Waluty europejskie odbiły, pomógł m.in. jastrzębi EBC

Podwyżka stóp procentowych EBC o 75 pb. i jastrzębie komentarze ze źródeł bliskich bankowi centralnemu sprawiły, że wspólna waluta umocniła się względem większości podobnych walut na świecie i pociągnęła za sobą inne waluty europejskie. Wzrost kursu EUR/USD jest korzystny dla umacniającego się złotego, wygląda też na to, że zmniejszają się obawy w zakresie sytuacji energetycznej.

Europejski Bank Centralny nie był jedyny. W zeszłym tygodniu stopy i rentowności agresywnie rosły w różnych krajach świata. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych osiągnęły nowe szczyty w tym cyklu, lecz tym razem nie wsparło to dolara. W poniedziałek 12.09 rano waluty europejskie nadal się umacniały. Wygląda na to, że pomagają im sukcesy militarne Ukrainy przeciwko siłom rosyjskim, rozbudzające nadzieje na szybsze zakończenie wojny.

Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia będzie bez wątpienia amerykański raport inflacyjny za sierpień, który ukaże się we wtorek (13.09). Główna miara niemal z pewnością ponownie spadnie, czemu sprzyjają obniżające się ceny energii. Uwaga skupi się jednak na mniej zmiennej stopie bazowej. Niezależnie od jej wartości ostry jastrzębi zwrot Rezerwy Federalnej oznacza, że w przyszłym tygodniu bardzo prawdopodobna jest kolejna podwyżka o 75 pb. W tym tygodniu poza odczytami inflacji nie będzie wielu wieści, mogących poruszyć rynkiem.

PLN

Ostatnie dni przyniosły umocnienie polskiego złotego w parze z euro, co wpisywało się w ogólną poprawę sentymentu do walut europejskich. Wzrósł kurs EUR/USD – co samo w sobie jest korzystne dla złotego – a także wygląda na to, że zmniejszają się obawy w zakresie sytuacji energetycznej. Działania i dyskusje podejmowane na poziomach krajowym i unijnym zdają się przekonywać inwestorów, że skala spowolnienia gospodarczego wskutek kryzysu energetycznego będzie mimo wszystko ograniczona. Korzystny jest również fakt, że stabilizują się ceny gazu.

Decyzja RPP z zeszłego tygodnia o podwyżce stóp procentowych o 25 pb. nie miała istotnego znaczenia dla złotego. Wszystko wskazuje na to, że RPP zbliża się do końca cyklu. W tym kontekście znaczenie krajowej polityki pieniężnej powinno być coraz mniejsze i ustępować informacjom z zewnątrz.

W tym tygodniu nadal będziemy skupiać się na sytuacji energetycznej i na danych (głównie z zewnątrz), aczkolwiek na sentyment może wpływać również kwestia wojny w Ukrainie.

EUR

Europejski Bank Centralny zgodnie z naszymi przewidywaniami podniósł stopy o ponadprzeciętne 75 pb. Konferencja prasowa prezeski Christine Lagarde była jak zwykle niejednorodna, lecz źródła bliskie EBC potwierdziły później jastrzębi zwrot banku i sprawiły, że zarówno rentowności, jak i wycena euro wzrosły.

W październiku możliwa jest kolejna podwyżka o 75 pb. i wciąż uważamy, że ostateczny poziom stóp EBC wyceniany na ok. 2,5% jest zdecydowanie za niski. Publikowane w tym tygodniu dane dotyczące produkcji przemysłowej dotyczą lipca, są więc zbyt dawne, by mieć duży wpływ na rynek. Z tego powodu również dla euro najważniejszy powinien być raport inflacyjny z USA.

USD

Drugorzędne dane ze Stanów Zjednoczonych były zgodne z naszym poglądem, że gospodarka utrzymuje momentum. Pozaprzemysłowy wskaźnik ISM zaskoczył w górę, potwierdzając sytuację rysowaną przez dane dotyczące zatrudnienia. Wzrost rentowności w USA nie nadążał jednak za tym obserwowanym w innych krajach, przez co dolar ucierpiał.

Wszyscy wyczekują teraz wtorkowego raportu o inflacji. Najważniejsza będzie inflacja bazowa, która nie obejmuje najbardziej zmiennych cen żywności i energii. Miara ta w ujęciu rocznym była w ostatnich kilku miesiącach w delikatnym trendzie spadkowym, wciąż jednak pozostaje na nieakceptowalnie wysokim dla Fedu poziomie. Odwrócenie tego trendu byłoby złą wiadomością dla banku centralnego i mogłoby wymagać kolejnej zmiany w wycenie oczekiwanej ostatecznej wysokości stóp w USA, która obecnie oscyluje w okolicach 4%.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Dynamika cen materiałów budowlanych na równi pochyłej?

Po wiosennej górce dynamiki cen materiałów budowlanych na rekordowym dotąd średnim poziomie 34 proc. licząc rok do roku, w sierpniu tempo drożyzny hamowało już do 25 proc. Oznacza to przyspieszanie spadków parametrów uciążliwej dla budowlanki hossy do 4 pp. miesięcznie. Choć to za wcześnie na świętowanie powrotu rynku do normalności, to jednak sytuacja zdaje się powoli zmierzać w pożądanym kierunku.

Z wymiaru windowania cen materiałów budowlanych do rekordowego poziomu 34 proc. w tegorocznym kwietniu i maju, w sierpniu pozostało już „tylko” 25 proc. Oznacza to, że w relacji miesiąc do miesiąca większość pozycji z grup towarowych PSB taniała. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl dziewięciopunktowy zjazd w 3 miesiące oznacza już istotną korektę średniego tempa drożyzny liczonej rok do roku, pytanie jednak, czy to już równia pochyła, czy tylko jej dość niepewny w dłuższej perspektywie początek.Wykres nr 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Tymczasem ostatni odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB przynosi jedną, za to sporej miary pozytywną niespodziankę. Jak się okazało po raz pierwszy od lipca 2021 r. pojawiła się pozycja rok do roku taniejąca, czyli z ujemną dynamiką cen. Mowa o grupie towarowej płyt OSB, do której po raz pierwszy autorzy raportu dokooptowali drewno. Co ciekawe, po z górą 40-procentowym wzroście jeszcze z czerwca br., następnie nieoczekiwanym wyzerowaniu zwyżki w lipcu, sierpień przyniósł spadek rok do roku przedmiotowej grupy towarowej o, bagatela, prawie jedną czwartą. Pytanie, skąd ten gwałtowny zjazd wyceny.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl takie zachowanie stawek może potwierdzać tezę o możliwym wykreowaniu, a obecnie pęknięciu bańki cenowej przynajmniej wybranych pozycji na rynku materiałów budowlanych. Podobnie wycena tarcicy na światowych giełdach towarowych może świadczyć o nie do końca trzymającym się fundamentów zachowaniu jej kursu w ostatnich miesiącach. Z poziomu 1464 USD/1000 board feet w marcu br. wycena stopniała obecnie o prawie dwie trzecie do zaledwie 509 USD, a więc poziomu dość wyraźnie już korespondującego z wieloletnią średnią. Pytanie, czy podobną drogą powrotu do normalności podążą kolejne pozycje z katalogu materiałów budowlanych.Tabela nr 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Za takim scenariuszem może przemawiać sytuacja na pierwotnym rynku mieszkaniowym, na którym załamanie sprzedaży nowych mieszkań już powoduje dość drastyczne ograniczenie aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. W ostatnich latach ceny materiałów budowlanych w Polsce były skorelowane w pierwszym rzędzie z parametrami segmentu inwestycyjnego rynku mieszkaniowego, publikowanymi co miesiąc przez GUS. Czyli im więcej nowych budów mieszkaniowych i pozwoleń, tym i koniunktura na rynku materiałów lepsza, i vice versa.

Niestety, jak zauważają analitycy portalu RynekPierwotny.pl, obecnie znacznie większe znaczenie przypisuje się mało przewidywalnym ruchom cen surowców, a zwłaszcza surowców energetycznych. Perspektywy rosnących cen kontraktów terminowych na energię elektryczną z dostawą w 2023 r., które jeszcze trzy miesiące temu wskazały okrągłą wycenę 1 tys. zł/MWh, obecnie osiągają już poziom 2,5 tys. zł/MWh. Tymczasem udział energii w produkcji materiałów budowlanych liczony jest w dziesiątkach procent, a w przypadku cementu może osiągać nawet połowę całkowitych kosztów jego wytworzenia.

Dlatego też cement i wapno wciąż utrzymują pozycję jednego z trzech liderów zwyżek cen materiałów budowlanych, zaraz po izolacjach termicznych oraz ścianach i kominach. Szanse na zatrzymanie zwyżek tej strategicznej dla budowlanki grupy towarowej, a także szeregu innych są w przewidywalnej przyszłości wyłącznie iluzoryczne. W tej sytuacji bardzo trudno sobie wyobrazić dalszy trwały zjazd krzywej dynamiki cen materiałów budowlanych, choć trzeba przyznać, że obecny jej obraz, przypominający początek równi pochyłej, prezentuje się dość obiecująco.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Coraz droższe biura, a chętnych nie brakuje

Rosną opłaty czynszowe i eksploatacyjne, wydłużają się okresy najmu, a umowy podlegają coraz wyższej, corocznej indeksacji stawek. Mimo to biura na wszystkich rynkach w Polsce cieszą się nadal rekordowo dużym zainteresowaniem.

Obserwacja pogorszającej się koniunktury gospodarczej w kraju i na świecie mogłaby skłaniać do pesymistycznych prognoz dotyczących popytu na powierzchnią biurową. Dzieje się jednak odwrotnie. Zainteresowanie biurami w wysokim standardzie w najatrakcyjniejszych lokalizacjach największych miast jest ogromne.

– Powierzchni w najlepszych obiektach systematycznie ubywa. Widoczny jest już wzrost bazowych stawek czynszowych, szczególnie w tych lokalizacjach, gdzie oferta jest bardzo mała, a popyt wśród najemców duży. Na razie wzrost cen wywoławczych jest niewielki, rzędu 0,25-0,75 EUR – mówi Mateusz Strzelecki, Partner, Head of Tenant Representation w Walter Herz. – Wyższe koszty mediów przekładają się też na wzrost opłat eksploatacyjnych, które rok do roku skoczyły o jakieś 20-30 proc. Wynajmujący bardzo rzadko zgadzają się już w toku negocjacji na zapisy ograniczające maksymalny wzrost opłat eksploatacyjnych. Koszty rozliczane są corocznie w formule open book. Firmy mogą weryfikować ich wysokość – dodaje.

Mateusz Strzelecki przyznaje, że duże zainteresowanie wynajmem powierzchni, jakie mogliśmy obserwować w pierwszych kwartałach bieżącego roku utrzymuje się nadal, a nawet rośnie. – Prym wiedzie pod tym względem Warszawa, gdzie zaczyna brakować powierzchni w najlepszych budynkach. Inflacja i podwyżki cen mediów nie zrażają firm. Najemcy chcą zdążyć z kontraktacją powierzchni zanim rynek całkiem zwolni, a opcje się wyczerpią. Zmienia się również okres najmu. Teraz standardem w nowych obiektach stają się kontrakty na7 lat, a nie 5 lat, co podyktowane jest chęcią rozłożenia na dłuższy okres wysokich kosztów adaptacji powierzchni – informuje.

Duże biura przejmują mniejsi najemcy

Ekspert zwraca uwagę, że już w przyszłym roku będzie wyraźnie widoczny niedobór oferty na każdym, kluczowym rynku biurowym w Polsce. – Okazuje się, że wzrastające koszty wynajmu nie stanowią przeszkody dla firm, które nadal zawierają umowy na duże powierzchnie. Naturalnie, niektórzy najwięksi gracze rynkowi oddają też metry, bo mają problem z frekwencją pracowników, którzy wolą pracować zdalnie. Te biura natychmiast jednak konsumowane są przez mniejsze firmy, które wynajmują powierzchnie na krótszy okres, ale po jeszcze wyższych cenach, przenosząc często siedzibę pod lepszy adres. Możemy w związku z tym z kolei mówić o spadku średnich okresów najmu na rynkach regionalnych – wskazuje Mateusz Strzelecki.

Emilia Legierska, Transaction Director w Walter Herz prognozuje, że brak powierzchni biurowych w centralnych lokalizacjach miast może być motywacją do powrotu do tańszych lokalizacji, jak na przykład warszawski Mokotów. – Służewieckie zagłębie biurowe może wrócić do łask. Sporo biurowców dysponuje tam powierzchniami w dobrym standardzie. Ich modernizacja i wykończenie niesie mniejsze koszty niż wykończenie biur w oddanych dopiero budynkach. Część instalacji i zabudowy można wykorzystać. Dzięki temu nakłady na fit-out są niższe niż w przypadku tworzenia przestrzeni do pracy od podstaw – zauważa. – Dla najemców ważne jest teraz także bezpieczeństwo pracy. Czas pandemii uczulił firmy na ten aspekt, który zazwyczaj omawiany jest obecnie w czasie negocjacji – dodaje.

Ukraińskie i białoruskie firmy zostają w Polsce

Przyznaje także, że na kształtowanie się sytuacji w sektorze biurowym widoczny już wpływ mają firmy przenoszące do Polski biznes zza naszej wschodniej granicy, przede wszystkim z Ukrainy i Białorusi. – Na przełomie marca i kwietnia, w największym boomie firmy ze Wschodu lokowały swoje biura w coworkingach, ponieważ powierzchnia była tam dostępna od zaraz i zapewniały elastyczność w zakresie długości najmu. Wiele z tych podmiotów zdecydowało się na utrzymywanie biznesu w Polsce i jego dalszy rozwój na naszym rynku. Teraz poszukują docelowych biur, które są bardziej przystosowane do ich potrzeb – mówi Emilia Legierska.

Pierwsza połowa tego roku przyniosła rekordowy popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie. Do najemców trafiło prawie dwa razy więcej biur licząc rok do roku. Na rynkach regionalnych również zakontraktowane zostało największa ilość powierzchni w historii. Przełożyło się to na spadek wartości pustostanów.

Coraz mniej wolnych biur, coraz wyższe koszty wynajmu

Według danych Walter Herz, współczynnik powierzchni niewynajętych w Warszawie obniżył się od początku roku do poziomu 11,18 proc., w Krakowie do 12,50 proc., we Wrocławiu do 17 proc., w Trójmieście do 12,30 proc., a w Łodzi do 15,70 proc. Tylko w Katowicach wzrósł do ponad 16 proc. ze względu na oddanie do użytku znaczącej ilości powierzchni, m.in. w budynku KTW II (39,9 tys. mkw.).

Do największych biurowców ukończonych w tym roku w Polsce należą warszawski Forest Tower (51,5 tys. mkw.), SkySawa (22,8 tys. mkw.) i Intraco Prime (12,8 tys. mkw.),  wrocławski Midpoint71 (36,2 tys. mkw.), czy pierwszy etap The Park Kraków (11,7 tys. mkw.).

Doradcy Walter Herz są zgodni, że największym wyzwaniem, z jakimi uczestnicy rynku będą musieli się mierzyć w najbliższym czasie są rosnące koszty eksploatacji i utrzymania budynków oraz brak wolnej powierzchni w centrach miast.

Hamulcem rozwoju dla sektora jest brak działek z centralnych lokalizacjach. Poza tym, wzrosły koszty uzyskania pieniądza na finansowanie projektów i inwestorzy mają trudności z oszacowaniem poziomu przyszłej inflacji i wzrostu cen materiałów oraz robocizny. Już w pandemii deweloperzy bali się inwestować i wiele projektów zostało wstrzymanych. Wydanych zostało też niewiele pozwoleń na budowę. Biorąc pod uwagę te czynniki, ilość inicjowanych inwestycji i wielkość popytu, należy spodziewać się deficytu biur w latach 2023-2025.

Drzewny rollercoaster – co może czekać branżę drzewną w najbliższych kwartałach

Branża drzewna stanowi początek łańcucha przetwórczego, od którego uzależnione jest funkcjonowanie kilku dużych i ważnych sektorów polskiej gospodarki – w tym zwłaszcza branży meblarskiej, papierniczej, a także budownictwa. Jej znakomite wyniki finansowe za ostatnie półtora roku sugerują, iż pomimo silnej presji kosztowej, w warunkach znakomitej koniunktury była ona w stanie utrzymać dyktat cenowy względem swoich kluczowych odbiorców. Sytuacja zmienia się jednak na niekorzyść firm z tego sektora – produkty drzewne zaliczają się do najbardziej zagrożonych oczekiwanym spowolnieniem popytu, co już potwierdzają wyniki produkcji za ostatnie miesiące. O sukcesach, ale też kluczowych wyzwaniach i perspektywach branży oraz o tym, jak reagować mogą w tych warunkach jej przedstawiciele, piszą w najnowszym raporcie sektorowym analitycy Banku Pekao S.A.

Branża drzewna to jedna z tych gałęzi krajowego przetwórstwa, w której polscy producenci dysponowali do tej pory wymiernymi przewagami konkurencyjnymi, ewidentnie przekuwając je w sukces biznesowy. Polska na przestrzeni ubiegłej dekady wyraźnie zwiększyła swój udział zarówno w unijnej produkcji (z 5,8% do 7,4%), jak i eksporcie (z 7,1% do 9,3%). Dynamiczny rozwój branży dobrze odzwierciedlają również dane na temat przyrostu liczby funkcjonujących w niej podmiotów – Polska zdecydowanie wyróżniała się pod tym względem w ostatnich latach na tle reszty unijnej stawki.

– Od kilku lat zauważamy wyraźne przyspieszenie eksportu wyrobów z drewna. Obecnie sprzedaż zagraniczna to blisko 40% przychodów branży, ale wobec ograniczonych rozmiarów polskiego rynku, uważamy iż będzie ona odgrywać coraz większą rolę w działalności krajowych przetwórców. Jesteśmy w tej dziedzinie dużym eksporterem netto – Polska posiadała w 2021 roku 3. najwyższe dodatnie saldo handlu zagranicznego w Unii Europejskiej, po Szwecji i Austrii podkreśla Krzysztof Mrówczyński, menedżer zespołu analiz sektorowych Banku Pekao S.A., współautor raportu.

Ostatnie lata przynosiły dynamiczne zmiany w sektorze. Negatywny wpływ pandemii okazał się krótkotrwały (widoczny wyłącznie w jej początkowej fazie), a zmiany zachowań konsumenckich (częstsze przebywanie w domach) sprzyjały znakomitej koniunkturze w branży, zwłaszcza w czasie ubiegłorocznego ożywienia gospodarczego. Wzrost wartości produkcji drzewnej osiągnął w 2021 roku astronomiczne tempo 36% r/r, a dane za I półrocze tego roku potwierdzały utrzymanie się tego trendu. O dużej części wzrostu decydowały jednak wyższe ceny produktów, w ślad za rosnącymi kosztami pozyskania surowca drzewnego.

O tym, że do końca minionego kwartału wysokie ceny wyrobów drzewnych rekompensowały ich producentom historycznie wysokie koszty zakupu drewna, świadczą rewelacyjne wyniki finansowe osiągnięte na przestrzeni ostatniego 1,5 roku. W tym czasie małe, średnie i duże firmy z tego sektora zarobiły „na czysto” o niemal 40% więcej niż łącznie w okresie 3 poprzednich lat (2018-2020). Już w 2021 roku branża poprawiła swoją zyskowność netto o blisko 5 punktów procentowych r/r (trzeci najsilniejszy progres w całym przetwórstwie), by w pierwszych 6 miesiącach 2022 roku „nadłożyć” kolejne 1,3 punktu procentowego. Branża drzewna, jako dostawca wielu wyrobów pośrednich dla innych sektorów, utrzymywała więc w tym czasie mocną pozycję przetargową. – Czynnikiem, który z pewnością przyczynił się do tak dobrych wyników branży drzewnej w tym czasie, było również umiejętne wykorzystanie przez nią pomocy rządowej w ramach tarcz antykryzysowych. Branża otrzymała jedną z największych wypłat tych środków spośród wszystkich gałęzi przetwórstwa, zarówno nominalnie, jak i w relacji do osiąganych przychodówdodaje Tomasz Tyc, ekspert Banku Pekao S.A., współautor raportu.

Tytuł raportu sugeruje jednak, iż sytuacja branży może ulec w najbliższych kwartałach diametralnej zmianie. Autorzy opracowania wskazują na jej pogarszające się perspektywy popytowe. – Produkty drzewne, będące w dużej mierze dobrami konsumpcyjnymi trwałego użytku, jak również produktami wykorzystywanymi przez branże mające obecnie mocno „pod górkę”, jak meblarstwo czy budownictwo, należą do jednych z najbardziej zagrożonych obecnym pogorszeniem koniunktury gospodarczejpodkreśla Tomasz Tyc.

W takich okolicznościach trudniej może być firmom z branży drzewnej łagodzić obecną presję podażową. Ta zaś jak na razie nie słabnie. Na barierę niedoboru surowca wskazywała w sierpniu wciąż około 1/3 ankietowanych przez GUS przetwórców drewna. Wyzwaniem są zwłaszcza rekordowe ceny drewna, napędzane dodatkowo przez ograniczenie importu kluczowych półproduktów ze wschodu (Białoruś, Rosja, Ukraina), ale także z punktu widzenia branży, zmiany w systemie dystrybucji drewna przez PGL Lasy Państwowe (wzrost udziału aukcji za pośrednictwem platformy e-drewno). Problem potęguje spodziewany kryzys opałowy, skutkujący dodatkową konkurencją o surowiec. Możliwości pozyskiwania drewna z alternatywnych kierunków są zaś ograniczone, a w ostatnim czasie uległy wręcz dalszemu pogorszeniu (problem dostępności drewna jest dość powszechny w całej Europie). Coraz większym wyzwaniem stają się również ceny energii – branża zalicza się do najbardziej energochłonnych gałęzi przetwórstwa.

Co w takiej sytuacji mogą zrobić firmy drzewne czy nawet szerzej – ogół uczestników rynku? Na pewno pożądane są wszelkie działania łagodzące obecną presję podażową. O ile możliwości zwiększania krajowej produkcji drewna przez Lasy Państwowe są raczej ograniczone (choćby z uwagi na względy środowiskowe i zacieśniające się regulacje unijne), o tyle ulgę dla producentów mogłyby przynieść silniejsze restrykcje dotyczące wywozu drewna poza granice kraju. Ograniczenia eksportowe funkcjonują już w wielu krajach UE, tymczasem obecny system ułatwia dostęp do drewna pośrednikom, mającymi kontakty handlowe z globalnymi partnerami. Z drugiej strony branża zarówno w krótkim, jak i długim okresie powinna poszukiwać rozwiązań ograniczających ich materiałochłonność, czy też maksymalizujących wykorzystanie surowca wtórnego (pochodzącego z recyklingu). W obu obszarach istnieje wciąż potencjał poprawy, choć w drugim aspekcie niezbędne jest również stworzenie ku temu optymalnych warunków systemowych (w tym bardziej sprzyjających regulacji). Wygenerowane w ostatnich kwartałach rekordowe nadwyżki finansowe firmy powinny również przeznaczać na zwiększenie inwestycji optymalizujących koszty działalności (m.in. budowa własnych „zielonych” źródeł energii, poprawa efektywności energetycznej, czy automatyzacja produkcji).

Analitycy wskazują również na pewien potencjał po stronie przychodowej. O ile Polska już teraz jest znaczącym globalnym graczem, jeśli chodzi o eksport wyrobów z drewna (także tych bardziej zaawansowanych, jak okna czy drzwi), o tyle jego struktura geograficzna jest wciąż nierównomierna. Pozycja polskich firm pozostaje relatywnie słaba nawet w niektórych krajach UE, nie mówiąc o licznych atrakcyjnych rynkach pozaunijnych. Tymczasem na wielu z nich od lat z powodzeniem funkcjonują konkurenci z Europy Zachodniej czy nawet z naszego regionu Europy. Wśród destynacji eksportowych o szczególnie dużym, a wciąż nie wykorzystanym potencjale biznesowym, autorzy wskazują m.in. rynki azjatyckie, zwłaszcza Chiny, Japonię oraz Koreę Południową.

Ważnym aspektem poruszanym przez analityków Banku Pekao S.A. jest również siła marki polskich wyrobów. – Analizując średnie ceny jednostkowe uzyskiwane w eksporcie, zauważamy znaczne dysproporcje pomiędzy Polską a największymi zachodnioeuropejskimi konkurentami. Podobnie jak w innych obszarach polskiego przemysłu, krajowi producenci pozycjonują się głównie jako niskokosztowi dostawcy w ramach europejskich łańcuchów dostaw. Jest to model biznesowy w długim okresie podatny na możliwą presję kosztową, a także rosnącą konkurencję firm z innych krajów (m.in. z naszego regionu). W modelu tym trudniej jest również podbijać rynki krajów rozwijających się, gdzie zachodnioeuropejscy dostawcy funkcjonują głównie w segmencie premium. Taka „premiumizacja” jest jednak procesem długotrwałym, wymagającym konsekwentnego rozwoju innych niż dotychczas narzędzi konkurowania – zauważa Krzysztof Mrówczyński.  

Więcej informacji w raporcie na stronie: Produkcja papiernicza, drzewna oraz meblarska – Bank Pekao S.A.

Materiały budowlane nigdy nie były takie drogie, ale za kilka miesięcy… nie będą już tak tanie

  • Materiały budowlane są bardzo drogie, ale eksperci twierdzą, że teraz jest dobry czas na ich kupowanie, bo za kilka miesięcy będą o 20 proc. droższe lub… w ogóle niedostępne, jeśli zabraknie gazu.
  • Niestety zleceniodawcy prac grają w innej drużynie – realizacji prac budowlanych chcą jak najszybciej, płacić chcą za to jak najpóźniej.
  • Pod koniec sierpnia w branży budowlanej pojawiają się już faktury z terminem płatności na listopad.

