Czy niska wydajność pracownika może być przyczyną rozwiązania umowy o pracę?

Umowa o pracę jest umową starannego działania, a nie umową rezultatu. Od pracownika zasadniczo nie można więc wymagać osiągnięcia konkretnego efektu, jedynie sumiennego wykonywania obowiązków. O różnych problemach związanych z tymi przepisami rozmawiamy z Martą Gazdą z katowickiej kancelarii JKM i Partnerzy.

Zacznijmy od początku. Zgodnie z artykułem 100 Kodeksu pracy: „Pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę”. Powstaje wobec tego pytanie, czy może dojść do rozwiązania umowy o pracę, jeśli pracownik mimo sumiennego wykonywania obowiązków nie osiąga odpowiednich wyników pracy, których oczekuje pracodawca.

W orzecznictwie Sądu Najwyższego ugruntowany jest pogląd, że wprawdzie umowę o pracę zalicza się do umów starannego działania, jednak nie oznacza to, że ocena starannego wykonywania obowiązków pracowniczych odbywa się bez względu na wyniki (efekty) świadczonej pracy. Pracodawca może wypowiedzieć umowę o pracę osobie, która nie osiąga wyników pracy porównywalnych z wynikami pracy innych pracowników zatrudnionych na tych samych stanowiskach, choćby nie było w tym zawinienia, niestaranności lub niesumienności pracownika.

Wobec tego dopuszczalne jest rozwiązanie umowy ze względu na brak oczekiwanych efektów pracy. Należy jednak pamiętać, że wystąpienie tej przesłanki musi być możliwe do zweryfikowania zarówno przez pracownika, który otrzyma oświadczenie o wypowiedzeniu umowy, jak i przez sąd pracy badający zasadność wypowiedzenia w razie złożenia przez pracownika odwołania. Tym samym pracodawca musi wykazać, że wydajność pracownika była obiektywnie niska, zarówno w stosunku do określonych przez pracodawcę oczekiwań, jak i w stosunku do wyników osiąganych przez inne osoby zatrudnione na równorzędnych stanowiskach.

Przykładowo w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 20 stycznia 2014 r. (II PK 116/13) wskazano: „Pracodawca ma prawo zasadnie wypowiedzieć umowę o pracę pracownikowi zajmującemu samodzielne stanowisko w sytuacji, w której (chociażby z przyczyn niezawinionych) nie osiąga on właściwych wyników pracy. Pracodawca, któremu bez wątpienia przysługuje prawo doboru pracowników w sposób zapewniający najlepsze wykonywania zadań, może bowiem zasadnie przewidywać, że zatrudnienie innego pracownika pozwoli mu na osiąganie lepszych efektów pracy”.

Jak rozumiem, wypowiedzenie z powodu braku oczekiwanych efektów pracy jest zatem dopuszczalne również wtedy, gdy pracodawca ma uzasadnione podejrzenie, że na miejsce zwalnianego pracownika znajdzie innego, który będzie lepiej wywiązywał się z powierzonych zadań.

Tak, ale warto przy tym pamiętać, że nie każda praca ze względu na swoją specyfikę pozwala na wyznaczenie konkretnych zadań, których realizację będzie można ocenić. Weryfikowanie efektów możliwe jest np. na stanowiskach samodzielnych czy sprzedażowych. W takim wypadku pracodawca jest uprawniony do rozwiązania umowy o pracę, gdy zamierzone rezultaty nie są osiągane. W przypadku osób zajmujących stanowiska kierownicze oraz stanowiska samodzielne kryteria oceny ich pracy są surowsze.

Ponadto należy pamiętać, że gdy do sądu trafi odwołanie pracownika, przedmiotem oceny sądu może być również przyczyna, z powodu której pracownik nie osiągnął zakładanych przez pracodawcę wyników (np. braku realizacji planów sprzedażowych). Sądy orzekające w sprawach pracowniczych często stwierdzały, że osiągnięcie przez pracownika odpowiedniego wyniku, np. sprzedaży, zależy od szeregu czynników, w tym takich, na które pracownik nie ma żadnego wpływu. W takim przypadku pracownika nie może obciążać skutek nieosiągnięcia odpowiednich efektów.

Czyli – jeżeli dobrze rozumiem – obowiązek sumiennego i starannego działania po stronie pracownika nie powinien być równoznaczny z przerzuceniem na niego całości ryzyka związanego z prowadzeniem przez pracodawcę działalności gospodarczej.

Absolutnie nie. W ramach strategii racjonalnego zatrudnienia zapewniającej poprawne wykonanie zadań pracodawca jest uprawniony do prowadzenia takiej polityki kadrowej, która umożliwi mu obsadzenie stanowisk pracy pracownikami możliwie najlepiej przygotowanymi do wykonywania określonych zadań. Powinien jednak pamiętać, by swoją decyzję o rozwiązaniu umowy o pracę odpowiednio uzasadnić.

Tadeusz Blofer

January Ciszewski inwestuje 1 mln zł w Prime Bit Investments SA

Czołowy inwestor Rynku NewConnect, January Ciszewski, zainwestował 1 mln zł w spółkę która inwestuje w przyszłościowe projekty w branży IT. Głównym celem Prime Bit Investments SA (PBI SA) jest wyszukiwanie, wsparcie w tworzeniu rozwijaniu i skalowaniu startupów. Spółka jest na końcowym etapie pozyskiwania funduszy na dalsze inwestycje i planuje zadebiutować na NewConnect w przyszłym roku.

January, dlaczego postanowiłeś zainwestować w PBI SA?

January Ciszewski: Głównie dlatego, że sam 3 lata temu byłem na miejscu Michała. Wiem do czego dąży, wiem jaka jest droga przed nim, a takim ludziom trzeba pomagać. Mimo młodego wieku osiągnął naprawdę dużo i przede wszystkim dorobił się tego sam. Uważam, że mamy dużo wspólnego, a na dodatek firma którą tworzy, pokazuje w jakim kierunku zmierza. Jest to kwestia czasu kiedy jedna z inwestycji stanie się „Jednorożcem” i dlatego chciałbym być przy tym sukcesie.

Czy dostrzegasz tutaj jakieś trendy?

JC: Spółki z portfela PBI są młode, natomiast wiem, że prowadzone są przez doświadczonych ludzi, którzy odnieśli już spore sukcesy w tradycyjnym biznesie. Dobór kadry i sposób współpracy przekonuje mnie, że jest to słuszna droga do osiągnięcia potencjalnie dużych zwrotów z inwestycji. Co do samych trendów, to uważam że mimo wojny czy pandemii, rozwiązania IT nie ucierpiały, a wręcz nabrały rozpędu. Nadal są to skalowalne biznesy, wspierające wiele procesów. W pewnym sensie stawiam na coś perspektywicznego i pewnego, widzę też możliwe synergie na przyszłość, ale czas pokaże co uda się wspólnie zrobić.

Michał, do kiedy trwa emisja akcji i ile jeszcze zostało?

Michał Ręczkowicz: Emisja trwa do 10 listopada. Do zebrania jest łącznie 4,5 mln zł i jesteśmy już niemal na finiszu. Akcje są po 2,5 zł przy wycenie 33 mln zł. Chcielibyśmy zadebiutować wiosną 2023 roku, natomiast zobaczymy czy będzie to odpowiedni czas na tego typu wejście.

Jaki jest obszar waszych zainteresowań?

MR: Wszystko to co związane jest z technologią czyli: rozwiązania SaaS, rozwiązania hardware + software np. w dronach, Gry (mobilne, VR, konsole i PC ale też te z NFT), biotechnologia. Ogólnie rozwiązania, które można szybko skalować. Firma ma już za sobą sporą historię, zaczynaliśmy od wytwarzania oprogramowania na zamówienie, a także produkcji własnych. Mieliśmy też swój dział gier, który wydzieliliśmy jako część przedsiębiorstwa i tak powstało dziś notowane na giełdzie Prime Bit Games SA. Po drodze zdobyliśmy wiele nagród i wyróżnień w dziedzinie nowych technologii i gier, co umacniało naszą pozycję na rynku. Osobiście mam za sobą kilka wyjść inwestycyjnych. Pierwsze z nich przeprowadziłem w 2014 roku będąc zaraz po studiach. Wtedy właśnie powstało Prime Bit Studio (obecnie brand softwarehousu), a obecnie Prime Bit Investments SA.

Nasza firma nadal wytwarza oprogramowanie – aplikacje mobilne, webowe. Bardzo często robimy nowoczesne oprogramowanie dla startupów. Historycznie w portfolio mamy mnóstwo klientów z Zachodu. Poza oprogramowaniem świadczymy usługi szkoleniowe, doradcze, a nawet organizujemy konferencje i hackathony, które na podkarpaciu są znane od wielu lat. W ten sposób staramy się budować ekosystem, który zapewnia nam dostęp do świeżych pomysłów, w które możemy zainwestować i zacząć je skalować. Dlatego też otaczamy się firmami w które inwestujemy na wczesnym etapie ich istnienia. Doprowadzamy do momentu pierwszej sprzedaży i z tego miejsca staramy się pozyskać kapitał na dalszy rozwój startupu, który docelowo kiedyś może zadebiutować na giełdzie, tak jak pierwsza spółka portfelowa Prime Bit Games SA, której na początku byłem też Prezesem.

Jakie są plany PBI?

MR: W planach mamy dynamiczny rozwój, chcemy poszerzać  współpracę z zagranicznymi i lokalnymi firmami aby wytwarzać nowoczesne rozwiązania IT. Mogą to być nie tylko aplikacje mobilne, webowe, ale też rozwiązania związane z dronami, sztuczną inteligencją. Nie boimy się wyzwań, a wręcz ich szukamy. Zespół PBI, to ambitni ludzie o nietuzinkowym doświadczeniu, ale mówiąc o ludziach z PBI mówię bardziej o całej grupie spółek, które z nami współpracują na co dzień.

Poza oprogramowaniem, chcemy nadal rozwijać ekosystem startupowy kapitałem prywatnym tworząc konferencje i hackathony. W najbliższym czasie patronujemy na wydarzeniu „NASA International Space Apps Challenge” organizowanym w Rzeszowie. Natomiast wiosną 2023, będziemy organizowali kolejną edycję Game Jam Rzeszów.

Zgłaszają się też do nas ludzie, którzy mają już rozwinięte biznesy. Odnieśli spory sukces rynkowy, ale chcą stworzyć kolejną firmę i sprawdzić czy ich pomysł wypali. My właśnie takich ludzi szukamy i z nimi tworzymy nasze firmy. To ludzie z doświadczeniem w biznesie, którzy doskonale wiedzą jak to wszystko działa.

Obecnie wykazujemy coraz większe wyjścia kapitałowe, chcemy też aby z ubiegiem lat nasza strategia długoterminowa przynosiła Inwestorom dywidendę z zrealizowanych inwestycji czy też nadwyżek za usługi. U nas nie będzie nudy, spółka cały czas ma coraz większe przychody z różnych źródeł, więc nie będzie trzeba czekać latami na większe wyjścia kapitałowe. Wyjścia te będą się zazębiać, a okazji będzie przybywać wraz z rozwojem spółki.

Rośnie liczba kradzieży z włamaniem (od 5% do 30%)

Od 5 proc. w Gdańsku do aż 30 proc. w Poznaniu – to wzrost liczby kradzieży z włamaniem w pierwszym półroczu 2022. Dodatkowo w wyniku wysokiej inflacji sumy ubezpieczeń w zawartych wcześniej polisach mogą stać się realnie zbyt niskie, by pokryły straty spowodowane przez złodziei. Eksperci doradzają aktualizację kwot w polisach i zadbanie o lepsze zabezpieczenia lokali.

Tylko w Warszawie w pierwszej połowie tego roku zanotowano o 1 tys. więcej kradzieży z włamaniem niż rok wcześniej – wskazują najnowsze statystyki Policji. W sumie w stolicy stwierdzono 13 306 tego typu przestępstw, co oznacza wzrost o 8 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. W Gdańsku były 5982 włamania, o 5 proc. więcej niż w 2021. W Poznaniu Policja odnotowała mniej kradzieży spośród dużych polskich miast (732 przypadki), ale to właśnie tutaj wzrost tych liczby przestępstw jest największy: wynosi aż 30 proc. Natomiast w Lublinie stwierdzono 448 tego rodzaju przestępstw, co stanowi wzrost o 22 proc. w stosunku do 2021 roku.

– Policyjne dane pokazują, że praktycznie w każdym miesiącu pierwszego półrocza 2022 w Polsce było więcej kradzieży z włamaniem niż w analogicznych okresach poprzedniego roku. Statystyki pokazują, że złodzieje kradną najczęściej elektronikę, biżuterię i gotówkę oraz mienie przechowywane w piwnicach m.in. rowery i inny sprzęt sportowy, ale ich łupem padają nawet urządzenia techniczne takie jak klimatyzatory czy elementy pieców i pomp ciepła – mówi Kordian Czuryłło, menadżer produktu w Warcie, firmie ubezpieczeniowej specjalizującej się m.in. w ochronie mienia i nieruchomości.

Inflacja przejada odszkodowania

Coraz częstsze kradzieże nie są jedyną niepokojącą wiadomością, jaka potencjalnie dotyczy właściciela mieszkania lub domu. Drugim wyzwaniem, nawet dla osób, które  –  dochowując zasad ostrożności – zadbały o ubezpieczenie lokalu, jest wysoka i nadal rosnąca inflacja. Tylko w sierpniu wyniosła ona rok do roku 16,1 proc. i była najwyższa od 1997 roku.

Efekt? Wysokość wypłacanych odszkodowań zależy od tzw. sumy ubezpieczenia, która zapisana jest w umowie. Jest to maksymalna kwota wypłaty odszkodowania na jaką umawia się klient i firma ubezpieczeniowa. Inflacja powoduje jednak, że obecnie kwota może być realnie nieadekwatna do wartości mienia. Inaczej mówiąc: pieniądze z polisy, wykupionej na dawnych warunkach, przestają wystarczać do odtworzenia majątku utraconego w wyniku dzisiejszej kradzieży. A ponieważ prognozy inflacyjne pozostają wysokie – problem będzie się pogłębiał.

Przez lata, wykupując kolejne polisy, właściciele mieszkań nierzadko automatycznie powielali wcześniejszą wysokość sumy ubezpieczenia. Teraz ten nawyk zdecydowanie wymaga zmiany. Aby mieć pewność pełnej ochrony i uniknąć rozczarowania przy wypłacie odszkodowania, ubezpieczeni powinni zadbać o aktualizowanie sumy ubezpieczenia, uwzględniając nowe, inflacyjne realia – radzi Kordian Czuryłło z Warty.

Polisa, zamki, alarm, sąsiedzi

Polisa ubezpieczeniowa to najlepszy sposób na nieprzewidywane zdarzenia – tym bardziej, że ochrona dotyczy nie tylko kradzieży, ale również innych przypadków losowych, takich jak pożar, zalanie, przepięcia itd. Ubezpieczyć można prawie wszystko, co znajduje się w mieszkaniu, a w ramach polisy  można skorzystać z pomocy fachowca, który naprawi wyłamany zamek, zniszczoną szybę w oknie, czy inne uszkodzenia powstałe wskutek włamania.

W obliczu rosnącej fali kradzieży warto jednak nie tylko zwiększyć sumę ubezpieczenia, ale także jak najlepiej zabezpieczyć się przed samym włamaniem. Katalog działań doradzanych przez ekspertów jest duży – od zadbania o odpowiednią jakość drzwi i atestowanych zamków, przez wyposażenie mieszkania lub domu w systemy antykradzieżowe (np. antywłamaniowe rolety w oknach, system alarmowy, etc.), aż po nowoczesne rozwiązania technologiczne z dziedziny smart home. Nieodmiennie do najbardziej zalecanych sposobów zwiększenia bezpieczeństwa mieszkania należą też… dobre relacje z bliskim sąsiadem, którego czujność może okazać się równie cenna, co wszelkie zabezpieczenia techniczne.

Era „handlowej fortyfikacji”. W sklepach gwałtownie rośnie liczba kradzieży

Galopująca inflacja i będący pokłosiem pandemii oraz wojny w Ukrainie kryzys gospodarczy powodują istną „fortyfikację” punktów sprzedaży detalicznej. Zarówno w Polsce, jak i Europie czy za Oceanem. W dobie rosnącego zagrożenia kradzieżami, specjalne zabezpieczenia stosowane są już nawet dla względnie niedrogich produktów codziennego użytku, od pasty do zębów, przez dezodoranty po… konserwy turystyczne.

Internet w zawrotnym tempie obiegły niedawno, pochodzące z jednej z sieci handlowych w USA, zdjęcia konserwy mięsnej umieszczonej w sejferze przeciwkradzieżowym[1] – przywodzącej na myśl te, w których „zamyka się” drogi sprzęt elektroniczny. Portal CNN Business opublikował z kolei zdjęcia z jednej z amerykańskich drogerii, gdzie w szklanych gablotkach zamknięte były pasty do zębów, dezodoranty, a nawet płyny do naczyń[2]. W Wielkiej Brytanii głośno o zabezpieczaniu w podobny sposób mleka modyfikowanego dla dzieci, z kolei sieć detaliczna Iceland w specjalnych antykradzieżowych boksach umieszcza sery i wybrane produkty mięsne[3]. W Brazylii, na tych drugich pojawiły się zaś ostatnio klipsy zabezpieczające[4]. Przykładów tego typu, również z naszego rodzinnego gruntu, można przytoczyć tu jeszcze wiele – pytanie czy są to rozwiązania już realnie niezbędne czy stosowane przez sprzedawców raczej na wyrost?

Handel widzi powagę problemu

Za pierwszym stwierdzeniem zdecydowanie przemawia jeden z kluczowych wskaźników ekonomicznych, czyli indeks cen w sklepach detalicznych. W przypadku Polski, jego ostatnia aktualizacja informuje, że w sierpniu 2022 ceny w sklepach były średnio o blisko jedną czwartą wyższe niż w tym samym miesiącu roku minionego[5]. – Nie brakuje jednak produktów, które podrożały znacznie bardziej. I tak, dla przykładu, za cukier trzeba dziś zapłacić prawie dwa razy tyle, olej rzepakowy podrożał o ponad 70%, masło zaś o prawie połowę. Na tą chwilę, trudno przewidywać by ceny miały się ustabilizować, szczególnie przed końcem roku. Z naszej obserwacji sytuacji na rynku handlu detalicznego wynika, że sprzedawcy zaczęli dostrzegać skalę zagrożenia działalnością nieuczciwych konsumentów, i chcąc zapobiegać stratom, na które mają wpływ – w przeciwieństwie do np. cen hurtowych – decydują się na inwestycje w narzędzia i systemy zapobiegające kradzieżom, z wykorzystaniem rozwiązań typu EAS i strategii source tagging, czyli znakowania produktów „u źródła”, a więc już na etapie ich produkcji czy w pierwszym punkcie dystrybucji – tłumaczy Ewa Pytkowska, Business Unit Director w Checkpoint Systems.

Analiza UCE Research i Wyższych Szkół Bankowych przekonuje, że wzrosty cen odnotowano w przypadku wszystkich 12 kategorii produktów i wszędzie były one dwucyfrowe. Zdaniem ekonomistów, prognozowany jeszcze w trakcje wakacji na koniec sierpnia szczyt inflacji już został „przesunięty” i dziś trudno estymować, kiedy ma osiągnąć apogeum. W szerszym odniesieniu, do całego Starego Kontynentu, analiza Allianz wylicza, że już dziś ten sam skomponowany na potrzeby badania „kosz produktów” kosztuje Europejczyków średnio aż o 243 euro więcej niż w 2021 roku[6].

Kradzież zorganizowana

Przedstawiciele branży handlowej z coraz większą uwagą przyglądają się ostatnio również aktywności zorganizowanych grup przestępczych, których celem są kradzieże w sklepach w celu odsprzedaży. Tylko za ich sprawą, sprzedawcy w Europie tracą każdego roku ponad 3,7 miliarda dolarów. Amerykańska Narodowa Federacja Handlowa (NRF) podkreślała ostatnio, że liczba incydentów z udziałem tego typu grup rośnie w niepokojącym tempie, odpowiadając w USA za straty od 15 do nawet 30 mld $ rocznie[7].
Obecna sytuacja gospodarcza może skłaniać zorganizowane grupy do zintensyfikowania swojej aktywności. I choć kradzieży w wyniku ich działalności jest relatywnie mniej w porównaniu do tych dokonywanych przez pojedyncze osoby, to zwykle osiągają one dużo wyższą wartość i mówiąc wprost, kosztują sprzedawców znacznie więcej. Walka ze zorganizowaną przestępczością w handlu jest także dużo trudniejsza, ze względu na stosowane przez nią zaawansowane metody i taktyki, zaś bez wsparcia narzędzi automatyzujących kontrolę i dozór nad każdym produktem, przez wiele ogniw łańcucha dostaw i finalnie w dużych przestrzeniach handlowych, jak np. supermarkety, może okazać się mało skuteczna – dodaje Ewa Pytkowska z Checkpoint Systems.

Początek handlowych „wzmocnień”?

Sygnały o zabezpieczaniu coraz tańszych artykułów już dziś przekonują, że rynek rozwiązań typu EAS (Eletronic Article Surveillance) notował będzie kolejne rekordy. Głównie, za sprawą rosnącego ryzyka strat spowodowanych kradzieżą oraz bilansu korzyści względem kosztów inwestycji w tego typu urządzenia. Perspektywa redukcji kradzieży od 60 do 80%[8], w dobie topniejących marż, skłania coraz większą liczbę sprzedawców do inwestycji w zautomatyzowane bezpieczeństwo swoich sklepów.

[1] https://www.cbsnews.com/news/store-slocking-up-spam-duane-reade-shoplifting-theft/

[2] https://edition.cnn.com/2022/07/30/business/drug-stores-locked-products/index.html

[3] https://www.dailymail.co.uk/news/article-2236874/Crooks-Iceland-Supermarket-chain-forced-lamb-cheese-anti-theft-security-boxes.html

[4] https://www.bloomberg.com/news/articles/2021-12-03/fish-heads-replace-steak-at-dinner-in-stagflation-ravaged-brazil#xj4y7vzkg

[5] https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/co-za-wystrzal-cen-w-sklepach-cukier-otwiera-liste-drozyzny/07p62v2

[6] https://www.allianz.com/en/economic_research/publications/specials_fmo/food-prices-inflation.html

[7] https://blog.bakerinstitute.org/2022/05/10/organized-retail-crime-economic-impact-and-policy-responses/

[8] https://losspreventionmedia.com/innovative-anti-theft-technologies-prevent-theft-and-save-money/

Czy Europa jest wystarczająco silna, aby poradzić sobie bez ropy i gazu z Rosji?

Polska podobnie jak pozostałe państwa Unii Europejskiej będzie mierzyć się z wysokimi cenami za prąd i gaz, które dotkną zwłaszcza najuboższe gospodarstwa domowe. Niestety Europa przez lata uzależniała się energetycznie oraz surowcowo od Rosji i aktualnie odczuwa tego konsekwencje. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group przyjrzeli się, w jaki sposób sankcje nakładane na Rosję, jednego z największych producentów ropy naftowej i gazu ziemnego, wpłynęły na wahania cen tych surowców.

Światowy rynek ropy i gazu już przed wojną odczuwał pewne ograniczenia głównie przez niewystarczającą podaż z powodu lat niedoinwestowania w rozwój nowych złóż. Jednak nakładane od kilku miesięcy na Rosję kolejne pakiety sankcji gospodarczych, mające na celu m.in. odcięcie Kremla od jednego z głównych źródeł dochodu, nie mogły obejść się bez reperkusji. Rosja stosuje ponadto coraz to nowe, bezprecedensowe działania odwetowe, takie jak manipulacje gazociągiem Nord Stream 1 pod pozorem usterek technicznych. To wszystko nakłada się na skomplikowany obraz geopolityczny i gospodarczy, którego przyczyny eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group analizują w najnowszym raporcie „Russia-Ukraine War Impact on Global Oil and Gas Sector”.

Jeden z głównych producentów i eksporterów ropy i gazu

Jak wskazują analitycy EMIS, Rosja dzięki położeniu na ogromnych złożach węglowodorów jest w czołówce światowych dostawców ropy naftowej oraz gazu ziemnego. W 2021 r. kraj ten był odpowiedzialny za 12,2 proc. światowej produkcji ropy naftowej, plasując się na 3. miejscu za Stanami Zjednoczonymi i Arabią Saudyjską, a także za 17,4 proc. gazu ziemnego, co dało mu 2. miejsce, ustępując tylko USA.

W tym samym 2021 roku Rosja była drugim po Arabii Saudyjskiej eksporterem ropy naftowej (12,8 proc. globalnej sprzedaży), a także największym na świecie eksporterem gazu ziemnego, sprzedając prawie ćwierć (23,6 proc.) globalnego wolumenu. Analitycy EMIS podkreślają ponadto, że w ubiegłym roku kraj rządzony przez Władimira Putina wyprodukował 285,1 mln ton produktów rafineryjnych (paliw), z czego 144 mln ton sprzedano za granicę. Ponad połowa (52 proc.) z tego eksportu, czyli 75 mln ton, trafiła do Unii Europejskiej.

Analitycy EMIS pokusili się o wyciągnięcie pośredniego wniosku dot. dynamiki eksportu z trendów krajowego popytu i produkcji. Podczas gdy w I połowie 2022 r. w Rosji wydobyto 263,3 mln ton ropy, co oznacza wzrost o 3,2 proc. r/r, jej ilość przeznaczona w tym czasie do krajowej rafinacji spadła do 133 mln ton, czyli o 4,2 proc. r/r. Oznacza to, że nadwyżki produkcji są najprawdopodobniej sprzedawane za granicę, ponieważ Rosja nie posiada znaczących zdolności magazynowych. Głównym kierunkiem eksportowym są obecnie najpewniej Indie, które nie poparły sankcji wobec Rosji, a wręcz zwiększyły ilość kupowanej od niej ropy po niższej cenie.

Gaz ziemny

Światowy i unijny rynek nie są gotowe na rozwiązanie problemu utraty eksportu od tak dużego dostawcy, jakim jest Rosja. Efektem jest wzrost cen ropy naftowej i gazu ziemnego. Jak przekonują analitycy EMIS, odejście od rosyjskiego gazu w ramach sankcji będzie stanowić wyjątkowo trudne zadanie. Dlaczego? W 2021 roku ok. 40 proc. tego surowca zakupionego przez kraje UE (w tym Wielką Brytanię) pochodziło z Rosji. Rozwiązaniem mogłaby być dywersyfikacja dostaw, lecz jest to proces czasochłonny i kosztowny, a oprócz tego wymagający woli politycznej na najwyższym szczeblu. Polska na tym polu, biorąc pod uwagę poziom zaawansowania, radzi sobie na tle innych państw stosunkowo dobrze. Przykładem jest oddany w 2015 r. terminal LNG w Świnoujściu oraz Baltic Pipe planowany do uruchomienia na przełomie września i października tego roku. Gazociąg pod dnem Bałtyku to kolejna z inwestycji strategicznych stanowiąca istotny krok w kierunku zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Polski (mimo że w tym roku skorzystamy jedynie z 30 proc. mocy jego polskiego odcinka). Nie ulega wątpliwości, że prawdziwym sprawdzianem będzie nadchodząca zima, a wraz z nią rozpoczynający się sezon grzewczy, czyli czas, kiedy gaz ziemny staje się w wielu przypadkach niezbędny do zapewnienia odpowiednich warunków życiowych.

