Wawel prezentuje zmienione logo, w strukturach nowy dyrektor marketingu

Nowe logo to początek szerszych zmian w języku komunikacji, którym będzie posługiwał się Wawel. W przyjętej strategii producent słodyczy wraca do korzeni, stawiając na swoje najmocniejsze strony i skojarzenia z marką, jakimi są: czekoladowość, jakość i królewskość. Za wdrożenie zmian w komunikacji będzie odpowiadał nowy dyrektor marketingu, Dariusz Chwierut.

Znaczącą rolę w nowej strategii komunikacji marki Wawel odegra wieloletnia tradycja, wynikające z niej kompetencje producenta czekolady i wysoka jakość produktów. Dla wzmocnienia skojarzeń z czekoladową tradycją i królewską jakością nowe logo bazuje na kolorze brązowym, kojarzonym z marką i czekoladową specjalizacją producenta. Dodano także symbol królewskiej korony i datę wskazującą na początki działalności Adama Piaseckiego (1898 r.) – protoplasty firmy.

Dariusz Chwierut objął stanowisko dyrektora w lipcu br. Wcześniej przez blisko 25 lat doświadczenie zdobywał jako dyrektor kreatywny w krakowskich agencjach reklamowych i prowadząc własną działalność reklamową. W tym czasie był odpowiedzialny między innymi za komunikację wielu marek z branży FMCG, w tym: Wawel, Beskidzkie, Bakoma czy Tiger. Na stanowisku dyrektora marketingu marki Wawel zastąpił Monikę Kowalewską, która pełniła tę funkcję od lutego 2021 r. do lutego 2022 r.

W nowej roli Dariusz Chwierut będzie odpowiedzialny za realizację strategii komunikacji, zarządzanie kategoriami produktów, sklepy firmowe i Fundację Wawel z Rodziną, wpisującą się w istotny dla firmy obszar ESG. – Mam w sobie ogromny szacunek do marki Wawel, jej produktów i wartości, które oferuje już od blisko 125 lat – mówi Dariusz Chwierut. – Dzisiejszy marketing wymaga wielokanałowego podejścia i otwartej głowy. Kierowanie rozległym obszarem i marką z taką tradycją to przede wszystkim duża odpowiedzialność, ale też wyzwanie, które mnie napędza – dodaje.

3 na 10 firm obszaru bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości planuje wzrost zatrudnienia

Blisko co trzecia firma (29%) branży bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości chce w ostatnim kwartale 2022 roku zatrudniać nowych pracowników. To dobra informacja dla osób planujących zmianę pracy ponieważ oznacza, że dalszym ciągu stosunkowo łatwo będą mogły znaleźć nowego pracodawcę. Ten sektor rynku jest jednym z nielicznych, które w końcówce roku prognozują zwiększone zapotrzebowanie na nowe ręce do pracy. Tak wynika z najnowszych danych raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od października do końca grudnia. Zmniejszenie liczby etatów przewiduje 22% firm z tej branży, natomiast 42% organizacji chce pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie.

Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” pokazuje, że w ostatnich miesiącach 2022 roku kandydaci poszukujący pracy w sektorze bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości będą mogli liczyć na nowe oferty pracy. Plany rekrutacyjne pracodawców są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia dla tej branży, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +6%. W praktyce oznacza to, że nadal większość firm będzie rekrutować nowych pracowników i powiększać swoje zespoły. W ujęciu kwartalnym wskaźnik ten jednak spadł o 7 punktów procentowych, natomiast w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wynik jest niższy o 3 punkty.

– Rynek pracy w branży bankowości i finansów ustabilizował się, jednak nadal widzimy szczególne zapotrzebowanie na stanowiska eksperckie. Pracodawcy poszukują przede wszystkim wysokiej klasy specjalistów, którzy dodatkowo wyróżniają się kompetencjami IT i rozwiniętymi kompetencjami miękkimi. Jest to oczywiście trend związany z nieustannie postępującą cyfryzacją tego sektora. Wyhamowanie wynika również z sytuacji ekonomicznej, mierzymy się z wysoką inflacją, która w połączeniu ze wzrostem oczekiwań finansowych kandydatów i niejednokrotnie potrzebą podniesienia wynagrodzeń zatrudnionych już osób, pochłania dużą część budżetu rocznego. Dodatkowo obserwujemy mniej nowych inwestycji ze względu na niepewną sytuację geopolityczną. Wysoka inflacja sprawia, że przedsiębiorcy wstrzymują swoje plany inwestycyjne, ponieważ nie są w stanie oszacować kosztów, z jakimi przyjdzie im się mierzyć w najbliższej przyszłości. Wszystkie te czynniki składają się na barierę w podejmowaniu ryzyka inwestycyjnego, w tym tworzeniu nowych miejsc pracy – mówi Marta Szymańska, manager rekrutacji stałej w Manpower.wzrost zatrudnienia

29% pracodawców reprezentujących sektor bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości planowało powiększać swoje zespoły w III kwartale 2022 roku. Prognoza rekrutacyjna na październik-grudzień wskazuje jednak wzrost o 4 punkty procentowe odsetka firm planujących zwolnienia – z 18% na 22%. Pozostawienie zatrudnienia do końca 2022 roku na niezmienionym poziomie przewiduje 42% pracodawców, a to prognoza o 10 punktów procentowych niższa, niż w poprzednim kwartale. 7% pracodawców nie potrafi sprecyzować planów rekrutacyjnych na kolejne miesiące, w poprzednich 3 miesiącach tego roku był to 1%.

Co jest istotne dla osób poszukujących zatrudnienia w branży bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości? – Kandydaci zwracają uwagę na elastyczność w zakresie czasu, miejsca i godzin pracy. Są przyzwyczajeni do możliwości jakie pojawiły się podczas pandemii, związanych między innymi z home office, przy którym chcą pozostać choćby w częściowym wymiarze. Niezmiennie, obok pobudek finansowych, główną motywacją do zmiany pracy przez kandydatów są możliwości rozwoju. Widoczne jest także zwiększone zainteresowanie stanowiskami w dużych korporacjach, których rozbudowana struktura pozwala na awansowanie w obrębie organizacji. Dla pracodawców natomiast niezwykle ważne jest, by kandydat planował pozostać w firmie na dłużej, dlatego podczas procesów rekrutacyjnych, szczególnie analizuje się motywację do zmiany pracy oraz długość poprzednich zatrudnień – mówi Marcin Pawelec, lider zespołu rekrutacji stałej w Manpower.

Jak dodaje Marta Szymańska, rekruterzy zauważają większą niż dotychczas ostrożność firm w zatrudnianiu nowych pracowników. – Pracodawcy chcą mieć pewność, że ich decyzja jest obarczona ryzykiem w najmniejszym możliwym stopniu, dlatego wprowadzają do procesu decyzyjnego więcej osób, co wpływa na jego wydłużenie o kolejne etapy. Widzimy też mniejszą elastyczność w kontekście kompetencji danej osoby. Organizacje coraz częściej szukają „kandydata idealnego”, który będzie wymagał minimalnego nakładu w procesie wdrożeniowym – podsumowuje ekspertka.
Plany pracodawców na ostatnie miesiące 2022 roku dla tej branży w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) są bardziej optymistyczne, niż prognozy odnoszące się do polskiego rynku pracy. Prognoza netto zatrudnienia w sektorze bankowości, finansów ubezpieczeń i nieruchomości dla regionu EMEA na IV kwartał bieżącego roku wynosi bowiem +37%.

STS Holding: zaliczka na poczet dywidendy za rok 2022

STS Holding – spółka dominująca w Grupie STS, jednego z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lidera rynku w Polsce – wypłaci zaliczkę na poczet dywidendy za rok 2022. Do akcjonariuszy trafi niemal 42,3 mln zł, czyli nie więcej niż połowa zysku jednostkowego spółki osiągniętego od końca poprzedniego roku obrotowego. Zaliczką będzie objętych 156 534 958 akcji spółki. Kwota zaliczki, przypadająca na 1 akcję, wyniesie: 0,27 zł. Dzień ustalenia akcjonariuszy uprawnionych do zaliczki: 24.10.2022 r., natomiast dzień wypłaty zaliczki: 28.10.2022 r. – 31.10.2022 r.

Zgodnie z naszą polityką dywidendy i wcześniejszymi zapowiedziami, w tym z IPO, transferujemy do inwestorów tak szybko jak jest to możliwe zysk generowany w Grupie STS. Ze względu na holdingową budowę organizacji, w celu przyspieszenia płatności inwestorom, każdego roku wypłacamy dywidendę za rok ubiegły oraz zaliczkę na poczet dywidendy z zysku za rok bieżący. W tym roku łącznie do akcjonariuszy trafi ok. 100 mln zł mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Od stycznia do czerwca 2022 roku Grupa STS wygenerowała skonsolidowane przychody na poziomie 263 mln zł. Skorygowana EBITDA w pierwszym półroczu 2022 wyniosła 117 mln zł. Zysk netto Grupy od stycznia do czerwca br. wyniósł 62 mln zł[1]. W H1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła zaś 83 mln zł zysku netto[2].

W pierwszym półroczu 2022 Grupa STS wygenerowała NGR na poziomie ponad 296 mln zł, gdy przed rokiem było to 295 mln zł. Od stycznia do czerwca 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 2,189 mld zł, gdy przed rokiem było to 2,222 mld zł. Warto odnotować, że w H1 2021 rozgrywane były Mistrzostwa Europy, tegoroczne Mistrzostwa Świata w Katarze rozpoczną się zaś dopiero w Q4 2022.

Grupa nie posiada długów zewnętrznych i zobowiązań bankowych, a przyznane linie kredytowe nie zostały uruchomione. Na 30 czerwca br. kapitały rezerwowe Grupy STS wyniosły łącznie 238 mln zł, w tym 198 mln zł środków finansowych i ich ekwiwalentów oraz 40 mln zł niewykorzystanych linii kredytowych.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

[1] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

[2] zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej, po uwzględnieniu odpisu w wysokości 9,2 mln zł

Putin wzywa do mobilizacji – kurs dolara mocno w górę

Poranne umocnienie USD to nie reakcja rynku na wieczorną decyzję Fed-u. Zmienność od rana jest podwyższona ze względu na słowa Putina, który wezwał do mobilizacji. EUR/USD spada poniżej 0,99, tracą indeksy giełdowe, zyskuje ropa, pszenica oraz złoto.
Wystąpienie Putina miło się odbyć wczoraj. Po kilkugodzinnym wyczekiwaniu zostało odwołane i przełożone na dzisiaj. Prezydent Rosji wezwał do częściowej mobilizacji (od dziś). Ma zostać powołanych 300 tys. rezerwistów.

„Kiedy integralność terytorialna naszego kraju jest zagrożona, z pewnością użyjemy wszystkich dostępnych nam środków aby chronić Rosję i nasz naród” – powiedział Putin w transmitowanym przemówieniu. Dodał również, że to nie jest blef. Groźby Putina pojawiają się po tym, jak ukraińska kontrofensywa w ciągu ostatnich kilku tygodni przyniosła wojskom rosyjskim największe porażki od początku wojny i spowodowała, że zostało odzyskane ponad 10 proc. terytorium, które do niedawna było w posiadaniu agresora.
Reakcja rynku jest prosta w interpretacji. Rośnie awersja do ryzyka, która powoduje, że USD jest silniejszy. EUR/USD spada poniżej 0,99 na kilkanaście godzin przed wydarzeniem dnia, tygodnia oraz miesiąca – decyzją Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych. Podwyższona zmienność jest widoczna na indeksach giełdowych. DAX traci 0,7 proc., złoto rośnie do 1675 USD a ropa brent osiąga poziom 93,4 USD.

Wracając do wydarzenia dnia – decyzji FOMC – spodziewamy się podwyżki o 75 punktów bazowych i ustanowieniu korytarza dla fed funds w granicach 3 – 3,25 proc. Po ostatnim odczycie inflacyjnym, który zaskoczył i pokazał wyższe wartości niż oczekiwania, rozpoczęły się spekulacje o możliwym ruchu o 100 pb. Aktualnie prawdopodobieństwo takiej zmiany jest na poziomie 20 proc. Zakładamy taki scenariusz za mało prawdopodobny. Rynek będzie zwracał uwagę na nowe projekcje makro, które pewnie zostaną mocno skorygowane. Zakładamy, że prognozy Fed-u dotyczące wzrostu gospodarczego zostaną obniżone a te na temat inflacji podniesione. Kolejną rzeczą, którą rynek może interpretować i oceniać jest „wykres kropkowy”. Przypomnijmy, że ostatni z czerwca wskazywał, że pod koniec 2022 roku stopa procentowa będzie w granicach 3-3,75 proc. Aktualnie oczekuje się nawet poziomu 4,5 proc. Rynek mocniej będzie spoglądał co „kropki” wskazują w dłuższym horyzoncie czasowym (koniec 2023 i 2024). Jeśli tam zajdą znaczące zmiany, wówczas dolar może na tym skorzystać. Sama podwyżka o 75 pb jest już w pełni wyceniona i do dalszej aprecjacji USD potrzebne jest coś ekstra. Jeśli rynek otrzyma wszystko to co już wie, wówczas realny jest scenariusz sprzedaży faktów. Wówczas poziom na EUR/USD 0,9870 – 0,9880 ponownie może być obroniony.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

PSNPH: Najemcy nie dostają informacji o odwiedzalności w centrach handlowych

Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) apeluje, aby najemcy otrzymywali od właścicieli lub zarządców centrów handlowych systematycznie dane o odwiedzalności obiektu, w którym działają. Obecnie podawane są tylko zagregowane dane o ruchu w centrach handlowych dla całej Polski. Nikt nie zna jednak liczby klientów odwiedzających konkretną galerię handlową. Takie dane są niezbędne sklepom i punktom usługowym dla prawidłowego planowania sprzedaży i rozwoju w danej lokalizacji.

„Dostęp do danych dotyczących liczby klientów odwiedzających obiekt, w którym prowadzimy działalność, powinna być obowiązkowym i stałym elementem wzajemnych relacji oraz rozliczeń pomiędzy centrum handlowym a najemcą. Informacje te powinny być udostępniane w trybie miesięcznym. Skoro podawane są zagregowane dane – to zakładamy, że w  oparciu o dane jednostkowe. To ważna informacja dla każdej lokalizacji, w której mamy sklepy czy punkty usługowe. Taka analiza jest niezbędna dla planowania asortymentu, zatrudnienia, dalszego rozwoju czy promocji. Nie rozumiemy, dlaczego właściciele lub zarządcy galerii handlowych odmawiają przekazywania nam takich danych. Czy to oznacza, że te dane są niepokojące? A może dane zagregowane nie są rzeczywistym odzwierciedleniem ruchu w centrach handlowych? Nie wiemy też jaki jest sposób pomiaru tych danych? Jaka jest stosowana metodologia? To  pytania, na które nikt nam nie odpowiada” – mówi Katarzyna Marczuk, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).

W ostatnim czasie właściciele centrów handlowych forsują nowe umowy dla najemców, które zwiększają czynsz w oparciu o obroty w internecie. To bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder, który nie może zostać zaakceptowany w standardzie prawnym. Sprzedaż w internecie jest całkowicie odrębna od sprzedaży w placówce stacjonarnej – wymaga odrębnych nakładów finansowych i oddzielnego zarządzania. Żądanie opłat za obroty w internecie nie może być akceptowane przez najemców.

PSNPH podkreśla, że to najemcy budują wartość centrów handlowych, kreują miejsca pracy dla ponad 400 tysięcy osób, zapewniają wpływy podatkowe do budżetu państwa oraz kas samorządów. To najemcy w centrach handlowych stymulują polską gospodarkę, pokrywając koszty obsługi galerii przez firmy z wielu branż – jak ochrona, sprzątanie, utrzymanie techniczne, marketing. Takie koszty szacuje się na 3,4 mld zł rocznie[1].

Dodatkowo najemcy w centrach handlowych pokrywają wszystkie podatki odprowadzane przez centra handlowe do budżetu państwa i samorządów:

  • Podatek CIT – ponad 500 mln zł rocznie
  • Podatek od nieruchomości w wysokości ponad 600 mln zł rocznie
  • Opłaty z tytułu użytkowania wieczystego w wysokości ponad 200 mln zł rocznie
  • Podatek VAT generowany przez najemców centrów handlowych sięga 4 mld zł rocznie

Ponadto jak wskazuje Marcin Ochnik z  ZPPHIU, w ciągu ostatnich lat systematycznie rosną koszty najemców w centrach handlowych. Dotyczy to bieżącego prowadzenia i utrzymania biznesu – co sprawia, że rentowność działalności firm handlowo-usługowych korzystających z przestrzeni w galeriach handlowych spada i nie widać perspektyw na zmianę trendu. Aż o 80% wzrosły ceny energii, zwiększyły się czynsze, kursy walut (rozliczenia są realizowane jako przelicznik – euro), wynagrodzenia, koszty transportu oraz usług dodatkowych.[2]

[1] https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/ile-na-pandemii-straca-wlasciciele-centrow-handlowych/j6sy24y

[2] https://zpphiu.pl/koszty-ciagna-na-dno-biznes-w-galeriach-handlowych/

Rośnie ryzyko kryzysu energetycznego

Społeczeństwo europejskie było przyzwyczajone do tego że gazu, ropy naftowej i węgla nigdy nie zabraknie. Żyło jednocześnie z takim przekonaniem, że mamy odnawialne źródła energii, że rozwijamy odnawialne źródła energii i że źródła kopalne w zasadzie nie są już tak naprawdę potrzebne, czy nie będą potrzebne w ciągu najbliższych lat. Dzisiejszy kryzys, czy jego tempo – bo mówimy tutaj o błyskawicznym kryzysie – pokazują, że surowce energetyczne kopalne wciąż nam są potrzebne, a bez tych surowców praktycznie zanika nasz komfort w wielu obszarach życia. To znaczy: z jednej strony mamy szalejące ceny surowców i wysokie ceny np. ropy naftowej – co przekłada się na wysokie ceny paliw, z drugiej strony mamy wysokie ceny gazu – np. do ogrzewania. Trzeci element to pojawiające się ryzyko niedoboru tych surowców. W pewnym momencie przy srogiej zimie może okazać się, że surowców energetycznych nam po prostu nam zabraknie i będzie konieczna jakiegoś typu reglamentacja tych surowców. Oczywiście odbiorcy indywidualni są tutaj w najlepszej sytuacji – ponieważ ich reglamentacja dotknie najpóźniej. W myśl funkcjonowania państwa i systemu elektroenergetycznego czy energetycznego panuje zasada, że najpierw odłącza się dużych odbiorców przemysłowych, dopiero potem odbiorców indywidualnych.

– Jeżeli popatrzymy na kontekst odcięcia odbiorców przemysłowych – to musimy mieć świadomość tego, że odcięcie np. zakładów azotowych, które używają 60% gazu w Polsce, będzie oznaczało wymierne straty gospodarcze. Te zakłady przestaną produkować swoje produkty – a to od razu przełoży się na każdy inny element funkcjonowania społeczeństwa. Choćby przykład dwutlenku węgla, którego brakuje w Polsce po tym, jak zakłady Grupy Azoty i Anwilu we Włocławku zaprzestały produkcji, co automatycznie przełożyło się na brak dwutlenku węgla w przemyśle piwowarskim czy w mięsnym – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – To pokazuje, że jedna decyzja związana z ograniczeniem produkcji będzie miała wpływ również na inne gałęzie życia, które dla standardowego człowieka mogą wydawać się niezwiązane ze sobą. To, co dzisiaj widzimy, to ryzyko kryzysu energetycznego. Będzie on przybierał formę braku surowców, wymusi na nas podejmowanie bardzo radykalnych kroków i przede wszystkim my, jako społeczeństwo, musimy przygotować się na te kroki. Jesteśmy w okresie, nazwijmy to, wojny energetycznej. Wojny energetycznej, którą wypowiedziała Rosja i my do tej wojny musimy przygotować się sami, każdy z nas. A przygotowanie polega na tym, że np. skręcamy kaloryfery i termostaty na kaloryferach, zmniejszamy zużycie ciepłej wody, zmniejszymy zużycie gazu, zmniejszymy zużycie energii elektrycznej. Oczywiście w skali makro często to jest podważane, że zużycia przez odbiorców indywidualnych nie jest takie duże, żeby wpłynęło na zużycie państwowe. Natomiast ceny tych surowców już będą miały wpływ na nas i na każdego odbiorcę indywidualnie – więc obniżenie zużycia tych surowców będzie się przekładało wymiernie na rachunki, które będziemy płacić ostatecznie firmom energetycznym – wskazuje Marszałkowski.

Rynek czeka na kolejną dużą podwyżkę stóp Fedu. Niewielkie rozczarowanie może wywołać istotną wyprzedaż dolara

Jednoznacznie zły raport inflacyjny z pewnością nasila presję, by amerykańska Rezerwa Federalna dokonała w tym tygodniu kolejnej ogromnej podwyżki stóp o 75 pb. Rynki wyceniają mniej więcej 20% szans na ruch o 100 pb. Oczekiwania dotyczące środowego posiedzenia są tak wysokie, że nawet niewielkie rozczarowanie może wywołać istotną wyprzedaż dolara.

W tym tygodniu uwaga skupia się na bankach centralnych. We wtorek (20.09) Szwedzi podnieśli stopy o 100 pb. i zasygnalizowali dalsze podwyżki. Przed nami kolejne posiedzenia: najważniejsze Rezerwy Federalnej w środę (21.09), zaś Japonia, Wielka Brytania, Szwajcaria i Norwegia o stopach zadecydują dzień później. Obecnie prawdopodobnie każdy bank, który nie będzie wystarczająco jastrzębi, może pogrążyć swoją walutę. Oczekuje się, że wszystkie banki centralne poza Bankiem Japonii istotnie podniosą stopy i wydadzą jastrzębie oświadczenia.

Posiedzenie Szwajcarskiego Banku Narodowego zapowiada się na historyczne, ponieważ oczekuje się, że bank zakończy w czwartek erę ujemnych stóp procentowych dużą podwyżką stóp procentowych – o 75 pb. do 0,5%. W czwartek frank szwajcarski osiągnął najlepszą pozycję względem euro od 2015 r. (EUR/CHF – 0,95).

PLN

Polski złoty leniwie oscyluje blisko poziomu 4,70 w parze z euro. W ubiegłym tygodniu znalazł się pod pewną presją w związku z publikacją danych o inflacji CPI w USA i zmianą wyceny oczekiwań dotyczących stóp procentowych Fedu. Skala osłabienia była jednak niewielka i zupełnie nie współgrała z zachowaniem innych aktywów, które notowały znacząco wyższą zmienność.

W tym tygodniu złoty najpewniej będzie reagował na informacje z zewnątrz. Kalendarz obfituje jednak również w dane z Polski, w tym pierwsze twarde odczyty ze środka III kwartału. Opublikowany we wtorek raport o produkcji przemysłowej zaskoczył in plus (10,9% r/r), jednak również inflacja producencka okazała się wyższa od oczekiwań (25,5%). Sygnały z rynku pracy są nieco gorsze – dynamika zatrudnienia wprawdzie zgodnie z oczekiwaniami lekko podbiła (do 2,4% r/r), ale dynamika płac zelżała mocniej niż oczekiwano (do 12,7%), jeszcze mocniej oddalając się od tempa wzrostu cen, co nie jest specjalnie dobrym sygnałem dla krajowej konsumpcji. Przed nami jeszcze sprzedaż detaliczna (21.09) i stopa bezrobocia (23.09)

EUR

Zeszły tydzień był dość ubogi w wieści ze strefy euro. Jednocześnie ceny gazu ziemnego i energii wykazują oznaki potencjalnego złagodzenia kryzysu energetycznego w Europie, co wsparło euro, ograniczając skalę osłabienia w parze z mocniejszą amerykańską walutą. Handel wspólną walutą w tym tygodniu będzie zależeć prawdopodobnie od zebrania Fedu, chociaż w piątek (23.09) pojawią się odczyty wszystkich istotnych wskaźników PMI dla aktywności biznesowej, które również będą mieć znaczenie. Oczekiwania są dość niskie, więc nietrudno o pozytywne zaskoczenie.

Przemówienia członków Europejskiego Banku Centralnego będą prawdopodobnie zbliżone do jastrzębiego tonu przyjętego ostatnio przez bank i będą utrzymywać presję na wzrost stóp, a prawdopodobnie również umocnienie wspólnej waluty.