Główny Urząd Statystyczny podał, że inflacja konsumencka w sierpniu wyniosła 16,1 proc. w skali roku. Wszyscy czekali na jej spadek, ta jednak wzrosła. Drożeją niemal wszystkie grupy towarów, dzisiaj płacimy za nie więcej niż kilka miesięcy temu, ale za kilka kolejnych zapłacimy jeszcze więcej niż dzisiaj. To dla większości firm niesie poważne konsekwencje.

Materiały będą droższe lub… nie będzie ich wcale, jeśli zabraknie gazu

Wśród najbardziej dotkniętych branż jest budowlanka. Teoretycznie ceny materiałów budowlanych mogłyby spadać ze względu na zastój w kredytach hipotecznych, które po podwyżkach stóp procentowych są wyjątkowo drogie. Mniej powstających mieszkań, to mniejsza podaż na materiały i spadek ich cen. Niestety na koszty materiałów budowlanych działają też odwrotne trendy podnoszące ich ceny. Przede wszystkim ogromna część kosztów wynika z cen energii oraz logistyki, te koszty w najbliższym czasie nie zmniejszą się. Wg sierpniowego odczytu GUS najszybciej drożały w ciągu roku nośniki energii, czyli prąd, gaz i węgiel (o 40,3 proc.), które mają niebagatelne znaczenie przy produkcji materiałów budowlanych. Na drugi miejscu pod względem wzrostów GUS wymienia paliwa samochodowe (o 23,3 proc.), które też mają w branży budowlanej znaczenie. Długofalowo na wzrost cen materiałów wpływają też obawy o brak gazu. Producenci spodziewają się też, że po zakończeniu wojny na wschodzie ogromny popyt z tego kierunku wessie wszelki możliwe materiały, a ich ceny gwałtownie wzrosną. W budowlance będzie zatem drożej.

Firmy budowlane, z którymi rozmawiamy, mają jasne stanowisko: musimy jak najszybciej i jak najwięcej kupować na zapas. Jest drogo, ale nikt nie ma wątpliwości, że będzie jeszcze drożej. Branża działa w bardzo zmiennych i niepewnych okolicznościach. Z jednej strony mniej inwestycji mieszkaniowych, z drugiej szczyt sezonu budowlanego i wysoka inflacja w branży. Jednak do robienia zapasów potrzebne są pieniądze, gotówka dostępna od ręki – na już. Rachunek jest bardzo prosty – styropian kupiony dzisiaj jest dużo droższy niż rok temu. Pieniądze trzeba więc wykopać choćby spod ziemi – mówi Marek Sikorski z Finea, firmy zajmującej się faktoringiem dla małych firm.

Inflacja zjadła ponad pół metra styropianu

Ceny materiałów izolacyjnych, w tym również styropianu, notują największe wzrosty od 2021 roku. I jest tak praktycznie z miesiąca na miesiąc. Ostatnie dane z sierpnia pokazały, że ceny izolacji termicznych wzrosły względem roku ubiegłego o 62 proc. W sierpniu zeszłego roku metr sześcienny styropianu kosztował średnio 180 zł. Teraz płaci się 253 zł. Zatem w tym roku za 180 zł, można kupić nie metr sześcienny, ale około połowy. Wprawdzie w tej chwili ceny styropianu się nieco ustabilizowały, ale wielu Polaków za wszelką cenę stara się ocieplić domy jeszcze przed zimą, więc nie wiadomo czy nie będzie kolejnych podwyżek.

W dodatku pojawia się jeszcze poważniejsze ryzyko – zupełny brak niektórych materiałów budowlanych. Skoro może brakować węgla czy dwutlenku węgla do produkcji żywności, to nie ma gwarancji, że nie zabraknie gazu to produkcji materiałów budowlanych.

Wybuduj teraz, zapłacimy po Wszystkich Świętych

Zleceniodawcy prac i równocześnie płatnicy faktur zazwyczaj nie biorą tego pod uwagę. Mają swoje problemy i za prace chcieliby zapłacić z opóźnieniem. Np. w przypadku komercyjnych inwestycji budowlanych woleliby płacić wtedy, kiedy te zaczną przynosić dochód.

Branża budowlana od dawna działa w modelu odroczonych płatności. Niestety to, co kiedyś było przykrą, ale akceptowalną okolicznością, teraz staje się poważnym problemem. O ile wcześniej standardem było przyspieszanie płatności za faktury z odroczonym terminem płatności, to teraz praktycznie za każdym razem klient z branży budowlanej pyta o faktoring odwrotny. To znaczy, że chciałby, abyśmy sfinansowali również jego faktury za materiały budowlane, niezbędne do wykonania zleceń. Dla tych przedsiębiorców koszt udzielenia finansowania jest znacząco niższy niż wzrost cen materiałów przy tak wysokiej inflacji. Obecnie praktycznie każde kolejne zamówienie na materiały budowlane ma inną kalkulację. Oczywiście wyższą. Niektóre wyceny są aktualne tylko kilka godzin. Stąd pośpiech w zakupach na zapas – mówi Mateusz Skworonek z firmy faktoringowej eFaktor.

Odbiorcy usług budowlanych nie akceptują tańszych materiałów i gorszych zamienników. Te kosztują mniej i pozwalałyby w części uciec przed inflacją, ale inwestorzy i zleceniodawcy nie preferują takiego rozwiązania. W dodatku to niosłoby ryzyko konieczności poprawek i napraw gwarancyjnych. Nie ma zatem rady, trzeba kupować jak najszybciej i robić zapasy.

Marek Roter nowym wiceprezesem SAP Polska

Marek Roter z początkiem września bieżącego roku objął funkcję wiceprezesa i dyrektora sprzedaży w SAP Polska. Tym samym poszerzył skład zarządu firmy, na czele którego od lipca stoi Piotr Ferszka.

Priorytetem nowego wiceprezesa będzie rozwój sprzedaży rozwiązań SAP w kluczowych instytucjach publicznych i spółkach z udziałem Skarbu Państwa mających istotne znaczenie dla polskiej gospodarki. Wspólnie z Dorotą Zarembą oraz Michałem Ciuraszkiewiczem pokieruje zespołem sprzedażowym czołowego dostawcy aplikacji biznesowych, wspierając klientów SAP w ich drodze do transformacyjnego sukcesu.

Rozumienie potrzeb klientów, sytuacji rynkowej oraz orientacja na przyszłość i kreowanie trendów stanowią o pozycji marek w globalnym ekosystemie. Te przemiany nie mogą zachodzić bez odpowiednich specjalistów zarówno po stronie zespołów klientów, jak i dostawców, którzy pełnią rolę przewodników w świecie cyfrowej transformacji. Poszerzanie puli talentów i doświadczenia zespołu stanowi jeden z trzech filarów strategii SAP Polska. Dołączenie do zarządu Marka Rotera jest implikacją naszej koncepcji działania. W ramach nowej funkcji będzie on wspierał kluczowych klientów w realizacji celów biznesowych oraz dostosowaniu narzędzi do różnych scenariuszy przyszłości. – Piotr Ferszka, prezes SAP Polska

Marek Roter ma trzydziestoletnie doświadczenie na stanowiskach związanych ze sprzedażą, zarządzaniem sprzedażą i biznesem w branży nowych technologii – pełnił strategiczne funkcje w takich firmach, jak Microsoft czy DXC Technology. Z kolei w Hewlett-Packard jako dyrektor ds. sprzedaży w dziale rozwiązań dla przedsiębiorstw, był odpowiedzialny za współpracę z kluczowymi klientami z sektora publicznego i finansowego. W ostatnim czasie zawodowo związany z T-Systems Polska, odpowiadał za sprzedaż i współdziałał w tworzeniu strategii biznesowej oraz redefiniowaniu portfolio oferty marki, dostosowując ją do nowych oczekiwań rynkowych.

Zrównoważone strategie biznesowe, u których podstaw leżą rozwiązania chmurowe oraz odważne decyzje są warunkiem koniecznym, by zyskać przewagę w niepewnych czasach i ukierunkować się na pomyślną, cyfrową przyszłość. Na nowym stanowisku będę wspierał spółki z sektora publicznego w kształtowaniu dalszych kompetencji z obszaru cloud IT oraz zwiększaniu ich odporności organizacyjnej. Wspólnie z SAP holistycznie patrzymy na transformację polskich przedsiębiorstw, upatrując w niej najskuteczniejszej ścieżki dla ciągłego rozwoju. – Marek Roter, wiceprezes i dyrektor sprzedaży SAP Polska

Marek Roter jest absolwentem Wydziału Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej oraz Szkoły Biznesu (programu pod auspicjami Uniwersytetu stanu Connecticut i Politechniki Wrocławskiej).

Google uruchamia licznik Ethereum Merge

Z racji, że Ethereum Merge jest coraz bliżej, Google opublikowało zegar odliczający czas do wydarzenia w swojej wyszukiwarce. Wyszukiwanie „Ethereum Merge” spowoduje pojawienie się zegara wyświetlającego odliczanie do finalizacji The Merge.

Uwaga całej społeczności kryptowalutowej skupiona jest teraz na tym długo oczekiwanym wydarzeniu, a aktywność rynkowa znacznie wzrasta, ponieważ użytkownicy i inwestorzy przygotowują się na finalizację The Merge. Token i jego blockchain, choć nie jest największy pod względem kapitalizacji rynkowej, ma ogromny wpływ na sektor, ponieważ jest jedną z najczęściej używanych platform dla projektów kryptowalutowych.

Wzmożona aktywność na nowo rozbudziła dyskusję na temat możliwego „flippingu” w 2023 roku. Jest to osławione wydarzenie w społeczności kryptowalutowej, w którym cena Ethereum wyprzedzi Bitcoina. Chociaż ta perspektywa wydaje się odległa, wiele rozstrzygnie się, gdy lepiej zrozumiemy ekonomiczne skutki The Merge.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Kryptowaluty przed The Merge

W ostatnim tygodniu rynki kryptowalutowe odnotowały wzrosty, ponieważ wchodzimy w ostatnie 72 godziny przed The Merge sieci Ethereum. Wydarzenie to skupia wszystkie umysły w sektorze: inwestorzy i użytkownicy wyczekują, aby zobaczyć, jak The Merge wpłynie na rynek (więcej poniżej).

W zeszłym tygodniu Ethereum token związany z blockchainem Ethereum wzrósł o około 10 proc. w ciągu tygodnia, pomimo wcześniejszych spadków w środę. Token rozpoczął tydzień w okolicach 1 560 dolarów, po czym w połowie tygodnia spadł poniżej 1 500 dolarów. Z tego punktu wzrósł do poziomu nieco poniżej 1 720 dolarów.

Bitcoin w międzyczasie również odnotował wzrost. Po rozpoczęciu tygodnia tuż poniżej 20 000 dolarów spadł do poziomu poniżej 18 500 dolarów, po czym wzrósł i obecnie utrzymuje się w okolicach 21 600 dolarów – co oznacza wzrost o około 8 proc. w ciągu siedmiu dni. Dyskusja o tej sytuacji obraca się wokół tak zwanego short squeeze bitcoina, czyli gwałtownych wzrostów cen akcji, spowodowanych głównie nadmiernym zamykaniem krótkich pozycji, którą chcą wykorzystać zwyżkujący inwestorzy.

W tym tygodniu wiele danych ekonomicznych może wpłynąć na ceny. Najbardziej prawdopodobne jest, że wskaźniki inflacji w USA zmienią kierunek.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Rząd przyjął projekt zmian w estońskim CIT

Rada Ministrów przyjęła projekt zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych. Dotyczy on m.in. estońskiego CIT. Od 2023 roku podatnikom będzie łatwiej skorzystać z tego rozwiązania, co jest krokiem w dobrym kierunku.

Przypomnijmy: estoński CIT jest to podatek dla spółek. Jego podstawowe założenie jest proste: dopóki spółka nie wypłaca swoich zysków, to nie musi płacić podatku dochodowego. Estoński CIT ma być instrumentem, który zachęci firmy do reinwestowania zarobionych pieniędzy. Polska wersja estońskiego CIT-u funkcjonuje od początku 2021 roku i mogą z niej skorzystać m.in. spółki z o.o. i spółki akcyjne.

Nowelizacje w dobrą stronę

Przepisy o estońskim CIT zostały znowelizowane od 1 stycznia 2022 roku. Dzięki wprowadzonym wówczas zmianom dostęp do tej formy opodatkowania znacznie się rozszerzył. Stało się tak chociażby poprzez zniesienie limitu przychodowego, który wcześniej był na poziomie 100 mln zł, czy też poszerzenie kategorii podmiotów, które mogą skorzystać z tego rozwiązania. Pomimo tego, że jest lepiej, to jednak polska wersja wciąż nie jest tak atrakcyjna jak jej pierwowzór.

Przykładowo: w Estonii podatnicy nie mają tylu obostrzeń uniemożliwiających skorzystanie z ryczałtowej formy opodatkowania. Nie ma tam np. znaczenia, kto jest udziałowcem spółki: czy to są osoby fizyczne, czy też inne spółki. W polskim systemie mogą to być wyłącznie osoby fizyczne. Estoński CIT z założenia ma wspierać rozwój firm, a przecież pomocna w tym mogłaby być spółka-udziałowiec wnosząca środki na inwestycje.

Inny warunek, który obecnie może wstrzymywać przed skorzystaniem z estońskiego CIT, to zatrudnianie przez spółkę co najmniej trzech pracowników. Na starcie działalności może to być znacznie utrudnione, gdyż np. nowopowstały startup może składać się tylko z właścicieli, a oni nie są wliczani do liczby pracowników. W konsekwencji musieliby ponieść niepotrzebne w danej chwili koszty zatrudnienia, żeby móc skorzystać z estońskiego CIT. Dlatego też w mojej opinii polskie przepisy powinny stać się jeszcze bardziej liberalne, tak aby zachęcały do korzystania z tej formy opodatkowania, a przede wszystkim do inwestowania.

Należy podkreślać, że uproszczenia w podatkach tylko do tego zachęcają. W zeszłym roku ponad 300 podatników skorzystało z estońskiego CIT. W tym roku, po zmianie przepisów i zniesieniu limitu przychodów, mamy już ponad 5000 podatników, którzy korzystają z tego rozwiązania. Ta liczba może jeszcze wzrosnąć, bo na estoński CIT można przechodzić także w ciągu roku. Wniosek, jaki z tego płynie, jest prosty: znoszenie obostrzeń to krok w dobrą stronę.

Od 1 stycznia 2023 roku w estońskim CIT pojawi się:

  • nowy termin, do którego podatnik będzie mógł zawiadomić organ skarbowy o wejściu w estoński CIT – do końca pierwszego roku podatkowego, w którym będzie chciał w ten sposób być opodatkowany;
  • nowa data zapłaty ryczałtu przy zaliczkach na poczet dywidendy;
  • nowy warunek wygaśnięcia zobowiązania podatkowego z tytułu tzw. korekty wstępnej – zobowiązanie to będzie wygasać w całości po upływie co najmniej jednego pełnego okresu opodatkowania ryczałtem, tj. po czterech latach podatkowych.

Jest to kolejny krok w stronę elastyczności korzystania z estońskiego CIT-u, a przy tym krok w przyszłość dla wielu firm pod względem możliwości rozwoju i innowacyjności. Jednocześnie przedsiębiorcy zapewne liczą na znoszenie kolejnych warunków, np. obowiązku zatrudniania określonej liczby pracowników.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Komentarz eksperta: Wyrok TSUE ws znaku towarowego KOMBI (spór członków zespołu)

7 września zapadł wyrok TSUE kończący kilkuletni spór członków zespołu KOMBI o znak towarowy. W styczniu 2014 Sławomir Łosowski zgłosił na swoją rzecz słowny unijny znak towarowy KOMBI (nr 012534491). Wobec decyzji o rejestracji tego znaku, wniosek o unieważnienie złożył założyciel zespołu Grzegorz Skawiński. Wyrok TSUE podtrzymuje decyzje Izby Odwoławczej EUIPO z września 2021 o unieważnieniu znaku.

Warto przypomnieć, że Grzegorz Skawiński jest uprawnionym do słownego unijnego znaku towarowego „kombii” chronionego od kwietnia 2011. W postępowaniu przed TSUE Sławomir Łosowski powoływał się m.in. na prawo do niezarejestrowanego znaku towarowego (nazwy zespołu) jednak Sąd ocenił, iż prawa podmiotowe (które być może przysługują Łosowskiemu) nie mają znaczenia w sporze o znak towarowy i mogą ewentualnie być podnoszone przed polskim sądem.

„Co ciekawe, Łosowski już dwukrotnie próbował uzyskać prawo do znaku towarowego – przed polskim UPRP umorzono dwa postępowania dotyczące słownego i słowno-graficznego znaku towarowego „KOMBI” zgłoszonych przez Łosowskiego w 2013 r.” – twierdzi ekspert naszej kancelarii mec. Maciej Priebe

Wynagrodzenia kadry zarządzającej. Raport Płacowy Page Executive 2022

Do 120 tys. zł brutto miesięcznie zarabiają dyrektorzy finansowi w bankach lub ubezpieczeniach, otrzymując dodatkowo wysokie bonusy. Średnie wynagrodzenie Chief Information Officers wynosi 45 tys. zł brutto. Eksperci Page Executive sprawdzili, jak w 2022 roku kształtują się wynagrodzenia kadry zarządzającej w Polsce. Chociaż pensje bazowe managerów najwyższego szczebla i dyrektorów pozostają stosunkowo stabilne, to pracodawcy wynagradzają najlepszych pracowników coraz wyższymi premiami.

Dla wielu top managerów ubiegły rok okazał się korzystniejszy niż okres przed pandemią. W 2022, jak nigdy dotąd, doceniono pracę dyrektorów zarządzających, szefów sprzedaży, dyrektorów finansowych, którzy skutecznie zarządzali firmą w czasach niepewności i zaangażowali się w ich transformację cyfrową. Wyzwania ostatnich dwóch lat sprawiły również, że wzrosła ranga dyrektorów HR w organizacji. Nie dziwi nas fakt, że na najwyższe wynagrodzenia mogą obecnie liczyć przedstawiciele branży finansowej, e-commerce, IT i logistyki – mówi Paweł Wierzbicki, Head of Page Executive Poland, kierujący zespołem Page Executive w Polsce, Austrii i regionie CEE. – Dynamika wzrostu gospodarczego, inflacja oraz zmiany podatkowe to główne czynniki, które wpływają na wzrost presji płacowej wśród przedstawicieli top managementu. Rywalizacja o najbardziej wykwalifikowaną kadrę zarządzającą coraz częściej oznacza dla firm nie tylko rewizję polityki wynagrodzeniowej, ale też oferowanie swoim pracownikom atrakcyjnych benefitów pozapłacowych. Niezależnie od branży, w najbliższych miesiącach pozyskiwanie wykwalifikowanych pracowników wysokiego szczebla będzie wiązało się z dużym wyzwaniem dla organizacji – dodaje Paweł Wierzbicki.

Liderzy na miarę trudnych czasów docenieni

Od kilku lat obserwujemy zmianę profilu kompetencji i zakresu obowiązków dyrektorów finansowych (CFO) a w konsekwencji – wzrost znaczenia ich pozycji w organizacjach. W coraz większym stopniu podlegają im kluczowe w ostatnim czasie obszary: Human Resources (w tym pozyskiwanie pracowników i kontrola budżetu HR) oraz IT (inwestycje w rozwój systemów). Rola CFO nadal ewoluuje więc w kierunku COO (Chief Operating Officer).

Skuteczność liderów w niepewnych czasach zależy w dużej mierze od ich dobrej znajomości firmy i doświadczenia związanego z jej zarządzaniem. Dlatego obecnie dyrektorzy finansowi wykazują małe zainteresowanie zmianą środowiska pracy. Dodatkowo organizacje co do zasady doceniały swoich CFO i wychodziły naprzeciw ich oczekiwaniom, umożliwiając realizację nowych, ambitnych projektów. W efekcie podaż kandydatów nie dorównywała popytowi, a częstotliwość zmian na tym stanowisku w 2021 roku była na najniższym poziomie od ponad 5 lat – mówi Paweł Wierzbicki.

Obecnie najwyższe wynagrodzenia uzyskują CFOs w sektorze usług finansowych: od 34 do 120 tys. zł brutto miesięcznie. Najczęściej oferowana pensja wynosi tam 45 tys. zł brutto miesięcznie, a do tego dochodzi roczny bonus, czyli premia wynosząca od 20 do 50 proc. pensji. Dyrektorzy finansowi spółek farmaceutycznych mogą obecnie liczyć na przeciętne wynagrodzenie w wysokości 42 tys. zł brutto miesięcznie, a w branżach e-commerce i FMCG – 38 tys. zł brutto. CFOs pracujący w sektorze przemysłowym zarabiają od 30 do 64 tys. zł brutto miesięcznie.

Eksperci od digitalizacji potrzebni są wszędzie

Popyt na ekspertów od digitalizacji przekracza podaż, szczególnie w branżach dóbr konsumenckich, IT czy e-commerce, co przekłada się na wzrost ich wynagrodzenia. Na najwyższe podwyżki mogą liczyć obecnie osoby na stanowiskach związanych z budowaniem i zarządzaniem omnichannel. Jak wynika z Raportu Płacowego, wśród najbardziej cenionych liderów znajdują się też Chief Information Officers, którzy zarabiają średnio ok. 45 tys. zł miesięcznie. Natomiast dyrektorzy IT mogą obecnie liczyć na przeciętną pensję w wysokości 32 tys. zł miesięcznie. Dyrektorzy ds. cyberbezpieczeństwa otrzymują obecnie wynagrodzenie w wysokości od 25 do 45 tys. zł brutto miesięcznie.

 

W kontekście digitalizacji widzimy ogromny potencjał w sprzedaży B2B. Wzrasta znaczenie kanałów online i mobilnych B2B, rośnie także rola analizy klientów i stosowania innowacyjnych narzędzi do gromadzenia danych nt. wykorzystania produktów. W związku z tym organizacje coraz częściej poszukują osób o odpowiednich kompetencjach do zarządzania coraz bardziej zdigitalizowanymi procesami w tej branży – mówi Paweł Wierzbicki z Page Executive.

Dyrektorzy HR strategiczni dla rozwoju biznesu

W 2022 roku obserwujemy kontynuację wzrostu rangi i znaczenia dyrektorów HR. Wyzwania związane z rywalizacją o talenty, budowaniem zaangażowania i skuteczną komunikacją w rozproszonych zespołach oraz udział w rozwoju struktury liderskiej organizacji sprawiły, że zarządzający zasobami ludzkimi ugruntowali swoją pozycję partnerów biznesowych zarządu.

Co ciekawe, w ubiegłym roku obserwowaliśmy dużą rotację na fotelach dyrektorów HR. Rozgrzany rynek pracownika naturalnie przełożył się na dynamikę wzrostu wynagrodzeń osób na tych stanowiskach w porównaniu z poprzednimi latami. W Polsce nasz zespół Page Executive obsadził rekordową liczbę 14 ról zarządowych i dyrektorskich w obszarze HR w 2021, w tym na poziomie regionalnych i globalnym – mówi Paweł Wierzbicki.

 

Obecnie na najwyższe wynagrodzenie mogą liczyć dyrektorzy HR (od 25 do 56 tys. zł miesięcznie), oraz dyrektorzy ds. wynagrodzeń i benefitów (23-35 tys. zł brutto miesięcznie) i dyrektorzy ds. rekrutacji – między 25 a 36 tys. zł brutto miesięcznie.

Bonusy zamiast podwyżek?

Branże, które borykają się z największymi trudnościami w rekrutacji kandydatów, to m.in. IT, HR czy logistyka. W celu retencji zespołu i ograniczenia kosztów związanych z pozyskiwaniem nowych talentów, pracodawcy są coraz bardziej skłonni do rekompensowania pracownikom strat finansowych, wynikających ze wzrostu kosztów życia i niekorzystnych zmian podatkowych. Budżety wynagrodzeń organizacji nie nadążają jednak za wskaźnikami inflacji.

Już w 2021 roku przedstawiciele polskiego top managementu mogli liczyć na atrakcyjne premie, nawet w wysokości od 20 do 40 proc. rocznego wynagrodzenia podstawowego. Obecnie najlepszych pracowników nagradza się bonusami o wartości między 30 a 50 proc. ich pensji. Do tego dochodzą również różnego rodzaju benefity, w tym dodatek samochodowy, a także pakiet opcji na akcje lub udziały w spółce. Coraz więcej przedsiębiorstw, szczególnie firm właścicielskich, jest gotowych do podzielenia się z najlepszymi pracownikami udziałami organizacji – mówi Paweł Wierzbicki z Page Executive, firmy specjalizującej się w rekrutacji pracowników na najwyższe stanowiska zarządzające.

Polski top management wabikiem na inwestorów

Polska jest wciąż atrakcyjnym krajem dla inwestorów ze względu na lokalizację, a także dobrze wykształconą i doświadczoną kadrę. Stosunek jakości usług świadczonych przez centra SSC/BPO do generowanych przez nie kosztów przedstawia się nadal korzystniej niż w bardziej dojrzałych gospodarkach. Obecnie obserwujemy zdecydowane przejście do bardziej zaawansowanych procesów, w związku z czym rośnie liczba rekrutacji na stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji. Wynagrodzenia przedstawicieli top managementu – choć nadal atrakcyjne z punktu widzenia inwestorów – z każdym rokiem coraz bardziej ewoluują w kierunku standardów Europy Zachodniej. Obecnie pracujący w sektorze usług Head of Finance zarabia od 25 do 45 tys. zł brutto miesięcznie, a Head of HR – między 25 a 38 tys. zł brutto miesięcznie.

