Jeżeli Polski Ład wejdzie w życie to leasingi przestaną się opłacać przedsiębiorcom

Leasing przestanie się opłacać. Polski Ład wykup aut nazywa działaniem na granicy prawa. Przedsiębiorcy: Nie zgadzamy się

Każdy kolejny dzień przynosi doprecyzowanie wiedzy przedsiębiorców dotyczących szczegółów tzw. Polskiego Ładu. Sztandarowy program gospodarczy Prawa i Sprawiedliwości nie znajduje akceptacji wśród przedsiębiorców i zawiera przepisy, które będą generować znaczące obciążenia przedsiębiorców, a w efekcie końcowym najmocniej uderzą w sektor MŚP. – Polski Ład najpierw wydawał się pomysłem niepozbawionym mankamentów, ale z zaletami natury społecznej. Każde kolejne informacje zdobywane przez przedsiębiorców pokazują jednak, że celem nowego systemu opracowanego przez Rząd jest pozyskanie jak największej ilości środków na realizacje programów społecznych i socjalnych. Przedsiębiorców oburzyły plany dotyczące zmian w leasingach, są one działaniem antygospodarczym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Z projektu z dnia 26 lipca 2021 r opisanego w projekcie Polskiego Ładu wynika, że wykupienie auta z leasingu z myślą o odsprzedaży nie będzie już tak korzystne. Jeśli zapisy projektu wejdą w życie, to od 1 stycznia 2022 r. chcąc wykupić auto i przenieść je do majątku prywatnego, trzeba będzie zapłacić podatek dochodowy i VAT. Wydłużony zostanie też okres, w którym sprzedaż pojazdu zostanie obciążona podatkami: z 6 miesięcy do 5 lat. Przedsiębiorcy zapłacą więc nawet kilka tysięcy złotych podatku w momencie wykupu samochodu. Eksperci przyznają, że Polski Ład czyni leasing mniej opłacalnym. To kolejny cios w system zakupy i obsługi samochodów w przedsiębiorstwach.

– Nagle Minister Finansów stwierdził, że prywatny wykup aut poleasingowych jest nieuczciwy, dowiadujemy się, że to działania poza lub na granicy prawa, a firmy stosują agresywną politykę podatkową, czy nadużywają przepisów, nie zgadzamy się z taką retoryką. Kwestie leasingu są kolejnym uderzeniem w przedsiębiorców. Robi się to pod płaszczykiem zmian korzystnych gospodarczo. Korzystnych dla kogo? Na pewno nie dla ludzi, którzy przez lata zachęcani byli do rozliczania samochodów w leasingu – mówi Michał Wojtas, skarbnik i członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  – Organy podatkowe przez lata potwierdzały możliwość wykupu prywatnego samochodów po zakończeniu leasingu. Nigdy przepisy ani nie nakazywały wykupu przedmiotu leasingu na firmę, ani nie zabraniały wykupu prywatnego – dodaje Michał Wojtas.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie od kilku tygodni wspólnie z ekspertami izbowymi analizuje poszczególne zapisy Polskiego Ładu. Ogólna ocena dokumentu jest negatywna. Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk nie można oceniać pozytywnie projektu, który uderza najmocniej w sektor MŚP: – Skala zmian podatkowych w Polskim Ładzie i ilość obciążeń dla sektora MŚP jest druzgocąca. Rozmawialiśmy o tym aktywnie z Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem i podzielamy jego zdanie, że w tym kształcie Polski Ład nie jest programem wspierającym przedsiębiorców. Wręcz przeciwnie – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Izba zachęca przedsiębiorców do udziału w konsultacjach Polskiego Ładu. Zachęcamy także do kontaktu z Rzecznikiem MŚP i do podpisywania petycji , której celem jest zebranie podpisów przeciwko zmianom w podatku liniowym. Petycja zostanie złożona na ręce Prezesa Rady Ministrów oraz Ministra Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej. Pod petycją podpisało się już ponad 25.000 osób. Petycja do podpisu: https://rzecznikmsp.gov.pl/petycja/

iTaxi ze znacznymi wzrostami. Branża przejazdów taxi w Polsce odżyła

30% wzrost liczby kursów w kluczowym segmencie klientów w czerwcu br. vs czerwiec 2020, blisko 1 000 nowych umów biznesowych na usługi taxi, 50 000 użytkowników B2B to wyniki iTaxi w prawie półtora roku po ogłoszeniu w Polsce pandemii. Spółka niedawno zainwestowała we wrocławski Wicar Taxi, a przed nią kolejne przejęcia. Poprawie uległy także wskaźniki finansowe i rentowność firmy.

Po trudnym okresie pandemii, kiedy większość firm przeszła na zdalny tryb pracy, a odgórne zalecenia sprawiły, że potrzeba przemieszczania się została znacznie ograniczona, widać znaczne ożywienie na rynku przejazdów taxi. Polacy znacznie częściej niż rok temu wsiadają do taksówek. W czerwcu br. wzrost liczby wszystkich przejazdów vs czerwiec 2020 wyniósł już 30%. Najszybciej rośnie liczba przejazdów biznesowych. Polacy wrócili do biur, co może potwierdzić liczba umów na usługi taxi, które iTaxi podpisało w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Do grona klientów spółki dołączyło blisko 1 000 nowych firm. Obecnie z usług iTaxi korzysta blisko 50 000 użytkowników biznesowych.

Tak naprawdę pierwsze odmrożenie zauważyliśmy już w kwietniu br., kiedy liczba przejazdów wzrosła o 53% względem tożsamego okresu w zeszłym roku, ale pamiętając o tym, że w kwietniu 2020 nasza gospodarka była zamknięta, czekaliśmy na dane z maja i czerwca. Już dziś mogę powiedzieć, że są one bardzo obiecujące – mówi Andrzej Padziński, dyrektor ds. floty, członek Zarządu iTaxi. – Porównując kwiecień 2020 do danych z czerwca widzimy znaczny wzrost sięgający nawet 230% w segmencie klientów indywidualnych i 70% w segmencie klientów biznesowych. To bardzo optymistyczny prognostyk, tym bardziej, że jak deklaruje większość naszych klientów planują wrócić do pracy w biurach w zdecydowanie większym wymiarze począwszy od września. Wierzę, że kolejne miesiące będą jeszcze lepsze, a już wkrótce rynek nie tylko się ustabilizuje, ale zacznie przyspieszać – i my w tym zamierzamy mieć swój znaczny udział – dodaje.

Okres pandemii był dla nas ogromnym wyzwaniem – wymagał błyskawicznych decyzji i zmian w zakresie funkcjonowania biznesu. Działaliśmy szybko, jak na zwinną organizację przystało – komentuje Jarosław Grabowski, Prezes iTaxi.

iTaxi jako pierwsza firma na rynku w marcu 2020 roku wdrożyła przegrody oddzielające kierowców od pasażerów, zapewniając maksimum bezpieczeństwa obu grupom. W kwietniu spółka nawiązała współpracę na dowóz zakupów z Auchan, z Warsaw Genomics rozwoziła testy na COVID-19, zorganizowała dedykowany transport dla firm, a także była odpowiedzialna za przewozy pasażerów chorych onkologicznie z Fundacji Alivia.

– Dziś mogę stwierdzić, że pomimo tego, że rynek się skurczył my wyszliśmy z tej trudnej sytuacji obronną ręką. Pandemia wymusiła na nas spojrzenie na nasz biznes z innej perspektywy. Zoptymalizowaliśmy wewnętrzne procesy i koszty, co przyczyniło się do lepszej efektywności i w rezultacie – rentowności całej spółki. Nasze wskaźniki finansowe są w bardzo dobrej kondycji. Kontynuujemy naszą strategię zakładającą konsolidację rynku oraz inwestycję w obszar ekologiczny – komentuje Jarosław Grabowski.

Tylko w czerwcu br. iTaxi.pl oraz Wicar Taxi Sp. z o.o. – jeden z liderów rynku taxi na Dolnym Śląsku, działający na terenie Wrocławia i Legnicy, zawarły umowę o strategicznej współpracy. Jej celem jest konsolidacja rynku i oferowanie usług przejazdów taksówkowych w oparciu o jak największą flotę pojazdów prowadzonych przez licencjonowanych kierowców, z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi do zamawiania i raportowania przejazdów.

Już wkrótce iTaxi przekaże informacje o kolejnej inwestycji.

Nie zwalniamy tempa. Włączenie Radio Taxi Barbakan, a następnie Wicar Taxi do struktur naszej spółki to przykłady konsekwentnie realizowanej strategii konsolidacji rynku usług przewozowych, skierowanych do biznesu oraz klientów indywidualnych. Jesteśmy w trakcie zaawansowanych rozmów z kilkoma podmiotami i liczę, że o podpisaniu kolejnych umów poinformujemy niebawem – dodaje Jarosław Grabowski.

Polska w europejskiej czołówce pod względem ilości nowych mieszkań oddanych do użytku

W 2020 roku w Polsce oddano do użytku rekordową liczbę ponad 220 tys. nowych mieszkań. Jak wynika z dziesiątej edycji raportu firmy doradczej Deloitte „Property Index. Overview of European Residential Markets”, w ubiegłym roku za metr kwadratowy mieszkania w naszym kraju trzeba było zapłacić średnio 1 581 euro, a w samej Warszawie ponad 2 233 euro. Najdrożej jest w Austrii, gdzie metr kwadratowy kosztuje średnio 4 457 euro. Ceny mieszkań wzrosły we wszystkich stolicach poza Rzymem. Z uwagi na rosnący popyt, najbliższy czas przyniesie kolejne podwyżki cen.

Raport Deloitte podsumowuje sytuację na rynku nieruchomości mieszkaniowych w 23 krajach Europy oraz Izraelu w 2020 r. Eksperci wskazują, że spowolnienie gospodarcze spowodowane pandemią wywołało inne skutki na rynku mieszkaniowym niż kryzys finansowy w latach 2007-2009. Pomimo niepewności gospodarczej, ceny mieszkań rosły w każdym z analizowanych krajów.

Po początkowym spowolnieniu w realizacji niedawno rozpoczętych projektów i dużej niepewności rynkowej, sektor nieruchomości mieszkaniowych w Polsce szybko się ożywił i powrócił na ścieżkę wzrostu. W 2020 roku w Polsce oddano do użytku rekordową liczbę ponad 220 tys. nowych mieszkań, co oznacza wzrost o 6,7 proc. w ujęciu rocznym. Jednocześnie, w porównaniu do innych państw, polski rynek nieruchomości mieszkaniowych pozostaje w fazie intensywnego wzrostu. Wskaźnik dotyczący istniejących mieszkań na 1000 mieszkańców wynosi 393, podczas gdy średnia europejska to 463 – mówi Dominik Stojek, partner associate, dział doradztwa nieruchomościowego, Deloitte.

Polska zajmuje trzecie miejsce pod względem oddanych do użytku nowych mieszkań w 2020 roku. W rankingu znajduje się za Francją (381 tys.) i Niemcami (306 tys.). Na drugim końcu stawki znalazła się Bośnia i Hercegowina (2,4 tys.). Jednocześnie nad Wisłą oddano do użytku najwięcej mieszkań w przeliczeniu na 1000 mieszkańców – 5,79 mieszkania. Polska jest również w czołówce krajów z największą liczbą mieszkań na 1000 mieszkańców, których budowa rozpoczęła się w 2020 roku (5,85 mieszkania). Dwa pierwsze miejsca zajęły odpowiednio Austria (10,85) i Rumunia (7,52). Deweloperzy alarmują jednak, że taki stan może nie potrwać długo. Ograniczona dostępność działek inwestycyjnych oraz wydłużone procesy administracyjne mogą prowadzić do spadku podaży w przyszłości.

Ceny nadal wysokie

Najwyższą cenę za 1 mkw. mieszkania trzeba zapłacić w Austrii (4 457 euro). W czołówce państw z najwyższymi średnimi cenami znalazły się Francja (4 421 euro/mkw.) i Niemcy (4 100 euro/mkw.) Z kolei najtaniej jest w Bułgarii (578 euro/mkw.) oraz w Bośni i Hercegowinie (881 euro/mkw.).

Najdroższym miastem pod względem ceny za metr kwadratowy mieszkania pozostaje Paryż. W stolicy Francji średnie ceny na rynku pierwotnym w 2020 roku kształtowały się na poziomie ponad 12,9 tys. euro/mkw. Ponad 10 tys. euro/mkw. trzeba zapłacić również w Tel Awiwie.

Ceny mieszkań wzrosły w 2020 roku w prawie wszystkich europejskich stolicach. Wyjątkiem był tylko Rzym, gdzie ceny za metr kwadratowy spadły o 3,11 proc. w porównaniu do 2019 roku. W Polsce średnio za metr mieszkania zapłacimy 1 581 euro. Najdrożej jest w stolicy, gdzie metr kwadratowy kosztuje 2 233 euro, ale niewiele taniej jest w Gdańsku, gdzie średnia cena wyniosła 2 019 euro – mówi Maciej Krasoń, lider sektora nieruchomości i budownictwa w Europie Środkowej.

Biorąc pod uwagę Warszawę i główne miasta regionalne, ceny transakcyjne na rynku pierwotnym wzrosły średnio o 7,5 proc. w ujęciu rocznym, a wśród mieszkań z rynku wtórnego wzrost wyniósł średnio 11,2 proc.

Największą różnicę pomiędzy średnim poziomem cen w największych miastach w porównaniu do średniej krajowej odnotowano w Lizbonie. Cena za metr kwadratowy w stolicy Portugalii jest 3,5 razy wyższa niż średnia krajowa. Dla porównania w Warszawie ten współczynnik wyniósł 1,4.

Własne mieszkanie po kilkunastu latach

Eksperci Deloitte przyjrzeli się temu, jak długo Europejczycy muszą pracować, żeby kupić własne mieszkanie. Najmniej przystępnym krajem w tym przypadku jest Serbia, która po raz pierwszy znalazła się na czele rankingu. Żeby kupić 70-metrowe mieszkanie, trzeba odłożyć średnio 15,2 rocznych pensji brutto. W Polsce potrzeba do tego 7,6 rocznych pensji, co plasuje nas w środku stawki. Natomiast najlepszy stosunek zarobków do ceny zaobserwowano w Irlandii, gdzie na taki zakup wystarczy 3,1 rocznych wynagrodzeń.

Ważnym wskaźnikiem na rynku nieruchomości jest zadłużenie związane z zaciąganiem kredytów hipotecznych i porównaniem ich wolumenu do PKB. Zdolność zaciągania nowych zobowiązań łączy się bezpośrednio z cenami mieszkań.

Poziom zadłużenia różni się znacząco między krajami europejskimi. Można to wyjaśnić udziałem posiadaczy kredytów mieszkaniowych, dojrzałością rynku hipotek i historycznymi zmianami na rynku mieszkań. Państwa o najniższym poziomie zadłużenia, nieprzekraczającym 20 proc. to Rumunia, Węgry oraz Bośnia i Hercegowina. W Polsce wskaźnik ten utrzymuje się na poziomie 35,3 proc. Natomiast Norwegia, Dania i Holandia to kraje, w których zadłużenie przekroczyło 150 proc. – mówi Maciej Krasoń.

W przypadku oprocentowania kredytów mieszkaniowych najniższe zaobserwowano w Portugalii (ok. 1 proc.). W Polsce hipoteki oprocentowane są na poziomie 2,5 proc. Najwyższe oprocentowanie, na poziomie 5,3 proc., oferują banki w Rumunii.

Pandemia widoczna w cenach najmu

Pandemia wpłynęła negatywnie na segment wynajmu. Po latach stabilnego wzrostu, średnie ceny spadły we wszystkich analizowanych miastach w Polsce, z powodu niższego popytu i większej konkurencji pomiędzy właścicielami. W przeliczeniu na euro, spadki wyniosły od 6 proc. w Warszawie do nawet 17 proc. w Krakowie. Pomimo obniżek, to właśnie ceny najmu w Warszawie były najwyższe wśród państw Europy Środkowej i wyniosły średnio 15,1 euro miesięcznie za metr kwadratowy. W Pradze było to 11,5 euro, a w Bratysławie – 10,7 euro.

Najdroższym miastem pod względem cen wynajmu mieszkania w Europie pozostaje Paryż ze średnimi stawkami na poziomie 28,6 euro miesięcznie za metr kwadratowy. W miejscowościach, które dotychczas odnotowywały duży ruch turystyczny, takich jak Barcelona, Budapeszt, Madryt, Praga i Amsterdam, zaobserwowano spadek czynszów. Powodem jest zwiększona podaż mieszkań, które zazwyczaj były przeznaczone na wynajem krótkoterminowy.

Europejczycy coraz częściej decydują się na inwestycję w mieszkania. Pomimo zawirowań na rynku najmu i wciąż rosnących cen lokali, zakup mieszkania jest atrakcyjną alternatywą dla trzymania pieniędzy na rachunkach bankowych, przy praktycznie zerowym lub nawet ujemnym oprocentowaniu i realnym spadku wartości oszczędności po uwzględnieniu inflacji. Wiele krajów zgłasza bezprecedensowe zapotrzebowanie na nowe mieszkania, a w Polsce podobny trend widać zarówno po odpływie oszczędności z systemu bankowego, jak i rekordowym zainteresowaniu kredytami hipotecznymi. Tendencja ta utrzyma się przez cały 2021 rok, co spowoduje kolejne wzrosty cen – podsumowuje Dominik Stojek.

Streaming pogłębia ślad węglowy. Ile CO2 emituje odcinek Twojego ulubionego serialu?

Czy pandemiczne przejście z kin stacjonarnych na streaming online jest eko? Bez wątpienia, mniej dwutlenku węgla emitujemy w domowym zaciszu niż w salach multipleksów, jednak cały maraton ulubionego serialu na Netflixie czy HBO w znacznym stopniu przyczynia się do pogłębiania śladu węglowego. W jaki sposób biznes może przeciwdziałać zmianom klimatu podczas piątkowego wieczoru ze streamingiem w roli głównej?

Digital nie do końca eko

Jak podaje zespół francuskiego think-thanku The Shift Project, środowisko cyfrowe odpowiada za 4 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych i śladu węglowego. Dla porównania, analitycy z Center for Climate and Energy Solutions (C2E2) szacują, że niewiele więcej, bo za 6 proc. emisji odpowiedzialny jest cały sektor leśnictwa. Co ciekawe, przeważająca część szkodliwych efektów ubocznych dystrybucji internetowej to usługi związane z transferem plików wideo (80 proc.). Francuzi idą nawet o krok dalej i według wyliczeń opublikowanych w raporcie “Climate Crisis: The Unsustainable Use of Online Video” z roku 2019 m.in. na pozór niewinne popołudnia z YouTubem przyczyniają się do większych szkód klimatycznych niż całe lotnictwo cywilne (2% światowej emisji).

Ponadto, jeśli nie zmienimy swoich przyzwyczajeń, analitycy The Shift Project przewidują, że do roku 2025 ekosystem streamingowy jest w stanie objąć poziom 8 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych. Think-thank wysuwa tezę, iż kluczem do rozwiązania problemu jest tzw. digital sobriety, czyli “cyfrowa trzeźwość”, która przewiduje m.in. racjonalną politykę energetyczną. Przede wszystkim produkcja sprzętu RTV, takiego jak telewizory oraz smartfony (choć nie tylko) w roku 2017 pochłonęła 45 proc. zapasów prądu przeznaczonych dla środowiska cyfrowego. Doliczając również wykorzystanie baz danych, serwerowni, a także infrastruktury internetowej, oba obszary wykorzystywały 55 proc. energii branży. Głównym winowajcą ponownie jest transfer danych, który według amerykańskiego koncernu Cisco Systems rokrocznie rośnie o 25 proc. na całym świecie.

Streaming zagrozi planecie?

Tak jak w przypadku całego środowiska digital, wpływ streamingu na klimat zależy od dalszych wzrostów przesyłu danych. Na ten moment transfer plików wideo odpowiada za dokładnie 1,76 proc. światowej emisji, spośród których największy udział ma odbiór całych materiałów (60 proc.), a jeden z najmniejszych… połączenia live. Zgadza się, rozmowa na Zoomie była mniej szkodliwa niż dokument na Netflixie. Sama wędrówka plików w 2018 roku przyczyniła się do emisji ponad 300 ton CO2 — w tym 34 proc. śladu węglowego było efektem korzystania z usług VOD. Co za tym idzie, 30 min odbioru treści wideo równa się emisji 1,6 kg CO2. Dla porównania jest to ekwiwalent przejechania prawie 9-km trasy samochodem diesla.

— Dystrybutorzy treści zdają sobie sprawę z ryzyka kolejnych wzrostów przesyłu danych. Niektóre koncerny już teraz deklarują chęć przeciwdziałania efektom swojej działalności, m.in. zmieniając dostawcę prądu na produkty z OZE. W polskich warunkach odbiór całkowicie zielonej energii również jest możliwy, a z tego typu usług mogą korzystać zarówno duże stacje telewizyjne, jak i np. niewielkie zespoły redakcyjne. Całkiem dobrym przykładem jest także YouTube. Coraz więcej twórców buduje naprawdę obiecujące biznesy, które mają ogromny wpływ na młodych widzów. Aby promować postawy ekologiczne wśród najmłodszych, całe kanały mogą przechodzić na prąd z OZE, co w efekcie przełoży się na większą wiarygodność ich marki — ocenia Julia Piątkowska, ekspertka ds. marketingu ekologicznego z Respect Energy.

Netflix z milionową emisją CO2

Przykładem spółki, która chce osiągnąć całkowitą neutralność klimatyczną, jest m.in. Netflix. Według danych koncernu tylko w roku 2020 globalny gigant usług streamingowych przyczynił się do emisji 1,1 mln ton CO2. Jak wyjaśnia dr Emma Stewart, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju Netflixa, połowa tego wskaźnika obejmuje fizyczną produkcję filmów i seriali oraz treści licencjonowanych. Eksperci z brytyjskiego Save on Energy szacują, że tylko trzeci sezon popularnego Stranger Things odtworzono 64 mln razy, co przekłada się na 189 tys. ton dwutlenku węgla. Zespół spółki ma naprawdę sporo do nadrobienia, ponieważ jeszcze w 2017 roku analitycy Greenpeace obliczyli, że zaledwie 17 proc. energii koncernu pochodzi ze źródeł odnawialnych, a aż 30 proc. z węgla.

Na bardzo podobnym poziomie utrzymywało się HBO, a jeszcze gorzej — Hulu. Raport Netflixa “Environmental Social Governance” z roku 2019 pokazuje już znaczną zmianę, ponieważ sami przedstawiciele spółki deklarują wyłączne użycie produktów z OZE w segmencie usług internetowych, jednak ta kategoria nie obejmowała m.in. wysokoemisyjnego utrzymania serwerowni. Jak zaznacza Julia Piątkowska z Respect Energy, krok w stronę źródeł odnawialnych zawsze jest dobrym sygnałem dla odbiorców danego brandu, lecz działania proekologiczne muszą być przede wszystkim szczere i konsekwentnie rozwijane. Ekspertka dodaje, iż w polskich warunkach takie decyzje mogą być odebrane z jeszcze większym entuzjazmem, ponieważ energia z OZE w naszej części kontynentu nie ma tak dużej konkurencji, jak m.in. na Zachodzie.

Tym samym polskie firmy — już niezależnie od branży — są w stanie zagospodarować bardzo mocny trend, który zagwarantuje im znaczną przewagę nad konkurencją. Dla samych klientów jest to bardzo wyraźny sygnał, że ich ulubiona marka jest świadoma globalnych wyzwań, przed którymi stoi szczególnie młodsze pokolenie. Jeśli środowisko internetowe weźmie sobie do serca lekcję serwowaną przez potencjał OZE, już wkrótce będziemy mogli się cieszyć w dużej mierze odświeżoną wersją nie tylko świata cyfrowego, ale również całej planety.

Autor: Julia Piątkowska, ekspertka ds. marketingu ekologicznego z Respect Energy.

Strach wraca na rynki

Pomimo słabszych danych z rynku pracy dolar idzie wyraźnie w górę. W tle wzrost zakażeń koronawirusem i nawrót pandemii w Chinach. To wszystko pcha ceny ropy w górę.

Indeksy koniunktury dla usług

Wczoraj opublikowano indeksy PMI dla usług. Jest to wskaźnik mniej istotny dla rynków walutowych, niż indeksy dla przemysłu, ale wciąż ważny. W przypadku strefy euro wynik nie osiągnął oczekiwanych poziomów, jednak 59,8 pkt to tylko 0,6 pkt poniżej tych oczekiwań. Jest to również obiektywnie bardzo dobry rezultat pokazujący wysoki optymizm co do rozwoju tej branży. Lepiej wypadła za to Wielka Brytania, gdzie wynik był co prawda niższy i wynosił 59,6 pkt, ale znacznie mniejsze były oczekiwania. Dane te mocno pomogły funtowi po raz kolejny zbliżyć się do wielotygodniowych maksimów względem euro.

Niespodzianka za oceanem

Wczoraj opublikowano raport na temat zatrudnienia ADP. Z jednej strony przyrost liczby miejsc pracy o 330 tysięcy to w normalnych czasach rewelacyjny wynik. Z drugiej strony analitycy spodziewali się ponad dwukrotnie większej wartości. Inwestorzy mieli wyraźny problem z interpretacją tego wyniku. Świadczy o tym fakt, że zgodnie z przewidywaniami początkowo mieliśmy do czynienia z dużą przeceną dolara. Potem wraz z lepszym od oczekiwań raportem ISM dla usług rynek poszedł w drugą stronę. W rezultacie dolar jest najsilniejszy względem euro od ponad miesiąca.

Koronawirus przecenia ropę

Rozwój pandemii koronawirusa powoduje, że na rynkach optymizm powoli gaśnie. Powodem jest pojawienie się w oficjalnych statystykach zakażeń w Chinach, które przecież raportowały 0 przez wiele dni. Na rezultat na rynku ropy nie trzeba było długo czekać. W ciągu trzech dni baryłka ropy staniała ze szczytów na poziomie 75 dolarów na 70 dolarów. Jest to bardzo zły sygnał dla złotówki. Bardzo często takie wzrosty ryzyka kończą się negatywnie dla złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Prośbą czy groźbą? Pracodawca (nie) może zmusić do szczepienia?

