Polski przemysł gier komputerowych rośnie w siłę. Już ok. 300 firm działa na tym rynku

Polski przemysł gier komputerowych rośnie w siłę. Już ok. 300 firm działa na tym rynku 1

Raport PwC „Entertainment and Media Outlook 2018–2022” uplasował Polskę na trzecim miejscu największych rynków gamingowych Europy Środkowo-Wschodniej. Według danych Kancelarii Premiera ten sektor gospodarki wart jest obecnie 26,2 mld dol. i rośnie w tempie 10 proc. w skali roku. Polscy deweloperzy cenieni są przez międzynarodową opinię publiczną i odgrywają coraz większą rolę na światowym rynku gier komputerowych.

– Mamy bardzo rozwinięty przemysł gier, jest około 300 firm specjalizujących się w tej dziedzinie. Obecnie w samej Małopolsce planuje się zatrudnienie kolejnych tysięcy osób, w 2021 roku będzie tych specjalistów około 40 tys. Ci specjaliści pracują w Polsce, ale specjalizację zdobywali nie tylko w naszym kraju, ale również w zagranicznych firmach. Zdobywają ogromne doświadczenie międzynarodowe i przenoszą je na rynek polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Mogiła, country manager Playtechu.

Na wysoką pozycję polskiej branży gier komputerowych kolosalny wpływ miał sukces gry Wiedźmin 3: Dziki Gon od CDP Red, która została sprzedana w liczbie przeszło 20 mln egzemplarzy, oraz rosnące zainteresowanie nową grą studia, Cyberpunk 2077, która zadebiutuje na rynku w tym roku. O rosnącej pozycji polskiej branży gier najlepiej świadczą dane giełdowe – od początku 2019 roku wysokość akcji CD Projekt Red wzrosła niemal dwukrotnie (ze 148 do 290 zł). Brytyjska firma Games Workshop z kolei zleciła polskiemu zespołowi Carbon Studio produkcję gry VR z uniwersum Warhammer: Age of Sigmar, jednej z największych marek bitewnych gier fantasy na świecie. Na realizację projektu studio przeznaczyło 2,1 mln zł.

– Mamy świetnych specjalistów, którzy wyprodukowali już niesamowite produkcje typu Wiedźmin czy niedługo wchodzący na rynek Cyberpunk 2077. Z tego możemy być dumni i z całą pewnością są producenci, którzy zaistnieli nie tylko na rynku polskim, lecz także na rynku światowym – mówi Tomasz Mogiła.

Polska branża gamingowa odgrywa istotną rolę na giełdzie. W trakcie konferencji „Wielka Gra – Rynek gamingu w Polsce” zorganizowanej przez Fantasyexpo oraz Google przekazano obiecujące dane płynące z Giełdy Papierów Wartościowych. Z najnowszych badań wynika, że twórcy gier obecni na giełdzie stanowią 2,2 proc. parkietu, ale ich udział kapitałowy jest zauważalnie wyższy i wynosi 2,6 proc. Na giełdzie NewConnect firmy gamingowe stanowią 6,6 proc. parkietu, ale odpowiadają już za 10 proc. kapitału.

Polscy deweloperzy zostali docenieni także w wąskiej branży VR, o czym świadczy m.in. sukces gry Superhot VR, która w ostatnich tygodniach grudnia, w okresie świątecznym, zarobiła dla wydawcy 2 mln dol. i łącznie rozeszła się w liczbie ok. 1 mln egzemplarzy.

Polscy producenci eksperymentują także z innymi rozwiązaniami w zakresie wirtualnej rzeczywistości.

– W zeszłym roku pojawiliśmy się na targach w Londynie z naszym wirtualnym kasynem. Inni producenci gier również robią to samo, ponieważ gracze oczekują coraz lepszej immersji odczuć i wrażeń, które można osiągnąć za pośrednictwem gier VR. Gdy ta technologia się rozwinie, to pokaże przyszłość. Mam nadzieję, że pójdzie w pozytywną stronę, musimy jednak poczekać, jak rynek zareaguje na tego typu rozrywkę – twierdzi ekspert.

Kolejną przełomową technologią, która w najbliższych latach może zrewolucjonizować rynek gier, jest sztuczna inteligencja. Systemy uczenia maszynowego testowane są m.in. przez twórców z Bloober Team, którzy chcą tworzyć interaktywne horrory dopasowujące treści do gracza.

Eksperymentalne gry w czasie rzeczywistym mierzą puls oraz położenie gałek ocznych gracza, aby rozpoznać, jakie elementy wywołują u niego reakcję lękową. Dzięki temu system jest w stanie na bieżąco modyfikować to, co dzieje się na ekranie, aby maksymalnie zintensyfikować rozgrywkę.

– Uczenie maszynowe jest jedną z ciekawszych nowych technologii. Z naszej perspektywy staramy się uczyć zachowań graczy, wiedzieć i przewidywać kolejne zdarzenie, żeby dostarczyć im jak najszerszą rozrywkę. Kolejnym elementem jest grywalizacja, interakcja z graczem, która przewiduje możliwość brania przez niego udziału w fabule, zdobywania nagród. Te wszystkie elementy w najbliższym czasie wejdą szeroko do branży e-commerce – przewiduje Tomasz Mogiła.

Według analityków z firmy Market Watch wartość globalnego rynku gamingowego w 2019 roku wyniosła 138 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 286,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Marcin Nieplowicz, EFL: W 2020 rynek leasingu powróci na ścieżkę wzrostów

Po 9 lat wzrostów, w 2019 roku rynek leasingu wyhamuje. W 2020 powrócimy na ścieżkę wzrostów.

W 2019 roku Polska odnotowała łagodne wyhamowanie tempa rozwoju gospodarki. Trudniejsze otoczenie zewnętrzne obniżyło nasz wzrost gospodarczy, jednak wciąż pozostajemy relatywnie odporni na niższą dynamikę PKB w strefie euro oraz problemy niemieckiego przemysłu. Odczuł to rynek leasingu, który zakończył ubiegły rok na kilkuprocentowym minusie. 2020 rok przyniesie odbicie w sektorze leasingu, jednak prognozowana dynamika w wysokości 6,2 proc. będzie istotnie poniżej uzyskanej w latach 2013-2018.

Osobówki na minusie

Koniec 2019 roku na rynku leasingu stał pod znakiem istotnych spadków finansowania pojazdów i dotyczyło to zarówno pojazdów lekkich, jak i ciężarowych. Szacujemy, że ujemna dynamika finansowania aut osobowych i dostawczych przekroczy 20% r/r, co będzie głównie wynikało z bardzo wysokiej bazy ub. roku. Zmiany fiskalne w rozliczaniu umów leasingu na samochody osobowe, które obowiązują od 1 stycznia 2019 roku, przesunęły zakupy przedsiębiorców z 2019 roku na IV kwartał 2018 roku. Górny limit wydatków na raty leasingowe, które mogą być rozpoznane jako koszty uzyskania przychodów, spowodował, że przedsiębiorcy ruszyli do salonów, aby leasingowane auta (głównie z segmentu premium) rozliczać jeszcze według „starych”, bardziej korzystnych przepisów. W efekcie, końcówka 2018 roku przyniosła boom na finansowanie aut osobowych, a dynamika rynku leasingu w tym segmencie wyniosła 57,6% r/r w IV kw. 18.

Ciężarówki pod presją

Sektor finansowania pojazdów ciężarowych pozostaje wciąż pod presją wdrażanych przez Unię Europejską zmian prawnych, które są niekorzystne dla polskich firm transportowych (przepisy o Pakiecie Mobilności oraz o pracownikach delegowanych). Przekładają się one na istotne obniżenie nastrojów firm transportowych i ograniczenie inwestycji. Szacujemy, że w związku z tym dynamika finansowania pojazdów ciężkich pozostanie ujemna i w IV kw. 2019 spadki przekroczą 8 proc. r/r.

Maszyny pracują w najlepsze

Na wyraźnym plusie pozostanie natomiast sektor finansowania maszyn (ok. 9 proc. r/r w IV kw. 2019). To odzwierciedla bardzo dobre wyniki produkcji przemysłowej, solidny wzrost gospodarczy oparty o popyt krajowy oraz wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych w polskich firmach.

Łącznie oczekujemy, że IV kwartał 2019 obniży całoroczny wynik branży do ok. -5 proc. r/r.

Odbijamy w 2020

2020 rok przyniesie odbicie na rynku leasingu, jednak prognozowana dynamika w wysokości 6,2 proc. będzie istotnie poniżej uzyskanej w latach 2013-2018. Prognozowany przez EFL scenariusz gospodarczy będzie wspierał finansowanie pojazdów lekkich – na poziomie +7,6 proc., oraz maszyn – na poziomie +6,7 proc. Natomiast wynik finansowania sektora transportu ciężkiego będzie pod presją niekorzystnych zmian prawnych wdrażanych przez Unię Europejską oraz wciąż niskiego wzrostu gospodarczego w strefie euro. Dalszy rozwój rynku leasingu będzie bazował na stosunkowo wysokim popycie krajowym, z wciąż mocnymi wydatkami konsumpcyjnymi. Jednocześnie, bazowym wariantem pozostaje uniknięcie recesji gospodarczej w Eurolandzie, co pozytywnie przełoży się na sektor leasingowy.

Przerwanie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w świetle przepisów Ordynacji podatkowej

Przedawnienie zobowiązania podatkowego jest instytucją, która wyznacza organom podatkowym ramy czasowe kontroli podatkowych i weryfikacji przedsiębiorców. Podatnikom daje natomiast pewność, że do pewnych okresów fiskus nie będzie już wracał. Zasadniczo termin przedawnienia zobowiązań podatkowych wynosi 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Po upływie tego terminu organy podatkowe nie mogą już kwestionować rozliczeń podatkowych. Innymi słowy, przedsiębiorcy mogą uznać te okresy za „zamknięte”. Ordynacja podatkowa przewiduje jednak szereg sytuacji, po nastąpieniu których ten okres może zostać przedłużony.

Zawieszenie a przerwanie

Okres przedawnienia może zostać wydłużony wskutek zawieszenia albo przerwania biegu terminu przedawnienia. Różnicą są nie tylko przesłanki powodujące powstanie tych sytuacji, ale także sposób liczenia terminu po ich ustąpieniu. W uproszczeniu w przypadku zawieszenia można stwierdzić, że okres przedawnienia „wydłuża się” o okres biegu zawieszenia. Przy przerwaniu biegu terminu przedawnienia terminy liczy się od nowa od daty ustąpienia przesłanek wymienionych w przepisach.

Z powyższego wynika zatem, że w przypadku przerwania konsekwencje dla podatnika mogą być dużo bardziej dotkliwe niż w przypadku zawieszania. Należy jednak pamiętać, że inne są przesłanki zaistnienia każdej z tych sytuacji. W związku z tym przerwanie biegu terminu przedawnienia jest częstą przyczyną sporów pomiędzy podatnikami a fiskusem.

Ogłoszenie upadłości

Jedną z przesłanek przerwania biegu terminu przedawnienia wynikającą z art. 70 § 3 oraz 3a O.p. jest ogłoszenie upadłości. Termin ten biegnie na nowo po dniu uprawomocnienia się postanowienia o zakończeniu lub umorzeniu postępowania upadłościowego.

W tym przypadku warto wskazać na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z dnia 6 czerwca 2018 r. (sygn. I SA/Gl 47/18), w którym WSA wskazał, że: „…ustawodawca nie uzależnił przerwania biegu terminu przedawnienia od stanu upadłości, ale jej ogłoszenia, czyli konkretnego zdarzenia, jakim jest wydanie w tym przedmiocie postanowienia przez sąd powszechny”. Postępowanie dotyczyło tzw. upadłości konsumenckiej. Sąd zaznaczył, że sytuacja taka dotyczyć może jedynie zobowiązań podatkowych, które istnieją i są wymagalne w dacie postanowienia o upadłości. Tylko wtedy bieg terminu może zostać przerwany. Sama trudna sytuacja finansowa firmy nie jest powodem do zastosowania instytucji przerwania biegu terminu przedawnienia.

Wniesienie środka egzekucyjnego

Kolejną sytuacją, kiedy bieg terminu przedawnienia zostaje przerwany, jest w myśl art. 70 § 4 O.p. zastosowanie środka egzekucyjnego, pod warunkiem, że podatnik został o nim poinformowany. W tych sytuacjach termin biegnie na nowo od dnia następującego po dniu, w którym zastosowano środek egzekucyjny.

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 11 czerwca 2019 r. (sygn. II FSK 2184/17) zwrócił uwagę, że zasadniczo zawiadomienie dłużnika może nastąpić w dowolny sposób, o ile umożliwia przekazanie wszelkich niezbędnych danych. Z kolei dłużnik nie ma obowiązku sam dokonywać jakichkolwiek ustaleń w tym zakresie. Dodatkowo NSA potwierdził w tym wyroku, że ustanowienie hipoteki przymusowej na nieruchomości nie wyklucza przedawnienia zobowiązania podatkowego zabezpieczonego tę hipoteką. Innymi słowy, jeżeli zobowiązanie nie jest wymagalne, to ustanowienie hipoteki niewiele wniesie, gdyż w tej sytuacji nie będzie spełniona podstawowa przesłanka do przerwania biegu terminu.

W innej sprawie WSA w Gliwicach (wyrok z dnia 22 maja 2019 r., sygn. I SA/Gl 1207/18) wskazał, że umorzenie postępowania egzekucyjnego wskutek uchylenia postanowienia o nadaniu decyzji rygoru natychmiastowej wykonalności powoduje unicestwienie materialnoprawnych warunków zastosowania przerwania biegu terminu przedawnienia. Innymi słowy, w takich sytuacjach uznaje się, że do przerwania biegu przedawnienia w rozumieniu przepisów O.p. nie doszło.

Podsumowanie

Podsumowując, przerwanie biegu terminu przedawnienia ma poważniejsze skutki dla podatników niż zawieszenie terminu przedawnienia. Główną konsekwencją przerwania biegu terminu przedawnienia jest rozpoczęcie na nowo jego biegu. Ordynacja podatkowa przewiduje dwa przypadki, kiedy dochodzi do przerwania biegu terminu przedawniania oraz określa przesłanki dla każdej z nich. Pięcioletni termin przedawnienia zobowiązania podatkowego zaczyna biec na nowo, poczynając od dnia następującego po dniu uprawomocnienia się postanowienia o zakończeniu lub umorzeniu postępowania upadłościowego lub po dniu zastosowania środka egzekucyjnego. Z powyższego wynika zatem, że przerwanie biegu terminu przedawnienia wydłuża jego okres, a w konsekwencji także czas trwania odpowiedzialności podatkowej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jaki będzie rok 2020 w nieruchomościach?

Zarówno inwestorzy, jak i deweloperzy mieli powód do świętowania Sylwestra 2019 r. Z punktu widzenia uczestników rynku nieruchomości, ubiegły rok był niezwykle udany. Czy rok 2020 będzie równie korzystny?

Nowych mieszkań buduje się dużo i jest na nie popyt. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w okresie od stycznia do listopada deweloperzy rozpoczęli budowy ponad 220 tys. mieszkań. Po ostatecznym zsumowaniu wyników za cały 2019 rok liczba ta może wzrosnąć nawet do 240 tys. nowych lokali mieszkalnych. Większość z nich zostanie oddana do użytkowania w 2020 r.

Młodzi szukają droższych mieszkań

Trwa dobra passa dla osób, które wcześniej zainwestowały w mieszkanie na wynajem i które mają dobry „produkt”, czyli atrakcyjnie zaaranżowaną nieruchomość w dobrej lokalizacji. Ceny najmu w takich miejscach wzrastają, a jednocześnie nie ma problemów z popytem.

Warszawa i inne duże miasta wciąż przyciągają młodych ludzi. Mogą tam oni liczyć na ciekawą, dobrze płatną pracę. Atrakcyjne zarobki sprawiają z kolei, że poszukując mieszkań na wynajem, nie wybierają wcale tych najtańszych.

Ponieważ dużo czasu spędzają w pracy, najczęściej szukają mieszkań w jej pobliżu lub z bardzo dobrą komunikacją, tak by na dojazdy nie marnować dwóch, czy tym bardziej trzech godzin dziennie.

Rynek w dużych miastach dojrzewa

Analizując warszawski rynek nieruchomości w 2019 r. można zauważyć, że staje się on coraz bardziej dojrzały – ustalają się pewne normy, dzięki którym rośnie jego przewidywalność. Ma to jednak pewną wadę. Rok 2019, ze względu na wysokie ceny mieszkań, przyniósł obniżenie stóp zwrotu dla inwestorów dopiero wkraczających na rynek.

– Pomimo, iż opłacalność najmu nieco spadła, jest on nadal bardzo atrakcyjny jeśli chodzi o rentowność. Średnie stopy zwrotu oscylują w okolicach 6%. To nadal dużo, szczególnie jeśli porównamy z innymi dostępnymi na rynku możliwościami inwestycyjnymi – mówi Barta Bocheńska-Pachuta z firmy Baransu, przygotowującej na zlecenie inwestorów mieszkania na wynajem.

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ceny mieszkań, szczególnie w dużych aglomeracjach miejskich, w 2020 roku będą nadal rosły. Wciąż jednak nie są one jeszcze tak wysokie, jak w innych europejskich miastach. Z drugiej strony – duże miasta, z Warszawą na czele, coraz częściej oferują zarobki podobne do tych, na jakie mogą liczyć pracownicy korporacji w bogatszych krajach Unii Europejskiej. Biorąc to wszystko pod uwagę, ryzyko inwestycyjne w przypadku nieruchomości można uznać za niskie.

Rynek lubi małe mieszkania

Najlepiej wynajmują się mieszkania niewielkie. Jak wskazuje raport „Barometr Metrohouse i Gold Finance”, w Warszawie w minionym roku największym powodzeniem cieszyły się mieszkania o powierzchni od 35 do 50 m kw. Zakup mieszkań o tej powierzchni stanowił aż 38% wszystkich transakcji.

W III kwartale 2019 r. w stolicy chętnie kupowano mieszkania o powierzchni 50-65 m kw. – stanowiły one 27% zakupów na tym rynku. Około 17% wszystkich transakcji, tak samo w stolicy, jak i w innych dużych miastach, dotyczyło zakupów mieszkań od 65 do 80 m kw. Najrzadziej kupowane były mieszkania o powierzchni powyżej 120 m kw. Takie transakcje stanowiły zaledwie 1% całej sprzedaży. Według szacunków NBP w II kwartale 2019 r. aż 42% nowych mieszkań w największych miastach zostało kupionych na cele inwestycyjne.

Jak te dane przekładają się na rynkową praktykę? Kawalerki, jako powszechnie dostępne i atrakcyjne inwestycyjnie, są obecnie dużo droższe (w przeliczeniu na m. kw.) od innych mieszkań. Dzieje się tak dlatego, że potencjalna korzyść z najmu jest już uwzględniona w cenie takiego lokum. W związku z tym stopy zwrotu uzyskiwane z wynajmu kawalerek nie są już dużo wyższe niż w przypadku większych mieszkań. Co w takim razie możemy zrobić?

Zarabianie wymaga kreatywności

– Jeżeli chcemy osiągnąć wyższe stopy zwrotu z inwestycji w mieszkanie, trzeba być elastycznym i kreatywnym, co oznacza szukanie mniejszych mieszkań, podział większych lokali na mniejsze lub inwestycję w mieszkania na pokoje. Takie rozwiązania umożliwiają wygenerowanie lepszych stóp zwrotu, w granicach 7-8% – wyjaśnia Marta Bocheńska-Pachuta.

Szukając mieszkań mniejszych, warto zainteresować się rynkiem wtórnym. Jego wielką zaletą jest duży wybór nieruchomości w każdej klasie, spora rozpiętość cenowa, i przede wszystkim dostępność mieszkań „od ręki”. Na mieszkanie nie trzeba czekać aż do wybudowania nieruchomości, a zarabiać na nim można praktycznie od zaraz.

Najatrakcyjniejsze są i pozostaną mieszkania z segmentu popularnego – coraz częściej są one tańsze od tych na rynku pierwotnym (uwzględniając niezbędne koszty wykończenia nieruchomości). To właśnie mieszkania starsze mają świetną lokalizację z całą dostępną infrastrukturą, na której brak narzekają nabywcy mieszkań od deweloperów.

Mieszkania stają się ładniejsze

Wyraźnie widać rosnącą konkurencję na rynku nieruchomości przeznaczonych na wynajem. Jako że znacząco wzrasta liczba inwestorów, automatycznie zwiększa się podaż. Skutkiem będzie zapewne to, że osoby, które są właścicielami niezbyt atrakcyjnych obiektów, już wkrótce zaczną odczuwać przestoje w wynajmie lub będą musiały liczyć się ze zmniejszeniem czynszu.

Inwestorzy, którzy dopiero przygotowują się do zakupu nieruchomości na wynajem, muszą liczyć się ze sporą konkurencją. Dlatego dziś nie wystarczy już mieć jakiekolwiek mieszkanie do zaoferowania. Aby szybko zdobyć klienta, ważna jest zarówno atrakcyjna lokalizacja, jak i przemyślana aranżacja wnętrza. Meblościanka, ściany w kolorze jagodowym czy gumoleum na podłodze nie zwiększą atrakcyjności nieruchomości, nawet najkorzystniej położonej, tym bardziej, że klient bardzo często ma już do wyboru w konkretnej lokalizacji co najmniej kilka ofert.

– Inwestorzy chcący realnie zarabiać na mieszkaniu, w planowanych wydatkach powinni uwzględnić koszty  home stagingu i nie zapominać o marketingu nieruchomości. Dobrze przygotowane ogłoszenie z zachęcającym opisem i ładnymi zdjęciami zwiększą szansę na zarobek – podpowiada przedstawicielka Baransu.

Na szczęście daje się już odczuć wyraźnie postępującą profesjonalizację i cywilizację rynku – coraz więcej osób decyduje się na powierzenie mieszkania firmom, które przygotowują lokale na wynajem, a następnie zajmują się pozyskaniem lokatorów.

Trzeba również zauważyć, że dojrzewanie rynku ma pozytywny wpływ na bezpieczeństwo obrotu prawnego. Powoli zanika czarny rynek najmu (czyli wynajem bez umowy), gdzie dwie strony czuły się niepewnie. Właściciel – bo mógł odebrać zdewastowane mieszkanie i nie zobaczyć więcej najemcy oraz najemca, który w każdej chwili mógł dowiedzieć się o konieczności wyprowadzki, a także nie mógł być pewny standardu wynajmowanego lokum. Obecnie nową normą staje się umowa najmu w formie aktu notarialnego.

Jaki będzie 2020 rok?

– W 2020 nastąpi kontynuacja trendów z poprzedniego roku – przewiduje Marta Bocheńska-Pachuta. – Wielu Polaków ma zgromadzone oszczędności, które zapewne będą lokować w mieszkaniach. Ułatwieniem jest fakt, że dużą część zakupu można sfinansować tanim i stosunkowo łatwo dostępnym kredytem hipotecznym. Coraz częściej mówi się o nadchodzącym spowolnieniu gospodarczym, ale w mojej opinii nie będzie ono miało większego wpływu na ceny mieszkań. Jeśli sytuacja faktycznie się pogorszy, wtedy inwestorzy zaczną wycofywać środki z giełdy, w związku z czym tym bardziej będą kupowali nieruchomości, które były, są i będą najbezpieczniejszą, a zarazem najbardziej opłacalną formą inwestycji – podkreśla.

Niemniej jednak coraz uważniej trzeba się przyglądać kupowanym mieszkaniom. Dziś za pożądaną stopę zwrotu z inwestycji z nieruchomości można uznać poziom 5-6%. Aby jednak taką uzyskać, przy rosnącej konkurencji trzeba dysponować atrakcyjnym wizualnie mieszkaniem w bardzo dobrej lokalizacji. A takich lokali może być na rynku coraz mniej.

Wysoka nadwyżka handlowa w Polsce. Rekordowa nadwyżka budżetowa Niemiec

Polska pokazała nadwyżkę handlową a Niemcy budżetową. Patrząc na plany rządu, wyraźnie pozazdrościliśmy naszym zachodnim sąsiadom tej drugiej. Problem w tym, że nie została ona uzyskana sztuczkami księgowymi tylko realnym zrównoważeniem budżetu.

Nadwyżka handlowa w Polsce

Silnie trzymający się eksport i słabnący import doprowadziły do powstania wyjątkowo wysokiej nadwyżki handlowej. Z jednej strony można interpretować to jako sukces. Coraz więcej towarów produkcji polskiej konsumujemy, co przekłada się na generowanie zysku w kraju. Z drugiej strony analitycy wskazują, że powodem słabego importu jest brak inwestycji, za to nasi partnerzy w dalszym ciągu rozwijając się, nie zmniejszyli importu z Polski. Ta interpretacja nie stawia nas już w dobrym świetle.

Złoty przebija minima

Dzisiaj niespodziewanie złotówka zyskała na wartości względem głównych walut około dwóch groszy, po czym odbiła grosz w górę. Powodem były najprawdopodobniej duże transakcje, które uruchomiły zlecenia automatyczne. Obecnie znajdujemy się trochę powyżej poziomu 4,22 zł względem euro, czyli najniżej od kwietnia 2018 roku. Spadku nie było widać na franku szwajcarskim, gdyż w tym samym czasie wyraźnie na wartości względem euro zyskiwał frank. Spadki były natomiast widoczne zarówno na funcie jak i dolarze.

Niemcy z kolejnym rekordem nadwyżki budżetowej

Nadwyżka budżetowa Niemiec osiągnęła rekordowy poziom, warto także przypomnieć, że to 6 rok z rzędu, kiedy budżet wykazuje przewagę wpływów nad wydatkami. Odbija się to, co prawda, negatywnie na koniunkturze, gdyż w gospodarce czuć brak napędzania na kredyt. Z drugiej strony ujemne stopy procentowe i znakomita wiarygodność kredytowa pozwoliły Niemcom jeszcze bardziej obniżać koszt kredytowania.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Specjaliści do spraw zamówień publicznych poszukiwani

Rynek zamówień publicznych przeżywa swój rozkwit. Elektronizacja, konieczność wprowadzenia narzędzi informatycznych oraz obowiązki nałożone przez ustawę Prawo zamówień publicznych sprawiają, że pracy w tej branży jest coraz więcej. Brakuje jednak specjalistów, gotowych sprostać nowym wymaganiom.

Z najnowszego raportu na temat rynku pracy w zamówieniach publicznych, przygotowanego przez Polskie Stowarzyszenie Zamówień Publicznych oraz dwumiesięcznik „Zamawiający. Zamówienia Publiczne w Praktyce”, wynika, że 61% instytucji organizujących przetargi publiczne w Polsce potrzebuje dodatkowych specjalistów w tej dziedzinie.

Takie deklaracje nie dziwią, gdy spojrzy się na zmiany, jakie czekają zamawiających w związku z wejściem w życie elektronizacji przetargów oraz nowej ustawy Pzp.

