Terapie genowe będą coraz powszechniejsze. W przyszłości będzie możliwe naprawianie DNA, a tym samym zapobieganie konkretnym chorobom

Naukowcy prowadzą badania nad potencjałem terapii genowych, które w przyszłości staną się jednym z podstawowych narzędzi wykorzystywanych w procesie leczenia. Upowszechnienie się testów genetycznych umożliwi oszacowanie ryzyka wystąpienia chorób nowotworowych oraz dobranie leków, które najlepiej działają na danego pacjenta. Prowadzone są także eksperymenty z innowacyjnymi metodami leczenia, które umożliwią edycję ludzkiego genomu, co pozwoli w przyszłości zapobiegać chorobom o podłożu genetycznym.

– Geny to są instrukcje, z którymi się rodzimy, w których jest zapisany nasz wygląd, zachowanie, ale też predyspozycje do różnych chorób. Nawet 1 na 100 dzieci rodzi się z jakąś chorobą, którą już w szpitalu umiemy zdiagnozować, jest to choroba genetyczna. Natomiast nawet kilkanaście procent urodziło się z ryzykiem jakiejś choroby, która wystąpi w późniejszym wieku, to są nowotwory, choroby serca, różnego rodzaju choroby neurologiczne takie jak choroba Alzheimera czy Parkinsona. Wystąpienie wielu z nich potrafimy opóźnić albo przynajmniej złagodzić ich przebieg – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. n. med. Anna Wójcicka z Warsaw Genomics.

Programy sekwencjonowania ludzkiego genomu u ludzi zdrowych zyskują na popularności. W Stanach Zjednoczonych ta gałąź przemysłu medycznego rozwija się niezwykle dynamicznie. Jej potencjał docenił m.in. Brigham and Women’s Hospital, w którym otwarto klinikę genetyki prewencyjnej. Ośrodek w Bostonie wyspecjalizował się w przeprowadzaniu badań genetycznych, które pozwolą szczegółowo przeanalizować ludzki genom, a co za tym idzie –pozwolą wskazać ryzyko wystąpienia części chorób genetycznych.

W Polsce badania tego typu prowadzone są przez Warsaw Genomics we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Firma ma w planach przeanalizowanie genomu wszystkich Polaków, aby wskazać osoby, u których występuje podwyższone ryzyko zachorowania na nowotwór. Testy pozwolą oszacować ryzyko wystąpienia takich dziedzicznych chorób nowotworowych jak rak prostaty oraz piersi.

– W przyszłości każdy człowiek będzie mógł odczytać wszystkie swoje geny. Dzięki temu będziemy mogli określić ryzyko chorób, diagnozować i leczyć zgodnie z potrzebami. W genach mamy też zapisaną odpowiedź na leczenie. Chcemy, żeby było ono dobrane tak, aby leczyć, a przy okazji nie szkodzić. Geny powodują, że jesteśmy tacy, a nie inni, powodują, że mamy takie, a nie inne ryzyko konkretnych chorób i tak, a nie inaczej reagujemy na leki. Jeżeli znamy swój podpis genetyczny, to możemy być diagnozowani dokładnie w taki sposób, jakiego potrzebujemy – wyjaśnia ekspertka.

Do prac nad analizą ludzkiego genomu włączyły się także firmy z branży nowych technologii. Korporacje Lenovo oraz Intel nawiązały współpracę z nowojorskim zespołem badawczym Flatiron Institute w celu wypracowania narzędzi do wydajniejszego przetwarzania danych medycznych, w tym m.in. analizy ludzkiego genomu. Aby osiągnąć ten cel, firmy udostępnią instytutowi superkomputery wyposażone w sztuczną inteligencję wyszkoloną do pracy z dużymi zasobami danych. Urządzenia te pozwolą szybciej i precyzyjniej przeprowadzić proces pełnego sekwencjonowania genomu pacjentów.

Profilaktyka to jednak dopiero pierwszy krok na drodze do zrewolucjonizowania usług medycznych za pośrednictwem terapii genowych. Kolejnym będzie wykorzystanie narzędzi, które umożliwią przeprowadzenie edycji genów, a co za tym idzie – zahamowanie rozwoju choroby.

– W przyszłości testy genetyczne pozwolą nam uniknąć wielu chorób, ale przede wszystkim, jeżeli będziemy w stanie zidentyfikować konkretne uszkodzenie genetyczne, które leży u podłoża konkretnej choroby, to będziemy je umieli naprawiać. To jest kierunek, w którym medycyna coraz bardziej idzie, może jeszcze w tym momencie nie umiemy naprawiać genów, ale na pewno umiemy naprawić skutki tych uszkodzeń genetycznych tzw. leczeniem celowanym. Jest to niewątpliwie przyszłość medycyny – wskazuje ekspertka.

Naukowcy pokładają duże nadzieje w prime editing, nowej metodzie edycji kodu DNA opracowanej przez amerykański zespół z Broad Institute, która ma być bezpieczniejsza niż popularna metoda CRISPR-Cas9. Bazuje bowiem na zmianach przeprowadzanych w RNA, umożliwiając przecięcie wyłącznie jednej nici DNA, dzięki czemu minimalizuje się ryzyko błędu podczas edycji genomu.

– Leczenie ukierunkowane na łagodzenie skutków konkretnych uszkodzeń genetycznych jest już dostępne w grupie chorób rzadkich, czyli takich, które już się ujawniają u dzieci, ale też w ogromnej grupie chorób nowotworowych. Jeżeli wiemy, który gen się zepsuł w komórce i doprowadził do nowotworzenia, to tego genu naprawić nie umiemy, ale umiemy wyciszyć to wszystko, co przez jego uszkodzenie zostało rozregulowane. I to się dzieje na co dzień – mówi Anna Wójcicka.

Według analityków z firmy Global Market Insights wartość globalnego rynku digitalizacji genomu w 2018 roku wyniosła 6,8 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 50,4 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie przeszło 10 proc.

CRM – poznaj jego zalety

CRM to system informatyczny, dzięki któremu znacznie łatwiejsze jest organizowanie funkcjonowania całej firmy. Korzystanie z systemu sprawia, że komunikacja pomiędzy działami przebiega sprawniej, a klienci są zadowoleni z kontaktów z firmą oraz z dokonywanych w niej zakupów. Dlaczego jeszcze warto korzystać z CRM? 

  1. CRM – narzędzie dla małych i dużych
  2. Rozwiązanie uniwersalne dla wielu różnych branż
  3. Leasing oprogramowania czy rozwiązanie w chmurze

Korzystanie z CRM jest coraz popularniejsze. Funkcjonalne oprogramowanie daje możliwość sprawniejszego realizowania zamówień i efektywnej współpracy pomiędzy różnymi działami w firmie. Jeśli chcesz zwiększyć sprzedaż lub osiągnąć inny cel biznesowy, sprawdź, w czym może Ci pomóc CRM.

CRM – narzędzie dla małych i dużych

CRM jest wykorzystywany w małych i dużych firmach przede wszystkim w celu usprawnienia komunikacji i uzyskania spójnego przekazu do klientów. System jest używany nie tylko przez dział handlowy, ale również przez pracowników zajmujących się zupełnie innymi zadaniami. Dzięki CRM łatwiejsze jest prowadzenie kampanii reklamowych na różną skalę, zarządzanie gwarancjami/kontraktami i prowadzenie działu serwisu, a nawet przygotowywanie rozbudowanych analiz, które pozwalają ocenić efektywność działań promocyjnych, bądź wprowadzenia nowych rozwiązań w poszczególnych działach przedsiębiorstwa. Co ważne, dostęp do CRM dla pracowników jest niemalże nieograniczony. Mogą z niego korzystać nie tylko w biurze, ale również w domu lub w podróży. Nowoczesny system CRM działa na komputerach stacjonarnych i laptopach, na tabletach oraz smartfonach.

Rozwiązanie uniwersalne dla wielu różnych branż

CRM przyda się w firmach z najróżniejszych branż, gdyż jego zastosowanie jest uniwersalne, a rozbudowane funkcje umożliwiają realizację wielu kluczowych zadań. System sprawdza się w firmach działających w branży reklamowej, medycznej, energetycznej, technologicznej, finansowej, rolniczej, motoryzacyjnej i turystycznej. Wykorzystuje się go również w telemarketingu i telekomunikacji oraz w branży nieruchomości. Dzięki temu mogą zainstalować go przedsiębiorstwa zajmujące się zupełnie innymi zadaniami, osiągając w ten sposób każdy założony cel.

Leasing oprogramowania czy rozwiązanie w chmurze

W przypadku CRM na jego rosnącą popularność ogromny wpływ ma możliwość nabycia systemu w ramach leasingu oprogramowania. Leasing jest związany z szeregiem korzyści podatkowych dla przedsiębiorstwa oraz z opcją rozłożenia płatności na raty. Co ważne, CRM w odróżnieniu od systemu w chmurze po zakończeniu okresu leasingu staje się własnością leasingobiorcy. Oprogramowanie CRM nabyte w ramach leasingu można zainstalować w biurze u klienta, co ułatwia przechowywanie i analizowanie danych firmowych. Dodatkowo dane które można nazwać informacjami wrażliwymi dla przedsiębiorstwa nie są przechowywane poza jego strukturami.

Sprzedaż wielokanałowa – jak wykorzystać omnichannel w biznesie?

„Omnichannel”, czyli wielokanałowość, to trend coraz silniej widoczny w handlu. Jeśli sprzedawcy chcą dziś osiągnąć sukces, muszą docierać do swoich klientów jednocześnie offline i online. Jak zrobić to skutecznie?

Jeszcze kilka lat temu wszystko było jasne: część konsumentów robiła zakupy tylko w sklepach stacjonarnych, część korzystała również z oferty sklepów internetowych, a używanie w tym celu aplikacji zainstalowanych w smartfonach było co najwyżej ciekawostką. Dziś przyzwyczajenia konsumentów uległy ogromnym zmianom – korzystają oni chętnie z różnych kanałów sprzedaży. To jednak nie wszystko; obecnie różne kanały się przenikają. Zupełnie naturalna jest sytuacja, gdy towar oglądany jest na przykład w sklepie stacjonarnym, po czym za pomocą smartfonu wyszukiwana jest jego najlepsza oferta w Internecie, a zakup dokonywany jest przed laptopem. To duże wyzwanie dla sprzedawcy, ale również szansa na zdobycie nowych klientów i zatrzymanie ich na dłużej. Odpowiedzią na takie wyzwanie jest „omnichannel”, czyli sprzedaż wielokanałowa, której składniki są jednak ściśle ze sobą powiązane. Taką strategię sprzedażową warto wdrożyć, znając przyzwyczajenia współczesnego konsumenta.

 

Koncentracja na kliencie, a nie na sprzedaży

 

„Omnichannel” oznacza, że trzeba skoncentrować się nie tyle na samej sprzedaży produktów czy usług, ile na samym kliencie. Dziś konsument oczekuje, że sprzedawcy i marki będą wszędzie tam, gdzie on się znajduje. To wymaga zupełnie innego podejścia biznesowego niż tylko rozwijanie jednego kanału sprzedaży, a nawet kilku, ale działających osobno. Klient staje w samym centrum działań, a kontakt z nim zostaje zachowany bez względu na to, gdzie się znajduje i jakiego urządzenia aktualnie używa. Dziś już powszechnie pojawiają się takie zjawiska jak „showrooming” (klient przebywa w sklepie stacjonarnym, ale wyszukuje ceny danego produktu i informacje o nim w Internecie, a potem tam kupuje) czy „webrooming” (zjawisko odwrotne). Właśnie dzięki „omnichannel” można wykorzystać oba te trendy. Okazuje się bowiem, że dla 77% polskich internautów jest ważne, żeby marka była dostępna zakupowo w wielu kanałach. Istotne jest także to, że 54% Polaków kupuje te same produkty na więcej niż jeden sposób. Może to być sklep stacjonarny i sklep internetowy, ale również aplikacja mobilna.

 

Jak prowadzić sprzedaż wielokanałową efektywnie?

 

Aby skorzystać z potencjału, jaki daje „omnichannel”, trzeba mieć pełną kontrolę nad procesem sprzedażowym. Ten zaczyna się dużo wcześniej niż złożenie zamówienia. Konieczne jest łączenie różnych rozwiązań. Przykładem są płatności – 66% Polaków w sklepach stacjonarnych płaci najczęściej kartą. Taki sam odsetek korzysta z szybkich płatności internetowych, robiąc zakupy online. Należy zatem wdrożyć w sklepie wszystkie te metody płatności. Obecnie nie jest to żadnym problemem, ponieważ działają firmy dostarczające zarówno terminali do punktów stacjonarnych, jak i rozwiązań płatności online (np. Polskie ePłatności).

 

„Omnichannel” wymaga kompleksowego podejścia, warto zatem podkreślać połączenie różnych kanałów. Przykładem jest chociażby możliwość zakupu produktu online i odebranie go w sklepie stacjonarnym („click and collect”). To często wygodne rozwiązanie dla klienta, zapewniające darmową dostawę i szybkie otrzymanie produktu. To jednak nie wszystko. Połowa klientów, którzy korzystają z opcji „click and collect”, dokonuje dodatkowych zakupów w stacjonarnym sklepie podczas odbierania zamówionego towaru. To już wykorzystanie klasycznego cross-sellingu. Sprzedawca przy kasie doskonale wie, co interesuje klienta dzięki informacjom zebranym online i może mu zaproponować spersonalizowaną ofertę. Krzyżową sprzedaż warto także stosować w połączeniu z kanałem online i kanałem telefonicznym. Wtedy pracownik sklepu dzwoni do klienta, żeby potwierdzić zamówienie, a przy okazji proponuje zakup dodatkowego produktu.

 

Sprzedaż wielokanałowa to już nie przyszłość handlu, ale jego teraźniejszość. Dzięki przenikaniu się spójnej oferty w różnych kanałach marka może towarzyszyć przez cały czas konsumentowi i wychodzić naprzeciw jego oczekiwaniom. To dobry sposób na budowanie przewagi konkurencyjnej w tak trudnej branży jak handel.

Bakkt nowe plany w stosunku do Bitcoina

Czym jest Bakkt?

Ponad rok temu, w sierpniu 2018 roku amerykańska firma Intercontinental Exchange (ICE) ogłosiła, że zamierza utworzyć nową firmę-córkę Bakkt, która będzie umożliwiała wykorzystanie serwerów cyfrowych Microsoftu do zarządzania kryptowalutami. Po ponad roku oczekiwania – 23 września 2019 miała miejsce premiera platformy do obsługi kontraktów futures. Po otrzymaniu wszystkich niezbędnych pozwoleń od Departamentu Usług Finansowych w Nowym Jorku (NYDFS), Bakkt otrzymało kartę zaufania. Oznacza to, że na platformie mogą być przechowywane Bitcoiny dla fizycznie zawieranych kontraktów futures. Uruchomienie kontraktów futures może mieć bardzo pozytywny wpływ na wzmocnienie bitcoina i otwarcie rynku dla dużych inwestorów. Pomimo głośnej premiery platformy Bakkt na rynku usług powierniczych dla rynku kryptowalut, nie jest to jedyna firma oferująca takie możliwości. Fidelity Investments w październiku tego roku uruchomiło platformę Fidelity Digital Assets, która obsługuje usługi powiernicze oraz wykonywanie usług handlowych dla firm, dużych inwestorów, funduszy hedgingowych i doradców finansowych. Co więcej, giełda Coinbase, jedna z największych i najstarszych giełd umożliwiających handel kryptowalutami już w 2018 roku uruchomiła usługi powiernicze. Obecnie Coinbase Custody zarządza kontraktami dla ponad 30 największych kryptowalut o łącznej wartości przewyższającej 7 miliardów dolarów według kapitalizacji rynkowej.

Kontrakty bitcoin futures – bezpieczeństwo

Usługi powiernicze i kontrakty futures mogą napędzać na rynek kryptowalut duże firmy i instytucje, co zawsze pozytywnie wpływa na umocnienie się i uwiarygodnienie walut wirtualnych. W odróżnieniu od kontraktów CFD, oferowanych na stronie Monfex, kontrakty futures oferowane są dużym firmom, co wiąże się z dużym wolumenem dokonywanych inwestycji. Wysoka wartość umów niesie ze sobą zawsze pewne ryzyko, dlatego niezbędne jest zapewnienie najwyższych środków bezpieczeństwa. Również na Monfex możesz znaleźć najlepsze w branży środki bezpieczeństwa, ponieważ rozumiemy, że bezpieczeństwo jest najwyższym priorytetem również dla klienta indywidualnego.

Premiera Bakkt

Bakkt swoją premierę miało 23 września 2019 roku, ale już od 6 września klienci zainteresowani produktem, mogli zdepozytować swoje środki na platformie. Dlatego tym bardziej dziwił fakt, że platforma zanotowała tak słaby start i małe zainteresowanie w pierwszym miesiącu od swojej premiery. Było to ogromne rozczarowanie dla traderów i być może jeden z powodów, który stał za gwałtownym spadkiem ceny Bitcoina pod koniec września bieżącego roku. W nocy z 24 na 25 września BTC zanotował spadek wartości o ok. 1300 USD. Słaba cena Bitcoina utrzymywała się przez cały październik, notując pod koniec miesiąca rekordowy dla ostatnich miesięcy spadek poniżej progu 7 500 USD/BTC. O spadku tym pisaliśmy także na blogu Monfex, jako o świetnym momencie do zakupu Bitcoin.

W pierwszych dniach od startu Bakkt mieliśmy do czynienia z zadziwiająco małym zainteresowaniem na rynku, które przełożyło się na mały wolumen złożonych depozytów. W dniach 24 września – 22 października ilość złożonych depozytów wahała się pomiędzy wartością 0.2 – 1.9 mln USD. Było to zadziwiające dla wielu obserwatorów, ponieważ Bakkt wspierana była przez największe firmy w branży. Okazało się, że na mocny start i nabranie wiatru w żagle platforma musiała poczekać miesiąc. 23 października wartość złożonych depozytów wynosiła już 4.8 mln USD, a dwa dni później – 10.3 mln USD. 8 listopada wartość depozytów przekroczyła 15.5 USD.

Jak Bakkt może wpłynąć na cenę Bitcoina – najnowsze doniesienia

Zwiększenie się zainteresowanie Bitcoinem przez duże instytucje może pozytywnie wpłynąć na sytuację kryptowaluty. Napływ świeżego kapitału od instytucji może również wpłynąć na rynek pozostałych kryptowalut, z czego mogą również skorzystać indywidualni traderzy na platformie Monfex, gdzie można kupować i sprzedawać kontraktami aż 12 kryptowalut w stosunku do USD. Dobra passa Bakkt oraz doniesienia napływające z Chin wpłynęły na wzrost cen Bitcoina, który mogliśmy obserwować pod koniec października. Obecnie mamy do czynienia z niewielkim spadkiem i stabilizacją ceny. Ze strony Bakkt płyną ciągle jednak nowe doniesienia.

12 listopada na konferencji w Nowym Jorku, Adam White, COO Bakkt, zapowiedział wprowadzenie rozliczenia gotówkowego na kontrakty Bitcoin futures, w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku.  Kontrakty rozliczane w gotówce mają być dostępne za pośrednictwem gałęzi ICE Clear Singapore z siedzibą w Singapurze i możliwe do kupna na giełdzie ICE Futures Singapore. Rozmowy na ten temat są ciągle w toku ale wprowadzenie tego rozwiązania być może nastąpi jeszcze w 2019 roku. Wielu komentatorów rynku kryptowalut uważa, że rozliczenie kontraktów futures na Bitcoiny w gotówce, które jest odpowiedzią na zainteresowanie inwestorów produktem Bakkt, stanowi wyraźny krok do przodu dla instytucjonalnej akceptacji kryptowalut, a w szczególności Bitcoina.

Przyszłość Bitcoina

Zainteresowanie instytucji, a nawet państw przejawiające się we wprowadzaniu pozytywnych regulacji prawnych, które dążą do kodyfikacji przynajmniej części rozwiązań i instrumentów oferowanych w ramach technologii Blockchain, przez niektórych obserwatorów rynku kryptowalut, oceniane jest jako zagrożenie dla idei walut wirtualnych i upadek Bitcoina. Pomimo że pojawienie się dużego gracza, operującego potężnym wolumenem wpływa zazwyczaj pozytywnie na wizerunek Bitcoina, paradoksalnie uderza też w jego podstawy. Oddanie połowy wolumenu wydobytego Bitcoina w ręce dużych graczy oraz utworzenie kontraktów futures, które powodują, że Bitcoin przestaje pracować na rynku, jest za to przetrzymywany przez “nadzorców” w zimnych portfelach. W zamian, osobom i firmom, które chciały zainwestować w Bitcoina i zarobić na spekulacji cenami, wydawane są na niego jedynie kwity (kontrakty) przez “firmę-nadzorcę”, które stanowią teraz podstawę do handlu. W rezultacie przestajemy wymieniać Bitcoiny, korzystając z rozwiązań Blockchaina. Warto zaznaczyć, że Bitcoin jest kryptowalutą, której ilość dokonywanych transakcji jest skorelowana ze wzrostem ceny kryptowaluty. Może to rodzić zatem pytanie, czy w przypadku rezygnacji z technologii Blockchain do handlu Bitcoinami i objęcie jej nadzorem instytucji finansowych zbytnio nie interweniuje w rynek Bitcoina i nie uderza w istotę kryptowalut. Bitcoin, podobnie jak inne coiny w założeniu jest systemem zdecentralizowanym, opartym na łańcuchu powiązań peer-to-peer i wykorzystujący technologię Blockchain zarówno do księgowania transakcji, jak i do wydobywania nowych monet. Obawy, czy Bitcoin jest nadal Bitcoinem w przypadku handlu kontraktami futures zamiast BTC podniosła m.in. Meltem Demirors z Coinshare. Podobne obawy podzielają również indywidualni traderzy i użytkownicy na różnych forach internetowych, które zawsze stanowiły kopalnie pomysłów, inspiracji, wiedzy i analiz na temat technologii blockchain.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 25.11-29.11

Dojdzie w końcu do porozumienia handlowego USA-Chiny czy nie? Niepewność blokuje decyzje inwestycyjne a rynki ogarnia zmęczenie tematem. Z drugiej strony dane makro nie dostarczają jasnych sygnałów poprawy koniunktury. Im bliżej grudnia, ty mniej czasu na odmianę klimatu. Z perspektywą skrócenia tygodnia przez Święto Dziękczynienia w USA, najbliższe dni powinny przynieść podtrzymanie apatyczności.

Przyszły tydzień: indeks zaufania konsumentów/zamówienia na dobra trwałego/Chicago PMI z USA, Ifo z Niemiec, HICP z Eurolandu, PKB z Polski, CAPEX z Australii, PKB z Kanady

USA

W USA tradycyjnie mamy tydzień skompresowany w trzy dni w związku z czwartkowym Świętem Dziękczynienia. Najbardziej interesującym powinien być indeks nastrojów konsumentów (wt), gdzie spodziewana jest poprawa. Dane o nastrojach w biznesie i solidny rynek pracy dają podstawy dla podtrzymania optymizmu wśród gospodarstw domowych. Poluzowanie polityki monetarnej łagodzi warunki kredytowe i sprzyja wzrostowi sprzedaży nowych domów (wt). Strajki w sektorze motoryzacyjnym będą ciążyć na październikowych danych o zamówieniach na dobra trwałe (śr). Wreszcie Chicago PMI (śr) potwierdzi poprawę nastrojów w firmach przy osłabieniu obaw o eskalację sporu handlowego z Chinami. Generalnie pozytywny ton z danych wesprze dolara, ale też może napsuć sentyment wobec ryzykownych aktywów, gdyż osłabną oczekiwania na łagodzenie polityki Fed.

Strefa euro

Indeks Ifo (pon) pomoże rozstrzygnąć, jak oceniać listopad w niemieckiej gospodarce. Choć ZEW i Sentix wskazały na poprawę warunków prowadzenia biznesu, wskaźniki PMI wysyłają mieszane sygnały. Lepszy odczyt podtrzyma nadzieje na stabilizację koniunktury. Z Eurolandu otrzymamy dane o inflacji HICP za listopad (czw), gdzie efekty niskiej bazy za poprzedni rok będą windować odczyty. Inflacja bazowa na 1,3 proc. r/r wciąż będzie daleko od celu EBC 2 proc., więc dane raczej nie pomogą EUR.

Wielka Brytania

Kolejny spokojny tydzień od strony danych z Wielkiej Brytanii. Na niecałe trzy tygodnie do wyborów parlamentarnych śledzenie sondaży i wsłuchiwanie się w debaty liderów partii to jedyne czynniki ryzyka dla funta, choć można odnieść wrażenie, że póki nie poznamy oficjalnych wyników głosowania, GBP będzie dryfował bez kierunku.

Polska

Nie sądzimy, aby dane z Polski w przyszłym tygodniu wpłynęły na kurs złotego. Jesteśmy zdania, że konsumpcja słabnie, co może znaleźć odzwierciedlenie w danych o październikowej sprzedaży detalicznej (pon) i szczegółach raportu o PKB za III kw. (pt). Brak klarowności w temacie negocjacji handlowych USA-Chiny hamuje zapał do alokacji w aktywa rynków wschodzących, co może przywiązać EUR/PLN do 4,30 na dłużej.

Australia

Kolejny spokojny tydzień w Australii, gdzie tylko dane o wydatkach inwestycyjnych przedsiębiorstw za III kw. (czw) mogą pokazać pierwsze efekty ekspansji monetarnej RBA. Poluzowanie warunków kredytów jest ważnym elementem w procesie planowania inwestycji i będzie podstawą perspektyw gospodarczych na kolejne kwartały. Prezes RBA będzie przemawiał w Sydney (wt). Szczególnie opinia o szansach QE w Australii będzie interesująca. Dla AUD komentarze Lowe’a mogą mieć większe znaczenie obok sentymentu globalnego (umowa USA-Chiny).

Kanada

CAD ma za sobą burzliwy tydzień, choć od większych strat walutę uchroniły optymistyczne komentarze prezesa Poloza. Kolejnym testem będą dane o PKB za III kw. (pt), gdzie spodziewane jest spowolnienie z 3,7 proc. w II kw. Jakkolwiek komentarze z banku centralnego mocno osłabiły szanse na cięcie w grudniu, tak słabsze dane mogą zawsze namieszać w rynkowych oczekiwaniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs EUR/PLN pozostaje blisko istotnej granicy

Polski złoty pozostaje dość słaby. Koniec tygodnia krajowa waluta zakończy najpewniej w okolicy psychologicznego poziomu 4,30 w parze z euro.

Złotemu nie pomaga przerwanie ostatniego wzrostu pary EUR/USD i brak przełomowych wieści w kontekście wojny handlowej USA i Chin. Słabości złotego jednak raczej nie należy wiązać z informacjami z kraju.

Same ostatnie odczyty ekonomiczne z Polski są mieszane – wczoraj poznaliśmy nieco rozczarowujące dane pokazujące hamowanie dynamiki płac i zatrudnienia w październiku. Dziś jednak in plus zaskoczyła produkcja przemysłowa w tym samym miesiącu. Oczywiście są one jedynie “punktowe”, jednak ostatnie odczyty z krajowej gospodarki zdają się wspierać pogląd o tym, że w Polsce postępuje stosunkowo łagodne spowolnienie wzrostu gospodarczego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Para EUR/USD z kolei zakończyła dzień na minusie. Opublikowane wczoraj “minutki” z ostatniego spotkania EBC wskazują na obawy części członków Rady Prezesów w kontekście skutków ubocznych polityki EBC. Wśród decydentów w ostatnim czasie widać pewne rozbieżności dotyczące oceny działań banku centralnego. W tym miejscu warto przypomnieć, że ostatnia decyzja dotycząca wznowienia programu QE spotkała się z opozycją części decydentów.

W kontekście dzisiejszego dnia warto wspomnieć o dwóch kwestiach: publikacji wstępnych danych PMI dla strefy euro w listopadzie oraz przemówieniu przewodniczącej EBC, Christine Lagarde. Co tyczy się pierwszej kwestii – poranek rozpoczął się dość optymistycznie. Większość indeksów o aktywności biznesowej we Francji i Niemczech wprawdzie okazała się gorsza od oczekiwań, niemniej zbiorcze dane (ważone indeksy opisujące aktywność i w usługach i przemyśle) pokazały lekki wzrost w stosunku do poprzedniego miesiąca. Co więcej, zaobserwowaliśmy też dość spory skok indeksu dla niemieckiego i francuskiego przemysłu. Powyższe kwestie pomogły wzrosnąć kursowi EUR/USD. Dobra passa głównej pary nie trwała jednak zbyt długo – dane dla strefy euro, opublikowane później rozczarowały, wskazując na nieco niższą aktywność biznesową we wspólnym bloku niż notowano miesiąc wcześniej.

Drugą kwestią, która skupiała na sobie uwagę rynków w pierwszej części dnia było przemówienie Christine Lagarde. Ton przemówienia nowej prezeski EBC przypominał ton ostatnich przemówień byłego prezesa EBC, Mario Draghiego. Podobnie jak on, szczególnie spory nacisk w wypowiedzi Lagarde położyła na kwestię znaczenia polityki fiskalnej we wsparciu gospodarek wspólnego bloku walutowego, stwierdzając, że polityka pieniężna “nie może i nie powinna być jedynym graczem w mieście”. Lagarde wspomniała również o tym, że w kontekście polityki monetarnej EBC niedługo dojdzie do “strategicznego przeglądu”, nie podała jednak szczegółów w tej kwestii.

Dzisiejsza wypowiedź Lagarde zdaje się potwierdzać, że jej wybór na najwyższe stanowisko w EBC był dobrą decyzją. W dobie ograniczeń jakie dotykają banki centralne takie jak EBC jej umiejętności polityczne mogą okazać się kluczowe w kontekście zwrotu banku centralnego w stronę promowania polityki fiskalnej.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 5,01-5,03. Kluczowym tematem w kontekście funta brytyjskiego pozostaje kwestia wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii, które odbędą się 12 grudnia. Zgodnie z ostatnimi sondażami torysi mają dwucyfrową przewagę nad laburzystami, co jest pozytywne w kontekście Brexitu (zmniejsza ryzyko, że Izba Gmin nie zaakceptuje porozumienia Johnsona). Niemniej, ostatni sondaż (Ipsos MORI) wskazuje, że aż 40% ankietowanych wyborców nie wie na kogo zagłosuje. Daje to pewne pole do nadrobienia przewagi torysów przez laburzystów – a pamiętajmy, że sondaże mniej więcej w podobnym okresie przed wyborami z 2017 roku też wskazywały na dwucyfrowe prowadzenie Partii Konserwatywnej.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 3,87-3,89. Wczorajsze dane z USA były mieszane, jednak dość nieznaczące, dlatego też nie warto poświęcać im większej uwagi. Kluczową kwestią w kontekście rynkowego sentymentu i dolara amerykańskiego pozostaje wojna handlowa USA i Chin. Sygnałów dotyczących tej kwestii pochodzących z samej “góry” nie brakuje – ostatnie dni przyniosły wypowiedzi zarówno prezydenta Trumpa, jak i przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga. Brak konkretnych informacji o tym czy w najbliższym czasie uda się osiągnąć porozumienie nie sprzyja jednak nastrojom w tym kontekście.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polscy menedżerowie coraz bardziej lubią luksus

Z psychologicznego punktu widzenia żeby uczciwie wobec siebie rozstrzygnąć dylemat mieć czy być, trzeba doświadczyć co to znaczy „mieć”, bo to znaczy, że trzeba podjąć wysiłek.

– Obawa przed okazaniem się nikim w oczach otoczenia może być motywacją do budowania wieżowców ze swoim nazwiskiem na górze, do kolekcjonowania sztuki, a nawet do wymiany małżonki, aby jej PESEL pokrywał się z rokiem ukończenia studiów przez menedżera – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Santorski, dyrektor programowy Akademii Psychologii Przywództwa.

Polscy top menedżerowie zmieniają się. Wprawdzie coraz bardziej lubią luksus, ale kolekcjonują sztukę już nie ze względu na snobizm, ale dlatego, że zaczęli się nią interesować.

– Niektórzy robią to także dlatego, aby nie być nikim – wyjaśniał J.Santorski podczas konferencji „Dobra Luksusowe – mieć czy być”, zorganizowanej w budynku Złota 44 w Warszawie. – W Akademii Psychologii Przywództwa od dziesięciu lat pracujemy z menedżerami nad tym, aby mieć i być, ale robiąc to świadomie.

Niższa akcyza na hybrydy zasługuje na tytuł podatkowej bzdury roku

Pomysł niższej akcyzy na hybrydy zasługuje na tytuł podatkowej bzdury roku, jednocześnie potwierdza w jaki sposób w Sejmie stanowione jest prawo. Wprowadzono ulgę podatkową zachęcająco do kupowania drogich, nieekologicznych samochodów.

– Niespodziewanie na ostatnim posiedzeniu Sejmu przed wyborami posłowie obniżyli o połowę akcyzę na auta hybrydowe, ale nie do końca zdawali sobie sprawę z konsekwencji, bo bardzo szeroka definicja sprawia, że tzw. łagodne hybrydy załapią się na promocyjną stawkę akcyzy, czyli taniej kupowane będą luksusowe samochody z silnikami diesla o pojemności do 3,5 l., które emitują bardzo dużo zanieczyszczeń, tylko dlatego, że mają dodany bardzo mały silniczek elektryczny i bardzo małą baterię, która minimalnie zmniejsza zapotrzebowanie roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapieice.pl.

Można oczekiwać, że po wyborach Sejm raz jeszcze przyjrzy się tej sytuacji, skoro posłowie, którzy zgłosili projekt ustawy przyznali, że nie do końca zdawali sobie sprawę jakie będą konsekwencje.

Płace i zatrudnienie rośnie, ale spowolnienie już puka do polskich drzwi

Wśród opublikowanych w tym tygodniu danych makroekonomicznych warto wyróżnić przede wszystkim wyniki z rynku pracy. Choć nie okazały się tak dobre jak tego oczekiwano, to nadal są pozytywne. Zatrudnienie w październiku wzrosło o 2,5% r/r, a płace o 5,9%, co pozwala przewidywać dalszy wzrost polskiego PKB, napędzanego głównie konsumpcją gospodarstw domowych. Jednak biorąc pod uwagę spowolnienie europejskiej gospodarki, a przede wszystkim niemieckiej, rozwój rynku pracy nie będzie w stanie utrzymać się na aktualnym poziomie. Można więc oczekiwać spowolnienia. Płace i zatrudnienie nie mogą w tym tempie rosnąć w nieskończoność. Fakt ten nie uszedł uwadze przedstawicielom polskiego banku centralnego. Podczas ostatniego posiedzenia NBP, którego zapis opublikowano w tym tygodniu, większość członków Rady Polityki Pieniężnej uznała, że stopy procentowe powinny zostać niezmienione i nie przyjęto wniosku o obniżenie ich poziomu. Część jej członków widzi jednak przestrzeń do ich obniżenia. W obliczu spowolnienia gospodarczego możliwe jest, że w najbliższych miesiącach do tego dojdzie. Natomiast podwyższenie stóp procentowych obecnie nie wchodzi już w rachubę.

Złoty ponownie osłabił się w tym tygodniu, na co najprawdopodobniej wpływ miała korekta techniczna, wynikającą z silnego umacniania się polskiej waluty w październiku. W piątek rano kurs EUR/PLN oscylował wokół poziomu 4,30. W tym samym czasie kurs eurodolara wynosił 1,107 EUR/USD.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej analityczki AKCENTY

Za alkohol najwięcej płacą niepijący. Alkohol jest za tani i zbyt łatwo dostępny?

Blisko 30 tys. osób umiera co roku w Polsce z powodu bezpośrednich i pośrednich skutków nadużywania alkoholu. Podejrzani o popełnianie przestępstw w większości są nietrzeźwi. Koszty dla społeczeństwa związane z nadużywaniem alkoholu mogą wynosić ok. 50 mld zł rocznie i paradoksalnie ponoszone są głównie przez tych, którzy piją okazjonalnie lub nie piją wcale pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Europa, a w niej Polska, to najbardziej rozpity region świata. Roczne spożycie alkoholu na jednego dorosłego mieszkańca wynosi w naszym kraju ponad 10 litrów czystego spirytusu. Jednak gdy wyłączymy z kalkulacji abstynentów, to według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Polacy przeciętnie konsumują 23 litry czystego alkoholu (ekwiwalent 2300 standardowych porcji alkoholu na osobę rocznie), a Polki 8,3 litra. W przypadku kobiet średnia jest dwukrotnie wyższa niż w całej UE.

Picie na umór, które jest szczególnie popularne w naszej części Wspólnoty, powoduje zatrważające skutki. Raporty WHO z 2019 r. dotyczące obszaru UE+ (Unia Europejska oraz Norwegia i Szwajcaria) pokazują, że ze względu na spożywanie tej psychoaktywnej substancji przedwcześnie traci życie ok. 290 tys. ludzi rocznie, w Polsce ok. 30 tys., (stosując AAF – alcohol-attributable fractions). Ponad 20 proc. zgonów mężczyzn w wieku 15-54 lata powodują choroby i obrażenia powypadkowe, do których przyczynił się alkohol.

Ze statystyk polskiej policji zamieszczonych w dokumencie Ministerstwa Zdrowia z 14 listopada 2017 r. (Rządowe Centrum Legislacji) wynika natomiast, że wśród dorosłych podejrzanych o zabójstwo i poddanych badaniu na stan trzeźwości 83 proc. było nietrzeźwych w 2016 r. Z dokumentu MZ możemy także wyczytać, że w przypadku podejrzanych wyrządzenie uszczerbku na zdrowiu, udziału w bójce lub pobiciu, zgwałceniu, rozboju, uszkodzeniu rzeczy oraz przestępstwach przeciwko funkcjonariuszom publicznym odsetek nietrzeźwych wynosi od 64 do 83 proc. Szersze dane policji za 2012 r. pokazują, że na 229 tys. podejrzanych dorosłych, którym zbadano trzeźwość, jedynie 43 tys. nie było pod wpływem alkoholu lub narkotyków.

Alkohol jest zbyt łatwo dostępny

W Polsce mimo olbrzymich problemów społecznych związanych z alkoholem praktycznie nie prowadzi się żadnych działań ograniczających jego spożycie. Spośród wielu sposobów zniechęcających do spożywania tej szkodliwej substancji Polska w pełni wprowadziła tylko dwa – minimalny wiek dla konsumenta oraz koncesję.

Wódkę, wino czy piwo – według danych WHO – można u nas nabyć w dowolnych godzinach (zarówno w lokalu, jak i w sklepie). Nie ma ograniczeń co do zagęszczenia punktów sprzedaży alkoholu. W internecie oraz w mediach społecznościowych dopuszczona jest reklama piwa, nie ma także problemu ze sprzedażą alkoholu w celach promocyjnych poniżej kosztu jego wytworzenia czy sponsorowania wydarzeń sportowych (również tych dla młodzieży) przez producentów wina bądź piwa.

Alkohol jest za tani

Najbardziej jednak dziwi fakt, że polski parlament nie zdecydował się na indeksowanie akcyzy o wzrost przeciętnego wynagrodzenia lub przynajmniej o inflację. I tak dochodzimy do skrajnie patologicznej sytuacji. Nominalne ceny detaliczne alkoholu nie zmieniły się praktycznie od 17 lat.

Według danych GUS w 2001 r. pół litra 40-procentowej wódki czystej kosztowało 23,52 zł, a w 2018 r. było to 24,39 zł (podwyżka tylko o 3,6 proc.). W tym samym czasie piwo jasne pełne zdrożało tylko o 19 gr (z 2,67 do 2,86 zł, czyli o 7 proc.), a wino białe gronowe wytrawne w latach 2001-2016 o niecałe 4 proc.

W latach 2001-2018 przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło natomiast z 2061 zł do 4583 zł, czyli o 122 proc. To oznacza, że Polacy mogą kupić ponad dwa razy więcej wódki czy piwa niż jeszcze 17 lat temu. Co ciekawe, mimo znacznie bardziej destrukcyjnych dla społeczeństwa skutków spożycia alkoholu w porównaniu do papierosów (pokazuje to np. analiza „The Lancet” zatytułowana „Drug harms in the UK: a multicriteria decision analysis”) cena paczki papierosów wzrosła w podobnym okresie (lata 2001-2017) z 4,08 zł do 13,79 zł, czyli ponad trzykrotnie. Dlaczego ustawodawcy udało się odpowiednio zareagować na destrukcyjne działanie palenia, a w przypadku alkoholu nie ma takich działań?

Pół litra lub 7 piw codziennie

Być może presja społeczna na zmianę prawa przez polityków wzrosłaby, gdyby powszechnie znane były np. badania Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA).

One dobitnie pokazują (np. „Narodowy Program Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych na lata 2011-2015”), że stosunkowo niewielki odsetek dorosłych (7,3 proc.) spożywa prawie połowę (46,1 proc.) sprzedawanego alkoholu. Choć trudno w to uwierzyć, ale 2 miliony osób może konsumować w Polsce każdego roku ok. 160 mln litrów czystego alkoholu. Oznacza to spożycie na poziomie 80 litrów na osobę rocznie, czyli ekwiwalent półlitrowej butelki wódki każdego dnia lub 7 piw.

Z kolei 46,9 proc. osób spożywa alkohol symbolicznie – do 1,2 litra rocznie czystego spirytusu lub w ogóle, a 34,4 proc. nie przekracza wartości 6 litrów rocznie. Mniej więcej 80 proc. społeczeństwa, chociaż jest daleka do ekstremalnie ryzykownego picia, ponosi większość kosztów generowanych przez 7 proc. obywateli spożywających „połówkę” dziennie. Dlaczego?

Ryzykowne picie to gigantyczne koszty społeczne

Gors problemów związanych z alkoholem generuje niewielki odsetek osób, ale koszty związane z ich leczeniem, przemocą w rodzinach, wypadkami, funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości bądź przestępstwami przeciwko mieniu zwykle ponoszą wszyscy. Do tego dochodzi dodatkowo utrata produktywności tych osób, których koszty np. w wykształceniu poniosło całe społeczeństwo. Zaniedbują oni swoje obowiązki zawodowe, chodzą często na zwolnienia lekarskie, aż wreszcie tracą pracę i przechodzą całkowicie na utrzymanie państwa lub rodziny. O jakich kosztach mówimy?

Według amerykańskiego CDC (Centers for Disease Control and Prevention) w 2010 r. wynosiły one w USA 250 mld dolarów (niecałe 1,7 proc. PKB z 2010 r.). W Polsce jednak ten odsetek w relacji do PKB może być większy, ze względu na większe i bardziej ryzykowne spożywanie alkoholu.

Może on zatem oscylować wokół 2,1-2,5 proc. PKB (przedział średniej ważonej dla badanych gospodarek rozwiniętych oraz rozwijających się  zamieszczonych w analizie „Global burden of disease and injury and economic cost attributable to alcohol use and alcohol-use disorders”). Biorąc pod uwagę środek tego przedziału, coroczne koszty nadmiernego spożycia alkoholu wynoszą dla Polski prawie 50 mld zł. Tylko ok. jedna czwarta tej kwoty jest zaspokajana przez akcyzę.

Ty pijesz, ja płacę

Miliardy miliardami, ale wydaje się, że bardziej za poparciem idei znacznie wyższej akcyzy (docelowo nawet trzykrotnie) na alkohol powinny przemawiać jeszcze inne wyliczenie. Zakup popularnej ostatnio małpki (100 ml wódki) i puszki piwa kosztuje ok. 8 zł.

Ten miks pity w ryzykowny sposób powoduje wygenerowanie dodatkowych obciążeń społecznych na poziomie ponad 10 zł . Skąd te wyliczenia? W Polsce spożywa się ok. 33 mld porcji alkoholu (330 mln litrów czystego spirytusu, a porcja to 10 gr). Ponieważ w przykładowym „drinku” jest 7 porcji alkoholu, a każda porcja generuje 1,5 zł kosztów społecznych, to w rezultacie mniej więcej drugie 8 zł (wliczając już zapłaconą przez kupującego obecnie obowiązującą akcyzę) jest pokrywane np. przez kolejną osobę stojącą w kolejce…

Tachograf cyfrowy kłopotliwy dla przewoźników

Ponad 230 tys. ciężarówek poruszających się po drogach Europy pochodzi z Polski.[1] Eksperci Inelo szacują, że miesięcznie przybywa 1-2 proc. nowych pojazdów, których czas jazdy rejestrują inteligentne tachografy, a te montowane są w fabrycznie nowych tirach wyprodukowanych po 15 czerwca tego roku. Jak smart tacho sprawdza się w praktyce? Czy wszystkie funkcje cyfrowego rejestratora mają obecnie swoje zastosowanie? Co się sprawdza, a co sprawia przewoźnikom problemy? O pierwszych doświadczeniach z nowymi tachografami opowiada Piotr Żółty.

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego wskazuje, że licząc od lipca 2019 r. w Polsce odnotowywany jest spadek rejestracji nowych aut ciężarowych. Od początku roku polskie firmy transportowe zasiliło 26 908 pojazdów o DMC pow. 3,5 t. To mniej o ponad 3 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.[2] Czy powodem obniżenia zainteresowania przewoźników może być zmiana przepisów, która wprowadziła do obiegu inteligentne tachografy?

Choć wyglądem smart rejestratory czasu jazdy w żaden sposób nie odbiegają od poprzedniej wersji, to ich funkcjonalności zostały wzbogacone między innymi o dodatkowe zabezpieczenia, chroniące przed ingerencją w pracę urządzenia, możliwość przeprowadzania tzw. zdalnej preselekcji, czy też rejestrację poszczególnych punktów trasy pokonywanej przez pojazd. Wiemy, że część przewoźników sceptycznie podchodzi do zmian w zakresie tachografów, więc możliwe, że jedną z przyczyn mniejszego zainteresowania nowymi ciężarówkami w ostatnim okresie jest zmiana legislacyjna dotycząca urządzeń rejestrujących czas jazdy – sugeruje Piotr Żółty, ekspert Grupy Inelo. – Jednak z naszych szacunków wynika, że w ciągu miesiąca na europejskich drogach pojawia się około 1-2 proc. nowych pojazdów ciężarowych, co jednocześnie wskazuje tempo rozpowszechniania się smart tachografów – dodaje.

Zmiany w pracy kierowców zawodowych

Zgodnie z przyjętymi przepisami do 2034 roku wszystkie samochody w ruchu międzynarodowym muszą dostosować rejestratory czasu jazdy do wytycznych smart. Jednak UE już pracuje nad unowocześnieniem tych urządzeń, czyli nad cyfrowymi tachografami nowej generacji. Funkcje obecnego tacho miałyby zostać uzupełnione m.in. o automatyczne zapisywanie przekroczeń granic oraz momentów załadunku i rozładunku, co ułatwi kontrole w zakresie kabotażu czy rozliczanie minimalnego wynagrodzenia kierowców. Ograniczenie ilości lub całkowite wyeliminowanie manualnych wpisów w tachografach cyfrowych znacznie zmniejszy częstotliwość popełniania niezamierzonych błędów, które mogą skutkować karą finansową lub innymi konsekwencjami przewidzianymi w ustawie. Najnowsze wersje tacho miałyby być wprowadzone wcześniej, bo do 2024 r. Spotkania Tachograf Forum, na których odbywają się konsultacje na temat rejestratorów, odbywają się regularnie i napędzają działania w tym zakresie.

Jakie problemy ze smart tacho mają producenci?

Obawy przed opóźnieniami dotyczącymi wprowadzenia inteligentnych rejestratorów wynikały z konieczności wyprodukowania nowych kart – przede wszystkim warsztatowych, ale także kart kierowców, przedsiębiorstw i kontrolnych. Przewoźnicy obawiali się także nieprzygotowania warsztatów kalibrujących tachografy, jednak w rzeczywistości te kwestie w żaden sposób nie przeszkodziły, by wdrożyć aktualne przepisy. Większym problemem dla producentów pojazdów ciężarowych okazały się niewystarczające zasoby do produkcji nowych czujników ruchu, które stanowią element składowy smart tacho.

Służby kontrolne chcą być na bieżąco

Rozporządzenie wprowadzające inteligentne tachografy nakłada na europejskie służby kontrolne obowiązek dostosowania się do wczesnego wykrywania manipulacji (zdalnej preselekcji) w okresie 15 lat od momentu wejścia urządzeń na rynek. Zatem obecnie służby nie muszą dysponować sprzętem, który umożliwi prowadzenie zdalnych kontroli, a jedynie podczas tradycyjnych zatrzymań inspekcje zobowiązane są wykonywać standardowe czynności kontrolne w sposób, który jest wykorzystywany także w starszych wersjach tachografów.

Warto zauważyć, że mimo iż inspekcje mają 15 lat na wyposażenie swoich funkcjonariuszy w sprzęt do zdalnej preselekcji, to już teraz poszczególne służby żywo interesują się takimi narzędziami, prowadzą testy i poszukiwania najbardziej odpowiednich systemów, które takie kontrole umożliwią. Wskazuje to na fakt, że inspektorzy odczuwają konieczność doposażenia się w takie narzędzia najszybciej jak to możliwe, by móc dokonywać kontroli sprawniej niż dotychczas – zauważa ekspert. – Inspekcje, dzięki inteligentnym tachografom, wykryły pierwsze przypadki manipulacji czasem jazdy – niezwykle pomocna była ewidencja punktów pokonywanej trasy, która nie pokrywała się z zapisami tacho – podkreśla Piotr Żółty z Inelo.

Cyfrowe zmiany na lepsze

Inteligentne tachografy stworzone, by ograniczyć manipulacje, stopniowo wkraczają na europejskie drogi. Już teraz dostrzegalne są korzyści wynikające ze zmiany przepisów względem rejestratorów, zatem przewoźnicy, którzy przestrzegają norm czasu pracy, nie mają się czego obawiać. Natomiast firmy transportowe sięgające po nielegalne praktyki mogą być pewne, że rozpowszechnianie inteligentnych tacho przyczyni się do wykrywania manipulacji.

[1] PZPM, Branża Motoryzacyjna Raport 2019/2020

[2] https://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-ciezarowe/Pazdziernik-2019r

INC podsumowuje III kwartał

Specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów Grupa INC podsumowała III kwartał 2019 r. W tym okresie Grupa kontynuowała wcześniejsze zmiany organizacyjne oraz zawarła strategiczną współpracę z InnerValue, co przełożyło się na przyśpieszenie rozwoju już w ostatnich tygodniach. Zarząd pracuje nad aktualizacją strategii, która uwzględni rozszerzenie obszarów działalności. W samym III kwartale Grupa INC osiągnęła 94 tys. zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej, a na dzień 30 września 2019 r. posiadała prawie 5 mln zł środków pieniężnych.

– Dzięki zmianom przeprowadzonym w Grupie INC w ostatnich dwóch, trzech latach, jak i w ostatnich dwóch miesiącach, mamy pełne portfolio usług dla firm poszukujących finansowania oraz notowanych na giełdzie. Pracujemy nad aktualizacją strategii rozwoju, która będzie odpowiedzią na dynamiczne zmiany w Grupie oraz potrzeby rynkowe, w szczególności młodych, innowacyjnych spółek tzw. nowej ekonomii. – mówi Paweł Śliwiński, prezes INC.

W III kwartale przychody ze sprzedaży wyniosły 2,2 mln zł, w tym przychody ze sprzedaży usług doradczych wyniosły 607 tys. zł, co oznacza wzrost o 1 proc. r/r. Zysk ze sprzedaży usług doradczych wyniósł 459 tys. zł, a wynik netto -390 tys. zł, przy czym zysk przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 94 tys. zł. Na 30 września 2019 r. środki pieniężne wyniosły 4,9 mln zł, co oznacza wzrost o 1,4 mln zł od początku roku.

– W ostatnich tygodniach przyśpieszyliśmy rozwój Grupy i jesteśmy gotowi do dalszego wzrostu. Mamy stabilną i mocną sytuację finansową, prawie 5 mln zł gotówki oraz ponad 12 mln zł aktywów finansowych. – dodaje Paweł Śliwiński.

W listopadzie br. Grupa INC podpisała umowy w zakresie prowadzenia procesu pozyskania finansowania lub wprowadzenia akcji do obrotu na rynku NewConnect z trzema spółkami z branży gamingowej. Grupa uruchomiła również sekcję StartupZone na platformie CrowdConnect.pl, w ramach której rozpoczęły się dwie oferty crowdinwestycyjne. Dom Maklerski INC uzyskał status Partnera Crowdfundingowego Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

21 listopada 2019 r. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy podjęło decyzję o uchwaleniu programu motywacyjnego dla Partnerów Zarządzających InnerValue, który oparty jest o wzrost wartości rynkowej spółki w najbliższych trzech latach. Jednocześnie Akcjonariusze zdecydowali o powołaniu do Rady Nadzorczej Mateusza Wcześniaka, prezesa Movie Games.

Relacja z FinTech & InsurTech Digital Congress 2019

19 i 20 listopada w Sheraton Warsaw Hotel odbył się FinTech & InsurTech Digital Congress. Ponad 600 uczestników wysłuchało inspirujących debat, use-case’ów oraz prezentacji podczas 2 dni kongresu. Tematem przewodnim jesiennej się edycji była przede wszystkim kwestia szeroko rozumianej różnorodności i innowacyjności.

Hasło “diversity” było widoczne w całej dwudniowej agendzie. Podczas wydarzenia eksperci zwrócili uwagę na to, jak świadomie wykorzystywać umiejętności, doświadczenie zawodowe, różnice kulturowe lub płeć w cyfrowym świecie. Uwidoczniona została rola kobiet branży finansowej i ubezpieczeniowej oraz ich wkład w rozwój sektorów.

Uroczystego otwarcia wydarzenia dokonali Przewodniczący Rad Programowych, Marcin Petrykowski, Managing Director S&P Global, Przewodniczący Rady Programowej FinTech Digital Congress, Małgorzata Szturmowicz, Banking & Fintech Industry Expert, Vice-Przewodnicząca Rady Programowej FinTech Digital Congress

oraz Cezary Świerszcz, CEO, Bacca, Współprzewodniczący Rady Programowej InsurTech Digital Congress. W ramach panelu inauguracyjnego keynote speech o  istocie transformacji cyfrowej wygłosiła Sonia Wedrychowicz-Horbatowska, Digital Transformation Practitioner and Thought Leader. O kobietach i ich wpływie na sektory jako kolejnej super-sile w Fintechu i Insurtechu rozmawiali uczestnicy debaty pod tym samym tytułem: Are women the next huge superpower in Fintech and Insurtech? Różnorodność – efektywność – innowacyjność”.

Drugiego dnia w ramach wydarzenia odbyły się dwie ścieżki tematyczne, FinTech oraz InsurTech. Uczestnicy wysłuchali wielu praktycznych use case’ów przedstawiających wdrożenia technologiczne w organizacjach czy pomysłów na finansowanie. Agenda 7. edycji FinTech Digital Congress poruszyła zagadnienia nawiązujące do przyszłości sektora. Eksperci zastawiali się nad koncepcją beyond banking, rozwoju challaneger i neo-banków, wpływie big-techów na ekosystem i roli, jaką odgrywają, oraz będą odgrywać w gospodarce światowej. Zastanawiano się jak oferować dodatkową wartość zamiast tradycyjnych usług finansowych, tak, aby była bezpiecznym i bezproblemowym elementem w obsłudze klienta. W bloku poświęconym platformizacji usług finansowych po raz pierwszy na kongresie omawiana była również współpracy retailerów z otoczeniem paymentowym. Część fintechową zakończyła bardzo ciekawa dyskusja nt. fintech eduction.

W ramach ścieżki InsurTech Digital Congress uczestnicy wysłuchali praktycznych casów i przykładów jak pobudzać innowacje w ubezpieczeniach, jak zarządzać sprzedażą i obsługa klienta w dobie cyfryzacji oraz co tak naprawdę oznacza bycie digital. Po raz pierwszy podczas kongresu podjęty został temat pracy agentów oraz tego, jak tę pracę usprawnić dzięki nowym technologiom. Nie zabrakło analizy przestrzeni współpracy ubezpieczycieli z insurtech’ami oraz tematów poświęconych systemom telemedycznym i nowym modelom biznesowym.

W roli prelegentów wystąpili m.in.

  • Peter Faykiss, Director, Central Bank of Hungary
  • Mikaela Grännby, Executive Vice President Europe, Lendo AB
  • Joanna Izdebska, Global Sales & Marketing Director IPF Digital, marka hapipożyczki
  • Sonia Wedrychowicz- Horbatowska, Digital Transformation Practitioner and Thought Leader
  • Mike Lemberger, Senior Vice President, Head of European Products, Visa
  • Jean-Marc Pailhol, Head of Global Market Management & Distribution, Allianz SE
  • Manjit Rana, MD Corporate Innovation Insurance & InsurTech, Rainmaking Innovation, Startupbootcamp
  • dr Tomas Talutis, Chief Legal Counsel at Ooniq P2P Insurance; Managing partner, Law firm TVINS
  • Peter Temperley, Head of Operations, Blocksure
  • Katarzyna Wojdyła, Członek Zarządu, Link4

FinTech & InsurTech Digital Congress cieszy się dużą popularnością i zainteresowaniem najważniejszych osobistości sektora finansów i wiodących spółek sektora FinTech. Wydarzenie jest świetną okazją do zapoznania się z największymi trendami sektora oraz zainspirowania się praktycznymi wdrożeniami zaprezentowanymi podczas wydarzenia.

Zeznania ambasadora USA postawiły Trumpa w bardzo trudnej sytuacji

Wczorajsze zeznania ambasadora USA przy Unii Europejskiej postawiły prezydenta Trumpa w bardzo trudnej sytuacji. Według amerykańskiego dyplomaty prezydent USA naciskał na ukraińskie władze, by te wszczęły dochodzenie wobec Joe Bidena. Sprawę łączy się bezpośrednio z osobistym prawnikiem prezydenta. Pojawił się zarzut, że polityka Trumpa wobec Ukrainy to relacja „coś za coś”.

Impeachment bliżej?

Wczorajsze zeznania ambasadora USA przy Unii Europejskiej Gordona Sondlanda rzuciły nowe światło na kwestię impeachmentu prezydenta. Potwierdził on zaangażowanie otoczenia prezydenta w kwestie wszczęcia śledztwa na Ukrainie. Co prawda, nie połączył tego z samym prezydentem, ale jego prawnikiem Rudym Giulianim. Co więcej, potwierdził bardzo istotny w sprawie element pomocy wojskowej w zamian za postępowanie. Według amerykańskiego dyplomaty wizyta w Białym Domu nowo wybranego prezydenta Zełenskiego także miała zależeć od tego, czy Ukraińskie władze rozpoczną dochodzenie. Mamy zatem sytuację zaoferowania czegoś za korzyści. Rynki walutowe przyjmują to na spokojnie, jednakże gdyby sprawa się rozwijała, a w takiej sytuacji nie można tego wykluczyć, może się to szybko zmienić.

Dane z Polski

Dziś rano GUS opublikował kilka komunikatów. Produkcja budowlano-montażowa spadła w skali roku o 4,2%. Jest to o tyle istotna zmiana, że oczekiwano wzrostu o 6,2%. Wzrosła za to produkcja przemysłowa. W ciągu roku rośnie ona o 3,5%, czyli niemal procent powyżej oczekiwań rynków. Dane o produkcji przemysłowej są znacznie ważniejsze niż budowlano-montażowej, co potwierdza zachowanie rynków walutowych. Po decyzji złoty umacniał się względem głównych walut.

Co z tą wojną handlową?

Prezydent Chin potwierdził coś, co w sumie wszyscy wiedzą. Chiny są zainteresowane uniknięciem wojny handlowej, ale nie boją się jej kontynuować. Jest to mocne tło dla trwających negocjacji w ramach pierwszej fazy porozumienia pomiędzy dwoma największymi gospodarkami świata. Jest to o tyle istotne, że już 15 grudnia ma wejść nowa porcja ceł w życie. W rezultacie wielu obserwatorów wierzy, że do tego czasu podpisane zostanie porozumienie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Inwestorzy wciąż zainteresowani polskim rynkiem nieruchomości

W III kwartale 2019 r. łączna wartość transakcji zawartych na krajowym rynku nieruchomości komercyjnych wyniosła 1,8 mld euro, zwiększając tegoroczny wolumen transakcyjny do 4,5 mld euro – wynika z raportu przygotowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland. Zdaniem ekspertów Polska wciąż pozostaje atrakcyjnym rynkiem do inwestowania. Już nie tylko Warszawa, ale również rynki regionalne znajdują się w obszarze zainteresowań inwestorów, którzy coraz częściej sięgają po produkty typu value-add.

Łączna wartość transakcji zrealizowanych w pierwszych trzech kwartałach br. na rynku nieruchomości komercyjnych była wyraźnie niższa od uzyskanej w analogicznym okresie roku poprzedniego, co w dużej mierze wynikało z rozdrobnionego wolumenu inwestycji w okresie styczeń-marzec br. Biorąc jednak pod lupę okres II-III kwartał br., wynik jest lepszy o 25% od zeszłorocznego. Wg ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland, kwota wszystkich sfinalizowanych umów w tym roku może zbliżyć się do zeszłorocznego wyniku, potwierdzając tym samym niesłabnące od dłuższego czasu zainteresowanie zagranicznych inwestorów polskim rynkiem. Możliwości inwestycyjnych na Wisłą poszukują fundusze z Europy Zachodniej oraz Republiki Południowej Afryki. Coraz częściej w kierunku naszego kraju spoglądają również inwestorzy z Azji. W I półroczu br. podmioty z Singapuru, Korei Południowej, Japonii i Filipin były zaangażowane w ok. 20% wszystkich wydatków inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne w Polsce.

Biura w modzie, nie tylko w Warszawie

W pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku największym zainteresowaniem inwestorów cieszył się segment aktywów biurowych, w którym zawarto transakcje na kwotę 2,75 mld euro, co stanowi ponad 60% całego wolumenu inwestycyjnego zrealizowanego w tym okresie. Uzyskany wynik to efekt 50 zrealizowanych transakcji, obejmujących ok. 75 obiektów biurowych o łącznej powierzchni ponad 1 mln m kw.

Wciąż w centrum uwagi inwestorów znajduje się Warszawa, która odpowiada za ok. 60% wolumenu wszystkich inwestycji w aktywa biurowe w 2019 roku, co daje kwotę ponad 1,6 mld euro.

Lokujący swoje środki na rynku warszawskim inwestorzy byli zainteresowani szerokim spektrum aktywów – od najwyższej klasy nieruchomości położonych w centrum miasta, po aktywa niższej jakości, tj. starsze budynki o sporym potencjale wzrostu, ale zlokalizowane w mniej centralnych dzielnicach. W III kwartale br. do największych transakcji zawartych w tym segmencie rynku zalicza się nabycie za kwotę 386 mln euro przez firmę Immofinanz 220-metrowego budynku Warsaw Spire A oraz zakup budynków Ethos oraz Astoria przez Credit Suisse – Piotr Krawczyński, Head of Capital Markets CEE, BNP Paribas Real Estate Poland

Rynki regionalne w natarciu

Mimo dużego zainteresowania Warszawą, rośnie znaczenie rynków regionalnych, oferujących większą stopę zwrotu oraz szerszy wachlarz dostępnych produktów inwestycyjnych. Wartość transakcji na tych rynkach w okresie I-III kw. przekroczyła ponad 1 mld euro obejmując umowy zarówno z rynków wiodących (Kraków, Wrocław, Trojmiasto) jak i rozwojowych (Poznań, Łódź, Katowice). W trzecim kwartale br. największą transakcją w regionie było nabycie dwóch kolejnych budynków w kompleksie Business Garden w Poznaniu przez Crowmell European REIT. Ten sam inwestor pozyskał portfel czterech obiektów w Krakowie (Avatar, Green Park A, B i C), a inny gracz rynkowy – Globalworth – kupił kompleks biurowy Silesia Star w Katowicach oraz Retro Office House we Wrocławiu za łączną kwotę 113 mln euro.

Mniejsze zainteresowanie segmentem handlowym

Mimo dobrej kondycji segmentu handlowego, inwestorzy poświęcają mu coraz mniej uwagi. Wielu z nich obawia się o przyszłość obiektów tradycyjnego handlu w kontekście dynamicznego rozwoju rynku e-commerce. Pierwsze trzy kwartały br. przyniosły finalizację umów w tym segmencie na kwotę blisko 900 mln euro. Niemal połowę tej wartości wygenerowały dwie transakcje. Pierwszą z nich było nabycie przez ECE European Prime Shopping Center Fund II dwóch dużych centrów handlowych na rynkach regionalnych (Atrium Felicity w Lublinie i Atrium Koszalin w Koszalinie) za kwotę 298 mln euro. W ramach drugiej transakcji EPP kupiło od Chariot Top Group cztery centra handlowe M1 za cenę 222 mln euro. Co istotne, wiele transakcji dotyczyło nabycia mniejszych aktywów – głównie parków handlowych i obiektów typu „convenience centre” na rynkach regionalnych.

Silny apetyt na sektor magazynowo-przemysłowy, ożywienie na rynku hotelowym

Do końca września br. łączna wartość wszystkich piętnastu sfinalizowanych w Polsce transakcji w tym sektorze, uwzględniających zarówno pojedyncze hale, jak i całe parki logistyczne, wyniosła ok. 620 mln euro, stanowiąc ok. 14% całego wolumenu inwestycyjnego w tym okresie. Do największych transakcji zaliczają się akwizycje Logistics Park Gdańsk w Pruszczu Gdańskim przez Hines Global Income Trust i Panattoni Park Warsaw West VI (z siedzibą w Grodzisku Mazowieckim – Warszawa II) przez La Salle IM / Encore +.

Eksperci z BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę na ożywienie w segmencie hotelowym po okresie chwilowej stagnacji. Trzeci kwartał br. przyniósł ok. 50 mln euro z transakcji, m.in. za sprawą zakupu hotelu Holiday Inn w Gdańsku przez Union Investment.

Możliwa dalsza kompresja stóp kapitalizacji dla wybranych obiektów

W III kwartale 2019 r. stopy kapitalizacji we wszystkich segmentach rynku pozostawały na względnie stałym poziomie.

W przypadku najlepszej klasy aktywów biurowych w Warszawie stopa kapitalizacji oscylowała wokół 4,50%, podczas gdy na głównych rynkach regionalnych mieściła się w przedziale 5,50% – 6,00%. Najlepiej sprzedające się nieruchomości handlowe osiągały poziom od 4,25% w Warszawie do ok. 5,00% na innych, głównych rynkach. W sektorze przemysłowo-magazynowym najlepsze obiekty osiągały stopę kapitalizacji od 5,50% do 6,50% w zależności od regionu. Aktywa z zapewnionymi długoterminowymi umowami najmu z operatorami z sektora e-commerce oscylowały wokół 5,00% – Piotr Krawczyński, Head of Capital Markets CEE, BNP Paribas Real Estate Poland

W III kwartale 2019 r. stopy kapitalizacji we wszystkich segmentach rynku pozostawały na względnie stałym poziomie.

Czy IMO 2020 będzie miało wpływ na koszty frachtu morskiego?

Od 1 stycznia 2020 r. międzynarodowa konwencja o zapobieganiu zanieczyszczeniu morza przez statki (MARPOL) oraz Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO) będą egzekwować od armatorów oceanicznych stosowanie paliw żeglugowych o ograniczonej zawartości siarki z obecnego 3,5 proc. do maksymalnie 0,5 proc. Co to oznacza dla frachtu morskiego? Czy rozporządzenie IMO 2020 będzie miało wpływ na koszty transportu towarów drogą morską? Na te pytania odpowiada w poniższym komentarzu Hillebrand, globalny operator logistyczny specjalizujący się w obsłudze rynku alkoholi i napojów.

Po co wdrożono rozporządzenie IMO 2020?

Ellina Lolis, wiceprezes zarządu Hillebrand Poland
Ellina Lolis, wiceprezes zarządu Hillebrand Poland

Przypomnijmy, celem wdrożenia rozporządzenia IMO 2020 jest zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza spowodowanego emisją siarki o około 70 proc. w skali światowej do 2025 r., a za tym też poprawa zdrowia społeczeństwa oraz zmniejszenie ilości kwaśnych deszczów, które poprzez toksyny wpływają na zanieczyszczenie gleb i niszczenie upraw.

– Hillebrand angażuje się w badania, tworzenie i wdrażanie zrównoważonych praktyk w całej swojej działalności.  Dlatego w pełni popieramy rozporządzenie IMO 2020 i uważamy, że jest to pozytywny krok dla każdego, kto jest związany ze światową żeglugą morską – komentuje Ellina Lolis, wiceprezes zarządu Hillebrand Poland.

W przypadku przewoźników oceanicznych istnieją trzy sposoby zapewnienia zgodności z rozporządzeniem IMO 2020:

  • zastosowanie paliw o maksymalnej zawartości do 0,5 proc. m/m siarki w paliwie;
  • zastosowanie skruberów – urządzeń oczyszczających spaliny przy zastosowaniu paliwa żeglugowego IFO 380;
  • wykorzystanie alternatywnych paliw takich jak LNG, czy metanol w żegludze bliskiego zasięgu.

Przewiduje się, że spora część przewoźników wybierze raczej paliwa zgodne z IMO 2020 o obniżonej zawartości siarki, gdyż stają się coraz bardziej dostępne. Jednakże w większości przypadków armatorzy będą wybierać kombinację dostępnych technologii. Szacuje się też, iż około 15 proc. statków oceanicznych już wyposażono w skrubery.

Czy IMO 2020 będzie miało wpływ na koszty frachtu morskiego?

– Ostateczny wpływ wdrożenia IMO 2020 na koszty frachtu morskiego jest trudny do określenia w tym momencie, gdyż istnieje wiele znaków zapytania dotyczących chociażby dostępności zgodnych z normami paliw w różnych regionach świata, jakości tych paliw oraz ich cen – wyjaśnia Ellina Lolis, wiceprezes zarządu Hillebrand Poland.

Na tym etapie analitycy Hillebrand prognozują, że koszty paliwa mogą znacznie wzrosnąć w przypadku przewoźników oceanicznych, a w rezultacie mogą też wzrosnąć koszty frachtu morskiego. Obecna cena paliwa żeglugowego o niskiej zawartości siarki (LSF) jest o około 200-250 USD za tonę wyższa niż cena oleju napędowego IFO 380.  Ceny uzależnione są też od regionu. Na przykład 1 listopada 2019 r. różnica pomiędzy cenami oleju LSF a IFO wynosiła 235 USD w Rotterdamie i 270 USD w Houston (USA).

Kalkulacja kosztów po 1 stycznia 2020

Każda z firm spedycyjnych szuka więc teraz sposobu jak aktualizować opłaty paliwowe, aby móc obliczyć faktycznie koszty frachtu morskiego. Hillebrand wybrał analizę cen na podstawie bunkrowania (tankowania statków oceanicznych) biorąc pod uwagę dodatkowe czynniki handlowe, co umożliwi przewidywalność ewolucji cen paliw i ich wpływu na koszty frachtu. Metoda kalkulacji kosztów paliwa we frachcie morskim, którą postanowił zastosować Hillebrand pozwala na comiesięczną analizę cen paliw. Przewoźnicy morscy tankują swoje statki w różnych portach w zależności od umów z rafineriami, tras na których działają oraz rzeczywistych kosztów paliw, które są sprzedawane po różnych cenach na całym świecie. Aby precyzyjnie określać te koszty, Hillebrand będzie się odnosić do różnych rynków w zależności od regionu (bazując na indexach paliwowych tj. Bunkerindex.com) np. dla Europy do rynku rotterdamskiego, analogicznie dla Ameryki Południowej i Ameryki Północnej do cen w Houston oraz do cen w Singapurze dla Azji lub Azji i Oceanii. Hillebrand przyjął, że analiza ta składać się będzie z rzeczywistej ceny paliwa o zawartości 0,5 proc. siarki w paliwie, paliwa żeglugowego IFO 380 i dodatkowych czynników handlowych. Czynniki handlowe mogą obejmować m.in. czasy tranzytu, średnie dzienne zużycie paliwa na morzu, a także strategię potrzeb przewozowych Hillebrand na danym szlaku handlowym.

Wzrost mediany płac

Średnie wynagrodzenie w Polsce według danych wynosiło w październiku ponad 5000 zł. Znacznie zawyżają ją jednak osoby, które zarabiają najwięcej. Analizując więc takie dane należy zwracać uwagę nie na średnią, ale na medianę wynagrodzeń.

Komentarz przygotowany przez Katarzynę Bereś, Prezes Zarządu w Agencji Pośrednictwa Pracy Polski HR EAST

Najnowsze dane GUS dotyczące zarobków za rok 2018 obala mit średniej krajowej, która w październiku według informacji tej samej instytucji wynosiła 5003,78 zł. Analizując wysokość wynagrodzeń należy zawsze skupiać się na medianie, ponieważ wysokość średniej bywa zaburzona przez osoby osiągające bardzo wysokie wynagrodzenia. Obecnie kształtuje się ona na poziomie 4094,98 zł, czyli niemal 900 zł mniej niż ostatni przedstawiona średnia pensja.

Grupą zawodową, która w największym stopniu zawyża średnie wynagrodzenie są informatycy i ogólnie pracownicy szeroko rozumianego sektora IT, których pensje znacznie odbiegają od rynkowej normy. Wystarczy niewielki procent takich osób, żeby skutecznie zaburzyć wynik. Biorąc pod uwagę, że jest to branża, którą możemy zaliczyć do jednej z najdynamiczniej rozwijającej się i zatrudniającej coraz więcej osób, wpływ ten będzie coraz większy.

Analizując dane GUS możemy jednak zauważyć, że zarówno średnia jak i mediana wynagrodzeń są z roku na rok wyższe, co jest bardzo dobrą informacją dla osób czynnych zawodowo.  Mediana w porównaniu do ostatnich danych z 2016 roku wzrosła o 16,6 %, czyli 5084,31 zł, jest to najszybsza dynamika wzrostu od ponad 10 lat. Dynamiczny wzrost wskazuje na bardzo istotną kwestię, mianowicie wzrost wynagrodzeń nie tylko osób zarabiających ponadprzeciętni, ale również pracowników znajdujących się na stanowiskach gorzej opłacanych. Potwierdza to tezę o tym, że rynek pracy potrzebuje nie tylko osób o wysokich, specjalistycznych kwalifikacjach, ale również tych niewykwalifikowanych, lub posiadających niskie kwalifikacje.

Młodzi Polacy coraz sceptyczniej podchodzą do Black Friday

Z badania serwisu DING i Hiper-Com Poland wynika, że 43% młodych Polaków czeka na oferty w ramach Black Friday. 36% nie oczekuje ich, a 21% jest niezdecydowanych lub obojętnych. Aż 60% respondentów kieruje się czystą oszczędnością. 21% lubi korzystać z dużych promocji. 13% interesuje się akcją z przyzwyczajenia. Sceptycy głównie podnoszą zarzut, że więcej jest wokół niej szumu niż realnych korzyści. Skarżą się też, że rabaty są małe lub coraz trudniej jest kupić coś w dobrej cenie. Z kolei łowcy okazji w tym roku chcą zapolować przede wszystkim na elektronikę – 49% oraz na ubrania – 33%.  

Łącznie 43% badanych czeka na oferty w związku z Czarnym Piątkiem. W ocenie Karola Kamińskiego z serwisu oraz aplikacji mobilnej DING, to nie jest najlepszy wynik. Ekspert bierze pod uwagę to, że nakłady na komunikację Black Friday są bardzo wysokie. Natomiast osiągane zyski raczej ich nie rekompensują, patrząc na krajowy rynek. W dużej mierze wynika to z tego, święto zakupów zupełnie inaczej wygląda za oceanem niż u nas. Tam działa potężna machina handlowa, która ma wieloletnią tradycję.

– W sumie 36% ankietowanych nie czeka na oferty w ramach Black Friday, a 21% jest niezdecydowanych lub obojętnych. Trzeba podkreślić, że polscy klienci dopiero przyzwyczajają się do samej idei. Jak wiadomo, jesteśmy narodem lubiącym oszczędności, więc nowa tradycja jest witana entuzjastycznie. Jednak u nas promocje są dużo mniejsze niż w USA i część konsumentów może już tym faktem być zawiedziona. Wśród sceptyków z pewnością nie brakuje też osób, które zazwyczaj nie przykładają uwagi do cen i okazji – stwierdza Katarzyna Grochowska z firmy Hiper-Com Poland.

Z kolei dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni obserwator rynku detalicznego, uważa, że ww. wyniki pokazują duże zainteresowanie akcją. Ekspert zwraca uwagę na to, że w Polsce małe sklepy wciąż stanowią prawie połowę rynku. Co więcej, 40% społeczeństwa mieszka na wsi, gdzie w zasadzie nie ma firm uczestniczących w tym zjawisku. Podobnie jest w miastach poniżej 25 tys. mieszkańców, które stanowią  ok. 10% ludności. Czarny Piątek jest u nas znany dopiero od ok. 10 lat, więc badanie wykazało istotność nowego zwyczaju konsumenckiego.

– Ci, którzy jednak czekają na Black Friday, w większości kierują się czystą oszczędnością. Nie jest zaskoczeniem, że aż 60% z nich tak twierdzi. W końcu taki właśnie jest cel. Młodzi ludzie doskonale to rozumieją. 21% entuzjastów wyjaśniło w badaniu, że lubi korzystać z dużych promocji. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że 13% osób interesuje się nadchodzącym świętem zakupów z przyzwyczajenia. Według mnie, ten odsetek będzie sukcesywnie rósł, choć nie aż tak dynamicznie, jak to było jeszcze kilka lat temu. Konsumenci coraz bardziej odbierają to jako stały element w handlu – wyjaśnia ekspert z DING.

Natomiast osoby niezainteresowane głównie podnoszą zarzut, że sklepy robią więcej szumu, niż jest z tego korzyści – 35%. Konsumenci skarżą się też, że rabaty są zbyt małe – 20%. Niektórzy uważają, że coraz trudniej jest coś kupić w dobrej cenie – 15%. A jeszcze inni zapewniają, że przeceny oferowane w ramach tej akcji nie robią na nich wrażenia – 11%. Jak komentuje dr Faliński, to są opinie klientów, dla których obniżki są codziennością. Stale z nich korzystają, np. w dyskontach lub w outletach. Tam, gdzie regularne ceny są stosunkowo wysokie, nie mogą liczyć na zakupy za bezcen. I to może być dla nich irytujące.

– Badani to w większości ludzie wychowani w dobie Internetu. Dzięki temu, że porównują ze sobą oferty dostępne online, stali się świadomymi konsumentami. Jest to też pokolenie, które żyje globalnie. Dowiaduje się z internetowych źródeł o promocjach oferowanych w ojczyźnie Black Friday, gdzie obniżki cen na elektronikę potrafią przekraczać nawet 50% bazowej wartości. I z tego właśnie powodu przeceny na polskim rynku nie robią na konsumentach aż tak dużego wrażenia – przekonuje Michał Majszczyk, ekspert z Hiper-Com Poland.

Młodzi Polacy, którzy zamierzają korzystać z nadchodzących okazji zakupowych, w większości doskonale wiedzą, co w pierwszej kolejności będą chcieli kupić. Prawie połowa z nich zdecydowanie wskazuje na elektronikę – 49%. Wiele osób będzie też polowało na ubrania – 33%. Dalej konsumenci wymieniają perfumy – 6%, kosmetyki – 5%, obuwie – 2%, art. dla dzieci – 2%, a na samym końcu – przedmioty do domu i ogrodu – 1%.

– W tego typu akcjach konsumenci kupują głównie przedmioty, na jakie nie stać ich w regularnych cenach. Ewentualnie musieliby na nie długo oszczędzać. Z reguły są to np. telewizory, laptopy, a także markowe ubrania. Nie upatrywałbym w tym winny sklepów, lecz zwróciłbym raczej uwagę na preferencje klientów. W kolejnych latach coraz większym zainteresowaniem mogą się cieszyć perfumy, które potrafią sporo kosztować w przypadku prestiżowych marek. Na chwilę obecną zaledwie 6% badanych zamierza je kupić. Jednak uważam, że w przyszłości będzie się to zmieniało – przewiduje Karol Kamiński.