Unia Europejska w odpowiedzi na wojnę w Ukrainie planuje do 1 listopada 2022 r. wypełnić swoje magazyny gazu ziemnego przynajmniej w 80 proc. Chcąc zrekompensować zmniejszone dostawy z Rosji, rządy UE i przedsiębiorstwa użyteczności publicznej zdecydowały o zakupie droższego gazu LNG pochodzącego z rynku światowego, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych. Płacąc wysoką cenę, kraje Wspólnoty osiągnęły założony cel – w połowie września br. unijne magazyny były wypełnione w ponad 80 proc.

Ropa naftowa

W 2021 r. spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej tylko Holandia i Niemcy nabywały od Rosji więcej ropy naftowej niż Polska. Optyka geopolityczna uległa znaczącej przemianie po napaści kraju Władimira Putina na Ukrainę. Grupa państw G7 ogłosiła plany wprowadzenia przed 5 grudnia 2022 r. limitu cenowego na rosyjską ropę naftową, mocno obniżając dochody Kremla z tytułu jej sprzedaży. Jednocześnie analitycy EMIS przypominają w raporcie, że Unia Europejska, chcąc skutecznie uniezależnić się od rosyjskiej ropy, powinna przeznaczyć znaczące środki na inwestycje w rurociągi. Szósty pakiet sankcji zakłada całkowity zakaz importu drogą morską rosyjskiej ropy i produktów naftowych. Jedynie rafinerie śródlądowe będą mogły pobierać surowiec z rurociągu „Przyjaźń”, choć docelowo i ta droga ma zostać zamknięta.

Analitycy EMIS wskazują, że nadchodzące miesiące mogą okazać się kluczowe w kontekście bezpieczeństwa energetycznego. Wysokie ceny, z którymi Polacy muszą mierzyć się czy to na stacjach benzynowych, czy w przypadku domowych rachunków, wynikają zarówno z tworzących ograniczenia sankcji nakładanych na Rosję, jak i lat zaniedbań chociażby w kwestii przechodzenia na OZE. Mimo to Polska wydaje się być w lepszej sytuacji energetycznej niż chociażby nasi zachodni sąsiedzi Niemcy – przede wszystkim dzięki inwestycjom infrastrukturalnym mającym na celu zapewnienie dostaw gazu z alternatywnych źródeł. Nadchodzący czas będzie bez wątpienia trudnym sprawdzianem.

Decyzje prowadzące do zapełnienia magazynów gazu pozwoliły krajom UE uniknąć najgorszego scenariusza. Nie zmienia to faktu, że zbliżająca się zima nie będzie łatwa, gdyż limity pojemności magazynów zmuszają do ograniczenia konsumpcji. Niepewność wzmaga instrumentarium wykorzystywane przez europejskie rządy do walki ze społecznymi kosztami kryzysu energetycznego. Działania takie jak polskie dodatki węglowe czy warte 65 mld euro dopłaty do zakupów proponowane przez niemiecki rząd mają charakter proinflacyjny, co dodatkowo utrudnia prowadzoną od niemal roku walkę ze wzrostami cen – podkreśla Andrzej Żurawski, analityk z ISI Emerging Markets Group.

Źródło: EMIS Insights Thematic Report „Russia-Ukraine War Impact on Global Oil and Gas Sector”

Rekordowo drogi dolar, giełdy na czerwono

Piątkowa słabość amerykańskiego rynku akcji sprowadziła średnią przemysłową Dow Jonesa (DJIA; -1,62 proc.)) i średnią transportową Dow Jonesa (DJTA; -1,83 proc.) do najniższych poziomów od końca 2020 roku. Nad poziomami czerwcowych minimów zdołały się natomiast utrzymać S&P 500 (-1,72 proc.) i Nasdaq Composite (-1,8 proc.). Dziś rano ceny kontraktów na główne amerykańskie indeksy giełdowe minimalnie rosła (S&P +0,17 proc. ok. godz. 9:50).

Za wyjątkiem filipińskiego PSEi (0,22 proc.) spadły dziś wszystkie główne indeksy rynków akcji Azji i Oceanii. Zwracała uwagę 7,69 proc. zniżka chińskiego Shanghai B-Share Index. Swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś Hang Seng (najniżej od 11 lat), tajwański TAIEX oraz koreański Kospi.

Notowania na rynkach akcji w Europie rozpoczęły się od kontynuacji piątkowych spadków, które wiele indeksów sprowadziły do poziomów nowych cyklicznych minimów, ale później pojawiły się próby łapania równowagi (ok. godz. 9:45 DAX +0,27 proc., CAC 40 +0,58 proc.).

Polski rynek akcji był dziś rano jednym z najsłabszych w Europie. Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano WIG, WIG-20, mWIG-40 i sWIG-80. Wśród indeksów sektorowych swe nowe dołki bessy osiągnęły dziś WIG-Górnictwo, WIG-Media, WIG-Motoryzacja i WIG-Paliwa.

Rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w prawie wszystkich krajach rozwiniętych. W większość krajów osiągane były nowe cykliczne maksima tych papierów. Poziom 4 proc. – najwyższy od 2010 roku – przekroczyła rentowność brytyjskich 10-latek. Do ponad -50 punktów bazowych rozszerzył się „spread” pomiędzy rentowności amerykańskich 10-latek i 2 latek. Rentowność polskich 10-latek wyszła na najwyższy poziom od 2 miesięcy (6,543 proc.).

Ceny kontraktów na ropę naftową były dziś najniższe od stycznia (ok. godz. 9:20 WTI -0,6 proc., Brent -1,94 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny w USA notowanych na NYMEX-ie lekko odrabiała ostatnie straty (+2,13 proc. ok. godz. 9:20), ale pozostawała poniżej poziomu 7 dolarów/mmBtu, a więc ok. 30 proc. poniżej sierpniowego szczytu. Złoto było dziś najtańsze od ponad 2 lat.

Kurs EUR/USD spadł dziś w nocy poniżej poziomu 0,96 (najniższego od 20 lat), ale później odrobił większość strat o ok. godz. 9:10 dzienna zmiana wynosiła jedynie -0,12 proc. USD ustanowił dziś swe nowe cykliczne maksima względem większość głównych walut i łatwiej byłoby wymienić waluty, które nie były dziś najtańsze względem amerykańskiego dolara od lat. Jednym z wyjątków była japoński jen, w którego obronie w zeszłym tygodniu stanął po raz pierwszy od 1998 roku japoński bank centralny.

Kurs USD/PLN zaliczył dziś swe historyczne maksimum, ale później dolar nieco osłabł i ok godz. 9:15 dzienna zmiana kursu była niewielka (+0,05 proc.). Równie niewielka była dziś rano zmiana kursu EUR/PLN (-0,08 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymywał się tuż powyżej poziomu swego czerwcowego minimum (+0,11 proc. ok. godz. 9:05).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Załamanie kursu funta

Rynki generalnie lubią cięcia podatków – o ile nie są one finansowane skokowym wzrostem deficytu w okresie wysokiej inflacji. Czy ambicje premier Liz Truss zmuszą Bank Anglii do zwołania nadzwyczajnego posiedzenia? A może wyjątkowo szybko zakończą jej karierę? Na razie wywołały załamanie funta.

Program nowej premier obejmuje m.in. obniżenie najwyższej stawki PIT z 45% do 40%, rezygnację z planowanych podwyżek stawek dla biznesu i zmniejszenie podatków od zakupu nieruchomości. Generalnie to byłyby pomysły, które bardzo spodobałyby się rynkowi. Problem w tym, że brytyjska gospodarka już teraz cierpi na tzw. podwójny deficyt (deficyt sektora finansów publicznych oraz deficyt na rachunku obrotów bieżących), co po prostu oznacza konieczność polegania na zagranicznym finansowaniu. W tym kontekście ważne jest stworzenie wrażenia, że polityka gospodarcza będzie dbać o stabilność pieniądza.

W Wielkiej Brytanii jest dokładnie na odwrót. Już wcześniej Bank Anglii ociągał się z podwyżkami stóp procentowych. Owszem, w czwartek stopy wzrosły o 50bp, ale na poziomie 2,25% są sporo niżej niż w USA, zdecydowanie poniżej inflacji, a tempo podwyżek jest niższe niż w przypadku EBC i SNB. W tym kontekście rynek uważa, że ogromny wzrost deficytu będzie po prostu monetyzacją długu. Jeszcze rok temu takie zagrywki przechodziły bez większego echa, ale teraz, gdy Fed daje jasno do zrozumienia, że chce złamać inflację niezależnie od kosztów, inne banki mogą robić to samo lub ryzykować dalsze osłabienie swoich walut.

To także bardzo poważne ostrzeżenie dla rządów. W kontekście rosnących cen energii zwiększanie transferów staje się bardzo popularne. W pewnej skali zdaje się to być rozwiązanie akceptowane przez rynki, łatwo jednak o przekroczenie cienkiej linii, za którą jest już fiskalna stymulacja i jak widać na przykładzie funta, może to się skończyć nawet kryzysem walutowym.

Warto to mieć na uwadze patrząc dziś na złotego. Bo choć frank i dolar kosztują blisko 5 złotych, relacja względem euro jest jednak dość stabilna. To też oznacza, że rynek cały czas może dopiero zareagować wyprzedażą złotego jeśli straci cierpliwość. Podobnie jest to ostrzeżenie dla RPP.

Poniedziałkowy kalendarz jest formalnie dość spokojny. Jednak to nie wydarzenia z kalendarza będą przyciągać uwagę rynków. Inwestorzy czekają na odpowiedź Banku Anglii na załamanie kursu funta, przyglądają się wygranej prawicowej koalicji we Włoszech, patrzą na sytuację na Ukrainie. O 9:10 euro kosztuje 4,7531 złotego, dolar 4,9101 złotego, frank 4,9927 złotego, zaś funt 5,2426 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB

Nieograniczone wpłaty i wypłaty – poznaj konto oszczędnościowe w Alior Banku

Oszczędzać można na różne sposoby. Warto jednak robić to tak, aby pieniądze przynajmniej w pewnym stopniu procentowały, a jednocześnie by były bezpieczne. Banki mają dzisiaj w swojej ofercie konta oszczędnościowe, które są doskonałą propozycją dla osób, w przypadku których lokata terminowa nie jest najlepszym rozwiązaniem. Tym razem przeanalizujemy Konto Oszczędnościowe Alior Bank. Spróbujemy przybliżyć ofertę, zwracając uwagę między innymi na oprocentowanie, a więc to, co ma naprawdę duże znaczenie.

Czym charakteryzuje się Alior Bank Konto Oszczędnościowe?

Konto Oszczędnościowe Alior Bank to propozycja dla wszystkich szukających elastyczności w oszczędzaniu. Decydując się na skorzystanie z niego, nie trzeba martwić się blokadą środków. Pieniądze można zarówno wpłacać, jak i wypłacać w dowolnym momencie i to niezależnie od wysokości kwoty. Nie należy przy tym obawiać się utraty odsetek, co jest bardzo korzystne. To właśnie ta cecha sprawia, że znajdujące się w zestawieniu ranking kont oszczędnościowych na stronie FinansowyOpiekun.pl Konta oszczędnościowe cieszą się większą popularnością niż lokaty w bankach.

Jakie jest oprocentowanie Konta Oszczędnościowego w Alior Banku?

Oprocentowanie to jeden z ważniejszych elementów każdego konta oszczędnościowego bez względu na bank. W przypadku Alior Banku oprocentowanie standardowe wynosi 3%. Nie jest to wynik rewelacyjny, zważywszy zwłaszcza na to, że obecnie polskie banki oferują konta z większym oprocentowaniem. Jeśli jednak zdecydujesz się również na Konto Jakże Osobiste, oprocentowanie wzrasta do 4%. Czy to dobry poziom? Niewątpliwie są oferty, w przypadku których oprocentowanie jest wyższe.

Alior Bank Konto Oszczędnościowe opłaty – z jakimi kosztami trzeba się liczyć, decydując się na oszczędzanie z tym bankiem?

Samo prowadzenie rachunku jest darmowe. Zakładając konto, nie musisz więc obawiać się dodatkowych kosztów. Bank zapewnia swoim klientom jeden darmowy przelew w miesiącu. W przypadku kont oszczędnościowych jest to standard. Co więcej, na ogół taki jeden przelew jest w zupełności wystarczający. Każdy kolejny przelew to koszt 10 złotych niezależnie od tego czy jest on realizowany w placówce banku, czy za pośrednictwem systemu bankowości internetowej. Jeśli chodzi o wypłaty, to pierwsza wypłata realizowana w placówce banku bądź bankomacie jest darmowa. Za każdą kolejną bank pobiera prowizję w wysokości 10 złotych. Jeśli zamierzasz częściej wypłacać pieniądze z konta oszczędnościowego, warto mieć to na uwadze. Może bowiem z tego uzbierać się całkiem niemała kwota. Konto Oszczędnościowe w Alior Banku pod tym względem prezentuje się podobnie do konkurencji.

Jak otworzyć Konto Oszczędnościowe w Alior Banku?

Decydując się na oszczędzanie z Alior Bankiem, należy pamiętać, że założenie konta możliwe jest wyłącznie po osobistej wizycie w oddziale. Pod tym względem Alior Bank przefgrywa z konkurencją, która w zdecydowanej większości przypadków daje możliwość założenia rachunku za pośrednictwem Internetu bądź infolinii. Oznacza to, że otwarcie konta może wiązać się z dużą stratą czasu. Warto w tym miejscu dodać, że w większości placówek drogą internetową można zakładać nie tylko konta oszczędnościowe, ale również konta walutowe, a także wiele innych.

Jakie inne propozycje dla oszczędzających ma Alior Bank?

Decydując się na oszczędzanie z Alior Bankiem, można postawić również na Alior Bank Konto Mega Oszczędnościowe. To propozycja, która wypada dużo lepiej pod względem oprocentowania niż konto klasyczne. W tym przypadku nowe środki do kwoty 400 tysięcy złotych są objęte oprocentowaniem na poziomie 4%. Ci, którzy zdecydują się również na założenie konta osobistego i zapewnią wpływy na poziomie minimum 2000 złotych miesięcznie, mogą liczyć na oprocentowanie wynoszące 5%. Nie jest to już taki zły wynik. Trzeba jednak pamiętać, że promocja – jak zresztą wszystkie akcje promocyjne – wygasa. Wówczas do kwoty 200 tysięcy złotych oprocentowanie wynosi 1%, zaś suma powyżej tej kwoty objęta jest oprocentowaniem na poziomie 3%. Plusem tej oferty jest możliwość założenia konta nie tylko w placówce banku, ale również za pośrednictwem Internetu.

Konta oszczędnościowe Alior Bank to produkty bankowe, które gwarantują oprocentowanie o różnej wysokości. Tym samym można postawić na taką opcję, która najlepiej wpisuje się w indywidualne potrzeby i oczekiwania. Warto przy tym pamiętać, że każde konto oszczędnościowe zapewnia możliwość wypłaty gotówki w dowolnym momencie bez utraty odsetek. Pieniądze można również wpłacać, tym samym sukcesywnie oszczędzając.

Tekst sponsorowany: Porównywarka FinansowyOpiekun.pl – Prosto o finansach.

Rewolucja w prawie pracy

Obowiązek podania przyczyny wypowiedzenia umowy na czas określony, uproszczenia w zatrudnianiu cudzoziemców, kontrola trzeźwości w pracy – są to zupełnie nowe przepisy w prawie pracy. Wejdą one w życie najwcześniej na jesieni, co nie oznacza, że nie odnoszą się do umów zawieranych już dziś. – Już teraz warto znać nowe regulacje, aby mieć możliwość odpowiedniego przygotowania się do nich i rozważenia ograniczenia długości trwania obecnie zawieranych umów na czas określony – mówi Michał Szypniewski, prawnik, ekspert Altkom Akademii.

  • Nowe przepisy Kodeksu pracy mają być przede wszystkim odpowiedzią na konieczność dostosowania prawa polskiego do unijnego;
  • Zmiany dotyczyć będą wielu obszarów, m.in. zasad zawierania umów o pracę, zwiększenia elastyczności pracy, możliwości wprowadzenia kontroli trzeźwości, wprowadzenia nowych dni wolnych;
  • Wprowadzenie zmian będzie sporym wyzwaniem dla pracodawców, którzy już dziś powinni oszacować skalę wpływu tych nowości na ich organizacje.

Zmiany w Kodeksie pracy wynikają z zobowiązania przez Polskę do wprowadzania przepisów Unii Europejskiej – w tym dyrektywy work-life balance w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów, jak również dyrektywy w sprawie obowiązków informacyjnych wobec pracowników. Dodatkową motywacją do zmian w KP była próba odpowiedzi na potrzeby dzisiejszego biznesu, takie jak praca zdalna, kontrola trzeźwości, czy zatrudnianie cudzoziemców. W konsekwencji zmian w Kodeksie pracy będzie bardzo dużo. Planowane wejście w życie przepisów zostało przesunięte na jesień 2022 r., ale przedsiębiorcy już dziś powinni zapoznać się z nowelizacją , by skutecznie prowadzić swój biznes. Przykładowo, nowe zobowiązania w 2022 roku będą odnosić się m.in. do osób zatrudnionych na czas określony, którym będzie trzeba podać przyczynę wypowiedzenia umowy. – Stąd też już teraz warto znać nowe przepisy, aby mieć możliwość odpowiedniego przygotowania się do nowych regulacji i rozważenia ograniczenia długości trwania obecnie zawieranych umów na czas określony – mówi Michał Szypniewski, prawnik, ekspert Altkom Akademii.

Kluczowe zmiany

Największą zmianą jest obowiązek podania przyczyny uzasadniającej wypowiedzenie umów na czas określony. Do tej pory nie było takiego obowiązku. Jest to fundamentalna zmiana, ponieważ ze względu na powszechność zawierania tego typu umów obejmuje szeroki zakres pracowników.

Uproszczone zostały regulacje dotyczące zatrudniania cudzoziemców. – Obecnie po zmianach np. zatrudnienie obywateli Ukrainy jest już wręcz banalne, bo wystarczy złożyć powiadomienie i to po zatrudnieniu pracownika. Nigdy nie było prościej. Podobnie jest z obywatelami tzw. Wielkiej Szóstki (Białoruś, Armenia, Gruzja, Mołdawia, Rosja, Ukraina), tu też zostały wprowadzone uproszczenia. Co więcej, na horyzoncie widać kolejne zmiany w postaci zupełnie nowej ustawy o zatrudnianiu cudzoziemców – komentuje Michał Szypniewski.

Zupełnie nowym przepisem jest długo wyczekiwana kwestia kontroli trzeźwości w pracy. Pracodawcy będą mogli dokonywać tzw. kontroli prewencyjnej przy założeniu, że będzie to niezbędne do zapewnienia ochrony życia i zdrowia pracownika lub innych osób, czy też ochrony mienia. Same warunki wprowadzenia kontroli trzeźwości nie będą zbyt wygórowane. Wystarczy, że pracodawca oceni, że kontrola jest niezbędna do ochrony zdrowia i mienia. Trzeba przy tym pamiętać o konieczności wprowadzenia zmian do regulaminu pracy i zapewniania metod niewymagających badania laboratoryjnego za pomocą urządzenia posiadającego ważny dokument potwierdzający jego kalibrację lub wzorcowanie.

Jakie zmiany wobec pracownika?

Nowe przepisy zakładają przede wszystkim więcej uprawnień przysługujących pracownikowi. Niektóre z nich okazują się nie tak bardzo atrakcyjne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przykładem jest prawo do dodatkowych pięciu dni urlopu opiekuńczego. – Prawo do skorzystania z urlopu opiekuńczego najprawdopodobniej nie będzie cieszyło się pierwszorzędnym zainteresowaniem ze względu na to, że urlop jest bezpłatny. Istnieją silniejsze uprawnienia, chociażby możliwość skorzystania z zasiłku opiekuńczego (80% podstawy wymiaru zasiłku) – mówi Michał Szypniewski. Nowe regulacje wprowadzą także wzmocnienie ochrony pracownika – rodzica dziecka do lat 8 (do tej pory dotyczyło to rodziców dziecka do lat 4). W praktyce oznacza to, że znacząco wzrośnie liczba pracowników uprawnionych do odmowy zgody na polecenia takie jak: praca w godzinach nadliczbowych, w porze nocnej, czy w przerywanym systemie czasu pracy.

Według nowych przepisów pracownik będzie miał prawo do zwolnienia od pracy z powodu siły wyższej. Będą to dodatkowe 2 dni lub 16 godzin roku kalendarzowego z powodu siły wyższej (pilna sprawa rodzinna spowodowana chorobą lub wypadkiem i to tylko w sytuacji, gdy niezbędna jest natychmiastowa obecność pracownika). I znów – wynagrodzenie w tym przypadku wynosić będzie 50% – co może zniechęcać do skorzystania z uprawnienia.

Dużo nowych wzorów dokumentów

Zmiany takie jak wprowadzenie kontroli trzeźwości w pracy, obowiązek podania przyczyny rozwiązania umowy na czas określony, ułatwienia w zatrudnianiu cudzoziemców – są istotne z punktu widzenia pracodawcy. Nowe przepisy wprowadzają również sporo nowości, na które przygotować się muszą działy kadr – przede wszystkim potrzebne w dokumentacji pracowniczej. Pojawią się obowiązkowe nowe wzory wniosków (np. o elastyczną organizację pracy) oraz zmiany w regulaminie pracy (czy to dotyczące przerw od pracy, czy kontroli trzeźwości) i w arkuszach informacyjnych (np. o warunkach zatrudnienia). Co ważne – ułatwieniem dla pracodawców przy składaniu wniosków będzie z pewnością możliwość wykonania tego w wersji elektronicznej.

Zmiany w Kodeksie pracy na dużą skalę

Zmiany w Kodeksie pracy są rewolucyjne. – Nie każdego roku wprowadza się nowe, nieznane wcześniej w prawie pracy instytucje, takie jak work-life balance i nie każdego roku wprowadza się tak spore uproszczenia w zatrudnianiu cudzoziemców – mówi Michał Szypniewski.

Liczba istotnych zmian w przepisach prawa pracy jest niebagatelna. Pracodawcy również w ramach employer brandingu starają się, aby przepisy te były przestrzegane, muszą więc być znane w organizacji. – To już się dzieje – wiele firm zorganizowało szkolenia dla swoich działów HR. Osób zainteresowanych zmianami jest więcej. Nierzadko za prawo pracy w organizacji odpowiadają członkowie zarządu. Szkolenia kierowane są również do HR Business Partnerów, a także do kadry kierowniczej. Są także specjalne szkolenia dedykowane menedżerom – mówi Michał Szypniewski.

Aby mogła się rozpowszechnić, wiedza o nowych przepisach musi zostać pozyskana ze sprawdzonego źródła, tak by w organizacji informacje były spójne i jasne. Jest to również okazja dla pracodawcy do zastanowienia się nad dotychczasowymi rozwiązaniami np. w modelu zatrudnienia.

Nadchodzą ważne zmiany w umowach o pracę

W najbliższych miesiącach należy się spodziewać istotnych zmian w umowach o pracę. Wynikają one z dyrektyw unijnych, które mają być zaimplementowane do prawa krajowego od 1 stycznia 2023 roku. Największe zmiany dotyczyć będą umów na okres próbny oraz wypowiedzeń umów na czas określony – wskazują eksperci z firmy inFakt.

W przypadku umów na okres próbny zmieniony będzie czas ich trwania. Zostanie on uzależniony od rodzaju umowy, jaką pracodawca ma zamiar zawrzeć z pracownikiem po zakończeniu okresu próbnego:

  • Okres próbny nie będzie mógł trwać dłużej niż miesiąc jeśli pracodawca po jego zakończeniu zamierza zawrzeć umowę na czas określony krótszy niż 6 miesięcy.
  • Dla umowy na czas określony między 6 a 12 miesięcy okres próbny nie będzie mógł być dłuższy niż 2 miesiące.

W obu powyższych przypadkach omawiany termin będzie mógł być wydłużony o miesiąc, jeżeli jest to uzasadnione rodzajem świadczonej pracy.

  • Jeśli pracodawca będzie chciał zawrzeć umowę na czas określony dłuższy niż rok lub na czas nieokreślony, to okres próbny nie będzie mógł być dłuższy niż na 3 miesiące.

Warto zaznaczyć, że ustawodawca odnosi się tutaj do zamiaru pracodawcy jeszcze przed zatrudnieniem pracownika. W trakcie trwania okresu próbnego ten zamiar może się zmienić ze względu na nowe okoliczności. Weryfikacja może więc być trudna dla organów kontrolnych. Dodatkowo w umowie na okres próbny będzie możliwy zapis wydłużający czas jej trwania o urlop, chorobę lub inne usprawiedliwione nieobecności pracownika – mówi Mateusz Boguszewski, Główny Księgowy w firmie inFakt.

Zrównanie umów na czas określony i nieokreślony

Ważną nowością będzie też zrównanie na wielu płaszczyznach umów zawieranych na czas określony z tymi na czas nieokreślony. – Wprowadzony zostanie obowiązek uzasadnienia wypowiedzenia umowy na czas określony przez pracodawcę. Do tej pory obowiązek taki występował jedynie w przypadku umów na czas nieokreślony – wskazuje ekspert inFakt.

Ponadto pracodawca będzie musiał zawiadomić organizację związkową o zamiarze wypowiedzenia pracownikowi umowy na czas określony. Niedotrzymanie któregoś z wymienionych obowiązków będzie skutkować przywróceniem pracownika do pracy.

Nowelizacja przewiduje także wprowadzenie nowego rodzaju wniosku dla pracowników. Będą oni mogli zwrócić się do pracodawcy o zmianę formy zatrudnienia. Jedynym warunkiem, który musi spełnić pracownik, aby móc złożyć taki wniosek, jest zatrudnienie powyżej 6 miesięcy. – Wniosek będzie mógł dotyczyć zmiany rodzaju umowy np. z czasu określonego na nieokreślony, zmianę rodzaju wykonywanej pracy lub wymiaru etatu. Pracownik będzie mógł go złożyć w formie zarówno papierowej, jak i elektronicznej, ale nie częściej niż raz w roku – wyjaśnia Mateusz Boguszewski.

Co ważne, pracodawca powinien w miarę możliwości przychylić się do prośby pracownika. Oznacza to, że będzie miał obowiązek odpowiedzi na każdy taki wniosek oraz uzasadnić ewentualną odmowę. Wniosek o zmianę formy zatrudnienia nie może też być przyczyną zerwania umowy z pracownikiem..

Szansa na udział w programie #StartUP Małopolska

Ruszył nabór do programu akceleracyjnego #StartUP Małopolska. To już dziesiąta jego edycja. Program jest szansą dla młodych firm na rozwój i nawiązanie cennych kontaktów oraz źródło biznesowych inspiracji.

Najważniejszym celem programu jest nabycie przez przedsiębiorców znajdujących się na początku swojej drogi biznesowej wiedzy na temat efektywniejszego funkcjonowania ich firmy. Adresowany jest on do mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z województwa małopolskiego, działających na rynku nie dłużej niż 3 lata wg stanu na 1 kwietnia 2020 roku. Największe szanse na zakwalifikowanie się do programu mają startupy poruszające się w obszarach inteligentnych specjalizacji Małopolski, tj. technologie informacyjne, chemia, elektrotechnika, energia zrównoważona, nauki o życiu, produkcja metali oraz przemysły kreatywne i czasu wolnego.

Doceniony program akceleracyjny

Projekt #StartUP Małopolska został wyróżniony w tegorocznym konkursie dla samorządów, zorganizowanym przez Serwis Samorządowy Polskiej Agencji Prasowej. To znakomita rekomendacja i potwierdzenie, że program Województwa Małopolskiego świetnie wpisuje się w potrzeby młodych przedsiębiorców. Zadaniem #StartUP Małopolska jest podpowiadanie, doradzanie, znajdowanie rozwiązań, które pozwolą na oszlifowanie diamentu w postaci świetnego pomysłu.

Nabór

Rozpoczynający się nabór potrwa do 9 października (edit. nabór do programu akceleracyjnego został przedłużony o 7 dni), a wszystkie zainteresowane udziałem w nim firmy powinny jedynie wypełnić formularz rekrutacyjny znajdujący się na stronie www.startup.malopolska.pl. Pod tym adresem znajdziemy również inne istotne informacje o programie. Udział w programie jest nieodpłatny, a całość projektu jest dofinansowana ze środków europejskich.

Na co można liczyć?

#StartUP Małopolska to program szkoleniowy i mentorski. Podczas warsztatów i zajęć z mentorami przedsiębiorcy otrzymują sporą dawkę specjalistycznej, opartej na doświadczeniu i praktyce wiedzy, umożliwiającej dalszy rozwój i podniesienie niezbędnych umiejętności. Chodzi o kompetencje w tych dziedzinach, które są kluczowe dla szybkiego i efektywnego rozwoju firmy oraz skalowania biznesu, takie jak marketing, sprzedaż czy prezentacja.

W niewielkich grupach dla efektywnego przekazu

Dla zapewnienia optymalnej efektywności w programie bierze udział niewielka grupa osób – do każdej edycji kwalifikowanych jest najwyżej 8 firm. Uczestniczą one najpierw w zajęciach warsztatowych, a następnie trafiają pod skrzydła mentorów z wybranej dziedziny. O dalszy pomyślny rozwój firmy dba również menadżer akceleracji, którego zadaniem jest pomoc w określeniu kierunku dalszego rozwoju przedsiębiorstwa. Dopełnieniem oferty programu jest zapewnienie bezpłatnego udziału w najbardziej znaczących wydarzeniach branżowych i start-upowych. To sami uczestnicy decydują, w jakim przedsięwzięciu uczestniczą. Do chętnie wybieranych przez przedsiębiorców wydarzeń należą m.in. InfoShare, I love marketing i inne przedsięwzięcia o podobnej randze i charakterze.

Rekomendacje

Najlepsze świadectwo korzyści, które czekają na uczestników #StartUP Małopolska wystawiają sami właściciele firm biorących udział w poprzednich edycjach programu. Zobaczmy co ma na ten temat do powiedzenia na przykład Damian Stachura z WOMAI, oferującego wyjątkowe centrum nauki i zmysłów.

O tym jak ważną rolę w rozwoju młodych firm odgrywają programy akceleracyjne opowiada również Dominika Walec, prezeska Fundacji #OMGKRK – organizacji, która od lat z powodzeniem wspiera krakowskie startupy.

StartUP Małopolska

***

Program akceleracyjny #StartUP Małopolska jest realizowany w ramach projektu „Startupowa Małopolska – wsparcie przedsiębiorczości w regionie” współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014-2020. W dotychczasowych dziewięciu edycjach wzięły udział 64 małopolskie firmy.

Transport morski: armatorzy pławią się w pieniądzach, ale łańcuchy dostaw toną

  • Rok 2022 będzie rekordowy dla spółek prowadzących transport kontenerowcami. W Allianz Trade przewidujemy, że przychody tego sektora wzrosną o +19% w ujęciu rocznym, a przepływy operacyjne o +8%. Choć stawki frachtowe spadły od początku roku o 32%, nadal są znacznie powyżej średniej sprzed pandemii (6 400 USD/kontener czterdziestostopowy dla porównania z 1 450 USD/kontener czterdziestostopowy). W 2023 roku stawki frachtowe prawdopodobnie pozostaną na wysokim poziomie (4 550 USD/kontener czterdziestostopowy), z uwagi na opóźnienia w dostawach nowych statków, nowe regulacje dotyczące emisji CO2, utrzymujący się brak kierowców ciężarówek oraz wyższe ceny paliwa, kontenerów i statków.
  • Fakt wygenerowania środków pieniężnych na wyższym poziomie niż oczekiwano pomógł armatorom dostosować się do nowych standardów ESG (przy wzroście inwestycji w 2021 roku o +61% w ujęciu rocznym). Jednocześnie w 2021 roku zadłużenie brutto spadło o -5% w ujęciu rocznym, a w 2022 i 2023 roku w Allianz Trade spodziewamy się dalszego zmniejszania dźwigni finansowej przez firmy (odpowiednio o -16% i -11% w ujęciu rocznym), co będzie miało kluczowe znaczenie w kontekście rosnących stóp procentowych.
  • Jednak pomimo zwiększonych nakładów inwestycyjnych (capex), zdolności przewozowe nie będą rosły tak bardzo jak się tego oczekuje, ani tak szybko jak jest to pożądane. Ostatnie działania inwestycyjne, choć są ogromne, z analiz Allianz Trade wynika, że nie pokrywają się z możliwościami sektora (środki pieniężne z działalności operacyjnej wzrosły w 2021 roku średnio o +274%), a większość wzrostu w zakresie capexu tłumaczy się tym, że cena nowych statków uległa w zeszłym roku podwojeniu, a nie z powodu większych nowych zamówień. Ponadto, choć 35% zamówień powinno zostać zrealizowane w 2023, a 39% w 2024 roku, to statki te prawdopodobnie będą służyły modernizacji floty, a nie jej pełnej rozbudowie, gdyż regulacje IMO 2023 zmuszają firmy do wycofywania starszych statków.


W krótkiej perspektywie stawki frachtowe nie powrócą do poziomu sprzed pandemii.

Po tym, jak w 2021 roku globalny sektor żeglugi kontenerowej niemal podwoił swoje przychody, zanosi się na kolejny rekordowy rok, ponieważ stawki frachtowe nie wykazują oznak powrotu do poziomów sprzed pandemii w najbliższym czasie. Biorąc pod uwagę próbę 30 globalnych firm spedycyjnych, średnia stopa wzrostu przychodów sektora wyniosła +70% w ujęciu rocznym w 2021 roku, co oznacza w sumie około 11 mld USD na firmę. Średni zysk netto wyniósł 3,5 mld USD, co jest wartością szczególnie wysoką dla sektora, który w ciągu ostatnich pięciu lat z trudem osiągał próg rentowności.

W osiągnięciu tych rekordowych wyników rolę odegrały zarówno wolumen, jak i ceny, jednak motorem wzrostu były i pozostają stawki frachtowe. Pod względem wolumenu, globalny obrót towarowy wzrósł w 2021 roku o +9,8% w ujęciu rocznym (wobec spadku o -5,0% w 2020 i średniego tempa sprzed pandemii na poziomie +1,6%); w ciągu ostatnich 12 miesięcy wolumen wzrósł o +5,0%. Jeśli chodzi o ceny, szybsze niż oczekiwano ożywienie aktywności gospodarczej wywołało rekordowy wzrost popytu na przewozy, który spowodował, że do grudnia 2021 roku stawki frachtowe wzrosły o zawrotne +113%. We wrześniu 2021 osiągnęły niespotykany dotąd szczyt 10.377 USD za kontener czterdziestostopowy (średnia przed pandemią wynosiła około 1.450 USD za kontener czterdziestostopowy).

Jednocześnie globalne przeciążenie portów, które rozpoczęło się od końca 2020 roku, również przyczyniło się do napędzenia stawek frachtowych: Czas spędzony w portach w pierwszej połowie 2021 roku był o +11% wyższy w porównaniu do średniej sprzed pandemii, co zmniejszyło liczbę statków w obiegu.

Równocześnie zaczęły rosnąć ceny wielu surowców, w tym stali używanej do produkcji kontenerów. W efekcie nastąpił też skok cen kontenerów, ze średniej 80 USD/TEU przed pandemią do 180 USD/TEU. Obecnie, nawet jeśli ceny stali spadają do „normalnego” poziomu, kontenery pozostają drogie, co sugeruje, że popyt na transport morski jest wciąż wysoki, a wąskie gardła logistyczne nadal istnieją.

  1. Jeszcze przed rokiem 2020 kierowcy ciężarówek odchodzili z pracy na całym świecie z powodu niesprawiedliwego wynagrodzenia i złych warunków pracy. Zjawisko „wielkiej rezygnacji” zostało tak nasilone przez pandemię Covid-19, że Ameryka Północna poinformowała, że brakuje jej około 80.000 kierowców ciężarówek. Europa potrzebuje ich 400.000[1]. Ten niedobór oznacza, że towary nie mogą być płynnie transportowane z portów do magazynów/zakładów, co powoduje nagromadzenie zapasów w portach, które jeszcze bardziej utrudnia logistykę.
  2. Paliwo bunkrowe lub ciężki olej opałowy (HFO), pochodna pozostałość po destylacji ropy naftowej i najczęściej używane paliwo w żegludze zdrożało, a w 2021 roku ceny gwałtownie wzrosły o +45%. Cena morskiego oleju napędowego, innego powszechnie używanego w tej branży paliwa, skoczyła o +27% w skali roku, podczas gdy cena bardziej ekologicznych paliw, takich jak LSMGO i VLSFO, wzrosła odpowiednio o +56% i +26%. Rosnące ceny będą nadal wpływać na stawki frachtowe, ponieważ tankowanie stanowi około 16% kosztów operacyjnych firm żeglugowych.

W 2022 roku zyski będą prawdopodobnie jeszcze wyższe, ponieważ stawki frachtowe utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie na początku roku (około 9 500 USD za kontener czterdziestostopowy w okresie od stycznia do marca) z powodu utrzymującej się presji ze strony łańcucha dostaw. W kwietniu stawki zaczęły spadać (średnie tempo -1,4% tygodniowo) i w najbliższych miesiącach ich spadek powinien się utrzymywać. Szacujemy jednak, że w drugiej połowie 2022 roku, a nawet w całym 2023 roku, nadal pozostaną powyżej historycznej średniej (1.450 USD za kontener czterdziestostopowy): średnio 7.350 USD za kontener czterdziestostopowy w całym 2022 roku i 4.550 USD za kontener czterdziestostopowy w 2023 roku.

Pomimo większej liczby zamówień na nowe statki, zatłoczenie w sektorze morskim nie ustępuje.

W związku z tym, że sektor ma dużo gotówki, zwiększył liczbę zamówień na nowe statki: Średni capex wzrósł o +61% r/r w 2021 roku, a wartość środków trwałych wzrosła o +13% w ujęciu rocznym do około 6,7 mld USD, aczkolwiek częściowo ze względu na gwałtownie rosnące ceny nowych statków (na przykład nowy Panamax stał się +200% droższy w 2021 roku i +43% w 2022 roku). Nowe zamówienia nie zwiększą jednak radykalnie globalnej zdolności żeglugowej, ponieważ zielona transformacja zmusza firmy do wycofywania starych statków, które nie spełniają obecnych i przyszłych międzynarodowych regulacji dotyczących emisji siarki (IMO 2020) i węgla (IMO 2023) (patrz aneks). W rezultacie w Allianz Trade spodziewamy się, że rosnące inwestycje kapitałowe sektora będą raczej polegały na modernizacji flot niż ich pełnej rozbudowie.

Ponadto większość zamówionych w ostatnim czasie statków (których dostawa powinna nastąpić w latach 2023-2024) to jednostki o stosunkowo niewielkiej ładowności, mieszczącej się w przedziale 1.000-3.000 TEU (dla porównania, New-Panamax ma pojemność 12.500 TEU). Należy również pamiętać, że blisko 60% użytkowanej obecnie floty to statki czarterowane, a 40% to statki własne, więc można się spodziewać, że firmy będą grały tymi proporcjami, aby utrzymać pojemność i ceny na poziomie pozwalającym na osiągnięcie stosunkowo wysokich marż.

W rzeczywistości firmy żeglugowe mają dużo większe możliwości inwestowania w odnawianie i/lub powiększanie swojej floty. Wskaźnik capex (współczynnik operacyjnych przepływów środków pieniężnych nad capex) przed pandemią wynosił blisko 100%, co oznacza, że firmy chętnie inwestowały jak największe kwoty w nowe aktywa. Wskaźnik ten wzrósł do 300% w 2020 i do prawie 700% w 2021 roku, co oznacza, że firmy miały ogromne pole manewru jeżeli chodzi o potencjalne dodatkowe inwestycje, które mogły być realizowane, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że amortyzacja rosła (+4,6% w ujęciu rocznym w 2020 i +12,1% w ujęciu rocznym w 2021) w miarę starzenia się globalnej floty. Obecnie średni wiek handlowej floty kontenerowej wynosi 21,4 lat[1]; dla przypomnienia, techniczny okres eksploatacji tego typu statków wynosi zazwyczaj od 25 do 30 lat. Stare statki są nie tylko mniej wartościowe, ale stanowią również dodatkowy koszt, ponieważ są mniej wydajne pod względem zużycia paliwa, a dostosowanie ich do stosowania bardziej ekologicznych paliw lub instalacji skruberów[2] jest droższe (lub wręcz niemożliwe) niż modernizacja nowszych statków (patrz aneks).

Jednocześnie firmy stoją w obliczu rosnącej presji związanej z przechodzeniem na droższe, bardziej ekologiczne paliwa (takie jak LNG[1], metanol, LSFO /VLSFO lub LSMGO), co spowoduje dalszy wzrost rachunków za paliwo (kontenerowce zużywają najwięcej energii).

Wraz ze wzrostem stóp procentowych, w krótkim okresie spodziewane są również odpływy gotówki na spłatę zadłużenia. Jako branża kapitałochłonna, żegluga w dużym stopniu opiera się na zadłużeniu finansowym (wskaźnik długu do EBITDA na średnim poziomie 6,6x w latach 2015-2019). Nieoczekiwanie, pomimo zgromadzenia ogromnych ilości gotówki w 2020 (+16% w ujęciu rocznym) i 2021 roku (+162% w ujęciu rocznym), średnie zadłużenie brutto sektora zostało zredukowane jedynie o -3% rok do roku w 2020 i -5% w ujęciu rocznym w 2021 roku. To z pewnością skłoni spółki do przeznaczenia znacznej części dodatkowej gotówki wygenerowanej z wysokich stawek frachtowych na delewarowanie: Szacujemy, że firmy żeglugowe zmniejszą swoje zadłużenie o około -16% w ujęciu rocznym w bieżącym roku i o -11% w 2023 roku. Łącznie, te dwa czynniki spowodują zmniejszenie środków pieniężnych dostępnych na rozwój działalności.

Należy na koniec wspomnieć o czterech innych czynnikach zewnętrznych, które mogą wpływać na zatłoczenie na morzu, a zatem zwiększyć siłę sektora w zakresie ustalania cen:

  • Konieczność zmniejszenia prędkości statków: W kontekście przepisów IMO 2023, statki będą musiały zmniejszyć swój ślad CO2, zaś jednym z prostych sposobów na to jest zmniejszenie prędkości. Niższa prędkość wiąże się ze spalaniem mniejszej ilości paliwa, a tym samym emisją mniejszej ilości CO2. Jednak to jeszcze bardziej zmniejszyłoby liczbę dostępnych kontenerów.
  • Klimat: Susze i fale upałów nasilają się z roku na rok, powodując znaczny spadek poziomu rzek w okresach letnich, co wpływa na handel rzeczny.
  • Napięcia polityczne, między Pekinem a Tajpej: ćwiczenia wojskowe w Cieśninie Tajwańskiej mogą wywołać tymczasowe spowolnienie ruchu morskiego w tym rejonie, wyraźnie zwiększając dodatkowe zatory w portach Xiamen i Hongkong, dwóch z najważniejszych w Chinach.
  • Strajki pracowników: Napięcia społeczne dotykają ostatnio wielu sektorów, w tym sektora transportu. Strajki takie jak te obserwowane w portach Felixstowe i Liverpool (Wielka Brytania) mogą powodować dalsze zatory w regionie.

[1] LNG: Skroplony gaz ziemny

[1] Na podstawie danych z Rejestru Floty Światowej Clarksons (Clarksons World Fleet Register) oraz Hydrogen Europe.

[2] Skrubery to systemy oczyszczania spalin, które umożliwiają statkom dalsze spalanie tradycyjnego taniego paliwa (oleju bunkrowego) przy zmniejszonej emisji dwutlenku siarki. Koszt instalacji zależy od wielkości i wieku statku.

[1] Według badania przeprowadzonego przez Transport Intelligence.

Cisza jest tylko przed burzą

Pod koniec tygodnia, oprócz Szwajcarów i Amerykanów, swoje jastrzębie cegiełki do świata finansów dołożyli także Norwegowie oraz Brytyjczycy. Myślałem, że po środowych i czwartkowych emocjach, które rządziły rynkami, przyszedł czas na nieco spokojniejszy piątek. Nic bardziej mylnego. Dziś z Europy napłynęły do nas dane dotyczące wstępnych odczytów indeksów PMI dla usług i przemysłu, które także wywołały zawirowania na rynku. Po południu otrzymamy informacje o tych wskaźnikach zza oceanu. Za nami także obniżka stóp procentowych w Turcji.

PMI w Europie

Za nami kilka odczytów z europejskiej gospodarki. Przypomnijmy, że PMI dla usług i przemysłu jest wskaźnikiem wyprzedzającym, którego wartość powyżej 50 oznacza wzrost aktywności danego sektora i odwrotnie. W Niemczech obydwa indeksy znalazły się poniżej tego poziomu. Gorzej wypadł PMI dla usług. Wartość na poziomie 45,4 pkt była niższa nawet od konsensusu. We Francji sprawa wygląda nieco lepiej. Mimo że w przemyśle dalej przewiduje się recesję, to usługi z wynikiem 53 punktów znalazły się powyżej oczekiwań rynku. Cała strefa euro, podobnie jak największa europejska gospodarka, także znalazła się poniżej konsensusu. PMI dla usług to 48,9 pkt a dla przemysłu 48,5 pkt. Reakcja kursu głównej pary walutowej świata mówi wszystko. Po publikacji danych kontynuujemy ruch w kierunku południowym schodząc poniżej poziomu 0,978 USD za jedno euro.

Podwyżek stóp procentowych ciąg dalszy

Po jastrzębiej decyzji FED oraz SNB przyszedł czas na Norwegów i Brytyjczyków. Ci poszli w ślady swoich silniejszych kolegów i także podnieśli koszt pieniądza. W obu przypadkach są to ruchy zgodne z oczekiwaniami rynkowymi. Jednak ich wartość była niższa niż w Ameryce, czy Szwajcarii i wynosiła 50 pb. Obecnie na Wyspach oraz w Norwegii stopy procentowe znajdują się na poziomie 2,25%. Dzień po publikacji danych widzimy, że kurs EUR/GBP znajduje się mniej więcej w tym samym miejscu, w którym znajdował się przed ich ogłoszeniem. W ciągu ostatnich 24 godzin GBP stracił w zestawieniu do USD i PLN. Wiatru w skrzydła także nie dodał swojej walucie Norges Bank. Od wczoraj wartość korony norweskiej spada w odniesieniu do EUR, USD i PLN.

Turcja dalej swoje

Podczas gdy inflacja na świecie galopuje i w większości krajów oscyluje przy poziomach 10% (albo nawet kilkunastu procent), prawie wszystkie główne banki centralne na świecie decydują się na podniesienie kosztu pieniądza. Robi to także RPP. Przed szereg wychodzi Turcja, a raczej jej prezydent, który steruje mechanizmem obiegu pieniądza w swoim państwie. Mimo inflacji konsumenckiej, która zgodnie z ostatnim odczytem przekroczyła poziom 80%, Erdogan dalej płynie pod prąd. Po raz kolejny podejmuje dzielną decyzję obniżenia stóp procentowych. Ich wartość w Turcji wynosi aktualnie 12%. Jest to o 1 punkt procentowy niżej od oczekiwań rynku. Dodam, że 3 października czeka nas kolejny odczyt CPI w tym kraju. Być może kiedyś wartość tego indeksu stanie się wreszcie na tyle silnym argumentem, aby zmienić stanowisko dotyczące prowadzenia tamtejszej polityki monetarnej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu wst.
15:45 – USA – Indeks PMI dla usług wst.

Dawid Górny – dział dealerski w InternetowyKantor.pl

Silny jak amerykański dolar

Na giełdach Azji i Oceanii spadły dziś wszystkie główne indeksy. Najwięcej – 3,04 proc. – stracił Shanghai B-Share Index. Hang Seng był najniżej od 11 lat. Poza nielicznymi wyjątkami piątkowa sesja rozpoczęła się spadkami głównych indeksów również w Europie (DAX -0,6 proc., CAC 40 -0,54 proc.). Nowe cykliczne minima osiągnęły główne indeksy w Szwajcarii, Szwecji, Wielkie Brytanii, Belgii oraz niemieckie mDAX i sDAX.

Znów najsłabszy w Europie był polski rynek akcji (WIG-20 -2,24 proc., WIG 2,01 proc. ok. godz. 10:30). Wśród składników WIG-u 20 dziś rano drożały tylko akcje CD Projekt. Wśród składników sWIG-u 80 najdroższe od 5 lat były przez chwilę akcje CI Games (później kurs spadł), natomiast najniżej w swej rozpoczętej w ubiegłym roku historii na GPW była cena akcji spółki Onde).

Swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Korei Południowej, Nowe Zelandii, Austrii, Belgii, Niemczech, Hiszpanii, Finlandii, Francji, Holandii i USD, chociaż początkowe wzrosty rentowności zostały później w większości przypadków skasowane.

Ceny kontraktów ropę naftową zbliżyły się do swych wrześniowych minimów (WTI -2,19 proc., Brent -1,99 proc. ok. godz. 10:20). Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -0,53 proc., srebro -0,61 proc., platyna -2,15 proc., pallad -2,21 proc.).

Kurs EUR/USD spadł do nowych najniższych poziomów od 2002 roku (ok. godz. 10:15 0,9764 -0,75 proc.). USD ustanawiał dziś również swe nowe cykliczne maksima względem czeskiej korony, korony duńskiej, brytyjskiego funta, norweskiej korony, rumuńskiego leja, szwedzkiej korony, liry tureckiej i polskiego złotego.. W Azji amerykański dolar ustanawiał dziś swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, indyjskiej rupii, koreańskiego wona, malezyjskiego ringgita, singapurskiego dolara oraz dolara tajwańskiego.

Kurs USD/PLN był najwyżej w historii (4,87 zł ok. godz. 10:20). Zmiana kursu EUR/PLN była niewielka (+0,01 proc.).

Po wczorajszym powrocie powyżej poziomu 19000 USD kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara lekko rósł dziś rano (0,27 proc. ok. godz. 10:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Kongres Komunistycznej Partii Chin odbywa się w kluczowym momencie

Nadchodzący Kongres Partii Komunistycznej, odbywający się co pięć lat, przypada na 16 października. Dwudziesty taki kongres ma dać prezydentowi Xi bezprecedensową trzecią kadencję i stanowić dla jego partii podstawę do nakreślenia przyszłych planów politycznych. Kongres odbywa się w kluczowym momencie: zagrożone jest powolne post-covidowe ożywienie gospodarcze Chin, napięcia geopolityczne są znaczące, a USA i Europa osuwają się w kierunku recesji. Ostatni Kongres podejmował działania mające na celu zmniejszenie ryzyka dla gospodarki, spowolnienie wzrostu i przyjęcie „wspólnego dobrobytu”. Dla wielu była to gorzka pigułka do przełknięcia – obecnie liczy się, że polityka obierze pro-wzrostowy kierunek, który ustabilizuje perspektywy i wesprze inne kraje, od Europy po Japonię.

PROGNOZA: Duże zmiany w polityce są mało prawdopodobne, a szerszy zarys w skali makro raczej się nie zmieni. Większość uwagi będzie zwrócona na zmianach składu siedmioosobowego stałego komitetu Biura Politycznego, z przestrzenią na nieznaczne ukierunkowanie polityki gospodarczej na wzrost. Chiny nadal mają większą kontrolę nad swoim losem niż większość krajów, a to dzięki narzuconej przez siebie strategii “zero-covid”, niskiej inflacji, dodatnim realnym stopom procentowym i elastyczności fiskalnej. Jednak Chiny stoją również przed wyjątkowymi wyzwaniami politycznymi, począwszy od przerośniętego sektora nieruchomości, poprzez duże trudności demograficzne, aż po spowolnienie globalnego popytu na towary. Chiny zapewniły w ostatnich latach jedną trzecią światowego wzrostu gospodarczego, co sprawia, że ostatnie spowolnienie do najniższego od trzech dekad poziomu, jest szokujące. Jednak tempo wzrostu PKB nadal pozostaje wielokrotnie wyższe niż w krajach rozwiniętych.

RYNEK: Zorientowany na krajowe podwórko chiński rynek akcji jest drugim co do wielkości i jednym z najtańszych na świecie, przy czym wypadł on z łask. Lokalne akcje (MCHI) miały trudnych pięć lat, pozostając w tyle za innymi głównymi regionami. Przyczyną tego stanu rzeczy była m.in. słabnąca hossa na rynku technologii oraz zaostrzone regulacje sektorowe. Jednak chińskie akcje radzą sobie ostatnio lepiej, ponieważ zmniejszyła się intensywność regulacji. Zakończono również transakcję wycofania z obrotu ADR, a władze odrzuciły globalny trend i złagodziły politykę monetarną.