Technologiczne wyzwania

Nowe przepisy wprowadzają poważne modyfikacje w codziennej pracy specjalistów ds. zamówień publicznych. Sama elektronizacja, która w przypadku zamówień o wartości powyżej progów unijnych obowiązuje od października 2018 r., a postępowania o udzielenie zamówienia publicznego o wartości mniejszej niż progi unijne obejmie 1 stycznia 2021 r., wymusiła na działach zakupów publicznych konieczność pracy z narzędziami informatycznymi, takimi jak m.in. portale e-Usług.

Pracownicy od lat przyzwyczajeni do analogowej formy organizowania przetargów, do gromadzenia papierowych ofert i publicznego ich otwierania, dostali do rąk systemy, których muszą się nauczyć. Wysiłek włożony w edukację technologiczną jednak w tym przypadku bardzo się opłaca.

– Zmiany technologiczne wymuszone przez elektronizację wcale nie muszą utrudniać życia pracownikom działów zamówień publicznych. Przeciwnie – dobrze zaprojektowane narzędzia informatyczne pomagają w codziennych obowiązkach, przeprowadzają bezproblemowo przez proces e-przetargu, wspierają w tworzeniu postępowania, dbają o bezpieczeństwo danych i dostarczają niezbędnych raportów w przypadku urzędowych kontroli. My, jako twórca platformy wspierającej elektronizację zamówień publicznych, stale dostosowujemy nasz system nie tylko do oczekiwań tysięcy użytkowników, ale także do wszelkich nowości i zmian w prawie. Wszystko po to, aby technologia nie przeszkadzała, a ułatwiała codzienne działania – tłumaczy Magdalena Szmalec, Business Director w Marketplanet, firmie dostarczającej platformę eZamawiający.

Nowe przepisy, nowe działy?

Zmian w prawie jest naprawdę dużo. Część z nich sprawi, że na specjalistów ds. zamówień publicznych spadną nowe obowiązki. Jednym z takich obowiązków będzie udostępnianie złożonych przez wykonawców ofert na stronie zamawiającego oraz przekazywanie do Biuletynu Zamówień Publicznych informacji na temat złożonych ofert tuż po ich otwarciu. W Biuletynie Zamówień Publicznych oraz na stronie zamawiającego będzie musiał znaleźć się również plan zamówień publicznych oraz jego aktualizacje.

Największe zmiany poza obowiązkową elektronizacją zamówień poniżej progów unijnych wiążą się jednak z objęciem obowiązkiem publikacji w Biuletynie Zamówień Publicznych i na stronach zamawiającego ogłoszeń o zamówieniu dotyczących przetargów o wartości już powyżej 50 tysięcy.

– To duża zmiana, dotykająca większości „dużych” zamawiających, którzy dotychczas udzielanie zamówień nieobjętych ustawą Pzp powierzali komórkom merytorycznym i którzy udzielają wiele zamówień o wartości powyżej 50 tysięcy a mniejszej niż 130 tysięcy. W sytuacji, w której dla tych zamówień wymagane jest generowanie sformalizowanego ogłoszenia o zamówieniu w Biuletynie Zamówień Publicznych i stosowanie regulacji, rozwiązań i zasad z postępowań przetargowych, trudno będzie pozostawić udzielanie tego typu zamówień w różnych komórkach. Konieczne będzie wprowadzenie rozwiązań zapewniających zamawiającym udzielanie przedmiotowych zamówień na ujednoliconych dokumentach przez specjalistów obeznanych z prawiem i technologiami. Wyodrębnienie osobnych działów zajmujących się przeprowadzaniem procedur dla zamówień o wartości 50-130 tysięcy w takiej sytuacji wydaje się jednym z lepszych rozwiązań, ale to już jest indywidualna kwestia każdego zamawiającego – mówi Marcin Stańczak, st. specjalista ds. zamówień publicznych w Centrum Nauki Kopernik.

Jedno jest pewne – pracy w takich działach nie zabraknie. Tym bardziej że nowe prawo wymaga także tego, aby przed przystąpieniem do przetargu przygotować ocenę opłacalności konkretnego zakupu.

– Obowiązek dotyczy zamówień o wartości powyżej tzw. progów unijnych, ale reguła efektywności dotyczy wszystkich zamówień. Zamawiający przed udzieleniem zamówienia powinien dokonać m.in. oceny opłacalności, zasadności wydatkowania środków publicznych. Z dokonanej oceny może np. wynikać, że bardziej opłacalne ekonomicznie, ale i jakościowo będzie nabycie np. nowego urządzenia, aplikacji lub oprogramowania, niż naprawianie bądź aktualizacja już posiadanego. W mojej ocenie zaproponowane rozwiązania w nowej ustawie to pozytywne zmiany – dodaje Marcin Stańczak.

Specjaliści do zadań specjalnych?

Pracowników działów zamówień publicznych czeka zatem wiele nowości. Jak się do nich przygotować? Na pewno pomogą szkolenia oraz wprowadzenie nowych wewnętrznych procedur i regulaminów, które określą zasady pracy przy organizacji przetargów oraz odpowiedzialności poszczególnych jednostek.

Ważne są też umiejętności samych specjalistów. Ankietowani cytowani w raporcie na temat rynku pracy w zamówieniach publicznych przyznają, że najwyżej cenionymi kompetencjami w działach zakupów są te prawnicze, a także organizacyjne i technologiczne.

– Regularnie prowadzimy praktyczne warsztaty dla organizacji publicznych, przybliżające zagadnienia nowego prawa oraz możliwości narzędzi informatycznych. Widzimy, że wprowadzane przepisy budzą bardzo wiele pytań i wątpliwości. Zaplecze prawnicze natomiast sprawia, że zamawiającym łatwiej zrozumieć zawiłości ustawy i dostrzec korzyści, jakie płyną z jej wprowadzenia – komentuje Magdalena Szmalec z Marketplanet.

Zmiany czekające organizacje publiczne oraz firmy biorące udział w przetargach publicznych otwierają nowe możliwości pracy dla specjalistów w tej dziedzinie. A tych już teraz brakuje. Według wspomnianego raportu aż 59% zamawiających i 35% wykonawców ma problem z rekrutacją pracowników i jednocześnie potrzeby powiększenia zespołów zajmujących się przetargami. Ta tendencja zapewne pogłębi się w 2020 roku.

Zachętą dla kandydatów do pracy mogą być ciekawe możliwości, jakie niesie ze sobą uczestniczenie w ważnym procesie cyfryzacji przetargów – poznanie narzędzi technologicznych oraz szansa na współtworzenie nowej organizacji pracy działów. To istotne kompetencje, które mogą zaprocentować w przyszłości i wpłynąć pozytywnie na całą ścieżkę kariery.

VII Międzynarodowy Kongres Firm Rodzinnych 16-17 marca 2020, Poznań

Firmy rodzinne to ostatnia ostoja kapitału prywatnego w Polsce! Dlatego STAWKA jest ogromna w obliczu trwającej masowo zmiany pokoleniowej biznesu. Mija 30 lat od przemian ustrojowych, w wielu firmach dochodzi do przekazywania rodzinnego biznesu w ręce młodego pokolenia. W niejednym przedsiębiorstwie pada pytanie: „Co dalej?’’ – mówi dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego, inicjatorka Kongresu.

Jak sprostać odpowiedzialności stojącej przed każdą rodziną biznesową? Jak przygotować firmę rodzinną na nowe wyzwania w 2020 roku? Odpowiedzi na te pytania udzielą WŁAŚCICIELE znanych firm rodzinnych z Polski i zagranicy, 16 i 17 marca podczas VII Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych w Poznaniu.

Wśród prelegentów znajdują się uznani przedsiębiorcy i eksperci zagraniczni tacy jak m.in.: Carl Elsener Junior (CEO Victorinox AG) i jego żona Veronica Elsener (dyrektor Marketingu, Członek Zarządu Victorinox AG) oraz prof. Alfredo de Massis z Lancaster University, a także przedstawiciele znanych polskich firm rodzinnych Justyna Frankowska (członek Zarządu ds. Handlu i Marketingu, Grupa Kapitałowa Graal S.A.), Bogusław Kowalski (Prezes Zarządu Grupy Kapitałowej Graal S.A.), Barbara Woźniak (Prezes Ovotek, pełnomocnik Zarządu Fermy Drobiu Woźniak), Michał Kreczmar (dyrektor w zespole ds. Transformacji cyfrowej PwC), Izabela Wisłocka (manager w zespole ds. Transformacji cyfrowej PwC).

Wśród podejmowanych tematów pojawią się:

  • Balans elementów ekonomicznych i emocjonalnych jako grunt pod budowę konkurencyjności przedsiębiorstw rodzinnych.
  • Droga rozwoju firmy rodzinnej i rodziny biznesowej. Czy musi być trudna i zawiła?
  • Dlaczego cele rodzin właścicielskich nie ograniczają się do ekonomii? Wspólne wartości jako spoiwo łączące pokolenia, czyli zarządzanie przez wartości.
  • Przedsiębiorcy sadzą drzewa, które żyją dłużej niż oni – jak przekazać sukcesorowi to, co najważniejsze w biznesie rodzinnym?
  • Rodzinny charakter firmy i jego wpływ na jej zrównoważony rozwój.
  • Wieloaspektowa współodpowiedzialność rodziny właścicielskiej. Stawka jest większa niż biznes!

Ponadto na uczestników czekają inspirujące dyskusje i spotkania z ekspertami. Okazja do nawiązywania ciekawych biznesowych relacji.

Decyzje i wybory dzisiejszych przedsiębiorców wpływają nie tylko na rodzinę, lecz również na samą firmę, a poprzez nią na społeczeństwo. Wartości i cele większości rodzin właścicielskich nie ograniczają się do ekonomii. A jak jest w Twoim przypadku? Czy bierzesz odpowiedzialność za więcej niż tylko Twój biznes?

Dołącz do grona przedsiębiorczych rodzin i skorzystaj z wiedzy doświadczonych ekspertów. Poznaj zagraniczne trendy i znajdź inspiracje do dalszego rozwoju Twojej firmy rodzinnej. Zapisy na Kongres trwają:  www.kongresfirmrodzinnych.pl

FC Barcelona pobija rekord. W sezonie 2018/2019 wygrywa „Football Money League”

FC Barcelona po raz pierwszy w historii stanęła na czele klubów piłkarskich o największych przychodach na świecie. W sezonie 2018/2019 przychody hiszpańskiego giganta były rekordowe i wyniosły prawie 841 mln euro. Na drugim miejscu znalazł się ubiegłoroczny zwycięzca, czyli Real Madryt, a na trzecim Manchester United. Przychody dwudziestki największych futbolowych potęg wyniosły 9,3 mld euro, o 11 procent więcej niż rok wcześniej. To najważniejsze wnioski z 23. edycji raportu „Football Money League”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Aby znaleźć się w zestawieniu trzeba było przekroczyć poziom przychodów co najmniej 207 mln euro. Największy udział w tej kwocie mają przychody z transmisji, stanowiące 44 proc. Umiejętność wzbudzenia zainteresowania reklamodawców jest czynnikiem wyróżniającym czołówkę rankingu (kluby tradycyjnie współzawodniczące w Lidze Mistrzów UEFA). Co ciekawe, choć przedłużająca się nieobecność w rozgrywkach UEFA, a zwłaszcza w Lidze Mistrzów, może znacząco wpłynąć na stan finansów, kluby z czołówki są mniej niż pozostałe uzależnione od przychodów z transmisji.

Wzrost branży piłkarskiej wciąż wyprzedza inne sektory, a jak przewidujemy w niedalekiej przyszłości 20 najlepszych klubów Money League będzie  w stanie wygenerować ponad 10 mld euro łącznego przychodu – mówi Dan Jones, Partner w Sports Business Group w Deloitte. – Co więcej, w tej edycji Money League wyraźnie widać kontynuację wyodrębnienia naszego rankingu na „podrankingi”, w miarę jak rośnie przepaść między klubami z czołówki a resztą – dodaje. Pierwsza piątka zestawienia, czyli: FC Barcelona (840,8 mln euro), Real Madryt (757,3 mln euro), Manchester United (711,5 mln euro), Bayern Monachium (660,1 mln euro) oraz Paris Saint-Germain (635,9 mln euro) ma wyższe łączne przychody niż 11 klubów, które zajęły miejsca od 10 do 20 razem wziętych.

Hiszpańskie kluby znowu bezkonkurencyjne

Na pierwszym miejscu po raz pierwszy w historii zestawienia znalazła się FC Barcelona. „Duma Katalonii” jest jednocześnie pierwszym klubem, który złamał barierę 800 mln euro przychodów. Od drugiego w kolejności Realu Madryt dzieli ją aż 83,5 mln euro, co jest największą różnicą w historii Football Money League.

Wzrost przychodów FC Barcelony można w dużej mierze przypisać zmianie podejścia klubu do swojej działalności, przy czym głównym czynnikiem jest decyzja o przejęciu od partnerów zewnętrznych działań handlowych i licencyjnych. Dało to klubowi dodatkową kontrolę nad promocją i sprzedażą jego produktów oraz możliwością raportowania tych przychodów w ujęciu brutto, a nie netto.  – Barca jest wyraźnym przykładem klubu dostosowującego się do zmieniających się warunków rynkowych, zmniejszającego zależność od przychodów z transmisji i skupiającego się na rosnących dochodach pozostających pod jego kontrolą. Działalność komercyjna klubu wygenerowała 383,5 mln euro przychodów, co stanowi więcej niż całkowity przychód klubu z 12. miejsca – mówi Dan Jones. – Biorąc pod uwagę, że w sezonie 2019/20 klub spodziewa się dalszego wzrostu przychodów komercyjnych o 30 mln euro i całkowitych przychodów w wysokości prawie 880 mln euro, oczekujemy, że utrzyma najwyższe miejsce w przyszłorocznej edycji. FC Barcelona jest na dobrej drodze, aby zostać pierwszym klubem Money League o wartości 1 mld euro w nadchodzących latach – dodaje.

Osłabiony Manchester United

Premier League tradycyjnie ma największą reprezentację w Deloitte Money League. W tym roku w zestawieniu znalazło się osiem angielskich klubów.

Najwyżej, bo na trzecim miejscu znalazł się Manchester United z przychodami w wysokości 721,5 mln euro, ale ze względu na brak kwalifikacji do Ligi Mistrzów, klub prognozuje przychody w wysokości 560–580 mln funtów w sezonie 2019/20. Spowoduje to prawdopodobnie, że „Czerwone Diabły” nie obronią tegorocznej pozycji. Najbliżsi krajowi rywale Manchester United, czyli Manchester City i Liverpool, osiągnęli przychody w wysokości odpowiednio 610,6 mln euro i 604,7 mln euro. Długofalowe ambicje Liverpoolu dotyczące znalezienia się w pierwszej piątce zestawienia w przyszłych edycjach nie są nierealne, szczególnie jeśli klub może czerpać z ostatnich sukcesów na boisku w Premier League i wygrać Ligę Mistrzów UEFA 2019.

Z kolei Tottenham Hotspur zajmuje ósme miejsce w tegorocznej Money League. Jest to najwyższa pozycja drużyny, która wyprzedziła Arsenal i Chelsea. Przychody Spurs wzrosły o 21 proc. do 521,1 mln euro, co w dużej mierze można przypisać zwiększonym przychodom od nadawców i źródeł komercyjnych po sezonie, w którym klub awansował do finału Ligi Mistrzów i przeniósł się na stadion Tottenham Hotspur.

Arsenal spadł z 9. na 11. miejsce, co jest efektem nieobecności klubu w Lidze Mistrzów drugi sezon z rzędu. W rezultacie liczba drużyn Premier League w pierwszej dziesiątce spadła do pięciu w tym roku, z rekordowej liczby sześciu w poprzednim roku. – Wpływ uczestnictwa w rozgrywkach UEFA na przychody wyraźnie widać w przypadku Londynu i North West. Dzięki wejściu do rozgrywek pucharowych Ligi Mistrzów w górę idą Liverpool, Manchester City i Spurs. Spadek Arsenalu wynika z nieobecności klubu w rozgrywkach już drugi sezon z rzędu. Być może ten sam los czeka Manchester United – mówi Sam Boor, starszy menedżer w Sports Business Group w Deloitte.

Reszta świata

Poza Premier League kluby z innych „wielkich pięciu” lig piłkarskich – francuskiej Ligue 1, hiszpańskiej La Ligi, niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A również znajdują się w pierwszej dwudziestce. Sezon 2018/19 przyniósł imponujący dwucyfrowy wzrost we wszystkich kanałach przychodów dla Paris Saint-Germain. Francuski klub awansował na piąte miejsce w Money League i jest to najwyższa pozycja od sezonu 2014/15. Klub wygenerował 363,4 mln euro przychodów komercyjnych, drugi najwyższy wynik w historii Money League. Ma to związek z podpisaniem umów z pięcioma nowymi partnerami i przedłużeniem umów z sześcioma światowymi markami.

Juventus Turyn odzyskał 10. miejsce w tegorocznym rankingu, ponieważ jego przychody wzrosły o 17 proc. do 459,7 mln euro. Pojawienie się w drużynie Cristiano Ronaldo, który jako jedyny ma więcej obserwujących na Instagramie niż Real Madryt i FC Barcelona łącznie, zwiększył komercyjny urok włoskiego klubu. W rezultacie Juve odnotowało wzrost przychodów komercyjnych częściowo ze względu na wzrost widoczności marki w sezonie 2018/19. – Skład 20 najlepszych klubów pozostaje stosunkowo stabilny. W tegorocznej edycji pojawiły się dwie nowe drużyny – Olympique Lyonnais na 17. miejscu, a SSC Napoli na 20. miejscu. Oba kluby poczyniły postępy w rozgrywkach klubowych UEFA i skorzystały z nowej i bardziej lukratywnej dystrybucji funduszy UEFA, która weszła w życie w 2018/19. Po raz pierwszy każdy klub w naszej pierwszej dwudziestce osiągnął przychody w wysokości ponad 200 milionów euro – mówi Sam Boor.

Jedynymi klubami spoza „wielkiej piątki” w pierwszej 30. są Ajax na 23. pozycji (199,4 mln euro), Benfica na 24. (197,6 mln euro), Zenit Saint Petersburg na 28. (180,4 mln EUR) i FC Porto 29. (176,2 mln EUR) , co dodatkowo odzwierciedla znaczący wpływ udziału w rozgrywkach klubowych UEFA na generowanie przychodów na tych rynkach.

Przyszłość pod znakiem zapytania

W ciągu ostatnich pięciu lat łączne przychody z transmisji 20 najlepszych klubów wzrosły o 11 proc., co stanowi najwięcej ze wszystkich źródeł przychodów. Nie jest całkiem pewne, czy największe ligi piłkarskie świata osiągnęły już maksimum wartości przychodów z praw transmisji, gdyż zasadniczo kluby nie są w stanie kontrolować ich wysokości. Aby móc nadal zwiększać poziom przychodów, kluby muszą skupić się na maksymalizacji wpływów z tych źródeł, nad którymi mają największą kontrolę.  Problem polega na tym, jak to zrobić w sytuacji, kiedy rynek piłkarski robi się coraz bardziej nieprzewidywalny.

Szesnastka, wylosowana w Lidze Mistrzów w sezonie 2019/20, składa się, podobnie jak Money League, wyłącznie z zespołów z „wielkiej piątki” lig europejskich.  W tej grze kluczowi interesariusze będą świadomi ciągłej nieprzewidywalności wyników jako najważniejszego czynnika, decydującego o długoterminowej, trwałej wartości – podsumowuje Sam Boor.

Po interwencji Rzecznika MŚP Naczelnik Urzędu Skarbowego w Białymstoku wycofał się z egzekucji z domu rodzinnego przedsiębiorcy

Egzekucja z domu rodzinnego przedsiębiorcy, w sytuacji gdy wskazał on inny majątek, z którego może zaspokoić się wierzyciel jest sprzeczna z zasadą proporcjonalności i budzenia zaufania do organów administracji publicznej wyrażonymi w Konstytucji Biznesu.

Naczelnik Urzędu Skarbowego w Białymstoku po skutecznej interwencji Rzecznika MŚP, Biuro w Białymstoku, wydał korzystne dla przedsiębiorcy postanowienie w przedmiocie zwolnienia  z egzekucji domu rodzinnego zamieszkałego przez wielopokoleniową, dziesięcioosobową rodzinę.

Sprawa dotyczyła wszczęcia i prowadzenia egzekucji z domu przedsiębiorcy, będącego jednocześnie wspólnikiem spółki jawnej, w sytuacji gdy dysponował on łącznie z innymi zobowiązanymi solidarnie wspólnikami majątkiem komercyjnym, służącym do prowadzenia działalności gospodarczej o wartości kilkukrotnie przewyższającej kwotę należną wierzycielowi. Zadłużenie przedsiębiorcy wynikło z niepowodzenia biznesowego przedsięwzięcia, a w konsekwencji konieczności zwrotu pozyskanego dofinansowania ze środków pomocowych.

Organ egzekucyjny, na skutek złożonego wniosku o zwolnienie z egzekucji  domu, wydał postanowienie o odmowie zwolnienia. Przedsiębiorca zaskarżył to postanowienie, jednak także organ drugiej instancji oraz WSA nie dopatrzyły się przesłanek do zwolnienia domu z egzekucji, tj. ważnego interesu zobowiązanego i wykazania przez przedsiębiorcę innego majątku. Organ dokonał zajęcia, opisu i oszacowania domu przedsiębiorcy, nie podejmując żadnych czynności względem pozostałego majątku ujawnionego w oświadczeniach.

Rzecznik MŚP przystąpił do postępowania wszczętego na skutek ponownego wniosku o zwolnienie z egzekucji domu. Rzecznik MŚP wskazał  na naruszenie zasady proporcjonalności i budzenia zaufania do organów administracji publicznej, ponieważ przedsiębiorca w złożonych oświadczeniach podał, iż jest współwłaścicielem kilku innych nieruchomości związanych z prowadzoną przez niego działalnością. Organ  nie rozważył możliwości zaspokojenia z 3 nieruchomości o charakterze komercyjnym, których współwłaścicielami są wspólnicy pierwotnie zobowiązanej spółki jawnej. Rzecznik w swoim stanowisku wskazał ponadto, że wybrany przez organ środek egzekucyjny charakteryzuje się najwyższym stopniem uciążliwości, a mimo to z sumy uzyskanej z licytacji  wierzyciel nie będzie mógł zaspokoić się w całości.

W dniu 13 grudnia 2019 r. organ wydał postanowienie, w którym uwzględnił stanowisko Rzecznika MŚP o konieczności doboru takiego środka egzekucyjnego, który pozwoli na zaspokojenie wierzyciela a jednocześnie będzie charakteryzował się najniższą uciążliwością dla zobowiązanego. Organ postanowił o zwolnieniu domu rodzinnego przedsiębiorcy z egzekucji do czasu przeprowadzenia czynności egzekucyjnych z wskazanej  nieruchomości komercyjnej.

Takie rozstrzygnięcie stanowi o poszanowaniu nie tylko Konstytucji Biznesu, ale też podstawowych praw obywatela, tj. prawa do poszanowania prywatności i prawa  przedsiębiorcy do niezakłóconego życia rodzinnego.

Jak prawidłowo przygotować PIT-11 dla pracownika? Zmiany i nowe druki dla pracodawcy

Do końca stycznia pracodawcy mają czas na dostarczenie w formie elektronicznej PIT-11 do urzędu skarbowego. Duża część przedsiębiorców pozostawia zwykle dopełnienie obowiązku przekazania informacji o dochodach pracownikom na ostatni moment. W tym roku duża ilość zmian w przepisach powinna skłonić do wcześniejszego wypełnienia PIT-11. Jak podkreślają eksperci z firmy e-file, złożenie wymaganych dokumentów dopiero w lutym może skończyć się dla firmy karą grzywny.

PIT-11 za 2019 r. w pigułce:

  • PIT-11 do urzędu skarbowego tylko elektronicznie – do 31.01.2019!
  • zmiany w PIT-11: ulga dla młodych
  • udostępnienie PIT-11 pracownikowi w intranecie – tylko za zgodą pracownika
  • czynny żal może uchronić pracodawcę od kary grzywny za przekroczenie terminu

E-podpis potrzebny do PIT-11?

Pracodawcy, podobnie jak w zeszłym roku, mają czas do końca stycznia na dostarczenie PIT-11 za pracowników do urzędu skarbowego wyłącznie w wersji elektronicznej. Dotyczy do wszystkich firm – małych, zatrudniających do pięciu pracowników, jak i korporacji. – Płatnik będący osobą fizyczną, który wysyła tę informację do urzędu skarbowego, nie musi korzystać z e-podpisu wystarczającym jest dla niego zestaw danych autoryzujących. Pozostali płatnicy (np. spółka z o.o.) muszą nabyć w tym celu e-podpis – wyjaśnia Artur Kaczmarek, ekspert z firmy e-file, twórcy aplikacji „e-pity Płatnika” do wypełniania deklaracji podatkowych.

W minionym roku, miesiąc przed upływem ostatecznego terminu składania informacji PIT-11, co druga firma nie była gotowa na jej elektroniczne dostarczenie do urzędu skarbowego*. Dziś świadomość pracodawców jest o wiele większa, jednak firmy stoją przed nowymi wyzwaniami:

  • rozliczenie ulgi dla młodych, która zaczęła obowiązywać od 1 sierpnia 2019 r.
  • krótki czas na wypełnienie wszystkich dokumentów – minister finansów udostępnił nowe wzory formularzy PIT w połowie grudnia 2019 r.

Ulga dla młodych – tylko w wersji 25

W PIT-11 znajdują się informacje dotyczące dochodów uzyskanych w minionym roku oraz o zaliczkach na podatek, które pracodawca (płatnik) wpłacił do skarbówki. Każdej osobie fizycznej taka informacja jest potrzebna, by do końca kwietnia br. rozliczyć się z fiskusem. Istotne jest również, by informacje o dochodach zamieścić w najnowszej wersji PIT-11 udostępnionej przez Ministerstwo Finansów. – Tylko nowa wersja druku PIT-11 (wersja 25 za 2019/2020) dostępna na stronie podatki.gov.pl lub platnik.e-pity.pl uwzględnia wprowadzone od 1 sierpnia 2019 roku zwolnienie z PIT dla osób do ukończenia 26 lat. W prawym dolnym rogu każdego formularza można sprawdzić, czy wypełniamy właściwą wersję tegoroczna aktualizacja ma numer 25. Jeśli pracodawca użyje zeszłorocznego formularza, jego młody pracownik może mieć problem z właściwym rozliczeniem swojego PIT-a – wyjaśnia Artur Kaczmarek, ekspert z firmy e-file.

Informacja PIT-11 powinna zostać przekazana do urzędu skarbowego właściwego dla miejsca zamieszkania pracownika. Pracodawca ma obowiązek przekazania PIT-11 zarówno do urzędu skarbowego, jak i do pracownika. Podwładnemu można ją przekazać elektronicznie lub wydrukowaną w terminie do 2 marca 2020 roku. To pracodawca, a nie pracownik, decyduje o formie elektronicznej lub papierowej przekazania PIT-11.

