Pierwszy tygodniowy wzrost DJIA od 9 tygodni

W minionym tygodniu średnia przemysłowa Dow Jonesa wzrosła o 6,24 proc. Był to najsilniejszy skok w górę wartości tego amerykańskiego indeksu od pierwszego tygodnia listopada 2020, kiedy podobny ponad 6 proc. wzrost rozpoczynał kolejną silną falę wzrostową cen akcji na Wall Street. Dziś – w poniedziałek 30 maja – rynki akcji w Stanach Zjednoczonych będą nieczynny z powodu obchodów „Memorial Day” czyli święta upamiętniającego obywateli USA, którzy zginęli w trakcie odbywania służby wojskowej.

Piątkowa sesja w USA przyniosła na ryku akcji w USA znaczące wzrosty. DJIA zyskał 1,76 proc., S&P 500 wzrósł o 2,47 proc., a Nasdaq Composite podskoczył o 3,33 proc. Te indeksy zamknęły się w piątek na najwyższych poziomach od 3 tygodni. Ustanawianie swych nowych 3-letnich maksimów kontynuował chilijski IPSA Index.

Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii traciły nieznacznie jedynie główne indeksy giełd w Indonezji i Malezji. Ponad 2 proc. zyskały filipiński PSEi, japoński Nikkei 225, tajwański TAIEX oraz Hang Seng. Najwyżej od 3 lat był dziś Shanghai B-Share Index.

W Europie główne indeksy wszystkich rynków otworzyły się w poniedziałkowy poranek na plusach. Najsilniej – o +3,87 proc. ok. 9:40 – zwyżkował rosyjski RTS. Norweski OSE osiągnął najwyższy poziom w historii. Najwyższe od końca kwietnia poziomu osiągnęły dziś rano niemiecki DAX (+0,61 proc.) i francuski CAC 40 (+0,61 proc.).

Na GPW WIG-20 rósł ok. godz. 9:44 o 1,39 proc., ale pozostawał poniżej poziomów swoich majowych szczytów. Wśród instrumentów wchodzących w skład tego indeksu taniały dziś rano jedynie akcje PEPCO (-0,8 proc.) i KGHM (-0,03 proc.). Najwyższy poziom od lipca 2020 zaliczyły dziś ceny akcji XTB.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach europejskich lekko dziś rosły ale pozostawały poniżej poziomów swoich osiągniętych w maju cyklicznych maksimów.

Najwyższa od 2 miesięcy była dziś rano cena ropy naftowej (WTI +0,54 proc., Brent +0,68 proc.). Lekko zwyżkowały dziś ceny kontraktów na metale szlachetne (złoto +0,49 proc.). W piątek najwyżej od 5 lat były ceny kontraktów na biały cukier na ICE.

Podobnie jak w piątek kurs EUR/USD wspiął się dziś na najwyższy poziom od miesiąca. Amerykański dolar był dziś najsłabszy od 2 lat względem meksykańskie peso. Lekko dziś rano umacniał się złoty (EUR/PLN –0,03 proc., USD/PLN -0,22 proc.).

Z trwającej przez minione kilkanaście sesji konsolidacji wyrywał się dziś rano w górę kurs BTC/USD (+4,56 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

W Polsce stabilnie, w Turcji szaleństwo

Ostatnie dni upłynęły na pewnej stabilizacji złotego. Powodem są neutralne odczyty za oceanem, które stabilizują słabsze poziomy dolara. W Turcji szaleństwo pompowania inflacji trwa w najlepsze.

Złoty stabilny

Po wielu dniach wyraźnego umocnienia się złotego wreszcie nadeszła stabilizacja. Powodem jest też stabilizacja na rynkach globalnych. Przynajmniej jednym z powodów. Wielu analityków wskazuje bowiem, że poziom 4,60 zł na polskim złotym uważany jest za pewną granicę atrakcyjności naszej waluty obecnie dla zagranicznych inwestorów. Gdyby ta teoria się potwierdziła to wyraźne przekroczenie tego poziomu w najbliższych tygodniach mogłoby być bardzo trudne lub wręcz niemożliwe.

Dane z USA

Wczorajszy odczyt wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to potwierdzenie dobrej obecnie sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Wynik 210 tysięcy to powrót w okolice bliskie 200 tysięcy. Jest to po prostu bardzo dobry wynik, patrząc z dłuższej perspektywy. W tym samym czasie zobaczyliśmy jednak dane z USA. Na pierwszy rzut oka PKB na poziomie -1,5% może mocno dziwić. Należy jednak pamiętać, że Amerykanie używają bardzo dziwnej metody podawania wskaźnika anualizowanego. Mówi on o tym, jak wyglądałby rok, gdyby utrzymała się tendencja z ostatniego kwartału. W rezultacie parametr ten przyjmuje często (szczególnie podczas ważnych wydarzeń czy kryzysów) absurdalne wartości. Dane były jednak symbolicznie słabsze od oczekiwań stąd wczorajsze osłabienie dolara.

Turcja nadal swoje

Wydawać by się mogło, że 70% inflacji w Turcji zmusi tamtejsze władze monetarne do zarzucenia tamtejszego rewolucyjnego podejścia. Tak się jednak nie dzieje i to nie dlatego, że inflacja wynosi 69,97% a nie 70%. Głównie dlatego, że niezależność tamtejszego banku centralnego to absolutna fikcja. Taka fikcja zdecydowanie bardziej w stylu rosyjskim niż polskim, to nie tylko zakulisowe naciski, to po prostu jawne polecenia. Skoro prezydent wierzy, że wysokie stopy procentowe podnoszą inflację nie należy ich podnosić. Biorąc pod uwagę rozwój sytuacji nie może dziwić, że za 1 euro trzeba płacić coraz więcej lir. W ciągu roku tamtejsza waluta straciła względem euro imponujące 70% na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Mamy pierwszą cyberwojnę między państwem a grupą cyberprzestępczą. W Kostaryce stan wyjątkowy

  • Grupa Conti prowadzi obecnie szeroko zakrojoną operację wymuszania okupu na dwóch rządach w Ameryce Łacińskiej – Kostaryce i Peru
  • To wydarzenie bez precedensu. Nigdy wcześniej państwo nie wypowiedziało stan wojny grupie cyberprzestępczej
  • Ataki Conti na suwerenne państwa ukazują rosnącą siłę zorganizowanych grup cyberprzestępczych

Grupa ransomware Conti wciąż prowadzi szeroko zakrojoną operację wymuszeń skierowaną przeciwko dwóm południowoamerykańskim krajom – Kostaryce i Peru. To bezprecedensowe zjawisko, w którym państwo prowadzi cyberwojnę z grupą przestępczą, wyjaśniają eksperci bezpieczeństwa z Check Point Research.

Ugrupowanie Conti przeniosło cyberprzestępczość na nowy, geopolityczny poziom, interweniując w politykę wewnętrzną Kostaryki czy stosunki między Kostaryką a Stanami Zjednoczonymi. Analitycy bezpieczeństwa zaznaczają, że nawet jeśli to wymuszenie było tylko częścią zasłony dymnej dla reorganizacji Conti, co wydaje się wiarygodną motywacją ataków, to wpłynęło na cały ekosystem i najprawdopodobniej wywoła dalszą falę podobnych zjawisk.

W przeszłości grupy ransomware atakowały różne podmioty rządowe na całym świecie, jednak były to konkretne, taktyczne ataki na mniejsze instytucje (np. na szczeblu miejskim), a nie szerokie kampanie hakerskie skierowane na krytyczne usługi rządowe. Akcja Conti rozpoczęła się od naruszeń agencji rządowych w Kostaryce oraz Peru, a następnie szybko rozprzestrzeniła się na niemal całą infrastrukturę krajów.

Co więcej, ataki wykroczyły poza zakres motywacji finansowych i stały się wydarzeniami geopolitycznymi. Rząd Kostaryki ogłaszający stan wyjątkowy oraz stwierdzając, że jest w stanie wojny z Conti, skłonił podjęcia działań przez Stany Zjednoczone. To bezprecedensowa sytuacja, gdy państwo deklaruje, że prowadzi wojnę z grupą cyberprzestępczą.

W wyniku dokonanej przez Conti napaści, prezydent Kostaryki ogłosił 12 maja stan wyjątkowy. Skoordynowany atak grupy cyberprzestępczej spowodował paraliż podstawowych usług, takich jak cła, eksport towarów i automatyczne usługi płatnicze dla urzędników służby cywilnej. W ten sposób cyberprzestępcy wykorzystują mieszkańców Kostaryki jako środek nacisku na rząd. Conti twierdzi jednocześnie, że ich celem jest obalenie rządu i zachęcenie mieszkańców Kostaryki do wyjścia na ulice.

Check Point Research podkreśla, że wydarzenie cybernetyczne przekształciło się w szerokie wydarzenie geopolityczne. Stało się tak, gdy Kostaryka poprosiła o wsparcie ze strony USA i amerykańskiego Departamentu Stanu, a następnie zaoferowała nagrodę w wysokości 10 milionów dolarów za informacje o przywódcach Conti. W konsekwencji retoryka grupy Conti wokół wymuszenia kostarykańskiego poszerzyła się o Stany Zjednoczone i prezydenta Bidena, a nie tylko Kostarykańczyków.

Wydarzenie to spotkało się z dużym zainteresowaniem w rosyjskojęzycznym podziemiu, natomiast w przyszłości może zachęcić inne grupy hakerskie, które będą wykorzystywać te same koncepcje przeciwko innym krajom i w różnych okolicznościach geopolitycznych. Już teraz jeden z najbardziej renomowanych członków rosyjskiego podziemia agresywnie zareagował na interwencję USA, mówiąc, że Amerykanie powinni modlić się, aby wydarzenia z maja i czerwca 2021 roku nie powtórzyły się.

Retoryka, jaką stosują wobec USA i prezydenta Bidena, wcześniej nie była wykorzystywana przez cyberprzestępców w ich oficjalnych kanałach – mówi Sergey Shykevich, menedżer grupy odpowiedzialnej za wywiad zagrożeń w Check Point Software. Ekspert dodaje, że Conti jest grupą, która rośnie w siłę, zmieniającą taktykę swoich działań.

Nowelizacja Kodeksu pracy. Kontrole trzeźwości także na „home office”? A co z „L4”?

Rząd postanowił uregulować pracę zdalną, choć trochę trzeba było na to czekać. We wtorek krajowe władze zajęły się projektem nowelizacji Kodeksu pracy, który na stałe wprowadzi pracę zdalną do polskiego porządku prawnego. Wraz z uregulowaniem popularnego „home office”, pojawiła się także propozycja konkretnych przepisów dotyczących kontroli stanu trzeźwości pracowników. I to właśnie ona wzbudza najwięcej kontrowersji. Komentarza w tej sprawie udziela Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes Conperio – największej w Polsce firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

– Z naszego wieloletniego doświadczenia wynika, że nietrzeźwi pracownicy stanowią pewien zauważalny problem dla polskich przedsiębiorców. Teraz, w myśli nowych regulacji, przepisy mają pozwolić pracodawcom na przeprowadzenie kontroli trzeźwości pracowników oraz kontroli na obecność w ich organizmach środków działających podobnie do alkoholu. Wszystko pod warunkiem, że będzie to niezbędne do zapewnienia ochrony życia i zdrowia pracowników lub innych osób, tudzież ochrony mienia. Znaczna część pracodawców, którzy odpowiedzialni są za swoich podwładnych oczekiwało tej zmiany, jednakowoż mogą nie być do końca usatysfakcjonowani. Większość z nich, szczególnie tych zajmujących się produkcją, chciało bowiem mieć także możliwość niezapowiedzianej, wyrywkowej kontroli alkomatami. To będą musieli prawdopodobnie każdorazowo ustalać ze związkami zawodowymi – wyjaśnia Mikołaj Zając.

– Biorąc pod uwagę całą nowelizację, wyłoniła nam się również możliwość badania alkomatem pracownika wykonującego pracę zdalną. Czy to konkluzja rządu, iż podczas kolejnych lockdownów i „home office” zwiększył się odsetek osób mających problem z uzależnieniem od alkoholu? Jeśli tak, to bardzo niepokojąca. Planowane przepisy nie rozwiewają tu jednak wątpliwości, wręcz przeciwnie. Obecnie bardzo trudno wyobrazić mi sobie tego typu kontrole w praktyce, w miejscu pracy danego pracownika. Poza tym, podwładni podczas „home office” często wykonywali swoje obowiązki przebywając np. za granicą, a wielu pracodawców się na to godziło. Pozostaje także kwestia tego,  kto miałby przeprowadzać kontrole trzeźwości. Sam pracodawca, firmy zewnętrzne na zlecenie pracodawcy, policja? Zabieg pobrania krwi wykluczający obecność innych substancji niedozwolonych w organizmie pracownika, powinna przecież dokonywać osoba posiadająca odpowiednie kwalifikacje zawodowe. W mojej opinii przepis ten w praktyce może nie zafunkcjonować. Kodeks pracy to tej pory nie poruszył jeszcze jednej istotnej kwestii. Mianowicie, co z pracownikami przebywającym na zwolnieniu chorobowym? W wielu przypadkach podczas kontroli pracowników na „L4”, kontrolerzy także zastają podwładnych pod wpływem alkoholu. Czy zatem oni również  otrzymają możliwość weryfikowania trzeźwości? – dodaje ekspert.

Falstart programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Banki nie zdążyły przygotować oferty

Wygląda na to, że banki nie palą się do udzielania kredytów hipotecznych z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym. Portal GetHome.pl ustalił, że żaden z banków nie proponuje takiego kredytu. I nie wiadomo, kiedy pojawi się w ich ofercie.

–  27 maja wchodzi w życie ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym. Zapisano w niej aż sześciomiesięczny okres przejściowy, żeby Bank Gospodarstwa Krajowego mógł się przygotować do udzielania gwarancji kredytowych. Banki miały zaś wykorzystać ten czas na stworzenie oferty kredytowej – przypomina ekspert GetHome.pl Marek Wielgo. Jaki BGK i banki wykorzystały ten czas? Minister Rozwoju i Technologii Waldemar Buda zapewniał w czasie niedawnej konferencji prasowej, że „większość banków wprowadzi ten instrument”. – To oczywista korzyść dla nich. I co równie ważne, jego gwarantem jest BGK – przekonywał minister Buda. Według niego, po kredyt  z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym sięgać będzie rocznie nawet 60 tys. gospodarstw domowych.

Tymczasem – jak poinformował BGK – do programu przystąpił na razie tylko Bank Pekao SA oraz finalizowane są rozmowy na temat z PKO Bankiem Polskim. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że udział w programie „Kredyt bez wkładu” zadeklarowało 12 banków. Problem w tym, że w dniu inauguracji programu, w ofercie banków nie pojawił się taki kredyt.

Jak dotąd żaden z banków nie przedstawił oferty kredytowej, ani opisu procesu udzielania tego rodzaju kredytu – potwierdza Karina Nożykowska, Dyrektor Działu Bankowego i Wsparcia Sprzedaży Notus Finanse. Według niej jest raczej mało prawdopodobne, by program wystartował w maju.

Warto zwrócić uwagę, że program wchodzi w życie po serii podwyżek stóp procentowych, które spowodowały drastyczny spadek zdolności kredytowej jego potencjalnych beneficjentów. W tej sytuacji banki mogą mieć dylemat dotyczący wysokości marży, która jest stałym składnikiem oprocentowania. –  Kredyty bez wkładu banki muszą traktować jako ryzykowne. Jednak, jeśli przesadzą z wysokością marży uwzgledniającej to ryzyko, kredyty będą zbyt drogie dla potencjalnych kredytobiorców i program będzie martwy – komentuje ekspert GetHome.pl.

Plany zakupowe wielu potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu mogą też pokrzyżować ich wysokie ceny. Rzecz w tym, że pole poszukiwań zawęża limit ceny metra kwadratowego. Ponadto maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki nie przekracza 100 tys. zł. Oznacza to, że ci, którzy nie mają żadnych oszczędności będą musieli znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł.

Należy zwrócić uwagę, że dla mieszkań kupowanych od firm deweloperskich limit cenowy jest nieco wyższy niż dla mieszkań z rynku wtórnego. Trzeba też wiedzieć, że osobne limity obowiązują dla miasta wojewódzkiego, dla gmin z nim sąsiadujących i reszty województwa.Tab.1 - Limity GetHome

Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że szczególnie w największych miastach, czyli tam, gdzie popyt na mieszkania jest największy, limity cenowe są dużo niższe od średniej cen ofertowych na rynku. Np. na rynku pierwotnym w  Łodzi różnica wynosi ok. 41%, a w Krakowie – 34%.Wyk.1 - Kredyt bez wkładu - GetHome

Oferta mieszkań spełniających wymogi programu jest więc obecnie skromna. Np. w Łodzi i Krakowie jest to zaledwie 2% łącznej podaży nowych mieszkań z ujawnioną ceną. Z kolei najwyższy odsetek takich mieszkań – 26% – jest ofercie deweloperów w Gdańsku.

Dlatego Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiada podwyższenie limitów cenowych metra kwadratowego. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że taka zmiana dość znacznie poprawiłaby dostępność nowych mieszkań do kupienia za kredyt bez wkładu. W dalszym ciągu najwięcej byłoby ich w ofercie gdańskich deweloperów.Wyk.2 - Kredyt bez wkładu - GetHome

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Fundusze hipoteczne zarządzają nieruchomościami o łącznej wartości 138,2 mln zł

Związek Przedsiębiorstw Finansowych opublikował nowy raport dotyczący hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym. Fundusze hipoteczne zrzeszone w ZPF zarządzają nieruchomościami o łącznej wartości 138,2 mln zł. Od 2010 do 2013 roku można było obserwować względnie dynamiczny wzrost wartości nieruchomości z 4,2 do 67,6 mln zł. W kolejnych dwóch latach wartość ta rosła w znacznie wolniejszym tempie, od 2015 roku znajdowała się na względnie stałym poziomie, żeby od 2017 roku znów szybciej wzrosnąć aż poziomu 138,2 mln zł. Wartość zarządzanych nieruchomości na koniec 2021 roku była większa o 24,9 proc. od tej z końca 2020 roku i 16,1 proc. większa od tej z końca III kwartału 2021 roku.[1]

Na koniec 2021 roku najwięcej, bo prawie 1/3 nieruchomości zarządzanych przez fundusze hipoteczne znajdowała się w województwie mazowieckim i w porównaniu ze stanem z końca 2020 roku odnotowano spadek o 0,8 pp. Drugim w kolejności było województwo pomorskie, w którym położone jest 12,7 proc. administrowanych nieruchomości, a na trzecim miejscu niezmiennie województwo śląskie, gdzie fundusze hipoteczne zarządzają 11,1 proc. wszystkich umów.

Średnia wartość jednej zarządzanej nieruchomości aż do końca 2014 roku znajdowała się w trendzie spadkowym – od 321 tys. zł w 2010 roku do 237 tys. zł w 2014 roku. Po tym okresie obserwuje się stabilny wzrost i obecnie – na koniec 2021 roku – można mówić o historycznie największym odczycie tej wartości, gdzie wyniosła ona 372,6 tys. zł. Jest to wzrost o 12,7 proc. w odniesieniu do III kwartału 2021 roku i jednocześnie wzrost o 18,9 proc. w stosunku do końca roku 2020.

– Ceny nieruchomości sukcesywnie rosną, a obecna sytuacja ekonomiczno-polityczna będzie powodowała kolejne wzrosty. Wyższe ceny nieruchomości powodują, że wartość zarządzanego portfela rośnie. Pamiętajmy również, że wartość nieruchomości jest jednym z czynników, od których zależy wysokość renty dożywotniej. Im droższa nieruchomość, tym świadczenia, na które może liczyć senior, będą wyższe – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Średni wiek klienta to blisko 77 lat

Na koniec 2021 roku średnia wielkość nieruchomości, którą zarządzają fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych 49,9 m2. W 2011 roku było to 42,3 m2, a w szczytowym momencie w 2018 roku 90,6 m2. Obecnie po spadku 2020 roku, mamy wzrost średniej wielkości mieszkania o 2,2 proc. w odniesieniu do końca roku 2020 i minimalny spadek o 0,2 proc. w stosunku do III kwartału 2021 roku.

Uśredniony wiek klientów, którzy decydowali się na rentę dożywotnią plasował się w przedziale pomiędzy około 75 a 80 lat. Na koniec 2021 roku średni wiek klienta funduszu hipotecznego wyniósł 76,9 lat. W odniesieniu do końca 2020 roku wzrósł nieznacznie o 0,5 proc., a w porównaniu do III kwartału 2021 roku o 0,2 proc.

Fundusze hipoteczne zrzeszone w ZPF na koniec 2021 roku zarządzały 371 umowami z seniorami. Średnia wysokość świadczenia pieniężnego z tytułu renty dożywotniej wynosiła na koniec 2021 roku 826,6 zł miesięcznie. Fundusze od początku swojej działalności do końca 2021 roku wypłaciły seniorom 26,4 mln zł świadczeń. W całym 2021 roku wypłacono aż 3,68 mln zł, co stanowi najwyższy wynik w ciągu 11 lat. Jednocześnie to o 76,1 proc. więcej niż w roku 2020.

[1] Raport ZPF, „Rynek odwróconej hipoteki w modelu sprzedażowym, na podstawie danych o działalności

funduszy hipotecznych – Członków ZPF. Lata 2010–2021”

Efecte, spółka z Nasdaq, zaoferowała zakup 100% akcji InteliWISE po cenie 3,99 zł, wyższej o 85% od ostatnich notowań

Efecte Plc (“Efecte”), spółka notowana na fińskim rynku Nasdaq, ogłosiła zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji dla akcjonariuszy InteliWISE S.A. –  polskiej spółki – lidera na rynku rozwiązań opartych o AI, notowanej na NewConnect.

Efecte, w wyniku zaproszenia do składania ofert sprzedaży, zamierza przyjąć oferty sprzedaży opiewające na do 100% akcji InteliWISE  po cenie 3,99 zł za akcję (około 0,84 Euro) w gotówce za akcję (“Zaproszenie”).

Najwięksi akcjonariusze InteliWISE, reprezentujący około 66,3% wszystkich akcji i praw głosu, nieodwołalnie zobowiązali się do odpowiedzi na ofertę. Łączna wartość Zaproszenia w oparciu o wszystkie 6 858 915 akcji InteliWISE wynosi około 27,4 mln zł (około 5,75 mln EUR).

Podsumowanie Zaproszenia

  • Zgodnie z Zaproszeniem, Inwestor jest gotowy nabyć akcje od akcjonariuszy InteliWISE po cenie 3,99 zł (około 0,84) w gotówce za jedną akcję. Łączna wartość Zaproszenia w oparciu o wszystkie 6.858.915 akcji InteliWISE wynosi ok. 27,4 mln zł (ok 5,75 mln EUR).
  • Cena w ramach Zaproszenia stanowi premię w wysokości:
    • 85,6% wyższa w porównaniu z ceną zamknięcia PLN 2,15 zł  (w przybliżeniu EUR 0,47) akcji InteliWISE na New Connect w dniu, będącym ostatnim dniem notowań przed ogłoszeniem Zaproszenia;
  • Najwięksi akcjonariusze InteliWISE reprezentujący około 66,3% wszystkich akcji i praw głosu, w tym członkowie zarządu Grupy Kapitałowej InteliWISE, Prezes Zarządu Marcin Strzałkowski oraz Szef Technologii Grzegorz Siehień zobowiązali się do złożenia ofert sprzedaży akcji i w następstwie ich przyjęcia przez Efecte, do sprzedaży swoich akcji.
  • O ile Zaproszenie zakończy się powodzeniem, Prezes Zarządu i Szef Technologii InteliWISE, a także największy akcjonariusz Spółki, zobowiązali się do objęcia akcji Efecte o wartości 65% wpływów netto ze sprzedaży akcji InteliWISE. Szacunkowe wpływy netto Efecte z subskrypcji akcji to 1,2 mln EUR.
  • Zgodnie z warunkami Zaproszenia, do nabycia akcji przez Efecte może nie dojść, jeśli w wyniku złożonych ofert sprzedaży nie zostanie osiągnięty minimalny próg 95% akcji InteliWISE lub w przypadku zajścia istotnej negatywnej zmiany.
  • Dokument zawierający warunki Zaproszenia jest dostępny pod adresem http://www.trigon.pl/o-firmie/aktualnosci. Rozpoczęcie przyjmowania ofert sprzedaży akcji w ramach Zaproszenia ma się rozpocząć 30 maja 2022 r., a zakończyć około 29 czerwca 2022 r. Przewidywany termin rozliczenia transakcji nabycia akcji w ramach Zaproszenia przypada około 1 lipca 2022 r. Efecte może przedłużyć okres przyjmowania zapisów, jeżeli jest to wymagane dla powodzenia Zaproszenia.