Nie tylko wynagrodzenia

W warunkach rynku pracownika o powodzeniu procesów rekrutacyjnych decyduje m.in. otwartość firmy na preferencje kandydatów – nie tylko te dotyczące wynagrodzenia. Organizacje, które chcą przyciągnąć najlepsze talenty, muszą wykazać swoje zaangażowanie społeczne, realne działania podjęte w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz kulturę organizacyjną opartą na zasadach szacunku, różnorodności i inkluzywności. Potwierdza to m.in. badanie Michael Page, według którego dla 50 proc. kandydatów istotne są więzi społeczne w miejscu pracy. Trzy czwarte (75%) respondentów zadeklarowało też chęć pracy dla firmy zaangażowanej w społeczną odpowiedzialność biznesu, przede wszystkim (97%) w obszarze praw człowieka.

Kosztowne i długie procesy rekrutacyjne osób na najwyższe stanowiska zarządcze skłaniają pracodawców do przebijania ofert konkurencji. Z naszych obserwacji wynika, że w 2022 roku organizacje coraz częściej próbują zatrzymywać osoby składające wypowiedzenie poprzez zaproponowanie wyższego pakietu wynagrodzenia oraz rozszerzenie obszaru odpowiedzialności. Firmy, które są w stanie zaoferować kandydatom nie tylko atrakcyjne płace, ale także udział w ciekawych i innowacyjnych projektach, dopasowane do ich potrzeb benefity oraz kulturę organizacyjną opartą na elastyczności, różnorodności i relacjach międzyludzkich, mają większe szanse na pozyskanie najlepszych talentów. To właśnie od tego, w jaki sposób organizacje przyciągną wykwalifikowanych i doświadczonych top managerów, uzależnione są możliwości rozwoju firmy i generowania przez biznes coraz wyższej wartości dodanej – podsumowuje Paweł Wierzbicki z Page Executive.

Amerykański dolar słabnie. Drożeją akcje ukraińskich spółek

Główne indeksy rynku akcji w USA wzrosły w piątek po raz trzeci z rzędu (S&P 500 +1,53 proc., DJIA +1,19 proc., Nasdaq Composite +2,11 proc.) wychodząc na najwyższy poziom od 26 sierpnia. Zwyżka cen akcji była dziś rano kontynuowana na rynkach akcji w Azji i Oceanii (najsilniejszy wzrost – o 1,54 proc. – notował tajwański TAIEX).

Również w Europie nowy tydzień rozpoczął się od wzrostów. DAX rósł dziś rano o +1,09 proc. osiągając najwyższy poziom od 11 sesji, CAC 40 rósł o +0,62 proc. do najwyższego poziomu od 9 sesji.

Ten pozytywny trend niespecjalnie udzielił się polskiemu rynkowi akcji (ok. godz. 9:45 WIG-20 +0,23 proc., WIG -0,09 proc.).

Reagując na pozytywne w ostatnich dniach doniesienia w Ukrainy silnie drożały dziś rano akcje ukraińskich spółek notowanych na GPW (ok. godz. 9:45 Coal Energy +31,19 proc., KSG Agro +19,82 proc., Milkiland +17,3 proc., Astarta +11,32 proc.).

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Węgier osiągnęła wczoraj najwyższy poziom od 10 lat (9,305 proc.). Najwyższa od 11 lat była wczoraj rentowność 10-latek brytyjskiego rządu. Dziś rano rentowność 10-latek w krajach rozwiniętych lekko rosła.

Ceny ropy naftowej stabilizowały się dziś rano po wczorajszym wzroście (WTI 0,23 proc., Brent +0,36 proc.). Drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +0,45 proc., srebro +1,83 proc., platyna +1,19 proc., pallad +0,34 proc.) oraz miedź (+0,95 proc.). Cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE spadła wczoraj do swego nowego półrocznego minimum.

Amerykański dolar ponownie słabł dziś rano względem euro. Ok. godz. 9:10 kurs EUR/USD rósł o 1,28 proc. wychodząc na najwyższy poziom od 18 sierpnia. Względem japońskiego jena USD się natomiast lekko umacniał dziś rano (+0,11 proc. ok. godz. 9:15). Kurs USD względem malezyjskiego ringitta był dziś najwyżej od stycznia 1998.

Polski złoty podążał za euro umacniając się dziś rano znacząco względem amerykańskiego dolara (USD/PLN -1,05 proc.). Kurs EUR/PLN rósł dziś rano o 0,12 proc.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara osiągnął dziś najwyższy poziom od 19 sierpnia przekraczając przez chwilę pozom 22000 USD. Ok. godz. 9:10 kurs rósł w stosunku do wczorajszego poziomu o 1,53 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Złoty poniżej 4,70 zł

Zapowiedzi podwyżek cen ropy w Europie wspierają złotego. W tle tych wydarzeń euro staniało poniżej 4,70 zł. Biorąc pod uwagę dobre wiadomości ze Wschodu, niewykluczone jest kontynuowanie tego ruchu.

RPP niezdecydowana

Wypowiedzi członków RPP pokazują, że nie jest to monolit. Z jednej strony możemy słuchać o osiągnięciu szczytów inflacji i oczekiwaniu spadku cen od września. Z drugiej strony można usłyszeć o szczycie inflacji na przełomie 4 kwartału 2022 i 1 kwartału 2023 roku. Ten drugi scenariusz jest bliższy obecnym prognozom NBP. Mowa jednak o lipcowej prognozie, od tego czasu trochę się jednak na rynkach zmieniło. Biorąc pod uwagę ilość dodatkowych transferów pieniężnych, można oczekiwać, że negatywny scenariusz będzie bardziej prawdopodobny. Z drugiej strony nie ma nic bardziej przerażającego niż spostrzeżenie, że recesja gospodarcza powinna zdusić inflację.

Odbicie cen ropy

W piątek byliśmy świadkami korekty cen ropy naftowej. Spadek poniżej 90 dolarów za baryłkę ropy notowanej w Londynie był najgłębszą przeceną od początku lutego tego roku. Mowa zatem o poziomach sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainie. To zresztą bohaterski zryw armii ukraińskiej ostatnich dni, która wyraźnie przeszła do kontrofensywy i odbija coraz bardziej istotne punkty, przywraca optymizm na rynkach. Dla rynku ropy głównym problemem w dłuższym okresie pozostaje nadal nadchodzące spowolnienie gospodarcze. Ceny ropy są bowiem dobijane przez oczekiwania dalszych podwyżek stóp procentowych. Wyższe stopy to droższe kredyty i mniej inwestycji a to kolejny gwóźdź do trumny, jaką dla wysokich cen ropy jest wolniejszy wzrost gospodarczy.

Gwałtowny wzrost bezrobocia w Kanadzie

Piątkowe dane od północnego sąsiada USA nie napawają optymizmem. Stopa bezrobocia wyskoczyła w górę z 4,9% na 5,4%. Pogorszyły się również dane cząstkowe. Zmiana zatrudnienia wyniosła zamiast oczekiwanego wzrostu o 15 tysięcy spadek o 39,7 tysiąca. Gorszą wiadomością jest, że zmiana na pełen etat wyniosła -77,2 tysiąca a zmiana na część etatu +37,5 tysiąca. Oznacza to, że nie tylko ubywa miejsc pracy, ale część z tych miejsc utrzymywana jest w niższym wymiarze godzin. Nie można się zatem dziwić, że dolar kanadyjski w drugiej połowie dnia wyraźnie tracił mimo bardzo dobrego piątkowego poranka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

14 nowych Partnerów w KPMG w Polsce

Grono Partnerów KPMG w październiku br. powiększy się o 14 osób w Departamentach: Audytu, Financial Services, Deal Advisory, Business Advisory oraz Doradztwa Podatkowego. Nominacje partnerskie są rezultatem dynamicznego rozwoju firmy oraz stałego rozwijania oferty usług i dostosowywania do zmieniających się wyzwań biznesowych.

Osoby awansowane na stanowiska partnerskie konsekwentnie wspierają klientów w rozwiązywaniu złożonych problemów biznesowych, zachowaniu zgodności z obowiązującymi regulacjami oraz pomagają wykorzystywać szanse rynkowe związane m.in. z cyfrową transformacją lub rosnącą rolą czynników ESG.

Partnerami w Departamencie Audytu zostali: Renata Kucharska i Michał Karwatka. Z kolei na stanowisko Partner Associate w tym dziale awansowali: Anna Jabłońska, Przemysław Boryczka oraz Jarosław Fąfara. W Departamencie Financial Services nominację na stanowisko Partnera otrzymał Michał Herbich (usługi aktuarialne). W Departamencie Doradztwa Podatkowego Partnerami zostali: Sabina Sampławska (doradztwo w zakresie podatków międzynarodowych) i Wojciech Majkowski (doradztwo w zakresie podatku CIT), a na stanowisko Partner Associate awansowani zostali: Agnieszka Laskowska (doradztwo w zakresie VAT), Agnieszka Smolińska-Wiśnioch (doradztwo w zakresie VAT), Wojciech Kotłowski (doradztwo podatkowe dla firm prywatnych) oraz Krzysztof Szwaja. Partnerem Associate w Departamencie Deal Advisory został Piotr Grauer (fuzje i przejęcia), natomiast Bartosz Zawisza (doradztwo IT) objął stanowisko Partner Associate w Departamencie Business Advisory.

Gratuluję awansów wszystkim nowym Partnerom KPMG. Są to znakomici, doświadczeni liderzy, z których każdy ma duży udział w rozwoju naszej firmy. Najważniejszą wartością KPMG są Pracownicy i ich wiedza, która pomaga klientom podejmować śmiałe i ważne decyzje, zmieniające otaczający nas świat. Nieustannie wspieramy wszystkich pracowników w podnoszeniu kompetencji, umożliwiając im rozwój na każdym szczeblu kariery i zachęcając jednocześnie do realizowania swoich pasji – czego przykładem jest osobisty sukces nowych Partnerów. Nominacje partnerskie odzwierciedlają dynamiczny rozwój KPMG w Polsce i konsekwentnie poszerzany katalog oferowanych usług, dostosowany do potrzeb organizacji ze wszystkich sektorów gospodarki – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.

Narzędzia do analityki danych, poprawa doświadczeń klientów i cyberbezpieczeństwo wśród priorytetów inwestycyjnych przedstawicieli zarządów firm w Polsce i na świecie

Choć 85 proc. prezesów ocenia, że ich firmy w okresie pandemii przyspieszyły digitalizację, badanie przedstawicieli zarządów i dyrektorów korporacji ujawnia niedoinwestowanie w technologię i luki w ich zaangażowaniu w transformację cyfrową. Jak wynika z raportu Digital frontier: A technology deficit in the boardroom, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, tylko 45 proc. członków zarządów i 41 proc. dyrektorów uważa, że kadra kierownicza wystarczająco angażuje się w kwestie technologiczne.

Na początku 2022 r. w ramach Deloitte Global Boardroom Program przeprowadzono ankietę wśród 551 przedstawicieli zarządów i dyrektorów (CxO) firm z 55 krajów. Jej celem było zrozumienie stopnia zaangażowania kadry kierowniczej w działania z zakresu wykorzystania nowych technologii. Miała także sprawdzić, co robią, aby zapewnić, że inwestycje technologiczne są powiązane z celami strategicznymi ich organizacji.

Jak wynika z badania Deloitte, ponad 80 proc. ankietowanych było przynajmniej w pewnym stopniu przekonanych o swoich możliwościach zrozumienia, weryfikacji i dyskusji o strategii oraz programie technologicznym w swoich organizacjach. Jednocześnie, mniej niż połowa członków zarządów (45 proc.) i dyrektorów (41 proc.) uważa, że zarządy zapewniają wystarczający nadzór nad kwestiami technologicznymi. Przeciwnego zdania jest odpowiednio aż 41 proc. i 27 proc. badanych.

– Ankietowani angażują się w sprawy technologiczne w stopniu nie odbiegającym od obserwowanego w ubiegłych latach, a wielu członkom zarządów brakuje wiedzy potrzebnej do zadawania świadomych pytań i upewniania się, że technologia adekwatnie współgra ze strategią biznesową przedsiębiorstwa. Powinna ona wykorzystywać możliwości oferowane przez najnowsze technologie, a innowacje powinny napędzać kierunki rozwoju. Ogólnie rzecz biorąc, badanie ujawniło lukę między rosnącym zapotrzebowaniem na większe zrozumienie i zaangażowanie w zagadnienia technologiczne, a obecnymi aktywnościami zarządów w tym zakresie – mówi Daniel Martyniuk, partner, lider doradztwa technologicznego Deloitte.

Uczestnicy badania wskazali główne zagadnienia, mające wpływ na skuteczny nadzór nad kwestiami technologicznymi. Prawie połowa twierdzi, że w tym obszarze za bardzo polegają w zakresie podejmowanych decyzji na zespole zarządzającym IT lub wewnętrznym czy zewnętrznym doradcy – tak ocenia 40 proc. członków zarządów i 42 proc. dyrektorów. Deficyty w biegłości technologicznej zarządów wymienia odpowiednio 38 i 42 proc. pytanych. Jedna trzecia (36 i 33 proc.) wskazuje na niejasną strukturę zarządzania zagadnieniami technologicznymi. Wśród wyzwań znalazły się również niewłaściwie zdefiniowane informacje zarządcze dotyczące tego obszaru (34 i 42 proc.) oraz niejasność powiązań między technologią a strategią (30 i 33 proc.).

Zarządy przeceniają swoje kompetencje technologiczne

Uczestnicy badania Deloitte pytani o ocenę postępów ich firm w zakresie wykorzystywania technologii w celu osiągnięcia przewagi konkurencyjnej, byli w większości optymistyczni – tak uważa 66 proc. przedstawicieli zarządów i 69 proc. dyrektorów.

Wydaje się, że zbyt optymistyczne podejście może być efektem błędu poznawczego, gdzie brak głębokiej wiedzy na konkretny temat przekłada się na przekonanie o braku zagrożeń i przecenianie własnych zdolności w tym zakresie. W tak dynamicznie zmieniającej się sferze jak technologia zarządy firm powinny jednak wykazywać się większą czujnością – tym bardziej, że badanie pokazuje wyraźnie niedoinwestowanie obszaru technologicznego firm. Tak wskazuje 47 proc. pytanych przedstawicieli zarządów i 54 proc. dyrektorów – mówi Anna Wiącek-Kocot, partnerka w Zespole Strategii i Transformacji IT, Deloitte.

Wśród obszarów, w których ich organizacje planują inwestycje w ciągu najbliższych trzech lat członkowie zarządów i dyrektorzy wymieniają przede wszystkim analitykę danych, poprawiającą efektywność i podejmowanie decyzji (odpowiednio 73 i 81 proc.), poprawę doświadczeń klienta (71 i 73 proc.) oraz usprawnienia w zakresie cyberbezpieczeństwa (58 i 65 proc.). Na dalszych pozycjach znalazły się: poszerzanie umiejętności technologicznych pracowników (49 i 61 proc.) i rozwój sztucznej inteligencji i robotyki, mający zwiększyć produktywność (47 i 56 proc.), a także wykorzystanie rozwiązań cyfrowych do optymalizacji łańcuchów dostaw (43 i 46 proc.) oraz do przyspieszenia zielonej transformacji (34 i 33 proc.).

Skuteczna ochrona danych firmowych wyzwaniem najbliższej przyszłości

Badanie Deloitte pokazało też braki zaufania członków zarządów i dyrektorów do istniejących w ich organizacjach procesów związanych z ochroną zasobów danych. Tylko połowa respondentów twierdzi, że są one dobrze zabezpieczone. Pozostali albo nie są pewni, czy tak rzeczywiście jest (około jedna trzecia), albo czują, że muszą zrobić więcej w tym zakresie (15 proc.). Różniło się to nieco w zależności od regionu. W Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce (EMEA) więcej respondentów uważa zgromadzone dane za bardziej bezpieczne niż w innych regionach, a respondenci z rejonu Azji i Pacyfiku są najbardziej sceptyczni co do swoich możliwości ich ochrony.

Większość ankietowanych ocenia, że rozumie zagrożenia cybernetyczne, z którymi muszą mierzyć się ich organizacje i ich potencjalny wpływ na prowadzenie biznesu. Mimo to, nie potrafią wskazać trzech najpoważniejszych zagrożeń w tym obszarze lub określić, w jaki sposób firma mogłaby je minimalizować. Biorąc pod uwagę stale zmieniające się metody i rosnące zaawansowanie techniczne cyberprzestępców, przedstawiciele zarządów i dyrektorzy firm powinni poświęcić temu obszarowi więcej uwagi – mówi Michał Sosinka, dyrektor w Zespole Cyberbezpieczeństwa, Deloitte.

Uczestnicy badania Deloitte wskazali także działania, które mogą podjąć, aby poprawić zaangażowanie i sposób zarządzania obszarem technologicznym w ich organizacjach – 66 proc. członków zarządów i 61 proc. dyrektorów wymienia przede wszystkim potrzebę edukowania zarządzających w zakresie najnowszych trendów technologicznych. Niewiele mniej (odpowiednio 60 i 61 proc.) mówi o konieczności opracowania bardziej holistycznego planu dotyczącego technologii i jej powiązania ze strategią zarządu. Kolejny postulat – uczynienie z technologii stałego punktu porządku obrad na spotkaniach oraz większa współpraca z techniczną kadrą dyrektorską (CIO, CTO, CISO) – był znacznie powszechniejszy wśród pytanych CxO (54 proc.) niż przedstawicieli zarządów (45 proc.). Jeszcze większa dysproporcja w uzyskanych odpowiedziach dotyczy propozycji zaangażowania do zarządów osoby dysponującej szeroką wiedzą techniczną, co zaleca połowa dyrektorów i tylko 34 proc. przedstawicieli zarządu.

Działania te mogą dotyczyć innej niezwykle istotnej kwestii, którą porusza badanie – powiązania strategii organizacji z agendą technologiczną. Aż 40 proc. członków zarządów i 38 proc. dyrektorów nie sądzi albo nie jest przekonanych o tym, że te elementy są wystarczająco zintegrowane.

Znaczenie technologii nieustannie rośnie, często stanowiąc bezpośrednio o pozycji konkurencyjnej i wynikach finansowych organizacji. Dlatego zarządy powinny koniecznie skupić się na powiązaniu strategii biznesowej i technologicznej – nie powinno to pozostawać wyłącznie w gestii CIOs. Brak w zarządzie wiedzy o tym, czy rozwój technologii w organizacji wspiera cele strategiczne – a według badania odpowiedziało tak aż 13 proc. członków zarządu i 7 proc. dyrektorów – nie powinien mieć już miejsca, niezależnie od branży – mówi Anna Wiącek-Kocot.

Rośnie ilość fałszywych oskarżeń w rodzinach. Mowa np. o przemocy czy molestowaniu

Fałszywe oskarżenia w rodzinie coraz powszechniejszym zjawiskiem. „Nikt nie potrafi uderzyć tak mocno, jak najbliżsi”.

Co łączy Ricky’ego Martina i Panią Agnieszkę z Bolesławca? W ostatnich tygodniach media żyły fałszywymi oskarżeniami, jakie wysnute zostały wobec tych osób przez bliskich członków rodziny. Agnieszka T. została oskarżona o gwałt i molestowanie przez własną córkę, a słynny piosenkarz o molestowanie przez siostrzeńca. Obie sprawy zostały zweryfikowane – do wspomnianych czynności nie doszło. Dlaczego najbliższa rodzina wycelowała tak silne i tak niszczące działa? – W praktyce detektywistycznej spotykamy się z fałszywymi oskarżeniami niemal codziennie. Połowa z nich to oskarżenia ze strony członków rodziny. Celem jest chęć uzyskania korzyści materialnych albo po prostu zemsta. Większość tych spraw znajduje pozytywne rozwiązanie i kłamstwo wychodzi na jaw. Zanim to jednak nastąpi to pomówiony mierzy się z niewyobrażalną falą kłamstw, nienawiści, jego reputacja jest niszczona, a niektórzy trafiają nawet do aresztu – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska.

Najwięcej fałszywych oskarżeń dotyczy przemocy i molestowania

Fałszywe oskarżenia w rodzinie bolą najbardziej, bo wymierzane są niezwykle celnie – ofiara zwykle nie spodziewa się z jak poważnym problemem przyjdzie jej się mierzyć. Detektywi przyznają, że motywacją do fałszywych oskarżeń jest zwykle chęć uzyskania korzyści majątkowej np. przejęcia spadku czy przejęcia majątku podczas rozstania. Zdarza się także chęć uzyskania konkretnej korzyści finansowej lub przejęcia nieruchomości. Wiele sytuacji to także zemsta np. za zdradę małżeńską.

– Opinia publiczna byłaby zaskoczona jak wiele tego typu spraw jest na co dzień w biurach detektywistycznych. To plaga naszych czasów, bo w dobie mediów społecznościowych i wydawania wyroków przez „opinię publiczną” szybciej niż przez sąd, oskarżenie o przemoc, molestowanie czy skłonności pedofilskie uruchamia lawinę, która bezpowrotnie niszczy reputację oskarżonego. Czy oskarżenia się potwierdzają? Jeżeli nie, to zwykle nie udaje się naprawić krzywd, jakie takie kłamstwo wyrządza. Trafiają do nas osoby zdesperowane, zdruzgotane tym, że ktoś im bliski, członek rodziny czy małżonek jest w stanie kłamać, by go zniszczyć – mówi Małgorzata Marczulewska, prywatny detektyw.

Najwięcej oskarżeń, które okazują się fałszywe dotyczy przemocy oraz czynności seksualnych. Po pierwsze dlatego, że najtrudniej tutaj zweryfikować prawdę, a po drugie dlatego, że siła oskarżenia niemal automatycznie sprawia, że „ofiara” otrzymuje wielki społeczny kredyt zaufania, a „sprawca” jest napiętnowany i nie daje się wiary jego tłumaczeniom.

– Nawet jeżeli okaże się, że nie dochodziło do molestowania czy do przemocy to odium agresora zawsze już na nim zostanie. Tacy ludzie tracą przyjaciół, tracą pracę. To wielka krzywda – mówi detektyw Marczulewska.

Udowodnienie niewinności nie jest proste, ale należy być szczerym i czujnym. „Prawda zawsze wychodzi na jaw”

W jakiej sytuacji dochodzi najczęściej do fałszywych oskarżeń o przemoc czy o molestowanie? Tutaj prym wiodą konflikty na linii mąż-żona czy brat-siostra.

Przypadek, że córka oskarża matkę o gwałt i molestowanie to absolutnie niespotykana sprawa, ale zdarzają się oskarżenia wobec ojczymów czy machoch.

– Sytuacje z tego roku: para w trakcie rozwodu. Kobieta oskarża męża o molestowanie córki. Natychmiast podejmowane są kroki sądowe, dziecko jest odcięte od rodzica, a on zostaje natychmiast wyeksmitowany z mieszkania. Śledztwo trwa kilka miesięcy, mężczyzna traci pracę. Gdy trafia do nas jest strzępkiem człowieka. Nasze śledztwo ujawnia, że jego żona ma nowego adoratora, a w toku czynności sądowych okazuje się, że celem oskarżenia była chęć przejęcia na własność ich wspólnej nieruchomości. Sprawa zakończyła się pozytywnie, o ile w takiej sytuacji można mówić o pozytywnym rozstrzygnięciu – mówi detektyw Małgorzata Marczulewska. – Inny konflikt rodzinny dotyczył pożyczki jaką brat udzielił siostrze. Gdy dopomniał się o zwrot pieniędzy został oskarżony o molestowanie siostry i pobicie jej męża – dodaje detektywka.

Co należy zrobić, gdy jesteśmy niesłusznie oskarżeni o czynności takie jak przemoc czy molestowanie? – Nie obejdzie się bez prawnika i detektywa. Należy być szczerym i zbierać wszelkie informacje, które świadczą o naszej niewinności. Prawda zwykle triumfuje, ale musimy być czujni, szczerzy i gotowi na falę, która niejednego zmiotła z nóg – dodaje detektyw Marczulewska.

Dwukrotny wzrost ataków cybernetycznych w Ukrainie. Polska doświadczyła w sierpniu inwazji hakerów

  • W trakcie trwania wojny cyberataki na sektor rządowo-wojskowy Ukrainy wzrosły ponad dwukrotnie (112 proc)
  • W Rosji ich ilość spadła o 8 proc., co spowodowane jest częściowym wyłączeniem dostępu do sieci spoza Rosji
  • Polska odnotowała w sierpniu rekordowy, przeszło 42 proc. wzrost ataków!

W trakcie trwania wojny cyberataki na sektor rządowo-wojskowy Ukrainy wzrosły ponad dwukrotnie (112 proc.). W Rosji ich ilość spadła o 8 proc. – wynika z danych przekazanych przez Check Point Research. Eksperci zauważają, że wojna ukraińsko-rosyjska oddziałuje w cyberprzestrzeni również na NATO oraz kraje sprzymierzone z Ukrainą, w tym Polskę, która tylko w sierpniu zanotowała 42 proc. wzrost ataków!

Ukraina doświadcza obecnie średnio ponad 1500 ataków cybernetycznych tygodniowo na pojedynczą sieć korporacyjną. To o ponad 500 więcej niż w Polsce (977). Dla porównania średnia światowa sięga 1124 cyberataków, natomiast operujące w Rosji korporacje doświadczają 1434 tygodniowo.