PIT-11 w intranecie – tylko za zgodą pracownika

Wybierając elektroniczną formę przekazania PIT-a, pracodawca zazwyczaj przesyła dokument na e-mail pracownika. Coraz więcej firm decyduje się udostępniać PIT-11 w intranecie, czyli na służbowych platformach elektronicznych, do których dostęp ma tylko zalogowany pracownik. – Aktualnie organy urzędów skarbowych stoją na stanowisku, że udostępnianie  informacji PIT-11 przez intranet jest dopuszczalne, ale tylko za zgodą pracownika. To dlatego proces ten może wydawać się bardziej skomplikowany i czasochłonny dla pracodawcy. Wygodniejszą i bezpieczniejszą formą jest stworzenie profilu w systemie do odbierania deklaracji PIT na odbierz-pit.pl. System automatycznie wysyła pracownikom mailem lub na numer telefonu PIT-y, a pracodawca otrzymuje potwierdzenie odbioru deklaracji – wyjaśnia Artur Kaczmarek.

Czynny żal uchroni firmę od grzywny

Należy pamiętać, że złożenie informacji PIT-11 przez pracodawcę po terminie jest wykroczeniem skarbowym. Grozi za nie grzywna, którą orzeka sąd lub uprawniony urzędnik skarbowy w postępowaniu mandatowym. W przypadku, gdy informacja PIT-11 nie została dostarczona do urzędu skarbowego w wyznaczonym terminie, należy tego dokonać niezwłocznie, a do informacji pracodawca może dołączyć czynny żal. Jednak jest on skuteczny tylko w przypadku, gdy dopełniono czynności będącej czynem karalnym iw chwili złożenia wniosku organ skarbowy nie mógł być świadomy popełnionego czynu. Zaniedbanie należy zatem uzupełnić jak najszybciej.

* Badanie zostało zrealizowane metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel na zlecenie e-file – twórcy aplikacji e-pity Płatnika. W ramach badania przeprowadzono 506 ankiet pracodawców.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyrobów konsumentów

Nie ulega wątpliwości, że nadwaga i będąca jej konsekwencją otyłość stanowi problem, z którym rozwinięte społeczeństwa muszą się zmierzyć. Jak wynika z dostępnych badań, kłopoty z wagą dotyczą ponad połowy dorosłych i co ósmego dziecka w Polsce, zaś skala tego negatywnego zjawiska rośnie. Wydaje się, że nie istnieje żadna instytucja obecna w debacie publicznej, która podważałaby konieczność prowadzenia działań profilaktycznych, uświadamiających konsumentów i stymulujących ich zwrot w stronę zdrowego stylu życia i racjonalnej diety. Takie podejście jest jednak z gruntu sprzeczne z dużo bardziej inwazyjną możliwością, jaką jest podejmowanie próby wywierania ekonomicznego nacisku na społeczeństwo w celu zniechęcenia go do produktów uznanych za „niezdrowe”. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców opowiada się za zdrowym rozsądkiem i prowadzeniem wszelakiego rodzaju akcji promocyjnych i profilaktycznych. Uważamy również, że słusznym kierunkiem jest np. reformulacja składów poszczególnych produktów w celu zredukowania zawartości cukru. Zdecydowanie jednak sprzeciwiamy się próbom wykorzystywania narzędzi podatkowych do kształtowania nawyków żywieniowych Polaków. Jesteśmy przekonani, że tego rodzaju działania są nieskuteczne i uderzają w najmniej zamożne grupy konsumentów, które wskutek ich realizacji będą prawdopodobnie wybierać w sklepie tańsze produkty gorszej jakości. Między innymi z tego powodu projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów oceniamy zdecydowanie negatywnie.

W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że w naszym przekonaniu rozwiązania zaproponowane w projekcie mają w istocie cele wyłącznie fiskalne. Projektodawca nie zaproponował żadnego spójnego podejścia do promowania zdrowego trybu życia i zrównoważonej diety, choćby za pomocą „twardszych” środków, niż byśmy sobie tego życzyli. To, co znajduje się w dokumencie, to propozycja punktowego wprowadzania dodatkowych obciążeń w odniesieniu do trzech kategorii produktów i usług: napojów zawierających cukier lub substancje słodzące, napojów alkoholowych sprzedawanych w opakowaniach o pojemności mniejszej niż 300 ml, oraz reklam suplementów diety. Każdy z tych trzech obszarów, jeśli miałby być przedmiotem jakiejkolwiek regulacji, powinien być traktowany indywidualnie i stać się przedmiotem osobnych procesów legislacyjnych. Trudno jest bowiem znaleźć racjonalny wspólny mianownik, który by je łączył. O koncepcji „podatku cukrowego” mówiono już od dłuższego czasu. Teoretycznie zatem pojawienie się ostatecznie projektu, który zawiera tę propozycję, nie jest dużym zaskoczeniem. Wziąwszy jednak pod uwagę fakt, że w Narodowej Strategii Onkologicznej termin wprowadzenia podatku określony został na rok 2022, tego rodzaju pośpiech może budzić zdziwienie. Szczególnie, jeżeli projekt pojawia się nagle 20 grudnia, kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, i jest wzbogacony o regulacje odnoszące się do sprzedaży alkoholu sprzedawanego w opakowaniach o niewielkich pojemnościach („małpek”), czy też reklam suplementów diety, sprowadzone de facto do opodatkowania tej sprzedaży i tych reklam, to trudno nie dostrzegać w tym logiki szukania dodatkowych źródeł wpływów do budżetu. Wygląda bowiem na to, że do przygotowywanego od jakiegoś czasu projektu ustawy wprowadzającego podatek cukrowy „doklejono” naprędce podatek od reklam suplementów diety i sprzedaży napojów alkoholowych w opakowaniach o niewielkich pojemnościach. Świadczyć może o tym choćby lektura uzasadnienia do projektu, w którym na 23 strony analizy kwestii opodatkowania napojów słodzonych cukrem i/lub innymi substancjami słodzącymi, przypada 3,5 strony wyjaśnień dotyczących podatku od reklamy suplementów diety oraz zaledwie jedna strona poświęcona podatkowi od sprzedaży „małpek”.

Co istotne, trudno jest na tych 4,5 strony znaleźć jakiekolwiek argumenty uzasadniające wprowadzenia tych podatków. W sekcji dotyczącej podatku od reklam suplementów diety stwierdzono w istocie, że największym problemem związanym z tym rynkiem jest niewystarczający poziom wiedzy i świadomości konsumentów, którzy próbują zastąpić suplementami zrównoważoną dietę. Nietrudno jest dojść do wniosku, że wprowadzanie nowego podatku w żaden sposób tego problemu nie rozwiązuje. W praktyce, jedyną konsekwencją wprowadzenia podatku od reklam suplementów diety będzie wzrost cen tych produktów – również dla ludzi, którzy suplementacji faktycznie potrzebują z uwagi na indywidualne uwarunkowania zdrowotne. W projekcie nie ma mowy o wprowadzeniu jakichkolwiek mechanizmów zwiększających poziom wiedzy Polaków dotyczących suplementów diety i ich prawidłowego stosowania. Przedstawiony dokument zakłada proste obciążenie podatkowe arbitralnie wybranej, wąskiej grupy usług i w tym zakresie jest oczywiście nieakceptowalny. Fakt, iż projektodawca zidentyfikował w uzasadnieniu do projektu określoną grupę deficytów dotyczących rynku suplementów, a następnie w ogóle jej nie zaadresował, musi budzić zdziwienie. W rezultacie, projektowana regulacja w tym zakresie uderzy w dwie kategorie podmiotów – pacjentów, którzy więcej zapłacą w aptekach, oraz producentów z sektora MSP, którzy skutki podwyżek cen usług reklamowych odczują wyjątkowo dotkliwie.

W sekcji poświęconej podatkowi od „małpek” twierdzi się, że ograniczenie dostępności ekonomicznej napojów alkoholowych może być jedną z najskuteczniejszych metod ograniczania nadmiernego spożywania alkoholu. Nie przedstawiono żadnych analiz uzasadniających wprowadzenie obciążenia na poziomie akurat 1 zł za jedno sprzedane opakowanie, nie podniesiono kwestii odpowiedniej profilaktyki, działań ukierunkowanych na poprawę kultury picia alkoholu etc. Z powyższego wynika wniosek, że nawet pobieżna lektura uzasadnienia do projektu każe przypuszczać, że jego cele są przede wszystkim fiskalne.

Tymczasem zarówno projektodawca, jak i przedstawiciele innych instytucji, popierający zawarte w nim rozwiązania, starają się podkreślać, że celu fiskalnego nie ma, ponieważ środki z tytułu podatku od napojów będą trafiać bezpośrednio do Narodowego Funduszu Zdrowia. Taka argumentacja ma kilka słabości. Pierwsza z nich wynika z faktu, iż projekt zakłada wprowadzenie nie tylko podatku od napojów słodzonych cukrem i/lub innymi substancjami słodzącymi, lecz również dwóch pozostałych wymienionych wyżej podatków. Z tytułu zatem podatku od sprzedaży napojów alkoholowych w opakowaniach o pojemności mniejszej niż 300 ml, wpływy trafiać będą po 50% do NFZ i do budżetów samorządów. Wpływy z tytułu dwóch pozostałych podatków faktycznie mają trafiać do Funduszu, jednak nie wyklucza to w żadnym stopniu fiskalnego celu projektu. W 2018 roku Fundusz uzyskał 1,8 mld zł dotacji z budżetu państwa. W grudniu 2017 roku przyznano 1 mld zł dotacji, zaś zaledwie kilka dni po opublikowaniu omawianego projektu ustawy podano do informacji publicznej wiadomość, że do Funduszu trafiło niemal 2,7 mld zł dotacji budżetowej. Do NFZ trafia zatem rokrocznie strumień pieniędzy pochodzący bezpośrednio z budżetu państwa. Tłumaczenie zatem, że projekt nie ma celu fiskalnego, ponieważ środki zasilą Fundusz, jest zatem tyleż sprytne, co bałamutne, ponieważ ruch taki może spowodować po prostu brak konieczności dodatkowego wspierania NFZ przez budżet państwa, ergo – niższe wydatki.

Podkreślenia wymaga, że pomimo konsekwentnego stosowania przez projektodawcę określenia „opłata”, proponowane daniny są w istocie podatkami. Opłatę z podatkiem różni kilka cech, m.in. fakt, że są to świadczenia pieniężne, przymusowe i bezzwrotne, jednak różni je jeden kluczowy przymiot – o ile podatek jest świadczeniem nieodpłatnym, o tyle opłata przeciwnie, stanowi świadczenie odpłatne. Oznacza to, że konsekwencją uiszczenia opłaty jest realizacja jakiegoś świadczenia ekwiwalentnego, podczas gdy z opłaceniem podatku nie wiąże się obowiązek żadnego konkretnego świadczenia po stronie związku publicznoprawnego. W żadnym fragmencie projektu nie zwrócono uwagi na żadne świadczenie zwrotne, które mogłoby wynikać z opłacenia opłaty (trudno zresztą sobie takie świadczenie wyobrazić, skoro płatnikami mają być podmioty sprzedające towary objęte „opłatami”, oraz świadczące usługę reklamy suplementów diety, podczas gdy regulacja ma kształtować zachowania konsumentów, ponoszących jednakże finansowy ciężar proponowanych rozwiązań). Z punktu widzenia formalnego zatem, przedmiotem omawianego projektu jest wprowadzenie nowych podatków, a nie opłat, tym samym teoretycznie jego „gospodarzem” powinien być Minister Finansów, a nie Minister Zdrowia. Ten szczegół nie stanowi jednak kluczowego problemu związanego z proponowanymi rozwiązaniami – tym jest bowiem potencjalny brak ich skuteczności, przy jednoczesnym szerokim zakresie negatywnych skutków.

Kluczowym elementem projektu jest wprowadzenie przytoczonego już „podatku cukrowego”, czyli w polskiej wersji podatku od napojów z zawartością cukru bądź substancji słodzących. Zgodnie z zaproponowanymi przepisami, przedmiotem opodatkowania zostać ma produkcja, import lub dokonanie wewnątrzwspólnotowego nabycia napojów z dodatkiem substancji o właściwościach słodzących (monosacharydy, disacharydy, oligosacharydy, środki spożywcze zawierające te substancje oraz substancje słodzące, o których mowa w rozporządzeniu PE i Rady (WE) nr 1333/2008 w sprawie dodatków do żywności) lub aktywnych (kofeiny, tauryny oraz guarany). Trudno określić, z jakiego powodu ustawodawca zdecydował się obciążyć nową daniną również dodatki w postaci substancji aktywnych – w uzasadnieniu nie zawarto w tym zakresie przekonujących argumentów.

Stawka podatku uzależniona jest od liczby substancji słodzących – w przypadku dodatku jednej substancji wynosi ona 0,70 zł za litr napoju, zaś w przypadku dodatku więcej niż jednej substancji wynosi 0,80 zł za litr. Podatek obciążający napoje zawierające substancje o właściwościach aktywnych wynosi 0,20 zł za litr napoju. Taka konstrukcja podatku budzić musi wiele wątpliwości. Przede wszystkim, podatkiem obciążone są nie tylko napoje zawierające cukier, lecz również napoje zawierające inne substancje słodzące (słodziki). Jest to rozwiązanie o tyle zaskakujące, że skoro celem projektu ma być zmniejszenie ilości spożywanego przez Polaków cukru, to dostępność alternatywy w postaci zawierających niskokaloryczne substancje słodzące napojów pozbawionych cukru i wartości energetycznej wydaje się być zjawiskiem całkowicie korzystnym i pożądanym. Tymczasem projekt zakłada nie tylko opodatkowanie napojów niezawierających cukru, a zawierających słodziki, lecz również faktyczne opodatkowanie ich wyższą stawką, ponieważ z reguły do napojów tych dodawana jest więcej niż jedna substancja słodząca.

Dodatkowe opodatkowanie napojów niskokalorycznych stanowiących alternatywę dla tych zawierających cukier może rodzić negatywne skutki dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, zmniejszy ich dostępność cenową w stopniu wyższym, niż napojów słodzonych cukrem. W rezultacie, alternatywa ułatwiająca zredukowanie ilości cukru w diecie stanie się droższa niż napoje zawierające cukier, co utrudni ograniczanie spożycia tej substancji przede wszystkim konsumentom uboższym. Po drugie zaś, reformulacja składów napojów ukierunkowana na zmniejszanie zawartości cukru (a przez to i kaloryczności) straci jakikolwiek ekonomiczny sens. Tymczasem reformulacja składów jest uznawana za jedną ze skuteczniejszych metod walki z otyłością i stanowi jedną z rekomendacji zawartych w dokumencie Roadmap for Action on Food Product Improvement przygotowanym na potrzeby konferencji zorganizowanej w ramach niderlandzkiej prezydencji w Radzie UE i zatwierdzonym przez organizacje pozarządowe, zrzeszenia branżowe oraz większość państw członkowskich UE, w tym Polskę. Reformulację składów stosuje coraz więcej firm – według danych z raportu „Health&Wellness Progress Report” przygotowanego przez The Consumer Goods Forum i Deloitte, w samym 2017 roku zmieniono na świecie składy niemal 34 tysięcy produktów, tak by miały lepszy wpływ na zdrowie konsumentów. Wziąwszy pod uwagę powyższe, obejmowanie nowym podatkiem napojów zawierających popularne, obniżające kaloryczność zamienniki cukru, takie jak aspartam, acesulfan, czy cyklaminian, jest całkowicie nieuzasadnione.

Analiza treści projektu sugeruje dodatkowo, że był on przygotowywany w pośpiechu, przez co projektodawcy nie udało się wziąć pod uwagę powszechnie występujących stanów faktycznych. Za napój podlegający opodatkowaniu rozumie się bowiem napój oferowany konsumentowi „w postaci gotowej do spożycia”, w którego składzie znajduje się co najmniej jedna z wymienionych w projekcie substancji, z wyłączeniem tych występujących w produkcie naturalnie. Z tego punktu widzenia problematyczny staje się status napojów podawanych konsumentom jako syrop (nieopodatkowany, jako że nie stanowi napoju w postaci gotowej do spożycia) zmieszany z wodą. Zasadne wydaje się pytanie, czy gotowy do spożycia napój sprzedany w takiej formie będzie podlegał opodatkowaniu? Jeżeli tak, to kto zostanie uznany za producenta, na którym ciąży obowiązek uiszczenia daniny – producent syropu, czy np. przedsiębiorca prowadzący punkt gastronomiczny, w którym przygotowano gotowy do spożycia napój? Niezależnie od tego, która wykładnia zostałaby uznana za właściwą, rezultat będzie absurdalny. W jednym bowiem wariancie producent syropu, co do zasady niepodlegającego opodatkowaniu, jako produkt niebędący napojem gotowym do spożycia, byłby zobowiązany do uiszczania daniny, jeśli syrop tenże będzie następnie wymieszany z wodą i sprzedany konsumentowi. W drugim, producentem napoju stałby się punkt gastronomiczny. W związku z powyższymi wątpliwościami, dotyczącymi zresztą dużo szerszej grupy produktów, apelujemy do projektodawcy o dopracowanie treści przepisów w taki sposób, by wyeliminować tego rodzaju trudności interpretacyjne.

Abstrahując od powyższego, poważne wątpliwości budzi sama koncepcja kształtowania nawyków zdrowotnych społeczeństwa za pomocą instrumentów podatkowych. W konkretnym kontekście ograniczania spożycia cukru, warto spojrzeć na doświadczenia innych państw oraz porównać osiągnięte w nich rezultaty do zakładanych przez projektodawcę skutków wprowadzenia nowych regulacji. Rezultatem wprowadzenia podatku we Francji (o konstrukcji analogicznej do proponowanej przez polskiego projektodawcę – obejmującej zarówno napoje słodzone cukrem, jak i te zawierające słodziki) było marginalne zmniejszenie spożycia napojów słodzonych – ok. 40 ml miesięcznie na mieszkańca (S. Capacci, O. Allais, C. Bonnet, M. Mazzocchi, The impact of the French soda tax on prices and purchases. An ex post evaluation). Według badań Public Health England, pomimo wprowadzenia w Wielkiej Brytanii podatku od napojów słodzonych cukrem, spożycie tej substancji ogółem wzrosło w okresie od 2015 do 2018 roku o 2,6 proc. Badania przytaczane przez zwolenników projektowanej regulacji i wskazujące na zmniejszenie sprzedaży opodatkowanych grup napojów wskutek wprowadzenia nowej daniny, całkowicie nie uwzględniają mechanizmu substytucji (tj. pozyskiwania cukru z innych źródeł, niż objęte podatkiem napoje). Jest to o tyle istotne, że występowanie tego mechanizmu odnotowano w państwach, które wprowadziły „podatek cukrowy” – m.in. w Chile, czy niektórych miastach Stanów Zjednoczonych (Institute for Fiscal Studies, The evidence on the effects of soft drink taxes). Ponadto, zarówno w USA, jak i np. w Norwegii dostrzegalne jest zjawisko „turystyki cukrowej”, w ramach której konsumenci kupują słodzone napoje w miastach, w których nie są one objęte podatkiem, lub wręcz są skłonni dokonać tego rodzaju zakupów w sąsiednim państwie (por. https://www.theguardian.com/world/2019/nov/23/n…).

Przytaczane przez zwolenników podatku badania nie wskazują też na żaden konkretny pozytywny wpływ tego rodzaju przepisów na stan zdrowia ludności. Dostępne są wręcz badania, z których wynika że w tym momencie wpływ podatku cukrowego na poprawę nawyków żywieniowych oraz stanu zdrowia ludności, szczególnie w kontekście problemu otyłości, jest niejasny (M. A. Fernandez, K. D. Raine, Insights on the Influence of Sugar Taxes on Obesity Prevention Efforts). Dostępne dane z niektórych państw wskazują na brak istotnego związku między wprowadzeniem podatku cukrowego, a odsetkiem ludzi otyłych w społeczeństwie. Meksyk wprowadził podatek od słodkich napojów w 2012 roku, gdy otyłe było 32,4 proc. populacji. Pięć lat później, wskaźnik ten wynosił już 33,3 proc (OECD). Reasumując, nie ma dowodów świadczących o tym, że instrumenty zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia są odpowiednie do osiągnięcia zakładanych przez projektodawcę celów. Jednocześnie, skala potencjalnych zagrożeń związanych z wprowadzeniem nowego podatku wydaje się być bardzo istotna. Niezależnie bowiem od tego, na które badanie dotyczące rezultatów wprowadzenia podatku cukrowego spojrzymy, z każdego wynika że bezpośrednim skutkiem nowej regulacji był wzrost cen produktów. Wszystkie podatki są w pewien sposób przerzucalne, a więc koszty i tej daniny ponoszą konsumenci.

W tym miejscu należy stwierdzić, że zaproponowane przez polskiego projektodawcę stawki są wyjątkowo wysokie, na co wskazuje przegląd stawek stosowanych w innych państwach europejskich. Przykładowo – w Belgii napoje bezalkoholowe zawierające cukier lub substancje słodzące opodatkowane są w przeliczeniu na złotówki stawką 0,50 zł za litr napoju, we Francji – 0,32 zł, zaś na Węgrzech – 0,19 zł. W Polsce, jak już wspomniano, stawka wynosi – w zależności od liczby wykorzystanych substancji słodzących – 0,70 lub 0,80 zł za litr napoju. Wyższe stawki podatku niż w Polsce obowiązują jedynie w Norwegii, Irlandii i Wielkiej Brytanii, jednak wziąwszy pod uwagę siłę nabywczą polskiego konsumenta (według badań GFK – niższą niż średnia w Unii Europejskiej) możemy stwierdzić, że to właśnie u nas planowana stawka podatku jest najwyższa w Europie. Dodatkowo, z uwagi na konstrukcję podatku, stosunkowo największa podwyżka cen dotyczyć będzie najtańszych napojów, co w oczywisty sposób uderzy w uboższych konsumentów, którzy nie zmienią swoich nawyków żywieniowo-zakupowych. Z badań przeprowadzonych przez IPSOS wynika, że zdecydowana większość (77 proc.) przedstawicieli tej grupy jest gotowa szukać tańszych, gorszych jakościowo zamienników, jeżeli cena żywności wzrośnie.

Dodatkowo, należy zwrócić uwagę na szereg innych gospodarczych skutków wprowadzenia nowego podatku. Według niektórych szacunków, wprowadzenie daniny – mimo, iż projektodawca planuje uzyskać z jej tytułu ponad 2 mld zł – może negatywnie odbić się na sektorze finansów publicznych, poprzez zmniejszenie wpływów z tytułu podatków CIT, PIT i VAT. Dodatkowo, należy również uwzględniać negatywny wpływ na liczbę miejsc pracy w całym łańcuchu wartości wokół sektora – projektodawca nie zrobił tego w ramach Oceny Skutków Regulacji, co należy uznać za istotny błąd. Pozostając przy samym OSR i Uzasadnieniu do projektu, trzeba zauważyć, że ustawodawca przyjął całkowicie niespójne podejście do tworzonych regulacji, co wydaje się potwierdzać tezę o fiskalnych celach omawianego projektu. Z jednej bowiem strony proponuje się ograniczenie konsumpcji alkoholu sprzedawanego w opakowaniach o niewielkich pojemnościach, z drugiej zaś opodatkowuje dodatkowo m.in. piwa bezalkoholowe, które stanowią coraz dynamiczniej rozwijający się segment rynku. Świadczy to o tym, że Polacy z własnej woli przyjmują odpowiedzialne postawy wobec korzystania z tej używki. Wpływ proponowanego podatku na rynki poszczególnych rodzajów napojów i związane z nim konsekwencje zdrowotne nie są w ogóle przedmiotem analizy w ramach Oceny Skutków Regulacji. Jest to sytuacja wyjątkowo niepożądana, ponieważ dodatkowe obciążenia mogą w rozmaity sposób dotykać konkretnych segmentów rynku, a konsekwencje wprowadzenia opłaty w obecnie zaproponowanym kształcie mogą przybierać bardzo szczegółowy i specyficzny charakter (dla przykładu – o ile opodatkowaniu nie podlega, wg projektu, żywność specjalnego przeznaczenia medycznego, o tyle opodatkowane będą już gotowe produkty na bazie mleka przeznaczone dla najmłodszych dzieci, które często stosowane są w szpitalach). Wydaje się wobec tego, że analiza w ramach OSR została sporządzona w sposób ogólnikowy i wybiórczy.

Ostatecznie, na wyrazy krytyki zasługuje wyjątkowo krótki okres vacatio legis. Projektodawca proponuje bowiem, by nowy podatek zaczął obowiązywać już od 1 kwietnia 2020 roku. Wziąwszy pod uwagę fakt, iż proces konsultacji społecznych zostanie zakończony niemal w połowie stycznia, a także uwzględniwszy potencjalną dynamikę dalszego procesu legislacyjnego, sytuacja w której przedsiębiorcy dowiadują się o ostatecznym kształcie nowych regulacji nie wcześniej, niż na kilka tygodni przed ich wejściem w życie, wydaje się być bardzo prawdopodobnym wariantem. Szczególnie w sytuacji, kiedy nowy rok fiskalny i budżetowy już się rozpoczął, a wszelkie plany biznesowe i umowy zostały dawno zatwierdzone. Z uwagi na wagę proponowanych zmian i ich wpływ na rynek, jest to niemożliwe do zaakceptowania.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla swój negatywny stosunek do zaprezentowanych w projekcie idei. Przedsiębiorcy są jednak otwarci i gotowi do dialogu ukierunkowanego na wypracowanie rozwiązań służących ograniczeniu skali problemu nadwagi i otyłości w Polsce. Liczymy na konstruktywną dyskusję i analogiczną gotowość po stronie projektodawcy do weryfikacji przyjętych założeń w oparciu o przedstawione przez partnerów społecznych fakty i argumenty.

Visa kupuje Plaid za 5,3 mld dolarów

Koncern Visa kupi za 5,3 mld dolarów start-up Plaid. Wycena przedsiębiorstwa wzrosła dwukrotnie od zeszłorocznej rundy finansowania.

Plaid był pierwszą firmą, która tworzyła rozwiązania łączące API różnych banków. Do tej pory był głównym graczem na tym rynku. Jego przejęcie przez Visa to znak, że najwięksi globalni gracze widzą potencjał w otwartej bankowości i upraszczających ją rozwiązaniach. Wyspecjalizowane, innowacyjne usługi B2B znacząco powiększają portfolio firmy i mogą stanowić o potencjale biznesowym nawet tych największych podmiotów.

Takie zagranie Visy świadczy przede wszystkim o tym, że rynek rozwiązań API zaczyna się konsolidować. Oczywiście w przejęciu pomogło to, że Plaid stworzono w Dolinie Krzemowej, ale i europejskie rozwiązania mają szansę nie tylko na sukces finansowy, ale także na korzystne akwizycje.

Nadspodziewanie dobre wyniki sprzedaży deweloperów giełdowych w 2019 r.