17 663 125 osób w Polsce (46,07 proc. populacji) w pełni zaszczepiono przeciw COVID-19*. Koronawirusem zakażonych jest obecnie 154 252 Polaków, a 74 265 mieszkańców naszego kraju przebywa na kwarantannie, wynika z danych Ministerstwa Zdrowia (dn. 5.08.2021). Wśród nich znajdują się pracownicy, którzy chorują, mimo że ich przełożeni wzięli sobie do serca wszelkie zalecenia i robią wszystko, by zminimalizować ryzyko zakażenia w swojej organizacji. Nie mogą jednak zmusić kadry do szczepień, bo decyzja o przyjęciu szczepionki należy do pracownika.

Polscy pracodawcy – po starciu z COVID-19 – odrobili lekcję z ochrony pracowników zarówno pod względem formalnym, jak i operacyjnym. W czasie epidemii wprowadzono procedury, opracowano koronawirusowe regulaminy pracy i informowano kadrę o kluczowych zmianach. Przełożeni starali się też jak najlepiej chronić zespół obecny w firmie – badano temperaturę, gwarantowano środki odkażające, maseczki, rękawiczki, zachowywano odległość, ograniczano spotkania bezpośrednie. Ci, którzy mogli wprowadzili – pracę zdalną, jednak przeważająca większość firm nie miała i nadal nie ma takiej możliwości. Przedsiębiorcy zastanawiają się, jak uniknąć kolejnych zakażeń i konsekwencji czwartej fali. Wielu z nich zachęca pracowników do szczepień, część firm rozważa wprowadzenie ich przymusu.

Kazać czy prosić?

Pierwsze szczepienie ma za sobą 18 469 353 Polaków, drugie – 16 232 353 osób. Biorąc pod uwagę płeć, więcej dawek przyjęły kobiety – 18 592 000, mężczyźni – 16 027 000. Wielu mieszkańców naszego kraju szczepienie odkłada na później, inni wahają się lub nie chcą tego robić. Dyskusja o tym, jak przekonać ich do szczepień trwa. Pojawia się wiele pomysłów, w tym przymusowe szczepienia dla pracowników budzące wiele emocji, zarówno wśród pracodawców, jak i pracowników, którzy nadal mają sporo wątpliwości dotyczących obowiązkowego szczepienia na COVID-19.

– Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie, jednak – póki co – pracodawca nie ma możliwości wymuszenia na pracowniku, aby ten się zaszczepił. W Polsce szczepienie jest dobrowolne. Co potwierdza m.in. katalog szczepień obowiązkowych zawarty w rozporządzeniu Ministra Zdrowia, w którym nie wymienia się szczepienia na koronawirusa jako obowiązkowe – mówi Izabela Lubińska, Kierownik Działu Kadr i Płac w Grupie Progres. – Co więcej, kodeks pracy wskazuje, że jednym z głównych obowiązków pracodawcy jest zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy oraz dbanie o życie i zdrowie pracowników (art. 207 KP). Mogłoby to sugerować, że pracodawca ma szeroki katalog uprawnień, jednak w dalszym ciągu jest ograniczony obowiązującymi przepisami, które na tę chwilę nie dają możliwości traktowania szczepienia na COVID-19 jako obowiązkowe. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby pracodawca zachęcał zatrudnionych oraz kandydatów do szczepień, a w dalszej kolejności umożliwiał im to poprzez np. przyznanie dodatkowego czasu wolnego lub benefitów – podkreśla.

Furtka do kar za odmowę szczepienia?

Na mocy aktualnie obowiązujących przepisów nie ma możliwości zwolnienia pracownika, jak też obniżenia mu etatu tylko ze względu na fakt, że nie poddał się szczepieniu. Takie postępowanie mogłoby zostać potraktowane jako przejaw dyskryminacji. Podobnie, nie można nakładać na zespół kar porządkowych w związku z odmową szczepienia. Jednak, zarówno pracodawcy, jak i pracownicy powinni być czujni, bo nie są wykluczane regulacje legislacyjne w tej sprawie. Może też dojść do sytuacji, w której pracodawca podejmie decyzję o przeniesieniu nieszczepionego pracownika na inne stanowisko – zmniejszające ryzyko zakażenia pozostałych zatrudnionych. Powoła się przy tym na aktualne przepisy związane z ochroną zdrowia innych pracowników oraz zasadami BHP. Jeśli takiego stanowiska nie będzie w stanie zapewnić to dalsze pełnienie obowiązków – przez niezaszczepionego pracownika ­– w danej firmie, może okazać się niemożliwe i doprowadzić do rozwiązania z nim umowy o pracę.

– Pracownicy – chcący się szczepić – upatrują w tym działaniu szansę na powrót do „normalności” oraz zapewnienie sobie komfortu psychicznego, wynikającego z przekonania o braku ryzyka zachorowania. Oczywiście jest też spora grupa sceptyków, których trudno przekonać do podjęcia decyzji o szczepieniu przeciw COVID-19 – mówi Kierownik Działu Kadr i Płac w Grupie Progres. – Firmy odrobiły lekcje z przygotowania procedur i przestrzegania obostrzeń, jednak w wielu organizacjach nadal brakuje skutecznych programów, a także akcji edukacyjnych promujących szczepienia na koronawirusa oraz wyjaśniających sens tego działania. Z pewnością pozwoliłyby one na rozwianie wszelkich wątpliwości i dostarczyły pracodawcom argumentów przekonujących i zachęcających pracowników do szczepienia przeciwko COVID-19. Takie działanie z pewnością przyniosłoby więcej korzyści niż kary, nakazy, groźby i szukanie luk w przepisach otwierających furtkę do ich obchodzenia i zmuszania pracowników do szczepienia, którego oni się obawiają lub któremu są przeciwni – podsumowuje Izabela Lubińska.

—————–

W informacji wykorzystano dane ministerstwa Zdrowia z dn. 5.08.2021.

*w pełni zaszczepionych (szczepionką J&J i 2 dawką pozostałych preparatów)

Popyt na złoto ma się dobrze – analiza globalnego rynku złota w II kwartale 2021 roku

Złoto to pewna inwestycja w niepewnym czasie. Kiedy świat wciąż obawia się kolejnych fal związanych z pandemią koronawirusa, cena kruszcu utrzymuje się wysoko, a inwestorzy i banki nadal decydują się ulokować swój kapitał właśnie w tym kruszcu. Popyt na złoto (bez OTC) w II kwartale br. był praktycznie na poziomie II kwartału 2020 r. i wyniósł 955,1 t (-1%), natomiast w I półroczu br. zanotował spadek o 10% – wynika z raportu Gold Demand Trends 2Q 2021. Co istotne, w ujęciu wartościowym inwestycje w złote sztabki i monety w I półroczu wzrosły o 60%, tym samym osiągając najwyższy od ośmiu lat poziom 34 miliardów USD!

Jak się masz złoto?

W II kwartale br. zapotrzebowanie na złoto kształtowało się na podobnym poziomie jak rok temu. Trend ten potwierdzają dane sprzedażowe za lipiec br. firmy Tavex, które również utrzymały się na tym samym poziomie co rok temu – 16 tysięcy uncji złota (ponad 110 milionów złotych).

Cena złota w dolarach amerykańskich wynosiła średnio 1 816,5 USD/oz w II kwartale br. – daje to wynik o 6% większy niż w analogicznym okresie rok temu. W ciągu kwartału cena wzrosła o 4,3%, zyskując wsparcie napływu ETF i długiej pozycji netto.

Warto zwrócić uwagę na inwestycje w sztabki i monety, które odnotowały w II kwartale br. wzrost o 56% r/r. Co ciekawe, jest to już czwarty kwartał z rzędu, w którym zaobserwować można znaczący wzrost wyników tym zakresie.

Analizując najnowsze wyniki Gold Demand Trends 2Q 2021 warto zaznaczyć, że pierwsza połowa ubiegłego roku wygenerowała bardzo wysokie wartości z uwagi na rozpędzającą się pandemię COVID-19. Chociaż od tamtej pory popyt na złoto nieco spadł, warto, aby inwestorzy spojrzeli szerzej na obecne wyniki. Sprzedaż na rynku inwestycyjnym obecnie podyktowana jest przez korektę rekordowych wpływów z zeszłego roku, która jest stałym elementem wszystkich rynków – tłumaczy Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Biżuteria i technologia w parze?

Popyt na biżuterię w II kwartale br. nadal stara się odbić po gorszym okresie w 2020 r. Miniony kwartał potwierdza jednak, że po wyjątkowo trudnym I i II kwartale 2020 roku, popyt na złotą biżuterię sukcesywnie odrabiał straty. W II kwartale br. wyniósł on 390,7 ton. Natomiast w I półroczu 873,7 t. Jest to wynik o 17% niższy od średniej z lat 2015-2019.

Podobna sytuacja jest również w przypadku popytu na złoto generowanego przez sektor technologiczny. W analizowanym okresie zapotrzebowanie na królewski kruszec w technologii wzrosło o 18% r/r do 80 ton. Popyt na elektronikę – kluczowy składnik całokształtu popytu na złoto ze strony sektora technologicznego – odnotował 16% wzrost r/r do 66,3 ton. Warto również wspomnieć wzroście w przypadku zapotrzebowania na kruszec w stomatologii. Wyniósł on – w ujęciu rok do roku od 2004 roku – 12%, (+2,9 tony).

Czy Polacy chcą inwestować?

Wzrost w II kwartale br. widać także patrząc na procent osób, które decydują się inwestować zaoszczędzone pieniądze. W pierwszym kwartale br. 26% respondentów badania firmy Tavex zdecydowało się na pomnożenie swoich środków finansowych, natomiast w drugim już 30,5%. Choć wynik jest niewiele większy, może to być dobra prognoza na przyszłość i znak, że Polacy coraz częściej mają odwagę inwestować.

Wyniki z tego kwartału są najlepszym potwierdzeniem, że świadomość Polaków w zakresie inwestowania wzrasta. Na początku roku sporą przewagę miały lokaty (41,5%). Natomiast w drugim kwartale inwestycje w lokaty zadeklarowało już tylko 32,1%. Wzrosło za to zainteresowanie innymi aktywami. Inwestorzy postawili na fundusze inwestycje (28,7%), złoto (22,6%) oraz nieruchomości (22,3%) – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Szczyt klimatyczny w Szkocji – czy będzie przełomowy?

To już 26 raz, kiedy wszystkie państwa świata spotkają się na szczycie klimatycznym. Tym razem odbędzie się on w Szkocji, a jego głównym celem będzie uzgodnienie kolejnych elementów kompromisu klimatycznego z roku 2015 – który zakłada m.in. zmniejszenie emisji CO2 oraz innych gazów cieplarnianych. Prognozy co do tegorocznego szczytu klimatycznego są obiecujące, a samo wydarzenie może okazać się przełomowe. Mimo, że sytuacja ekologiczna stale ulega pogorszeniu, a brak szybkiej reakcji i zaangażowania jak największej liczby państw tylko przyspiesza ten proces – to organizacje takie jak UN Global Compact przekonują, że osiągnięcie neutralności klimatycznej jest możliwe dzięki wdrożeniu ambitniejszych celów i wszczęciu konkretnych działań stopniowo zmniejszających negatywne skutki globalnego ocieplenia. Ponadto ważnym z perspektywy Polski jest fakt, że jednym z tematów zapowiedzianych przez Prezydenta COP26, Alokma Sharma, będzie powrót do koncepcji globalnej edukacji ekologicznej, która z pewnością pomoże politykom w podejmowaniu odważniejszych decyzji i tworzeniu reform – a to przybliży poszczególne państwa do osiągnięcia neutralności klimatycznej.

– Kierunkowo zmierzamy do zmniejszenia emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych, tak aby temperatury nie wzrosły powyżej 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu do początku epoki przemysłowej – powiedział Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact w Polsce. – Nieustająco trwa walka o to, by spotkanie zakończyło się sukcesem. Poszczególne państwa szykują sprawozdania z tego, co udało się im wprowadzić. Przy okazji prezentują swoje polityki w zakresie tego, co się wydarzy w perspektywie kilku następnych lat. Walka toczy się zatem o to, by jak najdłuższa lista krajów była w gronie państw neutralnych klimatycznie. Na razie przegrywamy ten wyścig. Temperatury rosną, a niezbędną rzeczą na najbliższym szczycie klimatycznym w Szkocji jest ustalenie ambitniejszych celów pośrednich, które doprowadzą do neutralności klimatycznej. Zatem należy przyśpieszyć prace. Spotkanie, które zwołał w kwietniu tego roku Joe Biden, było jednym z lepszych prognostyków – więc należy oczekiwać, że szczyt klimatyczny w Szkocji będzie przełomowy. Wszystko to za sprawą zapowiedzi rządów Japonii, Stanów Zjednoczonych i Kanady – są one bardzo obiecujące. Poza tym Prezydent COP26 zapowiedział, że jednym z poruszanych tematów będzie sytuacja globalnej edukacji klimatycznej. UN Global Compact przypomina, że kwestia edukacji klimatycznej w Polsce zmierza w dobrym kierunku, a planowany na 15 lipca Okrągły Stół dla edukacji klimatycznej pozwoli uzgodnić wprowadzenie takiego przedmiotu do szkół w roku 2023 – podkreśla Wyszkowski.

Hiszpania, wprowadzając zaostrzone przepisy o zwalczaniu oszustw podatkowych i unikaniu opodatkowania dotyczące zagranicznych rachunków bankowych i majątku lokowanego za granicą, naruszyła prawo UE

Sprawa dotyczy skargi Komisji Europejskiej wniesionej przeciw Hiszpanii o stwierdzenie uchybienia przez nią zobowiązaniom państwa członkowskiego poprzez wprowadzenie w 2012 r. przepisów podatkowych w celu zwalczania oszustw podatkowych i unikania opodatkowania w odniesieniu do majątku znajdującego się poza terytorium Hiszpanii. W opinii z 15 lipca 2021 r. Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE potwierdził te zarzuty. Nakładane na podatników przez hiszpańskie władze sankcje i kary za niedopełnienie obowiązków informacyjnych w zakresie zagranicznych rachunków bankowych i lokowanych za granicą aktywów jest niezgodne z Traktatem o Funkcjonowaniu UE oraz Porozumieniem o Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Surowe sankcje za niedopełnienie obowiązków informacyjnych dot. kont zagranicznych

Wniesiona przez Komisję Europejską skarga o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego dotyczy przepisów podatkowych wprowadzonych w 2012 r. przez Królestwo Hiszpanii. Obejmują one z jednej strony obowiązek zgłoszenia przez rezydentów podatkowych w Hiszpanii niektórych swoich aktywów i praw znajdujących się za granicą (obowiązek ten jest realizowany w Hiszpanii za pomocą formularza 720), a z drugiej szereg konsekwencji związanych z nieprzestrzeganiem tego obowiązku. Konsekwencje te obejmują po pierwsze uznanie aktywów za nieudokumentowane zyski kapitałowe i włączenie ich do ogólnej podstawy opodatkowania, niezależnie od daty nabycia danych aktywów; po drugie nałożenie proporcjonalnej grzywny w wysokości 150% ich wartości; oraz po trzecie nałożenie grzywien o stałej wysokości.

Nieproporcjonalne ograniczenia

Komisja Europejska stwierdziła, że te trzy konsekwencje i warunki ich stosowania stanowią nieproporcjonalne ograniczenia, które naruszają kilka swobód przepływu ustanowionych w Traktacie o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) i w Porozumieniu o Europejskim Obszarze Gospodarczym (EOG), w szczególności swobodny przepływ kapitału (art. 63 TFUE i art. 40 Porozumienia EOG). Zdaniem Komisji nieproporcjonalny charakter wynika z faktu, że wszystkie trzy konsekwencje bardzo surowo penalizują niewykonanie przez podatnika obowiązku przekazania informacji do odpowiednich organów, nie uwzględniając faktu, że hiszpańskie organy podatkowe dysponują już lub mają możliwość dysponowania odpowiednimi informacjami w ramach systemu wymiany informacji w dziedzinie opodatkowania ustanowionego dyrektywą 2011/16/UE, zmienioną dyrektywą 2014/107/UE (dyrektywa 2011/16). W związku z tym KE w swojej skardze do TSUE wniosła o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego przez Hiszpanię poprzez ustanowienie tych trzech sankcji dla podatników.

Wezwaniem do usunięcia uchybienia z dnia 20 listopada 2015 r. Komisja ostrzegła władze hiszpańskie przed możliwą niezgodnością z prawem UE niektórych aspektów związanych z obowiązkiem deklarowania aktywów i praw położonych za granicą za pośrednictwem formularza 720. Zgodnie z analizą Komisji konsekwencje nieprzestrzegania tego obowiązku oraz szczególnego systemu kar mogłyby być nieproporcjonalne do celów, jakie miały realizować hiszpańskie przepisy.

Komisja Europejska zaskarżyła surowe przepisy podatkowe

Po odpowiedzi władz hiszpańskich z dnia 29 lutego 2016 r., w której zaprzeczyły one istnieniu jakiejkolwiek niezgodności zakwestionowanych przez KE przepisów z prawem UE, Komisja wydała 15 lutego 2017 r. opinię, w której zasadniczo podtrzymała stanowisko przekazane w piśmie z 20 listopada 2015 r. W pismach z dnia 12 kwietnia 2017 r. i 31 maja 2019 r. władze hiszpańskie udzieliły odpowiedzi. Uznając je za niezadowalające, Komisja wniosła 23 października 2019 r. do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, zwracając się do Trybunału o uznanie, że Królestwo Hiszpanii uchybiło zobowiązaniom ciążącym na nim na mocy TFUE oraz porozumienia EOG:

  • poprzez ustanowienie sankcji za niedopełnienie obowiązku zgłoszenia aktywów i praw położonych za granicą lub za spóźnienie się ze złożeniem formularza 720, a to skutkuje zakwalifikowaniem takich aktywów jako nieudokumentowanych zysków kapitałowych, co do których rozliczenia nie podlegają przedawnieniu;
  • poprzez automatyczne nakładanie na podatnika proporcjonalnej kary finansowej w wysokości 150% w przypadku niedopełnienia obowiązku sprawozdawczego w odniesieniu do aktywów i praw położonych za granicą lub za spóźnienie się ze złożeniem formularza 720;
  • poprzez stosowanie stałych kar finansowych za niedopełnienie obowiązku sprawozdawczego w odniesieniu do aktywów i praw za granicą lub za spóźnione złożenie formularza 720, których wysokość jest wyższa niż kary przewidziane w ogólnym systemie za podobne przestępstwa.

Niedopuszczalne grzywny i sankcje

W wydanej 15 lipca 2021 r. opinii Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Henrik Saugmandsgaard OE zalecił, przychylając się niemal w całości do zarzutów skargi, aby Trybunał Sprawiedliwości stwierdził, iż Królestwo Hiszpanii uchybiło zobowiązaniom, które na nim ciążą na mocy art. 63 TFUE i art. 40 Porozumienia o Europejskim Obszarze Gospodarczym:

  • stanowiąc, że niedopełnienie obowiązku przekazania informacji dotyczących nowych rachunków bankowych prowadzonych za granicą lub spóźnione złożenie formularza 720 powoduje zakwalifikowanie tych aktywów jako nieudokumentowanych zysków kapitałowych, niezależnie od daty nabycia danych aktywów;
  • poprzez nałożenie proporcjonalnej grzywny w wysokości 150%, mającej zastosowanie w przypadku niedopełnienia obowiązku sprawozdawczego w odniesieniu do nowych zagranicznych rachunków bankowych lub spóźnionego złożenia formularza 720, niezależnie od daty nabycia odpowiednich aktywów;
  • poprzez nakładanie, w przypadku niedopełnienia obowiązku zgłoszenia aktywów i praw za granicą lub spóźnionego złożenia formularza 720, stałych grzywien, surowszych niż kary przewidziane w ogólnym systemie kar za podobne przestępstwa.

Fiskus nie może przekraczać ustanowionych traktatami granic

Opinia Rzecznika Generalnego TSUE potwierdza, że hiszpańskie sankcje ustanowione pod szumnym hasłem przeciwdziałania oszustwom podatkowym i unikaniu opodatkowania, a uderzające w podatników lokujących majątek za granicą, otwierających zagraniczne konta, nakładane były w sposób niesprawiedliwy i nieproporcjonalny. To rozstrzygnięcie jest równie ważne dla polskich podatników, bo nie tylko hiszpańskie, ale i polskie organy podatkowe nie mogą przekraczać granic dopuszczalnej ingerencji w gwarantowane traktatami i umowami międzynarodowymi swobody, w tym swobodę przepływu kapitału, tłumacząc swe represyjne wobec podatników działania potrzebą uszczelnienia systemu podatkowego.

Opinia Rzecznika Generalnego TSUE z 15 lipca w sprawie C-788/19, Komisja Europejska przeciwko Hiszpanii

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Holenderska firma technologiczna Xebia Group ogłasza wezwanie na skup 100% akcji PGS Software

Holenderska firma technologiczna Xebia Group, poprzez Xebia Consultancy Services B.V. („Xebia”), ogłosiła wezwanie na wszystkie akcje PGS Software. Cena akcji w wezwaniu została ustalona na 15,75 zł. Jednocześnie Wzywający zawarł umowę z akcjonariuszami reprezentującymi ponad 64 proc. akcji i 75 proc. głosów na Walnym Zgromadzeniu, zgodnie z którą sprzedadzą oni wszystkie posiadane akcie po cenie 14,30 zł. Celem wzywającego jest wycofanie spółki z giełdy i jej dalszy rozwój w ramach własnej grupy kapitałowej. Xebia Group jest wspierana przez fundusz Waterland Private Equity Investments („Waterland”).

W dniu 5 sierpnia 2021 r. Xebia zawarła Umowę w sprawie wezwania z Infinitas FIZAN oraz Presto FIZAN, największymi akcjonariuszami PGS Software, których beneficjentami są założyciele informatycznej spółki: Wojciech Gurgul – prezes zarządu oraz Paweł Gurgul – przewodniczący rady nadzorczej. Łącznie reprezentują oni 64,16 proc. liczby akcji w kapitale zakładowym oraz 75,15 proc. ogólnej liczby głosów w PGS Software. Zgodnie z umową, najwięksi akcjonariusze są bezwarunkowo i nieodwołalnie zobowiązani do odpowiedzi na ogłoszone wezwanie, przy czym ustalona cena sprzedawanych przez nich akcji wyniesie 14,30 zł za jedną akcję.

Zapisy na sprzedaż akcji będą przyjmowane od 26 sierpnia do 29 września 2021 r. Cena w wezwaniu stanowi 8,1% względem średniego kursu akcji ważonego wolumenem obrotu za 6 miesięcy, 0,3% premię względem średniego kursu akcji ważonego wolumenem obrotu za 3 miesiące oraz 17,5% względem kursu zamknięcia akcji w dniu 10 marca 2021 roku, w którym to dniu po sesji PGS Software podała do publicznej wiadomości informację o rozpoczęciu przeglądu opcji strategicznych. Inwestor posiadający akcje PGS Software, może odpowiedzieć na wezwanie w biurze maklerskim, które prowadzi jego rachunek papierów wartościowych. Wezwanie dojdzie do skutku, jeśli inwestorzy złożą zapisy na akcje dające prawo do co najmniej 66 proc. ogólnej liczby głosów w PGS Software oraz zostaną spełnione warunki o charakterze korporacyjnym, obejmujące m.in. zmiany w składzie rady nadzorczej, a także jeśli dojdzie do zawarcia przez Xebia i PGS Software umowy o współpracy strategicznej. Celem wzywającego jest wycofanie spółki z giełdy. W przypadku osiągnięcia w wyniku Wezwania progu przynajmniej 95 proc. ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykupu akcji należących do akcjonariuszy mniejszościowych Spółki.

– Xebia ma ambicję zbudowania wiodącej na świecie firmy w obszarze cyfrowej transformacji. Jako firma i profesjonaliści chcemy być autorytetem w każdym obszarze naszej działalności. Cieszymy się, że niedługo możemy mieć szansę powitać zespół PGS Software na pokładzie, aby wspólnie pracować nad realizacją tego celu. – komentuje Anand Sahay, co-CEO Xebia.

PGS Software to spółka informatyczna oferująca usługi z dziedziny tworzenia oprogramowania oraz outsourcingu IT. Jej klienci to przede wszystkim zagraniczne przedsiębiorstwa z Wielkiej Brytanii, krajów skandynawskich oraz Niemiec. Spółka była notowana od listopada 2008 na prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych rynku NewConnect. W 2016 roku zadebiutowała na Głównym Rynku warszawskiej giełdy. 10 marca br. PGS Software ogłosiła przegląd opcji strategicznych, kurs zamknięcia notowań dzień wcześniej wyniósł 13,45 zł za jedną akcję.

– Jesteśmy pod wrażeniem dotychczasowych sukcesów PGS Software. Zespół wyróżnia się umiejętnościami technicznymi i posiadaniem certyfikacji na wszystkich głównych platformach chmurowych. Doceniamy też dotychczasową, bardzo dobrą pracę wykonaną dla klientów. – mówi Andrew de la Haije, co-CEO Xebia Consultancy Services.

Celem Wzywającego jest realizacja długoterminowego planu połączenia działalności i współpracy Grupy Xebia i PGS Software w ramach jednej grupy. Bazy klientów Xebia i PGS Software uzupełniają się geograficznie i produktowo. Bliższa współpraca obu podmiotów przyniesie korzyści  poprzez rozszerzenie zakresu oferowanych usług oraz kompetencji zespołu, wymianę doświadczeń pomiędzy zespołami, a także większe możliwości nauki i rozwoju osobistego dla członków obu zespołów.

Na rynku kredytów i pożyczek nie ma już śladu po pandemii – BIK podsumował pierwsze półrocze 2021 r.

Padła historyczna wartość zadłużenia w hipotekach – przekroczyła 500 mld zł. Akcja kredytowa kwitnie – stymuluje ją finansowanie na wysokie kwoty. Z danych BIK po pierwszych sześciu miesiącach 2021 r. wynika, że ponad 25% wartości sprzedaży kredytów mieszkaniowych stanowią kredyty udzielone na kwoty powyżej 500 tys. zł, a prawie 45% kredytów gotówkowych – na ponad 50 tys. zł. BIK dokonuje analizy, co jest motorem napędzającym Polaków do finansowania swoich potrzeb konsumenckich. Prezes Zarządu BIK, dr Mariusz Cholewa zwraca uwagę na czynniki determinujące optymistyczne prognozy na rynku kredytowym w drugim półroczu 2021 roku.

Za nami pierwsze sześć miesięcy 2021 r., a wraz z nimi – więcej kredytów udzielonych zarówno w liczbie, jak i wartości. Panuje hossa we wszystkich produktach kredytowych, porównując do pierwszego półrocza 2020 r., a w dużym stopniu także w relacji do okresu sprzed pandemii.

