Gospodarka USA odnotowała największe spowolnienie od 1946 r.

W tym tygodniu w USA opublikowano wstępne szacunki PKB za 2020 r., zgodnie z którymi PKB spadł o 3,5%. Jest to największy spadek od 1946 roku, ale biorąc pod uwagę pandemiczne okoliczności, jest to nadal zadowalający wynik. Co więcej, spadek ten nie jest tak głęboki, jak w innych krajach Unii Europejskiej.

Należy też pamiętać, że w 2020 r. Stany Zjednoczone włożyły znacznie więcej pieniędzy w gospodarkę, niż kraje unijne za pośrednictwem programów fiskalnych. Odzwierciedla się to wysokim oprocentowaniem długu USA. Kraje UE są mniej zadłużone, lecz spadek PKB jest wyższy z powodu ostrzejszych środków przeciwko koronawirusowi. Jak podaje Bloomberg, Europejski Bank Centralny widzi, że inwestorzy zakładają brak możliwości dalszych obniżek stóp procentowych, ale chce aby rynek wiedział, że nie jest to wykluczone i że może podjąć działania w obliczu spadku PKB.

Kurs złotego wobec euro nie zmienił się znacząco w tym tygodniu. Po początkowym osłabieniu, złoty umocnił się w drugiej połowie tygodnia, notując w piątek rano poziom 4,54 PLN/EUR. Wśród walut regionalnych warto również wspomnieć o koronie czeskiej, która od początku listopada umacnia się w stosunku do euro, pomimo że Republika Czeska jest jednym z krajów najbardziej dotkniętych przez Covid-19 w ostatnich miesiącach. Oprócz korony, euro osłabiło się również względem dolara, uzyskując poziom 1,210 USD/EUR na końcu tygodnia.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Czterodniowy tydzień pracy już niebawem zdominuje rynek

Czy praca przez 8 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu może odejść do lamusa? Wiele na to wskazuje! Firmy przekonują się, że jeśli chodzi o pracę, dłużej wcale nie znaczy lepiej. Coraz więcej przedsiębiorstw wdraża w życie idee czterodniowego tygodnia pracy. Co ciekawe, rozwiązanie to podoba się także Polakom. Według badań firmy ADP, chęć modyfikacji czasu pracy wyraża aż sześciu na dziesięciu ankietowanych. Czy taki model może już wkrótce zrewolucjonizować rynek pracy?

Pandemia koronawirusa odcisnęła swoje piętno na wielu sektorach gospodarki. Jej skutki bardzo widoczne są m.in. na rynku pracy, który jak się okazuje, nie tylko musi poradzić sobie z wyzwaniami pracy zdalnej, ale także z samym modelem pracy. Pokazuje to przykład firmy Unilever, jednego z globalnych liderów sektora FMCG, który zdecydował się na przetestowanie czterodniowego tygodnia pracy w swoim oddziale w Nowej Zelandii. Okres próby ma potrwać rok i rozpoczął się w grudniu. Pracownicy mają możliwość skrócenia swojego czasu pracy o 20 proc. zachowując przy tym takie samo wynagrodzenie.

Jednakże Unilever to nie jedyna firma, która w obecnym czasie zmotywowała się do wprowadzania innowacji w tym zakresie. Japoński oddział Microsoft również rozpoczął eksperyment i o jeden dzień skrócił tydzień pracy. Przez cały sierpień 2019 r. 2300 pracowników firmy pracowało od poniedziałku do czwartku, otrzymując tym samym trzydniowy weekend. Efekty okazały się zaskakujące. W tym czasie produktywność, oparta na konkretnych wyliczeniach sprzedaży na pracownika, wzrosła o prawie 40 proc. (vs sierpień 2018 r.). Jak podaje Microsoft, ma to związek również z tym, że ograniczono czas tradycyjnych spotkań na rzecz wideokonferencji i telekonferencji. Rozwiązanie zostało pozytywnie ocenione przez ponad 92 proc. pracowników. To dopiero początek przygody z czterodniowymi tygodniami pracy, ponieważ Microsoft od razu zapowiedział kolejne etapy testowania i wdrażania tego systemu.

Co ciekawe, model czterodniowego tygodnia pracy dobrze postrzegany jest także w Polsce. Według badania „Worforce View 2020” przeprowadzonego przez firmę ADP, zdecydowana część polskich pracowników zgłasza potrzeby zmian właśnie w zakresie czasu pracy, a także w systemie wynagrodzeń. Dotychczasowo dominujące rozwiązanie – praca przez 8 godzin przez 5 dni w tygodniu odpowiada tylko 38 proc. grupy badawczej.

– Pojawia się coraz więcej badań świadczących o tym, że pracownicy, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, chcą zmian w systemie pracy. Od pewnego czasu mówi się o czterodniowym tygodniu pracy, a testy, takie jak na przykład eksperyment japońskiego Microsoftu, pokazują, że taka zmiana może być korzystna nie tylko dla pracownika, ale i dla pracodawcy. Widoczny jest wzrost efektywności i większe zadowolenie z pracy. Choć Polacy nie są jeszcze wielkimi entuzjastami tego pomysłu, to rośnie świadomość dotycząca korzyści takiego trybu pracy i stale przybywa osób przekonujących się do tego rozwiązania – komentuje Anna Barbachowska, HR Business Partner z firmy ADP Polska.

Polacy nie tylko są pozytywnie nastawieni do zmiany modelu pracy, ale także do systemu wynagrodzeń. Jedynie 52 proc. respondentów, którzy otrzymują wynagrodzenie w cyklach miesięcznych, wskazało, że  to rozwiązanie im odpowiada. 15 proc. natomiast wolałoby otrzymywać tygodniówki (głównie są to osoby w wieku 45-50 lat – 19 proc.), a co dwa tygodnie wynagrodzenie chciałoby dostawać 21 proc. badanych. Sporo zwolenników takiego rozwiązania jest nie tylko wśród najmłodszej grupy w wieku 18 – 24 lata (21 proc.) i 25 – 34 lata (23 proc.), ale również w wieku 55+ (aż 24 proc.)

PKB Polski w 2020 roku spadł o 2,8%

Według pierwszego szacunku PKB w 2020 roku spadł o 2,8%, po wzroście o 4,5% w 2019 roku – podał dzisiaj GUS.

Dzisiaj GUS opublikował kluczowe dane dla polskiej gospodarki: pierwszy szacunek PKB za ubiegły rok. Mówi on o tym, jak firmy przeszły przez ograniczenia podażowe i lockdowny oraz jak konsumenci przyjęli zwiększone ryzyka bezrobocia i utraty dochodów. Okazuje się, że – jak na obecne warunki – dobrze.

PKB w 2020 spadł realnie o 2,8%. Jeśli te statystyki zostaną potwierdzone, to znacznie mniejsze tąpniecie niż prognozowały organizacje międzynarodowe i dość konserwatywne ośrodki Ministerstwa Finansów i NBP. Spełniły się optymistyczne szacunki sektora prywatnego, który mówił o ok. 3% na minusie.

Jak na istniejące ograniczenia, relatywnie niewielki jest spadek spożycia w sektorze prywatnym (-3,0% r/r) – konsumenci wprawdzie nie wydawali na to, co zwykle, ale pojawiły się nowe kategorie kosztów, m.in. związane z usługami publicznymi czy koniecznością dokonania zmian w swoim otoczeniu. Tu jednak rozluźnianie obostrzeń powinno zastąpić jednorazowe efekty 2020 r. Kiepsko plasują się inwestycje (-8,4% r/r), ale efekt pandemii tylko wzmacniają nasze problemy systemowe.

Niezwykle korzystnym zbiegiem okoliczności jest ciągnący w górę eksport, który zawdzięczamy wysokiemu popytowi na dobra takie jak samochody, meble czy sprzęt AGD, które dobrze realizują pandemiczne potrzeby, oraz uplasowaniu w relatywnie odpornych łańcuchach dostaw.

Dzisiejsze dane pokazują, że przetwórstwo przemysłowe jest właściwie kryzysoodporne. Ale nie wszystkie branże mają tyle szczęścia. Z pewnością wsparcie publiczne ma pozytywny wkład do dzisiejszych wyników, ale z tego nie wynika, że COVID-owe trzęsienie ziemi przetrwają wszystkie firmy.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Szarpany handel na giełdach wpływa na nerwowość

Rynki nadal w nerwowej atmosferze. Uwaga skupiona nie na dystrybucji szczepionek, czy lepszych odczytach, tylko na rozgrywkach inwestorów detalicznych z funduszami na amerykańskich giełdach. Wyjątkowa stabilność polskiej waluty. Kilka ciekawych danych w dzisiejszym kalendarzu makro.

Znów spadki

Koniec tygodnia ponownie przynosi pesymizm, widoczny szczególnie na rynkach giełdowych. Wydawało się, że końcówka wczorajszej sesji w USA znów wpłynie pozytywnie na handel i zobaczymy dzisiaj kontynuację wzrostów. Tak się jednak nie dzieje, oczywiście na ten moment pod nieobecność Amerykanów, więc za kilka godzin sytuacja może ulec zmianie. Tak naprawdę próżno szukać powodów takiej nerwowości, a zamiast rozmawiać o tempie szczepienia mieszkańców naszego globu, uwaga całego świata finansów skupia się na jednej spółce z Wall Street.

Mali gracze

Tak, to nie błąd, w ostatnich dniach nastroje na rynkach uwarunkowały notowania spółki, która prowadzi sklepy z grami i elektroniką. Od początku trwania tej hossy zauważalny był ogromny udział inwestorów indywidualnych. Można powiedzieć, że właśnie ta grupa napędzała wzrosty na giełdach i niektórych surowcach. Oczywiście powodów takiego scenariusza jest kilka, zaczynając na pomyśle handlu akcjami bez prowizji, przez jednorazowe bony dla Amerykanów, kończąc na chęci zarobienia łatwej kasy w krótkim czasie.

Fundusze już nie są “pępkiem świata”

Paradoks tej całej sytuacji jest taki, że właśnie Ci “mali gracze” doprowadzili w ostatnich dniach do niemal bankructwa wielu funduszy inwestycyjnych. Słynna stała się już dyskusja na forach internetowych inwestorów detalicznych, by zmusić fundusze (szczególnie hedgingowe) do zamknięcia pozycji krótkich, czyli grania na spadki. Dzięki temu wzrosty na danej spółce przybierają jeszcze na sile. Oczywiście można powiedzieć, że takie rozwiązania na rynkach to nic innego jak tworzenie się bańki spekulacyjnej. Nie da się jednak ukryć, że świat finansów w ostatnich miesiącach się zmienia i do niedawna mocarne fundusze nie mogą już sobie pozwolić na lekceważenie tłumów. Bo jak widać, mogą zrobić wiele, a internet w tym pomaga. Inna sprawa powiedzieć, co będzie, jeśli ci “mali gracze” nauczą się krótkiej sprzedaży, wtedy możemy być świadkami niemałego krachu na giełdach.

NBP wpłynął na niższą zmienność złotego

W tym całym zamieszaniu na giełdach zmiennością nie grzeszy nasz polski złoty. Wczoraj widzieliśmy lekki skok notowań EUR/PLN gdzieś do poziomu 4,56 zł, po czym dzisiaj kurs spada w okolice 4,53 zł. Oczywiście brak zmienności, mimo że powody do takowej są, zawdzięczamy NBP. “Dzięki” interwencjom z końca roku 2020, inwestorzy nieco omijają nasze aktywa. Może się więc okazać, że w przypadku znacznego pogorszenia nastrojów na rynkach nie zobaczymy dużego osłabienia naszej waluty. Z prostej przyczyny, a mianowicie omijania złotego przez zagranicznych inwestorów.

PKB z Niemiec i PCE z USA

Dzisiaj o 10.00 poznaliśmy PKB naszego zachodniego sąsiada za IV kwartał. I trzeba przyznać, był to zaskakująco dobry odczyt, pokazujący wynik -2,9% przy oczekiwaniach na poziomie -3,4%. Oczywiście można szukać też minusów, a takim jest informacja, że cały ostatni rok gospodarka niemiecka kończy na minusie. Dobrze wypadły również dane o bezrobociu i zasiłkach dla bezrobotnych, odpowiednio 6% i -41 tys. W godzinach popołudniowych poznamy jeszcze odczyt indeksu inflacji PCE wykorzystywanej przez Fed. Jest on o tyle ważny, że w ostatnich tygodniach widzimy mocne argumenty za tym, by napędzać wzrost cen. Póki co amerykański dolar zachowuje się spokojnie, nie da się jednak ukryć, że od początku roku jest silniejszy, szczególnie w relacji do euro.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Marynarki męskie w casualowych stylizacjach

Od lat marynarki męskie nie są noszone jedynie do stylizacji bardzo oficjalnych z garniturem. Obecnie jest mnóstwo modeli mniej formalnych, które rewelacyjnie komponują się z zestawieniami półformalnymi i casualowymi.

Marynarka męska casualowa jest w wielu kolorach, jednak w dalszym ciągu mężczyźni najczęściej sięgają raczej po klasyczne kolory jak granat, beż, czy szary. Już na pierwszy rzut oka marynarka casualowa różni się od tej do garnituru. Nie ma charakterystycznej podszewki, za to posiada nakładane kieszenie, często są też ozdobne łaty na łokciach. Ciekawie prezentują się modele ze wstawkami i guzikami w kontrastujących kolorach. Ponieważ marynarki tego typu sprawdzą się na wiele okazji, każdy mężczyzna powinien mieć w szafie przynajmniej jeden model.

Styl smart casual – kiedy warto się tak ubrać?

Casualowe marynarki sprawdzą się podczas większości wyjść, gdzie nie wymaga się formalnego stroju. Mogą dodać szyku i elegancji w codziennych stylizacjach, a równie dobrze współgrają ze strojem półformalnym. Marynarka casualowa będzie idealną propozycją na randkę, w trakcie wyjścia na miasto i na imprezę. Sprawdzi się podczas rodzinnych przyjęć i uroczystości jak urodziny, świąteczny obiad, albo komunia. Można po nią sięgnąć także wtedy, kiedy komponujemy strój do pracy, pod warunkiem, że w firmie nie obowiązuje sztywny dress code. Smart casual jest stylem, w którym funkcjonalność łączy się z elegancją. Jest swego rodzaju pomostem między strojem formalnym a sportowym lub casualowym, a marynarka świetnie to podkreśli.

Jakie spodnie do casualowych stylizacji?

Klasycznym przykładem są jeasny. Gdybyśmy zamiast marynarki sięgnęli po bluzę lub sweter, mielibyśmy typową stylizacją casualową. Natomiast, jeśli włożymy marynarkę, to stylizacja od razu zyskuje szczyptę szyku i elegancji.

Innym typem spodni, który z marynarką współgra rewelacyjnie, są spodnie chinosy. To spodnie materiałowe, które nosimy zarówno do stylizacji typowo casualowych, jak i elegantszych. Dostępne są modele w stonowanych i neutralnych kolorach, ale bez problemu znajdziemy też spodnie w żywszych barwach lub w gustowną kratę. Pamiętajmy przy tym, że tylko jeden element stylizacji może być we wzory – albo marynarka, albo spodnie.

Co pod marynarkę?

W zależności od pory roku i okazji pod marynarkę założymy coś innego. Może to być zwykły T-shirt, ale chcąc uzyskać nieco grubszą casualową stylizację, postawmy na golf męski. Ze stylizacją z marynarką dobrze współgrają również inne typy swetrów jak kardigany bądź dopasowane swetry z dekoltem okrągłym lub w serek.

Szykując się na wyjście lub przyjęcie, pod marynarką sprawdzą się koszule męskie od Lancerto. W przeciwieństwie do koszul do garnituru, przy marynarce casualowej koszula może być w innym kolorze niż biel. Jeżeli jest chłodno lub chcemy urozmaić zestawienie, możemy ubrać także kamizelkę. Tworząc stylizację, nie możemy zapominać o dodatkach, jak mucha, zegarek, pasek do spodni, czy skórzana torba. Wszystko to razem sprawi, że będziemy wyglądać rewelacyjnie.

Zyski z gier hazardowych. Państwo nie może czerpać przychodów fiskalnych z przestępczej działalności podatników

Przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą w Polsce, z której w zeznaniu rocznym wykazał 13 tys. zł straty. Jednak wg ustaleń organu podatkowego był on również uczestnikiem internetowych konkursów, gier i zakładów wzajemnych organizowanych za granicą, dzięki którym w 2009 r. uzyskał wygrane w wysokości ponad 7,5 mln zł. Z tytułu tych wygranych nie wykazał w zeznaniu rocznym PIT-36 zryczałtowanego podatku dochodowego od osób fizycznych w kwocie 754 684 zł. Po pięciu latach fiskus postanowił upomnieć się o te pieniądze. Podatnik bronił się, że uzyskał wygrane zwolnione z opodatkowania dzięki grze w kasynach zlokalizowanych na terenie UE, jak i wygrane, od których organizatorzy internetowych zakładów pobrali już należny podatek.

Wygrana w zakładach i grach internetowych

Dyrektor urzędu kontroli skarbowej w sierpniu 2014 r. określił podatnikowi zobowiązanie w zryczałtowanym podatku dochodowym od osób fizycznych za 2009 r. w kwocie ponad 750 tys. zł. Ustalił, że podatnik prowadził w 2009 r. działalność gospodarczą, z której wykazał w zeznaniu rocznym stratę w wysokości 13 508 zł. Podatnik nie wykazał jednak w tym zeznaniu kwoty 7 546 841,67 zł, jaką miał uzyskać dzięki wygranym w internetowych grach organizowanych za granicą. Właśnie z tytułu tych wygranych nie odprowadził do fiskusa podatku dochodowego w ustalonej przez dyrektora wysokości.

Podatek od gier

Po bezskutecznym odwołaniu do organu podatkowego II instancji podatnik wniósł skargę do sądu. WSA w Warszawie w lutym 2016 r. uchylił decyzję dyrektora izby skarbowej, stwierdzając niedostateczne udowodnienie przez organy, że skarżący uzyskał przychody z tytułu gier online, podlegające opodatkowaniu podatkiem dochodowym na podstawie art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy o PIT. A przepis ten stanowi, że zryczałtowany podatek dochodowy pobiera się od dochodów z tytułu wygranych w konkursach, grach i zakładach wzajemnych lub nagród związanych ze sprzedażą premiową, uzyskanych w państwie członkowskim Unii Europejskiej lub innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego – w wysokości 10% wygranej lub nagrody.

Od jakich firm i w jakiej wysokości podatnik uzyskał przychód?

Ponownie rozpoznając sprawę, organ I instancji został zobligowany do przeprowadzenia bardziej wnikliwego postępowania dowodowego. To dotychczasowe – oparte o informacje uzyskane od maltańskiej i brytyjskiej administracji skarbowej, a więc państw, w których siedziby mieli przedsiębiorcy organizujący gry hazardowe – nie wskazywało bowiem, aby polski podatnik w ogóle uzyskał jakiekolwiek wygrane od tych firm. Do tego dyrektor urzędu kontroli skarbowej nie zwrócił się o udzielenie takich informacji do administracji skarbowej Gibraltaru. Dyrektor stwierdził, iż niezbędne jest ustalenie przez organ I instancji, od jakich firm podatnik uzyskał wygrane i w jakich kwotach.

Organ ponownie domagał się ponad 750 tys. podatku

W lutym 2019 r. organ I instancji ponownie określił podatnikowi zobowiązanie w podatku dochodowym za 2009 r. w kwocie 754 684 zł. Występujący w tej roli naczelnik urzędu celno-skarbowego stwierdził, że uzyskane ponownie od administracji podatkowej Malty i Wielkiej Brytanii informacje nie potwierdziły, jakoby dokonane na rachunki podatnika wpłaty od dwóch firm z tych krajów dotyczyły wygranych w hazardowych grach internetowych. Niemniej, oceniając cały zgromadzony materiał dowodowy, w tym złożone wyjaśnienia podatnika, który przyznał się, że osiągnął przychody z wygranych w grach hazardowych, można stwierdzić, że sporne 7 546 841,67 zł, od których podatku domaga się organ, nie pochodzą z prowadzonej przez tego podatnika w 2009 r. działalności gospodarczej, a nie ustalono też, by pochodziły z innego niż wygrane źródeł.

Istotny rodzaj gry

Podatnik odwołał się i od tej decyzji, wnioskując o przeprowadzenie dowodu z informacji od organizatorów gier na okoliczność przypisania konkretnych wygranych do konkretnie ustalonego rodzaju gry. Zarzucił organowi, że mimo przeprowadzenia postępowania kontrolnego, a później podatkowego, w żaden sposób nie ustalił, z jakiego rodzaju gry podatnik uzyskał przychód będący podstawą obciążenia podatkiem. Zamiast tego organ skupił się na naliczeniu podatku dochodowego od kwot, które wpłynęły na rachunek podatnika. A podatnik wskazał, że część tych kwot pochodziła z wygranych hazardowych, ale w kasynach gry organizowanych na terenie Unii Europejskiej. Zaś zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 6 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, w brzmieniu obowiązującym w 2009 r., wolne od podatku były wygrane w kasynach gry, wideoloteriach, grach na automatach, grach na automatach o niskich wygranych oraz grach w bingo pieniężne i fantowe, urządzanych i prowadzonych przez uprawniony podmiot na podstawie przepisów o grach i zakładach wzajemnych obowiązujących w państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Podatnik podniósł również, że zagraniczne organy podatkowe nie potwierdziły jednoznacznie istnienia lub nie obowiązku poboru zaliczek na podatek od przychodu z tytułu tych wygranych. Mając zatem na względzie regułę rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatników, w sprawie tej należy uznać, że należne od wygranych daniny publicznoprawne zostały odprowadzone.

Gracze zwolnieni z podatku, a jego ciężarem obarczeni organizatorzy gier

Jednak mimo to dyrektor izby administracji skarbowej, jako organ odwoławczy, potwierdził wcześniejsze ustalenia organu I instancji, że podatnik uzyskał w 2009 r. wygrane w wysokości ponad 7,5 mln zł, a od wygranych tych ich organizatorzy na Malcie, wyspie Alderney, w Gibraltarze czy Wielkiej Brytanii nie pobrali podatku. Co prawda, zgodził się, że na mocy obowiązujących w tych jurysdykcjach przepisów gracze nie płacą podatku od uzyskanych wygranych, a ciężar ten spoczywa wyłącznie na organizatorach gier, jednak tylko w przedmiocie własnego obrotu. A w opinii organu podatnik w żaden sposób nie uprawdopodobnił, że organizatorzy w zakresie osiągniętych przez niego wygranych należny podatek potrącili, stąd uiścić musi go sam podatnik.

Umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania w 2009 r. lub ich brak

W oparciu o umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania zawarte między Polską a Wielką Brytanią, a także Polską a Maltą, organ podatkowy stwierdził, że uzyskane od firm zlokalizowanych w tych państwach wygrane podlegają opodatkowaniu w miejscu zamieszkania podatnika. Natomiast w braku takiej umowy z Gibraltarem prawo podatkowe tego kraju oraz Polski wskazuje, że wygrana uzyskana od zlokalizowanej w Gibraltarze firmy podlega opodatkowaniu tylko w Polsce, podobnie jak w przypadku braku międzynarodowej umowy podatkowej z wyspą Alderney.

Kwestia uzyskania przychodu z gier internetowych nie powinna budzić wątpliwości

Rozpoznający skargę podatnika Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przywołał rozstrzygnięcie wydane w tej sprawie przez sąd w innym orzeczeniu z 2016 r. WSA zauważył, że wówczas sąd, uchylając decyzje organów, jako podstawę wskazał uchybienia procesowe i brak dostatecznego udowodnienia, że podatnik uzyskał jakikolwiek przychód z gier online. Pominął jednak fakt, że sam podatnik kilkukrotnie pisemnie deklarował, że kwestionowany przychód uzyskał dzięki uczestnictwu w takich grach. WSA w obecnym składzie wyraził opinię, że nie ulega wątpliwości, iż skarżący przedmiotowy przychód w kwocie ponad 7,5 mln zł uzyskał w 2009 r. z gier internetowych. Potwierdziły to administracje: brytyjska i maltańska.

Jedne gry mogły być legalne, a inne nie

WSA przypomniał więc, że w brzmieniu art. 107 § 1 i 2 Kodeksu karnego skarbowego z 2009 r., które i obecnie jest podobne, karze grzywny do 720 stawek dziennych lub karze pozbawienia wolności do lat trzech albo im obu łącznie podlega ten, kto na terytorium Polski uczestniczy w zagranicznej grze losowej lub zagranicznym zakładzie wzajemnym. Zatem uczestnictwo w takich grach było w 2009 r. przestępstwem, podobnie zresztą jak obecnie. W sprawie tej poza sporem między skarżącym a organami było to, że skarżący uczestniczył w grach internetowych, logując się do nich za pośrednictwem komputera z terytorium RP. Nie wyjeżdżał z kraju w celu uczestnictwa w nich do: Wielkiej Brytanii, Gibraltaru, na Maltę ani na wyspę Alderney. Natomiast z art. 2 pkt 4 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wyraźnie wynika, że przepisów tej ustawy nie stosuje się do przychodów wynikających z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy. Z drugiej jednak strony gry wymienione w art. 21 ust. 1 pkt 6 i 6a ustawy o PIT, a niepodlegające kwalifikacji jako gry losowe lub zakłady wzajemne, do których zaliczyć można np. gry na automatach, były legalne.

