Brak korekt deklaracji ZUS naraża firmę na kontrolę

Jeśli nie złożyłeś korekty deklaracji ZUS, spodziewaj się kontroli. Brak korekt sprawia, że w oczach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w rozliczeniach pracodawcy występują nieprawidłowości. Z dużą dozą prawdopodobieństwa ZUS zechce je wyjaśnić, zlecając swoim kontrolerom gruntowne sprawdzenie zakładu pracy. Brak korekt jest również przyczyną wstrzymywania wypłaty świadczeń z ZUS i odmowy wydania zaświadczeń o niezaleganiu w składkach, co zamyka drogę do wygrania przetargu, czy uzyskania kredytu.

Dlaczego korekty deklaracji ZUS są tak ważne i jakie są konsekwencje ich niezłożenia?

Niewyjaśnione korektami różnice w deklaracjach ZUS uruchamiają postępowanie wyjaśniające. Organ wysyła do pracodawcy pisma i wezwania z żądaniem wyjaśnienia nieścisłości. Dopóki dział kadr firmy odpowiada ZUS-owi na bieżąco, wszystko jest w porządku. Po złożeniu wyjaśnień urzędnik zamyka daną sprawę. Jednak brak udzielenia wyjaśnień może skutkować gruntowną kontrolą zakładu pracy.

Obowiązek comiesięcznych rozliczeń z ZUS

Pracodawcy zobowiązani są do comiesięcznego rozliczania się z ZUS-em. W tym celu przygotowują deklaracje rozliczeniowe: imienne raporty za ubezpieczonych ZUS RCA i ZUS RSA oraz łączne zestawienie składek do zapłaty ZUS DRA. W wyniku różnych błędów, np. ludzkiej pomyłki, zmiany wynagrodzenia, czy zbyt późnego dostarczenia do działu płac niezbędnych dokumentów, konieczne może okazać się skorygowanie listy płac, a co za tym idzie również korekta rozliczenia z ZUS-em.

Błędne kody ubezpieczenia

Częstym błędem w deklaracji ZUS, prowadzącym do powstania niedopłaty, jest zastosowywanie nieodpowiedniego kodu na deklaracji rozliczeniowej. W przypadku ubezpieczonego, który został wyrejestrowany, a wypłata/dopłata nastąpiła nie wcześniej niż w następnym miesiącu po ustaniu ubezpieczenia, w imiennym raporcie RCA powinien zostać zastosowany kod 30 00. Brak poprawnego kodu na deklaracji rozliczeniowej może spowodować, że ZUS sam dokona zmiany kodu, przez co zdubluje kwoty z imiennego raportu ubezpieczonego – według danych ZUS-u na koncie płatnika powstanie więc niedopłata.

Komplikacje rozliczeniowe rodzi też sytuacja, w której pracownik otrzymuje wynagrodzenie do 10 następnego miesiąca (np. zatrudniony od 1 września, jednak pierwszą wypłatę otrzymuje do 10 października – czyli w październiku) albo np. nadgodziny/premie są wypacane osobno, czyli najpierw robiony jest przelew podstawy wynagrodzenia (np. we wrześniu), a dopiero potem wyliczana jest premia i wypłacana np. do końca roku. Wówczas należy pamiętać o konieczności sporządzenia tak zwanego „zerowego” („0”) raportu Imiennego (RCA). W przypadku jego braku ZUS nie posiada kompletu danych o okresach ubezpieczenia takiej osoby, co np. w sytuacji starania się o świadczenia może spowodować wstrzymanie ich wypłaty (chodzi o wszystkie świadczenia, które wypłaca ZUS, czyli: zasiłek chorobowy, macierzyński, rodzicielski, opiekuńczy, świadczenie rehabilitacyjne).

Pomyłka w kodzie, np. zgłoszenie pracownika z kodem zleceniobiorcy (błąd ludzki) – w przypadku kiedy to ZUS wypłaca zasiłki, może sprawić, że Zakład nie wypłaci świadczenia do momentu wyjaśnienia rodzaju ubezpieczenia

Błędy rozliczeniowe

Poprawa podstawy do ubezpieczenia w imiennych raportach to nie ostatni etap. Po jej dokonaniu płatnik musi jeszcze pamiętać o przeliczeniu deklaracji DRA (łączne podliczenie składek do zapłaty za wszystkich ubezpieczonych). Jeśli tego nie zrobi powstanie różnica składek pomiędzy raportami ubezpieczonych, a kwotą do zapłaty przez płatnika. W oczach ZUS znów powstanie nadpłata lub niedopłata.

Brak możliwości wystąpienia o zwrot nadpłaty

Od 2022 roku można składać korekty deklaracji ZUS tylko za okres do 5 lat wstecz. Co to oznacza? Przed zmianą przepisów o zwrot nadpłaty w składkach przedsiębiorcy mogli ubiegać się bez ograniczeń czasowych. Dziś, jeśli po zrobieniu korekt na koncie płatnika powstałaby nadpłata, to jej część sięgająca ponad 5 lat wstecz jest nie do odzyskania.

Celem zmiany zasad korygowania deklaracji było ukrócenie praktyk „optymalizowania” stanowisk pracy na potrzeby składek wypadkowych. Niemal wszystkie składki ZUS są stałe i procentowo równe dla wszystkich. Składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19,52% podstawy wymiaru składek, na ubezpieczenia rentowe – 8,00%, na ubezpieczenie chorobowe – 2,45%. Tylko stopa procentowa składki na ubezpieczenie wypadkowe jest różnicowana i uzależniona od liczby osób ubezpieczonych w firmie oraz branży, w jakiej działa przedsiębiorstwo.

W przypadku więc zakładów pracy o podwyższonym ryzyku, np. tartaku, składka na ubezpieczenie wypadkowe wyliczana jest według maksymalnych stawek. Niektórzy przedsiębiorcy potrafią jednak tak zmodyfikować charakterystykę stanowiska, by z miejsca pracy o wysokim ryzyku wypadku zamienić je na zagrożone w stopniu umiarkowanym lub niskim. To powodowało obniżkę stawki należnej składki wypadkowej i dawało szansę pracodawcom na złożenie korekt deklaracji i wystąpienie o nadpłatę. Niejednokrotnie w grę wchodziły ogromne kwoty.

Niemniej możliwość odzyskania nadpłaconych składek nadal istnieje, tyle że tylko do 5 lat wstecz. Warunkiem jest złożenie prawidłowej korekty deklaracji ZUS.

Niedopłata na koncie płatnika

Na koncie płatnika może powstać nie tylko nadpłata składek, o której zwrot można wystąpić składając korektę. Możliwa jest również niedopłata. W takim przypadku konieczne jest uregulowanie zaległości wraz z odsetkami za zwłokę. Zakład Ubezpieczeń Społecznych może przymusić płatnika do złożenia stosownych korekt np. odmawiając wydania zaświadczenia o niezaleganiu w składkach, co może zamknąć drogę do pozytywnego rozpoznania wniosków kredytowych i korzystnego rozstrzygnięcia konkursów przetargowych.

Składanie korekt deklaracji jak i poprawne prowadzenie dokumentacji ZUS, jest ważne również z innych powodów. Choćby dlatego, że przedsiębiorca chcąc np. rozłożyć swoją płatność w ZUS-ie na raty musi spełnić warunek poprawnego złożenia wszystkich deklaracji i raportów.

Autor: Skarbiec Corporate Services z do grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec, specjalizuje się w prowadzeniu księgowości, rachunkowości i outsoursingu kadr i płac

E-recepta – w jaki sposób działa i jak ją otrzymać?

Każdego dnia stawiamy czoła wielu obowiązkom i zadaniom, często pod olbrzymią presją czasu. Wielokrotnie w codziennym pędzie ciężko wygospodarować czas na odbycie niezbędnych wizyt lekarskich w stacjonarnym gabinecie. W takich wypadkach ku potrzebom Pacjentów wychodzi recepta elektroniczna oraz telekonsultacje – a czym one dokładnie są?

Jak to działa?

Platforma e-recepta.net daje nam szybki dostęp do szerokiego grona lekarzy z wieloletnim doświadczeniem. Po wypełnieniu krótkiego zgłoszenia i opłaceniu usługi wniosek jest weryfikowany i po jego rozpatrzeniu odbywa się telekonsultacja ze specjalistą. E-receptę wystawioną w trakcie teleporady otrzymujemy poprzez wiadomość SMS bądź mailowo.

Teleporada jest niezbędna, by lekarz mógł ocenić nasz stan zdrowia i podjąć decyzję co do dalszego postępowania leczniczego. Warto więc dokładnie opisać objawy, wspomnieć o dotychczas stosowanych lekach, przebytych zabiegach bądź reakcjach alergicznych, jakich doświadczyliśmy w przeszłości. Jeśli jesteśmy pacjentami chorującymi przewlekle, wskazanym jest, by opowiedzieć lekarzowi, jakie preparaty przyjmujemy – pozwoli to uniknąć ewentualnego powielenia substancji czynnych. Wszystko, co wydaje nam się ważne bądź niepokojące, należy uznać za istotne dla lekarza.

Istnieją leki (zwłaszcza w terapiach stałych nadciśnienia, zatorowości płucnej, czy zakrzepicy żylnej), których regularność stosowania jest gwarancją stabilnego stanu zdrowia pacjenta. Chorując przewlekle, nie powinniśmy bez nadzoru lekarza zmniejszać dawki – lub co gorsza – odstawiać lek. I właśnie w takich sytuacjach e-recepta online może okazać się dobrym rozwiązaniem. Jeśli w naszej przychodni chwilowo nie możemy skorzystać z pomocy specjalisty bądź w roztargnieniu umknęło nam, że na blistrze stale przyjmowanego leku nie ma już kolejnej tabletki – wtedy możemy liczyć na pomoc specjalistów zdalnej platformy i otrzymać niezbędną e-receptę.

Od 8 stycznia 2020 roku papierową wersję recepty lekarskiej zastąpiła recepta elektroniczna– e-recepta. Do jej wystawienia uprawnieni są lekarze, lekarze dentyści, farmaceuci, pielęgniarki położne oraz felczerzy. Dokument elektroniczny tworzony jest w specjalistycznym oprogramowaniu do obsługi gabinetu specjalistycznego. Wygenerowany w systemie kod otrzymujemy w postaci wydruku bądź w pliku PDF na adres mailowy. Mamy możliwość wglądu w wystawione dla nas dokumenty – są one zgromadzone na stronie pacjent gov – by mieć do nich dostęp, logujemy się do Internetowego Konta Pacjenta (po uprzedniej rejestracji, bądź z użyciem profilu zaufanego).

Na każdej e-recepcie może znaleźć się maksymalnie pięć pozycji, co oznacza, że jeśli przyjmujemy więcej leków, zostaną dla nas wystawione dwa dokumenty (dwa odrębne kody dostępowe). Osoba uprawniona do wypisania recept może zaordynować na recepcie maksymalnie taką ilość danego preparatu, która potrzebna jest nam na 360 dni kuracji.

W przypadku recepty elektronicznej niezwykle ważne są też okresy realizacji, co często nam umyka i jest źródłem trudności z zakupem leków! Pamiętajmy:

  • Recepta, na której przepisano antybiotyk bądź preparat do stosowania wewnętrznego/parenteralnego ważna jest 7 dni od daty wystawienia, bądź naniesionej daty realizacji „od dnia”;
  • Recepta „standardowa” jest ważna 30 dni od daty wystawienia bądź naniesionej na recepcie daty realizacji „od dnia”
  • Pamiętajmy, że szczególnym przypadkiem jest recepta z roczną datą realizacji! To specyficzny rodzaj dokumentu, wedle którego zgodnie z obowiązującymi przepisami od momentu wystawienia mamy 30 dni na wykupienie po jednym opakowaniu z każdej zaordynowanej pozycji. Jeśli realizacja recepty rozpocznie się później, farmaceuta zobowiązany jest do odliczenia opakowań, które wedle dawkowania lekarskiego miały być zużyte przez nas w okresie od wystawienia recepty do jej pierwszej realizacji w aptece.

Co możemy jednak zrobić w sytuacji, gdy jesteśmy poza miejscem zamieszkania bądź losowa sytuacja sprawiła, że nie jesteśmy w stanie skorzystać z wizyty w przychodni? Wówczas warto bliżej przyjrzeć się zasadom wystawiania e-recepta online za pośrednictwem telekonsultacji.

Pamiętajmy jednak, że świadczenia konsultacji online realizowane są poprzez indywidualne praktyki lekarskie działające poza funduszem NFZ. Oznacza to, że e-recepty wystawiane są z odpłatnością 100%.

Czy e-recepta online jest zgodna z prawem?

Tak, e-recepta online jest całkowicie legalna. Jej wystawcami są lekarze do tego uprawnieni.

Platforma e-recepta.net zapewniając dostęp do konsultacji lekarskich stanowi pewną alternatywę dla wizyty stacjonarnej, gdy z przyczyn losowych nie może się ona odbyć, a pacjent znajduje się w sytuacji zagrożenia zdrowia.

E-recepta – co nam daje?

Podsumowując, e-recepta to nowoczesne narzędzie, które znacznie usprawnia sposób prowadzenia medycznej dokumentacji, do której poprzez odpowiednie portale mamy regularny dostęp, cechuje się przejrzystymi zasadami realizacji i jest czytelnym dokumentem dla personelu aptecznego. Możliwość wystawienia recept w formie elektronicznej daje też szansę rozwoju branży medycznej, chociażby przez powstające platformy takie jak e-recepta.net. Zrzeszają one grono specjalistów świadczących usługi telekonsultacji dla pacjentów w pilnej potrzebie medycznej. W sytuacjach zagrożenia zdrowia pacjenta jest to znaczące zaoszczędzenie czasu i możliwość podjęcia skutecznej, szybkiej terapii z pomocą recepty wystawionej zdalnie po wnikliwej konsultacji.

Powinniśmy jednak pamiętać, że e-recepta online stanowi źródło doraźnej pomocy i nie powinna być nadużywana. Zwłaszcza w terapiach przewlekłych podstawą skutecznego leczenia jest regularny kontakt pacjenta z lekarzem, prowadzenie badań kontrolnych czy badanie fizykalne. W kontekście dbania o zdrowie warto postawić na bycie uważnym, sygnalizowanie niepokojących objawów oraz reagowanie na wszelkie sygnały budzące wątpliwości – nie zwlekajmy z regularnymi wizytami u specjalistów, nie odkładajmy badań laboratoryjnych na później! Nie lekceważmy drobnych infekcji, starajmy się dbać o swoje zdrowie i odporność. A gdy nie uda nam się umknąć zdrowotnym problemom, pamiętajmy, w jaki sposób działa e-recepta bądź w jaki sposób możemy uzyskać e-receptę online.

Dlaczego markety budowlane są najchętniej wybieranym dostawcą dla klientów indywidualnych i małych firm?

W większych i mniejszych miastach otwiera się coraz większa liczba sklepów budowlanych. Miejsca te są coraz chętniej wybierane nie tylko przez klientów indywidualnych w trakcie budowy domu czy remontu mieszkania, ale także coraz częściej właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw. Co powoduje, że sklepy te są tak atrakcyjne? Czy powodują to promocje i rabaty, czy może inne czynniki sprzyjające zakupom?

Szeroki asortyment w jednym miejscu

Hipermarkety budowlane takie jak Bricomarché czy Castorama swoje filie umiejscawiają w największych miastach w Polsce, choć Bricomarché łatwo znaleźć także w tych mniejszych miejscowościach. Jest to bardzo wygodne, szczególnie dla klientów indywidualnych, którzy szykują swoje mieszkanie na remont. Co jednak zachęca przedsiębiorców do zakupów w tych sklepach? W końcu i tak większość materiałów budowlanych muszą sprowadzić z hurtowni czy składów budowlanych.

Jak się okazuje właściciele małych i średnich przedsiębiorstw, podobnie jak klienci indywidualni cenią sobie szeroki asortyment hipermarketów budowlanych. Mogą w jednym miejscu szybko zaopatrzyć swoją ekipę w najważniejszą chemię budowlaną, materiały konstrukcyjne, narzędzia czy nawet wyposażenie niezbędne do wykończenia wnętrz remontowanych domów. Nie muszą więc sprawdzać wszystkich potrzebnych materiałów z różnych miejsc, co w rzeczywistości bardzo często prowadzi do przestojów w pracy.

Wygodne zakupy przez internet

Hipermarkety budowlane dbają nie tylko o swoje sklepu stacjonarne. Idąc z duchem czasu, mają także strony internetowe np. bricomarche.pl. Są to jednocześnie interaktywne katalogi produktów i sposób na zorganizowanie szybkiej dostawy najpotrzebniejszych materiałów.

Dziś zakupy przez internet materiałów budowlanych nie różnią się od zakupów ubrań czy książek. Klienci indywidualni, ale także przedsiębiorcy coraz mocniej przekonują się do tego typu zakupów. Przed ekranem swojego komputera mogą zgromadzić wszystkie niezbędne produkty z wszystkich działów sklepu, zarówno budowlanego, jak i z narzędziami czy produktami do ogrodu. Następnie mogą wybrać dopasowaną do swoich potrzeb i wielkości zamówienia dostawę.

Dostępne są przesyłki kurierskie, lokalnym transportem sklepu czy zewnętrznymi firmami spedycyjnymi. Klienci mogą wybrać czas, termin i miejsce dostawy. Dzięki temu produkty dowożone są bezpośrednio na plac budowy czy do remontowanego mieszkania.

Co to oznacza dla przedsiębiorców? Przede wszystkim dużą oszczędność pieniędzy i czasu. Nie muszą oni już wysyłać pracowników do sklepu czy samodzielnie jeździć za materiałami. Dzięki temu nie mają przestojów w pracy, a każdy etap budowy odbywa się w zaplanowanym czasie.

Jak się okazuje, popularność hipermarketów budowlanych rośnie coraz bardziej. Wszystko dzięki szerokiej ofercie, którą mają, a także wygodnym zakupom online. Przekonują się do nich nie tylko klienci indywidualni, ale także coraz częściej właściciele średnich i mniejszych firm remontowo-budowlanych. Dzięki temu zyskują oni spore oszczędności czasu i pieniędzy.

Giełdy wracają do spadków

Amerykańska giełda radziła sobie wczoraj lekko gorzej od europejskich parkietów. Wszystkie główne indeksy wczoraj zaliczyły ujemną sesję. Rynek obawia się recesji i trwa wyprzedaż, która została zapoczątkowana przez banki centralne w ubiegłym tygodniu. Mocno „jastrzębie” stanowisko Fed-u i EBC oraz świadomość, że wysokie stopy pozostaną utrzymane przez dłuższy czas, powodują, że jesienne odreagowanie pomału się kurczy i coraz mniej z niego pozostaje. Dziś nad ranem jastrzębi sygnał wysłał Bank Japonii. Negatywny sentyment nie został poprawiony przez lekkie odbicie indeksu Ifo.

Większość amerykańskich indeksów nie zdołała w ubiegłym tygodniu przeforsować kluczowych technicznych poziomów, co w konsekwencji daje nam powrót notowań do długoterminowego trendu spadkowego, który trwa od początku tego roku. W rzeczywistości inwestorzy nie mieli zbyt wielu pozytywnych wiadomości od ostatnich decyzji banków centralnych. Słabe dane o sprzedaży detalicznej i PMI w USA w zeszłym tygodniu podsyciły obawy rynku o możliwość recesji. Po jastrzębich komentarzach przewodniczącego Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella na konferencji prasowej FOMC w środę, prezes Fed z Nowego Jorku John Williams, prezes z San Francisco Mary Daly i przedstawicielka z Cleveland Loretta Mester w osobnych wystąpieniach w piątek powiedzieli, że Fed może podwyższyć stopy na dłużej. Inwestorzy czekają na publikację deflatora PCE w ten piątek. Jeśli wskaźnik nie pokaże oczekiwanego spadku, wówczas nastroje mogą się jeszcze pogorszyć.

Dax wczoraj zyskał 0,36 proc. choć dziś nad ranem kontrakt na niemiecki indeks przełamuje lokalne wsparcie techniczne i dynamicznie kieruje się na południe. Oznacza to, że formacja potrójnego dołka okazała się skutecznym prognostykiem niedźwiedziego sentymentu. Niewiele pomógł wczorajszy lepszy odczyt Ifo. Główny wskaźnik urósł w grudniu trzeci miesiąc z rzędu z 86,4 pkt. do 88,6 pkt. Poprawiły się zarówno oczekiwania na najbliższe miesiące, jak i ocena bieżącej sytuacji biznesowej. Nastroje polepszyły się w niemal wszystkich sektorach. Jedynym wyjątkiem jest budownictwo, gdzie ocena sytuacji uległa dalszemu pogorszeniu. Dziś nad ranem widać jednak, że to zbyt mało do poprawy sentymentu rynkowego. Prawdą jest, że Ifo jest nadal na poziomie, który wcześniej osiągany był tylko w okresie poprzedzającym recesję lub w jej trakcie. Odbicie wskaźnika pokazuje jedynie, że duże załamanie w gospodarce raczej się nie zmaterializuje. Do poprawy nastrojów przyczynił się z pewnością fakt, że racjonowanie gazu stało się mniej prawdopodobne niż wydawało się latem, biorąc pod uwagę dotychczasowy dość pozytywny rozwój sytuacji w zakresie dostaw surowca. Niemniej jednak mogłyby tu wystąpić komplikacje, gdyby zapasy gazu dalej spadały, jak to miało miejsce w ubiegłym tygodniu z powodu niskich temperatur.

Nad ranem kontrakty na indeksy giełdowe mocno zaczeły tracić. Wszystko jest spowodowane decyzją Banku Japonii, który co prawda pozostawił stopy na niezmienionym poziomie ale zdecydował się na zmianę sposobu kontroli rentowności obligacji. Pasmo wahań dla 10-letnich papierów skarbowych zostało rozszerzone do +/- 0,5 proc. (wcześniej było to 0,25 proc.). Decyzja ta jest postrzegana porównywalnie z podwyżką stóp o 25 punktów bazowych. Jen zdecydowanie zyskuje na wartości. Para walutowa USD/JPY spada poniżej 133,00.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Podsumowanie 2022 r. na rynku nieruchomości biurowych w Polsce i prognoza na 2023 r.

Rok 2022 na polskim rynku biurowym upłynął pod znakiem działań podejmowanych w celu złagodzenia skutków wywołanych przez wojnę w Ukrainie oraz wysokich kosztów budowy i aranżacji biur, a także dalszego upowszechnienia się modelu pracy hybrydowej. Natomiast wśród najważniejszych wyzwań 2023 roku możemy wymienić ograniczoną dostępność i wysokie koszty finansowania nowych inwestycji biurowych oraz konieczność poszukiwania oszczędności – zarówno przez najemców, jak i właścicieli biurowców.

Pod koniec III kw. 2022 r. całkowite zasoby nowoczesnych biur w Polsce wyniosły ponad 12,7 mln mkw. Do końca grudnia 2022 roku zaplanowano oddanie do użytku jeszcze ponad 100 000 mkw., przy czym zasilą one wyłącznie regionalne rynki biurowe. W 2023 roku, m.in. ze względu na wysoki koszt i ograniczoną dostępność finansowania dłużnego, będziemy świadkami dalszego spadku aktywności deweloperów na rynku biurowym w całej Polsce. Zjawisko to będzie szczególnie widoczne w Warszawie, gdzie nowa podaż sięgnie zaledwie ok. 60 000 mkw. Dodatkowo, w wyniku modernizacji budynku Warta Tower na rynek powróci też ok. 32 000 mkw. biur. Natomiast rynki regionalne mogą liczyć na ok. 400 000 mkw. nowej powierzchni w 2023 r. W 2023 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce przekroczą 13 mln mkw., przy czym miasta regionalne łącznie wyprzedzą Warszawę pod względem ilości powierzchni do zaoferowania.

Aktywność najemców utrzymuje się na dość wysokim poziomie. Od początku roku do końca III kw. wynajęto ponad milion metrów kwadratowych biur, a w ostatnim kwartale 2022 roku możemy spodziewać się kolejnych transakcji na łącznie około 350 000 mkw. Największym zainteresowaniem niezmiennie cieszą się biura, które umożliwiają elastyczne dostosowanie wynajmowanej powierzchni do zmieniających się potrzeb najemcy. Rosnące koszty funkcjonowania biura przyczyniły się do wzrostu zainteresowania rozwiązaniami technologicznymi, które pozwalają na optymalizację zużycia mediów, a zwłaszcza obniżenie kosztów energii elektrycznej.

W pierwszych trzech kwartałach 2022 r. podpisano 11 transakcji o powierzchni przekraczającej 10 000 mkw. każda – siedem w Warszawie, trzy na głównych rynkach regionalnych oraz jedna w Bydgoszczy. Wśród typów umów dominowały umowy przednajmu oraz odnowienia i renegocjacje.

Największe transakcje zawarte na rynku biurowym w Polsce, I-III kw. 2022 r.

Miasto Budynek Najemca Powierzchnia (mkw.) Typ umowy
Warszawa SKYSAWA I&II PKO Bank Polski 34 500 Przednajem
Warszawa Forest Tower Pekao SA 30 000 Przednajem
Warszawa Plac Unii Grupa ING 23 500 Renegocjacja i ekspansja
Warszawa Warsaw Spire A Samsung Electronics Polska 21 000 Renegocjacja
Warszawa Generation Park X Poufny najemca z sektora bankowego 18 800 Renegocjacja
Bydgoszcz Biznes Park Kraszewskiego Atos 14 800 Renegocjacja
Warszawa Pałac Jabłonowskich Generali Towarzystwo Ubezpieczeń 14 300 Na potrzeby własne
Kraków Fabryczna Office Park B5 Capgemini 13 800 Przednajem
Katowice .KTW II PWC 12 900 Nowa umowa
Kraków Enterprise Park C Cisco Systems Poland 12 500 Renegocjacja
Warszawa Konstruktorska Business Center Poufny najemca z sektora ubezpieczeniowego 11 300 Renegocjacja

Źródło: PORF, Newmark Polska

Od początku 2022 roku wyraźnie wzrasta udział renegocjowanych umów w całkowitym popycie, zwłaszcza w Warszawie, gdzie sięga on już prawie 40%. Proces ten będzie się nasilał, m.in. z powodu wysokich kosztów wykończenia biur oraz niewystarczającej podaży, szczególnie dużych powierzchni w centrum stolicy.

Utrzymujące się wysokie koszty wykończenia powierzchni oraz wzrost zainteresowania nowoczesnymi rozwiązaniami z zakresu energooszczędności sprawiają, że coraz częściej podpisywane są umowy najmu na dłuższe okresy – na 7-10 lat w porównaniu z dotychczasowym standardem 3-5 lat. Ma to związek z koniecznością zrównoważenia wyższych nakładów ponoszonych przez właścicieli biurowców, jak i rosnącą świadomością najemców w zakresie bardziej odpowiedzialnego korzystania z biur.

Model pracy hybrydowej już na stałe zagościł na polskim rynku biurowym, co powoduje, że najemcy coraz częściej oczekują od wynajmującego elastyczności oraz szybkiej reakcji na zmieniające się potrzeby. W związku z tym upowszechniają się także rozwiązania hybrydowe dotyczące wynajmu powierzchni biurowej, czyli łączenia najmu tradycyjnego z powierzchnią elastyczną (np. coworki).

Ze względu na rosnącą świadomość ekologiczną i społeczną zarówno właścicieli, jak i najemców, a także wdrożenie dyrektywy CSRD, która nakłada nowe obowiązki dotyczące raportowania niefinansowego, będziemy świadkami tworzenia się nowej formuły najmu. Oprócz podstawowych zapisów regulujących wynajem powierzchni, nowe umowy będą zawierały postanowienia dotyczące tzw. zielonych zasad i rozwiązań. Główne cele zielonych umów najmu to m.in. optymalizacja kosztów operacyjnych, ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko, a także wsparcie realizacji założeń strategii ESG.

Anna Osiecka, Associate Director w Dziale Reprezentacji Najemców Biurowych, Newmark Polska

Toyota uruchomiła w Polsce produkcję napędów hybrydowych piątej generacji

  • Toyota uruchomiła w Polsce produkcję elektrycznych przekładni hybrydowych piątej generacji, w tym silników elektrycznych, współpracujących z silnikiem benzynowym o pojemności 1,8 l
  • Nowe przekładnie hybrydowe zastąpią produkowane od 2018 roku w wałbrzyskiej fabryce Toyoty przekładnie czwartej generacji
  • Całkowita wartość inwestycji wyniosła 360 milionów złotych

Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) rozpoczęła produkcję elektrycznych przekładni hybrydowych piątej generacji przeznaczonych do Toyoty Corolli. Nowe przekładnie zastąpią produkowane od 2018 roku napędy czwartej generacji.

Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych
Otwarcie linii produkcyjnej silników elektrycznych MG-1 i MG-2. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych

Polska to jedyny kraj w Europie, w którym Toyota wytwarza elektryczne przekładnie hybrydowe. Napędy piątej generacji trafią do Toyoty Corolli produkowanej w Wielkiej Brytanii i Turcji. Nowe, elektryczne przekładnie hybrydowe charakteryzują się mniejszymi gabarytami oraz zwiększoną o 13% mocą silników elektrycznych, a tym samym większym udziałem napędu elektrycznego w pracy układu hybrydowego. Dzięki zmianom, obejmującym również produkowany w Wielkiej Brytanii silnik benzynowy o pojemności 1,8 l, auto dysponuje większą mocą i lepszymi osiągami przy mniejszej emisji CO2. Łączna moc napędu hybrydowego 1.8 wynosi 140 KM. Większa moc pozwoliła skrócić czas rozpędzania się pojazdu od 0 do 100 km/h o 1,7 sekundy do 9,2 sekundy*.

Nowe przekładnie hybrydowe zastąpią produkowane od 2018 roku w wałbrzyskiej fabryce Toyoty przekładnie czwartej generacji. Napędy te zapoczątkowały serię inwestycji w technologię hybrydową w polskich fabrykach Toyoty, wraz z następującymi po nich projektami czyniąc z TMMP europejskim centrum napędów hybrydowych Toyoty.

W związku z nową inwestycją, która wyniosła 360 milionów złotych, obecne linie produkcyjne przekładni 1.8 zostały zmodyfikowane. Po raz pierwszy TMMP produkować będzie obydwa silniki elektryczne MG1 i MG2 stanowiące integralną część elektrycznej przekładni hybrydowej. MG1 to silnik elektryczny, tzw. generator – przy uruchamianiu silnika spalinowego pełni rolę rozrusznika oraz wytwarza prąd do zasilania silnika MG2 i ładowania baterii. MG2 to główny silnik elektryczny, który napędza koła, wykorzystując prąd wytworzony przez MG1 oraz pochodzący z baterii. Odzyskuje on część energii kinetycznej w czasie hamowania oraz przy zwalnianiu, dzięki czemu napęd hybrydowy zużywa mniej paliwa w stosunku do silnika konwencjonalnego. W związku ze startem produkcji silników MG1 i MG2 uruchomiono dwie dodatkowe linie produkcyjne.

