Przy oddziałach ZUS powstaną stacje do ładowania elektrycznych aut. Docelowo PGE wybuduje ich około setki

Przy oddziałach ZUS powstaną stacje do ładowania elektrycznych aut. Docelowo PGE wybuduje ich około setki 1

Stworzenie sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych przy oddziałach ZUS zakłada nawiązana właśnie współpraca z PGE Polską Grupą Energetyczną. W całej Polsce Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma 325 swoich jednostek terenowych. Dzięki temu, że nieodpłatnie użyczy lokalizacji do ładowarki dla elektryków, ich budowa będzie dużo tańsza, skróci się też czas potrzebny na realizację całej inwestycji. W pierwszym etapie PGE wybuduje 5–8 takich stacji, docelowo w całej Polsce może ich powstać nawet około setki.

– Mam nadzieję, że system wsparcia dla elektromobilności będzie powodował, że ona rzeczywiście będzie się rozwijać. W takim kierunku idziemy. Umowa zawarta między PGE a ZUS-em powinna być wskazówką dla innych instytucji państwowych, które zgodnie z ustawą są zobowiązane do tego, żeby uczestniczyć w rozwoju elektromobilności, mają nawet określone limity samochodów elektrycznych. To powoduje, że bariera psychologiczna jest powoli przełamywana – powiedział podczas podpisywania listu intencyjnego Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

Elektromobilność to jeden z priorytetów obecnego rządu. Jej rozwój ma pobudzić innowacje i nowe technologie w polskim przemyśle, zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne, wpłynąć na PKB i nowe miejsca pracy, dać pozytywny impuls do rozwoju nauki, a przy tym ograniczyć problem smogu w polskich miastach. Jak wynika z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, do 2030 roku elektryfikacja polskiego transportu może się przyczynić do stworzenia około 50,8 tys. nowych miejsc pracy i wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc.

Plan Rozwoju Elektromobilności zakłada, że w ciągu kilku nadchodzących lat znacząco zostanie rozwinięta infrastruktura do ładowania elektryków (około 400 punktów szybkiego ładowania samochodów i ok. 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy), a na ulicach polskich miast pojawi się ok. 1 tys. elektrobusów i ok. milion samochodów elektrycznych. Od początku tego roku obowiązuje też ustawa o elektromobilności, która kompleksowo reguluje ten sektor i wprowadza system zachęt dla nabywców zeroemisyjnych aut.

– Po wtorkowym szczycie ministrów energii w Brukseli muszę powiedzieć, że elektromobilność staje się coraz ważniejsza w ramach Unii Europejskiej – podkreśla Krzysztof Tchórzewski.

– W perspektywie kolejnej dekady czy dwóch elektryfikacja transportu to proces nieodwracalny, który wpisuje się w potrzeby zmian środowiskowych. Mówiąc wprost, mamy pewne obowiązki wynikające z przepisów, ale i nasze, wewnętrzne. Musimy zrewitalizować naszą flotę, a temu towarzyszyć musi rozbudowa sieci ładowania samochodów elektrycznych – mówi Mariusz Jedynak, członek zarządu ZUS.

Instytucja nawiązała właśnie współpracę z PGE Polską Grupą Energetyczną. Podpisany w ubiegłym tygodniu list intencyjny zakłada, że posiadacze samochodów elektrycznych będą mogli niedługo doładować je na stacjach zlokalizowanych przy oddziałach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

– Jesteśmy największą grupą energetyczną w Polsce i największym spośród firm tego sektora dostawcą stacji do ładowania samochodów elektrycznych. Dzięki współpracy z ZUS-em szybciej zrealizujemy program rozwoju elektromobilności. Obecnie jako Grupa posiadamy już prawie 60 punktów do ładowania samochodów elektrycznych. Współpraca z ZUS da nam możliwość równomiernego rozwoju na terenie całego kraju, tam, gdzie znajdują się placówki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Śliwa, wiceprezes PGE ds. innowacji.

W pierwszym etapie projektu ma powstać od 5 do 8 stacji ładowania aut elektrycznych (zarówno standardowych, jak i szybkiego ładowania). Zostaną zlokalizowane w miejscach ogólnodostępnych, przy placówkach ZUS w różnych miastach. Dokładne lokalizacje zostaną wyznaczone przez specjalny zespół złożony z pracowników obu spółek.

– Mamy już wytypowanych 10 naszych placówek w 10 różnych miastach. Mówimy m.in. o Kielcach, Nowym Sączu, Tarnobrzegu, Tarnowie i Ostrołęce. Te lokalizacje są uwarunkowane potrzebami PGE, która ma już część swoich stacji w różnych miastach. Chodzi o to, aby nie powielać infrastruktury tam, gdzie ładowarki już istnieją, ale pokrywać białe punkty na mapie Polski, gdzie takich instalacji jeszcze nie ma. Wszystkie nasze placówki w dużych i mniejszych miastach oddajemy do dyspozycji – mówi Mariusz Jedynak.

Jak podkreśla, ZUS ma 325 swoich jednostek terenowych w całej Polsce. W ramach współpracy z PGE Polską Grupą Energetyczną może powstać docelowo nawet 100 ładowarek dla elektryków.

Dzięki temu, że ZUS użyczy lokalizacji pod stacje ładowania, ich budowa będzie dużo tańsza, skróci się też czas potrzebny na realizację całej inwestycji. Budową stacji zajmie się PGE Nowa Energia – spółka z Grupy PGE, która ma już doświadczenie w roli inwestora i operatora infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych.

– Obie instytucje będą mogły też korzystać ze stacji ładowania do zasilania własnej floty samochodów elektrycznych – mówi Paweł Śliwa.

Z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego korzysta już 90 proc. uczelni. 8 proc. prac dyplomowych może być podejrzanych o plagiat

Z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego korzysta już 90 proc. uczelni. 8 proc. prac dyplomowych może być podejrzanych o plagiat 2

Prawie 8 proc. prac dyplomowych studentów przebadanych w Jednolitym Systemie Antyplagiatowym w 2019 roku przekroczyło domyślny próg ostrzegawczy, który oznacza, że co najmniej 40 proc. zawartości tekstu jest podobne do innych tekstów z baz porównawczych. 2,5 proc. prac przekroczyło z kolei próg alarmowy. Uczelnie zgodnie z prawem od 2019 roku mają obowiązek weryfikowania prac dyplomowych i doktorskich za pomocą publicznego systemu JSA, który wykrywa nie tylko lustrzane zapożyczenia czy klony innych prac, lecz także m.in. manipulacje tekstem.

– W tym roku już co najmniej 90 proc. uczelni skorzystało z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego. W październiku i listopadzie odbędą się kolejne obrony, dlatego zakładamy, że na koniec roku 100 proc. uczelni prowadzących obrony wykorzysta system JSA do weryfikacji prac. Korzystanie z JSA wynika z zapisów ustawy, która obowiązuje każdą uczelnię do weryfikacji pracy dyplomowej w tym systemie. Uczelnie, jeśli chcą, oczywiście mogą dodatkowo korzystać z innych, komercyjnych systemów antyplagiatowych dostępnych na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr inż. Marek Kozłowski, kierownik Laboratorium Inżynierii Lingwistycznej Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego, który stworzył JSA.

JSA został udostępniony bezpłatnie wszystkim uczelniom i instytutom w Polsce. Służy do sprawdzania pod kątem plagiatu prac dyplomowych składanych do obrony – weryfikuje ich podobieństwo do innych tekstów i opracowań. Nowe narzędzie ma przede wszystkim podnieść poziom oryginalności prac dyplomowych, który jest jednym z głównych wskaźników jakości nauczania.

– Stworzyliśmy system informatyczny dla całej Polski, który pozwala systemowo walczyć z nadużyciami określanymi jako plagiat. Dziś ok. 8 proc. prac dyplomowych może nosić takie znamiona. Wśród nich są jawne plagiaty, ale i prace, które mają bardzo podobny temat do innych opracowań, choć nie muszą być plagiatami. Domyślny próg ostrzegawczy, w którym min. 40 proc. tekstu jest podobne do prac z baz referencyjnych, przekroczyło 8 proc. prac. Natomiast próg alarmowy, który domyślnie przekracza praca podobna do innej w 70 proc., przekroczyło 2,5 proc. prac – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

Jak podkreślają twórcy Jednolitego Systemu Antyplagiatowego, progi ostrzegawcze i alarmowe nie przesądzają o tym, czy dana praca jest plagiatem. Służą jedynie jako narzędzie wspierające promotora pracy w jej weryfikacji. Na raport z wynikiem badania antyplagiatowego, który generuje system, promotor musi zaczekać ok. 4–5 minut.

– Promotorzy weryfikują w systemie prace studentów, dostają raporty, przeglądają je i akceptują ich wyniki. Jeżeli analiza raportu nie wzbudza w nich niepokoju pod kątem naruszenia praw autorskich, mogą dopuścić studenta do obrony pracy dyplomowej. Często traktują raporty jako punkt wyjścia do pogłębionego sprawdzenia oryginalności danej pracy – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

JSA porównuje prace dyplomowe z setkami milionów dokumentów znajdujących się w bazach porównawczych: Ogólnopolskim Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych (zawiera ponad 3 mln prac dyplomowych w kilku językach, zbieranych od 2009 roku), bazie NEKST (ok. 880 mln stron internetowych z polskich domen internetowych), Wikipedii w sześciu różnych wersjach językowych oraz dwóch zbiorach aktów prawnych (m.in. treści ustaw, orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i sądów).

– Na obecną chwilę zweryfikowaliśmy już ponad 300 tys. prac dyplomowych, a baza referencyjna, z którą je porównujemy, zawiera ok. 40 TB danych –mówi dr inż. Marek Kozłowski. – Pracujemy też nad tym, aby rozszerzyć bazy referencyjne jeszcze o dodatkowe publikacje naukowe i anglojęzyczny internet poprzez wyszukiwarkę Bing.

Jak podkreśla dr inż. Kozłowski, JSA jest ciągle rozwijany pod kątem potrzeb użytkowników. Baza dokumentów, z którą będą porównywane prace dyplomowe, ma się niedługo poszerzyć. Obejmie nie tylko dane zaindeksowane przez wyszukiwarkę Bing, lecz także m.in. publikacje naukowe Open Access.

– Chcemy te bazy referencyjne sukcesywnie rozszerzać i różnicować rodzaj dokumentów. W planach mamy m.in. zbieranie prac semestralnych i zaliczeniowych ze studiów, ponieważ chcemy weryfikować również to, czy dana praca nie jest na przykład zapożyczeniem pracy semestralnej innego studenta – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

Publiczny system antyplagiatowy wykrywa nie tylko klony prac i zapożyczenia lustrzane fragmentów tekstów. Potrafi wyłapać również dłuższe fragmenty podobne semantycznie oraz manipulacje w tekście, takie jak np. zmiana szyku wyrazów lub zdań w akapicie czy dzielenie wyrazów mikrospacjami.

– Kluczem jest baza referencyjna, w której system próbuje znaleźć fragmenty podobne do zawartości badanej pracy. Weryfikuje ją z innymi dokumentami, zaznaczając te fragmenty, które są podobne do siebie pod względem użytych wyrażeń czy tematyki. Skupia się przy tym na wykrywaniu dłuższych fragmentów, czyli wykrywa nie tylko idealne kopie, lecz także potencjalne nadużycia typu parafraza, zmiana szyku zdań lub słów. Jeżeli ktoś przekopiował dwa akapity z innej pracy i dodał kilka swoich zdań, kilka słów usunął i zastąpił je swoimi, my dalej jesteśmy w stanie tego rodzaju nadużycia wykryć – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

By ułatwić wprowadzenie nowego systemu na uczelniach, OPI PIB uruchomił helpdesk, skąd specjaliści na bieżąco wspierają użytkowników w poruszaniu się po systemie. Instytut udostępnił też do powszechnego użytku kursy internetowe i filmy instruktażowe. Tylko do maja trenerzy OPI PIB przeszkolili ponad 11 tys. osób w całej Polsce w zakresie obsługi systemu.

– Przechodzimy od ograniczonej do pełnej skali weryfikacji prac dyplomowych. Jeszcze w 2016 roku tylko ok. 30–40 proc. bronionych prac było weryfikowanych jakimkolwiek narzędziem informatycznym. Każda uczelnia tworzyła albo kupowała swoje narzędzia, które różniły się chociażby bazą referencyjną. Mnóstwo prac w ogóle nie było weryfikowanych, a ocena ich oryginalności opierała się tylko na intuicji promotora. Teraz zgodnie z zapisami ustawy 100 proc. bronionych prac dyplomowych będzie weryfikowanych jednym, powszechnym narzędziem antyplagiatowym – podkreśla dr inż. Marek Kozłowski.

Prof. E. Mączyńska: Polska powinna brać przykład ze Skandynawii. To pomoże minimalizować skutki osłabienia gospodarczego

Prof. E. Mączyńska: Polska powinna brać przykład ze Skandynawii. To pomoże minimalizować skutki osłabienia gospodarczego 3

Spowolnienie gospodarcze staje się faktem mimo wciąż szybkiego rozwoju Polski, zawdzięczanego głównie konsumpcji. Słabe wskazania przemysłu, również nad Wisłą, pobudzanie rozwoju poprzez cięcia stóp procentowych przez banki centralne czy kłopoty niemieckich przedsiębiorców powoli przełożą się na zmniejszanie dynamiki wzrostu gospodarki. Według prof. Elżbiety Mączyńskiej, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, przed wpływem słabszej koniunktury mogłoby Polskę ochronić zastosowanie skandynawskiego modelu rozwoju społecznego i ekologicznego.

Nie można utożsamiać kryzysu z recesją ani ze spadkiem wzrostu gospodarczego. To, z czym zderza się obecnie globalna gospodarka, to wyraźne spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, czyli wzrastamy, ale wolniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – W gospodarce rynkowej cykliczność jest naturalnym zjawiskiem, więc po dobrym okresie można się spodziewać osłabienia. Widać je już w wielu krajach, które podejmują decyzje mające zapobiec temu osłabianiu się koniunktury. Robią to m.in. Chińczycy i Niemcy.

Polska gospodarka, choć jest jedną z najszybciej rozwijających się w Europie, zwalnia tempo. W II kwartale urosła o 4,4 proc. w ujęciu rocznym, co jest najsłabszym wynikiem od dwóch lat. Wskaźnik PMI dla przemysłu dziesiąty miesiąc z rzędu wskazywał na kurczenie się sektora, a prognozy przedsiębiorców odnośnie do nadchodzących 12 miesięcy były najsłabsze od wielu lat, choć wynik był nieco lepszy niż w poprzednich trzech miesiącach. Produkcja przedsiębiorstw przemysłowych w sierpniu spadła o 1,3 proc., choć spodziewano się wzrostu o 1,7 proc. W strefie euro PKB w II kwartale zwiększyło się tylko o 1,2 proc., a amerykański Fed stymuluje gospodarkę, obniżając stopy procentowe. Także w Polsce na wrześniowym posiedzeniu padł wniosek o obniżkę stóp, ale został odrzucony.

To, czy i w jakim stopniu dosięgnie nas to osłabienie wzrostu gospodarczego, będzie zależało w dużej mierze od jakości polityki społeczno-gospodarczej. My mieliśmy szczęście w 2008 roku, kiedy kryzys światowy lekko nas dotknął, ale z pewnym opóźnieniem. Wtedy mamy czas, żeby się na niekorzystne zjawiska lepiej przygotować – przypomina prof. Elżbieta Mączyńska. – Moim zdaniem taka sytuacja będzie i tym razem. My już mamy w stosunku do innych krajów europejskich wyprzedzenie, jeśli chodzi o tempo wzrostu, a to ściśle wiąże się z naszą sytuacją – społeczeństwa i państwa. Jeżeli następuje wzrost gospodarczy, to mamy także wzrost wpływów do budżetu państwa, a to umożliwia państwu zwiększanie wydatków. To z kolei umożliwia zapobieganie kryzysowi.

Według wstępnych danych wskaźnik nastrojów menedżerów logistyki w niemieckim przemyśle w sierpniu 2019 roku spadł do poziomu najniższego od przeszło 10 lat i wyniósł tylko 41,4 pkt wobec oczekiwanych 44 pkt. Tymczasem niemiecka gospodarka odpowiada za 27,3 proc. polskiego eksportu (dane za styczeń–lipiec 2019 roku). I choć to o 0,8 pkt proc. mniej niż rok wcześniej, bo polscy eksporterzy nauczyli się reagować elastycznie i szukają nowych rynków zbytu, to spadek zamówień zza Odry wciąż przekłada się na osłabienie kondycji polskiego przemysłu.

Nie znaczy to, że przed osłabieniem koniunktury nie można się bronić, by złagodzić jego skutki. Jako przykład ekonomistka podaje kraje skandynawskie, które potrafiły połączyć dbałość o postęp społeczny i ekologiczny z postępem gospodarczym.

Model skandynawski powinien nas bardzo interesować. Skandynawowie stosowali te zasady zharmonizowanego wzrostu wtedy, kiedy byli jeszcze biedniejsi od nas i to właśnie zaowocowało – przekonuje prof. Elżbieta Mączyńska. – Bez tego jakość życia, nawet przy wzroście gospodarczym, może się pogarszać. Co z tego, że będzie wzrost gospodarczy, jeżeli sytuacja zdrowotna społeczeństwa będzie się pogarszała albo będzie nas dusił smog? Jeżeli nie zadbamy o to, to będziemy mieli takie zjawiska, jakie mamy w sferze demografii, czyli wyludnianie się Polski. To jest wynik wieloletnich zaniedbań polityki społecznej, rodzinnej, które cechowały właściwie prawie cały okres transformacji.

Na bezdech senny cierpi 2,5 mln Polaków. Tylko niewielki odsetek ma zdiagnozowaną chorobę

Na bezdech senny cierpi 2,5 mln Polaków. Tylko niewielki odsetek ma zdiagnozowaną chorobę 4

Bezdech senny to najczęstsze zaburzenie snu. W Polsce dotyka on ok. 2–2,5 mln osób, ale większość może nie być tego świadoma. Brak odpowiedniego snu może działać na organizm podobnie jak spożyty alkohol. Bezdech senny może stanowić pośrednią przyczynę aż 30 proc. wypadków drogowych. Największym problemem jest zdiagnozowanie pacjentów. Tylko ok. 25–30 proc. wie, że cierpi na bezdech senny. Na rynku jest już dostępnych coraz więcej rozwiązań, które pomagają w terapii zaburzeń.

– Nawet 50–60 proc. populacji ma jakiś problem związany ze snem. Nie wysypiamy się wystarczająco, większość osób śpi poniżej 7 godzin na dobę, czyli zaciąga dług senny, ale są to też problemy bardziej złożone, typu bezsenność, insomnie, parasomnie i bezdech senny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Grzybowski, dyrektor Działu Zaburzeń Snu i Oddychania w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w Philips.

Narodowa Fundacja Snu podaje, że blisko połowa populacji na świecie cierpi na jakieś zaburzenie snu. Według innych szacunków problem dotyka ponad 60 proc. społeczeństwa. Łącznie jest ponad 100 różnych zaburzeń snu – wszystkie nieleczone mogą powodować problemy z koncentracją i pamięcią, obniżając jakość życia.

– Zbyt mała ilość lub niska jakość snu prowadzą do zaburzeń funkcji poznawczych, koncentracji, a następnie do problemów zdrowotnych – zawałów, nadciśnienia czy cukrzycy. Sen jest zatem ważny dla naszego ogólnego stanu zdrowia. Największy problem stanowi fakt, że ludzie śpią zbyt krótko. Ok. 40 proc. populacji, choć ten odsetek może być jeszcze większy, co noc śpi krócej niż 7 godzin – tłumaczy dr David White, dyrektor ds. medycznych w Philips Sleep and Respiratory Care podczas międzynarodowych targów IFA w Berlinie.

Jednym z częstych zaburzeń i wciąż niedocenianych pod kątem wpływu na jakość życia jest bezdech senny. W USA schorzenie to dotyczy 24 proc. mężczyzn i 9 proc. kobiet. W krajach wysoko uprzemysłowionych szacuje się, że na bezdech senny cierpi 10–26 proc. populacji. Prawdopodobieństwo choroby rośnie wraz z otyłością i niezdrowym trybem życia.

 W Polsce na bezdech senny cierpi około 2–2,5 mln osób – ocenia Michał Grzybowski.

Bezdech senny może prowadzić do zaburzeń rytmu serca, nadciśnienia, a nawet udaru mózgu czy cukrzycy. Chorzy narzekają też na zmęczenie i problemy z koncentracją. Co więcej, obturacyjny bezdech senny zwiększa ryzyko wypadków drogowych nawet siedmiokrotnie. Może on być pośrednia przyczyną ok. 30 proc. wypadków drogowych.

– Osobom cierpiącym na bezdech senny zdarza się po prostu zasnąć podczas wykonywania rutynowych czynności w ciągu dnia. To może być na spotkaniu, za kierownicą na światłach, w bardzo różnych sytuacjach i może się okazać bardzo niebezpieczne – przekonuje Michał Grzybowski.

Brak odpowiedniego snu może działać na organizm podobnie jak spożyty alkohol. Osłabienie funkcji poznawczych wywołane 24-godzinnym brakiem snu jest porównywalne z tym, które występuje przy poziomie 1 promila alkoholu we krwi.

 W przypadku obturacyjnego bezdechu sennego największy problem stanowi zdiagnozowanie pacjentów. Tylko ok. 25–30 proc. pacjentów cierpiących na tę przypadłość zostało zdiagnozowanych. Sama diagnoza nie stanowi problemu – problemem jest nakłonienie ludzi, aby zgłosili się do lekarza – przekonuje dr David White.

Diagnostyka jest bardzo prosta. Wszelkie nieprawidłowości w rytmie oddechu wykazuje polisomnografia. Badanie można wykonać też w domu.

Polisomnografia po jednej nocy jest w stanie powiedzieć lekarzowi prowadzącemu, jaka jest skala bezdechu u pacjenta – mówi Michał Grzybowski. – W Polsce mamy kilkadziesiąt laboratoriów snu, które przeprowadzają badania stacjonarnie bądź w domu pacjenta. Wystarczy się do takiego laboratorium zgłosić. Na stronie philips.pl/bezdech znajduje się pełna lista takich placówek według województw, tak żeby łatwo było dotrzeć do specjalisty.

Do leczenia obturacyjnego bezdechu sennego stosuje się m.in terapię CPAP, opierającą się na metodzie wspomagania oddychania. Niektórzy pacjenci mają jednak problemy z jej stosowaniem, co jest jej słabą stroną. Istnieją również inne terapie, urządzenia do stosowania doustnego. Stosowane są również zabiegi chirurgiczne lub urządzenia stymulujące. Istnieje więc sporo metod radzenia sobie z tym schorzeniem. Ważne jest jednak szerzenie wiedzy i informowanie opinii publicznej o dostępnych opcjach, nakłaniając w ten sposób ludzi do wizyt u lekarza i rozpoczęcia leczenia. To obecnie stanowi największe wyzwanie – mówi dr David White.

Jak podkreślają eksperci, problem zaburzeń snu wciąż jest słabo zagospodarowany, ale na rynku pojawia się coraz więcej innowacyjnych rozwiązań, które ułatwiają życie osobom niewysypiającym się. Philips prowadzi w tym zakresie badania od ponad 11 lat.

Jak zapewnia ekspert, już wkrótce będzie można leczyć schorzenia snu w zależności od rodzaju zaburzeń i jego przyczyn.

 Philips pracuje nad metodologią cyfrowej diagnozy zaburzeń snu, która w niedalekiej przyszłości pozwoli na potwierdzenie występowania zaburzenia oraz określenie jego rodzaju. Pozwoli to na opracowanie metod leczenia najczęściej występujących przypadłości, przy czym niektóre będą mogły być leczone przy zastosowaniu wyłącznie rozwiązań cyfrowych, inne zaś będą wymagały dodatkowo udziału lekarza – zapowiada dr David White.

Cyberprzestępczość coraz groźniejszym narzędziem walki politycznej. W walce ze zjawiskiem niezbędna jest ścisła współpraca państw

Cyberprzestępczość coraz groźniejszym narzędziem walki politycznej. W walce ze zjawiskiem niezbędna jest ścisła współpraca państw 5

Ataki cybernetyczne stanowią coraz częściej narzędzie w walce politycznej. Rosyjscy i chińscy hakerzy za cel ataku stawiają sobie m.in. krajowych dostawców energii w USA, Unii Europejskiej czy na Ukrainie, paraliżując ich działanie oraz dążąc do wywołania fizycznych uszkodzeń w infrastrukturze. Skutki ich działań przynoszą światowej gospodarce straty sięgające 0,8 proc. PKB. Zdaniem ekspertów wysiłki państw w walce ze zjawiskiem cyberprzestępczości powinny się skupić na wspólnych działaniach w obrębie sojuszy. 

– Cyberbezpieczeństwo zostało uznane za priorytet z punktu widzenia powstania i zabezpieczenia jednolitego rynku cyfrowego. Rozwój rynku nowoczesnych usług dla obywateli, bez których nie może funkcjonować i rozwijać się gospodarka europejska, trudno wyobrazić sobie bez podejmowania działań w zakresie cyberbezpieczeństwa w celu zabezpieczenia jednolitego rynku – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Robert Kośla, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Cyfryzacji.

Według analityków z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) i McAfee cyberbezpieczeństwo jest trzecim co do wielkości w skali globalnej zagrożeniem przestępczym, za korupcją i handlem narkotykami.

Bezpieczeństwo cybernetyczne było jednym z ważniejszych tematów tegorocznego Forum Ekonomicznego, które odbyło się na początku września w Krynicy. Poświęcone tej tematyce były dwa dni dyskusji w ramach Forum Cyberbezpieczeństwa, podczas którego wysunięty został postulat tworzenia między państwami nie tylko sojuszy wojskowych i politycznych, lecz także technologicznych. Jeden z nich – według przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji – mógłby konsolidować wysiłki państw Grupy Wyszehradzkiej lub Trójmorza. Mógłby on stanowić ważne wsparcie dla inicjatyw podejmowanych globalnie, w ramach Unii Europejskiej.

– Jedna taka inicjatywa to wejście w życie dyrektywy o bezpieczeństwie sieci i informacji, dyrektywy NIS. W Polsce weszła ona w ubiegłym roku wraz z ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Kolejnym aktem jest akt o cyberbezpieczeństwie. Ten akt przede wszystkim wzmacnia Europejską Agencję Bezpieczeństwa Sieci i jej rolę operacyjną, a także buduje europejski system badań i certyfikacji, w którym Polska weźmie aktywny udział –zapowiada Robert Kośla.

Tymczasem cyberprzestępczość jest coraz większym problemem, postrzeganym jako zagrożenie zarówno dla obywateli, jak i administracji państwowej. Źródła i cele ataków mogą natomiast świadczyć o ich politycznym charakterze.

Przykładem może być sprawa z grudnia 2016 roku, kiedy to rosyjscy hakerzy tuż przed świętami Bożego Narodzenia zaatakowali serwery ukraińskiego operatora Ukrenergo. W rezultacie przez około godzinę znaczna część mieszkańców Kijowa była pozbawiona dostępu do energii elektrycznej. W połowie sierpnia 2019 roku amerykańska firma Dragos specjalizująca się w cyberbezpieczeństwie opublikowała wyniki najnowszej analizy tego przypadku. Analitycy odkryli, że hakerzy dążyli do wyrządzenia w systemie Ukrenergo fizycznych szkód, które miały spowodować odcięcie Kijowa od energii nawet na kilka tygodni, a przy tym zagrażały życiu operatorów.

– Od 2018 roku widać bardzo aktywne działania państw członkowskich Unii Europejskiej w zakresie atrybucji ataków, czyli wskazania miejsc, z których prowadzone są ataki na infrastrukturę znajdującą się w Unii Europejskiej, zarówno organizacje o charakterze politycznym, jak i przedsiębiorstwa czy kluczowe firmy dla jednolitego rynku cyfrowego. Ta atrybucja pokazała, że największa liczba ataków ukierunkowanych, również ze wskazaniem grup, które stoją za tymi atakami, pochodzi z Chin i Federacji Rosyjskiej – mówi Robert Kośla.

Analitycy z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) oraz McAfee twierdzą, że roczne straty światowej gospodarki ponoszone w wyniku cyberprzestępczości sięgają 600 mld dol., co stanowi 0,8 proc. globalnego PKB.

Dzięki polskim naukowcom smartfon naładujemy podczas spaceru. Wszystko dzięki ruchowi i hybrydowej tkaninie

Dzięki polskim naukowcom smartfon naładujemy podczas spaceru. Wszystko dzięki ruchowi i hybrydowej tkaninie 6

Smartfony można już naładować światłem, wodą, wiatrem i ciepłem. Urządzenie mobilne naładuje też rower, piłka czy inteligentna torba. Polacy opracowali zaś tekstylną ładowarkę. Pozwala ładować smartfon lub tablet za pomocą ruchu ciała np. podczas biegu. Nitka hybrydowa do indukcji elektromagnetycznej oraz wszyty w innej części ubrania magnes stały przemieszczają się względem siebie ruchem wahadłowym, co powoduje indukcję prądu elektrycznego.

– Tekstylna ładowarka jest tkaniną wykonaną z nitki hybrydowej zbudowanej na bazie stali i nitki miedzianej. Służy do podtrzymywania ładowania lekkich urządzeń elektronicznych, np. smartfonów albo czujników, które nie wymagają dużego zasobu energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. Katarzyna Grabowska, dziekan Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów Politechniki Łódzkiej.

Do ładowania smartfonów i tabletów służą już nie tylko zwykłe ładowarki. Do tego celu mogą też służyć turbiny ręczne połączone z funkcją radia, urządzenia termoelektryczne, które zamieniają ciepło w elektryczność, drzewka bonsai ładujące smartfony za pomocą światła czy ładowarki solarne, które można stosować np. w samolocie. Istnieją też już przenośne ładowarki, które do pracy potrzebują tylko wody. Smartfony naładują też rowery, specjalne ładowarki słoneczne dla sportowców i osób wspinających się po górach. Z kolei innowacyjna piłka nożna przechowuje energię po grze i może służyć do ładowania smartfona i tabletu. Na rynku są też dostępne inteligentne torebki i plecaki z systemem ładowania.

Zespół Politechniki Łódzkiej opracował natomiast tekstylną ładowarkę, dzięki której smartfon naładujemy, nosząc ubranie wykonane z hybrydowej tkaniny.

– Bazą do tekstylnej ładowarki jest nitka hybrydowa – na rdzeniu, którym jest nitka stalowa, owinięta jest nitka miedziana. W ten sposób tworzy obwód elektryczny zbudowany z nieskończonych solenoidów owiniętych na ferromagnetyku. Wykorzystujemy zasadę Faradaya i Maxwella, że tego rodzaju obwód elektryczny wprowadzony do zmiennego pola elektromagnetycznego powoduje indukcję siły elektromotorycznej, tzn. prądu w nitce miedzianej i naprzemienne magnesowanie się nitki stalowej. Możemy pozyskiwać z różnych źródeł energię pola elektromagnetycznego i zamieniać ją na prąd – tłumaczy prof. Grabowska.

Energia jest wytwarzana przez ruch. Dzięki przemieszczaniu się ruchem wahadłowym względem siebie magnesu i nitki, nawet przy codziennych czynnościach, takich jak spacer,  zostaje indukowany prąd elektryczny, który przetworzony przez miniaturowy przetwornik może zasilać urządzenia mobilne.

– Wyobrażam sobie, że będzie fragment odzieży jakiejś firmy, która będzie szyła odzież dla sportowców i w jednym fragmencie tej odzieży zostanie zamontowany pasek z tej tkaniny. To może być też gadżet, pasek, który będziemy mogli kupić w sklepie. Jest to o tyle rewolucyjne, że w ten sposób stosujemy materiały, które są przyjazne dla człowieka do wytwarzania energii elektrycznej – przekonuje ekspertka.

Początkowo zespół Uniwersytetu Łódzkiego pracował nad materiałem, który mógłby chronić przed promieniowaniem robotników na masztach energetycznych. Dodatkowo tkanina na skutek oporu elektromagnetycznego utrzymywałaby również ciepło. W trakcie prac okazało się, że materiał może pełnić znacznie więcej funkcji. Produkowana energia nie jest bardzo duża, ale wystarcza do podtrzymania żywotności baterii i jej ładowania. Docelowo nie będzie potrzebny żaden kabel.

– Dążymy do tego, żeby ładowanie odbywało się bezprzewodowo. Natomiast na obecnym etapie prac przewód jest konieczny – zaznacza prof. Katarzyna Grabowska.

Przedstawiciele łódzkiej uczelni otrzymali środki na promocję tekstylnej ładowarki. Trwają też rozmowy z firmami, które są zainteresowane wdrożeniem pomysłu. Według zapowiedzi zespołu tekstylna ładowarka będzie nie tylko ekologiczna i znacznie bezpieczniejsza dla użytkownika, lecz także w podobnej cenie, co dostępne na rynku powerbanki.

–Technologia dotycząca tekstylnej ładowarki jest na etapie przedwdrożeniowym. W wyniku badań podstawowych, które były przeprowadzone przez panią prof. Grabowską w skali laboratoryjnej ten produkt działa i będzie spełniał swoją rolę, czyli ładował urządzenia mobilne jak smartfony czy tablet. Teraz wszystko zależy od inwestora. Od firmy, z którą nawiążemy współpracę tak, żeby doprowadzić do wdrożenia, żeby sprawdzić to w środowisku rzeczywistym – zapowiada dr Monika Malinowska-Olszowy, prodziekan ds. kształcenia Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów Politechniki Łódzkiej.

Tekstylna ładowarka powinna się pojawić na rynku w ciągu roku.

Technologie siłą napędową biznesu

Nowe technologie stały się główną siłą napędową rozwoju przedsiębiorstw. Rewolucja cyfrowa w biznesie zatacza coraz szersze kręgi niemal w każdym obszarze działalności – obsłudze klienta, komunikacji czy sprzedaży. Wdrażanie innowacji takich jak internet rzeczy czy big data zwiększa możliwości, ale też rodzi nowe wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem i ochroną danych. Nie można tego bagatelizować, tym bardziej że stawką jest budowany przez lata sukces, zaufanie klientów i reputacja firmy.

Badanie PARP „Monitoring innowacyjności polskich przedsiębiorstw” wskazuje, że postęp technologiczny jest jednym z najważniejszych czynników zewnętrznych mających pozytywny wpływ na rozwój przedsiębiorstw. Firmy sięgają po nowe technologie w odpowiedzi na potrzeby usprawnień oraz zwiększania efektywności procesów biznesowych. Wykorzystanie innowacji w działalności przedsiębiorstw przekłada się m.in. na lepsze wyniki finansowe i wzrost konkurencyjności.

Kluczowe jest, aby cyfryzacja szła w parze z bezpieczeństwem. Szczególnie że owe technologie pomagają firmom być bliżej klientów oraz partnerów biznesowych. Dzięki urządzeniom mobilnym możliwa jest szybka wymiana informacji, a także np. zdalne zawieranie umów w dowolnym miejscu z dostępem do internetu. -Stanisław Socha, Specjalista ds. Współpracy z Klientami Biznesowymi, Cyfrowe Centrum Serwisowe S.A., dystrybutor telefonów BlackBerry.

Jak pokazują wyniki badania „Smartfon w firmie. Bezpieczeństwo danych w telefonach służbowych” ryzyko związane z brakiem odpowiedniej ochrony danych w telefonach służbowych jest na tyle realne, że blisko co 5. użytkownik spotkał się bezpośrednio lub w swoim otoczeniu z tego typu zagrożeniami. Najczęściej było to zagubienie urządzenia (41%), przejęcie kontroli nad kontami w mediach społecznościowych (38%), pozostawienie bez nadzoru, np. w miejscu publicznym (36%) oraz kradzież urządzenia (35%)[1].

(Nie)bezpieczne urządzenia mobilne

Wykorzystanie w biznesie urządzeń mobilnych wymaga odpowiedniego przygotowania zarówno ze strony firmy, jak i samych pracowników.

Z naszych badań wynika, że firmowe urządzenia w większości przypadków posiadają podstawowe zabezpieczenia chroniące dane i prywatność. Najczęściej jest to automatyczna blokada telefonu po określonym czasie nieużytkowania oraz uwierzytelnianie przy każdej próbie odblokowania, a także szyfrowanie pamięci wbudowanej i karty SD. Coraz częściej jednak właściciele firm podchodzą do kwestii bezpieczeństwa telefonów służbowych z większym zrozumieniem potencjalnych zagrożeń i możliwych konsekwencji
— powiedział Stanisław Socha.

Systematyczne aktualizacje systemu operacyjnego, instalowanie oprogramowania antywirusowego i zapór sieciowych oraz zabezpieczanie urządzeń hasłem, pozwala zminimalizować ryzyko. W kwestii ochrony danych warto jednak postawić na profesjonalne rozwiązania. Najlepsze telefony dla biznesu oprócz wielu użytecznych funkcji oferują szereg udoskonaleń – od aplikacji monitorującej poziom ochrony, przez łatki bezpieczeństwa, zmiany w systemie oraz jego jądrze czy mechanizmy szyfrowania pamięci aż po specjalne zabezpieczenia w warstwie sprzętowej. Producenci zapewniają bieżące wsparcie zespołu ekspertów i najskuteczniejszą dystrybucję aktualizacji krytycznych.

[1] Badanie „Smartfon w firmie. Bezpieczeństwo danych w telefonach służbowych” przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja 2019 r. przez SW Research na zlecenie Cyfrowego Centrum Serwisowego S.A., dystrybutora telefonów BlackBerry.

Sportmaster Operations kupuje sieć detaliczną GO Sport Polska

GO Sport Group (Francja) i Sportmaster Operations (Singapur) zawarły umowę dotyczącą sprzedaży GO Sport Polska (część GO Sport Group). Zakup został dokonany przez Sportmaster Operations, który posiada wszystkie podmioty prowadzące detaliczną działalność Sportmaster na różnych rynkach.

Dmitrij Barkov, Dyrektor Sportmaster Operations, ogłosił, że Grupa Sportmaster zwraca się w kierunku dynamicznego rozwoju międzynarodowego, ekspansji oraz wzmocnienia swojej obecności na rynkach artykułów sportowych w Azji i Europie, dlatego Grupa jest gotowa zainwestować w rozwój sieci Sportmaster w Europie. Przejęcie polskiej sieci sklepów z artykułami sportowymi to nowy krok w rozwoju Grupy – alokacja sieci w Europie Wschodniej, zdobycie nowych doświadczeń w wysoce konkurencyjnym środowisku detalicznym rozwiniętych rynków.

Sportmaster Operations zarządza operacjami na różnych rynkach, w tym w Rosji, na Ukrainie, w Kazachstanie, na Białorusi i w Chinach. Grupa planuje również ekspansję na rynki Azji Środkowej oraz Kaukazu Południowego.

Prezes GO Sport Group, Philippe Favre, oświadczył –  „Nadszedł czas na zmiany na polskim rynku artykułów sportowych i turystycznych. Mamy nadzieję, że miłośnicy sportu oraz outdooru w Polsce skorzystają na tej zmianie, docenią nowe podejście do kolekcji i asortymentu, a także będą cieszyć się odnowionymi sklepami. Życzę zespołowi Sportmaster powodzenia w tym przedsięwzięciu”.

Dmitrij Barkov skomentował umowę: „To ważny krok w naszym rozwoju. Sportmaster podejmuje nowe wyzwanie z wielkim entuzjazmem. Nie będzie to łatwe, ponieważ polski rynek charakteryzuje się wymagającymi i świadomymi konsumentami oraz silnymi konkurentami, jednak optymistycznie patrzymy w przyszłość. Nadszedł czas na nowe!”

Sportmaster Singapore sfinansował umowę wprowadzenia Sportmaster na rynek Europy Wschodniej.

Transakcja obejmuje przejęcie 34 sklepów GO Sport Polska o łącznej powierzchni sprzedaży 37 tys. m. kw. Wartość transakcji nie jest ujawniona.

Plan rozwoju zakłada, że nowo pozyskany polski biznes będzie wspierany metodycznie przez przedstawicieli z Ukrainy i Rosji. Janusz Gembarski zostaje powołany na stanowisko Dyrektora ds. Rozwoju Biznesu. Początkowo Sportmaster planuje działać pod obecną marką GO Sport, ale w przyszłości sklepy zostaną poddane rebrandingowi. Grupa zamierza oprzeć się na doświadczeniu, rozległej wiedzy i kompetencjach zespołu GO Sport Polska, zatrzymując zespół. Planowane są zmiany formatu sklepów, aby poprawić widoczność dla klientów pod względem kategorii, sportu i marek. Sklepy będą zaopatrywać wiodące światowe marki sportowe, a także inne popularne marki handlowe, w tym własne marki Sportmaster.

Słabe odczyty makro ze strefy euro budzą obawy. Czy czeka nas recesja?

Ostatnie publikacje makro ze wspólnego bloku budzą obawy. Czy czeka nas recesja?

Miniony tydzień nie rozpoczął się dobrze dla euro. Poniedziałkowe, wstępne odczyty indeksów PMI dla bloku walutowego okazały się słabsze niż oczekiwał tego rynek i wysłały kolejny sygnał sugerujący, że największa gospodarka strefy euro – Niemcy – najpewniej wpadła w techniczną recesję. W związku z powyższym, wspólna europejska waluta już na początku tygodnia doświadczyła wyprzedaży, po której już się nie podniosła. Euro w minionym tygodniu osłabiło się w relacji do większości najważniejszych światowych walut, za szczególnym wyjątkiem funta brytyjskiego, który cierpiał z powodu własnych problemów.

W nadchodzących dniach uwagę inwestorów przykują publikacje danych makro z globalnej gospodarki. Najważniejsze będą wstępne odczyty dynamiki cen w strefie euro, które poznamy we wtorek, oraz piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy. Na naszym radarze pozostaje również sytuacja polityczna w Niemczech, a zwłaszcza wszelkie informacje dotyczące możliwej stymulacji fiskalnej, nadciągający wyrok TSUE ws. frankowiczów oraz, jak zawsze, wszelki postęp w negocjacjach między Unią Europejską a Wielką Brytanią.

PLN

Ostatnie dni nie były zbyt dobre dla polskiego złotego, jednak skala jego zeszłotygodniowej deprecjacji w relacji do euro ostatecznie okazała się niewielka. Mimo, iż w ostatnim tygodniu poznaliśmy dane o bezrobociu oraz informacje o utrzymaniu niezmienionego ratingu Polski ze strony agencji Fitch, inwestorzy cały czas zdają się skupiać przede wszystkim na kwestii nadchodzącego wyroku TSUE, którego ogłoszenie planowane jest na czwartek. Fakt, iż złoty w minionym tygodniu nie doświadczył zbyt dużego osłabienia w parze z euro sprawia, że pozostajemy optymistami względem przyszłości waluty. Sądzimy, że w tym tygodniu, szczególnie po ogłoszeniu wyroku TSUE powinno dojść do umocnienia polskiego złotego, który w ostatnim czasie pozostawał pod presją m.in. ryzyka związanego ze wspomnianym orzeczeniem. W tym tygodniu warto również będzie obserwować wtorkową publikację wstępnych danych o inflacji oraz środowe spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, które jednak najpewniej nie przyniesie istotnych zmian w retoryce RPP w porównaniu do niedawnego spotkania Rady.

GBP

Ostatni tydzień po raz kolejny pokazał, że wraz ze zbliżającym się terminem Brexitu, brytyjska polityka pogrąża się w coraz większym chaosie, co miało negatywny wpływ na brytyjską walutę.

Jedną z najważniejszych informacji, które poznaliśmy ostatnio była decyzja Sądu Najwyższego Zjednoczonego Królestwa, który orzekł, że zawieszenie przez urzędującego premiera prac parlamentu było niezgodne z obowiązującym prawem, zadając tym samym poważny cios dotychczasowym planom Borisa Johnsona.

Co prawda prawdopodobieństwo Brexitu bez umowy zmalało, niemniej z danych makroekonomicznych spływających z Wielkiej Brytanii wynika coraz wyraźniej, że utrzymująca się niepewność niekorzystnie wpływa na krajową gospodarkę. Odczyty indeksów PMI, które poznamy w tym tygodniu powinny potwierdzić ten trend.

EUR

Wstępne, wrześniowe odczyty kluczowych wskaźników PMI dla strefy euro opisujących aktywność biznesową malują dość ponury obraz sytuacji gospodarczej we wspólnym bloku. Recesja w sektorze przemysłowym pogłębiła się, przez co nawet mimo ekspansji w sektorze usług zbiorczy wskaźnik aktywności dla strefy euro sugeruje, że gospodarka strefy euro niemal się nie rozwija.

Gospodarka strefy euro w najlepszym przypadku doświadcza umiarkowanej ekspansji, a dynamika cen we wspólnym bloku walutowym nadal nie kieruje się w stronę poziomów, które zadowalałyby EBC. Obecna sytuacja wydaje się zatem w pełni uzasadniać działania stymulujące, które podczas ostatniego spotkania zdecydowali się podjąć członkowie Europejskiego Banku Centralnego. Ze względu na umiarkowany wzrost gospodarczy głosy za bardziej ekspansywną polityką fiskalną w krajach rdzenia (szczególnie Niemczech) prawdopodobnie przybiorą na sile.

USD

Mimo, że Kongres podejmuje kolejne kroki w kontekście procedury impeachmentu Trumpa, która w przypadku powodzenia pozbawiłaby urzędującego prezydenta stanowiska, rynki finansowe wydają się póki co kompletnie ignorować sytuację polityczną w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy wydają się bowiem skupieni na amerykańskich danych makro. Oczekiwanego spowolnienia w gospodarce USA nadal bowiem nie widać na horyzoncie, do czego przyczyniają się niskie stopy procentowe, spore wydatki publiczne oraz nadal dobra kondycja amerykańskiego rynku pracy. Spodziewamy się, że piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy będzie stanowił potwierdzenie tego optymistycznego poglądu. Oczekujemy zwłaszcza, że pozytywnie zaskoczą dane o wzroście wynagrodzeń.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Kiedy marketing przynosi największe zyski? – badanie Salesforce

W międzynarodowym badaniu firma Salesforce sprawdziła, w jakim kierunku obecnie rozwija się marketing i jakie aktywności w tym obszarze przynoszą największe zyski. Ponieważ rynek i sami konsumenci mocno ewoluują, sprawdzono też, jakie metody pomiaru efektywności działań marketingowych są obecnie najchętniej stosowane.

Raport Salesforce „Trends and Tactics Driving Marketing ROI„, opracowany na podstawie badania firm z wielu krajów, pokazuje, że do efektywnego działania marketing potrzebuje nowych, bardziej wyrafinowanych narzędzi, przy czym jednocześnie firmy muszą łączyć ze sobą wszystkie źródła danych o swoich klientach (w tym integrować oprogramowanie), jak i zapewniać jak najlepszą współpracę między działami biznesowymi, które mają kontakt z klientami. Z czego to wynika?

Współczesny klient ewoluuje

Rynek się zmienia m.in. dlatego, że zmieniają się oczekiwania ludzi w stosunku do firm oraz marek. Po raz kolejny w badaniu Salesforce wykazano ważną informację – obecnie dla klientów sposób traktowania ich przez firmy jest tak samo ważny, jak użyteczność nabywanych produktów czy wartość płynąca z kupowanych usług (tę tezę potwierdza aż 84% klientów). Dla firm oznacza to, że wszelkie wartości, jakie przypisuje się oferowanym produktom, są tylko połową sukcesu biznesowego. Reszta zależy od sposobu, w jaki klient jest „prowadzony” przez cały proces sprzedaży, współpracy z firmą czy użytkowania produktu. Innymi słowy, ponieważ jakość kontaktu, relacji i obsługi dla ludzi staje się równie ważna jak same produkty, firmy mogą budować przewagę konkurencyjną nie tylko poprzez doskonalenie i rozwój swojej oferty, ale również poprzez całą sferę miękką związaną z zarządzaniem relacjami i kontaktami z klientami.

Dlatego właśnie w tym kierunku ewoluuje marketing – oprócz tradycyjnego generowania leadów czy budowania silnej, wyrazistej marki, marketing ma przede wszystkim dostarczać klientom dobrych doświadczeń (Customer Experience – CX) na każdym etapie ich kontaktu z firmą czy użytkowaną marką. Poprzeczka jest ustawiona naprawdę wysoko, bo ludzie szybko przyzwyczajają się do pozytywnych przeżyć i ceniąc sobie wygodę chcą, by dobre doświadczenia były powszechnym standardem. 73% klientów, którzy przeżyli jedno pozytywne doświadczenie w kontakcie z firmę, oczekuje, że będzie ono standardem wpisanym również w działania innych firm. To pokazuje bardzo ciekawą przestrzeń, w której firmy mogą ze sobą konkurować – zupełnie poza sferą związaną z użytecznością produktów. Dodajmy do tego fakt, że aż 71% oczekuje od firm, że te zapewnią im możliwość kontaktu w czasie rzeczywistym w wybranym kanale komunikacji, a zobaczymy, przed jakimi wyzwaniami staje współczesny marketing. Spróbujmy zebrać je w całość.

Trzy główne wyzwania dla marketingu

Z badań runku wyłaniają się trzy generalne wyzwania, przed jakimi stoi współczesny marketing:

  • Pierwsze wyzwanie dotyczy zarządzania dynamicznymi, rozproszonymi danymi, których suma składa się na pełną informację o kliencie. Aby móc zapewnić pozytywne doświadczenia klientom w każdym punkcie styku z firmą i na każdym etapie współpracy zarówno pracownicy, jak i systemy obsługujące kontakt z klientem powinny dysponować taką zintegrowaną i aktualną informacją.
  • Drugie wyzwanie dotyczy doskonalenia współpracy pracowników i komunikacji w samej organizacji, szczególnie w tych obszarach, które utrzymują kontakty z klientami na każdym etapie ich współpracy z firmą – od sprzedaży, przez marketing, obsługę klienta czy wszelkie obszary serwisowe lub logistyczne, z którymi klient może mieć kontakt. Współpraca ta jest konieczna dla zachowania spójności i logiki w komunikacji firmy z jej otoczeniem oraz zapewnienia odpowiednich standardów na kolejnych etapach sprzedaży i obsługi.
  • Trzecie wyzwanie dotyczy integracji użytkowanego w firmie oprogramowania oraz aplikacji. dla umożliwienia realizacji celów, jakimi są właściwa obsługa, sprzedaż i zapewnianie klientom pozytywnych doświadczeń.

Taktyki na czasie

Badanie pokazało, jakie taktyki zarządzania Customer Experience przynoszą największy zwrot z inwestycji oraz z jakich wskaźników marketing najczęściej korzysta obecnie i jakich będzie używał w przyszłości do mierzenia efektywności swojej pracy. Zebrane w raporcie informacje pozwalają wyłonić trzy główne trendy:

  • Spełnienie oczekiwań klientów, w tym zapewnienie interakcji w czasie rzeczywistym, wymagają wdrażania w firmach wewnętrznych inicjatyw zmierzających do zmieniania dotychczasowych modeli współpracy między zespołami i pracowania w oparciu o stosunkowo nowe wskaźniki, takie jak wartość klienta w całym okresie współpracy (Lifetime Customer Value – LTV). Takie podejście daleko wykracza poza sam proces pozyskiwania leadów i koncentrację na sprzedaży. Według prognoz skala wykorzystania wskaźnika LTV w firmach wzrośnie ponad dwukrotnie (107%).
  • Firmy na wielką skalę pracują nad integracją danych o swoich klientach i jest to proces bardzo dynamiczny. Według badań z roku na rok ciągle rośnie liczba systemów i aplikacji zbierających dane, które mają lub mogą mieć przełożenie na doświadczenia klientów. Co więcej, Customer Experience (czy jakość interakcji) uzależnione jest od tego, na ile szybko firma reaguje na kontakt klienta i na ile jest w stanie wykorzystać kontekstową wiedzę o tym kliencie, tak aby zapewnić wysoką jakość, personalizację, jednocześnie nie tracąc z oczu własnych celów biznesowych (sprzedaż, odpowiedni standard obsługi itd.).
  • Przedsiębiorstwa praktycznie nie mają możliwości uzyskania pełnego obrazu swoich klientów, bez efektywnej integracji użytkowanych rozwiązań i kanałów komunikacji. Integracja danych jest konieczna nie tylko z tego względu – równie ważne jest właściwe opomiarowanie działań bazujących na informacjach uzyskiwanych z dostępnych źródeł. Bez skutecznych mierników efektywności trudno bowiem mówić o doskonaleniu kampanii marketingowych. Poprawę pomiarów można uzyskać dzięki stosowaniu narzędzi do analizy wielu źródeł danych, takich jak np. Data Management Platforms (DMP) czy innowacyjnych rozwiązań działających w chmurze, które w jednym miejscu agregują i udostępniają w wygodny sposób dane z obszaru sprzedaży, marketingu i obsługi klienta, a nawet informacje importowane z systemów dziedzinowych, takich jak ERP.
  • Z perspektywy ROI (zwrot z inwestycji) najlepszą inwestycją w marketingu są obecnie narzędzia oparte na sztucznej inteligencji (AI). Aż 88% szefów marketingu wykorzystujących sztucznej inteligencji odnotowało duży lub przynajmniej umiarkowany zwrot z tej inwestycji. Firmy przyznają, że AI generuje zyski przez cały cykl współpracy z klientami i wykorzystywana jest na wiele sposobów: od zarządzania na dużą skalę personalizacją w relacjach, przez przewidywanie zdarzeń, zachowań klientów, po optymalizowanie segmentacji.

Ile wart jest klient?

Większość zespołów marketingu oprócz klasycznych wskaźników, takich jak śledzenie ruchu w sieci i zwrotu z inwestycji w marketing (MROI), monitoruje również poziom satysfakcji klientów oraz wskaźnik ich utrzymania (lojalności). Obok tych mierników wielką popularnością zaczął cieszyć się LTV, który nie tyle odnosi się do pojedynczych transakcji, ile do pełnej perspektywy współpracy z klientem i do przyszłych wartości. W 2018 r. już 43% dużych i średnich firm na świecie wykorzystywało wskaźnik LTV, a kolejne 46% planuje go zastosować w najbliższym czasie, tak więc prognozowany wzrost wyniesie 107%. Zainteresowanie LTV koresponduje ze światowym trendem większego ukierunkowania firm na zadowolenie klientów na każdym etapie współpracy (tzw. przekrojowa strategia full-funnel).

Co ciekawe, prawie połowa (45%) szefów marketingu twierdzi, że ich dział prowadzi w firmach inicjatywy, które mają zapewnić pozytywne doświadczenia klientów w przypadku kontaktu z pracownikami z innych działów (lub uczestniczenia w procesach, za które odpowiadają inne działy). To spory wzrost od 2017 r., kiedy takie działania realizowało tylko 24% zespołów marketingowych. Trend ten oznacza coraz częstsze uwspólnianie celów przez szefów pionów biznesowych. Obecnie 53% CMO ma wspólne cele z obsługą klienta, a połowa z działem handlowym.

Inne wskaźniki często stosowane w marketingu to Net Promoter Score (NPS) i customer satisfaction score (CSAT), a także miary dostępne w serwisach społecznościowych.

Czy firmy mają za dużo danych?

Liczba źródeł firmowych danych ciągle rośnie i dotyczy to firm każdej wielkości. W przypadku małych przedsiębiorstw liczba ta zwiększyła się średnio z 6 w 2017 r. do 12 w 2019 r. W średnich przedsiębiorstwach – z 10 do 15, a w dużych – z 12 do 24. Marketing wciąż zbyt rzadko ma dostęp do wszystkich informacji zagregowanych w jednym miejscu. Obecnie 47% firm przyznaje, że ma całkowicie ujednolicony i kompletny widok danych swoich klientów. Odsetek ten jest wyraźnie wyższy wśród firm zadowolonych z inwestycji w narzędzia marketingowe (tzw. High-performers) – 55% w porównaniu do firm niezadowolonych z inwestycji (Underperformers) – 35%. Ponieważ jednak źródeł danych i samych informacji wciąż przybywa, aż dla 88% CMO ujednolicenie źródeł danych o klientach wciąż jest priorytetem.

Wciąż niewiele zespołów marketingowych używa zaawansowanych technologii (takich jak DMP czy platformy analityki marketingowej), które dają wgląd w dane zebrane z wielu źródeł. Jedynie cztery na dziesięć zespołów korzysta z pomiarów bazujących na data science (wydobywanie wiedzy i spostrzeżeń z ustrukturyzowanych i nieustrukturyzowanych danych) oraz attribution modeling (zrozumienie kroków podejmowanych przez klienta przed konwersją na podstawie zestawu reguł).

Wysoko cenione przez marketing jako narzędzie do zdobywania i utrzymywania klienta pozostają internetowe społeczności klientów. Jednakże ROI z inwestycji w ten kanał różni się w zależności od profilu firmy. Aktywność w social mediach jednym z najlepszych sposobów pozyskiwania klientów w segmencie B2C, lecz nie zajmuje tak wysokiej pozycji w B2B gdzie sprzedaż odbywa się w dłuższych cyklach. W B2B znacznie skuteczniejszy jest marketing afiliacyjny opierający się na współpracy reklamodawcy (sprzedawcy) z przedsiębiorstwami, gdzie sprzedaż często wspierana jest poprzez budowanie zasięgu komunikatów generowanych przez przedsiębiorstwo.

Sztuczna inteligencja ciągle na fali

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w marketingu gwałtownie wzrasta. 29% zespołów marketingu używa obecnie AI, a dodatkowe 46% jest w fazie pilotażowej lub planuje wykorzystanie tej technologii w ciągu dwóch najbliższych lat (co oznacza wzrost zastosowania o 157%). Spośród zespołów już wykorzystujących AI, aż 88% potwierdza duży zwrot z tej inwestycji. Sztuczna inteligencja jest obecnie wykorzystywana głównie do personalizacji na dużą skalę i optymalizowania segmentacji klientów. Działy marketingu, które wykorzystały AI do pracy nad budowaniem marki potwierdzają jej skuteczność w 95% przypadków. Podobnie wysokie noty uzyskuje AI w służbie generowania leadów (88%) i zdobywania klientów (85%).

Warto podkreślić, że firmy z grupy High performers wykorzystują AI 2,7-krotnie częściej od firm z grupy Underperformers. Co ciekawe, sami klienci nie mają obiekcji związanych z wykorzystaniem przez firmy AI w celu poprawy Customer Experience. W 2018 r tak deklaruje 62% klientów w stosunku do 59% w 2017 r.

Podsumowanie: ważne wnioski z raportu:

  • 88% działów marketingu korzystających ze sztucznej inteligencji odnotowało duży zwrot z tej inwestycji.
  • Skala wykorzystania wskaźnika Lifetime customer value (LTV) w marketingu wzrośnie o 107%.
  • 45% szefów marketingu prowadzi w przedsiębiorstwach inicjatywy w celu poprawy doświadczenia klienta. W 2017 r. odsetek ten wynosił 24%.
  • 53% zespołów marketingu ma wspólne cele i wskaźniki efektywności z obsługą klienta, a 50% z działem handlowym.
  • Integracja i ujednolicanie rosnącej liczby danych o klientach jest priorytetem dla 88% CMO. Mniej niż połowa, czyli 47% z nich posiada kompletne informacje (widok) o swoich klientach.
  • Narzędzia informatyczne wykorzystywane w marketingu są integrowane z systemami biznesowymi, najczęściej z oprogramowaniem do obsługi klienta (60%), systemami analitycznymi (53%), CRM i ERP (52%), platformami wspomagającymi zarządzanie reklamami (41%).
  • 62% klientów jest otwartych na wykorzystanie sztucznej inteligencji w celu poprawy ich doświadczeń.

Najważniejsze wskaźniki monitorowane przez działy marketingu

  Odsetek firm obecnie monitorujących: Odsetek firm planujących monitorowanie: Prognozowany wzrost
(w proc.)
Wartość klienta w całym cyklu współpracy (Lifetime Customer Value – LTV) 43% 46% +107
Analityka mobilna 49% 42% +86
Koszt pozyskania klienta (customer acquisition cost – CAC) 51% 41% +80
Koszt pozyskania leadu (Cost per lead – CPL) 50% 40% +80
Wskaźnik poleceń klientów / wolumen rekomendacji 52% 40% +76
Analityka w mediach społecznościowych 54% 39% +72
Wskaźniki zaangażowania cyfrowego 54% 39% +71
Zwrot z inwestycji w działania marketingowe 55% 39% +70
Wskaźniki pozyskiwania leadów spełniających określone kryteria (marketing qualified leads metrics) 55% 39% +70
Zwrot z inwestycji w marketing (Marketing Return on Investment – MROI) 58% 37% +63
Wskaźniki pozyskiwania klienta 58% 36% +63
Wskaźniki utrzymania klienta 59% 36% +62
Wskaźniki satysfakcji klienta 60% 35% +58
Pomiar ruchu w sieci / analiza ruchu 61% 34% +56
Efektywność sprzedaży 64% 32% +50
Dynamika przychodów 74% 24% +32

źródło: Salesforce Research

Do czego marketing wykorzystuje sztuczną inteligencję (odsetek firm):

Personalizacja kontaktów na wszystkich etapach współpracy klienta 62%
Proponowanie najlepszych ofert w czasie rzeczywistym 61%
Automatyzacja interakcji z klientami w kanałach społecznościowych 58%
Personalizacja doświadczeń w poszczególnych kanałach komunikacji 58%
Wykorzystanie danych online, w celu ułatwienia doświadczeń offline 57%
Generowanie dynamicznego ładowania stron i witryn 57%
Zautomatyzowana reklama i zakup mediów 55%
Prognozowanie działań i zachowań klienta 55%
Poprawa modelowania profilów odbiorców 55%
Wykorzystanie danych offline, w celu ułatwienia doświadczeń online 54%

źródło: Salesforce Research

Priorytety marketingowe w zakresie trendów i technologii

  wysoki priorytet umiarkowany priorytet
Angażowanie klienta w czasie rzeczywistym 55% 34%
Optymalizacja / różnicowanie narzędzi w celu lepszego ROI 49% 40%
Modernizacja wykorzystywanych narzędzi i technologii 48% 41%
Tworzenie spójnego widoku klienta współdzielonego z biznesowymi działami 47% 41%
Integrowanie źródeł danych o klientach 47% 41%
Zgodność z regionalnymi i/lub lokalnymi przepisami dotyczącymi prywatności 46% 39%
Inwestowanie i efektywne korzystanie z dostępnych technologii 45% 40%
Przyjęcie lub udoskonalenie strategii prowadzenia klienta przez kolejne etapy współpracy 44% 41%
Poprawa pomiarów działań i efektywności 39% 46%
Konsolidacja użytkowanych narzędzi i technologii 40% 45%
Równoważenie personalizacji i prywatności klientów 40% 42%
Optymalizacja struktur organizacyjnych i procesów 35% 46%

źródło: Salesforce Research

Informacje o raporcie:

Dane wykorzystane w raporcie pochodzą z piątej edycji corocznego badania „State of Marketing” przeprowadzonego w 2018 roku. Wzięło w nim udział ponad 4100 szefów marketingu z firm B2C i B2B z Ameryki Północnej i Łacińskiej, Europy, Azji i Australii. Badane firmy podzielono na trzy grupy według poziomów osiąganej przez nich efektywności marketingowej: high performers, w których zespoły marketingowe są w pełni zadowolone z wyników i zwrotu z inwestycji; underperformers –zespoły niezadowolone ze swojej efektywności oraz moderate performers, stanowiące grupę o przeciętnych wynikach.

Właściciel pirackiego serwisu patrzajto.pl skazany na 8 miesięcy ograniczenia wolności

Właściciel pirackiego serwisu patrzajto.pl, który rozpowszechniał za jego pośrednictwem oryginalne nadania telewizyjne Platformy CANAL+ w postaci odcinków drugiego sezonu serialu „Belfer”, został skazany na karę 8 miesięcy ograniczenia wolności. Wyrok jest prawomocny, a obecnie jest w trakcie wykonywania.

Sekcja dw. z piractwem telewizyjnym Platformy CANAL+ w ramach prowadzonych działań monitoringu natrafiła na piracki serwis patrzajto.pl (dawniej vodtu.pl), gdzie bez stosownych uprawnień udostępniano odcinki drugiego sezonu serialu „Belfer”, jednej z oryginalnych produkcji CANAL+. Do administratora serwisu były kierowane wezwania do zaprzestania nielegalnej działalności, które jednak nie przyniosły rezultatu. W toku dalszych czynności operacyjnych członkowie sekcji dw. z piractwem pozyskali dane, które wskazywały prawdopodobnego właściciela pirackiego serwisu. Zabezpieczono również nagrania z serwisu, które wraz z zebranymi materiałami zostały przekazane organom ścigania.

Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym i rozpatrzeniu sprawy sąd uznał, że na podstawie zebranych dowodów okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości. Sąd wskazał również, że właściciel serwisu działał na szkodę ITI Neovision S.A. (operatora Platformy CANAL+) i jest winny popełnienia przestępstwa z art. 116 ust. 1 i 3 Ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Biorąc pod uwagę powyższe, sąd wymierzył oskarżonemu karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności.
Właściciel serwisu chciał skorzystać z modelu, w którym operuje obecnie większość pirackich serwisów VOD, starając się uniknąć odpowiedzialności karnej. Celowo nie udostępniał treści poprzez własną infrastrukturę hostingową, tylko wykorzystywał odtwarzacze wideo zewnętrznych serwisów, osadzając je na stronie internetowej. W takiej sytuacji organy ścigania często były bezsilne i przyjmowały tłumaczenia sprawców, w których Ci informowali, że wszystkie treści pochodzą z zewnętrznych serwisów hostingowych i są zamieszczane przez użytkowników, na co właściciele storn nie mają wpływu. To pierwszy tak ważny wyrok, który może stać się punktem odniesienia przy kolejnych tego typu sprawach” mówi jeden z członków sekcji dw. z piractwem telewizyjnym Platformy CANAL+.

To kolejny głośny wyrok skazujący pirata na karę ograniczenia wolności. W maju ubiegłego roku właściciel serwisu futbolhd.tv został skazany na karę dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 3 lat oraz zapłatę 160 000 zł nawiązki na rzecz ITI Neovision S.A. za rozpowszechnianie transmisji meczów piłki nożnej bez uprawnień.

Kontrakty terminowe na indeks WIG.GAMES oraz indeksy makrosektorowe dostępne w obrocie na GPW

Kontrakty terminowe na indeks WIG.GAMES oraz indeksy makrosektorowe: WIG.MS-FIN, WIG.MS-BAS, WIG.MS-PET są dostępne w obrocie na GPW

Od dziś w obrocie giełdowym są dostępne nowe kontrakty terminowe, dla których instrumentami bazowymi są indeks WIG.GAMES (grupujący producentów i wydawców gier komputerowych) oraz indeksy makrosektorowe:  WIG.MS-FIN (grupujący spółki z sektorów: banki, ubezpieczenia, rynek kapitałowy, wierzytelności), WIG.MS-BAS (spółki z sektorów: energia, górnictwo, surowce) i WIG.MS-PET (spółki z sektorów: paliwa, gaz, chemia).

W portfelu każdego z indeksów znajduje się pięć spółek. Liczba spółek jest stała, ich kwalifikacja ma miejsce na podstawie analizy płynności, zaś udziały największych spółek są ograniczane do 40%.

Dla każdego indeksu zostały wprowadzone po trzy serie kontraktów terminowych wygasających w grudniu 2019 r., marcu 2020 r. i czerwcu 2020 r. Mnożnik (wartość 1 punktu indeksowego) będzie wynosił 1 PLN dla kontraktu terminowego na indeks WIG.GAMES oraz 2 PLN dla kontraktów terminowych na indeksy: WIG.MS-FIN, WIG.MS-BAS, WIG.MS-PET. Inne niż w przypadku kontraktów terminowych na WIG20 i mWIG40 mnożniki dla nowych kontraktów indeksowych wynikają z wartości bazowej samych indeksów na poziomie 10 000 pkt (dla WIG20 i mWIG40 jest to 1 000 pkt).

Rating Polski stabilny. Austria ma problem ze stworzeniem rządu

Ostatnio dosyć często wybory parlamentarne w europejskich państwach kończą się problemami ze stworzeniem stabilnej większości. Tym razem chodzi o Austrię, gdzie ponownie wygrało ugrupowanie (OeVP) byłego kanclerza Sebastiana Kurza, ale jest on skazany na poszukiwanie koalicjanta, co w wiedeńskiej, partyjnej układance może być trudnym zadaniem. Na szczęście z punktu widzenia strefy euro ten kraj nie jest tak istotny gospodarczo, jak chociażby Włochy, pogrążone w chaosie rządowym już od kilku lat (z krótkimi chwilami stabilizacji). Nie zmienia to faktu, że istnieje ryzyko, że temat kolejnych negocjacji będzie się ciągnął tygodniami, a niepewność z reguły działa na inwestorów odstraszająco i może szkodzić europejskiej walucie.

Powyborczy krajobraz

Przyspieszone wybory zakończyły się zwycięstwem Austriackiej Partii Ludowej i to z bardzo dużą przewagą nad kolejną formacją. Problem w tym, że zwycięzcom nie udało się osiągnąć wystarczającej liczby mandatów, aby rządzić samodzielnie. Oznacza to potrzebę koalicji i tu pojawiają się strome schody. Dotychczasowy koalicjant (Austriacka Partia Wolności) i skandal z nim związany (tzw. Ibizagate, czyli obietnice korzystnych rozwiązań legislacyjnych za datki na rzecz partii) był powodem przedterminowych wyborów. Socjaldemokraci nie są zainteresowani współpracą. Podobnie Zieloni widzą siebie raczej w opozycyjnych ławach i na razie czekają na wynik wewnętrznego głosowania, które ma zdecydować, czy w ogóle przystąpią do rozmów koalicyjnych. Liberałowie są skłonni do negocjacji, ale ich ostateczny wynik może okazać się zbyt słaby do utworzenia stabilnej większości.

Rating Polski stabilny

Pomimo podgrzewania atmosfery wokół przeglądu ratingu okazało się, że jego publikacja była niemalże neutralna dla rynków. Agencja Ratingowa Fitch utrzymała zarówno ocenę, jak i stabilną perspektywę. Jako kraj jesteśmy wyceniani na A-. Należy nadmienić, że w komunikacie znalazły się pewne ostrzeżenia. Wśród nich obawa o wzrost deficytu z powodu zwiększonych wydatków socjalnych. Fitch wskazuje również na nadchodzące spowolnienie w polskiej gospodarce. Nie ma mowy o recesji, ale analitycy przewidują spadek tempa wzrostu PKB w okolice 3% w kolejnych latach.

Kolejne dobre dane z USA

W piątek poznaliśmy pakiet danych zza oceanu. Zamówienia na dobra wypadły zdecydowanie lepiej od oczekiwań, szczególnie subindeks na temat dóbr trwałego użytku. Zamiast 1,2% spadku, wzrósł on o 0,5%. W tym samym czasie opublikowano odczyt o wzroście dochodów Amerykanów, które poszły w górę o 0,4% w skali miesiąca (zgodnie z przewidywaniami ekspertów). Są to naprawdę korzystne dane i to w czasie, gdy europejskie odczyty regularnie okazują się słabsze od oczekiwań. Nie może zatem dziwić, że dolar wciąż pozostaje mocny wobec euro, a tym samym wobec złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Warszawskie dzielnice: która jest najbardziej atrakcyjna?

Warszawskie dzielnice bez wątpienia są bardzo zróżnicowane pod względem ekonomicznym, architektonicznym oraz społecznym. Jako przykład można podać Śródmieście oraz Białołękę. Pomimo tej różnorodności poszczególnych części Warszawy, czasem są publikowane rankingi dotyczące atrakcyjności dzielnic dla obecnych lub potencjalnych mieszkańców. Przykład stanowi ankietowe badanie jakości życia mieszkańców Warszawy wykonane z inicjatywy władz stolicy. Drugi przykład ciekawego porównania dzielnic to ranking Urzędu Statystycznego w Warszawie opierający się na analizie kilku wskaźników gospodarczych i społecznych. Postanowiliśmy przedstawić rezultaty tych dwóch interesujących badań.

Wyniki badania ankietowego są bardzo zbliżone

Naszą analizę rozpoczynamy od wyników badania ankietowego, które w 2015 r. zostało wykonane na zlecenie władz Warszawy. Można żałować, że od tamtej pory nie przeprowadzono podobnej ankiety. Wyniki badania wykonanego w 2015 r. z udziałem 9000 warszawiaków wskazują, że udział osób zadowolonych z zamieszkania w swojej dzielnicy wynosił:

  • Bemowo – 94%
  • Białołęka – 93%
  • Bielany – 95%
  • Mokotów – 95%
  • Ochota – 94%
  • Praga – Południe – 90%
  • Praga – Północ – 95%
  • Rembertów – 94%
  • Śródmieście – 92%
  • Targówek – 93%
  • Ursus – 92%
  • Ursynów – 94%
  • Wawer – 94%
  • Wesoła – 94%
  • Wilanów – 93%
  • Włochy – 90%
  • Wola – 94%
  • Żoliborz – 94%

Nietrudno zauważyć, że powyższe wyniki są do siebie bardzo zbliżone. „Jeżeli weźmiemy pod uwagę ten fakt oraz maksymalny poziom błędu (+/- 4,4%), to można stwierdzić, że w 2015 r. mieszkańcy wszystkich dzielnic Warszawy byli mniej więcej tak samo zadowoleni z poziomu życia” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wilanów wygrał ranking urzędu statystycznego …

Do tematu porównywania jakości życia warszawiaków nieco inaczej podszedł Urząd Statystyczny w Warszawie. Wspomniana instytucja w 2017 r. opublikowała swój własny ranking jakości życia na terenie warszawskich dzielnic. To badanie opierające się wyłącznie na wskaźnikach statystycznych, uwzględnia następujące wartości liczbowe:

  • osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą w przeliczeniu na 100 osób w wieku produkcyjnym
  • osoby pracujące na 1 tys. ludności
  • osoby bezrobotne na 1 tys. ludności
  • mieszkania oddane do użytkowania w przeliczeniu na 1 tys. zawartych małżeństw
  • powierzchnia parków, zieleńców i terenów zieleni osiedlowej w przeliczeniu na 1 osobę
  • liczba ludności w przeliczeniu na 1 przychodnię
  • liczba ludności w przeliczeniu na 1 sklep

Po odpowiednim przeliczeniu wyników z poszczególnych dzielnic, stworzono ogólny wskaźnik atrakcyjności danego terenu przyjmujący wartość od 0,000 do 1,000. „Poniższa tabela ze względu na lepszą czytelność, przedstawia ten wskaźnik w formie procentowej. Jego poziom okazuje się bardzo zróżnicowany (od 13% dla Rembertowa do 70% w przypadku Wilanowa)” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Leszek Markiewicz podkreśla, że dobrze widoczny jest podział czołówki rankingowej na dwie przodujące dzielnice (Wilanów, Śródmieście) oraz kilka innych, które również uzyskały bardzo dobre wyniki. Chodzi o Mokotów, Żoliborz, Włochy, Ochotę, Ursynów oraz Wolę. Zupełnym outsiderem jest natomiast Rembertów, który dzieli spory dystans nawet od przedostatniej Pragi – Północ. „Wynik najniżej ocenionej warszawskiej dzielnicy może wynikać z jej peryferyjnego charakteru, który skutkuje np. mniejszą liczbą sklepów i prowadzonych firm oraz niewielkim zainteresowaniem deweloperów” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.Ranking dzielnic NieruchomosciSzybko tab.1

Raport Fundacji Republikańskiej: polscy przedsiębiorcy mają w UE trudniej

Wolny i jednolity rynek europejski wcale takim nie jest – wynika z raportu pt. „Bariery dla polskich przedsiębiorców działających na rynkach Unii Europejskiej” opracowanego przez Fundację Republikańską. Raport zawiera analizę czynników kluczowych do prosperowania polskich firm w UE oraz ich wpływu na rozwój poszczególnych branż. Patronat nad raportem objęło Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Od 2004 roku Polska korzysta z jednolitego rynku europejskiego, a mimo to rodzimi przedsiębiorcy natrafiają na różnego rodzaju bariery i obostrzenia na rynkach zagranicznych. W raporcie Fundacji Republikańskiej przedstawiono, jak duży jest wpływ tych utrudnień na działalność polskich przedsiębiorców i utratę przez nich potencjalnych korzyści, a w szerszej perspektywie – jak te obostrzenia oddziałują na daną branżę oraz polską gospodarkę.

Trudności polskich przedsiębiorców ukazane zostały na przykładzie pięciu największych branż eksportowych: meblarskiej, stolarki otworowej, transportowej, rolno-spożywczej i kosmetycznej, ale odzwierciedlają problemy wszystkich polskich przedsiębiorców obecnych na rynkach krajów Unii Europejskiej. Analizie zostały poddane regulacje w państwach prowadzących z Polską największą wymianę handlową, czyli w Niemczech, Czechach, we Francji, Włoszech i w Holandii.

Zwiększona częstotliwość kontroli sanitarnych, wymóg posiadania dodatkowych certyfikatów, ograniczenia w zakresie reklamowania wybranych produktów, regulacje środowiskowe, przepisy dotyczące pracowników delegowanych czy kampanie przeciwko polskim produktom – to tylko niektóre  z barier, z którymi spotykają się polscy przedsiębiorcy mający aspiracje międzynarodowe.

– Badanie dowodzi, że wolny i jednolity rynek europejski wcale takim nie jest, a dzieje się tak głównie poprzez stosowanie zarówno formalnych, jak i nieformalnych barier i obostrzeń w poszczególnych krajach. – mówi Marek Wróbel, prezes Fundacji Republikańskiej. – Ich celem jest uniemożliwienie bądź mocne ograniczenie ekspansji, a w niektórych przypadkach właściwie wręcz wyeliminowanie z lokalnego rynku firm konkurencyjnych wobec rodzimych podmiotów. W znacznej mierze dotyka to polskich przedsiębiorców – dodaje.

Pełny raport dostępny jest na stronie: https://raport.fundacjarepublikanska.org

97% firm rozliczających ulgę B+R ocenia ją pozytywnie

Według danych Ministerstwa Finansów z lipca b.r. po ulgę B+R sięgnęło 951 podatników CIT, co oznacza wzrost o 40 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Z badania Kantar*, przeprowadzonego dla Ayming Polska wśród podmiotów, które choć raz rozliczyły ulgę, wynika, że 97 proc. ocenia ją pozytywnie. 84 proc. podatników kontynuuje korzystanie z tego mechanizmu. Dla 61 proc. ankietowanych największą zaletą ulgi B+R jest możliwość wygenerowania oszczędności. Niemal co piąta firma wskazała, że ulga motywuje ją do rozwoju – czytamy w raporcie Ayming „Ulga B+R. Małymi krokami do większej innowacyjności”.

Dlaczego pomimo pozytywnego odbioru ulgi B+R wciąż tak mało przedsiębiorców z niej korzysta? Wpływ na to mają przede wszystkim dwa czynniki. Pierwszy to niezrozumienie, czym jest działalność badawczo-rozwojowa i postrzeganie jej przez pryzmat działań innowacyjnych co najmniej na skalę kraju. Wiele firm uważa, że ulga nie jest skierowana do nich, tylko do najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw. W rzeczywistości mogą z niej korzystać wszyscy podatnicy, którzy prowadzą działania innowacyjne na skalę danej organizacji. Drugim czynnikiem wpływającym na niskie wykorzystanie ulgi jest brak szerszej promocji tego narzędzia. Ulga obowiązuje dopiero od 2016 r., więc część przedsiębiorców wciąż o niej nie słyszała, a część nie zdobyła jeszcze odpowiedniej wiedzy podatkowo-technicznej, aby właściwie ją rozliczyć.

W ramach celów krajowych strategii „Europa 2020”, które mają zostać osiągnięte do 2020 r., Polska ma zwiększyć nakłady na badania i rozwój do wysokości 1,7 proc. PKB. Choć w ostatnich latach udział sektora przedsiębiorstw w nakładach na B+R cały czas rośnie, wciąż jest zbyt niski, by zrealizować założony cel. Narzędziem, które powinno ułatwić to zadanie, jest ulga na badania i rozwój. Jak wynika z naszego raportu, potrzeba czasu i większej promocji tego rozwiązania, aby rzeczywiście mogło wpłynąć na wzrost innowacyjności biznesu w Polsce. Pamiętajmy, że dopiero od 2018 r. przedsiębiorcy mogą po raz pierwszy odpisać aż 100 proc. kosztów kwalifikowanych, co oznacza, że każda złotówka wydana na B+R przynosi 2 zł odliczenia tłumaczy Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzający Ayming Polska.

Korzyści z rozliczenia ulgi

Wśród przebadanych firm, 44 proc. rozlicza ulgę samodzielnie, zaś 56 proc. korzysta ze wsparcia zewnętrznych doradców. To, czy firma zdecyduje się na pomoc konsultantów, zależy od wielu czynników, m.in. od zakresu jej działalności B+R, posiadania specjalistycznej wiedzy prawno-technicznej oraz dostępności czasowej pracowników, którzy mieliby zostać zaangażowani w cały proces rozliczania ulgi. Skorzystanie z tego narzędzia podatkowego, bez względu na to, czy odbywa się ze wsparciem wewnętrznych lub zewnętrznych specjalistów, z reguły przyczynia się do efektywniejszego zarządzania działalnością innowacyjną w organizacji.

– Przygotowując się do rozliczenia ulgi, przedsiębiorstwo identyfikuje rzeczywiste koszty prowadzonej działalności B+R i wprowadza zmiany organizacyjne porządkujące procesy i procedury stosowane w działalności badawczo-rozwojowej. Zaprojektowanie systemu ewidencji danych finansowych czy opracowanie spójnej dokumentacji działalności badawczo-rozwojowej nie tylko ułatwia rozliczanie ulgi w przyszłości, ale także zwiększa kontrolę nad zasobami wykorzystywanymi w działalności B+R i pozwala nimi efektywniej zarządzać – zauważa Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor Obszaru Podatków i Innowacji w Ayming Polska.

Finansowanie inwestycji i rozwoju

Mechanizm ulgi B+R zakłada, że podatnik ma możliwość ograniczenia płaconego podatku dochodowego, a wygenerowane oszczędności może przeznaczyć na dowolny cel. Z raportu Ayming Polska wynika, że firmy najczęściej przeznaczają odzyskane środki na kolejne inwestycje (47 proc.), a niemal co trzecia – na badania i rozwój. Jeśli przedsiębiorstwo dopiero rozpoczyna swoją działalność badawczo-rozwojową lub nie ma szans na pozyskanie środków z dotacji unijnych czy funduszy krajowych, dzięki oszczędnościom uzyskanym z rozliczenia ulgi B+R może postawić pierwszy krok w kierunku zwiększania innowacyjności, co w przyszłości przełoży się na wzrost przewagi konkurencyjnej.

– W ramach ulgi B+R podatnik może odliczyć koszty ekspertyz i usług doradczych od jednostek naukowych, co pozwala przedsiębiorcom na korzystanie ze wsparcia fachowych podmiotów ze znaczącym zapleczem naukowym. To z kolei przekłada się na wysoką jakość prowadzonych projektów, które mogą przyczynić się do znacznego wzrostu innowacyjności danej firmy – dodaje Marek Dalka, Menedżer Działu Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Od ulgi po dotacje

Prowadzenie działalności badawczo-rozwojowej jest punktem wyjścia nie tylko do skorzystania z ulgi B+R, ale też z innych preferencji finansowych. W raporcie Ayming Polska czytamy, że 59 proc. przedsiębiorstw rozliczających ulgę sięga również po dotacje unijne, a blisko co trzecia firma – po środki krajowe. W ramach ulgi firma nie może odliczyć kosztów B+R, które zostały jej zwrócone w postaci dotacji. Należy jednak pamiętać, że do objęcia ulgą B+R kwalifikuje się tzw. wkład własny w realizację projektów z zakresu prowadzenia badań przemysłowych i prac rozwojowych, tj. ta część wydatków, którą podatnik pokrył z własnych środków.

Przedsiębiorstwa, które pozyskują finansowanie na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych np. w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (PO IR), mogą liczyć na dofinansowanie w wysokości od 50 proc. do 90 proc. (w zależności od swojej wielkości i charakteru kosztów). W związku z tym, że katalogi kosztów kwalifikowanych do ulgi oraz do dotacji nie całkiem się pokrywają, należy zidentyfikować odpowiednie wydatki oraz poziom, do jakiego mogą stanowić podstawę do odliczenia w ramach ulgi B+R.

Szansa na skorzystanie z IP Box

Rozliczając ulgę B+R, można również skorzystać z obowiązującej od 1 stycznia 2019 r. ulgi podatkowej IP Box. Tymczasem połowa firm biorących udział w badaniu nie słyszała o IP Box, a zaledwie 3 proc. planuje skorzystać z nowej zachęty w najbliższym roku. IP Box polega na opodatkowaniu preferencyjną 5-procentową stawką CIT/PIT dochodów uzyskiwanych przez podatnika z komercjalizowania kwalifikowanych praw własności intelektualnej (np. patentu, wzoru użytkowego, autorskiego prawa do programu komputerowego), które muszą być wytworzone, rozwinięte lub ulepszone w ramach działalności badawczo-rozwojowej przedsiębiorcy.

– Firma planująca skorzystanie z IP Box jest zobowiązana do prowadzenia ewidencji rachunkowej umożliwiającej ustalenie przychodów, kosztów uzyskania przychodu i dochodu oraz wyodrębnienia kosztów B+R przypisanych do konkretnego prawa własności intelektualnej. Zarówno w przypadku ulgi B+R, jak i IP Box, należy prowadzić analizy kosztów działalności B+R. Wyodrębnienie kosztów B+R na potrzeby jednej z tych dwóch zachęt podatkowych może więc być dla przedsiębiorcy punktem wyjścia do skorzystania z obu. Warto podkreślić, że katalog kosztów kwalifikowanych w zakresie działalności B+R do ulgi IP Box jest szerszy niż katalog kosztów kwalifikowanych do ulgi B+R – zaznacza Wojciech Popardowski, Project Manager w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Biura we Wrocławiu trzymają się mocno

Wrocław jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się ośrodków biznesowych w Polsce i trzecim największym rynkiem biurowym w kraju, którego zasoby na koniec pierwszej połowy tego roku zbliżyły się do poziomu 1,1 mln mkw. Atrakcyjność wrocławskiego rynku przyciąga wielu pracowników z innych miejscowości, w wyniku czego aż 75% zatrudnionych w sektorze usług jest spoza miasta.

Wysoka jakość życia, którą ma do zaoferowania Wrocław, przekłada się na wysoki odsetek potencjalnych pracowników, którzy byliby gotowi, aby się tutaj relokować. Jest to jeden z powodów, dla którego tak chętnie inwestują tu firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Według danych ABSL, branża zatrudnia tutaj już blisko 48 000 osób, a jak powszechnie wiadomo – to właśnie firmy BPO/SSC są głównym najemcą nowoczesnych powierzchni biurowych w Polsce. Wrocław nie jest wyjątkiem. Według naszych szacunków już 49% istniejących zasobów jest zajętych przez pracodawców z sektora usług. – Katarzyna Krokosińska, Dyrektor Biura JLL we Wrocławiu.

Wrocławski rynek biurowy również nie zwalnia tempa – aktualnie w budowie pozostaje kolejne 170 000 mkw., co pokazuje, że deweloperzy chętnie inwestują na lokalnym rynku wierząc w jego dalszy potencjał. Wysokie wyniki zauważyć można również po stronie popytowej. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku we Wrocławiu wynajęto ponad 45 000 mkw. powierzchni.

Na koniec I półrocza wskaźnik powierzchni niewynajętej we Wrocławiu kształtował się na poziomie 9,34%. Najwyższe czynsze transakcyjne za metr kwadratowy miesięcznie wyniosły w stolicy Dolnego Śląska ok. 13,5-14,8 euro.

Cały etat? Nie, dziękuję

Umowa o pracę jest tradycyjnym modelem zatrudnienia, wybieranym przez niemal 80% Polaków. Rynek czekają jednak zmiany. Jak pokazują badania, kandydaci dotąd konserwatywni, obecnie coraz chętniej rozważają podjęcie współpracy na bardziej elastycznych zasadach. Dlaczego i co oznacza to dla pracodawców?

Stabilne zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę – to jedno ze zdań, najczęściej pojawiających się w ogłoszeniach bez względu na branżę, lokalizację czy rodzaj stanowiska. Nic dziwnego, wspomniana forma zatrudnienia często determinuje przyjęcie danej oferty zawodowej przez kandydata, zaraz obok czynników takich jak wysokość wynagrodzenia, czy możliwości rozwoju. Na rynku zachodzą jednak zmiany. W przypadku stanowisk na poziomie specjalisty i wyższych, zauważa się trend coraz częstszego stawiania na elastyczne formy pracy.

Pracownik chce mieć wybór

Według badań opublikowanych przez Manpower[1], już niemal połowa kandydatów opowiada się za alternatywnym modelem zatrudnienia, preferując pracę na pół etatu (16%), na kontrakcie (13%), czy w formie projektowej (17%). Tylko 3% badanych wybiera pracą zdalną. – Jesteśmy świadkami zmian w preferencjach pracowników. Powoli umowa o pracę traci miejsce na podium, jeśli chodzi o czynnik wpływający na przyjęcie lub odrzucenie oferty. Są specjaliści, którzy chętniej decydują się na pracę na kontrakcie, motywując swój wybór możliwością realizacji innych zleceń lub chęcią osiągnięcia work-life balance – mówi Stephane Tikhomiroff, dyrektor generalny Perfetti Van Melle Polska.

Jak zatrzymać pracownika

Spadający poziom bezrobocia, utrzymujący się na poziomie ok. 5%[2], to dobra wiadomość dla pracowników i prawdziwe wyzwanie dla pracodawców. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że gwarancją stabilnego rozwoju firmy jest przede wszystkim zatrzymanie rotacji. Zmiany na rynku pracy motywują do oferowania kandydatom coraz lepszych warunków zatrudnienia – w tym także, tak poszukiwanych dotąd, umów o pracę na pełny etat. Z drugiej strony, pracownicy zmieniają swoje priorytety. Szczególnie młode pokolenie na pierwszym miejscu stawia inne wartości niż ich starsi koledzy. Przedstawiciele pokolenia Y wskazują potrzebę realizowania swoich pasji, czy zbierania różnorodnych doświadczeń. Stabilne zatrudnienie przestaje być dla nich konieczne.

Jakie działania powinni podjąć pracodawcy, chcąc pogodzić ze sobą oba wspomniane trendy? Przede wszystkim, proponując elastyczność w ramach umowy. Możliwość pracy zdalnej, rozliczanie pracowników z efektów pracy zamiast z godzin spędzonych przy biurku, czy wprowadzenie systemu pełnienia obowiązków w nietypowych godzinach – to tylko kilka z przykładów rozwiązań, na jakie mogą zdecydować się przedsiębiorcy. Ważne jest także obserwowanie zmian na rynku pracy i uwzględnianie ich podczas planowania strategii rozwoju nie tylko zespołu, ale całej firmy.

[1] https://www.manpowergroup.pl/wp-content/uploads/2019/08/MPGS_CP_Raport_Jak_chcemy_pracowac.pdf

[2] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/bezrobotni-zarejestrowani-i-stopa-bezrobocia-stan-w-koncu-sierpnia-2019-r-,2,85.html

Kondycja sektora gastronomicznego w polskich centrach handlowych

Colliers International przeanalizował ofertę 250 centrów handlowych w 18 największych polskich miastach.

Centra handlowe, stanowiące nieodłączną część życia Polaków, ewoluują wraz ze zmianami demograficznymi, kulturowymi i ekonomicznymi. W minionych pięciu latach dokonano rozbudowy lub modernizacji stref gastronomicznych w ok. 50 centrach handlowych, znacząco podnosząc ich jakość, rozszerzając ofertę kulinarną, a także dodając funkcje zwiększające komfort użytkowania (np. udogodnienia dla rodzin z dziećmi lub strefy coworkingowe dla freelancerów). W tym czasie powstało 10 nowych centrów handlowych, a liczba punktów gastronomicznych wzrosła o ponad 43% – to wnioski z najnowszego raportu Colliers International pt. „Jak to wszystko zjeść? Gastronomia w polskich centrach handlowych”.

Najemcy sieciowi wiodą prym

W centrach handlowych poddanych analizie Colliers, funkcjonuje ponad 2 300 różnego rodzaju punktów gastronomicznych, z czego aż 70% to koncepty prowadzone przez operatorów sieciowych. Punkty gastronomiczne w centrach handlowych występują zarówno w formie lokali regularnych, jak i stoisk gastronomicznych, przy czym dominują te pierwsze stanowiące 83%, kolejne 15% to stoiska, a pozostałe 2% należą do lokali wolnostojących.

W polskich centrach handlowych przeważają trzy kategorie punktów gastronomicznych (zgodnie z definicją ISCS): impulse (konsumpcja w ruchu, obejmuje lody, soki, przekąski itp.), refuel&relax, czyli „kawa i ciastko” (są to miejsca ukierunkowane na odpoczynek i krótką przerwę, takie jak Costa Coffe lub Starbucks) oraz speed eating – największa i najbardziej „sieciowa” kategoria, w której mieszczą się restauracje szybkiej obsługi, takie jak KFC, McDonald’s czy North Fish.

Wielofunkcyjna przestrzeń gastronomiczna

Udział gastronomii w centrach handlowych wzrósł ilościowo z 8,7% do 9,7%. Zmieniły się także same strefy gastronomiczne (tzw. food courts) poprzez poprawę estetyki, funkcjonalności i zróżnicowanie oferty.

Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych
Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych

— Odeszły w przeszłość przestrzenie lub miejsca jadalne ze stołami, ustępując miejsce przestrzeniom urozmaiconym funkcjonalnie, z ofertą barów, kawiarni, restauracji i różnego rodzaju stoisk z przysmakami. Tam, gdzie to architektonicznie możliwe pojawiają się sezonowe tarasy, ogródki zewnętrzne i dużo zieleni oraz naturalnego światła. Strefa gastronomiczna  staja się miejscem wielofunkcyjnym, łączącym spożywanie posiłków ze spędzaniem wolnego czasu i rozrywką i miejscem pracy. Podejmowane są także próby animowania przestrzeni gastronomicznych poprzez organizację różnego rodzaju eventów, spotkań, pokazów i zabaw (np. warsztaty gotowania dla dzieci) — mówi Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International.

Pod względem rodzajów kuchni oferta pozostaje dość standardowa -kawiarnie/cukiernie/lodziarnie, dania kuchni międzynarodowej, amerykańskiej, azjatyckiej, włoskiej i bliskowschodniej. Co ciekawe, pod względem liczby punktów gastronomicznych, popularność kuchni azjatyckiej jest większa niż kuchni włoskiej. W siłę rośnie także kuchnia bliskowschodnia. Zaskakująca jest stosunkowo niewielka obecność samodzielnych punktów z kuchnią typowo polską, która występuje przede wszystkim jako znaczna część oferty konceptów serujących dania na wagę.

Wśród operatorów mających największą liczbę punktów gastronomicznych w analizowanych centrach handlowych wymienić należy sieci kawiarni i fast food: Grycan Lody od Pokoleń, KFC, McDonald’s, Costa Coffee, Cukiernia Sowa i Pizza Hut. Zauważalne jest jednak ograniczenie w centrach handlowych ekspansji sieci kawiarni – ich udział pod względem liczby lokali zmniejszył się w tym okresie o ponad 5 p.p. Jedną z przyczyn mogą być administracyjne regulacje rynku (zakaz handlu w niedzielę).

Co przyniesie przyszłość?

Scenariusze przyszłości gastronomii w centrach handlowych rozważać należy w kilku aspektach. Zarówno zmiany zachowań konsumenckich, jak i czynniki bezpośrednio wpływające na działalność operacyjną najemców będą kształtować następne lata biznesu gastronomicznego.

Trendy jedzeniowe konsumentów wyznaczać będą czynniki takie, jak: wzrost znaczenia ochrony środowiska i zdrowego trybu życia, ciekawość nowych smaków spowodowana podróżami i otwarciem na inne kultury, wzrost zamożności, zmiana modelu rodziny i stylu życia oraz brak czasu. Popularny staje się także powrót do tradycji. Modne są obecnie regionalne, ekologiczne produkty wytwarzane w tradycyjny sposób. W konsumentach odrodziła się również potrzeba tzw. wspólnoty stołu, i kameralności wrażeń. W tym trendzie mieszczą się targi śniadaniowe, renesans bazarów, wspólne gotowanie czy pikniki w plenerze. To wszystko pokazuje tęsknotę za wspólnotowym modelem społecznym w kontrze do modelu, jaki niesie za sobą globalizacja.

Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

– Gastronomia coraz częściej sięga po wartości, jakie oferuje nam przyroda. Ciekawym zjawiskiem są sezonowe „dzikie restauracje”, tworzone przez miłośników dobrego jedzenia, lokalnych produktów i biesiadowania na łonie natury. Wyjście z gastronomią w plener to jeden z kierunków, którego oczekują od centrów handlowych konsumenci – mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

Wśród czynników mających wpływ na biznes najemców gastronomicznych w centrach handlowych wymienić należy nadmierną podaż punktów gastronomicznych, rozwój sprzedaży on-line oraz wzrost kosztów operacyjnych (koszty najmu, mediów i pracy). Rosnąca popularność zamówień online i dostaw stawia nowe wyzwania, z jakimi musze zmierzyć się właściciele centrów. Pojawia się zapotrzebowanie na miejsca postoju czy oczekiwania dla kurierów, a wraz z centralizacją kuchni poza obiektami może pojawić się potrzeba redukcji powierzchni najmu lokali gastronomicznych. Natomiast największym wyzwaniem dla sieci jest pozyskanie i utrzymanie pracowników, wzrost ich płac, a także wzrost cen żywności, szczególnie produktów świeżych, których oczekują klienci.

W przyszłości gastronomię zmieniać będą także zjawiska, takie jak robotyzacja branży, czy sztuczna produkcja żywności. Zaś w opozycji do nowych technologii, rośnie w siłę idea zero waste, slow food i private cooking. Jest to styl życia zakładający brak marnowania jedzenia, wytwarzanie go na własne potrzeby, a także dzielenie się żywnością oraz minimalizowanie produkcji odpadów. Centra handlowe będą musiały pogodzić te dwa z pozoru przeciwstawne trendy.

Wi-Fi kończy 20 lat – 20 znaczących momentów w historii technologii

W 1999 roku kilka firm technologicznych połączyło siły tworząc Wireless Ethernet Compatibility Alliance (WECA). 30. września 1999 r. standard bezprzewodowej sieci LAN 802.11b stał się dostępny w zastosowaniach komercyjnych. Ten moment uznawany jest za początek istnienia sieci bezprzewodowej, znanej dzisiaj powszechnie jako Wi-Fi. Aby uczcić 20. rocznicę jej powstania, Cisco przedstawia 20 istotnych dat oraz faktów związanych z ewolucją technologii Wi-Fi i jej wpływem na nasze życie:

1971: Wczesne początki Wi-Fi: Na Uniwersytecie Hawajskim powstaje system sieciowy ALOHAnet, który stanowi podstawę do dalszego rozwoju komunikacji bezprzewodowej, a także późniejszego powstania sieci Wi-Fi.

1997: Pojawia się standard 802.11: Wprowadzona zostaje pierwsza wersja standardu 802.11, pozwalającą na uzyskanie przepustowości do 2MB/ s.

1999: Powstaje WECA: Pół tuzina firm technologicznych, w tym Aironet, który został później przejęty przez Cisco, utworzyło Wireless Ethernet Compatibility Alliance (WECA). W 2002 roku WECA zmieniło nazwę na Wi-Fi Alliance.

1999: 802.11b – pierwszy standard „Wi-Fi”: Ogłoszenie standardu 802.11b – pierwszego, który pojawił się pod nazwą „Wi-Fi”. Charakteryzowała go większa szybkość i użyteczność w stosunku do standardu 802.11. Ten moment uznawany jest przez wielu za prawdziwy początek rewolucji, jaką wprowadził rozwój sieci bezprzewodowej.

1999/2000: Pojawiają się pierwsze komercyjne urządzenia oparte o 802.11b: „Wi-Fi” zaczyna pojawiać się w urządzeniach komercyjnych, w tym w popularnych laptopach. Od tego momentu komputer staje się naprawdę mobilny. Sieć Wi-Fi zaczyna zyskiwać na znaczeniu wśród konsumentów.

2002: Cisco pomaga branży zrobić krok do przodu: na rynek wychodzi darmowy program licencyjny Cisco Compatible eXtensions, który umożliwia pracę rozwiązaniom Wi-Fi innych producentów z sieciami bezprzewodowymi Cisco, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa.

2004: Wi-Fi sięga nieba: Odbywa się pierwszy komercyjny lot oferujący pasażerom dostęp do sieci Wi-Fi.

2005: Wi-Fi oficjalnie gości w słownikach: Wyrażenie zostaje dodane do słownika amerykańskiej odmiany języka angielskiego Merriam-Webster.

2009: 802.11n rewolucjonizuje branżę: Wprowadzenie nowego standardu 802.11n (Wi-Fi 4). Dzięki zastosowaniu technologii MIMO, standard 802.11n umożliwił zwiększenie prędkości transmisji, co pozwoliło na pomnożenie ilości strumieni danych oraz liczby anten. Maksymalna szybkość transmisji wzrosła prawie dziewięciokrotnie (54 Mbps vs. 450 Mbps).

2010: Nowa fala innowacji Cisco: Technologia Cisco CleanAir została wprowadzona w serii access pointów Aironet 3500, pozwalając na automatyczną identyfikację zakłóceń oraz przekierowywanie użytkowników na inne, mniej obciążone kanały.

2011: Trend hot spotów: Liczba hot spotów Wi-Fi na całym świecie przekracza milion.

2012: Udomowione Wi-Fi: Jedna czwarta wszystkich gospodarstw domowych na świecie jest podłączona do sieci Wi-Fi.

2013: 802.11ac zapewnia jeszcze większą szybkość: Wprowadzony zostaje standard 802.11ac, osiągający prędkość ponad 1 GB/s.

2015: Wi-Fi staje się nieodłączną częścią życia: Jak wynika z badania IDC, Wi-Fi jest drugą najważniejszą rzeczą, bez której ludzie nie potrafią żyć. 18% respondentów umieściło ją nawet na pierwszym miejscu. Wyżej znalazło się tylko jedzenie – 30%. Dla przykładu, seks (10%), telewizja (8%) oraz alkohol (4%) były w tyle za Wi-Fi.

2018: Wi-Fi jako główny czynnik ekonomiczny: Globalna wartość ekonomiczna technologii Wi-Fi sięga 2 bilionów dolarów.

2018: 13 miliardów urządzeń podłączonych do Wi-Fi: to prawie dwa urządzenia Wi-Fi przypadające na jedną osobę na świecie.

2019: Czas na Wi-Fi 6: Pojawia się Wi-Fi 6, które osiąga prędkość do 5 GB/s i opiera się na tych samych podstawach co sieć 5G. Obie technologie uznaje się za komplementarne. Sieć Wi-Fi 6 zużywa mniej baterii podłączonych do niej urządzeń i całościowo zapewnia bardziej przewidywalne wrażenia z użytkowania. Cisco ogłasza projekt Cisco OpenRoaming, którego celem jest ułatwienie płynnego i bezpiecznego przełączania się między sieciami Wi-Fi i LTE oraz publicznymi sieciami bezprzewodowymi.

2021: Dalszy rozwój hot spotów: Według szacunków Cisco, liczba hot spotów przekroczy globalnie 500 milionów. Będzie to 500 razy więcej niż dziesięć lat wcześniej.

2022: Średnie prędkości nadal rosną: Przewiduje się, że do tego roku średnia globalna prędkość połączenia Wi-Fi wyniesie 54,2 MB/s, w porównaniu z 24,4 MB/s w 2017 roku.

2022: Wi-Fi będzie siłą napędową Internetu przyszłości: Wi-Fi stanie się dominującym źródłem dostępu do Internetu. Badanie Cisco VNI przewiduje, że będzie przez nie przepływać do 59% ruchu internetowego.

„Obecnie Wi-Fi jest jedną z najszybciej rozwijających się technologii sieciowych. W rezultacie Internet dostępny jest w znacznie większej liczbie miejsc, oferując nowy poziom mobilności, wygody i produktywności. Sieci Wi-Fi zmieniły sposób w jaki żyjemy, pracujemy, uczymy się i spędzamy wolny czas. Niezależnie od tego, czy używamy Wi-Fi do łączenia się z sieciami społecznościowymi, oglądania filmów, grania, pracy czy cyfrowej transformacji biznesu, nowa generacja Wi-Fi 6, obok sieci 5G, otworzy przed nami zupełnie nowy świat możliwości” – mówi Łukasz Bromirski, Dyrektor ds. Technologii w Cisco Polska.

Źródła:

  • Wi-Fi Alliance
  • Cisco Visual Networking Index.

Odstąpienie od umowy najmu poza kosztami podatkowymi

Tematyka podatkowego rozliczenia umów najmu zawiera szereg ciekawych zagadnień. Jednym z nich jest problematyka kwalifikacji wydatków związanych z odstąpieniem od umowy najmu do kosztów podatkowych. Podatnicy będący najemcami lub planujący wynajem, którzy zawarli umowę lub umowę przedwstępną, często nie są świadomi, że w zależności od okoliczności skutki podatkowe takich rozliczeń mogą być odmienne.

Zgodnie z ustawą o VAT opodatkowaniu tym podatkiem podlega m.in. odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług na terytorium kraju. W myśl art. 8 ust.1 pkt 2 ustawy o VAT przez odpłatne świadczenie usług rozumie się każde świadczenie na rzecz osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, które nie stanowi dostawy towarów w rozumieniu przepisów ww. ustawy, w tym również zobowiązanie do powstrzymania się od dokonania czynności tudzież do tolerowania czynności lub sytuacji. Natomiast co do zasady wypłat o charakterze odszkodowawczym nie można zakwalifikować jako usługi opodatkowanej VAT ze względu na brak ekwiwalentnego świadczenia.

Rekompensata za wcześniejsze rozwiązanie umowy

W wydawanych w ostatnich latach wyrokach sądów administracyjnych i interpretacjach organów podatkowych dominuje pogląd, że płatności z tytułu wcześniejszego rozwiązania umowy, w szczególności najmu lub dzierżawy za zgodą stron, stanowią wynagrodzenie za świadczoną usługę polegającą na wyrażeniu zgody na odstąpienie od umowy. Z tego względu takie wynagrodzenie podlega opodatkowaniu VAT jako odpłatne świadczenie usług (przykładowo wyrok NSA z 11 maja 2017 r., sygn. akt I FSK 819/15 oraz z 7 lipca 2016 r., jak również interpretacja indywidualna Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej z 4 lipca 2017 r. nr 0111-KDIB3-2.4012.180.2017.1.SR).

Zdaniem sądów i organów podatkowych wypłaty z tytułu wcześniejszego rozwiązania umowy dzierżawy za porozumieniem stron wynikają z tego samego źródła, co opodatkowana usługa dzierżawy. Skoro są to rozliczenia związane z podlegającą VAT umową dzierżawy, to analogicznie także wypłaty za wcześniejsze jej rozwiązanie podlegają opodatkowaniu VAT. Jak wspomniano powyżej, w opinii sądów i organów podatkowych wypłata ustalonej (wynegocjowanej) kwoty w związku z zakończeniem umowy za zgodą stron stanowi formę wynagrodzenia za działanie wydzierżawiającego, tj. za wyrażenie zgody na odstąpienie od umowy. W konsekwencji z uwagi na wzajemny charakter świadczeń stron nie można uznać takiej płatności za wypłatę o charakterze odszkodowawczym.

Zgodnie ze stosunkowo jednolitą w ostatnich latach praktyką organów podatkowych, jeżeli wypłata wynagrodzenia za przedterminowe rozwiązanie umowy za zgodą stron dotyczy umowy mającej bezpośredni związek z wykonywaną przez dzierżawcę działalnością opodatkowaną (jak rozumiemy, taka sytuacja ma miejsce w analizowanym przypadku), to wypłacającemu takie wynagrodzenie czynnemu podatnikowi VAT przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego wynikającego z faktury dokumentującej wypłatę tego wynagrodzenia.

Wyrok NSA z 7 czerwca 2019 r.

Problem nie jest jednak rozstrzygnięty, co pokazuje sprawa, która ostatecznie trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Postępowanie będące następstwem wydania negatywnej interpretacji podatkowej dotyczyło spółki, która planowała rozwój i w konsekwencji zamierzała wynająć dodatkową powierzchnię od kontrahenta. Spółka zawarła w tym celu umowę przyrzeczoną, w której określono kwotę 4 000 000 zł z tytułu odstąpienia od umowy. Na skutek zmian organizacyjnych w strukturze udziałowców oraz po ponownej analizie tego zamierzenia biznesowego uznano, że inwestycja jest nieopłacalna, przez co spółka postanowiła odstąpić od umowy. Dodatkowo, chcąc potwierdzić swoje stanowisko, spółka zwróciła się do fiskusa z wnioskiem o wydanie interpretacji podatkowej.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach, podobnie jak organ administracyjny, nie zgodził się z podatnikiem, że odstąpienie od podpisania umowy najmu nieruchomości ma na celu zabezpieczenie/zachowanie źródła przychodów. Spornej kary umownej nie można bowiem powiązać z żadnym ze źródeł przychodów poza ogólną działalnością Spółki. W wyroku sądu pierwszej instancji stwierdzono, że skoro spółka zawarła umowę, przy czym wcześniej wiedziała jakie warunki techniczne są potrzebne do prowadzenia działalności o jej profilu gospodarczym, to nie może oczekiwać, że będzie mogła własne ryzyko, w tym brak wcześniejszego sprawdzenia warunków technicznych obiektu, zrekompensować sobie przy użyciu regulacji prawnej z art. 15 updop, albowiem ta nie służy takim celom.

W podobnym tonie wypowiedział się NSA w wyroku z 7 czerwca 2019 r. (sygn. II FSK 1724/17), gdzie sprawa trafiła na skutek skargi podatnika. NSA potwierdził, że rezygnacja z zawarcia umowy najmu z uwagi na zmianę planów inwestycyjnych nie uprawnia Spółki do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu kary umownej z tytułu odstąpienia od zawarcia umowy najmu. Wydatek ten nie ma bowiem związku z uzyskaniem przychodów ani z zabezpieczeniem źródła przychodów.

Podsumowanie

Powyższe przykłady pokazują, że tematyka rozliczenia podatkowego umów najmu nie jest prosta. Dodatkowo bardzo istotny jest sposób przygotowywania wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej oraz zaopatrzenie go w odpowiednią argumentację. Dlatego warto współpracować z profesjonalnym zespołem doradców podatkowych, którzy, znając orzecznictwo oraz interpretacje organów, mogą przygotować taki wniosek. Dobrą praktyką jest także wcześniejsze skonsultowanie z doradcą działań, szczególnie tych nietypowych, mało powtarzalnych w toku prowadzonej działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dekpol w I półroczu 2019 r. zwiększył obroty i zyski

Dekpol opublikował wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2019 rok, zgodnie z którymi skonsolidowane przychody wzrosły w ujęciu r./r. o 19,4% do 423,4 mln zł. Grupa Kapitałowa specjalizująca się w generalnym wykonawstwie, działalności deweloperskiej oraz produkcji osprzętu do maszyn budowlanych wypracowała w tym okresie 17,5 mln zł zysku netto.

Grupa Kapitałowa Dekpol w pierwszym półroczu 2019 r. osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 423,4 mln zł, czyli o 19,4% więcej niż rok wcześniej. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku wypracowała 17,5 mln zł zysku netto, co oznacza poprawę r./r. o 16%. Wartość kapitałów własnych od początku roku wzrosła z kolei o 9,1% do 209 mln zł.

Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA
Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA

„Jesteśmy zadowoleni z poprawy osiąganej we wszystkich naszych obszarach biznesowych. Cały czas koncentrujemy się na rozbudowie portfela zleceń realizowanych w ramach usług generalnego wykonawstwa. W segmencie oprzyrządowania maszyn budowlanych zakładamy dalszy dynamiczny przyrost przychodów. W obszarze deweloperskim systematycznie wprowadzamy do oferty nowe inwestycje, także w segmencie premium.  W efekcie spodziewamy się  dalszego wzrostu skali działania w kolejnych okresach”- podkreślił Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol S.A.

W ramach segmentu Generalnego Wykonawstwa Grupa Kapitałowa na koniec pierwszego półrocza br. realizowała kontrakty dla podmiotów zewnętrznych o łącznej umownej wartości ponad 500 mln zł netto. Do wykonania pozostawały projekty o łącznej wartości ponad 208 mln zł netto, z czego znacząca większość prac zostanie ukończonych w 2019 roku. Dodatkowo wartość projektów deweloperskich, pozostających do realizacji po 30 czerwca br., obsługiwanych w ramach zleceń wewnątrzgrupowych wynosiła niemal 120 mln zł netto.

Z kolei departament produkcji osprzętów do maszyn budowlanych w pierwszym półroczu osiągnął 39% wzrost obrotów w ujęciu r./r. Efekty przyniosła konsekwentnie realizowana polityka optymalizacji procesów produkcyjnych oraz dążenie do skrócenia terminów realizacji zamówień. Wzrost przychodów był również wynikiem dywersyfikacji  w stronę łyżek wielkogabarytowych i wysoko marżowych, których głównymi odbiorcami są kopalnie odkrywkowe na całym świecie.

„Wiele nowych kontaktów handlowych nawiązaliśmy podczas naszej tegorocznej, debiutanckiej ekspozycji na największych targach maszyn budowlanych na świecie BAUMA w Monachium. Nasza oferta spotkała się z dużym uznaniem wśród fachowców i specjalistów w branży maszyn budowlanych. W efekcie na stałe zostaliśmy zapisani na listach autoryzowanych dostawców do wielu renomowanych odbiorców. Obecnie realizujemy już nowo pozyskane zamówienia” – dodał Mariusz Tuchlin.

W ramach segmentu deweloperskiego Grupa Dekpol utrzymuje stabilną pozycję na rynku. W pierwszym półroczu br. kontraktacja w rozumieniu umów przedwstępnych, deweloperskich oraz rezerwacyjnych wyniosła 227 lokali względem 319 rok wcześniej. Wyższy udział sprzedaży inwestycji mieszkaniowych o wysokim prestiżu spowodował wzrost obrotów w ujęciu wartościowym o ok. 19% r./r. W przychodach pierwszego półrocza br. rozpoznana została sprzedaż 209 lokali, w porównaniu do 224 przekazanych w analogicznym okresie poprzedniego roku. Na koniec czerwca br. w ofercie sprzedażowej pozostawało 346 mieszkań i domów.

GPW rozpoczyna budowę nowej Platformy Transakcyjnej

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) wchodzi w etap prac operacyjnych związanych z budową nowej Platformy Transakcyjnej. W tym celu Zarząd GPW zdecydował o uruchomieniu biura w Łodzi,  w którym zespół specjalistów będzie pracował nad systemem.

– Otwarcie biura to dla nas ważne, historyczne wydarzenie i zmiana formy działania. Tworzymy centrum rozwojowe, które może dostarczyć rozwiązania technologiczne rodzimemu rynkowi, jak również klientom zagranicznym. Cieszę się również, że prace badawczo-rozwojowe nad uruchomieniem systemu transakcyjnego idą w szybkim tempie i zgodnie z harmonogramem. Przypomnę, że wdrożenie Platformy Transakcyjnej planujemy do końca czerwca 2023 r. Nowa platforma przyniesie wiele korzyści zarówno giełdzie, emitentom, jak i inwestorom – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Umowa na budowę Platformy Transakcyjnej GPW, której koszt szacowany jest na 90 mln zł (dofinansowanie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju sięgnęło 30,27 mln zł), została podpisana w lipcu 2019 r. Powstanie Platformy Transakcyjnej ma przynieść obniżkę kosztów transakcji i wprowadzić nowe funkcjonalności dla uczestników rynku.

System transakcyjny giełdy musi spełniać parametry, być wydajny, szybki i dostosowany do zmieniających się potrzeb rynku. Wykorzystywane technologie muszą charakteryzować się wysokim stopniem niezawodności, zapewniać jak najkrótszy czas między złożeniem zlecenia a potwierdzeniem jego obsługi, gwarantować wysoką odporność na dużą liczbę zleceń, przystosowaniem do przyjmowania i przetwarzania setek milionów komunikatów w ciągu dnia oraz do dużej zmienności obciążenia w czasie.

Analiza różnic cen produktów w dyskontach na przestrzeni 2 lat

Badacze przeprowadzili analizę różnic cen, jakie wystąpiły w dyskontach na przestrzeni dwóch ostatnich lat. I wyszło, że najmocniej zdrożały artykuły standardowo kupowane przez rodziny – bo aż o 11%. Najmniej mogli odczuć podwyżki seniorzy – o 5%. Nieco bardziej podrożały towary z koszyka zakupowego singli – o 7%. We wszystkich zestawach najbardziej poszły w górę ceny warzyw, bo nawet o 55%. W pierwszej grupie na 21 analizowanych produktów potaniały tylko 3, a w pozostałych odnotowano po 6 obniżek. Niemniej wszystkie spadki były nieznaczne. Największy był w przypadku pomarańczy, tj. o 16%. Reszta oscylowała wokół 1-4 %.

Cele badawcze

– Do porównania wybraliśmy dyskonty, bo zdecydowana większość konsumentów właśnie tam robi swoje zakupy. Z kolei dobór produktów oparliśmy o dwie zasady. Badany artykuł musiał być obecny na stałe przez ostanie dwa lata w ofercie i wystąpić co najmniej w dwóch różnych sieciach – wyjaśnia dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Każdy z koszyków zawiera te same, podstawowe kategorie spożywcze, kosmetyczne i chemii gospodarczej. Zestawy różnią się przede wszystkim rodzajem produktów i wielkością opakowań, które zostały dostosowane do zachowań zakupowych singli, seniorów i rodzin z dziećmi. Uwzględniono m.in. to, że gospodarstwo jednoosobowe nabywa jednorazowo mniejszą liczbę towarów niż np. czteroosobowe. Wzięto też pod uwagę, że sklepy dyskontowe często oferują podobne artykuły pod własnymi markami.

– Wyjaśnienie rozbieżności w podwyżkach odczuwanych przez singli, seniorów lub rodziny upatrywałbym w różnicach produktowych. Dla przykładu, cena ziemniaków sprzedawanych luzem wzrosła bardziej niż oferowanych w opakowaniu o wadze 3 kg – dodaje dr Jurowczyk.

Analizie poddano ceny regularne (bez promocji) produktów z 4 sieci – Biedronki, Lidla, Aldi i Netto. Dane zbierano cyklicznie, czyli 2 razy w miesiącu od początku lipca 2017 roku do końca sierpnia br.

Drożyzną w rodziny

– W całym badanym okresie najbardziej zdrożał koszyk zakupów dla rodzin, bo aż o 11%. W tym zestawie znajdowało się bowiem najwięcej produktów, które odnotowały podwyżki na przestrzeni dwóch ostatnich lat. Rodzice mogli szczególnie odczuć rosnące ceny warzyw – komentuje Marcin Lenkiewicz, ekspert z Grupy Qpony-Blix.

Najbardziej podrożał 1 kg ogórków świeżych – o 45%. Podobny wzrost odnotowały ziemniaki kupowane po 3 kg – o 44%. Zdaniem Katarzyny Grochowskiej z Hiper-Com Poland, powodem tego były warunki klimatyczne, m.in. nawalne deszcze i lokalne podtopienia, a także skrajne upały. To wszystko istotnie wpływało na uprawy, transport i magazynowanie produktów krajowych oraz importowanych, bo za granicą występowały podobne problemy jak u nas. Ponadto wzrosły ceny paliw, energii elektrycznej, nawozu i koszty pracy, co też przełożyło się na wartość koszyków w dyskontach.

– Wzrost cen artykułów spożywczych nie jest w równym stopniu odczuwalny w każdej polskiej rodzinie. Struktura spożycia art. żywnościowych często zależy oczywiście od liczby i wieku dzieci, a także od zawodów wykonywanych przez rodziców czy miejsca zamieszkania. Inaczej odżywiają się np. osoby mieszkające na wsiach i w miastach. W rezultacie podwyżki w różnym zakresie miały wpływ na portfele konsumentów – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank.

Dr Jurowczyk przekonuje, że większość polskich rodzin odczuła podwyżki, bez względu na styl życia i zasobność portfeli. Warto zaznaczyć, że łącznie zaobserwowano obniżki tylko 3 produktów na 21 badanych w tym koszyku. Najbardziej potaniały pomarańcze – spadek o 16%. Nieznacznie spadły ceny dwóch artykułów z kategorii chemii gospodarczej. Mydło w płynie zanotowało obniżkę o 2%, a mleczko do czyszczenia – o 3%. Nie zmieniła się tylko cena zakupu wafli w czekoladzie (235 g).

Seniorzy w najlepszej sytuacji

– Z analizy wynika również, że w seniorzy najmniej odczuli podwyżki z trzech analizowanych grup. W przypadku ich koszyka wyniosły one 5%. Sytuacja wygląda analogicznie jak w przypadku zakupów dla rodzin. To znaczy, najbardziej podrożały warzywa. Cena 1 kg ziemniaków poszła w górę o 55%, a 1 kg świeżych ogórków – o 45%. Jednak tego typu klienci co do zasady kupują i spożywają mniejszą ilość jarzyn niż rodzice z dziećmi – wskazuje Marcin Lenkiewicz.

Jak podaje Grzegorz Rykaczewski, z powodu suszy o 10% spadła produkcja warzyw gruntowych w 2018 roku. Konsekwencją tego były istotne podwyżki w drugiej połowie ub. roku. Ceny utrzymały się na wysokim poziomie w I kwartale br. W kolejnych trzech miesiącach nastąpił dalszy wzrost, co wynikało też z obaw o produkcję warzyw w tym roku. Według danych GUS-u, zbiory w 2019 roku mogą być o blisko 9% niższe od i tak już niskiej produkcji z poprzedniego roku. W sierpniu w sprzedaży detalicznej tego typu asortyment były droższy średnio o 32,8% w porównaniu do analogicznego miesiąca ubiegłego roku.

– W koszyku dla seniorów majonez zdrożał o 17%. To było związane ze wzrostem cen składników, głównie jajek. Wyraźnie podniosła się też jakość tego rodzaju artykułów, co musiało wpłynąć na koszt zakupu. Znaczenie miało też to, że rynek sosów i przypraw bardzo się wzbogacił w ostatnim czasie. Z badania wynika także, że pierogi ruskie odnotowały podwyżkę na poziomie 12%. Tego typu dania również stały się lepsze gatunkowo i zwiększyła się ich wartość – zauważa dr Maria Andrzej Faliński, niezależny ekspert rynku detalicznego.

Z 21 produktów znajdujących się w koszyku dla seniorów spadek cen zanotowało 6, czyli dwa razy więcej towarów niż w przypadku rodzinnych zestawów. Jednak trzeba zaznaczyć, że wszystkie obniżki były dość niewielkie. Największa wyniosła 3% – likier wiśniowy. Olej słonecznikowy, maślanka naturalna i mydło w kostce potaniały po 2%, a płyn do naczyń i filet z kurczaka – po 1%.

Single w środku stawki

– Koszyk typowego singla odnotował wzrost o 7%. Z tego wynika, że ta grupa mocniej odczuła podwyżki niż seniorzy. Może to mieć związek z faktem, że np. osoby młode, aktywne zawodowo i niewychowujące dzieci mają większe oczekiwania względem produktów niż emeryci – analizuje ekspert z ABR SESTA.

Warto zwrócić uwagę na to, że w zestawie artykułów dla singli znalazł się np. łosoś (filet), którego nie było w pozostałych koszykach. I ten produkt zdrożał o 12%. Jak stwierdza dr Maria Andrzej Faliński, jest to wynikiem polityki ochrony łowisk, realizowanej przez kraje Unii Europejskiej. W jej efekcie zmniejszyła się podaż. Ponadto wzrosły ceny pasz stosowanych w hodowlach. To wszystko wpłynęło na podwyżki w sklepach.

– W tej grupie, tak samo jak w pozostałych, najmocniej zdrożały warzywa – 1 kg ogórków świeżych – o 45%, a 500 g pomidorów rzymskich – o 40%. Poszły też w górę ceny pierogów ruskich – 12%, barszczu czerwonego – o 11%, jak również chleba wieloziarnistego – o 10%. Przyczyną większości wzrostów może być nie tylko wyższa wartość samych surowców. Wymuszone przez rynek podwyżki płac pracowników mocno wpłynęły na całe łańcuchy dostaw do dyskontów – przypomina Marcin Lenkiewicz.

W tym zestawieniu łącznie potaniało 6 na 21 produktów. Podobnie, jak przypadku seniorów, gdzie dokładnie tyle samo artykułów odnotowało obniżki, wszystkie spadki były na poziomie paru procent. Należy wymieć jabłka – 4%, jogurt truskawkowy – 4%, filet z indyka – 3%, a także mydło w płynie – 2%. Natomiast jeden produkt nie zmienił ceny w okresie badawczym. I był to ser edamski.

Przegląd wydarzeń tygodnia 30/09 – 4/10

Tydzień rozpoczyna się od spadku NZD/USD najniżej od 2015 roku po fatalnych danych o nastrojach w biznesie. Nie pomogły nawet całkiem przyzwoite szczegóły odczytów PMI dla Chin, zwłaszcza sektora przemysłowego. EUR/USD broni się przed spadkiem pod 1,09 a GBP/USD próbuje powrócić ponad 1,23. W obu przypadkach widzimy pole do zwyżki a raczej nasze nastawienie należałoby przekuć w stwierdzenie, że potencjał do zniżki został wyczerpany. Dla EUR/USD pierwszym sufitem jest 1,0965.

W końcu około 10 października startuje kolejna runda negocjacji handlowych, został miesiąc do przesuniętego terminu brexitu, Arabia Saudyjska powinna finalizować przywracanie do pracy utraconych mocy wydobywczych i przetwórczych na polu w Churajs i rafinerii Bukajk. Wciąż świeży pozostaje też temat impeachmentu Trumpa, ale obecnie nic nie wskazuje, żeby procedura ta mogła dla demokratów zakończyć się sukcesem. Pierwszy szok szybko minął i tak długo jak nie stanie się coś zmieniającego diametralnie pogląd na tę kwestię, tak długo pozostanie ona tematem zastępczym i drugorzędnym.

Nadchodzący tydzień ma przede wszystkim pomóc w odnalezieniu klucza od odgadnięcia zamierzeń Fed. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście dane z amerykańskiego rynku pracy oraz odczyty wskaźników ISM dla przemysłu i usług. Będą to najważniejsze publikacje nie tylko tygodnia, ale też najistotniejsze odczyty przed październikowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej. Rynek pracy wyraźnie wyhamował w ostatnim roku pod kątem tempa tworzenia nowych etatów. Zmiana zatrudnienia poza rolnictwem wynosiła w ubiegłym roku ok 220 tys. osób. W tym jest to około 150 tys. nowych miejsc pracy tworzonych poza rolnictwem każdego miesiąca. Mniej więcej podobnego odczytu należy oczekiwać po poprzednim miesiącu, ale biorąc pod uwagę trend zagrożenie leży po stronie niższej wartości. Stopa bezrobocia powinna pozostać na bardzo niskim pułapie 3,7 proc. Dynamika wynagrodzeń na poziomie 0,3 proc. miesiąc do miesiąca powinna wystarczyć do tego by średnia płaca godzinowa nadal była 3,2 proc. wyższa niż rok wcześniej. Publikacje o tradycyjnej porze: w pierwszy piątek miesiąca o godzinie 14:30.

Jeśli chodzi o najważniejsze barometry koniunktury, to rynek skupi się na ISM dla przemysłu. Nie ulega wątpliwości, że na całym świecie koniunktura w sektorze jest słaba a nowe zamówienia, zwłaszcza eksportowe w pokłosiu wojen handlowych mocno kuleją. Kluczowe będzie to, czy publikowany we wtorek wskaźnik odbije ponad 50 pkt (a na to mogą wskazywać publikacje regionalnych wskaźników z ostatnich dwóch tygodni). W takim scenariuszu ostatni odczyt poniżej 50 pkt byłby pewnie rozpatrywany w kategoriach wypadku przy pracy a to mogłoby uspokoić część decydentów z Fed. Odmienna jest sytuacja sektora usług. Radził on sobie w ostatnich kwartałach wyśmienicie, ale stopniowo powinien on hamować. Skala rozlewania się słabości przemysłu na inne sfery gospodarki jest kluczowym dla Fed i dolara zagadnieniem. Przed czwartkowym odczytem ISM dla usług zakładane jest pogorszenie się kondycji sektora, ale będzie on pozostawał w więcej niż przyzwoitej kondycji. W najbliższych dniach zaplanowanych jest także kilkanaście wystąpień aż dwunastu członków FOMC, z których siedmiu dysponuje w tym roku prawem głosu. Warto zwrócić uwagę czy po ostatniej obniżce Clarida I Williams widzą naglącą potrzebę dalszego luzowania. Bowman dawno nie była słyszana, więc jej wtorkowe wystąpienie również powinno być odnotowane. Poza kluczowymi odczytami należy zwrócić uwagę na: wskaźnik Chicago PMI (poniedziałek), Raport ADP (środa) i bilans handlu zagranicznego.

W Europie najważniejszym tematem może stać się potencjalny spadek dynamiki inflacji konsumenckiej poniżej 1 proc. rok do roku. Sygnały wysyłane przez gospodarkę są słabe i niejednoznaczne, więc nie można przeoczyć wtorkowych rewizji PMI, które ostatnio wypadły fatalnie (i znacznie gorzej niż wskaźniki ZEW oraz Ifo). Przy okazji poznamy też pierwsze odczyty dla peryferyjnych gospodarek. W czwartek warto przyjrzeć się dynamice sprzedaży detalicznej za sierpień, ale nie ma co liczyć, że wywoła ona większą reakcję w atmosferze wyczekiwania na ISM dla usług i informacje z rynku pracy USA.

Pierwszy raz od dawna będzie to również tydzień mocno wyczekiwany na rynku złotego. Nie chodzi o inflację konsumencką (w poniedziałek odczyt, który naszym i konsensusu zdaniem wskaże na wyhamowanie rocznej dynamiki CPI z 2,9 do 2,7 proc.). Nie chodzi też o wskaźnik PMI. Który- powinien obniżyć swoją wartość, ale naszym jedynie minimalnie, ponieważ z 48,8 do 48,6 pkt. Nasza prognoza jest jedną z najwyższych na rynku. W centrum uwagi nie będzie też srodowa decyzja RPP. Stopy pozostaną bez zmian jeszcze przez wiele kwartałów. Najważniejszym wydarzeniem tygodnia jest bowiem wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie hipotek walutowych, który zostanie opublikowany 3 października o 9:30. Złoty przed tygodniem, dopiero w momencie ogłoszenia daty wyroku znalazł się pod mocną presją. Wcześniej przez wiele tygodni potencjalne obciążenie dyskontowane było w notowaniach rodzimych banków. Nie zakładamy by w najbliższych kilku dniach EUR/PLN oddalił się od 4,40.

W przypadku pozostałych walut warto odnotować jeszcze decyzję RBA ws. stóp procentowych. Widzimy prawdopodobieństwo zaskoczenia: przychylamy się do zdania zdecydowanej rynkowej mniejszości, która zakłada, że władze monetarne Australii ostatecznie nie zdecydują się na cięcie stóp. W ostatnich tygodniach prawdopodobieństwo takiego ruchu nagle się pojawiło, podsyciły je dane z rynku pracy, ale nieco stłumiło ostatnie wystąpienie gubernatora Lowe’a. Brak obniżki nie da jednak trwałych podstaw do umocnienia dolara australijskiego. Co się odwlecze, to nie uciecze. Oczekujemy cięcia z 1 proc. do 0,75 proc., ale dopiero na posiedzeniu 5 listopada. Sprawi to, że rynek pozostanie w trybie wygaszania odbić kursu AUD/USD (jak również NZD/USD). W Chinach od 1 do 7 października trwać będą obchody Złotego Tygodnia.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Relacja z Kongresu Faktoringu 2019

Rekordowa liczba ponad 260 uczestników wzięła udział w dziesiątej edycji Międzynarodowego Kongresu Faktoringu. Gościem specjalnym wydarzenia był były premier Jan Krzysztof Bielecki. Jako ekspert merytoryczny wystąpił Patrick de Villepin, szef FCI, światowej organizacji faktoringowej. Podczas kongresu świętowano 25-lecie tego rynku w Polsce, a także dyskutowano o czekających go zmianach prawnych, potrzebach klientów oraz wyzwaniach technologicznych.

Rynek faktoringu w Polsce ma już 25 lat. Podsumowaniu osiągnięć sektora w pierwszym ćwierćwieczu jego funkcjonowania poświęcona została pierwsza część tegorocznej, dziesiątej edycji Międzynarodowego Kongresu Faktoringu, organizowanego przez Polski Związek Faktorów.

Wydarzenie rozpoczęła prelekcja Jana Krzysztofa Bieleckiego, byłego premiera, byłego prezesa Banku Pekao SA, a dziś przewodniczącego Rady Doradczej Partnerów EY Polska. Zwracał on uwagę, że pierwsze lata transformacji ustrojowej w Polsce, kiedy to rodził się także rynek finansowy, wymagały odwagi, chęci do współpracy i kreatywności. Dziś wartości te nie straciły na znaczeniu. Wprost przeciwnie, wyzwania stojące przed przedsiębiorcami, menedżerami i instytucjami skłaniają do poszukiwania nowych źródeł inspiracji i motywacji.

Jan Krzysztof Bielecki
Jan Krzysztof Bielecki

– Lepiej mieć zły pomysł, ale dobry zespół, niż dobry pomysł i zły zespół. Dobrej koncepcji niewłaściwie dobrani ludzie i tak nie zrealizują. Natomiast dobrze współpracujący zespół prędzej czy później będzie umiał skierować na właściwe tory nawet najgorzej ukierunkowany pomysł – podsumował swoje wystąpienie Jan Krzysztof Bielecki.

Po nim głos zabrał Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF. Przedstawił najważniejsze dokonania i sukcesy rynku faktoringowego w pierwszych 25 latach jego funkcjonowania.

Sebastian Grabek
Sebastian Grabek

– Sektor skupiony wokół PZF zajmuje ważne miejsce zarówno na europejskiej, jak i światowej mapie faktoringu. Rozwijamy się najszybciej spośród wszystkich dużych rynków tych usług na Starym Kontynencie. Nasza oferta zyskuje coraz większe uznanie w oczach przedsiębiorców. To ważne osiągnięcia. Czeka nas też sporo wyzwań. Jakich? Na to i wiele innych pytań odpowiemy podczas dzisiejszego kongresu – powiedział Sebastian Grabek.

Patrick de Villepin

Następnie Patrick de Villepin, przewodniczący komitetu wykonawczego FCI, przedstawił sytuację na światowym rynku faktoringowym. Jego obroty sięgały w 2018 r. 2,8 bln euro, a tempo wzrostu utrzymuje się na poziomie 6,5 proc. Wyzwania przed nim stojące są podobne do tych, jakim musi sprostać rynek polski. Szef FCI zaliczył do nich utrzymanie wzorstu, przeciwdziałanie wyłudzeniom i adaptację nowych technologii.

– Światowy rynek faktoringu w ciągu ostatnich 20 lat rósł bardzo dynamicznie. Jego dotychczasowy, ale i przyszły rozwój jest ściśle powiązany ze wzrostem gospodarczym. Tam, gdzie PKB będzie rosło, wzrastać będzie także nasz sektor. Ważną rolę odegrają innowacje, takie jak sztuczna inteligencja, blockchain czy cloud computing – podkreślał Patrick de Villepin, przewodniczący komitetu wykonawczego FCI.

Największy udział w światowym rynku faktoringu ma Europa, a w niej: Francja, Wielka Brytania, Włochy, Niemcy i Hiszpania. Kolejne miejsca zajmują: Holandia, Belgia oraz Polska. Nasz rynek zalicza się do tych, na których większą rolę odgrywa faktoring pełny. Jest to nie tylko prosta forma finansowania, ale także gwarancja ochrony przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi. Popularność tej oferty dowodzi coraz większej świadomości przedsiębiorców odnośnie sposobów przeciwdziałania ryzykom handlowym.

W programie kongresu zaplanowano trzy panele dyskusyjne. Pierwszy poświęcono omówieniu zagadnień prawnych. Debatę poprowadziła radca prawny Ewa Guzowska, Wspólnik Zarządzający KGK Kancelarii Radcowskiej E. Guzowska i S-ka, sp.k., specjalizująca się w faktoringu od początku jego funkcjonowania na polskim rynku. W dyskusji wzięli udział: Tadeusz Białek, Dyrektor Zespołu Legislacyjno – Prawnego Związku Banków Polskich, Artur Krzykowski, Partner Zarządzajacy AK Legal, Zbigniew Makowski, Zastępca Dyrektora Departamentu Podatku od Towarów i Usług Ministerstwa Finansów, Bartosz Nadra, Partner Zarządzający Jaśkowiak Nadra Adwokaci oraz Tomasz Wagner, Senior Manager EY.Relacja z Kongresu Faktoringu – panel prawny

– Od ubiegłorocznego Kongresu Faktoringu, podczas którego również miałam przyjemność prowadzić panel dyskusyjny poświęcony zagadnieniom prawnym, Polski Związek Faktorów, we współpracy ze Związkiem Banków Polskich, bardzo aktywnie brał udział w pracach nad przygotowywaniem i prezentowaniem stanowisk w procesach legislacyjnych, dotyczących zagadnień najbardziej palących dla branży faktoringowej – podkreślała Ewa Guzowska.

Uczestnicy panelu podzielili się swoimi spostrzeżeniami związanymi z białą listą podatników, omówili wprowadzenie dobrowolnego i obligatoryjnego mechanizmu podzielonej płatności oraz przepisów dotyczących zapobieganiu zatorom płatniczym. Podkreślali ich wpływ na działalność faktoringową.

– W odniesieniu do białej listy podatników, kwestie rachunków bankowych oraz rachunków technicznych czy cesyjnych, stanowiły od początku obszar szczególnie newralgiczny. Rachunki techniczne nie podlegają obowiązkowi zgłoszenia. Jednak mocą przepisów regulujących System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej, banki zgłaszają do niego maski rachunków wirtualnych. Na skutek powiązania tych przepisów rachunki wirtualne pojawiają się w kontekście białej listy. To zrodziło szereg obaw i wywołało niepokój branży faktoringowej. Jeśli zatem chodzi o rachunki cesyjne, do czasu wejścia w życie sankcji związanych z przelewem na rachunek niezgłoszony, wszelkie wątpliwości zostaną na drodze legislacyjnej i interpretacyjnej rozwiane – powiedział Tadeusz Białek z ZBP.

Potwierdził to także Zbigniew Makowski z Ministerstwa Finansów. – Mamy świadomość wątpliwości interpretacyjnych i problemów technicznych, dlatego pracujemy nad rozwiązaniami systemowymi i legislacyjnymi, które przed 1 stycznia 2020 r. rozwieją wszelkie obawy. Jesteśmy przekonani, że dzięki państwa działaniom uświadamiającym przedsiębiorców i dobrej komunikacji po stronie administracji, właściwe praktyki upowszechnią się – dodał.

Podczas panelu przypomniano również o ważnej inicjatywie Polskiego Związku Faktorów – kampanii „Wolne Faktury – bez zakazu cesji”.

Kolejny już raz swoimi spostrzeżeniami na temat faktoringu podzieli się także klienci, korzystający z tych usług. Dialog z przedsiębiorcami i menedżerami wszedł na stałe do programu Kongresu. Wagę znajomości ich potrzeb podkreślał Roman Maciejewski, prezes zarządu Santander Factoring, który poprowadził panel. Dyskusję poprzedziły dwie krótkie prezentacje: wyników badań nt. postrzegania faktoringu wśród przedsiębiorców oraz wizji rozwoju tej usługi w przyszłości.

– Chcemy nie tylko inwestować w obsługę klienta i jej jakość, ale także poznawać opinie odbiorców naszych usług, aby przekonać się czy obieramy właściwe kierunki – podkreślał Roman Maciejewski.

W panelu wzięli udział: Maciej Górniak, Właściciel Gór-Tor, Katarzyna Kreczmańska-Gigol, Wiceprezes ds. Finansowych KGHM Polska Miedź, Justyna Nałęcz-Chmielewska, Zastępca Dyrektora Biura Finansowego PKP Energetyka, Jadwiga Pyrka, Główna Księgowa Confirme oraz Maciej Sioda, Sales Manager Indorama.

Jednym z kierunków, w jakich podążają faktorzy, jest automatyzacja procesów obsługowych. Ma ona przyspieszyć obieg dokumentów i sprawić, że współpraca będzie wygodniejsza z punktu widzenia przedsiębiorcy. Uczestnicy panelu podkreślali jednak, że bezpośredni kontakt z przedstawicielem firmy faktoringowej jest w dalszym ciągu nie do przecenienia.

– We współpracy z faktorami bardzo ważny jest stały kontakt nie tylko na poziomie menedżerskim, ale przede wszystkim z personelem operacyjnym. Mamy do zrealizowania konkretne cele korporacyjne i zależy nam na tym, aby faktoring nam w tym pomógł. Ważna jest w tym miejscu zdolność do szybkiego reagowania i rozwiązywania bieżących problemów operacyjnych – powiedziała Justyna Nałęcz-Chmielewska, Zastępca Dyrektora Biura Finansowego PKP Energetyka.

Ten aspekt współpracy na linii: faktor – klient popodkreślała też Katarzyna Kreczmańska-Gigol, Wiceprezes ds. Finansowych KGHM Polska Miedź. – Duże podmioty korzystają zazwyczaj ze wsparcia wielu faktorów. Dlatego po stronie dostawców finansowania ważna jest elastyczność. Zależy nam przede wszystkim na tym, abyśmy wspólnie mogli zadbać o nasz biznes – mówiła.

W trzecim panelu spotkali się przedstawiciele czołowych firm technologicznych z Polski i ze świata. Rozmawiali o tym, jak najnowsze rozwiązania wpłyną na rozwój usług faktoringowych. Debatę poprowadził Michał Pawlik, prezes FinTechowej firmy faktoringowej SMEO.

– Technologie takie jak sztuczna inteligencja, blockchain czy deep learning bezpośrednio dotyczą nas – przedstawicieli wciąż rosnącego w Polsce rynku faktoringu – mówił Michał Pawlik.

W dyskusji wzięli udział: Wojciech Bublik, CEO Mint Software, Kevin Day, CEO HPD LendScape, Daniel Mączyński, Wiceprezes Zarządu Pragma GO, Hubert Rachwalski von Rejchwald, CEO Nethone, Tomasz Rodak, Dyrektor Działu Innowacji BibbyLAB, Karol Sadaj, Country Manager Revolut oraz Bartosz Wójcicki, Dyrektor Biura Usług Antyfraudowych BIK SA.

Panel technologiczny – forum faktoringu– W naszych działaniach nadal kluczowe jest zwiększanie świadomości przedsiębiorców. Zdecydowana większość klientów dopiero będzie korzystać z naszych usług. A to oznacza, że nie musimy wyrywać sobie nawzajem kawałków rynkowego „tortu”, ale powinniśmy go cały czas go powiększać. I nowe technologie mogą nam w tym tylko pomóc – mówił Tomasz Rodak, Dyrektor Działu Innowacji BibbyLAB.

Uczestnicy panelu wskazywali też, że ciągu najbliższych 15 lat, rynki czeka rewolucja podobna do zmian, jakie wniosły w ciągu ostatnich lat w nasze życie smartfony. Procesy operacyjne, również w faktoringu, ulegną przyspieszeniu, a ich realizacja będzie tańsza i bardziej efektywna. A grupą odbiorców, którzy o tym zdecydują są przedstawiciele młodego pokolenia.

– Najmłodsi klienci, millenialsi, są przede wszystkim mobilni. Ich nieodłącznym narzędziem do kontaktu z rzeczywistością jest telefon i zainstalowane w nim aplikacje. Nie zmieniają się więc same potrzeby odbiorców wszelkich usług, ale ich sposób komunikowania się z otaczającym światem. To jest istotą nowego modelu życia. Naszą rolą, rolą świata finansów, jest ich zrozumieć i przekonać do swoich usług. Potrzebujemy do tego z jednej strony technologii, z drugiej – otwarcia się na ten właśnie nowy model życia – podkreślał Karol Sadaj, Country Manager Revolut.

Jak co roku, Komitet Wykonawczy PZF ogłosił wyniki konkursu „Złote Pióro” 2019 na najlepsze prace dyplomowe, poświęconą faktoringowi. Najpierw jednak władze Związku uhonorowały Tomasza Biernata, wieloletniego sekretarza PZF.Uhonorowanie Tomasza Biernata

– Zasługi Tomasza dla funkcjonowania PZF są nieocenione. To on przez lata prowadził sprawy organizacyjne, odpowiadał za współpracę ze środowiskiem akademickim, nadzorował wydawanie Almanachu i organizował Kongres. To w dużej mierze dzięki niemu wszyscy się tu spotykamy – podkreślał Sebastian Grabek, przewodniczący KW PZF.

W kategorii na najlepszą pracę magisterską nagrodę główną „Złote Pióro PZF” przyznano Krzysztofowi Jankowi, absolwentowi Szkoły Głównej Handlowej, za pracę pt. „Motywy korzystania z faktoringu w polskich przedsiębiorstwach”.

Wyróżnienie za pracę magisterską pt. „Wpływ zmian prawnych i technologicznych na rynek faktoringu w Polsce” przyznano panu Michałowi Pokrywie, także absolwentowi Szkoły Głównej Handlowej.

Złote Pióro PZFNagrodę „Złote pióro PZF” w kategorii najlepsza praca licencjacka za pracę pt. „Faktoring – formy, wpływ na działalność przedsiębiorstwa oraz perspektywy rozwoju rynku” przyznano pani Aleksandrze Pawlik, również absolwentce Szkoły Głównej Handlowej.

Komitet Wykonawczy Polskiego Związku Faktorów serdecznie gratuluje laureatom konkursu, a także dziękuje uczestnikom za udział w Kongresie i zaprasza za rok.Relacja z Kongresu Faktoringu 2019 Relacja z Kongresu Faktoringu Relacja forum faktoringu 2019 2 Relacja forum faktoringu 2019

Relacja z V edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019

W dniach 26-27 września 2019 r. w Siedlcach odbyła się V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019, poświęcona filarom polskiej gospodarki przyszłości, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.

V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (1) V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (2) V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (3) V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (4)

Szczyt objęty został Honorowym Patronatem przez Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego, Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Środowiska Henryka Kowalczyka, Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marka Gróbarczyka, Minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Bożeny Borys-Szopy, Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jana Krzysztofa Ardanowskiego, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha, Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, Andrzeja Koniecznego, Ministerstwo Finansów, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Urząd Regulacji Energetyki, Centrum Unijnych Projektów Transportowych, Urząd Lotnictwa Cywilnego, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Urząd Patentowy RP, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, 18 Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza Buka, Główny Inspektorat Transportu Drogowego, Wojewodę Kujawsko-Pomorskiego, Wojewodę Mazowieckiego, Wojewodę Podkarpackiego, Wojewodę Podlaskiego,  Wojewodę Pomorskiego, Wojewodę Warmińsko-Mazurskiego, Marszałka Województwa Mazowieckiego, Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Marszałka Województwa Lubelskiego, Marszałka Województwa Podkarpackiego, Marszałka Województwa Podlaskiego, Marszałka Województwa Świętokrzyskiego, Prezydenta Białegostoku, Prezydenta Chełma, Prezydenta Kielc, Prezydenta Lublina, Prezydent Łodzi,  Prezydenta Olsztyna, Prezydenta Ostrołęki, Prezydenta Poznania,  Prezydenta Rzeszowa, Prezydenta Siedlec, Prezydenta Torunia, Główny Instytut Górnictwa, Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Hutniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Instytut Ochrony Środowiska, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Izbę Gospodarczą Zaawansowanych Technologii, Krajowy Związek Grup  Producentów Owoców i Warzyw, Polską Izbę Gospodarki Odpadami, Polską Izbę Gospodarczą Zaawansowanych Technologii, Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji, Polską Izbę Przemysłu Chemicznego, Polską Izbę Radiodyfuzji Cyfrowej, Polską Izbę Spedycji i Logistyki, Polski Przemysł Spirytusowy, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Związek Banków Polskich, Związek Miast i Gmin Morskich, Związek Miast Polskich, Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych, Związek Powiatów Polskich, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami, Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego, Związek Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej.

Dwa dni Szczytu zostały podzielone na cztery części: Sesję Plenarną, otwierającą obrady, zatytułowaną „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”, Sesję I pt. Energetyka, Sesję II pt. Gospodarka, Sesję III pt. Bezpieczeństwo. W drugim dniu odbyła się Sesja IV organizowana przez Ministerstwo Energii oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, która została zatytułowana Zielona energia szansą na rozwój regionów. Na zakończenie pierwszego dnia debat OSG 2019 odbyła się uroczysta gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki”.

Szczyt został oficjalnie zainaugurowany przez Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, który w swoim wystąpieniu podkreślał konieczność pogłębionej dyskusji nad przyszłością i rozwojem polskiej gospodarki.  Minister Tchórzewski wyraził przekonanie, że zarówno dobór tematów podczas OSG 2019, jak i zaproszonych do debat gości pozwolą na rzetelną i kompleksową dyskusję na temat rozwoju Polski. Minister Energii odczytał także list skierowany do uczestników Szczytu od Pana Premiera Mateusza Morawieckiego.

Sesją otwierającą Szczyt była Sesja Plenarna pt. „Państwo-Gospodarka-Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”. Wzięli w niej udział: prof. dr hab. Grażyna Ancyparowicz – Członek Rady Polityki Pieniężnej; Piotr Dziadzio – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Surowcowej Państwa, Ministerstwo Środowiska; Paweł Jaroszek – Członek Zarządu, Zakład Ubezpieczeń Społecznych; Bartosz Marczuk – Wiceprezes Zarządu, Polski Fundusz Rozwoju S.A.; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Piotr Naimski – Sekretarz Stanu w KPRM, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej; Witold Naturski – Zastępca Dyrektora Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce; Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii. Moderatorem debaty była Iga Lis – Partner, CMS. Początek sesji poświęcony został ogólnemu zarysowaniu sytuacji Polski na tle UE i świata, co stanowiło wstęp do nakreślenia kierunków i uwarunkowań zrównoważonego rozwoju. Następnie starano się odpowiedzieć na pytanie, czy Państwo jest kreatorem i gwarantem rozwoju gospodarki, zwłaszcza w kontekście nowej perspektywy budżetowej UE. W dalszej kolejności zastanawiano się nad strategiami bezpieczeństwa Państwa z perspektywy najważniejszych sektorów gospodarki, z uwzględnieniem rozwoju społecznego. Na koniec nakreślono prognozy rozwoju polskiej gospodarki w najbliższej przyszłości, uwzględniając kwestie spowolnienia gospodarczego w Europie, a także możliwości rozwoju Polski poprzez skuteczne wykorzystywanie swojego potencjału innowacyjnego.

Sesja I: Energetyka składała się z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Energetyka”, „Ciepłownictwo i kogeneracja. Inwestycje w czyste powietrze” oraz „Rozwój – inwestycje w infrastrukturę kraju”.

Panel Energetyka poprowadzony został przez Zbigniewa Kozłowskiego – Partnera, DWF Poland, zaś w dyskusji wzięli udział: Mateusz Aleksander Bonca – Prezes Zarządu, Grupa LOTOS S.A.; Ryszard Gburek – Dyrektor Departamentu Dużych Przedsiębiorstw, Bank Gospodarstwa Krajowego; Filip Grzegorczyk – Prezes Zarządu, TAURON Polska Energia S.A.; Mirosław Kowalik – Prezes Zarządu, Enea S.A.; Paweł Śliwa – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; Dominik Wadecki – Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, Energa S.A.; Józef Węgrecki – Członek Zarządu ds. Operacyjnych PKN ORLEN S.A; Piotr Woźniak – Prezes Zarządu, PGNiG S.A. W pierwszej kolejności zaproszeni goście dokonali krótkiego omówienia aktualnie obowiązującej Polityki Energetycznej Państwa. Stanowiło to wstęp do zaproponowania koniecznych zmian strategii grup energetycznych, wraz z podaniem ich głównych przyczyn. Zastanawiano się także czy zbliża się kres dotychczasowego modelu gospodarki paliwowej w Polsce. W dalszej części prelegenci starali się rozwiązać dylemat jaki pojawia się w relacji pomiędzy bezpieczeństwem energetycznym, oczekiwaniami klientów, a interesem akcjonariuszy grup energetycznych. Równie istotnym punktem debaty była kwestia innowacji technologicznych wspierający zrównoważony rozwój i ich wpływ na modele rynkowe w poszczególnych podsektorach energetyki. Na koniec przeanalizowano możliwości synergii rozwoju z sektorem wydobywczym, transportem i energochłonnymi gałęziami przemysłu oraz odniesiono się do kwestii szans i korzyści wynikających z prosumenckiej produkcji energii i biogazu. Dyskusja dotyczyła też kwestii uzależnienia polskiej energetyki od systemów wsparcia oraz energetyki jądrowej dla Polski.

 

Panel Ciepłownictwo i kogeneracja. Inwestycje w czyste powietrze moderowany był przez Adama Szalca – Wspólnika w Kancelarii Elżanowski Cherka & Wąsowski Kancelaria Prawna sp. k. Gospodarzem Panelu była spółka PGNiG Termika S.A. Do dyskusji, w ramach powyższego panelu zasiedli: Wojciech Dąbrowski – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Jarosław Głowacki – Prezes Zarządu, PGNiG Termika S.A.; Piotr Górnik – Prezes Zarządu, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Robert Grzywacz – Prezes Zarządu, Przedsiębiorstwo Energetyczne w Siedlcach sp. z o.o.; Henryk Kowalczyk – Minister Środowiska; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Jacek Szymczak – Prezes Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie. W ramach dyskusji odniesiono się najpierw do oczekiwań i szans rozwoju nowego systemu wsparcia kogeneracji, co było punktem odniesienia do kwestii nakreślenia preferencji dla rozwoju efektywnych energetycznie systemów ciepłowniczych i czy oznaczają one schyłek kogeneracji węglowej. Następnie omówiono stan zaawansowania inwestycji w czyste powietrze oraz najważniejszych inwestycji w ciepłownictwie. Starano się przy tym nakreślić rolę samorządów, w tym możliwości gospodarki odpadami oraz wykorzystanie OZE w rozwoju ciepłownictwa systemowego. Na koniec dyskusji odniesiono się do zmian w otoczeniu regulacyjnym ciepłownictwa i nowych technologii w ciepłownictwie i kogeneracji.

 

Panel Rozwój – inwestycje w infrastrukturę kraju, zamykający Sesję I Szczytu został poprowadzony przez Kazimierza Krupę – Niezależnego publicystę ekonomicznego, Redaktora Naczelnego magazynu Euroinfrastruktura XXI. W roli prelegentów wystąpili: Daniel Betke – Wiceprezes Zarządu, BSiPE  „Energoprojekt Poznań” S.A.; Krzysztof Figat – Prezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Tomasz Jakubowski – Dyrektor ds. Operacyjnych, Centralna Jednostka Inwestycyjna, Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A.; Antoni Józwowicz – Prezes Zarządu, ENEA Wytwarzanie Sp. z o.o.; Łukasz Górny – Dyrektor, EIB S.A.; Paweł Kolczyński – Wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.; Jan Styliński – Prezes Zarządu, Polski Związek Pracodawców Budownictwa; Marcin Tadeusiak – Prezes Zarządu JT S.A., Wiceprezes Zarządu Izby Gospodarczej Gazownictwa; Mateusz Wodejko – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.;  Robert Zasina – Prezes Zarządu, TAURON Dystrybucja S.A. Panel rozpoczął się od nakreślenia stanu infrastruktury energetycznej – jej potrzeb, szans i zagrożeń, w tym tych dotyczących zaburzeń płynności finansowej w trakcie realizacji kontraktów. Odniesiono się przy tym do znaczenia dla strategicznych sektorów nowego Prawa Zamówień Publicznych. W dalszej części dyskutowano nad obiektami o zerowym zużyciu energii, jak i istotnej roli banków i firm ubezpieczeniowych w realizacji procesów inwestycyjnych. Odniesiono się także to zagadnienia deficytu terenów inwestycyjnych, problemów na rynku developerskim, wyższych kosztów i zmiennego otoczenia prawnego.

 

 

Sesja II: Gospodarka składała się z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Gospodarka 4.0 – przemysł i innowacyjność”, „Infrastruktura i transport” oraz „Samorząd lokalny”.

Panel Gospodarka 4.0 – przemysł i innowacyjność został poprowadzony przez Izabellę Żyglicką – Rzecznika Praw Przedsiębiorców przy Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach, Radcę Prawnego, Wspólnika Zarządzającego w Kancelarii Żyglicka i Wspólnicy zaś do debaty zasiedli: Adam Abramowicz – Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców; Maciej Bombol – Dyrektor Działu Rynku Pierwotnego, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie; Adam Kutyłowski – Główny Konstruktor, Triggo S.A.; Wioletta Czemiel-Grzybowska – Członek Zarządu, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Roman Masek – Dyrektor Techniczny BELSE Sp z o.o.; Dawid Klimczak – Prezes Zarządu, Enea Trading Sp. z o.o.; Andrzej Konieczny – Dyrektor Generalny Lasów Państwowych; Andrzej J. Piotrowski – Wiceprezes Zarządu, PGE Systemy S.A.; Lechosław Rojewski – Wiceprezes ds. Finansowych,  Węglokoks S.A.; Jacek Srokowski – Wiceprezes Zarządu, p.o. Prezesa Zarządu, JSW Innowacje S.A.; Radosław Żydok – Dyrektor Departamentu Analiz Regulacyjnych i Strategicznych, KGHM Polska Miedź S.A. Zaproszeni goście najpierw starali się odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda Gospodarka 4.0 po 4 latach funkcjonowania programu. Zastanawiano się także nad rolą Państwa w kreowaniu, wspieraniu i regulowaniu nowych modeli biznesowych. Uczestnicy panelu, na podstawie własnych doświadczeń starali się również określić, czy innowacyjność należy rozumieć jako szybkie wdrożenie rozwiązań przełomowych, czy jest to raczej rozwój poprzez optymalizację. Bardzo ważnym elementem dyskusji były sposoby na pozyskanie kapitału na badania i rozwój. W drugiej części panelu skoncentrowano się nad zagadnieniami bezpieczeństwa – w kontekście inwestycji w rozwiązania poprawiające poziom bezpieczeństwa projektów, jak i również dynamiki otoczenia regulacyjnego. Rozważania objęły także kontekst europejski i globalny – w szczególności zastanawiano się nad dostępnością środków unijnych na innowacje w perspektywie finansowej 2014-2020 oraz kondycją gospodarek narodowych w czasach globalnej konkurencji. Na koniec odniesiono się do rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji w przemyśle.

Panel Infrastruktura i transport moderowany był przez prof. Halinę Brdulak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W debacie wzięli udział: Przemysław Janiszewski – Wiceprezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Wojciech Jurkiewicz – Dyrektor Zarządzający, Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych; Piotr Kisiel – Prezes Zarządu, Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno – Technologiczne S.A.; Jarosław Lubowicki – Kierownik ds. Rozwoju Biznesu, Siemens Mobility Sp. z o.o.; Krzysztof Mleczak – Prezes Zarządu, Exito Broker; Grzegorz Modrykamień – Kierownik działu Rozwoju Projektów, Stadler Polska; Marek Tarczyński – Przewodniczący Rady, Polska Izba Spedycji i Logistyki; Marek Cisłowski – Dyrektor Departamentu Żeglugi Powietrznej, Urząd Lotnictwa Cywilnego. Początek debaty zdominowany został przez temat Centralnego Portu Komunikacyjnego jako wartościowego rozwiązania dla gospodarki i logistyki kraju. Następnie odniesiono się do kluczowych projektów kolejowych i drogowych z punktu widzenia gospodarki. Tematem o dużym znaczeniu był ten dotyczący transportu intermodalnego, z uwzględnieniem hubów i centrów logistycznych. Stanowiło to wstęp do rozważań nad rosnącym rynkiem prywatnych przewoźników cargo. Na koniec starano się odpowiedzieć na pytanie, czy nowelizacja Prawa zamówień publicznych odpowiada realiom rynkowym.

Panel Samorząd lokalny poprowadzony został przez Jarosława Jóźwiaka – Adwokata w Kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni, zaś w debacie wzięli udział: Jakub Banaszek – Prezydent Miasta Chełm; Jerzy Bauer – Burmistrz Ostrowii Mazowieckiej; Krzysztof Bieńkowski – Starosta Powiatu Przasnyskiego; Rafał Ciszewicz – Zastępca Burmistrza Gminy Międzychód; Tomasz Hapunowicz – Wójt Gminy Zbuczyn; Maciej Jeziorski – Dyrektor Segmentu Public CEE, Signify Poland Sp. z o.o. W pierwszej kolejności zaproszeni goście odnieśli się do realizowanych i planowanych inwestycji samorządowych w kontekście nowej perspektywy finansowej UE. Starano się przy tym nakreślić sposoby utrzymania tempa inwestycji w kolejnych latach w kontekście mniejszych środków pochodzących z funduszy europejskich. Następnie podjęto temat smogu jako problemu trudniejszego do rozwiązania niż się spodziewano. W tym kontekście prelegenci odnieśli się również do reformy śmieciowej. Kolejna część panelu poświęcona była  współpracy biznesu i samorządu a zwłaszcza skuteczności samorządów w budowaniu środowiska otoczenia biznesu. Koniec panelu poświęcony był Funduszowi Dróg Samorządowych i pytaniu czy inwestycje w drogi są impulsem dla rozwoju gmin i powiatów.

Sesja III: Bezpieczeństwo złożona była z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Bezpieczeństwo narodowe” „Bezpieczeństwo surowcowe i przesyłowe” oraz „Bezpieczeństwo środowiskowe i ekologiczne”.

Panel Bezpieczeństwo narodowe był moderowany przez płk dr Piotra Potejko – Doradcę Zarządu ds. Bezpieczeństwa, Deloitte Advisory Sp. z o. o., zaś w dyskusji wzięli udział: Juliusz Brzostek – Dyrektor ds. Cyberbezpieczeństwa, NASK; gen. dyw. dr Jarosław Gromadziński – Dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej im. Generała Tadeusza Buka; Julia Hetlof – Attorney at Law, USANATO Liason; Piotr Kisiel – Prezes Zarządu, Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno Technologiczne S.A.; dr Łukasz Kister – Ekspert ds. (Cyber) Bezpieczeństwa, BezpieczneInformacje.PL.; Agata Kołodziejczyk – Dyrektor Projektów Naukowych, Analog Astronaut Training Center; Leon Komornicki – Przewodniczący, Członek Rady Wykonawczej, Komitet Przemysłowy, Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie; Jacek Kosiorek – Wiceprezes Zarządu, PIRC; Marek Kubiak – Dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Debata rozpoczęła się od tematu kształtowania polityki bezpieczeństwa państwa w aktualnej sytuacji międzynarodowej i w ogóle pytania, czy Polska jest krajem bezpiecznym, w kontekście priorytetowych obszarów bezpieczeństwa narodowego. W szczególności odniesiono się do Narodowej Polityki Zbrojeniowej i jej fundamentalnego znaczenia dla modernizacji i rozwoju przemysłu obronnego.  W tym kontekście odniesiono się do aktywności Polski w NATO i aktywności NATO w Polsce oraz potencjału Polskiego przemysłu obronnego. Kolejna część dyskusji skoncentrowana była na próbie nakreślenia miejsca Polska na tle globalnej mapy cyfryzacji  gospodarek i społeczeństw. Nie bez znaczenia był także temat gospodarki cyfrowej w dobie RODO i Dyrektywy Parlamentu i Rady UE w sprawie środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terenie UE – NIS (Network and Information Security). Na koniec zastanawiano się, jak świat korzysta z sektora kosmicznego w kontekście Polskiej Strategii Kosmicznej.

Panel Bezpieczeństwo surowcowe i przesyłowe moderowany był przez Agnieszkę Łakomą – Dziennikarkę, Eksperta ds. Energetyki, natomiast w debacie udział wzięli: Tomasz Heryszek – Prezes Zarządu; Węglokoks S.A.; Rafał Miland – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.;  Tomasz Rogala – Prezes Zarządu, Polska Grupa Górnicza S.A.; Beata Wittmann – Członek Zarządu, Gas Storage Poland; Maciej Woźniak – Wiceprezes Zarządu ds. Handlowych, PGNiG S.A.; Marian Żołyniak – Prezes Zarządu, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o. Zaproszeni prelegenci w pierwszej kolejności zastanawiali się nad stanem bezpieczeństwa surowcowego Państwa z perspektywy kluczowych zasobów. Jednocześnie starano się nakreślić obecny stan infrastruktury przesyłowej (docelowy model, szanse, zagrożenia). Stanowiło to wstęp do omówienia stopnia zaawansowania projektu Baltic Pipe jako elementu współpracy w ramach basenu Morza Bałtyckiego. Wnioski z tej części debaty pozwoliły odnieść się do pytania w jakim stopniu polityka klimatyczna i surowcowa wpływa na politykę energetyczną. Dalsza część panelu zdominowana została przez dyskusje na temat innowacyjności i aktywności badawczo-rozwojowej w sektorze energetycznym oraz ochrony konkurencyjności przemysłu energochłonnego. Następnie dyskusja została sprowadzona na obszary dotyczące sektora gazowego: z jednej strony starano się nakreślić stopień liberalizacji polskiego rynku gazu, z drugiej przeanalizowano rozwój rynku giełdowego gazu ziemnego. Zastanowiono się także nad problemem dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu, ropy naftowej i paliw płynnych oraz zmianami w zakresie utrzymania zapasów obowiązkowych.

Panel Bezpieczeństwo środowiskowe i ekologiczne, zamykający trzecią sesję OSG 2019 moderowany był przez Piotra Stępińskiego – Redaktora, BiznesAlert.pl, zaś do dyskusji zasiedli: Michał Dąbrowski – Przewodniczący Rady Izby, Polska Izba Gospodarki Odpadami; Janusz Gajowiecki – Prezes Zarządu, PSEW; Zbigniew Gryglas – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Grzegorz Obajtek – Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu Bioeko Grupa TAURON; dr Arkadiusz Sekściński – p.o. Prezesa Zarządu, Wiceprezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna S.A.; dr inż. Krystian Szczepański – Dyrektor, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy Grzegorz Walczukiewicz – Dyrektor, Port Czystej Energii Sp. z o.o.; Karol Wójcik – Przewodniczący Rady Programowej, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami; Anna Żyła – Główny Ekolog Banku, Bank Ochrony Środowiska S.A. Na samym początku zaproszeni prelegenci zarysowali miejsce rynku energii odnawialnej w Polityce Energetycznej Państwa. Jednocześnie zastanawiano się nad najważniejszymi wyzwaniami na najbliższe dziesięciolecia, jeżeli chodzi o adaptację do zmian klimatu. W tym kontekście zastanawiano się jak ograniczyć niską emisję w polskich miastach. Nie bez znaczenia był tutaj problem skutecznej gospodarki odpadami. W drugiej części panelu odniesiono się do tematu zrównoważonego rozwoju w strategiach firm i odpowiedzialności w kwestiach środowiskowych. Podjęto się także przedstawienia bilansu E-mobility w Polsce. Następnie poproszono uczestników panelu o zaprezentowanie, ich zdaniem realnych, scenariuszy rozwoju gospodarczego z uwzględnieniem strategii ochrony środowiska i zeroemisyjnej gospodarki. Pozwoliło to odnieść się do obecnie kluczowych problemów, jakimi są kwestia odpadów i opakowań zwrotnych w przemyśle i smogu. Na koniec omówiono wkład fotowoltaiki w OZE.

Na zakończenie pierwszego dnia Szczytu odbyła się wieczorna gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2019”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Gospodarki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki w kraju i zagranicą. Nagroda jest uhonorowaniem Laureatów za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy.

Laureatami tegorocznej nagrody „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2019” zostali:

Marek Zagórski, Minister Cyfryzacji

Mariusz Błaszczak, Minister Obrony Narodowej (nagrodę w imieniu Pana Ministra odebrał Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Paweł Woźny)

gen. dyw. dr Jarosław Gromadziński, Dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej im. Generała Broni Tadeusza Buka

Marcin Chludziński, Prezes Zarządu KGHM Polska Miedź S.A.

Paweł Borys, Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju S.A.(nagrodę w imieniu Pana Prezesa odbrał Wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju p. Bartosz Marczuk)

W drugim dniu Szczytu odbyła się Sesja IV organizowana przez Ministerstwo Energii i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, zatytułowana „Zielona Energia szansą na rozwój regionów”. W ramach sesji odbyły się dwa panele: „Wyzwania w sektorze energetycznym w świetle nowej perspektywy finansowej UE” oraz „Ekologiczne źródła energii w każdym domu”. Sesji towarzyszyły warsztaty prowadzone przez doradców energetycznych skierowane do przedsiębiorców, właścicieli domów, właścicieli gospodarstw rolnych, przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego, na których omówiono możliwości zdobycia dofinansowania na inwestycje z zakresu efektywności energetycznej oraz zagadnienia związane z ograniczeniem negatywnego wpływu emisji na jakość powietrza. Sesję oficjalnie zainaugurowali Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii; Marek Zagórski – Minister Cyfryzacji; Sławomir Mazurek – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Moderatorem Sesji był dr Paweł Grzejszczak – Partner, Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka Po oficjalnej inauguracji, w ramach wprowadzenia, zaprezentowany został film poświęcony rozwojowi inteligentnych sieci energetycznych w Polsce.

Panel Wyzwania w sektorze energetycznym w świetle nowej perspektywy finansowej UE rozpoczął się od wystąpienia wprowadzającego, wygłoszonego przez Jarosława Orlińskiego – Dyrektora Departamentu Programów Infrastrukturalnych, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, pt. Przygotowanie perspektywy finansowej 2021-2027.

Następnie odbyła się dyskusja, w której udział wzięli: dr hab. Inż. Dariusz Baczyński – Prodziekan, Wydział Elektryczny, Politechnika Warszawska; Andrzej Kojro – Prezes Zarządu, Enea Operator Sp. z o.o.; Wojciech Lutek – Prezes Zarządu, PGE Dystrybucja S.A.; Michał Godlewski – Dyrektor Departamentu Funduszy Europejskich, Ministerstwo Energii; Wiesław Jasiński –  Zastępca Prezesa Zarządu, Energa-Operator S.A.; Robert Zasina – Prezes Zarządu TAURON Dystrybucja S.A.

Panel Ekologiczne źródła energii w każdym domu rozpoczął się od wystąpienia wprowadzającego Artura Michalskiego – Zastępcy Prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Następnie odbył się pokaz filmu Projekt Doradztwa Energetycznego po czym odbyła się dyskusja poświęcona programowi „Mój Prąd” i możliwościom wytwarzania energii przez prosumentów. W roli uczestników debaty wystąpili: Sławomir Mazurek – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Marcin Szczudło – Wiceprezes Zarządu, PGNiG Obrót Detaliczny sp. z o.o.; Andrzej Rajkiewicz – Wiceprezes Zarządu, Narodowa Agencja Poszanowania Energii S.A.; Piotr Czopek – Dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej, Ministerstwo Energii; Jarosław Wiśniewski – Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Ziemią w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi; Anna Trudzik – Kierownik Wydziału Projektu Doradztwa Energetycznego, NFOŚiGW.

V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego była wspierana przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia. Europejskie Centrum Biznesu główny organizator Szczytu pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Energetycznemu: TAURON Polska Energia S.A., Partnerom Głównym: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., KGHM Polska Miedź S.A., Enea S.A., Grupie Energa, Węglokoks S.A., Partnerom Agencji Rozwoju Przemysłu, Bankowi Gospodarstwa Krajowego, firmie BELSE Sp. z o.o., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., GAZ-SYSTEM S.A.; Grupie LOTOS S.A., PERN S.A., firmie Polimex-Mostostal S.A., PGNiG S.A., PGNiG Termika S.A., Stadler Polska Sp. z o.o., Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, Sponsorom PKN ORLEN S.A., Bankowi Ochrony Środowiska S.A., Partnerowi Społecznemu Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych, Współorganizatorowi Uniwersytetowi Przyrodniczo-Humanistycznemu w Siedlcach. Dziękujemy także za współpracę Ministerstwu Energii oraz Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, a także Polskiej Spółce Gazownictwa Sp. z o.o., PGNiG Obrót Detaliczny, Miastu Siedlce, Centrum Kultury i Sztuki im. Andrzeja Meżeryckiego Scena Teatralna Miasta Siedlce, 18 Dywizji Zmechanizowanej, Kancelarii DWF Polska.

Podziękowania składamy także na ręce Patronów Medialnych: Polskie Radio 24, Magazyn Biomasa, Portal Biznesalert.pl, Portal CEO.com.pl, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, , Dziennik Gazeta Prawna, Dziennik Warto Wiedzieć, Czasopismo Echo Katolickie, Portale grupy Xtech: elektroinzynieria.pl i środowisko.pl, Portal Energetyka24, Magazyn Energetyka Cieplna i Zawodowa, Magazyn Energetyka Wodna, Portal Energetykon.pl, Wortal Energoelektronika.pl, Portal ESCO w Polsce, Magazyn EuroLogistics, Magazyn Euroinfrastruktura XXI, Portal INFOR.PL, Portal Inteligentne Miasta i Regiony, Agencja ISB News, Katolickie Radio Podlasie, Portal kierunekenergetyka.pl, Czasopismo Law Business Quality, Portal Log24, Portal Logistyka.net.pl, Magazyn Autostrady, Portal Multimodalny.pl, Czasopismo Nowa Energia, Magazyn Nowoczesne Technologie w Przemyśle, Portal Nuclear.pl, Portal OptimalEnergy.pl, Magazyn OZEON, Magazyn Perspektywy, Portal Podlasie24.pl, Polish Market Online, Miesięcznik Przetargi Publiczne, Reporter Chemiczny, Serwis Administracyjno-Samorządowy, Smart Grids Polska, Portal Strefa Biznesu, TV Wschód, Portal TerazSrodowisko.pl, Warsaw Business Journal, Wiadomości Naftowe i Gazownicze, Portal WysokieNapiecie.pl.

Prawie połowa Polaków wyrzuca jedzenie. Od jednej rodziny do kosza trafia średnio równowartość 2,5 tys. zł rocznie

Prawie połowa Polaków wyrzuca jedzenie. Od jednej rodziny do kosza trafia średnio równowartość 2,5 tys. zł rocznie 7

49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie – wynika z badania przeprowadzonego dla Grupy KRUK. Przeciętna czteroosobowa rodzina wrzuca do śmieci równowartość 2,5 tys. zł rocznie. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, wiele z nich mogłoby spłacić średni dług w ciągu około dwóch lat. Kupowanie rodzimych produktów u lokalnych dostawców, życie w zgodzie z zasadą zero waste czy robienie zakupów z listą może nie tylko przynieść oszczędności w domowym budżecie, ale i przyczynić się do poprawy stanu środowiska.

– Na koniec I półrocza br. mieliśmy w Polsce ponad 4 mln osób zmagających się z zadłużeniem. Głównym powodem długów są m.in. niespłacone kredyty i pożyczki. Jest to poniekąd związane z obecnym trendem, czyli konsumpcjonizmem. Wszyscy chcemy mieć jak najlepsze, jak najnowsze rzeczy. To z kolei przekłada się na ekologię, bo takie kupowanie bez zastanowienia nie wpływa pozytywnie na środowisko. Zatem okazuje się, że ekonomia ma tu wiele wspólnego z ekologią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy Kruk.

Jak podaje Federacja Polskich Banków Żywności, w ciągu roku czteroosobowa polska rodzina wyrzuca do śmieci jedzenie o średniej wartości aż 2,5 tys. zł. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, w ciągu około dwóch lat wiele z nich mogłoby spłacić swoje długi. Ten, jak wynika z danych Grupy KRUK, na koniec pierwszego półrocza br. wyniósł średnio niespełna 5,8 tys. zł na osobę.

W badaniu „Konsumpcjonizm i świadomość ekologiczna Polaków” przeprowadzonym dla Grupy KRUK 49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie do śmietnika. Powody marnowania jedzenia są bardzo różne – najczęstszym z nich jest roztargnienie, które powoduje, że nie sprawdzamy daty przydatności produktów do spożycia. Wskazuje tak 42 proc. polskich konsumentów.

– Zawsze kupujemy więcej, niż potrzebujemy. W weekendy, przed świętami te koszyki zakupowe robią się coraz większe. Cała gospodarka sprzyja konsumpcji, więc dopóki nie zaczniemy kupować racjonalnie tego, czego faktycznie potrzebujemy, może być problem. Kupujemy oczami. W portfelu wszystko się zgadza, tylko koniec końców nie jesteśmy w stanie tego przejeść albo są to rzeczy nie do końca nam potrzebne. Kończy się tym, że pieniądze pośrednio, w postaci zmarnowanych produktów, wędrują do śmietnika – mówi Tomasz Jaroszek, dziennikarz i bloger finansowy, Doradca.tv.

 Pójście z listą zakupów do sklepu sprawia, że kupimy przynajmniej o 1/3 mniej. Zaoszczędzimy nie tylko pieniądze, lecz także czas, bo zrobimy zakupy szybciej i kupimy tylko to, co mamy zapisane na kartce. Ta lista zakupów jest banałem, ale ułatwia nam ona ekonomiczne i ekologiczne życie. Poza tym wykorzystujmy resztki. Jeśli zostanie nam w lodówce jedna marchewka, cebula, kawałek cukinii, to już jest potencjał, żeby stworzyć z tego pełnowartościowy obiad. Wymieszamy to z kaszą i mamy świetną kolację na ciepło – dodaje Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Takie zachowania są również bardziej ekologiczne.

– Bardzo wiele osób uważa, że życie w zgodzie z trendem ekologicznym jest drogie. Opierają tę tezę na tym, że produkty z oznaczeniem bio lub eko na ogół są droższe od tych zwykłych towarów. Stąd 81 proc. Polaków uważa, że ekologiczne życie jest dużo droższe. Tymczasem my chcemy pokazać, że jest odwrotnie. Życie w duchu zero waste powoduje, że kupujemy mniej, świadomie wybieramy produkty – mówi Agnieszka Salach.

Jak wynika z badania SW Research przeprowadzonego dla Grupy KRUK, 63 proc. Polaków decyduje się na zakup produktów ekologicznych ze względu na to, że są zdrowsze. Natomiast 41 proc. decyduje się na nie, ponieważ są bardziej przyjazne dla środowiska. Wciąż jednak zdecydowana większość Polaków, bo aż 81 proc., uważa, że ekologiczne zakupy są droższe.

 Etykiety „eko” i „bio” mogą być mylące. Polacy często nie rozróżniają, nie wiedzą, co się pod tymi nazwami kryje. Coś, co jest bio, nie zawsze musi być zdrową żywnością. To oznaczenie nie sygnalizuje, że taki produkt nie zawiera cukru czy konserwantów. A warto też mieć na uwadze, że często jest zapakowany w niepotrzebny plastik, który nie jest eko – mówi Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Ekologia może też pomóc w oszczędzaniu i lepszym gospodarowaniu domowym budżetem. Eksperci wskazują, że wystarczy na przykład zamienić egzotyczne produkty na rodzime i zacząć kupować u lokalnych dostawców albo zwracać uwagę na to, co i w jakich ilościach kupujemy. Tylko na zakup wody butelkowanej Polacy wydają łącznie 3 mld zł (ok. 980 zł na osobę rocznie), podczas gdy zdatna do picia kranówka jest niemal całkiem darmowa.

 Przede wszystkim trzeba czytać etykiety i robić listy zakupów. Zastanawiać się, co chcemy ugotować. Wykorzystywać te produkty, które mamy pod ręką, czyli gotować sezonowo. Mamy październik, więc trzeba wykorzystywać warzywa korzeniowe, które o tej porze roku są najlepsze. Nie należy kupować pomidorów w grudniu, bo to nie jest sezon pomidorowy. Wtedy właśnie świetne są kiszone warzywa, które są też tańsze. Dzięki takiemu racjonalnemu i rozsądnemu kupowaniu możemy sporo zaoszczędzić – mówi Sylwia Majcher.

NASK: Dezinformacja w internecie nasila się przed wyborami. Jest poważnym zagrożeniem dla stabilizacji państwa

Dezinformacja stała się problemem na tyle poważnym, że może wpływać na funkcjonowanie państw i rządów oraz destabilizować sytuację polityczną – wynika z najnowszego raportu NASK. Jego publikacji towarzyszył okrągły stół, do którego zaproszono m.in. przedstawicieli Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, MON, BBN i Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. To istotne o tyle, że dezinformacja w internecie nasila się zwłaszcza przed wyborami, a w ocenie Komisji Europejskiej ostatnie lata pokazały już, że kampanie dezinformacyjne miały wpływ na wybory i referenda przeprowadzane w krajach UE. – Trzeba wypracować systemowe mechanizmy reagowania na to zjawisko – podkreśla wicedyrektor NASK Krzysztof Silicki.

– Dezinformacja jest zjawiskiem znanym od dawna. Nas interesuje to, w jakim stopniu zagraża ono bezpieczeństwu w cyberprzestrzeni, na ile jesteśmy w stanie to zjawisko monitorować, opisywać, definiować i mu przeciwdziałać, bo niewątpliwie ma ono charakter negatywny. Wpływ, jaki dezinformacja ma na rozmaite sfery naszego życia, ale też na gospodarkę, biznes, społeczeństwo i politykę, to temat naszego najnowszego raportu o zjawisku dezinformacji w dobie rewolucji cyfrowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Silicki, zastępca dyrektora ds. cyberbezpieczeństwa i innowacji NASK.

W raporcie „Zjawisko dezinformacji w dobie rewolucji cyfrowej” eksperci NASK podkreślają, że dezinformacja ma miejsce wtedy, kiedy rozpowszechniane informacje dotyczą kwestii ważnych z punktu widzenia interesu publicznego, mają wywołać niepewność lub wrogość, doprowadzić do zakłócenia procesów demokratycznych i są rozpowszechniane za pomocą zautomatyzowanych i agresywnych technik, takich jak boty, sztuczna inteligencja, mikrotargeting czy trollowanie.

– Sama definicja dezinformacji jest już ciekawym zagadnieniem, bo nie jest jeszcze zbyt precyzyjna. Generalnie chodzi o zjawiska, które na masową skalę wpływają na percepcję użytkowników cyberprzestrzeni. Zwykle są to kampanie stworzone po to, żeby osiągnąć pewien cel polityczny – choć nie tylko, co pokazuje przykład kampanii dezinformacyjnej wokół „Niebieskiego wieloryba” – mówi Krzysztof Silicki.

Jak podkreśla, trzeba wypracować systemowe mechanizmy reagowania na zjawisko dezinformacji. Stąd do współpracy zaproszone zostały instytucje, które mają z nim do czynienia prawie na co dzień, m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Obrony Narodowej, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, Ośrodek Studiów Wschodnich, UODO oraz Facebook.

Publikacji raportu towarzyszył także zamknięty dla mediów okrągły stół dotyczący problemu dezinformacji, do którego zaproszono też przedstawicieli resortu cyfryzacji, CSIRT MON, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, resortu spraw zagranicznych, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, UODO, KRRiT, OSW, CERT Polska, Zespołu Dyżurnet, Ekspertów CyberPolicy, Ekspertów Akademii Nask, Akademii Sztuki Wojennej, Facebooka i EDGE. Publikacji raportu towarzyszy Europejski Miesiąc Cyberbezpieczeństwa, który startuje dziś.

Jak podkreśla dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Marek Kubiak, współpraca wszystkich tych podmiotów jest kluczowa zwłaszcza przed wyborami, kiedy zjawisko dezinformacji przybiera na sile.

– Przy okazji wyborów parlamentarnych w Polsce również może to nastąpić. Dlatego podejmujemy działania zaradcze, jak uruchomienie Zespołu ds. Incydentów Krytycznych oraz zespołu, który zajmuje się zagrożeniami hybrydowymi. To są gremia eksperckie, w których uczestniczą przedstawiciele służb specjalnych i instytucji odpowiedzialnych za prawidłowy przebieg wyborów. Analizujemy wszystkie spływające informacje i podejmujemy stosowne działania, żeby przeciwdziałać wszystkim stwierdzonym nadużyciom – mówi Marek Kubiak.

W ocenie Komisji Europejskiej ostatnie lata pokazały już, że kampanie dezinformacyjne miały wpływ na wybory i referenda przeprowadzane w krajach Unii Europejskiej. To właśnie dezinformacja ze strony Federacji Rosyjskiej miała stanowić największe zagrożenie przed tegorocznymi, majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.

– Prowadziliśmy już działania związane m.in. z zabezpieczeniem wyborów samorządowych i wyborów do Europarlamentu. W Polsce nie było zagrożeń, które spowodowałyby zakłócenie procesu wyborczego czy wpływałyby na wynik tych wyborów. Natomiast stwierdzamy próby wpływania na świadomość społeczeństwa poprzez tworzenie nieprawdziwych narracji i próby ich uwiarygodnienia poprzez udostępnianie w mediach. To jest problem, który staramy się zneutralizować – mówi dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej, 73 proc. internautów w krajach UE jest zaniepokojonych dezinformacją w okresie przedwyborczym, stąd walka z nią jest jednym z unijnych priorytetów w zakresie cyberbezpieczeństwa. Wokół tego zjawiska ostatnio dużo dzieje się na forum międzynarodowym: we wrześniu ub.r. przyjęto Kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji. Z kolei w grudniu KE ogłosiła Plan Działań Przeciwko Dezinformacji („Action Plan against Disinformation”). Wskazała w nim konkretne działania do realizacji dla unijnych instytucji i państw członkowskich (np. stworzenia Rapid Alert System, systemu szybkiego ostrzegania przed kampaniami dezinformacyjnymi). Te miały zapobiec manipulacjom w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego i przyszłych elekcjach, które będą się odbywać w krajach członkowskich UE.

W Polsce problem dezinformacji na szczeblu ogólnopaństwowym i strategicznym był poruszany m.in. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, podczas prac nad rekomendacjami do nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Jak wynika z nowego raport NASK, problemem w dalszym ciągu pozostaje brak sprawnego systemu komunikacji i koordynacji działań w zakresie zwalczania dezinformacji na szczeblu krajowym.

– Problemem jest gigantyczna liczba informacji we współczesnym systemie komunikacyjnym. Coraz większe znaczenie ma nie tylko to, kto te informacje wytwarza, lecz także kto je filtruje, czyli kto z tej gigantycznej przestrzeni wybiera dla nas to, co my powinniśmy przeczytać i usłyszeć. Problemem pojawia się, kiedy tę rolę pełnią komercyjni pośrednicy w internecie, który na tle innych mediów jest przestrzenią bardzo słabo regulowaną – mówi dr hab. Mirosław Filiciak, dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie SWPS.

Jak podkreśla, walka z dezinformacją wymaga zarówno odgórnych regulacji, edukacji i podnoszenia świadomości internautów, jak i wypracowania pewnego społecznego dialogu wokół tego zagadnienia, co jest zadaniem dla państwowych instytucji i NGO-sów.

– Myślę, że po aferach ostatnich dwóch lat, których symbolem jest Cambridge Analytica, pojawił się pewien konsensus pomiędzy regulatorami a biznesem, że tę przestrzeń trzeba w jakiś sposób uregulować, że konieczna jest pewna odgórna interwencja – podkreśla dr Mirosław Filiciak.

Badania przeprowadzone w tym roku przez Pracownię Badań Społecznych NASK pokazały, że z manipulacją lub dezinformacją zetknęła się w ostatnich miesiącach blisko połowa Polaków. Co trzeci (35 proc.) trafia w sieci na sfałszowane informacje przynajmniej raz w tygodniu lub częściej. Mimo to co piąty internauta (19 proc.) nie sprawdza wiarygodności internetowych informacji ani ich źródeł.

Producenci aut przechodzą na hybrydy i elektryki. Wymuszają to nowe unijne normy emisji dwutlenku węgla

Producenci aut przechodzą na hybrydy i elektryki. Wymuszają to nowe unijne normy emisji dwutlenku węgla 8

Od 2020 roku w Unii Europejskiej zaczną obowiązywać nowe restrykcje dla samochodów dotyczące emisji dwutlenku węgla. Większość producentów już się do nich przygotowuje i modyfikuje ofertę modelową, dołączając do niej samochody hybrydowe i elektryczne. Te mają pomóc im zmieścić się w limitach narzuconych przez Unię Europejską. – Nowe restrykcje UE przyspieszą elektryfikację transportu – ocenia rzecznik Volvo Car Poland. Za miesiąc marka, która już od kilku lat stopniowo przechodzi na napędy hybrydowe, zaprezentuje swój pierwszy w pełni elektryczny samochód.

Polski rynek samochodów elektrycznych i hybrydowych jest jeszcze bardzo zacofany w stosunku do pozostałych krajów UE. W Polsce na przestrzeni kilku lat zostało zarejestrowanych ok. 7 tys. samochodów elektrycznych, hybrydy są liczone w dziesiątkach tysięcy sztuk, ale nadal jest tego niewiele. To się jednak zmieni, ponieważ UE narzuca producentom samochodów nowe, bardzo restrykcyjne normy dotyczące emisji dwutlenku węgla i nie da się ich w żaden inny sposób spełnić, jak tylko oferując samochody hybrydowe i elektryczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

Jak podkreśla, na polskim rynku zakup samochodu elektrycznego – o ile nie wynika z polityki flotowej firm – jest głównie indywidualnym wyborem kierowców. Do tej pory nie istniały jednak specjalne zachęty, np. w postaci ulg podatkowych, dzięki którym by się to opłacało. Wprowadziła je dopiero ustawa o elektromobilności. Z drugiej strony w Polsce nie ma też żadnych dodatkowych obciążeń podatkowych związanych z dwutlenkiem węgla. Dla odmiany, na przykład w Danii podatki od samochodów emitujących duże ilości dwutlenku węgla potrafią sięgać nawet do 270 proc. już na etapie zakupu, wobec czego zakup elektryka jest ekonomicznie bardziej opłacalny.

Nasz rynek jest bardzo liberalny. To się jednak będzie zmieniać, ponieważ postępująca elektryfikacja jest już faktem. Kolejni producenci wprowadzają do oferty miękkie hybrydy, które odzyskują tylko część prądu z hamowania, i hybrydy plug-inowe, które mogą na dystansie 30–40 km poruszać się niemalże jak samochód elektryczny. Elektryki też debiutują na rynku – mówi Stanisław Dojs.

Od 2020 roku w Unii Europejskiej zaczną obowiązywać nowe normy emisji dwutlenku węgla dla samochodów – limit będzie wynosić 95 gramów dwutlenku węgla na przejechany kilometr. Producenci samochodów nieco cięższych, z segmentu premium, tacy jak Volvo, mają minimalnie wyższe limity (107 gramów). Od 2025 roku UE planuje wprowadzić kolejną redukcję o 15 proc.

– Jest tylko jedna możliwość, żeby spełnić te normy – silniki spalinowe muszą mieć mniejszą pojemność. Coraz częściej muszą im też towarzyszyć silniki elektryczne – mówi Stanisław Dojs.

Rzecznik Volvo Car Poland zaznacza, że w tej chwili większość producentów przygotowuje się do unijnych norm emisji dwutlenku węgla i modyfikuje swoją gamę modelową, dołączając do oferty samochody hybrydowe i elektryczne. Te mają pomóc im obronić się na rynku i zmieścić się w limitach narzuconych przez Unię Europejską.

– Swoją cegiełkę dołożą także firmy, zwłaszcza międzynarodowe, działające w Polsce, które w politykach flotowych zapisują limity dwutlenku węgla. To o tyle istotne, że segment droższych samochodów jest zależny od rynku biznesowego, klientów indywidualnych, którzy nie biorą samochodu na fakturę, jest bardzo niewielu – wyjaśnia Dojs.

Poza korzyściami dla środowiska i oszczędnościami na paliwie klienci coraz częściej zaczynają dostrzegać inne zalety podróżowania hybrydami i elektrykami.

Można nimi niemal bezszelestnie manewrować na parkingu. Skłaniają też do spokojniejszej jazdy. Kiedy chcemy przyspieszyć w hybrydach typu plug-in, naciskamy delikatnie pedał gazu i ten samochód po prostu płynie, w środku jest cicho i spokojnie. Jeśli sytuacja drogowa wymaga gwałtownego przyspieszenia, można użyć silnika elektrycznego i spalinowego naraz. Wtedy ten samochód zostawi w tyle większość samochodów o napędzie wyłącznie spalinowym, dlatego że elektryfikacja daje też niesamowicie dużo benefitów czysto użytkowych, o których nie przekonamy się, dopóki takimi samochodami nie zaczniemy jeździć – mówi Stanisław Dojs.

Hybrydy typu plug-in Volvo ma w ofercie od 2012 roku, natomiast od kilku lat producent stopniowo wycofuje z niej silniki większe niż 2 l i diesle. Od tego roku wszystkie nowo prezentowane modele marki będą już tylko hybrydami, z kolei za miesiąc swoją premierę będzie mieć pierwszy w pełni elektryczny samochód Volvo.

Długofalowa strategia marki zakłada stopniowe przechodzenie na napędy hybrydowe, a w dalszej perspektywie – na samochody elektryczne. W ubiegłym roku Volvo sprzedało w Polsce 168 hybrydy typu plug-in, które są najbardziej zaawansowane pod względem technicznym i najdroższymi samochodami w portfolio marki. Dla porównania rok wcześniej sprzedaż wyniosła około 100 sztuk.

Wszyscy mamy świadomość, że żyjemy na jednej planecie, oddychamy tym samym powietrzem i zmiany klimatyczne są bezpośrednim efektem działalności człowieka. Nawet najmniejsze rzeczy, od selekcji śmieci, poprzez oszczędzanie energii elektrycznej albo używanie elektrycznych czy hybrydowych samochodów, to jest coś, co możemy zrobić dla planety. W Polsce ta świadomość ekologiczna wygląda coraz lepiej, dużo się o tym mówi. Wybór samochodu coraz częściej wiąże się z decyzją dotyczącą troski o środowisko – mówi Kamil Sokołowski, odpowiedzialny za PR i eventy centralne Volvo Car Poland.

Inwestorzy coraz chętniej wspierają zielone projekty. Sektor finansowy wprowadził nowe sposoby ich finansowania

Inwestorzy coraz chętniej wspierają zielone projekty. Sektor finansowy wprowadził nowe sposoby ich finansowania 9

Inwestorzy poszukują inwestycji przyjaznych środowisku i coraz większy kapitał przeznaczają na firmy neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla. To m.in. z tego powodu firmy podejmują tego rodzaju inicjatywy z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Zadaniem sektora bankowego jest łączenie inwestorów i firm – podkreślają przedstawiciele DNB Bank Polska i prognozują – wzorem rynków skandynawskich – dynamiczny rozwój zielonych instrumentów finansowych.

 W krajach skandynawskich, jeśli firma zamierza dokonać inwestycji w inicjatywę przyjazną środowisku, może się starać o emisję zielonych obligacji, dzięki czemu znajduje nowych inwestorów. To sprawia, że na rynkach europejskich i skandynawskich nastąpił znaczny wzrost emisji zielonych obligacji, zrównoważonych kredytów czy obligacji klimatycznych – mówi agencji Newseria Biznes Carina Skogs Enocksson, dyrektor Biura Przemysłu Wytwórczego i Spożywczego w DNB Bank Polska.

Na takie trendy reaguje też sektor finansowy, który w ciągu ostatnich dwóch lat wprowadził do oferty wiele możliwości finansowania przyjaznych dla środowiska inicjatyw.

 Banki i instytucje finansowe powinny pośredniczyć między klientami a inwestorami, towarzysząc na każdym etapie działań w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu oraz przy włączaniu zrównoważonego rozwoju w ich strategię biznesową. To często wiąże się z potrzebą zdobycia funduszy, dlatego banki i instytucje finansowe powinny wspierać klientów zarówno na tym kluczowym etapie, jak i w dalszym rozwoju – mówi Carina Skogs Enocksson.

Społeczna odpowiedzialność biznesu (ang. corporate social responsibility, CSR) to filozofia zarządzania, zgodnie z którą firma bierze odpowiedzialność za wpływ, jaki wywiera na swoich klientów, pracowników, dostawców i środowisko. Realizuje swoje cele biznesowe, ale z dbałością o relacje z otoczeniem i z poszanowaniem środowiska.

Dla DNB Bank społeczna odpowiedzialność biznesu to jeden z filarów działalności. Dzięki temu, że bank działa w 15 krajach, a z wieloma innymi współpracuje, ma możliwość szerokiego oddziaływania na rynek i klientów. Z obserwacji banku wynika, że CSR staje się coraz istotniejszym aspektem działalności dla klientów bankowości korporacyjnej, którzy postrzegają go nie tylko jako sposób na ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko, lecz także jako element budowania swojego pozytywnego wizerunku w oczach jej pracowników, klientów i potencjalnych inwestorów.

W Polsce trend ten jest obecny od kilkunastu lat i wciąż mocno zyskuje na popularności. Przestał być też traktowany jako forma marketingu i coraz więcej firm włącza go do swojej strategii, co potwierdza publikowany cyklicznie raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Z roku na rok coraz więcej firm zgłasza do niego swoje projekty z obszaru CSR. W tym roku ich liczba wzrosła o 30 proc. i po raz pierwszy przekroczyła 1,5 tys.

– Wiele polskich firm, z którymi mamy styczność, już realizuje koncepcję społecznej odpowiedzialności biznesu lub zrównoważonego rozwoju. Jednym z elementów, który ma duże znaczenie dla pomyślnej realizacji tej koncepcji, jest ustalanie celów na najwyższych szczeblach zarządzania i nadanie im wysokiego priorytetu, a także powołanie pracowników lub zespołu do koordynacji inicjatyw z tego obszaru – mówi Carina Skogs Enocksson.

Co istotne, działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu przez długi czas były domeną dużych przedsiębiorstw, koncernów i oddziałów zagranicznych firm, które przejęły dobre praktyki z centrali. W tej chwili wdraża je również coraz więcej średnich, a nawet mniejszych firm. Przedsiębiorstwa angażują się najczęściej w projekty dotyczące edukacji, ochrony środowiska, wspierania lokalnych społeczności czy rozwoju swoich pracowników.

 Firmy, które jeszcze nie rozpoczęły takich działań lub są na wczesnym etapie, mogą zacząć od ustalenia swojego śladu węglowego i wyznaczenia celów, jakie chcą w tym zakresie osiągnąć za kilka lat. Wiele firm, z którymi współpracujemy, realizuje cele zawarte w agendzie ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju do 2030 roku. Można wybrać jeden lub kilka takich celów, które są ważne dla firmy i mają znaczenie dla jej zasadniczej działalności, i na nich się skoncentrować – mówi Carina Skogs Enocksson.

Agenda 2030 jest odpowiedzią na najważniejsze globalne wyzwania. Obejmuje 17 celów i blisko 170 związanych z nimi zadań do realizacji. Są wśród nich m.in.: eliminacja ubóstwa, zapewnienie wszystkim ludziom dostępu do zrównoważonej energii po przystępnej cenie, zmniejszenie nierówności czy uczynienie miast bardziej zrównoważonymi. Obok rządów czy organizacji międzynarodowych w realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju ważną rolę do odegrania ma także biznes. Dzięki modyfikacji produkcji czy działaniom proekologicznym firmy mogą się znacząco przyczynić do realizacji zadań nakreślonych przez ONZ.

– Jeśli chodzi o społeczną odpowiedzialność biznesu i zrównoważony rozwój przedsiębiorstw – ważnym aspektem są też stosowne regulacje w tym zakresie, których w przyszłości będzie przybywać. Uważam jednak, że firmy powinny się skupiać na swoich interesariuszach. Po pierwsze – klienci. Obserwujemy, że klienci na polskim rynku stają się coraz bardziej wymagający, jeśli chodzi o produkty przyjazne dla środowiska. Na przykład na rynku spożywczym w ostatnich latach można zauważyć wzrost produkcji biożywności. Trzeba więc obserwować rynek i popyt – mówi Carina Skogs Enocksson.

Badania pokazują, że zrównoważony rozwój i CSR mają coraz większe przełożenie na wybory konsumenckie. Według badań SW Research dla Stena Recycling blisko 70 proc. Polaków chciałoby, żeby ich ulubione produkty pochodziły ze zrównoważonej produkcji. Podobny odsetek jest skłonny zmienić swoje przyzwyczajenia i zrezygnować z produktów ulubionej firmy na rzecz takich, które zostały wyprodukowane w zrównoważony sposób i zgodnie z zasadami gospodarki obiegu zamkniętego.

– Kolejny aspekt to pracownicy – zarówno obecni, jak i przyszli. Młode pokolenie oczekuje od swoich pracodawców myślenia o społecznej odpowiedzialności biznesu i zrównoważonym rozwoju. Chce pracować dla firm, którym zależy na ochronie środowiska, zmniejszaniu ich śladu ekologicznego, udoskonalaniu w tym zakresie ich łańcucha dostaw – mówi Carina Skogs Enocksson. – Działania zgodnie z koncepcją społecznej odpowiedzialności biznesu i zrównoważonego rozwoju stanowią dziś o przewadze konkurencyjnej firmy.

Łódź zagłębiem innowacyjnych firm biotechnologicznych. To przyciąga do regionu zagraniczny kapitał

Łódź zagłębiem innowacyjnych firm biotechnologicznych. To przyciąga do regionu zagraniczny kapitał 10

Biotechnologia i farmacja to jedne z najszybciej rosnących i najbardziej innowacyjnych sektorów polskiej gospodarki. Napędzają je zarówno innowacyjne projekty polskich firm i start-upów, jak i inwestycje zagranicznych firm, które przyciąga wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowe. – Stajemy się znaczącym graczem na mapie europejskiej, bo w Polsce jesteśmy już liderem w branży life science – mówi Hanna Zdanowska, prezydent miasta. W Łodzi odbyła się właśnie pierwsza w Polsce konferencja skupiająca specjalistów, inwestorów, przedstawicieli biznesu, nauki i administracji.

 Łódź stawia na branżę life science i wszystko, co jest związane z ochroną zdrowia, jakością życia. To jest przyszłość. Przy bardzo dobrych uczelniach i studentach, którzy kończą nasze uczelnie, przy szerokim zakresie firm, które zaczynają pączkować, jeśli chodzi o ogólnie pojętą healthcare, na to właśnie powinniśmy stawiać – mówi agencji Newseria Biznes prezydent Łodzi Hanna Zdanowska.

Inwestorów przyciąga do Łodzi m.in. centralna lokalizacja, dobrze wykwalifikowana kadra, świetne uczelnie wyższe i konkurencyjne ceny nieruchomości. Proaktywne podejście miasta do wspierania przedsiębiorstw jest doceniane przez korporacje i inwestorów, a Łódź na siedzibę główną wybrały firmy takie, jak Aflofarm czy Takeda.

 Przede wszystkim tworzymy właściwą infrastrukturę i sprzyjający klimat do rozwoju. Infrastruktura to m.in. Bionanopark, który konsekwentnie rozbudowujemy. Wspieramy łódzkie uczelnie, wchodzimy w różnego typu projekty, m.in. z Uniwersytetem Medycznym – wymienia Hanna Zdanowska.

 W branży life science jest sporo start-upów, część z nich ląduje w inkubatorze Bionanoparku i wiele z nich obiecująco się rozwija. Przykładowo, firma NapiFeryn, która zaczynała u nas, dzisiaj robi karierę globalną i jej pomysł na nowe białko fantastycznie zaczyna sprzedawać się na rynku – dodaje Marek Cieślak, prezes Bionanopark. – Specjalizujemy się w implantach indywidualnych, prowadzimy badania nad szpiczakiem i kilka innych, związanych np. ze strukturami nano. Jesteśmy na początku drogi do tego, żeby Łódź faktycznie stała się taką Doliną Krzemową, jeśli chodzi o te technologie. Zrobiliśmy już kawał dobrej roboty i fajnie było by tego nie zmarnować.

Polska jest dla firm farmaceutycznych i biotechnologicznych coraz bardziej atrakcyjnym rynkiem. Polskie wydatki na opiekę zdrowotną wynoszą około 24 mld euro rocznie, a w najbliższych latach Polski Fundusz Rozwoju zainwestuje w rozwój biotechnologii ok. 300 mln zł (w ramach Programu Rozwoju Biotechnologii). Biotechnologia jest wymieniona jako jeden z motorów innowacyjności polskiej gospodarki w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i – jak podaje PAIiH, należy do najszybciej rozwijających się sektorów w kraju.

 Do tej pory panowało przekonanie, że najciekawsze projekty powstają w Stanach Zjednoczonych i Izraelu. Oczywiście tamtejsze rynki są mocno rozwinięte, ale dzięki współpracy z partnerami zagranicznymi, pokazujemy, że i w Polsce ten rynek jest naprawdę ciekawy. Potencjał, który kryją polskie uczelnie i polscy naukowcy, jest naprawdę duży i wart wykorzystania na arenie międzynarodowej. Widzimy, że zagraniczni inwestorzy są coraz bardziej zainteresowani, bo widzą, że ten ekosystem w Polsce staje się coraz bardziej dojrzały, daje gwarancję korzystnych zysków w przyszłości – mówi Marek Gajewski, członek zarządu Poland Biomed Ventures.

Również badania kliniczne w Polsce rozwijają się w ostatnich latach dzięki polityce sprzyjającej innowacjom, a cały krajowy sektor farmaceutyczny wart jest ok. 8 mld euro. Z kolei sektor technologii medycznych jest wyceniany na ok. 1,6 mld euro i w ciągu najbliższych trzech lat ma rosnąc w 10-proc. tempie.

 Aby każdy, nawet najciekawszy projekt mógł się znaleźć na rynku, po drodze musi się wiele wydarzyć. Przede wszystkim musimy pozyskać odpowiedni zespół, znaleźć specjalistów, którzy pomogą wprowadzić te innowacje na rynek i znaleźć na to finansowanie – mówi Marek Gajewski.

Miejscem, w którym liderzy międzynarodowego sektora life science – obejmującego m.in. biotechnologię, farmację, bioinformatykę i przemysł urządzeń medycznych – mają okazję się spotkać i nawiązać współpracę jest EU-MED SUMMIT. Konferencja, która w tym tygodniu odbyła się w Łodzi, to pierwsze takie wydarzenie w Polsce, wspierane przez izraelską Grupę Shizim i Poland Biomed Ventures. Cel to m.in. promowanie polskich start-upów life science w celu przyciągnięcia inwestycji zagranicznych.

 Od kilku lat rynek start-upowy w Polsce mocno się rozwija. Do tej pory projekty skupiały się głównie na aplikacjach mobilnych czy produktach o ograniczonym poziomie innowacyjności. My otwieramy się na rynek life science, czyli urządzeń medycznych, technologii farmaceutycznych i digital health. We współpracy z naszymi partnerami powstały już w Polsce dwa fundusze inwestycyjne, które inwestują w te technologie, mamy kilka projektów, które są już w fazie badań klinicznych. Wszystko wskazuje, że to będzie bardzo dobry okres w rozwoju life science w Polsce – mówi Marek Gajewski.

Jak podkreśla, duże zainteresowanie rozwojem technologii w sektorze life science jest widocznie zarówno w Polsce, jak i globalnie. Jednak w Polsce nie było dotąd tak dużego wydarzenia, które skupiałoby międzynarodowych graczy chętnych, aby zaistnieć na tutejszym rynku.

– Udało nam się stworzyć miejsce, gdzie ci partnerzy, którzy są niezbędni do rozwoju innowacji, chcieli się pojawić. Mieliśmy wielu przedstawicieli funduszy inwestycyjnych, wśród nich bardzo dużych międzynarodowych graczy, przedstawicieli akceleratorów technologicznych, start-upów oraz nauki i administracji rządowej – mówi Marek Gajewski.

Jak podkreśla, EU-MED SUMMIT ma się na stałe wpisać w kalendarz imprez start-upowych. Strategicznym partnerem wydarzenia jest miasto Łódź.

Producenci żywności zmieniają sposób produkcji i dostawy surowców na bardziej przyjazne środowisku. Coraz więcej konsumentów kieruje się tym przy zakupach

Producenci żywności zmieniają sposób produkcji i dostawy surowców na bardziej przyjazne środowisku. Coraz więcej konsumentów kieruje się tym przy zakupach 11

70 proc. badanych Brytyjczyków i Amerykanów wskazuje, że indywidualne postawy konsumenckie mają największe znaczenie dla przyszłości środowiska naturalnego – wynika z badania Global Web Index. W codziennych decyzjach zakupowych widać już ten wpływ. Co trzeci konsument unika artykułów spożywczych, których produkcja niszczy środowisko. Dlatego coraz więcej firm stawia na zrównoważoną produkcję. Firma Mondelēz zapowiada, że do 2022 roku wszystkie ciastka produkowane przez firmę w Unii Europejskiej będą pochodzić wyłącznie z pszenicy uprawianej w sposób zrównoważony, w ramach programu Harmony.

 Konsumenci, wybierając produkty spożywcze, dawniej zwracali uwagę przede wszystkim na cenę, teraz to się zmienia. To jakość staje się wartością i czynnikiem dominującym przy wyborze – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Kosowska, kierownik ds. marketingu ciastek w Mondelēz Polska.

Z Global Web Index wynika, że 61 proc. świadomych ekologicznie konsumentów w Wielkiej Brytanii i USA sprawdza, czy produkty spożywcze są przyjazne środowisku. Podobny odsetek deklaruje, że ​takie produkty są lepsze dla ich zdrowia.

 Konsumenci, w szczególności młodzi, coraz bardziej interesują się nie tylko samym produktem, jego smakiem czy ceną, lecz także tym, jaki wpływ na środowisko naturalne mają użyte surowce. Firmy na to wyzwanie muszą odpowiedzieć – podkreśla dr Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. – Widzimy nacisk na sposób pozyskiwania surowców i ich jakość. Dotyczy to przede wszystkim rolnictwa zrównoważonego i surowców uzyskiwanych w sposób zrównoważony, czyli taki, aby w jak najmniejszym stopniu ingerować w środowisko naturalne, w jak najmniejszym stopniu zużywać zasoby naturalne i używać jak najmniej środków ochrony roślin.

W odpowiedzi na zachodzące zmiany klimatyczne i coraz większą świadomość żywieniową konsumentów firmy z branży FMCG coraz częściej angażują się w programy wspierające pozyskiwanie surowców w sposób zrównoważony. Przykładem może być Mondelēz International, największy producent przekąsek w Europie, który poprzez program Harmony dba m.in. o to, by pszenica, z której wypiekane są ciastka, była pozyskiwana z zachowaniem równowagi w przyrodzie i bioróżnorodności.

– Informacja o tym, że produkt jest wytworzony z surowców pozyskanych w sposób zrównoważony oraz że firma dba o środowisko i zasoby naturalne ma znaczenie dla konsumentów. Myślę, że właściwe komunikowanie tego może się przyczynić do zwiększenia konkurencyjności produktu na rynku – przekonuje dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Zainicjowany ponad 10 lat temu przez Mondelēz International program zrównoważonego rozwoju Harmony obejmuje obecnie sześć krajów europejskich i blisko 1,7 tys. rolników. Z ich upraw wyprodukowano 177 tys. ton mąki. Zaangażowani w niego rolnicy poza działaniami mającymi na celu redukcję zużycia wody lub dwutlenku węgla przeznaczają część terenów upraw na potrzeby pszczół i motyli.

 W przypadku ciastek kluczowym surowcem jest mąka. Dlatego nasz program Harmony zakłada, że pszenica do ciastek Mondelēz będzie pozyskiwana w sposób odpowiedzialny i korzystny dla środowiska w kooperacji z lokalnymi rolnikami, spółdzielniami, tak aby minimalizować nasz wpływ na środowisko naturalne. Celem programu jest ograniczanie zużycia ilości wody, emisji dwutlenku węgla oraz pestycydów i nawozów przy jednoczesnym dbaniu o jakość gleby i bioróżnorodność. Do 2022 roku wszystkie ciastka produkowane przez nas w Unii Europejskiej będą produkowane z pszenicy Harmony – deklaruje Ewa Kosowska.

W Polsce inicjatywa obejmuje dwa gospodarstwa rolne, których skala działania wyróżnia się na tle innych krajów. W 2018 roku zebrali ok. 11 tys. ton pszenicy. Uprawiane przez nich zboże zajmowało ponad 2 tys. hektarów, czyli ponad 5 proc. wszystkich gruntów przeznaczonych na program Harmony w Europie. W 2018 roku z ich zbóż wyprodukowano 8,8 tys. ton mąki. Trafiła ona m.in. do fabryki Mondelēz w Płońsku, gdzie wytwarzane są Lubisie oraz Delicje. W ramach zadeklarowanego przez firmę dalszego rozwoju programu jeszcze w tym roku pszenica Harmony trafi również do drugiej zlokalizowanej nad Wisłą fabryki ciastek w Jarosławiu, gdzie produkowane są m.in. Petitki.

U wybrzeży środkowej Anglii powstaje największa morska farma wiatrowa na świecie. Podobne instalacje planowane są także na Bałtyku

U wybrzeży środkowej Anglii powstaje największa morska farma wiatrowa na świecie. Podobne instalacje planowane są także na Bałtyku 12

Największa na świecie morska farma wiatrowa już w przyszłym roku wyprodukuje energię dla miliona brytyjskich gospodarstw domowych. Turbiny wiatrowe montowane na akwenach są coraz bardziej wydajne i można montować je zarówno w głębokich, jak i płytszych zbiornikach. Polska również planuje budowę morskiej farmy wiatrowej. Rozpocznie ona produkcję prądu najwcześniej w 2025 roku, ale już dziś polska technologia osiąga duże znaczenie w światowym rynku morskich instalacji przybrzeżnych.

– Morska energetyka wiatrowa na świecie jest obecnie w fazie niewątpliwego wzrostu. Technologia osiąga w tej chwili już bardzo wysoki stopień dojrzałości, choć cały czas się rozwija. Trwa wyścig technologiczny, stymulowany mechanizmami rynkowymi. Chodzi tutaj o dążenie do osiągnięcia cen energii elektrycznej odpowiadającej cenom rynkowym. Stąd presja na podnoszenie efektywności instalacji farm wiatrowych na morzu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mariusz Witoński, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Morskie farmy wiatrowe są coraz większe i wydajniejsze. Na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii powstaje największa taka farma na świecie. Hornsea One to projekt, który jest realizowany około 120 kilometrów od wybrzeża Yorkshire. Składająca się ze 174 turbin o mocy 7 megawatów farma ma zapewnić energię pokrywającą zapotrzebowanie miliona brytyjskich domów. Farma ma zostać oddana do użytku już w 2020 roku.

– W Europie zrealizowano już ponad 20 GW mocy zainstalowanych głównie na Morzu Północnym, niemniej jednak Morze Bałtyckie, a także Morze Śródziemne oraz wybrzeże Oceanu Atlantyckiego będzie poligonem inwestycyjnym w najbliższych latach i spodziewamy się, że do roku 2030 wolumen instalacji w Europie zostanie zwiększony kilkukrotnie – przewiduje Mariusz Witoński.

W planowaniu tworzenia morskich farm wiatrowych bardzo ważna jest lokalizacja. Większość farm jest obecnie budowana w głębokich akwenach, na wodach o głębokości do 65 metrów. Konstrukcje turbin są mocowane w tym przypadku na stałe na dnie zbiornika wodnego. Wiele państw nie ma jednak dostępu do takich akwenów, w związku z czym w ostatnich latach na popularności zyskują coraz bardziej turbiny, których konstrukcja nie jest na stałe związana z dnem, a jedynie na nim zakotwiczona.

– Portugalia, Norwegia i wybrzeże Morza Śródziemnego to lokalizacje, które najprawdopodobniej w perspektywie najbliższych 10-15 lat będą wykorzystane do instalowania farm wiatrowych w oparciu o różnego rodzaju koncepcje pływających konstrukcji wsporczych. Te koncepcje rozwijane są również na Dalekim Wschodzie, zwłaszcza w Japonii i wydaje się, że jest to bardzo obiecujący kierunek rozwoju technologii, zapewniający dużo szersze możliwości rozwoju projektów na morzu, również na akwenach, które wydawać by się mogły niewłaściwe dla lokalizowania tego rodzaju wielkoskalowych konstrukcji – wskazuje ekspert.

W połowie przyszłej dekady powinna rozpocząć produkcję energii pierwsza polska farma wiatrowa na Morzu Bałtyckim. PGE Baltica ma łącznie trzy koncesje na budowę takich obiektów. Spółka zawarła z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi umowę przyłączeniową, co oznacza, że farmy, które powstaną na Bałtyku będą przyłączone do polskiej sieci energetycznej. PGE planuje, by do 2030 roku morskie farmy wiatrowe w Polsce dysponowały łączną mocą 3,5 GW. Choć pierwsza taka polska farma wyprodukuje prąd najwcześniej w 2025 roku, to już dziś rodzimi producenci są liczącą się siłą na globalnych rynkach.

– Jesteśmy jednym z kluczowych dostawców kabli morskich dla połączeń wewnętrznych farm wiatrowych. Dostarczamy dla sektora morskiej energetyki wiatrowej najbardziej wyspecjalizowane jednostki pływające, służące do budowy farm wiatrowych na morzu. Polskie stocznie, a przede wszystkim stocznia CRIST uzyskała w tym zakresie właściwie najwyższą pozycję, dostarczając statek o parametrach, które pozwalają mu na dominację obecnie w sektorze instalacji na rynku europejskim – podkreśla Mariusz Witoński.

Według analityków z MarketsandMarkets światowy rynek morskiej energetyki wiatrowej osiągnie do 2022 roku wartość przekraczającą 55 mld dol. Oznacza to podwojenie wartości rynku w stosunku do wyceny z 2017 roku.

Twardy brexit przeraża Brytyjczyków. Brexit bez umowy w styczniu 2020 roku?

Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej
Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej

Zbliżający się termin wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej niesie coraz większe ryzyko tak zwanego “twardego brexitu”. Oznaczałoby to opuszczenie wspólnoty przez Zjednoczone Królestwo bez odpowiedniej umowy, regulującej między innymi kwestie eksportowe i transportowe. Bezumowny brexit grozi dużymi cłami na eksportowane i importowane przez Wielką Brytanię produkty, niepewną przyszłością cudzoziemców mieszkających na Wyspach i widmem konfliktu w Irlandii – dla której powrót twardej granicy mógłby oznaczać poważne zamieszki. Nic dziwnego, że tą perspektywą przestraszona jest nie tylko Unia, lecz także sami Anglicy. Posłowie opozycyjni, działający w parlamencie brytyjskim – do spółki z posłami partii rządzącej, buntującymi się przeciwko swoim przełożonym, przeforsowali projekt ustawy zmieniającej ostateczny termin brexitu. Ustawa najprawdopodobniej przełoży wyjście z Unii na styczeń 2020 roku.

– Obecny termin, czyli koniec października 2019 roku, utrudnia wypracowanie kompromisu i umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wprowadzenie tej ustawy w życie jest więc wysoce prawdopodobne. Natomiast nadal nie wykluczałbym niebezpieczeństwa tak zwanego “no deal brexitu”, czyli bezumownego wyjścia – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – To ryzyko nadal istnieje. Twardy brexit byłby dosyć dotkliwy, zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i dla innych krajów eksportujących na ten rynek. Wielka Brytania znajduje się na trzecim miejscu wśród głównych odbiorców polskiego eksportu. Większe cła, nałożone głównie na produkty branży spożywczej i mleczarskiej, a także motoryzacyjnej i chemicznej, byłyby dla nas dotkliwym kosztem. Na szczęście wygląda na to, że niebezpieczeństwo brexitu bez umowy zostało odsunięte w czasie – analizuje Sielewicz.

Jakie szkolenia biznesowe polecane są dla nowo upieczonych menadżerów?

Z awansem na stanowisko menadżera wiąże się zupełnie nowy zakres obowiązków zawodowych. Dotyczą one przede wszystkim obszarów takich jak zarządzanie projektami oraz zarządzanie zespołem. Wbrew pozorom, oba te zagadnienia mogą być wyzwaniem, a aby mu podołać, menadżer powinien nieustannie poszerzać wiedzę i zdobywać nowe kompetencje. Pomogą w tym umiejętnie dobrane szkolenia.

Na jakie szkolenia biznesowe powinien uczęszczać świeżo upieczony menadżer? Wiele zależy od:

  • specyfiki branży firmy, w której jest on zatrudniony,
  • wielkości zespołu, którym zarządza,
  • struktury organizacyjnej firmy.

Niemniej jednak, kluczowe obszary, w których szkolenia są absolutnie nieodzowne, to zarządzanie zespołem oraz zarządzanie projektami.

Jakie szkolenia z zakresu zarządzania projektami będą kluczowe?

Praca metodą projektu stała się domeną większości nowoczesnych firm – zarówno tych małych, jak i działających na szerszą skalą. Warto jednak wiedzieć, że istnieje cała gama różnorodnych metodyk zarządzania projektami. Najpopularniejszymi są metodyki lean oraz agile. Menadżer powinien w pierwszej kolejności odbyć szkolenia – wprowadzające lub rozszerzające wiedzę – z zakresu metodyki stosowanej w organizacji, np. Scrum czy Six Sigma, a następnie poszerzać swoje kompetencje. Dzięki temu będzie on mógł w przyszłości wprowadzać innowacje do sposobu pracy swojego zespołu. Listę szkoleń z zarządzania projektami znajdziecie na https://eventis.pl/szkolenia/zarzadzanie-projektami

Efektywne zarządzanie zespołem

Szkolenia z zakresu zarządzania zespołem to drugi obszar, w którym menadżer powinien się podszkolić. Bez względu na to, czy w zespole jest kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt osób, to od tego, jakim liderem okaże się osoba zarządzająca, zależy efektywność jego pracy.

Kluczowe umiejętności z tego obszaru dotyczą kwestii takich jak:

  • motywowanie pracowników – menadżer powinien poznać różne techniki związane m.in. z feedbackiem, systemem nagradzania czy wprowadzaniem zdrowej rywalizacji,
  • efektywna komunikacja – liczą się m.in. przejrzyste przekazywanie poleceń, utrzymywanie dobrej atmosfery w zespole, jak również umiejętność sprawnego rozwiązywania sytuacji konfliktowych,
  • delegacja zadań – sprawny podział obowiązków tak, aby dopasować je do kompetencji pracowników to klucz do szybkiej realizacji kolejnych etapów projektów.

Jak widać, dobry menadżer to taki, który nieustannie się rozwija, łącząc wiedzę teoretyczną z praktyką.

Stawki wynagrodzeń dla tłumaczy przysięgłych – idą zmiany?

Kolejna obietnica Ministerstwa Sprawiedliwości – kiedy tłumacze przysięgli otrzymają zasłużone podwyżki?

Tłumacze przysięgli, którzy już od ponad czternastu lat bezskutecznie ubiegali się o podwyższenie stawek wynagrodzenia za wykonywaną pracę w końcu mogą odetchnąć z ulgą. Kilka tygodni temu Ministerstwo Sprawiedliwości złożyło obietnicę dotyczącą udzielenia stosownych podwyżek dla tłumaczy sądowych. Niestety przedstawiciele rządu nie podali konkretnej daty zrealizowania wyznaczonych celów. Co na ten temat sądzą sami zainteresowani? Stawki miały być podwyższone o 50%, a zmiana ta miała nastąpić najwcześniej od 1 lipca 2019 r.. Wielu tłumaczy przysięgłych wyraziło swoje rozczarowanie z powodu niedotrzymania przez Ministra Sprawiedliwości tego przyrzeczenia. Jak długo tłumacze przysięgli będą pracować za tak niskie wynagrodzenie?

Według aktualnych danych statystycznych w Polsce, w zawodzie tłumacza przysięgłego pracuje niecałe 10 tysięcy wykwalifikowanych specjalistów, w tym tylko niewielki ich odsetek podejmuje się pracy w sądzie lub innej placówce wymiaru sprawiedliwości. Największa grupa tłumaczy sądowych to pracownicy specjalizujący się w tłumaczeniach z języka angielskiego lub niemieckiego, którzy narzekają nie tylko na niską wysokość otrzymywanego wynagrodzenia, ale także i otrzymywanie płatności za wykonaną usługę z dwutygodniowym opóźnieniem.

Koniec z pracą za grosze?

Liczba tłumaczy przysięgłych, którzy na co dzień współpracują z polskimi sądami maleje z dnia na dzień. Oczywiście głównym powodem tego są niskie kwoty uzyskiwanych pensji. O tym jak bardzo ważna jest praca wykwalifikowanych tłumaczy wspominaliśmy już nie raz. W dobie dzisiejszych czasów, kiedy to w Polsce ciągle wzrasta liczba imigrantów, współpraca tłumaczy przysięgłych z sądami jest jednym z podstawowych elementów usprawniających prawidłowe funkcjonowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Bowiem pośród wszystkich oskarżonych, zatrzymanych, podejrzanych i świadków znajduje się również duża grupa obcokrajowców. Warto tutaj wspomnieć o tym, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa każdy tłumacz przysięgły posiada status biegłego sądowego. Jak nietrudno się domyślić ich praca w dużej mierze wpływa na bieg toczących się rozpraw. Zatem jak prezentują sią aktualne stawki wynagrodzenia tłumaczy sądowych? Otóż w przypadku przekładu jednej strony A4 z języka obcego na język polski kwota ta waha się w granicach 20-25 zł, nieco lepiej przedstawia się sytuacja tłumaczenia z polskiego na język obcy, wówczas stawki wynoszą ok. 25-35 zł za stronę.

Problem nieadekwatnej wysokości wynagrodzenia do wykonywanych obowiązków zawodowych, w przypadku tłumaczy sądowych ciągnie się już od czternastu lat. Pomimo wielokrotnego wysyłania pism do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz polityków powiązanych z branżą sądowniczą, których treść była pewnego rodzaju protestem i apelem przeciwko dyskryminacji tłumaczy oraz pełnionych przez nich obowiązków. Niestety znaczna większość złożonych wniosków pozostawiona została bez jakiejkolwiek odpowiedzi i komentarza ze strony rządu, aż do dnia dzisiejszego, kiedy to resort ministerstwa obiecał tłumaczom przysięgłym podwyżki. Zgodnie ze złożoną obietnicą aktualna stawka wynagrodzenia za wykonywane tłumaczenia na rzecz sądów i innych organów wymiaru sprawiedliwości ma zostać podwojona. Oprócz tego władze zaproponowały pracownikom sądowym kwotę 0,50 zł za każdy dodatkowy egzemplarz tzw. tłumaczenia poświadczonego. Choć brzmi to niezwykle atrakcyjnie, to Ministerstwo Sprawiedliwości nie zapowiedziało, kiedy dokona nowelizacji rozporządzenia o stawkach wynagrodzenia dla tłumaczy przysięgłych.

Nowe stawki wynagrodzenia tłumaczy przysięgłych

Dnia 3 lipca bieżącego roku Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało projekt dotyczący nowych stawek wynagrodzeń osób zatrudnionych na stanowisku tłumaczy sądowych.

Zgodnie z informacjami w nim zawartymi, koszty wykonanej usługi tłumaczenia na język polski za jedną stronę będą wynosiły:

– 34,50 zł w przypadku tłumaczeń z języka angielskiego, francuskiego, niemieckiego, a także rosyjskiego;
– 37,16 zł w przypadku tłumaczeń z języka łacińskiego bądź innego języka europejskiego;
– 45,11 zł w przypadku tłumaczeń z języka pozaeuropejskiego posługującego się alfabetem łacińskim;
– 50,42 zł w przypadku tłumaczeń z języka posługującego ideogramami lub alfabetem niełacińskim.

Z kolei w sytuacji tłumaczeń z języka polskiego stawki wynagrodzenia za jedną stronę będą wynosiły:

– 45,11 zł w przypadku tłumaczeń na język angielski, francuski, niemiecki oraz rosyjski;
– 53,07 zł w przypadku tłumaczeń na język łaciński lub inny język europejski;
– 61,04 zł w przypadku tłumaczeń na język pozaeuropejski posługujący się alfabetem łacińskim;
– 74,31 zł w przypadku tłumaczeń na język posługujący się ideogramami bądź alfabetem niełacińskim.

Oprócz tego w projekcie znalazła się adnotacja dotycząca stawki wynagrodzenia za tworzenie dodatkowych egzemplarzy poświadczonych tłumaczeń, która wynosić będzie 0,50 zł za jedną stronę. Ponad to Ministerstwo Sprawiedliwości ustosunkowało się także do tłumaczeń ustnych. W tej sytuacji stawki prezentują się dokładnie tak jak w przypadku tłumaczeń pisemnych, z tą różnicą, że kwota ta zostanie powiększona o dodatkowe 30% lub 100% za tłumaczenia ustne w postępowaniu przyspieszonym. Natomiast wynagrodzenie za tłumaczenie ustne wykonane w porze nocnej, niedzielę lub święto powiększone zostanie o kolejne 20%.

Co o proponowanej kwocie podwyżek sądzą tłumacze przysięgli?

Jak na tę wiadomość zareagowało środowisko tłumaczy? Zdecydowana większość pracowników tego sektora gospodarki jest zadowolona z zaproponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowych stawek wynagrodzenia. Oto komentarz Biura Tłumaczeń 123tlumacz.pl świadczącego usługi tłumaczeń uwierzytelnionych –

Jesteśmy niezmiernie usatysfakcjonowani, że wysiłek i trud wkładany w wykonywaną pracę tłumaczy, w końcu po wielu latach został doceniony przez polski rząd. Przedstawione kwoty podwyżki jak najbardziej spełniają nasze oczekiwania, teraz z niecierpliwością czekamy na wprowadzenie w życie nowej ustawy” – powiedziała Kateryna Tkachenko.

Nie wszyscy są jednak tak entuzjastycznie nastawieni do obietnic resortu sprawiedliwości. Pośród pozytywnych opinii można znaleźć i także te negatywne, które odnoszą się do zbyt niskiej wysokości kwoty podwyżki, biorąc pod uwagę długi czas oczekiwania na wprowadzenie zmian – w tym miejscu warto przypomnieć, że tłumacze walczą o lepsze płace już od ponad czternastu lat (od 2004 r., stawki wynagrodzenia tłumaczy przysięgłych są zamrożone).

Ponowny wzrost kosztów sądowych

Zmianie uległy nie tylko stawki wynagrodzeń tłumaczy przysięgłych, ale także i opłaty sądowe, zwłaszcza te z zakresu prawa majątkowego. Nowe przepisy weszły w życie dnia 21 sierpnia bieżącego roku, co odbiło się dosyć głośnym echem wśród polskich obywateli. Na poniesienie większych kosztów muszą przygotować się osoby, które planują wnieść pozew w sprawie o prawo majątkowe. W tym wypadku opłata wynosić będzie 5% wartości przedmiotu sporu, pod warunkiem, że przekracza ona kwotę 20 tys. zł.  Zgodnie z nowymi przepisami wysokość opłaty stosunkowej w kwocie maksymalnej będzie wynosiła 200 tys. zł – wcześniej 100 tys. zł. W sytuacji, kiedy wartość przedmiotu będzie niższa niż 20 tys. zł, wysokość opłat stosunkowych może wahać się w granicach od 30 do 1000 zł. To jednak tylko kilka z wielu podwyżek jakie uwzględnione zostały we wprowadzonej w życie nowelizacji. Udając się do miejscowego sądu musimy liczyć się z tym, że w większości przypadków cenny ze starego cennika zostały podwojone, co niestety negatywnie wpływa na stan naszych portfeli, a tym samym zniechęca do załatwiania spraw poprzez wniesienie np. skargi lub wniosku. Czy wzrost kosztów sądowych ma związek z podwyżką dla tłumaczy przysięgłych? Patrząc na to z punktu ekonomicznego, nikogo nie powinien zdziwić fakt, że wraz ze wzrostem minimalnych plac dla pracowników sądowych wzrosły cenny świadczonych przez organy wymiaru sprawiedliwości usług.

Podsumowując, ciężka i odpowiedzialna praca tłumaczy sądowych w końcu została zauważona i doceniona przez polski rząd. Zaproponowane nowe stawki wynagrodzeń za wykonaną usługę prezentują się nad wyraz korzystnie, zwłaszcza z punktu widzenia tłumaczy przysięgłych, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w tym zawodzie. Teraz należy trzymać kciuki za to by nowelizacja rozporządzenia została jak najszybciej uchwalona i wprowadzona w życie.

Nie słabnie napięcie w europejskiej gospodarce

W tym tygodniu poznaliśmy wskaźniki wyprzedzające dla dwóch głównych rynków europejskich (Francja, Niemcy). Jedną z najbardziej istotnych publikacji były wyniki indeksu nastrojów biznesowych IFO w Niemczech, który wyniósł we wrześniu 94,6 pkt. W dalszym ciągu wskaźnik ten pozostaje więc na poziomie znacznie poniżej 100 pkt., co nie pozwala stawiać optymistycznych prognoz dla gospodarki Niemiec. Poważne problemy dotykają również niemieckiego przemysłu, co potwierdza spadek wskaźnika PMI do 41,4 pkt. Co więcej, napięcia są również widoczne na rynku czeskim. Gospodarka w Czechach w dalszym ciągu stabilnie rośnie, jednak badanie przeprowadzone przez Czeski Urząd Statystyczny pokazało, że zaufanie firm i konsumentów spadło w tym mięsiącu do najniższego poziomu od pięciu lat. Przedstawiciele Czeskiego Banku Centralnego wskazali także, że spowolnienie gospodarcze w Europie prędzej czy później odbije się na gospodarce kraju. Głównie z tego względu nie zdecydowali się na podniesienie stóp procentowych na ostatnim posiedzeniu. Podstawowa stopa procentowa w Czechach pozostaje na poziomie 2%. Utrzymująca się nerwowość w gospodarce europejskiej doprowadziła w tym tygodniu ponownie do lekkiej deprecjacji złotego. Kurs polskiej waluty względem euro w piątek rano oscylował wokół poziomu 4,38 EUR/PLN. Kurs eurodolara spadł natomiast do 1,09 EUR/USD. W kontekście notowań dolara amerykańskiego na uwagę zasługuje wypowiedź Donalda Trumpa, w której wyraził optymizm względem negocjacji umowy handlowej z Chinami. Oświadczenie prezydenta USA należy jednak na ten moment przyjmować z dystansem.

AKCENTA CZ a.s.

Koszty uzyskania przychodu, a biała lista podatników VAT

Jednym z ważnych elementów prowadzenia działalności gospodarczej jest nieunikniona konieczność ponoszenia kosztów. Firmy nie tylko zarabiają, ale również wydają pieniądze. Jeżeli są one przeznaczane na określone cele, to w sposób pośredni lub bezpośredni wpływają na kondycję firmy oraz mogą wpływać na nawet jej zobowiązania podatkowe. Dokładnie chodzi o koszty uzyskania przychodu. Czym tak naprawdę są? I jak zmienia się ich kwalifikacja oraz zasady w związku z aktualnymi zmianami przepisów i nie tak dawnym wprowadzeniem białej listy podatników VAT?

Biała lista podatników VAT – informacje ogólne

Biała lista VAT jest nowym wykazem, prowadzonym od 1 września 2019 roku w formie elektronicznej przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Ma ona za zadanie zbierać podstawowe informacje o podatnikach na wybrany dzień (jest aktualizowana raz dziennie w dni robocze), aż do danych w okresie 5 lat poprzedzających rok, w którym podmiot jest sprawdzany. W szerokim katalogu informacji, które można znaleźć w białej liście podatników VAT, jedną z pozycji jest numer rachunku rozliczeniowego lub imiennego rachunku w SKOK. Ta rubryka powinna wskazywać aktualny i prawidłowy numer rachunku bankowego, który przedsiębiorca podawać będzie na fakturze. W przypadku jeżeli poda inny, jego kontrahent może ponieść różne konsekwencje, które mogą odbić się zarówno na jego odpowiedzialności w zakresie podatku VAT, jak i podatku dochodowego i mieć wpływ na rozliczenie PIT.

Koszty uzyskania przychodu

Zgodnie z art. 22 ustawy podatek dochodowy od osób fizycznych, ustawodawca wprowadził następującą definicję kosztów uzyskania przychodu:

Kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 23.

Koszty te są o tyle ważne, że będą wpływały na rozliczenie PIT, ponieważ będą pomniejszać zobowiązania podatkowe. Ustawodawca wprowadzając białą listę podatników VAT, która ma mieć wpływ bezpośrednio na ściągalność i prawidłowości w podatku od towarów i usług, nałożył jednak na podatników sankcje, które będą odnosić skutki właśnie w zakresie podatku dochodowego.

Sankcje za nieprawidłowy rachunek bankowy

Każdy podatnik powinien nauczyć się korzystania z białej listy podatników VAT już teraz, od 1 września 2019 roku. Ustawodawca wprowadził jednak pewien okres przejściowy, toteż sankcje o których mówią przepisy zostaną wprowadzone od dnia 1 stycznia 2020 roku.

W ramach tego ustalono, że za płatność na zły numer rachunku bankowego (nie zgodny z tym podanym na białej liście podatników VAT) podatnikowi grozić będą poniżej wymienione konsekwencje:

1) odpowiedzialność w zakresie VAT – solidarna wraz z kontrahentem za ewentualny brak płatności podatku

2) odpowiedzialność w zakresie podatku dochodowego – poprzez brak możliwości zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów kwoty od tej części, w jakiej płatność przekracza kwotę 15 000 zł.

Strony internetowe widoczne w wyszukiwarce Google

Uruchamiając nową witrynę www, warto zadbać nie tylko o jej ładny design i atrakcyjną treść, która będzie na niej publikowana, ale również o to, aby dało się do niej dotrzeć poprzez wyniki wyszukiwania Google.

O tym, że nie jest to łatwa sztuka, przekonało się wielu właścicieli stron internetowych. Trudność w dostaniu się na pierwsze strony wyszukiwań wynika z kilku kwestii. Związane są one przede wszystkim z koniecznością spełnienia wielu kryteriów stawianych przez roboty indeksujące Google, a także ze sporą konkurencją w postaci innych stron www z tego samego segmentu.

Strony internetowe Poznań tworzone są zgodnie z zasadami optymalizacji i pozycjonowania dla wyszukiwarek internetowych, co daje gwarancję, że utworzony serwis zostanie zauważony przez Internautów. Jest to niezwykle istotne, bo jak się okazuje, większość ruchu internetowego na stronach generują właśnie wyszukiwarki

Daj się zauważyć w Internecie

Warto w tym miejscu zastanowić się, czym powinna charakteryzować się strona internetowa, by możliwe stało się zdobycie wspomnianych pozycji w wynikach wyszukiwania. Choć metody i zasady często ulegają modyfikacjom, kilka punktów pozostaje niezmiennych od wielu lat.

W pierwszej kolejności należy wspomnieć o optymalizacji technicznej strony internetowej. Nie da się ukryć, że roboty indeksujące „lubią” strony www, które działają w sposób szybki i bezproblemowy. Każde spowolnienie związane z koniecznością ładowania zbyt dużych plików graficznych czy też innego rodzaju problemy techniczne przekładają się nie tylko na złą ocenę strony www przez użytkowników, ale również przez roboty Google.

To oczywiście nie wszystko, ponieważ ogromne znaczenie ma również sama struktura strony internetowej. Każda podstrona musi zostać odpowiednio opisana, na stronie www powinien znajdować się również sprawny mechanizm wyszukiwania, swoje robi także linkowanie wewnętrzne. Linki nie mogą być zepsute, muszą zostać także odpowiednio skonstruowane. Wszystko to ma znaczenie.

Nie należy zapominać także o contencie strony internetowej. Treści publikowane na jej łamach muszą nie tylko zostać napełnione odpowiednimi słowami kluczowymi. Powinny także zawierać wartościowy przekaz, dzięki któremu użytkownicy strony www pozostaną na niej dłużej. Tym właśnie zajmuje się content marketing. Chodzi o to, aby teksty nie przejawiały wyłącznie wartości reklamowej. Powinny angażować odbiorców stron www, a także oferować im coś, z czego korzystają.

Do tych wszystkich działań prowadzonych na stronie internetowej, należy dodać także realizację zadań poza nią. Mowa tu zarówno o serwisach zapleczowych, jak i o pracy wykonywanej w serwisach społecznościowych czy na innych stronach www o podobnej tematyce. Dobrze przeprowadzony link building to podstawa sukcesu.

Strony internetowe Poznań dają gwarancję spełnienia wszystkich wymienionych wyżej kryteriów. Są one tworzone z użyciem najnowszych technologii i zgodnie z wszelkimi istotnymi zasadami.