Tradycyjnie z początkiem nowego roku notowane na GPW spółki deweloperskie publikują raporty ze sprzedaży mieszkań za ostatni kwartał oraz cały miniony rok. Tym razem zaprezentowane statystyki bardzo pozytywnie zaskakują wynikami sprzedaży giełdowych tuzów, stawiając pod znakiem zapytania kontynuację trwającej od dwóch lat korekty kontraktacji lokali deweloperskich.

Nieoczekiwane odwrócenie tendencji spadkowej

Zaprezentowana osiemnastka czołowych firm krajowej branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym, spółek notowanych na rynku podstawowym oraz Catalyst warszawskiej GPW, w ostatnim kwartale ub. roku zakontraktowała w sumie 7252 lokale, co jest wynikiem o ponad 18 proc. lepszym od osiągniętego w analogicznym okresie 2018 roku, jednocześnie zaledwie o 8 procent gorszym od rekordowego IV kw. 2017 r.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl dwie trzecie spółek pokazało wyniki znacznie lepsze licząc rok do roku, natomiast w siedmiu przypadkach (Atal, Develia, Echo, Robyg, Ronson, Vantage i Victoria Dom) można wręcz mówić o rewelacyjnej dynamice i świetnych wolumenach sprzedaży, które z powodzeniem korespondują z rekordowymi wynikami kwartalnymi tych spółek. Z drugiej strony tylko w jednym przypadku – Lokum Deweloper, zakomunikowano ponadprzeciętny spadek sprzedaży rzędu 85 proc.

Roczna dynamika także na plusie

Faktem, który z jednej strony stanowi sporą niespodziankę, z drugiej jest bardzo optymistycznym sygnałem, jest wyjście na plus danych za cały rok 2019 w stosunku do roku 2018. Wszelkie możliwe znaki i prognozy wskazywały raczej na umiarkowany, kilkuprocentowy spadek rocznej kontraktacji zarówno na całym mieszkaniowym rynku pierwotnym, jak i na jego zasadniczym fragmencie grupującym deweloperów giełdowych.

Tymczasem wynik 26264 sprzedanych w ubiegłym roku lokali okazał się dodatni, choć w raczej symbolicznym wymiarze 3,7 proc. Na ten niewątpliwy sukces złożyły się w pierwszym rzędzie roczne wyniki sprzedażowe pięciu spółek, które okazały się rekordowe w ich dotychczasowej historii. Do tego elitarnego grona w 2019 roku zaliczają się Archicom, Atal, Budimex Nieruchomości, Marvipol Development i Victoria Dom.

Z kolei na rynkowym podium miejsca zajęły Dom Development, Atal i Murapol (wynik bez umów rezerwacyjnych – 2868), co oznacza zmianę tylko na trzeciej pozycji, którą poprzednio, w 2018 roku i wcześniej dzierżył Robyg.

Spółka 4Q2019 4Q2018 zmiana r/r 2019 2018 zmiana r/r
Archicom 295 361 -18,3% 1462 1370 6,7%
Atal 894 633 41,2% 3196 2420 32,1%
Budimex Nieruchomości 369 398 -7,3% 1655 1208 37,0%
CNT 53 40 32,5% 296 315 -6,0%
Develia 582 313 85,9% 1510 1710 -11,7%
Dom Development 962 1006 -4,4% 3661 3602 1,6%
Echo Investment 418 270 54,8% 1357 986 37,6%
Inpro 185 163 13,5% 769 801 -4,0%
J.W. Construction* 289 280 3,2% 1026 1248 -17,8%
Lokum Deweloper 33 227 -85,5% 268 1011 -73,5%
Marvipol Development 217 239 -9,2% 942 843 11,7%
Murapol* 1034 869 19,0% 3674 3560 3,2%
Polnord 116 83 39,8% 323 836 -61,4%
Robyg 717 504 42,3% 2570 2520 2,0%
Ronson Development 256 134 91,0% 761 773 -1,5%
Vantage Development 336 202 66,3% 941 824 14,2%
Victoria Dom 441 348 26,7% 1570 1055 48,8%
Wikana 55 68 -19,1% 283 234 20,9%
Suma 7252 6138 18,1% 26264 25316 3,7%

Zestawienie sprzedaży mieszkaniowych deweloperów giełdowych (rynek główny i Catalyst)
w IV kw. oraz całym 2019r. vs. IV kw. oraz 2018r.
* razem umowy deweloperskie, przedwstępne umowy sprzedaży oraz płatne rezerwacje
Opracowanie: RynekPierwotny.pl na podst. raportów spółek

Jakie perspektywy na rok bieżący?

Przy okazji warto podkreślić, że rok 2019 był na pierwotnym rynku mieszkaniowym rekordowy pod względem inwestycyjnym w każdej z trzech kategorii przedmiotowych statystyk: mieszkań oddanych, rozpoczętych i uzyskanych pozwoleń. W sumie mamy więc obraz wciąż mocno rozgrzanego pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki. Czy tak wysoką temperaturę obowiązującej koniunktury uda się utrzymać również w roku bieżącym?

Wg portalu RynekPierwotny.pl trwająca od blisko dwóch lat umiarkowana korekta wolumenu sprzedaży mieszkań deweloperskich, w świetle zaprezentowanych wyników stanęła pod dużym znakiem zapytania. Z drugiej strony bardzo trudno oczekiwać jej zakończenia i ponownego, trwałego wzrostu kontraktacji. W sytuacji spowalniającej gospodarki i pogarszających się jej głównych wskaźników, w efekcie postępującej drożyzny nie tylko mieszkań ale przede wszystkim kosztów utrzymania w Polsce, optymizm konsumencki prawdopodobnie ulegnie w bieżącym roku odczuwalnemu osłabieniu także na rynku mieszkaniowym. Kwestią jest tylko jego skala i skutki dla parametrów sprzedaży nowych lokali.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

ZAW-NR w praktyce

Od 1 stycznia 2020 r. podatnicy, aby zwolnić się od odpowiedzialności i konsekwencji jakie niesie za sobą zapłata na rachunek spoza białej listy składają specjalne  Zawiadomienie o zapłacie należności na rachunek bankowy inny niż zawarty na dzień zlecenia przelewu w Wykazie podatników VAT.

Poniżej przedstawiamy kilka aspektów praktycznych związanych ze złożeniem zawiadomienia.

Co powinnam zrobić w sytuacji gdy formularz zawiera tylko 2 sekcje dotyczące informacji o zgłaszanej płatności, podczas gdy ja muszę zgłosić 5 płatności.

Odpowiedź

Zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym przez Krajową Informację Skarbową zastosowanie mogą znaleźć 2 następujące rozwiązania:

  1. Podatnik dokonuje zawiadomienia tylko w odniesieniu do pierwszej płatności dokonanej na rzecz danego kontrahenta;

Jak wyjaśniła nam Krajowa Informacja Skarbowa „ratio legis” wprowadzenia tego zawiadomienia jest przesłanie organom podatkowym informacji o rachunkach bankowych, które uczestniczą w transakcji, stąd dokonanie zgłoszenia tylko pierwszej płatności na dany rachunek wydaje się najbardziej uzasadnione i efektywne.

Jednak jeśli podatnik chce zgłosić wszystkie płatności dla danego rachunku, organy podatkowe nie będą kwestionować tego typu zgłoszeń. Zgłoszenia wszystkich płatności dokonuje się w sposób opisany w punkcie 2.

  1. Podatnik dokonuje zawiadomienia wszystkich płatności, wówczas wypełnia dwie sekcje tj. D1 i D2 bezpośrednio na druku zawiadomienia, natomiast pozostałe płatności zamieszcza na odrębnym samodzielnie sporządzonym piśmie, które będzie stanowiło integralny załącznik do Zawiadomienia;

Należy zwrócić uwagę, iż rozwiązanie 2 nie będzie miało zastosowania gdy podatnik skorzysta z elektronicznej opcji złożenia zawiadomienia udostępnionej na Portalu Podatkowym pod poniższym linkiem.

https://www.podatki.gov.pl/zawiadomienie-zaw-nr/

Jakie pełnomocnictwo należy złożyć w sytuacji, gdy chcemy złożyć ZAW-NR dla dwóch płatności dokonanych na dwa różne rachunki bankowe dokonane na rzecz jednego kontrahenta?

Oba rachunki nie są widoczne na białej liście.

Odpowiedź

Zgodnie ze stanowiskiem Krajowej Informacji Skarbowej w takiej sytuacji należy złożyć dwa odrębne pełnomocnictwa PPS-1. Każdy rachunek bankowy jest w niniejszej sprawie traktowany jak odrębna sprawa.

Możliwe jest również złożenie pełnomocnictwa ogólnego, wówczas będzie ono uprawniało nie tylko do złożenia ZAW-NR  w tej konkretnej sprawie, ale również w odniesieniu do innych płatności. Należy mieć jednak na względzie szereg innych uprawnień, które osoba upoważniona posiada po udzieleniu takiego pełnomocnictwa.

Czy jeśli podmiot zaliczył koszt wynikający z faktury za usługi obce do kosztów podatkowych w roku 2019, a płatność została dokonana w 2020 r. na rachunek spoza białej listy i nie zostało złożone zawiadomienie w odniesieniu do tej płatności – to należy wyłączyć taki wydatek z kosztów uzyskania przychodu?

Odpowiedź:

Nie. Taki wydatek pozostaje kosztem uzyskania przychodu.

Zgodnie z art. 10 ust. 2 ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych ustaw

przepisów dotyczących białej listy nie stosuje się do płatności dotyczących kosztów zaliczonych do KUP przed dniem 1 stycznia 2020 r.

Art.  10.

  1.             Przepisy art. 14 ust. 2h i 2i oraz art. 22p ust. 1, 2 i 4 ustawy zmienianej w art. 2, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, oraz art. 12 ust. 4i i 4j oraz art. 15d ust. 1, 2 i 4 ustawy zmienianej w art. 3, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, mają zastosowanie do zapłaty należności w roku podatkowym rozpoczynającym się po dniu 31 grudnia 2019 r.
  2.             Przepisów art. 22p ust. 1, 2 i 4 ustawy zmienianej w art. 2, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, oraz art. 15d ust. 1, 2 i 4 ustawy zmienianej w art. 3, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, nie stosuje się do płatności dotyczących kosztów zaliczonych do kosztów uzyskania przychodów przed dniem 1 stycznia 2020 r.

Jak mam ocenić właściwość urzędu skarbowego dla wystawcy faktury?

Odpowiedź:

Podatnik musi samodzielnie ocenić właściwość urzędu skarbowego w oparciu o przepisy ordynacji podatkowej.

Dla przypomnienia:

Zgodnie z art. 17 § 1 ustawy Ordynacja podatkowa, jeżeli ustawy podatkowe nie stanowią inaczej, właściwość miejscową organów podatkowych ustala się według miejsca zamieszkania albo adresu siedziby podatnika, płatnika, inkasenta.

Warto dodać, iż w przypadku korzystania z wersji elektronicznej dokumentu ZAW-NR nie ma potrzeby wyszukiwania właściwego urzędu na własną rękę, gdyż formularz sam uzupełnia taką informację po uzupełnieniu danych wystawcy faktury. Zatem jest to kolejna przewaga korzystania z wersji elektronicznej formularza.

Główna Księgowa posiada profil zaufany. Czy będzie w stanie wysłać ZAW-NR przy użyciu swojego profilu zaufanego?

Odpowiedź:

W takim przypadku Główna Księgowa będzie w stanie złożyć ZAW-NR przy użyciu swojego profilu zaufanego. Z tym, że jeżeli nie jest uprawniona do reprezentacji spółki, to do złożenia skutecznego zawiadomienia ZAW-NR będzie wymagane złożenie pełnomocnictwa ogólnego lub szczególnego.

Czy przy wypełnianiu zawiadomienia ZAW-NR powinienem zaznaczyć jednocześnie kwadrat numer 7 i jeden z kwadratów 8 lub 9?

Odpowiedź:

W zależności od celu w jakim składane jest zawiadomienie należy zaznaczyć odpowiedni kwadrat. Nie zawsze będzie to kwadr numer 7 i 8 lub 9.

Należy mieć na uwadze, iż kwadrat numer 7 przywołuje art. 117ba ustawy z 29.08.1997 r. – Ordynacja podatkowa – czyli dotyczy odpowiedzialności solidarnej za zobowiązanie VAT.

Natomiast pozostałe dwa (8 i 9) dotyczą możliwości uniknięcia sankcji w zakresie rozliczania kosztów.

Co do zasady podatnicy będą zaznaczali zatem kwadrat 7 i odpowiednio 8 (osoby fizyczne) lub 9 (osoby prawne).

dane płatnika

– Agnieszka Piętak, ekspertka MDDP Outsourcing

Najważniejsze trendy w architekturze w nowej dekadzie. Jak będą wyglądały budynki i biurowce?

Jaki będzie nowy rok w architekturze? Na czym skoncentrują się projektanci? Jak będą wyglądały budynki mieszkalne i biurowe? Nagradzani architekci z Wrocławia przybliżają współczesne podejście do architektury oraz rozwiązania, które są i będą na czasie.

Wzór, motyw, deseń lub z angielskiego: pattern – powtarzalność na elewacji porządkuje przestrzeń.  Jednorodne i wyraźne wzory niegdyś były znakiem rozpoznawczym architektury biurowej, dziś coraz częściej pojawiają się na budynkach mieszkalnych, ponieważ stały się modne. Jednym z pierwszych miast w Polsce, w którym zrobiło się o nich głośno, jest Wrocław. Można powiedzieć, że trend rozwija się tam najbardziej dynamicznie. – Patterny były popularne w latach sześćdziesiątych, teraz wracają w wielkim stylu. My przywiązujemy do nich niezwykłą wagę, podobnie jak do wcięć w bryle i nadwieszeń – przyznaje Artur Szczepaniak, współzałożyciel i projektant główny renomowanej i wielokrotnie nagradzanej wrocławskiej pracowni AP Szczepaniak.

Oszczędność formy

Kolejnym ważnym aspektem są materiały najwyższej jakości, dzięki którym architekci mogą projektować budynki oszczędne w formie, o imponującym wyglądzie. – Takie obiekty wyglądają wspaniale niezależnie od upływu lat i trendów, jakie aktualnie panują – podkreśla Artur Szczepaniak. Ponadczasowość to niezmiennie znak rozpoznawczy dobrej architektury. – W naszych projektach zawsze będziemy powracać do modernizmu i oszczędności formy, dzięki którym budynki są wiecznie młode – dodaje architekt. Czasy, w których tynk kojarzył się z tanią architekturą, już dawno odeszły. Nowoczesne, nieskomplikowane obiekty wykonane z prostych materiałów także są wyznacznikiem architektury z górnej półki.

Coraz wyżej

W trendzie są i będą duże przeszklenia. Dla wielu Polaków coraz większego znaczenia nabierają dobrze doświetlone wnętrza i widoki. Projektuje się zatem budynki zwrócone ku rzekom i terenom zielonym, zwłaszcza w centrach miast.

Nie każdy może mieszkać nad rzeką lub obok parku. Panoramiczny widok w pełni to jednak rekompensuje. Nieograniczoną perspektywę zapewniają wysokie budynki, których w Polsce projektuje się coraz więcej. Po pierwsze, dlatego że rosną ceny gruntów, a inwestorzy i mieszkańcy cenią sobie dobre lokalizacje. Po drugie, ponieważ dają inne możliwości architektom. – Mamy do zagospodarowania więcej przestrzeni pomiędzy i wokół budynków niż w przypadku niskiej zabudowy – tłumaczy Artur Szczepaniak.

Przestrzeń dla wszystkich

Przyszłością nowoczesnej architektury są także pomieszczenia wspólne. – Widać tendencje związane ze zmianami stylu życia i pracy. Np. w aparthotelach, których w ostatnim czasie projektujemy dużo, powstają przestrzenie coworkingowe. Być może w przyszłości podobne będą funkcjonować również w zwykłych budynkach mieszkaniowych – zastanawia się Artur Szczepaniak.

Architekci projektują nie tylko przestrzenie do pracy, ale także coraz ciekawsze miejsca rekreacji, zielone elementy, kluby sportowe lub sąsiedzkie miejsca spotkań, które powstają nawet na dachach. Artur Szczepaniak tłumaczy, że ten trend wynika z potrzeby budowania relacji społecznych i z coraz większej otwartości mieszkańców. – Świadoma, nowoczesna architektura uwzględnia te aspekty – zauważa. – Wprowadzanie takich społecznych elementów jest integralnym elementem modernistycznej architektury i to dobrze, że pojawia się w Polsce coraz więcej tego typu realizacji – dodaje.

Co jeszcze czeka nas w przyszłości? Architekci przewidują, że mogą być to małe ogródki do uprawiania warzyw lub owoców. – Pierwsze nieśmiałe próby w tym kierunku już się pojawiają – zwraca uwagę Artur Szczepaniak. Wszystko wskazuje na to, że, podobnie jak w przypadku biurowców, taki i w architekturze mieszkalnej coraz większą rolę w przyszłości odegrają kwestie związane ze zmianą klimatu. – Już teraz coraz częściej projektujemy zielone dachy i ściany, dużo tarasów, a zabudowę kształtujemy w taki sposób, aby dawała cień – mówi Artur Szczepaniak.

Biurowce 2020

Zmienia się także podejście do architektury budynków biurowych, które przede wszystkim mają być komfortowym miejscem pracy. Ten trend jest widoczny od jakiegoś czasu i na pewno będzie rozwijał się w 2020 roku. – Teraz wszystko zmierza w stronę osiągnięcia równowagi pomiędzy funkcjonalnością a estetyką, choć wygląd zszedł na drugi plan, ustępując miejsca rozwiązaniom proekologicznym i zwiększającym komfort pracowników – mówi Paweł Szczepak, drugi ze współzałożycieli i głównych architektów pracowni AP Szczepaniak.

Wyraźnym trendem, widocznym szczególnie w największych miastach Polski, jest tworzenie samowystarczalnych biurowców i obiektów użyteczności publicznej – zużywających coraz mniej energii. Niektóre z nich są zasilane energią słoneczną pobieraną pasywnie. Panele słoneczne pojawiają się na dachach i elewacjach, w niektórych przypadkach są one praktycznie niewidoczne, co wzmacnia walor estetyczny.

Budynki inteligentne

W dobie rozwoju technologicznego biurowce stają się coraz bardziej inteligentne i wyposażone w nowe technologie. – Dzięki najnowszym rozwiązaniom w budynku mamy czyste powietrze, odpowiednią wilgotność, a światło reaguje na obecność człowieka i warunki na zewnątrz – podaje przykłady architekt. Dodaje, że architektura takich obiektów zmierza do tworzenia wyspecjalizowanych pomieszczeń pracy, wyciszonych, odizolowanych i umożliwiających korzystanie z odpowiednich narzędzi np. teleinformatycznych. Wokół budynków projektuje się natomiast zieleń, elementy związane z wodą, tarasy oraz miejsca relaksu sprzyjające integracji.

Czy zatem w 2020 roku częściej będziemy słyszeć o funkcjonalności czy wyglądzie? – Biurowce stają się maszynami, żywymi organizmami, ale bynajmniej nie muszą być przez to brzydkie. Wciąż są kombinacją cegieł, stali, betonu i szkła. Dzięki tym najpopularniejszym obecnie materiałom fasadowym architekci ukrywają mniej estetyczne rozwiązania takie jak panele słoneczne. Co więcej, budynki są optymalnie zwracane w stronę słońca i w tym tkwi ich piękno – odpowiada Paweł Szczepaniak.

Dlaczego transformacja cyfrowa powinna utrzymać dotychczasową dynamikę w 2020 r.?

Jonathan Curtis z Franklin Equity Group tłumaczy, dlaczego wszystkie przedsiębiorstwa będą, według niego, w najbliższych latach zmuszone do znacznie większych inwestycji w technologie cyfrowe, które pozwolą im lepiej rozumieć i obsługiwać swoich klientów oraz obniżać koszty.

U progu 2020 r. wyceny akcji spółek technologicznych najwyraźniej budzą obawy niektórych inwestorów działających na rynkach akcji. Niepokój ten jest zrozumiały, zważywszy, że sektor technologii informatycznych zapewniał najlepszy profil wzrostu w całym indeksie S&P 500 Index na przestrzeni ostatnich trzech lat i miał zdecydowaną przewagę nad dziesięcioma pozostałymi sektorami rynku akcji w 2019 r.

W sektorze IT zawsze będą przeszacowane i niedoszacowane segmenty, jednak nie sądzimy, byśmy mieli do czynienia z bańką podobną do tej z lat 1999–2000. Uważamy, że sektor technologii informatycznych ogółem jest odpowiednio wyceniany pod względem solidnego wzrostu i jakości, jaką oferuje. W tym sektorze można znaleźć, według nas, wiele znakomitych, uznanych przedsiębiorstw generujących duże ilości gotówki i wysokie zyski. Należy także zauważyć, że mamy obecnie okres przejściowy, zważywszy na pojawiające się nowe siły napędowe wzrostu tego sektora, takie jak „Internet rzeczy”, technologie umożliwiające analizy dużych ilości danych czy sztuczna inteligencja.

W ciągu najbliższej dekady spodziewamy się wprowadzenia do użytku miliardów urządzeń zapewniających dostęp do sieci, generowania potężnych ilości danych oraz pojawienia się nowych rozwiązań informatycznych umożliwiających zrównoważone przetwarzanie wszystkich dostępnych danych i wykorzystywanie ich do budowania wartości.

W związku z powyższym, nasze długoterminowe prognozy dla niektórych spółek z sektora technologii informatycznych są bardziej optymistyczne niż prognozy dla przedsiębiorstw z innych sektorów. Naszą szczególną ekscytację budzą perspektywy rysujące się przed spółkami mającymi wkład w cyfrową transformację, która ma miejsce w innych branżach.

Oswojenie transformacji cyfrowej

Uważamy, że wybrane spółki mające wkład w proces transformacji cyfrowej mogą osiągać lepsze wyniki na tle przedsiębiorstw konkurencyjnych w nadchodzących latach. Według prognoz spółki analitycznej IDC, ogólnoświatowe inwestycje w transformację cyfrową mają się zbliżyć do 7,1 bln USD przy skumulowanym rocznym wzroście o 17,5% w okresie czterech lat do 2023 r.[1]

Kluczowym elementem transformacji cyfrowej jest zdolność do gromadzenia i wykorzystywania danych w celu lepszego zrozumienia klientów, a następnie do wykorzystywania oprogramowania i chmur obliczeniowych do tańszej obsługi klientów. Choć istnieje ryzyko, że możliwości niektórych dużych platform internetowych w zakresie gromadzenia i wykorzystywanych danych zostaną ograniczone przez odpowiednie regulacje, sądzimy, że te spółki wciąż będą w stanie prowadzić swoją działalność w oparciu o bardziej umiarkowane zasoby danych, jeżeli będzie to konieczne.

Co więcej, działalność tych przedsiębiorstw nie opiera się wyłącznie na gromadzonych przez nie danych, ale także na przyciąganiu uwagi użytkowników przy pomocy atrakcyjnych usług związanych z wyszukiwaniem informacji, nawiązywaniem kontaktów czy rozrywką. Następnie gromadzone dane są wykorzystywane do segmentacji bazy użytkowników i generowania wiedzy na ich temat, a także na udostępnianiu takiej bazy użytkowników reklamodawcom w sposób anonimowy. Spółki te dobrze prosperują nie tylko dlatego, że zbierają i kompilują dane, ale także dlatego, że dobrze rozumieją pełny łańcuch wartości.

Tematy technologiczne poza transformacją cyfrową

Przyszłość rysuje się, według nas, w nieco mniej optymistycznych barwach w przypadku spółek zajmujących się dobrze znanymi już technologiami, takimi jak komputery osobiste czy „stacjonarna” infrastruktura centrów danych. Niektóre spośród tych spółek mogą wprawdzie oferować niższe wskaźniki wyceny, jednak mają mniejszy potencjał wzrostowy i mogą zmagać się z trudnościami w erze transformacji cyfrowej.

Kolejnym źródłem obaw są większe oczekiwania inwestorów co do niektórych segmentów rynku oprogramowania. Wyceny wielu dostawców oprogramowania znacząco wzrosły w 2019 r., pomimo nasilających się sygnałów osłabienia gospodarki europejskiej oraz ogólnego spadku wydatków tradycyjnych spółek informatycznych po wyjątkowo dobrym 2018 roku.

Choć skorygowaliśmy naszą ekspozycję na rynek oprogramowania w związku z wątpliwościami co do wyceny spółek z tego rynku, długofalowe prognozy dla tej branży wciąż budzą nasz optymizm. Coraz lepsze perspektywy rysują się, według nas, przed branżą półprzewodników oraz amerykańskimi i chińskimi spółkami internetowymi, których wyceny stały się dla nas bardziej atrakcyjne.

Potencjalne źródła ryzyka dla słuszności naszych prognoz

W dłuższej perspektywie, w sektorze technologii informatycznych zdarzają się fale krótkotrwałych wzmożonych wahań. W przyszłości spodziewamy się ciągłej zmienności w branży półprzewodników, szczególnie jeżeli konflikt handlowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami nie zostanie rozwiązany.

Choć Amerykanie i Chińczycy zdołali doprowadzić do pierwszej fazy porozumienia handlowego, przewidujemy możliwe trudności w obszarze polityki celnej dla amerykańskich dostawców sprzętu komputerowego, z których część korzysta z urządzeń produkowanych w Chinach. Uważnie monitorujemy także możliwe zmiany krajobrazu regulacyjnego dla wielu dużych amerykańskich spółek internetowych.

Uważamy, że spółka technologiczna mająca solidny model biznesowy uwzględniający nieodłączne lewarowanie, kompetentne zarządzanie oraz uzasadnioną i znaczącą przewagę nad konkurencją może notować zrównoważony wzrost w dłuższym horyzoncie czasowym, o ile działa na dostatecznie dużym rynku.

Jeżeli chodzi o wycenę jako długoterminowi inwestorzy w naszej pracy zawsze koncentrujemy się na przewidywanej sytuacji spółki po osiągnięciu dojrzałości, a nie na rynkowej wycenie bieżących zysków, przepływów pieniężnych lub przychodów. Uważamy, że procesy inwestycyjne skoncentrowane wyłącznie na wskaźnikach krótkoterminowych nie zapewniają istotnych korzyści wynikających ze zrównoważonego skumulowanego wzrostu przychodów i lewarowania operacyjnego.

Kto zmieni pracę w 2020 roku? Co drugi pracownik, który nie dostał podwyżki

Nie dałeś pracownikowi podwyżki? To musisz liczyć się z groźbą jego odejścia. Aż 61% osób wśród tych, którym nie podniesiono w ubiegłym roku wynagrodzenia, dziś aktywnie szuka nowej pracy.