„20 lat temu, w 2002 r., Toyota rozpoczęła w Polsce działalność produkcyjną, wytwarzając pierwsze manualne skrzynie biegów. Cztery lata temu uruchomiliśmy nasz pierwszy projekt hybrydowy. Teraz w tym samym miejscu rozpoczynamy produkcję nowej generacji przekładni hybrydowej, w tym dwóch silników elektrycznych. To dowód na to, jak szybko postępuje elektryfikacja samochodów, a tym samym jak dynamicznie zmienia się nasza fabryka” – podkreśla prezes polskich fabryk Toyoty, Dariusz Mikołajczak.

W fabrykach w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach funkcjonuje łącznie aż sześć linii produkcyjnych głównych podzespołów hybrydowych, w tym trzy linie elektrycznych przekładni hybrydowych oraz trzy linie silników benzynowych zaprojektowanych w architekturze TNGA (Toyota New Global Architecture), które razem z przekładniami elektrycznymi tworzą hybrydowy zespół napędowy. Udział napędów hybrydowych w całkowitej produkcji TMMP wynosi obecnie 70%. Dodatkowo w TMMP funkcjonuje Dział Testów i Oceny Napędów Hybrydowych, którego celem jest przyspieszenie procesu testowania podzespołów oraz lokalizacji produkcji komponentów hybrydowych w Europie. Dzięki niemu udział europejskich części przy produkcji przekładni piątej generacji wynosi 78%.

Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP)

TMMP to pierwszy poza Azją ośrodek produkcji i rozwoju napędów hybrydowych na świecie. Dostarcza on elektryczne przekładnie hybrydowe i współpracujące z nimi hybrydowe silniki benzynowe TNGA do niskoemisyjnych samochodów koncernu produkowanych w Europie.

TMMP posiada dwa zakłady zlokalizowane na Dolnym Śląsku. Fabryka w Wałbrzychu produkuje elektryczne przekładnie do niskoemisyjnych samochodów hybrydowych z silnikiem 1,8 l, 1,5 l oraz 1-litrowe i 1,5-litrowe silniki benzynowe, a także manualne skrzynie biegów. Jej obecne roczne możliwości produkcyjne sięgają 525 tysięcy elektrycznych przekładni do napędów hybrydowych, 413 tysięcy silników oraz 633 tysięcy skrzyń biegów. Zakład w Jelczu-Laskowicach produkuje silniki benzynowe 1,5 l oraz 2,0 l TNGA, a jego zdolności produkcyjne wynoszą 337 tysięcy jednostek napędowych rocznie. W obu zakładach pracuje łącznie 3400 osób. Fabryki TMMP zaopatrują montownie samochodów Toyoty prowadzone przez spółki europejskie w Czechach, Wielkiej Brytanii, Francji, Turcji oraz poza Europą: w Republice Południowej Afryki.

Projekty związane z technologią hybrydową realizowane w polskich fabrykach Toyoty

Podzespół Zakład produkcyjny Roczne zdolności produkcyjne
(3 zmiany)
Wielkość inwestycji

[mln PLN]

Start produkcji
Elektryczna przekładnia hybrydowa do układu napędowego

z silnikiem 1,8 l

Wałbrzych 175 tys. 278 listopad 2018
Silnik 2,0 l TNGA Jelcz-Laskowice 312 tys. 370 wrzesień 2019
Silnik 1,5 l TNGA Jelcz-Laskowice 400 czerwiec 2020
Elektryczna przekładnia hybrydowa do układu napędowego

z silnikiem 1,5 l

Wałbrzych 175 tys. 300 kwiecień 2021
Elektryczna przekładnia hybrydowa do układu napędowego z silnikiem 1,5 l (druga linia produkcyjna) Wałbrzych 175 tys. 600 wrzesień 2021
Silnik 1,5 l TNGA
(druga linia produkcyjna)
Wałbrzych, Jelcz-Laskowice 155 tys. grudzień 2021
Elektryczna przekładnia hybrydowa do układu napędowego z silnikiem 1,8 l (piąta generacja) Wałbrzych 175 tys. 360 grudzień 2022
 

RAZEM

992 tys. 2,308 mld PLN  

 

Niskoemisyjna technologia hybrydowa Toyoty

Samochody hybrydowe korzystają z dwóch źródeł mocy – benzynowego i elektrycznego. W czasie hamowania energia kinetyczna samochodu hybrydowego jest odzyskiwana i zamieniana na energię elektryczną, dzięki czemu pojazd zużywa mniej paliwa. Toyota uważa technologię hybrydową za ważny krok na drodze do pełnej elektromobilności. Technologia ta zapewnia klientom najlepsze obecnie dostępne na rynku, ekologiczne, a zarazem ekonomiczne i wygodne w użytkowaniu rozwiązanie, a miastom gotowe narzędzie do walki ze smogiem.

Architektura TNGA

Toyota New Global Architecture to globalna architektura, w której projektowane są obecnie wszystkie nowe modele Toyoty. Platforma ta oznacza wspólne zasady konstruowania poszczególnych typów podwozi i nadwozi, jak i układów napędowych do różnych modeli. Jej cechą charakterystyczną jest niżej położony środek ciężkości oraz sztywniejsze nadwozie samochodu, co przekłada się na wysoki poziom bezpieczeństwa biernego oraz większy komfort jazdy. Od strony produkcyjnej TNGA oznacza projektowanie zautomatyzowanych linii produkcyjnych, a co za tym idzie wyższą wydajność, modułową konstrukcję linii umożliwiającą produkowanie różnych typów podzespołów lub napędów na jednej linii produkcyjnej oraz lepszą ergonomię pracy i mniejszą uciążliwość dla środowiska.

* Wstępne dane przed homologacją

Ceny rosną, raty spadają?

Na rynku mamy od dłuższego czasu stabilizację polskiej waluty. Gdzie indziej się jednak dzieje znacznie więcej. Odwrót od dolara, czy duże zmiany cen to tylko część obrazu.

Słabsze dane zza oceanu

Piątkowe dane z indeksów koniunktury to kolejny cios dla dolara. Poranne dane ze strefy euro okazały się lepsze od oczekiwań, chociaż wciąż poniżej ważnego poziomu 50 pkt oddzielającego przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. W danych zza oceanu pojawił się z kolei poważny problem. Zarówno indeks dla przemysłu, jak i usług okazały się wyraźnie niższe od oczekiwań. Oba indeksy są na jednych z najniższych poziomów od początku pandemii. Pokazuje to, że optymizm za oceanem realnie wygasł. Tak słabe wyniki doskonale uzasadniają to, co się dzieje na głównej parze walutowej. W ciągu raptem dwóch miesięcy od dołków z października dolar stracił 10% na wartości względem euro. Powodem jest strach inwestorów, że USA wcale nie przejdą tak łagodnie spowolnienia, jak sądzono.

WIBOR spada

Gdy byliśmy w cyklu wzrostów stóp procentowych, wielu kredytobiorców narzekało na charakterystykę wskaźnika WIBOR, który brał pod uwagę przyszłe oczekiwane zmiany. W rezultacie oprocentowanie kredytów rosło szybciej niż stawka rynkowa. Od listopada jednak stawka WIBOR zaczyna wyraźnie spadać. Od tamtego szczytu zarówno WIBOR 3, jak i 6-miesięczny spadły już ponad pół punktu procentowego. Są one najniższe odpowiednio od 4 i 6 miesięcy. Oznacza to, że coraz więcej osób ma szansę otrzymać przeliczone w dół raty kredytów. Nie będzie to tak odczuwalne, jak wakacje kredytowe, dzięki którym można było odroczyć 4 raty kredytów – po 2 raty na III i IV kwartał 2022. W przyszłym roku będą także 4 raty, ale będą one rzadziej, bo tylko raz na kwartał.

Inflacja bazowa wciąż rośnie

W piątek poznaliśmy wynik inflacji bazowej w Polsce. Analitycy oczekiwali wzrostu z 11% na 11,3%. Wynik okazał się jednak wyższy, sięgając 11,4%. Dlaczego inflacja konsumencka spada, a inflacja bazowa rośnie? Z dość prostego powodu. Fundamentalnie mamy cały czas problem, za to wchodzimy w moment, gdzie obecne ceny surowców energetycznych nie są już tak zauważalnie wyższe, jak rok temu. Nadal są wyraźnie droższe, chociażby przez około 10% droższego dolara, ale jest to znacznie mniejszy wzrost niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jest to też istotny problem dla prognoz na przyszłość. Skoro inflacja bazowa przyspiesza, to może się okazać, że ceny konsumenckie nie zejdą wyraźnie poniżej jej, a to sugeruje, że jednocyfrowy wynik na koniec przyszłego roku jest mrzonką.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Ciężki rok na rynku kredytów hipotecznych. Konsumenci, firmy budowlane – w zasadzie ucierpieli wszyscy

Kończący się 2022 rok nie był łatwym rokiem dla kredytobiorców. 11 podwyżek stóp procentowych na przestrzeni roku[1], a także galopująca inflacja, która doszła już do poziomu 17,9% zdecydowanie pogorszyły sytuację finansową Polaków. Spadek siły nabywczej przełożył się na ograniczony dostęp do kredytów mieszkaniowych. Wprowadzenie przez banki nowych zasad wyliczania zdolności kredytowej narzuconych przez KNF również uniemożliwiło wielu osobom realizacji marzenia o posiadaniu własnego M. „Nowa” polityka banków i podwyżki, które dotknęły kredytobiorców, zaczęły wpływać negatywnie na branżę budowlaną – to system naczyń połączonych. Deweloperzy coraz głośniej mówią o tym, że jeżeli będą ich czekać kolejne podwyżki materiałów budowlanych i kredyty hipotecznie nie staną się bardziej dostępne dla „Kowalskiego”, branżę czeka kryzys, który tylko pogłębi impas związany ze zbyt małą liczbą mieszkań występujący w naszym kraju. 7 listopada dziesięć organizacji z branży budowlanej i działających na rynku mieszkaniowym wystosowało wspólny apel, w którym proponują rządowi pięć pomysłów na uzdrowienie sytuacji występującej na rynku nieruchomości i sektorze budownictwa.

Tak drogo jeszcze nie było – na przestrzeni roku RPP podniosła stopy procentowe już 11 razy

Do jesieni 2021 r. mieliśmy do czynienia ze stosunkowo tanimi kredytami hipotecznymi, a to za sprawą rekordowo niskich stóp procentowych. Wszystko zmieniło się we wrześniu ubiegłego roku, gdy Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o podniesieniu stóp procentowych. Celem była walka z rosnącą w szybkim tempie inflacją – podnoszenie stóp procentowych miało za zadanie wyhamować wzrost cen.

Przez długi okres stopa referencyjna utrzymywała się na poziomie 1,5%, pandemia Covid-19 spowodowała, że była ona nawet niższa, dochodząc nawet do 0,1%. Ten poziom był wynikiem kryzysu gospodarczego, powiązanego z pandemią i jej „konsekwencjami”, m.in. spadkiem popytu na niektóre usługi. Podwyżki stopy referencyjnej, która w dużej mierze odpowiada za wysokość spłacanej co miesiąc raty przed kredytobiorcę, a więc odpowiada pośrednio za koszt kredytu, zaczęły się w październiku ubiegłego roku z poziomu 0,1% na 0,5%, miały miejsc regularne i w styczniu 2022 r. stopa referencyjna wynosiła już 2,25%, a w maju – 5,25%. W sumie wysokość stóp procentowych była zmieniania na niekorzyść kredytobiorców 11 razy. W listopadzie Rada Polityki Pieniężnej ustaliła, że stopy procentowe pozostaną na tym samym poziomie co we wrześniu (6,75%), zaznaczając jednak, że dalsze decyzje Rady w tym przypadku będą uzależnione od dalszych wydarzeń geopolitycznych (m.in. chodzi o wpływ na gospodarkę wojny w Ukrainie) i sytuacji makroekonomicznej w naszym kraju.

W celu zobrazowania, jak bolesny dla konsumentów był wzrost rat kredytu hipotecznego, weźmy pod uwagę na przykład lipiec tego roku, gdy stopa procentowa wynosiła 6,5%. Rata kredytu hipotecznego na 400 tys. zł, w zależności od okresu kredytowania czy wysokości marży mogła powiększyć się nawet dwukrotnie: z 1785 do 3593 zł[2]. Dziś przy wyższej stopie procentowej wynoszącej 6,75% kwota ta wzrosłaby jeszcze bardziej. Spłata kredytu hipotecznego stała się wyzwaniem dla wielu kredytobiorców, bo ich budżety domowe nie były gotowe na takie podwyżki. Podwyżki stóp procentowych wpływające na wysokość raty, wpłynęły negatywnie na zdolność kredytową potencjalnych kredytobiorców.

Zmiany w sposobie wyliczania zdolności kredytowej zatrzymały Polaków na drodze do sięgnięcia po kredyt

Podwyżki stóp procentowych to nie wszystkie „problemy”, z którymi musieli mierzyć się kredytobiorcy w 2022 r. Wielu osobom na drodze do realizacji marzenia o posiadaniu własnych czterech kątów stanęła rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która zmieniła zasady wyliczania zdolności kredytowej. Banki miały czas na wprowadzenie zmian do końca marca 2022 roku. Główna i najważniejsza zmiana dotyczyła tego, że przy wyliczaniu zdolności kredytowej klientów, banki muszą brać pod uwagę zmianę poziomu stopy procentowej o nie mniej niż 5 pp., a nie jak wcześniej 2,5 pp. Dodatkowo, podczas procesu analizowania zdolności kredytowej mają przyjmować wyższe koszty utrzymania gospodarstwa domowego, niż wcześniej.

Nowelizacja zasad była naturalną konsekwencją kilkukrotnego podniesienia stóp procentowych w całym 2022 r. Głównym celem wprowadzenia rekomendacji przez KNF było poprawienie poziomu bezpieczeństwa udzielania kredytów mieszkaniowych. Rekomendacja KNF ma chronić konsumentów – dzięki bardziej rygorystycznej polityce przyznawania kredytów przez banki, zmniejsza się ryzyko, że kredytobiorcy nie wezmą na siebie zobowiązania, którego nie będą w stanie spłacić, a także banki – ograniczone zostaje ryzyko, że kredyt zostanie przyznany osobom, które nie będą w stanie go spłacać już od samego początku. Nie da się jednak ukryć, że wprowadzone zmiany dodatkowo ograniczyły dostępność kredytów mieszkaniowych.

W tym roku doszło do gwałtownego ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. Wprowadzenie w życie rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego zbiegło się ze wzrostem stóp procentowych. W rezultacie wartość kredytów hipotecznych udzielonych w całej Polsce w październiku br. była aż o 74% niższa niż przed rokiem[3]. To efekt m. in. tego, że osoby o przeciętnych i niższych dochodach mają niewielką szansę na uzyskanie kredytu hipotecznego. Tym samy są zmuszeni odłożyć marzenie o własnym domu czy mieszkaniu – tłumaczy Adrian Jarosz, Prezes Zarządu Expander Advisors, Prezes Zarządu ZFPF.

Czy inflacja wpłynęła na zdolność kredytową i stała się kolejnym problemem kredytobiorcy?

Sytuację potencjalnych kredytobiorców, a także osób, które spłacają już zobowiązanie (w najgorszej sytuacji są ci, którzy zdecydowali się na kredyt ze zmiennym oprocentowaniem) skomplikowała także inflacja. W tym roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem cen, których nie obserwowaliśmy od przeszło dwóch dekad. W październiku tego roku 2022 inflacja w Polsce wyniosła 17,9%.

W jaki sposób inflacja wpływa negatywnie na sytuację potencjalnych kredytobiorców? Mechanizm jest prosty. Podwyżki cen i wyższe koszty życia zmniejszyły siłę nabywczą Polaków. Jeśli wynagrodzenie rośnie w wolniejszym tempie niż rachunki to, zostaje nam mniej pieniędzy w portfelu. To z kolei pogarsza zdolność kredytową. W rezultacie wielu konsumentów nie spełnia kryteriów banków dotyczących przyznawania kredytów hipotecznych, które, jak wspomniano, w 2022 r. zostały dodatkowo zaostrzone.  Ale „prawdziwe” problemy mają te osoby, które spłacają kolejne raty kredytu. Już przy wzroście stóp procentowych było to niemałym wyzwaniem, a galopująca inflacja sprawiła, że wiele osób rezygnuje świadomie z zapłaty mniej priorytetowych rachunków na rzecz terminowej spłaty kredytu.

Inflacja wpłynęła również na branżę budowlaną. Według analizy przeprowadzonej przez Grupę PSB

– ceny materiałów budowalnych w październiku 2022 r. wzrosły średnio o 22%, porównując
z analogicznym okresem w 2021 r. Przyczyny upatruje się we wzroście kosztów energii i transportu, które dotykają coraz więcej sektorów i branż. Wzrost cen materiałów budowlanych wpłynie na wzrost cen nowych nieruchomości. Jeżeli istotne podwyżki będą mieć miejsce w kolejnych miesiącach, spadnie popyt na mieszkania od deweloperów. A należy pamiętać, że i tak on został zachwiany z powodu, ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. Z danych BIK wynika, że we wrześniu liczba wypłaconych kredytów hipotecznych spadła o 70% w stosunku do poprzedniego roku[4]. Nieustanie duża grupa Polaków jest zainteresowania sfinansowanie zakupu mieszkania właśnie poprzez kredyt. Aby przystosować się do nowych warunków, deweloperzy ograniczą liczbę inwestycji. Już teraz spadek licznie powstających nowych mieszkań jest zauważalny. Uderza on w osoby, które stać na zakup nowego lokum (czy to na kredyt, czy za gotówkę).

Branża budowlana coraz głośniej mówi o tym, że jeżeli zła sytuacja na rynku będzie utrzymywać się w przyszłym roku, firmy będą musiały podjąć kolejne kroki. W grę wchodzą zwolnienia pracowników, a nawet w niektórych przypadkach upadłość.

Na ratunek branży budowlanej?

Związek Firm Pośrednictwa Finansowego wraz z najważniejszymi organizacjami działającymi na rynku mieszkaniowym i w branży budowalnej[5] wystosowali apel, w którym podpowiadają rządowi jak poprawić sytuację na rynku mieszkaniowym i wyhamować proces stopniowego ograniczania produkcji i zatrudnienia pracowników w sektorze budownictwa.

Wśród pięciu przedstawionych punktów, dwa są związane bezpośrednio z sytuacją konsumentów – wsparcie konsumentów w tym, aby mieli większe szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego, poprawi kondycję branży budowlanej. Jednym z nich jest apel o pomoc dla młodych rodziców, wzorem obowiązujących w przeszłości programów „Rodzina na Swoim”, czy „Mieszkanie dla Młodych”. Sygnatariusze uważają, że podjęcie działań ułatwiających nabycie mieszkań młodym rodzinom jest niezbędne dla „uzdrowienia” rynku mieszkaniowego. Zaproponowano także wprowadzenie kredytów o stałej (np. 2%) stopie procentowej. Drugim punktem jest złagodzenie rekomendacji KNF przy udzielaniu kredytów hipotecznych ze stałą stopą procentową. Organizacje proponują odstąpienie od zalecenia KNF, dla dobra zarówno konsumentów, jak i usługodawców, tłumacząc, że decyzja, aby w procesie oceny zdolności kredytowej wszystkie banki przyjmowały minimalną zmianę poziomu stopy procentowej o 5 p.p., została wprowadzona zbyt późno tj. wtedy, gdy stopy procentowe znajdowały się już na historycznie wysokim poziomie. W ich rozumieniu niezrozumiała jest także decyzja o doliczaniu wskazanego współczynnika, zakładającego wzrost stóp procentowych, do kredytów z okresową stałą stopą.

Wprowadzenie preferencyjnego kredytu o obniżonym oprocentowaniu i złagodzenie rekomendacji KNF przy udzielaniu kredytów hipotecznych ze stałą procentową, to kluczowe działania, które należy podjąć, by przywrócić możliwość nabycia pierwszego w życiu mieszkania. Obecnie młodzi są zmuszeni mieszkać z rodzicami i odkładać decyzję np. o powiększeniu rodziny. Postulujemy znaczące złagodzenie zalecenia KNF, aby w procesie oceny zdolności kredytowej banki przyjmowały tym mniejszy bufor, im dłuższy jest okres obowiązywania stałego oprocentowania – komentuje Adrian Jarosz, Prezes Zarządu Expander Advisors, Prezes Zarządu ZFPF.

[1] Licząc od października 2021.

[2] Kredyt na 25 lat, marża 2,2 proc., WIBOR 6M. Wyliczenia własne po podwyżce stóp procentowych z lipca 2022 r.

[3] Newsletter kredytowy BIK – listopad 2022.

[4] Dane o sprzedaży kredytów w Polsce. Newsletter kredytowy BIK – 3 kw. 2022 r.

[5] APPLiA Polska, związek producentów AGD, Hutnicza Izba Przemysłowo Handlowa, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Polskie Stowarzyszenie Dekarzy, Polska Unia Ceramiczna, Polski Związek Firm Deweloperskich, Stowarzyszenie Producentów Cementu oraz POiD, Związek Polskie Okna i Drzwi.

W trzy kwartały fiskus wykrył lewe faktury o wartości 5,6 mld zł. To o prawie 50 proc. mniej niż rok wcześniej

Zgodnie z danymi Ministerstwa Finansów, w pierwszych dziewięciu miesiącach br. w toku kontroli podatkowych i celno-skarbowych wykryto 127,5 tys. fikcyjnych faktur, czyli o ok. 9% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Z kolei ich wartość netto wyniosła 5,6 mld zł. To spadek rdr. o 49,5% rdr. W ocenie resortu, wprowadzone w ostatnich latach zmiany w prawie podatkowym i skuteczne działania KAS, w tym prowadzące do zlikwidowania wielu tzw. fabryk faktur, zniechęcają do popełnienia przestępstw VAT-owskich. Do tego wg szacunków resortu, dzięki lepszemu przestrzeganiu przez podatników obowiązujących regulacji, poprawa dochodów z VAT wyniosła w ub.r. 14,3 mld zł. Opinie ekspertów komentujących ww. dane są jednak podzielone. Niektórzy uważają, że nowe narzędzia fiskusa i ostrzejsze przepisy karne faktycznie spełniły rolę prewencyjną. Ale nie brak też komentarzy, że tzw. fabryki faktur to często uczciwi przedsiębiorcy, którzy są karani za to, że np. nie ze swojej winny wplątali się w podejrzane transakcje.

Mniej „lewych” faktur

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, od stycznia do września br. w toku kontroli podatkowych oraz celno-skarbowych wykryto 127,5 tys. fikcyjnych faktur. W analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 140 tys. To oznacza spadek o ok. 9%. Jak komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, spadek danych statystycznych jest najprawdopodobniej wynikiem prawidłowego działania JPK_VAT. Ekspert ma też nadzieję, że podatnicy coraz częściej wygrywają w sądach, udowadniając organom skarbowym, że ich transakcje miały rzeczywisty przebieg.

– Spadek może mieć wielowątkowe podłoże. Po pierwsze, fiskus dysponuje coraz lepszymi narzędziami do wykrywania tego typu nieprawidłowości, co zniechęca do popełniania przestępstw. Po wtóre, obecne trendy w kontrolach i działania organów są nakierowane przede wszystkim na bardziej intratne obszary, w których funkcjonują podmioty mające duże środki finansowe, jak np. ceny transferowe. Wreszcie, po trzecie, można stwierdzić, iż stało się to mało opłacalnym procederem – mówi prof. Adam Mariański, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC i prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Resort przekonuje, że wprowadzone w ostatnich latach zmiany w prawie podatkowym oraz skuteczne działania KAS zniechęcają do popełnienia przestępstw VAT-owskich. I dodaje, że w ostatnich latach Krajowa Administracja Skarbowa wykryła i zlikwidowała wiele dużych tzw. fabryk faktur. Osoby, które wprowadzają do swoich rozliczeń fikcyjne faktury na duże kwoty, podlegają – w razie ich wykrycia – bardzo surowym karom. W związku z tym – w ocenie resortu – liczba i wartość fikcyjnych faktur sukcesywnie spada rok do roku. Ale z taką argumentacją nie do końca zgadzają się eksperci.

– Surowe kary i narzędzia do wyszukiwania karuzel, z których korzystają organy podatkowe skutecznie zniechęcają do oszustw podatkowych. Warto zaznaczyć, że urzędy dokonujące kontroli teraz już dość rzadko sprawdzają wszystkie dokumenty u podatnika, doszukując się jakichkolwiek błędów. Systemy informatyczne pozwalają im precyzyjnie wykrywać wszelkie nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych. To zaś przekłada się na coraz większą skuteczność działania organów w przypadku faktycznie popełnionych przestępstw podatkowych – stwierdza Natalia Stoch-Mika.

Zdaniem prof. Mariańskiego, wysoka liczba fikcyjnych faktur wykrytych w ciągu trzech kwartałów br. potwierdza, że jest to nadal znaczący problem dla organów i gospodarki. Oczywiście ujawnione przypadki stanowią tylko odsetek rzeczywiście funkcjonujących w obrocie fałszowanych tego rodzaju dokumentów. Niemniej, proceder ten nadal stanowi spory problem, pomimo iż świadomość podatników wzrasta wobec nagłaśniania tego zjawiska w mediach oraz zaostrzenia kar grożących za tego typu przestępstwa.

– Warto jednak podkreślić, że oprócz faktycznie wykrywanych przestępstw podatkowych dotyczących obrotu pustymi fakturami, w powołanych powyżej statystykach znajdują się także dane z przeprowadzonych kontroli, które niekoniecznie wykazują obrót pustymi fakturami. Z moich obserwacji wynika, że w wielu przypadkach urzędy nie mają żadnych dowodów na to, iż dana transakcja nie zaistniała. Wówczas w uzasadnieniu decyzji znajdują się wyłącznie ustalenia oparte na przypuszczeniach organów podatkowych. Dopiero przed sądem podatnicy mogą uzyskać pozytywne dla siebie rozstrzygnięcie – zaznacza Stoch-Mika.

Niektórzy doradcy podatkowi twierdzą, że spotykane w ich pracy tzw. fabryki faktur to często uczciwi przedsiębiorcy, od których łatwo jest uzyskać VAT, bo zależy im na dalszym prowadzeniu firmy i płaceniu podatków. Dlatego godzą się na zwrot odliczonego VAT-u, chociaż usługa była rzeczywiście wykonana.

– Niestety z ostatnich moich doświadczeń wynika, że tak naprawdę urzędy dokonujące kontroli uznają za fikcyjne takie transakcje, które faktycznie miały miejsce, pomimo braku jakichkolwiek dowodów na ich niewykonanie. Poszukiwanie oszustów, którzy nie zapłacili podatku jest znacznie trudniejsze. Poza tym złapanie ich na początku rozpędzania się karuzeli podatkowej nie daje spektakularnych wyników, którymi następnie można się pochwalić, np. w mediach. Zdecydowanie prościej jest wejść do firmy, która płaci podatki, a niestety nieświadomie dokonała transakcji z przestępcami – zwraca uwagę Stoch-Mika.

Spadek netto

Z danych resortu wynika również, że wartość netto fikcyjnych faktur, wykrytych w trzech kwartałach br. w toku kontroli podatkowych oraz celno-skarbowych wynosi 5,6 mld zł. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to 11,1 mld zł, co oznacza spadek rdr. o 49,5%. Uwzględniono faktury wystawione w PLN/EUR/USD/GBP (po przeliczeniu według kursów NPB z 30.09.2021 r. i 30.09.2022 r.).

– Statystyki Ministra Finansów, oparte są często na niezakończonych jeszcze postępowaniach i dlatego niczego konkretnego nie odzwierciedlają. Dobrze byłoby doprecyzować sposób ich sporządzania, aby było wiadomo, czy chodzi o sprawy zamknięte w drugiej instancji i prawomocne czy o decyzje ostateczne, ale nieprawomocne, z uwagi na złożone skargi do sądów administracyjnych, gdyż to ma istotne znaczenie – podkreśla doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Z kolei prof. Mariański uważa, że spadek zarówno liczby, jak i wartości fikcyjnych faktur wynika ze swego rodzaju przekwalifikowania się podmiotów specjalizujących się w tego typu procederze i zainteresowania innymi obszarami, gdzie organy działają mniej intensywnie albo jeszcze wcale. Według eksperta, sytuacji tej sprzyja nagłaśnianie w mediach każdego sukcesu w zakresie wykrycia tzw. fabryki faktur, co powoduje, że podatnicy mają większą świadomość w tym obszarze.

– W mojej opinii, wiele z podawanych przez resort danych statystycznych w mediach jest niestety tylko próbą zastraszania obywateli. Działania PR-owe resortu są oparte na statystycznych straszakach i w tym miejscu chciałabym uczulić uczciwych podatników, żeby się nie poddawali. Jeśli mają problemy z fiskusem w zakresie próby kwestionowania transakcji lub zarzutów pustych faktur, to zalecam oddanie sprawy w ręce profesjonalistów. Chciałabym również jednoznacznie podkreślić, że w ww. statystykach nie podawane są dane dot. pustych faktur, skorelowane z wynikami działań policji lub z zatrzymaniami przestępców – komentuje Stoch-Mika.

Uszczelnienie systemu

Według szacunków Ministerstwa Finansów, w 2021 r. dalszemu ograniczeniu uległa luka VAT (o 6,1 pkt. proc.). Była na poziomie ok. 4,3% potencjalnych wpływów. W ub.r. poprawa dochodów z VAT, dzięki lepszemu przestrzeganiu przez podatników obowiązujących regulacji, wyniosła 14,3 mld zł. Jak przekonuje resort, do uszczelnienia systemu podatkowego w ostatnich latach, poza zmianami przepisów prawa podatkowego (np. JPK_VAT, Mechanizm Podzielonej Płatności, system STIR, system SENT), przyczyniło się także wprowadzenie w przepisach kodeksu karnego karalności przestępstw związanych z fałszowaniem faktur VAT, w głównej mierze wprowadzenie pojęcia tzw. zbrodni VAT-owskiej.

– W mojej ocenie, nowe narzędzia fiskusa, w tym JPK_VAT, Mechanizm Podzielonej Płatności, system STIR, system SENT, a także zaostrzenie przepisów karnych wpłynęły z pewnością na podwyższenie świadomości społecznej co do samego zjawiska tzw. fikcyjnych faktur, spełniając również w tym zakresie rolę prewencyjną. Powyższe spowodowało, że część podmiotów trudniących się tym procederem zmieniła taktykę działania, operując mniejszymi kwotami, by kontrola w tym zakresie nie była opłacalna – analizuje prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Natomiast Natalia Stoch-Mika zauważa, że fałszowanie faktur czy podszywanie się pod uczciwe firmy jest zupełnie odrębnym tematem niż szum wywołany w mediach o tzw. pustych fakturach. Nie można porównywać sytuacji, w której grupa przestępcza wykazywała VAT naliczony do zwrotu i go dostawała od Urzędu Skarbowego, z tym, że uczciwa firma wykonała np. usługę pośrednictwa i odprowadziła od niej VAT należny, ale nie zachowała dostatecznych i przekonujących urzędników dowodów jej wykonania i teraz walczy z fiskusem o swoje prawa. Z kolei przepisy karne dot. karalności przestępców, którzy dopuszczali się przestępstw wyłudzenia VAT i wystawiania pustych faktur, są jak najbardziej potrzebne. I w ocenie eksperta, powinny służyć do wykrywania oraz karania sprawców przestępstw.

– W przyszłości, jeśli organy nadal będą ten obszar eksploatowały, może to skutkować odpływem dużych tego typu transakcji. Może dojść do rozdrobnienia działalności i poszukiwania nowych modelów jej funkcjonowania, które będą zmierzały do minimalizacji ich wykrycia. Nastąpić też może częściowy odpływ takich działań i przeniesienie aktywności tak działających podmiotów do innych sfer – podsumowuje prof. Mariański.

Rośnie liczba niewypłacalności w biznesie. Straty idą w miliony

W III kwartale 2022 r. liczba niewypłacalności w biznesie wzrosła o ponad 1/4 w stosunku do poprzedniego kwartału. 73 przedsiębiorstwa ogłosiły upadłość, a 677 rozpoczęło proces restrukturyzacji. Część z nich znajdowało się na równi pochyłej na długo wcześniej. W przypadku bankrutów 31,5 proc. widniało już w Krajowym Rejestrze Długów na 2 lata przed ogłoszeniem decyzji sądu, podobnie jak 21 proc. restrukturyzowanych podmiotów. Łącznie 750 niewypłacalnych firm zostawiło po sobie zobowiązania na 47,4 mln zł.

Dane COIG pokazują, że III kwartał br. przyniósł wyraźny wzrost liczby niewypłacalności. Ogłosiło ją 750 przedsiębiorstw, podczas gdy w poprzednim kwartale było to 596 firm. To 26 proc. wzrost w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Do tego wyniku przyczynił się wyjątkowo wysoki przyrost liczby restrukturyzacji. Na takie rozwiązanie patowej sytuacji finansowej zdecydowało się 677 firm, o blisko 39% więcej niż w II kw. br. Dla 73 firm niewypłacalność przybrała formę oficjalnej upadłości. Sądy zatwierdzały ją jednak rzadziej (o 32 proc.) niż w poprzednim kwartale.

Niewypłacalność to finał długiego, często kilkuletniego procesu pogarszania się płynności finansowej. Ale w niesprzyjających okolicznościach może ulec przyspieszeniu. I wszystko wskazuje na to, że teraz mamy z tym do czynienia. Inflacja odciska swoje piętno na gospodarce i zbiera żniwo wśród przedsiębiorstw, szczególnie tych najmniejszych. Jak pokazało badanie Narodowego Funduszu Gwarancyjnego, w ostatnich miesiącach aż 39 proc mikro i małych firm prowadzących sprzedaż produktów i usług w segmencie B2B odnotowało spadek liczby klientów i zleceń. Podobnie było z wartością sprzedaży. Przy osłabionej koniunkturze wiele firm nie jest w stanie udźwignąć rosnących wydatków i rachunków, szczególnie jeśli już wcześniej miały problemy finansowe i zaległości. Ratując swój biznes robią to często kosztem kontrahentów i płatności wobec nich. Kluczem do przetrwania staje się monitorowanie sytuacji finansowej swoich obecnych i potencjalnych partnerów. Zatory płatnicze potrafią spowodować, że nawet dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwo może wpaść w poważne tarapaty finansowe – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy, partnera Krajowego Rejestru Długów.

Długi ostrzegają

Niewypłacalność to dramat dla każdej firmy, ale też realne straty dla innych przedsiębiorstw, którym były winne pieniądze. W momencie jej ogłoszenia ich zarejestrowane w KRD zaległości sięgały 47,4 mln zł. W przypadku części firm, złą sytuację finansową widać było z bardzo dużym wyprzedzeniem. 31,5 proc. bankrutów widniało w rejestrze już na 2 lata przed decyzją sądu. Pół roku przed nią już ponad 38 proc., a w dniu ogłoszenia bankructwa aż 53 proc. Za sobą zostawiły ponad 14 mln zł niespłaconych zobowiązań.

Podobne symptomy widać również w przypadku firm, które rozpoczęły restrukturyzację. Blisko co piąta z nich (21 proc.) była notowana w KRD za długi na 24 miesiące wcześniej, pół roku przed już ponad 36 proc., a w dniu ogłoszenia decyzji przez sąd 41 proc.. Skończyło się to stratą 33,3 mln zł dla ich wierzycieli.

Przedsiębiorstwa rzadko upadają z dnia na dzień. Najczęściej problemy narastają przez wiele miesięcy, a nawet lat. Takie niepokojące symptomy można jednak wcześniej wychwycić. Długi to podstawowy sygnał ostrzegawczy w biznesie. Jednak nie wszystkie firmy korzystają z tej podpowiedzi. Większość zadłużonych firm, które ogłosiły niewypłacalność, miała więcej niż jednego wierzyciela. Co oznacza, że mimo dostępnej informacji o zadłużeniu znalazł się kontrahent, który tego nie sprawdził lub ten fakt zignorował. W efekcie nie zobaczył swoich pieniędzy. Teraz gdy taki dłużnik ogłosił niewypłacalność droga do ich odzyskania będzie niezwykle trudna – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

W III kwartale br. upadłe przedsiębiorstwa miały średnio 4 wierzycieli, a restrukturyzowane między 2 a 3. Te pierwsze zostawiły po sobie 3913 różnych niespłaconych zobowiązań. Rozpoczynające restrukturyzację firmy miały ich 2441.

Duże firmy bankrutują…

Przedsiębiorstwa notowane w KRD momencie ogłoszenia bankructwa najczęściej miały siedzibę w miastach powyżej 300 tys. mieszkańców. Były to głównie firmy spółki prawa handlowego. Pod względem lokalizacji zdecydowanie wyróżniało się natomiast Mazowsze. Niemal co trzecia (31 proc.) upadła firma z zaległościami była właśnie z tego województwa.

Największą reprezentację wśród bankrutów stanowiły przedsiębiorstwa produkcyjne. Często w tej grupie pojawiali się też przedstawiciele handlu i budownictwa. Ci pierwsi mieli zdecydowanie największe zaległości na swoim koncie. Sprzedawcy zbankrutowali z zobowiązaniami na ponad 6 mln zł. Te pieniądze powinni zwrócić innym firmom z tej samej branży. Wśród wierzycieli to właśnie handel ma najwięcej do odzyskania od upadłych firm wpisanych w KRD (6,9 mln zł). Drugi w kolejce ustawia się sektor finansowy, który zgłosił brak zapłaty 4,3 mln zł.

… małe się restrukturyzują

W obliczu niewypłacalności coraz częściej przedsiębiorstwa decydują się na restrukturyzację, która w odróżnieniu od upadłości, nie oznacza całkowitego bankructwa i zamknięcia działalności. Wśród firm, które postawiły na takie rozwiązanie i widniały w KRD najliczniejszą grupę (60 proc.) stanowiły JDG-i. Podobnie jak w przypadku upadłości, największy udział w długach miały podmioty z Mazowsza (7 mln zł), a na kolejnych miejscach uplasowały się firmy ze Śląska (4,2 mln zł) i Lubelskiego 3,8 mln zł). Pod względem liczby dłużników prym wiedzie również Mazowieckie, w czołówce jest też województwo śląskie i wielkopolskie.

Podobnie, jak w przypadku upadłości, zadłużone i restrukturyzowane firmy najczęściej działały w handlu i przemyśle, transporcie i budownictwie. Na największe sumy niewypłacalne przedsiębiorstwa zalegały instytucjom finansowym (10,8 mln zł), handlowi (7,3 mln zł) oraz przemysłowi (3 mln zł).

Złoto w zawieszeniu. Inflacja spada, ale FED chłodzi entuzjazm

Miniony tydzień przyniósł duży ruch na wartości dolara amerykańskiego i złota. Najpierw – po ogłoszeniu inflacji w USA – rynek zareagował entuzjazmem, a cena królewskiego kruszcu poszybowała w górę. Optymistyczne nastroje szybko ostudził jednak przewodniczący amerykańskiej Rezerwy Federalnej.Złoto w zawieszeniu. Inflacja spada, ale FED chłodzi entuzjazm

W ubiegły wtorek złoto przebiło poziom 1 800 USD za uncję, osiągając na moment nawet ponad 1 820 USD. Była to reakcja na publikację listopadowego odczytu inflacji, która w USA wyniosła 7,1 proc. wobec 7,7 proc. w październiku. To już piąty miesiąc z rzędu, kiedy tempo wzrostu cen w Stanach Zjednoczonych spada.

Z kolei w minioną środę FED podniósł stopy procentowe o 50 punktów bazowych, co odzwierciedlało oczekiwania rynków. W swoim wystąpieniu przewodniczący Jerome Powell zaznaczył jednak, że wysiłki w celu zbicia inflacji w okolice celu inflacyjnego (2 proc.) będą w kontynuowane, a poluźnienie polityki stanie się możliwe dopiero wówczas, gdy spadkowy trend inflacji zostanie ostatecznie potwierdzony.

W 2022 roku, od marca, FED podniósł stopy procentowe już o 4,25 proc., co było najbardziej agresywnym cyklem podwyżek od 1981 roku. Inwestorzy przekonani są, że szczyt inflacji został już osiągnięty, jednak komunikat po posiedzeniu ostudził nieco ich zapał. W czwartek dolar znów umocnił się, wywierając presję na złoto, które powróciło w okolice 1 780 USD.

„Ostatnia okazja na zakup złota w takiej cenie”

Strateg surowcowy RBC Capital Market Christopher Louney w rozmowie z Kitco News podkreślił, że tak naprawdę może to być ostatnia okazja do zakupu złota w takich cenach. Analitycy RBC prognozują, że w pierwszym kwartale przyszłego roku średnia cena złota wyniesie 1 890 USD.

W niedawno opublikowanych „szokujących prognozach” analitycy Saxo Bank mówią, że z powodu inflacji i zagrożenia recesją/stagflacją w przyszłym roku zobaczymy złoto na poziomie 2 075 USD, a w perspektywie 12-18 miesięcy będzie ono zmierzało w stronę nawet 3 000 USD. „Szokujące prognozy” Saxo Banku słyną z tego, że są one przeważnie nieco przejaskrawione i kładą nacisk na pewne zjawiska skrajne. Argumentem przemawiającym na korzyść złota są jednak na pewno rosnące zakupy banków centralnych.

Zwraca uwagę fakt, że w trzecim kwartale 2022 roku banki centralne na całym świecie kupiły 399,3 tony złota. Był to pod tym względem najsilniejszy kwartał od dekady. Wcześniejszy rekord padł również w trzecim kwartale 2018 roku. Wówczas banki centralne zakupiły 240,5 tony, a więc nieco ponad połowę z tego, co zakupiły w tym roku. To istotny sygnał.

Inflacja w Polsce odpuszcza?

W Polsce GUS opublikował finalny odczyt inflacji w listopadzie, który minimalnie różni się na niekorzyść od wstępnego szacunku – ceny rosły w tempie 17,5 proc. zamiast 17,4. Niemniej, względem odczytu na poziomie 17,9 proc. w październiku, jest to zauważalny spadek. To także znacznie lepszy odczyt niż zakładały prognozy (18 proc.).

Choć ostatni kwartał roku 2022 obył się bez podwyżek stóp procentowych i pojawiły się spekulacje na temat ewentualnego zakończenia cyklu podwyżek, wielu ekonomistów przestrzega przed optymizmem. Tempo wzrostu cen w dalszym ciągu jest rekordowo wysokie, a jeden miesiąc spadku jeszcze niczego nie przesądza.

Jak wynika z prognoz NBP, szczyt inflacji spodziewany jest na początek roku 2023. Sam Adam Glapiński przestrzegał przed mówieniem o końcu cyklu podwyżek. Warto odnieść to do ostrożnej postawy, jaką prezentuje FED w obliczu pięciu miesięcy spadku inflacji.

Dobry odczyt w listopadzie nie przesądza jeszcze o tym, że tempo wzrostu cen w Polsce trwale zwolni. Brak podwyżek stóp procentowych w ciągu trzech ostatnich miesięcy roku również nie musi oznaczać, że sytuacja zmierza jednoznacznie ku lepszemu. Na stole w dalszym ciągu są czarne scenariusze.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Podatek cukrowy od owoców? Polscy sadownicy i przetwórcy przeciwko szkodliwym rozwiązaniom

Ministerstwo Finansów pracuje nad nowelizacją ustawy o podatku cukrowym, wprowadzonej przez resort zdrowia w 2021 r. Niespodziewanie opłata ma objąć wartościowe produkty bez dodanego cukru takie jak nektary, wzbogacane soki z witaminami i napoje z co najmniej 20% zawartością soku z owoców czy warzyw. Stowarzyszenie KUPS i organizacje reprezentujące sadownictwo oraz przetwórstwo owoców i warzyw apelują do obu resortów o wycofanie się z tych planów. – „Ustawodawca planuje opodatkować cukier zawarty w owocach, które są składnikami nektarów, wartościowych owocowych napojów oraz soków. Nie ma to nic wspólnego ani z daniną (napoje nie są słodzone cukrem) ani z ideą opodatkowania produktów niezdrowych, jako że soki mogą być jedną z rekomendowanych pięciu porcji owoców i warzyw w codziennej diecie. Nałożenie na wspomniane napoje podatku cukrowego spowoduje zmniejszenie ich spożycia, a tym samym owoców i warzyw wykorzystywanych do ich produkcji. W konsekwencji także poważne, nieodwracalne skutki dla rynku w postaci upadku części gospodarstw rolnych, produkujących owoce i warzywa oraz małych firm przetwórczych. Chodzi w szczególności o producentów jabłek i owoców miękkich (wiśni, malin, czarnych porzeczek, aronii)” – mówi Julian Pawlak, prezes Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków. Argumenty branży dostrzega i popiera również Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

 

Jabłko i porzeczki na cenzurowanym

Soki  z witaminami, nektary i napoje z sokiem czy przecierem z owoców i warzyw – znalazły się na cenzurowanym.

„Nie sposób doszukać się logiki w próbach przeforsowania zmian w dotychczasowej ustawie cukrowej. Nowelizacja nie obejmie wyrobów cukierniczych i pozostałych artykułów dosładzanych białym cukrem. Za to doszukano się go rzekomo w owocach, które pod postacią soku znajdują się w wartościowych napojach owocowych, nektarach i wzbogacanych sokach z witaminami. To celowa dezinformacja” – podkreśla Julian Pawlak, prezes Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków (KUPS). Wspomniane napoje zawdzięczają swój smak oraz wartości odżywcze owocom, w których cukier występuje naturalnie, więc absurdem jest wprowadzanie dodatkowych opłat na wartościowe produkty, do których nie dodano żadnego cukru – mówi prezes KUPS, Julian Pawlak.

Polskie rolnictwo i sadownictwo to obszary strategiczne państwa – powinny być chronione

Stowarzyszenie Krajowa Unia Producentów Soków jest otwarta na konstruktywny dialog. Wierzymy, że podobnie jak parlamentarzyści niespełna dwa lata temu przychylili się do naszych argumentów, tak teraz, na etapie nowelizacji tej samej ustawy wprowadzone zostaną do niej przychylne sadownikom i rolnikom zmiany. – „Stowarzyszenie KUPS wraz z plantatorami i przetwórcami branży rolno-spożywczej apeluje o dodanie zapisu <z wyłączeniem substancji zawartych naturalnie w soku owocowym lub warzywnym będącym składnikiem napoju>. Taka adnotacja zwolni producentów wartościowych nektarów i napojów na bazie soku z owoców czy warzyw bez dodatku cukru z nieuzasadnionego uiszczania podatku cukrowego” – postuluje prezes Krajowej Unii Producentów Soków (KUPS).

Trudno zgodzić się z aktualną argumentacją MF, że nowelizacja ma charakter porządkujący: „procedowany projekt nowelizacji ustawy o zdrowiu publicznym w zakresie opłaty od środków spożywczych (tzw. opłaty cukrowej) utrzymuje dotychczasowy zakres przedmiotowy ustawy i w żaden sposób go nie rozszerza” – czytamy w informacji  resortu przekazanej do mediów. Tymczasem nie jest to zgodne z prawdą. Zakres produktów objętych opłatą cukrową istotnie się zmienia, ponieważ planowane jest objęcie wszystkich produktów bez dodatku cukru, również tak wartościowych jak nektary, a nawet niektóre soki na bazie owoców i warzyw. Pod pretekstem uściślenia niektórych zapisów, podejmowane są próby zwiększenia zakresu oddziaływania daniny cukrowej na wartościowe napoje z owoców i warzyw, które nie są dosładzane (zawierają jedynie cukier naturalnie występujący w owocach).  Wartościowe produkty bez dodanego cukru z wysoką zawartością owoców bogate w witaminy i wiele innych  składników niezbędnych dla organizmu człowieka, zostaną zrównane podatkowo z bezwartościowymi pod względem odżywczym, za to mniej kosztownymi w produkcji kolorowymi napojami, zawierającymi w swym składzie wodę, cukier, substancje o charakterze słodzącym, sztuczne barwniki i aromaty.

Sadownicy wraz ze Stowarzyszeniem KUPS i innymi organizacjami rolniczymi i przetwórczymi liczą, że planowana przez Ministerstwo Finansów na 20 grudnia konferencja uzgodnieniowa z udziałem pozostałych przedstawicieli rządu, w tym Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przyczyni się do przybliżenia opinii rynku i zaopiniowania projektu z korzyścią dla polskiej gospodarki rolno-spożywczej. W przeciwnym razie czeka nas fala bankructw w polskich branżach: sadowniczej i przetwórczej. 

O naszych obawach, związanych z przyszłością branży owoców i warzyw po wejściu w życie pierwotnej ustawy cukrowej, wielokrotnie informowaliśmy w poprzednim procesie legislacyjnym, na etapie tworzenia nowego podatku. Nasze postulaty i argumenty nie zmieniły się. W dalszym ciągu uważamy, że negatywne skutki ustawy dotkną przede wszystkim sadowników, a także ważny dla polskiej gospodarki sektor małych i średnich przetwórców. Nie skorzystają na tym też konsumenci – po raz kolejny opłata cukrowa skupia się na branży napojowej, a pomija zupełnie wyroby cukiernicze i słodycze. – „Jeśli celem zmiany przepisów byłyby przesłanki prozdrowotne, opłatą cukrową objęto by kolejne artykuły jak słodycze, zamiast bogatych w witaminy i ważne składniki odżywcze, a pozbawionych dodatku cukru nektarów, soków z witaminami, i pozostałych napojów z owoców i warzyw bez dodatku cukru, poddanych reformulacji dla poprawienia diety” – podkreśla Julian Pawlak, prezes KUPS.

To niewyobrażalne, że w trudnych realiach ekonomicznych, gdy szereg przedsiębiorców mierzy się z rosnącymi cenami surowców, kosztami pracy i skutkami osłabienia siły nabywczej konsumentów, instytucje reprezentujące państwo proponują rozwiązania, które jeszcze bardziej uderzają w podmioty gospodarcze. Pracodawcy ze strategicznych branż, w tym przetwórstwa rolno-spożywczego, powinni być wspierani przez państwo. W momentach największych kryzysów na rynkach światowych ważne jest tworzenie w kraju przyjaznych warunków dla działalności gospodarczej. To nie jest moment na wprowadzanie obciążeń fiskalnych, ograniczających bieżące wydatki i nakłady kosztem inwestycji w rozwój. – „Apelujemy o wsłuchanie się w postulaty przedstawicieli branży, którzy podkreślają, że rosnące opłaty i kolejne, nowe podatki, przypieczętują upadłość wielu przetwórni i gospodarstw – a są to wielopokoleniowe, rodzinne biznesy z bogatą tradycją i uznanymi recepturami napojowymi o wartościowych składnikach odżywczych pochodzących z owoców i warzyw, z których są wyprodukowane” – przekonuje Julian Pawlak.

Bankructwa rodzinnych sadów, małych i średnich firm przetwórczych

Podniesienie podatku wygeneruje dużą podwyżkę cen na napoje owocowe i warzywne, rzędu 10%. Wobec rosnącej inflacji, konsumenci już teraz ograniczają swoje wydatki do podstawowych kategorii produktowych i wybierają artykuły w promocyjnych cenach. Wysoka, jednorazowa, podwyżka wartościowych napojów doprowadzi do szybkiego spadku popytu na nie. Producenci napojów, szukając ratunku, drastycznie obniżą zbyt na polskie owoce i warzywa. Szacuje się go na kilkadziesiąt tysięcy ton rocznie, a wkrótce do upadłości części gospodarstw sadowniczych (głównie zajmujących się uprawą jabłek, wiśni, malin, czarnej porzeczki czy aronii) oraz małych i średnich firm przetwórczych. Ograniczanie zbytu na surowce od polskich dostawców, to poważny problem dla całego krajowego rynku sadowniczego. – „Polska jest jednym z największych producentów owoców i warzyw w Europie i jednym z największych na świecie. Ze względu na problemy w eksporcie owoców i warzyw bardzo ważne jest zagospodarowanie każdej tony polskich owoców i warzyw na rynku krajowym, także jako składnika do soków, napojów i nektarów” – mówi prezes Julian Pawlak.

Skutki finansowe dla całej branży owocowo-warzywnej wynikające z podatku cukrowego, to straty liczone ostrożnie w setkach milionów złotych. Świadome przyzwolenie na spadek konkurencyjności polskich firm, to działanie na szkodę polskiego interesu gospodarczego. Producenci napojów owocowych i warzywnych oraz nektarów to w większości polskie firmy, które po spadku ich wartości, narażone są na zagraniczne przejęcia.

Bądźmy mądrzy przed szkodą – to czas na dobre decyzje

Apelujemy o usunięcie nowych zapisów i utrzymanie wykluczenia z opłaty cukrowej wartościowych nektarów i napojów z wysoką zawartością soku i/lub przecieru bez dodatku cukru. Deklarujemy pełne wsparcie Ministerstwa Finansów w toku konsultacji. Mamy nadzieję na dialog podczas konferencji uzgodnieniowej, którą zaplanowano na 20 grudnia. Jesteśmy przekonani, że uda nam się wypracować rozwiązania z korzyścią dla polskiej gospodarki, konsumentów i budżetu państwa.

Główne indeksy były w piątek najniżej od miesiąca

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły w piątek do najniższy poziomów od miesiąca (S&P 500 -1,11 proc., DJIA –0,85 proc., Nasdaq Composite -0,97 proc.). Trend spadkowy był dziś kontynuowany na rynkach akcji Azji i Oceanii. Najsilniejszą zniżkę notował dziś Shanghai Composite (-1,92 proc.).

Dziś rano ceny kontraktów na amerykańskie indeksy próbowały się odbijać w górę (S&P 500 +0,34 proc. ok. godz. 9:45).

Odbijały się również lekko w górę po ostatnich spadkach również główne indeksy rynków akcji w Europie (DAX +0,49 proc., CAC 40 +0,56 proc. ok. godz. 9:50). Swój najwyższy poziom w historii osiągnął dziś rano turecki XU100. Najsilniej – o 2,83 proc. ok. godz. 9:50 – dziś rano spadał rosyjski RTS, który znalazł się na najniższym poziomie od 2 miesięcy.
Ok. godz. 9:50 WIG-20 rósł o 0,21 proc.

Lekko rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA i Europie, ale pozostawały poniżej poziomów piątkowych maksimów. Rentowność polskich 10-latek przebywała w okolicach swoich grudniowych maksimów (6,678 proc.).

Ceny kontaktów na ropę naftową minimalnie odrabiały dziś rano straty z czwartku i piątku (WTI +0,31 proc., Brent +0,08 proc. ok. godz. 9:10). W piątek ceny kontraktów na gaz ziemny na europejskich rynkach spadły o ok. 14 proc. osiągając najniższy poziom od miesiąca. Ich śladami podążała dziś rano cena kontraktów na amerykański gaz ziemny (Henry Hub), która spadała o 6,24 proc.

Amerykański dolar słabł dziś rano względem euro (EUR/USD +0,39 proc.) i japońskiego jena (USD/JPY -0,61 proc. ok. godz. 9:05).

Polski złoty minimalnie słabł dziś rano względem euro (EUR/PLN +0,09 proc.) i nieznacznie umacniał się względem amerykańskiego dolara (USD/PLN -0,29 proc.).

Po silnych spadkach w czwartek i piątek kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymuje się w okolicach poziomu 16700 USD ( -0,17 proc. ok. godz. 9:05).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

To był dobry rok dla magazynów. Kolejny zapowiada się podobnie

Pomimo zmian, jakie zaszły w gospodarce światowej oraz geopolityce, rynek powierzchni przemysłowo-logistycznej w Polsce znajduje się w bardzo dobrej kondycji. Zarówno właściciele obiektów, jak i najemcy szybko dostosowali się do nowej sytuacji, co gwarantuje dalszy rozwój tego sektora. Eksperci firmy Colliers wybrali najważniejsze wydarzenia na rynku nieruchomości przemysłowo-logistycznych w 2022 r. i trendy, które będą kształtować rynek w nadchodzącym roku.

Najważniejsze wydarzenia 2022 na rynku magazynowym

  1. Wybuch wojny i jego konsekwencje

Wybuch wojny w Ukrainie spowodował lekkie spowolnienie na rynku magazynowym w Polsce wywołane zerwaniem łańcuchów dostaw. Z biegiem czasu część z nich udało się odbudować oraz znaleźć nowych dostawców. Od początku marca deweloperzy borykali się m.in. z problemem braku dostępności materiałów budowlanych, co powodowało wzrost cen. Przykładowo, według danych Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa cena stali gwałtownie wzrosła, osiągając swoje maksimum na przełomie I i II kw. 2022 r. Obecnie znajduje się w trendzie spadkowym i jest ok. 10% tańsza niż przed wybuchem wojny w Ukrainie.

  1. Czynsze w górę

Od początku marca 2022 r. widoczny był wzrost czynszów bazowych o 20-40% oraz czynszów efektywnych o 20-50%. To efekt m.in. wzrostu cen paliw i materiałów budowlanych, wzrostu kosztów finansowania projektów oraz pogorszenia nastrojów funduszy inwestycyjnych. Wzrost stawek nie osłabił jednak aktywności najemców.

– Nieruchomościami przemysłowo-logistycznymi wciąż najbardziej zainteresowani są najemcy z sektora 3PL. Ponad połowa popytu z III kw. 2022 r. została wygenerowana właśnie przez operatorów logistycznych. Na początku pandemii COVID-19 znacznie wzrosło zainteresowanie powierzchnią logistyczną firm związanych z sektorem e-commerce. Obecnie firmy te wciąż generują względnie wysoki popyt na rynku, jednak w mniejszym stopniu niż półtora roku temu – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

  1. Wzrost stóp kapitalizacji

Końcówka I kw. 2022 r. przyniosła odwrócenie trendu spadku stóp kapitalizacji, co spowodowane było m.in. presją inflacyjną oraz pogorszeniem nastrojów wśród inwestorów. W 2022 r. stopy kapitalizacji dla najlepszych obiektów logistyczno-przemysłowych wzrosły o kilkadziesiąt punktów bazowych.

– Po okresie pandemicznej „gorączki zakupowej” w sektorze logistycznym nastąpiło ochłodzenie rynku inwestycyjnego. Przyczyn tego należy upatrywać przede wszystkim we wzroście stóp procentowych. W konsekwencji wzrósł koszt kapitału, zmniejszyła się również dostępność finansowania dłużnego. W efekcie inwestorzy są obecnie bardziej selektywni i nakierowani na zakupy pojedynczych nieruchomości lub ich niewielkich portfeli. Szczególnie atrakcyjne z ich punktu widzenia są magazyny wynajęte historycznie po niższych stawkach (względem wyższych czynszów w nowo budowanych obiektach), co zmniejsza ryzyko inwestycji i daje dobre perspektywy zwiększenia dochodu z nieruchomości. Na podobny efekt liczą też inwestorzy nabywający obiekty wynajęte długoterminowo i jednocześnie oferujące indeksację czynszu w oparciu o wskaźnik inflacji – mówi Paweł Suracki, Dyrektor w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

Duży wpływ na atrakcyjność polskiego rynku w 2023 roku w oczach inwestorów będzie miało dostarczanie przez deweloperów nowych obiektów.

– Przełoży się to na zwiększenie skali rynku, a co za tymi idzie większą płynność i chęć inwestorów do większego zaangażowania na tym rynku – dodaje Paweł Suracki.

  1. Więcej pustostanów

W I kw. 2022 r. wskaźnik pustostanów osiągnął najniższą wartość w historii rynku – 3,1%, lecz w kolejnych kwartałach wzrósł do poziomu ponad 4%. Skok ten był spowodowany głównie przez wysoki wolumen nowej, niewynajętej powierzchni oddanej do użytku.

  1. Trudniej o finansowanie

Na koniec I kw. 2022 r. wolumen powierzchni w budowie wyniósł 4,8 mln mkw., co było najwyższą wartością w historii rynku powierzchni przemysłowej i logistycznej. W II i III kw. nastąpił jednak spadek wolumenu powierzchni w budowie, co było spowodowane m.in. brakiem dostępności materiałów budowlanych, wzrostem ich cen oraz trudnościami związanymi z finansowaniem budów obiektów logistycznych i przemysłowych.

– Jeszcze rok temu, banki aby sfinansować budowy, oczekiwały od deweloperów poziomu przednajmu wynoszącego około 20%. Dziś jest to nawet ok. 40%. Deweloperzy, mimo chęci budowania obiektów spekulacyjnych, co jest motywowane wysokim popytem na powierzchnię, w większości nie decydują się na finansowanie własne. Efektem jest spadek wolumenu powierzchni spekulacyjnej w budowie – mówi Maciej Chmielewski.

Co nas czeka w 2023 na rynku magazynowym?

  1. Kolejna granica zostanie przekroczona

W pierwszych trzech kwartałach 2022 r. oddano do użytku więcej powierzchni logistyczno-przemysłowej niż w jakimkolwiek pełnym roku w historii rynku. Wolumen powierzchni w budowie jest nadal stosunkowo wysoki, pomimo jego spadku. Szacuje się, że w 2023 r. całkowite zasoby rynku przemysłowo-logistycznego przekroczą 30 mln mkw.

  1. Dalszy wzrost czynszów

Kolejny rok może przynieść dalszy wzrost czynszów, jednak nie będzie on tak dynamiczny jak w  2022. Pomimo rosnących stawek Polska pozostanie atrakcyjnym rynkiem I&L w porównaniu z Europą Zachodnią i będzie przyciągać kolejnych najemców. Poza aspektem finansowym, istotnymi czynnikami budującymi zainteresowanie najemców Polską są jej położenie – w pobliżu zachodnioeuropejskich rynków zbytu – i rozwijająca się infrastruktura transportowa.

  1. Jeszcze więcej wolnej powierzchni

W 2023 roku spodziewany jest dalszy wzrost pustostanów ze względu na prognozowany wysoki poziom nowej podaży. Wzrost ten nie świadczy jednak o gorszej kondycji rynku.

