGŚP oraz o zwolnienie z opłacania składek ZUS za ten sam okres?

Art. 15g zastrzega, że o dofinansowanie nie można ubiegać się, jeśli przedsiębiorca uzyskał pomoc w odniesieniu do tych samych pracowników w zakresie takich samych tytułów wypłat na rzecz ochrony miejsc pracy. Oznacza to, że wyłączone jest w szczególności jednoczesne ubieganie się o dofinansowanie do wynagrodzeń ze środków FGŚP (art. 15g) oraz o dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń pracowników na podstawie umowy zawartej ze starostą (art. 15zzb). Tymczasem charakteru takiego nie ma zwolnienie z obowiązku opłacania składek ZUS. Tym samym możliwe jest jednoczesne skorzystanie z tych dwóch rozwiązań – z zastrzeżeniem, że pracodawca (w zależności od liczby osób zgłoszonych do ubezpieczenia na 29 lutego 2020 r.) uzyska dofinansowanie do składek jedynie w zakresie, w jakim byłby zobowiązany do ich zapłaty po zwolnieniu przez ZUS.

W tym miejscu należy zaznaczyć, że od 18 kwietnia 2020 r. o zwolnienie z obowiązku uiszczania składek obiegać mogą się również płatnicy zgłaszający do ubezpieczeń od 10 do 49 osób – z zastrzeżeniem, że zwolnienie to może im zostać udzielone jedynie w zakresie 50% łącznej kwoty należności z tytułu składek wykazanych w deklaracji rozliczeniowej złożonej za dany miesiąc (art. 31zo).

Autor: Agata Majewska, Aplikantka radcowska – Ślązak, Zapiór i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych 

Niepokojąca tendencja: małe i średnie firmy opuszczają biura Kolejna granica przebita. 120 tys. mkw. wolnej powierzchni więcej

Kolejny tydzień przybywa wolnych biur. W ostatnich dniach pojawiło się 20 tys. mkw. To oznacza, że od początku kwietnia przybyło w sumie już 120 tys. mkw. – wynika z danych firmy REDD, aktualizowanych 24/7. Jest to najwyższy wynik w ostatnich miesiącach. Dane REDD pokazują jednak niepokojącą tendencję na warszawskim rynku. Biura zwalniane mogą być przez małe i średnie firmy.

Zasoby dostępnej powierzchni biurowej w całej Polsce systematycznie rosną już od połowy marca. Największy wzrost obserwujemy jednak od początku kwietnia. Na koniec zeszłego tygodnia wskaźnik wolnych biur w przeliczeniu na powierzchnię wyniósł ponad 2,36 mln mkw. To oznacza wzrost od 1 kwietnia aż o 120 tys. mkw. To rekordowy wzrost w ostatnich miesiącach.REDD ALERT (1)

Warszawska cisza przed burzą?

Na tym tle wyróżnia się rynek warszawski, gdzie od początku marca nie obserwujemy tak dużych tendencji wzrostowych. Stołeczne wskaźniki wolnych powierzchni od dwóch miesięcy nie przekraczają granic 1.01 – 1.04 mln mkw. Ruchy na poziomie 30 tys. mkw. to zaledwie 0,5 proc. łącznych zasobów powierzchni biurowej w mieście.

Dane REDD pokazują jednak niepokojącą tendencję na warszawskim rynku. Jak wskazują eksperci REDD, analizując charakterystykę modułów biurowych, które pojawiają się na rynku, widać czytelne trendy w Warszawie. Rośnie liczba dostępnych małych biur.REDD ALERT – WWA (1)

Małe firmy i biura kontra pandemia

Od początku kwietnia zanotowano spadek średniej powierzchni wolnych modułów biurowych do poziomu 506.1 mkw. Jest to redukcja średniego wolnego biura o 5 proc. w porównaniu z początkiem kwietnia. W tym samym czasie w Warszawie z dnia na dzień przybywa modułów biurowych do wynajęcia.

– Utrzymanie tendencji spadku średniej powierzchni wolnego biura i wzrostu liczby dostępnych modułów w dłuższej perspektywie może wskazywać na zwalnianie powierzchni przez małe i średnie firmy, które są mniej odporne na kryzys niż najemcy dużych powierzchni biurowych –  podkreśla Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. ALERT3

Tygodniowe dane REDD

  • W zeszłym tygodniu wynajęto 17 modułów biurowych
  • Na rynek wprowadzono 91 nowych biur do wynajęcia
  • Właściciele dodali aktualne informacje o dostępności 826 modułów

Spojrzenie na rynek biurowy w kontekście COVID-19

Colliers International, wiodąca firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych, przeprowadziła badania ankietowe wśród deweloperów, najemców powierzchni biurowych oraz funduszy inwestycyjnych[1] w największych polskich miastach. Badanie miało na celu poznanie opinii rynku na temat obecnej sytuacji oraz przewidywanych zmian.