Wysokość wynagrodzenia i możliwość rozwoju zawodowego to dwa najważniejsze czynniki, motywujące do pozostania w obecnej pracy lub zmiany pracodawcy na innego – tak twierdzi niemal 70% pracowników w Polsce. Dlatego dziś, aby utrzymać aktualne kadry i walczyć o nowe talenty, firmy coraz powszechniej sięgają po argumenty finansowe oraz ofertę dodatkowych szkoleń i kursów zawodowych. W efekcie tego trendu, tylko w ciągu ostatniego roku podwyżkę otrzymała niemal połowa pracowników w Polsce (49%). Wśród pozostałych, którym wynagrodzenia nie podniesiono, aż 61% osób chce zmienić pracę i aktywnie jej szuka – wynika z najnowszego raportu firmy rekrutacyjnej i outsourcingowej Devire, „Rynek Zmiany Pracy”.

W tych branżach zarobki rosną najszybciej

Co ciekawe, to nie pracownicy branży IT, o których zarobkach krążą legendy, zajęli najwyższe miejsce na podium, jeśli chodzi o skalę podwyżek w 2019 roku. Największa presja płacowa dała o sobie znać w branży SSC/BPO, w której w ciągu ostatnich trzech lat dziennie tworzonych było średnio 85 nowych miejsc pracy. W tym sektorze, w stosunku do poprzedniego roku, całkowite zatrudnienie wzrosło aż o 10% – do 307 tys. osób. Nie dziwi więc, że 78% pracowników branży SSC/BPO otrzymało w ubiegłym roku motywującą podwyżkę, a 44% zdecydowało się na zmianę pracodawcy na tego, który zaoferował wyższy poziom wynagrodzenia.

Drugie miejsce na podium zajęły motoryzacja i lotnictwo, które od lat doświadczają trudności w pozyskaniu inżynierów oraz wykwalifikowanych pracowników produkcyjnych. – W tym przypadku wysokość wynagrodzenia i skala podwyżek często wiążą się z koniecznością pozyskania inżynierów o wąskich i specjalistycznych kwalifikacjach. Mam na myśli zwłaszcza specjalistów związanych z obszarem IT, rozwojem oprogramowania wbudowanego, bezpieczeństwem i funkcjonalnością systemów – ocenia Łukasz Dłuski, dyrektor pionu rekrutacji stałej w Devire. W ubiegłym roku podwyżkę otrzymało więc 61% pracowników tej branży. Z kolei 39% osób pracujących w sektorze motoryzacja i lotnictwo zdecydowała się na zmianę miejsca pracy na lepiej opłacane.

IT zajęło 3. miejsce, choć pod uwagę należy wziąć fakt, że to sektor który od lat oferuje najwyższe w Polsce zarobki. Jak tłumaczy Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com, dobre stawki w tej branży utrzymują się już od 2017 roku, kiedy miały miejsce nawet 20% wzrosty wynagrodzenia względem lat poprzednich. Choć dynamika dalszych podwyżek zaczęła się więc stabilizować, nadal sporo, bo 59% pracowników IT otrzymało benefity płacowe w 2019 roku. Mimo tego ponad połowa przedstawicieli branży (59%) zdecydowała się na zmianę pracodawcy na tego, który zaoferował wyższe wynagrodzenie. Poza tym IT to nadal jeden z tych sektorów, w których kandydaci otrzymują najwięcej ofert pracy.

Co drugi pracownik, który nie dostał podwyżki, w 2020 roku zmieni pracę (2)
Źródło: Devire, raport „Rynek Zmiany Pracy”

Kto zmieni pracę w 2020 roku?

Z analizy danych Devire wynika, że o ile najbardziej zadowoleni ze swojej obecnej pracy są programiści (76%), pracownicy marketingu i reklamy (74%) oraz inżynierowie (74%), to zdecydowanie gorsze nastroje panują w handlu detalicznym i retail (33%), kancelariach prawnych (30%) oraz w transporcie, spedycji i logistyce (29%). Dlaczego tak się dzieje?

Dla 66% polskich pracowników liczy się możliwość rozwoju zawodowego w ramach programów oferowanych przez pracodawców. Dla 65% główną motywacją do pracy jest poziom oferowanego wynagrodzenia. Są branże, jak SSC/BPO, motoryzacja i lotnictwa czy IT, w których można liczyć na takie benefity, a są organizacje, w których brakuje jasno wytyczonych ścieżek rozwoju zawodowego i możliwości awansów, co przekłada się na gorsze nastroje wśród pracowników – tłumaczy Łukasz Dłuski.

Co drugi pracownik, który nie dostał podwyżki, w 2020 roku zmieni pracę (3)
Źródło: Devire, raport „Rynek Zmiany Pracy”

Pracodawcę lub zawód najchętniej zmieniliby jednak przedstawiciele nie tylko tych, ale także innych branż, takich jak m.in.: ubezpieczenia, bankowość czy administracja. Na pytanie o potrzebę wprowadzenia zmian w swoim życiu zawodowym odpowiedzi twierdzących udzieliło ponad 70% pracowników tych sektorów! Chętni do zmiany są także pracujący w sprzedaży (67%), branży FMCG (60%), handlu detalicznym (57%), nieruchomościach (54%) i produkcji przemysłowej (53%).

Co czeka pracowników w 2020 roku?

Eksperci prognozują, że w 2020 roku nadal rozwijać się będą branże: SSC/BPO, IT oraz szeroko pojęta inżynieria i produkcja. W tych sektorach będzie można liczyć na kolejne wzrosty płac – szacowane średnio na 10%. – Rzeczywiste zmiany pokażą najbliższe miesiące, ale na pewno nie są to branże zagrożone nagłym spadkiem kondycji – tłumaczy Łukasz Dłuski. Poza tym praca będzie czekać na przedstawicieli najbardziej rotujących branż – zgodnie z badaniami osoby, które są najbardziej chętne do zmiany pracodawcy, otrzymują najwięcej zaproszeń do udziału w procesach rekrutacyjnych. Najczęściej na rozmowę o pracę zapraszani będą więc specjaliści z branż FMCG, ubezpieczeń, handlu detalicznego oraz IT.

Co drugi pracownik, który nie dostał podwyżki, w 2020 roku zmieni pracę (1)
Źródło: Devire, raport „Rynek Zmiany Pracy”

Doświadczeni specjaliści z dłuższym stażem są witani z otwartymi rękami praktycznie w każdej branży. Właściwie to nie oni szukają pracy, a praca szuka ich. Jednocześnie widzimy, jak dynamicznie zmienia się rynek pracy, stając się coraz bardziej otwartym także na osoby z mniejszymi kwalifikacjami. Dzieje się to za sprawą pracodawców, którzy coraz częściej widzą, że kształcenie nowych talentów to jedyny sposób, by zapełnić luki kompetencyjne. To też sposób, aby firmy z różnych sektorów, nie tylko z IT, mogły zabezpieczyć się na najbliższe lata, a zarazem sygnał dla wszystkich tych, którzy poważnie myślą nad przekwalifikowaniem się do innego, poszukiwanego na rynku zawodu – podsumowuje Magdalena Rogóż z Kodilla.com.

Departament Skarbu USA usunął Chiny z listy manipulatorów kursowych

Chiny przestały być manipulatorem kursowym w oczach USA, co jest miłym dodatkiem do planowanej na jutro uroczystości podpisania pierwszej fazy umowy handlowej. Implikacje płynące z decyzji są głównie PR-owe, ale rynki i tak cieszą się z przewagi pozytywnych informacji. Nowe rekordy Wall Street mówią same za siebie, USD/JPY atakuje 110, złoto w odwrocie.

Departament Skarbu USA wypuścił w nocy raport, w którym usunął Chiny z listy manipulatorów kursowych. Decyzja potwierdza wcześniejsze plotki, według których była to cześć porozumienia handlowego. Nie jest to wielka rzecz, gdyż Chiny w pierwszej kolejności znalazły się na liście (trafiły tam w sierpniu ub.r.) bez większego powodu. Manipulatorem jest kraj, który celowo osłabia swoją walutę dla poprawy konkurencyjności gospodarki. Tymczasem w ostatnich miesiącach Pekin nawet próbował zahamować deprecjację juana, który znalazł się pod presją w związku z eskalacją wojny handlowej z USA. Zatem widać tutaj tylko strategiczne wycofywanie się USA z wcześniejszych nacisków, ale dla rynków liczy się, że każda informacja jest w pozytywną stronę. Jakkolwiek wcale to nie oznacza, że decyzja administracji USA nie może być odwrócona, na razie liczy się, że deeskalacja postępuje. Pomaga to podtrzymać apetyt na ryzyko – głównie na rynku akcji (nowe rekordy na Wall Street), co pośrednio przekłada się na wzrosty USD/JPY i spadki cen złota. Reszta FX stanęła jednak w miejscu. Czy jesteśmy za wysoko?

Wierni czytelnicy Komentarzy Porannych wiedza, że z rezerwą podchodzę do ostatniej fali optymizmu na rynkach – moim zdaniem jesteśmy za wysoko i za wcześnie. Ale też akceptuję aktualny sentyment rynkowy i nie zamierzam z nim walczyć. Rynki zawsze potrzebują katalizatora do zmiany nastawienia i póki takiego nie widać, apetyt na ryzyko jest niezagrożoną. Warto jednak być czujnym odnośnie spraw, które mogą być takim katalizatorem. Popularność zyskuje temat deklaracji Chin do zakupu towarów z USA. W ciągu dwóch lat dodatkowy import ma wynieść 200 mld USD, począwszy do towarów rolnych, przez maszyny i usługi. Pojawiają się już pierwsze wątpliwości czy Chiny faktycznie mają rynek zbytu na te dobra. Co będzie, gdy Chiny będą zwlekać z kolejnymi zamówieniami? W szczególności niezrealizowane zakupy towarów rolnych mogą złościć amerykańskich farmerów, a Trump walcząc o ich głosy może wrócić do zaostrzenia ceł. Praktycznie taki scenariusz może się urealnić dopiero za parę miesięcy. Teoretycznie jednak już teraz może zacząć się dyskusja, co faktycznie dała Umowa Pierwszej Fazy i jakie szanse są na sensowne postępy w drugiej fazie negocjacji. Rynki mogą być łatwo przewrażliwione pod wpływem obaw, o ile zrobią z tego temat przewodni. Ale jeszcze nie dziś.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek gruntów inwestycyjnych – ponad 70% transakcji w sektorze mieszkaniowym

Podobnie jak w roku poprzednim, rynek gruntów inwestycyjnych w 2019 skupiony był przede wszystkim na sektorze budownictwa mieszkaniowego. To właśnie on stanowił ponad 70% wszystkich transakcji. Wolumen transakcji gruntów komercyjnych i mieszkaniowych kontynuuje trend wzrostowy, jednak nieznacznie maleje jego dynamika oraz odczuwalnie przedłużają się procesy inwestycyjne. Mimo tego wartość transakcji zawartych w roku 2019 szacować można na rekordowe 5,5 mld zł.

— Spektakularne inwestycje i rekordowe ceny zakupu, których byliśmy świadkami wskazują, że miniony rok ponownie zaliczyć możemy do wyjątkowo udanych. Dział gruntów Colliers International uczestniczył w 2019 roku w kilkunastu kluczowych transakcjach gruntowych w całej Polsce, zarówno na rynku mieszkaniowym, jak i komercyjnym, a ich łączny wolumen przekroczył 700 mln zł — mówi Emil Domeracki, dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w Colliers International.

Prywatni inwestorzy napędzają rynek

Największe zainteresowanie wśród deweloperów wciąż wzbudzają grunty położone w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, jednak to rynek poznański osiągnął rekordowo wysoką podaż nowych mieszkań w minionym roku.

Zdaniem ekspertów Colliers International znaczącym czynnikiem kreującym popyt na powierzchnię mieszkaniową staje się przeznaczenie inwestycyjne. Dzięki utrzymującym się niskim stopom procentowym i korzystnym warunkom kredytowym inwestorami coraz częściej zostają osoby prywatne, postrzegające nieruchomość jako bezpieczną i dostępną lokatę kapitału. To napędza popyt ze strony deweloperów na atrakcyjnie zlokalizowane grunty, których zaczyna brakować.

Tendencję wzrostową wciąż wykazują ceny gruntów pod inwestycje mieszkaniowe, przebijając poziom 3 tys. – 3,5 tys. zł za metr kwadratowy PUM. Przy tak zawrotnym wzroście poziomu cen i niskiej podaży atrakcyjnych gruntów, inwestorzy gotowi są na kosztowny i długotrwały proces administracyjny byle zabezpieczyć lokalizacje odpowiednio blisko centrum miasta. Deweloperzy coraz częściej szukają bardziej złożonych rozwiązań, takich jak rewitalizacje terenów poprzemysłowych, zmiana przeznaczenia obszarów usługowych czy inwestowanie w alternatywne formy mieszkalnictwa — zwraca uwagę Emil Domeracki.

Regiony prześcigają stolicę w budowie biur

W 2019 roku wzrost popytu na powierzchnię biurową w Warszawie i największych miastach Polski doprowadził do spadku współczynnika pustostanów na większości z tych rynków. Wszystkie miasta regionalne utrzymują wysoki poziom projektów w budowie i zaplanowanych, a dynamika ich rozwoju przewyższa nawet stolicę. Wciąż popularne wśród deweloperów pozostają lokalizacje centralne i adaptacje istniejących budynków na biura butikowe.

Zgodnie z przewidywaniami analityków i doradców z firmy Colliers, w minionym roku umocnił się też trend zmiany przeznaczenia nieruchomości biurowych na cele usług zamieszkania zbiorowego (condo- i aparthotele, ale także mieszkania na wynajem, akademiki oraz hotele tradycyjne).

Wzrost popularności nowoczesnych akademików w Polsce jako produktu inwestycyjnego to efekt licznych europejskich i ogólnoświatowych programów wymian studenckich. Studenci krajowi znacznie częściej korzystają z opcji najmu mieszkań od osób prywatnych lub ze starszych akademików o niższym standardzie i czynszach — mówi Krzysztof Chyla, koordynator transakcji w Dziale Gruntów Inwestycyjnych w Colliers International.

Sektor handlowy i magazynowy bez zmian

Rynek handlu detalicznego w Polsce osiągnął już pułap stabilnego nasycenia powierzchnią handlową w dużych i średnich miastach regionalnych. Większość obiektów, które powstały w ubiegłym roku realizowane były z wykorzystaniem banków ziemi i na gruntach zabezpieczonych we  wcześniejszych latach.

W związku z ograniczeniami prawnymi oraz nasyceniem powierzchnią handlową w kraju, ale także rozwojem branży e-commerce, budowa klasycznego centrum handlowego stopniowo ustępuje miejsca nowoczesnym obiektom lub zespołom typu mixed-use — tłumaczy Emil Domeracki.

W sektorze magazynowym decyzje deweloperów kształtuje przede wszystkim dostęp do pracowników oraz infrastruktura logistyczna. Wzrost znaczenia Polski na europejskim rynku logistycznym i rozwój rynku e-commerce znalazły odzwierciedlenie w aktywności najemców. Jednakże, z punktu widzenia rynku gruntów inwestycyjnych, rok 2019 nie przyniósł drastycznych zmian w zakresie cen ani preferowanych lokalizacji.

Prognozy na 2020

Zdaniem ekspertów Colliers, w nadchodzącym roku wciąż będziemy obserwować stopniowe wyhamowywanie tempa wzrostów cen gruntów. Ze względu na znaczący popyt i korzystne warunki makroekonomiczne rynek nadal zdominowany będzie przez sektor mieszkaniowy, a nowe strategie przyjęte w 2019 roku przez deweloperów staną się bardziej powszechne.

Obszary przemysłowe i poprzemysłowe położone w dużych miastach nadal będą przekształcane w tkankę mieszkaniowo-usługową. Podobny los czekać może starzejące się budynki biurowe z początku XXI wieku. Mieszkania na wynajem oraz nowoczesne akademiki będą zyskiwać na znaczeniu zarówno jako metoda wykorzystania niesprzyjających zapisów planistycznych, jak i produkty inwestycyjne.

Zakupy gruntów o przeznaczeniu handlowo-usługowym skoncentrowane będą wokół wypełniania „luk” handlu detalicznego w średnich i małych miastach. Nie przewiduje się spadku cen, ale liczba transakcji pozostanie na niskim poziomie.

Co drugi Polak pozytywnie ocenia poziom życia i sytuację finansową w 2019 r.

Życzenia jeszcze lepszego Nowego Roku już za nami, ale wielu rodakom wystarczyłoby życzyć, aby 2020 dorównał 2019. Połowa Polaków uważa bowiem minione 12 miesięcy za udane pod względem finansowym. Rozczarowanych też jednak nie brakuje, tak poczuł się co trzeci badany, a co szóstemu trudno się było określić. Powody spełnienia? Zaoszczędziłem – stwierdził z satysfakcją co drugi zadowolony z finansów. Niewiele mniejsze znaczenie miał brak zaskakujących wydatków oraz fakt, że udało się przejść rok bez zaciągania kredytów i pożyczek. Dopiero na czwartym miejscu znalazły się wyższe zarobki – wynika z badania „Nastawienie do finansów” zrealizowanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Niemal co drugi badany (49 proc.) jest usatysfakcjonowany tym, jak poszło mu w finansach w minionym roku. Zawiedzionych jest 35 proc. ankietowanych, a 16 proc. odpowiadających na pytanie Czy uważa Pan/i miniony rok za udany z finansowego punktu widzenia? nie umiało udzielić jednoznacznej odpowiedzi – wynika z badania przeprowadzonego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w grupie osób między 18 a 75 rokiem życia.

Czy miniony rok można uznać za udany z finansowego punktu widzenia?

Czy miniony rok można uznać za udany z finansowego punktu widzenia
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Oszczędzanie poprawia samopoczucie

– Co ciekawe, mimo licznych informacji w mediach o wzrostach płac, o możliwościach zmiany pracy, to ostatecznie zatrudnienie i lepsze wynagrodzenie nie były głównymi przyczynami finansowej satysfakcji rodaków. Wygrało oszczędzanie, które wymaga planowania, a nierzadko również silnej woli i wyrzeczeń. Oszczędzać nie jest łatwo, dlatego gdy się udaje, jak pokazują wyniki badania, fakt ten daje dużo satysfakcji, poczucie bezpieczeństwa, a także poczucie własnej wartości. Z oszczędnościami, zdarzające się od czasu do czasu nieprzewiedziane wydatki są łatwiejsze do zniesienia. Odłożone pieniądze pozwalają uniknąć zaciągania kredytu czy pożyczki, co jak pokazuje badanie również stanowi powód do zadowolenia. Oszczędności chronią przed problemami ze spłatą bieżących zobowiązań, jeśli pojawiają się kłopoty – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Gdy nie reguluje się rachunków, można trafić na listę dłużników Rejestru BIG. W zeszłym roku, mimo, że zadowolonych z finansów było więcej niż niezadowolonych, to i tak do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor dołączało średnio ponad 5 tys. nowych osób miesięcznie. Z pewnością z takim wpisem na koncie o udanym roku nie ma mowy. Nie ma też możliwości zaciągnięcia kredytu, pożyczki czy zrobienia zakupów na raty.

Czynniki wpływające na satysfakcję z finansów w 2019 r.

Czynniki wpływające na satysfakcję z finansów w 2019
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Po oszczędnościach, na kolejnej pozycji powodów do zadowolenia z finansów w minionym roku znalazł się brak zaskakujących wydatków, zyskując niewiele mniej wskazań niż oszczędności, bo wskazało go 47 proc. badanych. Dalej wymieniany jest fakt, że „Nie musiałem zaciągać kredytu, pożyczki” – 37 proc.

Zmiana pracy na lepszą i programy socjalne docenione na równi

Dopiero co czwarty badany cieszy się, że w 2019 r. miał wyższe zarobki czy premie, a 15 proc. ze zmiany pracy. Choć w stosunku do liczby zadowolonych z oszczędzania czy też innych sukcesów ten element wydaje się mniej znaczący, to jak komentują badani w 2019 r. w końcu po długim okresie bezrobocia udało im się znaleźć zatrudnienie albo pozyskać nieosiągalne wcześniej możliwości dorobienia do emerytury, czy też dorobić znacząco do pensji, bo dało się znaleźć dodatkowe dobrze płatne zajęcia.

Podobny odsetek badanych, jak w przypadku zmiany pracy docenił pozytywny wpływ programów socjalnych – 16 proc., a tych akurat w 2019 r. nie brakowało. W minionym roku po raz pierwszy wypłacona została 13. emerytura, od połowy roku na pierwsze dziecko rozszerzony został program 500+, a od sierpnia osoby do 26. roku życia zostały zwolnione z podatku dochodowego. Zapewne dlatego wśród zadowolonych z finansów częściej są rodzice niż osoby nieposiadające dzieci, ale mimo podatkowej ulgi najmniej jest ich jednak wśród najmłodszych badanych.

Zadowoleni na Podlasiu, załamani w kujawsko-pomorskim

Jeśli chodzi o regiony kraju, to największy udział osób zadowolonych z tego jak potoczyły się finansowe sprawy w 2019 r. odnotowano wśród mieszkańców Podlasia – 63 proc. Następnie na Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce i na Pomorzu Zachodnim – gdzie mieszka po 55-56 proc. usatysfakcjonowanych sytuacją finansową 2019 r.

Zadowoleni na Podlasiu, załamani w kujawsko-pomorskim
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Regionem malkontentów okazało się natomiast woj. kujawsko-pomorskie, w którym jako jedynym w kraju, przeważają osoby przekonane, że akurat z pieniędzmi to im w 2019 r. nie poszło dobrze. 38 proc. mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego stwierdziło, że jest niezadowolonych z finansów w 2019 r. podczas gdy pozytywnie ocenia je 36 proc. badanych. Przy średniej dla Polski usatysfakcjonowanych finansami na poziomie 49 proc. słabo wiodło się też mieszkańcom woj. lubuskiego, gdzie jest jedynie 37 proc. zadowolonych, nieco lepiej jest w woj. wielkopolskim – 41 proc. oraz w województwach łódzkim i śląskim po 43 proc., ale nadal sporo poniżej wyniku ogólnopolskiego.

Niemiłe kosztowne zaskoczenia

– Odpowiedzi niezadowolonych z tego jak im poszło z pieniędzmi w 2019 r. wyraźnie pokazują jak ważne jest poczucie stabilizacji w finansach. Niezadowoleni, podsumowali negatywnie rok m.in. dlatego, że zaskoczyły ich nieprzewidziane wydatki – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Czynniki wpływające na brak satysfakcji z finansów w 2019 r.

Czynniki wpływające na brak satysfakcji z finansów w 2019
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Niewiele mniejszą grupę osób – 46 proc. rozczarował też brak oszczędności, a co trzeciego niezadowolonego zawiodły wynagrodzenia – zbyt niskie w stosunku do optymistycznych przewidywań. Co czwarta osoba spośród 35 proc. niezadowolonych mówi też o porażce w poszukiwaniach lepiej płatnej pracy. Taki sam odsetek wymienia także problemy z opłacaniem bieżących rachunków, co już po 30 dniach opóźnienia grozi wpisem do rejestru dłużników BIG. Co piąty jest niezadowolony m.in. dlatego, że musiał wziąć kredyt lub pożyczkę. Wśród innych przyczyn, badani podają, że zaczął im przeszkadzać wzrost cen i idący za tym wzrost kosztów utrzymania, podkreślają również negatywny wpływ problemów zdrowotnych na domowy budżet.

Badanie ”Nastawienie do finansów” zrealizowane przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor. Badanie wykonano w listopadzie 2019 r. na reprezentatywnej próbie 1019 Polaków w wieku 18-75 lat, techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI).

Spadek poziomu napięcia w stosunkach pomiędzy USA a Iranem poprawił nastroje na rynkach

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie przykuwały uwagę całego świata. Inwestorzy również nie pozostali obojętni wobec zagrożenia wojną na pełną skalę pomiędzy USA oraz Iranem. Jednak drobna i prawie bezskuteczna „zemsta” Iranu za zabójstwo generała Kassema Sulejmaniego oraz „gołębie” wystąpienie Donalda Trumpa uspokoiło nastroje na rynkach i w dużej mierze przywróciło sytuacje z okresu przed zamachem na Sulejmaniego.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 0,22%. Natomiast notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zakończyły tydzień ze spadkiem o 0,28%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zanotowały wzrost o: 1,36% dla sWIG80 oraz 1,53% dla mWIG40.

Nadchodzący tydzień będzie bogaty na dane makroekonomiczne z USA. We wtorek (14.01.2020) poznamy dane o inflacji CPI. Z kolei w środę (15.01.2020) poznamy inflację PPI. W czwartek (16.01.2020) będą opublikowane dane dotyczące sprzedaży detalicznej oraz dane o złożonych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. W piątek (17.01.2020) nadejdzie kolej na dane o produkcji przemysłowej, indeks Uniwersytetu w Michigan oraz dane o wydanych pozwoleniach na budowę domów.

Interesujące dane nadejdą również z Polski. W środę (15.01.2020) zostaną upublicznione ostateczne dane o inflacji CPI. W czwartek (16.01.2020) poznamy więcej szczegółów o inflacji, takich jak inflacja bez cen najbardziej zmiennych oraz inflacja bez cen administrowanych.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Wymiana 3,5 mln przestarzałych pieców priorytetem w walce ze smogiem dla Polski. Czeka nas także rewolucja kominkowa

Wymiana blisko 3,5 mln „kopciuchów”, czyli przestarzałych technologicznie kotłów, ograniczenia ruchu starych samochodów i ciągły monitoring zanieczyszczeń przemysłowych – to najważniejsze wyzwania dla Polski w walce ze smogiem. Na razie likwidacja starych pieców praktycznie stoi w miejscu, a walka z zanieczyszczeniem komunikacyjnym właściwie jeszcze się nie rozpoczęła – podkreślają eksperci Polskiego Alarmu Smogowego. W najbliższych latach czeka nas też rewolucja kominkowa, bo to też istotne źródło smogu.

– Najważniejszym wyzwaniem w tej chwili jest likwidacja 3–3,5 mln kopciuchów, które mamy w Polsce. Przyczyniają się one do połowy zanieczyszczenia pyłowego w naszym kraju i prawie 90 proc. rakotwórczego benzoalfapirenu. To jest coś, z czym musimy się uporać i jeśli sobie z tym poradzimy, to jakość powietrza w Polsce znacząco się poprawi – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego.

Emisja zanieczyszczeń pochodząca z indywidualnego ogrzewania budynków węglem i drewnem to główna przyczyna zanieczyszczenia powietrza w Polsce. Spalanie paliw stałych w gospodarstwach domowych odpowiada za 78,5 proc. emisji benzo[a]pirenu w Polsce i 47 proc. emisji pyłu PM2.5. To wina „kopciuchów”, czyli przestarzałych kotłów. Program Czyste Powietrze zakłada likwidację 3 milionów „kopciuchów” w ciągu 10 lat.

Jak jednak wskazuje Polski Alarm Smogowy w „Programie PAS dla czystego powietrza w Polsce”, ze względu na skomplikowane procedury wnioskowania o dotacje oraz niewydolną sieć dystrybucji pomocy po ponad roku funkcjonowania programu Czyste Powietrze podpisano zaledwie około 50 tys. umów o dofinansowanie, czyli mniej niż 2 proc. założonego celu. PAS postuluje, żeby uprościć procedury i włączyć w sieć dystrybucji dotacji gminy i banki, a wsparcie  rozszerzyć także o budownictwo wielorodzinne. Dodatkowo można by uprościć zasady programu Stop Smog, który zakłada pomoc ubogim w wymianie „kopciuchów”.