– Niska stopa pustostanów jest zjawiskiem pożądanym przez poszczególnych właścicieli obiektów, gdyż oznacza, że mają oni zapewniony niezakłócony dochód z czynszów. Jednak w przypadku całego rynku bardziej pozytywnym zjawiskiem jest stopa pustostanów wyższa o kilka punktów procentowych, która pozwalałaby zachować równowagę rynkową oraz umożliwiłaby najemcom szybsze zaspokajanie popytu – zaznacza Maciej Chmielewski.

  1. Konieczne zmiany

Rosnące ceny energii i trend związany z wdrażaniem przez przedsiębiorstwa strategii ESG (Environment, Social, Governance) powodują, że najemcy i deweloperzy coraz częściej inwestują w zielone rozwiązania dla swoich budynków. Największym zainteresowaniem cieszy się fotowoltaika, niestety na inwestycję w farmy fotowoltaiczne na ten moment stać tylko największych najemców, choć i wśród mniejszych podmiotów widać zainteresowanie tematem. Kolejne miejsca zajmują odzysk ciepła, ładowarki do samochodów elektrycznych (osobowych i vanów) oraz gospodarowanie wodą.

– Te rozwiązania w dużej mierze stanowią realną odpowiedź na zaostrzanie unijnej polityki dekarbonizacji Europy oraz sposób na oszczędzanie. Niestety jednym z głównych problemów ograniczających możliwości instalacji fotowoltaiki na obiektach wielkopowierzchniowych, w tym magazynach, jest nośność dachów. Większość z nich została zaprojektowana na eksploatacyjne minimum i nie są w stanie przyjąć dodatkowego obciążenia wynikającego z instalacji paneli PV. Świadomość ekologiczna najemców i aspekty ekonomiczne przyczyniają się jednak do stopniowej zmiany tej sytuacji – mówi Kamil Koper, Senior Associate w Dziale Doradztwa Budowlanego w Colliers.

Potrzebne są także zmiany legislacyjne.

– Kłopotliwe do przejścia są formalności nałożone na deweloperów, w tym otrzymanie koncesji na sprzedaż energii elektrycznej. Obsługa samej biurokracji zmusza do zatrudnienia przynajmniej kilku dodatkowych pracowników administracyjnych. Przeszkodą bywa również brak uwzględnienia fotowoltaiki w Miejscowych Planach Zagospodarowania Przestrzennego – wskazuje Martyna Bekulard, Senior Associate w Dziale Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

  1. Friendshoring

Od początku wojny w Ukrainie coraz częściej mówi się o zjawisku zwanym friendshoringiem. Polega ono na tworzeniu sieci logistycznych w krajach, które współpracują ze sobą gospodarczo, politycznie oraz militarnie. Od lutego 2022 r. wiele firm zdecydowało się na wyjście z rynków takich jak Ukraina, Rosja czy Białoruś. Jednym z przykładów friendshoringu związanego z produkcją jest przeniesienie produkcji wiązek elektrycznych z Ukrainy do Polski w przypadku firmy MAN.

– Trend ten nie jest na razie zjawiskiem masowym, dotyczy raczej pojedynczych przypadków. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że kolejne firmy są na etapie procesowania relokacji m.in. z Ukrainy, w roku 2023 możemy się spodziewać kolejnych przykładów tego zjawiska – mówi Antoni Szwech, analityk z Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Podsumowanie 2022 r. na rynku nieruchomości przemysłowych i magazynowych i prognoza na 2023 r.

Rynek magazynowy w 2022 roku utrzymał swoją pozycję jako jeden z dynamiczniej rozwijających się sektorów nieruchomości w Polsce, pomimo zakłóceń łańcuchów dostaw, przekładających się na wzrost ogólnych kosztów budowy, a także na wzrost czynszów. Przyszły rok będzie okresem, kiedy słowa nearshoring, reshoring czy friendshoring będą odmieniane na rynku przez wszystkie przypadki, a dążenie do optymalizacji kosztów i szukanie oszczędności będą największymi wyzwaniami dla uczestników rynku magazynowego.

W 2022 roku na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce, wskutek wzmożonej aktywności deweloperów, byliśmy świadkami rekordowego wolumenu nowej podaży. Tylko w pierwszych trzech kwartałach zasoby magazynów zwiększyły się o prawie 3,6 mln mkw., jest to wynik o ok. 16% wyższy niż rekordowy wolumen nowej podaży w całym 2021 roku. Kolejny przynajmniej 1 mln mkw. magazynów zostanie jeszcze ukończony w IV kw. tego roku. Niemniej w ostatnich dwóch kwartałach obserwujemy powolny spadek ogólnej aktywności deweloperów. Na koniec III kw. 2022 roku wolumen powierzchni magazynowej w budowie wynosił poniżej 4 mln mkw., a na koniec roku może zmniejszyć się nawet do ok. 3,6 mln mkw.

Ze względu na wysoki koszt pozyskania finansowania liczba nowo rozpoczynanych projektów magazynowych się zmniejsza, szczególnie dotyczy to projektów realizowanych na zasadach spekulacyjnych. Dodatkowo wymóg banków dotyczący posiadania przynajmniej 50% poziomu komercjalizacji nie ułatwia deweloperom zadania. W związku z tym w 2023 roku częściej będą realizowane inwestycje magazynowe na zasadach BTS czy BTO, ze względu na mniejsze ryzyko związane z realizacją takiego przedsięwzięcia w porównaniu z inwestycją spekulacyjną. Co z kolei spowoduje, że deweloperzy, którzy zdecydują się na rozpoczęcie projektów na zasadach spekulacyjnych, szczególnie w lokalizacjach z niskim poziomem dostępnej powierzchni magazynowej do wynajęcia, będą mogli dyktować warunki najmu.

Zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową w 2022 roku utrzymywało się na stabilnym, dość wysokim poziomie. Wysokie koszty budowy oraz rosnące obciążenia związane z opłatami eksploatacyjnymi powodują, że firmy ostrożniej podchodzą do planów rozwoju. Łączny popyt na magazyny w okresie I-III kw. wyniósł ponad 5,3 mln mkw., a patrząc na średnie wartości z IV kw. z ostatnich 5 lat możemy się spodziewać kolejnych 1,6 mln mkw. podpisanych do końca roku. Podobnie jak na rynku biurowym widzimy wzrost zainteresowania najemców renegocjacjami i odnowieniami umów. Łącznie w I-III kw. ich udział w całkowitym popycie wyniósł prawie 30%, a w samym III kw. było to prawie 40%.

Firmy z sektora e-commerce oraz operatorzy logistyczni nadal pozostają głównym motorem napędowym magazynowego popytu. Niemniej coraz mocniej zarysowuje się zjawisko reshoringu, wskutek którego coraz więcej firm produkcyjnych decyduje się na przeniesienie części lub całości swojej działalności m.in. do Polski. Potwierdza to też ostatni raport firmy Reuters „A generational shift in sourcing”, w którym Polska, wg ankietowanych, będzie jednym z głównych beneficjentów tego zjawiska, czyli przeniesienia produkcji bliżej rynku zbytu w celu zmniejszenia ryzyka związanego z zakłóconymi i/lub zerwanymi łańcuchami dostaw.

Od początku 2022 roku obserwujemy wzrost czynszów o ok. 15%-20%, a nawet do 30%, w zależności od lokalizacji. Powoli się one stabilizują. Nie można wykluczyć jednak kolejnych wzrostów czynszów w najbardziej popularnych lokalizacjach. Na chwilę obecną nowo budowane magazyny kwotowane są na poziomie bazowym powyżej EUR 4/mkw./miesiąc, który jest już ogólnie akceptowany przez uczestników rynku magazynowego, co może sugerować, że ten pułap zostanie z nami na dłużej.

Rosnąca świadomość ekologiczna będzie przekładała się na coraz szersze wprowadzanie rozwiązań z zakresu ESG też do magazynów. Już teraz widzimy wiele działań zarówno ze strony najemców, jak i deweloperów, które mają na celu ograniczenie zużycia mediów, przede wszystkim energii, czy też stworzenie bardziej przyjaznego środowiska pracy. Stosowanie rozwiązań z zakresu ESG przekłada się na wymierne korzyści, ponieważ oprócz niższych kosztów funkcjonowania, taki obiekt jest bardziej poszukiwany zarówno wśród najemców, jak i potencjalnych inwestorów.

Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych, Newmark Polska

Druki samokopiujące – wszystko co musisz o nich wiedzieć! Poradnik drukarza

Opisując druki samokopiujące, w najprostszy sposób można określić je jako dokumenty biurowe wypełniane ręcznie. Warto zaznaczyć, że produkcja druków samokopiujących jest dość skomplikowana, ponieważ cały proces wydruku odbywa się na specjalnych offsetowych papierach samokopiujących. Korzystanie z takich wydruków daje pewność, że używanie ich będzie wygodne.

Standardowy druk samokopiujący – jak wygląda?

Każdy druk samokopiujący składa się z oryginału oraz kopii, gdzie pojedynczy zestaw, nazywany jest kompletem. Każdy komplet składa się z białej karty oraz jednej/dwóch kart kolorowych. Oryginałem jest nazywana biała karta, a kopią kolorowa. Najpopularniejszą formą, pozwalającą na korzystanie z druku samokopiującego, jest korzystanie z bloczków samokopiujących. Takie bloczki zawierają zwykle gotowe druki pozwalające na sporządzanie:

  • rachunków,
  • pokwitowań,
  • list zamówień,
  • ksiąg rachunkowych,
  • dokumentów logistycznych, potwierdzających np. odbiór lub dostarczenie dostawy,
  • dokumentów magazynowych,
  • protokołów,
  • sprawozdań,
  • umów,
  • wniosków

Druki samokopiujące mają bardzo szeroki wachlarz zastosowań, przez co zwykle są chętnie wykorzystywane w firmach działających w rozmaitych branżach.

Jak wygląda produkcja druków samokopiujących?

Bloczki z drukami samokopiującymi są bardzo praktyczne, ale jednocześnie wyprodukowanie ich jest skomplikowanym procesem. Jakość gotowych druków jest uzależniona od wielu czynników, które należy uwzględnić podczas tworzenia ich. Większość drukarni decyduje się na standardowe formaty kart, takie jak np. A5, A4 lub DL, dzięki czemu bloczki są praktyczne. Warto podkreślić, że biała karta będąca oryginałem oraz kolorowe kopie nie są przypadkowym rozwiązaniem. Dzięki temu, że poszczególne rodzaje kart są w różnych kolorach, można je łatwo segregować, utrzymując porządek w dokumentach, co przekłada się na lepsze funkcjonowanie administracji.

Jeżeli chodzi o sam proces drukowania, to bloczki powstają zwykle z wykorzystaniem technologii cyfrowej, dzięki czemu jakość wydruków nie odbiega od wydruków offsetowych. Druki samokopiujące zawsze powstają na specjalnym papierze samokopiującym, którego gramatura wynosi zazwyczaj od 60 do 80 gram.

Więcej informacji na temat procesu powstawiania/druku bloczków samokopiujących dowiedzie się ze strony drukarni – DRUCZKI.EU

Druki samokopiujące – cechy

To, jaką metodę wybiera się do wykonania druków samokopiujących, zależy zwykle od wielkości nakładu. Do mniejszych zamówień wybiera się zwykle metodę risograficzną, a do większych – offsetową. Arkusze wykorzystywane w drukach samokopiujących są zazwyczaj dość cienkie, aby możliwe było bezproblemowe uzyskanie kilku warstw. Jednocześnie jednak warto zaznaczyć, że górny i dolny arkusz zawsze są grubsze. Dla zachowania maksymalnej dokładności wyrównania obrazu, konieczne jest zachowanie wielkości pól informacyjnych, w graniach co najmniej 2×2 cm. Jeżeli chodzi o kolory kopii, to zwykle są one różowe, żółte, zielone lub niebieskie. Na koniec warto wspomnieć, że istnieją nietypowe rodzaje papieru samokopiującego, które pozwalają na kopiowanie tekstu ze zwykłego arkusza papieru.

Logistyka sklepów internetowych: czym jest, jakie usługi obejmuje

Logistyka sklepów internetowych: czym jest, jakie procesy i usługi obejmuje, ile kosztuje?

Logistyka sklepu internetowego ma kluczowe znaczenie w powodzeniu Twojego e-biznesu. Choć jest to niewidoczna część procesu zakupowego, ma ona duże znaczenie w realizacji zamówień i budowaniu zadowolenia klientów. Jeśli od niedawna prowadzisz sklep internetowy, zaprojektowanie procesów związanych z logistyką może być sporym wyzwaniem.

Ten artykuł pomoże Ci w tym zadaniu. Powiemy też o tym, czym tak właściwie jest logistyka e-commerce, jakie procesy wchodzą w jej skład i jaki model logistyczny będzie optymalny dla Twojego sklepu.

Czym jest logistyka dla e-commerce?

Logistyka dla e-commerce obejmuje szereg procesów, odpowiadających za prawidłowe dostarczenie zamówienia złożonego w sklepie internetowym do klienta końcowego. Logistyka w e-commerce zaczyna się od dostawy towarów pochodzących od producentów do centrum logistycznego, gdzie towary są następnie magazynowane. Gdy w systemie pojawi się nowe zamówienie, odpowiednie produkty są kompletowane, pakowane i wysyłane do odbiorcy. Na tym jednak praca nie zawsze się kończy – czasami dochodzi kwestia zwrotów, szczególnie częstych w przypadku artykułów modowych.

Więcej na temat logistyki dla e-commerce znajdziesz na blogu Omnipack.

Co wchodzi w skład logistyki sklepów internetowych?

W skład logistyki sklepów internetowych wchodzi zatem wszystko to, o czym pisaliśmy powyżej, czyli: dostawa, magazynowanie, kompletowanie, wysyłka zamówień i obsługa zwrotów. Jednak dla prawidłowego funkcjonowania logistyki w Twoim sklepie internetowym niezbędne są również inne elementy, które w dużej mierze zależą od wybranego modelu logistycznego.

Chodzi przede wszystkim o:

  • rozwiązania magazynowe – wyposażenie przestrzeni magazynowej w odpowiednią infrastrukturę przystosowaną do składowanych rodzajów produktów;
  • zarządzanie magazynem – właściwe oprogramowanie WMS, optymalizacja przestrzeni magazynowej i szkolenia kadry pracowniczej;
  • współpraca z kurierami – dystrybucja przesyłek, transport paczek, negocjowanie umów z przewoźnikami;
  • integracja z platformą sprzedażową – kluczowy element umożliwiający szybki przepływ informacji o nowych zamówieniach i stanach magazynowych;
  • obsługa celna – trzeba mieć ją na uwadze, jeśli prowadzisz sprzedaż w modelu cross-border.

Modele logistyczne – który wybrać?

Własny magazyn 

Rozwiązanie ma najwięcej plusów w momencie, kiedy Twój biznes e-commerce jest jeszcze na tyle mały, że stosunkowo łatwo możesz samodzielnie poradzić sobie z realizacją zamówień. Prowadzenie własnego magazynu ma jednak jedną główną wadę: znacząco utrudnia skalowanie biznesu.

Problem pojawia się w momencie, gdy Twój biznes rośnie, czyli sklep internetowy zaczyna obsługiwać coraz większą liczbę zamówień. Niezbędny wtedy staje się wynajem dodatkowej powierzchni magazynowej oraz zatrudnienie pracowników. Wszystko to tworzy koszty oraz pochłania czas. A co w momencie, w którym sprzedaż z powrotem spada? Redukcja skali działalności to dodatkowa komplikacja, która naraża Cię na koszty.

 Dropshipping

W tym modelu całym procesem obsługi zamówień, czyli pakowaniem i wysyłką zajmuje się producent lub dystrybutor. W dropshippingu sklep internetowy jest jedynie pośrednikiem, który pozyskuje klientów i prowadzi komunikację z nimi. Cała reszta jest po stronie dostawcy. Chociaż rozwiązanie może się wydawać wygodne, szczególnie dla mniejszych sklepów, to ma ono również swoje wady. Powodzenie Twojego biznesu zależy od strony trzeciej, a w przypadku ewentualnych problemów to Ty musisz się z nimi uporać, nawet jeśli nigdy nie miałeś sprzedawanego towaru w rękach.

Fulfillment

To najbardziej elastyczny model logistyczny. Fulfillment polega na outsourcingu logistyki sklepu internetowego do zewnętrznego operatora, określanego często jako centrum fulfillmentowe. W tym rozwiązaniu dostawca logistyki jest odpowiedzialny za wszystkie operacje niezbędne do realizacji zamówień. 

To właśnie partner logistyczny składuje u siebie sprzedawane produkty, dba o integrację z Twoją platformą e-commerce, przyjmuje dostawy i wysyła zamówienia. Takie firmy często też zajmują się kompleksową obsługą zwrotów i reklamacji. 

Dzięki fulfillmentowi właściciele biznesów e-commerce zyskują profesjonalną logistykę – szybką i bezbłędną obsługę zamówień, możliwość łatwego skalowania biznesu (także poza granicami kraju) oraz znaczące oszczędności czasowe i finansowe (szczególnie przy dużej skali biznesu). Outsourcing usług logistycznych w ręce doświadczonej firmy, takiej jak np. Omnipack to także wsparcie biznesowe na każdym etapie. To dobre rozwiązanie dla każdego sklepu, który się dynamicznie rozwija.

Ile kosztuje outsourcing logistyki sklepów internetowych?

Na koszt takiej usługi składa się wiele elementów, w tym:

  • wolumen sprzedaży,
  • usługi dodatkowe (np. ekspresowa wysyłka),
  • wielkość i rodzaj stocku.

Koszt outsourcingu logistyki jest kosztem zmiennym, czyli jest ściśle powiązany z wielkością sprzedaży w danym miesiącu.

Jak wybrać dostawcę usług logistycznych?

Wybór odpowiedniego dostawcy zależy w dużej mierze od rodzaju asortymentu, jakim dysponujesz oraz tym, czy działasz lokalnie, czy międzynarodowo. Załóżmy, że masz już wybranego dostawcę, jak i listę rynków, które Cię interesują. Czy na tym koniec? Nie.

O sukcesie outsourcingu usług logistycznych w dużym stopniu decyduje prawidłowa integracja z oprogramowaniem e-commerce, z którego korzystasz. Twój operator logistyczny musi mieć wgląd w czasie rzeczywistym w pojawiające się zamówienia, aby zagwarantować sprawną ich realizację. Dowiedz się, jakie możliwości ma firma, z którą planujesz współpracę.

Kolejna kwestia, którą należy wziąć pod uwagę to tzw. perfect order ratio, czyli poziom bezbłędności w realizacji zamówień. Jeśli np. wynosi on 99%, oznacza to, że na 100 wysłanych zamówień, 99 zostało zrealizowanych prawidłowo. Omnipack osiąga wynik 99,92%. Zapytaj o perfect order ratio przed podpisaniem umowy!

Wybierając dostawcę usług logistycznych, warto zdobyć również odpowiedzi na poniższe pytania:

  • Jaki jest oferowany czas dostawy?
  • Czy obsługa obejmuje zwroty i reklamacje?
  • Jakie rodzaje zabezpieczeń stosuje dana firma w swoich magazynach?
  • Czy dany operator działa 24/7?
  • Czy możliwe jest pakowanie zamówień zgodnie z wytycznymi klienta?

Rozważając outsourcing usług logistycznych, warto również dowiedzieć się, czym są centra logistyczne i jakie pełnią funkcje.

Podsumowanie

Planując logistykę sklepu internetowego, w pierwszej kolejności zdecyduj, jaki model logistyczny będzie dla Ciebie najlepszy. W momencie, w którym Twój biznes e-commerce jest jeszcze na tyle mały, że jego logistyka nie zajmuje wiele czasu, własny magazyn może okazać się optymalnym rozwiązaniem. Wraz ze wzrostem skali, warto pomyśleć o wsparciu doświadczonego partnera.

Decydując się na dropshipping, masz możliwość łatwego wejścia na rynek e-commerce,bez konieczności posiadania dużych środków finansowych. Jeśli jednak prowadzisz sklep internetowy, który stale się rozwija, koniecznie rozważ outsourcing usług logistycznych i współpracę z centrum fulfillmentowym. 

Usługa fulfillmentu to profesjonalne zarządzanie logistyką na każdym etapie. Współpracując z zaufaną firmą, taką jak Omnipack, masz pewność, że Twoje zamówienia zostaną zrealizowane bez pomyłek i szybko trafią do klientów. To kwestie kluczowe w zapewnianiu wysokiej jakości obsługi klienta!

Dowiedz się, jak Twój biznes e-commerce może zyskać na outsourcingu logistyki do doświadczonego operatora. Skontaktuj się z doradcami w zakresie logistyki na Omnipack.com.

Dla kogo jest biuro wirtualne

Możliwość pracy zdalnej ceni wiele osób. Są to nie tylko freelancerzy i pracownicy kontraktowi, ale także – osoby zatrudnione na etacie. Wszystko dzięki nowoczesnym rozwiązaniom pozwalającym na prowadzenie nieprzerwanej pracy w zespole za pośrednictwem wideokonferencji oraz czatów internetowych. Prezesi firm także doceniają benefity płynące z pracy w modelu zdalnym czy hybrydowym chociażby przez wzgląd na zmniejszenie miesięcznych opłat związanych z utrzymaniem biura.

Upowszechniający się standard pracy w trybie home office wpływa także na popularyzację alternatywnych rozwiązań dotyczących wynajmu lokali przeznaczonych do pracy. Ma to szczególne znaczenie w przypadku tzw. wolnych strzelców czy osób prowadzących jednoosobową działalność, którzy nie potrzebują fizycznej placówki do przyjmowania interesantów lub składowania produktów. Biuro wirtualne to doskonały sposób na zachowanie stuprocentowej transparentności wobec polskiego prawa przy jednoczesnym zniesieniu konieczności płacenia co miesiąc za lokal, którego nie potrzebujemy.

Wirtualne biuro w Warszawie – kogo zainteresuje?

Stolica jest miejscem często wybieranym na siedzibę biura. Nawet jeśli przedsiębiorstwo zaczynało w innej miejscowości, to naturalną konsekwencją rozwoju staje się przeniesienie do Warszawy. To właśnie tam istnieje możliwość na poszerzenie swojej działalności, zdobycie wartościowych kontaktów biznesowych oraz branie udziału w cyklicznych targach i eventach. Natomiast warto zaznaczyć, że to przede wszystkim kwestia statusu. Wirtualne biura w Warszawie są popularne ze względu na prestiż związany z ogłaszaniem siedziby swojej firmy w stolicy. A to zawsze wywiera pozytywne wrażenie na klientach i kontrahentach.

Nawet jeśli pracujemy jako freelancer i chcemy zalegalizować swoją działalność – musimy postarać się o lokal, pod którego adresem będzie funkcjonowało nasze przedsiębiorstwo. Warto wtedy postawić na biuro wirtualne. Nie będzie nam potrzebna fizyczna przestrzeń do pracy. Jeśli wykorzystujemy wyłącznie komputer, to z powodzeniem wypełnimy wszystkie obowiązki we własnych czterech kątach, zatem e-biuro okaże się znacznie oszczędniejszym rozwiązaniem.

Taka opcja to strzał w dziesiątkę również w przypadku przedsiębiorców często zmieniających miejsce pobytu lub podróżujących po Polsce. W takim przypadku posiadanie siedziby w jednym miejscu nie jest potrzebne. Wirtualne biuro pełni więc funkcję legalizacyjną oraz jako kontakt pocztowy.

Wirtualne biuro – oszczędność pieniędzy

Biuro w formule elektronicznej przyda się również osobom borykającym się z trudnościami finansowymi. Powołanie do istnienia swojej własnej działalności nierzadko wiąże się z koniecznością inwestycji. Nie zawsze można zatem wygospodarować środki na comiesięczne opłaty. A jeśli w grę wchodzi Warszawa lub inne podobne pod liczbą mieszkańców miasto w Polsce, to z pewnością ceny za wynajem nie będą niskie. Wirtualne biura pozwalają na ogromną oszczędność w skali miesiąca.

Na końcu warto jeszcze wspomnieć o osobach, które boją się lub po prostu nie chcą rejestrować działalność pod swoim adresem domowym. Adres ten musiałby zostać upubliczniony, na co nie każdy jest w stanie wyrazić zgodę. Zatem można zdecydować się na wirtualne biuro w Warszawie, samemu mieszkając w zupełnie innym mieście i tym samym zachować swoją prywatność.

Czy po zmianach podatkowych IKZE nadal jest atrakcyjne?

IKZE, czyli Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, pozwala samodzielnie odkładać środki na przyszłą emeryturę. Czy po zmianach wprowadzonych w ramach Polskiego Ładu oszczędzanie w ten sposób nadal jest atrakcyjne? Jakie zmiany w IKZE mogą być potrzebne w przyszłości?

Wpłaty dokonane na IKZE można odliczyć do wysokości ich rocznych limitów, rozliczając PIT. Maksymalna kwota wpłat w 2022 roku wynosi 10 659,60 zł dla przedsiębiorców oraz 7106,40 zł dla pozostałych osób. Wypłata środków z IKZE, po spełnieniu warunków wieku, obłożona jest podatkiem w wysokości 10%.

IKZE a płaca minimalna

Zmiany w podatku PIT, które zaszły w tym roku mogą spowodować, że mniej podatników będzie chciało skorzystać IKZE. Kwota dochodu wolna od podatku wynosi obecnie 30 tys. zł. Pracownik, który otrzymuje wynagrodzenie minimalne, nie przekroczy tej kwoty w ciągu roku. Dlatego wpłacając środki na IKZE nie będzie miał możliwości rozliczenia ich w zeznaniu rocznym.

Sytuacja takich pracowników w przyszłym roku nie zmieni się znacząco. Wynagrodzenie minimalne będzie podnoszone dwa razy: od stycznia będzie to 3490 zł brutto, a od lipca do 3600 zł brutto. Przy minimalnej pensji dochód do opodatkowania wyniesie więc 33 708 zł. Z kolei limit wpłat na IKZE w przyszłym roku dla osób prowadzących działalność gospodarczą to 12 483 zł, a dla pozostałych –  8322 zł.

Gdyby więc pracownik otrzymujący minimalne wynagrodzenie zdecydował się na maksymalną wpłatę, to i tak odliczy od podatku tylko 3708 zł – różnicę między osiągniętym dochodem a kwotą wolną. Korzyść podatkowa w tym przypadku wyniesie 445 zł. Jednak, jeśli w przyszłości na emeryturze pracownik będzie wypłacał środki, to będzie musiał zapłacić podatek 10% od całości wpłat. Od maksymalnej wpłaty przy wypłacie środków z IKZE wyniósłby on 832 zł dla pracownika.

W związku z tym powstaje pytanie, czy pracownikowi zarabiającemu pensję minimalną opłaca się dokonywać wpłat w wysokości przekraczającej możliwość odliczenia podatkowego. Druga ważna kwestia: czy nawet jeśli osiągany dochód pozwala na odliczenie pełnej kwoty wpłat, to obniżenie pierwszego progu podatkowego do 12% jest atrakcyjne w kontekście IKZE. Oszczędność to wprawdzie 12%, jednak przy wypłacie środków obciążenie wynosi 10%.

Ile zyska przedsiębiorca?

Jeśli przedsiębiorca rozliczający się na skali podatkowej i mieszczący się w pierwszym progu podatkowym, wpłaci w 2022 r. pełną możliwą kwotę na IKZE (10 659,60 zł), to na podatku zyska 1279 zł. Jednak przy wypłacie środków będzie musiał zapłacić 1066 zł. Realnie oszczędzi więc tylko 213 złotych.

Wyliczenie to nie obejmuje oczywiście ewentualnych zysków, które fundusz może wypracować. Trzeba jednak mieć też na uwadze, że inwestowanie w IKZE to również ryzyko utraty środków. W związku z tym podatnicy z pierwszego progu podatkowego mogą nie odczuwać znaczących korzyści, a to na pewno nie będzie ich zachęcało do dalszych wpłat.

Dla podatników z drugiego progu podatkowego potencjalny zysk może być dużo wyższy. Przedsiębiorca wykorzystując przysługujący mu limit w 2022 roku zyska na podatku 3411 zł (maksymalna wpłata x 32% podatku).  Natomiast w przypadku przedsiębiorców rozliczających się na podatku liniowym ulga za 2022 r. może maksymalnie wynieść 2025 zł (maksymalna wpłata x 19% podatku). po zmianach podatkowych IKZE po zmianach podatkowych IKZE

Co można zmienić?

Według założeń podatnicy mieli ulgę w IKZE odczuwać od razu. Jednak przy obecnie obowiązującej kwocie wolnej od podatku może to być niemożliwe. Podatnicy osiągający niższe dochody nie zawsze będą więc skłonni dokonywać większej wpłaty na IKZE, bo nie będą mogli odliczyć jej wysokości od dochodu. Dlatego warto się zastanowić, czy nie umożliwić im odliczania wpłat na IKZE np. w okresie 5 letnim. Dzięki temu mogliby niewykorzystane wpłaty ująć w przyszły latach. Można by też pójść o krok dalej i – tak jak przy uldze prorodzinnej – wprowadzić możliwość odliczenia kwoty niewykorzystanego podatku od zapłaconych składek ZUS.

Drugim rozwiązaniem mogłaby być rezygnacja z opodatkowania stawką 10% nieodliczonych od dochodu rocznego wpłat na IKZE. Jednak mam obawy, czy to rozwiązanie zadowoliłoby podatników. Potencjalne zyski w dalszej przyszłości mogą nie być dla nich wystarczającą zachętą do oszczędzania.

Uważam, że co do zasady IKZE jest dobrym rozwiązaniem, gdyż wpłaty na nie można odliczyć od podstawy opodatkowania. Z kolei wypłaty wraz z potencjalnymi zyskami opodatkowane są stawką 10%, która jest konkurencyjna w stosunku do podatku Belki od odsetek kapitałowych.

Obecnie jednak trwają rozmowy dotyczące wprowadzenia kwoty wolnej w podatku Belki. Jeśli tak się stanie, to być może bardziej opłacalnym instrumentem odkładania na własną rękę na przyszłą emeryturę staną się lokaty bankowe czy też inne instrumenty finansowe, przy jednoczesnym korzystaniu z kwoty wolnej od wypracowanych zysków. W mojej ocenie należy podjąć zdecydowane kroki, które uatrakcyjnią IKZE.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Rynek biurowy przed zakrętem

W 2023 roku biura będą droższe, a ich dostępność w topowych lokalizacjach największych miast mniejsza.

Podwyżki kosztów wynajmu biur, ograniczona dostępność powierzchni w budynkach o wysokim standardzie zlokalizowanych w centralnych obszarach biznesowych oraz niski poziom nowej podaży to główne wskaźniki, które będą miały wpływ na kształtowanie się sytuacji w sektorze w 2023 roku.

Ostatnie trzy lata przyniosły wiele zmian na rynku biurowym. Zmienił się system pracy oraz sposób aranżacji powierzchni. Proces wieloletniego, szybkiego rozwoju rynku biurowego został zahamowany. Rosnące koszty budowy i finansowania projektów sprawiają, że inwestorom trudno jest oszacować ostateczną wysokość budżetu na budowę, w związku z czym przesuwają terminy rozpoczęcia realizacji nowych inwestycji.

Nowa podaż ostro w dół

Na rynkach regionalnych powstaje o 30 proc. mniej powierzchni biurowych niż przed pandemią, natomiast w Warszawie buduje się pięć razy mniej biur niż trzy lata temu.  Dostępność powierzchni prime na rynku warszawskim maleje. Efektem ograniczonej, nowej podaży przy popycie utrzymującym się na niższym niż w 2019 roku, ale stabilnym poziomie jest lekki wzrost stawek czynszowych. Dotyczy to szczególnie wysokiej klasy biurowców położonych w centrum i w strefach biznesowych usytuowanych poza ścisłym centrum Warszawy, ale także najlepszych nieruchomości na największych biurowych rynkach regionalnych w kraju.

Nowa oferta biurowa jest skromna. W Warszawie w trzecim kwartale br. większość powierzchni dostarczyła wieża Varso Tower, która licząc z iglicą jest najwyższym budynkiem w Unii Europejskiej, oferującym prawie 64 tys. mkw. powierzchni.

W stolicy Dolnego Śląska pozostaje w budowie największa w kraju ilość powierzchni biurowych. Wśród inwestycji realizowanych w mieście znajduje się Infinity (22 tys. mkw.) i Centrum Południe III (20 tys. mkw.). W Krakowie prowadzona jest m.in. budowa projektu Ocean Office Park B (26,5 tys. mkw.) i Kreo (24 tys. mkw.), a w Poznaniu powstaje Andersia Silver (40 tys. mkw.) i Nowy Rynek E (20 tys. mkw.).

Koszty wynajmu w górę

Mamy rekordową inflację, a prognozy mówią o dalszym jej wzroście, co przekłada się na koszt wynajmu biur. Wyzwaniem w 2023 roku będą przede wszystkim opłaty eksploatacyjne. Ze względu na inflację, rosnące koszty nośników energetycznych oraz spodziewane podwyżki płacy minimalnej prognozowany jest znaczny ich wzrost. Przełoży się to na wysokość zaliczek na poczet opłat eksploatacyjnych. Do tego dojdą podwyżki cen mediów.

W obecnych realiach tym bardziej na znaczeniu zyska skutecznie przeprowadzany proces wynajmu biura i negocjacji warunków kontraktu oraz współpraca z merytorycznymi doradcami na rynku nieruchomości komercyjnych, ponieważ zawarte w umowach zapisy tym bardziej powinny zabezpieczać najemców w trudniejszym czasie. Wynegocjowanie optymalnych warunków biznesowych i prawnych będzie wymagało dużo więcej czasu oraz zaangażowania. Minimum 2 lata przed zakończeniem trwającej umowy powinien być rozpoczynany nowy proces analizy i wynajmu, dzięki czemu jest czas na wynegocjowanie wszystkich pozycji na każdym etapie działań i szansa na sporą optymalizację kosztów.

Pięcioletnia umowa najmu nie daje obecnie szans na realizację „biura pod klucz” bez dodatkowych dopłat ze strony najemcy. Ceny wykończenia wzrosły średnio o 30 proc. Najemcy muszą liczyć się z tym, że przy wymagających projektach konieczne będą dopłaty do aranżacji. Z tego względu częściej zawierane są teraz dłuższe, siedmioletnie umowy, co ma równoważyć wynajmującym wzrost kosztów wykończenia powierzchni, a najemcom zmniejszenie dopłat.

Negocjowanie warunków wynajmu

Przy negocjacjach umów należy zatem zwrócić uwagę na wysokość budżetu na aranżację, zwolnienia z czynszu i zawarte w kontrakcie mechanizmy ograniczenia czy kontrolowania wysokości opłat eksploatacyjnych.

Negocjacje warunków umów najmu to wbrew pozorom duży obszar. Można negocjować m.in.: kary umowne, przesłanki do wypowiedzenia umowy, prawo do podnajmu i cesji, wysokość opłat eksploatacyjnych, break option, czy odpowiedzialność przy naprawach. Naszym klientom doradzamy zawsze, aby do Umowy Najmu dołączyć finalny kosztorys, tak aby uniknąć późniejszych dopłat do aranżacji.

Mówiąc o obecnym rynku nie można nie poruszyć kwestii systemu pracy i funkcji dzisiejszych biur. Trzeba zaznaczyć, że celem nie jest dziś samo wynajęcie i aranżacja powierzchni, ale stworzenie miejsca, które będzie sprzyjać  odbudowie kontaktów ze współpracownikami, budowie więzi i poprawie komunikacji w firmie, co przełoży  się na wzrost satysfakcji z pracy.

Większość pracodawców mierzy się z nowymi preferencjami swoich pracowników, którzy niechętnie wracają do biur. Pomimo założeń przyjętych w większości firm, określających proporcje pracy zdalnej, która najczęściej mieści się w przedziale 2 lub 3 dni w tygodniu (średnio 40-60 proc. czasu pracy), frekwencja w biurach oscyluje w okolicy 30 proc.

Hybryda kształtuje miejsca pracy

W najbliższej perspektywie biura funkcjonować będą jako centra pracy kreatywnej i cross-funkcyjnej oraz szkoleniowej. Ich główną funkcją będzie wymiana myśli, wiedzy oraz  budowanie relacji i kapitału społecznego. Celem re-aranżacji biur i przystosowywania ich do tej roli jest tworzenie takiej atmosfery miejsca, która będzie przyciągać do niego pracowników.

Aby przystosować miejsca pracy do hybrydy, firmy redukują obecnie liczbę biurek na rzecz przestrzeni do współpracy. Przechodzą na rozwiązania wykorzystujące elastyczne stanowiska pracy, co wymusza ich współdzielenie. Wprowadzane są zasady czystego biurka. W biurach udostępniane są przy tym locker’sy, zapewniające cichą, wyizolowaną przestrzeń. Powierzchnia aranżowana jest w taki sposób, by była możliwie najbardziej elastyczna i funkcjonalna.

Biura przeznaczone były kiedyś w znacznej mierze dla gości i kontrahentów zewnętrznych, teraz przede wszystkim służą zespołowi. Ich przestrzeń ma aktywizować pracowników i dostarczać im narzędzi niedostępnych w domu. Duży nacisk kładzie się obecnie na nowoczesne strefy konferencyjne, które wspierają spotkania hybrydowe, powierzchnie kreatywne i towarzyskie, takie jak duża kuchnia z jadalnią służąca integracji pracowników. Często ta część rozszerzana jest o strefę chillout lub miejsca przeznaczone do mniej formalnych spotkań.

IP BOX bez konieczności prowadzenia odrębnej ewidencji na bieżąco

Zgodnie z wyrokiem sądu administracyjnego z 28 października 2022 roku, by skorzystać z ulgi IP BOX nie trzeba spełnić wymogu prowadzenia oddzielnej ewidencji kwalifikowanych przychodów i kosztów na bieżąco. Sąd stwierdził, że warunek ten został wprowadzony przez organ podatkowy wbrew wyraźnemu przepisowi ustawy (sygn. akt I SA/Bk 350/22).

Ważny dla przedsiębiorców wyrok

W wydanym 28 października 2022 r. rozstrzygnięciu WSA w Białymstoku stwierdził, że fiskus nie miał prawa odmawiać przedsiębiorcom prawa do skorzystania z ulgi IP BOX z uwagi na nieprowadzenie wyodrębnionej ewidencji na bieżąco.

W rozpoznawanej sprawie przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą polegającą na pracach programistycznych. Jednym z ich efektów było powstanie innowacyjnych rozwiązań w obszarze systemów komputerowych. Jako tworzone i modyfikowane utwory korzystały z ochrony prawa autorskiego i praw pokrewnych. Przedsiębiorca zamierzał skorzystać z 5% opodatkowania dochodów osiąganych z tych praw.

Przedsiębiorca prowadzi działalność B+R ale…

W wydanej w czerwcu 2022 r. interpretacji indywidualnej Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przyznał, że prowadzone przez programistę prace spełniają definicję działalności badawczo-rozwojowej, że jego autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego spełniają definicję kwalifikowanych praw własności intelektualnej, a uzyskiwany przez niego dochód z przeniesienia tych praw mógł podlegać 5% stawce podatku. Jednak w opinii organu przedsiębiorca nie spełnił jednego z wymogów warunkujących skorzystanie z tej preferencyjnej stawki opodatkowania, bowiem nie prowadził na bieżąco odrębnej ewidencji na potrzeby ulgi IP BOX.

Nie ma przepisu, który wskazywałby na konieczność prowadzenia ewidencji na bieżąco

Przedsiębiorca zaskarżył tę interpretację podnosząc, że żaden przepis ustawy nie ustanawia takiego obowiązku. Z jego stanowiskiem zgodził się sąd potwierdzając, że ani z literalnego brzmienia art. 30cb ustawy o PIT, ani z celu, jakiemu ma służyć ewidencja, nie wynika obowiązek prowadzenia jej na bieżąco. Musi być prowadzona w taki sposób, by w zeznaniu podatkowym móc wykazać kwalifikowane przychody i koszty, oraz dochód podlegający 5% opodatkowaniu IP BOX. Jeśli ewidencja podatnika to umożliwia, to nie można jej uznać za prowadzoną w sposób nieprawidłowy. WSA przywołał treść art. 24 ust. 5 ustawy o rachunkowości, zgodnie z którym księgi rachunkowe uznaje się za prowadzone na bieżąco, jeżeli pochodzące z nich informacje umożliwiają sporządzenie w terminie obowiązkowych sprawozdań, w tym deklaracji podatkowych oraz dokonanie rozliczeń finansowych.

Preferencyjna 5% stawka opodatkowania

Przypomnijmy że preferencyjna 5% spawka opodatkowania obowiązuje od 1 stycznia 2019 r. i obejmuje przedsiębiorców osiągających dochody z kwalifikowanych praw własności intelektualnej, prowadzących działalność innowacyjną. Te kwalifikowane prawa, takie jak: patent, prawo z rejestracji wzoru przemysłowego lub topografii układu scalonego, czy autorskie prawo do programu komputerowego, muszą być przez przedsiębiorcę wytworzone, rozwinięte lub ulepszone.

Wymóg prowadzenia ewidencji na bieżąco?

Już od pierwszego dnia wejścia w życie ulgi IP BOX cieszyła się ona zainteresowaniem przedsiębiorców. Lecz w praktyce okazało się, że nie tak łatwo z niej skorzystać. Organy podatkowe bardzo wysoko zawiesiły poprzeczkę, odmawiając przedsiębiorcom prawa skorzystania z preferencji z powodu niedopełnienia najdrobniejszych wymogów.

Jednym z warunków skorzystania z ulgi IP BOX jest prowadzenie w księgach rachunkowych firmy oddzielnej ewidencji, pozwalającej na wyodrębnienie przychodów i kosztów ich uzyskania, przypadających na każde kwalifikowane prawo własności intelektualnej. Celem tego wymogu jest oddzielenie dochodów podlegających 5% opodatkowaniu osiąganych w działalności B+R od pozostałych dochodów generowanych przez przedsiębiorcę.

Przedsiębiorcy chcąc skorzystać z preferencyjnej stawki opodatkowania, po zakończeniu roku wyodrębniali ze swoich ksiąg rachunkowych wymagane przychody i koszty, sumując je w dochód i wykazując w deklaracji jako podlegający 5% stawce CIT lub PIT. Jednak fiskus odmawiał im prawa do skorzystania z ulgi podnosząc, że ww. wyodrębniona ewidencja musi być prowadzona na bieżąco (np. interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 18 października 2019 r., sygn. 0115-KDIT2-1.4011.312.2019.2.KK, z 30 września 2020 r., sygn. 0114-KDIP3-2.4011.446.2020.2.MJ, z dnia 17 lutego 2021 r., sygn. 0111-KDIB1-3.4010.387.2020.2.MBD). Wobec wyroku, który zapadł pod koniec października przedsiębiorcy, którym na tej podstawie organ odmówił prawa do skorzystania z ulgi, mogą ponownie zrewidować swoje uprawnienie do skorzystania z ulgi IP BOX.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services, z grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Deweloperski Fundusz Gwarancyjny już nie straszny dla deweloperów?

Już 310 inwestycji mieszkaniowych jest pod ochroną Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego – ustalił portal GetHome.pl. Jeszcze kilka miesięcy temu firmy deweloperskie miały wiele wątpliwości co do jego wprowadzenia, ale obecnie ubezpieczenie w DFG może stać się dodatkowym atutem.

Deweloperzy z mieszanymi uczuciami przyjęli zmianę ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, zwanej ustawą deweloperską. Nie podobał im się zwłaszcza obowiązek odprowadzania składek ubezpieczeniowych do Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego (DFG) – przyznaje ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. Składki do DFG stanowią określony procent każdej wpłaty klientów na poczet kosztów budowy mieszkań. Jeśli te wpłaty trafiają na otwarty rachunek powierniczy, z którego deweloper może finansować budowę w miarę postępu robót, maksymalna stawka wynosi 1%. Zaś w przypadku rachunku zamkniętego dla dewelopera do czasu sfinalizowania transakcji – 0,1%.

Warto zwrócić uwagę, że minister rozwoju i technologii skorzystał jednak z możliwości obniżenia składki dotyczącej rachunku otwartego do 0,45%. Tak więc w przypadku mieszkania za 500 tys. zł, dodatkowy koszt dla dewelopera z tytułu składki do DFG wynosi 2250 zł. – Dzięki takiemu ubezpieczeniu w pełni bezpieczny jest nawet zakup przysłowiowej dziury w ziemi. Jeśli deweloper zbankrutuje jego klienci odzyskają wszystkie swoje pieniądze. Ponadto DFG wypłaci je temu, kto skorzysta z ustawowej możliwości odstąpienia od umowy z deweloperem, np. jeśli zaprzestanie on budowy lub nie usunie istotnej wady mieszkania lub domu – tłumaczy ekspert GetHome.pl.

Problem w tym, że stosunkowo niewiele jest jeszcze inwestycji deweloperskich, w których wpłaty klientów chronione są w taki sposób. Ubezpieczenie działa bowiem tylko w tych inwestycjach, w których sprzedaż mieszkań rozpoczęła się po 30 czerwca 2022 r. Portal ustalił, że w całym kraju jest już 310 takich inwestycji – najwięcej w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu.

Wciąż stanowią one niewielki odsetek wszystkich inwestycji deweloperskich, które są w trakcie realizacji. Z danych bigdata.rynekpierwotny.pl wynika, że w Warszawie jest ich 192, w Krakowie – 108, a we Wrocławiu – 86. DFG nie ma danych o liczbie mieszkań objętych obowiązkowym ubezpieczeniem wpłat nabywców. Wiadomo jednak, że korzysta z niego już 475 klientów firm deweloperskich. Od tylu odprowadzają one składkę. Najwięcej mieszkań sprzedanych w trybie nowej ustawy deweloperskiej jest w Kłodzku i Warszawie (po 23). Co ważne, ich liczba szybko rośnie.

Deweloperski Fundusz Gwarancyjny-inwestycje

–  W DFG dowiedzieliśmy się również, że niektóre firmy deweloperskie zwracają się z pytaniem, czy można objąć ubezpieczeniem także wpłaty klientów w inwestycjach, w których sprzedaż mieszkań rozpoczęła się przed 1 lipca. Niestety, w świetle ustawy nie jest to możliwe. Konieczna byłaby jej nowelizacja – mówi Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl. Co na to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który mógłby przygotować projekt takiej zmiany? Po zwróceniu się z pytaniem do UOKiK, ten odpowiedział, że do tej pory nie miał sygnałów od deweloperów  wskazujących na potrzebę dokonania zmian w celu rozszerzenia ochrony DFG.

Jeszcze kilka miesięcy temu deweloperzy traktowali tego typu ubezpieczenie jako dodatkowy wydatek, który będą zmuszeni przerzucić na klientów. Wiele firm uruchamiało w czerwcu sprzedaż mieszkań, aby „zdążyć” przed tym obowiązkiem. Jednak od tego czasu sytuacja na rynku diametralnie się zmieniła. Koniunktura pogorszyła się z uwagi m.in. na spadającą zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań oraz perturbacje gospodarcze związane z wojną w Ukrainie.

W obecnej sytuacji z pewnością zyskuje na znaczeniu doświadczenie, kondycja finansowa i reputacja firm deweloperskich. Ubezpieczenie w DFG stało się zaś atutem. Może on przekonać potencjalnych nabywców mieszkań do ich zakupu na rynku pierwotnym, a nie wtórnym. A koszt składki? –  Ma ona marginalne znaczenie w sytuacji, gdy deweloperzy zmuszeni są do stosowania nawet kilkuprocentowych bonifikat – odpowiada Marek Wielgo. I przypomina, że zakup mieszkania od dewelopera jest całkowicie bezpieczny także wówczas, gdy jest już ono gotowe i wystarczy sfinalizować transakcję u notariusza. Z danych bigdata.rynekpierwotny.pl wynika, że najwięcej gotowych mieszkań jest w ofercie krakowskich, wrocławskich i warszawskich firm deweloperskich. Od stycznia liczba takich w większości największych miast wyraźnie wzrosła.Deweloperski Fundusz Gwarancyjny-gotowe mieszkania

Oczywiście największy wybór mieszkań jest na wczesnym etapie budowy. Ci, którzy rozważają zakup takiego lokalu bez ubezpieczenia w DFG, powinni dokładnie przeanalizować prospekt informacyjny, który musi doręczyć deweloper. Ten dokument jest kopalnią wiedzy o nim i realizowanej przez niego inwestycji. Np. można się dowiedzieć, czy wcześniej już coś wybudował, czy jest nowicjuszem. Deweloper informuje również, czy przeciwko niemu prowadzono lub prowadzi się postępowania egzekucyjne na kwotę powyżej 100 tys. zł. W prospekcie trzeba koniecznie zwrócić uwagę, czy działka jest obciążona hipoteką, jakie jest planowane przeznaczenie sąsiednich nieruchomości, jakie inwestycje są przewidziane w promieniu kilometra, czy deweloper ma prawomocne pozwolenie na budowę oraz kiedy zamierza ją zacząć i zakończyć. I najważniejsze: w jaki sposób inwestycja będzie finansowana, w tym jaki jest udział własny dewelopera, a jaki stanowić będzie kredyt, a także z którego banku.

Warto podkreślić, że funkcjonowanie w reżimie starej ustawy deweloperskiej będzie możliwe jeszcze przez dwa lata, czyli do 1 lipca 2024 r. Później wszystkich mieszkań będących w ofercie deweloperów będą dotyczyły nowe regulacje, w tym obowiązek ubezpieczenia w DFG.

Autor: GetHome.pl

Polacy przez inflację podupadają na zdrowiu psychicznym. Prawdziwy problem ma przynieść sezon grzewczy

W związku ze wzrostem inflacji już ponad połowa Polaków doświadcza pogorszenia zdrowia psychicznego. Grupa ta powiększyła się w ciągu czterech miesięcy o przeszło 7 p.p. Obecnie zmagają się z tym problemem głównie młodzi ludzie z niewielkich miejscowości. Najczęstszym objawem jest ciągły niepokój, który dotyka aż 60% ankietowanych. Tak wynika z cyklicznego badania opinii publicznej. Do tego komentujący raport eksperci przewidują, że w najbliższym czasie nastąpi dalsze pogorszenie sytuacji. Wpłynie na to m.in. postępujące ubożenie społeczeństwa. Szczególnie będzie to widoczne w sezonie grzewczym. Dodatkowo dotkliwy może okazać się ewentualny wzrost bezrobocia.

Gospodarka z problemem

Aż 50,9% Polaków stwierdza, że obecnie doświadcza pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź pogorszenia funkcjonowania psychicznego w związku ze wzrostem inflacji. Takie są skutki podwyżek cen w sklepach i rat kredytów, a także spadku wartości dochodów. Natomiast odporność emocjonalną wciąż wykazuje 37,9% spośród blisko 1,1 tys. respondentów w wieku 18-80 lat. Z kolei 11,2% ankietowanych nie potrafi określić wpływu ww. sytuacji na własne samopoczucie. Tak wynika z cyklicznego raportu „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji” autorstwa UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl.

– Obserwowane zjawisko od dłuższego czasu przybiera wymiar ekonomiczny, który może mieć efekt śnieżnej kuli. Fala zwolnień lekarskich z powodu depresji czy stresu jest w stanie generować spore koszty dla państwa, pracodawców i gospodarki, opiewające nawet na ponad 2 mld złotych rocznie. Z roku na rok będą one coraz wyższe, bo problem z miesiąca na miesiąc rośnie w dość szybkim tempie. I jak na razie nie widać, żeby sytuacja mogła się poprawić – komentują autorzy badania.

Z kolei w ocenie Michała Pajdaka z platformy ePsycholodzy.pl, jednego ze współautorów badania, problem może się spotęgować w momencie, kiedy Polacy realnie zaczną odczuwać podwyżki cen energii, gazu i paliwa. Na razie dopiero wchodzimy w sezon zimowy i nie widzimy jeszcze wysokich opłat, choć zapewne już się nimi martwimy. Natomiast gdy pojawią się realne rachunki do zapłacenia, to bardziej dotrze do wszystkich, w jakiej są sytuacji. Wtedy też samopoczucie rodaków znacznie się obniżać. Jednocześnie autorzy badania dodają, że najgorsze nastroje zapewne będą na wsiach i w małych miastach, czyli wszędzie tam, gdzie opala się domy węglem i zwyczajnie mniej się zarabia. Jeżeli do tego wzrośnie bezrobocie, to będzie kolejny powód do pogorszenia się kondycji psychicznej wielu Polaków.

– Niektórzy ekonomiści na rynku mówią, że inflacja trwa dość krótko, żeby jej wzrost poważnie zaniepokoił większość społeczeństwa. Ale to tylko pozory. Sytuacja rozgrywa się w krótkim, ale dość intensywnym okresie, dużo szybciej niż w normalnym i stabilnym czasie. Im dłużej będą rosły ceny, szczególnie żywności i te związane z energią, tym bardziej sytuacja będzie się pogarszała. Ze skutkami tego będziemy niestety walczyć latami. Obecnie jedyną nadzieją byłoby szybkie zduszenie inflacji. Jednak, jak widać po różnych analizach i danych, na razie nie ma na to dobrej przestrzeni – zauważa Pajdak.

Będzie gorzej

Pod koniec lipca br. sytuacja wyglądała inaczej. O pogorszeniu zdrowia psychicznego z powodu wzrostu inflacji mówiło wówczas 43,7% badanych. Natomiast przeciwnego zdania było 44,2%. Niezdecydowani stanowili 12,1%. Jak zaznacza ekspert, wzrost odsetka poszkodowanych osób jest wyraźny, ale za kilka miesięcy będzie jeszcze wyższy. Inflacja nie wybiera ofiar. Działa na wszystkich uczestników rynku, ale z inną siłą i w różnym czasie. Osoby, które nie doświadczyły dotychczas skutków tego zjawiska, wkrótce się z nimi zetkną. Zdaniem eksperta z platformy ePssycholodzy.pl, zwolnienia z pracy, ograniczenie dochodów, zmiana stylu życia, sprzedaż domu na kredyt czy rozpady związków to tylko niektóre dramaty, jakie czekają ludzi w najbliższym czasie.

– Brak pieniędzy, rosnące raty kredytów i galopujące ceny sprawiają, że ludzi nie stać nawet na zaspokojenie bardzo podstawowych potrzeb, takich jak pełnowartościowe jedzenie czy ciepłe ubranie albo buty. Niektórzy muszą odkładać na dalszą przyszłość swoje życiowe plany, dotyczące np. zakupu mieszkania czy domu, ale też założenia rodziny. Rodzi to ogromną frustrację i lęk. Wielu odreagowuje to w formie konfliktów albo poprzez wciąż obniżający się nastrój – mówi dr Beata Rajba, psycholożka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Pogorszenie zdrowia psychicznego nieznacznie częściej dostrzegają u siebie kobiety niż mężczyźni. Ponadto o tym problemie mówią głównie osoby w wieku 18-22 lat, z dochodami miesięcznymi netto 7000-8999 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym oraz z miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. mieszkańców.

– Są to grupy, które już wcześniej były szczególnie narażone na depresję, a teraz ich problem się pogłębił. Kobiety chorują na nią 2 razy częściej niż mężczyźni. To samo dotyczy osób z dochodami powyżej mediany zarobków. Stać je było na wzięcie dużych kredytów, ale dziś część z nich nie ma z czego spłacać rat i ryzykuje utratę dorobku życia. Natomiast ludzie w wieku 18-22 lat, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym oraz mieszkający w mniejszych miejscowościach reagują obniżonym nastrojem na kurczące się perspektywy zawodowe i niepewność na rynku pracy, która ich najbardziej dotyka – dodaje dr Rajba.

Inflacyjny niepokój

Ankietowani wskazali, które z szesnastu przygotowanych przez badaczy objawów, wiążą z pojawieniem się ww. wzrostu inflacji. Na pierwszym miejscu w tym zestawieniu jest uczucie niepokoju. Częściej na nie wskazują kobiety niż mężczyźni. Ponadto deklarują te symptomy przede wszystkim respondenci w wieku 56-80 lat, z dochodami miesięcznymi netto w wysokości 1000-2999 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym oraz z miejscowości liczących od 500 tys. mieszkańców.

– Osoby starsze, niewiele zarabiające czy słabo wykształcone, z mniejszych miejscowości gorzej się adaptują do zmian, bo mają mniejsze szanse na zarobki wystarczające na godne życie. One też częściej osuwają się w biedę. Z kolei kobiety są w naszej kulturze wychowywane tak, by przejmować odpowiedzialność za logistykę rodzinną. Zapewne w wielu domach to właśnie one robią codzienne zakupy i coraz dobitniej zdają sobie sprawę z ograniczeń domowego budżetu. To rodzi frustrację i lęk – analizuje ekspert z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Z kolei Michał Pajdak podkreśla, że ludzie rozmawiają o inflacji ze znajomymi i z rodziną. Ten temat generuje ogólny niepokój. Dużo starszych osób przypomina sobie inflację z lat 80-90. XX wieku i jej skutki, a także długoterminowy proces wychodzenia z recesji. Te doświadczenia na długo pozostają w pamięci członków naszych rodzin. Wkrótce może tego doświadczyć też młode pokolenie. I wówczas nasilą się kolejne symptomy pogorszenia zdrowia psychicznego. Współautor badania informuje, że wśród obecnie zgłaszanych przez respondentów objawów dominują takie dolegliwości, jak obniżenie nastroju, stres, lęk, zaburzenia snu i problemy z motywacją.

– Poczucie ciągłego niepokoju może być objawem zaburzeń psychicznych. Stany, w których dominuje lęk, często powiązane są z obniżeniem nastroju. To, co ogólnie nazywamy stresem, nierzadko połączone jest z bezsennością. Jeżeli taka sytuacja utrzymuje się przez dłuższy czas, warto zwrócić się o pomoc do specjalisty. Długotrwałe poczucie lęku czy niepokoju może obniżyć jakość życia i efektywność w pracy zawodowej – wyjaśnia psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Na końcu ww. zestawienia są uzależnienia (hazard, Internet, zakupoholizm, pracoholizm). Przed nimi widać zmniejszony lub zwiększony apetyt, a także utratę zainteresowań. Ponadto niski odsetek ankietowanych zaznacza, że cierpi na inny, niewymieniony przez badaczy objaw.

Rynki akcji źle zniosły kolejne podwyżki stóp głównych banków centralnych

Rynki akcji źle zniosły środową podwyżkę stóp Rezerwy Federalnej w USA o pół punktu procentowego (do przedziału 4,25-4,5 proc.; 7-ma podwyżka w tym cyklu) oraz podobne decyzje o półpunktowych podwyżkach wysokości podstawowych stóp w Szwajcarii (do 1 proc.; 3-cia podwyżka w tym roku), w Wielkiej Brytanii (do 3,5 proc.; 9-ta podwyżka) i strefie euro (do 3 proc.; 4-ta podwyżka). Po silnych spadkach głównych indeksów w Europie (DAX -3,28 proc., CAC 40 -3,09 proc.) przyszły wczoraj podobne zniżki głównych amerykańskich indeksów (S&P 500 -2,49 proc., DJIA -2,25 proc., Nasdaq Composite -3,23 proc.).

W ich efekcie te indeksy spadły do swych najniższych poziomów od miesiąca. Dziś rano ok. godz. 9:00 cena kontraktów na S&P 500 spadała o 0,16 proc.

Spadki głównych indeksów przeważały w piątek również na rynkach akcji Azji i Oceanii. Najsilniejszy – o 1,87 proc. – notował dziś japoński Nikkei 225.

Piątkowe notowania na giełdach w Europie rozpoczęły się od lekkich spadków (DAX -0,28 proc., CAC 40 -0,63 proc. ok. godz. 9:35).

Spadek WIG-u 20 na początku dzisiejszej sesji był nieco większy (-1,15 proc. ok. godz. 9:35). Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom w historii osiągnęły dziś ceny akcji XTB.

Rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA i strefie euro. Również 10-latki polskiego rządu notowały dziś lekki wzrost rentowności.

W trakcie czwartkowej sesji cena kontraktów na cukier wyszła na chwilę powyżej poziomu swego szczytu z listopada 2021 osiągając najwyższy poziom od ponad 5 lat, ale później została „zestrzelona” („spadająca gwiazda”) i dziś po rozpoczęciu notowań kontynuowała spadki (-0,6 proc.). Cena kontraktów na trzodę chlewną („lean hogs”) spadła wczoraj na CME do najniższego poziomu od 2 miesięcy. Ceny kontraktów na ropę naftową po wczorajszym spadku dziś ok. godz. 9:20 nadal traciły (WTI na NYMEX-ie -1,24 proc., Brent na ICE -1,11 proc.). Kontrakty na gaz ziemny w USA (Henry Hub na NYMEX-ie) spadały dziś rano o ponad 5 proc., a cena pozostawała w obrębie „ciała” dużej (+8,4 proc.) wzrostowej „świecy” utworzonej wczoraj. Ponownie taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -0,21 proc., srebro -1,96 proc., platyna -1,03 proc., pallad -1,38 proc.).

Kurs EUR/USD, który wczoraj wyszedł na chwilę powyżej 1,07 osiągając najwyższy poziom od pół roku, ale później zawrócił na południe, był dziś ok. godz. 9:05 stabilny (+0,08 proc.). Pod wczorajszym wzroście spadł dziś rano o 0,43 proc. kurs USD/JPY.

Stabilny był dziś rano kurs polskiego złotego (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN -0,07 proc. ok. godz. 9:10).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który wczoraj spadł o 2,77 proc. dziś ok. godz. 9:00 odbijał w górę o 0,9 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Rajdu Świętego Mikołaja nie będzie

Zamykający się właśnie tydzień grzebie nadzieje na coroczny rajd Świętego Mikołaja. Rynki kapitałowe wczoraj prawdopodobnie przekroczyły lokalny rubikon. Złoty opiera się minorowym nastrojom przede wszystkim dzięki zachowaniu euro na głównej parze walutowej.

EBC poprawia z lewego sierpowego

W mijający tydzień wchodziliśmy ze sporą dawką optymizmu, wywołanego przede wszystkim odczytami inflacyjnymi. Te, przynajmniej w najważniejszych gospodarkach, raz po raz okazywały się niższe od założeń. Dawało to nadzieję na tzw. pivot, czyli odwrócenie sentymentu w bankach centralnych. Inwestorzy już kreowali wizję wielkiej hossy, jaka może nas czekać w momencie przestawienia wajchy na luźną polityką pieniężną. Ostatnie dwa dni przyniosły jednak załamanie tego kierunku. Najpierw zimny kubeł wody na rozgrzane rynki wylał FED, zapowiadając, że wciąż nie ma mowy o zejściu z restrykcyjnej ścieżki, a jeszcze dalej jest do rozpoczęcia luzowania. I gdy wydawało się, że na fali optymizmu uda się jakoś znieść inwestorom ten cios, dzień później kolejny wyprowadził EBC. Pani Lagarde i spółka nie pozostawiła żadnych wątpliwości co do kierunku swoich działań w nadchodzących miesiącach. Tak jastrzębiego Europejskiego Banku Centralnego nie widzieliśmy od wielu, wielu lat. Dostaliśmy nie tylko podwyżkę o 50 p.b., ale również zapowiedź kolejnych takich ruchów, rozpoczęcie prawdziwej debaty na temat schodzenia z gargantuicznego bilansu EBC. To wszystko zostało na dodatek podlane sosem znacznie bardziej pesymistycznych predykcji makroekonomicznych. I nawet słowa o tym, że nadchodząca recesja będzie krótka i płytka, miały jakiś taki jastrzębi wydźwięk.

Król jest nagi

Kiedy dodamy do tego decyzje i narracje z pozostałych banków centralnych, które utrzymały się w podobnym tonie, nagle okazuje się, że ten optymizm z początku tygodnia stał się strasznie odległy, wręcz egzotyczny. Wielka Brytania, Szwajcaria, nawet Norwegia, wszyscy jednym głosem kontynuują krucjatę przeciwko inflacji. I choć krótkoterminowo jest to ogromna kotwica dla rynków finansowych, wydaje się, że w trochę szerszej perspektywie wyjdzie to wszystkim na dobre. Trwałe pożegnanie się z wysoką dynamiką cen jest na pewno lepszym rozwiązaniem niż zamiatanie pod dywan problemu przy pierwszej lepszej okazji. I nawet jeśli oznacza to, że koniec roku na rynkach będzie trudny, wczoraj na większości indeksów giełdowych widzieliśmy wyłamanie ostatnich tendencji wzrostowych, to jednak zasieje to ziarno pod bardziej optymistyczny przyszły rok, a przynajmniej jego drugą połowę.

Złoty zmieszany

To odejście od pozytywnego sentymentu powinno mocno się odbić na naszym złotym. Tak się jednak nie dzieje. Przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze sytuacja na głównej parze walutowej wspiera złotego. Euro wspierane słowami pani Lagarde jest solidną podporą i dopóki popularny edek będzie szedł w górę, to trochę na jego plecach radzić będzie sobie nasza waluta. Po drugie w ostatnich dniach na nowo rozgorzała dyskusja o KPO. Wiele wskazywało na strategiczny odwrót partii rządzącej w sprawie kamieni milowych, co na pewno wsparłoby gospodarkę, jak i lokalny pieniądz. Wczorajszym popołudniem ten obraz zaczął się jednak sypać, głównie za sprawą przemówienia prezydenta. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy obecnie znacznie bliżej porozumienia niż jeszcze tydzień temu.

Krzysztof Adamczak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Zadłużenie e-sklepów wzrosło o jedną piątą

Branża e-commerce jest jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi naszej gospodarki. Ale to nie oznacza, że każdy może odnieść w niej sukces. 60 proc. nowozakładanych sklepów internetowych jest likwidowanych. Często z długami. Po ubiegłorocznych spadkach poziomu zadłużenia, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy kwota niezapłaconych zaległości, z jakimi mierzą się sprzedający w sieci, wzrosła o ponad 18 proc. i wynosi obecnie ponad 95 mln zł – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów.

Analitycy szacują, że wartość sektora e-commerce w ciągu najbliższych 5 lat się podwoi. Wpływ na jego dynamiczny rozwój z pewnością miała pandemia koronawirusa, jednak już wcześniej polski e-commerce był jednym z najszybciej rosnących się w Europie.

Równocześnie, od września 2021 r. kwota zaległości branży w bazie danych Krajowego Rejestru Długów sukcesywnie rośnie. Na koniec listopada 2022 r. zadłużenie było już o ponad 18 proc. wyższe. Firmy zajmujące się sprzedażą w sieci mają aktualnie 95,2 mln zł zaległości. Składają się na to nieuregulowane rachunki 4 236 firm, z których każda ma do oddania średnio prawie 22,5 tys. zł.

To, co wyróżnia branżę, to duża rotacja na rynku. Z danych KRS wynika, że miesięcznie w Polsce rejestrowanych jest średnio 865 sklepów, a wykreślanych 525, co z jednej strony oznacza, że z każdym miesiącem polski sektor e-commerce rośnie o blisko 350 nowych podmiotów. Z drugiej zaś, że duża część firm nie radzi sobie i zmuszona jest zamknąć działalność. Często z długami. W ostatnim czasie ludzie chętniej korzystają także z tradycyjnego sposobu kupowania. W okresie epidemii, kiedy sklepy i galerie były zamknięte, a ludzie bali się wychodzić z domów, przedsiębiorcy z sektora e-commerce mocno zyskali. Teraz po powrocie do zakupów stacjonarnych tempo wzrostu nieco zwolniło. Nie bez znaczenia jest także aktualna sytuacja gospodarcza – tłumaczy Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Więcej niż 2 na 3 zadłużonych firm widniejących w bazie KRD to JDG-i (69 proc.). Podobnie wygląda odsetek łącznej kwoty zaległości. 62,2 mln zł z 95,2 mln zł to długi mikroprzedsiębiorców.

Rotacja na rynku zmusza do weryfikacji

Jak wynika z badania Dun&Bradstreet przeprowadzonego w połowie 2022 r., spośród ponad 54 tys. firm, których główną zarejestrowaną działalnością jest sprzedaż online, w bardzo dobrej sytuacji finansowej znajduje się tylko 8 proc. firm, a w dobrej 41 proc. Sytuację 30 proc. można określić jako złą, a aż 21 proc. jako bardzo złą.

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że największym wierzycielem branży e-commerce są instytucje finansowe (49,7 mln zł), dalej firmy z sektora handlowego (13,4 mln zł), przedsiębiorstwa transportowe (7,5 mln zł) oraz te zajmujące się oprogramowaniem (6,8 mln zł) i obsługą technologii informatycznych (6,3 mln zł).

W przypadku e-klepów obserwujemy podobne zjawisko, jak w handlu stacjonarnym. Wiele osób zakłada sklep, bo wydaje im się, że to nic prostszego – kupić w hurtowni taniej i drożej sprzedać klientowi. Jednocześnie nie wiedzą, jak się promować w sieci, jak kontrolować koszty, jak obliczać marżę, żeby utrzymać płynność finansową. A gdy zaczyna brakować pieniędzy zapominają o etyce i przestają płacić dostawcom. Dlatego szczególną uwagę trzeba przykładać do tego, z kim podejmujemy współpracę. Oprócz korzystania z usług sprawdzonych od lat na rynku e-sklepów, warto zwracać uwagę na certyfikaty i zaświadczenia o wiarygodności płatniczej, które potwierdzą, na przykład, że firma nie jest zadłużona. Dzięki temu unikniemy ryzyka – radzi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Największe problemy z regulowaniem swoich zaległości mają obecnie przedsiębiorcy z woj. mazowieckiego (20,6 mln zł), śląskiego (10,9 mln zł) i wielkopolskiego (9,7 mln zł). Na drugim biegunie znalazły się województwa: opolskie (1,4 mln zł), świętokrzyskie (1,9 mln zł) i podlaskie (2,5 mln zł).

Columbus wystartował w aukcji na rynku mocy dla magazynu energii

Columbus chce zakontraktować 1 mld zł w aukcji na rynku mocy dla magazynu energii o pojemności 0,5 GWh.

Columbus Energy S.A. złożył ofertę w aukcji rynku mocy dla magazynu energii o mocy 123,85 MW i pojemności 532 MWh. Będzie to największy w Polsce i jeden z największych w Europie wielkoskalowych magazynów, a także jeden z największych kontraktów na rynku mocy.

Spółka Columbus wzięła udział w aukcji rynku mocy, składając ofertę maksymalną w pierwszej rundzie aukcji dla mocy 123,85 MW. Spółka planuje zbudować i uruchomić magazyn energii do 2027 r., wtedy też obiekt zacznie pracować na rynku mocy. Zakładana wartość inwestycji wyniesie ok. 1 mld zł, natomiast wartość przychodów generowanych przez magazyn w okresie 17 lat szacowana jest na ponad 1 mld zł, tylko z rynku mocy. Magazyn ma ponadto generować przychody z rynku arbitrażu na cenie energii oraz w przyszłości – na usługach systemowych, np. w rynku częstotliwości. Magazyn powstanie w południowej Polsce.

– Gdyby ten magazyn dzisiaj pracował, to byłby jednym z największych projektów na świecie, a na pewno największy w Europie. Cieszymy się, że udało nam się skutecznie złożyć ofertę, bo jest to bardzo duża inwestycja, która wiąże się z wieloma wyzwaniami – od wyboru technologii i partnera po zapewnienie inteligentnego finansowania. Rynek mocy zdecydowanie w tym pomoże, natomiast tego typu magazyn w przyszłości zapełni luki podczas przerw w dostawie energii. Jest to jedna z największych prywatnych inwestycji w Polsce w sektorze energetyki i mam nadzieję nie ostatnia – mówi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Wynik aukcji zostanie ogłoszony przez PSE w ciągu najbliższych 3 dni. O ostatecznych wynikach aukcji poinformuje Prezes URE w ciągu 21 dni.

Przedsiębiorcy muszą wybierać komu nie zapłacić

Już niemal 94 proc. przedsiębiorców przyznaje, że zdarza im się przesuwać płatności w czasie, gdy w firmie dochodzi do kumulacji płatności – wynika z badania Skaner MŚP przeprowadzonego dla BIG InfoMonitor. Do kolejki oczekujących faktur głównie trafiają płatności za usługi marketingowe i zobowiązania wobec kontrahentów, ale także opłaty za telefon czy wynajem lokalu. Inflacja, wysokie koszty materiałów i energii, a także szukanie nowych rynków zbytu – to nadal największe wyzwania firm. W efekcie piętrzących się problemów co czwarta notuje spadki sprzedaży, a co druga zmuszona jest podnosić ceny swoich towarów. A to nie koniec problemów, bo zaległe zobowiązania biznesów względem banków i kontrahentów wynoszą już prawie 40 mld zł.

Jak poradzić sobie z piętrzącymi się zobowiązaniami i trudnościami w ich regularnej spłacie? To pytanie zadaje dziś sobie wielu przedsiębiorców z sektora MŚP. Z cyklicznego badania Instytutu Keralla Research wykonanego dla BIG InfoMonitor wynika, że największy wpływ na trudną sytuację mikro, małych i średnich przedsiębiorstw ma niezmiennie od wielu miesięcy wysoka inflacja. To właśnie drożyzna stanowi główne wyzwanie dla biznesów, na co wskazuje już aż 56,2 proc. firm. Wśród kolejnych przeszkód znalazły się wysokie koszty materiałów i energii (44,4 proc.), a co czwarta firma notuje spadki sprzedaży (25,4 proc.) i ten problem dotyczy przede wszystkim branży handlowej. – Wzrost cen dotyka branże z sektora MŚP w różnym tempie. Tam gdzie wpływa istotnie na popyt, problemy zaczynają się najszybciej. Niestety nawet jeśli przedsiębiorstwo nie odczuło spadku sprzedaży produktów czy usług, to już z pewnością zauważyło rosnące ceny materiałów i energii. Takie zmartwienie deklaruje już ponad 44 proc. mikro, małych i średnich firm — komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Mniej firm z kolei mierzy się z wyzwaniem pt. utrzymanie płynności finansowej (spadek o 5 pkt. proc. do 12,4 proc.) czy znalezienie nowych pracowników (spadek o 5,6 pkt. proc. do 11,8 proc.), co jest problemem głównie wśród średnich firm (zatrudniających od 50 do 249 pracowników). O 4 pkt. proc. mniej firm wskazuje także na kłopoty z dostawcami i przerwanymi łańcuchami dostaw i obecnie dotyczy to co ósmego przedsiębiorcy, głównie zajmującego się handlem. Dla co dziesiątej firmy wyzwaniem okazuje się być natomiast szukanie nowych rynków zbytu, a także terminowe regulowanie zobowiązań (poprzednio na te aspekty wskazywało 7,6 proc. badanych). Niezależnie od wielkości czy charakteru biznesu, jedynie 2,6 proc. respondentów nie ma żadnych problemów.

Koszty marketingowe i faktury od dostawców w czołówce płatności regulowanych w ostatniej kolejności

Zdecydowanie więcej firm podaje, że dotykające ich kumulacje płatności, zmuszają do wyboru „co opóźnić”. Jeszcze na początku tego roku w ten sposób odpowiadało 59,2 proc. respondentów, dziś jest to już niemal 94 proc. Blisko 41 proc. przedsiębiorców przyznaje, że jeśli musi wybierać, co zapłacić na końcu – najczęściej odsuwa w czasie opłaty za działania marketingowe oraz faktury od kontrahentów (37,4 proc.). Do kolejki oczekujących faktur trafiają również opłaty za telefon (14,5 proc.), czynsz i wynajem (blisko 14 proc.) oraz koszty związane z mediami (12,2 proc.). Jedynie 6,4 proc. przedsiębiorców nie odnotowało tego typu sytuacji w ostatnim kwartale.

— Odsuwanie w czasie płatności nie jest najlepszym sposobem na poradzenie sobie z kłopotami finansowymi. Po pierwsze wpływa na nakręcanie spirali opóźnień w całym łańcuchu płatności, a po drugie negatywnie oddziałuje na wizerunek przedsiębiorstwa oraz jego stabilność na rynku. Co więcej, koszty mogą być dużo wyższe niż odsetki i niesmak kontrahentów, a szczególnie dotkliwe mogą okazać się dla młodego biznesu lub w przypadku, gdy firma uzależniona jest od jednego, dużego projektu, na którym opiera swoje funkcjonowanie — podkreśla Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Wyniki badania pokazują, że w relacji do pomiaru w I kwartale tego roku widoczny jest spadek wskazań na faktury od dostawców, kontrahentów czy kontraktorów B2B o 19,4 pkt. proc. Sporym zaskoczeniem natomiast jest informacja, że w ostatniej kolejności przedsiębiorcy regulują koszty marketingowe. Na taki krok najczęściej decyduje się budownictwo, przemysł i transport. Problem z kumulacją zobowiązań jest jednak stały dla wszystkich branż. Najrzadziej odkładanymi płatnościami są koszty związane z wynagrodzeniem pracowników, tu przedsiębiorcy starają się na bieżąco regulować płatności.

Wykres kumulacjeWykres kumulacje

Źródło: badanie Skaner MŚP dla BIG InfoMonitor

Efekt piętrzących się problemów firm widać z Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Na koniec października br. zaległe zobowiązania przedsiębiorców względem banków i kontrahentów przekroczyły 39,7 mld zł – to o prawie 956 mln zł więcej niż jeszcze na koniec grudnia 2021. Do bazy trafiło 4 387 firm-niesolidnych płatników z różnych sektorów i jest ich już niespełna 316 tys.

Antidotum small biznesu na zachowanie płynności

Gdy zaczyna brakować funduszy na pokrycie bieżących zobowiązań, przedsiębiorcy chwytają się wszystkich możliwych sposobów, by przetrwać kryzys. 47 proc. firm podaje, że w obecnych okolicznościach po prostu podnosi ceny towarów bądź usług, a blisko 34 proc. badanych wstrzymuje zaplanowane inwestycje — wynika z badania „Skaner MŚP” wykonanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W obliczu rosnących cen coraz więcej przedsiębiorców stara się magazynować towar (24,8 proc. vs 19,2 proc. w trzecim kwartale b.r.). Na takie zachowania głównie wskazują małe (10-49 osób) i średnie firmy (50-249 osób) oraz branża przemysłowa. Kolejnym sposobem jest rezygnacja z udziału w przetargach (13,4 proc.) oraz podejmowanie porozumień z pracownikami w celu zamrażania wynagrodzeń (6,6 proc.).

– Budżet przedsiębiorstw nie jest z gumy, a przy obecnej sytuacji gospodarczej, nawet najmniejsza zmiana na rynku sprawia, że firmy jeszcze bardziej przyglądają się każdej złotówce. Nie dziwi fakt, że MŚP próbują zniwelować ciężar presji płacowej. Pojawia się jeszcze jeden aspekt, który już dziś martwi przedsiębiorców, jest to planowana w styczniu i w czerwcu podwyżka płacy minimalnej. Z jednej strony oznacza wyższe dochody dla pracowników, ale z drugiej wzrost kosztów dla pracodawców, co jednak może mieć pozytywny skutek związany ze zwiększonym zainteresowaniem automatyzacją i robotyzacją procesów produkcyjnych czy usługowych — zaznacza Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

Ufaj, ale sprawdzaj

Najważniejsze dla firm jest natomiast utrzymanie płynności finansowej, a przy dwucyfrowej inflacji nie jest to łatwe zadanie. Małe biznesy wstrzymują inwestycje, a blisko 18 proc. wszystkich badanych stara się również renegocjować umowy z kontrahentami czy rozłożyć płatność na raty. Co niepokojące, dla 14,4 proc. metodą na utrzymanie płynności jest po prostu redukcja etatów, o czym informują głównie małe firmy (10-49 osób). Mniej firm nie podejmuje żadnych działań (25,6 proc. vs 47 proc.). — Nadchodzące miesiące mogę się okazać kluczowe dla polskich przedsiębiorców, przecież koniec roku to czas na planowanie budżetów i weryfikację możliwości finansowych na nowy rok. Tym bardziej przedsiębiorcy powinni weryfikować dosłownie każdy podmiot, z którym współpracują lub zamierzają współpracować, aby nie narazić się na ryzyko kredytowe, związane z opóźnieniem lub nawet brakiem zapłaty za wykonane usługi czy sprzedany produkt i towar. W biurach informacji gospodarczej znajduje się sporo danych o aktualnym stanie finansowym wielu potencjalnych partnerów biznesowych, również o ich wiarygodności płatniczej. Ta wiedza może ich uchronić przed kosztownymi i niewygodnymi konsekwencjami, obecnie jeszcze większe znaczenie zaczyna mieć powiedzenie „ufaj ale sprawdzaj” – dodaje Waldemar Rogowski.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: 03-09.10.2022

Blisko połowa Polaków jest zainteresowana pojazdami elektrycznymi

W przeciągu sześciu lat z 12% do 42,4% wzrosła liczba Polaków zainteresowanych zakupem samochodu z napędem elektrycznym – wynika z tegorocznej edycji Barometru Nowej Mobilności PSPA. Barometr to jedyne, cykliczne badanie opinii społecznej obrazujące przełomowe zmiany, które od 2017 r. zaszły w świadomości i preferencjach zakupowych Polaków związanych z ekologicznym transportem.

Barometr_Nowej_Mobilnosci_2022_komunikat_grafika_07 Barometr_Nowej_Mobilnosci_2022_komunikat_grafika_06 Barometr_Nowej_Mobilnosci_2022_komunikat_grafika_05 Barometr_Nowej_Mobilnosci_2022_komunikat_grafika_04 Barometr_Nowej_Mobilnosci_2022_komunikat_grafika_03 Barometr_Nowej_Mobilnosci_2022_komunikat_grafika_02

„Barometr Nowej Mobilności 2022/23” to już 6. edycja cyklicznego opracowania PSPA zawierającego wnioski z badania opinii społecznej dotyczącego elektromobilności, w tym potencjału zakupowego Polaków w zakresie nabywania samochodów elektrycznych oraz ich preferencji związanych z infrastrukturą ładowania. Barometr powstaje na podstawie odpowiedzi uzyskanych od reprezentatywnej grupy polskich kierowców, którzy realnie rozważają zakup nowego pojazdu w okresie najbliższych 3 lat.

Tegoroczna edycja „Barometru Nowej Mobilności” odpowiada na szereg pytań związanych z postrzeganiem elektromobilności przez Polaków.  Nasz raport zawiera informacje na temat potencjału zakupowego w segmencie e-mobility, zmian preferencji związanych z eksploatacją samochodów elektrycznych i infrastrukturą ładowania, czy też profilu potencjalnych nabywców EV w Polsce. Przez 6 lat, które minęły od czasu wydania pierwszej edycji „Barometru”. przebadaliśmy prawie 7,5 tys. osób, zadając 673 pytań i uzyskując 984 tys. odpowiedzi – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Siła pokolenia

W odróżnieniu od wcześniejszych edycji „Barometru Nowej Mobilności”, w tym roku dokonano podziału badanych osób pod względem wieku. Respondenci zostali podzieleni na 4 grupy pokoleniowe: Pokolenie Z (roczniki 1996 – 2004) – osoby wieku między 18 a 26 lat, Milenialsi (roczniki 1980 – 1995) – osoby w wieku między 27 a 42 lat, Pokolenie X (roczniki 1965 – 1979) – osoby w wieku między 43 a 57 lat oraz Baby Boomers (roczniki 1947 – 1964) – osoby w wieku między 58 a 75 lat. Napęd elektryczny okazał się najczęściej wskazywanym wyborem przez Milenialsów (48,6%). Podobną popularnością cieszy się wśród Pokolenia Z (46%). Zdecydowanie mniejsze zainteresowanie elektromobilnością wykazują przedstawiciele Pokolenia X (41,2%) oraz Baby Boomers (41,2%).

–  Obserwując kategorię samochodów elektrycznych w OTOMOTO widzimy, że także w podaży tendencja jest wyraźnie wzrostowa – na platformie w 2022 roku pojawiło się o 50% więcej ofert sprzedaży samochodów zeroemisyjnych niż rok temu. Nie dziwią jednak wyniki „Barometru”, które mówią, że 1/3 Polaków wciąż obawia się ceny samochodu – poszukując w tym roku elektryka w OTOMOTO najczęściej można było trafić na oferty pojazdów droższych niż za 200 tysięcy złotych – ogłoszeń w tym segmencie pojawiło się o 130% więcej niż w poprzednim roku – mówi Agnieszka Czajka, General Manager Otomoto.

Coraz bliżej elektromobilności

Z najnowszej edycji „Barometru” wynika, że w 2022 r. po raz kolejny zanotowano wzrost zainteresowania pojazdami z napędem elektrycznym wśród Polaków. Jeszcze w 2017 r. tylko 12% respondentów deklarowało, że kolejnym rodzajem napędu, którym wybiorą w samochodzie będzie napęd elektryczny. W 2020 r. odsetek ten wzrósł do 29,4%, a obecnie taką gotowość wyraża już 42,4% badanych. Oznacza to wzrost o 30% w przeciągu sześciu lat. W przypadku wariantów w pełni elektrycznych (BEV) odnotowano przyrost z 7,2% w 2020 r. do 15% w 2022 r.

Wśród najbardziej zainteresowanych odbiorców pojazdów BEV jest Pokolenie Z. 19% tej grupy planuje zakupić zeroemisyjny samochód. Również Milenialsi wskazują duże zainteresowanie takim wyborem (17,7%) w przeciwieństwie do Pokolenia X (12,6%) czy Baby Boomerssów (10,8%). Głównymi czynnikami zachęcającymi ankietowanych do wyboru BEV są niższe koszty eksploatacji (51,3%), świadomość ekologiczną (47,8%) jak też możliwość uzyskania dopłaty do zakupu pojazdu (39%) – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSPA.

Inflacja wpływa na ceny

Polacy wybierając pojazd kierują się przede wszystkim pragmatyzmem. Jeszcze w 2017 r. za główny czynnik zniechęcający do zakupu samochodu elektrycznego 72,3% respondentów wskazywała zbyt wysoką cenę. Po sześciu latach odsetek ten zmniejszył się do 33,3%. W obecnych czasach obawę potencjalnych klientów wzbudza inflacja. Jednym najczęściej wymienianych powodów wyboru pojazdu innego niż elektryczny jest obawa o wzrost ceny energii, co w efekcie może przełożyć się na brak zakładanych oszczędności eksploatacyjnych (wskazało tak 19,2% Milenialsów). Respondenci wskazywali w tym kontekście również na zbyt wolną rozbudowę ogólnodostępnej infrastruktury ładowania (wskazało tak 23,3% ankietowanych z Pokolenia X).

Używane elektryki coraz popularniejsze

W 6. Edycji „Barometru Nowej Mobilności” ankietowani odpowiadali również na pytania dotyczące używanych samochodów elektrycznych. Na pytanie o możliwość nabycia EV z rynku wtórnego, pozytywnie odpowiedziało 48,8% respondentów. Z kolei dostępność używanych e-pojazdów dobrze ocenia 13,8% respondentów. 56,4% nie ma w tej kwestii zdania.

– Wśród największych obaw przed zakupem używanego samochodu elektrycznego, ankietowani zwracali uwagę na niepewność w kwestii stanu technicznego akumulatora (18,7%), niewielkiego zasięgu modeli dostępnych w zakładanym budżecie (16,4%), znacząco wyższej ceny w stosunku do odpowiedników spalinowych (15,5%), ograniczonej funkcjonalności (14,4%), czy obawy o dużą utratę wartości (11,9%) – mówi Albert Kania, Senior New Mobility Manager PSPA.

Ładowanie z aplikacji

Wraz z rozwojem polskiego rynku elektromobilności zaobserwować można trend polegający na zmianie preferencji sposobów uiszczania opłaty za ładowanie w zależności od grupy pokoleniowej. Baby Boomers nadal preferują transakcje za pośrednictwem karty płatniczej. Za tym sposobem rozliczania opowiedziało się 63,4% respondentów. Podobne zdanie mieli przedstawiciele Pokolenia X (71,3%) oraz Milenialsi (48,9%). Zupełnie inne podejście ma Pokolenie Z, które preferuje płatności przy wykorzystaniu aplikacji z podpiętą kartą (69,1%).

 

Wsłuchując się w głosy kierowców, zauważamy, że jedną z głównych elektromobilnych potrzeb jest rozbudowa infrastruktury. Tegoroczna edycja „Barometru Nowej Mobilności” wykazała, że w przypadku braku możliwości ładowania pojazdu elektrycznego w domu, odległość do ładowarki nie powinna być większa niż 2 kilometry. Tak twierdzi 40,9% ankietowanych. 20,3% zaakceptowałaby dystans do 3 kilometrów – wskazuje Łukasz Lewandowski z EV Klubu Polska.

Elektromobilna świadomość

„Badanie Barometr Nowej Mobilności 2022/23” wykazało, że Polacy mają coraz większą wiedzę na temat elektromobilności. Jedynie 39,8% ankietowanych wskazało, że praktycznie nic nie wie na temat sektora e-mobility. To wynik aż o 44,2% niższy względem 2019 r., kiedy niewiedzę deklarowało 84% respondentów. Brak znajomości zagadnień związanych z elektromobilnością jest bolączką wielu Baby Boomersów. Aż 53,2% z nich zadeklarowało, że ich wiedza dotycząca e-mobility jest zła. 43,3% respondentów z Pokolenia X również źle ocenia swoją wiedzę w tym zakresie, podczas gdy u Milenialsów wynik ten to 28,8%.

O badaniu

Badanie „Barometr Nowej Mobilności 2022/23” zostało przeprowadzone w listopadzie 2022 r. na grupie ponad 1515 respondentów z wykorzystaniem metody wywiadów on-line przez agencję SW RESEARCH. Partnerem strategicznym Barometru Nowej Mobilności 2022.23 jest Otomoto. Partnerem Merytorycznym jest SW RESEARCH.

Czy odmrożenie kredytów wystarczy, by ruszyła sprzedaż mieszkań? Deweloperzy odpowiadają

Czy wyhamowanie podwyżek stóp procentowych i zniesienie rekomendacji KNF, która drastycznie obniża zdolność kredytową, sprawiłoby zdaniem deweloperów, że klienci wrócą do biur sprzedaży? Czy odblokowanie dostępu do finansowania w bankach może przyczynić się do realnej poprawy popytu, przy utrzymaniu wzrostu wynagrodzeń oraz poziomu stawek na rynku wynajmu? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu, Develia S.A.

Na skutek serii podwyżek stóp procentowych oraz wejścia w życie nowelizacji tzw. rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego popyt na kredyty hipoteczne zmalał o ponad 70 proc. Sytuacja ta najmocniej uderza w ludzi młodych, którzy chcą się usamodzielnić i kupić swoje pierwsze mieszkanie. Bez wsparcia finansowania bankowego takie osoby mają ograniczone możliwości nabywcze. W tej sytuacji decydują się odłożyć swoje mieszkaniowe plany na bliżej nieokreśloną przyszłość, część przechodzi na rynek najmu.

Jeszcze przed wybuchem konfliktu w Ukrainie Polska była w dolnej części rankingu, jeśli chodzi o wiek, w którym młodzi ludzie opuszczają dom rodzinny. 29 lat to znacznie więcej niż średnia europejska, wynosząca około 25 lat. Dlatego też każde działanie zmierzające do poluzowania polityki kredytowej lub wspierające nabywców kupujących pierwsze mieszkanie oceniamy jako pożądane, tym bardziej, że zainteresowanie własnym mieszkaniem pozostaje wysokie. W ostatnich miesiącach odnotowujemy podobne liczby zapytań, jak w bardzo dobrym 2021 roku. Na rynku dominują obecnie zakupy gotówkowe, z czego prawie połowa ma na celu zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Zniesienie rekomendacji i wyhamowanie wzrostu stóp procentowych zdecydowanie przyczyniłoby się do wzrostu popytu. Obecnie banki stosują 5-procentowy bufor, co oznacza, że o ile średnie oprocentowanie kredytu wynosi 10 proc. banki muszą liczyć zdolność tak, jakby oprocentowanie miało wynosić 15 proc. Gdyby taka zdolność była liczona bez zaproponowanego przez KNF buforu, to globalna zdolność kredytowa klientów zwiększyłaby się o 30-40 proc. Innym rozwiązaniem mogłaby być zmiana polityki banków i wprowadzenie stałego oprocentowania w pełnym okresie kredytowania.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Wyhamowanie podwyżek stóp procentowych zdecydowanie przyczyniłoby się do wzrostu popytu na mieszkania. Bardzo pomocne byłoby zwłaszcza poluzowanie wytycznych rekomendacji S, które nawet stosunkowo dobrze zarabiającym klientom zamykają dostęp do finansowania zakupu mieszkania. Stopy, choć teraz wysokie, podlegają rynkowym cyklom i jest kwestią czasu, kiedy wrócą na bardziej przystępne poziomy. Zatem to decyzje regulatora będą miały istotny wpływ na tempo odbudowy rynku. Tym bardziej, że widzimy, iż jest popyt na mieszkania i dobre nastroje zakupowe wśród klientów.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Do znaczącego pobudzenia popytu dojdzie wraz z trwałym obniżeniem poziomu stóp procentowych. Świadczy o tym utrzymujący się na wysokim poziomie popyt inwestycyjny, który obserwujemy na przykład w inwestycji Pileckiego na warszawskim Ursynowie. Brak zdolności kredytowej hamuje zakupy mieszkań na własne potrzeby. Nie dziwi nas zatem zainteresowanie programem 10/90, który pozwala klientom na zakup mieszkania za 10 proc. ceny i jej zamrożenie na dwa lata, który oferujemy w szczecińskim projekcie Nad Odrą.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Wzrost stóp procentowych miał ogromne znaczenie dla ograniczenia możliwości nabycia mieszkania jednak zmiana rekomendacji KNF znacząco pogłębiła ta problemy. Wielu potencjalnych nabywców mieszkań jest zatem zmuszonych do wynajmowania mieszkania, co przyczyniło się z kolei do drastycznego wzrostu cen najmu. Zatem podniesienie oprocentowania kredytów hipotecznych wpłynęło bezpośrednio na wzrost inflacji.

Marcin Michalec, CEO Okam  

Zahamowanie podwyżek stóp procentowych i zniesienie rekomendacji KNF w perspektywie z pewnością polepszyłoby sytuację i zachęciło więcej osób do zakupu mieszkania na własne potrzeby czy inwestycyjnie. Potrzebna jest jednak ogólna, trwająca w czasie stabilizacja sytuacji gospodarczej. Obecna związana z niepewnością inflacyjną, perspektywą kolejnych podwyżek stóp procentowych, a także faktem, że średnie wynagrodzenie rośnie w wolniejszym tempie niż ceny towarów na rynku powoduje, że wiele osób wstrzymuje decyzje o zakupie nieruchomości. Do tego dochodzi ogólny niepokój o sytuację w naszej części Europy związany z przedłużającym się konfliktem w Ukrainie. Mając na uwadze aktualne ceny najmu mieszkań w dużych miastach, wiele osób preferuje nabycie mieszkania na własność.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Jak najbardziej, impulsem do poprawy popytu mogłoby być wyhamowanie wzrostu stóp procentowych i poluzowanie rekomendacji, ale z uwagi na prognozowaną recesję i wysokie koszty życia, zainteresowanie zakupem nie wzrosłoby od razu do poziomu sprzed podwyżek. Dlatego też atrakcyjne stawki na rynku najmu nadal będą się utrzymały.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Samo zamrożenie podwyżek stopy referencyjnej, która jest obecnie na bardzo wysokim poziomie oraz poluzowanie rekomendacji może być zbyt słabym bodźcem, żeby rynek deweloperski odżył i w sposób zrównoważony ponownie zaspokajał potrzeby mieszkaniowe Polaków. Dobrze by było, żeby rządzący w końcu zaoferowali realne wsparcie młodym ludziom, którzy kupują swoje pierwsze mieszkanie i którzy mają problem z ponoszeniem wysokich kosztów kredytu.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home 

Zapaść na rynku kredytowym przekłada się na rynek mieszkaniowy. Zamrożenie podwyżek stóp procentowych i poprawa zdolności kredytowej to pierwsze kroki, jakie należy zrobić, aby sektor budowlany miał szansę wrócić do względnej normalności. Ewidentnie widać, że szczególnie młodych, którzy zwykle kupują mieszkania na kredyt, w tej chwili po prostu nie stać na własne cztery kąty. Z danych rynkowych wynika, że w 2022 roku banki udzielą zaledwie 125 tys. kredytów mieszkaniowych, co daje najniższy poziom od 20 lat. W trzecim kwartale br. udzielono 21,2 tys. kredytów, mniej o 69 proc. w porównaniu r./r. W 2023 oczekiwany jest dalszy spadek udzielonych kredytów do 80-85 tys. Wyraźnie też widać, że najwięcej transakcji mieszkaniowych realizują osoby między 30. a 40. rokiem życia głównie z myślą o inwestycji kapitału. W najbliższej przyszłości nie należy liczyć, że ta sytuacja ulegnie istotnym zmianom.

Ile kosztuje pozycjonowanie stron?

Pozycjonowanie stron w Poznaniu robi się coraz to popularniejsze wśród właścicieli firm. Nic w tym dziwnego, zwłaszcza, zauważając jakie przynosi to efekty. Pozycjonowanie (inaczej optymalizowanie do potrzeb wyszukiwarek internetowych) należy do jednych z głównych elementów marketingu w wynikach wyszukiwania. Do jego celów należy spowodowanie, aby konkretna strona lub podstrona znalazła się w najwyższych pozycjach w wynikach wyszukiwarki, używając przy tym wybranych fraz. Innymi celami jest podnoszenie autorytetu strony, tworzenie wartościowych i interesujących treści oraz niwelowanie rzeczy, które mogłyby obniżać autorytet strony.

Ile kosztuje pozycjonowanie stron internetowych?

Otóż na koszt takiej usługi wpływa bardzo wiele czynników. Należy jednak pamiętać, że inwestowanie w pozycjonowanie stron to tym samym inwestowanie w przyszłość i rozwój swojej firmy, ponieważ bycie bardzo widocznym w sieci gwarantuje wzrost liczby klientów. Aby witryna znalazła się na wysokich pozycjach wśród wyników wyszukiwania trzeba zadbać również o kilka innych aspektów, między innymi o wartościowe treści na stronie, silne linkowanie zewnętrzne do domeny, która ma być najczęściej odwiedzana, szybkość strony oraz jej dobrą strukturę i kilka innych. Te elementy składając się w całość, tworzą koszt pozycjonowania stron.

Ile jest w stanie wyłożyć właściciel firmy na pozycjonowanie i optymalizację swojej strony? Warto pamiętać, że koszt takiej usługi nie jest jednakowy we wszystkich firmach zajmujących się nią, dlatego istotne jest poznanie swoich możliwości finansowych. Dzięki temu będzie znacznie łatwiej znaleźć firmę, która w profesjonalny sposób zajmie się powierzonym zadaniem.

Proces pozycjonowania stron wymaga cierpliwości ze strony klienta, ponieważ jest on bardzo żmudny i składa się z wielu elementów. W całość kosztów należy wliczyć czas copywriterów, pozycjonerów, web developerów oraz link building, które jest pozyskiwaniem istotnych linków dla domeny. Narzędzia wykorzystywane przez firmy od pozycjonowania stron również mają swoją cenę, która też się wlicza w koszty.

Nie warto iść drogą, która będzie skupiała się na wykonywaniu wszystkiego po niskich cenach, w nieznanych firmach, ponieważ występuje wtedy duże ryzyko, że trzeba będzie wykonywać usługę na nowo przez jej wcześniejsze złe wykonanie. Lepiej jest zapłacić raz trochę wyższą cenę i cieszyć się pozytywnymi efektami.

Jakie rozwiązania są opłacalne?

Rozwiązania, które są opłacalne, nie należą do najtańszych. Oferty, które mają naprawdę bardzo niską cenę nie należą do skutecznych, z tego też powodu nie warto zwracać na nie uwagi. Wykorzystują one bardzo słabe metody pozycjonowania, które są w dodatku krótkotrwałe, więc po niedługim czasie okazuje się, że pieniądze zostały wyrzucone w tak zwane błoto. Te metody, w które warto zainwestować są bardziej czasochłonne i poświęcają się one linkowaniu tylko z dobrych, wartościowych źródeł. Takie działania osiągają znacznie lepsze i dłuższe efekty.

Na rynku jest coraz mniej branż, których jest ciężko spotkać, przez co znacznie wzrasta konkurencyjność, co oznacza większą ilość firm walczących ze sobą o najwyższe pozycje w wynikach wyszukiwania i klientów oraz większe problemy ze znalezieniem niespotykanych fraz. Wypozycjonowanie dobrych fraz zajmuje teraz coraz więcej czasu co również przekłada się na koszty.

Najlepiej jest znaleźć jak najwięcej kluczowych fraz, kojarzących się z firmą, którą chce się wybić na wysokie pozycje. Im więcej kluczowych fraz tym wyższa cena zlecenia, jednakże wiąże się to z bardziej widocznymi efektami.

Dobrym pomysłem jest zawarcie dłuższej umowy z jedną firmą, która zajmuje się pozycjonowaniem danej strony, zwłaszcza po zobaczeniu pozytywnych efektów po współpracy z nimi.

Rzadko, która firma posiada jasno wyznaczone stałe ceny swoich usług. Omawia się to z nimi indywidualnie, ponieważ tak jak wyżej jest wymienione bardzo dużo czynników przekłada się na to ile kosztuje pozycjonowanie stron w Poznaniu oraz innych miastach. Jedną z najlepszych firm zajmującą się pozycjonowaniem i optymalizacją stron jest https://adshock.pl/pozycjonowanie-lokalne/pozycjonowanie-stron-poznan/.

Warto zapoznać się z ich ofertą, jeśli chce się mieć najwyższe wyniki wyszukiwania.

Sytuacja finansowa i nastroje Polaków na koniec 2022 r.

Nieznacznie zmalał odsetek konsumentów twierdzących, że nie poradzi sobie z nadchodzącymi zobowiązaniami, ale więcej ocenia, że ich sytuacja finansowa uległa pogorszeniu w ostatnim roku i już połowa odkłada na później poważniejsze wydatki – wynika z najnowszej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie, konsumenci częściej wskazują na chęć zakupu własnego samochodu, ale nie są przy tym jednoznacznie przekonani co do źródła napędu, z którego chcieliby w przyszłości korzystać w swoim pojeździe.

37. edycja Deloitte Global State of the Consumer Tracker, przeprowadzona pod koniec listopada pokazuje, że nie zmienił się odsetek (32 proc.) ankietowanych Polaków deklarujących optymizm dotyczący możliwości poprawy ich kondycji finansowej w ciągu roku. Ogólna ocena sytuacji w ostatnich dwunastu miesiącach uległa jednak pogorszeniu. Tak uważa już 62 proc. respondentów – to o 2 p.p. więcej w porównaniu z październikiem. Połowa ankietowanych (wzrost z 47 proc.) odkłada na później większe wydatki, a tylko 23 proc. (spadek o 1 p.p.) poradziłaby sobie z nagłymi i znaczącymi wydatkami, których się nie spodziewała.

Badani poprawę nastrojów deklarują natomiast w obszarze możliwości sprostania nadchodzącym płatnościom (37 proc., o 1 p.p. więcej) i spodziewają się wzrostu dochodu w przyszłym roku (40 proc., o 1 p.p. więcej).

W ostatnich edycjach badania Deloitte obserwujemy zmienne podejście konsumentów do oceny dynamiki inflacyjnej. Przez cały rok wskazania obaw dotyczących wzrostów cen oscylowały w Polsce w okolicach 80 proc., by w kwietniu, czerwcu i sierpniu sięgnąć nawet rekordowych 84 proc. We wrześniu odsetek badanych Polaków deklarujących niepokój rosnącymi cenami gwałtownie spadł do 59 proc. i po chwilowym odbiciu do 67 proc. w październiku, teraz ponownie wynosi tylko 60 proc. Pytanie, czy taki trend oznacza oswajanie się ze zmiennością inflacji, a tym samym, czy konsumenci rzeczywiście coraz mniej się jej obawiają – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider usług dla sektora finansowego Deloitte w Polsce.

W porównaniu z poprzednią edycją ankiety Deloitte widać, że w większości badanych kategorii produktów respondenci rzadziej spodziewają się wzrostów cen. Wyjątkiem są alkohole i wyroby tytoniowe, które wymienia trzy czwarte pytanych (wzrost o 3 p.p.). Największe spadki wskazań (po 4 p.p.) dotyczą paliw (do 79 proc.) oraz domowych mediów (do 83 proc.). O 1 p.p. zmalały deklaracje dotyczące cen artykułów spożywczych (do 86 proc.) oraz odzieży i obuwia (do 72 proc.), a o 2 p.p., do 80 proc. – usług restauracyjnych.

Nastroje najbardziej poprawiły się w zakresie zagrożeń społecznych i geopolitycznych
W kolejnych edycjach badania Deloitte wskazania dotyczące nastrojów w sprawdzanych obszarach ulegają stałym, ale przeważnie nieznacznym wahaniom. Nadal najczęściej wymienianym powodem zmartwień konsumentów jest ich osobista sytuacja finansowa, choć w ostatniej edycji ankiety wspomniała o tym już tylko połowa pytanych, co oznacza spadek o 2 p.p. Wyraźne zmniejszenie deklarowanych niepokojów dotyczy takich sfer jak kwestie społeczne (24 proc., o 5 p.p. mniej) czy sytuacja geopolityczna (35 proc., o 4 p.p. mniej). Spadki dotyczą także opinii o stanie gospodarki (o 1 p.p. w dół, do 32 proc.) czy zagrożeniu covidowym (o 2 p.p. w dół, do 17 proc.). Z kolei w zakresie własnego zdrowia, zmian klimatycznych czy swojej sytuacji zawodowej, odpowiedzi ankietowanych pokazują wzrosty o 1-2 p.p., do odpowiednio 41 proc., 25 proc. i 19 proc.

W ostatnim czasie nie zaobserwowaliśmy wydarzeń, które w niespodziewany i gwałtowny sposób naruszałyby dotychczasową sytuację konsumentów. Wydaje się, że do kryzysu wywołanego tragicznymi okolicznościami większość ankietowanych z czasem się przyzwyczaja i ich obawy ulegają tylko nieznacznym przesunięciom między poszczególnymi badanymi kategoriami. Sytuacja ta może ulec zmianie w kolejnych falach naszej ankiety, gdy będą w niej odzwierciedlone opinie dotyczące np. dynamicznie zmieniających się cen energii i paliw w okresie zimowym, co może mieć znaczący wpływ na kondycje domowych budżetów większości konsumentów – mówi Marcin Stark, senior manager, Monitor Deloitte.

Więcej chętnych do zakupu samochodu, mniejsze zainteresowanie alternatywnymi formami napędu

W listopadowej edycji badania Deloitte konsumenci nieznacznie częściej niż wcześniej deklarowali, że preferują wykorzystanie osobistych środków transportu niż komunikacji zbiorowej – tak odpowiedziało w sumie 44 proc. pytanych, czyli o 2 p.p. więcej niż w poprzednim badaniu. O tyle samo spadły odpowiedzi wskazujące na wybór komunikacji publicznej – do 56 proc.

Nie powinno więc zaskakiwać, że wrósł odsetek respondentów wskazujących na chęć zakupu własnego samochodu – do 17 proc. z 13 proc. deklarowanych w poprzedniej ankiecie. Więcej jest też amatorów nowych pojazdów – tak uważa 52 proc. pytanych, a pozostałe 48 proc. jest przeciwnego zdania. Miesiąc temu ten rozkład procentowy wyglądał dokładnie odwrotnie.

Co ciekawe, mimo dynamicznej sytuacji na rynku paliw i rosnących cen, sukcesywnie spada w Polsce odsetek konsumentów wymieniających niskie spalanie jako powód kupna nowego samochodu. Jeszcze we wrześniu takie wskazanie wynoszące 18 proc. było drugim najczęstszym argumentem za zmianą auta. Miesiąc temu tak deklarowało 16 proc. respondentów, a teraz już tylko 11 proc. Najpowszechniejszą motywacją jest obecnie opinia, że posiadany pojazd nie jest już wart utrzymywania (22 proc.). Niewiele mniej osób wyraża chęć poruszania się nowym modelem (21 proc.) lub mówi o atrakcyjności wyposażenia aktualnie dostępnych aut (19 proc.). Na chęć przesiadki do samochodu zelektryfikowanego wskazywało zaledwie 2 proc. ankietowanych.

Jednocześnie w podejściu konsumentów do nowych pojazdów widać też znaczny stopień niepewności co do preferowanego rodzaju silnika. Pod koniec listopada niemal co czwarty respondent nie był przekonany, jaki chciałby wybrać. Na spalinowy wskazywało 49 proc. badanych, na hybrydę co piąty, a w pełni elektryczny napęd znalazł zainteresowanie tylko 6 proc. pytanych. We wcześniejszej edycji badania te różne wersje silnikowe uzyskały odpowiednio 64, 28 i 8 proc. odpowiedzi – mówi Daniel Martyniuk, partner, lider doradztwa technologicznego Deloitte.

W czasie pandemii wyraźnie rosła popularność zdalnych procesów sprzedażowych, także tych w branży motoryzacyjnej. Eksperci Deloitte wskazują jednak, że teraz widać, jak mnogość opcji zakupowych nie ułatwia konsumentom podjęcia decyzji. Co czwarty kupujący nie wie, w jaki sposób chciałby kupić samochód. Odsetek preferujących osobistą wizytę w salonie spadł z 66 do 58 proc., a tych wolących wybrać online, ale przetestować osobiście wybrany model – z 25 do 14 proc. W pełni zdalnie samochód chciałoby kupić już tylko 2 proc. ankietowanych.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec listopada 2022 r. Była to 37. edycja przeprowadzona globalnie i 30., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 24 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Trojan bankowy na szczycie zagrożeń w polskiej sieci. Rośnie liczba ataków na instytucje rządowe

  • Liczba ataków na polskie firmy nadal plasuje się powyżej 2 tys. tygodniowo
  • Najczęściej wykorzystywanym w atakach złośliwym oprogramowaniem jest IcedID, który wg Check Point Research wykryty został w blisko 5 proc. polskich sieci firmowych
  • W Polsce 6 na 10 firm pada ofiarą hakerów za sprawą odwiedzania złośliwych witryn

 

Hakerzy nie odpuszczają polskim instytucjom państwowym oraz militarnym. Liczba ataków nadal plasuje się powyżej 2 tys. tygodniowo, zmuszając instytucje do stałego monitoringu. W Polsce na czele zagrożeń znalazł się niespodziewanie trojan bankowy IcedID, wykorzystujący zaawansowane strategie unikania wykrycia – ostrzegają eksperci Check Point Research.

Z analiz firmy Check Point Software wynika, że 6 na 10 firm pada ofiarą hakerów za sprawą odwiedzania złośliwych witryn, a najczęściej wykorzystywanym w atakach złośliwym oprogramowaniem jest IcedID, który wg Check Point Research wykryty został w blisko 5 proc. polskich sieci firmowych. IcedID to trojan bankowy, który pojawił się po raz pierwszy we wrześniu 2017 r. Wykorzystuje techniki unikania, takie jak wstrzykiwanie procesu i steganografia, oraz kradnie dane finansowe użytkownika zarówno poprzez ataki przekierowania (instaluje lokalny serwer proxy w celu przekierowania użytkowników do fałszywych sklonowanych witryn), jak i ataki „web injection”. Równie popularny co IcedID jest w Polsce AgentTesla, który wyprzedza trzeci na liście botnet Emotet, wpływający na niemal 3 proc. polskich przedsiębiorstw.

To właśnie Emotet w lipcu 2022 r. zaczął być coraz rzadziej wykorzystywany przez cyberprzestępców, choć eksperci zakładali, że jest spadek tymczasowy. Zgodnie z przewidywaniami, w listopadzie Emotet ponownie zaczął się piąć na szczyt światowego rankingu najczęściej wykorzystywanego złośliwego oprogramowania. Ostatecznie z 4 proc. udziałem został sklasyfikowany jako drugi najczęściej wykorzystywany malware na świecie, zaraz za AgentTesla (6 proc.).

– Chociaż te wyrafinowane złośliwe oprogramowanie może pozostawać uśpione w spokojniejszych okresach, ostatnie kilka tygodni stanowi wyraźne przypomnienie, że nie zniknęło całkowicie. Ważne jest, aby wszyscy zachowali czujność podczas otwierania wiadomości e-mail, klikania w łącza, odwiedzania stron internetowych lub udostępniania danych osobowych — powiedziała Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w firmie Check Point Software.

Do rozpowszechnienia Emoteta przyczyniła się m.in. seria listopadowych kampanii spamowych. Wspomniany botnet odpowiedzialny był za dostarczanie ładunków trojanów bankowych IcedID.

Wg analityków Check Pointa najczęściej wykorzystywaną luką w zabezpieczeniach, która dotyka 46 proc. organizacji na całym świecie, jest „Web Servers Malicious URL Directory Traversal”. Tuż za nią plasuje się „Web Server Exposed Git Repository Information Disclosure” z wpływem na 45 proc. przebadanych firm.

FED nadal jastrzębi. Polski płaskowyż wyższy, niż wynik wstępny

Wczorajsza decyzja w sprawie stóp procentowych za oceanem była zgodna z oczekiwaniami rynku. Po publikacji odbyło się jastrzębie wystąpienie prezesa FED. Szwajcarski Bank Narodowy kopiuje amerykański ruch. Nad ranem otrzymaliśmy także finalny odczyt inflacji konsumenckiej z naszego podwórka.

Podwyżka stóp w Stanach Zjednoczonych

Komitet Otwartego Rynku postanowił podnieść koszt pieniądza w USA o 50 p.b. Tym samym aktualny poziom stóp procentowych za oceanem wynosi 4,25-4,50 %. Jest to ruch zgodny z rynkowym konsensusem, choć po wtorkowym odczycie inflacji, który był znacznie niższy od prognozowanego, niejeden analityk liczył na bardziej gołębią decyzję. Po publikacji odbyła się konferencja prasowa, na której Jerome Powell tylko potwierdził restrykcyjne stanowisko FED w sprawie dalszego zacieśniania polityki monetarnej w USA. Dla FOMC osiągnięcie celu inflacyjnego na poziomie 2% jest głównym celem. Z tego też powodu amerykańscy decydenci nie przewidują obniżek stóp w roku 2023. Lutowa decyzja w sprawie kosztu pieniądza zależeć będzie od danych napływających z rynku. W czwartkowy poranek rynek z ponad 76% prawdopodobieństwem wycenia podwyżkę o 25 p.b. podczas następnego posiedzenia. W dzisiejszy poranek kurs głównej pary walutowej świata spada, jednak o godzinie 10:00 nadal znajdujemy się powyżej 1,06 USD.

Szwajcarski jastrząb

Szwajcarski Bank Narodowy, tak samo jak amerykańscy decydenci, podniósł w czwartek stopy procentowe o 50 p.b. Ruch był zgodny z oczekiwaniami rynku. W przypadku Helwetów jest to podwyżka o 100%, gdyż dotychczas koszt pieniądza wynosił tam 0,5%. Przypomnę, że inflacja konsumencka w Szwajcarii wynosi aktualnie 3%, a wczorajszy odczyt dynamiki cen producentów spadł do poziomu 2,8%. Wygląda zatem, że Helweci, jako jedni z nielicznych, dobrze radzą sobie z problemem wzrostu cen, a dzisiejsza decyzja tylko dobije poczynania inflacji, z którą nie radzi sobie prawie cały świat. To nie koniec informacji od bankierów centralnych na dziś. Po południu poznamy także decyzje Banku Anglii oraz obozu pani Lagarde. W obydwóch przypadkach prognozuje się wzrost kosztu pieniądza o 50 p.b.

Polski płaskowyż

Finalny odczyt wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w naszym kraju okazał się o 0,1 punktu procentowego wyższy, niż wynik wstępny. Mimo to inflacja na poziomie 17,5% jest niższa od wskazania sprzed miesiąca. Jesteśmy zatem jedynym krajem naszego regionu, gdzie za miesiąc listopad odnotowano spadek tempa wzrostu cen konsumpcyjnych. Na Węgrzech, Słowacji, w Czechach i Rumunii problem cały czas narasta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Znamy najlepsze polskie startupy 2022 roku – Aulery rozdane

Ramp, uPacjenta i Vue Storefront zostali laureatami tegorocznych Aulerów, najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych wyróżnień polskiej społeczności startupowej. Nagrodę specjalną, dla najlepszego bootstrapu, otrzymali Giganci Programowania. Czołowe startupy z globalnym potencjałem wyłoniło 44-osobowe jury.

Aulery zostały rozdane po raz dwunasty. Do tegorocznego konkursu nadesłano łącznie 236 zgłoszeń. Jury złożone z inwestorów, ekspertów branżowych, founderów i przedstawicieli mediów, w I turze przyznało 15 nominacji, a następnie wyłoniło zwycięzców. Gala finałowa odbyła się 14.12 w warszawskim Kampusie Google.

Nagrody zdobyły firmy Ramp, uPacjenta i Vue Storefront. Przyznano także nagrodę specjalną dla najlepszego biznesu rozwijanego bez finansowania zewnętrznego (bootstrap). Otrzymali ją Giganci Programowania. Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT i Prezes Fundacji Aula Polska, organizatora konkursu, wskazuje, że decyzja o wyborze zwycięzców nie była oczywista.

Do konkursu zgłosiła się rekordowa liczba startupów, a wśród nich kilkadziesiąt, które już generują milionowe przychody. Finałowa piętnastka to liderzy w swoich branżach, których każdy powinien obserwować. Stawiamy na globalny potencjał, zdecydowaliśmy się więc wyróżnić firmy, które już są, bądź wkrótce będą wizytówką Polski na świecie. Ramp jest obecny w 150 krajach, a Vue Storefront wszystkie przychody generuje zagranicą. Z kolei uPacjenta dąży do tego, aby każdy człowiek na świecie mógł skorzystać z badań profilaktycznych. To startupy, które zmieniają postrzeganie polskich firm na globalnym rynku – powiedział Piotr Nowosielski.

Nominowane startupy i zwycięzcy Aulerów 2022 (kolejność alfabetyczna):

  1. Aether Biomedical
  2. Calamari
  3. Foodsi
  4. Giganci Programowania – nagroda specjalna
  5. inStreamly
  6. LiveKid
  7. Plenti
  8. PySENSE
  9. Ramp – zwycięzca Aulera 2022
  10. Roślinny Qurczak
  11. uPacjenta – zwycięzca Aulera 2022
  12. Useme
  13. Vivelio
  14. Vue Storefront – zwycięzca Aulera 2022
  15. net

Kim są tegoroczni laureaci Aulerów?

Ramp to FinTech umożliwiający łatwą wymianę tradycyjnych walut na kryptowaluty i vice versa. Zakup kryptowalut zajmuje kilka minut, a płacić można wykorzystując popularne metody płatności online. Rozwiązanie umożliwia twórcom aplikacji wykorzystanie możliwości blockchain i proste płatności za ich pomocą.

Firma powstała w 2018 roku, zatrudnia 200 osób i posiada ponad 1,5 mln użytkowników ze 150 krajów. Ma także ponad 500 partnerów, którzy wdrożyli jej rozwiązanie. Spółka otrzymała największą rundę finansowania serii A – 220 mln zł – w regionie CEE. W 2021 firma wygenerowała 230 mln złotych przychodu, zaś w 2022 roku, w ramach rundy B, pozyskała 308 mln zł.

Główna nagroda w konkursie Aulerów to powód do dumy. Gramy, żeby wygrać i wszystkich założycieli startupów zachęcam do poszukiwania najlepszych wzorców na świecie, wyprzedzania trendów i ciężkiej pracypowiedział Szymon Sypniewicz, Co-Founder Ramp.

Założony w 2018 roku MedTech uPacjenta to platforma e-commerce łącząca najnowszą technologię z wiedzą medyczną specjalistów. Oferując pacjentom badania krwi z dojazdem oraz konsultacje online, ułatwia dostęp do profilaktyki zdrowotnej. Badania można bezpiecznie wykonać on-demand, w dogodnym dla siebie czasie i miejscu – zarówno w domu, jak i w pracy.

Dotychczas w ramach usługi przebadano ponad 350 tysięcy pacjentów i wykonano więcej niż 1,2 mln badań. Przychody spółki w 2021 roku wzrosły niemal dwukrotnie względem roku 2020, osiągając poziom 14 mln złotych.

Auler jest dla mnie niesamowitym wyróżnieniem, ponieważ motywuje nas, by dalej realizować misję globalnego rozwoju. Dostajemy kolejne potwierdzenie z rynku, że my też możemy iść w świat, wzorem innych polskich firm, które już mają na tym polu sukcesy. Dziś startujemy z beta usługą w Londynie i chciałbym powiedzieć wszystkim founderom: go global, just do it! Spełniajcie swoje marzenia. Jako Polacy nie powinniśmy być skromni, tylko dumni z tego, co już osiągamypowiedział Dominik Swadźba, CEO i Co-Founder uPacjenta.

Vue Storefront to rozwiązanie Frontend as a Service, które umożliwia markom tworzenie wysoce wydajnych, niestandardowych sklepów eCommerce. Oferując zarówno model open source, jak i płatny model komercyjny (enterprise), Vue Storefront integruje się z wieloma platformami backendowymi, systemami CMS, systemami płatności, dostawcami wyszukiwarek i innymi usługami stron trzecich.

W pierwszym roku działalności (2021) firma urosła dziesięciokrotnie, po 18 miesiącach przekroczyła pułap 10 mln złotych księgowej stopy zwrotu (ARR), rosnąc w tym czasie od 7 do ponad 100 pracowników. Spółka dostała się równiez do Y Combinatora oraz zebrała jedną z największych rund serii A w Polsce: 85 mln złotych. 100% przychodu firmy pochodzi z zagranicy.

Ta nagroda jest kultowa w polskim świecie startupowym. Co prawda nie działamy na rynku lokalnym, ale jako founderzy wszyscy pochodzimy z Polski, dobrze znamy Aulery i jest to dla nas osobiste wyróżnienie. To forma docenienia tego, jakie decyzje podejmujemy, jakimi ludźmi się otaczamy i dokąd idziemy. Życzę wszystkim startupom, by wasi wspólnicy i wasze zespoły, najważniejsi ludzie, byli tak wspierający i tak komplementarni, jak to ma miejsce u nas. Reszta jest prawdziwą przyjemnością powiedział Bart Roszkowski, COO & Co-Founder Vue Storefront.

Laureaci nagrody specjalnej – Giganci Programowania – to EdTech świadczący usługi edukacji cyfrowej dla dzieci i młodzieży. Misją firmy jest rozwój cyfrowy młodego pokolenia. Startup prowadzi 40 autorskich kursów w formule online i stacjonarnej, ucząc tworzenia własnych gier, programów komputerowych, aplikacji mobilnych i kodowania m.in. w językach Python czy C#.

Giganci przeszkolili już ponad 100 000 uczniów. Zajęcia prowadzi blisko 300 trenerów programowania, zawodowo związanych z branżą IT. Firma jest obecna w ponad 100 miastach w Polsce i w ponad 10 krajach za granicą. Jej przychody za 2021 przekroczyły 10 mln złotych.

To jest dla nas gigantyczne wyróżnienie. Wierzymy, że rozwój kompetencji cyfrowych młodych ludzi jest niezwykle ważny dla wszystkich nas tutaj zgromadzonych. Jesteśmy przekonani, że wielu naszych uczniów zasili grono founderów startupów. Ostatnio nasi absolwenci stworzyli aplikację, która pomaga młodym ludziom w zdawaniu egzaminów ósmoklasisty. Obecnie ma ona już ponad 50 000 pobrań w Google Play i AppStore. Dziękujemy, że doceniacie to, co robimypowiedział Dawid Leśniakiewicz, Co-Founder Gigantów Programowania.

Tradycja wręczania Aulerów sięga 2009 roku, gdy laureatami zostali Gastronauci, Goldenline oraz Nozbe. Od tego czasu przez ręce jury konkursu przeszło tysiące zgłoszeń, a na deskach Auli nagrody odebrało ponad 40 wyróżniających się młodych firm, w tym obecni światowi liderzy w swoich sektorach: Brand24, Booksy, CallPage, HumanWay czy SalesManago.

Od 1 stycznia 2023 r. wraca wyższy VAT na energię i paliwa

W ramach tarcz antyinflacyjnych rząd wprowadził obniżony VAT na niektóre produkty. Czas obowiązywania tych przepisów mija już 31 grudnia, z jednym wyjątkiem. Zerowy VAT na żywność zostanie zachowany do 30 czerwca 2023 r.

Powrót do pierwotnych stawek VAT będzie dla konsumentów oznaczał kolejny wzrost cen. Najbardziej odczuwalne będą one w przypadku gazu. Dziś obejmuje go zerowy VAT, ale już od 1 styczna 2023 r. będzie to 23%, więc ceny dla gospodarstw domowych mogą poszybować w górę. Rząd szykuje zamrożenie cen czy też zwrot części VAT, jednak nie będzie to rozwiązanie dostępne dla każdego – najprawdopodobniej zadecyduje kryterium dochodowe.

Droższe podróżowanie, energia i ogrzewanie

Od 1 styczna 2023 r. więcej będą kosztowały podróże samochodem. VAT na paliwo wyniesie 23% (obecnie to 8%). Przy czym przyjęto zwolnienie w podatku detalicznym do 30 czerwca 2023 r., jednak jego stawka wynosi 0,8 lub 1,4%, a wzrost stawki VAT jest o 15%. Dlatego też nie ma w tym przypadku mowy o większej kompensacie podatkowej.

Stawka 23% wróci w miejsce obowiązujących dziś 5% także dla ciepła systemowego (ogrzewanie z kaloryferów) oraz prądu. Pomocą dla gospodarstw domowych będą zamrożone ceny, jednak trzeba pamiętać, że nie jest w nich uwzględniony VAT i trzeba do nich doliczyć odpowiednią stawkę podatku. Cena zamrożonego prądu obowiązuje też tylko do limitu rocznego 2000 kWh dla „zwykłego” gospodarstwa domowego, 2600 kWh dla posiadaczy karty dużej rodziny lub 3000 kWh dla rodzin, w których są osoby z niepełnosprawnością. Po przekroczeniu przez odbiorcę tego progu operator będzie stosował cenę regularną.Stawki VAT

Wyższy VAT dla przedsiębiorców?

Przedsiębiorcy będący czynnymi podatnikami VAT nie powinni odczuć negatywnych skutków podwyżki tego podatku, gdyż dla nich ważna jest kwota netto danej usługi czy towaru. Mogą jedynie odczuć rosnące ceny paliw. Jeśli używają samochodu w trybie mieszanym (na cele służbowe i prywatne), podatnicy odliczają tylko 50% podatku VAT. Drugie 50% może być ujęte w kosztach. W związku z tym podatek dochodowy i ewentualnie składka zdrowotna mogą zostać o tę wartość pomniejszone.

W mojej ocenie, ewentualny znaczny wzrost cen w usługach transportowych na pewno nie będzie wywołany powrotem do podstawowej stawki VAT. Firmy transportowe, które używają samochodów powyżej 3,5 tony mogą jednak odliczać 100% wartości podatku. Dla nich ostateczny koszt pozostanie na takim samym poziomie jak obecnie. To samo dotyczy też energii czy też gazu. Powrót do wyższych stawek nie powinien więc mieć negatywnego wpływu na ceny.

Inaczej sytuacja wygląda u przedsiębiorców zwolnionych z VAT. Przykładem mogą być małe biznesy, czyli notujące sprzedaż o wartości do 200 tys. zł w trakcie roku, Co do zasady warto z niego korzystać, jeśli firma świadczy usługi na rzecz konsumentów. W ich przypadku wzrost stawki na paliwo, prąd czy gaz może wpłynąć na ceny świadczonych usług z uwagi na brak możliwości odliczenia podatku VAT.  Przy czym należy również pamiętać, że ceny prądu zostały zamrożone. Pomimo tego, że przedsiębiorcy zaliczają te wydatki do kosztów uzyskania przychodów, to jednak tylko ok. 20% będzie do odzyskania. Wysokość pozostałego podatku VAT może zostać „przerzucona” na konsumentów.

Czy inflacja nam odpuści?

O tym, że tarcze antyinflacyjne będą obowiązywały tylko przez jakiś czas, wiedzieliśmy od początku ich obowiązywania. Efekt tych zmian jest taki, że wzrosty cen nie były skokowe, a rozłożone w czasie. I tak doświadczymy jednak znacznych podwyżek. Największą grupą odczuwająca systematyczny wzrost cen są gospodarstwa domowe. Jeśli wierzyć analizom ekonomistów, przed nami być może najgorszy kwartał, po którym inflacja przybierze tendencję spadkową. Z drugiej strony, w IV kwartale inflacja jest na poziomie prawie 18%, a w IV kwartale 2023 roku wyniesie ok. 10%, to jesienią 2023 ceny wzrosną o około 30% w porównaniu z cenami z jesieni 2021 roku. Jest to jednak tylko inflacja bazowa – obawiam się, że ta realna będzie dużo wyższa.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Tym żył rynek biurowy w 2022 roku. Co nas czeka w przyszłym?

Colliers podsumowuje najważniejsze wydarzenia i trendy 2022 r. na rynku biurowym i dzieli się prognozami na kolejne 12 miesięcy.

Wybuch wojny w Ukrainie, związana z tym niepewna sytuacja społeczno-polityczna, nowe przepisy prawne w zakresie zrównoważonego rozwoju firm oraz wyzwania związane z nowymi modelami pracy – to czynniki, które mocno wpłynęły na rynek nieruchomości, także biurowych, w 2022 roku. I wciąż będą na niego oddziaływać. Eksperci Colliers przygotowali zestawienie najważniejszych wydarzeń i trendów w mijającym roku, a także prognozy na 2023 r.

Najważniejsze wydarzenia 2022 na rynku biurowym

  1. Regiony wyprzedzają Warszawę

Znacząca fala nowej podaży zmieniła układ sił na rynku biurowym. W 2022 r. po raz pierwszy całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej na 8 głównych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Łódź, Poznań, Katowice, Lublin i Szczecin) była większa niż w stolicy – o 200 tys. mkw. Do rynków oferujących ponad 1 mln mkw. biur (Kraków i Wrocław) dołączyło Trójmiasto. Katowice z kolei odnotowały rekordowy przyrost powierzchni biurowej – deweloperzy dostarczyli na rynek o prawie 20% biur więcej niż w ubiegłym roku. Z całkowitą podażą na poziomie niespełna 720 tys. mkw. na koniec bieżącego roku miasto stanowi czwarty regionalny rynek biurowy w Polsce.

  1. Pierwsza certyfikacja w zakresie technologii

Do znanych na rynku systemów certyfikacji biurowej BREEAM, LEED
oraz WELL dołączyły SmartScore i WiredScore, pozwalające obiektywnie ocenić zaawansowanie technologiczne nieruchomości. Pierwszy z nich uwzględnia analizę kompleksowości inteligentnych systemów, ich bezpieczeństwa oraz elastyczności, drugi koncentruje się na ocenie technicznego zaawansowania budynku. Pierwszym budynkiem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który otrzymał (przy doradztwie Colliers) oba certyfikaty był warszawski The Bridge budowany przez Ghelamco.

  1. Mniej budów, większa luka podażowa

Na rynku obserwujemy wyraźne spowolnienie aktywności deweloperskiej. Duża fala nowej podaży trwająca od dwóch lat dobiegła końca, a przestój w wydawaniu nowych pozwoleń na budowę zaowocuje luką podażową w Warszawie i na niektórych rynkach regionalnych w latach 2023-2024.

– Na spadek liczby budów składa się kilka czynników, ale kluczowe znaczenie ma dziś rekordowo wysoki poziom inflacji, co napędza wzrost kosztów m.in cen materiałów budowalnych, gruntów, mediów czy płac. Niska podaż nowej powierzchni rodzi natomiast presję na czynsze wywoławcze, a rosnące ceny energii na pewno wpłyną na stawki opłat serwisowych. Nie spowoduje to jednak spadku aktywności najemców. Można spodziewać się, że kolejne kwartały pozwolą na absorpcje nowo oddanych powierzchni – mówi Paweł Skałba, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers.

  1. Największa transakcja biurowa w regionie CEE

Polska utrzymuje pozycję najbardziej atrakcyjnego rynku regionu Europy Środkowo-Wschodniej dzięki wysokiej płynności, a także szerokiemu zakresowi produktów inwestycyjnych wysokiej jakości. Sprzedaż kompleksu biurowo-hotelowego wybudowanego przez Ghelamco – The Warsaw HUB do firmy Google za 586 mln EUR była największą pojedynczą transakcją biurową w historii rynku polskiego oraz regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

  1. Proekologiczne zmiany

Regulacje ESG i kwestie zrównoważonego rozwoju to jeden z silniejszych trendów na rynku nieruchomości, zwłaszcza na rynku biurowym. Wymogi Unii Europejskiej obligują właścicieli starych biurowców do ich modernizacji m.in. w celu wspierania neutralności klimatycznej. Co ważne, zysk środowiskowy w projektach staje się nie mniej ważny niż zysk finansowy, a ESG zaczyna stanowić coraz ważniejsze uzasadnienie decyzji biznesowych.

– Obecnie, ok. 190 milionów  budynków  w  Unii  Europejskiej to obiekty nieefektywne energetycznie, dlatego Komisja Europejska nałożyła na kraje członkowskie obowiązek opracowania i wdrożenia  długoterminowych strategii renowacji. Polska  opublikowała  taki dokument w lutym 2021 r. Również rozporządzenie zwane Taksonomią nakłada wymogi dla budynków poddawanych renowacji – energia pierwotna na świadectwie charakterystyki energetycznej musi być na poziomie o 30% niższym niż przed renowacją. Rośnie także świadomość najemców w kwestii korzyści płynących z najmu w energooszczędnym budynku, co jeszcze bardziej motywuje właścicieli budynków do modernizacji, aby ich nieruchomość pozostawała konkurencyjna – mówi Izabela Makowska-Kwiecińska, Associate Director w Dziale ESG w Colliers.

Co nas czeka w 2023 na rynku biurowym?

  1. Poszukiwanie oszczędności

Konieczność poszukiwania oszczędności w związku z rosnącymi kosztami eksploatacji będzie jednym z głównych wyzwań, przed którymi stanie rynek nieruchomości biurowych w nadchodzących kwartałach. Będzie to skutkować wzrostem zainteresowania nowymi, bardziej ekologicznymi i energooszczędnymi budynkami biurowymi. Certyfikowane projekty oferują nie tylko realne oszczędności dla najemców i właścicieli, ale również lepszy komfort pracy, co wpływa na efektywność pracowników i wzrost częstotliwości pracy z biura.

  1. Stabilna aktywność inwestycyjna

Polska będzie zwiększać swój udział jako kluczowy rynek w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Korekta wartości kapitałowych aktywów jest w istotnym stopniu rekompensowana wzrostem czynszów zarówno w Warszawie, jak i miastach regionalnych, co generuje zainteresowanie inwestorów. Przewiduje się dalszy napływ kapitału z Rumunii, krajów bałtyckich, Czech  i Węgier. Również kraje Bliskiego Wschodu planują więcej inwestować w regionie.

– Uwagę inwestorów nadal będą przyciągać budynki biurowe – dzięki potencjałowi wzrostu stawek czynszowych, wysokiemu poziomowi popytu i absorpcji netto pomimo wprowadzenia hybrydowego modelu pracy. Spodziewamy się, że luka podażowa skieruje uwagę funduszy nie tylko na nowo oddane biurowce, ale także dobrze funkcjonujące kompleksy o ugruntowanej reputacji wśród najemców – mówi Piotr Mirowski, Senior Partner, Dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

  1. Więcej renegocjacji

Po fali podwyżek koszty aranżacji powierzchni biurowych ustabilizowały się, ale nadal pozostają na wysokim poziomie. Sytuacja ta wpływa na decyzje właścicieli biurowców w kwestii ograniczenia tzw. pakietów zachęt. To, w połączeniu z zapowiadaną luką podażową, sprawi, że najemcy będą chętniej pozostawać w dotychczasowej lokalizacji biurowej niż szukać nowego biura.

 

– Renegocjując umowy najmu, firmy będą mogły uzyskać dodatkowe korzyści w postaci okresowych zwolnień z czynszu, a także budżetu na odświeżenie powierzchni – mówi Paweł Skałba.

  1. Stare biuro w lepszym wydaniu

Wzrost świadomości najemców w kwestii usług związanych z definiowaniem funkcji, koncepcji i strategii nieruchomości przekłada się na wzrost oczekiwań, aby jak najlepiej odpowiadała ona potrzebom użytkowników i biznesu, zarówno pod kątem projektowania przestrzeni, jak i wykonawstwa aranżacji.

– Przekształcenie istniejącej powierzchni, także w ramach renegocjowanej umowy, wymaga nieco innego podejścia niż projektowanie nowego biura. W procesie kluczowe jest znalezienie złotego środka między potrzebami pracowników i organizacji, kwestiami finansowymi i trendami na rynku. Dopiero to pozwala na zminimalizowanie zakresu zmian na etapie projektowym, co następnie przekłada się niższe na koszty prac aranżacyjnych – mówi Paweł Szafarczyk z Colliers Define.

Develia uplasowała obligacje o wartości 15,4 mln zł

Develia uplasowała w ofercie publicznej 3-letnie obligacje o wartości 15,4 mln zł. Na papiery dłużne jednego z liderów rynku deweloperskiego w Polsce złożono 345 zapisów i wkrótce obligacje zostaną wprowadzone do obrotu na rynku Catalyst.

Zakończona publiczna emisja obligacji była pierwszą emisją w ramach programu skierowanego do inwestorów detalicznych. Traktujemy ją jako rozpoznanie rynku i przy sprzyjających warunkach rynkowych będziemy rozważać kolejne emisje do tej grupy inwestorów, co pozwoli dalej dywersyfikować nasze źródła finansowania – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Oprocentowanie 3-letnich obligacji zostało ustalone w oparciu o WIBOR 3M powiększony o marżę 4,1 proc. Odsetki będą wypłacane co 3 miesiące. Przydział obligacji planowany jest 20 grudnia, debiut na rynku Catalyst 23 grudnia 2022 r., a wykup nastąpi 20 grudnia 2025 r. Funkcję organizatora konsorcjum pełnił Michael/Ström Dom Maklerski.

– Otoczenie rynkowe jest na tyle wymagające, że tylko największe i najbardziej wiarygodne spółki z branży deweloperskiej, do których bez wątpienia należy Develia, są obecnie w stanie pozyskiwać nowe środki z emisji obligacji od szerokiego grona inwestorów. Warto zauważyć, że transakcja z udziałem Develii należy do nielicznych w tym roku przypadków emisji, w których spółka otrzymuje nowe środki, bez konieczności angażowania inwestorów już posiadających jej obligacje – mówi Paweł Gosz, Partner w Michael/Ström Domu Maklerskim.

Emisja była prowadzona w ramach programu o wartości do 150 mln zł, na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 26 października 2022 r.

Develia w okresie od 2012 r. wyemitowała obligacje o łącznej wartości 1,3 mld zł, z czego 920 mln zł zostało już wykupionych. Aktualnie na Catalyst notowane są cztery serie o łącznej wartości 380 mln zł z terminami wykupów między majem 2023 r. a październikiem 2024 r.

PayTechy rewolucjonizują system finansowy. Banki mogą na tym skorzystać

Na świecie funkcjonuje ponad 2400 PayTechów wartych ponad 2,17 bln USD – wynika z raportu EY. Unijna dyrektywa PSD2 spowodowała przyspieszenie ekspansji PayTechów, ponieważ uzyskały one niskokosztowy dostęp do danych bankowych. Dzięki nim, zwiększa się innowacyjność sektora bankowego. Największy potencjał wzrostu mają płatności w czasie rzeczywistym, model buy now, pay later, zintegrowane finanse oraz cyfrowe portfele.

Od kilku lat sektor płatności przechodzi rewolucję, której celem jest dostarczenie klientom coraz szybszych i łatwiejszych sposobów dokonywania transakcji. Tradycyjnym instytucjom finansowym depcze po piętach ponad 2400 PayTechów wartych już ponad 2,17 bln USD. Dla banków jest to równocześnie zagrożenie i szansa na szybsze wdrożenie cyfryzacji oraz podjęcie współpracy z dostawcami usług z obszaru FinTech. Inwestowanie w technologię i otwartość na nowe rozwiązania płatnicze to kluczowe działania, aby nie odpaść z tego wyścigu – czytamy w raporcie The rise of PayTech – seven forces shaping the future of payments opracowanym przez firmę doradczą EY.

W dobie postępującej cyfryzacji mariaż finansów z technologią doprowadził do wyodrębnienia się nowej branży zwanej FinTech (Financial Technology). W jej ramach działają rozmaite podmioty świadczące innowacyjne usługi finansowe. Jednymi z nich są tzw. PayTechy, które oferują nowe metody płatności. Z szacunków EY wynika, że stanowią one 25 proc. obszaru FinTech, skupiając na świecie ponad 2400 graczy wartych aż 2,17 bln USD (stan na czerwiec 2022). Co napędza ich rozwój? Przede wszystkim zmieniające się oczekiwania konsumentów, rozwój e-commerce oraz otwartość na nowe technologie. PayTechy odpowiadają na potrzebę szybkich, niemal niezauważalnych transakcji finansowych.

– Rozwój rozwiązań PayTech to nie tylko konkurencja dla tradycyjnego systemu bankowego, ale przede wszystkim szansa na wzrost innowacyjności całego sektora finansowego. Co ważne, obecna rewolucja technologiczna dosięga również innych obszarów ściśle powiązanych z płatnościami, np. e-commerce. W tym starciu zwycięzcami są przede wszystkim konsumenci. Zyskują szeroki wybór nowych metod płatności, które są łatwe w obsłudze i przede wszystkim mniej czasochłonne, a to poprawia ich doświadczenia zakupowe – komentuje Wojciech Chmielewski, Partner w EY Technology Consulting.

Polacy polubili rozwiązania PayTech

Z raportu NBP PayTech – innowacyjne rozwiązania płatnicze na rynku polskim wynika, że w 2020 r. w Polsce było zarejestrowanych 45 PayTechów. Działają one przede wszystkim w takich obszarach, jak zbliżeniowe karty płatnicze, kartowe i niekartowe płatności mobilne, systemy płatności natychmiastowych oraz pieniądz elektroniczny. Największy udział w rozwiązaniach PayTech mają nad Wisłą tradycyjne banki. Polski system bankowy od lat wyróżnia się innowacyjnością na tle innych krajów europejskich.

Na rozwój PayTech duży wpływ ma nie tylko otoczenie rynkowe i potencjał gospodarczy, mierzony m.in. liczbą ludności czy PKB, ale również nastawienie społeczne i zaufanie do technologii. Jak wskazują wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie NBP w 2021 r., udostępnione w raporcie Postawy Polaków wobec obrotu bezgotówkowego, jesteśmy coraz mniej przywiązani do żywej gotówki. Aż 91 proc. posiadaczy kart z funkcją płatności zbliżeniowych przynajmniej od czasu do czasu korzysta z tego rozwiązania, co stanowi wzrost o 25 pp. w porównaniu do roku 2016. Odważniej sięgamy również po płatności mobilne, np. BLIK (40 proc. wobec 5 proc. w 2016 r.), lub te z wykorzystaniem telefonu (19 proc. wobec 3 proc. w 2016 r.).

Otwarta bankowość po dyrektywie PSD2

Wejście w życie w 2019 r. unijnej dyrektywy PSD2 przyspieszyło ekspansję podmiotów FinTech i wpłynęło pozytywnie na rozwój samego sektora PayTech w krajach UE. Nowi, innowacyjni gracze uzyskali niskokosztowy dostęp do danych bankowych, a tradycyjne instytucje finansowe utraciły jedną ze swoich podstawowych przewag konkurencyjnych. Dyrektywa PSD2 położyła kamień węgielny pod otwartą bankowość (ang. open banking), gdzie usługi finansowe mogą świadczyć również certyfikowani zewnętrzni dostawcy usług (tzw. TPP – Third Party Providers).

Z raportu EY wynika, że po wprowadzeniu w UE dyrektywy PSD2 z otwartej bankowości korzysta 6 mln regularnych użytkowników, a do końca 2021 r. dokonano 26,6 mln otwartych płatności bankowych.

– Pojawienie się otwartej bankowości było kołem napędowym do wprowadzenia kolejnych innowacji i ułatwień dla klienta końcowego. Na tym rozwiązaniu zyskały nie tylko podmioty PayTech, ale również banki, które szybko zaczęły świadczyć usługę dostępu do informacji o kontach (tzw. AIS – Account Information Servise). Polacy niechętnie dzielą się swoimi danymi z podmiotami finansowymi, które nie są bankami. Wiarygodność i stabilność sektora bankowego to wciąż ogromny kapitał, dzięki któremu góruje nad PayTechami – zauważa Paweł Preuss, Partner EY, lider sektora finansowego.

Banki pod presją zmian

W dobie coraz bardziej rozwiniętego handlu elektronicznego i pozytywnych doświadczeń z nim związanych, klient zaczyna oczekiwać szybszego świadczenia usług także ze strony tradycyjnych instytucji finansowych. Jedną z przewag podmiotów PayTech są płatności w czasie rzeczywistym (RTP – Real Time Payments). Tymczasem w bankach transakcje są kolejkowane i rozliczane w transzach, a klient musi czekać nawet do następnego dnia na potwierdzenie przelewu. Jedynie transakcje wewnątrz danego banku realizuje się natychmiast.

– Wprowadzenie w bankach płatności w czasie rzeczywistym na pewno zwiększyłoby zadowolenie klienta, który nadal oczekuje łatwiejszej obsługi i natychmiastowego dostępu do środków. Dodatkowo pozwoliłoby instytucjom finansowym poprawić wykrywalność oszustw i lepiej zapobiegać wyłudzeniom. Banki powinny testować nowe rozwiązania w ramach usług nakładkowych, wykorzystując RTP lub przejmując dostawców usług nakładkowych – dodaje Wojciech Chmielewski.

Rynek płatności w czasie rzeczywistym to obszar z ogromnym potencjałem na wzrost i innowacje. Jak wynika z danych Grand View Research, globalnie jest obecnie wyceniany na 17 mld USD, a do 2030 r. ma osiągnąć wartość 193 mld USD, co daje średnioroczny wzrost o 34,9 proc.

Innym rozwiązaniem, które rozgrzewa zwłaszcza sektor e-commerce, jest model buy now, pay later (BNPL). To możliwość dokonywania zakupów przez internet z odroczoną płatnością, na dodatek bez dodatkowych kosztów dla użytkownika. BNPL to najszybciej rozwijająca się metoda płatności w handlu elektronicznym, zwłaszcza na rynkach takich jak Indie. Zgodnie z wyliczeniami FIS Global, w 2021 r. odpowiadała za prawie 3 proc. światowych transakcji w e-commerce (ok. 157 mld USD), a do 2025 r. ma wzrosnąć do ponad 5 proc. (438 mld USD).

Choć pomysł na ten rodzaj płatności wyszedł od start-upów z obszaru FinTech, sam mechanizm jest dobrze znany z tradycyjnych banków. Funkcję odroczonej płatności oferują karty kredytowe, jednak korzystanie z nich wymaga podjęcia wielu działań, w tym dokonania analizy sytuacji kredytowej, złożenia wniosku, a potem aktywacji karty. PNBL wygrywa z tradycyjnymi instrumentami bankowymi prostotą użycia, szeroką dostępnością i brakiem jakichkolwiek obwarowań prawnych. Ale nie jest pozbawiony zagrożeń.

– Aby zwiększać rentowność w modelu buy now, pay later, PayTechy potrzebują bardziej zrównoważonego podejścia biznesowego, które zmniejszy ich ekspozycję na ryzyko z powodu nieściągalnych długów. Szacuje się, że stanowią one prawie 2 proc. wolumenu sprzedaży, podczas gdy w przypadku tradycyjnych kart kredytowych straty są duże niższe, na poziomie promili. Na rentowność BNPL wpływają również zmniejszające się wydatki konsumpcyjne i rosnąca inflacja. W efekcie już niedługo PayTechy będą musiały podjąć trudną decyzję, czy wolą być przejęte przez silniejszych graczy, czy rozwiną oferowane przez siebie narzędzia zgodnie z przyjętymi regulacjami finansowymi – stwierdza Wojciech Chmielewski.

Finansowe ekosystemy i cyfrowe portfele

Na rynku coraz częściej spotyka się rozwiązania z zakresu tzw. zintegrowanych finansów (embedded finanse – EB). Polegają one na wbudowaniu rozwiązań finansowych (np. produktów bankowych, płatniczych czy ubezpieczeniowych) w podstawową działalność firmy, która dotychczas ich nie dostarczała i pod której marką będą teraz oferowane. Taki model działania to istotne ułatwienie dla klienta końcowego, który porusza się wyłącznie w ramach jednego serwisu. Z kolei firmy zyskują lojalność konsumentów i umacniają swoją przewagę konkurencyjną. Nie bez znaczenia jest to, że jednocześnie obniżają koszty, gdyż samodzielne zbudowanie odpowiedniego rozwiązania byłoby znacznie droższe.

Jak dotąd zintegrowane finanse nie wzbudzają większego zainteresowania wśród polskich bankowców. Ich wykorzystanie sprowadza się do pojedynczych usług płatniczych na rozmaitych platformach (np. Uber, Allegro). Jednak z czasem nabiorą dynamiki i staną się coraz powszechniejsze w modelach B2B oraz B2C. W raporcie EY czytamy, że do 2030 r. aż 74 proc. cyfrowych płatności konsumenckich na całym świecie będzie dokonywanych za pośrednictwem platform należących do podmiotów świadczących usługi niefinansowe. Kluczową rolę w ich wprowadzaniu odegrają PayTechy.

Innym ułatwieniem dla konsumentów są cyfrowe portfele (digital wallets), w których można przechowywać karty płatnicze wykorzystywane do szybkich transakcji internetowych. Najpopularniejsze są te w formie aplikacji zainstalowanej na smartfonie, ale zdarzają się rozwiązania wbudowane w przeglądarki. Jako pierwszy rynek cyfrowych portfeli zawojował PayPal Elona Muska. Obecnie istnieje już kilka rozwiązań tego typu stworzonych m.in. przez technologicznych gigantów, np. Apple Pay, Google Wallet czy Windows Live ID. Ich zaangażowanie biznesowe w ten obszar nie dziwi, gdyż według raportu EY wydatki na cyfrowe portfele przekroczą 10 bln USD do 2025 r., z czego za 69 proc. transakcji będą odpowiadać Indie i Chiny. Popularność portfeli cyfrowych wynika nie tylko z wygody ich użytkowania i bezpieczeństwa samego rozwiązania, ale również z możliwości korzystania ze specjalnych programów lojalnościowych.

Jaka przyszłość czeka PayTechowe nowinki na polskim rynku? Zdaniem eksperta EY, nasz kraj jest bardzo chłonny w odniesieniu do tego typu rozwiązań i stanowi dobre pole do eksperymentów.

– Innowacje przynoszone przez PayTechy wpłyną pozytywnie na rozwój całego ekosystemu płatności w Polsce. Wśród beneficjentów widzę nie tylko klientów końcowych, ale również tradycyjne instytucje finansowe, które będą musiały uprościć swoją infrastrukturę w celu nadążenia za tempem zmian. Banki mają tego świadomość, dlatego kontynuują cyfryzację i unowocześniają swoje modele płatności, gdyż tego oczekują ich klienci – zarówno indywidualni, jak i biznesowi – podsumowuje Paweł Preuss.

Kredyt konsolidacyjny – jak znaleźć najtańszą ofertę kredytową?

Znalezienie dobrej oferty kredytowej nie jest łatwym zadaniem. Dlaczego? Między innymi dlatego, że obecnie można znaleźć dziesiątki różnych ofert bankowych i pozabankowych. Zapoznanie się z ofertami tylko z kilku miejsc wymaga czasu oraz umiejętności analizowania ich opłacalności. Jak znaleźć najlepszą ofertę kredytową nie mając doświadczenia? Sprawdź!

Kredyt konsolidacyjny – gdzie go wziąć?

Zapotrzebowanie kredytobiorców na produkty finansowe takie jak kredyt konsolidacyjny (https://splatapozyczek.pl/kredyt-konsolidacyjny/) stale rośnie. Dostępność pożyczek i kredytów bankowych jest obecnie duża i niestety niektóre osoby tracą przez to panowanie nad swoim domowym budżetem. Zaciąganie coraz to nowszych zobowiązań finansowych może powodować problemy z terminowym regulowaniem rat, a nawet sprawić, że pojawią się opóźnienia w płatnościach. 

Kredytu konsolidacyjnego można szukać przede wszystkim w bankach. W takich miejscach można znaleźć szeroką ofertę konsolidacji. Wniosek o kredyt możesz złożyć osobiście, odwiedzając placówkę banku lub online korzystając ze strony internetowej. Warto cały czas śledzić oferty konsolidacji, ponieważ często się one zmieniają.

Jak znaleźć najtańszy kredyt konsolidacyjny?

Tak jak już wspomnieliśmy we wstępie, znalezienie korzystnej oferty kredytowej nie należy do najłatwiejszych zadań. Nie warto się jednak zniechęcać, ponieważ istnieje kilka sposobów na to, jak ułatwić sobie to zadanie. Na początek możesz skorzystać z rankingu ofert online. Dzięki temu szybko porównasz kilka różnych ofert w jednym miejscu i bez wychodzenia z domu. Rankingi kredytów online to przydatne narzędzie, które w przejrzysty sposób pokazuje czy dana oferta kredytu konsolidacyjnego jest opłacalna, czy też nie. Możesz porównać kwotę kredytu, całkowity koszt, oprocentowanie, prowizje, RRSO.

Rankingi i kalkulatory nie uwzględniają indywidualnej zdolności kredytowej i historii w BIK dlatego dane, które są tam podane, należy traktować orientacyjnie. Jeśli chcesz wiedzieć, z jakiej oferty będziesz mógł skorzystać, to skontaktuj się z doradcą kredytowym. Specjalista znajdzie dla Ciebie najlepszą ofertę kredytu konsolidacyjnego i pomoże Ci w wypełnieniu niezbędnych do jego otrzymania formalności. 

Doradca kredytowy oszacuje, gdzie masz największe szanse na otrzymanie taniego kredytu konsolidacyjnego. Dzięki temu będziesz mieć pewność, że nie przepłacisz na zobowiązaniu. Dodatkowo możesz otrzymać fachową odpowiedź na pytania dotyczące finansów i działania konsolidacji. Współpraca z ekspertem to dobre rozwiązanie dla osób, które nie wiedzą jak znaleźć dobry kredyt lub po prostu nie mają na to czasu.