USD

Jednoznacznie zły raport inflacyjny z USA był nieprzyjemnym zaskoczeniem dla Rezerwy Federalnej. Wzrost cen był wyższy niż oczekiwano i nie widać oznak, że presja cenowa słabnie. To nasila presję, by Fed dokonał w tym tygodniu kolejnej ogromnej podwyżki stóp o 75 pb. – co jest naszym bazowym scenariuszem. Rynki też spodziewają się takiego ruchu, ale wyceniają mniej więcej 20% szans na ruch o 100 pb.

Zniknęły wcześniejsze oznaki łagodzenia presji w inflacji bazowej i wydaje się, że ten kluczowy wskaźnik stabilizuje się na niebotycznym poziomie 6%. Obecnie oczekuje się, że stopa Fedu osiągnie szczyt w okolicach ok. 4,5%.

Umocnienie dolara jest naturalną odpowiedzią na dane, lecz warto zauważyć, że oczekiwania dotyczące środowego posiedzenia są tak wysokie, że nawet niewielkie rozczarowanie może wywołać istotną wyprzedaż dolara. Jeśli Fed zdecyduje się jednak zaskoczyć rynek ruchem o 100 pb., waluta ma szansę na skokową aprecjację. Decyzję banku poznamy w środę 21.09.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Columbus wybuduje magazyn energii o mocy 63 MW za ok. 0,5 mld zł

Columbus Energy wybuduje magazyn przemysłowy o mocy prawie 63 MW. To już drugi wielkoskalowy magazyn energii w portfelu Spółki. Może kosztować 500 mln zł.

Jak poinformował Zarząd Columbus, spółka zależna z Grupy otrzymała warunki przyłączenia do sieci przesyłowej o mocy 62,7 MW, na potrzeby budowy magazynu energii o pojemności 250,8 MWh. Magazyn powstanie w południowej części kraju, a jego całkowita wartość jest szacowana na ok. 500 mln zł. Inwestycja zostanie zrealizowana z wykorzystaniem finansowania zewnętrznego.

– W naszym portfelu inwestycyjnym znalazły się kolejne warunki przyłączenia wielkoskalowego magazynu energii. Wielkoskalowe magazyny energii będą w ciągu kilku najbliższych lat kluczową technologią, która przyczyni się poprawy jakości pracy sieci przesyłowych. Umożliwią także rozbudowę energetyki rozproszonej w mikroskali, co jest jedną z najistotniejszych technologii z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polaków – komentuje Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy S.A.

Jest to już druga inwestycja Columbus w wielkoskalowy magazyn. W sierpniu br. Spółka poinformowała o uzyskaniu warunków przyłączenia dla przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW oraz pojemności 532 MWh, zlokalizowanego w południowej części Polski. Magazyn ten będzie w stanie zasilić w energię przez cały dzień 150 tys. domów.

Najskuteczniejsze zabiegi fizjoterapeutyczne na ból kręgosłupa

Wiele osób zmaga się z częstymi, ale i intensywnymi bólami kręgosłupa. Niewątpliwie najważniejsze jest wyeliminowanie pierwotnej przyczyny bólu, a więc samej dysfunkcji, która go powoduje. Nie można tylko łagodzić objawów. Bardzo skuteczne są tutaj zabiegi fizjoterapeutyczne. Czas poznać najskuteczniejsze.

Bóle kręgosłupa – co warto wiedzieć?

Bóle kręgosłupa są częstą przypadłością wielu osób i to niezależnie od wieku. Wyróżniamy bóle specyficzne, a więc jednostki medyczne typu dyskopatia, zwyrodnienie, czy osteoporoza. Bóle mogą być też niespecyficzne, gdy pacjent odczuwa ból, natomiast w badaniach nie stwierdza się żadnej choroby ani dysfunkcji. Bóle mogą być ostre, podostre i przewlekłe. Skutecznym leczeniem często jest fizjoterapia, a dokładnie zabiegi fizjoterapeutyczne. Większość pacjentów skarżących się na bóle jest leczona zachowawczo, dzięki pracy z fizjoterapeutą. Celem takiego leczenia jest nie tylko eliminacja bólu, ale i ewentualnych nawrotów. Jakie terapie są więc najskuteczniejsze?

Najskuteczniejsze zabiegi fizjoterapeutyczne

Do najskuteczniejszych zabiegów fizjoterapeutycznych możemy zaliczyć terapię manualną. Polega ona na korygowaniu wadliwych ustawień na stawach międzykręgowych. Rezultatem tego jest zmniejszenie ucisku na struktury nerwowe rdzenia kręgowego oraz uwolnienie pacjenta od bólu. Zaletą takiej terapii jest skrócenie czasu leczenia i relatywnie szybki powrót do pełnej sprawności. Dodatkowo chorzy nie muszą stosować przewlekłej farmakoterapii i zmagać się z jej skutkami ubocznymi. Warto tutaj wiedzieć, że do 3-4 dni może wystąpić pierwotne pogorszenie, a więc nasilenie dolegliwości. W jednej serii zawsze wykonuje się od 3 do 5 zabiegów w odstępie od tygodnia do 4 tygodni. Wszystkie ustalane są indywidualnie w zależności od stanu pacjenta. Aby przygotować pacjenta, ale i utrwalić efekt stosuje się działania profilaktyczne typu masaże lecznicze czy ćwiczenia rozluźniające.

Masaż medyczny to kolejny skuteczny sposób leczenia bólu kręgosłupa. W tym przypadku fizjoterapeuta oddziałuje na skórę, tkankę mięśniową, stawy i aparat wiązadłowy. Dochodzi do przyspieszenia procesów biochemicznych, a w konsekwencji szybszego usunięcia produktów przemiany materii. Szybciej też zostają dostarczone substancje odżywcze.

Masaż tensegracyjny polega na opracowywaniu całych grup mięśniowych kości oraz ścięgien połączonych ze sobą zgodnie z zasadą tensegracji. Dochodzi do normalizacji napięcia mięśniowego i w ten sposób usuwa się ból.

Kinezyterapia to leczenie polegające na wykorzystaniu różnych form ruchu. Celem tego zabiegu jest przywrócenie bezbolesnych ruchów zarówno kręgosłupa, jak i kończyn, ale też poprawa wydolności organizmu i wytrzymałości mięśni. Ta metoda obejmuje także kształtowanie prawidłowych nawyków ruchowych.

PNF jest terapią nastawioną na zlikwidowanie indywidualnego problemu, który jest wynikiem urazu lub choroby. W tym przypadku wykorzystuje się ruchy trójpłaszczyznowe. Ta metoda jest bardzo skuteczna i oparta na dokładnej analizie problemu i ukierunkowaniu na dany przebieg leczenia.

Neuromobilizacja to terapia, która działa bezpośrednio na układ nerwowy. Poprzez nacisk na nerwy dochodzi do poprawienia ruchomości i elastyczności kończyn. Ta metoda sprawdzi się nawet w przypadku ostrych stanów.

Skutecznym leczeniem jest też laseroterapia. Polega ona na naświetlaniu promieniami lasera miejsc na ciele, w których powstały określone dolegliwości bądź schorzenia. Wzrost aktywności procesów regeneracyjnych tkanek i komórek jest tutaj bardzo szybki. Jeżeli szukacie pomocy fizjoterapeuty w bólach kręgosłupa, to odwiedźcie stronę: https://osteohelp.pl/fizjoterapia/.

Czym jest i jak działa ubezpieczenie medyczne?

Publiczna opieka zdrowotna niestety nie funkcjonuje tak, jak moglibyśmy sobie tego życzyć, dlatego wielu rodaków leczy się prywatnie. Mowa zarówno o osobach, które sporadycznie odwiedzają prywatne gabinety lekarskie, jak i o tych, którzy posiadają prywatne ubezpieczenia zdrowotne umożliwiające im korzystanie z prywatnej opieki medycznej. Jak działają takie ubezpieczenia? Kto powinien rozważyć skorzystanie z takiej możliwości?

Prywatne ubezpieczenie zdrowotne

Polska służba zdrowia od lat zmaga się z licznymi problemami. Oczekiwania na badania diagnostyczne czy porady specjalistów trwają czasem tygodniami, a nawet miesiącami. W konsekwencji wiele osób w trosce o swoje zdrowie decyduje się na odwiedzenie prywatnej placówki medycznej czy gabinetu lekarskiego. O ile zdarza się to sporadycznie i nie obciąża przesadnie domowego budżetu. Jednak gdy częstotliwość wizyt lekarskich się zwiększa, warto pomyśleć o wykupieniu ubezpieczenia medycznego. Jak działa takie ubezpieczenie? Idea jest bardzo prosta – posiadacz takiego produktu uzyskuje dostęp do prywatnej opieki medycznej i dzięki temu nie musi się przejmować długimi kolejkami do specjalistów.

Ubezpieczenia zdrowotne to szansa na indywidualny lub rodzinny dostęp do określonej liczby placówek medycznych, specjalistów, badań czy usług dotyczących zdrowia. Wybierając pakiet dla siebie, warto zastanowić się, z czego najczęściej będziemy korzystać i czy zależy nam np. na usługach stomatologicznych, które nie zawsze są w zakresie. Cena pakietu uzależniona jest od wybranego wariantu oraz liczby osób objętej ochroną ubezpieczeniową.

Ubezpieczenia medyczne oferowane są dziś przez wiele różnych podmiotów i dostępne są tak naprawdę dla każdego. Wiele dużych firm oferuje prywatną opiekę medyczną w ramach takiego ubezpieczenia jako benefit pracowniczy. W rezultacie za niewielką miesięczną składkę pracownik uzyskuje dostęp do określonej grupy specjalistów i badań.

Oczywiście ubezpieczenie zdrowotne to produkt, z którego korzystać mogą nie tylko pracownicy korporacji. Ubezpieczenie wykupić może każdy i jak pokazują statystyki, Polacy decydują się na taki krok coraz chętniej. Powodem jest chęć lepszego zadbania o własne zdrowie, zapewnienie sobie dostępu do wykwalifikowanych specjalistów i badań, które pozwalają skuteczniej i szybciej identyfikować jednostki chorobowe oraz niepokojące objawy. To również szansa na uniknięcie konieczności czekania na wizytę w długiej kolejce. Wiele osób ze względu na stan zdrowia nie może sobie pozwolić na długie oczekiwanie. Dużym zainteresowaniem cieszą się zarówno indywidualne ubezpieczenia zdrowotne, jak i ubezpieczenia grupowe, wykupywane dla członków rodziny.

Jak wybrać najlepszą ofertę?

Wybór ubezpieczenia zdrowotnego powinien być poprzedzony gruntowną analizą potrzeb. Wiedząc, na jakich usługach, badaniach i specjalistach nam zależy, będziemy mogli lepiej dobrać polisę do swoich potrzeb. Rozsądnym krokiem będzie konsultacja z ekspertką lub ekspertem finansowo-ubezpieczeniowym np. z Grupy ANG. Dlaczego? Porozmawiasz o swoich potrzebach i oczekiwaniach, a oni porównają oferty ubezpieczycieli i przedstawią Ci najlepszy pakiet medyczny, nie tylko pod względem ceny, ale przede wszystkim zakresu ubezpieczenia. 

Kolejny atak phishingowy. Tym razem ofiarą REVOLUT

Tysiące użytkowników usług finansowych Revolut mogło zostać ofiarami cyberataku, podczas którego ukradziono cenne pliki. Systemy firmowe instytucji finansowej, która oferuje nowoczesne usługi płatności P2P, wymiany walut oraz kryptowalut, zostały złamane przez cyberprzestępców.

– Revolut doświadczył wysoceukierunkowanego ataku hakerskiego, w wyniku, którego cyberprzestępca przejął dane osobowe, adresy oraz informacje o transakcjach części użytkowników. Z relacji użytkowników, można wnioskować, że atakujący uzyskał dostęp do systemów Revoluta kilka dni temu, przejmując również kontrolę nad chatem. W jaki sposób haker uzyskał dostęp? Za sprawą phishingu, czyli sztuczek socjotechnicznych, w których wykorzystuje się instytucje lub autorytety w celu uzyskania poufnych danych lub innych korzyści. W podobny sposób zaledwie kilka dni wcześniej zaatakowano Ubera – oceniają eksperci firmy Check Point Software, specjalizującej się w cyberbezpieczeństwie.

Ataki phishingowe to oszustwa, w którym przestępca podszywa się pod znaną instytucję lub osobę, w celu wyłudzenia poufnych informacji lub bezpośrednio korzyści finansowych. Kierowane są zwykle szeroko, do użytkowników domowych. Z analiz przeprowadzonych przez Check Point Software wynika, że w ostatnim czasie w tego typu atakach, cyberprzestępcy najczęściej podszywali się pod marki LinkedIn (45% wszystkich ataków phishingowych), Microsoft (13%) oraz DHL (12%).

W przypadku Ubera lub Revoluta hakerzy przeprowadzili jednak zdecydowanie bardziej wyrafinowaną kampanię, oszukując doświadczonych pracowników oraz przejmując dostęp do systemów firmowych. Duże firmy narażane są również na jeszcze jeden typ ataków, w których wykorzystuje się phishing, a które w ostatnim czasie zyskują na popularności. Są to tzw. Business Email Compromise(BEC) i polegają na podszywaniu się pod przełożonego w celu uzyskania korzyści finansowych.

Niedobór wykwalifikowanych pracowników IT wpływa na decyzje dotyczące inwestycji w technologie

  • Nowe dane zebrane przez firmę MuleSoft należącą do Salesforce pokazują, że 98% kierowników działów informatycznych twierdzi, że „wielka rezygnacja” spowodowała luki kompetencyjne w ich działach
  • Ponad jedna trzecia (36%) przedsiębiorstw planuje zwiększyć w ciągu najbliższych 12 miesięcy wykorzystanie narzędzi wymagających niewielkiej ilości kodu (low-code) lub niewymagających go wcale (no-code)
  • Raport pt. „2022 IT Leaders Pulse”, oparty na globalnym badaniu przeprowadzonym wśród 1000 kierowników działów informatycznych, zapewnia wgląd w wyzwania dotyczące kadr, procesów i technologii, przed którymi stoją firmy w erze cyfrowej

Jak wynika z nowego badania przeprowadzonego przez należącą do Salesforce firmę MuleSoft, wyzwania związane z pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowników IT mają obecnie duży wpływ na decyzje dotyczące inwestycji w technologie. Raport pt. „2022 IT Leaders Pulse” pokazuje, że prawie trzy czwarte (73%) kierowników działów informatycznych zgadza się, że pozyskiwanie wykwalifikowanych pracowników IT nigdy nie było trudniejsze, a prawie wszyscy (98%) respondenci twierdzą, że kwestia ta wpływa na decyzje inwestycyjne ich przedsiębiorstwa w zakresie technologii.

W raporcie wskazano również, że dzisiejsi kierownicy działów informatycznych wykorzystują technologię do zapewniania swoim pracownikom i klientom obsługi bardziej dostosowanej do ich potrzeb. Większość (86%) kierowników działów informatycznych twierdzi obecnie, że obsługa, jaką przedsiębiorstwo zapewnia swoim pracownikom i klientom, jest równie ważna jak jej produkty i usługi, a czterech na pięciu respondentów zgadza się, że udoskonalone technologie zorientowane na potrzeby klientów (86%) i pracowników (85%) mają kluczowe znaczenie dla konkurencyjności ich przedsiębiorstw.

– Ciągle zmieniające się warunki ekonomiczne sprawiają, że technologia staje się jeszcze bardziej nieodzowna dla zapewnienia sukcesu firmy w każdym obszarze działalności, w tym w sprzedaży, usługach, marketingu, handlu i IT – powiedział Matt McLarty, globalny dyrektor ds. technicznych, MuleSoft. – Ponieważ kierownicy działów informatycznych zmagają się z problemem obsadzania stanowisk w celu sprostania temu dodatkowemu zapotrzebowaniu, tradycyjne działania w tym zakresie stały się niewystarczające. Zamiast tego kierownicy działów informatycznych muszą wprowadzić teraz szersze, obejmujące całą firmę usprawnienia procesów dzięki automatyzacji, które zwiększają innowacyjność, poprawiają obsługę użytkowników i przyspieszają rozwój.

Presja związana z pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowników IT wpływa na decyzje dotyczące inwestycji w technologie

Prawie dziewięciu na dziesięciu (87%) kierowników działów informatycznych zgadza się, że inwestowanie w ludzi jest niezmiernie ważne. W rezultacie większość respondentów planuje w ciągu najbliższych 12 miesięcy zainwestować w poprawę samopoczucia pracowników IT (82%) i podnoszenie kwalifikacji (78%), przy czym obie te kwestie wyprzedzają zwiększanie zatrudnienia w IT (68%). Wnioski z raportu:

„Wielka rezygnacja” spowodowała luki kompetencyjne w poszczególnych obszarach IT: prawie wszyscy (98%) kierownicy działów informatycznych twierdzą, że spowodowała ona powstanie luk kompetencyjnych w dziale IT w ich przedsiębiorstwie, przede wszystkim w zakresie architektury i rozwiązań informatycznych (60%) oraz zarządzania chmurą i infrastrukturą (45%).

Przedsiębiorstwa realizują projekty związane z automatyzacją i samoobsługą: wielu kierowników działów informatycznych wprowadza automatyzację i samoobsługę, aby rozwiązać problem pogłębiającej się luki kompetencyjnej. We wszystkich branżach 58% przedsiębiorstw automatyzuje zadania i procesy, a 53% umożliwia pracownikom nietechnicznym korzystanie z narzędzi automatyzacji w celu zaspokojenia ich potrzeb.

Kierownicy działów informatycznych są oceniani pod kątem zapewniania wysokiej jakości obsługi użytkowników: ponad połowa jest obecnie oceniana pod kątem produktywności pracowników (52%), a wielu również pod kątem obniżenia i optymalizacji kosztów (50%), obsługi klientów (48%) oraz komfortu pracowników (46%).

Usprawnienia procesów zwiększają innowacyjność i efektywność

Podczas gdy zapewnienie wysokiej jakości obsługi jest kluczową kwestią, strategia informatyczna i biznesowa zorientowana na potrzeby ludzi wymaga efektywnych procesów. Ponad połowa kierowników działów informatycznych (54%) uważa, że przepływy pracy zachodzące między zespołami informatycznymi i biznesowymi mogłyby zostać znacznie usprawnione. Raport zwraca również uwagę na następujące kwestie:

Istniejące procesy IT stanowią wąskie gardło: dziewięciu na dziesięciu (91%) kierowników działów informatycznych twierdzi, że istniejące procesy informatyczne ograniczają wydajność. Wyzwania związane z procesami są również wymieniane jako czynnik negatywnie wpływający na innowacyjność (91%), wdrażanie technologii (92%), obsługę klientów (92%) i obsługę pracowników (93%).

Usprawnienia procesów są wysoko na liście priorytetów: prawie połowa (46%) kierowników działów informatycznych twierdzi, że usprawnienie procesów jest priorytetem dla ich przedsiębiorstwa w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Łączone zespoły zwiększają efektywność procesów: większość respondentów szuka możliwości łączenia zespołów w celu usprawnienia procesów i rozwiązania problemów związanych z procesami. W skład zespołów łączonych wchodzą pracownicy z różnych obszarów – posiadający wiedzę z zakresu technologii i analityki, jak również wiedzę specjalistyczną – którzy są współodpowiedzialni za wyniki biznesowe i technologiczne. Ponad dwie trzecie (69%) przedsiębiorstw utworzyło zespoły łączone lub jest w trakcie ich tworzenia, a 22% planuje to zrobić w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Co więcej, wśród przedsiębiorstw mających już zespoły łączone 63% kierowników działów informatycznych twierdzi, że zespoły te były bardzo skuteczne w pomaganiu działowi biznesowemu w realizacji jego celów.

Automatyzacja oraz narzędzia wymagające niewielkiej ilości kodu lub niewymagające go wcale zwiększają wydajność i usprawniają obsługę użytkowników

Zastosowanie technologii zwiększa możliwości i napędza rozwój działalności. Przedsiębiorstwa wykorzystują najlepsze technologie do zapewnienia nowej jakości obsługi klientów i pracowników. Choć strategia ta pozwala zwiększyć elastyczność, czterech na pięciu (81%) kierowników działów informatycznych przyznaje, że takie podejście oznacza, że ich przedsiębiorstwo musi zmagać się ze złożonością środowiska informatycznego.

Problemy związane z integracją pozostają aktualne: większość kierowników działów informatycznych uważa, że projekty integracji danych lub systemów trwają zbyt długo (66%) i są zbyt kosztowne (69%). Jednocześnie ponad dwie trzecie (68%) przyznaje, że brak integracji danych lub systemów powoduje niespójność w obsłudze klientów. W rezultacie prawie wszyscy (98%) kierownicy działów informatycznych twierdzą, że na decyzje dotyczące nowych inwestycji wpływa możliwość integracji danego narzędzia z istniejącą technologią.

Firmy wykorzystują narzędzia wymagające niewielkiej ilości kodu lub niewymagające go wcale: wielu kierowników działów informatycznych stosuje takie narzędzia, aby umożliwić użytkownikom biznesowym zapewnianie i testowanie nowej jakości obsługi. Prawie wszystkie przedsiębiorstwa (96%) korzystają obecnie z narzędzi wymagających niewielkiej ilości kodu lub niewymagających go wcale, a 36% planuje zwiększyć ich wykorzystanie w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Dojrzałość automatyzacji rośnie, ale jest jeszcze pole do usprawnień: wiele przedsiębiorstw wdrożyło automatyzację, aby poprawić obsługę klientów i jakość produktów. Dwie trzecie przedsiębiorstw (67%) w większości lub w pełni zautomatyzowało swoje procesy IT, a wiele z nich wprowadziło podobny poziom automatyzacji w innych obszarach biznesowych – w tym w obsłudze klienta (59%), finansach (60%), marketingu (58%), sprzedaży (56%) i HR (55%). Jednakże odsetek przedsiębiorstw, które wprowadziły pełną automatyzację procesów, pozostaje dość niski – średnio 23% firm twierdzi, że udało im się to osiągnąć we wszystkich obszarach biznesowych.

– Obecna sytuacja ekonomiczna nie pozostawia kierownikom działów informatycznych wyboru – muszą robić więcej za mniej. Narzędzia są po to, aby umożliwić większej liczbie użytkowników tworzenie rozwiązań cyfrowych oraz pomóc ich przedsiębiorstwom w rozwoju przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności. Dzięki automatyzacji procesów tam, gdzie jest ona wykonalna, kierownicy mogą szybciej uzyskiwać korzyści oraz przyspieszać wprowadzanie innowacji – dodał McLarty.

Metodologia

Raport firmy MuleSoft pt. „IT Leaders Pulse” został opracowany we współpracy z Vanson Bourne na podstawie wywiadów z 1000 kierowników działów informatycznych na całym świecie. Badanie online zostało przeprowadzone w okresie od czerwca do lipca 2022 r. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Holandii, Australii, Singapurze, Hongkongu i Japonii. W badaniu wzięli udział tylko odpowiedni kandydaci, którzy zostali zweryfikowani w wyniku rygorystycznego, wielopoziomowego procesu selekcji. Wszyscy respondenci pracują w przedsiębiorstwach z sektora publicznego lub prywatnego, zatrudniających co najmniej 1000 pracowników, i zajmują stanowisko kierownicze średniego lub wyższego szczebla w dziale IT.

The Merge nie będzie oceniane na podstawie kilkudniowych wyników

Spadek wartości ethereum w ciągu ostatnich kilku dni będzie uznawany za dowód na niepowodzenie i przereklamowanie The Merge. Jednakże – jak każda inwestycja i każdy rynek – nie będzie oceniany na podstawie jedynie małego wycinka wyników.

The Merge był z natury długoterminową zmianą sposobu zarządzania siecią ethereum i wykorzystania jej zasobów. Obietnica cudownej zmiany z dnia na dzień jest przekleństwem dojrzałego, długoterminowego zrównoważonego rozwoju i powinna być traktowana z ostrożnością przez wszystkich obserwujących inwestorów.

Cena ethereum spadła poniżej niedawnego poziomu 1 400 dolarów, ale w grę wchodzi znacznie szerzej zakrojona walka rynkowa, która odwraca uwagę inwestorów od znaczących ulepszeń sieci. Zmienność cenowa dotyka całego sektora kryptowalut, a to za sprawą głównych czynników makroekonomicznych poza jego kontrolą – w taki sam sposób, w jaki akcje doświadczają znaczących wyprzedaży.