Warunki Zaproszenia, opublikowanego wyłącznie dla akcjonariuszy w dozwolonych jurysdykcjach, zostały ogłoszone dzisiaj w osobnym komunikacie http://www.trigon.pl/o-firmie/aktualnosci .

Informacja o spółkach

Efecte Plc to notowana na fińskim rynku Nasdaq First North Growth Market spółka informatyczna, zajmująca się oprogramowaniem klasy ITSM, HR i Asset Management. Jest europejską alternatywą dla globalnych amerykańskich i azjatyckich koncernów dostarczających technologie wspierające pracowników. Zatrudnia ponad 130 pracowników, ma siedzibę w Finlandii i posiada regionalne centra w Niemczech i Szwecji.

Jej rozwiązania  pomagają firmom pracownikom cyfryzować i automatyzować ich pracę, dostarczając im wyjątkowe doświadczenia. Klienci w całej Europie wykorzystują usługi Efecte w chmurze, aby działać z większą elastycznością, poprawiać doświadczenia użytkowników końcowych i oszczędzać koszty.

Prezes (CEO) Efecte Niilo Fredrikson: „W ciągu ostatnich miesięcy intensywnie współpracowaliśmy z zespołem InteliWISE i przekonaliśmy się, że będzie to doskonałe dopasowanie technologii i kultury. Jestem podekscytowany tą umową, ponieważ jest ona zgodna z naszą strategią i przybliża nas o krok do spełnienia naszej wizji stania się wiodącą europejską alternatywą w naszej przestrzeni.

Prezes (CEO) InteliWISE Marcin Strzałkowski: „Cieszymy się, że zostaliśmy zaproszeni do udziału w ambitnym projekcie, z ambitnym celem budowania europejskiego lidera oprogramowania. Obecnie, sposób pracy i nawyki pracowników ulegają drastycznej zmianie, a technologie służące lepszej pracy coraz częściej odgrywają kluczową rolę w budowaniu satysfakcji pracowników. Jestem pewien, że konwersacyjne rozwiązania AI InteliWISE i przedsiębiorczy zespół będą mocno przyczyniać się do realizacji wizji zespołu  Efecte.

InteliWISE S.A. to wiodący dostawca rozwiązań Conversational AI, #1 na polskim rynku rozwiązań AI Chatbot, spółka dostarczająca oprogramowanie typu SaaS, bazujące na sztucznej inteligencji (AI), notowana na warszawskim alternatywnym rynku NewConnect.

InteliWISE dostarcza firmom rozwiązania, które umożliwiają inteligentną automatyzację obsługi klienta, marketingu i sprzedaży. AI, Chatboty, Voiceboty oraz wielokanałowe Contact Center oraz  oprogramowanie do czatów wideo są dostarczane zarówno jako usługa w chmurze, jak i instalowane na serwerach firmy (on-premises).

Ponad 200 globalnych klientów, w tym instytucje finansowe, ubezpieczeniowe, liderzy e-commerce i organizacje sektora publicznego, korzystało z produktów InteliWISE w swoich projektach cyfrowej transformacji. Opatentowane w USA oprogramowanie InteliWISE obejmuje przetwarzanie języka naturalnego (NLP) oparte na sztucznej inteligencji, wiodące technologie obsługi klienta i handlu elektronicznego. Ma obecnie 49 pracowników.

Strategiczne uzasadnienie przejęcia

InteliWISE ma zapewnić Efecte strategiczne wzmocnienie portfela usług i technologii spółki, silny zespół R&D oraz możliwości wejścia na rynek w Polsce i poza nią.

Efecte pomaga ludziom cyfryzować i automatyzować ich pracę,  jej celem strategicznym jest stać się wiodącą europejską alternatywą dla rozwiązań do automatyzacji wsparcia i zarządzania personelem. Inwestowanie w rozwój technologiczny produktów Efecte jest fundamentem strategii spółki.

Technologia konwersacyjnej sztucznej inteligencji InteliWISE ma wzmocnić platformę Efecte, umożliwiając cyfryzację i automatyzację pracy z wyjątkowymi doświadczeniami dla wszystkich zaangażowanych osób. Klienci mogliby przenieść swoje doświadczenie pracowników na wyższy poziom i skorzystać ze zwiększonej cyfryzacji i automatyzacji dowolnych procesów obsługi. Planowane przejęcie otworzy Polskę jako nowy rynek bezpośredni dla Efecte i udostępni ofertę InteliWISE klientom w całej Europie za pośrednictwem naszej organizacji sprzedaży i kanału partnerskiego.

Wraz z utalentowanym zespołem InteliWISE składającym się z 49 profesjonalistów, moglibyśmy również budować na Polsce jako lokalizację dla badań i rozwoju, profesjonalnych usług i sukcesu klientów. Byłby to dla nas naturalny krok po wieloletniej współpracy z partnerami badawczo-rozwojowymi w Polsce.

Podsumowanie warunków finansowania Efecte

Zarówno członkowie zarządów Grupy InteliWISE, jak i największy akcjonariusz Spółki, firmy inwestycyjnej zarządzanej przez współzałożyciela i przewodniczącego Rady Nadzorczej InteliWISE, zobowiązali się do objęcia akcji w Efecte o wartości 65% wpływów netto ze sprzedaży akcji InteliWISE. Szacunkowe wpływy netto Efecte z subskrypcji akcji to 1,2 mln EUR. Akcje objęte zapisem będą podlegały zwyczajowym ograniczeniom obrotu. Zapisy na akcje są uzależnione od pomyślnego zakończenia wezwania.

Doradcy Finansowo-Prawni

Doradcą finansowym Grupy Inteliwise w transakcji jest CC Group, natomiast doradcą prawnym jest kancelaria CDZ Chajec i Wspólnicy. Wzywającemu w zakresie finansowym doradza Sisu Partners, a doradcą prawnym jest kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Wskazówki dotyczące wyników na rok 2022 (bez zmian)

Nasze wytyczne na 2022 r. pozostają bez zmian. Opierając się na sprzedaży i innych synergii, spodziewamy się, że wpływ na EPS (earning per share) planowanej akwizycji będzie dodatni pod koniec 2023 roku.

Oczekuje się, że sprzedaż netto z usług oprogramowania (SaaS) wzrośnie o ponad 20%, a EBITDA będzie dodatnia, wyłączając wszelkie potencjalne koszty z działalności nieorganicznej.

Skuteczne długoterminowe cele finansowe (bez zmian)

Do 2025 r. Efecte ma wzrosnąć organicznie do 35 mln EUR całkowitej sprzedaży netto, utrzymać średni wzrost SaaS na poziomie ponad 20% i osiągnąć dwucyfrową marżę EBITDA.

Dzięki wzrostowi organicznemu i przejęciom, Spółka ma stać się strategicznie największym europejskim dostawcą usług zarządzania usługami z całkowitą sprzedażą netto powyżej 100 mln EUR i marżą EBITDA przekraczającą 25%.

Polacy chcą płacić za ekologiczne ubrania dla dzieci tylko do 10 proc. więcej niż za zwykłe

Polacy coraz częściej zwracają uwagę na to, czy kupowane dla dzieci ubrania są ekologiczne. Obecnie już blisko połowa konsumentów to sprawdza. A prawie 60% z nich szuka potwierdzenia, że wybrana odzież została wykonana z materiałów przyjaznych środowisku. Klienci jednak nie są skorzy płacić wyższych kwot za taki towar. Przeważnie twierdzą, że mogą wydać o 5-10% więcej niż robią to standardowo. Przy tym osoby, których miesięczne dochody przekraczają 5 tys. zł netto, najczęściej są gotowe ponieść o 10-15% większe koszty. Komentujący wyniki sondażu eksperci nie pozostawiają złudzeń, że za naprawdę ekologiczną odzież dziecięcą trzeba zapłacić o 20-30% więcej niż za zwykłą. I dodają, że rodacy dopiero dojrzewają mentalnie do jej nabywania.

Eko na topie

Sondaż, przeprowadzony przez UCE RESEARCH i operatora sklepu internetowego Hlonda6.pl, wykazał, że aż 47,4% konsumentów, kupując ubrania dla swoich lub cudzych dzieci, sprawdza, czy są ekologiczne. 27,6% uczestników badania nie robi tego, a 7,2% nie interesuje to. Tylko 3,5% ankietowanych nie pamięta, czy kiedykolwiek zajmowało się tym.

– Wyniki badania świadczą o wysokiej świadomości ekologicznej Polaków. Jak wiadomo, dziecięce ubrania szybko muszą być wymieniane. Szeroki wybór atrakcyjnych, w tym markowych, tekstyliów dla maluchów, a także liczne okazje cenowe sprawiają, że tego typu zakupy są często robione. To ważne, że część konsumentów ma przy tym na uwadze dobro planety, choć głównym motywem powinno być zdrowie dzieci – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”.

Jak informuje Leszek Kobyliński, współautor badania ze sklepu internetowego Hlonda6.pl, jeszcze kilka lat temu tylko 15-20% Polaków sprawdzało, czy ubrania dziecięce spełniają normy ekologiczne. Zdaniem eksperta, jednym z najważniejszych powodów tego, że konsumenci coraz częściej szukają takich towarów, jest rosnąca świadomość na temat ich właściwości. Są one lepsze gatunkowo i bardziej przyjazne w codziennym użytkowaniu od odzieży produkowanej ze szkodliwych dla środowiska tworzyw sztucznych. Do tego dochodzi oczywiście moda.

– Już w czasach PRL-u ludzie mieli świadomość tego, że ubrania produkowane ze sztucznych materiałów, z dodatkiem szkodliwych barwników są niebezpieczne dla dzieci i tak naprawdę nie nadają się do noszenia. Były zagraniczne i wyróżniały się kolorami, ale wywoływały liczne alergie na delikatnej skórze. Niestety dziś wciąż tego typu produkty są sprowadzane do Polski, tylko z innych rynków niż 40 lat temu – podkreśla dr Faliński.

Wśród bardziej zasobnych konsumentów, których miesięczne dochody przekraczają 5 tys. zł netto, aż 53,6% sprawdza, czy dziecięce ubrania są ekologiczne. 29,2% ankietowanych z tej grupy tego nie robi. Należy też podkreślić, że ww. praktykę najczęściej stosują osoby, które mają największe możliwości finansowe, czyli uzyskują co miesiąc ponad 9 tys. zł na rękę – 56,7%. Dalej są Polacy zarabiający 5000-6999 zł i 7000-8999 zł – odpowiednio 55,6% i 45,7%.

– Takie produkty są droższe od zwykłych, bo wytwórcy ponoszą przy ich produkcji większe koszty. Osobom zarabiającym najwięcej może być najłatwiej je nabywać, ale i one bywają dostępne w promocjach. Dlatego zasobność portfela nie musi wcale być ograniczeniem. To raczej kwestia priorytetów. Klient może np. kupować mniej ubrań dla dzieci, ale za to wyższej jakości, ze świadomością, że będą dłużej i lepiej służyły – przekonuje Leszek Kobyliński.

Skąd ta popularność?

Konsumenci podczas badania wyjaśnili również, dlaczego sprawdzają, czy dziecięca odzież jest ekologiczna. Każdy mógł zaznaczyć kilka najważniejszych dla siebie powodów. 58,1% ankietowanych chce w ten sposób potwierdzić wykonanie ubrań z materiałów przyjaznych środowisku. Natomiast 45,1% badanych ma na celu poznanie faktycznego pochodzenia towaru. Z kolei 38,5% potrzebuje wiedzieć, czy został on wyprodukowany i sprzedany zgodnie z określonymi zasadami.

– W mojej ocenie, konsumenci chcą przede wszystkim czuć się komfortowo z tym, że reprezentują postawę proekologiczną i zapewniają swoim dzieciom wysokiej jakości produkty. A dając je jako prezenty cudzym pociechom, mogą zabłysnąć w towarzystwie, również znajomością najnowszych trendów – stwierdza dr Faliński.

Ponadto klienci chcą wiedzieć, czy producent posiada certyfikaty świadczące o ekologicznym pochodzeniu produktu – 33,4%, czy preferuje tzw. zasady sprawiedliwego handlu – 23,7%, a także czy działa lokalnie – 18,8%. Zaledwie 5,1% ankietowanych sprawdza artykuły z innego powodu niż wyżej podano, a tylko 2% nie potrafi wskazać żadnej przyczyny.

– Z moich obserwacji niestety wynika, że Polacy nie do końca ufają producentom. Samo stwierdzenie na opakowaniu, że coś jest ekologiczne, wcale nie musi być prawdą. I konsumenci dobrze o tym wiedzą, dlatego dokładnie sprawdzają asortyment przeznaczony dla dzieci – dodaje ekspert z Hlonda6.pl.

Polacy zarabiający ponad 5 tys. zł netto miesięcznie chcą głównie potwierdzić wykonanie produktów z materiałów przyjaznych środowisku – 55,4%, a także sprawdzić faktyczne pochodzenie towaru – 46,4%. Następnie interesuje ich to, czy producent posiada certyfikaty świadczące o ekologicznym pochodzeniu artykułu – 45,5%, czy produkuje i sprzedaje towary zgodnie z określonymi zasadami – 41,1%, czy preferuje tzw. zasady sprawiedliwego handlu – 23,2%, jak również czy działa lokalnie – 17%. Z kolei 2,7% respondentów ma na uwadze inne powody niż wyżej podano, a 0,9% nie umie ich wskazać.

– To pokazuje, że dwie główne kwestie są ważne dla konsumentów bez względu na ich możliwości finansowe. Widać też, że zamożniejsi klienci są bardziej wyczuleni na to, czy jakość produktów potwierdzają odpowiednie certyfikaty – zauważa Leszek Kobyliński.

Dopuszczalny koszt

Badanie wykazało też, o ile procent drożej Polacy są gotowi płacić za odzież ekologiczną w porównaniu do zwykłej. 26,2% osób wskazało przedział 5-10%, 25,3% konsumentów – do 5% więcej, a 18,6% klientów – o 10-15% więcej. Natomiast 13,9% rodaków stwierdziło, że nie jest w stanie ponosić wyższych kosztów. 7,4% uczestników sondażu podało 15-20%, a 6,5% nie potrafiło się określić. Tylko 2,1% zadeklarowało różnicę 20%.

– Zwracanie uwagi na to, czy produkt spełnia określone normy a wybieranie go to właściwie dwie różne kwestie. Powyższe deklaracje wskazują na to, że Polacy nie są jeszcze gotowi na rewolucję ekologiczną. Za takie ubrania trzeba zapłacić o 20-30% drożej niż normalnie, żeby mieć pewność, że spełniają ww. kryteria – zapewnia Leszek Kobyliński.

Do tego trzeba dodać, że konsumenci zarabiający ponad 5 tys. zł netto najczęściej są gotowi płacić za tekstylia ekologiczne tylko o 10-15% lub 5-10% więcej – odpowiednio 29,5% i 24,3%. Ponadto 17,3% ankietowanych z tej grupy podaje maksymalnie do 5%. Natomiast 11% lepiej sytuowanych respondentów nie jest w stanie drożej płacić. 10,4% badanych może wydać o 15-20% więcej. Tylko 4,6% jest gotowych ponieść o ponad 20% większy wydatek. 2,9% nie potrafi tego określić. Jak podsumowuje dr Faliński, to nie czynnik finansowy powstrzymuje rodaków przed robieniem ww. zakupów. Polacy po prostu dopiero do nich mentalnie dojrzewają.

InventionMed rozpoczyna kolejny pilotaż TutorDerm

InventionMed S.A., notowana na NewConnect, technologiczna firma z branży medycznej, rozpoczyna kolejny pilotaż innowacyjnego projektu TutorDerm w Collegium Medicum w Bydgoszczy. Jest to następna renomowana uczelnia medyczna, na której pojawi się urządzenie. W pierwszej połowie kwietnia sprzęt został wypożyczony przez Warszawski Uniwersytet Medyczny. TutorDerm to innowacyjny edukacyjny symulator medyczny wykorzystujący m.in. technologię VR.

W dniach 25-26 maja w Collegium Medicum w Bydgoszczy miał miejsce cykl pilotaży w wykorzystaniem TutorDerm. Po pozytywnym zakończeniu pilotażu istnieje możliwość kontynuacji współpracy pomiędzy InventionMed a uczelnią. Spółka wraz z zakończeniem pilotażu w Collegium Medicum nie wyklucza współpracy z następnymi ośrodkami medycznym.

– Rozpoczęliśmy pilotaż na kolejnej uczelni. Jest to dla nas bardzo ważna informacja, gdyż świadczy ona o tym, że nasze urządzenie jest doceniane przez coraz szersze grono odbiorców. Mamy nadzieje, że TutorDerm będzie zdobywał uznanie w kolejnych ośrodkach medycznych. Na ten moment jesteśmy zadowoleni z tego jak przebiegają testy naszego flagowego urządzenia oraz jaki jest odbiór przez profesjonalistów. – mówi Tomasz Kierul, prezes zarządu InventionMed.

TutorDerm jest to symulator medyczny, który został stworzony dla potrzeb edukacji z dziedziny dermatologii klinicznej i estetycznej. Produkt w swym działaniu wykorzystuje technologię wirtualnej rzeczywistości. Symulowanie działań TutorDerm dostarcza wrażenie immersji środowiska wizualnego oraz czucia, co umożliwia praktykowanie zabiegów m. in. lekarzom, kosmetologom oraz studentom.

Collegium Medicum jest uczelnią mającą swoją siedzibę w Bydgoszczy. Zatrudnia około 1440 pracowników (w tym około 860 nauczycieli akademickich). Studiuje tam ponad 5000 studentów na trzech wydziałach: Lekarskim, Farmaceutycznym oraz Nauk o Zdrowiu. Na uczelni realizowane są studia anglojęzyczne oparte o polski program studiów.

Zysk netto Digital Network wzrósł o 90% w I kw. 2022 r. EBITDA rośnie w tempie 112%.

Digital Network, lider rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej, odnotował w I kw. 2022 r. 8,7 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 54% r./r. Spółka wypracowała zysk operacyjny na poziomie 2 mln zł – to wzrost o 1535%, a zysk netto wyniósł 1,1 mln zł, co oznacza wzrost o 90% r./r. EBITDA Digital Network wzrosła o 112% r./r. Spółka zarządzająca największą w Polsce siecią cyfrowych ekranów reklamowych opublikowała skonsolidowane sprawozdanie finansowe za I kw. 2022 r.

– Zgodnie z przyjętymi kierunkami rozwoju i założeniami na ten rok skoncentrowaliśmy się na rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej. Daje on nam znaczący potencjał do dalszego wzrostu, bo jako lider cyfrowej reklamy zewnętrznej, posiadający 44% udziału w rynku, jesteśmy głównym beneficjentem transformacji reklamy zewnętrznej. Coraz większy udział w rynku notuje segment cyfrowy, odpowiadający obecnie za 16% rynku reklamy zewnętrznej. Wzrost przychodów o 54% r./r. to bardzo zadowalający wynik, zarówno ze względu na dynamikę wzrostu, jak i fakt, że wraz z przychodami rośnie nasza rentowność – komentuje Wojciech Bieńkowski, prezes Digital Network.

Grupa kapitałowa Digital Network koncentruje swoją działalność na rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej (Digital Out Of Home). Poprzez swoją spółkę zależną Screen Network SA zarządza największą w Polsce siecią ponad 20 tysięcy ekranów reklamowych LED, docierającą codziennie z przekazem reklamowym do 6,2 mln konsumentów. Stałe koszty bezpośrednie obsługi sieci ekranów oraz istotnie większa od obecnie zakontraktowanej pojemność sieci daje możliwość dalszego zwiększania przychodów bez dodatkowych nakładów inwestycyjnych co przekłada się, także na wzrost rentowności.
Według danych Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej w I kw. 2022 r. rynek reklamy zewnętrznej odnotował wzrost wynoszący 71%, odrabiając tym samym straty spowodowane pandemią. Jeszcze szybciej rósł segment cyfrowej reklamy zewnętrznej, który wzrósł o 90%. Segment cyfrowy odpowiada obecnie za 16% branży reklamy zewnętrznej. Według szacunków Digital Network udział ten ma realne szanse się podwoić w ciągu najbliższych 3-5 lat. Digitalizacja reklamy zewnętrznej jest trendem światowym, co widać w krajach rozwiniętych, gdzie segment cyfrowy odpowiada za 40%-60% reklamy zewnętrznej.

– Wyniki finansowe osiągnięte w I kw. 2022 r. są efektem większej liczby kampanii reklamowych oraz wartości sprzedanego czasu reklamowego w naszej sieci ekranów LED. Coraz więcej reklamodawców dostrzega przewagę ekranów LED nad tradycyjnymi bilbordami, co przekłada się na wzrost liczby, skalę oraz jakość realizowanych kampanii. Cyfrowa reklama zewnętrzna dzięki swoim możliwościom technologicznym generuje duże zasięgi, zapada w pamięć, a jednocześnie idealnie wpisuje się w koncepcję Smart City. Nasze nowoczesne nośniki umożliwiają customizację kampanii, emisję komunikatów w czasie rzeczywistym oraz ich dowolną modyfikację. Ostatnio prowadzone przez nas kampanie potwierdzają naszą innowacyjność i efektywność – podkreśla prezes Bieńkowski.

W ubiegłym roku Digital Network osiągnęła przychody o 34% wyższe niż w 2020 roku. Spółka wypracowała zysk netto na poziomie 10 mln zł przy rentowności 28%, a zysk netto na 1 akcję wyniósł 1,94 zł na akcję. EBITDA Digital Network wzrosła natomiast o 111% i wynosiła 18,7 mln zł przy rentowności na poziomie 53%.

Big Cheese Studio z 38 proc. wzrostem zysku netto rr po I kwartale 2022 r.

W I kwartale 2022 roku Big Cheese Studio – notowany na GPW producent i wydawca gier na PC i konsole – wypracował 4,6 mln zł zysku netto, co dało wzrost wyniku o ponad 38 proc. w porównaniu r/r. W raportowanym okresie spółka zanotowała blisko 4,7 mln zł zysku operacyjnego EBIT. Od stycznia do marca br. przychody netto ze sprzedaży wyniosły 5,6 mln zł, co daje wzrost o 40 proc. r/r. Wpływ na odnotowane wyniki niezmiennie miała sprzedaż bestsellerowej produkcji Studia – Cooking Simulator. Aktualnie spółka koncentruje swoje działania nad rozwojem projektu Cooking Simulator VR do wersji Meta Quest.

– W I kwartale tego roku pomimo braku nowych premier, osiągnęliśmy bardzo dobre wyniki finansowe. Od stycznia do marca 2022 zysk netto wyniósł 4,6 mln zł, co dało wzrost wyniku o ponad 38 proc. r/r. Przychody netto ze sprzedaży wyniosły w tym czasie 5,6 mln zł, w porównaniu do 4 mln zł z analogicznego okresu roku ubiegłego, co dało wzrost wyniku o 40 proc. rr. Tak dobre wyniki to efekt konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju naszego flagowego longsellera, jakim jest Cooking Simulator. – mówi Jakub Rafał, dyrektor finansowy w Big Cheese Studio.

Globalna premiera gry Cooking Simulator odbyła się w połowie 2019 roku. Od tego czasu produkt jest regularnie rozwijany poprzez udostępnianie płatnych i bezpłatnych dodatków oraz tzw. live ops, zwiększających widoczność w sklepie Steam. Do tej pory w ręce graczy trafiły następujące DLC: Oktoberfest, Halloween, Modern Kitchen, SUPERHOT, Cooking with Food Network, Cakes and Cookies, Pizza oraz Cooking Simulator Shelter. Podstawowa wersja gry trafiła już do ponad 860 000 użytkowników, a jej sprzedaż wraz z dodatkami przekroczyła 1,3 mln sztuk. Sama sprzedaż wersji Steam VR do końca marca jest bliska 100 000 graczy.

Projekt od 2020 r. dostępny jest w wersjach konsolowych – na Nintendo Switch i Xbox One, a od 2021 roku także w wersji na Play Station 4. Cooking Simulator doczekał się również wersji VR. Tytuł zadebiutował na platformie Steam VR w lipcu 2021 roku. To obecnie najlepszy debiut oraz najlepiej sprzedająca się gra VR z grupy PlayWay. Tytuł otrzymał również nagrodę Steam za grę VR roku 2021.

Big Cheese Studio doceniając potencjał rynku Virtual Reality nie poprzestaje na wspomnianej platformie Steam VR. Z uwagi na to planuje dalszą dywersyfikację kanałów dystrybucji o wersję PlayStation VR oraz Meta Quest 2. – Technologie wirtualnej rzeczywistości zyskują na znaczeniu. Szacuje się, że popyt na gogle VR w ciągu kilku najbliższych lat może wzrosnąć nawet dziesięciokrotnie, a obecnie najlepszym tego rodzaju sprzętem jest Meta Quest 2. Wiążemy, więc spore nadzieje względem premiery w sklepie Meta Store. Wierzymy że już niebawem ogłosimy dokładną datę debiutu tego projektu – mówi Łukasz Dębski, prezes Big Cheese Studio.