Dlatego też – jak orzekł sąd – nie sposób w tej chwili ustalić, czy dochód podatnika może być w ogóle opodatkowany, a także w jakiej części, bo skarżący mógł uzyskać ten dochód lub jego część z legalnych lub nielegalnych gier hazardowych. WSA dodał, że: „Postępowanie podatkowe będzie więc wymagało umorzenia w tym zakresie, w jakim potwierdzone zostanie, że przychody Skarżącego pochodzą z nielegalnych w Polsce w roku 2009 internetowych gier hazardowych. Należy tu przypomnieć generalną zasadę aksjologiczną naszego systemu prawa podatkowego, że Państwo nie może czerpać przychodów fiskalnych z przestępczej działalności podatników” (wyrok z 19 sierpnia 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 1982/19).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

2020 na rynku pracy w ujęciu GUS: dwukrotnie więcej zwolnień grupowych, ale wyższe wynagrodzenie

Miniony rok na rynku pracy był trudny do jednoznacznej oceny. Z jednej strony dość znacząco spadły niektóre wskaźniki, takie jak przeciętne zatrudnienie. Z drugiej strony, stopa bezrobocia rejestrowanego była względnie stabilna, a przeciętne wynagrodzenie Polaków zwiększyło się. Wnioskom płynącym z badania Głównego Urzędu Statystycznego „Sytuacja społeczno-gospodarcza kraju w 2020 r.” przyjrzeli się eksperci Personnel Service.

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 1,1% i wyniosło 6 mln 326 tys. osób (rok wcześniej było to 6 mln 395 tys. osób). Warto przypomnieć, że w ciągu ostatnich 5 lat ten wskaźnik notował w każdym kwartale wyłącznie tendencję wzrostową w porównaniach rok do roku. Najgłębszy spadek zatrudnienia zanotowano przede wszystkim w takich branżach, jak administracja i działalność wspierająca (o 5,4%), górnictwo i wydobywanie (o 3,6%), przetwórstwo przemysłowe (o 2,1%) czy zakwaterowanie i gastronomia (o 1,9%). Są jednak branże, gdzie zatrudnienie się zwiększyło – to m.in. działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (o 3,5%) czy informacja i komunikacja (o 3,1%). Są to jednak mniejsze wzrosty niż notowane rok wcześniej.

Choć jesteśmy świadomi, jak mocno rok 2020 dotknął przedsiębiorców, dopiero dane pokazują skalę kryzysu wywołanego przez COVID-19. Mimo, że wiele firm przewiduje sytuacje kryzysowe, na światową pandemię koronawirusa nikt nie mógł być przygotowany. Zatrudnienia nie musiały redukować te branże, których działalność była dobrze dopasowana do nowych potrzeb rynku, np. e-commerce. Ograniczenia związane z pandemią najbardziej odbiły się na branżach takich jak hotelarstwo czy gastronomia. Lockdowny sprawiły, że wiele firm zmniejszyło kadry, a początek 2021 r. wcale nie zwiastuje poprawy. Części firm – restauracji, hoteli – balansujących na skraju bankructwa, udaje się jeszcze utrzymać dzięki wykorzystaniu oszczędności właścicieli i wsparciu z rządowych tarcz. Jeśli jednak zamknięcie rynku potrwa, dla wielu firm nie będzie ratunku – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Pandemia zmniejszyła dysproporcje społeczne?

Pod koniec 2020 roku liczba bezrobotnych wynosiła 1 mln 46 tys. osób. To o 180 tysięcy (o 20,8%) więcej niż rok wcześniej, gdyż na koniec grudnia 2019 roku w urzędach było zarejestrowanych 866 tys. bezrobotnych. Wówczas kobiety stanowiły 55,3% tej grupy i oznaczało to zmniejszenie ich udziału w ogólnej grupie bezrobotnych o 0,7 pp. w porównaniu rok do roku. Jak się okazało, minione 12 miesięcy jeszcze bardziej zmniejszyło dysproporcje między płciami. Tym razem bezrobotnych kobiet było 53,7%, tj. o kolejne 1,6 pp. mniej niż rok wcześniej.

Warto zwrócić uwagę na liczbę nowo zarejestrowanych bezrobotnych. W 2019 roku było 1 496 500 takich osób. Z kolei w roku 2020 ich liczba wyniosła 1 340 700, co oznacza spadek o 10,4%. Stopa bezrobocia rejestrowanego w ciągu roku wzrosła o 1 pp. do poziomu 6,2%. Po dość znaczącym skoku na początku pandemii, od czerwca ten wskaźnik był stosunkowo stabilny – kontynuuje analizę Krzysztof Inglot.

Mniej ofert pracy, ale większe wynagrodzenia

Do urzędów pracy w 2020 roku zgłoszono 1 mln 115 tys. ofert zatrudnienia, co także oznacza spadek – o 17,2%. Dwukrotnie wzrosła z kolei liczba zwolnień grupowych. 957 zakładów zadeklarowało zwolnienie 73,1 tys. pracowników (w 2019 roku było to 458 zakładów i 32 tysiące osób zwolnionych). Warto jednak zauważyć, że nie wszystkie wskaźniki rynku pracy spadły. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło. W 2019 roku wynosiło 5169,06 zł brutto, natomiast w 2020 roku – 5411,45 zł brutto. Podniesienie płac nastąpiło we wszystkich sekcjach o znaczącym udziale w zatrudnieniu, a najbardziej w administrowaniu i działalności wspierającej (o 8,3%), obsłudze rynku nieruchomości (6,1%), sektorze gospodarowania ściekami i odpadami (5,3%) czy informacji i komunikacji (5,2%). Najmniejszy wzrost wynagrodzeń dotyczył z kolei gastronomii i zakwaterowania (o 0,5%), podczas gdy w 2019 roku wzrost płac w tych sekcjach wyniósł ok. 6%.

– Co ważne, w skali roku wzrosła także siła nabywcza przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw. W 2020 roku realna płaca brutto okazała się o 1,5% wyższa niż przed rokiem. Podsumowując minione 12 miesięcy warto mieć zatem na uwadze, że pandemia nie zahamowała całkowicie rozwoju naszego rynku pracy, a polscy przedsiębiorcy stanęli na wysokości zadania. To oznacza, że choć obecnie notujemy negatywne tendencje na rynku pracy, jest on gotowy do „szybkiego odbicia”. Wszystko zależy jednak od tego, jak w kolejnych miesiącach będzie rozwijać się sytuacja epidemiczna w Polsce i związane z nią obostrzenia – mówi Krzysztof Inglot.

Busometr ZPP: Ponad 60% firm z sektora MŚP odczuwa negatywne skutki obostrzeń

63% badanych firm twierdzi, że wprowadzone obostrzenia negatywnie wpłynęły na ich sytuację, skłonność do inwestycji jest jeszcze niższa, niż w poprzednim – rekordowo niskim – odczycie, a rynek pracy trzyma się stosunkowo nieźle: to podstawowe wnioski z najnowszego badania Busometr, przeprowadzanego cyklicznie przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Busometr jest Indeksem Nastrojów Gospodarczych MSP, który pokazuje stopień optymizmu małych i średnich przedsiębiorców w ramach trzech komponentów: koniunktury gospodarczej, rynku pracy i inwestycji. Badania przeprowadza firma Maison&Partners na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, a obecnie prezentowana edycja jest już dwudziestą z rzędu.

Badając nastroje firm w trakcie epidemii spodziewaliśmy się obniżonych wskaźników w zakresie prognozowanej koniunktury gospodarczej – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – W tej chwili nie widzimy radykalnego wstrząsu, jednak niepokoić musi rekordowo niski odczyt komponentu Inwestycje. Komponent Rynek Pracy wciąż daje stosunkowo optymistyczny obraz, jednak odczyt jest najniższy od I półrocza 2017 roku, nie możemy więc ze spokojem patrzeć w przyszłość.

Z badania Busometr – tradycyjnie już – wyłania się obraz niedostatecznej skłonności do inwestycji jako strukturalnego problemu polskiej gospodarki. W „normalnych” warunkach jest to rezultat szybko zmieniającego się prawa i braku bezpieczeństwa regulacyjnego. W czasie epidemii zaś sytuację pogarszają wprowadzane w nieprzewidywalny i chaotyczny sposób ograniczenia oraz brak klarownej koncepcji walki z koronawirusem.

Przedsiębiorcy generalnie negatywnie oceniają działania rządu podejmowane w ramach walki z pandemią, pozytywnie aktywność rządzących w tym zakresie ocenia jedynie 29% ankietowanych.

Przedsiębiorcy nie rozumieją, dlaczego nie mogą działać, nawet w podwyższonym rygorze sanitarnym – mówi Cezary Kaźmierczak Z naszych badań wynika, że 84% firm z sektora MŚP wprowadziło dodatkowe rozwiązania, takie jak płyny do dezynfekcji, maseczki wśród personelu itd. Są w stanie działać bezpiecznie, ale rząd im tego zabrania. Frustracja narasta, bo już ponad 60% ankietowanych twierdzi, że ograniczenia negatywnie odbiły się na ich działalności.

***
Busometr ZPP – Indeks Nastrojów Gospodarczych MSP, jest wskaźnikiem pokazującym stopień optymizmu małych i średnich przedsiębiorców i ich planowane działania w perspektywie najbliższego półrocza.

Na wartość Indeksu Busometr wpływ mają trzy komponenty: (1) koniunktury gospodarczej, (2) rynku pracy (płace i zatrudnianie) oraz (3) inwestycji.

Wartość każdego z komponentów mieści się w przedziale od 0 do 100.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz firma Maison&Partners prowadzą badania wśród przedsiębiorców w oparciu o próbę zróżnicowaną ze względu na liczbę zatrudnianych pracowników, próby małych i średnich firm w Polsce (do 250 zatrudnionych).

Busometr ZPP jest publikowany co pół roku. Badanie jest realizowane od 2011 roku.

Nielegalne treści w Internecie – nowe regulacje UE

Akt prawny o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA), przygotowany przez Komisję Europejską, ma zapewnić spójne przepisy dotyczące zarządzania treściami nielegalnymi przez firmy działające na rynku cyfrowym. Zdaniem Konfederacji Lewiatan dobrze, że projekt obejmie także przedsiębiorstwa spoza Unii Europejskiej, które świadczą usługi w państwach członkowskich. Niepokój budzi jednak wysoki poziom obciążeń przewidzianych dla „bardzo dużych platform internetowych”.

Opowiadamy się za precyzyjnym określeniem obowiązków firm objętych DSA. Ważne, aby brał pod uwagę model biznesowy, charakter i profil ryzyka z jakim mierzą się usługodawcy i użytkownicy oraz konsekwentnie uwzględniał proporcjonalne zobowiązania. Rozumiemy potrzebę ich zróżnicowania. Ale istotne jest też wskazanie, że odpowiedzialność pośrednika i dodatkowe obowiązki powinny koncentrować się na ogólnodostępnych platformach cyfrowych, które mają możliwość redagowania/moderowania/modelowania treści zamieszczanych przez użytkowników. Doceniamy też troskę unijnego projektodawcy o poszanowanie zasady ochrony wolności obywatelskich, w tym swobodę wypowiedzi, jak też ochronę użytkowników usług pośredników internetowych – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Pakiet DSA ma służyć unowocześnieniu i doprecyzowaniu przepisów dyrektywy e-commerce. Wiele firm na rynku cyfrowym UE posiada już liczne rozwiązania wykraczające poza obowiązujące przepisy, w szczególności czerpiące z najlepszych tradycji dobrowolnych porozumień, takich jak Memorandum of Understanding on Counterfeit Goods, czy też Product Safety Pledge.

Konfederacja Lewiatan popiera zróżnicowanie przepisów odnoszących się do treści nielegalnych i szkodliwych, jak również pozostawienie pola do samoregulacji. Jednocześnie dostrzega, że w ramach przyjętego przez KE zróżnicowania na „bardzo duże platformy” oraz pozostałe firmy objęte regulacją, kryterium kluczowym stał się nie profil ryzyka, a wielkość firmy (mierzona liczbą aktywnych odbiorców usług). Nadzór nad dużymi platformami został przeniesiony na poziom KE, a obowiązki w zakresie należytej staranności, transparentności działania i raportowania zostały wzmocnione. Przyjęty model może potencjalnie ułatwić działalność mniejszych europejskich firm.

– Nasz niepokój budzi jednak wysoki poziom obciążeń przewidzianych dla „bardzo dużych platform”. Zwracamy uwagę na zbyt szczegółowy systemem zasad należytej staranności, związany z zobowiązaniami ukierunkowanymi na „bardzo duże platformy internetowe” i nie uwzględniający ryzyka – dodaje Aleksandra Musielak.

Dlaczego warto zdecydować się na dom parterowy?

Domy parterowe zazwyczaj są spotykane za granicą. Jednak i w Polsce coraz częściej możemy natknąć się na ten rodzaj domu. Nic dziwnego, taki dom, który jest rozplanowany tylko na jednym poziomie, może mieć wiele zalet.

  1. Jak wyglądaja domy parterowe?
  2. Jakie są zalety domu parterowego?
  3. Jakie są ograniczenia w budowie domu parterowego?

Zobaczmy, czym dokładnie wyróżnia i cechuje się ten rodzaj budynku oraz dlaczego warto zdecydować się na takie rozwiązanie.

Jak wyglądają domy parterowe?

Być może przeglądając Internet lub czasopisma o tematyce budowlanej natknęliśmy się na projekty małych domów parterowych. Dom parterowy- czyli jaki? Jak się okazuje, jest to dom jednopiętrowy. Ten rodzaj budynków, zwanych również bungalowami, cechuje się tym, że jest niski. Jest to zatem doskonałe rozwiązanie dla każdego – świetnie będą w nim czuli się młodzi rodzice i ich dzieci, a także osoby starsze. To, co wyróżnia ten rodzaj budownictwa, to fakt, że dom znajduje się blisko ogrodu.

Domy parterowe możemy spotkać czasami w wersji modułowej. Domy modułowe składają się z gotowych elementów, które są ze sobą łączone na placu budowy, jak możemy wyczytać z artykułu: https://www.extradom.pl/porady/artykul-domy-modulowe-domy-prefabrykowane-co-warto-o-nich-wiedziec.

Jakie są zalety domu parterowego?

Według powszechnej opinii jednopoziomowy budynek jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż dom piętrowy, który ma taki sam metraż. Wpływa na to wygoda związana z poruszaniem się, a także fakt, iż przestrzeń domu jednopoziomowego wydaje się większa.

Jak już pisaliśmy, dom parterowy jest świetnym rozwiązaniem zarówno dla młodszych, jak i starszych osób. Zapewnia większe bezpieczeństwo małym dzieciom, gdyż zmniejsza ryzyko wypadków, takich jak upadek ze schodów czy z okna. Dzięki temu najmłodsi mogą swobodnie poruszać się po całej jego przestrzeni. Dodatkowym atutem jest bliskość ogrodu, na który można wyjść z różnych części domu. Nawet i w tym miejscu dzieci pozostają w niewielkiej odległości od rodziców oraz pod ich czujnym okiem.

W takim miejscu doskonale odnajdą się również osoby starsze i niepełnosprawne. Poruszanie się po nim jest łatwe, gdyż nie ma trudnych do pokonania schodów. Cała rodzina zgromadzona jest na jednym poziomie, co również wpływa na komunikację między domownikami.

Kolejną zaletą domów parterowych jest to, że ich budowa zazwyczaj przebiega w sposób sprawny i szybki. Jest on również tańszy od domu dwupoziomowego, gdyż nie są potrzebne schody, stropy ani dodatkowe podłogi. To, na czym jeszcze można oszczędzić, to koszty aranżacji wnętrz. Zazwyczaj pomieszczenia w domach parterowych są o typowych, szablonowych wymiarach, dlatego też możemy skorzystać z mebli dostępnych w ofertach sklepów z meblami. Nie musimy wydawać fortuny na meble na zamówienie, co jest czasem jedynym rozwiązaniem w nietypowych pomieszczeniach. Tutaj sytuacja jest prosta i niewymagająca zbyt wielkich nakładów pieniężnych. Kolejnym atutem jest fakt, ze z każdego pomieszczenia możemy mieć wyjście do ogrodu. Jest to cenione zwłaszcza przez te osoby, które lubią być blisko natury.

Jakie są ograniczenia w budowie domu parterowego?

Co prawda nie ma określonej minimalnej wielkości działki, na której może stać dom parterowy, jednak musimy mieć na uwadze, że musi być ona większa niż w przypadku domu piętrowego. W przypadku, gdy dysponujemy niewielką działką, budowa takiego rodzaju domu może nie być możliwa.

Przed przygotowywaniem projektu domu należy zapoznać się z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego. Innym rozwiązaniem jest uzyskanie decyzji o Warunkach Zabudowy. Z danych tych może wynikać, jaki dom może stać na określonym terenie. Może być tam poruszona kwestia maksymalnej wysokości budynku czy też kąta nachylenia dachu. Czasami znaleźć tam można informacje dotyczące konkretnej kolorystyki elewacji oraz innych elementów domu.

Systemy „first-to-file” i „first-to-invent”

Pierwszy do złożenia (FTF) i pierwszy do wynalezienia (FTI) to dwie odrębne koncepcje uregulowania prawa patentowego, określające komu ma zostać udzielony patent na wynalazek.

Choć możliwe jest przyjęcie ogólnego założenia, że obecnie systemem obowiązującym jest system „first-to-file” a więc ten, który gwarantuje udzielenie patentu osobie, która jako pierwsza dokonała zgłoszenia wynalazku, to analizując przepisy amerykańskiego prawa patentowego można łatwo dojść do wniosku, że przepisy te zasadniczo różnią się od przepisów europejskich. Główną sprzecznością jest funkcjonowanie w amerykańskim prawie patentowym instytucji „grace period”, okresu karencji, który w treści Konwencji o udzieleniu patentów europejskich wprost nie występuje.

Patenty są udzielane, bez względu na dziedzinę techniki, na wynalazki, które są nowe, posiadają poziom wynalazczy, a także nadają się do przemysłowego stosowania. Skupiając się na prawie europejskim, patent europejski udzielany jest przez Europejski Urząd Patentowy na mocy Konwencji o udzielaniu patentów europejskich podpisanej w Monachium w 1973r. Reguluje ona ścieżkę zgłaszania i udzielania patentów europejskich w każdym z państw będących członkami Europejskiej Organizacji Patentowej, wskazanych przez wnioskodawcę we wniosku o udzielenie patentu europejskiego. Podkreślenia wymaga fakt, że w przypadku systemu „first-to-file” patentu udziela się twórcy wynalazku, który jako pierwszy dokona jego zgłoszenia, bez względu na rzeczywistą datę dokonania wynalazku. Ponadto, należy wskazać, że patenty mogą być udzielane tylko na wynalazki, które są nowe. Co za tym idzie, każde ujawnienie wynalazku osobom trzecim przed objęciem go ochroną patentową będzie równoznaczne z utratą nowości wynalazku. Tym samym, wynalazek nie może być publicznie ujawniony przed dokonaniem zgłoszenia.

System amerykański, który na skutek podpisania w 2011r. America Invents Act, od 2013r. jest systemem zbliżonym do systemu europejskiego, choć przyjmuje się, że nie jest to „czysty” system „first-to-file” a system „first-inventor-to-file”. Zastąpił on funkcjonujący poprzednio system „first-to-invent”, który oparty został na przepisach konstytucji Stanów Zjednoczonych. Zakładał on, że patent jest udzielany tej osobie, która udowodni, że jako pierwsza dokonała wynalazku. Założenia obecnego systemu są podobne do systemu europejskiego, jednakże instytucja okresu karencji powoduje, że mimo próby harmonizacji amerykańskiego prawa patentowego i jego zbliżenia do innych, funkcjonujących systemów patentowych, co też było wskazane jako główna przyczyna przyjęcia nowego aktu w zakresie prawa patentowego, systemy te nie mogą być obecnie wskazane jako jednolite bądź też tożsame. Okres karencji, a więc publiczne ujawnienie wynalazku przed złożeniem zgłoszenia patentowego, wynosi 12 miesięcy. W rezultacie, takie ujawnienie nie stanowi części wcześniejszego stanu techniki i nie stanowi przesłanki uniemożliwiającej udzielenie patentu. Choć wydawać by się mogło, że system ten ma wiele zalet, to za główną wadę uznać należy fakt, że, ze względu na obecność okresu karencji, nie likwiduje on tak naprawdę systemu „first-to-invent” a przeciwnie, otwiera drogę do funkcjonowania zawiłego systemu „first-to-dislose” a więc systemu umożliwiającemu przyznanie ochrony patentowej temu, kto jako pierwszy ujawni swój wynalazek. Bezsprzecznie potęguje to złożoność założeń prawa patentowego oraz niepewność zgłaszającego wynalazek.

Porównując oba systemy, ich założenia oraz wpływ na przedsiębiorców ubiegających się o udzielenie patentu, za niezrozumiałe uznać należy obecne, coraz głośniejsze głosy opowiadające się za dalszą harmonizacją prawa patentowego, gdzie kluczowym elementem miałby się stać powszechnie obowiązujący okres karencji.

Elżbieta Dziuba, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Do 2031 roku rynek hipoteki odwróconej urośnie trzykrotnie

Ernst & Young (EY) oraz European Pensions and Property Asset Release Group (EPPARG) opublikowały właśnie raport dotyczący hipoteki odwróconej na świecie.  Znalazły się w nim dane z 13 krajów, w których hipoteka odwrócona ma ugruntowaną pozycję lub dopiero się rozwija. Eksperci prognozują, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat globalny rynek urośnie trzykrotnie. Już dziś wartość środków uwalnianych, dzięki tej usłudze, przekracza rocznie 15 mld dolarów w skali świata. Do 2031 roku liczba ta zwiększy się do 50 mld dolarów rocznie.[1]

W raporcie pt. „Global Equity Release Roundtable 2020” przygotowanym przez EY i EPPARG zebrano dane z Australii, Kanady, Niemiec, Włoch, Irlandii, Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Polski, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.

W każdym z tych krajów etap rozwoju usługi i liczba oferowanych rozwiązań są nieco inne. Generalizując – podmiotami zawierającymi umowy hipoteki odwróconej są zazwyczaj banki, firmy ubezpieczeniowe i sekurytyzacyjne. Najczęściej spotykanym rozwiązaniem jest odwrócony kredyt hipoteczny. W niektórych krajach (jak np. w Polska, Włochy i Niemcy) oferowana jest też renta dożywotnia, czyli hipoteka odwrócona w modelu sprzedażowym. Najniższy wiek, w którym senior może skorzystać z hipoteki odwróconej to 55 lat i jest on notowany w Kanadzie, Holandii i Wielkiej Brytanii. W większości krajów granicą wiekową jest 60 lat, choć w Hiszpanii i Niemczech 65 lat.

Najbardziej rozwinięte rynki

Dziś do najbardziej rozwiniętych rynków na świecie należą przede wszystkim Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Australia. W każdym z tych krajów, dzięki usłudze hipoteki odwróconej, seniorzy corocznie uwalniają ponad 2 miliardy dolarów kapitału, a liczba firm oferujących takie produkty waha się, w poszczególnych krajach, pomiędzy kilkoma a nawet kilkuset podmiotami, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii. Do rynków wysoce rozwiniętych należy zaliczyć też m.in. Kanadę, Norwegię, Szwecję i Holandię.

– Warto podkreślić, że w najbardziej rozwiniętych krajach hipoteka odwrócona funkcjonuje od ponad trzydziestu lat, ale dynamiczny rozwój rozpoczął się w ostatniej dekadzie. Bardzo ważną rolę w tym procesie odegrał dostęp do odpowiedniego, długoterminowego finansowania, wzrost standardów oferowania usługi i reputacji usługodawców. Polski rynek, gdyby spojrzeć na niego przez pryzmat globalny, wciąż jest rynkiem młodym, raczkującym, czekającym, a wręcz domagającym się stosownych regulacji ale przede wszystkim dopasowanego finansowania – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, który jednocześnie pełni funkcję Członka Zarządu EPPARG. – Według raportu EY wartość rodzimego rynku to obecnie mniej niż 0,5 mld dolarów, a liczba profesjonalnych podmiotów oferujących tę usługę w Polsce jest mniejsza niż 5 – dodaje.