Z analiz Check Point Research wynika, że ogółem cyberataki w Ukrainie wzrosły o ¼ względem analogicznego okresu w zeszłym roku. W Rosji ich ilość wzrosła o 13 proc., natomiast w skali globalnej o zaledwie 0,1 proc. Sytuacja w Ukrainie wygląda jeszcze gorzej, jeśli weźmiemy pod uwagę sektor rządowo-wojskowy. Tam, wzrost zagrożeń sięga 112 proc. i jest znacznie wyższy niż w innych rejonach świata. Niespodziewanie, w Rosji odnotowano 8-proc. spadek.

– Najbardziej zdumiewającą statystyką, jaką udokumentowaliśmy w tym kontekście [wojny ukraińsko-rosyjskiej – przyp. red.], jest 112-proc. wzrost cyberataków na rząd i sektor wojskowy Ukrainy, podczas gdy ten sam sektor w Rosji spadł o 8 proc. Chociaż Rosja nie odłączyła się całkowicie od Internetu, jak mogłoby wynikać z poprzednich raportów, wiemy, że sieci rządowe i wojskowe oraz strony internetowe wdrożyły różne środki w celu ograniczenia dostępu do swoich zasobów spoza Rosji, co utrudnia wykonanie niektórych ataków – wyjaśnia Sergey Shykevich, menedżer grupy odpowiadającej za wywiad zagrożeń w Check Point Software.

Ekspert Check Pointa dodaje, że bez względu na wynik wojny, grupy hakerskie oraz haktywiści nie znikną, a swoje zasoby najprawdopodobniej przekierują na nowe cele, wywołując „tsunami cyberataków”. – Już teraz zaczęliśmy dostrzegać wczesne sygnały ostrzegawcze w postaci ataków na partnerów NATO, a także na te kraje, które przyszły z pomocą Ukrainie. W wyniku tego konfliktu aktywność cybernetyczna na zawsze zmieniła oblicze działań wojennych – twierdzi Shykevich.

Konferencje EBC i RPP

Dzień, w którym mamy dwie konferencje najważniejszych dla nas banków centralnych nie mógł być nudny i nie był. Złoty wzmocnił się głównie jednak w wyniku zapowiedzi dalszych podwyżek stóp w strefie euro.

EBC bez niespodzianek

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w strefie euro poszły w górę o wartość 0,75%. W rezultacie główna stopa procentowa wynosi właśnie taką wartość, a stopa refinansowa 1,25%. Sama decyzje jednak nie miała większego wpływu na rynek. Zamieszała dopiero konferencja prasowa. Padło na niej, że Europejski Bank Centralny będzie nadal podnosił stopy procentowe. Docelowy pułap oczywiście wyznacza spadek inflacji do celu. Biorąc pod uwagę, że inflacja wynosi ponad 9%, a stopy niecały 1% mają jeszcze co robić. To właśnie oczekiwania dalszych wzrostów stóp procentowych napędzają wzrosty euro względem dolara. Mamy dzisiaj najsilniejsze euro względem dolara od trzech tygodni.

Dane ze Stanów w tle konferencji

Zobaczyliśmy wczoraj bardzo przyzwoity odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. 222 tysiące to nie tylko wyraźna poprawa, ale również najlepszy wynik od wielu miesięcy. Nie miało to jednak większego wpływu na rynki. Publikacja danych poszła dokładnie kwadrans po decyzji EBC a kwadrans przed rozpoczęciem konferencji prasowej. Wpływ tych danych to raczej tylko tonowanie silnego wydźwięku, jaki miała konferencja EBC.

Prezes Glapiński na konferencji

Konferencje prasowe prezesa NBP cieszą się coraz większą popularnością. Wypowiedzi, które swego czasu uchodziły za wyjątkowo nudne, obecnie są oglądane nie tylko przez media branżowe. Z jednej strony wiele osób łudzi się, że padną tam jakieś ważne deklaracje. Z drugiej strony barwny język prezesa i liczne dygresje powodują, że jeszcze wiele dni po wydarzeniu fragmenty są szeroko cytowane w mediach. Tym razem również nie było zawodu. Dowiedzieliśmy się, że nie można mówić o kryzysie, bo cały czas mamy silny wzrost PKB. ¾ inflacji pochodzi z zewnątrz, a gospodarkę światową czekają trudne czasy. Dowiedzieliśmy się, że za 8 lat mamy osiągnąć 80% PKB Francji. Oznacza to, że będziemy się rozwijać w tym czasie niemal 9 punktów procentowych szybciej niż Francuzi. Dowiedzieliśmy się, że RPP dalej będzie walczyć z drożyzną. Biorąc pod uwagę, że po miesiącu bez posiedzenia ta zdecydowana walka to 0,25 punktu procentowego w górę można mieć tylko nadzieję, że to zdecydowanie wzrośnie. Ciężko powiedzieć, jak złoty reagował na te doniesienie, gdyż w międzyczasie EBC ogłosił wyższe podwyżki stóp procentowych i zaczął zasysać kapitał, co spowodowało umocnienie polskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ethereum rośnie przed the Merge

  • Kurs ETH/BTC zyskuje na wartości
  • Bitcoin gwałtownie odbija od strefy wsparcia
  • Na rynku nadal panuje ekstremalny strach
  • Cardano zyskuje przed aktualizacją Vasil

Sytuacja makroekonomiczna i wydarzenia geopolityczne na całym świecie silnie wpływają na zmienność na rynku kryptowalut, których notowania są ciągle skorelowane z amerykańskim rynkiem akcji. Przez ostatnich siedem dni większość głównych kryptowalut wykazywało tendencję spadkową, co spowodowało nawet ponowny spadek całkowitej kapitalizacji rynkowej poniżej 1 bln dolarów. Od czwartku jednak sytuacja się odwróciła i kryptowaluty rozpoczęły odrabiać straty. W piątek rano wzrosty nabrały na sile, a Bitcoin i Ethereum zyskują nawet 6-7 proc., wymazując z nawiązką spadki z początku tygodnia.

Uwaga rynku skupiona jest wokół Ethereum, które rośnie przed the Merge. To wyczekiwane wydarzenie ma mieć miejsce między 13 a 15 września. Deweloperzy Ethereum aktywowali już aktualizację Bellatrix, dzięki czemu operatorzy węzłów Ethereum są technicznie gotowi na the Merge. Hard fork Bellatrix został aktywowany w epoce 144896 na sieci Beacon Chain. Celem tej aktualizacji jest przygotowanie dwóch warstw sieci Ethereum do scalenia

Merge jest kolejnym krokiem w ciągłej ewolucji Ethereum. Podczas tego wydarzenia istniejąca warstwa wykonawcza zostanie połączona z niedawno wdrożoną warstwą konsensusu (Beacon Chain). The Merge zastąpi mechanizm konsensusu Proof-of-Work systemem Proof-of-Stake.

ETH wyrwało się z formacji klina zniżkującego i obecnie wykazuje pozytywne oznaki kontynuacji odbicia. Kryptowaluta szykuje się obecnie do oporu na poziomie 1785 dolarów. Jeśli udałoby się go przełamać, to kolejnym przystankiem dla Ethereum jest okrągły poziom 2000 dolarów.Kurs ETH

Kurs ETH/BTC zyskuje na wartości

Para ETH/BTC jest obecnie notowana na poziomie 0,082, co stanowi nowy szczyt w tym roku i wzrost o około 10 proc. jak dotąd we wrześniu.

Słabe wyniki Bitcoina w stosunku do innych kryptowalut, w szczególności ETH, spowodowały, że jego dominacja spadła poniżej 39 proc. – najniżej od 15 stycznia 2022 roku. Z drugiej strony, dominacja Ethereum wzrosła do 21 proc., co jest najwyższym wynikiem w całym roku.

Bitcoin gwałtownie odbija od ważnej strefy wsparcia

Bitcoin przez ostatnie dni wahał się w wąskim przedziale między poziomem 19 500 dolarów a 20 500. dolarów. W środę cena BTC zanurkowała jednak poniżej granicy 19 000 dolarów, wyznaczając najniższy poziom od połowy lipca. Bykom udało się jednak ponownie wypchnąć cenę w górę. W piątek największa kryptowaluta kontynuuje odbicie i zmierza obecnie w kierunku oporu na poziomie 21 700 dolarów.kurs bitcoin

Na rynku nadal panuje ekstremalny strach

Wskaźnik Fear and Greed Index zszedł z powrotem do poziomu 20, oznaczającego skrajny strach inwestorów. Ma to miejsce po tym, jak w sierpniu indeks wskazywał jeszcze poziom 40. Sentyment rynkowy znajdował się w terytorium strachu przez ostatnie pięć miesięcy, co stanowi najdłuższy taki okres od czasu utworzenia indeksu w lutym 2018 r.

Cardano zyskuje przed aktualizacją Vasil

Cena ADA wzrosła o około 10 proc. we wrześniu, po tym jak ogłoszono, że aktualizacja sieci Cardano Vasil, została zaplanowana na 22 września. Kryptowaluta zamknęła ostatni tydzień świecą wzrostową, co może sugerować kontynuację odbicia w kolejnych tygodniach.

Vasil jest najbardziej znaczącą aktualizacją Cardano do tej pory i ma zapewnić zwiększoną pojemność sieci i niższe koszty transakcji. Aktualizacja przyniesie również ulepszenia dla Plutusa, platformy inteligentnych kontraktów Cardano.

Komentarz opracował: Lukas Enzersdorfer – Konrad, szef ds. rozwoju produktu oraz zastępca dyrektora generalnego Bitpanda

Niniejszy materiał jest jedynie komentarzem do sytuacji rynkowej i nie stanowi analizy finansowej ani rekomendacji.

Odchodzenie od paliw kopalnych leży w interesie całej Europy

Europa jako kontynent w dużej mierze pozbawiony surowców energetycznych jest uzależniona od państwa takich, jak Rosja, jak państwa Bliskiego Wschodu, państwa afrykańskie. Niestety ale historia pokazuje, że współpraca z takimi państwami – które są odległe ideologicznie od nas, odległe od powielania naszych standardów, naszych wartości – może kończyć się tym, że za 10-15 lat takie państwa będą dyktowały nam warunki. Nawet jeżeli znajdziemy dzisiaj alternatywnych dostawców energii, na przykład z Kataru, z Mozambiku czy z Konga – to za 15 lat okaże się, że będą one nas miały na przysłowiowej kroplówce energetycznej. Dlatego odchodzenie od paliw kopalnych leży w interesie całej Europy – nie tylko ze względów klimatycznych, ale przede wszystkim właśnie ze względów bezpieczeństwa dostaw surowców, bezpieczeństwa stabilności tych dostaw i oczywiście cen. Rosnące ceny surowców, które trzeba importować, będą przekładały się na jakość życia, zmniejszenie dochodów społeczeństw – a to wywoła naprawdę duże implikacje dla całej gospodarki europejskiej w najbliższych latach.

– Pamiętajmy, że Europa uzależniona od mniejszej liczby dostawców, jest uzależniona również od dyktatu cenowego tych państw. To widać choćby po kontekście negocjacji gazowych Kataru z Niemcami. Katar czując presję czy czując bardzo trudną sytuację niemiecką dyktuje zaporowe warunki kontraktów – powiedział serwisowi eNewsroom  Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – I teraz, żeby zminimalizować to ryzyko, trzeba przestawić całkowicie gospodarkę na takie źródła, których nie będziemy musieli importować. Na źródła, które będziemy mogli maksymalnie wytwarzać w Europie. Oczywiście to nie zdarzy się z roku na rok – ale przestrzegałbym wszystkich przeciwników odnawialnych źródeł energii przed ferowaniem takich stwierdzeń, że kryzys energetyczny pokazuje zmierzch, koniec transformacji energetycznej. Wręcz przeciwnie. Kryzys energetyczny, który widzimy dzisiaj, który będzie nam towarzyszył przez najbliższe lata pokazuje, że transformacja energetyczna jest konieczna – będzie realizowana i w mojej opinii jeszcze przyspieszy. Nie dlatego, że teraz nagle będziemy używać nowych argumentów klimatycznych – ale argumentów, które każdy z nas będzie widział w swoim portfelu – podkreśla Marszałkowski.

Powakacyjne porządki w finansach

  • Według Związku Banków Polskich Polacy planowali przeznaczyć średnio na jedną osobę 1358 zł na tegoroczne wakacje. Inflacja w lipcu wyniosła ponad 15%. Czy udało się zmieścić w zakładanej kwocie?
  • Jeszcze w drugim kwartale 2022 r. ponad 30% Polaków szacowało, że może mieć wkrótce problemy z obsługą swoich zobowiązań. Wakacje w wielu przypadkach mogły nadszarpnąć budżet bardziej niż zakładano.
  • Ekspert Związku Przedsiębiorstw Finansowych radzi, w jaki sposób zaprowadzić ład i dyscyplinę w domowych finansach, by uniknąć problemów ze spłatą zobowiązań po wakacyjnych wojażach.

W czerwcu 2022 r. ceny owoców były o 23,6% wyższe niż przed rokiem. O 22,5% wyższe okazały się również ceny nabiału.[1] Nic zatem dziwnego, że jedna porcja lodów w te wakacje jest droższa nawet o złotówkę! Według danych podanych przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) za żywność i napoje bezalkoholowe w sumie Polacy w czerwcu tego roku zapłacili średnio o 14,2% więcej niż w 2021 r.

Ile kosztowały nas te wakacje?

1358 zł – dokładnie tyle planowali Polacy przeznaczyć na jedną osobę na tegoroczne wakacje, o czym informował Związek Banków Polskich w raporcie „Wakacje Polaków w trudnych czasach”. W lipcowym przeglądzie cen Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata zanotowano wzrost średniej ceny wycieczki między 1 i 7 sierpnia 2022 o 142 zł r/r.

Wpływ na wzrost cen zagranicznych wycieczek ma inflacja, z którą boryka się teraz niemal cała Europa. Wzrost cen paliw i niekorzystne tendencje w kursach walut czy liczne protesty na lotniskach i w liniach lotniczych nie sprzyjają urlopowiczom. W Polsce niestety sytuacja nie jest lepsza. Na naszym rynku widzimy jeszcze wyższą inflację niż w większości europejskich państw. Podrożała żywność, napoje, rozrywki, więc tegoroczne wakacje upływają w słodko-gorzkich nastrojach niezależnie od tego, gdzie zaplanowaliśmy je spędzić. Jestem pewien, że wielu rodaków z pewnością było zmuszonych wydać więcej niż wstępnie założyło – komentuje Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Na ulgę w wysokości 500 zł mogą liczyć rodziny z dzieckiem (lub 1000 zł z dzieckiem niepełnosprawnym), które wcześniej nie wykorzystały Polskiego Bonu Turystycznego. Bon ten traci swoją ważność wraz z końcem września 2022 r., a jeszcze pod koniec lipca aż 776 tys. bonów nie zostało aktywowanych. Można spodziewać się, że wiele z nich było wykorzystywanych w sierpniu i najpewniej jeszcze część zostanie zrealizowana we wrześniu. Ta ulga dla wielu rodzin jest rozwiązaniem pozwalającym na nie nadszarpnięcie domowego budżetu. Jednak też wiele rodzin w ogóle nie może pozwolić sobie na jakikolwiek wakacyjny wydatek ze względów finansowych. Bo jak wynikało z raportu ZPF opublikowanego na koniec pierwszego kwartału: 13,3% polskich gospodarstw domowych „przejada” oszczędności, a prawie 10% zadłuża się.

Słona… już nie tylko woda

„Paragon grozy” na kwotę bliską 300 zł za porcję fish&chips dla jednej osoby? To możliwe w polskich nadmorskich kurortach. Podobnymi drogocennymi „pamiątkami” z wakacji Polacy chętnie dzielą się w mediach społecznościowych, tym samym wywołując lawinę komentarzy dotyczącą aktualnie panujących i stale rosnących cen.

–  Jak się okazuje, nad morzem już nie tylko woda może być słona, ale przede wszystkim ceny. Jest to oczywiście pokłosie m.in. wcześniejszej pandemii COVID-19, która mocno dotknęła branżę turystyczną, inflacji, braku pracowników, wzrostu cen gazu i prądu, z którymi mierzą się restauratorzy i hotelarze, czy wojny w Ukrainie – twierdzi Marcin Czugan z ZPF. – Poza tym wyższe ceny są dla nas tym dotkliwsze, im wyższe kwoty naszych miesięcznych zobowiązań. Narodowy Bank Polski już kilkakrotnie w ostatnim czasie podnosił stopy procentowe, co sprawiło, że raty kredytów hipotecznych mocno w wielu przypadkach wzrosły, co nie odnajduje swojego odpowiednika w zarobkach Polaków – dodaje.

W II kwartale 2022 r. ponad 30% Polaków szacowało, że może mieć problemy z regulacją swoich miesięcznych zobowiązań, a ponad 18% nie było pewnych swojej sytuacji. Blisko 64% badanych określiło, że jakość ich życia pogorszyła się. Wakacyjny wyjazd w obliczu inflacji i „paragonów grozy” mógł jeszcze bardziej pogrążyć rodaków.

Powakacyjne porządkowanie budżetu

Powrót z wakacji w tak trudnych finansowo czasach, może być wyjątkowo bolesnym doświadczeniem. Ekspert ZPF – Marcin Czugan wskazuje najważniejsze punkty, które pomogą opanować budżet i wyjść na prostą, nawet gdy pojawiły się już opóźnienia w płatnościach:

KROK 1: Pierwszym i najważniejszym punktem prowadzącym do uporządkowania budżetu jest zmierzenie się oko w oko z wyzwaniem. Zatem radzę rzeczowo i na chłodno spisać wszystkie zobowiązania, koszty i wpływy do osobistego budżetu. Wszystkim planowanym wydatkom należy nadać priorytet i zweryfikować konieczność ich ponoszenia. Być może na liście znajdują się subskrypcje, abonamenty, które ponosimy co miesiąc, choć dawno przestaliśmy korzystać z danych usług. Jeśli jest to możliwe – warto z takich wydatków jak najszybciej zrezygnować, wypowiedzieć umowy.

KROK 2: Zabezpieczenie środków na zobowiązania to kolejny bardzo ważny punkt, który pozwoli uniknąć pogrążenia się w długach. Jeśli budżet okazuje się wyjątkowo napięty, warto skorzystać z możliwości, które daje np. Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, czyli program dedykowany osobom, które znalazły się w trudniejszej sytuacji finansowej, a muszą spłacać kredyt mieszkaniowy. Warto rozważyć również opcję konsolidacji zobowiązań i wydłużenie okresu kredytowania, co może zmniejszyć wysokość miesięcznych rat kredytów.

KROK 3: Jeśli jakiekolwiek długi podlegają już procesowi windykacji, należy możliwie jak najszybciej skontaktować się z windykatorem i ustalić optymalne warunki ich uregulowania. Rosnące odsetki nie są sprzymierzeńcem zadłużonych. Zainicjowanie kontaktu z windykatorem z pewnością będzie dobitnym wyrazem chęci spłacenia zobowiązań, a szereg narzędzi, którymi dysponuje windykacja, pomoże w sprawnej regulacji długu.

KROK 4: Pilnowanie budżetu to najważniejszy krok, który należy podjąć w obliczu kryzysu finansowego. Ścisłe przestrzeganie określonych pozycji budżetu, pozwoli na szybkie „wyjście na prostą” i wdroży właściwe nawyki finansowe, które uchronią przed ewentualnymi długami lub pozwolą generować oszczędności nawet w trudnych czasach.

[1] UCE Research i WSB – „Indeksu cen w sklepach detalicznych”

Sektor papierniczy – rekordowe wyniki I półrocza 2022 r. Wzrost wyzwań na horyzoncie

Krajowa branża papiernicza zalicza się do tych gałęzi przetwórstwa przemysłowego, które w pierwszym półroczu 2022 roku notowały szczególnie dynamiczny wzrost przychodów, a zarazem zdecydowanie ponadprzeciętne wyniki finansowe. Widoki na najbliższe kwartały nie są już jednak tak dobre, pomimo tego, że sektor nie należy do najbardziej podatnych na cykliczne wahania koniunktury. Spowolnienie gospodarcze stopniowo odbija się na popycie, utrudniając przerzucanie rosnących kosztów na odbiorców, co firmy papiernicze skutecznie realizowały w poprzednich kwartałach. Branża ma za to korzystne perspektywy w długim horyzoncie, ze względu na wzrostowy trend konsumpcji papieru opakowaniowego i sanitarno-higienicznego – wynika z najnowszego raportu sektorowego Banku Pekao. 

Ekonomiści Banku Pekao S.A., Paweł Kowalski i Krzysztof Mrówczyński, przyjrzeli się aktualnej sytuacji branży papierniczej, będącej niewątpliwie jedną z mocnych stron polskiego przemysłu. Polskie firmy generują ponad 6% wartości dodanej tego sektora w UE, stanowiąc przy tym aż blisko 18% łącznej liczby unijnych podmiotów i zatrudniając około 11% wszystkich pracowników. Około 1/3 produkcji krajowej branży stanowią kluczowe półprodukty – masa włóknista, papier i tektura. O sile tej branży w Polsce stanowią jednak wytwarzane przez nią gotowe wyroby z papieru: za aż 43% łącznej wartości produkcji sektora odpowiadają opakowania, kolejne 15% przypada zaś na artykuły toaletowe i sanitarne.

Na tle unijnej branży polscy producenci dość gładko przebrnęli przez burzliwy okres pandemii. Według danych Eurostatu wolumen produkcji papierniczej w naszym kraju zwiększył się pomiędzy 2019 a 2021 rokiem o około 18%, co było drugim najlepszym wynikiem w Unii Europejskiej. Solidne, dwucyfrowe tempo wzrostu produkcji branża utrzymała również w pierwszym półroczu 2022. Dla porównania, czołowi producenci unijni (jak Niemcy, Francja czy Włochy) pozostawali w tym czasie w stagnacji, przy zauważalnym spadku produkcji kluczowych wytwórców półproduktów dla europejskiej branży papierniczej (Szwecja, Finlandia).

Źródłem ożywienia w branży w ostatnim czasie był zarówno popyt krajowy, jak i szybko rosnący eksport.  Pomimo wyraźnego wzrostu tego drugiego saldo handlu zagranicznego uległo jednak pogorszeniu. Większa produkcja gotowych wyrobów papierniczych, przy ograniczonej krajowej dostępności masy celulozowej i papieru oraz zwyżce ich międzynarodowych cen, skutkowała bowiem jeszcze silniejszym wzrostem wartości importu w części surowcowej sektora. W tym kontekście złą informacją dla przetwórców papieru w Polsce jest także znacznie niższa aktywność inwestycyjna w segmencie półproduktów aniżeli w obszarze wyrobów gotowych.

Odzwierciedleniem bardzo dobrej koniunktury panującej w sektorze papierniczym niemal do końca drugiego kwartału 2022 roku są również jego rekordowe wyniki finansowe. W pierwszym półroczu jego łączny wynik netto wzrósł aż o 58% r/r. Pomimo silnej presji kosztowej (rosnące ceny surowców i energii oraz płace) krajowi przetwórcy papieru byli w stanie poprawić marże ze swojej działalności (wzrost zyskowności netto o 1 punkt procentowy w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku, rentowności kapitałów zaś o blisko 7 punktów procentowych), co świadczy o ich utrzymującej się w tym okresie silnej pozycji przetargowej względem odbiorców. Dotyczyło to zwłaszcza segmentu półproduktów (masa włóknista, papier i tektura), gdzie miał miejsce aż blisko dwukrotny wzrost zysków. Silną poprawę wyników notowano jednak w tym czasie również w części sektora wytwarzającej gotowe wyroby papiernicze (szczególnie w segmencie opakowań).

Obecnie warunki rynkowe zmieniają się jednak na zdecydowanie mniej sprzyjające. W sytuacji coraz bardziej widocznego spowolnienia gospodarczego na korzyść branży przemawia wprawdzie charakter wytwarzanych przez nią dóbr (wiele z nich zaspokaja podstawowe potrzeby ludności i firm), lecz wyniki produkcji papierniczej za ostatnie miesiące wskazują już na wyraźne wyhamowywanie wzrostu. Jego dynamika w lipcu obniżyła się poniżej 5% r/r, co było najsłabszym odczytem od stycznia 2021 roku. Na osłabienie koniunktury w sektorze wskazują również pogarszające się nastroje wśród jej przedstawicieli. Od dłuższego czasu obniża się ogólna ocena sytuacji przedsiębiorstw, przy rosnących wskazaniach odnośnie barier popytowych. Do najbardziej narażonych na skutki tego procesu obszarów należy papier opakowaniowy i same opakowania z papieru i kartonu, ze względu na negatywny wpływ ogólnej dekoniunktury na krajowy i unijny handel.

Ryzyka niezmiennie utrzymują się natomiast po stronie podażowej. Wprawdzie w ostatnim czasie dość szybko spadał odsetek firm wskazujących na niedobór surowców i materiałów jako barierę działalności (z rekordowego poziomu 35% w październiku 2021 roku), lecz pozostaje on wciąż powyżej średnich długoletnich, a kryzys na europejskim rynku gazu (istotnego m.in. w produkcji podstawowych półproduktów papierniczych) grozi ponownym pogorszeniem sytuacji w tym zakresie. Co więcej, już teraz zaczyna przekładać się on na ekonomikę branży za pośrednictwem rekordowych cen nośników energii obserwowanych w końcówce lata.