Spółka swoje działania równolegle koncentruje nad nowym projektem Pizza Empire oraz sequelem do podstawowej wersji Cooking Simulatora (projekt docelowo trafi na PC i konsole). Środki na produkcję obu projektów pochodzą z bieżącej działalności spółki oraz z ubiegłorocznej oferty publicznej, w ramach której spółka pozyskała 4,7 mln zł.

Big Cheese Studio to firma, która aktywnie prowadzi politykę dywidendową. Dlatego w kwietniu br. zarząd Big Cheese Studio podjął uchwałę w sprawie rekomendacji dotyczących wypłaty akcjonariuszom 8 mln zł dywidendy z zysku netto za rok 2021. To 64% zysku netto, który wyniósł w ubiegłym roku 12,4 mln zł. Dywidenda na jedną akcję liczyć ma 1,94 zł, co daje stopę dywidendy na poziomie ponad 4,9%. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Big Cheese Studio. Warto zwrócić uwagę że spółka wypłaci dywidendę po raz trzeci z rzędu.

Jak wygląda rynek ropy 3 miesiące po wybuchu wojny?

Na rynku ropy widać pewnego rodzaju stabilizację od czasu wybuchu wojny w Ukrainie. Zmienność zdecydowanie spadła, choć wczoraj obserwowaliśmy ponad 3 proc. wzrosty. Z technicznego punktu widzenia notowania znajdują się na ważnym technicznym oporze. Spokojny przebieg notowań w ostatnich tygodniach wynika z faktu, że podaż rosyjskiej ropy nie spada jakoś gwałtownie ze względu na fakt, że Indie cały czas kupują surowiec a popyt rośnie mniej dynamicznie niż jeszcze niedawno oczekiwano. Dodatkowo na rynek napływa ropa z uwalnianych rezerw strategicznych krajów.
Po gwałtownym początku roku, w ostatnich tygodniach na rynku ropy naftowej nastąpiło wyraźne uspokojenie. Na początku marca, tuż po inwazji Rosji na Ukrainę, cena ropy Brent wzrosła do prawie 140 USD, osiągając najwyższy poziom od ponad 13 lat. Od końca marca, poza nielicznymi wyjątkami, cena ta waha się w przedziale od 100 do 115 USD za baryłkę. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku ceny WTI, która w międzyczasie spadła nawet znacznie poniżej poziomu 100 USD.

Spadkom cen ropy naftowej towarzyszyło również wyraźne spłaszczenie krzywej forward. Pod koniec kwietnia różnica między ceną kontraktu terminowego typu „front-month” a ceną następnego kontraktu terminowego typu Brent zmniejszyła się do niecałych 20 centów amerykańskich. Na początku marca różnica ta wynosiła jeszcze ponad 4 USD. Mimo że premie cenowe za ropę dostępną w dostawach krótkoterminowych ostatnio ponownie wzrosły, są one nadal znacznie niższe niż około dwa i pół miesiąca temu, co wskazuje na to, że obawy o zakłócenia w dostawach zmniejszyły się.
Fakt, że obawy związane z podażą wyraźnie zmalały, nie jest wynikiem złagodzenia sytuacji wojennej na Ukrainie. Przeciwnie, wojna trwa już od trzech miesięcy i nie widać jej końca. Dlatego też Zachód uruchamia przeciwko Rosji jeden pakiet sankcji za drugim. Obecnie UE pracuje nad embargiem na ropę naftową, które – według Komisji Europejskiej – powinno wejść w życie do końca roku. Kraje szczególnie silnie uzależnione od rosyjskiej ropy, takie jak Węgry i Słowacja, mają otrzymać dłuższy okres przejściowy, przy czym Węgry jak na razie nie zgadzają się na jego wprowadzenie . Według IEA (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) w kwietniu kraje UE importowały z Rosji średnio 3,4 mln baryłek ropy naftowej i produktów naftowych dziennie. Odpowiada to 43% eksportu surowca z kraju agresora. Według ministra gospodarki Habecka, Niemcom udało się jednak zmniejszyć zależność od importu rosyjskiej ropy do 12%, podczas gdy przed wojną udział ten wynosił około 35%.

Jednym z dużych nabywców ropy z Rosji są nadal Indie, które od czasu inwazji pod koniec lutego do początku maja kupiły już o 20% więcej ropy. Chiny również nadal kupują surowiec od Rosji. Według danych firmy Vortexa, specjalizującej się w śledzeniu tankowców, w kwietniu do Państwa Środka przybyło z Rosji o 20% więcej ładunków. Tym samym Rosji udało się wyeksportować drogą morską w kwietniu średnio dziennie o 850 tys. baryłek ropy więcej niż średnio w ubiegłym roku. W pierwszych czterech miesiącach roku Rosja zarobiła na sprzedaży ropy i produktów ropopochodnych aż o 50% więcej niż w roku poprzednim – podaje IEA. Jednak od maja może to stać się trudniejsze. UE planuje zabronić podmiotom handlującym surowcami prowadzenia interesów z rosyjskimi państwowymi koncernami naftowymi. Może to spowodować, że Indie i Chiny będą miały coraz większe trudności z kupowaniem i transportem surowca z kraju Putina.

Większe zakupy w Azji nie mogły w pełni zrekompensować spadku dostaw ropy na Zachód i słabszego popytu w Rosji, dlatego w kwietniu produkcja rosyjskiej ropy wyraźnie spadła. Dane IEA pokazują wynik na poziomie średnio 9 mln baryłek dziennie.

Pojawiają się jednak również oznaki spowolnienia po stronie popytu. W dużej mierze wynika to z prowadzonej prze Chiny strategii „zero-Covid”. Gospodarcza metropolia Szanghaj, zamieszkana przez około 26 milionów ludzi, została całkowicie zamknięta od końca marca. Według lokalnych władz, lockdown ma być stopniowo znoszony do 1 czerwca. Stolica kraju, Pekin, liczący 22 mln mieszkańców, również może zostać objęta restrykcjami. Widoczny jest znaczący spadek przerobu ropy. W kwietniu spadł on do 12,6 mln baryłek dziennie, co jest najniższym poziomem od czasu wybuchu pandemii.
OPEC+ obniżył również swoją prognozę popytu na bieżący rok o prawie 500 tys. baryłek dziennie, a tym samym uważa, że na rynku występuje znaczna nadpodaż surowca. W związku z tym nie oczekuje się, że kartel dostarczy dodatkową ropę, która wykraczałaby poza ogłoszony poziom. Zamiast tego kraje eksportujące nadal trzymają się swojego planu zwiększania produkcji ropy o 430 tys. baryłek dziennie każdego miesiąca, w tym w maju i czerwcu.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Złoty będzie słaby a inflacja wysoka

Od kilku lat złoty pozostaje w trendzie spadkowym. Ostatnio jedynie skorygował słabość, która miała miejsce po wybuchu wojny w Ukrainie.

To tylko ruch korekcyjny. Przez najbliższe miesiące sytuacja złotego się nie zmieni.

– Złotego nie czeka nic szczególnie dobrego, a powodów jest kilka. Takim powodem są silnie ujemne stopy procentowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Damian Rosiński, główny ekonomista Domu Maklerskiego AFS.

NBP próbuje ratować sytuacje agresywnie podnosząc stopy procentowe, natomiast inflacja rośnie dużo szybciej. Rząd zwiększa wydatki, a wiec jest do działanie dające przeciwny efekt niż podwyższanie stóp procentowych przez RPP.

Dodatkowe koszty związane z napływem uchodźców z Ukrainy i wzrostem wydatków na zbrojenia spowodują wzrost deficytu budżetowego.

Złotego nie wzmacnia tez sytuacja na rachunku obrotów bieżących. Jest to długofalowy czynnik, który będzie osłabiał polską walutę.

Natomiast wśród zjawisk globalnych mamy do czynienia z bardzo silnym dolarem. Dla takich walut rynków wschodzących jak złoty, podwyżki stóp procentowych w wykonaniu Fed też nie są dobra informacją.

Mało realne jest, aby zloty w najbliższych miesiącach wzmocnił się do poziomów sprzed pandemii, gdy za dolara trzeba było płacić w okolicach 3,70 zł (obecnie kurs oscyluje wokół poziomu 4,30 zł).

Ta sytuacja jest też problemem dla frankowiczów, bo frank jest mocną walutą. Za franka płacimy w okolicach 4,50 zł, gdy minimum z 52 tygodni wynosiło 4,07 zł.

– Perspektywy, że złoty w tym roku wejdzie w trend aprecjacji są znikome – komentuje ekspert Domu Maklerskiego AFS.

Kolejny raz wzrosła liczba cyberataków na firmy w Polsce

W 2021 roku aż 69% firm w Polsce odnotowało przynajmniej jeden incydent polegający na naruszeniu bezpieczeństwa. Przedsiębiorstwa najbardziej obawiają się zagrożeń ze strony szeroko rozumianej cyberprzestępczości, na którą wskazuje 92% badanych, z czego blisko 70% największego zagrożenia upatruje w zorganizowanych grupach cyberprzestępczych. Bez zmian największym cyberzagrożeniem dla firm są wycieki danych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania (malware) oraz phishing – czyli wyłudzenia danych uwierzytelniających. Trendem utrzymującym się od kilku lat, który utrudnia budowanie bezpieczeństwa w organizacjach są trudności w znalezieniu wykwalifikowanych pracowników. Z badania KPMG w Polsce wynika, że firmy zaczynają inwestować w ochronę tożsamości cyfrowej. Główną motywacją do inwestycji w takie rozwiązania jest potrzeba podniesienia bezpieczeństwa, a w dalszej kolejności zapewnienie zgodności z regulacjami oraz odciążenie administratorów i funkcji wsparcia IT.

Wzrosła liczba cyberataków na firmy w Polsce

Zdecydowana większość – 69% badanych organizacji odnotowała incydenty polegające na naruszeniu bezpieczeństwa. Oznacza to, że ubiegły rok okazał się być bardziej niebezpieczny (wzrost o 5 punktów procentowych r/r) pod względem prób cyberataków w porównaniu do 2020 roku. W 2021 roku wzrost liczby prób cyberataków zaobserwowało 21% przedsiębiorców, natomiast ich spadek odnotowało zaledwie 4% respondentów badania. Warto zaznaczyć, że ponad dwukrotnie wzrosła liczba firm, które zaobserwowały 30 i więcej incydentów bezpieczeństwa, co może świadczyć o wzroście aktywności cyberprzestępców.

wzrosła liczba cyberataków na firmy w Polsce

Bez zmian w stosunku do poprzednich edycji badania firmy najbardziej obawiają się zagrożeń ze strony szeroko rozumianej cyberprzestępczości, która pozostaje najczęściej wskazywaną grupą stanowiącą realne zagrożenie. Wskazało na nią 92% firm, co oznacza wzrost aż o 7 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. Co ciekawe, po raz pierwszy od 2019 roku firmy w Polsce przestały się najbardziej obawiać pojedynczych hakerów (58% wskazań). Obecnie największego zagrożenia firmy upatrują ze strony zorganizowanych grup cyberprzestępczych (69% wskazań). Połowa badanych firm zagrożeń upatruje w cyberterrorystach, z kolei 42% obawia się niebezpieczeństwa utraty danych w wyniku działania podkupionych lub niezadowolonych pracowników.

Inwazja Rosji na Ukrainę i tocząca się już wiele miesięcy wcześniej cyberwojna istotnie uświadomiła polskim przedsiębiorstwom (szczególnie operatorom usług kluczowych) potrzebę inwestycji w cyberbezpieczeństwo i dostosowania bieżących systemów zabezpieczeń do nowych, zaawansowanych zagrożeń. Skuteczność zorganizowanych grup cyberprzestępczych, wspieranych przez obce państwa jest wielokrotnie wyższa od powszechnych cyberzagrożeń. W pierwszym kwartale 2022 roku liczba krytycznych w skutkach cyberataków na terenie Ukrainy wzrosła przeszło 20 krotnie. Polskie firmy są coraz bardziej świadome, że przed zaawansowanym atakiem nie jest możliwe się w pełni zabezpieczyć. Inwestują więc również w monitorowanie bezpieczeństwa i reagowanie na cyberataki, tak by zminimalizować skutki nieuniknionych incydentów. – Michał Kurek, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej

Wyciek danych i wyłudzenia danych uwierzytelniających największym zagrożeniem dla firm

Organizacje biorące udział w badaniu zadeklarowały, że największym cyberzagrożeniem są dla nich wycieki danych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania (malware) oraz phishing – czyli wyłudzenia danych uwierzytelniających. Ponadto przedsiębiorstwa wyraźnie obawiają się zaawansowanych ataków ze strony profesjonalistów (Advanced Persistent Threat), jak również kradzieży danych przez pracowników. W stosunku do poprzedniej edycji badania, znacząco spadł poziom postrzegania dojrzałości własnych zabezpieczeń w badanych firmach. Ponad trzy czwarte respondentów na początku 2022 roku zadeklarowało pełną dojrzałość zabezpieczeń najwyżej w połowie analizowanych obszarów. Takie wyniki mogą być odzwierciedleniem świadomego podejścia firm do kwestii związanych z rosnącym zapotrzebowaniem na odpowiednie zabezpieczenia względem obecnego stanu. Nowa rzeczywistość biznesowa w ostatnim roku i międzynarodowe cyberataki obserwowane w styczniu i lutym 2022 roku wymusiły konieczność dodatkowej weryfikacji dojrzałości zabezpieczeń. Wpłynęły tym samym na bardziej racjonalne podejście do planowania i zwiększania nacisku na działania zapewniające ciągłość w tym zakresie. Tylko 19% firm deklaruje dojrzałość zabezpieczeń w większości analizowanych obszarów, a jedynie 4% we wszystkich.

Brak wykwalifikowanych pracowników największą barierą w budowaniu bezpieczeństwa IT

64% firm przyznało, że największą barierą utrudniającą budowanie odpowiedniego poziomu zabezpieczeń są trudności w znalezieniu oraz utrzymaniu odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Oznacza to wzrost aż o 14 punktów procentowych w stosunku do poprzedniej edycji badania. 57% organizacji deklaruje, że problemem jest brak wystarczających budżetów. Jednym ze sposobów umożliwiających zadbanie o odpowiedni poziom bezpieczeństwa może być outsourcing funkcji i procesów bezpieczeństwa. 76% respondentów badania KPMG w Polsce przyznało, że w ich organizacjach kwestie bezpieczeństwa danych są realizowane przez zewnętrznych dostawców, z czego 65% zleca na zewnątrz wiele funkcji. Firmy najczęściej korzystają z zewnętrznej pomocy w przypadku wsparcia w reakcji na cyberataki (41%), prowadzenia programów podnoszenia świadomości (39%) oraz monitorowania bezpieczeństwa (34%).

Obszar ochrony tożsamości cyfrowej przybiera na znaczeniu

Co trzecia badana firma w Polsce (36% wskazań) wdrożyła rozwiązania automatyzujące procesy zarządzania uprawnieniami (Identity and Access Management – IAM). Okazuje się, że najczęściej są one wdrażane w data center organizacji (67% przypadków), a tylko co czwarta firma z wdrożonym IAM korzysta z usługi chmurowej dostarczanej w modelu SaaS. Z kolei niemal co druga firma posiada systemy chroniące dostęp do kont uprzywilejowanych (Privileged Access Management – PAM). Wśród tych 47% badanych firm, które wdrożyły rozwiązania do zarządzania kontami z wysokimi poziomami uprawnień, stopień ich wykorzystania jest różnorodny. Większość organizacji (79% wskazań) posiadających system typu PAM wymusza dodatkową akceptację w celu uzyskania dostępu do konta uprzywilejowanego, a 70% monitoruje i rejestruje sesje uprzywilejowane.

Obszar ochrony tożsamości cyfrowej

Dla specjalistów odpowiedzialnych w firmach za bezpieczeństwo informacji najważniejszym czynnikiem wpływającym na decyzję rozpoczęcia inwestycji w procesy zarządzania tożsamością i dostępem jest osiągnięcie wzrostu bezpieczeństwa przetwarzanych informacji – na które wskazało 73% respondentów. Dla 57% jedną z głównych motywacji okazała się potrzeba zapewnienia zgodności z regulacjami, a kolejne 41% widzi w takich inwestycjach szansę na optymalizację kosztową w efekcie odciążenia personelu. Mniej więcej co trzecia firma wśród najważniejszych potencjalnych korzyści wymienia zwiększenie jakości zarządzania uprawnieniami lub wygodę użytkowników.

W dobie cyfryzacji – powszechnego wdrożenia pracy zdalnej, technologii mobilnych, czy migracji do chmury – skuteczne zarządzanie tożsamością cyfrową staje się fundamentem cyberbezpieczeństwa. Bez automatyzacji, w praktyce nie jest możliwe poprawne zarządzanie uprawnieniami w dużej organizacji. Szczególnie istotnym zagadnieniem staje się ochrona kont uprzywilejowanych, które są kluczowym celem dla zorganizowanych grup cyberprzestępczych. Pozbawione właściwego nadzoru, mogą być również źródłem dotkliwych nadużyć wewnętrznych. Tocząca się wojna w cyberprzestrzeni jest dodatkowym motywatorem dla polskich firm do inwestycji w tym zakresie. – Michał Kurek, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej

O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Barometr cyberbezpieczeństwa. Ochrona cyfrowej tożsamości” powstał na podstawie badania przeprowadzonego na próbie 100 organizacji w Polsce o przychodach powyżej 50 mln złotych. Jest to piąta edycja badania przeprowadzonego przez KPMG w Polsce, którego celem jest poznanie dynamiki i charakterystyki cyberataków oraz przygotowania na nie przez firmy w Polsce. Badanie zostało zrealizowane metodą wywiadów telefonicznych CATI wśród osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT w firmach (członków zarządu, dyrektorów ds. bezpieczeństwa, prezesów, dyrektorów IT lub innych osób odpowiedzialnych za ten obszar) na przełomie stycznia i lutego 2022 roku przez firmę Norstat Polska.

Attila Szabó nowym dyrektorem zarządzającym Ford Polska

Ford of Europe ogłosiło dzisiaj, że Attila Szabó, który od ponad trzech lat z powodzeniem zarządza marką Ford na Węgrzech i w Czechach, obejmie od 1 czerwca stanowisko dyrektora zarządzającego Ford Polska.

Attila Szabó przejął kontrolę nad działalnością Forda na Węgrzech i w Czechach w 2019 roku i osiągnął znaczący sukces biznesowy pomimo licznych trudności napotkanych w ciągu ostatnich dwóch lat. Pod jego kierownictwem Ford na Węgrzech utrzymał pozycję lidera węgierskiego segmentu lekkich samochodów dostawczych i pozostał jednym z najważniejszych graczy na całym rynku. Attila Szabó zarządzał udanym wprowadzeniem na rynek całkowicie nowego Forda Kugi – wyróżniającego się największą paletą silników hybrydowych wśród modeli Forda – oraz wprowadzeniem pierwszego w pełni elektrycznego samochodu osobowego Forda, Mustanga Mach-E.

„Przez ponad trzy lata miałem zaszczyt pracować zarówno na rynku czeskim, jak i węgierskim, gdzie mogłem jak najlepiej wykorzystać swoją szeroką wiedzę zawodową. Tutaj pracowałem z wybitnym zespołem oraz współpracowałem z doskonale rozwiniętą siecią sprzedaży, co pozwoliło nam osiągnąć znaczący sukces biznesowy pomimo globalnej sytuacji kryzysowej. Zarządzanie siódmym co do wielkości krajowym rynkiem dla Ford of Europe to ogromny zaszczyt. Pozwoli mi to wykorzystać moje umiejętności i doświadczenie w Polsce – najszybciej rozwijającym się rynku w regionie i pionierze w tworzeniu i promowaniu mobilności elektrycznej” – powiedział Attila Szabó.

Attila Szabó po raz pierwszy dołączył do węgierskiego zespołu Forda w 2001 roku i przez lata zajmował różne stanowiska w dziale sprzedaży. Pracował między innymi jako kierownik sprzedaży flotowej dla Ford Węgry oraz europejskich rynków sprzedaży bezpośredniej, a także jako dyrektor sprzedaży Ford Węgry i Ford Słowenia. W latach 2009-2016 był menadżerem w dziale marketingu Ford of Europe. Jako kierownik ds. cen na Europę pracował w biurze regionalnym w Szentendre na Węgrzech, zarządzając jednym z największych zespołów Forda – zespołem ds. cen obsługującym wszystkie rynki europejskie. W latach 2016-2019 Szabó był dyrektorem generalnym Ford Rumunia. Następnie w 2019 roku został dyrektorem generalnym organizacji sprzedaży Forda na Węgrzech i w Czechach

„W ciągu ostatnich lat Attila Szabó i jego wybitny zespół sprzedaży ściśle współpracowali z siecią dealerów Forda i nieustannie dostosowywali się do niekończących się wyzwań, dzięki czemu Ford Węgry i Czechy odniosły wielki sukces. Rynek węgierski odgrywa kluczową rolę operacyjną w organizacji Forda, ponieważ w węgierskiej siedzibie firmy znajduje się nie tylko krajowa organizacja sprzedaży, ale także zespół ponad 600 osób, które codziennie przyczyniają się do regionalnego, europejskiego i globalnego sukcesu Forda. Umiejętność utrzymania dotychczas zdobytej pozycji rynkowej jest tutaj bardzo ważnym osiągnięciem. Również pewne wyniki lokalne, takie jak znakomity udział w rynku, którym Ford cieszy się od kilku lat na węgierskim rynku lekkich samochodów dostawczych, są bardzo istotne w skali europejskiej. Jestem przekonany, że Attila jak najlepiej wykorzysta swoje umiejętności, wiedzę i doświadczenie menedżerskie jako dyrektor generalny Ford Polska. Gratuluję nowego stanowiska” – powiedział Yiannis Tavanidis, dyrektor regionalny Ford of Europe.

W 2022 roku w Europie powstanie ponad 5,7 mln m kw. nowej powierzchni biurowej

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Savills wynika, że w 2022 r. zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Europie powiększą się o ponad 5,7 mln m kw., z czego blisko połowa została już zabezpieczona umowami przednajmu. W Warszawie, zgodnie z prognozami Savills, ożywiony popyt i niedobory podaży nowej powierzchni przełożą się na wyraźny spadek wskaźnika wolnych biur.

Na 2023 r. na rynku nieruchomości biurowych  w Europie zaplanowano oddanie do użytku 5,1 mln m kw., z czego 23% już wynajęto w ramach umów przednajmu. Oznacza to, że coroczna podaż w najbliższych dwóch latach będzie o 43% wyższa od średniej za poprzednie pięć lat. Jednak, jak wynika z raportu, rosnące koszty budowy oraz utrudnienia w dostępie do materiałów i pracowników zwiększają presję na łańcuchy dostaw, powodując opóźnienia w realizacji niektórych projektów biurowych. Wpływają także na wysokość kosztów wykończenia powierzchni.

Według Savills, najwięcej powierzchni biurowej w Europie powstanie do końca przyszłego roku w Berlinie (1,8 mln m kw.) i Monachium (1,0 mln m kw.). Z kolei najwyższy odsetek inwestycji realizowanych spekulacyjnie do końca 2023 r. w stosunku do istniejących zasobów obserwuje się w Barcelonie (8,3%), Dublinie (7,7%), Budapeszcie (7,3%) i Berlinie (5,6%).

Mike Barnes, Associate Director, dział badań rynków nieruchomości komercyjnych, Savills, komentuje: „Obserwujemy wzrost zainteresowania najemców nowymi i energooszczędnymi biurami ze względu na dążenie do osiągnięcia przyjętych przez nich celów w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla do roku 2030. Trend ten wzmacniają dodatkowo rosnące ceny energii. Prognozujemy, że w 2022 r. popyt na powierzchnie biurowe w Europie wzrośnie do ok. 9 mln m kw. i utrzyma taką dynamikę w 2023 r.”.

Christina Sigliano, dyrektorka działu rozwiązań dla najemców w regionie EMEA, Savills, mówi: „Na rynku nieruchomości coraz istotniejszą kwestią staje się pytanie o los starszych budynków biurowych o niższym standardzie oraz ilości środków, jakie ich właściciele byliby skłonni zainwestować, aby nadal mogły one przyciągać najemców. Z naszych badań wynika, że koszt podwyższenia klasy energetycznej budynku biurowego z D do B wynosi średnio ok. 500 euro na metr kwadratowy. W związku z tym przewidujemy, że różnice pomiędzy czynszami w najbardziej atrakcyjnych biurowcach i budynkach o słabszych parametrach będą wzrastać, stwarzając szanse dla właścicieli, którzy dzięki odpowiedniemu zarządzaniu starszymi aktywami mogliby uzyskać wyższe czynsze”.