Eksperci podkreślają, że poza wsparciem istotne jest także intensywne kontrolowanie źródeł ogrzewania i ich obowiązkowa rejestracja, a także wprowadzenie norm emisyjnych dla kominków. Co roku sprzedawanych jest ok. 100 tys. kominków bez ograniczeń emitowanych przez nie zanieczyszczeń.

Czeka nas rewolucja kominkowa. W 10 województwach już mamy uchwały antysmogowe, które definiują, jakim kominkiem możemy ogrzewać. Powinny to być kominki zgodne z tzw. ekoprojektem, czyli emitujące bardzo niewielkie ilości zanieczyszczeń pyłowych. Jeżeli nie mamy takiego kominka w domu, to albo go wymienimy na zgodny z ekoprojektem, albo doprowadzimy jego emisyjność do poziomu ekoprojektu poprzez instalację elektrofiltrów w kominie – tłumaczy Piotr Siergiej.

Wszystkie wojewódzkie uchwały zakładają wejście w życie przepisów w trakcie sezonu grzewczego, w zależności od regionu w różnych latach, najpóźniej w województwie lubuskim, bo od 2027 roku.

– Jeżeli mówimy o kilkuset tysiącach zlikwidowanych czy zamienionych na inne kominków na terenie jednego województwa, to jest potężne zadanie – ocenia ekspert PAS.

Nie tylko emisja z domowych palenisk zanieczyszcza polskie powietrze. W miastach dużym źródłem szkodliwych pyłów jest również transport samochodowy. Na tysiąc mieszkańców przypada 700–800 tys. aut, średnio dwunastoletnich. To właśnie starsze samochody z silnikami Diesla są największym problemem.

– Wyzwaniem, i to chyba nawet większym niż likwidacja „kopciuchów”, jest walka z zanieczyszczeniem komunikacyjnym. Pod tym względem nie jesteśmy nawet na początku drogi, bo jeszcze na nią nie weszliśmy. Walka z zanieczyszczeniem komunikacyjnym jest dopiero przed nami. Musimy wyrzucić samochody ze śródmieść dużych miast, bo to potężny czynnik zanieczyszczający aglomeracje – ocenia Piotr Siergiej.

Poza wprowadzeniem w miastach stref czystego transportu zgodnie z normami euro mogłyby pomóc także zmiany w strukturze podatku akcyzowego, w zależności od wieku auta, poziomu emisji spalin i wykorzystywanego paliwa. Innym sposobem mogłoby być ograniczenie praktyki wycinania filtrów DPF, oczyszczających gazy spalinowe z cząstek stałych, poprzez np. podniesienie norm emisji spalin, jakie muszą spełniać pojazdy w czasie obowiązkowego przeglądu technicznego.

Jak wskazuje Polski Alarm Smogowy w swoim programie, istotnym działaniem ma być też ograniczenie emisji z zakładów przemysłowych poprzez wprowadzenie ciągłego monitoringu zanieczyszczeń czy zwiększenie kar za nadmierne lub niezgłoszone emisje.

Rola aptekarzy jest marginalizowana. Branża apeluje o pilne przyjęcie ustawy o zawodzie farmaceuty

Rząd od wielu miesięcy pracuje nad ustawą o zawodzie farmaceuty. Prace się przedłużają, bo do projektu ustawy wniesiono wiele poprawek, więc w rezultacie przygotowano jego nową wersję. Ustawa ma regulować zawód farmaceuty w Polsce i wzmocnić jego rolę w opiece szpitalnej. Jest ona potrzebna nie tylko samym aptekarzom, ale przede wszystkim pacjentom. – W Polsce ten zawód został w znacznym stopniu zmarginalizowany, natomiast rolą farmaceutów jest nie tylko wydawanie leków, ale też właśnie nadzór nad farmakoterapią i doradztwo – mówi prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Projekt ustawy o zawodzie farmaceuty ma być odpowiedzią na problemy, na które zwraca uwagę rządowy dokument dotyczący polityki lekowej państwa w latach 2018–2020. Wskazuje on, że do największych bolączek systemu należy zaliczyć przede wszystkim brak kontroli nad przyjmowaniem leków przez chorych, również kilku leków przepisanych przez różnych lekarzy. Chorzy nie przestrzegają także zaleceń lekarskich dotyczących regularnego stosowania preparatów. Jest to szczególnie istotne w terapii pacjentów przewlekle chorych. Resort zdrowia dostrzega też problem wynikający z rosnącego rynku „samoleczenia się” pacjentów suplementami i lekami kupionymi bez recepty i bez konsultacji z lekarzem.

Apteki są najlepiej dostępnym miejscem dla pacjentów. Średnio około 2 mln osób dziennie je odwiedza. Informacje o zasadach farmakoterapii, interakcji z lekami, suplementami czy pożywieniem są niezbędne dla pacjentów – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Na świecie przyjętą praktyką jest monitorowanie przez farmaceutów dawkowania leków i działań niepożądanych, które zaobserwował pacjent. Współpraca na linii farmaceuta – pacjent jest więc kluczowa, bo pomaga wyeliminować niepożądane skutki działania leków i zwiększa efekty leczenia wskazanego przez lekarza. Może też przyczynić się do skrócenia kolejek do lekarzy.

– Przykładem jest Finlandia, gdzie w wyniku wdrożenia opieki farmaceutycznej liczba nocnych wizyt lekarskich zdecydowanie uległa zmniejszeniu – mówi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska. – W innych krajach Europy standardem jest możliwość świadczenia dodatkowych usług, takich jak działania edukacyjne, profilaktyczne, nadzór nad prawidłową farmakoterapią. U nas to nowość. Abyśmy mogli świadczyć te usługi, niezbędna jest nam ustawa o zawodzie farmaceuty.

Projekt ustawy o zawodzie farmaceuty ma uregulować wykonywanie zawodu, ze szczególnym uwzględnieniem rozszerzenia zakresu świadczeń udzielanych przez farmaceutów w taki sposób, aby mogli oni brać aktywny udział w działaniach związanych z profilaktyką i farmakoterapią. Główną zmianą jest wprowadzenie w projekcie ustawy opieki farmaceutycznej polegającej na świadczeniu przez aptekarza ciągłego i profesjonalnego nadzoru nad farmakoterapią.

NRA podkreśla, że oprócz przyjęcia samej ustawy konieczne jest także przekonanie dyrektorów szpitali do zatrudnienia w placówkach większej liczby farmaceutów i powierzenia im dodatkowych uprawnień. Więcej aptekarzy w szpitalach to inwestycja, która przyniesie placówkom oszczędności.

– Farmaceuta w szpitalach w innych krajach na świecie i w Europie ma bardzo ważną rolę. Uczestniczy w pracach zespołów terapeutycznych, zajmuje się pacjentem już od momentu przyjęcia go do szpitala na oddział, poprzez cały czas jego pobytu. Podczas wypisywania pacjenta ze szpitala udziela mu informacji, w jaki sposób ma kontynuować terapię, w jaki sposób ma zażywać leki. Taka jest rola farmaceutów w szpitalu, nie tylko zamawianie leków czy wydawanie leków na oddziały – mówi prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Projekt ustawy o zawodzie farmaceuty został przygotowany przez przedstawicieli samorządu farmaceutów i środowiska akademickie w styczniu 2019 roku. W toku prac nad ustawą i po konsultacjach resortowych przepisy dotyczące m.in. opieki farmaceutycznej zostały zmienione. Nowy projekt przedstawiono tuż przed końcem 2019 roku. To ponad rok prac nad ustawą, która w ocenie aptekarzy jest kluczowa dla przyszłości tego zawodu w Polsce.

– W przypadku braku ustawy o zawodzie farmaceuty obawiam się, że nie będzie chętnych osób do studiowania farmacji. Dlatego że w Polsce zawód farmaceuty został w znacznym stopniu zmarginalizowany. My wspieramy system ochrony zdrowia i mam nadzieję, że będziemy w nim mieli odpowiednie miejsce – mówi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska.

Prezes GPW: Rok 2020 będzie intensywny dla warszawskiej giełdy. Liczymy na większą liczbę debiutów, środki z PPK i sukces oferty technologicznej

Dr Marek Dietl liczy na to, że warszawski parkiet, zwłaszcza rynek alternatywny, przyciągnie w tym roku innowacyjne spółki. Prezes GPW chce pozyskać inwestorów z Azji i ma nadzieję na napływ nowego kapitału, zarówno z PPK, jak i prywatyzacji OFE. Warszawska giełda wprowadza nowe instrumenty i technologie, rozwija crowdfunding, a w pierwszym kwartale tego roku ruszy platforma rolna.

8 stycznia na rynku NewConnect zadebiutowała pierwsza w tym roku spółka Plantwear, specjalizująca się w produkcji drewnianych wyrobów, głównie akcesoriów modowych. Przed debiutem firma skorzystała z oferty Programu Firm Partnerskich GPW, którego członkiem jest Dom Maklerski INC. Jest to ogłoszony przed trzema miesiącami program, który pomaga spółkom zebrać finansowanie poprzez crowdfunding i crowdinvesting. Prezes GPW ma nadzieję, że przyciągnie on kolejne firmy.

 Wydaje się, że ten rok będzie stał pod znakiem debiutów sporej liczby innowacyjnych spółek na wczesnych etapach rozwoju głównie na rynku NewConnect ­– mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Drugim elementem, którego będziemy świadkami w tym roku, jest napływ nowego kapitału. Pierwsze środki w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych trafią na giełdę 15 stycznia. To podgrzewa różne emisje, które do tej pory czekały na to, aż pojawią się nowi inwestorzy. Wiele odkładanych debiutów powinno w tym i kolejnym roku nastąpić.

W styczniu kolejni przedsiębiorcy zostali zobowiązani do utworzenia PPK. O ile w połowie ubiegłego roku musieli to zrobić zatrudniający 250 i więcej pracowników, o tyle teraz przyszła pora na firmy, w których pracuje od 50 do 250 osób. Partycypacja w pierwszej fali była niższa od oczekiwanej i wyniosła 39 proc., a razem z pracowniczymi programami emerytalnymi – 41 proc. Szacuje się, że łącznie do tych dwóch programów zapisało się (choć tak naprawdę to rezygnacja z PPK wymagała wypełnienia formularza) 44 proc. pracowników największych firm – to oficjalne dane PFR, choć obciążone 2–3-proc. błędem statystycznym. Marek Dietl liczy na to, że kolejne nabory do PPK przyciągną już więcej niż 50 proc. pracowników, a to oznacza pieniądze i pracownika, i pracodawcy, i wsparcie od państwa.

– Ciekawie zapowiada się wrzesień, jeśli wybiegniemy już do trzeciego kwartału, gdyż wtedy nastąpi prywatyzacja otwartych funduszy emerytalnych i wszyscy, którzy w nich uczestniczyli, staną się już właścicielami prywatnych środków, którymi będą mogli w ramach IKE w różny sposób zarządzać – mówi dr Marek Dietl.

W kolejnych miesiącach GPW zamierza w dalszym ciągu rozwijać swoje inicjatywy strategiczne. W pierwszym kwartale tego roku rozpocznie się handel na rynku rolnym. Uruchomienie Platformy Żywnościowej, na której przedmiotem obrotu będą zboża, ma być istotnym elementem wspierania rozwoju sektora rolniczego w kraju.

Giełda pracuje także nad uruchomieniem platformy obrotu opartej na technologii blockchain. Kwestie związane z rozwojem nowych technologii będą zyskiwały na znaczeniu w strategii GPW.

Jeszcze czekamy na wyjaśnienie się spraw regulacyjnych, natomiast robimy postępy związane z rozwojem technologii. Widzimy, że w obszarze GPW Data bardzo dobrze rozwija się segment danych. W tym roku powstaną pierwsze produkty technologiczne, które zaczniemy oferować. Powołaliśmy do oferowania tych produktów specjalną spółkę GPW Tech, więc z dużym optymizmem patrzymy na rok 2020 – zapowiada prezes GPW.

W 2019 roku wartość obrotów na rynku kasowym wyniosła 191,4 mld zł. Jeszcze cztery lata temu było to ponad 203 mld zł. Wtedy spółek na GPW było 487, w ubiegłym roku – 449. Prezes GPW jest jednak zadowolony z wyniku z 2019 roku, choć przyznaje, że sytuacja na rynku finansowym w ubiegłym roku była wymagająca, m.in. z powodu sprzedawania akcji przez OFE, co przekładało się na niskie wyceny i mniejszą liczbę debiutów. Obroty akcjami stanowiły ok. 26 proc. przychodów GPW. Marek Dietl liczy na poprawę wyników w tym segmencie, zwłaszcza że pieniądze powinny popłynąć nie tylko z PPK, ale i od inwestorów indywidualnych, którzy mają coraz więcej pieniędzy w portfelach i którym nie opłaca się lokowanie ich na bankowych depozytach. Prezes giełdy liczy też na poprawę wizerunku GPW za granicą.

– 60 proc. inwestorów na Giełdzie Papierów Wartościowych to inwestorzy zagraniczni. Staramy się szczególnie mocno w tym roku przyciągać inwestorów z Azji. Bogactwo świata przesuwa się na wschód i bardzo aktywnie staramy się pozyskiwać inwestorów azjatyckich, dla których Polska wciąż jest relatywnie dość małym krajem, słabo rozpoznawalnym i dość egzotycznym – tłumaczy. – Dlatego sprzymierzyliśmy się z innymi giełdami regionu, żeby przyciągać tych inwestorów do całego regionu. Będziemy mieli co najmniej jeden road show, czyli wyjazd do Azji, podczas którego będziemy promować nasze rynki.

Polska jest jednym z szybciej rosnących eksporterów na świecie. Firmy coraz częściej szukają klientów na międzynarodowych targach

Polski eksport jest silnie powiązany z rynkiem europejskim, głównie z Niemcami, które mają w nim 28-proc. udział. Dla firm, które chcą rozpocząć lub rozwinąć tam ekspansję, najprostszą drogą jest autopromocja poprzez udział w targach branżowych, na których można dotrzeć bezpośrednio do grupy docelowej. I często z tej szansy korzystają. Przykładowo udział polskich firm w międzynarodowych targach w Norymberdze wzrósł w ostatnich czterech latach o 67 proc. Te imprezy przyciągają rocznie około 35 tys. wystawców oraz ok. 1,5 mln zwiedzających. Dla polskich wystawców są one szansą na dotarcie zarówno na rynki europejskie, jak i światowe.

– Polskie firmy mają naprawdę olbrzymi potencjał eksportowy, zwłaszcza na rynek Unii Europejskiej. Polska jest członkiem UE od 2004 roku, rynek europejski leży tuż za zachodnią granicą i w dodatku jest większy niż rynek Stanów Zjednoczonych. Stąd te duże możliwości dla polskiego eksportu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Peter Ottmann, prezes zarządu Nürnberg Messe Group.

Polska jest jednym z szybciej rosnących eksporterów na świecie. Od momentu akcesji do UE sprzedaż zagraniczna zwiększyła się blisko czterokrotnie, a relacja eksportu do PKB zwiększyła się o ponad 20 pkt proc. do poziomu 55 proc. w ubiegłym roku. W ciągu trzech ostatnich lat nadwyżka w handlu zagranicznym kształtowała się na rekordowym poziomie 70–80 mld zł. Polski eksport jest silnie związany przede wszystkim z Unią Europejską – jedynie ok. 20 proc. jego łącznej wartości trafia na rynki pozaeuropejskie (raport PKO Banku Polskiego „Czy Polskę stać na posiadanie globalnych czempionów? Internacjonalizacja polskich firm wkracza w nową fazę”).

Najważniejszym rynkiem dla polskiego eksportu są Niemcy. Według danych KUKE mają 28,2 proc. udziału w polskim eksporcie. W ubiegłym roku saldo wymiany towarowej sięgnęło blisko 5 mld zł (pokrycie importu eksportem na poziomie 123 proc.), a na niemiecki rynek trafiły polskie towary i usługi o wartości niemal 26,5 mld zł.

 Polska i Niemcy współpracują ze sobą gospodarczo od długiego czasu. W obu krajach jest bardzo silna klasa średnia, jesteśmy sąsiadami w sensie geograficznym i ekonomicznym. Co istotne, na rynku niemieckim jest 80 mln konsumentów, którzy doceniają wartość polskich produktów – przekonuje Peter Ottmann.

Jak podkreśla, firmy, zwłaszcza z sektora MŚP, mają dzisiaj wiele możliwości dotarcia do zagranicznych rynków, ale najprostszą jest autopromocja poprzez udział w targach.

– Wystawiając się na targach, stajemy się częścią społeczności. Targi odbywają się w regularnym rytmie, w określonych terminach. Jednorazowy udział daje niewiele, ale jeżeli uczestniczy się w nich drugi czy trzeci raz, to stanowi już naprawdę ważny element marketingowy – mówi Peter Ottmann. – Około 60–80 proc. wystawców wraca regularnie na nasze imprezy targowe, a to znaczy, że udział w nich na pewno im się opłaca.

Jednym z największych miejsc targowych w Europie i na świecie są międzynarodowe, prestiżowe targi w Norymberdze. Każdego roku przyciągają około 35 tys. wystawców oraz ok. 1,5 mln zwiedzających. Prezentują się na nich firmy z całej Europy, dla których udział w targach stwarza możliwość nawiązania współpracy z kontrahentami handlowymi i profesjonalnego marketingu swoich produktów i usług.

 Istnieją dwie formy uczestnictwa w targach. Pierwsza to własne stoisko, gdzie firma prezentuje się jako indywidualny podmiot. Stawki za metr kwadratowy powierzchni wystawienniczej są zróżnicowane dla różnego typu imprez. Drugą możliwością jest udział w tzw. stoisku narodowym, czyli na wspólnym stoisku organizowanym przez dany kraj. Jest to bardzo korzystna i tania forma prezentacji przedsiębiorstwa, a Polska często wystawia tego typu stoiska w ramach imprez targowych organizowanych przez Nürnberg Messe – mówi Peter Ottmann.

Targi w Norymberdze obejmują ponad 120 specjalistycznych imprez targowych dedykowanych konkretnym branżom. Przykładem są Biofach– targi organicznych produktów żywnościowych, Fensterbau Frontale – targi okien, drzwi i fasad czy FachPack z ofertą dla branży opakowaniowej.

– Targi, które organizujemy w Norymberdze, są rzeczywiście imprezami bardzo specjalistycznymi. Są skrojone na miarę konkretnych potrzeb, gdzie wystawcy spotykają profesjonalną publiczność, której potrzeby są ściśle zdefiniowane. To daje stuprocentowe dotarcie do właściwej grupy docelowej – mówi Peter Ottmann.

Ze statystyki organizatora – spółki Nürnberg Messe Group w Norymberdze – wynika, że tamtejsze targi cieszą się wśród polskich firm rekordową i rosnącą popularnością. W ubiegłym roku w Norymberdze wystawiło się 445 podmiotów z Polski. W ciągu ostatnich czterech lat udział polskich wystawców wzrósł o 67 proc. (wyprzedzając pod tym względem Chiny i Hiszpanię). Z kolei udział zwiedzających w tym czasie zwiększył się o 42 proc. W ubiegłym roku Norymbergę odwiedziło blisko 13,5 tys. profesjonalistów z Polski. W porównaniu z 2017 rokiem ta liczba prawie się podwoiła.

 Polscy wystawcy i odwiedzający mogą wyciągać korzyści z tego, że Norymberga leży blisko Polski, a nasze imprezy mają bardzo profesjonalny i międzynarodowy charakter. Ważna jest koncepcja, dlatego przedsiębiorstwo musi zadać sobie pytanie, czy chce dotrzeć do rynku niemieckiego, europejskiego, czy też do rynku światowego – mówi Peter Ottmann.

Nürnberg Messe Group jest jedną z 15 największych spółek targowych na świecie, dysponuje siecią przedstawicielstw zagranicznych działających w ponad 100 krajach. Portfolio imprez obejmuje około 120 krajowych i międzynarodowych targów specjalistycznych i kongresów.

– Organizujemy również 75 targów poza Norymbergą, głównie w Indiach, Brazylii, Chinach, a od tego roku również w Grecji. Zamierzamy nadal poszerzać naszą aktywność międzynarodową. Rynek się rozrasta, w tym roku organizowaliśmy dwie imprezy w Meksyku, dwie w Tajlandii. Dzięki temu możemy ułatwiać polskim wystawcom  uczestnictwo w targach organizowanych przez nas w wielu innych krajach – mówi Peter Ottmann.

Polskie podmioty zainteresowane uczestnictwem w targach w Norymberdze mogą skorzystać z bezpośredniego i pozbawionego biurokracji wsparcia organizatora, Nürnberg Messe Group, za pośrednictwem polskiego przedstawicielstwa – firmy Meritum SC z Warszawy, która od blisko 20 lat obsługuje wystawców i gości z Polski od etapu planowania udziału w targach, poprzez  logistykę i marketing, po informacje w zakresie zabudowy stoiska.

Telewizor staje się centrum sterowania domem. Dla konsumentów liczą się nie tylko rozmiar i jakość obrazu

W nadchodzących latach rynek telewizorów będą kształtować trzy główne trendy. Obok rosnącego popytu na duże ekrany konsumenci stawiają też na coraz lepszą jakość obrazu, a telewizory zaczynają pełnić funkcję centrum sterowania domem. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji, nad której rozwojem w elektronice użytkowej pracuje TCL Electronics. Na targach CES 2020 w Las Vegas producent prezentuje również technologię wyświetlania nowej generacji Vidrian Mini-LED. To pierwsza na świecie technologia podświetlania obrazu oparta na specjalnie stworzonych, niezależnych strefach z tysiącami mikrożarówek ledowych.

– W ostatnich kilku latach kluczową zmianą na rynku są telewizory smart TV i streaming. Wszystkie telewizory, które kupujemy, muszą mieć dostęp do usług streamingowych, z których najważniejsze są Netflix, Player, HBO – mówi Marek Maciejewski, dyrektor ds. rozwoju produktu TCL Europe. – Z drugiej strony są też telewizory Android TV, przygotowane na przyszłość. W nich będzie można zainstalować np. Disney+, który prawdopodobnie pojawi się w Polsce w przyszłym roku. Trzeci ważny segment to telewizory, które można podłączyć do konsoli gier, grać na nich w gry HDR czy Ultra HDR i uzyskiwać wysoką jakość obrazu.

Jak podkreśla, pod względem rozdzielczości rynek zawojowała w ostatnich latach technologia Ultra HDR. Takie telewizory odpowiadają obecnie za ponad połowę całkowitej sprzedaży. Klienci stawiają też na coraz większe rozmiary – w tej chwili ponad 20 proc. sprzedawanych urządzeń ma ekrany o przekątnej 55 cali, a 10 proc. – powyżej 65 cali.

– Polacy przełączają się na telewizory podłączone do internetu, o wysokiej rozdzielczości i dużych przekątnych. Czekamy na to, jak będzie się sprzedawać telewizor 75-calowy za 4 tys. zł. Ta kwota w Polsce była zawsze magiczną granicą i sprzęt, który zbliżał się do tego pułapu, zaczynał się bardzo dobrze sprzedawać – mówi Marek Maciejewski.

 To, że wzrasta popyt na duże ekrany, nie jest niczym nowym. Rozmiar ekranów systematycznie rośnie, od kiedy na rynek wprowadzono telewizory płaskoekranowe. Ten trend utrzyma się też w kolejnych latach – ocenia Antoine Salomé, dyrektor ds. marketingu TCL. – W ciągu ostatniej dekady zainwestowaliśmy ok. 30 mld dolarów w fabryki ekranów telewizyjnych, co umożliwia nam dzisiaj wydajną produkcję telewizorów powyżej 55 cali. Traktujemy ten aspekt priorytetowo, bo konsumentom zależy na rozmiarze ekranu.

Równie intensywnie TCL pracuje także nad poprawą jakości obrazu, bo jest to drugi czynnik kluczowy dla klientów przy wyborze telewizora. Rozwija technologie QLED i mini-LED, wierząc, że te stanowią przyszłość branży, oraz nad jakością 8K.

– 8K jest nowym trendem, ale będzie segmentem niszowym, ponieważ te telewizory są dosyć drogie. 75 cali, które wprowadzimy na rynek w tym roku, będzie prawdopodobnie w cenie około 20 tys. zł. Tymczasem średnia cena telewizora w Polsce to 1,9 tys. zł – dodaje Marek Maciejewski. – W segmencie telewizorów z najwyższej półki widzimy duże zainteresowanie technologią QLED, która zapewnia bardzo dobre odwzorowanie i nasycenie kolorów przy bardzo jasnym obrazie. Sporym zainteresowaniem cieszy się też mini-LED, które będziemy wprowadzać na rynek w Polsce w drugim kwartale tego roku.

W Las Vegas na targach elektronicznych CES 2020 TCL Electronics po raz pierwszy zaprezentował technologię wyświetlania nowej generacji – Vidrian Mini-LED. To pierwsza na świecie technologia podświetlania obrazu oparta na specjalnie stworzonych, niezależnych strefach z tysiącami mikrożarówek ledowych, bezpośrednio wtopionych w krystalicznie czyste szklane podłoże.

 Na targach CES pokazujemy różne generacje technologii mini-LED. Pierwszą generację, którą mamy w telewizorze 65X10, nazywamy passive matrix. Ona ma to ograniczenie, że jest maksymalnie 1 tys. stref kontroli jasności i kontrastu obrazu. To dużo, ale dla nas ciągle za mało. Dlatego wprowadzamy drugą generację technologii mini-LED – active matrix. Zastosowaliśmy w niej szklaną płytę, która jest używana do produkcji ekranów LCD w technologii oxide. Do niej mamy zaczepionych 25 tys. diod LED pogrupowanych po pięć sztuk, czyli 5 tys. stref. Korzystając z rozwiązania active matrix, jesteśmy w stanie te strefy kontrolować oddzielnie, osiągnąć wysoką jasność i czystość wyświetlania bieli – mówi Marek Maciejewski.

W przeciwieństwie do technologii wyświetlaczy starszej generacji, które gorzej sobie radzą w jasnych pomieszczeniach i tracą wydajność przy dłuższej eksploatacji, telewizory TCL z technologią Vidrian Mini-LED zapewniają kontrast i jasność bez względu na kąt patrzenia na ekran. Jak podkreślił podczas targów CES w Las Vegas prezes TCL Industries Holdings i TCL Electronics Kevin Wang, producent wierzy, że technologia mini-LED będzie kształtowała najbliższą przyszłość branży. Dlatego firma zainwestowała 8 mld dolarów w otwartą niedawno nowoczesną fabrykę paneli, dzięki czemu może samodzielnie i w pełni kontrolować proces projektowania i automatycznej produkcji paneli LCD oraz nowych źródeł podświetlania w technologii Vidrian Mini-LED.

Trzecie istotne dla klienta kryterium wyboru telewizora to jego funkcja sterowania domem, która rozwija się dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji.

 Technologia AI pozwala użytkownikowi czerpać większą przyjemność z oglądania telewizji na wiele sposobów. Po pierwsze, poprzez poprawę jakości obrazu i dźwięku. Dodatkowo zyskujemy możliwość interakcji z telewizorem. Nie trzeba nawet korzystać z pilota, gdyż można go zastąpić komendami głosowymi. Wprowadziliśmy na rynek sterowanie głosowe, żeby ułatwić klientom obsługę ich telewizorów – mówi Antoine Salomé. – TCL zainwestowało znaczne środki w rozwój sztucznej inteligencji, w Polsce mamy jedno z laboratoriów badawczo-rozwojowych pracujących nad tą technologią. 

Telewizory TCL w dużej mierze korzystają z rozwiązań bazujących na internecie rzeczy i ułatwiają zarządzanie nimi na ekranach.

– Wprowadzamy na rynek również nowe kategorie produktów, w tym urządzenia dla inteligentnego domu. Pracujemy nad nowymi rozwiązaniami we własnym zakresie, co nie oznacza, że porzucimy obecną współpracę z największymi graczami, jak np. Google czy Amazon. Dzięki niej jesteśmy w stanie zapewnić konsumentom największą satysfakcję z produktu – mówi Antoine Salomé.

Jak podkreśla, grupą docelową TCL Electronics jest młode pokolenie konsumentów. W ostatnich latach producent konsekwentnie współpracował z branżą sportową i rozrywkową, które stanowią trzon strategii budowania marki.

– Zamierzamy to kontynuować. Wierzymy, że stawiając na sport i rozrywkę, przekonamy do siebie najmłodsze pokolenie konsumentów na całym świecie. W 2018 roku nawiązaliśmy współpracę ze słynnym piłkarzem Neymarem, który został ambasadorem marki TCL. Zrealizowaliśmy również mnóstwo kampanii związanych ze sportem w mediach społecznościowych, np. we współpracy z ESPN, tworząc treści związane ze słynnymi sportowcami – mówi dyrektor ds. marketingu TCL. – Jesteśmy też globalnym sponsorem Międzynarodowej Federacji Koszykówki FIBA i organizowanych przez nią mistrzostw świata w koszykówce kobiet i mężczyzn. Sponsorowaliśmy szereg kasowych filmów z Hollywood. W ciągu najbliższych tygodni TCL ogłosi, z kim nawiąże współpracę w 2020 roku. To powinno zwiększyć rozpoznawalność naszej marki na terenie Europy, a tym bardziej w Polsce.

CES 2020: Inteligentny pasek bada sposób chodzenia i przewidzi ryzyko upadku. Może uratować życie osobom starszym

Co roku dochodzi do 37,3 miliona upadków, które są na tyle poważne, że wymagają pomocy medycznej. Najbardziej narażone są osoby starsze – nawet u co trzeciej podczas upadku dochodzi do złamania bioder czy urazów głowy. Dzięki Smart Belt Pro można przewidzieć ryzyko utraty równowagi na podstawie sposobu chodzenia i przeanalizować nieprawidłowości. To pierwsze inteligentne urządzenie, które alarmuje służby medyczne nie po upadku, lecz ostrzega użytkownika w sytuacji, gdy może dopiero do niego dojść.

– Smart Belt Pro to pierwsze na świecie urządzenie, które pozwala na ocenę ryzyka upadku i może mu zapobiec. To kwestia kluczowa dla osób starszych. W USA u jednej na cztery osoby występuje ryzyko upadku w przyszłości. Aby temu zapobiec, analizujemy sposób chodzenia starszych osób pod kątem możliwych nieprawidłowości, a następnie weryfikujemy zebrane dane. Po przeprowadzeniu tygodniowej analizy rekomendujemy odpowiednie ćwiczenia, które pozwolą wyeliminować ryzyko upadku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje podczas CES 2020 Ken Roh, współzałożyciel firmy Welt.

Zaawansowana odzież może znacząco ułatwić życie. Na rynku jest już dostępna dżinsowa kurtka, która łączy się ze smartfonem przez Bluetooth, pokaże połączenia telefoniczne, kontroluje głośność muzyki, a dotykając jej rękawa, można uzyskać wskazówki dotyczące nawigacji. Ubrania Under Armour pochłaniają ciepło ludzkiego ciała i odbijają je z powrotem na skórę użytkownika w postaci światła dalekiej podczerwieni, które wspomaga lepsze odzyskiwanie mięśni i poprawia relaksację. Kostiumy kąpielowe badają poziom UV, a inteligentne skarpetki przewidują, w jaki sposób postawimy stopę.

Smart Belt Pro, czyli inteligentny pasek firmy Welt zaprezentowany podczas targów CES 2020 w Las Vegas, nie tylko analizuje sposób chodzenia, ale przewidzi też, kiedy może dojść do upadku.

– Cały mechanizm znajduje się wewnątrz paska. Przeprowadziliśmy testy kliniczne z użyciem sprzętu wykorzystywanego w szpitalach, które potwierdziły skuteczność opracowanego przez nas algorytmu. Po przeanalizowaniu sposobu chodzenia pacjenta urządzenie ostrzega go, gdy zaistnieje duże ryzyko upadku, przekazując informacje o tym, co powoduje nieprawidłowości w chodzie – tłumaczy Ken Roh.

Inteligentny pasek wykorzystuje sygnały dostarczane przez czujnik do wykrywania wzorców w sposobie chodzenia. Analizując nieprawidłowości, można z wyprzedzeniem wykryć upadki i im zapobiec. To pierwsze takie urządzenie na świecie.

– Dostępne na rynku inteligentne paski do spodni nie umożliwiają oceny ryzyka upadku. Na świecie dostępne są tysiące urządzeń, które wykrywają upadek dopiero po tym, jak on wystąpi. Nasze może zapobiec upadkowi dzięki analizie ryzyka – przekonuje współzałożyciel firmy Welt.

Funkcja zapobiegania upadkom to tylko jedna z możliwości inteligentnego paska. Smart Belt Pro mierzy też talię, ostrzega, jeśli obwód pasa stanie się zbyt duży, ma również funkcje pomiaru czasu siedzenia, monitorowania przejadania się i liczenia kroków.

– Dotychczas elektronika do noszenia umożliwiała głównie diagnozowanie, skupiając się na gromadzeniu i analizowaniu danych oraz przedstawianiu użytkownikowi informacji zwrotnych. W przyszłości jednak technologia będzie się rozwijać bardziej w kierunku aktywnego leczenia i zapobiegania problemom – ocenia Ken Roh.

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że każdego roku dochodzi do 3,7 mln upadków. Największa liczba śmiertelnych upadków dotyczy osób starszych. W USA 2030 proc. seniorów, którzy upadli, doznaje ciężkich obrażeń, m.in. złamania bioder lub urazu głowy.

– Smart Belt Pro pojawi się na rynku w kwietniu i będzie kosztować 295 dolarów. Urządzenie zostanie najpierw wprowadzone w Korei Południowej, następnie w Japonii i Stanach Zjednoczonych, a potem na całym świecie – zapowiada Ken Roh.

Rewolucyjne dokonanie polskich biotechnologów. Coraz bliżej opracowania odpornych na wirusy odmian warzyw

Polscy biotechnolodzy wyizolowali gen Rysto. Jego modyfikacja pozwoli na stworzenie odmiany ziemniaka odpornej na najczęściej atakujący te warzywa wirus, który przyczynia się do strat nawet jednej trzeciej plonów. Odkrycie posłuży ponadto do opracowania superodpornych odmian innych warzyw. Dokonanie polskich naukowców może mieć ogromne znaczenie dla ekonomii światowego rolnictwa.

– Dzięki izolacji genu Rysto będziemy mogli stworzyć odmiany całkowicie odporne na działanie wirusa Y, który obok fitoftory jest jednym z dwóch głównych patogenów ziemniaka na świecie. Oczywiście są już takie odmiany, które zawierają ten gen, ale my będziemy mogli go również wprowadzić do różnych odmian podatnych. Dzięki temu, że gen ten niesie tzw. odporność krańcową, uzyskujemy rośliny w pełni zdrowe, bez żadnych odmian chorobowych, co jest bardzo ważne ze względu na jakość bulw ziemniaka, które stanowią główny środek użytku rolnego – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr n. farm. Marta Grech-Baran z Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.

Specjalistka pracująca w zespole profesora Jacka Henniga z PAN zidentyfikowała gen receptora, który uruchamia reakcje obronne zaatakowanej wirusem rośliny. Osiągnięcie zostało nagrodzone prestiżową nagrodą naukową AgroBioTop, przyznawaną przez Komitet Biotechnologii Polskiej Akademii Nauk. Co szczególnie istotne, izolacja genu Rysto została dokonana pomimo niesprzyjających w Polsce uwarunkowań prawnych związanych z używaniem roślin modyfikowanych genetycznie. Osiągnięcie ma szczególne znaczenie ekonomiczne.

– Ziemniak jest piątą co do upraw rośliną w globalnej skali światowej i jego produkcja rocznie sięga ponad 330 mld ton, z czego ponad 30 proc. upraw jest zagrożone poprzez szkodliwe działania mikroorganizmów, patogenów, jak również użycie środków chemicznych. Gen Rysto jest temperaturoniezależny, co znaczy, że mamy rośliny nadal w pełni zdrowe, gdzie namnażanie wirusa jest całkowicie zahamowane, które mogą być wykorzystywane w krajach o wysokiej temperaturze, chociażby silnie rozwijających się, gdzie ziemniak nadal jest podstawowym źródłem żywności – mówi dr n. farm. Marta Grech-Baran.

Naukowcy będą mogli wykorzystać tzw. zjawisko piramidalnej odporności. Gen będzie można łączyć z innymi wyizolowanymi genami odporności. Jak zapowiada specjalistka, właściwości te będą wykorzystane w ramach programu non-profit dla krajów rozwijających się. Dzięki temu będą mogły powstać tzw. superodporne odmiany warzyw.

– Wirus ten dotyka również chociażby paprykę, bakłażana, tytoń, pomidora, więc jest to problem globalny. Nasze odkrycie można wszechstronnie zastosować. Wdrożenie zależy jednak od regulacji prawnych. W Polsce możemy je wykorzystać jako tzw. biomarker, dzięki któremu możemy selekcjonować odmiany odporne, sprawdzać, czy nowe odmiany mają taką odporność, ponieważ można korzystać z modyfikacji genetycznych. Natomiast w krajach, w których taka możliwość jest dopuszczona, jest to po prostu kwestia  wprowadzenia tego genu – zaznacza ekspertka PAN.

Według analityków z Fortune Business Insights światowy rynek modyfikowanych genetycznie nasion osiągnie do 2026 roku wartość ponad 30 mld dol. Dla porównania w 2018 roku było to 20 mld dol.

Paletyzator – automatyka przemysłowa

Każdy etap procesu pakowania jest niezwykle istotny. Dlatego też co raz więcej firm wykorzystuje do ostatniego etapu specjalistyczne maszyny paletyzujące, które służą do precyzyjnego, w pełni zautomatyzowanego procesu układania ładunków na paletach.Paletyzacja

Czym jest paletyzacja – urządzenia paletyzujące.

Paletyzatory są wysoce wyspecjalizowanymi urządzeniami przemysłowymi. Jednak modele różnią się między sobą, w zależności od szczegółowych wymagań procesu produkcji i produktu. Paletyzator stanowi obecnie ważne urządzenie, które wspiera pracę twojej firmy.

Paletyzatory znalazły zastosowanie przy procesie pakowania między innymi:

  • opakowań termoformowanych a także blistrów,
  • różnego rodzaju skrzynek,
  • kartonów, pudełek zbiorczych.

Paletyzacja jest procesem, który uzupełnia logistykę wszelkich wyrobów a także przygotowuje je do dalszego magazynowania i dystrybucji. Paletyzacja z doskonałą precyzją może być wykonywana przez specjalistyczne roboty i być w pełni zautomatyzowana. Automatyzacja procesów produkcji znacząco usprawnia funkcjonowanie firmy i zwiększa zyski.

Robot paletyzujący od ASTOR został stworzony z myślą o formowaniu jak również układaniu w odpowiednie stosy towarów, tworząc paletowe jednostki ładunkowe. Czym się wyróżnia współczesny paletyzator? Przede wszystkim zapewnia precyzyjne ułożenie elementów na paletach a także gwarantuje pracę w systemie kilku zmianowym. Zaprogramowanie automatycznego systemu to pewność w powtarzalności procesu układania towarów na paletach.

Automatyzacja przemysłowa zapewnia większe bezpieczeństwo poprzez zminimalizowanie czynności wykonywanych przez operatorów maszyn. Jest to inwestycja w rozwój firmy. Na automatyczną paletyzację najczęściej decydują się przedsiębiorcy, którym zależy na dopasowaniu wydajności procesu pakowania do mocy przetwórczej linii produkcyjnej.

Proces pakowania wiąże się z monotonią pracy, która najczęściej jest stosunkowo ciężka. Wydajność ostatniego etapu produkcji często decyduje o pracy całej linii produkcyjnej zakładu. Odciążenie pracowników i zapewnienie im najwyższego poczucia bezpieczeństwa znacząco wpłynie na efektywność firmy. Automatyka przemysłowa zwiększa wydajność pakowania i wysyłki, która staje się niezależna od liczby zatrudnionych pracowników. Ograniczenia strat dają szansę na zwiększoną i szybszą produkcję.

Paletyzatory, czyli dlaczego warto z nich skorzystać.

Prawidłowo zaprojektowany system automatyki przemysłowej z zastosowaniem paletyzacji łączy w sobie zarówno systemy transportu technologicznego jak również paletowego. Jednocześnie zaleca się wykorzystywanie urządzeń wspomagających, które dodatkowo usprawnią proces pakowania.

Celem automatyzacji przemysłowej opisywanego procesu jest zastosowanie łańcucha technologicznego:

  • robota paletyzującego,
  • chwytaka dostosowanego do produkcji,
  • przenośników zasilających, które dostarczają towar w opakowaniach w obszar pracy paletyzatora,
  • urządzeń sztaplujących, które przygotowują towar do podania pod chwytak,
  • magazynka palet a także połączonej linii, która zasila system w jednostki transportowe,
  • systemu przenośników odbiorczych.

Jednak sercem całego łańcucha jest robot paletyzujący wyposażony w odpowiedni chwytak. Robot może być dostosowany do specyfiki produkcji i chwytać pojedyncze produkty jak i zestaw kilku sztuk jak również kilku pełnych warstw towarów.

Optymalizacja logistyki dzięki zastosowaniu paletyzatorów zwiększa powtarzalność a także ilość wykonywanych ruchów w czasie. Automatyczna paletyzacja wiąże się również z szeregiem korzyści. Dzięki niej możliwe jest wykonywanie czynności w niesprzyjających warunkach środowiskowych takich jak: brak światła, duże zapylenie czy też atmosferze wręcz szkodliwej dla człowieka. Roboty przemysłowe istotnie zmniejszają zagrożenie zdrowia pracowników a także zwiększają ergonomię prac. Automatyzacja wiąże się również z optymalizacją statusu zatrudnienia w danej firmie. Jednorazowy koszt jest mniejszy niż zatrudnianie pracowników na osobne stanowiska. Paletyzatory są niezwykle precyzyjne i zawsze pracują według zaprogramowanej sekwencji, gwarantując powtarzalność czynności. Automatyka przemysłowa zwiększa bezpieczeństwo na stanowisku pracy. Co raz częściej pracodawcy zwracają uwagę na ten aspekt.

Oprócz paletyzacji nie mniej ważna jest również depaletyzacja. Urządzenia dedykowane są do rozładunku paletowych jednostek ładunkowych. Wyróżnia się modele jedno- jak i wielostanowiskowe. Również te urządzenia warto dostosować do specyfiki produkcji firmowej. Paletyzacja i depaletyzacja przy zastosowaniu robotów to pewne i sprawdzone rozwiązanie. Ograniczenie kosztów i strat wynikających z ludzkich pomyłek a także możliwość budowania pozytywnego wizerunku, która wykorzystuje innowacyjne rozwiązania to tylko niektóre korzyści płynące z zastosowania automatyki przemysłowej.

Każda automatyzacja systemu wymaga w pełni indywidualnego podejścia. Projektowanie, pracę i obsługę należy oddelegować profesjonalistom, którzy oferują kompleksowe rozwiązania. Jeśli wciąż zastanawiasz się nad wdrożeniem pełnej automatyki przemysłowej w swojej firmie, warto skorzystać z usług internetowego sklepu z automatyką przemysłową. Pracownicy chętnie przybliżą ci wszelkie aspekty odpowiadając na nurtujące pytania a także rozwieją wszelkie wątpliwości.

Polska negocjuje więcej środków unijnych do wykorzystania na działania klimatyczne

Podczas ostatniego szczytu Rady Państw Unii Europejskiej polski rząd zdecydował się na zawetowanie neutralności klimatycznej uzgadnianej na 2050 rok w ramach wspólnoty. Tym samym ustawiliśmy się w dobrej, wygodnej pozycji negocjacyjnej. W grę wchodzi 100 miliardów euro budżetu do wykorzystania na działania klimatyczne. Oznacza to znaczne zwiększenie dotychczasowych środków, które wynosiły zaledwie 5 miliardów.

–  To właśnie pod kątem walki ze zmianą klimatu tworzony będzie nowy budżet wspólnoty europejskiej na lata 2021-2027 – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady Global Compact Network Poland. –  Z jednej strony można krytykować decyzję i działania polskiego rządu w tym zakresie. W tle pojawia się jednak konkretna strategia inwestycyjna. Dzięki niej jak najwięcej środków miałoby wesprzeć kraj w działaniach klimatycznych. Nie jest pewne, czy taki plan okaże się skuteczny. Odpowiedź na to pytanie ma przynieść kolejny szczyt Rady Państw unijnych, który odbędzie się w czerwcu 2020 roku – wyjaśnił Wyszkowski.

2019 był rokiem korzystnych wyroków zapadających na rzecz frankowiczów

W 2019 r. zapadły trzy bardzo ważne dla posiadających kredyty powiązane z kursem waluty obcej wyroki Sądu Najwyższego, który w sowich uzasadnieniach wskazał, że umowa po usunięciu z niej mechanizmu indeksacji może być nadal skutecznie wykonywana.

W pierwszym wyroku z 04.04.2019 r. (sygn. akt III CKS 159/17) Sąd Najwyższy wskazał, że w jego ocenie „opisany mechanizm ustalania przez bank kursów waluty, pozostawiający bankowi swobodę, jest w sposób oczywisty sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta, zaś klauzula, która nie zawiera jednoznacznej treści i przez to pozwala na pełną swobodę decyzyjną przedsiębiorcy w kwestii bardzo istotnej dla konsumenta, dotyczącej kosztów kredytu, jest klauzulą niedozwoloną. W istocie tak niejasne i niepoddające się weryfikacji określenie sposobu ustalania kursów wymiany walut stanowi dodatkowe, ukryte wynagrodzenie banku, które może mieć niebagatelne znaczenie dla kontrahenta, a którego wysokość jest dowolnie określana przez bank.”

– Jest to ważna informacja, gdyż mechanizm ustalani kursów walut przez banki, w większości umów wygląda niemal identycznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Bochenek, radca prawny z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych.

Sąd Najwyższy wskazał, że „eliminacja klauzuli indeksacyjnej nie prowadzi do unieważnienie umowy, ani też nie wymaga zastąpienia nieuczciwego postanowienia umownego innym -możliwe jest funkcjonowanie umowy stron również po wyeliminowaniu z niej klauzuli indeksacyjnej”. Powyższy skutek ma doniosłe znaczenie dla kredytobiorców, gdyż umowa będzie nadal wykonywana, jednakże bez mechanizmu indeksacji. Swoje stanowisko Sąd Najwyższy potwierdził również w wyroku z 09.05.2019 r. (w sprawie sygn. I CSK 242/18), oraz w ostatnim wyroku z 29.10.2019 r (sygn. I CSK 309/18).

Tożsame stanowisko zostało zawarte w Studiach i Analizach Sądu Najwyższego pt. „Kredyty walutowe, zagadnienia węzłowe”, które ujrzało światło dzienne w sierpniu 2019 r.

Najbardziej przełomowymi wydarzeniami 2019 r. były jednak rozstrzygniecie zapadłe w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, gdzie w pierwszej kolejności swoje stanowisko w maju wyraził Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, opowiadając się po stronie kredytobiorców. Natomiast w październiku, TSUE wydał długo oczekiwany wyrok w sprawie C-260/18, gdzie wskazała, że to sąd krajowy powinien ocenić skutek jaki wynika z Dyrektywy 93/13, w oparciu o przepisy prawa krajowego zaznaczając, że dyrektywa nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu umowy kredytowej. Powyższe rozstrzygnięcie wpisuje się w dotychczasową linię orzeczniczą TSUE.

Frankowicze otrzymali mocne wsparcie ze strony urzędów czy podmiotów, których zadaniem jest ochrona praw konsumentów. Za kredytobiorcami stawił się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich, którzy poprzez wydawanie sowich opinii czy stanowisk wspierali argumentami kredytobiorców.

– To był również rok coraz większej liczby korzystnych wyroków zapadających na rzecz frankowiczów, co w szczególności można było zaobserwować po wyroku TSUE w polskiej sprawie – komentuje W.Bochenek, Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych. – Kształtującą się linię orzeczniczą oraz skalę zapadających wyroków z pewnością będziemy mogli zaobserwować w 2020 r.

Lewiatan: W 2020 r. polską gospodarkę czeka ostre hamowanie

• Rok 2020 upłynie pod znakiem spowolnienia gospodarczego dotkliwego dla firm i gospodarstw domowych.
• Pracodawcy będą się borykać z coraz większym niedoborem pracowników i niedopasowaniem ich kompetencji do potrzeb firm.
• Zmierzą się z długą listą zmian w prawie podatkowym, które zwiększą koszty i ryzyko prowadzenia działalności.
• Wzrost gospodarczy wyniesie 3,1 proc., zaś inflacja średnioroczna 3,5 proc. Dynamika konsumpcji prywatnej osiągnie 3,2 proc., a inwestycji 2,8 proc. Stopa bezrobocia wzrośnie do 5,6-5,7 proc. – prognozuje Konfederacja Lewiatan.

– Niepewności i nieprzewidywalności, dużej liczby zmian w przepisach, także podatkowych obawiają się przedsiębiorcy w tym roku. Apelujemy o spowolnienie procesu stanowienia prawa i tworzenie regulacji w dialogu z firmami. Żadne nowe ustawy nie powinny być przyjmowane w postaci projektów poselskich – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Ostatnie dane wskazują, że spowolnienie nie będzie tak łagodne i mało dotkliwe jak mogło się to wydawać jeszcze w połowie ubiegłego roku.

– Jego dotkliwość w dużej mierze będzie zależeć od polityków. To ich decyzje wpływają na to, czy przedsiębiorcy doświadczają barier inwestowania, a konsumenci wierzą w to, że transfery publiczne nie zostaną sfinansowane wyższymi podatkami. Bezsprzecznie, konsumpcja prywatna i inwestycje prywatne mają relatywnie większy wkład do dynamiki PKB niż np. handel zagraniczny. Trudno także wyobrazić sobie, by lukę po inwestycjach przedsiębiorstw można było zastąpić inwestycjami samorządów – mówi dr Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

tłumaczenia Rok 2020 to książkowy przypadek negatywnego oddziaływania polityków na przedsiębiorstwa: skokowy wzrost płacy minimalnej i innych obciążeń prowadzi do znacznych modyfikacji rachunku kosztów, redukuje przestrzeń zysków, a przez to zmienia modele biznesowe. Jednocześnie ogranicza skłonność do inwestycji (z wyłączeniem tej zastępującej pracę ludzką). Fundamentalnym problemem jest sprzeczność w polityce publicznej, która z jednej strony deklaruje chęć wspierania przedsiębiorczości, a z drugiej zmiennością prawa i przesadną opresyjnością w jego interpretacji tłumi ją, podnosząc koszty transakcyjne funkcjonowania firm małych i średnich.

Rynek pracy

Deficyt pracowników to jedna z najważniejszych barier, z którymi zetkną się przedsiębiorstwa w tym roku. Mamy do czynienia z niskim poziomem bezrobocia rejestrowanego – w grudniu 2019 r. wynosiło ono 5,2 %. Jednocześnie, mimo rekordowo dużego wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw, nadal wciąż 13,3 mln osób pozostaje biernymi zawodowo, a w planach rządu nie przedstawiono dotychczas pomysłu na działania zmierzające do aktywizacji zawodowej tej grupy.

– Zaostrzy się konkurencja o pracowników zarówno na rynku krajowym, jaki unijnym. Obserwujemy wzrost liczby pracowników cudzoziemskich w Polsce, niemniej jednak należy uwzględnić, że dotychczasowe źródło podaży pracowników (Ukraina) ulegnie wyczerpaniu. Jednocześnie konieczne jest wypracowanie odpowiedniej polityki migracyjnej zmierzającej do pozyskania osób o poszukiwanych kwalifikacjach – mówi Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Cały czas dużym wyzwaniem dla pracodawców będzie niedopasowanie kompetencji pracowników do potrzeb przedsiębiorstw. Pracodawcy potrzebują efektywnego wsparcia w dostosowywaniu kompetencji i kwalifikacji kandydatów do pracy i osób zatrudnionych. Obecnie funkcjonujące instrumenty takie jak Krajowy Funduszu Szkoleniowy, są trudno dostępne, a poziom ich finansowania niewystarczający, mimo wielokrotnych postulatów partnerów społecznych wskazujących na konieczność zwiększenia poziomu środków FP przeznaczanych na ten cel.

Wobec podniesienia minimalnego wynagrodzenia do poziomu 2600 zł i zapowiedzi zmian w ubezpieczeniach społecznych, powstaje pytanie jak będą kształtowały się koszty zatrudnienia i jaki będzie miało to wpływ na rynek pracy w najbliższych latach. Badania firmy Randstad wskazują, że znacząco rośnie odsetek pracodawców, którzy deklarują zamiar zwolnień pracowników, co może oznaczać również zwiększony napływ osób bezrobotnych.

Podatki

Z początkiem 2020 r. przedsiębiorcy muszą się zmierzyć z kolejną, długą listą zmian w prawie podatkowym. Część z nich, to zmiany związane z wprowadzonymi w drugiej połowie 2019 r. przepisami o tzw. białej liście podatników VAT i obowiązkowej podzielonej płatności w VAT. Od 1 stycznia weszły w życie sankcje w podatkach dochodowych (PIT, CIT) za dokonanie płatności, na kwotę przekraczającą 15 tys. zł, na rachunek bankowy przedsiębiorcy, który nie znajduje się w Wykazie podatników VAT, albo dokonana płatność odbyła się z pominięciem obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatności.