Inwestorzy rozważający swoją pozycję w tym momencie – ci, którzy mocno wierzą w długoterminowe przykłady użycia kryptowalut, takich jak bitcoin lub ethereum – powinni upewnić się, że są przygotowani na większą zmienność w przyszłości, ponieważ los gospodarki nie wydaje się jeszcze odwracać. Jednak długoterminowa teza inwestycyjna powinna być ważniejszym wskaźnikiem niż tylko ruch na rynku.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Trudność wydobycia bitcoina osiąga rekordowy poziom

Trudności wydobycia bitcoina i jego hashrate ustanowiły rekordy wszech czasów. ATH pojawiają się pomimo znacznej słabości ceny tokena. Hashrate bitcoina jest zasadniczo całkowitą mocą obliczeniową sieci, liczbą haseł generowanych i wypełnianych na sekundę.

Wskaźnik hashrate zazwyczaj wzrasta z powodu większej konkurencji między kopaczami. W tym przypadku, ATH może być sygnałem, że kopacze odchodzą od ethereum i przechodzą do innych kryptowalut proof-of-work, takich jak bitcoin. Taki trend, który trwa od kilku tygodni.

Duże grono kopaczy i wysoki poziom konkurencji w sieci, który wymusza wzrost hashrate jest zasadniczo dobrą rzeczą. Choć nie jest to skorelowane z ceną, to im więcej kopaczy w sieci, tym jest ona bezpieczniejsza. Jest to również sygnał, który jest powszechny w czasach bessy, kiedy wykorzystanie i rozwój zaplecza utrzymuje się pomimo nagłych spadków cen i może być interpretowany jako pozytywny wskaźnik długoterminowy.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

The Merge to “niewypał”?

W zeszłym tygodniu, główne kryptowaluty, takie jak bitcoin i ethereum, znalazły się na nowych minimach. Stało się tak, ponieważ wyprzedaż wśród głównych aktywów, od złota po akcje, również popchnęła rynek kryptowalut w dół.

Bitcoin miał ciężki tydzień, mimo że we wtorek dotknął poziomu powyżej 22 000 dolarów po raz pierwszy od sierpnia tego roku. Największa na świecie kryptowaluta odnotowała gwałtowny spadek ceny w dalszej części tygodnia, osiągając wczoraj na platformie eToro niski poziom 18 105 dolarów, po tym jak seria negatywnych wskaźników ekonomicznych pogrążyła rynki. Obecnie, znajduje się w okolicach 19 100 dolarów.

Ethereum, tymczasem, doświadczyło podobnej wyprzedaży, z dodatkowym ciężarem oczekiwań wobec sieci ethereum związanym z The Merge. W zeszły wtorek, token znajdował się powyżej 1 700 dolarów, wczoraj jednak spadł do niskiego poziomu nieco poniżej 1 300 dolarów. Obecnie utrzymuje się w okolicach 1 350 dolarów.

Wydaje się, że The Merge miało pewien krótkoterminowy wpływ na cenę, ze znacznym spadkiem w bezpośrednim następstwie premiery. Ale patrząc szerzej, nawet na siedmiodniowe wyniki, obserwatorzy mogą zauważyć, że token wyraźnie porusza się ramię w ramię z innymi aktywami ryzyka w obliczu świeżych negatywnych wskaźników gospodarczych.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Deepfake: twarzą w twarz z nowym cyberzagrożeniem 

Wołodymyr Zelenskij nakazuje poddać się Ukrainie. Tom Cruise instruuje, jak używać detergentów, a Salvador Dali ożywa – co łączy te historie? To wierutna bzdura, a do jej stworzenia wykorzystano technologię deepfake.

Jeżeli ransomware nie dał wystarczająco popalić zespołom ds. bezpieczeństwa, to na horyzoncie pojawiło się nowe wyzwanie — fala cyfrowych oszustów używających tej technologii.

W marcu w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym prezydent Ukrainy, Wołodymyr Żeleński wydaje polecenie swoim żołnierzom, aby poddali się siłom rosyjskim. Kapitulacja? W żadnym wypadku, to po prostu… deepfake. A to tylko jeden z wielu przykładów potencjalnych zagrożeń, jakie stworzyć może wykorzystanie tej technologii.

Ofiarami są nie tylko głowy państw, „żartownisie” upodobali sobie także gwiazdy kina i sportu, a nawet postaci historyczne. Na platformie TikTok opublikowano film z udziałem Toma Cruise’a, który doradzał, jak radzić sobie z detergentami podczas sprzątania. Film obejrzano ponad pół miliona razy, problem w tym, że jego główny bohater nigdy w nim nie uczestniczył.

Co więcej, obecnie rosnącą popularnością cieszy się socialmediowy trend Deep Nostalgia, polegający na tym, że przy użyciu technologii deepfake, opracowanej przez My Hertige i zdjęcia, internauci „ożywiają” zmarłe osoby i nagrywają swoje reakcje. Postać mruga oczami, prezentuje zadziwiająco realną mimikę twarzy, ciepło się uśmiecha, a w przede wszystkim wywołuje wzruszenie i łzy stęsknionej osoby.

Ślepa wiara

To znak, że zjawisko to staje się coraz bardziej zaawansowane i przybiera na sile. Poprzednie przypadki, które stawały się viralami, miały często charakterystyczne oznaki, że z materiałem jest coś nie tak, jak choćby nieporadne montaże czy nietypowa mimika lub gesty postaci.

Deepfake świetnie radzi sobie z naśladowaniem prawdziwych ludzi. Jest wielce prawdopodobne, że szybko stanie się to problemem dla wszystkich. Ta metoda wykorzystuje sztuczną inteligencję i techniki głębokiego uczenia do generowania sfałszowanych obrazów osób lub całych wydarzeń. Ataki tego typu wzrosły o 13% – w VMware Global Incident Response Threat Report, 66% respondentów stwierdziło, że miało z nimi do czynienia w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Rozwój technologii deepfake sprawia, że nietrudno wyobrazić sobie jej eksploatację przez cyberprzestępców, zwłaszcza w celu wyłudzenia pieniędzy. Zdaniem większości respondentów badania VMware ataki deepfake częściej przybierały formę wideo (58 proc.) niż audio (42 proc.), a do najpopularniejszych metod ich dostarczania należały: wiadomości e-mail (78%), mobilne przesyłanie wiadomości (57%), głos (34%), kanały social (34%).

Komplementarność cyberprzestępczości

Może i ransomware generuje więcej nagłówków, ale to włamania do firmowej poczty elektronicznej są obecnie najdroższym formatem cyberoszutsw — według szacunków FBI, każdego roku kosztuje to firmy miliardy dolarów. Cyberprzestępcy, wykorzystując wiadomości e-mail, włamują się na konta należące do przełożonych — ewentualnie sprytnie podszywają się pod ich adresy e-mail – i proszą pracowników o autoryzację dużych transakcji finansowych, które niejednokrotnie mogą opiewać na kwoty rzędu setek tysięcy.

Przykładowo: przełożony w prowadzonej korespondencji informuje, że pieniądze muszą zostać niezwłocznie wysłane, być może w ramach poufnej transakcji biznesowej, której nie wolno nikomu wyjawić. Jest to klasyczna sztuczka socjotechniczna nastawiona na zmuszenie ofiary do szybkiego przelania pieniędzy bez żądania potwierdzenia od kogokolwiek, kto mógłby zorientować się, że jest to fikcyjna dyspozycja. Nim ktokolwiek zdąży się zorientować, cyberprzestępcy i pieniądze rozpływają się w powietrzu.

Takie ataki są bardzo często skuteczne, niemniej wiele osób pozostaje podejrzliwymi wobec nietypowych, nagłych wiadomości od szefa. Gdyby jednak cyberprzestępcy mogli użyć deepfake’a do wystosowania swojej fikcyjnej prośby, wówczas ofiarom może być znacznie trudniej odmówić, ponieważ byliby przekonani, że rzeczywiście rozmawiają ze swoim szefem na kamerze. Niejedna organizacja umieszcza na swojej stronie internetowej listę kierownictwa wyższego szczebla. Członkowie zarządu często przemawiają na imprezach lub w mediach, więc z łatwością można znaleźć nagrania ich wystąpień.

Przestępcy mogliby, przy użyciu zaawansowanych technik uczenia głębokiego, wykorzystać publicznie dostępne informacje i materiały, aby stworzyć fałszywą postać np. członka zarządu. Następnie wykorzystując luki w poczcie elektronicznej, umówić rozmowę wideo z pracownikiem i poprosić go o dokonanie (fałszywej) transakcji. Jeśli ofiara uwierzy, że rozmawia ze swoim przełożonym, jest mało prawdopodobne, że odmówi wykonania polecenia. Oszuści wykorzystywali już sztuczną inteligencję, aby przekonać współpracowników, że rozmawiają przez telefon ze swoim szefem. Dodanie elementu wideo sprawi, że jeszcze trudniej będzie wykryć, że w rzeczywistości kontaktują się z oszustami.

Fałszywy obraz obnaża wady pracy zdalnej

Cyberprzestępcy używają deepfake’ów, aby ubiegać się o zdalne stanowiska pomocy technicznej IT, czyli role, które umożliwiałyby dostęp do wrażliwych danych osobowych pracowników i klientów, a te można by wykraść i wykorzystać. Co więcej, hakerzy będą wykorzystywać „fałszywe obrazy” i inne treści generowane przez AI do przeprowadzania obcych operacji wywierania wpływu.

Wprawdzie postęp technologiczny sprawia, że coraz trudniej jest odróżnić deepfake od autentycznego materiału wideo, ale FBI radzi by szukać w wideo wypaczeń obrazu, nienaturalnych ruchów głowy i tułowia, a także problemów z synchronizacją ruchów twarzy i ust czy towarzyszącym dźwiękiem. Sfałszowane wideo może bez trudu zostać nowym wektorem cyberprzestępczości, stąd powstrzymanie tego trendu będzie nie lada sztuką. Niewykluczone, że organizacje zostaną zmuszone do opracowania nowych zasad uwierzytelniania decyzji podczas spotkań online – zespoły Security Operations Center powinny baczniej monitorować i analizować stan bezpieczeństwa organizacji w tym aspekcie.

Zresztą to także wyzwanie dla wiarygodności pracy zdalnej — co to znaczy, że nie możemy wierzyć w to, co widzimy na ekranie?  Im bardziej firmy i ich pracownicy będą świadomi potencjalnych zagrożeń, jakie stwarza dziś deepfake, tym łatwiej będzie chronić się przed atakami — w przeciwnym razie mamy kłopoty.

Krzysztof Szukała, Inspektor Ochrony Danych Osobowych (ISC)2 CISSP w Grupie 3S

Szwedzi zaskakują, ale nie rynki

Inflacja producencka głównej gospodarki w Unii Europejskiej negatywnie zaskoczyła rynki. Jej wartość znacząco różni się od konsensusu. O wiele lepiej wskaźnik ten przedstawia się w Kanadzie. W Skandynawii szwedzcy decydenci próbowali zaskoczyć rynek, podnosząc stopy procentowe powyżej oczekiwań.

PPI w Niemczech

Za naszą zachodnią granicą inflacja producencka z impetem pokonała rekord sprzed miesiąca (37,2%). Tym samym ustanowiła nowe szczyty. Jej aktualna wartość wynosi aż 45,8%. Odczyt ten znacznie odbiega od oczekiwań rynku, które były na poziomie 37,5%. Niemiecka gospodarka jeszcze nigdy w historii nie miała do czynienia z takimi wartościami w przypadku omawianego wskaźnika. Co więcej, skok o 8,6 punktu procentowego w stosunku do odczytu sprzed miesiąca jest również rekordową różnicą. Warto zaznaczyć, że inflacja producencka nie jest indeksem, który znacząco wpływa na wartości kursowe. Stąd też brak większej reakcji na EUR/USD po jego publikacji. Główna para walutowa świata od wczorajszego wieczoru do wtorku godziny 10:00 utrzymuje się powyżej parytetu. Dodam, że PPI ma opóźniony wpływ na inflację konsumencką. Tutaj dochodzimy do niezbyt optymistycznego wniosku, który sugeruje gorsze dane niemieckiego CPI w kolejnych miesiącach.

W Kanadzie lepiej

W zupełnie innym kierunku podąża inflacja producencka w Kraju Klonowego Liścia. Tutaj od marca 2022 roku znajdujemy się w trendzie spadkowym. Wczorajsza publikacja znalazła się na poziomie 10,6%. Tym samym zeszliśmy do najniższych poziomów od kwietnia 2021 roku. Dobre dane kanadyjskiego indeksu nieznacznie odznaczyły się na wykresie USD/CAD. Po publikacji inflacji producenckiej w Kanadzie tracący wczoraj dolar kanadyjski odbił się od poziomu 1,334 CAD. Do dziś umocnił się o niecały cent w stosunku do amerykańskiej waluty. Dziś po południu czeka nas odczyt CPI z Kanady, co może wywołać większy ruch kursowy na USD/CAD, niż wczorajsze dane dotyczące cen producentów.

Szwedzi podnoszą stopy o 100 pb!

Bank Szwedzki podniósł stopy procentowe powyżej oczekiwań. Ich aktualna wartość to 1,75%. Zmiana ta była znacząca, gdyż decydenci ze Sztokholmu postawili na podwyżkę o 100 pb. Wydawać by się mogło, że tak znaczący ruch wpłynie na kurs korony szwedzkiej w stosunku do euro, amerykańskiego dolara czy złotego. Tak się jednak nie stało. Po chwilowym zawirowaniu kursowym związanym z ogłoszeniem decyzji Riksbanku, we wtorek przed godziną 10:30 na wykresach EUR/SEK i USD/SEK znajdujemy się powyżej poziomów obserwowanych z rana. Oznacza to, że chwile po publikacji danych korona szwedzka lekko traci do trzech wcześniej wspomnianych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka CPI

19:00 – strefa euro – wystąpienie publiczne prezeski ECB (Christine Lagarde).

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Zakupoholizm, hazard, kredytoholizm – uzależnienia, które doprowadzą do katastrofalnych długów

W 2021 r. przychody branży hazardowej w Polsce wzrosły o 52,5%[1]. Najbardziej uderzający jest wzrost przychodów z gier kasynowych online, który wynosi aż blisko 109%[2]. Dlaczego tak chętnie gramy na pieniądze? Dziś od wejścia do świata hazardu dzieli nas zaledwie kilka kliknięć: dostęp online do takich aktywności jest bardzo łatwy. Korzystamy z okazji raz i drugi, a gdy uda nam się wygrać nawet drobną sumę, zachęceni, idziemy o krok dalej… Wszystko jest w porządku, dopóki jest to tylko rozrywka, kontrolujemy nasze działania. Jednak hobby szybko potrafi przerodzić się w nałóg, który nierozpoznany w porę, może doprowadzić do katastrofalnych długów. Równie groźny jest zakupoholizm czy też kredytoholizm (!), który z kolei popycha do zaciągania coraz większej liczby kredytów i pożyczek, stopniowo wpędzając uzależnione osoby w spiralę długów. Jak rozpoznać u siebie syndromy tych uzależnień i w porę zapobiec finansowej katastrofie? I co zrobić, gdy sytuacja jest tak zła, że już wiemy, że samodzielnie nie będziemy w stanie podołać spłacie wszystkich powstałych zobowiązań? O tym w kolejnym materiale Intrum z cyklu „Ogarniam finanse”!

Choroba XXI wieku – zakupoholizm

Kupujemy wszyscy, bez wyjątku, bo przecież musimy kupować, więc zakupoholizm to szczególnie groźne uzależnienie, w którym łatwo przekroczyć granicę między zaopatrywaniem się w to, czego faktycznie potrzebujemy, a tzw. kupowaniem kompulsywnym, czyli chorobliwym, nieracjonalnym nabywaniem kolejnych rzeczy. Zakupoholizm jest wyjątkowo niebezpieczny dla osób, które mają problemy z samokontrolą i podejmują decyzje pod wpływem emocji. Wydawanie pieniędzy staje się dla nich formą odreagowania stresu lub niepowodzeń. Gdy potrzeba jest już tak silna, że staje się psychicznym przymusem, tracą panowanie nad swoimi wydatkami i można już mówić o uzależnieniu. Nie chodzi przy tym o posiadanie konkretnych rzeczy, a o euforyczny stan emocjonalny towarzyszący samemu procesowi zakupów. Gdy emocje opadają i przychodzi się zmierzyć ze spustoszeniem na koncie, u kupującego pojawiają się wstyd i poczucie winy:

– Osoby dotknięte zakupoholizmem, w porównaniu do tego, jak funkcjonują na rynku „zdrowi” konsumenci, tracą możliwość racjonalnej oceny swoich zachowań finansowych. W praktyce oznacza to np., że powodowani uzależnieniem, potrafią wydać na niekontrolowane zakupy pieniądze przeznaczone na podstawowe potrzeby związane z utrzymaniem: np. opłatę czynszu. Niejednokrotnie w perspektywie miesiąca wydają przez to więcej niż zarabiają. Trwający zakupoholizm zniszczy prędzej czy później równowagę finansową nawet przy dużym budżecie – dlatego w długi wpadają przez niego także osoby, które mają stosunkowo wysokie dochody – przestrzega Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Warto też zauważyć, że zakupoholizm staje się tym poważniejszą „chorobą”, im prostsze i szybsze staje się samo kupowanie – a takie możliwości daje nam dziś przede wszystkim Internet. Dynamiczny rozwój platform e-commerce sprawia, że każda rzecz jest na wyciągnięcie ręki, bez wychodzenia z domu. Do dyspozycji mamy coraz więcej wygodnych, nowoczesnych form finansowania zakupów, choćby opcję odroczonych płatności, czyli „buy now, pay later” lub zakupy ratalne. Ale pozostańmy czujni, jeśli je wybieramy:

– Nowe formy płatności mogą oczywiście być bardzo wygodnym rozwiązaniem, ale tylko wtedy, gdy mamy do nich odpowiedzialny stosunek i potrafimy właściwie ocenić ich konsekwencje. Jeśli z zakupów na raty lub płatności BNPL korzysta osoba kupująca pod wpływem emocji, to fakt, że pieniądze nie od razu znikają z jej konta, ale np. są pobierane po 30 dniach, może dodatkowo „uśpić” właściwy odruch zahamowania decyzji o zakupie. Sam fakt, że kupujący może dzięki temu „pozwolić sobie” na kolejny gadżet czy torebkę, prowadzi do nakręcania się spirali zakupów za pieniądze, których de facto może nie mieć, bo należy pamiętać, że płatności BNPL polegają przecież na zaciągnięciu kredytu. Jeśli więc zauważamy, że zdarza nam się kupować pod wpływem chwili, to stawiajmy sobie „bariery” – np. umówmy się ze sobą, że jeśli coś nam się spodoba, to nie kupujemy od razu, a dajemy sobie czas na przemyślenie i ochłonięcie z zakupowej ekscytacji. Jeśli po miesiącu stwierdzimy, że nadal tego potrzebujemy – dopiero kupujmy. Pomagajmy sobie, szczegółowo planując nasz budżet. Istnieje wiele aplikacji, dostępnych za darmo, w których możemy wpisać każdy wydatek. Jeśli będziemy regularnie obserwować swoje zachowania zakupowe, łatwiej zauważymy niepokojące sygnały. W momencie, gdy sami dostrzeżemy u siebie problem i w porę zareagujemy, jest większe prawdopodobieństwo, że unikniemy pułapki zakupowego uzależnienia i jego niszczących konsekwencji – dodaje Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Zamiast ogromnej fortuny – ogromne długi. Jak nie zostać hazardzistą?

„Teraz na pewno się odkuję” – ta myśl to największa pułapka hazardzisty. Jeśli kiedyś pojawiła się w Twojej głowie, to może być pierwszy znak ostrzegawczy, że za chwilę możesz mieć problem z uzależnieniem. Dziś zdecydowana większość zakładów bukmacherskich czy gier losowych prężnie funkcjonuje w Internecie. Ich oferty są niezwykle bogate, a obstawianie np. wyniku meczu czy „szczęśliwych cyfr” – banalnie proste. Łatwo ulec złudzeniu, że od wielkiej fortuny dzieli nas zaledwie kilka kliknięć w aplikacji. Wystarczy tylko dobrze wytypować. Pokusę dalszego grania dodatkowo może spotęgować sytuacja, gdy raz na jakiś czas uda się coś wygrać – bo skoro udało się raz… to może uda się też kolejny? Zaczyna się niewinnie, od małych stawek, ale z czasem apetyt rośnie w miarę jedzenia. Warto pamiętać, że potencjalne większe wygrane to też niestety ryzyko dotkliwszych przegranych – i właśnie tak ciągłe próby „odegrania się” kończą się finalnie wpadnięciem w długi. Jak zauważa Justyna Pawłowska, ekspert Intrum:

– W przypadku osób uzależnionych od hazardu, schemat popadania w zadłużenie jest często bardzo podobny: najpierw, aby grać, wykorzystują swoje bieżące dochody i oszczędności, często w tajemnicy przed bliskimi. Potem pojawia się pożyczanie pieniędzy od banków czy firm pożyczkowych. Gdy konsument ma na koncie już zbyt wiele zobowiązań i nie przestaje wywiązywać się z ich spłaty, to oczywiście negatywnie wpływa na jego historię kredytową i banki przestają pożyczać. Nie ma więc pieniędzy nie tylko na kolejne zakłady, ale też na spłatę wszystkich wcześniej zaciągniętych długów. Często wtedy w desperacji jedyną możliwością sfinansowania dalszej gry jest wyprzedawanie majątku lub zwracanie się po pożyczki do rodziny lub znajomych. I niestety bardzo często aż do takiego krytycznego momentu długi hazardowe są ukrywane przed bliskimi.

Kredytoholizm – czyli gdy pożyczkę spłaca się pożyczką

Umiejętne korzystanie z kredytów i pożyczek, często ułatwia dziś życie i przybliża nas do osiągnięcia wymarzonego celu: kupna domu, samochodu, ale też drobniejszych rzeczy: np. najnowszego modelu telefonu, na który po prostu mamy „chrapkę”. Formalności kredytowe są coraz bardziej upraszczane i automatyzowane, a to pozwala na łatwe wzięcie kredytu, bez wychodzenia z domu. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że mierzymy siły na zamiary, a nasza decyzja o pożyczce jest poprzedzona dogłębną analizą możliwości jej spłaty. Kredytoholizm pojawia się wtedy, gdy wniosek o kredyt składamy impulsywnie, po to tylko, aby przez chwilę poczuć się bezpieczniej, widząc nowy wpływ na konto. Uczucie spokoju szybko jednak znika, bo pieniądze rozpływają się. Wtedy potrzeba znów wraca, zaciągamy więc kolejny kredyt, a potem kolejny…

– Osoby, które wpadły w kredytoholizm, zaczynają racjonalizować coraz głębsze zadłużenie i tracą racjonalne podejście do swojej sytuacji finansowej. W końcu przychodzi moment, gdy następny kredyt biorą tylko po to, by spłacić inny – w ten właśnie sposób powstaje tzw. spirala zadłużenia, a suma wszystkich rat, jakie zbierają się z pożyczek staje się w końcu niemożliwa do terminowej spłaty, bo jest wyższa niż dochody. Jeśli taka osoba nie spłaca

zaległości, zostaje wpisana do rejestru dłużników, a to oznacza, że może mieć problem nie tylko z zaciąganiem kolejnych zobowiązań, ale też z zawarciem umów na różne usługi: od abonamentu na telefon, po umowę z dostawcą energii elektrycznej. Konsekwencją braku spłaty będzie też oczywiście prędzej czy później kontakt ze strony wierzycieli, którzy upomną o pożyczone pieniądze ­– sami lub za pośrednictwem firmy windykacyjnej – wyjaśnia Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

Wpadłeś w długi? Windykator wie, jak Ci pomóc!

Co więc robić, gdy jednak nastąpił ten moment i w sprawie zadłużenia dzwoni do nas windykator? Warto zachować spokój i przede wszystkim nie unikać kontaktu. Dlaczego? Jeśli naszymi zaległościami zajmuje się przedsiębiorstwo zarządzające wierzytelnościami, to znaczy, że sprawa nie weszła jeszcze na drogę sądową, tylko jest na etapie windykacji polubownej. Co to dokładnie oznacza?