W Warszawie, największym rynku biurowym w Polsce, w pierwszym kwartale 2022 r. wynajęto 273 200 m kw. powierzchni biurowej i był to jeden z najwyższych kwartalnych wyników w historii stołecznego rynku. Na koniec marca 2022 r. w budowie znajdowało się 323 800 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. W ostatnich miesiąca najbardziej aktywne były firmy z sektora publicznego, finansowego oraz IT, które odpowiadały za 42% całkowitego popytu na biura w Warszawie.

Karol Grejbus, dyrektor w dziale powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills, komentuje: „Rosnące koszty budowy, wyższe koszty aranżacji powierzchni, a także wzrost opłat za media, to wyzwania, z którymi mierzy się obecnie rynek nieruchomości biurowych w Polsce. Równocześnie coraz więcej pracowników wraca do biur, a firmy wznawiają procesy najmu, szukając lokalizacji dla swojej siedziby na kolejne lata. Mimo pandemii COVID-19, która miała negatywny wpływ na tempo rozwoju rynku nieruchomości biurowych, w Warszawie można zaobserwować, że deweloperzy powoli starają się wracać do poziomu aktywności sprzed pandemii. Od stycznia do grudnia 2021 r. władze Warszawy wydały sześć decyzji o warunkach zabudowy. Co ważniejsze, w tym samym czasie do Urzędu Miasta st. Warszawy wpłynęło siedem nowych wniosków. To pozytywny sygnał, ale zanim obiekty te zostaną oddane do użytku na rynku obserwować będziemy niedobory nowej podaży, a firmy poszukujące powierzchni powyżej 5000 m kw. będą zmuszone rozważyć również starsze budynki w lokalizacjach poza Centrum”.

Jesienią pracodawcy mogą zyskać nowe narzędzie w walce z COVID-19

Pracodawcy wciąż nie mają podstaw prawnych do zbierania i przetwarzania informacji na temat wykonania lub przyjęcia szczepionki przeciw COVID-19 przez pracowników. To samo dotyczy wyniku testu. Wymaganie od zatrudnionego przeprowadzenia go lub okazania certyfikatu covidowego, jest całkowicie sprzeczne z przepisami. Może spotkać się odmową i zostać uznane za naruszenie zasady równego traktowania. Sytuację może zmienić projektowana ustawa, która da pracodawcom narzędzie prawne m.in. do pytania pracowników o wynik testu, fakt przebytej infekcji i przyjęcie szczepienia. Rozwiązanie ma szansę wejść w życie już jesienią br. Choć jest mocno spóźnione, to nadal wydaje się potrzebne. Według wielu lekarzy, pod koniec roku czeka nas kolejna fala zakażeń. Do tego ww. regulacja może być postawą dla kolejnych aktów prawnych, które znajdą zastosowanie w innego rodzaju sytuacjach pandemicznych.

Decyduje pracownik

Na podstawie obecnego stanu prawnego, pracodawca nie może żądać udokumentowania danych osobowych przez okazanie negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, zaświadczenia o przebytej infekcji wirusa SARS-CoV-2 lub certyfikatu o zaszczepieniu przeciwko COVID-19. Pracownik nie ma bowiem żadnego obowiązku, by godzić się na przetwarzanie danych dotyczących jego zdrowia. Pracodawca może uzyskać od niego takie informacje tylko i wyłącznie na podstawie dobrowolnej zgody, udzielonej z inicjatywy osoby zatrudnionej lub kandydata do pracy. Mówi o tym wprost art. 22(1b) kodeksu pracy.

Od powyższych kwestii są jednak wyjątki. Dotyczą one wszystkich pracowników placówek prowadzących działalność leczniczą. Obejmują też osoby realizujące usługi farmaceutyczne, zadania zawodowe lub czynności fachowe w ogólnodostępnych aptekach lub w punktach aptecznych.

Wszystkie ww. osoby podlegają obowiązkowi szczepień przeciwko COVID-19 i powinny obecnie dysponować unijnym cyfrowym certyfikatem. W pozostałych przypadkach informacje nt. wykonania szczepienia lub ujemnego wyniku testu antygenowego dot. COVID-19 bądź innej choroby zakaźnej mieszczą się w katalogu danych, których podania nie ma prawa żądać pracodawca.

Ostrzeżenia dla pracodawcy

Należy wyraźnie podkreślić, że postawa pracodawcy, który wymaga od pracownika (niepracującego w placówce leczniczej czy farmaceutycznej) okazania certyfikatu covidowego lub zrobienia testu antygenowego bądź sprawdzania innej choroby zakaźnej, jest sprzeczna z obecnie obowiązującymi przepisami prawa. Zatrudniony może więc odmówić wykonania takiego polecenia.

Ponadto na mocy aktualnie obowiązujących przepisów, pracownik, który odmawia przekazania danych dotyczących swojego stanu zdrowia, w tym w szczególności informacji o przyjęciu bądź braku szczepienia, nie może zostać potraktowany jako osoba niezaszczepiona przeciwko COVID-19. Pracodawca nie ma też żadnych narzędzi prawnych do weryfikacji certyfikatu covidowego osoby zatrudnionej.

Brak zgody na przekazanie ww. informacji bądź wycofanie przez pracownika lub kandydata do pracy nie może być podstawą niekorzystnego traktowania go ani powodować jakichkolwiek negatywnych dla niego konsekwencji. Absolutnie nie może stanowić przyczyny uzasadniającej odmowę zatrudnienia, wypowiedzenie umowy o pracę lub jej rozwiązanie. Jeśli pracodawca wręczy pracownikowi wypowiedzenie, wskazując, iż jego przyczyną jest np. brak realizacji obowiązku szczepienia, a zwolniony złoży odwołanie, jest szansa, iż sąd pracy przywróci go do pracy lub zasądzi na jego korzyść odszkodowanie.

Jeżeli nawet pracodawca uzyskał dane na temat tego, które osoby w jego firmie są niezaszczepione, to i tak nie może dokonać zmiany w zakładzie pracy bądź innym miejscu wyznaczonym do jej wykonywania, a także zmieniać grafików. Ponadto nie ma prawa polecić pracownikowi innego rodzaju zadań niż te, które wynikają z umowy, w innym miejscu niż wcześniej.

Gdyby pracodawca na podstawie wewnętrznych zarządzeń, zastosował ww. środki, jego działanie mogłoby zostać potraktowane jako naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu. Odmienne podejście do pracowników zaszczepionych i niezaszczepionych, szczególnie w zakresie możliwości przebywania i poruszania się po zakładzie pracy, dostępu do szkoleń pracowniczych czy możliwości awansowania, może również zostać uznane za dyskryminację pośrednią.

Nowe możliwości

Jednak sytuacja, w której brakuje przepisów uprawniających pracodawcę do zbierania ww. danych, ma szansę się zmienić już jesienią tego roku. W grudniu ub.r. wpłynął do Sejmu poselski projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19.

Jeżeli taka ustawa wejdzie w życie, to umożliwi pracodawcy żądanie od pracownika lub osoby pozostającej z nim w stosunku cywilnoprawnym okazania informacji o posiadaniu ważnego negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, przebytej infekcji wirusa SARS-CoV-2 lub wykonaniu szczepienia przeciwko COVID-19. Do tego projektowane rozwiązanie wprowadziłoby m.in. możliwość delegowania zatrudnianych osób poza stałe miejsce wykonywania obowiązków lub do innych zadań, z wynagrodzeniem odpowiadającym obecnemu rodzajowi pracy.

Należy również zaznaczyć, że projektowane rozwiązania są ograniczone do okresu niezbędnego do realizacji określonego w projekcie ustawy celu, jednak nie dłużej niż do końca obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo epidemii COVID-19. I dotyczą sytuacji, w których są niezbędne do przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa na terenie zakładu pracy.

Przedłożony projekt należy oczywiście uznać za mocno spóźniony, biorąc pod uwagę fakt, iż stan epidemii został wprowadzony 20 marca 2020 roku. Natomiast 16 maja 2022 roku został on przekształcony w stan zagrożenia epidemicznego. Ustawa ma szansę wejść w życie jesienią tego roku. Wówczas fala zachorowań może ponownie wzrosnąć, co już teraz zapowiadają lekarze. I wtedy, gdy problem powróci, faktycznie pracodawca będzie mógł skorzystać z możliwości przeniesienia osoby niezaszczepionej np. na pracę zdalną bądź do innej placówki.

Do tego warto dodać, że ustawa o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19 może przygotować dobry grunt do powstania kolejnych aktów prawnych, które znajdą zastosowanie, gdy pojawią inne pandemie. Lekarze przecież ostrzegają, że należy być na nie gotowym.

Oczywiście należy wziąć również pod uwagę scenariusz, w którym projektowane zmiany nie wejdą w życie. Można bowiem zauważyć, iż prace nad tym projektem ustawy trwają wyjątkowo długo, pomimo pilności zagadnienia. Jeśli przepisy nie zostaną wprowadzone, to pracodawcy nie uzyskają prawnych podstaw do weryfikacji, czy pracownik jest zaszczepiony lub ma negatywny wynik testu na obecność wirusa. Będzie też brakowało podstawy do walki z innymi epidemiami.

Autorem komentarza jest radca prawny,
dr Karolina Mazur

Obawy i nadzieje: pracownicy i pracodawcy w niestandardowych czasach. Barometr Rynku Pracy 2022

Ponad 70 proc. pracowników jest zadowolonych z pracy, tylko niecałe 28 proc. obawia się jej utraty, prawie 55 proc. spodziewa się podniesienia wynagrodzenia, a 61 proc. rozważających zmianę pracy lub obawiających się jej utraty planuje zmianę zawodu. Jednocześnie mimo zauważalnych pozytywnych trendów w obszarze wzrostu zatrudnienia i planów rekrutacyjnych, ponad 40 proc. firm boryka się z trudnościami ze znalezieniem pracowników, a 4 na 10 odczuwa skutki kryzysu gospodarczego – takie wnioski płyną z XVI Barometru Rynku Pracy, opublikowanego przez Gi Group.

Najnowsza edycja raportu, który cyklicznie przygotowuje Gi Group, daje obraz nastrojów pracowników i pracodawców u schyłku pandemii i w obliczu konfliktu zbrojnego w Ukrainie. Wydaje się, że ci pierwsi już nieco mniej odczuwają skutki tego długofalowego kryzysu: wprawdzie 17,5 proc. straciło pracę w minionym roku (w 2020 r. – 16,2 proc.), jednak odsetek osób objętych urlopem bezpłatnym zmalał do 17,9 proc. (w 2020 r. – 21,4 proc). Równocześnie aż 67,5 proc. badanych deklaruje, że ani oni, ani nikt z ich najbliższych nie doświadczył wspomnianych problemów.

Bezpieczeństwo zatrudnienia a nowa praca – lepsze wrogiem dobrego?

W I kwartale 2022 r. 71,7 proc. pracowników wyrażało zadowolenie z obecnej pracy, a obawy dotyczące jej utraty – tylko 27,7 proc. (34,6 proc. w ubiegłym roku). Znacząco – z 43,1 proc. do 54,2 proc. – wzrósł odsetek osób spokojnych o swoje zatrudnienie. Pozytywnych nastrojów nie zakłóciła wojna w Ukrainie – aż 61 proc. ankietowanych nie obawia się utraty pracy z tego powodu, a tylko 17 proc. jest przeciwnego zdania. Widać jednak pewne rozbieżności ze względu na płeć – utraty pracy nie obawia się większy odsetek mężczyzn (65 proc.) niż kobiet (57 proc.).

– Pozytywne myślenie o obecnej pracy nie wyklucza rozważań o nowej. Ponad 1/3 pracujących Polaków planuje zmianę miejsca zatrudnienia w ciągu dwóch lat. Widać tu bardzo proaktywną i zmotywowaną postawę. 53,2 proc. osób przewidujących utratę pracy lub jej zmianę już teraz szuka nowej, a 61,3 proc. jest gotowych się przekwalifikować – komentuje Marcos Segador Arrebola, Prezes Zarządu Gi Group Poland S.A.  – Ucieczka do przodu, radykalna zmiana, nowy rozdział w życiu – tak można zinterpretować gotowość do przebranżowienia się. Polacy coraz częściej uświadamiają sobie przeobrażenia, jakie zachodzą na rynku pracy i konieczność dostosowania się do nich. Dalsza cyfryzacja i automatyzacja sprawiają, że część zawodów znika, pojawiają się nowe, wymagające nowych kompetencji – dodaje.

Jako główny powód zmiany pracy najczęściej wskazywany jest zbyt niski poziom wynagrodzeń 43,1 proc., jednak na znaczeniu zyskują czynniki pozafinansowe: chęć samorealizacji (34,6 proc.), brak możliwości rozwoju (28,8 proc.) czy brak perspektywy awansu (28 proc.).

Powinno to być swoistą „lampką ostrzegawczą” dla pracodawców – zwiększanie wynagrodzeń nie będzie jedyną skuteczną metodą utrzymania pracowników. Wśród czynników o charakterze retencyjnym wyraźny jest deficyt rozwiązań prorozwojowych, dominują motywatory materialne. Jedynie firmy duże (24%) wymieniają stosowanie ścieżek karier jako narzędzia wspierającego utrzymanie pracowników. W obecnych uwarunkowaniach to zdecydowanie zbyt mało. Potrzebne są rozwiązania kompleksowe, obejmujące także programy rozwojowe, pozwalające na samorealizację, rozwój kariery, budujące poczucie sensu pracy oraz wspierające autonomię i well-being pracowników w miejscu pracy – wyjaśnia dr hab. Łukasz Sienkiewicz, profesor Politechniki Gdańskiej, Prezes Zarządu Instytutu Analiz Rynku Pracy.

Na chęć kontynuacji zatrudnienia w dotychczasowej firmie, oprócz wyżej wymienionych aspektów, według pracowników mogą wpłynąć poprawa atmosfery (70,1 proc.) czy wprowadzenie elastycznych godzin pracy (60,7 proc.). Mniej istotne, w porównaniu do lat ubiegłych, jest znaczenie opieki medycznej i programów emerytalnych.

Pracownicy nadal na wagę złota

Przedsiębiorstwa mają mniej powodów do optymizmu. Średnio 4 na 10 firm nadal odczuwa symptomy kryzysu gospodarczego – w tej dziedzinie nie widać znaczącej poprawy (w 2020 r. – 41,4 proc.). Co więcej, nasila się problem z rekrutacją nowych pracowników, z którym boryka się aż 41,1 proc. firm (w 2020 r. – 28 proc.).Problem z rekrutacją pracowników_Barometr Rynku Pracy XVI

Od kilku lat pracodawcy coraz dotkliwiej odczuwają braki kompetencyjne na rynku. Dotyczy
to wielu branż i zawodów, ale najczęściej, co pokazują wyniki badania, stanowisk niższego szczebla, szczególnie w sektorze produkcji. Problem nie dotyczy zatem tylko specjalistów IT czy inżynierów, jak się powszechnie przyjmuje, ale bardzo szerokiego grona pracowników
– tłumaczy Agnieszka Zielińska, Dyrektor Polskiego Forum HR. – Dla wielu pracodawców brak pracowników o odpowiednich kwalifikacjach jest barierą w rozwoju firm, dlatego kluczowym elementem zarządzania staje się jasne określenie przyszłych potrzeb kompetencyjnych, niezbędnych do uzyskania wyznaczonych celów strategicznych przedsiębiorstwa – dodaje.

W rozwiązaniu tego problemu mogą pomóc sami pracownicy. Polacy coraz częściej uświadamiają sobie przeobrażenia, jakie zachodzą na rynku pracy i konieczność dostosowania się do nich. Aż 61,3 proc. osób, które planują zmienić pracę lub obawiają się jej utraty, rozważa dodatkowo zdobycie kwalifikacji w zupełnie nowej dziedzinie.

Pracodawcy i pracownicy spotykają się w Internecie

Deklaracje pracodawców względem polityki zatrudniania i planów rekrutacyjnych po ciężkim, pandemicznym czasie, napawają optymizmem. Częściej niż rok temu zamierzają oni dążyć do utrzymania stałego poziomu zatrudnienia, poprzez zatrzymanie obecnej kadry
lub rekrutacje w celu jej uzupełniania (77,8 proc. vs. 74,6 proc.). W najbliższym czasie 45,6 proc. przedsiębiorstw planuje rekrutować, co oznacza wzrost o ponad 10 p.p. wobec poprzedniego badania (35 proc.). Tylko 2,2 proc. przewiduje redukcję zatrudnienia (rok wcześniej – 4 proc.).

Bardzo wyraźnie zarysowują się trendy dotyczące sposobów poszukiwania pracy
i pracowników: 69,8 proc. osób planujących zmianę miejsca zatrudnienia lub obawiających się jego utraty zamierza szukać nowego na portalach internetowych. Odsetek osób, które wybierają tę formę, jest najwyższy od początku realizacji badania. Rośnie także popularność mediów społecznościowych, zaś maleje zainteresowanie szukaniem pracy przez znajomych. Idzie to w parze z aktywnością firm – 41,9 proc. z nich najczęściej rekrutuje, zamieszczając ogłoszenia na portalach pracy. Znaczenie tego kanału wzrosło w porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy był wymieniany przez pracodawców jako trzeci w kolejności; jednocześnie coraz rzadziej korzystają oni z pomocy Urzędu Pracy (obecnie niecałe 34,6 proc.). Biorąc pod uwagę sytuację sektorów jak przemysł, transport czy budownictwo, które stale odczuwają braki kadrowe, znaczenie agencji pracy, szczególnie działających na wielu światowych rynkach będzie rosło.

Wynagrodzenia – oczekiwania kontra rzeczywistość

W raporcie zaznacza się rozbieżność między oczekiwaniami pracowników a planami pracodawców w zakresie wynagrodzeń. 54,5 proc. zatrudnianych spodziewa się podniesienia pensji. Tymczasem 36,1 proc. zatrudniających planuje podwyższyć, natomiast 53 proc. – utrzymać dotychczasowy poziom wynagrodzeń. Podwyżki wynikają najczęściej z konieczności, motywowane są wzrostem płacy minimalnej (58 proc.), panującą inflacją (39,7 proc.) czy wprowadzeniem przepisów Polskiego Ładu (19,4 proc.). Chęć docenienia pracownika, wymieniana przez 40,9 proc. badanych.Oczekiwania względem wynagrodzenia_Barometr Rynku Pracy XVIPlanowane zmiany wynagrodzenia_Barometr Rynku Pracy XVI

– Podwyżek nie można uznać jako „odpowiedzi strategicznej” na obserwowane wyzwania, pozwalające na zwiększenie atrakcyjności pracy. Są to jedynie niezbędne dostosowania do obecnych realiów, wymuszone regulacjami prawnymi – komentuje dr hab. Łukasz Sienkiewicz, profesor Politechniki Gdańskiej, Prezes Zarządu Rynku Analiz i Pracy. Również planowane dalsze zmiany wynagrodzeń mogą być zbyt późne i niewystarczające do utrzymania i zachęcenia do podjęcia pracy szczególnie pracowników młodszego pokolenia – dodaje.Przebranżowienie Barometr

Automatyzacja – podążaniem za trendem na przekór obawom

Pewne zjawiska na rynku pracy stają się codziennością, a Polacy powoli się z nimi oswajają. 36,6% postrzega automatyzację swojej pracy jako szansę, co w największym stopniu jest widoczne w usługach i produkcji. Nawet ci, którzy w automatyzacji upatrują zagrożenie dla swojej pracy, byliby gotowi porzucić obawy, gdyby pozwoliła im awansować lub zmienić stanowisko. Taką opinię wyraża 54,1 proc. tej grupy respondentów.

Automatyzacja - szansa czy zagrożenie_ Barometr Rynku Pracy XVI– Kolejna edycja Barometru Rynku Pracy potwierdza wzrost zainteresowania inwestycjami
w transformację technologiczną. Ponad połowa firm jest zainteresowana automatyzacją procesów, a 1/3 deklaruje wdrożenie takich rozwiązań. Liderami w tym obszarze są duże firmy, przede wszystkim sektora przemysłowego. Warto podkreślić, że w poprzednich badaniach realizowanych w okresie pandemii odsetek takich wskazań był jeszcze wyższy. Z analiz wyraźnie wynika, że procesy automatyzacji będą w największym stopniu wpływać na zmiany na polskim rynku pracy –
podsumowuje dr hab. Jacek Męcina, Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan.Opinie o pracownikach innych narodowości - total_Barometr Rynku Pracy XVI

Grupa PHN po I kwartale 2022 roku

W pierwszym kwartale tego roku Grupa Kapitałowa PHN odnotowała po raz kolejny solidne wyniki finansowe. Pomimo trudnych warunków rynkowych, Grupa osiągnęła wzrost przychodów z najmu o 2,5 procent. Zysk netto Grupy PHN w pierwszym kwartale tego roku wyniósł 21,3 mln PLN.

Przychody z najmu wyniosły 48,5 mln PLN wobec 47,3 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku, a zysk EBITDA wzrósł do 57,4 mln PLN wobec 50,3 mln PLN przed rokiem. Spółka konsekwentnie prowadzi dywersyfikację działalności, ściśle kontrolując koszty.

Uważnie obserwujemy sytuację na rynku, elastycznie reagując na potrzeby naszych klientów. Solidne wyniki osiągnięte w pierwszym kwartale tego roku, a szczególnie stabilny poziom przychodów z najmu, potwierdzają, że spółka znajduje się w dobrej kondycji oraz opiera się na mocnych fundamentach –  powiedział Marcin Mazurek, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Celem strategicznym Grupy PHN pozostaje zwiększanie wartości spółki i dalsza poprawa efektywności. Portfel Grupy PHN obejmuje ponad 156 aktywów nieruchomościowych o wartości rynkowej ok. 3,5 mld PLN, co plasuje spółkę w czołówce największych firm nieruchomościowych w Polsce.

Na początku roku pomimo głębokich zmian na rynku biurowym, Grupa PHN sfinalizowała podpisaną w grudniu 2021 roku z PKO Bankiem Polskim długoterminową umowę najmu swojej sztandarowej inwestycji – biurowca SKYSAWA w Warszawie. Była to największa tego typu transakcja na polskim rynku w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Zaprojektowany i wykonany według zasad zrównoważonego rozwoju, spełniający najwyższe normy ekologiczne, położony w centrum miasta budynek SKYSAWA niebawem zostanie siedzibą największej polskiej instytucji finansowej.

W pierwszym kwartale Grupa PHN uzyskała także pozwolenie na użytkowanie nowoczesnego budynku biurowego klasy A – INTRACO Prime. Dwa piętra w budynku wynajęła firma PERN, a z kolejnymi potencjalnymi najemcami trwają zaawansowane intensywne negocjacje.

W ramach dywersyfikacji działalności PHN stawia na dalszy rozwój budownictwa mieszkaniowego. Obecnie w realizacji są trzy inwestycje. Spółka planuje również rozpoczęcie budowy osiedla przy ul. Kolejowej w Warszawie oraz kolejnych projektów mieszkaniowych.

Projekty realizowane przez PHN są wysoko oceniane przez inwestorów i międzynarodowych ekspertów. Wyższa część kompleksu SKYSAWA, którą stanowi 155-metrowa wieża, zdobyła nominację w międzynarodowym konkursie BREEAM Awards 2022 w Londynie w kategorii „Regional Award Central and Eastern Europe”, a niższa część otrzymała końcowy certyfikat BREEAM na najwyższym możliwym poziomie Outstanding z najwyższym w Polsce wynikiem 94,1% w wersji BREEAM New Construction.

Grupa od lat wprowadza najwyższe proekologiczne standardy na rynku nieruchomości, a projekty PHN są przyjazne ludziom i środowisku. Jako firma odpowiedzialna za otoczenie, w którym buduje swoje nieruchomości, spółka wprowadza innowacyjne rozwiązania, które zwiększają energooszczędność budynków, ograniczając ślad węglowy.

Piotr Ferszka nowym prezesem zarządu i dyrektorem zarządzającym SAP Polska

Od 1 lipca 2022 roku Piotr Ferszka obejmie stanowisko prezesa zarządu i dyrektora zarządzającego SAP Polska. Zastąpi w tej roli Thomasa Duschka, który awansuje w regionalnych strukturach SAP. Piotr Ferszka jest dyrektorem sprzedaży ds. kluczowych klientów SAP Polska od grudnia 2020 roku, a od kwietnia 2021 pełni również funkcję wiceprezesa zarządu. Zarówno obecny prezes firmy, jak i jego następca wspólnie opracowali plan tranzycji i przygotowywali się do nadchodzącej zmiany od dłuższego czasu.