Dynamiczne wzrosty

Przewiduje się, że za 10 lat roczny wolumen przekroczy w Stanach Zjednoczonych 25 mld dolarów, co oznacza, że Amerykanie będą sprzedawać – tylko w ciągu jednego roku – odwrócone kredyty hipoteczne o takiej wartości. Kolejnym rynkiem, który będzie – według prognoz – notował najwyższe wzrosty stanie się Wielka Brytania (z wolumenem rocznym na poziomie 13 mld dolarów). Wysoko plasują się również Włochy (wolumen roczny szacowany na 6-10 mld), które od momentu wejścia nowych, dedykowanych regulacji prawnych są jednym z najszybciej rozwijających się rynków. Duże wzrosty przewiduje się też w Kanadzie (3-4 mld). – Szacuje się, że w Polsce do 2031 roku roczny wolumen może osiągnąć ok. 0,6 mld dolarów – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Największa bariera? Brak świadomości

Brak świadomości dotyczącej usługi, ale też możliwości poprawienia swojej sytuacji na emeryturze – to bariera, która może mieć wpływ na rozwój rynku hipoteki odwróconej na świecie. Dokładnie na tę barierę wskazała większość przedstawicieli z 13 krajów biorących udział w badaniu. – W Polsce na szczęście świadomość jest coraz wyższa. Z badania opinii, które przeprowadziliśmy ostatnio wśród kilkuset seniorów wynika, że blisko 90 proc. z nich słyszała o rencie dożywotniej. Nasz kraj musi jednak pamiętać o innych barierach takich jak pozyskiwanie funduszy na rozwój czy czekanie na odpowiednie regulacje – mówi Robert Majkowski.

– Raport potwierdza, że ​​podmioty oferujące hipotekę odwróconą na całym świecie stoją przed podobnymi wyzwaniami i możliwościami. Jako branża na całym świecie musimy zwiększać świadomość korzyści społecznych i ekonomicznych, jakie może dać uwolnienie kapitału zamrożonego w nieruchomościach. To ważne szczególnie w świetle globalnego spowolnienia gospodarczego wywołanego przez pandemię – mówi Steve Kyle, Sekretarz Generalny EPPARG.  – Jesteśmy również za wyznaczaniem najwyższych standardów i norm obowiązujących uczestników rynku. Wprowadziliśmy w Europie 10 Standardów EPPARG, których celem jest budowanie zaufania do tego innowacyjnego produktu zarówno wśród inwestorów, jak i konsumentów. Niezbędne będzie bezpieczne rozwijanie rynku globalnego, ścisła współpraca z organami regulacyjnymi i rządami, by wykazać, że uwolnienie kapitału jest bezpieczną opcją finansową dla starszych właścicieli domów, którzy chcą uzupełnić swoje dochody – dodaje.

– Hipoteka odwrócona zarówno w modelu sprzedażowym jak i kredytowym, jest ważnym elementem finansów emeryta, a rozwój rynku przyniesie pozytywny wzrost konkurencji i innowacje. Wśród różnych przeszkód istnieje efekt kury i jajka, ale inwestorzy instytucjonalni i rynek finansowy coraz lepiej dostrzegają potencjał tego rynku. Już pojawił się jego wzrost, a wiele obecnych barier ustąpi. Oprócz transformacji rynku i wzrostu wywołanego podażą kapitału, kluczowe będzie, aby usługodawcy nadążali za zmianami i zapewnili indywidualne, dopasowane do potrzeb konsumentów rozwiązania – podsumowuje Ben Greinger z EY, który odpowiadał za powstanie raportu.

[1] Raport „Global Equity Release Roundtable 2020”, przygotowany przez EY i EPPARG, opublikowany 28.01.2021.
Link: http://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-more-than-treble-by-2031/

Podsumowanie 2020 r. na rynku biurowym w Katowicach i prognoza na rok 2021

Po oddaniu 61,3 tys. mkw. w 2020 roku, całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej w Katowicach zbliżyła się do poziomu 600 tys. mkw. – wynika z najnowszych danych firmy Colliers International.

Metropolia Górnośląsko-Zagłębiowska wraz z Katowicami stanowi jeden z najszybciej rozwijających się obszarów miejskich w Polsce. Atrakcyjne położenie geograficzne, zapewniające inwestorom bliskość głównych ciągów komunikacyjnych, dobra infrastruktura oraz dostęp do wykwalifikowanych pracowników sprawiają, że rynek katowicki charakteryzuje wysoka atrakcyjność zarówno dla deweloperów, jak i najemców.

— W 2020 r. popyt na powierzchnię biurową w Katowicach wyniósł prawie 65 tys. mkw. Tak wysoki wynik to efekt stabilnego zainteresowania projektami biurowymi w budowie, co przekłada się na liczbę umów przednajmu w budynkach, które zostały oddane do użytkowania dopiero pod koniec 2020 roku. W minionym roku do użytku oddano 61,3 tys. mkw. biur, co było wynikiem kilkukrotnie wyższym niż w 2019 roku, gdy otwarto tylko 9,8 tys. mkw. powierzchni. Wśród największych oddanych w 2020 roku projektów znalazły się park biurowy Face2Face Business Campus (46 tys. mkw.) składający się z dwóch budynków, DL Piano (11,5 tys. mkw.) i Global Office Park C (4 tys. mkw.) — zaznacza Barbara Pryszcz, dyrektor regionalny Colliers International w Katowicach.

Najważniejsze wydarzenia 2020 na rynku biurowym

  1. Rosną katowickie huby biznesu

Katowice to jeden z najdynamiczniej rozwijających się biurowych rynków regionalnych w Polsce. Szacujemy, że do końca 2023 roku na rynek może trafić ok. 190 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, która aktualnie jest już na etapie budowy. Obecna sytuacja spowodowała przesunięcie dat oddania do użytku wielu projektów. Natomiast znaczna część tych projektów czeka z dalszymi pracami na podpisanie umów przednajmu z zainteresowanymi najemcami.

W ciągu najbliższych 3 lat biznesowe centrum miasta zostanie poszerzone o takie projekty jak np: .KTW II będące projektem TDJ Estate, kolejne fazy Global Office Park budowane przez Cavatina, czy Craft – projekt biurowy Ghelamco..

— Rozwój podaży ma własną dynamikę – zazwyczaj po roku obfitującym w nowe otwarcia budynków następuje obniżenie aktywności deweloperów pozwalające na absorpcję istniejącej powierzchni biurowej. Obecnie w Katowicach w budowie jest rekordowa ilość powierzchni biurowej. Apetyty deweloperów nie maleją. Kolejni lokalni i międzynarodowi gracze, jak Cavatina, DL Invest, Ghelamco, GTC, Opal Maksimum, TriGranit czy Vastint, rozpoczęli lub deklarują rozpoczęcie swoich inwestycji w najbliższym czasie — mówi Barbara Pryszcz, dyrektor regionalny Colliers International w Katowicach.

Inwestycje powstają głównie wzdłuż ulicy Chorzowskiej, jednej z kluczowych arterii Śląska ze względu na atrakcyjną lokalizację oraz dogodną komunikację.

— Kolejne projekty w tej okolicy są tylko kwestią czasu — zaznacza Barbara Pryszcz.

Powodzeniem cieszą się także kolejne przyczółki biurowe w centralnej i północnej części miasta wzdłuż Al. Korfantego, ul. Dworcowej i Al. Roździeńskiego. To zasługa rewitalizacji obszaru zarówno jeśli chodzi o budownictwo mieszkaniowe, jak i biurowe.

  1. Pustostanów będzie więcej

Pod koniec 2020 roku współczynnik pustostanów na katowickim rynku wynosił 9,2% ze względu na dostarczenie do użytku stosunkowo dużej ilości powierzchni biurowej w ostatnim kwartale roku – 30,2 tys. mkw. Na nadchodzący rok eksperci Colliers prognozują powolną absorpcję niezagospodarowanej przestrzeni biurowej i wzrost współczynnika pustostanów.

Natomiast biorąc pod uwagę wysokość czynszów, Katowice stanowią konkurencyjny rynek najmu z dużym potencjałem. Stawki w najlepszych nowo powstających budynkach w mieście wahają się od 13,5 do 15,5 euro za mkw. miesięcznie, zaś w projektach klasy B czynsze kształtują się na poziomie 9-12 euro za mkw. miesięcznie. Prognoza dotycząca stawek czynszu pozostaje stabilna.

  1. Rośnie znaczenie powierzchni FLEX

Katowice to miasto sprzyjające rozwojowi nie tylko dużych korporacji, ale też mniejszych organizacji. Widoczny jest między innymi rozwój firm R&D, które stopniowo zaczynają wychodzić z inkubatorów, parków technologicznych i kamienic, przenosząc się do korzystnych dla siebie lokalizacji takich, jak powierzchnie coworkingowe lub biura serwisowane.

— Stale odnotowujemy w Katowicach wzrost zainteresowania powierzchniami w biurach serwisowanych i coworkingach. Największą popularnością cieszą się centra, które oprócz dostarczenia funkcjonalnych przestrzeni, skupiają się również na tworzeniu społeczności. Kluczowymi atutami tych powierzchni bez wątpienia są elastyczna długość najmu i możliwość swobodnego zwiększania lub redukcji wynajmowanej przestrzeni. Jest to doskonała alternatywa dla najemców czekających na swoje docelowe biuro oraz dla firm, którym na początkowym etapie rozwoju trudno jest oszacować, jak szybko ich biznes będzie się rozwijał — mówi Barbara Pryszcz.

W ciągu następnych miesięcy do otwarcia swoich biur serwisowanych będą przygotowywać się Spaces przy ul. Matejki 3 (3 tys. mkw.) czy CitySpace w kompleksie Face2Face Business Park (2,3 tys. kmw). Także kolejni operatorzy poważnie rozważają wejście na rynek katowicki. Rozwijają się również marki własne w ramach poszczególnych projektów biurowych.

  1. Struktura umów najmu i podnajmy

Niepewność, którą przyniosła pandemia Covid-19, spowodowała, że wiele firm odkładało decyzję o relokacjach i  renegocjowało umowy najmu w obecnych lokalizacjach na korzystnych warunkach. Zaznaczyć jednak trzeba, że umowy przedłużane były na okres krótszy niż standardowo – zwykle na rok lub 2 lata. W strukturach najmu duży udział stanowiły też umowy przednajmu.

—  Ze względu na uruchomienie budowy wielu nowych projektów biurowych w minionym roku duże korporacje zdecydowały się zabezpieczyć potrzebne powierzchnie umowami przednajmu. Wolumen umów pre-let w Katowicach wyniósł 38,7 tys. mkw. i jest to najwyższa wartość w historii rynku — mówi Barbara Pryszcz.

Widocznym trendem na rynku biurowym stają się podnajmy. Wiele firm, szukając oszczędności, podejmuje decyzję o podnajęciu części swojej powierzchni biurowej Na koniec IV kwartału w Katowicach w ramach ofert podnajmu dostępnych było ok. 17 tys. mkw., co stanowiło prawie 3% istniejącej podaży.

 

  1. Giganci w nowych lokalizacjach

Utrzymuje się zainteresowanie Katowicami, nowi inwestorzy analizują możliwości rynku i przyglądają się sposobom pozyskania pracowników. Mimo zmniejszonego popytu w 2020 r. na rynku biurowym miały miejsce rekordowe transakcje.

Największą transakcją na rynku katowickim w 2020 r. była nowa umowa na zasadach pre-let podpisana w grudniu przez ING Tech Poland na najem 16,6 tys. mkw. w budowanym kompleksie mixed-use Global Office Park.

Wśród pozostałych umów wymienić należy nową umowę Capgemini oraz ekspansję Honeywell w Face2Face Business Campus B (odpowiednio 11 tys. mkw. i 3,7 tys. mkw., obie umowy na zasadach pre-let), renegocjację Hireright Poland w Silesia Star I (3,2 tys. mkw.) oraz nową umowę Sii Polska w biurowcu .KTW I (3,1 tys. mkw.)

Prognozy 2021 dla Katowic

  1. Czas się wyróżnić  

Deweloperzy będą starali się wyróżnić na rynku, oferując wyższe parametry techniczne obiektów w standardzie wykończenia powierzchni oraz elastyczniejsze do aranżacji powierzchnie wraz z atrakcyjnymi przestrzeniami wspólnymi, gdzie pracownicy biur będą mogli kreatywnie spędzać czas wolny. Tego typu elementy dają najemcom większą swobodę w zakresie projektowania i dostosowania powierzchni i modelu pracy w biurze pod swoje potrzeby.

  1. Hybrydowy model pracy a podnajmy

Ze względu na trwające zagrożenie epidemiologiczne większość pracowników biurowych wciąż pracuje z domu. W związku z tym pojawiły się podnajmy nowych, dopiero co wykończonych powierzchni w biurach, które są gotowe do użytkowania (często wyposażone w meble i potrzebny do pracy sprzęt).

  1. Dostosowanie przestrzeni biurowych do nowych warunków

Bezpieczeństwo i dobre samopoczucie pracowników będą odgrywały kluczową role w kształtowaniu środowiska pracy m.in. wzrost powierzchni przewidzianej na jedno stanowisko pracy w celu umożliwienia zachowania odpowiednich odstępów pomiędzy pracownikami, szereg zmian sanitarnych zmniejszających ryzyko zakażeń, tj. częsta wymiana powietrza, dezynfekcja, bezdotykowe systemy otwierania drzwi itp.

  1. Wzrost współczynnika pustostanów

Nieuniknionym efektem wzrostu podaży oraz niższego popytu jest wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej. Niepewność związana ze stanem gospodarki oraz rozwojem pandemii powoduje, że część korporacji przyjęło zachowawcze podejście do planów rozwojowych i w efekcie wstrzymało procesy najmów. Trend ten może utrzymać się do końca roku.

  1. Korekta stawek czynszowych

Spadek popytu i wzrost ilości powierzchni niewynajętej będzie skutkować korektą w stawkach czynszowych, a konkretnie spadkiem czynszów bazowych i efektywnych. Właściciele budynków z dużym udziałem pustostanów będą zabiegać o najemców, oferując im bardzo konkurencyjne i elastyczne warunki najmu oraz rozbudowane pakiety zachęt.

Umiarkowana skala spowolnienia w IV kwartale 2020

Spadek PKB w 2020 roku był niższy od prognoz formułowanych jeszcze miesiąc temu. Dane sugerują, że Polska gospodarka adaptuje się do działania w warunkach restrykcji.

Według wstępnego szacunku GUS polska gospodarka w 2020 roku skurczyła się o 2,8%. W nieco większej skali obniżyły się wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych tj. o 3%. Pandemia Covid-19 najmocniej uderzyła w inwestycje, które spadły o 8,4%. Wynik ratowała pozytywna kontrybucja eksportu netto.

Roczny wynik implikuje spadek aktywności o 2,9%r/r w IV kwartale. Szacujemy, że wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych były niższe o 3,0% z uwagi na brak możliwości korzystania z usług. Najsłabszymi sektorami dalej pozostaje turystyka i gastronomia oraz usługi rekreacyjne. Łączny udział tych branż w PKB stanowi niecałe 2%. Należy spodziewać się jednak, że obroty w poszczególnych działach będą nawet o 60-90% niższe niż rok temu. Koniec roku najprawdopodobniej dalej przyniesie dwucyfrowe osłabienie inwestycji – prognozujemy spadek o 10,8%. Wzrost produkcji budowlano-montażowej sugeruje wyższe nakłady publiczne niż w poprzednich kwartałach. Wydatki przedsiębiorstw dalej jednak pozostaną niskie.

Spodziewamy się niewielkich zmian w I kwartale. Prognozujemy, że PKB dalej będzie niższe o 2%r/r, a dynamika wydatków konsumpcyjnych będzie zbliżona do poprzedniego kwartału. Szacujemy, że styczeń przyniesie 8% spadek sprzedaży detalicznej, ujemne wyniki dalej będą widoczne także w lutym pomimo ponownego otwarcia galerii handlowych. Najprawdopodobniej nieco mniejsze będzie natomiast osłabienie inwestycji – prognozujemy spadek 6%r/r. Poprawa dalej widoczna będzie głównie w przypadku projektów infrastrukturalnych. Polską gospodarkę wspierać będzie eksport netto – przemysł powinien dalej osiągać wysokie stopy wzrostu, nawet pomimo niesprzyjających efektów kalendarzowych.

Kolejne kwartały przyniosą powrót do tendencji wzrostowej – prognozujemy, że Polska gospodarka zakończy rok 2021 wzrostem o 4,2%.

Jakub Rybacki, analityk zespołu makroekonomii PIE

Gra na GameStopie. Złoty poza głównym kręgiem zainteresowań inwestorów zagranicznych

Wracają spadki na rynkach akcji po mocnym finiszu czwartkowej sesji na Wall Street. Nerwowość nie opuszcza handlu, choć bez jednego, konkretnego powodu. Koniec miesiąca może dodać dodatkowych pretekstów do zmienności, zarówno na rynku akcji, jak i walutowym. Dziś rano USD odrabia straty do głównych walut. Za to złoty jest stabilny.

Wczoraj pisałem, że od informacji dnia będzie zależeć, czy rynki pójdą w górę czy w dół. Czwartek przyniósł po trochę z obu, problem z tym, że w zasadzie nic nie chwyciło jako cenotwórczy temat. Mimo to krwawy przebieg sesji europejskiej został przyćmiony klimatem do odbicia wraz z wejściem do gry inwestorów z USA. Zamiast rozmawiać o danych makro, progresie w produkcji i dystrybucji szczepionek, dyskusja skupiała się na zorganizowanej na forach internetowych akcji inwestorów detalicznych starających się zmusić fundusze hedgingowe to zamknięcia krótkich pozycji na niektórych spółkach. W ostatnich dniach wszyscy chociaż trochę zainteresowani wydarzeniami na rynkach finansowych uczą się, czym jest krótka sprzedaż i „short squeeze”. Interesującym jest, że silne wzrosty cen akcji spółki GameStop – właściciela sklepów z grami i elektroniką – mają przełożenie na nastroje na całych rynkach finansowych. Zmowa forumowiczów prowadzi do miliardowych strat i bankructwa funduszu wprowadza nerwowość, nawet jeśli przełożenie skutków na inne obszary rynku jest dyskusyjna. Pewne jest za to, że niewiadoma, co i kiedy zrobi horda zdeterminowych inwestorów detalicznych, wprowadza strach o pozycje wśród pozostałych uczestników rynku, często podsycając obawy wokół innych czynników ryzyka (np. związanych z dystrybucją szczepionki i perspektywami ożywienia). W ten sposób z mikro-tematu robi się duży problem, z który rynki nie bardzo wiedzą jak sobie poradzić.

Szczególnie, że gra nie stopuje się na GameStopie. Wczoraj nagłych wzrostów doświadczyły ceny srebra, za czym stał wątek na forum Reddita WallStreetBets, że skorygowana o inflację cena metalu powinna wynosić 1000 USD zamiast obecnych 26 USD. Według zamieszczanej opinii, ponieważ rynek srebra jest silnie manipulowany przez fundusze, także i tutaj forumowicze powinni wymusić short squeeze. Pozwolę sobie nie wdawać w analizę sugerowanej wyceny srebra, jednak przykład pokazuje, że w teorii żaden segment rynku nie może czuć się bezpieczny. No może poza rynkiem walutowym, gdzie dzienny obrót sięga 6,6 bln USD (ostatnie dostępne dane Banku Rozliczeń Międzynarodowych z kwietnia 2019 r.) i inwestorom detalicznym trudno byłoby walczyć z taka siłą. Ale napięcia i strach generują wahania nastrojów i ucieczkę od ryzyka, na co rynek FX nie pozostaje obojętny.

W całym tym zamieszaniu wyjątkowo stabilnie wygląda polski złoty. Wczoraj EUR/PLN tylko na chwilę podskoczył do 4,56, a przez resztę dnia stabilizował się przy 4,55. Za spokój na lokalnym rynku walutowym wypada podziękować Narodowemu Bankowi Polskiemu. Ten jednak wczoraj nie interweniował, ale swoimi poprzednimi działaniami z grudnia i werbalnymi ostrzeżeniami ze styczniowego komunikatu RPP zapewnił, że w ostatnich tygodniach na rynek złotego nie trafiał kapitał portfelowy w takiej sile, aby teraz jego ucieczka pod wpływem wzrostu awersji do ryzyka miała osłabiać walutę. Takie to są korzyści bycia zepchniętym poza główny krąg zainteresowania inwestorów zagranicznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Stress test zaliczony. Współdzielone rowery, elektryczne hulajnogi i skutery przetrwały w Polsce pandemię

  • Pandemia stworzyła w 2020 r. szczególnie trudne środowisko dla współdzielonych środków transportu. W niektórych okresach spadek mobilności mieszkańców Polski sięgał 55 proc.
  • Na tym tle podaż rowerów i skuterów zmalała w znacznie mniejszym stopniu – odpowiednio o 33% i 19%. Podaż e-hulajnóg natomiast aż dwukrotnie wzrosła – wynika z opublikowanego dziś raportu stowarzyszenia Mobilne Miasto
  • Mimo presji skrajnie trudnych warunków, branża sharingu mikromobilności zdołała obronić swą ofertę i płynność działania, zachowując dobre pozycje do ekspansji po ustąpieniu obostrzeń

Rok 2020 był bezprecedensowy. Pandemia COVID-19, obawy zdrowotne, lockdown połączony z zamknięciem wielu rodzajów usług, ograniczenia w wychodzeniu z domu, powszechność pracy zdalnej – wszystko to spowodowało, że mobilność Polaków (rozumiana jako przemieszczanie się jednostek) drastycznie spadła. Dane dla Polski publikowane przez Institute for Health Metrics and Evaluation z University of Washington wskazują, że w połowie kwietnia 2020 r. była ona o 55 proc. mniejsza niż typowa mobilność dla tego okresu. Kolejny dołek (-34 proc.) zanotowano w listopadzie ub. roku.

Taka sytuacja musiała się odbić na branży współdzielonej mikromobilności, do której zaliczamy wynajem rowerów publicznych, skuterów i elektrycznych hulajnóg. Dziś stowarzyszenie Mobilne Miasto opublikowało raport, w którym analizuje reakcję operatorów tych środków transportu na pandemicznie realia 2020 r.

– Są powody do optymizmu. W bankowości znane jest pojęcie tzw. stress testu, czyli testu warunków skrajnych, który sprawdza odporność banku na kryzys, wstrząsy, zawirowania ekonomiczne. Dla sharingowej mikromobilności zeszły rok był takim właśnie stress testem. Okazuje się, że operatorzy z powodzeniem go zaliczyli – mówi Adam Jędrzejewski, założyciel i CEO Mobilnego Miasta.

Jednoślady jadą dalej

Na tle ogromnych spadków mobilności społeczeństwa branża współdzielonych jednośladów zdołała zachować względną stabilność swojej oferty i płynność działania, udowadniając, że nawet w tak trudnym środowisku jest opcją transportową, na której można polegać.

Bike sharing

Zdecydowanie najmocniej ucierpiał rynek bike sharingu, w który bezpośrednio zaingerował rząd, zakazując wiosną na sześć tygodni korzystania z rowerów publicznych. W kolejnych miesiącach usługa ta zdołała jednak odbudować dwie trzecie swojego potencjału. Tuż przed końcem sezonu 2020 polski rynek bike sharingu tworzyło siedmiu operatorów, którzy oferowali 19,8 tys. rowerów w 69 systemach. Oznacza to, że podaż rowerów miejskich zmniejszyła się w minionym roku o 33 proc.

Skutery na minuty

W mniejszym stopniu skurczył się skromniejszy co do wielkości rynek skuterów wynajmowanych na minuty. W 2020 r. na koniec sezonu usługę tę dostarczało w Polsce trzech operatorów, udostępniając 1,7 tys. pojazdów w 23 miastach. W porównaniu z 2019 r. liczba dostępnych skuterów spadła o 19 proc.

Elektryczne hulajnogi

Pomimo ograniczeń związanych z pandemią branża współdzielonych hulajnóg elektrycznych rozwijała się w błyskawicznym tempie, przekraczającym wcześniejsze prognozy. Nowym zjawiskiem w 2020 r. była ekspansja sharingu e-hulajnóg na liczne mniejsze miejscowości w Polsce. Rynek ten przed zakończeniem sezonu składał się z 12 operatorów, którzy oferowali 18,7 tys. e-hulajnóg w prawie 40 miastach – co oznacza wzrost oferty tych jednośladów aż o 100 proc. rok do roku. Warto tu zauważyć, że liczba dostępnych e-hulajnóg, w ciągu zaledwie dwóch lat działania tej usługi w Polsce, niemal zrównała się w ub. roku z liczbą rowerów publicznych, obecnych nad Wisłą od lat 12.