Reakcja na pandemię

Przedstawione wyniki ankiet wykazały, że pandemia wywołała spowolnienie działalności zdecydowanej większości firm. W reakcji na koronawirusa 45% organizacji wstrzymało nowe projekty do czasu ustabilizowania się sytuacji, zaś 44% wskazało na redukcję aktywności biznesowych i dochodów firmy. Zdecydowana większość, bo 90% respondentów przyznało, że dostrzegają obecnie pewne ograniczenia dla prowadzonej działalności. Wynikają one głównie z utrudnionego kontaktu z klientami, zawieszenia niektórych procesów oraz nieobecności części pracowników.

Na pytanie dotyczące strategii najmu powierzchni 34% ankietowanych odpowiedziało, że nie planuje zmian, a 31% rozważa podjęcie rozmów z wynajmującymi celem optymalizacji bieżących zobowiązań.

Oczekiwania odnośnie popytu i stawek czynszu

Przedstawiciele rynku nieruchomości komercyjnych mają odmienne opinie na temat zapotrzebowania na nowoczesną powierzchnię biurową w niedalekiej przyszłości. Ponad połowa (55%) uważa, że długofalowo, po ustaniu pandemii popyt nie ulegnie zmianie, z kolei 1/3 badanych spodziewa się jego spadku.

– Obecna sytuacja sprawia, że firmy skupiły swą uwagę na optymalizacji kosztów. Najemcy oczekują, aby warunki najmu były elastyczne, zarówno w kontekście długości obowiązywania umowy, okresu i dystrybucji zwolnień z czynszu, możliwości ekspansji czy potrzeby redukcji powierzchni, co przyczynia się do uzyskania realnych korzyści finansowych.  Prognozujemy, że efektem wspomnianych oczekiwań będzie zwiększenie udziału renegocjacji w całkowitej liczbie podpisanych umów w roku 2020, które dla porównania u ubiegłym roku  stanowiły około 33% całkowitego popytu w Polsce – mówi Anna Galicka-Bieda, partner, dyrektor regionalny Colliers International w Krakowie.

W kwestii stawek czynszów zdania również są podzielone. 36% badanych nie spodziewa się zmian, ale prawie tyle samo respondentów (35%) uważa, że czynsze spadną o ok. 5-10%.

– Efektem spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią będzie niedobór kapitału, co zmniejszy inwestycje w nowoczesne powierzchnie biurowe oraz wywoła niechęć do zawierania długoterminowych umów najmu. Wpłynie to również na rynek nowoczesnych usług biznesowych. Przewidujemy, że firmy z sektora BPO/SSC mogą zwiększyć zainteresowanie lokalizacjami w mniejszych ośrodkach miejskich na tzw. rynkach wtórnych – tłumaczy Sebastian Bedekier partner, dyrektor regionalny Colliers International w Poznaniu.

Podejście do pracy zdalnej

Zdecydowana większość ankietowanych jest zadowolona z tempa i efektów wprowadzenia pracy zdalnej w ich organizacjach. Z trudnościami spotkały się przede wszystkim największe firmy, ze względu na skalę przedsięwzięcia oraz sektor finansowy z powodu systemów informatycznych i wymogów bezpieczeństwa danych.

Znaczna część firm biorących udział w badaniu, już wcześniej korzystała z pracy zdalnej, zatem nie planują zmian w tym zakresie. 47% ankietowanych zamierza jednak wprowadzić ten model jako stały element strategii w swojej organizacji.

Wyniki badań wskazały, że zdecydowana większość respondentów (74%) twierdzi, że zmieni się z kolei sposób wykorzystania powierzchni biurowej w ich firmie. Nastąpi wzrost popularności pracy zdalnej – z domu bądź z powierzchni flex. Wzrośnie też zainteresowanie hybrydowymi modelami najmu – powierzchnia wynajęta na tradycyjne biuro będzie uzupełniana o przestrzenie coworkigowe.

– Większość najemców już zrewidowała zapotrzebowanie na powierzchnię biurową lub zrobi to niebawem. Wiele firm w obliczu pandemii przeszło na tryb home office, co w większości przypadków nie wpłynęło na funkcjonowanie ich działalności operacyjnej i biznesowej. Szybki i efektywny proces przestawienia się przedsiębiorstw na pracę zdalną oraz pozytywne doświadczenia związane z tą zmianą pozwalają sądzić, że właśnie w taki sposób część z nas będzie pracować w niedalekiej przyszłości – mówi Paweł Skałba, senior partner i dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International.

[1] W badaniu wzięło udział ponad 100 firm, spośród których najliczniejszą grupę stanowili najemcy biurowi (85%), 11% deweloperzy, a 4% fundusze inwestycyjne. Około 43% firm objętych badaniem stanowiły duże przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 250 osób.