W I półroczu br. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 1 468,4 tys. kredytów gotówkowych (+14,2%) na kwotę 32,1 mld zł (+25,9%) oraz 1 733,9 tys. kredytów ratalnych (+7,6%) na kwotę 8,06 mld zł (+27,6%). Zaciągnięto 132,3 tys. (+22,7%) kredytów mieszkaniowych na kwotę 41,66 mld zł (+32,7%).

Nad sektorem kredytów i pożyczek już nie ciąży widmo pandemii

– Pierwsze półrocze 2021 r. zakończyło się wysokim odbiciem sprzedaży wszystkich rodzajów kredytów. W analizach BIK sięgamy do okresu sprzed pandemii. Oceniamy, że rynek kredytowy nie „tylko” wyszedł na prostą, ale urósł. Widzimy rekordowe dynamiki w kredytach mieszkaniowych na niespotykaną dotychczas skalę. Obserwujemy także wysokie odbicie w kredytach ratalnych. Jedynie kredyty gotówkowe nie powróciły do stanu z 2019 r. ani w ujęciu wartościowym ani liczbowym – mają się bardzo dobrze, choć nadal odrabiają straty z pandemii. Obserwowane wzrosty mają wspólny mianownik – wszystkie kredyty zaciągane są na długie okresy finansowania oraz na wysokie kwoty – wyjaśnia dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK.

Łączne zadłużenie gospodarstw domowych na koniec czerwca 2021 r. z tytułu wszystkich produktów kredytowych, limitów i pożyczek pozabankowych wyniosło 712 mld zł. Na wzrost portfela kredytowego mają istotny wpływ kredyty mieszkaniowe, które wyraźnie dominują w strukturze, stanowiąc 70% wartości całego portfela.

Czym spowodowane jest tempo wzrostu w kredytach mieszkaniowych. Jakie ryzyko może nieść za sobą tak wysoka dynamika w tym segmencie?

– Utrzymuje się zainteresowanie kredytowaniem nieruchomości. Jesteśmy świadkami rekordowych wyników – wartość zadłużenia hipotecznego przekroczyła w czerwcu 2021 r. 500 mld zł i jest najwyższa w historii. Wpływ na ten wynik mają niewątpliwie czynniki popytowe. Polskie gospodarstwa domowe finansują potrzeby mieszkaniowe korzystając z długoterminowego kredytu mieszkaniowego, udzielanego na wysokie kwoty. Jedną czwartą wartości sprzedaży hipotek w I półroczu 2021 r. stanowi finansowanie na kwotę wyższą niż 500 tys. zł, podczas gdy kredyty do 150 tys. zł. stanowią tylko 5,7%. Sprzedaż kredytów powyżej 500 tys. zł wzrosła w okresie I półrocza br. o 68% w porównaniu do I półrocza 2020 r. przy średnim wzroście na poziomie 22,7% – mówi dr Cholewa.

Rosnące ceny nieruchomości windują średnie kwoty zaciąganych kredytów, a tym samym przyczyniają się do wysokich wzrostów sprzedaży

– Na ocenę sytuacji kredytów mieszkaniowych wpływ ma kilka czynników. Wśród nich duże znaczenie ma stosunkowo łatwa dostępność, wyrażająca się w złagodzeniu kryteriów przyznawania kredytów przez banki. Do finansowania zakupów nieruchomości skłania ponadto środowisko utrzymujących się nadal niskich stóp procentowych, które jednocześnie nie zachęca do utrzymywania oszczędności na depozytach bankowych.

– Tak wysokie odczyty w hipotekach to także konsekwencja wzrostu cen na polskim rynku nieruchomości. W relacji maj 2021 r. do maja 2020 r. wzrósł koszt zakupu powierzchni użytkowej mieszkania (PUM) o 6,5%, co jest zdeterminowane m.in. wzrostem cen materiałów budowlanych. W efekcie aż o 17,8% wzrosła r/r wysokość średniej kwoty udzielonego kredytu mieszkaniowego, która w czerwcu 2021 r. osiągnęła 318 tys. zł – wyjaśnia prezes BIK.

– BIK od lat obserwuje, że ryzyko wysokokwotowych kredytów jest wyższe niż kredytów na niższe kwoty. Banki bardzo dokładnie analizują zdolność i wiarygodność kredytobiorców, w szczególności przy kredytach wysokokwotowych. Z pespektywy kredytobiorców i w trosce o bezpieczeństwo ekonomiczne gospodarstw domowych warto zaznaczyć, że w przyszłości stopy procentowe z dużym prawdopodobieństwem będą rosnąć, a wraz z nimi oprocentowanie zobowiązań i rata kredytu, zwłaszcza kredytów wysokokwotowych – przestrzega prezes BIK.

Hossa w kredytach wysokokwotowych gotówkowych i ratalnych

Szybko przybywa kredytów udzielanych na wysokie wartości, a równocześnie znacząco spada sprzedaż kredytów na niskie kwoty. To zjawisko jest cechą charakterystyczną całej akcji kredytowej I półrocza 2021 r. Dotyczy także kredytów gotówkowych i ratalnych.

– W systemie zakupów ratalnych obecnie nabywane są droższe dobra trwałego użytku. Na raty kupują np. droższy sprzęt AGD, elektronikę, meble i inne wyposażenie wnętrz oraz droższe samochody. Ta forma finansowania jest także atrakcyjna dla zamożniejszych gospodarstw domowych, które chętnie korzystają z kredytów ratalnych przy zerowym poziomie RSSO. Kredyty powyżej 10 tys. zł stanowią prawie 45% wartości wszystkich kredytów ratalnych udzielonych w I półroczu br. przy jedynie 2,3% udziale kredytów do 1 tys. zł. Warto także zwrócić uwagę na odmienną dynamikę – liczba kredytów powyżej 10 tys. zł wzrosła o ponad 55% a kredytów do 1 tys. zł spadła o ponad 6%.

– Odwrócił się trend polityki kredytowej z okresu pandemii, wyrażającej się bardzo dużą ostrożnością banków w udzielaniu kredytów gotówkowych, w szczególności na wyższe kwoty. Aż 44% wartości sprzedaży w I półroczu 2021 r. to kredyty na kwoty powyżej 50 tys. zł, podczas gdy kredyty do 5 tys. zł stanowią tylko 3,7%. Sprzyjają temu zarówno niskie stopy procentowe, rosnące dochody kredytobiorców, jak też ogólna poprawa nastrojów konsumenckich. Polacy posiłkują się kredytami gotówkowymi realizując w ten sposób swoje potrzeby remontowe, finansują zakup samochodów z rynku wtórnego, a także wyjazdy wakacyjne. Zjawisko to dobrze ilustruje również wysoki, prawie 40% procentowy wzrost liczby udzielonych kredytów na kwoty powyżej 50 tys. zł przy średniej na poziomie 14,2% – wymienia prezes Cholewa.

Rynek pożyczek pozabankowych, po pandemicznej zapaści, wraca do normalności

– Pożyczki pozabankowe, podobnie jak rynek kredytów bankowych, pozytywnie zaskoczył w I półroczu br. Przejawem tego jest nie tylko wyhamowanie dużych spadków z 2020 r., ale wyraźny wzrost sprzedaży w porównaniu do 2020 r. Co więcej, w ujęciu liczbowym praktycznie wrócił do poziomu z 2019 r., natomiast w ujęciu wartościowym ma jeszcze dystans do nadrobienia.

Popyt na kredyty dla mikroprzedsiębiorców nie wrócił do poziomu sprzed pandemii

Dzięki pomocy finansowej uzyskanej przez przedsiębiorców w pierwszym okresie pandemii, ich potrzeby i zainteresowanie kredytami spadły. W konsekwencji w I półroczu 2021r. złożono mniej wniosków o kredyty dla mikrofirm w porównaniu do 2019 r. Akcja kredytowa nie powróciła więc do poziomu sprzed pandemii. Jednak rynek odbudował się w stosunku do I półrocza 2020 r. Wartościowo akcja kredytowa wzrosła o 17,9%, a liczbowo o 12,5%. Portfel kredytowy dla mikroprzedsiębiorstw wzrósł do kwoty 105,8 mld zł. W strukturze nadal dominują kredyty inwestycyjne z udziałem 40%.

– Pomimo obaw z początku pandemii, jakość portfela kredytów dla mikroprzedsiebiorców pogorszyła się tylko nieznacznie, nawet w przypadku sektora usługowego i handlowego, najbardziej dotkniętych lockdownem. Przyczyniły się do tego zarówno moratoria bankowe, jak i pomoc publiczna. Ciekawa jest sytuacja firm z sektora budowlanego, które nie były dotknięte ograniczeniami aktywności gospodarczej w I okresie pandemii. Jakość kredytów z branży budowlanej wręcz poprawiła się – komentuje prezes BIK.

Czy według BIK, jesienna fala pandemii to czynnik, który może osłabić lub wpłynąć na rynek kredytów w Polsce?

Ewentualna jesienna fala pandemii COVID-19 może ponownie wpłynąć na ograniczenia aktywności gospodarczej, a tym samym spowodować spadek zainteresowania kredytami ze strony potencjalnych kredytobiorców oraz zwiększyć ostrożność banków w ich udzielaniu.

– Popytowi na kredyt sprzyja bowiem stabilizacja i bezpieczeństwo ekonomiczne. W przypadku niepewności co do przyszłej sytuacji pandemicznej, część potencjalnych kredytobiorców może zrezygnować z zaciągania nowych kredytów. Banki z pewnością będą się przyglądać jakości spłacanych kredytów, szczególnie wysokokwotowych, skupią uwagę na wymogach regulacyjnych. Można jednak przyjąć, że wiele dziedzin gospodarki nauczyło się już funkcjonować w zmiennych warunkach pandemii, co sprzyja pozytywnemu scenariuszowi na przyszłość.

BIK zakłada optymistyczne prognozy na drugie półrocze 2021 r.

– Nasze prognozy z początku roku zakładały wysokie wzrosty akcji kredytowej dopiero w II półroczu br. Pozytywnym zaskoczeniem były wysokie dynamiki sprzedaży kredytów już na wiosnę. Pozwala to na bardziej optymistyczne prognozy na cały rok 2021. Przyjmujemy, że spodziewana jesienna fala pandemiczna nie będzie miała istotnie negatywnych konsekwencji dla rynku kredytowego w ostatnim kwartale. Zakładamy, że sektor bankowy utrzyma poziom akcji kredytowej z I półrocza – podsumowuje prezes BIK.

W związku z tym aktualizujemy naszą prognozę na 2021 r., przyjmując roczny wzrost wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych o 30%, kredytów ratalnych o 15%, a gotówkowych o 25% w relacji do 2020 r.

II kwartał przyniósł rozpęd na rynku inwestycyjnym w regionie EMEA

  • Drugi kwartał 2021 r. upłynął pod znakiem powrotu megatransakcji biurowych.
  • Obiekty magazynowe nadal cieszą się dużym zainteresowaniem w całym regionie.
  • Niedobory podaży nieruchomości inwestycyjnych ograniczają aktywność inwestycyjną na niektórych rynkach, np. we Francji.
  • Europa Południowa odnotowuje wzrost zainteresowania sektorem hotelarskim.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Colliers pt. EMEA Market Snapshot – Capital Markets | Q2 2021, w II kwartale odnotowano wzrost zainteresowania nieruchomościami w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. To efekt rosnącego zaufania inwestorów do perspektyw ożywienia gospodarczego w regionie EMEA.

W centrum uwagi znajdowały się obiekty biurowe, gdyż inwestorzy zakładali powrót do tradycyjnego modelu pracy w związku ze zniesieniem obostrzeń związanych z COVID. Po trzymiesięcznej przerwie spowodowanej ograniczeniami w przemieszczaniu się w wielu krajach europejskich w II kw. nastąpił powrót „megatransakcji” biurowych o wartości ponad 500 mln euro m.in. w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

— Wiele transakcji w I kwartale było opóźnionych z powodu lockdownów. Zaszczepienie dużego odsetka osób z grup wysokiego ryzyka w Europie pozwoliło na złagodzenie obostrzeń, co zachęciło inwestorów do powrotu. W realizacji jest wiele transakcji w fazie due diligence, które prawdopodobnie zostaną sfinalizowane w drugiej połowie roku — mówi Richard Divall, Dyrektor Colliers ds. rynków kapitałowych.

Biura nie były jedynym segmentem, który w II kwartale odnotował wzmożone zainteresowanie. Mimo że sektor turystyczny pozostaje relatywnie słaby, zainteresowanie inwestorów hotelami, mocno dotkniętymi przez pandemię, wyraźnie wzrasta w popularnych lokalizacjach, takich jak Włochy i Hiszpania. Oznaki ożywienia widać także w sektorze handlowym.

— Inwestorzy zaczynają przygotowywać się na boom turystyczny po pandemii, licząc na wzrost popytu po całkowitym zniesieniu restrykcji związanych z COVID. Najlepiej poradzą sobie hotele w najatrakcyjniejszych lokalizacjach — mówi Damian Harrington, Dyrektor Działu Badań Rynków Kapitałowych Colliers oraz Dyrektor Działu Badań w regionie EMEA.

Równie wysokie pozostaje zainteresowanie sektorem najmu instytucjonalnego, zwłaszcza w Polsce i Irlandii, mimo że niektóre europejskie miasta i kraje zaostrzają przepisy na korzyść właścicieli zamieszkujących lokale mieszkalne i najemców.

Badanie Colliers wykazało również, że w ostatnim kwartale przybyło transakcji w sektorze magazynowym. Inwestorzy oczekują bowiem, że popyt na dostawy internetowe, który powstał w wyniku zamknięcia sklepów, będzie się utrzymywać.

Wielkie pieniądze wracają do Wielkiej Brytanii

II kwartał w Wielkiej Brytanii upłynął pod znakiem ożywania inwestycji w nieruchomości. Wzmożoną aktywność inwestorów odnotowano w czerwcu – wartość inwestycji w tym miesiącu wyniosła ponad 4 mld funtów (4,6 mld euro), podczas gdy w całym II kw. 2020 roku było to 5 mld funtów. Cztery największe transakcje dotyczyły biur, na czele z zakupem portfela Arlington przez Brookfield Asset Management za 714 mln funtów. Pomimo ożywienia, 11 mld funtów zainwestowanych w II kwartale było nadal o 20% poniżej średniej kwartalnej z ostatnich 5 lat, co ilustruje wpływ, jaki COVID-19 wywarł na aktywność inwestycyjną.

Megatransakcje w Niemczech

Wartość inwestycji w II kwartale w Niemczech była wyższa niż w latach boomu przed pandemią. Całkowity wolumen inwestycji wyniósł 14,3 mld euro, na co złożyło się wiele megatransakcji o wartości powyżej 500 mln euro, z czego dwie przekroczyły 1 mld euro. W ostatnim kwartale do Niemiec powrócili również inwestorzy zagraniczni, a także szukający okazji inwestorzy o większej skłonności do ryzyka, których odstraszyła pandemia.

Francja w tyle

Wolumen inwestycji we Francji w pierwszym półroczu 2021 r. wyniósł 8,1 mld euro, co oznacza spadek o 29% w porównaniu z pierwszym półroczem 2020 r. W II kw. 2021 r. zainwestowano tu 3,2 mld euro, o 35% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spadek ten był szczególnie widoczny w metropolii paryskiej (Greater Paris). Wyniki te nie są odzwierciedleniem braku zainteresowania inwestorów, ale raczej niedoboru podaży nieruchomości inwestycyjnych, co sprawia, że wielu graczy bacznie obserwuje rynek w oczekiwaniu na okazję.

Mocny udział PRS-ów w Polsce

W II kwartale w Polsce sfinalizowano transakcje o wartości około 1 mld euro, co stanowi spadek o około 30% w porównaniu z I kwartałem br. 44% wolumenu stanowiły transakcje w sektorze PRS. Największe z nich to zakup 2496 mieszkań w największych miastach Polski przez Cornerstone Partners i Crestyl Group oraz firmę Heimstaden Bostad od spółki Budimex Nieruchomości oraz podpisanie umowy przez NREP z YIT na realizację 1071 mieszkań w Warszawie.

Dużą aktywność odnotowano także w sektorze magazynowym. Wśród największych transakcji można wymienić: nabycie portfolio 5 parków logistycznych o łącznej powierzchni 209 tys. mkw. przez REINO Kapitał w imieniu Grupy Grosvenora oraz zakup parku magazynowego na północy Polski przez BentallGreenOak.

W II kwartale swój debiut na polskim rynku inwestycyjnym miała węgierska firma Indotek, która zakupiła od spółki Immofinanz portfel czterech aktywów biurowych zlokalizowanych w Warszawie. Wartość tej transakcji to 72,5 mln euro.

— Oczekuje się, że tempo transakcji wzrośnie w nadchodzącym kwartale, kiedy zniesione zostaną ograniczenia w podróżowaniu. Pierwsze efekty poluzowań już obserwujemy – inwestorzy, zwłaszcza z kontynentalnej Europy, przyjeżdżają obejrzeć nieruchomość, aktywnie uczestniczą w procesach i składają oferty nabycia z myślą o finalizacji transakcji jeszcze w 2021 roku. Wyraźnie widać, że zainteresowanie regionem CEE utrzymuje się na wysokim poziomie. Spodziewamy się nawet wejść nowych graczy na rynek – mówi Piotr Mirowski, Senior Partner, Dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego Colliers w Polsce.

Do Hiszpanii i Włoch po hotele

W II kwartale nastąpił powrót inwestycji w sektorze hotelarskim, który w ubiegłym roku najbardziej ucierpiał w wyniku ograniczeń w podróżowaniu związanych z COVID. W Wenecji, będącej magnesem dla turystów, doszło do jednej z największych transakcji — ECE zakupiło malowniczy hotel Bonvecchiati za 100 mln euro.

W Hiszpanii najpopularniejszymi sektorami dla inwestorów były hotele i logistyka, które w ciągu zaledwie sześciu miesięcy poprawiły wyniki inwestycyjne osiągnięte w całym roku 2020.

Aion Bank wchodzi do Polski

Na start wysoko oprocentowane konta oszczędnościowe, nielimitowany dostęp do globalnych inwestycji i wymiana walut po kursie międzybankowym, bez spreadów.

Aion Bank startuje w Polsce z planem trzech kont bankowych, w tym z darmowym kontem Light. Daje najwyżej oprocentowane konta oszczędnościowe na rynku – nawet 1,5% rocznie, nielimitowany dostęp do inwestowania na całym świecie i płatności w walutach bez spreadu, po kursie międzybankowym. Składa obietnicę w pełni cyfrowego banku, dostępnego z poziomu aplikacji mobilnej.

Aion Bank jest nowym, europejskim bankiem, spełniającym oczekiwania dzisiejszych użytkowników funkcjonujących w cyfrowej rzeczywistości, którzy aktywnie korzystają z płatności mobilnych oraz cenią prostotę i wygodę usług finansowych.

– Dzisiejszy konsument poszukuje wartościowych usług finansowych, a nie kolejnej, tradycyjnej instytucji bankowej. Stąd pomysł na Aion Bank, z którego może skorzystać każdy, kto chce mieć w pełni cyfrowy dostęp do bankowości z poziomu aplikacji mobilnej na  smartfonie. Dotyczy to również osób, które posiadają główne konto w tradycyjnym banku ale nadal szukają wysoko oprocentowanych kont oszczędnościowych, platformy do globalnych inwestycji, szybkich i najkorzystniejszych na rynku przewalutowań. Bez zbędnych prowizji, limitów i ograniczeń – wyjaśnia Karol Sadaj, Country Head Aion Banku.

Bank postanowił spełnić również obietnicę, którą składało wielu poprzedników – jako pierwszy w Polsce umożliwia wykonanie każdej operacji bankowej przy użyciu aplikacji.

Powrót wysoko oprocentowanych kont oszczędnościowych

Flagowym produktem Aion Banku są najlepiej na rynku oprocentowane konta oszczędnościowe w PLN i EUR – w zależności od planu abonamentowego klienci mogą liczyć na 1-1,5% oprocentowania w PLN z 0.5-1% oprocentowania w EUR z miesięczną kapitalizacją, brakiem górnego limitu kwot oraz z możliwością wpłat i wypłat w dowolnym momencie. Twórcy banku są przekonani, że zaoferowanie tak wysokich stawek w dobie najniższych stóp procentowych w historii kraju spowoduje wzrost zainteresowania usługami banku wśród osób, które cenią bezpieczeństwo i stabilny wzrost swoich depozytów.

Inwestycje na globalnych giełdach

Twórcy Aion Banku zaproponowali własne rozwiązanie w odpowiedzi na rosnące zainteresowanie tematyką inwestycyjną wśród Polaków. Efektem tego jest prosta i najbardziej intuicyjna platforma inwestycyjna na rynku, dostępna w aplikacji mobilnej. Korzystając ze wsparcia sztucznej inteligencji i rozwiązań fintechowych, Aion Bank chce upowszechnić dostęp do globalnych inwestycji. Każdy użytkownik aplikacji zyska nielimitowany dostęp do m.in. międzynarodowych obligacji najbardziej wiarygodnych krajów, akcji potentatów rynkowych, a także wybranych wskaźników skupionych wokół inflacji, globalnych wzrostów, technologii przyszłości czy zielonej gospodarki.

– Każdy użytkownik, na podstawie wstępnej ankiety profilu inwestorskiego, otrzyma dostęp do platformy Aion Globalne Inwestycje z dopasowanym, indywidualnym poziomem ryzyka. Jest to bezpieczne rozwiązanie – tym bardziej, że nie pobieramy żadnych dodatkowych opłat za kupno, sprzedaż czy zarządzanie. Naszym jedynym źródłem przychodu jest stała, comiesięczna opłata – dodaje Karol Sadaj.

Płatności w obcych walutach bez prowizji

Mocną stroną oferty Aion Banku jest również wymiana walut. W ofercie znajdują się narzędzia do szybkich transakcji walutowych, które są dostępne bez limitów w ramach abonamentu. Cyfrowe i fizyczne karty Aion Banku umożliwiają płatności w dowolnej walucie po najbardziej korzystnym dla użytkownika kursie międzybankowym. Twórcy Banku również w tym przypadku postanowili wyeliminować wszystkie dodatkowe opłaty – w tym spread. W rezultacie oferta walutowa całkowicie zwalnia klientów z konieczności myślenia o kosztach przewalutowań.

Konta bankowe, na których zarabiasz

Aion Bank daje do wyboru trzy plany cyfrowej bankowości, które są oparte na jasnych zasadach, bez skomplikowanych zapisów umów czy ograniczeń. Pierwszy z nich – dostępny tylko dla Polaków darmowy plan Light – daje nielimitowany i bezpłatny dostęp do codziennej bankowości,  bez wymogów odnośnie do minimalnej aktywności na koncie i ukrytych kosztów.

W promocji na start użytkownicy zakładający konto Light dostaną darmowe wypłaty z bankomatów do końca września, a osoby wybierające plan Smart lub All-Inclusive pierwszy miesiąc gratis.

Klabater: Seria Strategic Mind już dziś zadebiutuje na konsolach PlayStation

Już dziś o 17:00 nastąpi premiera Strategic Mind: Blitzkrieg i Strategic Mind: The Pacific (autorstwa Starni Games) na PlayStation 4 i 5. Za wydanie i porting obydwu odsłon uznanej strategii odpowiada Klabater. Cena każdego z tytułów wyniesie 29,99 EUR/USD.

Strategic Mind: Blitzkrieg oraz Strategic Mind: The Pacific to strategie turowe osadzone w okresie II WŚ. W Blitzkrieg gracz poprowadzi niemiecką armię ku zwycięstwu w Europie, natomiast The Pacific, z historyczną dokładnością i dbałością o szczegóły, przybliży fanom serii wojnę pomiędzy USA i Cesarstwem Japonii, która rozegrała się na Oceanie Spokojnym w latach 1941-45. Klabater odpowiada za wydanie i porting obu produkcji.

– Nasze dotychczasowe doświadczenia w pracy nad wersjami konsolowymi gier Crossroads Inn oraz Big Pharma pozwoliły nam dobrze przygotować się do przeniesienia na konsole rozbudowanej gry wojennej. Szczególnie skupiliśmy się na opracowaniu atrakcyjnego i odpowiadającego przyzwyczajeniom konsolowych graczy sterowania. – powiedział Michał Gembicki, Joint-CEO spółki
Sierpień w Klabaterze będzie niezwykle pracowitym okresem. Na początku tygodnia premierę miał dodatek do Crossroads Inn zatytułowany “Cyrk” (zainspirowany grą The Amazing American Circus) oraz premiera nowej odsłony season passa, a już w najbliższy weekend gracze będą mogli zapoznać się z najpopularniejszą grą spółki w czasie Free Weekend na Steam. Działania te mają na celu połączoną promocję tytułów Crossroads Inn oraz The Amazing American Circus.

– Premiera dodatku do Crossroads Inn, a także Free Weekend na Steam są częścią działań mających na celu dodatkową promocję naszej nadchodzącej produkcji – The Amazing American Circus. Liczymy, że to dodatek ten zwiększy rozpoznawalność obu marek, a długofalowo pomoże nam w przepływie fanów Crossroads Inn do The Amazing American Circus – kończy Michał Gembicki, Joint-CEO spółki.

Lawinowo rośnie liczba spraw frankowych wnoszonych do sądów. Wzrosty są nawet o 800%

W I połowie br. do sądów okręgowych w Polsce ogólnie wpłynęło o 100% więcej spraw frankowych niż w analogicznym okresie ub.r. Jednak np. w Gliwicach wzrost przekroczył 800%, a w Elblągu sięgnął niemal 400%. W Radomiu wyniósł prawie 390%, a w Koninie – ponad 360%. W kilku miastach był bliski 300% lub przewyższał 200%. Natomiast najmniejszy przyrost był na poziomie 57% i został zanotowany w Warszawie. Do tego trzeba dodać, że w I półroczu 2020 r. prawie 60% wszystkich pozwów w kraju trafiło do stolicy, a ostatnio – niespełna 45%.

Z danych, uzyskanych ze wszystkich sądów okręgowych w Polsce, wynika, że w I połowie ub.r. wpłynęło do nich łącznie 11,6 tys. spraw frankowych, a w I półroczu tego roku – 23,3 tys. To skok o 100%. Rekordowy wzrost odnotowano w Gliwicach – ponad 821%. Kolejny wysoki wynik był w Elblągu – 394%. W Radomiu wyniósł 387%, a w Koninie – 361%. W kilku przypadkach przyrost sięgnął niespełna 300% lub przekroczył 200%. Tak było np. w Bydgoszczy – 292%, Gorzowie Wielkopolskim – 294%, Kielcach – 265%, Koszalinie i Toruniu – po 257%, Częstochowie – 253%, Słupsku – 249%, a także w Zielonej Górze – 204%.