Branżę, poza raczej schyłkowym segmentem papieru graficznego, charakteryzują jednak wciąż bardzo dobre długofalowe perspektywy rozwojowe. Jednym z kluczowych motorów wzrostu pozostanie produkcja opakowań, a czynnikami stymulującymi jej wzrost w naszym kraju będą korzystne dla branży trendy ekologiczne, posiadane przewagi kosztowe, wzrost obrotów handlowych i udziału e-commerce w rynku detalicznym. Przemawia za nim także mocno „opakowaniochłonna” struktura branżowa polskiej gospodarki – w kontekście roli Polski jako regionalnego hubu logistycznego i ważnego dostawcy produktów dla Europy Zachodniej.

Dziś rano WIG-20 najsilniejszy w Europie

łówne indeksy amerykańskiego rynku akcji wzrosły wczoraj drugi dzień z rzędu (S&P 500 +0,66 proc., DJIA +0,61 proc., Nasdaq Composite +0,6 proc.). Dziś wzrosty notowały również wszystkie główne indeksy giełd w Azji i Oceanii. Najsilniej – o +2,84 proc. – zwyżkował Hang Seng, a Shanghai B-Share index wzrósł do najwyższego poziomu od ponad 3 lat.

„Zielono” było również dziś rano na giełdach europejskich (DAX +0,25 proc., CAC 40 +0,3 proc.), a niespodziewanie najsilniejszym europejskim indeksem był na początku dzisiejszej sesji WIG-20 (+1,94 proc. ok. godz. 9:20).

Wśród składników KGHM najsilniej odbijały w górę ceny akcji KGHM (+4,9 proc. ok. godz. 9:20). Wśród składników mWIG-u 40 najsilniej – o 5,48 proc. – spadała cena akcji spółki DataWalk, która podała dziś szacunek straty operacyjnej poniesionej w I półroczu 2022 (-113,6 mln zł). Wśród składników sWIG-u 80 spadający o 5,56 proc. ok. godz. 9:20 kurs akcji spółki Forte znalazły się najniżej od września 2020. Na drugim biegunie był utrzymujący się na poziomie swego historycznego maksimum kurs Alumetalu.

Lekko spadała dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA (do 3,302 proc.) nadal jednak utrzymując się wyraźnie poniżej rentowności amerykańskich 2-latek (3,5045 proc.).

Odbijały dziś rano w górę ceny kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie próbując wrócić powyżej poziomu 8 USD/mmBtu (+2,02 proc. ok. godz. 8:50). Stabilne były ceny kontraktów na ropę naftową utrzymując się nieco powyżej swoich ok. 7-miesięcznych minimów osiągniętych w środę. Wczoraj najniżej od marca była cena kontraktów na emisje CO2 w USA (-2,59 proc.). Cena tych kontraktów, który w połowie sierpnia sięgnęła prawie 100 euro za tonę wczoraj kosztowały już tylko 67,24 euro.

Słabł dziś amerykański dolar. Kurs USD/JPY, który w środę był najwyżej od 1998 roku, spadał dziś rano o 0,96 proc. Również kurs EUR/USD dzięki porannemu wzrostowi (+0,69 proc.) wyszedł powyżej parytetu (1,00661) osiągając najwyższy poziom od ponad tygodnia.
USD tracił dziś również względem polskiego złotego (-0,69 proc. ok. godz. 8:55) i był stabilny względem euro (+0,02 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wykonał dziś silny – najsilniejszy od 27 lipca br. – ruch w górę. Ok. godz. 8:45 kurs BTC/USD rósł o 6,78 proc. wychodząc ponownie powyżej poziomu 20000 USD. W ten sposób kurs BTC/USD przełamał w górę linię ponad 3-tygodniowego trendu spadkowego.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Adam Stopyra nowym Partnerem w KPMG Law

KPMG Law stawia na rozwój praktyki Bankowości i Finansów – do kancelarii na stanowisko Partnera dołączył Adam Stopyra, który specjalizuje się w obsłudze klientów z sektora finansowego.

Adam Stopyra jest adwokatem i doktorem nauk prawnych, specjalizującym się w prawie gospodarczym, cywilnym, administracyjnym oraz bankowym ze szczególnym uwzględnieniem regulacji dotyczących sektora finansowego. Posiada ponad 15-letnie doświadczenie zawodowe zdobyte podczas współpracy z bankami i firmami inwestycyjnymi przy projektach regulacyjnych, transakcyjnych, licencyjnych oraz compliance, a także w prowadzeniu postępowań administracyjnych przed KNF i UOKiK.

Rozbudowa praktyki Bankowości i Finansów jest kolejną odsłoną nowej strategii rozwoju kancelarii KPMG Law. Zakłada ona połączenie wszechstronnego doradztwa prawnego z innymi, komplementarnymi usługami świadczonymi nie tylko przez KPMG w Polsce, ale również na świecie. Jesteśmy strategicznym doradcą umożliwiającym realizację wszystkich projektów, zarówno skomplikowanych zagadnień o charakterze międzynarodowym, jak również niestandardowych projektów na rynku polskim. Cieszę się, że Adam do nas dołączył. Jest wybitnym prawnikiem z wieloletnim doświadczeniem, z którego będą mogli korzystać klienci kancelarii – mówi Paweł Bajno, radca prawny, Partner Współzarządzający w KPMG Law.

Sektor finansowy jest poddawany ciągłym wyzwaniom regulacyjnym w stale zmieniającym się otoczeniu prawnym. Nasi klienci potrzebują kompleksowego doradztwa obejmującego pełen zakres usług. Wierzę, że siłą KPMG Law będzie połączenie szerokiego wachlarza specjalizacji KPMG w Polsce z doradztwem prawnym, co sprawi, że nasi klienci otrzymają kompleksowy zakres usług o najwyższej jakości w ramach jednej platformy. Naszym celem jest, aby KPMG Law było uznaną kancelarią prawną mogącą skutecznie konkurować z innymi firmami prawniczymi w najbardziej skomplikowanych i prestiżowych projektach, a także znakomitym miejscem do rozwoju dla młodych talentów prawniczych. Bardzo się cieszę, że ja i mój zespół będziemy mogli wspierać rozwój KPMG Law w Polsce – mówi Adam Stopyra, adwokat, Partner w KPMG Law.

Przed dołączeniem do KPMG Adam Stopyra był Partnerem w międzynarodowych kancelariach prawnych w Warszawie. Adam Stopyra jest także adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie prowadzi zajęcia z prawa bankowego i cywilnego.

Doświadczenie i fachowa wiedza Adama zwiększają nasze kompetencje w obszarze doradztwa prawnego dla sektora finansowego w Polsce i jednocześnie wzmacniają kompleksowość i interdyscyplinarność usług KPMG. Coraz częściej klienci potrzebują jednocześnie wsparcia w zakresie doradztwa podatkowego, księgowego i właśnie doradztwa prawnego, dlatego mocny rozwój praktyki prawa bankowego i instytucji finansowych ma dla nas znaczenie strategiczne. Jednocześnie planujemy dalsze wzmacnianie naszej kancelarii prawnej – mówi Paweł Barański, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego i Prawnego w KPMG w Polsce.

KPMG od wielu lat świadczy kompleksowe usługi dla instytucji finansowych, obejmujące m.in. usługi audytorskie, podatkowe, doradcze i prawne dla klientów z tego sektora. Eksperci KPMG wykorzystując najnowsze technologie świadczą usługi, które pozwalają budować przewagę konkurencyjną firm z sektora finansowego na rynku.

Grafen posłuży jako biosensor do monitorowania zdrowia pacjentów

Amerykańska firma Biometryks LLC, prowadząca badania nad nowoczesnymi technologiami medycznymi, podpisała umowę licencyjną na patent, będący własnością Uniwersytetu Warszawskiego. Patent obejmuje nowatorską technologię produkcji matrycy grafenowej. Wynalazek może być wykorzystany w konstrukcji biosensora, który w nieinwazyjny sposób prowadzi analizy próbek potu, moczu lub krwi, monitorując lub diagnozując choroby nabyte i przewlekłe.

Biometryks planuje zrewolucjonizować nieinwazyjną diagnostykę oraz monitorowanie pacjentów z chorobami przewlekłymi poprzez wykorzystanie w swoim sensorze matrycy grafenowej, która jest kluczowym elementem tego urządzenia. Nowa generacja biosensora pozwoli na bieżąco analizować próbki potu, moczu i krwi. Na pierwszym etapie projektu Biometryks opracuje nieinwazyjną technologię do oznaczania i analizy biomarkerów w pocie. Sensor przyklejony do skóry pacjenta będzie mógł działać przez kilka tygodni i na bieżąco analizować parametry potu. Dane z pozyskanych pomiarów będą w czasie rzeczywistym analizowane w chmurze przez algorytm sztucznej inteligencji. Wyniki analizy udostępniane będą na smartfonie pacjenta w aplikacji, jak również będą mogły zostać przesłane lekarzowi. W aplikacji pacjent znajdzie spersonalizowane, dopasowane do bieżącego stanu zdrowia zalecenia dotyczące zdrowego trybu życia.

„Współpraca środowiska naukowego i biznesowego zaowocuje powstaniem sensora, który dokona rewolucji we wczesnej diagnostyce oraz monitorowaniu pacjentów z chorobami przewlekłymi. Takiej technologii nie ma jeszcze nikt. Dzięki innowacyjnemu rozwiązaniu Biometryks poprawi jakość życia pacjentów na całym świecie” – podsumował dr n. med. Kris Siemionow, Prezes Zarządu Biometryks LLC.

„Współpraca UW z amerykańską firmą zajmującą się wysokimi technologiami medycznymi dowodzi jakości wynalazków opracowywanych przez naszych naukowców. Mam wielką nadzieję, że dokonane odkrycie wkrótce znajdzie zastosowanie na globalnym rynku jako innowacyjna forma profilaktyki i diagnostyki milionów pacjentów” – powiedział dr hab. inż. Przemysław Dubel pełniący obowiązki dyrektora Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii UW.

Matryca grafenowa została opracowana przez twórców z Wydziału Chemii UW pod kierunkiem dr Barbary Kowalewskiej. To pierwsza na świecie matryca wykazująca na tyle wysoką stabilność, by można ją było wykorzystać w rozwiązaniach medycznych. Zastosowanie grafenu pozwoliło uzyskać bezkonkurencyjne parametry transmisji danych pozyskiwanych przez projektowane biosensory.

„Matryca grafenowa jest efektem wieloletnich badań naukowych nad układami mogącymi stanowić element biosensora. Nawiązanie współpracy z firmą Biometryks oraz kontynuacja badań ma istotne znaczenie dla społeczeństwa i jest odpowiedzią na zmiany, jakie zaszły w medycynie. Praca w interdyscyplinarnym zespole pozwoli stworzyć szeroką gamę zaawansowanych technologicznie urządzeń do oznaczania różnych substancji podczas monitorowania wielu chorób i będzie służyć zarówno lekarzom, jak i samym pacjentom” – powiedziała dr Barbara Kowalewska z Wydziału Chemii UW.

Zawarta umowa licencyjna umożliwi kontynuowanie prac badawczych i rozwojowych nad innowacyjną i nieinwazyjną technologią diagnostyczną. Rozwiązanie firmy Biometryks, roboczo nazwane Biometryks B1, poza sensorem grafenowym, będzie zawierało aplikację – dla pacjenta i oddzielną dla lekarza. W ten sposób lekarz będzie miał możliwość wglądu do danych diagnostycznych, by móc możliwie najwcześniej podjąć decyzję, na przykład o wskazaniu do pogłębienia diagnostyki lub o podjęciu leczenia pacjenta.

Umowa została podpisana w Warszawie. W imieniu UW umowę podpisał prof. dr hab. Alojzy Z. Nowak, rektor Uniwersytetu Warszawskiego. Przy podpisywaniu umowy obecni byli dr hab. inż. Przemysław Dubel pełniący obowiązki dyrektora UOTT oraz dr n. med. Kris Siemionow, prezes zarządu Biometryks LLC.

Stopy procentowe w Polsce najwyżej od 20 lat. Co dalej z rynkiem nieruchomości?

Po przerwie wakacyjnej Rada Polityki Pieniężnej podniosła już po raz jedenasty z rzędu stopy procentowe NBP. Tym razem prognozy obstawiały wąski zakres ruchu w granicach 25-50 pb. Ostatecznie główna stopa poszybowała o ćwierć pp. do poziomu 6,75 proc., lokując się najwyżej od 20 lat.

Najnowszy odczyt inflacji na poziomie 16,1 proc. raczej nie pozostawiał wątpliwości co do konieczności kolejnego ruchu RPP we wrześniu. Tym razem prognozy nie wybiegały poza zakres 25-50 pb. Przy obserwowanej dynamice drożyzny najbardziej zasadnym krokiem wydawać się mogła zwyżka stopy referencyjnej w wyższym wymiarze. Tym bardziej, że z samego gremium RPP docierają na rynek prognozy wzrostu inflacji w kilkumiesięcznej perspektywie do, bagatela, 20 proc. W przypadku materializacji podobnego scenariusza, zresztą dosyć prawdopodobnego w okolicznościach proinflacyjnych inicjatyw rządu, zakończenie cyklu na poziomie 7 proc. nie wydaje się niestety stuprocentowo pewne.

RPP decydując o kolejnych poziomach procesu windowania kosztu rodzimego pieniądza działa pod nieubłaganie rosnącą presją położenia pomiędzy przysłowiowym młotem a kowadłem. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl z jednej strony wymiar głównej stopy bliski 7 proc. wydaje się już nie do udźwignięcia bez pomocy państwa dla dziesiątków tysięcy kredytobiorców hipotecznych i groźny dla koniunktury gospodarczej, z drugiej natomiast niedostateczny do zwalczania rekordowej dynamiki wzrostu cen.

Przy obecnej wartości stopy referencyjnej, zakładając wzrost stawki WIBOR 3M do 7,3 proc. do końca września, dynamika rat kredytów mieszkaniowych w stosunku do okresu sprzed podwyżek przekracza już na dobre 100-proc. od jesieni ub. roku. Rata kredytu o wartości 300 tys. zł zaciągniętego na 30 lat z marżą równą 2 proc. wzrośnie już licząc od początku października ub. roku z poziomu 1141 zł do 2479 zł. Natomiast miesięczna spłata analogicznego zobowiązania w wysokości 600 tys. zł poszybuje z 2281 zł do 4958 zł, a więc już o 117 proc. Jednak zwyżka rat licząc od poprzedniego poziomu wyniesie w granicach kilkudziesięciu zł, nie powinna więc już drastycznie pogorszyć sytuacji zadłużonych pod hipotekę.

Tymczasem tradycyjnie już najbardziej efektownym skutkiem marszu stóp procentowych w górę jest koniunkturalna zapaść statystyk kredytów mieszkaniowych. Indeks BIK popytu na kredyty mieszkaniowe w sierpniu uległ załamaniu o 72,9 proc. w relacji rok do roku, natomiast wolumen wnioskujących o kredyt zniżkował o blisko 71 proc. do zaledwie 12,4 tys., czyli do absolutnie najniższego poziomu w monitorowanej przez BIK od 2007 roku historii.Tabela stopy procentowe

Może to oznaczać, że z kupna mieszkania rezygnują już nie tylko osoby pozbawione zdolności kredytowej wskutek wzrostu stóp, ale także ci, którzy zdolnością kredytową wciąż dysponują. Decyduje w tym przypadku narastająca niepewność o przyszłość, w tym obawa przed dalszą zwyżką kosztu rodzimego pieniądza, a także coraz częściej komunikowane prognozy spadku cen mieszkań.

Tymczasem z najnowszych danych serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl. wynika, że nadzieje na załamanie cen nowych mieszkań wciąż dalekie są od materializacji. W sierpniu umiarkowane wzrosty stawek ofertowych w relacji miesiąc do miesiąca zanotowano niemal na wszystkich głównych rynkach kraju, z wyjątkiem Warszawy, gdzie korekta wyniosła ułamek procenta.

Jednak sytuacja na rynku kredytowym coraz dotkliwiej uderza w sprzedaż mieszkań deweloperskich. Ostatni raport  BIG DATA RynekPierwotny.pl. informuje o sierpniowym wyniku sprzedaży nowych mieszkań w liczbie zaledwie 2,5 tys. lokali na siedmiu największych rynkach kraju. Oznacza to spadek rok do roku aż o 45 proc.

Taki stan rzeczy wymusza na deweloperach ograniczanie podaży nowych lokali. W efekcie w pięciu aglomeracjach na siedem monitorowanych liczba mieszkań wprowadzonych do oferty w sierpniu była wyraźnie mniejsza od wolumenu lokali

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Analiza informacji medialnych dla potrzeb biznesowych – wywiad gospodarczy

Amerykański wywiad zawsze doceniał informacje pochodzące ze źródeł otwartych. Według różnych danych od 80 do nawet 95 procent informacji wywiadowczych pozyskano z ogólnodostępnych źródeł.

Według byłego dyrektora amerykańskiej CIA R. Hillenkoettera[1], „80% informacji wywiadowczych pozyskuje się z takich konwencjonalnych źródeł, jak zagraniczne książki, czasopisma, recenzje naukowe i techniczne, zdjęcia, dane z analiz handlowych, gazet, audycji radiowych, a także z ogólnych informacji otrzymywanych od osób, które mają pojęcie o sprawach zagranicznych”. Potwierdzając opinię swego szefa Sherman Kent, amerykański historyk, pracujący w Centralnej Agencji Wywiadowczej, biorąc poprawkę na otwartość amerykańskiego społeczeństwa, podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej, stwierdzając, że do 95% informacji wywiadowczych pochodzi ze źródeł otwartych. Aby udowodnić swoją rację, Kent poprosił pięciu profesorów z Yale University o przygotowanie raportu o stanie sił zbrojnych USA, liczbie jednostek i formacji bojowych na poziomie nie niższym niż poziom dywizji, o potencjale sił morskich USA i ich lotnictwie bojowym (z opisami okrętów i samolotów), z wykorzystaniem wyłącznie ogólnodostępnych źródeł informacji. Prace trwały około trzech miesięcy. W rezultacie naukowcy przedstawili Kentowi kilkaset stron danych wraz z 30-stronicowym podsumowaniem. Ocena Kenta była następująca: 90% informacji zamieszczonych w raporcie naukowców odpowiadało prawdziwemu stanowi rzeczy. CIA natychmiast utajniła wyniki tych prac, nazwane później „Raportem z Yale”.

Praca zawodowych dziennikarzy pod wieloma względami jest zbliżona do pracy funkcjonariuszy służb specjalnych i można, a nawet należy ją maksymalnie wykorzystać podczas gromadzenia informacji dla potrzeb firmy, przedsiębiorstwa lub korporacji. Dziennikarza, który stale pisze o podobnych problemach, można z powodzeniem uznać za eksperta w danej dziedzinie. Ponadto prasa daje wyobrażenie o istniejącej sytuacji politycznej lub rynkowej, o wydarzeniach, które mogą wpłynąć na koniunkturę gospodarczą, przedstawiając te informacje nie tylko w ramach materiałów analitycznych i statystycznych, ale odwołując się nawet do słuchów, plotek i wrażeń, co pozwala łączyć suche fakty i liczby w spójny obraz na temat stanu rynku. Materiały medialne pozwalają również porównać, doprecyzować i uszczegółowić dane pozyskane z innych źródeł, a także wskazać nowe kierunki dla bieżącej pracy związanej z wyszukiwaniem informacji.

Wywiad gospodarczy przedsiębiorstwa może również ze środków masowej informacji pozyskiwać informacje, dotyczące szerokiego zakresu zagadnień gospodarczych i biznesowych. Niezbędnym pozostaje nie tylko prawidłowe zorganizowanie ich wyszukiwania, ale co nie mniej ważne, ich profesjonalna analiza.

Metodologia pracy z mediami

Planując pracę nad analitycznym opracowaniem informacji prasowych, przede wszystkim należy określić cel takiego opracowania, następnie poznać potrzeby informacyjne zleceniodawców (w tym samej komórki WG), a dopiero potem przystąpić do wyboru źródła informacji. Jest oczywiste, że dla przekształcenia przypadkowej informacji w zorientowany problemowo zbiór danych, należy wykorzystać celowe podejście do aktywnego postrzegania stale napływających strumieni informacyjnych.

Wbrew powszechnemu przekonaniu nie trzeba spędzać 24 godzin na dobę na czytaniu materiałów. W większości małych i średnich firm, aby to zrobić, wystarczy przeznaczyć na to pół godziny, ze swojego dziennego czasu pracy. Najważniejsze w tej pracy jest dobranie odpowiednich źródeł informacji, ich opracowanie, w oparciu o zasadę „słów kluczowych” i wreszcie umiejętne zorganizowanie sortowania, klasyfikacji i przechowywania już wyselekcjonowanych informacji. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku wyspecjalizowanych organizacji, które tworzą codzienne podsumowania z oceną wartości analizowanych problemów, przetwarzające zbiory danych zawierające wiele milionów słów.

Do jakościowej analizy przydatności określonego czasopisma dla potrzeb informacyjnych przedsiębiorstwa wystarczy przez określony czas wziąć „pod lupę” kilka jego numerów i sporządzić listę wszystkich opublikowanych tam artykułów, według nagłówków. Praca jest dość nudna i żmudna, ale z czasem się zwróci. Prowadzi ona do tego, że z całej, szerokiej oferty dostępnej na rynku mediów wybierany jest właśnie ten jego segment (te czasopisma), który najlepiej odpowiada naszym potrzebom informacyjnym.

Bardzo często dane w różnych źródłach wielokrotnie się powtarzają. Dlatego prosty wzrost liczby wykorzystywanych źródeł prowadzi jedynie do przeciążenia analityka, bez widocznych efektów poprawy jakości jego pracy. Sytuacja z nadmiarem szumu informacyjnego w przetwarzanych zbiorach danych jest znacznie bardziej niebezpieczna niż tzw. głód informacyjny. Pracując z konkretną publikacją, ze wszystkich problemów w niej odzwierciedlonych, należy wybierać tylko te, które odpowiadają naszym potrzebom informacyjnym, a w przyszłości zwracać uwagę tylko na nie.

W zasadzie proponowane są dwa zasadniczo różne, ale równie wartościowe, organizacyjne podejścia do pierwotnego przetwarzania materiałów medialnych: wykorzystanie własnych możliwości firmy i/lub wykorzystanie outsourcingu.

  1. Wykorzystanie własnych możliwości firmy

Wszystkie materiały medialne otrzymane przez podmiot gospodarczy, w tym informacje medialne pozyskiwane zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej mogą być przetwarzane przez osobę za to odpowiedzialną, a następnie zgodnie z opracowanym schematem działania, odpowiednio sortowane i przechowywane. Jeśli organizacja gospodarcza (firma) nie ma możliwości wydzielenia osobnego pracownika do pracy z prasą, pracownicy komórki wywiadu gospodarczego (WG) powinni rozpocząć dzień pracy od jej przestudiowania. Każdemu z nich przypisywane są do przestudiowania dwie lub trzy gazety centralne i/lub lokalne, a na porannym spotkaniu operacyjnym każdy pracownik tej komórki powinien dokonać krótkiego przeglądu najciekawszych publikacji prasowych z jego obszaru odpowiedzialności. W czasie tych swego rodzaju codziennych odpraw, dochodzi do wymiany poglądów, kładzione są akcenty na dokładne rozpracowanie sygnalizowanych w prasie, problemów. Każy pracownik komórki WG tworzy dla siebie przybliżony plan działań wywiadowczych, który będzie musiał realizować „w terenie”. W ciągu dnia, na spotkaniach ze swoimi źródłami, w rozmowach półoficjalnych lub nieformalnych, informacje medialne są doprecyzowywane i ponownie sprawdzane, zyskując niezbędną wiarygodność.

Ze względu na łatwość obróbki i przechowywania, materiały medialne powinny być gromadzone w formie elektronicznej. Gazety okręgowe i wielkonakładowe, które nie mają wersji elektronicznej, powinny być zeskanowane. Centralne i regionalne gazety i czasopisma, [2]posiadające własne strony internetowe, można za darmo pobrać z Internetu lub kupić stosunkowo niewielkim kosztem w redakcji wydawnictwa (dziś gazety, agencje informacyjne bardzo często mają oddziały, w których można uzyskać dossier na temat konkretnych firm, przedsiębiorstw lub ludzi na podstawie różnych wydarzeń i publikacji na ich temat).

Przechowywanie materiałów w formie elektronicznej ma pewne niuanse. Dane te można wprowadzać do bazy danych zintegrowanego banku danych przedsiębiorstwa, ale ze względu na złożoność i znaczne koszty czasowe, ma to znaczenie tylko w przypadku szczególnie istotnych zdarzeń. Zasadniczo do pracy z obszernymi niestrukturyzowanymi zbiorami danych wykorzystywane są programy do wyszukiwania pełnotekstowego[3]. Programy tej klasy są szeroko stosowane przez działy analityczne wywiadów i/lub przedsiębiorstw podczas pracy z dużymi ilościami informacji tekstowych i innych (elektroniczne kanały informacyjne, archiwa prasowe, artykuły, streszczenia, raporty).

  1. Wykorzystanie outsourcingu

Czasami zdarza się, że taniej jest zakupić ważne informacje medialne poprzez stronę internetową danego wydawnictwa, a pierwotną obróbkę materiałów medialnych przekazać podmiotom trzecim, niż wykonywać ją siłami własnych pracowników. W pierwotnym opracowaniu informacji prasowych znaczącą pomoc mogą zapewnić bibliotekarze, którzy stosunkowo tanio i dość profesjonalnie mogą monitorować potrzebne danej firmie publikacje, w tym zagraniczne.