– Przepisy o białej liście i obowiązkowej podzielonej płatności wymuszają na przedsiębiorcach wyższą staranność przy dokonywaniu płatności, a tym samym zwiększają obciążenie działów księgowości, zwiększają koszty i ryzyko prowadzenia działalności, pomimo że w założeniu mają im służyć i zabezpieczyć przed ryzykiem współpracy z nierzetelnym kontrahentem – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Kasy fiskalne online

Część przedsiębiorców od nowego roku musi stosować kasy fiskalne online, które zapewniają połączenie z systemami informatycznymi Ministerstwa Finansów (np. świadczący usługi naprawy samochodów, wymiany opon, albo prowadzący sprzedaż paliw), w kolejnych miesiącach obowiązek wymiany kas fiskalnych obejmie inne branże (od 1 lipca np. usługi związane w wyżywieniem lub krótkotrwałego zakwaterowania). Wszyscy przedsiębiorcy od nowego roku muszą wziąć pod uwagę brak możliwości wystawienia faktury do paragonu bez numeru NIP nabywcy – wymaga to zmian w kasach fiskalnych, systemach księgowych i w procesie sprzedaży.

Nowa matryca stawek VAT

Przed przedsiębiorcami kolejne zmiany, które skumulują ilość pracy dla służb księgowych i informatycznych, wymuszą zmiany w systemach i sposobach rozliczeń. Od 1 kwietnia wchodzi w życie nowa matryca stawek VAT. Z jednej strony nowa matryca uprości sposób klasyfikacji towarów i usług dla celów VAT, z drugiej jednak spowoduje wiele pracy związanej z dokonaniem właściwej, nowej klasyfikacji. Zbiegnie się to w czasie z nałożeniem na duże przedsiębiorstwa obowiązku przekazywania istotnie rozbudowanych plików JPK_VAT, które zastąpią deklaracje VAT (małych i średnich przedsiębiorców zmiana obejmie od 1 lipca). Uwzględniając te zmiany liczymy, że rządzący nie uszczęśliwią na siłę biznesu nowymi inicjatywami legislacyjnymi, ponieważ jeż te uchwalone zmiany, będą bardzo obciążające.

Branża handlowa

Wszystko wskazuje, że branża handlowa w połowie roku zostanie dodatkowo obciążona podatkiem od sprzedaży detalicznej, który nie dość, że zagrozi istnieniu wielu firm, ze względu na fakt, że wysokość obciążenia nie jest uzależniona od zyskowności przedsiębiorstwa, to dodatkowo wprowadzi nowe obowiązku związane z ewidencjonowaniem, obliczeniem i zapłatą podatku.

Branża hotelarska i turystyczna

Branża hotelarska i turystyczna będzie się mierzyć z podatkiem minimalnym, który miał przeciwdziałać agresywnej optymalizacji podatkowej stosowanej w branży wynajmu nieruchomości komercyjnych, a poprzez pro fiskalną wykładnię przepisów dokonaną przez Krajową Administrację Skarbową może objąć także hotelarzy. Ten przykład pokazuje także z jak nieprzyjaznym systemem podatkowym mamy do czynienia, ponieważ w praktyce przedsiębiorcy, pomimo że zobowiązani, nie są wstanie prawidłowo obliczyć i zapłacić tego podatku.

Polityka klimatyczna

Rok 2020 będzie kluczowy dla uzgodnienia wspólnych zasad realizacji Europejskiego Zielonego Ładu. Już w I kwartale br. ogłoszone zostaną przez KE kluczowe projekty dokumentów/aktów prawnych tj. nowe prawo klimatyczne wskazujące propozycje celów redukcyjnych gazów cieplarnianych oraz nowa strategia przemysłowa, a w III kwartale br. strategia zielonego/zrównoważonego finansowania.

Według Konfederacji Lewiatan zgoda na ambitną europejską politykę klimatyczną w ramach Europejskiego Zielonego Ładu musi być jednak uwarunkowana wprowadzeniem mechanizmów ochrony konkurencyjności przemysłu europejskiego i polskiego. Stworzeniem warunków dla uczciwej, sprawiedliwej transformacji we wszystkich krajach UE i odpowiedniego ukierunkowania środków publicznych i prywatnych na rozwój nowych technologii zeroemisyjnych, w tym odnawialnych źródeł energii. Kluczowe w tym zakresie jest przygotowanie odpowiednich regulacji dla morskich farm wiatrowych.

Konfederacja Lewiatan oraz BusinessEurope popierają ambicje Europy w kierunku transformacji niskoemisyjnej. Głęboka transformacja energetyczna powinna być jednak przeprowadzona w sposób inkluzyjny, przy utrzymaniu konkurencyjności gospodarki i miejsc pracy.

– W celu aktywnego udziału w kreowaniu rozwiązań w ramach Europejskiego Zielonego Ładu i reprezentowania członków Lewiatana ma forum unijnym i krajowym, planujemy powołanie Rady ds. Zielonej Transformacji. Jej celem będzie opiniowanie i konsultowanie, kreowanie rozwiązań w ramach poszczególnych regulacji wchodzących w skład Europejskiego Zielonego Ładu oraz aktywna współpraca z różnymi interesariuszami, w tym z administracją państwową nad ostatecznym kształtem proponowanych rozwiązań – mówi Dorota Zawadzka-Stępniak, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Koniec boomu mieszkaniowego?

Jesteśmy gotowi płacić jeszcze wyższe ceny za mieszkania. Banki i SKOK-i w ostatnim miesiącu minionego roku przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 24,1% w porównaniu z grudniem 2018 r.

– Nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o czynniki, które nakręcały koniunkturę w 2019 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław Sadowski. – Nadal mamy niskie bezrobocie i rosną wynagrodzenia, a dzieję się to przy rekordowo niskich stopach procentowych.

Dopiero zapowiadane spowolnienie gospodarcze może ochłodzić optymizm kupujących mieszkania, także na wynajem.

– Bardzo ważne jest czy nie obawiamy się utraty pracy, a to może się zmienić – komentuje ekspert.

Na razie dość łagodnie zmienia się nastawienie banków, które obawiając się skutków recesji zaostrzają kryteria przyznawania kredytów.

Magdalena Macko-Gizińska członkiem zarządu ds. relacji z klientami w Nationale-Nederlanden

Od stycznia 2020 roku do zarządu Nationale-Nederlanden dołączyła Magdalena Macko-Gizińska. Jako Chief Customer Officer odpowiada za planowanie oraz rozwój działań, które pomogą w budowaniu trwałych relacji z klientami. Obszar, którym zajmować się będzie jako członek zarządu, jest jednym z kluczowych filarów realizowanej strategii.

Magdalena Macko-Gizińska jest liderką i wiodącą na rynku ekspertką w dziedzinie budowania relacji z klientami. Swoje doświadczenie i umiejętności w tym obszarze zdobywała podczas kilkunastu lat pracy w branży finansowej. W ostatnim czasie związana była z ING Bankiem Śląskim, gdzie pełniła rolę Dyrektor Centrum Eksperckiego Doświadczeń Klientów. Wcześniej swoją karierę rozwijała w Banku Millennium, w którym odpowiadała m.in. za jakość i standardy obsługi klienta oraz obszar operacji.

– Magdalena jest doświadczoną menedżerką i uznaną na rynku profesjonalistką w obszarze budowania doświadczeń klienta. Jestem przekonany, że jej wiedza i zaangażowanie pomoże nam w realizacji naszych celów strategicznych. Chcemy budować trwałe i angażujące relacje z klientami oraz rozwijać naszą firmę, dlatego podjęliśmy decyzję o stworzeniu stanowiska członka zarządu ds. relacji z klientami. Bardzo cieszy nas fakt, że nasz zespół zarządzający zyskał kolejne wzmocnienie  – mówi Paweł Kacprzyk, CEO Nationale-Nederlanden.

– Budowanie pozytywnych doświadczeń klienta, by wzmacniać jego relację z firmą to wielkie wyzwanie, które stoi obecnie przed markami. W tak delikatnych kwestiach, jak życie i zdrowia klienta, oprócz sprawnych i nowoczesnych procesów oraz personalizowanej, dopasowanej oferty bardzo ważna jest empatia i indywidualne podejście do każdej sprawy. Właśnie ten kierunek w ubezpieczeniach chcemy wzmacniać i rozwijać w Nationale-Nederlanden – mówi Magdalena Macko-Gizińska.

To nie jedyna zmiana w zarządzie Nationale-Nederlanden w ostatnim czasie. W grudniu do zespołu zarządzającego jako członek zarządu ds. komercyjnych została powołana Edyta Fundowicz. Zastąpiła ona Michała Hucała, który objął stanowisko CEO NN Węgry i Bułgaria. Natomiast we wrześniu ubiegłego roku do zarządu dołączył Andrzej Miron, który jako członek zarządu ds. technologii oraz CIO (Chief Information Officer) koordynuje wdrażanie nowych technologii oraz cyfrowych systemów wspierających biznes.

AgioFunds nabyło udziały w firmie Symphony Wealth Management

W grudniu 2019 roku AgioFunds TFI nabyło 30% udziałów w firmie Symphony Wealth Management specjalizującej się w dystrybucji funduszy inwestycyjnych. Transakcja jest elementem realizacji strategii rozwoju AgioFunds TFI w oparciu o dywersyfikację kanałów sprzedaży oraz zwiększanie dostępu do sieci niezależnej dystrybucji. W planach na najbliższe miesiące są kolejne działania, które umocnią pozycję towarzystwa na rynku funduszy w Polsce.

Partnerstwo AgioFunds TFI z firmą Symphony Wealth Management to element realizacji strategii rozwoju w oparciu o współpracę z niezależnymi, niebankowymi dystrybutorami produktów inwestycyjnych. Symphony Wealth Management daje nam dostęp do stabilnego portfela klientów na ogólnopolskim rynku. W planach na najbliższe miesiące jest rozwój oferty dla inwestorów detalicznych, dalsza dywersyfikacja kanałów sprzedaży oraz rozbudowa sieci partnerów niezależnej dystrybucji – powiedział Dariusz Wieloch, Prezes AgioFunds TFI SA.

Symphony Wealth Management sp. z o.o. (SWM) to jeden z wiodących dystrybutorów funduszy inwestycyjnych na rynku w Polsce. Spółka działa na terenie całego kraju, współpracuje z wieloma instytucjami finansowymi. SWM posiada stabilny portfel klientów, którzy korzystają ze spersonalizowanej oferty opartej na standardowych i unikatowych rozwiązaniach inwestycyjnych.

Rynek funduszy inwestycyjnych jest obecnie w fazie konsolidacji, a implementacja dyrektywy unijnej MiFID II stawia nowe wyzwania przed zarządzającymi. AgioFunds TFI planuje wykorzystać sytuację w branży do umocnienia swojej pozycji. W ocenie Zarządu, niezależne TFI pełnią kluczową rolę na rynku funduszy, oferując klientom unikatowe rozwiązania inwestycyjne w oparciu o konkurencyjne warunki. W dłuższej perspektywie wzrost zamożności obywateli oraz świadomości klientów dot. potrzeby oszczędzania na emeryturę, a także popularyzacja Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), powinny sprzyjać rozwojowi branży.

Jako jedno z czołowych, niezależnych towarzystw inwestycyjnych planujemy wykorzystać sytuację w branży do umocnienia naszej przewagi konkurencyjnej na rynku w Polsce. Niezależne TFI mają ważną rolę do odegrania – ich siłą jest indywidualne podejście do klienta oraz oferta unikatowych rozwiązań inwestycyjnych konkurencyjnych wobec produktów bankowych – dodaje Prezes Wieloch.

Mark Richardson wesprze Dział Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International

Do firmy Colliers International dołączył Mark Richardson, który objął stanowisko dyrektora w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego. Nowy ekspert będzie wspierał zespół zarządzany przez Piotra Mirowskiego.

Jako dyrektor Mark będzie odpowiedzialny za doradztwo w kwestiach kupna oraz  sprzedaży nieruchomości we wszystkich sektorach w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Mark posiada ponad 21 lat doświadczenia w branży nieruchomości. Wcześniej pracował jako szef działu zakupów w Prime Kapital – dewelopera i inwestora na rynku Europy Środkowo-Wschodniej.

Przed dołączeniem do Prime Kapital, Mark był dyrektorem w Pradera, spółce specjalizującej się w sektorze handlowym, gdzie stworzył platformy zarządzania aktywami biurowymi oraz handlowymi w Polsce i w Czechach, a także odpowiadał za analizę due diligence i prowadził proces zakupu 9 centrów handlowych na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Przed dołączeniem do Pradera, Mark pełnił funkcję szefa działu Capital Markets w firmie Cushman and Wakefield w Czechach, gdzie zrealizował transakcje kupna i sprzedaży aktywów o łącznej wartości ponad 2 miliardów euro. Mark jest członkiem Royal Institution of Chartered Surveyors.

— Bardzo się cieszę, że dołączam do zespołu Colliers International, który oferuje swoim klientom wyjątkową platformę ekspertów i usług oraz ma na swoim koncie wiele sukcesów. Jestem przekonany, że nasze doświadczenie rynkowe oraz wypracowane relacje pozwolą dalej z sukcesem wspierać naszych klientów — mówi Mark Richardson, dyrektor w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International.

— Polska pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych destynacji inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, co przekłada się na ciągle rosnące zainteresowanie zagranicznych inwestorów wszystkimi klasami aktywów. Jestem przekonany, że Mark ze swoim doświadczeniem i wiedzą na temat rynku w regionie CEE będzie doskonałym uzupełnieniem naszego zespołu — mówi Piotr Mirowski, senior partner i szef Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International.

Polacy wolą nie płacić za treści, w zamian akceptują reklamy

Jak wykazało badanie brytyjskiej firmy analityczno-doradczej UCE GROUP LTD. i agencji marketingu mobilnego Mobiem Polska, ponad połowa Polaków uważa, że wydawcy powinni znaleźć inne sposoby pozyskiwania środków niż tylko wyświetlanie reklam. Niemniej prawie 40% godzi się je oglądać w zamian za darmowy dostęp do treści. Tylko 8% woli płacić za możliwość oglądania wideo lub czytania artykułów i nie widzieć żadnych dodatkowych przekazów. Odbiorcy dodają, że szczególnie irytują ich reklamy na smartfonach – 39%, a także na komputerach stacjonarnych i laptopach – 40%.

Polaków najbardziej denerwują reklamy wyświetlane na smartfonach – 39%, a następnie – na komputerach stacjonarnych i laptopach – odpowiednio 21% i 19%. Tablety wskazało 11% badanych. Analizując wynik należy pamiętać o tym, że telefony mają dużo mniejsze ekrany niż inne wskazane urządzenia. Użytkownicy muszą więc szybciej reagować na dodatkowe bodźce. Niemniej Norbert Kowalski z Mobiem Polska przekonuje, że wystarczy stosować dobre praktyki reklamowe, aby nadawcy i odbiorcy komunikatów byli zadowoleni. Można też proponować konsumentom np. oglądanie reklam w zamian za przyznawanie im konkretnych bonusów w grach lub popularnych aplikacjach oraz serwisach.

– Trudniej jest przygotować widoczną, ale nieintruzywną reklamę, przeznaczoną na tak niewielki sprzęt, jakim jest smartfon. Rynek mobile jest też mniej uregulowany niż komputerowy co do pop-upów, wielkości filmów reklamowych i czasu ich trwania. Branża powinna stale poszerzać świadomość konsumentów, m.in. w zakresie akceptacji usług, aby odbieranie reklam było w pełni komfortowe dla użytkowników – mówi Maciej Boroń z MediaCom Beyond Advertising.

Ekspert z Mobiem Polska przewiduje, że za 2-3 lata reklamodawcy będą częściej stawiać na takie rozwiązania technologiczne, jak m.in. na geofencing. Dzięki pozyskanym informacjom o użytkowniku, jego preferencjach oraz potrzebach będzie można serwować dobrze dopasowane reklamy do jego potrzeb. Poziom irytacji na pewno znacznie spadnie. Podobnego zdania jest ekspert z MediaCom Beyond Advertising, który również uważa, że rynek będzie działać coraz lepiej.

– Aż 51% respondentów uważa, że wydawcy powinni znaleźć inne możliwości na utrzymywanie serwisów i portali internetowych niż tylko wyświetlanie reklam. Branża może odczytać ten wynik raczej ze spokojem, bo stale szuka sposobów na spełnianie oczekiwań odbiorców. I tak naprawdę cały czas są wprowadzane różnego rodzaju nowości, które rynek i użytkownicy dogłębnie weryfikują. Kwestią czasu jest znalezienie dobrego kompromisu – przekonuje Norbert Kowalski.

Z kolei Maciej Boroń stwierdza, że większość Polaków chciałaby dostawać dużo ciekawych treści zupełnie za darmo i bez wysiłku. Ważna jest edukacja na temat wartości przekazywanych informacji. Dawanie świadomego wyboru co do sposobu finansowania portali czy serwisów powinno stopniowo obniżać frustrację odbiorców.

– Istotna część badanych chce oglądać reklamy w zamian za darmowy dostęp do treści w Internecie – 38%. Tylko 8% woli płacić niż odbierać przekazy reklamowe. Uważam, że w ciągu najbliższych lat w Polsce te statystyki będą się utrzymywały. Jednak zacznie przybywać osób, które będą wybierały opłaty. Wzrośnie też liczba serwisów i portali oferujących treści premium w zamian za opłacanie abonamentów, adekwatnych do wysokiej jakości materiałów – prognozuje ekspert z Mobiem Polska.

W opinii Macieja Boronia, kluczowe jest podejście do tego tematu samych reklamodawców. Powinni oni skoncentrować się na tworzeniu wartościowych i inspirujących komunikatów. Norbert Kowalski twierdzi, że naprawdę ciekawe przekazy mogą zachęcić konsumentów do korzystania z zawartych w nich rekomendacji. W społeczeństwie jest przecież zgoda na oglądanie reklam w zamian za darmowy dostęp np. do artykułów, więc głównym wyzwaniem pozostaje dopasowanie ich do potrzeb odbiorców.

Badanie zostało zrealizowane pod koniec 2019 roku w 34 dużych miastach i 16 średnich oraz małych miejscowościach. W sumie 2144 osoby wzięły udział w ankiecie. Wśród nich było 46% kobiet i 54% mężczyzn, w wieku od 18. do 65. roku życia.

Piotr Morkowski wykupuje dotychczasowego inwestora Brand New Galaxy i obejmuje stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej

Po doskonałym zamknięciu 2019 roku i licznych sukcesach, związanych z powiększaniem zespołu, rozszerzaniem współpracy z klientami na poziomie międzynarodowym i rozwojem dotyczącym zarówno zakresu, jak i jakości świadczonych usług, nowy rok holding Brand New Galaxy zaczyna od ogłoszenia zmian w akcjonariacie i strukturze inwestycyjnej spółki.

Dotychczasowy główny inwestor – Nomad Fund, który zainwestował w BNG zaraz po jej starcie w 2017 roku, został w całości wykupiony przez aktualnych inwestorów oraz Piotra Morkowskiego. Jednocześnie Piotr Morkowski dołącza do rady nadzorczej Brand New Galaxy.

–  Jestem pod wielkim wrażeniem osiągnięć Brand New Galaxy i dokonań wspaniałych ludzi, którzy tworzą tę prawdziwie globalną i wyjątkową firmę, wyrastającą ponad standardy biznesowe i komunikacyjne, charakterystyczne dla tej geografii. Jestem przekonany, że inwestycja w rozwój platformy holdingowej Brand New Galaxy przyniesie doskonałe rezultaty, pozwalając przyspieszyć i wesprzeć ambitne plany rozwojowe spółki. Cieszę się również, że będę miał ponownie okazję pracować z wieloma wybitnymi Talentami, z którymi miałem już przyjemność działać przy wcześniejszych projektach – komentuje Piotr Morkowski, Inwestor, Szef Rady Nadzorczej Brand New Galaxy.

– 2019 był dla nas bardzo dobry: wzmocniliśmy zespół, poszerzyliśmy strukturę i portfolio spółek, przekraczając jednocześnie planowane parametry przychodowe. Utrzymanie dynamicznego tempa wzrostu i realizacja kolejnych ambitnych planów wymaga przede wszystkich doskonałych partnerów – i chodzi tu zarówno o kompetencje, jak i możliwości kapitałowe. Liczymy, że na doświadczenie naszych inwestorów w skalowaniu przedsięwzięć pomoże nam w rozwoju geograficznym, kompetencyjnym i pozwoli w ciągu najbliższego czasu znów pozytywnie zaskoczyć rynek. Chciałbym też skorzystać z okazji, żeby podziękować Nomad Fund za zaufanie i inwestycję w pierwszej rundzie finansowaniadodaje Kacper Kłos, CEO Brand New Galaxy.

Zarząd spółki wraz z radą nadzorczą pracują nad szczegółowym planem rozwoju, który będzie sfinalizowany i ogłoszony do końca pierwszego kwartału 2020.  Wstępne założenia zakładają agresywną ekspansję poprzez rozwój międzynarodowy i budowę nowych centrów kompetencji.

____________________

Piotr Morkowski – założyciel i jeden z ojców sukcesu Interactive Solutions (2006), po przejęciu IS przez Grupę Publicis (2013 roku) prezes Saatchi&Saatchi IS. Po odejściu z Grupy Publicis (2017) business angel specjalizujący się w inwestycjach w spółki z pogranicza technologii, e-commerce i komunikacji. Jedną z ostatnich inwestycji (z 2017 roku) jest Wisebase (największa w CE baza danych o produktach), sprzedany w 2019 roku do Syndigo (globalnego lidera branży danych produktowych z USA).

Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym – czy warto je wykupić?

Zmienia się podejście Polaków do ubezpieczeń – coraz więcej osób decyduje się nie tylko na podstawową ochronę, ale również dodatkowe umowy rozszerzające. Jednym z takich elementów jest ubezpieczenie OC w życiu prywatnym. Sprawdź, dlaczego warto je mieć.

Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym stanowi najczęściej dodatek do ubezpieczenia mieszkania. Chociaż wiąże się z kolejnym wydatkiem, warto go ponieść. Na korzyść tego rodzaju polisy przemawia wiele argumentów.

OC w życiu prywatnym, czyli co?

Dzięki ubezpieczeniu OC w życiu prywatnym ubezpieczający unika finansowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone osobom trzecim. Towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaca odszkodowanie lub pokrywa koszty leczenia itp.

Polisa wyróżnia dwa rodzaje szkód:

  • rzeczowe, np. wybicie szyby, zarysowanie samochodu, dewastacja elewacji budynku
  • osobowe, np. złamanie kończyn, wybicie zębów, złamanie żeber, urazy głowy.

Warto przy tym mieć świadomość, że ubezpieczenie OC w życiu prywatnym obowiązują również wyłączenia. Ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty odszkodowania np. wówczas, gdy:

  • działanie na niekorzyść osoby trzeciej jest celowe
  • ubezpieczony w momencie zdarzenia był pod wpływem alkoholu
  • do szkód doszło na skutek uprawiania sportów ekstremalnych.

Więcej o wyłączeniach odpowiedzialności dowiesz się z artykułu dostępnego pod adresem http://porownywarka-ubezpieczen.pl/oc-w-zyciu-prywatnym-czy-warto-je-wykupic/ oraz w OWU (Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia).

Dlaczego warto mieć ubezpieczenie OC w życiu prywatnym?

Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym niesie za sobą wiele korzyści. Głównym argumentem jest po prostu… oszczędność pieniędzy. Opłacając składkę w niewielkiej kwocie, można sporo zyskać w momencie nieprzewidzianego zdarzenia losowego. Wówczas to towarzystwo ubezpieczeniowe, a nie ubezpieczony będzie zobowiązane do rekompensaty za nieszczęśliwy wypadek. W ten sposób można zaoszczędzić nawet kilkanaście tysięcy złotych – wszystko zależy od skali zdarzenia.

OC w życiu prywatnym niesie za sobą nie tylko korzyści materialne. Polisa zwiększa poczucie bezpieczeństwa i daje niebywały komfort psychiczny. Ubezpieczony ma bowiem świadomość, że – niezależnie od tego, co się stanie – nie będzie musiał z własnych środków wypłacać rekompensaty osobie poszkodowanej.

Ubezpieczasz się? Wybierz dobrą polisę

Polisa polisie nierówna, dlatego musisz porównać co najmniej kilka ofert. Weź pod uwagę przede wszystkim zakres ochrony, wyłączenia odpowiedzialności i sumę ubezpieczenia. Cena to podrzędny wyznacznik, ponieważ niska składka często oznacza niepełną ochronę.

Preferencje turystyczne Polaków w sezonie zimowym

Blisko 9 na 10 Polaków w sezonie zimowym planuje przynajmniej jeden wyjazd. Zimą najczęściej zatrzymujemy w prywatnych kwaterach lub hotelach, a przy wyborze noclegu zwracamy uwagę przede wszystkim na kwestie związane z lokalizacją obiektu.

Preferencje turystyczne Polaków zbadał portal Triverna.pl. W swoim nowym raporcie prezentuje wyniki badania, w którym wzięło udział 1015 osób.jak_podrozujemy_zima_1 jak_podrozujemy_zima_2 jak_podrozujemy_zima_3

Jak wynika z raportu, 88% Polaków w okresie od grudnia do lutego planuje przynajmniej jeden wyjazd. Większość z nich podróżuje po kraju – przede wszystkim w polskie góry. Wśród swoich ulubionych celów krajowych wyjazdów w sezonie zimowym badani najczęściej wymieniają Tatry (przede wszystkim Zakopane), a w dalszej kolejności Sudety i Beskidy.

Choć w większości planujemy głównie krajowe wyjazdy, ponad połowa badanych chciałaby częściej wyjeżdżać zimą za granicę. Na przeszkodzie stoją jednak wyższe koszty takich podróży.

Dziś blisko co trzecia osoba deklaruje, że w sezonie zimowym najczęściej udaje się na zagraniczny wyjazd. Polacy najchętniej uciekają przed zimą do słonecznej Hiszpanii lub Włoch, choć w pierwszej piątce najpopularniejszych kierunków znalazły się też Austria, Słowacja i Czechy.

Na jak długo wyjeżdżamy? Blisko co trzecia osoba ogranicza się jedynie do weekendowych wypadów, a 40% odpoczywa przez 4-7 dni. Na wyjazdy dłuższe niż tydzień wybiera się jedynie co dziesiąty badany.

Portal Triverna.pl sprawdzili również, jak wybieramy nocleg zimą. 27% Polaków w sezonie zimowym zwykle zatrzymuje się w prywatnych kwaterach, a 26% – w hotelach.

W zimowe miesiące szczególnie ważne są dla nas kwestie związane z lokalizacją obiektu: najbliższą okolicą oraz odległością od lokalnych atrakcji, szlaków turystycznych czy stoków narciarskich. Drugim najważniejszym kryterium jest cena noclegu, a trzecim – warunki na miejscu: wyposażenie pokoju, możliwość wykupienia posiłków czy dostęp do internetu. Co siódma osoba przyznaje, że zimą chętnie korzysta z hotelowych udogodnień, takich jak spa czy basen.