Piotr Ferszka ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie w sprzedaży rozwiązań i systemów IT, zdobywane w takich firmach, jak Oracle Polska, Asseco czy Hewlett-Packard. Do SAP Polska dołączył w grudniu 2020 roku, w roli dyrektora sprzedaży ds. kluczowych klientów. Od kwietnia 2021 jest również wiceprezesem i członkiem zarządu firmy. Prywatnie, Piotr angażuje się w rozwój sektora odnawialnych źródeł energii w Polsce. Głównym zadaniem nowego prezesa będzie dalszy rozwój biznesu SAP na lokalnym rynku oraz wspieranie rodzimych firm w ich cyfrowej wędrówce do chmury.

Polskie przedsiębiorstwa stoją z jednej strony przed ogromną szansą, jaką jest wykorzystanie biznesowych możliwości chmury, lecz z drugiej – muszą sprostać licznym wyzwaniom. Razem z zespołem SAP Polska będziemy kontynuować bliską współpracę z naszymi partnerami i klientami, a wspólnym celem pozostanie uczynienie polskiej gospodarki bardziej innowacyjną, odporną i gotową na wyzwania przyszłości. Dostrzegamy ogromny potencjał w rozwiązaniach, które pomogą biznesowi realizować strategie zrównoważonego rozwoju. -Piotr Ferszka, od 1 lipca prezes i dyrektor zarządzający SAP Polska

Piotr Ferszka jest absolwentem Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Thomas Duschek pełni funkcję prezesa zarządu i dyrektora zarządzającego SAP Polska od maja 2020 roku. Od 1 lipca 2022 rozpocznie nowe wyzwanie zawodowe na stanowisku szefa sprzedaży rozwiązań SAP Signavio w regionie MEE obejmującym Niemcy, Szwajcarię, Austrię oraz Europę Środkowo-Wschodnią.

Podziwiam Piotra nie tylko za bycie ambasadorem nowych technologii, ale także za pasję do zrównoważonego rozwoju – jednego z największych priorytetów i wyzwań współczesnego świata. Ostatnie dwa lata w roli prezesa SAP Polska upłynęły pod hasłem „spodziewaj się niespodziewanego”, ale dzięki fantastycznemu zespołowi, partnerom i klientom sięgnęliśmy chmur. Jestem wdzięczny za zaufanie, jakim wraz z zespołem SAP w Polsce zostaliśmy obdarzeni. To nasz wspólny sukces. -Thomas Duschek, dotychczasowy prezes i dyrektor zarządzający SAP Polska

Wojna a rynek mieszkań

Na początku wojny za naszą wschodnią granicą ciężko było określić jak właściwie ta sytuacja wpłynie na rynek mieszkań. Nie wiedzieliśmy dokładnie po jakim czasie zobaczymy jakikolwiek wpływ wojny na dane płynące z rynku nieruchomości. Jednak nie trzeba było czekać długo, wystarczyły dwa miesiące.

Czego dowiesz się artykułu:

  • Ofertowe ceny mieszkań podążają wciąż długoterminowym trendem – w kwietniu dwucyfrowy wzrost cen ofertowych r/r w największych miastach Polski.
  • Coraz mniej ofert mieszkań na wynajem na portalach internetowych. W kwietniu spadek liczby ogłoszeń wyniósł 63% r/r.
  • Wojna nie ma już wpływu na decyzję o zakupie mieszkania.
  • Zakupy inwestycyjne ratuje wysoki wzrost stawek czynszów.

Wojna, a ceny wciąż w górę

Wiele czynników w bieżącym roku wpływa negatywnie na rynek nieruchomości: rosnące stopy procentowe, drogie kredyty, wysoka inflacja, niepokój związany z sytuacją geopolityczną. Wojna na Ukrainie wydawała się być kolejną łyżką dziegciu dla mieszkaniówki. Sprawdziliśmy, jak zmienił się wtórny rynek mieszkań po tym wydarzeniu szczególnie pod kątem cen i podaży.

Ceny ofertowe i podaż mieszkań z rynku wtórnego

W 2022 roku trudniej jest sprzedać mieszkanie. Spadek zdolności kredytowej Polaków, spowodował, że liczba osób, które poszukują nowego lokum systematycznie się zmniejsza wraz z podwyżkami stóp procentowych. Sprzedający mogą coraz dłużej czekać na sfinalizowanie transakcji. Przyglądając się cenom ofertowym można ocenić, że na razie ich to nie zniechęca. Ofertowe ceny mieszkań podążają wciąż długoterminowym trendem. W kwietniu 2022 ceny ofertowe lokali z rynku wtórnego ponownie wzrosły. Podsumowując kwiecień, objęliśmy badaniem największe miasta[1] w Polsce i w każdym z nich wzrost cen był dwucyfrowy w skali roku.

Jak wynika z danych SonarHome najspokojniej było w stolicy, wzrost cen w kwietniu 2022 w porównaniu do kwietnia 2021 w Warszawie wyniósł 10%, średnia cena za 1m2 osiągnęła poziom 13,3 tys. zł.  W pozostałych miastach wzrost był już kilkunastoprocentowy zaczynając od 11% w Poznaniu i Krakowie, kończąc na 13%-14% w Gdańsku i Wrocławiu.

Zmiany cen mieszkań w skali miesiąca (kwiecień vs marzec 2022) były nieznaczne i kształtowały się następująco:

  • Warszawa, Gdańsk, Poznań 1%
  • Wrocław 2%
  • Kraków 3%

Wojna a rynek mieszkańZmiany w podaży liczone liczbą ogłoszeń na portalach, różnią się w poszczególnych miastach. W Warszawie podaż unikalnych ofert[2] była zbliżona do sumy z ubiegłego roku (porównanie okresu styczeń-kwiecień 2022/styczeń-kwiecień 2021). We Wrocławiu i Krakowie można było zaobserwować lekki spadek liczby nowych ogłoszeń, odpowiednio o 3% i 4%.

W Poznaniu oferta została mocno ograniczona, skurczyła się o 17%. W Gdańsku podaż mocno wzrosła, aż o 15% rok do roku. Sytuacja pod względem podaży w miastach potrafiła być bardzo odmienna, mimo to łączy je jedno   – rosnące ceny.

Bez względu na to, czy podaż rośnie, spada, czy pozostaje bez zmian – sprzedający “nie schodzą z cen”. Oczekujemy zmian szybkich, nagłych. Sytuacja na rynku mieszkaniowym się pogarsza, więc od razu pojawia się oczekiwanie, że trend cenowy się odwróci. Jednak z perspektywy naszej działalności widzimy, że mimo spowolnienia obrotu, sprzedający wcale nie są tacy chętni do obniżek, chcą trzymać cenę, można by powiedzieć – cenią się. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk w SonarHome.

Nie oznacza to, że sytuacja się nie zmieni, jednak jak widać, potrzebujemy jeszcze dużo więcej czasu. Mija już pół roku od pierwszej (po latach) podwyżki stóp procentowych a na rynku mieszkaniowym pod względem cen zmieniło się niewiele, to pokazuje jak długo trzeba czekać w tym segmencie na zmiany.

Wojna podnosi rynek najmu po pandemii

Rynek najmu w ostatnich dwóch latach przeszedł ogromną zmianę. Najpierw pandemia skutecznie ograniczyła działalność inwestorów, potem wojna spowodowała nieprzewidywalny wcześniej wzrost popularności mieszkań na wynajem. Dane Rentier.io pokazują jak bardzo wojna na Ukrainie wpłynęła na wielkość oferty.

Ofert mieszkań na wynajem na portalach jest coraz mniej. W analizowanych przez nas 17 miastach w kwietniu 2022 zarejestrowaliśmy na portalach ogłoszeniowych nieco ponad 18 tys. unikalnych ofert. I mówimy tu o sumie ofert, które były aktywne w kwietniu. Jeśli ktoś chciał przejrzeć ofertę na konkretny dzień, to miał jeszcze mniej mieszkań do wyboru. Tak małej liczby aktywnych ofert w ciągu miesiąca nie zaobserwowaliśmy nigdy wcześniej. Dla porównania rok temu, czyli w kwietniu 2021 roku, aktywnych ofert na portalach było prawie 54 tys. Oznacza to spadek o ponad 65% rok do roku. Względem marca 2022 oferta w kwietniu skurczyła się o 39%- mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome, Prezes Rentier.io

Do zmian w wielkości oferty mieszkań na wynajem doszło bardzo szybko. Zaledwie 4 tygodnie po ataku Rosji na Ukrainę liczba unikalnych ogłoszeń (czyli po usunięciu duplikatów) spadła o prawie 50%.Wojna a rynek mieszkań

Najem ratuje zakupy inwestycyjne

Niewątpliwie na rynku nieruchomości mieszkaniowych w ostatnim czasie wiele się zmienia. Jak więc konkretnie wojna wpłynęła na te zmiany?

Wojna u naszych wschodnich sąsiadów nie ma już wpływu na decyzje zakupowe Polaków. Ta sytuacja – czyli odłożenie zakupu mieszkania w czasie miała miejsce tylko przez chwilę – na początku wojny. Konsumenci dość szybko przywykli do nowej rzeczywistości. Potwierdzają to również komunikaty płynące ze spółek deweloperskich, które jednogłośnie raportują, że wojna nie jest czynnikiem psychologicznym, hamującym zakupy. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk w SonarHome

Oczywiście sprzedaż mieszkań zwalnia. Główną przyczyną i wyzwaniem na przyszłość jest mocny spadek zdolności kredytowej Polaków, wysokie raty kredytów, które będą wciąż rosły, bo oczekuje się kolejnych podwyżek stóp procentowych.

Podwyżki stóp procentowych mają zwalczyć wysoką inflację. Co prawda wojnie na Ukrainie przypisuje się wpływ na wzrost inflacji natomiast sama wojna nie jest jej jedyną przyczyną.

Przed wojną rosnące ceny mieszkań, przy braku większych zmian w stawkach czynszów, powodowały, że zakup mieszkania na wynajem stał się mniej atrakcyjny – spadała rentowność najmu. Po wojnie wiele się zmieniło. Jednak na wysoki popyt na najem składają się nie tylko uchodźcy z Ukrainy, ale również Polacy, którym wzrost stóp procentowych i spadek zdolności kredytowej pokrzyżowały plany (w efekcie nie kupują mieszkań własnościowych a wracają na rynek najmu).

Czynsze najmu w ostatnich miesiącach zaczęły rosnąć dużo szybciej niż ceny mieszkań. Porównując kwiecień do marca b.r. Stawki czynszów w analizowanych przez Rentier.io miastach wzrosły średnio aż o 10%. Przeciętna rentowność 50 metrowego mieszkania netto przy jednym miesiącu pustostanu wynosi 4% (jeszcze w lutym wynosiła 3,5%).

Inwestowanie w mieszkanie na wynajem przy dzisiejszym oprocentowaniu kredytu i uwzględnieniu wszystkich kosztów[3] nie jest już opłacalne. Natomiast mimo to, wzrost stawek czynszów sprawia, że zainteresowanie zakupem wciąż się pojawia. Dotyczy to zarówno rynku pierwotnego jak i wtórnego. Przy całym zamieszaniu z kredytami i rosnącymi cenami mieszkań, wzrost stawek czynszów uratował zakupy na wynajem, jednak te dotyczą już głównie tych, którzy mają gotówkę, bądź biorą kredyt z wysokim wkładem własnym.

[1] Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, Poznań.

[2] liczba nowych unikalnych ofert mieszkań wystawionych na sprzedaż w danym okresie. Liczba ofert utworzonych w danym okresie (czyli przykładowo, jeśli mieszkanie weszło na rynek w marcu 2022 i było ciągle aktywne w kwietniu 2022 to zaliczane jest tylko do sumy z marca 2022).

[3] prowizja pośrednika (3%), PCC (2%) przy założeniu, że kupujemy z rynku wtórnego, taksa notarialna i wypisy, odświeżenie po zakupie, meble, cykliczne nakłady na odświeżenie i drobne naprawy, ubezpieczenie nieruchomości, podatek ryczałtowy (8,5%) oraz zarządzanie najmem (10% od przychodu), rata kredytu.

Korekta na dolarze

Wczoraj poznaliśmy odczyt bezrobocia w Polsce. 5,2% to bardzo dobry rezultat. Mocno stojący w sprzeczności z czarnowidztwem pewnych formacji o Ukraińcach zabierających nam pracę.

Bezrobocie w dół!

Wczoraj poznaliśmy bardzo dobre dane z Polski. W kwietniu bezrobocie spadło o 0,2% do poziomu 5,2%. Analitycy spodziewali się spadku, ale o 0,1% mniejszego. Patrząc na ostatnie dane o wzroście zatrudnienia, widać było, że sytuacja na rynku pracy jest dobra. Przynajmniej patrząc z punktu widzenia pracowników. Niższe bezrobocie w Polsce było tylko przez kilka miesięcy w 2019 roku. Biorąc pod uwagę, że dane opublikowane są za kwiecień, a czeka nas jeszcze szczyt prac sezonowych, jest spora szansa na to, że w tym roku zobaczymy jeszcze niższe poziomy. Jest oczywiście gdzieś nad nami widmo recesji związanej z rosnącymi stopami i inflacją, ale wydaje się, że nie dotknie nas to aż tak mocno w te wakacje. Co ciekawe, wczoraj pomimo tak dobrych danych złoty lekko tracił na wartości. Było to jednak zasługą zmian na rynkach globalnych.

Umocnienie dolara

Wspomniane już zmiany na rynkach globalnych to przede wszystkim korekta na parze EURUSD. Wczoraj dolar wracał za ocean po kilku dniach spadków. W rezultacie skoro kapitał był zasysany z Unii Europejskiej, to był wycofywany również z Polski. To właśnie to było powodem słabości naszej waluty. Bardzo podobna, aczkolwiek silniejsza reakcja była np. na forincie węgierskim. W tym konkretnym wypadku można się doszukiwać korzystnego wpływu niższej od oczekiwań stopy bezrobocia, która ograniczyła wczorajszą przecenę polskiej waluty. Jeżeli jednak ruch na dolarze będzie kontynuowany, to tak jak osłabienie dolara wspierało złotego, tak jego umocnienie powinno go osłabiać.

Co się dzieje w USA?

Wczoraj poznaliśmy protokół z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, z angielskiego FOMC. To taki amerykański odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej, w pewnym uproszczeniu oczywiście. Z zapisków rozmów wynika, że faktycznie planowana jest obecnie kontynuacja podwyżek o 0,5% co posiedzenie. Jednakże bardziej gołębi członkowie FED postulują od września spowolnienie tempa podwyżek do 0,25%. Tutaj warto zaznaczyć, że spotkania odbywają się tam dwukrotnie w kwartale, a nie trzykrotnie jak np. w Polsce. W rezultacie podwyżki o 0,5% to efektywnie 1% kwartalnie, czyli te wzrosty stóp wcale nie są takie szybkie. A to właśnie możliwość ich odsunięcia była jedną z przyczyn słabości dolara w ostatnich dniach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Napływ specjalistów IT ze Wschodu – chwilowa zmiana czy trend, który ma szansę się umocnić?

Napływ pracowników ze Wschodu jest dla polskiego IT szansą. Obecnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych ekspertów w IT jest ogromne i rośnie z roku na rok. Jest to spowodowane transformacją światowego biznesu, który przechodzi proces odejścia od papierowej dokumentacji oraz przejścia praktycznie w 100% na biznes w modelu komputerowym i bardziej zautomatyzowanym. Co więcej, widzimy wyraźnie, że skala zapotrzebowania na usługi IT stale rośnie, także w Polsce. Dlatego napływ ekspertów i pracowników ze Wschodu jest ogromną szansą i możliwością zwiększenia zespołów oraz skali działalności polskich firm IT. Są to wykwalifikowani specjaliści, których łatwo przystosować do oczekiwań międzynarodowych klientów i korporacji. Co więcej, często są to eksperci z doświadczeniem. Ważnym aspektem tego rodzaju emigracji jest bliskość kulturowa. Ukraińcy, Białorusini, ale również Łotysze czy Litwini szybko i z reguły bez problemu integrują się z naszymi zespołami. Kulturowo jesteśmy na tyle podobni, że oni sami często nie traktują wyjazdu do Polski jako emigracji na pełną skalę. Oczywiście zdarza się, że nasz kraj jest tylko przystankiem w drodze na Zachód, ale to raczej naturalna konsekwencja lokalizacji i pozycji rodzimej gospodarki w Europie. Dla części wysoko wykwalifikowanych specjalistów świadczących swoje usługi zdalnie, docelowym pracodawcą są firmy ze Skandynawi i Europy Zachodniej. Przyjeżdżają do Polski, ponieważ czują się u nas bezpiecznie, a pracują w modelu zdalnym dla zagranicznych firm, które płacą im znacząco wyższe wynagrodzenie. W mojej ocenie trend zasilania branży IT specjalistami ze Wschodu ma szansę utrwalić się w dłuższym terminie, bowiem przynosi wymierne korzyści zarówno firmom jak i pracownikom.

Autorem komentarza jest Piotr Kawecki, Prezes Zarządu ITBoom Sp. z o.o.

Nowe Prawo Pogrzebowe usprawni procedury pochówku

Cyfryzacja nekropolii, uproszczenie obiegu potrzebnych dokumentów, w tym – szczególnie możliwość ubiegania się o zasiłek pogrzebowy on line – przepisy wprowadzające takie m.in. rozwiązania znajdą się w przygotowywanej właśnie przez rząd ustawie. Dobiegają końca ostatnie prace nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego, które wkrótce trafi do sejmu. 

Projekt nowych regulacji dotyczących pochówku jest już właściwie gotowy. Niebawem z Rady Ministrów trafi on do sejmu.

– Spodziewamy się, że posłowie szybko przystąpią do pracy nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego i będzie ono miało szansę wejść w życie najpóźniej na początku przyszłego roku – przewiduje Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Pierwszy raz od blisko wieku

Nowelizacja będzie pierwszą tak szeroką i kompleksową zmianą Prawa Pogrzebowego od lat trzydziestych XX wieku. Celem wprowadzenia nowych unormowań ma być m.in. usprawnienie i znaczne podwyższenie jakości usług funeralnych. Polska Izba Przemysłu Targowego, której przedstawiciele brali udział w pracach nad nowelizacją tej ustawy, zwraca uwagę, że wśród nowych przepisów znajdą się np. te dotyczące cyfryzacji cmentarzy.

– Pozwolą one na uniknięcie w przyszłości całego zamieszania związanego z wykupywaniem miejsca na cmentarzu, pochowania lub tzw. „dochowania” do istniejących już grobów – wskazuje Robert Czyżak.

Usprawnienie w wielu obszarach

Zwraca on uwagę, że umożliwi to łatwiejszy dostęp do wszelkich informacji dotyczących w ogóle możliwości pochówku.

– Założenia tego programu zaprezentowane zostaną publicznie w przyszłym miesiącu. Będzie on również integralną częścią planowanych zmian w systemie cyfrowej rejestracji Karty i Aktu Zgonu oraz certyfikatu kremacji – zapowiada prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Dodaje, że ułatwi to w znacznym stopniu załatwienie niezbędnych formalności związanych z pochówkiem.

– Jesteśmy jako branża przekonani o słuszności i potrzebie zmian. Dla samych przedsiębiorców pogrzebowych będzie to milowy krok do przodu. Już niedługo wszystkie formalności związane z pochówkiem, rodziny osób zmarłych będą mogły załatwić w domu pogrzebowym – przewiduje Robert Czyżak.

Zminimalizować dotychczasowe niedogodności

Przypomina, że dziś jeszcze widać niestety, jak często rodziny osób zmarłych spotykają się, a wręcz borykają się, z różnego rodzaju problemami związanymi z obiegiem niezbędnych do pochowania dokumentów. – Okres pandemii w sposób szczególny uwypuklił wszelkie niegodności z tym związane, potwierdzając tym samym słuszność podjętych przez ustawodawcę kroków – twierdzi prezes Izby.

To, jego zdaniem, dalszy ciąg trwającego już od pewnego czasu procesu. Celem jego jest znaczne ułatwienie procedur, co ważne jest zwłaszcza wtedy, gdy muszą one zostać wypełnione przez przedstawicieli rodziny zmarłych.

– Jest to kolejny krok po wprowadzeniu kilka lat temu centralnego systemu pozwalającego na pobranie z USC aktów w dowolnym miejscu w kraju – wskazuje Robert Czyżak.

Sprawniej o zasiłki pogrzebowe

Kolejnym zagadnieniem, którym zajmuje się już dziś ZUS, będzie możliwość składania wniosków o wypłatę zasiłków pogrzebowych – poprzez specjalną platformę, co pozwoli na uniknięcie wszelkich błędów ze strony wnioskujących. – Przy obecnym systemie niestety zdarzają się one wciąż bardzo często i prowadzą do przesunięcia terminów wypłat należnych świadczeń z uwagi na konieczność uzupełnienia niezbędnej dokumentacji – zwraca uwagę prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

W nowych przepisach znaleźć mają się też szczegółowe unormowania dotyczące zatrudnienia w firmach funeralnych czy zapisy o przechowywaniu i transporcie zwłok czy kremacji.

W jaki sposób wynajmujący mogą obchodzić limity podwyżek czynszu?

Ochrona lokatorów w prywatnych mieszkaniach to coraz ważniejszy temat. Wyjaśniamy, w jaki sposób wynajmujący mogą obchodzić limity podwyżek czynszu.

Eksperci już kilkakrotnie zwracali uwagę, że w polskich warunkach zawieranie umów najmu na krótki okres jest powszechne. Potwierdzenie stanowią wyniki badania przeprowadzonego w połowie 2018 r. przez JLL oraz Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości na Wynajem „Mieszkanicznik”. Wspomniane badanie potwierdza, że w 2018 r. aż 60% właścicieli wynajmowanych „M” preferowało roczne umowy. Można przypuszczać, że obecnie taki wynik jest podobny albo nawet jeszcze większy. Popularność najmu na dość krótki okres wśród właścicieli mieszkań wynika z faktu, że ochrona lokatorów w takim przypadku ma mniejszy zakres. Przykładowo, limit podwyżek czynszu można łatwo obejść.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Ochrona lokatorów związana z ograniczeniem skali podwyżek czynszowych dotyczy tylko trwających umów najmu.
  • Zawarcie kolejnej umowy wynajmu, na przykład na rok pozwala właścicielowi mieszkania znacząco podwyższyć czynsz.
  • W odpowiedzi na obecną sytuację rynku najmu, może wzrosnąć popularność wynajmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego.
  • Poniżej prezentujemy inne ciekawe informacje. Tłumaczą one, dlaczego ochrona lokatorów przed podwyżkami jest mniej skuteczna niż można by sądzić.

Przepisy ograniczają m.in. liczbę podwyżek czynszu …

Osoby zainteresowane tym, jak wygląda ochrona lokatorów prywatnych mieszkań mogą wiedzieć, że obowiązujące przepisy wprowadziły ograniczenia w zakresie podwyżek czynszu. Mowa o zasadach wymienionych w artykule 8a oraz 9 ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733). Wspomniana ustawa wprowadza następujące zasady:

  1. Podwyżka czynszu i/lub innych opłat zależnych od właściciela może nastąpić nie częściej niż raz na sześć miesięcy.
  2. Termin wypowiedzenia aktualnej wysokości czynszu/opłat powinien wynosić co najmniej trzy miesiące.
  3. Wypowiedzenie wspomniane w punkcie poprzednim powinno zostać dokonane pisemnie (pod rygorem nieważności).
  4. Najemca w ramach odpowiedzi ma dwa miesiące na akceptację podwyżki, zakwestionowanie jej przed sądem (w specjalnym trybie) lub brak zgody na podwyżkę skutkujący wypowiedzeniem umowy z terminem minimum trzymiesięcznym (naliczanym od daty wypowiedzenia czynszu).
  5. Podwyżka skutkująca przekroczeniem przez roczny czynsz limitu 3% wartości odtworzeniowej lokalu lub następująca z poziomu wyższego niż wspomniane 3% powinna zostać uzasadniona. Dodatkowego uzasadnienia nie wymaga podwyżka nieprzekraczająca procentowo inflacji z poprzedniego roku.
  6. Ochrona lokatorów zapewniana przez ustawę z dnia 21 czerwca 2001 r. gwarantuje, że w razie sporu nowa stawka czynszu nie zostanie wprowadzona przed wyrokiem sądu korzystnym dla właściciela „M”.
  7. Umowa najmu może przewidywać zasady bardziej korzystne dla najemcy od wyżej wymienionych. „Niedopuszczalne jest natomiast naginanie przepisów w celu poprawienia sytuacji wynajmującego” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Podpisanie nowej umowy umożliwia łatwą podwyżkę

Wszystkie wspomniane wyżej zasady wydają się dość korzystne dla lokatora, ale trzeba pamiętać, że nie mają one zastosowania jeśli zawarta zostanie zupełnie nowa umowa najmu (po wygaśnięciu poprzedniej umowy na czas określony). Limity częstotliwości i skali czynszowych podwyżek dotyczą bowiem wyłącznie zmian w ramach trwającej umowy najmu. Co więcej, powyższe ograniczenia nie obejmują podwyżek opłat niezależnych od właściciela. „Zatem ochrona lokatorów przed skutkami podwyżek czynszu i opłat nie jest bezwarunkowa” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W aktualnej sytuacji, właściciele lokali będą bardziej skłonni do wywierania presji na zawarcie umów najmu z czasem trwania wynoszącym na przykład rok, a nawet pół roku. Zaczęło bowiem brakować mieszkań na wynajem w dużych miastach, co stawia właścicieli „M” w uprzywilejowanej sytuacji. Obecne przepisy nie zapobiegają rosnącej popularności umów wynajmu na krótki termin. „Inna sytuacja dotyczy np. Norwegii i Francji. W tych krajach obowiązują ograniczenia dotyczące minimalnego okresu trwania umowy najmu” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najem instytucjonalny też jest dogodny dla właściciela

Wydaje się, że niedostatek lokali na wynajem może skutkować również upowszechnieniem najmu okazjonalnego i najmu instytucjonalnego. Warto przypomnieć, że wynajem okazjonalny jest zarezerwowany dla osób najmujących „M” poza działalnością gospodarczą. Najem instytucjonalny mogą natomiast prowadzić przedsiębiorcy. Obydwa te warianty wynajmu z punktu widzenia najemcy są dość podobne. „Chodzi o korzystne dla właściciela mieszkania rozwiązania prawne” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ograniczona przez ustawodawcę ochrona lokatorów sprawia, że okazjonalny oraz instytucjonalny najem nie przewiduje limitu podwyżek czynszowych (w ramach trwającej umowy). Skala możliwych podwyżek zależy tylko od ustaleń stron zawartych w umowie. „Najemcy godzący się pod presją braku innych ofert na wynajem okazjonalny lub instytucjonalny muszą też pamiętać o braku prawa do lokalu socjalnego i pomieszczenia tymczasowego” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Kobiety na rynku pracy 2022

53% kobiet doświadczyło przeszkód w karierze. Jednym z problemów jest postrzeganie ich przez pryzmat macierzyństwa.

Wyzwania stanowią nieodzowny element życia zawodowego. Nie powinny jednak wynikać z danych metrykalnych, takich jak płeć czy wiek pracownika. Tymczasem na taką przeszkodę napotkała co druga uczestniczka badania opisanego na łamach raportu Hays „Kobiety na rynku pracy 2022”. Pomimo pozytywnych zmian zachodzących na rynku pracy, specjalistki nadal doświadczają nieadekwatnej oceny kompetencji, szklanego sufitu i postrzegania ich wyłącznie przez pryzmat rodzicielstwa, co spowalnia ich rozwój zawodowy.

Pracodawcy mają świadomość, że umożliwienie każdej osobie realizacji swojego potencjału w miejscu pracy – bez względu na płeć, wiek czy pochodzenie – jest działaniem, na którym mogą zyskiwać nie tylko jednostki, lecz również przedsiębiorstwa. Firmy coraz częściej tworzą grupy projektowe skoncentrowane wokół zagadnień równościowych, angażują się w inicjatywy zwiększające odsetek kobiet na stanowiskach kierowniczych i zachęcają ojców do korzystania z urlopów rodzicielskich.

Od kilku lat na polskim rynku pracy obserwujemy pozytywne zmiany, które prowadzą do wyrównania szans kobiet i mężczyzn na pracę, awans i adekwatne wynagrodzenie. W strategiach biznesowych firm coraz większą rolę odgrywają założenia polityki różnorodności i inkluzji. Wiele zmienia się na lepsze, jednak tempo transformacji nie dla wszystkich jest satysfakcjonujące – zauważa Anna Czyż, Head of People & Culture w Hays Poland.

Wyzwania wynikające z płci

Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022”. Jak wynika z tegorocznego badania, 53 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn napotkało w toku kariery przeszkody wynikające z ich płci. Specjalistki i menedżerki częściej od swoich kolegów doświadczają sytuacji, w których o ich szansach zawodowych decydują stereotypy, nieuświadomione uprzedzenia lub dyskryminujące praktyki. Najczęściej mierzą się z przypadkami faworyzowania mężczyzn (55 proc.), kierowaniem się stereotypami w decyzjach o zatrudnieniu i awansie (53 proc.), zakładaniem ich mniejszej dyspozycyjności (48 proc.) oraz brakiem zaufania do kwalifikacji (42 proc.)

Kobiety na rynku pracy 2022

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022”

Z kolei respondentki pełniące role kierownicze, jako przeszkodę wskazywały negatywne i krzywdzące opinie na temat tzw. „kobiecego stylu zarządzania”, stereotypowo postrzeganego jako zbyt emocjonalny, z nadmierną skłonnością do kompromisów i brakiem posłuchu wśród podwładnych. Zapytane o wyzwania, z jakimi musiały się zmierzyć na drodze do objęcia pierwszego w karierze stanowiska menedżerskiego, wymieniały również konieczność przecierania szlaków w firmie, w której na stanowiskach kierowniczych nie było kobiet, a także postrzeganie ich kandydatur przez pryzmat – nawet teoretycznego – macierzyństwa. Jest to jeden z powodów, dla których w Polsce nadal tak niewiele firm jest zarządzanych przez kobiety.

W Polsce na szczeblu kierowniczym nie brakuje utalentowanych, odnoszących sukcesy menedżerek i dyrektorek. Jednak gdy spojrzymy bliżej na składy zarządów, decydujących o obsadzie najwyższych stanowisk w organizacjach, to w zdecydowanej większości są to mężczyźni. W tym kontekście wybór kandydata płci męskiej na stanowisko prezesa może wydawać się czymś naturalnym. W procesach decyzyjnych zwyczajnie brakuje kobiecej perspektywy, a do głosu mogą dochodzić nieuświadomione uprzedzenia – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director w Hays Poland.

Rozpatrywanie kobiecych kandydatur w kontekście potencjalnego macierzyństwa stanowi jeden z największych problemów, z jakim mierzą się specjalistki. Rodzicielstwo i obowiązki rodzinne wciąż utożsamiane są głównie z kobietami, co w perspektywie części pracodawców obarcza zatrudnienie kandydatek dodatkowym ryzykiem. Niektórzy decydenci w firmach wciąż wychodzą z założenia, że jako matki będą brały zwolnienia na chore dzieci lub wkrótce zajdą w ciążę i znikną z firmy na rok. Jest to zatem przejaw nierówności, który dotyka zarówno pracujące mamy, jak i bezdzietne kobiety.

Trudne pogodzenie ról

Łączenie ról rodzica i pracownika stanowi wyzwanie dla wielu aktywnych zawodowo osób. Jak wynika z badania, 67 proc. matek i 45 proc. ojców napotkało na swojej drodze zawodowej przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dzieci. Wyzwania te najczęściej dotyczą konieczności wyboru między zaangażowaniem w pracę lub życie rodzinne oraz zbyt małej ilości czasu, który można poświęcić bliskim. Jednocześnie w gronie respondentów, którzy doświadczyli trudności w łączeniu roli rodzica i pracownika, aż 69 proc. kobiet i 81 proc. mężczyzn wskazało na brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka.Kobiety na rynku pracy 2022 2

*Wyłącznie osoby wychowujące co najmniej jedno dziecko.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022”

Ponadto co trzecia respondentka badania zmierzyła się z koniecznością szybkiego powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim, a co czwarta miała trudności z objęciem uprzednio zajmowanego stanowiska. Biorąc pod uwagę powyższe oraz fakt, iż 81 proc. mężczyzn jako wyzwanie wskazało brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka, można wywnioskować, iż w momencie pojawienia się potomstwa potencjał pracujących matek i ojców nie jest postrzegany tak samo.

Obowiązki opiekuńcze nadal w dużej mierze spoczywają na kobietach. Przekonanie, że zajmowanie się dziećmi jest zadaniem mam, to stereotyp głęboko zakorzeniony w kulturze. W przestrzeni zawodowej niejednokrotnie funkcjonuje przekonanie, że to pracujące mamy opiekują się dziećmi, kiedy te są chore, i wykorzystują cały urlop rodzicielski przysługujący rodzicom. Stąd też, gdy to mężczyzna chce opiekować się dzieckiem, często budzi to zdziwienie – zauważa Łukasz Grzeszczyk, Executive Director w Hays Poland.

Równiejszy podział obowiązków

Na horyzoncie widać zmiany prowadzące do wyrównania szans kobiet i mężczyzn. Unijna dyrektywa „Work-life balance” ma na celu ułatwić rodzicom godzenie życia zawodowego z rodzinnym i zmianę głęboko zakorzenionej sylwetki rodzica-kobiety, m.in. poprzez przyznanie ojcom dwumiesięcznego urlopu rodzicielskiego. Powyższego ekwiwalentu nie będzie można przenieść na partnerkę, co ma na celu doprowadzenie do równiejszego podziału nieodpłatnej pracy opiekuńczej.

Dodatkowo coraz więcej firm pochyla się nad kwestią rodzicielstwa, starając się ułatwić pracownikom znalezienie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Pracodawcy oferują pracującym rodzicom nie tylko dodatkowe benefity i wykazują się większą elastycznością w zakresie godzin i miejsca pracy, ale również tworzą programy wspierające kobiety w powrotach z urlopów macierzyńskich czy wychowawczych.

O RAPORCIE

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2022” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2022 roku. Publikacja przedstawia wyniki ankiety internetowej, w której udział wzięło ponad 3,5 tys. kobiet i mężczyzn. Wyniki badania zostały uzupełnione komentarzami ekspertów rynku pracy oraz zaleceniami dla pracodawców.

Branża leasingowa najmocniej prześwietla firmy handlowe

Rok 2021 był najlepszy w historii leasingu w Polsce. Miało to odzwierciedlenie w liczbie raportów o nowych klientach, pobieranych z Krajowego Rejestru Długów przez firmy z tego sektora. Tylko od początku tego roku zaczerpnęły one z KRD 454 tys. takich raportów. W całym 2021 r. – niemal 1,4 mln. Wraz z intensywnym rozwojem rynku przybywa jednak klientów, którzy nie płacą rat. Według danych KRD są oni winni firmom leasingowym 988,8 mln zł.

Najnowsze dostępne informacje pokazują, że sektor leasingowy w 2021 r. udzielił 88 mld zł finansowania. Dynamika wyniosła 30,7 proc. w ujęciu rok do roku. Był to kolejny rekordowy okres, mimo poważnych perturbacji, jakie odczuwa segment motoryzacyjny. W drugiej połowie 2021 r. dostępność nowych samochodów była mocno ograniczona, a eksperci zwracają uwagę, że taka sytuacja będzie się utrzymać także w tym roku.

Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że całkowita wartośćć aktywnego portfela branży leasingowej na koniec 2021 r. wyniosła 165,8 mld zł, co oznacza blisko 5 proc. wzrost r/r. Odbiorcami usług leasingowych są̨ głównie mikro i małe firmy, które stanowią̨ 3/4 klientów.

W 2021 r. przedsiębiorstwa przy pomocy leasingu najczęściej finansowały auta osobowe (45 proc.). Nieco rzadziej maszyny i inne urządzenia (28 proc.), a także pojazdy ciężarowe (22 proc.). Pozostałe kategorie to sprzęt IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i inne pojazdy.

Na przełomie lutego i marca tego roku nad rynkiem motoryzacyjnym zawisło widmo kryzysu, spowodowanego z jednej strony kolejną falą utrudnień w dostępie do nowych samochodów, a z drugiej ryzykiem, że w niełatwych czasach wiele firm odłoży wybór samochodu na przyszłość. Teraz nakłada się na to niepewność gospodarcza związana z wojną na Ukrainie.

Rekordowe sprawdzenia

Jeszcze w 2016 r. leasingodawcy sprawdzali w KRD potencjalnych klientów 577 tys. razy. W ciągu pięciu lat ta liczba się podwoiła i na koniec minionego roku wyniosła blisko 1,4 mln.

– Nasza baza danych jest papierkiem lakmusowym branży leasingowej. Jeśli firmy przed udzieleniem finansowania pobierają z KRD więcej raportów o nowych klientach, oznacza to, że sprzedaż na rynku wyraźnie rośnie. Firmy z tego sektora mają wysoką świadomość biznesową, więc weryfikowanie nowych kontrahentów, którzy ubiegają się o zakup pojazdów czy sprzętu, jest dla nich naturalnym działaniem ograniczającym ryzyko. Duża skala sprawdzania sprzyja budowaniu bezpieczeństwa finansowego, a co za tym idzie odpowiedzialnemu zwiększaniu obrotów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Jeśli firma już zalega z płatnościami, prawdopodobieństwo, że nie zapłaci za leasing jest bardzo duże. Dlatego informacje o sytuacji finansowej klienta, pobierane przed podpisaniem umowy w formie raportów z KRD, umożliwiają stworzenie jego pełniejszego obrazu, pomagają w podjęciu decyzji o nawiązaniu współpracy oraz ustaleniu jej warunków.

Leasing nieco spowalnia

Pierwszy kwartał tego roku przyniósł lekkie spowolnienie w branży leasingowej. Przyczynia się do tego inflacja, rosnący WIBOR, ale i brak półprzewodników oraz komponentów do produkcji pojazdów. A to na nie jest głównie udzielane finansowanie.

W drugiej połowie 2021 r. rynek mierzył się z ograniczoną dostępnością̨ nowych samochodów, która przeciągnęła się na początek tego roku. Dlatego eksperci przyjmują ostrożny scenariusz rozwoju sektora leasingowego w 2022 r. Przed branżą niełatwy rok, w którym wyniki będą zależały od dostępności finansowanych pojazdów i urządzeń. Dynamika wzrostu branży jest prognozowana na poziomie 10,3 proc., a wartość finansowania na kwotę 97 mld zł.

Na razie, w I kwartale tego roku, zmiany stóp procentowych nie wpłynęły na wartość finansowania leasingiem nowych inwestycji. Poziom sprzedaży jest zbliżony do analogicznego okresu ub.r. Widać to też w pobieraniu raportów o klientach z KRD. Ich liczba w trzech pierwszych miesiącach 2022 r. była podobna do tej z I kwartału 2021 r. i wyniosła ponad 317 tys.

W przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych weryfikacja potencjalnego klienta jest często podwójna – sprawdzany jest NIP firmy i PESEL jego właściciela. Przedsiębiorca może bowiem nie mieć długów, które obciążają jego firmę, ale figurować u nas jako  konsument, który nie płaci za telefon czy Internet. A w tym przypadku portfel właściciela i portfel firmy, to te same pieniądze – zauważa Adam Łącki.

Wiarygodność finansowa pod lupą

Branża leasingowa zaczerpnęła z KRD najwięcej raportów o potencjalnych klientach z sektora handlowego (21 proc. wszystkich pobrań), transportowego (13 proc.), budowlanego (prawie 12 proc.), przemysłowego (11 proc.) oraz o firmach zajmujących się szeroko rozumianym doradztwem (10 proc). Przypada na nie 2/3 raportów. Wśród przedsiębiorstw handlowych szczególnie wnikliwie przyglądała się wiarygodności płatniczej podmiotów sprzedających pojazdy, jak również sklepom internetowym. W przypadku przedsiębiorstw transportowych brała pod lupę zwłaszcza te specjalizujące się w przewozie towarów, ale i prowadzące działalność taksówkarską. W sektorze budowlanym jej uwagę przykuły firmy wznoszące obiekty i montujące instalacje elektryczne. W gronie firm przemysłowych na celownik wzięła podmioty specjalizujące się w obróbce elementów metalowych i produkowaniu konstrukcji metalowych.

Jeśli u klienta, który dotąd regulował raty, pojawiają się problemy ze spłatą, firmom leasingowym zależy na przywróceniu aktywnej umowy, a odebranie przedmiotu leasingu to ostateczność. Jednak nie wszystkie przedsiębiorstwa są w stanie wznowić regulowanie rat i wówczas ich długi trafiają do windykacji.

Odebranie przedmiotu leasingu jest ostatecznością, ponieważ dzięki ciężarówce czy maszynie produkcyjnej przedsiębiorstwo zarabia. Z naszego doświadczenia w obsłudze wierzytelności leasingowych wynika, że wizja utraty auta czy urządzenia na wiele firm działa mobilizująco. Dlatego koncentrujemy się na analizie możliwości finansowych przedsiębiorstwa, tak aby znaleźć pieniądze na spłatę rat leasingowych, a jednocześnie pozostawiać firmie możliwość zarobkowania przy użyciu leasingowanego pojazdu czy urządzenia. To ważne i z punktu widzenia klienta, i z punktu widzenia firm leasingowych, zwłaszcza teraz, gdy gospodarka odczuwa skutki inflacji i trudności w dostępie do kredytów bankowych – zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Wśród dłużników wpisanych do Krajowego Rejestru Długów przez firmy leasingowe najwięcej zaległości mają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i akcyjne. Niewiele mniej – jednoosobowe działalności gospodarcze, które powinny spłacić 458,8 mln zł. Blisko 40 mln zł mają do oddania konsumenci, którzy również korzystają z leasingu.

Transport najbardziej zadłużony

Dynamiczny wzrost rynku leasingu w sposób nieunikniony pociąga za sobą także zwiększenie liczby podmiotów, które nie płacą rat. Jeszcze w 2016 r. zaległości klientów wynosiły 362,4 mln zł. Od tego czasu prawie się potroiły – dziś to już 988,8 mln zł. Podobnie wygląda sytuacja patrząc przez pryzmat liczby dłużników. Sześć lat temu było ich 6 878, dziś 12 207.

Nieuchronnie zwiększa się średnie zadłużenie. W 2016 r. na jedną firmę przypadało 52,7 tys. zł, teraz 80,9 tys. zł

Największe zaległości, 223 mln zł, obciążają konta przedsiębiorstw z Mazowsza. Drugi jest Śląsk – 117 mln zł, a trzecia Wielkopolska – 87 mln zł.

Rekord niepłacenia należy do firmy z powiatu kartuskiego w województwie pomorskim, która trzem firmom leasingowym powinna oddać 17,1 mln zł.

Najwięcej zaległości wobec branży leasingowej mają firmy transportowe. Nie zapłaciły one 283,1 mln zł rat. Duże długi ma sektor handlowy – powinien on uregulować 173,6 mln zł. Kolejne miejsca na liście dłużników zajmują przedsiębiorstwa przemysłowe – 112,2 mln zł oraz branża rolna – 67,3 mln zł.

Duża nerwowość na węgierskiej giełdzie

Wczoraj zarówno S&P 500 (+0,95 proc.) jak i średnia przemysłowa Dow Jonesa (+0,6 proc.) wyszły na najwyższy poziom od tygodnia. W tyle pozostawał Nasdaq Composite pomimo wczorajszego odbicia w górę o +1,51 proc. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy lekko zniżkowały (S&P 500 -0,18 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii lekko dziś przeważały niewielkie spadki (najsilniej – o 0,84 proc. – zniżkował tajwański TAIEX). Najwyższy poziom od 3 lat osiągnął dziś Shanghai B-Share Index.

Europejskie giełdy otwierały się generalnie na niewielkich plusach (ok. 9:20 DAX +0,3 proc., CAC 40 +0,14 proc.). Intrygującym wyjątkiem był węgierski BUX, który po spadku we wtorek o 1,1 proc., w środę o 3,4 proc., na początku czwartkowej sesji tracił w pewnym momencie prawie 10 proc. osiągając najniższy poziom od końca 2020 roku. Potem nastąpiło pewne uspokojenie sytuacji i skala spadku uległa redukcji do mniej niż 5 proc. Można sądzić, że ta duża nerwowość ma związek z wprowadzonym przez węgierski rząd w związku z wojną na Ukrainie stanem wyjątkowym.

WIG-20 rósł na początku czwartkowej sesji o +0,47 proc. „Tradycyjnie” ostatnio wśród składników mWIG-u 40 najwyżej od 4 lat były ceny akcji Grupy Azoty. Cena akcji Celonu Pharma osiągnęła najniższy poziom w swej prawie 6-letniej historii.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA lekko dziś rano spadała utrzymując się w okolicach miesięcznych minimów.

Ceny kontraktów na ropę naftową minimalnie dziś rano drożały (WTI +0,38 proc., Brent +0,15 proc.) utrzymując się powyżej poziomu 110 USD. Lekko taniały dziś metale szlachetne, nieco silniej – o 1,14 proc. – miedź. Wczoraj najwyższy poziom od 5 lat osiągnęły ceny kontraktów na biały cukier na ICE.

Po ostatnim silnym rajdzie w górę i wczorajszym spadku dziś rano kurs EUR/USD nadal lekko zniżkował (-0,12 proc.). Złoty podążając za euro lekko słabł (USD/PLN +0,29 proc., EUR/PLN +0,2 proc.). Węgierski forint był dziś najsłabszy wobec euro od 2,5 miesiąca.
Kurs BTC/USD nadal przebywał w obrębie formującej się od 3 tygodnie formacji „trójkąta symetrycznego” (dziś rano -0,77 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Easy TMS – kompleksowe rozwiązanie do zarządzania procesami transportowymi

Zarządzanie procesami transportowymi, ich każdym etapem, staje się znacznie prostsze z nowoczesnymi rozwiązaniami. Jednym z nich jest m.in. Easy TMS – dowiedz się więcej na temat kompleksowego narzędzia Transport Management System.

Co to jest Easy TMS (Transport Management System)?

Nowoczesne oprogramowanie dla branży TLS, Easy TMS z oferty Inelo, jest polecane w różnych działach transportu, logistyki oraz spedycji – została opracowane dla spedycji oraz przewoźników. Sprawdzi się m.in. w dużych firmach, które dysponują swoim taborem samochodowym albo go wynajmują w zależności od potrzeb. Więcej na temat oprogramowania Easy TMS znajdziesz tutaj: https://inelo.pl/produkty/oprogramowanie-dla-transportu/easy-tms/ 

Kompleksowy system Transport Management System oferuje liczne funkcjonalności – jak m.in. dokładne i efektywne planowanie tras, śledzenie każdego etapu przejazdu i monitoring przesyłek, kontrola kierowców, prowadzenie kartotek, dokładne planowanie czasu pracy oraz rozliczanie delegacji kierowców.

Główne zalety Easy TMS

System Easy TMS ma wiele plusów, które docenią specjaliści od spedycji i logistyki. Są to między innymi:

  • efektywne zarządzanie zleceniami, przesyłkami i trasami, 
  • pełna kontrola kosztów,
  • czytelny rejestr zleceń spedycyjnych i transportowych i ładunków mających związek z optymalnym wyznaczaniem tras,
  • łatwa koordynacja dostaw,
  • wizualny harmonogram pojazdów, 
  • możliwość prostego fakturowania, 
  • możliwość łatwego obliczenia rentowności trasy,
  • możliwość szybkiej i wygodnej weryfikacji kontrahentów w VIES
  • optymalizacja procesów.

Wszystkie te funkcjonalności oferowane przez oprogramowanie Easy TMS są możliwe, dzięki poszczególnym modułom – jak m.in. Poczta (ewidencja poczty obieranej i wysyłanej, funkcja skanowania załączników, integracja z e-Nadawcą i EPO) czy Mapa (moduł wyznaczający najlepszą trasę dla zleceń i pokazujący koszty związane z opłatami drogowymi i realizacji zleceń), Fakturowanie (wystawianie faktur od ręki) czy Zlecenia (rejestr zleceń spedycyjnych i transportowych). 

Podatek przychodowy w Polskim Ładzie trzeba zmienić

Rząd przestawił projekt zmian w przepisach podatkowych korygujących rozwiązania Polskiego Ładu – przede wszystkim przez wprowadzenie 12% stawki PIT w pierwszym przedziale skali podatkowej oraz wprowadzenie częściowej możliwości odliczenia składki zdrowotnej dla osób prowadzących działalność gospodarczą opodatkowaną w ramach podatku liniowego lub ryczałtu. Są to zmiany idące w dobrym kierunku, natomiast niezbędne są również korekty w innych elementach systemu podatkowego. Przede wszystkim jeśli chodzi o podatek CIT – czyli podatek odprowadzony przez firmy, przez osoby prawne. W tym aspekcie przede wszystkim największej poprawy wymagają rozwiązania dotyczące minimalnego podatku dochodowego. Jest to podatek, który wbrew intencji ustawodawcy będzie obciążał firmy również polskie – firmy małe, które osiągają straty wynikające z przyczyn czysto ekonomicznych – na przykład osłabienie koniunktury w danej branży, a nie z działań związanych czysto z optymalizacją podatkową.