– Branża współdzielonych jednośladów wchodzi w nowy rok w przyzwoitej formie, a nawet wzmocniona o nowe doświadczenia. Covidowe perturbacje za jakiś czas staną się tylko wspomnieniem, a ewolucja miast i miejskiej komunikacji nie pozostawia wątpliwości – swoje najlepsze czasy ten model transportu ma dopiero przed sobą. Sharingowa mikromobilność w coraz większym stopniu będzie dyktować warunki, zamiast się do nich dostosowywać – ocenia Adam Jędrzejewski.

Przed wejściem nowych przepisów

Czytelnicy raportu Mobilnego Miasta znajdą w nim także dane na temat podziału rynku między poszczególnych operatorów rowerów, skuterów i e-hulajnóg. Materiał diagnozuje najważniejsze trendy w tej branży, zarówno w biznesie, jak i w relacjach firm sharingowych z samorządami. Zawiera też prognozy co do kierunków rozwoju i przewidywanych kluczowych zjawisk w roku bieżącym.

– Jednym z najważniejszych wydarzeń będą zapewne zmiany w prawie o ruchu drogowym, w tym zwłaszcza przyjęcie ustawy z regulacjami dla elektrycznych hulajnóg. Jej najnowszy projekt poznaliśmy w styczniu. Uregulowanie tej dziedziny otworzy kolejny rozdział w rozwoju elektrycznej mikromobilności w Polsce – przewiduje szef Mobilnego Miasta.

Opublikowany dziś raport stanowi roczne zwieńczenie monitoringu rynku mikromobilności w Polsce, prowadzonego przez Mobilne Miasto. Wyniki analiz co kwartał publikowane są wraz z komentarzami na portalu SmartRide.pl w ramach wspólnego projektu Strefa Danych. Specjalizujący się w tematyce mikromobilności portal SmartRide.pl jest patronem medialnym raportu.

Raport „Stress test zaliczony. Jak współdzielone rowery, elektryczne hulajnogi i skutery przetrwały w Polsce pandemię?” można pobrać bezpłatnie ze strony http://mobilne-miasto.org/.

Boom na farmy słoneczne i wiatrowe wciąż przed nami

W 2020 r. w Europie po raz drugi w historii wiatr i słońce przyczyniły się do wytworzenia większej ilości energii elektrycznej niż węgiel (20% w porównaniu z 13%). Tymczasem w tym kontekście Polska nadal ma sporo do nadrobienia na tle innych krajów: OZE stanowią jedynie 17% rynku energetycznego, zaś paliwa kopalne – aż 83%. Jednak ilość wytwarzanej w naszym kraju zielonej energii będzie stale rosnąć. Szacuje się, że do 2030 r. farmy wiatrowe mogą dokładać do polskiego PKB prawie 9 mld złotych rocznie.

Duże farmy konieczne dla stabilnego systemu

Polska jest na piątym miejscu w Unii Europejskiej pod względem tempa wzrostu mocy instalacji słonecznych. Fotowoltaika wciąż ma tu jednak charakter głównie prosumencki. Atrakcyjne programy dopłat, przyjazne regulacje prawne oraz rosnące ceny energii napędzały zainteresowanie instalacjami wśród właścicieli domów jednorodzinnych.

Aby równoważyć polski system energetyczny niezbędne jest zwiększenie mocy pozyskiwanej z dużych inwestycji w farmy fotowoltaiczne i farmy wiatrowe. W ostatnich miesiącach powszechnej pracy i nauki zdalnej wzrosło zapotrzebowanie na energię elektryczną. Jeszcze bardziej potrzebne stały się więc nowo przyłączane do systemów energetycznych duże obiekty OZE – wskazuje Mariusz Łoboda, Product Manager w firmie Eaton.

Boom za dwa lata

Rynek farm fotowoltaicznych i wiatrowych dynamicznie się rozwija, wspierany m.in. przez przedłużony system aukcji OZE i podpisaną przez prezydenta w styczniu ustawę o promowaniu wytwarzania energii w morskich farmach wiatrowych. Ilość mocy sprzedanej na aukcjach OZE w 2020 roku wzrosła o ok. 150% w porównaniu z latami 2018-2019. Liczba wydawanych warunków przyłączeniowych dla nowych obiektów wzrosła nawet dziesięciokrotnie. Jeśli tempo rozwoju utrzyma się, nawet o pięć lat wcześniej osiągnięty zostanie poziom mocy OZE zakładany w Krajowym Planie Energii i Klimatu pierwotnie na 2030 rok.

– Boom inwestycji w farmy fotowoltaiczne nastąpi w 2021 i 2022 roku, kiedy oddawane do użytku będą projekty z trzech poprzednich aukcji OZE. Rynek będzie się zmieniał z prosumenckiego na bardziej zrównoważony. Zostanie „rozłożony” między elektrownie wiatrowe i słoneczne oraz użytkowników indywidualnych. Według prognoz w ciągu następnych dwóch lat udział mocy zainstalowanych farm fotowoltaicznych zrówna się z udziałem mikroinstalacji. Polska, obok Francji i Danii, będzie też głównym motorem napędowym wzrostu zainstalowanej mocy wiatrowej w UE – wyjaśnia Mariusz Łoboda.

Procedury i sieć barierą, aukcje i offshore szansą

W rozwoju sektora OZE barierę wciąż stanowią przede wszystkim procedury. Konieczne jest umożliwianie szybszego uzyskiwania pozwoleń i warunków przyłączeniowych dla projektów farm. Ważna jest też modernizacja polskich sieci energetycznych, Dzięki temu możliwe będzie przyłączanie do nich większej liczby dużych obiektów wiatrowych i fotowoltaicznych. Transformację Polski w kierunku zielonej energii coraz szerzej wspierają ułatwienia prawne i proceduralne, takie jak system aukcji OZE gwarantujących stałą cenę energii oraz uchwalona niedawno tzw. ustawa offshore. Określa ona m.in. system wsparcia i ułatwień administracyjnych dla projektów farm wiatrowych na Bałtyku oraz ujednolica zasady przyłączania wytwórców takiej energii do sieci elektroenergetycznej.

Źródła:

  1. https://ember-climate.org/wp-content/uploads/2021/01/Report-European-Power-Sector-in-2020.pdf
  2. Dane Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej

W 2020 roku prawie 70 proc. firm miało problemy z utrzymaniem płynności finansowej

Według GUS szacunkowy spadek PKB Polski w 2020 roku wyniósł 2,8 proc. Jest to najgorszy wynik od początku lat 90. Potwierdzają to złe nastroje przedsiębiorców, jedna trzecia z nich ocenia miniony rok negatywnie pod względem finansów i rozwoju firmy, to dwa razy więcej niż 2019. Szczególnie trudnymi dla przedstawicieli MŚP momentami 2020 był marzec oraz kwiecień, czyli początek pandemii. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że zaległości przedsiębiorstw w 2020 roku wyniosły ponad 33,5 mld zł, o 4 proc. więcej niż rok wcześniej.

Do 33,5 mld zł wzrosły na koniec 2020 r. zaległości firm wobec partnerów biznesowych i banków – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy Biura Informacji Kredytowej. Przez rok firmom przybyło ponad 1,23 mld zł (4 proc.) płatności przeterminowanych powyżej 30 dni, na minimum 500 zł u jednego wierzyciela.

W badaniu przeprowadzonym na zlecenie BIG InfoMonitor, aż 69 proc. przedsiębiorców przyznaje, że w minionym roku miało kłopoty z utrzymaniem płynności finansowej. To wynik ponad dwukrotnie wyższy niż rok temu. Niemal połowa tych firm deklaruje, że problemy te stanowiły zagrożenia dla utrzymania działalności firmy. Źródła tej sytuacji także łączone są z pandemią koronawirusa. Różnego rodzaju ograniczenia oraz restrykcje utrudniały bowiem biznesowi normalne funkcjonowanie.

Dobrze rok 2020 będzie wspominać jedynie 30 proc. firm, przede wszystkim produkcyjne. To spadek o 19 p.p. w porównaniu do 2019 roku. Neutralnie pod kątem finansów i rozwoju firmy minione 12 miesięcy ocenia 36 proc. Dla jednej trzeciej przedsiębiorców był to jednak zły rok, szczególnie dla mikrofirm (40 proc.) oraz reprezentantów branży usługowej (39 proc.) i handlowej (36 proc.).

To, co przede wszystkim wpłynęło na negatywny odbiór 2020 przez przedsiębiorców, to obostrzenia związane z pandemią COVID 19 (46 proc.), a także problemy związane ze stabilnością (26 proc.) oraz płynnością finansową (24 proc.) swoich biznesów.

W 2020 roku najcięższy dla przedsiębiorców był kwiecień (21 proc.) oraz marzec (11 proc.). – Wydaje się, że pandemia COVID 19 nie tylko spowodowała faktycznie spowolnienie lub wręcz zatrzymanie działalności niektórych firm, ale także przyczyniła się do wzrostu poczucia niepewności wśród przedsiębiorców i te obawy o przyszłość towarzyszą im cały czas – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.  

Badanie zrealizowane metodą CAWI  przez agencję Maison&Partners na panelu badawczym Ariadna. Próba badawcza N=627 przedstawicieli sektora MŚP. Termin realizacji grudzień 2020.

Santander Bank Polska i Tauron Polska Energia przeprowadziły pierwszą w Polsce zieloną transakcję IRS

IRS (Interest Rate Swap) to transakcja zabezpieczająca ryzyko zmienności stóp procentowych. Instrument przygotowany dla Taurona jako pierwszy w Polsce jest oparty o zasady zrównoważonego rozwoju. Oznacza to, że jeśli Tauron osiągnie lepsze wskaźniki środowiskowe to koszty odsetkowe od zaciągniętych zobowiązań będą niższe.

Firma, która korzysta z „zielonego IRS” jest motywowana do uwzględniania celów środowiskowych w swoim modelu biznesowym. Dla producenta energii będą to: obniżenie emisji CO2 oraz zwiększenie produkcji energii pochodzącej z OZE. Za spełnienie tych warunków przedsiębiorstwo uzyskuje wymierne korzyści finansowe, w przypadku Taurona będzie to obniżenie płaconej stałej stopy procentowej.

Aspekty środowiskowe i klimatyczne są coraz częściej brane pod uwagę przy finansowaniu oraz szacowaniu ryzyka danej inwestycji. Specjalną rolę odgrywają też cele SDG (Sustainable Development Goals) i wskaźniki ESG (Environmental Social, Governance), które uwzględniane są przy tworzeniu nowych produktów czy oferty finansowania mającej zachęcać i wspierać przedsiębiorców do podejmowania wysiłku transformacyjnego. Naszym celem jest wsparcie rodzimego sektora energetycznego w transformacji na zeroemisyjny system. Dlatego dostarczamy naszym klientom rozwiązania, które im w tym pomogą, uwzględniając przy tym specyfikę naszego rynku. Cieszymy się, że Santander Bank Polska jako pierwsza instytucja finansowa w Polsce przeprowadził transakcję zabezpieczającą ryzyko zmienności stóp procentowych opartą o zasady zrównoważonego rozwoju – komentuje Paweł Szczepaniak, z Departamentu Usług Skarbowych Santander Bank Polska.

To kolejny etap współpracy Santander Bank Polska z firmą Tauron. W październiku br. bank został koordynatorem, organizatorem oraz dealerem emisji pierwszych obligacji Zrównoważonego Rozwoju (Sustainability–linked) dla spółki, o wartości 1 mld zł. Obie transakcje, które były pierwszymi takimi na polskim rynku, pomogą spółce w transformacji na energię bezemisyjną. Santander Bank Polska bardzo poważnie podchodzi do wyzwań przed jakimi bez wątpienia stanie sektor energetyczny w najbliższych dekadach. Dlatego aktywnie uczestniczy w finansowaniu „zielonych” projektów w tym sektorze, a także tworzy rozwiązania umożliwiające firmom energetycznym realizowanie ambitnych celów.

Zielony Zwrot Taurona to strategia prowadzona od półtora roku. Jej głównym celem jest radykalna zmiana struktury wytwórczej Grupy przy jednoczesnym skokowym obniżeniu emisyjności CO2. W 2030 roku chcemy 2/3 energii wytwarzać ze źródeł odnawialnych i ograniczyć emisyjność o połowę. To ambitne zadanie, którem wymaga skonstruowania elastycznego i zdywersyfikowanego finansowania. Widzimy, że sektor finansowy dostarcza nowych rozwiązań, z których korzystamy – wyjaśnia Marek Wadowski, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia.

Czym jest „zielony IRS”?

IRS to transakcja zabezpieczająca ryzyko zmienności stóp procentowych, w której klient zamienia płatności oparte o zmienny indeks (np. WIBOR) na stopę stałą o określonej wysokości. Transakcji takich dokonuje się w celu zabezpieczenia ryzyka wynikającego z finansowania opartego o zmienną stopę, np. kredytów czy emisji  obligacji. Przed zawarciem transakcji klient ponosi koszty odsetkowe oparte o WIBOR i marżę kredytową. WIBOR może zmieniać się w czasie i wzrosnąć, powodując wzrost kosztów odsetkowych. Dzięki zawartej transakcji IRS firma przez cały okres zabezpieczenia zna wysokość ponoszonych kosztów.

Modyfikacja transakcji wykonana przez Santander Bank Polska to oparcie IRS o zasady zrównoważonego rozwoju. Wprowadzona została dodatkowa zachęta finansowa w postaci obniżenia stałej stopy procentowej. Jednak żeby taka obniżka się zrealizowała, Tauron będzie musiał spełnić odpowiednie warunki, które zostały ustalone przed zawarciem transakcji, a następnie będą co rok monitorowane. Jeśli warunki w danym roku zostaną spełnione, stopa procentowa zostanie obniżona o ustaloną wartość, na następny rok.

Polska gospodarka, tak jak i wiele gospodarek europejskich, stoi przed wyzwaniem zielonej transformacji. Kontrahenci, klienci indywidualni, inwestorzy coraz uważniej przyglądają się temu, jakie skutki dla środowiska, klimatu i społeczeństwa powoduje dana działalność. Przedstawiciele biznesu monitorują swój  ślad środowiskowy i tworzą ambitne strategie, których celem jest jego zmniejszanie. Należy więc oczekiwać, że tego typu transakcji jak „zielony IRS” czy instrumentów jak obligacje Zrównoważonego Rozwoju będzie na naszym rynku coraz więcej.

Porozumienie NCBR z Narodowym Funduszem Badań Ukrainy

Organizacja wspólnych konkursów bilateralnych, wymiana wiedzy i najlepszych praktyk oraz promocja udziału polskich i ukraińskich ekspertów w procesie oceny wniosków w konkursach obu instytucji – to główne założenia podpisanego właśnie porozumienia o współpracy pomiędzy Narodowym Centrum Badań i Rozwoju a Narodowym Funduszem Badań Ukrainy.

Dla NCBR podjęta współpraca jest ważnym elementem nowej strategii zakładającej m.in. wzmocnienie pozycji międzynarodowej Centrum i stałe poszerzanie oferty w tym zakresie.

Polskie innowacje już od lat wychodzą za granicę dzięki wsparciu NCBR. W naszym portfolio mamy obecnie ponad 100 inicjatyw międzynarodowych. Cieszę się, że od dziś w gronie naszych najważniejszych zagranicznych partnerów jest także Narodowy Fundusz Badań Ukrainy. To szansa dla polskich jednostek na nawiązanie nowych badawczych kontaktów. Dla obu instytucji to także możliwość wspólnego udziału chociażby w takich projektach jak Twinning i TAIEX czyli programach pomocowych adresowanych do państw sąsiadujących z UE – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Narodowy Fundusz Badań Ukrainy (NRFU) to państwowa agencja rządowa, której głównym celem jest wsparcie realizacji badań podstawowych i prac rozwojowych w priorytetowych obszarach nauki i technologii. NRFU została powołana przez Radę Ministrów Ukrainy na początku 2018 roku i jest odpowiednikiem NCBR na Ukrainie.

Jesteśmy przekonani, że partnerstwo w ramach podpisanego Porozumienia pomiędzy NRFU i NCBR będzie realizowane na wysokim poziomie. Nie mamy wątpliwości, że nasza współpraca będzie sprzyjać owocnej wymianie wiedzy i dobrych praktyk między czołowymi organizacjami i instytucjami naukowymi Ukrainy i Polski, zacieśnianiu relacji między naszymi krajami, a także wzajemnej integracji krajowych przestrzeni badawczych. – mówi prof. Leonid Jatsenko, dyrektor Narodowego Funduszu Badań Ukrainy.

Porozumienie NCBR – NRFU będzie obowiązywać przez 5 lat. Współpraca może być podjęta m.in. w zakresie badań jądrowych, nowych materiałów, technologii IT, fizyki i astronomii, inżynierii, biotechnologii czy badań środowiskowych.

Międzynarodowy „know-how” NCBR

Rok 2021 to nowe wyzwania dla NCBR w zakresie współpracy międzynarodowej. Aby jeszcze skuteczniej wspierać naukowców i innowatorów na arenie międzynarodowej, a zwłaszcza realizować projekty w ramach programu Horyzont Europa, Centrum podjęło już szereg istotnych działań m.in. powołało Biuro Współpracy Międzynarodowej, połączyło siły z Krajowym Punktem Kontaktowym oraz uruchomiło Biuro w Brukseli.

Współpraca międzynarodowa w NCBR ma wieloraki charakter. Ze względu na typ wdrażanych inicjatyw można podzielić ją na: ERA-NET-y, czyli partnerstwa w ramach Programów Ramowych UE; inne inicjatywy wielostronne; współpracę dwustronną; a także programy finansowane z funduszy norweskich i funduszy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Łącznie NCBR zaangażowało się w 102 inicjatywy, czego wynikiem jest prawie 1000 projektów o łącznej wartości dofinansowania przekraczającej 1,1 mld zł. NCBR ogłasza średnio 30 konkursów rocznie, z łącznym budżetem około 100 mln zł.

ID Logistics podsumowuje 2020 rok – wzrost sprzedaży o 7,1 proc. do 1,64 mld euro

Grupa ID Logistics podsumowała działalność w IV kwartale i przychody za 2020 rok.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „Mocna pozycja ID Logistics w szybko rozwijających się branżach (e-commerce, żywność), zrównoważony zasięg geograficzny oraz umiejętność adaptacji po raz kolejny okazały się mieć decydujące znaczenie dla osiągnięcia wzrostu sprzedaży, mimo bezprecedensowych okoliczności. Chciałbym podziękować naszym zespołom za niezawodne zaangażowanie, a klientom za zaufanie i lojalność”.

DYNAMICZNY WZROST W IV KWARTALE

W IV kwartale, podobnie jak w III, Grupa ID Logistics odnotowała dobre wyniki. W porównaniu do analogicznego okresu ub.r. sprzedaż wzrosła o 12 proc. (9,1 proc. w ujęciu like-for-like) do poziomu 454,1 mln euro.

We Francji, rynku macierzystym, firma odnotowała wzrost sprzedaży o 4 proc. do 193,1 mln euro i był to wynik lepszy od osiągniętego w I kwartale, przed kryzysem wywołanym pandemią Covid-19. W IV kw. zwiększyła się też sprzedaż na rynkach międzynarodowych – o 18,7 proc. do 261 mln euro. Wynik ten uwzględnia niekorzystny wpływ kursów wymiany walut, szczególnie odczuwany w Ameryce Łacińskiej, zmiany związane z zakończeniem działalności w Chinach w czerwcu ub.r. oraz konsolidację amerykańskiej firmy Jagged Peak, przejętej w grudniu 2019. Po wyłączeniu tych pozycji sprzedaż netto wzrosła o 13,7 proc.

2020 ROK – WZROST PRZYCHODÓW O 7,1 PROC.

Dzięki zdywersyfikowanemu portfelowi klientów (40 proc. produkcja i dystrybucja żywności, 25 proc. e-commerce) oraz zrównoważonemu zasięgowi geograficznemu, Grupa ID Logistics osiągała wzrosty przychodów przez prawie cały rok, z wyjątkiem II kwartału, kiedy odnotowano spadek aktywności do -0,6 proc. Ożywienie w III kw. i przyspieszenie w IV pozwoliło firmie osiągnąć przychody na poziomie ponad 1,64 mld euro, o 7,1 proc. (4,9 proc. like-for-like) więcej niż w ubiegłym roku. W tym czasie Grupa uruchomiła 18 nowych centrów dystrybucji (6 we Francji i 12 na rynkach międzynarodowych), więcej niż planowano. Tylko w IV kw. obsługa e-commerce wzrosła o ponad 30 proc. i stanowi obecnie blisko 25 proc. przychodów ID Logistics.

NOWE KONTRAKTY I CENTRA DYSTRYBUCYJNE

Mimo kryzysu pandemicznego, firma otrzymywała bardzo dużo zaproszeń do udziału w przetargach, blisko połowa z nich dotyczyła obsługi e-commerce. W IV kw. Grupa ID Logistics rozwijała swoją działalność i podpisała kolejne kontrakty. Wśród tych najważniejszych można wymienić:

  • We Francji operator, wzmacniając współpracę z Leroy Merlin, uruchomił trzeci już magazyn tej sieci handlowej, o powierzchni 41 tys. mkw., który odpowiada za dostawy do 17 sklepów.
  • W Niemczech ID Logistics umocniło pozycję na rynku dedykowanym obsłudze łańcuchów dostaw dla e-commerce. Firma oferuje nie tylko usługi typu pick & pack, ale też sortowania i dystrybucji. ID Logistics uruchomił swoje pierwsze centrum sortowania i dystrybucji o powierzchni 16 tys. mkw. w Ginsheim-Gustavsburg k/Frankfurtu, które w okresach największej aktywności zatrudnia ok. 300 pracowników.
  • W Hiszpanii ID Logistics kontynuuje współpracę z grupą Auchan i należącą do niej siecią supermarketów Simply. ID Logistics będzie zarządzać obsługą magazynową ponad 350 sklepów Simply z 3 platform zlokalizowanych w środkowo-wschodniej części Hiszpanii w Saragossie.

ID LOGISTICS W POLSCE

W 2020 roku bardzo dobre wyniki odnotował także polski oddział ID Logistics. Dzięki uruchomieniu 6 nowych centrów dystrybucyjnych o łącznej powierzchni ponad 190 tys. mkw. operator wzmocnił pozycję na rynku dedykowanej logistyki kontraktowej w obsłudze branż retail, spożywczej i e-commerce. Firma zatrudniła 1500 nowych pracowników. ID Logistics rozszerzył też zakres współpracy z klientami, elastycznie odpowiadając na ich potrzeby, związane m.in. z obecną sytuacją rynkową. W zarządzanych magazynach operator wdrożył kolejne innowacyjne rozwiązania, pozwalające na dalszą optymalizację procesów operacyjnych. Obecnie ID Logistics przygotowuje się do uruchomienia kolejnych centrów dystrybucyjnych, co wiąże się też z realizacją nowych kontraktów.

„Pierwszy oraz drugi kwartał 2021 to czas finalizacji planowania kolejnych naszych projektów, tak abyśmy mogli już w drugiej połowie tego roku przystąpić do ich wdrażania, także w nowych lokalizacjach na terenie Polski. To będzie kolejny rok, w którym nowe przedsięwzięcia logistyczne pozwolą nam umocnić naszą pozycję na polskim rynku dedykowanej logistyki kontraktowej jako specjalisty w obszarze obsługi projektów e-commerce” mówi Sylwia Dunn, business development director, ID Logistics Polska.

PERSPEKTYWY ROZWOJU BIZNESU

W 2021 roku Grupa Logistics zamierza rozwijać swoją działalność, przy jednoczesnym zachowaniu ostrożności w związku z kryzysem pandemicznym wywołanym Covid-19. W tym kontekście priorytetem Grupy będzie: wspieranie potrzeb klientów, ochrona pracowników i zarządzanie przepływami pieniężnymi. Operator będzie też zwracać uwagę na nowe możliwości rozwoju zewnętrznego, zwłaszcza w Europie Północnej i Stanach Zjednoczonych.

Wrocławski rynek biurowy w 2021 roku

Na rynku wrocławskim wśród najemców obserwujemy już symptomy zmieniającego się podejścia do wyboru lokalizacji, a z drugiej strony – deweloperzy i właściciele obiektów starają się adaptować do nowych warunków. Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield z Wrocławia prognozują, że w 2021 roku najemcy będą szukać przede wszystkim elastyczności, a wrocławski rynek czeka stabilizacja relacji pomiędzy popytem i podażą.

Rok 2020 pod znakiem podnajmów, renegocjacji i odnowień umów

Pomimo wyzwań związanych z pandemią, w minionym roku wrocławski rynek biurowy zachował relatywnie wysoką aktywność po stronie popytu. W 2020 r. zamknięto transakcje obejmujące 128 400 mkw. powierzchni biurowej, jednak struktura aktywności najemców w podziale na typy zawieranych umów odzwierciedla niepokój spowodowany ograniczaniem funkcjonowania niektórych gałęzi gospodarki. Ponad połowę popytu brutto stanowiły odnowienia umów i renegocjacje wcześniejszych najmów, często zawierane na relatywnie krótki okres. Wolumen nowych umów stanowił około 29%, a jedynie 16% dotyczyło ekspansji, czyli zwiększenia zajmowanej już powierzchni.

Pandemia COVID-19 zmieniła sposób, w jaki pracujemy, a część firm, szukając oszczędności, decyduje się na redukcję aktualnie zajmowanej powierzchni i podnajęcie części swojego biura. Na koniec minionego roku na wrocławskim rynku oferowane było w ten sposób 16 300 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Spadek aktywności najemców w 2020 roku przełożył się również na wzrost współczynnika pustostanów, który na koniec grudnia wynosił 15,0 proc i wzrósł o 2,3 pp. w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku.

Wywoławcze stawki czynszów kształtują się na stosunkowo stabilnym poziomie, jednak można zauważyć presję ze strony najemców na ich obniżki. Na koniec 2020 roku we wrocławskich budynkach klasy A za najem trzeba było zapłacić 13 – 15 euro za mkw., natomiast w starszych biurowcach 10 – 13 euro za mkw. Odnotowano również spadek wartości efektywnych stawek czynszów, co spowodowane jest między innymi większą elastycznością wynajmujących w odniesieniu do oferowania dodatkowych zachęt, takich jak wakacje czynszowe czy budżety na aranżację powierzchni.

Czas adaptacji – w cenie elastyczność, komfort i bezpieczeństwo

W najbliższym czasie proces adaptacji biurowców do nowych oczekiwań najemców i zmieniających się wymagań wynikających z pandemii COVID-19 będzie musiał przyśpieszyć. Nowa sytuacja rynkowa stawia przed deweloperami i właścicielami budynków wyzwanie związane z weryfikacją strategii wynajmu.  Zmiany te będą prawdopodobnie zachodziły w wielu obszarach jednocześnie.

Zmieniają się między innymi oczekiwania związane z dbałością o zdrowie i komfort pracowników. Zdecydowanie wyżej będą oceniane biurowce oferujące udogodnienia i usługi promujące zdrowie oraz poprawę samopoczucia. Wiele firm będzie również rozważało wprowadzenie modelu hybrydowego biura i łączenie długoterminowej umowy najmu z krótkoterminowym wynajmem przestrzeni coworkingowej oraz możliwością pracy zdalnej. Pożądane staną się, zatem biura gwarantujące elastyczność, zarówno w zakresie aranżacji przestrzeni, jak i możliwości optymalizacji zajmowanej powierzchni w trakcie okresu najmu. Zyskają również obiekty oferujące możliwość korzystania z biura coworkingowego, którego operatorem jest właściciel budynku – mówi Marcin Siewierski, Dyrektor Regionalny w polskim oddziale Cushman & Wakefield.

Chcemy równowagi pomiędzy pracą zdalną a pracą z biura

Pandemia COVID-19 stawia przed sektorem biurowym szereg nowych wyzwań. Czy oznacza to jednak drastyczny spadek zajmowanych przez firmy powierzchni biurowych w 2021 roku?

Niekoniecznie. Z badań i analiz prowadzonych przez Cushman & Wakefield wśród pracowników biurowych na całym świecie wynika, że model pracy zdalnej w pełnym wymiarze nie jest marzeniem większości z nas, a organizacje będą musiały znaleźć właściwą równowagę pomiędzy pracą zdalną i pracą z biura. Według raportu „Generacja Z – miejsce pracy liderów jutra” przeprowadzonego w Polsce, 61% ankietowanych stawia na połączenie modelu pracy stacjonarnej i zdalnej. Z kolei model pracy zdalnej w pełnym wymiarze chciałoby wykorzystywać jedynie 13% respondentów. Zgodnie z wynikami globalnego badania „The future of workplace” dla 70% badanych pracowników młodego pokolenia praca z domu stanowi wyzwanie – podkreśla Marcin Siewierski.

Podobne wnioski na temat rozwoju rynku biurowego po zakończeniu pandemii zdają się towarzyszyć inwestorom. We wrocławskim sektorze biurowym nadal utrzymuje się stosunkowo wysoka aktywność deweloperów i inwestorów.

Stabilizacja na wrocławskim rynku biurowym w 2021 roku

W roku 2020 na wrocławski rynek trafiło zaledwie 57 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej, co jest wynikiem blisko trzykrotnie niższym niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W 2021 roku spodziewamy się podobnych wskaźników. Z drugiej jednak strony, taka sytuacja wpłynie na stabilizację relacji pomiędzy popytem i podażą oraz konsekwentną absorpcję pustostanów. Świadczy to o dojrzałości wrocławskiego rynku biurowego. Miasto nie jest już postrzegane jako „rynek wschodzący”, ale ugruntowane i dojrzałe centrum biznesowe o zróżnicowanej ofercie, które potrafi elastycznie i sprawnie reagować na sytuację rynkową – komentuje Marcin Siewierski.

Jaki będzie menedżer ery post-COVIDowej?

Wraz z nastaniem epidemii wiele firm przeniosło swoje działania do przestrzeni online, wysyłając pracowników do domów. Jest jednak stanowisko, którego kompetencje niełatwo przenieść do pracy zdalnej – menedżerskie. Menedżerowie w erze COVIDowej musieli odnaleźć się w rzeczywistości, w której nie mają bezpośredniego kontaktu ze swoimi pracownikami i zespołami, nie mogą fizycznie nadzorować ich pracy i osobiście ich motywować. To oznacza, że menedżerowie przyszłości będą musieli posiadać nowe kompetencje. 

– W online bardzo trudno robić wiele rzeczy, które dotychczas robił menedżer. Trudno jest motywować, trudno nadawać sens pracy i trudno jest kontrolować. W związku z tym podstawową cechą dobrego menedżera przyszłości będzie spokój. Umiejętność akceptacji tego, że nad pewnymi rzeczami nie ma kontroli – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Obłój profesor Akademii im. Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Warszawskiego. – Po drugie: menedżerowie będą musieli opanować nowe formy motywowania pracowników, przede wszystkim przez komunikację. Bo to jest to, co nam pozostało. Trzecie na tej liście są nowe formy kontroli. Dotychczas kontrola zawsze była fizyczna. Ktoś mógł stanąć nade mną i zobaczyć, co ja robię. Ktoś mógł sprawdzić produkty mojej pracy i bezpośrednio dać mi feedback. W przestrzeni online jest to niemożliwe. Ogromną pomocą dla przyszłych menedżerów będą doświadczenia tych niewielu firm, które zawsze żyły online. One starają się rekrutować ludzi, którzy mają wewnętrzną, własną motywację. W niewielkim stopniu ich kontrolują i pozwalają im odejść, kiedy kończą swoją pracę. Taka właśnie będzie postcovidowa, onlinowa, menedżerska praca, która najpewniej okaże się niezwykle trudna. Dlatego organizacje będą dążyć do tego, żeby miksować online z offline – zanim nauczą się tego, co dzisiaj mi się wydaje prawie niewiarygodne: jak motywować kogoś, kogo nigdy nie widziałeś na oczy – przewiduje Obłój.

Pandemia i mrozy zaszkodziły akumulatorom, nawet w nowych autach. Wiele serwisów pozwala za darmo sprawdzić ich stan

Ekstremalne temperatury i zaawansowany wiek samochodu to główne przyczyny złego stanu akumulatora. W Polsce wiek przeciętnego auta poruszającego się po ulicach wynosi 13 lat. Do niedawnych mroźnych dni dochodzi jeszcze pandemia, w wyniku której samochody są znacznie rzadziej użytkowane. W dodatku wiele osób korzysta z nich na krótkich dystansach, przez co akumulator nie jest w stanie w pełni się doładować i mogą pojawić się problemy z uruchomieniem silnika. Dlatego eksperci podkreślają, że aby uniknąć awarii, trzeba regularnie kontrolować stan akumulatora w specjalistycznym warsztacie. Wiele z nich udostępnia taką usługę bezpłatnie.

– W ostatnim czasie pojawiła się cała masa czynników, które przyspieszyły zużywanie się akumulatorów. Warto cofnąć się choćby do lata i gorącego sierpnia, kiedy upały znacznie obciążyły akumulatory, powodując ich samorozładowanie. Natomiast teraz, w okresie zimowym, przy niskich temperaturach pojawiają się problemy z uruchomieniem silnika i awarie akumulatorów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Potępa, menedżer ds. kluczowych klientów w Clarios Poland.

Podczas tegorocznego lata temperatury zdecydowanie przekraczały optymalny dla akumulatorów poziom 20°C. Kiedy zimą aura się ochładza, pojawiają się problemy z ich uruchomieniem, ponieważ wymaga to poboru większej ilości energii. Czasem problem występuje już po pierwszej nocy przymrozków. W efekcie zima to czas, kiedy liczba awarii akumulatorów i związanych z tym interwencji pomocy drogowej zdecydowanie rosną.

Można więc powiedzieć, że akumulatory zużywają się latem i umierają zimą – podkreśla Adam Potępa.

Obciążający dla akumulatorów był też lockdown spowodowany pandemią COVID-19. Mimo że wiosną obowiązywał zakaz przemieszczania się i pojazdy nie były używane, to odbiorniki elektryczne (np. autoalarm czy bezkluczykowe otwieranie pojazdu) w autach przez cały ten czas rozładowywały akumulator. VARTA szacuje, że w nowszych samochodach zasilania wymaga nawet około 150 odbiorników elektrycznych, a poboru dużej mocy z akumulatora wymagają również technologie oszczędzania paliwa, takie jak system stop-start.

 Wiele osób z obawy o własne bezpieczeństwo zrezygnowało z transportu publicznego i korzysta z własnych pojazdów na krótkich trasach i bardzo sporadycznie. Po uruchomieniu pojazdu i przejechaniu paru kilometrów akumulator nie jest w stanie poprawnie się doładować – mówi ekspert Clarios Poland.

Według przytaczanych przez firmę VARTA danych niemieckiego stowarzyszenia ADAC zły stan akumulatorów jest przyczyną około 40 proc. wszystkich awarii samochodów. Zwykle ma to związek z zaawansowanym wiekiem pojazdów. Według Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA średni wiek samochodu w Polsce to 13 lat, a Polska zajmuje pod tym względem 17. miejsce w UE.

Co więcej, wiele osób z uwagi na niepewną sytuację finansową odłożyło zakup nowego akumulatora na później. To oznacza, że w wielu pojazdach akumulator był wymieniany bardzo dawno temu lub wcale. Dlatego nie ma się co dziwić, że większość awarii na drodze wynika właśnie z niewłaściwego stanu akumulatora – ocenia Adam Potępa. – Jeżeli akumulator jest w dobrym stanie technicznym, to zimą nie ma powodów do obaw. Jeszcze jednak przed pandemią na podstawie przeprowadzonych badań stwierdziliśmy, że aż 34 proc. akumulatorów w Europie jest w kiepskim stanie.

Ekspert podkreśla, że aby uniknąć awarii na drodze, należy regularnie kontrolować stan akumulatora. Ze względu na zaawansowaną elektronikę w nowszych autach warto to jednak zrobić w specjalistycznym serwisie, ponieważ przerwanie zasilania może skutkować np. utratą danych i niesprawnością szyb elektrycznych czy koniecznością ponownej instalacji oprogramowania.

– W ramach programu testowania akumulatorów VARTA, który kontynuujemy od lat, zrzeszamy serwisy wykonujące bezpłatny test w ramach rutynowych czynności serwisowych lub na życzenie klienta. Podczas takiego testu mechanik weryfikuje stan akumulatora, napięcie ładowania, stan rozrusznika i instalacji elektrycznej. Otrzymany wynik pozwala na diagnozę i ocenę stanu akumulatora i ewentualnie podjęcie decyzji o jego wymianie lub możliwości dalszego korzystania – mówi ekspert.

Bezpłatną kontrolę można przeprowadzić w około 2 tys. punktów w całej Polsce. W razie konieczności wymiany akumulatora stary, zużyty można bez opłat zostawić w warsztacie.

W 2020 roku Polacy zaciągnęli o prawie 1/5 mniej kredytów. Mieszkaniowe i ratalne okazały się odporne na kryzys związany z pandemią

Ubiegły rok zakończył się zapaścią na rynku pożyczek pozabankowych i kredytów gotówkowych. Obroniły się natomiast kredyty ratalne i mieszkaniowe, które w drugiej połowie roku odbiły po gwałtownym wiosennym spadku. W efekcie wartość udzielonych przez banki hipotek zmniejszyła się tylko o 2,9 proc. rok do roku, a ratalnych wzrosła o 0,8 proc. Mimo pandemii i związanego z nią kryzysu stabilna pozostaje szkodowość, czyli liczba kredytów opóźnionych w spłacie. Analitycy BIK prognozują, że rozpoczęty właśnie rok na rynku kredytowo-pożyczkowym będzie zdecydowanie lepszy od poprzedniego, choć z pewnością nie wróci do poziomów z 2019 roku.

– Rok 2020 był trudny dla biznesu kredytowego i pożyczkowego. Polacy zaciągnęli w ubiegłym roku prawie 141 mld zł kredytów. To jest o 18 proc. mniej niż rok wcześniej. Wpłynęły na to głównie największe spadki w segmencie kredytów gotówkowych i pożyczek pozabankowych, których sprzedaż była mniejsza odpowiednio o 30 i 33 proc. – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Mariusz Cholewa, prezes Biura Informacji Kredytowej.

Według danych BIK na koniec grudnia wartość portfela kredytów i pożyczek wyniosła 700 mld zł i była o 30,4 mld zł (czyli o 4,5 proc.) wyższa w porównaniu z końcem 2019 roku. Akcja kredytowa w tym czasie spadła natomiast o 29 mld zł, czyli o blisko 1/5. Spadek został jednak zrekompensowany przez zamrożenie części spłat kredytów, wzrost kursu walutowego oraz fakt, że duży udział w wartości nowych umów mają kredyty mieszkaniowe, spłacane w długich okresach.

Koronawirus wpłynął na wszystkie segmenty rynku kredytowo-pożyczkowego, jednak najmocniej odbił się na kredytach gotówkowych. Popyt na nie zaczął spadać jeszcze przed pandemią, która tylko pogłębiła ten trend – zwłaszcza w okresie wiosennym (w kwietniu spadek w tym segmencie wyniósł aż 44,4 proc.). W efekcie w całym 2020 roku popyt na kredyty gotówkowe spadł o 14 proc., a banki udzieliły ich na kwotę niższą o 30 proc. niż w roku poprzednim.

2020 rok zakończył się też zapaścią na rynku pożyczek pozabankowych. Popyt na nie spadł o rekordowe 39 proc. w porównaniu z poprzednim (w kwietniu aż o 63,8 proc.). Z kolei wartość finansowania udzielonego przez firmy pożyczkowe (w sumie 4,8 mld zł) spadła rok do roku o 1/3. Według prezesa BIK wpłynęła na to nie tylko pandemia i spadek popytu na finansowanie potrzeb konsumenckich, lecz również niekorzystne dla branży pożyczkowej zmiany legislacyjne.

– Gwiazdą ubiegłego roku były natomiast kredyty ratalne, których Polacy zaciągnęli o 1 proc. więcej niż w 2019 roku – wskazuje dr Mariusz Cholewa.

To jedyny segment rynku, który obronił się w ubiegłym roku i zanotował wzrost dynamiki sprzedaży – zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielonego finansowania. Analitycy zwrócili uwagę, że w czasie pandemii kredyty ratalne idealnie wpisały się w potrzeby konsumentów, którzy – ze względu na niepewną sytuację – nie chcieli pozbywać się wolnych środków nawet w obliczu niezbędnych poważniejszych wydatków.

Dobrą odpornością na koronawirusa wykazał się też segment kredytów mieszkaniowych. Ten początkowo, w okresie wiosennym, zanotował gwałtowny spadek (w maju aż o 27,7 proc. r/r), ale potem popyt zaczął się stopniowo odbudowywać, a od sierpnia jest już dodatni. Przyczyniły się do tego również same banki, które – po zaostrzeniu warunków kredytowych w pierwszych miesiącach pandemii – zaczęły stopniowo łagodzić swoją politykę od II półrocza.

W efekcie w całym 2020 roku liczba złożonych wniosków o kredyt mieszkaniowy zmniejszyła się tylko o 0,6 proc. Wartość udzielanych hipotek spadła natomiast jedynie o 2,9 proc. rok do roku. Wpłynął na to głównie duży spadek liczby udzielanych kredytów na niższe kwoty. Blisko połowę kredytów mieszkaniowych udzielonych w 2020 roku stanowiły te z przedziałów kwotowych 350–500 tys. zł oraz powyżej 500 tys. Ich liczba z kolei wzrosła odpowiednio o 8,1 proc. i 11,5 proc.

– Można by się spodziewać, że jakość kredytów w czasie kryzysu się pogorszy. Natomiast była ona stabilna przez cały ubiegły rok, a patrząc na nasze indeksy wczesnego ostrzegania, można nawet powiedzieć, że generalnie się poprawia – zapewnia prezes BIK. – Wyjątkiem są pożyczki pozabankowe. Tutaj wartość przeterminowanych kredytów powyżej 90 dni przekroczyła 43 proc. i był to wzrost aż o 9 pkt proc., czyli bardzo wysoki.

Najlepszy wskaźnik szkodowości, mierzony Indeksem Jakości BIK, mają kredyty ratalne (1,3 proc.). Dla porównania dla kredytów gotówkowych wartość tego indeksu wynosi 3,9 proc. i jest najwyższa ze wszystkich produktów kredytowych (nie uwzględniając pożyczek pozabankowych). Jednak co istotne, na koniec 2020 roku wszystkie indeksy nadal pokazywały bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym.

– Na stabilną jakość kredytów wpływ miały dwa główne czynniki. Z jednej strony była to pomoc publiczna, która zahibernowała rynek pracy i dzięki której Polacy nie stracili pracy. Druga to tzw. wakacje kredytowe, których banki udzielały na trzy bądź sześć miesięcy. Wartość kredytów objętych wakacjami wyniosła 82 mld zł, to był prawie milion rachunków. Widzimy też, że te rachunki w 95 proc. wracają do regularnej spłaty – podkreśla Mariusz Cholewa.

Analitycy BIK prognozują, że ten rok na rynku kredytowo-pożyczkowym będzie umiarkowanie dobry. Rynek nie wróci co prawda do poziomów sprzedaży z 2019 roku, ale powinien być znacząco lepszy od roku 2020. BIK szacuje wzrost o 14 proc. w segmencie kredytów mieszkaniowych (do poziomu 72 mld zł), o 16 proc. w kredytach gotówkowych (do 60 mld zł) oraz o 5 proc. w segmencie produktów ratalnych (do 15,3 mld zł).

– Widzimy, że wniosków kredytowych jest całkiem sporo. Banki też łagodzą kryteria przyznawania kredytów, zwłaszcza mieszkaniowych. W ostatnich dniach pojawiały się nawet komunikaty o zmniejszeniu wymogu dotyczącego wkładu własnego. Wszystkie te elementy mogą spowodować, że ten rok nie będzie zły. Dużym znakiem zapytania jest jednak jakość kredytów, bo wakacje kredytowe się skończyły, a jeśli lockdown będzie się utrzymywał zbyt długo, to może spowodować, że w 2021 roku będzie więcej przeterminowanych kredytów – prognozuje prezes BIK.

Jeśli sytuacja epidemiologiczna w kraju będzie się poprawiać, banki powinny łagodzić warunki udzielania kredytów, a odroczone decyzje zakupowe konsumentów, a tym samym odroczony popyt na kredyty, powinny wywołać dynamiczny impuls wzrostowy. Analitycy zwracają jednak uwagę, że pod znakiem zapytania stoi przyszła sytuacja na rynku pracy i możliwy wzrost bezrobocia w wyniku wygaśnięcia ograniczeń w redukcji zatrudnienia, zapisanych w tarczach pomocowych.

Rząd chce powołać państwowego operatora telekomunikacyjnego. Ma obsługiwać w zakresie sieci 5G administrację, Wojsko Polskie i Policję

W rządowej propozycji nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa znalazły się zupełnie nowe, nieprzedstawiane wcześniej zapisy. Jednym z nich jest powołanie w ramach ustawy nowego, państwowego operatora telekomunikacyjnego, który miałby obsługiwać w zakresie sieci 5G m.in. Kancelarie Premiera, Sejmu i Prezydenta, Wojsko Polskie czy Policję. W dodatku z 750 uwag zgłoszonych do poprzedniej wersji ustawy tylko nieliczne zostały uwzględnione. – Mimo nieuwzględnienia większości z tak ogromnej liczby zastrzeżeń rząd nie przewidział tym razem drugiej rundy konsultacji – mówi Rafał Jaczyński z Huawei Polska.

– Biorąc pod uwagę nowe zapisy, wprowadzone w tej wersji nowelizacji, mamy do czynienia z zupełnie nową ustawą, niepoddawaną wcześniej publicznym konsultacjom. Wszyscy uczestnicy rynku z osłupieniem po raz pierwszy czytali o nowym, państwowym operatorze telekomunikacyjnym, który nie będzie musiał kłopotać się aukcją, żeby otrzymać częstotliwości. Ważne są też zapisy dotyczące certyfikacji, które również pojawiły się po raz pierwszy. Nie ma uzasadnienia dla procedowania tak istotnych regulacji bez dialogu z przedsiębiorcami i organizacjami społecznymi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Jaczyński, dyrektor regionalny ds. cyberbezpieczeństwa w Huaweiu.

W ubiegłym tygodniu pojawiła się nowa propozycja zmian w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Projekt noweli trafił już na Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji. Zakłada on m.in. powołanie operatora sieci komunikacji strategicznej, czyli państwowego operatora telekomunikacyjnego, który będzie działać jako spółka Skarbu Państwa i dostarczać instytucjom publicznym (takim jak m.in. KPRM, Kancelaria Sejmu czy Prezydenta RP, wojsko czy Policja) usługi telekomunikacyjne na potrzeby realizacji celów związanych z obronnością, bezpieczeństwem i porządkiem publicznym.

Państwowy operator będzie działać w ramach częstotliwości zapewnionych mu przez prezesa UKE i korzystać z infrastruktury operatorów komercyjnych. Ci będą zobowiązani odpłatnie udostępnić mu swoje zasoby, a w razie braku porozumienia decyzję w tej sprawie podejmie UKE. Nowy, państwowy podmiot ma jednak nie stanowić konkurencji dla komercyjnych operatorów działających na rynku.

Datowany na 20 stycznia projekt nowelizacji ustawy o KSC jest już drugim. Do pierwszego, który został opublikowany we wrześniu ub.r., w toku konsultacji publicznych zgłoszono ok. 750 uwag.

– Tylko nieliczne głosy i opinie przedstawione w pierwszym terminie zostały wzięte pod uwagę – mówi dyrektor regionalny ds. cyberbezpieczeństwa w Huaweiu. – Wprowadzone poprawki nie są tym, czego oczekiwał rynek ani co podnosili eksperci przez ostatnie pół roku. Wiele zmian ma charakter pozorny, a nowy projekt nie uwzględnił najważniejszych uwag zgłoszonych w toku konsultacji. Mimo to tym razem rząd nie przewidział drugiej rundy konsultacji ani publicznie obiecywanej konferencji uzgodnieniowej.

Prace nad zmianami w tym akcie prawnym śledzą zarówno eksperci, jak również cały rynek telekomunikacyjny, ponieważ będą one mieć duży wpływ m.in. na wdrażanie w Polsce technologii 5G oraz wybór dostawców infrastruktury i oprogramowania dla nowego standardu telekomunikacyjnego. Zgodnie z projektem zajmie się tym rządowe Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, które będzie oceniać ryzyko danych dostawców.

– Procedura uznawania danej firmy za dostawcę wysokiego ryzyka nadal budzi wątpliwości – mówi dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa w Huwaeiu. – Zrezygnowano wprawdzie z oceny prawodawstwa kraju pochodzenia dostawcy pod kątem ochrony praw człowieka, ale pozostały inne niewymierne i niemerytoryczne kryteria: m.in. prawdopodobieństwo tego, czy dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod wpływem państwa spoza UE lub NATO, zdolność ingerencji tego państwa w swobodę działalności gospodarczej dostawcy czy struktura własnościowa dostawcy. To oznacza, że ten projekt jest wciąż obarczony fundamentalną wadą – nie rozwiązuje żadnego problemu z cyberbezpieczeństwem, za to wprowadza dla przedsiębiorców zwiększone ryzyko inwestowania w Polsce.

Firmy, które na podstawie oceny Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa i przyjętych w ustawie kryteriów zostaną uznane za zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, będą zakwalifikowane jako tzw. dostawcy wysokiego ryzyka. To de facto oznacza dla nich odcięcie od kontraktów i wykluczenie z polskiego rynku. Co istotne, bez realnej możliwości odwołania.

– Sam proces przeprowadzania oceny przez Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa brzmi jak instrukcja polowania na czarownice. Otóż taka analiza będzie mogła zostać sporządzona nawet bez informacji i współpracy ze strony dostawców czy użytkowników ich produktów. Innymi słowy: na bazie informacji niepełnych, nieprawdziwych i niezweryfikowanych. Decyzja podjęta na bazie tych utajnionych danych, do których dostępu nie będzie mieć nawet podmiot oceniany, zawsze podlega rygorowi natychmiastowej wykonalności. Natomiast możliwość odwołania istnieje tylko w teorii, bo dostawca sprzętu nie może się odwołać, nie znając przyczyn swojego wykluczenia – tłumaczy Rafał Jaczyński.

Eksperci i rynek telekomunikacyjny wielokrotnie, już w trakcie prac nad pierwszą wersją noweli ustawy o KSC, apelowali o wprowadzenie bardziej merytorycznych, mierzalnych kryteriów oceny dostawców, które byłyby oparte np. na technicznych parametrach.

– Stosowanie kryteriów nietechnicznych – takich jak np. kraj pochodzenia dostawcy – zamiast rzetelnej weryfikacji urządzeń z wykorzystaniem uznanych, międzynarodowych systemów certyfikacji budzi rynkowy sprzeciw. Tym bardziej że po ostatnich konsultacjach projektodawca zapowiadał, że wprowadzi zmiany, które skupią się właśnie na aspektach technicznych – mówi ekspert Huwaeia. – Brnięcie w kryteria, które grożą uznaniowością oceny, nie przełoży się na zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa w Polsce. Do sieci telekomunikacyjnej nie podłączamy dostawcy, tylko konkretne urządzenie, które musi spełniać określone wymogi bezpieczeństwa. Tymczasem zgodnie z obecnym projektem możliwa jest sytuacja, że krytyczna infrastruktura państwa będzie obsługiwana przez urządzenia, które nie mają żadnego certyfikatu bezpieczeństwa.

Projekt nowelizacji ustawy o KSC wprowadzi sankcje nie tylko dla firm uznanych za tzw. dostawców wysokiego ryzyka. Operatorzy telekomunikacyjni, którzy korzystają z ich usług bądź sprzętu, będą bowiem zmuszeni pozbyć się ich w ciągu kilku lat. W nowym projekcie ten termin został wydłużony z pięciu do siedmiu lat. Ustawodawca zastrzegł jednak, że w sytuacji szczególnego zagrożenia na podstawie decyzji ministra właściwego ds. informatyzacji operatorom i tak będzie przysługiwać ten krótszy termin.

Dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa w Huaweiu podkreśla, że zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa jest zagrożeniem krytycznym i dlatego proces analizy dostawców powinien obejmować wyłącznie produkty i usługi pełniące krytyczną rolę w systemach i sieciach telekomunikacyjnych. Tymczasem proponowane zmiany w ustawie pozostawiają w tym względzie zbyt dużo swobody, pozwalając na wykluczanie z rynku dowolnych produktów i usług.

– Ustawodawca nie przewiduje na ten moment kolejnych konsultacji tego projektu. To o tyle rozczarowujące, że liczba uwag przesłanych do pierwszej wersji jasno pokazuje, że rynek jest żywo zainteresowany kształtem ustawy o KSC i chce o nim rozmawiać. Mam nadzieję, że ta chęć do rozmowy nie jest jednostronna – mówi Rafał Jaczyński.

Uruchomienie polskiej domeny przez Amazona pobudzi rynek e-handlu. Nie spowoduje jednak rewolucji

Witryna Amazon.pl stanie się faktem. 27 stycznia amerykański gigant oficjalnie ogłosił zamiar otwarcia polskiej strony. Powinno to pozytywnie odcisnąć się na rozwoju polskiego rynku sklepów internetowych i przynieść korzyści zarówno kupującym, jak i sprzedającym – oceniają eksperci. Co więcej, przyciągnie to do Polski nowe firmy technologiczne i narzuci wyższe standardy, ułatwi też wyjście poza granice kraju rodzimym przedsiębiorcom. Rewolucji na rynku na razie jednak nie będzie.

– Amazon jest największą, najbardziej rozwiniętą firmą e-commerce’ową świata, a więc na pewno dostaniemy solidną dawkę informacji, kompetencji i doświadczeń, ale też wszyscy lokalni gracze – najwięksi i trochę mniejsi – będą musieli podciągnąć swoje kompetencje, żeby skutecznie z nim konkurować  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kuśmierz, prezes zarządu firmy Shoper, dostarczającej narzędzia do stworzenia sklepu internetowego. – Nie spodziewam się, żeby wejście Amazona do Polski krótkookresowo zmieniło znacząco układ sił na rynku, niemniej jednak to jest gracz niezwykle cierpliwy, konsekwentny, stabilnie inwestujący i myślący długofalowo. To duża zmiana, bo polscy gracze myślą raczej krótko- bądź średnioterminowo.

Imperium Jeffa Bezosa warte jest obecnie według giełdowej wyceny 1,64 bln dol., czyli w przeliczeniu ponad 6 bln zł. Dla porównania wartość produktu krajowego brutto całej Polski w rekordowym 2019 roku to niespełna 2,3 bln zł. W ciągu pięciu ostatnich lat kurs akcji Amazona wzrósł niemal sześciokrotnie. Pandemia przyspieszyła jeszcze jego ekspansję, a tylko w pierwszych tygodniach zamrożenia gospodarek firma musiała zatrudnić na całym świecie 100 tys. dodatkowych pracowników, by nadążyć z realizacją zamówień. Internetowy gigant ma obecnie swoje witryny krajowe w 18 krajach – w ubiegłym roku zainaugurował strony holenderską i szwedzką. Wcześniej w obu tych krajach, podobnie jak teraz w Polsce, klienci i sprzedawcy mogli korzystać z niemieckiej strony Amazon.de w lokalnych wersjach językowych.

– Jest znacznie więcej plusów wynikających z ogłoszenia wejścia Amazona do Polski niż zagrożeń. Wraz z nim przyjdą bowiem kolejne inwestycje w rozwój rynku e-commerce’owego, przede wszystkim technologii dostępnej zarówno na platformie Amazona, jak i konkurentów. To jest bardzo dobra wiadomość – ocenia Marcin Kuśmierz. – Ekspozycję na bezpośrednią konkurencję ma największy polski marketplace Allegro, który jest świetną firmą, o bardzo solidnych i silnych fundamentach. Myślę, że jeszcze przez wiele lat pozostanie liderem rynku i może czuć się dość komfortowo, ale na pewno będzie musiał rozwijać szybciej swoją ofertę, być bardziej konkurencyjny i bardziej efektywnie walczyć o względy sprzedawców, ale też kupujących. To spowoduje, że obsługa klienta będzie na wyższym poziomie niż do tej pory.

Amazon działa już w Polsce od 2014 roku, jednak wyłącznie jako operator centrów logistycznych, które obsługują zachodnie rynki. Obecnie jest ich dziewięć, a jeszcze w tym roku pojawi się dziesiąte, w Świebodzinie. Według Amerykańskiej Izby Handlowej jest to największy amerykański pracodawca w naszym kraju, zatrudniający ponad 18 tys. pracowników. Tylko w ubiegłym roku przybyło mu ponad 2 tys. zatrudnionych w nowo otwartych centrach w Gliwicach i Łodzi. W Świebodzinie pracę znajdzie kolejny tysiąc. Na całym świecie w strukturach firmy pracuje już ponad milion osób.

Nie powinniśmy się obawiać monopolu ze strony Amazona, nawet w horyzoncie wielu lat, bo mamy bardzo silnych, dobrze rozwiniętych i świetnie funkcjonujących graczy e-commerce na rynku polskim bądź pochodzących z Polski – przewiduje prezes Shopera. – Jeśli jego wejście ma odcisnąć jakieś piętno na rynku, to spodziewam się, że nastąpi to za pięć, sześć, może siedem lat. Amazon bardziej stara się walczyć o względy klienta jakością niż niską ceną, a pamiętajmy, że polski rynek, także e-commerce’owy, to rynek o dużej wrażliwości cenowej klientów. Oni przede wszystkim zwracają uwagę na cenę.

Jak podkreśla ekspert, na niższe ceny może jednak wpłynąć większa konkurencja na rynku.

– Wejście Amazona to też jest dobra wiadomość dla sprzedających, bo zyskują kolejne atrakcyjne miejsce, gdzie mogą zamieścić swoją ofertę do klientów końcowych. Amazon jest wymagającym partnerem dla sprzedających, więc będą musieli się nauczyć z nim pracować, zaakceptować jego warunki sprzedaży związane z obsługą klienta, reklamacji, płatności – wylicza Marcin Kuśmierz. – To na pewno pomoże sprzedawcom zbudować kompetencje w zakresie sprzedaży międzynarodowej, więc łatwiej im będzie zacząć sprzedawać za granicą.

Prezes Shopera dodaje jednak, że właściciele e-sklepów – choć powinni rozważyć dywersyfikację sprzedaży na Amazonie – to przede wszystkim powinni inwestować we własną markę, jej rozpoznawalność oraz własne kanały sprzedażowe.

Reklamy blokuje blisko 80 proc. internautów. Polacy stworzyli innowacyjną, skuteczniejszą formę dotarcia do klientów

Nawet 60 proc. ruchu w internecie generują boty. To właśnie one często „klikają” lub „oglądają” reklamy. Polska firma stworzyła system reklamowy, który bazuje na założeniach questvertisingu. Do reklam dodano pytanie dotyczące ich treści oraz trzy odpowiedzi do wyboru. Tekst poniżej jest zakryty, a dopiero wskazanie prawidłowej odpowiedzi odsłania dalszą część artykułu. To sytuacja typu win-win z obu stron. Reklamodawca ma pewność, że konsument zapoznał się z reklamą, a użytkownik uzyskał dostęp do interesujących go treści.

– Questpass to nowy format reklamowy, rozwiązanie, które interaktywnie współpracuje z użytkownikiem. Z jednej strony to platforma internetowa, format nowego podejścia do reklamy, a z drugiej strony miękki paywall. Użytkownik widząc reklamę, musi odpowiedzieć na zadane tam pytanie, aby zobaczyć pozostałą część artykułu, który chce przeczytać na danym serwisie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Wojdyło, partner w Questpass.

Skuteczność reklam w internecie zazwyczaj jest fikcyjna. Większość użytkowników albo automatycznie omija reklamy wzrokiem, albo szybko je zamyka, nawet ich nie oglądając. Inni instalują oprogramowanie do blokowania reklam. Analiza „Questvertising – kto pyta, ten jest skuteczny”, opierając się na badaniach z 2019 roku, podaje, że reklamy blokuje 77 proc. badanych Polaków,  a w grupie 18–44 lata, czyli najcenniejszej z punktu widzenia reklamodawców – 80 proc. Za „klikalność” reklam odpowiadają głównie boty. Nowa forma reklamy, która bazuje na założeniach questvertisingu, jest znacznie skuteczniejsza. Pytania weryfikują, czy klika w nie człowiek, czy bot.

– Korzyścią i dla czytelnika, i dla reklamodawcy jest to, że ta reklama została skonsumowana, czyli użytkownik zapoznał się z jej treścią. Musiał to zrobić, ponieważ, żeby odpowiedzieć poprawnie na pytanie i odsłonić pozostałą część artykułu, musiał odpowiedzieć na pytanie, na którym zależy reklamodawcy, np. o czym jest ta reklama, o jakim elemencie. Tym samym jest to taki miękki paywall, który mówi: mamy korzyść dla użytkownika, ponieważ odpowiedział na pytanie, na którym nam zależało, i zyskaliśmy kilka sekund jego uwagi – mówi Adam Wojdyło. – Zapoznanie się i zaangażowanie użytkownika jest bardzo wysokie, tym samym jest to sytuacja typu win-win.

Jak wynika z badań „Questvertising – nowe podejście do reklamy online” przeprowadzonego przez Uniwersytet SWPS pod patronatem IAB Polska, ta sama marka reklamowana z wykorzystaniem questvertisingu przebija się do świadomości odbiorcy kilkukrotnie lepiej niż reklamowana w tradycyjny sposób. Już jednokrotne rozwiązanie questu sprawia, że nowa marka jest rozpoznawana przez nawet kilkadziesiąt procent badanych. Takie reklamy są też bardziej lubiane w porównaniu z tymi tradycyjnymi.

– Jeśli użytkownik odpowie błędnie, to musi poczekać 5 sekund, aby odpowiedzieć poprawnie. Wiemy z kampanii przeprowadzonych w Questpass, że generalnie 94–96 proc. użytkowników odpowiada poprawnie, chcąc przejść dalej. Tym samym mamy prawie stuprocentową pewność, że użytkownicy zapoznają się z treścią reklamy. Jeżeli się nawet pomylą, to muszą odczekać i jeszcze raz odpowiedzieć. Tym samym mamy jeszcze większą pewność, co z punktu widzenia reklamodawcy jest korzystne – przekonuje partner w Questpass.

Eksperyment przeprowadzony przez prof. Dariusza Dolińskiego z SWPS wykazał, że jednokrotne zobaczenie nowej marki w reklamie tradycyjnej powoduje, że staje się rozpoznawalna dla średnio 7,8 proc. osób. Z czasem świadomość ta maleje i po tygodniu spada do 4,5 proc. W przypadku questvertisingu po jednokrotnym kontakcie z reklamą tę samą markę rozpoznawało średnio aż 28,7 proc. Po tygodniu jej znajomość wciąż była ponad dwukrotnie wyższa niż w przypadku reklamy tradycyjnej.

– Nawet po miesiącu około 1/3 użytkowników, którzy zapoznali się z treścią danego komunikatu reklamowego, pamięta, o czym była ta reklama, o czym był ten przekaz. To efekt tego, że musieli wejść w kilkusekundową interakcję, a to wystarczy – wskazuje ekspert.

Przedstawiciel Questpass zapowiada, że trwają prace nad kolejnymi innowacjami.

– W tym roku budujemy model SaaS-owy, w którym wydawca będzie mógł korzystać z naszej platformy i sam wprzęgać go w swoją sprzedaż. Mamy też kolejne elementy, już w I kwartale 2021 roku wprowadzamy nowe formaty reklamowe, format leadujący, afiliacyjny, który jeszcze bardziej wpisuje się w trend korzystania z e-commerce’u na wszystkich reklamowych płaszczyznach digitalowych – mówi Adam Wojdyło.

Wirtualna rzeczywistość na Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Technologia pomoże szkolić z udzielania pierwszej pomocy

Dzięki wirtualnej rzeczywistości będzie można przeszkolić z udzielania pierwszej pomocy osoby z dysfunkcjami słuchu, a także w różnym wieku i o różnym stopniu sprawności. Technologia zostanie wykorzystana do tego podczas najbliższego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tymczasem VR już dziś umożliwia przeszkolenie pracowników oddelegowanych do pracy w trudno dostępnych obiektach oraz przy niebezpiecznych pracach. Rynek VR w edukacji w najbliższych latach pomnoży przychody aż dwudziestokrotnie.

– Jesteśmy w stanie organizować indywidualne szkolenie dla różnego rodzaju uczestników 29. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku organizujemy warsztaty dla wolontariuszy i osób, które działają na rzecz fundacji, poprzez szkolenia VR związane z pierwszą pomocą i ratowaniem życia ludzkiego. Nasze oprogramowanie będzie służyć w kilku gminach i sztabach przy ochotniczych strażach pożarnych, czy też bezpośrednio w organizowanych sztabach na terenie Dolnego Śląska, województwa mazowieckiego i podkarpackiego. Będziemy edukować ludzi, jak ratować życie ludzkie. We Wrocławiu mamy superniespodziankę dla osób, które są osobami wyizolowanymi społecznie – będziemy prowadzili edukację wśród osób niesłyszących – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Grzegorz Kobuszewski, prezes zarządu 4 Help VR.

Szkolenia będą prowadzone w formie transmisji online. Szkolone osoby otrzymają gogle wirtualnej rzeczywistości, dzięki którym będą mogły uczestniczyć w bardzo realistycznie odtworzonych sytuacjach związanych z koniecznością udzielenia pierwszej pomocy. Na ich rękach zostaną zamontowane czujniki, dzięki którym zanurzenie w wirtualną rzeczywistość będzie jeszcze głębsze, a ocena postępów nauki stanie się bardziej precyzyjna. Taka forma zajęć jest szczególnie cenna dla osób z niepełnosprawnościami.

– Wirtualna rzeczywistość sprowadza się do tego, że jesteśmy w stanie podłożyć również lektora języka migowego, który tłumaczy i prowadzi naszego szkolonego przez cały proces czynności ratunkowych. Wszystko prowadzone jest przez naszego wirtualnego trenera, który nazywa się Paramedicus, (łac. ratownik – przyp. red.). Jest to osoba o zdolnościach superbohaterskich, która prowadzi poprzez cały algorytm postępowania w czynnościach ratunkowych w scenariuszu resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Możemy również nauczyć się elementów użycia automatycznego defibrylatora zewnętrznego, który coraz częściej pojawia się na ulicach polskich miast – wyjaśnia Grzegorz Kobuszewski.

Wirtualna rzeczywistość jest narzędziem coraz bardziej docenianym w branży szkoleniowej. Koncern naftowy BP z wykorzystaniem tej technologii przeprowadzi szkolenia między innymi dla personelu pływających magazynów. Firma szkoleniowa odtworzy w wirtualnej rzeczywistości prawdziwe pomieszczenia i przeszkoli pracowników w zakresie poruszania się po nich i stosowania obowiązujących procedur. Szkolenia w VR są rozwiązaniem nie tylko dla trudno dostępnych obiektów, lecz także do przeprowadzania symulacji potencjalnie niebezpiecznych zdarzeń. Będą z nich korzystać między innymi strażacy z australijskiej Wiktorii.

Technologia, z jakiej korzysta 4 Help VR, łączy w sobie bardzo wysokie zaawansowanie techniczne oraz intuicyjną obsługę. Dzięki temu sprawdza się w szkoleniu nie tylko osób w różnym wieku, ale także z dysfunkcjami.

– Nasze rozwiązanie spokojnie używane jest przez dzieci w wieku czterech lat, które nie potrafią czytać ani pisać, ale za to świetnie radzą sobie z naszym oprogramowaniem dzięki prezentacjom, które są prowadzone przez naszego wirtualnego trenera, oraz poleceniom lektorskim. Najstarsza osoba korzystająca z naszego oprogramowania miała ponad 85 lat. Również w świetny sposób radziła sobie z czynnościami ratunkowymi, uzyskując zadowalający wynik skuteczności prowadzonej resuscytacji – zapewnia prezes 4 Help VR.

Analitycy Fortune Business Insights zakładają, że rynek wirtualnej rzeczywistości w edukacji do 2026 roku wypracuje roczny przychód sięgający 13 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie niemal 43 proc.

Bez rekordu, ale stabilnie na rynku inwestycyjnym w Polsce

Rok 2020, pomimo panującej pandemii COVID-19 i jej ogromnego wpływu na gospodarkę światową, zamknął się dobrym wynikiem przekraczającym 5,3 mld EUR. Na rynku nieruchomości komercyjnych apetyt inwestorów i zagranicznych funduszy pozostaje wciąż wysoki. Pomimo spadku wolumenu transakcji o 30% w porównaniu z rekordowym 2019 rokiem, rynek inwestycyjny w Polsce jest stabilny, a wartość zamkniętych transakcji zdecydowanie przekracza średnią z ostatnich 10 lat, która oscyluje wokół 4,2 mld euro.

Aż 50% kapitału zainwestowanego w Polsce w 2020 roku stanowiły przejęcia aktywów w sektorze magazynowym, w którym zasoby przekroczyły 20 mln m kw. w ubiegłym roku, a popyt osiągnął rekordowy poziom niemal 4 mln m kw.

„W 2020 roku uzyskany został najlepszy historycznie wynik sektora magazynowego uzyskany na rynku inwestycyjnym, który wyniósł 2,6 mld euro, co w dużej mierze było reakcją inwestorów na rozwój rynku e-commerce, jeszcze silniejszy w erze pandemii COVID-19 oraz zmieniające się sentymenty rynkowe. Aby lepiej to przedstawić wystarczy porównać udział poszczególnych segmentów w 2019 roku, kiedy to liderem był rynek biurowy z udziałem 50% w całym wolumenie transakcji, a sektor magazynowy zakończył rok z udziałem na poziomie 18%. Aktywność inwestorów w 2020 roku wyraźnie odzwierciedla dobrą sytuację i pozytywne perspektywy dla rozwoju sektora magazynowego. Zakładamy, że niezależnie od rozwoju pandemii i dalszych restrykcji z tego wynikających, w 2021 sektor magazynowy pozostanie liderem na rynku inwestycyjnym,” – komentuje Krzysztof Cipiur, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych w Knight Frank.

W minionym roku najbardziej pożądanymi aktywami były portfele magazynowe, takie jak: portfel Goodman przejęty przez GLP, portfel Hillwood przejęty przez Rosewood, a także projekty BTS z długimi umowami najmu takie jak Leroy Merlin w Piątku nabyty przez Savills Investment Management czy dwa projekty Amazon w Poznaniu i Wrocławiu zakupione przez Blackbrook oraz Hines.

„Obecna sytuacja gospodarcza na świecie wynikająca z pandemii ma znaczący wpływ na wysokość stóp kapitalizacji. Już teraz widoczna jest ich korekta w każdym sektorze, jednak w segmencie magazynowym ich wzrost jest najmniejszy. Najlepsze obiekty typu multilet wyceniane są na poziomie 5,5%, a nieruchomości typu prime BTS z długimi umowami najmu przy stopach 5,00%,” – dodaje Krzysztof Cipiur.

Wolumen transakcyjny w Polsce (mln EUR)

Wolumen transakcyjny w Polsce
Źródło: Knight Frank

„Pandemia i globalne ograniczenia w przemieszczaniu się wprowadziły przetasowania na inwestycyjnej mapie rynku nieruchomości. Dotyczą one zarówno źródeł kapitału jak i zainteresowania poszczególnymi segmentami nieruchomości komercyjnych. Spadek zainteresowania nieruchomościami biurowymi to bezpośredni skutek pandemii, który wynika z niepewności dotyczącej zmieniającego się modelu pracy. W 2020 roku wolumen transakcji biurowych osiągnął poziom 1,9 mld EUR, stanowiąc 38% całkowitej wartości transakcji w Polsce. Sektor odnotował 50% spadek wolumenu inwestycji w porównaniu z rokiem 2019, ale niezmiennie liderem na rynku biurowym pozostała Warszawa, z wartością transakcji bliską 1,3 mld euro,” – wyjaśnia Krzysztof Cipiur.

Do najważniejszych transakcji w stolicy należały m.in. przejęcie Wola Center przez Hines, zakup Nowogrodzka Square przez francuski fundusz Amundi czy przejęcie Generation Park Z przez Deka Immobillien.

Stopy kapitalizacji „prime”

Stopy kapitalizacji
Źródło: Knight Frank

W sektorze biurowym aktywa typu prime obecnie mogą uzyskać stopę kapitalizacji na poziomie około 4,75%, podczas gdy na początku 2020 roku, negocjacje toczyły się przy stopach kapitalizacji na poziomie około 4,25% – 4,35%.

„Rok 2021 rok jest jeszcze dużą niewiadomą, ale można spodziewać się, że nieruchomości w Polsce będą cieszyć się zainteresowaniem funduszy z Europy, Chin czy Singapuru. Z naszych rozmów zarówno z inwestorami, jak i instytucjami finansowymi, jasno wynika, że pomimo pandemii Polska w dalszym ciągu jest atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów zagranicznych. W nadchodzącym czasie sytuacja rynkowa będzie wypadkową wielu czynników, przede wszystkim rozwoju epidemii na świecie, obostrzeń, reżimu sanitarnego, powrotu pracowników do biur, co w głównej mierze będzie kształtowało nowe trendy na rynku biurowym,” – podsumowuje Krzysztof Cipiur.

Na starciu Amazon z Allegro najlepiej wyjdzie konsument

“Nie znamy dnia ani godziny, lecz wszyscy wiemy, że moment, w którym Amazon ruszy na podbój polskiego rynku e-commerce wkrótce nadejdzie” – tak aż do wczoraj mówiono o wejściu amerykańskiego giganta do Polski. 27 stycznia 2021 r. to historyczna data dla handlu internetowego nad Wisłą. Spełniła się bowiem przepowiednia, którą rynkowi eksperci przez kilka ostatnich lat powtarzali jak mantrę. Rodzimi przedsiębiorcy w końcu mogą rejestrować konta sprzedażowe na Amazon.pl, zasilając grono partnerów największego marketplace świata. Swoją potęgę bowiem Amazon zbudował na współpracy z zewnętrznymi sprzedawcami, którzy odpowiadają za większość obrotów na tej platformie.

Sprzedaż na Amazon wiąże się ze sporymi wyzwaniami, o czym przekonało się wiele przedsiębiorstw, które np. traciły konta z powodu niewłaściwej obsługi klientów. Wymagania, jakie marketplace stawia przed swoimi partnerami, są tak wysokie, że sporo firm omija ten kanał sprzedaży szerokim łukiem. Tymczasem Amazon nie należy się bać, trzeba go po prostu zrozumieć. Nasza współpraca z amerykańskim gigantem e-commerce trwa od ponad 5 lat. Przez ten czas pomogliśmy wielu polskim firmom osiągnąć imponujące wyniki, kompleksowo zarządzając ich sprzedażą na zagranicznych rynkach.

Cieszy nas fakt, że jako jedyna firma z Polski jesteśmy jednocześnie autoryzowanym przez Amazon dostawcą usług oraz technologii dla sprzedawców. Z opracowanego przez nas systemu do optymalizacji sprzedaży na Amazon Clipperon, który już niebawem dostępny będzie w wersji SaaS, z sukcesem korzysta rosnące grono zagranicznych sprzedawców. Wejście giganta e-commerce na polski rynek oznacza jedno – ogromny wzrost zapotrzebowania zarówno na nasze oprogramowanie, jak również usługi agencyjne.

Największym konkurentem Amazon na polskim rynku jest rzecz jasna Allegro. Na rodzimej platformie handlowej działa ponad 125 tys. sprzedawców. Należy jednak pamiętać, że ich średnie obroty wynoszą około 195 000 pln. Tymczasem, w przypadku statystycznego sprzedawcy z Amazon, kształtują się one na poziomie około 500 000 pln. To ogromna różnica, którą polscy przedsiębiorcy z pewnością wezmą pod uwagę, tworząc strategię sprzedaży na najbliższe lata. Różnica tym bardziej widoczna, jeśli porównamy wyniki statystycznego sprzedawcy na Amazon, ze średnimi obrotami klientów Nethansy na tej platformie. W 2020 r. wyniosły one blisko 2 000 000 pln, czyli 4 razy więcej.

Ekspansja Amazona to dobra wiadomość dla konsumentów. Walcząc o ich portfele, platformy handlowe bez wątpienia wytoczą najcięższe działa. O specjalnych usługach, promocjach i benefitach dowiemy się przeglądając internet czy wręcz otwierając przysłowiową… lodówkę. W cieniu prężących muskuły gigantów odbywać się będzie cichy eksodus klientów z indywidualnych sklepów internetowych. Dominacja dużych platform handlowych to kierunek, w którym nieuchronnie zmierzamy. Tego trendu nie da się odwrócić i na pewno nie można go zignorować. Sklepy, które nie zadbają o integrację z największymi kanałami sprzedaży, ulegną marginalizacji.

Sascha Stockem, CEO Nethasa

Dane z USA zaskakują

Najważniejszym odczytem dnia wczorajszego były dane na temat zamówień na dobra w USA. Dane te nie były szczególnym zaskoczeniem, ale potwierdziły problemy, z którymi boryka się tamtejsza branża motoryzacyjna.

Zamówienia w USA

Wczoraj poznaliśmy dane z USA w temacie zamówień na dobra. Lepiej od oczekiwań wypadły te bez środków transportu, a gorzej zamówienia na dobra trwałego użytku. Pokazuje to problem, który w USA ma branża motoryzacyjna ostatnio. Wszyscy skupiamy się na świetnych wynikach Tesli, ale to wyniki giełdowe, podczas gdy sprzedaż samochodów nie spełnia oczekiwań. Rynki potraktowały te dane jako korzystne dla dolara i kontynuowały umacnianie się amerykańskiej waluty.

Wskaźnik wyprzedzający koniunktury

Dzisiaj o godzinie 9:00 poznaliśmy dane, które nie często powodują dużą zmienność na rynku. Wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC (Bureau for Investment and Economic Cycles) spowodował dzisiaj jednak sporą zmienność na parach złotowych. Od rana polska waluta traciła na wartości około 1,5 grosza względem euro, po czym tuż po publikacji zyskała porównywalną wartość. Powodem był lepszy od oczekiwań wskaźnik. W rezultacie inwestorzy chętniej patrzą na polską walutę i złoty zyskuje.

Lepsze dane z Hiszpanii

Wbrew oczekiwaniom nie doszło dzisiaj do pogorszenia sytuacji na hiszpańskim rynku pracy. Stopa bezrobocia zdaniem analityków miała wzrosnąć z 16,26% na 16,7%, a spadła na 16,13%. Wynik względem oczekiwań oczywiście powinien cieszyć. Sam jednak pułap na którym bezrobocie w Hiszpanii się znajduje nie powoduje jednak entuzjazmu. Inwestorzy wzięli te dane jako dobrą monetę i po publikacji euro zyskało względem dolara.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Komentarz ZPP ws. potencjalnych zmian w oskładkowaniu umów cywilnoprawnych

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców z uwagą i niepokojem przygląda się zapowiedziom zmian w zakresie oskładkowania umów cywilnoprawnych.

ZPP konsekwentnie zaznacza, że system składek na ubezpieczenia społeczne w Polsce jest skomplikowany. Jego konstrukcja stwarza problemy z jego prawidłowym rozliczaniem szczególnie przez mikro i małych przedsiębiorców, którzy w wielu przypadkach chcieliby zatrudniać kolejnych (lub pierwszych pracowników), jednak z uwagi na wysoki poziom oskładkowania oraz opodatkowania umów o pracę czy cywilnoprawnych, a także złożoność systemu wyliczeń składek – tego nie robią. Decydują się zatem na niepodejmowania zatrudnienia, lub w skrajnym przypadku na rozliczenie z pracownikiem w szarej strefie.

Jakiekolwiek zmiany w zakresie „uporządkowanie systemu ubezpieczeń społecznych” nie mogą się wiązać ze zwiększaniem oskładkowania zarówno umów o pracę, jak i tzw. umów cywilnoprawnych. Tego typu działanie, szczególnie w zakresie zwiększenia wymogów i poziomu oskładkowania umów zlecenia, czy też oskładkowania umów o dzieło, prowadzić będzie do zahamowania aktywizacji zawodowej Polaków, jak również zwiększania poziomu szarej strefy.

Wbrew pojawiającym się w przestrzeni opiniom, nie uważamy by zmiany polegające na zwiększeniu poziomu oskładkowania umów cywilnoprawnych stanowiły przejaw wyrównania warunków konkurencji, czy zwiększenia poziomu pewności prawa. W naszym przekonaniu rezultat realizacji tego rodzaju propozycji byłby wprost przeciwny.

Problem z systemem oskładkowania i opodatkowania pracy na podstawie umów kodeksowych jak i pozakodeksowych znajduje się zbyt wysokim klinie kosztów publiczno-prawnych, jak i skomplikowaniu systemu oskładkowania danej formy zatrudnienia. Problem nie leży w odmiennych zasadach obowiązujących dla tych form.

Nie da się jednym prostym trickiem zlikwidować „nadużywania” innych niż umowa o pracę form zatrudnienia. Jedynym sposobem jest zwiększenie konkurencyjności i atrakcyjności zatrudnienia w ramach umowy o pracę. Zwiększanie kosztów zatrudnienia tymczasem ponownie doprowadzi do wzrostu szarej strefy. Warto zwrócić również uwagę na fakt, że elastyczne formy zatrudnienia na podstawie np. umów zlecenia są najbardziej popularne w branżach które zostały najdotkliwiej dotknięte przez koronakryzys, jak branża fitness, rekreacja, HoReCa, czy usługi.

Jakiekolwiek zmiany w zakresie zwiększania wymogów i kosztów pracy nie mogą być wdrażane w tak kryzysowym roku, jak obecny. Ustawodawca powinien dążyć do upraszczania systemu, zmniejszania obciążeń, zapewnienia stabilności otoczenia prawnego i deregulacji. Tylko takie działania spotkają się z pozytywną opinią środowiska przedsiębiorców. Wszelkie działania przeciwne skutkować będą aktywnym i zdecydowanym sprzeciwem polskich firm, które mierzą się z daleko posuniętymi trudnościami i kłopotami spowodowanymi m.in. utrzymywaniem przez rząd w zamknięciu wielu sektorów gospodarki.

Problemy systemu emerytalnego nie mogą być adresowane poprzez obniżanie konkurencyjności polskiego rynku pracy. Takie podejście wtórnie wpłynęłoby na zmniejszenia zatrudnienia, zmniejszenia tempa wzrostu zarobków, produktu krajowego brutto, co będzie miało wpływ na i tak mniejsze dochody budżetu państwa i funduszu ubezpieczeń społecznych. Chcąc lecząc chorobę, wywołamy inną, pierwotną pozostawiając niezmienną.

O ile ZPP pozostaje otwarty na dyskusję dot. zmniejszenia skomplikowania systemu ubezpieczeń społecznych na podstawie umów o pracę, jak i osobno umów cywilnoprawnych, tak negatywnie oceniamy wszelkie działania, które spowodują zwiększenie oskładkowania tych drugich.

Przeciwne działania będą w bezpośredniej sprzeczności z projektem postulatów w ramach umowy społecznej, które wprost wskazują, że partnerzy społeczni oczekują “zmniejszania barier administracyjnych, poprawy otoczenia regulacyjnego dla prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie stabilności i przewidywalności prawa oraz powstawania owych firm i zwiększania zatrudnienia.”

Zgłoszenia do „małego ZUS plus” tylko do 1 lutego

Przedsiębiorcy, którzy chcieliby skorzystać z „małego ZUS plus”, wciąż mogą złożyć odpowiednią deklarację. Eksperci inFakt przypominają, że ostatni dzień zgłoszeń to 1 lutego.

„Mały ZUS plus” jest to rozwiązanie, na mocy którego składki na ubezpieczenia społeczne będą wyliczane od podstawy zależnej od wysokości dochodów osiągniętych w poprzednim roku kalendarzowym. Ulga dotyczy tylko składek na ubezpieczenie społeczne, natomiast składkę zdrowotną należy opłacać w pełnej wysokości.

Z „małego ZUS plus” mogą skorzystać przedsiębiorcy, których przychód w 2020 roku nie przekroczył 120 tysięcy złotych. Jeżeli działalność gospodarcza była prowadzona przez niepełny rok, to limit przychodu wylicza się proporcjonalnie do liczby dni prowadzenia firmy. Z ulgi może jednak skorzystać tylko taki przedsiębiorca, który w 2020 roku prowadził działalność przez przynajmniej 60 dni.

Jak dokonać zgłoszenia do ZUS? Przedsiębiorca powinien wyrejestrować się z ZUS poprzez druk ZUS ZWUA z kodem, z którym jest obecnie zarejestrowany. Następnie musi ponownie dokonać zgłoszenia poprzez złożenie dokumentu ZUS ZUA z kodem 05 90 albo 05 92.

W tym roku możliwość zgłoszenia do „małego ZUS plus” może być pomocna dla wielu przedsiębiorców, których w 2020 roku spotkały negatywne skutki pandemii COVID-19. Przedsiębiorca musi jednak pamiętać, że poza przychodem niższym niż 120 000 złotych należy też wykazać dochód niższy niż 76 991 złotych i dopiero wówczas będzie możliwość obniżenia ZUS. W tej sytuacji przedsiębiorca, który ma np. 200 000 złotych przychodu, ale tylko 50 000 złotych dochodu, nie może skorzystać z „małego ZUS plus”. Dlatego moim zdaniem to kryterium dochodowe powinno być decydujące – tłumaczy Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Należy zaznaczyć, że osoby, które korzystały do tej pory z „małego ZUS plus”, mogą kontynuować, pod zwykłymi warunkami: jeżeli w poprzednim roku ich przychód nie był wyższy niż 120 tysięcy złotych oraz prowadzili działalność gospodarczą przez co najmniej 60 dni. Z „małego ZUS plus” przedsiębiorca może korzystać maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu ostatnich 60 miesięcy, w czasie których prowadził działalność gospodarczą.

ORLEN Południe inwestuje w biogazownie rolnicze

ORLEN Południe, spółka z Grupy ORLEN, nabyła dwie działki w Głąbowie, w gminie Ryn, przejmując rozpoczętą na nich budowę biogazowni rolniczej. Spółka będzie kontynuowała inwestycję, rozbudowując instalację w kierunku biometanowni produkującej ok. 7 mln m3 biogazu rocznie. Realizacja projektu wpisuje się w strategię Grupy ORLEN do 2030 roku, zakładającą budowę  efektywnego ekonomicznie i energetycznie systemu odnawialnych źródeł energii.

– Stawiamy na nowoczesny biznes, który pozwoli Grupie ORLEN i polskiej gospodarce rozwijać się w sposób zrównoważony. Zadeklarowaliśmy osiągnięcie neutralności emisyjnej w 2050 roku jako pierwszy w Europie Środkowej koncern paliwowy. To ambitny cel, który wiemy jak zrealizować. W ciągu tej dekady zainwestujemy ponad 25 mld zł w projekty, które pozytywnie wpłyną na środowisko, a nam zapewnią pozycję lidera transformacji energetycznej w Europie Środkowej. Inwestycje biogazowe prowadzone przez ORLEN Południe są właśnie jednym z elementów strategii ORLEN2030. Realizacja tych projektów wzmocni kompetencje i pozycję rynkową spółki ORLEN Południe, a to oznacza wzmocnienie całej Grupy ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Spółka ORLEN Południe, która rozwija nową linię biznesową w obszarze produkcji biogazu, wcześniej przejęła nowoczesną biogazownię rolniczą w Konopnicy, w gminie Rawa Mazowiecka. Natomiast w Głąbowie Orlen Południe nabył dwie działki o powierzchni 1,36 ha i 0,23 ha wraz z rozpoczętą budową biogazowni o mocy nie przekraczającej 1 MWe. Spółka zamierza zrealizować tę inwestycję z założeniem jej rozbudowy do ok. 3 MWe. Rozpoczęcie prac budowlanych zaplanowano już na pierwszy kwartał tego roku. Ich wykonawcą będzie polska firma PROEKO z Witaszyc. Produkowany w instalacji biometan mógłby być tłoczony do sieci gazowej w ilości ok. 7 mln m3 rocznie. Zakończenie inwestycji planowane jest na koniec 2022 roku.

– Realizacja naszego programu biogazowego, opierającego się na produkcji biogazu oczyszczonego do parametrów biometanu i wtłaczanego do sieci dystrybucyjnej, będzie miała duże znaczenie dla spełnienia Narodowego Celu Wskaźnikowego. Wytwarzany biometan będziemy również wykorzystywać do produkcji biowodoru. ORLEN Południe w obu tych obszarach zamierza być pionierem na krajowym rynku – mówi Marcin Rej, Prezes Zarządu ORLEN Południe.

Nieruchomości w Głąbowie są dobrze zlokalizowane z punktu widzenia dostępności substratów niezbędnych do produkcji biogazu. Zakup gruntów pod budowę własnej biogazowni stanowi kolejny krok w procesie tworzenia linii biznesowej ORLEN Południe w obszarze produkcji biogazu. Zakłada on zarówno budowę nowych instalacji, jak też przejmowanie oraz modernizację istniejących obiektów. W Głąbowie powstanie pierwsza biogazownia wybudowana przez ORLEN Południe. Natomiast w grudniu ub.r. spółka nabyła już istniejącą, nowoczesną biogazownię rolniczą o mocy 1,99 MWe w Konopnicy w gminie Rawa Mazowiecka. W planach jest przekształcenie jej w wytwórnię biometanu.

UE chce mieć wgląd w nasze rozmowy. Czy to koniec prywatności komunikatorów?

Pod koniec 2020 roku Rada Unii Europejskiej opublikowała rezolucję, wzywającą do wprowadzenia nowych zasad obejmujących szyfrowanie w Europie.  Wdrożenie tych rekomendacji oznaczałaby pojawienie się „trzeciej” strony w procesie nawiązywania komunikacji, co w praktyce może oznaczać koniec prywatności komunikacji – wskazuje Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa. Czy prywatność obywateli Unii Europejskiej może być zagrożona?

Wydana przez Radę Unii Europejskiej rezolucja 13084/1/20 REV 1 wskazuje na konieczność zachowania wysokich standardów bezpieczeństwa, transparentności oraz ochrony danych osobowych, jednocześnie wzywając do rozszerzenia przepisów na rzecz walki z przestępstwami seksualnymi, terroryzmem czy przestępczością zorganizowaną.  Co to oznacza?

Wspomniana rezolucja wzywa firmy technologiczne do podjęcia rozmów mających na celu opracowanie sposobów „obejścia szyfrowania”. W dokumencie podkreślono znaczenie poszanowania dla praw podstawowych oraz praworządności, jednak według wytycznych UE może wykorzystać swoje uprawnienia regulacyjne, aby zapewnić dostęp do ukrytych danych sądom czy organom ścigania. Według specjalistów bezpieczeństwa cybernetycznego treść listopadowej rezolucji wydaje się być sprzeczna i nie do zaakceptowania.

– Słowo „backdoor” nie pada jednoznacznie w rezolucji. Nie zmienia to jednak faktu, że eksperci nie godzą się z nowym pomysłem urzędników, wskazując na możliwe nadużycia – tłumaczy Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa.

O podobnych planach kontrolowania szyfrowanych komunikatorów mówili niemieccy europosłowie, którzy zaproponowali wymuszenie na producentach tzw. tylnych furtek pozwalających na dostęp do danych odpowiednim służbom. Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbepieczeństwa zwraca również uwagę, że od 2019 roku podobne prawo działa w Australii. „Assistance and Access Bill” nakazuje firmom, a także dostawcom świadczącym usługi na terenie Australii, „obchodzenia” szyfrowania i przekazywania dostępu do danych odpowiednim organom. Podobne regulacje chce wprowadzić sojusz wywiadów państw Pięciorga Oczu (USA, UK, Kanada, Australia i Nowa Zelandia).

Twórcy przeciwko ustawie

Choć jak na razie większość mediów milczy w temacie nowych rekomendacji, to swój głos sprzeciwu wyrazili twórcy oprogramowania do szyfrowania i bezpiecznej komunikacji: ProtonMail, Threema, Tresorit i Tuanota.

– Szyfrowanie end-to-end jest absolutne. Dane są zaszyfrowane albo nie. Użytkownicy mają prywatność lub nie. Chęć udostępnienia organom ścigania większej liczby narzędzi do walki z przestępczością jest zrozumiała. Jednak przedstawione propozycje są cyfrowym odpowiednikiem przekazania organom ścigania klucza do domu każdego obywatela i mogą dążyć w kierunku większych naruszeń prywatności – twierdzą dostawcy rozwiązań szyfrujących w liście skierowanym do Rady UE.

Ekspert Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa uważa, że pomysł Unii Europejskiej spowoduje w ostatecznym rozrachunku nakaz umieszczania backdoorów w oprogramowaniu komunikatorów. Oznacza to, że będziemy musieli zapomnieć o bezpieczeństwie i anonimowości jakie obecnie znamy, ewentualnie zmuszeni będziemy do korzystania z usług bardziej niszowych i mniej wygodnych.

Komentarz ZPP ws. utrzymywania lockdownu

W trakcie dzisiejszej konferencji prasowej, minister zdrowia Adam Niedzielski zakomunikował, że do 14 lutego w mocy pozostaną w zasadzie wszystkie obowiązujące w tej chwili ograniczenia. Istotnym z punktu widzenia gospodarki wyjątkiem jest w zasadzie tylko handel – od 1 lutego sklepy w galeriach handlowych mają zostać ponownie otwarte, wg zasad obowiązujących w grudniu. Zniknąć mają również „godziny dla seniorów”. ZPP podkreśla jednak z pełną mocą, że otwarcie handlu nie stanowi wystarczającej odpowiedzi na narastające zagrożenie gospodarczym kryzysem.

Nasze głębokie zdziwienie budzi argumentacja wykorzystana przez pana ministra na poparcie utrzymania ograniczeń. Jak się wydaje, kluczowymi przesłankami branymi pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o restrykcjach, nie jest liczba zachorowań w Polsce, wydolność krajowego systemu opieki zdrowotnej, czy też sytuacja gospodarcza i zdolność do przetrwania firm. Po dzisiejszej konferencji prasowej odnosimy wrażenie, że naszą politykę epidemiczną kształtują de facto rządy innych państw – kontynuację lockdownu uzasadniać mają głębokie restrykcje w krajach ościennych i znacznie trudniejsza od naszej sytuacja epidemiczna w niektórych miejscach w Europie.

ZPP wskazywał już, że opieranie polskiej polityki antyepidemicznej na wzorcach zaczerpniętych z państw takich, jak Francja, czy Niemcy, wiąże się z ryzykiem zmarnowania gospodarczego wysiłku ostatnich lat. Niektóre państwa w Europie stać na utrzymywanie długotrwałego lockdownu, bez ryzykowania istotnym spadkiem poziomu życia. Inne – takie jak Polska – muszą racjonalnie kalkulować koszty podejmowanych decyzji, uwzględniając ekonomiczne i społeczne konsekwencje utrzymywania gospodarki w zamknięciu.

Jesteśmy zdumieni faktem, że przedstawioną w listopadzie mapę drogową luzowania obostrzeń zdeprecjonowano stwierdzeniem, że była ona oparta na jednym wskaźniku (średniej dziennej liczby zachorowań). Skoro przedstawiciele kluczowych ośrodków decydujących o podejmowanych w ramach walki z epidemią działaniach, uważają jesienną mapę za niedoskonałą, to w jakim celu została ona wówczas w ogóle przedsiębiorcom zakomunikowana? Nasuwa się również pytanie o to, komu dokładnie można przypisać autorstwo tego dokumentu. Dwa tygodnie temu zwróciliśmy się do Ministerstwa Zdrowia z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej w tym zakresie. Z wiadomości zwrotnej, którą otrzymaliśmy wynika, że odpowiedzi z informacją możemy spodziewać się w połowie marca, a zatem w najdłuższym terminie dopuszczonym ustawą o dostępie do informacji publicznej.

O ile pozytywnie oceniamy fakt otwarcia handlu w galeriach handlowych oraz rezygnację z całkowicie niesprawdzającego się w rzeczywistości rozwiązania, jakim były „godziny dla seniora”, o tyle nie uważamy, by były to wystarczające powody do wyrażania zadowolenia. Rząd w dalszym ciągu nie przedstawił racjonalnej i jasnej strategii wychodzenia z lockdownu. Przedłużanie ograniczeń w dwutygodniowych cyklach zupełnie pozbawia przedsiębiorców poczucia pewności prawnej.

Mając na uwadze powyższe, ponownie apelujemy do rządu o przygotowanie i zaprezentowanie planu wycofywania restrykcji gospodarczych. Uważamy, że dobrym punktem wyjścia może być mapa drogowa z listopada – nie widzimy niczego zdrożnego w kształtowaniu polityki antyepidemicznej w oparciu o analizę sytuacji w kraju i ocenę wagi ryzyk, zagrożeń i konkretnych szkód wynikających z przedłużającego się lockdownu.

Wojna cybernetyczno-informacyjna uderza w prawa człowieka

Technologia może przynieść ogromne korzyści różnym sektorom gospodarki, przedsiębiorstwom i społecznościom. Jej potencjał jest praktycznie nieograniczony. Dezinformacja utrudnia jednak jego wykorzystanie.

We współczesnej, zglobalizowanej rzeczywistości prawie w każdej rozmowie poruszany jest temat tzw. fake newsów, które mogą skierować na fałszywe tory dyskurs publiczny dotyczący np. wyborów politycznych czy aktualnych wydarzeń na świecie.

Równocześnie w erze „nadzorowanego kapitalizmu” ciągle zmienia się definicja prywatności. W rezultacie można bez większej przesady powiedzieć, że jeśli chodzi o ochronę naszych danych, stąpamy po polu minowym.

W takich warunkach coraz większego znaczenia nabiera ochrona danych oraz technologie zabezpieczeń cybernetycznych, które chronią przysługujące nam prawa człowieka w warunkach wojny cybernetyczno-informacyjnej. Ponadto przedsiębiorstwa muszą zapewnić, że będą wykorzystywać dane w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z przepisami prawa.

Dzień Ochrony Danych jest okazją do zaprezentowania technologii wyznaczających nowe kierunki w walce z dezinformacją cybernetyczną oraz metod, za pomocą których firmy mogą chronić nasze prawa jako pracowników, konsumentów i obywateli.

Ochrona danych jako prawo człowieka

Być może nie wszyscy wiedzą, że ochrona danych jest jednym z praw człowieka. W Europie właśnie z tego powodu obchodzimy Dzień Ochrony Danych. W tym roku zbiega się on z 40 rocznicą podpisania Konwencji Rady Europy o ochronie osób w związku z automatycznym przetwarzaniem danych osobowych.

Konwencja ta, zwana w skrócie Konwencją 108, to traktat, na podstawie którego opracowano pierwsze przepisy o ochronie danych obowiązujące w całej Unii Europejskiej, znane dziś jako Ogólne rozporządzenie o ochronie danych (RODO).

Ogromne straty finansowe i szkody na reputacji ponoszone przez firmy, które nie zapewniły swoim danym odpowiedniej ochrony, są powszechnie znane. Mimo to media wciąż donoszą o kolejnych takich przypadkach.

Na szczęście nowe metody ochrony danych i technologie cyberbezpieczeństwa zmieniają ten stan rzeczy.

Technologia jako podstawowa broń w wojnie cybernetyczno-informatycznej

Wiele powiedziano już i napisano o roli technologii w rozprzestrzenianiu dezinformacji i zaostrzaniu wojny cybernetyczno-informacyjnej. Z drugiej jednak strony technologia jest naszą najważniejszą bronią w walce z cyberprzestępczością.

W szczególności zapewnia ona ochronę przed groźnymi działaniami cyberprzestępców. Przykładem jest ransomware – szkodliwe oprogramowanie szyfrujące pliki i pamięć masową. To często spotykane zagrożenie należy do najtrudniejszych przeciwników. Atakuje przedsiębiorstwa we wszystkich branżach i regionach geograficznych.

Hakerzy najczęściej używają oprogramowania ransomware, aby wyłudzić pieniądze. W wielu przypadkach jednak ich celem jest przejęcie dokumentów oraz plików z systemów produkcyjnych i zapasowych. Jeśli one też zostaną zaszyfrowane, zaatakowana firma nie będzie mieć wyboru i musi spełnić żądania cyberprzestępców.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Veeam na temat ataków ransomware w 2019 roku, do końca roku 2021 globalny koszt szkód wyrządzonych przez takie ataki wyniesie 20 mld USD. Jeszcze większe straty są jednak powodowane przez liczne przypadki naruszenia praw człowieka związane z tym, że sprawcy ataków ransomware coraz częściej grożą wyciekiem skradzionych informacji.

Aby stawić czoła takim atakom i nowym zagrożeniom tworzonym przez zorganizowane grupy przestępcze, producenci technologii powinni organizować własne „armie” i „przymierza”. Przykładem jest porozumienie w sprawie ochrony przed oprogramowaniem ransomware, które firma Veeam utworzyła wspólnie z kilkoma partnerami, takimi jak  Cisco, AWS, Lenovo, HP i Cloudian.

Cyberprzestępcy oczywiście ciągle szukają nowych sposobów kradzieży danych. Gdy po wybuchu pandemii COVID-19 przedsiębiorstwa przyspieszyły cyfrową transformację, bardzo nasiliły się ataki na systemy chmurowe. W 2020 roku ich liczba wzrosła o 250% w porównaniu z rokiem 2019.

W walce z takimi zagrożeniami szczególnie ważna jest współpraca z partnerami w technologicznymi, którzy nie tylko kładą duży nacisk na odpowiednie zarządzanie danymi za pomocą dostępnych obecnie środków, lecz szukają nowych rozwiązań zabezpieczających, również chmurowych, tak aby zawsze wyprzedzać cyberprzestępców o krok.

Używanie danych w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z prawem

Dziś, w erze cyfrowej, na przedsiębiorstwach spoczywa szczególnie duża odpowiedzialność za wykorzystywanie danych w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z prawem. Kwestia ta nie może być już traktowana jako opcjonalny dodatek lub punkt niepotrzebnie obciążający program działania. Ochrona danych to prawo człowieka!

Mimo to wciąż zbyt wiele firm poprzez swoje niefrasobliwe podejście nieumyślnie pomaga cyberprzestępcom. Wystarczy rzucić okiem na długą listę kar nakładanych przez krajowych regulatorów, aby stwierdzić, że przedsiębiorstwa nie podejmują wystarczających działań w celu ochrony obywateli.

Kary i szkody na reputacji oczywiście odstraszają, wciąż jednak ma miejsce zbyt wiele przypadków naruszenia ochrony danych. Przedsiębiorstwa muszą włożyć większy wysiłek w ograniczenie ich liczby. Również w tej sytuacji kluczowe znaczenie ma technologia.

Każda firma, niezależnie od wielkości, powinna znaleźć rozwiązanie zapewniające bezpieczeństwo danych oraz zgodność z przepisami i wymaganiami dotyczącymi ochrony danych i prywatności. Nie należy wierzyć dostawcom na słowo, że ich rozwiązania są bezpieczne. Warto poczytać o doświadczeniach klientów, samodzielnie poszukać informacji i zapoznać się z ocenami renomowanych firm analitycznych.

W nadchodzącym roku na czele listy priorytetów przedsiębiorstw znajdzie się utrzymanie zaufania klientów. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie, oni też mają powody, aby bać się o swoje dane.

Warto więc zaufać odpowiedniej technologii, która nie tylko pomoże nam chronić nasze prawa, lecz ułatwi walkę z cyberprzestępcami.

Autor: Edwin Weijdema, globalny specjalista ds. technologii, dział strategii produktowej w firmie Veeam

Podsumowanie 2020 r. na rynku kredytowo-pożyczkowym i perspektywy na rok 2021

Według danych BIK, wartość portfela kredytów prywatnych i pożyczek na 31 grudnia 2020 r. wyniosła 700 mld zł i była wyższa o 30,4 mld zł (4,5%) w porównaniu do wartości na koniec 2019 r. Akcja kredytowa w 2020 r. osiągnęła 140,8 mld zł i była niższa o 29 mld zł (18%) niż w 2019 r. – to bilans sprzedaży kredytów i pożyczek w dobie pandemii, która zaważyła na wynikach wszystkich produktów kredytowych i pożyczek. Obroniły się jedynie kredyty ratalne, których banki udzieliły na kwotę 14,6 mld zł, finiszując na niewielkim plusie (0,8%). Przyszłość na rynku kredytowym w 2021 r., BIK zapowiada względem trudnego 2020 r.: wzrost o 14% kredytów mieszkaniowych, o 16% kredytów gotówkowych i 5% w ratalnych.

Rok 2020 r. należy oceniać z perspektywy nowej rzeczywistości, która zaskoczyła wszystkich i gwałtownie zmieniła bieg wszelkich wcześniejszych scenariuszy i prognoz. Podejmując się oceny wyników roku ubiegłego w obszarze kredytów i pożyczek, należy wziąć pod uwagę wyjątkowość i nieprzewidywalność sytuacji pandemicznej. Jednak dokonując głębszej analizy, należy zwrócić uwagę na kilka istotnych czynników.

Spadek popytu na większość produktów kredytowych i pożyczki w 2020 r.

Pomimo spadku w sprzedaży kredytów i pożyczek w 2020 r. o 29,3 mld zł w porównaniu z 2019 r., portfel kredytów prywatnych i pożyczek wzrósł w 2020 r. o blisko 30 mld zł. Spadek wartości sprzedaży został skompensowany przez zamrożenie części spłat kredytów oraz wzrost kursu walutowego. Na wzrost portfela kredytowego wpływa fakt, że duży udział w wartości nowych umów mają kredyty mieszkaniowe, spłacane w długich okresach.

– Istotnym czynnikiem były zaproponowane z inicjatywy banków umowne moratoria kredytowe. Dla kredytobiorców dało to pozytywny efekt w postaci odroczenia spłaty rat w przypadku trudności związanych ze spłatą kredytu. Z kolei dla banków, zawieszenie spłaty rat na trzy lub sześć miesięcy, oznaczało zamrożenie części kapitału, co bezpośrednio wpływało na wartość portfela. Na wzrost wartości portfela kredytowego klientów prywatnych w największym stopniu wpłynęły kredyty mieszkaniowe, standardowo udzielane na długie okresy czasu – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK.

Kredyty ratalne – lider sprzedaży 2020 r.

Rynek kredytów ratalnych w realiach pandemicznych wykazał najlepszą odporność na wirusa. Już w pierwszym półroczu zareagował wzrostem popytu, przynosząc pewne oznaki ożywienia sprzedaży kredytów. Ta forma celowego finansowania okazała się odpowiedzią na potrzeby zakupowe Polaków w zakresie nabywania dóbr trwałego użytku, jak sprzęt elektroniczny, RTV/AGD czy meble, przy ograniczonej możliwości korzystania z usług (turystyka, restauracje, hotele).

Kredyty ratalne to jedyny produkt kredytowo-pożyczkowy, który odnotował wzrost dynamiki wartości sprzedaży w 2020 r. zarówno w liczbie (+1,6%), jak i wartości (0,8%).

– To co napędza popyt na kredyty ratalne, to przede wszystkim możliwość zakupu przy rozłożeniu płatności w czasie. Zakupy ratalne idealnie wyszły naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, którzy nie chcą pozbywać się wolnych środków nawet w obliczu niezbędnych poważniejszych wydatków. Ponadto, obecnie kredyt ratalny nie wiąże się dla konsumenta z dodatkowymi kosztami. Standardem są dzisiaj oferty „0 proc.”, co znacząco zmieniło generalne podejście klientów do zakupów na raty. Kredyty ratalne są również bezpieczne dla banków. Mają one, oprócz kredytów mieszkaniowych, najlepszy wskaźnik szkodowości, mierzony BIK Indeksem jakości 1,3%. Dla porównania Indeks ten dla kredytów gotówkowych wynosi 3,9% – wyjaśnia Prezes Zarządu BIK.

Kredyty mieszkaniowe – najniższy spadek wartości udzielonego kredytowania

Po pierwszym szoku w wyniku pandemii i gwałtownym spadku popytu na kredyty mieszkaniowe w okresie marzec – maj ub. r., przy czym najwyższy spadek 27,7% (w porównaniu z majem 2019 r.) wystąpił w maju 2020 r., popyt zaczął się stopniowo odbudowywać, a od sierpnia jest on już dodatni. W całym 2020 r. liczba wniosków kredytowych o kredyt mieszkaniowy spadła, w porównaniu z 2019 r., tylko o 0,6%. Warto podkreślić, że ten rodzaj kredytu odnotował najniższy spadek popytu w porównaniu do wszystkich produktów kredytowych.

Banki po zaostrzeniu warunków przyznawania kredytu mieszkaniowego w pierwszych miesiącach pandemii, od drugiego półrocza ub. r. zaczęły stopniowo łagodzić kryteria polityki kredytowej. Wpłynęło to na wartość udzielanych hipotek, która spadła w stosunku do 2019 r. jedynie o 2,9%.

Przyczyną takiego wyniku jest głęboki spadek liczby udzielanych kredytów na niższe kwoty. Dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych dotyczą jedynie kredytów wysokokwotowych, których w przedziale 350-500 tys. zł, udzielono o 8,1% więcej a powyżej 500 tys. zł o 11,5% więcej. Prawie połowa wartości (48%) udzielonych w 2020 r. kredytów mieszkaniowych to kredyty powyżej 350 tys. zł.

– Utrzymanie zainteresowania kredytami mieszkaniowymi w dobie pandemii spowodowane jest kilkoma czynnikami. Jednym z kluczowych jest środowisko rekordowo niskich stóp procentowych, któremu towarzyszył brak pogorszenia się kondycji finansowej dużej części gospodarstw domowych. Pomimo początkowych obaw co do sytuacji na rynku pracy w dobie pandemii, podjęte działania osłonowe zapobiegły wzrostowi bezrobocia. Ponadto, po trzymiesięcznym spadku (maj – lipiec) średniej kwoty wnioskowanego kredytu, od lipca nastąpił ponowny wzrost, a w grudniu średnia wartość wnioskowanego kredytu uzyskała wręcz historyczny rekord w wysokości 307 tys. zł. Jest to konsekwencja wzrostu cen na polskim rynku nieruchomości i liberalizacji wymagań banków, co do wysokości wkładu własnego – tłumaczy prezes BIK.

Głębokie spadki w kredytach gotówkowych i pożyczkach pozabankowych

Jeszcze przed pandemią popyt na kredyty gotówkowe zaczął spadać. W styczniu i lutym widoczny był spadek na poziomie ok. 3%. Pandemia tylko pogłębiła ten trend w okresie marzec – maj 2020 r. Przy czym w kwietniu ub. r. spadek ten wyniósł aż 44,4%. W kolejnych miesiącach spadki wyhamowały, a w grudniu powróciły do poziomu sprzed pandemii, czyli -3,6%. W całym 2020 r. popyt na ten rodzaj kredytów spadł o 14%.

Stopniowa poprawa popytu nie przełożyła się jednak na wartość udzielonego finansowania. W 2020 r. banki udzieliły kredytów gotówkowych na kwotę o 30% niższą niż w 2019 r.

– Ostrożność banków związana z udzielaniem kredytów gotówkowych, szczególnie w zakresie kredytów wysokokwotowych oraz konsolidacji, ma racjonalne podstawy. Bowiem szkodowość kredytów gotówkowych jest najwyższa ze wszystkich produktów kredytowych (nie uwzględniając pożyczek pozabankowych) mierzona przez BIK Indeksem Jakości wyniosła po grudniu 2020 3,9%. Ponadto, przy ograniczeniach co do wysokości oprocentowania oraz zapisów małego TSUE, powoduje zmniejszenie atrakcyjności tego rodzaju kredytów. Co więcej, banki próbując ograniczać ryzyko kredytowe, koncentrowały się na klientach własnych, nie poszerzały w związku z tym bazy klientów poprzez konsolidowanie kredytów udzielonych przez inne banki – dodaje prezes BIK.

Jeszcze większą zapaścią zakończył się rok ubiegły na rynku pożyczek pozabankowych. W całym 2020 r. popyt na pożyczki spadł o rekordowe 38,9% w porównaniu z 2019 r., przy czym w kwietniu 2020 r. aż o 63,8%.

Firmy pożyczkowe zakończyły rok 2020 sprzedażą na poziomie 4,8 mld zł, co oznacza spadek wartości udzielonego finansowania  r/r o 33%. Znaczące wyhamowanie na rynku pożyczek pozabankowych miało swoje źródło zarówno w wyraźnym spadku popytu na finansowanie potrzeb konsumenckich, jak i niekorzystnych zmianach legislacyjnych dla tej branży.

– Poza pandemią, na niekorzystny wynik rynku pożyczkowego w 2020 r. wpłynęły zmiany legislacyjne, które istotnie obniżyły górny pułap możliwych do osiągnięcia przychodów przez firmy pożyczkowe. Jednak na rok 2021 można patrzeć z pewną dozą optymizmu. Po pierwsze, ograniczenie limitu kosztów pozaodsetkowych ma obowiązywać do końca czerwca 2021 r. Po drugie, firmy pożyczkowe dostosowały swoje modele biznesowe i ofertę produktową do nowych warunków – mówi dr Mariusz Cholewa.


Stabilna jakość kredytów w dobie pandemii

BIK mierzy jakość kredytów na dwa sposoby. Pierwszy, klasyczny NPL, wskazuje że w 2020 r. jakość kredytów ratalnych utrzymała się na poziomie z grudnia 2019 r. a mieszkaniowych – nawet lekko poprawiła się o 0,1 p.p., wyniosły odpowiednio 9,6% oraz 2,7%. Niewielkie pogorszenie NPL o 0,3 p.p. odnotowały kredyty gotówkowe, osiągając na koniec 2020 r. wartość 13,1%. Najniższe odczyty jakości charakteryzują pożyczki pozabankowe. W ich przypadku na koniec grudnia 2020 r. wskaźnik NPL wyniósł 43,4% i był wyższy o 9,5 p.p. w porównaniu z grudniem 2019 r.

Drugi miernik, BIK Indeks Jakości, pokazuje udział nowych defaultów (kredytów przeterminowanych powyżej 90 dni) w portfelach kredytów klientów indywidualnych. Grudniowy odczyt Indeksu jakości portfela kredytów mieszkaniowych wyniósł 0,5%. Natomiast wartość Indeksu w przypadku kredytów gotówkowych wyniosła 3,9%, a ratalnych 1,3%.

W całym 2020 r. poprawiła się jakość wszystkich produktów kredytowych. Najbardziej kredytów gotówkowych (-2,09) i kredytów ratalnych (-0,86). Najmniej polepszyła się jakość kredytów mieszkaniowych (-0,29).

Wszystkie indeksy na koniec 2020 r. nadal pokazują bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym. Średnie roczne wartości odczytów Indeksów dla większości portfeli kredytowych są najniższe w okresie ostatnich pięciu lat (2016-2020). Duży wpływ na spadek wartości nowych defaultów miały wprowadzone moratoria kredytowe.

– Pomimo wcześniejszych obaw COVID 19 nie wpłynął na pogorszenie jakości kredytów dla gospodarstw domowych. Wpływ na to miały dwa działania. Po pierwsze, pomoc publiczna w ramach tarcz finansowych, która zobowiązała firmy korzystające z tarczy do nie zwalniania pracowników – co w dużej części zahibernowało rynek pracy. Po drugie, sektor bankowy z własnej inicjatywy zaproponował moratoria kredytowe zawieszające spłaty na 3 a nawet 6 miesięcy. W związku z tym ewentualne twarde defaulty mogą wystąpić dopiero po 3 miesiącach od zakończenia „wakacji kredytowych”. Z obserwacji BIK-u wynika, że 95% kredytobiorców, którym skończył się okres zawieszenia spłaty wraca do normalnej spłaty. Ponadto w ramach działań legislacyjnych uchwalono dodatkowe ustawowe moratoria dla klientów indywidualnych – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK.

Prognoza BIK – szanse i zagrożenia dla rynku kredytowego

Prognoza na 2021 r. wartości udzielanych kredytów jest dużym wyzwaniem. Należy bowiem wziąć pod uwagę szereg czynników. Zmieniająca się sytuacja pandemiczna, powodującą kolejne ograniczenia lub ich znoszenie, będzie się przekładała na zróżnicowaną sytuację gospodarczą w ciągu roku (trudne pierwsze półrocze, zdecydowane odbicie w drugim półroczu, dobra końcówka roku).

Wraz z poprawą sytuacji banki będą łagodzić warunki udzielania kredytów (wzrost poziomu akceptacji, zmniejszenie wymagań odnośnie wkładu własnego).

Odroczony popyt a tym samym odroczone decyzje zakupowe w związku z brakiem możliwości ich realizacji w okresie lockdownu, powinny wywołać dynamiczny impuls wzrostowy.

Czynnikiem niepewności co do stanu rynku kredytowego jest przyszła sytuacja na rynku pracy. Z jednej strony możliwy będzie wzrost bezrobocia w wyniku wygaśnięcia ograniczeń w redukcji zatrudnienia, zapisanych w tarczach pomocowych. Z drugiej jednak strony, rynek pracy może się ożywić w przypadku ewentualnego dynamicznego wzrostu w II półroczu 2021 r.

– Perspektywy dla rynku kredytowego w 2021 r. widziałbym z umiarkowanym optymizmem. W wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych – wzrost o 13,9% w porównaniu do roku 2020 r. Daje to sprzedaż na poziomie 72 mld zł. Dla  kredytów gotówkowych – wzrost o 16,1%, czyli wartość osiągnie 60 mld zł. A w kredytach ratalnych szacujemy wzrost na poziomie 4,8% , co przekłada się na 15,3 mld zł nowej akcji kredytowej w tym segmencie – zapowiada Prezes Zarządu BIK.

Centra handlowe otwarte od 1 lutego

  • Długo wyczekiwana przez branżę centrów handlowych decyzja o zakończeniu lockdownu i odmrożeniu handlu jest dla wielu przedstawicieli z branży handlowej jedyną szansą, by rozpocząć walkę o przetrwanie i ograniczenie ryzyka bankructwa.
  • 1 lutego nastąpi pełne otwarcie sklepów w centrach handlowych, które były i są gotowe na przyjęcie klientów i funkcjonowanie w najwyższym rygorze sanitarnym.
  • PRCH apeluje o wyznaczenie nowego terminu niedzieli handlowej, która przypada na czas lockdownu, tj. 31 stycznia.

Wraz z początkiem lutego nastąpi otwarcie galerii handlowych po trzecim lockdownie trwającym 5 tygodni. W ciągu ostatnich 12 miesięcy centra handlowe i znacząca część najemców zostali zmuszeni do znaczącego ograniczenia swoich operacji przez 15 tygodni. Zgodnie z dzisiejszą decyzją rządu w centrach handlowych ponownie funkcjonować będą wszystkie sklepy i punkty usługowe niezależnie od asortymentu i powierzchni. Zamknięte pozostaną rozrywka i fitness, a gastronomia nadal będzie funkcjonować z opcją na wynos i w dostawie (konkretne regulacje znajdą się w obowiązującym od 1 lutego 2021 r. rozporządzeniu epidemicznym). Rząd podjął także decyzję o zniesieniu godzin dla seniorów.

Uwolnienie handlu w centrach może uchronić wiele podmiotów związanych z branżą galerii handlowych przed upadłością i zapobiec konieczności dalszego ograniczenia zatrudnienia. Pierwsze miesiące roku to dla handlu okres upłynniania towaru przechowywanego w magazynach.  Dzięki decyzji o pełnym otwarciu sklepy będą miały szansę rozpocząć sprzedaż tego asortymentu, który z każdym dniem traci na wartości oraz pozyskać środki na zakup kolejnego na przyszłe sezony.

Od powrotu klientów do centrów handlowych zależy utrzymanie ciągłości funkcjonowania handlu w Polsce, który w 2019 r. stanowił 15,5 proc. PKB. Galerie handlowe są głównym kanałem dystrybucji towarów większości polskich marek modowych, obuwniczych, jubilerskich i sieci z elektroniką oraz tysięcy powiązanych z nimi lokalnych biznesów. Branża handlowa zatrudnia około 400 tys. pracowników, dlatego uruchomienie galerii i umożliwienie klientom powrotu do zakupów stacjonarnych w centrach handlowych pomoże uratować miejsca pracy.

Liczymy, że wraz z końcem stycznia, zakończy się ostatni z tak wyniszczających dla sektora centrów handlowych lockdownów. Analiza danych pokazuje, że zamykanie placówek handlowych w galeriach nie ma uzasadnienia. Otwarcie galerii w grudniu ub. roku nie przełożyło się na wzrost zachorowań. Realizowany jest już narodowy program szczepień. Dodatkowo przed nami  perspektywa sezonu wiosenno-letniego, w którym jak pokazują doświadczenia z 2020 roku wirus wolniej się rozprzestrzenia. Wszystko to pozwala mieć nadzieję, że możliwe będzie prowadzenie działalności bez ograniczeń. Oczywiście w najwyższym reżimie sanitarnym, jak miało to miejsce dotychczas” – podkreśla Zarząd PRCH.

Obiekty handlowe działały, działają i będą działać z zachowaniem najwyższych standardów sanitarnych. PRCH podkreśla, że centra handlowe są jednymi z najbezpieczniejszych obiektów w przestrzeni publicznej. Środki bezpieczeństwa w galeriach handlowych są dostosowane do krajowych zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii. W obiektach handlowych wdrożono wytyczne WHO oraz specjalistyczne wymogi Safe Shopping Centres – międzynarodowej organizacji certyfikującej bezpieczeństwo w punktach handlowych. Na każdym etapie wizyty w centrum handlowym systemy informacyjne, komunikaty głosowe i obsługa przypominają kupującym o konieczności przestrzegania zasad DDM. Prowadzony na bieżąco monitoring pozwala efektywnie kontrolować liczbę klientów przebywających w obiekcie i zapobiegać przekroczeniu bezpiecznego poziomu.

PRCH w imieniu branży centrów handlowych zaapelowała także do rządu o wyznaczenie nowego terminu, który zrekompensuje stratę jednej niedzieli handlowej przypadającej na czas lockdownu – 31 stycznia i umożliwi placówkom handlowym i usługowym przyjęcie klientów. W obecnej dramatycznej sytuacji sektora każdy dzień prowadzenia działalności i generowania obrotów ma znaczenie – szczególnie dla przedsiębiorstw, które znajdują się w ciężkiej sytuacji finansowej, a w wielu przypadkach na skraju bankructwa.

Skutki trzech lockdownów są nieodwracalne i doprowadziły do poważnego zachwiania płynności finansowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących. Właściciele i zarządcy galerii handlowych, apelują o objęcie ich programem wsparcia państwa w ramach tarcz pomocowych, w tym dofinansowania kosztów stałych przedsiębiorstw obejmujących także czynsze i uregulowania kwestii artykułu 15 ze ustawy covidowej, który w obecnym kształcie jest sprzeczny z polskim porządkiem prawnym. Dyskryminuje jedną grupę podmiotów gospodarczych – wynajmujących na rzecz innej grupy – najemców. „Oczekujemy równego traktowania wszystkich podmiotów z branży centrów handlowych oraz udzielenia przedsiębiorcom realnego i adekwatnego do ponoszonych strat wsparcia ze strony Skarbu Państwa”zaznacza Zarząd PRCH.