Big Cheese Studio notuje 35 proc. wzrost zysku netto w drugim kwartale 2022 r.

Big Cheese Studio wypracowało w pierwszym półroczu br. 10,8 mln zł przychodów netto ze sprzedaży (+60% r/r) i 7,5 mln zł zysku netto (+37% r/r). W samym drugim kwartale przychody i zysk wyniosły odpowiednio – 5,2 mln zł (+ 88% r/r) oraz 2,9 mln zł (+ 35% r/r). Wpływ na osiągnięte wyniki miała sprzedaż bestsellerowej produkcji – Cooking Simulator. Wolumen sprzedaży gry na platformę Oculus VR wynosi obecnie ok. 72 tys. sztuk.

– Niezmiennie od wielu kwartałów Big Cheese Studio zarabia na swojej flagowej produkcji – Cooking Simulator. Wypracowany wynik to efekt bardzo dobrej sprzedaży Cookinga na Steam oraz debiutów na nowe platformy. Dziś Cooking Simulator dostępny jest w wersjach na PC, PC VR oraz konsole: Nintendo Switch, PlayStation 4 i Xbox One oraz Oculus VR. Dzięki zawartej umowie z Microsoftem tytuł trafił też do popularnej usługi Xbox Game Pass, dzięki czemu skutecznie zwiększamy community gry – mówi Łukasz Dębski, prezes zarządu Big Cheese Studio.

Spółka od drugiego kwartału 2022 płaci także niższą prowizję na Steam (25%), co w ocenie zarządu będzie miało pozytywny wpływ na wyniki finansowe w kolejnych okresach.

– 27 lipca Cooking Simulator zadebiutował w wersji na Oculus VR. Do 25 września sprzedaż wyniosła ok. 72 tys. Kopii. Przychody z tego tytułu będą widoczne w sprawozdaniu finansowych od trzeciego kwartału. Obecnie przelicznik komentarz/sprzedana kopia przekracza 200. Jesteśmy umiarkowanie zadowoleni ze sprzedaży wersji na Oculus VR, potencjał tej platformy jest zdecydowanie większy, dlatego będziemy chcieli zwiększać naszą widoczność poprzez dedykowany kontente związanym z sezonowymi eventami. Mamy nadzieję, że przełoży się to na długi ogon sprzedaży – mówi Jakub Rafał, dyrektor finansowy Big Cheese Studio.

Obecnie zespół Big Cheese Studio pracuje m.in. nad produkcją drugiej części Cooking Simulatora, który docelowo trafi na PC i konsole. W realizacji są także inne projekty w tym m.in. Pizza Empire.

Firma aktywnie prowadzi politykę dywidendową. W kwietniu br. zarząd podjął uchwałę w sprawie rekomendacji dotyczących wypłaty akcjonariuszom 8 mln zł dywidendy z zysku netto za rok 2021.

Kolejne 20-letnie minimum EUR/USD, kurs dolara powyżej 5 zł

Do średniej przemysłowej Dow Jonesa (DJIA, Dow Jones Industrial Average) i średniej transportowej Dow Jonesa (DJTA, Dow Jones Transportation Average), które ostatnio spadły do swoich najniższych poziomów od listopada 2020, dołączył we wtorek S&P 500, który również zaliczył wczoraj swój najniższy poziom od listopada 2020 (-0,21 proc.). Nadal ponad minimum z czerwca br. utrzymywał się Nasdaq Composite.

Dziś rano poza głównym indeksem indonezyjskiego rynku akcji (+0,46 proc.) spadały ceny akcji na wszystkich rynkach akcji Azji i Oceanii. Największą zniżkę – o 3,52 proc. – notował Hang Seng, który znalazł się na najniższym poziomie od 2011 roku. Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś również tajwański TAIEX, koreański KOSPI, filipiński PSEi oraz malezyjski KLCI.

Spadki cen akcji były kontynuowane również na początku środowej sesji w Europie. Największą zniżkę notował ok. godz. 9:35 norweski OSE Index (-3,39 proc.). DAX i CAC 40 spadały o ok. 1,6 proc.

WIG-20 był drugim najsłabszym głównym indeksem w Europie (-2,3 proc. ok. 9:40). Najniżej od stycznia 2021 był dziś sWIG-80, który przełamał w tym tygodniu ważny poziom wsparcia wyznaczany przez tegoroczne minima. Wśród indeksów sektorowych swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś WIG-Banki i WIG-Górnictwo. Taniały dziś rano wszystkie składniki WIG-u 20. Kursy akcji PKO BP, Cyfrowego Polsatu oraz KGHM spadły do swych nowych cyklicznych minimów. Najniżej od maja 2020 był dziś kurs akcji GPW. O ponad 13 proc. drożały dziś rano akcje spółki Serinus.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych osiągnęła dziś najwyższy od 2010 roku poziom 4,01 proc. Rentowność 10-latek brytyjskiego rządu była dziś najwyższa od 2008 roku. Swe nowe cykliczne maksima osiągały dziś również rentowności 10-letnich obligacji skarbowych krajów strefy euro.

Taniały dziś rano metale szlachetne. Złoto – -0,63 proc. ok. godz. 9:30 – było najtańsze od kwietnia 2020. Po eksplozjach zarejestrowanych wczoraj na Bałtyku, które uszkodziły rurociągu Nord Stream 1 i 2 o ponad 5 proc. podrożały wczoraj kontrakty na gaz ziemny w Europie. O nieco ponad 2 proc. taniały dziś rano kontrakty na ropę naftową.
Nadal w niezwykły sposób umacniał się amerykański dolar. Kurs EUR/USD spadł dziś rano do swego nowego 20-letniego minimum (-0,44 proc. do 0,9554 ok. godz. 9:20).
Kurs USD/PLN rósł rano o 0,7 proc. osiągając poziom 5,025. EUR/PLN było na poziomi 4,80 (+0,29 proc. ok. godz. 9:30).

Kurs BTC/USD próbował wczoraj powrócić powyżej poziomu 20000 USD, ale ta próba okazała się zupełnie nieudana. Dziś rano ok. godz. 9:20 kurs BTC/USD spadał o 1,33 proc. i wynosił 18740 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Nie dla wszystkich studentów wystarczy mieszkań

Eksperci rynku nieruchomości nie mają wątpliwości – dla wszystkich chętnych studentów może nie wystarczyć mieszkań w Szczecinie. Lokali na wynajem jest bardzo mało, a ich ceny biją kolejne rekordy. Za kawalerkę w Szczecinie trzeba zapłacić teraz minimum 1700-1800 złotych, a ceny dwupokojowych mieszkań zaczynają się od 2200 złotych. – Wiele zależy od lokalizacji i standardu. Nie da się jednak ukryć, że obecna sytuacja gospodarcza powoduje, że studentom może być ciężko wynająć mieszkanie – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy. – Organizowane są castingi na lokatorów. Dochodzi nawet do licytacji wysokości opłat. Takie sytuacje nie miały miejsca nigdy wcześniej – dodaje ekspert.

„Chętnych studentów jest więcej niż wolnych mieszkań”

Gorąco na rynku nieruchomości zwykle robiło się na początku września, gdy studenci rozpoczynali myślenie o powrocie do miasta z wakacji. W tym roku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. „Sezonu ogórkowego” nie było wcale. Nie było także momentów, by mieszkania na wynajem stały puste. Zajmowane były albo przez osoby z Ukrainy albo po prostu przez mieszkańców, których nie stać na zakup własnego mieszkania.

– Sytuacja studentów będzie bardzo trudna. Nie dla wszystkich wystarczy mieszkań obecnych na rynku. Jeżeli ktoś obudził się dopiero teraz i chce poszukać mieszkania dla siebie musi liczyć się z wysokimi kosztami – mówi Mirosław Król. – Sytuacja z tego tygodnia to casting na lokatora mieszkania przy ul. Santockiej w Szczecinie. Chętnych było mniej więcej 10 osób – dodaje. – Mamy zdecydowanie rynek najemcy i właściciel mieszkania wybiera sobie lokatora, który najbardziej mu odpowiada. Zwykle preferowani są lokatorzy niepalący, nie posiadający zwierząt czy mający pewne i stałe źródła dochodu. Studenci bardzo często przegrywają takie castingi – mówi Mirosław Król.

– Najemcy często zapraszają wszystkich chętnych na jedną godzinę, by z nimi porozmawiać albo nawet negocjować stawki. Taka sytuacja w Szczecinie jeszcze chyba nie miała miejsca, ale w Warszawie czy we Wrocławiu słyszy się o licytacjach. Ten, kto będzie w stanie za wynajem zapłacić najwięcej zostanie lokatorem – mówi właściciel kancelarii Król i Wspólnicy.

Im mniejsza zdolność kredytowa Polaków, tym większa rywalizacja o mieszkania na wynajem

Struktura szczecińskiego rynku wynajmu to obecnie: osoby żyjące tak z wyboru, studenci i osoby z Ukrainy. Mieszkań jest zdecydowanie mniej niż chętnych, a sytuacja wojenna wywindowała do góry ceny najmów w dużych miastach. Rywalizacja o mieszkania na wynajem będzie rosnąć, bo im mniejsza zdolność kredytowa Polaków, tym więcej jest chętnych osób do najmu.

– Zmiany są bardzo widoczne i trudno powiedzieć jeszcze w jakim kierunku będą one zmierzać. Spodziewam się, że blokada możliwości zakupu mieszkań przez chętnych ze słabszą zdolnością kredytową będzie napędzać rynek wynajmów. Dla studentów to bardzo zła wiadomość, bo niebawem może po prostu zabraknąć pokojów i mieszkań w dobrych i rozsądnych cenach. O ile w ostatnich latach akademiki były w mocnej defensywnie, tak pewnie w tym roku będą oblegane – dodaje Mirosław Król.

Czy zmiana na rynku kredytów hipotecznych jest możliwa?

Zapowiadane są kolejne programy mające pomóc wnioskującym o kredyt hipoteczny w otrzymaniu zobowiązania. Czy zrobią to skutecznie?

14. września br. poinformowano, że Ministerstwo Rozwoju i Technologii pracuje nad regulacją poprawiającą dostępność kredytów na cele mieszkaniowe. Na ten moment jest to jedynie rozważana propozycja, aby „młode rodziny” mogły otrzymać kredyt hipoteczny oprocentowany w okolicach 2 p.p. Obecne warunki kredytowania oferują oprocentowanie stałe na poziomie 8 p.p., a zmienne w granicach 9 p.p., więc proponowane 2 p.p. mogą stanowić atrakcyjne rozwiązanie.

Na szczegóły tego programu musimy jednak jeszcze poczekać. Nie wiadomo, czy takie oprocentowanie miałoby obowiązywać przez cały okres kredytowania, czy tylko przez kilka pierwszych lat. Nieznane są też jeszcze regulacje tego programu odnośnie do dostępności, to znaczy maksymalnego wieku kredytobiorcy, aby mógł z niego skorzystać. Nie wiadomo, czy znajdą się zapisy dotyczące ograniczenia zakupu, maksymalnej wartości za m2 nabywanej nieruchomości, tak jak ma to miejsce w przypadku kredytu bez wkładu własnego czy też inne uwarunkowania wpływające na dostępność kredytu.

Na pierwszy rzut oka, szczególnie w dzisiejszych warunkach rynkowych, niewątpliwym plusem i zachętą dla kredytobiorców byłoby oprocentowanie takiego kredytu. Na ten moment nie wiemy, do kogo on będzie skierowany i czy przewidywane są ograniczenia, jak wspominany chociażby wcześniej metraż nieruchomości, które będą skłaniać kredytobiorców do składania wniosków jednak na oferty standardowe. Ustawodawca nie doprecyzował jeszcze założeń programu, choć zapowiada, że mógłby on zostać wdrożony jeszcze w tym roku

Rozpiętość danych, dotyczących liczby brakujących mieszkań w Polsce jest spora, najczęściej jednak wskazuje się, że są to 2 mln.

Należy również wspomnieć ok 3 mln imigrantów z Ukrainy. Część z nich, według prognoz, zdecyduje się na pozostanie w Polsce. Za jakiś czas zapewne będą chcieli nabyć nieruchomość i zrezygnować z najmu, co tylko powiększy deficyt mieszkań.

Nabycie nowych nieruchomości zaciąganych na kredyt hipoteczny uniemożliwia aktualnie wielu osobom zbyt niska zdolność kredytowa. Jest to wynik podnoszenia stóp procentowych, jak i rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego narzucającej bankom doliczanie buforu plus 5 p.p. do liczenia zdolności kredytowej. Bufor ten miał zabezpieczać banki w przypadku podwyżek stóp procentowych, nie został jednak przez KNF skorygowany w obliczu tak drastycznych podwyżek stóp procentowych, jakich jesteśmy świadkami w tym roku. W jego wyniku, zdolność kredytowa wielu osób, pomimo zarobków powyżej średniej krajowej, drastycznie zmalała, co spowodowało spadek popytu na kredyty o 72,9 proc. w sierpniu r/r, według informacji przekazanych przez Biuro Informacji Kredytowej (BIK). Z kolei liczba wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w sierpniu spadła o 70,9 proc. r/r.

Należy zaznaczyć, że każde prace poszerzające dostępność kredytów hipotecznych są pożądane przez osoby zainteresowane nabyciem nieruchomości, przez taką formę finansowania. Ważne jest natomiast, aby wprowadzane programy były realizowane –mimo że kilka banków potwierdziło udzielanie kredytu z gwarancją i realizację spłaty rodzinnej, program ten praktycznie cieszy się zerowym zainteresowaniem.

Eksperci:
Agnieszka Głowińska-Kurandy, ekspertka kredytowa Lendi
Ewa Bartosiak, ekspertka kredytowa Lendi

Czy można anulować mandaty za wjazd do strefy LEZ i jak to zrobić?

Nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych może kosztować przejazd przez Londyn dla przewoźników, którzy zignorują przepisy dotyczące strefy LEZ. Low Emission Zone, czyli londyńska strefa niskich emisji, obejmuje niemal całe miasto, a kary za jej bezprawne przekroczenie bywają gigantyczne. Kosztów można jednak uniknąć, nawet gdy do firmy trafi wysoki mandat. Jak to zrobić? Na to pytanie odpowiada Lucica Kucharec z TC Kancelarii Prawnej.

Niskie emisje i wysokie opłaty

Strefy niskich emisji obowiązują w niemal każdym kraju zachodniej Europy. Zazwyczaj obejmują ścisłe centra miast, a celem ich ustanawiania jest ograniczenie wjazdu dla pojazdów emitujących duże ilości zanieczyszczeń. W praktyce wstęp do stref mają więc samochody spełniające minimalną, ustaloną lokalnie normę emisji – warto mieć na uwadze, że w różnych krajach może być odmienna.

Ograniczenia dotyczą przede wszystkim samochodów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 ton. Dlatego znajomość zasad obowiązujących w strefach jest kluczowa dla przedstawicieli branży TSL. Wjazd do strefy niskich emisji dla pojazdu, który spełnia minimalną normę jest bezpłatny. Wjazdy nieuprawnione grożą jednak wysokimi mandatami, które mogą być nakładane wielokrotnie w ciągu pobytu samochodu w strefie.

Londyn bezwzględny dla „kopciuchów”

Jak wyjaśnia Lucica Kucharec z TC Kancelaria Prawna, na europejskiej mapie stref niskich emisji, Londyn wyróżnia się z kilku względów: – Przede wszystkim, tutejsza strefa znana jako LEZ – Low Emission Zone, jest największa w Europie i obejmuje większość powierzchni miasta. Tutejsze standardy emisji dla samochodów ciężarowych są wyśrubowane – pojazdy te spełniać muszą normę Euro 6. Po drugie, ma ona swoją podstrefę ULEZ, czyli Ultra Low Emission Zone, leżącą w ścisłym centrum, której wymogi również trzeba spełnić w razie przejazdu.

Ekspertka zwraca również uwagę, że wjazd do londyńskiej strefy niskich emisji jest wyjątkowo kosztowny na tle Europy – mandaty zaczynają się od 500 i kończą na nawet 2000 funtów za jednorazowe uchybienie. Jedynym sposobem na to, by uniknąć opłat, jest rejestracja pojazdu mającego wjechać na teren strefy LEZ, która potwierdzi jego zgodność z normą.

Rejestracja krok po kroku

Właściciel pojazdu pochodzącego spoza Wielkiej Brytanii musi go zarejestrować na stronie Transport For London, czyli miejskiego urzędu transportowego. Rejestrację należy powtórzyć również u jego partnera ds. opłat, czyli Euro Parking Collection plc, u którego składa się odwołania do ewentualnych mandatów. Ma to na celu uzyskanie jednoznacznego potwierdzenia, czy dany pojazd spełnia normę i może być zwolniony z opłat. Elementem rejestracji jest przesłanie skanów dokumentów potwierdzających dane pojazdu i jego normę emisyjną. Każdy samochód należący do przewoźnika musi zostać zarejestrowany indywidualnie, a zgoda na rejestrację równa się zwolnieniu z opłat za wjazd do obu stref – LEZ i ULEZ.  Jeśli nie mamy pewności, czy nasz pojazd został zarejestrowany, można to sprawdzić na stronie tfl.gov.uk/lez.

Pozwolenie na bezkosztowy wjazd zaczyna obowiązywać dopiero w chwili otrzymania potwierdzenia rejestracji. Do tego momentu przewoźnik, który chce realizować przewozy, musi wnosić opłaty za wjazd do strefy LEZ i ULEZ. Wysokość opłat w strefie LEZ waha się w zależności od normy, jaką spełnia pojazd – dla Euro 4 i 5 jest to 100 funtów, dla niższych – aż 300 funtów dziennie. Przy tak wysokich stawkach opłacalność przejazdu drastycznie spada, więc dopełnienie obowiązku rejestracji powinno być priorytetem każdego przewoźnika organizującego transporty do Londynu. Te same koszty dotyczą pojazdów zarejestrowanych, ale niespełniających norm wyznaczonych przez londyńskie władze – przestrzega ekspertka TC Kancelaria Prawna.

Rekordowe kary za wjazd do strefy LEZ

Przewoźników, którzy liczą na szczęście i prześlizgnięcie się przez miasto niezauważeni, czekać może przykra niespodzianka. Pojazdy poruszające się po strefie LEZ są skanowane przez tysiące miejskich kamer działających całą dobę. Gdy system zeskanuje tablicę pojazdu, którego nie ma w bazie, lub który widnieje w niej jako niespełniający norm strefy, wystawiany jest automatyczny mandat. Co więcej, jeśli system „wyłapie” samochód w kilku miejscach, za każde naruszenie strefy wystawiony będzie osobny mandat. Ich liczbę trudno więc przewidzieć, zwłaszcza, gdy przewoźnik podróżuje na trasie regularnie.

Ze względu na liczbę mandatów, są one przekazywane zbiorczo, raz na kwartał, a kwoty, na które opiewają, bywają szokujące. W sprawach kierowanych do TC Kancelaria Prawna najwyższa należność za nieuprawniony wjazd do strefy LEZ wyniosła 151 tys. zł i dotyczyła 18 mandatów wystawionych dla 1 firmy. Gdyby właściciel firmy przekazał nam sprawę 2 tygodnie później, kwota ta podwoiłaby się – tłumaczy Lucica Kucharec.

Dostałeś mandat? Możesz się odwołać

Co może zrobić przewoźnik, który otrzyma słony mandat lub ma poważne podejrzenia, że zostanie nim obciążony? Przede wszystkim należy działać szybko. Podstawą jest jak najszybsza rejestracja pojazdu w systemie LEZ czy ULEZ, jej brak zamyka pole do ewentualnego odwołania się od mandatu. Jeśli opłata jest wymagana, tj. pojazd nie spełnia norm, za wjazd do strefy LEZ można również zapłacić wstecznie, maksymalnie do trzech dni od opuszczenia strefy, przy czym termin liczy się do północy dnia trzeciego. Jeśli więc wjazd do strefy nastąpił w poniedziałek, czas na wniesienie opłaty upływa w czwartek o północy. Kolejnym krokiem jest jak najszybsze odwołanie się od mandatu, które może doprowadzić nawet do całkowitej anulacji opłaty, o ile pojazd spełniał przyjętą normę.

Windykacja mandatów za wjazd do strefy LEZ działa sprawnie również w Polsce, a jej rozpoczęcie może nastąpić już w 28 dni od upływu terminu zapłaty.

Polacy są winni sądom ponad 755 mln zł

Niezapłacone rachunki to problem, który dotyczy nie tylko banków, pożyczkodawców, ubezpieczycieli czy telekomów. Borykają się z nim także instytucje państwowe, w tym sądy. Na koniec sierpnia 2022 r. w bazie Krajowego Rejestru Długów widniało prawie 163 tys. osób, które zwlekają z uregulowaniem swoich zaległości względem polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ich łączna kwota to ponad 755 mln zł.

Od 2015 r. sądy powszechne mają obowiązek wpisywać do bazy biur informacji gospodarczych osoby zalegających z zapłatą grzywien, nawiązek, kosztów sądowych oraz innych zasądzonych płatności.

– Pomimo tego, przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości na masową skalę robią to dopiero od 2017 r. Wtedy na poziomie ministerstwa powstała specjalna platforma, która bardzo upraszcza i przyspiesza tę procedurę. Od tego czasu liczba dłużników zgłaszana przez sądy systematycznie rośnie. Zwiększa się także kwota zaległości. Od początku 2019 r. suma wszystkich zaległości względem sądów w Krajowego Rejestru Długów zwiększyła się dwukrotnie, z 387,4 mln zł do ponad 755 mln zł na koniec sierpnia 2022 r. Składają się to zaległości 162,9 tys. dłużników – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Rekordziści windują pozycję Pomorza

Średnie zadłużenie jednego dłużnika wynosi 4,6 tys. zł. Najwięcej do oddania mają mieszkańcy Mazowsza (173,6 mln zł), Pomorza (148,2 mln zł) i Śląska (63,7 mln zł). W przypadku tego drugiego województwa należy jednak wziąć pod uwagę to, że połowa tej kwoty należy do rekordzisty, 49-latka z Wejherowa, który ma zaległości względem sądu na prawie 75,7 mln zł. Również kolejne najwyższe zobowiązanie w bazie KRD dotyczy tego regionu. To 40-letni mieszkaniec Słupska, który ma do oddania polskiemu wymiarowi sprawiedliwości ponad 48 mln zł.
Na Śląsku i Mazowszu jest także najwięcej dłużników. To odpowiednio 23,8 tys. oraz 18,2 tys. osób. Trzecie miejsce w tym niechlubnym rankingu zajęło województwo dolnośląskie. W bazie KRD widnieje bowiem ponad 17,3 tys. osób z tego regionu, które mają zaległości finansowe względem rodzimego wymiaru sprawiedliwości.

Nieco lepiej, jeśli chodzi o wysokość zadłużenia, sytuacja wygląda w województwach: świętokrzyskim (7 mln zł), podkarpackim (8,7 mln zł) i opolskim (9,2 mln zł). Ponad połowa wszystkich zaległości (55 proc.) to długi w miastach liczących ponad 50 tys. mieszkańców. Najwięcej dłużników mieszka jednak w miejscowościach zamieszkanych przez 20-50 tys. osób. Jest ich ponad 32 tys.

Młodzi Polacy największą grupą dłużników

– Najwięcej problemów z regulowaniem zaległości wobec sądów mają mężczyźni, którzy stanowią 87 proc. wszystkich dłużników. Statystycznie jednak to kobiety mają wyższe zobowiązania. Ich średnia wynosi bowiem 4 986 zł, podczas gdy w przypadku panów jest to przeciętnie 4 586 zł. Z tego wynika, że sądy znacznie częściej wpisują do KRD mężczyzn, jednak w przypadku kobiet chodzi zazwyczaj o wyższe kwoty – komentuje Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Biorąc pod uwagę wiek zadłużonych, najwięcej do oddania mają osoby między 46 a 55 r.ż. (253 mln zł) oraz ci mający od 36 do 45 lat (198,4 mln zł). Największą liczbę zobowiązań względem sądów mają jednak młodzi między 26 a 35 r.ż. (99,5 tys.). Oni stanowią także największą grupę dłużników. W bazie KRD ich bowiem prawie 50 tys.

Młynarze i piekarze w głębokim kryzysie. Mogą go nie przetrwać

Polacy od zawsze szczycili się pysznym i zdrowym pieczywem bez ulepszaczy. Jakość jednak ma swoją cenę, a ta w obliczu rosnących kosztów energii może okazać się nieosiągalna dla wielu klientów. Zaległe zobowiązania branży piekarskiej i mącznej sięgają już ponad 0,5 mld zł, to prawie o 10,5 proc. Więcej, niż przed rokiem — podaje Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor. Kryzys energetyczny, galopująca inflacja i wyraźny spadek spożycia produktów mącznych sprawiły, że przedsiębiorcy znaleźli się w potrzasku.

Branża zajmująca się produkcją wyrobów piekarskich i mącznych zmierza ku przepaści. Średnio na jedno zadłużone przedsiębiorstwo przypada ponad 466 tys. zł zaległości wobec dostawców i banków – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK.

Młynarze i piekarze w głębokim kryzysie

Zmiana stylu życia uderza w producentów chleba, ciastek i makaronów

Jeszcze do niedawna ciężko było sobie wyobrazić posiłek bez produktów mącznych, dziś jednak coraz częściej Polacy wybierają bardziej dietetyczne alternatywy lub całkowicie z nich rezygnują. Jak wynika z danych GUS, rok do roku spada ilość spożywanego chleba. Na statystycznego Polaka przypada go obecnie około 33 kg w skali roku, wobec 36 kg w roku ubiegłym — to zaledwie 3 kg miesięcznie. Głównymi nabywcami pieczywa są osoby starsze, ich nawyki żywieniowe zdają się być silniejsze, niż zmieniające się trendy, tym razem mogą jednak nie wytrzymać zmieniających się cen. Koszt bochenka w pierwszym półroczu 2022 roku wzrósł o prawie 29 proc. w porównaniu do ubiegłego roku, przy 38-proc. podwyżce cen mąki. Problem ten dotyczy wytwarzania również innych wyrobów mącznych, takich jak makarony, kluski czy kuskus, bo zadłużenie tej gałęzi produkcji stanowi prawie 54 proc. całości długu branży. Powodów należy doszukiwać się w stale rosnących cenach surowców i konsekwencjach zerwanych łańcuchów dostaw.

Choć chleb powoli staje się produktem luksusowym, to wcale nie zyskuje dzięki temu na popularności. Konsumenci, którzy dbają o linię i różnorodność spożywanych produktów, mają coraz większe wymagania, na co producenci odpowiedzieli bogatszą oferta produktową. Chleb żytni, na zakwasie, bezglutenowy czy klasyczny pszenny zapełniły sklepowe półki i pozwoliły utrzymać popyt na względnie zadowalającym poziomie. Jednak w tym samym czasie, wielu wielbicieli mącznych smakołyków rozpoczęło własną, domową produkcję, zaopatrując się w wypiekacze i automaty do chleba.

Branży piekarskiej i cukierniczej nie pomogły też sklepy wielkopowierzchniowe. Oferując podobne produkty w dużo niższych kwotach, wymusiły na piekarniach i mniejszych obiektach zmianę cen i asortymentu. Jednocześnie wzrosła wysokość zaległych zobowiązań podmiotów zajmujących się sprzedażą detaliczną pieczywa, ciast, wyrobów ciastkarskich i cukierniczych. W ciągu roku ich zaległy dług wzrósł o 2,4 mln zł, do blisko 14,9 mln zł.

Piekarniom coraz trudniej jest wychodzić na zero

Zmiana nawyków żywieniowych Polaków to jednak najmniejszy problem branży piekarniczo-cukierniczej, która swoją ofertę może modyfikować i dostosowywać do panujących trendów. Wprowadzanie zmian wymaga jednak inwestycji, a branża ma w tej chwili problem, by w ogóle przetrwać i utrzymać się na rynku. Powód? Drożyzna. Kolejne rekordy bije inflacja, a ceny prądu i gazu rosną w zastraszającym tempie. Branża załamuje ręce, bo koszty prowadzenia tak energochłonnej działalności są obecnie nieporównywalnie wyższe, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. W tym miejscu warto dodać, że inflacja cen producentów (PPI) rośnie znacznie szybciej od inflacji konsumenckiej (CPI) i w lipcu br. kształtowała się na poziomie ponad 25 proc. Dynamika wzrostu cen uniemożliwia przedsiębiorcom podejmowanie jakichkolwiek działań, bo nie są oni w stanie przewidzieć, z jakimi rachunkami i fakturami przyjdzie im się zmierzyć w kolejnym miesiącu. Skupiają się wyłącznie na tym, aby utrzymać się na powierzchni, ale w dobie tylu niewiadomych i to nie jest pewne. Gdy dodamy do tego widmo braku dostępu do prądu czy gazu, to przepis na finansową zapaść, stanie się kompletny.

– Ostatnie miesiące były dla branży wyjątkowo trudne. Najbardziej odczuwalne są dla nas z pewnością wzrosty cen energii. Rachunki za gaz są w tej chwili 10-krotnie wyższe, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. To samo dotyczy faktur za prąd – tu obserwujemy wzrost o 400 proc. Drożeją też wykorzystywane przez nas produkty. Za jaja, cukier czy olej płacimy nawet 100 proc. więcej, niż przed rokiem, a za mąkę – 80 proc. To wszystko sprawia, że koszty produkcji wzrosły o ponad 70 proc. Nie zwalniamy jednak tempa i nie chcemy podwyższać cen za produkty, czy redukować etatów, bo zależy nam zarówno na naszych klientach, jak i pracownikach. Wiemy, że również oni są w tej w chwili w trudnej sytuacji finansowej. Mimo wszystko wierzymy, że sytuacja – tak jak ceny energii i produktów – niedługo się unormuje, a branża będzie mogła w końcu odetchnąć – komentuje Marcin Sipa z firmy Brześć, produkującej wyroby cukiernicze i przekąski.

To, że rosną koszty utrzymania biznesu to jedno, ale niektórych produktów i surowców wprost zaczyna brakować. Tak jest w przypadku nawozów, ponieważ najwięksi krajowi producenci ograniczają ich produkcję z powodu wysokich kosztów gazu. Punkty sprzedaży świecą pustkami, a rolnicy obawiają się o swoje plony. Słabe zbiory bezpośrednio przełożą się na wyższe ceny produktów rolnych, a dla branży piekarniczo-cukierniczej będzie to kolejny, duży cios. – Branża piekarnicza jest ściskana jak w imadle z dwóch stron, z jednej strony spada popyt w wyniku zmian zachowań i nawyków konsumentów, co rzutuje wprost na poziom cen. Z drugiej strony rosnące ceny surowca, energii i kosztów pracy, powodują wzrost kosztów wytworzenia. Kolejne kwartały będą więc dla branży bardzo trudne. Obawiam się, że duża część firm może nie dotrwać do wiosny – twierdzi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

– Już obecnie dramatyczną sytuację sektora możemy obserwować również w naszych bazach. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika bowiem, że zaległe zadłużenie biznesów posługujących się kodem PKD 1071Z (Produkcja pieczywa, produkcja świeżych wyrobów ciastkarskich i ciastek) w lipcu br. wynosiło już niemal 228 mln zł, a niesolidnych firm-dłużników (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) było 958. Dla porównania, w lipcu 2021 r., 949 firm zalegało z płatnościami na ponad 176 mln zł. Natomiast kilkanaście miesięcy wcześniej, w marcu 2020 r., tj. przed globalnym kryzysem spowodowanym pandemią, swoich zobowiązań na kwotę 111 mln zł nie uregulowało 1014 podmiotów. Wzrost sumy zaległych długów jest wyjątkowo dynamiczny. Ponadto, mimo że w tym sektorze ubywa niesolidnych dłużników, to nadal stanowią oni największy odsetek wśród wszystkich nierzetelnych płatników skupionych wokół grupy 10.7 (Produkcja wyrobów piekarskich i mącznych) – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Młynarze i piekarze w głębokim kryzysie 2

Jeszcze do niedawna najbardziej zadłużeni byli piekarze i cukiernicy z woj. śląskiego, ich zaległe zadłużenie, w lipcu br., wynosiło około 43 mln zł. W ostatnim czasie prześcignęli ich jednak koledzy po fachu z woj. łódzkiego z kwotą 66,7 mln zł, z czego ponad 98 proc. tej zaległości stanowiły zobowiązania kredytowe. Podobnie jest wśród pozostałych regionów, gdzie zaległe zobowiązania wobec banków to główne zmartwienie firm. Inaczej sytuacja wygląda w woj. zachodniopomorskim, gdzie zaległe płatności za faktury przewyższają zobowiązania kredytowe i stanowią 59 proc. całego zadłużenia.

– Sytuacja, którą obserwujemy nie pozwala nam myśleć optymistycznie. Niestety, przewidujemy, że kondycja finansowa zarówno piekarni, cukierni, jak i wszystkich podmiotów skupionych wokół produkcji wyrobów piekarskich i mącznych, nie ulegnie w najbliższym czasie poprawie – stwierdza Sławomir Grzelczak.

Handel idzie w lokalność

W mniejszych miejscowościach rosną parki handlowe, w dużych miastach powierzchni pod handel dostarczają obiekty wielofunkcyjne i nowe osiedla mieszkaniowe.

Choć galerie handlowe znów tłumnie odwiedzane są przez klientów, szczególnie w weekendy, stacjonarny handel staje się coraz bardziej rozproszony i lokalny. Na co dzień handlowy tort dzielą między siebie centra zakupów codziennych, parki handlowe, różnego rodzaju obiekty wielofunkcyjne, sklepy usytuowane przy głównych szlakach miejskich oraz pasaże handlowe, które coraz powszechniej pojawiają się przy nowych osiedlach. Przyszłość należy do placówek, z których można korzystać w pobliżu domu.

Od ponad dwóch lat na znaczeniu zyskują nieduże, lokalne centra zakupowe i parki handlowe, które dominują aktualnie wśród inwestycji realizowanych w tym segmencie. Potrzeby rynku sprawiły, że Walter Herz rozszerzył swoje działania w obszarze poszukiwania, przygotowania oraz uzyskiwania pozwoleń dla gruntów pod inwestycje sektorowe o różnej skali.

Na krajowym runku, jak podają analitycy firmy, w budowie pozostaje ponad 400 tys. mkw. powierzchni handlowych. Prawie 70 proc. nowej podaży dostarczą lokalne parki handlowe, które powstają głównie w mniejszych miastach, liczących do 100 tys. mieszkańców. W trakcie realizacji jest ponad 30 projektów. Właśnie zakończyła się budowa parku handlowego Dor Plaza w Częstochowie i Galerii Bawełnianka w Bełchatowie. Przed końcem roku klientów ponownie powitać ma także, będący w przebudowie. warszawski Fort Wola.

130 tys. mkw. powierzchni w pół roku

Wśród obiektów, które wejdą na rynek w najbliższym czasie znajduje się także m.in. krakowskie centrum Atut Ruczaj, Galeria Goplana w Lesznie, czy Pasaż Kępiński i M Park w Koszalinie. Trwają również prace związane z przebudową dawnych sklepów Tesco w Gorzowie Wielkopolskim czy Lubinie.

W pierwszym półroczu 2022 roku, według danych Walter Herz, przybyło w Polsce przeszło 130 tys. mkw. powierzchni handlowych. Otwarte zostały m.in. parki handlowe w Kołobrzegu, Tychach, Sławnie, Warce, Krotoszynie, Sierpcu, Jaśle, Busku-Zdroju, Giżycku, Pszczynie, Puławach, Łanach pod Wrocławiem i Szczytnie. Po rozbudowie uruchomiono także centra w Radomsku, Zamościu, Knurowie i Stalowej Woli.

– Zasoby powierzchni handlowych w Polce dochodzą do 15,7 mln mkw. Nowe obiekty, które powstają teraz na naszym rynku mają przede wszystkim zaspokajać bieżące potrzeby klientów lokalnych. Nie licząc modernizacji i rozbudowy kilku większych obiektów, inwestorzy skupiają aktywność na realizacji parków handlowych i centrów convenience, które oddawane są przede wszystkim na rynkach regionalnych, w mniejszych miejscowościach. Za rozwojem tego formatu idzie ekspansja dyskontów wielobranżowych oraz popularnych sieci spożywczych i drogeryjnych, a także dyskontowych sklepów przemysłowych. Na rynku widoczny jest także intensywny rozwój outletów odzieżowych i marek oferujących towary w obniżonych cenach, jak Half Price i TK Maxx – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Duże obiekty wielofunkcyjne w trendzie

W największych miastach nowej powierzchni handlowej dostarczają natomiast głównie projekty wielofunkcyjne. W Warszawie ogromną popularnością cieszą się uruchomione nie tak dawno Browary Warszawskie i Fabryka Norblina, której rewitalizacja trwała 10 lat. W budowie na warszawskiej Pradze pozostaje Bohema, a do realizacji przygotowywane są kolejne duże inwestycje na Ursynowie i Bielanach. Będą to projekty obliczone na atrakcyjne zagospodarowanie dużych kwartałów miejskich.

Na Kabatach, w miejscu hipermarketu Tesco powstać ma wielofunkcyjny Ogród na skarpie, w którym będzie można zamieszkać, robić zakupy i w atrakcyjny sposób spędzać czas wolny. Budowę kompleksu o charakterze wielofunkcyjnym Echo planuje także w miejscu obecnego centrum handlowego Jupiter, usytuowanego przy ulicy Towarowej. Nowy projekt mixed-use, który zaoferuje 42 tys. mkw. powierzchni biurowej oraz ponad 7,5 tys. mkw. przeznaczonych na handel i usługi zapowiada również firma Liebrecht & wooD. Inwestor planuje rewitalizację terenów dawnej Drucianki – Warszawskiej Fabryki Drutu, Sztyftu i Gwoździ usytuowanej na Pradze.

W Łodzi w budowie pozostaje Widzewska Manufaktura, Fuzja i Monopolis oparte o rewitalizacje dawnych obiektów fabrycznych. We Wrocławiu trwa rozbudowa Quorum. Mieszkańcy Gdańska będą mogli korzystać z Garnizonu i Doków, a Gdyni z kompleksu Waterfront. Wielofunkcyjny obiekt zastąpić ma też krakowską galerię Plaza. Mówi się także o realizacji nowych inwestycji po wyburzenia kilku starszych centrów handlowych w Warszawie.

Osiedla z pasażami handlowymi

Nowych powierzchni handlowych dostarczają również inwestycje mieszkaniowe, które coraz częściej oferują także dodatkową infrastrukturę, w tym także powierzchnie przeznaczone pod handel i usługi. Około 120 inwestycji mieszkaniowych z 200 realizowanych w Warszawie projektów oferuje powierzchnie handlowo-usługowe.

Lokale handlowe, stanowią dobrą lokatę kapitału, cieszą się dużym zainteresowaniem inwestorów indywidualnych. Większość znajduje nabywców zaraz po wprowadzeniu oferty na rynek. Ilość wolnej powierzchni handlowej w nowych, warszawskich osiedlach zbliżona jest do poziomu pustostanów biurowych w mieście, do wzięcia jest około 12 proc. W przyosiedlowych pasażach handlowych otwierane są najczęściej sklepy spożywcze, piekarnie, cukiernie, sklepy monopolowe, apteki, drogerie, gastronomia i popularne usługi oraz coraz liczniej dyskonty niespożywcze.

Firmy obawiają się przerw w dostawach prądu i gazu oraz zwracają uwagę na konsekwencje rosnących kosztów energii

To wnioski z Okrągłego Stołu, debaty zorganizowanej w ramach Forum Energii ZPP. W wydarzeniu brali udział przedstawiciele różnych sektorów, którzy przedstawili problemy swoich branż, a także pożądane rozwiązania.

Wśród nich znaleźli się m.in. producenci leków i usług medycznych, telekomów i branży elektronicznej oraz sektora kolejowego. Celem spotkania było zilustrowanie wyzwań stojących przez przedsiębiorstwami, dla których, mimo że nie posiadają cech branż energochłonnych, kryzys energetyczny wiąże się z poważnymi ryzykami. W dyskusji wzięli udział również posłowie na Sejm RP oraz eksperci w zakresie obrotu energią elektryczną i gazem.

Kilkugodzinne wstrzymanie dostaw energii to w praktyce opóźnienia w dostarczaniu leków wynoszące nawet do kilkunastu tygodni – podkreślali Krzysztof Kopeć i Grzegorz Rychwalski, prezesi Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. Wynika to regulacji obowiązujących producentów leków, zmuszonych utylizować partie produktów, których cykl wytwórczy został zaburzony. Bez odpowiednich zabezpieczeń pewnych produktów leczniczych może na rynku zwyczajnie brakować.

Z kolei, jak zauważył Public Affairs Manager w Medicover Paweł Łangowski, sektor ochrony zdrowia mierzy się z dwoma kluczowymi wyzwaniami w obszarze energii. Po pierwsze, aktualna legislacja nie chroni i nie gwarantuje ciągłości dostaw energii dla sektora ochrony zdrowia. – Rozporządzenie RM o ograniczeniach w dystrybucji energii z 2021 r. zapewnia ochronę wyłącznie szpitalom, w całości pomijając m. in. podstawową opiekę zdrowotną, laboratoria, apteki, przychodnie specjalistyczne – czyli podmioty, na których swoje funkcjonowanie opiera polski system opieki zdrowotnej – podkreślił. Nawet chwilowe przerwy w dostawie prądu do tych podmiotów to ryzyko dla zdrowia i życia polskich pacjentów. Szpitale nie będą w stanie samodzielnie zaadresować potrzeb zdrowotnych tych pacjentów, którzy dotychczas korzystali z usług ambulatoriów – zwłaszcza w kontekście nadchodzącego sezonu infekcyjnego – dodał. Drugie wyzwanie to wsparcie publiczne dla sektora ochrony zdrowia (publicznego i prywatnego). Wszyscy mamy ten sam prąd w gniazdku, za który w tym roku płacimy od kilku do kilkudziesięciu milionów więcej niż w latach ubiegłych. Bez publicznego wsparcia galopujące ceny prądu odbiją się na cenach dla pacjentów, co dla wielu z nich ograniczy dostęp do świadczeń medycznych – zaznaczył Łangowski.

Małgorzata Zakrzewska, dyrektorka Wykonawcza ds. Korporacyjnych, członkini Komitetu Wykonawczego oraz Jan Pilewski, Senior Public Affairs Manager w firmie Play, akcentowali znaczenie utrzymywania łączności pomiędzy ludźmi i podmiotami gospodarczymi. – Komunikacja to fundament gospodarki. O łączność oparta jest dziś edukacja i prowadzenie wielu działalności, funkcjonowanie państwa. W ciągu 3 lat wolumen konsumowanej energii w sieci Play się podwoił. – poinformowała Zakrzewska. O ile więc prognozujemy przy tym również znaczny wzrost kosztów energii elektrycznej, to wysiłek finansowy zwiększył się o wiele milionów. A usługi telekomunikacyjne w Polsce pozostają najtańszymi w Europie, co dla operatorów może być dziś bardzo dużym wyzwaniem – dodała.

Jeżeli centra przetwarzania danych będą miały ograniczenia w poborze mocy to ryzykujemy przerwaniem funkcjonowania tysięcy polskich, ale też zagranicznych firm – przestrzegał Michał Kanownik, prezes Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego – Cyfrowa Polska, zrzeszającego zarówno krajowe, jak i globalne marki operujące w Polsce w formie centrów logistycznych, zakładów produkcyjnych i właśnie centrów przetwarzania danych. W produkcji elektroniki określone procesy wymagają również szczególnego zabezpieczenia pod kątem ciągłości dostaw energii z uwagi na obecność toksycznych gazów, które muszą być w nieprzerwany sposób kontrolowane – dodał Kanownik.

Paweł Majka, dyrektor w Departamencie Sprzedaży Energii (Oddział Obrót i Zielona Kolej) PKP Energetyka zauważył, że poziom wzrostu cen energii dla kilkudziesięciu polskich przewoźników wyniesie około 140%. Dla branży kolejowej jest to około 3,6 mld zł, zatem więcej niż wynosiły dotychczasowe koszty zużywanej energii (dotąd około 2,4 mld zł). Aby odpowiedzieć na to wyzwanie konieczne jest wsparcie sektora np. poprzez wprowadzenie gwarancji płynnościowych dla przewoźników, czy ich czasowe zwolnienie z opłaty mocowej – dodał Radosław Lewandowski, dyrektor Biura Zarządzania Ryzykiem i Regulacji PKP Energetyka.

Wysokie ceny energii oznaczają też konieczność przyspieszenia transformacji kolei w stronę OZE. Leszek Hołda, wiceprzewodniczący Rady Programowej Centrum Efektywności Energetycznej Kolei i członek Zarządu PKP Energetyka zauważył: – Program ”Zielona Kolej” może wyeliminować 1/3 energii, która do tej pory produkowana była z węgla importowanego z Rosji. Ale bez doraźnego wsparcia państwa w obliczu kryzysu energetycznego przewoźnicy staną przed koniecznością ograniczenia siatki połączeń, gdyż samorządy nie udźwigną ich kosztów.

Na szerszy kontekst dzisiejszych problemów przedsiębiorców zwrócił uwagę Krzysztof Mazurski, dyrektor Działu Portfolio Management w firmie Energy Solution: – Marże poszczególnych wytwórców energii dla przedsiębiorców to kwestia nie tylko zmniejszenia rentowności, ale wręcz przeżycia lub nie. Po czym dodał: Anomalie obserwowane na globalnym rynku energii w Polsce są nieuzasadnione z uwagi na posiadaną przez nas bazę surowcową i mix energetyczny.

Myśl tę kontynuował Kamil Kondracki, dyrektor Biura Obrotu Energią, ELEKTRIX® S.A. – Wzrost cen energii w tym roku jest dziesięciokrotny. To 350 mld zł w skali całej polskiej gospodarki, przez co uruchomienie powszechnych rekompensat jest dziś nierealne. Zdaniem Kondrackiego wzrost cen w ponad 70% nie jest spowodowany wojną na Ukrainie i istotne jest abyśmy nadzorowali polski rynek obrotu hurtowego w sposób właściwy, aby nie dochodziło do manipulacji. ELEKTRIX pozyskał w tym kontekście stanowisko URE dot. ostatnich drastycznych wzrostów cen na rynku hurtowym, w którym urząd stwierdza, że to “duzi wytwórcy kształtują cenę i prawdopodobnie nadużywają pozycji dominującej”, co jest obecnie przedmiotem postępowania wyjaśniającego.

Jesteśmy w stanie geopolitycznej wojny – rozpoczął swoje wystąpienie Włodzimierz Ehrenhalt, główny ekspert ZPP ds. Energetyki, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej oraz szef zespołu ds. identyfikowania barier ograniczających rozwój rynku PV oraz propozycji ich zniesienia (afiliowanego przy MKiŚ). Jego zdaniem trzeba zapomnieć na jakiś czas o zyskach dla firm producenckich na rzecz opracowania planu przetrwania. Aby zagwarantować sobie to przetrwanie, musimy wynegocjować wydłużenie przez UE procesu dekarbonizacji i jednocześnie rozwijać źródła rozproszone. – Zielona energia będzie niebawem w Polsce niezwykle droga, bo póki co mamy jej deficyt. Musimy też opracować plan, komu będziemy sprzedawać naszą czarną energię. Bo o ile Polska jest w dość dobrej sytuacji gazowo-energetycznej na tle innych Państw europejskich, tak potrzebujemy planu stabilizacji cen energii na kilkanaście lat do przodu – dodał Ehrenhalt.

Zgromadzonych uspokajał Marek Suski, poseł na Sejm RP i przewodniczący sejmowej Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych: – Rząd nie planuje wyłączeń dla odbiorców. Wizja armagedonu jest przesadzona. Zdaniem Marka Suskiego tarcze antykryzysowe są uruchamiane, ale rząd nie da rady wspomóc wszystkich. – Polska jest państwem na dorobku, a w czasach PRL nie pozwalano nam budować m.in. elektrowni atomowych. Powinniśmy postawić na to co mamy, nasze zasoby energetyczne. Pod tym kątem opracowaliśmy projekt ustawy, który zawiesza obligatoryjność udziału w obrocie na rynku hurtowym – dodał Suski. Niebawem mamy poznać tekst dokumentu.

Anita Sowińska, posłanka na Sejm RP, zaznaczyła, że wsłuchała się w głos uczestników z dużą uwagą i poza obawami firm przed przerwami w dostawach energii, na które należy zareagować odpowiednimi rozwiązaniami prawnymi, warto również szukać rozwiązań, które byłyby zgodne ze spostrzeżeniami i zaleceniami Komisji Europejskiej. – Być może powinniśmy zachęcać przedsiębiorców, np. finansowo, do ograniczania poboru energii w szczycie. Przykłady z Włoch wskazują, że niektóre produkcje można przestawić na godziny nocne – zauważyła Sowińska. Zdaniem posłanki bezwzględnie trzeba też wspierać transport publiczny, aby nie dochodziło do sytuacji takich jak w Kutnie, gdzie wzrost cen energii spowodował, że wykorzystanie autobusów elektrycznych przestało być opłacalne. – Ponadto w pewnym sensie poszkodowana jest kolei. Budowę dróg finansujemy ze środków publicznych, więc w zasadzie transport kołowy jest stale dotowany – dodała.

W ramach podsumowania debaty powstanie raport, w którym przedstawimy zagadnienia poruszone w trakcie tej żywej, ponad 2,5 godzinnej dyskusji.

Polski Ład 3.0. – zmiany w minimalnym CIT

Planowana jest kolejna zmiana przepisów w zakresie CIT, która ma wejść w życie w trakcie roku podatkowego. Taki tryb zmian w przepisach rodzi spore ryzyko dla podatników i wymaga każdorazowej analizy i implementacji w organizacji. Jakie są główne zmiany przewidywane przez Polski Ład 3.0?

Podatek minimalny

Podatek minimalny jest zobowiązaniem podatkowym, które będą musieli uiszczać podatnicy CIT, którzy ponieśli stratę w danym roku, lub ich wynik finansowy jest poniżej kryterium określonego w przepisach. Zmiany przewidziane Polskim Ładem 3.0. rozszerzają katalog podmiotów, które nie będą podlegały tym przepisom o spółki komunalne, podatników działających w obszarze ochrony zdrowia oraz podatników, których rentowność w jednym z trzech ostatnich lat podatkowych oscylowała powyżej wskaźnika 2% oraz mali podatnicy. Przepisom nie będą podlegały także podmioty postawione w stan upadłości lub likwidacji.

Ponadto planowane przepisy przewidują zmianę metody kalkulacji podatku poprzez podwyższenie do 2% wskaźnika rentowności i zmianę sposobu wyliczania minimalnego podatku dochodowego (pierwotne założenie wskazywało na 1-procentowy wskaźnik rentowności).

Warto dodać, że przewidywane jest odroczenie stosowania przepisów o podatku minimalnym do 1 stycznia 2023. Czyli pierwsze zastosowanie podatku będzie miało miejsce w 2024 r.

Ukryta dywidenda

Przepisy o ukrytej dywidendzie, czyli wypłaty na rzecz podmiotu powiązanego (wspólnika) uzależnione od osiąganych wyników, zostały uchylone ze względu na liczne wątpliwości podnoszone przez podmioty gospodarcze, wynikające głównie z nieostrego charakteru przesłanek. Jest to dobry krok, ponieważ pierwotne założenia przepisów przewidywały możliwość kwestionowania przez organy podatkowe kosztów podatkowych np. wynikających ze świadczonych przez spółki powiązane usług niematerialnych, poprzez uznanie ich za ukrytą dywidendę.

Podatek u źródła

Polski Ład 3.0. przewiduje bardziej elastyczne zasady w zakresie mechanizmu pay and refund. Dłużej będą obowiązywały oświadczenia WH-OSC o spełnieniu warunków do niepobrania podatku, zastosowania zwolnienia lub preferencyjnej stawki podatku.

Polska Spółka Holdingowa

Zmiany w przepisach mają na celu w przede wszystkim zwiększenie atrakcyjności tej formy prowadzenia działalności wśród przedsiębiorców. W pierwszej kolejności projekt przewiduje zwiększenie zakresu form prawnych w jakich może działać spółka holdingowa o prostą spółkę akcyjną. Ponadto przewidywane jest zwolnienie z podatku dochodowego przychodów z dywidend otrzymanych przez spółkę holdingową od spółek zależnych (w obecnym kształcie zwolnieniu podlega 95% dywidend).

Dokumentacja cen transferowych z rajami podatkowymi

Co do zasady po przekroczeniu tzw. progów istotności powstaje obowiązek sporządzenia dokumentacji cen transferowych. Projekt Polski Ład 3.0. zakłada podwyższenie progów istotności do poziomu:

  • 200 tys. zł dla bezpośrednich transakcji rajowych,
  • 2,5 mln zł dla pośrednich transakcji rajowych (w przypadku transakcji towarowych i finansowych) i 500 tys. zł dla pozostałych pośrednich transakcji rajowych.

Proponowane zmiany obejmują również przepisy o domniemaniu rezydencji rzeczywistego właściciela w raju podatkowym. Domniemanie nie będzie miało zastosowania w sytuacji, gdy podmiot otrzymujący należność wynikającą z transakcji kontrolowanej lub innej niż kontrolowana:

  • nie dokonuje w roku podatkowym lub obrotowym związanych z otrzymaną należnością rozliczeń z podmiotem rajowym lub
  • nie jest powiązany z podmiotem rajowym.

Zwiększenie progów istotności ograniczy zakres obowiązku dokumentacyjnego dla polskich podmiotów.

Pozostałe zmiany

Nowelizacja doprecyzowuje kwoty limitu kosztów finansowania dłużnego – tj. jako wyższa z kwot: 3 mln PLN albo 30% – tzw. podatkowa EBITDA.

Projekt przewiduje także zmiany w zakresie estońskiego CIT, PGK, CFC, przerzuconych dochodów oraz zmiany w PIT. Ponadto przewidywane jest uproszczenie przepisów dotyczących ulgi na złe długi poprzez likwidację obowiązku wykazywania w zeznaniu podatkowym wierzytelności i długów, które mają wpływ na podstawę opodatkowania.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Janis Meiksans nowym Dyrektorem Generalnym Teva Pharmacuticals Polska

Janis Meiksans objął stanowisko Dyrektora Generalnego Teva Pharmaceuticals Polska oraz szefa regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Janis Meiksans, dotychczasowy Dyrektor Generalny w Teva na Węgrzech, objął funkcję Dyrektora Generalnego Teva na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią. Zastąpił na tym stanowisku Michała Nitkę, który w lipcu tego roku został Dyrektorem Regionalnym Teva na Włochy i region SEE, a także objął rolę szefa globalnej działalności OTC w Teva.

Janis Meiksans związany jest z branżą farmaceutyczną od 25 lat. Do firmy Teva dołączył w 2011 roku, po przejęciu przez Grupę spółek Cephalon/Mepha, gdzie pełnił funkcję Dyrektora Generalnego Mepha Baltic. W Tevie objął stanowisko Dyrektora Generalnego w obszarze Państw Bałtyckich, a w 2019 roku przejął zarządzanie działalnością komercyjną Teva na Węgrzech. Przejmując rolę szefa na Polskę oraz region CEE, Janis będzie odpowiadał za osiem rynków: Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Rumunię, Litwę, Łotwę i Estonię, blisko współpracując z raportującymi do niego Dyrektorami Generalnymi w poszczególnych krajach.

Bardzo się cieszę, że mam możliwość stanąć na czele tak dużego i zróżnicowanego regionu, w którym Teva odgrywa istotną rolą w systemach ochrony zdrowia jako dostawca kluczowych leków w prawie wszystkich obszarach terapeutycznych. W samej Polsce dostarczamy około 500 produktów leczniczych i należymy do pierwszej trójki firm farmaceutycznych, z jednym z największych zakładów produkcyjnych w kraju. To sprawia, że jesteśmy jednym z kluczowych ogniw w procesie zapewnienia dostępu do leków dla pacjentów, przy rosnących wyzwaniach ekonomicznych, a jednocześnie zwiększających się potrzebach zdrowotnych społeczeństwa – komentuje Janis Meiksans.

Obejmując nową rolę, Janis Meiksans dołącza jednocześnie do Europejskiego Zespołu Zarządzającego, podlegając bezpośrednio do szefa Teva na Europę, Richarda Daniella.

Janis jest niezwykle doświadczonym liderem, który ma na swoim koncie szereg imponujących osiągnięć w Teva. W krajach bałtyckich połączył trzy odrębne organizacje krajowe w jeden zespół. Na Węgrzech zreformował biznes, stymulując rentowny wzrost, przy jednoczesnym wdrożeniu nowego modelu dystrybucji. Dzięki wcześniejszej pracy w Azji i krajach nordyckich Janis wnosi do firmy szerokie doświadczenie pracy w środowiskach wielokulturowych, co jest ważnym atutem w roli lidera tak złożonego klastra jak region CEE – dodaje Richard Daniell.

Janis Meiksans jest z wykształcenia chirurgiem dziecięcym i pracował w tym zawodzie przez blisko 20 lat w Łotewskim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Rydze. Podyplomowo ukończył Międzynarodowy Marketing oraz Finanse w Zarządzaniu w Międzynarodowej Szkole Biznesu INSEAD z siedzibą w Fointainebleau.

Ważne zmiany w PIT-2: kwota wolna nawet u trzech pracodawców

Od 2023 roku będzie można złożyć PIT-2 nawet w trzech miejscach. Dzięki tej zmianie podatnicy, którzy osiągają niższe przychody, będą mieli szansę co miesiąc skorzystać z pełnego odliczenia od podatku kwoty 300 zł.

W 2021 roku kwota wolna od podatku wynosiła 3089 zł, a więc dzięki odliczeniom na PIT-2 podatnik oszczędzał około 525 zł rocznie. Obecnie, przy kwocie wolnej wynoszącej 30 tys. zł, ta oszczędność to już 3600 zł w skali roku.

Kolejne zmiany od 2023 roku

Od 2023 roku PIT-2 można będzie składać nawet do trzech miejsc, z których podatnik uzyskuje przychód na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenie czy umowy o dzieło.

Na czym polegają wprowadzane zmiany? Przykładowo: podatnik, który w tym roku otrzymuje wynagrodzenie minimalne, nie może skorzystać z pełnej kwoty odliczenia PIT-2, ponieważ należny podatek jest zbyt niski. Nawet jeśli uzyskuje przychód z innej umowy o pracę bądź na podstawie umów cywilnoprawnych, to i tak PIT-2 może złożyć tylko w jednym miejscu i tylko z tytułu umowy o pracę. W wielu przypadkach przepada więc możliwość uzyskania pełnego odliczenia w trakcie roku.

Od nowego roku podatnik ten będzie mógł jednak składać PIT-2 w maksymalnie trzech miejscach. Dzięki temu będzie miał szansę skorzystać z pełnego odliczenia. Całkowita kwota odliczenia to wciąż 300 zł – będzie ona podzielona równo na wszystkie miejsca, w których zostanie złożony PIT-2. W przypadku dwóch miejsc odliczenie wyniesie więc po 150 zł, a w przypadku trzech – po 100 zł.

Dodatkowe możliwości dzięki PIT-2

Na formularzu PIT-2 będzie można również oznaczyć inne preferencje, takie jak:

  • podwyższone koszty uzyskania przychodów;
  • wspólne rozliczenie z małżonkiem lub jako osoba samotnie wychowująca dzieci;
  • korzystanie ze zwolnień podatkowych;
  • rezygnacja z autorskich kosztów uzyskania przychodów;
  • niepobieranie zaliczek w roku podatkowym ze względu na uzyskanie dochodów nie przekraczających 30 tys. zł rocznie.

W Nowym wzorze PIT-2 będzie można również wycofać złożone wcześniej oświadczenia lub wnioski. Co ważne, będzie można go składać w dowolnym momencie od 2023 roku.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Urządzenia mobilne Ujgurów od co najmniej 7 lat inwigilowane są przez hakerów. Kto stoi za kampanią?

Urządzenia mobilne Ujgurów od co najmniej 7 lat inwigilowane są przez hakerów! Kampania złośliwego oprogramowania, przypisywana ugrupowaniu Scarlet Mimic, najprawdopodobniej wykorzystuje techniki spear-phishingu ukryte w islamskich cyfrowych dokumentach, takich jak książki, zdjęcia i pliki audio. Oprogramowanie potrafi kraść dane, śledzić lokalizację, nagrywać dźwięk i wysyłać wiadomości SMS.

Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego Check Point Research ujawnili kampanię cyberprzestępczą, która od co najmniej siedmiu lat konsekwentnie atakuje Ujgurów, a dokładniej ich urządzenia mobilne. Specjaliści przypisali ją ugrupowaniu Scarlet Mimic, choć wciąż niezwykle trudno odgadnąć, kto stoi za grupą hakerską. Jak do tej pory nie odnaleziono wystarczających dowodów, by powiązać ugrupowanie z jakimkolwiek krajem, jednak wcześniejsze analizy sugerują związek z Chinami, które znane są z inwigilacji i prześladowań mniejszości ujgurskiej.

Analitycy Check Point Research uważają, że złośliwe oprogramowanie jest rozpowszechniane za pośrednictwem spear phishingu. Złośliwe oprogramowanie ukryte zostało w dokumentach, takich jak cyfrowe książki, zdjęcia i pliki audio związane z Ujgurami lub islamem. Kiedy ofiara otwierała dokument, uruchamia również złośliwą aplikację.

Przez lata autorzy kampanii wprowadzali pewne modyfikacje w złośliwym oprogramowaniu. Kilka z nich zostało wyraźnie opracowanych w celu zmniejszenia prawdopodobieństwa wykrycia złośliwego oprogramowania przez rozwiązania zabezpieczające – hakerzy eksperymentowali m.in. ze sposobami ukrywania złośliwych ciągów znaków. Dodali również kilku poprawek i funkcji, aby zbierać jeszcze więcej informacji z urządzeń swoich ofiar.

– Odkryliśmy kampanię mobilnego szkodliwego oprogramowania wymierzoną w Ujgurów, realizowaną przez co najmniej 7 lat. Zastosowane w niej złośliwe oprogramowanie ma wiele aktywnych możliwości, takich jak nagrywanie dźwięku przestrzennego, geolokalizacja w czasie rzeczywistym, a nawet możliwość prowadzenia połączeń i wysyłania wiadomości SMS przy użyciu telefonu ofiary. Wszystko to pozwala stojącym za kampanią hakerom zbudować wspaniały obraz wywiadowczy wokół swoich celów – mówi Sergey Shykevich, Threat Intelligence Group Manager w Check Point Software.

Porsche wchodzi na giełdę. Wszystko, co powinniśmy wiedzieć

Porsche AG – słynny producent kultowego modelu 911 wchodzi na giełdę. Planowane IPO ma mieć miejsce już 29 września. Co wiemy na temat IPO? Czy może być ono atrakcyjne inwestycyjnie?

Co wiemy o IPO Porsche?

IPO będzie zawierało symboliczny element. Zgodnie z informacjami podanymi na stronie internetowej, będzie ono opiewać na 911 mln akcji Porsche AG (w hołdzie najsłynniejszemu modelowi produkowanemu przez koncern). Pula ta zostanie podzielona w stosunku 50/50, tj. na 455,5 mln akcji uprzywilejowanych i 455,5 mln akcji zwykłych.

Okres subskrypcji rozpoczyna się już jutro. Informacje te dobrze wpływają na walory Volkswagena oraz Porsche SE, które notują dzisiaj wzrosty. Volkswagen spodziewa się, że wpływy z IPO oraz sprzedaży akcji zwykłych sięgną ponad 19 mld euro.

Należy wskazać na kilka istotnych informacji:

  • Porsche SE (PAH3.DE) i Porsche AG, którego dotyczy IPO nie są tymi samymi firmami. Porsche SE jest już notowaną na giełdzie spółką kontrolowaną przez rodzinę Porsche-Piech i jest największym udziałowcem Volkswagena. Porsche AG jest producentem sportowych aut, należy do Grupy Volkswagen i to jej akcji dotyczy IPO.
  • Oferta publiczna obejmuje 25% akcji uprzywilejowanych, nie posiadających prawa głosu. Połowę z tej puli kupi spółka Porsche SE z premią w stosunku do ceny z IPO w wysokości 7,5%. Pozostałe 12,5% akcji uprzywilejowanych zostanie zaoferowane inwestorom.
  • Zapisy na akcje ruszyły we wtorek 20 września.
  • Akcje uprzywilejowane producenta mają zostać zaoferowane inwestorom po cenie z przedziału od 76,5 euro do 82,5 euro.
  • Akcje zwykłe nie będą notowane na giełdzie i pozostaną w rękach Volkswagena, co oznacza, że pozostanie on akcjonariuszem kontrolującym spółkę po wejściu Porsche AG na giełdę.
  • Jak powiadomił Bloomberg, grupa Volkswagen (VW.DE) oczekuje, że wycena spółki sięgnie 75 mld euro, co dałoby kwotę odpowiadającą niemal 80% wyceny Volkswagena.
  • Akcje zwykłe będą miały prawo głosu, natomiast akcje uprzywilejowane pozostaną akcjami niemymi (bez prawa głosu). Oznacza to, że osoby inwestujące po IPO będą posiadały udziały w Porsche AG, ale nie będą miały wpływu na sposób zarządzania firmą.

Porsche AG pozostanie pod znaczącą kontrolą zarówno Volkswagena, jak i Porsche SE, a jego free float będzie obejmował jedynie ułamek wszystkich akcji i nie będzie oferował praw głosu. To utrudni każdemu inwestorowi zbudowanie znaczącego udziału w firmie lub forsowanie zmian. To co z kolei może wpłynąć na zmniejszenie ryzyka zmienności spowodowanej spekulacyjnymi ruchami inwestorów detalicznych.

Dlaczego Volkswagen podjął decyzję o IPO Porsche?

Chociaż Volkswagen jest znany na całym świecie, firma składa się z szeregu marek obejmujących zarówno auta klasy ekonomicznej, takie jak Skoda, jak i marki premium, takie jak Lamborghini, Ducati, Audi i Bentley. Spośród tych marek Porsche AG odniosło jeden z największych sukcesów, skupiając się na jakości i obsługując najwyższy segment rynku. Chociaż Porsche stanowiło zaledwie 3,5% wszystkich dostaw zrealizowanych przez Volkswagena w 2021 roku, marka ta wygenerowała 12% całkowitego przychodu firmy i 26% zysku operacyjnego.

Porsche infografika
Źródło: Materiały XTB

Ile warte jest Porsche AG?

Tuż po ogłoszeniu przez Volkswagena planów IPO, wycena Porsche AG oscylowała wokół 90 miliardów euro. Obecnie wartość ta spadła do około 65 – 85 mld euro z powodu znaczącej zmiany warunków rynkowych. Sam Volkswagen celuje w wycenę w przedziale 70,1 – 75,1 mld euro. Nie zmienia to faktu, iż nadal będzie ono jednym z największych w historii Niemiec. Jak wycena Porsche AG prezentuje się na tle spółek porównawczych?

Przyjmując do wyceny nawet górny pułap szacunków wycena Porsche byłaby nadal niższa niż wycena luksusowego producenta samochodów Ferrari, według wskaźników porównawczych.

Wycena Porsche w przedziale 65-85 mld euro równałaby się prognozowanemu na 2023r, wskaźnikowi EV/EBITDA w wysokości równej 8,5-11,3 oraz P/E na poziomie 12,6-16,5 według informacji podanych przez osobę związaną z obsługą procesu IPO.

Dla porównania, Mercedes wyceniany jest według prognozowanego wskaźnika EV/EBITDA za 2023r. w wysokości 1,46, BMW na 6,26 oraz Ferrari na 18,13.

Analogicznie, prognozowany wskaźnik P/E na 2023r. dla Mercedesa wynosi 4,80, dla BMW 4,96 natomiast Ferrari wyceniane jest na 32,27.

Porsche VW giełda
Źródło: Bloomberg

Volkswagen powiedział, że planuje wypłacić 49% całkowitych wpływów brutto z notowań akcjonariuszom w formie specjalnej dywidendy, a resztę przeznaczyć na inwestycje w firmę i realizację nowej strategii.

 

Według HSBC wycena 70-75 mld Euro może być wygórowana (stanowiłoby to niemal 80% wyceny całego Volkswagena). Zdaniem analityków bardziej wiarygodna jest kwota z przedziału 44,5 – 56,9 mld Euro.

Jak Porsche radzi sobie finansowo i operacyjnie?

Firma przez co najmniej trzy kolejne lata zwiększała sprzedaż i zyski, a w 2021 roku wygenerowała ponad 30 mld euro sprzedaży i ponad 5 mld euro zysku operacyjnego (EBIT). Spółka odnotowuje systematyczny wzrost przychodów przy rosnącej marży operacyjnej, będącej zarazem znacznie powyżej uzyskiwanej przez wi konkurencję.

Wybrane wyniki finansowe Porsche AG

Wybrane wyniki finansowe Porsche AG
Źródło: Spółka.

Rentowność zysku operacyjnego Porsche AG na tle spółek porównawczych

Rentowność zysku operacyjnego Porsche AG na tle spółek porównawczych
Źródło: Spółka.

Sprzedaż poszczególnych modeli Porsche

Porsche AG ma obecnie dostępnych w ofercie sześć podstawowych modeli. Są to samochody sportowe 718 i 911, elektryczny samochód sportowy Taycan, luksusowy Panamera oraz SUV-y Macan i Cayenne.

Spółka odnotowuje stały wzrost produkcji. W 2021 roku Porsche dostarczyło ponad 300 000 pojazdów, co oznacza nowy rekord dla firmy, po stałym wzroście produkcji w ostatnich latach.

Wyniki sprzedażowe Porsche z podziałem na modele

Wyniki sprzedażowe Porsche z podziałem na modele
Źródło: Spółka

Poniżej prezentujemy infografikę przedstawiającą najważniejsze wydarzenia z historii spółki Porsche AG.porsche kalendarium

Podsumowanie

Wycena Porsche AG wydaje się być atrakcyjna na tle spółek porównawczych, zwłaszcza w zestawieniu z Ferrari. Spółka rokrocznie odnotowuje wzrost przychodów ze sprzedaży oraz rentowności zysku operacyjnego, co stanowi niemałe osiągnięcie wobec wymagającego otoczenia rynkowego. Potencjalnym czynnikiem ryzyka może być wycena, która stanowiąc niemal 80% wyceny całego Volkswagena zdaje się być wygórowana. Segment sportowych aut klasy premium, w którym ugruntowaną pozycję ma Porsche AG zdaje się być relatywnie odpornym na skutki spowolnienia gospodarczego oraz rosnącej inflacji, w związku z czym w dłuższej perspektywie akcje spółki mogą cechować się potencjałem wzrostowym. Będą one dostępne w ofercie XTB w dniu IPO.

Autor: Maciej Kietliński, analityk XTB

Nawet dwie podwyżki pensji minimalnej nie zrekompensują inflacji

Rząd zapowiedział, że w 2023 roku pensja minimalna będzie dwukrotnie podwyższana. Już dziś widać, że nawet te dwie podwyżki nie zrekompensują wysokiej inflacji. Od stycznia minimalne pensje wzrosną netto o 14,2 proc., podczas gdy inflacja może wynieść nawet ponad 18 proc. Druga podwyżka w 2023 roku będzie za to oznaczać mniejszą podwyżkę pensji minimalnej w 2024 roku.

Rząd zapowiedział, że w 2023 roku minimalna pensja w Polsce wzrośnie wyjątkowo dwa razy: w styczniu i lipcu. A to by zrekompensować efekty rosnącej inflacji. Przyszły rok jest rokiem wyborczym, w którym odbędą się wybory parlamentarne (wybory samorządowe najprawdopodobniej zostaną przeniesione na 2024). Dlatego też rządowi zależy na znaczącym wzroście pensji minimalnej.

Zgodnie z propozycją rządu, pensja minimalna ma wzrosnąć z 3010 zł brutto (2363 zł netto) do 3490 zł brutto (2700 zł netto) od stycznia 2023 roku i ponownie w lipcu do 3600 zł brutto (2780 netto). Taki wzrost oznacza, że pensja minimalna brutto podniesie się o 15,95 proc.w styczniu i o 3,15 proc. w lipcu. Będzie to druga najwyższa podwyżka pensji minimalnej w ciągu ostatnich 20 lat – tylko w roku 2008 wzrosła ona bardziej, bo aż o 20,3 proc. rocznie. Jednak wszystkie podwyżki w ciągu ostatnich 20 lat dawały realny wzrost pensji minimalnej ponieważ inflacja mieściła się w przedziale od 0 do 4 proc. r/r i była niższa od tych podwyżek.

W 2023 roku wzrost pensji minimalnej będzie nominalnie bardzo wysoki, jednak wszystko wskazuje na to, że ta podwyżka nie będzie w stanie zrekompensować pracownikom o najniższych dochodach wzrostu inflacji. Inflacja w sierpniu wyniosła 16,1 proc. r/r i na koniec roku będzie na jeszcze wyższym poziomie. Zatem przebije planowaną o 15,95 proc. podwyżkę pensji brutto. Pensja netto (po opłaceniu podatków i składek) wzrośnie w takim wypadku tylko o 14,2 proc.

Natomiast lipcowa podwyżka ma wynagrodzić wzrost inflacji w pierwszym półroczu 2023 roku. Z dużym prawdopodobieństwem należy przyjąć, że inflacja na koniec czerwca 2023 nie spadnie poniżej 10 proc. r/r, co będzie efektem dużego wzrostu kosztów utrzymania na początku roku. Także wzrost najniższej pensji od lipca o 3 proc., tylko częściowo rekompensuje ubytek dochodu pracowników o najniższych zarobkach.

Wzrost pensji minimalnej porównujemy w tym wypadku do ogólnego poziomu inflacji. Trzeba jednak pamiętać, że osoby o niższych dochodach zdecydowanie więcej wydają na żywność i stałe opłaty. A obie te pozycje w ostatnim roku drożały bardziej niż wynosi oficjalna inflacja CPI. Warto też pamiętać, że jeśli w roku 2023 pensja minimalna, wyjątkowo zostanie podniesiona dwa razy, spowoduje to mniejsze podwyżki w roku 2024.

Wysokość pensji minimalnej w Polsce w poszczególnych latach

Rok Pensja minimalna w zł Zmiana w stosunku do poprzedniego roku
2003 800
2004 824 3,00%
2005 849 3,03%
2006 899,1 5,90%
2007 936 4,10%
2008 1126 20,30%
2009 1276 13,32%
2010 1317 3,21%
2011 1386 5,24%
2012 1500 8,23%
2013 1600 6,67%
2014 1680 5,00%
2015 1750 4,17%
2016 1850 5,71%
2017 2000 8,11%
2018 2100 5,00%
2019 2250 7,14%
2020 2600 15,56%
2021 2800 7,69%
2022 3010 7,50%
01/2023 3490 15,95%
07/2023 3600 3,15%

Źródło: ZUS, obliczenia eToro

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Kupcy reprywatyzacyjni pozbawieni przymiotu strony postępowania administracyjnego

Nieruchomości Warszawskie po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 29 sierpnia 2022r. sygn. akt I OSK 2034/20 – Kupcy reprywatyzacyjni pozbawieni przymiotu strony postępowania administracyjnego.

Po II Wojnie Światowej, podczas której Warszawę zrównano z ziemią, a zwarta zabudowa pozostała na lewym brzegu tylko w części zajmowanej przez Niemców w czasie okupacji i w stanie prawie nienaruszonym po stronie praskiej, zapoczątkowano dość specyficzną inicjatywę. W celu odbudowy stolicy zdecydowano się na bardzo nietypowe rozwiązania prawne. Sprawę własności nieruchomości Warszawskich uregulowano mocą dekretu o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy wydanego w dniu 26 października 1945 roku przez Krajową Radę Narodową (Dz.U. z 1945 r. nr 50, poz. 279) – dalej Dekret Bieruta. Teren „dekretowy” o powierzchni ok. 14.148 ha, stanowi 27,4 proc. powierzchni obecnej Warszawy i znajduje się w granicach Śródmieścia, Mokotowa, Żoliborza, Ochoty, Woli, Pragi-Płd., Pragi-Płn., Bielan, Targówka, Białołęki oraz Ursynowa.

Regulacja ta charakteryzowała się:

  • po pierwsze zerwaniem z łacińską zasadą superficies solo cedit, tzn. „oderwano własność budynku od własności nieruchomości”.
  • po drugie bardzo często granice działek nie pokrywały się z granicami działek przedwojennymi.
  • po trzecie przyznano prawo właścicielom do wnioskowania o czasową własność (obecna instytucja użytkowania wieczystego).

Na ten skomplikowany stan prawny i faktyczny nałożyły się zmiany polityczne: nacjonalizacja (1945), a potem komunalizacja gruntów (1990). W międzyczasie począwszy od lat 70 zezwolono mieszkańcom kwaterunkowym na wykup mieszkania za mniej niż 10% wartości. Polacy i Warszawiacy podzielili się na tych, którzy uważają że należy reprywatyzować (tzn. zwracać zawłaszczoną nieruchomość) i tych, którzy uważają, że ze względu na odbudowę Warszawy i upływ czasu zwracać nieruchomości nie należy.

Dawni właściciele nieruchomości lub ich następcy prawni w latach 1947-1949 złożyli ok. 17 tys. wniosków, z czego większość została rozpoznana negatywnie w latach 50, 60 i 70-tych. Niezrealizowane roszczenia przeszły następnie na spadkobierców, a część z nich została sprzedana osobom trzecim.

Sprzedaż roszczeń stała się przedmiotem powołanego w tytule rozstrzygnięcia Naczelnego Sądu Administracyjnego. W wyroku z dnia 29 sierpnia 2022 r. Sąd stwierdził brak nadania interesu prawnego stronom nabycia praw i roszczeń w postępowaniu administracyjnym prowadzonym na podstawie dekretu warszawskiego. W uzasadnieniu wyroku NSA wskazuje, że przepisy dekretu warszawskiego nie normują skutków prawnych nabycia praw określonych w tym dekrecie przez osoby, które zawarły umowy przeniesienia roszczeń. Przedmiotem tych umów nie jest bowiem prawo własności gruntu nieruchomości warszawskiej, skoro według art. 1 powołanego dekretu, wszelkie grunty na obszarze m. st. Warszawy przeszły na własność gminy m. st. Warszawy z dniem wejścia w życie tego dekretu, tj. z dniem 21 listopada 1945 r. Skutki prawne wspomnianych wyżej umów w sferze podmiotowej dla wydania decyzji na podstawie dekretu warszawskiego o przyznaniu praw określonych w tym dekrecie należy zatem ocenić przez pryzmat przepisów kodeksu postępowania administracyjnego, tj. przez pryzmat art. 28, w którym przymiot strony postępowania administracyjnego został oparty przez ustawodawcę na przysługiwaniu interesu prawnego lub obowiązku, którego dotyczy to postępowanie. Należy przy tym odróżnić skutki prawne czynności cywilnoprawnej od podmiotowości w prawie administracyjnym. Nie zawsze bowiem skutki czynności cywilnoprawnej powodują powstanie praw podmiotowych w sferze prawa administracyjnego. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy ustawodawca wyraźnie to unormował. Strony umowy cywilnoprawnej nie mogą zatem oczekiwać, bez istnienia ku temu normy prawa materialnego, że skutkiem tej umowy nastąpi podmiotowa zmiana uprawnienia przyznanego w dekrecie warszawskim. W związku z powyższym, umowy przenoszące roszczenia nie legitymowały – w rozumieniu prawa administracyjnego (w tym art. 28 KPA) – osób wskazanych w tych umowach, jako nabywcy praw i roszczeń – w rozumieniu prawa cywilnego – do skutecznego ubiegania się o przyznanie prawa użytkowania wieczystego na podstawie dekretu warszawskiego do gruntu nieruchomości warszawskiej określonej w decyzji Prezydenta. Uznanie tych umów za skuteczną podstawę, w rozumieniu prawa administracyjnego, do przyznania praw powołaną decyzją osobom wskazanym w tych umowach, jako nabywcom praw i roszczeń, stanowiło zatem rażące naruszenie art. 7 ust. 1 dekretu warszawskiego, określającego podmiotowy zakres przyznania prawa do gruntu nieruchomości warszawskiej.

Jest to precedensowy wyrok, do tej pory żaden z organów biorących udział w reprywatyzacji nie kwestionował praw nabywców roszczeń do bycia stroną postępowania. Co prawda nie jest to pierwszy wyrok sądów administracyjnych, gdzie widoczny był pogląd braku skutków prawnych umowy cesji roszczeń reprywatyzacyjnych. Począwszy od przełomu 2017 i 2018 roku Sądy zaczęły wskazywać na niemożność dokonania cesji takich roszczeń, wśród których występują roszczenia publicznoprawne, np. o wszczęcie postępowania administracyjnego. Już pięć lat temu w sprawach reformy rolnej orzekano o nieważności decyzji administracyjnych wydanych w stosunku do osób, które nabyły roszczenia na podstawie umowy cywilnej.

Biorąc powyższe pod uwagę należy zastanowić się czy wyrok ten otworzył drogę do zwrotu do miasta nieruchomości nabytych przez tzn. kupców reprywatyzacyjnych oraz do zwrotu w ten sposób pozyskanych odszkodowań od Skarbu Państwa. Czy to będzie oznaczać, że wszystkie sprawy, gdzie zastosowana taki model transakcji, mogą być kwestionowane. Z jednej strony słychać głosy, że Warszawski ratusz powinien przystąpić do kwerendy spraw, w których wystąpiła cesja roszczeń i rozpocząć postępowanie egzekucyjne. W mojej opinii nie jest to takie automatyczne – decyzje póki nie są wyjęte z obrotu prawnego – są podstawami podstawą kolejnych czynności prawnych. Czy konsekwencje uznania decyzji za nieważne będą przechodziły na osoby trzecie, które nabyły nieruchomość od takich osób? Jeśli tak to spowodowałoby lawinę procesów odszkodowawczych.

Takie podejście do orzeczenia Sądu Administracyjnego wywołałoby zapewne ogromny chaos w świecie nieruchomości warszawskich. Problem dotknąłby nie tylko dawnych właścicieli i ich następców prawnych, lecz także wpłynąłby na państwo i pewność obrotu nieruchomościami.

Z drugiej strony należy brać pod uwagę fakt, że orzecznictwo sądów administracyjnych ma zawężający kierunek wykładni. Zatem nie do zaakceptowania jest dopuszczalność podważania ostatecznych i prawomocnych decyzji wydanych w czasie gdy orzecznictwo wskazywało na skuteczność umów cesji także na gruncie prawa administracyjnego. Należy podkreślić, że każda transakcja powinna być indywidualnie weryfikowana. Wyrok nie powinien automatycznie przekładać się na wszystkie sprawy.

Biorąc powyższe pod uwagę, kolejny raz widać brak wszechstronnego uregulowania problemu reprywatyzacji w Polsce. Do tej pory reprywatyzacja obydwa się metodą orzecznictwa sądowego. Praworządność wymaga od demokratycznego państwa prawa ochrony interesu najsłabszych. W tym przypadku są nimi osoby pokrzywdzone powojennym prawem, przeczącym podstawowej zasadzie ochrony prawa własności. Jednym słowem potrzebne jest ustawowe rozwiązanie przedmiotowej kwestii.

Autor: adw. Anna Pałosz, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Dłuższe umowy najmu z powodu wyższych kosztów fit-out’u

Biuro pozostaje strategicznym narzędziem według 90% ankietowanych przez nas firm. W wyniku wzrastania na znaczeniu elastyczności, autonomii i różnorodności wiele podmiotów wykorzysta ten moment, żeby zredefiniować swój model pracy i zaoferować pracownikom większą elastyczność niż kiedykolwiek wcześniej, ale w centrum zawodowego życia cały czas pozostanie biuro. Trzeba się liczyć z tym, że jego forma, funkcja, wielkość  i jakość ulegną jednak zmianie. Najemcy chcący zaadoptować nowe standardy rynkowe i związane z nimi oczekiwania pracowników, muszą się liczyć ze zmianami w warunkach najmu. 

90% ankietowanych uważa biuro za strategiczne narzędzie

Przeprowadzone przez Knight Frank badanie wśród naszych globalnych klientów, w którym wzięły udział 373 firmy zatrudniające łącznie niemal 10 mln osób na świecie, wskazuje, że 90% ankietowanych uważa biuro za strategiczne narzędzie dla swojej firmy. Jednakże, co bardzo ważne – forma, funkcja, jakość i wielkość biur ulegnie zmianie. Z ankiety wynika, że nieco ponad jedna trzecia respondentów (35%) spodziewa się zmniejszenia wielkości swoich globalnych portfeli biur w ciągu najbliższych trzech lat, przy czym taka sama część oczekuje, że wielkość ich portfela powierzchni biurowej pozostanie na niezmienionym poziomie. Z kolei około 30% respondentów przewiduje powiększenie ilości wynajmowanej powierzchni w związku z rozwojem działalności i wejściem na nowe rynki.

Biura dla ludzi

Biorąc pod uwagę rolę biura jako strategicznego narzędzia HR-owego, jeszcze przed pandemią zauważalne było podnoszenie standardu wykończenia powierzchni przez najemców. Pandemia z pewnością przyspieszyła przejście na bardziej elastyczne warunki pracy, ale pracownicy byli już niezadowoleni ze swojego środowiska pracy na długo przed wybuchem pandemii. Biura były projektowane jako duże open space, bez wydzielanych stref i przy dużym zgęszczeniu tworzyły hałaśliwe, rozpraszające i niezdrowe przestrzenie, które wpływały na obniżenie nastroju i produktywności. Pandemia dodatkowo narzuciła to, że pracodawcy chcąc zapewnić bezpieczeństwo swoim pracownikom musieli wdrożyć dodatkowe rozwiązania, które spełniałyby wymogi sanitarne. O ile obostrzenia zostały już dawno zniesione zmiany w sposobie funkcjonowania biur i oczekiwania pracowników w tym zakresie pozostały. Pomimo, że już od kilku lat obserwujemy jak systematycznie wprowadzane były zmiany w projektowaniu przestrzeni biurowych, aby tworzyć miejsca skoncentrowane na ludziach i sprzyjające współdziałaniu, dopiero pandemia wymusiła zmianę sposobu w jaki pracujemy prawie z dnia na dzień, co znacznie przyspieszyło i długofalowo wpłynęło na zmianę funkcji jakie pełni biuro.

Wyższe koszty wykończenia

W efekcie powyższych przemian coraz więcej firm zaczęło przywiązywać wagę do wyglądu, estetyki oraz funkcjonalności swoich biur, co jednakże przekłada się również na koszty jego wykończenia. Najemcy muszą mieć świadomość, że pandemia i wojna w Ukrainie znacząco wpłynęły na sytuację w sektorze budowlanym.  Trudności z pozyskaniem materiałów budowlanych, w następstwie zerwanych łańcuchów dostaw, ich dynamicznie rosnące ceny, a także problemy z siłą roboczą w związku z naborem ukraińskich pracowników do armii i ich wyjazdem do Ukrainy sprawiły, że oprócz tego, że realizacja kontraktów na wykończenie powierzchni może ulec wydłużeniu, to firmy muszą wkalkulować wyższe koszty ponoszone na wykończenie swoich biur.

Najemcy dopłacają do fit-out’ów

W przypadku umów na okres 5 lat właściciele nieruchomości, w ramach zachęt, oferują najemcom na wykończenie ich biura 500 euro/m kw. O ile jeszcze przed wybuchem pandemii to wystarczało, o tyle teraz trudno się zmieścić w tej kwocie. Klienci mają do wyboru, albo dopłacić sami do fit-outu, albo podpisać umowę najmu na dłuższy okres. Przy podpisaniu takiej umowy na 6 lat, deweloperzy są gotowi ponieść koszty wykończenia biura nawet do poziomu 700 euro/m kw. Jeśli najemcy nie zdecydować się na dłuższy okres najmu i nie są również gotowi, żeby do fit-outu dopłacać, wynajmujący mogą przekonwertować zachęty w postaci zwolnień z czynszu na poczet kosztów ponoszonych na fit-out.  Koszt cały czas leży po stronie najemcy, jednakże nie trzeba go ponosić na samym początku umowy i w jednej transzy.

Albo podpisują dłuższe umowy najmu

W obliczu powyższych wyzwań najemcy pozostają elastyczni i są skłonni podpisywać umowy na okres 6 lat argumentując to tym, że różnica pomiędzy okresem 5, a 6-letnim jest niewielka i oszczędność finansowa z tego wynikająca jest zdecydowanie bardziej korzystna. Najemcy szukający biura na okres 3 lat muszą się liczyć z ograniczeniem finansowania fit-outów ze strony właścicieli, którzy przypadku krótkoterminowych umów przeznaczają na ten cel 250 euro/m kw. Taka kwota nie jest wystarczająca, żeby wykończyć biuro od podstaw, ale może wystarczyć na przeróbki na istniejących i już wykończonych powierzchniach.

Aleksandra Balczewska, Negocjator, dział Reprezentacji Najemcy, Knight Frank

Mieszkania wciąż drożeją. W I półroczu średnio o ok. 10%

I półrocze 2022 r. przyniosło kolejne podwyżki cen mieszkań, choć już o nie tak wysokiej dynamice jak w zeszłym roku. Według raportu Emmerson Evaluation w porównaniu do poprzedniego półrocza w największych polskich miastach wzrosty sięgały od 3% do 16% na rynku pierwotnym i od 6% do 21% na rynku wtórnym. Na spadki stawek w nadchodzących miesiącach się nie zapowiada. Niesprzyjające warunki, takie jak pandemia, nauczyły deweloperów dawkowania podaży. Prędzej niż ceny spowolnią inwestycje na rynku mieszkaniowym.

Początek 2022 r. przyniósł ze sobą znaczne ochłodzenie nastrojów kupujących, spowodowane regularnym podnoszeniem stóp procentowych przez RPP. Jednocześnie wzrosły ceny paliw, energii i innych surowców przyczyniając się do dalszych podwyżek cen materiałów budowlanych, nie mówiąc już o problemach z ich dostępnością. Dodatkowo wojna za wschodnią granicą odbiła się na łańcuchach dostaw, a także samej produkcji. Ukraina jest chociażby ważnym producentem stali, niezbędnej w budownictwie.

W szerszym, bo rocznym ujęciu w pierwszej połowie 2022 r. deweloperzy wprowadzili o 6% mniej mieszkań. Spadek ten można uznać za nieznaczny biorąc pod uwagę opisane powyżej negatywne czynniki. Tłumaczą to eksperci Emmerson Evaluation.

Część deweloperów po prostu przyśpieszyło realizację swoich projektów, aby zdążyć przed wprowadzeniem ustawy o Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym. DFG nakłada na deweloperów obowiązek gromadzenia określonej kwoty na mieszkaniowych rachunkach powierniczych, m.in. na wypadek upadłości i zaprzestania kontynuowania inwestycji. Fundusz obejmuje ochroną nabywców lokali mieszkalnych oferowanych w ramach inwestycji, których sprzedaż rozpoczęła się od 1 lipca 2022 r. Choć nowy wymóg jest korzystny dla nabywców, to dla deweloperów stanowi nie tylko obciążenie dodatkowymi opłatami, ale również wiąże się z ryzykiem, że nabywcy będą rezygnować z odbioru mieszkań – tłumaczy Robert Korczyński, członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Ceny w górę

Jak pokazuje raport Evaluer Index IH 2022 r., zmiany jakie zaszły w pierwszej połowie 2022 r. nie zatrzymały trendu wzrostowego stawek za mkw. W 21 analizowanych przez Emmerson Evaluation lokalizacjach ceny transakcyjne wzrosły średnio o 10% w stosunku do poprzedniego półrocza. Dla lokali używanych skala podwyżek była bardzo podobna i wyniosła przeciętnie 11%. Pod względem dynamiki wzrostu cen wyróżniał się Białystok, który zanotował najwyższy skok stawek na rynku pierwotnym (16%) oraz wysoki przyrost na wtórnym (15%). Nowe mieszkania szybko drożały także w Szczecinie (14%) oraz w Lublinie i w Kielcach (po 13%). Natomiast pierwszą trójkę miast z najwyższymi podwyżkami używanych lokali otwiera Zielona Góra, gdzie za mkw. trzeba było zapłacić o 21% więcej w stosunku do II półrocza 2021 r. Na drugim miejscu z 19% wzrostem uplasował się Sopot. Podium zamyka Gorzów Wielkopolski, gdzie stawki poszły w górę o 18%.

Najmniejsze tempo wzrostu cen transakcyjnych nowych mieszkań zaobserwowano w Sopocie (3%). Niski przyrost (5%) widoczny był też w miastach Aglomeracji Śląskiej (bez Katowic). Trzecie miejsce od końca zajął Gdańsk z 6% podwyżką stawek za mkw.

Z kolei na rynku wtórnym w I połowie br. najniższe podwyżki (o 6%) charakteryzowały rynek łódzki, olsztyński i poznański. Podobny wynik (7%) zanotowały Katowice i Wrocław. Niewiele więcej, bo o 8% wzrosły stawki używanych lokali w Warszawie, Krakowie, Gdyni i Bydgoszczy.Mieszkania wciąż drożeją. W I półroczu średnio o ok. 10%

Co dalej?

W 2022 r. stopniowy wzrost stóp procentowych przyniósł znaczne ochłodzenie, a potencjalni kupujący zaczęli mieć problemy ze zdolnością kredytową lub przyjęli postawę wyczekującą. Obecnie nabywcy oczekują powrotu sprzyjającej koniunktury, a przede wszystkim powrotu możliwości kredytowania zakupu. Tych, którzy wyczekują spadku cen może jednak czekać rozczarowanie.

Mieszkania z roku na rok stają się coraz bardziej interesującym sposobem inwestowania ze względu na możliwość ochrony kapitału przed utratą wartości w obliczu inflacji. Także koszty budowy w najbliższym czasie na pewno nie zmaleją z racji rosnących cen materiałów budowlanych, kosztów energii i niedoboru pracowników. Dodatkowo, deweloperzy przerzucą na kupujących opłaty związane z doliczaniem składek na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny, wskazują eksperci Emmerson Evaluation.

Obecna sytuacja największych deweloperów jest na tyle dobra, że nie należy się spodziewać, iż zmniejszona sprzedaż wpłynie negatywnie na ich działalność i zmusi do obniżki cen. Na chwilę obecną można oczekiwać rabatów i różnego rodzaju bonusów, takich jak vouchery gratisowe na wykończenie mieszkania czy wyposażenie kuchni lub miejsce parkingowe w cenie mieszkania. Większość promocji obejmie jednak jedynie mniej popularne inwestycje lub pojedyncze lokale, na które z różnych przyczyn nie ma chętnych. Niesprzyjające warunki, takie jak pandemia, nauczyły deweloperów dawkowania podaży, by w razie kryzysu nie zostać z nadmiarem pustostanów. Wszystko wskazuje na to, że przynajmniej część z nich jest przygotowana do tego, że za rok będą wyprzedawać mieszkania z tegorocznej oferty – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

Autorzy raportu Evaluer Index IH 2022 r. przewidują, że niepewność na rynku nieruchomości będzie utrzymywała się tak długo, jak długo niestabilna będzie sytuacja gospodarcza w Polsce, na którą wpływ ma inflacja, pandemia (której nie można jeszcze uznać za zakończoną), wojna w Ukrainie, kryzys energetyczny, a także problemy z łańcuchami dostaw. Analitycy spodziewają się, że dla branży budowlanej ten rok będzie jeszcze pracowity ze względu na oddawanie do użytku mieszkań, które weszły do sprzedaży w 2020 roku. Jednak kolejne lata przyniosą już pogorszenie, a firmy budowlane muszą przygotować się na spowolnienie inwestycyjne na rynku nieruchomości. Zmiany te zobaczymy jednak dopiero z końcem roku, kiedy zakończą się już rozpoczęte projekty.

Raport Evaluer Index IH 2022 jest dostępny pod adresem: https://www.emmerson-evaluation.pl/wp-content/uploads/2022/09/raport-evaluer-index-1h2022.pdf.

Krach na funcie

Niespotykana sytuacja na brytyjskiej walucie. Paradoks aktualnych czasów to zacieśnianie monetarne w połączeniu z luzowaniem fiskalnym. EUR/USD dryfuje w okolicach 20-letnich minimów. Złoty nadal pozostaje w defensywie.

GBP z nieba do piekła

Jak gwałtowne potrafią być ostatnio zmiany na rynkach, świadczy sytuacja na GBP z ostatnich godzin. Nie boję się użyć słowa “krach”, który spowodował, że funt brytyjski stał się najtańszy w relacji do dolara amerykańskiego w historii. Jest to konsekwencja prezentacji zmian w podatkach przez nową premier Zjednoczonego Królestwa Liz Truss. Trzeba dodać, że jest to radykalne cięcie obciążeń fiskalnych, oczywiście sfinansowane emisją długu. To pigułka nie do przełknięcia dla inwestorów, stąd paniczna wyprzedaż funta i przy okazji gigantyczna przecena brytyjskich obligacji skarbowych.

Bank Anglii w pogotowiu

W tym roku funt do dolara stracił już blisko 20%, a trzeba przyznać, że początek roku miał bardzo udany, gdyż szybkie tempo szczepień i odmrożenie gospodarki spowodowało, że w gronie walut G-10 był jedną z najmocniejszych. Dzisiaj GBP podkopał wszystkie swoje fundamenty i można go traktować jako jedną z bardziej rozchwianych walut. Szczególnie że patrząc na gospodarkę, widzimy splot niekorzystnych czynników: słaby wzrost gospodarczy w połączeniu z blisko 10% inflacją i rosnącym deficytem nie budzi sympatii inwestorów. Tym bardziej że dług Wielkiej Brytanii będzie rósł, skoro zaplanowano kolosalne wydatki budżetu na poziomie ponad 150 mld GBP. Do tego pojawia się paradoks, który jest niejako oznaką aktualnych czasów, a więc zacieśnianie monetarne w połączeniu z luzowaniem fiskalnym Można by śmiało powiedzieć, że większość znanych ekonomistów byłaby w niemałym szoku, że tak można. Nie można za to totalnie krzyżować Liz Truss, bo zamysł niby dobry, wsparcie gospodarki w kryzysie energetycznym. Tylko plany likwidacji stawki 45% dla najbogatszych, obniżenie PIT o 1%, czy rezygnacja z podwyżki CIT o 6% nie spełniają kryteriów walki z inflacją. Idą też w opozycji do działań Banku Anglii, który będzie zapewne zmuszony ratować sytuację i podnieść pozaprogramowo stopy procentowe oraz interweniować na rynku FX.

Flirtowanie ze wsparciem

Na EUR/USD dryfowanie na niskich poziomach. Była próba przebicia wsparcia na poziomie 0,96, który stanowi 20-letnie minimum, ale na ten moment okazała się ona nieudana. Wynik wyborów we Włoszech i wygrana eurosceptycznej partii prawicowej nie daje pretekstu do odbicia wspólnej waluty. Inwestorzy boją się, jaki plan może zaserwować prawdopodobnie przyszła premier Meloni. Mówi się o potężnej stymulacji fiskalnej i wpływa to na dużą nerwowość na włoskim rynku długu. Jak wiemy, w dalszej perspektywie może to spowodować problem dla EBC, tym bardziej w obliczu podwyżek stóp procentowych. Euro nie pomaga też sytuacja na froncie wojny w Ukrainie, gdzie nadal ryzyko geopolityczne jest wysokie, a coraz częściej pojawia się czarny scenariusz użycia broni jądrowej.

Zły moment

Wspominaliśmy o paradoksach w brytyjskiej gospodarce, a identyczne mamy w naszym kraju. Kolejne plany rządu sieją panikę na warszawskiej giełdzie i niestety są hamulcem dla ewentualnego odreagowania na krajowej walucie. PLN nadal będzie narażony na ryzyko większej przeceny szczególnie w relacji do USD czy CHF. Tym bardziej że RPP jest niechętne dalszemu podwyższeniu stóp procentowych, co w połączeniu z dalszymi stymulacjami fiskalnymi zapewne wywinduje inflację na poziomy bliskie 20%. Najgorsze, że wszystkie czynniki wewnętrzne niekorzystne dla naszej waluty prezentują się w najgorszym możliwym momencie, a więc totalnym chaosie na rynkach.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Polacy chcą elastyczności w pracy

Dane z najnowszego raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View” wskazują, że Polacy są zwolennikami elastycznych rozwiązań związanych z pełnieniem obowiązków zawodowych. Blisko sześciu na dziesięciu ankietowanych (57,49 proc.) przyznaje, że rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca nakazał im wrócić do całkowicie stacjonarnego trybu pracy.

Elastyczność albo odejście

Coraz więcej pracowników przyznaje, że elastyczny model pracy jest dla nich jednym
z priorytetów w podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu. Firma ADP, globalny lider usług kadrowo-płacowych, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, do jakich poświęceń gotowi są pracownicy w zamian za możliwość stosowania elastycznego modelu pracy. Z pozyskanych danych wynika, że aż 6 na 10 (57,49 proc.) ankietowanych w badaniu Polaków uważa, że rozważyłoby zmianę firmy, gdyby pracodawca nakazał im wrócić do całkowicie stacjonarnego trybu pracy. Na taki krok częściej zdecydowaliby się mężczyźni (59,96 proc.) niż kobiety (54,86 proc.).

Polska jest krajem, w którym panuje niski poziom bezrobocia, dlatego utrzymanie w przedsiębiorstwie talentów powinno być dla managerów najwyższym priorytetem. Z tego też względu warto zrewidować dotychczasowy model pracy i, jeśli to konieczne i możliwe, stworzyć go na nowo, w oparciu o potrzeby zarówno obecnych pracowników, jak i kandydatów. Nie da się ukryć, że firmy, aby zachować konkurencyjność na rynku, muszą podążać za potrzebami kandydatów i wprowadzać kolejne udogodnienia – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektorka HR w ADP Polska dodaje ekspertka.

Elastyczność w zamian za cięcie pensji

Era pracy wyłącznie stacjonarnej zakończyła się wraz z wybuchem pandemii, a pracownicy coraz chętnie korzystają z możliwości elastycznych metod zatrudnienia, jak np. pracy hybrydowej. Według badania ADP „People at Work: A Global Workforce View”, aż 1/3 Polaków przyznaje, że zgodziłaby się na obcięcie wynagrodzenia w zamian za możliwość stosowania elastycznych godziny pracy, przy czym czas spędzany na obowiązkach zawodowych nie uległby zmianie (29,22 proc.). Ponadto, aż 60,81 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że chciałoby uzyskać większą elastyczność w kwestii tego, kiedy pracuje, przy zachowaniu tej samej liczby godzin przepracowanych w tygodniu, np. 5 dni roboczych po 8 godzin dziennie lub 4 dni po 10 godzin dziennie.

Przeprowadzone badanie wśród 1989 Brytyjczyków wskazuje, że podczas standardowego 8-godzinnego dnia pracy, pracownik jest wydajny tylko przez 3 godziny, a pozostały czas spędza na czynnościach niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Jego wydajność spada. Mózg bowiem nie jest w stanie poświęcić tyle samo energii, ma ograniczoną ilość czasu na twórcze myślenie – komentuje Sylwia Rozbicka, psycholog Centrum Zdrowia Psychicznego Mind Health. – Mniejszy wymiar czasu pracy może sprawić, że pracownicy będą bardziej efektywni i lojalni wobec pracodawcy. Ponadto krótszy tydzień pracy może przyczynić się do obniżenia poziomu stresu oraz wzrostu zadowolenia z życia wśród pracowników. Dzięki większej liczbie dni wolnych od pracy będą mogli oni skupić się na budowaniu więzi rodzinnych, rozwoju pasji czy zadbaniu o własne zdrowie – dodaje ekspertka.

Cavatina Holding publikuje wyniki za I półrocze 2022 r.

Grupa Cavatina Holding S.A. – notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych – osiągnęła w I półroczu 2022 r.  następujące wyniki finansowe:

  • Skonsolidowany zysk z nieruchomości inwestycyjnych: 94,3 mln zł
  • Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej: 72,2 mln zł
  • Skonsolidowany zysk netto: 39,2 mln zł

– Pierwsze półrocze 2022 r. to dla Cavatina Holding kontynuacja rozwoju portfela biurowego, sukcesy w zakresie przyciągania nowych najemców oraz skuteczne pozyskiwanie finansowania dla prowadzonych na szeroką skalę inwestycji. Z sukcesem zakończyliśmy emisje obligacji z których pozyskaliśmy w tym roku ponad 100 mln zł. Warto także zwrócić uwagę na bardzo ważne z punktu widzenia realizacji naszej strategii podpisanie umowy przedwstępnej, a następnie sfinalizowanie w sierpniu b.r. transakcje sprzedaży portfolio trzech budynków za ponad 139 mln euro do podmiotów związanych z amerykańskim funduszem Lone Star Funds – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Spółki Cavatina Holding S.A.

Najważniejsze skonsolidowane dane finansowe

Narastająco [dane w mln zł] I pół. 2022 r. I pół. 2021 r.
Zysk/strata z nieruchomości inwestycyjnych 94,3 117,7
Zysk/strata z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych 81,0 108,9
Zysk z działalności operacyjnej 72,2 106,6
Zysk netto 39,2 88,5

 

Stan na dzień [dane w mln zł] 30 czerwca 2022 r. 31 grudnia 2021 r.
Kapitał własny  1 093,1 1 053,9
Suma aktywów 2 855,7 2 498,2

Grupa Cavatina Holding S.A. miała w I półroczu 2022 r. 94,3 mln zł zysku z wyceny nieruchomości inwestycyjnych i 72,2 mln zł zysku z działalności operacyjnej. W analizowanym okresie Grupa uzyskały pozwolenie na użytkowanie budynków Global Office Park (A1, A2) w Katowicach o powierzchni ponad 55 tys. mkw. oraz Palio Office Park B w Gdańsku o powierzchni ponad 7,7 tys. mkw. W budowie znajdowały się projekty o łącznej powierzchni ok. 168 tys. mkw. W samym drugim kwartale Grupa wypracowała odpowiednio 23,6 mln zł zysku z wyceny nieruchomości inwestycyjnych i 17,2 mln zł zysku z działalności operacyjnej.

W czerwcu 2022 roku Grupa Cavatina Holding S.A. podpisała przedwstępną umowę sprzedaży nieruchomości biurowych, Tischnera Office, Ocean Office Park A oraz Carbon Tower. Po spełnieniu warunków zawieszających przewidzianych w umowach przedwstępnych, umowy sprzedaży podpisane zostały 24 sierpnia 2022 roku. Cena sprzedaży tych trzech projektów wyniosła ponad 139 mln EUR. Z pozyskanych ze sprzedaży nieruchomości środków spłacone zostało zadłużenie z tytułu posiadanych kredytów przez spółki zależne w łącznej kwocie 93,4 mln EUR.

W I półroczu 2022 r. deweloper podpisał umowy najmu i przednajmu łącznie na ponad 35 tys. mkw w inwestycjach realizowanych w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Gdańsku oraz Bielsku-Białej. Poziom najmu zakończonych projektów i przednajmu w przypadku nieruchomości inwestycyjnych w budowie wynosił na dzień zatwierdzenia sprawozdania za I półrocze 2022 r.: Global Office Park C – 100%, Equal Business Park D – 60%, Ocean Office Park B – 34%, Global Office Park A – 67%, Palio Office Park A – 52%, Palio Office Park B – 31%, Quorum D – 54%, Cavatina Hall A – 93%, WIMA D – 100%.

W minionych miesiącach 2022 r. Cavatina Holding przeprowadziła trzy emisje w ramach programu obligacji prowadzonego na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 10 stycznia 2022 r. pozwalającego na emitowanie obligacji o łącznej wartości do 200 mln zł. W I półroczu 2022 r. spółka uplasowała obligacje serii P2022A i P2022B o łącznej wartości ponad 80 mln zł, a w lipcu na rynku Catalyst zadebiutowały także obligacje serii P2022C z której spółka pozyskała kolejne 20 mln zł.

Ponadto w maju 2022 r. w ramach dywersyfikacji źródeł finansowania swojej działalności, Grupa po raz kolejny otrzymała finansowanie od międzynarodowego konsorcjum, w skład którego weszły austriackie banki: Erste Group Bank AG oraz Raiffeisenlandesbank Niederösterreich-Wien AG. Środki w wysokości maksymalnie 70 mln euro i 10 mln zł zostaną wykorzystane zostaną na finansowanie i refinansowanie nakładów związanych z budową i wykończeniem budynków biurowych A i B wielofunkcyjnej inwestycji Ocean Office Park w Krakowie.

Słaby jak funt

Funt szterling nie radzi sobie najlepiej w ostatnim czasie. Para walutowa GBPUSD spadła czasie do poziomów nienotowanych od połowy lat 80-tych ubiegłego wieku. Do tej pory GBP cierpiał z powodu małego zdecydowania Banku Anglii, który potrafił kilkukrotnie rozczarować rynki. Funt również zbierał żniwa brexit-u. Deprecjacja waluty przyspieszyła, kiedy rząd brytyjski ogłosił cięcia podatkowe, które mogą doprowadzić do większej inflacji i spowodować jeszcze większe zadłużenie kraju.

GBP osłabł dynamicznie po tym, jak Kanclerz Skarbu – Kwasi Kwarteng – ogłosił obniżenie podstawowej stawki podatku dochodowego o 1 punkt procentowy do poziomu 19 proc. Zrezygnował on również z 45 proc. podatku dla osób zarabiających powyżej 150 tys. funtów rocznie. Z kolei podwyżka podatku od przedsiębiorstw do 25 proc. z 19 proc. (która miała wejść od kwietnia 2023 roku) została anulowana. Dodatkowo na początku września rząd zapowiedział wprowadzenie limitów na rachunki za gaz, których koszt dla rządu wyniesie prawdopodobnie około 150 mld funtów, w zależności od rynkowej wyceny surowca. Działania te będą kosztować budżet państwa 160 mld funtów w ciągu najbliższych pięciu lat. Jest to średnio około 1,25 proc. PKB. Kwarteng podtrzymał w weekend perspektywę dalszych działań. To spowodowało, że wczorajsza poranna przecena GBP była tak drastyczna. Dopiero 23 listopada polityk wyjaśni szczegółowo, w jaki sposób poziomy zadłużenia spadną w średnim terminie w stosunku do PKB.

Masowy bodziec fiskalny pojawia się w czasie, gdy BoE już walczy o ograniczenie inflacji, która jest bliska 40-letniemu szczytowi. Szansa na to, że funt dotknie parytetu w 2022 roku wzrosła w poniedziałek do około 60 proc., z 32 proc. w piątek.

Oprócz wysokiej zmienności na FX również widoczny był duży ruch na obligacjach skarbowych UK. 10-latki wzrosły o 42 pb do 4,24 proc.

Wczoraj prezes Banku Anglii – Andrewy Bailey powiedział, że bank monitoruje rozwój sytuacji na rynkach finansowych bardzo uważnie i dodał, że „nie zawaha się zmienić stóp procentowych o tyle, o ile będzie to konieczne, aby przywrócić inflację do celu 2 proc. w sposób trwały w średnim okresie”. Zgasił jednak oczekiwania na nagły ruch, ponieważ podkreślił, że BoE dokona pełnej oceny planów budżetowych rządu oraz spadku wartości GBP na następnym zaplanowanym posiedzeniu w listopadzie. W tym momencie rynek OIS wycenia podwyżkę stóp o 146 pb w listopadzie oraz o 74 pb w grudniu.

Wydarzenia w UK spowodowały, że przez moment za jednego funta trzeba było zapłacić na rynku ok. 5,1260 – to najniższy poziom pary GBP/PLN od czerwca 2021 roku. Aktualnie kurs wskazuje 5,3280.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Polacy zgromadzili blisko 10 mld zł w PPK. Obecnie jest tam blisko 2,5 mln uczestników

Jak wynika z danych udostępnionych przez PFR, na koniec sierpnia br. liczba uczestników PPK wyniosła 2,44 mln. To o 13% więcej niż na zakończenie czerwca 2021 roku, kiedy było ich 2,16 mln. Z kolei kwota zgromadzonych środków wzrosła w tym czasie o przeszło 83%, z 5,33 mld zł do 9,77 mld zł. Na początku zeszłego miesiąca najwięcej aktywnych uczestników PPK pochodziło z województwa mazowieckiego, a najmniej – ze świętokrzyskiego. Zdaniem ekspertów, choć widać wzrosty, to dane nie są satysfakcjonujące. Wpływ na to może mieć załamanie zaufania do inicjatyw rządowych, zwłaszcza po sytuacji z OFE. Jednocześnie znawcy tematu dodają, że trzeba być ostrożnym z oceną projektu poprzez pryzmat roku czy dwóch lat, bo jesteśmy w okresie naprawdę wyjątkowych turbulencji i wielu rynkowych zmiennych.

Widać progres

Z danych przekazanych przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR) wynika, że na koniec sierpnia br. liczba uczestników Pracowniczych Planów Kapitałowych wyniosła 2,44 mln. 2 miesiące wcześniej było ich 2,4 mln. Z kolei ubiegły rok zakończono wynikiem 2,27 mln, a stan z 30 czerwca 2021 roku wskazywał na 2,16 mln.

– PPK dopiero się u nas ukorzenia. Dobrze więc, że rośnie liczba osób nim objętych. To pokazuje, że wzrasta świadomość potrzeby dodatkowego zabezpieczenia się na przyszłość. Jednak biorąc pod uwagę, że mamy blisko 17 mln pracujących, to jesteśmy bardzo daleko od stanu zadowolenia. Nas mogłoby satysfakcjonować uczestnictwo na poziomie dwóch trzecich, a nie ok. 15% – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, były członek Rady Nadzorczej ZUS-u.

Z kolei prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, oczekiwał większego zainteresowania PPK. Zdaniem eksperta, problemy mogą wynikać z załamania zaufania do inicjatyw rządowych, zwłaszcza po porażce programu dotyczącego otwartych funduszy emerytalnych. W szczególności po tym, jak połowa środków z niego została przejęta przez budżet państwa, Polacy mogli się zrazić do tego typu inicjatyw. Co prawda zapisy pojawiły się na kontach ZUS, ale spora część uczestników uważała, że pieniądze zgromadzone w OFE należą do nich. Dlatego też przejęcie zostało potraktowane jako nadużycie, chociaż trzeba zaznaczyć, że formalnie odbyło się zgodnie z prawem.

– Dla mnie liczba uczestników PPK nie jest zaskoczeniem. Kiedy ten system był uruchamiany, to spodziewano się znacznie większej grupy osób przystępującej do niego. Na razie to nam się nie udało. Jako Polacy nie mamy zwyczaju długoterminowego oszczędzania. Ludzie odkładają pieniądze np. na zakup artykułów gospodarstwa domowego, mebli czy też samochodu. Ale zazwyczaj na tym kończą – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Skromne środki

Jak wynika z danych udostępnionych przez PFR, na koniec sierpnia br. środków zgromadzonych w PPK było 9,77mld zł. W porównaniu do lipca, zanotowano wzrost o 177,4 mln złotych. Z kolei stan z 30 czerwca br. wyniósł 9,03 mld zł. Ubiegły rok zamknięto kwotą 7,67 mld zł, a pół roku wcześniej mowa była o 5,33 mld zł.

– Niewątpliwie w ciągu ponad roku nastąpił duży wzrost. Jednak w PPK wciąż są bardzo skromne środki. Dla porównania, w momencie, kiedy doszło do przejęcia połowy środków z OFE, zgromadzonych tam było ok. 300 mld zł – analizuje główny ekonomista BCC.

Biuro prasowe PFR podaje również, że wzrost zgromadzonych środków w okresie od czerwca do sierpnia wynika w dużej mierze z odrobienia wyników przez fundusze PPK. Natomiast Jeremi Mordasewicz zwraca uwagę na to, że teraz znowu mamy gorszą sytuację na giełdzie. Takie wahania denerwują ludzi, bo oni widzą, że im ubywa pieniędzy. A przecież to jest system bardzo długoterminowego oszczędzania. Tu mówimy o odkładaniu środków przez 30 czy 40 lat, tj. przez okres aktywności zawodowej. Dlatego nie powinniśmy epatować wzrostami czy spadkami w perspektywie dwóch czy trzech lat. Podobnie było z OFE.

– Ważne jest, żeby osoby pracujące dostrzegały ryzyka związane z czasem. Za 20-30 lat emerytury dla wielu ludzi, a w szczególności dla kobiet, mogą być naprawdę skromne. Dlatego trzeba również rozważyć przystąpienie do tego programu – dodaje prof. Gomułka.

Myślenie o przyszłości

Według stanu z 1 sierpnia tego roku, najwięcej aktywnych uczestników PPK było z województwa mazowieckiego – 804 741 (zgromadzone aktywa netto – 3,855 mld zł). Dalej mamy wielkopolskie – 283 561 (ok. 1,017 mld zł), śląskie – 238 550 (ok. 979 mln zł), małopolskie – 202 827 (ok. 928 mln zł), a także dolnośląskie – 189 263 (743 mln zł). Najmniej aktywnych uczestników było z woj. świętokrzyskiego – 28 454 (aktywa na poziomie ok. 122 mln zł). Wyżej w zestawieniu znajdują się osoby, które nie mają adresu w Polsce – 29 207 (ok. 44 mln zł). Przed nimi są mieszkańcy lubuskiego – 29 611 (119 mln zł), jak również warmińsko-mazurskiego – 33 624 (ok. 125 mln zł).

– PPK ma stanowić zabezpieczenie na starość przed ubóstwem. Mam nadzieję, że nie odwrócimy się od tej inicjatywy i będziemy ją powoli realizować. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii czy Nowej Zelandii jest wielokrotnie większe uczestnictwo w takich programach organizowanych przez pracodawców. Ale dochodzenie do tego zajęło im kilka lat. Tam zadziałał prosty mechanizm. Ludzie dowiadują się o korzyściach, które odnoszą ich współpracownicy czy znajomi. I wtedy podejmują decyzję o wejściu – opisuje ekspert z Konfederacji Lewiatan.

Z kolei prof. Gomułka podkreśla, że dopływ środków do funduszy i wnoszenie ich na giełdy jest potencjalnie bardzo ważnym źródłem finansowania wzrostu gospodarczego. Natomiast w Polsce generalnie oszczędności są niewielkie i to ma wpływ na możliwości inwestycyjne w kraju. Jak zaznacza były wiceminister finansów, środowiska przedsiębiorców i ekonomistów traktowały PPK jako pozytywną inicjatywę. Ale od początku były wątpliwości, czy będzie ona przyjęta entuzjastycznie przez pracujących. I rzeczywiście te obawy się potwierdziły. Zdaniem eksperta, liczba uczestników będzie wzrastać, ale powoli.

– Byłbym ostrożny z oceną PPK, bo jesteśmy w okresie naprawdę wyjątkowych turbulencji. Proponowałbym dokonywać osądu na spokojnie w dłuższym horyzoncie czasowym. Bardzo sprzyjam tym formom oszczędzania, ale znajdujemy się na samym początku tej drogi. Jeśli zgromadzimy w PPK i innych tego typu programach 100% polskiego PKB, to wtedy powiem, że mamy dojrzały system oszczędzania na emeryturę. Kilka lat temu Holendrzy w ten sposób zgromadzili ok. 120% ich PKB – podsumowuje Jeremi Mordasewicz.

Finansowanie smart może pozwolić ograniczyć emisję dwutlenku węgla w Europie o 168,6 mega ton

Producenci stoją dziś przed dylematem — z jednej strony chcą inwestować w zrównoważony rozwój, z drugiej mają obawy związane z angażowaniem kapitału w obliczu gospodarczej niepewności. Eksperci Siemens Financial Services wskazują, że przedsiębiorstwa produkcyjne powinny szerszej stosować metody finansowania smart. W ten sposób uda im się osiągnąć tak istotną w obecnej sytuacji optymalizację kosztów oraz zrealizować cele związane ze zrównoważonym rozwojem. Dzięki zastosowaniu finansowania smart w ramach rozwiązań „Energy-as-a-service” w latach 2023-2030 w samej Europie można by ograniczyć emisję dwutlenku węgla aż o 168,6 mega ton.

Sytuacja geopolityczna, zakłócenia w łańcuchu dostaw i coraz wyższa inflacja wywierają presję na optymalizację produkcji. Równocześnie oczekuje się, że przemysł będzie stawał się coraz bardziej zrównoważony, tak by osiągnąć wyznaczone cele klimatyczne. W Europie prawo unijne rekomenduje redukcję gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. do 2030 roku, w porównaniu z poziomem z 1990 roku. Z kolei prezydent USA, w kwietniu 2021 r., zobowiązał się do zmniejszenia emisji z przemysłu wytwórczego o 50-52 proc. do 2030 r., a prezydent Chin zadeklarował ograniczenie emisji dwutlenku węgla na jednostkę PKB o 65 proc. w stosunku do poziomu z 2005 roku.

Skala możliwości ograniczenia wpływu przemysłu na środowisko jest ogromna

Finansowanie smart jest kluczowym elementem, który wspiera osiąganie celów klimatycznych i popularyzację gospodarki o obiegu zamkniętym. W raporcie „Financing Sustainability: Smart ways to enable Sustainable Manufacturing” analitycy Siemens Financial Services posłużyli się przykładem rozwiązań „Energy-as-a-service” (czyli „zwiększenie efektywności energetycznej jako usługa”), aby zobrazować jak wielkie korzyści dla środowiska może mieć szersze zastosowanie takich sposobów finansowania zrównoważonych inwestycji. W samej Europie, dzięki wdrożeniu takiego modelu można by na przestrzeni najbliższych 7 lat ograniczyć emisję aż o 168,6 mega ton CO2.Finansowanie smart może pozwolić ograniczyć emisję dwutlenku węgla w Europie o 168,6 mega ton

Zrównoważony rozwój przestaje być trendem, a staje się koniecznością. Kolejne rekomendacje i regulacje ponaglają do optymalizacji sposobu prowadzenia działalności biznesowej i dążenia do zamkniętego obiegu produkcji. Część przedsiębiorców uważa, że nie ma pieniędzy na takie inwestycje lub odkłada je w czasie, nie zdając sobie często sprawy, że istnieją metody pozwalające wcielić w życie takie projekty bez angażowania dużego kapitału. W tym kontekście kluczowa staje się promocja nie tylko zrównoważonego rozwoju jako nowego modelu biznesowego, lecz także finansowania smart jako narzędzia, które umożliwia realizację takich inwestycji Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Nowy sposób na przemysł

Według OECD – Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju – zrównoważona produkcja jest dziś formalną nazwą dla nowego sposobu prowadzenia działalności gospodarczej i tworzenia wartości przedsiębiorstw. Dzięki minimalizowaniu szeroko pojętego ryzyka biznesowego,  zrównoważony rozwój pozwala na efektywne wykorzystanie możliwości, jakie stwarza optymalizacja procesów związanych z ekonomią, środowiskiem i społeczeństwem.

Producenci powinni dążyć do zrównoważonego rozwoju nie tylko z powodu presji związanej z koniecznością reagowania na ograniczenia i regulacje. Inwestycje w zielone technologie mogą pozytywnie wpłynąć na zwiększenie wydajności operacyjnej poprzez redukcję kosztów i wesprzeć budowanie długotrwałej rentowności przedsiębiorstwa. Pozwalają również na wzmocnienie wizerunku marki i budowę zaufania społecznego. Co ważne, zarówno korzyści finansowe, jak i te związane z postrzeganiem przedsiębiorstwa przez klientów i konsumentów, przekładają się na wzrost zdolności firmy do konkurowania.

Ważne by uświadomić sobie, że nie ma jednego sposobu na zrównoważony rozwój. To złożone pojęcie, które obejmuje wiele zagadnień i jeszcze więcej rozwiązań. Tych ostatnich z roku na rok przybywa dzięki coraz to bardziej zaawansowanym technologiom. Dobrym przykładem są procesy, które pozwalają na zwiększenie efektywności energetycznej. Należą do nich nie tylko rozwiązania umożliwiające odzyskiwanie energii ze środowiska produkcyjnego czy automatyzację budynków, lecz także konwersja na oświetlenia LED i wiele innych. To wszystko sprawia, że tak naprawdę każde przedsiębiorstwo znajdzie rozwiązanie, które będzie odpowiadać jego konkretnym potrzebom i możliwościom – podkreśla Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services w Polsce.

Zrównoważone finansowanie smart

Pogodzenie chęci inwestowania w zrównoważony rozwój z obawami związanymi z angażowaniem kapitału w warunkach niestabilności rynków jest obecnie jednym z wyzwań przed jakimi stoją producenci. Rozwiązaniem mogą okazać się modele finansowania smart. Umożliwiają one realizację projektów związanych ze zrównoważonym rozwojem przez korelację finansowania ze skalą zwrotu z inwestycji, co znacznie ułatwia zarządzanie przepływami pieniężnymi. Dodatkowo, dostawcy takich rozwiązań wspierają przedsiębiorców w przejściu ze starego środowiska produkcji do nowej rzeczywistości, tak by zniwelować finansowe efekty takiej transformacji.

Zrównoważony rozwój powinien być priorytetem dla producentów, zwłaszcza wobec wzrostów cen energii i surowców spowodowanych niepewnością rynkową i geopolityczną. Specjalistyczne finansowanie daje przedsiębiorstwom narzędzia potrzebne do transformacji procesów. Potwierdzają to informacje zwrotne jakie otrzymujemy od naszych klientów. Dla nich liczy się przede wszystkim elastyczność jaką zapewnia ten model realizacji inwestycji. Właśnie dlatego dostawcy finansowania smart powinni odznaczać się know-how i znajomością danej branży – tak by móc zaoferować klientowi rozwiązanie uszyte na miarę – dodaje Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services w Polsce.

Sprzeciw branży drzewnej wobec rezygnacji Lasów Państwowych z ekologicznej certyfikacji FSC

20 września organizacje reprezentujące polskich przedsiębiorców: Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Stowarzyszenie Papierników Polskich, Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopodobnych w Polsce, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Programu Ogrodowego, Stowarzyszenie Przemysłu Tartacznego, Polski Komitet Narodowy EPAL, Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Związek Polskie Okna i Drzwi, Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna, Ogólnopolski Związek Pracodawców Przemysłu Drzewnego oraz Zespół Roboczy przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw, po raz kolejny zaapelowały w liście otwartym do Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, Józefa Kubicy, o spójne działanie w sprawie certyfikacji FSC.

Rezygnację z międzynarodowego certyfikatu ogłosiła już Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku oraz Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu, co jest sprzeczne z zapewnieniami, które organizacje branżowe otrzymały od Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. Jeszcze 7 września uspokajała ona reprezentantów polskich przedsiębiorców, że prowadzi rozmowy z przedstawicielami FSC w celu wynegocjowania umowy licencyjnej, a także zapewniała, że nie zamierza wypowiadać umów licencyjnych, ani odstępować od certyfikacji.

Certyfikacja FSC jest standardem potwierdzającym wspieranie odpowiedzialnej gospodarki leśnej. Produkty posiadające ten certyfikat są poddawane weryfikacji na całej długości łańcucha dostaw – od pochodzenia do końcowego przeznaczenia. Gros klientów polskich producentów, m.in. importerzy, sieci handlowe, a także konsumenci, oczekują od przedsiębiorstw oraz ich produktów legitymowania się właśnie certyfikatem FSC. Zatem dostęp do surowca certyfikowanego w ramach tego standardu jest dla polskich firm niezbędnym elementem oferty, powszechnie wymaganym przez kontrahentów zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych.

„Oczekujemy wyjaśnienia, dlaczego obecnie prowadzone działania podejmowane przez regionalne dyrekcje są niespójne z zapowiedziami Dyrekcji Generalnej LP przekazanymi nam na spotkaniu 7 września. Apelujemy o utrzymanie certyfikacji FSC we wszystkich jednostkach regionalnych, co pozwoli utrzymać nam konkurencyjność i sprzedaż na najbardziej atrakcyjnych rynkach. Jest to szczególnie istotne w dzisiejszej wyjątkowo trudnej i niestabilnej sytuacji geopolitycznej i ekonomicznej. W obliczu drastycznie wysokich kosztów produkcji oraz spadającej liczby zamówień i nadchodzącej recesji, przemysł nie może tracić kolejnych rynków zbytu z uwagi na brak certyfikowanego surowca.” – apelują we wspólnym liście do Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych organizacje branżowe.

Elektryki coraz bardziej w modzie. Hamulcem brak infrastruktury i koszty

Podróżujemy rzadziej, ale wygodniej. Podróży związanych z pracą jest o 11% mniej niż przed pandemią, a prywatnych – 8% mniej. Równolegle, rekordowe 45% respondentów planuje kupić nowy samochód. Ponad połowa z nich (52%) chce nabyć auto elektryczne – wynika z badania EY Mobility Consumer Index 2022.

Pandemia trwale wpłynęła na naszą mobilność i zmniejszyła natężenie podróży. Praca zdalna i hybrydowa powodują, że o 11% zmniejszyło się natężenie podróży związanych z pracą. Również czas wolny chętniej spędzamy blisko domu, a ilość podróży prywatnych spadła o 8% z poziomów sprzed pierwszego lockdownu – wynika z badania EY Mobility Consumer Index 2022.

Jeśli już zdecydujemy się gdzieś wyruszyć, coraz częściej wybieramy wygodę.

– Obawy o bezpieczeństwo i zdrowie zmniejszają chęć do korzystania z transportu publicznego, co widać w naszych badaniach: zainteresowanie transportem publicznym jako sposobem dotarcia do pracy spadło o 15% w porównaniu z okresem sprzed pierwszego lockdownu. W efekcie, samochód staje się preferowanym sposobem przemieszczania się – mówi Michał Lesiuk, Partner EY, Lider Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Te preferencje przekładają się na decyzje zakupowe. Rekordowa liczba (45% badanych) osób planuje kupić nowy samochód w ciągu najbliższych 24 miesięcy. To o 12 pkt proc. więcej w porównaniu do wyników z 2020 roku. Spośród osób zainteresowanych kupnem samochodu, 32% deklaruje, że interesuje ich nowe auto, a 13% rozgląda się za samochodem używanym.

Elektryki na topie

Kolejną niespodzianką jest to, że już 52% osób, które chcą kupić nowy samochód w ciągu najbliższych 24 miesięcy, planuje nabyć auto elektryczne: ta kategoria obejmuje samochody w pełni elektryczne, hybrydowe typu plug-in oraz hybrydy. To kilkakrotny wzrost w porównaniu do ubiegłego roku, gdy chęć kupna samochodu elektrycznego deklarowało jedynie 11% badanych.

Jako powód respondenci podają najczęściej chęć ochrony środowiska – 38% respondentów zainteresowanych kupnem elektryka wymienia wpływ samochodów na klimat jako główny czynnik determinujący ich wybór. Obok marchewki, ważny jest też kij – 34% osób, które chcą kupić auto elektryczne, jako powód wymienia rosnące obciążenia i kary związane z korzystaniem z samochodów spalinowych.

– Zmiany klimatu są coraz bardziej widoczne oraz dotkliwe dla społeczeństw, wzrasta więc świadomość konieczności przeciwdziałania im. Zwiększone zainteresowanie samochodami elektrycznymi to również pokłosie rekordowo wysokich kosztów użytkowania samochodów spalinowych. Na wielu rynkach decydenci wspierają ten trend poprzez odpowiednie regulacje, czyniące mniej opłacalnym korzystanie z samochodów napędzanych silnikiem spalinowym, zwłaszcza w miastach, co także zwiększa atrakcyjność transportu publicznego – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Działu Energetyki w Polsce i regionie CESA, ekspert zagadnień zrównoważonego rozwoju.

Elektryki coraz bardziej w modzie

Hamulcem brak infrastruktury i koszty

Głównym czynnikiem spowalniającym dynamikę wzrostu sprzedaży samochodów elektrycznych są braki w infrastrukturze ładowania w miejscu/mieście zamieszkania – taki powód wymieniło 34% badanych; dalsze 26% osób wymieniło brak infrastruktury ładowania w domu i w pracy. Jedna trzecia (33%) osób obawia się zbyt małego zasięgu samochodu pomiędzy jego ładowaniem. Koszt zakupu spadł na trzecie miejsce, z 27% wskazań, a koszty eksploatacji i ładowania – to numer pięć w zestawieniu, wymieniane przez 26% badanych.Hamulcem brak infrastruktury i koszty

Infrastruktura i finansowanie kluczem do sukcesu

80% właścicieli samochodów elektrycznych ładuje je w domu, co powinno skłonić decydentów, którzy stawiają na samochody elektryczne, do wspierania przydomowych stacji ładowania poprzez odpowiednie regulacje. Poza miejscem zamieszkania, użytkownicy najchętniej ładują samochody elektryczne w centrach handlowych i sklepach.

– Zainteresowanie samochodami elektrycznymi jest spore, ale niestety nie każdy może sobie pozwolić na ich zakup. Aby zwiększyć popyt, ważne jest więc stworzenie systemów finansowania samochodów elektrycznych w taki sposób, aby były one dostępne dla osób mniej zamożnych. Przyczynia się do tego także atrakcyjność car-sharingu, ale przede wszystkim rozwój jednolitego i powszechnie dostępnego systemu infrastruktury ładowania oraz inteligentnej sieci energetycznej, zwiększającej efektywność kosztową przydomowych stacji ładowania – mówi Jarosław Wajer.

O badaniu:
Badanie EY EY Mobility Consumer Index, które po raz pierwszy opublikowano w 2020 r., pokazuje zmiany w mobilności społeczeństw i sposobie w jaki się przemieszczamy, w świecie naznaczonym efektami pandemii koronawirusa. Badanie, którego najnowsza edycja została przeprowadzona w marcu 2022 r., bazuje na reprezentatywnej grupie 13 tys. respondentów z 18 krajów z całego świata.

Badanie analizuje motywy stojące za kupnem samochodu, tempo i zakres rozwoju rynku samochodów elektrycznych oraz zmieniające się preferencje i potrzeby konsumenta podczas procesu zakupu samochodu.

Ministerstwo Finansów po raz kolejny przesuwa termin wejścia w życie instalowania kas rejestrujących w myjniach samoobsługowych – tym razem na 1 kwietnia 2023 r.

Przedsiębiorcy wykonujący działalność gospodarczą w zakresie myjni samoobsługowych będą mieli więcej czasu na dostosowanie swoich urządzeń do nowych regulacji związanych z ewidencją sprzedaży. Postulat ten był przedmiotem wielokrotnych interwencji i innych działań podejmowanych przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Adama Abramowicza wspólnie z przedsiębiorcami. Rzecznik MŚP w dniu 10 grudnia 2021 r. przekazał do Ministra Finansów krytyczną opinię na temat projektowanych zmian ws. fiskalizacji myjni. Do Rzecznika wpłynęły setki wniosków zarówno od indywidualnych przedsiębiorców, jak i ich organizacji z prośbą o interwencję w tej sprawie. Postulaty nie kwestionowały samego obowiązku ewidencji sprzedaży, co termin wejścia w życie omawianych regulacji – w szczególności podnoszono, iż termin ten jest zbyt krótki ze względu na brak gotowych rozwiązań, różnorodność funkcjonujących urządzeń, koszty oraz faktyczne możliwości instalacji przez dostawców odpowiedniego sprzętu i aplikacji służących do ewidencji sprzedaży w urządzeniach pracujących w relatywnie trudnych warunkach fizycznych.

Dnia 6 maja 2022 r. zorganizowano posiedzenie Zespołu Roboczego ds. Paliw działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP[1], którego przedmiotem była prezentacja i omówienie argumentów przedsiębiorców oraz poznanie stanowiska organu w tej sprawie. W nawiązaniu do tego wydarzenia dnia 6 maja 2022 r. skierowano do Ministra Finansów pismo zawierające najważniejsze postulaty przedsiębiorców, w tym przede wszystkim wniosek o zmianę (wydłużenie) terminu wejścia w życie proponowanych zmian.

Na skutek wspólnego wysiłku podjętego przez Rzecznika MŚP oraz przedsiębiorców termin wejścia w życie projektowanych przepisów przesunięto z 1 lipca 2022 r. na 1 października 2022 r., natomiast dzięki dalszym staraniom i merytorycznej argumentacji, termin ten przesunięto po raz kolejny.

14 września 2022 r. opublikowano projekt rozporządzenia Ministra Finansów zmieniającego rozporządzenie w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących (nr w wykazie prac legislacyjnych Ministra Finansów: 617 – dalej jako „Projekt”). Projekt dotyczy zmiany terminu wejścia w życie regulacji skutkujących obligatoryjną ewidencją sprzedaży dokonywanej przy pomocy urządzeń służących do samodzielnego mycia i czyszczenia pojazdów i podobnych usług.

Nowym terminem wejścia w życie omawianego obowiązku ewidencji sprzedaży jest 1 kwietnia 2023 r.

Instalowanie przy każdym stanowisku myjni kasy fiskalnej jest nieracjonalne: trudne technicznie i kosztowne. Rzecznik MŚP Adam Abramowicz będzie wnosił do Ministra Finansów o rozważenie zmiany sposobu uszczelniania płacenia podatku od myjni samochodowych. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem opodatkowania myjni samoobsługowych byłoby, zamiast instalowania kas rejestrujących, wprowadzenie opłaty od ilości zużytej wody poprzez odczyty z wodomierzy lub, jako alternatywa wybierana przez przedsiębiorcę, podatek ryczałtowy od stanowiska skalkulowany według liczby samochodów zarejestrowanych w powiecie, w którym znajduje się myjnia.

Funt rekordowo nisko względem dolara

Ostatni tydzień był jednym z najbardziej burzliwych na rynkach walutowych od dłuższego czasu. Dziś rano (26.09) funt był w centrum uwagi – brytyjska waluta spadła do rekordowo niskiego poziomu względem dolara amerykańskiego, poniżej 1,04, zanim odrobiła część strat. Rynki gwałtownie zareagowały na ogłoszenie zwiększającego deficyt budżetu rządu Liz Truss, co poskutkowało wyprzedażą na rynku papierów skarbowych i osłabieniem funta.

Zamrożenie cen energii powinno w krótkim terminie zmniejszyć ryzyko recesji, inwestorzy uważają jednak, że ogłoszone działania doprowadzą do wyższej inflacji i ogromnego wzrostu zadłużenia w średnim terminie. Dzisiejszego ranka pojawiły się nawet spekulacje, że Bank Anglii może ogłosić specjalną podwyżkę stóp, by powstrzymać spadki.

Jednoznaczna jastrzębiość Rezerwy Federalnej również przyciągnęła w zeszłym tygodniu sporo uwagi, lecz wiele innych banków centralnych – m.in. w Szwajcarii, Szwecji, Republice Południowej Afryki i Wielkiej Brytanii – również podniosło stopy i wszczęło alarm w związku z inflacją. Wyjątkiem był Bank Japonii, lecz nawet tam władze interweniowały na rynku, by zatrzymać trwającą deprecjację jena. Rentowności obligacji na całym świecie wzrosły, aktywa ryzykowne spadły, a inwestorzy zwrócili się ku bezpiecznemu dolarowi amerykańskiemu, który znacznie umocnił się względem niemal wszystkich głównych walut.

W kontekście inflacji dewaluacja walut to najbardziej niekorzystny obrót sytuacji – spodziewamy się, że władze fiskalne i monetarne pójdą w ślady Japonii i zaczną wycofywać się, przynajmniej retorycznie, w stronę dalszych podwyżek lub przeprowadzać bezpośrednie interwencje. Decydenci Banku Anglii powinni zacząć działać w reakcji na osłabienie funta. Strefa euro również będzie interesująca – zobaczymy, jak rynek zareaguje na wygraną prawicy we Włoszech, a w piątek 30.09 poznamy wstępny raport inflacyjny dotyczący września. Katastrofa na brytyjskich rynkach obligacji i walutowym sugeruje, że cierpliwość rynków w kontekście ogromnych deficytów fiskalnych w końcu się wyczerpała.

PLN

Polski złoty w zeszłym tygodniu doświadczył umiarkowanej wyprzedaży względem euro i obecnie oscyluje wokół poziomu 4,76. Spadł jednak znacznie względem ogólnie silniejszego dolara po tym, jak jastrzębiość Fedu sprawiła, że dolar doświadczył aprecjacji względem większości walut. Złoty był jedną z najgorzej radzących sobie walut rynków wschodzących – utrzymujące się obawy dotyczące kryzysu energetycznego w Europie sprawiają, że waluty Europy Środkowo-Wschodniej są szczególnie podatne na wyprzedaż jako aktywa ryzykowne.

Ostatni tydzień był raczej spokojny pod względem publikacji krajowych danych makroekonomicznych. Najbardziej godny uwagi jest odczyt stopy bezrobocia w sierpniu, która spadła do 4,8% z 4,9% w dwóch wcześniejszych miesiącach. W tym tygodniu najistotniejszy będzie wstępny odczyt inflacji we wrześniu. Oczekuje się, że ponownie wzrośnie, co może zwiększyć presję na Narodowy Bank Polski, by kontynuować zacieśnianie polityki monetarnej (na zebraniu NBP 5.10 spodziewamy się ruchu o 25 pb.).

W tym tygodniu nie pojawi się więcej istotnych danych, więc handel złotym będzie zależeć naszym zdaniem przede wszystkim od sentymentu do ryzyka i wydarzeń na świecie.

EUR

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej nieznacznie się osłabiły, co było zgodne z oczekiwaniami. Obecnie ich poziomy wskazują, że gospodarki prawdopodobnie dążą w stronę stagnacji lub lekkiej recesji – widać jednak wyraźną różnicę między Niemcami a Francją, która wciąż doświadcza ekspansji. Euro osłabiło się przez powszechną ucieczkę do dolara, warto jednak odnotować, że wzrost stóp był w zeszłym tygodniu w strefie euro wyższy niż w USA – Europejski Bank Centralny dostosowuje się do rzeczywistości i staje coraz bardziej jastrzębi.

Oczekuje się, że inflacja we wrześniu ponownie osiągnie rekordowo wysokie poziomy, zarówno miara główna, jak i bazowa, a deprecjacja euro pogłębia problem. Nawet po zeszłotygodniowym wzroście oczekiwań rynki wyceniają jako maksymalny poziom stóp EBC 3% – naszym zdaniem to znacznie za nisko.

USD

Fed podniósł stopy o 75 pb. i wysłał niewątpliwie jastrzębią wiadomość poprzez dot plot, w którym mediana wskazuje, że stopy na koniec 2022 r. osiągną ponad 4,5%. Prezes Jerome Powell zasugerował, że stopy będą podnoszone tak długo, jak długo inflacja będzie pozostawać niedopuszczalnie wysoka, nawet jeśli zwiększy to bezrobocie.

Jedyne warte odnotowania w tym tygodniu wieści makroekonomiczne to publikowany w piątek 30.09 raport o inflacji PCE, lecz będzie też wyjątkowo dużo przemówień przedstawicieli Fedu. Nie spodziewamy się żadnych istotnych odstępstw od jastrzębiego tonu Powella z zeszłotygodniowej konferencji.

GBP

Posiedzenie Banku Anglii w czwartek 22.09 było stosunkowo spokojne, w piątek jednak wiele działo się na rynku walutowym, podobnie rano w poniedziałek 26.09. Premierka Liz Truss ogłosiła budżet pełen kosztownych cięć podatków, co oznacza ogromny wzrost deficytu i emisji obligacji, a to nie spotkało się z ciepłym przyjęciem rynków. Był to prawdopodobnie najgorszy w historii dzień dla handlu obligacjami skarbowymi – ruchy wynosiły nawet powyżej 50 pb. – a funt stracił względem wszystkich innych głównych walut, w szczególności dolara amerykańskiego.

Wieści ekonomiczne staną się na jakiś czas mało istotne, ponieważ wszyscy czekają teraz na reakcję Banku Anglii na wyraźnie proinflacyjny budżet Partii Konserwatywnej. Prognozy uległy zmianom i nie wykluczalibyśmy możliwości dodatkowej podwyżki stóp między posiedzeniami, by wesprzeć walutę. Rynki wyceniają zdecydowaną reakcję, w tym 200 pb. podwyżek do końca roku i ostateczną stopę bliższą 6% niż 5%.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

PCC – czym jest i kogo obowiązuje? Wypełnienie PCC krok po kroku

Zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem, na pożyczkobiorcy ciąży obowiązek podatkowy, który wynika z zawarcia umowy pożyczki pomiędzy nim, a pożyczkodawcą. Warto jednak pamiętać, że nie każdy musi odprowadzać taki podatek. W jakich przypadkach nie trzeba płacić PCC? I w końcu – jeśli jest to wskazane, jak wypełnić PCC?

PCC – czym jest i kogo dotyczy?

Podatek od pożyczki to temat, który nie dotyczy osób zaciągających zobowiązanie od banku czy instytucji pożyczkowej. Inaczej (choć z pewnymi wyjątkami) wygląda to w przypadku pożyczkobiorców, którzy pożyczają pieniądze np. od osoby prywatnej.

PCC, czyli podatkiem od czynności cywilnoprawnych obciążone są pewne ściśle określone rodzaje umów, takie jak na przykład:

  • umowa sprzedaży,
  • umowa darowizny,
  • umowa pożyczki.

PCC dotyczy głównie pożyczek prywatnych. Obowiązuje pożyczkobiorcę, który zaciąga pożyczkę od podmiotu prywatnego, o ile ten na co dzień nie zajmuje się prowadzeniem działalności związanej z udzielaniem kredytów i innymi tego typu usługami. W największym uproszeniu, PCC odprowadza się zatem od pożyczek udzielanych przez znajomych, krewnych, a także osoby obce.

Pamiętaj więc, że podatkiem PCC nie są objęte pożyczki zaciągane w banku (np. pożyczka gotówkowa w PKO Banku Polskim).

PCC – podstawa opodatkowania i zwolnienia z podatku

Stawka podatku dotycząca umowy pożyczki wynosi 0,5% podstawy, którą stanowi kwota pożyczki (jeśli pożyczane są pieniądze) lub wartość pożyczki (jeśli pożyczane są rzeczy oznaczone co do gatunku).

Podatku od pożyczki PCC nie trzeba płacić w przypadku pożyczek udzielonych między osobami należącymi do I grupy podatkowej – o ile ich wartość nie przekracza 9 637 zł. Ten temat dotyczy zatem pożyczek udzielanych przez: małżonka, wstępnych, zstępnych, rodzeństwo, ojczyma, macochę, synową, zięcia, pasierba czy teściów. Przytoczona wyżej kwota stanowi górny limit pożyczki uzyskanej od jednej osoby przez 5 lat.

Warto pamiętać również o wyjątku: istnieje bowiem możliwość nielimitowanej pożyczki (nie dotyczy pożyczek między teściami a zięciem lub synową). Aby z niej skorzystać, należy w ciągu 14 dni od pożyczenia pieniędzy złożyć deklarację do właściwego organu podatkowego. Konieczne jest także udokumentowanie otrzymania przez pożyczkobiorcę pieniędzy na swój rachunek bankowy lub przekazem pocztowym.

PCC a pożyczka od znajomych

Chcesz pożyczyć pieniądze od osób innych niż najbliższe, np. od znajomych? Pamiętaj, że w takim przypadku znajdują zastosowanie przepisy zawarte w art. 9 ust. 10 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych. Zwolnieniu z PCC podlega np. pożyczka od znajomych, o ile jej wartość nie przekracza 1000 zł. Podatek nie obowiązuje także w przypadku pożyczek z kas i funduszów zakładowych, funduszów związków zawodowych, kas zapomogowo-pożyczkowych, spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych, koleżeńskich kas oszczędnościowo-pożyczkowych w wojsku i z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Podatek nie obowiązuje też w przypadku pożyczki udzielonej przez wspólnika (akcjonariusza) spółce kapitałowej.

PCC – jak wypełnić?

Obowiązek zapłaty podatku PCC zawsze spoczywa na pożyczkobiorcy. Wiesz już, że podatek ten wynosi 0,5% od kwoty lub wartości pożyczki. Oznacza to, że jeśli np. pożyczasz od znajomego 5 000 zł, wówczas musisz zapłacić podatek w wysokości 25 zł. Obowiązek podatkowy powstaje z chwilą zawarcia umowy pożyczki lub po otrzymaniu środków od pożyczkodawcy – od tego momentu masz 14 dni na rozliczenie się. Aby to zrobić, musisz złożyć wypełnioną deklarację PCC-3 w US właściwym ze względu na Twoje miejsce zamieszkania i uiścić podatek w wysokości 0,5% pożyczonej kwoty.

Wypełnienie formularza jest proste – możesz to zrobić osobiście w urzędzie, na portalu e-Deklaracje lub wysłać pocztą.

Jak wypełnić druk? W tym celu postępuj zgodnie z informacjami zamieszczonymi na dokumencie.

Numer pola Co wpisać?
1 PESEL
4 Data dokonania czynności, czyli data zawarcia umowy pożyczki lub otrzymania pieniędzy na konto
5 Urząd skarbowy właściwy dla Twojego miejsca zamieszkania
6 Zaznacz: „złożenie deklaracji”
7 Podmiot składający deklarację: „pkt. 4 – „podmiot, o którym mowa w art. 9 pkt 10 lit. b ustawy (pożyczkobiorca)”
8 Rodzaj podatnika: „osoba fizyczna” (jeśli nie prowadzisz działalności gospodarczej)
9-20 W tych komórkach uzupełnij wymagane dane osobowe (imię, nazwisko, adres zamieszkania itd.
21 Przedmiot opodatkowania: „umowa”
22-23 Zaznacz zgodnie ze stanem faktycznym
24 Zwięzłe określenie treści i przedmiotu czynności cywilnoprawnej: wskaż krótko najważniejsze informacje dotyczące pożyczki: datę zawarcia i strony umowy, kwotę pożyczki oraz stopień pokrewieństwa, jeśli pożyczka ma być zwolniona z podatku PCC.
32 Wskaż wartość pożyczki lub pożyczoną kwotę
33 Stawka: 0,5%
34 Oblicz podatek: pomnóż pole 32 i 33
47 Przepisz wartość z pola 34
54 Przepisz wartość z komórki 47 – jeśli pożyczka ma być zwolniona z podatku, wówczas w polach 33, 34, 47 i 54 wpisz 0
65-67 Wpisz swoje imię, nazwisko oraz datę wypełnienia deklaracji
68 Podpisz się

Gotowe!

Nowe zasady odpowiedzialności członka zarządu. Czyli o biznesowej ocenie ryzyka i należytej staranności w nowelizacji KSH_26.09.2022

Nowelizacja Kodeksu Spółek Handlowych, wchodząca w życie
13 października, jest omawiana i analizowana od miesięcy. Wiele zmian ocenianych jest jako potrzebne i pożądane. Przykładem są nowe zapisy dotyczące odpowiedzialności członków zarządu spółki, dzięki którym wszystkie spółki kapitałowe obowiązywać będą te same, spójne zasady.

Rolą członków zarządu spółki jest prowadzenie jej bieżących spraw i reprezentowanie jej interesów na zewnątrz. Wymaga to podejmowania szeregu decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności. I w tym miejscu pojawia się pojęcie, którego doprecyzowaniem zajęto się w ramach prawa holdingowego (czyli najnowszej nowelizacji KSH) – należyta staranność, która powinna wynikać z zawodowego charakteru działalności członka zarządu.

Nowe przepisy określiły wzorzec należytej staranności w spółkach z o.o. i spółkach akcyjnych, dostosowując go do od niedawna obowiązującego w prostej spółce akcyjnej. Tym samym powstaje spójna regulacja zasad odpowiedzialności we wszystkich spółkach kapitałowych.

Zmiana ma być korzystna dla członków zarządu i tak naprawdę obniżać dotychczas obowiązujący wzorzec należytej staranności i pozwalać uniknąć w określonych sytuacjach odpowiedzialności przez członków zarządu.

Odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną działaniem lub jego zaniechaniem sprzecznym z prawem czy ze statutem spółki dotyczy nie tylko członków zarządu, ale też członków rady nadzorczej, komisji rewizyjnej czy likwidatorów. Dlatego rozważania w temacie należytej staranności prowadzone są ogólnie w kontekście członków organów spółki.

Broni się niewinny

Uznanie szkody wyrządzonej na rzecz spółki przez członka organu spółki wymaga, aby między jego działaniami bądź ich zaniechaniem a szkodą zaistniał związek przyczynowy. Tylko jeśli taki istnieje i zachowanie członka zarządu jest zawinione odpowiada on za swoje działanie. Warto jednak zaznaczyć, że spółka stawiając mu zarzuty nie musi ich udowadniać. To rolą członka organu spółki jest wykazanie, że szkoda wynikająca z jego działania lub jego zaniechania nie jest zawiniona. 

Ingerencja spółki we wzorzec należytej staranności

Wzorzec należytej staranności w przypadku członków zarządu wynika z zawodowego charakteru ich działalności. Zasadniczo jest to wystandaryzowany i zobiektywizowany wzorzec, którego nie można obniżyć. Spółka w swoim statucie nie może zatem uznać, że nie jest konieczne postępowanie członków jej organów zgodnie z tym wzorcem. Wręcz przeciwnie, w statucie może go podwyższyć, stawiając przed członkami zarządu dodatkowe wymagania, np. określając konkretne umiejętności czy wykształcenie, jakie muszą posiadać.

Wiadomo także, że ta należyta staranność będzie wyższa, jeśli mamy do czynienia
z dużym podmiotem, który prowadzi działalność znacznych rozmiarów.

Biznesowa ocena sytuacji

Działanie w imieniu spółki wymaga podejmowania różnych decyzji biznesowych,
a rzeczywistość gospodarcza nie pozwala mieć zawsze stuprocentowej pewności co do ich skutków. Nie sposób z całkowitą pewnością stwierdzić, czy przyniosą spółce korzyść czy jednak straty.

Nowe przepisy KSH odwołują się do pojęcia ryzyka gospodarczego, w ramach którego działa członek organu spółki. Ryzyka nie można wyeliminować, jednak nowelizacja chroni członków zarządu na wypadek niepowodzenia, którego nie będzie można automatycznie ocenić w kategorii jego odpowiedzialności.

Nowelizacja wprowadza zasadę biznesowej oceny sytuacji. Oznacza to, że jeśli członek zarządu postępując w sposób lojalny wobec spółki, działa w granicach uzasadnionego ryzyka gospodarczego, ale na podstawie informacji, analiz i opinii, jakie należy uwzględnić przy dokonywaniu starannej oceny i podejmowaniu decyzji, nie narusza obowiązku należytej staranności.

Członkowie zarządu będą poruszać się w ramach zasady należytej staranności, jeśli to ryzyko gospodarcze zbadają i obliczą przed podjęciem decyzji. Konieczne będzie, aby rozważyć korzyści danej decyzji, a jednocześnie skutki możliwych niepowodzeń
i negatywnych następstw.

Nie będzie jednej definicji ryzyka gospodarczego i w dużej mierze zależeć ono będzie od okoliczności. Będziemy mieli do czynienia z ryzykiem standardowo podejmowanym w relacjach gospodarczych, w których uczestniczy dana spółka, ale też ryzykiem ponadprzeciętnym, kiedy prawdopodobieństwo negatywnych następstw dla spółki jest wysokie, a szanse powodzenia niewielkie.

Informacje, analizy i opinie – to one mają służyć starannej ocenie sytuacji przy podejmowaniu decyzji biznesowej. Skąd mogą pochodzić? Ich źródłem mogą być pracownicy spółki, doradcy zewnętrzni, np. podatkowi, współpracownicy zatrudnieni przez zarząd do ich przygotowania, a także sam zarząd. Przy czym należy pamiętać, że to członek zarządu odpowiada wobec spółki za niedochowanie należytej staranności, zatem samo powierzenie innej osobie o odpowiednim wykształceniu i kwalifikacjach,
i zajmującej się tym zawodowo, dokonania analizy i oceny, nie zwalnia go
z odpowiedzialności.

Nowelizacja zachowuje zatem wysokie standardy zachowania należytej staranności, jednak uwzględnia realia rynkowe, czyli ryzyko gospodarcze, wprowadzając zasadę biznesowej oceny sytuacji. To zmiana pozytywna i pożądana. Jak zostanie przyjęta? To jak zwykle pokaże praktyka, ponieważ brak jednoznacznych definicji chociażby uzasadnionego ryzyka gospodarczego czy analiz i opinii, może nastręczać pewnych trudności i różnic interpretacyjnych. Czy tak będzie – czas pokaże.

Autorką komentarza jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

Problemy związane z przywróceniem równowagi ekonomicznej stron w sytuacji kryzysu zw. z wojną na Ukrainie

Konflikt zbrojny na Ukrainie oraz jego transgraniczne, gospodarcze skutki stawiają wielu wykonawców umów o roboty budowalne w trudnej sytuacji. Niedostępność materiałów i przerwanie łańcuchów dostaw z jednej strony, z drugiej wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów robocizny, a także wyjazd z Polski pracowników będących obywatelami Ukrainy powoduje, że realizacja umowy po pierwotnie ustalonej cenie staje się zadaniem nie tyle karkołomnym, co w ogóle niemożliwym.

Umowy zawierane w zwykłym cywilnym trybie mogą być bez przeszkód renegocjowane. Zachodzą bowiem nadzwyczajne okoliczności, które powodują, że wykonanie umowy byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami lub groziłoby wykonawcy rażącą stratą, a żadna ze stron nie mogła w chwili zawarcia umowy takich okoliczności przewidzieć. Strony nie mają żadnych obostrzeń, poza aktualnymi rynkowymi warunkami, które je ograniczają. Jeżeli zatem wolą stron jest kontynuacja umowy na zasadach partnerskich i bez niepotrzebnych konfliktów, powinny dojść do porozumienia.

O wiele więcej trudności stwarza podwyższenie wynagrodzenia należnego wykonawcy na podstawie umowy zawartej w trybie zamówienia publicznego.

W szczególności zamawiający, znając czynniki jakie wpływają na poziom kalkulacji cen, jak również mechanizmy funkcjonowania rynku i umów długoterminowych, powinien formułować klauzule pozwalające na dostosowywanie poziomu wynagrodzenia wykonawcy do zmieniających się okoliczności. W ramach takich klauzul dopuszczalna jest zmiana wynagrodzenia wykonawcy, która uwzględnia koszty materiałów, usług oraz koszty osobowe związane z wykonaniem umowy i dostosowuje je do aktualnych cen.

Jeżeli Strony nie przewidziały możliwości wprowadzenia zmian w umowie na podstawie wskazanych klauzul, przywrócenie równowagi ekonomicznej stron danego kontraktu możliwe jest tylko poprzez ustalenie, że modyfikacja umowy wywołana jest okolicznościami, których nie można było przewidzieć, pomimo dochowania należytej staranności w procesie przygotowania postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Chodzi przede wszystkim o obiektywny brak możliwości przewidzenia takiej zmiany lub jej skali. Gwałtowna dekoniunktura, ograniczenie dostępności surowców, istotny wzrost cen materiałów to typowe zjawiska gospodarcze w pełni niezależne od stron, które mogą uzasadniać zmianę wynagrodzenia wykonawcy. Jednak dodatkowym warunkiem przedmiotowej zmiany jest również ustalenie, że ta nieprzewidziana okoliczność wywiera realny wpływ na sytuację wykonawcy i możliwość realizacji kontraktu zgodnie z pierwotnymi postanowieniami.

Warto pamiętać, że skorzystanie z klauzul umownych oraz klauzul waloryzacyjnych, jeżeli umowa je przewiduje, i podwyższenie wynagrodzenia należnego wykonawcy na tej drodze, nie wyklucza powoływania się na nadzwyczajne okoliczności, o ile klauzule nie są wystarczające do całkowitego zniwelowania niekorzystnych dla wykonawcy skutków nadzwyczajnych okoliczności i przywrócenia ekonomicznej równowagi stron zawartej umowy.

Autor: Radca Prawny, Anna Zabielska Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Bankom udało się przyciągnąć oszczędności Polaków?

Nominalne oprocentowanie lokat jest dużo wyższe niż jeszcze na początku roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy to wystarczyło, aby przyciągnąć oszczędności Polaków.

Nominalne oprocentowanie lokat obecnie wygląda już o wiele lepiej niż w I kw. 2022 r. Oczywiście, nie można zapominać o wysokiej inflacji, która dodatkowo przyspieszyła po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jednak dla wielu osób sam wzrost nominalnego oprocentowania może być zachętą do założenia lokaty. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, czy bankom udało się przyciągnąć środki na lokaty, które są dla nich bardziej stabilnym źródłem finansowania aniżeli konta.
Wyk. 1 Średnie oprocentowanie lokat

W pierwszej kolejności, na pewno warto zaprezentować, jak przez ostatnie 12 miesięcy wzrastało średnie oprocentowanie depozytów terminowych (lokat). Dane Narodowego Banku Polskiego mówią nam o następujących zmianach średniego oprocentowania nowych lokat dla konsumentów:

  • sierpień 2021 r. – 0,23%
  • wrzesień 2021 r. – 0,29%
  • październik 2021 r. – 0,35%
  • listopad 2021 r. – 0,44%
  • grudzień 2021 r. – 0,68%
  • styczeń 2022 r. – 1,02%
  • luty 2022 r. – 1,19%
  • marzec 2022 r. – 1,50%
  • kwiecień 2022 r. – 2,03%
  • maj 2022 r. – 3,42%
  • czerwiec 2022 r. – 4,55%
  • lipiec 2022 r. – 4,76%

Nietrudno zauważyć, że w maju wzrost średniego oprocentowania nowych lokat znacząco przyspieszył. Czerwcowa zmiana była już nieco mniejsza. Wynik z lipca świadczy natomiast o przyhamowaniu wzrostowego trendu. Takie zjawisko widzimy również po sprawdzeniu depozytowej oferty banków. Ostatnie zmiany są niepokojące w kontekście najnowszego odczytu inflacji.

Informacje zgromadzone przez Narodowy Bank Polski mogą nam również powiedzieć, czy bankom udało się z powrotem przyciągnąć oszczędności gospodarstw domowych na lokaty. Dostępne dane wskazują, że wartość depozytów terminowych osób prywatnych rosła następująco:

  • styczeń 2022 r. – 167,6 mld zł
  • luty 2022 r. – 169,8 mld zł
  • marzec 2022 r. – 172,0 mld zł
  • kwiecień 2022 r. – 181,0 mld zł
  • maj 2022 r. – 195,7 mld zł
  • czerwiec 2022 r. – 219,3 mld zł
  • lipiec 2022 r. – 240,8 mld zł

Szybsze przyrosty wartości lokat nieprzypadkowo zaczęły się po podwyżkach nominalnego oprocentowania. Brak kolejnych podwyżek oprocentowania lokat, na pewno spowolni jednak wzrost wartości środków utrzymywanych na takich depozytach.Wyk 2. Wartość depozytów terminowych osób prywatnych

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Apple wchodzi w NFT

Wprowadzenie “po cichu” standardowej akceptacji aplikacji opartych na NFT przez Apple jest ogromnym krokiem naprzód dla rynku. Pod względem ekosystemów technologicznych, Apple jest wyjątkowo potężny. W ciągu ostatniego roku, widzieliśmy wielkie starcia z takimi jak Meta nad App Store Apple; padły również poważne pytania wokół posiadanej przez niego mocy.

Z tego powodu nie należy lekceważyć akceptacji technologii NFT na tej platformie. Jest jednak pewne istotne zastrzeżenie. Największym problemem dla wielu deweloperów jest gigantyczne obcięcie ich dochodów przez sklep z aplikacjami. Apple pobiera około 30 proc. prowizji dla deweloperów – ogromną część zarobków dla każdego użytkownika zależnego od ekosystemu.

Podczas gdy z pewnością ograniczy to przyjęcie przez deweloperów NFT do przestrzeni, nadal jest to ekscytujący krok naprzód, który nie powinien być pomijany w kontekście szerszego rynku. Istnieją inne platformy NFT o znacznie niższych kosztach prowizji – jednak żadna z nich nie ma takiego zasięgu i wpływów, jak sklep z aplikacjami Apple.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Spadek cen procesorów graficznych w Chinach

Koszt kluczowych procesorów graficznych (GPU) wykorzystywanych w wydobyciu kryptowalut gwałtownie spadł w ostatnich dniach, donosi South China Morning Post (SCMP). Podczas gdy ceny spadają, a łańcuchy dostaw zaczynają się rozluźniać, w ciągu dwóch miesięcy wokół Ethereum Merge, spadek był bardzo zauważalny.

Kluczowym czynnikiem jest tutaj znacznie niższa intensywność w sieci ethereum po The Merge, a także znacznie zmniejszone zapotrzebowanie na moc obliczeniową do wydobycia. W 2021 roku, gdy ceny gwałtownie wzrosły, takie GPU znalazły się w centrum kryzysu łańcucha dostaw. Niedobory półprzewodników spowodowały gwałtowny wzrost cen używanych samochodów, ponieważ producenci skupili się na bardziej lukratywnych obszarach rynku.

The Merge ma wpływ na gospodarkę w świecie rzeczywistym. W tym kontekście nie należy lekceważyć wpływu ethereum, a tym samym innych kryptowalut. Czas pokaże, jakie skutki przejścia na proof-of-stake przyniesie w innych obszarach, jednak na ten moment spadające ceny GPU mogą być dla niektórych powodem do świętowania – zwłaszcza dla kopaczy bitcoinów!

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Zacieśnianie polityki energetycznej UE, a polskie wyzwania

14 września br. Parlament Europejski głosował za zwiększeniem głównych celów dotyczących proponowanych zmian dyrektyw w sprawie energii odnawialnej (RED) i efektywności energetycznej (EED). Zgodnie z przyjętymi w RED zmianami, wyznaczono 45% udział energii odnawialnej w mixie energetycznym UE do 2030 r. W porównaniu z pierwotnym celem jest to wzrost o 5 pp, który jednocześnie wypełnia zalecenia REPowerEU – dokumentu, w którym Komisja rekomenduje, aby energia odnawialna była kluczowym kierunkiem odpowiedzi UE na agresję Rosji wobec Ukrainy. Działanie to wywodzi się wprost z koncepcji Europejskiego Zielonego Ładu i pakietu powiązanych z nim dokumentów uchwalonych w lipcu 2021 r.

W osobnym głosowaniu Parlament Europejski opowiedział się za zmianami w dyrektywie o efektywności energetycznej (EED). Posłowie PE zwrócili się do krajów UE o 40% redukcję zużycia energii końcowej i 42,5% redukcję zużycia energii pierwotnej do 2030 r., w oparciu o poziom odniesienia z 2007 r. Stanowi to dalsze 2,5% ograniczenie konsumpcji energii w porównaniu z pierwotnym wnioskiem Komisji.

Stanowisko ogłoszone w PE dało jasny sygnał, zgodny z wielokrotnymi wypowiedziami publicznymi urzędników europejskich: nie zmieniamy kursu na zeroemisyjność w 2050 r., za to zmniejszamy ciśnienie w tendrze, jednocześnie stawiając żagle, żeby szybciej dopłynąć do celu. W obliczu takiego przekazu z Brukseli Polska może albo narzekać na uderzającą w polski mix energetyczny Unię, albo zaakceptować, że silną pozycję możemy wywalczyć jedynie dzięki silnej i niezależnej od „czarnej” energii gospodarce. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców stoi na stanowisku, że jest to dla Polski ostatni dzwonek na zaproponowanie przystających obecnym czasom regulacji prawnych dla rozwoju energetyki i jej finansowania. Musimy zawczasu optymalizować decyzje związane z pokrywaniem wzrastającego zapotrzebowania na czystą energię oraz przygotować się na coraz bardziej wyśrubowane wymagania rynkowe.

Udział OZE w polskim miksie energetycznym odgrywa coraz większe znaczenie

Energia pozyskiwana z wiatru i słońca w maju 2022 r. przełożyła się na spadek udziału węgla kamiennego w produkcji energii o 11% w stosunku do kwietnia br. W czerwcu 2022 r. produkcja energii w Polsce wyniosła 13 600 GWh. 46,4% energii wyprodukowano z węgla kamiennego, 27,4% mixu stanowił węgiel brunatny, a OZE pokryło zużycie w 18,3%. Jednak nie da się pominąć faktu iż w szczycie dziennym generacja z OZE była w stanie pokryć nawet 67% zapotrzebowania kraju na prąd.

Pozytywny wpływ OZE na ceny energii elektrycznej – w tak niespokojnych czasach kryzysu energetycznego, z jakimi mierzymy się obecnie – jest bardzo wyraźny. W maju średnia cena energii na rynku SPOT (RDN) wyniosła 651 zł/MWh, a średnia cena o godzinie 13:00 była o 21% niższa i wynosiła 516 zł/MWh. Dzięki generacji energii ze słońca i wiatru, każdy z odbiorców energii mógł wtedy oszczędzić co najmniej 135 zł/MWh. W ujęciu dobowym, różnice w cenach w poszczególnych godzinach w ostatnich miesiącach potrafiły przekraczać 1000 czy nawet 1500 zł/MWh – godziny „nasłonecznione” wielokrotnie okazywały się być najtańsze, podczas gdy wyceny godzin popołudniowo-wieczornych (17:00-21:00) biły rekordy.

OZE niezaprzeczalnie wpływa więc już dziś na ceny energii w Polsce. Coraz wyższa moc zainstalowana w PV, w tym 80% udział ponad miliona prosumentów przekłada się na większą produkcję energii, obniżając jej cenę na rynku hurtowym. Wszelkie inwestycje w OZE realizowane są w Polsce jednak z mozołem, z uwagi na liczne bariery regulacyjne.

Polskie wyzwania

Największym problemem dla polskiego przemysłu w perspektywie najbliższych lat są niestabilne ceny energii, a tuż za nimi firmy wskazują na bariery biurokratyczno-prawne. Wielu przedsiębiorców spodziewa się recesji w nadchodzącym roku oraz przygotowuje na straty, a nie zyski. Dodatkowym wyzwaniem staje się również ślad węglowy generowany przez produkty „Made in Poland” i coraz większe zainteresowanie odbiorców emisyjnością produkcji i łańcucha dostaw dla dóbr, z których korzystają. Towary z niskim ratingiem, za rok, dwa mogą już nie znajdować zbywców w silnie proekologicznej Unii.

Transformacja energetyki systemowej na niskoemisyjną to perspektywa idąca w dekady, tymczasem już dziś potrzebujemy dostępności nieobciążonych kosztami walki z emisyjnością źródeł energii. Zarówno inwestycje w elektrownię jądrową, czy małe reaktory modułowe (SMR) to dobre rozwiązania dla energochłonnego przemysłu i krajowej konsumpcji, jednak perspektywa uwolnienia mocy z atomu przesuwa się raczej w kolejne dziesięciolecie. Obecnie najszybszym remedium na wysokie koszty energii i uzależnienie od zewnętrznych, niestabilnych dostaw, jest uwolnienie OZE z więzów przepisów ograniczających rozwój tej branży.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od lat postuluje rozwiązania deregulacyjne w branży energetycznej. W obecnej sytuacji prawnej blokowany jest rozwój OZE tłumaczony m.in. brakiem możliwości zapewnienia stabilności Krajowego Systemu Energetycznego. Jednocześnie nie zauważa się szans dla rozproszonej energetyki i przyszłej roli państwa, jako przede wszystkim gwaranta stabilności systemu, a nie producenta kształtującego ceny poprzez podaż, dla którego podstawą jest energetyka węglowa. Więcej energii z OZE to niższe ceny energii, tak potrzebne obecnie przemysłowi. Rządzący powinni się skupić na zapewnieniu rozwiązań prawnych, dzięki którym rynek mógłby sam się regulować w zależności od podaży i popytu. Obecnie nie promuje się żadnego spośród proponowanych przez przedsiębiorców rozwiązań kryzysu energetycznego. Wiele firm jest gotowych by zaangażować się w budowę własnych źródeł wytwórczych, jednak ścieżka decyzyjno-formalna, w tym polityka przyłączeniowa znacząco ogranicza, jeśli nie uniemożliwia swobodny rozwój tego typu inwestycji.

Bieżące i dalekowzroczne rozwiązania w kontekście obecnego stanu prawnego

Liberalizacja 10H

Zupełnie niezrozumiały jest dziś paraliż w procedowaniu tzw. ustawy wiatrakowej. Zasada 10H to zakaz lokowania lądowych turbin wiatrowych w odległości mniejszej od dziesięciokrotność ich całkowitej wysokości. Realnie oznacza to zakaz lokalizowania wiatraków na dystansie bliższym niż 1,5‒2 km od zabudowań gospodarczych i terenów chronionych. Zasada ta wprowadzona została w 2016 r. i skutkowała zatrzymaniem w Polsce rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie.

Miejmy jednocześnie świadomość, że energia z wiatru jest dziś najtańsza spośród znanych źródeł wytwórczych. W aukcjach OZE w ubiegłym roku, w zawieranych kontraktach, cena 1 MWh z energetyki wiatrowej na lądzie zeszła poniżej 200 zł. W lipcu Senat skierował do Sejmu projekt ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw nr UD207, mający na celu złagodzenie zapisów wspomnianej zasady 10H. Projekt zachowuje ogólną regułę 10H, jednak w szczególnych przypadkach pozostawia gminom decyzje o wyznaczaniu lokalizacji elektrowni wiatrowych na podstawie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) w minimalnej odległości 500 m od zabudowań. Projekt przewiduje zatem ścieżkę bardziej konsensualnego lokowania inwestycji wiatrowych. Miejmy jednocześnie na uwadze iż ta niezwykle pożądana dziś zmiana przepisów nie spowoduje natychmiastowego przyrostu mocy z wiatraków, ponieważ proces przygotowania takiej inwestycji w krajowych warunkach trwa 3-5 lat.

W ogłoszonych przez Komisję Europejską w maju szczegółach planu REPowerEU wskazano, że na mniej cennych środowiskowo terenach procedury uzyskiwania pozwoleń na budowę źródeł OZE, powinny zostać skrócone do jednego roku. W Polskich warunkach, z uwagi na rosnący deficyt zielonej energii na krajowym rynku, powinniśmy wykorzystywać potencjał inwestycji prywatnych i na obszarach np. poprzemysłowych, wyznaczonych w formie dedykowanych stref inwestycyjnych dla OZE maksymalnie upraszczać ścieżkę decyzyjną – tak aby przyrost źródeł zeroemisyjnych odpowiadał popytowi i możliwościom ich finansowania (a więc mechanizmom rynkowym).

PV – Panele fotowoltaiczne

Za sprawą ogłoszonej 18 maja br. unijnej strategii solarnej (EU Solar Strategy), największym beneficjentem wspominanej już polityki REPowerEU może być sektor fotowoltaiki. Poprzez wdrożenie tej strategii, na koniec dekady moc elektrowni fotowoltaicznych w UE ma wzrosnąć do 600 GW. Ponadto ważną kwestią dla gałęzi PV jest inicjatywa Solar Rooftop, która przewiduje wprowadzenie od 2025 r. prawnego obowiązku instalowania paneli słonecznych w nowych budynkach. Aby osiągnąć nowy, podwyższony cel udziału energii z OZE wynoszący 45%, UE będzie musiała do 2030 r. corocznie instalować ok. 45 GW nowych mocy w fotowoltaice.

Projekt dotyczący zmiany ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (nr UD369) zawiera zapis, że lokalizacja farm PV o mocy powyżej 1 MW ma być dopuszczalna tylko na podstawie Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego.

Lokalizowanie farm PV na podstawie MPZP wydłużyłoby proces budowy farm oraz podniosło koszty inwestycji. W wielu lokalizacjach naszego kraju na uchwalenie MPZP inwestorzy czekają latami. Zdecydowanie więc pomysł ten jest chybiony i mógłby okazać się kolejnym przykładem regulacji (po ustawie 10H), która całkowicie zablokowałaby rozwój – tym razem PV.

Krajowe Sieci Energetyczne – problemy z przyłączaniem

Przedsiębiorcy chcą inwestować w zeroemisyjną energetykę, czy to na potrzeby własne, czy w celach handlowych, jednak brak jest obecnie jednoznacznych rozwiązań prawnych pozwalających na planowanie przedsięwzięć. Wysokie koszty energii zmniejszą konkurencyjność polskich firm. Główną barierą w przyroście prywatnych mocy z OZE jest kwestia przyłączenia źródeł odnawialnych do sieci, która według operatorów systemu dystrybucji straciła zdolność absorpcji mocy.

W latach 2019–2020 oddziały terenowe Urzędu Regulacji Energetyki otrzymały 1209 powiadomień o odmowie przyłączenia obiektów do sieci elektroenergetycznej o łącznej mocy niemal 5 668 MW. W 2021 r. jedna czwarta wniosków przyłączeniowych spotkała się z odmową. Operatorzy systemów dystrybucyjnych twierdzą, że winna temu jest przestarzała i przeciążona infrastruktura elektroenergetyczna.

Operatorzy systemu odmawiają wydania warunków przyłączenia powołując się na ograniczenia techniczne sieci. Ekspertyzy wpływu przyłączanego obiektu, ignorują jednak zdolność jednostek wytwórczych do płynnej regulacji mocy maksymalnej. Zaakceptowanie przez operatorów systemu istnienia technologii pozwalającej automatycznie lub zdalnie limitować moc pozwoliłoby odblokować nowe moce przyłączeniowe w systemie. Co więcej, tożsama procedura wydawania decyzji przyłączeniowych stosowana jest wobec zarówno instalacji, które mają wprowadzać energię do systemu, jak i tych które zostały przewidziane przez inwestora w całości do autokonsumpcji. O ile więc argument bezpieczeństwa sieci jest istotny i bez niezbędnych prac modernizacyjnych i rozwojowych zapewne trudno będzie tę przeszkodę eliminować – tak ograniczanie przedsiębiorcom prawa do obniżania własnych kosztów poprzez blokowanie powstawania zaplanowanych w obrębie prywatnego obiektu źródeł wytwórczych jest w obliczu kryzysu energetycznego niebezpiecznym trendem, który spycha polską gospodarkę w kierunku recesji.

Magazynowanie energii

Magazynowanie i kontrolowane uwalnianie energii jest przyszłością energetyki. Nowelizacja prawa energetycznego z 2021 r. dała możliwość wykorzystania magazynów energii w różnych obszarach systemu elektroenergetycznego, uregulowała kwestię ich koncesjonowania oraz wyłączyła magazynowanie energii elektrycznej z obowiązku taryfikacji. Dała też możliwość obniżenia opłaty za przyłączenie magazynu energii elektrycznej do sieci.

Zgodnie z zapisami ustawy, jeżeli moc zainstalowana w magazynie jest większa niż 50kW, wymagany jest wpis do rejestru prowadzonego przez Operatora Systemu Przesyłowego lub Operatora Systemu Dystrybucyjnego właściwego dla danego rejonu. Koncesja natomiast jest wymagana od progu mocowego 10 MW magazynowanej energii.

Magazyny energii to obecnie najbardziej skuteczna metoda zarządzania bilansowaniem produkcji energii z OZE. Jednak moce zainstalowane w Polsce w tego typu rozwiązaniach są nadal niewystarczające dla stabilności całego systemu energetycznego. Tymczasem jest to też realna alternatywa dla rozbudowy i modernizacji sieci, ponieważ budowa magazynów jest zdecydowanie prostsza i krótsza od konkurencyjnych rozwiązań. Magazyny energii we współpracy z instalacjami OZE pomagają stabilizować pracę sieci. Taka inwestycja może również zwrócić się w krótkim czasie akumulując energię w czasie jej nadprodukcji, a następnie oddając ją do sieci w momencie największego zapotrzebowania i najwyższych wzrostów cen.

Umowy PPA

W majowym projekcie nowelizacji ustawy o OZE pojawiły się długo oczekiwane zapisy dotyczące długoterminowych kontraktów na zakup energii z OZE (PPA). Nowelizacja, wprowadza odrębny typ umowy sprzedaży energii tj. „umowę sprzedaży energii elektrycznej wytworzonej z odnawialnego źródła energii”. Umowę PPA można realizować na dwa sposoby. W pierwszym, przypadku, gdy strony funkcjonują w obrębie krajowej sieci elektroenergetycznej, dostarczanie energii elektrycznej może być wykonywane na podstawie umowy o świadczenie usług przesyłania lub dystrybucji. Drugą możliwością w zamyśle ustawodawcy było korzystanie z linii bezpośredniej, o czym poniżej.

Rynek umów PPA rozwija się w tym roku niezwykle intensywnie. Wysokie ceny energii elektrycznej z sieci skłoniły odbiorców do poszukiwania rozwiązań alternatywnych. Aktualne przepisy nie nadążają za tym bumem, w wyniku czego zobowiązania stron kształtowane są w umowach PPA bardzo różnorodnie, co skutkować może w niedługiej perspektywie licznymi sporami sądowymi. W ocenie ZPP wątek umów PPA w polskim prawie wymaga doprecyzowania i zarazem zagwarantowania przejrzystych zasad funkcjonowania tego rynku. Dziś bowiem dominuje dowolność interpretacyjna przepisów, co rodzi ryzyka dla rozwoju tego modelu współpracy.

Linie bezpośrednie

Bezpośrednie linie energetyczne mogłyby połączyć odbiorców z wytwórcami energii elektrycznej z pominięciem sieci przesyłowych i dystrybucyjnych. W ten sposób przemysł mógłby korzystać z konkurencyjnej cenowo energii odnawialnej produkowanej w sąsiedztwie fabryk. Linie bezpośrednie pojawiły się w projektach nowelizacji ustawy Prawo energetyczne oraz ustawy o odnawialnych źródłach energii w 2021 r. Od samego początku związano z ich powstaniem oczekiwania ze strony państwa w zakresie „solidarnościowych opłat”. Przemysł był jednak zdania, że inwestując w linie bezpośrednie w praktyce odciąży KSE, a nie narazi Skarb Państwa na dodatkowe koszty. Zwłaszcza w realiach rosnącego zapotrzebowania na energię zagadnienie linii bezpośrednich wydaje się być zasadnym kierunkiem. Skutkiem braku porozumienia w czerwcu 2022 r. przepisy dotyczące budowy linii bezpośrednich zostały całkowicie wykreślone z projektów. W ten sposób linie bezpośrednie przestały być również sposobem na realizację umów PPA. Opóźnianie nowelizacji jest niezrozumiałe również dlatego, że umożliwienie budowy linii bezpośrednich zakładają przepisy unijnej dyrektywy rynkowej. Obecnie zagadnienie linii bezpośrednich podjęło Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które z końcem września zaprezentować ma projektowane w tym obszarze przepisy.

Cable pooling

Cable pooling jest rozwinięciem pomysłu linii bezpośrednich i polega na tym, że różne rodzaje instalacji OZE współdzielą infrastrukturę energetyczną. Położone obok siebie farmy wiatrowe i elektrownie słoneczne korzystają z tego samego przyłącza, żeby wprowadzać wytworzoną energię do systemu elektroenergetycznego. Te dwie technologie doskonale się uzupełniają, oferując bardziej stabilny profil produkcji energii, który jest korzystny dla samej sieci.

Cable pooling w połączeniu z magazynem energii, bądź dobrą współpracą z inną jednostką wytwórczą (nawet efektywnym blokiem węglowym lub gazowym) pozwoliłby poprawić ciągłość i stabilność zasilania oraz skrócić okres zwrotu nakładów poniesionych na realizację przyłącza.

Bloki 200+

Zgodnie z prognozami programu badawczego NCBR bloki węglowe 200 MW posiadają potencjał przystosowania do bardziej elastycznej pracy. Mogło by to w krótkim terminie zapewnić bilansowanie OZE.

Dostępna na wyciągnięcie ręki konwencjonalna energia, która zostanie z nami jeszcze jakiś czas, dzięki odpowiednim usprawnieniom mogła by wytwarzać energię bardziej elastycznie i w sposób szybki reagować na wahania mocy w sieci elektroenergetycznej. Jednocześnie nakłady inwestycyjne związane z kierunkową modernizacją bloków nadających się do współpracy z OZE są relatywnie niewielkie.

Niestety w przypadku programu „Bloki 200+” rozwój tego konceptu uzależniono od uprzedniego powstania Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, której zadaniem ma być konsolidacja węglowych aktywów państwowej energetyki. Decyzja ta spowodowała, że bardzo interesujący program modernizacji polskiej energetyki zawodowej schowano do szuflady w sytuacji w której to właśnie dziś inwestycji tych pilnie potrzebujemy.

Zmniejszenie zużycia energii

Wydatki na energię elektryczną są nierzadko największym kosztem, jakie ponoszą przedsiębiorstwa. Mogą stanowić nawet 30% budżetu operacyjnego, którym dysponuje firma.

Oszczędzanie energii to najszybsza i najtańsza reakcja na obecny kryzys energetyczny. Komisja Europejska w maju zaproponowała wzmocnienie długoterminowych środków w zakresie efektywności energetycznej, w tym zwiększenie – z 9 do 13% – wiążącego celu w zakresie efektywności energetycznej, który określono w pakiecie „Fit for 55” stanowiącym część Europejskiego Zielonego Ładu. Póki co jednak, w wyniku wzrastających cen energii elektrycznej i gazu firmy nie mają i nie będą miały środków na inwestycje w efektywność energetyczną, której dość powszechnie w Polsce potrzebują.

Elektrociepłownictwo

Przyszłością ciepłownictwa, szczególnie lokalnego w małych miejscowościach jest szeroko rozumiane elektrociepłownictwo, oparte na dystrybucji energii elektrycznej wytwarzanej głównie ze źródeł odnawialnych. Energia elektryczna wytwarzana lokalnie i lokalnie dystrybuowana charakteryzuje się zarówno niskimi kosztami jej wytworzenia, jak i bardzo niskimi kosztami przesyłu i dystrybucji. Przy jednokrotnym przetwarzaniu energii elektrycznej na ciepło uzyskujemy, nie dość że ekologiczne, to jeszcze tanie ciepło. Tak więc ograniczanie rozwoju lokalnej energetyki skutkować będzie w przyszłości problemami w modernizacji ciepłownictwa, które staje się poważnym zagrożeniem dla całej polskiej gospodarki.

Polityka wodorowa

Zielony wodór to w przyszłości główne źródło paliwowe gospodarek krajów europejskich. Taki wodór powinien być wytwarzany również lokalnie w oparciu o lokalne źródła OZE przez niewielkie elektrolizery które już możemy produkować w Polsce. Byłby to również wodór produkowany tanio i służący lokalnym potrzebom paliwowym i energetycznym. Ograniczanie rozwoju energetyki odnawialnej jest również bardzo niekorzystne dla rozwoju programu Polskiej Polityki Wodorowej.

Podsumowanie

Można odnieść wrażenie, że w momencie, gdy w Europie – a przez to być może i Polsce – brakuje energii, energia ta jest droga i obciążona dodatkowymi kosztami ekologicznymi, rządzący nie próbują usunąć barier związanych z możliwościami technicznymi samych sieci (trudności z przyłączeniami), czy też prawnymi (m.in. ustawa odległościowa blokująca energetykę wiatrową), odsuwają w czasie perspektywy szybkiego rozwoju OZE, których zarówno przemysł, jak i inne gałęzie gospodarki potrzebują do dekarbonizacji. Niektóre nowe regulacje, próbują z kolei dodatkowo obciążyć fiskalnie pomysłodawców i przedsiębiorców mogących dostarczać tanio i ekologicznie prąd do gniazdek.

Mając na uwadze zacieśnianie przez władze unijne polityki energetycznej, ZPP stoi na stanowisku, że trzeba wykorzystać ostatnią szansę na dogonienie gospodarek zachodnioeuropejskich. Nie obędzie się to bez odważnych decyzji politycznych oraz bezkompromisowych przepisów stymulujących polską energetykę ku transformacji. Wskazaliśmy kilka dróg dla rozwoju energetyki rozproszonej w Polsce, przy czym każda z nich powinna być niezależnie promowana i rozwijana, gdyż tylko we wspólnym funkcjonowaniu są w stanie zapewnić niezależność i stabilność energetyczną Polski. Wobec szerokich perspektyw i zapotrzebowania rynku politycy i urzędnicy muszą jedynie otworzyć przedsiębiorcom możliwości inwestowania.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Sektor motoryzacyjny stał się główną ofiarą globalnego kryzysu półprzewodników. Brak układów scalonych kosztuje europejski sektor 100 mld EUR

  • Przemysł motoryzacyjny stał się główną ofiarą globalnego kryzysu półprzewodników: Allianz Trade szacuje, że kryzys doprowadził do niedoboru około 18 mln pojazdów na całym świecie.
  • Najbardziej ucierpiał europejski sektor motoryzacyjny, któremu nie pomógł słaby sektor półprzewodników. Szacujemy, że kryzys związany z półprzewodnikami będzie w okresie 2021-2022 kosztował Europę około 100 mld EUR.
  • Ponieważ pojazdy będą potrzebowały coraz więcej półprzewodników, sektor motoryzacyjny będzie potrzebował wsparcia politycznego, aby uniknąć większych strat w przyszłości. W opinii Allianz Trade wsparcie powinno jednak skupić się na segmentach, w których Europa jest zarówno dużym rynkiem produkcyjnym, jak i końcowym, czyli na motoryzacji, a nie na elektronice użytkowej.

Braki układów scalonych na całym świecie spowodowały niedobór 18 mln pojazdów.

Przemysł motoryzacyjny stał się główną ofiarą globalnego kryzysu półprzewodników. Na początku pandemii, przygotowując się na ciężkie czasy, producenci samochodów i dostawcy branży motoryzacyjnej zareagowali głębokimi cięciami zapasów i zamówień na półprzewodniki. Gdy w drugiej połowie 2020 roku popyt na samochody powrócił szybciej niż oczekiwano, branża zauważyła, że producenci układów scalonych przesunęli moce produkcyjne na rynki końcowe z kwitnącym popytem, takie jak komputery i centra danych, pozostawiając niewielkie moce produkcyjne dla sektora motoryzacyjnego. Blisko dwa lata po pierwszych sygnałach o niedoborze półprzewodników, produkcja samochodów pozostaje znacznie poniżej poziomu z 2019 roku, a łączny niedobór produkcji wynosi na świecie ponad 18 mln pojazdów. Sytuacja przedstawia się relatywnie gorzej w Europie, gdzie – w przeciwieństwie do Chin czy Ameryki Północnej – produkcja pojazdów spadła w 2021 roku do bezprecedensowo niskiego poziomu 13 mln pojazdów (Wykres 1). Po oznakach poprawy pod koniec 2021 i w I kw. 2022 roku, ożywienie produkcji zostało ponownie zahamowane przez dodatkowe napięcia w łańcuchu dostaw spowodowane blokadami w regionie Szanghaju i inwazją Rosji na Ukrainę.

Wykres 1: Produkcja pojazdów (mln sztuk, % zmiany)

Produkcja pojazdów
Źródła: OICA, Dział Analiz Allianz

Produkcja samochodów w Europie odczuwa skutki drugorzędnej pozycji regionu w produkcji chipów.

Chociaż zasadnicze przyczyny spadku produkcji samochodów na świecie są wspólne dla wszystkich regionów, widać znaczne rozbieżności w wynikach poszczególnych regionów. Allianz Trade porównując stabilność liczby rejestrowanych samochodów ze zdolnościami do produkcji układów scalonych na poziomie regionalnym, obserwuje pozytywną i silną korelację (Wykres 2) wskazującą na to, jak krytyczna dla utrzymania produkcji samochodów jest lokalna produkcja układów scalonych. Słabość Europy jest tym bardziej frustrująca, że produkcja większości chipów samochodowych opiera się na sprawdzonych technologiach produkcyjnych. W przeciwieństwie do układów obliczeniowych lub pamięciowych znajdujących się w smartfonach i komputerach, które wykorzystują najbardziej nowatorskie technologie produkcyjne („węzły”) dostępne jedynie na Tajwanie i w Korei Południowej, układy scalone dla przemysłu motoryzacyjnego opierają się na dojrzałych węzłach wprowadzonych w latach 1990. i 2000.

Wykres 2: Udział w globalnych dojrzałych* mocach produkcyjnych w zakresie technologii półprzewodnikowych (%, oś pionowa) i zmiana sprzedaży samochodów osobowych (średnia z lat 2021-2022 w porównaniu z 2019, %)

Udział w globalnych dojrzałych* mocach produkcyjnych w zakresie technologii półprzewodnikowych
Źródła: IC Insights, ACEA, Wards, CAAM, JADA, obliczenia Działu Analiz Allianz. *Węzły powyżej 40nm

Braki układów scalonych kosztują Europę niemal 100 mld EUR utraconej wartości dodanej w latach 2021 i 2022.

Ile załamanie wywołane niedoborem kosztowało europejską gospodarkę? Aby się tego dowiedzieć, mierzymy utraconą produkcję, porównując produkcję z 2021 i 2022 do poziomów z 2019 roku. Biorąc pod uwagę dynamikę ogólnych wydatków konsumpcyjnych na towary w tym okresie, spodziewalibyśmy się, że popyt będzie podobny do roku 2019, gdyby podaż na to pozwoliła. Celem przeliczenia utraconej produkcji na utraconą wartość dodaną, obliczamy następnie średnią wartość dodaną generowaną dla każdego samochodu wyprodukowanego w Europie.

Z Allianz Trade obliczeń wynika, że już w 2021 roku utracono ponad 50 mld EUR, czyli równowartość 0,4% PKB regionu. Zakładając, że w 2022 roku produkcja europejska zmniejszy się o kolejne -1%, może dojść do utraty kolejnych 47 mld EUR, co daje łącznie 98 mld EUR. Największe straty (47,5 mld EUR utraconej wartości dodanej w latach 2021 i 2022) odnotowały Niemcy, ponieważ ich sektor motoryzacyjny odpowiada za większą część całkowitej wartości dodanej. Z drugiej strony, rekordowo niskie poziomy zapasów u sprzedawców detalicznych sugerują, że może istnieć duży potencjał wzrostu, jeśli produkcja zostanie wznowiona w 2023.

Tabela 1: Szacunkowa utracona wartość dodana w branży motoryzacyjnej (w mld EUR oraz % PKB)

  Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2021

(mld EUR)

Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2021

(% PKB)

Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2022

(mld EUR)

Wartość dodana utracona przez branżę motoryzacyjną w 2022

(% PKB)

Straty w okresie 2021+2022 (mld EUR)
UE 28                  51,1 0,4%                  47,1                    98,2
Francja                    3,5 0,1%                    3,8 0,1%                    7,2
Włochy                    3,3 0,2%                    3,2 0,2%                    6,4
Niemcy                  25,3 0,7%                  22,3 0,6%                  47,5
Hiszpania                    3,2 0,3%                    3,2 0,3%                    6,3
Polska                    1,4 0,2%                    0,9 0,1%                    2,2
Wielka Brytania                    3,4 0,1%                    3,4 0,1%                    6,8


Źródła: ACEA, Eurostat, obliczenia Działu Analiz Allianz.

Wykres 3: Poziomy zapasów w UE, detaliczni sprzedawcy branży motoryzacyjnej

Poziomy zapasów w UE, detaliczni sprzedawcy branży motoryzacyjnej
Źródła: Eurostat, obliczenia Działu Analiz Allianz

W dłuższej perspektywie, europejskie łańcuchy dostaw będą nadal zagrożone, ponieważ półprzewodniki stają się wszechobecne.

Pojazdy potrzebują coraz więcej półprzewodników ze względu na trzy czynniki:

  • Łączność (tj. więcej chipów w celu zapewnienia połączenia samochodów przez WiFi z siecią producenta i telefonami kierowców przez Bluetooth itp.)
  • Bezpieczeństwo (czujniki ruchu, wykrywanie obiektów w martwym polu itp. wymagają chipów)
  • Elektryfikacja (samochody elektryczne zawierają dwukrotnie więcej półprzewodników niż samochody z silnikiem spalinowym)

W ciągu ostatnich 10 lat wartość półprzewodników przypadających na jeden samochód wzrosła ponad dwukrotnie i wynosi w skali światowej ponad 600 USD. Biorąc pod uwagę miks europejski (bezpieczniejszy, bardziej połączony, bardziej ekologiczny niż przeciętny samochód), wartość dla Europy jest najprawdopodobniej wyższa.

Wykres 4: Średnia zawartość półprzewodników na jeden wyprodukowany pojazd (aktualna, USD)

Średnia zawartość półprzewodników na jeden wyprodukowany pojazd
Źródła: OICA, IDC, obliczenia Działu Analiz Allianz

W tym kontekście europejskie wsparcie powinno skupić się na natychmiastowych i rozsądnych celach.

Jak pisaliśmy w 2021 roku, autonomia w zakresie półprzewodników jest daleko poza zasięgiem Europy[1]. Decydenci mogą jednak zapewnić ukierunkowane wsparcie, pamiętając o następujących kwestiach:

  • Wsparcie powinno koncentrować się na segmentach, w których Europa jest zarówno dużym rynkiem produkcyjnym, jak i końcowym, tj. motoryzacyjnym, a nie elektroniki użytkowej.
  • W związku z tym, motywacja do przyciągania super zaawansowanych zakładów produkcyjnych jest niewielka. Potrzebne są jednak naturalne i ekonomicznie uzasadnione bodźce, które pomogą zwiększyć udział produkcji półprzewodników klasy przemysłowej i motoryzacyjnej. W Europie działają trzy z największych na świecie firm produkujących półprzewodniki dla przemysłu motoryzacyjnego, które korzystają z połączenia produkcji zewnętrznej (w Azji) i własnej, często europejskiej. Decydenci powinni przechylić szalę we właściwym kierunku, aby inwestycje lokalne miały większą wartość niż outsourcing w Azji.
  • Istniejące plany zwiększenia produkcji półprzewodników w Europie nie pomogą rozwiązać problemu kontynentu, ale krokiem we właściwym kierunku jest rozpoczęcie wspólnych przedsięwzięć.

[1] Zob. Semiconductors realpolitik : A reality check for Europe [Realpolitik w segmencie półprzewodników: Rzeczywisty sprawdzian dla Europy], maj 2021

RPP rozwiązuje równanie z wieloma niewiadomymi

Ostatnia decyzja Rady Polityki Pieniężnej o podniesieniu stopy referencyjnej o 25 punktów bazowych, co spowodowało jej wzrost do 6,75 proc., okazała się być zgodna z wcześniejszymi oczekiwaniami rynku. Była to jedenasta podwyżka z rzędu i prawdopodobnie jedna z ostatnich w tym cyklu. Wciąż jednak trudno przewidzieć, kiedy można się spodziewać obniżenia kosztu pieniądza.

Obecny cykl zaostrzania polityki pieniężnej, rozpoczęty w październiku ubiegłego roku należał do najbardziej dynamicznych w historii, a uzasadnieniem dla tak dużej determinacji RPP jest dążenie do powstrzymania galopującej inflacji. Na razie działania te okazują się nie do końca skuteczne, ale należy pamiętać, że ich efekty pojawiają się najczęściej po kilku kwartałach, więc powinny być widoczne w nieodległej przyszłości. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z tego, że na poziom inflacji mają obecnie duży wpływ czynniki nadzwyczajne, związane głównie ze wzrostem cen surowców energetycznych i rolnych. Ich oddziaływanie może być odczuwalne jeszcze w kolejnych kwartałach, a najpoważniejszym z nich mogą okazać się podwyżki urzędowych cen energii, które mogą sięgać nawet kilkadziesiąt procent. To każe się spodziewać, że po możliwym przejściowym obniżeniu presji inflacyjnej w najbliższych miesiącach, początek przyszłego roku przyniesie ponowny jej wzrost. Wszystko więc wskazuje na to, że szczyt inflacji jeszcze przed nami, chyba, że podjęte zostaną nadzwyczajne środki zmierzające do ograniczenia wzrostu cen energii i to zarówno na szczeblu krajowym, jak i unijnym. Niemniej jednak znacząca dynamika inflacji bazowej, nie uwzględniającej wzrostu cen energii i żywności, świadczy o tym, że presja inflacyjna ma także źródła w postaci innych czynników, choć także w znacznym stopniu zależnych od cen energii. Z tego względu uzasadnione wydaje się kontynuowanie zaostrzania polityki monetarnej, choćby w celu „zakotwiczenia” oczekiwań inflacyjnych konsumentów, co już samo w sobie pomogłoby w uspokojeniu sytuacji. Jednak polityka monetarna wpływa hamująco na inflację głównie poprzez ograniczenie wzrostu wydatków, a więc obniżenie popytu, a w konsekwencji osłabienia tempa wzrostu gospodarczego, które w ostatnich kwartałach było bardzo wysokie, znacznie wyższe od tzw. potencjalnego wzrostu PKB, szacowanego w naszych warunkach na około 3,5 proc. Może to jednak skutkować także wzrostem bezrobocia, które obecnie znajduje się na rekordowo niskim poziomie. Rada Polityki Pieniężnej będzie więc mieć w najbliższym czasie do rozwiązania równanie z trzema niewiadomymi: utrzymującą się wysoką inflacją, słabnącą gospodarką oraz rosnącym bezrobociem. Celem działań RPP jest przywrócenie równowagi makroekonomicznej, która od pewnego czasu jest mocno zaburzona. Jako docelowy stan równowagi można przyjąć inflacji na poziomie 3,5 proc. lub nieco wyższym, dynamikę PKB o podobnej skali oraz nieco wyższe niż obecnie bezrobocie. Biorąc pod uwagę nieprzewidywalność rozwoju sytuacji makroekonomicznej i geopolitycznej, głównie w perspektywie globalnej, o osiągnięciu wspomnianej równowagi można by mówić prawdopodobnie w horyzoncie minimum 2024 r. i później.

Patrząc konkretnie, w kontekście przedstawionych uwarunkowań, najbardziej realny scenariusz to podwyżka stóp procentowych o 0,25 proc. na jednym z najbliższych posiedzeń RPP i ich stabilizacja w kolejnych miesiącach, przynajmniej do końca roku, kontynuacja spadkowej tendencji dynamiki PKB, z możliwością krótkotrwałej recesji oraz niewielki wzrost stopy bezrobocia. O rozpoczęciu cyklu łagodzenia polityki pieniężnej można myśleć dopiero w momencie, gdy gospodarka ponownie zacznie nabierać rozpędu. Szczyt obecnego cyklu podwyżek stóp procentowych, zgodnie z rynkowym konsensusem można szacować na 7-7,5 proc. Z wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego udzielonej dzień po wrześniowym posiedzeniu RPP wynika, że październikowe decyzje w sprawie stóp procentowych będą zależeć od napływających danych makroekonomicznych. Można się spodziewać zarówno podwyżki o 0,25 punktu, jak i pozostawienia stóp na dotychczasowym poziomie. Władze monetarne nie mogą zwiększać ryzyka wystąpienia recesji. Gdyby udało się ograniczyć dynamikę cen energii oraz utrzymać rozwiązania tarczy antyinflacyjnej, inflacja pod koniec przyszłego roku mogłaby, zdaniem prezesa NBP, obniżyć się do ok. 3 proc., bez potrzeby dalszego zaostrzania polityki monetarnej. Taki scenariusz jest jednak zbyt optymistyczny. Bardziej realne wydaje się osiągnięcie inflacji rzędu 6-7 proc. Nawet w takiej sytuacji możliwe byłoby rozważanie rozpoczęcia cyklu obniżania stóp procentowych, być może już w połowie przyszłego roku. Jest to jednak mało prawdopodobne, chyba że mielibyśmy do czynienia z głębszym pogorszeniem się koniunktury gospodarczej, czy wręcz z recesją.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Brytyjska masakra piłą dolarową

Jeszcze nie zdążyliśmy uspokoić się po wydarzeniach z poprzedniego tygodnia, a poniedziałek rozpoczął się równie ekscytująco. Dolar rośnie w siłę, na popularnym “edku” schodzimy coraz niżej. GBP miał ciężki weekend, a brytyjską masakrę na GBP/USD zatrzymało ustanowienie historycznych minimów. Dziś także poznaliśmy najnowsze dane indeksu Ifo z Niemiec.

Dolar dalej rośnie

USD nie może się zatrzymać w drodze do pozycji walutowego olbrzyma. Jego pewność i zdecydowanie budzi podziw i respekt. Kiedy ten szalony rajd się skończy? Wydaje się, że nikt i nic nie może powstrzymać amerykańskiego dolara. Będzie to jego własna decyzja, na którą najprawdopodobniej będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Zielony jest mocno wspierany przez amerykańskich decydentów monetarnych. Dodatkowo w piątek wiatru w skrzydła dodały mu wskaźniki PMI dla przemysłu i usług zza oceanu. Obydwa odczyty były lepsze od oczekiwań. W przypadku PMI dla przemysłu cały czas znajdujemy się powyżej granicy 50 punktów, co sugeruje wzrost aktywności w tym sektorze gospodarki. PMI dla usług stanowczo odbiło. Wartość 49,2 punktów (poprzedni odczyt 43,7, konsensus 45) mocno zbliżyła się do neutralnego poziomu 50. O takich wynikach strefa euro na razie może pomarzyć. Na głównej parze walutowej świata w tym tygodniu znów dominuje dolar, który lekko po północy ponownie zaczął prężyć swoje muskuły. EUR/USD zszedł do poziomów ok. 0,956 USD za jedno euro. Od tego czasu następuje lekkie odreagowanie.

Pogrom GBP

Za nami piękny spektakl pt. nieprzewidywalność rynku. Podczas gdy większość uwagi zwrócona była w stronę silnych USD i CHF, mało kto skupił się na walutach, które słabną. Nie wspominając o zajmowaniu jakichkolwiek pozycji. A pamiętajmy, że tu też można zarobić. Dodatkowo większość z nas nadal myśli o decyzjach bankierów centralnych z poprzedniego tygodnia. Wydaje się więc, że przewidzenie dramatu waluty brytyjskiej było praktycznie niemożliwe. Wraz z początkiem tygodnia na wykresie GBP/PLN spadliśmy o imponujące 30 groszy w stosunku do piątkowych wycen! W poniedziałek rano poziomem wsparcia, od którego się odbiliśmy było lokalne minimum 5,15 PLN. Aktualnie (około godziny 10:00) trwa odreagowanie. Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja na GBP/USD. Tu chwilami zeszliśmy do około 1,04 USD, pobijając historyczne rekordy. Przypomnę, że dotąd najniższa wartość na tej parze walutowej wynosiła 1,064 USD za jednego funta i było to w 1985 roku! Przyczyna brytyjskiej makabry jest złożona. Niemniej jednak, ostatnie ruchy, o których dziś piszemy, miały swój niewinny początek w piątek 23 września o godzinie 10:30. Wtedy poznaliśmy odczyty PMI dla usług i przemysłu na Wyspach. Choć wynik dla przemysłu był powyżej oczekiwań, to obydwa wskaźniki znalazły się poniżej bariery 50 punktów, co sugeruje zmniejszenie aktywności w tych sektorach. Ponadto w piątek na Wyspach słabo wypadła także sprzedaż detaliczna. Tłumaczeń dzisiejszego pogromu na GBP doszukuje się natomiast w decyzji brytyjskiego rządu o największych cięciach podatkowych od 50 lat. Choć zapisy powinny pobudzić gospodarkę i umocnić walutę, to okazuje się, że są kontrowersyjne. Dlaczego? Wydaje się, że ich implementacja bardziej wesprze zamożnych obywateli, niżeli ulży najbiedniejszym. A to doprowadzić może do jeszcze większej polaryzacji społeczeństwa. Ponadto obniżone podatki to więcej środków pozostających w gospodarstwach domowych, co jest prostą drogą do dalszego wzrostu inflacji. Warto także dodać, że wprowadzenie ulg podatkowych przy jednoczesnym zwiększaniu wydatków rządowych może spowodować, że brytyjski budżet będzie trudny do spięcia. Dodatkowo ostatnią aprecjację dolara na GBP/USD wsparły także piątkowe odczyty PMI, wspomniane w poprzednim akapicie.

Indeks Ifo

W poniedziałek poznaliśmy także indeks klimatu gospodarczego największej gospodarki w Unii Europejskiej. Jest to wskaźnik wyprzedzający koniunktury, który obrazuje nastroje niemieckich przedsiębiorców. Dziś jego wartość była niska, jedynie 84,3 punktu. To o 2,7 pkt. niżej od oczekiwań. Ostatnio niżej byliśmy w maju roku 2020, kiedy to strach związany z krachem covidowym spowalniał rynki. Dzisiejsza publikacja indeksu Ifo nie jest pozytywna dla wspólnej waluty. Nie odznaczyło to się jednak na wykresie eurodolara, gdzie cały czas znajdujemy się poniżej 0,97 USD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – Wystąpienie publiczne prezeski ECB (Christine Lagarde).

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Trzeci wielkoskalowy magazyn energii od Columbus

Columbus Energy wybuduje kolejny magazyn energii. Trzeci tego typu projekt Spółki będzie miał moc ponad 202 MW i pojemność 810 MWh.

Spółka zależna z Grupy Columbus otrzymała warunki przyłączenia do sieci przesyłowej o mocy 202,44 MW, które zostaną wykorzystane na budowę magazynu energii o pojemności 810,18 MWh. Jest to już trzeci z kolei wielkoskalowy magazyn energii w posiadaniu Columbus. Inwestycja powstanie w południowej Polsce, a jej całkowitą wartość jest szacowana na ok. 1,6 mld zł.

– W ciągu ostatnich tygodni udało nam się uzyskać warunki przyłączenia na budowę trzech wielkoskalowych magazynów energii w Polsce. To pokazuje, w jakim tempie działa nasza organizacja i jak dostosowuje się do sytuacji rynkowej. Mamy świadomość, że ta technologia już za chwilę okaże się niezbędna do płynnego funkcjonowania sieci przesyłowych. Dlatego, nie czekając na bardziej sprzyjające warunki gospodarcze, inwestujemy w budowę własnych magazynów, realizując tym samym kolejny, ważny punkt ekosystemu Columbus. Posiadamy w sumie warunki przyłączenia dla magazynów energii na poziomie 400 MW o sumarycznej pojemności 1600 MWh – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że 21 września br. Columbus otrzymał warunki przyłączenia do sieci przesyłowej o mocy 62,7 MW, na budowę magazynu energii o pojemności 250,8 MWh, a 17 sierpnia br. uzyskał warunki dla tego typu obiektu o mocy 133 MW oraz pojemności 532 MWh.

70% pracowników branży IT zauważa u siebie wypalenie zawodowe, co dziesiąty cierpi na depresję

Epizodyczne lub długotrwałe poczucie wypalenia zawodowego dotyka łącznie ponad 2/3 osób pracujących w polskiej branży IT. Co czwarty w ostatnim czasie nie czuje satysfakcji z wykonywanej pracy. Jednocześnie tylko 21,4% badanych uważa, że ich firma udziela im wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego – wynika z raportu opublikowanego przez platformę TwojPsycholog.pl we współpracy z Just Join IT – największym polskim portalem pracy dla sektora tech.Wypalenie_zawodowe_w_IT_wybrane_dane_1l

Wypalenie zawodowe to zjawisko, o którym w ostatnich latach mówi się coraz częściej. W roku 2019 WHO wpisało je do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD), a od 1 stycznia 2022 roku jest uznawane za chorobę także w Polsce.

Istotę i skalę wypalenia zawodowego wśród pracowników polskiego sektora technologicznego przedstawia raport „Wypalenie zawodowe w branży IT”, stworzony przez platformę TwojPsycholog.pl i portal Just Join IT. W badaniu przeprowadzonym w lipcu i sierpniu br. wzięło udział ponad 1700 osób.02_Raport_Wypalenie_zawodowe_w_IT_wybrane_dane_2l

Kluczowe wyniki

  • Prawie 1/3 badanych ocenia swój stan psychiczny słabo, a kolejna 1/3 jako pogorszony,
  • 25,5% w ostatnim czasie nie czuje satysfakcji z wykonywanej pracy,
  • 70,6% zauważa u siebie wypalenie zawodowe, tyle samo w ostatnim czasie zastanawiało się nad zmianą pracy,
  • 10,6% zmaga się z depresją i zostało to zdiagnozowane,
  • 82,1% deklaruje, że tematyka wypalenia zawodowego nie jest poruszana w ich firmie,
  • 55,9% odpowiedziało, że firmy, w których pracują, nie zapewniają im wsparcia w obszarze zdrowia psychicznego, a 22,5% nie wie nic o takim wsparciu,
  • 79,2% wymienia Internet jako podstawowe źródło wiedzy o zagadnieniu.

Temat wypalenia zawodowego jest dla nas bardzo ważną kwestią i jednym z kluczowych obszarów, w których działamy. Jak pokazuje badanie ten problem w różnym stopniu oraz z różną częstotliwością dotyka większości pracowników branży IT. Mimo rosnącej świadomości to zagadnienie jest nadal przez wiele osób traktowane jak temat tabu: 82% badanych wskazuje, że problem ten nigdy nie był poruszany w ich miejscu pracy. Naszym celem jest również budowanie świadomości pracodawców na temat wypalenia zawodowego. Uważamy, że zdrowie psychiczne pracowników powinno stanowić jeden z priorytetów w firmach, nie tylko w obecnym czasie powiedziała Kaja Toczyska, CEO TwojPsycholog.pl.

Skupiamy największą społeczność IT w Polsce i angażujemy ją do różnych aktywności, w tym wzajemnej edukacji oraz dyskusji. Jesteśmy bardzo blisko tematów, które realnie interesują programistów i widzimy, że wypalenie zawodowe jest jednym z nich. Stwierdziliśmy, że musimy zbadać szerzej tę sferę i zaangażować się w poszerzanie wiedzy o zjawisku. Wyniki przeprowadzonego badania są niezwykle cenne, ponieważ pozwalają uzupełnić obraz polskiej branży IT o bardzo istotne elementy: poziom kondycji psychicznej pracowników oraz stopień zaangażowania pracodawców. Liczymy, że dzięki temu raportowi zachęcimy branżę do otwartej dyskusji i podejmowania odpowiednich kroków w trosce o dobrostan jej pracowników powiedział Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.