Autor: Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Cztery dni pracy i 80% pensji zamiast zwolnienia z pracy? „Taka praktyka może stać się powszechna”

Albo ograniczenie pracy albo zwolnienia – niebawem taka wizja może stanąć przed wieloma firmami. W tym tygodniu media obiegła informacja o dużym zakładzie produkcyjnym, który zaproponował swoim pracownikom rozwiązanie: cztery dni pracy dla wszystkich albo zwolnienia. Pracownicy stwierdzili, że zgadzają się na tymczasowe ograniczenie w pracy. Czy to dobre rozwiązanie? Czy niebawem inni pracodawcy mogą zdecydować się na podobne ograniczenia?

Kłopotliwy „kompromis”? Mniej pracy i mniej pieniędzy. „To może być rozwiązanie ratunkowe albo katastrofa”

Eksperci rynku pracy nie mają wątpliwości, że propozycja jednej z dużych firm produkcyjnych jest kontrowersyjna, ale może stanowić kompromis pomiędzy pracownikami, a pracodawcą. Ci pierwsi pozostają w pracy i unikają zwolnień, a Ci drudzy zachowują zespół i zyskują czas na poprawę swojej sytuacji.

– Takie rozwiązania mają charakter tylko i wyłącznie tymczasowy. Nie wyobrażam sobie, by pracownicy na dłużej zgodzili się pracować za 80% swojego wynagrodzenia nawet jeżeli to wiąże się z pracą cztery, a nie pięć dni w tygodniu. Rośnie inflacja, rosną koszty życia, rośnie także presja płacowa. Tutaj propozycja dla pracowników jest następująca: mniej pracy, mniej pieniędzy. Jestem pewna, że wielu pracowników tej firmy już teraz szuka dodatkowego zatrudnienia lub nowego pracodawcy – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

Działania pracodawcy należy oceniać jako chęć utrzymania zespołu. Pada tutaj deklaracja „tymczasowości” rozwiązania. Wiele firm podobne ograniczenia wprowadzała w czasie pandemii COVID-19. Sytuacja z 2020 roku była jednak mimo wszystko bardziej komfortowa dla pracowników. Pandemia była czynnikiem trudnym do przewidzenia. Obecny spadek produkcji to efekt konkretnych zjawisk gospodarczych.

„Eksperyment, którego efekty są ciężkie do przewidzenia”

Dotychczas czterodniowy tydzień pracy komentowany był i analizowany jako potencjalny benefit dla pracownika. Podobna pensja, a mniej pracy. Tutaj następuje odwrócenie sytuacji. Pracodawca czasowo ogranicza ilość obowiązków pracownikom, by zaoszczędzić, a jednocześnie nie tracić zespołu.

– To bardzo niepokojący sygnał dla rynku pracy. Ziszcza się scenariusz pesymistyczny, który zapowiadał możliwe ograniczenia i reedukacje na rynku pracy. Tutaj jeszcze nie dochodzi do zwolnień, ale jest to taki moment, który pozwala na ocenę w jakiej sytuacji jest konkretne przedsiębiorstwo czy sektor gospodarki. Obawiam się, że taki sposób ograniczania pracy w firmach produkcyjnych może znaleźć tej jesieni i zimy wielu naśladowców. Pracodawca unika zwolnień, ale robi to poniekąd kosztem wszystkich pracowników. Czy straci na efektywności? Prawdopodobnie tak, bo zespół będzie zmotywowany tylko częściowo. Uważam, że ta sytuacja to eksperyment, którego efekty są jeszcze trudne do przewidzenia – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak.

Jakie sektory gospodarki mogą decydować się na takie ograniczenia? – Obawiam się o sektor budowlany, o produkcję, przemysł, centra dystrybucyjne. Zagrożone są firmy, które ograniczają produkcję i firmy, które mogą mieć wysokie rachunki za ogrzewanie i prąd – dodaje ekspertka.

Czy rząd zapewni Polsce bezpieczeństwo energetyczne?

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne Polski na nadchodzącą zimę – to obecnie mamy sprzeczne informacje. Rząd potwierdza zakontraktowane dostawy gazu z Norwegii gazociągiem, który rzeczywiście będzie gotowy. Jednak informacje z mediów alarmują, że nie ma podpisanych żadnych kontraktów, albo że możemy mieć kłopot z wypełnieniem gazociągu. Do tego dochodzi zagrożenie horrendalnymi cenami za surowce energetyczne. Zatem jest wiele ryzyk, wiele niewiadomych – więc trzeba przygotować się na ciężki rok. Jednak nie oznacza to energetycznej katastrofy.

– Zapasy, rezerwy, magazyny mamy podobno wypełnione i to oczywiście jest pocieszające. Jednak pamiętajmy, że na magazynach nie da się przetrwać całego roku. Obawiam się, że będą 20-te stopnie zasilania, że będą wyłączenia. Obawiam się, że to będzie chłodna zima – czyli taka, że rzeczywiście trzeba będzie zacząć oszczędzać – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Oczywiście przede wszystkim będzie to droga zima. I energia i gaz będą bardzo drogie. Jeśli nawet dla gospodarstw domowych rząd – kosztem zadłużenia oczywiście i konsekwencji w przyszłości – ograniczy ten wzrost czasowo, to już dla gospodarki nie ograniczy z pewnością. To przełoży się z kolei na kursy inflacyjne. Jednak największym zagrożeniem jest to, że energii czy węgla może zabraknąć. Może nie będzie to katastrofa energetyczna, natomiast liczmy się z wyłączeniami prądu, z 20-tymi stopniami zasilania. Liczmy się z tym, że część przemysłu może mieć ograniczoną produkcję z powodu niedostatecznych dostaw gazu – analizuje Orłowski.

Piekarze w desperacji. Wzrost cen gazu o 947% porównując marzec do sierpnia 2022

– Na naszych oczach mogą umrzeć największe rzemieślnicze piekarnie i cukiernie. Jeżeli nie nadejdzie opamiętanie i apele tego sektora gospodarki nie zostaną wysłuchane albo przed nami spektakularne i bolesne dla społeczeństwa bankructwa albo chleb po 12 złotych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. To odpowiedź na serię rozmów, które Izba przeprowadziła z zachodniopomorskimi piekarzami i cukiernikami. Wielu z nich mówi o astronomicznych rachunkach za gaz i prąd, galopujących cenach surowców czy powolnym odpływie klientów, którzy przysłowiową „kawę i ciastko” zaczynają traktować jako towar premium. – Apelujemy o szybkie działanie. Piekarze mają apel, by uczynić ich zawód pracą chronioną. Pozwoliłoby to na zatrzymanie galopady cen mediów w ich firmach, a co za tym idzie na przetrwanie – mówi Hanna Mojsiuk.

Piekarze przerażeni obecną sytuacją: „Gigantyczne straty”, „Co tydzień wyższe ceny”

Wiesław Żelek prowadzi piekarnie między innymi w Kamieniu Pomorskim. To jeden z największych zakładów piekarniczych w regionie. W opinii przedsiębiorcy sytuacja całego sektora jest dramatyczna.

– Piekarnictwo znalazło się na wirażu i część zakładów nie jest w stanie dać sobie rady. Jeżeli jest to sprzedaż, gdzie piekarz ma swoje sklepy to jest w stanie jeszcze sobie poradzić, choć wymaga to przerzucenia cen na klienta. Jeżeli jednak piekarz dostarcza pieczywo do sklepów detalicznych, hoteli czy do sieciówek to tutaj sprzedaż wymaga negocjacji, a te niestety się nie udają, bo np. przedszkola czy hotele po prostu nie są w stanie z tygodnia na tydzień zgadzać się na wyższe ceny, a niestety nam piekarzom tak się ceny podnosi – mówi Wiesław Żelek. – Wymusza się na dostawcach jak najniższe ceny, a w tym momencie oznacza to gigantyczne straty. Od czerwca walczę z niektórymi sklepami o podwyższenie cen i nic się nie dzieje – mówi dalej ekspert.

– Od maja wzrosła cena gazu o 760%. W sierpniu kolejne ciosy. Wzrost w porównaniu z marcem do 947%. To są niewyobrażalne koszty. Ile musiałaby kosztować bułka, drożdżówka czy chleb? 10 złotych? 12 złotych? Przerzucenie się z gazu na olej opałowy to inwestycja w miliony złotych, bo nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Znaleźliśmy się w katastroficznej sytuacji, a na horyzoncie nie ma panaceum na naszą sytuację. Jesteśmy chyba poza przemysłem najbardziej energochłonną branża – mówi Wiesław Żelek.

Andrzej Wojciechowski, szczeciński piekarz wiosną otrzymał rachunki o 1000% wyższe w porównaniu z rokiem 2021. Jak mówi zmienił dostawcę energii, ale i tak musi spłacać w ratach gigantyczne zobowiązania. Sytuację nazywa przytłaczającą.

– Domagamy się uznania naszego zawodu za taki, który podlega ochronie. To pomogłoby nam zatrzymać galopujące koszty energii i moglibyśmy starać się o rekompensaty. Inaczej czarno widzę naszą przyszłość. W Szczecinie zostało już tylko dziewięć piekarni rzemieślniczych – mówi Andrzej Wojciechowski, właściciel piekarni.

Cukiernicy: „Sytuacja jest gorsza niż w czasie pandemii COVID-19”

W podobnym kryzysie znajduje się sektor cukierniczy. Wzrost cen mąki, jajek czy cukru dotkliwie odbija się na cenach. Przedsiębiorcy z którymi rozmawialiśmy przyznają, że w momencie wzrostu cen cukru jeździli do Niemiec, by tam kupować cukier od polskich producentów. Był wówczas zdecydowanie tańszy. Inny problem tej branży to odpływ klientów. Ci, widząc pączka za 6 złotych czy kawałek tortu za 17 złotych, zaczęli traktować łakocie jak produkty luksusowe.

– Sytuacja jest gorsza niż w czasie pandemii COVID-19.  Ceny wszystkiego rosną z tygodnia na tydzień. Nie ma żadnej możliwości zaplanowania budżetu nawet miesiąc czy dwa miesiące do przodu. To wiąże się z tym, że ceny rosną, a to nie jest dobrze przyjmowane przez klientów. Kawiarnia nie jest produktem pierwszej potrzeby i obawiamy się, że każde gospodarstwo domowe najpierw będzie rezygnować z przyjemności. Spadek klientów już jest odczuwalny – mówi Magdalena Kasjaniuk z jednej ze szczecińskich cukierni.

Hanna Mojsiuk: „Polski, tradycyjny chleb to nasza duma. Brońmy go!”

Północna Izba Gospodarcza kolejny raz apeluje o obronę chleba i rzemieślników. Nasze apele dotychczas odbijały się szerokim echem w mediach, ale nie szły za tym niestety – poza deklaracjami rządzących – żadne realne działania.

– Rząd RP musi zwrócić uwagę na sytuację piekarzy i pochylić się na ich losem. Inaczej niebawem padnie sektor gospodarki, który szczyci się ogromną tradycją, pieczołowitością i szacunkiem społecznym. Polski, tradycyjny chleb to jest nasza duma. Niestety niebawem piekarze po prostu będą zamykać działalność. W ostatnim roku takich upadłości było kilka. Każda mała piekarnia, która się zamyka to wielka strata dla społeczeństwa i tradycji gospodarczej naszego kraju – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Izby.

– Apelujemy o zamrożenie cen prądu dla piekarni i cukierni rzemieślniczych. Musi to nastąpić natychmiast – dodaje Hanna Mojsiuk.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań – więcej mieszkań, mniej mieszkańców. Czy to realne?

Narodowe spisy powszechne są bez wątpienia ważnym źródłem informacji dotyczących m.in. liczby ludności czy mieszkań. Jak ostrzegają eksperci GetHome.pl te dane należy jednak traktować z pewnym dystansem, bo prawdopodobnie nie zawsze pokazują rzeczywisty obraz sytuacji.

Dane demograficzne są kluczowe dla wielu firm planujących inwestycje, m.in. dla funduszy i firm inwestujących w mieszkania na wynajem. Takie inwestycje – obliczone na dziesiątki lat – nie mają przecież sensu w miastach, które się wyludniają, bo uciekają z nich młodzi ludzie. Tymczasem ostatni Narodowy Spis Powszechny wykazał, że od poprzedniego w 2011 r. w większości głównych ośrodków miejskich populacja mieszkańców wyraźnie się skurczyła. Na przykład wśród osiemnaście miast wojewódzkich takie zjawisko GUS odnotował w aż dziesięciu. Największe ubytki ludności miały miejsce w Katowicach i Łodzi (o ok. 8%), ale także w Kielcach i Bydgoszczy (o przeszło 7%) oraz w Poznaniu (o ponad 1%).Narodowy Spis Powszechny 2021-ludność

Można odnieść wrażenie, że Łódź, Katowice czy Bydgoszcz wyludniają się. Wydają się jednak temu przeczyć statystyki budowlane. Od kilku lat można bowiem zaobserwować w tych miastach prawdziwy boom w budownictwie mieszkaniowym, szczególnie deweloperskim. Na przykład w Łodzi w latach 2012-2021 powstało przeszło 30,3 tys. nowych mieszkań, w tym blisko 26,4 tys. deweloperskich. W tym czasie – według spisu powszechnego – ubyło ok. 58 tys. mieszkańców.Narodowy Spis Powszechny 2021-mieszkania

Jak wskazuje Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl teoretycznie takie dane nie stoją w sprzeczności. Mogą świadczyć o poprawie standardów mieszkaniowych, bo na każdy lokal przypada coraz mniej osób. Faktem jest, że część mieszkańców największych miast przenosi się do okalających je miejscowości lub kupuje w mieście nowe, większe mieszkania. Z drugiej strony do metropolii przyjeżdżają nowi mieszkańcy, którzy często mieszkają bez zameldowania. Firmy Selectiv policzyła na podstawie liczby użytkowników telefonów komórkowych, że Łódź zamieszkuje ponad 744 tys. osób. Ostatni spis powszechny wykazuje zaś ok. 676,6 tys.

Podobnie może być także w pozostałych metropoliach. W Warszawie od dawna toczy się dyskusja, co zrobić, żeby chciały się tu zameldować i płacić podatki. Szacuje się, że w stolicy może mieszkać nawet o pół miliona więcej osób niż pokazują to oficjalne statystyki.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Zmienia się układ sił na rynku dyskontów. Netto i Aldi z największym wzrostem liczby unikalnych klientów

  • Spada lojalność konsumentów, ale za to rośnie liczba wizyt. Dyskonty wracają do stanu sprzed pandemii
  • Netto i Aldi zyskują kosztem Biedronki i Lidla. Wzrosty są mocno dwucyfrowe
  • Przeciętny klient Biedronki o ponad 20 proc. częściej ją odwiedza niż jeszcze rok wcześniej

Analiza zachowań przeszło 280 tys. osób robiących zakupy w dyskontach spożywczych wykazała, że w I półroczu br. sklepy Biedronki odwiedziło aż 93,5% z nich. Do tego jedna czwarta klientów tej sieci nie zaopatrywała się u konkurencji. Od stycznia do czerwca br. przeciętny konsument chodził do placówek Biedronki o 20,9% razy częściej niż rok wcześniej. Z kolei w Netto najbardziej wzrósł ruch, bo o ponad połowę. Ponadto sieć zyskała najwięcej klientów w relacji rocznej. Aldi również istotnie zwiększył liczbę wizyt w swoich sklepach – o 37,7%. Natomiast Lidl zaliczył spadek, jeśli chodzi o udział w całym ruchu w tym formacie – o 2,8 p.p. Co więcej, stracił 2,8% klientów i wykazał najmniejszy wzrost liczby wizyt.

Firma technologiczna Proxi.cloud i platforma analityczno-badawcza UCE RESEARCH porównały zachowania ponad 280 tys. klientów dyskontów z I półrocza br. i z analogicznego okresu ub.r. Badani łącznie odwiedzili przeszło 5 tys. tego typu placówek w całym kraju. Szczegółowa analiza wykazała, że pozycje rynkowe poszczególnych sieci nie uległy zmianie, chociaż układ sił na rynku dyskontów spożywczych zmienił się przez ostatni rok.

– Z naszej analizy wynika, że wciąż niepodważalnym liderem jest Biedronka. W I połowie br. sklepy tej sieci odwiedziło aż 93,5% klientów wszystkich dyskontów. To o 2,5 p.p. wyższy wynik niż odnotowany rok wcześniej. Dla porównania należy wskazać, że w Lidlu penetracja rynku wyniosła ostatnio 64,4%, czyli o 4,8 p.p. więcej niż poprzednio. Natomiast w Netto w I półroczu br. ww. wskaźnik był na poziomie 41%. Zwiększył się o 12,1 p.p. I to oznacza największy wzrost. Oczywiście w przypadku Biedronki tak duży skok nie był już możliwy do osiągnięcia. Z kolei Aldi od stycznia do czerwca tego roku odwiedziło 18,2% klientów wszystkich dyskontów, tj. o 3,9 p.p. więcej niż w I połowie 2021 roku – informuje Michał Rosiak z Proxi.cloud.

Zaobserwowano również, że Biedronka generuje aż 63,6% wszystkich koszyków dyskontowych. Rok do roku zanotowała prawie niewidoczny spadek, bo o 0,1 p.p. Natomiast Lidl odnotował ostatnio 20,6%. I to jest o 2,8 p.p. niższy wynik niż poprzednio. W ocenie autorów badania, ta sieć najsłabiej poradziła sobie w walce o klienta w relacji rocznej. Udziały pozostałych dwóch sieci w łącznym ruchu w dyskontach spożywczych wzrosły – o 2,5 p.p. w Netto i 0,4 p.p. w Aldi.

– Warto też podkreślić, że Biedronka ma zdecydowanie najsilniejszą bazę klientów. 24% z nich, czyli blisko jedna czwarta, nie robi zakupów w żadnym innym dyskoncie spożywczym. Dla porównania, w przypadku Lidla udział tak lojalnych konsumentów wynosi tylko 5%, w Netto – 4%, a w Aldi – 1,9%. W każdej z sieci zaobserwowaliśmy niewielki spadek lojalności klientów w relacji rocznej. Tym samym widać, że Polacy zaczęli chodzić na zakupy częściej, jednocześnie zmniejszając swoje przywiązanie do szyldu – komentuje Iwona Kołodziejek z Proxi.cloud.

Do tego należy dodać, że przeciętny konsument odwiedził sklepy Biedronki w badanym okresie prawie 14 razy, czyli o 20,9% częściej niż rok wcześniej. W Lidlu średnia liczba wizyt przypadająca na jedną osobę w I półroczu br. wyniosła 6,5. Niewiele mniej, bo 6,1, odnotowano w przypadku Netto. Sieć Aldi miała najniższy wynik – 4, jednak mimo wszystko w stosunku rocznym oznaczał on dla niej wzrost na poziomie 20,5%.

– Sieć Netto zaliczyła za to największy wzrost ruchu ze wszystkich graczy – o 52,8% rdr. Na drugim miejscu w tym zestawieniu jest Aldi z wynikiem 37,7%. Dalej znalazła się Biedronka – 21,6%, a na końcu uplasował się Lidl – 7,5%. Widać, że w kwestii podnoszenia ruchu Aldi i Netto są liderami. To może wynikać z tego, że w czasach rosnącej inflacji konsumenci zaczęli częściej odwiedzać sklepy, w których wcześniej nie bywali, np. ze względu na większe odległości od domów czy miejsc pracy. Celem mogło być poszukiwanie okazji cenowych, nieoferowanych przez Biedronkę czy Lidla – stwierdza Michał Rosiak.

Ponadto analiza wykazała, że w Netto najbardziej wzrosła liczba unikalnych klientów – aż o 27,8% rdr. W Aldi wzrost wyniósł 14,5%. Biorąc pod uwagę to, że jest najmniejszą z sieci dyskontowych, udało jej się wzmocnić swoją pozycję, co jest sporym sukcesem. Natomiast Lidl stracił unikalnych klientów. W porównaniu z I półroczem ub.r. ostatnio było ich o 2,8% mniej. Jednak większy spadek odnotowała Biedronka – o 7,6%.

– Zestawiając spadek lojalności konsumentów ze zmniejszeniem liczby unikalnych klientów dla całego rynku dyskontów, przy jednoczesnym ogólnym wzroście liczby wizyt w sklepach, możemy podejrzewać, że wróciliśmy do trendu widocznego na początku pandemii. Wówczas klienci zaczęli dokładniej planować zakupy i ograniczali te impulsywne. Ostatnio nastąpiło to pod wpływem presji inflacyjnej, a nie rygoru sanitarnego. Konsumenci w poszukiwaniu promocji są w stanie uzupełnić swój koszyk w większej liczbie sklepów niż miało to miejsce wcześniej – podsumowuje Iwona Kołodziejek.

Olbrzymi spadek kredytów mieszkaniowych. Na raty kupujemy więcej – dane za sierpień 2022 r.

W sierpniu 2022 r., w porównaniu do sierpnia 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+44,3%) oraz limitów na kartach kredytowych (+2,2%). Spadek o (-68,8%) odnotowały kredyty mieszkaniowe. O (-4,3%) spadła również liczba udzielonych kredytów gotówkowych. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały niższą wartość w trzech głównych produktach kredytowych. Najwięcej, o (-69,3%), spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych. Wartość udzielonych kredytów gotówkowych spadła o (-6,5%), a ratalnych o (-0,2%). Wzrosła jedynie o (+7,8%) wartość przyznanych limitów na kartach kredytowych.

W pierwszych ośmiu miesiącach 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały kredyty mieszkaniowe (-40,8%, -36,0%) oraz karty kredytowe (-28,6%, -14,3%). Natomiast dodatnie dynamiki liczbowe i wartościowe wystąpiły tylko w przypadku kredytów ratalnych (+32,1%, +3,0%). O (+0,7%) udzielono więcej kredytów gotówkowych, jednak na kwotę o (-1,3%) niższą niż w okresie styczeń – sierpień zeszłego roku.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.
Po pierwsze, uwzględnia specyfikę poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, sierpniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lipcu 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2022 r. jest efektem wniosków składanych głównie w lipcu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na ich konstrukcję, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W lipcu 2022 r. spadki w kredytach gotówkowych w ujęciu liczbowym i wartościowym

Lipcowe dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych r/r trzeba ocenić negatywnie, natomiast w całym okresie 8 miesięcy br. sprzedaż była zbliżona do zeszłorocznej, choć w ujęciu wartościowym troszkę niższa, a w liczbowym niewiele wyższa.

– W ośmiu pierwszych miesiącach 2022 r., w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, kredyty gotówkowe odnotowały dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym w najniższym przedziale kwotowym, czyli do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł (+12,1% L) i (+7,8% W) oraz (+1,2% L) i (+0,2% W), a także w przedziale na najwyższe kwoty, tj. pow. 50 tys. zł (+2,7% L) i (+4,7% W). Zatem rynek kredytów gotówkowych rośnie w dwóch skrajnych przedziałach kwotowych, w najniższym i najwyższym. W przeciwieństwie do ubiegłego roku, gdy najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła kredytów wysokokwotowych pow. 50 tys. zł, to obecnie najwyższa dynamika występuje w kredytach niskokwotowych.

Kredyty z dwóch niskokwotowych przedziałów odpowiadają za 9,9% wartości sprzedaży i ponad połowę liczby udzielonych w okresie styczeń – sierpień 2022 r. kredytów gotówkowych. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym nadal jest dodatnia, a w wartościowym już ujemna – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Osiem miesięcy na rynku kredytów gotówkowych należy do w miarę udanych i to pomimo serii podwyżek stóp procentowych, które wróciły do poziomu sprzed 20 lat. Kredyty gotówkowe odnotowały w tym okresie w ujęciu r/r dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów. Natomiast w ujęciu wartościowym, banki udzieliły kredytów gotówkowych na niższą wartość. Jednak sytuacja nie jest tak różowa, bowiem już od kilku miesięcy widzimy spadki liczby i wartości udzielanych kredytów gotówkowych. Dobrze widać to na sierpniowych danych o sprzedaży, w których ujemne dynamiki wystąpiły zarówno w ujęciu r/r, jak i m/m. W kolejnych miesiącach zjawisko to w mojej opinii będzie się dalej nasilać, co spowoduje, że rok 2022 zamkniemy na poziomach niższych niż rok 2021 i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym – puentuje prof. Rogowski.

Po wiosennej zadyszce nie ma już śladu – kredyty ratalne w sierpniu na bardzo dużym plusie w ujęciu liczbowym i na lekkim minusie w ujęciu wartościowym

Kredyty ratalne w sierpniu 2022 r. odnotowały wysokie wzrosty r/r w ujęciu liczbowym (+44,3%) i niewielkie spadki w ujęciu wartościowym (-0,2%). Jednak wynik w obu ujęciach za okres styczeń – sierpień br. jest wyższy w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku – odpowiednio o (+32,1%) oraz (+3,0%).

– Kredyty ratalne są jedynym produktem kredytowym, który w okresie ośmiu pierwszych miesięcy br. odnotowuje dodatnie dynamiki w porównaniu do takiego samego okresu zeszłego roku. Najwyższe wzrosty kwotowe dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł (+61,7%). W ujęciu liczbowym również najwyższe wzrosty dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł – aż (+103,1%). W dużej części jest to efekt nabywania portfela pożyczek BNPL przez jeden z banków. A ten segment pożyczek dynamicznie rośnie.

– Co ciekawe, spadek sprzedaży odnotowały jedynie kredyty ratalne udzielone na wysokie kwoty, tj. powyżej 10 tys. zł (-6,1% L oraz -10,1% W), co może wynikać ze zmniejszenia atrakcyjności ofert czy zakupu droższych rzeczy, np. samochodów. Należy również zauważyć, że nadal mamy możliwość skorzystania z oferty zakupu na raty przy zerowej stawce RRSO, głównie artykułów RTVAGD, co przy tak wysokiej inflacji czyni zakupy na raty jeszcze bardziej atrakcyjnymi dla nabywców – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w sierpniu 2022 r. to 3 123 zł i jest ona niższa niż w sierpniu rok temu o 30,9%.

Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość zaciągniętego w sierpniu 2022 r. kredytu to 19 587 zł – to spadek o 2,3% w stosunku do sierpnia 2021 r.

Mierzony i analizowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania.

Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący, sierpniowy Indeks Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,35%.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Sierpniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,48%.

– W porównaniu do sierpnia 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych w sierpniu br. pogorszyła się (wzrosła) o 0,25 pkt proc. Niepokoi również fakt, że w porównaniu do wartości Indeksu miesiąc, kwartał, pół roku czy dziewięć miesięcy temu, również zauważamy jego pogorszenie (wzrosty), co wskazuje, na co prawda niewielkie, ale jednak pogorszenie jakości tych kredytów. Na uwagę zasługuje również nadal bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Wprawdzie w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,21 p.p., to i tak wartość Indeksu jest na nadal bezpiecznym poziomie.
Pomimo, że oba Indeksy Jakości pogorszają się w ujęciu 1-, 3-, 6-, 9-, oraz 12 -miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie na tyle wysoki, by budził istotne obawy o jakość portfeli kredytów gotówkowych i ratalnych. Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych miesiącach należy bacznie obserwować zachowanie się Indeksów jakości kredytów ratalnych i gotówkowych, zwłaszcza analizować czy nie ma dynamicznych wzrostów wartości Indeksów, które świadczyłyby o pogarszaniu się jakości tych kredytów – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – w sierpniu kontynuacja ogromnych spadków udzielonych kredytów mieszkaniowych

W sierpniu br. w porównaniu z sierpniem 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-68,8%), jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-69,3%). W sierpniu 2022 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 327,47 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o -1,6%.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – sierpień 2022 r. widać duże zróżnicowanie. Najmniejsze spadki sprzedaży kredytów mieszkaniowych dotyczyły kredytów powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (-22,4%) i w wartościowym (-20,3%). Natomiast największe spadki wystąpiły w kredytach do 150 tys. zł – odpowiednio (-49,6%) oraz (-48,1%).

– Dla kredytów mieszkaniowych sierpień, podobnie jak lipiec br., był katastrofalny. W ujęciu liczbowym tak złego wyniku nie było od ponad 12 lat, czyli od stycznia 2010 r., bowiem w sierpniu banki przyznały ich tylko 7,4 tys. Sierpniowa wartość udzielonych hipotek: 2,426 mld zł, to również najniższy wynik od stycznia 2010 r. Mamy więc zapaść na rynku kredytów mieszkaniowych, która przeradza się powoli w apokalipsę – ocenia prof. Rogowski.

– Za nami już 11 podwyżek stóp procentowych. Obecna stopa referencyjna NBP 6,75% jest na poziomie nie widzianym od 20 lat, czyli listopada 2002 r. Rynek pozbawiony sterydów w postaci ultra niskich stóp procentowych spada w przepaść, a dno nie jest widoczne. Ostatnia wrześniowa podwyżka RPP oczywiście nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w samej akcji kredytowej. Natomiast już poprzednie podwyżki stóp wraz z zaostrzeniem wymogów regulacyjnych praktycznie zamroziły popyt na kredyty mieszkaniowe. W konsekwencji spowodowało to zdecydowane wyhamowanie akcji kredytowej.

– Wartość akcji kredytowej z pierwszych ośmiu miesiącach 2022 r. jest poniżej akcji kredytowej z pierwszych ośmiu miesięcy 2018 r. – stwierdził prof. Rogowski. A sierpniowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe na historycznie niskim poziomie (-72,9%) wskazuje, że w kolejnych miesiącach możemy spodziewać się pogłębienia spadków akcji kredytowej – ostrzega główny analityk Grupy BIK.

Nieznaczne pogorszenie jakości portfela kredytów hipotecznych

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2022 r. wyniósł 0,84%. W ostatnich 12 miesiącach (od sierpnia 2021 r. do sierpnia 2022 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,29 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów wydawało mi się, że czynnikiem, który może niekorzystnie wpłynąć w przyszłości na jakość portfela kredytów mieszkaniowych, są podwyżki stóp procentowych, ponieważ prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę.

Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych rzeczywiście nieznacznie pogorszyła się (wzrosła) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 – miesięcznym, co mogłoby zapowiadać pogorszenie jakości w kolejnych miesiącach roku. Obecnie efekt ten może zostać ograniczony przez wakacje kredytowe. Jednak dużo niższa od oczekiwań partycypacja w moratoriach kredytowych na poziomie 45% może jednak być zbyt mała dla pełnej mitygacji wzrostu szkodowości kredytów mieszkaniowych. Nie można również abstrahować od kredytów walutowych, nieobjętych moratoriami a narażonych na rosnące ryzyko kursowe wraz z deprecjacją złotówki. Kolejne kwartały zapowiadają się więc bardzo ciekawie – podsumowuje prof. Rogowski.

Karty kredytowe – kontynuacja spadków

W sierpniu 2022 r. banki wydały 54,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 432 mln zł.

– W sierpniu 2022 r. głownie dzięki niskiej bazie sprzed roku, sprzedaż kart kredytowych wzrosła. Wydano ich więcej o (+2,2%) i przyznano na wartość wyższą o (+7,8%). Jednak już w okresie ośmiu miesięcy br. w ujęciu liczbowym BIK odnotowuje spadki w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, i to we wszystkich przedziałach kwotowych. Ujemne wyniki dotyczą również wysokości przyznawanych limitów. Choć tu, swego rodzaju zieloną wyspą, są limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (+1,4%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w sierpniu wyniosła 3,82%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się (wzrosła) o (+0,73) – mówi prof. Rogowski z BIK.

600 % wzrost zainteresowania Rosjan pracą w Polsce

Od tygodnia polskie agencje zatrudnienia specjalizujące się w pozyskiwaniu pracowników ze Wschodu, notują wzmożone zainteresowanie pracą przez Rosjan.

Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację, dodatkowo zbiegło się to z tymczasowym zakazem wjazdu Rosjan na teren Polski i krajów bałtyckich.

– Przez ostatnie dwa dni mieliśmy 130 próśb z Rosji o pracę. Wcześniej zwykle mieliśmy 20-30 zapytania miesięcznie. Z powodu ogłoszonej przez Putina mobilizacji Rosjanie masowo zaczęli szukać pracy w Europie i widzimy wzrost zainteresowania polskim rynkiem pracy aż o 600%. – mówi Anna Dzhobolda z departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal. – Nawet po nowelizacji Ustawy o cudzoziemców, która obejmuje Rosjan w zakresie złagodzenia przepisów dotyczących zatrudnienia, ale jeszcze przed wojną z Ukrainą, nie odczuwaliśmy takiego zainteresowania ze strony Rosjan pracą w Polsce. – dodaje.

19 września br. Polska i kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia) tymczasowo zakazały wjazdu obywatelom Federacji Rosyjskiej w celach turystycznych, sportowych i biznesowych w ramach unijnej solidarności z Ukrainą.

Po fali emigracji inteligencji i specjalistów, obecnie możliwości wyjazdu z kraju i pracy szukają mężczyźni po 40-tce, niewykształceni, którzy obawiają się masowego poboru do wojska.

– Polscy pracodawcy ogłaszają wprost „Rosjan nie zatrudniamy”, więc jak dotąd nie było powszechnego zainteresowania akurat naszym rynkiem pracy, ale coraz dłużej trwająca wojna, kryzys gospodarczy i sankcje, jakie w końcu zaczęli odczuwać zwykli ludzie, mogą spowodować większe zmiany. Dlaczego wybierają Polskę? Na pewno ze względu na możliwość szybkiego przekroczenia granicy i legalizacji pobytu oraz połączenia transportowe – akurat ich obowiązuje ustawowe złagodzenie restrykcji przy zatrudnianiu ze stycznia br. – konkluduje Anna Dzhobolda z departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal.

Kontrowersyjna zmiana w poradniku ZUS – to prawdziwa zachęta dla pracowników pobierających lewe „L4”

30 sierpnia 2022 weszła w życie kontrowersyjna zmiana w poradniku ZUS. Od tego momentu, jeżeli osoby kontrolujące „L4” nie zastaną podwładnego w miejscu jego zamieszkania, ale nie ma innych okoliczności wskazujących na nieprawidłowe wykorzystywanie zwolnienia lekarskiego, należy uznać, że nie zachodzą okoliczności niewłaściwego wykorzystywania zwolnienia chorobowego. Eksperci apelują: ta zmiana może doprowadzić do ogromnych strat finansowych przedsiębiorców i państwa.

Dotychczas, jeżeli pracownik nie przekazał lekarzowi informacji o swoim miejscu pobytu w czasie zwolnienia lekarskiego, które jest inne niż adres zamieszkania lub nie poinformował pracodawcy i ZUS o zmianie miejsca pobytu w trakcie niezdolności do pracy w terminie 3 dni od tej zmiany i w związku z tym osoby kontrolujące nie zastały go pod adresem wskazanym w zwolnieniu lekarskim, uznawano że niewłaściwie wykorzystywał zwolnienie lekarskie.

– W naszej ocenie nie ma żadnych przesłanek, żeby wprowadzić tak daleko idącą zmianę, na którą wskazuje ZUS w nowym poradniku. Jak wynika z przepisów pracodawca zatrudniający powyżej 20 pracowników ma prawo i obowiązek kontrolować osoby przebywające na „L4”, co do których zachodzi podejrzenie niewłaściwego wykorzystywania zwolnienia chorobowego. Wskazanie prawidłowego adresu pobytu w okresie orzeczonej niezdolności jest kluczowe do umożliwienia przeprowadzenia kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych.

Skąd ta kontrowersyjna zmiana?

Nowy zapis daje „lawirującym” pracownikom jeszcze szersze pole do nadużyć i naraża przedsiębiorców na wymierne straty finansowe, spowodowane wyraźnym utrudnieniem kontroli pobierania lewych „L4”. Jak pokazują statystki Conperio, największego polskiego podmiotu realizującego kontrole zwolnień chorobowych na zlecenie przedsiębiorstw, przy ponad 30 000 kontroli „L4” przeprowadzanych rocznie, nieobecność pod adresem wskazanym na druku zwolnienia lekarskiego stanowi powyżej 30% wszystkich nadużyć.

– Ta nagła zmiana może być spowodowana właśnie wysoką skalą nadużyć. ZUS od dawna nie stawia się na rozprawach przy tego typu nadużyciach pracowniczych, choć wielokrotnie wysyłaliśmy monity do państwowej jednostki w latach 2020 oraz 2021 z prośbą, by zajęła stanowisko w tej kwestiitłumaczy Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Jak dodaje ekspert, istotny problem dla przedsiębiorstw zaczyna się wtedy, gdy wynagrodzenie pracownika przebywającego na wątpliwym zwolnieniu lekarskim wynosi kilkadziesiąt tysięcy złoty, a przecież przypadków tego typu w naszym kraju nie brakuje. Łatwość pobierania „L4” w 5 minut, bez wychodzenia z domu za sprawą teleporad tylko dopełnia całość problemu.

– W przypadku nieobecności w miejscu zamieszkania lub pobytu ubezpieczonego w czasie kontroli, nadal, pomimo zmiany treści poradnika ZUS, zasadnym wydaje się uznanie przez pracodawcę, że zwolnienie lekarskie jest wykorzystywane niezgodnie z jego celem, co umożliwi mu zastosowanie przewidywanych przez prawo sankcji, włącznie z utratą przez ubezpieczonego prawa do wynagrodzenia lub zasiłku chorobowego za cały okres niezdolności do pracy – dodaje Mikołaj Zając.

Co dalej?

Należy jasno sprecyzować skalę możliwości firm jeśli chodzi o rozliczanie kontroli pracowników przyłapanych na wątpliwych „L4” i wsparcie ZUS w tej kwestii. Obecna formuła nie działa i naraża zarówno firmy jak i państwową jednostkę na wymierne straty. Nie tylko błędne adresy na drukach ZLA stanowią problem. Także przepis dotyczący informowania pracodawcy o przyczynie nieobecności w pracy w ciągu 48h, w bardzo wielu przypadkach nie jest respektowany przez pracowników.

– Dostrzegam tu analogię do kredytów bankowych. Trudno sobie wyobrazić, by nie weryfikowano poprawności wypełnionych dokumentów dotyczących np. zdolności kredytowej danej osoby ubiegającej się o kredyt. Być może ZUS powinien umożliwić pracodawcom zawieszenie wypłaty środków lub udzielenie kary finansowej pracownikom, którzy w ciągu 48h nie poinformują jaki jest powód ich nieobecności. Może także przepisy prawa pracy powinny zwierać zapis dotyczący możliwości ukarania finansowego pracownika, który wyłudza w ten sposób pieniądze. Bo tak wprost trzeba to określić – podsumowuje ekspert rynku pracy.

Wypłacane zasiłki chorobowe liczone są w miliardach złotych rocznie. W 2021 roku lekarze wystawili osobom ubezpieczonym w ZUS 20,5 mln zaświadczeń lekarskich. Łączna liczba dni absencji chorobowej w pracy wyniosła 239,9 mln. Jak wynika z danych państwowej jednostki w 2021 r. przeprowadziła ona 353,2 tys. kontroli osób posiadających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. To niecałe 2%.

Pozorne bankructwo, ukrywanie majątku i niegospodarność na szkodę wierzycieli

Pokrzywdzenie wierzycieli to spenalizowane w art. 301 § 1 – 3 Kodeksu karnego przestępstwo dłużnika polegające na podejmowaniu przez niego działań majątkowych celem ograniczenia, lub całkowitego udaremnienia możliwości zaspokojenia wierzycieli z tego majątku. Podmiotem tego przestępstwa może być jedynie dłużnik, a by wypełniły się jego znamiona, pokrzywdzonych, czy też potencjalnie pokrzywdzonych, musi być co najmniej kliku. Udaremnianie lub uszczuplanie zaspokojenia jednego wierzyciela penalizuje art. 300 § 1 i 2 KK.

Przeniesienie majątku na nową firmę

Zgodnie z art. 301 § 1 kto będąc dłużnikiem kilku wierzycieli udaremnia lub ogranicza zaspokojenie ich należności przez to, że tworzy w oparciu o przepisy prawa nową jednostkę gospodarczą i przenosi na nią składniki swojego majątku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Przedmiotem tego przestępstwa jest więc tworzenie przez dłużnika nowej jednostki gospodarczej i przenoszenie na nią składników swojego majątku. Zgodnie z definicją Ustawy z dnia 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców, przedsiębiorcą jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, wykonująca działalność gospodarczą. Są nimi także wspólnicy spółki cywilnej w zakresie wykonywanej przez nich działalności gospodarczej. Jednostka gospodarcza w rozumieniu art. 301 § 1 K.k. to również każdy inny podmiot prowadzący zorganizowaną działalność zarobkową, wykonywaną we własnym imieniu w sposób ciągły. Będą to więc jednostki prowadzące działalność gospodarczą w formie pozostałych rodzajów spółek, fundacji, stowarzyszeń, spółdzielni, czy osób prawnych kościoła lub związku wyznaniowego. Ponieważ przepis wyraźnie stanowi o tworzeniu nowej jednostki, znamion omawianego przestępstwa nie wypełni np. przekształcenie spółek.

Co do zasady ten rodzaj przestępstwa dłużnika na szkodę wierzycieli wyróżnia się na tle innych brakiem konieczności wystąpienia przesłanki bezpośredniego zagrożenia niewypłacalnością lub upadłością dłużnika. Warunkiem wypełnienia jego znamion jest istnienie zobowiązania względem kliku wierzycieli jeszcze zanim sprawca (dłużnik) powoła do życia nową jednostkę gospodarczą i przeniesie na nią składniki swojego majątku.

Doprowadzenie do swojej upadłości lub niewypłacalności

Przesłanka doprowadzenia przez dłużnika do własnej niewypłacalności lub upadłości ustanowiona została w art. 301 § 2. Przepis ten stanowi, że działanie takie z pokrzywdzeniem kliku wierzycieli również podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Do wypełnienia znamion tego przestępstwa koniecznym jest zamierzone trwonienie majątku, udaremniające lub utrudniające zaspokojenie wierzycieli. Przypisanie odpowiedzialności za ten czyn możliwe więc będzie w przypadku doprowadzenia do skutku w postaci upadłości lub niewypłacalności dłużnika.

Niedbałe, lekkomyślne rozporządzenie majątkiem przez dłużnika mającego zobowiązania wobec kilku wierzycieli, którego skutkiem będzie doprowadzenie do swojej niewypłacalności lub upadłości, zostało spenalizowane w § 3: „Kto będąc dłużnikiem kilku wierzycieli w sposób lekkomyślny doprowadza do swojej upadłości lub niewypłacalności, w szczególności przez trwonienie części składowych majątku, zaciąganie zobowiązań lub zawieranie transakcji oczywiście sprzecznych z zasadami gospodarowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Do oceny sądu należeć będzie, czy konkretne działania dłużnika w danych okolicznościach można uznać za oczywiście sprzeczne z zasadami gospodarowania.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Pół roku później: rola cyberataków w inwazji Rosji na Ukrainę

Według ukraińskiej Państwowej Służby Łączności Specjalnej i Ochrony Informacji (SSSCIP), od początku inwazji Ukraina doświadczyła aż 1123 cyberataków. 37% celów hakerów było związanych z instytucjami rządowymi i obroną. Co czwarty atak bazował na złośliwym kodzie, a 27% miało na celu kradzież poufnych informacji. Chester Wisniewski, ekspert Sophos podsumowuje intensywność, skuteczność oraz cel cyberataków we wciąż toczącym się konflikcie.

Chester Wisniewski, Principal Research Scientist w firmie Sophos:

Działania Rosjan na cyfrowym froncie można podzielić na kilka kategorii: destabilizujące, dezinformacyjne, cyberterrorystyczne i szpiegowskie. Z danych udostępnionych przez SSSCIP wynika, że rosyjscy hakerzy jeszcze w styczniu zaczęli rozsyłać szkodliwe oprogramowanie, które miało utrudniać lub wręcz uniemożliwiać pracę ukraińskich firm, agencji rządowych i infrastruktury krytycznej.

23 lutego 2022 r. około godziny 16:00, na dzień przed rozpoczęciem inwazji lądowej, eksperci ds. bezpieczeństwa zanotowali wzmożoną liczbę ataków typu DDoS (zmasowane ataki polegające na generowaniu sztucznego ruchu internetowego i ciągłym wysyłaniu zapytań do serwera, w celu sparaliżowania jego pracy) oraz wiper (wymazanie danych z systemów). Tego typu ataki występowały przez pierwsze sześć tygodni konfliktu, potem ich natężenie osłabło. Zdecydowaną większość z nich przeprowadzono w pierwszych dniach wojny.

Działania destrukcyjne

Prawdopodobnie najbardziej dotkliwym był atak Rosjan tuż po rozpoczęciu inwazji na system łączności satelitarnej Viasat, używany w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Według informacji agencji Reuters zakłócenia komunikacyjne miały przyczynić się do zdobycia przewagi militarnej. Ukraińscy dowódcy byli jednak w stanie przegrupować się i ustanowić alternatywną komunikację, aby zminimalizować wpływ ataku. Należy jednak zaznaczyć, że wyrządził on szkody także w państwach NATO. Spowodował m.in. zakłócenie działania ponad 5800 turbin wiatrowych w Niemczech.

Po sześciu miesiącach są dowody wskazujące, że to Rosja miała większe problemy z komunikacją w łańcuchu dowodzenia niż Ukraina. Ataki mające na celu destabilizację nie miały większego wpływu na wynik żadnej z dotychczasowych bitew.

Działania dezinformacyjne

Rosja kreuje narracje o amerykańskich laboratoriach z bronią biologiczną, denazyfikacji Ukrainy czy rzekomym ludobójstwie dokonywanym przez ukraińską armię. Ma to poddać w wątpliwość informacje o inwazji przedstawiane przez zachodnie media. Źródłem dezinformacji są głównie konta w serwisach społecznościowych, które już wcześniej podawały treści o takim charakterze.

Rosyjskie kampanie w mediach społecznościowych czy wykorzystujące SMS-y nie przyniosły oczekiwanych efektów w postawach ukraińskiego społeczeństwa. Dezinformacja mogła za to odnieść większy sukces tam, skąd pochodzi – sondaże sugerują, że rosyjskie społeczeństwo popiera „specjalną operację wojskową” na terenie Ukrainy. Trzeba pamiętać, że jest to jedyna opinia, którą można tam publicznie wyrazić, a dostęp do niezależnych mediów jest utrudniony. Tak czy inaczej, rosyjska dezinformacja, podobnie jak ataki destrukcyjne, nie wpływa bezpośrednio na wynik wojny.

Działania cyberterrorystyczne

Niektóre znane grupy cyberprzestępcze, takie jak Conti i Lockbit, od razu zadeklarowały, po której stronie konfliktu się opowiadają. Na początku inwazji obserwowaliśmy wzmożoną aktywność tzw. haktywistów: ataki DDoS, usuwanie stron internetowych, włamania do niezabezpieczonych systemów. Zarówno w Ukrainie, jak i w Rosji nie wywarły one trwałego wpływu.

Wciąż jednak można natknąć się na przykłady takiej „partyzanckiej” działalności. Niedawno w Moskwie nieznani sprawcy zhakowali aplikację Yandex Taxi i zamówili przez nią kilkadziesiąt taksówek pod jeden adres, tworząc w centrum miasta olbrzymi korek.

Działania wywiadowcze

W przeciwieństwie do działań destrukcyjnych, te o charakterze szpiegowskim są wymierzone nie tylko w Ukrainę, ale iw wspierające ją państwa i podmioty. Taka aktywność jest trudniejsza do sklasyfikowania, a często także do namierzenia.

Nie jest niczym nowym, że Rosja atakuje Stany Zjednoczone, Unię Europejską i państwa członkowskie NATO, korzystając ze złośliwego oprogramowania i phishingu. W niektórych przypadkach istnieją jednak przekonujące dowody na to, że te ataki mają bezpośredni związek z inwazją na Ukrainę.

W marcu 2022 roku Grupa Analiz Zagrożeń firmy Google (TAG) opublikowała raport dokumentujący rosyjskie i białoruskie ataki phishingowe na amerykańskie organizacje pozarządowe, siły wojskowe jednego z państw bałkańskich oraz ukraińską firmę przemysłu zbrojeniowego. Z kolei z badań firmy Proofpoint wynika, że europejscy urzędnicy zajmujący się uchodźcami z Ukrainy stali się celem kampanii phishingowych, które prowadzone są z adresu e-mail członka ukraińskich sił zbrojnych. Jego konto zostało bowiem wcześniej zhakowane przez rosyjskie służby wywiadowcze. W lipcu Rosjanie wzięli na celownik media. Próbowali pozyskać dostęp do ich systemów poprzez nowo odkrytą lukę „Follina” w pakiecie Microsoft Office.

Po ponad pół roku trwania inwazji na Ukrainę można powiedzieć, że Rosja okazała się słabo przygotowana nie tylko pod kątem militarnym, ale także cyfrowym. Podjęte próby cyberataków mogły mieć o wiele bardziej niszczycielski wpływ. Trzeba jednak pamiętać, że to kraj rządzony przez Władimira Putina kontroluje sporą część dostaw energii do Europy Zachodniej.

Czy w obliczu nadchodzącej zimy szykują się nowe kampanie dezinformacyjne, wywierające presję na europejskich przywódców, aby złagodzili sankcje? Czy sytuację wykorzystają też grupy cyberprzestępcze, których celem mogą stać się koncerny energetyczne? Rola cyberataków w przyszłych tygodniach i miesiącach może ulec zmianie, którą trudno jest przewidzieć. Jednak lekcją, którą z inwazji na Ukrainę można wyciągnąć już teraz, jest to, że silna obrona może być bardzo skutecznym atakiem.

Czy umowa brexitowa zostanie zerwana?

Wraz ze śmiercią Elżbiety II i rozpoczęciem władania przez Karola III należy spodziewać się nowego rozdania w kontaktach międzynarodowych Wielkiej Brytanii. Śmierć Elżbiety II prawdopodobnie pogorszy już i tak trudne relacje w stosunkach z Irlandią Północną, zwłaszcza, że Unia Europejska ponownie wszczęła postępowanie związane z protokołem irlandzkim, który jest ważnym elementem umowy brexitowej.

Jak na razie wielką niewiadomą pozostaje, czy nowa premier Liz Truss i jej rząd będą kontynuować dotychczasową politykę Wielkiej Brytanii i dążyć do unieważnienie Porozumienia Wielkopiątkowego, co doprowadziłoby do zerwania umowy brexitowej. Premier Truss w swoim pierwszym przemówieniu po objęciu stanowiska, na początku września, nie wspomniała słowa o Irlandii Północnej i tym samym nie odniosła się do konfliktu z Unią Europejską, który „odżył” w lipcu, kiedy to Komisja Europejska wszczęła nowe (drugie) postępowanie przeciwko Wielkiej Brytanii za nieprzestrzeganie ustaleń protokołu irlandzkiego.

Do czego dąży Wielka Brytania

Irlandia Północna zgodnie z protokołami umowy brexitowej pozostała w swobodnym przepływie towarów w Unii Europejskiej, dzięki czemu towary trafiające do tego kraju i z niego do UE, traktowane są jako towary unijne. Natomiast przepływ towarów pomiędzy Irlandią Północną a Wielką Brytanią musi przechodzić pełen proces odprawy celnej i kontroli celnej, co oznacza obowiązek zapłaty ceł za towary przejeżdżające z/do Wielkiej Brytanii. Ta sytuacja z kolei bardzo utrudnia handel na Wyspach. Dlatego dotychczas Wielka Brytania za wszelką cenę chciała doprowadzić do zerwania protokołu dotyczącego Irlandii i Irlandii Północnej i przyłączyć w zakresie przepływu towarów Irlandię Północną do Wielkiej Brytanii, Walii i Szkocji. Takie stanowisko mocno deklarował poprzedni premier Boris Johnson nie zważając na to, że zerwanie protokołu doprowadziłoby do zerwania umowy handlowej UE – Wielka Brytania, ponieważ byłoby to zerwanie zawartej w 1998 roku międzynarodowej umowy Wielkopiątkowej.

Stanowiska nowych rządów

Wciąż nie wiadomo, jakie stanowisko w tej sprawie zajmie rząd Liz Truss. Czy dalej Wielka Brytania nie będzie chciała zgodzić się na wprowadzenie kontroli celnych na granicy morskiej między Irlandią Północną a resztą Zjednoczonego Królestwa i tym samym uniknąć utworzenia fizycznej granicy między Irlandią Północną a Irlandią?

Nie bez znaczenia jest także stanowisko Irlandii Północnej. W maju partia Sinn Fein wygrała tam wybory i wciąż mówi się o prawdopodobnym referendum w sprawie zjednoczenia Irlandii i Irlandii Północnej. Pozytywny wynik oznaczałby opuszczenie przez Irlandię Północną Zjednoczonego Królestwa i pójście własną drogą. Czy będzie to droga do Unii Europejskiej? W referendum brexitowym 56% mieszkańców Irlandii Północnej deklarowało chęć pozostania w UE. Połączenie się z Irlandią spełniłoby te oczekiwania, a tym samym spowodowałoby uniezależnienie się od Wielkiej Brytanii.

Co oznacza granica celna na wyspie Irlandii

Konsekwencją przyłączenia terytorialnie Irlandii Północnej do Wielkiej Brytanii byłoby przesunięcie granicy celnej z Morza Irlandzkiego na wyspę, pomiędzy Irlandię a Irlandię Północną. Wówczas przepływ towarów między tymi państwami odbywałby się tak jak pomiędzy krajami trzecimi, czyli ze zgłoszeniami celnymi oraz z obowiązkiem zapłaty ceł i podatków wynikających z przepływu towaru przez granicę. Dodatkowo towary przejeżdżające przez granice celne musiałyby przechodzić kontrolę fitosanitarną, sanitarną i weterynaryjną i spełniać środki polityki handlowej określone przez UE i Zjednoczone Królestwo dla wprowadzenia i wyprowadzenia towarów z ich terytorium.

Autor: dr Izabella Tymińska, ekspert ds. celnych, prawa celnego, handlu zagranicznego

Rząd powinien zamrozić ceny energii dla przedsiębiorstw

Bezpieczeństwo dostaw energii jest kluczowe dla funkcjonowania przedsiębiorców, gospodarki i społeczeństwa. Aktualnie mamy do czynienia z energetycznym stanem wyjątkowym. W Polsce, w całej Europie pojawiają się obawy o to, czy będziemy mieli dostęp do prądu, do nośników energii. W związku z tym pojawiają się też obawy dotyczące cen tych surowców oraz prądu. Polscy przedsiębiorcy mogą zapłacić nawet ponad 190 miliardów złotych więcej w przyszłym roku, w porównaniu do roku 2021 – jeżeli aktualne prognozy cen gazu i prądu zostaną utrzymane i się urzeczywistnią. W związku z tym potrzebne są działania ze strony rządu. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwróciła się z konkretnym apelem do Pana Premiera, do Ministra Klimatu i Środowiska oraz do Ministra Rozwoju.

– Wskazaliśmy nasze postulaty, nasze pomysły. Wśród nich rozwiązanie pozwalające na zamrożenie cen energii – czyli ograniczenie cen energii dla przemysłu. Do tej pory rozwiązania pomocowe, osłonowe skierowane były wyłącznie do gospodarstw domowych. W naszej ocenie takie pakiety powinny również dotyczyć przedsiębiorców i są przygotowywane w innych państwach unijnych, chociażby w Niemczech, w Hiszpanii, we Francji, w Grecji – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Komisja Europejska spogląda na takie rozwiązania przychylnym okiem. Wiadomo, że sytuacja jest wyjątkowa – więc rozwiązania również muszą być wyjątkowe. Natomiast jeżeli nie pomożemy naszym przedsiębiorcom, ucierpi na tym cała gospodarka. Niektóre branże staną się całkowicie niekonkurencyjne, nierentowne. Będą musiały zamykać produkcję, ograniczać ją – a w związku z tym, także redukować miejsca pracy. Dlatego oprócz zamrożenia cen i mechanizmów osłonowych dla przedsiębiorców proponujemy, aby rząd wspólnie ze stroną pracodawców powołał zespół, który będzie na bieżąco dyskutował najlepsze rozwiązania dla gospodarki w tym zakresie. Trzeba uniknąć takiej sytuacji, jaką mieliśmy w przypadku produkcji nawozów azotowych – która została chwilowo wstrzymana i okazało się, że zabraknie dwutlenku węgla dla branży spożywczej, dla producentów mięsa, nabiału, dla producentów napojów, a nawet dla branży piwowarskiej. Takie sytuacje nie powinny się zdarzać – natomiast oczywiste jest, że rząd nie wie może wiedzieć wszystkiego. Powinien sięgnąć po ekspertów z rynku i my właśnie z takim postulatem się do rządu zwróciliśmy – wyjaśnia Wołejko.

Kurs dolara i franka najwyżej w historii

Komitet Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe o 75 pb. Jednak to nie sama decyzja, a jastrzębi wydźwięk komunikatu, projekcje ścieżki monetarnej, a wreszcie konferencja Powella przyniosły pogrom na rynkach. Dla złotego oznacza to historyczną słabość, która może się jeszcze pogłębić po decyzjach banków centralnych ze Szwajcarii (tu na razie efekt jest odwrotny i gwałtowny) i Wielkiej Brytanii.

Fed nie pozostawia złudzeń

FOMC bez zaskoczeń podniósł stopy procentowe o 75 pb do poziomu 3,00-3,25%. Z jakiegoś powodu część rynku chciała uwierzyć (albo została zręcznie przekonana), że możliwe będzie choćby symboliczne złagodzenie stanowiska Komitetu. Do niczego takiego nie doszło, a amerykańscy decydenci jeszcze wyraźniej niż do tej pory pokazują swoją determinację w opanowaniu inflacji. Już 6 jastrzębich członków widzi główną stopę na poziomie 4,75% w 2023 r. (w czerwcu nikt nie mierzył tak wysoko), a do zmiany cyklu mogłoby dojść dopiero równo za rok. Tym samym najważniejsza władza monetarna idzie ścieżką wyznaczoną już jakiś czas temu, a wszelkie oczekiwania co do zejścia z tej drogi są w mojej opinii zdecydowanie przedwczesne. Pogłoski o bliskim końcu ery dolara można włożyć między bajki.

USD jak taran

Efekt posiedzenia FOMC był widoczny od razu w notowaniach amerykańskiej giełdy, a czerwień rozlewa się po rynku kapitałowym także dziś. W jeszcze jaskrawszy sposób zareagował rynek walutowy, gdzie USD nie bierze jeńców. Kurs dolara w czwartkowy poranek zaliczył historyczny rekord, docierając do 4,87 zł. Możliwe, że to nie koniec tego rajdu, ponieważ „zielony” próbuje przebijać kolejne dołki na głównej parze walutowej świata. Najnowszego minimum EUR/USD (najniżej od ponad 20 lat) przyjdzie nam szukać przy 0,981 $. Tym samym do wyznaczenia historycznego rekordu na eurodolarze został tylko cent, a więc leży on już w zasięgu ręki i chyba atak na to (także psychologiczne) wsparcie warto rozważać jako scenariusz bazowy w krótkim terminie.

CHF słabnie po SNB

Oczekiwania spełnili także Szwajcarzy, którzy podnieśli stopy w identycznym ruchu co Amerykanie, czyli o 75 pb. Pierwsza różnica jest taka, że Helweci po raz pierwszy od lata wyszli ze stopami procentowymi powyżej zera, a dokładnie z główną na 0,5%. Druga rozbieżność to poziom realnych stóp (czyli różnica między nominalnymi stopami a inflacją), która jest tutaj zdecydowanie na korzyść Szwajcarii. Mimo tego tamtejsi decydenci nie wahają się i wchodzą na ścieżkę zacieśniania z impetem. Kolejny i możliwe, że najwyraźniejszy rozdźwięk zobaczymy na rynku walutowym. Dolar po decyzji FOMC zyskiwał (i to historycznie), ponieważ okazał się bardziej jastrzębi od części rynkowych przewidywań. Z CHF po samej decyzji SNB sprawa ma się zupełnie inaczej, ponieważ w tym przypadku część inwestorów z jakiegoś powodu stawiała na jeszcze mocniejszy ruch, a konsensus był już dawno w cenach. Tym samym kurs franka po wyznaczeniu dzisiejszego poranka historycznych szczytów przy 5,05 zł osunął się już o 10 groszy. Koniec tygodnia ma szansę cechować się sporą zmiennością.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – decyzja Banku Anglii.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Jak polski biznes pomagał Ukrainie? Wyniki raportu UN GCNP

Chcąc poznać skalę pomocy udzielonej po wybuchu wojny w Ukrainie w lutym br. narodowi ukraińskiemu przez biznes działający w Polsce, UN Global Compact Network Poland przeprowadziło badanie przygotowane przez naukowców z Polskiej Akademii Nauk, Kantar Public i Szkoły Głównej Handlowej. Opracowane wyniki posłużyły do stworzenia raportu „United Business for Ukraine”, który 21 września 2022 roku został zaprezentowany w Nowym Jorku. Oto najważniejsze wyniki i wnioski.

Tuż po wybuchu wojny w Ukrainie UN Global Compact Network Poland (UN GCNP), czyli polskie biuro największej inicjatywy zrzeszającej biznes działający na rzecz zrównoważonego rozwoju, rozpoczęło działania wspierające uchodźców z Ukrainy.

Jednym z głównych zadań UN GCNP była mobilizacja sektora prywatnego do niesienia pomocy. Mając na uwadze przekazaną przez biznes skalę wsparcia, organizacja zrealizowała wśród polskich przedsiębiorców ankietę, na podstawie której opracowano pierwszą tego typu publikację, pokazującą znaczenie pomocy ze strony biznesu w obliczu kryzysu humanitarnego wywołanego konfliktem zbrojnym. W tym celu, w terminie od 13 lipca do 23 sierpnia br. zebrano ponad pół tysiąca odpowiedzi, z których przedmiotem analizy badawczej stało się 480 ankiet.

– Biznes i społeczeństwo obywatelskie zapisali najpiękniejszy fragment historii tego uchodźczego dramatu. To oni stawili się na granicy, pokazując zdecydowanie, upór i talent w oddolnej organizacji, która zadziwiła świat. To o tym jest ten raport. Chcemy pokazać fenomen pomagania w obliczu wojny i czynienia dobra tam, gdzie jest ono potrzebne. Ten raport jest także naszym podziękowaniem dla ludzi biznesu za ich człowieczeństwo, humanizm i solidarność w obliczu dramatu wojny – mówi Kamil Wyszkowski, przedstawiciel krajowy i dyrektor wykonawczy UN GCNP.

Opracowany raport skupia się na trzech wątkach. Pierwszy z nich dotyczy wskazania grupy, rodzaju (materialnego lub rzeczowego) i skali udzielonego wsparcia. Drugi na planach pomocowych polskich przedsiębiorstw wobec osób i instytucji ukraińskich. Ostatni zaś prezentuje ograniczenia strukturalne w udzieleniu pomocy oraz stanowi próbę identyfikacji elementów, które mogłyby przyczynić się do jeszcze bardziej efektywnych kroków. Raport ma formę badania wstępnego, które posłuży diagnozie zjawiska oraz oszacowaniu skali pomocy polskich przedsiębiorstw dla osób i instytucji z Ukrainy, a w przyszłości będzie podstawą do bardziej pogłębionych analiz i rekomendacji.

Skala wsparcia ze strony biznesu 97% respondentów wskazało, że ich firma wsparła poszkodowanych w wojnie w Ukrainie. Pomoc ta miała charakter interwencyjny, humanitarny i stanowiła szok związany z konfliktem oraz pojawieniem się w Polsce grupy ludzi, którzy potrzebowali natychmiastowego wsparcia. Analiza pokazała także, że przedsiębiorstwa wspierane merytorycznie przez inne podmioty pomocowe (np. organizacje pozarządowe i agendy międzynarodowe) przeznaczały na tę pomoc więcej niż te, które działały samodzielnie. 81% ankietowanych zadeklarowało udzielenie pomocy rzeczowej, 70% finansowej, 60% niematerialnej – w wielu firmach działania te były zdywersyfikowane. Najważniejsze kategorie deklarowanej pomocy rzeczowej stanowiły: żywność (77%), ubrania (66%), kosmetyki (65%) i były odpowiedzią na podstawowe potrzeby uchodźców. Tymczasem najpopularniejszą formą wsparcia niematerialnego były organizacja miejsca zamieszkania (71%) i pomoc w znalezieniu zatrudnienia (56%). Działania te podejmowane przez polskie przedsiębiorstwa stanowiły więc próbę poprawy stabilizacji sytuacji życiowej osób poszkodowanych konfliktem. Co ważne, prawie 40% badanych po pierwszych 3 miesiącach nie zmieniło form działań pomocowych, a zaledwie 14% się z nich wycofało.

– Wszyscy byliśmy i jesteśmy zszokowani rosyjskim atakiem na Ukrainę. Ta inwazja wojsk rosyjskich spowodowała ogromne straty dla mieszkańców Ukrainy oraz dla ukraińskiej gospodarki. Jako Pracodawcy, zrzeszeni w tej organizacji przedsiębiorcy, nie mogliśmy stać obojętnie obok tak ogromnej tragedii dziejącej się tuż za naszą wschodnią granicą. Dlatego zaangażowaliśmy nasze siły i środki, by jak najszybciej i w jak największym stopniu pomóc Ukrainie. Polscy przedsiębiorcy, zrzeszeni i współpracujący z Pracodawcami – między innymi Tomasz Misiak, Rafał Brzoska, Michał Mierzejewski czy Rafał Sonik, ale także wielu pozostałych naszych członków – doskonale wiedzą i zdają sobie sprawę, że sytuacja na Ukrainie wymaga od nas, bardziej niż kiedykolwiek, solidarności, odważnych działań i pełnego zaangażowania w każdą pomoc obywatelom Ukrainy – zauważa Rafał Baniak, Prezes Pracodawców RP.

Potrzebne działania systemowe

Od wybuchu wojny minęło już ponad pół roku. To temat, który jest coraz mniej medialny, przez co istnieje obawa, że i skala dotychczasowej pomocy będzie ograniczana. Istotne jest więc podtrzymanie gotowości firm do udzielania wsparcia. ¼ badanych, zapytana o dalsze plany pomocowe, zadeklarowała wprowadzenie zmian w udzielanej dotąd pomocy, 37% nie wie, jakiego rodzaju wsparcie będzie oferować w tym zakresie. Brak jasnego celu, koordynacji działań, ale też badań potrzeb uchodźców może sprawić, że te firmy, które nie mają pomysłów na dalsze wsparcie, w najbliższym czasie mogą je całkowicie zaniechać. 35% respondentów wskazało, że brakuje im jasnych regulacji prawnych dotyczących przekazywania pomocy. 30% przyznało, że nie ma doświadczenia w tym zakresie, zaś 31% do dalszego działania oczekuje wsparcia ze strony władz centralnych.

Badane przedsiębiorstwa wskazywały, że największym usprawnieniem w udzielaniu pomocy byłyby ułatwienia podatkowe (46%), na drugim miejscu znalazły się jasne przepisy (44%), na trzecim zaś koordynacja ze strony państwa (33%). Dalej pojawiły się wskazania na ułatwienie w uzyskiwaniu pozwoleń na pracę (22%) oraz szybki proces nostryfikacji dyplomów (19%). Badane firmy, najchętniej w najbliższej przyszłości, będą wspierały edukacje dzieci i młodzieży (49%), podnosiły kwalifikacje zawodowe osób z Ukrainy (33%) oraz pomagały w tworzeniu kursów językowych dla przybyłych (29%).

– Te przerażające miesiące rosyjskiej inwazji pokazały, co oznacza ludzka twarz biznesu. CSR, elastyczność, innowacyjność, o których rozmawialiśmy latami, przeszły z teorii w praktykę, a ukraińskie firmy zrozumiały, że ich wykorzystanie to jedyny sposób na przetrwanie w tej rozdartej wojną rzeczywistości. Ukraina każdego dnia traci swoich ludzi, a ukraińskie firmy pracowników. Mimo to przedsiębiorcy nadal chcą działać i pracują tak ciężko, jak tylko mogą, aby wzmocnić opór, przynieść zwycięstwo i zrealizować inspirującą wizję naszej wspólnej przyszłości – komentuje Tatiana Sakharuk, dyrektorka wykonawcza UN Global Compact Network Ukraine.

21 września br. raport „United Business for Ukraine” został zaprezentowany podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Prezentacja dokumentu stanowiła ważną część spotkania na temat odbudowy Ukrainy z udziałem Prezydenta RP Andrzeja Dudy, Jakuba Kumocha – Sekretarza Stanu w KPRP, Szefa Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP, Marcina Przydacza – podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Denysa Szmyhala – premiera Ukrainy, Sandy Ojiambo – Zastępczyni Sekretarza Generalnego ONZ, CEO&Executive Director UN Global Compact, Jensa Wandela – Acting Executive Director, UN Office for Project Services, Kamila Wyszkowskiego – przedstawiciela krajowego i dyrektora wykonawczego UN GCNP, Tatiany Sakharuk – dyrektorki wykonawczej UN GCNU, Melissy Powell – szefowej sztabu w UNGC, Andrey’a Ivanowa – szefa sektora w Agencji Praw Podstawowych UE i głównego autora raportu „United Business for Ukraine”, a także przedstawicieli polskiego i globalnego biznesu.

Raport w wersji anglojęzycznej dostępny jest na stronie: https://bit.ly/3QA1VZC.

Polacy coraz częściej sięgają po pożyczki – dane rynku pożyczkowego za sierpień 2022 r.

W sierpniu 2022 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 330,5 tys. nowych pożyczek o wartości 865 mln zł. W porównaniu do sierpnia 2021 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+29,3%), a w ujęciu liczbowym o (+27,3%) więcej. Średnia wartość nowo udzielonej w sierpniu 2022 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 337 zł i była na poziomie średniej wartości pożyczki udzielonej w sierpniu 2021 r.

– W sierpniu 2022 r. firmy pożyczkowe udzieliły pożyczek na kwotę 865 mln zł. To najwyższa miesięczna wartość udzielonych pożyczek przez firmy pozabankowe od 5 lat, a dokładnie od stycznia 2017 r. Dynamika wzrostu sprzedaży o 29% w stosunku do sierpnia 2021 r., to wzrost w ujęciu nominalnym, jednak w ocenie wartości sprzedaży nie można zapominać o rosnącej inflacji. Uwzględniając wzrost inflacji na poziomie 16,1% (sierpień 2022 r. do sierpnia 2021 r.), to tegoroczny sierpniowy odczyt dynamiki sprzedaży w ujęciu realnym wynosi około 11–12% – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

W sierpniu 2022 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały dodatnie dynamiki.

Najwyższe dodatnie dynamiki w porównaniu do sierpnia 2021 r. w ujęciu liczbowym i wartościowym odnotowały pożyczki z przedziału od 3 tys. do 5 tys. zł odpowiednio (+34,2%) i (+36,3%).

W sierpniu br. 41,6% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły 10,2% udzielonych pożyczek.

W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 45,5% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty do 1 tys. zł miały jedynie 10,4% udział w sprzedaży.

Amazon podpisuje jedną z największych umów na zakup energii odnawialnej w Polsce

Amazon podpisał umowę na zakup energii z farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach w powiecie legnickim. To jedna z największych dotychczasowych umów zakupu energii słonecznej w Polsce.

Amazon ogłosił zawarcie umowy na zakup energii odnawialnej pochodzącej z farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach. To jedna z największych umów zakupu energii słonecznej w Polsce. Ta inwestycja to część globalnych działań Amazon w celu rozszerzenia portfolio energii odnawialnej o dodatkowe 2,7 gigawatów (GW) czystej energii w 71 nowych projektach.

Moc zainstalowana farmy fotowoltaicznej w Miłkowicach to około 87 MW. Według przewidywań elektrownia ma generować ponad 120 tys. megawatogodzin czystej energii rocznie, co oznacza równowartość zapotrzebowania na energię ok. 57 tys. polskich gospodarstw domowych rocznie.

Dzięki tej inwestycji Amazon ma bezpośredni wkład w realizację celu przyjętego przez polski rząd, jakim jest zwiększenie udziału energii ze źródeł odnawialnych w polskiej energetyce do co najmniej 23% do 2030 roku.

Umowa zwiększy udział energii odnawialnej w polskiej sieci energetycznej, pomagając przyspieszyć dekarbonizację w Polsce, gdzie paliwa kopalne nadal generują 85% energii. Wspieranie nowych projektów dotyczących energii odnawialnej przez przedsiębiorców takich jak Amazon pomaga otworzyć rynek na kolejne farmy wiatrowe i słoneczne, a także przyspiesza redukcję emisji dwutlenku węgla.

„Przejście przedsiębiorców na zieloną energię jest obecnie jednym z głównych trendów w biznesie. W nowoczesnej energetyce odnawialne źródła energii są kluczowym elementem działań wspierających transformację energetyczną. To szczególnie ważne w przypadku Polski: z jednej strony, jej system energetyczny opiera się na wysokoemisyjnych źródłach; z drugiej strony, posiada ona ogromny potencjał w zakresie energii odnawialnej, zwłaszcza słonecznej, ale także wiatrowej na lądzie i morzu. Wykorzystanie tego potencjału może spowodować, że segment OZE w Polsce stanie się jednym z największych w Europie. Umowy na zakup energii podpisywane z firmami wspierają również rząd w realizacji założonych celów, przyspieszając zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii bez wsparcia ze strony państwa. Podpisanie przez Amazon umowy na zakup energii odnawialnej z Miłkowic to ważny krok na drodze Polski w kierunku odnawialnych źródeł energii” – powiedział Szymon Kowalski, wiceprezes Fundacji RE-Source Poland Hub.

Powstanie elektrowni słonecznej w gminie Miłkowice przyniesie również korzyści mieszkańcom powiatu legnickiego.

„Bardzo się cieszę, że Gmina Miłkowice dołączyła swoim projektem fotowoltaicznym do globalnych działań Amazon. Benefity z działalności elektrowni fotowoltaicznej będą płynąć do mieszkańców gminy przez co najmniej kolejne 30 lat. Obecnie szykujemy kolejne projekty z jeszcze większymi mocami wytworzenia energii odnawialnej” – powiedział Dawid Sachura, wójt Gminy Miłkowice.

Amazon to największy nabywca energii odnawialnej na świecie, dysponujący obecnie ponad 100 projektami OZE w Europie i łącznie 379 projektami w 21 krajach, w tym 154 farmami wiatrowymi i słonecznymi oraz 225 instalacjami fotowoltaicznymi na dachach budynków, których łączna moc to 18,5 GW czystej energii. Projekty zasilą energią biura, centra logistyczne, centra danych i sklepy Amazon, które łącznie obsługują miliony klientów na całym świecie. Do 2025 roku Amazon zamierza zasilać działalność operacyjną w 100% energią ze źródeł odnawialnych. Na koniec 2021 roku jej udział w skali całej firmy wyniósł 85%.

Amazon jest współtwórcą Deklaracji Klimatycznej (ang. The Climate Pledge) z 2019 roku, w ramach której zobowiązał się do osiągnięcia zerowych emisji netto dwutlenku węgla do 2040 roku, czyli 10 lat przed terminem określonym w Porozumieniu Paryskim. Obecnie deklarację podpisało już 365 sygnatariuszy, w tym Best Buy, IBM, Microsoft, PepsiCo, Siemens, Unilever, Verizon i Visa. Amazon kupił również 100 tys. elektrycznych samochodów dostawczych w ramach największego w historii zamówienia tego rodzaju pojazdów i zaczął je wprowadzać w Stanach Zjednoczonych. Za pośrednictwem funduszu Deklaracji Klimatycznej, firma inwestuje również 2 mld USD w rozwój usług i rozwiązań przyczyniających się do dekarbonizacji.

Żywność i paliwa napędzają inflację

Ostateczne dane GUS potwierdziły, że inflacja w sierpniu wyniosła 16,1 proc., a głównym powodem jej przyspieszenia był wzrost cen żywności oraz nośników energii.

Część ekonomistów wciąż ma nadzieję, że mamy już do czynienia ze szczytem dynamiki inflacji, większość spodziewa się przejściowego jej wyhamowania w najbliższych miesiącach, ale oczekuje silnego wzrostu w pierwszym kwartale przyszłego roku. Sierpień przyniósł wzrost dynamiki cen do 16,1 proc. Duży udział w tym miał sięgający 17,5 proc. wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych. Ta kategoria ma znaczący udział w budżetach gospodarstw domowych, a więc zachodzące tu zjawiska są przez nie mocno odczuwalne. W tym roku nie tylko nie wystąpił efekt sezonowego spadku cen żywności, ale mamy do czynienia z nasilaniem się ich zwyżek. Aż o 27,4 proc. wzrosły koszty użytkowania mieszkania i ceny nośników energii, które poszły w górę o nieco ponad 40 proc. Gaz podrożał o 36 proc., a opał aż o niemal 157 proc. Za olej napędowy trzeba było w sierpniu płacić 31,5 proc. więcej niż rok wcześniej, a benzyna była droższa o 19,6 proc. Spośród produktów spożywczych  najmocniej, o 109,2 proc. podrożał cukier, ale silne były też wzrosty cen mąki (o 44,6 proc.), tłuszczów roślinnych (49 proc.) i mięsa wołowego (32 proc.) oraz drobiowego (prawie 33 proc.). Nadal utrzymuje się wysoka, sięgająca 11,8 proc. dynamika cen usług, w czym dominują ceny usług medycznych, które są wyższe o 15,6 proc. niż rok temu i stomatologicznych, które wzrosły o 15,8 proc.

Obecnie oczekiwania w kwestii apogeum inflacji pozostają tematem dyskusji. Część ekonomistów spodziewa się stabilizacji lub stopniowego złagodzenia presji inflacyjnej w najbliższych miesiącach. Wielu oczekuje jednak, że ponowny skok nastąpi w pierwszym kwartale przyszłego roku, głównie w związku z zapowiadanymi podwyżkami cen energii elektrycznej. Większość jest przekonana, że z dwucyfrową inflacją będziemy borykać się jeszcze przez dłuższy czas, z pewnością zaś w przyszłym roku. Rozpoczęcia tendencji powrotu w okolice celu inflacyjnego można oczekiwać w 2024 r. Należy jednak mieć świadomość tego, że prognozowanie zjawisk inflacyjnych jest w obecnych warunkach bardzo trudne i obarczone dużym ryzykiem błędu. Z jednej strony mamy perspektywę utrzymywania się wysokich cen surowców energetycznych, z drugiej zaś hamująco na inflację wpływać będzie malejące tempo wzrostu gospodarczego. Trudno jednak określić siłę oddziaływania tych czynników, podobnie jak i wpływu polityki pieniężnej na ograniczanie inflacji. Bardzo możliwe jest, że rząd będzie skłonny do ograniczenia wzrostu cen prądu, a nawet czasowego zamrożenia taryf, a najprawdopodobniej zastosuje mechanizm ich rekompensowania odbiorcom indywidualnym.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Fed zrobił to co zapowiadał. Podniósł główną stopę procentową o 75 pb

Fed dostarczył to, na co liczył rynek. Podniósł główną stopę procentową o 75 punktów bazowych do przedziału 3,00 – 3,25 proc. Powell podtrzymał perspektywę dalszych znaczących podwyżek. Rezerwa Federalna jest gotowa zaakceptować recesję, jeśli będzie to konieczne do walki z wysoką inflacją. Zaskakująca była mocna zmiana na „wykresie kropkowym”. EUR/USD spadł na nowe długoterminowe minima osiągając poziom bliski 0,9800.

Wczorajszy ruch był trzecią z rzędu tak wysoką podwyżką. W całym cyklu to już 5 ruch w górę. W sumie bank centralny podniósł w tym roku koszt pieniądza o 300 punktów bazowych. Ostatni raz Fed takie tempo prezentował na początku lat 80-tych. Samo oświadczenie po posiedzeniu FOMC było tylko nieznacznie zmienione. Powell ponownie podkreślił, że jest wysoce zdeterminowany w doprowadzeniu inflacji z powrotem do celu, który wynosi 2 proc.

Skupienie Fed na walce z inflacją znajduje również odzwierciedlenie w zaktualizowanym „dot plot”, czyli ocenie najwyższych urzędników Fed dotyczącej odpowiedniej ścieżki kluczowych stóp procentowych. Ta ponownie została przesunięta znacząco w górę. Członkowie Zarządu Rezerwy Federalnej oraz regionalni prezesi Fed oczekują obecnie, że na koniec 2022 r. kluczowa stopa procentowa wyniesie 4,4 proc. Innymi słowy, członkowie Fed oczekują kolejnych 125 punktów bazowych podwyżek stóp, a do końca tego roku pozostały dwa posiedzenia FOMC. Oznacza to, że kolejnym ruchem będzie prawdopodobnie również 75 pb. Na koniec 2023 roku „dot plot” pokazuje kluczową stopę procentową na poziomie 4,6 proc.

Prognozy gospodarcze zostały zrewidowane. Cel inflacyjny na poziomie 2 proc. ma zostać osiągnięty dopiero w 2025 roku. Wskaźnik core PCE ma w tym roku wynieść 4,5 proc. a w przyszłym 3,1 proc. W czerwcu zakładano odpowiednio 4,3 oraz 2,7 proc. Projekcja wzrostu gospodarczego na ten rok oraz przyszłe lata została zdecydowanie obniżona. Z kolei stopa bezrobocia ma podnieść się do zaledwie 4,4 proc. w przyszłym roku oraz w kolejnym. To zmiana o niespełna jeden punkt procentowy. Tak niewielki wzrost w obliczu manewru hamowania polityki pieniężnej byłby praktycznie bezprecedensowy jak na standardy historyczne.

Jerome Powell nadał już ton w swoim wystąpieniu na konferencji Fed w Jackson Hole w sierpniu. Powtórzył, że Fed będzie konsekwentnie walczył z inflacją, aż „zadanie zostanie wykonane”. Prezes Fed odniósł się do działań Paula Volckera, który jako ówczesny prezes doprowadził do opanowania inflacji za pomocą drastycznych środków. Powell wielokrotnie powtarzał to zdanie, podkreślając, że jego opinia nie zmieniła się od czasu sympozjum w Górach Skalistych.

Fed chce widzieć przekonujące dowody na to, że dynamika wzrostu cen słabnie, zanim będzie można ogłosić sukces. Na ten moment tak się nie dzieje – dodał Powell. Fed zatem nadal będzie podnosił stopy. Prezes nie ukrywał, że przedłużający się okres restrykcyjnej polityki zmniejsza szanse na „miękkie lądowanie” gospodarki. Wysokie stopy w USA pozostaną przez dłuższy czas a obniżki w II połowie 2023 roku stają się coraz mniej realne.

Reakcja rynku była dość klarowna. Dolar uległ dalszej aprecjacji a główna para walutowa zbliżyła się do okrągłego poziomu 0,9800. Tym samym na USD/PLN zobaczyliśmy prawie 4,8740. Indeksy giełdowe zakończyły dzień na znacznych minusach. Sp500 znalazł się pod kreską na poziomie -1,71 proc., Dow Jones zanotował podobny wynik a Nasdaq został przeceniony o blisko 1,8 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

FED podniósł stopy

FED na wczorajszym posiedzeniu podniósł amerykańskie stopy o 0,75 pkt. proc. do poziomu 3-3,25 proc. Ale cały wczorajszy dzień był na rynku bardzo niespokojny. Zbliżająca się podwyżka stóp oraz obawy dotyczące nowych działań Rosji w stosunku do Ukrainy wzmocniły dolara oraz osłabiły euro i złotego. Frank szwajcarski, tym razem na dłużej, przekroczył granicę 5 zł.

FED na trzecim kolejnym posiedzeniu dokonuje podwyżki stóp, co oznacza, że mamy do czynienia z najbardziej agresywnym procesem podnoszenia stóp w USA od 1980 roku. Podwyżka zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 0,75 pkt. proc. i została już wcześniej wyceniona przez rynek. Obecnie, inwestorów bardziej nurtuje pytanie o ostateczny maksymalny poziom podwyżek oraz kiedy proces ten się zakończy.

Ponieważ inflacja nie spada tak jak zakładano, FED prawdopodobnie będzie zmuszony podnieść stopy bardziej, niż dotychczas prognozowano (zakończenie cyklu przed Bożym Narodzeniem na poziomie 4-4,25 proc.). Według nowych prognoz, aby to osiągnąć, być może będzie musiało dojść do poważniejszego spowolnienia wzrostu gospodarczego. To znaczy, że ból związany z podwyżkami stóp może się tak szybko nie skończyć.

Największy dylemat amerykańskich ekonomistów i FED, jest taki by podwyżki stóp pomogły zwalczyć inflację, bez zbyt silnego uderzenia w amerykański rynek pracy i znacznego wzrostu bezrobocia. Wydaje się, że szansa na takie „miękkie lądowanie” nadal istnieje. Tym bardziej, że prognozy gospodarcze FED nie uległy ostatnio znacznemu pogorszeniu. Rynek nadal uważnie będzie śledził komentarze Powella na temat wpływu na rynek pracy i globalną gospodarkę, szukając w nich wskazówek do budowania dalszych scenariuszy.

Szok związany ze zmianą ścieżki FED i niepewność co do inflacji to dla rynków dwie trudne pigułki do przełknięcia. Wczorajszy dzień S&P500 zakończył spadkiem o 1,71 proc. a Nasdaq Composite o 1,79 proc. Ponieważ stopy mogą pozostać wysokie na dłużej, będą dotkliwiej obciążać część portfeli ukierunkowaną na wzrost.

Wczorajszy dzień przyniósł także ogłoszenie przez Rosję częściowej mobilizacji, która ma służyć wsparciu armii walczącej przeciwko Ukrainie. Razem z przewidywaną podwyżką stóp, stworzyło to mieszankę przynoszącą mocne umocnienie dolara. Na koniec dnia, za jednego dolara płacono 1,02 euro. Wraz z euro osłabiał się także złoty – 1 dolar kosztował rekordowe 4,85 zł, a euro 4,77 zł. Umocnił się także frank szwajcarski, który po raz kolejny, tym razem prawdopodobnie na dłużej, przekroczył granicę 5 zł i kosztował 5,02 zł.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Aż 98% polskich specjalistów jest otwartych na zdobywanie nowych kompetencji

Pracownicy chcą się rozwijać, aby móc odpowiadać na wyzwania zawodowe zarówno teraz, jak i w przyszłości. Natomiast ich wizja dalszego kształcenia i realne potrzeby w tym zakresie, bardzo często rozmijają się z ofertą szkoleniową pracodawców. Jak wynika z raportu Hays Poland „Rozwój zawodowy – oczekiwania specjalistów i możliwości firm”, mimo że aż 98 proc. profesjonalistów jest otwartych na zdobywanie nowych kompetencji, to zaledwie 36 proc. z nich jest usatysfakcjonowanych zasobami szkoleniowymi obecnego pracodawcy.

Luka kompetencji stanowi poważny problem na globalnym rynku pracy. Aby zminimalizować jej konsekwencje, zarówno pracodawcy, jak i pracownicy muszą wykazać się otwartym podejściem – zrozumieniem, iż proces uczenia się i rozwijania umiejętności trwa przez całe życie, na każdym etapie kariery.

Jak wynika z raportu Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania specjalistów i możliwości firm”, profesjonaliści chcą się edukować, mając na uwadze nie tylko aktualne potrzeby rynku pracy, ale też wyzwania przyszłości. Jednak sama chęć nauki nie wystarczy, aby zmniejszyć globalną lukę kompetencji. Rozwój bardzo często nie jest bowiem możliwy bez pomocy i wsparcia pracodawców. Tymczasem ich oferta edukacyjna bardzo często nie odpowiada realnym oczekiwaniom zatrudnionych.

Profesjonaliści chcą się uczyć

Możliwość rozwoju zawodowego niezmiennie od lat stanowi ważną kwestię dla pracowników. Jest to także jeden z elementów, który decyduje o dołączeniu do organizacji lub pozostaniu w niej. Jak wynika z badania, aż 98 proc. respondentów wykazuje się otwartością na zdobywanie nowych umiejętności.

Specjaliści zauważają, że na rynku pracy zachodzą szybkie zmiany i pojawiają się coraz to nowsze szanse zawodowe. Dla rosnącej grupy polskich ekspertów dostępne są bardziej prestiżowe, lepiej wynagradzane role czy możliwości międzynarodowego rozwoju. Nie dziwi zatem fakt, iż tak wielu pracowników wykazuje się otwartością w zdobywaniu nowych kompetencji. Jest to bowiem postrzegane jako opłacalna inwestycja – podnosząc kwalifikacje, możliwe jest osiągnięcie swoich celów zawodowych – wyjaśnia Łukasz Grzeszczyk, Executive Director w Hays Poland.

Czy firmy umożliwiają pracownikom zdobywanie nowych umiejętności? Blisko 60 proc. respondentów badania Hays przyznało, iż ich obecny pracodawca udostępnia im zasoby do nauki. Okazuje się jednak, że dostępna oferta szkoleniowa bardzo często nie jest satysfakcjonująca dla specjalistów. Pozytywnie na ten temat wypowiedziało się zaledwie 36 proc. respondentów.

Profesjonaliści chcą się uczyć

Źródło: Raport Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania pracowników i możliwości firm”, wrzesień 2022.

Oferta niedopasowana do potrzeb

Dysproporcje te mogą wynikać z faktu, iż poziom szkoleń lub udostępnianych materiałów jest niedopasowany do poziomu umiejętności zatrudnionych. Istnieje również prawdopodobieństwo, iż stosowane w firmach metody nauki nie uwzględniają preferencji pracowników lub nie dysponują oni czasem niezbędnym do skorzystania z nich w godzinach pracy.

Anna Czyż, Head of People & Culture w Hays Poland podaje jeszcze jedno możliwe uzasadnienie.Zdarza się, iż oczekiwania specjalistów przewyższają rzeczywiste możliwości firm, zarówno w kontekście finansowym, jak i tematycznym. Duża część pracodawców podejmuje bowiem działania, które mają na celu rozwiązanie bieżących problemów kompetencyjnych. Tymczasem, specjaliści często chcą koncentrować się na swoim rozwoju osobistym, dalszej ścieżce kariery i oczekują wsparcia w obszarach, które mogą nie być postrzegane przez pracodawcę jako kluczowe.

W obliczu niesatysfakcjonującej oferty szkoleniowej dostępnej w miejscu pracy, wielu profesjonalistów poświęca na rozwój swój czas prywatny oraz środki finansowe. Jak wynika z badania Hays, aż 89 proc. specjalistów inwestuje w zdobywanie nowych umiejętności. Co ciekawe, 76 proc. z nich motywuje to chęcią zaspokojenia własnych aspiracji. Stanowi to wynik o 17 pkt. proc. wyższy w porównaniu z odpowiedziami uzyskanymi w analogicznym, globalnym badaniu. Respondenci z innych krajów, inwestycje w rozwój częściej uzasadniają bowiem wymaganiami obecnie zajmowanego stanowiska.

Pracodawcy zaniepokojeni niedoborem kompetencji

Źródło: Raport Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania pracowników i możliwości firm”, wrzesień 2022.

Pracodawcy zaniepokojeni niedoborem kompetencji

Pomimo otwartości specjalistów na podnoszenie kwalifikacji, pracodawcy deklarują zaniepokojenie niedoborem kompetencji w firmie. Jednocześnie, w tej grupie zaledwie co druga organizacja jest zdania, że jej aktualna oferta szkoleniowa może rozwiązać ten problem. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, iż zaledwie 57 proc. ankietowanych firm dysponuje rocznym budżetem szkoleniowym.

Pracodawcy zaniepokojeni niedoborem kompetencji 2

Źródło: Raport Hays „Rozwój zawodowy – oczekiwania pracowników i możliwości firm”, wrzesień 2022.

– Zaleceniem dla firm jest przyjrzenie się swojej aktualnej ofercie szkoleniowej, dostosowanie jej do potrzeb pracowników i tworzenie kultury organizacyjnej, wspierającej uczenie się przez całe życie. Jest to niezbędne nie tylko do zabezpieczenia obecnych i przyszłych potrzeb kompetencyjnych w firmie, ale również zwiększenia zaangażowania i satysfakcji – zauważa Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Kluczem do rozwiązania problemu niewątpliwie jest również regularne badanie oczekiwań pracowników, promowanie wszelkich działań rozwojowych podejmowanych przez organizację oraz wyjaśnianie, w jaki sposób odpowiadają one na zadeklarowane potrzeby. Rozbieżności na tym polu bardzo często wynikają z nieadekwatnej komunikacji.

O RAPORCIE
Raport „Rozwój zawodowy – oczekiwania specjalistów i możliwości firm” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w międzynarodowym badaniu przeprowadzonym przez Hays w okresie od kwietnia do maja 2022 roku. Ankietę wypełniali specjaliści i menedżerowie z 26 krajów na całym świecie, w tym 350 osób z Polski.

Zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym

Przeprowadzenie postępowania restrukturyzacyjnego często jest ostatnią szansą na złapanie oddechu i wyjście z kryzysu finansowego przez przedsiębiorcę przy jednoczesnym zachowaniu praw i zaufania wierzycieli. Nie każdy przestój w płatności zobowiązań oznacza trwałą niewypłacalność firmy. Niewątpliwą zaletą restrukturyzacji przy przejściowym braku rentowności przedsiębiorcy jest zawieszenie trwających egzekucji oraz brak możliwości wszczęcia nowych wobec wierzytelności objętych układem.

Projektowana nowelizacja Prawa restrukturyzacyjnego i upadłościowego podyktowana obowiązkiem dostosowania krajowych przepisów do regulacji europejskich, ma na celu odpowiednio wczesne zapobieganie sytuacjom kryzysowym przedsiębiorców, wzmocnienie skuteczności mechanizmów postępowania restrukturyzacyjnego oraz wsparcie podejmowania działalności gospodarczej przy przejściowych problemach.

Nowelizacja przewiduje możliwość otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego wyodrębnionego w ramach restrukturyzacji zapobiegawczej przez niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością przedsiębiorcę, które będzie mogło prowadzić do całkowitego umorzenia długów.
Najważniejszymi projektowanymi zmianami w postępowaniu restrukturyzacyjnym są:

Określenie ram restrukturyzacji zapobiegawczej (tj. postępowania o zatwierdzeniu układu, przyspieszonego postępowania układowego oraz postępowania układowego), które może być prowadzone wobec dłużnika niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością. Następuje wyłączenie postępowania sanacyjnego poza postępowanie restrukturyzacyjne, co sprawi że pozostanie ono poza zakresem implementowanej dyrektywy, zatem będzie mogło być prowadzone tylko wobec dłużnika niewypłacalnego.

Pozostawienie czynności zarządczych we władzy dłużnika. Co do zasady dłużnik sprawuje czynności zwykłego zarządu w toku postępowania restrukturyzacyjnego. Czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu wymagają zatwierdzenia nadzorcy sądowego lub zarządcy.

Wprowadzenie testu zaspokojenia, polegającego na przygotowaniu przez Zarządcę lub Nadzorcę wyceny na wypadek realizacji planu restrukturyzacyjnego, sprzedaży przedsiębiorstwa w postępowaniu upadłościowym oraz sprzedaży poszczególnych składników przedsiębiorstwa. Test zaspokojenia ma ułatwić podjęcie decyzji wierzycielom głosującym za lub przeciw układowi, a także rozwiązać pojawiające się spory związane z samym etapem dokonywania wyceny majątku dłużnika. W przypadku zgłoszenia zastrzeżeń wierzycieli Sąd może skorzystać z opinii eksperckiej przygotowanej przez podmiot niezależny.

Objęcie obowiązkowym układem wierzytelności zabezpieczonych na mieniu dłużnika hipoteką, zastawem, zastawem rejestrowym, zastawem skarbowym. Do tej pory wierzyciele rzeczowi musieli wyrazić zgodę na objęcie układem.

Uregulowanie wstrzymania indywidualnych czynności egzekucyjnych (na wniosek) na okres 4 miesięcy od otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego z zakresu restrukturyzacji zapobiegawczej oraz wprowadzenie instytucji umożliwiającej przedłużenie przez Sąd tego okresu na nieprzekraczający łącznie czas 12 miesięcy.

Możliwość zatwierdzenia układu przez Sąd wbrew sprzeciwowi wierzycieli. Po nowelizacji Sąd będzie mógł zatwierdzić układ na wniosek dłużnika lub za jego zgodą. Jeśli większość grup wierzycieli głosowała za układem, w tym co najmniej jedna grupa wierzycieli o wyższym stopniu uprzywilejowania lub wierzycieli zabezpieczonych rzeczowo, a na wypadek niespełnienia powyższego warunku jeżeli za układem głosowała grupa wierzycieli, która otrzymałaby częściowe zaspokojenie w postępowaniu upadłościowym.

Zapewnienie ochrony finansowania dłużnika uwzględnionego w planie restrukturyzacji poprzez zagwarantowanie, że nie będzie mogło być uznane za bezskuteczne w stosunku do masy upadłości w przypadku upadłości dłużnika, jeżeli zostało udzielone za zgodą rady wierzycieli lub sędziego-komisarza.

Zapewnienie ochrony zawartym umowom oraz przeprowadzonym operacjom finansowym, które były racjonalne i niezwłocznie konieczne do negocjowania planu restrukturyzacji poprzez zagwarantowanie, że nie będą one mogły zostać uznane za bezskuteczne, nieważne lub niepodlegające wykonaniu z tego powodu, że dokonano ich ze szkodą dla ogółu wierzycieli.

Aktualnie proces legislacyjny zmiany ustawy związany z implementacją do polskiego porządku prawnego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1023 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności oraz w sprawie środków zwiększających skuteczność postępowań dotyczących restrukturyzacji, niewypłacalności i umorzenia długów, a także zmieniającej dyrektywę (UE) 2017/1132 tzw. dyrektywę drugiej szansy, znajduje się na etapie rządowym i projekt ustawy został przekazany do konsultacji publicznych.

Z tekstem projektu zmian do ustawy – Prawo restrukturyzacyjne oraz ustawy – Prawo upadłościowe oraz etapem procesu legislacyjnego można zapoznać się pod linkiem: https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12361503/katalog/12891108#12891108
Na tym etapie zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym należy ocenić pozytywnie, dążą przede wszystkim do zwiększenia skuteczności środków zapobiegawczych upadłości dłużnika oraz przyspieszeniu przebiegu postępowania restrukturyzacyjnego przy jednoczesnym poszanowaniu praw wierzycieli.

Nie ma jednego najlepszego postępowania restrukturyzacyjnego, wszystko zależy od indywidualnej sytuacji przedsiębiorcy. Zarząd musi monitorować na bieżąco finanse, tak aby odpowiednio wcześnie przewidzieć zagrożenie utraty płynności finansowej firmy. Konsultacje prawne oraz podjęcie decyzji o zastosowaniu prewencyjnych mechanizmów zapobiegawczych przewidzianych przez prawo, może okazać się najlepszym rozwiązaniem w przezwyciężeniu zaistniałych problemów przedsiębiorcy oraz wykazać należytą staranność, na wypadek próby pociągnięcia władz spółki do odpowiedzialności za nieprawidłowe działanie.

Autor: adw. Patrycja Słapek, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

I półrocze 2022 r. w Grupie TIM

Najwyższe w historii poziomy przychodów ze sprzedaży (772,5 mln zł, +28,2% rdr.), zysku netto (60,4 mln zł, +40,3% rdr.) czy EBITDA (92,5 mln zł, +38,1% rdr.) oraz znacznie wyższe niż w analogicznym okresie 2021 r. wskaźniki rentowności to obraz pierwszej połowy 2022 r. w Grupie Kapitałowej TIM.

Kolejne miesiące są dla obu spółek tworzących Grupę TIM czasem konsekwentnej realizacji strategii rozwoju, w tym zaprezentowanej w maju br. nowej, długofalowej strategii TIM-u. Spółka jeszcze mocniej koncentruje się na jak najlepszym odpowiadaniu na potrzeby profesjonalistów z branży elektrotechnicznej.

– Dynamiczny rozwój technologii, rosnące oczekiwania klientów końcowych oraz zmienna sytuacja rynkowa stanowią obecnie duże wyzwanie – zauważa Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Stąd nowa misja TIM-u: „Ułatwiać pracę profesjonalistom”. Chcemy to osiągnąć zarówno poprzez dostarczanie szerokiej oferty produktowej na rynkowych warunkach, jak i maksymalizację wygody korzystania z platformy e-commerce TIM.pl czy dostęp do wiedzy wspierającej naszych klientów w rozwiązywaniu problemów towarzyszących im w codziennej pracy. Z kolei 3LP konsekwentnie umacnia się na rynku logistyki kontraktowej. Pozyskuje nowych klientów spoza Grupy TIM, rozwija współpracę z dotychczasowymi i jednocześnie uruchamia nowe lokalizacje – dodaje Krzysztof Folta.

Przychody ze sprzedaży 3LP SA wyniosły w I półroczu 2022 r. 76,9 mln zł, co oznacza wzrost o 9,2% w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. Przychody ze sprzedaży usług logistycznych do klientów spoza Grupy TIM wzrosły rok do roku o 6%, do ponad 34,7 mln zł.

Coraz więcej stałych i lojalnych klientów, najwięcej – instalatorów

Jednostkowe przychody ze sprzedaży TIM SA wzrosły nieco dynamiczniej niż przychody skonsolidowane – o 29,5%, do 737,9 mln zł. Rozkład sprzedaży w I półroczu 2022 r. był bardzo niestandardowy – przychody ze sprzedaży w I kwartale okazały się znacząco wyższe (o 14%) od uzyskanych w II kwartale.

– Całe pierwsze półrocze zdominowały wyniki sprzedażowe marca, który okazał się lepszy od analogicznego okresu 2021 roku aż o 65%. Inwazja Rosji na Ukrainę, rosnące ceny surowców i energii spowodowały dużą rynkową niepewność, co w pierwszych tygodniach wojny przełożyło się na wzmożony popyt – mówi Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA.

O ile marzec 2022 r. przyniósł poziom sprzedaży, którego powtórzenie w najbliższym czasie będzie wyzwaniem, o tyle klienci dołączający do grona kupujących w TIM-ie zostają ze spółką na dłużej. Na koniec I półrocza 2022 r. liczba klientów kluczowych (realizujących sprzedaż wyższą niż 1500 zł miesięcznie w ciągu ostatnich 12 miesięcy) wzrosła o ponad 27% w porównaniu ze stanem na koniec czerwca 2021 r. Grono klientów lojalnych (realizujących zakupy w co najmniej sześciu z ostatnich 12 miesięcy) zwiększyło się w tym samym czasie o 17,6%.

Coraz istotniejszą kategorię sprzedażową stanowią produkty stosowane w obszarze odnawialnych źródeł energii. Sprzedaż samej fotowoltaiki w I półroczu 2022 r. wyniosła 50,8 mln zł, co oznacza wzrost aż o 96% w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. Wynik ten w dużej mierze został zdeterminowany rekordowym I kwartałem, a w szczególności marcem 2022 r., po którym nastąpiło przewidywane spowolnienie na rynku inwestycji fotowoltaicznych, spowodowane niekorzystnymi zmianami sposobu rozliczania energii wytwarzanej przez prosumentów.

Nie oznaczało to jednak trwałego spadku zainteresowania całą kategorią produktów z zakresu OZE czy efektywności energetycznej, przede wszystkim z uwagi na narastający kryzys energetyczny, z którym przyjdzie się zmierzyć całej Europie. W odpowiedzi na te potrzeby TIM poszerzył w I półroczu 2022 r. swoją ofertę m.in. o pompy cieplne i akcesoria do ich montażu, systemy ogrzewania elektrycznego oraz systemy wentylacji umożliwiające odzyskanie części energii z wymienianego powietrza. W tym samym czasie rozwijane były kompetencje i wiedza techniczna zespołu odpowiedzialnego w Spółce za sprzedaż produktów z tych właśnie kategorii produktowych.

W I kwartale 2022 r. po raz pierwszy w historii grupą klientów z najwyższym udziałem w przychodach TIM-u był segment „Instalator”. Tendencja ta utrzymała się w całym I półroczu 2022 r., w którym segment ten odpowiadał za niemal 44% przychodów ze sprzedaży Spółki – dokładnie tyle samo, ile rok wcześniej przyniosła sprzedaż do grupy „Sprzedawca/hurtownik”.

– To efekt konsekwentnej realizacji strategii, której założenia zaprezentowaliśmy w maju, w tym realizowanych od dłuższego czasu działań prosprzedażowych ukierunkowanych na zwiększenie udziału firm wykonawczych w przychodach TIM-u – zauważa Piotr Nosal.

Rekordowa perspektywa LTM

O ile skonsolidowany zysk netto wzrósł w I półroczu 2022 r. o 40,3% rok do roku, o tyle jednostkowy w tym samym czasie zwiększył się aż o 68,9% rdr., do niemal 60,8 mln zł. W I półroczu 2022 r. wszystkie podstawowe wskaźniki rentowności Grupy TIM istotnie wzrosły w stosunku do I półrocza 2021 r. Dla przykładu: skonsolidowana marża EBITDA wzrosła z 11,1% do 12%, zaś marża zysku netto – z 7,1% do 7,8%.

– Analizując wyniki finansowe TIM-u, warto przyjąć perspektywę dłuższą niż tylko I półrocze 2022 r. – zachęca Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – Jeśli spojrzymy na ostatnie 12 miesięcy (lipiec 2021-czerwiec 2022), zobaczymy najwyższą w historii skonsolidowaną EBITDA w wysokości 170 mln zł, przychody ze sprzedaży Grupy TIM sięgające niemal 1,5 miliarda złotych czy skonsolidowane aktywa na poziomie 706 milionów złotych. Bez cienia wątpliwości Grupa Kapitałowa TIM jest w znakomitej kondycji finansowej, dlatego nawet w tak trudnym otoczeniu rynkowym mamy wystarczającą siłę finansową i organizacyjną, by z sukcesem wdrażać ambitną strategię rozwoju TIM-u i 3LP – dodaje Piotr Tokarczuk.

FED po raz trzeci

Po wielu godzinach oczekiwania wreszcie poznaliśmy orędzie Putina. Rynek odetchnął z ulgą i wrócił do “poważnych” tematów. FED dzisiaj ma trzeci raz z rzędu podnieść stopy procentowe o 75 p.b. Będzie to moment kulminacyjny tego tygodnia, ale zdecydowanie nie koniec emocji.

Z dużej chmury mały deszcz

Kiedy wczoraj do mediów trafiła informacja o planowanym orędziu do narodu prezydenta Federacji Rosyjskiej, na rynku można było wyczuć pewną falę niepokoju. Dość szybko napłynęła fala racjonalizujących komentarzy, czego możemy się spodziewać. Z tyłu głowy jednak chyba każdy miał przeświadczenie, że Putin jest tak naprawdę nieobliczalny i że mamy tu do czynienia z potężnym czynnikiem ryzyka. Zwłaszcza gdy z niewyjaśnionych powodów przemówienie się opóźniało. Ostatecznie zostało opublikowane dopiero dzisiaj rano (nagrane prawdopodobnie było już wcześniej) i ciężko znaleźć ku temu powód. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że spierano się o różne wersje tego orędzia i wiele wskazuje na to, że wygrało to łagodniejsze. Najważniejszą wiadomością jest rozpoczęcie, i to już od dzisiaj, częściowej mobilizacji. W kamasze ma być powołanych 300 tysięcy rezerwistów. Nie zabrakło też smaczków, jak choćby zapewnień, że Rosja nie ugnie się przed atomowym szantażem Zachodu. Przywódca próbował uderzać w doniosłe tony, mówiąc o jednoczeniu się w obliczu zewnętrznego zagrożenia, ale ogólnie ocena przemówienia jest raczej słaba. Zdecydowanie Putina stać na więcej.

FED trzyma w szachu

Skoro można już wrócić do “war as usual”, inwestorzy na nowo skupiają się na wieczornej decyzji FED. Nikt raczej nie ma wątpliwości, że Amerykanie po raz trzeci z rzędu podniosą koszt pieniądza o 0,75 punktu procentowego. I choć prezydent Biden jeszcze niedawno przekonywał, że ostatni odczyt inflacji nie był wcale taki tragiczny, to jednak postrzeganie rynku zmienił diametralnie. Jasnym stało się, że FOMC w pełni skupi się na walce z dynamiką cen, pozostawiając problem recesji mocno w cieniu. Zwłaszcza że pozostałe wskaźniki makroekonomiczne sugerują, że z amerykańską gospodarką wcale nie jest tak źle i dopóki rynek pracy wciąż jest stabilny, nie ma czego się obawiać. Po cichu pojawiają się nawet spekulacje o możliwej jeszcze większej podwyżce, co jednak wydaje się skrajnie mało prawdopodobne. Jednak samo pojawienie się na tapecie ruchu o 100 punktów bazowych, może być wykorzystane do “rajdu ulgi” już po ogłoszeniu decyzji. Główna para walutowa znowu znajduje się blisko lokalnego minimum i prawdopodobnie trochę na siłę będzie szukała pretekstu do ruchu w górę. Rynek wyraźnie zadomowił się w okolicach parytetu i brakuje jak na razie odwagi, by ruszyć w którąkolwiek stronę.

Inni próbują dotrzymać tempa

Zdecydowana walka Amerykanów z inflacją wpływa na decyzje innych banków centralnych. Po pierwsze, dlatego że od zawsze FED wyznacza trendy i jest zbyt silny, by grać przeciwko niemu. A po drugie zaś widać, że wcześniej brakowało przekonania wśród decydentów, że ich decyzje mogą skutecznie rozwiązać problem dynamiki cen. Wczoraj o większym niż zapowiadanym ruchu zdecydowali Szwedzi, jednak prawdziwy festiwal decyzji będziemy mieć dopiero jutro. Co istotne, swoje posunięcia zaprezentują trzej kluczowi dla rynków gracze. Zgodnie ze spekulacjami Brytyjczycy mają podnieść koszt pieniądza o 50 p.b., choć jest tu spore pole do niespodzianki w górę, co zapewne przydałoby się funtowi. Aż potrójny ruch mają wykonać Szwajcarzy, co z kolei… jeszcze mocniej skomplikuje sytuację na franku. Ten już teraz jest zdecydowanie za mocny, a możemy się spodziewać kontynuacji aprecjacji helweckiej waluty. Teoretycznie żadnych zmian nie należy się spodziewać w Japonii, jednak i tu kształtuje się pole do niespodzianek, zwłaszcza po ostatnich odczytach inflacji. Jak zwykle trochę kolorytu do tego sosu dorzucą Turcy i choć rynek spodziewa się utrzymania status quo, to jednak nigdy nie wiadomo.

W kalendarzu makroekonomicznym widnieje kilka ciekawszych odczytów, jednak przy takim natłoku decyzji banków centralnych nikt nie będzie sobie nimi zawracał głowy.

Krzysztof Adamczak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Sytuacja gospodarcza we Włoszech i przedterminowe wybory – analiza sytuacji u trzeciego największego partnera handlowego Polski

Gorsze perspektywy fiskalne, ale niskie prawdopodobieństwo powtórki sytuacji z 2018.

  • Rosnące ryzyko polityczne pogłębiło i tak już trudne perspektywy gospodarcze dla Włoch. Przed przyspieszonymi wyborami zaplanowanymi na 25 września koalicja prawicowa, w skład której wchodzą Bracia Włosi, Lega i Forza Italia, prowadzi obecnie w sondażach i prawdopodobnie uzyska większość parlamentarną. Ponieważ jednak bardziej umiarkowana Partia Demokratyczna uzyskuje obecnie w sondażach 23%, a możliwe powyborcze koalicje nie są jeszcze jasne, wynik wyborów jest w pewnym stopniu nieoczywisty.
  • Obietnice wyborcze skupiają się na kosztownych wydatkach fiskalnych, co może wystawić na próbę i tak już napięte finanse publiczne. Z analiz Allianz Trade wynika, że aby zapewnić fundusze, konieczne będzie terminowe wdrożenie reform związanych z NGEU.
  • Ryzyko pogorszenia perspektyw fiskalnych wzrośnie, jeśli nowy rząd powróci do rozrzutności fiskalnej sprzed epoki Draghiego. Konieczne jest zwiększenie wydatków w celu ochrony zagrożonych gospodarstw domowych i przedsiębiorstw przed szokiem związanym z cenami energii.
  • Obecna dynamika zadłużenia poprawia się dzięki wysokiej inflacji (która również w 2023 roku wyniesie powyżej 5%), ale ustabilizowanie zadłużenia w średnim i długim okresie będzie wymagało większego wysiłku fiskalnego ze względu na oczekiwane spowolnienie aktywności gospodarczej; obecnie spodziewamy się spadku PKB o 0,5% w 2023 roku. Choć w Allianz Trade nie przewidujemy powtórzenia problemów fiskalnych z 2018, to jednak wiele będzie zależało od wyniku wyborów i projektu budżetu na 2023 rok.
  • Rynki kapitałowe nie zareagowały silnie (biorąc pod uwagę, że w pewnym momencie oczekiwano wyborów). Poszerzający się spread kredytowy od zadłużenia krajowego w odniesieniu do niemieckich obligacji (Bund) w większości odzwierciedla ogólny wzrost stóp procentowych, a nie specyficzne ryzyko związane z Włochami.

Sondażowe prowadzenie prawicowej koalicji

Przedterminowe wybory we Włoszech odbędą się 25 września, dwa miesiące po upadku koalicyjnego rządu premiera Draghiego. Do kryzysu rządowego doprowadziło wycofanie przez Ruch Pięciu Gwiazd poparcia dla planowanego pakietu pomocy na pokrycie kosztów utrzymania (o wartości 20 mld EUR), wskutek czego prawicowe partie koalicyjne Lega i Forza Italia wstrzymały się od głosu w głosowaniu nad wotum zaufania we włoskim Senacie. Wybory przyspieszone zostały zaplanowane wcześniej, a nie jak uprzednio zakładano, w pierwszym półroczu 2023 roku.

Jest bardzo prawdopodobne, że kolejny rząd będzie rządem prawicowym, co może stanowić wyzwanie dla polityki europejskiej. W sondażach prowadzi prawicowa partia Bracia Włosi z wynikiem 24%, za nią plasuje się Partia Demokratyczna (PD) z wynikiem 23%, Lega (14%), Ruch Pięciu Gwiazd (12%), Forza Italia i Azione + Italia Viva (obie 8%) ( Wykres 1). Bardzo prawdopodobnym wynikiem wydaje się koalicja utworzona przez partie Bracia Włosi + Lega + FI (prawdopodobnie uzyska około 45% głosów), która ma szansę uzyskać bezwzględną większość mandatów w parlamencie, zgodnie z włoską ordynacją wyborczą z 2017 roku[1]. PD może jednak wynegocjować pewne wsparcie ze strony pomniejszych partii centrowych (Azione Calendy i Italia Viva Renziego), choć nawiązanie trwałych relacji jest trudniejsze ze względu na obecność partii skrajnie lewicowych. Po utracie w ciągu roku dużej liczby posłów, Ruch Pięciu Gwiazd działa samotnie, a potencjalne sojusze wydają się obecnie bardzo niejasne i trudne. Ogólnie rzecz biorąc, biorąc pod uwagę rozdrobnioną strukturę włoskich partii, nie można wykluczyć ryzyka powstania parlamentu bez większości jednego ugrupowania.

Niepewność co do kierunku politycznego pogłębiła obawy związane z pogarszającymi się perspektywami gospodarczymi Włoch. Na podstawie gwałtownie rosnących cen energii (i zwiększającej się presji cenowej), w połączeniu z pogarszającym się popytem i spadkiem zaufania, w Allianz Trade spodziewamy się umiarkowanej recesji począwszy od IV kwartału bieżącego roku, skutkującej skurczeniem się gospodarki o 0,5% w 2023 roku. Inflacja będzie utrzymywała się dłużej i w przyszłym roku wyniesie średnio ponad 5%. Ze względu na czynniki strukturalne ożywienie gospodarcze będzie prawdopodobnie niewielkie i nastąpi w drugiej połowie 2023 roku.

Wykres 1: Włochy – zamiar głosowania (stan na 6 września 2022)

Włochy zamiar głosowania

Źródła: różne sondaże wyborcze, Dział Analiz Allianz

Kryzys energetyczny wpływa na prognozę fiskalną

Poważnym problemem jest możliwość znacznego odejścia przez Włochy od obecnego planu fiskalnego. Nawet w warunkach bazowych, obecne wsparcie związane z kryzysem utrudni Włochom ustabilizowanie poziomu zadłużenia w najbliższym czasie. Na domiar złego, deklaracje z kampanii wyborczej mogą kolidować z europejskimi ambicjami przywrócenia dyscypliny fiskalnej (Tabela 1). Szczególnie propozycje wydatków wysuwane przez partie prawicowe i antyestablishmentowe sugerują luźniejszą politykę fiskalną, co może podważyć przestrzeganie przez Włochy unijnych ram fiskalnych, a w szerszej perspektywie może prowadzić do bardziej wrogiego stanowiska wobec instytucji UE. Obietnice mogą jednak wcale nie przełożyć się automatycznie na wydatki.

Tabela 1: Włochy – przegląd obietnic złożonych w czasie kampanii, wiążących się z przyjęciem środków kosztownych pod względem fiskalnym

Partia Środek Szczegóły
Lega Podatek liniowy

System emerytalny „Próg 41”

Rozszerzony na dochody do 100 tys. EUR

41 lat pracy jako jedyny wymóg

Forza Italia Minimalna emerytura Wzrost do 1.000 EUR miesięcznie
Pięć Gwiazd Dochód z tytułu obywatelstwa

„Superbonus” (ulga podatkowa 110%)

Wzmocnienie systemu

Nadanie stałego charakteru

Partia Demokratyczna Premia w wysokości 10 tys. EUR dla osób kończących 18 rok życia Częściowe finansowanie z podatku od spadków

Źródła: programy wyborcze partii, Dział Analiz Allianz

Pierwszym papierkiem lakmusowym będzie projekt budżetu na rok 2023, który ma być przedstawiony Komisji Europejskiej do połowy października; dotrzymanie terminu może stanowić wyzwanie (nawet jeżeli Europejski Bank Centralny zatwierdzi przedłużenie terminu w związku z wyborami). Budżet pokaże, czy przyszły rząd planuje wycofać się z niedawno wprowadzonych inicjatyw politycznych (np. zwiększenia świadczeń emerytalnych i obniżenia wieku emerytalnego, powszechnego podatku dochodowego, amnestii podatkowej). W Allianz Trade spodziewamy się jednak, że obecny rząd zainicjuje prace nad budżetem, co może stanowić źródło ciągłości fiskalnej.

Utrzymujące się wysokie ceny energii stanowią dodatkowe ryzyko dla dynamiki długu, gdyż konieczne będzie dalsze wsparcie publiczne w celu zabezpieczenia gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Wartość rządowych środków wsparcia wyniosła już około 3% PKB, a polityka fiskalna prawdopodobnie pozostanie wspierająca w 2023 roku (Wykres 2). Prognozujemy, że deficyt budżetowy zmniejszy się jedynie do 4,6% w 2023 (z 5,9% oczekiwanych w tym roku), a wpływ proponowanych wydatków opartych na obecnych deklaracjach wyborczych na finanse w przyszłym roku będzie ograniczony. Bieżąca dynamika zadłużenia poprawia się ze względu na wysoką inflację, ale konieczne będą wysiłki fiskalne w celu ustabilizowania zadłużenia w miarę spadku skutków nominalnych. W średnim okresie ryzyko wzrośnie, ponieważ koszty refinansowania zwiększają się, a wzrost realny pozostaje niski.

Wykres 2: Europa – wsparcie fiskalne w czasie kryzysów związanych z Covid-19 i energią (% PKB)Europa wsparcie fiskalne w czasie kryzysów związanych z Covid-19

Źródła: władze krajowe, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), Dział Analiz Allianz. Uwaga: */ Wartość dla UE jest przybliżona, jako ważona średnim PKB krajów objętych próbą.

Wykres 3: Włochy – podstawowe saldo budżetowe (do 2025 roku)Włochy podstawowe saldo budżetowe

Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz

Wykres 4: Włochy – rozbicie zmian zadłużenia krajowego (scenariusz podstawowy, % PKB)Włochy - rozbicie zmian zadłużenia krajowego

Źródła: Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: r=rzeczywista stopa procentowa, g=rzeczywisty wzrost PKB.

Wykres 5: Włochy – wymagane korekty fiskalne w celu uzyskania stabilności zadłużenia (scenariusz bazowy, % PKB)Włochy wymagane korekty fiskalne w celu uzyskania stabilności zadłużenia

Źródła: Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: wartość dodatnia wskazuje, że w celu uzyskania stabilizacji zadłużenia i powrotu do poziomu zadłużenia sprzed pandemii Covid konieczne są większe korekty fiskalne.

Zobowiązania w zakresie NGEU: kluczowy sprawdzian dla nowego rządu

Koniec rządu Draghiego może również poddać w wątpliwość efektywne wydatkowanie środków z funduszy Next Generation EU (NGEU) oraz skuteczne wdrażanie reform strukturalnych. Włochy mają otrzymać w najbliższych latach 191,5 mld EUR (26,5 proc. całkowitych środków NGEU i 10,7 proc. PKB Włoch z 2021 roku) w formie dotacji i pożyczek z Instrumentu Odbudowy i Odporności (RRF). Na pomoc w uzdrowieniu gospodarki włoskiej przeznaczono również dodatkowe 30,6 mld EUR ze środków krajowych.

Potencjalne problemy z wdrażaniem mogą opóźnić ważne inwestycje infrastrukturalne, w tym w zakresie ekologizacji gospodarki Włoch. Do tej pory Włochy otrzymały jedynie 24% dostępnych środków unijnych w ramach NGEU (13% w formie prefinansowania i pierwszej płatności). Przewidywane jest jeszcze dziewięć płatności, z których każda przeznaczona jest na dotacje i pożyczki. Będą one jednak uzależnione od postępów w realizacji planu. Kolejna wypłata zaplanowana jest na grudzień 2022 roku i ma obejmować wnioskowaną kwotę 21 mld EUR. Ten drugi wniosek o płatność dotyczy 45 kamieni milowych (jakościowych) i celów (ilościowych) obejmujących kilka reform, w tym w obszarach administracji publicznej, zamówień publicznych, administracji podatkowej, edukacji i terytorialnej opieki zdrowotnej, a także inwestycji w technologię ultraszerokopasmową i 5G, turystykę i kulturę, wodór, rewitalizację obszarów miejskich i cyfryzację szkół. Są to kluczowe reformy w obszarach, w których efektywność inwestycji była tradycyjnie niska, co sprawia, że agenda dotycząca drugiego półrocza ma zasadnicze znaczenie dla realizacji RRP. Podsumowując, przedterminowe wybory w opinii Allianz Trade jedynie zwiększają istniejące obawy dotyczące perspektyw, ponieważ obawy dotyczące potencjału administracyjnego kraju i zdolności do wydawania pieniędzy były już głęboko zakorzenione (co udowodniono w ostatnich latach przy wykorzystaniu środków z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strukturalnych (ESIF)). Na tym etapie nie przewiduje się jednak odwrócenia zamiarów inwestycyjnych.

Jak wspomniano w programie wyborczym, nowy prawicowy rząd mógłby również zdecydować się na zmianę obecnego (i zatwierdzonego) Planu Odbudowy i Odporności, co doprowadziłoby do opóźnień proceduralnych i czasochłonnych renegocjacji. Sytuacja może ulec pogorszeniu, jeśli dyskusja z instytucjami UE stanie się ponownie konfrontacyjna (jak w 2018 roku z Legą), prowokując dalsze niepokoje na rynkach finansowych. Ponadto, parlament bez większości głosów może przysporzyć kolejnych wyzwań dla realizacji programu NGEU i związanych z nim wypłat.

Pozytywnym aspektem jest to, że wszystkie partie uczestniczące w kampanii zobowiązały się do realizacji celów związanych z NGEU oraz do terminowego przyznawania środków. Wszystkie partie zgadzają się co do tego, że NGEU stwarza niepowtarzalną okazję do ożywienia włoskiej gospodarki i rozpoczęcia okresu bardziej trwałego wzrostu. Oczekuje się ponadto, że rząd Draghiego będzie zarządzał postępami w zakresie RRP i czynił postępy we wdrażaniu do czasu powołania nowego rządu, zyskując być może trochę cennego zaplecza przed prawdopodobnym okresem wolniejszego wdrażania. Również nowe narzędzie EBC zapobiegające fragmentacji, czyli ogłoszony w lipcu Instrument Ochrony Transmisji (TPI), może być źródłem ciągłości.  TPI został wprowadzony w celu zapewnienia płynnej transmisji polityki pieniężnej we wszystkich krajach strefy euro, w związku z początkowymi obawami o fragmentację. Kryteria kwalifikowalności (choć nie są wiążące) do dostępu do TPI wymagają od krajów wypełnienia zobowiązań złożonych w RRP wraz z zaleceniami KE dla poszczególnych krajów.

Dotychczasowa łagodna reakcja rynków finansowych

Istotny wpływ na potencjalne ryzyko fragmentacji w strefie euro będzie miała również zmieniająca się sytuacja polityczna we Włoszech. Zacieśnienie polityki pieniężnej przez EBC spowodowało wzrost kosztów refinansowania w związku z rosnącą rentownością długu państwowego.[2] Włochy zostały szczególnie dotknięte ze względu na brak równowagi fiskalnej. Chociaż profil ryzyka włoskiego długu rządowego stanowiący podstawę krzywej rentowności uwzględnia premię za ryzyko niewykonania zobowiązania, podobnie jak w przypadku obligacji niemieckich, wpływ na niego ma również ryzyko re-denominacji (tj. domniemane ryzyko walutowe w przypadku wyjścia Włoch ze strefy euro). Nadmierne poszerzenie spreadów włoskich obligacji państwowych może utrudnić skuteczną transmisję polityki pieniężnej, a tym samym osłabić stabilność finansową („ryzyko fragmentacji”).

Reakcja rynku jest dość powściągliwa, ponieważ wybory nie były zaskoczeniem, a partie antyestablishmentowe uspokoiły swój ton. W porównaniu z wyborami w 2018 roku, kiedy to głośne stanowisko eurosceptyczne utrzymywało kampanię wyborczą w napięciu, rok 2022 prawdopodobnie wywoła bardziej umiarkowaną reakcję rynku. Niedawne zwiększenie spreadów we Włoszech odzwierciedla głównie ogólne oczekiwania dotyczące wzrostu stóp procentowych, a nie wyższe ryzyko specyficzne związane z przedterminowymi wyborami we Włoszech, a tym bardziej z „Italexitem” (Wykres 6).[3] W ciągu ostatnich trzech miesięcy włoskie stopy rentowności wzrosły o ponad 200 punktów bazowych do poziomu 385 punktów bazowych (na początku września), co było w dużej mierze spowodowane przeszacowaniem stopy wolnej od ryzyka w odpowiedzi na zacieśnienie polityki pieniężnej (180 pkt. bazowych). Premia za ryzyko wzrosła jedynie o 60 punktów bazowych, co sugeruje, że obecna rozbieżność nie spowodowała fragmentacji, która mogłaby przekształcić się w kryzys systemowy. Jeśli jednak nie zostaną podjęte odpowiednie działania, wzrost ryzyka denominacji może stać się bardziej prawdopodobny.[4] To od razu wzbudziło obawy o ryzyko fragmentacji w strefie euro, ale ogłoszenie TPI i elastyczność reinwestycji PEPP pomogły złagodzić obawy dotyczące fragmentacji.

Wykres 6:  Włochy – rozbicie premii za ryzyko związane z zadłużeniem krajowymWłochy - zamiar głosowania

Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: na podstawie rozkładu wariancji.

[1] Włoskie przepisy wyborcze przewidują system mieszany, w którym 37% mandatów przydzielane jest zgodnie z zasadą “kto pierwszy, ten lepszy”. Pozostałe mandaty przydzielane są zgodnie z metodą proporcjonalną, w ramach jednej tury głosowania.

[2] Rządy o słabszej sytuacji budżetowej już teraz muszą ponosić wyższe koszty refinansowania, ponieważ w wyniku zakończenia luzowania polityki pieniężnej większa część długu państwowego pozostaje w rękach prywatnych, co narzuca większą dyscyplinę rynkową w zakresie zdolności obsługi zadłużenia.

[3] Kontrastuje to z doświadczeniami z okresu europejskiego kryzysu zadłużenia państwowego, kiedy fragmentacja była w dużej mierze spowodowana ryzykiem re-denominacji, ponieważ rosnące obawy o rozpad strefy euro spowodowały przepływy transgraniczne z państw „wrażliwych” do „bezpiecznych”. Ryzyko re-denominacji odpowiada za połowę wzrostu rentowności 10-letnich włoskich obligacji rządowych o 250 punktów bazowych, podczas gdy stopa wolna od ryzyka (10-letnie obligacje niemieckie) spadła o 100 punktów bazowych. Oddzielenie zmian rentowności z powodu poszerzenia spreadu „od dołu” wskazuje na napięcie systemowe.

[4] Na przykład ryzyko re-denominacji dla Włoch pojawia się zwykle, gdy premia za ryzyko niewykonania zobowiązania w okresie 10-letnim osiąga 250 punktów bazowych (obecnie 180 punktów bazowych).

Generali Real Estate dokonał zakupu MDC2 Park Kraków South

Generali Real Estate dokonał zakupu MDC2 Park Kraków South, zrównoważonego projektu logistycznego w Polsce, zlokalizowanego w Skawinie niedaleko Krakowa. Akwizycja została sfinalizowana w imieniu paneuropejskiego funduszu Generali Real Estate Logistics Fund (GRELF) zarządzanego przez Generali Real Estate S.p.A Società di gestione del risparmio. Inwestycja będzie realizowana we współpracy z MDC2, polskim deweloperem zrównoważonych powierzchni przemysłowych i logistycznych.

MDC2 Park Kraków South będzie hubem dystrybucyjno-logistycznym, który zostanie zrealizowany w trzech fazach. W ramach trzech budynków, klienci otrzymają do dyspozycji ponad 90 000 mkw. powierzchni ulokowanej na 19 hektarach gruntu. Budynki MDC2 Park Kraków South powstaną w Skawinie, popularnej wśród najemców lokalizacji logistycznej w bliskiej odległości od centrum Krakowa, przy skrzyżowaniu kluczowych międzynarodowych korytarzy logistycznych i autostrad.

Zgodnie z podejściem Generali Real Estate do zrównoważonego rozwoju, MDC2 Park Kraków South został zaprojektowany z myślą o ESG i zostanie wybudowany zgodnie z wymogami certyfikacji BREEAM New Construction na poziomie Excellent, wprowadzając dobre praktyki w zakresie zrównoważonego budownictwa, m.in. materiały budowlane w 95% nadające się do recyklingu czy dachy przygotowane do instalacji fotowoltaicznych.

Pierre-David Baylac, Head of Logistics w Generali Real Estate, skomentował: „Po wejściu na polski rynek logistyczny w 2021 roku, dzięki udanym akwizycjom w Gdańsku i Krakowie, cieszymy się, mogąc umocnić naszą pozycję w Krakowie, jednym z najmniej nasyconych rynków logistycznych w kraju. Nowo zakupiony projekt wzbogaci portfel funduszu GRELF, składający się głównie z parków logistycznych we Francji, Włoszech i w Polsce, o nowy park w pełni zgodny z naszymi wysokimi wymaganiami dotyczącymi zrównoważonego rozwoju”.

„Wybraliśmy tę inwestycję ze względu na jej znakomitą lokalizację, ale także niewielką dostępność powierzchni przemysłowej i magazynowej w tej części Polski.” – powiedział Maciej Madejak, Chief Development Officer w MDC2. – „Zadbamy o to, aby projekt spełniał najwyższe standardy związane z ESG i służył najemcom przez długie lata.”

Transakcja zakupu potwierdza zaangażowanie Generali Real Estate w sektor nieruchomości logistycznych i jest trzecią akwizycją logistyczną (i pierwszym projektem deweloperskim) w Polsce. Fundusz GRELF jest dedykowany wysoce wyspecjalizowanej strategii inwestycyjnej, ukierunkowanej na kluczowe aktywa logistyczne najlepszej jakości w atrakcyjnych lokalizacjach z doskonałą dostępnością transportową, w pobliżu głównych europejskich węzłów logistycznych.

Akwizycja jest dowodem rosnącego znaczenia regionu Europy Środkowo-Wschodniej w strategii budowania portfela Generali; w regionie tym Generali Real Estate zarządza obecnie nieruchomościami o wartości około 1,3 miliarda euro.

W transakcji Generali Real Estate doradzały spółki Greenberg Traurig, PWC, Gleeds i Knight Frank. MDC2 wsparły w transakcji firmy Dentons, Savills oraz ARC Capital Markets.