– Proponujemy korektę podatku przez usunięcie budzącego największe wątpliwości elementu tego mechanizmu – czyli podatku przychodowego – a pozostawienie tych elementów, które rzeczywiście są uzasadnione. Na przykład opodatkowania tak zwanych płatności pasywnych dokonywanych przez firmę – czyli na przykład kosztów finansowania ze spółek zależnych czy też dokonywanie różnego rodzaju opłat licencyjnych na rzecz powiązanych podmiotów – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, Główny Ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Faktycznie w przypadku, kiedy firma nie płaci podatków w Polsce – a dokonuje na dużą skalę płatności zagranicznych – jest uzasadnione, żeby płaciła podatek przychodowy. Natomiast w sytuacji, kiedy podatek minimalny sprowadza się do obciążenia przychodów firmy – to rzeczywiście bardzo wątpliwe, na przykład w sytuacji szpitali prowadzonych w formie spółek komercyjnych. Tego rodzaju sytuacje nie są zgodne z intencją ustawodawcy i wymagają pilnej korekty jeszcze w czasie trwania obecnego roku podatkowego – wylicza Kozłowski.

STS Holding podsumował I kw. 2022 r.

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – wygenerowała od stycznia do marca br. rekordowy w ujęciu kwartalnym poziom NGR, który wyniósł 158 mln zł. Oznacza to wzrost o 15% rdr. Skorygowana EBITDA w pierwszym kwartale br. wyniosła 72 mln zł, gdy przed rokiem było to 61 mln zł. Wzrost wyniósł 17% rdr. W Q1 2022 roku przychody Grupy STS wyniosły 142 mln zł, czyli o 14% więcej rok do roku, gdy w Q1 2021 roku było to 125 mln zł. Zysk netto Grupy wzrósł w zeszłym roku o 2% do 45 mln zł. W Q1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła aż 59 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost o 24% rok do roku.

W trakcie trzech pierwszych miesięcy 2022 roku, mimo wojny i inflacji, wygenerowaliśmy bardzo dobre wyniki operacyjne oraz finansowe. Skorygowana EBITDA wzrosła w tym czasie o 17% rok do roku, a zysk głównej spółki operacyjnej – STS S.A. aż o 24% rok do roku. Zgodnie z naszymi deklaracjami będziemy dzielić się wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami STS Holding. Warto odnotować, że w tym roku wzrost akwizycji oraz większa aktywność graczy będzie miała miejsce w drugiej połowie roku ze względu na kalendarz rozgrywek sportowych, w tym Mistrzostwa Świata w Katarze, w których udział weźmie nasza kadra narodowa mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Grupa na koniec 2021 roku nie posiadała długów zewnętrznych i zobowiązań bankowych, a przyznane linie kredytowe nie zostały uruchomione. Grupa STS łącznie posiada 305 mln zł kapitałów rezerwowych, w tym 185 mln zł środków finansowych i ich ekwiwalentów oraz 120 mln zł niewykorzystanych linii kredytowych.

Od stycznia do marca br. NGR wyniósł rekordową w skali kwartału wartość ponad 158 mln zł, w Q1 2021 było to blisko 138 mln zł, w Q4 2021 136 mln zł, a w najlepszym do tej pory kwartale w historii – Q2 2021 – było to niemal 158 mln zł. NGR to wartość zakładów zawartych przez klientów, pomniejszona o wypłacone wygrane i podatek od gier.

W pierwszych trzech miesiącach 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła niemal 1,1 mld zł. Liczba aktywnych użytkowników znalazła się na poziomie 350 tysięcy. Grupa pozyskała 64 tysiące nowych rejestracji, natomiast liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 41 tysięcy.

W 2021 roku Grupa STS wygenerowała skorygowaną EBITDA na rekordowym poziomie 216 mln zł, gdy w 2020 roku było to 151 mln zł. Oznacza to wzrost o 43% rok do roku. W 2021 roku przychody Grupy STS wyniosły 498 mln zł, czyli o 28% więcej rok do roku, gdy w 2020 roku było to 389 mln zł. Zysk netto Grupy wzrósł w zeszłym roku o 29% do 131 mln zł. W 2021 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła za to historyczny wynik netto na poziomie aż 153 mln zł, co oznacza wzrost o 21% rok do roku. Grupa STS odnotowała najlepsze w historii wyniki finansowe.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

ORLEN wypłaci 3,5 zł dywidendy na akcję

Dywidenda PKN ORLEN za 2021 r. wyniesie, zgodnie ze strategią, 3,5 zł na jedną akcję, a na jej wypłatę spółka przeznaczy prawie 1,5 mld zł. Taką decyzję podjęli akcjonariusze koncernu, przychylając się do wcześniejszej rekomendacji Zarządu PKN ORLEN. Wysokość dywidendy jest odzwierciedleniem stabilnej sytuacji finansowej Grupy ORLEN, a także efektem konsekwentnie realizowanych planów rozwojowych we wszystkich obszarach działalności. Termin wypłaty dywidendy ustalono na 3 października 2022 r.

Grupa ORLEN w 2021 roku osiągnęła najwyższy w swojej historii zysk netto w wysokości 11,2 mld zł. Z kolei zysk operacyjny EBITDA LIFO uplasował się na poziomie 14,2 mld zł, po eliminacji odpisów aktualizujących wartość majątku.

W wypracowaniu rekordowych wyników największy wkład miały obszary petrochemii, energetyki i rafinerii. Natomiast sprzedaż paliwowa i pozapaliwowa na stacjach w Polsce odpowiadała zaledwie za 13% zysku całego koncernu. Pomimo wyraźnego spadku marż paliwowych na polskim rynku, przychody ze sprzedaży wyniosły 131,3 mld zł.

Koncern w 2021 roku umocnił swoją pozycję i utrzymał wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. Solidne fundamenty finansowe umożliwiły zwiększenie nakładów inwestycyjnych do 9,9 mld zł i kontynuację strategicznych dla bezpieczeństwa energetycznego Polski przedsięwzięć w zero- i niskoemisyjne źródła energii. Konsekwentnie budowano także koncern multienergetyczny.

Zaproponowana w marcu br. przez Zarząd PKN ORLEN wysokość dywidendy za 2021 rok została przyjęta przez ZWZ Spółki. Dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 27 lipca 2022 r., a dniem jej wypłaty 3 października 2022 r.

Polska wysyła gaz do Ukrainy. Odejście od LPG z Rosji do końca 2022 roku

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Polska Izba Gazu Płynnego (PIGP) wskazują, że obecnie Polska jest reeksporterem LPG na Ukrainę. W związku z trwającą wojną gaz nie płynie na Ukrainę z Rosji, Białorusi (z powodów politycznych), z Kazachstanu (ze względów logistycznych), ani morzem z uwagi na blokadę portów czarnomorskich. Sytuacja ta będzie trwać nadal również po wojnie. Ograniczając podaż na rynku polskim zmniejsza się możliwość dostawa gazu z Polski na Ukrainę. Po zakończeniu wojny należy zakładać, że importerzy z Ukrainy również będą przez pewien czas polegać na dostawach z Polski, dopóki nie przygotują własnej logistyki dostaw i infrastruktury.

FPP pozytywnie ocenia deklarację o odejściu od dostaw gazu płynnego LPG do końca 2022 roku. Udział LPG z Rosji w całym rynku krajowym przekracza 60% (1.300.000 ton rocznie) i potrzeba co najmniej kilku miesięcy, aby zmienić kierunki dostaw. W szczególności należy rozbudować infrastrukturę: liczbę terminali kolejowych i morskich w Polsce, znacząco zwiększyć tabor cystern kolejowych oraz udostępnić Terminal w Porcie w Gdańsku dla wszystkich operatorów LPG. Branża LPG będzie rozwijać zakres dostaw gazu z portów ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) – co jednak zdecydowanie zwiększy ceny gazu płynnego dla konsumentów. Sankcje mogą uniemożliwić też korzystanie z dostaw LPG z Kazachstanu.

„W świetle ostatnich zdarzeń z odcięciem przez Rosję gazu ziemnego, pojawia się dodatkowy argument za bardziej rozłożonym w czasie embargiem na LPG. Już dzisiaj wiemy, że na skutek odcięcia przez Rosję pojawi się w Polsce – podobnie jak w całej Europie – deficyt gazu ziemnego. Nie będzie zatem nowych przyłączeń domów i przedsiębiorstw. Warto, aby w takiej sytuacji dysponować większą ilością LPG jako paliwa zamiennego, które można stosować do czasu przezwyciężenie w EU kryzysu gazowego. Zbyt szybkie wprowadzenie embarga na rosyjskie LPG może bowiem doprowadzić do równoległego kryzysu podażowego dla klientów, którzy już dziś mają ograniczone pole wyboru. Nie mając gazu ziemnego, nie będą mieć też LPG. Spowoduje to przesunięcie znacznej ilości konsumentów do strefy ubóstwa energetycznego. Niejako przesunięcie z „Polski B” do „Polski C” A dodatkowo ograniczy możliwości pomocy Ukrainie, która nie ma dostępu do gazu LPG i dostawy z Polski są dla nie kluczowe” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W związku z planowanym przez rząd odchodzeniem od dostaw LPG ze wschodu, Polska Izba Gazu Płynnego wskazuje, że postulowane przez niektóre podmioty wcześniejsze odejście od dostaw ze wschodu może narazić na brak produktu nie tylko polskich klientów, ale również odbiorców z Ukrainy. Przedsiębiorcy zrzeszeni w Polskiej Izbie Gazu Płynnego uczestniczą dziś aktywnie w dostawach gazu na Ukrainę. Nagły brak podaży na rynku polskim może spowodować, że nie będziemy w stanie wspomagać naszych Ukraińskich Partnerów tak potrzebnymi im teraz wolumenami, w szczególności LPG” dodaje Paweł Bielski, prezes Polskiej Izby Gazu Płynnego (PIGP).

Działania, jakie branża LPG w Polsce będzie podejmować w celu sprawnego przestawienia logistyki dostaw z nowych kierunków:

  • Budowa w Polsce infrastruktury do przesyłek z Zachodu, gdyż obecnie dysponujemy zbyt małą liczbą terminali przeładunkowych, zdolnych przyjmować całopociągowe przesyłki z portów ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia).
  • Pozyskanie dużej liczby cystern kolejowych, które mogłyby zabezpieczyć dostawy dużych ilości LPG z Zachodu – obecnie brak odpowiedniej liczby wagonów.
  • Budowa w Polsce nowych terminali morskich – obecnie działające trzy porty nie zabezpieczają potrzeb kraju. Mogą przyjmować tylko mniejsze jednostki, a największy z nich (Gaspol Gdańsk) nie świadczy usług na rzecz innych podmiotów rynkowych. Gaz dostarczany małymi jednostkami jest najczęściej kupowany od traderów na ARA lub ze Szwecji i jest drogi ze względu na marże traderów. Pozostałe dwa porty w Szczecinie i Gdyni mogą przyjmować tylko mniejsze statki. Wszystkie trzy działające obecnie terminale mają utrudnioną logistykę kolejową, gdyż kolej w portach obsługuje wiele terminali i te gazowe nie są dla kolei priorytetowe. Zwiększające się w polskich portach przeładunki kontenerów i towarów masowych w tym węgla importowanego do Polski i przez Polskę na Ukrainę będzie ten problem tylko powiększać.
  • Nowe kontrakty logistyczne
  • Nowe kontrakty z dostawcami

Sąd oddalił powództwo grupy kredytobiorców frankowych przeciwko Bankowi Millennium – komentarz banku

Wczoraj Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo grupy kredytobiorców przeciwko Bankowi Millennium S.A. o ustalenie odpowiedzialności Banku z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia w związku z umowami o kredyt hipoteczny indeksowany do franka szwajcarskiego. W pozwie grupowym członkowie grupy nie dochodzili zapłaty konkretnych kwot. Liczba umów kredytowych objęta tym postępowaniem wynosi ponad 3,2 tys. Powództwo zostało wytoczone w 2014 roku przez grupę kredytobiorców reprezentowaną przez Miejskiego Rzecznika Konsumentów w Olsztynie. Zdaniem członków grupy, umowy o kredyt hipoteczny indeksowany do franka szwajcarskiego zawierały tzw. klauzule abuzywne. Członkowie grupy domagali się w związku z tym uznania, że zawarte przez nich umowy należy traktować tak, jak gdyby kredyt był udzielony w złotych, bez indeksacji do franka szwajcarskiego, ale jednoczenie był oprocentowany według stopy procentowej LIBOR, jak dla kredytów indeksowanych.

We wczorajszym postanowieniu Sąd skorygował również listę członków grupy objętych postępowaniem grupowym.

Wyrok został wydany na posiedzeniu niejawnym, bez udziału publiczności. Wyrok nie jest prawomocny i strony mogą wnieść od niego apelację.

Wczorajsze rozstrzygnięcie jest zgodne ze stanowiskiem Banku, który od początku procesu wskazywał na niezasadność roszczeń tej grupy frankowiczów. Niezależnie od tego, wychodząc naprzeciw oczekiwaniem frankowiczów, Bank oferował i w dalszym ciągu oferuje kredytobiorcom frankowym, w tym pozostającym w sporach sądowych z Bankiem (indywidualnych i grupowych), możliwość zawarcia porozumienia o wcześniejszej spłacie lub przewalutowaniu kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego na negocjowanych warunkach. Dobrą ilustracją tych działań jest liczba zawartych porozumień z kredytobiorcami objętymi pozwem grupowym, która wynosi na dzień dzisiejszy 293, tj. 9% łącznej liczby umów o kredyt hipoteczny objętych pozwem.

Jednocześnie, Bank pozostaje otwarty wobec swoich klientów mając na celu osiągnięcie polubownych porozumień (m.in. zamiana na kredyty hipoteczne w złotych, przedpłaty, wcześniejsza całkowita spłata łącznie „dobrowolne ugody”) uzgodnionymi na negocjowanych warunkach z kredytobiorcami z walutowymi kredytami hipotecznymi. W efekcie tych negocjacji oraz pozostałych naturalnych czynników, liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się od początku bieżącego roku do końca marca 2022 r. o prawie 2,700 (w całym roku 2021: prawie 10,300 umów, 2020: prawie 3,600 umów) w porównaniu do ponad 47,600 aktywnych umów kredytowych na koniec 2021 r. Podobnie jak w ostatnich kwartałach, spadek liczby aktywnych umów walutowych kredytów hipotecznych był większy niż napływ nowych indywidualnych pozwów sądowych przeciwko Bankowi.

Grupa CCC podsumowała I kw. 2022 r.

Wzrost przychodów we wszystkich segmentach, kolejna skokowa poprawa marży brutto oraz dobry odbiór kolekcji wiosenno-letniej – Grupa CCC zamyka Q1 2022.

W pierwszym kwartale 2022 roku (luty-kwiecień) Grupa CCC wypracowała 1,9 mld PLN przychodów (+33% rdr). Dynamiczny wzrost odnotowały wszystkie segmenty Grupy – zarówno w obszarze full-price, jak i off-price. Znaczący udział w przychodach, na poziomie 55%, utrzymał e-commerce, a dynamika sprzedaży (+19%) i rentowność EBITDA (6,6%) Grupy MODIVO istotnie wyróżniała się na tle branży. Miniony okres w Grupie CCC to także kolejny, skokowy wzrost marży brutto (+5,4 p.p.), która osiągnęła poziom 49%. Pomimo wciąż wymagającego otoczenia biznesowego, modowa, wiosenno-letnia oferta cieszy się dużym zainteresowaniem Klientów.

– Ostatni kwartał pokazał, że mimo zmiennego otoczenia rynkowego potrafimy wypracowywać wzrosty mówi Marcin Czyczerski, prezes zarządu Grupy CCC. Po trudnym lutym i pierwszej połowie marca, popyt w handlu zaczął się stabilizować, a kwiecień był najlepszym sprzedażowo miesiącem minionego okresu. Pomimo wysokiej bazy zeszłorocznej, w trwającym drugim kwartale widzimy wysoką dynamikę przychodów (+35% rdr). Co więcej, kdk przyspiesza także tempo wzrostu sprzedaży e-commerce (+48% rdr). Odnotowujemy także dalszą poprawę marży brutto rdr. Posiadamy mocną ofertę produktową, silne i rozpoznawalne marki oraz prowadzimy angażującą komunikację marketingową. To pozwala nam pozytywnie patrzeć w przyszłość.

W pierwszym kwartale 2022 roku przychody Grupy CCC wyniosły ok. 1,9 mld PLN (+33% rdr). Udział ze sprzedaży online po raz kolejny osiągnął wysoki poziom 55% (-7 p.p. rdr). Dynamiczny wzrost przychodów odnotowały wszystkie segmenty Grupy.

Szyld CCC wygenerował w ubiegłym kwartale przychody w wysokości 780 mln PLN, co stanowi wzrost o przeszło 42% rdr. Co więcej, sprzedaż w bieżącym roku jest wyższa o 7% od przychodów wypracowanych przez ten brand w analogicznym kwartale 2019 roku (nieobarczonym pandemią i przy istotnie wyższej powierzchni handlowej).

Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych
Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych

–  Miniony okres, to także znacząca optymalizacja kapitału obrotowego. Cykl rotacji zapasami w segmencie CCC został skrócony o ponad 20 dni – powiedział Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowo-Księgowych w Grupie CCC. – Jeden dzień poprawy rotacji zapasem w CCC to zmniejszenie inwestycji w kapitał obrotowy o 5,5 mln zł. Dlatego też będziemy kontynuować nasze prace w tym obszarze. Ograniczanie inwestycji w kapitał obrotowy to nasza odpowiedź na niesprzyjające otoczenie biznesowe, w tym w szczególności stale rosnące stopy procentowe.

Dynamiczne tempo rozwoju prezentuje także szyld HalfPrice, który wraz z początkiem maja obchodził swoje pierwsze urodziny. Na koniec Q1 2022 osiągnął on 119 mln PLN przychodów, co stanowi 6% udziału w sprzedaży całej Grupy. Sieć obecna jest już na 7 rynkach, posiada 67 sklepów stacjonarnych, a od końca ubiegłego roku w Polsce działa również e-commerce HalfPrice.

Obroty DeeZee w okresie omawianego kwartału kształtowały się na podobnym do zeszłorocznego poziomie i wyniosły 26 mln PLN. Szyld stawia na rozwój oferty odzieżowej oraz współpracę z platformami typu marketplace.

Marża brutto Grupy wzrosła w ubiegłym kwartale o 5,4 p.p. rdr oraz 2,3 p.p. kdk, osiągając wysoki poziom 49%. Na wzrost ten w największym stopniu wpłynęła poprawa marży brutto w szyldzie CCC o blisko 9 p.p. rdr. Zysk brutto ze sprzedaży Grupy wyniósł niemal 923 mln PLN (+49% rdr). Dynamika kosztów w minionym okresie była zbliżona do tempa wzrostu przychodów. Co więcej, w ujęciu kdk odnotowano zmniejszenie poziomu kosztów SG&A o ok. 25 mln PLN (-3%).

Pierwszy kwartał 2022 r. Grupa CCC zakończyła marżą EBITDA na poziomie 4,7%, co stanowi wzrost o 2,6 p.p. rdr.

Grupa MODIVO w Q1’22

W pierwszym kwartale roku obrotowego 2022 Grupa MODIVO, do której należą szyldy eobuwie.pl oraz MODIVO, odnotowała 915 mln PLN przychodów. Dynamika sprzedaży (+19% rdr) i rentowność EBIDTA (6,6%) Grupy MODIVO, istotnie wyróżniała się na tle branży. Wysoką dynamikę w analizowanym okresie wygenerował szyld MODIVO, osiągając wzrost sprzedaży o 68% rdr (do poziomu 162  mln  PLN), podczas gdy eobuwie.pl wypracowało przychody na poziomie 745 mln PLN (+12% rdr).  

Damian Zapłata, prezes zarządu MODIVO S.A.
Damian Zapłata, prezes zarządu MODIVO S.A.

– Od początku roku w pełni koncentrujemy się na realizacji strategicznych celów Grupy MODIVO S.A. Konsekwentnie inwestujemy w dalszą ekspansję zagraniczną. Zadebiutowaliśmy na nowych, tym razem bałtyckich, rynkach oraz powołaliśmy zespół ekspertów, który odpowiada za wzmocnienie naszej obecności w kluczowych krajach – mówi Damian Zaplata, Prezes Zarządu Grupy MODIVO. – Przed nami kolejne ambitne wyzwania. Rozpoczęliśmy fazę testową platformy marketplace, która pozwoli na rozszerzenie i uatrakcyjnienie portfolio produktów dla klientów. Wystartowaliśmy także z ofertą reklamową dla naszych partnerów w kanałach e-commerce i retail.  Naszym priorytetem pozostaje wzmocnienie zasobów i zespołu technologicznego oraz rozwój logistyki, które są kluczowymi ogniwami modelu omnichannel.

W minionym kwartale, Grupa MODIVO wypracowała marżę brutto na poziomie 43,2%, co stanowi wzrost o 0,1 p.p. rdr. Koszty SG&A rosły w tempie 32% rdr, głównie w związku z licznymi inwestycjami w rozwój logistyki, systemów wspierających sprzedaż oraz wdrożeniem marketplace. W ujęciu kdk poziom kosztów spadł o ok. 10%. Zysk EBITDA wyniósł 61 mln PLN, przy 6,6% marży, tj. zgodnej z założeniami strategii biznesowej GO.25.

Grupa CCC dołącza do kolejnych inicjatyw na rzecz zrównoważonego rozwoju

Pozytywny wpływ na środowisko, gospodarkę i społeczeństwo to zobowiązanie Grupy CCC, zawarte w Strategii Zrównoważonego Rozwoju GO.25. Spółka nie tylko podejmuje aktywne działania w tym obszarze, ale także ściśle współpracuje z wiodącymi międzynarodowymi organizacjami, wypracowującymi standardy dla biznesu. W minionym kwartale Grupa dołączyła do kolejnych, znaczących inicjatyw, takich jak:

  • Global Compact ONZ – największej na świecie sieci skupiającej blisko 15 000 przedsiębiorstw, które działają zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju i aktywnie odpowiadają na istniejące oraz nadchodzące wyzwania klimatyczne, gospodarcze i społeczne.
  • Zero Discharge of Hazardous Chemicals – misją tej globalnej inicjatywy jest rezygnacja ze szkodliwych substancji w procesie produkcji materiałów wykorzystywanych w branży odzieżowej czy obuwniczej.
  • Karta Działań Przemysłu Modowego na rzecz Klimatu ONZ (Fashion Industry Charter for Climate Action) – zakłada ona 16 celów klimatycznych, w ramach, których podpisujący kartę zobowiązują do ograniczania emisji gazów cieplarnianych w całym łańcuchu wartości.

Grupa TIM podsumowała I kw. 2022 r.

Najwyższy w historii wzrost skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży rok do roku (o 49,4%, do 410 mln zł) zdeterminował pierwsze trzy miesiące 2022 roku w Grupie TIM. To efekt dynamicznego pozyskiwania nowych klientów, a także zwiększonego popytu w obliczu rynkowej niepewności w związku z inwazją Rosji na Ukrainę.

Przychody ze sprzedaży TIM SA osiągnęły w I kw. 2022 r. poziom 393,2 mln zł, tj. o 52,2% wyższy niż rok wcześniej.

Do tego, że nasze miesięczne przychody przekraczają 100 milionów złotych zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Marzec 2022 r. przyniósł przebicie – i to znaczne – poziomu 150 milionów złotych (175,5 mln zł, +64,8% rdr.). Pierwsze tygodnie po 24 lutego przebiegły pod znakiem niepewności klientów w zakresie dostępności produktów oraz ryzyka kolejnych wzrostów cen, co przełożyło się na zwiększony popyt i zaowocowało anomalią, jaką zaobserwowaliśmy w marcowych przychodach TIM-u ze sprzedaży – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

Zmiana w strukturze sprzedaży

O ile za wzrost przychodów w części odpowiadają czynniki zewnętrzne, o tyle kolejne rekordy to wyłącznie efekt skutecznych działań w zakresie pozyskiwania i utrzymywania klientów.

W pierwszym kwartale 2022 roku liczba nowych klientów, którzy założyli konta na TIM.PL, przekroczyła 7,5 tysiąca. To o 40% więcej niż w analogicznym kwartale 2021 roku i o 14% więcej niż w ostatnim kwartale 2021 roku. Liczba klientów, którzy dokonali zakupów w pierwszym kwartale bieżącego roku, wyniosła ponad 31 tysięcy wobec 20 tysięcy rok wcześniej – wylicza Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA.