Zadaniem pracownika firmy windykacyjnej jest znalezienie porozumienia w spłacie między osobą, która ma dług, a jej wierzycielem. Windykator przeprowadza wywiad z zadłużonym konsumentem i na podstawie takich informacji jak np. wysokości dochodów, czy liczba niespłaconych zobowiązań, pomaga sporządzić indywidualne warunki ugody, czyli taki plan spłaty, żeby konsument krok po kroku był w stanie spłacać swoje zaległości. Może zaproponować np. odroczenie terminu zapłaty lub płatność ratalną. W ten sposób windykator ułatwia osobie zadłużonej pozbycie się zaległości, a wierzycielowi odzyskanie pieniędzy. Jeśli przyjęty plan spłaty jest realizowany pomyślnie, wówczas kierowanie sprawy do sądu i angażowanie komornika już nie grozi osobie zadłużonej, nie będzie też ponosić­ dodatkowych kosztów, które pojawiłyby się po skierowaniu sprawy do sądu. Porozumienie z windykatorem jest przede wszystkim szansą na to, by wreszcie odzyskać kontrolę nad swoim zadłużeniem – wyjaśnia Justyna Pawłowska, ekspert Intrum.

W przypadku wszystkich wymienionych w tekście uzależnień behawioralnych związanych z pieniędzmi, najlepszą prewencją jest edukacja finansowa. Jeśli jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli, należy skorzystać z pomocy specjalistów.

[1] Sytuacja na rynku gier hazardowych online, badanie przeprowadzone przez Ministerstwo Finansów – Krajowa Administracja Skarbowa, 29 marca 2022 r.

[2] Tamże.

Supermarket online delio debiutuje w Krakowie

Lite e-Commerce uruchomił dostawę zakupów dla mieszkańców Krakowa z supermarketu online delio. Od 15 września bieżącego roku sklep e-grocery dostarcza zamówienia do domów w stolicy województwa małopolskiego nawet w ciągu godziny. To pierwsze duże miasto, poza Warszawą, gdzie wystartowała usługa oferowana przez startup.

delio działa na rynku od marca bieżącego roku, kiedy zadebiutowało w Warszawie. Od tamtej pory usługa objęła zasięgiem większość stolicy oraz rozpoczęła działalność w podwarszawskim Piasecznie oraz Konstancinie. Od teraz dostawa świeżych produktów oraz pozostałych artykułów do domu jest dostępna również w Krakowie. Zasięgiem działania została objęta znaczna część miasta.

Klienci supermarketu online mogą wybierać z ponad 5 tysięcy produktów, które są dostępne na stronie internetowej delio.com.pl. Dostawy realizowane są przez siedem dni w tygodniu na wybraną przez konsumenta godzinę, a zamówienie pojawi się pod drzwiami już nawet w sześćdziesiąt minut od jego złożenia. Dowiezie je kurier na specjalnie dostosowanym skuterze, a zakupy zapakowane będą w ekologiczne papierowe torby oraz biodegradowalne siatki.

Artykuły spożywcze, chemia gospodarcza, kosmetyki, produkty dla dzieci czy też asortyment dla zwierząt trafią do mieszkańców Krakowa z tzw. darkstore’ów, czyli małych magazynów ulokowanych w kilku dzielnicach miasta, dzięki czemu możliwa jest tak szybka dostawa. W portfolio delio znajduje się również bogata oferta produktów bio, wegetariańskich oraz wegańskich.

Klienci szybko przyzwyczajają się do zakupów w delio. Niewątpliwie jednym z naszych największych wyróżników jest niemalże błyskawiczna dostawa. Wystarczy parę kliknięć, a kurier pojawi się pod drzwiami już nawet w godzinę. Gwarantujemy użytkownikom, że przywieziemy ich zakupy szybciej niż jakikolwiek inny supermarket online – mówi Maciej Nowakowski, COO Lite e-Commerce.

Ceny niektórych produktów zamrożone do końca października

Supermarket online delio uruchomił własną akcję, która ma przeciwdziałać skutkom inflacji. Do końca października br. ceny 500 towarów, również tych pierwszej potrzeby, zarówno lokalnych marek, jak i znanych ogólnopolskich i globalnych firm, nie zostaną podniesione. W ramach kampanii zaprojektowano również specjalny landing page, który prezentuje całą promocyjną ofertę delio.

delio – asystent w codziennych zakupach

delio opiera się na prostych założeniach – chce odpowiadać na potrzeby klientów, którzy doceniają wysoką jakość, szukają szerokiego asortymentu, a jednocześnie w natłoku obowiązków chcą zaoszczędzić czas na to, co dla nich ważne. Twórcy rozwiązania porównują delio do codziennego asystenta, który nie tylko dostarczy klientom to, czego potrzebują, ale również sprawi, że zakupy staną się łatwiejsze oraz o wiele szybsze. Zagwarantować ma to między innymi najszybsza dostawa produktów w tym segmencie rynku, co w połączeniu z dużym wyborem artykułów sprawia, że użytkownicy nie muszą planować zakupów na kilka dni do przodu. Co więcej, delio oferuje promocję, która obok czasu pozwoli zaoszczędzić również pieniądze.

Na nowych, jaki i starych użytkowników delio czeka specjalny kod „DELIO”  (należy pamiętać o wielkich literach), dzięki któremu mogą zaoszczędzić aż do 450 zł. Do aktywacji promocji wystarczy, że wartość zamówionych produktów przekroczy 100 zł. Po wpisaniu kodu rabat  w wysokości 30 zł zostanie automatycznie naliczony. Na użytkowników czeka aż 15 takich zniżek, a akcja trwa do 30 listopada bieżącego roku. Regulamin promocji jest dostępny na delio.com.pl

Zamówienia dostarczane są codziennie od 7:00 do 23:00, również w niedziele i święta. Co więcej, w trakcie zakupów możemy wybrać optymalny termin dostawy, nawet w ciągu godziny od złożenia zamówienia.

Niepojące prognozy ekspertów: Ceny w sklepach rdr. mogą być wyższe nawet o 40 proc.

Eksperci komentujący najnowsze dane pochodzące ze sklepów uważają, że szczyt inflacji wciąż jest przed nami. Nie są jednak zgodni co do tego, czy nadejdzie on już jesienią czy też na początku 2023 roku, a może dopiero na wiosnę. Niektórzy prognozują, że ceny żywności wzrosną na przełomie października i listopada o 30% rdr. Inni twierdzą, że skok o 20% rdr. nastąpi tuż przed Bożym Narodzeniem, a na wiosnę podwyżki sięgną 35-40% rdr. Są także odmienne wyliczenia. Część ekonomistów przewiduje, że najbardziej zdrożeją towary energochłonne w produkcji, w tym m.in. art. tłuszczowe czy mięsne. Oczywiście pojawiają się też prognozy, że wszystkie kategorie najczęściej kupowanych produktów pójdą w górę o 30-40% rdr. Ale jest również nadzieja na to, że niskoprzetworzona żywność, dzięki tegorocznym zbiorom, odnotuje niewielkie spadki w grudniu w porównaniu do ostatnich cen. 

Szczyt przed nami

O 23,7% rdr. zdrożały codzienne zakupy w sierpniu br. Do tego każda z 12 analizowanych kategorii odnotowała dwucyfrowy wzrost. Tak przynajmniej wykazuje cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, opracowany przez UCE RESEARCH i Wyższe Szkoły Bankowe. Z kolei GUS podaje, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 16,1% (przy wzroście cen towarów – o 17,5% i usług – o 11,8%). Jak komentuje dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, ww. wyniki nie wskazują na szczyt inflacji. Ekspert przewiduje, że może on nadejść w zimie lub nawet na wiosnę.

– Sierpniowe dane nie świadczą jeszcze o szczycie inflacji w Polsce. Z dużym prawdopodobieństwem można się go spodziewać na przełomie października i listopada br. Tak będzie, jeśli nie nastąpią nagłe i nieprzewidziane sytuacje w światowej gospodarce, przede wszystkim związane ze zmianami cen ropy naftowej, energii elektrycznej oraz węgla – przekonuje dr Hubert Gąsiński, ekspert i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Z kolei dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP, zauważa, że dynamika cen surowców rolnych na świecie od kilku miesięcy maleje, co jest związane m.in. ze spadkiem cen ropy czy też z uruchomieniem korytarza eksportowego dla ukraińskich zbóż na Morzu Czarnym. Może to sugerować, że niedługo zobaczymy szczyt inflacji w obrębie produktów spożywczych. Niemniej prawdopodobnie pozostanie ona na relatywnie wysokim poziomie również w 2023 roku. Ograniczenia podażowe na rynkach surowców rolnych mogą się utrzymywać m.in. z uwagi na drożejące nawozy. Dodatkowo cały czas nasila się presja kosztów pozasurowcowych w przetwórstwie żywności.

– Nawet jeśli nieco spadną ceny paliw i energii, to żywność, koszty pracy i pogoń za marżami nie wskazują na szybką poprawę sytuacji. Nachodzące wybory też nie są czynnikiem powstrzymującym wysyp pieniędzy bez realnego pokrycia. A jeśli ceny przestaną rosnąć, na co się jeszcze nie zanosi, to i tak przez długi czas pozostaną wysokie. Potrzeba co najmniej 5 lat, by dogonić je dochodami i wygasić przyczyny inflacji – uważa dr Faliński.

Dopóki koszty produkcji stale rosną, nie możemy spodziewać się spowolnienia podwyżek cen w sklepach, co podkreśla Julita Pryzmont, ekspertka z Hiper-Com Poland. Gałęzie rynku są mocno ze sobą powiązane, a obecnie wiele z nich przechodzi turbulencje, wyzwalając efekt domina. Do momentu aż energetyka, ceny surowców i koszty logistyczne nie ustabilizują się, a popyt nagle nie zmaleje, nie możemy oczekiwać, że nastąpi wyhamowanie wzrostu cen.

Tegoroczne maksima

– Na koniec 2022 roku odczyt inflacji rdr. może wynosić ok. 15%. Niech jednak nikogo nie zmyli, że prognozowany poziom jest niższy w stosunku do bieżącej sytuacji, co mogłoby sugerować obniżanie cen. Matematycznemu wyhamowaniu dynamiki inflacji będzie pomagać tzw. statystyczny efekt bazy. Znaczy to, że w grudniu br. będziemy porównywać ceny rdr. do znacznie wyższego poziomu odniesienia niż np. w sierpniu tego roku względem ub.r. Nie oznacza to jednak zmniejszenia odczuwalności podwyżek w sklepach, bo ceny z miesiąca na miesiąc z dużym prawdopodobieństwem będą dalej rosnąć. Nieuchronny wzrost opłat za energię istotnie uszczupli budżet przeciętnego Kowalskiego – mówi dr Tomasz Kopyściański, ekonomista z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Patrząc na wyniki raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, obejmującego oferty sieci handlowych, a także biorąc pod uwagę inne dane rynkowe, dr Faliński stwierdza, że żywność przed tegorocznym Bożym Narodzeniem może zdrożeć rdr. nawet o 20%, a na wiosnę – o 35-40%. To kwestia podaży pustego pieniądza, wzrostu kosztów produkcji i danin publicznych.

– W mojej opinii, już na przełomie października i listopada br. żywność w sklepach będzie średnio kosztować o ok. 30% więcej w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Oczywiście ostatecznie uzależnione to będzie od wzrostu cen nośników energii, ale z dużym prawdopodobieństwem można spodziewać się właśnie takiego poziomu podwyżek cen detalicznych. Przewiduję, że każda z analizowanych kategorii produktów zdrożeje nawet o 30-40% – uprzedza ekspert z WSB w Warszawie.

Co najmocniej zdrożeje?

Według raportu UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, ostatnio rdr. najbardziej zdrożały produkty tłuszczowe, bo o 58,9%. Artykuły sypkie odnotowały wzrost o 42,1%, a tzw. inne produkty, obejmujące m.in. karmy dla psów i kotów, poszły w górę o 30%. Ponadto w ścisłej czołówce najbardziej drożejących rdr. kategorii znalazło się mięso ze wzrostem o 25,8%. W pierwszej piątce nie zabrakło również nabiału z podwyżką o 25,7%. Z kolei najmniej podrożały owoce – o 13,2%, używki – o 13,9%, a także warzywa – o 15,2%.

– Z uwagi na rosnące koszty energii w odniesieniu ściśle do żywności, należy spodziewać się większych wzrostów cen towarów energochłonnych w produkcji, np. art. tłuszczowych, serów, wędlin i słodyczy. Istnieje ryzyko, że te produkty podrożeją od sierpnia do końca roku aż o 30%. Z kolei w przypadku artykułów niskoprzetworzonych i opartych o całkiem niezłe tegoroczne zbiory możemy spodziewać się nawet niewielkich spadków w grudniu w porównaniu do obecnych cen. To będzie dotyczyło np. kasz, warzyw i owoców, ale również ryb – prognozuje dr Kopyściański.

Natomiast Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska, zaznacza, że jeszcze przez co najmniej kilka kwartałów każda kategoria produktów codziennego użytku będzie drożała. Wśród żywności mogą najmocniej rosnąć ceny art. tłuszczowych, zbóż oraz mięsa. W ocenie Luzińskiego, w dalszej perspektywie istnieje też ryzyko, że podrożeją owoce i warzywa, ze względu na problemy z dostępnością nawozów. Z kolei dr Hubert Gąsiński twierdzi, że do końca tego roku podwyżki w sklepach będą obejmowały wszystkie kategorie, a największy wzrost cen dotknie mięso, nabiał i produkty sypkie.

To już stagflacja?

– Uważam, że prawdziwym testem dla portfeli konsumentów będzie IV kwartał tego roku, a także początek 2023 roku. Wtedy pojawi się realne ryzyko, że spirala podniesienia kosztów energii i ogrzewania zmusi przedsiębiorców do nowej fali podwyżek. Przy spodziewanym braku wzrostu wynagrodzeń może nastąpić nagły spadek popytu konsumpcyjnego. Wówczas, w związku z problemami finansowymi przedsiębiorstw i wyhamowaniem inwestycji, wzrośnie ryzyko stagflacji – ostrzega dr Kopyściański.

W opinii eksperta z WSB w Warszawie, z uwagi na koniec wakacji i rozpoczęcie okresu jesienno-zimowego nastąpi spadek konsumpcji, ale sama inflacja nie będzie bezpośrednio wpływać na spożycie konsumenckie, tylko na przejście w kierunku oszczędności. Wzrost rynkowych stóp procentowych, ustalanych przez NBP, a także zmiana nawyków finansowych Polaków przyczynią się w długim horyzoncie czasowym do zmniejszenia cen w sklepach. Dr Gąsiński wyraża pogląd, że obecna drożyzna nie doprowadzi do stagflacji czy recesji, tylko ewentualnie do spowolnienia gospodarki, które potrwa do wiosny przyszłego roku. Jednak nie wszyscy eksperci widzą to w ten sposób.

– Moim zdaniem, polska gospodarka już teraz znajduje się w stagflacji. Inflacja jest wysoka od kilku kwartałów, a PKB w II kw. br. zmniejszyło się w ujęciu kwartalnym. Definicja recesji mówi wprost, że są to co najmniej dwa kwartały spadku PKB z rzędu. W III kw. ujemny odczyt PKB jest prawdopodobny, a zatem mamy recesję, którą w połączeniu z wysoką inflacją można nazwać stagflacją – podsumowuje ekonomista z Santander Bank Polska.

Nadciąga demograficzna rewolucja, która odmieni rynek nieruchomości

Niestety wciąż mało mówi się o lawinowo rosnących potrzebach mieszkaniowych seniorów. Choć trend jest zauważalny w Polsce od lat, to z jego skutkami zmierzymy się po raz pierwszy w naszej historii. Polska starzeje się coraz szybciej i już w nadchodzącej dekadzie czeka nas wiele nowych wyzwań oraz koniecznych zmian. Dane demograficznie nie napawają optymizmem. Żyjemy coraz dłużej, a liczba osób w wieku produkcyjnym stale spada — do 2070 r. zmniejszy się o co najmniej jedną trzecią. W tym czasie populacja kraju spadnie niemal o 20 proc. 

Nadciąga demograficzne tsunami, które przedefiniuje również potrzeby rynku nieruchomości. W krajach Europy Zachodniej, czy Stanach Zjednoczonych od wielu lat sektor „senior housing” jest jednym z najszybciej rozwijających się i dochodowych segmentów rynku nieruchomości. Chociaż w Polsce temat budownictwa senioralnego wciąż nie należy do popularnych, a zainteresowanie deweloperów jest prawie zerowe, to od strony popytowej właśnie ten obszar rynku sygnalizuje największy potencjał. Według opracowanego przez międzynarodową firmę doradcza Savills indeksu możliwości mieszkaniowych seniorów, którego celem było ustalenie, gdzie w Europie rynek mieszkaniowy starszych osób ma największe pole do wzrostu, Polska znalazła się w pierwszej piątce z 23 krajów europejskich.

Szybko rośnie liczba emerytów

Nie tylko więcej Polaków umiera, niż przychodzi na świat, ale również więcej odchodzi z rynku pracy, niż rozpoczyna swoją działalność. Z danych GUS wynika, że już w 2030 r. populacja naszego kraju skurczy się do 36 mln osób. Liczba emerytów w ostatnim kwartale 2021 r. przekroczyła 6 mln. Według szacunków do 2025 r. co trzeci Polak ma osiągnąć próg wieku pow. 65 lat, a już za niecałe dwie dekady będzie ich 13,7 mln, co stanowi ponad 40,4 proc. ogółu malejącej populacji. Pojawiają się obawy, czy równolegle do przewidywanego spadku liczby ludności o 4,3 mln osób do 2050 r. kurcząca się populacja w wieku produkcyjnym będzie w stanie zapewnić emerytom, należne za lata pracy i płacone w ZUS składki utrzymanie. Według raportu Komisji Europejskiej „The 2021 Ageing Report Economic & Budgetary Projections for the EU Member States (2019–2070)”, nasz kraj znalazł się pod tym względem w gronie 6 państw UE, w których ten problem jest najbardziej palący. Wzrost współczynnika zależności osób starszych będzie w Polsce jednym z najwyższych w UE i przekroczy 65 proc.

Pod koniec 2020 r. liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln, oznacza to, że blisko 26 proc. Polaków jest już w tej grupie wiekowej. W tym samym okresie, średnia życia w dobrym zdrowiu wyniosła 59,2 r. dla mężczyzn i 63,1 r. dla kobiet. Pomimo że pandemia zebrała śmiertelne żniwo wśród osób starszych, to ich udział w ogólnej populacji wzrósł. W 2021 r. przeciętna długość życia mężczyzn w Polsce wyniosła do 71,8 r., a kobiet — 79,7 r. i porównując z rokiem 1990, wydłużyła się o odpowiednio 5,6 i 4,5 r.

Dziś istniejące w naszym kraju obiekty zapewniające całodobową opiekę senioralną zamieszkuje łącznie 112 460 osób. Oznacza to, że tylko 1,14 proc. osób powyżej 60. roku życia mogłaby skorzystać z możliwości zamieszkania w stacjonarnych zakładach lub domach pomocy społecznej. Nic więc dziwnego, że w europejskim indeksie Polska została określona, jako szybko rosnąca populacja osób starszych w połączeniu z najmniejszą liczbą mieszkań na osobę. To czyni nas bardzo perspektywicznym krajem dla rozwoju rynku mieszkań senioralnych.

Sytuacja demograficzna bez względu na to, kto będzie rządził krajem, będzie miała gigantyczny wpływ na naszą gospodarkę. Już teraz coraz większą lukę w potrzebach senioralnych zaczyna wypełniać sektor prywatny. Aktualnie w Polsce ok. 30 proc. instytucji działających dla osób starszych to placówki publiczne, a aż 70 proc. – prywatne. Pomimo stosunkowo niskich emerytur Polscy seniorzy stają się coraz bardziej cenioną i ważną grupą klientów i konsumentów. Warto pamiętać, że nasz kraj ma jeden z najwyższych w Europie współczynników własności mieszkań, które mogą okazać się dużym kapitałem emerytalnym. Badania na temat sytuacji materialnej osób powyżej 60 r. życia wskazały, że swoją sytuację jako bardzo dobrą i dobrą oceniało 23 proc., ale najwięcej z nich, bo 59 proc. kwalifikowało ją jako średnią, a 18 proc. jako złą.

„Senior living” czyli nowy sposób na długie życie

W porównaniu z bogatymi krajami Unii Europejskiej krajowa oferta senioralna jest bardzo uboga i dotyczy w większości jedynie domów dla osób leżących, co wpływa na potęgowanie negatywnych stereotypów i złe postrzegania zarówno samych ośrodków spokojnej starości, w których niejednokrotnie brakuje profesjonalnej opieki medycznej, czy nowoczesnego sprzętu rehabilitacyjnego, a jedyną „rozrywką” staje się zamontowany w sali telewizor. Takie miejsca często potocznie określane są jako „domy starców” i na pewno nie są miejscami, dla których seniorzy chcą korzystać ze zgromadzonych zasobów finansowych. Choć nadciąga gigantyczna fala nowych potrzeb, to na naszym rynku wciąż brakuje odpowiedniej oferty z sektora „senior living”, w tym „assisted living” — pozwalającej seniorom, jak najdłużej pozostać sprawnymi i żyć na własnych zasadach, polegając jedynie na najpotrzebniejszej wymaganej pomocy i wsparciu.

Przeciętna emerytura w marcu 2022 r. wyniosła 2545 zł brutto, a to oznacza, że większość polskich seniorów zwyczajnie nie stać na wydatek rzędu 3-4 tys. zł miesięcznie w ośrodku o umiarkowanym standardzie, nie mówiąc o 7-9 tys. zł w tym najbardziej luksusowym. Jednak z drugiej strony, jeśli spojrzymy na rynek, to już teraz notujemy duży niedobór mieszkań dostosowanych do potrzeb osób starszych, czy miejsc w domach opieki. Nawet liczba chętnych na luksusowe placówki znacznie przewyższa możliwość przyjęcia do nich nowych osób. Powodem jest fakt, że w naszym kraju obiektów na wysokim poziomie jest jeszcze niewiele a te, które są, standardem znacznie odbiegają od tych na zachodzie Europy, czy w Skandynawii. Polski rynek jest też gotowy na senioralne usługi wysokiej jakości zarówno mieszkaniowe, jak i medyczne — specjalizujące się w różnych zaburzeniach pojawiających się z wiekiem, a także sanatoryjne czy opiekuńcze.

Chociaż w Polsce wciąż budownictwo senioralne kojarzy się przede wszystkim z domami opieki dla osób potrzebujących wsparcia, to na świecie coraz częściej powstają obiekty atrakcyjne dla ludzi dopiero rozpoczynających życie na emeryturze. W związku z dużym niedoborem personelu opiekuńczego w całej Europie Zachodniej promuje się rozwiązania pozwalające, na jak najdłuższe funkcjonowanie seniorów z jak najmniejszym wsparciem zewnętrznym. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się rozwiązania określane jako „senior living” lub „assisted living”.

Ich podstawowym założeniem jest zaoferowanie niezależnych mieszkań, zaprojektowanych z myślą o potrzebach osób starszych. Stanowią one połączenie mieszkania, części wspólnych oraz opieki i są to z reguły nieco większe kawalerki typu studio z aneksem kuchennym lub lokale dwupokojowe dla małżeństw. Oferta skierowana jest do osób starszych, które pozostają samodzielne, jednak potencjalnie potrzebujących wsparcia. Od niezależnych mieszkań różni je stała dostępność opiekunów, stanowiąca zabezpieczenie na wypadek nagłego urazu.

Kto wypełni rynkową lukę?

Zadaniem współczesnego budownictwa senioralnego jest przede wszystkim wypełnienie przestrzeni pomiędzy profesjonalnymi domami opieki a prywatną opieką nad seniorami. Gdzie, co najważniejsze koszty tego typu mieszkań porównywalne są do najmu zwyczajnego lokalu. To, co odróżnia je, to obecność przestrzeni integracji jak ogród, sala do zajęć oraz towarzysząca im oferta usług dodatkowych. Chodzi o inwestycje mieszkaniowe dostosowane do potrzeb seniorów, którzy nie wymagają stałej opieki, lecz bardziej asysty w codziennych obowiązkach. W pozytywnie zweryfikowane światowe trendy wpisują się mniejsze obiekty liczące 60-80 mieszkań, które są rozproszone wśród zwykłych osiedli. Dla przykładu dużym sukcesem stał się Holenderski pilotażowy projekt połączenia domu senioralnego z akademikiem. Studenci poprzez dodatkową pracę opiekuńczą uzyskują tam dodatkowe dochody i tanie zakwaterowanie, ale też uczą się empatii. Projekt bardzo dobrze przyjęli też seniorzy, pełniący niejako rolę mentorów i starszych przyjaciół.

Oczywiście certyfikowane mieszkania z kategorii „obiekt bez barier” muszą spełnić określone standardy dostępności dla osób o ograniczonej możliwości poruszania się, w tym seniorów. Z jednej strony takie ośrodki funkcjonują jak typowe mieszkania, z drugiej mieści się w nich sala do rehabilitacji, ogród czy miejsce do konsultacji z lekarzem. Na miejscu oferowane są usługi dodatkowe jak pomoc pielęgniarki, rehabilitanta, pomoc w zrobieniu zakupów czy wyprowadzeniu psa. Takie osiedla mogą zapewniać jak najdłuższą samodzielność osób starszych, a to dzięki coraz większym wykorzystaniu nowych technologii. Wraz ze wzrostem odsetka osób w podeszłym wieku, będzie rosło zapotrzebowanie na lokowanie ich w obrębie dużych aglomeracji miejskich oraz w pobliżu ośrodków rekreacyjnych i hotelowych. Najważniejsze jest jednak poczucie bycia częścią społeczności i szansa na aktywne życie towarzyskie wśród podobnych sobie osób.

Emeryci coraz ważniejszą grupą konsumentów

Niestety obecnie istniejące bariery architektoniczne zbyt wcześnie wykluczają wielu seniorów z codziennego funkcjonowania. Przykładem mogą być popularne 4 i 5-piętrowe boki bez wind. Jednak biorąc pod uwagę zmieniające się uwarunkowania, rosnące wynagrodzenia oraz zmieniającą się mentalność społeczeństwa, kolejne grupy seniorów to pokolenia o coraz wyższych kompetencjach, ludzie wykształceni, którzy znają języki obce i świat, mający zaawansowaną wiedzę oraz obycie z technologiami, którzy są bardziej otwarci na nowe rozwiązania. Coraz większa grupa to single i osoby bez sukcesorów, które będą bardziej skłonne do wykorzystania zgromadzonych zasobów finansowych na przyzwoitą jesień swojego życia. Większość seniorów w naszym kraju jest właścicielami mieszkań i może skorzystać z pieniędzy w nich zamrożonych, czyli z renty dożywotniej lub tzw. hipoteki odwróconej, która w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości daje dodatkowe pieniądze i nadal pozwala na korzystanie z zamieszkiwanego lokalu aż do śmierci. Stwarza to szczególnie duże możliwości w przypadku większych lokali i domów, które z wiekiem stają się za duże i trudne w utrzymaniu, a mogą generować dodatkowe spore wpływy z wynajmu.

W przypadku przeprowadzki do mniejszego i przystosowanego obiektu, typu „senior living” lub „assisted living”, senior może wrócić do swojego mieszkania lub domu, ale również oprócz emerytury i wpływów z hipoteki odwróconej, uzyskać dochód z jego wynajmowania. Jednak upowszechnienie się tego rozwiązania, prócz zmian mentalnych, wymaga wprowadzenia przepisów chroniących osoby starsze przed nadużyciami. Warto też wspomnieć o dużym potencjale polskiego rynku budownictwa senioralnego ze względu na nasze położenie geograficzne oraz niższe koszty życia, które mogą okazać się ciekawą alternatywą do spędzenia jesieni życia również dla seniorów z innych państw Europy Zachodniej, Skandynawii oraz ogromnej grupy rodaków, którzy mieszkają za granicą, ale chętnie spędzą emeryturę w kraju. W związku ze zmianami demograficznymi przyszła oferta mieszkaniowa będzie musiała ewoluować, aby zaspokajać rosnące potrzeby, coraz liczniejszej grupy osób starszych.

Wbrew globalnej tendencji liczba ludności spadać będzie również w całej Europie. Nasz kontynent w 2030 r. zamieszkiwać będzie 741 mln ludzi, a w 2100 r. o ponad 112 mln osób mniej. Według najnowszych prognoz populacja Polski zmniejszy się do 2100 r. o ponad 15 mln — z obecnych 38 mln do 23 mln osób. Zmieniająca się demografia naszego kraju będzie miała wpływ na wszystkie dziedziny życia i sektory gospodarki. Światowa populacja rosnąć będzie jednak m.in. za sprawą krajów Afryki.

Autor©: Adam Białas. Ekspert rynku nieruchomości i „senior housing”, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Kryzys energetyczny to cena za wolną Ukrainę

Czasy, w których żyjemy są bardzo skomplikowane i bardzo trudne. Mamy wiele kryzysów, które się na siebie nałożyły. Jeszcze dwa lata temu zamykaliśmy gospodarki przed pandemią i ma to swoje konsekwencje do dzisiaj. Natomiast w lutym tego roku Rosja napadła na Ukrainę – a Rosja nie jest każdym kolejnym naszym sąsiadem. Jest państwem, które jest eksporterem surowców energetycznych i szczególnie na rynku surowców energetycznych widać bardzo intensywną walkę. Widać oczywiście inflację spowodowaną różnymi tarczami pomocowymi, ale też wzrostem dóbr konsumpcyjnych. Natomiast największa inflacja i najbardziej odczuwalny jest kryzys energetyczny – dlatego, że ceny energii, surowców energetycznych i paliw wzrosły nie o 15% – tak jak przeciętna inflacja – tylko o kilkadziesiąt procent, a w niektórych przypadkach o setki procent.

– To będzie odczuwalne w gospodarstwach domowych ogrzewanych węglem, to będzie odczuwalne w naszych rachunkach za energię elektryczną, ale także w podstawowych towarach konsumpcyjnych. Energia w różnej postaci jest w każdej naszej działalności – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – W 2018 roku  energia elektryczna przed wakacjami kosztowała mniej więcej 160-180 złotych za 1 MWh. Dzisiaj mamy poziomy 2000-2500 zł – więc sytuacja jest naprawdę trudna. Ona kiedyś się skończy – natomiast nie jest to żadne pocieszenie dla milionów Polaków, którzy bardzo mocno odczują koszty tej zimy. W niektórych przestrzeniach – takich jak gaz – rząd już parę kwartałów temu zastosował preferencyjne taryfy dla gospodarstw domowych. Więc akurat domy ogrzewane gazem, czy woda ogrzewana gazem nie wzrośnie o setki procent. Natomiast tam, gdzie mamy do czynienia z ogrzewaniem węglowym czy innym, mogą pojawić się problemy. W czasie kryzysu powinniśmy zacisnąć pasa i oszczędzać nie tylko gotówkę – ale także energię w różnej postaci przez zmniejszenie konsumpcji. To będzie trudna zima, ale przeżyliśmy już trudne zimy w historii Polski. Tutaj stawką jest, by Ukraina była suwerennym państwem – kontrolującym swoje terytorium, a Polska nie była następnym celem agresji rosyjskiej – komentuje Roszkowski.

Na rynkach akcji dziś rano „na zielono”

Po wczorajszym wzroście głównych indeksów rynku akcji w USA (S&P 500 +0,69 proc., DJIA +0,64 proc., Nasdaq Composite +0,76 proc.) dziś „zazieleniło się” na giełdach Azji i Oceanii. Rosły wszystkie główne indeksy: najsilniej – o 1,59 proc. – zwyżkował indyjski SENSEX 30. Za wyjątkiem brytyjskiego FTSE 250 (-0,21 proc.) i bułgarskiego SOFIX-a (-0,01 proc.) zwyżkowały również wszystkie główne indeksy giełdowe w Europie (ok. godz. 9:35 DAX zyskiwał 0,98 proc., a CAC 40 +0,88 proc.).

Do tego trendu dołączyła GPW (WIG-20 +0,96 proc. ok. godz. 9:35). O prawie 6 proc. rosła dziś rano cena akcji spółki Datawalk, która poinformowała o uzyskaniu przez firmę nowych zamówień na swoją platformę analityczną.

Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA zbliżała się do 4 proc. osiągając dziś rano najwyższy poziom od 2008 roku. Była wyższa od rentowności 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych o ponad 46 punktów bazowych. Rentowność 10-latek rządu Finlandii były dziś najwyżej od 2012 roku. Wcześnie swój najwyższy poziom od 2008 roku zaliczyły 10-latki rządu Singapuru. Powyżej poziomu 6 proc. przebywała dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu (6,183 proc.).

Minimalnie dziś rano drożały kontrakty na ropę naftową (WTI +0,2 proc., Brent +0,38 proc.), których ceny utrzymywały się nieco ponad wrześniowych minimów. Pomimo porannego wzrost o 0,99 proc. poniżej poziomu 8 USD/mmBtu utrzymywały się ceny kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Cena kontraktów na złoto na COMEX-ie, która w piątek spadła do najniższego poziomu do kwietnia 2020 lekko dziś rano rosła (+0,25 proc. ok. godz. 9:10).

Kurs amerykańskiego dolara względem filipińskiego peso ustanowił dziś swój historyczny rekord, a także dotarł po raz kolejny do najwyższego od 1998 roku poziomu względem malezyjskiego ringitta. Najwyżej od maja 2020 był dziś kurs USD względem dolara nowozelandzkiego. Ok. godz. 9:55 kurs EUR/USD wykazywał niewielką zmianę w stosunku do poziomu wczorajszego zamknięcia (-0,02 proc.) tuż powyżej poziomu parytetu.

Minimalnie słabł polski złoty (EUR/PLN +0,11 proc., USD/PLN +0,11 proc. ok. godz. 8:55).
Wczorajszy ataku kursu Bitcoina względem amerykańskiego dolara na jego znajdujące się poniżej poziomu minimum z połowy czerwca się nie powiódł i dziś rano kurs BTC/USD przebywał ponownie powyżej poziomu 19000 tracąc wszakże ok. godz. 8:45 0,98 proc. w stosunku do poziomu poniedziałkowego zamknięcia.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu

Rok 2022 zatrzymał dotychczasowy trend wzrostowy w segmencie usług subskrypcyjnych. 46 proc. respondentów tegorocznej edycji badania Blue Media “Finanse Polaków w czasach postpandemicznych” deklaruje, że z nich nie korzysta. Czy to tzw. wypadek przy pracy czy może jednak odwrócenie trendu?

Blue Media analizuje korzystanie z usług subskrypcyjnych od 2017 r. Do tej pory usługi internetowe zyskiwały na popularności wśród Polaków. Po raz pierwszy jednak widoczny jest spadek. Aktualnie 45 proc. badanych nie korzysta z żadnej internetowej usługi abonamentowej. To spadek o 4 p. proc. w stosunku do poprzedniego roku.

Na przestrzeni roku spadło zainteresowanie grami online, dostępem do prasy, korzystaniem z oryginalnego oprogramowania biurowego czy rozszerzonych wersji aplikacji sportowych. Niesłabnącą popularnością cieszą się natomiast serwisy oferujące dostęp do filmów i seriali – tu nieznacznie wzrosła liczba subskrybentów. Podobne zmiany odnotowały serwisy z muzyką oraz platformy e-learningowe. Te ostatnie podwoiły swój udział z 3 do 6 proc.Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu

Spadek nie dotyczy tylko subskrypcji online. O 8 p. proc., w stosunku do zeszłego roku, wzrosła też liczba Polaków, którzy deklarują, że nie korzystają z żadnej nieinternetowej usługi abonamentowej.Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu 2

Wśród badanych usług największą popularnością cieszy się opieka medyczna (11 proc. badanych). Na drugim miejscu ex aequo są takie usługi, jak: catering dostarczany do domu, prasa tradycyjna oraz wstęp do klubu fitness – wszystkie z udziałem po 6 proc.

Wahania popularności nie powinny niepokoić. W większości przebadanych kategorii wyniki są zbliżone do ubiegłorocznych i drobne różnice mogą być następstwem niepewności pomiaru. Na uwagę zasługuje jednak pytanie o to, czy respondent korzysta z internetowych usług subskrypcyjnych, gdzie ewidentnie przybyło osób, które twierdzą że nie – z 41 do 46 proc. Będziemy się bacznie przyglądać wynikom w przyszłym roku, bo dopiero wtedy przekonamy się, czy spadek był tzw. wypadkiem przy pracy czy może jednak odwróceniem trendu – zauważa Sylwia Frydel, Business Development Director w Blue Media.

Wygoda korzystania i chłodna kalkulacja

Najważniejszym czynnikiem decydującym o wyborze usług w modelu subskrypcyjnym jest wygoda, na którą wskazuje ponad połowa badanych. W dalszej kolejności istotne są: bliska wygodzie łatwość korzystania oraz fakt, iż są one tańsze od jednorazowych płatności. Te trzy cechy usług abonamentowych były wyraźnie częściej wskazywane w porównaniu do roku ubiegłego. Z kolei, w stosunku do zeszłorocznego badania, na znaczeniu straciło poczucie pewnej wyjątkowości i ograniczonej dostępności usług subskrypcyjnych.

– Można założyć, że usługi kupowane w modelu subskrypcyjnym stają się dostępne również w innych formach. Być może to właśnie jest kluczem do zrozumienia mniejszej liczby respondentów korzystających z usług abonamentowych online – mówi Marcin Szczur, Deputy Head of Sales w Blue Media.

Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu 3

Wygodę doceniają przede wszystkim kobiety i osoby ze starszych grup wiekowych oraz mieszkańcy największych miast. Z kolei łatwość korzystania szczególnie cenią sobie panowie, osoby starsze oraz mieszkańcy wsi i mniejszych miast. Korzystniejsza cena ma dużo większe znaczenie dla kobiet i starszych grup wiekowych.

Płatność za subskrypcje

Z roku na rok systematycznie spada liczba osób dokonujących opłat subskrypcyjnych za pomocą przelewów wykonywanych samodzielnie – choć nadal to najpopularniejsza metoda – płaci nią co trzeci badany (35 proc.). Odwrotny trend uwidacznia się w wykorzystaniu w tym celu karty kredytowej, BLIKa oraz Google Pay.Usługi subskrypcyjne tracą na zainteresowaniu 4

Badanie “Finanse Polaków w czasach pospandemicznych” przeprowadzono w czerwcu 2022 na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej 1059 osób.

20% mniej pozwoleń na budowę w I półroczu 2022 r.

Pozwoleń na budowę wydanych w pierwszym półroczu 2022 r. było aż o jedną piątą mniej niż przed rokiem – podał Główny Urząd Nadzoru Budowlanego. Eksperci GetHome.pl sprawdzili, którym sektorom budownictwa grozi największe tąpnięcie. 

Ubiegły rok zaskoczył dużym wzrostem pozwoleń na budowę po covidowym spadku w 2020 r. Niestety, skutki gospodarcze wojny w Ukrainie, w tym m.in. lawinowo drożejące materiały budowlane i kredyty, zniweczyły oczekiwania na dalszą poprawę koniunktury w branży budowlanej – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) podał właśnie, że w I półroczu 2022 r. wszyscy inwestorzy uzyskali łącznie blisko 8,5 tys. pozwoleń na budowę ok. 108,9 tys. obiektów. Rok wcześniej było ich znacznie więcej, odpowiednio o 19% i 15%.Wykres 1 - Ruch budowlany w I półroczu

Warto zwrócić uwagę, że skutki spadku pozwoleń na budowę odczują zwłaszcza te firmy, które specjalizują się w budowie obiektów kubaturowych, czyli np. budynków mieszkalnych. Oczywiście oznacza to także zmniejszenie sprzedaży wielu materiałów budowlanych i wyposażeniowych, czyli m.in. mebli, sprzętu RTV i AGD. Największe hamowanie widać bowiem w mieszkaniówce, na którą przypadało ok. 65% wszystkich pozwoleń oraz objętych nimi obiektów. I tak, w I półroczu 2022 r. liczba pozwoleń i zgłoszeń dotyczących budowy domów jednorodzinnych zmniejszyła się aż o 17% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Taki wynik najpewniej dla nikogo nie jest zaskoczeniem. Wiele wyrobów budowlanych drożało w tempie niespotykanym od 15 lat. W takich warunkach trudno jest myśleć o budowie domu – komentuje ekspert GetHome.pl.

Deweloperom podcięły zaś skrzydła także drożejące kredyty, a w efekcie spadek możliwości finansowych wielu potencjalnych nabywców mieszkań. Z danych pierwszej ogólnopolskiej platformy do analizy rynku pierwotnego bigdata.rynekpierwotny.pl wynika, że w okresie ośmiu miesięcy sprzedaż mieszkań w największych miastach skurczyła się niemal o połowę, w porównaniu z rokiem ubiegłym. Nie dziwi więc spadek aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. GUNB podaje, że w pierwszym półroczu uzyskały one niespełna 3,5 tys. pozwoleń na budowę ok. 8,2 tys. budynków wielorodzinnych. Oznacza to spadek o odpowiednio: 7% i 9%.Wykres 2 - Budynki mieszkalne ze zgłoszeniem i pozwoleniem na budowę

Z drugiej strony, zarówno pozwoleń na budowę, jak i objętych nimi budynków mieszkalnych wciąż jest więcej niż przed wybuchem pandemii Covid-19. Prawdopodobnie dla wielu budujących dom jednorodzinny wciąż jest tańszą alternatywą dla mieszkania. Z kolei wielu deweloperów nie rezygnuje z budowy mieszkań w mniejszych miastach, zwłaszcza okalających największe metropolie. Wskazują na to tegoroczne statystyki budowalne GUS.

A jak wygląda sytuacja w pozostałych obszarach budownictwa kubaturowego? Przypomnijmy, że dopiero ubiegły rok przyniósł duży wzrost pozwoleń na budowę m.in. budownictwie przemysłowo-magazynowym, gospodarczo-inwentarskim, zamieszkania zbiorowego czy użyteczności publicznej. Cieszy więc to, że pierwsza połowa tego roku nie przyniosła gwałtownego spadku aktywności inwestorów.Wykres 3 - Obiekty budowlane na których wydano pozwolenia

Np. objętych pozwoleniami na budowę budynków zamieszkania zbiorowego, czyli m.in. hoteli i pensjonatów, było o 4% więcej niż przed rokiem. Budynków użyteczności publicznej było mniej więcej tyle samo. Natomiast tylko o 1% mniej jest objętych pozwoleniami budynków przemysłowych i magazynowych. Jednak rolnikom najwyraźniej minął budowlany zapał, bo na podstawie uzyskanych przez nich w I półroczu pozwoleń powstanie o 10% mniej budynków gospodarczo-inwentarskich.

Niestety, aż o 20% zmniejszyła się liczba planowanych rurociągów, linii telekomunikacyjnych i elektroenergetycznych. GUNB odnotował też 2% spadek w pozwoleniach na budowę infrastruktury transportu, czyli m.in. dróg, mostów czy torów. W I półroczu 2022 r. wydano niespełna 1,4 tys. pozwoleń na budowę ok. 1,6 tys. tego typu obiektów.

Dużym zmartwieniem branży budowlanej jest zła sytuacja finansowa samorządów. Sytuację pogarsza wysoka inflacja oraz gwałtownie rosnące ceny zleconych wcześniej robót budowlanych. No i wciąż nie wiadomo, kiedy Polska otrzyma z UE potężny zastrzyk gotówki m.in. na inwestycje infrastrukturalne w ramach Krajowego Planu Odbudowy – komentuje ekspert GetHome.pl. Nie wyklucza, że część inwestorów mających pozwolenie na budowę w ręku wstrzyma się z rozpoczęciem budowy. Mają na to 3 lata, bo potem pozwolenia utracą ważność.

Sprzedaż danych w Cloud Technologies w lipcu wzrosła o 18%

Cloud Technologies, notowana na rynku NewConnect spółka koncentrująca się na sprzedaży danych opublikowała raport z szacunkową dynamiką sprzedaży cyfrowych informacji w lipcu br. Spółka kontynuuje dalszy dynamiczny rozwój i notuje dwucyfrową dynamikę wzrostu – w lipcu sprzedaż danych wzrosła o 18% r/r.

Nasz strategiczny, skalowalny segment obejmujący sprzedaż cyfrowych informacji dalej dynamicznie rośnie. Prognoza rozwoju dla najważniejszych dla nas rynków reklamy cyfrowej, na których dystrybuujemy dane – czyli USA, Wielkiej Brytanii i rynków Europy Zachodniej – pozostaje optymistyczna. W związku z tym spodziewamy się utrzymującego się wysokiego zapotrzebowania na jakościowe informacje o internautach w przyszłościkomentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies

Ponad 80% przychodów Cloud Technologies w segmencie sprzedaży danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i jest rozliczana w dolarach. Jednocześnie większość kosztów spółka ponosi w złotówkach, co przy osłabieniu PLN wobec USD zwiększa rentowność Cloud Technologies.  Sprzedaż danych wzrosła w II kw. o 46% r/r i odpowiada obecnie za 71% całkowitych przychodów spółki.

Raportowany przez spółkę wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych cyfrowych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies oraz jest wyliczany bezpośrednio w USD. W raportach okresowych sprzedaż danych cyfrowych obejmuje wszystkich klientów spółki oraz jest raportowana w PLN. Z tego powodu możliwe są różnice pomiędzy dynamiką sprzedaży raportowaną w szacunkach miesięcznych a dynamiką sprzedaży pokazywaną w raportach okresowych.

– Sukcesywnie pozyskujemy nowych klientów oraz zwiększamy wolumen danych dostarczanych naszym obecnym klientom, czego efektem jest rosnąca sprzedaż w kluczowym dla nas segmencie. W pierwszym półroczu 2022 r. sprzedaż danych cyfrowych Cloud Technologies wzrosła o ponad 50% r/r. Rynek reklamy internetowej cały czas się dynamicznie rozwija, dlatego spodziewamy się dalszego wzrostu sprzedaży. Procentowa dynamika będzie jednak najprawdopodobniej maleć, ze względu na rosnącą bazę historyczną – dodaje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Drugi kwartał 2022 roku był bardzo dobry dla Cloud Technologies. EBITDA kluczowego segmentu dla spółki wyniosła 5,2 mln zł co oznacza wzrost o 36,7% r/r. Natomiast marża EBITDA sprzedaży danych w II kw. 2022 r. kształtowała się na poziomie 62,7%. EBITDA w I półroczu 2022 r. jest wyższa o blisko 40% niż w I półroczu 2021 r. i wyniosła 9,6 mln zł, natomiast marża EBITDA w I półroczu jest o 18,1 p. p. wyższa niż w analogicznym okresie 2021 r. Spółka wygenerowała zysk netto na poziomie 3,7 mln zł w II kw. 2022 r. To wzrost o 190% r/r. Na wynik ten wpływ miały również dodatnie różnice kursowe w wysokości 1,7 mln zł. Wartości EBITDA oraz zysku netto uwzględniają normalizację o koszt programu motywacyjnego (0,1 mln zł w Q2 2022) oraz przychód z umorzenia pożyczki PFR (0,9 mln zł w Q2 2021).

Spółka konsekwentnie i z powodzeniem realizuje strategię rozwoju na lata 2021-2023. 8 sierpnia br. Cloud Technologies złożyła w Komisji Nadzoru Finansowego prospekt w związku z planem przejścia na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Cloud Technologies zgodnie z założeniami realizuje także politykę akwizycyjną, opartą na określonych kryteriach, generujących synergie dla spółki. W lipcu tego roku Cloud Technologies zawarła umowę inwestycyjną w sprawie nabycia 100% udziałów w hiszpańskiej spółce The Linea1 MKT S.L. za 1,87 mln euro. Jednym z elementów strategii rozwoju na lata 2021- 2023 jest także skup akcji, prowadzony w ramach programu motywacyjnego. Dotychczas, czyli do 30 czerwca 2022 r., w ramach skupu akcji spółka nabyła 44,9 tys. akcji z maksymalnej liczby 250 tys. akcji, przeznaczając na ten cel 1,4 mln zł z maksymalnej kwoty 15 mln zł.

Nowy projekt ustawy o cudzoziemcach stawia na digitalizację i żegna się z biurokracją

Zgodnie z zapowiedziami, ukazał się nowy projekt ustawy o cudzoziemcach. Planowane zmiany mają zmniejszyć biurokrację, zdigitalizować proces pozyskiwania pozwoleń na pracę i utrudnić proceder nielegalnego zatrudniania cudzoziemców.

Nowa ustawa, która obecnie jest jeszcze na etapie prac ministerialnych, ma zoptymalizować procedury, które dotyczą powierzania pracy cudzoziemcom. Najkorzystniejszymi zmianami dla pracodawców będą te, które usprawnią proces wydawania dokumentów. Celem ustawy jest skrócenie czasu oczekiwania na decyzje administracyjne, a także zmniejszenie zaległości, które napiętrzyły się przez ostanie lata.

– Planowane w ustawie zmiany powinny znacząco usprawnić komunikację między urzędami
a pracodawcami. Pełna digitalizacja pozwoli pracodawcom monitorować daną sprawę, a także mieć stały kontakt z urzędami. Do minimum mają być ograniczone formalności, z którymi musieli się borykać pracodawcy starający się o pozwolenia na pracę.
mówi Daniel Sola, Dyrektor ds. Projektów Międzynarodowych agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Cyfryzacja kontaktów z urzędami

Jedną z istotnych zmian jest pełna digitalizacja procesu pozyskiwania pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. Do tej pory urzędy przyjmowały wnioski o zezwolenia na pracę w formie  papierowej i elektronicznej. Zgodnie z nową  ustawą, będzie można je składać wyłącznie drogą elektroniczną przez stronę praca.gov.pl, na tej samej zasadzie jak oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. Decyzje w sprawie zezwoleń na pracę też będą wydawane elektronicznie. Pełna digitalizacja pozwoli na szybsze załatwianie sprawy. Do tego nie tylko pracodawca, ale i cudzoziemiec będzie mógł monitorować swoją toczącą się sprawę urzędową.

Mniej formalności na horyzoncie

W nowym projekcie ustawy o cudzoziemcach nie będzie tzw. informacji Starosty, która stanowi załącznik do zezwolenia na pracę. Po rozeznaniu, czy w danym regionie nie ma rodzimych specjalistów gotowych podjąć pracę, Starosta wydaje zgodę na zatrudnienie cudzoziemca.

W projekcie nie mamy żadnej wzmianki, która wskazywałaby na przeprowadzanie testu rynku pracy w celu wyrabiania zezwoleń o pracę. To duże ułatwienie, bo test rynku pracy de facto nie wnosi nic konstruktywnego w zatrudnianiu cudzoziemców, a znacznie wydłuża cały proces – może trwać około 4 tygodni, a dopiero po teście rynku pracy i zgodzie Starosty można składać wniosek o zezwolenie na pracę dla innych cudzoziemców. W tym momencie, w zależności od województwa, na wydanie zezwolenia na pracę czeka się od 1 do nawet 5 miesięcy.podkreśla Daniel Sola.

Kolejną istotną zmianą w oświadczeniach o powierzeniu pracy cudzoziemcowi będzie brak wymogu wpisania do ewidencji nowego oświadczenia, jeżeli:

  • zostanie zwiększony wymiar czasu pracy
  • zostanie zwiększona liczba godzin w tygodniu czy też w miesiącu,

przy jednoczesnym proporcjonalnym wzroście wynagrodzenia (w stosunku do wymiaru pracy) dla danego cudzoziemca.

Koniec z nadużyciami?

Zapisy w nowej ustawie o zatrudnianiu cudzoziemców mają sprzyjać pracodawcom, którzy dotychczas uczciwie podchodzili do zatrudniania cudzoziemców, a eliminować nieuczciwych przedsiębiorców. W planach jest stworzenie Centralnej Bazy Ofert Pracy (CBOP). Dzięki niej wynagrodzenie cudzoziemca będzie mogło być porównywane z innymi wynagrodzeniami w danej branży na lokalnym rynku. Ma to zapobiegać zaniżaniom stawek wynagrodzeń dla cudzoziemców.

Ważną zmianą jest to, że  zezwolenie na pracę będzie można otrzymać wtedy, kiedy wymiar czasu pracy będzie stanowił co najmniej ¼ pełnego etatu w miesiącu czy też 10 godzin tygodniowo. Taka zmiana ma na celu zmniejszenie nadużyć związanych z zaniżaniem czasu pracy, które obniżają koszty pracy. Do tego, zezwolenie będzie wydawane na okres nie dłuższy niż 1 rok jeżeli:

  • Zawarta umowa będzie umową cywilnoprawną
  • Podmiot starający się o zezwolenie prowadzi działalność nie dłużej niż 1 rok
  • Wymiar czasu pracy nie będzie przekraczał ½ etatu czy też 20 godzin tygodniowo

Nowy projekt ustawy ma również na celu zrewolucjonizowanie przepisów określających sposób wymiaru kary. Wymiar kary grzywny za powierzenie nielegalnej pracy cudzoziemcom, będzie proporcjonalny do liczby cudzoziemców, którym została powierzona nielegalna praca. Zapowiedziane kwoty grzywny to widełki 500 zł – 30 000 zł.  Informatyzacja pozwoli też na wprowadzenie skuteczniejszych narzędzi, które nie będą dopuszczały wydawania zezwoleń dla podmiotów ukaranych za nielegalne powierzenie pracy.

Urząd pracy będzie mógł również odmówić wydania zezwolenia na pracę cudzoziemca na podstawie informacji z ZUS-u. Jeżeli podmiot powierzający pracę będzie miał ponad 2 miesięczne zaległości w ZUS-ie, wtedy nie otrzyma zezwolenia na pracę.

Przewiduje się, że nowa ustawa ma wejść w życie jeszcze w 2022 roku, po upływie 7 dni od dnia ogłoszenia. Już dzisiaj wiadomo jednak, że nie będzie ona w całości zrealizowana, ponieważ na niektóre przepisy dotyczące systemów teleinformatycznych będzie trzeba poczekać 6 miesięcy od dnia ogłoszenia.

Mat. informacyjny Trenkwalder Polska

Zmiana przepisów dotyczących dokumentacji w zakresie tzw. transakcji rajowych

Rząd pracuje nad wprowadzeniem zmian w przepisach dotyczących transakcji z udziałem firm z rajów podatkowych i tych, których beneficjentem jest podmiot z siedzibą w takiej jurysdykcji. Zmiany będą dotyczyć wysokości progów dokumentacyjnych, a także zasad stosowania cen rynkowych i obowiązku dokumentacyjnego w zakresie pośrednich transakcji rajowych.

Obowiązek sporządzania dokumentacji cen transferowych

Przy dokonywaniu transakcji kontrolowanych podmioty powiązane są zobowiązane do sporządzania lokalnej dokumentacji cen transferowych w celu wykazania, że uzgodnione między sobą ceny nie odbiegają od wolnorynkowych. Obowiązek dokumentacyjny powstaje, gdy wartość transakcji przekracza w roku podatkowym:

  1. 10 000 000 zł – w przypadku transakcji towarowej;
  2. 10 000 000 zł – w przypadku transakcji finansowej;
  3. 2 000 000 zł – w przypadku transakcji usługowej;
  4. 2 000 000 zł – w przypadku innej.

Jeśli jednak transakcja dokonywana jest z podmiotem mającym miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd w którymś z rajów podatkowych, próg dokumentacyjny wynosi jedynie 100 000 zł, niezależnie od rodzaju transakcji. Od 1 stycznia 2021 r. obowiązują przepisy, które dodatkowo nakładają na podatników nowe obowiązki przy przeprowadzaniu takich transakcji. Chodzi o konieczność zbadania czy druga strona jest jej beneficjentem rzeczywistym. Na mocy art. 11o ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, podatnicy zobligowani są do sporządzania dokumentacji także w sytuacji, gdy nie dokonują transakcji kontrolowanej, ale jej stroną jest podmiot mający siedzibę w raju podatkowym, jeśli wartość transakcji za rok podatkowy lub obrotowy przekracza 100 000 zł (bezpośrednia transakcja rajowa), lub przekracza 500 000 zł a w raju podatkowym siedzibę ma beneficjent rzeczywisty (pośrednia transakcja rajowa).

Nowe progi dokumentacyjne

Ministerstwo Finansów postanowiło zmodyfikować te regulacje. Najpierw obszerną nowelizacją ustawy o CIT z 28 czerwca 2022 r. zdecydowało się podnieść do 200 000 zł próg wymuszający dokumentacyjny obowiązek podatkowy przy zawieraniu bezpośredniej transakcji rajowej, a w przypadku pośredniej do 2 500 000 zł – dla transakcji towarowej i finansowej oraz do 500 000 zł – w przypadku innej. Jednak nim proponowane zmiany weszły w życie, najnowszym projektem nowelizacji z 25 sierpnia 2022 r. MF zaproponowało jeszcze inną strukturę progów dokumentacyjnych:

  1. dla bezpośrednich transakcji rajowych: 2 500 000 zł dla transakcji finansowych i 500 000 zł dla pozostałych,
  2. całkowite uchylenie obowiązku dokumentacyjnego dla pośrednich transakcji rajowych.

To korzystna dla przedsiębiorców propozycja, bowiem zmniejszy krąg podatników zobowiązanych do sporządzania lokalnej dokumentacji cen transferowych, zawężając ten obowiązek do większych przedsiębiorstw dokonujących bezpośrednich transakcji, zwłaszcza kontrolowanych, z podmiotami powiązanymi. A nowe progi mają mieć zastosowanie do wszystkich transakcji, nie tylko kontrolowanych. Poza tym likwidacja obowiązku dokumentacji cen transferowych przy transakcjach pośrednich zdejmie z przedsiębiorców ciężar ustalania rezydencji podatkowej beneficjenta rzeczywistego należności wynikającej z tej transakcji.

Stosowanie zasady ceny rynkowej

Powyższa zmiana oznacza, że przy zawieraniu pośrednich transakcji rajowych odpadnie też obowiązek odpowiedniego stosowania zasady ceny rynkowej. Ustawodawca proponuje, by nowe przepisy weszły w życie z mocą wsteczną od 1 stycznia 2021 r., a więc objęły transakcje rozpoczęte i niezakończone przed tą datą, lub rozpoczęte po dniu 31 grudnia 2020 roku (ale w odniesieniu do tych transakcji, które są realizowane w roku podatkowym rozpoczynającym się po dniu 31 grudnia 2020 r.). W praktyce znowelizowane regulacje obejmą transakcje z lat podatkowych 2021 i 2022.

Rozszerzenie wyłączenia stosowania przepisów dot. cen transferowych

Na mocy obowiązującego obecnie art. 11b pkt 1 ustawy o CIT regulacje cen transferowych nie mają zastosowania do transakcji kontrolowanej, w której cena lub sposób określenia ceny jej przedmiotu wynika z przepisów ustaw lub wydanych na ich podstawie aktów normatywnych. Jeśli omawiane zmiany wejdą w życie, wyłączenie to będzie mieć zastosowanie także do transakcji innych niż kontrolowane, których cena również wynika z przepisów prawa.

Podsumowanie

Główne zmiany przewidziane w nowelizacji to przede wszystkim uchylenie z mocą od 1 stycznia 2021 r. obowiązku stosowania zasady ceny rynkowej oraz dokumentacyjnego przy zawieraniu pośrednich transakcji rajowych oraz podniesienie do 500 tys. zł i 2,5 mln zł odpowiednich progów rodzących dokumentacyjny obowiązek podatkowy przy bezpośredniej transakcji rajowej.

Przedsiębiorcy mają mieć możliwość dokonania wyboru, czy wskazane rozwiązania zastosować do transakcji rozpoczętych i niezakończonych przed 1 stycznia 2021 r. oraz zawartych po 31 grudnia 2020 r. Podatnicy, dla których termin wywiązania się z obowiązku sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych przypada na ostatni dzień 2022 r. mogą więc powziąć wątpliwość, czy dopełnić go zgodnie z obowiązującymi przepisami, czy też zaczekać na wejście w życie nowelizacji. Sprawiedliwym byłoby ustanowienie przepisów przejściowych pozwalających przedsiębiorcom, którzy nie zdążą w terminie z realizacją omawianych obowiązków, uniknąć sankcji karnych skarbowych.

Projekt nowelizacji został przyjęty 23 sierpnia 2022 r. przez rząd. Nowelizacja ma wejść w życie od 1 stycznia 2023 r. Jednocześnie jak wspomniano już wyżej, niektóre przepisy mają zacząć obowiązywać z mocą wsteczną – bo od początku roku 2022.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

DB Energy w roku obrotowym 2021/2022 z istotnym wzrostem przychodów, zysków i skali realizowanych projektów ESCO

DB Energy, notowana na rynku NewConnect spółka oferująca kompleksowe usługi efektywności energetycznej dla przemysłu, w roku obrotowym 2021/2022 osiągnęła niemal 80 mln zł przychodów ze sprzedaży, ponad 12 mln zł zysku EBITDA i 8,2 mln zł zysku netto. Firma w tym okresie zakończyła kluczowy projekt dla Słodowni Soufflet realizowany w modelu ESCO, wypracowując pierwsze i większe niż pierwotnie oczekiwane przychody z tytułu osiąganych oszczędności. Spółka obserwuje rosnące zainteresowanie energooszczędnymi rozwiązaniami wśród przedsiębiorstw i pozytywnie ocenia swoje długoterminowe perspektywy rynkowe.

DB Energy jest liderem w branży usług efektywności energetycznej dla przemysłu w Polsce. Spółka realizuje kompleksowe projekty służące poprawie efektywności energetycznej w dużych i średnich zakładach przemysłowych. Swoimi usługami obejmuje całe spektrum działań, od identyfikacji oraz opracowania koncepcji technologicznych i studiów wykonalności, poprzez wykonawstwo i nadzór nad realizacją, do finansowania projektów włącznie. Usługi świadczy w modelu generalnego wykonawcy lub ESCO (Energy Saving Contract), partycypując w kolejnych latach w oszczędnościach zużycia energii pozyskiwanymi przez klientów dzięki realizacji takich projektów.

Za nami kolejny, przełomowy rok w historii Grupy Kapitałowej DB Energy. Rok pełen zmian w otoczeniu gospodarczym i rynkowym, ale przede wszystkim kolejny rok prac nad osiągnięciem celów dotyczących efektywności energetycznej. Realizacja Polityki Energetycznej Polski, celów pakietu Fit for 55, nie jest możliwe bez wsparcie wyspecjalizowanych przedsiębiorstw, takich jak DB Energy i jej spółek zależnych, co pozwala myśleć o dalszym dynamicznym rozwoju Grupy. Zgodnie z przyjętą strategią, DB Energy sukcesywnie realizuje coraz więcej projektów inwestycyjnych z zakresu efektywności energetycznej, w tym w modelu ESCO. Przełożyło się to na wzrost skali biznesu i pozwoliło osiągnąć rekordowo wysokie wyniki finansowe – mówi Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy S.A.

Spółka w roku obrotowym 2021/2022 wypracowała 79,4 mln zł przychodów ze sprzedaży (+163% r/r), przy zysku EBITDA rzędu 12,2 mln zł (+198% r/r) i zysku netto w wys. 8,2 mln zł (+227% r/r). Na wyniki finansowe DB Energy duży wpływ miało zakończenie realizacji inwestycji w modelu ESCO dla Słodowni Soufflet i przekazanie całej instalacji do eksploatacji w czerwcu 2022 r. W tym samym okresie Spółka otrzymała wyższe niż pierwotnie oczekiwane od Słodowni Soufflet wpływy z tytułu generowanych przez instalację oszczędności. W związku z rozpoczęciem użytkowania instalacji przez klienta, DB Energy rozpoznała w sprawozdaniu finansowym przychody z oczekiwanego wynagrodzenia stanowiącego udział w szacowanych oszczędnościach możliwych do uzyskania dzięki zrealizowanemu projektowi, co miało istotny wpływ na wyniki finansowe minionego roku obrotowego. Ponadto Spółka sfinalizowała realizację projektów prowadzonych w modelu generalnego wykonawstwa, m.in. modernizację kotła K1 dla Schumacher Packaging Zakład Grudziądz
Sp. z o.o. oraz modernizację zasilania pieców dla European Brakes and Chassis Components Sp. z o.o. Spółka kontynuowała także świadczenie usług z zakresu wytwarzania i sprzedaży energii cieplnej oraz elektrycznej dla BWI Poland Technologies.

Obserwowany w ostatnich kwartałach gwałtowny wzrost kosztów energii elektrycznej oraz gazu, a także wzrost cen uprawnień do emisji CO2 zwiększa zainteresowanie usługami Grupy Kapitałowej DB Energy ze strony potencjalnych klientów. Na powstałą sytuację rynkową wpływają także długoterminowe zmiany legislacyjne związane z nowelizacją przepisów krajowych i unijnych, dotyczących efektywności energetycznej. Ze względu na aktualną Politykę klimatyczną, ofertowane przez Spółkę projekty z zakresu efektywności energetycznej, mają coraz większy priorytet, szczególnie u dużych przedsiębiorstw – uzupełnia Prezes Zarządu.

DB Energy pozostaje liderem na rynku Białych Certyfikatów. W ciągu minionych 12 lat działalności firma przeprowadziła ponad 1,3 tys. audytów efektywności energetycznej generujących projekty o wartości ponad 5 mld zł, co przełożyło się u klientów na redukcję zużycia energii o ponad 9 TWh i roczne oszczędności w wysokości ok. 2 mld zł. DB Energy złożyła w imieniu klientów wnioski na Białe Certyfikaty o łącznej wartości ponad 650 mln zł, z czego ponad 365 mln zł zostało już przyznane klientom. W minionym roku obrotowym średnioważone ceny Białych Certyfikatów na Towarowej Giełdzie Energii wzrosły o ok. 23%, z poziomu 2  125,72 PLN/toe  w czerwcu 2021 roku do poziomu 2 610,11 PLN/toe  w czerwcu 2022 roku.

– Naszym celem strategicznym na najbliższy rok obrotowy jest realizacja kolejnych projektów poprawy efektywności energetycznej w modelu ESCO oraz dalszy rozwój na rynku Europy Zachodniej, w szczególności w Niemczech, poprzez spółkę zależną Willbee Energy GmbH. Zamierzamy wykorzystać naszą szeroką bazę klientów, firm o kapitale zagranicznym, do rozszerzenia swojej działalności także poza granice Polski, ze szczególnym uwzględnieniem usług w modelu ESCO. Do końca 2022 roku DB Energy planuje zakończenie projektu B+R DiagSys – systemu do diagnostyki pracy silników elektrycznych – uzupełnia Krzysztof Piontek.

Co czwarty Polak uważa, że jego praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego

Samopoczucie zatrudnionych osób wpływa na jakość ich pracy. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce” firmy ADP, 4 na 10 Polaków (43,96 proc.) uważa, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. Jednocześnie, co drugi ankietowany przyznaje, że nie czuje się wspierany przez swojego przełożonego (48,77 proc.).

Pandemia pogłębiła problem

Czas pandemii i związana z nim izolacja znacznie wpłynęły na stan psychiczny Polaków
i efektywność ich pracy. Firma ADP, globalny lider w usługach karowo-płacowych, przeprowadziła badanie na blisko 33 tysiącach pracowników z 17 krajów na całym świecie, w którym sprawdziła, jak samopoczucie psychiczne wpływa na efektywność wykonywania obowiązków zawodowych. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że w skali globalnej aż 53,26 proc. pracowników przyznaje, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. W Polsce takiego zdania jest 43,96 proc. zatrudnionych.

Kwestia zdrowia psychicznego wciąż pozostaje jednak obojętna w oczach wielu przełożonych. Z raportu ADP wynika, że prawie co drugi Polak (48,77 proc.) nie czuje się wspierany przez swojego menedżera w kwestii zdrowia psychicznego w pracy. 1/3 ankietowanych (30,33 proc.) twierdzi także, że jego pracodawca nie zrobił nic, by zadbać o jego równowagę psychiczną w czasie pandemii.

– Ponadprzeciętna absencja, gorsza efektywność w pracy lub brak motywacji to sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Nieszczęśliwy pracownik, to nieefektywny pracownik – zaznacza Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Dzięki rozmowom, ewaluacji postępów w pracy i wyników, możemy nie tylko ograniczyć absencję osób zatrudnionych, ale przede wszystkim sukcesywnie zwiększać ich zaangażowanie. Dobrym sposobem jest też włączenie pracownika w życie firmy, np. poprzez tworzenie silnej kultury organizacyjnej, scalanej przez wspólne wartości, cele i dobre relacje – dodaje Barbachowska.

Ludzie lubią być doceniani. Zwykła uprzejmość czy proste podziękowanie za ich codzienną pracę, wpływa na większe zadowolenie, a także motywuje do dalszego działania. Pozytywne nastawienie do wykonywanych obowiązków sprawia, że pracownicy mają więcej energii, identyfikują się ze swoim miejscem pracy, częściej także są bardziej lojalni wobec pracodawcy – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego w Gdańsku. – Zadowolenie wpływa także na większą odporność psychiczną u pracownika, który lepiej radzi sobie ze stresem w życiu zawodowym, a także w prywatnym.
Nie zapominajmy, że zadowolenie z pracy stanowi ważny czynnik rozwoju każdego dorosłego człowieka –
dodaje psycholog.

Prawo do bycia offline

Home office, workation, praca hybrydowa – pandemia pokazała, że zmiany w Kodeksie pracy są koniecznością. Szczególnie ważne stało się to ze względu na nieumiejętne rozgraniczenie przez pracowników życia prywatnego od zawodowego. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że lokalnie przełożeni zaczęli już teraz praktykować ten trend. ¼ polskich pracowników (25,76 proc.) twierdzi, że ich przełożeni wprowadzili jeszcze w trakcie pandemii, prawo do bycia offline, czyli nieodbierania telefonów służbowych i odpisywania na wiadomości e-mail po wyznaczonych godzinach pracy.

– Formalnie w polskim prawie nie istnieją żadne, szczególne regulacje dot. ściśle prawa
do bycia offline (prawo do wyłączenia się). Polskie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej w odpowiedzi na interpelację poselską nr 31956 (z dnia 22.03.2022 r.), wyjaśniło, że cyt. „w świetle przepisów Kodeksu pracy pracownik jest obowiązany pozostawać w dyspozycji pracodawcy tylko w czasie pracy, tj. w godzinach pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy. Poza takimi godzinami pracy pracodawca może polecić pracownikowi wyłącznie pracę nadliczbową albo zobowiązać pracownika do pełnienia dyżuru, z uwzględnieniem wymaganych przepisami Kodeksu pracy okresów odpoczynku dobowego i tygodniowego pracownika. Ponadto, zarówno wykonywanie pracy nadliczbowej, jak i pełnienie dyżuru (z wyjątkiem dyżuru domowego) podlega rekompensacie. W konsekwencji, pracownik nie pozostając w dyspozycji pracodawcy w ramach godzin pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy, pracy nadliczbowej bądź dyżuru, nie ma obowiązku pozostawania w kontakcie z pracodawcą, w tym za pośrednictwem różnego rodzaju środków komunikacji elektronicznej, w celu wykonywania pracy…” –
komentuje Tomasz Czerkies, radca prawny ADP Polska. – Zatem można wysnuć tezę, że w najbliższym czasie regulacje dot. uszczegółowienia prawa do wyłączenia się nie będą przedmiotem prac polskiego Parlamentu. W tej sytuacji każdy pracodawca, który chociażby zamierza minimalizować ryzyka związane z ewentualnymi roszczeniami pracowników, powinien w ramach własnej organizacji przemyśleć, a następnie wprowadzić regulacje, które będą definiowały uprawnienia pracodawcy i pracownika w tym zakresie. Podstawą zaś tych regulacji mogą być przepisy polskiego Kodeksu pracy, które dość jednoznacznie ustanawiają ramy czasowe pozostawania pracownika w dyspozycji pracodawcy – dodaje radca prawny.

W oczekiwaniu na FOMC

Już za dwa dni kluczowe wydarzenia ostatnich tygodni, czyli posiedzenie amerykańskiej władzy monetarnej. Dyskusja co do dalszej polityki pieniężnej nie milknie także w Polsce. Środki z unijnych funduszy oddalają się od Węgier.

Zagrożone fundusze dla Węgier

Najpierw Parlament Europejski, a teraz Komisja Europejska rekomenduje zablokowanie wypłaty 7,5 mld euro dla Węgier z Funduszu Spójności. Kwota ta stanowi aż 65% przyznanych wcześniej środków w ramach trzech programów operacyjnych. Pierwszy raz w historii KE postanowiła skorzystać z tzw. mechanizmu warunkowości, który wiąże unijny budżet z wypełnieniem kryteriów praworządności. Powodem do wstrzymania wypłaty funduszy są problemy z korupcją w państwie rządzonym przez Viktora Orbana. Unijni urzędnicy szacują, że nawet do 4% środków spływających na Węgry jest wydatkowanych z pogwałceniem prawa, co jest niechlubnym rekordem UE. Co prawda Budapeszt zapowiedział wprowadzenie nowych regulacji antykorupcyjnych, ale mało kto w Brukseli wierzy w zapewnienia, oczekuje się wdrożenia odpowiednich rozwiązań. Teraz piłka znajduje się po stronie Węgrów, którzy do 19 listopada mają przedstawić nowy raport. Jeśli nie uda im się wypełnić zobowiązań, to w ciągu trzech miesięcy Rada Europejska (szefowie rządów) kwalifikowaną większością głosów może ostatecznie przypieczętować blokadę środków. Warto przypomnieć, że Węgrzy nie otrzymują także prawie 6 mld euro z Funduszu Odbudowy.

USA nadaje kierunek

Już w środę posiedzenie amerykańskiej władzy monetarnej i to na Komitecie Otwartego Rynku skupi się w tym tygodniu uwaga inwestorów. Zdecydowana większość rynku oczekuje utrzymania tempa podwyżek stóp procentowych, a więc ruchu o 75 pkt bazowych. Dolar w tych okolicznościach pozostaje silny, ale rozgrywka pod decyzję FOMC tak naprawdę dopiero się zaczyna, a jej punktem kulminacyjnym będzie zapewne konferencja prasowa prezesa Powella. Nawet drobne sugestie szefa Fed dot. dalszej ścieżki monetarnej mogą być impulsem do zmiany lub pogłębienia aktualnego trendu. Na parkietach giełdowych utrzymuje się negatywny sentyment, z chlubnymi wyjątkami np. w postaci warszawskich indeksów. Zniżkuje także ropa (wycena baryłki Brent wraca w pobliże 90 USD), co podsyca recesyjne oczekiwania. O poranku całkiem przyzwoitą pozycję zachowuje polski złoty, z głównych walut słabnie tylko w stosunku do bezkonkurencyjnego USD. Przed godz. 11 kurs dolara utrzymuje się powyżej 4,72 zł, a kurs euro zbliża się do 4,71 zł.

RPP coraz bardziej podzielona

Skoro przy bankierach centralnych jesteśmy, to warto zerknąć na wywiad członka Rady Polityki Pieniężnej Henryka Wnorowskiego, który podzielił się swoimi przemyśleniami z „Rzeczpospolitą”. Według niego główna stopa procentowa nie powinna wzrosnąć powyżej 7% (przypomnijmy, że w tej chwili to już 6,75%). W tym miejscu decydent zaznacza, że przewidywania dotyczą sytuacji z obecnym stanem wiedzy, ale ponieważ rzeczywistość jest bardzo dynamiczna, to zachowuje on prawo do ich zmiany. Oczekiwania mogłaby zmienić wrześniowa inflacja, jeśli okazałaby się wyższa od sierpniowej. Tutaj jednak prof. Wnorowski spodziewa się słabszej dynamiki cen, ponieważ ma wygasać efekt przenoszenia kosztów producentów na ceny finalne. W dłuższej perspektywie nie spodziewa się on negatywnego silnego efektu popytowego, związanego ze skokową podwyżką płacy minimalnej od nowego roku. Ostatnie wypowiedzi różnych członków RPP wskazują, że kolejne posiedzenia Rady mogą być burzliwe. Gwoli przypomnienia w 9-osobowej Radzie pozostają wciąż dwa nieobsadzone wakaty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

W Polskich firmach wciąż króluje ręczne sterowanie organizacją

Aż 86% ankietowanych prezesów polskich firm uważa, że strategiczne decyzje powinny być podejmowane odgórnie, podczas gdy niemal połowa prezesów firm zagranicznych (46%) ufa w umiejętności swoich zespołów podejmowania właściwych decyzji biznesowych. Jednocześnie trzy czwarte polskich CEO (74%) chętniej wynagradza poszczególne osoby za wkład w realizację strategii niż zespoły za kolektywną pracę i wysiłek. W zagranicznych firmach proporcje pomiędzy tymi zachowaniami dzielą się po równo (50 % do 50%) – wynika z badania CEO Outlook Survey 2022 przeprowadzonego przez EY.

W trakcie ponad 30-tu lat od rozpoczęcia transformacji wiele się zmieniło w sposobie, w jaki funkcjonuje polska gospodarka. Okazuje się jednak, że łatwiej jest wdrożyć techniczne zmiany systemowe na szeroką skalę niż zmienić sposób, w jaki funkcjonują osoby zarządzające przedsiębiorstwami. Takie są wnioski z badania CEO Outlook Survey 2022 przeprowadzonego przez EY.

Aż 86% polskich prezesów badanych przez EY uważa, że strategia powinna być realizowana odgórnie; jedynie 14% prezesów w Polsce ufa, że ich zespoły mogą podejmować trafne decyzje strategiczne i je z sukcesem wdrażać. Dla porównania, na świecie te wartości rozkładają się praktycznie po równo – niemal połowa (46%) prezesów firm zagranicznych ufa w umiejętności swoich zespołów podejmowania właściwych decyzji biznesowych, jedynie 54% prezesów globalnie wierzy w sukces odgórnie realizowanej strategii.

Równolegle, jedynie 24% prezesów polskich przebadanych firm ma przekonanie, że posiada wystarczająco dobry zespół, by powierzyć mu wdrożenie strategii w firmie. Aż trzy czwarte ankietowanych zadeklarowało, że chętnie korzysta z pomocy zewnętrznych doradców, aby założenia strategiczne były szybciej wprowadzane w życie. Globalnie natomiast rozkład głosów zarządzających firmami wierzących w umiejętności własnych pracowników i skłonnych korzystać z pomocy zewnętrznych doradców rozkłada się niemal po połowie (53% do 47%).

W Polskich firmach wciąż króluje ręczne sterowanie organizacją

– Z naszego badania widać wyraźnie, że polscy top menedżerowie wciąż tkwią w epoce, w której królowało ręczne starowanie firmą i wciąż mają opory przed większym delegowaniem decyzyjności na pracowników niższych szczebli. Tego typu myślenie może okazać się szczególnym obciążeniem zarządów polskich firm w kryzysie, coraz wyraźniej rysującym się na gospodarczym horyzoncie gdy o losach firmy może zdecydować elastyczność w radzeniu sobie z potencjalnymi problemami – mówi Arkadiusz Gęsicki, Partner odpowiedzialny za działalność EY-Parthenon w Polsce i krajach bałtyckich oraz Lider EY-Parthenon w Regionie CESA.

Paradoksalnie, jednym z większych wyzwań, które widzą przed sobą rodzimi CEO w realizacji strategii jest zdobycie przywiązania pracowników (17% i jest to problem numer dwa, zaraz po szybkim i efektywnym wykorzystaniu danych do śledzenia rozwoju firmy), podczas gdy na świecie entuzjazm pracowników w realizacji strategii jest na dalszym, czwartym, miejscu, z 13% wskazań.

– Polscy pracodawcy, pamiętający dobrze lata kryzysu gospodarczego i wysokie bezrobocie, mają jeszcze poważną lekcję do odrobienia w zakresie zarządzania pracownikami. Wiadomo, że bardziej zaangażowani i skuteczni są pracownicy, którym powierza się odpowiedzialność za losy firmy i możliwość realizacji własnych rozwiązań. Krajowi CEO już wiedzą, że zaangażowanie jest potrzebne, nie potrafią tego jednak przełożyć na atmosferę zaufania w firmie i rozdzielenie władzy pomiędzy pracowników młodszych rangą – mówi Arkadiusz Gęsicki.

Znaczenie reputacji firm rośnie w trudnych warunkach ekonomicznych

Prezesi w badaniu przygotowanym przez EY wskazują cechy lidera potrzebne, aby odnieść sukces w warunkach post-pandemicznych: zarówno w Polsce i jak globalnie najważniejsze są wizja i determinacja – wskazywane przez odpowiednio 24% i 25% respondentów. Pewne różnice pojawiają się na dalszych miejscach; polscy liderzy stawiają bardziej na inteligencję emocjonalną (20%) i wytrwałość (16%), a międzynarodowi – wysoko stawiają otwartość i przejrzystość (16% wskazań).

– Otwartość, na którą stawiają międzynarodowi liderzy, niesie za sobą również zaproszenie do współpracy w zespołach i większą chęć wspierania różnorodności w organizacji – zauważa Arkadiusz Gęsicki.

Znaczenie reputacji firm rośnie w trudnych warunkach ekonomicznych

Rośnie znaczenie ESG, także w Polsce

Ciekawe są również odpowiedzi prezesów firm na pytanie o kluczowe zagadnienia dla nich i dla firm, którymi zarządzają. Globalnie, trzy kluczowe pozycje zajmują kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem – poprawa wpływu firmy na środowisko z wyłączeniem kwestii ochrony klimatu (21% wskazań), większy nacisk na różnorodność (15% odpowiedzi) i ochrona klimatu (13%). W Polsce również wskazaniem numer jeden jest poprawa wpływu firmy na środowisko (26%), ale już kolejnym wskazaniem jest poprawa corporate governance (18%), co udowadnia obiegową tezę o tym, jak dużo rodzime firmy mają do zrobienia w tej ostatniej kwestii.

– Wysoka pozycja ESG w badaniu wyraźnie wskazuje na rosnącą rolę przedsiębiorstw w kształtowaniu szerszego otoczenia biznesowego. Z polskiej perspektywy to bardzo cieszy i pokazuje coraz większą świadomość, jak dużo w tym obszarze jest jeszcze u nas do zrobienia. Obok ESG coraz bardziej istotną kwestią w zarządzaniu staje się również technologia – prezesi ankietowanych firm jasno wskazują, że jednym z najważniejszych wyzwań przed nimi stojących jest efektywne zastosowanie nowych technologii w zarządzaniu. Od tej drogi nie ma odwrotu – mówi Arkadiusz Gęsicki.

Rośnie znaczenie ESG, także w Polsce

O badaniu
Ankieta CEO Outlook Survey 2022 jest częścią serii CEO Imperative, wskazującej kierunki działania, które mają pomóc prezesom w określeniu i ewentualnym przeformułowaniu sposobu funkcjonowania zarządzanych przez nich organizacji. Badanie przeprowadzono w 45 krajach na całym świecie. Pytania zadawano CEO firm z 13 sektorów w okresie listopad-grudzień 2021. Ankieta w Polsce objęła 50 prezesów dużych firm. Badane przedsiębiorstwa w 82% stanowiły firmy notowane na giełdzie, a spośród nich 78% to spółki portfelowe funduszy private equity.

Rośnie zainteresowanie polskich przedsiębiorców finansowaniem inwestycji zagranicznym kapitałem

Sytuacja polityczna, wzrost inflacji, a w ślad za nią stóp procentowych oraz rosnąca presja na banki, która może przyczynić się do zwiększenia marż na udzielanych kredytach, to czynniki nasilające zainteresowanie polskich przedsiębiorców finansowaniem inwestycji zagranicznym kapitałem. Zjawisko to widoczne jest już dziś, krajowe podmioty coraz częściej decydują się na skorzystanie z alternatyw, jakie daje finansowanie transgraniczne i wybierają tę opcję zamiast ofert banków działających w Polsce.

Zgodnie z polskim prawem w obszarze B2B nie ma większych przeszkód, by zagraniczne instytucje finansowały inwestycje polskich przedsiębiorców. Działalność ta zazwyczaj jest podejmowana w ramach wspólnotowej swobody świadczenia usług, przy wykorzystaniu zasady jednego paszportu europejskiego. Oznacza to, że instytucja kredytowa, która otrzymała zezwolenie (licencję) na prowadzenie działalności bankowej w jednym z państw członkowskich EOG nie musi uzyskiwać dodatkowych zezwoleń na prowadzenie takiej działalności w innych państwach członkowskich. Jak wynika z zestawienia opublikowanego na stronach Komisji Nadzoru Bankowego[1] (KNF), obecnie w Polsce działa 591 zagranicznych instytucji, których notyfikacje wpłynęły do KNF. Co ciekawe, najwięcej tych podmiotów pochodzi z Francji (99), wyprzedzając Niemcy (89 notyfikacji) jak i Wielką Brytanię (82). Wysoko w zestawieniu znajduje się także Austria (47), którą nieznacznie wyprzedził Luksemburg (52). Zasada jednego paszportu europejskiego wykorzystywana jest również przez instytucje spoza Unii Europejskiej. Mogą one bowiem świadczyć swoje usługi w całej wspólnocie dokonując tylko jednej rejestracji w wybranym przez siebie kraju.

Pozytywnie na wzrost udziału zagranicznych instytucji na polskim rynku finansowym wpływa na pewno dzisiejsza sytuacja na rynku bankowym w Polsce. Po serii podwyżek stóp procentowych, WIBOR 3M wynosi[2]  7 proc., a WIBOR 6M 7,29 proc. Jeśli chodzi o stawki związane z finansowaniem zobowiązań denominowanych w euro, to w przypadku EURIBOR stawki rynkowe wynoszą około 0,2 dla 3M i 0,7 dla 6M. Już tu zauważa się znaczącą dysproporcję, a należy pamiętać również o marży banku lub instytucji finansowej. Od kilku tygodni narasta bowiem presja na instytucje finansowe w Polsce, która może zakończyć się nieuchronnym wzrostem marż – zwłaszcza na produktach kredytowych. 29 lipca 2022 roku w życie wchodzi ustawa wprowadzająca tzw. wakacje kredytowe. Dzięki nim posiadacze złotowych kredytów mieszkaniowych, będą mogli do końca 2023 roku bezpłatnie przenieść aż 8 z 17 rat kredytowych na koniec okresu kredytowania. Kluczowe jest tu określenie „bezpłatnie”. Dotychczasowe rozwiązania funkcjonujące na rynku, w przypadku wakacji kredytowych, przenosiły daną ratę na koniec okresu rozliczeniowego, ale bank do tej operacji doliczał należne odsetki. Teraz koszt wakacji kredytowych ma według uchwalonych i podpisanych przez prezydenta przepisów odbyć się na koszt banku. Regulacja ta, choć dotyczy rynku konsumenckiego, znajdzie swoje odbicie na sytuacji finansowej banków w Polsce – oznacza nawet wiele miliardów złotych dodatkowych kosztów, z którymi będą musiały się zmagać rodzime instytucje kredytujące. Już teraz obserwujemy jej negatywny wpływ na banki. Przykładowo, niedawno zarząd Banku Millennium podjął decyzję o uruchomieniu planu naprawczego, ze względu na wspomniane wyżej nowe przepisy o „wakacjach kredytowych”, gdyż współczynniki kapitałowe spadną poniżej minimalnych wymogów określonych przez KNF.

Z analiz Narodowego Banku Polskiego (NBP) wynika, że koszt wyżej wspomnianych wakacji kredytowych może sięgać ok. 20 mld zł. Według szacunków Związku Banków Polskich (ZBP), przy założeniu, że z tego rozwiązania skorzysta 80% uprawnionych, łączny koszt dla banków osiągnąłby poziom 13,1-16,4 mld zł w 2022 roku oraz 21,3-27,9 mld zł w okresie 2022-2023.

Poza podatkiem dochodowym instytucje finansowe płacą w Polsce tzw. podatek bankowy, z którego wpływy wynoszą ponad 5,5 mld zł rocznie. Ponadto uiszczają składkę na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG), gdzie koszt dla całego sektora szacowany jest na 3,7 mld zł, oraz składkę na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK) – 1,5 mld zł, a także utrzymują system nadzoru nad sektorem bankowym.

Mając powyższe na uwadze, nie możemy zapomnieć o sytuacji na rynku kredytów hipotecznych, gdzie można się spodziewać dalszego wyhamowania udzielania kredytów, z uwagi na działania KNF, która od kwietnia zaleciła bankom przy badaniu zdolności kredytowej uwzględnianie wyższego bufora na podwyżki stóp procentowych – wcześniej 2,5 proc., a obecnie nawet do 5 proc. Już dziś powoduje to, że maleje zdolność kredytowa konsumentów. Analitycy rynkowi mówią wręcz o zapaści na rynku hipotecznym.

To jednak nie koniec presji jaka wywierana jest na sektor bankowy. Z ust najważniejszych polityków padają już kolejne zapowiedzi związane z obciążeniem banków podatkiem od nadmiarowych zysków, w przypadku niepodnoszenia oprocentowania depozytów dla klientów indywidualnych. Choć to tylko zapowiedzi, to w połączeniu z uchwalonymi dotychczas przepisami muszą one przyczynić się także do wzrostu marż na wszystkich produktach bankowych, w tym tych związanych z kredytowaniem inwestycji i biznesu.

Powyżej opisane okoliczności stanowią szansę dla zagranicznych instytucji finansujących inwestycje na znaczący wzrost udziału w polskim rynku. Mogą one bowiem zastosować znacznie korzystniejsze warunki finansowania niż zmagający się ze spadającymi zyskami sektor bankowy w Polsce. Aktualnie duże inwestycje budowlane, np. na rynku nieruchomości magazynowych czy biurowych, są coraz częściej finansowane przez instytucje zagraniczne, zwłaszcza z Austrii, Niemiec, czy Skandynawii.

Czy polscy przedsiębiorcy skorzystają z nadarzającej się szansy? Mimo wzrostu ryzyka związanego z sytuacją geopolityczną i możliwością spowolnienia gospodarczego czy spadku koniunktury w Polsce, z pewnością będą podejmowali takie próby, zwłaszcza na rynku budowlanym (wspomniane magazyny, ale również biura i rynek PRS), który jest odporniejszy na spadek wartości i wahania koniunktury.

Autor: Dr Jan Gąsiorowski

*Autor jest Associate w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss.

[1]https://www.knf.gov.pl/podmioty/Podmioty_sektora_bankowego/zestawienie_notyfikacji_instytucji_kredytowych_na_terytorium_RP

[2] Dane na dzień 22.07.2022

Tydzień banków centralnych

Ten tydzień obfituje w decyzje banków centralnych. Oczywiście w centrum zainteresowania jest środowa decyzja Fed-u, ale nie należy zapominać o BoE, SNB, BoJ, Riksbanku czy Norges Banku. Szwajcarzy ostatnio zaskoczyli podwyżką stóp procentowych. Bank Anglii z kolei ma nadal wiele dylematów.

Środowa decyzja Fed-u wydaje się być kluczowa. Rynek nie jest zdecydowany, czy amerykańska instytucja „dowiezie” 75 czy może raczej 100 punktów bazowych. To co jest pewne, to fakt, że czerwcowe projekcje FOMC są w tym momencie zdecydowanie za niskie. Ważnym pytaniem wciąż jest nie tylko o ile nastąpi zmiana wrześniowa ale również to, na jakim poziomie zakończy się cały cykl zacieśniający. Znaczne podwyższenie projekcji może wesprzeć jeszcze USD, choć dalsza aprecjacja może być już w pewien sposób ograniczona z uwagi na mocno wykupionego dolara.

Publikacje danych z Wielkiej Brytanii w minionym tygodniu po raz kolejny zobrazowały dylematy Banku Anglii. Z jednej strony presja cenowa jest bardzo wysoka, a napięty rynek pracy pociąga za sobą ryzyko dalszego wzrostu cen. Z drugiej strony, wysokie ceny wywierają presję na prywatne gospodarstwa domowe. Sprzedaż detaliczna gwałtownie spadła w sierpniu, podsycając obawy gospodarcze. W czwartek BoE podejmie decyzję w sprawie swojej kluczowej stopy procentowej. Wysoki poziom inflacji wymaga dalszego zacieśnienia polityki pieniężnej – to nie ulega żadnej wątpliwości. Rynek stara się odpowiedzieć na pytanie czy BoE okaże się zdecydowany w walce z inflacją i podniesie kluczową stopę o 75 pb, czy też będzie nadal działał ostrożnie, mając na uwadze ryzyka dla gospodarki i podniesie koszt pieniądza o jedyne o 50 pb?

Istnieje szansa, że SNB podejmie taką samą decyzję (+75 pb) jak ostatnio EBC i tym samym ponownie będzie o mały krok dalej. Rynek wycenia już ruch tej wielkości i dlatego taka decyzja nie powinna się przełożyć na znaczne umocnienie CHF. Jeśli jednak SNB wyda się zaskakująco umiarkowany w swoim oświadczeniu co do przyszłych podwyżek stóp, może to wywołać presję na spadek CHF. Nie byłoby to w interesie SNB, gdyż chce on również interweniować przeciwko słabemu frankowi. Bank będzie prawdopodobnie podejmował decyzje z posiedzenia na posiedzenie. Kolejne dopiero w grudniu.

Norges Bank podniósł ostatnio kluczową stopę procentową o kolejne 50 punktów bazowych do poziomu 1,75 proc. i zasygnalizował dalsze działania w tym kierunku. Aktualnie rynek wycenia ruch o 50 pb. Umocnienie NOK-a byłoby możliwe, gdyby bank zaskoczył w sposób „jastrzębi”. Możliwe jednak, że bank odniesie się do zagrożeń dla gospodarki. Dodatkowo inflacja w Norwegii niebawem prawdopodobnie osiągnie szczyt. Te dwa czynniki mogą spowodować, że Norges Bank pomimo podwyżki nie będzie skrajnie restrykcyjny w swoich wypowiedziach.

Jutro o stopach procentowych decydować będzie Riksbank. Po zaskakująco wysokich danych o inflacji w ostatnich miesiącach, które wypadły powyżej oczekiwań instytucji, jasne jest, że będzie ona musiała wyraźnie skorygować swoje projekcje inflacyjne w górę, aby zareagować na ryzyko cenowe. Wzrost o 75 pb do 1,50 proc został już w pełni wyceniony, więc Riksbank będzie musiał znacząco podnieść swoją ścieżkę stóp, aby brzmieć restrykcyjnie i zapewnić potencjał wzrostowy dla SEK.

Najmniej zrobi prawdopodobnie Bank Japonii. Instytucja będzie trzymać się konsekwentnie swojej ekspansywnej polityki monetarnej i raczej nie wyśle żadnych sygnałów wskazujących na normalizację. Jen nadal będzie znajdował się pod presją i będzie słaby w stosunku do walut krajów gdzie cykl zacieśniania monetarnego jest rozpędzony.
Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Zbyt wcześnie na optymizm

Kontrofensywa wojsk ukraińskich wywołała powiew optymizmu na rynkach finansowych. Pojawiły się nawet nadzieje na obniżki stóp procentowych. Należy się jednak uzbroić w cierpliwość i dużą dozę zdrowego sceptycyzmu.

Przez kilka ostatnich tygodni na froncie wojennym pomiędzy Ukrainą a Rosją mieliśmy do czynienia z przedłużającą się wojną pozycyjną na wyniszczenie. Kolejne próby szantażu energetycznego ze strony Rosji powodowały wystąpienie szoków cenowych na surowcach energetycznych, zwłaszcza na gazie, co jedynie potęgowało obawy inwestorów o zmaterializowaniu się scenariusza wystąpienia kryzysu energetycznego oraz recesji w Niemczech, będących gospodarczym motorem Europy. Nic więc dziwnego że optymistyczne doniesienia z frontu opisujące przełamanie kilkutygodniowego impasu spowodowały euforię inwestorów powodowanych nadzieją, że konflikt zbrojny może zakończyć się jeszcze przed nadejściem zimy.

Giełda, niestety, ma tendencję do przesadnych reakcji, tak euforycznych, jak depresyjnych. Szok podażowy na surowcach energetycznych wywołał hossę na akcjach spółek związanych z sektorem wydobywczym oraz produkcją maszyn dla górnictwa. Z drugiej strony największymi beneficjentami ewentualnego pokoju może być przede wszystkim sektor banków, który wykazuje szczególną wrażliwość na wszelkie zawirowania związane z niepewnością na arenie międzynarodowej oraz spółki wydobywcze i rolnicze prowadzące swoją działalność na terenie Ukrainy. Na sukcesy ukraińskiej ofensywy zareagowała też warszawska giełda. Przez trzy dni trwała euforia na akcjach spółek wchodzących w skład indeksu WIG-UKRAINA. Absolutnym faworytem inwestorów jest Coal Energy, spółka wydobywcza, której akcje w ciągu trzech dni potroiły swoją wartość. W skład indeksu wchodzi osiem spółek, z których większość działa w branży spożywczej oraz rolniczej.

– Gdyby założyć super optymistyczny scenariusz, że konflikt właśnie kończy się konflikt zbrojny w Ukrainie, to miałoby to gigantyczne konsekwencje ekonomiczne, zwłaszcza dla Europy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dla euro byłby to bardzo pozytywny scenariusz, a więc także i dla złotego. Dla złotego byłoby to usunięcie ryzyka geopolitycznego.

Na wieść o sukcesach ukraińskiej armii przez kilka dni euro znów było silniejsze od dolara, następnie oscylowało bardzo blisko parytetu.

Normalizacja cen surowców energetycznych może zmniejszyć presję inflacyjną, co z kolei może umożliwić bankom centralnym rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Polska uniknie stagflacji, a Europa recesji?

– Rynki lubią przesadnie reagować na jakiś nowo pojawiający się temat, dlatego obawiam się, że tak jest również w tym przypadku, dlatego mówienie, że pojawiła się szansa, że Europa uniknie recesji i skończy się tylko na spowolnieniu gospodarczym jest mocno przedwczesne – komentuje ekspert XTB. – Można się natomiast zastanawiać czy doszło do jakiegoś przełomu, a to się dopiero okaże, bo Rosja nadal jest nieobliczalna, to się nie zmieniło.

Nadchodzi koniec fikcyjnych obniżek cen

Sztuczne podwyższanie cen, aby je następnie obniżyć, zwalczać ma Dyrektywa Omnibus, która wprowadza wiele zmian korzystnych dla konsumentów nakładając jednocześnie nowe obowiązki na producentów. Najważniejsza zmiana dotyczy właśnie promocji cenowych.

Unia Europejska dostosowując przepisy do zmian na rynku i rozwoju świata cyfrowego wprowadziła Nowy Ład dla Konsumentów, który wszedł w życie 11 kwietnia 2018 r. Celem jest zwiększenie ochrony obywateli europejskich poprzez eliminację luk prawnych w przepisach krajowych dotyczących kar odstraszających i sankcjonujących naruszenia wewnątrzunijne oraz niewystarczający model indywidualnych środków ochrony prawnej dla konsumentów.

Elementem Nowego Ładu dla Konsumentów jest Dyrektywa Omnibus, znana też jako Dyrektywa Egzekucyjna i Modernizacyjna, która w UE weszła w życie 7 stycznia 2020 r. Wprowadza ona zmiany w czterech wcześniejszych dyrektywach dotyczących ochrony konsumentów: dyrektywie dotyczącej reklamy wprowadzającej w błąd i reklamy porównawczej, dyrektywie w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, dyrektywie w sprawie praw konsumentów, dyrektywie w sprawie ochrony konsumenta przez podawanie cen produktów oferowanych konsumentom.

– Sztuczne zawyżanie cen przed wyprzedażami ma być zwalczane w ten sposób, że przedsiębiorca obok ceny promocyjnej będzie musiał również pokazać cenę najniższą w ostatnich trzydziestu dniach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dagmara Cieniawska, radca prawny, kancelaria Affre i Wspólnicy, ekspertka Komitetu retail Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. – Przedsiębiorcy będą musieli zweryfikować dotychczasowy sposób pokazywania cen, wprowadzając zmiany w swoich systemach informatycznych i na swoich stronach internetowych.

Producenci będą musieli zmienić swoje kampanie promocyjne i podejście do marketingu. Zmienić muszą się także komentarze w internecie pisane na zlecenie producentów. Producent będzie zobligowany do poinformowania konsumentów o tym, że osoba wystawiająca komentarz w rzeczywistości kupiła ten produkt bądź go używała.

– Dyrektywę Omnibus łatwiej będzie wprowadzić w internecie, a trudniej w sprzedaży stacjonarnej ze względu na weryfikację komentarzy – wyjaśnia D.Cieniawska.

Dyrektywa Omnibus powinna zostać wprowadzona w Polsce 28 maja 2022 r. Prawdopodobnie będzie obowiązywać od jesieni br.

Tablica informacyjna a reklama – konsekwencje podatkowe

Organ podatkowy nie uwzględnił przedstawionego przez przedsiębiorcę stanu faktycznego i dokonując samowolnej modyfikacji opisu i nieuzasadnionych dopowiedzeń stwierdził, że tablica informująca o historii pałacu potencjalnie może być reklamą i jako taka podlega opodatkowaniu. Po stronie przedsiębiorcy stanął sąd.

Tablice informacyjne trwale związane z gruntem

Spółka podjęła się przebudowy zagospodarowania terenu pałacowo-parkowego na Opolszczyźnie dofinansowanego z projektu ochrony i promocji różnorodności biologicznej obszaru chronionego krajobrazu na terenie jednej z gmin, w ramach programu ochrony środowiska, dziedzictwa kulturowego i kultury. Na podlegającym spółce terenie zamontowała 5 wolnostojących tablic informacyjnych o dofinansowaniu projektu z unijnych pieniędzy, o stalowej konstrukcji, trwale związanych z gruntem betonowymi fundamentami.

Przedsiębiorca wystąpił do organu podatkowego o potwierdzenie, że pełniące wyłącznie charakter informacyjno-edukacyjny tablice, zawierające jedynie treści dotyczące rysu historycznego zespołu pałacowo-parkowego, bioróżnorodności zabytkowego parku, gatunków drzew, a także o wspominanym źródle dofinansowania, w żaden sposób niewykorzystywane do celów reklamowych, nie będą podlegać opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości jako budowle.

Może i nie służą do celów reklamowych, ale mogą

Organ stwierdził, że przedmiotowe tablice będą podlegać opodatkowaniu, bowiem bez względu na to, co się teraz z nimi dzieje, stanowią budowle, a przedsiębiorca może je potencjalnie wykorzystywać do prowadzenia działalności gospodarczej. Potwierdzać to miał również fakt, że przedsiębiorca ujął wydatki na te tablice w kosztach uzyskania przychodu, a same tablice w ewidencji środków trwałych.

Niech organ uzasadni, dlaczego jego zdaniem tablice informacyjne podlegają podatkowi

Nie zgadzając się z rozstrzygnięciem organu spółka wniosła skargę do sądu. WSA w Opolu przypomniał, że Ordynacja podatkowa wyznacza granice podejmowanej przez organ interpretacji przepisów prawa podatkowego, które nie mogą wybiegać poza to, co zostało uwzględnione przez podatnika we wniosku o jej wydanie. A w opisie stanu faktycznego spółka wyraźnie poinformowała jaką rolę będą pełnić tablice. Organ natomiast analizując art. 1a ust. 1 pkt 1 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych w związku z art. 3 pkt 3 Prawa budowlanego, który wśród budowli wymienia „wolno stojące trwale związane z gruntem tablice reklamowe i urządzenia reklamowe”, na tej tylko podstawie uznał, że skoro opisane przez spółkę tablice są trwale związane z gruntem, to są lub mogą być przez nią wykorzystywane do prowadzenia działalności gospodarczej, a zatem podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.

Sąd uchylając zaskarżoną przez spółkę interpretację, zalecił organowi, by przy ponownym rozpoznawaniu sprawy ustalił, czy tablice informacyjne, albo informacyjno-edukacyjne to podlegające podatkowi od nieruchomości budowle, skoro przepis art. 3pkt 3 prawa budowlanego jako budowlę klasyfikuje „tablicę reklamową”. Jeśli mimo to fiskus ponownie uzna, że jednak tablica informacyjna to w rozumieniu ww. przepisu tablica reklamowa lub inna budowla, to powinien to uzasadnić (sygn. akt I SA/Op 160/22).

Podsumowanie

Zawyżony lub nienależnie naliczony podatek od nieruchomości to powszechne zjawisko. Często jest efektem błędnej interpretacji przepisów przez urzędników i niewłaściwego klasyfikowania należących do podatników obiektów. A część właścicieli nieruchomości, przedsiębiorców, po uzyskaniu decyzji wymiarowej zapewne odpuszcza, po pierwsze ulegając powadze „urzędowej” decyzji, po drugie, by po prostu nie wdawać się w spór ze skarbówką. Powinni jednak wiedzieć, że w każdej chwili mają prawo zweryfikować, czy podatek został ustalony prawidłowo, a gdy okaże się, że został zawyżony lub był całkowicie nienależny – domagać się zwrotu nadpłaty, nawet do 5 lat wstecz.

Przy składaniu wniosku o wydanie interpretacji podatkowej, niezależnie od tego czy dotyczy ona podatku od nieruchomości, VAT, PIT, czy CIT, dobrze jest zachować dużą ostrożność. Na wstępie warto rozważyć, czy istniejących wątpliwości nie da się wyjaśnić w bardziej klarowny sposób, antycypując możliwe punkty sporne i wątpliwości, które powziąć urzędnik skarbowy. Nie jest tajemnicą, że niekorzystana interpretacja, dotycząca nawet prostej, c oczywistej kwestii podatkowej, może stanowić dla podatnika problem. Stąd jeśli do wydania takiego rozstrzygnięcia doszło, ale sprawa jest nadal aktualna, warto zaskarżyć interpretację do WSA.

Po drugie, analizując przepisy, czy wydane na ich kanwie interpretacje podatkowe należy unikać wykładni rozszerzającej. Jak trafnie zauważył WSA w Opolu, skoro wnioskujący o wydanie interpretacji wyjaśnił, że związane z gruntem tablice pełnią wyłącznie funkcję informacyjno–edukacyjną, nie można im przypisywać charakteru reklamowego tylko dlatego, że generalnie urządzenia czy szyldy stanowiące budowle, podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Kontrowersje wokół przeznaczania pełnowartościowego drewna na produkcję pelletu

Przedsiębiorcy z branż drzewnych alarmują w sprawie planowanego wydzielenia puli tańszego drewna do produkcji pelletu.

Wydzielenie specjalnej puli tańszego drewna na potrzeby produkcji pelletu nie ma sensu technologicznego, ekonomicznego i ekologicznego, natomiast stwarza poważne ryzyko rozchwiania rynku i spekulacyjnego handlu drewnem. W dodatku, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyprodukowany w Polsce pellet nigdy nie trafi do polskich odbiorców, a zostanie wyeksportowany do państw Europy Zachodniej. To niektóre z problemów, przed którymi ostrzegają specjaliści z sektora drzewnego.

Organizacje branżowe – Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli (OIGPM), Stowarzyszenie Papierników Polskich (SPP), Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopodobnych w Polsce (SPPDwP), Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Programu Ogrodowego (OSPPO), Polski Komitet Narodowy EPAL (PKN EPAL), Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego (PIGPD), Związek Polskie Okna i Drzwi (POiD), Stowarzyszenie Przemysłu Tartacznego (SPT), Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna, Zespół Roboczy przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz Ogólnopolski Związek Pracodawców Przemysłu Drzewnego (OZPPD) – skierowały pismo do Ministra Rozwoju i Technologii, Waldemara Budy. W przesłanym liście apelują o zaprzestanie działań mających na celu przeznaczenie specjalnej puli drewna sprzedawanego przez Lasy Państwowe na potrzeby produkcji pelletu drzewnego w Polsce.

Organizacje branżowe są przekonane, że takie działania nie mogą zwiększyć ilości wytwarzanego w Polsce pelletu. Przyczynią się jedynie do spekulacyjnego obrotu tańszym drewnem z wydzielonej puli i tym samym zdestabilizują, już i tak rozchwiany, rynek drzewny. Pellet drzewny produkuje się z czystych trocin, a nie z drewna okrągłego. Tylko nieliczne firmy wytwarzające pellet mają możliwość rozdrobnienia drewna okrągłego do trocin. Zgodnie z informacjami pozyskanymi przez stowarzyszenia, obecnie żadna z tych firm nie jest w stanie skutecznie, w przemysłowej skali, korować tego drewna, co jest warunkiem niezbędnym w produkcji tego wyrobu.

Jak tłumaczą przedstawiciele branż, produkcja pelletu ma jedynie sens, gdy jako surowiec wykorzystywane są trociny będące produktem ubocznym przerobu tartacznego. Używanie drewna okrągłego, które wcześniej musi być poddane procesowi okorowania i rozdrobnienia, wymaga zużycia dodatkowej energii elektrycznej, co nie ma uzasadnienia ekonomicznego, a tym bardziej ekologicznego. Ich zdaniem, drewno, które miałoby być przeznaczone do produkcji pelletu powinno być przede wszystkim wykorzystane do produkcji płyt drewnopochodnych i papieru oraz w produkcji mebli i w budownictwie.

„W Polsce istnieje tylko kilka firm, które zajmują się produkcją pelletu i zgodnie z naszymi informacjami nie dysponują one wolnymi mocami produkcyjnymi. Informacje przekazywane przez Polską Radę Pelletu ani nie odzwierciedlają stanowiska najważniejszych producentów pelletu, ani nie dają rzetelnego obrazu sytuacji. W naszej opinii są one stronnicze i służą partykularnym interesom tej organizacji.” – piszą organizacje.

Autorzy listu zwracają uwagę na to, iż wydzielenie specjalnej puli drewna sprzedawanego w niższej cenie przez Lasy Państwowe spowoduje w efekcie spekulacyjny handel tym drewnem i w rezultacie  doprowadzi do powstania nowych firm zajmujących się produkcją pelletu, co w efekcie nie przełoży się na zwiększenie wolumenu pelletu, a jedynie wywoła kolejne spekulacje na rynku. Nie ma też żadnej gwarancji, że wyprodukowany z dodatkowej puli drewna pellet nie będzie eksportowany.

Obecnie nie istnieje żaden mechanizm, który pozwoliłby kontrolować sprzedaż pelletu, w tym obrót zagraniczny. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że wyprodukowany w Polsce pellet nigdy nie trafi do polskich odbiorców, a zostanie wyeksportowany do państw Europy Zachodniej.

„Wydzielenie specjalnej puli tańszego drewna dla wąskiego kręgu odbiorców, jakim są producenci pelletu, nie ma sensu technologicznego i ekonomicznego, a ponadto odbierze surowiec branżom, które zatrudniają ok. 400 tysięcy ludzi i generują wymierne korzyści dla państwa, a które dziś borykają się z problemami wynikającymi z drastycznych wzrostów cen drewna i energii oraz spadającą liczbą zamówień” – podsumowują organizacje.

Nextview Consulting przejmuje Mooza Inspire

Holenderska firma informatyczna NextView Consulting ogłosiła przejęcie czeskiej firmy Mooza Inspire, która prowadzi swoje oddziały w Polsce i Czechach. Połączenie struktur obu organizacji pozwoli zwiększyć ich rynkowy zasięg i jednocześnie wzmocni kompetencje w technologii Salesforce w regionie Europy Centralnej i Wschodniej.

Przejęcie wynika ze strategii inwestycyjnej Nextview Consulting, która zakłada rozwój swoich kompetencji w zakresie wykorzystania nowoczesnych technologii informatycznych oraz ekspansję na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Firma chce w pełni odpowiadać na wciąż rosnące potrzeby biznesu zarówno w zakresie transformacji cyfrowej, jak i wdrażania procesów wspierających zarządzanie doświadczeniami klientów. W tym celu wykorzystuje platformy Salesforce, Mulesoft, Tableau oraz Slack. W 2021 roku spółka otrzymała wsparcie kapitałowe od Salesforce Ventures, a w roku bieżącym od NIBC Investment Partners, co zapewniło jej środki na rozwój i ekspansję w regionie.

W wyniku przejęcia obecne struktury i zasoby Mooza Inspire zostaną włączone w organizację Nextview Consulting. To oznacza, że działające w Polsce oddziały Mooza zostaną wzmocnione kompetencyjnie i zasobowo oraz że będą działać pod marką Nextview Consulting. Obie firmy wykazują łącznie przychody na poziomie ponad 22 mln euro dysponując 200 ekspertami i ponad 700 certyfikatami Salesforce. Firmy nie ujawniają wartości transakcji przejęcia.

„W ciągu ostatnich dwóch lat realizowaliśmy coraz większe projekty. Jednocześnie zaobserwowaliśmy, że w cyfrowej transformacji, przez jaką przechodzą firmy, kluczową rolę odgrywa technologia Salesforce. Kluczem do sukcesu w tego rodzaju przemianach biznesowych jest koncentracja na klientach i ich doświadczeniach, które powstają w relacjach i interakcjach z przedsiębiorstwem. Przełożenie na pozytywne rezultaty ma również podejście oparte na Design Thinking, którym kierujemy się w projektach. Po połączeniu naszego zespołu i doświadczeń z zasobami firmy Mooza podmioty z Polski i Czech zyskają silnego partnera w Europie Środkowej i Wschodniej” – powiedział Huub Waterval, dyrektor generalny i założyciel Nextview Consulting.

„Aby przeprowadzić udaną transformację cyfrową i biznesową, nasi klienci potrzebują współpracować z silnymi i kompetentnymi partnerami. Dlatego ekosystem partnerów jest dla nas ważnym czynnikiem wzrostu. Jesteśmy pod wrażeniem historii sukcesów klientów Nextview i z zadowoleniem przyjmujemy ekspansję tej firmy na rynek niemiecki i cały region Europy Środkowo-Wschodniej. Niewątpliwie pomoże w tym połączenie doświadczeń Nextview i Mooza” – dodał Stefan Hoechbauer, wiceprezes wykonawczy i dyrektor generalny Salesforce w Europie Środkowej.

„W ostatnich latach wiele firm zwracało się do Mooza Inspire z propozycją łączenia zespołów i struktur. Przypadek Nextview Consulting był jednak całkowicie inny. Udało nam się dobrze poznać nie tylko od strony organizacyjnej, ale i na gruncie prywatnym. Każda interakcja utwierdzała nas w przekonaniu, że łączy nas wspólna wizja. Dlatego w najbardziej odpowiednim czasie zdecydowaliśmy się połączyć i dla mnie możliwość współpracy z takim podmiotem jak NextView to ważne wyróżnienie. Działając razem jesteśmy silniejsi. Wiem, że możemy działać szybciej i wywierać większy wpływ na rynek, korzystając z większej skali. Bez tego połączenia nie byłoby to możliwe” – powiedział Zdeněk Pejcel, CEO i założyciel Mooza Inspire.

Spadki

  • Długo wyczekiwana fuzja (The Merge) Ethereum zakończona
  • Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED
  • Altcoin’y idą w ślad Bitcoin’a

Raport o inflacji powoduje spadki na rynkach

Chociaż tydzień rozpoczął się spokojnie (po zwyżkowym weekendzie), sytacja zmieniła się we wtorek po publikacji sierpniowego raportu inflacyjnego Rezerwy Federalnej (FED). Bitcoin i wszystkie główne kryptowaluty straciły na wartości, ponieważ sierpniowy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (Consumer price index) w USA, kluczowy miernik inflacji, okazał się wyższy niż oczekiwano. Wywołało to spadki na rynkach akcji i zostało odczytane jako wskazanie do bardziej agresywne podwyżki stóp procentowych przez FED. Kapitalizacja 10 największych kryptowalut zmalała, powodując jednocześnie spadek całkowitej kapitalizacji rynku kryptowalut o około 100 miliardów USD (do poziomu poniżej 1 biliona USD).

Według CPI inflacja w USA wzrosła o 0,1% na przestrzeni miesiaca i 8,3% rok do roku. Wyższe wskaźniki inflacyjne wyraźnie godzą w optymizm inwestorów i skłaniają FED do wprowadzenia jeszcze bardziej stanowczych podwyżek stóp. Najbardziej prawdopodobnym wynikiem wrześniowego posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC), które odbędzie się w przyszłym tygodniu, jest podwyżka stóp o 75 punktów bazowych (wyceniana z prawdopodobieństwem 86%.).

Raport o inflacji powoduje spadki na rynkach
Żródło: TradingView

Na wszystkich rynkach panują niedźwiedzie nastroje. Gospodarki światowe zaczęły zwalniać, przy czym kilka wiodących wskaźników ekonomicznych zaczęło reagować ospale. Sentyment na rynku kryptowalut spadł z powrotem do strefy „ekstremalnego strachu”, co odzwierciedla Crypto Fear & Greed Index na poziomie poniżej 30.

Długo wyczekiwana fuzja (The Merge) Ethereum została zakończona

W czwartek rano Ethereum zakończyło długo wyczekiwaną fuzję (The Merge) z Mainnetu do Beacon Chain. Dzięki tej aktualizacji Ethereum przeszło z modelu konsensusu Proof of Work na Proof of Stake. Cena ETH wzrasta powyżej wsparcia linii trendu i jest tuż pod strefą oporu na poziomie $1.650. W ostatnich tygodniach byki ETH były bardzo aktywne, plasując silne oferty powyżej dynamicznego wsparcia linii trendu. Następny poziom oporu znajduje się przy $1,785.

fuzja (The Merge) Ethereum została zakończona
Żródło: TradingView

Aktualizacja zmieniła sposób, w jaki tworzone są nowe jednostki ETH i jak zatwierdzane są transakcje w sieci Ethereum. Przejście na Proof of Stake ma mieć również duży wpływ na stopę inflacji Ethereum, która znacznie spadnie. Przed Merge wydawano około 13 000 ETH dziennie – liczba ta spadnie teraz do około 1600 ETH dziennie. Transakcje będą szybsze, bardziej skalowalne i w ponad 99% bardziej przyjazne dla środowiska.

Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED o inflacji

Bitcoin rozpoczął tydzień silnie po odzyskaniu strefy wsparcia na poziomie $19 150,  jego cena przekroczyła nawet granicę $22 000. Rynki kryptowalut wykazywały oznaki rozpędu. Jednak, amerykański raport o inflacji wystraszył rynek, powodując spadek ceny Bitcoina o ponad 10% w ciągu dnia.

Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED o inflacji
Żródło: TradingView

Cena BTC zostaje zmienna na wykresie w dolnej ramie czasowej, podczas gdy wykres wyższej ramy demonstruje szeroki zakres cenowy. Po przełamaniu poziomego oporu w połowie sierpnia, BTC porusza się w trendzie bocznym w kierunku średnioterminowym i w dół w synchronizacji z ogólnym trendem niedźwiedziego rynku. Pierwsza strefa wsparcia znajduje się na poziomie $19 150, natomiast opór w górę stoi na poziomie $21 650. Trzeba jednak pamiętać, że historycznie wrzesień jest zazwyczaj najgorszym miesiącem dla Bitcoina (-5,86% średnio od 2013 roku).

Para ETH/BTC zyskała na znaczeniu, inwestorzy sprzedawali Bitcoina za Ethereum w oczekiwaniu na fuzję (The Merge). Para jest znów notowana powyżej poziomu 0.08, po ponownym testowaniu strefy wsparcia na poziomie 0.075.

Bitcoin traci na wartości po publikacji raportu FED o inflacji 2
Żródło: TradingView

Altcoin’y idą w ślad Bitcoin’a

Wiele altcoinów próbuje odzyskać pozycję po wtorkowej korekcie. Solana była jednym z najlepiej radzących sobie aktywów kryptowalutowych do czasu ogólnego załamania rynku. Cena spadła o około 14% w ciągu jednego dnia i znalazła pośrednie wsparcie na poziomie $32,70. SOL wciąż jest wyceniany powyżej 50-dniowej MA, a wskaźnik momentum RSI znajduje się na poziomie 50 (co pokazuje, że wciąż utrzymuje się byczy sentyment).

Altcoin’y idą w ślad Bitcoin’a
Żródło: TradingView

APE nakreślił duże niedźwiedzie świece, z uwagi na to, że niedźwiedzie pokazały swoją siłę przy strefie oporu $5,8. Wskaźnik siły względnej RSI nadal znajduje się na dodatnim terytorium, co sugeruje, że byki będą próbowały pchnąć cenę w górę i pokonać opór $5,50.

APE nakreślił duże niedźwiedzie świece
Żródło: TradingView

Polkadot przewodził stratom wśród 10 najważniejszych kryptowalut w ciągu ostatnich siedmiu dni, wymazując wszystkie zyski sprzed tygodnia. Cena spadła z powrotem do poziomu wsparcia przy $7. Na wykresach o większym przedziale czasowym widoczny jest nadal byczt trend, podczas gdy wykres intraday wykazuje wysoki poziom zmienności.

Polkadot przewodził stratom
Żródło: TradingView

ADA nie udało się przełamać poziomu oporu $0,5 i cena ponownie ruszyła w dół. Formuje się szeroki zakres cenowy ze wsparciem powyżej $0,42 i punktem oporu na $0,5.

ADA nie udało się przełamać poziomu oporu
Żródło: TradingView

Niniejszy materiał jest jedynie komentarzem do sytuacji rynkowej i nie stanowi analizy finansowej ani rekomendacji.

Autor/Źródło: Bitpanda