Badanie zostało zrealizowane przez serwis oraz aplikację mobilną DING (Grupa AdRetail) oraz międzynarodową firmę Hiper-Com Poland. Działania były prowadzone na terenie 34 dużych i średnich miast w całej Polsce. Od 25 października do 8 listopada 2019 roku odbyły się 1004 wywiady bezpośrednie. W ankiecie wzięło udział 48% kobiet i 52% mężczyzn w wieku od 18 do 35 lat.

Podmioty, które mogą uzyskać informacje z akt podatkowych objętych tajemnicą skarbową

Ordynacja podatkowa zawiera szeroki katalog podmiotów, które w pewnych sytuacjach mogą uzyskać dostęp do informacji z akt podatkowych objętych tajemnicą skarbową oraz podmiotów, które mogą uzyskać dostęp bezpośrednio do akt objętych tajemnicą.

Udostępnienie akt podatkowych objętych tajemnicą skarbową

Standardowo akta zawierające informacje objęte tajemnicą skarbową, ale niepochodzące z banków i innych instytucji finansowych udostępniane są podmiotom wskazanym w art. 298 Ordynacji podatkowej. W tym przepisie określono, że organy podatkowe udostępniają wskazane akta ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych, Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej, innym organom podatkowym, Najwyższej Izbie Kontroli, sądowi, prokuratorowi, a także upoważnionym przez prokuratora funkcjonariuszom Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Straży Granicznej lub Centralnego Biura Antykorupcyjnego, ABW, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Agencji Wywiadu, Służbie Wywiadu Wojskowego, Agencji Wywiadu, CBA, Policji, Żandarmerii Wojskowej, Straży Granicznej, Służbie Więziennej, Służbie Ochrony Państwa i ich posiadającym pisemne upoważnienie funkcjonariuszom lub żołnierzom, biegłym powołanym w toku postępowania podatkowego lub kontroli podatkowej, wojewodzie i Szefowi Urzędu do Spraw Cudzoziemców, Prokuratorii Generalnej RP, organom nadzoru górniczego, Przewodniczącemu KNF, organom właściwym w sprawach o naruszenie dyscypliny finansów publicznych, Prezesowi UOKiK, a także innym organom w przypadkach i na zasadach określonych w odrębnych ustawach oraz ratyfikowanych umowach międzynarodowych, których stroną jest Rzeczpospolita Polska.

Udostępnianie informacji uzyskanych od państw UE

W art. 297a i 297b wskazano natomiast katalog podmiotów, którym przekazywane lub udostępniane są dane pozyskane przez organy w ramach szczególnych procedur, czyli postępowania dotyczącego wymiany informacji podatkowych z poszczególnymi państwami członkowskimi Unii Europejskiej oraz postępowania w sprawach ustalania cen transakcyjnych. W katalogu tym wyróżniono Ministra Rozwoju i Finansów, Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, dyrektora izby administracji skarbowej, naczelnika urzędu skarbowego, naczelnika urzędu celno-skarbowego, Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, sąd, prokuratora, Rzecznika Praw Obywatelskich, Prokuratora Generalnego, ABW, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, Agencję Wywiadu, Służbę Wywiadu Wojskowego, CBA, Policję, Żandarmerię Wojskową, Straż Graniczną, Służbę Więzienną, BOR, a także funkcjonariuszy posiadających pisemne upoważnienie, Najwyższą Izbę Kontroli oraz Państwową Komisję Wyborczą. Oczywiście pozyskanie danych musi mieć związek z toczącym się przed danym organem postępowaniem związanym z prawidłowym określeniem podstaw opodatkowania i wysokości zobowiązania podatkowej lub wymiarem innych należności dochodzonych w oparciu o przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Ewentualne udostępnienie informacji do innych celów wymaga zgody właściwej władzy państwa członkowskiego UE, od którego pochodzi dana informacja.

Udostępnianie akt objętych tajemnicą bankową

Odrębnym przepisem objęte są informacje objęte tajemnicą bankową. W rozumieniu przepisów Ordynacji podatkowej tajemnica bankowa stanowi niejako podkategorię tajemnicy skarbowej. Tajemnica skarbowa jest zatem pojęciem szerszym. Informacje pochodzące z banków i innych instytucji finansowych udostępniane są zatem wyłącznie ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych, Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej, dyrektorowi izby administracji skarbowej – w toku postępowania podatkowego, postępowania w sprawach o przestępstwa skarbowe lub wykroczenia skarbowe, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej, a także innym naczelnikom urzędów skarbowych lub naczelnikom urzędów celno-skarbowych w związku z wszczętym przez te podmioty postępowaniem podatkowym, postępowaniem w sprawach o przestępstwa skarbowe lub wykroczenia skarbowe, kontrolą podatkową oraz kontrolą celno-skarbową. W katalogu wskazanym w art. 297 Ordynacji podatkowej wymieniono też Generalnego Inspektora Informacji Finansowej zgodnie z przepisami o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowania terroryzmu, sądy i prokuratorów w związku z toczącym się postępowaniem, Rzecznika Praw Obywatelskich w związku z jego udziałem w postępowaniu przed sądem administracyjnym, Prokuratora Generalnego na wniosek właściwego prokuratora, ABW, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, CBA, Policję, Żandarmerię Wojskową, Straż Graniczną, Służbę Więzienną, Służbę Ochrony Państwa, ABW, a także Przewodniczącego KNF.

Dostęp do informacji o schematach podatkowych

Co ważne, w zakresie udostępniania informacji podatkowych dość istotna zmiana miała miejsce 23 października 2018 r., kiedy to do Ordynacji podatkowej dodano art. 295c. Wskazał on na krąg podmiotów mających uprawnienia dostępu do informacji o schematach podatkowych oraz innych dokumentów związanych z tą informacją. Dostęp do tych objętych szczególną ochroną informacji mają zatem wyłącznie podmioty wyszczególnione w katalogu zawartym w Ordynacji podatkowej. W ramach tej listy należałoby wymienić przede wszystkim funkcjonariuszy lub pracowników załatwiających sprawę, ich przełożonych, naczelników urzędów skarbowych, naczelników urzędów celno-skarbowych, dyrektora izby administracji skarbowej oraz Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Dostęp ten przysługuje również pracownikom załatwiającym sprawę, ich przełożonym oraz organom wskazanym w ustawie o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami w zakresie wymiany informacji podatkowych.

Udostępnianie akt a udostępnianie informacji z akt

Na marginesie należy zaznaczyć, że na gruncie przepisów Ordynacji podatkowej może dojść nie tylko do udostępniania akt sprawy objętych tajemnicą skarbową, ale również informacji na bazie tych akt. Katalog podmiotów, które mogą uzyskać informacje z akt podatkowych, jest znacznie szerszy niż te wymienione wyżej. Ustawa przewiduje bowiem udostępnianie danych nie tylko wskazanym wcześniej podmiotom, ale również innym, wymienionym w art. 298 Ordynacji podatkowej. Ogólnie rzecz biorąc, mimo szczególnej ochrony danych objętych tajemnicą skarbową, i tak dość szeroki katalog podmiotów może uzyskać takie informacje.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Od kiedy TVP organizuje Sylwestra w Zakopanem, zainteresowanie miastem wzrosło o 300 proc.!

Od 2017 roku, kiedy po raz pierwszy zorganizowano Sylwestra TVP w Zakopanem, zainteresowanie okołosylwestrowym pobytem w tym mieście wzrosło o ponad 300 proc. – wynika z danych portalu Sylwestrowo.pl. Telewizyjne przedsięwzięcie przyciąga turystów jak magnes.

Trudno powiedzieć od jak dawna Zakopane cieszy się ogromną popularnością, jeśli chodzi o świąteczne, kilkudniowe pobyty w okolicy końca grudnia. Jednak jeszcze trzy lata temu to największe polskie miasta, Warszawa, Kraków i Wrocław, królowały w liczbie turystów przybywających, by świętować Sylwestra. W 2017 roku to się zmieniło. Od czasu pierwszego Sylwestra zorganizowanego w zimowej stolicy Polski przez TVP, to Zakopane wysunęło się na prowadzenie.

Co ciekawe, mimo że Zakopane oferuje około 40 tys. miejsc noclegowych, liczba turystów w trakcie Sylwestra wielokrotnie przekracza ten stan.

– Sylwester organizowany przez TVP jest dla wielu turystów kartą przetargową w wyborze miejsca na świętowanie. Potwierdzają to nasze dane, z których wynika, że odkąd Telewizja Polska przestała organizować Sylwestra we Wrocławiu, zainteresowanie pobytem w tym mieście na Sylwestra spadło o siedem proc. Rezygnacja z organizacji Sylwestra w Zakopanem przez TVP byłaby zapewne ogromnym ciosem dla Zakopiańskiej turystyki – komentuje Mateusz Goliat, ekspert portalu Sylwestrowo.pl

Organizatorzy imprez sylwestrowych w Zakopanem i ci oferujący noclegi zyskują na popularności miasta. Zakopane stało się najdroższym miejscem w Polsce, jeśli chodzi o sylwestrowe pobyty i imprezy. Średni koszt za osobę na balu sylwestrowym w Zakopanem to 313 zł, czyli o 10 proc. więcej niż w Warszawie czy Krakowie. Koszty noclegów potrafią wzrosnąć nawet o 500 proc. w porównaniu z mniej obleganymi terminami.

To nie odstrasza turystów. W poprzednim roku na portalu Sylwestrowo.pl prawie 80 tys. osób było zainteresowanych możliwością spędzenia Sylwestra w Zakopanem. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku ten rekord zostanie pobity.

Powoli staje się to nudne

Szum informacyjny wokół negocjacji handlowych USA-Chiny nie cichnie, ale też nie przynosi dowodów postępów ani potwierdzenia, aby stronom zależało na szybkiej finalizacji. Nadzieje na porozumienie wciąż są, ale słabną. Dziś dane makro i wystąpienie nowej szefowej EBC mają szanse odciągnąć na chwilę uwagę od handlowej sagi.

Wczoraj nie brakowało prasowych rewelacji, co może aktualnie dziać się w relacjach między USA i Chinami, jednak po rynku nie było widać gwałtownych i silnych reakcji. Dowiedzieliśmy się, że USA są gotowe odroczyć wprowadzenie ceł pierwotnie zaplanowanych na 15 grudnia, jeśli do tego czasu nie udałoby się sfinalizować rozmów nad ugodą Pierwszej Fazy. Jednocześnie Pekin podtrzymuje zaproszenie dla strony amerykańskiej do kontynuacji negocjacji. Każdy dzień przynosi coś nowego w opisie sytuacji, czasami jednak przecząc sobie nawzajem i ten bałagan informacyjny wywołuje zmęczenie. Inwestorzy wykazują coraz mniejsze zainteresowanie, gdyż bezcelowym jest dyskontowanie informacji, jeśli następnego dnia przyjdzie odwracać pozycje w reakcji na dementi. Ponadto w ostatnim czasie większość informacji dociera od nieoficjalnych źródeł, co obniża ich wartość. A oficjalne stanowiska Pekinu i Waszyngtonu nie ulegają zmianie. Nawet jeśli uczestnicy rynku pozostają ostrożnie optymistyczni, trudno przełożyć to na handel bez formalnego potwierdzenia. Z drugiej strony brak informacji z oficjalnych źródeł stwarza wrażenie, że stronom nie spieszy się do zakończenia negocjacji, stąd wydaje się bezzasadne dyskontować teraz coś, co efekty może przynieść dopiero po Nowym Roku, a po drodze równie dobrze może dojść do fiaska.

Jeśli jednak na rynkach nie ma innego ciekawszego tematu do dyskusji, ciężko jest kwestię negocjacji handlowych zignorować aż do stycznia. Dziś jednak może na chwilę uda się skupić na czymś (miejmy nadzieję) ciekawszym. Wstępne odczyty indeksów PMI z Eurolandu mogą dostarczyć odpowiedzi, czy gospodarka zaczyna wyciągać się z dołka. Sektor usługowy ponownie powinien wypadać lepiej od przemysłu, choć w obu przypadkach spodziewana jest poprawa względem poprzedniego miesiąca. Inne wskaźniki nastrojów za listopad (ZEW, Sentix) wskazały, że firmy lepiej oceniają warunki do prowadzenia biznesu w obliczu ocieplenia relacji USA-Chiny i postępów ws. brexitu.

Interesującym może także być pierwsze oficjalne przemówienie nowej prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde. Rynki chcą wiedzieć, jaki kierunek dla polityki obierze Lagarde. Biorąc pod uwagę, że na zakończenie swojej kadencji prezes Draghi wprowadził nowy pakiet stymulacyjny, Lagarde ma trochę ograniczone pole działania do przeprowadzenia rewolucji i bardziej prawdopodobnym jest, że będzie bronić dotychczasowej polityki oraz zadeklaruje gotowość banku do przeciwdziałania ryzykom gospodarczym. Wydźwięk wystąpienia może być neutralny, a ewentualne zaskoczenie leży po stronie, gdyby Lagarde okazała się bardziej agresywna po stronie przyzwolenia na dalszą ekspansję monetarną. Ale dla tego nie ma konsensualnego przyzwolenia w Radzie Prezesów EBC, więc byłoby ryzykowne tworzyć konflikt na starcie kadencji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ultimate Games po III kwartale 2019 r. notuje 230-procentowy wzrost zysku netto

Ultimate Games, notowany na GPW producent i wydawca gier, specjalizujący się w popularnych symulatorach wędkarstwa, po trzech kwartałach 2019 r. zarobił blisko 3 mln zł przy przychodach rzędu 6 mln zł. W porównaniu do  analogicznego okresu ubiegłego roku oznacza to 230-procentowy wzrost zysku netto. Spółka zakłada znaczący wzrost wyników w 2020 roku, do czego przyczyni się m.in. rozszerzenie portfolio gier.

Spółka osiągnęła przychody na poziomie 5,931  mln zł w porównaniu do 3,390 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Analizując wyłącznie przychody ze sprzedaży produktów, różnica jest podobna – w trzech kwartałach 2019 r. była to kwota 5,034 mln zł, natomiast w analogicznym okresie 2018 r. – 2,868 mln zł.

Biorąc pod uwagę wynik netto, Spółka po trzech kwartałach osiągnęła zysk netto w kwocie 2,949 mln zł. To w porównaniu do kwoty 1,248 mln zł osiągniętej przez Spółkę w porównywalnym okresie ubiegłego roku świadczy o znaczącej poprawie wyników. Tak duża różnica w okresie pierwszych trzech kwartałów 2018 r. oraz w analogicznym okresie 2019 r. wynika z faktu, iż rok temu Spółka oferowała do sprzedaży znacznie mniej tytułów niż obecnie, a także nie uzyskiwała zysków ze sprzedaży z konsoli Nintendo Switch.

Tylko w trzecim kwartale 2019 r. przychody wyniosły 2,823 mln zł, a zysk netto 1,110 mln zł. Wyniki w omawianym okresie były znacząco wyższe niż w analogicznym okresie 2018 r. (odpowiednio 1,680 mln zł przychodów i 0,680 mln zysku netto).

W roku 2019 zdarzało się, że spółka miała 2-3 premiery tygodniowo. Cały rok możemy zakończyć nawet z 80 premierami na koncie. Zakładamy, że wyniki po IV kwartale będą jeszcze wyższe przez wzgląd na wzmożone zakupy graczy w okresie świątecznym, liczne wyprzedaże czy tak duże premiery jak m.in. Deadliest Catch: The Game, którego koszty powinny zwrócić się jeszcze w tym roku. Mamy plany na dalszy rozwój w przyszłym roku, chcemy wejść m.in. w tworzenie gier na PS5, w Google Stadia, myślimy też o innej wersji Switcha oraz o segmencie mobilnym – komentuje Mateusz Zawadzki, CEO Ultimate Games.

Ultimate Games każdego roku planuje wypuszczać na rynek 50-100 gier. W 2020 r. w portfolio firmy pojawi się kilka większych produkcji.

Coraz mniej rąk do pracy i coraz więcej emerytów. Kryzys demograficzny zatrzęsie gospodarką

Polska gospodarka już teraz odczuwa negatywne konsekwencje kryzysu demograficznego. Osób wchodzących na rynek pracy, urodzonych na przełomie XX i XXI wieku, jest dużo mniej niż w poprzednim pokoleniu. Zmniejszona pula pracujących osób ma wpływ nie tylko na sytuację ekonomiczną i gospodarczą Polski, ale również negatywnie odbije się na polityce społecznej państwa. Wypłacanie emerytur i opieka nad starzejącym się pokoleniem są bardziej obciążające dla skarbu państwa, gdy zmniejsza się liczba osób na rynku pracy. Ma to również wpływ na konsumpcję, a co za tym idzie na rozwój przedsiębiorstw. To bardzo niebezpieczny problem, gdyż nie da się go szybko rozwiązać. Teraźniejsza sytuacja zależy bowiem od dzietności dwie dekady temu, a rozwiązania wprowadzane dzisiaj będą miały swoje skutki dopiero za kilkadziesiąt lat. W międzyczasie kryzys demograficzny już daje nam się we znaki, a prognozy nie są optymistyczne.

– Pod względem demografii Polska jest w jednej z najtrudniejszych sytuacji w całej Europie. Z prognoz GUSu wynika, że do 2050 roku zaludnienie naszego kraju zmniejszy się do 34 milionów osób. To oznacza ubytek około 4 milionów osób z obecnej liczby Polaków. W niektórych regionach Polski możemy spodziewać się ubytków nawet na poziomie 30% ludności – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W największym stopniu na demografię wpływa dzietność Polaków. Ta w ostatnich latach nieznacznie się poprawiła, gdyż wskaźnik dzietności w Polsce osiągnął 1,40%. Jednak aby zapewnić zastępowalność pokoleń, wskaźnik ten musiałby przekroczyć poziom dwóch punktów procentowych. Do takiego wyniku jest nam jeszcze bardzo daleko, a kryzysu demograficznego doświadczamy już teraz. Coraz mniej osób wchodzi na rynek pracy. Nie przyczynia się do tego wzrost bezrobocia, ani brak nowych miejsc pracy – maleje po prostu pula osób, które mogłyby się pracy podjąć – tłumaczy Kubisiak.

Największy internetowy salon samochodowy świata powstał w Polsce. Pozwala porównać ponad 400 modeli aut

Większość Polaków nadal kupuje samochody w salonach stacjonarnych, jednak już nawet 30 proc. klientów jest skłonnych rozważyć zakup auta online. Co więcej, 2/3 klientów wykorzystuje internet do wyszukiwania informacji o danym modelu czy marce. Do tej pory mogli korzystać z porównywarek samochodów używanych, ale brakowało podobnego narzędzia dla nowych aut. Tę rolę ma spełniać serwis internetowy autokatalog.pl, który zawiera 418 modeli samochodów pochodzących od 53 producentów. – To największy internetowy salon samochodowy na świecie – podkreślają twórcy rozwiązania.

– Ok. 80 proc. klientów wciąż decyduje się na zakup samochodu w tradycyjnym salonie, natomiast im młodsi klienci, tym chętniej chcą w tym celu skorzystać z internetu. W grupie wiekowej powyżej 45 lat odsetek kupujących przez internet wynosi tylko 4 proc., ale już w grupie 25–35 lat jest zdecydowanie wyższy i sięga 10 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Robert Bendlewski, dyrektor Departamentu Pojazdów Idea Getin Leasing. – Co ważne, z badania EY wynika, że 31 proc. klientów bierze pod uwagę zakup samochodu przez internet.

Badanie Deloitte pokazuje z kolei, że ponad 96 proc. klientów wykorzystuje internet do wyszukiwania informacji o produktach, ofertach i dostępnych narzędziach finansowych. Motoryzacja pod względem wpływu cyfrowego cechuje się jednym z wyższych wyników we wszystkich grupach wiekowych (62 proc.). Wyprzedza m.in. takie kategorie, jak artykuły dla dzieci i niemowląt (61 proc.), odzież (58 proc.) czy żywność (50 proc.).

– Najpopularniejszy model zakupowy to bezpośrednia strona importera – 32 proc. klientów zdecydowałoby się na zakup w ten sposób. Natomiast dotąd nie było żadnej strony, która dawałaby obiektywne spojrzenie na rynek i uwzględniała wszystkie marki i modele samochodów – dodaje Robert Bendlewski.

Kierowcy mogli dotychczas korzystać z wirtualnych wyszukiwarek i porównywarek samochodów używanych, ale brakowało analogicznego narzędzia dla nowych aut. Taką rolę ma pełnić startujący właśnie autokatalog.pl. Serwis zawiera informacje o 418 modelach samochodów i ich ponad 10 tys. wersjach, oferowanych obecnie na rynku polskim przez 53 marki. Narzędzie zostało stworzone przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. Duża część modeli ma już opracowany unikalny, zestandaryzowany materiał prezentacyjny, który umożliwia stworzenie nawet do 55 tys. kombinacji wizualnych porównań par nowych aut. Materiał codziennie poszerzany jest o kolejne samochody.

Aby kupować samochody online, klienci muszą mieć zapewnioną pełną swobodę analizy ofert, a to oznacza nie tylko spojrzenie na konkretne auto z punktu widzenia wyglądu jego sylwetki czy też wnętrza, lecz także możliwość weryfikacji jego parametrów technicznych oraz wyposażenia. Dodatkowo, klienci muszą mieć narzędzia pozwalające na swobodne porównywanie aut, umożliwiające weryfikację różnic w ich osiągach i wyposażeniu czy też sprawdzenie warunków finansowych, jakie mogą uzyskać. Potwierdzenie, że wybrane auto marzeń znajduje się już w kraju, będzie swoistą wisienką na torcie. Do tej pory trudno było znaleźć w internecie miejsce, które dostarczałoby pełen komplet informacji – mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Z Auto Katalogu można korzystać bezpłatnie poprzez stronę internetową albo aplikację na urządzeniu mobilnym (do pobrania w AppStore i Google Play). Prezentacja samochodu obejmuje specyfikację i kompletną galerię widoków z zewnątrz i wewnątrz. Dużą część modeli można także oglądać w widoku 360 stopni. Zawartość uzupełniają testy dziennikarskie i dane Info-Eksperta. Porównanie do 10 różnych modeli aut w Auto Katalogu zajmuje raptem kilka minut. Porównanie wizualne dwóch aut w kilka, kilkanaście sekund.

 Staraliśmy się stworzyć narzędzie, które zbiera maksymalnie dużo informacji i podaje je w prosty sposób, ale z drugiej strony pozwala na wizualizację tego samochodu i porównanie różnych modeli. Wyróżnikiem jest też sama porównywarka, która zawiera wmontowane konfiguratory producenckie. To oznacza, że już na etapie porównywania samochodów możemy wpływać na specyfikację, dodawać i odejmować opcje czy zmieniać podstawowe parametry samochodu, żeby wybrać najlepszy dla siebie – mówi Wojciech Drzewiecki.

Serwis umożliwia też wyliczenie najkorzystniejszego sposobu finansowania zakupu pojazdu. Auto Katalog zawiera stworzony przez Idea Getin Leasing kalkulator finansowy, który pozwala użytkownikowi dokonać symulacji wielu opcji finansowania w czasie rzeczywistym. Wystarczy zmienić podstawowe parametry, np. wysokość wkładu własnego czy długość umowy, żeby sprawdzić, jak zmieni się wysokość miesięcznej raty leasingu czy kredytu, bez potrzeby czekania na to, aż doradca przygotuje kalkulację.

– Tak jak Auto Katalog nie narzuca klientowi żadnej marki, modelu czy wersji samochodu, podobnie i my, tworząc kalkulator, nie chcieliśmy nic narzucać. Mając do dyspozycji trzy formy finansowania, czyli kredyt, leasing i najem, klient może 7 dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę i bez wychodzenia z domu stworzyć dla siebie setki tysięcy kalkulacji i wykreować indywidualną ofertę, która spełni wszelkie jego oczekiwania, związane z okresem spłaty, wpłatą i wysokością raty – mówi Robert Bendlewski.

Jak podkreśla, parametry finansowe w kalkulatorze Auto Katalogu są identyczne z tymi, jakie klient uzyska w stacjonarnych oddziałach Idea Getin Leasing. Ponadto w razie jakichkolwiek problemów czy wątpliwości co do formy finansowania klient może skorzystać z doradztwa za pośrednictwem Live Chata, gdzie uzyska odpowiedzi dotyczące np. wymaganych dokumentów czy procedur.

Twórcy Auto Katalogu, określanego mianem największego internetowego salonu samochodowego świata, podkreślają, że serwis jest użyteczny zarówno dla klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorstw. Zapowiadają też, że projekt ma otwarty charakter i będzie się rozwijać. Niedługo zostanie rozbudowany o takie elementy, jak możliwość kalkulacji ubezpieczeń, bazę pojazdów klasycznych czy też automat decyzyjny wniosków finansowych.

– Teraz prezentujemy podstawową informację o pełnej ofercie rynku z cenami katalogowymi, rabatami oferowanymi oficjalnie przez producentów, mając przy tym świadomość, że oferta dealerów obejmuje przede wszystkim samochody stojące na placach, których ceny mogą się różnić od tych cennikowych. Takie auta wkrótce zaczniemy pokazywać w Auto Katalogu – zapowiada prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

Jak podkreśla, Auto Katalog ma dostarczyć potencjalnemu klientowi wszystkich potrzebnych mu informacji, ograniczyć do minimum czas analizy i pozwolić mu na wizytę u dealera dopiero wtedy, kiedy jego preferencje zostaną zawężone.

Narzędzie powinno wspomóc także pracę sprzedawców. Dziś ilość informacji, którą muszą przetworzyć w zakresie własnej marki, jest tak duża, że często nie starcza im czasu, aby przyjrzeć się konkurencji. To narzędzie pozwala szybko porównać swój produkt z konkurencją i uwypuklić elementy, które za nim przemawiają. Zbierając w sposób zanonimizowany informacje o zainteresowaniu klientów (bez informacji o nich samych, bo nie przewidujemy konieczności logowania się do aplikacji), o tym, jakie modele wybierają, jak chcą je wyposażyć, jakie warunki finansowe preferują, tworzymy materiał dla producentów, którzy na jego podstawie mogą optymalizować specyfikację samochodów oferowanych w przyszłości na rynku. Będą w stanie tak przygotować ofertę, żeby klient szybciej zdecydował się na zakup – mówi Wojciech Drzewiecki.

Prof. J. Hausner: Ekonomiści czekają na bardziej szczegółowy plan działania rządu. Konieczne jest przygotowanie gospodarki na trudne czasy

Rok 2021 może być dla polskiej gospodarki trudniejszy niż przyszły, więc rząd powinien mieć plan działania na te kolejne dwa lata – mówi ekonomista prof. Jerzy Hausner. Wyzwaniem jest m.in. nadchodzące spowolnienie gospodarcze, które będzie oznaczać mniejsze wpływy do budżetu, oraz wzrost cen energii i kosztów pracy, który zmniejszy konkurencyjność polskich firm. Według byłego członka Rady Polityki Pieniężnej w exposé premiera Mateusza Morawieckiego zabrakło szczegółów na ten temat. Na razie rząd koncentruje się na szukaniu źródeł finansowania obietnic wyborczych.

Zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Mateusz Morawiecki powiedzieli publicznie, że weszliśmy w fazę spowolnienia gospodarczego. To nie będzie kryzys, ale czekają nas trudne czasy. I powiedzieli, że będziemy na to przygotowani, więc teraz trzeba powiedzieć, co to znaczy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Jerzy Hausner, ekonomista Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Najważniejszym zadaniem jest przeprowadzić polską gospodarkę i jej obywateli przez ten trudniejszy okres, pamiętając, że część spraw od nas nie zależy, ale to nie znaczy, że nic od nas nie zależy. 

Według założeń do ustawy budżetowej, która zakłada, że dochody i wydatki budżetu w przyszłym roku zrównają się ze sobą i nie będzie deficytu, polska gospodarka urośnie w tym roku o 4,0 proc., a w kolejnym o 3,7 proc. To wyraźnie wolniej niż w 2018 roku, gdy przyspieszyła o 5,1 proc. Natomiast Narodowy Bank Polski w opublikowanej w listopadzie projekcji PKB zakłada odpowiednio 4,3 proc. oraz 3,6 proc. Jeszcze w lipcu prognozy były o kilka punktów procentowych wyższe. Wolniejsze tempo wzrostu to niższe wpływy do budżetu, a zobowiązania podjęte w czasie kampanii – takie jak 13. i 14. emerytura, podniesienie pensji minimalnej czy niższy ZUS i CIT dla małych firm i podniesienie limitu obrotów w przypadku opodatkowania ryczałtem – będą wymagały finansowania.

Mamy kilka inicjatyw, które już na pierwszym posiedzeniu Sejmu próbowano przeprowadzić. Nie wszystko się udało, bo na razie sprawa składek ZUS-u dla osób mających wysokie wynagrodzenia została odłożona, w związku z tym problem nie został zamknięty – ocenia prof. Jerzy Hausner podczas Open Eyes Economy Summit. – Nie sądzę, żeby cała sprawa sprowadzała się do równowagi budżetowej. Jest wiele innych problemów, np. co mamy zamiar zrobić, żeby nie doprowadzić do wyższej inflacji w konsekwencji uwolnienia cen energii elektrycznej. Nie wiem, jaki jest plan na przyszłość polskiej energetyki.

Wzrost cen energii już dotknął jednostki samorządu terytorialnego, urzędy czy przedsiębiorców. Jeśli do tego dojdzie zapowiadany wzrost płacy minimalnej, to wzrost kosztów – nawet jeśli nie doprowadzi do upadłości firm – na pewno osłabi ich konkurencyjność eksportową. Przykładem może być branża motoryzacyjna. Mimo że na słabszych wynikach niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego polski sektor ucierpiał mniej, niż początkowo przypuszczali ekonomiści, to jednak znaczący wzrost kosztów prowadzenia działalności może skłonić zagraniczne firmy do likwidacji części polskich fabryk.

– Wielkie globalne firmy, które mają tutaj swoje fabryki i montownie rozważają wychodzenie z Polski. To jest dużo miejsc pracy – wyjaśnia ekonomista. – W tej chwili mamy także problemy w sektorze logistyki, transportu szczególnie. Jeśli rzeczywiście uwolnimy ceny energii, to pytanie, co będzie z przemysłem cementowym, bo on jest bardzo energochłonny. To są naczynia połączone. Rozumiem, że w exposé premier nie mógł mówić o tego rodzaju szczegółach, ale to nie zmienia faktu, że już wkrótce premier albo minister Emilewicz powinni w imieniu rządu przedstawić, jaki jest ten plan na najbliższe dwa lata.

Prof. Jerzy Bralczyk: Pierwsze posiedzenie nowego Sejmu natchnęło mnie optymizmem. Niektórzy politycy pokazali wolę porozumiewania się

– Pewne sygnały w dyskursie politycznym mogą sugerować chęć porozumienia się – mówi prof. Jerzy Bralczyk, oceniając zakończone właśnie pierwsze posiedzenie Sejmu IX kadencji. Jednym z pierwszych omawianych przez polityków projektów było zniesienie limitu 30-krotności składek na ZUS. Wbrew praktyce poprzedniej kadencji zarówno prawica, jak i opozycja okazały się niejednolite w swoich poglądach, w wyniku czego budzący wiele emocji projekt został wycofany i trafił do konsultacji. Zdaniem prof. Jerzego Bralczyka może to być zapowiedź łagodzenia dyskursu politycznego. – Wciąż jednak potrzebujemy w języku więcej konkretów zamiast ocen i mniej pewności siebie – podkreśla znany językoznawca.

– Pewne sygnały mogłyby pokazywać, zwłaszcza na pierwszym posiedzeniu nowego Sejmu, że istnieje możliwość, może niekoniecznie zgody, bo zgoda w polityce jest czasami podejrzana, ale porozumiewania się, nawet bez porozumienia. Natchnęło mnie to optymizmem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Jerzy Bralczyk, językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. – Cóż z tego, kiedy media, choć nie tylko po stronie mediów tutaj jest wina, wolą eksponować to, co jest konfliktowe, to, co jest ich zdaniem atrakcyjniejsze, a więc pewne rzeczy antagonizujące, a nie to, co mogłoby być związane z chęcią pokazania większego szacunku. Zastanawiam się, czy możliwe jest jakieś medium, które by eksponowało to, co służy porozumieniu, co może prowadzić do niekoniecznie pełnego pogodzenia się, ale w każdym razie możliwości wymiany sądów.

19 listopada Sejm miał się zająć m.in. pierwszym czytaniem projektu PiS dotyczącego zniesienia limitu 30-krotności przy składkach ZUS. Jednak partia wycofała ten projekt i skierowała go do konsultacji ze związkowcami i pracodawcami. Okazało się bowiem, że wobec sprzeciwu Porozumienia Jarosława Gowina, które w dodatku zarządziło dyscyplinę partyjną w głosowaniu nad projektem, mógłby on zostać odrzucony. Przeciw była także Koalicja Obywatelska, natomiast Lewica, choć podjęła wspólną decyzję, nie zdradziła jej publicznie. Na pewno jednak będzie się domagała zmian w projekcie.

Można pomyśleć, że niekoniecznie automatycznie Porozumienie będzie za, niekoniecznie automatycznie Lewica będzie przeciw – komentuje prof. Jerzy Bralczyk. – Język konkretu teraz nam jest potrzebny, czyli język określania zjawisk precyzyjnie, bez używania elementów oceny.

Podkreśla, że takie podejście sprzyja większej pokorze i skupieniu na kwestiach merytorycznych, a nie demonstracji siły lub pogardy i utwierdzania siebie i swoich wyborców w dotychczasowych przekonaniach. W związku z większą różnorodnością poglądów w Sejmie, niejednomyślnością w niektórych kwestiach, zarówno w rządzącej koalicji, jak i w opozycji, oraz brakiem przewagi PiS-u w Senacie konieczne może stać się poszukiwanie przez polityków sposobów na porozumienie.

Trochę mniej tego języka wartości, a trochę więcej języka opisu rzeczywistości, diagnoz, a przede wszystkim mniej pewności siebie, która gubi jednych i drugich – postuluje językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. – Odbiorca nie lubi specjalnie manifestowanego pełnego przekonania, że tylko my mamy rację. Może potrzeba więcej łagodniejszych sformułowań, może nawet wyrażeń modalnych typu „z pewnością”, „być może” albo „zapewne”, a nie tylko „tak jest i już”. Jeżeli atmosferę się podgrzewa, to potem trzeba podgrzewać jeszcze bardziej. Jest taka stara zasada, że to, co jest mocne, po jakimś czasie przestaje takie być, więc pojawia się coś jeszcze mocniejszego. Może spróbujmy czegoś łagodniejszego.

Statystycznie każdego dnia blisko 50 Polek słyszy diagnozę rak piersi. Eksperci podkreślają: im szybciej zdiagnozujemy zmiany, tym większe szanse na wyleczenie

Statystycznie każdego dnia blisko 50 Polek słyszy diagnozę rak piersi. Eksperci podkreślają: im szybciej zdiagnozujemy zmiany, tym większe szanse na wyleczenie 1

Mimo licznych kampanii edukacyjnych oraz częstszego zwracania uwagi społeczeństwa na to, jak ważne jest regularne wykonywanie badań, wciąż Polacy mają niewystarczającą wiedzę na temat nowotworu piersi. Jak pokazuje najnowsze badanie sondażowe dotyczące wiedzy Polaków nt. raka piersi, przeprowadzone w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa” – tylko połowa kobiet regularnie wykonuje samobadanie piersi, które wspiera wczesną diagnostykę raka piersi. To istotne o tyle, że wcześnie wykryty nowotwór jest dziś w większości przypadków uleczalny.

Kampania „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa” skierowana jest zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Ma z jednej strony zachęcić kobiety do systematycznych badań, a z drugiej – podkreślić rolę męskiego wsparcia w trakcie choroby oraz zachęcaniu bliskich kobiet do regularnych badań.

– Według najświeższych statystyk w Polsce każdego roku blisko 19 tys. kobiet dowiaduje się o diagnozie – rak piersi, ponad 6 tys. umiera z tego powodu.To bardzo zła informacja, bo gdybyśmy chcieli zmieścić się w europejskiej średniej, tych zgonów w stosunku do liczby zachorowań powinniśmy mieć o ok. 1,5 tys. mniej. Ciągle mamy więc bardzo dużo do zrobienia – podkreśla dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Centrum Onkologii w Warszawie.

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród kobiet. Statystycznie każdego dnia taką diagnozę słyszy blisko 50 Polek. Dzieje się tak, ponieważ – mimo kampanii edukacyjnych i podkreślania, jak ważne są regularne badania – rak piersi nadal wykrywany jest na zbyt późnym etapie.

Co istotne, większość Polek (73 proc.) wie, jak samodzielnie badać piersi, choć nadal pozostaje blisko 1/3, która nie wie, jak powinno się wykonywać to badanie. Co więcej, zdecydowana większość Polaków (72 proc.) nie wie, w jakim dniu cyklu miesiączkowego powinno się wykonywać samobadanie piersi i zaledwie 7 proc. ma świadomość, że powinno ono zostać wykonane pomiędzy 5. a 10. dniem cyklu – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa” na zlecenie Fundacji Onkocafe – Razem Lepiej oraz Novartis Oncology.

– Mamy jeszcze dużo do zrobienia i głównie dotyczy to profilaktyki. To, czy wyleczymy raka piersi, zależy przede wszystkim od tego, na jakim etapie choroby zaczniemy go leczyć. Im wcześniej zaczniemy diagnozować pacjentkę z powodu jakiegoś guzka w piersi i im wcześniej wdrożymy leczenie – tym większa szansa. Oczywiście, to nie wygląda tak dobrze, jak w bogatszych krajach Unii, ale z każdym rokiem widać poprawę – mówi dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld.

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem wśród Polek, a diagnoza we wczesnym stadium, kiedy zmiany w piersi są niewielkie, daje prawie 100-procentową szansę na wyleczenie. Mimo to Polki nadal zbyt rzadko wykonują badania diagnostyczne i samobadanie piersi, które pozwala zauważyć pierwsze niepokojące zmiany. Badanie sondażowe, przeprowadzone w ramach kampanii „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa”, pokazuje, że 42 proc. Polaków ma świadomość, że takie samobadanie powinno się przeprowadzać co najmniej raz w miesiącu. Ale regularnie wykonuje je tylko połowa Polek. Prawie 50 proc. kobiet w ogóle nie wykonuje comiesięcznego samobadania piersi.

Dlaczego zatem Polki nie przeprowadzają samobadania? Głównym powodem (45%) jest zapominanie o tym ważnym badaniu. Wśród innych powodów pojawiają się: strach przed wyczuciem czegoś (15%), niewiedza odnośnie do konieczności regularnego przeprowadzania samobadania (11%), fakt, iż badanie jest nieprzyjemne (3%) oraz wstyd (1%).

– Wcześnie wykryty rak piersi jest w wielu przypadkach w stu procentach wyleczalny, zatem nie ma się czego bać, trzeba działać – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Jak podkreśla Anna Kupiecka, dziś rak piersi w Polsce wykrywany jest na coraz wcześniejszych etapach i sytuacja powoli się poprawia. Zmian wymaga jednak system leczenia i opieki nad pacjentami onkologicznymi.

– Kiedyś mówiliśmy, że nadal zbyt wiele kobiet zgłasza się do lekarza z zaawansowanym stadium choroby. Wydaje się, że dziś jest już troszeczkę lepiej, niemniej wciąż cały system i organizacja leczenia raka piersi w Polsce szwankuje. Od października miały być Breast Unity, ale już słychać głosy, że w najbliższym czasie nie uda się zawrzeć kontraktów na realizację tego rodzaju świadczeń. To nas bardzo smuci. Staramy się gonić Europę Zachodnią w leczeniu nowotworów piersi, a tymczasem śmiertelność z tego powodu w ostatnich kilku latach zamiast maleć wzrosła – mówi Anna Kupiecka. –  Przed nami jeszcze wiele do zrobienia. Leczenie powinno być wdrażane jak najwcześniej, zgodne z najnowszą wiedzą medyczną. Niestety, organizacja całego procesu wykrywania, kompleksowego leczenia i zaopiekowania pacjentki z rakiem piersi wciąż pozostawia wiele do życzenia. 

Jak podkreśla, obok właściwego leczenia pacjentki potrzebują również wsparcia swoich rodzin, bliskich i partnerów. Właśnie na tę potrzebę zwraca uwagę kampania „BreastFit. Kobiecy Biust. Męska sprawa”, której celem jest z jednej strony zachęcenie kobiety do systematycznych badań, a z drugiej strony zwrócenie uwagi na to, jak ważne jest wsparcie bliskich w trakcie choroby nowotworowej.

W tej kwestii wyniki badania sondażowego są optymistyczne – 90 proc. mężczyzn jest świadomych, że wsparcie dla chorej na raka piersi jest bardzo ważne. 64 proc. mężczyzn zadeklarowało, że zachęca swoje partnerki bądź bliskie kobiety do badań. Nadal pozostaje jednak blisko 35 proc. mężczyzn, którzy przyznają, że nie pamiętają lub nie robią tego w ogóle.

ŹRÓDŁA:

Badanie sondażowe OMNIBUS pt. „Rak piersi” zrealizowane na zlecenie Novartis Oncology przez Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia. Dane z 26.07.2019 r.

Wojciechowska Urszula, Didkowska Joanna, Zachorowania i zgony na nowotwory złośliwe w Polsce. Krajowy Rejestr Nowotworów, Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie. Dostępne na stronie: http://onkologia.org.pl/raporty/HASHtabela_rok, data wygenerowania raportu: 19.07.2019 r.

Rak piersi nie ma metryki, Raport http://www.delab.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2017/12/Rak-piersi-nie-ma-metryki.pdf, data dostępu: 19.07.2019 r.

Badanie sondażowe OMNIBUS pt. „Rak piersi” zrealizowane na zlecenie Novartis Oncology przez Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia. Dane z 26.07.2019 r.

Polski rynek targowy ma mocną pozycję w Europie. Branża zatrudnia ponad pół miliona pracowników i będzie rosła

0

Polski rynek targowy ma mocną pozycję w Europie. Branża zatrudnia ponad pół miliona pracowników i będzie rosła 2

Dzięki dobrej koniunkturze w gospodarce, nowoczesnej bazie obiektów targowych i hotelowych, a także strategicznemu położeniu geograficznemu polski rynek targowy ma mocną pozycję w Europie i notuje wzrosty. Jego dalszy rozwój ułatwiłoby większe wsparcie władz lokalnych i rządowych – podkreślają przedstawiciele branży. Największą popularnością niezmiennie cieszą się imprezy związane z IT, turystyką czy targi hobbystyczne. Modne są również te dotyczące ekologii czy ochrony środowiska. Na przestrzeni ostatnich lat targi bardzo się zmieniły – dziś często towarzyszą im duże eventy, a stoiska targowe są wspomagane przez nowoczesne technologie.

– Branża targowa jest w całkiem niezłej kondycji, szczególnie na tle pozostałych krajów europejskich. Wiąże się to z dobrą koniunkturą. Nasza gospodarka wciąż się rozwija, podczas gdy dynamika wzrostu gospodarki w Europie nabrała już wolniejszego tempa – mówi agencji Newseria Biznes dr Beata Kozyra, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT). – Jesteśmy niekwestionowanym liderem Europy Środkowo-Wschodniej i liczącym się graczem w całej Europie. Daleko nam pod względem wielkości do tych najbardziej znanych ośrodków targowych, ale jakością im nie ustępujemy.

W ubiegłym roku – według statystyk PIPT i Centrex (Międzynarodowego Związku Statystyk Targowych) – zorganizowano w Polsce ponad 200 targów z udziałem 1,62 mln zwiedzających i blisko 27,4 tys. wystawców, na powierzchni targowej wielkości blisko 900 tys. mkw. PIPT szacuje jednak, że w Polsce organizowanych jest jeszcze około 200 imprez targowych, które nie są poddawane audytowi według międzynarodowych standardów statystycznych Centrex.

W porównaniu z 2016 rokiem (z uwagi na 2-letni cykl organizacji części imprez) liczba zorganizowanych w Polsce targów była niższa o 5 proc. O tyle samo spadła również liczba polskich wystawców. Zwiększyła się natomiast liczba wystawców zagranicznych – aż o 7 proc. Wzrosła również wielkość wynajętej powierzchni targowej o prawie 3 proc., a liczba gości odwiedzających targi zwiększyła się o 5,3 proc. Na przestrzeni ostatniej dekady (lata 2009–2018) liczba zwiedzających na targach w Polsce wzrosła o ponad 8 proc.

 Liczba imprez nie zmienia się drastycznie, za to zmieniają się one jakościowo. Po pierwsze na targach wykorzystywane są najnowsze osiągnięcia techniki. Technologie wearables, wirtualna rzeczywistość i okulary VR, aplikacje AR, telewizory 4 i 8 K oraz roboty stanowią już dzisiaj codzienność na stoiskach targowych – mówi Beata Kozyra.

Jak podkreśla, następuje również bardzo wyraźna eventyzacja targów. Chodzi o to, że coraz ważniejszą pozycję na rynku mają targi, którym towarzyszą takie eventy, jak wydarzenia sportowe, konferencje, kongresy czy wydarzenia społeczne. 

Zmieniają się również trendy w zakresie najpopularniejszych obszarów tematycznych targów.

Czasami jest tak, że imprezy pojawiają się w jednym roku, a w kolejnym znikają, inne trwają przez wiele lat. A w miejsce targów, które odchodzą do lamusa, pojawiają się nowe. Targi związane z hobby, IT czy turystyką cieszą się nieustającą popularnością od dłuższego czasu. Natomiast stosunkowo nowym trendem jest np. survival. Dynamicznie rozwijają się również imprezy skierowane do pasjonatów – od pokazów zabytkowych samochodów przez gry planszowe do rozrywki multimedialnej – mówi Beata Kozyra. – Pojawiają się wciąż nowe imprezy targowe, takie jak wspomniany survival, ale tradycyjne wędkarstwo wciąż cieszy się ogromną popularnością. Modne stają się też targi bio i eko. To mocno rozwijający się trend. Podobnie jak wszystko, co związane z digitalizacją, IT, usługami dla biznesu, grami i rozrywką. Ten obszar na pewno się będzie nadal dynamiczne rozwijał.

Polski rynek targowy jest stosunkowo niewielkim, ale dojrzałym i stabilnym rynkiem europejskim. Wpływa na to wiele czynników, m.in. znaczący, oscylujący wokół 5 proc., wzrost gospodarczy w dwóch ostatnich latach, wciąż wysoki eksport i silny popyt wewnętrzny, zarówno inwestycyjny, jak i konsumpcyjny.

Kluczowe znaczenie ma również strategiczne położenie Polski na linii Wschód–Zachód oraz na bieżąco modernizowana i rozbudowywana w miarę potrzeb infrastruktura targowo-konferencyjna. Ważny jest też fakt, że polscy organizatorzy targów i dostawcy usług targowych śledzą zmieniające się w branży trendy, dostosowując obiekty, produkty targowe i usługi do zmieniających się potrzeb i oczekiwań klientów.

Jak podkreśla ekspertka, czynnikiem wpływającym na rozwój branży targowej jest też współpraca z władzami lokalnymi i rządowymi. Ta w Polsce nie wygląda jednak najlepiej. W innych krajach Unii Europejskiej, np. w Niemczech czy we Włoszech, targi są oczkiem w głowie rządzących. Dla przykładu, w Lombardii władze lokalne dofinansowują ośrodki targowe nawet do wysokości 1,5 mln euro w postaci częściowo tylko zwrotnej pożyczki. W Polsce branża nie może jednak liczyć na żadną formę wsparcia czy dotacji

Władze rządowe prawie w ogóle nie interesują się targami. Owszem, ministrowie bywają na ważniejszych targach międzynarodowych, jednak jest to niewystarczające wsparcie dla branży – mówi Beata Kozyra.

Zdaniem prezes PIPT, polskie władze nie dostrzegają prostej zależności, że wysoka aktywność obiektów targowych jest czynnikiem pobudzającym rozwój gospodarczy miasta, regionu czy całego kraju. Organizacja tego typu imprez rozwija lokalne usługi hotelarskie, gastronomiczne, kulturalne czy transportowe.

– Tylko efektywna współpraca władz centralnych, administracji samorządowej, ośrodków targowych oraz wykorzystywanie dostępnych zasobów na rzecz promocji polskiej gospodarki i krajowych firm – a targi zdecydowanie są miejscem promocji polskich przedsiębiorstw i produktów – może przywrócić polskim targom dawną świetność i wspierać polską gospodarkę – podkreśla Beata Kozyra. – Z naszych obliczeń wynika, że branża okołotargowa zatrudnia ponad pół miliona pracowników, a do budżetu państwa wpływa z branży prawie 3 mld zł. Wydaje się, że gdyby atencja władz rządowych była większa, te cyfry można by było zwiększyć o co najmniej 50 proc.

Maszyny odczytują emocje lepiej od ludzi. Nowe urządzenia pomagają służbom granicznym i usprawniają kontakty z klientami

Identyfikować gniew, strach i smutek potrafią także maszyny. Najnowsze badania wskazują, że są w tym już lepsze niż ludzie. Połączenie między ośrodkowym układem nerwowym a ekspresją emocjonalną na twarzy umożliwiło stworzenie algorytmów, które poprawnie rozpoznają ludzkie emocje poprzez kolor twarzy. Na rynku jest dostępny „emocjonalny aparat słuchowy”, czyli urządzenie, które pomaga dzieciom z zespołem Aspergera czytać emocje i reagować na mimikę twarzy. Empath, program do rozpoznawania emocji, który identyfikuje emocje poprzez analizę fizycznych właściwości głosu, pomoże z kolei w telefonicznej obsłudze klienta.

– Opracowaliśmy technologię do analizy emocji na podstawie głosu, działającą na bazie sztucznej inteligencji. Nasze rozwiązania nie analizują treści słów, ale sposób ich wypowiadania. Analizują tempo wypowiedzi, ton, głośność czy intonację głosu. Dzięki wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego opracowaliśmy algorytm pozwalający ocenić stan psychiczny rozmówcy w oparciu o właściwości akustyczne jego wypowiedzi – mówi agencji Newseria Innowacje Hazumu Yamazaki, współzałożyciel spółki Empath.

Reklamodawcy, największe firmy technologiczne, a także służby graniczne używają oprogramowania do śledzenia twarzy do monitorowania naszych nastrojów. Maszyny mogą identyfikować gniew, strach czy smutek i są w tym coraz lepsze. Potwierdza to niedawno opublikowane badanie w Proceedings of National Academy of Sciences. Wynika z niego, że nasze twarze wyrażają uczucia kolorami. O ile ludzie są w stanie poprawnie zidentyfikować uczucia innych osób w 75 proc. przypadków w oparciu o subtelne zmiany koloru przepływu krwi wokół nosa, brwi czy policzków, o tyle w przypadku maszyn wskaźnik poprawnych wskazań sięga 90 proc.

Technologia pomaga także chorym – na rynku dostępne jest np. urządzenie, które pomaga zrozumieć emocje i dopasować mimikę twarzy do uczuć. Przydatne jest zwłaszcza osobom z chorobą Aspergera. Najczęściej jednak technologia znajduje zastosowanie w pracy, która opiera się na kontakcie z klientem. Maszyny na podstawie głosu, szybkości mowy i intonacji są w stanie dokładnie rozpoznać nastrój i emocje rozmówcy. Takie rozwiązania sprawdzają się w handlu i produkcji, także w call center pomagają sprawnie przeprowadzić rozmowę.

– Nasze rozwiązania potrafią zidentyfikować cztery emocje: radość, opanowanie, złość i smutek oraz określić poziom energii, który można porównać do wewnętrznego barometru, który znajduje się w naszych ciałach. Pomaga to określić poziom motywacji rozmówcy – wskazuje Hazumu Yamazaki.

Na rynku istnieje już np. oprogramowanie do analizy mowy w call center, które raportuje parametry rozmów telefonicznych, takie jak czas trwania, nastrój mówcy i atmosferę rozmowy. Wykrywa, kiedy może dojść do kłótni, pomaga zapobiegać konfliktom.

– Opracowana przez nas technologia może być używana przez biura telefonicznej obsługi klienta, w przemyśle motoryzacyjnym, robotyce, służbie zdrowia. Obecnie uwagę kierujemy głównie w stronę biur telefonicznej obsługi klienta i poprawy poziomu zadowolenia klienta z jakości obsługi oraz zmniejszenia poziomu fluktuacji kadr – tłumaczy współzałożyciel spółki Empath.

Analiza głosu wydobywa różne cechy akustyczne z głosu mówcy w czasie rzeczywistym, tym samym pozwala zrozumieć emocje rozmówcy. Technologia nie analizuje kontekstu językowego, wykrywa natomiast zmiany w zakresie głosu, które wskazują na gniew, niepokój, szczęście lub satysfakcję, niuanse nastroju czy nastawienie do rozmówcy.

– Oferujemy usługi wirtualnego asystenta, który wspiera pracę telefonistów oraz osób nadzorujących ich pracę, celem poprawy komunikacji w oparciu o empatię. Z tego powodu nasze produkty są kierowanie głównie do biur telefonicznej obsługi klienta. Obecnie mamy już 700 klientów w 50 krajach – mówi Hazumu Yamazaki.

Chmury danych ułatwiają naukowcom prowadzenie badań. Nowa platforma pozwoli podzielić się zdjęciami prosto z mikroskopu

Z badań Intelligent Enterprise Index przeprowadzonych przez analityków Zebra Technologies Corporation wynika, że dziś aż 61 proc. firm inwestuje w technologie inteligentne. Narzędzia tego typu coraz częściej trafiają także w ręce jednostek naukowych, które wykorzystują je do usprawnienia procesów decyzyjnych oraz procedur badawczych. Korporacja Labstep pokłada spore nadzieje w chmurze danych, której upowszechnienie może uprościć prowadzenie badań przez kilka zespołów naukowych z całego świata.

– Stworzyliśmy platformę do zarządzania, współpracowania i dzielenia się danymi oraz wynikami badań. Laboratoria z różnych uczelni i kontynentów współpracują ze sobą, a praca naukowców polega na zapisywaniu obserwacji, a na co dzień wykorzystuje się głównie odręczne notatki. W obecnych czasach, gdzie duży nacisk kładzie się na współpracę, dzielenie się danymi i wynikami jest niezwykle trudne. Nasze narzędzie stanowi platformę, dzięki której naukowcy mogą w bardzo prosty sposób komunikować się i wymieniać danymi ze współpracownikami – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jan Domanski, współzałożyciel Labstep.

Na rynku chmurowym funkcjonuje obecnie wiele platform przystosowanych do pracy grupowej. Obok narzędzi skierowanych do użytkowników domowych istnieją także te skierowane do środowiska biznesowego. Cechują się znacznie większą wszechstronnością niż klasyczne dyski sieciowe, oferując całą paletę dodatkowych, wysoce funkcjonalnych narzędzi.

Z myślą o użytkownikach biznesowych powstała m.in. chmura G-Core Labs. Platforma nie tylko pozwala przetwarzać nieograniczoną liczbę danych, co może okazać się przydatne w przypadku projektów naukowych operujących na zasobach big data, lecz także pozwala wybrać serwerownie, w której klient będzie przechowywać swoje dane. Dzięki temu zespół może wybrać taki serwer, który zapewni jak najszybszy przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi grupami naukowców.

– Jeśli wejdziemy do laboratorium z XXI wieku i usuniemy wszystkie urządzenia z monitorem, to nie będziemy mogli odróżnić go od laboratoriów z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Wszystko wygląda podobnie – ludzie w fartuchach zapisujący notatki na papierze. Na szczęście start-upy pracują już nad tym sektorem, każdego roku wydawane są ogromne pieniądze na rozwój badań, a my pomagamy wydać je korzystnie – przekonuje ekspert.

Potencjał tej technologii docenił także Departament Zasobów Wewnętrznych Stanów Zjednoczonych, który zainwestował w elektroniczny system zarządzania zasobami funkcjonujący w ramach chmury danych. Do końca 2022 roku wszystkie rekordy elektroniczne oraz skrzynki mailowe departamentu zostaną przeniesione do chmury. Dzięki temu dostęp do zawartych w nich informacji będzie szybszy i wydajniejszy, e-maile będą automatycznie kategoryzowane, a pracownicy będą mogli sprawniej operować dokumentami wykorzystywanymi w departamencie.

Na podobnej zasadzie ma działać narzędzie od Labstep, które będzie pomostem pomiędzy danymi gromadzonymi w aplikacjach oraz na komputerach użytkowników platformy. Zaprojektowano je w taki sposób, aby ułatwiło zarządzanie notatkami czy danymi do analizy. Wprowadzono w nie m.in. elektroniczny notatnik do zapisywania informacji na temat przeprowadzanych eksperymentów, interfejs do usystematyzowania kolejnych kroków badawczych czy system protokołów wzorcowych. Labstep obsługuje także szereg plików wykorzystywanych w laboratoriach i jest kompatybilny z takimi narzędziami, jak pakiet Microsoft Office, Molecular czy SnapGene.

– Internet rzeczy będzie coraz częściej gościł w laboratoriach. Zamiast pracownika laboratorium wykonującego zdjęcie za pomocą mikroskopu z kamerą, mikroskop podłączony do internetu automatycznie wykona zdjęcie pobranej próbki, prześle je do notatnika w chmurze, do którego będą mieli dostęp jego współpracownicy. Naszym naukowcom i klientom zapewniamy takie rozwiązania, które pozwalają im wysyłać dane z ich urządzeń do innych pracowników, dzięki czemu mogą pracować wspólnie – wyjaśnia Jan Domanski.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku systemów zarządzania dokumentami do 2023 roku osiągnie wartość 6,8 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 11 proc.

Premiera pierwszego elektrycznego samochodu Lexusa UX 300e

  • Pierwszy elektryczny samochód Lexusa łączy wyrafinowane właściwości jezdne i ciche wnętrze na poziomie właściwym dla DNA marki
  • Legendarna niezawodność Lexusa wywodząca się z technologii hybrydowej
  • Elektryczny UX zachował swój charakterystyczny wygląd i wysoką funkcjonalność

Lexus zaprezentował na targach Guangzhou International Automobile Exhibition model UX 300e – swój pierwszy seryjny samochód elektryczny (BEV). Crossover o mocy 150 kW i baterii 54,3 kWh zapewni do 400 km zasięgu (wg NEDC)*. Wystawa w Guangzhou w Chinach trwa od 22 listopada do 1 grudnia.

Od wprowadzenia w 2005 roku modelu RX 400h Lexus jest pionierem technologii zelektryfikowanych napędów na rynku samochodów luksusowych. Marka jako pierwsza rozpoczęła sprzedaż samochodów, które łączyły doskonałe osiągi i niską emisję spalin. Podczas Tokio Motor Show 2019 Lexus ogłosił swoją nową globalną strategię elektryfikacji, którą nazwał Lexus Electrified. Jej celem jest ogromny skok naprzód w osiągach aut, jakości prowadzenia, a także radości z jazdy, którą odczuwa kierowca za sprawą napędu elektrycznego.

Technologia Lexus Electrified pozwala na zintegrowaną kontrolę nad napędem, układem kierowniczym, zawieszeniem oraz hamulcami, w pełni wykorzystując potencjał technologii rozwiniętych w autach hybrydowych. Dzięki temu samochód prowadzi się stabilnie w każdej sytuacji. Jest to kolejny krok w nieustannym dążeniu Lexusa, by jego auta były coraz bezpieczniejsze i dawały coraz większą radość z jazdy.

Elektryczny UX 300e, pierwszy produkcyjny model spod znaku Lexus Electrified, został opracowany w taki sposób, by zapewniać świetne doznania podczas jazdy. Inżynierowie Lexusa zachowali charakterystyczny wygląd i wysoką funkcjonalność Lexusa UX, skupiając się na tym, by wykorzystać szanse, jakie daje szczególny charakter napędu elektrycznego. Silnik o mocy 150 kW oferuje błyskawiczne, naturalne przyspieszenie, a baterie o wysokiej pojemności, zamontowane pod kabiną pasażerską, zapewniają nisko położony środek ciężkości oraz do 400 km zasięgu (wg NEDC)*. Najnowsze technologie łączności sprawiają, że UX 300e wykorzystuje do maksimum zalety napędu elektrycznego, nie rezygnując z osiągów w prowadzeniu, a także z użyteczności pojazdu.

Wyrafinowane właściwości jezdne i wygłuszenie kabiny zgodne z DNA Lexusa

Lexus od początku swojego istnienia jest skoncentrowany na zapewnieniu niesamowitych wrażeń z jazdy. Nie inaczej jest w przypadku napędu elektrycznego na baterie. Opierając się na modelu UX, inżynierowie Lexusa mogli w pełni wykorzystać zalety napędu elektrycznego, by auto prowadziło się jeszcze lepiej. Jednocześnie, zgodnie z DNA Lexusa, UX 300e ma jedną z najcichszych kabin w swojej klasie, do czego przyczyniło się wieloletnie doświadczenie inżynierów marki w wygłuszaniu wnętrza.

System Drive Mode Select w modelu UX 300e pozwala kontrolować płynność przyspieszenia i zwalniania, w zależności od sytuacji. Kierowca może w pełni korzystać z dynamiki i dostępnego natychmiast momentu obrotowego elektrycznego napędu. Jednocześnie za pomocą łopatek przy kierownicy można wybrać jedno z czterech poziomów odzyskiwania energii podczas zwalniania, przy zachowaniu naturalnych odczuć z jazdy.

UX 300e zapewnia doskonałe właściwości jezdne dzięki niskiemu środkowi ciężkości. To efekt zastosowania elektrycznego silnika oraz umieszczenia baterii pod kabiną pasażerską, co dodatkowo wpływa na rozkład masy i moment bezwładności.

Wysoki poziom sztywności platformy GA-C został jeszcze bardziej zwiększony dzięki zastosowaniu dodatkowych rozpórek oraz optymalizacji siły tłumiącej amortyzatorów, które zostały dostosowane do zmian związanych z elektryfikacją auta.

Samochody elektryczne z natury są ciche, ale UX 300e otrzymał dodatkowe wygłuszenia izolujące kabinę od odgłosów z zewnątrz takich jak wiatr czy szum opon, które byłyby słyszalne po rezygnacji z tradycyjnego silnika i skrzyni biegów.

Inżynierowie skupili się także na dźwiękach w trakcie jazdy, by nadać prowadzeniu jak najbardziej naturalny charakter. Active Sound Control (ACS) przekazuje odgłosy otoczenia, żeby kierowca wiedział, jakie warunki panują na drodze, a pasażerowie czuli się w kabinie naturalnie.

Legendarna niezawodność Lexusa wywodząca się z technologii hybrydowej

W pracach nad modelem UX 300e Lexus korzystał z wiedzy, którą pozyskał podczas rozwijania napędów hybrydowych, stosując ten sam poziom kontroli jakości i procesów produkcji napędu elektrycznego, co w przypadku innych modeli. Zespół inżynierów Lexusa zadbał o niespotykaną niezawodność baterii, a także o najnowsze systemy łączności, żeby zapewnić codzienną użyteczność i kompatybilność ze smartfonami.

Wydajność silnika, przetwornika mocy, przełożeń oraz baterii o wysokiej pojemności została wykorzystana do maksimum, w oparciu o wiedzę pozyskaną w produkcji hybryd. Dzięki zwiększeniu osiągów całego układu, UX 300e ma zasięg do 400* km.

Baterie są wyposażone w system zarządzania temperaturą, który pracuje zarówno przy niskich, jak i wysokich temperaturach na zewnątrz. Ich niezawodność została zwiększona także dzięki systemom regulującym poziom naładowania, które zapobiegają przeładowaniu oraz rozładowaniu baterii.

UX 300e jest wyposażony w nowe rozwiązania z dziedziny łączności. Specjalna aplikacja na smartfony LexusLink pozwala sprawdzić stan baterii czy zasięg auta, poinformuje właściciela, kiedy samochód zostanie naładowany, a nawet pozwoli zaplanować kolejne ładowanie w zależności od tego, kiedy samochód będzie ponownie używany oraz od cen prądu. Aplikacja umożliwia też zdalną kontrolę klimatyzacji.

Specyfikacja silnika Lexusa UX 300e

Umiejscowienie Model Moc maksymalna Maksymalny moment obrotowy
Przód 4KM 150 kW 300 Nm

Specyfikacja baterii UX 300e

Typ Pojemność Zasięg Standardowa prędkość ładowania (AC) Szybkie ładowanie (DC)
Litowo-jonowa 54,3 kWh 400 km* Maks. 6,6 kW Maks. 50 kW

 

*Według wstępnych testów w standardzie WLTP zasięg auta wynosi do 350 km.

Charakterystyczny styl i wysoka funkcjonalność

Wyrafinowany design i wysoka funkcjonalność crossovera Lexus UX zostały przeniesione do modelu UX 300e. Stylistyka nadwozia, podkreślająca dynamiczny charakter auta, została uzupełniona o specjalnie zaprojektowane aerodynamiczne koła oraz osłonę podwozia. Umiejscowienie systemu shift-by-wire na konsoli centralnej przyczynia się do prostego i funkcjonalnego designu wnętrza.

Priorytetem dla Lexusa są najbardziej zaawansowane technologie z zakresu bezpieczeństwa i jak najszybsze wprowadzanie ich do pełnej gamy modelowej. UX 300e został wyposażony w specjalnie przystosowany pakiet systemów bezpieczeństwa czynnego Lexus Safety System+. Lexus nieustannie dąży do ograniczenia wypadków na drodze i stresu kierowców. Rozwój systemów wspomagających jazdę ma zapewnić jak największe poczucie bezpieczeństwa.

Lexus UX 300e wejdzie do sprzedaży w Chinach i Europie w 2020 roku, a na początku 2021 roku trafi na rynek japoński.

Co sprzedawać w internecie? 5 pomysłów na biznes online 2020

Chcesz zacząć sprzedawać w internecie, ale brakuje ci pomysłu na biznes? Na szczęście istnieją narzędzia, które pozwalają precyzyjnie określić, co się obecnie najlepiej sprzedaje. Dzięki nim nie tylko określisz popyt na dany produkt w Polsce i zagranicą, ale też zbadasz konkurencję. Sprawdź, co się dobrze sprzedaje online i gdzie warto sprzedawać, aby to było opłacalne.

Jak określić, co się najlepiej sprzedaje w Polsce i zagranicą?

Statystki pokazują, że Polacy pokochali zakupy w internecie. Z roku na rok przybywa internautów, którzy kupują niestacjonarne. W 2019 jest to już 62 proc. internautów – o 6 p.p. więcej niż w 2018 r. (56 proc.). W 2017 roku 54 proc. deklarowało, że robi zakupy online. Kupujemy w sklepach polskich i zagranicznych. W większości przypadków nie ma to dla nas znaczenia poza opłatami związanymi ze ściąganiem towaru z innego kraju.

W tej sytuacji wiele osób chce otworzyć własny sklep internetowy. Problem w tym, że branża e-biznesu jest przeładowana. Niełatwo jest się wybić, ale nie jest to niemożliwe. Sukces zależy od trzech czynników:

  1. dobrego pomysłu,
  2. jakości produktów,
  3. dostosowaniu funkcjonalności sklepu do potrzeb użytkownika.

Dobry pomysł określa, co warto sprzedawać w internecie. Najprościej jest znaleźć niszę (coś, co rzadko jest kierowane do sprecyzowanej, wąskiej grupy odbiorców, ale jest na to zadowalający popyt) albo celować w produkty, które są najpopularniejsze. Mały sklep ma małe szanse na przebicie gigantów sprzedaży, ale może liczyć na przyzwoite zarobki. Określając najpopularniejsze kategorie produktów można polegać na intuicji lub na specjalnych narzędziach. Jednym z nich jest Google Trends, które określa, jakie produkty są najczęściej wyszukiwane w sieci. Ponadto wskazuje intensywność zainteresowania danym produktem w konkretnych okresach i w konkretnych miejscach. Poza tym narzędzie Google Trends pokazuje też specyfikę konkretnych produktów. Przykładowo, jeśli chcemy sprzedawać sukienki, Google Trends podpowie nam, czy internauci najczęściej szukają małej czarnej, czy innego rodzaju ubrania.

Oprócz Google Trends istnieje jeszcze kilka podobnych narzędzi do określania zainteresowań internautów. Niektóre są płatne, inne darmowe. Warto wybrać narzędzie najodpowiedniejsze dla siebie i przeanalizować popyt na produkty, które chcemy sprzedawać we własnym sklepie internetowym, zanim zaczniemy jakąkolwiek działalność. Jeszcze inną metodą wybrania towaru do sprzedaży online są raporty na temat sprzedaży w internecie, takie jak najnowszy raport „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska”.

Sprzedaż ubrań w internecie

W 2019r. najchętniej kupowanymi produktami w internecie (w Polsce) są ubrania, w tym dodatki i akcesoria. Dotychczas 69 proc. zakupów zrobionych w tym roku w sieci dotyczyła właśnie odzieży. W przypadku serwisów zagranicznych tylko 32 proc. zakupów dotyczyła ubrań i dodatków.

Dużą popularnością cieszą się znane marki, opierające swój wizerunek na dbaniu o jakość tkanin. W Polsce jedną z najpopularniejszych jest m.in. Marie Zelie. Sprzedaż markowych ubrań w internecie ma sens tylko wtedy, kiedy marki wydają na to zgodę (np. na zasadzie franczyzy). W pozostałychh przypadkach musimy postawić na niemarkowe ubrania.

Sprzedaż butów przez internet

Trudny, ale opłacalny biznes. Jednym wyjątkiem, kiedy nie warto tego robić, są towary markowe. Klient, który chce wydać na buty kilkaset lub kilka tysięcy złotych nie będzie kupował takiego towaru bez przymiarki. W 2019 r. obuwie znalazło się na drugim miejscu pod względem najczęściej kupowanych produktów przez internet w Polsce (55 proc. kupujących online kupowało właśnie buty). Za granicą było to tylko 32 proc. kupujących.

Sprzedaż książek i płyt przez internet

Polacy nie czytają? Sprzedaż książek w internecie pokazuje, że to nieprawda. Albo że przynajmniej kupują książki. W 2019 roku 54 proc. kupujących online w Polsce wybrało książki albo płyty. Natomiast za granicą takie produkty nie znalazły się nawet w pierwszej piątce zainteresowań kupujących. Stawiając na sprzedaż książek pamiętajmy, że będziemy musieli konkurować z takimi gigantami jak sieć Empik czy też innymi, wielkimi księgarniami.

Sprzedaż kosmetyków przez internet

Obecnie w Polsce kosmetyki zajmują czwarte miejsce pod względem ilości sprzedaży w internecie (52 proc., a za granicą 33 proc.). Mimo “wielkich graczy” na rynku, tutaj mali sprzedawcy mają duże pole do popisu, ponieważ panuje moda na naturalne ekokosmetyki. Można więc postawić na sprzedaż produktów niszowych: dwuskładnikowych, trzy składnikowych, hipoalergicznych, wegańskich albo takich, które wykonuje się z powszechnie dostępnych składników.

Aby zyskać pewność, że oferowane produkty są oryginalne i pochodzą z zaufanych źródeł, warto skorzystać z usług, które oferuje hurtownia kosmetyków online. Firma Europe Distribution Group to godny zaufania dystrybutor, który dzięki wieloletniemu doświadczeniu doskonale zna funkcjonowanie zarówno na rynku zachodnim, jak i polskim. W ich ofercie znajdują się sprawdzone i starannie wyselekcjonowane produkty, które spełniają oczekiwania konsumentów.

Sprzedaż sprzętu RTV i AGD online

Piąte miejsce na liście aktualnie najlepiej sprzedających się produktów online zajmują sprzęty AGD i RTV (49 proc. w Polsce, 33 proc. za granicą). Konkurencja na tym rynku jest duża, ale istnieje możliwość dobrego wypromowania się online, jeśli tylko postawimy na odpowiednie marki. Trzeba jednak pamiętać, że sprzedając sprzęty AGD i RTV musimy przewidzieć większe koszty dostawy (niż w przypadku ubrań czy kosmetyków). Te towary muszą być bardzo dobrze zabezpieczone, inaczej narażamy się na reklamacje klientów i straty finansowe.

Czego nie warto sprzedawać w internecie?

Istnieją branże, w których panuje tak duża konkurencja, że bez ogromnych zasobów finansowych na pozycjonowanie i reklamę, próby przebicia gigantów sprzedaży po prostu nie mają sensu. Ponadto pewne produkty są na tyle specyficzne, że ich sprzedaż online w ogóle nie cieszy się popularnością. Oto lista rzeczy, których nie warto sprzedawać w internecie:

  • drogie, markowe buty,
  • suknie ślubne,
  • rośliny,
  • alkohol,
  • broń,
  • zwierzęta znajdujące się na liście zagrożonych gatunków.

W internecie można sprzedawać praktycznie wszystko. Są jednak branże, w których taka sprzedaż będzie po prostu nieopłacalna. Przykładowo panny młode celebrują wybór sukni ślubnej, a z przymiarek robię wydarzenie towarzyskie. Dlatego też większość z nich nie kupi sukienki przez internet bez przymiarki. Z kolei jeśli chcemy sprzedawać alkohol, to w teorii możemy, a w praktyce nie mamy możliwość zweryfikować wieku kupującego. W związku z tym narażamy się na mandaty. Obecnie możemy kupić broń przez internet, ale według aktualnych przepisów odbiór broni musi nastąpić w sklepie stacjonarnym i za okazaniem uprawnień do jej posiadania.

Skąd brać produkty do własnego sklepu internetowego?

Kiedy już dokładnie wiemy, co warto sprzedawać w internecie, pozostaje pytanie o to, skąd brać towar. Jeśli wybraliśmy sprzedaż produktów własnego wyrobu, czyli popularny handmade, to sami możemy go produkować. W tej sytuacji jesteśmy zależni tylko od własnych mocy przerobowych.

Jednak większość rzeczy sprzedawanych w internecie to towar, który musimy skąd zdobyć. Możemy kupić go w hurtowni lub prosto od producenta. W przypadku ścisłej współpracy z producentem łatwiej jest negocjować cenę, natomiast hurtowania zezwala na zakup dużej ilości towaru bez zbędnych formalności.

Jeśli nie mamy gdzie trzymać rzecz, które chcemy sprzedawać w internecie, nie musimy ich fizycznie posiadać. Dropshipping, czyli wysyłka towaru z magazynu kontrahenta prosto do klienta, pozwala na sprzedawanie rzeczy bez ich magazynowania.

Gdzie sprzedawać w internecie?

Istnieje kilka możliwości sprzedaży w internecie. Pierwszą z nich jest własny sklep internetowy. Można go założyć osobiście, budując witrynę od podstaw lub skorzystać z gotowych rozwiązań e-commerce. Prowadzenie sklepu internetowego to korzystne, bezpieczne i tanie rozwiązanie.

Inną formą sprzedaży jest wykorzystywanie wielkich portali sprzedażowych takich jak np. Allegro. Korzystając z takich rozwiązań za każdy sprzedany produkt musimy zapłacić prowizję. Nie martwimy się jednak o wszystkie aspekty związane z prowadzeniem własnego biznesu online. Możemy przestać sprzedawać w każdym momencie.

Na popularności zyskuje także sprzedaż przez portale social media. To rozwiązanie dedykowane przede wszystkim osobom prywatnym, które chcą się pozbyć zbędnych rzeczy. Za sprzedaż np. przez Marketplace (Facebook) nie płacimy prowizji, natomiast transakcje tam zawierane są niepewne i nie mogą być stałym źródłem dochodu.
Miejsce sprzedaży może zwiększyć nasze wyniki, jednak nawet najlepsze pozycjonowanie sklepu internetowego nic nie da, jeśli nie będziemy posiadać wysokiej jakości towaru, na który jest popyt. Dlatego zanim zaczniemy sprzedaż online, mocno się zastanówmy, co warto sprzedawać w internecie.

Priorytetem sektora finansowego powinny być inwestycje w IT

Nowe rozwiązania technologiczne i ułatwienia dla klientów to te aspekty, które mogą wyróżnić markę od jej konkurentów. Rozwiązania IT dedykowane branży finansowej są jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów. Cały sektor nowych technologii w Polsce wart był w 2018 roku już ponad 12 mld USD. Spory wzrost w tym obszarze miały usługi – blisko 4,4%. Znaczenia dla całego rynku nabierają rozwiązania chmurowe, które są warte już ponad 312 mln USD. Zdaniem ekspertów, zastosowanie chmury w Polsce będzie rosnąć 5 razy szybciej niż usługi czy sprzedaż hardware’u[1]. Branża finansowa ma w tym swój udział i zaczyna dość mocno inwestować w IT.

Stawianie na nowe technologie i nowatorskie rozwiązania jest tym elementem, który może przyciągnąć nowych klientów. Niezależnie od branży, firmy, które myślą o rozwoju w dłuższej perspektywie powinny być na bieżąco z nowymi technologiami. Zasada, że brak rozwoju oznacza coś wprost przeciwnego np. kompletny brak rozwoju i recesję, jest w tym przypadku jak najbardziej adekwatna.

„Firmy z sektora finansowego zainteresowane są kilkoma rodzajami udoskonaleń i rozwiązań informatycznych. Oczywiście możemy je podzielić na obszar wewnętrzny i zewnętrzny. Do pozyskania Klientów i ich obsługi dedykowanych jest wiele narzędzi takich jak krojone na wymiar aplikacje mobilne czy rozwiązania desktopowe. IT nakierowane do wewnątrz struktur danej organizacji może uprościć wiele procedur np. w obszarze HR’u. Wdrożenie odpowiednich aplikacji do zarządzania zadaniami i pracy na projektach, to kolejne obszary usług jakie świadczymy w branży finansowej. Warto tutaj wspomnieć, że z jednej strony zależy tym firmom na jak najlepszych zabezpieczeniach, co jest zrozumiałe ze względu na specyfikę działalności. Z drugiej oczekują coraz szerszej automatyzacji oraz uproszczenia części procedur.” – mówi Piotr Kawecki, Dyrektor zarządzający w spółce ITBoom.

Branża finansowa jest obszarem, gdzie wiele procesów ma charakter automatyczny i powtarzalny. Wykorzystanie zautomatyzowanych systemów może więc odciążyć w tej kwestii pracowników. Najprostszym przykładem jest chociażby wykorzystanie zaawansowanych systemów oprogramowania w londyńskim City czy wykorzystanie chatbotów na infoliniach. Firmy IT proponują również rozwiązania, dzięki którym firmy zyskują wsparcie nie tylko w obszarze zarządzania obecnymi procesami, ale potrafią także przewidzieć i wykluczyć wiele zagrożeń. Implementowane narzędzia samouczące się, pozwalają wyjść poza procesy wewnętrzne i wdrożyć efektywniejsze zarządzanie.

„Ciekawymi projektami w branży finansowej są wdrożenia rozwiązań dedykowanych komunikacji wewnętrznej. Dla przykładu w jednej z największych instytucji ubezpieczeniowych udało nam się z dużym powodzeniem wdrożyć nowoczesny intranet, w pełni zintegrowany z Microsoft SharePoint. Wspólnie z Klientem otrzymaliśmy nawet za to wdrożenie nagrodę INTERNALE w kategorii najlepszy intranet w Polsce – „Duże przedsiębiorstwa”. To tylko jedno z wielu rozwiązań, na jakie decydują się firmy z branży finansowej. Popularne są także wnioski HR, automatyzacja obrotu i akceptacji dokumentów wewnętrznych czy rejestracja czasu pracy na projektach. Nie bez znaczenia w dzisiejszych czasach pozostaje mobilność proponowanych rozwiązań. Współdzielenie dokumentów czy możliwość zdalnej aktualizacji oraz wymiany plików to podstawa w pracy w finansach.” – mówi Piotr Kawecki.

Mobilne rozwiązania kluczowym elementem

Mówiąc o nowoczesnych rozwiązaniach dedykowanych sektorowi finansowemu nie możemy zapominać o aplikacjach mobilnych. Jak wynika z danych Związku Banków Polskich w ciągu roku liczba osób, które korzystają z bankowości mobilnej wzrosła o 2,72 mln. Dla banków to ogromne wyzwanie, chociażby ze względu na bezpieczeństwo transakcji. W perspektywie najbliższych lat to właśnie bezpieczeństwo będzie kluczowym obszarem. Sztuczna inteligencja, która obecnie bardzo dynamicznie się rozwija, dzięki procesowi samouczenia się będzie mogła przewidywać potrzeby użytkowników aplikacji, czy wyłapywać niestandardowe zachowania. Już dzisiaj odpowiednie oprogramowanie zarządza i pomaga kontrolować ryzyko np. przy ocenie wniosków kredytowych czy określeniu danej zdolności kredytobiorcy. To co jeszcze 4-6 lat temu było odległą przyszłością, dzisiaj jest wdrażane jako narzędzie podstawowe. Jakiś czas temu mówiliśmy, że autoryzacje poprzez SMS, zatwierdzanie umów przelewem to przyszłość branży. Dzisiaj autoryzacja w aplikacji mobilnej oraz potwierdzenie zawarcia umowy scanem twarzy to rozwiązania stosowane praktycznie na co dzień w wielu instytucjach. Biometria jest tak powszechna, że nikt nie określa jej mianem science fiction.

– „W ubiegłym roku na IT wydaliśmy w Polsce prawie o 1 mld USD więcej niż w 2017 roku. Ten rynek wart jest w Polsce już 12 mld USD. Wydatki na technologie wzrosły tym samym o ponad 7%. Co ciekawe, spory wzrost w tym sektorze odnotowały usługi – blisko 4,4%. Wydawać by się mogło, że Polska jest już mocno nasycona technologicznie. Dane firmy doradczej IDC pokazują jednak, że w 2018 roku odnotowaliśmy dodatni wynik. W tym roku możemy spodziewać się podobnej sytuacji. To pokazuje jak polskie firmy podchodzą do inwestycji w technologie. Z roku na rok, czynią kolejne kroki i wydają jeszcze więcej, usprawniając swoje procesy oraz podnosząc znacznie efektywność swojego biznesu. Te czynniki nie pozostają bez znaczenia nie tylko w walce konkurencyjnej o polskiego klienta, ale także przy eksporcie za granicę. Polskie instytucje finansowe są bowiem uznawane za jedne z najbardziej nowoczesnych w Europie.” – dodaje Piotr Kawecki.

[1] https://itwiz.pl/idc-wydatki-na-technologie-polsce-wzrosly-roku-2018-74/

Rakuten Mobile z F5 Networks dostarczą pierwszą na świecie całkowicie chmurową sieć komórkową

Firma F5 Networks poinformowała o nawiązaniu współpracy z Rakuten Mobile Inc. — operatorem sieci komórkowej Grupy Rakuten. Współpraca ma na celu pomoc we wdrożeniu pierwszej na świecie w pełni zwirtualizowanej sieci komórkowej cloud native. Rakuten Mobile wykorzysta oferowane przez F5 możliwości wirtualizacji funkcji sieciowych (NFV), aby zoptymalizować swoją nową sieć komórkową oraz przyspieszyć wdrożenie usług 5G w 2020 r.

W ramach partnerstwa Rakuten Mobile będzie pracować wspólnie z F5 nad skalowaniem i ewolucją swojej architektury sieciowej cloud native, aby zwiększyć zarówno skalowalność, jak i elastyczność bez utraty kontroli. Oferowane przez F5 możliwości i produkty[1] w dziedzinie wirtualizacji funkcji sieciowych pozwoliły uprościć i zoptymalizować koordynację usług, zapewnić dostępność, wydajność i bezpieczeństwo aplikacji. Współpraca umożliwia również operatorowi uzyskanie niezrównanej swobody i sprawności we wdrażaniu usług oraz zapewnia wyższą przepustowość, sieć o niskich opóźnieniach oraz przewidywalne skalowanie usług.

Gotowa na wdrożenie standardu 5G sieć operatora Rakuten Mobile Inc. wykorzystuje innowacyjną, sterowaną przez oprogramowanie architekturę działającą wyłącznie w chmurze, która zapewnia stabilność, skalowalność i sprawność działania, a jednocześnie pozwala efektywnie zarządzać kosztami i daje klientom bezpieczne oraz wydajne opcje łączności. Ta zwirtualizowana architektura z pewnością zapoczątkuje rewolucję w branży telekomunikacyjnej nie tylko w Japonii, lecz także w innych państwach na całym świecie.

W tym roku firma F5 wprowadziła już kilka nowych rozwiązań i rozszerzeń opracowanych po to, aby umożliwić usługodawcom wdrożenie usług 5G. Produkty te pomagają dostawcom usług czerpać jak największe korzyści ze swoich inwestycji w sieci 4G, a jednocześnie zoptymalizować infrastrukturę i zapewnić jej skalę niezbędną do bezpiecznego wdrożenia nowych sieci 5G.

„Rakuten, jako jedna z najbardziej innowacyjnych i renomowanych japońskich marek, jest idealnym partnerem do strategicznych projektów takich jak ten” — powiedział James Feger, wiceprezes i dyrektor działu obsługi usługodawców w F5.

„Po wielu latach przygotowań do wdrożenia sieci 5G obserwujemy duże postępy — operatorzy tacy jak Rakuten zaczynają wdrażać infrastrukturę potrzebną do wprowadzenia tej technologii w życie” — powiedział Yuichi Gonda, regionalny wiceprezes w F5 Networks Japan. „Za pomocą sprawdzonych rozwiązań F5, operatorzy mogą zoptymalizować swoje sieci, monetyzować nowe rozwiązania i aplikacje 5G oraz zapewnić wysoki poziom bezpieczeństwa zarówno swoich sieci, jak i abonentów”.

„Naszym celem jest budowa sieci, w której innowacje są wprowadzane z szybkością oprogramowania i którą można skalować z szybkością chmury. Dzięki kulturze opartej na innowacjach technologicznych i operacyjnych, mamy wyjątkowe możliwości realizacji tego celu” — powiedział Tareq Amin, dyrektor ds. technicznych w Rakuten Mobile. „Wykorzystując najlepsze w swojej klasie technologie oferowane przez partnerów takich jak F5, chcemy świadczyć naszym klientom ekonomiczne usługi mobilne wysokiej jakości”.

[1] Firma F5 dostarczyła kompleksowe rozwiązanie N6/SGi-LAN składające się ze zwirtualizowanego mechanizmu CGNAT, zapory SGi, pamięci podręcznej DNS Transparent Cache oraz funkcji optymalizacji ruchu IP na potrzeby świadczenia rozszerzonych usług mobilnego Internetu szerokopasmowego (enhanced Mobile Broadband — eMBB).

Branża automotive ewoluuje w kierunku elektromobilności i pojazdów autonomicznych

IABM2019 już za nami – to były dwa dni dynamicznych biznesowych i merytorycznych spotkań najważniejszych przedstawicieli rynku automotive z Europy, Azji i Stanów Zjednoczonych, reprezentantów polskich i międzynarodowych organizacji oraz instytucji zaangażowanych w budowanie przyszłości motoryzacji na świecie.

– Trzecia edycja IABM jest wyjątkowym wydarzeniem łączącym w sobie wiedzę techniczną, akademicką związaną z badaniami dotyczącymi pojazdów elektrycznych i systemami ADAS wraz z praktycznym podejściem biznesowym. Są tu obecni wszyscy przedstawiciele łańcucha dostaw, producenci samochodów, części, reprezentanci najważniejszych polskich i europejskich instytucji. Tutaj w Polsce, na Śląsku jesteśmy w centrum europejskiego przemysłu motoryzacyjnego – mówił Piero Cannas, Prezes Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce.

Po powitaniach instytucjonalnych, które wygłosili: J.E. Aldo Amati, Ambasador Włoch w Polsce; Piero Cannas, Prezes Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce; Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej; Marcin Bazylak, Prezydent Miasta Dąbrowy Górniczej; Arkadiusz Chęciński, Prezydent Miasta Sosnowca oraz Kazimierz Karolczak, Prezes Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, odbyła się konferencja z udziałem największych ekspertów i praktyków motoryzacyjnych, którzy intensywnie dyskutowali o ewoluującym w kierunku elektromobilności, pojazdów nisko-emisyjnych oraz autonomicznych rynku motoryzacyjnym.

W trzeciej edycji IABM wzięło udział około 300 osób. W tym roku w Speed Business Mixer w 6 sesjach uczestniczyło 110 przedstawicieli firm, a każdy z nich nawiązał ponad 50 kontaktów. Odbyło się prawie 170 spotkań umówionych za pośrednictwem platformy i aplikacji wydarzenia, w tym z dwunastoma VIP-Buyerami – osobami odpowiedzialnymi za zakupy w czołowych firmach z branży automotive: Tenneco, Saint-Gobain – Sekurit, Kirchhoff Automotive, Martur Fompak International, Borghi Group, Kia Motors Slovakia, Korea Fuel Tech Poland, Bitron, Seoyon E-HWA, Hyundai Transys Slovakia, FCA Group Purchasing Poland, Brembo.

Podczas IABM nie sposób było nie zauważyć obecności firm włoskich oraz wszechobecnego logo „Italia” Narodowej Agencji Turystyki Włoskiej (ENIT), głównego sponsora wydarzenia, który podczas dwóch dni konferencji promował turystykę biznesową (MICE). Włosko-Polska Izba Handlowo-Przemysłowa obok KSSE i Klastra SA&AM jest głównym organizatorem i inicjatorem tego wydarzenia. Przy nieocenionym wsparciu Miast Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec oraz Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

W tym roku moderatorem International Automotive Business Meeting był wybitny dziennikarz motoryzacyjny Włodzimierz Zientarski, który swoimi interesującymi spostrzeżeniami ubarwiał przebieg wydarzenia.

– To jest prawdziwa konferencja, pada tutaj tak ogromna ilość ważnych informacji na temat tego, co się dzieje w motoryzacji. Analizy, które tutaj są prezentowane, mówią na dobrą sprawę wszystko o pewnych trendach: o zastanej sytuacji, co dalej z motoryzacją, co dalej z samochodem, jakie będą źródła napędu, jakie będą zagrożenia, czy jesteśmy w stanie to ocenić? Tutaj mówimy również o jednej bardzo ważnej rzeczy, trzeba sobie to powiedzieć wyraźnie, bo na tym polega siła tego spotkania, że wejście elektromobilności to naturalna ewolucja – przechodzenie z jednego stanu w drugi – podkreślił Zientarski.

Zmiany dające ogromne szanse

– Następuje ogromna zmiana na rynku motoryzacyjnym. To, co się dzieje na całym świecie, będzie miało również odzwierciedlenie w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, gdzie 62% firm to branża automotive. Cała branża przygotowuje się na zmiany, widzimy to jako ogromną szansę nie tylko dla rynku motoryzacyjnego, ale dla ekonomii kraju – mówił Mateusz Rykała, Wiceprezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Wybór zaproszonych gości, ekspertów, firm oraz instytucji był starannie planowany od miesięcy tak, żeby podczas IABM stworzyć, jak najszerszy obraz branży, spojrzeć na nią z każdej możliwej perspektywy i wysunąć istotne dla jej przyszłości postulaty. Dlatego program pierwszego dnia obfitował w różnorodne tematy dające zgromadzonym wybitnym ekspertom pole do szczegółowej dyskusji.

– Podczas IABM dyskutujemy o konsekwencjach elektryfikacji samochodów, elektromobilności ogólnie i pojazdach autonomicznych. Sektor automotive zmienia się bardzo szybko i rynek musi się do tych zmian dostosować – mówi Luk Palmen, Manager ds. Innowacji i Kooperacji Klastra Silesia Automotive and Advanced Manufacturing (SA&AM).

Niezwykle interesującą prezentację pt. „Mobilność i energia, dwie podstawowe potrzeby człowiek” przedstawił Doradca DG Energy, Samuele Furfari z Komisji Europejskiej. Następnie Anna Moretti Koordynator naukowy Italian Observatory of Automotive Suppliers CAMI odpowiedzialna za stosunki zewnętrzne na University Ca’ Foscari w Wenecji przedstawiła wyniki badania „Wpływ e-mobility na branżę motoryzacyjną”.

Podczas pierwszej sesji merytorycznej dotyczącej elektromobilności eksperci przedstawili swoje stanowisko na następujące tematy: Mapa drogowa elektryfikacji – Paweł Wideł, Public Affairs and Government Relations Director, PSA Poland; Globalne partnerstwo dla pojazdów elektrycznych -Roberto di Stefano, Szef e-mobilności w regionie EMEA, FCA Italy, który podczas swojej prezentacji po raz pierwszy w Polsce przedstawił elektryczny model Jeepa Renegade zaprezentowanego w części wystawowej IABM.

Następnie odbył się panel dyskusyjny, w którym udział wzięli: Paweł Wideł; Roberto di Stefano; Rafał Staciwa, Dyrektor zakupów, FCA Poland; Michal Labaj, Kierownik zakupów, Kia Motors Slovakia; Yasukazu Hijikata, CEO, NGK Ceramics Poland; Krzysztof Gablankowski, Dyrektor Zakładu, ZF Group Poland oraz Janusz Soboń, Dyrektor Zarządzający, KIRCHHOFF Poland.

Druga część konferencji dotyczyła samochodów autonomicznych i przemysłowych innowacji. W tej sesji Adam Małecki, Product Product Offer Director, Polska Agencja Inwestycji I Handlu (PAIH), mówił na temat inwestycji zagranicznych w segmencie pojazdów elektrycznych i autonomicznych; Jay Nagley, Sector Specialist, UK Department for International Trade opowiedział o polityce Wielkiej Brytanii wobec rozwoju pojazdów autonomicznych; a Thomas Hajek, CEO Fabryka Samochodów Elektrycznych zaprezentował „Innowacyjne moduły do lekkich samochodów dostawczych”. Następnie Jarosław Czaja, CEO Autonomous Systems przedstawił prezentację pt. „Sprawiamy, że Twój dzień będzie przyjemniejszy dzięki zautomatyzowanej mobilności”, a o nowych standardach wymiany informacji i bezpieczeństwa danych w motoryzacji mówił Tomasz Romanik, Head of Automotive OEM – Sales Account Manager, Dekra.

Po sesji odbył się panel dyskusyjny z udziałem wyżej wymienionych ekspertów oraz Lukiem Palmenem Managerem Klastra Silesia Automotive & Advanced Manufacturing, Piotrem Dembińskim, EMEA & South America Communications Managerem, Nexteer Automotive, a także Ryszardem Janią, Prezesem w Pilkington Automotive Poland.

 

Do podsumowania konferencji zaproszeni zostali eksperci, którzy aktywnie uczestniczą w tworzeniu nowoczesnych rozwiązań oraz regulacji dla sektora automotive w Polsce: Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego; Marcin Korolec, Prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, Krzysztof Kowalski z Polskiego Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Paweł Wideł, Wiceprezydent, Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych, Konfederacji Lewiatan oraz Jay Nagley, Sector Specialist, UK Department for International Trade.

Po konferencji odbyło się Aperitivo Italiano oraz Gala Party, na które zaprosiła Narodowa Agencja Turystyki Włoskiej (ENIT).

Drugi dzień IABM od rana skupiał się na budowaniu relacji biznesowych i poszerzaniu sieci kontaktów branżowych. Udział w sesjach Speed Business Mixer dał uczestnikom możliwość wymiany biznesowych doświadczeń oraz przedstawienia innym gościom IABM2019 swojej firmy. Tego dnia odbyły się również prezentacje ekspertów. O rynku pracy w sektorze motoryzacyjnym opowiedział Manfred Brzezina z DURING Polska, a Krzysztof Mrówczyński z Banku Pekao przedstawił prezentację pt. „Polski sektor motoryzacyjny w świetle nadchodzących wyzwań”.

W kolejnej części dnia odbyły się indywidualne spotkania B2B oraz spotkania z VIP Buyerami.

– Jesteśmy w okresie rewolucyjnych zmian w motoryzacji, a podczas takich zmian kluczowy jest dostęp do dobrych, sprawdzonych informacji, aby odpowiednio kierować firmą, podejmować odpowiednio strategiczne decyzje i z wyprzedzeniem reagować na nadchodzące w motoryzacji zmiany. Taki dostęp do dobrych informacji, możliwość wymiany doświadczeń tworzą klastrowe platformy współpracy takie jak śląski Klaster motoryzacyjny SA&AM, który współtworzy IAMB, zapewniając lokalnym, motoryzacyjnym firmom dostęp do wiedzy krajowych i zagranicznych ekspertów branży motoryzacyjnej i umożliwiając nawiązanie nowych kontaktów biznesowych podczas spotkań B2B i Speed Business Mixer – mówi Łukasz Górecki, Manager Klastra Silesia Automotive and Advanced Manufacturing (SA&AM).

International Automotive Business Meeting po raz trzeci

Trzecia edycja International Automotive Business Meeting odbyła się 13 i 14 listopada w Dąbrowie Górniczej w hotelu Holiday Inn.

– Bardzo się cieszę, że spotkanie odbywa się w Dąbrowie Górniczej, mocno śledzimy i staramy się nadążać za trendem, który jest obecny w Europie, w Polsce i w naszym regionie. Konsekwentnie realizujemy politykę gospodarczą w mieście, którą koncentrujemy na przyciąganiu branży automotive, bo w niej widzimy szansę na rozwój nie tylko naszego miasta, ale całego regionu – powiedział Marcin Bazylak, Prezydent Miasta Dąbrowa Górnicza.

– Elektromobilność wkracza do dużych miast, praktycznie w każdym mieście są już elektryczne autobusy, bo to jest nasze główne zadanie. Nawet dziś w ramach Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej rozmawialiśmy o zakupie kolejnych – dodał Arkadiusz Chęciński, Prezydent Miasta Sosnowiec.

– Przy rosnącej złożoności obszarów miejskich nie sposób sobie wyobrazić ich funkcjonowania bez nowoczesnych systemów transportu. Zarządzający tymi wielkimi organizmami muszą podjąć się realizacji dwóch równorzędnych wyzwań. Pierwsze to wzrastająca mobilność mieszkańców oraz konieczność zachowania zrównoważonego rozwoju. Jest on odpowiedzią na pytanie, jak poprawiać jakość życia w miastach, mając na uwadze ograniczone zasoby naturalne oraz dobro przyszłych pokoleń. W tą zasadę rozwoju musi wpisywać się szczególnie rozwój mobilności, która zakłada minimalizowanie negatywnego wpływu transportu na otoczenie, chodzi m.in. o niską emisję CO2 i hałas. Bardzo ważne jest także zarządzanie energią. Chodzi tutaj o szukanie sposobów jej oszczędzania, umożliwienie jej ekologicznego wykorzystania przez środki transportu. Sukcesy na tym polu są obecnie dla nowoczesnych aglomeracji atutem konkurencyjnym. Elektryfikacja miejskiej floty, rozwijanie transportu szynowego zasilanego elektrycznością, infrastruktura ładowania, preferencje dla prywatnych samochodów zeroemisyjnych to główne priorytety w rozwoju elektromobilności– podsumował Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Na IABM2019 złożyła się: konferencja, Aperitvo Italiano, Gala Party, wystawy i prezentacje partnerów, a przede wszystkim spotkania B2B i Speed Business Mixer. Wszystkie te elementy sprawiają, że IABM to wyjątkowe i skuteczne narzędzie w tworzeniu nowych idei, dzieleniu się doświadczeniem, budowaniu i nawiązywaniu relacji biznesowych.

Organizatorzy: Włoska Izba Handlowo-Przemysłowa w Polsce, Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna (KSSE), Klaster Silesia Automotive & Advanced Manufacturing, Miasto Dąbrowa Górnicza, Miasto Sosnowiec, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia

Współorganizatorzy: Japan External Trade Organization (JETRO), Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Niderlandzko-Polska Izba Gospodarcza, Brytyjsko-Polska Izba Handlowa, Advantage Austria, Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza

Partnerzy strategiczni: Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, Konfederacja Lewiatan, Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, Fundacja Promocji Pojazdów Elektrycznych, Associazione Compagnia delle Opere (CDO), Associazione Nazionale Filiera Industria Automobilistica (ANFIA).

Honorowy Patronat IABM: Ambasada Włoch w Polsce, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Energii, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Polska Agencja Inwestycji i Handlu

Patroni medialni: Anty Radio, Rzeczpospolita, rp.pl, eGospodarka, Eurologistics, Logistyka Produkcji, Magazyn Flota, Top Logistyk, Forum Elektromobilności, log24.pl, logistyczny.com, staleo.pl, zrobotyzowany.pl, Śląski Biznes, Moja Firma, Agenzia Nova.

Innowacyjność a wyniki finansowe firm

W ramach badania „Full Value. Full Stop” przebadano ponad 8 300 organizacji, szukając korelacji pomiędzy wdrożeniami innowacji technologicznych a wynikami finansowymi firm.

  • „Full Value. Full Stop.” to największa przeprowadzona dotychczas przez Accenture ankieta, która bada zastosowanie nowych technologii w przedsiębiorstwach takich jak rozwiązania chmurowe, sztuczna inteligencja (AI), blockchain czy rozszerzona rzeczywistość oraz ich wpływ na rozwój biznesu.
  • Tylko w 2018 roku Maruderzy stracili 15% rocznych przychodów i jeśli ich wewnętrzna kultura oraz podejście do technologii nie zmienią się, a przedsiębiorstwa nie będą gotowe na zmianę, szacuje się, że do 2023 roku stracą aż 46% przychodów.
  • Liderzy są konsekwentni: inwestują w innowacje, a sprawdzone rozwiązania wdrażają w maksymalnym możliwym zakresie, generując realny zwrot z inwestycji.
  • Maruderzy nie potrafią skalować technologii, zatrzymują się w pół drogi, komplikując swoją architekturę technologiczną.

Badanie Accenture rzuca nowe światło na to, jak duży wpływ mają inwestycje i rozwój technologii na wyniki finansowe przedsiębiorstw, a także jaka jest kultura organizacyjna i styl zarządzania sprzyjający tworzeniu i implementacji systemów informatycznych przyszłości. Raport „Full Value. Full Stop. How to scale innovation and achieve full value with Future Systems” bazuje na ankiecie przeprowadzonej w ponad 8 300 przedsiębiorstwach reprezentujących 20 branż w 22 krajach. Badanie zostało przeprowadzone, aby pomóc firmom zidentyfikować i zlikwidować lukę w obszarze innowacji – określić różnicę między potencjałem, a faktyczną wartością płynącą z inwestycji w technologię.

„Full Value. Full Stop.” to największa przeprowadzona dotychczas przez Accenture ankieta, która bada powszechnie stosowane i dopiero rozwijające się technologie. Firmy oceniono w 3 wymiarach: status wdrożeń technologicznych, zakres wdrożeń i gotowość organizacji na zmiany. Na tej podstawie wyłoniono firmy, które uzyskały miano Liderów (10% firm z najwyższymi wynikami) oraz Maruderów (25% firm, które uzyskały najniższe wyniki). Mierząc wskaźniki sukcesu w latach 2015-2023 (prognozowany) badanie pozwoliło zidentyfikować relację między wdrożeniami technologicznymi a wynikami finansowymi. Okazało się, że wzrost przychodów w przypadku Liderów jest dwukrotnie wyższy niż Maruderów. Co więcej, tylko w 2018 roku Maruderzy stracili 15% rocznych przychodów i jeśli ich wewnętrzna kultura oraz podejście do technologii nie zmienią się, a przedsiębiorstwa nie będą gotowe na zmianę, szacuje się, że do 2023 roku stracą aż 46% przychodów.

Tzw. Liderzy, to przedsiębiorstwa, które wychodzą z założenia, że ludzie i technologie się uzupełniają w celu maksymalizacji efektywności. To środowisko, w którym projektowane są systemy przyszłości: nieograniczone, łatwe w adaptacji i zaprojektowane z myślą o człowieku. Powyższe kryteria zdefiniowano na potrzeby ankiety w następujący sposób:

  • Nieograniczone systemy: to takie, które zyskują dzięki zacierającym się granicom – w obszarze rozwiązań IT, relacji między firmami, a nawet między ludźmi a maszynami. Systemy te tworzą przestrzenie, w których nowe pomysły i partnerstwa mogą się rozwijać.
  • Łatwe w adaptacji: takie systemy uczą się i ulepszają, eliminując tarcia i usuwając przeszkody, które hamują rozwój biznesu i umożliwiając ludziom podejmowanie lepszych decyzji, a także przyspieszając proces decyzyjny.
  • Ludzkie: to systemy, które mówią, słuchają, widzą i rozumieją tak jak ludzie, pozwalając wznieść interakcję człowiek-maszyna na wyższy poziom.

Badanie Accenture „Full Value. Full Stop” pokazuje, że istnieje wyraźna różnica w sposobie zarządzania i myślenia o wykorzystaniu technologii przez organizację między Liderami a Maruderami. Liderzy charakteryzują się tym, że:

  • Szybko wdrażają technologie: 98% Liderów wykorzystuje potężne technologie takie jak AI, podczas gdy odsetek wśród Maruderów wynosi tylko 42%. Liderzy stosują także rozwiązania bazujące na rozproszonych danych, infrastrukturze i aplikacjach. Podczas gdy 97% Liderów wykorzystuje technologie tak jak DevSecOps, mikrousługi czy konteneryzację, korzysta z nich tylko 30% Maruderów.
  • Wykorzystują chmurę obliczeniową: Liderzy dystansują pozostałe firmy wykorzystując rozwiązania chmurowe jako sposób na skuteczne wykorzystanie innych technologii, takich jak AI czy analityka. Aż 95% Liderów postrzega chmurę jako katalizator innowacji w przeciwieństwie do zaledwie 30% wśród Maruderów.
  • Traktują dane jako zasoby firmy: 90% Liderów podejmuje kroki, aby gromadzić wyselekcjonowane, jakościowe dane. Według 94% Liderów informacje te są wystarczająco wiarygodne, aby opierać na nich swoją strategię rozwoju. Podczas gdy uważa tak tylko 64% Maruderów.
  • IT jest interdyscyplinarne: Liderzy osiągają lepsze wyniki w zarządzaniu inwestycjami w IT dzięki zniesieniu granic między IT a innymi działami.
  • Rozwijają kadry: Liderzy korzystają z uczenia się poprzez doświadczenie trzy razy częściej niż Maruderzy (73% vs 24%). AI i zaawansowana analityka w takich obszarach jak personalizowane uczenie, przewidywanie poszukiwanych u pracowników cech czy połączenie między umiejętnościami pracownika a programami szkoleniowymi są wykorzystywane przez 87% Liderów i tylko 35% Maruderów.