– Widać, że frankowicze czują się coraz pewniej w starciu z bankami. Od początku 2020 r. masowo wygrywają w sądach spory, w związku z głośnym wyrokiem TSUE z października 2019 r. To oczywiście zachęca do wnoszenia pozwów osoby, którym ciążą toksyczne kredyty. Ponadto na wskazane wzrosty wpłynęła ograniczona działalność sądów – mówi Krzysztof Oppenheim, ekspert finansowy od kredytów hipotecznych.

Jak komentuje adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal, podejście frankowiczów zdecydowanie się zmienia, bo już teraz nawet osoby z niewielkimi kredytami wnoszą pozwy do sądów. W opinii eksperta, przede wszystkim jest to poważnym problemem dla banków. Muszą one zwiększać rezerwy przeznaczone na wypadek przegranych procesów. A to z kolei pogarsza ich bieżące wyniki finansowe. Według prawnika, dla kredytobiorców ta sytuacja wiąże się wyłącznie z ryzykiem dłuższego czasu trwania procesu, spowodowanego obciążeniem sądów.

– Wymiar sprawiedliwości w Polsce z całą pewnością nie jest przygotowany na taką ilość spraw. A przecież mamy też masę innych pozwów, które w tym roku trafiły do sądów ze względu na lockdowny i ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej w wielu branżach. Przewiduję zatem, że dalsze tempo rozpoznawania spraw frankowych będzie bardzo powolne – zaznacza Krzysztof Oppenheim.

Z pozyskanych danych wynika też, że najmniejszy wzrost liczby spraw frankowych odnotowano w Warszawie – na poziomie 57%. Na drugim miejscu od końca znalazł się Wrocław – ponad 71%, a na trzeciej pozycji uplasowała się Łódź – 95%. Jakub Bartosiak uważa, że ww. przyrosty są znaczące i pokazują, jak bardzo zmienia się sytuacja w całym kraju. I chociaż w stolicy zaobserwowano najmniejszą różnicę procentową pomiędzy I półroczem tego i ubiegłego roku, to jednak i tak tegoroczny wpływ w liczbie 10,3 tys. spraw wciąż jest największy w Polsce.

– Prawnicy słusznie zakładają, że tego typu postępowania nie powinny trafiać do sędziów z małym doświadczeniem w rozpatrywaniu sporów frankowych. Można więc mówić o świadomym wyborze kancelarii, które z góry zakładają, że w Sądzie Okręgowym w Warszawie mają największą szansę na wygraną, bo wyrok nie będzie przypadkowy. Dlatego tam nieprzerwanie wpływa najwięcej spraw – stwierdza ekspert od kredytów hipotecznych.

Jak wyjaśnia adwokat Bartosiak, Sąd Okręgowy w Warszawie najwcześniej zajmował się tego typu sprawami. Dlatego orzekający w nim sędziowie są najbardziej doświadczeni w tym temacie. Mają też wypracowaną linię orzeczniczą i przemyślane podejście do takich zagadnień. Dowodem tego jest utworzenie specjalnego wydziału do rozpoznawania tego typu pozwów. Niemniej zebrane dane pokazują również pewien spadek. W I połowie ub.r. prawie 60% wszystkich spraw frankowych z całej Polski wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie, a w ostatnim półroczu – niespełna 45%.

– Wskazany procentowy spadek liczby spraw trafiających do Sądu Okręgowego w Warszawie pokazuje jednak, że coraz częściej klienci decydują się kierować sprawy także do sądów właściwych dla ich miejsca zamieszkania. Wynika to zapewne ze stale rosnącego doświadczenia sędziów z innych ośrodków niż stolica – zauważa ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Jak przewiduje Krzysztof Oppenheim, kolejne miesiące tego roku nie będą znacząco różniły się od pierwszego półrocza pod względem ilości składnych pozwów. Pomimo znacznego wzrostu, wciąż jeszcze wiele osób zwleka z wejściem w spór z bankiem. Zdaniem eksperta, to może okazać się poważnym błędem, bo lobby finansowe mocno naciska sądy, rząd, NBP i KNF, aby poprawić swoją sytuację. I jeżeli prowadzone na tak dużą skalę działania przyniosą skutek, frankowicze znów mogą mieć pod górkę.

– Obecnie oczekujemy na uchwałę Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, zaplanowaną na 2 września br. Może ona dać kredytobiorcom kolejny impuls do wnoszenia pozwów przeciw bankom. Jednak niezależnie od przyszłych decyzji, spraw kredytowych będzie coraz więcej w Polsce. Wynika to z bardzo dużej powszechności tego typu umów. Warto przecież zauważyć, że zawarto ich ok. 900 tysięcy – podsumowuje adwokat Jakub Bartosiak.

1,5 mln zł na pomoc prawną dla start-upów

PARP ogłasza kolejną edycję konkursu „Wsparcie prawne dla start-upów”. Program pomaga młodym spółkom w nawiązywaniu współpracy z inwestorami i odbiorcami usług. Nabór wniosków ruszy 19 sierpnia br. i potrwa do 30 września br. Program jest finansowany z dotacji celowej Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii.

Celem programu jest sfinansowanie młodym firmom kosztów doradztwa prawnego wspierającego współpracę z inwestorami oraz kontrahentami. Kwota wsparcia dla jednego przedsiębiorcy biorącego udział w programie wynosi do 22 tys. zł.

Dofinansowanie może zostać przeznaczone na konsultacje prawne, analizę treści umów inwestycyjnych, wsparcie negocjacji z funduszem VC lub Aniołem biznesu, a także doradztwo i wsparcie prawne w zakresie realizowanego procesu inwestycyjnego, procesów zamówień oraz inwestycji. W ramach konkursu nie jest wymagany wkład własny.

– Wiele młodych firm boryka się z trudnościami dotyczącymi natury prawno-formalnej, które w znacznym stopniu determinują pomyślny rozwój czy nawet dalszy byt firmy. Dlatego PARP ponownie uruchamia konkurs zakładający wsparcie właśnie w tym zakresie – wyjaśnia Mikołaj Różycki, zastępca prezesa PARP.

Do programu mogą się zgłosić mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), które działają na rynku nie dłużej niż 5 lat i osiągają przychody od maksymalnie 3 lat. Warunkiem jest również posiadanie dokumentu potwierdzającego zainteresowanie inwestora rozpoczęciem lub kontynuowaniem procesu inwestycyjnego.

– To już kolejna edycja programu. Konkurs cieszy się dużą popularnością wśród początkujących przedsiębiorców. Tylko w ostatnich trzech edycjach w programie udział wzięło blisko 200 przedsiębiorców. Przyjmowanie wniosków do aktualnego naboru rozpocznie się już 19 sierpnia br. – wyjaśnia Edyta Gniazdowska z Departamentu Rozwoju Startupów PARP.

Co zrobi Bank Anglii?

Przed jutrzejszym odczytem  NFP (dane z amerykańskiego rynku pracy) rośnie napięcie. Wczorajsze słowa Richarda Claridy wywołały większą zmienność na dolarze. Tymczasem równie interesująco zapowiada się posiedzenie Banku Anglii. Zostanie także dziś opublikowany kwartalny raport BoE nt. inflacji. Na „Wyspach” rosną ceny a dwóch członków MPC pod koniec lipca opowiedziało się za wcześniejszym skupem aktywów. Oznacza to, że GBP może być w centrum uwagi.

W obliczu narastającej presji inflacyjnej niektóre banki centralne (Kanady oraz Australii) już rozpoczęły procesy normalizacyjne politykę monetarną. Mowa tu o ograniczania skupu aktywów. Ten sam temat będzie prawdopodobnie przedmiotem gorącej debaty na dzisiejszym posiedzeniu Banku Anglii. Przypomnijmy, że dwóch członków (Michael Saunders oraz Dave Ramsden) opowiadają się za wcześniejszym zakończeniem skupu, który ma trwać do końca grudnia (jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem). Inflacja w Wielkiej Brytania osiąga coraz wyższe poziomy. Odczyt czerwcowy zaskoczył i wyniósł 2,5 proc. Jest duża szansa, że BoE dokona korekty swoich prognoz inflacyjnych. Poprzednio bank widział szczyt na poziomie 2,5 proc., teraz może to być nawet 3 proc. Dalszy wzrost oczekiwań inflacyjnych może skutkować rosnącymi płacami, co mogłoby pogorszyć sytuację w średnim i długim terminie.

Dwa głosy jastrzębie to jednak nadal zbyt mało, żeby diametralnie zmienić kurs polityki monetarnej. Jest zatem większa szansa na to, że obecny kształt jej pozostanie bez zmian (utrzymanie kluczowej stopy na poziomie 0,1 proc. i program QE do końca roku). Nadal większość członków MPC jest zdania, że wzrost cen to zjawisko o charakterze przejściowym. Liczą na to, że niebawem CPI wróci ponownie w okolice 2 proc. w średnim terminie. Dodatkowo program urlopów wypoczynkowych kończy się dopiero we wrześniu, więc dopiero po kilku miesiącach zobaczymy, jak naprawdę wygląda sytuacja na brytyjskim rynku pracy. W tym momencie jest zbyt wiele niewiadomych.   Na wyspach fala wirusa wydaje się słabnąć. Jest jednak za wcześnie na ogłaszanie opanowania pandemii, więc bank nie podejmie ryzyka zbyt wczesnego wychodzenia z QE.

Interesujące wydaje się to, czy BoE oficjalnie włączy ujemne stopy procentowe do swojego zestawu narzędzi. Również rynek będzie oczekiwał odpowiedzi na pytanie, gdzie zostanie ustalona dolna granica dla głównej stopy procentowej. Jest szansa na to, że bank przyjmie stanowisko redukcji swojego bilansu aktywów w pierwszej kolejności zanim znaczącą zacznie podnosić stopy procentowe.

Nie brakuje oczekiwać na jastrzębie sygnały ze strony BoE w reakcji na rosnącą inflację. Jest to scenariusz jednak mniej prawdopodobny. Większy wpływ może mieć debata na temat ograniczenia skupu i dolnej granicy stóp procentowych. Aktualnie kurs GBP/USD jest na poziomie 1,39. Para walutowa znajduje się w szerokiej konsolidacji pomiędzy 1,4220 a 1,3650.

PLN

Wczorajsza wypowiedź wiceprzewodniczącego Fed – Richarda Claridy – umocniła dolara, a tym samym spowodowała, że prawa EUR/USD ponownie osiągnęła poziom 1,1830. Przedstawiciel FOMC uważa, że Rezerwa Federalna powinna być w stanie rozpocząć podwyżkę stóp procentowych w 2023 roku. Uważa on, że warunki niezbędne do podniesienia docelowego przedziału dla stopy funduszy federalnych zostaną spełnione do końca 2022 roku. Spadki głównej pary walutowej zatrzymały aprecjację PLN, która trwa od kilku dni. EUR/PLN odbił od 4,5338 i urósł o ponad 1 grosz. Tym samym widzieliśmy silniejszą reakcję na USD/PLN. Para ta kwotowana jest aktualnie na poziomie 3,8380.

Łukasz Zembik, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Beyond.pl partnerem Megaport

Beyond.pl, operator jednego z najbezpieczniejszych centrów danych w Europie i dostawca usług cloud computing, został partnerem Megaport, globalnego dostawcy usług Network as a Service. Współpraca to odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie międzynarodowych firm na usługi łączności, które są proste w zarządzaniu, dostępne na życzenie i bezpieczne. Uruchomienie punktu dostępu Megaport w kampusie Beyond.pl w Poznaniu pozwala klientom operatora na zestawianie bezpośrednich połączeń z kluczowymi platformami chmury publicznej i SaaS oraz centrami danych na całym świecie.

Włączenie usług cloud connectivity firmy Megaport do portfolio Beyond.pl pozwala na korzystanie z bezpośredniego i bezpiecznego dostępu do ponad 360 dostawców chmur obliczeniowych i usług SaaS, m.in. AWS, Microsoft Azure, Google Cloud, Oracle Cloud, Nutanix, Alibaba Cloud czy Salesforce, przy zachowaniu minimalnych opóźnień i w każdej możliwej konfiguracji (multicloud, hybrid cloud, cloud to cloud). Dodatkowo, klienci Beyond.pl zyskują możliwość elastycznego zestawiania bezpośrednich i bardzo szybkich połączeń z globalnym ekosystemem Megaport obejmującym ponad 700 centrów danych. Z kolei klienci Megaport otrzymują dostęp do nowego obiektu kolokacyjnego położonego strategicznie w połowie drogi między Berlinem a Warszawą, o najwyższych standardach bezpieczeństwa i w całości zasilanego zieloną energią.

„Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się tzw. wschodzących rynków data center w Europie. Wynika to między innymi z rosnącego zapotrzebowania na IT i usługi chmurowe wśród polskich firm” — mówi Eric Troyer, Chief Marketing Officer Megaport. „Bardzo cieszymy się ze współpracy z Beyond.pl. Klienci zyskują wyjątkową ofertę kolokacyjną, ale równocześnie mogą uprościć wprowadzanie strategii chmurowych i zestawianie połączeń pomiędzy centrami danych. Dzięki szybkiej, bezpiecznej i dostępnej na żądanie usłudze Network as a Service mogą połączyć swoją infrastrukturę IT z wieloma lokalizacjami data center i skorzystać z usług, które przyśpieszą ich rozwój – dodaje.

Usługi łączności Megaport w Beyond.pl zostaną uruchomione najpóźniej w sierpniu 2021 roku. Będą oferowane za pośrednictwem prywatnej sieci SDN z pominięciem publicznego Internetu. Dostęp do usług zapewnia PoP Megaportu zlokalizowany w Data Center 2, który jest jednym z najbardziej efektywnych energetycznie obiektów w Polsce (PUE 1.2). Data Center 2 będąc serwerownią o najwyższym standardzie bezpieczeństwa ANSI/TIA-942 Rated 4 gwarantuje dostępność usług na poziomie 99,995%. Jednak w praktyce, od momentu uruchomienia w 2016 r., centrum danych nie odnotowało żadnej przerwy w działaniu gwarantując 100% dostępność usług.

Współpraca pomiędzy Beyond.pl a Megaport otwiera przed zachodnimi firmami nowe możliwości kolokowania swojej infrastruktury IT. Dziś wiele z nich poszukuje nowych lokalizacji data center m.in. ze względu na rosnące ceny usług i coraz mniejszą podaż energii na rynkach FLAP-D. W Beyond.pl, dzięki niższym kosztom energii w 100% pochodzących ze źródeł odnawialnych, są w stanie osiągnąć oszczędności na usługach kolokacyjnych rzędu 30-40%. Dodatkowo, dzięki naszemu partnerstwu mogą korzystać z jednego z trzech najbezpieczniejszych centrów danych w Europie, które od teraz oferuje bezpośrednie połączenia z kluczowymi dostawcami chmur publicznych i data center na całym świecie — przekonuje Wojciech Stramski, Prezes Zarządu w Beyond.pl.

Uruchomienie łączności na bazie rozwiązań Megaport pomiędzy Beyond.pl a zewnętrznymi dostawcami usług chmurowych oraz operatorami innych data center jest bardzo proste. Połączenia zestawia się zaledwie w kilka minut za pośrednictwem portalu samoobsługowego Megaport, który umożliwia elastyczne konfigurowanie parametrów telekomunikacyjnych.

Współpraca z Megaportem to kolejny projekt rozwijający ofertę łączności Beyond.pl. W marcu 2021 r. operator uruchomił Beyond East-West Corridor, korytarz telekomunikacyjny o wysokiej przepustowości pomiędzy Frankfurtem i Poznaniem, z opóźnieniem poniżej 11 milisekund w obie strony. Równolegle Beyond.pl inwestuje we własną infrastrukturę. We wrześniu 2020 r. spółka ogłosiła ekspansję poznańskiego kampusu, który po rozbudowie ma osiągnąć łączną moc 42MW (megawat) i będzie jednym z największych obiektów kolokacyjnych tego typu w Europie Centralnej.

NCBR ogłasza siódmy konkurs GOSPOSTRATEG

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło siódmy już konkurs w ramach programu strategicznego GOSPOSTRATEG. W jego ramach szuka innowacyjnych projektów, które będą stanowiły odpowiedź na zgłoszone przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska zagadnienia badawcze dotyczące rozwoju morskiej energetyki wiatrowej oraz fotowoltaiki.

GOSPOSTRATEG to strategiczny program badań naukowych i prac rozwojowych, którego celem jest  wzrost wykorzystania w perspektywie do 2028 r. rezultatów badań społeczno-ekonomicznych w kształtowaniu krajowych i regionalnych polityk rozwojowych. NCBR zaprasza do zgłaszania projektów, które będą odpowiedzią na zagadnienia wskazane przez instytucje publiczne.

– Badania naukowe umożliwiają realizację projektów na rzecz społeczeństwa i gospodarki. Stymulujemy więc obszary, które wymagają podjęcia niezbędnych działań. Poprzez realizację programu GOSPOSTRATEG chcemy zagospodarować luki w ważnych obszarach, niezbędnych do rozwoju kraju – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W siódmym konkursie na wsparcie projektów NCBR przeznaczył budżet 20 mln zł. Nabór wniosków o dofinansowanie rozpocznie się 1 września i potrwa do 27 października 2021 roku. Do konkursu mogą przystąpić konsorcja składające się z jednostek naukowych, spółek prawa handlowego, fundacji oraz stowarzyszeń, w których skład wchodzi maksymalnie pięć podmiotów. Zgłoszone projekty mogą obejmować badania podstawowe, badania przemysłowe, prace rozwojowe oraz prace przedwdrożeniowe – te ostatnie są obligatoryjnym elementem projektu.

– Tym razem w ramach konkursu GOSPOSTRATEG podejmujemy dwa zagadnienia wpisujące się w  potrzebę rozwoju OZE w naszym kraju. Wiemy, że jednym z kluczowych wyzwań stojących przed polską gospodarką jest zapewnienie zorganizowanej i odpowiedzialnej transformacji energetyczno-klimatycznej. Zrównoważony rozwój odnawialnych źródeł energii odgrywa istotną rolę w tym procesie. Dlatego proponujemy nasze wsparcie w zakresie przebudowy gałęzi polskiego przemysłu na rzecz morskiej energetyki wiatrowej oraz w zakresie stworzenia kompleksowego programu rozwoju fotowoltaiki. Wykorzystując potencjał, wiedzę i doświadczenie polskich innowatorów chcemy m.in. inicjować współprace wewnątrzbranżowe oraz stymulować wzrost produktywności, innowacyjności oraz kompetencji kadr – wyjaśnia dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Szansa na nową polską specjalizację gospodarczą

Pierwszym z podejmowanych w konkursie zagadnień badawczych zgłoszonych przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska jest „Sektorowy program przebudowy wybranych gałęzi polskiego przemysłu na potrzeby morskiej energetyki wiatrowej (MEW) w celu stworzenia nowej polskiej specjalizacji gospodarczej”. W Polsce nie funkcjonuje obecnie program sektorowy (polityka sektorowa) i instytucja wspierania transformacji przemysłowej dla budowy łańcucha dostaw w branży MEW. Nie ma także modelu takiego programu i instytucji. Rezultat projektu będzie wyjątkowy w skali krajowej i dostosowany do lokalnych warunków, wyzwań i potrzeb.

Głównym celem zamawianego projektu jest maksymalizacja udziału polskich producentów (local content)  w krajowym sektorze przemysłu morskiej energetyki wiatrowej do co najmniej 50% w 2030 r. Nastąpi to poprzez wypracowanie, przetestowanie i pilotażowe wdrożenie modelu wspierania transformacji przemysłowej polskiej gospodarki dla budowy łańcucha dostaw w branży MEW, zakładającym zaproponowanie nowej polityki sektorowej państwa wraz z przygotowaniem systemu, jego implementacji oraz wyposażeniem w niezbędną do skutecznego działania wiedzę i narzędzia.

Współpraca dla rozwoju fotowoltaiki

Drugie sformułowane z inicjatywy Ministerstwa Klimatu i Środowiska zagadnienie badawcze konkursu to: „Kompleksowy program transformacji i rewitalizacji polskiego przemysłu na potrzeby rozwoju fotowoltaiki (PV). Promowanie kooperacji wewnątrzsektorowej, stymulowanie wzrostu produktywności, innowacyjności i kompetencji kadr oraz wzmacnianie bezpieczeństwa energetycznego i łańcuchów dostaw dla rozwoju fotowoltaiki.”

Najszybciej rozwijającą się technologią wytwarzania energii elektrycznej z OZE jest fotowoltaika, której moc zainstalowana w polskim systemie elektroenergetycznym w II kwartale 2021 r. przekroczyła 4,5 GW. Rosnąca popularność instalacji PV, szczególnie w wymiarze prosumenckim, znacząco przyczynia się do dywersyfikacji krajowej struktury źródeł wytwarzania energii oraz przybliża do osiągnięcia celów polityki energetyczno-klimatycznej. Rozwój fotowoltaiki pozwala również na zwiększenie bezpieczeństwa dostaw energii w cenie akceptowalnej przez konsumentów i przemysł. Głównym celem planowanych prac jest wypracowanie modelu zarządzania programem rozwoju fotowoltaiki w Polsce uwzględniającego całość zagadnień – od produkcji energii, poprzez dystrybucję (sieci), magazynowanie, jak i moce produkcyjne lokalnego łańcucha dostaw. Dla NCBR ważne jest również wsparcie innowacyjnych rozwiązań, wkładu krajowego przemysłu w rozwój technologii i produkcję komponentów, wzmocnienie świadomości energetycznej i ekologicznej społeczeństwa, rozwój nowych zawodów oraz niezbędnych kwalifikacji i umiejętności w sektorze PV.

Więcej informacji nt. siódmego konkursu w ramach programu GOSPOSTRATEG oraz dokumentacja znajdują się na stronie NCBR: https://www.gov.pl/web/ncbr/ogloszenie-konkursu-gospostrateg-vii-konkurs

Rada Przedsiębiorczości o „Polskim Ładzie” – pełen sprzeczności, niespójności, zaburzający stabilność i pewność prawa

Rada Przedsiębiorczości krytycznie ocenia projekt nowelizacji ustaw podatkowych w ramach programu Polski Ład.

W ocenie Rady Przedsiębiorczości projektowane przepisy – w swej obecnej formie – nie realizują stawianych przed nimi celów, jednocześnie pogłębiając niespójność polskiego systemu podatkowo-ubezpieczeniowego. Przedsiębiorcy oczekują merytorycznej dyskusji z rządem na temat proponowanych zmian, opartej o rzetelną ocenę skutków projektowanych regulacji, która prowadziłaby do wypracowania zrównoważonego i spójnego systemowo docelowego modelu opodatkowania i oskładkowania dochodów z działalności gospodarczej

Kluczowe znaczenie dla warunków prowadzenia i rozwoju działalności gospodarczej ma stabilność i pewność prawa. Polski Ład tę stabilność zaburza, likwidując dobrze znane i stosowane od wielu lat przez przedsiębiorców rozwiązania w zakresie podatków i składek. Jako alternatywę nie proponuje się natomiast spójnego i przemyślanego systemu, lecz punktową korektę opartą o radykalną modyfikację parametrów składki zdrowotnej. Tak duża zmiana, wprowadzana bez pogłębionej i rzetelnej dyskusji z udziałem wszystkich środowisk, opartej na pogłębionej analizie krótko- i długookresowych skutków regulacji, godzi w poczucie pewności prawa wśród obywateli i przedsiębiorców, którzy swą kalkulację ekonomiczną dla zawieranych wieloletnich kontraktów opierali o dotychczasowy kształt systemu podatkowo-ubezpieczeniowego.

Projekt ustawy podatkowej Polskiego Ładu ujawnia głęboką niespójność wyznaczonych celów oraz instrumentów mających służyć ich realizacji. Z jednej strony, deklarowanym celem zmian ma być zwiększenie poziomu finansowania ochrony zdrowia poprzez zapewnienie wyższych wpływów ze składki zdrowotnej. Jednocześnie Polski Ład ma zachęcać do zmiany sposobu prowadzenia działalności gospodarczej poprzez przechodzenie mniejszych przedsiębiorców na ryczałt od przychodów ewidencjonowanych oraz zakładanie spółek kapitałowych przez osoby prowadzące działalność na większą skalę. Efektem takich działań jest jednak ograniczenie lub całkowite uniknięcie konieczności płacenia składki zdrowotnej, co zaprzecza pierwszemu celowi projektowanych zmian.

Sprzeczności Polskiego Ładu jest więcej. Projektowane zmiany przewidują rozwiązania mające ułatwić walkę z szarą strefą. Jednocześnie promowane jest stosowanie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych oraz ograniczenie możliwości rozliczania w kosztach niektórych wydatków. Skutkiem takich rozwiązań jest osłabienie bodźców dla przedsiębiorców do wymagania od kontrahentów dokumentów sprzedaży – skoro z podatkowego punktu widzenia nie mają one dla nich znaczenia. To zaś prowadzi do zmniejszania fiskalizacji obrotu gospodarczego. Zamiast ograniczać szarą strefę, Polski Ład może zatem przyczynić się do jej powiększania.

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, które nie wyczerpują katalogu niespójności w założeniach Polskiego Ładu, Rada Przedsiębiorczości apeluje do rządu o wykorzystanie przedłużonego okresu konsultacji projektów ustaw podatkowych do przeprowadzenia szerokiej dyskusji na temat kierunków proponowanych zmian z szerokim gronem interesariuszy, uwzględniającym przedsiębiorców i ekspertów. Konieczne jest również dokonanie dogłębnej oceny skutków projektowanych regulacji, z uwzględnieniem ich pośrednich skutków oraz wpływu na szarą strefę. Efektem konsultacji powinno być wypracowanie rozwiązań o charakterze systemowym, które w sposób spójny określałyby kierunek ewolucji polskiego systemu podatkowo-ubezpieczeniowego.

Samochód sportowy w kosztach podatkowych

Wykorzystywanie samochodów w firmie jest tematem licznych zapytań podatników w ramach interpretacji podatkowych. Samochody w firmie mogą być wykorzystywane w różny sposób, począwszy od użytku mieszanego na cele prywatne i działalności gospodarczej, kończąc na wykorzystaniu jedynie w ramach działalności gospodarczej. W jednej z ostatnich spraw, gdzie Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wydał pozytywną interpretację, przedmiotem zapytania była możliwość zakwalifikowania wydatków poniesionych na wytworzenie samochodu wyścigowego w postaci odpisów amortyzacyjnych oraz wydatków związanych z jego eksploatacją do kosztów podatkowych (interpretacja indywidualna z dnia 11 czerwca 2021 r. nr 0112-KDIL2-2.4011.335.2021.3.MB).

Stan faktyczny sprawy

Podatnik będący osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą podlegającą opodatkowaniu PIT oraz VAT, świadczący usługi marketingowe i reklamowe, postanowił w ramach działalności zbudować samochód wyścigowy, który wykorzystywałby do świadczenia usług reklamowo-marketingowych, polegających na sprzedaży powierzchni reklamowej na samochodzie oraz strojach kierowców uczestniczących w wyścigach. Sprzedaż usług odbywać się będzie na podstawie umów, a świadczenia reklamowe będą dodatkowo upowszechniane w telewizji, prasie, internecie w związku z wydarzeniem, jakim są wyścigi samochodowe.

Co istotne, samochód nie będzie podlegał rejestracji i homologacji. Będzie przeznaczony jedynie do użytku na torach wyścigowych. Dodatkowo we wniosku podatnik wskazał, że samochód będzie zaklasyfikowany do środków trwałych, a wartość początkowa na potrzeby amortyzacji zostanie określona jako koszt nabycia zużytych rzeczowych składników majątku, usług obcych, wynagrodzenia za pracę oraz innych wydatków kwalifikowanych do wartości początkowej.

W szczególności podatnik zaznaczył we wniosku, że pojazd nie będzie samochodem osobowym w rozumieniu przepisów o CIT, w związku z czym nie powinien podlegać ograniczeniom wynikającym z ustawy o PIT.

Stanowisko organu

Podatnik w związku z takim stanem faktycznym zadał pytania w zakresie kwalifikacji kosztów amortyzacji opisanego pojazdu oraz wydatków eksploatacyjnych do kosztów uzyskania przychodu. W ocenie wnioskodawcy odpowiedź powinna być pozytywna, tj. podatnik ma prawo do zaliczenia całości odpisów amortyzacyjnych oraz wydatków eksploatacyjnych do kosztów uzyskania przychodów.

W ocenie Dyrektora KIS stanowisko podatnika jest prawidłowe. Organ podatkowy wskazał na warunki kwalifikacji wydatku do kosztów uzyskania przychodów, tj. sytuacje dotyczące wydatku spełniającego łącznie poniższe kryteria:

  • został poniesiony przez podatnika,
  • poniesiony w celu uzyskania, zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów,
  • poniesiony w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą,
  • jest definitywny (rzeczywisty) i wartość wydatku nie zostanie zwrócona w jakiejkolwiek formie,
  • został właściwie udokumentowany,
  • nie znajduje się w kosztach nieuznawanych za koszty podatkowe.

W przypadku przychodów z działalności gospodarczej kosztami ich uzyskania są wszelkie racjonalnie i gospodarczo uzasadnione wydatki, których celem jest osiągnięcie przychodów, zabezpieczenie i zachowanie źródła przychodów. Bardzo istotnym warunkiem zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodu jest wykazanie, na podstawie dokumentów i innych dowodów, związku przyczynowego między wydatkiem a przychodem, który powinien być obiektywny i nie może wynikać z działań sprzecznych z prawem czy wcześniejszych zaniedbań.

Mając na uwadze powyższe, organ podatkowy uznał, że w przedmiotowej sprawie występuje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy poniesionym wydatkiem na wytworzenie pojazdu a osiąganiem przychodów ze świadczenia usług marketingowo-reklamowych. Ponadto wytworzony pojazd nie jest samochodem osobowym w rozumieniu przepisów ustawy o PIT. Tym samym, w niniejszej sprawie nie znajdzie zastosowania art. 23 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT. W konsekwencji podatnik wydatki na wytworzenie pojazdu oraz wydatki eksploatacyjne będzie mógł zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.

Podobne wnioski wynikają z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 28 listopada 2019 r., sygn. akt I SA/Kr 731/19, gdzie WSA uchylił niekorzystną dla podatnika interpretację podatkową z uwagi na nieuzasadnione kreowanie przez organ podatkowy rzeczywistości, w oderwaniu od opisu przedstawionego przez podatnika.

Powyższe stanowisko zarówno organów podatkowych, jak i sądów administracyjnych jest bardzo korzystne dla podatników. W wielu przypadkach oznaczać ono będzie możliwość realizacji hobby w ramach działalności gospodarczej, jeżeli hobby połączy się z działalnością marketingowo-reklamową. Samochód wyścigowy jest więc tylko symbolem. I tak długo, jak będzie istniał związek przyczynowo-skutkowy, podatnik może, zamiast samochodu, wytworzyć żaglówkę do startu w regatach, samolot do pokazów lotniczych, motorówkę do wyścigów motorowych itd.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wyniki finansowe Allegro za I półrocze 2021 roku

Allegro jest niekwestionowanym liderem e-commerce w Polsce, obejmującym 33% rynku e-commerce w ujęciu wartościowym w 2020 r., na podstawie danych Euromonitor International.

Po udanym IPO w październiku 2020 roku, Allegro kontynuuje aktywny rozwój w kraju: dodając nowe sklepy do marketplace’u, poszerzając asortyment, zapewniając wygodne metody dostawy i możliwość subskrypcji. Allegro oferuje niezwykle szeroki asortyment – od produktów popularnych po unikalne i niszowe, które nie są dostępne w sklepach offline i które trudno znaleźć na innych stronach internetowych. Uwaga jaką Allegro poświęca obserwowaniu i analizowaniu zmieniających się preferencji konsumentów jest głównym czynnikiem wpływającym na sukces tej firmy. Rozwój e-commerce w Polsce, inwestycje firmy w ulepszanie doświadczenia konsumentów, czujność i dostosowanie do zmieniającego się otoczenia przyczyniają się do wysokiego, dwucyfrowego wzrostu. Jak wynika z raportu rocznego Allegro, spółka zwiększyła bazę aktywnych konsumentów do 13 mln w 2020 r. (wzrost o 14% w porównaniu z rokiem ubiegłym), a wartość sprzedaży wzrosła o ponad 50%.

Spółka zapowiedziała nowe premiery, takie jak Allegro Biznes czy system płatności Allegro Pay. Allegro bogatsze o pozytywne doświadczenia w Polsce poszukuje możliwości rozwoju międzynarodowego. Co więcej, firma inwestuje w zrównoważony rozwój i jako lider rynku, Allegro dołączyło się do UN Global Compact, największej na świecie inicjatywy na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Polski e-commerce pozostaje kategorią o dużym potencjale rozwoju. Według prognoz Euromonitor International, w ciągu najbliższych 5 lat e-commerce zanotuje skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) na poziomie 14%. W 2020 roku e-handel wygenerował 14% całkowitej sprzedaży detalicznej w Polsce. Dla przykładu, w Wielkiej Brytanii 25% wartości sprzedaży detalicznej odbywa się za pośrednictwem kanału e-commerce i jest to najwyższa penetracja w Europie Zachodniej. Ogólnie rzecz biorąc, e-commerce ma pole do rozwoju na całym świecie. 75% globalnych respondentów uważa, że przejście na zakupy online ma trwały wpływ na rynek, według Euromonitor International Voice of the Industry, Covid-19 Survey, za kwiecień 2021 r. Jeszcze rok temu tylko 54% respondentów uważało, że zakupy online będą miały długoterminowy wpływ na rynek, jak wykazała poprzednia edycja tego samego badania Euromonitor, opublikowanego w 2020 roku. Potwierdza to tezę o dynamicznym rynku i szybko zmieniających się preferencjach konsumentów. Dlatego takie firmy jak Allegro, które inwestują w analitykę, innowacje, udogodnienia i wprowadzanie nowych produktów, a także potrafią szybko zaadaptować się do nowego otoczenia, korzystają z rozwijającego się rynku i rosnącego zainteresowania konsumentów.

Marija Milasevic, Senior Consultant w Euromonitor International, komentuje:

Złoty pokazuje siłę

Polska waluta kolejny dzień zyskuje na wartości, a im dłużej to się dzieje, tym bardziej analitycy starają się dopasować teorię wyjaśniającą obecny ruch. W przypadku tak dużych wątpliwości otwarte pozostaje pytanie o zakres tego ruchu.

Euro poniżej 4,55

Dobra passa złotego trwa nadal. Analitycy nie są zgodni co do podstaw tego ruchu. Z jednej strony wskazuje się poprawę atmosfery na rynkach. Z drugiej strony, skoro ta atmosfera się poprawia, to dlaczego inwestorzy uciekają ze strefy euro do Szwajcarii ze swoimi pieniędzmi? Poprawa sytuacji covidowej ma dokładnie tę samą wątpliwość. Teoretycznie może to być zmiana nastawienia w polityce monetarnej związana z inflacją. Ten koncept ma jednak tę wadę, że nie ma to za bardzo odbicia w rynkowej cenie pieniądza. Można zatem założyć, że mamy kombinacje wielu czynników w tym realizację zysków inwestorów, którzy kupowali tanio, a teraz sprzedają. Takie podstawy stawiają jednak dalszy wzrost pod znakiem zapytania.

Poprawa w Oceanii

W nocy poznaliśmy dane z rynku pracy w Nowej Zelandii. Kraj ten pomimo swojej relatywnie niedużej wielkości, reprezentuje bardzo aktywną na rynkach walutę. Z tego powodu dane z tych raptem 5-milionowych pod kątem obywateli wysp są uważnie obserwowane. Opublikowane znacznie niższe od oczekiwań bezrobocie było powodem umocnienia dolara nowozelandzkiego.

Zamówienie wsparły dolara

Po kilku dniach słabości amerykańskiej waluty wreszcie przyszedł dzień na chwilę oddechu. Dolar umacniał się wczoraj po lepszych od oczekiwań danych na temat zamówień, zarówno tych na dobra bez środków transportu, jak i tych w przemyśle. Jest to dobry sygnał przed serią danych kończących tydzień: czwartkowymi danymi o zasiłkach dla bezrobotnych i piątkową serią danych z rynku pracy. Zamknięcie tygodnia może być zatem dość burzliwe na dolarze.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Eesti Energia kończy półrocze rekordowymi obrotami i zyskiem w wysokości 16,5 mln euro

W pierwszej połowie 2021 roku Eesti Energia wypracowała zysk netto w wysokości 16,5 mln euro przy rekordowo wysokich przychodach ze sprzedaży na poziomie 538 mln euro. W analogicznym okresie ubiegłego roku zysk netto wypracowany przez spółkę wyniósł 5 mln euro.

Obroty w pierwszym półroczu wzrosły o 36% w porównaniu do analogicznego okresu 2020 roku i osiągnęły poziom 538,4 mln euro. Spółka odnotowała wzrost EBITDA o 8% do 113,2 mln euro.

Obroty w drugim kwartale wzrosły w skali roku o 43% do 241,1 mln euro, a EBITDA spadła o jedną czwartą do 40,8 mln euro. Rok temu spółka zamknęła okres kwiecień-czerwiec zyskiem 7 mln euro dzięki jednorazowej transakcji, a w drugim kwartale tego roku zanotowała stratę netto w wysokości 10 mln euro.

Zdaniem Andriego Avili, członka zarządu i dyrektora finansowego Eesti Energia, obecna sytuacja na rynku energetycznym różni się zasadniczo od sytuacji w ubiegłym roku. Wysoki poziom cen rynkowych korzystnie wpłynął na podstawową działalności Grupy, bez uwzględniania wpływu transakcji pochodnych – przychody ze sprzedaży we wszystkich obszarach biznesowych znacznie wzrosły.

Eesti Energia zabezpiecza się przed znacznymi wahaniami cen rynkowych za pomocą transakcji hedgingowych zapewniających stabilne warunki prowadzenia działalności.

„Co miesiąc ponownie szacujemy przyszłą wartość instrumentów pochodnych zgodnie z zasadami rachunkowości, chociaż rzeczywisty wynik poznamy w późniejszych okresach, gdy transakcje zostaną faktycznie zrealizowane. Ujemna wartość transakcji na instrumentach pochodnych, wynikająca z wahań cen rynkowych miała istotny wpływ na wyniki Eesti Energia w drugim kwartale” – skomentował Avila.

Średnia rynkowa cena energii elektrycznej w estońskim obszarze cenowym wzrosła prawie dwukrotnie w ciągu roku, osiągając poziom 55 euro za MWh, a w innych obszarach cenowych giełdy Nord Pool odnotowano jeszcze większy wzrost cen. Wzrost gospodarczy spowodował zwiększenie zużycia energii, mniej energii wiatrowej trafiło na rynek ze względu na warunki pogodowe, a niskie opady zmniejszyły produkcję energii wodnej w krajach skandynawskich. W produkcji kontrolowanej zostało to zrekompensowane wyższymi cenami paliw i uprawnień do emisji CO2, co znalazło odzwierciedlenie w wyższych cenach na rynku energii elektrycznej.

W drugim kwartale Eesti Energia wyprodukowała 904 GWh energii elektrycznej, czyli o 45% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Udział energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w łącznej produkcji wyniósł 42%, czyli 378 GWh. Ilość wyprodukowanej energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wzrosła w ciągu roku o jedną trzecią.

Dzięki większemu zużyciu energii elektrycznej wzrost wolumenu sprzedaży usług sieciowych o 7% rok do roku spowodował wzrost przychodów ze sprzedaży energii elektrycznej o 5% do 52 mln euro.

Na rynku ropy ceny osiągnęły poziom sprzed pandemii COVID-19. Zwiększyło to produkcję paliw płynnych, która w ciągu roku wzrosła o 13% do 97 tys. ton.

Inwestycje Grupy niemal podwoiły wartość w ujęciu rok do roku do 54 mln euro. Wzrost nakładów wynika z rozpoczęcia pierwszego etapu budowy nowej farmy wiatrowej na Litwie (Šilale II, 43 MW) i nowego zakładu produkcji paliw płynnych, a także z kolejnych inwestycji mających na celu zwiększenie niezawodności sieci elektrycznej.Eesti Energia

Przychody ze sprzedaży EBITDA Inwestycje Zysk netto
Q2 241 mln

+43%

Q2 41 mln

-25%

Q2 54 mln

+93%

Q2 -10 mln

-243%

H1 538 mln

+36%

H1 113 mln

+8%

H1 97 mln

-11%

H1 16,5 mln

+231%

Lipcowe nastroje w handlu tradycyjnym wciąż optymistyczne

Lipcowy wskaźnik nastroju w handlu tradycyjnym (NHT) wyniósł 54,0 pkt., czyli uplasował się po stronie pozytywnej, chociaż spadł w stosunku do oceny czerwca aż o 11 pkt. – wynika z kolejnego badania przeprowadzonego przez M/platform. Podobną redukcję zanotował wskaźnik oczekiwań na sierpień (NHT+1), który spadł o 11,4 pkt. i wyniósł 52,7 pkt.

Obroty w handlu tradycyjnym w Polsce kolejny miesiąc rosną. Porównanie lipca 2021 do analogicznego okresu sprzed roku wskazuje na wzrost na poziomie 4,0%, a zatem niewiele niższym niż w miesiącu poprzednim. Nie ulega znaczącym zmianom także lista kategorii sterujących wzrostem, wciąż rośnie bowiem bardzo duża grupa produktów świeżych i na wagę, jak mięso, wędliny, owoce, warzywa czy nabiał. Dodatkowo wśród kluczowych grup produktowych w handlu tradycyjnym wzrostem charakteryzowały się napoje bezalkoholowe (+6,9%), mrożonki, w tym lody (+4,4%) czy wyroby tytoniowe (+2,9%).

W przeciwieństwie do wcześniejszego miesiąca, w lipcu 2021 ponownie tendencja spadkowa towarzyszyła kategorii piwa, którego wartość sprzedaży rok do roku nieznacznie zmalała (-0,7%), jednocześnie wzrosła natomiast sprzedaż alkoholi mocniejszych typu whisky, rum, gin czy likiery (+3,5%) – skomentowała wyniki rynkowe Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Na spadek nastrojów może mieć wpływ wysoki poziom inflacji (5,0 r/r) oraz zapowiadana kolejna fala pandemii. Podobne nastroje wynikają ze wskaźników koniunktury prezentowanych przez GUS. W lipcu wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w handlu hurtowym kształtował się na poziomie +8,2 – niższym niż w czerwcu (+9,7), a podobny wskaźnik dla handlu detalicznego był na poziomie -0,6 – niższym niż przed miesiącem (+0,6).

Analitycy M/platform, cyfrowej platformy usług, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, na początku każdego miesiąca analizują nastroje wśród właścicieli i kierowników tradycyjnych sklepów. Wyniki badania pozwalają określić ogólne nastroje w handlu detalicznym, a także prognozy na kolejne miesiące.

Metodologia NHT: Wskaźniki mogą przyjmować wartość od 0 do 100. Wynik powyżej 50 świadczy o nastrojach optymistycznych, a poniżej o przewadze opinii negatywnych. Oba wskaźniki będą publikowane na początku każdego miesiąca.

Dalsze zmiany w zarządzie Colliers w Polsce

Ostatnie miesiące to czas intensywnych zmian w strukturach wewnętrznych Colliers. Po awansie Moniki Rajskiej-Wolińskiej na stanowisko dyrektor generalnej na region CEE oraz powołaniu nowych członków zarządu spółki w Polsce, firma informuje o dołączeniu Agnieszki Krzekotowskiej oraz Bartosza Jankowskiego do zarządu dwóch spółek Colliers.

Agnieszka Krzekotowska, Partner i Dyrektor Działu Zarządzania Nieruchomościami w Colliers,  została powołana na Członka Zarządu Colliers International REMS Sp. z o.o., spółki oferującej zarządzanie nieruchomościami i majątkiem spółek, a także szereg innych powiązanych z tymi obszarami usług. Bartosz Jankowski, Partner i Dyrektor Działu Design & Build, objął stanowisko Członka Zarządu CDBP Sp. z o.o. Spółka oferuje usługi z zakresu prac budowlanych i aranżacji wnętrz, obejmujące kompleksową realizację projektów przebudowy i aranżacji powierzchni w budynkach biurowych, hotelowych, usługowych, jak również w placówkach służby zdrowia, domach studenckich czy kompleksach oferujących mieszkania na wynajem.

– W Colliers niezwykle cenimy kreatywność i profesjonalizm, a to cechy wyróżniające Agnieszkę i Bartosza, które pozwoliły im na doprowadzenie kierowanych przez nich zespołów do czołowych pozycji w branży. Ich ogromne zaangażowanie w wykonywane zadania, kompetencje menedżerskie i umiejętność szerokiego spojrzenia na poszczególne projekty oraz potrzeby klientów mają niebagatelny wpływ na rozwój firmy. Cieszę się, że są razem z nami, wspierając Colliers swoją wiedzą i doświadczeniem, teraz dodatkowo w zarządach naszych spółek – mówi Monika Rajska-Wolińska, Dyrektor Generalna Colliers na region Europy Środkowo-Wschodniej.

Sylwetki nowych członków zarządu spółek Colliers:

Krzekotowska Agnieszka Colliers
Agnieszka Krzekotowska, Colliers

Agnieszka Krzekotowska dołączyła do Colliers w 2009 roku. Od samego początku pracuje w dziale Zarządzania Nieruchomościami, gdzie najpierw zajmowała stanowisko zarządcy nieruchomości, a następnie dyrektora odpowiedzialnego za relacje z klientami. Od 2018 r. pełni funkcję dyrektora działu – kieruje zespołem około 100 doświadczonych specjalistów i zarządza portfelem nieruchomości komercyjnych w Warszawie i 6 miastach regionalnych w Polsce, współpracując z około 30 klientami instytucjonalnymi z całego świata, m.in.: DWS, Union Investment, Tristan Capital Partners, KGAL, Generali czy Allianz.

Na początku 2020 roku została partnerem w Colliers i współtworzy strategię firmy. Do jej obowiązków należy rozwój działalności w zakresie zarządzania nieruchomościami, w tym pozyskiwanie nowych projektów oraz poszukiwanie nowych technologii i rozwiązań w celu rozszerzenia obecnego zakresu usług firmy. Ponadto Agnieszka wchodzi w skład EMEA Executive Committee Property Management i wspólnie z ekspertami z Holandii, Finlandii i UK pracuje nad strategią i kierunkami rozwoju Property Management w Colliers. Od 2015 r. Agnieszka jest członkiem prestiżowej Royal Institution for Chartered Surveyors (RICS) i członkiem panelu doradczego tej oragnizacji w Polsce. Ukończyła także prestiżowy program edukacyjny Leadership Academy for Poland. Agnieszka wzięła udział w II edycji Programu Mentoringowego Top Woman in Real Estate i jako mentor wspierała kobiety w rozwoju osobistym i zawodowym. Została także laureatką konkursu Top Woman in Real Estate 2020 w kategorii Asset & Property management.

Jankowski Bartosz Colliers
Bartosz Jankowski, Colliers

Bartosz Jankowski do Colliers dołączył w maju 2019 r. jako dyrektor nowo utworzonego działu Design & Build, który w ciągu dwóch lat rozrósł się do prawie 70 osób i dalej dynamicznie się rozwija. W jego portoflio znajdują się zarówno projekty biurowe, jak i magazynowe czy mieszkaniowe. Dział dostarcza kompleksowe usługi w zakresie strategicznego planowania przestrzeni, projektowania jej oraz wykonawstwa, w zależności od potrzeb klientów.

Bartosz posiada ponad 10-letnie doświadczenie w procesach technicznych związanych z obiektami komercyjnymi. Przed dołączeniem do Colliers rozwijał firmę projektową zajmującą się projektowaniem wielobranżowym, której był założycielem i członkiem zarządu. Do jego sukcesów można zaliczyć m.in. wdrożenie automatyzacji procesów zarządzania projektami, wprowadzenie algorytmizacji do procesów projektowych czy zaadaptowanie nowych technologii modelowania parametrycznego 3D do tradycyjnego procesu projektowania aranżacji. Bartosz jest również specjalistą w zakresie Lean Management oraz w dziedzinie Modelowania Informacji o Budynku (BIM).

Herbapol-Lublin to firma z ogromnym potencjałem – wywiad z Evangelosem Evangelou

  1. Na przestrzeni kilku lat można zaobserwować ogromne zmiany w sektorze FMCG – coraz większa ilość nowości na rynku oraz nowych firm w sektorze. Jakie są Pana przemyślenia względem zmian na polskim rynku?

Dostrzegam dwie główne zmiany. Pierwsza z nich dotyczy kanałów dystrybucji. Od kilku lat na rynku widać stabilny wzrost udziału dyskontów, które konsumenci wybierają głównie dzięki konkurencyjnym cenom i ofertom promocyjnym. Warto zauważyć, że nowe rozwiązania ukierunkowane na przyciągnięcie klientów i usprawnienie procesu zakupowego wdrażają nie tylko liderzy tego sektora, jak Lidl czy Biedronka, ale również mniejsi gracze, np.: sieci Dino czy Netto. Zmiany są także widoczne w handlu tradycyjnym, m.in. dzięki konsolidacji tradycyjnych sklepów, które działają jako franczyzy. Jednocześnie bardzo dynamicznie rozwija się kanał e-commerce; dostępne dane pokazują, że ten trend będzie się utrzymywał.

Druga istotna zmiana dotycząca polskiego rynku spożywczego rzeczywiście wiąże się z nowościami produktowymi. Mamy mocno konkurencyjny i nasycony markami oraz produktami rynek, a ich liczba z roku na rok rośnie. Innowacje pojawiają się zarówno ze strony nowych przedsiębiorców, jak i producentów z ugruntowaną pozycją. Jednak niewiele z nich jest w stanie utrzymać się na półce w sklepie. Uważam, że kluczem do sukcesu jest tu reagowanie na trendy w odpowiednim momencie i właściwa ich adaptacja do lokalnego rynku. Dzisiaj konsumenci bardzo uważnie studiują etykiety na opakowaniach, szukając produktów naturalnych, jak najmniej przetworzonych i bez dodatku cukru, najlepiej od polskich producentów. To właśnie trendy związane z naturalnością i convenience wyznaczają w ostatnich latach kierunek rozwoju wielu firm. Jeśli marka wpisuje się w nie i w wiarygodny sposób odpowiada na oczekiwania konsumentów, ma większą szansę odnieść sukces.

  1. Czy inspiruje się Pan europejskimi/światowymi firmami w celu implementacji nowych strategii?

Wydaje mi się, że nie ma prezesa, który by nie czerpał inspiracji od innych. Uważam, że jest to poniekąd wpisane w moją funkcję – dzięki obserwowaniu i analizowaniu światowych trendów mamy szansę podejść do własnej strategii w zupełnie inny sposób.

Uważam, że każda firma powinna mieć proces i zespół dedykowany wyznaczaniu kierunków dalszego rozwoju organizacji i jej oferty. Takie podejście pozwala dostosować trendy do realiów rynkowych, w których działamy.

  1. Stoi Pan na czele ogromnej firmy oraz posiada bogate doświadczenie zawodowe. Jakie cechy oraz wartości według Pana powinien posiadać dobry lider?

Jest to przede wszystkim duża wiedza na temat zarządzania firmą. Takie ogólne zrozumienie zasad funkcjonowania biznesu pomaga w dostosowaniu procesów organizacji oraz jej struktury, np. systemów wynagrodzeń i benefitów, do realiów i wymagań rynkowych. Istotne są również dobre relacje z ekspertami, również spoza firmy, dzięki którym możemy korzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Warto podkreślić, że każdy biznes tworzą ludzie, i to dzięki nim jesteśmy w stanie osiągać sukces i się rozwijać. Dlatego każdy prezes powinien przede wszystkim być uczciwy w stosunku do swoich pracowników, otwarty na ich pomysły oraz empatyczny – ta ostatnia cecha przez pandemię zyskała jeszcze większe znaczenie.

  1. Pochodzi Pan z Cypru, studiował w Stanach Zjednoczonych, a od ponad 25 lat mieszka w Polsce. Co skłoniło Pana, aby zamieszać w Polsce i to właśnie tutaj rozwijać swoją karierę?

Przyjechałem tu na chwilę, która trwa już 27 lat. Polska była wtedy bardzo otwartym i spragnionym wszystkiego rynkiem. Od razu dało się zauważyć, że ciężką pracą można dużo osiągnąć. Skorzystałem z tej szansy, choć przyznam, że początki nie były łatwe. Jednak dzisiaj bardzo się cieszę, że mogę być świadkiem dalszej transformacji tego rynku, oraz, jako CEO, aktywnie przyczyniać się do zmian w sektorze spożywczym.

  1. Zarządzanie firmą to duża odpowiedzialność. Skąd czerpie Pan energię do pracy? Jaka jest Pana odskocznia od codziennego biznesu?

Nie będę oryginalny, mówiąc, że prowadzenie firmy to duża odpowiedzialność – pochłania dużo energii, ale też daje niezastąpioną satysfakcję. Praca z ludźmi, którzy dążą do wspólnego celu jest czymś, co motywuje mnie do dalszego działania. A kiedy czuję zmęczenie lub wyczerpanie, uciekam na krótkie wakacje – latem wybieram morze, a zimą góry. Wyznaję również zasadę, że każdy potrzebuje resetu od pracy i świata biznesu, dlatego cenię sobie czas wolny spędzany z rodziną, oraz hobby, m.in. żeglarstwo, które daje mi przysłowiowy wiatr w żagle do dalszej pracy J

  1. Jakie trzy główne priorytety biznesowe są na Pana liście? Na jakich aspektach skupia się Pan najbardziej?

Obecnie skupiam się na strategii, strukturze firmy oraz inwestycjach, również – a może przede wszystkim – w pracowników. „Herbapol-Lublin” to polska firma z ogromnym potencjałem – dzięki wdrożeniu właściwej strategii oraz trosce o pracowników, wszystko jest możliwe, co pokazują ostatnie lata, kiedy osiągaliśmy stabilny wzrost rok do roku.

Odkąd objąłem stanowisko prezesa zarządu w firmie, w której DNA wpisana jest natura, mam jeszcze większą świadomość tego, że musimy się o nią troszczyć. To ważne nie tylko dla naszego biznesu, ale przede wszystkim dla środowiska, naszych konsumentów i całego społeczeństwa.

  1. Czy w czasie pandemii, względem zarządzania biznesem, odkrył Pan w sobie coś szczególnego?

Nie ukrywam, że był to trudny czas dla wszystkich. Mnie skłonił on do wielu refleksji, nabrałem też dużo pokory – zarówno jeśli chodzi o samego siebie, jak i w stosunku do otoczenia. Myślę, że nie tylko ja, ale i sporo innych osób zaczęło bardziej doceniać to, co jest tu i teraz, i skupiać się na teraźniejszości. I choć w życiu takie podejście jest jak najbardziej OK, w biznesie musimy planować działania ze sporym wyprzedzeniem. Z drugiej strony pandemia pokazała nam, że nie da się wszystkiego przewidzieć i czasem po prostu trzeba taki stan rzeczy zaakceptować, dostosowując się do nowej rzeczywistości.

Co trzecia firma ma problem z terminowymi płatnościami

Co trzecia firma zmagała się w ostatnich 6 miesiącach z problemem faktur przeterminowanych o ponad 60 dni. Nadal najgorzej z niesolidnością kontrahentów ma handel, najlepiej jest w budownictwie. Oznacza, to że jakość rozliczeń B2B utrzymała się na podobnym poziomie jak w drugim kwartale, choć kondycja firm znacząco się poprawiła – wynika z cyklicznego badania wśród MŚP realizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Cały czas przybywa jednak przedsiębiorstw niesolidnych dłużników, na koniec czerwca było ich ponad 324 tys. o prawie 4 tys. więcej niż pół roku temu.

Jak pokazuje cokwartalne badanie na rzecz BIG InfoMonitor realizowane wśród 500 mikro, małych i średnich firm, obecnie o opóźnianiu płatności przez co najmniej dwa miesiące od wyznaczonego terminu mówi niemal 35 proc. respondentów. To tyle samo co kwartał wcześniej, ale mniej niż na przełomie roku, gdy kłopoty z mocno opóźnianymi rozliczeniami zgłaszało ok. 40 proc. MŚP.

problemem faktur przeterminowanych o ponad 60 dni
Źródło: badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Z kolei na płatności przekładane o ponad miesiąc czeka połowa firm. – Czy warto być cierpliwym? Niekoniecznie, bo jak widać z badań, po upływie kolejnego miesiąca nadal pieniędzy nie ma co trzecie przedsiębiorstwo. Bierna postawa, to błąd, który może sporo kosztować, bo część długo przeciąganych płatności już nigdy nie zostaje uregulowana – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Bardziej optymistyczne oceny kondycji, ale nie wśród mikrofirm

Na przestrzeni ostatnich miesięcy, sytuacja w rozliczeniach między firmami, które sprzedają z odroczonym terminem płatności nie poprawiła się, choć kondycja przedsiębiorstw już tak. W porównaniu z początkiem drugiego kwartału znacznie przybyło oceniających swoją formę jako dobrą i bardzo dobrą. Obecnie postrzega się tak sześć na 10 mikro, małych i średnich firm, podczas gdy wcześniej deklarowały to jedynie cztery firmy na 10. Najwięcej prymusów jest w przemyśle i budownictwie, 65 i 64 proc., najmniej w usługach – 51 proc.

W kategorii kondycji złej, a nawet bardzo złej, też można zaobserwować zmiany na lepsze, ale nie są one aż tak spektakularne. Odsetek firm w złej sytuacji spadł w ostatnich miesiącach z 15 proc. do 11 proc. i co istotne jest głównie efektem poprawy wśród małych i średnich firm. O ile wcześniej źle bywało w części wszystkich firm bez względu na wielkość, tym razem kiepsko mają się głównie mikrofirmy, w złej kondycji jest co piąta, przede wszystkim usługowa i budowlana. Wśród firm usługowych jest też najmniej optymistów liczących, że w kolejnych miesiącach sytuacja się poprawi.

kondycja firmy
Źródło: Badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Pogorszyło się w usługach

Skala problemów z niesolidnymi kontrahentami jest inna w każdej branży. Najtrudniej jest firmom handlowym, gdzie niemal połowa ma odbiorców spóźniających przelewy o ponad 60 dni. I tu akurat niewiele się zmieniło. Kolejna branża, w której opóźnienia są najbardziej rozpowszechnione to transport. Na ociągających się z przelewami zleceniodawców skarży się, tak samo jak w kwietniu, 36 proc. przedsiębiorstw oferujących przewóz osób i towarów.

W ciągu kwartału mocno zmieniły się natomiast relacje z kontrahentami przedstawicieli branży budowlanej i usługowej. Po tym jak w budownictwie wiosną wahadło wychyliło się pokazując spory przyrost niesolidnych zleceniodawców, tym razem odbiło w drugą stronę i jedynie co piąta firma budowlana mówi, że ma płacących z ponad dwumiesięcznym poślizgiem. Biorąc pod uwagę dobrą koniunkturę na rynku budowlanym, poprzedni skok udziału firm z niesolidnymi klientami zaskakiwał, okazało się to jednak chwilowe. Obecnie pod względem relacji płatniczych budownictwo ma się najlepiej z prezentowanych branż.

opóźnione płatności
Źródło: Badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Pogorszyło się natomiast w usługach, gdzie udział firm z problemami w ściąganiu należności wzrósł z 24 do 31 proc. W przemyśle, podobnie jak wcześniej, niesolidni odbiorcy stanowią wyzwanie dla 29 proc. przedsiębiorstw.

– Sytuacja w rozliczeniach B2B nieco się ustabilizowała. Niestety na ten obraz ma wpływ m.in. mniejsza liczba wystawianych faktur, bo obroty wielu firm nadal nie powróciły do stanu sprzed pandemii. Ale po części jest to też rezultat sygnalizowanych przez przedsiębiorców ograniczeń w udzielaniu kredytu kupieckiego, większej ostrożności w dobieraniu partnerów oraz szybszej i bardziej zdecydowanej reakcji na pojawiające się problemy ze ściągnięciem należności. Koronakryzys zmienił podejście obu stron transakcji, niektórzy kupujący w obawie o utrzymanie łańcucha dostaw sami płacą dziś bardziej sumiennie. Jednocześnie trzeba jednak mieć na uwadze, że firm niesolidnych dłużników cały czas przybywa. Po I połowie roku było ich w naszych bazach 324,5 tys. wobec 320,7 tys. na koniec 2020 r. i 320,3 tys. w czerwcu zeszłego roku – zauważa Sławomir Grzelczak. –– dodaje Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane przez Instytut Keralla Research, prowadzonego co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: lipiec 2021 r.

Koszty pracy kluczowe dla Fed

Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy bez wątpienia są wydarzeniem tygodnia. Dziś jednak otrzymamy przedsmak tych wydarzeń w postaci raportu ADP na temat zatrudnienia w USA. Oczekiwania zawieszone są na poziomie 682,5 tys. nowych miejsc pracy. Zmienności na dolarze może się pojawić ale dopiero wówczas, kiedy publikacja odbiegałaby w znacznym stopniu od konsensusu. Wówczas rynek zacząłby spekulować na temat piątkowego wyniku.

Pamiętajmy, że wartość predykcyjna raportu przygotowywanego przez prywatną firmę Automatic Data Processing dla oficjalnych danych Bureau of Labor Statistics jest ograniczona. Po drugie, pojedyncze dane nie będą w stanie zmienić stanowiska Fed-u, przynajmniej w krótkim okresie. Sam Christhopher Waller – gubernator Fed, który należy do obozu jastrzębi (opowiadał się jeszcze niedawno za wczesnym i szybkim ograniczeniem zakupów obligacji) – w tym momencie oświadczył, że chciałby zobaczyć przynajmniej dwa silne raporty NFP. Dopiero to skłoniłoby go do poparcia decyzji o ograniczeniu skupu na posiedzeniu, najwcześniej pod koniec września.  Z kolei Lael Brainard (zasiadająca w Radzie Gubernatorów Rezerwy Federalnej) niedawno wskazała, że chciałaby poczekać na rozwój sytuacji gospodarczej we wrześniu, zanim zostaną podjęte decyzje.

Wykres NFP oraz ADP
Wykres NFP oraz ADP, dane nie zawsze są zbieżne, źródło: Bloomberg

Członkowie FOMC wydają się dostrzegać pewną niepewność co do wychodzenia z pandemii. Prawdopodobnie minie jeszcze trochę czasu zanim twarde dane rozwieją ostatnie wątpliwości.

W tym momencie sporo uwagi przyciąga indeks kosztów zatrudnienia w USA. Dostarcza on  informacji o zmianach płac i wynikającej z nich presji inflacyjnej. Wzrost  w II kwartale był niższy od oczekiwań. Wskaźnik ECI – Indeks Kosztów Zatrudnienia – opublikowany w ostatni piątek spadł do poziomu 0,7 proc. To wynik oscylujący wokół średniej z okresu 2018-2019. W I kwartale widzieliśmy 0,9 proc., co na pierwszy rzut oka oznacza, że koszty pracy w Q2 spowolniły. Jednak należy zwrócić uwagę, że wynik za Q1 był zawyżony przez wyjątkowe wypłaty premii.

Wykres ECI (Indeks Kosztów Zatrudnienia)
Wykres ECI (Indeks Kosztów Zatrudnienia), trzymiesięczna zmiana procentowa wyrównana sezonowo, źródło: bls.gov

W pierwszej połowie 2021 roku wzrosła zatem presja kosztowa. Koszty pracy rosły w tempie annualizowanym na poziomie 4 proc. czyli znacznie wyższym niż przed pandemią. W latach 2018 i 2019 wzrost był na poziomie 2,8 proc. w skali roku. Szczególnie wysoka dynamika jest zauważalna w sektorze rekreacyjno-hotelarskim. W pierwszych 6 miesiącach tego roku koszty pracy wzrosły w tym obszarze o 8,3 proc. (przed COVID-19 było to średnio 3,7 proc.). W handlu hurtowym oraz detalicznym również widoczna jest zmiana na plus, jednak nie tak drastyczna.

Oczywiście silny wzrost kosztów pracy, a tym samym gwałtowny wzrost presji inflacyjnej może być przejściowy. Pamiętajmy, że turystyka i hotelarstwo były najbardziej dotknięte przez pandemię. W pierwszej fazie kryzysu, zatrudnienie straciła tam prawie połowa pracowników. Ci ludzie następnie szukali pracy w innym obszarze, więc po złagodzeniu restrykcji nie wszyscy automatycznie przeszli do swojego starego pracodawcy. Zapełnienie dużej liczby wakatów wymagało zaoferowania wyższych płac. W tym momencie około 75 proc. utraconych miejsc pracy zostało ponownie obsadzonych. Zatem wzrost płac w tym sektorze z miesiąca na miesiąc będzie spowalniał, co wpisuje się w retorykę Fed-u o przejściowym charakterze inflacji.

Dla Rezerwy Federalnej uspokojenie sytuacji (związanej ze wzrostem cen) jest nadal bardziej prawdopodobne. Ocena Fed wydaje się trafna, że wzrost inflacji jest w dużej mierze spowodowany efektami specjalnymi w trakcie ponownego otwarcia gospodarki. Ryzyko dla prognoz inflacyjnych wyraźnie przesunęło się jednak w górę – o czym Powell wspomniał na ostatniej konferencji.

PLN

Minimalne spadku EUR/USD przyczyniły się do lekkiego osłabienia polskiego złotego. Ruch jest jednak mocno ograniczony a PLN jest nadal zdecydowanie silniejszy niż w ubiegłym tygodniu, kiedy kilkukrotnie EUR/PLN testował poziom 4,60. Aktualnie para walutowa jest kwotowana po 4,5520, co oznacza tygodniową aprecjację o 5 groszy. Z kolei USD/PLN 3,84, choć wczoraj w południe widzieliśmy tę parę walutową ok. 1,5 grosza niżej. W tym tygodniu nie zobaczymy już istotnych danych z krajowej gospodarki, zatem siła PLN będzie dyktowana przez globalny sentyment.

Łukasz Zembik, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Działki hitem na rynku nieruchomości. COVID-19 nie jest jedynym powodem

W 2020 r. padł nowy rekord w sprzedaży niezabudowanych działek. Wg ekspertów portalu GetHome.pl nie przyczynił się do tego wyłącznie COVID-19, ale także, a może przede wszystkim, rosnące ceny mieszkań.

GUS podał właśnie, że w 2020 r. zawarto w całym kraju przeszło 141,3 tys. transakcji dotyczących działek niezabudowanych, czyli o ok. 17% więcej niż rok wcześniej. To nowy rekord na rynku działek.Transakcje dotyczące działek

Sęk w tym, że nie wiemy na razie, ile działek niezabudowanych zmieniło właściciela oraz jakie jest ich przeznaczenie. Innymi słowy, czy kupiono je z myślą o budowie np. domu jednorodzinnego lub letniskowego, czy może hotelu albo pawilonu handlowego – komentuje ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

I dodaje, że tego typu szczegóły GUS poda najwcześniej w listopadzie. Dane Ministerstwa Sprawiedliwości, z których korzysta GUS, wskazują jedynie, że tylko niespełna połowa spośród wszystkich transakcji dotyczy działek budowlanych. Tych również sprzedano w 2020 r. najwięcej w historii naszego rynku nieruchomości.Transakcje działki budowlane.jpgW praktyce transakcje obejmują często więcej niż jedną działkę. Według GUS np. w 2019 r. właściciela zmieniło 70,2 tys. działek przeznaczonych pod zabudowę. Jednak zaledwie jedna trzecia z nich – 24,4 tys. – może być wykorzystana pod zabudowę mieszkaniową.Działki mieszkaniowe

– Gwałtowny, bo aż 29% wzrost sprzedaży działek „mieszkaniowych” miał miejsce już w 2017 r. Tak więc do boomu na rynku działek nie przyczynił się wyłącznie COVID-19 – zauważa Marek Wielgo.

Choć równocześnie przyznaje, że w czasie pandemii wielu Polaków uznało, że bezpieczniej jest mieszkać lub wypoczywać w domu z działką niż w mieszkaniu w bloku. Ponadto, w wielu branżach pandemia wymusiła pracę zdalną. Dom zapewnia bez porównania większy komfort.

To zjawisko widać już w statystykach budowlanych GUS. W pierwszym półroczu 2021 r. inwestorzy indywidualni uzyskali pozwolenia lub zgłosili budowę blisko 60,4 tys. mieszkań (głównie domów jednorodzinnych). To aż o 29% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Ekspert GetHome.pl zwraca jednak uwagę, że już w poprzednich latach systematycznie rosła liczba budowanych domów.Domy jednorodzinne w pozwoleniach

To dlatego, że dla wielu Polaków dom jest tańszą alternatywą dla szybko drożejących mieszkań. Przy czym budownictwo jednorodzinne rozwija się najbardziej w miejscowościach okalających duże miasta. Tam zakup działki budowlanej jest już zbyt dużym wydatkiem, porównywalnym z zakupem sporego mieszkania.

Działki pod zabudowę jednorodzinną w cenie kilku milionów złotych nie są w Warszawie rzadkością. Niestety, podaż atrakcyjnych działek jest mniejsza niż w poprzednich latach. Na spadek cen raczej nie ma więc co liczyć – komentuje Marek Wielgo.

Autor: GetHome.pl

Pracownicy handlu nie chcą pracować w niedzielę

Dotychczas było spokojnie, bo przez rok odnotowaliśmy zaledwie kilka skarg na to, że pracownicy muszą przychodzić do pracy w niedzielę. Wszystko zmieniło się, gdy okazało się, że swoje sklepy otwierają takie sieci jak Biedronka czy Dino. – Może nie możemy jeszcze mówić o wielkiej fali skarg, ale jest ich znacząco więcej. Dotyczą przede wszystkim tego czy pracownicy muszą przychodzić do pracy w niedzielę, czy mogą odmówić oraz czy pracodawca może ich zwolnić jeżeli zdecydują się na pozostanie w domach – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Sprawa jest prosta. Jeżeli sklep jest czynny w niedzielę zgodnie z prawem, to pracownik nie ma prawa odmówić pracodawcy stawienia się w pracy. Stąd też uważamy, że konieczne są w tym zakresie regulacje. Niekoniecznie jednak mowa o całkowitym zakazie handlu w niedzielę – dodaje Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

  • Skargi pracowników handlu dotyczą tego, że muszą przychodzić do pracy w niedzielę
  • Nie brakuje też skarg związanych z tym, że dowiadują się o tym na ostatnią chwilę
  • W handlu jest zbyt mało pracowników, widać to szczególnie w kurortach nadmorskich, gdzie często zaledwie kilka osób obsługuje cały sklep, a klientów jest całe mnóstwo
  • Skargi dotyczą także odwoływanych urlopów lub przenoszenia ich na jesień

Dużo skarg na konieczność pracy w niedzielę. Wśród pracowników zapanował popłoch

Zakaz handlu w niedzielę powoli staje się fikcją, co odczuwają pracownicy. Handel w siódmy dzień tygodnia powrócił do takich sieci jak Dino, Biedronka, Intermarche, Lewiatan czy sieci convience. Pracownicy dotychczas nie skarżyli się na konieczność pracy w niedzielę, ale takich sytuacji było zaledwie kilka w roku. Poszerzenie spektrum spotkało się raczej z negatywnym przyjęciem pracowników dyskontów. – Pracownicy przyzwyczaili się do wolnych niedzieli. Klienci oceniają ponowny handel pozytywnie, ale dla pracowników to dodatkowe obowiązki, które w obecnej sytuacji nie są zwykle dodatkowo premiowane. Swojego czasu proponowaliśmy, by osoby pracujące w niedzielę były dodatkowo wynagradzane, ale rządzący wolą skupiać się na regulacjach ograniczających, a nie doceniających pracowników, co oceniamy negatywnie – mówi Małgorzata Marczulewska.

Na co najczęściej skarżą się pracownicy handlu obecnie? – Skargi i pytania dotyczą tego, czy w ogóle pracownik musi pracować w niedzielę czy na przykład może odmówić. Niestety tu odpowiedź jest prosta: nie. Pracodawca ustala harmonogram pracy i nie możemy mu powiedzieć, że w niedzielę nie pracujemy. Skargi często dotyczą także trybu i warunków pracy. Niektórzy o tym, że sklep będzie czynny w niedzielę dowiadują się w piątek wieczorem. Zdarzają się także skargi na odwoływane urlopy, bo na przykład pracowników w danym sklepie jest za mało oraz na to, że w sklepach jest tłum ludzi i po prostu nie ma komu pracować. Takich skarg dostajemy dużo z kurortów nadmorskich – mówi Marczulewska.

Rada dla pracowników: rozmowa z pracodawcą. Nie każdy musi chcieć pracować w niedzielę

Jak pracownicy mogą więc podejmować rozmowy z pracodawcami? – Przede wszystkim na spokojnie i bez nerwów. Argumenty, które docierają do nas to zwykle informacje, że ktoś nie chce pracować w niedzielę nie z lenistwa, a na przykład konieczności rodzinnych. To argument podejmowany często i należy go docenić. Nie wszyscy mają okazję spędzić ze sobą dzień w tygodniu i dla wielu rodzin niedziela była dniem, gdzie mogli wspólnie spędzić czas – mówi Prezes Marczulewska. – Pracownik nie może odmówić przyjścia do pracy w niedzielę, ale może poprosić, by w miarę możliwości nie angażować go w pracę w ten dzień z powodów rodzinnych. Idealnym modelem byłoby gdyby w niedzielę pracowali ochotnicy, którzy byliby dodatkowo premiowani. Obawiam się jednak, że w sytuacji gdy tak mocno brakuje rąk do pracy w handlu to niemożliwe – dodaje.

Deloitte: Transformacja cyfrowa priorytetem firm prywatnych

Liderzy firm prywatnych wskazują, że mijający kryzys wywołany pandemią miał największy wpływ na przyspieszenie transformacji cyfrowej w ich organizacjach. W badaniu przeprowadzonym przez firmę doradczą Deloitte „Kryzys katalizatorem zmian: przyspieszenie transformacji” odpowiedziało tak aż 69 proc. ankietowanych. Ponad jedna trzecia respondentów przyznała, że w ich przedsiębiorstwach transformacja cyfrowa była reakcją na kryzys, a zaledwie jedna czwarta badanych organizacji rozpoczęła ją przed wybuchem pandemii.

Najnowsze globalne badanie przeprowadzone przez Deloitte Private pokazuje, że firmy prywatne na całym świecie w wyniku pandemii przyspieszyły cyfrową transformację poprzez zwiększenie inwestycji w technologie i ich wdrożenie. Technologia jest obok wzrostu produktywności (ukierunkowanie na klienta, innowacje produktowe, wzrost przychodów) jednym z dwóch obszarów, w których ankietowani robili największe postępy w zakresie budowania odporności przedsiębiorstwa. 18 proc. zapytanych deklaruje, że kwestie przyspieszenia transformacji cyfrowej ma w pełni opracowane, 45 proc. jest w połowie drogi, a jedna czwarta rozpoczęła wdrażanie zmian.

Strategia wzrostu

Transformacja cyfrowa jest drugą, tuż za wzrostem produktywności, strategią rozwoju dla badanych firm na najbliższy rok – odpowiedziało tak 43 proc. respondentów – i trzecią na najbliższe trzy lata (42 proc.).

Nasi respondenci mają duże oczekiwania co do korzyści, jakie inwestycje technologiczne przyniosą ich organizacjom. Wierzą, że transformacja cyfrowa przyczyni się między innymi do zwiększenia zaangażowania klientów, wzrostu sprzedaży, wzmocnienia zdolności zarządzania oraz minimalizacji kosztów – mówi Jan Michalski, partner w dziale konsultingu Deloitte, lider Deloitte Digital CE. Warto odnotować, że dziś wiele firm jest znacznie bliżej realizacji tych ambicji niż przed pandemią. Prawie siedmiu na dziesięciu zapytanych stwierdziło, że transformacja cyfrowa w ich przedsiębiorstwach znacznie przyspieszyła w czasie kryzysu. Podczas gdy ponad jedna czwarta firm na świecie rozpoczęła transformację przed wybuchem epidemii COVID-19, 36 proc. respondentów stwierdziło, że rozpoczęło ją dopiero w odpowiedzi na kryzys. Tak samo kształtują się odpowiedzi firm z Europy Środkowej. Co istotne, organizacje o wysokiej odporności znacznie częściej niż te o niskiej odporności (odpowiednio 80 proc. do 43 proc.) odpowiadały, że ich proces transformacji cyfrowej został przeprowadzony przed kryzysem lub jest w trakcie.

Pilna potrzeba zmian

COVID-19 w ciągu kilku tygodni wymusił radykalne zmiany w zachowaniach i potrzebach klientów, przeniósł znaczną część gospodarki do Internetu, a w obliczu zagrożenia konsumenci zaczęli częściej i chętniej korzystać z możliwości cyfrowych. Jedna czwarta ankietowanych przewiduje, że jednym z trzech największych zagrożeń dla rozwoju firmy w ciągu najbliższego roku będą potencjalne ataki cybernetyczne. Te obawy nieco wzrastają w perspektywie trzech najbliższych lat. Stąd też specjaliści z Deloitte przewidują, że bezpieczeństwo informacji będzie największym obszarem wydatków na technologie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Takie inwestycje w najbliższym roku planuje 39 proc. badanych. Na drugim miejscu jest chmura obliczeniowa (38 proc.), a za nią analityka danych (37 proc.). Znaczna część respondentów przewiduje również, że ich firmy będą inwestować w technologie wschodzące, takie jak robotyka (20 proc.), autonomiczne pojazdy (13 proc.) i drony (11 proc.).

– Firmy mogą dodatkowo zmaksymalizować inwestycje w obszary technologiczne. Jednym z trendów jest udoskonalanie procesów planowania za pomocą zaawansowanych technologicznie platform strategicznych. Pomogą one liderom firm prywatnych wykorzystywać analitykę danych do rozważenia przyszłych scenariuszy w szerszym i bardziej precyzyjnym zakresie – podsumowuje Wiesław Kotecki, partner w dziale konsultingu Deloitte, lider Customer Strategy & Applied Design w Deloitte Digital CE.

Modern Commerce pozyska 80 mln zł z emisji akcji

Notowana na NewConnect grupa e-commerce związana z dobrami luksusowymi Modern Commerce z powodzeniem zakończyła publiczną emisję akcji. Cena akcji nowej emisji została ustalona na poziomie ceny maksymalnej, czyli 0,54 zł za jedna akcję. Inwestorzy złożyli deklarację zapisów na wszystkie oferowane akcje, dzięki czemu spółka pozyska 80 mln zł. W emisji wzięła udział m.in. Wirtualna Polska Holding, która złożyła deklarację zapisu na akcje o wartości ponad 10 mln zł. To największa gotówkowa emisja w historii rynku NewConnect. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na przejęcie właściciela marki Moliera2.com i realizację bieżących projektów inwestycyjnych prowadzonych przez Grupę.

W ramach oferty publicznej Modern Commerce pozyskało 80 mln zł. Emisja objęła 148.131.000 akcji serii O. W ramach tej emisji deklarację zapisu na 18,52 mln akcji złożyła Wirtualna Polska Holding, po cenie emisyjnej 0,54 zł za akcję. Spółki zamierzają współpracować na poziomie operacyjnym i marketingowym przede wszystkim przy rozwoju projektu Moliera2.com, co pozwoli zmaksymalizować potencjał e‑commercowy projektu.

– Z wielką radością informujemy, że z sukcesem zakończyliśmy publiczną emisję akcji. Dziękujemy nowym i dotychczasowym akcjonariuszom za zaufanie, którym nas obdarzyli. Pozyskaliśmy szerokie grono różnorodnych inwestorów, w tym fundusze inwestycyjne. Szczególnie należy podkreślić obecność Wirtualnej Polski w naszym akcjonariacie, która otwiera nowe możliwości rozwoju dla naszych projektów. Mamy jasno określone cele, które w najbliższym czasie zamierzamy zrealizować. Naszą ambicją jest zbudowanie lidera e-commerce rynku dóbr luksusowych, co dzięki tej emisji będzie możliwe  komentuje Maciej Tygielski, członek zarządu Modern Commerce.

Inwestorom indywidualnym zostanie zaoferowane 106,7 mln akcji, w tym 18,52 mln akcji obejmie Wirtualna Polska Holding. Pozostałe 41,4 mln akcji zostanie zaoferowanych inwestorom instytucjonalnym.

Środki pozyskane z trwającej emisji akcji zostaną przeznaczone na nabycie 60 proc. udziałów w kapitale zakładowym spółki IT Fashion Polska Group & Partners Sp. z o.o. – 60 mln zł oraz 15 mln zł na realizację innych projektów inwestycyjnych, m.in. wielojęzykowej platformy sprzedaży internetowej z obsługą marketplace i obrotu rzeczami używanymi w Moliera2.com, aplikacji mobilnej Moliera2.com oraz Mamissima, projekt marki własnej Mamissima i działania marketingowe.

– Zamierzamy wykorzystać potencjał marketingowy brandu Moliera2.com oraz synergie logistyczno-operacyjne. Nowa marka będzie silnym graczem w naszym ekosystemie kompatybilnych platform z obszaru dóbr luksusowych i marek premium – dodaje  Tygielski.

Odpowiedź na „Polski Ład”? Bułgaria stanie się ziemią obiecaną dla przedsiębiorców?

Cypr, Malta, zamorskie terytoria Wielkiej Brytanii to znane niemal każdemu raje podatkowe. Jednak są również miejsca na kontynencie europejskim, którym takim mianem można ochrzcić, a do tego niewielu o tym słyszało. Czy Bułgaria stanie się ziemia obiecaną dla polskich przedsiębiorców po wprowadzeniu rozwiązań “Polskiego Ładu”?

W pierwotnych planach Bułgaria miała wstąpić w szeregi Unii Europejskiej razem z Polską. Jednak negocjacje akcesyjne i dostosowanie prawa do obowiązującego we Wspólnocie zajęło tamtejszym rządom znacznie więcej czasu. Jednak nieco ponad 2,5 roku po Polsce i Bułgarzy stali się częścią Unii. – Przynależność do Wspólnoty to ważny czynnik dla wielu przedsiębiorców. Daje on poczucie bezpieczeństwa, choćby z tego powodu, że znane są ścieżki arbitrażowe czy sądowe w razie sporów. Do tego duża część rozwiązań prawnych jest wspólna np. występuje pełna harmonizacja wymiany danych (np. bankowych), a większość rozwiązań podatkowych opiera się na takich samych zasadach – tłumaczy Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się m.in. w ochronie majątku i prawie podatkowym. – Jednak rządy narodowe mają pewną swobodę w kształtowaniu zachęt, które mają za zadanie rozruszać lokalny rynek, zmniejszyć bezrobocie czy przyciągnąć firmy inwestujące w nowoczesne technologie i taki pakiet ułatwień istnieje również w Bułgarii.

Ciekawą zaletą bułgarskiej gospodarki jest połączenie rynku energetycznego z Grecją i Rumunią. Dzięki temu można na giełdach energetycznych łączyć siły i kupić tańszą energię.

Żegnaj biurokracjo

Jak podkreśla ekspert z kancelarii Oniszczuk & Associates Bułgaria jest ciekawym wyborem dla tych, którzy mają dość restrykcyjnej biurokracji znanej z państw Europy Zachodniej. Założenie spółki jest znacznie prostsze, mniejszy jest też zakres obowiązków administracyjnych, co wprost przenosi się na koszty prowadzenia firmy. Dotyczy to przede wszystkim małych firm, które zatrudniają mniej niż 50 osób i notują przychód poniżej 19,5 milionów lewa (ok. 45 mln zł).

Jedną z korzystniejszych form prowadzenia biznesu jest wykorzystanie możliwości, które daje spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (OOD lub jej jednoosobowa wersja – EOOD). Spółka musi posiadać co najmniej jednego wspólnika oraz dyrektora. Nie muszą oni legitymować się obywatelstwem, a nawet rezydenturą w Bułgarii, ale protokół założycielski musi być sformułowany w języku bułgarskim.

Należy posiadać też minimalny kapitał w postaci jednego euro, a tę kwotę trzeba wpłacić na rachunek założony w Bułgarii. Udziałowcy spółki odpowiadają za jej zobowiązania wyłącznie do kwoty kapitału zakładowego.

Co więcej? Spółka nie ponosi żadnych kosztów za ubezpieczenie medyczne dyrektora zarządzającego, które też jest stosunkowo niskie, bo wynosi ok. 250 euro. Pozostałe składki również nie są wysokie, bo niska jest też podstawa wymiaru składek. Matryca VAT nie jest skomplikowana, a przez to łatwiejsza jest kwalifikacja działalności gospodarczej (odpowiednik polskiego PKD).

CIT tak niski, że aż chce się płacić

Bułgaria zachęca przedsiębiorców również jednym z najniższych podatków CIT w Europie. Podstawowa stawka to zaledwie 10%. Podatek dochodowy również kształtuje się na podobnym poziomie. Podatek od dystrybucji realizacji zysków wynosi 5% dla rezydentów unijnych, a ci, którzy rezydują poza UE zapłacą 0%.

Jeśli chodzi o podatek VAT, to zasadniczo stawka podstawowa to 20%; przewidziana jest również stawka obniżona – 9% na niektóre towary i usługi oraz stawka 0%.

– Założenie firmy w Bułgarii jest szczególnie atrakcyjne dla tych, którzy dokonują zakupu towaru na zasadzie wewnątrzwspólnotowego nabycia i odsprzedania tego towaru. Nie muszą obciążać tego towaru podatkiem VAT, gdy wywożą produkt poza granice np. z Bułgarii do Polski, a w przypadku świadczenia usług mają prawo do mechanizmu odwróconego obciążenia – tłumaczy Maciej Oniszczuk.

Założenie spółki w Bułgarii ma jeszcze jeden plus – tanią i doświadczoną siłę roboczą na nienasyconym rynku pracy. – Dzięki temu ten sam produkt można wykonać taniej i być bardziej konkurencyjnym na europejskim rynku – zaznacza Oniszczuk. Minimalne wynagrodzenie za rok 2021 wynosi 332 euro.

Ważnym czynnikiem stabilizacyjnym – szczególnie dla eksporterów – jest sztywne połączenie kursu euro z bułgarską lewą i wynosi on 1 euro = 1,96 lewa. – Z tego względu ewentualne wejście Bułgarii do strefy euro nie będzie szokiem zarówno dla mieszkańców jak i przedsiębiorców – komentuje właściciel kancelarii Oniszczuk & Associates.

Domek w górach czy nad morzem? A może winnica?

Bułgaria to ciekawy kraj dla tych, którzy chcą zainwestować w nieruchomości. Poza Sofią ceny bowiem są niskie, a stopy zwrotu dość duże. Koszt wakacyjnego – ok. 30 metrowego – mieszkania w okolicach Złotego Brzegu to zaledwie 100 tys. złotych. Równie ciekawe oferty można znaleźć w górskich resortach, a tam sezon trwa cały rok, a nie pięć miesięcy jak nadmorskich miejscowościach – Niskie lub nawet ujemne stopy procentowe w wielu krajach Unii Europejskiej? Nieruchomość w Bułgarii może zabezpieczyć nasz majątek przed stratami – podpowiada Oniszczuk.

Bułgaria stwarza też ciekawe szanse dla tych, którzy chcą inwestować w rolnictwo czy też winnice. Zakładając spółkę można bowiem zakupić ziemię, która pozwala na czerpanie korzyści właśnie z tego sektora gospodarki.

Analiza ruchu w dyskontach: Biedronka traci najwięcej lojalnych klientów. Lidl najgłębiej penetruje rynek

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud oraz UCE RESEARCH, w drugim kwartale br. Biedronka odpowiadała za niecałe 64% wszystkich wizyt w dyskontach spożywczych. Jednak w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. odnotowała spadek share of footfall. Z kolei 3 pozostałe sieci poprawiły swoje udziały w rynku. Do tego widać, że wszystkie badane podmioty zwiększyły penetrację rynkową. Największy wzrost tego wskaźnika odnotował Lidl. Mimo tego jednocześnie spadła lojalność klientów w stosunku do całego segmentu dyskontów.

Raport opiera się na analizie zachowań blisko 840 tys. konsumentów, którzy odbyli prawie 8,5 mln wizyt w blisko 4 tys. sklepów. Przynosi informacje m.in. o share of footfall, czyli o udziale danej sieci handlowej w łącznym ruchu w sklepach dyskontowych. I tak w drugim kwartale br. Biedronka odpowiadała za 63,6% wszystkich wizyt w tym formacie (w analogicznym okresie ub.r. – 64,6%). Na kolejnych miejscach są Lidl – 26% (wcześniej 25,4%), Netto – 8% (7,7%) i Aldi – 2,4% (poprzednio 2,3%). Jak podkreśla Mateusz Chołuj z Proxi.cloud, wyniki są zbliżone do ubiegłorocznych. Natomiast w niedalekiej przyszłości sytuację na rynku może zmienić zdecydowana ekspansja sieci Netto.

– Biedronka utrzyma pierwszą pozycję, choć intensywna konkurencja spowoduje zmniejszenie się dystansu między poszczególnymi sieciami. Portugalskich sklepów jest dużo, w tym roku komunikowano o ponad 3150. To niekwestionowany lider sprzedażowy, jak i w zakresie wyboru strategii rynkowej – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, ekspert rynku retailowego, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W następnych kwartałach można spodziewać się wzrostu liczby wizyt w Biedronkach, co prognozuje dr Krzysztof Łuczak, członek zarządu Grupy Blix i współautor badania. Według eksperta, przyczyni się do tego otwieranie nowych placówek i powrót klientów do częstszych zakupów na skutek poprawy sytuacji pandemicznej. Z kolei dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego uważa, że w III i IV kwartale br. Biedronka prawdopodobnie utrzyma się na pozycji lidera. Ale jej share of footfall może nieco obniżyć się za sprawą działań podjętych przez konkurentów z rynku oraz inne dynamicznie rozwijające się formaty handlu detalicznego.

– Pandemia znacząco wpłynęła na sytuację na rynku dyskontów. Z naszych poprzednich badań wynika, że ta kategoria zdecydowanie najlepiej odnalazła się w obecnej sytuacji. Łączny footfall w tym formacie wzrósł w drugim kwartale br. o 13,9% rdr. Jednak to nie oznacza wcale, że przed sieciami stoi łatwe zadanie – mówi Mateusz Chołuj.

Część raportu dotyczy share of shoppers, czyli wskaźnika penetracji rynku. Dzięki temu wiemy, jaka część klientów wszystkich dyskontów była co najmniej raz w sklepie danej sieci. Co istotne, jeden shopper mógł być w analizowanym okresie w dyskontach kilku różnych sieci. Dlatego udziały nie sumują się do 100%. Liderem jest Biedronka z penetracją rynku dyskontów spożywczych na poziomie 89,1% w drugim kwartale br. (rok wcześniej – 87,8%). Kolejne pozycje zajmują Lidl – 59,5% (53,6%), Netto – 22,3% (19,5%) oraz Aldi – 9,8% (poprzednio 7,6%).

– Warto zauważyć, że każda z sieci dyskontów zwiększyła swoją penetrację rynkową. To wynik zmian w zachowaniu konsumentów, którzy stali się mniej przywiązani do jednej sieci. Udział tzw. swinging shopperów, czyli osób robiących zakupy w różnych dyskontach, rośnie. Liderem rynku na długo pozostanie Biedronka. Ale największym wygranym jest Lidl, który zwiększył penetrację o ok. 6 p.p. – zaznacza Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Do tego dr Kłosiewicz-Górecka stwierdza, że przyczyna wzrostu share of shoppers leży po stronie sieci i klientów. Te pierwsze zwiększają liczbę sklepów, stając się coraz bardziej dostępne. Podejmują też działania zachęcające do odwiedzenia ich placówek. Natomiast likwidacja obostrzeń zachęciła klientów do odwiedzania innych, nawet dalej zlokalizowanych punktów sprzedaży. Dr Łuczak dodaje, że brak lojalności klientów względem jednej sieci handlowej to cecha charakterystyczna naszego rynku. A wraz z nasilającą się konkurencją pomiędzy firmami należy spodziewać się dalszego wzrostu share of shoppers.

– Na rynku panuje bardzo ostra konkurencja. Trwa stałe przyciąganie klienta. Zawsze więc można poszukiwać skutecznie ciekawej oferty, niższej ceny, promocji itp. Natomiast lojalność klienta najczęściej wynika z nieistnienia alternatyw lub wyraźnej przewagi w zakresie atrakcyjności. Tego w Polsce, szczególnie w segmencie dyskontowym, nie ma – stwierdza dr Faliński.

Z przeprowadzonej analizy również wynika, że spadła ogólna lojalność klientów w stosunku do sieci dyskontowych. Shoppers loyalty index dla Biedronki wyniósł w drugim kwartale br. 34,9% (rok wcześniej – 41,8%). Oznacza to, że ta sieć miała tylu lojalnych klientów. A za takiego uznawany był shopper, który nie odwiedził żadnego sklepu konkurencji w danym okresie. Na kolejnych miejscach są Lidl – 12% (wcześniej 15,1%), Netto – 7,3% (9,9%) i Aldi – 4,7% (w zeszłym roku 6,8%).

– W przypadku każdej z sieci dyskontów znacząco zmniejszyła się grupa klientów lojalnych. Ale sytuację porównujemy z II kwartałem ubiegłego roku, czyli z okresem będącym bezpośrednio po wybuchu pandemii. Wówczas Polacy byli bardziej przywiązani do zakupów w pobliskiej placówce i rzadziej kupowali w innych sieciach. Lojalność względem sklepu wzrosła. Po roku widzimy odwrócenie tej sytuacji – wyjaśnia Mateusz Chołuj.

Na rynku zaistniały sklepy specjalistyczne z ciekawą ofertą. Ponadto rozwinął się handel elektroniczny. To wzbudziło zainteresowanie innymi formatami, co podkreśla dr Andrzej Maria Faliński. Z kolei dr Krzysztof Łuczak zwraca uwagę na wzrost znaczenia Dino, który jest supermarketem. I być może w niedalekiej przyszłości właśnie ten segment zacznie odbierać klientów sieciom dyskontowym.

– Spadek lojalności w stosunku do miejsc zakupu jest obecnie trendem. Ale w dłuższej perspektywie zależne to będzie od umiejętnego budowania przez poszczególne sieci relacji z klientami. Otrzymywana przez nich wartość dodana może odwrócić takie zachowanie, zwłaszcza jeśli podejmowane działania zostaną wpisane w lokalność działania – podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka.

Wyniki pochodzą z raportu „RYNEK DYSKONTÓW W CZASIE PANDEMII – II kwartał 2020/21”, autorstwa firmy technologicznej Proxi.cloud oraz platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Dane zostały wygenerowane dla grupy największych na rynku dyskontów (Biedronka, Lidl, Aldi i Netto). Monitoring objął II kwartał br. oraz analogiczny okres 2020 roku. Obserwacji poddano blisko 840 tys. Polaków korzystających z usług ww. sklepów, którzy łącznie wykonali blisko 8,5 mln wizyt w przeszło 3,9 tys. lokalizacji na terenie 16 województw. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingu.

Polacy coraz lepiej ubrani w pracy

Tegoroczne lato nie szczędziło pracownikom upałów, a część firm podejmuje decyzje o powrocie zespołów do biur. Jak w tej sytuacji postrzegamy zasady dotyczące tzw. dress code? 2/3 Polaków badanych przez Pracuj.pl chciałoby mieć swobodę przy wyborze zawodowego stroju – przy zachowaniu określonych granic. Większość respondentów twierdzi też, że w ostatnich latach Polacy zaczęli ubierać się z lepszym gustem do pracy, a ponad połowa – że ubiór jest ważnym elementem zawodowego wizerunku.

Z tekstu dowiesz się, że:

  • 69% Polaków preferuje swobodny wybór stroju do pracy.
  • 26% badanych jest niechętna ofertom pracy z wyznaczonym dress code.
  • 57% uważa, że gust modowy Polaków uległ poprawie w ostatnich latach.
  • 55% uważa ubiór za ważny aspekt budowy wizerunku zawodowego.
  • 41% jest zainteresowanych modą i przykłada wagę do stroju w pracy.
  • Popularne źródła wiedzy o dress code: social media, portale i znajomi.

Żegnaj, piżamo!

Zdecydowana poprawa sytuacji związanej z pandemią COVID-19 i złagodzenie obostrzeń sprawiają, że wiele firm otwiera swoje siedziby dla pracowników na stałe lub przynajmniej w wybrane dni tygodnia. Po trwającym miesiącami trybie pracy zdalnej nadszedł czas, gdy wielu zatrudnionych opuszcza mieszkania. Razem z nimi do biur raczej nie pójdą dresy, piżamy i kapcie używane na tzw. home office, a z szaf wyjmowane są casualowe spodnie, koszule, sukienki lub reprezentacyjne garsonki i garnitury.

Poprzednie badania Pracuj.pl, skupiające się na tzw. dress code w pracy zdalnej, przeprowadzone zostały na początku 2021 roku – czyli w okresie trwania ścisłych obostrzeń związanych z COVID-19. 2 na 3 badanych respodentów ubierało się do pracy zdalnej mniej formalnie, niż gdy pracowały z biura, a blisko połowie zdarzało się siadać do pracy w piżamie lub dresie. Jak odnosimy się natomiast do zasad dress code, które czekają część z nas po powrocie do biur? Na to pytanie odpowiadamy w najnowszym tekście.

Firmowy dress code: swobodny, ale z zasadami

Ponad 2/3 Polaków badanych przez Pracuj.pl (69%) uważa, że w idealnym miejscu pracy powinna istnieć swoboda ubioru, jednak z zachowaniem pewnych określonych granic i zasad. Tylko co piąty respondent oczekiwałby w pełni ścisłego dress code, a co dziesiąty – całkowitej swobody ubioru, nieograniczonej żadnymi firmowymi wytycznymi. Co interesujące, pandemia COVID-19 nie miała większego wpływu na postawy w tym zakresie – odpowiedzi respondentów różnią się zaledwie kosmetycznie w stosunku do wyników analogicznego badania Pracuj.pl z 2019 roku. Ocenić można więc, że dominującą postawą wśród pracujących Polaków jest akceptacja dla różnych stylów ubioru, nie wykraczająca jednak poza szersze ramy czy zasady wyznaczane np. przez pracodawcę czy charakter profesji.

Jak podkreśla Konstancja Zyzik, Menedżerka ds. Pozyskiwania Talentów i Rozwoju Pracowników w Grupie Pracuj, badania Pracuj.pl wskazują na dominującą wśród pracowników akceptację różnych stylów ubioru, przy jednoczesnym określeniu szerzej zarysowanych granic. Od lat widoczne jest stopniowe przesuwanie się postaw w kierunku większej swobody w zakresie garderoby. Wyczucie istniejących zasad jest jednak nadal ważnym wyzwaniem dla kandydata, zwłaszcza wchodzącego dopiero do nowego środowiska.

Niezależnie od zachodzących zmian, dress code jest wciąż elementem kultury danej organizacji, nie zawsze łatwym do poluzowania. W wielu firmach stroje są dostarczane przez pracodawcę, np. w związku z koniecznością przestrzegania zasad BHP. Inną sytuacją, w której trudno go uniknąć, jest pełnienie zawodu wymagającego bezpośredniego kontaktu z klientem. Wówczas strój stanowi wizytówkę pracodawcy. W dużej części wypadków nie jest to jednak konieczne, wraz ze wzrostem znaczenia cyfrowych narzędzi czy pracy na odległość. O firmowych zasadach ubioru coraz częściej warto też myśleć pod kątem marki pracodawcy. Z badań wynika, że skala znaczenia dress code może być ważnym komunikatem dla kandydatów, rozważających aplikowanie na stanowisko
– komentuje Konstancja Zyzik, Menedżerka ds. Pozyskiwania Talentów i Rozwoju Pracowników w Grupie Pracuj.

Garnitur i garsonka mogą zniechęcać

Czy z góry narzucone standardy stroju pracowników mogą przesądzić o wyborze pracodawcy? Okazuje się, że 26% Polaków może uzależniać od tego swoje decyzje rekrutacyjne, negatywnie reagując na stosowanie przez firmę dress code. Ta postawa dostrzegalna była częściej wśród mężczyzn (28%) niż kobiet (25%), a wśród grup wiekowych – najczęściej wśród przedstawicieli Generacji Y (36%).

Największy udział respondentów (58%) traktuje ten aspekt obojętnie, a kolejne 15% uważa stosowanie przez pracodawcę zasad ubioru za jego atut. W tym wypadku wyniki okazały się bardziej zróżnicowane od odnotowanych w badaniu z 2019 roku. Wówczas nieco mniejszy był udział osób reagujących negatywnie na informację o dress code w ogłoszeniach (22%), a wyraźnie większy – zachęconych jego istnieniem w firmie (27%).

Coraz lepiej ubrani w pracy

Co interesujące, według badań Pracuj.pl większość respondentów pozytywnie ocenia ewolucję zawodowej garderoby Polaków. 57% respondentów jest zdania, że w ostatnich kilkunastu latach Polacy zaczęli lepiej ubierać się do pracy, a tylko 9% nie zgadza się z tym stwierdzeniem. Widoczne jest jednak, że ten aspekt życia zawodowego jest bardziej przychylnie oceniany w przypadku Pań. O ile bowiem 61% badanych uważa, że większość kobiet w Polsce ubiera się wystarczająco modnie i schludnie do pracy, o tyle podobne zdanie na temat mężczyzn miało już tylko 47% z respondentów.

Przykładanie rosnącej wagi do ubioru w pracy może być związane ze świadomością, że strój wybierany do biura czy na służbowe spotkania jest ważnym aspektem budowy wizerunku zawodowego. Z takim stwierdzeniem zgadza się 55% respondentów, 30% nie ma określonego zdania, a tylko 15% odrzuca taką opinię. Opinia o stroju jako ważnej kwestii wpływającej na nasz obraz jako profesjonalistów wyraźnie najczęściej jest wyrażana przez kobiety (62%) oraz – co ciekawe – osoby po 45 roku życia (60%) i Generację Z (57%) – dwie skrajne grupy wiekowe.

Co ciekawe, jak zauważał w rozmowie z Pracuj.pl Michał Kędziora, ekspert mody męskiej i autor bloga Mr Vintage, nawet w obliczu pandemii i pracy zdalnej Polacy szukali nowych modowych rozwiązań, a popularność dobrej jakości dresów, piżam, kapci i szlafroków znacząco wzrosła. Mimo spadającej motywacji do „strojenia się” w okoliczności pracy z domu, Polacy szukają rozwiązań mogących łączyć wygodę z elegancją. Coraz częstsze powroty do biur wymagają jednak odnowienia modowej wiedzy.

Dobór stroju: samodzielny czy według porad?

Z badania Pracuj.pl dowiadujemy się, że Polacy coraz lepiej radzą sobie z zawodową garderobą. Skąd jednak czerpią informacje na temat jej odpowiedniego doboru? Duże grono, bo aż 46% respondentów twierdzi, że nie korzysta z żadnych źródeł wiedzy na temat dress code. Jak wynika z odpowiedzi pozostałych osób, najczęściej źródłem inspiracji modowych są media społecznościowe. Korzysta z nich w tym celu aż 24% respondentów. Niewiele mniej, bo 23% osób używa portali i stron internetowych, a dla 22% badanych inspiracją są znajomi i rodzina. Z porad blogerów modowych i porad specjalistów HR korzysta mniej więcej co dziesiąty badany.

W gronie respondentów wyróżnia się grupa osób, które są szczególnie wrażliwe na to, jak wyglądają w miejscu pracy i co zakładają. Kwestie ubioru są bowiem zdecydowanie istotne dla 41% badanych – to osoby które wyraźnie zadeklarowały, że interesują się modą i przykładają dużą wagę do stroju wybieranego do pracy. Jak podkreśla Konstancja Zyzik, w zarządzaniu zespołem bardzo ważne jest, by ubiór nie stanowił narzędzia dyskryminacji pracownika, np. poprzez mało subtelne uwagi przełożonych czy otwartą ocenę wybieranych marek odzieży.

Dopóki strój jest schludny i nie jest sprzeczny z zasadami charakterystycznymi dla danego zawodu, pracodawcy powinni dawać zespołowi swobodę . Wśród osób, które przywiązują wagę do dress code można wyróżnić grupę, która lubi ubierać się modnie i wyglądać efektownie w każdych warunkach oraz grupę osób, dla której strój jest formalnym elementem wykonywania ich obowiązków i pomaga w budowaniu pozytywnego wizerunku. Wydaje się, że najlepszym sposobem na kwestie związane z dress code jest zdrowy rozsądek. Pewna elastyczność i swoboda, mieszcząca się w określonych granicach, to najlepsze rozwiązanie akceptowane przez największą grupę pracowników – komentuje Konstancja Zyzik.

Nowa normalność, stare zasady

Badania Pracuj.pl potwierdzają wiele ogólnych przekonań na temat mody w pracy. Pokazują jednak jednocześnie, że pandemia COVID-19 i rosnąca rola pracy zdalnej nie zmieniła podstawowych zasad i oczekiwań dotyczących ubioru w pracy. Zmiany społeczne i kulturowe sprawiają, że do pracy ubieramy się coraz modniej, wciąż jednak pozostaje ona kwestią indywidualnych wyborów, na które chcemy mieć wpływ niezależnie od tego, czy interesujemy się modą, czy też traktujemy odpowiednią garderobę wyłącznie jako narzędzie.

Powrót z pracy zdalnej dla wielu z Polaków będzie trudną próbą przyzwyczajania się na nowo do dawnych rytuałów – przygotowania do wyjścia z domu, podróży do biura, a także właśnie doboru odpowiedniej garderoby, która – jak wykazały tegoroczne badania Pracuj.pl – na tzw. home office uległa znacznemu rozluźnieniu. Najważniejsze pozostaje jednak, by traktować ubiór i modę jako kolejny ciekawy aspekt zawodowej codzienności, mogący wyrażać naszą indywidualność lub po prostu sprawiający, że czujemy się dobrze we własnej skórze. Nawet przy zasadach, jakie wynikają z naszego miejsca pracy czy wykonywanego zawodu.

O badaniu

Badanie „Polacy w środowisku pracy” zostało zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie portalu Pracuj.pl metodą CAWI (profesjonalnego formularza internetowego). Pomiar został przeprowadzony na próbie 1022 osób, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku, poziomu wykształcenia i wielkości miejscowości. Celem projektu było poznanie opinii czynnych zawodowo Polaków na temat rynku pracy, kariery, sposobów poszukiwania pracy i zawodowego stylu życia.
Aleksandra Skwarska

Wyniki finansowe Banku Pekao S.A. za II kw. 2021 r.

W pierwszej połowie 2021 roku zysk netto Banku Pekao był o blisko 60 proc. wyższy niż w pandemicznym pierwszym półroczu 2020 r. oraz przekroczył  poziom z okresu przed pojawieniem się wirusa – i to pomimo niższych stóp procentowych. Na taki rezultat złożyło się wyraźne ożywienie gospodarcze, dynamiczny wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych, gotówkowych oraz dla firm, a także dalsza optymalizacja działalności
i niższe koszty ryzyka. Wiodący na rynku profil ryzyka i silna pozycja kapitałowa pozwolą  na wypłacenie w tym roku najwyższej dywidendy w sektorze bankowym. Sprawiły także, że Bank Pekao znalazł się na drugim miejscu w Europie pod względem odporności na skrajne warunki makro, zgodnie z opublikowanymi przez Europejski Urząd Nadzoru wynikami europejskich testów warunków skrajnych.

– Wyniki pierwszego półrocza są dobrym prognostykiem na przyszłość. Oczekujemy, że kolejne kwartały przyniosą dalsze przyspieszenie działalności biznesowej oraz odbudowę rentowności banku. Już zdołaliśmy wrócić do poziomu zysku netto sprzed pandemii znacząco zwiększając sprzedaż we wszystkich kluczowych segmentach, jednocześnie utrzymując ryzyko kredytowe oraz koszty operacyjne pod kontrolą. Można powiedzieć, że już dziś, pomimo pandemii, zrobiliśmy kolejny krok w realizacji naszej strategii w zakresie wzrostu, efektywności i cyfryzacji. Mimo stałych inwestycji w rozwój, nasza silna pozycja kapitałowa i płynnościowa pozwala nam na wypłatę dywidendy na bardzo dobrym poziomie – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao S.A. – Warta podkreślenia jest również nasza czołowa pozycja w europejskich stress testach, potwierdzająca zasadność ostrożnościowego podejścia do ryzyka i konserwatywnej polityki kredytowej, które sprawdziły się w trudnym okresie pandemii.

WZROST zysków i sprzedaży na fali ożywienia gospodarczego

  • Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w pierwszej połowie 2021 r. wyniósł 850 mln zł wobec 546 mln zł rok wcześniej. To oznacza wzrost w ujęciu rok do roku o 56 proc. Zysk był również wyższy od odnotowanego przed pandemią w pierwszym półroczu 2019 r. wyniku 824 mln zł.
  • Wyraźne wzrosty sprzedaży widać było właściwie w każdym segmencie działalności Pekao. Co istotne, nowa sprzedaż przyspieszała i w II kwartale była o kilkadziesiąt procent wyższa niż w pierwszych trzech miesiącach roku jeśli chodzi o kredyty hipoteczne (wzrost kw. do kw. o 46 proc.), pożyczki gotówkowe (22 proc.) oraz kredyty dla MŚP (31 proc.).
  • W samym II kwartale 2021 r. zysk netto zamknął się kwotą 605 mln zł wobec 246 mln zł oraz 359 mln zł, odpowiednio kwartał i rok wcześniej.
  • Wyróżniał się wynik z opłat i prowizji, który w II kwartale był o blisko jedną piątą wyższy niż w analogicznym okresie rok wcześniej i o 9 proc. wyższy niż w I kwartale 2021 r.

EFEKTYWNOŚĆ będzie rosła dzięki kontynuacji transformacji operacyjnej i cyfrowej

  • Wskaźnik ROE w II kwartale 2021 r. znalazł się na poziomie około 9 proc., przybliżając bank do założonej w strategii wartości.
  • Działania nastawione na wzrost efektywności kosztowej skutkowały wzrostem aktywów na jednego zatrudnionego o 6 proc., jeśli porównamy II kwartał 2021 r. do II kwartału 2020 r.
  • Strategiczny cel Banku Pekao do 2024 r. to zmniejszenie wskaźnika koszty/dochody do 42 proc. W drugim kwartale 2021 r. znalazł się on na poziomie 45 proc., a więc 2 punkty procentowe niższym niż w przedpandemicznym okresie dwa lata wcześniej.

KLIENCI coraz częściej korzystają z wygody bankowości cyfrowej

  • Klienci Pekao coraz chętniej sięgają do kanałów zdalnych. To z kwartału na kwartał przekłada się na coraz większą liczbę osób korzystających z mobilnej aplikacji PeoPay czy sprzedaż pożyczek gotówkowych przez internet lub aplikację.
  • Liczba osób aktywnie korzystających z bankowości mobilnej Pekao ponownie wzrosła osiągając na koniec czerwca 2,2 miliona wobec 1,8 miliona rok wcześniej. Już zdecydowanie ponad połowa (55 proc.) pożyczek konsumenckich sprzedawana jest przez internet.
  • W zanadrzu Bank Pekao ma kolejną odsłonę aplikacji PeoPay, jeszcze lepiej dostosowaną do potrzeb klientów, zawierającą m.in. narzędzia inwestycyjne.
  • Wartość portfela kredytowego dla firm z obszaru MŚP urosła w II kwartale w ujęciu rok do roku o 22 proc. A w przypadku klientów obszaru MID wzrost wyniósł 11 proc.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ w działaniu

  • W 2020 r. bank, kierując się ostrożnościowym podejściem, utworzył znaczące rezerwy związane z COVID-19. Odpowiedzialna i konsekwentna polityka kredytowa oraz widoczne oznaki poprawy otoczenia makro pozwoliły na obniżenie kosztów ryzyka do poziomu sprzed pandemii. W II kwartale wyniosły one 45 punktów bazowych.
  • W czerwcu Bank Pekao ogłosił Strategię ESG, w której kompleksowo podchodzi do kwestii środowiska naturalnego, społecznego zaangażowania i ładu korporacyjnego poprzez m.in. zwiększenie zaangażowania w finansowanie projektów zrównoważonych, wsparcie transformacji energetycznej, zaangażowanie w zrównoważony rozwój społeczno-gospodarczy oraz dbałość o równouprawnienie pracowników.
  • Strategia ESG przekłada się na konkretne działania, jak chociażby organizacja tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy emisji zielonych lub zrównoważonych obligacji o wartości
    ponad 5 mld zł dla naszych klientów czy pierwszej w Polsce emisji zielonych obligacji przez samorząd dla Łodzi (w lipcu br.).

EUROPEJSKIE TESTY WARUNKÓW SKRAJNYCH

Konsekwentna i odpowiedzialna polityka kredytowa Banku Pekao, ostrożnościowe podejście do ryzyka i bardzo mocna pozycja kapitałowa przełożyły się na znakomity wynik w testach warunków skrajnych przeprowadzonych przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA). Bank Pekao zajął drugie miejsce pod względem odporności w grupie 50 poddanych testom banków w Europie. W poprzedniej edycji tych testów (2018) bank zajmował trzecią pozycję, co potwierdza konsekwencję i wyjątkową powtarzalność osiąganych wyników.

DYWIDENDA

Bank Pekao przeznaczy na dywidendę 842,5 mln zł, czyli prawie 75 proc. zysku netto banku za 2020 r., co daje 3,21 złotego na jedną akcję. Będzie to najwyższa nominalnie dywidenda w krajowym sektorze bankowym. Pekao wyjątkowo nie wypłaciło dywidendy za 2019 r. ze względu na decyzję regulatora związaną z pandemią. Jednak planuje regularnie dzielić się zyskiem z akcjonariuszami, pozostając bankiem o wysokiej stopie dywidendy. W strategii do 2024 roku bank zakłada wypłaty na poziomie 50-75 proc. zysku.

Liczba ofert pracy zdalnej w IT większa o prawie 600 proc. Rynek pracy IT lipiec 2021

No Fluff Jobs, serwis z ogłoszeniami dla branży IT, postanowił sprawdzić, jak przedstawiała się sytuacja na rynku IT w lipcu 2021. Według jego danych, w stosunku do analogicznego okresu w roku 2020, liczba ogłoszeń wzrosła o 213 proc., a ofert pracy zdalnej – aż o prawie 600 proc. Najbardziej poszukiwanymi byli specjaliści z kategorii Security, Mobile i Business Intelligence. Ci ostatni, spośród wymienionych, mogli liczyć na największe zarobki – od 15 400-21 800 zł netto (+VAT) w przypadku umowy  B2B oraz 14 000-19 000 zł brutto na umowę o pracę.

Najbardziej poszukiwani specjaliści IT w lipcu 2021 i ich zarobki

Jak podaje No Fluff Jobs, w lipcu 2021 roku, najbardziej poszukiwanymi przez firmy specjalistami okazali się być ci związani z kategorią Security, Mobile oraz Business Intelligence. Na kolejnych pozycjach znalazły się kategorie Embedded, Gaming, IT Administrator, Backend, DevOps, AI oraz Testing.

Co więcej, wszystkie trzy zwycięskie kategorie odnotowały wzrost oferowanego wynagrodzenia w porównaniu do lipca 2020. Według No Fluff Jobs, największy skok zarobków wśród Mobile, BI oraz Security dotyczy osób pracujących na umowie o pracę. Mediana dolnych widełek wynagrodzenia specjalistów od Business Intelligence w lipcu 2021, w stosunku do analogicznego okresu w roku 2020, wzrosła o 16,7 proc., w przypadku Security była ona większa o 14,8 proc., zaś Mobile – 26,5 proc.

A jak przedstawiały się mediany widełek wynagrodzeń dla najbardziej pożądanych specjalizacji w lipcu 2021? W przypadku Business Intelligence wyniosły 15 400–21 800 zł netto (+VAT) na B2B oraz 14 000-19 000 zł brutto na umowę o pracę. Specjaliści z kategorii Security mogli liczyć na zarobki od 15 000 do 20 000 zł netto (+VAT) na B2B oraz 13 200–15 700 zł brutto na umowę o pracę. Z kolei specjaliści Mobile otrzymali od 14 700 do 21 000 zł netto (+VAT) na B2B oraz 12 400-18 000 zł brutto na umowę o pracę.

Więcej ofert pracy w branży IT. Praca zdalna zagościła w niej na dobre

Z danych wewnętrznych No Fluff Jobs wynika, że liczba ofert pracy w lipcu bieżącego roku była większa aż o 213 proc. w porównaniu do lipca 2020.  Wynika z nich również, że praca zdalna zagościła w IT na dobre i nie zapowiada się, by sytuacja ta miała ulec zmianie – liczba ofert pracy zdalnej wzrosła na portalu w porównywanym wyżej okresie aż o 599 proc.

Lokalizacje z największą liczbą ofert pracy oraz mediany widełek wynagrodzeń w lipcu 2021. Wrocław i Kraków doganiają Warszawę

No Fluff Jobs sprawdził, jakie miasta przodowały w ofertach pracy kierowanych do specjalistów IT. Według serwisu, najczęściej pojawiały się w nich Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto i Poznań. Co ciekawe, jeśli chodzi o zarobki w poszczególnych miastach, w lipcu 2021 Wrocław i Kraków dogoniły Warszawę, i mediany widełek wynagrodzenia wszystkich trzech miast są niemal identyczne. We Wrocławiu i Krakowie wynoszą 15 000-20 000 zł netto (+VAT) na B2B oraz 12 000–16 000 zł brutto na umowie o pracę, a w Warszawie 15 000-21 000 zł netto (+VAT) na B2B oraz 10 000–16 000 zł brutto na umowie o pracę.

Patrząc na wzrosty w liczbach, można dojść do wniosku, że wakacje praktycznie nie dotyczą branży IT. W lipcu 2021 liczba ofert na portalu No Fluff Jobs wzrosła o 213 proc.  w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Jeszcze większy wzrost – bo prawie o 600 proc. – odnotowały oferty remote. Nawet jeśli we wrześniu rzeczywiście firmy zaproszą swoich pracowników z powrotem do biura, praca zdalna przeszła od trendu do standardu – podsumowuje Marek Psiuk, CTO w No Fluff Jobs. 

Ponad połowa ubezpieczonych nie ma zaufania do towarzystw oferujących polisy

Aż 57% klientów branży ubezpieczeniowej na świecie nie poleciłoby nikomu usług swojego aktualnego towarzystwa ubezpieczeniowego, wynika z badań oceny lojalności klientów NPS (Net Promoter Score) przeprowadzonych w 2021 roku. Mimo nieustannych inwestycji w cyfrową jakość obsługi klienta (CX), według raportu IDC ubezpieczenia pozostają na tym polu daleko w tyle za innymi branżami.

Niski poziom satysfakcji klienta jest w dużej mierze wynikiem zbytniego skoncentrowania się na sprzedawanym produkcie z pominięciem potrzeb klienta – uważają eksperci firmy Liferay. Z powodu braku wystarczających możliwości cyfrowej obsługi, aż 41% posiadaczy polis planuje zmianę ich dostawcy. W przeciwieństwie do ubezpieczeń, inne branże szybciej zrozumiały, że bez technologii i rozwiązań cyfrowych, które m.in. dzięki swojej niezawodności i dostępności budują pozytywne doświadczenia klienta, utrzymanie go może stać się niemożliwe.

Klient, czyli komu my to właściwie sprzedajemy

Według opublikowanego niedawno raportu IDC, istnieje kilka poziomów dojrzałości cyfrowych doświadczeń klienta firm ubezpieczeniowych. Ci dostawcy, którzy nie nadążyli z rozwojem swojego ekosystemu, nie byli w stanie w porę zidentyfikować potrzeb nabywców. Ponadto, ich cele i strategie nie zostały dostosowane do oczekiwań tak, aby skupiać się na poprawie CX. Na kolejnym etapie ewolucji cyfrowej, ubezpieczyciel rozumie już potrzebę inwestycji w tym zakresie, ale jego wysiłki pozostają niespójne i nietrwałe, ponieważ zastosowane programy są rozproszone i nieefektywne.

Ubezpieczyciel wprowadza zatem środki zaradcze, skoncentrował już swoją strategię na kliencie i jego potrzebach. Poniósł koszty i podjął wysiłek w celu zbudowania dedykowanego ekosystemu łączącego swoich agentów, pracowników i klientów, co od razu owocuje podniesieniem poziomu ich zaufania (pozostania) i tym samym polepszeniem wyników finansowych. Przyszedł czas, kiedy pod kątem zastosowanych rozwiązań i technologii nie ustępuje już konkurentom. Dzięki przemyślanej strategii, w której centrum pozostaje klient, a także zintegrowanemu ekosystemowi, ubezpieczyciele mogą z wyprzedzeniem wyczuć potrzeby rynku i w porę reagować. Dostarczają właścicielom polis wartość dodaną, sukcesywnie zwiększając udział w rynku.

Ostatnim etapem samoświadomości w podnoszeniu poziomu dojrzałości CX jest sytuacja, w której ubezpieczyciel jest doskonale zorientowany w sytuacji rynkowej, potrafi nieustannie się rozwijać, a dzięki zastosowaniu nowych technologii i różnych modeli biznesowych, wyprzedzać konkurencję. Doświadczenia klienta to żywy organizm, który podlega nieustannym zmianom. Zawsze jest miejsce na wprowadzenie nowych, innowacyjnych rozwiązań albo ulepszenie już istniejących. Liderzy branży nieustannie zachęcają do eksperymentowania i poszukiwań lepszych sposobów obsługi swoich klientów – przekonuje Zsolt Balogh, Dyrektor Zarządzający Liferay na Europę Środkową (CEE) i Prezydent Liferay DevSecOps.

Więcej kanałów, więcej możliwości

W zależności od tego, na jakim etapie rozwoju znajduje się firma, ubezpieczyciel może ocenić jakie strategie i taktyki rynkowe przyjąć, aby jeszcze bardziej skoncentrować się na klienta. Pierwsza z nich to z pewnością omnichannel – z badań wynika, że konsumenci chcą wchodzić w interakcję z ubezpieczycielami za pośrednictwem wielu kanałów. Dość powiedzieć, że pokolenie tzw. „milenialsów”, jedna z największych grup klienckich tej branży, kontaktuje się 2,5 raza częściej za pośrednictwem Internetu i 2 razy częściej z urządzeń mobilnych niż mniej aktywne grupy. Inwestując w strategię wielokanałowej obsługi klienta, ubezpieczyciele zapewniają sobie komfort dotarcia do nich z ofertą i istotnymi informacjami.

– Rynek ubezpieczeń to skomplikowana materia. Nie tylko dla klientów końcowych, ale też dla pośredników i przewoźników, którzy muszą sprzedawać polisy. Jak wynika z danych firmy doradczej McKinsey, 70% klientów twierdzi, że płynność procesów – takich jak bezproblemowe przekazywanie informacji lub kontekstowe zaangażowanie w oparciu o wcześniejsze interakcje – ma decydujący wpływ na ich decyzje biznesowe. Co więcej, aż 80% klientów jest skłonnych podać firmie istotne informacje osobiste, aby tylko zniwelować różnicę jakości w obsłudze off i online. To pokazuje jak duże jest zapotrzebowanie na cyfrowe rozwiązania, które w finale niosą korzyści dla obydwu stron. Ubezpieczyciele powinni dalej inwestować w digitalizację i rozwój wykorzystywanych rozwiązań, aby jeszcze bardziej uprościć procesy obsługi klienta – podsumowuje Zsolt Balogh.

Pełna wersja raportu IDC do pobrania w pdf:

https://www.liferay.com/web/l/how-to-accelerate-customer-experience-transformation-in-insurance

Informacja gospodarcza w Polsce kończy 18 lat

Informacja gospodarcza w Polsce kończy 18 lat. Z Krajowego Rejestru Długów, który powstał 4 sierpnia 2003 r. jako pierwsze biuro informacji gospodarczej, w ciągu tych lat pobrano 284 mln raportów. Choć początkowo KRD było traktowane tylko jako narzędzie do odzyskiwania pieniędzy od niesolidnych płatników, dziś pełni przede wszystkim funkcję informacyjną. Wskazuje tak 63 proc. przedsiębiorców i 57 proc. osób indywidualnych. Ci ostatni doceniają także możliwość sprawdzenia, czy ktoś próbował wykorzystać ich PESEL, aby zaciągnąć kredyt lub pożyczkę (52 proc.).

W pierwszym roku działalności KRD pobrano z niego 7 tys. raportów. Teraz udostępnianych jest 37 mln rocznie. Od początku działalności uzbierało się 284 mln raportów. Obecnie w bazie danych KRD jest wpisanych 2,7 mln dłużników. Ich łączne zaległości wynoszą 59,2 mld zł, z czego 47,6 mld zł to długi konsumentów, a 11,6 mld zł to nieuregulowane zobowiązania firm. Z usług KRD korzysta prawie 930 tys. klientów, zarówno przedsiębiorców jak i konsumentów. W ciągu 18 lat obecności na rynku KRD odzyskało dla klientów 112 mld zł.

Do rejestru trafiają konsumenci i przedsiębiorstwa, które nie płacą za faktury, raty kredytów, pożyczek, rachunki za prąd, telefon, telewizję czy alimenty. W przypadku osób fizycznych wystarczy 200 zł, aby znaleźli się na liście nierzetelnych płatników. Minimalna kwota zaległości firm to 500 zł. Pozwala na to Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, w oparciu o którą działają biura informacji gospodarczej.

Klient prześwietlony

Ostatni, pandemiczny rok odcisnął piętno na gospodarce i portfelach konsumentów oraz kontach firm. Wiele branż, jak gastronomia, turystyka czy transport ze względu na przedłużające się lockdowny i obostrzenia balansowały na granicy wytrzymałości. Dostęp do informacji o ich kondycji finansowej odegrał w tym czasie szczególną rolę – pozwalał przedsiębiorcom monitorować sytuację ekonomiczną i oszacować ryzyko biznesowe. Sprawdzenie partnera w KRD przed podpisaniem umowy pomagało im podjąć decyzję, czy sfinalizować przedsięwzięcie. Z kolei obserwowanie kondycji tych, z którymi już współpracowali, umożliwiało szybkie reagowanie na zmiany w przypadku, gdy partner został dopisany do KRD przez innego kontrahenta. Był to sygnał ostrzegawczy. Wówczas można było skorygować ustalone wcześniej terminy zapłaty czy warunki dostawy towaru.

– W natłoku danych, które zalewają rynek, wiarygodne źródło informacji dla biznesu i gospodarki, jakim jest Krajowy Rejestr Długów, pomaga ograniczać ryzyko. Staliśmy się systemem wczesnego wykrywania, który jak radar ostrzega firmy i konsumentów przed nadciągającym zagrożeniem. Gdy tylko w naszej bazie danych pojawi się informacja o zadłużeniu dotycząca konkretnego przedsiębiorstwa bądź konsumenta, inni widzą ją i mogą zareagować, aby chronić interesy swojej firmy. Wpis w rejestrze to sygnał dla otoczenia, że ma do czynienia z klientem podwyższonego ryzyka, a w globalnej skali sprawdzanie i monitorowanie firm oraz konsumentów zapobiega wyłudzeniom w gospodarce – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

KRD w oczach firm

KRD trwale wpisało się w polski krajobraz ekonomiczny i jest jego aktywnym uczestnikiem. Z bazy rejestru regularnie korzystają m.in. banki, instytucje i firmy, dla których jest on jednym z podstawowych sposobów weryfikacji klientów.

Według badania „Rola oraz wpływ KRD na gospodarkę – opinie MŚP”, przeprowadzonego przez Keralla Research w lipcu 2021 r. aż 86 proc. przedsiębiorców uważa, że KRD ma pozytywne oddziaływanie na gospodarkę. Taką ocenę wystawiają szczególnie firmy z branży handlowej, a patrząc przez pryzmat wielkości – średnie tj. zatrudniające ponad 50 osób. Dla blisko 63 proc. przedsiębiorstw KRD stanowi obecnie przede wszystkim system wczesnego ostrzegania.

To wyraźna różnica w postrzeganiu KRD w porównaniu z początkiem działalności, kiedy było ono traktowane głównie jako sposób na odzyskanie pieniędzy, o czym świadczyło nasze ówczesne hasło „Utrudniamy życie dłużnikom”. Dzisiaj przedsiębiorcy rozumieją już, że lepiej sprawdzać i unikać współpracy z nierzetelnymi kontrahentami, niż potem dochodzić od nich zapłaty – wyjaśnia Adam Łącki.

Konsumenci sprawdzają się

W lipcu 2021 r. IMAS International zrealizował badanie na konsumentach „18 lat informacji gospodarczej w Polsce”. Dla 57 proc. rodaków najbardziej praktyczną usługą rejestru długów jest upewnienie się, czy firma, z której usług chcą skorzystać i która przed dużym zamówieniem bierze zaliczkę, nie jest zadłużona. Następnie sprawdzenie, czy ktoś próbował wykorzystać ich PESEL, aby zaciągnąć kredyt, pożyczkę, kupić na raty drogi sprzęt bądź podpisać umowę na abonament telefoniczny. Wskazuje tak 52 proc. badanych. Dla 49 proc. cenna jest możliwość dopisania dłużnika do rejestru, aby zmobilizować go do spłaty zadłużenia. 39 proc. śledzi w KRD kondycję finansową deweloperów przed zawarciem umowy, a prawie 37 proc. weryfikuje, czy ich pracodawca nie ma zaległości płatniczych. KRD pomaga też ustalić rodakom, czy biuro podróży, w którym chcą kupić wycieczkę, jest wypłacalne (31 proc.).

W szerszym ujęciu 75 proc. Polaków pytanych o to, jaką rolę w gospodarce odgrywa KRD, odpowiedziało, że zabezpiecza ono polski system finansowy gromadząc i udostępniając informacje o płatnościach przedsiębiorstw i konsumentów.

– To ważny aspekt naszej działalności. Budujemy i kształtujemy moralność płatniczą w gospodarce, bez której trudno o zaufanie i rozwój firm. Uświadamiamy przedsiębiorcom i konsumentom, że każda niezapłacona złotówka przyczynia się do powstania zatorów płatniczych. Jeśli więc ktoś nie zapłaci drugiemu, ten może nie mieć z czego zapłacić kolejnemu. Nie można podchodzić egoistycznie, uważając, że nic się nie stanie, jak nie zapłacę. Gospodarka to jeden organizm – stwierdza Adam Łącki.

Najpoważniejsze konsekwencje wpisania do KRD to, zdaniem 78 proc. Polaków, odmowa udzielenia kredytu przez bank lub firmę pożyczkową oraz  – dla 64 proc. – problem z zakupami ratalnymi. Dla ponad połowy – utrata wiarygodności i dobrego imienia.

  1. Badanie „Rola oraz wpływ KRD na gospodarkę – opinie MŚP” zostało zrealizowane w lipcu 2021 r. przez Keralla Research z inicjatywy Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CATI na reprezentatywnej grupie 500 małych i średnich firm.
  2. Badanie „18 lat informacji gospodarczej w Polsce” zostało przeprowadzone w lipcu 2021 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1016 Polaków.