Większa liczba klientów, szczególnie małych i średnich przedsiębiorstw, zwiększa bezpieczeństwo i stabilizację sprzedaży. To efekt między innymi wieloletnich działań TIM-u na rzecz zmiany struktury sprzedaży i zwiększania udziału innych grup klientów niż resellerzy.

Znajdują one odbicie także w haśle towarzyszącym nowej strategii TIM-u, którą zaprezentowaliśmy w minionym tygodniu: „Dostarczamy elektrotechnikę profesjonalistom”. Zmiana naszej struktury sprzedaży w pierwszym kwartale 2022 roku i zwiększenie udziału klientów z segmentu „Instalator” jest też po części skutkiem podejścia firm wykonawczych do niestabilności rynku oraz rosnącej inflacji – wyjaśnia Piotr Nosal.

Dywidenda TIM-u i inwestycje 3LP – zgodnie z planem

Zysk netto Grupy TIM po I kw. 2022 r. wyniósł 31,2 mln zł wobec 13,5 mln zł rok wcześniej (+131,9%). Skonsolidowana EBITDA wzrosła rok do roku o 91,6% – do niemal 47,3 mln zł. W I kw. 2022 r. Grupa TIM odnotowała dodatnie przepływy finansowe w wysokości 28,9 mln zł wobec 9 mln zł w I kw. 2021 r.

Nasze parametry finansowe są na znakomitym poziomie, stąd rekomendacja Zarządu TIM-u w zakresie dywidendy za rok 2021. Proponujemy, by do 1,20 zł brutto na akcję, wypłaconych pod koniec 2021 roku, latem 2022 roku dołożyć kolejne 1,20 zł brutto na akcję. Jest to zgodne z polityką dywidendową, którą zaprezentowaliśmy wiosną 2021 roku – zapowiada Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA.

Już po zakończeniu I kw. 2022 r., bo na początku maja, Zarząd logistycznej spółki 3LP podjął decyzję o zawieszeniu oferty sprzedaży akcji spółki bez jednoczesnego ustalania nowego harmonogramu oferty.

Oczekujemy na stabilizację sytuacji rynkowej, która pozwoli nam wrócić do realizacji planów w zakresie IPO. Pragnę jednocześnie podkreślić, że zawieszenie oferty publicznej pozostaje bez wpływu na ambitne plany inwestycyjne 3LP na najbliższe lata. Mamy zagwarantowane środki na ich realizację – deklaruje Piotr Tokarczuk, sprawujący także funkcję członka Rady Nadzorczej 3LP SA.

Branża opakowań pod presją rosnących cen surowców

Polski sektor produkcji opakowań, w najbliższym czasie będzie musiał się zmierzyć z kilkoma wyzwaniami. Rosnące ceny energii i surowców oraz ich mniejsza dostępność spowodowana wojną na Ukrainie przekładają się na jeszcze wyższe koszty i dużą presję cenową. Według prognoz analityków Santander Bank Polska, przedstawionych w raporcie „Branża opakowań w 2022 r. Kondycja, perspektywy i wpływ wojny”, polski sektor opakowań w tym roku będzie wart około 60 mld PLN, mimo wzrostu spodziewane jest spowolnienie jego dynamiki.

Rosyjska agresja na Ukrainę była dla krajowych przedsiębiorstw powodem wzrostu niepewności, można to zaobserwować poprzez pogarszające się nastroje przedsiębiorców w marcowych badaniach koniunktury. Z perspektywy producentów opakowań, największe pogorszenie nastrojów zanotowano w sektorze papierniczym. Wpływ na to miały zapewne obawy o wzrost cen gazu, ale również spadek dostępności celulozy importowanej z Rosji (odpowiadała za blisko 9% dostaw zagranicznych w ubiegłym roku). W segmencie opakowań z tworzyw sztucznych największe obawy dotyczą polipropylenu, którego import z Rosji odpowiadał w 2021 roku za prawie 20% dostaw zagranicznych na nasz rynek. Z kolei producenci palet i butelek szklanych powinni odczuć zwiększony popyt wobec spadku dostaw tych opakowań ze wschodu.

Struktura ekspozycji importowej opakowań z rynków Ukrainy, Rosji i Białorusi jest podobna dla Polski jak i średniej dla całej UE. W dostawach, pod względem udziału dominowały opakowania drewniane (głównie palety) i opakowania szklane. W przypadku Polski blisko 30% importowanych w 2021 roku palet

pochodziło z rynku ukraińskiego, zaś kolejnych około 15% z rynku białoruskiego. To może przełożyć się na spadek dostępności palet dla sektora transportowego. Podobny scenariusz już się realizuje na rynku

niemieckim, gdzie z powodu embarga na rosyjską stal zabrakło gwoździ do zbijania palet – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.Branża opakowań pod presją rosnących cen surowców

Presja cenowa ciągle rośnie

Na poziomie statystyki publicznej, dynamiki indeksów cen producentów biją kolejne rekordy, zaś w ujęciu nominalnym przebiły poprzednie z przełomu 3 i 4 kwartału 2021. To oznacza, że ceny surowców i w ślad za nimi ceny wyrobów gotowych są najwyższe w historii badania. Jak podreślają eksperci Santander Bank Polska, presja cenowa po stronie kosztowej cały czas się nasila. Zarówno w przypadku tworzyw sztucznych jak i celulozy dynamika w marcu (na poziomie UE) nie była równie wysoka jak w lutym, ale nie oznacza to, że surowce te zaczynają tanieć. Tempo wzrostu spada, gdyż z każdym kolejnym miesiącem wchodzimy w okres coraz wyższej bazy z uiegłego roku. W ujęciu nominalnym ceny w marcu wciąż pięły się w górę.

Widzimy rekordowo wysoką presję kosztową, ceny surowców do produkcji opakowań wybiły w marcu na rekordowe poziomy, przez co indeksy cen producentów opakowań rosną w UE szybciej od średniej dla szerokiego sektora przetwórstwa przemysłowego. Efekt ten jest również widoczny w oczekiwaniach cenowych przetwórców, zwłaszcza w segmencie tworzyw sztucznych, wrażliwych na ceny ropy naftowej. Niemniej jednak, po pierwszym szoku w marcu, indeksy koniunktury pokazały w kwietniu powrót optymizmu w ocenie portfeli zamówień – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Opakowania ze szkła są jedynym segmentem branży, gdzie według Eurostatu ceny rosły w marcu wolniej niż w całym sektorze przetwórstwa przemysłowego (11% r/r vs 16,1% r/r). W przypadku opakowań z tworzyw sztucznych ceny rosną tylko nieznacznie szybciej od średniej – o 16,6% r/r, opakowania z papieru i tektury drożały o około 21,2% r/r, opakowania z metali lekkich o 21,8% r/r, zaś najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła opakowań z drewna aż 38,9% r/r.Branża opakowań pod presją rosnących cen surowców w

W Polsce, oczekiwania cenowe mierzone na poziomie indeksów szerokich branż papierniczej, chemicznej i wyrobów z tworzyw oraz gumy osiągnęły szczyt w styczniu bierzącego roku. Tylko w przypadku wyrobów z tworzyw kwiecień przyniósł nowy rekord na poziomie około 46% firm, które deklarują podwyżki. W przypadku producentów papieru i wyrobów oczekiwania cenowe były w kwietniu porównywalne do poziomu z 2 kwartału 2021 roku (43% firm deklarujących podwyżki wobec 59% w styczniu). W marcu indeksy oceny portfeli zamówień wykazały pewne osłabienie, jednak kwietniowy odczyt koniunktury wskazuje na powrót optymizmu wśród firm, pomimo rekordowych kosztów.

Spowolnienie jednak nie ominie branży opakowań?

Na początku 2022 roku przemysł opakowań rósł w tempie blisko 20% rocznie. Jednak w ujęciu wolumenowym, dynamika wzrostu produkcji będzie na jednocyfrowym poziomie, m. in. z uwagi na bardzo wysoką bazę z ubiegłego roku. Powoduje to, że wzrost cen jest obecnie przeważającym motorem

wzrostu obrotów firm. W ujęciu wartościowym, największe wzrosty notowane są w segmencie opakowań drewnianych 40% r/r, co może być powiązane ze spadkiem importu z Ukrainy i Białorusi. Widoczna jest również wysoka dynamika wzrostu w segmencie butelek szklanych (około 16% r/r) i metalowych (około 14% r/r) – prawdopodobnie jest to efekt robienia zapasów w powodu wojny w Ukrainie.

Analitycy Santander Bank Polska szacują, że produkcja sprzedana krajowego przemysłu opakowań wzrosła w ubiegłym roku o około 13-18% r/r, do poziomu blisko 52 mld PLN.

W 2022 roku branża opakowań zachowa wzrostowy trend, ale zmieni się jego struktura i zapewne będzie to wzrost niższy niż w ubiegłym roku. Obecnie spodziewamy się dynamiki produkcji sprzedanej w okolicach 12-16% r/r, czyli około 60 mld PLN. Biorąc jednak pod uwagę rekordowo wysokie ceny surowców widzimy duże ryzyko rewizji naszej prognozy w górę, szczególnie że inflacja kosztów będzie zapewne głównym kanałem transmisji wojny w Ukrainie na sytuację krajowego przemysłu opakowań – komentuje Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.opakowania rynek

Polska kolejny rok liderem wzrostu eksportu opakowań

Analitycy Santander Bank Polska szacują, że udział eksportu w produkcji sprzedanej polskiego sektora opakowań mógł w 2021 roku nieznacznie wzrosnąć. Łącznie dynamika wagi opakowań dostarczonych na rynki zagraniczne wzrosła o około 10%. W największym stopniu widać ten trend w opakowaniach drewnianych, z papieru i tektury oraz stalowych.

Pod względem wzrostu eksportu opakowań Polska systematycznie wzmacnia swoją pozycję na rynku europejskim. W przypadku opakowań z papieru i tektury krajowi producenci zajęli drugie miejsce w UE pod względem wzrostu, co przekłada się na 3 miejsce pod względem łącznej wartości eksportu (za

Niemcami i Holandią). O ile holenderski eksport rósł w tym segmencie wyraźnie szybciej od krajowego, to w porównaniu do lidera, Niemiec, obserwujemy stopniowe doganianie. W 2020 roku krajowy eksport opakowań z papieru i tektury odpowiadał około 40% niemieckiego, zaś w 2021 roku było to już 44%.

W przypadku opakowań z tworzyw sztucznych krajowi producenci zajęli czołowe miejsce w Unii Europejskiej pod względem wzrostu wolumenu eksportu, co przekładało się na około 6,6% dynamikę wzrostu. W efekcie eksport w tym segmencie odpowiadał w 2021 roku za 55% eksportu Niemiec. Natomiast w segmencie opakowań metalowych Polska zajęła 7. miejsce pod względem wzrostu, utrzymaliśmy pozycję lidera w eksporcie opakowań drewnianych, zarówno pod względem łącznej wartości eksportu jak i jego wzrostu. Z kolei w segmencie opakowań szklanych, dzięki 8% wzrostowi dostaw zagranicznych r/r, krajowi producenci zajęli 10. miejsce pod względem wzrostu przy 6. miejscu w UE pod względem łącznej wartości produkcji.

Regulacje rynku ważnym czynnikiem w przyszłości

Sektor czekają ważne zmiany także na polu regulacyjnym, które mają wprowadzić w Polsce duże modyfikacje w obszarze wymogów recyklingu, finansowania systemu gospodarki odpadami i promowania ekoprojektowania. Proponowany w projekcie nowelizacji poziom opłaty z tytułu rozszerzonej odpowiedzialności producenta dla opakowań z tworzyw sztucznych w wysokości ok 200 EUR/t, przy obecnym, rekordowo wysokim poziomie cen tworzyw dla przemysłu opakowań, mógłby mieć przełożenie na wzrost cen producentów w wysokości 5-5.5 p.p. Pod znakiem zapytania pozostaje finansowanie Plastic Tax w dłuższym terminie, co byłoby już silnym bodźcem do zmian zachowań zakupowych konsumentów, gdyby musieli pokryć go przetwórcy tworzyw. Jednocześnie, to właśnie w segmencie opakowań z tworzyw sztucznych drzemie największy potencjał korzyści jakie może przynieść skuteczna reforma systemu ROP, ze względu na jego rozmiar, relatywnie niską stopę recyklingu i głęboki deficyt handlowy po stronie surowców. Obecnie Ministerstwo Środowiska i Klimatu wciąż pracuje nad ustawą, która miałaby wejść w życie od stycznia 2023 roku, termin ten wydaje się jednak mało realny. Dwie pozostałe ustawy z szykowanego pakietu (nt. systemu kaucyjnego i SUP) mogą zostać przyjęte szybciej, ponieważ nie przekładają się bezpośrednio na ceny produktów konsumpcyjnych. Według szacunków analityków Santander Bank Polska dyrektywa SUP mogłaby objąć do około 10% wolumenu produkcji opakowań, głównie małych i średnich firmy o wąskim portfolio produktowym.

Warto zwrócić uwagę iż opakowania są istonym elementem w sektorze e-commerce, który generuje w ostatnim czasie znaczne wzrosty. Na rynku istnieje duża ilość sklepów internetowych oraz firm kwalifikowanych jako hurtownie opakowań np. opaksystem.pl.

Wyciek danych osobowych mieszkańców Wronek

Urzędnik wyniósł dane mieszkańców Wronek. Jak instytucje mogą ochronić się przed wyciekiem wrażliwych informacji?

Burmistrz wielkopolskich Wronek poinformował, że dane zostały skopiowane z komputera służbowego jednego z pracowników urzędu. Wśród nich są m.in. imiona i nazwiska, adresy zamieszkania czy numery PESEL. To kolejny w ostatnich miesiącach wyciek danych z instytucji samorządowej, po tym jak w marcu wypłynęły dane pacjentów z gliwickiego szpitala.

W komunikacie władz miasta czytamy, że do nieuprawnionego skopiowania danych na pendrive przez jednego z pracowników, miało dojść w dniach 9-12 maja. Pendrive co prawda wrócił do Urzędu Miasta i Gminy Wronki, ale nie wiadomo co stało się z danymi mieszkańców. Ekspert ds. bezpieczeństwa w Safetica, radzi jakie kroki powinny podejmować jednostki administracji samorządowej i państwowej, aby unikać takich sytuacji.

Jakie dane utracono?

Wśród dokumentów, które wyciekły poza urząd znajdują si.in.in. sprawy związane mieszkańcami wspólnot czy z mieszkaniami komunalnymi i socjalnymi tj. rozliczenia wody, czynszów, energii, pisma do mieszkańców, aneksy do umów czy zestawienia lokali mieszkaniowych. Władze Wronek w oświadczeniu podają, że „dane osobowe zawarte w wyżej wymienionych dokumentach ograniczają się wyłącznie do imion, nazwisk i adresów zamieszkania. Sporadycznie obejmują również numery kont bankowych oraz numery PESEL”.  Gdyby jednak takie informacje znalazły się w rękach przestępców, mieszkańcy mogliby być narażeni na poważne kłopoty.

Sytuacja, która miała miejsce, jest sytuacją ciekawą przede wszystkim ze względu na fakt, że wyciek został (zgodnie z prawem) ujawniony. Warto natomiast powiedzieć, że nigdy nie dowiemy się ile tego typu wycieków miało miejsce. Jeśli kopiowanie wrażliwych danych na pendrive odbywało się częściej, co jest wysoce prawdopodobne, to możemy się tylko domyślać co stało się z danymi mieszkańców. Gdyby wspomniany pendrive nie został znaleziony – instytucja prawdopodobnie nie dowiedziałaby się o tym, że w ogóle miała incydent bezpieczeństwa. I to właśnie na ten element warto zwrócić szczególną uwagę w kontekście ochrony danych – mówi Mateusz Piątek, product manager Safetica, która na co dzień chroni firmy oraz instytucje przed wyciekiem danych.

Dane – skarb XXI wieku

Właściwe zabezpieczenie dokumentów i danych firm oraz instytucji jest kluczowym zadaniem w zakresie bezpieczeństwa. Rozwój cyfrowych narzędzi oraz sposobów na utratę wrażliwych danych wciąż ewoluuje i jak twierdzą eksperci, szkolenia dla pracowników to tylko niewielki krok w zakresie ich ochrony.

Jeśli w firmie, urzędzie lub szpitalu nie ma odpowiednich zabezpieczeń, każdy pracownik może być źródłem wycieku informacji. Przykład ze skopiowaniem na pendrive danych mieszkańców Wronek tylko to potwierdza. Nowoczesne rozwiązania uniemożliwiają jego podpięcie do komputera i utratę danych poprzez USB. Wspomniany pendrive to tylko jeden z ewentualnych kanałów wycieku  – równie dobrze dane mogły wypłynąć za pośrednictwem emaila, strony internetowej czy chmury. Jeśli jednak w instytucji działa oprogramowanie zabezpieczające, wszystkie pliki skanowane są pod kątem zawartości danych osobowych, a program ogranicza możliwość ich kopiowania – dodaje Mateusz Piątek, ekspert Safetica.

Co zrobić by dane nie wyciekały na zewnątrz?

Jak w każdej sytuacji nie ma jednego, w pełni działającego zabezpieczenia przed kradzieżą. Firmy i instytucje mogą jednak zmaksymalizować swoje szanse i wdrożyć odpowiednie środki, które skutecznie utrudnią utratę wrażliwych informacji. Pierwszym i podstawowym krokiem będą regularne szkolenia pracowników i jasne określenie procedur postępowania z danymi osobowymi. Dodatkowo od strony informatycznej warto zadbać, aby dane były zabezpieczone nie tylko od strony proceduralnej – ale także od strony „systemowej” np. poprzez wdrożenie dedykowanych rozwiązań klasy DLP.ssW przypadku danych mieszkańców Wronek urząd miasta podaje, że nie ma informacji aby zostały one upublicznione czy wykorzystane przez osoby trzecie.

– Potraktujmy to jednak jako kolejne ostrzeżenie, że szkolenia i procedury nie zawsze wystarczą w zabezpieczeniu danych osobowych  podsumowuje Mateusz Piątek z Safetica.

Rosyjski instytut badań nad obronnością szpiegowany przez chińskich hakerów

  • Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research wykryli trwającą operację cyberszpiegowską, której celem są – skupione w konglomeracie Rostec – rosyjskie instytuty badawcze zajmujące się obronnością.
  • Wśród celów znalazły się w sumie trzy jednostki badawcze – dwie w Rosji i jedna na Białorusi.
  • W swoich działaniach hakerzy wykorzystywali złośliwe wiadomości e-mail typu spear-phishing, które bazują na sztuczkach socjotechnicznych.

Przez niemal 11 miesięcy chińscy hakerzy prowadzili operację szpiegowską skierowaną przeciwko rosyjskim instytutom badań nad obronnością, działającym w ramach firmy Rostec – donosi Check Point Research. Kampania wykorzystywała maile spear-phishingowe wysyłane pod przykrywką rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia. Zdaniem ekspertów, chińscy cyberszpiedzy wykorzystywali w swoich działaniach nieznane wcześniej narzędzia do inwigilowania sieci.

W ostatnich tygodniach eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research wykryli trwającą operację cyberszpiegowską, której celem są – skupione w konglomeracie Rostec – rosyjskie instytuty badawcze zajmujące się obronnością. Przeprowadzone analizy ujawniły, że za atakami na infrastrukturę Rostecu stoją chińscy hakerzy, najprawdopodobniej powiązani w wywiadem. Co niepokojące, cyberprzestępcy przez niemal 11 miesięcy unikali wykrycia za sprawą wykorzystywania nieznanych wcześniej narzędzi, zaawansowanego wielowarstwowego loadera i backdoora SPINNER.

Wśród celów znalazły się w sumie trzy jednostki badawcze – dwie w Rosji i jedna na Białorusi. Ich podstawowym zadaniem jest rozwój i produkcja systemów walk elektronicznych, wojskowych sprzętów radioelektronicznych, a także systemów awioniki lotnictwa cywilnego czy systemów sterowania dla infrastruktury krytycznej.

W swoich działaniach hakerzy wykorzystywali złośliwe wiadomości e-mail typu spear-phishing, które bazują na sztuczkach socjotechnicznych. Przykładowo, 23 marca złośliwe wiadomości e-mail z tematem Lista członków <nazwa instytutu docelowego> objętych sankcjami USA za inwazję na Ukrainę, zawierały link do witryny kontrolowanej przez atakujących podszywającej się pod rosyjskie Ministerstwo Zdrowia oraz złośliwy dokument. Tego samego dnia podobny e-mail został również wysłany na Białoruś z tematem Rozprzestrzenianie śmiertelnych patogenów na Białorusi przez Stany Zjednoczone. Wszystkie załączone dokumenty były przygotowane tak, aby wyglądały jak oficjalne dokumenty rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia (opatrzone były jego oficjalnym godłem i tytułem).

Ujawniliśmy trwającą operację szpiegowską przeciwko rosyjskim instytutom badawczym zajmującym się obronnością, prowadzoną przez doświadczonych i wyrafinowanych cyberprzestępców wspieranych przez Chiny. Nasze śledztwo pokazuje, że jest to część większej operacji, która trwa przeciwko podmiotom powiązanym z Rosją od około roku. Odkryliśmy, że za cel zostały obrane dwie instytucje badawcze w dziedzinie obronności w Rosji i jeden podmiot na Białorusi – mówi Itay Cohen, szef działu badań w Check Point Software.

Taktyki, techniki i procedury (TTP) operacji pozwalają na przypisanie jej do chińskich ugrupowań APT. Kampania, którą Check Point Research nazwał „Twisted Panda”, w wielu elementach pokrywa się z zaawansowanymi i wieloletnimi ugrupowaniami cyberszpiegowskimi, w tym APT10 i Mustang Panda.

– Być może najbardziej wyrafinowaną częścią kampanii jest element inżynierii społecznej. Czas ataków i użyte przynęty są sprytne. Z technicznego punktu widzenia jakość narzędzi i ich ukrycie stoi na bardzo wysokim poziomie, nawet jak na grupy APT. Uważam, że nasze odkrycia są kolejnym dowodem na to, że szpiegostwo jest systematycznym i długofalowym wysiłkiem w służbie strategicznych celów Chin, pozwalającym osiągnąć przewagę technologiczną – dodaje ekspert Check Pointa.

Dobra passa euro trwa

Pomimo danych z indeksów PMI, które wydawały się niekorzystne dla euro, jego dobra passa trwała. W tle tych wydarzeń złoty dalej pokazuje swoją siłę.

Indeksy PMI zawodzą w Europie

Wczorajsze dane pokazały, że optymizm w Europie jednak gaśnie. Analitycy przeszacowali podstawowy miernik, jakim są indeksy PMI. Są to badania ankietowe menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Dlaczego właśnie tej grupy? To oni, oceniając koniunkturę, decydują o zakupach, częściowo wprowadzając swoje przekonania w życie. W rezultacie skoro indeksy pokazujące ich poglądy okazują się słabsze, na rynku zaczyna pojawiać się niepokój. Tak właśnie było wczoraj. Przez chwilę wydawało się, że to koniec odbicia na euro. Pomimo dobrej dyspozycji indeksu przemysłowego z Niemiec dane dla całej strefy euro były bowiem słabsze. W rezultacie mieliśmy krótką korektę.

Za oceanem też nie jest różowo

W godzinach popołudniowych poznaliśmy jednak dane z USA. Indeksy koniunktury podobnie jak w Europie okazały się słabsze od oczekiwań. Oczywiście tak samo, jak w strefie euro, są one powyżej granicy 50 pkt, symbolicznie rozdzielającej rozwój od recesji. Są jednak coraz bliżej tej granicy, a to może zwiastować problemy. Tym bardziej że coraz więcej na rynku mówi się o możliwej recesji związanej z m.in. ze wzrostami stóp procentowych. Jakby tego było mało, sprzedaż nowych domów okazała się nie osiągnąć nawet 80% oczekiwań. Dolar jest nadal mocno wrażliwy na dane z rynku nieruchomości. Nie może zatem dziwić, że do końca dnia oglądaliśmy powrót do ruchu osłabiającego dolara względem euro.

Złoty powoli, ale do przodu

W tle tych wydarzeń mamy polskiego złotego, który z dnia na dzień staje się coraz mocniejszy. Nie jest to efekt zaklinania rzeczywistości przez prominentnych polskich polityków, a ci poczynili w ostatnich dniach bardzo wiele. Rynki jednak już dawno przestały reagować na tego typu wydarzenia, pozostawiając je internetowym żartownisiom. Dzisiaj polska waluta ponownie melduje się poniżej poziomu 4,60 zł. Dzieje się tak pomimo oczekiwanych w strefie euro wzrostów stóp procentowych. Proces ten powinien bowiem umacniać euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl