Blisko 80 proc. Polaków nie widzi spadku inflacji

Jak wynika z najnowszego badania, realnego spadku inflacji nie widzi lub nie odczuwa blisko 80% Polaków. Głównie są to seniorzy, ale też osoby w wieku średnim. Najczęściej nie zauważają tego respondenci zarabiający od 7 do prawie 9 tys. zł netto miesięcznie. Tylko nieco ponad 15% rodaków jest przeciwnego zdania. I przeważnie są to osoby w wieku 35-44 lat, co miesiąc uzyskujące od tysiąca do prawie 3 tys. zł na rękę. Komentujący sondaż eksperci mówią, że wyniki są dość niepokojące. Wyjaśniają też, że Polakom brakuje wiedzy nt. wskaźnika inflacji. I dodają, że w roku wyborczym będzie on jeszcze dodatkowo wykorzystywany do walki politycznej, co nie będzie sprzyjało obiektywności.

Niewidzialnie malejąca inflacja

Aż 76,9% Polaków nie zauważa lub nie odczuwa spadku inflacji. Do tego 43,2% z nich jest o tym przekonanych, a 33,7% raczej tak uważa. Tak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla dziennika „Rzeczpospolita” na reprezentatywnej, ponad tysięcznej próbie dorosłych Polaków.

– GUS podaje, że poziom inflacji spada kolejny miesiąc z rzędu. Spora część społeczeństwa liczy więc na obniżki cen w sklepach, ale na zakupach nadal zderza się z drożyzną. Należałoby szeroko, publicznie wyjaśnić, że obecnie mamy do czynienia ze spadkiem dynamiki wzrostu cen, a to nie oznacza ich zmniejszenia. Tylko ceny wolnej rosną – komentuje wyniki sondażu dr Krzysztof Łuczak, ekspert rynku retailowego i główny ekonomista z Grupy BLIX.

Jak podkreśla Marcin Luziński z Santander Bank Polska, obliczenie wskaźnika CPI to bardzo skomplikowana procedura, wymagająca zebrania dużej ilości cen produktów i usług z tysięcy sklepów w całym kraju oraz profesjonalnej analizy. Przeciętny Polak nie jest w stanie zapamiętać tak wielu cen i jeszcze porównać ich z poziomem sprzed roku. To przekracza możliwości poznawcze człowieka. Z tego powodu opinie na temat inflacji często powstają w oparciu o ostatnie zmiany cen pojedynczych produktów w sklepach. W dodatku tak wiele osób myli spadek inflacji z obniżkami. Ekspert przypomina też, że CPI to pewna średnia. Natomiast każdy konsument kupuje trochę inne produkty, ma więc de facto swoją własną inflację, która może się różnić od oficjalnego wskaźnika. Podobnie wyjaśnia tę sytuację dr Łuczak.

– Przysłowiowy Kowalski co miesiąc wkłada do swojego koszyka np. duże ilości karmy dla kota i warzywa, a Nowak tego nie robi, bo nie ma takiego pupila i nie odżywia się zbyt zdrowo. Ich koszyki inflacyjne mocno się różnią, bo te dwie ww. kategorie w ostatnich miesiącach mocno zdrożały. Odczucia takich osób będą więc zupełnie inne, choć w zasadzie będą polegały na stanie faktycznym. Natomiast gdyby dzisiaj zapytać Polaków o to, na jakim poziomie odczuwają inflację, w dużej części mogliby wskazać poziom zbliżony do 30% lub nawet nieco wyższy – komentuje dr Łuczak.

Wyraźny spadek siły nabywczej

Z kolei Anna Senderowicz, ekspertka z Departamentu Analiz Ekonomicznych Banku PKO BP, informuje, że ceny paliw, opału oraz niektórych art. spożywczych, np. cukru czy tłuszczów, w czerwcu br. spadły w porównaniu z majem. Jednak w większości są znacznie droższe niż przed rokiem. Wydatki na żywność są o niemal 20% wyższe niż rok wcześniej. – To wszystko sprawia, że realna siła nabywcza dochodów wciąż się obniża, gdyż wynagrodzenia rosną wolniej niż ceny towarów i usług. Większość Polaków odczuwa więc pogorszenie swojej sytuacji i nie widzi żadnego spadku – zaznacza Senderowicz.

Z badania również wynika, że spadku inflacji nie zauważają i nie odczuwają głównie osoby w wieku 75-80 lat oraz 45-54 lat. Przeważnie mają one wykształcenie średnie bądź wyższe. Zazwyczaj deklarują dochody na poziomie 7000-8999 zł netto miesięcznie lub nie chcą ich ujawniać. Najczęściej zamieszkują miasta liczące od 200 do 499 tys. zł lub od 50 do 99 tys. mieszkańców.

– Spadku inflacji nie zauważają seniorzy, gdyż żyje im się trudniej niż w minionych latach. Więcej kosztuje ich utrzymanie mieszkania i mają wyższe codzienne wydatki. Ponadto rosnące ceny leków, które nie znajdują się na liście darmowych farmaceutyków, budzą ich niepokój. Coraz wyższe rachunki w aptekach powodują, że seniorzy muszą bardziej kontrolować inne wydatki. Z kolei osoby z wynagrodzeniem przekraczającym średnią krajową prawdopodobnie nie zwracają uwagi na wolno obniżającą się inflację, gdyż nie muszą rezygnować z zakupu określonych towarów, w większym stopniu akceptują też wyższe ceny – wyjaśnia ekspertka z Banku PKO BP.

Tylko co siódmy odczuwa spadek

Łącznie tylko 15,1% badanych zauważa lub bezpośrednio odczuwa spadek inflacji. I wśród tych osób 9,2% raczej tak sądzi, a 5,9% jest o tym przekonanych. Badani, którzy dostrzegają malejącą inflację, przeważnie są w wieku 35-44 lat lub 55-64 lat. Zazwyczaj mają wykształcenie zasadnicze zawodowe bądź podstawowe. Miesięcznie zarabiają zwykle 1000-2999 zł netto. Głównie zamieszkują wsie lub miejscowości liczące do 5 tys. mieszkańców bądź mające od 5 do 19 tys. ludności.

– Inflacja konsumenta spada już od kilku miesięcy. Jeśli więc tylko 15% respondentów twierdzi, że to zauważa, należy uznać taki wynik za bardzo zły. Świadczy on o tym, że respondenci nie rozumieją, czym jest wskaźnik inflacji. Jakkolwiek GUS-owska miara niekoniecznie musi oddawać zmiany cen dla każdego respondenta, bo każdy kupuje nieco inne towary, to jednak średnia interpretacja w społeczeństwie powinna się z grubsza pokrywać z faktycznymi danymi – przekonuje Marcin Luziński.

Badani, którzy zauważają lub odczuwają, że inflacja spada, przeważnie są w wieku 35-44 lat lub 55-64 lat. Zazwyczaj mają wykształcenie zasadnicze zawodowe bądź podstawowe. Miesięcznie zarabiają zwykle 1000-2999 zł netto. Głównie zamieszkują wsie lub miejscowości liczące do 5 tys. mieszkańców bądź mające od 5 do 19 tys. ludności. – Osoby zarabiające mniej niż średnio w gospodarce żyją na co dzień z ołówkiem w ręku. Starają się dokładnie kontrolować niezbędne wydatki, dlatego prędzej zauważają zmiany cen w sklepach – wyjaśnia Anna Senderowicz.

Do tego należy dodać, że 8% ankietowanych nie potrafi stwierdzić, czy zauważa bądź odczuwa spadek inflacji. Przeważnie są to osoby w wieku 18-24 lat, z podstawowym lub gimnazjalnym wykształceniem, które wolą nie ujawniać poziomu swoich dochodów. Zazwyczaj są to mieszkańcy wsi lub miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

Polacy szybko nie zmienią zdania

– W mojej ocenie, inflacja musiałaby spaść do jednocyfrowej wartości, żeby Polacy ją zauważyli. Przede wszystkim żywność powinna w sklepach sporo potanieć, bo w dużej mierze właśnie jej ceny budują przekonanie o drożyźnie. Wówczas przybyłoby osób, które mogłyby zauważyć spadek wysokiej inflacji, choć i to nie jest takie pewne. Pamiętajmy, że ten stan trwa już dłuższy czas i trudno mentalnie się od niego odzwyczaić. Społeczeństwo potrzebuje minimum roku, żeby zacząć zauważać znaczącą różnicę – uważa ekspert z Grupy BLIX..

Zdaniem eksperta z Santander Bank Polska, na pewno Polacy lepiej interpretowaliby trendy w gospodarce, gdyby czerpali swoją wiedzę na takie tematy z wiarygodnych i obiektywnych źródeł. Natomiast teraz jesteśmy w okresie kampanii wyborczej, więc inflacja na pewno będzie wykorzystywana w walce politycznej, co z pewnością nie będzie służyło obiektywności.

– Obniżenie konsumpcji, ostrożne planowanie zakupów, szukanie promocji i rezygnacja z niektórych wydatków lub przekładanie ich na lepszy czas sprawia, że producenci, sprzedawcy i usługodawcy ograniczają podwyżki cen produktów i towarów. Spadek inflacji przy dobrej sytuacji na rynku pracy i zwiększeniu wynagrodzeń wraz z podwyżką płacy minimalnej może sprawić, że więcej osób zauważy poprawę sytuacji dochodowej w gospodarstwie domowym – podsumowuje ekspertka z Banku PKO BP.

Instagram followers – dlaczego duża liczba obserwujących Twój profil jest ważna

Instagram jest jednym z najpopularniejszych portali social media na świecie. Przyciąga ponad miliard użytkowników. Dla wielu z nich jest nie tylko miejscem do dzielenia się swoimi zdjęciami i relacjami, ale również ważnym narzędziem marketingowym. To między innymi dlatego duża liczba obserwujących ma tak ogromne znaczenie. W tym artykule wyjaśnimy, dlaczego posiadanie wielu followersów jest ważne i jak można zwiększyć ich liczbę.

Czym są Instagram followers?

Instagram followers to osoby, które subskrybują Twój profil na Instagramie i otrzymują powiadomienia dotyczące Twoich postów. Innymi słowy, są to użytkownicy, którzy wyrazili zainteresowanie Twoim kontem i postanowili śledzić Twoje działania w mediach społecznościowych, a konkretnie na Instagramie. Ostatecznie followersi to po prostu użytkownicy obserwujący Twoje konto.

Liczba followersów odzwierciedla zasięg i popularność Twojego profilu na Instagramie. Im więcej obserwujących, tym większa szansa na dotarcie do większej liczby wszystkich użytkowników Instagrama i zbudowanie większego audytorium. Czy coś jeszcze?

Jakie znaczenie ma duża ilość obserwujących Twoje konto na Instagramie?

Posiadanie dużej ilości obserwujących na Instagramie przynosi wiele korzyści zarówno dla osób prywatnych, jak i dla firm. Oto kilka powodów, dla których warto zadbać o to, aby Twój profil miał dużą liczbę followersów:

  • wiarygodność i zaufanie — potencjalni obserwujący i klienci często skupiają się na liczbie followersów jako wskaźniku popularności i jakości treści;
  • zasięg i widoczność — im większa liczba obserwujących, tym większa szansa na dotarcie do większej liczby osób, bo algorytmy Instagrama chętniej promują profile z dużą liczbą followersów;
  • możliwości biznesowe — dla firm i influencerów większa liczba followersów oznacza większe możliwości współpracy. Firmy często szukają profili z dużą liczbą obserwujących, aby promować swoje produkty lub usługi.

Kto powinien zadbać o dużą ilość Instagram Followers?

Praktycznie każdy, kto posiada konto na Instagramie, chce, aby jego posty docierały do dużej grupy osób z regionu, a może i całego świata. Według oficjalnych danych ten portal posiada przeszło miliard użytkowników, zatem szanse na zdobycie popularności są ogromne. Ma to duże znaczenie dla:

  • firm i marek, które mogą wykorzystywać je jako kanał dotarcia do potencjalnych klientów;
  • influencerów, którzy dzięki dużej liczby obserwujących mogą zdobywać ciekawe propozycje współpracy;
  • twórców i artystów, którzy mogą wykorzystywać Instagram do zdobywania swoich fanów;
  • osób prywatnych, którzy dzięki Instagramowi mają szansę chwalić się i rozwijać swoje hobby.

Jak zdobywać obserwujących na Instagramie?

Istnieje co najmniej kilka sposobów na to, aby zwiększyć liczbę obserwujących nasze konto na Instagramie. Oto co możesz w tym celu zrobić:

  1. Zadbaj o regularne publikowanie wysokiej jakości treści, która jest interesująca i angażująca dla Twojej docelowej grupy odbiorców. Pamiętaj o stosowaniu odpowiednich hashtagów, które pomogą w dotarciu do szerszej publiczności.
  2. Bądź aktywny na Instagramie, komentuj i lajkuj posty innych użytkowników, nawiązuj relacje i angażuj się w społeczność. To pomoże Ci zbudować więź z innymi użytkownikami i przyciągnąć ich uwagę do Twojego konta.
  3. Współpracuj z influencerami, którzy mają duże audytorium na Instagramie, może pomóc w dotarciu do nowych obserwujących. Wymień się nawzajem promocją lub poproś influencera o współpracę.

Czy to już wszystko? Zdecydowanie nie, zwłaszcza jeśli zależy Ci na czasie i szybkim zdobyciu popularności. Wówczas możesz skorzystać z możliwości zakupu insta followers.

Kupowanie followersów — czy to legalne?

Kupowanie obserwujących na Instagramie jest praktyką, która jest kontrowersyjna i niesie ze sobą pewne ryzyko, ale jest legalne. Mimo że istnieją sklepy oferujące sprzedaż konkretnych ilości Instagram followers, należy zachować dużą ostrożność przed ich zakupem i dobrze zrozumieć konsekwencje takiego działania.

Wiele platform społecznościowych, w tym Instagram, podejmuje działania w celu usuwania fałszywych kont, tymczasem łatwo natknąć się na sklepy, które oferują zakup Instagram followers nieznanego pochodzenia. Może to prowadzić do utraty wiarygodności i zaufania użytkowników. Nie oznacza to jednak, że warto całkowiecie odpuścić sobie możliwość szybkiego zdobycia wielu obserwujących i zrezygnować z ich zakupu.

Po co kupować Instagram followers?

Kupowanie Instagram followers wiąże się z pewnym ryzykiem, ale zwiększanie obserwujących Instagram przynosi realne korzyści dla Twojego konta. Należą do nich:

  • zwiększanie popularności poprzez zwiększanie zasięgów,
  • docieranie do większej liczby użytkowników,
  • zdobywanie większej liczby potencjalnych klientów,
  • zwiększanie zysków z działalności na Instagramie.

Możliwość kupowania obserwujących Instagram to dobry sposób na to, by szybko zrealizować powyższe cele. Trzeba jednak być ostrożnym. Jeśli zdecydujesz się na zakup followersów na Instagramie, warto skorzystać z oferty zaufanego źródła, które oferuje tylko prawdziwe konta, aktywnych użytkowników. Jednym z takich dostawców jest sklep like24.pl.

Kup Instagram followers

Jeżeli zależy Ci na zwiększeniu liczby obserwujących swoje konto na Instagramie, kup followers Instagram. Przez kupno Instagram followers można szybciej zyskać zaangażowanych użytkowników, co z kolei prowadzi do zdobycia zaufania i przyciągnie nowych klientów. Przyjrzyj się ofercie like24.pl i dowiedz się więcej o tym, jak kupić Instagram followers.

Czerwiec w restauracjach Sfinksa ze wzrostem sprzedaży

Restauracje sieci Sfinks Polska odnotowały w czerwcu 2023 r. przychody gastronomiczne w wysokości 15,73 mln zł, co oznacza wzrost o 8,1% r/r. To obroty wypracowane przez 73 restauracje pod szyldami SPHINX, Chłopskie Jadło, Lepione Pieczone by Chłopskie Jadło oraz The Burgers. Oznacza to, że wzrost przychodów wypracowała sieć mniejsza o 11% – dane za czerwiec 2022 obejmują bowiem przychody 82 lokali. W ujęciu narastającym wzrost przychodów restauracji wyniósł 15,5% r/r i w efekcie sprzedaż gastronomiczna za okres od stycznia do końca czerwca 2023 r. wyniosła 89,84 mln zł.

Przychody porównywalnej sieci lokali (L2L), czyli działające na koniec raportowanego miesiąca, jak i na koniec analogicznego miesiąca poprzedniego roku wzrosły w czerwcu 2023 r. o 15,3% r/r do 15,71 mln zł. Narastająco wzrost wyniósł 21,3% r/r, dzięki czemu obroty porównywalnej sieci w okresie styczeń-czerwiec 2023 wyniosły 89,03 mln zł.

Nasze restauracje kolejny miesiąc z rzędu zwiększyły obroty w stosunku do danych za poprzedni rok, mimo że w czerwcu w sieci pracowało na nie 9 lokali mniej niż rok temu. Warto mieć też na uwadze, że ubiegłoroczna baza w II kwartale, do której się teraz porównujemy, jest wyższa niż ta dla I kwartału z uwagi na postępujące ożywienie w ciągu roku oraz nasze działania prosprzedażowe, które coraz intensywniej prowadziliśmy po pandemii. Jesteśmy zadowoleni z wyników lokali, które pokazują, że mimo niełatwej sytuacji na rynku, mającej wpływ na decyzje konsumenckie, restauracje skutecznie walczą o gości. Optymizmem napawają zwłaszcza dane dotyczące sieci porównywalnej, która w I półroczu zwiększyła obroty o ponad jedną piątą. W kolejnych miesiącach do przychodów sieci będą „dokładały się” nowe restauracje, w tym  wracająca na dawne miejsce restauracja SPHINX na wrocławskim rynku, która rusza w  lipcu. Nowych otwarć sukcesywnie będzie przybywało w ciągu II półrocza. Będziemy też zachęcać gości do wizyt w naszych restauracjach nowymi propozycjami i ofertami specjalnymi, w tym w naszym programie lojalnościowym Aperitif, który ma duży wpływ na poziom sprzedaży i wykorzystanie potencjału restauracji – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Sfinks planuje odbudowę sieci do poziomu sprzed pandemii. Jeszcze w tym roku zamierza otworzyć ok. 10 nowych restauracji, w tym w silnych lokalizacjach, jak wrocławski rynek.

Raportowana przez Sfinks Polska sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale własne i franczyzowe, działające w ramach sieci zarządzanych przez spółkę, które są objęte bieżącym monitoringiem sprzedaży w ramach systemów informatycznych Sfinksa. Nie obejmuje ona sprzedaży realizowanej przez sieć Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

Wyczekiwana decyzja RPP. Czy będzie zmiana komunikacji?

Zbliża się kolejna decyzja RPP, jednak tym razem oczekiwania wobec niej są znacznie większe. Choć w tym przypadku nie przewiduje się żadnych istotnych zmian, nawet minimalne korekty w komunikacji mogą zwiastować znaczące nadchodzące decyzje. RPP znajduje się przed „wakacyjną przerwą”, gdyż w sierpniu decyzja o stopach nie będzie podejmowana, ale już we wrześniu może dojść do ważnych zmian w komunikacji, które będą zapowiadać ruchy na początku IV kwartału. Czy RPP ma podstawy do obniżek jeszcze w tym roku?

Rynkowe oczekiwania wskazują jasno na utrzymanie stóp procentowych podczas decyzji, która będzie ogłoszona 6 lipca. Sam komunikat raczej nie pokaże dużych zmian, dlatego ponownie uwaga będzie skupiona na konferencji prasowej prof. Glapińskiego. Szef NBP z pewnością zwróci uwagę na wyraźnie spadającą inflację, która wyniosła 11,5% za czerwiec, ale jednocześnie podkreśli, że oprócz samego spadku do jednocyfrowego poziomu, RPP musi mieć pewność o stałym trendzie spadkowym inflacji do celu. Bez tego, nie będzie można rozpocząć dyskusji na temat obniżek stóp procentowych. Patrząc na ekstremalnie wysokie poziomy cen gazu w sierpniu zeszłego roku, które przekraczały 300 EUR/MWh, w tym roku jest szansa, że przynajmniej inflacja PPI doświadczy potężnego spadku, nawet na poziomy negatywne, co również powinno przełożyć się na mocny spadek inflacji CPI. Bloomberg wskazuje, że inflacja CPI za wrzesień spadnie poniżej 9%, co sugerowałoby, że w sierpniu możemy mieć już inflacje jednocyfrową, a ta będzie podstawą do rozważenia obniżek stóp procentowych.

Spadek inflacji do poziomu jednocyfrowego w sierpniu może zasugerować potencjalny ruch stóp procentowych już w październiku! Przede wszystkim warto zauważyć, że baza inflacyjna za październik na ten rok jest najwyższa – w zeszłym roku to właśnie w październiku doświadczyliśmy lokalnego szczytu inflacyjnego. Właśnie dlatego jest szansa, że w październiku pojawi się pierwsza obniżka stóp procentowych po czym poznamy najniższy odczyt inflacji, który może uzasadnić taką decyzję.

Oczywiście obóz w RPP jest podzielony. Z jednej strony mamy prof. Glapińskiego, który mówił o jednocyfrowej inflacji i pewności co do trendu. Do tego dr. Masłowską i dr hab. Dąbrowskiego, którzy wskazywali na możliwość obniżki w tym roku. Z drugiej strony prof. Tyrowicz i Kotecki, choć ten drugi zaczyna zmieniać swoje nastawienie na utrzymanie stóp z chęci na dalsze podwyżki. Na ten moment Bloomberg wskazuje, że oczekuje obniżek na koniec roku.

Czy będzie podstawa do takiego ruchu? Stopy procentowe utrzymywane są na niezmienionym poziomie przez niemal cały rok, dlatego można uznać, że transmisja polityki monetarnej na gospodarkę trwa. Z drugiej strony, jeśli RPP zdecyduje się na obniżki stóp, a inflacja spada na razie zgodnie z projekcjami, może opóźnić osiągnięcie celu przed czym ostrzega Bloomberg. W piątek, 7 lipca, podczas konferencji prasowej mogą pojawić się kolejne przesłanki dotyczące tego, że obniżka stóp jest możliwa w tym roku. Jednak niekoniecznie jest to uzasadnione przez inflację, która nawet na koniec tego roku pozostanie ekstremalnie wysoka. Warto pamiętać o tym, że zmiana komunikacji na bardziej gołębią może zatrzymać trwającą od października szarżę polskiego złotego.

Autor: Michał Stajniak, CFA, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Sądom grożą zatory. Prawnicy alarmują, że liczba etatów w sprawach upadłościowych zbyt wolno rośnie

Na koniec pierwszego kwartału br. w 30 sądach rejonowych, zajmujących się sprawami upadłościowymi, orzekało ponad 220 sędziów, czyli tylu co na koniec zeszłego roku. Ogólna liczba orzekających w ww. sprawach zwiększyła się po 2018 roku, ale w niektórych miastach zmalała. Jak zaznaczają eksperci, spraw upadłościowych i restrukturyzacyjnych jest bardzo dużo, a od szybkiego ich procesowania zależy bezpieczeństwo i pewność obrotu gospodarczego. Zwiększenie liczby sędziów oraz urzędników administracji mogłoby przyspieszyć orzekanie, ale ustawodawca ma jeszcze kilka innych sposobów na to, by usprawnić całą procedurę. Jednak prawnicy nie wierzą w to, żeby w tym roku coś się zmieniło w tej kwestii.

Na koniec pierwszego kwartału br. w 30 sądach rejonowych, zajmujących się sprawami upadłościowymi orzekało ponad 220 sędziów, czyli tylu co na koniec zeszłego roku. Ogólna liczba orzekających w ww. sprawach zwiększyła się po 2018 roku, ale w niektórych miastach zmalała. Jak zaznaczają eksperci, spraw upadłościowych i restrukturyzacyjnych jest bardzo dużo, a od szybkiego ich procesowania zależy bezpieczeństwo i pewność obrotu gospodarczego. Zwiększenie liczby sędziów oraz urzędników administracji mogłoby przyspieszyć orzekanie, ale ustawodawca ma jeszcze kilka innych sposobów na to, by usprawnić całą procedurę. Jednak prawnicy nie wierzą w to, żeby w tym roku coś się zmieniło w tej kwestii.

Zmiany w latach 2018-2023

Jak wynika z danych, uzyskanych z trzydziestu sądów rejonowych, które zajmują się sprawami upadłościowymi, na koniec pierwszego kwartału br. orzekało w tych kwestiach ponad 220 sędziów. Najwięcej nie było ich wcale w Warszawie, lecz w Krakowie. W stolicy w I kwartale br. orzekało w sprawach upadłościowych 8 sędziów, w Krakowie było ich aż 22. Liczba sędziów upadłościowych w Krakowie zwiększała się sukcesywnie w okresie, którego dotyczy analiza, czyli od końca 2018 roku. Orzekało wtedy 11 sędziów, a na koniec 2020 roku ich liczba wzrosła do 13. W 2021 roku było ich 17, rok później – 21. W omawianym okresie w Warszawie z kolei liczba sędziów uległa zmniejszeniu. Na koniec 2018 r. było ich 14, a przez 2 kolejne lata – po 9. W 2021 r. liczba sędziów wzrosła do 10, ale w kolejnym roku spadła do 8. Patrząc na dane z poszczególnych sądów rejonowych, widać, że zazwyczaj jest w nich po kilku sędziów zajmujących się sprawami upadłościowymi. Tylko w nielicznych przypadkach jest ich więcej.

A jak zsumowane liczby wyglądają na przestrzeni ostatnich kilku lat? Na koniec 2018 r. w sądach, które zostały poddane analizie, orzekało ponad 170 sędziów. W kolejnym roku liczba ta wzrosła do blisko 180, a w 2020 – do przeszło 190. W 2021 r. orzekało blisko 210 sędziów upadłościowych. Na koniec 2022 roku i zakończenie pierwszego kwartału br. było ich ponad 220. Zdaniem Norberta Frosztęgi, adwokata, doradcy restrukturyzacyjnego z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy, ta wartość jest zdecydowanie niewystarczająca. – Wystarczy zestawić to z liczbą ogłoszonych w 2022 r. upadłości. W przypadku przedsiębiorców było ich ok. 350, a dodatkowo mieliśmy przecież ogłoszonych ok. 15 tys. upadłości konsumenckich. Łatwo zatem policzyć, ile rocznie nowych spraw przypada na jednego sędziego. Ostatecznie cierpią na tym przede wszystkim wierzyciele, bowiem im dłużej trwa postępowanie, tym większe generuje koszty – zauważa mec. Frosztęga. Zgadza się z nim prof. Rafał Adamus związany z Uniwersytetem Opolskim, specjalista prawa cywilnego.

– Liczba sędziów jest dramatycznie mała. Na szczególną uwagę zasługuje okoliczność, że w wydziałach upadłościowo-restrukturyzacyjnych z jednej strony jest bardzo dużo prostych, powtarzalnych spraw, ale z drugiej – zdarzają się sprawy niebywale trudne, o charakterze koncepcyjnym, nierzadko opiewające na duże, wielomilionowe kwoty, do których przygotowywane są profesorskie opinie prawne – stwierdza prof. Adamus.

I jak dodaje ekspert z Uniwersytetu Opolskiego, trudno przecenić wagę trafnego rozstrzygnięcia w takich sprawach. Należy zaznaczyć, że praca sędziego w wydziale upadłościowo-restrukturyzacyjnym jest wyjątkowo skomplikowana, gdyż wymaga nie tylko znajomości prawa gospodarczego, ale również wyczucia realiów biznesowych. Osoba, która nie zna otoczenia gospodarczego, świeżo po aplikacji sądowej, nie zawsze musi się dobrze sprawdzić w takim wydziale.

Mała liczba spowalnia rozstrzygnięcia

Do sprawy odniósł się też Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny z wieloletnim stażem. Jego zdaniem, stosunkowo niewielka liczba sędziów świadczy o braku zrozumienia znaczenia, jakie mają wydziały upadłościowe dla bezpieczeństwa obrotu i jego ochrony. Ekspert podkreśla też, że sędziowie nie tylko zajmują się sprawami upadłościowymi, ale też restrukturyzacyjnymi.

– Spraw restrukturyzacyjnych jest bardzo dużo. Tematy te angażują też sędziów nie tylko przy zatwierdzeniu układów, ale również na dalszym etapie, kiedy są one wykonywane. I w mojej ocenie, nie wpływa to na ogłoszenie upadłości, gdyż sam ten proces został uproszczony. Sędziowie zostali zwolnieni na tym etapie z badania tzw. moralności płatniczej upadłego, a więc tego, czy przyczynił się – i na ile – do swojej trudnej sytuacji finansowej. Przepisy przerzuciły częściowo ten obowiązek na syndyka – mówi Adrian Parol.

Z kolei Norbert Frosztęga jest zdania, że zbyt mała liczba sędziów zajmujących się sprawami upadłościowymi i restrukturyzacyjnymi jest podstawowym czynnikiem, który spowalnia tempo orzekania. Uważa on, że taki stan rzeczy wypacza efektywność tych postępowań, gdzie od syndyków, nadzorców czy zarządców wymaga się podejmowania czynności w bardzo krótkich terminach, zaś oczekiwanie na decyzje sędziego trwa miesiącami. Jednak ekspert zastrzega od razu, że nie należy tutaj mieć pretensji do sędziów, bo jak oczekiwać od nich sprawnego działania, skoro mają tak wiele spraw, tym bardziej że te upadłościowe należą do szczególnie trudnych.

– Obecnie na ogłoszenie upadłości czeka się ok. 4 miesiące. To zdecydowanie za długo, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z jeszcze funkcjonującym przedsiębiorstwem. Nierzadko długi czas oczekiwania na ogłoszenie upadłości powoduje, że firma jest już tak sparaliżowana, iż nie ma szans na jej efektywną sprzedaż – dodaje ekspert z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy.

Nie ma co liczyć na poprawę

Prof. Rafał Adamus widzi w niewystarczającej liczbie sędziów zły prognostyk na przyszłość, tym bardziej że podejrzewa on, iż liczba wniosków upadłościowych w odniesieniu do konsumentów nadal będzie rosła. Samo tylko zwiększanie liczby etatów nie jest, jego zdaniem, wystarczającym rozwiązaniem.

– Potrzeba innych rozwiązań systemowych i w ogóle zmiany filozofii. W wielu sytuacjach należałoby zredukować kompetencje sądu do przypadków, w których np. dłużnik, wierzyciele czy osoby trzecie sprzeciwiają się jakiemuś przewidzianemu w ustawie następstwu zdarzeń, dziejącemu się w określonych terminach jedno po drugim. Innymi słowy, procedury powinny być zautomatyzowane, nawet przejęte przez sztuczną inteligencję, a ingerencja sądu powinna następować tylko, gdy uczestnik postępowania sygnalizuje swój sprzeciw co do jego przebiegu. Na przykładzie restrukturyzacji można wskazać, że sprawdziła się restrukturyzacja pozasądowa, w której sąd jedynie zatwierdza układ zawarty pomiędzy dłużnikiem a większością wierzycieli – uważa profesor z Uniwersytetu Opolskiego.

Doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol widzi zasadność zwiększenia obsady urzędników sądowych, którzy wspierają sędziów w zakresie ich czynności urzędowych, jednak – w związku z trudną sytuacją finansów publicznych – zwiększenie takiego zatrudnienia wydaje się mało prawdopodobne i to wynika z kilku różnych przyczyn. Natomiast adwokat Forsztęga sugeruje z kolei, że warto powrócić do tematu przeniesienia upadłości przedsiębiorców innych niż mikro na szczebel sądów okręgowych, jak również nad stworzeniem – na wzór sądu warszawskiego – odrębnego wydziału dla upadłości konsumenckich.

– Realnie patrząc, nie ma na to szans w tym roku, zwłaszcza że o problemie paraliżu sądów upadłościowych mówi się w środowisku prawniczym od dawna, ale w zasadzie nic się w tym temacie nie robi. Światełkiem w tunelu jest niedawno podjęta w tym kierunku inicjatywa Sekcji Prawa Upadłościowego i Restrukturyzacyjnego Instytutu Allerhanda, gdzie grupa ekspertów mocno promuje sensowną koncepcję reformy sądów upadłościowych – mówi ekspert z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy.

Jak podsumowuje doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol, sądy na pewno wnioskują do resortu sprawiedliwości o zwiększenie etatów, lecz należy pamiętać o sytuacji finansów publicznych, która raczej nie jest dobra. Rzutuje to na możliwości zwiększenia obsady kadrowej sądów. Dlatego też ekspert uważa, że poziom obecnego zatrudnienia w tej kwestii będzie się utrzymywał na zbliżonym poziomie właśnie z powodu braku środków finansowych. I tak naprawdę nic się w tej kwestii nie zmieni, poza tym oczywiście w sądach będą jeszcze większe zatory niż są obecnie.

Business Centre Club prezentuje diagnozę i rekomendacje dla polskiej gospodarki

Eksperci Business Centre Club, największej organizacji zrzeszającej indywidualnych przedsiębiorców, opracowali raport – „BCC dla polskiej gospodarki: diagnoza i rekomendacje”, który zawiera wskazówki dla partii politycznych oraz przyszłego rządu, istotne z punktu widzenia poprawy sytuacji przedsiębiorców oraz krajowej gospodarki. Rekomendacje przedstawiono 5. lipca, podczas debaty przedwyborczej,   w siedzibie BCC na Placu Trzech Krzyży w Warszawie.   

W debacie przedwyborczej uczestniczyli eksperci Business Centre Club i Federacji  Przedsiębiorców Polskich oraz przedstawiciele największych ugrupowań politycznych.

Podczas spotkania poruszono najważniejsze i najbardziej aktualne tematy związane z krajową gospodarką, takie jak: makroekonomia i inflacja, legislacja, zmiany na rynku pracy, a także problemami systemu ubezpieczeń społecznych, konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, współpracy Polski z Unią Europejską, energetyka oraz systemu podatkowego. W raporcie  „BCC dla polskiej gospodarki: diagnoza i rekomendacje” zaproponowano rozwiązania dotyczące tych najważniejszych obszarów, bezpośrednio wpływających na kondycję polskiej przedsiębiorczości.

– Pilnie potrzebne jest zapewnienie elementarnej stabilności i przewidywalności w gospodarce, jak również zmniejszenie opresyjności prawa względem przedsiębiorców. Nasz raport przedstawia rekomendacje programowe dla przyszłego rządu, istotne z punktu widzenia poprawy sytuacji biznesu i całej gospodarki. – mówił Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Przedsiębiorcy i pracodawcy prywatni tworzą w Polsce 12.8 mln miejsc pracy. To istotna „siła wyborcza”. Co zawierają poszczególne programach wyborcze głównych partii politycznych? Czy rozwiązania programowe są zbieżne z postulatami przedsiębiorców? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy spotkania: Andrzej Grzyb (PSL), Paulina Hennig-Kloska (PL2050). Izabela Leszczyna (KO), Dariusz Wieczorek (Nowa Lewica), Artur Soboń (PiS) oraz eksperci BCC – prezes Jacek Goliszewski, prezes Związku Pracodawców BCC – Łukasz Bernatowicz i Marek Kowalski  – przewodniczący FPP.

Należy jak najszybciej powrócić do prawdziwego dialogu społecznego i przywrócić rolę Rady Dialogu Społecznego jako miejsca dyskusji o przepisach mających wpływ na życie społeczno-gospodarcze kraju. Wreszcie, niezbędne jest wsłuchanie się w głos biznesu          i traktowanie go poważ – apeluje Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club.

Link do raportu: BCC DLA Link do raportu

Link do debaty

Diagnoza powstała dzięki  współpracy ekspertów: Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BCC, ministra finansów think tanku Gospodarczy Gabinet Cieni (GGC), Ryszarda Kalisza, ministra ds. wymiaru sprawiedliwości BCC, Łukasza Bernatowicza, prezesa Związku Pracodawców BCC, Marka Zielińskiego, eksperta ds. kontroli skarbowej i prawa podatkowego, Wojciecha Nagela, ministra ds. ubezpieczeń społecznych GGC, Jacka Goliszewskiego, prezesa BCC, wiceprzewodniczącego GGC, Michała Borowskiego, ministra ds. podatków GGC, Joanny Torbe, ekspertki ds. rynku pracy, Grażyny Majcher-Magdziak, minister skarbu i prywatyzacji GGC, Macieja Stańczuka, przewodniczącego komisji transformacji energetycznej GGC, Ryszarda Pazdana, ministra środowiska GGC oraz Anny Janczewskej, minister ds. zdrowia GGC, Jarosława Mulewicza, członka i współzałożyciela BCC, Marcina Tumanowa, eksperta ds. funduszy unijnych, Jarosława Grzywińskiego, eksperta ds. rynków kapitałowych, Krzysztofa Kopcia, eksperta ds. przemysłu farmaceutycznego, Mieczysława Grodzkiego, ministra ds. spółdzielczości GGC   i Janusza Steinhoffa, przewodniczącego GGC.

Ile zapłacą pracodawcy za podwyżkę płacy minimalnej?

Wraz z nadchodzącymi podwyżkami płacy minimalnej zwiększą się także wydatki pracodawców związane m.in. ze składkami na ZUS. W lipcu 2024 roku koszt pracownika ponoszony przez pracodawcę będzie o ponad 800 zł wyższy od tego w lipcu 2023 roku. Jak wylicza ekspert inFakt, pięcioro pracowników w 2024 będzie kosztowało pracodawcę tyle, co sześcioro zatrudnionych w 2023 roku.

Płaca minimalna w 2024 r., podobnie jak w tym roku, wzrośnie dwa razy. Od stycznia wyniesie 4242 zł i będzie to rekordowy wzrost. W związku z tym za okres od stycznia do czerwca 2024 pracownik otrzyma przelew na kwotę 3221,98 zł. Koszt pracodawcy wyniesie wtedy 5110,76 zł. Od lipca 2024 minimalne wynagrodzenie wzrośnie do 4300 zł, co oznacza, że pracownik otrzyma 3261,53 zł, a pracodawca poniesie koszt w wysokości 5180,64 zł.

Pracownicy niejednokrotnie nie mają świadomości, że pracodawca ponosi jeszcze jakiekolwiek wydatki związane z ich pensją. Jak widać, blisko 2 tys. zł to dodatkowe koszty pracownika, które ponoszą pracodawcy, oprócz wypłacania wynagrodzenia. Jest to znaczne obciążenie, które dalej będzie przekładać się na wzrost cen – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt. Jak widać w wyliczeniach, pracownik przykładowo za styczeń otrzyma przelew na kwotę 3,2 tys. zł, ale pracodawca musi „wydać” na jego pensję ponad 5 tys. zł.

Mniej pracowników, koszty te same

Wzrost płacy minimalnej od stycznia 2024 roku oznacza dla pracodawców zwiększenie wydatków na jednego pracownika aż o 773,32 zł. Na tej zmianie pracownik zyska 438,12 zł. Z wyliczeń eksperta inFakt wynika, że dziś sześcioro pracowników generuje koszt 25,2 tys. zł, a od stycznia 2024 roku te same sześć osób to wydatek rzędu 30,6 tys. Zmiany płacy minimalnej spowodują, że w 2024 roku pięcioro pracowników będzie pracodawcę kosztować tyle samo, co sześć osób w 2023 roku.

Era e-CMR nadchodzi: co przyniesie cyfryzacja listów przewozowych?

Bieżąca kontrola przesyłek, oszczędność czasu i bezpieczeństwo danych to kilka z wielu zalet, jakie daje e-CMR, czyli elektroniczny list przewozowy. Na upowszechnienie systemu na skalę europejską musimy poczekać do 2024 roku, ale już teraz warto poznać jego mocne strony.

Elektroniczne listy przewozowe umożliwiają śledzenie i monitorowanie przesyłek w czasie rzeczywistym. Dzięki temu, strony zaangażowane w proces transportu zyskują dostęp do aktualnych informacji o lokalizacji, statusie i stanie towarów, poprawiając widoczność i umożliwiając lepsze zarządzanie łańcuchem dostaw. System elektroniczny to też oszczędność czasu i ułatwienie we wprowadzaniu danych. To z kolei obniża koszty – elektroniczny CMR eliminuje potrzebę drukowania, przechowywania i transportu dokumentów papierowych. Zmniejsza to wydatki związane z papierem, tuszem, opłatami pocztowymi i fizyczną przestrzenią magazynową.

Korzystanie z elektronicznych listów przewozowych zmniejsza też ryzyko pojawienia się nieścisłości w dokumentach, o które nietrudno w przypadku ręcznego wprowadzania danych. Systemy e-CMR pomagają minimalizować błędy dzięki automatyzacji procesów przechwytywania i walidacji danych.

Z perspektywy przewoźników, wprowadzenie e-CMR może przyczynić się do likwidacji kar umownych z tytułu niedostarczenia w terminie dokumentów przewozowych – komentuje Maurycy Kieruj, prawnik w TC Kancelarii Prawnej – Takie zapisy znajdują się obecnie w większości zleceń przewozowych i są potencjalnie łatwym argumentem dla nadawców do umniejszenia frachtu przewoźnika. Elektroniczny obieg dokumentów powinien wyeliminować te praktyki, bo pozwala dostarczyć je do odbiorcy tuż po wypełnieniu.

Europejski system e-CMR coraz bliżej

Choć wiele europejskich krajów przyjęło protokół do Konwencji CMR, umożliwiający stosowanie e-CMR, nadal nie mamy jednolitej, unijnej platformy do takich działań. Tę rolę docelowo przejmie platforma e-FTI, jednak prace nad jej powstaniem mają się zakończyć dopiero w 2024 roku.  Do tego czasu przewoźnicy są zdani na rozwiązania komercyjne, które już się pojawiają. W Polsce bazą do stworzenia go mógłby być system do monitorowania obrotu odpadami, który pozwala dokumentować i śledzić ich transport drogą elektroniczną.

Jak prawidłowo wypełnić CMR?

Niezależnie od tego, jaką formę – cyfrową lub papierową – będzie mieć list przewozowy, przygotowanie tego dokumentu w prawidłowy sposób może być wyzwaniem. Tworząc go, warto pamiętać o kwestiach takich jak:

  • Dokładne wprowadzanie danych – w liście przewozowym muszą znaleźć się wszystkie koniecznie informacje. Mowa o szczegółach dotyczących nadawcy, odbiorcy, rodzaju towarów, ilości, opakowania oraz wszelkich specjalnych instrukcji lub wymagań.
  • Podpisy: w listach papierowych problemem są nieczytelne podpisy lub ich brak. Niektóre systemy e-CMR wymagają użycia podpisów cyfrowych w celu uwierzytelnienia dokumentu. Warunkiem zapewnienia ważności i prawnej akceptacji e-CMR jest rozumienie i przestrzeganie określonych wymogów dotyczących podpisów cyfrowych.
  • Zgodność z przepisami – różne kraje mogą mieć specyficzne przepisy i wymagania dotyczące korzystania z e-CMR. Dopiero ujednolicenie procesów na poziomie europejskim pozwoli na użytkowanie usługi bez obawy o odmienną interpretację np. organów kontrolnych w innym kraju.

Pułapki listów przewozowych

Błędne wypełnienie dokumentu CMR pociąga za sobą szereg problemów. Nieprawidłowe lub niekompletne informacje w CMR mogą prowadzić do sporów prawnych, zwłaszcza jeśli wpływają na prawa i obowiązki zaangażowanych stron. Błędy w dokumentach przewozowych mają również wpływ  na zakłócenia w operacjach logistycznych, takie jak opóźnienia w transporcie, nieprawidłowa dostawa towarów lub trudności w rozwiązywaniu reklamacji przewozowych. To z kolei naraża przewoźnika na koszty z tytułu kar umownych czy grzywny, którą nałożyć mogą też organy kontrolne, jeśli wykryją nieprawidłowości w dokumentacji.

Maurycy Kieruj z TC Kancelarii Prawnej przypuszcza, że wprowadzenie elektronicznych listów przewozowych powinno rozwiązać przynajmniej część z tych problemów:

Takie dokumenty z założenia będą chociażby bardziej czytelne, mniej podatne na uszkodzenie, zaginięcie czy podrobienie. Powinny też przyczynić się do optymalizacji procesów obiegu całości dokumentacji przewozowej.

Obcokrajowcy mieszkający w Polsce zabrali głos w sprawie imigracji

Tylko co trzeci obcokrajowiec z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. mieszkający i pracujący w Polsce chce zostać u nas na stałe (27 proc.), wynika z badania Grupy Progres. Bez względu na planowaną długość pobytu większość imigrantów z odległych kierunków (68 proc.) ma zamiar sprowadzić nad Wisłę swoich bliskich. Uważają bowiem, że nasz kraj jest dobrym miejscem do życia, w którym czują się bezpiecznie. Chcieliby jednak, by procedury trwały krócej niż obecnie.

  • Mimo że osiedlenie się w Polsce nie jest proste, to – jak wynika z badania Grupy Progres – 27 proc. imigrantów z odległych kierunków pracujących w Polsce ma zamiar zostać u nas na zawsze. 39 proc. badanych chce spędzić nad Wisłą 5 lat lub więcej.
  • Co więcej, 68 proc. nie zamierza być u nas w pojedynkę – chce sprowadzić do Polski swoją rodzinę.
  • Do podjęcia kroku o międzykontynentalnej przeprowadzce zmotywowały ich m.in. wynagrodzenia, które w ich kraju nie zawsze pozwalały utrzymać się na godnym poziomie – dotyczy to 45 proc. ankietowanych.
  • Co trzeci cudzoziemiec z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. (30 proc.) przyjechał tu, bo w Polsce mieszkają i pracują jego przyjaciele mający pozytywne zdanie o życiu nad Wisłą.
  • Przede wszystkim jednak czują się w Polsce bezpiecznie. Tylko 9 proc. badanych wskazało strach przed nietolerancją naszych rodaków jako największy minus życia w Polsce. Przeszkadza im także brak bliskich (33 proc.) i problemy w znalezieniu dobrej pracy bez znajomości języka polskiego (29 proc.). Sporym problemem i zarazem dużym wyzwaniem są też procedury związane z rozliczeniami podatkowymi oraz dot. legalizacji pobytu i pracy. Według imigrantów trwają one zbyt długo.

Mimo że referendum ws. relokacji uchodźców budzi duże emocje wśród naszych rodaków, to wielu z nich do tej pory nie miało świadomości, jak duża jest ogólna liczba imigrantów w Polsce. Skala przyjazdów, która rosła przez wiele lat udowadnia, że nie mamy dużych powodów do obaw przed osiedlaniem się cudzoziemców w Polsce, również tych ze statusem uchodźcy. Pod warunkiem, że przejdą oni sprawnie przez wszelkie procedury pozwalające dokładnie zweryfikować powód przyjazdu nad Wisłę oraz określające ich plany pobytowe i potencjał kadrowy.

Pół wieku imigracji

Według danych GUS przez ponad pół wieku (1966-2021) na pobyt stały w Polsce zameldowało się w sumie 337 012 imigrantów. Najczęściej pochodzili oni z Europy (254 048 osób), Ameryki Pł. i Płd. (54 171 os.) oraz Azji (18 152 os.), rzadziej z Afryki (5 597 os.) i Oceanii (5 044). Mimo że osiedlenie się w Polsce na stałe nie jest proste, to – jak wynika z badania Grupy Progres – 27 proc. imigrantów z odległych kierunków pracujących w Polsce ma zamiar zostać u nas na zawsze. 39 proc. badanych chce spędzić nad Wisłą 5 lat lub więcej, 21 proc. planuje pobyt trwający od 3 do 5 lat, a 13 proc. od 1 roku do 2 lat. Co więcej, 68 proc. nie zamierza być u nas w pojedynkę – chce sprowadzić do Polski swoją rodzinę, 32 proc. nie ma takich planów. Każdy z imigrantów zarobkowych z innych kontynentów niż Europa często ma nie tylko jasno sprecyzowane plany pobytowe, ale też – pod wieloma względami – wyrobioną opinię o naszym kraju.

Przede wszystkim czują się tu bezpiecznie. Tylko 9 proc. badanych wskazało strach przed nietolerancją naszych rodaków jako największy minus życia w Polsce. Przeszkadza im także brak bliskich (33 proc.) i problemy w znalezieniu dobrej pracy bez znajomości języka polskiego (29 proc.).  Sporym problemem i zarazem dużym wyzwaniem są też procedury związane z rozliczeniami podatkowymi oraz dot. legalizacji pobytu i pracy. Według imigrantów trwają one zbyt długo.

Jeżeli dana osoba nie mieszka jeszcze w Polsce, a dopiero planuje przyjechać nad Wisłę w celach zarobkowych, to czas oczekiwania na odpowiednie zezwolenia legalizujące zatrudnienie wynosi kilka miesięcy i jest uzależniony od wielu procedur, przez które musi przejść każdy obcokrajowiec i np. zatrudniająca go agencja – mówi Natalia Myskova, dyrektor ds. rekrutacji międzynarodowej w Grupie Progres.Szacunkowo, w przypadku krajów Ameryki Płd., Afryki czy Filipin, wszystko trwa ok. 3-4 miesięcy. Trochę dłużej, bo ok.5-6 miesięcy, jeśli chodzi o Indie, Nepal, Bangladesz, Turkmenistan, Kazachstan czy Uzbekistan – dodaje Natalia Myskova.

Według badanych, którzy te formalności mają już za sobą, czas oczekiwania na odpowiednie zezwolenia powinien trwać: od 4 do 12 tygodni (64 proc. badanych). Mniejsza grupa wskazała przedział 3 – 6 miesięcy (17 proc.). 19 proc. pytanych twierdzi, że znając realia życia w Polsce, byłoby skłonnych czekać na zezwolenia więcej niż 6 miesięcy.

MSZ zamierzał pilnie wprowadzić rozporządzeniem outsourcing wizowy, według którego podmioty z ponad 20 krajów przyjmowałyby wnioski o wizę i przekazywały je do polskiego ministerstwa. Taki proces stałby się możliwy w Arabii Saudyjskiej, Armenii, Azerbejdżanie, Republice Białorusi, Republice Filipin, Gruzji, Indiach, Indonezji, Iranie, Katarze, Kazachstanie, Kuwejcie, Mołdawii, Nigerii, Pakistanie, Tajlandii, Turcji, Ukrainie, Uzbekistanie, Wietnamie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jednak pojawiają się sygnały, że rządzący wycofają się z tego pomysłu.

Nie tylko Polska

Obecnie żadne zmiany przepisów nie są jeszcze pewne, ale bez ich wprowadzenia tj. przemyślanego programu przyspieszenia procedur, krajowi pracodawcy za jakiś czas nie będą mieli komu delegować pracy. W tym momencie skala problemu nie jest jeszcze krytyczna, bo nawet mimo długiej drogi urzędowej, chętnych do objęcia etatu w Polsce nie brakuje. Tylko w 2022 r. krajowi urzędnicy wydali w sumie 466 722 decyzji w sprawie udzielenia zezwolenia na pracę. Tę pozytywną otrzymało 365 490 wnioskodawców, 5 102 usłyszało odmowy, 16 376 to umorzenia, a 79 754 przypadków dot. uchyleń. Na mocy wydanych decyzji pracę w naszym kraju mogłaby rozpocząć grupa osób dorównująca liczebnością populacji Szczecina. Biorąc pod uwagę potrzeby kadrowe, to i tak nadal zbyt mało obcokrajowców zaczyna zarabiać w Polsce. Tylko na koniec IV kwartału liczba nieobsadzonych miejsc pracy wynosiła 115.7 tys., a nowoutworzonych etatów było o 32,3 tys. więcej niż zlikwidowanych.

Czekające miejsca w firmach często zajmują imigranci, którzy etat w swoim kraju zamieniają na stanowiska w polskich przedsiębiorstwach. Aż 92 proc. badanych cudzoziemców, którzy po przejściu niezbędnych procedur podjęli etat w Polsce, przed przyjazdem nad Wisłę miało już doświadczenie zawodowe. Do podjęcia kroku o międzykontynentalnej przeprowadzce zmotywowały ich m.in. wynagrodzenia, które w ich kraju nie zawsze pozwalały utrzymać się na godnym poziomie. Dotyczy to 45 proc. ankietowanych – dla nich ważnym argumentem przesądzającym o imigracji były właśnie wyższe pensje i niższe koszty życia w naszym kraju w porównaniu z tymi, które musieliby pokryć z wypłaty w swojej ojczyźnie. Liczyły się również opinie i doświadczenia znajomych. Co trzeci cudzoziemiec z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. (30 proc.) przyjechał tu, bo w Polsce mieszkają i pracują jego przyjaciele mający pozytywne zdanie o życiu nad Wisłą.

Mimo takich opinii i rosnącej popularności Polski wśród obcokrajowców z odległych kierunków, wielu z nich przyznaje, że w razie potrzeby wyjedzie do innego kraju. Na liście najbardziej atrakcyjnych państw do zarabiania pieniędzy (oprócz Polski) znalazły się: Niemcy (31 proc.), Kanada (19 proc.), Szwajcaria (15 proc.), Wielka Brytania (14 proc.), Francja (12 proc.), USA (12 proc.), Włochy (11 proc.) i Holandia (9 proc.).

Interfejs – czy podlega ochronie prawnej jako część programu komputerowego?

Interfejs to pojęcie używane w informatyce, które odnosi się do sposobu, w jaki użytkownicy komunikują się z systemem komputerowym lub urządzeniem elektronicznym. W istocie stanowi on punkt styku między człowiekiem a maszyną, umożliwiając użytkownikowi wprowadzanie poleceń i otrzymywanie informacji w sposób zrozumiały i intuicyjny.

Interfejsy mogą przybrać różne formy, w zależności od rodzaju urządzenia i jego przeznaczenia.

Najpopularniejsze rodzaje interfejsów to przede wszystkim interfejsy użytkownika, które obejmują elementy, które widzi użytkownik i za pomocą których może korzystać z programu komputerowego. Może to być na przykład interfejs graficzny, który wykorzystuje takie elementy, jak przyciski, pola tekstowe, menu, czy okna dialogowe, lub interfejs wiersza poleceń, który umożliwia wprowadzanie komend za pomocą tekstu. Natomiast interfejs programistyczny aplikacji (API) stanowi zestaw reguł i protokołów, które z kolei programistom umożliwiają korzystanie z funkcji i usług udostępnianych przez daną aplikację lub system. API definiuje sposób, w jaki programy mogą komunikować się miedzy sobą i wykorzystywać funkcje udostępniane przez oprogramowanie. Interfejs sieciowy z kolei to punkt styku między urządzeniem lub systemem a siecią komputerową.

Czy zatem taki graficzny interfejs użytkownika programu komputerowego stanowi formę wyrażenia tego programu podlagającą ochronie przyznanej przez prawo autorskie programom komputerowym. Jak zakwalifikować prawnie bardziej przyjazne użytkownikowi korzystanie z programu, przykładowo za pomocą ikon lub symboli?

Co do zasady każda forma wyrażenia programu komputerowego musi być chroniona od chwili, gdy jej odtworzenie prowadziłoby do odtworzenia samego programu, pozwalając w ten sposób komputerowi na wypełnienie jego funkcji. Zgodnie z motywami dziesiątym i jedenastym dyrektywy 91/250 interfejsy są częściami programu komputerowego umożliwiającymi wzajemne połączenie i interakcję wszystkich elementów oprogramowania i sprzętu komputerowego z innym oprogramowaniem i sprzętem, jak również z użytkownikami, tak aby stały się one w pełni funkcjonalne. W szczególności graficzny interfejs użytkownika jest interfejsem interakcji, pozwalającym na komunikację pomiędzy programem komputerowym a użytkownikiem. W związku z tym graficzny interfejs użytkownika nie pozwala na powielanie tego programu komputerowego, lecz stanowi po prostu element tego programu, za pomocą którego użytkownicy wykorzystują właściwości omawianego programu.

TSUE orzekł, iż graficzny interfejs użytkownika nie stanowi formy wyrażenia programu komputerowego w rozumieniu art. 1 ust. 2 dyrektywy 91/250 w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych i nie może korzystać z ochrony przyznanej w prawie autorskim programom komputerowym na podstawie tej dyrektywy.

Podkreślił przy tym, że taki interfejs może podlegać ochronie przewidzianej w prawie autorskim ochrony jako utwór, zgodnie z dyrektywą 2001/29 w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, jeżeli stanowi wyraz twórczości intelektualnej swego autora i zostanie uznany za utwór. Zadaniem sądu krajowego jest zatem ustalenie, czy tak jest, biorąc pod uwagę w szczególności swoisty układ bądź konfigurację wszystkich elementów składowych będących częścią graficznego interfejsu użytkownika, w celu ustalenia tych, które spełniają kryterium oryginalności. W tym zakresie kryterium to nie będzie spełnione przez elementy składowe graficznego interfejsu użytkownika cechujące się wyłącznie ich funkcją techniczną.

Autor: r. pr. Anna Zabielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Decyzja w sprawie stóp procentowych już jutro

Już najprawdopodobniej w tym tygodniu dowiemy się, czy należy się spodziewać obniżki stóp procentowych przed wyborami. Na rynkach spokój w trakcie Dnia Niepodległości w USA, a Australia wstrzymuje podwyżki stóp procentowych.

Posiedzenie RPP

Dzisiaj rozpoczyna się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Jest to o tyle niestandardowa sytuacja, że to jedyne (z wyjątkiem czerwcowego) posiedzenie decyzyjne, które nie trwa od wtorku. W czerwcu przeszkodą było Boże Ciało, święto obchodzone w czwartek, które nie pozwoliłoby po środowej decyzji następnego dnia zrobić konferencji prasowej. Niezależnie od terminu nie zanosi się na szczególnie pasjonujące posiedzenie. Ważniejsza jednak wydaje się konferencja prasowa, która w związku z przesunięciem terminu posiedzenia planowana jest na piątek, a nie standardowo na czwartek. Trzeba pamiętać, że sierpniowe posiedzenie jest niedecyzyjne. Zatem jeżeli RPP będzie chciało sugerować jakieś zmiany stóp we wrześniu, by miały one wpływ przed wyborami, musiałaby to zrobić już w piątek.

Święto Niepodległości i nudy

O ile w USA podczas Święta Niepodległości nie wieje nudą, o tyle na rynkach w tym czasie, delikatnie mówiąc, niewiele się dzieje. Pokazuje nam to dobitnie, jak ważni są inwestorzy z USA. Inne państwa nawet dostosowują swoje kalendarze danych makroekonomicznych do tego. To właśnie dlatego wczoraj tak niewiele się działo. Mniejszą płynność na rynku próbował wykorzystać polski złoty, który atakował poziomy 4,42 na złotym, ale szybko się od nich odbił. Mniejsza ilość inwestorów powoduje, że często da się przesunąć kurs mocniej danego dnia. Powrót dużych graczy na rynki często jednak kończy takie spekulacyjne ruchy.

Australia nie podniosła stóp procentowych

W Australii jesteśmy świadkami wstrzymania cyklu podwyżek stóp procentowych. Cyklu dość imponującego, bo w 12 podwyżkach stóp procentowych (8 po 0,25% i 4 po 0,5%) stopy wzrosły z 0,1% na 4,1%, osiągając najwyższy poziom od 2012 roku. Z drugiej strony patrzymy na nie teraz jak na bardzo wysokie, a przed kryzysem z 2008 roku nigdy nie były tak nisko jak obecnie. Jak widać, jest to tylko kwestia perspektywy. Najprawdopodobniej brak podwyżek wynika ze spadku tempa wzrostu cen. Ostatni kwartał był pierwszym, kiedy ten spadek spowolnił. Zarówno jeżeli chodzi o inflację konsumencką, jak i bazową. W rezultacie wygląda na to, że Królewski Bank Australii wchodzi w tryb oczekiwania, licząc, że dość już zrobił i teraz problem rozwiąże się sam. Dolar australijski początkowo po decyzji tracił, ale bardzo szybko wrócił na swoje poprzednie poziomy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikację indeksów PMI dla Usług oraz:

14:00 – Rumunia – decyzja NBR ws. stóp procentowych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Vivid Games zawarła umowę na produkcję gry z BoomBit S.A.

Zgodnie z ogłoszoną w kwietniu 2023 Strategią działalności na nadchodzące lata, Vivid Games skupia się na zawieraniu partnerstw strategicznych i tworzeniu gier mobilnych. Umowa z BoomBit S.A. doskonale wpisuje się w te założenia. Korzystając z doświadczenia zebranego w ciągu wielu lat pracy nad Real Boxing, Vivid Games stworzy casualową grę bokserską, której promocją i skalowaniem z wykorzystaniem UA (płatnego pozyskiwania użytkowników), zajmie się BoomBit. Umowa daje obu stronom szansę na efekt synergii i może być początkiem współpracy na kolejnych polach.

Umowa z Boombit jest dla Spółki istotna z kilku powodów. Po pierwsze stanowi istotny dowód skutecznej realizacji strategii działalności, po drugie pozwala na dalszą ekspansję kluczowej marki Studia, a po trzecie może stanowić początek szerzej zakrojonej współpracy z BoomBit, która z bydgoską Spółką ma sporo wspólnego.

Easy Boxing będzie casualową produkcją, trafi do innej grupy odbiorców niż Real Boxing 2 czy planowana na kolejny rok kolejna odsłona – Real Boxing 3. Nie ma więc obaw o wzajemną kanibalizację. Nie znaczy to jednak, że tytuł pozbawiony będzie sportowych emocji. Zapewniam, że gra, którą wypuścimy wzbudzi emocje i da zarówno nam jak i BoomBit kolejną szansę na sukces – podkreśla Łukasz Kamiński, który będzie odpowiadał za zespół produkcyjny Easy Boxing po stronie Vivid Games.

– Praca nad Easy Boxing jest połączeniem wiedzy i doświadczenia, które nasz zespół projektowy zdobył pracując nad serią Real Boxing oraz skutecznego podejścia do płatnej akwizycji użytkowników i możliwości skalowania posiadanych przez BoomBit. Dodatkowo, zgodnie z tym co deklarowałem podczas prezentacji strategii poszerzamy uniwersum marki Real Boxing, a casualowy Easy Boxing to pierwszy krok. Cieszy mnie też synergia wiedzy, doświadczenia i możliwości pomiędzy zespołami Vivid Games i Boombit. Obie firmy zjadły zęby na grach mobilnych, ale nadal możemy się od siebie dużo nauczyć. Chciałbym, by nasza kooperacja nie zakończyła się na jednym kontrakcie – dodaje CEO Vivid Games, Piotr Gamracy.

Co dzieje się na regionalnych rynkach powierzchni biurowych? Podsumowanie H1 2023

Całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin,  Szczecin) wyniosły na koniec czerwca 6,91 mln m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1,73 mln m kw.), Wrocław (1,46 mln m kw.) oraz Trójmiasto (1,11 mln m kw.) – pokazują dane REDD, największej i najnowocześniejszej bazy danych o rynku nieruchomości biznesowych w tej części Europy.

W pierwszej połowie roku największym powodzeniem wśród najemców, poza Warszawą, cieszył się rynek wrocławski, gdzie odnotowaliśmy transakcje na 106,9 tys. m kw. biur. Dobre sześć miesięcy miał też Kraków, w którym łączna powierzchnia transakcji wyniosła 61,5 tys. m kw. Jednak  rynki regionalne zamknęły półrocze z wynikiem o 12,8 proc. niższym w porównaniu do roku ubiegłego – mówi Krzysztof Foks, Head Of Research, REDD,  finne.pl.

W okresie od stycznia do czerwca 2023 r. na rynkach regionalnych do użytkowania oddano 12 inwestycji o łącznej powierzchni biurowej wynoszącej 148 tys. m kw. Największymi inwestycjami ukończonymi w tym okresie były:

  • Nowy Rynek – Budynek E w Poznaniu (27,3 tys. m kw.),
  • Ocean Office Park B (24,4 tys m kw.),
  • Centrum Południe – Budynek 3 we Wrocławiu (20,5 tys. m kw.)

W czerwcu 2023 r. współczynnik pustostanów oszacowany dla głównych rynków regionalnych kształtował się na poziomie 15,3 proc., co daje łącznie 1,05 mln m kw. powierzchni biurowej dostępnej do wynajęcia od zaraz. Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Łodzi (19,4 proc.), zaś najniższy w Trójmieście (11,1 proc.).

W czerwcu 2023 r. popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe na rynkach regionalnych osiągnął 56 tys. m kw. Łącznie od początku roku popyt na biura poza Warszawą wyniósł 365 tys. m kw.

Jak nie ma Amerykanów to wieje nudą

Podczas gdy Amerykanie świętują, na innych rynkach zaczyna wiać nudą. Tak jest i tym razem. W Europie w krótkim terminie dominują spadki a DAX ma problem z ponownym atakiem historycznych szczytów. Z układu świec na wykresie coraz mocniej wynika, że szykuje nam się większa korekta. Ropa naftowa rośnie po nowych doniesieniach z Arabii Saudyjskiej, jednak na wykresie wciąż jesteśmy „zamknięci” w wąskiej konsolidacji. Rynek walutowy także nie wykazuje większej zmienności. Na parze EURUSD jest ona coraz mniejsza. Dzisiejsze PMI nie powinny wnieść przełomu, bo to dane finalne, które z reguły nie przynoszą większych zaskoczeń. Rynek teraz czeka na jutrzejszy ISM dla usług oraz piątkowe NFP.

W godzinach nocnych dowiedzieliśmy się nieco więcej o kondycji gospodarki Chin. W czerwcu tempo wzrostu gospodarczego w Państwie Środka uległo dalszemu osłabieniu. Dzisiejszy wskaźnik PMI dla usług S&P Global/Caixin spadł w czerwcu do 53,9 z 57,1 pkt. w maju, zgodnie z tendencją spadkową obserwowaną w oficjalnym wskaźniku PMI dla sektora nieprodukcyjnego. Sugeruje to, że popyt konsumpcyjny wzrósł w bardziej umiarkowanym tempie, ponieważ stłumiony popyt zanika po ponownym otwarciu gospodarki po lockdownie.

Dodatkowo wskaźnik PMI dla przemysłu Caixin z początku tego tygodnia wyniósł w czerwcu 50,5 pkt., powyżej neutralnego poziomu 50, ale spadł z 50,9 w maju. Był to lepszy wynik niż oficjalny wskaźnik PMI dla przemysłu, który w czerwcu wyniósł 49,0 i był poniżej granicznej bariery trzeci miesiąc z rzędu. Niemniej jednak Caixin PMI sugeruje, że sektor produkcyjny traci impet.

Rynek w tym momencie czeka na jutrzejsze dane na temat raportu ISM dla usług Stanów Zjednoczonych. Kulminacją będzie jednak odczyt NFP w pierwszy piątek miesiąca. Główny wskaźnik ISM wg oczekiwań ma wzrosnąć z 50,3 pkt. do 51 pkt.. Dużą uwagę rynek poświęci subindeksowi zatrudnienia oraz cen płaconych. One pokażą co dzieje się na rynku pracy oraz w tendencjach inflacyjnych. Po NFP oczekuje się gorszego wyniku w okolicach 225 tys. nowych miejsc pracy. Maj zaskoczył solidnym wynikiem. Jeśli czwartkowo-piątkowe dane pokażą słabość na całej linii, będzie to kolejna cegiełka do tego, żeby obniżyć rynkowe oczekiwania na kontynuację restrykcyjnej polityki Fed. W takim scenariuszu dolar ma szanse się osłabić co wówczas skutkowałoby ponownym wyjściem EURUSD nad poziom 1,09 i podążanie w kierunku 1,11, gdzie wypada horyzontalny opór wyznaczony przez kwietniowo-majowe maksima.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Kolejne obostrzenia kontroli podatkowej

Przedstawiona przez Ministerstwo Finansów nowelizacja ustawy o Ordynacji podatkowej zawiera niewiele zmian upraszczających, większość proponowanych regulacji zwiększa zakres odpowiedzialności podatników, zmniejsza ich prawa i wzmacnia organy skarbowe.

Zgodnie z uzasadnieniem Ministerstwa Finansów celem nowelizacji miało być: „uproszczenie procedur podatkowych, zwiększenie efektywności działania organów podatkowych, poprawa relacji między podatnikami i organami podatkowymi oraz doprecyzowanie przepisów, których stosowanie budzi wątpliwości”. Tymczasem, jak podkreśla Przewodniczący Komisji Podatkowej BCC Adam Mariański – Projekt Ministerstwa Finansów – to kolejne zwiększenie uprawnień organów skarbowych kosztem prawa podatników. Nowelizacja zawiera mało istotne uproszczenia, a w rzeczywistości prowadzi do zwiększenia represyjności aparatu skarbowego. Z tych względów projekt powinien natychmiast być wycofany z dalszego procedowania.

Zdaniem eksperta BCC – warto zwrócić szczególną uwagę na dwie proponowane zmiany dotyczące przedawnienia oraz sposobu prowadzenia procedur kontrolnych. W zakresie przedawnienia projekt nie rozwiązuje problemu represyjności organów skarbowych, spowodowanej głównie ich własnym niedbalstwem.

Do wielu lat organy skarbowe, w sytuacji gdy prowadzą niedbale postępowanie kontrolne lub podatkowe i zbliża się termin przedawnienia zobowiązania podatkowego, wszczynają postępowanie karno-skarbowe, celem zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Uchwała  7 sędziów NSA z 24 maja 2021r. (sygn. akt I FPS 1/21), wskazywała na możliwość badania przez sądy administracyjne – czy postępowanie karne nie zostało wszczęte instrumentalnie, właśnie w celu zawieszenia terminu przedawnienia.

Organy skarbowe „dostosowały” się do nowej rzeczywistości i wszczynają postępowania    do 6 miesięcy przed upływem terminu przedawnienia, przesłuchują świadków i gromadzą dowody, nawet w sytuacji gdy w postępowaniu podatkowym brak takiej aktywności organów skarbowych. Ma to wykazać brak pozorności tego postępowania karnego.         Przedstawiony projekt nie uchyla powyższych regulacji, a tym samym legitymizuje niedopuszczalną w państwie prawa praktykę organów skarbowych. Co więcej, wprowadza nową przesłankę zawieszenia biegu terminu przedawnienia. W przypadku wszczęcia kontroli celno-skarbowej termin ten ulega automatycznie zawieszeniu do dnia jej zakończenia, czyli pozwala prowadzić postępowanie przez wiele lat. – To już jest przykład na to, komu służy przedłożony projekt, co jest oczywiście sprzeczne z przedłożonym uzasadnieniem – podkreśla Adam Mariański, ekspert BCC.

Drugim zagadnieniem, na które według eksperta BCC warto zwrócić uwagę, jest zmiana procedur kontrolnych. Co do zasady, kontrole będą prowadziły wyłącznie urzędy celno-skarbowe, a urzędy skarbowe nie będą mogły prowadzić kontroli podatkowych.

– Tak można tylko twierdzić na podstawie uzasadnienia projektu. W rzeczywistości projekt sankcjonuje nielegalne praktyki prowadzenia przez urzędy skarbowe kontroli w ramach czynności sprawdzających. Tymczasem czynności te służą wyłącznie sprawdzeniu poprawnej formalności dokumentów oraz rozliczeń podatkowych, a nie gromadzeniu dowodów. – zauważa ekspert BCC. W założeniach projektu organy podatkowe nie tylko będą mogły podejmować dotychczasowe czynności zgodnie z prawem, ale zostanie znacząco rozszerzony zakres gromadzonych dowodów (np. przesłuchanie świadków). Należy pamiętać, że czynności sprawdzające to tryb uproszczony, który nie zapewnia należytej ochrony praw podatnika. Urzędnik skarbowy będzie miał nieograniczony dostęp do informacji prywatnych podatnika, będzie mógł żądać odpowiedzi na każde wezwanie, bez konieczności wszczynania postępowania kontrolnego lub podatkowego. Jednocześnie czas prowadzenia takich czynności, w przeciwieństwie do kontroli podatkowej, jest nieograniczony w czasie.

– Tym samym nowa forma kontrolowania podatników zostanie wyjęta spod jakichkolwiek ograniczeń (np. z ustawy Prawo przedsiębiorców) i będzie pozwalała na dowolne prowadzenie czynności kontrolnych w stosunku do podatnika. Widać, że każdy projekt napisany przez urzędników, jest tworzony dla ich potrzeb, a nie dla ochrony podatników przed represyjnym systemem skarbowym. – podsumowuje Adam Mariański, ekspert BCC .

Zdaniem Adama Mariańskiego należy wycofać projekt z dalszego procedowania i warto wrócić do projektu, przygotowanego wiele lat temu, przez komisję pod kierunkiem prof. Lenarda Etela.

Inflacja we wrześniu może spaść poniżej 10 proc.

W ostatnich miesiącach, inflacja w Polsce szybko spadała: z poziomu 18,4 proc. w lutym do 11,5 proc. w czerwcu. Gdyby taki trend się utrzymał, to już w sierpniu inflacja spadłaby poniżej 10 proc. Jest to jednak mało prawdopodobne i na jednocyfrową inflacją poczekamy najwcześniej do września. Mamy obecnie najwyższą inflację i najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej.

W zeszłym roku, inflacja w lipcu i sierpniu rosła zdecydowanie wolniej niż w pozostałych miesiącach. Ceny w lipcu poszły w górę o 0,5 proc. m/m i 0,8 proc. w sierpniu, podczas gdy w okresach od marca do czerwca oraz od września do października, ich wzrost był zawsze wyższy niż 1,5 proc. Ten efekt bazy spowoduje, że w wakacje inflacja nie będzie już spadać tak szybko jak w ostatnich miesiącach. Na jej spadek do wartości jednocyfrowej poczekamy co najmniej do września, a w bardziej pesymistycznym scenariuszu – nastąpi to w październiku.

Spadającej inflacji może zagrozić (choć jak się wydaje, nie zatrzyma spadku) zwiększony poziom wydatków budżetowych związanych ze zbliżającymi się wyborami. Wyścig do Sejmu jest bardzo wyrównany, a to będzie budzić pokusę, by rozstrzygnąć go składając coraz dalej idące obietnice socjalne. Przykład propozycji zmian programu 500 Plus na 800 Plus pokazuje, że także termin wprowadzenia zmian może być elementem kampanii, a opozycja może także skłaniać rząd do realizacji swoich obietnic jeszcze przed wyborami.

Samo podniesienie świadczenia ma taki sam efekt, jak dokonanie jednej obniżki stóp procentowych o 0,25 pp. Istnieje także możliwość, że przed wyborami dojdzie do pierwszej standardowej obniżki stóp procentowych, co także utrudni walkę z inflacją.

Mimo spadków, Polska ma obecnie najwyższą inflację w Unii Europejskiej. W krajach, gdzie inflacja była wcześniej wyższa, np. na Łotwie, spadła jeszcze bardziej dramatycznie. I wydaje się, że ta stan może się utrzymywać w najbliższych miesiącach. Polska ma obecnie najwyższą inflację w UE, a jednocześnie najniższe bezrobocie, co wydaje się idealnym miksem do dokonania podwyżki stóp procentowych. Jednak RPP zakończyła serię podwyżek jeszcze w zeszłym roku i obecnie – bardziej ze względów politycznych niż ekonomicznych – prawdopodobna jest raczej obniżka stóp.

Wraz ze spadająca inflacją, zmniejszają się dotyczące jej obawy inwestorów. Badanie Puls Inwestora Indywidualnego eToro obejmujące ostatni kwartał, odsetek inwestorów uważających inflację za największe ryzyko zewnętrzne spadł z 27 proc. do zaledwie 7 proc. Jednocześnie mocno wzrosła, z 8 proc. do 36 proc., liczba inwestorów obawiających się o stan polskiej gospodarki. To efekt obaw dotyczących możliwej recesji oraz możliwych skutków finansowych kampanii wyborczej, również widocznych w badaniu.

Inflacja spada nie tylko w Polsce, ale także w USA i strefie Euro. W USA inflacja spadła z poziomu 6,6 proc. w styczniu do 4 proc. w maju. W strefie Euro z 8,6 proc. w styczniu do 5,5 proc. w czerwcu.  Zarówno w USA, jak i w strefie Euro, spodziewamy się pod koniec lipca, po jeszcze jednej podwyżce stóp o 0,25 p.p., co powinno wesprzeć dalszy spadek inflacji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Organ uznał przedsiębiorcę za oszusta m.in. dlatego, że rozmawiał z przedstawicielem zagranicznej firmy po polsku

W przypadku stwierdzenia dopuszczenia się oszustwa podatkowego chociażby przez jedną z firm, organy skarbowe biorą pod lupę wszystkich jej kontrahentów uczestniczących w łańcuchu dostaw. W przypadku braku oczywistych dowodów na ich świadomy udział w nielegalnym procederze, organy chętnie wysuwają zarzut braku dochowania należytej staranności przy doborze kontrahenta. Czasem zarzuty te są tak absurdalne, jak rozmowa z przedstawicielem zagranicznej firmy po polsku.

Oskarżenie o udział w karuzeli VAT

W sprawie jednej ze spółek z o.o. chodziło o usługi wykonane przez nią na rzecz cypryjskich i brytyjskich kontrahentów w 2016 roku. Organy skarbowe stwierdziły, że obie zagraniczne firmy dopuściły się nieprawidłowości w swoich rozliczeniach VAT, poprzez udział w oszustwie podatkowym. Naczelnik urzędu skarbowego wszczął więc wobec spółki kontrolę podatkową w zakresie jej rozliczeń w VAT, którą w maju 2021 r. przekształcił w postępowanie podatkowe. Bieg 5-letniego terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego przerwało wszczęcie postępowania karnego skarbowego w ostatnim roku biegu tego terminu. Naczelnik ustalił przedsiębiorcy zobowiązanie w podatku od towarów i usług stwierdzając, że do wykazanych przez nią na fakturach sprzedaży usług nigdy nie doszło.

Miejsce świadczenia usług

Organ zarzucił polskiej firmie, że nie zweryfikowała brytyjskiego i cypryjskiego odbiorcy jej usług transportowych. W przypadku usług świadczonych na rzecz kontrahenta z innego państwa członkowskiego UE transakcja taka nie podlega opodatkowaniu VAT w Polsce. Obowiązek uregulowania tego podatku spoczywa na odbiorcy usługi w miejscu jej świadczenia. A zgodnie z art. 28b ustawy o VAT, miejscem świadczenia usług jest siedziba usługobiorcy, lub stałe miejsce prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, a w przypadku ich braku – miejsce stałego zamieszkania lub zwykłe miejsce pobytu.

Rozmowy po polsku z zagranicznymi kontrahentami

Organy podatkowe uznały, że w sprawie spółki nie może znaleźć zastosowania art. 28b, bowiem nie dochowała ona należytej staranności przy weryfikacji swoich zagranicznych kontrahentów. Przedsiębiorca nigdy nie był w ich biurach ani przedstawicielstwach, ani nie posiada żadnej wiedzy na temat ich siedziby i osób zarządzających tymi podmiotami. W opinii dyrektora izby administracji skarbowej, do dochowania wymogów należytej staranności przy doborze kontrahenta nie wystarczy jedynie sprawdzenie go w unijnym rejestrze VAT.

Poza tym, zdaniem organów za świadomym uczestnictwem spółki w oszustwie podatkowym przemawia fakt, że kontaktowała się ona z przedstawicielami zagranicznych kontrahentów telefonicznie i mailowo po polsku, a kontrahenci, mimo że zagraniczni, uruchomili rachunki bankowe w Polsce. Zatem spółka w ramach dokonanej przez siebie dostawy nie była uprawniona do zastosowania odwrotnego obciążenia na fakturze, przez co zawyżyła wartość dokonanych dostaw poza granice UE, jednocześnie zaniżając swoje zobowiązanie w VAT o 23%.

Przedsiębiorcy to nie organy ścigania

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku, do którego skargę wniósł przedsiębiorca, uznał wywód organów za całkowicie nieuzasadniony, niezrozumiały i nietrafiony. Przywołał wyroki m.in. NSA z 27 stycznia 2022 r., sygn. akt I FSK 2312/21, i z 1 marca 2022 r., sygn. akt I FSK 647/18, w których wskazano, że ogromna większość przedsiębiorców nie ma możliwości organizacyjnych, ani narzędzi prawnych, które umożliwiłyby im sprawdzenie podanego przez kontrahenta adresu firmy, czy jest on zgodny z miejscem faktycznego sprawowania jej zarządu. Gdański sąd zadał organom pytanie, jakich zatem działań należy wymagać od dostawcy usługi, aby móc stwierdzić, że pozostawał on w dobrej wierze co do posiadania przez kontrahenta siedziby we wskazanym kraju.

Rozsądne działania weryfikacyjne

Sąd odwołał się w tym zakresie do art. 18 unijnego rozporządzenia wykonawczego w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, który w lit. b ustanawia, że wystarczającym do tego jest, aby dostawca usługi dokonał w rozsądnym zakresie sprawdzenia prawdziwości informacji przedstawionych przez usługobiorcę, za pomocą zwykłych, handlowych środków bezpieczeństwa. Użyte określenia sprawdzenia „w rozsądnym zakresie” i przy użyciu „zwykłych handlowych środków bezpieczeństwa” sugerują, że do dochowania należytej staranności przy weryfikacji istnienia danego podmiotu w danym kraju i pod wskazanym przez niego adresem nie jest wymagane podjęcie żadnych nadzwyczajnych działań oprócz tych, które zwykle wykonuje się przy weryfikacji kontrahenta.

Spółka dokonała sprawdzenia zagranicznych odbiorców jej usług w prowadzonym przez Komisję Europejską systemie wymiany informacji o podatku od towarów i usług VIES (VAT Information Exchange System). Korzystający z niego przedsiębiorca ma prawo pozostawać w zaufaniu co do prawdziwości ujawnionych tam danych.

E-mail i telefon to w XXI wieku standardowe środki komunikacji

Sąd nie podzielił stanowiska organów podatkowych również w zakresie pozostałych zarzutów. W dobie bowiem rozwoju technologii szybkiego porozumiewania się na odległość, nawiązywanie współpracy z innymi przedsiębiorcami za pomocą elektronicznych środków komunikacji nie jest niczym nienaturalnym. Zwłaszcza z firmami z zagranicy. Takie zachowanie przedsiębiorcy pozwala mu na ograniczenie kosztów takich transakcji i dzięki temu na zyskanie wyższej rentowności przedsięwzięcia. Służy temu właśnie komunikowanie się za pomocą poczty elektronicznej i telefonu.

Przedstawiciel kontrahenta rozmawiał po polsku, bo prowadził interesy w Polsce

Brak również uzasadnienia dla zarzutu, że o oszustwie przedsiębiorcy miałby przemawiać fakt, że rozmawiał on z przedstawicielami brytyjskich i cypryjskich firm w języku polskim, skoro kontrahenci ci prowadzili swoje interesy na terytorium RP. Wzbudzać podejrzeń nie powinno również posiadanie przez tych kontrahentów rachunków w polskich bankach. Przeciwnie, fakt posiadania takich kont rozliczeniowych w kraju, w którym prowadzi się interesy, zwiększa wręcz wiarygodność takiego partnera biznesowego. Uruchamiając takie rachunki, przedsiębiorcy ci również musieli wykazać przed bankiem adres swojej zagranicznej siedziby.

Podsumowanie

Wyrok gdańskiego sądu dostarcza kilku wniosków. Po pierwsze, przedsiębiorca nie jest organem skarbowym i nie posiada jego narzędzi i środków do wielowarstwowej, szeroko zakrojonej weryfikacji klienta. Zresztą, unijne przepisy od niego tego nie wymagają. Weryfikacji służą urzędowe rejestry, jeśli system VIES zawiera nieprawdziwe informacje, to stanowi to problem administracji skarbowej i urzędników, którzy go prowadzą. Po wtóre stawianie wymogu weryfikacji kontrahenta w miejscu, w którym znajduje się jego zagraniczna siedziba jako warunku uznania, że podatnik działał z należytą starannością jest nie do pogodzenia z realiami współczesnego obrotu gospodarczego. Podsumowując, każdy przedsiębiorca, któremu organ zarzucił niedochowanie należytej staranności przy weryfikacji swojego kontrahenta, ma prawo odwołać się od takiego rozstrzygnięcia i je zaskarżyć. Zwłaszcza w obliczu tak abstrakcyjnej argumentacji, jakiej użył fiskus w omawianej sprawie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Polska może stać się celem ataków cybernetycznych przed wyborami. System wyborczy na celowniku

  • Rosyjskie cyberataki nękają kraj od zeszłego roku, a domniemani agenci Kremla byli wielokrotnie zatrzymywani przez polskie służby bezpieczeństwa. Czy zbliżające się wybory parlamentarne przynoszą nowe zagrożenie? Na to pytanie starają się odpowiedzieć eksperci CPR.
  • Powiązana z Rosją grupa haktywistów – NoName057(16), która działa od marca 2022 r. – atakuje ukraińskie i proukraińskie organizacje, przedsiębiorstwa i rządy, a cele zmieniają się w zależności od rozwoju sytuacji geopolitycznej. W ostatnich miesiącach grupa skupiła się na różnych krajach Unii Europejskiej, które publicznie poparły Ukrainę, w tym między innymi na Polsce
  • Polska jest głównym celem grup haktywistycznych powiązanych z Rosją, a NoName057(16) w ciągu ostatniego roku była najbardziej aktywną z nich. Oceniamy jako wysoce prawdopodobne, że wzorce i ataki, które miały miejsce podczas czeskich wyborów prezydenckich na początku 2023 r., powtórzą się również w Polsce – mówi ekspert bezpieczeństwa cybernetycznego.

Wraz z coraz częstszym wykorzystaniem cyfrowych technologii w wyborach na całym świecie, rośnie zagrożenie cyberatakami na infrastrukturę wyborczą. Rosyjskie cyberataki nękają kraj od zeszłego roku, a domniemani agenci Kremla byli wielokrotnie zatrzymywani przez polskie służby bezpieczeństwa. Czy zbliżające się wybory parlamentarne przynoszą nowe zagrożenie?

Organy zarządzające wyborami, partie polityczne i inne zainteresowane strony są często słabo przygotowane na ataki cybernetyczne i reagowania na nie. Brak reakcji na zagrożenia dla cyberbezpieczeństwa może stanowić krytyczne zagrożenie dla uczciwości wyborczej – ostrzega w komentarzu Międzynarodowa Fundacja Systemów Wyborczych (IFES).

– Biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich 2 lat i obserwacje działań grup haktywistycznych powiązanych z Rosją, należy brać poważnie pod uwagę możliwość ataku na Polskę przed lub podczas wyborów parlamentarnych w tym roku – Wojciech Głażewski, dyrektor Check Point Software w Polsce. Szczególnie narażone mogą być instytucje publiczne: internetowe strony rządowe, portale partii politycznych, a także mediów relacjonujących kampanie partii. – Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami celowego ingerowania prorosyjskich grup w działania instytucji zaufania publicznego w naszym regionie – alarmuje Głażewski.

Polska jest głównym celem grup haktywistycznych powiązanych z Rosją, a NoName057(16) w ciągu ostatniego roku była najbardziej aktywną z nich. Oceniamy jako wysoce prawdopodobne, że wzorce i ataki, które miały miejsce podczas czeskich wyborów prezydenckich na początku 2023 r., powtórzą się również w Polsce. Grupa ta przeprowadza ataki DDoS na strony internetowe kandydatów (o antyrosyjskiej agendzie). W wyborach prezydenckich w Czechach, NoName starała się również uniemożliwić partiom publiczne przedstawiać raporty finansowe kampanii, zgodnie z wymogami prawo – mówi Sergey Shykevich, ekspert Check Point Software

Cyberataki na instytucje publiczne – w tym te związane z infrastrukturą wyborczą – zdarzają się coraz częściej na całym świecie. Taro Kono, japoński minister cyfryzacji, w wywiadzie dla dziennika Financial Times przestrzegł, że różnego rodzaju „złośliwe” działania z wykorzystaniem inteligentnych algorytmów to wyzwanie dla najbliższych wyborów parlamentarnych, m.in. w Japonii i Wlk. Brytanii, a także prezydenckich – w USA. W marcu 2023 roku Estonia stała się celem ataków cybernetycznych w trakcie wyborów parlamentarnych. Gert Auväärt, który kieruje Narodowym Centrum Bezpieczeństwa Cybernetycznego w Estonii (NCSC-EE), powiedział, że jego zespół był na „podwyższonym poziomie świadomości przez dwa tygodnie” podczas kampanii i że próby wejścia do systemu wyborczego zakończyły się niepowodzeniem.

Kraje CEE na celowniku rosyjskich hakerów

Pod koniec 2022 roku, cyberataki uderzyły w parlamenty w Polsce i na Słowacji, niszcząc system głosowania. „Atak był wielokierunkowy, w tym z wnętrza Federacji Rosyjskiej” – napisano w oświadczeniu Senatu RP. Marszałek polskiego Senatu Tomasz Grodzki powiedział, że może to mieć związek z głosowaniem w Senacie, w którym uznano rosyjski rząd za „reżim terrorystyczny”.

Tymczasem wiceprzewodniczący słowackiego parlamentu Gabor Grendel potwierdził, że „cała sieć komputerowa Parlamentu została sparaliżowana”.  Ale zagrożenia płyną nie tylko z Rosji. Check Point Research (CPR) śledziło ostatnio aktywność chińskiego ugrupowania cyberprzestępczego, którego celem były podmioty zajmujące się polityką zagraniczną i wewnętrzną, a także ambasady w Europie.

Eksperci wskazują na zmieniający się trend i wzrost zainteresowania chińskich grup cyberprzestępczych podmiotami w Europie. I tak chińskie grupy celowały ostatnio większość krajów Europy Wschodniej, takie jak Czechy, Słowacja i Węgry, a celem kampanii było zdobycie poufnych informacji na temat polityki zagranicznej tych państw. Niewykluczone, że w najbliższych tygodniach na liście znajdzie się Polska, jako kraj prowadzący aktywne działania polityczne.

Eksperci Check Point Research wyrażają obawy o zainteresowanie Polską w przeddzień wyborów parlamentarnych – Powiązana z Rosją grupa haktywistów – NoName057(16), która działa od marca 2022 r. – atakuje ukraińskie i proukraińskie organizacje, przedsiębiorstwa i rządy, a cele zmieniają się w zależności od rozwoju sytuacji geopolitycznej. W ostatnich miesiącach grupa skupiła się na różnych krajach Unii Europejskiej, które publicznie poparły Ukrainę, w tym między innymi na Polsce, Litwie, Łotwie, Słowacji, Norwegii, Finlandii, Niemczech, Hiszpanii i Danii – podkreślają w swoim raporcie.

W styczniu br. grupa rozpoczęła przeprowadzanie ataków DDoS na strony internetowe związane z wyborami prezydenckimi w Czechach, dwa dni przed planowanym pójściem wyborców do urn. Teraz może zaatakować polskie instytucje publiczne – ostrzegają eksperci. W Polsce aktywne są – oprócz Killent, NoName, również APT 28/29.

Check Point Research zwraca uwagę na wyraźną zmianę w strategii grup haktywistycznych. Początkowo ich ataki były mniejsze – w październiku 2022 r., grupa Killnet (powiązana z Rosją) próbowała zaatakować amerykańskie cele przed wyborami, w listopadzie grupa The People’s Cyber ​​Army zaatakowała witrynę internetową Amerykańskiej Partii Demokratycznej. Większość z tych ataków nie spowodowała żadnych zakłóceń w dostępności witryn instytucji rządowych lub wyborczych. Tymczasem w styczniu 2023 roku doszło do paraliżu wyborów w Czechach.

Od strony operacyjnej, NoName057(16) działa głównie za pośrednictwem kanałów telegramowych. Ma rosyjskojęzyczny kanał z prawie 20 000 członków, kanał w języku angielskim oraz grupę wolontariuszy zwanych Projektami DDoSia, którzy działają w ich imieniu. Projekt DDoSia obejmuje tylko 1427 członków, ale jest bardzo aktywny i przeprowadza dużą liczbę ataków miesięcznie. Ma cztery podkanały, z których jeden jest przeznaczony do wybierania celów ataków DDoS*. Działania są motywowane, ponieważ NoName057(16) oferuje nagrody pieniężne dla podgrup, które zgłaszają się na ochotnika, począwszy od 20 000 rubli (290 USD) do 80 000 rubli (około 1150 USD).

I choć wielu specjalistów wskazuje na źródła ataków, związane z Rosja, urzędnicy rządowi tego kraju wielokrotnie zaprzeczali udziałowi w jakimkolwiek działaniach związanych z włamaniami cybernetycznymi lub przeciekami, mającymi na celu dezinformacje społeczeństwa danego kraju.

Jak ujawniło w raporcie Stanford’s Internet Observatory: „Rosjanie udoskonalają obecnie techniki dezinformacji na całym świecie – głównie po to, by kształtować dyskurs publiczny na tematy o znaczeniu geostrategicznym dla Rosji, takie jak trwająca wojna domowa w Syrii”. GRU stworzyło wiele fałszywych podmiotów, takich jak Inside Syria Media Center, nieistniejący think tank, który z powodzeniem forsował narracje popierające Asada i antyzachodnie, a ludzie powiązani z Internet Research Agency najwyraźniej stali za stroną internetową o nazwie Peace Data, która wykorzystywała prawdziwych amerykańskich dziennikarzy i pisarzy, aby atakować lewicowych Amerykanów.

Uwaga na fake news i podrobione domeny

Jak podkreślają eksperci, bardzo popularnym sposobem ataku jest budowanie licznych, nieprawdziwych domen, imitujących strony partii politycznych lub organizacji politycznych, które zawierają nieprawdziwe informacje (fake-news). Oded Vanunu, szef działu badań nad podatnościami produktów w firmie Check Point Software już w 2020 roku podczas wyborów w USA apelował, aby wyborcy dokładnie sprawdzali zasoby i strony związane z wyborami, które odwiedzają online, aby upewnić się, że są one autentyczne i godne zaufania oraz aby uniknąć ryzyka wyłudzenia danych osobowych.

Obawy potwierdza FBI i ostrzega: Sfałszowane domeny i konta e-mail są wykorzystywane przez zagraniczne podmioty i cyberprzestępców i można je łatwo pomylić z legalnymi witrynami internetowymi lub wiadomościami e-mail. Przeciwnicy mogą wykorzystywać fałszywe domeny i konta e-mail do rozpowszechniania fałszywych informacji; gromadzić ważne nazwy użytkownika, hasła i adresy e-mail; zbierać dane osobowe; i rozprzestrzeniania złośliwego oprogramowania, co prowadzi do dalszych kompromisów i potencjalnych strat finansowych.  

Grupy przestępcze, zarówno zagraniczne, jak i krajowe, wykorzystują technologię, aby zwiększyć zasięg ataków. Mimo, że ataki cybernetyczne stają się coraz częstsze, procesy wyborcze w coraz większym stopniu zależą od rodzajów technologii wykorzystywanych w tych atakach. Wybory w coraz większym stopniu zależą od technologii, takich jak cyfrowe listy wyborców i wyniki wyborów, biometryczna rejestracja wyborców i elektroniczne maszyny do głosowania. Społeczeństwo jest ogólnie świadome, że ataki te są prawdopodobne, a wielu wątpi – często nie bez powodu – czy ich kraje są przygotowane do skutecznie im przeciwdziałać.

Marketing dla restauracji – jakie są skuteczne strategie promocji lokalu?

Właściwe działania marketingowe pomagają budować rozpoznawalność lokalu gastronomicznego, zwiększyć liczbę dokonywanych zamówień oraz przyciągać klientów. Umiejętnie prowadzony marketing dla restauracji odgrywa kluczową rolę w jej istnieniu i rozwoju. Jakie zatem kroki w tym obszarze należy podjąć, by lokal odniósł sukces na rynku? O tym w artykule.

Na co zwrócić uwagę promując lokal gastronomiczny?

Opracowanie skutecznej strategii promocyjnej lokalu to jeden z fundamentalnych punktów działań marketingowych. Pozwala wyróżnić się spośród konkurencji, zbudować lojalną bazę klientów i pozyskać nowych gości. Jakie czynności warto podjąć?

Opracuj biznesplan

Przygotowując biznesplan dla naszego lokalu, warto uwzględnić w nim ważne punkty takie jak np.:

  • wizja i misja restauracji,
  • analiza rynku oraz konkurencji,
  • określenie budżetu.

W takim dokumencie trzeba również zawrzeć szczegółową rozpiskę działań w zakresie promocji i reklamy dla restauracji. Pamiętajmy, że budowanie relacji z klientami np. poprzez stosowanie programu lojalnościowego także powinno zajmować ważne miejsce w naszym biznesplanie.

Zaznacz obecność restauracji w social mediach

Nasz lokalu powinien być zauważalny na platformach mediów społecznościowych takich jak: Facebook czy Instagram. Warto opracować harmonogram publikowania treści oraz regularnie udostępniać zdjęcia potraw, informacje o wydarzeniach specjalnych lub promocjach. Można również wchodzić w interakcje z klientami np. poprzez odpowiadanie na komentarze i zachęcanie do dyskusji.

Zadbaj o profesjonalną stronę internetową

Witryna online to niezwykle ważny element marketingu dla restauracji. Warto zainwestować w profesjonalną stronę internetową, która będzie łatwa w nawigacji. Musi też zawierać aktualne informacje takie jak: menu, dane kontaktowe lokalu i godziny otwarcia.

Trzeba również pamiętać o dostosowaniu jej do urządzeń mobilnych np. telefonów komórkowych i tabletów. Witrynę online możemy przygotować samodzielnie lub zlecić jej wykonanie profesjonalistom. Restaumatic zapewnia nowoczesną i responsywną stronę WWW dla restauracji z systemem zamówień online oraz gwarantuje pełne wsparcie w jej obsłudze.

Podsumowanie

Działania marketingowe dla lokalu gastronomicznego to złożony proces, który wymaga ciągłego zaangażowania i reakcji na zmieniające się trendy w branży. Powinniśmy zadbać o obecność restauracji  w  mediach społecznościowych, o relacje z klientami czy świetnie opracowywany biznesplan. Liczy się przemyślana taktyka, cierpliwość i kreatywność.

Likwidacja użytkowania wieczystego 2023 r.

Użytkowanie wieczyste jest instytucją prawną wprowadzoną do polskiego systemu prawnego w 1961 roku. Polega ono na oddaniu w użytkowanie nieruchomości gruntowej będącej własnością Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego (województwa, powiatu bądź gminy) na czas określony co do zasady 99 lat (ewentualnie krócej nie mniej niż 40 lat). Użytkownik wieczysty ma prawo do używania nieruchomości, w tym budowania na niej, natomiast nie posiada prawa do własności nieruchomości.

W chwili obecnej trwają kolejne prace dotyczące wyeliminowania z obrotu prawnego instytucji użytkowania wieczystego, które jest swoistym reliktem PRL-u. Największa dotychczasowa próba likwidacji użytkowania wieczystego z polskiego sytemu prawnego miała miejsce w 2019 r., kiedy ustalono, że z mocy prawa na własność przekształcone zostały grunty przeznaczone na cele mieszkaniowe.

Zgodnie z uzasadnieniem do obecnego rządowego projektu zmiany ustawy o gospodarce nieruchomościami podstawą nowelizacji jest zdynamizowanie procesu eliminacji użytkowania wieczystego na gruntach, które zabudowano i zagospodarowano na określone cele, co w dalszej perspektywie, zdaniem projektodawcy, ma zaktywizować procesy inwestycyjne na tych nieruchomościach. Nowelizacja ma umożliwić firmom, osobom fizycznym i spółdzielniom mieszkaniowym uzyskanie na własność gruntów na cele inne niż mieszkaniowe tzw. komercyjnych gruntów.

W dniu 23 czerwca 2023 r. Senat podjął uchwałę w przedmiocie terminu zgłoszenia prawa do żądania przez przedsiębiorcę użytkownika wieczystego nieruchomości gruntowej do zawarcia umowy sprzedaży nieruchomości gruntowej. Poprawka senacka zmieniła termin z 12 miesięcy na 36 miesięcy. Poprawka ta podyktowana jest uwzględnieniem pomocy de minimis mając na uwadze termin do realizacji przez przedsiębiorcę prawa do żądania zawarcia umowy sprzedaży nieruchomości gruntowej.

Z prawem żądania przekształcenia wystąpić może użytkownik wieczysty gruntu zabudowanego, który zrealizował cel użytkowania wieczystego powstałego przed 1 stycznia 1998 r., będzie mógł wystąpić z żądaniem sprzedaży. W takim wypadku organ będzie zobowiązany do zawarcia umowy. Termin złożenia takiego wniosku będzie wynosił rok od wejścia ustawy w życie.

Co istotne organy publiczne nie będą już mogły odmówić sprzedaży gruntu na rzecz użytkownika, w tym przedsiębiorcy, który złoży wniosek w terminie roku od wejścia w życie ustawy. Powyższe nie dotyczy gruntów niezabudowanych bądź zajmowanych przez rodzinne ogrody działkowe. Do tych gruntów do zakupu wymagana będzie zgoda samorządu lub starosty i wojewody pod warunkiem, że umowa będzie obowiązywała minimum 10 lat.

Natomiast przewidywana nowelizacja wyłącza całkowicie możliwość przekształcenia następujących gruntów:
a) Skarbu Państwa powierzone Krajowemu Ośrodkowi Wsparcia Rolnictwa, Agencji Mienia Wojskowego, Lasom Państwowym,
b) parkom narodowym, Wodom Polskim,
c) a także grunty na terenie portów i przystani morskich.

Są to grunty istotne z punktu widzenia gospodarki narodowej, niezbędne jest więc zapewnienie Skarbowi Państwa nadzoru nad sposobem ich wykorzystywania. Nie będzie również możliwe zawarcie umowy sprzedaży gruntu, wobec którego toczy się postępowanie o rozwiązanie umowy użytkowania wieczystego.

Przewidywana nowelizacja dotyczy następującego katalogu podmiotów:

a) przedsiębiorców (spółki prawa handlowego, osoby fizyczne prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą),
b) osoby fizyczne np. właścicieli garaży,
c) spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe (infrastruktura osiedlowa, pawilony handlowe),
d) mieszkańcy osiedli – chodzi np. parkingi, drogi wewnętrzne, place zabaw.

Nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami wprowadza zasadę uwłaszczenia na wniosek w przeciwieństwie do uwłaszczenia z mocy prawa, które dotyczyło nowelizacji na gruntach mieszkaniowych. Mówiąc wprost decyzja ma być dobrowolna. Ustawa wprowadza nowy, rynkowy model odpłatności za grunt sprzedawany użytkownikowi wieczystemu. Zasady odpłatności przedstawiają się w sposób następujący:

a) cena wykupu przy jednorazowej wpłacie to 20-krotność dotychczasowej opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste;
b) cena za grunt docelowo to równowartość 6 proc., 20 proc., 40 proc., 60 proc. lub więcej wartości rynkowej gruntu;
c) możliwość płatności w ratach przez maksimum 10 lat – wtedy cena to 25-krotność dotychczasowej opłaty rocznej;
d) bonifikata dla grup szczególnie wrażliwych społecznie np. osób niepełnosprawnych i ich opiekunów;
e) samorządy będą mogły przyjąć te same zasady odpłatności lub określić je samodzielnie;
f) dla przedsiębiorców preferencje w ramach limitu pomocy de minimis.

Nowe przepisy mają wejść w życie po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Autor: r. pr. Szymon Szabat, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Branża pożyczkowa z dwucyfrowymi wzrostami za 2022 rok

Rynek instytucji pożyczkowych, po raz pierwszy od dwóch lat, zakończył poprzedni rok na plusie. Branża udzieliła w 2022 roku około 3,59 mln pożyczek na łączną kwotę 13,79 mld złotych. W porównaniu do 2021 r. oznacza to 22 proc. wzrost w ujęciu liczbowym i 36 proc. wzrost w ujęciu wartościowym – wynika z raportu Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego podsumowującego sytuację w sektorze.

Pomimo niestabilnego otoczenia geopolitycznego i makroekonomicznego w zeszłym roku, instytucje pożyczkowe, po raz pierwszy od przedpandemicznego 2019 r., odnotowały dodatnie wyniki sprzedaży. Według danych CRIF sektor w 2022 r. udzielił finansowania na kwotę 13,79 mld złotych, co stanowi wzrost o 35,8 proc. w porównaniu do 2021 r. oraz 19,9 proc. wzrost w relacji do 2019 roku. Wzrosła także liczba przyznanych pożyczek, która w zeszłym roku wyniosła około 3,59 mln sztuk, a więc o 21,8 proc. więcej niż w 2021 r. oraz o 10,7 proc. więcej w stosunku do 2019 roku.Kluczowe dane sprzedażowe_grafika

Odczuwalna odwilż na rynku to z jednej strony efekt sytuacji gospodarczej, w tym wysokiej inflacji, która zmuszała konsumentów do poszukiwania dodatkowych form finansowania potrzeb ich gospodarstwa domowego. A z drugiej strony, powrót do regulacji przedcovidowych i możliwość prowadzenia działalności pożyczkowej w oparciu o limit kosztów pozaodsetkowych z ustawy o kredycie konsumenckim. Wcześniej, przez 15 miesięcy, maksymalna wysokość kosztów pozaodsetkowych była obniżona o ponad 60 proc., co spowodowało w tym czasie zapaść akcji kredytowej i wycofywanie się z rynku profesjonalnych pożyczkodawców, gdyż to właśnie ten komponent, poza odsetkami, stanowi dla firm pożyczkowych podstawową formę osiągania przychodów z prowadzonej działalności.

Branża pożyczkowa w fazie głębokich zmian

Osiągnięty poziom sprzedaży w 2022 r., mimo dwucyfrowych wzrostów, nie przekłada się na optymistyczne nastroje w branży. Jak komentuje dr Anna Mlostoń-Olszewska, prezeska Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego: „Oceniając wyniki sektora za poprzedni rok należy wziąć pod uwagę po pierwsze niską bazę porównawczą z pierwszej połowy 2021 r., kiedy to na rynek pożyczkowy wpływ miały pandemiczne ograniczenia kosztów pozaodsetkowych, a po drugie skumulowany poziom inflacji, który, według szacunków ekspertów, w latach 2020-2022 wyniósł nawet 30 procent. Z tej perspektywy skala odbicia jest niska. Liczba aktywnych firm pożyczkowych nadal jest niższa niż przed pandemią”.

Zeszły rok przyniósł branży pożyczkowej duże zmiany regulacyjne. Toczące się prace legislacyjne nad ustawą antylichwiarską, która finalnie została przyjęta 6 października, nie pozwoliły sektorowi skupić się wyłącznie na odbudowywaniu biznesu po trudnych dwóch latach, gdy rynek był pod kreską, a wymusiły kolejne przemodelowanie prowadzonej działalności. Na mocy ustawy branża działa w środowisku nowego limitu kosztów pozaodsetkowych jeszcze bardziej zaostrzonego niż w czasach pandemii. Wprowadzono również nowe zasady oceny zdolności kredytowej klientów, które znacznie podwyższają koszty prowadzonej działalności. Od przyszłego roku branża znajdzie się pod nadzorem KNF, co także rodzi szereg nowych obowiązków administracyjnych i operacyjnych oraz wiąże się z dodatkowymi kosztami dla instytucji pożyczkowych. Efekty regulacji nie wpłynęły jednak na wyniki branży za 2022 r., gdyż te będą uwidaczniać się dopiero w kolejnych miesiącach. Skutki ostatnich zmian prawnych będzie można najprawdopodobniej zauważyć dopiero w danych za 2024 rok, gdy wszystkie przepisy ustawy zaczną obowiązywać. Niemniej już w pierwszych danych za ten rok można zauważyć obniżoną podaż pożyczek, będącą następstwem wycofywania się z rynku kolejnych podmiotów.

Siła nabywcza pożyczki niższa niż trzy lata temu

Niezmiennie domeną sektora instytucji pożyczkowych są pożyczki niskokwotowe. Spośród wszystkich udzielonych kredytów w zeszłym roku aż 50 proc. to pożyczki na kwotę do 2 tys. złotych. Kolejne 20 proc. to kredyty w przedziale kwotowym od 2 do 4 tys. złotych. Pożyczki o wartości powyżej 4 tys. zł stanowiły w poprzednim roku 29,1 proc. wszystkich udzielonych kredytów.

Średnia wartość pojedynczej pożyczki wyniosła w 2022 roku 3835 złotych, co stanowi wzrost o 11,5 proc. w relacji rok do roku oraz 8,4 proc. wzrost w porównaniu do 2019 roku. Wysoki poziom inflacji sprawia jednak, że realna siła nabywcza pożyczonych środków jest zdecydowania niższa niż miało to miejsce w 2021 roku, a tym bardziej w 2019 roku.

Z oferty instytucji pożyczkowych najczęściej korzystają osoby w wieku 30-40 lat., stanowiąc 30 proc. klientów sektora. Równie chętnie po pożyczki pozabankowe sięgają osoby młode, do 30. roku życia. Z kolei seniorzy stanowili w zeszłym roku jedynie 5,7 proc. wszystkich klientów wnioskujących o finansowanie.

Praca komornika – fakty i mity o egzekucji długów

Dla komornika liczy się odzyskanie długu za wszelką cenę. Komornik może stanąć na naszej drodze za brak opłacania mandatu na czas. Egzekucja komornicza polega na zajęciu nieruchomości dłużnika. Komornik i windykator to w sumie jedna osoba. Niestety, te i wiele innych mitów na temat komorników nadal funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Są szczególnie szkodliwe, bo uderzają w osoby zadłużone i przeszkadzają im w szybkim wyjściu z kłopotów finansowych. Brak wiedzy na temat działań komorników powoduje, że wiele osób unika z nimi kontaktu, wpędzając się w jeszcze większe kłopoty. Warto wiedzieć, że moment, który sprawą naszego długu zainteresował się sąd i do akcji wkroczył komornik, nie jest sytuacją bez wyjścia. Zapraszamy do przeczytania kolejnego materiału Intrum z cyklu „Ogarniam finanse”, w którym obalamy popularne mity dotyczące pracy komornika i wyjaśniamy, czym ta profesja różni się od działalności firm windykacyjnych.

Jaki jest komornik, każdy widzi, ale czy na pewno?

Komornik jest funkcjonariuszem publicznym. Działa na terenie określonego sądu rejonowego, przy którym jest powołany. Jego praca – zakres obowiązków i czynności są określone przez prawo – ustawę o komornikach sądowych i ustawę o kosztach komorniczych. Komornik musi również działać zgodnie z przepisami Kodeksu Postępowania Cywilnego. Warto również wiedzieć, że przy wykonywaniu swojej pracy komornik jest niezawisły i podlega tylko wspomnianym ustawom, orzeczeniom sądowym oraz prezesowi sądu rejonowego, przy którym działa.

Te fakty obalają jeden z powszechnych mitów mówiących o tym, jakoby komornik działał z własnej woli i kierował się osobistymi pobudkami typu chęć zarobku na osobach znajdujących się w kłopotach finansowych. Oprócz tego, że działania komornika jest regulowane przez prawo, to oczywiście taki funkcjonariusz publiczny musi posiadać odpowiednie wykształcenie. Posiadanie tytułu magistra prawa nie jest wystarczające do sprawowania zawodu komornika sądowego. Oprócz wykształcenia, taka osoba musi posiadać polskie obywatelstwo, zdolność do czynności prawnych oraz nienaganną reputację. Kandydat na komornika nie może być skazany za żadne przestępstwo i musi mieć ukończone 26 lat. Konieczne jest także ukończenie aplikacji komorniczej trwającej 1,5 roku, trzyletni staż oraz co najmniej dwuletnie doświadczenie jako asesor komorniczy. Kluczowe znaczenie ma również zdanie pisemnego egzaminu, który jest obowiązkowy od 2013 roku.

Oczywiście, poza wiedzą teoretyczną oraz praktyczną musimy mieć kompetencje miękkie takie jak umiejętność prowadzenia rozmów ze stronami postępowania czy pracy pod presją czasu. Dlatego to nie zawód dla ludzi o słabych nerwach czy też nieposiadających empatii do drugiego człowieka. W pracy spotykamy się z różnymi negatywnymi emocjami ludzi, jak i również agresją, z którą musimy sobie w mniejszy lub większy sposób radzić. Pamiętać należy, iż komornik to też człowiek – mówi Piotr Wodziński, komornik sądowy.

Praca i obowiązki komornika

Działanie komornika jest związane z windykacją sądową, prawną, która jest uruchamiana zazwyczaj wtedy, gdy wierzyciel nie mógł odzyskiwać swoich pieniędzy w sposób polubowny. Windykacja sądowa zaczyna się od uzyskania tytułu wykonawczego (nakazu zapłaty lub wyroku sądu), które będą podstawą do wszczęcia postępowania egzekucyjnego. Uzyskanie tytułu jest konieczne do tego, by sprawą mógł zająć się komornik. Wniosek o wszczęcie egzekucji składa wierzyciel (lub firma windykacyjna działająca w swoim imieniu) i wtedy do sprawy zostaje wyznaczony komornik działający przy odpowiednim sądzie rejonowym.

Do egzekucji komorniczej dochodzi wtedy, gdy osoba zadłużona przez dłuższy czas uchyla się obowiązku spłaty zadłużenia i kontaktu z wierzycielem w ogóle. Nierzadko mija nawet od kilku do kilkunastu miesięcy zanim zostaje ona uruchamiana. Istnieje również kilka warunków formalnych, które muszą zostać spełnione, aby doszło do egzekucji komorniczej. Dlatego zdecydowanie należy obalić mit mówiący o tym, że komornicy dopuszczają się nierzetelnej, tzn. działalności niezgodnej z prawem – komentuje Anna Hyżyk, ekspert Intrum.

Pierwszym krokiem egzekucji komorniczej (oczywiście po postanowieniu sądu) jest dostarczenie osobie zadłużonej zawiadomienia o wszczęciu postępowania egzekucyjnego. Następnie komornik dokonuje ustalenia majątku dłużnika i opracowuje plan odzyskania należności. Komornik ma również obowiązek wezwać osobę zadłużoną do przedstawienia wykazu swojego majątku. Ma to na celu ułatwienie procesu egzekucji komorniczej. Dłużnik jest zobowiązany do przedstawienia prawdziwych informacji pod rygorem konsekwencji przewidzianych przez prawo. Jeśli istnieje podejrzenie, że osoba zadłużona zataiła część majątku podlegającego egzekucji, komornik może również zastosować wezwanie do złożenia dalszych wyjaśnień. Komornik jest również odpowiedzialny za sporządzenie protokołu stanu faktycznego oraz spisów inwentarza przed rozpoczęciem postępowania sądowego.

Zajęcie komornicze jest kolejnym etapem działania komornika.

Celem egzekucji komorniczej jest odzyskanie należności i zaspokojenie roszczeń wierzyciela, bądź wierzycieli, jednak nie może prowadzić do sytuacji, w której osoba zadłużona pozostaje bez środków do życia. Kolejny mit, który należy obalić: komornik może dowolnie zajmować majątek osoby zadłużonej. To nieprawda. Każde podjęte przez niego działanie także jest ściśle regulowane przez prawo, również To, z jakich składników majątku komornik może „ściągnąć” dług i jaką część środków pieniężnych czy mienia może zająć, jest ściśle określone przez przepisy prawa.

Wiele osób zadłużonych, gdy słyszy komornik, boi się utraty mieszkania, majątku osobistego. Egzekucja komornicza nie wygląda tak w praktyce. Komornik najpierw będzie chciał pokryć zaległą należność z środków pieniężnych zgromadzonych na koncie osoby zadłużonej. Warto wiedzieć, że składniki majątku, z których może nastąpić egzekucja komornicza to:

  • Wynagrodzenie – to zazwyczaj od niego zaczyna się egzekucja komornicza, jednak komornik musi respektować tzw.kwotę wolną od zajęcia komorniczego. Na koncie osoby zadłużonej zatrudnionej na umowę o pracę musi zostawić równowartość najniższej płacy minimalnej obowiązującej w danym roku podatkowym[1].  ALE UWAGA! Ta zasada nie obowiązuje tzw. alimenciarzy. W ich przypadku komornik może zająć 60% wynagrodzenia, niezależnie od tego, ile zarabiają. Komornik ma prawo do zajęcia całego dochodu z umowy zlecenia i umowy o dzieło, chyba że zostanie wykazane, że jest to jego jedyne źródło utrzymania, wtedy stosuje się zasady dotyczące umów o pracę. Warto podkreślić, że egzekucja z wynagrodzenia obejmuje odliczenie składek na ubezpieczenia społeczne, podatku dochodowego od osób fizycznych oraz ewentualnych wpłat do pracowniczego planu kapitałowego[2].
  • Emerytura i inne świadczenia z ZUS – w tym przypadku warto wiedzieć o pewnym rozróżnieniu: gdy chodzi o dług względem placówek zdrowotnych – zakładów pielęgnacyjno-opiekuńczych, domów pomocy społecznej lub zakładów opiekuńczo-leczniczych, urzędnik ma prawo zająć 50% miesięcznej emerytury. Jeśli to dług alimentacyjny, zajęciu podlega 60% emerytury, a przy każdym innym długu: to 25% kwoty emerytury. Ale co ważne, w przypadku emerytury komornik także musi zostawić do dyspozycji minimalną kwotę określoną przez prawo – kwotę wolną od zajęcia komorniczego, czyli równowartość najniższej emerytury[3]W przypadku rent obowiązują takie same warunki, jeśli chodzi o rodzaj długu i odpowiadający mu procent zajęcia świadczenia.
  • Konta bankowe– komornik ma prawo zająć środki na wszystkich rachunkach należących do osoby zadłużonej, nie tylko na tym, na pracodawca wpłaca wynagrodzenie. Komornik ma także prawo do zajęcia kont firmowych (z wyłączeniem spółek).
  • Ruchomości – komornik zajmuje majątek ruchomy i jest ona sprzedawany jest na licytacji komorniczej. Pieniądze ze sprzedaży są przeznaczana na pokrycie roszczeń wierzycieli.
  • Nieruchomości – wedle obowiązującego prawa komornik może zająć mieszkanie, dom. Najpierw zostaje oszacowana wartość nieruchomości. Następnie dokonywany jest stosowny wpis do księgi wieczystej, a nieruchomość podlega licytacji komorniczej.

Komornik nie ma prawa zabrać sprzętów, które są niezbędne do codziennego funkcjonowania, nauki oraz zarabiania pieniędzy. Spod zajęcia egzekucyjnego wyłączone są też m.in. rzeczy osobiste[4], sprzęt rehabilitacyjny. Egzekucji komorniczej nie podlegają też niektóre świadczenia, takie jak: świadczenia alimentacyjne, wychowawcze,
w tym „500 Plus”, świadczenia rodzinne i z pomocy społecznej, dodatki rodzinne, pielęgnacyjne, porodowe i dla sierot zupełnych, zasiłki dla opiekunów
– wylicza Anna Hyżyk, ekspert Intrum.

[1] Od 1 lipca 2023 r. kwota wzrosła do 3600 zł brutto.

[2] W przypadku rent i emerytur odlicza się składkę na ubezpieczenie zdrowotne oraz zaliczki i inne należności z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych.

[3] Od 1 marca 2023 r. to kwota wynosząca 1588,44 zł brutto.

[4] Takie jak np. ubrania, które nie mają ponadprzeciętnej wartości rynkowej.

System monitorowania energii – oszczędności dla gospodarstw domowych w obliczu rosnących rachunków

Czy rachunki za domową energię będą jeszcze wyższe? Wiele na to wskazuje. Winne nie są tylko rosnące koszty zakupu, ale także większa konsumpcja. Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że gospodarstwa domowe UE w 2021 r. zużyły aż o 6 proc. więcej energii niż rok wcześniej. Rosnące koszty prądu sprawiają, że użytkownicy szukają oszczędności. Konkretne rozwiązania mogą być owocem pracy inżynierów z Krakowa.

W dobie kryzysu energetycznego Eurostat wziął pod lupę gospodarstwa domowe. Okazało się, że w 2021 r. odpowiadały one za 27 proc. końcowego zużycia energii w UE. Polska jest poniżej tej średniej. Użytkownicy prywatni nad Wisłą konsumują ok. 22 proc. całego wolumenu sprzedanej energii. Jak wynika z danych, w porównaniu z 2020 r. zużycie energii w gospodarstwach domowych UE wzrosło o 5,5 proc. do łącznej wartości prawie 11 mln teradżuli (dla porównania światowe zużycie energii to około 580 mln teradżuli)

Nie jest niespodzianką, że największy apetyt na energię wykazują instalacje wykorzystywane do ogrzewania domów (64,4 proc. końcowego zużycia energii w sektorze mieszkaniowym), a następnie do podgrzewania wody (14,5 proc.). Ciepło kosztuje, i to niemało. A prognozy mówią jasno: zapotrzebowanie na prąd będzie tylko rosło. Chociażby poprzez rosnącą popularność domowych ładowarek samochodowych.

Zmieniają się potrzeby użytkowników indywidualnych. Częściej pracujemy w domu, mamy coraz więcej sprzętu. Trudno będzie w sposób optymalny zarządzać taką małą elektrownią i dziesiątkami odbiorników. Skoro i produkujemy, i konsumujemy energię, to chcielibyśmy wiedzieć czy lepiej teraz oddać ją do sieci, czy może od razu wykorzystać podłączając samochód elektryczny. Trzeba też wziąć pod uwagę potencjalne przeciążenia, możliwe przekroczenie mocy umownej, różne taryfy i mniejsze koszty energii w zależności od pory dnia – mówi Radosław Dudzik, odpowiedzialny za rozwój cyfrowych rozwiązań w biznesie Elektryfikacji ABB w Polsce.

Polacy okiełznali energię

Najlepiej, żeby to wszystko brał pod uwagę za nas system. ABB przedstawiła swój nowy produkt z rodziny System pro M compact® InSite – sprzedawany globalnie, ale mający polskie korzenie… Po podłączeniu do systemu, użytkownik otrzymuje dostęp do danych w czasie rzeczywistym – ile wynosi zużycie energii na poszczególnych odbiornikach, czy występują przepięcia, jaka jest temperatura otoczenia lub jakość napięcia. Dostajemy zalecenia dotyczące konserwacji zapobiegawczej, możliwość kalkulacji kosztów, automatyzacji pewnych działań oraz nadawania priorytetów dla poszczególnych obciążeń (ładowarka w garażu czy może kuchenne AGD). Działanie poszczególnych funkcji można zaprogramować tak, aby szybko reagowały na określone zdarzenia lub przekroczenia progów. Takie rozwiązanie daje realne oszczędności – szczególnie w przypadku, gdy od dostawcy energii otrzymujemy fakturę z jedną daną z licznika energii, a do tej pory nie wiedzieliśmy co konkretnie za to zużycie odpowiada ani w jakiej skali.

System rozwijany jest przez inżynierów i naukowców z Technologicznego Centrum Korporacyjnego (CTC) ABB w Krakowie. – Pierwotnie rozwiązanie przeznaczone było dla odbiorców przemysłowych i zakładów użyteczności publicznej. Wprowadziliśmy jednak pewną modułowość, aby również odbiorca indywidualny mógł go w prosty sposób dostosować i skonfigurować według własnych potrzeb. Postawiliśmy na łatwość użytkowania, intuicyjność i przede wszystkim wielopoziomową integrację. System można bowiem połączyć nawet z urządzeniami automatyki domowej. Takie kompleksowe podejście do dystrybucji energii sprawia, że nasz dom staje się rzeczywiście inteligentny i ta „inteligencja” nie sprowadza się do sterowania temperaturą – mówi Mirosław Bistroń, szef zespołu badawczego z CTC w Krakowie.

InSite to rodzina produktów, które ABB sprzedaje na całym świecie, ale które swój początek miały w Polsce. Pomysł na skalowalny system monitorowania obwodów elektrycznych (CMS) zrodził się ponad 10 lat temu w krakowskim centrum badawczym. Polski zespół odpowiadał za projekt elektroniki i rozwój oprogramowania. Początkowo ofertę skierowano do operatorów elektrowni słonecznych, ale z czasem kolejne modele i kolejne funkcjonalności pozwoliły poszerzyć bazę odbiorców o firmy przemysłowe czy centra obliczeniowe. Najnowszy produkt z serii, wykorzystujący nową platformę hardware i software, dostosowany również do odbiorcy indywidulanego, to efekt współpracy zespołów ABB w Polsce, Szwajcarii i we Włoszech.

Oczywiście system wciąż oferuje szereg funkcji dla dużych odbiorców przemysłowych, np. zdalny monitoring dla trudno dostępnych instalacji, jak turbiny wiatrowe, czy też możliwość integracji z systemem zarządzania energią. Jednak fakt, że najnowszy model uwzględnia potrzeby gospodarstwa domowego, to znak czasów. W dobie rosnących kosztów energii (oraz liczby odbiorników), integracji OZE i powszechności inteligentnych sieci, odbiorca indywidualny również powinien korzystać z dobrodziejstw technologii spod znaku Przemysłu 4.0.

WIG-20 traci, mWIG-40 najwyżej od lutego 2022, umocnienie złotego

Na giełdach Azji i Oceanii brak było dziś dominującej tendencji, chociaż zwracało uwagę odbicie się japońskiego Nikkei 225 od jego 23-letniego maksimum ustanowionego ponad 2 tygodnie temu (-0,98 proc.). Wakacyjny nastrój panował na giełdach europejskich (DAX +0,09 proc., CAC 40 +0,1 proc. ok. godz. 10:15).

WIG-20 tracił ok. godz. 10:15 o 0,48 proc. sWIG-80 atakował poziom swoich szczytów z września-listopada 2021. mWIG-40 osiągnął dziś najwyższy poziom od lutego 2022. Nadal swe nowe cykliczne maksima osiągały dziś WIG-Banki i WIG-Nieruchomości. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły ceny akcji spółek Kęty, Alior Bank i PKO BP. Nowe przynajmniej rocznej maksima ustanowiły dziś ceny akcji spółek Develia i Dom Development (składniki mWIG-u 40) oraz Vercom, Atal, AB PL i Wawel (składowe sWIG-u 80).

Rentowność amerykańskich 10-letnnich obligacji skarbowych utrzymywała się w okolicach swe najwyższego od marca poziomu. Rentowność 10-latek polskiego rządu, która wczoraj próbowała atakować poziomy swoich minimów z maja i lutego br. lekko rosła.
Niewiele się działo na rynku walutowym (EUR/USD -0,08 proc., USD/JPY -0,12 proc. ok. godz. 10:00).

Polski złoty minimalnie się umacniał (EUR/PLN -0,14 proc., USD/PLN –0,07 proc. ok, godz. 10:00).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wrócił poniżej poziomu 31000 USD (-0,36 proc. ok, godz. 10:00).

Po wczorajszym spadku lekki rosły dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową (WTI +0,93 proc., Brent +0,88 proc. ok godz. 9:45). Kurs kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie spadał o 0,66 proc. Trzeci dzień z rzędu próbowały drożeć metale szlachetne (złoto +0,29 proc., srebro +0,09 proc., platyna +1,12 proc., pallad +1,96 proc.). Gorzej szło miedzi, która ok. godz. 9:50 taniała na COMEX-ie o 0,22 proc.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

FPP: Nowelizacja ustawy refundacyjnej nadal wymaga zmian

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) alarmuje, że projekt ustawy refundacyjnej w kształcie przyjętym przez Radę Ministrów zawiera zapisy, które mogą pogorszyć dostęp do innowacyjnych terapii. FPP liczy na konstruktywny dialog na forum Sejmu i wypracowanie zmian, które nie zaszkodzą pacjentom. W projekcie zastosowano kilka krytycznych rozwiązań mogących spowodować, że polski system refundacyjny stanie się nieprzewidywalny – ze szkodą dla polskich pacjentów. FPP wierzy, że na forum Sejmowej Komisji Zdrowia istnieje przestrzeń do dialogu i wypracowania rozwiązań, które nie pogorszą dostępności do leków innowacyjnych dla polskich pacjentów.

5 lipca po dwóch latach od skierowanie projektu tak zwanej dużej nowelizacji ustawy refundacyjnej do konsultacji społecznych, odbędzie się pierwsze czytanie projektu na forum sejmowej komisji zdrowia.

Procedowany projekt nowelizacji zawiera m.in. rozwiązanie, które umożliwia jednostronną zmianę opisu programu lekowego przez Ministra Zdrowia. Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami, Minister Zdrowia do zmiany opisu programu lekowego (np. zmiany kryteriów refundacji leku lub refundacji nowej cząsteczki) potrzebował zgody wszystkich firm, których produkty ujęte były w danym programie lekowym. Takie rozwiązanie należy uznać za nieoptymalne – jednak proponowany nowy zapis tylko pozornie rozwiązuje tę sytuację. Zgodnie z projektem nowelizacji Minister będzie miał możliwość jednostronnej ingerencji w przedmiot negocjacji i uzgodnionych wcześniej warunków refundacji, w tym instrumentów dzielonego ryzyka, bez potrzeby uzgadniania tych zmian w podmiotami odpowiedzialnymi. Tym samym warunki refundacji osiągane podczas negocjacji z Komisją Ekonomiczną czy Ministrem Zdrowia będą mogły zostać zmienione nawet następnego dnia przez Ministerstwo Zdrowia np. przez zmianę wielkości populacji pacjentów, dodanie lub ograniczenie zakresu refundacji leków itp. Zaburzy to równowagę stron postępowania refundacyjnego i zmniejszy wzajemne zaufanie, a także będzie mogło ograniczyć dostęp do leków i istotnie pogorszyć warunki refundacji dla polskich pacjentów. FPP, w trakcie majowych negocjacji z Ministerstwem Zdrowia, proponowała kompromisowe rozwiązanie – zgodnie z którym wszystkie zmiany w programie lekowym powinny być dokonywane przez Ministra Zdrowia pod warunkiem, że nie wpływają istotnie, np. zmniejszając lub zwiększając populację leczonych pacjentów, na warunki uzgodnień między stronami (Ministerstwem i firmą farmaceutyczną). Niestety propozycja ta nie znalazła odzwierciedlenia w projekcie – mówi Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Federacja Przedsiębiorców Polskich zwraca także uwagę, że wyłączenie z tajemnicy refundacyjnej informacji o efektywnej cenie leków w przypadku zawarcia umów bilateralnych przez Polskę ingeruję w zasadę tajemnicy przedsiębiorstwa. Brak doprecyzowania zapisów w tym zakresie ograniczy lub uniemożliwi oferowanie rozwiązań cenowych, które wychodzą na przeciwko oczekiwaniom Ministerstwa Zdrowia i uwzględniają polskie uwarunkowania. Należy pamiętać, że sukces refundacyjny ostatnich lat to efekt współpracy strony publicznej z komercyjnymi partnerami i poszukiwania jak najatrakcyjniejszych rozwiązań. Trudno zrozumieć, dlaczego Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzić rozwiązania, które mogą wpłynąć na wzrost ceny leków.

Istotnym zapisem zawartym w projekcie ustawy refundacyjnej, który jest nieprecyzyjny, niezrozumiały i budzi powszechny sprzeciw wszystkich uczestników rynku jest obowiązek zapewnienia równej dostępności do leku zagrożonego brakiem dostępności do 10 wskazanych przez Ministra hurtowni farmaceutycznych, niezależnie od tego jaka jest przyczyna zagrożenia. Trudno będzie zapewnić tę dostępność w sytuacji gdy np. podmiot odpowiedzialny nie ma żadnych relacji handlowych z hurtownią, a dana hurtownia danego leku nigdy nie dystrybuowała. Także w przypadku leków o ograniczonej dostępności w których jest mała populacja pacjentów leczonych, rozdrabnianie jej do aż 10 hurtowni zupełnie mija się z celem i utrudni poszukiwanie leku przez apteki dla pacjentów. Wreszcie, wpisanie leku do wykazu leków zagrożonych brakiem dostępności jest przecież dokonywane z urzędu i ogłaszane przez Ministra Zdrowia. Proponowany przepis wymaga od przedsiębiorcy zawarcia umów dostawy z 10 hurtowniami w ciągu jednego dnia po publikacji wykazu – skoro obowiązek powstaje wobec leku do wykazu wpisanego.

Druga inwestycja Better Energy w Polsce o mocy 74 MW przyłączona do sieci

Farma fotowoltaiczna Better Energy – Helenowo, o mocy zainstalowanej 74 MW, została przyłączona do sieci. Położona w Kleczewie w województwie wielkopolskim inwestycja jest drugą farmą fotowoltaiczną spółki o mocy 74 MW w Polsce, po uruchomionej niedawno elektrowni słonecznej w Nidzicy. Jej otwarcie znacząco wzmacnia pozycję Better Energy na krajowym rynku OZE.

– Czysta energia przyśpieszy polski wzrost gospodarczy, będzie odpowiadać za nowe miejsca pracy, poprawi jakość życia ludzi, przyczyni się do ograniczenia zmian klimatycznych i ochrony środowiska. Chcemy pokazywać innym, jak kształtować naszą przyszłość w budowie systemu energetycznego dającego korzyści dla całego społeczeństwa. Dlatego aktywnie rozbudowujemy nasz portfel farm fotowoltaicznych i szukamy nowych partnerów oraz możliwości rozwoju. Są nimi, na przykład, ładowarki do aut elektrycznych, czy magazyny energii – powiedział Łukasz Witkowski, dyrektor ds. rozwoju Better Energy w Polsce.

Lider polskiego rynku OZE

Portfel elektrowni słonecznych Better Energy przyłączonych do sieci w naszym kraju obejmuje obecnie cztery inwestycje – Polanów, Postomino, Nidzica, Helenowo – o łącznej mocy zainstalowanej 208 MW. Kolejne projekty znajdują się w budowie, przy czym całkowity portfel projektów na etapie rozwoju przekroczył 1000 MW. Jeszcze w tym roku Better Energy spodziewa się zakończenia dodatkowych wielkoskalowych inwestycji w farmy fotowoltaiczne, dla których uzyskała wsparcie finansowe od największych duńskich oraz europejskich inwestorów instytucjonalnych.

Dialog społeczny i wsparcie bioróżnorodności

Projekty Better Energy realizowane są z poszanowaniem przyrody i zdania lokalnych społeczności. Przykładowo, na części obszaru działek, na których zlokalizowane są farmy fotowoltaiczne Polanów i Postomino, postawiono na rozwiązania wspierające bioróżnorodność, takie jak zagajniki, czy oczka wodne. Równie ważnym filarem działalność spółki jest dialog i zrozumienie potrzeb lokalnych społeczności, a także zwiększanie korzyści z inwestycji poprzez dodatkowe inicjatywy w ujęciu całego regionu.

Farma fotowoltaiczna Helenowo zapewni czystą energię elektryczną wystarczającą do zasilenia około 37 tys. polskich gospodarstw domowych rocznie. Łącznie farmy fotowoltaiczne Better Energy w Polsce wytwarzają obecnie energię elektryczna potrzebną do zasilenia 104 tys. gospodarstw domowych w skali roku.

Grupa Klepsydra pozyskała 6,75 mln zł z emisji akcji

Grupa Klepsydra, wiodący podmiot świadczący kompleksowe usługi funeralne w Polsce i pierwsza spółka z tego segmentu notowana na GPW, pozyskała w wyniku emisji akcji serii F kwotę w wysokości 6,75 mln zł, która zostanie przeznaczona na sfinansowanie pierwszych przejęć firm pogrzebowych oraz zasilenie Spółki w środki obrotowe.

Oferta akcji serii F, która objęła 2.250.000 akcji, była skierowana do wybranych inwestorów a zainteresowanie inwestorów objęciem akcji w tej emisji znacząco przewyższyło jej wielkość.

Pozyskane środki przyczynią się do realizacji strategii Spółki, w ramach której, dzięki konsolidacji rynku funeralnego w Polsce, Grupa Klepsydra zamierza zdobyć pozycję lidera tego rynku. Grupa przewiduje, że dzięki planowanym przejęciom w okresie najbliższych 5 lat zbuduje silną grupę kapitałową posiadającą około 20 podmiotów działających na istotnych rynkach lokalnych w Polsce i posiadającą do 10% udziału w tym bardzo rozdrobnionym rynku. Pierwszą przejętą spółką w ramach realizacji strategii jest Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych Sp. z o. o. z siedzibą w Krakowie, którego Grupa jest obecnie większościowym udziałowcem.

„Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni tak dużym zainteresowaniem naszą ofertą akcji. Inwestorzy docenili nie tylko obecną silną pozycję Grupy Klepsydra, ale też naszą strategię oraz plany jej realizacji. Rynek usług funeralnych w Polsce jest stabilny, dlatego chcąc dynamicznie rozwijać się zdecydowaliśmy się na konsolidację tego rynku. Działamy na nim od wielu lat, bardzo dobrze orientujemy się w jego specyfice, współtworzymy najlepsze standardy jego działania. Dlatego jestem przekonany, że nie zawiedziemy inwestorów, z którymi w przyszłości zamierzamy dzielić się naszym sukcesem w postaci dywidendy” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

FedEx Express i Pointpack SA łączą siły

FedEx Express, spółka zależna FedEx Corp. (NYSE: FDX) i największa na świecie firma zajmująca się transportem ekspresowym, oraz Pointpack SA, operator rozwiązań IT i usług serwisowych dla branży handlowej i kurierskiej, rozszerzyły współpracę o kolejne punkty odbioru w Polsce. Przesyłki FedEx Express można teraz odbierać w wybranych punktach sieci: Delikatesy Centrum, ABC, Groszek, Duży Ben oraz Shell.

Polski e-commerce wciąż rośnie i szacuje się, że do 2027 roku jego wartość osiągnie 187 mld zł. Z uwagi na fakt, że klienci coraz częściej oczekują pełnej kontroli i przejrzystości procesu dostawy, równolegle rośnie popyt na dopasowane rozwiązania w zakresie dostaw. Szczególnie wzrasta zainteresowanie elastycznymi opcjami, które pozwalają klientom odbierać paczki w dogodnym dla nich czasie i miejscu. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom, FedEx poszerza swoją ofertę opcji doręczeń, w tym możliwość odbioru przesyłek w dogodnych lokalizacjach, takich jak sklepy detaliczne i stacje benzynowe.

Pointpack SA, który wykorzystuje swoją technologię do łączenia sieci detalicznych i firm kurierskich zapewniając jedno zintegrowane doświadczenie e-commerce, odpowiada za stronę techniczną współpracy z FedEx. Opracowana przez firmę technologia umożliwia sieciom detalicznym i punktom sprzedaży łączenie systemów kasjerskich, kas fiskalnych i terminali płatniczych z systemem wykorzystywanym przez firmy kurierskie do realizacji dostaw towarów do klientów.

Handel elektroniczny pozostanie istotnym czynnikiem wzrostu na polskim rynku przesyłek, a FedEx rozumie znaczenie wygody i niezawodności dla tego segmentu. Dzięki rozbudowanej sieci punktów odbioru możemy teraz zaoferować naszym klientom jeszcze więcej możliwości wygodnej dostawypowiedział Mariusz Mik, VP Ground Operations Eastern Europe, FedEx Express.

 Konsekwentnie rozwijamy usługi i nowe funkcjonalności w segmencie punktów odbiorów w całej Polsce, zwiększając możliwości biznesowe naszych partnerów, mając jednocześnie na uwadze wygodę i preferencje współczesnych konsumentów. Współpraca z FedEx jest odpowiedzią na rosnącą popularność usług kurierskich wśród klientów indywidualnych i biznesowychmówi Jacek Dąbrowski, Kierownik ds. Projektów i Rozwoju Usług Kurierskich Pointpack SA. Niezmiennie ważna pozostaje dla nas interoperacyjność, która jest kluczowa dla sieci detalicznej, chcącej osiągnąć wyższą efektywność i przyciągnąć dużą grupę klientów. Klient przywiązany do swojego sklepu, zyskuje większą pewność, że znajdzie go na liście punktów odbioru w sklepach internetowych czy platformach sprzedażowych – dodał.

Tomasz Cudzich nowym dyrektorem w Zarządzie Esri Polska

Esri Polska ma nowego Dyrektora Pionu Usług i Wdrożeń GIS. Został nim Tomasz Cudzich, który obejmując to stanowisko jednocześnie dołączył do Zarządu firmy. Tomasz pokieruje ponad sześćdziesięcioosobowym zespołem, dbając o realizację planów rozwoju i o usprawnienie prac na rzecz klientów firmy.

Tomasz Cudzich ma bogate, ponad siedemnastoletnie doświadczenie w branży IT, które zdobywał w różnych rolach podczas realizacji projektów informatycznych dla biznesu. Do kwietnia br. był Dyrektorem warszawskiego oddziału Iteo Sp. z o.o. oraz Kierownikiem Działu Zarządzania Projektami i Analiz Biznesowych. Wcześniej zaś, jako Kierownik Zespołu Rozwoju Oprogramowania, pracował w firmie ITMAGINATION.

Stale rosnąca wartość rozwiązań technologicznych, które wykorzystują geolokalizację sprawia, że do swojego nowego stanowiska podchodzę ze sporą dozą ekscytacji – przyznaje Tomasz Cudzich, Dyrektor Pionu Usług i Wdrożeń GIS, Członek Zarządu, Esri Polska.Ważne jest dla mnie poczucie istotności tego, co robię, a inteligencja lokalizacyjna otwiera dziś drzwi do rozwiązań, o jakich jeszcze do niedawna mogliśmy tylko pomarzyć: od pojazdów autonomicznych i bezobsługowych dronów, przez cyfrowe bliźniaki firm czy całych miast, aż po metawersum. Bez niej trudne do wyobrażenia sobie jest także osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Wszystko to sprawia, że realizując zadania związane z moim nowym stanowiskiem znajdę się w technologicznym centrum wydarzeń, mogąc dołożyć swoją cegiełkę w budowie cyfrowej rzeczywistości.

W Esri Polska Tomasz Cudzich zaangażuje się we wszystkie obszary działalności zespołu, którym będzie kierował, a więc w obszar analiz, projektowania architektury, realizacji projektów, rozwoju aplikacji, szkoleń i wdrożeń.

Jest mi bardzo miło powitać na pokładzie Esri Polska tak doświadczonego menedżera – mówi Agnieszka Nosal, Dyrektor Generalna firmy Esri Polska. – Wierzę, że wzmocni naszą organizację zarówno swoją wiedzą, jak i świeżym spojrzeniem na wyzwania, pomagając w realizacji planów rozwoju, które wytyczyliśmy dla naszej organizacji.

Tomasza Cudzicha w nowej roli bliżej będzie można poznać już w październiku podczas dwudniowego Kongresu GIS 2023. Wydarzenie, które odbędzie się w dniach 25-26.10, to świetna okazja do wymiany doświadczeń dotyczących kierunków rozwoju biznesu, i inspiracji, jak budować przewagę konkurencyjną w oparciu o przestrzenne analizy danych, o czym Tomasz z pewnością z chęcią opowie.

Gdzie zmierzają gospodarki?

Indeksy koniunktury jasno pokazują, że ludzie boją się nadchodzącego spowolnienia gospodarczego. Jest to coś, o czym w sumie mówiło się od początku cyklu podwyżek stóp procentowych i ten czarny scenariusz zaczyna się spełniać.

Indeksy koniunktury zniechęcają

Wczorajsze odczyty indeksów koniunktury znów zawiodły oczekiwania analityków. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku Polski. Indeks PMI dla przemysłu wynosi zaledwie 45,1 pkt. Jest to nie tylko aż 1,6 pkt poniżej oczekiwań, ale również kontynuacja spadków. Optymiści zwracają uwagę, że w sierpniu zeszłego roku poziom wynosił ponad 4 pkt mniej, ale nie brzmi to jak pocieszenie. Wskaźnik PMI pokazuje nam optymizm wśród managerów odpowiedzialnych za zamówienia. Wartość poniżej 50 pkt pokazuje przewagę odpowiedzi negatywnych nad pozytywnymi. Jest to uważane za ważny wskaźnik, gdyż jego ujemne wartości są trochę samospełniającą się przepowiednią. Jeżeli ankietowani spodziewają się gorszej koniunktury, to będą kupować mniej i trochę sami się do niej przyczynią.

Koniunktura w Europie

O ile poziom indeksu PMI w Polsce może budzić niepokój, to w strefie euro powinniśmy mówić już o strachu. 43,4 pkt to piąty spadek miesięczny z rzędu. Jest to też najniższy poziom od covidowych dołków, kiedy siłą rzeczy wskaźnik ten przyjmował bardzo niskie rezultaty. Wyjątkowo mocno ciążą dane największej gospodarki unijnej. Niemcy ledwo przekraczają 40 pkt i ciągną w dół cały indeks. Problem w tym, że Włochy i Francja, pomimo tego, że poziomy mają o kilka punktów wyższe, również mają bardzo nieciekawą tendencję. Z tego marazmu niespodziewanie wyłamała się Szwajcaria. Wynik 44,9 pkt to teoretycznie nie jest korzystny poziom, ale analitycy spodziewali się 42,5 pkt, co byłoby znacznie gorszym rezultatem.

Inflacja w Szwajcarii

Jak już wspominamy Szwajcarię, warto skomentować wczorajszy odczyt wzrostu cen. Rosną one o 1,7%. Mowa o ujęciu rocznym. Jest to poziom, który jeszcze niedawno niektóre kraje uzyskiwały w ujęciu miesięcznym. Jak widać, udało się zdusić wzrost cen, ale nie odbyło się to bez konsekwencji. Stopy procentowe musiały zostać podniesione o 2,5%. Obecnie jest to jeden z niewielu krajów, które mogą się pochwalić stopami procentowymi przekraczającymi inflację. Co prawda o 0,05%, ale zawsze. Można zatem oczekiwać, że polityka monetarna będzie dużo łagodniejsza. To z kolei powinno działać na niekorzyść franka szwajcarskiego, co z kolei z pewnością nie martwi kredytobiorców frankowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Sprzedaż grupy VRG rośnie w pierwszej połowie roku

Sprzedaż VRG S.A. osiągnęła w czerwcu 2023 wartość 102,6 mln zł, o 8,3 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Narastająco w sześciu pierwszych miesiącach br. sprzedaż VRG wyniosła 602,4 mln zł (o 2,9 proc. więcej r/r).

Segment jubilerski VRG zanotował w czerwcu 10-procentowy wzrost, osiągając przychody o wartości 52,8 mln zł. Segment odzieżowy Grupy osiągnął sprzedaż równą 49,7 mln zł, o 22,1 proc. mniej niż w roku ubiegłym. Kanały online odpowiadały w czerwcu za 9,8 proc. sprzedaży (w porównaniu z 13,4 proc. rok wcześniej).

–  Wyraźnie obserwujemy w Grupie to, jak klienci reagują na obecną sytuację makroekonomiczną. Dobre wyniki sprzedażowe wypracowują nasze marki osadzone w segmencie dóbr luksusowych: W.KRUK w jubilerce oraz Deni Cler w segmencie odzieżowym. Istotnym wsparciem dla sprzedaży W.KRUK były dodatkowo  rodzinne uroczystości, charakterystyczne dla czerwca – śluby, zaręczyny, chrzciny itd. – mówi Janusz Płocica, prezes zarządu Grupy VRG. – Jednocześnie odczuwamy ograniczenie ruchu w sklepach stacjonarnych i w konsekwencji odnotowaliśmy mniejszy popyt na ofertę naszych marek „środka”. Stąd słabszy rok do roku wynik segmentu odzieżowego. Liczymy, że sytuacja zmieni się po wakacjach, wraz z poprawą otoczenia ekonomicznego.

Grupie udało się poprawić marżę na sprzedaży. Marża Grupy wyniosła w czerwcu 56,6 proc. w porównaniu do 55,2 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej. Po sześciu miesiącach br. marża Grupy wyniosła 54,2 proc. (0,1 p.p. więcej r/r).

W czerwcu 2023 roku marki grupy VRG operowały na 51,6 tys m2 powierzchni handlowej (o 0,8 proc. mniejszej niż rok wcześniej).

Dedolaryzacja rezerw walutowych? Nie tak szybko…

  • Niedawne wysiłki niektórych krajów rynków wschodzących zmierzające do dywersyfikacji swoich rezerw walutowych z dala od dolara amerykańskiego wywołały pytania o początek końca dominacji USD. Jednak dynamika wpływająca na rolę dolara amerykańskiego jako waluty rezerwowej jest znacznie bardziej skomplikowana, niż sugerują oficjalne statystyki, a jakikolwiek istotny spadek roli dolara amerykańskiego w światowych finansach potrwa znacznie dłużej, niż sugerowałyby obecne nagłówki gazet na temat dedolaryzacji.
  • Wykorzystanie dolara amerykańskiego przez sektor prywatny w handlu i inwestycjach, a nie wybór alokacji portfela przez banki centralne, wpłynie na status waluty. Rola USD w transakcjach sektora prywatnego pozostała praktycznie niezmieniona, z niewielkimi korektami wynikającymi z obrotów walutowych, emisji obligacji przez przedsiębiorstwa niefinansowe oraz płatności SWIFT. Ponadto rezerwy są głównie inwestowane w bezpieczne i płynne aktywa, ale świat inwestycji innych niż dolar amerykański pozostaje zbyt mały i rozdrobniony, aby wchłonąć popyt na rezerwy, zwłaszcza w tych krajach wschodzących, które najbardziej krytycznie podchodzą do uzależnienia od dolara amerykańskiego.
  • W dłuższej perspektywie rozpoczynająca się fragmentacja światowego handlu i bardziej zdywersyfikowany popyt na ropę – jeśli będą trwałe – z pewnością w opinii Allianz Trade wzmocnią argumenty przemawiające za alternatywnymi walutami USD. Państwa Zatoki Perskiej, które odgrywają kluczową rolę we wspieraniu USD (np. poprzez ceny ropy i duże rezerwy USD w celu utrzymania kursu), coraz częściej zwracają się ku Chinom ze względu na zmiany strukturalne na rynku ropy. Podobnie spowalniająca globalizacja, napędzana wydarzeniami takimi jak pandemia Covid-19 i wojna na Ukrainie, skłoniła między innymi niektóre kraje do używania walut innych niż USD w handlu dwustronnym, co zmniejszy udział USD w sumie rezerw na całym świecie – ale jakakolwiek znacząca zmiana zajmie dużo czasu.

Niedawne wysiłki niektórych krajów rynków wschodzących zmierzające do dywersyfikacji swoich rezerw walutowych z dala od dolara amerykańskiego wywołały pytania o początek końca dominacji USD. Jednak dynamika zmniejszania się udziału USD w światowych rezerwach walutowych jest znacznie bardziej skomplikowana, niż sugerują to oficjalne statystyki (Rysunek 1).[1] Kluczowymi czynnikami często pomijanymi podczas omawiania oficjalnych rezerw walutowych jest[2] to, że (1) jakakolwiek trwała zmiana ostatecznie odzwierciedla strukturę walutową handlu (a nie wybór polityczny ad hoc, taki jak strategiczne pozycjonowanie chińskiego renminbi jako waluty handlowej) oraz (2 ) wybór waluty w dużym stopniu zależy od dostępności płynnych instrumentów na efektywnych rynkach (w połączeniu z pewnością prawa i skutecznym zarządzaniem). Oba czynniki prawdopodobnie będą na razie wspierać status dolara amerykańskiego jako głównej waluty rezerwowej na świecie. Jednak rosnący udział walut alternatywnych w światowym handlu i pogłębianie się rynków kapitałowych rynków wschodzących z czasem osłabi dominujący status dolara amerykańskiego, nie powodując zmiany reżimu.

Po pierwsze dostępność płynnych aktywów finansowych silnie wpływa na skład rezerw walutowych. Dolar amerykański dominuje ze względu na głębokość i płynność jego rynku papierów wartościowych (w jaki sposób utrzymywana jest większość rezerw walutowych), podczas gdy inni rywale, tacy jak chiński juan (CNY), stoją przed wyzwaniami, takimi jak ograniczona płynność i dostępność. Dodatkowo, rozdrobniony rynek euro (EUR) oraz duży udział japońskich instytucji finansowych w rynku jena japońskiego (JPY) zmniejszają ich szanse. Jeśli chodzi o hipotetyczną walutę BRICS, wielu patrzy na to, jak działają ECU lub SDR, ale czasami pomija się rolę, jaką USD odegrał lub nadal odgrywa w ich funkcjonowaniu (Rysunek 2).[3]

Rysunek 1: Dekompozycja światowych oficjalnych rezerw walutowych (w podziale na waluty)Dekompozycja światowych oficjalnych rezerw walutowych

[EURnoECU = EUR nie ECU; USDnoECU = USD nie ECU]

Źródła: MFW, Refinitiv, Allianz Research. Uwagi: 1/ EUR przed wprowadzeniem euro stanowi sumę marek niemieckich, franków francuskich i guldenów holenderskich (oraz ECU, jeśli dotyczy); 2/ ECU zostały wyemitowane w zamian za koszyk USD i złota; w rezultacie w swoich corocznych raportach z lat 80. i 90. XX w.MFW przedstawia udział ECU na dwa sposoby: (i) uwzględniając je jako indywidualną walutę rezerwową lub (ii) sumując wartość ECU wyemitowanych w stosunku do USD w ramach rezerwy USD oraz z wyłączeniem części wyemitowanej za złoto z całości rezerw walutowych. Ponieważ w latach 90. XX w. raporty wydawały się preferować tę drugą walutę, udział ECU jest pokazany jako linia ciągła, podczas gdy my przedstawiliśmy tę pierwszą (biorąc ECU jako oddzielną walutę rezerwową) za pomocą linii nieciągłych.

Rysunek 2: Emisja obligacji skarbowych (po lewej) i obligacji przedsiębiorstw niefinansowych (po prawej) w podziale na waluty (w mld USD)

Źródła: Bloomberg, Allianz Research. Uwagi: 1/ Łączymy wszystkie emisje wszystkich szczebli rządowych, agencji i podmiotów ponadnarodowych; 2/ Uwzględniono wszystkie emisje, nie tylko te, które zostały wyemitowane przez kraj, do którego waluty się odnosimy.

Rysunek 3: Łączne straty zwrotu z obligacji skarbowych w wybranych krajach (od listopada 2022 r.)Łączne straty zwrotu z obligacji skarbowych

[Bond total return losses in LC = Straty całkowitego zwrotu z obligacji w walucie lokalnej; LC losses vs USD = Straty waluty lokalnej w porównaniu z USD; Total losses = Całkowite straty]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Od zeszłego roku efekt netto aprecjacji USD na strukturę rezerw walutowych nie był znaczący. Argumentowano, że silniejszy dolar zawyża swój realny udział w światowych rezerwach walutowych, ponieważ nominalny udział dolara wzrósłby bez zmian w alokacji. To jednak nie wszystko: silna aprecjacja USD w ubiegłym roku była spowodowana wyższymi stopami procentowymi, co przełożyło się również na niższą wycenę papierów wartościowych denominowanych w USD (Rysunek 3). W rzeczywistości banki centralne kilku krajów, w tym Bank Japonii (drugi co do wielkości posiadacz rezerw walutowych), sprzedawały papiery wartościowe denominowane w USD, aby złagodzić presję na deprecjację swoich walut, co zmniejszyło udział USD w ich rezerwach (i również ich wycenę ze względu na niższą wycenę papierów wartościowych denominowanych w USD). Kilka dużych rynków wschodzących ze znacznymi rezerwami walutowymi również sprzedało amerykańskie obligacje skarbowe w odpowiedzi na presję deprecjacyjną.[4]

Rysunek 4: Obroty walutowe w podziale na waluty (%)

Obroty walutowe w podziale na waluty

[Other = Inne]

Źródła: BIS, Allianz Research. Uwaga: ponieważ każda transakcja obejmuje dwie waluty, ogólny wynik sumuje się do 200%, ale udziały należy odczytywać indywidualnie: tj. USD był zaangażowany w 88% wszystkich transakcji walutowych w 2022 r.

Tym, co ostatecznie zadecyduje o roli USD jako waluty rezerwowej, nie jest wybór alokacji portfela przez banki centralne, ale raczej wykorzystanie waluty przez sektor prywatny w handlu i inwestycjach. W ostatnich dziesięcioleciach pozycja USD w transakcjach sektora prywatnego zmieniła się tylko nieznacznie na podstawie obrotów walutowych (Rysunek 4), emisji obligacji przez przedsiębiorstwa niefinansowe oraz płatności SWIFT (Rysunki 5 i 6).[5] I chociaż firmy, które chciały działać w Azji, zostały „zmuszone” do udziału w lokalnych rynkach walutowych, waluty te jeszcze nie wywarły znaczącego wpływu na USD, jeśli chodzi o pozyskiwanie pieniędzy na międzynarodowych rynkach kapitałowych.

Jednak w krótkim okresie, w opinii Allianz Trade, silniejszy dolar osłabiłby jego rolę jako waluty rezerwowej. Jeśli dostęp do USD stanie się droższy, kredytobiorcy będą szukać alternatyw. Ponieważ rezerwy USD maleją w wielu gospodarkach wschodzących, stają się one bardziej selektywne w korzystaniu z niego i próbują polegać na finansowaniu w lokalnej walucie (np. próby „liraizacji”[6]). Doprowadzona do skrajności sytuacja ta byłaby równoznaczna z prawdziwym sprawdzianem prawa Greshama[7] w erze pieniądza fiducjarnego.

W dłuższej perspektywie rozpoczynająca się fragmentacja światowego handlu i bardziej zdywersyfikowany popyt na ropę – jeśli będą trwałe – z pewnością wzmocnią argumenty przemawiające za alternatywnymi walutami USD, ale jakakolwiek znacząca zmiana zajmie dużo czasu. Zmiana strukturalna na rynku ropy naftowej spowodowana rewolucją łupkową (która pozwoliła Stanom Zjednoczonym uzyskać niezależność energetyczną) może paradoksalnie zaszkodzić roli USD jako globalnej waluty rezerwowej, ponieważ eksporterzy ropy naftowej, którzy odgrywają kluczową rolę w statusie dolara amerykańskiego (ceny ropy naftowej, duży udział rezerw USD), musieliby przeorientować się na inne kraje i ich waluty. Ponadto pandemia Covid-19 i wojna na Ukrainie doprowadziły do ponownego przemyślenia globalizacji zarówno przez gospodarki rozwinięte (poprzez tworzenie bardziej odpornych łańcuchów dostaw), jak i gospodarki wschodzące (poprzez kwestionowanie dominacji USA nad globalnym systemem finansowym). Oba wydarzenia doprowadziły do początkowego trendu na rynku towarowym: niektóre rynki wschodzące zdecydowały się na wykorzystanie alternatywnych walut innych niż USD (zazwyczaj CNY). Jednak przejście na alternatywy zajmie dużo czasu ze względu na znaczne przeszkody[8], zwłaszcza jeśli chodzi o przyciąganie inwestycji zagranicznych, które wymagają stabilnej waluty.[9]

Rysunek 5: Udział transakcji SWIFT denominowanych w CNY (poza Chinami, Hongkongiem i Makao, w podziale na kraje)Udział transakcji SWIFT denominowanych w CNY

[Russia = Rosja; Singapore = Singapur; US = USA; France = Francja; UK = Zjednoczone Królestwo; Taiwan = Tajwan]

Źródła: Swift RMB Tracker, Allianz Research. Uwaga: Rosja regularnie nie była uwzględniana w trackerze, ponieważ obejmuje tylko pierwszą piętnastkę, ale w grudniu 2018 r. udział Rosji wynosił poniżej 1% w porównaniu z 10% obecnie.

Rysunek 6: Udział waluty w światowym finansowaniu handlu na podstawie transakcji SWIFTRysunek 6: Udział waluty w światowym finansowaniu handlu na podstawie transakcji SWIFT

Źródła: Swift RMB Tracker, Allianz Research. Uwaga: Chiny opracowały własny system płatności międzybankowych – CIPS – i ostatnio zachęcały do jego stosowania.

[1] Pod koniec ubiegłego roku udział dolara amerykańskiego w światowych rezerwach walutowych spadł do najniższego poziomu od dwóch dekad (58%).

[2] https://www.allianz.com/en/economic_research/publications/specials_fmo/financial-globalization.html

[3] Poniższy link zawiera porównanie tego, jak oba działały, i fundamentalną rolę, jaką USD odegrał w ich tworzeniu.

[4] Ponadto skoncentrowana alokacja rezerw walutowych w kilku krajach znacząco wpływa na zagregowane udziały. Chiny, mimo że są największym posiadaczem rezerw walutowych, nie mogą (z definicji) posiadać rezerw denominowanych w CNY. Ponadto kraje z dużymi rezerwami walutowymi, takie jak Chiny i Szwajcaria, mają udział USD w swoich rezerwach poniżej średniej, co sugeruje nierówną alokację USD i, w mniejszym stopniu, CNY wśród krajów o mniejszych rezerwach.

[5] Udział CNY w globalnych płatnościach od 2016 r. zmienił się zaledwie o 0,5 punktu procentowego, w przeciwieństwie do tego, co wydarzyło się w finansowaniu handlu.

[6] Więcej informacji na ten temat można znaleźć tu Fragmentacja rynków wschodzących (AZ Research).

[7] Prawo Greshama mówi, że kiedy w obiegu są dwie waluty, ta najcenniejsza zostanie zachowana, a najmniej wartościowa wykorzystana w handlu, przy czym ta ostatnia ostatecznie zastąpi pierwszą.

[8] Zobacz nasz raport Globalizacja finansowa: przejście do spolaryzowanego systemu?

[9] Wiele rynków wschodzących, zwłaszcza w Afryce, doświadczyło już, że chińska alternatywa nie jest panaceum (np. Chiny nakładają hamulce na pożyczki w Afryce | Financial Times (ft.com)).

Najlepszy czerwiec w historii TIM SA. II kwartał 2023 r. zbliżony do zeszłorocznego

Ze wstępnych szacunków wynika, że w czerwcu 2023 r. miesięczne przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły ponad 121,4 mln zł (+4,7% rdr.). Szacowane przychody ze sprzedaży w I półroczu 2023 r. osiągnęły poziom ponad 705 mln zł (-4,6% rdr.), zaś w II kwartale 2023 r. były zbliżone do zanotowanych w analogicznym okresie 2022 r. (345,8 mln zł, -1,8% rdr.).

Przychody ze sprzedaży online realizowanej samodzielnie przez klientów osiągnęły w czerwcu 2023 r. ponad 77,9 mln zł (+2,2% rdr.), w I półroczu 2023 r. – 472,7 mln zł (-7,7% rdr.), zaś w II kwartale 2023 r. – 225,8 mln zł (-4% rdr.).

– Za nami najlepszy czerwiec w historii i drugi najlepszy sprzedażowo miesiąc w tym roku. Sprzedaż na dzień roboczy była bardzo wysoka i generalnie osiągnięte liczby przekroczyły nasze bieżące oczekiwania – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – W tych trudnych warunkach rynkowych, w których działamy, wyniki pierwszego półrocza oceniamy pozytywnie. Natomiast porównując je do pierwszego półrocza 2022 roku, musimy pamiętać, że ciąży jeszcze cień wysokiej bazy pierwszego kwartału ubiegłego roku i zawirowań na rynku bezpośrednio po rozpoczęciu agresji Rosji na Ukrainę. Jeśli wziąć pod uwagę wyłącznie drugi kwartał bieżącego roku, od analogicznego okresu ubiegłego roku dzieli go tylko 6,3 miliona złotych przychodów netto ze sprzedaży, a więc niewiele więcej od przychodów z jednego dnia roboczego w czerwcu 2023 roku. Choć sytuacja na rynku nam nie pomaga, to dostrzegamy potencjały i aktywnie je wykorzystujemy – podkreśla Krzysztof Folta.

Ewolucja branży dóbr i usług konsumpcyjnych: Trendy, zmiany kwalifikacji i nowe miejsca pracy

Automatyzacja handlu, rozwój robotyki oraz nacisk na ESG – to najważniejsze trendy branży dóbr i usług konsumpcyjnych. Czy czeka nas rewolucja rynku pracy?

Branża dóbr i usług konsumpcyjnych nieustannie ewoluuje, by zapewnić konsumentom możliwie wysoką jakość usług, ich personalizację, ale też dostępność produktów. Naturalnie przekłada się to także na rynek pracy i oczekiwania firm wobec zatrudnionych w tym obszarze osób. Jak bowiem pokazują dane, rośnie potrzeba podnoszenia lub zmiany kwalifikacji talentów, by pomóc im w objęciu nowych stanowisk wynikających z postępujących innowacji. O siedmiu najważniejszych globalnych trendach branży dóbr i usług konsumpcyjnych oraz ich wpływie na miejsca pracy w raporcie ManpowerGroup „Consumer Goods World of Work”.

Raport autorstwa ManpowerGroup „Consumer Goods World of Work” prezentuje siedem najważniejszych globalnych trendów obszaru dóbr i usług konsumpcyjnych oraz to, jak wpłyną one na rynek pracy. Zaprezentowane w publikacji dane pokazują, że zarówno pracowników jak i firmy czekają niemałe zmiany. W najbliższym czasie organizacje nie tylko postawią na jeszcze większą automatyzację działań, wykorzystanie sztucznej inteligencji, ale także na nowo zdefiniują obsługę klienta czy oczekiwania wobec swoich zespołów.

Automatyzacja procesów i przemysł 4.0 w pełnym rozkwicie

Jednym z trendów sektora dóbr i usług konsumpcyjnych jest automatyzacja znacznej części procesów. Liderzy branży umożliwiają już realizowanie zakupów w sklepach autonomicznych, których technologia wykorzystuje połączenie zaawansowanych czujników, kamer oraz opcji płatności mobilnych (źródło: Crunchbase). Kolejnym istotnym z perspektywy trendów branżowych obszarem jest e-commerce, który będzie rósł w kategoriach zdominowany przez handel stacjonarny. Dane McKinsey mówią o tym, że napędzany zmieniającymi się oczekiwaniami konsumentów, rosnącą konkurencją i postępem technologicznym, może stanowić od 18 do 30 procent sprzedaży artykułów spożywczych na wielu rozwiniętych rynkach do 2030 roku. W konsekwencji tego część pracowników handlu detalicznego zostanie przeniesiona na stanowiska związane z realizacją zamówień, logistyką czy obsługą klienta. Ważnym elementem tych działań jest zatem zmiana lub podniesienie kwalifikacji, co pomoże talentom na dostosowanie do nowych modeli biznesowych. Producenci natomiast dążą do maksymalizacji produktywności poprzez połączenie działań związanych z automatyzacją. Jak podaje Statista, globalny rynek automatyki przemysłowej, który obejmuje zwiększone wykorzystanie sztucznej inteligencji i robotyki, będzie rósł w stałym tempie 9%, by osiągnąć wartość 265 miliardów dolarów w 2025 roku. Działania te sprawią, że w organizacjach stopniowo malał będzie popyt na osoby niskich kwalifikacjach, wzrośnie natomiast zapotrzebowanie na wykwalifikowane talenty techniczne.

Jak podkreśla Marta Szymańska, menedżer rekrutacji stałej i ekspert rynku pracy w Manpower, mówiąc o rekrutacjach do sektora dóbr i usług konsumpcyjnych należy pamiętać o popycie na kandydatów zajmujących się rozwojem technologicznym oraz optymalizacją procesów. – Automatyzacja handlu detalicznego jest trendem obecnym na rynku światowym od kilku lat. W Polsce również możemy robić zakupy w sklepach autonomicznych, które wykorzystują rozwiązania oparte na kamerach, komputerową wizję i uczenie maszynowe. W naszej opinii, zautomatyzowane sklepy autonomiczne przejmą część zapotrzebowania na kasjerów i obsługę handlu detalicznego jednak jest to perspektywa długoterminowa. Dotychczasowe eksperymenty zarówno z naszego rodzimego jak i światowego rynku pokazują, że społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na w pełni zautomatyzowaną obsługę, a technologia nie jest na tyle rozwinięta, aby ją zapewnić. Niemniej jednak możemy spodziewać się rosnącego trendu zminimalizowania liczby prostych stanowisk na rzecz automatyzacji w perspektywie czasu. Warto jednak podkreślić, że pracodawcy inwestują w szereg szkoleń doszkalających, które podnoszą umiejętności pracowników. Jest to działanie niezbędne, aby przeciwdziałać deficytowi kandydatów o oczekiwanych kompetencjach technicznych – dodaje ekspertka.

Doświadczenia użytkownika na najwyższym poziomie

Użytkownicy e-commerce oczekują intuicyjnego interfejsu platformy sprzedażowej, spersonalizowanych usług, a także dopasowanych do ich potrzeb ofert. Wyliczenia Qualtrics pokazują, że już teraz cyfrowe doświadczenia niespełniające oczekiwań konsumentów kosztują firmy nawet do 4,7 biliona dolarów rocznie. Dlatego między innymi tak ważne jest, by organizacje miały w swoich zespołach odpowiednich specjalistów IT lub partnerów zewnętrznych zapewniających wsparcie przy nieustannym ulepszaniu systemów, które przełożą się na coraz bardziej pozytywne doświadczenia użytkowników.

Polska branża dóbr i usług konsumpcyjnych rośnie w siłę

O rozwoju i apetycie firm na zatrudnianie pracowników tego obszaru w Polsce mówi także raport Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia. Dane wskazują na to, że w III kwartale 2023 roku 37% pracodawców sektora dóbr i usług konsumpcyjnych znad Wisły deklaruje chęć powiększania zespołów, 19% z nich liczy się z koniecznością redukcji etatów, a 43% organizacji przewiduje żadnych zmian w strukturach. Prognoza netto zatrudnienia dla tej branży, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych firm na czas od lipca do końca września to +16%.

– Plany rekrutacyjne firm sektora dóbr i usług konsumpcyjnych są zdecydowanie bardziej optymistyczne niż w pierwszej połowie roku, zatem możemy spodziewać się większego zapotrzebowania na pracowników. Ten wzrost będzie widoczny przede wszystkim wśród dużych przedsiębiorców, którzy będą poszukiwali pracowników zarówno średniego jak i wysokiego szczebla, głównie osób o profilu sprzedażowym. W przypadku tych stanowisk niezwykle istotne będą kompetencje miękkie, takie jak umiejętność budowania długotrwałych relacji poprzez empatyczną postawę oraz systematycznego planowania pracy. Widzimy również zwiększone zapotrzebowanie na specjalistów ds. zakupów, u których pracodawcy przede wszystkim poszukują umiejętności optymalizacji kosztów i negocjacji. Ponadto wzrost sił sprzedażowych będzie generował dodatkowe zapotrzebowanie na kandydatów wspierających proces sprzedaży między innymi obsługę księgowo-administracyjną, analizę danych czy wsparcie marketingowe – mówi Marta Szymańska.

Zrównoważony rozwój najwyżej na liście priorytetów liderów branży

Według Deloitte, 97% liderów branży dóbr i usług konsumpcyjnych mówi o tym, że zrównoważony rozwój organizacji jest dla nich priorytetem (w porównaniu do 58% deklaracji wszystkich innych firm). Dodatkowo modeli biznesowych „as-a-service” wykorzystujących oprogramowanie jako usługę zwiększy wartość ponownego wykorzystania zasobów. Działania te sprawiają, że wzrasta zapotrzebowanie na „zielone miejsca pracy”, a także kandydatów specjalizujących się w obszarach takich jak konserwacja pojazdów elektrycznych, zielona energia, logistyka zwrotów, ale też renowacja produktów w celu przygotowania ich dla kolejnego użytkownika.

– Zdecydowanie zauważamy rosnącą potrzebę tworzenia zielonych miejsc pracy wśród naszych klientów, a także pozyskania kandydatów z odpowiednią wiedzą lub chęcią rozwoju w tym obszarze. Obserwujemy ten trend zarówno wśród dużych jak i małych organizacji, dla których idea ESG jest istotnym elementem polityki, a także ważnym aspektem w dalszym zrównoważonym rozwoju – podsumowuje ekspertka Manpower.

Blisko 35 proc. Polaków gotowych jest wydać więcej na nieruchomość wybudowaną z ekomateriałów

Niemal 35% ankietowanych jest skłonnych zapłacić więcej za mieszkanie lub dom, gdyby do jego budowy wykorzystano materiały ekologiczne, w tym surowce wtórne. Tylko nieznacznie mniej osób jest przeciwnego zdania. Widać zatem, że Polacy wciąż są w tym zakresie mocno podzieleni. Tymczasem osoby z pierwszej grupy wskazują, o ile więcej środków mogłyby wydać. I tak 29% z nich podaje przedział 5-10%, a 24% badanych – 10-15%. Według ekspertów, powstaje coraz więcej budynków spełniających wymagania zrównoważonego rozwoju. Ale to nadal stanowi margines rynku nieruchomości w Polsce, choć nie jest wykluczone, że to się zmieni. Duże koszty gazu i prądu zachęcają inwestorów do rozglądania się za alternatywnymi rozwiązaniami, bo teraz klient przy zakupie mocniej zwraca uwagę na przyszłe koszty eksploatacyjne.

Ekologia jednak nadal dzieli Polaków

Jak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego na próbie 1030 dorosłych Polaków, 34,9% respondentów jest skłonnych zapłacić więcej za mieszkanie lub dom, gdyby do budowy tego obiektu wykorzystano materiały ekologiczne, w tym surowce wtórne. 34,2% z ponad tysiąca ankietowanych zajmuje przeciwne stanowisko. Z kolei 21,6% uczestników sondażu nie potrafi się w tej kwestii określić.

– Myślę, że ten podział wynika zarówno z braku dobrych przykładów, jak i z panującego w Polsce stereotypu, jakoby budownictwo ekologiczne było niższej jakości. Natomiast z ekologicznymi materiałami budowlanymi jest tak, jak ze zdrową żywnością. Są droższe od tych najpopularniejszych, których standardy środowiskowe w takim stopniu nie dotyczą. Tylko korzyści wynikające ze spożywania najwyższej jakości produktów spożywczych przedzierają się do świadomości Polaków, co widać po tłumach na targach żywności ekologicznej. Materiały budowlane i rozwiązania idące w duchu zrównoważonej architektury jeszcze nie osiągnęły takiego poziomu – komentuje dr Bartosz Dendura, wykładowca akademicki i współautor badania z Pracowni Architektonicznej Studio4SPACE.

Jak zaznacza Mateusz Stachewicz z Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD), jesteśmy w trudnym okresie dla mieszkalnictwa. Podkreśla to choćby Stowarzyszenie Build Europe, zrzeszające organizacje europejskie z kilkunastu krajów Europy. Ekspert z PZFD zauważa, że niemal wszystkie państwa mierzą się ze skutkami inflacji, niskiej zdolności kredytowej nabywców, galopującymi cenami materiałów budowlanych i można też jeszcze odczuć skutki pandemii. Powoduje to, że klienci baczniej przyglądają się temu, co składa się na cenę ich mieszkania. A inwestowanie w zrównoważony rozwój zawsze generuje jakiś dodatkowy koszt.

– Ponadto z naszego badania wynika, że przeszło 21% Polaków nie wie, czy chce rozwiązań ekologicznych w swoim domu. Myślę, że to efekt braku edukacji i niewielkiej świadomości, która jednak z każdym rokiem będzie rosła. Być może nie nastąpią spektakularne wzrosty, ale jestem przekonany, że sytuacja się poprawi. Pojawi się też coraz więcej dobrych przykładów budownictwa ekologicznego. Sądzę, że duży wpływ na decyzje będą miały też rosnące ceny materiałów budowlanych. To może spowodować, że przyszli inwestorzy przychylniej spojrzą na materiały ekologiczne – przekonuje dr Dendura.

Z kolei Mateusz Stachewicz podkreśla, że zrównoważone nieruchomości to nie tylko ekologiczne materiały budowlane. To również m.in. rozwiązania monitorujące wykorzystanie energii w budynkach, pozwalające ograniczyć ślad węglowy, pompy ciepła, efektywne metody zarządzania budynkiem czy też wiele innych istotnych kwestii. Zdaniem eksperta z PZFD, należy mieć pewność, że skłonność do dopłat do zrównoważonych inwestycji będzie rosła wraz ze zwiększającą się świadomością ekologiczną społeczeństwa.

Idą zmiany, ale wciąż zbyt wolno

Respondenci, którzy są skłonni ponieść większe koszty, informują, o ile więcej mogą wydać. I tak 29% badanych wybrało przedział 5-10%. Z kolei 24% ankietowanych wskazało 10-15%, a 21,7% zadeklarowało 15-20%. Natomiast 11,7% uczestników sondażu zaznaczyło do 5%, a 5,9% osób zdecydowałby się na 20-30%.

– Pułap między 10% a 20% większego budżetu pozwala, by budynek osiągnął bardzo przyzwoite parametry. Czasem proste decyzje znacząco wpływają na środowisko. Zakup domu czy mieszkania to decyzja na lata, a niekiedy na całe życie. W takim kontekście zwiększenie wydatków nawet o 20% może mieć zupełnie inne znaczenie. Być może łatwiej jest nam się pogodzić z wyższym kosztem początkowym, bo wiemy, że będzie nam służył przez długie lata – analizuje współautor badania.

W opinii Mateusza Stachewicza, deweloperzy, niezależnie od wyników badań, z każdym rokiem budują coraz więcej budynków, które spełniają wymagania zrównoważonego rozwoju. Preferencje nabywców, mimo że jest jeszcze spore pole do ich rozwinięcia, przesuwają się w kierunku ekologii wraz ze wzrostem ogólnej świadomości społecznej w tym obszarze. Od deweloperów będzie się także wymagać więcej choćby w związku z unijnymi wymogami.

– Jeśli wejdziemy na strony najpopularniejszych producentów domów drewnianych, z bardzo małym prawdopodobieństwem znajdziemy tam dobre przykłady współczesnej architektury. Mam wrażenie, że jeszcze nikt nie połączył kropek. Dominują domy à la dworkowe oraz domki z prerii z gankiem, dachem dwuspadowym i szerokimi okapami. To nie jest architektura, która przekona szerokie grono ludzi. Świadczą o tym liczby wskazujące, jak mały odsetek budynków w Polsce powstaje w innej technologii niż tradycyjna, a więc murowana – stwierdza dr Bartosz Dendura.

Zrównoważony sektor nieruchomości dopiero się kształtuje, o czym przekonuje Mateusz Stachewicz. Ekspert PZFD dodaje, że możemy obserwować ujednolicanie, choćby w kontekście unijnej Taksonomii – standardów i operowania wspólnym aparatem pojęciowym. Potrzebne są też nowe rozwiązania technologiczne i otwartość legislatora na ich stosowanie, przez elastyczność w przyjmowanych aktach. Deweloperzy nie powinni walczyć z transformacjami, a raczej przygotować się na nie i być uczestnikami dyskusji o kształcie bardziej zrównoważonej gospodarki, co już dziś w dużej mierze się dzieje.

– Budownictwo w oparciu o materiały ekologiczne, łatwo przetwarzalne i te pochodzące z odzysku nadal stanowi margines rynku nieruchomości w Polsce. Myślę, że inwestorzy boją się tych rozwiązań. Wolą iść utartymi szlakami, które są tańsze w budowie i raczej gwarantują im szybką sprzedaż bez zbędnych pytań. Jednak mam nadzieję, że niebawem pojawi się presja ze strony klientów, a także urzędów, by rozwiązania chroniące nasze środowisko pojawiały się w ich realizacjach. Być może zeszła zima da silniejszy impuls do zmian. Okazało się bowiem, że to, jak budynek jest zaizolowany i czym ogrzewany, ma już znaczenie. Duże koszty gazu i prądu zachęcają inwestorów do rozglądania się za alternatywami – podsumowuje ekspert z Pracowni Architektonicznej Studio4SPACE.

Inwestycje rolników w kontekście dynamicznie zmieniającej się sytuacji rynku

27 proc. rolników ocenia dobrze sytuację w rolnictwie, podobny odsetek (29 proc.) stanowią rolnicy mający odmienne zdanie. Najliczniejszą grupę stanowią jednak ci, którzy nie oceniają jej jednoznacznie (ani dobrze, ani źle) – 45 proc. W większości są to rolnicy, którzy mają gospodarstwa 10-49 ha oraz osoby nieprowadzące regularnej ewidencji kosztów i przychodów. Inwestycje w 2023 roku planuje zaledwie 21 proc. rolników, a 82 proc. nich  posiada niezbędne maszyny. M.in. takie wnioski wynikają z badania jakie na zlecenie Santander Leasing zrealizował Instytut Badawczy Kantar Polska.

Jak wskazują wnioski z przeprowadzonej analizy, wysoki poziom kosztów produkcji rolnej (44 proc.) to największe wyzwania stojące przed polskim rolnictwem. Na kolejnych pozycjach znalazły się ceny skupu (20 proc.), zmiany klimatyczne (10 proc.) czy napływ płodów rolnych z Ukrainy (7 proc.). Wielkość gospodarstwa czy specjalizacja nie różnicują w istotny sposób odpowiedzi na to pytanie.

– Bieżąca sytuacja w sektorze rolnym jest dynamiczna i kolejne kwartały przynoszą pogorszenie nastrojów rolników, co potwierdzają realizowane cyklicznie badania wskaźnika koniunktury w rolnictwie Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH. Na podstawie analizy z II kwartału br. możemy wskazać, że następuje obniżenie poziomu oszczędności gospodarstw rolnych w wyniku silnych czynników inflacyjnych w gospodarce narodowej oraz następuje wzrost wydatków na nabycie nawozów, pasz treściwych czy też środków ochrony roślin. Badanie potwierdza również obniżenie przychodów gospodarstw rolnych w wyniku spadku wielkości sprzedaży i cen skupu podstawowych produktów rolnychwskazuje Piotr Domagała, dyrektor ds. sektora rolnego w Santander Leasing.

Inwestycje w rolnictwie

Jak wskazuje badanie, inwestycje w 2023 roku planuje zaledwie 21 proc. rolników. Wśród tych, którzy zamierzają inwestować przodują hodowcy. Większość rolników (82 proc.) nie planuje żadnych inwestycji na 2023 rok. Mniejsze zainteresowanie tym tematem  może wynikać przede wszystkim z niepewności gospodarczej, na którą ma wpływ poziom inflacji. Ograniczenie inwestycji przez rolników dobrze widać  na przykładzie rejestracji nowych ciągników, gdzie spadki sięgają 11,4 proc. r/r. Jednocześnie z uwagi na szybko rosnące ceny maszyn,  o blisko 10 proc. r/r wzrasta sprzedaż ciągników używanych.

– Potwierdzenie wyników naszego badania w zakresie większej aktywności i większego potencjału do inwestowania przez duże gospodarstwa znajdziemy gdy przyjrzymy się mocom nabywanych ciągników rolniczych – zarówno nowych, jak i używanych – gdzie największe wzrosty notowane są na najmocniejszych jednostkach powyżej 210 KM, odpowiednio 56,2 proc. r/r i 23,2 proc. r/r. – wskazuje Piotr Domagała.

Podkreślić należy dysproporcję w podejściu do planowania inwestycji między większymi
i mniejszymi gospodarstwami. Rolnicy z mniejszych gospodarstw często nie planują i nie realizują inwestycji (posiadają za mało środków, wskazują także jako czynnik hamujący brak pewności wynikający z warunków pogodowych i chorób roślin). Tu decyduje brak wolnych środków i pewności ich „dopływu” co stanowi główną barierę względem takich działań. W tej grupie rolników panuje poczucie, że poza niezbędnymi inwestycjami (głównie chodzi tu o sprzęt) inne tego rodzaju „zamrożenia środków” mogą nie przynieść oczekiwanych skutków.

Z drugiej strony w przypadku większych gospodarstw rolnych pojawia się już sam etap  planowania i realizacji inwestycji. W tym przypadku są one planowane najczęściej raz
do roku – w zimie. Następuje to w momencie, kiedy przedsiębiorcy rolni podsumowując swoją działalność z całego roku, posiadają wizje działań na przyszły rok i mają po prostu więcej czasu na strategiczne planowanie inwestycji.

– Co istotne w pierwszej kolejności śledzą i analizują trendy na rynkach lokalnych, jak  również zagranicznych. Bardzo istotnym elementem w tym obszarze są również rozmowy prowadzone przez rolników z sąsiadami, którzy pracują na roli. Traktują ich jako „naturalne” wsparcie w procesie planowania przez nich inwestycji – dodaje Jarosław Kwiatkowski, analityk sektora rolnego w Santander Leasing.

Struktura realizowanych inwestycji w ciągniki

Czy i w jakim zatem zakresie wnioski z badania potwierdzają dane rynkowe? Co wynika
z analizy rejestracji nowych ciągników i zmiany struktury oraz tego co się dzieje na rynku używanych ciągników? Jak wskazują poniższe dane rejestracji ciągników nowych i używanych w ujęciu narastającym do maja w poszczególnych latach, mamy do czynienia
z zauważalnym spadkiem rejestracji nowych ciągników o ponad 11 proc. wobec wzrostu maszyn używanych który do maja br. wyniósł ponad 9 proc.

inwestycje rolników
Rys. Rejestracja nowych i używanych ciągników (opracowanie własne Santander Leasing)
inwestycje rolników
Rys. Ciągniki nowe według mocy silnika (opracowanie własne Santander Leasing)
inwestycje rolników
Rys. Ciągniki używane według mocy silnika (opracowanie własne Santander Leasing)

Rosnące wyceny cięć stóp w Polsce nie topią złotego

Niższa inflacja w czerwcu ośmieliła inwestorów do wyceny większych cięć stóp procentowych NBP. Stawki FRA wskazują obecnie na ok. 100 pb. obniżek w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, czyli cztery „standardowe” ruchy po 25 pb. Choć wydaje się, że wyceny cięć nie mają dużego wpływu na złotego, częściowe ich skorygowanie mogłoby zapewnić walucie wsparcie. W tym tygodniu na posiedzeniu RPP nie spodziewamy się jednak istotnych zmian w tonie komunikatów i zdecydowanie nie oczekujemy zmiany stóp procentowych.

Waluty G10 zakończyły tydzień odchyleniami nie większymi niż 1% względem jego początku. Stopy procentowe w głównych gospodarkach rosną, bankierzy centralni podczas konferencji EBC w Sintrze byli jastrzębio nastawieni, a inflacja bazowa pozostaje uporczywie wysoka na całym świecie. Apetyt na ryzyko wciąż jest odporny, giełdy zyskują, a inwestorzy wydają się niepewni, co dalej.

Mimo długiego weekendu w USA, ze względu na wtorkowy Dzień Niepodległości, najważniejsze wieści tygodnia będą pochodzić zza oceanu. W środę (05.07) poznamy minutki z ostatniego posiedzenia Fedu. Uczestnicy rynku będą w nich wypatrywać wskazówek dotyczących harmonogramu dalszych podwyżek stóp procentowych w USA. W piątek (07.07) opublikowany zostanie raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy w czerwcu, który powinien raz jeszcze wykazać jego siłę. Najważniejsze będzie to, czy widoczne będą jakieś oznaki przyspieszenia wzrostu płac.

PLN

Zyski złotego względem euro nie były imponujące, był on jednak jedyną główną walutą CEE, która zakończyła tydzień umocnieniem.

Najważniejsza w zeszłym tygodniu była publikacja wstępnego odczytu inflacji CPI, zgodnie z którą jej główna miara spadła z 13% w maju do 11,5% w czerwcu i okazała się niższa od oczekiwań. Ośmieliło to inwestorów do wyceny większych cięć stóp procentowych NBP. Stawki FRA wskazują obecnie na ok. 100 pb. obniżek w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, czyli cztery „standardowe” ruchy po 25 pb., z których jeden–dwa miałyby się odbyć przed jesiennymi wyborami.

Nie możemy wykluczyć obniżenia stóp procentowych przed końcem roku, sądzimy jednak, że wyceny rynkowe są zbyt agresywne. Choć wydaje się, że wyceny cięć nie mają dużego wpływu na złotego, częściowe ich skorygowanie mogłoby zapewnić walucie wsparcie.

W tym tygodniu uwaga skupi się na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Nie spodziewamy się istotnych zmian w tonie komunikatów i zdecydowanie nie oczekujemy zmiany stóp procentowych. Sygnały od decydentów – i nowe projekcje – warto jednak będzie śledzić, dotyczy to szczególnie konferencji prasowej prezesa Adama Glapińskiego ( zapewne w piątek 07.07).

EUR

Jeżeli sądzić po ubiegłotygodniowych przemówieniach członków EBC, to bank centralny pozostaje skupiony na obniżeniu inflacji, a końca cyklu zacieśniania jeszcze nie widać. Prezeska EBC Christine Lagarde podczas swojego przemówienia w Sintrze niemal potwierdziła, że w dalszej części miesiąca czeka nas kolejna podwyżka stóp procentowych o 25 pb. – dla rynków swapowych jest to już praktycznie pewne. Słabe wieści z Chin i ogólnie z sektora przemysłowego sprawiają jednak, że euro nie zyskuje wiele na jastrzębiości EBC.

Nawet po niedawnym wzroście oczekiwań dotyczących ostatecznej wysokości stóp procentowych wciąż widzimy przestrzeń do dodatkowych podwyżek i sądzimy, że stopa depozytowa znajdzie się na poziomie co najmniej 4% wobec obecnych 3,5%. Ubiegłotygodniowy wstępny odczyt inflacyjny za czerwiec wsparł nieco nasze założenie. Miara bazowa, na której EBC skupia się coraz silniej w komunikatach, nieco wzrosła względem poprzedniego miesiąca i wykazuje wszelkie oznaki stabilizacji na nieakceptowalnie wysokim poziomie powyżej 5%.

USD

Dane gospodarcze z USA były w ostatnim czasie zaskakująco dobre. W ubiegłym tygodniu dostaliśmy mocne raporty dotyczące zamówień środków trwałych i sprzedaży domów. Na niskich poziomach pozostaje publikowana co tydzień liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, w górę zrewidowany został zaś PKB w I kwartale (do 2% w ujęciu zanualizowanym) za sprawą wyższych wydatków konsumenckich oraz eksportu. Preferowana przez Fed miara inflacji – bazowa PCE – nieznacznie spadła i okazała się nieco niższa od oczekiwań, jest jednak uparcie wysoka i wyniosła w maju 4,6%.

Oczekiwania dotyczące dalszych podwyżek stóp procentowych Fedu wciąż rosną, dotąd jednak było to dla dolara tylko niewielką pomocą, częściowo przez to, że rosną one także w większości gospodarek G10. Podwyżka o 25 pb. na lipcowym posiedzeniu Fedu jest obecnie niemal w pełni wyceniania. Kontrakty futures wskazują jednak tylko na ok. 1/3 prawdopodobieństwa powtórzenia takiego ruchu w przyszłości, dolar może więc zyskać, jeśli w kolejnych tygodniach Fed utrzyma jastrzębi ton.

W tym tygodniu spodziewamy się dalszego ciągu dobrych wieści pod postacią silnego raportu z rynku pracy. Jego wpływ na dolara będzie jednak niewielki, dopóki nie pojawią się sygnały, że wzrost płac ponownie nabrał tempa.

GBP

W ubiegłym, spokojnym tygodniu funt pozostawał dość stabilny względem euro i dolara. Waluta wciąż zyskuje na jastrzębim zwrocie Banku Anglii, szczególnie na niespodziewanie silnej podwyżce stóp procentowych o 50 pb. na jego czerwcowym posiedzeniu. Oczekiwania rynkowe dotyczące ostatecznego poziomu stóp procentowych w Wielkiej Brytanii coraz bardziej zbliżają się do 6,5% (obecnie stopy są na poziomie 5%), zdecydowanie najwyższego poziomu wśród gospodarek G10, i niewiele wskazuje, by brytyjska gospodarka miała temu nie podołać. Prezes BoE Andrew Bailey nie zdradził się w Sintrze w żaden sposób z dalszymi planami – nie odsunął wycen rynkowych ani nie przychylił się do dalszego agresywnego zacieśniania.

Jesteśmy w raczej spokojnym okresie pod względem danych z brytyjskiej gospodarki. W zeszłym tygodniu poznaliśmy tylko rewizję PKB w I kwartale, a w tym poznamy zrewidowane czerwcowe odczyty PMI. Przy braku negatywnych wieści inwestorzy zapewne utrzymają pozytywny pogląd na gospodarkę, obstawiając dalszą jastrzębiość BoE. To korzystne otoczenie dla funta.

CHF

Ostatnie dni były raczej spokojne dla franka. Krajowe dane zaskoczyły jednak na plus – pozytywne okazały się zarówno sprzedaż detaliczna za maj, jak i bardziej aktualne, wybiegające w przyszłość dane o nastrojach. Nie miały one istotnego natychmiastowego wpływu na kurs walutowy, niemniej można je postrzegać jako korzystne dla franka, który zakończył tydzień jako jedna z najlepiej radzących sobie walut G10. Zgodnie z danymi z poniedziałku 03.07 inflacja spadła z 2,2% w maju do 1,7% w czerwcu, powracając do celu Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) po raz pierwszy od 16 miesięcy. Inflacja bazowa również spadła, do 1,8%. Jest to z pewnością dobra wiadomość, nie oznacza jednak ostatecznego zwycięstwa, szczególnie biorąc pod uwagę podniesione ostatnio przez bank centralny średnio- i długoterminowe prognozy inflacji.

W ubiegłym tygodniu członkini rady Andrea Maechler podkreśliła, że inflacja jest uporczywa i szeroko zakrojona. Czyny przemawiają mocniej niż słowa, a i one sugerują, że bank pozostaje zdeterminowany, aby trwale ustabilizować ceny. W I kwartale SNB sprzedał waluty obce o wartości 32,3 mld CHF – o 5 mld CHF więcej niż w uprzednim kwartale. Uważamy, że SNB dokona we wrześniu kolejnej podwyżki stóp procentowych o 25 pb. i póki co pozostanie skupiony na wspieraniu franka poprzez sprzedaż walut.

Na ten tydzień nie zaplanowano publikacji istotnych danych ani wystąpień SNB, inwestorzy skupią się więc przede wszystkim na wiadomościach z zewnątrz.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Waloryzacja, czyli kolejny samobój w wykonaniu banków

Po ogłoszeniu przez TSUE niezwykle korzystnego dla Frankowiczów wyroku w sprawie
C-520/21 o tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, przedstawiciele sektora bankowego ogłosili, że banki będą konstruowały pozwy o waloryzację przeciwko kredytobiorcom. Ich zdaniem wyrok TSUE nie obejmował tej kwestii, a takie żądanie, jako uzasadnione prawnie, miałoby zrekompensować bankom, uwikłanym w problem frankowy, brak wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, które przecież zostało jednoznacznie zakwestionowane przez TSUE. Zresztą w wielu sprawach, w których reprezentuję kredytobiorców, pełnomocnicy banków zaczęli modyfikować powództwa i jako roszczenie ewentualne zgłaszają właśnie roszczenie o dokonanie sądowej waloryzacji.

Czym zatem jest waloryzacja sądowa i czy rzeczywiście banki mają podstawy, aby występować z takim żądaniem przeciwko Frankowiczom? Zanim przejdę do analizy wskazanego wyroku TSUE pod kątem instytucji waloryzacji sądowej, zacznę od rozważenia aspektów stricte prawnych takich roszczeń banków.

Waloryzacja sądowa, najprościej rzecz ujmując polega na tym, że sąd w wyroku dokonuje zmiany wysokości świadczenia pieniężnego. W polskim porządku prawnym zasadą jest, że zobowiązanie pieniężne wykonujemy poprzez zapłatę takiej samej kwoty, na jaką opiewał dług w chwili jego powstania (zasada nominalizmu). Przeciwieństwem tej zasady jest waloryzacja sądowa, której dopuszczalność jest uzależniona od wystąpienia szeregu przesłanek. Przede wszystkim musi dość do istotnej zmiany siły nabywczej pieniądza
z naciskiem na stwierdzenie „istotna zmiana”, czyli nie każda. Po drugie, za dokonaniem waloryzacji muszą przemawiać interesy stron i zasady współżycia społecznego. Po trzecie – jeżeli z żądaniem waloryzacji występuje przedsiębiorca, to takie żądanie nie może pozostawać w związku z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą. Czy zatem w świetle tych przesłanek banki mogą liczyć na korzystne dla siebie rozstrzygnięcia? W mojej ocenie nie.

Przede wszystkim w kontekście przesłanki pierwszej, czyli istotnej zmiany siły nabywczej pieniądza, mimo wysokiej inflacji, trudno uznać, że mamy z nią do czynienia. Analizując tego rodzaju roszczenia banków na pierwszy plan wysuwa się jedna okoliczność, a mianowicie żądanie dokonania waloryzacji w związku z istotną zmianą siły nabywczej pieniądza, ale w okresie od uruchomienia kredytu lub poszczególnych transz do momentu zgłoszenia roszczenia o waloryzację, czyli średnio jest to plus minus 15 lat. Z mojego punktu widzenia wskazywanie takiego okresu jest błędne. Wydaje się, że żądanie waloryzacji można liczyć najwcześniej od doręczenia odpisu pozwu (albo wezwania do zapłaty) do banku, kiedy to bank powziął wiedzę o kwestionowaniu umowy przez kredytobiorcę, względnie – analizując aktualną linię orzeczniczą – od momentu złożenia oświadczenia przez kredytobiorcę o świadomości skutków nieważności jego umowy kredytu (chociaż to koncepcja wyjątkowo ułomna, to jest stosowana w praktyce przez polskie sądy w ślad za uchwałą Sadu Najwyższego z 7 maja 2021 roku, III C 6/21, w której przedstawiono koncepcję tzw. bezskuteczności zawieszonej). Nie może być tak, że dla kredytobiorcy – konsumenta odsetki ustawowe za czas opóźnienia naliczają się od złożenia takiego oświadczenia (a nie od momentu doręczenia odpisu pozwu), a dla banku jako przedsiębiorcy waloryzacja może być naliczana od momentu udostępniania kwoty kredytu.

Orzekając o waloryzacji sąd rozważa interesy stron i nada, czy dokonanie waloryzacji świadczenia nie będzie sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. I tutaj znowu wracamy do początku problemu frankowego, czyli faktu, że to banki będące przecież autorami wadliwych umów kredytowych wkomponowały w ich treść niedozwolone postanowienia umowne, które rażąco naruszały interesy kredytobiorców i wystawiały ich na nieograniczone ryzyko kursowe. Czy zatem dokonanie takiej waloryzacji pomimo nieuczciwego działania banku jako przedsiębiorcy naruszałoby zasady współżycia społecznego? Odpowiedź wydaje się oczywista, szczególnie, że na zasady współżycia społecznego może powoływać się strona, która sama ma „czyste ręce”.

Ostatnia przesłanka, która w mojej ocenie nie zostanie spełniona przez banki, to przesłanka niepozostawania żądania o dokonanie waloryzacji w związku z prowadzoną przez bank działalnością gospodarczą. W 2017 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku, sygn. akt I ACa 447/17 wydał wyrok, w którym oddalił roszczenie banku o dokonanie waloryzacji sądowej uznając, że żądanie pozostawało w związku z działalnością banku, przy czym był to wyrok, który odfrankowił umowę kredytu powiązanego z kursem CHF, czyli ta umowa pozostała
w obrocie, tylko w zmienionym, zdecydowanie korzystniejszym dla kredytobiorcy kształcie. Aktualnie statystyki sądowe pokazują, że ponad 95 % spraw jest przez Frankowiczów wygrywanych, przy czym wyroki są dalej idące, bo ustalają nieważność tego rodzaju umów kredytu. I tutaj rodzi się pytanie – czy świadczenie spełnione w następstwie obowiązku zwrotu wzajemnych świadczeń z nieważnej umowy kredytu pozostaje czy nie pozostaje
w związku z prowadzeniem przedsiębiorstwa przez bank? Chcąc znaleźć odpowiedź wydaje się, że trzeba sięgnąć do podstaw takich wyroków sądów. Zdecydowana większość umów jest uznawana za nieważne na skutek abuzywności klauzul indeksacyjnych i denominacyjnych, których usunięcie z umowy kredytu skutkuje jej nieważnością. Bankom będzie zatem niezwykle trudno wykazać, że żądanie waloryzacji nie ma związku z prowadzeniem przedsiębiorstwa, bo przecież skonstruowanie abuzywnych postawień umownych jest bardzo klarownym przejawem prowadzonej przez bank działalności gospodarczej. Abuzywność zależy przede wszystkim od statusu stron zobowiązania, tj. po jednej stronie musi być przedsiębiorca stosujący niedozwolone postanowienia umowne, a po drugiej stronie konsument.

Powyższa analiza przesłanek dokonania waloryzacji sądowej jasno pokazuje, że i w tym sporze – jeżeli banki zdecydują się kontynuować ten kierunek – kredytobiorcy mają wszystkie argumenty po swojej stronie. Oczywiście przedstawiciele sektora wielokrotnie powołują się na de facto jedyny (wg mojej wiedzy) wyrok w Polsce wydany przez Sąd Okręgowy w Warszawie w sprawie o sygn. akt XXV C 1039/20, przy czym w tym wypadku kwota waloryzacji stanowiła ok. 17 % kwoty kredytu w PLN. Wyrok ten jest nieprawomocny i myślę, że nie zostaje utrzymany w tym kształcie przez Sąd Apelacyjny w Warszawie, szczególnie po wyroku TSUE w sprawie C-520/21.

Sam wyrok TSUE w mojej ocenie zamknął temat waloryzacji sądowej roszczeń banków. Wbrew temu, co stara się prezentować sektor bankowy, to orzeczenie dotyczyło również tej instytucji. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że w samej treści pytania prejudycjalnego jest wprost mowa o waloryzacji. Sąd Rejonowy dla Warszawy – Śródmieścia w Warszawie
w punkcie 5 zapytał, czy strony (czyli bank i kredytobiorca) mogą domagać się jakichkolwiek innych świadczeń, np. odszkodowania, zwroty kosztów, waloryzacji świadczenia z tytułu spadku wartości nabywczej pieniądza na skutek upływu czasu. Zresztą w postawach prawnych wyroku Trybunał również wprost powołał polski przepis prawa o sądowej waloryzacji, czyli art. 3581 § 1-4 k.c., co oznacza, że doskonale zrozumiał pytanie polskiego sądu o tę instytucję i zajął stanowisko w przedmiocie jej dopuszczalności. Podsumowując, TSUE jasno wskazał, że poza zwrotem kapitału wypłaconego w PLN i odsetek ustawowych za czas opóźnienia od wezwania do zapłaty, bankowi jako instytucji kredytowej nie przysługuje żadna inna rekompensata z tytułu uznania umowy kredytu za nieważną, bo byłoby to sprzeczne z celami Dyrektywy 93/13.

Z doświadczenia wiem, że roszczenia banków o dokonanie waloryzacji są nawet wyższe niż roszczenia o zasądzenie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Przykładowo w jednej prowadzonej przeze mnie sprawie roszczenie o wynagrodzenie banku opiewa na ok. 156 tys. PLN, a roszczenie o waloryzację na ok. 202 tys. PLN – przy kwocie kredytu ok. 255 tys. PLN. Trudno uznać, że zasądzanie takich kwot realizowałoby efekt mrożący (odstraszający),
o którym wielokrotnie mowa w orzeczeniach TSUE. Dokonanie waloryzacji, tak samo zresztą jak zasądzenie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, stałoby w opozycji do Dyrektywy 93/13 i z pewnością nie powstrzymałoby przedsiębiorcy do podobnych zachowań
w przyszłości.

Podsumowując, nie można czerpać korzyści finansowych ze swojego bezprawnego działania
i teraz sektor bankowy zbiera „żniwo” swojego postępowania wobec klientów sprzed ponad dekady.

Autor: Karolina Pilawska – adwokat, wspólnik w kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci. Specjalistka z zakresu sporów konsumentów z bankami. Od wielu lat z sukcesami reprezentuje interesy Frankowiczów i Złotówkowiczów w polskich sądach

Ceny wciąż rosną, ale wolniej

Mamy kolejny spadek tempa wzrostu cen w Polsce. Z pewnością cieszy to, że nie biedniejemy już tak szybko. Co ważne, wreszcie wzrost cen spadł poniżej poziomu średniego wzrostu płac, co pozwoli zarobkom statystycznego obywatela znów rosnąć.

Inflacja w Polsce

W piątek poznaliśmy tempo wzrostu cen w Polsce. Wynosi ono 11,5%, czyli jest to spadek z poziomu 13% miesiąc temu. Spadek ten jest o 0,2% wyższy, niż oczekiwano. Należy jednak pamiętać, że spadek inflacji to nie spadek cen, o czym zdają się niektórzy zapominać. W mediach pojawiło się wiele zestawień, które towary już tanieją. Biorąc pod uwagę, że zaczynają się zbiory pewnych produktów, nie można się dziwić, że np. niektóre warzywa tanieją. W związku z tym porównywanie wskaźników miesięcznych, mimo że wyjątkowo korzystnych, wydaje się w przypadku inflacji nadużyciem. Warto jednak zwrócić uwagę, że powoli będzie słabł wpływ spadku cen paliw. Czerwiec odnosił się do drugich najwyższych szczytów z wojny rozpętanej przez Rosję na Ukrainie. Od tego momentu punkt odniesienia będzie spadał, zatem też wpływ spadku cen ropy będzie z miesiąca na miesiąc mniejszy. Nie zmienia to faktu, że wzrost cen w kolejnych miesiącach powinien spowalniać tylko w mniejszym tempie niż obecnie.

Dane z USA

W piątek byliśmy świadkami dużego pakietu odczytów zza oceanu. Odczyty zaczęły się od danych na temat wydatków i dochodów Amerykanów. Dla stabilności systemu obecna sytuacja, kiedy dochody rosną szybciej od wydatków, jest korzystna. Problem w tym, że rynki nie lubią, kiedy ludzie przestają wydawać. Do tego doszły jeszcze indeksy koniunktury. Słabiej od oczekiwań wypadł Indeks Chicago PMI, nie zdążył tego wyrównać symbolicznie lepszy Raport Uniwersytetu Michigan. W rezultacie w piątek mieliśmy ruch osłabiający dolara względem euro na koniec dnia. Dzieje się to pomimo rosnących szans na podwyżkę stóp procentowych na lipcowym posiedzeniu FED.

Czekając na banki centralne

W tym tygodniu odbędzie się nie tylko czwartkowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Werdykty zobaczymy również w Australii we wtorek i w Rumunii w środę. Oprócz tego zobaczymy tzw. minutki, czyli zapisy z rozmów z USA, strefy euro, Wielkiej Brytanii oraz szczególnie wyczekiwaną przez fanów gatunku konferencję prasową prezesa NBP. Czego możemy oczekiwać po decyzji w Polsce? Patrząc na WIBOR raczej niczego. Będzie to kolejna próba czekania, czy coś się nie wydarzy. Skoro inflacja spadła nominalnie o 1,5% w ciągu miesiąca RPP nie powinna podnosić stóp procentowych. Ewentualna obniżka raczej też nie powinna wydarzyć się już teraz. Nie zmienia to faktu, że na konferencji prasowej może paść kilka ważnych deklaracji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

EKIPA Investments ASI inwestuje w Plenti, platformę do wypożyczania sprzętu elektronicznego

EKIPA Investments ASI ogłasza swoją kolejną inwestycję. Spółka inwestuje 1 mln złotych w Plenti, platformę technologiczną, zajmującą się wypożyczaniem elektroniki użytkowej. Inwestycja ma na celu wspieranie rozwoju Plenti i zwiększenie dostępności urządzeń elektronicznych dla szerokiego grona użytkowników, a także zmianę nawyków konsumenckich.

Plenti to innowacyjna firma, która rewolucjonizuje sposób, w jaki konsumenci korzystają ze sprzętu elektronicznego. Platforma oferuje elastyczną i wygodną usługę najmu elektroniki użytkowej w popularnym modelu miesięcznych subskrypcji. Dzięki niej klienci mogą cieszyć się dostępem do najnowszych modeli smartfonów, laptopów, konsoli do gier czy okularów VR, bez konieczności ich zakupu na własność, co wiąże się z jednorazowym, wysokim wydatkiem. Wynajem urządzenia na platformie pozwala im także uniknąć długotrwałego przywiązania się do jednego modelu.

“Decyzja o zainwestowaniu w Plenti była dla nas naturalnym wyborem. Widzimy ogromny potencjał w tej firmie, która ma zdolność do transformacji sposobu, w jaki konsumenci korzystają z elektronicznego sprzętu. Dostrzegamy podobne nawyki wśród pokolenia Z, które jest naszym głównym odbiorcą. Nasza strategia inwestycyjna opiera się na identyfikowaniu firm o innowacyjnym podejściu do rynku i wspieraniu ich w rozwoju. Plenti doskonale wpisuje się w tę strategię.” – mówi Maciej Siemaszko, Associate EKIPA Investments ASI.

„Bardzo cieszę się, że EKIPA Investments ASI dołączyła do grona inwestorów, którzy postanowili wesprzeć Plenti w rozwoju naszego unikalnego modelu biznesowego na polskim rynku. Jestem przekonany, że wspólnymi siłami sprostamy fundamentalnym zmianom, zachodzącym w nawykach konsumentów, którzy coraz częściej chcą korzystać z elektroniki w momencie, kiedy jej potrzebują, bez konieczności jej zakupu – mówi Wojciech Rokosz, prezes i współzałożyciel Plenti.

Z usług Plenti korzysta obecnie ponad 150 tys. użytkowników, którzy mają do dyspozycji ponad 600 rodzajów urządzeń do wynajęcia. W ubiegłym tygodniu firma oficjalnie uruchomiła program PlentiPartners, pozwalający innym przedsiębiorcom zarabiać na wynajmie elektroniki na platformie. To działanie przyczyni się do szybkiego rozwoju oferty produktowej Plenti.

EKIPA Investments ASI to spółka wchodząca w skład Grupy Kapitałowej EKIPA Holding. Wspiera młodych przedsiębiorców poprzez dostarczanie kapitału oraz wsparcie w wyborze najlepszej możliwej ścieżki rozwoju. Inwestuje w firmy na etapie PRE-SEED oraz SEED, głównie w podmioty z branży nowych technologii, mediów, szeroko pojętej rozrywki oraz e-commerce. Wartość pojedynczej inwestycji to od 250 tys. zł do 1 mln zł.