W niedawnej przeszłości streszczenia prasowe były w większości przygotowywane w ramach tzw. pracy nakładczej (chałupniczej). Takie rozwiązanie organizacyjne znacznie odciążało personel operacyjny komórki WG, zwalniając go z monotonnej i niewymagających wysokich kwalifikacji pracy. Dostawa materiałów do osób rozpracowujących wskazane czasopisma, w przeszłości realizowana była za pomocą kurierów, nadzorowanych przez dyspozytora. Kurier realizował zadania stawiane przez dyspozytora czyli: odebranie gazet/czasopism, dostarczenia ich pod wskazane adresy, wyjaśnienie, co należy zrobić (jakie informacje pozyskać z opracowywanej gazety lub czasopisma), a po pewnym czasie odebranie opracowanych materiałów i dostarczenie ich do dyspozytora. Obecnie wszystkie te czynności realizowane są za pomocą Internetu.

Inną formą outsourcingowego gromadzenia i obróbki danych dla potrzeb wywiadu gospodarczego, w tym danych pochodzących z mediów, może być infobrokering. Infobrokering to kompleksowe usługi z zakresu pozyskiwania, selekcji oraz analizy informacji. Zgromadzone i poddane analizie dane przedstawiane są przez infobrokerów w profesjonalnych raportach oraz zestawieniach. Dzięki dobrej znajomości różnych źródeł danych oraz specjalistycznych technik ich wyszukiwania, specjaliści tej branży, potrafią szybko dotrzeć do pożądanych informacji. Infobroker jest pośrednikiem (information intermediary) pomiędzy zasobami informacyjnymi, a ludźmi i organizacjami, którzy informacji potrzebują. Swoje usługi oferuje odpłatnie i na zlecenie. Sprzedaje NIE informację (w sensie – wiadomość, treść) – ale usługę informacyjną.

Ocena uzyskanych materiałów medialnych i ich źródeł

Oceniając uzyskane medialne materiały informacyjne, przede wszystkim należy zwrócić uwagę na elementy związane z analizowaną problematyką, takie jak:

  • liczba publikacji pozytywnych i negatywnych w odniesieniu do danego podmiotu gospodarczego lub badanej tematyki (analiza treści);
  • krąg autorów i jeśli to możliwe, klientów, zainteresowanych danym podmiotem lub tematem;
  • stopień monopolizacji tego tematu;
  • istniejące relacje między reklamami konkurencji, a artykułami niestandardowymi w odniesieniu do konkretnego podmiotu gospodarczego lub tematu;
  • obecność zrównoważonej oceny problematyki, prezentowanej w badanych materiałach.

Analiza stworzonej na podstawie ww. elementów macierzy informacyjnej, pozwala ustalić charakter relacji pomiędzy następującymi głównymi elementami, charakteryzującymi źródło pochodzenia informacji:

  • nazwa źródła/źródeł informacji;
  • treść i charakter przekazu;
  • tożsamość dziennikarza/y, jego/ich koneksje i kontakty w kręgach biznesowych i politycznych.

Ważnym elementem związanym z pierwotnym przetwarzaniem materiałów medialnych jest ocena ich wiarygodności. W niektórych przypadkach do oceny rzetelności i weryfikacji informacji otrzymywanych z mediów wystarczy dysponować koincydencją semantyczną danych z obiektywnie niezależnych źródeł. Przy czym, „niezależność” źródeł ocenia się np. poprzez uzyskanie informacji o przynależności danego środka masowego przekazu do określonej grupy finansowo-przemysłowej. Jeżeli informacje są potwierdzone przez media należące do różnych, konkurujących ze sobą grup, to prawdopodobieństwo ich wiarygodności można ocenić, jako wysokie.

Obróbka analityczna materiałów prasowych

Z punktu widzenia wywiadu gospodarczego materiały drukowane, ale także publikowane w wersji elektronicznej, można podzielić na następujące kategorie: artykuły przeglądowe, zniesławiające, sponsorowane artykuły reklamowe oraz artykuły ujawniające tajemnice handlowe. Natomiast metodologia przetwarzania publikacji drukowanych wyróżnia następujące kategorie danych:

  • informacje podstawowe (do dalszego przetwarzania analitycznego);
  • bieżące informacje o faktach;
  • informacje subiektywno-oceniające, zawierające analizy, oceny i spostrzeżenia.

Naturalnie byłoby bardzo lekkomyślnym przyjmować bezkrytycznie wszystko to, o czym donosi prasa. W materiałach prasowych często znaleźć można wiele nieścisłości i błędów, popełnianych przez dziennikarzy niecelowo, wynikających np. z ich niewystarczającego przygotowania merytorycznego. Według badań przeprowadzonych przez francuskich analityków Ch. Hunta i V. Zartariana[4], tylko 4% francuskich dziennikarzy przyjętych do Centrum Informacji Dziennikarskiej było zawodowo zorientowanych w kwestiach ekonomiczno-finansowych, podczas gdy ponad 20% zamieszczanych w prasie materiałów dotyczyło właśnie tej tematyki.

Zaburzenie rzeczywistego obrazu sytuacji prezentowanej w publikacjach prasowych może nastąpić również z powodów związanych z osobistymi poglądami i przekonaniami politycznymi ich autorów, a także z preferencjami ich wydawnictw. Dlatego czytając artykuł należy przeanalizować nie tylko przedstawione w nim fakty, ale także zrozumieć i odczuć osobisty stosunek autora do przedstawionego problemu. W wielu przypadkach pomaga w tym, wspomniana przy okazji oceny wiarygodności informacji, wiedza na temat przynależności środków masowego przekazu do określonych grup finansowych i przemysłowych, chociaż linię wyznaczającą ich faktyczne zaangażowanie, przeprowadzić jest bardzo trudno.

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy dochodzi do wojny informacyjnej pomiędzy państwami lub grupami państw. Oczywiście nie są to powody do rezygnacji przez wywiad gospodarczy z prowadzenia pracy informacyjnej z wykorzystaniem mediów. Kiedy mamy wiele mediów, należących do różnych właścicieli, to możemy dysponować wieloma różnymi ocenami i interpretacjami tych samych zdarzeń i sytuacji, wynikających np. z różnych poglądów politycznych ich autorów. Pozwala to, na wypracowanie w miarę obiektywnych ocen i wniosków.

Działania dziennikarskie i działania wywiadu gospodarczego (związanego z konkurencyjnością, budowaniem wizerunku, prestiżu i rankingów firm) są ze sobą niezwykle ściśle związane. W żargonie zawodowym oba te rodzaje działań informacyjnych określa się mianem „działań aktywnych”. Jednak wywiad gospodarczy, korzystając z informacji dziennikarskich musi brać pod uwagę wyżej wymienione zniekształcenia rzeczywistego obrazu badanego obiektu lub tematu. Powinien również mieć na uwadze możliwość celowej dezinformacji, w trakcie toczącej się gry operacyjnej z konkurencją. Nawiasem mówiąc, jedną z najskuteczniejszych metod dezinformacji jest wspomniany już „szum informacyjny”. Technika ta polega na tym, że publikowana jest ogromna ilość wiadomości na dany temat, których po prostu nie da się posortować. Istnieją również techniki tworzenia i promowania w mediach specjalnych powodów (wydarzeń, sytuacji) informacyjnych, odwracających uwagę społeczną od rzeczywiście ważnych (lub kompromitujących) informacji. W żargonie operacyjnym nazywa się to „skierowaniem uwagi na podmiot bezużyteczny”.

Analiza treści publikacji medialnych

Literatura specjalistyczna podaje różne interpretacje terminu związanego z pojęciem analizy treści medialnych. Może to być np.: semantyka[5] statystyczna; technika obiektywnej ilościowej analizy treści przekazu; technika wyciągania wniosków poprzez obiektywną i systematyczną charakterystykę komunikatów.

W uproszczeniu analiza treści to dogłębna analiza tekstu, oparta na sformalizowanych metodach. Polega na wyróżnieniu w tekście pewnych kluczowych pojęć, kategorii lub innych jednostek semantycznych i następnie obliczeniu częstotliwości użycia tych jednostek, obliczeniu stosunku różnych elementów tekstu do siebie, a także do łącznej liczby informacji. Tak więc analiza treści odbywa się nie intuicyjnie, ale za pomocą metod, które zapewniają rzetelny i obiektywny wynik. Obiektywność analizy treści determinuje fakt, że każdy jej krok można wykonać tylko w oparciu o jednoznacznie sformułowane reguły i procedury. Dlatego w ramach weryfikacji analizy danego tekstu, możliwe jest powtórzenie tego samego badania przez innego analityka.

W humanistyce z reguły dość trudno dojść do konsensusu.  Możemy ankietować 50 ekspertów i od każdego uzyskać inną odpowiedź. Natomiast analiza treści jest stosunkowo dokładną techniką badawczą. Aby uzyskać jej pełniejszy opis, należy zauważyć, że w metodzie tej:

  • wszystkie dane statystyczne materiału werbalnego wykorzystuje się dla sformułowania wniosków o charakterze niewerbalnym, np. o cechach charakterystycznych obiektu badań, ważnych dla zleceniodawcy. W tym wypadku nie interesuje nas tekst, który stanowi jedynie swego rodzaju element pośredni dla wyciągnięcia ww. wniosków;
  • samo w sobie wyjaśnienie częstotliwości powtarzania przez dziennikarza, takiego czy innego słowa nie jest analizą treści. Analiza treści jest zawsze porównaniem dwóch potoków werbalnych. Np. porównanie artykułów z dwóch gazet jako dwóch potoków werbalnych. Możliwe jest również porównanie potoków werbalnego i niewerbalnego, (np. danych o liczbie urodzeń i informacji o dzieciach, bohaterach czasopism literackich), ale także porównanie potoku werbalnego z pewną normą (np. zestawienie częstotliwości używania konkretnego słowa w publikacjach danego dziennikarza, ze standardową częstotliwością stosowania tego słowa we współczesnym języku).

W analizie treści można wyróżnić następujące, najważniejsze etapy:

  • sformułowanie problemu, określenie programu badawczego;
  • określenie próby badawczej (to jest tej części tekstów, która wystarcza do analizy całego szeregu publikacji i zapewnia reprezentatywność próby);
  • zdefiniowanie ujednoliconej interpretacji semantycznej kluczowych pojęć badania;
  • opracowanie kodu, tj. wykazu cech tekstu spełniających zadanie opracowania. Są to tzw. jednostki (zmienne) analizy;
  • sporządzenie dokumentu roboczego, karty kodowej i instrukcji dla kodera (osoby, która będzie pracować z tekstem, ustali częstotliwość używania jednostek tekstowych);
  • przygotowanie budżetu badań;
  • komputerowe przetwarzanie danych;
  • prezentacja wyników badań.

Pełna analiza treści prasowych wymaga stosunkowo dużej ilości czasu i pieniędzy, dlatego często stosuje się tzw. metodę analizy ekspresowej. Opiera się ona na ilościowym wyliczeniu elementów treści tekstu (fakt, konflikt, argument, temat, uogólnienie), a także na uwzględnieniu jakościowych cech publikacji (przydatność do celu, treść informacyjna, trafność, dowody, konstruktywność). Podobnie jak w pełnej analizie treści, te cechy tekstu są kodowane, oznaczane pewną liczbą. Podczas pracy z teksem, analityk wyławia oznaczone elementy i je oznacza.

Analizę można przeprowadzić zarówno ręcznie, jak i za pomocą specjalnych programów komputerowych do analizy informacji tekstowych. W komputerowej wersji wystarczy zeskanować wydrukowany arkusz, rozpoznać skan i przetworzyć go za pomocą programu komputerowej analizy tekstu. Na wyjściu otrzymamy pełny „obraz” analizowanego materiału, ze wskazaniem na jego ukierunkowanie wraz z odpowiednim uzasadnieniem – komentarzem do ustaleń. Programy komputerowe są szczególnie przydatne przy przetwarzaniu dużych ilości informacji oraz podczas śledzenia dynamiki i trendów w publikowanych wiadomościach. Analizę treści uzupełniają w tym wypadku, zapisy dynamicznych zmian w treściach napływających informacji.

Analiza treści wykorzystywana jest w takich obszarach tematycznych, jak: badanie społecznych ocen niektórych wydarzeń, analiza propagandy i metod pracy dziennikarzy, badanie arsenału środków masowego przekazu, badania psychologiczne i psychoanalityczne.

Eksperci wyróżniają dwa kierunki analizy treści:

  • Ilościowa analiza treści interesuje się przede wszystkim częstotliwością występowania w tekście jego określonych cech charakterystycznych (elementów) zwanych też zmiennymi;
  • Jakościowa analiza treści pozwala na wyciągnięcie wniosków nawet na podstawie jednorazowej obecności lub braku określonej cechy treści.

Należy zauważyć, że mówiąc o analizie treści tekstów bardzo często zależy nam nie na samej charakterystyce treści, ale na stojącej za nią, rzeczywistości pozajęzykowej – cechach osobowych autora tekstu, realizowanych przez niego celach, cechach adresata tekstu, różnych wydarzeniach publicznych związanych z tekstem itp.

Warto również zauważyć, że w niektórych publikacjach sama częstotliwość występowania danego słowa lub kategorii słów niewiele mówi i nie pozwala na wyciągnięcie potrzebnych nam wniosków. Dużo bardziej pouczające są nie bezwzględne, ale względne częstotliwości występowania określonych słów, które są obliczane jako stosunek częstotliwości bezwzględnej do długości analizowanego tekstu. W zależności od tego jaka jest zmienna (przyjęta cecha charakterystyczna) tekstu, pod pojęciem długości tekstu może być rozumiana liczba zawartych w nim słów, liczba zdań, akapitów itp.

Jako realny przykład analizy tekstów, w tym wypadku politycznych, można przytoczyć analizę orędzi prezydenckich, które B. Clinton skierował do obywateli USA, w latach 1994 i 1995. Analizując te orędzia, zawierające od 7000 do 10 000 słów, utworzono specjalne kategorie słów związanych z gospodarką, budżetem państwa, edukacją, przestępczością, sprawami rodzinnymi, sprawami międzynarodowymi, pomocą społeczną itp. Na podstawie zmian, względnych częstotliwości występowania określonych kategorii słów, w tych wystąpieniach wyciągnięto wnioski dotyczące zmian w polityce państwa w różnych dziedzinach. Bo chociaż wszystkie ww. tematy znalazły odzwierciedlenie w obu orędziach, to w jednym z nich niektórym tematom poświęcono więcej uwagi, a w drugim mniej. Na przykład w komunikacie z 1995 r. więcej uwagi poświęcono edukacji, rodzinie, a mniej przestępczości, sprawom międzynarodowym i pomocy społecznej. Dało to podstawę do oceny priorytetów rządu USA.

W powyższym przykładzie wspomniano pojęcie kategorii. Kategoria może być zbiorem słów połączonych w określony sposób. Można powiedzieć, że pewne formacje pojęciowe są reprezentowane w analizie treści za pomocą kategorii. Tak więc w przypadku przekazów B. Clintona powstała kategoria GOSPODARKA, w której znalazły się słowa gospodarka, bezrobocie, inflacja. Kategoria RODZINA zawierała słowa dziecko, rodzina, rodzice, matka, ojciec. To właśnie uwzględnienie częstotliwości występowania kategorii, a nie poszczególnych słów, pozwala ocenić uwagę, jaką poświęca się określonym zagadnieniom w danym komunikacie. Oczywiście jakość wyników analizy treści w dużej mierze zależy od jakości zestawienia takich kategorii. Analiza treści tekstów z wykorzystaniem kategorii nazywana jest niekiedy analizą pojęciową.

Częstotliwości względne pozwalają porównać dwa lub więcej tekstów, ale czasem trzeba wyciągnąć wniosek na podstawie analizy tylko jednego tekstu. Wówczas badane są częstotliwości użycia określonej kategorii słów i jej odchylenie od normy właściwej dla współczesnego języka danego kraju. Za normę dla określonej kategorii słów, przyjmuje się względną częstotliwość używania słów tej kategorii przez przeciętnego native speakera danego języka (mogą w tym pomóc słowniki częstotliwości).

W analitycznym przetwarzaniu prasy stosuje się również tzw. metodę „okien faktów”. Podczas II wojny światowej była ona aktywnie wykorzystywana przez amerykański wywiad do badania niemieckiego przemysłu, poprzez dane z otwartych publikacji. Istota tej metody polega na wydobyciu z każdej konkretnej publikacji tylko niewątpliwych faktów, często zupełnie nieciekawych i błahych. Porównanie takich faktów może dać zupełnie nieoczekiwaną nową wiedzę. W latach 70. i 80. dwudziestego wieku metodę tę zastosowano do analizy rozwoju amerykańskiego przemysłu, w wyniku czego ukazała się bardzo ciekawa książka J. Nasbitta – Megatrends. Ten New Directions Transforming our Lives[6] opisująca dziesięć głównych trendów w rozwoju USA tamtych czasów. Trendy te, nie były widoczne gołym okiem, ale dla analityków prasy stały się dość oczywiste podczas przetwarzania tą techniką, oryginalnej tekstury[7]. Takie systematyczne podejście do analizy tekstów medialnych nazywane jest również metodą mozaikową.

Dziś gorącym czasem na zbieranie różnych otwartych informacji są kampanie wyborcze kandydatów do władz ustawodawczych i wykonawczych. Interesujące jest przeanalizowanie publikacji „za” i „przeciw” różnym kandydatom, co pozwala na ustalenie poparcia dla poszczególnych kandydatów. Dzięki wykwalifikowanemu gromadzeniu i komputerowemu przetwarzaniu informacji medialnych można budować bardzo ciekawe schematy przyszłych układów politycznych społecznych i gospodarczych. Szczególnie wyraźnie można prześledzić to w regionach, gdzie zagadnieniom legendy operacyjnej (maskowaniu rzeczywistych zamiarów) poświęca się znacznie mniej uwagi niż w centrum. Analiza treści publikacji przedwyborczych, pozwala ustalić wzajemne relacje między sztabami wyborczymi i listami partyjnymi i z góry zidentyfikować możliwe układy grup „wsparcia” dla konkretnego podmiotu gospodarczego we władzach ustawodawczych lub wykonawczych.

Autorzy: Robert Nogacki – Twórca Kancelarii Prawnej Skarbiec, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Źródła:

John Naisbitt, Megatrends: Ten New Directions Transforming Our Lives, Mass Market Paperback – August 16, 1988

  1. Hunt and V. Zartarian, Le renseignement strattgique au service de votre entreprise. Edition FISRT,
    Paris, 1990

Алекcандр Доронин, Бизнес-разведка — 2-е изд., перераб. и доп. — М.: Издательство «Ось-89», 2003. — 384 с. ISBN 5-86894-744-4

Rafał Surowy, Infobrokering, a wywiad gospodarczy, Gazeta Finansowa nr 41/2011,

[1] Roscoe Henry Hillenkoetter – amerykański wojskowy, wiceadmirał United States Navy, pierwszy dyrektor Centrali Wywiadu po przekształceniu Centralnej Grupy Wywiadu w Centralną Agencję Wywiadowczą, stanowisko sprawował od 1 maja 1947 do 7 października 1951

[2] Dane nieustrukturyzowane to m.in. teksty pisane, zawartość pola tekstowego w wiadomościach mailowych, zawartość platform społecznościowych, pliki obrazów oraz wideo, dane z czujników i wszystkie inne dane złożone. Ww. rodzaje danych mogą być generowane zarówno przez ludzi, jak i maszyny.

Z kolei dane ustrukturyzowane – to dane generowane w systemie zarządzania relacyjnymi bazami danych (ang. relational database management system – RDBMS). Do danych ustrukturyzowanych zaliczamy m. in. transakcje sprzedaży, rejestracja aktywności bankomatu, rezerwacje lotów, czy zbiory nazwisk i numerów telefonów.

[3] Wyszukiwanie pełnotekstowe (ang. full-text search) – umożliwia sprawne i wydajne przeszukiwanie zbiorów danych według kryteriów określonych przez użytkownika uwzględniającego odmianę wyrazów, błędy ortograficzne, synonimy oraz zwracanie dokumentów według założonej z góry ich oceny.

[4] C. Hunt and V. Zartarian. Le renseignement strattgique au service de votre entreprise. Edition FISRT,
Paris, 1990

[5]semantyka – tu: dział językoznawstwa zajmujący się znaczeniem słów, zwrotów, zdań i tekstów.

[6] John Naisbitt, Megatrends: Ten New Directions Transforming Our Lives, Mass Market Paperback – August 16, 1988

[7] tekstura – budowa wewnętrzna czegoś, rozpatrywana pod względem charakterystyki i sposobu ułożenia składników, tu. tekstu publikacji

W drugim kwartale średni wzrost cen mieszkań wyniósł 11,7%.

Firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global Residential Cities Index – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 150 miastach na świecie. Drugi kwartał został zamknięty średnim wzrostem cen o 11,7%. Spodziewane przez rynek wyhamowanie dynamiki wzrostu cen jeszcze nie nastąpiło.Global Residential Cities Index – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 150 miastach na świecie

Najważniejsze wnioski:

  • Ceny nieruchomości w największych miastach świata na koniec II kwartału 2022 roku wzrosły w ujęciu r/r o 11,7%. Na koniec I kwartału 2022 roku było to 11,5%.
  • 138 spośród badanych 150 miast odnotowało wzrost cen w ujęciu r/r.
  • 66 miast odnotowało dwucyfrowy wzrost cen w ujęciu r/r.
  • Ceny warszawskich nieruchomości wzrosły o 9,4%, co plasuje Warszawę na 72. miejscu.
  • Tureckie miasta są na podium zestawienia: Stambuł (+184,9%), Ankara (+165,4%), Izmir (+150,9%). Wynika to z wysokiej inflacji, która w sierpniu wyniosła 80,2% oraz niskiej podaży, której przyczyną są wysokie ceny materiałów budowlanych.
  • Pomimo prognoz ekspertów dotyczących możliwej recesji w gospodarce, rosnących cen energii oraz rosnących stóp procentowych tylko 12 miast z zestawienia odnotowało spadek cen – Florencja, Włochy (-0,3%); Kuala Lumpur, Malezja (-1,3%); Wenecja, Włochy (-1,8%); Auckland, Nowa Zelandia (-1,9%); Genua, Włochy (-1,9%); Lima, Peru (-2,1%); Hong Kong SAR, Chiny (-2,4%); Tianjin, Chiny (-2,5%); Wuhan, Chiny (-2,9%); Zhengzhou, Chiny (-3,5%); Rabat, Maroko (-3,9%), Wellington, Nowa Zelandia (-12,2%).

Czy CD Projekt znów rozbudził nadzieje?

Brak złych informacji jest dobrą informacją. Tak pokrótce można podsumować dzisiejszy rajd na północ na akcjach spółki CD Projekt po publikacji wyników za Q2 2022r., które są 11% powyżej oczekiwań rynku na poziomie EBITDA oraz 18,8% na poziomie zysku netto. Mimo tego kurs w najlepsze szoruje po dnie wyznaczonym przez notowania z sierpnia 2017 roku. Co musi się wydarzyć, by doszło do trwałej zmiany sentymentu na akcjach CD Projektu?

Zaprzęg Mikołaja w 2022r. pociągnie Biały Wilk

W tym roku nie mamy co liczyć na większe wydarzenia  w pipelinie produktowym CD Projektu. Fani przygód Białego Wilka (oraz inwestorzy grający pod krótkie, techniczne czysto emocjonalne wybicia w górę na akcjach spółki) mogą się ucieszyć na wieść, że w czwartym kwartale tego roku będzie miał miejsce debiut gry “Wiedźmin 3 Dziki Gon Edycja Kompletna”, która ma zawierać dodatki związane z serialem Netflixa i zostać ulepszona do nowej generacji konsol. Zdaje się, że nie należy spodziewać się znaczącego wzrostu sprzedaży gry w związku z powyższym wydarzeniem, niemniej jednak może ono stanowić potencjalny krótkoterminowy trigger wzrostowy związany z nadziejami na pozytywne zaskoczenie. I rajd Świętego Mikołaja, którego zaprzęg tym razem może pociągnie nie Rudolf, ale Biały Wilk. Jeśli nie fundamentalnie, to przynajmniej PR-owo.

Cyberpunk 2077 z tylko jednym dodatkiem

Pomimo licznych domysłów, spekulacji i prognoz CD Projekt na swoim oficjalnym koniec IR na Twitterze potwierdził, że Cyberpunk otrzyma jedno płatne rozszerzenie o nazwie Phantom Liberty (Widmo Wolności). Potencjalnym triggerem wzrostowym może być gra pod jego premierę zaplanowaną na 2023r., jednak tu również zdaje się że nie należy się spodziewać fundamentalnego przełomu w wynikach. Warto przypomnieć, że w przypadku gier będących sprzedażowymi hitami ok 30% graczy decyduje się na zakup dodatków.

Nie patche i dodatki, a Netflix uratuje sprzedaż Cyberpunka?

Biorąc pod uwagę kontrowersje związane z premierą Cyberpunka, stosunkowo niską sprzedażą oraz relatywnie niskimi ocenami graczy wersji na konsole nowej generacji (7.0/10 według portalu Metacritic dla PS5 i Xbox Series X), powolne wycofywanie się z dalszego rozwijania Cybeprunk 2077 na rzecz bardziej rokujących projektów zdaje się być rozsądną decyzją. Równocześnie spółka zapowiedziała rozpoczęcie prac nad dwoma projektami klasy AAA. Czy jednym z nich będzie Cyberpunk 2? Nie można tego wykluczyć, jednak na razie pozostaje to w sferze spekulacji. 13 września odbędzie się premiera Netflixowego serialu anime Cyberpunk: EDGERUNNERS. Mając w pamięci wpływ, jaki na sprzedaż gry Wiedźmin miała premiera serialu na Netflixie o tym samym tytule, istnieje szansa, że rynek będzie grał pod “podobne story”. Należy jednak pamiętać, jaki jest rozdźwięk pomiędzy ocenami graczy na portalu Metacritic w odniesieniu do Cyberpunka i Wiedźmina 3. Wersje na PC zebrały oceny odpowiednio 7.0 i 9.1 w 10-cio punktowej skali. Dynamika sprzedaży Wiedźmina 3 i Cyberpunka to również wielkość zupełnie nieporównywalna. W efekcie potencjalny wpływ serialu EDGERUNNERS na sprzedaż Cyberpunka też wydaje się być mniejszy, niemniej jednak rynek aktualnie jest wyczulony na jakiekolwiek pozytywne informacje dot. CD Projektu, więc można się liczyć z krótkim odreagowaniem technicznym.

