Wyniki ID Logistics po III kwartale 2019 r.

Grupa ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, podsumowuje III kwartał i pierwsze 9 miesięcy 2019 roku.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „Po raz kolejny odnotowaliśmy dobry poziom przychodów, i to dokładnie w tych samych obszarach, co we wcześniejszych kwartałach. Obecnie siłą napędową naszej firmy jest międzynarodowa ekspansja, szczególnie w Holandii, Niemczech, Polsce, Rumunii i Rosji. Zgodnie z przyjętym modelem biznesowym, wyzwaniem będzie teraz dla nas kontrola kosztów licznych start-upów i szybkie doprowadzenie ich do rozwoju. Dzięki tym zmianom będziemy mogli stać się wiodącym dostawcą usług w każdym z tych krajów i dostarczymy naszym klientom rzeczywiście ogólnoeuropejskie rozwiązania logistyczne”.

DYNAMIKA WZROSTU UTRZYMANA W TRZECIM KWARTALE

W III kwartale rozwój organiczny ID Logistics utrzymał się na stałym poziomie. Firma odnotowała wzrost przychodów o 8 proc. (9,7 proc. w ujęciu like-for-like) do 384,2 mln EUR.

We Francji, rynku macierzystym, przychody ID Logistics zwiększyły się o 1,9 proc. i wyniosły 180 mln EUR. Na ten wynik największy wpływ miały nowe kontrakty, rozpoczęte w 2018 i na początku 2019 roku.

W bardzo szybkim tempie wzrosły natomiast przychody Grupy ID Logistics z działalności na rynkach międzynarodowych, o 13,9 proc. (17,7 proc. w ujęciu like-for-like) do poziomu 204,2 mln EUR. Udział nowych kontraktów, rozpoczętych w latach 2018/2019 i pozytywne efekty cenowe oraz wolumenowe zrównoważyły wpływ wahań kursów walut i zakończenia działalności w Republice Południowej Afryki (od września br.). Po raz kolejny, do osiągnięcia tak dobrych wyników przyczyniła się działalność Grupy ID Logistics w Europie.

W ciągu pierwszych 9 miesięcy br., przychody ID Logistics wzrosły o 8,9 proc. (10,5 proc. w ujęciu like-for-like) do poziomu 1,128 mld EUR.

NOWE KONTRAKTY

W III kwartale Grupa ID Logistics utrzymała dobre tempo rozwoju działalności biznesowej i brała udział w różnych przetargach. Firma wygrała i podpisała wiele nowych kontraktów. We Francji Cora, pionier masowej sprzedaży detalicznej, wybrała ID Logistics do zarządzania z magazynu w Lurdes przepływami towarów konsumpcyjnych we wschodniej części kraju. Od 2020 roku ten magazyn o powierzchni 37 tys. mkw. będzie zatrudniał ok. 100 pracowników odpowiadających za obsługę dostaw do 44 hipermarketów. We Francji ID Logistics rozpoczął też współpracę z Mapa Spontex, wiodącym producentem rękawic i gąbek. W Paryżu zostanie otwarty magazyn o powierzchni 12 tys. mkw., dedykowany operacjom co-packingu, skąd realizowanych będzie rocznie ponad 2 mln zamówień B2B i B2C. W Brazylii ID Logistics podpisał kontrakt z Estée Lauder, amerykańskim gigantem kosmetycznym. Operator będzie odpowiadać za zarządzanie obsługą magazynową perfum oraz kosmetyków do makijażu i pielęgnacji włosów marek Estée Lauder, MAC, Jo Malone i Clinique. Nowe centrum dystrybucyjne w Serra (Espirito Santo) zostanie wyposażone w automatyczny przenośnik do przygotowywania zamówień indywidualnych. Rozpoczęcie działalności operacyjnej nastąpi w marcu 2020 roku.

ID LOGISTICS W POLSCE

Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska
Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska

„W Polsce utrzymaliśmy bardzo dobre tempo rozwoju. Koniec roku 2019 oraz początek 2020 będą dla nas okresem niezwykle aktywnym i pełnym wyzwań, jeśli chodzi o działania operacyjne. Już teraz przygotowujemy się do uruchomienia czterech centrów dystrybucyjnych. Łączna wartość nowej powierzchni magazynowej to ponad 100 tys. mkw., dodatkowo zatrudnimy ponad 1000 pracowników. Rozpoczynamy współpracę z nowym klientem.  I tym samym rozszerzamy naszą działalność w Polsce o branżę kosmetyczną, której specyfika wymaga rozwiniętej na szeroką skalę obsługi magazynowej typu e-commerce. W najbliższych miesiącach widzimy realne perspektywy pozyskania kolejnych kontraktów w nowych dla ID Logistics w Polsce sektorach” zapowiada Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska.

PERSPEKTYWY ROZWOJU BIZNESU

ID Logistics spodziewa się utrzymania stabilnego poziomu wzrostu organicznego, z ukierunkowaniem na międzynarodową ekspansję, realizację nowych kontraktów oraz utrzymanie wysokiej jakości oferty.

Dlaczego najwięcej ofert pracy dla opiekunek seniorów jest w Niemczech?

Masz doświadczenie w opiece nad osobą starszą pośród swoich bliskich i planujesz przekuć tę wiedzę i umiejętności na grunt zarobkowy? A może pracujesz już od jakiegoś czasu w takim właśnie zawodzie i zastanawiasz się, gdzie – poza Polską – możesz szukać zatrudnienia? Na najlepsze zarobki z pewnością można liczyć w Skandynawii i za zachodnią granicą, dlatego jeśli posiadasz podstawową znajomość któregoś z języków europejskich, to warto pomyśleć o takim właśnie rozwiązaniu. W tym artykule skupimy się głównie na ofertach pracy w Niemczech i wyjaśnimy, dlaczego właśnie w tym kraju zapotrzebowanie na ten zawód jest wysokie.

Sytuacja demograficzna Niemiec

Nasz zachodni sąsiad to kraj, w którym społeczeństwo należy do jednych z najszybciej starzejących się w Europie. W tym niechlubnym zestawieniu Niemcy plasują się na trzeciej pozycji, wyprzedzone przez Grecję i Włochy. Oznacza to, że co piąty Niemiec jest seniorem. Ze względu na różne sytuacje życiowe, nie każda rodzina może sobie pozwolić na to, by osobiście otoczyć opieką chorą babcię, ciocię lub rodziców, do których zawitała jesień życia. W takich okolicznościach najbliżsi postanawiają zatrudnić opiekunkę, która roztoczy ochronny parasol nad potrzebującym pomocy członkiem rodziny. Zgodnie z niemiecką kulturą i mentalnością, osoby starsze powinny być otoczone opieką w domu, gdzie czują się najbezpieczniej i najlepiej – jest to tzw. ambulante Pflege. System państwowej pomocy długoterminowej oferuje seniorom świadczenia finansowe przeznaczone właśnie na opiekę domową, a wysokość dofinansowania jest uzależniona od stopnia potrzeb osoby starszej.

Opieka nad osobami starszymi – praca w Niemczech

Powyższe czynniki powodują, że pracy w zawodzie opiekunki osób starszych z pewnością nie brakuje. Wiele Polek postanawia podjąć tego typu zatrudnienie, właśnie za zachodnią granicą. Jest to podyktowane głównie czynnikami finansowymi, ponieważ możliwość zarabiania w korzystniejszej walucie – w tym przypadku Euro – jest dla wielu świetnym sposobem na zastrzyk gotówki. Dodatkowo Niemcy, Dania, Szwajcaria, Holandia i Wielka Brytania, to kraje europejskie, w których opiekunki osób starszych mogą liczyć na największe zarobki. Spośród tych krajów, Niemcy cieszą się największą popularnością, głównie ze względu na położenie. W wielu polskich miastach znajdują się  bezpośrednie połączenia autokarowe do Niemiec, dzięki którym w kilka godzin można dotrzeć do kraju nad Menem. Przykładowo, odległość z Krakowa do Berlina wynosi 600 km, z Poznania do Frankfurtu nad Menem 750 km, co nie jest dużo w porównaniu do odległości między Warszawą a stolicą Danii – Kopenhagą (ponad 1000 km), którą trzeba pokonać samolotem lub samochodem i statkiem.

Jeżeli podobnie jak wiele innych osób poszukujesz pracy jako opiekunka osób starszych w Niemczech, to podsyłamy rzetelne źródło z ofertami pracy: https://promedica24.com.pl/oferty-pracy/praca-w-niemczech/. Koniecznie się z nim zapoznaj.

Tomasz Bochenek nowym Dyrektorem Generalnym Oracle Polska

Od 1 listopada 2019 roku funkcję Dyrektora Generalnego Oracle Polska sprawuje Tomasz Bochenek – jest on także Dyrektorem Sprzedaży Technologii Oracle dla rynku polskiego.

Tomasz Bochenek – Dyrektor Generalny Oracle Polska
Tomasz Bochenek – Dyrektor Generalny Oracle Polska

Tomasz Bochenek jest związany z branżą IT od 28 lat, początkowo na rynku polskim a w ostatnich 14 latach na rynkach Europy Centralnej i Wschodniej oraz w Rosji. Przed dołączeniem do zespołu Oracle pracował przez prawie 20 lat w firmie Microsoft, gdzie rozpoczął pracę jako dyrektor generalny polskiego oddziału, następnie objął stanowisko wiceprezydenta ds. sprzedaży i marketingu w regionie Europy Centralnej i Wschodniej a potem stanął na czele nowoutworzonej grupy odpowiedzialnej za biznes konsumencki w tym regionie.

W ostatnich czterech latach pracował w Rosji, gdzie pełnił obowiązki dyrektora generalnego. Na wcześniejszym etapie kariery pracował na stanowiskach kierowniczych w firmach IBM i Compaq Computer. Swój wolny czas przeznacza na realizacje pozostałych pasji: narciarstwa, żeglarstwa i gry w tenisa.

„Z radością witam Tomasza Bochenka na stanowisku Country Leadera Oracle w Polsce” – komentuje Abdul Rahman Al Thehaiban, Senior Vice President Oracle i szef regionu MEA & CEE. „Tomasz posiada ogromne doświadczenie w kierowaniu zespołami, jakie zdobył w czasie swojej długiej kariery w firmach branży IT. Życzę mu wielu sukcesów na nowym stanowisku i dalszego umacniania pozycji Oracle w Polsce, zwłaszcza w zakresie rozwiązań chmurowych, które są przyszłością informatyki biznesowej. Jednocześnie serdecznie dziękuję Piotrowi Witczyńskiemu, który przez ostatni rok sprawował funkcję Dyrektora Generalnego Oracle w Polsce”.

5 największych mitów o intranetach

Intranet jest platformą, która na rynku pojawiła się już wiele lat temu. Do tej pory zdążyło narosnąć wokół niego wiele mitów. Niestety przyczyną takiego stanu rzeczy jest najczęściej nieprawidłowo przeprowadzone wdrożenie lub niewłaściwy dobór funkcji z potrzebami firmy. Przedstawiamy i obalamy 5 najczęstszych mitów o intranetach.

Intranety to systemy nieefektywne i przestarzałe

mit_intranet_1

Chociaż rozwój możliwości intranetów na przestrzeni ostatnich kilku lat był bardzo duży, nadal można się spotkać z opinią, że są one systemami przestarzałymi. O tym, że ich zastosowanie znajduje zasadność świadczy najlepiej fakt, iż największe międzynarodowe korporacje, cały czas wprowadzają tego typu rozwiązania w swoje struktury. Niestety bardzo często zapomina się o tym, że intranet wymaga stałego aktualizowania, by na bieżąco odpowiadać potrzebom pracowników. Jeśli nie będą wdrażane przydatne dla użytkowników usprawnienia, bardzo szybko stanie się on systemem przestarzałym i nieefektywnym. Analogicznie stanie się w przypadku braku aktualizacji systemu.

Kolejnym dowodem na potwierdzenie tezy, że jest to narzędzie nowoczesne, jest powstanie intranetu 2.0 czy intranetu społecznościowego. Posiada on cechy mediów społecznościowych, co znacznie go uatrakcyjnia i usprawnia komunikację wewnętrzną.

Intranet sprawdzi się wyłącznie w dużych firmach i korporacjach

To jeden z największych mitów dotyczących intranetów. Nierzadko to właśnie mniejsze firmy czerpią największe korzyści z wdrożenia tego typu aplikacji. Mowa tu o usprawnieniu szeregu procesów czy redukcji ponoszonych kosztów. Najlepiej zależności te widoczne są na przykładzie zastosowania systemów intranetowych w instytucjach administracji publicznej.

Prawidłowo dopasowany do przedsiębiorstwa intranet sprawdzi się, bez względu na jego wielkość.

Duża liczba funkcji to lepszy intranet

mit_intranet_2

Często wydaje się, że sprawne działanie intranetu zapewni duża liczba wdrożonych do niego funkcji. W rzeczywistości najważniejszą kwestią jest ich odpowiednie dostosowanie względem wymagań i specyfiki danej firmy. Dlatego kluczowa staje się analiza przedwdrożeniowa, która zagwarantuje odpowiednią optymalizację. Warto nadmienić, że duża liczba nieużywanych i nieprzydatnych opcji wprowadza jedynie chaos.

Intranet służy wyłącznie do przechowywania plików

Jedną z funkcji intranetu jest możliwość agregowania plików, jednak opcji jest o wiele więcej. Wraz z rosnącymi potrzebami oraz coraz większą automatyzacją procesów, wprowadzane są rozwiązania, które  pozytywnie wpływają na pracę całej kadry pracowniczej – niezależnie od działu czy zajmowanego stanowiska. Obecnie najczęściej wprowadzanymi udogodnieniami są te związane z dzieleniem się wiedzą, budowaniem relacji między pracownikami (również na poziomie bardziej prywatnym), narzędzia pracy dla działu HR, zarządzanie projektami czy budżetami.

Zespół specjalistów IT jest niezbędny do zarządzania intranetem

Może się wydawać, że skoro mamy do czynienia z dużym systemem informatycznym to, do jego zarządzania niezbędna jest wiedza i doświadczenie z zakresu IT. To mit, który wiele przedsiębiorstw powstrzymuje przed zdecydowaniem się na wdrożenie intranetu. Współczesne systemy intranetowe skoncentrowane są na potrzebach użytkowników. Prosty i przyjazny panel bardzo często nie odbiega od sposobu obsługi podstawowych oprogramowań komputerowych. Rzetelna firma wdrożeniowa powinna pomimo prostoty systemu zaproponować swoim klientom odbycie szkoleń czy tutoriali. Przygotowanie tego typu zapewni dokładne zapoznanie się z systemem oraz jego funkcjami, nawet osobom, które dotychczas nie spotykały się z podobnymi rozwiązaniami.

To jedynie część mitów, które krążą wokół tematu systemów intranetowych. Chcesz poznać pełną listę lub praktyczne wskazówki dotyczące wdrażania, sposobu zarządzania oraz rozbudowy platform intranetowych? Pobierz całkowicie bezpłatny e-book INTRANET: Skuteczna komunikacja wewnętrzna w organizacji.

najczestszemitynatematintranetow

Aż 80 proc. seniorów chce zostawić mieszkanie bliskim

Z ostatniego badania opinii przeprowadzonego przez Fundusz Hipoteczny DOM wynika, że większość seniorów chce zostawić mieszkanie bliskim. Aż 64 proc. emerytów przyznało, że zostawi nieruchomość dzieciom (64 proc.), wnukom (9 proc.), małżonkowi (2 proc.), rodzeństwu (1 proc.) lub dalszej rodzinie (4 proc.).[1] Badanie potwierdza, że wielu seniorów wciąż postrzega rentę dożywotnią jako rozwiązanie skierowane przede wszystkim do osób samotnych, borykających się z problemami finansowymi.

Fundusz Hipoteczny DOM zapytał o opinię ponad 600 emerytów zamieszkujących miasta powyżej 100 tys. osób. Aż 71 proc. seniorów przyznało, że zamieszkiwana nieruchomość jest ich własnością. Co trzeci emeryt mieszka samotnie (34 proc.), pozostali żyją w gospodarstwie dwuosobowym (50 proc.) lub trzyosobowym (7 proc.). Aż 91 proc. seniorów przyznało, że słyszało o rencie dożywotniej lub hipotece odwróconej. Blisko 40 proc. jest jednak zdania, że jest to rozwiązanie dla osób, które nie mają spadkobierców.

– Wyniki naszego badania opinii są spójne z doświadczeniami, które zdobyliśmy w ciągu dziesięciu lat funkcjonowania na polskim rynku. Większość seniorów chciałaby zostawić mieszkanie dzieciom, wnukom lub komuś z rodziny. Tak odpowiedziało łącznie 80 proc. ankietowanych. Dla większości z nich renta dożywotnia jest rozwiązaniem dedykowanym osobom, które nie mają dzieci i innych spadkobierców. Pozostałe 20 procent jeszcze nie wie kto będzie w przyszłości dziedziczył ich lokum lub nie ma zdania w tej kwestii. To spory odsetek. Jeśli przyjmiemy, że w Polsce żyje obecnie ok. 9,5 mln osób w wieku 60+ to blisko 2 miliony z nich stanowi grupę potencjalnie zainteresowaną skorzystaniem z renty dożywotniej – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Dla kogo jeszcze renta dożywotnia?

Większość seniorów uważa, że renta dożywotnia to dobre rozwiązanie dla osób, które nie mają spadkobierców (39 proc.). Co piąty ankietowany (19 proc.) twierdzi, że renta dożywotnia jest dobrą ofertą dla osób długożyjących, które mogłyby korzystać ze świadczeń wypłacanych przez fundusz hipoteczny w długiej perspektywie czasu. – Wiedza na temat renty dożywotniej sukcesywnie rośnie. Coraz więcej seniorów zaczyna racjonalnej podchodzić do oferty funduszy hipotecznych. Zastanawiające jest również to, że w naszym badaniu żaden z seniorów nie wskazał zamiany mieszkania na mniejsze jako sposobu na poprawę swojej sytuacji finansowej. Scenariusz zamiany mieszkania jest często promowany, jednak ja uważam, i nasze badania oraz wyliczenia to potwierdzają, że to nie jest racjonalne rozwiązanie z punktu widzenia seniora mieszkającego w mieszkaniu, a może być jedynie słuszne w przypadku przeprowadzki z domu do budynku wielorodzinnego.– mówi Robert Majkowski.

Wielu emerytów oceniło, że renta dożywotnia może być dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy borykają się z dużymi problemami finansowymi i ledwo wiążą przysłowiowy „koniec z końcem”. Tak odpowiedziało 16 proc. respondentów. – To jeden ze smutnych wniosków, z którymi spotykamy się w codziennej pracy. Wśród pobudek, które wpływają na podjęcie decyzji o podpisaniu umowy są problemy finansowe, a nawet długi. Pozytywna strona jest taka, że pomagamy seniorom wydostać się z tych tarapatów finansowych. Z poprzedniego badania opinii, które przeprowadziliśmy w ubiegłym roku wynikało, że dzięki rencie dożywotniej ponad połowa naszych klientów spłaciła długi lub inne zobowiązania – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Badania CATI przeprowadzone przez Fundusz Hipoteczny DOM S.A. w październiku 2019 roku na próbie 625 osób w wieku 65+ zamieszkałych w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców.

Rośnie liczba bankrutujących eksporterów w meblarstwie, transporcie i produkcji tworzyw sztucznych

W pierwszych trzech kwartałach 2019 r. liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw w Polsce zwiększyła się zaledwie o 1,2%. Jednak w najbliższych miesiącach będzie ich coraz więcej, zwłaszcza w trzech branżach.

Szczegółowe dane kwartalne wskazują, że już od drugiej połowy tego roku sytuacja płynnościowa przedsiębiorstw ulega pogorszeniu.

– Podczas gdy jeszcze w pierwszej połowie tego roku odnotowano stabilizację liczby ogłoszonych upadłości i restrukturyzacji to jedynie w trzecim kwartale liczba postępowań zwiększyła się o ponad 4% w porównaniu z trzecim kwartałem ubiegłego roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej. – W ostatnim kwartale jak i w 2020 r. liczba upadłości będzie wzrastać, to konsekwencja pogarszającej się sytuacji na rynkach zagranicznych.

Jak wynika z raportu Coface, coraz więcej upadłości i restrukturyzacji zdarzać się będzie zwłaszcza w trzech branżach, wśród producentów mebli, producentów tworzyw sztucznych i w transporcie.

Wśród firm doświadczających trudnej sytuacji płynnościowej nadal dużą popularnością cieszą się postępowania restrukturyzacyjne, których udział wyniósł już niemal 44%.

Sektor biurowy w Polsce – było dobrze, jest jeszcze lepiej

Zmiany w polskim sektorze biur następują nie tylko w aspekcie ilościowym, ale też jakościowym. Na rynku rośnie zainteresowanie projektami wielofunkcyjnymi, zwiększa się też udział powierzchni flex, które są interesującą opcją także dla dużych najemców.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na polskim rynku biurowym na koniec III kwartału 2019 r.

Popyt – liczy się jakość, a nie ilość

Do końca września 2019 roku najemcy podpisali w Polsce umowy na 1,2 mln mkw. powierzchni, co jest rezultatem o 15% lepszym niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Doskonały wynik odnotowały główne rynki poza Warszawą, gdzie firmy wynajęły prawie 515 000 mkw. biur, czyli o 23% więcej niż między pierwszym a trzecim kwartałem 2018 roku. Jest to w dużej mierze zasługą Krakowa. Popyt sięgnął tam 234 000 mkw., co stanowiło 45% zapotrzebowania na biura na rynkach regionalnych.

Rozwój polskiego rynku biurowego powinniśmy analizować nie tylko w odniesieniu do jego rosnącej skali, ale też jakości dostarczanej powierzchni. Coraz więcej najemców interesuje się wynajmem biura w projektach typu mixed-use, które niejednokrotnie powstają jako rezultat rewitalizacji dużych postindustrialnych kompleksów. Przykładem jest UBS w Krakowie, który postanowił przenieść się do wielofunkcyjnego projektu Fabryczna City. Dynamicznie rozwija się również sektor elastycznych przestrzeni do pracy, kierujących swoją ofertę także do dużych, międzynarodowych korporacji. Od stycznia do końca września 2019 roku operatorzy flex wynajęli blisko 27 000 mkw. w największych miastach poza Warszawą, co już jest 12% wzrostem w porównaniu do całego ubiegłego roku. – Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Największą umową tego roku oraz historycznie największą na polskim rynku, był przednajem mBank w Mennica Legacy Tower na prawie 46 000 mkw. Kolejnymi spektakularnymi transakcjami było również odnowienie najmu Orange Polska w Miasteczku Orange na blisko 45 000 mkw oraz T-Mobile na 27 400 mkw w budynku Marynarska 12. Z kolei do największych transakcji zawartych poza Warszawą w okresie pomiędzy pierwszym a trzecim kwartałem 2019 roku należą: przednajem UBS na 19 300 mkw. w kompleksie Fabryczna Office Park, odnowienie najmu Motorola Solutions Systems Polska na 17 100 mkw. w Green Office, przednajem Sabre na 16 000 mkw. w Tischnera Office, odnowienie i ekspansja jednego z technologicznych gigantów – 12 700 mkw. w Quattro Business Park oraz odnowienie i ekspansja Akamai na 11 500 mkw. w Vinci Office Building (wszystkie umowy zawarte w Krakowie).

Warto też podkreślić zmiany w strukturze popytu na rynkach regionalnych, gdzie podobnie jak w Warszawie, rośnie udział umów przednajmu. W okresie od stycznia do końca września tego roku wyniósł on 33%, co oznacza, że prawie 168 000 mkw. stanowiły przednajmy. Na ten moment jest to o 33% wyższa wartość w porównaniu do całego 2018 roku. – Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Podaż – regiony idą po więcej

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLLWysoki popyt na biura napędza aktywność deweloperów. Pomiędzy pierwszym a trzecim kwartałem tego roku do użytku oddano prawie 460 000 mkw. z czego aż 315 000 mkw. poza Warszawą. Największy ukończony obiekt to kompleks biurowy Business Garden w Poznaniu (II faza, 46 000 mkw.)

Polska goni Europę pod kątem zasobów powierzchni biurowej, które aktualnie wynoszą już prawie 11 mln mkw. Na Warszawę przypada blisko 5,6 mln mkw., a główne rynki regionalne oferują ok. 5,3 mln mkw. powierzchni. Wysoka aktywność deweloperów jest obserwowana we wszystkich największych miastach, m.in. w Łodzi, która w ostatnich dniach przekroczyła poziom 500 000 mkw. zasobów biurowych. Na rynku biurowym w Polsce w budowie pozostaje kolejnych 1,7 mln mkw., a 900 000 mkw. na głównych rynkach regionalnych. Najbardziej aktywni są deweloperzy w Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu. Znaczący wzrost aktywności zanotowały również Katowice, dzięki decyzji TDJ Real Estate o rozpoczęciu budowy wieży .KTW II. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Największym powstającym obecnie biurowcem jest Varso w Warszawie (110 000 mkw. powierzchni biurowej), a poza stolicą Business Garden we Wrocławiu (II faza) o całkowitej powierzchni najmu 70 000 mkw.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Średni poziom pustostanów w Polsce to 8,7%, co oznacza ponowny spadek w porównaniu do II kwartału tego roku. W Warszawie 8,2% istniejących zasobów biurowych pozostaje do wynajęcia, a w głównych miastach regionalnych – 9,1%. Najniższym współczynnikiem powierzchni niewynajętej cechuje się Trójmiasto (4,8%), a najwyższym Łódź (12,1%). Pięć miast zanotowało spadki indeksu rok do roku: Warszawa, Katowice, Kraków, Lublin, Szczecin oraz Trójmiasto.

W związku z rosnącymi kosztami budowy (zarówno materiałów jak i pracy) odnotowano wzrosty czynszów na niektórych rynkach biurowych w Polsce. W I-III kw. 2019 r. zmiany stawek zarejestrowano w: Krakowie (13,5-15,5 € / mkw. / miesiąc), Katowicach (13,6-14,5 € / mkw. / miesiąc), Poznaniu (13,6-15 € / mkw. / miesiąc), Łodzi (12- 14 €/ mkw. / miesiąc) i Wrocławiu (13,5-14,8 € / mkw. / miesiąc). Obecnie najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują Kraków (13,5 – 15,5 € / mkw. / miesiąc). W nadchodzących kwartałach mogą nastąpić kolejne niewielkie zmiany.

Z kolei w szerokim centrum Warszawy czynsze dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17 do 24 euro za mkw. miesięcznie, a poza nim od 11 do 15 euro za mkw. miesięcznie.

Zaburzenia psychiczne chorobą XXI wieku

Jednym z efektów rozwoju współczesnej cywilizacji i wszechobecnego stresu są problemy psychiczne, które dotykają coraz więcej osób. Według raportu Komisji Europejskiej z 2018 roku, prawie 15 proc. Polaków zmaga się z zaburzeniami psychicznymi.[1] Badania wykazują, że zarówno w Polsce, jak i w innych krajach, coraz więcej osób w wieku akademickim doświadcza takich problemów. Wśród najczęściej występujących znajdują się zaburzenia osobowości, nerwice, problemy zdrowotne oraz ze snem czy różnego rodzaju uzależnienia. 

Zaburzenia psychiczne chorobą XXI wieku?

Autorzy badania z Columbia University wskazują, że obecnie aż 35 proc. studentów cierpi na co najmniej jedno zaburzenie psychiczne, a najczęstszymi są depresja i stany lękowe. Jednak wielu z nich nie szuka pomocy lub zaniedbuje plany leczenia. Okazuje się, że tylko 15 do 20 proc. z chorych korzysta z pomocy specjalistów.[2] Wszechobecny stres towarzyszący młodym ludziom negatywnie wpływa na ich rozwój społeczny. Ma to bowiem duży związek z  presją, jaka jest na nich wywierana. Badania wykazują, że studenci częściej borykają się z zaburzeniami osobowości i innymi chorobami, niż osoby niestudiujące, będące w tym samym wieku.[3]

Oddalenie się od domu rodzinnego, nowa organizacja nauki, konfrontacja z wyobrażeniami na swój temat oraz próba adaptacji w nowej grupie, to trudności, z jakimi młodzi spotykają się, zaczynając etap edukacji wyższej. Chcąc odnosić sukcesy, sprostać wymaganiom, często nałożonych przez rodziców oraz wykładowców, stawiają sobie ciągle nowe cele. Myśląc o swojej przyszłości i ich pozycji na rynku pracy, często decydują się na łączenie pracy ze studiami czy próbują swoich sił w przedsiębiorczości. Stresogenne może być również niezrozumienie ich świata przez pracodawców i krzywdzące przekonania na temat młodszych pokoleń. Studenci, co wydaje się być charakterystyczne dla tej kategorii wiekowej, realizując swoje cele, dążąc do rozwoju, nie potrafią zaakceptować popełnianych błędów, negatywnie odbierają krytykę, a słowo „porażka” brzmi dla nich jak tragedia życiowa – zauważa dr Aleksandra Stankiewicz, trener biznesu, coach i wykładowca Państwowej Uczelni im. Stefana Batorego. Sprawy zdecydowanie nie ułatwiają portale społecznościowe, kreujące wizję idealnego świata oraz konieczność osiągnięcia spektakularnego sukcesu zawodowego. Niezbędna jest zatem edukacja na temat zdrowia psychicznego – dodaje.

Jak to wygląda na lokalnym podwórku?

Państwowa Uczelnia im. Stefana Batorego wie, jak ważne jest dobre przygotowanie studentów do wejścia na rynek pracy. Dlatego też w programie nauczania kładziemy duży nacisk na wiedzę i zajęcia praktyczne, które pozwalają studentom stawiać pierwsze kroki w życiu zawodowym i zdobywać doświadczenie. Dzięki temu są w stanie szybciej znaleźć pracę i nie mają problemów z adaptacją w nowym środowiskupodkreśla Aleksandra Stankiewicz.

Ogólnopolska ankieta dotycząca zdrowia psychicznego realizowana w ramach kampanii Parlamentu Studentów RP potwierdza, że studenci często nie są w stanie stawić czoła piętrzącym się obowiązkom. Większość zapytanych żaków odpowiedziała, że źle, bądź przeciętnie radzi sobie z codziennym stresem.[4] Tym samym ze statystyk opracowanych przez WHO wynika, że już od 20 roku życia najczęściej diagnozuje się zachorowania na depresję.[5]

Uczelnia jest w stanie pomóc

Brak siły, apatia, trudności w nawiązywaniu relacji czy nieradzenie sobie ze stresem i problemami życia codziennego, to najczęstsze objawy rozwijających się Uczelnie, chcąc wyjść naprzeciw i dbać o zdrowie psychiczne swoich studentów, zakładają poradnie psychologiczne bądź nawiązują współpracę z zewnętrznymi gabinetami specjalistycznymi, które oferują swoje wsparcie.

Obok zajęć kierunkowych, przywiązujemy też dużą uwagę do prowadzenia zajęć z komunikacji oraz umiejętności interpersonalnych, które przygotowują naszych studentów do porozumiewania się w miejscu pracy, radzenia sobie z trudnościami zarówno tymi z życia codziennego jak i w środowisku pracy. Zajęcia te uczą także, jak rozwiązywać konflikty. Dodatkowo organizujemy spotkania coachingowe, które dają możliwość rozwoju zasobów osobistych i wzmocnienie poczucia własnej wartości. Ponadto na uczelni odbywają się warsztaty, gdzie studenci mają możliwość poznać techniki pracy ze stresem oraz elementami mindfulness.  opowiada dr Aleksandra Stankiewicz z Państwowej Uczelni im. Stefana Batorego.

Odpowiednie podejście szkół wyższych odgrywa znaczącą rolę w dbaniu o kondycję psychiczną młodych ludzi.

Nasza uczelnia ma na uwadze zdrowie psychiczno-społeczne studentów, dlatego regularnie odbywają się tu prowadzone przez psychologa zajęcia. Bardzo istotną rolę odgrywa także kontakt ze strony wykładowców – czujemy się zaopiekowani, dzięki czemu łatwiej jest nam się odnaleźć w akademickiej rzeczywistości. W mojej ocenie świadomość na temat zaburzeń i chorób studentów zwiększa się, spotykamy się z coraz większym zrozumieniem, co osobom z problemami ułatwia „wyjście z cienia” i poszukiwanie pomocy – mówi studentka i ambasadorka Państwowej Uczelni im. Stefana Batorego, Anna Lewandowska.

[1]  https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna/news/prawie-100-milionow-europejczykow-cierpi-na-problemy-psychiczne/

[2] https://www.fakt.pl/kobieta/zdrowie-i-fitness/coraz-wiecej-studentow-ma-problemy-ze-zdrowiem-psychicznym/dke27nj

[3] http://istotnie.pl/kondycja-psychiczna-studentow-sie-o-martwic

[4] https://psrp.org.pl/wsparcie-psychologiczne-studentow-na-uczelniach/

[5] https://kobieta.onet.pl/zdrowie/profilaktyka/depresja-atakuje-swiat-w-polsce-choruje-juz-co-10-osoba-infografika/s730f0m

Sprzedajesz samochód? Pamiętaj o tych obowiązkach

Obowiązkiem każdego kierowcy jest posiadanie ubezpieczenia OC, natomiast wiele osób dla własnego komfortu decyduje się także na wykupienie polisy AC. Czasem właściciel pojazdu decyduje się jednak na jego sprzedaż, mimo wykupionej na dłuższy czas polisy. Co dzieje się zatem z ubezpieczeniami po zbyciu samochodu?

Polisa OC po transakcji sprzedaży

Ubezpieczenie OC jest obowiązkowe, więc konieczne jest zachowanie zasady ciągłości, gdyż nawet niewielkie przerwy w obowiązywaniu tej polisy, mogą skutkować sporymi karami finansowymi. Z tego także względu, zgodnie z prawem polisa OC jest przypisywana do pojazdu, więc po jego sprzedaży, ubezpieczenie przechodzi na poczet nabywcy. Oznacza to, że wszelkie prawa, ale i obowiązki z tytułu takiej umowy, przechodzą na kupującego. Obydwie strony mogą się porozumieć odnośnie do wypowiedzenia umowy przez kupującego, dzięki czemu sprzedawca może odebrać część opłaconych, ale niewykorzystanych składek, o czym więcej przeczytasz na stronie https://najtaniejuagenta.pl/zwrot-skladki-oc-odzyskasz-pieniadze-ubezpieczenia/.

Co istotne – sprzedający nie może jednak żądać tego od nabywcy, więc takie ustalenia wynikają już jedynie z porozumienia obu stron transakcji. W myśl przepisów poprzedni właściciel ma 14 dni na zgłoszenie sprzedaży auta i przekazanie danych nabywcy, firmie ubezpieczeniowej, w której wykupił polisę OC. W przeciwnym razie ubezpieczyciel może przedłużyć polisę czy żądać opłaty za składki. W takich sytuacjach obie strony transakcji odpowiadają za zaległości solidarnie i z reguły to ubezpieczyciel ustala od kogo domaga się zapłaty.

Zatrzymanie OC po poprzednim właścicielu

Jeżeli nabywca uzna, że warunki danego ubezpieczenia OC są dla niego korzystne, ma pełne prawo pozostać przy tej polisie. W przypadku nieuregulowanych wcześniej płatności, standardowo płaci on za kolejne miesiące obowiązywania umowy – musi się też liczyć z tym, że ubezpieczyciel będzie się domagał pokrycia kosztów ewentualnych zaległości w niezapłaconych ratach (od dnia przeniesienia własności).

W samej umowie zmieniane są dane posiadacza pojazdu, natomiast jej okres obowiązywania pozostaje bez zmian. Warto pamiętać, że przy sprzedaży samochodu, firma ubezpieczeniowa może również dokonać ponownej kalkulacji i ustalić wyższą składkę dla nowego kierowcy, jeżeli posiada on mniejsze zniżki lub został zakwalifikowany jako właściciel o większym ryzyku spowodowania wypadku. Jeśli nabywca uzna, że oferta nie jest dla niego korzystna, to w każdej chwili może wypowiedzieć umowę i związać się z innym ubezpieczycielem.

Co dzieje się z ubezpieczeniem AC?

Przywiązujesz jeszcze większą wagę do bezpieczeństwa? Zobacz ubezpieczenie AC https://najtaniejuagenta.pl/. Z uwagi na nieobowiązkowy charakter polisy AC, przy transakcjach sprzedaży obejmują ją nieco inne zasady. Tego typu ubezpieczenie nie przechodzi automatycznie na nabywcę i w praktyce jedynie nieliczne firmy oferują w ogóle możliwość przekazania takiej polisy przez sprzedającego. Poprzedni właściciel może natomiast skontaktować się z ubezpieczycielem w sprawie zwrotu pieniędzy za ten okres umowy ubezpieczenia AC, która nie zostanie wykorzystana z powodu sprzedaży pojazdu.

Inflacja w Polsce spowalnia. Euro najtańsze od lipca

Kolejny raz kurs euro ustanowił najniższy poziom od lipca, niewiele brakuje by sięgnąć nawet do poziomów najniższych od 2018 roku. Warto jednak pamiętać, że złoty jest mocno wrażliwy na ryzyka w Europie, zatem może się okazać, że w negatywnym scenariuszu szybko pożegnamy te poziomy.

Euro odbija się od 4,25 zł

Pod nieobecność inwestorów z Polski, w piątek 1 listopada, na parach powiązanych ze złotym wcale nie wiało nudą.  Euro potaniało do poziomu niemal 4,25 zł. Dolar z kolei otarł się o 3,80 zł. Frank zatrzymał się przed 3,85 zł. We wszystkich trzech przypadkach są to najniższe poziomy od lipca. Umacnianie się złotego jest wynikiem wyciszania się ryzyk związanych zarówno z sytuacją w Polsce, jak i w regionie. Brexit się oddalił, wybory w Polsce nie przyniosły niespodzianki a na horyzoncie brakuje większych problemów. Przynajmniej na razie.

Inflacja w Polsce spowalnia

Zgodnie z oczekiwaniami tempo wzrostu cen wyniosło we wrześniu 2,5%. Było ono dokładnie zgodne z oczekiwaniami rynków. Jest również równe celowi inflacyjnemu. Był to też jeden z powodów ostatniego umocnienia się złotego.

Indeksy PMI dla przemysłu

Dane okazały się lepsze od oczekiwań, ale w dalszym ciągu, obiektywnie rzecz biorąc, nie są dobre. Wynik poniżej 50 punktów sugeruje recesję, zawiera bowiem przewagę odpowiedzi negatywnych nad pozytywnymi. Dla całej Unii jest to niecałe 46 punktów. Dla Niemiec, będących główną siłą napędową, pomimo poprawy, wynik ledwo przekracza 42 punkty. Inwestorzy jednak raczej uciekali od euro. Widać to było wyraźnie na głównej parze walutowej EURUSD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

 

Maciej Przygórzewski – główny ekspert walutowy w Internetowykantor.pl

Ostatnie dni przyniosły osłabienie dolara amerykańskiego. Co kryje się za tą słabością?

Zeszłotygodniowa „jastrzębia obniżka” stóp procentowych Rezerwy Federalnej nie przełożyła się na poprawę notowań dolara amerykańskiego. Dane ekonomiczne ze świata w ostatnim czasie mają nieco lepszy wydźwięk, zwłaszcza porównując ze słabymi oczekiwaniami sprzed kilku tygodni. Póki co, pierwszym efektem tej zmiany była poprawa sentymentu, która nie sprzyjała USD – w ubiegłym tygodniu dolar amerykański osłabił się w parze ze wszystkimi walutami G10 poza dolarem kanadyjskim. Dobrą passę mają również waluty rynków wschodzących: gorzej radziły sobie jedynie peso chilijskie i rand południowoafrykański, czyli waluty krajów dotkniętych problemami wewnętrznymi.

Teraz, gdy spotkania głównych banków centralnych są już albo za nami albo też raczej nie przyniosą istotnych zmian w najbliższej przyszłości, uwagę rynków powinny przykuć przede wszystkim dane gospodarcze.

PLN

Miniony tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego. PLN był najlepiej radzącą sobie spośród głównych walut regionu. W minionym tygodniu nie było jednak zbyt dużo istotnych informacji z Polski, a te które się pojawiły nie wbudziły zbyt dużego zainteresowania. Poznaliśmy jedynie dane o inflacji CPI, która zgodnie z oczekiwaniami konsensusu w październiku znalazła się na poziomie 2,5%, czyli w samym środku celu inflacyjnego NBP.

W ciągu najbliższych kilku dni szczególną uwagę przykuje środowa decyzja RPP, jednak ani my, ani konsensus nie spodziewamy się modyfikacji stóp procentowych. Podczas spotkania raczej nie dojdzie też do zmiany retoryki banku centralnego.

GBP

Spadek ryzyka Brexitu bez umowy ma pozytywny wpływ na brytyjską walutę. W ostatnim tygodniu funt szterling reagował jednak głównie na słabość dolara amerykańskiego.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, brytyjscy politycy doszli do wniosku, że do rozwiązania kwestii Brexitu niezbędne jest przeprowadzenie ponownych wyborów parlamentarnych. Odbędą się one 12 grudnia. Z uwagi na sporą przewagę Partii Konserwatywnej w sondażach przedwyborczych naszym scenariuszem bazowym jest wygrana Torysów ze stosunkowo pewną większością. Pozwoli to na przeprowadzenie uporządkowanego Brexitu na warunkach ustalonych w najnowszej wersji Withdrawal Agreement wynegocjowanej przez Borisa Johnsona. W przypadku realizacji takiego scenariusza można spodziewać się dalszego umocnienia funta brytyjskiego. Należy jednak zaznaczyć, że w przypadku poprzednich wyborów sondaże niedoszacowały poparcia dla Partii Pracy. Nie można zatem wykluczyć scenariusza, w którym po raz kolejny żadna z brytyjskich partii nie uzyska samodzielnej większości w tamtejszym parlamencie.

 

EUR

W przypadku strefy euro sądzimy, że wspólną europejską walutę mogą wspierać wydarzenia na co najmniej dwóch różnych frontach. Po pierwsze, w ostatnim czasie na plus zaskakują odczyty twardych danych makroekonomicznych ze wspólnego bloku. Kwartalna dynamika PKB w III kwartale br. oraz najnowsze dane o inflacji bazowej okazały się lepsze od stosunkowo niskich oczekiwań rynku. Pesymizm konsensusu przed publikacją odczytów można powiązać ze słabymi odczytami indeksów opartych na wynikach ankiet (m.in. indeksów aktywności biznesowej PMI) – a zatem tych publikacji, w których istotną rolę odgrywa element subiektywności. Po drugie, w strefie euro coraz silniej odzywają się głosy decydentów namawiające do bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej, która miałaby dopełniać politykę monetarną Europejskiego Banku Centralnego.

Poparcie dla większej stymulacji fiskalnej w strefie euro wyraziła również nowa przewodnicząca EBC, Christine Lagarde, kontynuując w tym zakresie opinię wyrażoną przez Mario Draghiego. Słabe odczyty danych z niemieckiego przemysłu jak i wyraźnie rosnące poparcie dla populistów w wyborach do parlamentów niektórych landów sugerują, że szanse na rozluźnienie polityki fiskalnej w Niemczech zdają się rosnąć. Naszym zdaniem jakiekolwiek istotne informacje dotyczące tej kwestii mogą przyczynić się do aprecjacji euro w relacji do głównych walut.

 

USD

W zeszłym tygodniu Rezerwa Federalna zdecydowała się na kolejną obniżkę stóp procentowych, co było zgodne z oczekiwaniami konsensusu. Rynki nie przewidziały jednak, że decydenci z FOMC jasno stwierdzą, że chcą poczekać z kolejnymi zmianami w polityce monetarnej, chyba, że dojdzie do gwałtownego spowolnienia amerykańskiej gospodarki. Decydenci jednak puścili oko również do “gołębi”, sugerując, że próg przy przekroczeniu którego FOMC zdecydowałby się na podniesienie stóp procentowych znajduje się na nawet wyższym poziomie niż można by oczekiwać wcześniej. Bank centralny sugeruje, że będzie skłonny rozważyć zacieśnienie polityki monetarnej dopiero wtedy, gdy dostrzeże jasny sygnał wskazujący na występowanie znacznej presji inflacyjnej w USA.

Rynki jednak zignorowały “jastrzębią obniżkę” stóp procentowych Fedu. Ich uwagę przykuły natomiast lekkie złagodzenie dotychczasowego napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, ogólna poprawa w światowych danych makroekonomicznych oraz odsunięcie perspektywy tzw. Brexitu bez umowy. Lepsze nastroje inwestorów przełożyły się na umocnienie aktywów uznawanych za ryzykowne i przyczyniły się do deprecjacji dolara amerykańskiego.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Grupa Santander inwestuje ponad 1,7 miliarda złotych w Ebury

Banco Santander został strategicznym inwestorem w Ebury, które m.in. zdobyło w ostatnich latach pozycję lidera niezależnego sektora międzynarodowych rozliczeń dla firm w Polsce. Łącznie inwestycja Santandera wyniesie 350 milionów funtów, tj. ponad 1,7 miliarda złotych.

Obecni właściciele Ebury, łącznie z założycielami i osobami zarządzającymi pozostaną w strukturze udziałowej i będą aktywnie uczestniczyć w dalszej jego ekspansji, wspartej dodatkowym kapitałem.

– Powiązanie dużego, działającego globalnie banku ze zwinnym fintechem oznacza, że możemy zaoferować naszym klientom to co najlepsze z obu tych kultur. Będą oni mogli skorzystać z naszej technologii, współpracują z jedną z najważniejszych instytucji finansowych na świecie. Nowy kapitał, który pozyskujemy od Santandera i od obecnych udziałowców pozwoli nam na inwestycje i rozwój a także na kontynuację wzrostu biznesu, jednocześnie przy zachowaniu naszej zwinnej kultury biznesowej – skomentowali transakcję Juan Lobato i Salvador García, którzy dziesięć lat temu założyli Ebury.

Ebury specjalizuje się pełnym zakresie usług wymiany walut oraz usług płatniczych, i posiada szeroką bazę klientów: małych i średniej wielkości firm, średniej wielkości korporacji i banków, a także niebankowych instytucji finansowych.

Zgodnie z warunkami transakcji, Banco Santander obejmie 50,1% udziałów w Ebury za cenę 350 milionów funtów szterlingów (tj. ponad 1,7 miliarda złotych), z czego 70 milionów funtów (niemal 350 milionów złotych) zasili kapitały własne Ebury. Środki te zostaną przeznaczone na kontynuację szybkiego rozwoju Ebury oraz jego wejście na nowe rynki, przede wszystkim Ameryki Łacińskiej oraz Azji. Do rady dyrektorów Ebury dołączy w roli przewodniczącego pan Sergio Rial, prezes zarządu Banco Santande Brasil. Na brazylijskim rynku Grupa Santander ma dominującą rolę, z 26% udziałami rynkowymi.

Banco Santander podał, że w średnim okresie czasu stopa zwrotu z inwestycji w Ebury (RoIC) będzie wyższa niż 25% w 2024 r.

– Małe i średnie firmy (MŚP) są główną siłą napędową wzrostu gospodarczego na świecie. Tworzą one nowe miejsca pracy, zapewniając w krajach rozwijających się 60% miejsc pracy i tworząc 40% ich PKB. MŚP stają się międzynarodowe i Santander jest naturalnie predysponowanym bankiem, aby pełnić wiodącą rolę w tym procesie. Przez partnerstwo z Ebury, Santander będzie mógł zaoferować szybki i efektywny dostęp do produktów i usług dla przedsiębiorców z małych i średniej wielkości firm, które wcześniej były zarezerwowane tylko dla większych korporacji – powiedziała Ana Botín, prezes zarządu Grupy Santander.

Obecnie Ebury zatrudnia 900 pracowników w 22 biurach w 19 krajach, prowadząc efektywną działalność dzięki nowoczesnej platformie technologicznej. Od założenia w 2009 r. do inwestycji Grupy Santander spółka pozyskała dotąd 134 miliony dolarów finansowania.

Ebury realizowało w ciągu ostatnich 3 lat średnioroczny wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 40%, a tylko w samym 2018 r. zrealizowała płatności o wartości 16,7 miliardów funtów (tj. ponad 80 miliardów złotych) już dla 43 tysięcy przedsiębiorstw z całego świata. Z kolei Santander obecnie obsługuje ponad 4 miliony klientów biznesowych, z których 200 tysięcy prowadzi biznes w wielu krajach.

Pozyskanie tak silnego partnera jakim jest Banco Santander to duże wzmocnienie dla Ebury, a dokapitalizowanie realnie wzmocni naszą ofertę towarzyszenia polskim firmom w ich szybkiej ekspansji na zagranicznych rynkach. Umowa w sprawie inwestycji największego banku z Grupy Santander w Ebury zakłada kontynuację naszego modelu działalności, w tym koncentracji na obsłudze małych i średniej wielkości przedsiębiorstwach. Dla nas najważniejsze są potrzeby naszych partnerów – przedsiębiorców i już dziś mogę powiedzieć, że dzięki połączeniu sił już wkrótce będziemy mogli zaoferować polskim eksporterom i importerom kolejne usługi, realnie wspierające ich działalność za granicą – komentuje Jakub Makurat, Country Manager Ebury na Polskę, Czechy i Słowację, menedżer zarządzający polskim biurem Ebury od początku jego działalności.

Ebury będzie kontynuować swoją działalność biznesową jako niezależny podmiot. Będzie przy tym wspierane przez Santandera również w ramach jego kompetencji w skalowaniu i rozwijaniu biznesów, w które dotychczas zainwestował ten bank. Przykładem takiej inwestycji jest Gatnet, jego spółka zależna z Brazylii. Po sukcesie na rodzimym brazylijskim rynku, firma ta pracuje obecnie nad globalną platformą usług rozliczeniowych dla kart płatniczych. Swoją ekspansję rozpoczęła od Meksyku, aby następnie rozwijać się w Ameryce Łacińskiej i Europie.

– Po pozyskaniu kilkudziesięciu tysięcy przedsiębiorców jako klientów na całym świecie – w tym wspieraniu na co dzień niemal dwóch tysięcy polskich firm i zrealizowania dla nich transakcji walutowych na kwotę ponad 5,5 mld złotych ­­– nikt już nie ma cienia wątpliwości, że nasz „fintechowy” model wspierania przedsiębiorców wyznacza nowe standardy dla branży usług finansowych w segmencie międzynarodowych rozliczeń. Znając możliwości Grupy Santander, a także szczegóły prac naszego działu badań i rozwoju oraz zespołu technologicznego zapewniam, że wkrótce zaproponujemy przedsiębiorcom bardzo ciekawe rozwiązania, dopasowane dokładnie do ich potrzeb – zapowiada Jakub Makurat.

Japan Tobacco International otwiera w Warszawie Globalne Centrum Usług Biznesowych. Zatrudni ponad 850 osób

Grupa Japan Tobacco International ogłosiła dziś utworzenie Globalnego Centrum Usług Biznesowych w Warszawie. Dzięki tej decyzji, w ciągu najbliższych trzech lat JTI Polska przyjmie do pracy ponad 850 kolejnych pracowników, a całkowite zatrudnienie w firmie przekroczy 3000 osób. Proces rekrutacji będzie wsparty szeroko zakrojoną kampanią promocyjną, podkreślającą najlepsze standardy i warunki pracy oferowane wszystkim pracownikom przez JTI.

Pracownicy Centrum będą odpowiedzialni za wsparcie eksperckie oraz zarządzanie procesami transakcyjnymi wielu obszarów międzynarodowej działalności Grupy JTI, takich jak m.in. finanse, marketing i sprzedaż, ludzie i kultura organizacyjna, badania i rozwój, sprawy prawne i regulacyjne oraz globalny łańcuch dostaw.

“Warszawa jest fantastycznym miejscem dla naszego nowego centrum biznesowego. Zespół doskonale wykształconych i utalentowanych pracowników umożliwi dalszy rozwój Grupy JTI w skali globalnej. Polska dysponuje bardzo dobrą infrastrukturą, jest krajem przewidywalnym i zorientowanym na przyszłość. Jestem przekonany, że szeroka oferta, obejmująca m.in. możliwości rozwoju zawodowego, hojny pakiet wynagrodzeń oraz wygodną lokalizację biura w centrum Warszawy, pozwoli nam przyciągnąć najlepszych kandydatów. Skala działalności JTI w Polsce jest naprawdę duża, a teraz jeszcze poszerzamy nasze perspektywy rozwoju” – powiedział Paulo Lopes, dyrektor generalny warszawskiego Centrum. Paolo Lopes jest Portugalczykiem, ekonomistą z 20-letnim doświadczeniem w Grupie JTI.

Globalne Centrum Usług Biznesowych jest kolejną strategiczną inwestycją JTI w Polsce. Tylko w tym roku firma weszła na rynek papierosów elektronicznych z marką Logic Compact oraz rozpoczęła produkcję nowatorskich wyrobów tytoniowych Ploom Tech w swoim kompleksie nowoczesnych fabryk w Starym Gostkowie koło Łodzi. Całkowita wartość inwestycji Grupy JTI w Polsce w ostatniej dekadzie przekroczyła już 800 mln dolarów.        

“To niesamowita radość móc ogłaszać kolejną strategiczną inwestycję JTI w Polsce w tak krótkim czasie. Jesteśmy zachwyceni umiejscowieniem Globalnego Centrum Usług Biznesowych JTI w Warszawie. Ta decyzja z pewnością wpłynie na podtrzymanie znakomitego trendu rozwojowego JTI Polska. Jesteśmy przecież najszybciej rosnącą firmą tytoniową na krajowym rynku, w tym roku zostaliśmy uznani pracodawcą nr 1 w prestiżowym rankingu Top Employers Polska, a do tego jako jedyni produkujemy w naszym kraju nowatorskie wyroby tytoniowe. Centrum JTI w Warszawie to kolejny kamień milowy nie tylko dla naszych pracowników, ale i całej polskiej gospodarki. Bardzo się cieszymy, że możemy w ten sposób przyczyniać się do dalszego rozwoju naszego kraju” – powiedział Andrzej Skubiszewski, Prezes Zarządu JTI Polska.

W celu wsparcia rekrutacji do Centrum, JTI inauguruje zakrojoną na szeroką skalę kampanię promocyjną. Będzie ona bazować na haśle #JoinTheIdea. Przez najbliższe miesiące firma będzie docierać do potencjalnych kandydatów za pomocą licznych kanałów komunikacji, przede wszystkim przez media społecznościowe.

Jak poprawnie rozliczyć ulgę B+R w pięciu krokach i kto powinien być zaangażowany w cały proces

Z raportu Ayming Polska „Ulga B+R. Małymi krokami do większej innowacyjności” wynika, że przedsiębiorstwa postrzegają poszczególne etapy rozliczenia ulgi na badania i rozwój raczej jako łatwe. Dla 28 proc. firm, które choć raz skorzystały z ulgi, najbardziej problematyczna była dokumentacja działalności B+R. Tylko 15 proc. ankietowanych wskazało, że identyfikacja działalność B+R sprawiła im kłopot, a dla 19 proc. najtrudniejsza okazała się ewidencja kosztów. Tymczasem eksperci Ayming wskazują, że najwięcej błędów przy rozliczaniu ulgi B+R jest popełnianych właśnie na tych dwóch ostatnich etapach. Za główny powód można wskazać brak wsparcia inżynierów na początku procesu.

W przypadku identyfikacji działalności badawczo-rozwojowej firmy najczęściej opierają się na dokumentacji finansowej, całkowicie pomijając analizę techniczną. Takie działanie niesie wysokie ryzyko dokonania nieuzasadnionych odpisów podatkowych lub odliczenia zaledwie części poniesionych kosztów. Z kolei w przypadku ewidencjonowania księgowego kosztów wyzwaniem dla przedsiębiorstw jest brak szczegółowych wytycznych odnośnie sposobu prowadzenia ewidencji i konieczność spełnienia wymogów opisanych w definicji działalności badawczo-rozwojowej. Jak zatem prawidłowo rozliczyć ulgę B+R i jakich błędów unikać? Eksperci Ayming opisują pięć głównych kroków związanych z tym procesem wraz z najczęstszymi nieprawidłowościami.

Identyfikacja B+R nie tylko przez finansistę

Wśród 44 proc. przebadanych firm to dział rozwoju lub dział B+R odpowiada za identyfikację działalności B+R. W przypadku 38 proc. respondentów to zadanie przypada działom księgowym lub finansowym, które często nie dysponują odpowiednią wiedzą techniczną. Jednak do optymalnego zidentyfikowania działalności B+R, a w dalszym kroku – do pełnego i prawidłowego rozliczenia ulgi, niezbędne jest połączenie wiedzy podatkowej i prawniczej z wiedzą techniczną (np. inżynierów i informatyków).

Z doświadczenia Ayming wynika, że najwięcej nieprawidłowości i przeoczeń pojawia się właśnie na etapie identyfikacji działalności B+R. Analizy przeprowadzane wyłącznie przez dział rozwoju zazwyczaj całkowicie pomijają działalność B+R, która jest wykonywana w ramach standardowych projektów, jak np. zmiana receptury wyrobów czy wprowadzanie ulepszeń do już istniejących usług lub procesów. A to skutkuje pominięciem dużej części kosztów. Z kolei działy księgowe lub finansowe często kwalifikują do ulgi wszystkie działania B+R, które są ewidencjonowane na kontach księgowych. Tymczasem nie zawsze zawierają się one w ustawowej definicji działalności badawczo-rozwojowej. Może to skutkować rozliczeniem niewłaściwych kosztów – zauważa inżynier Paweł Perzyński, ekspert ds. ulgi B+R w Ayming Polska.

Koszty kwalifikowane dokładnie opisane

Z ośmiu kategorii kosztów uznanych przez ustawodawcę za kwalifikowane do ulgi B+R, największą część w przedsiębiorstwach stanowią koszty osobowe (rozlicza je 94 proc. badanych firm). Na drugim miejscu (91 proc.) znajdują się materiały i surowce, zaś najrzadziej firmy rozliczają odpłatne korzystanie z aparatury naukowo-badawczej (28 proc.). Należy pamiętać, że rozliczane w ramach ulgi koszty muszą pokrywać się ze wskazanym w ustawie CIT/PIT rodzajami kosztów kwalifikowanych. Przeprowadzenie szczegółowej analizy pozwala na odrzucenie tych wydatków, które nie są objęte preferencją podatkową.

W przypadku kosztów osobowych można rozliczyć koszty zatrudnienia pracownika na podstawie umowy o pracę lub współpracy w oparciu o umowę cywilnoprawną. Kwalifikowane jest wynagrodzenie zasadnicze, wynagrodzenie za godziny nadliczbowe, dodatki czy też premie oraz inne koszty związane z zatrudnieniem danej osoby. Podstawą do kalkulacji kosztów jest prowadzona co miesiąc ewidencja czasu pracy poświęconego na działalność badawczo-rozwojową. Przedsiębiorca musi określić proporcję czasu pracy (liczbową lub procentową) faktycznie poświęconego na działania B+R w stosunku do ogólnego czasu pracy w danym miesiącu. Często spotykaną nieprawidłowością jest automatyczne kwalifikowanie całych MPK lub Cost Center, na których zaksięgowano koszty osobowe – tłumaczy inżynier Karolina Łukasik, Starszy Konsultant w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Ewidencja księgowa odpowiednio wydzielona

Podatnicy zamierzający odliczyć ulgę B+R są zobowiązani do wyodrębnienia kosztów kwalifikowanych w swojej ewidencji księgowej. Z raportu Ayming Polska wynika, że 19 proc. firm korzystających z ulgi ocenia ten etap rozliczenia za problematyczny. Jako przyczynę można wskazać fakt, że przepisy ustawy o podatku dochodowym i ustawy o rachunkowości nie zawierają szczegółowych wytycznych odnośnie sposobu prowadzenia ewidencji księgowej. Przyjmuje się, że wystarczy ująć te koszty w odrębnej ewidencji pomocniczej prowadzonej dla celów rachunkowych, np. na kontach pozabilansowych do ksiąg pomocniczych. Ważne, aby zastosowany sposób wyodrębnienia umożliwiał zidentyfikowanie kosztów kwalifikowanych odnoszących się do prowadzonych działań B+R.

Z ewidencji zużycia kosztów kwalifikowanych poświęconych na B+R musi wynikać, że koszty zostały przypisane wyłącznie do działalności B+R. Jednym z najczęściej rozliczanych kosztów kwalifikowanych są koszty osobowe, przy opisywaniu których trzeba zachować szczególną dokładność. Ewidencja czasu pracy powinna być deklarowana kierownikowi przez pracownika, który wskazuje, ile czasu poświęcił na prace B+R. W przypadku używania materiałów i surowców do projektów B+R, ich ewidencja powinna być odpowiednio powiązana z kosztami nabycia (fakturami), a w przypadku stosowania kosztu uśrednionego należy zweryfikować algorytmy, które są w tym celu używane – wyjaśnia Marek Dalka, Menedżer Działu Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Dokumentacja prowadzona na bieżąco

Dokumentowanie działalności badawczo-rozwojowej jest jednym z podstawowych obowiązków podatnika chcącego skorzystać z ulgi B+R. Tymczasem z badania wynika, że 28 proc. firm korzystających z ulgi ocenia przygotowanie takiej dokumentacji jako problematyczne. Może to wynikać z faktu, że sposób opisu projektów badawczo-rozwojowych nie jest ustalony przez ustawodawcę, nie tłumaczą go również indywidualne interpretacje podatkowe. To, jak firma będzie dokumentować swoje działania badawczo-rozwojowe, jest jej indywidualną decyzją. Warto, aby dokumentacja prac B+R była prowadzona na bieżąco i opisywała
w merytoryczny sposób działania podatnika w zakresie projektów badawczo-rozwojowych.

– Najlepszą metodą na prawidłowe udokumentowanie działań B+R jest posługiwanie się kartą projektu. Powinna opisywać wszystkie prowadzone działania w sposób na tyle szczegółowy, aby w przypadku weryfikacji przez urząd skarbowy nie pojawiły się żadne wątpliwości, że dane zadanie było niezbędne w całym procesie badawczo-rozwojowym. Najczęstszym błędem przy wypełnianiu karty projektu jest nieodpowiednie zdefiniowanie celu, który jest bardzo ogólny i pozbawiony jakichkolwiek parametrów technicznych. Opis efektu końcowego powinien odpowiadać celowi projektu, wyzwaniom badawczym oraz ryzykom i nie może być oderwany od wcześniejszych opisów w karcie projektu – zaznacza Wojciech Popardowski, Kierownik Projektu w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska

 

Weryfikacja fiskusa – trzeba się przygotować

Z raportu Ayming Polska wynika, że niemal połowa firm rozliczających ulgę B+R ma doświadczenia związane z przeprowadzeniem czynności sprawdzających lub kontroli przez urzędy skarbowe. Jest to standardowa procedura, wynikająca z deklaratywnego charakteru rozliczenia ulgi. Z doświadczenia Ayming wynika, że działania podejmowane przez fiskus najczęściej przybierają formę czynności sprawdzających. Podatnicy są proszeni m.in. o przedstawienie ewidencji czasu pracy pracowników biorących udział w pracach badawczo-rozwojowych, kart wynagrodzeń, pełnej dokumentacji projektów badawczo-rozwojowych czy też potwierdzeń zakupu materiałów i surowców, sprzętu specjalistycznego lub nabycia usługi kwalifikowanej do ulgi.

– W gestii kontrolowanego leży skompletowanie i sprawdzenie dokumentacji z obszaru objętego weryfikacją. Warto przed rozpoczęciem czynności sprawdzających poprawić wykryte nieprawidłowości w złożonej deklaracji, uzasadniając dokonane zmiany.  Każdy przedsiębiorca powinien przechowywać dokumenty ściśle powiązane z realizowanymi projektami badawczo-rozwojowymi oraz z odnoszącymi się do nich wydatkami przez ustawowy okres pięciu lat. Do najczęstszych błędów należy brak wszystkich faktury i umów, nieprawidłowo przygotowana ewidencja czasu pracy pracowników zaangażowanych w B+R oraz brak wyodrębnienia kosztów kwalifikowanych w ewidencji zgodnie z ustawą o rachunkowości – wyjaśnia Michał Barszcz, Kierownik Projektu w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Zawsze patrz na jasną stronę życia

Nadzieja na lepsze jutro nie umiera, a optymizm uparcie stara się przebić na powierzchnię. Paliwem na starcie nowego tygodnia jest wiara w postępy rozmów handlowych USA-Chiny oraz ta część piątkowych danych z USA, która była solidna. Nie jest to jednak pomocna wiadomość dla USD.

Dwa motywy przewodnie pozostały po październiku: USA i Chiny są bliżej porozumienia (pierwszej fazy), a Fed jest coraz dalej podwyżek stóp procentowych. W obniżkach też planuje zrobić sobie przerwę, ale przy niekorzystnym zwrocie w danych zawsze może zareagować. Zatem albo Fed będzie dla USD neutralny, albo dostarczy negatywnego impulsu. Z kolei optymizm wokół przebiegu negocjacji handlowych osłabia rolę dolara jako bezpiecznej przystani.

Pomimo powyższego, zmiany na rynku walutowym nie są spektakularne. W skali tygodnia NZD, SEK, NOK i AUD zyskały do USD ponad 1 proc., ale mówimy tu przeważnie od odreagowaniu silnego niedowartościowania. Na bardziej zrównoważonych rynkach (EUR/USD, USD/JPY) nie widać przekonania do zdecydowanej „przesiadki” z dolara na inne waluty. Ma to związek z tym, że niezależnie jak chciałoby się budować argumentację na sprzedaż USD, obrona także nie jest bez amunicji. Piątkowy raport NFP przypomniał, że rynek pracy w USA jest zdrowy, a zatrudnienie rośnie szybciej od oczekiwań. ISM dla przemysłu wprawdzie odbił od 10-letniego minimum słabiej niż się spodziewano, ale przynajmniej recesja w sektorze nie pogłębia się. Poza tym przemysł stanowi mały fragment gospodarki (12 proc.) i z wnioskami trzeba się wstrzymać do publikacji ISM dla usług (wtorek). Ogólnie gospodarka USA wciąż prezentuje się relatywnie lepiej niż np. Chiny czy strefa euro.

Z resztą postępy w rozmowach handlowych to osobliwy temat. Od kilkunastu dni co ruch pojawiają się komentarze oficjeli z Pekinu i Waszyngtonu, którzy zapewniają, że rozmowy idą w dobrym kierunku i pierwsze porozumienie może zostać podpisane już w listopadzie. Gdy jednak zainteresowanie schodzi na kwestie anulowania/odroczenia ceł mających wejść w życie do końca roku, wówczas nastaje cisza. A to kluczowa kwestia, która z dnia na dzień może doprowadzać do ponownego ochłodzenia stosunków. Na razie jednak na rynkach wygrywa nadzieja, że wszystko będzie w porządku i można kierować kapitał w ryzykowne aktywa. Indeksy giełdowe poprawią szczyty i o tym mówi się najgłośniej. Ale złoto, JPY i CHF nie obserwują dynamicznej przeceny. Tak, jakby część uczestników rynku dalej zachowywała ostrożność. Obie strony nie mogą mieć jednocześnie racji.

Dziś rano otrzymaliśmy naprawdę zły odczyt PMI z polskiego sektora przemysłowego. W październiku wskaźnik nieoczekiwanie spadł do 45,6 z 47,8 i konsensusie 48,1 (TMS: 48,2). Wynik jest najgorszy od 10 lat. Zapaść przemysłu wytwórczego w Eurolandzie zaczyna odbijać się na nastrojach polskich przedsiębiorców. Mimo to EUR/PLN pozostaje dość stabilny przy 4,2520. Bierze się to stąd, że: 1) jeden odczyt nie odmieni prędko polityki RPP, która neutralnego nastawienia zawsze może bronić silną postawą konsumpcji wspartej programami socjalnymi. 2) Złoty już dawno nie miał epizodu, kiedy dane były istotnym determinantem jego zmienności. Albo inwestorzy grają pod istotny czynnik ryzyka (jak np. wyrok TSUE), albo patrzą na lokalny rynek przez pryzmat generalnego sentymentu do rynków wschodzących. Dane nie powinny być jednak całkowicie ignorowane i jest możliwe, że przynajmniej zapalają światło ostrzegawcze obok złotego. Uważamy, że złoty zapędził się w swoim umocnieniu i widzimy fundamentalny poziom równowagi EUR/PLN bliżej 4,27/4,28.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

CANAL+ finalizuje zakup 70 proc. udziałów w Kino Świat

ITI Neovision S.A., operator CANAL+ w Polsce, sfinalizował zakup większościowego pakietu 70 proc. udziałów w Kino Świat sp. z o.o., wiodącego dystrybutora filmów w Polsce. Dzięki zawartej umowie, CANAL+ rozwinie nowy obszar działalności biznesowej, zyskując prawa do dystrybucji katalogu Kino Świat zawierającego ponad 2000 godzin filmów kinowych i telewizyjnych (1200 produkcji).

CANAL+ inwestuje w polski rynek filmowy od prawie 25 lat, co czyni z nas lidera płatnej telewizji premium. Kino Świat jest natomiast wiodącym dystrybutorem treści, który od 19 lat buduje swoją silną pozycję na niezwykle wymagającym lokalnym rynku. Doświadczenie produkcyjne CANAL+, zaplecze biznesowe i międzynarodowy zasięg naszej marki pozwolą na dalsze rozwijanie katalogu treści Kino Świat oraz rozszerzenie zasięgu dystrybucji – Edyta Sadowska, prezes zarządu i dyrektor generalna CANAL+ w Polsce.

Mniejszościowy pakiet udziałów pozostanie w rękach dotychczasowych właścicieli – Tomasza Karczewskiego i Marcina Piaseckiego, którzy pozostaną w zarządzie spółki i będą brali aktywny udział w kierowaniu i dalszym rozwijaniu Kino Świat.

Jesteśmy oczywiście dumni z tego, co do tej pory udało nam się osiągnąć dzięki pracy naszej i naszego zespołu. Jednocześnie głęboko wierzymy, że jeśli chcemy nadal rozwijać Kino Świat, sięgać po nowe obszary działania i podejmować jeszcze większe wyzwania, to będzie to możliwe tylko z partnerem posiadającym takie doświadczenie oraz tak silną pozycję na lokalnym i globalnym rynku, jak CANAL+. Będziemy nadal pracować w gronie przyjaciół, których mamy w tej organizacji od wielu lat  – Tomasz Karczewski, członek zarządu Kino Świat.

Do zarządu spółki Kino Świat powołano jednocześnie nowych członków. Frederic Berardi, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy CANAL+ objął stanowisko prezesa zarządu Kino Świat. Marta Pałucka, zastępca dyrektora finansowego CANAL+ oraz Anna Limbach-Uryn, dyrektor programowa CANAL+ objęły w Kino Świat stanowiska wiceprezesów.
Powołana została również pięcioosobowa rada nadzorcza spółki. Przewodniczącą rady została Edyta Sadowska, prezes zarządu i dyrektor generalna CANAL+ w Polsce, a wiceprzewodniczącą Agnieszka Gotlibowska-Horoszczak, dyrektor działu prawnego CANAL+. W skład rady nadzorczej powołana została również Anna Marsh, dyrektor zarządzająca StudioCanal oraz Paweł Karczewski, prezes zarządu Blue Dot sp. z o.o. i Piotr M. Krawczyński, partner zarządzający Synerium sp. z. o.o.

Zgodę na zawarcie umowy przejęcia większościowego pakietu 70 proc. udziałów wyraził Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Deloitte: Działy prawne nieufne wobec technologii

Prawie połowa działów prawnych na świecie w 2018 r. nie odnotowała wzrostu budżetu i zaobserwowała stagnację w zatrudnieniu. Dodatkowo 63 proc. dyrektorów tych departamentów (Chief Legal Officer, CLO) uważa, że powtarzające się zadania i ograniczenia w zarządzaniu danymi uniemożliwiają im wytworzenie dodatkowej wartości w organizacjach. Jak zauważają autorzy opracowania „Tech Bytes Part I”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, inwestycje w nowe rozwiązania technologiczne nie tylko pozwolą zmniejszyć koszt pracy działów prawnych, ale także poprawią ich wydajność.

Analiza Tech Bytes analizuje problemy, z którymi na co dzień borykają się prawnicy. Ma także pomóc szefom zespołów zwiększyć wydajność i dostosować strategię prawną do potrzeb organizacji.

Dyrektorzy działów prawnych mają podzielone opinie na temat rozwoju technologicznego w branży. Jak wykazało badanie Deloitte, jedynie 40 proc. ankietowanych uważa, że nowe rozwiązania oraz outsourcing mogą zwiększyć efektywność ich zespołów. Jednocześnie, z innego badania firmy doradczej „Going beyond risk and compliance” wynika, że 56 proc. działów prawnych zainwestowało już w nowoczesne systemy właśnie w tym celu. – Branża prawnicza stoi w obliczu wyzwań, które niesie za sobą postęp technologiczny. Co chwilę na rynku pojawiają się kolejne rozwiązania pozwalające zaoszczędzić czas pracowników oraz zwiększyć ich efektywność. Ważnym jest, aby już dziś maksymalnie wykorzystać te narzędzia, które mamy w zasięgu ręki – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte.

Potencjalne korzyści

Wśród szefów działów prawnych przekonanie o istotności zmian technologicznych nie jest wysokie. Aż 65 proc. z nich deklaruje, że ich departament w większym stopniu skoncentrowany jest na zarządzaniu ryzykiem niż na możliwościach rozwoju. Prawie dwie trzecie (63 proc.) przyznaje natomiast, że powtarzające się zadania i ograniczenia w zarządzaniu danymi uniemożliwiają im tworzenie wartości dla ich organizacji. Mimo to 50 proc. uważa, że automatyzacja procesów oraz ich przekonstruowanie pozwoli na redukcję kosztów oraz poprawę efektywności działań. Zdaniem prawników, do rozwiązań technologicznych, które wzmocnią ich działy, należą te, które pomogą mierzyć kluczowe wskaźniki efektywności (Key Performance Indicators, KPI). – 87 proc. naszych ankietowanych przewiduje, że w ciągu najbliższych trzech lat to właśnie wskaźniki KPI będą wykorzystywane przez korporacyjne działy prawne do śledzenia i raportowania swoich wyników. Jednak, aby osiągnąć korzyści, które niesie wdrożenie nowych rozwiązań technologicznych, dyrektorzy prawni muszą najpierw opracować strategię dostosowaną do koncepcji pracy przedsiębiorstwa oraz prawny model działań. Następnie, korzystając z posiadanych danych, badać potencjalne programy bezpośrednio wspierające pracę dyrektorów, a co za tym idzie, całych działów – mówi Wojciech Sygnowski, Partner, Lider obszaru integracji systemów oraz robotyki i inteligentnej automatyzacji, Deloitte.

Technologiczna mapa drogowa

Zdaniem ekspertów Deloitte, żeby sięgnąć po rozwiązania technologiczne, dyrektorzy prawni muszą najpierw ocenić jakie problemy przed nimi stoją. – Osiągnięcie założonych celów rozwojowych firmy nie jest możliwe bez uzyskania odpowiedzi na kilka prostych pytań: jak pracownicy zarządzają własnym czasem, jakie zadania są w tym momencie realizowane oraz jakie dane lub technologie dział posiada. Wśród niezbyt popularnych, ale przydatnych rozwiązań technologicznych, jest m.in. planowanie czasu pracy całego zespołu z wykorzystaniem systemów. Dzięki temu jasne będzie jakie zadania mają pracownicy, kto nadzoruje ich wykonanie i ile czasu zajmuje ich realizacja. Tym samym dział będzie lepiej zorganizowany, a więc efektywniejszy – mówi Jan Jarmul, Radca prawny, Partner w Kancelarii Deloitte Legal.

Następnym krokiem do usprawnienia pracy działów prawnych w przedsiębiorstwach jest uświadomienie sobie przez dyrektorów korzyści, jakie niesie ze sobą implementacja nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Wśród nich jest efektywniejsze zarządzanie zespołami i ich bieżącymi sprawami. Pozwala to także na wykorzystanie narzędzi e-discovery, czyli nowoczesnych systemów poszukiwania, zabezpieczania i analizowania danych, oraz sprawniejsze kierowanie systemami do oceny globalnego ryzyka i compliance. Aby to osiągnąć potrzebny jest dalszy rozwój i wdrażanie rozwiązań technologicznych pozwalające na automatyzację procesów. Są to m.in.: sztuczna inteligencja, która niebawem może wyręczyć ludzi w przygotowywaniu prostych ustandaryzowanych dokumentów, jak np. klauzuli o zachowaniu poufności. Kolejną technologią, która ma szanse w przyszłości jeszcze efektywniej wesprzeć procesy w organizacjach jest chmura obliczeniowa. Coraz więcej usług i programów jest oferowanych np. w modelu SaaS (software as a service), co pozwala na skuteczne uruchamianie aplikacji na serwerach innych firm, eliminując potrzebę posiadania rozbudowanej pamięci wewnętrznej. Również technologia blockchain może być używana w celu polepszenia efektywności działań prawnych, ponieważ umożliwia skuteczne rejestrowanie transakcji między stronami oraz jest odporna na cyberataki.

Wdrożenie i dostosowanie

Podczas implementacji nowych rozwiązań technologicznych CLO muszą skoncentrować swoją uwagę na dwóch podstawowych obszarach: skupieniu wokół siebie doświadczonego zespołu technologicznego i grupy entuzjastów pozytywnie nastawionych do zachodzących zmian. Działania te pozwolą skuteczniej przekonywać najbardziej konserwatywne osoby do zmiany ich sposobu pracy. – Dystansowanie się  pracowników do zmian to jedna z najpowszechniejszych barier postępu technologicznego. Podstawowym problemem jest najczęściej brak komunikacji. Bez informowania o korzyściach płynących ze zmian, nie ma możliwości, aby pracownicy je zaakceptowali. Z biegiem czasu przed branżą prawną będą pojawiać się nowe wyzwania oraz potrzeba kolejnych modyfikacji działania poszczególnych systemów. Warto jednak pamiętać, że nadmierne zmiany mogą uczynić niektóre rozwiązania mniej intuicyjnymi dla ich użytkowników – mówi Jan Jarmul, Radca prawny, Partner w Kancelarii Deloitte Legal.

Wysyłamy coraz mniej listów

Od stycznia do czerwca br. klienci Poczty Polskiej wysłali o 7% mniej listów niż w analogicznym okresie 2018 roku. Operator od lat notuje spadki. Wpływa na to głównie rozwój Internetu, telefonii cyfrowej i mediów społecznościowych. Eksperci prognozują, że korzystanie z tradycyjnej formy kontaktu będzie coraz rzadsze. Zjawisko kurczenia się rynku widoczne jest też w innych państwach europejskich, gdzie średnio w rocznym okresie wynosi ok. 5%. Choć bywają też większe spadki, np. w Skandynawii czy Holandii zdarzały się znacznie przekraczające 10%. Tymczasem nasza poczta, ratując sytuację upatruje szansę w rozwoju elektronicznych kanałów komunikacji.

Sytuacja w kraju…

Z danych Poczty Polskiej wynika, że liczba listów zmniejsza się sukcesywnie. W pierwszym półroczu 2019 roku największy operator na naszym rynku zanotował spadek w wysokości 7% w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku. Największe spadki dotyczą listów zwykłych.

– Ten wynik nie powinien stanowić żadnego zaskoczenia. Tradycyjny list w kopercie w czasach cyfrowych technologii nie jest typowym sposobem komunikowania się. Jeszcze kilka lat temu instytucje publiczne stosowały taką formę komunikacji, ale dzisiaj coraz częściej same urzędy wykorzystują korespondencję elektroniczną. Należy prognozować, że korzystanie z papierowej formy kontaktu będzie nadal maleć – komentuje dr Anna Adamus-Matuszyńska, socjolog i wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

W Polsce w latach 2007-2016 zmalała o 25% liczba listów tradycyjnych, co podkreśla Justyna Siwek, rzecznik Poczty Polskiej. I dodaje, że tendencja ta utrzyma się w kolejnych latach. Wpływ na to ma rozwój Internetu, telefonii cyfrowej i mediów społecznościowych. W coraz większym stopniu w strumieniu listów będą obecne przesyłki reklamowe i nadawane w tej formie drobne towary e-commerce.

– Młode pokolenie woli szybsze formy komunikowania się, jakimi są telefony. One mają liczne aplikacje pozwalające na przesłanie dokumentów, zdjęć, listów w wersji elektronicznej itp. Starsze pokolenie w znaczącej części nie lubi Poczty Polskiej, bo kojarzy ją z niską jakością obsługi klienta, oddziedziczoną po przeszłym ustroju – dodaje dr Adamus-Matuszyńska.

… i za granicą

Kurczenie się rynku dotyczy nie tylko Polski. Jak wskazuje Justyna Siwek, europejscy operatorzy mają do obsłużenia coraz mniej tradycyjnych listów. W 2017 roku średni spadek liczby takich przesyłek w państwach europejskich to 4,6%, rok wcześniej wyniósł 5,2%. Średnioroczne tempo spadku liczby listów obsługiwanych przez europejskich operatorów utrzymuje się na poziomie ok. 5% już od ponad dekady. Chociaż w niektórych krajach, np. w Skandynawii czy Holandii, zdarzały się spadki znacznie przekraczające 10% rocznie.

– Dynamiczny rozwój gospodarki cyfrowej ma wpływ na wiele obszarów, m.in. na rynek usług logistycznych. Bardzo szybko rośnie popyt na usługi KEP, ale jednocześnie kurczy się rynek przesyłek listowych. I prawdopodobnie będzie coraz mniejszy, bo bardziej dążymy do tego, żeby wysyłać dokumenty elektronicznie. Tak jest łatwiej, wygodniej i bardziej ekologicznie. Jednak ten rynek nigdy nie zostanie wyeliminowany. Zawsze będzie istniała potrzeba tego, żeby listy docierały w tradycyjnej postaci, w tzw. twardej kopii – stwierdza dr hab. Arkadiusz Kawa, dyrektor Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytutu Logistyki i Magazynowania (Ł-ILiM).

W wielu państwach UE zapobiegano spadkom wolumenów listowych prowadzeniem aktywnej polityki cenowej. Rzecznik Poczty Polskiej zaznacza, że dzięki temu nie malała tak szybko wartość rynku listowego. Jednocześnie państwa europejskie zdecydowały się na wspieranie swoich operatorów. Jak dodaje prof. Kawa, takiej pomocy udzielano w różnych krajach, szczególnie we Francji. W Polsce, choć PP jest operatorem wyznaczonym, to nie ma nakazów, żeby korzystać z tych usług. Kilka lat temu kontrakt na obsługę sądów i prokuratur wygrała przecież konkurencja.

– Są różne formy udzielanej pomocy pocztom narodowym. Obejmują zarówno wprowadzanie barier konkurentom, zawieranie kontraktów z państwem i administracjami lokalnymi, przyjmowanie rozwiązań z zakresu preferencji podatkowych, finansowanie konkretnych usług publicznych realizowanych przez poczty, jak też udziału państw w programach inwestycyjnych – wskazuje Justyna Siwek.

Z kolei dyrektor Ł-ILiM zwraca uwagę na działania zagranicznych odpowiedników naszej poczty. One, wiedząc, że rynek pocztowy będzie się kurczył, poszukały nowych możliwości i postawiły na firmy kurierskie. W efekcie poczta francuska jest właścicielem DPD, brytyjska – GLS-u, a niemiecka – DHL-u. Nasz operator tego nie zrobił. Być może nie miał ku temu mechanizmów, ale też warunki rynkowe były inne.

Pocztowe kierunki

– Najpopularniejsze kraje, do których najczęściej nadają przesyłki nasi klienci to Niemcy, Wielka Brytania, USA, Francja i Czechy. Natomiast do adresatów w Polsce najwięcej przesyłek przychodzi z Niemiec, Chin, Wielkiej Brytanii, Holandii, Francji, Turcji, Malezji oraz Tajwanu – informuje rzecznik Poczty Polskiej.

Według dr Adamus-Matuszyńskiej, chcąc wiedzieć, dlaczego klienci wysyłają przesyłki właśnie do tych państw, trzeba przeprowadzić badania. Ekspert zaznacza, że Niemcy dla Polski to najważniejszy partner biznesowy, ale także kraj, w którym wielu rodaków ma rodziny. W Wielkiej Brytanii czy USA mieszka bardzo liczna Polonia, co też sprzyja częstotliwości nadawania przesyłek. Dziwić mogą Francja i Czechy, ale może to wynikać przede wszystkim z kontaktów biznesowych.

– Poczta widzi potencjał w elektronicznych kanałach komunikacji. Rozbuduje ofertę e-usług i postawi na rozwój związany z e-commerce. To odpowiedź na bardzo duże wzrosty przesyłek e-commercowych. Dostosowujemy naszą sieć logistyczną nie tylko do opracowania listów, ale przede wszystkim do obsługi paczek i przesyłek paletowych – mówi rzecznik Siwek.

Zdaniem prof. Kawy, dużą szansą dla Poczty Polskiej mogą być e-doręczenia. Jak zaznacza dyrektor Ł-ILiM, prace nad nimi trwają w ministerstwach. Autorzy pomysłu chcą, żeby przesyłki wysyłane elektronicznie przez administrację (np. sądy) miały taką samą ważność jak dokumenty papierowe. Operatorem wówczas musiałaby być firma dysponująca odpowiednim zapleczem informatycznym i ciesząca się dużym zaufaniem publicznym. Mówi się właśnie o narodowym dostawcy, będącym częścią Skarbu Państwa. Zarówno PP, jak i Ł-ILiM są organizacjami współpracującymi z Ministerstwem Cyfryzacji, Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii oraz Urzędem Komunikacji Elektronicznej przy tym projekcie.

– Nadal na liczbę korzystających z Poczty Polskiej może mieć wpływ stereotypowy wizerunek tej instytucji. Wydaje się, że operator, pomimo licznych zmian, wciąż nie poradził sobie z negatywnymi skojarzeniami. W oddziałach pocztowych nadal są boksy z szybami, oddzielającymi pracownika od klienta, co nie sprzyja budowaniu zaufania i dobrych relacji. W określonych dniach, a czasami o konkretnych godzinach, są duże kolejki, które zniechęcają do korzystania z usług – podsumowuje dr Adamus-Matuszyńska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł

Starają się, nie wyobrażają sobie, że czegoś można nie zapłacić, rozrzutność zdarza się im sporadycznie, a jednak coś nie wychodzi. W trzy lata liczba niesolidnych dłużników po 64 roku życia wzrosła o prawie jedną trzecią, a ich przeciętne przeterminowane zobowiązanie o połowę. Seniorzy w zmianach zaległości zdystansowali młodsze pokolenia, wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK. Średnio na jednego z 365,5 tys. niesolidnych dłużników w wieku 65 plus przypada obecnie 24 175 zł niespłaconych rachunków, rat kredytów i pożyczek.  Udział niesolidnych dłużników w najstarszej grupie wiekowej wciąż jednak jest dużo niższy niż w młodszych pokoleniach, choć nie pomagają im choroby, kredyty, wydatki na rodzinę, zakupoholizm i samotność.  

Przeciętne zaległości osób po 64 roku życia rosły w ostatnich trzech latach najszybciej. Średnia wartość niespłacanych przez nich zobowiązań podwyższyła się równo połowę z 16 070 zł do 24 175 zł w sytuacji, gdy średnia zaległość ogółu wzrosła o jedną trzecią, z 20 665 zł do 27 413 zł. Kolejna grupa wiekowa w tym zestawieniu, czyli najmłodsi odnotowali w tym czasie wzrost przeterminowanych płatności o 46 proc., a następne pokolenie, co również nie rokuje seniorom najlepiej, to 55-64 latkowie, z 41 proc. wzrostem. – Seniorzy w szybkim tempie zmniejszają dystans do młodszych pokoleń, niestety w mało atrakcyjnej kategorii. Jednym z powodów takiego obrotu sprawy mogą być nierówno rosnące wpływy na konta pracowników i emerytów – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Gdy w 2016 r. podwyżki wynagrodzeń dochodziły do 4 proc., waloryzacja emerytur sięgała 0,24 pkt. proc. niewiele lepiej było w kolejnym roku. Sytuacja poprawiła się nieco od 2018, ale nadal dynamika wzrostu płac jest co najmniej dwa razy wyższa niż emerytur.

– Z pewnością nie pomaga też utrzymująca się dysproporcja pomiędzy emerytami a ogółem społeczeństwa jeśli chodzi o udział wydatków w dochodzie rozporządzalnym. Jak podaje GUS, w ub.r. w przypadku ogółu społeczeństwa wydatki pochłaniały 70,1 proc. dochodu, a w budżecie emerytów niemal 75 proc. – dodaje Sławomir Grzelczak. Dla przypomnienia w 2016 r. było to odpowiednio 76,7 proc. versus 80,7 proc.

Zaległości ma co 19. emeryt i co 9. „jeszcze młody”

Nie dość, że pogłębiają się kłopoty osób, które już wpadły w tarapaty, to znacząco rośnie też liczba nowych niesolidnych dłużników w wieku 65 plus. W ciągu trzech lat w całym społeczeństwie ich odsetek wzrósł o 22 proc., a wśród seniorów o prawie 29 proc. z 284,6 tys. do 365,5 tys. Gorszy wynik mieli jedynie 45-54 latkowie, których przez trzy lata przybyło o ponad 29 proc. Ostatecznie jednak wciąż najstarsze pokolenie dzieli spory dystans do młodszych, jeśli chodzi o rozpowszechnienie opóźnionych płatności. W sytuacji gdy kłopoty z płatnościami są udziałem co 19. seniora, w całym społeczeństwie opóźnioną spłatę bieżących zobowiązań ma już co 11. osoba, a wśród 35-54 latków więcej niż co 9.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 2

 Źródło: BIG InfoMonitor, BIK 

Gorzej nie jest dlatego, że doświadczonym życiem emerytom pomaga dyscyplina w zarządzaniu budżetem, o którą z wiekiem łatwiej.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 3

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Jak pokazują badania Quality Watch wykonane na zlecenie BIG InfoMonitor za rozrzutnych postrzega się bowiem jedynie dwóch na 100 seniorów, podczas gdy w całym społeczeństwie myśli tak o sobie co dziesiąty rodak. Wśród osób po 64 roku życia również mniej osób niż wśród ogółu Polaków sygnalizuje, że ma problemy, by związać koniec z końcem. Kłopoty z przeżyciem od pierwszego do pierwszego ma 13 proc. w wieku 65 plus wobec 21 proc. wszystkich badanych.

Choroby, kredyty, pomoc rodzinie, zakupoholizm i samotność

Co najbardziej przeszkadza najstarszym w unikaniu finansowych kłopotów? Na listę głównych przyczyn braku pieniędzy seniorzy zgłaszają wydatki na leczenie (59 proc. w tej grupie wiekowej wobec 36 proc. u wszystkich), kredyty konsumpcyjne (36 proc. v 23 proc.), których rata przerasta możliwości spłaty oraz pomoc rodzinie (20 proc. v 13 proc. wszyscy). Warto też wspomnieć o zakupoholizmie do którego seniorzy przyznają się częściej niż inne pokolenia (6 proc. v 4 proc. wszyscy). – Zbyt wysokie kredyty nie zawsze są brane na rzeczy wyłącznie dla siebie, ale również dla rodziny, której trzeba pomóc. Do tego dochodzą nierzadko tysiące złotych pożyczone na przedmioty sprzedawane na prezentacjach, których celem jest wyłudzenie pieniędzy od osób, które na nie przychodzą. Gdy dołączy się zakupoholizm, który jest sposobem na samotność i spędzanie czasu, to mimo, że osoby starsze są dalekie od życia ponad stan przepis na problemy jest gotowy – mówi Sławomir Grzelczak.

A samotność ma też dodatkowy wymiar finansowy. Prowadzenie w pojedynkę gospodarstwa domowego jest bardziej kosztowne, bo bez względu na liczbę domowników zawsze istnieją stałe koszty, które złożone na barki jednej osoby są trudniejsze do udźwignięcia. Tymczasem po ukończeniu 65 roku życia, co trzecia osoba mieszka samotnie, a po ukończeniu 80 lat już połowa. W całym społeczeństwie jednoosobowe gospodarstwa domowe stanowią 22 proc.

Rekord pobiło małżeństwo z Mazowsza kwotą 26,6 mln zł

W grupie niesolidnych dłużników seniorów inaczej niż w pozostałych grupach wiekowych przeważają kobiety – 52 proc., ale wśród 10 rekordzistów więcej jest mężczyzn. Na czele zadłużonych znajduje się małżeństwo z Mazowsza, które ma 26,6 mln zł zaległości, na trzecim miejscu jest 65 letnia kobieta z Dolnego Śląska z kwotą 25,8 mln zł, a czwarty jest 66 letni mężczyzna, który nie uregulował 16,7 mln zł zobowiązań. Top 10 zamyka mężczyzna w wieku 68 lat z zaległościami na ponad 10,2 mln zł.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 4

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Największa liczba dłużników, którzy ukończyli 64 rok życia zamieszkuje na Śląsku, Mazowszu, Dolnym Śląsku oraz w Wielkopolsce. Dokładnie tak samo przedstawia się początek wojewódzkiego zestawienia dla wszystkich niesolidnych dłużników, bez względu na wiek.

Seniorzy nadrobili zaległości i mają ich już ponad 8,8 mld zł 5

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK 

Jeśli weźmie się pod uwagę odsetek osób z problemami finansowymi w grupie wiekowej pow. 64 lat oraz wśród wszystkich dorosłych Polaków, to widać pewne różnice w zachowaniu pomiędzy mieszkańcami poszczególnych województw, ale nie są one znaczące. Okazuje się m.in., że emeryci wypadają nieco gorzej niż wszyscy mieszkańcy w woj. śląskim, czy też w woj. pomorskim. Lepiej natomiast niż reszta osób spłacają zobowiązania na Podlasiu.

Opóźniona płatność, zaległość – to rachunek, faktura, rata kredytu czy pożyczki niespłacana pow. 30 dni od wyznaczonego terminu na kwotę min. 200 zł wobec jednego wierzyciela.

Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1296 dorosłych mieszkańców Polski, listopad 2018 r.

Certyfikat Oponiarski – jak wygląda certyfikacja i audyt serwisów oponiarskich

Z inicjatywy Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) prowadzony jest audyt serwisów oponiarskich. Jego celem jest certyfikacja warsztatów, by ich klienci mogli świadomie wybrać profesjonalną i bezpieczną obsługę oponiarską. Audytu dokonuje firma TUV SUD, specjalizująca się w certyfikacji i inspekcji. Audytorzy współpracowali z PZPO przy tworzeniu listy audytowej, według której prowadzona jest certyfikacja. Dzięki tak ścisłej współpracy można mieć pewność, że wybór ocenianych elementów jest podparty nie tylko doświadczeniem i wiedzą wulkanizatorską – zostały one dobrane także pod względem możliwości ich rzetelnej weryfikacji. TUV SUD z uwagą podchodzi do projektu certyfikacji, podkreślając, jak duży może mieć wpływ na bezpieczeństwo na polskich drogach. 

–  Nikt w Polsce nie zajmował się dotychczas tym segmentem serwisów. Należy zwrócić uwagę, że opona jest jedynym elementem łączącym pojazd z powierzchnią, po której się porusza.Stąd tak ważne jest zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo obsługi koła, a co za tym idzie – na bezpieczeństwo kierowców i pasażerów – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Nytko, manager sekcji mobility w TUV SUD. – Audyt, który przeprowadzamy pod standardy Polskiego Związku Oponiarskiego, zawiera się w kilku segmentach. Oceniamy zaplecze techniczne warsztatu oponiarskiego oraz biuro obsługi klienta. Prowadzimy też weryfikację umiejętności i wiedzy kadry, która pracuje w serwisie. Jest to szczególnie istotne, gdyż często w serwisach oponiarskich zatrudnieni są pracownicy sezonowi. Większość naszego czasu w warsztacie spędzamy jednak na sprawdzaniu narzędzi. Weryfikujemy ich stan techniczny, terminowość kontroli przez odpowiednie służby, certyfikaty i homologacje. Jedynie naprawa narzędziami, które są certyfikowane, homologowane i okresowo sprawdzane, jest naprawą skuteczną – podkreśla Nytko.

Czy deweloperzy obawiają się mniejszego popytu?

Wiele wskazuje na to, że szczytowy moment mieszkaniowego boomu jest już za nami. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak deweloperzy widzą perspektywy popytu na nowe mieszkania.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w 2015 r. krajowi deweloperzy sprzedali 57 076 mieszkań. Analogiczne wyniki z lat 2016 – 2018 były znacznie lepsze (odpowiednio: 63 595 lokali, 67 223 lokale oraz 81 221 lokali). Wiele wskazuje jednak na to, że popyt dotyczący mieszkań z rynku pierwotnego będzie powoli słabł wraz z pogarszającą się koniunkturą gospodarczą. Warto sprawdzić, czy krajowi deweloperzy podzielają taką opinię. Interesującą odpowiedzią na pytanie o nastroje deweloperów są wyniki badania przeprowadzonego niedawno przez NBP.