 

„Migracja do chmury obliczeniowej to ważne narzędzie, z którego korzystają firmy będące liderami – aż 95% z nich postrzega ją jako katalizator innowacji. Zwiększa zwinność i elastyczność firmy, pozwalając jej łatwo i szybko przystosowywać się do zmiennego otoczenia biznesowego. Chmura obliczeniowa to także przejrzystość finansowa – możliwe do osiągnięcia oszczędności oraz klarowny system rozliczeń z dostawcami. Stworzenie kompleksowego ekosystemu i wykorzystanie tych możliwości pozwala organizacji na szybszy wzrost” – mówi Mariusz Chudy, Dyrektor Zarządzający Accenture odpowiedzialny za rozwiązania chmurowe i transformację infrastruktury IT.

„Firmy często sięgają po nowe technologie szukając w nich alternatywnych kanałów dotarcia do swoich klientów czy poprawy efektywności. Wyzwaniem jest jednak myślenie „wyspowe” – budowanie rozwiązań punktowo rozwiązujących dany problem. Kluczem do sukcesu jest umiejętność szybkiego wdrażania innowacyjnych rozwiązań w pełnej skali. Wymaga to szeregu kompetencji technologicznych, ale również zarządzania zmianą i budowania nowego środowiska pracy otwartego na nowe pokolenia pracowników” – mówi – Jacek Borek, Dyrektor Zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Powell vs. Trump. Prezes FED na razie nieugięty

Presja, jaką Donald Trump wywiera na Jerome Powella w sprawie obniżek stóp procentowych, okazuje się nieskuteczna. FED wyraźnie nie chce sprzeciwić się swoim celom w trosce o reelekcję prezydenta.

Rynek pracy w Polsce

Po raz trzeci z rzędu spadła ilość osób zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw. Dane te nie mogą oczywiście cieszyć, ale warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze w dalszym ciągu jest to wzrost w skali roku o 2,5%, to bardzo dobry wynik. Z drugiej strony wchodzimy w taki czas w roku, kiedy ilość prac sezonowych spada i bezrobocie okresowo rośnie. Wynagrodzenia w dalszym ciągu rosną o 5,9%, co jest wynikiem niewiele niższym od oczekiwań. Pomimo słabszych danych euro wciąż nie przekroczyło psychologicznej bariery 4,30 zł. W ciągu ostatniego tygodnia tylko raz euro nie dotarło powyżej 4,2950 zł,  zatem granica ta broni się bardzo sprawnie.

Jak zachowa się FED?

W poniedziałek prezydent USA Donald Trump gościł w Białym Domu przewodniczącego Rezerwy Federalnej Jerome Powella, a wczoraj poznaliśmy stenogramy z posiedzenia FED. Są one sprzeczne z ostatnimi twittami prezydenta Trumpa. Postulował on wprowadzenie ujemnych stóp procentowych. Taki ruch z pewnością pomógłby w przypadku walki o reelekcję, a jak wiadomo wybory prezydenckie już za niecałe 12 miesięcy. Niskie stopy procentowe spowodowałyby nagły wzrost opłacalności eksportu i zalanie gospodarki tanim kredytem. Wówczas byłaby duża szansa, że wybory zdążyłyby się odbyć, zanim gospodarka wpadłaby w poważne tarapaty po eksplozji bańki spekulacyjnej wywołanej taką polityką monetarną. Co to oznacza dla rynków? FED uważa, że obecne stopy procentowe są na odpowiednim poziomie. W rezultacie dolar idzie w górę, gdyż inwestorzy spodziewali się dalszej serii obniżek. Co więcej, nadal wierzą w przynajmniej jedną obniżkę w 2020 roku, co patrząc na koniunkturę na świecie, nie jest pozbawione podstaw.

Nagły wzrost ropy

Wczorajsze dane na temat zapasów ropy naftowej niespodziewanie doprowadziły do wzrostu cen ropy na rynkach o ponad  2%, a w ciągu całego dnia jeszcze dodatkowy procent. Jest to o tyle dziwne, że zapasy ropy był zaledwie o 0,1 mln baryłek mniejsze od oczekiwań. Wyraźnie większe okazały się natomiast zapasy benzyny. Warto zwrócić uwagę, że większość tego ruchu to spadki z wtorku, kiedy to na rynkach nagle zagościł pesymizm i ropa szła wyraźnie w dół. Zmiany te, jak to często ma miejsce, spowodowały trochę zamieszania na rublu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Badanie UBS Investor Watch – zamożni inwestorzy ostrożni, jeżeli chodzi o rok 2020

Według badania UBS Investor Watch, zamożni inwestorzy są ostrożni, jeżeli chodzi o rok 2020, ale optymistyczni, jeżeli chodzi o nadchodzącą dekadę. Ponad 80% respondentów jest zainteresowanych, aby ukierunkować swoje portfele na długoterminowe megatrendy.
Zurych, 12 listopada 2019 r. – Nowe badanie przeprowadzone przez Global Wealth Management UBS pokazuje, że osoby zamożne na całym świecie wykazują ostrożność, jeżeli chodzi o przyszły rok, jednak są optymistyczne w stosunku do prognoz dotyczących nadchodzącej dekady.

Według badania, w którym udział wzięło ponad 3400 zamożnych inwestorów na 13 rynkach, 79% respondentów stwierdziło, że rynki przechodzą w okres większej zmienności. 72% badanych określiło środowisko inwestycyjne jako trudniejsze niż pięć lat temu. 66% twierdzi, że na rynki większy wpływ wywierają czynniki geopolityczne niż fundamenty biznesowe. Największe obawy (44% respondentów) wzbudził konflikt handlowy między USA a Chinami; następnie była to polityka wewnętrzna (41%) oraz wybory w USA w 2020 r. ( 37%).

Ogólnie rzecz biorąc, zamożni inwestorzy nadal posiadają w gotówce 25% swoich portfeli, znacznie więcej niż rekomenduje UBS, a 60% z nich twierdzi, że rozważałoby dalsze zwiększenie tego poziomu.

Jednak pomimo zastrzeżeń dotyczących 2020 r. 69% respondentów stwierdziło, że nadal jest optymistycznie nastawionych do zwrotów z inwestycji w nadchodzącej dekadzie. 88% wyraziło zainteresowanie ukierunkowaniem swoich portfeli na megatrendy inwestycyjne – zgodnie z ofertą tematyczną inwestycji długoterminowych UBS. Jako jeden z najważniejszych megatrendów najczęściej identyfikowana była starzejąca się populacja (87% respondentów). 82% badanych wyraziło również zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami, a 45% stwierdziło, że już prowadzi takie inwestycje.

To pozytywne podejście do długoterminowych i zrównoważonych inwestycji było najbardziej widoczne wśród młodych inwestorów w wieku 18–34 lata. 84% z nich wykazało zainteresowanie ukierunkowaniem swoich portfeli na megatrendy, a 83% było zainteresowanych zrównoważonymi inwestycjami, w porównaniu z 30% respondentów w wieku 51 lat lub starszych w obu przypadkach.

Paula Polito, Specjalistka ds. Strategii Klienta w UBS Global Wealth Management, mówi: „Szybko zmieniające się otoczenie geopolityczne stanowi największy problem dla inwestorów na całym świecie. Widzą oni globalne połączenia i słyszą pogłoski o zmianach, które mają większy wpływ na ich portfele inwestycyjne niż tradycyjne fundamenty biznesowe, co stanowi wyraźną zmianę w stosunku do przeszłości.”

Stany Zjednoczone

Jeżeli chodzi o największe wyzwania, przed którymi staną amerykańscy inwestorzy w 2020 r., omówienie wpływu wyborów prezydenckich z doradcą inwestycyjnym rozważa lub planuje odsetek badanych niższy niż w jakimkolwiek innym ważnym regionie – na poziomie 78% w porównaniu do średniej światowej wynoszącej 82%. Jednak większy odsetek respondentów (45%) wyraził zaniepokojenie konfliktem handlowym między USA a Chinami – w porównaniu ze średnią na całym świecie (44%), a nawet w Chinach kontynentalnych (30%). W perspektywie długoterminowej inwestorzy amerykańscy byli również najmniej zainteresowani ukierunkowaniem swoich portfeli na megatrendy (82%) lub zrównoważone inwestycje (70%) w porównaniu do innych głównych regionów (Ameryki Łacińskiej, Azji i Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki).

Ameryka Łacińska

Inwestorzy w tym regionie byli zarówno bardziej ostrożni, jeżeli chodzi o najbliższy okres, jak i bardziej optymistyczni wobec długoterminowych trendów niż w jakimkolwiek innym ważnym regionie. 81% respondentów zauważyło, że rynki zmierzają w stronę większej zmienności, a 64% wyraziło zaniepokojenie z powodu konfliktu handlowego między USA a Chinami. Jednak 83% osób wykazało optymizm, jeżeli chodzi o perspektywę zwrotów w nadchodzącym dziesięcioleciu, 97% chciałoby ukierunkować swoje portfele na przewidywane trendy, 96% wyraziło zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami, przy czym  69% już prowadzi tego rodzaju inwestycje.

Europa, Bliski Wschód i Afryka (EMEA)

Inwestorzy w tym regionie zajmują zrównoważone stanowisko, zarówno pod względem zachowania ostrożności w 2020 r., jak i zainteresowania związanego z dostosowaniem swoich portfeli do długoterminowych trendów. Jednak większy odsetek badanych wyraził optymizm w stosunku do zwrotów w nadchodzącym dziesięcioleciu (72% w porównaniu do 69% średniej globalnej). Również 88% ankietowanych wyraziło zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami (w porównaniu ze średnią na poziomie 82%), a 50% z nich prowadzi już tego rodzaju inwestycje (w porównaniu ze średnią 45%).

Szwajcaria

Szwajcarscy inwestorzy wyrazili optymizm w odniesieniu do prognoz długoterminowych, ale zachowali większą ostrożność niż respondenci z większości głównych regionów. 84% respondentów powiedziało, że rynki zmierzają w kierunku większej zmienności, a 46% z nich wyraziło zaniepokojenie konfliktem handlowym między USA a Chinami – obie wartości wyższe niż średnia w regionie EMEA. 67% ankietowanych było optymistycznie nastawionych do zysków w ciągu następnych 10 lat, przy czym 85% chciałoby ukierunkować portfele na przewidywane trendy, co stanowi wysoki odsetek, ale nastroje są bardziej powściągliwe niż średnie dla pozostałej części regionu EMEA.

Azja

Azjatyccy inwestorzy byli mniej zaniepokojeni krótkoterminową dynamiką rynku, ale także mniej optymistyczni od ankietowanych z innych regionów geograficznych, jeżeli chodzi o nadchodzące dziesięciolecie. 76% respondentów zauważyło, że rynki zmierzają w kierunku większej zmienności, a 40% z nich wyraziło zaniepokojenie z powodu napięć handlowych na linii USA-Chiny, co było najniższym wynikiem w jakimkolwiek większym regionie. Jednak 65% ankietowanych było optymistycznie nastawionych do długoterminowych zwrotów, także tych najniższych, chociaż 91% nadal chciało ukierunkować swoje portfele na długoterminowe trendy. Zainteresowanie zrównoważonymi inwestycjami było również wysokie, na poziomie 86% respondentów, przy czym 55% z nich posiada już zrównoważone inwestycje w swoich portfelach.

Informacje o badaniu UBS Investor Watch

W badaniu UBS Investor Watch prowadzonym przez Global Wealth Management udział wzięło ponad 3400 inwestorów o minimalnym majątku netto wartym 1 mln USD na 13 rynkach – w Brazylii, Chinach, Niemczech, Hongkongu, Włoszech, Japonii, Meksyku, Singapurze, Szwajcarii, Tajwanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Badanie zostało przeprowadzone w okresie sierpień-październik 2019 r.

Płatności Cyfrowe 2019

Raport „Płatności Cyfrowe 2019” Izby Gospodarki Elektronicznej przygotowywany przez serwis GoMobi.pl na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute, już po raz czwarty sprawdza, jak wygląda podejście Polaków do nowoczesnych metod płatności. Raport stanowi solidną bazę wiedzy dla branży e-commerce. Pokazuje w jaki sposób firmy mogą dostosować swoje funkcjonalności z zakresu płatności, aby odpowiadać na potrzeby współczesnych konsumentów. Nowoczesne metody płatności stają się coraz bardziej popularne wśród Polaków. Dane pozyskane w badaniu „Płatności Cyfrowe 2019” na grupie 2400 internautów pokazują̨, że z roku na rok coraz chętniej sięgamy po takie rozwiązania, które zastępują tradycyjne gotówkowe transakcje. Partnerami raportu są: VISA, Przelewy24.pl i Nest Bank.

Rosnąca popularność zakupów internetowych

Dokładnie połowa polskich internautów deklaruje, że zdarza im się kupować w Internecie, wykorzystując do tego celu komputer stacjonarny lub laptop. W stosunku do zeszłego roku jest to wynik wyższy aż o 9 p.p. Co więcej, jeszcze szybciej rośnie penetracja smartfonów – są one wykorzystywane w procesie zakupowym przez 35% badanych. Ponownie mówimy tu o wzroście w stosunku do 2018 roku – w tym wypadku aż o 12 p.p. W przypadku kupowania za pomocą tabletu, również utrzymuje się tendencja wzrostowa – takie ich wykorzystywanie deklaruje 20% badanych (w roku ubiegłym – 13%).

Zakupy w sklepach stacjonarnych są oczywiście nadal popularne wśród konsumentów, jednak w tegorocznym badaniu wskazało na nie 64% internautów, czyli 8 p.p. mniej niż w ubiegłym roku. Wpływ na to mogą mieć coraz bardziej popularne zakupy spożywcze, urodowe, sportowe i hobbystyczne online.

Rezultaty badania są ściśle skorelowane z nawykami płatniczymi klientów serwisu Przelewy24 – pokazują one rosnący udział kart, szybkich przelewów czy BLIKa w rynku e-płatności. Coraz częstszy wybór urządzeń mobilnych do finalizowania transakcji udowadnia, że Polacy są otwarci na nowinki technologiczne, a ich wymagania w zakresie szybkich i wygodnych płatności stale rosną.

Wysoki poziom zainteresowania nowoczesnymi metodami płatności generuje duże zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania, a ich wdrażanie stanowi kluczowe usprawnienie w każdym serwisie internetowym oferującym sprzedaż produktów i usług. Konsumenci ceniący elastyczność i różnorodność wyboru będą czerpać korzyści i obdarzać zaufaniem najbardziej intuicyjne i bezpieczne rozwiązania płatnicze. Rynek e-commerce rozwija się bardzo dynamicznie, a indywidualne i praktyczne podejście do procesu transakcji jest tym, czego oczekują kupujący – mówi Magdalena Grablewska, Marketing Manager Przelewy24.

Siła e-zakupów transgranicznych

Widoczny jest też wzrost zainteresowania polskich konsumentów zakupami towarów spoza Polski. Jak mówi Patrycja Sass-Staniszewska, Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej: Z raportu wynika, że trend zakupów transgranicznych przez Internet jest już wyraźny. Internauci kupują w sklepach zagranicznych i porównując do lat ubiegłych, robią to coraz chętniej. Za zakupy najczęściej płacą kartą płatniczą. Na tę formę wskazało 31% respondentów. Popularny jest również PayPal oraz Revolut, a już 1/5 badanych posiada rachunek prowadzony w obcych walutach, służący między innymi do transakcji cross-border, podczas gdy nadal w niektórych krajach płaci się za takie zakupy głównie za pobraniem. Wyniki pokazują, że Polacy szukają produktów za granicą. To wyraźny sygnał dla naszego e-commerce, po pierwsze, żeby urozmaicić ofertę, a po drugie – wyjść do konsumenta międzynarodowego.”

Nowości w tegorocznym badaniu

Badanie „Płatności Cyfrowe” co roku uzupełniane jest o nowe pytania, które odpowiadają na aktualne potrzeby rynku oraz – stale pojawiające się – nowe metody płatności. Wśród takich nowych elementów znalazły się płatności Orlen Pay, czyli transakcje dokonywane telefonem na stacjach Orlen, z których korzysta już 15% badanych. Tegoroczna edycja pogłębiła także temat bankowości oraz oceny funkcjonowania tego obszaru. Z uzyskanych odpowiedzi wynika, że już jedna piąta Polaków korzysta z konta walutowego, czyli rachunku prowadzonego w obcych walutach. Warto tez zaznaczyć, że większość badanych ocenia usługi świadczone przez banki dobrze lub bardzo dobrze (55%). Nieco mniejszy entuzjazm konsumentów wzbudza zjawisko tzw. otwartej bankowości, będącej wynikiem dyrektywy PSD2. W tym kontekście 46% badanych zadeklarowało, że woleliby nie udostępniać swojego konta zewnętrznym podmiotom, a zdaniem 52% korzystanie z usług bankowych poprzez platformy nienależące do banku może nie być czymś bardzo użytecznym. Z drugiej strony, 35% nie ma jeszcze zdania w tym temacie, a 13% uznaje, że takie rozwiązania będą użyteczne dla konsumentów. Wyniki badania wskazują, że badani nie do końca są gotowi na otwartą bankowość. Jednak już wkrótce przyjdzie im się z nią zmierzyć. Pierwsze tego typu rozwiązania mogą pojawić się jeszcze w tym roku –  Aktualnie zgodę KNF na świadczenie usług AIS (Account Information System) lub PIS (Payment Initiation service) otrzymały cztery banki, dwa podmioty mające status krajowej instytucji płatniczej i jeden podmiot wyłącznie w zakresie usługi AIS. Już to zestawienie wskazuje, że pierwsze rozwiązania zaproponują̨ swoim klientom banki, które będą̨ korzystać z możliwości, jakie daje dyrektywa PSD2. My w Nest Banku również chcemy ten kierunek eksplorować. Nest Bank jako pierwszy bank w Polsce już w sierpniu udostępnił swoim klientom Agregator finansów centrum finansów w bankowości internetowej, pozwalające pobierać dane z innych banków. Korzystając z możliwości, jakie daje PSD2, chcemy ten moduł zautomatyzować. Polscy klienci obawiają̨ się̨ przekazywania danych bankowych do innych podmiotów lub nie mają jeszcze wiedzy w tym zakresie. Z drugiej strony wielu klientów już to robi – chociażby w branży pożyczkowej. Wydaje się̨, że kluczem jest po prostu korzyść. Jeżeli zostanie klientowi zaproponowana wartościowa usługa, przezwycięży to obawy związane z przekazywaniem danych.” – mówi Marcin Kusznier, Dyrektor Departament Bankowości Elektronicznej w Nest Bank.

Opinia na temat wycofania gotówki

Pomimo rosnącej popularności nowoczesnych, cyfrowych metod płatności nadal 62% Polaków jest przeciwnych wycofaniu gotówki z obiegu (61% w roku ubiegłym). Głównymi argumentami jakie są wskazywane w tym kontekście są: brak gotowości ze strony naszego kraju oraz zagrożenie wyeliminowania osób w podeszłym wieku, które nie wiedzą, jak płacić bezgotówkowo (po 33% wskazań).

Po więcej informacji i danych na temat płatności cyfrowych, zapraszamy na stronę Izby Gospodarki Elektronicznej, gdzie znajduje się raport  https://eizba.pl/wp-content/uploads/2019/11/PLATNOSCI_CYFROWE_2019.pdf.

Można pobrać go bezpłatnie. Raport powstał na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute metodą CAWI – responsywnych ankiet internetowych. Badanie przeprowadzone zostało w dniach 21.10 – 4.11.2019 roku. Zebrano 2400 odpowiedzi. Dane są reprezentatywne dla internautów w Polce pod względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Brak pracowników wymusza automatyzację, ale Polacy nie boją się robotów

Bankowość, ubezpieczenia, księgowość, inżynieria i produkcja czy logistyka i magazynowanie – to branże, które dotąd najmocniej doświadczyły automatyzacji oraz redukcji miejsc pracy. Co ciekawe, Polacy nie czują się zagrożeni technologicznym bezrobociem. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę rekrutacyjną i outsourcingową Devire – tylko 8% respondentów obawia się, że w ciągu 5 lat automatyzacja może pozbawić ich pracy. Jednak większość pracowników (82% z nich) czuje się bezpiecznie.

Choć automatyzacja i robotyzacja są uważane za korzystne zjawisko, to nie wolno ignorować faktu, że w krótkim terminie mogą wywołać  poważną destabilizację rynku pracy. Z dużym problemem już dziś boryka się Korea Południowa, w której zdecydowano się na zmianę przepisów opodatkowania robotów przemysłowych, aby zniechęcić przedsiębiorców do dalszej automatyzacji. Jak wynika z raportu Międzynarodowej Federacja Robotyki (ang. International Federation of Robotics, IFR) w Korei Południowej na 10 tys. miejscy pracy przypada aż 631 robotów. Dla porównania w Polsce w 2018 roku osiągnęliśmy poziom 42 robotów na 10 tys. pracowników (w 2017 roku było to 36 robotów) – są to jednak dane dotyczące wyłącznie branży produkcyjnej.

Michał Młynarczyk, Dyrektor Zarządzający Devire uspokaja, że na razie poziom automatyzacji procesów w Polsce nie jest jeszcze tak duży.

Wpływ na taki stan rzeczy mogą mieć oczywiście niższe koszty pracy – Polacy wciąż zarabiają mniej niż pracownicy w najbardziej rozwiniętych krajach świata. Z drugiej strony coraz częściej widzimy jak zmienia się rynek pracy, szczególnie w przypadku tzw. „niebieskich kołnierzyków”. Wystarczy spojrzeć np. na stanowisko kasjera, które zastępowane jest samoobsługowym urządzaniem. Nie demonizowałbym jednak tego zjawiska. Wszystko wskazuje na to, że najbliższe lata to czas współpracy maszyn i ludzi w miejscu pracy. Warto przy tym pamiętać, że postęp wiąże się również z nowymi stanowiskami i możliwościami zawodowymi.

Branże najbardziej świadome zmian

W badaniu przeprowadzonym przez Devire, zapytano respondentów czy boją się utraty pracy na rzecz automatyzacji w ciągu 5 najbliższych lat. Największe obawy przed technologicznym bezrobociem deklarują pracownicy branży ubezpieczeniowej – przeszło co 3 uczestnik badania. Na drugim miejscu znajduje się sektor usług dla biznesu, który w ostatnich latach przeżywa intensywny rozkwit oraz bankowość – mocno doświadczona konsolidacją, redukcją wakatów, ale również automatyzacją procesów.Wykres1_Automatyzacja a branże

Stanowiska, które znikają w ubezpieczeniach i bankowości

Firmy związane z rynkiem ubezpieczeniowym należą do jednych z najbardziej aktywnych spośród przedsiębiorstw sektora finansowego, jeżeli chodzi o zaangażowanie w proces transformacji cyfrowej i innowacje. Już dziś stanowiska takie jak likwidator szkód i doradca klienta powoli odchodzą w zapomnienie. Justyna Sachmacińska, odpowiedzialna za rekrutację w sektorze bankowości i ubezpieczeń w Devire podkreśla, że automatyzacja dotyka coraz większą liczbę stanowisk:

Przekazanie kompetencji na rzecz automatyzacji w ubezpieczeniach, obserwujemy szczególnie w likwidacji szkód. Likwidatorzy terenowi w dużej mierze  zostali dziś  zastąpieni narzędziami do samodzielnej likwidacji szkody za pomocą aplikacji. Z kolei w bankowości redukcja zatrudnienia to zjawisko trwające od kilku lat. Coraz rzadziej możemy spotkać doradcę klienta, a liczba punktów sprzedaży systematycznie się zmniejsza. Dziś cała oferta jest dostępna w internecie, sami wybieramy odpowiednie produkty, co przekłada się na brak potrzeby czy wizyty u doradcy. Nawet aplikacje mobilne powoli wypierają samą bankowość on-line. Niegdyś banki wręcz prześcigały się w poszukiwaniach odpowiednio wykwalifikowanych doradców klienta, a dziś coraz częściej słyszymy o redukcji stacjonarnej sieci sprzedaży. Rekordzistom zdarzało się zamknąć nawet 72 oddziały bankowe rocznie.

Brak pracowników wymusza automatyzację

Najszybciej rozwijającą się branżą w Polsce jest sektor nowoczesnych usług dla biznesu. Jak wynika z najnowszego raportu ABSL – liczba zatrudnionych w tym sektorze rośnie rok do roku – w I kw. 2019 r. w centrach pracowało 307 tys. osób. (to 10% więcej w porównaniu do 2018 roku). W efekcie wciąż zwiększa się liczba wakatów. Naturalną linią obrony przy tak rozgrzanym rynku pracy, jest automatyzacja części procesów i przesuwanie kompetencji do bardziej wymagających obszarów. Wiktor Doktór, Prezes Pro Progressio podkreśla, że od co najmniej 20 lat jesteśmy świadkami wkraczania automatyzacji procesów do świata BPO/SSC. To z kolei przekłada się na większą świadomość pracowników – aż 22% respondentów z tego sektora,przyznaje w badaniu Devire, że obawia się utraty pracy na rzecz automatyzacji w ciągu najbliższych 5 lat.

Polacy jak dotąd śpią spokojnie

Automatyzacja to nie tylko robot, to również nowe narzędzia zastępujące najbardziej powtarzalną i żmudną pracę. Świetnym przykładem są chatboty, które przejęły od pracowników dużą część ich zadań. Przykładowo dzisiaj to chatbot wysyła powiadomienie o nadaniu paczki w sklepie internetowym czy asystuje przy zakupie biletu do kina.

Niemal każdy powtarzalny proces jest już rozważany, czy mógłby zostać zautomatyzowany czy tez nie. Począwszy od prostego optycznego rozpoznawania znaków z dokumentów księgowych, przez ich klasyfikację, analizę i akceptację, poprzez chatboty w centrach obsługi klienta, obsługę reklamacji, przygotowywanie dokumentów (np. umów), po archiwizację i zarządzanie dostępem do dokumentów – obszarów jest wręcz mnóstwo. Te wszystkie procesy w całości lub części są już obsługiwane przez lub przy użyciu robotów. Jest to jednak proces równoległego, wręcz hybrydowego podejścia do wykonywania pracy, niż zastępowania człowieka robotem. Na taką zmianę jeszcze trochę poczekamy i raczej będzie ona związana z ewolucją sztucznej inteligencji, a nie prostej robotyki, czy też automatyzacji. Najbliższe lata ocenimy jako współpracę (coraz bardziej aktywną) człowieka z robotami – wyjaśnia Wiktor Doktór, Prezes Pro Progressio.Wykres2_Automatyzacja ogółem

Co ciekawe, wszystkie usprawnienia w ramach automatyzacji i robotyzacji  nie budzą niepokoju społecznego. Badanie Devire potwierdza, że większość pracowników nie boi się utraty pracy na rzecz technologii w ciągu najbliższych 5 lat – deklaruje tak 82% respondentów badania. Wniosek jest prosty – świadomość na ten temat jest zbyt niska. Nie zapominajmy przecież, że jeszcze 5 lat temu wiele z zawodów nie istniało. Bez wątpienia więc nowe profesje będą pojawiać się coraz częściej, a dawniejsze znikać lub przesuwać się w stronę innych kompetencji.