(Wild) Hunt or be hunted

W kwestii rynku M&A, zarząd zapowiedział, że w ramach aktualizacji strategii grupy zamierza zwiększyć aktywność na rynku fuzji i przejęć, jednak to pogłoski (mniej lub bardziej sprawdzone) o potencjalnych przejęciach na globalnym rynku gamingowym (Tencent – Ubisoft czy Amazon – Electronic Arts) zdają się najbardziej rozgrzewać nadzieje inwestorów na pojawienie się na naszym rynku zagranicznego Deus ex Machina, który doprowadziłby do rozwiązania akcji w tym gamingowym teatrze, który rozgrywa się na GPW, a który zdaniem zniecierpliwionych rozwojem sytuacji inwestorów trwa już nieco za długo.

Cała nadzieja w najnowszym Wiedźminie, który ma być pierwszą częścią zupełnie nowej sagi. Jest szansa, że jej bohaterem nie będzie już Biały Wilk, ale zupełnie nowa postać, która w 2025/2026 roku może i nie wjedzie już na Płotce, ale na Unreal Engine 5. A to całkiem dobrze rokuje.

Autor: Maciej Kietliński – CIIA, DI, MPW, Ekspert Rynku Akcji XTB

Koniec podwyżek stóp procentowych coraz mniej realny

Grozi nam trwale wysoka inflacja. RPP podniosła stopy o 25 bp zgodnie z oczekiwaniami rynku. Teraz istotne będzie to, czy Rada pozostawi sobie możliwość wydłużenia cyklu podwyżek.

Wrześniowa podwyżka o skromne 25 pb, była zgodna także z zaskakującą jak na prezesa banku centralnego „prywatną” wypowiedzią prof. A.Glapińskiego udzieloną przypadkowej osobie na sopockim molo. Stopa referencyjna w Polsce wynosi obecnie 6,75 %, niemal 2,5-raza więcej od stopy referencyjnej w USA, gdzie Fed rozpoczął cykl zacieśniania dużo później. Mimo szybkiego na tle innych banków rozpoczęcia cyklu RPP, wzrost inflacji w Polsce napędzają rosnące ceny opału oraz potencjalnie również interwencyjna, wynikająca z problemów rynkowych, a także pro inflacyjna polityka fiskalna rządu, która nie pomaga studzić popytu i podsyca ryzyko ciężkiej do okiełznania, trwałej i wysokiej inflacji. Co jest pesymistyczne, indeks wyprzedzający koniunktury gospodarczej spadł poniżej 41% (gdy 50% to odczyt neutralny) i jest to trzeci z najniższych odczytów w kilkunastoletniej historii tego indeksu.

– Przewidywałem, że podwyżka wyniesie 25 pb, choć jednak chciałem, aby była to zmiana o 50 pb, ponieważ RPP powinna zmierzać do osiągnięcia celu inflacyjnego, który przecież nadal wynosi 2,5% (+/- 1%) – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Bank centralny ma poważny zgrzyt jak pogodzić sytuację, gdy wysoka inflacja uderza po kieszeniach obywateli i przedsiębiorców, a jednocześnie oczekiwania inflacyjne są nadal bardzo wysokie.

Wysokie oczekiwania inflacyjne mogą okazać się istotniejsze od najnowszych odczytów inflacji, ponieważ oznaczają, że nie tylko spodziewamy się dalszego wzrostu cen, ale jednocześnie jako kupujący będziemy ten wzrost akceptować, obniżka popytu okaże się niewielka, presja na wzrost wynagrodzeń będzie bardzo duża i przed nami kontynuacja wyścigu o to, czy wyższy będzie wzrost płac, czy wzrost cen. Skalę problemu będą zwiększać różne realizowane przedwyborcze finansowe obietnice rządu.

Pomimo rekordowego sierpniowego odczytu 16,1% inflacji w Polsce, przewyższającego konsensu analityków, RPP potencjalnie może mieć coraz mniej miejsca do dalszego zacieśniania w obliczu zwalniającego przemysłu i konsumpcji w Polsce oraz ryzyka zewnętrznego w postaci cen energii. Dlatego rynki nie oceniają obecnie kolejnych dużych podwyżek jako prawdopodobnych, choć RPP w komunikacie po decyzji zaznaczyła że kolejne podwyżki zależeć będą od odczytów z gospodarki, co teoretycznie implikuje możliwość kolejnego, jastrzębiego zwrotu.

– Jeżeli wysokie oczekiwania inflacyjne utrwalą się, to trzeba będzie podnosić stopy procentowe i ku temu zmierzamy, bo bardzo niefortunną decyzją były już wakacje kredytowe dla wszystkich, które zwiększają popyt w okresie przegrzania gospodarki – komentuje ekspert XTB. – To jedna z tych decyzji, która zwiększa ryzyko, że bardzo wysoka inflacja utrwali się i RPP będzie musiała działać zgodnie z prawem, a jest zobowiązana do stabilizowania cen.

Wobec rządowych transferów socjalnych, które teoretycznie mają łagodzić skutki inflacji, pytanie o dalsze podwyżki stóp procentowych nie traci na aktualności, choć na molo w Sopocie prezes NBP sugerował już tylko jedną podwyżkę.

Znaleźliśmy się w sytuacji, gdy kolejne podwyżki stóp procentowych coraz bardziej stają się nieuniknione, a wyobrażenie, że podwyżka w październiku będzie ostatnia – coraz bardziej nierealne.

– Co najmniej w swych komunikatach z rynkiem RPP nie powinna zamykać drzwi przed wydłużeniem cyklu podwyżek stóp procentowych – ocenie dr Przemysław Kwiecień.

W optymistycznym scenariuszu obniżki stóp procentowych przed nami, ale w IV kwartale… przyszłego roku, chyba że zaistnieją jakieś wyjątkowe okoliczności i inflacja zacznie wcześniej spadać, na razie nie ma jednak powodów do takich prognoz.

PFR TFI: Polscy przedsiębiorcy mają apetyt na ekspansję zagraniczną

Podczas drugiego dnia XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu, w Strefie PFR odbyła się debata „Wielka wyprzedaż na międzynarodowych rynkach – czy warto teraz rozwijać biznes za granicą? Między strategią a poszukiwaniem okazji inwestycyjnych”. Jej uczestnicy przyjrzeli się możliwościom ekspansji zagranicznej w sytuacji zwiększonej niepewności gospodarczej. Rozmawiali także o tym, jak przygotować firmę do rozwoju międzynarodowego, na jakich rynkach szukać okazji inwestycyjnych, a także jakie trendy i czynniki wziąć pod uwagę podczas planowania ekspansji zagranicznej. 

Przedsiębiorcy gotowi na ekspansję

Mimo dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości i niepewnych czasów przedsiębiorstwa stale wykazują zainteresowanie rozwojem poza granicami kraju.

– Tak naprawdę tylko podczas pierwszej fali pandemii, , odnotowaliśmy spadek liczby analizowanych projektów, jednak już końcówka 2020 roku przyniosła odbicie. W tym momencie zainteresowanie współpracą z Funduszem Ekspansji Zagranicznej wróciło do poziomu sprzed wybuchu pandemii – wyjaśnia Piotr Kuba, członek zarządu ds. inwestycyjnych w PFR TFI, które zarządza funduszem.

Strategia na lata

W tej chwili przedsiębiorcy funkcjonują w okresie dużej niepewności, na którą składa się wiele czynników, takich jak m.in. otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne. Niemniej jednak należy pamiętać, że ta sytuacja jest jednocześnie źródłem interesujących okazji inwestycyjnych związanych m.in. z niższymi wycenami przedsiębiorstw.

– Mimo trudnych czasów, na które często zwracają uwagę przedsiębiorcy, pamiętajmy, że ekspansja zagraniczna stanowi element długoterminowej strategii firmy, dlatego patrzymy na nią w dłuższej perspektywie. Inwestycja w zagraniczną firmę jest więc zakupem na dekady, zaś trwający kryzys to krótkotrwałe turbulencje i ryzyka z nim związane powinny zostać zmitygowane w perspektywie dwóch lat – podkreślał Piotr Kuba.

Przełamywać bariery

W tej chwili przedsiębiorcy funkcjonują w okresie dużej niepewności, na którą składa się wiele czynników, takich jak m.in. otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne. Niemniej jednak ta sytuacja może być źródłem interesujących okazji inwestycyjnych, wyceny wielu przedsiębiorstw mogących być celem zagranicznych akwizycji są relatywnie niższe.

Marek Moczulski, prezes zarządu Unitop, podkreślał  potrzeby przedsiębiorców, którzy myślą o ekspansji. Jego zdaniem kluczowe znaczenie dla rozwoju międzynarodowego przedsiębiorstw mają jasne reguły, dostęp do finansowania oraz szybkość działania. Jednocześnie zaznaczył, jak istotne znaczenie dla powodzenia ekspansji zagranicznej ma strategia i jasno sprecyzowany cel takiej inwestycji, co wymaga długofalowego planowania, odwagi, a także zbudowania kompetencji w obszarze biznesu międzynarodowego.

Zdaniem panelistów trudne czasy powinny skłaniać przedsiębiorców do skorzystania z instrumentów, które pozwalają zmitygować część ryzyk i w ten sposób pomagają w przełamywaniu barier, na które napotykają na pewnym etapie rozwoju. Takim instrumentem jest Fundusz Ekspansji Zagranicznej, który współfinansując inwestycje zagraniczne polskich firm, przyjmuje na siebie część ryzyka związanego z ekspansją. W ten sposób pomaga umożliwia realizację projektów, które zwiększają wartość polskich firm.

Katarzyna Kowalska, wiceprezes zarządu KUKE, dodała, że jeśli ekspansja zagraniczna jest częścią strategii, dużo łatwiej jest wykorzystywać pojawiające się okazje inwestycyjne, ponieważ długoterminowo pozwala to z jednej strony znacznie mitygować ryzyka niestabilności gospodarczej, a z drugiej rozwijać się  na arenie międzynarodowej. Kluczem jest stabilna pozycja w Polsce i plan na to, co firma chce osiągnąć za granicą. Silna pozycja kapitałowa na rynku macierzystym zapewnia środki i zasoby do tego, aby pójść o krok dalej i rozpocząć ekspansję zagraniczną. Dlatego KUKE w ramach systemu wsparcia eksportu zabezpiecza finansowanie inwestycji już w Polsce, aby umożliwić ekspansję zagraniczną. Dzięki naszym gwarancjom banki mogą np. wielokrotnie zwiększyć skalę kredytowania swoich klientów.

Jest miejsce dla ekspansji

Dla wielu przedsiębiorców punktem wyjścia do planowania rozwoju poza rynkiem macierzystym jest identyfikacja atrakcyjnych kierunków ekspansji, które oferują korzystne warunki rozwoju dla oferowanych produktów, a te różnią się w zależności od sektora, w którym działa inwestor.

– Jak wynika z raportów dotyczących globalnego rynku bezpośrednich inwestycji zagranicznych, trzy najbardziej perspektywiczne sektory dla ekspansji zagranicznej to branża IT, sektor związany z szeroko rozumianą transformacją energetyczną oraz logistyka. Niemniej jednak z naszych obserwacji mogę zdecydowanie powiedzieć, że w każdej branży jest miejsce na to, aby realizować transakcje zagraniczne. Firmy niezależnie od sektora, w którym działają,  mogą postawić na rozwój na arenie międzynarodowej – zaznaczył Piotr Kuba.

O atrakcyjności inwestycyjnej poszczególnych krajów decyduje wiele czynników. Przedsiębiorcy, którzy poszukują nowych rynków, zazwyczaj zwracają uwagę m.in. na ogólną kondycję gospodarczą kraju, przyjazne regulacje prawne i podatkowe, ulgi i zachęty fiskalne dla przedsiębiorców, relacje ekonomiczne z innymi krajami czy wreszcie wielkość rynku i dostęp do wykwalifikowanej kadry.

– Jako PwC Polska wspólnie z PFR TFI i we współpracy z KUKE, opublikowaliśmy raport „Polskie inwestycje zagraniczne – nowe trendy i kierunki. Jak pandemia zmieniła rynek BIZ?”, w którym przedstawiliśmy ranking atrakcyjnych, choć nieoczywistych kierunków ekspansji zagranicznej dla polskich firm. Naszą główną intencją było zwrócenie uwagi przedsiębiorców na to, jakie kraje warto wziąć pod uwagę, myśląc o ekspansji. Na pierwszym miejscu w naszym rankingu znalazły się Indie, a następnie takie kraje jak Finlandia, Estonia, Izrael oraz Chile. Oczywiście decyzja o wyborze kierunku jest zawsze bardzo indywidualna, dlatego raport obejmuje także rankingi sektorowe – wyjaśnił Dionizy Smoleń, Partner PwC Polska.

Uczestnikami debaty, zorganizowanej przez PFR TFI, byli Piotr Kuba, członek zarządu ds. inwestycyjnych w PFR TFI, Katarzyna Kowalska, wiceprezes zarządu KUKE, Dionizy Smoleń, partner PwC Polska oraz Marek Moczulski, prezes zarządu Unitop. Panel dyskusyjny moderował Łukasz Korycki, Zastępca Redaktora Naczelnego Pulsu Biznesu.

Są szanse na cięcia stóp procentowych

Dokładnie tak jak mówi tytuł tego artykułu – prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział, że widzi szanse na obniżki stóp procentowych w przyszłym roku, jeśli będą temu sprzyjać okoliczności. Oczywiście, profesor Glapiński wskazał, że wciąż znajdujemy się w cyklu podwyżek i decyzje będą zależeć od publikacji danych, głównie inflacyjnych. Zdaniem szefa NBP na najbliższym posiedzeniu dyskutowane będą dwa scenariusze: podwyżka o 25 punktów bazowych oraz utrzymanie stóp bez zmian.

Jednocześnie warto wspomnieć, że zdaniem NBP szczyt inflacji miał nastąpić w sierpniu. Faktycznie nowy lokalny rekord inflacji powyżej 16% i spadek cen energii i ropy we wrześniu sugeruje, że inflacja może osłabić się od tego momentu. W takim wypadku możliwe jest, że Rada Polityki Pieniężnej nie zdecyduje się na podwyżkę w październiku. Jeśli jednak inflacja pozostanie na niezmienionym poziomie lub wzrośnie jeszcze mocniej, najprawdopodobniej stopy sięgną 7% i będzie to szczyt obecnych podwyżek.

Zdecydowanie ciekawsze wydają się być jednak słowa dotyczące potencjalnych obniżek. Zdaniem prezesa taki scenariusz jest możliwy i będzie on w dużej mierze zależał od rządu, jak podejdzie do cen regulowanych energii. Jego zdaniem, jeśli ceny regulowane nie wzrosną i znajdą się pieniądze na dopłaty, inflacja mogłaby być zredukowana dodatkowo o 7 punktów procentowych, co stworzyłoby podstawy do obniżek stóp procentowych. Takie obniżki mogłyby mieć miejsce w IV kwartale przyszłego roku lub wcześniej, jeśli inflacja zaliczyłaby bardzo mocne spadki. W najlepszym scenariuszu szef NBP zakłada, że stopy mogłyby spaść nawet do zakresu 4-4,75%! Wydaje się jednak, że scenariusz braku podwyżek cen prądu jest praktycznie niemożliwy, dlatego warunki do obniżki stóp procentowych mogą być trudne do osiągnięcia. Co ciekawe złoty ostatecznie umocnił się po konferencji prasowej NBP, w szczególności do euro.

Warto wskazać, że w momencie, gdy RPP wygasza cykl podwyżek, EBC się dopiero rozkręca. Bank podniósł stopy o rekordowe 75 punktów bazowych i choć nadal zamierza reinwestować odsetki od zakupionych obligacji, wskazuje na konieczność dalszych podwyżek (zakłada jeszcze od 2 do 5 ruchów). Christine Lagarde twierdzi, że Bank jest daleko od stopy, która mogłaby sprowadzić inflację do celu, a to stwierdzenie bliskie komunikacji Fed i jakże obce niedawnej jeszcze retoryce EBC. Mimo to kurs EURUSD pozostaje poniżej parytetu i może być pod presją do czasu zmniejszenia napięć na europejskich rynkach energii.

Autor: Michał Stajniak, starszy analityk XTB

Corning otwiera w Polsce zakład produkcji światłowodów. Nowa fabryka jest jedną z największych w UE

Corning Incorporated (NYSE: GLW) oficjalnie otworzył dziś, zlokalizowany w Mszczonowie, nowy zakład produkcji włókien światłowodowych, który pozwoli zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na szybkie połączenia sieciowe na terenie Unii Europejskiej i w sąsiadujących z nią regionach.

Należący do największych zakładów produkujących światłowowdy w Unii Europejskiej obiekt, to najnowsza z serii globalnych inwestycji Corning w produkcję światłowodów i kabli, o łącznej wartości ponad 500 milionów dolarów od 2020 roku, powstałych w odpowiedzi na rosnący popyt i duże zobowiązania wobec klientów.

Operatorzy sieci w Europie inwestują w rozbudowę sieci szerokopasmowych, aby zapewnić szybkie połączenia coraz większej liczbie osób i społeczności. Inicjatywy te, wraz z inwestycjami w sieć 5G i centra danych w chmurze, sygnalizują wczesną fazę dużej, wieloletniej fali wzrostu dla sieci opartych na włóknach światłowodowych, o praktycznie nieograniczonej przepustowości. Jako wynalazca niskostratnych włókien optycznych i światowy lider w pasywnej komunikacji optycznej, Corning ma więc wyjątkowe możliwości, aby wspierać rozbudowę tych sieci.

Nowy zakład produkcyjny Corning w Mszczonowie będzie miał uprzywilejowany dostęp do talentów dzięki wykwalifikowanej sile roboczej i szkoleniom technicznym, które są dostępne w okolicach Warszawy. Łącznie z 250 pracownikami nowego zakładu liczba osób zatrudnianych przez Corning w Polsce przekroczyła 3000. Bieżąca inwestycja jest owocem 20-letniej historii udanej produkcji Corning w tym regionie Europy, a zarazem jej rozszerzeniem, jako że Corning już od dłuższego czasu produkuje kable światłowodowe i komponenty łączności w swoim kampusie w pobliskim Strykowie.

„Składamy firmie Corning gratulacje z okazji otwarcia tego zaawansowanego zakładu produkcji włókien światłowodowych, które stanowią kręgosłup Internetu” – powiedział Józef Kurek, burmistrz Mszczonowa. „Dzięki światłowodom, które Corning będzie produkował w Mszczonowie, szybkie połączenia dotrą do większej liczby osób i większej liczby społeczności w Europie. Cieszymy się, że wprowadzając swoje innowacje w życie, Corning jeszcze raz postawił na utalentowanych pracowników naszego regionu.”

Corning rozszerza również zdolności produkcyjne w Stanach Zjednoczonych, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na połączenia szerokopasmowe w Ameryce Północnej. W sierpniu koncern ogłosił, że otworzy zakład produkcji kabli światłowodowych koło Phoenix w stanie Arizona. Rozbudowa zakładu produkcji przewodów w Karolinie Północnej, która została ogłoszona w zeszłym roku obecnie nabiera tempa. Poprzez dodanie nowych możliwości produkcji włókien optycznych w Polsce, Corning będzie w stanie zwiększyć dostawy i produkcję ze źródeł lokalnych, aby obsłużyć globalne rynki i zaspokoić rosnący popyt.

„Corning pragnie rozszerzyć swoją działalność w zakresie produkcji włókien światłowodowych w Europie, gdzie nasi klienci przyspieszają swoje inwestycje w sieci przyszłości” – powiedział prezes i dyrektor generalny Corning, Wendell P. Weeks. „Od sieci szerokopasmowych, przez 5G, po chmury obliczeniowe, wszystkie sieci jutra zależą od światłowodów. Nowy zakład w Mszczonowie umożliwi nam skutecznie obsługiwanie naszych klientów w Europie i poza nią, w okresie rekordowego popytu. Doceniamy wsparcie, jakie uzyskaliśmy ze strony władz państwowych i lokalnych oraz poświęcenie i zaangażowanie naszych wykwalifikowanych pracowników.”

Zielona transformacja w transporcie drogowym – czy Polska jest na nią gotowa?

Zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych w sektorze samochodów dostawczych o 55 % do 2030 roku i zakończenie 2035 z zerową emisją GHG – takie cele stawia przed transportem drogowym pakiet reform Fit for 55, dążący do radykalnych zmian w zakresie polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Zmiany to konieczność, ale czy branża TSL będzie w stanie sprostać tak wyśrubowanym wymaganiom? Na to pytanie odpowiada Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny w TC Kancelaria Prawna.

Pakiet Fit for 55 to zestaw aktów prawnych stworzony przez Komisję Europejską, których celem jest osiągniecie przejściowego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych na poziomie 55 % do 2030 roku. Oznacza to zmianę prawa we wszystkich sektorach gospodarki emitujących CO2, obejmującą reformę aktualnego systemu handlu emisjami. Jedną z kluczowych jest objęcie uprawnieniami do emisji CO2 nowych sektorów gospodarki, w tym transportu lądowego, dla którego stworzono odrębny system handlu – ETS 2. Co istotne, w tym systemie nie będzie certyfikatów darmowych, a jedynie odpłatne. Konsekwencje są oczywiste – „brudny” transport stanie się jeszcze droższy, co ma zmobilizować sektor do proekologicznych zmian.

Niechlubny lider w dziedzinie zanieczyszczeń

Decyzja o objęciu kolejnych gałęzi transportu regulacjami pakietu Fit for 55 nie dziwi. Zgodnie z danymi przytaczanymi przez Parlament Europejski, transport jest jedynym sektorem, który zwiększył emisję gazów cieplarnianych w ciągu ostatnich trzydziestu lat, i to o ponad jedną trzecią. Ogółem odpowiada on za ok. 1/4 całkowitej emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej, z czego – według wyliczeń Europejskiej Agencji Środowiska za rok 2019 – ponad 70% przypada na transport drogowy. Dla porównania transport lotniczy, już objęty systemem ETS, w tym samym okresie odpowiadał za 13,4 proc. ogółu emisji, natomiast kolejowy wygenerował zaledwie 0,4 proc.

Kiedy więc zmiany wejdą w życie? Ich ostateczny kształt teraz jest w rękach państw członkowskich wspólnoty, które muszą je zaakceptować:

– Parlament Europejski wsparł zawarte w pakiecie cele, co otwiera pole do negocjacji jego zapisów z krajami UE, które mają potrwać do 2024 roku. Można więc liczyć na modyfikacje założeń nowych przepisów, ale zmiany są nieuchronne – mówi Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny w TC Kancelaria Prawna i dodaje – Z niecierpliwością czekamy też na dalsze informacje dotyczące funkcjonowania systemu ETS 2 i jego realnych konsekwencji dla branży TSL. A czasu jest niewiele – zgodnie z przewidywaniami, nowy system handlu emisjami ma wejść w życie 1 stycznia 2025 roku.

Marząc o BEV-ie

Czy całkowite przekształcenie flot ze spalinowych na bardziej przyjazne środowisku jest możliwe do 2035 roku? Na tę chwilę ten cel wydaje się trudno osiągalny w Polsce, z kilku przyczyn. Pierwszą jest fakt, że auta zasilane paliwami alternatywnymi to wciąż nisza – ich udział w krajowym rynku motoryzacyjnym nie przekracza 2 proc., z czego większość stanowią samochody osobowe. Jak podaje Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, w 2021 roku po polskich drogach jeździło zaledwie 1800 elektrycznych aut ciężarowych, w stosunku do ponad 40 tys. osobowych.

Wyzwaniem nadal pozostają zasięgi aut elektrycznych, choć sytuacja z roku na rok się poprawia. Jeszcze w 2017 roku samochód z napędem BEV (czyli w pełni elektryczny) był w stanie przejechać maksymalnie 280 km na jednym ładowaniu, obecnie – nawet ponad 500 km, a ten wynik z pewnością będzie się poprawiał. Maciej Maroszyk z TC Kancelaria Prawna zwraca uwagę, że warunkiem powodzenia zielonej transformacji jest również zwiększenie liczby ogólnodostępnych punktów ładowania – Poprawa ich dostępności jest kluczowa dla przepustowości i sprawności transportu drogowego. Mądre planowanie przewozów uwzględniające te zmienne wpływa na ich efektywność, również ekologiczną, bo mniej pustych kilometrów to niższa emisja CO2.

Warto też mieć na uwadze, że Polska, obecny lider transportu drogowego w Europie, jest na szarym końcu kontynentu, gdy mowa o popularności aut elektrycznych. Pod tym względem ustępujemy większości naszej bezpośredniej konkurencji w tym sektorze, w tym w Hiszpanii, Rumunii czy Łotwie.