Narodowy Bank Polski w swoim corocznym raporcie podsumowującym sytuację rynku mieszkaniowego, opublikował wyniki ciekawej ankiety przeprowadzonej wśród deweloperów. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl to badanie dotyczyło między innymi spodziewanych zmian popytu. Deweloperzy ankietowani przez NBP, następująco prognozowali zmiany sprzedaży nowych mieszkań w drugiej połowie 2019 r. (względem pierwszej połowy roku):

  • wzrost sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 16% odpowiedzi
  • wzrost sprzedaży wynoszący do 10% – 14% odpowiedzi
  • stabilizacja sprzedaży na zbliżonym poziomie – 56% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący do 10% – 8% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 6% odpowiedzi

Jeżeli natomiast chodzi o prognozę popytową dla 2020 r. (w porównaniu do 2019 r.), to odpowiedzi inwestorów były następujące:

  • wzrost sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 13% odpowiedzi
  • wzrost sprzedaży wynoszący do 10% – 15% odpowiedzi
  • stabilizacja sprzedaży na zbliżonym poziomie – 53% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący do 10% – 11% odpowiedzi
  • spadek sprzedaży wynoszący powyżej 10% – 7% odpowiedzi

Wg portalu RynekPierwotny.pl powyższe wyniki sugerują, że branża deweloperska spodziewa się utrzymania dobrej koniunktury rynkowej w 2020 r. Warto dodać, że 37% deweloperów ankietowanych przez NBP oczekuje w przyszłym roku wzrostu cen nowych mieszkań o mniej niż 10%. Jedna dziesiąta inwestorów spodziewa się, że wzrosty cen będą większe. Aż 46% ankietowanych deweloperów sądzi, że w przyszłym roku ceny nowych „M” wreszcie się ustabilizują.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Banki inwestują w nowy rodzaj placówek. Zamiast tradycyjnych oddziałów powstają przestrzenie coworkingowe

Banki inwestują w nowy rodzaj placówek. Zamiast tradycyjnych oddziałów powstają przestrzenie coworkingowe 1

W 2024 roku elastyczna powierzchnia biurowa na świecie może przekroczyć 10 mln mkw. – wynika z prognoz JLL. Tylko w Warszawie w ciągu dwóch najbliższych lat powstanie 18,6 tys. stanowisk pracy do wynajęcia. Już teraz polska stolica wyprzedza pod tym względem Barcelonę czy Berlin. Banki również tworzą elastyczne biura, gdzie można nie tylko porozmawiać z doradcą i załatwić sprawy finansowe, lecz także spotkać się z kontrahentem czy wypić kawę. Santander Bank Polska otworzył na polskim rynku nowy format placówek Work/Cafe.

W Warszawie udział powierzchni elastycznych w ogólnych powierzchniach biurowych wynosi około 2,5 proc. Ten wskaźnik jest dość spory w porównaniu do innych stolic europejskich. W Berlinie czy w Barcelonie jest to udział do 2 proc., natomiast w Amsterdamie jest to poziom zbliżony do 5 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Marlena Piszczan-Gromada odpowiedzialna za nowe formaty i model biznesowy z Santander Bank Polska.

Elastyczne powierzchnie biurowe, które łączą kilka funkcji w jednej przestrzeni, to jeden z dominujących trendów na polskim rynku biurowym. Z raportu CBRE „Rynek biur elastycznych w Polsce 2019” wskazuje, że najczęściej to biura coworkingowe, biura serwisowane oraz inkubatory. Znaczenie elastycznych powierzchni biurowych będzie rosnąć – tylko w Warszawie w ciągu dwóch lat powstanie 18,6 tys. stanowisk pracy do wynajęcia. W 2020 roku rynek przekroczy poziom 200 tys. mkw. elastycznej powierzchni biurowej, a w 2021 roku będzie to już niemal 250 tys. mkw. Tylko w 2019 roku podaż powierzchni elastycznej w Warszawie przekroczyła 150 tys. mkw. Na świecie – jak wynika z prognoz JLL – w ciągu pięciu lat na 20 największych europejskich rynkach biurowych elastyczna powierzchnia biurowa może wzrosnąć z obecnych 3,5 do niemal 10 mln mkw.

– To nie jest tylko miejsce, gdzie można przyjść, popracować, lecz także przestrzeń, gdzie można nawiązać relacje biznesowe, pozyskać nowych klientów, rozwinąć swoje własne kompetencje poprzez udział w różnego typu eventach. Na rynek wkraczają millenialsi, którzy mają nieco inne oczekiwania dotyczące samej pracy, coraz więcej mamy start-upów, coraz więcej osób pracuje jako wolni strzelcy, osoby zatrudnione nie na etat, ale do realizacji konkretnych projektów. W tej chwili każdy może pracować w dowolnym miejscu na świecie. – tłumaczy Marlena Piszczan-Gromada.

Zalety elastycznej powierzchni biurowej doceniają również banki. Klienci zamiast wizyty w oddziale banku coraz częściej wybierają kontakt elektroniczny. Już 17 mln osób regularnie korzysta z bankowości internetowej, a 11 mln – z mobilnej (dane za PRNews). Zwłaszcza dla młodszego pokolenia cyfryzacja i kontakt online są ważniejsze niż wizyta w tradycyjnej placówce.

Generalna tendencja jest taka, że rośnie liczba transakcji w kanałach zdalnych, a klienci udają się do oddziałów z najbardziej specjalistycznymi potrzebami. Dla tych klientów wartością dodaną będą inne usługi, dlatego banki poszukują różnych możliwości nie tylko stricte związanych z produktami bankowymi, lecz także dywersyfikują klientów, żeby również ich zachęcić do tego typu placówek. – ocenia ekspertka.

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec lutego 2019 roku zatrudnienie w bankowości wynosiło 161 tys. osób. W rekordowym 2008 roku było to ponad 181 tys. osób. Zamykane są także placówki banków, a w ubiegłym roku ich liczba zmalała o 527.

Placówki bankowe będą dalej istnieć, ale o zmienionym profilu. Nie będzie tak jak w tej chwili jednego uniwersalnego formatu, ale zostanie on dopasowany w zależności od potrzeb klientów. – tłumaczy Piszczan-Gromada.

Santander Bank Polska otworzył we wrześniu pierwszą w Polsce placówkę Work/Cafe, czyli połączenie placówki bankowej, kawiarni i przestrzeni coworkingowej. Jest to miejsce wymiany pomysłów i doświadczeń. Na świecie Santander prowadzi już niemal 50 takich oddziałów.

Oprócz kawiarni dostępne są miejsca do pracy, Wi-Fi, drukarki czy kabiny do rozmów telefonicznych. Dodatkowo mamy strefy do odpoczynku, tzw. chilloutowe. Klienci Santander Bank Polska mogą zarezerwować sale na indywidualne spotkania biznesowe. W dedykowanej aplikacji dla Work/Cafe klienci mają możliwość umówienia się z doradcą na spotkanie o określonej porze, a w kawiarni po okazaniu karty otrzymują 30-proc. zniżkę na wszystkie produkty. – wymienia Marlena Piszczan-Gromada.

Zasięg reklamy prasowej można już dokładnie zmierzyć. Pomaga w tym m.in. innowacyjna technologia śledzenia ruchów gałek oczu

Zasięg reklamy prasowej można już dokładnie zmierzyć. Pomaga w tym m.in. innowacyjna technologia śledzenia ruchów gałek oczu 2

Spółka Polskie Badanie Czytelnictwa wprowadza na polski rynek badanie reklamy prasowej. Jej efektywność mierzy m.in. za pomocą technologii eyetrackingu, która rejestruje ruchy gałek ocznych respondentów. Badanie jest wspólnym projektem PBC, wydawców prasy i domów mediowych. Średnio reklamy prasowe przyciągają uwagę czytelnika przez 6–8 sekund. Do jednego wydania gazety lub magazynu czytelnicy wracają od 2 do 5 razy, co oznacza, że nawet kilkukrotnie dostrzegają zawarte w nich reklamy.

– Reklama prasowa dociera do 53 proc. populacji Polski, to jest medium bardzo zasięgowe. Z drugiej strony mamy w prasie bardzo dużo jakościowych kontaktów z reklamą. Wystarczy powiedzieć, że np. magazyny luksusowe generują prawie 36 mln kontaktów z reklamą, a dzienniki ponad 150 mln. Tak więc z jednej strony reklama prasowa dociera do ponad połowy populacji, i to tej aktywnej społecznie, bardziej zamożnej i o większym potencjale zakupowym, a z drugiej generuje bardzo dużą liczbę dobrych jakościowo, realnych kontaktów z reklamą – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Waldemar Izdebski, szef Polskich Badań Czytelnictwa.

Prasa jest medium, w którym reklama nie musi walczyć o uwagę odbiorcy – czytelnicy zauważają blisko 90 proc. zamieszczanych w niej reklam. Wczytują się w nie i angażują w ich treść. Reklama w prasie żyje tak długo, jak wydanie pisma, a czytelnik wraca do jednego wydania średnio 25 razy. To oznacza, że zauważa zawarte w nim reklamy po kilka razy. W przypadku pism wnętrzarskich cykl życia reklamy wynosi nawet kilkanaście miesięcy.

PBC wprowadza właśnie na rynek nowy model badania reklamy prasowej, który pozwoli mierzyć jej zasięg, intensywność i jakość kampanii reklamowych w prasie oraz oszacować koszty dotarcia do grup docelowych. Badanie jest wspólnym projektem PBC, wydawców prasy i domów mediowych. Wiąże się ono z wprowadzeniem na rynek reklamy kilku nowych wskaźników mediaplannerskich i zakłada m.in. badanie rzeczywistych zachowań konsumentów reklamy prasowej na bazie eyetrackingu, który rejestruje ruchy gałki ocznej i pozwala określić, jak badani czytają pisma oraz na co zwracają uwagę, skupiając się na reklamie.

– Pasywny pomiar reklamy prasowej jest oparty na urządzeniu do śledzenia ruchów gałki ocznej. Gdy czytelnik czyta pismo, w którym oprócz treści redakcyjnych są też reklamy, dokładnie śledzimy, jak jego oko się zachowuje i gdzie się znajduje w danym momencie – mówi Waldemar Izdebski. – Ludzkie oko bardzo szybko porusza się w rożnych kierunkach – rejestruje w swoim polu widzenia tekst redakcyjny, a w międzyczasie skanuje np. ile kosztuje pralka czy jakiś inny produkt w promocji. To rodzi pewien problem, ponieważ trzeba z tego stworzyć pewien model. I my taki model stworzyliśmy, po pierwsze wyodrębniamy zauważalność reklam, a po drugie kontakty z reklamą oraz czas, w którym oko czytelnika przebywa w polu widzenia reklamy – podkreśla.

Żeby kontakt czytelnika z reklamą był efektywny, musi trwać co najmniej 1/3 sekundy (300 milisekund), co w nauce nosi nazwę P300 i oznacza aktywację uwagi. Nowe badanie PBC pokazuje natomiast, że jeden realny kontakt czytelnika z reklamą trwa średnio aż 2/3 sekundy (600 milisekund). To oznacza nie tylko aktywowanie procesów uwagi, lecz także skupienia, czyli następuje zapamiętywanie reklamy.

– Kontakt jest bardzo ważną sprawą. W prasie przeciętnie trwa on 2/3 sekundy, co oznacza aktywowanie procesów związanych ze skupieniem – reklama wtedy jest przetwarzana świadomie i elementy jej są zapamiętywane. To kluczowa sprawa dla naszego badania – realny, bardzo jakościowy kontakt z reklamą prasową – podkreśla Waldemar Izdebski.

Nowe badanie reklamy prasowej PBC znacznie rozszerza także próbę badania czytelnictwa w formie ankiety internetowej (metoda CAWI). Łącznie z dotychczasowym badaniem prowadzonym przez ankieterów w domach respondentów (metoda CAPI) to ponad 30 tys. wywiadów rocznie, a większa próba badawcza pozwala na dokładniejsze analizy czytelnictwa.

– To badanie rozdziela nośnik i reklamę. Pokazuje, ile razy pojedynczy czytelnik ma kontakt z reklamą, ile czasu tak naprawdę przy niej spędza. To dużo bardziej precyzyjne niż mówienie po prostu: „Mamy nakład 10 tys., więc docieramy do 10 tys. ludzi”. Do tej pory mierzyliśmy nakłady i nośniki tylko i wyłącznie dlatego, że nie było lepszego sposobu – mówi Paweł Tkaczyk, strateg marki w agencji reklamowej MIDEA.

Wydawcy i przedstawiciele domów mediowych zgodnie oceniają, że badanie PBC to nowy standard mierzenia efektywności reklamy w prasie.

– Pasywny pomiar reklamy prasowej PBC to interesujący pomysł wykonany w innowatorski sposób. Dzięki niemu będzie można wykazać np. o ile reklama całostronicowa jest lepiej zauważana od reklamy półstronicowej. Wszystkie dotychczasowe argumenty używane przez wydawców będzie można wykazać w danych liczbowych, wyniki są dostępne na poziomie poszczególnych tytułów. Dzięki temu można podawać mediaplan, bazując na pomiarze kontaktu z reklamą. To jest daleko idąca innowacyjność i nowość w stosunku do obecnej sytuacji – mówi Dariusz Kostrzewski, dyrektor ds. badań i analiz rynku w „Gazecie Wyborczej”.

Szef Polskich Badań Czytelnictwa Waldemar Izdebski podkreśla również, że dzięki nowej metodologii badania reklamy prasowej wydawcy i domy mediowe będą mogli przede wszystkim wykazać reklamodawcom, że reklama w prasie jest mierzalna, pokazać, w jaki sposób wydają pieniądze i jakie są tego efekty.

– W tym momencie mówimy już nie tylko o tym, że ileś milionów ludzi miało w ręku dany tytuł, czytało bądź przeglądało wydanie gazety lub magazynu. Teraz możemy odpowiedzieć na pytanie, ile osób faktycznie widziało daną reklamę, ile osób do niej wracało, widziało ją wielokrotnie, patrzyło na nią przez sekundę czy dwie. Wiemy, że krótkie spojrzenie znaczy zupełnie co innego, niż długie spojrzenie. Te wszystkie nowe ujęcia są w tym badaniu obecne i dzięki temu mamy znacznie bardziej precyzyjną wiedzę – mówi dr hab. Jacek Haman, socjolog, ekspert ds. metodologii, Polskie Badania Czytelnictwa.

– Pasywny pomiar reklamy jest atrakcyjny dla wszystkich planujących media w Polsce. Świat się zmienił – głównie dzięki mediom digitalowym – i marketerzy przyzwyczaili się do tego, że mogą planować reklamy w sposób mierzalny. W przypadku pasywnego pomiaru reklamy prasowej mamy do czynienia z realnym, wielokrotnym, jakościowym i niepodważalnym pomiarem, który pozwala nam nie tylko coś obiecać i zadeklarować, lecz także wykazać realny efekt. To jest pewien przełom – dodaje Izabela Sarnecka, dyrektor Biura Reklamy Wydawnictwa Bauer.

Wirtualna rzeczywistość wkracza do zarządzania nieruchomościami. Pozwala szkolić pracowników szybciej i w bezpieczniejszych warunkach

Wirtualna rzeczywistość wkracza do zarządzania nieruchomościami. Pozwala szkolić pracowników szybciej i w bezpieczniejszych warunkach 3

Automatyzacja i wykorzystanie dronów, np. do monitorowania czy wsparcia obsługi technicznej budynków, stają się standardem w zarządzaniu nieruchomościami. Rynek szuka coraz bardziej zaawansowanych technologicznie rozwiązań, a firmy coraz chętniej wykorzystują także wirtualną rzeczywistość do usprawnienia swoich procesów i szkolenia pracowników technicznych. Pozwala to przeszkolić załogę i zweryfikować jej wiedzę w bezpiecznych warunkach, w dowolnym miejscu, jednocześnie redukując czas i koszty takich szkoleń.

– Pojęcie facility management jest dość skomplikowane. Obejmuje pewne procesy, które definiują, w jaki sposób należy zarządzać przedsiębiorstwem. Natomiast w obszarze nieruchomości facility management jest kojarzony jako usługi dostarczane klientom w zakresie zarządzania ich dobrami, jako obsługa techniczna budynków – mówi agencji Newseria Biznes Norbert Ślusarczyk, segment director corporate, Hard FM Poland w Sodexo Polska.

Facility management, czyli kompleksowe zarządzanie budynkiem, może przynieść firmie szereg korzyści – od obniżenia kosztów utrzymania nieruchomości, przez zwiększenie jej rynkowej wartości, po poprawę jakości świadczonych w nim usług. FM może obejmować cały szereg aspektów: zarówno obsługę techniczną budynku, utrzymanie czystości i catering, zarządzanie ekonomiczne, jak i elementy związane z poprawą warunków pracy czy motywowaniem pracowników. W ten obszar – podobnie jak w innych branżach – w coraz większym stopniu wkraczają nowe technologie.

– Klienci oczekują, że będziemy dostarczać im obsługę facility management w innowacyjny sposób, że będziemy optymalizować koszty utrzymania nieruchomości bądź koszty personalne potrzebne do realizacji takich usług. Najlepszą odpowiedzią na te potrzeby jest zastosowanie nowych technologii. Dlatego inwestujemy w nie już od pewnego czasu. Wprowadzamy roboty, drony i procesy automatyzacji, które mają przede wszystkim optymalizować koszty ponoszone przez naszych klientów – mówi Norbert Ślusarczyk.

Wykorzystanie robotów i dronów, np. do monitorowania czy wsparcia obsługi technicznej budynków, powoli stają się już standardem w branży. Dlatego potrzebne są coraz nowsze i bardziej zaawansowane rozwiązania, które pozwolą lepiej zarządzać obsługą nieruchomości, a przy tym zredukować koszty.

– Nowym rozwiązaniem jest wirtualna rzeczywistość, kojarzona do tej pory głównie z grami komputerowymi. Rozwój technologii i większa dostępność takich rozwiązań pozwalają nam na zastosowanie VR w naszej branży do usprawnienia procesów. To idealne rozwiązanie, abyśmy mogli naszym pracownikom zapewnić wyższy komfort pracy i większe bezpieczeństwo, z kolei naszych klientów nie narażać na niezaplanowane sytuacje – mówi Norbert Ślusarczyk.

Technologia wirtualnej rzeczywistości uzupełni stosowane przez Sodexo standardowe metody audytu i szkolenia pracowników. Pierwszym wdrażanym modułem szkoleniowym na bazie VR jest pompownia przeciwpożarowa. Pracownicy będą odbywać szkolenia z przeglądu pompowni przeciwpożarowej w wirtualnym środowisku, co pozwoli przeszkolić załogę i zweryfikować jej wiedzę bez narażania zdrowia pracowników czy bezpieczeństwa pracy urządzeń.

– Dzięki odwzorowaniu pomieszczeń możemy szkolić pracowników technicznych w dowolnym miejscu i o dowolnej porze bez narażania ich zdrowia i bezpieczeństwa naszych klientów. Każdego pracownika możemy przeszkolić i przeegzaminować, sprawdzając jego wiedzę, bezpośrednio w obiekcie klienta czy w centrali naszej firmy. To optymalizacja zarówno czasu osób szkolących, jak i szkolonych – przekonuje Norbert Ślusarczyk.

Szkolenie pracowników w wirtualnej rzeczywistości ma też wymiar proekologiczny. W tradycyjnym szkoleniu z przeglądu pompowni przeciwpożarowej zużywa się średnio 40–100 litrów oleju napędowego. Wykorzystanie VR pozwala ograniczyć tę ilość i zmniejszyć ślad węglowy.

– Szkolenia w wirtualnej rzeczywistości to trend, który będzie się upowszechniał w obszarze facility management. Do tej pory nie było narzędzi pozwalających na przeprowadzenie tego typu szkoleń dla pracowników technicznych. Natomiast za jakiś czas stanie się to normą – mówi ekspert Sodexo Polska.

Dodatkowy atut to oszczędność czasu i kosztów, bo szkolenie wraz z modułem egzaminacyjnym trwa około godziny.

– Największym kosztem dla utrzymania nieruchomości jest koszt i czas pracy naszych pracowników. To jest element, który możemy optymalizować przy wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości. Pozwoli nam to zdecydowanie podnieść efektywność pracy ludzi i poprawić kosztową część obsługi nieruchomości – podkreśla Norbert Ślusarczyk.

Sodexo jest jednym z liderów rynku facility management. Obsługuje w całej Polsce blisko 220 nieruchomości i 1 350 mniejszych jednostek, dostarczając kompleksowe, zintegrowane usługi.

Przybywa freelancerów. Największe zapotrzebowanie jest na programowanie i tłumaczenia

Małe i średnie firmy coraz częściej w poszukiwaniu oszczędności nawiązują współpracę z freelancerami. Duże znaczenie ma też elastyczność takiego rozwiązania. Dlatego korzystają z nich zarówno mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa, osoby fizyczne, jak i duże firmy. – Najczęściej z freelancerami współpracują agencje interaktywne czy biura tłumaczeń, firmy, które mają dużo zleceń w branżach takich jak programowanie, copywriting – podkreślają eksperci Useme.eu.

– Najpopularniejsze oferty freelancingu to usługi związane z programowaniem, tworzeniem stron internetowych, większe lub mniejsze prace programistyczne, prace związane z copywritingiem. Mówimy o tłumaczeniach, pisaniu artykułów czy pracy z social mediami, ale także o pracach graficznych – przygotowaniu grafik, projektów stron, drobnych elementów graficznych jak ulotki. W tych grupach najczęściej pojawiają się zlecenia – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Głośny, prezes Useme.eu.

Z raportu Useme.eu „Freelancerzy w Polsce w 2019 roku” wynika, że najczęściej do freelancerów zgłaszają się mikroprzedsiębiorstwa (68,4 proc.), małe i średnie firmy (50,3 proc.), a także osoby fizyczne (50 proc.).

– Korzyści, jakie osiągają, współpracując z freelancerami, to przede wszystkim elastyczność zatrudnienia, bo najczęściej większość firm nie potrzebuje zatrudniać grafika, żeby stworzyć projekt ulotki. To sprowadza się do elastyczności wykonywanych zadań, a co za tym idzie – do niższych kosztów działania. Dużo taniej jest zatrudnić kogoś do wykonania konkretnego zlecenia niż zatrudniać kogoś na etat i czekać na zlecenia dla niego – mówi Przemysław Głośny.

Statystyczny freelancer to 25–34-latek, mieszkający zarówno w małych miejscowościach, jak i dużych miastach. Co drugi łączy dodatkową pracę z etatem i przeznacza na nią średnio 4 godziny dziennie. W ubiegłorocznym badaniu 14,5 proc. ankietowanych zadeklarowało rezygnację z etatu na rzecz całkowitego poświęcenia się freelancingowi, a co dziesiąta osoba planowała zrobić to jeszcze w tym roku.

– Najczęściej z freelancerami współpracują agencje interaktywne, biura tłumaczeń, takie, które mają dużo drobnych zleceń. Aczkolwiek praktycznie każda firma na jakimś etapie ma potrzebę jednorazowej pracy w postaci np. zaprojektowania strony internetowej, ulotki czy wykonania drobnego tłumaczenia, więc w zasadzie nie ma konkretnej grupy, która jest skazana na współpracę z freelancerami – mówi prezes Useme.eu.

Freelancer pracuje na własny rachunek, sam szuka zleceń, ustala czas pracy i wyznacza termin urlopu. Budowanie swojej marki na rynku to jednak trudna i mozolna praca. Freelancerzy podkreślają, że łatwo też to stracić.

– Kiedyś freelancer kojarzył się z nieterminowością, lekkim podejściem do obowiązków, ale to się zmienia. Od 2 lat zaczęliśmy używać pojęcia „freelancer”, dlatego że już nie odstrasza potencjalnych zleceniodawców – mówi Przemysław Głośny.

Większość freelancerów preferuje zatrudnienie na umowę o dzieło oraz wystawianie faktur VAT. Prawie dwie trzecie z nich ufa swoim klientom i nie oczekuje zaliczki za pracę lub robi to bardzo rzadko. Blisko 80 proc. freelancerów pytanych przez platformę Useme.eu przyznaje, że rzadko lub nigdy nie mają problemów z terminowym otrzymaniem wynagrodzenia. Wolni strzelcy zdecydowanie rzadziej dają się namówić na pracę na czarno dla klienta. Taką możliwość w tegorocznym badaniu zadeklarowało 13,8 proc. osób, podczas gdy w ubiegłym roku było to 37,4 proc.

– Obserwujemy z roku na rok, że i liczba freelancerów, i liczba firm korzystających z ich pracy rośnie z uwagi na zwiększający się zakres prac w tych najpopularniejszych branżach i potrzebę większej elastyczności pracy – ocenia perspektywy rynku Przemysław Głośny.

Praca programisty jest niezwykle opłacalna. Kursy programowania oferuje np sdacademy.pl ich propozycje są naprawde godne uwagi.

Dane i statystyki mogą pomóc samorządom w rozwoju. W 2021 roku powstanie baza danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy

Dane i statystyki mogą pomóc samorządom w rozwoju. W 2021 roku powstanie baza danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy 4

Podobnie jak w biznesie dane i statystyki mogą stanowić bazę dla rozwoju samorządów, pomagając w podejmowaniu decyzji o inwestycjach czy wydatkowaniu środków publicznych. W Polsce brakuje jednak centralnego systemu ich gromadzenia i przetwarzania. Często w tym samym kontekście podawane są różne statystyki, pochodzące z różnych źródeł. Tę sytuację może zmienić System Monitorowania Usług Publicznych, którego start planowany jest na 2021 rok. SMUP ma być kompleksową bazą danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy, z której będą mogli korzystać m.in. przedsiębiorcy, administracja, mieszkańcy i instytucje pozarządowe.

– Mamy dzisiaj szereg danych i informacji płynących z różnych źródeł, natomiast cały czas na poziomie ogólnopolskim kuleje kwestia udostępnienia tych danych. Przeciętny mieszkaniec Gliwic nie zdaje sobie sprawy z tego, że w urzędzie miejskim co roku tworzonych jest blisko 200 zestawień danych na różne potrzeby – począwszy od Głównego Urzędu Statystycznego, poprzez marszałka i połowę ministerstw, po różnego rodzaju instytucje. Tych statystyk i analiz tworzymy naprawdę wiele, natomiast na poziomie kraju są one ze sobą nieskoordynowane – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Śpiewok, wiceprezydent Gliwic.

Jak podkreśla, przeciętny użytkownik nie potrafi sobie poradzić z analizą raportów i wnioskowaniem, bo nie zna kontekstu ani metody gromadzenia danych, więc byłoby to obarczone dużym błędem. Dlatego w Polsce konieczne jest wypracowanie jednolitego systemu gromadzenia i analizy danych z różnych źródeł, które mogłyby być wykorzystywane m.in. przez samorządy. Obecny jest bowiem pracochłonny i nieefektywny.

– Jestem zwolennikiem systemu norweskiego, gdzie funkcjonuje jedna instytucja samorządowa, której działalność jest zbieżna z naszym Głównym Urzędem Statystycznym i która zbiera dane ze wszystkich samorządów i ministerstw. System jest kompleksowy, dane ze wszystkich gmin są zbierane w jednym miejscu i pozwalają na wysuwanie właściwych wniosków na poziomie kraju – mówi Mariusz Śpiewok.

Według raportu „Data utilization intensity and economic performance” opracowanego dla resortu cyfryzacji efektywne przetwarzanie danych to jeden z kluczowych elementów dla całej gospodarki. Dostęp, analiza i wykorzystanie danych wpływają w 48 proc. na produktywność polskiego PKB i w 46 proc. na PKB całej Unii Europejskiej.

Biznes już w tej chwili korzysta z big data i zaawansowanej analizy danych, żeby tworzyć nowe modele biznesowe i prześcignąć konkurencję. Jednak dane i statystyki mogą również stanowić bazę do rozwoju samorządów, np. optymalizując decyzje o podejmowanych inwestycjach czy wydatkowaniu środków publicznych. Stworzenie ogólnokrajowego systemu mogłoby w tym pomóc.

– Takie pomysły się pojawiają, rozmawiamy o nich z innymi samorządami i ministerstwami. Zresztą do  Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego został już wpisany System Monitorowania Usług Publicznych jako element do realizacji w najbliższych latach. Jednak w międzyczasie pojawiają się nowe wymogi prawne, jak choćby niedawno wprowadzony obowiązek tworzenia raportów o stanie gminy. Każda z gmin musi stworzyć raport, czyli kolejne opracowanie oparte na danych, i to nie wpisuje się w ujednolicenie podejścia do gromadzenia danych – mówi wiceprezydent Gliwic.

System Monitorowania Usług Publicznych (SMUP) to projekt realizowany – przy współudziale środków unijnych – przez Związek Miast Polskich i Związek Powiatów Polskich wspólnie z MSWiA oraz GUS-em. Są w niego zaangażowane samorządy różnej wielkości z całego kraju. Start systemu informatycznego, który ma być kompleksową bazą danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy, jest zaplanowany na koniec 2021 roku. Korzystać z niego będą mogli m.in. przedsiębiorcy, instytucje administracji rządowej i samorządowej, mieszkańcy, instytucje pozarządowe i środowiska naukowe.

Zgodnie z koncepcją wykonawczą przyjętą na początku tego roku SMUP będzie zawierać dane o usługach publicznych świadczonych przez samorządy w 6 obszarach: (podatki i opłaty lokalne, gospodarowanie nieruchomościami, drogownictwo i transport, ochrona środowiska, inwestycje i budownictwo, geodezja i kartografia). Dla każdego z nich będą stosowane takie same wskaźniki monitorujące pod kątem liczby, jakości, dostępności i efektywności kosztowej, co umożliwi m.in. porównywanie wyników osiąganych przez poszczególne samorządy.

Naukowiec MIT: Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać. Będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły

Naukowiec MIT: Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać. Będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły 5

Wraz ze wzrostem znaczenia systemów przetwarzania dużych zasobów informacji zwiększa się ryzyko wycieku poufnych danych użytkowników internetu. W związku z tym firmy technologiczne muszą inwestować w rozwiązania, które zabezpieczą informacje przed dostępem osób niepowołanych. Istotną rolę mogą odegrać na tym polu algorytmy sztucznej inteligencji. W przyszłości algorytmy mogą nie być potrzebne. – Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać, bo będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły, a po drugie, nasze mózgi będą połączone ze sobą oraz z komputerami i staniemy się zbiorową inteligencją lub superludźmi – przewiduje Peter Gloor z MIT.

– Dzięki gromadzeniu dużych zbiorów danych dotyczących swoich klientów, ogromne spółki mogą przeanalizować np. cele podróży swoich pasażerów i korzystając z systemów opartych na sztucznej inteligencji planować zakup nowych samolotów czy otwarcie nowych połączeń. Spółki, które najlepiej analizują dane, będą mogły odnosić sukcesy dzięki przewidywaniu przyszłych trendów. Spółki takie będą posiadały dogłębną wiedzę, która umożliwi planowanie przyszłych działań – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Peter Gloor z Massachusetts Institute of Technology (MIT).

Dziś nie tylko wielkie korporacje technologiczne interesują się narzędziami do bezpiecznego przetwarzania danych w sieci. Coraz częściej zagadnieniem tym interesują się jednostki administracji publicznej w związku z postępującą cyfryzacją społeczeństwa. Wdrażane są zarówno państwowe platformy zabezpieczające procesy przetwarzania informacji publicznych, jak i regulacje prawne, które mają wyznaczyć ramy bezpiecznego przetwarzania danych o charakterze poufnym.

Na polskim rynku największym przedsięwzięciem tego typu jest partnerstwo publiczno-prywatne zawiązane pomiędzy Operatorem Chmury Krajowej a firmą Google. Amerykańska korporacja udostępni polskim przedsiębiorcom chmurę Google Cloud, dzięki które będą mogli oni w bezpieczny sposób przetwarzać zasoby big data. Z jednej strony nowe narzędzie pozwoli firmom analizować duże zbiory danych, aby lepiej dotrzeć do klienta, z drugiej zaś będzie gwarancją tego, że dane będą przetwarzane w sposób bezpieczny i w pełni transparentny.

– Ochrona prywatności jest ważnym zagadnieniem, ponieważ żyjemy w społeczeństwie, w którym nie wszyscy życzą dobrze innym ludziom. Z tego powodu musimy zachowywać w tajemnicy naszą orientację seksualną, naszą sytuację finansową, nasze poglądy na temat urzędującego prezydenta USA. Musimy chronić naszą prywatność przed osobami, które chciałyby nam wyrządzić krzywdę – mówi Peter Gloor.

Równie istotne są procesy legislacyjne, które mają uregulować kwestie związane z masowym przetwarzaniem danych użytkowników internetu, m.in. unijne przepisy RODO. Według raportu opracowanego przez analityków EY Polska, już teraz widać pozytywne efekty wprowadzenia tych regulacji. Co trzecia firma zainwestowała w oprogramowanie do bezpiecznego przetwarzania danych klientów. Z drugiej strony według 56 proc. respondentów nowe prawo wymusi wprowadzenie zmian w sposobach funkcjonowania firm zajmujących się sprzedażą oraz marketingiem, które zostaną zmuszone do pozyskiwania klientów z poszanowaniem ich prywatności.

– Gdyby wszyscy mieli dogłębną wiedzę, regulacje prawne nie byłyby potrzebne. Niestety, w naszym społeczeństwie znajdzie się ten 1 proc. ludzi, którzy nie życzą dobrze innym i chcą wykorzystać pozostałą część populacji, kradnąc dane. Przykładem takiego zachowania może być zdobycie numeru czyjejś karty kredytowej i próba wyłudzenia pieniędzy w ten sposób. Z tego powodu musimy – po pierwsze, edukować ludzi, że nie należy podawać numeru karty kredytowej podczas korzystania z niezabezpieczonej przeglądarki internetowej, a po drugie – wprowadzać regulacje prawne zabraniające działań – mówi ekspert.

Jednym z efektów wprowadzenia RODO może być powstanie narzędzi profilujących klientów pozyskiwanych dzięki analizie zasobów big data. Umożliwią one precyzyjne określenie grupy docelowej, a co za tym idzie – dotarcie z przekazem marketingowym wyłącznie do tych klientów, którzy rzeczywiście są zainteresowani daną usługą.

Dobrym przykładem narzędzia, które działa w ten sposób, jest projekt Bali autorstwa Microsoftu. Skupia się on na rozwiązaniu problemu odwróconej prywatności, czyli danych pozwalających zidentyfikować użytkownika, nad którymi ten nie ma pełnej kontroli. Mowa tu m.in. o informacjach przetwarzanych przez służby publiczne, pracodawców czy duże sieci handlowe. Prace nad tym narzędziem prowadzone są od kilku miesięcy, a według Microsoftu pozwoli przejąć użytkownikowi pełną kontrolę nad danymi zebranymi na jego temat, zwizualizować je, zarządzać nimi, a nawet zarabiać na ich przetwarzaniu.

Jak prognozuje ekspert, w przyszłości procesy przetwarzania danych mogą zachodzić już nie tylko w chmurze.

– Przyszłość już nadeszła. Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać, bo będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły, a po drugie, nasze mózgi będą połączone ze sobą oraz z komputerami i staniemy się zbiorową inteligencją lub superludźmi – przewiduje Peter Gloor.

Według analityków z firmy International Data Corporation wartość globalnego rynku big data w 2018 roku przekroczyła 189 mld dol. Przewiduje się, że do 2022 roku wzrośnie do przeszło 274 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie powyżej 13 proc.

Technologia kwantowa staje się coraz bardziej realna. Za kilka lat superkomputery pomogą opracować zupełnie nowe materiały i leki

Technologia kwantowa staje się coraz bardziej realna. Za kilka lat superkomputery pomogą opracować zupełnie nowe materiały i leki 6

Naukowcom Google udało się skonstruować w pełni funkcjonalny komputer wykorzystujący do przeprowadzania obliczeń matematycznych zjawisko supremacji kwantowej. Urządzenie może się pochwalić niesamowitą wydajnością i jest pierwszym krokiem w stronę technologii nowych prędkości. W ciągu 200 sekund procesor Sycamore przeprowadził obliczenia, które wykonywane za pośrednictwem najszybszego klasycznego superkomputera IBM Summit potrwałyby ok. 10 tys. lat.

– Technologia kwantowa to technologia, dzięki której można wykonać niektóre obliczenia znacznie szybciej. Jest w stanie dać nam odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie postawiliśmy, lub takie, na które do tej pory nie odpowiedzieliśmy. Niektóre obliczenia mogłyby nam zająć całe wieki. Google wykonał wyliczenia, które pokazały, że gdybyśmy chcieli przeprowadzić te działania na najszybszym na świecie „standardowym” superkomputerze, zajęłoby nam to jakieś 10 tys. lat. Maszyny Google’a wykonały te obliczenia w zaledwie kilka minut – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje profesor Jacob Biamonte, ekspert ds. fizyki kwantowej.

Wysoka wydajność obliczeniowa komputerów kwantowych wynika ze sposobu, w jaki przetwarzają informacje. W przeciwieństwie do tradycyjnych komputerów opartych na technologii krzemowej nie operują na bitach, które mogą przybierać wartości binarne. Działają w oparciu o kubity, kwantowe jednostki informacji, które przenoszą znacznie szerszy zasób wartości pośrednich, a co za tym idzie – charakteryzują się zauważalnie wyższą mocą obliczeniową.

Dokonanie kwantowej supremacji przez komputer od Google to ważny krok w stronę technologii nowych prędkości. Inżynierom korporacji udało się zmusić 53 kubity do wygenerowania losowego ciągu cyfr, a następnie zweryfikowania, czy rzeczywiście mamy do czynienia z ciągiem o losowym charakterze. Komputer został skonstruowany z myślą o wykonaniu tego konkretnego zadania, ale w przyszłości podobne konstrukcje mogą być wykorzystanie do przeprowadzania skomplikowanych operacji liczbowych z dziedziny materiałoznawstwa, ekonomii czy kryptografii.

– Najbardziej interesujące i ekscytujące w tej technologii jest to, czego jeszcze nie odkryliśmy, jeśli chodzi o materiałoznawstwo. Chcielibyśmy dowiedzieć się więcej o materiałach, które jeszcze nie do końca poznaliśmy, a których nie da się badać przy pomocy żadnego z komputerów dostępnych obecnie. Komputery kwantowe pozwolą nam odpowiedzieć na wszystkie pytania, a ich wpływ będzie widoczny w wielu branżach – trudno powiedzieć, która z nich będzie pierwszą, ale jedno jest pewne: firmy nie mogą pozwolić sobie na zignorowanie tej technologii – twierdzi ekspert.

Eksperymenty związane z wykorzystaniem komputerów kwantowych prowadzą także inne czołowe korporacje technologiczne. Jednym z głównych rywali Google w tej branży jest firma IBM, która powołała do życia IBM Quantum Computation Center w mieście Poughkeepsie, w stanie Nowy Jork, jednostkę naukową skupioną na badaniach związanych z supremacją kwantową. W projekcie uczestniczą zarówno przedstawiciele świata biznesu, jak i nauki, a głównym zadaniem placówki jest znalezienie komercyjnych zastosowań dla komputerów kwantowych.

Jednym z najnowszych odkryć zespołu IBM w tej dziedzinie jest opracowanie metody na kontrolowanie kwantowego zachowania atomów. Badanie przeprowadzone za pośrednictwem skaningowego mikroskopu tunelowego dowiodło, że istnieje możliwość skonstruowania komputera kwantowego, który w roli kubitów wykorzystywałby pojedyncze atomy, w przypadku tego nowatorskiego eksperymentu – atomy tytanu.

– Musimy pamiętać, że to zupełnie nowa technologia. Ma w sobie słowo komputer, ale rozwiązuje problemy, którymi się dziś zajmujemy, dużo szybciej niż tradycyjny komputer. Przyczyni się do prawdziwej transformacji i bardzo trudno jest przewidzieć jej rozwój, podobnie jak w przypadku Faradaya, który pokazał, że stworzenie silnika elektrycznego jest możliwe. W jego czasach też nikt nie przewidział, że ta technologia stworzy podwaliny komunikacji bezprzewodowej – wskazuje Jacob Biamonte.

Google udało się dokonać kwantowej supremacji, ale jest to dopiero pierwszy krok na drodze do upowszechnienia technologii tego typu. Projekty pokroju Quantum Development Kit mają umożliwić wykorzystanie komputerów kwantowych nie tylko do wykonywania ściśle ograniczonych zadań. Prezes Google Sundar Pichai przewiduje, że w ciągu kilku najbliższych lat powstaną komputery kwantowe nowej generacji, które rozwiążą dotąd nierozwiązywalne problemy ze względu na zbyt długi czas.

Maszyny tego typu mogą usprawnić szyfrowanie danych, stworzyć nowe modele pogodowe, pomóc w projektowaniu nowych leków, przyspieszyć prace związane z opracowywaniem nowych materiałów czy rozszyfrowywanie genomu.

– Głębokie kwantowe sieci neuronowe zwiększają możliwości maszyny w zakresie przewidywania i dzięki temu uczy się ona znacznie szybciej. Mamy zupełnie nowy model koncepcyjny, który tak bardzo różni się od dzisiejszych komputerów, że w zasadzie nie da się go z nimi zestawić. Pytania, które obecnie zadajemy, będą musiały się zmienić. To bardziej filozofia, nie fizyka, a to bardzo rzeczywiste ucieleśnienie idei jest wciąż bardzo trudne do wyjaśnienia. Technologia bardzo zmieni sposób spojrzenia na świat i nie powinniśmy jej lekceważyć, bo wtedy bylibyśmy tacy jak nasi przodkowie, którzy w momencie odkrycia elektryczności nie mieli narzędzi do korzystania z niej – podsumowuje Jacob Biamonte.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku obliczeń kwantowych w 2019 roku wyniosła 93 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 283 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 24,9 proc.

Hongkong zmierza do najgłębszej recesji od japońskiej okupacji

Trwające od 5 miesięcy protesty w Hongkongu powodują, że gospodarka tego regionu skurczyła się o ponad 3 proc. zaledwie w ciągu jednego kwartału. Biorąc pod uwagę skalę słabnącego eksport i zmniejszających się inwestycji czy dramatyczny spadek liczby turystów, nie należy oczekiwać szybkiego powrotu na ścieżkę wzrostu PKB – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W połowie 2019 r. na szeroką skalę rozpoczęły się protesty w Hongkongu. Chociaż mają one głównie podłoże polityczne, to jednak demonstracje młodych ludzi są również związane z pogarszającym się standardem życia (olbrzymi wzrost cen nieruchomości) oraz silnymi nierównościami dochodowymi w tym Specjalnym Regionie Administracyjnym (SAR).

Niepokoje społeczne zbiegły się też z niekorzystnymi warunkami ekonomicznymi w Azji. Wojna celna między USA i Chinami jeszcze przed wyjściem milionów obywateli na ulicę byłej brytyjskiej kolonii powodowała redukcję wymiany handlowej Hongkongu ze światem. Zarówno eksport, jak i import zaczęły się kurczyć już pod koniec 2018 r. Sierpień i wrzesień br. pokazują ogólny spadek wymiany handlowej już na poziomie ok. 8 proc. (rok do roku), co oznacza najgorszy wynik od kryzysu finansowego ponad dekadę temu.

Nie tylko handel, ale i inwestycje ostro w dół

Redukcja wymiany handlowej i niepewność związana z kondycją globalnej gospodarki przyczyniły się do zmniejszenia inwestycji. Według urzędu statystycznego dla SAR (CENSTATD) już w II kwartale br. skurczyły się one o ponad 10 proc. W kolejnym kwartale, według wstępnych danych opublikowanych w czwartek, komponent inwestycji w PKB spadł o 16,3 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

W ciągu ostatnich 45 lat tylko raz inwestycje uległy silniejszemu spadkowi. Były to kwartały szczytu kryzysu azjatyckiego pod koniec ubiegłego stulecia. Regionalny rząd starał się w ostatnich miesiącach ratować sytuację, zwiększając wydatki publiczne aż o 5,3 proc. (rok do roku) w III kwartale – najwięcej od 15 lat, ale i tak nie zapobiegło to dramatycznemu załamaniu się całego PKB.

Sprzedaż zanurkowała o jedną czwartą. Turystów mniej o połowę

Zamknięte ulice czy interwencje policji nie sprzyjają zakupom. Dotyczy to zwłaszcza towarów innych niż żywność i napoje. Ogólny poziom sprzedaży detalicznej obniżył się więc do 11,5 proc. w lipcu i 23 proc. w sierpniu (obie wartości w ujęciu rok do roku). Sprzedaż dóbr trwałego użytku (elektronika, pojazdy, meble) spadła o 14,3 proc r/r w sierpniu, a ubrań o 32,1 proc r/r w tym samym miesiącu. O prawie jedną trzecią obniżyła się wartość sprzedaży w galeriach handlowych, a popyt generowany przez konsumentów na biżuterię, zegarki czy inne luksusowe towary spadł o 47,4 proc. w sierpniu – według oficjalnych danych CENSTATD.

Ta ostatnia kategoria jest także dobrym miernikiem wydatków turystów. Dane Rady Turystyki Hongkongu pokazują, że liczba odwiedzających SAR spadła we wrześniu o ponad 34 proc. do 3,1 miliona. To drugi z rzędu ponad 30-procentowy spadek w ujęciu rok do roku. Gros turystów odwiedzających Hongkong to obywatele Chin (70-80 proc.). Według Departamentu Handlu SAR turysta wizytujący region  wydaje średnio 6,6 tys. hongkońskich dolarów (ok. 3,3 tys. zł) na osobę podczas jednej wizyty (2018 r.), a w sumie ich roczne wydatki sięgnęły 328 mld $HK (ok.13 proc. całego PKB).

Na razie nie ma żadnych sygnałów, by sytuacja w turystyce ulegała poprawie. Bloomberg w środę cytował wypowiedź szefowej administracji Hongkongu Carrie Lam, że w pierwszej połowie października liczba odwiedzających region zmniejszyła się o ok. połowę w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Uwzględniając tak olbrzymi udział turystyki w sprzedaży detalicznej, można oczekiwać, że tempo jej spadku utrzyma się na poziomie ok. 25 proc. w kolejnych miesiącach. Szacunki ekonomistów Bloomberga pokazują, że we wrześniu mogła ona zanurkować o 28,5 proc r/r.

To może być najgorszy okres od japońskiej okupacji

Nałożenie się na siebie trzech negatywnych czynników – dramatu w handlu zagranicznym, załamania się inwestycji i spektakularnego spadku sprzedaży detalicznej – sprawia, że w ciągu III kw. br. PKB obniżyło się o 3,2 k/k (w drugim mieliśmy spadek o 0,4 proc. k/k) i 2,9 proc. r/r. W ciągu ostatnich 30 lat tylko raz Hongkong doświadczył minimalnie głębszego spowolnienia – o 3,4 proc. na początku 2009 r., ale kolejny kwartał to był już wzrost o 3,6 proc.

Biorąc jednak pod uwagę, że wstępne dane nie obejmują wrześniowej sprzedaży detalicznej (publikacja na początku listopada), można oczekiwać, że zostaną one zrewidowane jeszcze w dół. Nie ma też co liczyć na szybkie odbicie koniunktury w najbliższych tygodniach, jak to miało miejsce w 2009 r. Protesty trwają, inwestycję spadają, turyści wystrzegają się regionu. Obecna sytuacja może być zatem znacznie trudniejsza niż w szczycie kryzysu finansowego. Patrząc dodatkowo na dane Banku Światowego (1960-1990 r.), Hongkong ani razu nie był w recesji. Również w latach 50. ze względu na niezwykle szybki rozwój i napływ siły roboczej także był to prawdopodobnie okres bez kilkukwartalnego spadku PKB. W rezultacie jest bardzo prawdopodobne, że obecny spadek aktywności gospodarczej będzie najsilniejszy od momentu okupacji Hongkongu przez Japonię i dramatycznej migracji ponad połowy ludności z tego regionu w pierwszej połowie lat 40. ubiegłego stulecia.

Design w służbie coworkingu

Coworking rośnie w siłę. To już nie tylko przestrzeń dla freelancerów, ale coraz częściej elastyczne rozwiązanie biurowe wykorzystywane przez mniejsze i duże firmy, a nawet międzynarodowe korporacje. Według prognoz ShareSpace wzrost rynku coworkingowego w ciągu najbliższej dekady utrzyma się na stałym poziomie około 30%. Silna konkurencja sprawia, że przestrzenie muszą się czymś wyróżnić. Bezsprzecznie jest to design, tworzący klimat i atmosferę danego miejsca, ale także realizujący cele biznesowe najemców. Jak design buduje przewagę konkurencyjną biur coworkingowych, a także… ich użytkowników?

Big data i cyfryzacja, zmiany geopolityczne, automatyzacja i robotyzacja, zmiany w środowisku naturalnym. Zjawiska te bezpośrednio wpływają na nasze życie, kształtując nową rzeczywistość – także tę, w której pracujemy. Rynek pracy, a zarazem przestrzenie biurowe, ciągle ewoluują. Walka o największe talenty (the battle for talent), zmiany pokoleniowe, mobilność i rozproszenie pracy, zrównoważony rozwój (sustaiability), urbanizacja i wiążąca się z nią tęsknota za naturą – trendy te zmieniają wciąż nasz styl oraz miejsca pracy. Na rynku przetrwają firmy, które będą w stanie dostosować się do istotnych zmian, tendencji i trendów widocznych w gospodarce, świecie technologii oraz społeczeństwie – mówi Mateusz Laskowski, członek zarządu Forbis Group.

Wobec dynamicznie zmieniającego się środowiska, współczesne organizacje stoją przed ogromnym wyzwaniem. Konieczność zmiany priorytetów z kosztów inwestycyjnych na operacyjne, wymaga ogromnej zwinności i doskonałego zarządzania – perfekcyjną odpowiedzią na te potrzeby stawiane przez gospodarkę jest coworking – elastyczny, pozwalający na błyskawiczne skalowanie liczby stanowisk, bez konieczności wiązania się długoterminową umową – mówi Mateusz Piotrowicz Country Manager ShareSpace. Jakim kryterium kierują się przedsiębiorcy oraz freelancerzy poszukujący przestrzeni coworkingowej dla siebie i swojej firmy? Z pewnością biorą pod uwagę lokalizację, cenę i proponowane usługi. Jednak przy tak dużej konkurencyjności i dość zbliżonych ofertach i udogodnieniach oferowanych obecnie na rynku elastycznych przestrzeni, głównym wyróżnikiem staje się aranżacja przestrzeni.

Jak wygląda idealnie zaprojektowane biuro coworkingowe?

W rzeczywistości każda przestrzeń ustala swoją definicję tego środowiska, ponieważ różnią się one między sobą proponowanymi usługami, liczbą osób, które z niego korzystają, powierzchnią, oferowanym wyposażeniem oraz kulturą pracy i wartościami. Jak wynika z raportu „Design w służbie coworkingu”, element obowiązkowy dla tego typu wnętrz to funkcjonalność, a głównym wyróżnikiem każdej z przestrzeni są rozmaite środki i zabiegi organizacyjne, które pozwalają ją uzyskać. Analizie ekspertów Forbis Group poddane zostały wnętrza HubHub, Biznes Zone i Brain Embassy.

Dobre pomysły się sprawdzają – takie stwierdzenie najlepiej określa zabiegi i idee budujące współczesne coworkingi. Na równi stawiane są funkcjonalność oraz design, a zrównoważone połączenie obu zagadnień oraz rozwiązania mające na celu spełnienie ich podstawowych wymogów i kryteriów, decydują o atrakcyjności danej przestrzeni dla użytkownika – mówi Paulina Kanigowska, architekt Forbis Group. Projektowanie biur coworkingowych stanowi niemałe wyzwanie dla architektów. Jednocześnie to niepowtarzalna możliwość do wykazania się kreatywnością i tworzenia oryginalnych, niebanalnych aranżacji. Z drugiej strony coworking to przestrzeń, którą trudno zamknąć w standardowych ramach. Wśród głównych wyzwań projektowych wymienić można rozproszenie grupy docelowej, konieczność umiejętnego strefowania i organizacji przestrzeni do pracy w kolektywie, spełnienie wszelkich wymogów dotyczących bezpieczeństwa danych.

Jako firma łącząca kompetencje w zakresie projektowania i urządzania biur widzimy, jak duże znaczenie dla osiągania celów biznesowych ma design. Dostrzegamy również jak prężnie rozwija się sektor powierzchni coworkingowych, co nieuchronnie oznacza większa konkurencję, także w kwestii podejścia do aranżacji przestrzeni W raporcie pokazujemy najlepsze praktyki w projektowaniu, w odniesieniu do globalnych trendów i zmian zachodzących na rynku pracy. Udowadniamy, że design i biznes zawsze idą w parze – podkreśla Mateusz Laskowski, członek zarządu Forbis Group.

Złoty notuje trzymiesięczne maksimum w stosunku do EUR i USD

W bieżącym, skróconym tygodniu pracy dominowały wydarzenia z zagranicy. Po długim okresie niepewności, wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zostało przesunięte na koniec stycznia przyszłego roku. Co istotne, brytyjscy parlamentarzyści zgodzili się na przedterminowe wybory, które odbędą się w grudniu. Wcześniejsze wybory dają realną szansę na przełamanie impasu i dojście do porozumienia w kwestii sposobu wyjścia kraju z UE.

W środę wieczorem amerykański FED, zgodnie z prognozą, po raz trzeci obniżył stopy procentowe o 0,25 p.p., do przedziału 1,50-1,75%. Najprawdopodobniej w grudniu System Rezerwy Federalnej nie zdecyduje się już na ponowne obniżenie stóp procentowych.

W kontekście statystyk polskich makroekonomicznych, w tym tygodniu warto wspomnieć o październikowym spadku wskaźnika zaufania gospodarczego (ESI), publikowanego przez Komisję Europejską, do 100,2 pkt. Trend spadkowy dla zaufania podmiotów gospodarczych w Polsce jest bardzo widoczny w ostatnich dwunastu miesiącach. Optymizm przedsiębiorców zaczyna wyraźnie się osłabiać. Najgorzej sytuacja wygląda w budownictwie i przemyśle (choć w tych dwóch branżach nastąpił ostatnio lekki wzrost zaufania). W czwartek został opublikowany wstępny szacunek październikowej inflacji konsumenckiej, która zanotowała wzrost o 0,2% m/m i 2,5% r/r.

W tym tygodniu złotówce wiodło się bardzo dobrze. Polska waluta umocniła się względem dwóch głównych walut. W czwartek rano w stosunku do euro kurs polskiej waluty znajdował się na poziomie 4,26 PLN/EUR (trzymiesięczne maksimum), a w stosunku do dolara amerykańskiego lekko poniżej poziomu 3,82 PLN/USD (również trzymiesięczne maksimum).

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Brexit w Halloween nastraszył firmy

  • Kolejne daty brexitu nie potwierdzają się. Taka niepewność jest bardzo kłopotliwa dla przedsiębiorców.
  • Polska jest wg ekonomistów trzecim najbardziej narażonym na straty wynikające z brexitu państwem UE, polski eksport do Wielkiej Brytanii ma wartość ponad 58 mld złotych, PKB po „rozwodzie” może spaść nawet o 0,24%.
  • Najbardziej niepokoją się firmy mające kooperantów działających na zagranicznych rynkach. Czy po twardym brexicie tacy partnerzy nie przestaną się rozliczać i płacić faktur? Obecnie ponad 50 tysięcy firm prowadzi wymianę handlową z Wielką Brytanią.

Jak firmy przygotowują się na brexit

Wg pierwotnego planu Wielka Brytania miała opuścić Unię Europejską w tym roku, w piątek 12.04. Tak się nie stało, a kolejnym terminem był 31.10. Na ten sam dzień przypada święto Halloween, ale firmy najbardziej boją się nie tego, że brexit będzie miał miejsce szybko, a tego, że nie wiadomo czy w ogóle i na jakich warunkach do niego dojdzie.

– Największy problem z brexitem przedsiębiorcy mają z tym, że nie wiadomo czy w ogóle do niego dojdzie, a jeśli tak, to kiedy i na jakich zasadach się dokona. W uproszczeniu można powiedzieć, że nic nie jest przesądzone. To najgorsze okoliczności dla biznesu. Przecież rozwój firmy i podejmowane inwestycje planuje się precyzyjnie na kilka lat do przodu, zaciągane kredyty też opierają się na planach sprzedaży, które mogą, ale nie muszą zrealizować się w sytuacji dużej niepewności. W takim kontekście kluczowe jest zapewnienie sobie płynności finansowania i skrócenie długich terminów zapłaty faktur. Popularne w polskim obrocie handlowym odroczone terminy płatności, czasem nawet na pół roku, to duże ryzyko w tak niepewnej sytuacji, kiedy nie wiadomo, co się wydarzy za kilka dni – mówi Joanna Rembelska, Dyrektor ds. Bezpieczeństwa i Audytu Wewnętrznego eFaktor S.A.

Najdroższy „rozwód” w historii – polskie firmy na pewno ucierpią

Wg Oxford Economics, Polska jest trzecim najbardziej narażonym na straty państwem UE po Wielkiej Brytanii i Irlandii. Tzw. twardy brexit (czyli bez umowy) może obniżyć PKB Polski o 0,24 proc. głównie w wyniku spadku eksportu, a w przypadku brexitu za porozumieniem może zmniejszyć PKB o 0,14 proc.* Wielka Brytania to dla naszych firm trzeci największy rynek eksportowy. Towary wysyłane z Polski do Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku były warte 58,2 mld zł. Eksportujemy tam maszyny i urządzenia mechaniczne, sprzęt elektroniczny (blisko jedna czwarta eksportu), artykuły spożywcze (sektor rolno-spożywczy stanowi około 20 proc. całkowitego eksportu Polski do Wielkiej Brytanii), a także części i komponenty do samochodów czy meble.

Po „rozwodzie” mogą pojawić się problemy w rozliczeniach z firmami działającymi na tamtym rynku. Obecnie ponad 50 tysięcy firm prowadzi wymianę handlową z Wielką Brytanią.

– Część firm nie odczuje brexitu, ale będą też takie, które „rozwód” może dużo kosztować. Dotyczy to głównie eksporterów, np. z branży motoryzacyjnej. Temat brexitu pojawia się w rozmowach z firmami zgłaszającymi się do nas po finansowanie faktoringowe i budzi ich niepokój. Część polskich przedsiębiorców działających na rynku w Wlk. Brytanii obawia się m.in. ceł i obostrzeń w handlu z innymi rynkami. W takiej sytuacji w wielu branżach wymiana handlowa może przestać się opłacać. Przedsiębiorca starający się w banku o wieloletni kredyt na rozwijanie produkcji nie będzie umiał przekonać analityków, że nie ma zagrożenia spłaty pożyczonych środków. W przypadku faktoringu jest inaczej, jak do tej pory nie ograniczamy finansowania faktur przedsiębiorców prowadzących biznes także w Wielkiej Brytanii, ale każdy przypadek analizujemy indywidualnie – mówi Joanna Rembelska z eFaktor S.A.

* Dane Polski Instytut Ekonomiczny (PIE)

Za 5 lat skumulowana wartość polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych może osiągnąć nawet 208 mld zł

Biorąc pod uwagę długoletnie trendy, polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne mogą rosnąć w ciągu najbliższych lat w średnim tempie przekraczającym 10% rocznie i na koniec 2024 roku powinny osiągnąć wartość około 19,6 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez PwC we współpracy z PFR TFI. Autorzy opracowania podkreślają, że rozwój zagranicznych projektów polskich firm zwiększy efektywność krajowych przedsiębiorstw i da szansę na transfer technologii oraz dobrych praktyk zarządczych.

Zgodnie z szacunkami autorów raportu „Polskie inwestycje zagraniczne – jak pomóc przedsiębiorcom w ekspansji”, skumulowana roczna stopa wzrostu strumieni polskich BIZ może w ciągu najbliższych pięciu lat przekraczać 10%, co oznacza, że na koniec 2024 roku polskie BIZ powinny osiągnąć wartość około 19,6 mld zł. Jednocześnie, zakładając stabilny rozwój polskiej gospodarki, skumulowana wartość polskich BIZ może osiągnąć w 2024 roku nawet 208 mld zł.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne to ogromna szansa dla firm na pozyskanie nowych klientów. Korzyści z BIZ jest jednak znacznie więcej. To także możliwość poprawy efektywności przedsiębiorstwa, transfer technologii i dobrych praktyk zarządczych, integracja z globalną gospodarką czy dostęp do know-how i nowych kompetencji. – Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI

Autorzy raportu zwracają uwagę, że punktem przełomowym dla polskich inwestycji zagranicznych była akcesja do Unii Europejskiej. Trend wzrostowy uległ jednak załamaniu w związku z kryzysem finansowym z 2008 roku. Do kryzysu z roku 2008 zdecydowaną większość globalnych bezpośrednich inwestycji zagranicznych stanowiły transakcje dokonywane pomiędzy państwami rozwiniętymi. Według danych UNCTAD w 2018 roku do państw rozwijających się trafiło 52% światowych BIZ, a równocześnie grupa ta odpowiadała za 45% światowych BIZ wychodzących. W roku 2007 było to odpowiednio 31% i 15%.

Polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w 2017 r. wyniosły nieco ponad 8 mld zł. Zdecydowana większość zainwestowanych środków była przeznaczona na nowe inwestycje. Co czwarta firma inwestycje lokuje w krajach, z którymi Polska sąsiaduje. Z naszych analiz wynika jednak, że relacja inwestycji zagranicznych polskich przedsiębiorców do PKB kraju nadal utrzymuje się poniżej średniej unijnej. Pełne wykorzystanie możliwości rozwojowych polskich firm i potencjału rynków zagranicznych zależy także od odpowiedniej polityki publicznej i dostępności instrumentów wsparcia. – Dionizy Smoleń, dyrektor w zespole ds. sektora publicznego w PwC

Jak wspierać bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Ekspansja zagraniczna lokalnych przedsiębiorców jest od dekad wspierana przez wyspecjalizowane instytucje działające w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Przykładowo w Niemczech od wielu lat działa Deutsche Investitions- und Entwicklungsgesellschaft (DEG). W całości należy do KfW niemieckiego banku rozwojowego, który w 80% jest własnością niemieckiego skarbu państwa, a w 20% należy do landów. Na koniec 2018 roku w portfolio DEG znajdowało się 682 projektów, łączna wartość inwestycji wynosiła 8,14 mld euro.

DEG jest jednym z kilkunastu bilateralnych instytucji finansowych zrzeszonych w Związku Europejskich Instytucji Finasowania Rozwoju (EDFI). Na koniec 2018 r. ich łączne zobowiązania wynikające z zawartych umów inwestycyjnych wynosiły 41,2 mld euro.

Z kolei w Stanach Zjednoczonych od 1971 roku działa Overseas Private Investment Corporation (OPIC). Samodzielna agenda wspiera prywatny biznes finansując inwestycje, zapewniając instrumenty ograniczające ryzyko i udziela wsparcia merytorycznego. Wartość portfela inwestycji OPIC wynosi obecnie ponad 20 mld dolarów i w ciągu ostatniej dekady uległa podwojeniu.

W Polsce na podobnych zasadach działa Fundusz Ekspansji Zagranicznej zarządzany przez PFR Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. W Grupie Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) TFI jest instytucją zarządzającą kilkunastoma funduszami i wspierającą zrównoważony rozwój społeczny i wzrost gospodarczy kraju. PFR TFI działa na zasadach komercyjnych i podlega Ustawie o funduszach inwestycyjnych i zarządzaniu alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi oraz nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. PFR TFI zarządza między innymi Funduszem Ekspansji Zagranicznej, którego rolą w Grupie PFR jest współfinansowanie ekspansji inwestycyjnej polskich firm na rynki zagraniczne, zwłaszcza tam gdzie udział państwowych instytucji jest im szczególnie potrzebny, czyli w krajach wysokiego ryzyka.

Nasze zaangażowanie stanowi zwykle od kilku do kilkunastu milionów euro w projekt, co stanowi bardzo solidny zastrzyk kapitałowy w przypadku projektów realizowanych przez średniej wielkości polskie firmy. Nasza współpraca z przedsiębiorcami ma charakter bardzo pragmatyczny – oparty na zrozumieniu potrzeb ich biznesu. Pomagamy przedsiębiorcom w przejęciu zagranicznych konkurentów i firm komplementarnych, w inwestycjach greenfield i w dalszym rozwoju już istniejących spółek zależnych. – Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI

Spośród wielu projektów zrealizowanych przez polskie firmy we współpracy z Funduszem Ekspansji Zagranicznej warto wymienić przeprowadzoną w ubiegłym roku transakcję przejęcia kilku rumuńskich spółek działających w obszarze hostingu i domen przez R22, która w ten sposób osiągnęła 25% udział w rumuńskim rynku hostingowym i pozycję lidera. R22 kontynuuje strategię międzynarodowego wzrostu i we współpracy z Funduszem nabywa kolejne spółki. Fundusz Ekspansji Zagranicznej współpracuje także z polską spółką Moleo, która działa w branży e-commerce. Firma Moleo prowadzi sprzedaż produktów dla dzieci, dorosłych, artykułów dla zwierząt, wyposażenia wnętrz. Fundusz udzieli finansowania niemieckiej spółce zależnej Moleo i ułatwi jej dalszą ekspansję na tamtejszym rynku.

Reakcja dolara na kolejna obniżkę stóp w USA

Wczoraj wieczorem Rezerwa Federalna ścięła stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Tak jak oczekiwaliśmy, decydenci zasugerowali jednak, że póki co raczej nie należy spodziewać się dalszego luzowania polityki monetarnej w USA.

Stopa fed funds została ścięta do przedziału 1,50-1,75%. Jest to trzecia obniżka stóp procentowych w USA w tym roku. Cięcie stóp podczas ostatniego spotkania Fed-u nie było zaskoczeniem. Analitycy i inwestorzy zgodnie zakładali, że amerykański bank centralny najpewniej zdecyduje się na obniżkę stóp. Wycena kontraktów fed funds futures przed spotkaniem wskazywała, że szacowane przez rynek, implikowane prawdopodobieństwo cięcia stóp procentowych w USA wynosiło ponad 90%. W związku z tym, że ruch był oczekiwany, uczestnicy rynku skupili się na słowach prezesa Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella dotyczących możliwości podjęcia dodatkowych działań z zakresu polityki monetarnej w dalszej części roku.

Komentarze Powella były dość optymistyczne i niekoniecznie zbieżne z dość agresywnym tempem luzowania, które obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach. Powell powtórzył, że ostatnia obniżka to tzw. “insurance cut”, który miał na celu ochronę gospodarki USA przed potencjalnym wzrostem napięć w handlu. Powell stwierdził również, że gospodarka USA nadal rośnie w “umiarkowanym” tempie, wspierana przez “silny” rynek pracy, podczas gdy ryzyka zewnętrzne – zwłaszcza te związane z Brexitem – zaczynają się zmniejszać.

W trakcie konferencji prasowej Powell ostudził również nastroje względem kolejnej obniżki stóp procentowych w dalszej części roku. Zgodnie ze słowami przewodniczącego Rezerwy Federalnej, polityka monetarna obecnie znajduje się w “dobrym miejscu”. Co istotne, ze swojego komunikatu bank wyciął fragment o tym, że będzie “działał w odpowiedni sposób w celu utrzymania ekspansji”, który można było odczytywać jako gotowość banku do obniżania stóp procentowych. Jest to dość duża zmiana – był to istotny fragment, zawarty we wcześniejszych komunikatach po spotkaniach decyzyjnych banku centralnego. Uważamy, że powyższe wskazuje na to, że nie zobaczymy obniżek stóp procentowych ze strony Fed-u przed końcem bieżącego roku. Sądzimy, że bank centralny na jakiś czas zrobi pauzę w luzowaniu polityki pieniężnej, aby ocenić wpływ ostatnich obniżek stóp procentowych na gospodarkę USA.

Reakcja dolara amerykańskiego na ostatnie spotkanie Fed-u była jednak dość zaskakująca. Amerykańska waluta doświadczyła wyprzedaży o około 0,5% w parze ze złotym, które nadeszło po krótkotrwałym wzroście kursu USD/PLN (Wykres 1).

Wykres 1: Kurs USD/PLN & USD/EUR (30/10/19 – 31/10/19)

Kurs USDPLN & USDEUR
Źródło: Bloomberg Data: 31/10/19

Naszym zdaniem, za powyższym ruchem stało kilka czynników. Po pierwsze, Powell stwierdził, że ostatni strajk pracowników General Motors – najdłuższy od 50 lat strajk robotników przemysłu samochodowego w USA przeciwko tak dużej firmie z tej branży – prawdopodobnie negatywnie przełożył się na dynamikę wzrostu PKB w USA w tym kwartale. Powell odniósł się również do możliwości podniesienia stóp procentowych w najbliższym czasie, stwierdzając, że musiałby nastąpić “naprawdę znaczący wzrost inflacji, który utrzymałby się, zanim nawet rozważylibyśmy podniesienie stóp […]” sugerując, że Fed nie ma tego w planach.

Po środowej decyzji rynki finansowe zaczęły w mniejszym stopniu wyceniać możliwość kolejnej obniżki stóp procentowych podczas spotkania decyzyjnego Rezerwy Federalnej w grudniu. Patrząc na wycenę kontraktów fed funds futures implikowane prawdopodobieństwo kolejnego ruchu w dół obecnie wynosi około 25%. Rynki szacują, że z większym niż 50-procentowe prawdopodobieństwem, do obniżki stóp procentowych dojść może dopiero podczas spotkania amerykańskiego banku centralnego w marcu. Naszym zdaniem amerykańska waluta w krótkim terminie może nieco zyskać, w związku z niższymi oczekiwaniami rynku dotyczącymi luzowania polityki monetarnej w USA w przyszłości.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

RODO zmienia podejście do bezpieczeństwa danych w Europie oraz zwiększa zaufanie klientów do firm

RODO wywarło zdecydowanie pozytywny wpływ na europejskie firmy, poprawiając bezpieczeństwo danych i zwiększając zaufanie klientów – to wniosek płynący z badania firmy Check Point Software Technologies we współpracy z firmą badawczą OnePoll, przeprowadzonego po roku od wprowadzeniu RODO. Przygotowany na jego podstawie raport pokazuje w jaki sposób organizacje europejskie wdrażają jego wymagania.

Badanie przeprowadzone wśród 1000 menedżerów IT oraz specjalistów bezpieczeństwa we Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii miało na celu sprawdzenie, w jaki sposób europejskie firmy spełniają wymagania narzucone przez RODO. Wyniki pokazały, że 75% organizacji uważa, że RODO ma pozytywny wpływ na zaufanie konsumentów, a 73% twierdzi, że poprawiło bezpieczeństwo ich danych.

Dwie trzecie (60%) ankietowanych przyznało, że ich firmy w pełni wprowadziły wszystkie wymagania RODO, a tylko 4% z nich przyznało, że dopiero zaczynają ten proces. Kiedy spytano, jak oceniają stopień dostosowania się do RODO w skali 0 do 10 (gdzie 0 to “zupełnie nie” a 10 to “w pełni”), średni wynikiem było optymistyczne 7.91.

Jedną z możliwych przyczyn tego pozytywnego nastawienia może być strategiczne podejście do bezpieczeństwa danych, do którego RODO zachęca. Badanie wykazało, że około dwóch trzecich (65%) badanych menedżerów uważa, że ich firmy mają organiczne i strategiczne podejście do kwestii cyberbezpieczeństwa. To strategiczne podejście oznacza wprowadzenie wszystkich wytycznych RODO.

Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) zostało wprowadzone 25 maja 2018 roku w celu zwrócenia kontroli nad danymi osobowymi obywatelom Unii Europejskiej. Prawo to spotkało się z niezrozumieniem w niektórych regionach z powodu braku wyraźnych wskazówek, w jaki sposób się do niego dostosować. Po roku od tego czasu, firmy Check Point Software i OnePoll chciały sprawdzić, w jaki sposób organizacje podeszły do spełnienia jego wymagań.

Badanie pokazało znaczny postęp na terenie całej Europy. Ponad połowa (53%) ankietowanych stwierdziła, że ich organizacja założyła grupę roboczą RODO. Kolejne 45% określiło budżet dla kosztów wprowadzenia RODO, podczas gdy 41% zatrudniło konsultantów RODO.

Z perspektywy IT, najczęstszymi środkami podjętymi w celu spełnienia wymagań bezpieczeństwa RODO były:

  • Wprowadzenie standardowych środków bezpieczeństwa (44%)
  • Zorganizowanie szkoleń dla pracowników celem zwiększenia świadomości w kwestii bezpieczeństwa danych (41%)
  • Zaimplementowanie systemu kontroli dostępu i szyfrowania (41%)

Wyniki badań pokazują, że pomimo zainwestowania w kompatybilność z RODO sporego kapitału (27% respondentów wydało pomiędzy 55 000$ a 165 300$), inwestycja ta zaczęła się zwracać w postaci np. zwiększonego zaufania konsumentów oraz bezpieczeństwa danych.

– Wyniki naszych badań wyraźnie pokazują, że wiele europejskich organizacji poczyniło znaczące postępy we wprowadzeniu kroków w dążeniu do zgodności z zarządzeniem RODO. Część z nich już teraz dostrzega ogromne korzyści, ale wiele firm ma nadal sporo do zrobienia. – powiedział Rafi Kretchmer, szef działu marketingu produktowego w Check Point Software Technologies

Dla organizacji ważne jest wdrożenie elastycznych frameworków celem spełnienia wymagań RODO zamiast po prostu ograniczać dostęp do narzędzi i platform, których zarówno pracownicy jak i klienci chcą używać – jak na przykład urządzenia mobilne czy chmura. Istnieją relatywnie proste do wprowadzenia metody zabezpieczania danych, takie jak np. szyfrowanie dokumentów czy dysków twardych. Tego typu podejście może pomóc nam się upewnić, że wrażliwe dane firmy są dobrze chronione, a dodatkowo zapobiec ich wyciekom czy nieautoryzowanemu dostępowi do nich ze skradzionych urządzeń.

Głównym celem RODO jest ochrona danych osobowych, tak więc platformy chmurowe również zostały poddane kontroli. Ponad 83% ankietowanych powiedziało, że ich firma korzysta z rozwiązań tego typu. Wielu badanych zwraca uwagę na to, w jaki sposób chmury spełniają wymagania RODO. Wyniki ankiety pokazują, że chmura pozostaje głównym ośrodkiem zapewnienia lepszego bezpieczeństwa danych.

Trzy najważniejsze długoterminowe zalety RODO według ankietowanych to:

  • Większa lojalność klientów dzięki pokazaniu, że firmy dbają o bezpieczeństwo ich danych (45%)
  • Zwiększenie efektywności działania, szczególnie w kwestii cyberbezpieczeństwa (44%)
  • Wprowadzenie bardziej szczegółowego wglądu w informacje przetwarzane przez firmy (40%)

Komentarz rynkowy: Październik lepszy, niż można było oczekiwać

W porównaniu do października ubiegłego roku, tegoroczny początek IV kwartału przebiegał w nastrojach dalece lepszych, niż możemy pamiętać z 2018 roku. Co prawda początek miesiąca wskazywał na powtórkę zeszłorocznego scenariusza, jednak po silnym spadku indeksów w pierwszych dniach października, nie nastąpiła ich dalsza eskalacja, a zaczął realizować się etap rozbicia, z wyjściem indeksów na nowe historyczne szczyty, jak mogliśmy to obserwować w przypadku rynku amerykańskiego.

Krajowy rynek akcji znajdował się pod wpływem kilku czynników

Tradycyjnie zresztą można było obserwować wysoki dysparytet wyników krajowych indeksów akcji w porównaniu do rynków bazowych. Chociaż kierunek zmian, przynajmniej w przypadku większych spółek, był tożsamy. Krajowy rynek akcji znajdował się pod wpływem kilku czynników. Jednym z nich był mały i duży wyrok TSUE, tj. werdykt dotyczący kredytów gotówkowych oraz kredytów hipotecznych. Wyrok dotyczący kredytów indeksowanych do franka szwajcarskiego nie miał wysokiego wpływu na notowania banków, głównie z powodu braku silnych negatywnych zaskoczeń, jak i z rozłożonego na lata wpływu tego wyroku. Inaczej wyglądała sytuacja wyroku dotyczącego kredytów gotówkowych, która po publikacji szacunkowych rezerw zdołowała w znaczący sposób kurs Alior Banku. Można przypuszczać, że proces wpływu obydwu wyroków będzie stopniowo odzwierciedlany w wynikach banków w kolejnych kwartałach i latach, ale dzięki temu rynek uniknie silnego, skokowego spadku. Czynnikiem neutralnym dla rynku był wynik wyborów parlamentarnych, który w dużym uproszczeniu utrzymał sytuację status quo. Niewielki wpływ miała również opublikowana na koniec miesiąca strategia rynku kapitałowego, z uwagi na brak rewolucyjnych pozytywnych zmian. Jakkolwiek trzeba stwierdzić, że publikacja strategii jest czynnikiem pozytywnym.

Pozytywne informacje dla rynku spłynęły ze strony polityki monetarnej

Pomimo wcześniejszych deklaracji, Fed zdecydował się na uruchomienie programu skupu aktywów. Rynek powszechnie oczekuje również kolejnej obniżki stóp na październikowym posiedzeniu Fed. Polityka monetarna łagodzi słabsze odczyty danych z amerykańskiej gospodarki. Wzrosty na amerykańskim rynku akcji wspierane były ponadto przez trwający obecnie sezon wyników, chociaż trudno stwierdzić, że uzasadniają one tak silne wzrosty. Co prawda z opublikowanych na 30 października wyników około 80% spółek zanotowała pozytywne zaskoczenia na poziomie raportowanego zysku na akcję, zaś na poziomie raportowanych przychodów  – 64%, czyli dalej bardzo pozytywnie. Trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że prognozy analityków amerykańskich były ponadprzeciętnie konserwatywne, zaś zagregowany poziom zysków spada III kwartał z rzędu, wykazując się obecnie dynamiką na poziomie -3,7% r/r.

Rynki żyją stymulacją monetarną i sytuacją na linii USA – Chiny

Widoczne jest jednak, że rynki żyją trwającą obecnie stymulacją monetarną i ponownie możliwym porozumieniem na linii USA – Chiny. Na chwilę obecną strony wróciły do rozmów i wstrzymały się z wprowadzeniem ogłoszonych we wrześniu represyjnych działań. Ponadto, Państwo Środka zobowiązało się do zwiększenia zakupów amerykańskich surowców rolnych. W dalszym ciągu nieporuszone pozostają kluczowe kwestie związane z ochroną własności intelektualnej i polityki walutowej. Trudno tutaj oczekiwać szybkiego pełnego porozumienia. Konsensus rynkowy zakłada zawarcie porozumienia cząstkowego, który nie wyjaśnia jednak wszystkich problemów i tym samym nie zamyka meritum sporu. Okazja do tego pojawi się już w połowie listopada, na szczycie Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC) w Chile.

W Europie połowicznie został rozwiązany problem Brexitu

Obecnie funkcjonujący termin to 31 stycznia, zaś parlament brytyjski zaakceptował zawarte porozumienie pomiędzy Wielką Brytanią a pozostałymi krajami Unii Europejskiej. Obecnie tematem numer jeden, poza trwającymi negocjacjami dotyczącymi kwestii szczegółowych, będzie temat grudniowych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii.

Czynnikiem ryzyka pozostają publikowane dane gospodarcze

W przypadku Chin do nieco słabszej dynamiki PKB należy się przyzwyczaić, bez wpływu nie pozostaje również kwestia wojny handlowej. Coraz słabsze są natomiast odczyty wskaźników PMI dla Europy Zachodniej, w tym dla gospodarki niemieckiej. Istnieje obawa, że słabsza kondycja sektora przemysłowego przeniesie się na sektor usług. Istnieją jednak na rynku głosy, że na przełomie 2019/20 roku będziemy mogli obserwować odwrócenie trwających obecnie tendencji. W dalszym ciągu aktualne są oczekiwania dotyczące bardziej ekspansywnej polityce fiskalnej w Europie Zachodniej.

Notowania poszczególnych spółek w listopadzie będą pod wpływem trwającego sezonu wyników

Na nieco wyższym poziomie, na wyniki poszczególnych indeksów wpływać będą wymienione wcześniej kwestie globalne. W ostatnich kwartałach po osiągnięciu historycznych szczytów w USA następowała korekta spadkowa, trudno jest obecnie wykluczyć powtórkę tego scenariusza. W przypadku Polski istotną kwestią może być trzecia rewizja indeksów MSCI, jednak wolumenowy wpływ na krajowy rynek powinien być dużo słabszy niż w poprzednich dwóch razach. W Stanach Zjednoczonych, poza kwestią wojny handlowej, na notowania w dalszym ciągu wpływa kwestia ewentualnego impeachmentu Donalda Trumpa. Zbliżamy się coraz silniej do rozpoczęcia realnej kampanii wyborczej w Stanach, co może przynieść porcję zarówno pozytywnych, jak i negatywnych informacji dla rynków.

Autor: Kamil Hajdamowicz zarządzający aktywami Vienna Life Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S. A. Vienna Insurance Group

Cesja wierzytelności z tytułu odszkodowania za wywłaszczenie nieruchomości

Organ odmówił spółce wypłaty odsetek od odszkodowania z tytułu wywłaszczenia nieruchomości, bo stwierdził, że legitymacji do takiego roszczenia nie daje jej obejmująca te roszczenia wierzytelność nabyta w drodze cesji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w wyroku z 7 sierpnia 2019 r. orzekł: „Z art. 509 k.c. jednoznacznie wynika, że wraz z wierzytelnością przechodzą na nabywcę wszelkie związane z nią prawa (…) U.g.n. nie wprowadza żadnych ograniczeń co do możliwości zbywania roszczenia o odszkodowanie z tytułu utraty własności gruntu zajętego pod drogę. Tym samym z tego punktu widzenia przelew wierzytelności należy uznać za dopuszczalny” (sygn. akt II SA/Gd 144/19).

Przepisy art. 509 § 1 i 2 Kodeksu cywilnego stanowią: „Wierzyciel może bez zgody dłużnika przenieść wierzytelność na osobę trzecią (przelew), chyba że sprzeciwiałoby się to ustawie, zastrzeżeniu umownemu albo właściwości zobowiązania. Wraz z wierzytelnością przechodzą na nabywcę wszelkie związane z nią prawa, w szczególności roszczenie o zaległe odsetki” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.). Natomiast zgodnie z art. 98 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami za wywłaszczone pod drogi publiczne działki gruntu, ich właścicielowi lub użytkownikowi wieczystemu należy się odszkodowanie w wysokości uzgodnionej między właścicielem lub użytkownikiem wieczystym a właściwym organem (Dz.U. 1997 nr 115 poz. 741, ze zm.).

Ustalenie odszkodowania za wywłaszczony pod drogę grunt

We wrześniu 2012 r. jedna ze spółek zawarła z władzami powiatu i gminy umowę partnerską na wspólną realizację przebudowy ulicy i skrzyżowania. 18 kwietnia 2013 r. aktem notarialnym zobowiązała się do partycypowania w kosztach przedsięwzięcia i przekazania na rzecz powiatu kwoty 1 840 000 zł. W akcie tym określono, że obowiązek spółki do zapłaty wskazanej kwoty podlega pomniejszeniu o kwotę 278 024 zł, należną spółce od powiatu tytułem odszkodowania za wywłaszczenie pod inwestycję znajdującego się w jej użytkowaniu wieczystego gruntu. Decyzję wywłaszczeniową starosta wydał 19 września 2012 r., a odszkodowawczą 10 kwietnia 2013 r.

W kwietniu 2014 r. spółka złożyła oświadczenie woli o uchyleniu się od skutków prawnych umowy notarialnej o partycypowaniu w kosztach przedsięwzięcia. 28 października 2014 r. postanowieniem referendarza sądowego decyzji odszkodowawczej starosty została nadana klauzula wykonalności. Dwa dni później spółka dokonała cesji wynikającej z tej decyzji wierzytelności na inną spółkę (nazywaną dalej spółką skarżącą lub skarżącą), a w czerwcu 2015 r. dokonała na jej rzecz kolejnej cesji, tym razem z tytułu noty odsetkowej dotyczącej ww. wierzytelności odszkodowawczej. W październiku 2015 r. skarżąca wystąpiła do starosty o odsetki w wysokości ponad 62 000 zł za opóźnienie w zapłacie ponad 278 000 zł odszkodowania. W listopadzie 2015 r. sąd okręgowy w całości pozbawił wykonalności umowy notarialnej, od której chciała uchylić się spółka. Sąd apelacyjny podtrzymał rozstrzygnięcie sądu okręgowego.

Potrącenie wierzytelności

Starosta odmówił ustalenia odsetek za zwłokę na rzecz skarżącej. Uznał, że skoro obowiązek odszkodowawczy powstał w ramach stosunku administracyjnego, to i ewentualne roszczenie odsetkowe skorelowane z tym obowiązkiem ma charakter administracyjny. Zatem ustalone 10 kwietnia 2013 r. odszkodowanie zostało w całości spełnione 18 kwietnia 2013 r. w ramach potrącenia potwierdzonego umową notarialną.

W listopadzie 2017 r. decyzję starosty podtrzymał wojewoda. Zgodził się ze starostą, że należna spółce kwota 278 024 zł podlegała potrąceniu z kwoty 1 840 000 zł należnej starostwu na mocy umowy z 18 kwietnia 2013 r. Stwierdził, że co prawda między stronami istnieje spór co do ważności tej umowy, niemniej nie jemu jest dane o tym rozstrzygać. Mimo wyroku sądu apelacyjnego z 5 kwietnia 2017 r., którym pozbawił tę umowę wykonalności, wojewoda stał na stanowisku, że nie rozstrzyga on o nieistnieniu zobowiązania spółki, a jedynie o pozbawieniu starostwa możliwości jego egzekucji wprost z zawartej w formie aktu notarialnego umowy.

Organy powinny zbadać prawidłowość potrącenia

9 maja 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku uchylił decyzję wojewody, wskazując na znaczące jej uchybienia, poprzez niedokonanie przez organ istotnych ustaleń co do okresu, za jaki odsetki powinny zostać ustalone. Organy nie zbadały również dostatecznie, czy doszło do skutecznego potrącenia wierzytelności. „W niniejszej sprawie organy nie zbadały także, czy potrącenie (kompensata) nie powinno nastąpić w trybie przepisów ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych, czy też na zasadach ogólnych wynikających z Kodeksu cywilnego, mimo że skarżąca Spółka konsekwentnie wskazywała na konieczność zastosowania w sprawie art. 60 pkt 7, art. 62 oraz art. 63 ustawy o finansach publicznych” (sygn. akt II SA/Gd 54/18).

Wojewoda uchylił decyzję, ale…

Zobowiązany do ponownego rozpatrzenia sprawy wojewoda uchylił w całości decyzję starosty. Bynajmniej jednak nie w sposób, jakiego spodziewać mogłaby się skarżąca. Stwierdził bowiem, że całe postępowanie o zapłatę odsetek podlega umorzeniu, bo z wnioskiem o to wystąpiła spółka, która nie była właścicielem wywłaszczonego gruntu, a więc podmiot niebędący beneficjentem odszkodowania, od którego wartości toczy się spór odsetkowy. Jego zdaniem legitymacji do wysunięcia takiego żądania nie daje umowa przelewu wierzytelności. Za niedopuszczalne uznał stosowanie w postępowaniu administracyjnym przepisów prawa cywilnego dotyczących cesji.

Organ nie zastosował się do zaleceń sądu

Rozpoznający wniesioną przez spółkę skargę WSA w Gdańsku stwierdził, że wojewoda w swojej decyzji w ogóle nie zastosował się do zaleceń sądu wskazanych w wyroku z 9 maja 2018 r., a jedynie zakwestionował dopuszczalność cesji wierzytelności odsetkowej od odszkodowania za wywłaszczenie nieruchomości, czego nie kwestionował sąd wydający ten wyrok. WSA stanął również na stanowisku, że uprawnienie do odszkodowania, o którym mowa w art. 98 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami, nie ma charakteru niezbywalnego. W przeciwnym razie naruszeniu uległby przepis art. 509 Kodeksu cywilnego, który wyraźnie stanowi, że wraz z wierzytelnością przechodzą na cesjonariusza wszelkie związane z nią prawa, w szczególności roszczenie o zaległe odsetki. Ograniczeń w możliwości cesji roszczenia o odszkodowanie za utratę własności nieruchomości nie przewiduje też sama ustawa o gospodarce nieruchomościami. Jak orzekł WSA w wyroku z 7 sierpnia 2019 r.: „Przepisy u.g.n. nie zawierają żadnych przepisów, które uniemożliwiałyby zbycie ustalonego prawa do odszkodowania w kwocie wynikającej z decyzji administracyjnej. Wbrew stanowisku organu odwoławczego, istota odszkodowania, mimo administracyjnego charakteru sprawy, w toku której zostaje ono ustalone, również nie sprzeciwia się dopuszczalności jego przelewu. W tej zaś sytuacji bezpodstawne jest stanowisko o bezprzedmiotowości postępowania w przedmiocie przyznania odsetek od odszkodowania ustalonego w decyzji 10 kwietnia 2013 r.” (sygn. akt II SA/Gd 144/19).

Przedsiębiorcy skuteczni w walce z urzędniczą samowolą

Sąd, uchylając decyzję organu drugiej instancji, wskazał na szereg dokonanych przez niego naruszeń prawa administracyjnego, przede wszystkim zasadę praworządności przez niepodejmowanie wszelkich niezbędnych do wyjaśnienia sprawy czynności. Powołał się także na przepisy art. 77 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego w zw. z art. 107 § 3 K.p.a. oraz art. 153 ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi poprzez niedostosowanie się do oceny prawnej dokonanej przez sąd. To tylko potwierdza, że organy administracji publicznej w kontaktach z przedsiębiorcami niejednokrotnie stosują samowolę prawną, przed którą przedsiębiorcy ci dochodzić mogą i skutecznie dochodzą ochrony w sądzie, świadomie korzystając z reprezentacji kancelarii prawnych wyspecjalizowanych w walce z urzędniczym bezprawiem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dużo wydajemy, mało oszczędzamy. Konsumenci nie wierzą w nadchodzące spowolnienie

Spowolnienie tak mocno odczuwane przez niemiecką gospodarkę do Polski jeszcze nie dotarło. Dane dotyczące września pokazują niepokojące tendencje, ale polska gospodarka nadal rośnie w solidnym tempie. Konsumenci są w dobrych nastrojach, dużo wydajemy.

Niekorzystne zmiany dotyczą sprzedaży detalicznej, jest wzrost wyniósł 5,5 proc. Jednak po wyeliminowaniu podwyżek cen sprzedaż była wyższa o niewiele ponad 4,0 proc.

– To mniej niż mogliśmy oczekiwać, szczególnie, że wrzesień 2018 r. był dość słaby, a więc baza odniesienia była niska – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak o konsumpcję nie powinniśmy się martwić, bo mamy duże wzrosty sprzedaży artykułów trwałego użytku, jak choćby meble, rtv, agd czy samochody, a to świadczy o dobrych nastrojach wśród konsumentów.

Konsument jest pewny siebie, bo sytuacja na rynku pracy jest korzystna. Zatrudnienie rośnie w skali roku ok. 2 proc., a wynagrodzenia w okolicach 7 proc.

Windykacja popularniejsza niż sprzedaż długu, czyli jak Polacy odzyskują należności

Polscy wierzyciele nie czekają długo z rozpoczęciem postępowania prowadzącego do odzyskania pieniędzy. Często działania rozpoczynają zaraz po przeterminowaniu płatności, a długi, których dochodzą, nie przekraczają zwykle 10 tysięcy złotych – wynika z danych serwisu Oferteo.pl. Częściej niż sprzedaż długu wybierana jest windykacja.

Najczęściej do 10 000 złWysokość długu

Wyniki analizy przeprowadzonej przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wskazują, że długi, jakie odzyskują Polacy, nie przekraczają zwykle 10 000 zł. Takich kwot dotyczyło 38% zleceń zamieszczonych w serwisie w ciągu ostatniego roku. Co trzecie zapytanie obejmowało natomiast kwoty od 10 000 do 29 999 zł. Większe sumy windykowane były znacznie rzadziej, a długi przekraczające milion złotych stanowiły już tylko 1% przypadków.

Na pierwszym miejscu windykacjaRodzaj usługi

Okazuje się, że wierzyciele częściej niż na sprzedaż długu decydują się na rozpoczęcie postępowania windykacyjnego. To rozwiązanie wybrało 47% badanych, podczas gdy na sprzedaż długu decydowało się 42% z nich. Preferencje te zupełnie inaczej wyglądały w ubiegłym roku, kiedy to właśnie odsprzedanie należności firmie je skupującej było najczęściej wybieranym rozwiązaniem. Dodatkowo 11% firm było gotowych zarówno sprzedać dług, jak i rozpocząć postępowanie windykacyjne.

Nierzetelni dłużnicy i trudności z odzyskaniem własnych pieniędzy stanowią poważny problem dla wierzyciela. W tak złożonych sprawach bardzo cenna jest pomoc specjalistów rozumiejących finansowe i prawne aspekty każdego indywidualnego przypadku. Szukając firm zajmujących się tego typu tematyką, warto zapoznać się z zagadnieniami, jakimi zajmowały się one wcześniej oraz opiniami na temat ich pracy. W ten sposób możemy zdobyć pewność, że powierzamy kwestię swoich finansów w ręce profesjonalistów – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl

Firmy nie zwlekają z walką o pieniądze

Badania pokazują, że firmy w Polsce nie czekają z podjęciem działań mających na celu odzyskanie długu. 38% z nich zgłaszało się po pomoc w tej sprawie już w tym samym roku, w którym płatność się przeterminowała, a 27% podjęło działanie po roku od terminu płatności.

Należności przeterminowane od 2 do 4 lat były przedmiotem 23% spraw zgłaszanych w serwisie Oferteo.pl. Tylko 12% ankietowanych zwlekało z walką o pieniądze pięć lat lub dłużej.

O tym, jak cenny w tego typu sprawach jest czas, świadczy również fakt, że aż 80% badanych zwracających się o pomoc podkreślało, że zależy im na jak najszybszym rozwiązaniu sprawy. 11% było w stanie poczekać miesiąc, a 5% nie było jeszcze zdecydowanych na żaden konkretny termin.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 2 600 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez osoby, które chciały odzyskać należności od października 2018 roku do końca września 2019 roku.

Rekordowy popyt na powierzchnię biurową w III kw. 2019

W III kwartale 2019 roku popyt na powierzchnię biurową na 9 największych rynkach w kraju[1] osiągnął rekordową wartość i wyniósł łącznie prawie 0,5 mln mkw. – podają eksperci Colliers International. W Warszawie podpisano największą umowę najmu w historii rynku biurowego w Polsce – przednajem mBanku w Mennicy Legacy Tower na niemal 46 tys. mkw. Z kolei wśród miast regionalnych największą transakcję odnotowano w Fabrycznej Office Park B2&B3 w Krakowie –  umowa przednajmu UBS na ok. 19,3 tys. mkw.

Współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie osiągnął najniższą wartość od trzeciego kwartału 2012 roku i wyniósł 8,2%, co przełożyło się na 461,1 tys. mkw. dostępnej powierzchni biurowej. Wśród miast regionalnych najniższy poziom pustostanów zaobserwowano w Trójmieście (4,8%), a najwyższy w Łodzi (12,1%).

W Warszawie deweloperzy oddali do użytku 61,7 tys. mkw. powierzchni biurowej.

— Wśród największych projektów oddanych do użytku w III kwartale 2019 r. w stolicy znalazły się Wola Retro (24,5 tys. mkw.), Generation Park Z (17,3 tys. mkw.), Libra Business Centre A (9,8 tys. mkw.) oraz Flanders Business Park C (7,4 tys. mkw.) — wymienia Anna Maroń, analityk w Dziele Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Rynkiem regionalnym z największym przyrostem nowej podaży w III kwartale 2019 roku był Wrocław, gdzie oddano do użytku 4 projekty biurowe o łącznej powierzchni ponad 43,4 tys. mkw., z czego największy to Nowy Targ (19,4 tys. mkw.).

Największy udział wśród wszystkich kontraktów podpisanych w III kwartale 2019 roku na 9 głównych rynkach w Polsce, uwzględniając Warszawę, miały nowe umowy (51%). Renegocjacje oraz ekspansje stanowiły odpowiednio 42% i 7%. Na etapie budowy projektów biurowych najemcy wynajęli łącznie ponad 128 tys. mkw., co stanowiło ok. 26% wszystkich umów podpisanych w III kwartale 2019.

[1] Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia z Katowicami, Łódź, Poznań, Szczecin, Lublin