Konkurencja na torach

Zielona transformacja w transporcie drogowym to konieczność płynąca nie tylko ze zmian prawnych. Jej brak grozi polskim przewoźnikom utratą kluczowej pozycji w branży. Gdy mowa o liczbie przewożonych ładunków, obecny status transportu drogowego jest niezagrożony, jednak pod względem norm emisyjnych transport kolejowy ma szansę wysunąć się na pozycję lidera. Jego znaczenie może wzrosnąć w kolejnych latach ze względu na znacznie niższą emisyjność. Zgodnie z danymi Europejskiej Agencji Środowiska, transport kolejowy już teraz generuje aż 9 razy mniej gazów cieplarnianych na tono-kilometr w porównaniu z transportem drogowym. Zdecydowanie łatwiej będzie mu więc dostosować się do nowych, bardziej restrykcyjnych norm emisji GHG.

Już teraz obserwujemy także wzrost popularności transportu intermodalnego, w którym oszczędna energetycznie kolej stanowi kluczowe ogniwo, zwłaszcza na długich trasach.

Zielona flota w praktyce

Niezależnie od tego, czy wyznaczone przez UE cele uda się osiągnąć, 2035 rok będzie kresem ery flot spalinowych. Po tej dacie sprzedaż samochodów zasilanych konwencjonalnie nie będzie możliwa. Nie trzeba, a co więcej, nie warto czekać ze zmianami we flotach do tego momentu, zwłaszcza że producenci aut ciężarowych wychodzą naprzeciw trendowi zerowych emisji.

Volvo Trucks już teraz oferuje samochody z napędem elektrycznym i zasilane biopaliwami, a do 2030 roku chce wprowadzić na rynek modele wytwarzające energię elektryczną z wodoru. Samochody napędzane wodorem są najczystsze i najbardziej efektywne, ale wprowadzenie ich do powszechnego użytku to nadal pieśń przyszłości, biorąc pod uwagę, że na tę chwilę na terenie Polski mamy zaledwie kilkanaście stacji wodorowych. Bardzo dynamicznie swoją ofertę elektryków rozwija Scania. W czerwcu 2022 firma poinformowała o planach wprowadzenia zero emisyjnych samochodów ciężarowych nowej generacji o dopuszczalnej masie całkowitej do 62 ton z przeznaczeniem na regionalne trasy długodystansowe. Ich produkcja ma się rozpocząć pod koniec 2023 roku. Z kolei w roku 2024 na rynek trafią premierowe, ciężarowe „elektryki” marki MAN Truck & Bus z napędem BEV. Pierwsze testy w warunkach drogowych przejdzie również premierowy model ciężarówki MAN napędzanej wodorem, której projekt wspierają władze Bawarii.

Rewolucja nie nadciąga – ona już tu jest. Carlsberg w Szwajcarii, Enride w Szwecji czy DHL w Polsce to przykłady tylko kilku firm, które już teraz dynamicznie rozwijają w pełni elektryczne floty.

– Zaostrzenie prawa unijnego zmusi sektor TSL do zmian, które już stają się jego udziałem, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość – przekonuje Maciej Maroszyk, Operational Director w TC Kancelaria Prawna – Pozostaje nam liczyć na to, że krajowa i międzynarodowa infrastruktura nadąży za tempem zmian i umożliwi zieloną transformację w transporcie jak najszybciej.

Stopy procentowe rosną

Wzrost stóp procentowych to jedno. Należy jednak pamiętać, że bazą dla kredytów jest WIBOR, a ten pomimo podwyżki stóp stoi dzisiaj w miejscu. Nie znaczy to oczywiście, że zawsze tak będzie.

Rada bez niespodzianki

Wczoraj podniesiono stopy procentowe o kolejne ćwierć punktu procentowego. Wynoszą one obecnie 6,75%. Mowa oczywiście o głównej stopie referencyjnej. Taka decyzja nie była zaskoczeniem dla rynków. Owszem, trochę się na nich działo, co zrozumiałe, ale tutaj też trzeba dodać specyfikę polskich decyzji RPP. Nigdy nie wiadomo, o której godzinie padnie werdykt. W tym miesiącu była to godzina 15:20, w związku z czym jeszcze były to godziny regularnej pracy rynków. O tej porze na rynki trafiały już jednak dane z USA i to chyba im należy przypisywać zmienność kursów walut. Dzisiaj o 15:00 konferencja prasowa prezesa. Może nie dowiemy się z niej tak precyzyjnych prognoz, jak ze słynnego już wywiadu na molo w Sopocie, gdzie prezes zapowiedział w lipcu owe 0,25%, ale z pewnością jest to potencjalnie najważniejszy sygnał z Polski dla rynków w najbliższym czasie.

Silny dolar nie szkodzi USA

Wczoraj poznaliśmy dane z bilansu handlowego USA. Deficyt spadł z 80,9 mld USD na 70,7 mld. Ważniejszy jest jednak powód. W czasie, gdy symbolicznie, bo o 0,5 mld USD, wzrósł eksport, wyraźnie spadł import. Oznacza to, że gospodarka amerykańska przygotowując się na recesję, w dalszym ciągu produkuje, a nie wymienia towary na tańsze substytuty zza granicy. Wydawać by się mogło, że to dobry sygnał dla amerykańskiej gospodarki. Inwestorzy rozpoczęli jednak od tego momentu wyprzedaż dolara. Tłem dla tego ruchu był wzrost oczekiwań względem wzrostu stóp procentowych w USA. W rezultacie wczoraj podobnie jak przez większość ostatnich dni dolar przeskoczył na jakiś czas do poziomu, gdzie był słabszy od euro.

Kanadyjczycy podnoszą stopy

Bank Kanady ogłosił wczoraj zgodnie z oczekiwaniami podwyżkę stóp procentowych o 0,75 punktu procentowego. W rezultacie stopy wynoszą tam już 3,25%. Nie jest to powalająca wartość, ale inflacja wynosi tam 7,6%, co pokazuje, że problem nie jest tak palący jak w Polsce. Kanadyjczycy tą decyzją starają się również utrzymać pewną równowagę względem USA, które najprawdopodobniej podniosą swoje stopy procentowe o podobną wartość.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – Strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Firma Morele zmodernizowała swoje centrum logistyczne za ponad 20 mln złotych

Wdrażanie nowego systemu do obsługi zamówień w sklepie internetowym Morele trwało prawie trzy miesiące i nie miało wpływu na wysyłkę zakupów do klientów. Całkowity koszt inwestycji przekroczył 20 mln złotych, a jej najważniejszą częścią był zakup zautomatyzowanego systemu przechowywania produktów znajdujących się w ofercie Morele.

Modernizacja centrum logistycznego rozpoczęła się na początku czerwca br. i była prowadzona etapami. Prace rozpoczęły się od aranżacji wolnej powierzchni pod nowy system oraz przygotowania instalacji elektrycznej. W kolejnej fazie przy współpracy z firmą Element Logic nastąpiło wdrożenie systemu Autostore pozwalającego na magazynowanie produktów ułożonych w plastikowych pojemnikach, które za pomocą robotów dostarczane są pracownikowi kompletującemu zamówienia.

W kolejnym etapie inwestycji automatyczne składowanie za pomocą przenośników zostało połączone z rozwiązaniami, które firma już od dawna wykorzystywała w swoim centrum logistycznym, czyli m.in. z maszyną do pakowania, maszyną do naklejania listów przewozowych i sorterem. Zanim nowy system zaczął wspierać obsługę zamówień, przeprowadzone zostały testy, które nie wykazały znaczących błędów w jego funkcjonowaniu.

System, który od niedawna posiadamy w naszym centrum logistycznym, pod względem technologicznym należy do światowej czołówki, o czym świadczy to, jak często jest wdrażany w różnych logistykach. Cieszymy, że to standardowe rozwiązanie jest sterowane przez dostosowany do naszych potrzeb system MFC oraz wyposażone w zaprojektowane przez nas narzędzia z zakresu ergonomii pracy. W tej inwestycji chcieliśmy dopracować każdy szczegół, dlatego wszystkie elementy były testowane na makietach przez kadrę menadżerską oraz pracowników, aż do uzyskania zadowalającego efektu. W trakcie wdrażania projektu największym wyzwaniem było prowadzenie prac modernizacyjnych
w taki sposób, aby nie wpływały one negatywnie na proces realizacji zamówień. Ostatecznie udało nam się to osiągnąć m.in. poprzez odpowiednie zaplanowanie prac. Cały zespół z naszego centrum logistycznego był zaangażowany w projekt już na etapie planowania, dzięki czemu w trakcie uruchomienia systemu doskonale się rozumieliśmy, wiedzieliśmy co należy poprawić i jak rozwiązywać problemy, które mogliśmy napotkać. Duże znaczenie miało tu również wsparcie dostawców poszczególnych elementów, na które zawsze mogliśmy liczyć
mówi Mateusz Kapusta, Dyrektor logistyki w Morele.

Inwestycja kosztowała Morele ponad 20 mln złotych, jej najważniejszą częścią był zakup systemu Autostore. Co ciekawe, firma zapowiada, że to nie koniec nowości, które
w najbliższym czasie zostaną wdrożone w jej centrum logistycznym, część z nich jest już testowana.

Morele poprzez modernizację chcą jeszcze efektywniej obsługiwać swoich klientów
i współpracujących z firmą sprzedawców.

Spadek cen ropy naftowej poprawił nastroje na rynkach akcji

Wczorajszy silny – ponad 5 proc. – spadek cen kontraktów na ropę naftową do najniższych poziomów od przełomu stycznia (WTI)-lutego (Brent) chyba poprawił nastroje panujące na amerykańskim rynku akcji, gdzie główne indeksy odbiły się od swoich 1,5 miesięcznych minimów i dosyć silnie zwyżkowały (S&P 500 +1,83 proc., DJIA +1,4 proc., Nasdaq Composite +2,14 proc.).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii najsilniejszy wzrost notował dziś japoński Nikkei 225 (+2,31 proc.). Na pozostałych giełdach tego regionu również przeważały zwyżki, a spadały dziś jedynie chińskie indeksy i filipiński PSEi

Europejskie giełdy otworzyły się dziś na zielono (DAX +0,71 proc., CAC 40 +0,61 proc. ok. godz. 9:20). „Tradycyjnie” ostatnio swój nowy historyczny rekord osiągnął turecki XU100.
Swą ostatnią słabość próbowała również przełamać GPW. Ok. godz. 9:35 lekko rosły wszystkie główne indeksy GPW (WIG-20 +0,38 proc.). Wśród składników sWIG-20, który nadal próbował bronić poziomu wsparcia wyznaczanego przez minima z lutego i lipca, na najwyższy poziom od 2013 roku wyszedł dziś kurs akcji Bumechu. Na swe nowe cykliczne minima wyszły natomiast kursy akcji spółki Serinus.

Po wyjściu wczoraj na najwyższy poziom od 2,5 miesiąca dziś rano lekko spadała rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA. Od lekkich spadków rentowności rozpoczęły dzisiejszy dzień 10-latki w krajach UE.

Wczoraj o prawie 10 proc. spadła cena kontraktów na brytyjski gaz notowanych na ICE, ale na razie nie osiągnęła poziomów niższych niż te sprzed 3 dni. Podobnie silnie potaniały wczoraj kontrakty na gaz notowane na rynku w Holandii. Cena kontraktów na gaz ziemny w USA notowanych na NYMEX-ie, która spadła wczoraj do najniższego poziomu od prawie miesiąca, dziś ok. godz. 9:15 spadały o 0,42 proc. Kontrakty na ropę naftową drożały dziś rano o ok. 0,5 proc. Rosły dziś rano również ceny kontraktów na metale szlachetne (złoto +0,14 proc., srebro +1,06 proc., platyna +1,59 proc., pallad +1,07 proc.) oraz miedź (+1,47 proc.). Po spadku o łącznie ok. 30 proc. w stosunku do poziomu sierpniowego rekordu cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE znalazły się wczoraj na najniższym poziomie od marca.

Kurs EUR względem amerykańskiego dolara powrócił wczoraj powyżej parytetu z poziomu niższego niż 0,98. Dziś rano kurs EUR/USD minimalnie spadał – -0,1 proc. ok. godz. 9:05 – znów trafiając tuż poniżej poziomu parytetu. W sposób rzadko w ostatnich dniach obserwowany USD nie ustanawiał dziś swych nowych cyklicznych maksimów w stosunku do innych ważniejszych walut.

Polski złoty lekko słaba w stosunku zarówno do euro (EUR/PLN + 0,18 proc. ok. godz. 9:05) jak i amerykańskiego dolara (USD/PLN +0,27 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wrócił wczoraj powyżej poziomu 19000 USD i dziś rano również pomimo spadku o 0,64 proc. ok. godz. 9:00 nadal przebywał ponad tym poziomem.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Wynagrodzenia 2022 – oczekiwania Polaków

Blisko połowa pracujących Polaków deklaruje, że poziom ich wynagrodzenia wzrósł w ciągu ostatniego kwartału ponad dwukrotnie więcej niż na początku 2022 roku. Również ponad dwukrotnie zmalał odsetek pracowników, którym zmniejszono wynagrodzenia. Jednocześnie aż co czwarty Polak spodziewa się wzrostu dochodów, a co piąty szacuje, że ich wysokość pozostanie bez zmian. Oczekiwania są mniej optymistyczne niż na początu roku, ale nadal wysokie, zważywszy na niepewną koniunkturę i coraz częściej zauważane przez ekonomistów spowolnienie gospodarcze. O niepewności Polaków świadczy rosnący odsetek spodziewających się obniżenia pensji, wynoszący obecnie 8,3 proc. wynika z badania „Wynagrodzenia 2022. Oczekiwania Polaków”, zrealizowanego w sierpniu br. na zlecenie Gi Group.

W badaniu przeprowadzonym przez ARC Rynek i Opinia w sierpniu 2022 roku na zlecenie Gi Group prawie połowa pracujących Polaków wskazywała, że poziom ich wynagrodzenia wzrósł w ciągu ostatniego kwartału ponad dwukrotnie więcej niż w styczniu 2022, przy czym częściej wskazywali na to mężczyźni niż kobiety[1]. W styczniu br. podwyższenie pensji dotyczyło 21 proc. badanych, w sierpniu było to już 49 proc. Jednocześnie z 23 proc. do 9 proc. zmalał odsetek pracowników, którym zmniejszono wynagrodzenia. Z badania Gi Group wynika również, że w przypadku 42 proc. nie uległo ono zmianie, podczas gdy w styczniu br. było to 56 proc.

Pensje w górę czy w dółPensje w górę czy w dółPensje w górę czy w dół
Obniżenia pensji doświadczyli w największym stopniu pracownicy z regionu województwa mazowieckiego (11 proc.), w najmniejszym zaś z regionu wschodniego (8 proc.). Podwyższenie wynagrodzenia deklarowali przede wszystkim pracujący w regionach zachodnich (południowo-zachodnim: 51 proc. oraz północno-zachodnim: 52 proc.). ­Najrzadziej wzrost wynagrodzenia deklarowali pracownicy z regionu południowego (45 proc.) oraz centralnego (46 proc.).Pensje w górę czy w dół 4

– Przedsiębiorcy działają obecnie w wyjątkowo  trudnych warunkach. 72 proc. firm twierdzi, że pogorszyły się warunki prowadzenia biznesu (badanie Konfederacji Lewiatan). Po zawirowaniach wywołanych pandemią COVID-19 oraz atakiem rosyjskim na terytorium Ukrainy, firmy stawiają obecnie czoła zwiększającym się kosztom działalności, w tym wzrostom kosztów energii. Ten stan niepewności co do przyszłości rozwoju sytuacji na rynku prowadzi do większej zachowawczości, szczególnie w przypadku decyzji dotyczących kosztów. Tę zwiększoną ostrożność pracodawców potwierdzają dane GUS,  w których średnio ponad ¾ pracodawców nie rozważa dalszego zwiększania zatrudniania. Jesień, kiedy kształtują się perspektywy wynagrodzeń  na kolejny rok, będzie trudnym okresem w firmach. Z jednej strony zauważalna jest utrzymująca się presja ze strony pracowników na wzrost wynagrodzeń, a  z drugiej – ograniczona przestrzeń przedsiębiorstw na dalsze podwyżki – komentuje Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.

Mniejsze oczekiwania płacowe

W sierpniu br. na podwyżkę pensji liczyło 42 proc. zatrudnionych, a dokładnie połowa z nich (50 proc.) na utrzymanie jej wysokości. Jednocześnie aż 8,3 proc. spodziewało się jego obniżenia.Pensje w górę czy w dół 4

Trudna sytuacja spowodowana wojną w Ukrainie oraz wysoka inflacja znacząco wpłynęły na zmniejszenie oczekiwań pracowników w kontekście wzrostu ich wynagrodzeń. W styczniu br. podwyżek spodziewała się ponad połowa (54,5 proc.) badanych, w kwietniu br. odsetek ten spadł do 41 proc. i utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Wyższy odsetek pracujących spodziewa się natomiast utrzymania dotychczasowej wysokości pensji (29,1 proc. w styczniu 2022 vs. 49,7 proc. w sierpniu 2022). Zauważalnie wzrósł natomiast odsetek obawiających się spadku dochodów (z 2,9 proc. w styczniu 2022 do 8,3 proc. w sierpniu 2022).

– Pracujący Polacy mniej optymistycznie niż w styczniu tego roku, ale nadal z nadzieją, patrzą na przyszłość swoich zarobków. Warto jednak zwrócić uwagę na zmianę trendu. Podobnie jak dwa lata temu, odsetek liczących na wzrost pensji jest niższy niż spodziewających się ich utrzymania, co oznacza, że Polacy zdają sobie sprawę z niepewności koniunktury oraz ograniczeń i trudności, jakim muszą sprostać firmy. Na podwyżkę mogą liczyć przede wszystkim specjaliści, których brakuje, osoby o rzadkich kompetencjach – zauważa Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group Temporary & Permanent Recruitment.Pensje w górę czy w dół 4

Wśród przewidujących podwyżkę pensji przeważają osoby w wieku 25-34 lat (53 proc.), a istotnie rzadziej osoby w wieku 44-65 lat (36 proc). Co ciekawe, wzrostu wynagrodzenia częściej oczekują mężczyźni (47 proc.) niż kobiety (36 proc.). Nie ma natomiast znaczących różnic w zależności od poziomu wykształcenia, choć osoby z wyższym wykształceniem nieco częściej spodziewają się zmniejszenia dochodów.Pensje w górę czy w dół 7

W kontekście miejsca zamieszkania podwyższenia pensji oczekują najczęściej mieszkańcy wsi i miast do 19 tys. mieszkańców oraz miast między 100 a 199 tys. mieszkańców. Są to głównie pracownicy z regionu wschodniego (49 proc.), rzadziej natomiast z regionu północnego (36 proc.) czy  województwa mazowieckiego (37 proc.).Pensje w górę czy w dół 7

– Na wzrost wynagrodzeń składają się dwa główne czynniki: nadal wysokie zapotrzebowanie na pracowników przy rekordowo niskim bezrobociu oraz wysoka inflacja na poziomie przekraczającym 15 proc. Dynamika wzrostu pensji w najbliższych miesiącach najprawdopodobniej jednak osłabnie.  Firmy dochodzą już do granic swoich możliwości. Rosnące ceny energii i większości produktów sprawiają, że ponoszone przez nie koszty są coraz wyższe. Jednocześnie liczba publikowanych ofert pracy od kilku miesięcy spada, pracodawcy dużo ostrożniej podejmują decyzje o zatrudnieniu. Z drugiej strony pracownicy są mniej skłonni do zmiany pracy, obserwujemy wyhamowanie rotacji pracowników. To wszystko może osłabić presję wynagrodzeniową w Polsce – komentuje Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR.

# # #

O badaniu. Badanie zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group, metodą CAWI (samodzielnie wypełniana ankieta online) na panelu badawczym epanel.pl, administrowanym przez ARC Rynek i Opinia na próbie reprezentatywnej dla populacji Polski N=1100, K i M 18-65 lat, w sierpniu 2022 r.

Link do raportu z badań: https://www.pl.gigroup.com/raporty/raport-wynagrodzenia-2022/

[1] Według najnowszych danych GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu 2022 r., w porównaniu z lipcem 2021 r., było wyższe o 15,8 proc. Względem czerwca 2022 r. wzrosło ono o 3,4 proc.

GfK: nastroje konsumenckie w Polsce mocniej w dół

Sierpień br. był kolejnym miesiącem, w którym wskaźnik barometru nastrojów konsumenckich w Polsce wyraźnie zmniejszył swoją wartość. Po raz ostatni słabsze nastroje nad Wisłą zanotowano w miesiącu wybuchu pandemii – marcu 2020 roku. Lekkie odbicie nastąpiło w przypadku średniej dla Unii Europejskiej, gdzie po wielomiesięcznej serii spadków, barometr poprawił notowania.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w sierpniu br. -19,2 i spadł o 3,7 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. To największy spadek w relacji miesiąc do miesiąca odnotowany w naszym kraju w 2022 r. Dla porównania na terenie całej Unii Europejskiej średnia dla barometru wynosi już -26, co jest wynikiem nieznacznie lepszym niż w lipcu, gdy wskaźnik zanotował niechlubny rekord, znajdując się na najniższym poziomie w historii.

Według badań GfK w sierpniu spadły wszystkie kluczowe składniki barometru – gorszy wynik odnotowano zarówno w zakresie bieżącej oceny sytuacji ekonomicznej, jak i prognoz na przyszłość.Barometr GfK wykres_08_2022

Inflacja rośnie szybciej niż prognozy ekspertów a nadchodząca aura wzmaga dyskusje i obawy wokół cen energii i kosztów ogrzewania. Coraz więcej konsumentów zdaje sobie sprawę, że kryzys nie jest przejściowy. Wręcz przeciwnie – może trwać przez kolejne lata i negatywnie wpływać na realizację nawet podstawowych potrzeb gospodarstw domowychmówi Artur Noga-Bogomilski, Head of Market Intelligence w GfK.

W sierpniu br. dodatnie nastroje konsumenckie dotyczyły tylko jednej, najmłodszej grupy wiekowej (15-22 lata), w której mocno wrosła większość kluczowych składników oceny. Najniższy wskaźnik
(-31,1), ze znaczną różnicą względem pozostałych i najwyższym spadkiem w relacji miesiąc do miesiąca, dotyczył zaś grupy najstarszej, czyli osób które przekroczyły 60 rok życia. Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom.

W przypadku podziału na płeć wyniki dla mężczyzn i kobiet okazały się bardzo zbliżone. Większe dysproporcje możemy zaobserwować w przypadku różnych poziomów wykształcenia. W sierpniu br. najsłabsze nastroje konsumenckie dotyczyły grupy osób z wykształceniem średnim (-21,9). Po raz pierwszy od wielu miesięcy okazały się one niższe w zestawieniu z grupą posiadającą dyplom studiów. Dla porównania wśród osób z wykształceniem podstawowym, wskaźnik osiągnął poziom
-13,4.

Warty uwagi jest również fakt, że znaczących różnic w nastrojach konsumenckich nie widać w przypadku podziału na miejsce zamieszkania – podobne wskaźniki GfK odnotowało zarówno na wsi (-22,2), jak i największych miastach (-22,7).

W sierpniu br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Barometr_GfK_08_2022

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 5-10 sierpnia 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Czy stopy procentowe wzrosną?

Wzrost o 0,25% to nie jest coś, co zrewolucjonizuje rynek. W przypadku kredytu jest to dodatkowe około 15 zł do wysokości raty. O ile oczywiście ją płacimy, a nie jesteśmy w trakcie wakacji kredytowych.

Decyzja RPP już dzisiaj

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej powinno przynieść dzisiaj podwyżkę stóp procentowych z 6,5% na 6,75%. Jest to, biorąc pod uwagę 16,1% inflacji w sierpniu raczej symbol niż realne działanie. No, chyba że ktoś wierzy, że w kraju, w którym w ciągu 5 miesięcy obywatele nie zapłacą 4 rat kredytów hipotecznych, inflacja szaleje, presja na wzrost płac trwa, a głowa państwa rozważa 15 emeryturę, to wystarczy. Jest to jednak już wtedy znacznie bardziej kwestia wiary niż argumentów. Nie można wykluczyć, że niespodzianką będzie jednak konferencja prasowa prezesa NBP. Jeżeli utrzymane zostaną prognozy tej instytucji, to inflacja powinna dalej rosnąć, a to powinno wymusić podwyżki. Dzisiaj po samej decyzji, o ile pojawi się wzrost o 0,25 punktu procentowego, nie należy spodziewać się silnych zmian na walutach. Brak podwyżki powinien osłabić z kolei złotego.

Kryptowaluty szukają dna

Rosnące stopy procentowe nie sprzyjają napływowi kapitału na giełdy. Mowa tutaj zarówno o giełdach akcyjnych jak i kryptowalutowych. Wielu inwestorów ucieka z nich bowiem w stronę stabilniejszych aktywów o pewnym zysku. Zysk ten jednak nie wygrywa z inflacją. Z drugiej strony lepszy mniejszy zysk niż strata. To właśnie ta logika wyciąga obecnie z giełd kolejne środki. Wczorajsza przecena na kryptowalutach spowodowała, że bitcoin jest już najtańszy od czerwca tego roku. Jeżeli przebije te poziomy, będzie najtańszy od 2020 roku.

Dolar z kolejnymi rekordami

Wczorajsze niejednoznaczne dane zostały na rynkach zinterpretowane jako korzystne dla dolara. Okazuje się, że dobry raport ISM dla usług okazał się ważniejszy niż zły raport PMI dla… usług. Tak, tego samego dnia opublikowano raporty o optymizmie wśród z grubsza tej samej grupy badanej i jest on diametralnie różny. Winna jest oczywiście metodologia i próba dobrana, ale sam fakt jest mocno zastanawiający. Nie zmienia to faktu, że wczoraj dolar ustanowił kolejne najwyższe poziomy względem euro od 20 lat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat