Serwisy elektroniki oceniane pozytywnie – wyniki badania SW RESEARCH

Zdecydowana większość klientów i sprzedawców przebadanych przez SW RESEARCH pozytywnie ocenia swoje doświadczenia z serwisami elektroniki w Polsce. Badania zostały przeprowadzone na zlecenie firmy FIXIT SA, która specjalizuje się w usługach opieki posprzedażowej. To pierwsze takie badania w Polsce. Wyniki dostarczają ciekawych informacji na temat Customer Experience na rynku napraw elektroniki użytkowej w naszym kraju. Wskazują m.in. na to, czego brakuje na stronach internetowych, które w obecnej sytuacji zyskały na znaczeniu.

Pierwsze takie badania w Polsce

W dzisiejszych czasach elektronika użytkowa otacza nas z każdej strony. Nie brakuje zatem także serwisów naprawiających tego typu sprzęt. Do tej pory nikt w Polsce nie zbadał jednak, jakie doświadczenia w kontaktach z takimi firmami mają zarówno klienci, jak i sprzedawcy. Pierwsze tego typu badania zostały zrealizowane przez agencję SW RESEARCH na zlecenie firmy FIXIT SA. To firma od 2003 roku specjalizująca się w dostarczaniu producentom elektroniki oraz indywidualnym użytkownikom spersonalizowanych usług opieki posprzedażowej, które pomagają współtworzyć unikalne Customer Experience.

Serwisy elektroniki oceniane pozytywnie

Kontakt z serwisami elektroniki jest oceniany podobnie pozytywnie zarówno przez klientów (84,8% pozytywnych ocen), jak i sprzedawców (81,4%) – wynika z badania przeprowadzonego przez SW RESEARCH na zlecenie firmy FIXIT SA. Pierwsza grupa respondentów najlepiej oceniła czas odpowiedzi (79,2%), przejrzystość informacji o kosztach naprawy (78,9%), wiedzę konsultantów na dany temat (77,9%) oraz zaangażowanie serwisu w naprawę (77,1%). Zdecydowana większość klientów (75,3%) otrzymała naprawione urządzenie do tygodnia. Sprzedawcy najbardziej pozytywnie ocenili natomiast skuteczność i jakość napraw (83,3% pozytywnych ocen), łatwość zgłaszania reklamacji (81,5%) oraz przestrzeganie terminów (81,5%).

serwisy elektroniczne

Strony internetowe przejrzyste, ale mało funkcjonalne

Pandemia koronawirusa zdecydowanie wpłynęła na sposób obsługi klienta. Wiele działań z tego zakresu przeniosło się do sieci. Na znaczeniu zyskały zatem internetowe rozwiązania. Ważne jest więc to, że zdecydowana większość badanych konsumentów (83,8%) pozytywnie oceniła prostotę działania stron internetowych serwisów i łatwość poruszania się po nich. Okazuje się jednak, że brakuje na nich wielu przydatnych funkcji, które pomagają budować pozytywne Customer Experience klientów w internecie i ułatwiają ich obsługę.

Wskazania respondentów pokazują, że nieczęsto strony www serwisów oferują możliwość sprawdzenia, na jakim etapie naprawy jest sprzęt (32,4%), zarejestrowania swojego produktu w bazie serwisu w celu uzyskania informacji o nowych wersjach oprogramowania (29,7%) czy nawet dokonania zmiany adresu i daty odesłania sprzętu (27%). Jeszcze rzadziej umożliwiają one dosłanie dowodu zakupu (21,6%). Co piąta strona internetowa serwisu elektroniki (21,6%) nie posiada żadnej z wymienionych funkcji. To niezbyt pozytywna wiadomość w czasie, w którym internet jeszcze bardziej zyskał na znaczeniu pod względem biznesowym.

W czasie globalnej pandemii koronawirusa Customer Experience zdecydowanie zyskało na znaczeniu. Na własnym przykładzie widzimy, jak ważna w tym okresie jest odpowiednia obsługa – zarówno klientów, jak i sprzedawców. Na podstawie wyników przeprowadzonych badań można wyciągnąć wiele wniosków na temat tego, jak ją usprawnić. Warto m.in. zadbać o przejrzystość strony internetowej i wdrożyć na niej nowe rozwiązania. Taka platforma powinna umożliwić np. zarejestrowanie produktu w bazie serwisu czy sprawdzenie, na jakim etapie naprawy jest urządzenie. To także dobry moment na to, by pomyśleć o dedykowanej aplikacji – mówi Mariusz Ryło, CEO FIXIT SA.

*Badania zostały przeprowadzone metodą wywiadów online (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu wzięło udział 506 respondentów, którzy mieli doświadczenie z oddawaniem urządzeń do serwisów napraw urządzeń oraz 54 sprzedawców elektroniki, którzy kontaktują się z takimi serwisami. Dla obu grup przygotowano osobne kwestionariusze. Dla analizy statystycznej większości odpowiedzi zastosowano metody ilościowe, natomiast odpowiedzi z pytań otwartych zostały poddane ilościowej analizie danych jakościowych. Pełną wersję raportu prezentującego wyniki badań* przeprowadzonych przez agencję SW RESEARCH na zlecenie firmy FIXIT SA można pobrać za darmo pod adresem: https://cxreport.fixit-service.com

Pandemia nie odbiła się negatywnie na finansach emerytów

Dotychczas pandemia nie odbiła się negatywnie na finansach emerytów, którzy w 2021 rok wchodzą z niższym o ponad 100 mln zł zadłużeniem niż 12 miesięcy temu. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że osoby znajdujące się obecnie na emeryturze mają do oddania ponad 6,4 mld zł. Pomimo tego, że ogólna liczba dłużników i zobowiązań spadły niepokoić może fakt, że statystyczny senior zalega ze spłatą na kwotę ponad 18 tys. zł, to więcej niż przed rokiem.

Na początku i w trakcie epidemii koronawirusa eksperci prognozowali, że może ona wpłynąć negatywnie na finanse osobiste Polaków. Porównując styczeń 2021 z początkiem ubiegłego roku widać jednak, że akurat w przypadku emerytów, suma zaległości w bazie Krajowego Rejestru Długów spadła o ponad 100 mln zł. To jedyna grupa wiekowa, która w minionym roku spłaciła część swojego zadłużenia. Zmniejszyła się również liczba zadłużonych kobiet po 60. roku życia i mężczyzn po 65. roku. Jest ich obecnie 355 tys. osób, o 21 tys. mniej niż przed rokiem. Wpływ na lepszą, niż można się było spodziewać, sytuację finansową seniorów miało kilka czynników.

Pandemia nie mogła wpłynąć znacząco na spadek miesięcznych przychodów seniorów, ponieważ wypłatę emerytury, która podlega jeszcze waloryzacji, więc nie traci na wartości, mają zagwarantowaną niezależnie od sytuacji. W 2020 r. do wszystkich seniorów trafiła również tzw. trzynastka, czyli dodatkowe świadczenie, które będzie kontynuowane w kolejnych latach. Nie bez znaczenia był także fakt, że jako główna grupa zagrożonych zarażeniem, znacznie ograniczyli wyjścia z domu, a co za tym idzie również wydatki. Oczywiście duża część z nich musiała się sobie poradzić ze stałymi opłatami w postaci, np. zapłaty za leki lub potrzebne zabiegi, jednak podobnie, jak większość Polaków, nie wiedząc, jak rozwijać się będzie pandemia, zaczęli jeszcze uważniej oglądać każdy grosz przed wydaniem – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Najtrudniejszy początek emerytury

W przeciwieństwie do innych grup w wiekowych, w przypadku emerytów, to panie mają więcej do oddania – ponad 3,5 mld zł przy 2,8 mld zł mężczyzn. Stanowią również większość (58 proc.) wszystkich zadłużonych seniorów. Sam moment przejścia na emeryturę jest jednak trudniejszy dla mężczyzn. 65-letnich mężczyzn jest w bazie KRD o połowę więcej niż 60-latek. Proporcja wyrównuje się dopiero wśród 70-latków. Wówczas liczba seniorek i seniorów się równoważy. Wpływ na to ma jednak struktura wiekowa społeczeństwa – według danych GUS, średnia długość życia mężczyzn i kobiet w Polsce to odpowiednio prawie 74 i 82 lata.

Wśród emerytów najbardziej zadłużoną grupą wiekową są właśnie 65-latkowie, który mają także największą liczbę zobowiązań wobec wierzycieli. Te osoby muszą oddać prawie 627 milionów złotych. Ich zadłużenie nie wynika z faktu przejścia na emeryturę, a tym samym odchudzenia portfela, a raczej ze zobowiązań zaciągniętych w poprzednich latach. Zmniejszenie dochodów niewątpliwie nie poprawia zdolności do ich spłaty.

Młodzi rzadziej proszą o pomoc

Z danych ZUS wynika, że średnia emerytura w Polsce po III kwartale 2020 r. wyniosła ok. 2 377 zł. Biorąc pod uwagę fakt, że średnie zadłużenie osoby w wieku emerytalnym wynosi ponad 18 tys. zł, statystycznie jeden senior musiałby przeznaczyć prawie 8 wypłat emerytalnych, żeby spłacić wszystkie zobowiązania. Jasnym jest jednak, że nikt nie poświęci całej emerytury w miesiącu na spłatę, dlatego zazwyczaj trwa to znacznie dłużej.

Przy mniejszej liczbie dłużników i niższej niż rok temu kwocie zobowiązań, za niepokojący należy uznać wzrost o blisko 750 zł średniego zadłużenia. To prawie 1/3 przeciętnej emerytury. A należy przecież pamiętać, że budżety seniorów ze względu na stałe opłaty oraz częsty zakup leków, czy zabiegów, są zazwyczaj bardzo ciasne. Zdarza się również, że w pierwszej kolejności starają się pomóc młodszym członkom swojej rodziny, którzy akurat potrzebują pomocy. Z danych KRD z końca 2020 roku wynika jednak, że młodzi coraz częściej są w stanie sami wziąć na siebie obciążenia kredytowe i nie przychodzą już tak często z prośbą o pomoc do swoich dziadków – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Największe kłopoty ze spłatą zobowiązań mają seniorzy z województwa śląskiego. Prawie 57 tys. emerytów musi oddać wierzycielom 1,08 miliarda złotych. Zaraz za nimi są ich rówieśnicy z Mazowsza (866 mln zł.), a niechlubną trójkę zamykają emeryci z Dolnego Śląska (618 mln zł.). Najwięcej do oddania ma z kolei przeciętny senior z województwa mazowieckiego (20,4 tys. zł), opolskiego (19,6 tys. zł) oraz śląskiego (19 tys. zł). Problem zadłużenia wśród emerytów dotyczy głównie mieszkańców miast, którzy muszą oddać ponad 5,3 mld zł.

Enefit podsumowuje rok 2020

Enefit, spółka należąca do estońskiej grupy Eesti Energia, jednego z największych wytwórców energii elektrycznej w krajach bałtyckich, podsumowuje kolejny udany rok. Pomimo tego, że branża energetyczna doświadczyła negatywnych skutków obostrzeń związanych z pandemią, Enefit podpisał w 2020 r. największą w historii Grupy umowę sprzedaży energii. Kontrakt pokrywający całe zapotrzebowanie energetyczne Orange Polska, obejmuje także realizację jednej z pierwszych na polskim rynku w 100% fizycznych umów typu Corporate PPA.

– Pomimo obostrzeń związanych z pandemią, które dotknęły niektórych naszych klientów, powodując spadek zapotrzebowania na energię, zaliczamy ubiegły rok do udanych. Jako spółka sukcesywnie rośniemy. W 2020 r. obserwowaliśmy też wzrost dynamiki sprzedaży w porównaniu do roku poprzedniego i odnotowaliśmy większą sprzedaż gazu niż pierwotnie zakładaliśmy – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit w Polsce.

Sprzedaż energii i gazu

W ubiegłym roku Enefit sprzedał w Polsce 1,7 TWh energii elektrycznej i 800 GWh gazu. Umowy jednoroczne oraz dwu i trzyletnie były podpisywane zarówno w formule tradycyjnej po cenie stałej (FIX), jak również w formie umów na produkty klikane/transzowe.

Oferta firmy kierowana jest do segmentu małych i średnich przedsiębiorstw, jak również największych odbiorców przemysłowych. Enefit współpracuje z 756 klientami biznesowymi i dostarcza obecnie energię dla podmiotów z takich sektorów jak: FMCG, handel, przemysł ciężki i lekki, logistyka, służba zdrowia i segment hotelarsko-gastronomiczny. W 2020 roku do grona klientów Enefit dołączył operator usług telekomunikacyjnych – Orange Polska.

Przez większą część roku najczęściej sprzedawaną usługą z oferty Enefit był „FIX” – produkt oparty na sprzedaży energii po cenach stałych. Wyjątek stanowił drugi kwartał, kiedy największą popularnością, zwłaszcza wśród odbiorców przemysłowych, cieszył się model klikany „KLIK”, czyli zakup energii w transzach, po cenie ustalanej w oparciu o aktualną sytuację rynkową.

Przełomowa umowa Corporate PPA

W ubiegłym roku Enefit obserwował wśród klientów duże zainteresowanie długoterminowymi kontraktami na dostawę energii ze źródeł odnawialnych. Umowa podpisana z Orange Polska nadaje Enefitowi rolę integratora umożliwiającego klientowi podpisywanie w tym czasie Corporate PPA z wytwórcami energii z OZE.

– Zdecydowanie naszym największym sukcesem w ubiegłym roku było podpisanie umowy z Orange Polska na dostawę 510 GWh energii elektrycznej rocznie. To nie tylko rekordowa transakcja w historii całej Grupy Eesti Energia, ale też pierwszy na polskim rynku Corporate PPA, który zapewnia fizyczne dostawy energii do kilkunastu tysięcy rozproszonych punktów odbioru. Przewidujemy, że zainteresowanie tym modelem wśród dużych firm będzie w najbliższych latach coraz większe – mówi Maciej Kowalski.

Działalność w segmencie OZE

Enefit oferuje także rozwiązania w zakresie sprzedaży instalacji PV dla potencjalnych wytwórców energii z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Świadczy również usługi z obszaru zakupu energii elektrycznej i bilansowania handlowego (POB) dla wytwórców energii ze źródeł odnawialnych – w ubiegłym roku Enefit zakontraktował łącznie 106 GWh.

Działalność Spółki w obszarze OZE wpisuje się w strategię całej Grupy. Eesti Energia dąży do tego, aby do 2024 roku wytwarzać 43% energii elektrycznej i ciepła ze źródeł odnawialnych.

Drugą działającą na polskim rynku spółką, należącą do Grupy Eesti Energia, jest Enefit Green. Jej działalność skupia się na pozyskiwaniu energii ze źródeł odnawialnych. Na terenie Polski Enefit Green posiada 19 elektrowni słonecznych o łącznej mocy zainstalowanej przekraczającej 18 MW. Grupa Eesti Energia ma ambicje zwiększenia produkcji zielonej energii w Polsce i planuje kolejne inwestycje w tym obszarze, głównie w zakresie energii słonecznej.

DHL Express inwestuje w więcej nowych samolotów

  • W celu sprostania wzrostowi liczby przesyłek transgranicznych, przy których kluczowe znaczenie ma czas dostarczenia, DHL Express inwestuje w nowe samoloty.
  • Osiem nowych, wysoko wydajnych frachtowców Boeing 777 przybliża przewoźnika do realizacji strategii zerowej emisji.
  • Cała flota DHL Express składa się obecnie z ponad 260 wyspecjalizowanych samolotów. Firma współpracuje z 17 partnerskimi liniami lotniczymi obsługującymi dziennie ponad 600 lotów w 220 krajach i terytoriach.

DHL Express i Boeing poinformowali, że globalna firma logistyczna złożyła zamówienie na osiem frachtowców Boeing 777. Celem inwestycji jest rozbudowa międzykontynentalnej sieci lotniczej międzynarodowego przewoźnika. Wykorzystanie nowych samolotów pomoże zaspokoić rosnące zapotrzebowanie klientów oraz partnerów DHL na przesyłki ekspresowe. Pierwsza dostawa nowych frachtowców planowana jest na 2022 rok.

Odpowiedź DHL Express na duże wzrosty w e-commerce

Zakup 8 nowych frachtowców firmy Boeing ma na celu sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu klientów na międzynarodowe przesyłki ekspresowe. Jak wynika z analiz Statista.com[1], wartość globalnej sprzedaży detalicznej wzrośnie z 23 do 25 bilionów dolarów w bieżącym roku oraz do prawie 27 bilionów dolarów w następnym – komentuje Edwin Osiecki, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w DHL Express Poland. – Jako wiodącą firma logistyczna na świecie chcemy być przygotowani na przyszłe potrzeby klientów i rynku. Warto podkreślić, że do kluczowych aspektów dla klienta należą szybkość dostawy i skuteczność doręczeń. Zakup nowych samolotów również wspomoże nas w realizacji tych oczekiwań. – dodaje.

Mimo że obecny kryzys ograniczył funkcjonowanie kilku dziedzin życia, światowy handel nie stanął w miejscu – mówi John Pearson, prezes DHL Express. – Dzięki globalizacji, cyfryzacji i bezprecedensowemu popytowi naszych klientów w czwartym kwartale, nasz globalny wolumen e-commerce wzrósł o ponad 40 proc. Jesteśmy przekonani, że wzrost handlu elektronicznego jest trwałym megatrendem, dlatego z początkiem tego roku zdecydowaliśmy się zamówić osiem nowych, szerokokadłubowych samolotów frachtowych – dodaje.

Boeing 777 Freighter to największy na świecie, najdłuższy i najbardziej wydajny dwusilnikowy frachtowiec o zasięgu 9.200 km (4.970 mil morskich) i maksymalnej ładowności 102.010 kg. Wyróżnia się niezawodnością i pomoże zrealizować cele strategii zerowej emisji do 2050 r. Oszczędna technologia zużycia paliwa zmniejsza emisję CO2 o 18 proc. w porównaniu z wykorzystywanym do tej pory modelem B747-400. Włączenie do floty nowych samolotów pozwoli DHL Express zmniejszyć liczbę postojów i obniżyć związane z tym opłaty za lądowanie na trasach długodystansowych.

Odbiór dodatkowych 10 samolotów B777F

DHL zarządza potężną, międzynarodową siecią. Grupa od ponad dekady używa wydajnych samolotów Boeing 777 Freighter. Jesteśmy zaszczyceni, że DHL złożyło nam kolejne, duże zlecenie. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, zważywszy na niezwykle istotną rolę, jaką odgrywa ten międzynarodowy przewoźnik w dystrybucji szczepionek przeciwko COVID-19 – powiedział Ihssane Mounir, starszy wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu The Boeing Company.

Niedawno DHL Express odebrał 10 nowych samolotów B777F z wcześniejszego zlecenia na 14 maszyn, złożonego w 2018 roku. Dzięki temu, firma była w stanie zaspokoić bezprecedensowe zapotrzebowanie klientów w szczytowym okresie wysyłkowym w czwartym kwartale 2020 r.

Zgodnie z badaniem „Boeing World Air Cargo Forecast 2020”, w ciągu najbliższych 20 lat na świecie przewidywany jest 60% wzrost zapotrzebowania na nowe samoloty transportowe. Wynika to z rosnącego popytu na transgraniczne przesyłki ekspresowe, w których DHL Express jest liderem. Z tego powodu niemieckie przedsiębiorstwo oraz firma Boeing zawarły wstępne porozumienie dotyczące zakupu czterech dodatkowych samolotów.

Poprzez ciągłą modernizację floty, DHL Express wspiera rozwój globalnego handlu. Firma wykorzystuje ponad 260 wyspecjalizowanych samolotów z 17 partnerskimi liniami lotniczymi realizując dziennie ponad 600 lotów w 220 krajach i terytoriach.

[1] Statisa.com, Total retail sales worldwide from 2018 to 2022

Platige Image SA ogłasza strategię rozwoju na lata 2021- 2025

Strategia rozwoju Platige Image S.A. na lata 2021-2025 zakłada ewolucję modelu biznesowego Spółki do modelu hybrydowego łączącego działalność w dotychczasowych obszarach usług serwisowych, z rozwojem projektów własnych (IP) w zakresie produkcji gier komputerowych (game development) oraz seriali i filmów (film development) z wykorzystaniem istniejących struktur produkcyjnych oraz uzupełnieniem brakujących kompetencji.
Strategia jest odpowiedzią na obserwowany w ostatnim czasie dynamiczny rozwój obszaru gier oraz zmieniające się trendy na rynku produkcji filmowej i serialowej, w tym w szczególności na zmiany wywołane pandemią Covid-19 zarówno w obszarze wewnętrznym (zarządzanie projektami, model pracy), jak też zewnętrznym (zmiany otoczenia rynkowego, trendów popytowych, technologii), w zestawieniu z posiadanymi przez Spółkę zasobami i kompetencjami oraz możliwościami ich efektywnego wykorzystania w nowych warunkach gospodarczych.
W obszarze usług serwisowych kluczową sferą rozwoju będzie animacja 3D. Strategia zakłada dalszy rozwój usług animacyjnych dla szybko rosnącego sektora game development (cinematiki i kontent „in game”), a także pozyskiwanie zleceń produkcyjnych w zakresie projektów serialowych zarówno dla sektora game development jak i na potrzeby platform streamingowych. Planowany jest także dalszy rozwój usług tworzenia efektów specjalnych (VFX) na potrzeby filmów i seriali.
Spółka planuje rozwój usług serwisowych w zakresie tzw. wirtualnej produkcji (virtual set) – obsługę projektów filmowych i reklamowych w zakresie dostarczania kontentu oraz obsługi planów zdjęciowych z wykorzystaniem ekranów LED.
Kontynuowana i rozwijana będzie także działalność w zakresie usług produkcji i postprodukcji reklamowej oraz usług na rzecz sektora broadcast, organizacji eventów oraz sektora entertainment.
Jednym z głównych filarów ma być rozwój technologiczny i wykorzystanie najnowszych dostępnych technologii w produkcji contentu.
W obszarze projektów własnych (rozwój własnych IP) Spółka planuje rozwój w dwóch obszarach – produkcji gier komputerowych (game development) oaz produkcji filmów i seriali (film development)
W obszarze game development Spółka planuje wykorzystać posiadane kompetencje w zakresie tworzenia grafiki komputerowej dla branży game development, rozbudowując je istotnie o kompetencje w zakresie produkcji i sprzedaży gier. Przewiduje się produkcję gier w różnych możliwych modelach n.in.: pozyskanie zespołów deweloperskich i tworzenie spółek celowych, zawiązanie spółek celowych z innymi deweloperami, produkcją gier in house, koprodukcja gier z innymi deweloperami i odpowiedzialność za wizualną stronę gry.
Projekty w obszarze film development dotyczyć będą filmów i seriali animowanych oraz live action. Wdrożony zostanie model pracy z budową portfela pomysłów własnych o charakterze IP, pozyskiwania pomysłów zewnętrznych, oceną ich komercyjnego potencjału, możliwości finansowania i optymalnej kosztowo produkcji.
Strategia na najbliższe 5 lat zakłada wykorzystanie najmocniejszych kompetencji Platige do dalszego rozwoju poprzez realizację zarówno projektów serwisowych jak i własnych. W najbliższej przyszłości zamierzamy postawić większy nacisk na ich rozwój, który będzie możliwy dzięki wykorzystaniu naszego doświadczenia, połączonego z rozwiniętymi kompetencjami kreatywnymi i wciąż rozwijanym zapleczem technologicznym.  – wyjaśnia Karol Żbikowski, CEO Platige Image.
– Autorskie projekty są nieodłącznym elementem DNA Platige od początku istnienia studia. W najbliższej przyszłości zamierzamy postawić większy nacisk na rozwój projektów własnych, który będzie możliwy dzięki wykorzystaniu naszego doświadczenia, połączonego z rozwiniętymi kompetencjami kreatywnymi i wciąż rozwijanym zapleczem technologicznym.– komentuje Piotr Sikora, Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej.

ROBYG inwestuje w innowacyjną technologię Aura Air

Grupa ROBYG inwestuje w innowacyjną technologię dezynfekcji biur sprzedaży przy pomocy nowoczesnych urządzeń Aura Air. To najinteligentniejsza na świecie technologia dezynfekowania powietrza, która jednocześnie monitoruje jego jakość w czasie rzeczywistym. Korzystanie opatentowanego i zatwierdzonego przez EPA sterylizatora i filtra promieni, a także diod LED UVC neutralizuje bakterie, wirusy, grzyby, pleśnie, czy zapachy. Urządzenia są sterowane za pomocą aplikacji mobilnej.

Technologia Aura Air odpowiada na potrzeby ochrony sanitarnej przed koronawirusem i powstała we współpracy z Oddziałem Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Centrum Medycznego Chaim Sheba – jednego z najlepszych centrów medycznych w Izraelu. Urządzenia są skuteczne w dezynfekcji i oczyszczaniu powietrza z wielu zanieczyszczeń. Wyniki wykazują niezwykłą zdolność technologii do dezynfekcji patogenów: bakterii, wirusów, grzybów, etc. Wraz z wybuchem pandemii COVID-19 globalne środowisko medyczne zaleca zapobieganie zakażeniom bakteryjnym i ochronę przed rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, a Grupa ROBYG wdraża tak zaawansowaną technologię jako pierwsza w Polscemówi Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu ROBYG SA.2021-01-21 ROBYG inwestuje w innowacyjną technologię Aura Air

Technologia Aura Air, która zostanie zainstalowana w każdym biurze sprzedaży ROBYG obejmuje:

  1. Filtr wstępny – usuwa duże cząsteczki kurzu, pyłki, owady, sierść zwierząt i inne duże cząsteczki. Filtr wstępny odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu jakości urządzenia.
  2. Opatentowany Ray-Filter ™ składa się z trzech części:
    1. Filtra HEPA –skuteczny w 99,98% filtr cząstek stałych o wielkości 0,3 mikrona
    2. Warstwy węglowej, która pochłania LZO i brzydkie zapachy
    3. Inteligentnej tkaniny miedzianej – materiał składający się z miedzianego filtra warstwowego, który filtruje wirusy, bakterie i wiele innych zanieczyszczeń
  3. UVC LED – skuteczny w neutralizowaniu bakterii, wirusów i pasożytów przez niszczenie białek błony komórkowej
  4. Sterylizator™ – komponent oparty na technologii bipolarnej jonizacji. Sterylizator generuje jony dodatnie i ujemne – podobnie, jak te występujące w przyrodzie – które oczyszczają i odświeżają powietrze w pomieszczeniach, eliminując wymienione powyżej szkodliwe zanieczyszczenia. Neutralizuje bakterie, wirusy i pasożyty przez niszczenie białek błony komórkowej.

2021-01-21 ROBYG inwestuje w innowacyjną technologię Aura Air2Ponadto Grupa ROBYG wprowadziła systematyczne testy pracowników biur sprzedaży i budów na obecność przeciwciał wirusa SARS-CoV-2. Testy będą prowadzone dla każdego raz w tygodniu. Dzięki temu zwiększona zostanie ochrona zarówno załogi, jak i klientów firmy. Firmy, które finansują swoim pracownikom systematyczne badania umożliwiające wykrycie osób potencjalnie zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 apelują, by takie działania stały się nowym standardem w obsłudze klienta w dobie pandemii. ROBYG od wielu miesięcy pracuje zgodnie z wytycznymi GIS, stosuje środki ochronne dla pracowników i klientów, prowadzi też cykliczne dezynfekcje i ozonowanie wszystkich biur minimum dwa razy w tygodniu. ROBYG to 25.000 sprzedanych lokali i ponad 100.000 zadowolonych klientów.

Grupa ROBYG podjęła liczne działania związane z pomocą w obliczu epidemii koronawirusa – aktywnie wspierała potrzebujących, seniorów i Powstańców oraz instytucje medyczne podczas pandemii koronawirusa. Łącznie spółka przekazała w całym 2020 roku 258 tysięcy złotych na wsparcie i dofinansowania. ROBYG wspiera potrzebujących we wszystkich miastach, w których prowadzi działalność: Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Spółka nie dokonała także zwolnień podczas epidemii i zachowała miejsca pracy w poczuciu odpowiedzialności za około 3000 rodzin, którym Grupa zapewnia przychody.

Krzysztof Pawlak, główny dealer walutowy Currency One zwycięzcą Ligi Traderów

Krzysztof Pawlak, główny dealer walutowy serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat, został najlepszym traderem 2020 roku. Konkurs Liga Traderów organizowany jest co roku pod patronatem Comparic.pl.

W IX edycji Ligi Traderów startowało 90 ekspertów walutowych, którzy w ciągu ostatniego kwartału 2020 roku typowali kursy par walutowych. Zwycięzcą okazał się Krzysztof Pawlak, dealer znanych serwisów wymiany walut, który startował pod pseudonimem Antilo.

Tu nie startują gracze z przypadku, a poziom rywalizacji jest naprawdę wysoki, dlatego wygrana bardzo mnie cieszy – komentuje zwycięzca.

Krzysztof Pawlak „Antilo”, zwyciężył w 70 proc. spotkań. Także 70 proc. oddanych przez niego typów było trafionych. To był klucz do sukcesu. W 2019 roku Krzysztof Pawlak był czwarty w tej rywalizacji.

Liga Traderów to jeden z najstarszych i najbardziej znanych konkursów traderskich w Polsce. Liga łączący trading z emocjami rywalizacji. Zawodnicy typują kursy w bezpośrednich pojedynkach. W tygodniu odbywają się 2 typowania. Cała liga trwa trzy miesiące.

Ponad połowa konsumentów spędza w sklepach spożywczych mniej czasu niż przed pandemią. Zmiana nawyków zakupowych może utrzymać się w długim terminie

Oficjalne obostrzenia i indywidualne obawy o własne zdrowie spowodowały, że kupujący zaczęli bywać w sklepach rzadziej i spędzać w nich mniej czasu. To przełożyło się na większe jednorazowe wydatki, wybór sklepów położonych blisko domu i przyspieszenie rozwoju e-handlu. Zmieniła się także zawartość koszyka. Częściej wkładamy do niego produkty prozdrowotne. Wciąż jednak istotnym elementem wyboru jest dziś – i według firmy badawczej Mintel pozostanie – cena.

– Konsumenci stali się bardziej ostrożni wskutek zachwiania sytuacji ekonomicznej. Zakupy są bardziej przemyślane, koszyk zakupowy oscyluje w kierunku dóbr podstawowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Honorata Jarocka, Senior Food and Drink Analyst w firmie Mintel. – Nasze dane dla rynku polskiego mówią o tym, że ponad połowa respondentów deklaruje, że w sklepie spędza mniej czasu, nie tylko z powodu obaw, ale też żeby zrobić miejsce innym kupującym. Więcej też gotujemy w domu, a to też się przekłada na to, co wybieramy w sklepach.

W koszykach Polaków, zwłaszcza podczas pierwszego, wiosennego lockdownu, znalazło się więcej produktów o długim terminie przydatności do spożycia, takich jak oleje, kasze, makarony, oraz takich, z których można przygotować posiłki w domu. Spadło natomiast znaczenie dań gotowych i produktów kupowanych pod wpływem impulsu, takich jak np. wafelki, batoniki czy lody jednoporcjowe.

Większa dbałość o zdrowie przejawiła się w wybieraniu warzyw i owoców, jogurtów funkcjonalnych czy suplementów diety wspierających odporność. Ponieważ z jednej strony konsumenci starali się oszczędzać, a z drugiej produkty prozdrowotne cechują się zwykle wyższymi cenami, na znaczeniu zyskały sklepy dyskontowe. Z danych sprzedażowych Biedronki na przykład wynika, że w całym 2020 roku jej przychody zwiększyły się o 10,4 proc. Zyskały także mniejsze sklepy osiedlowe i supermarkety, gdyż klienci starali się zaopatrywać w pobliżu domu.

– Jest tutaj jeszcze dużo do zrobienia w kwestii przystępności cenowej. Zawsze podkreślamy, że wartości dodane, prozdrowotne powinny być przystępne cenowo. W tę potrzebę wpisują się marki własne. Dobrym kierunkiem jest to, że bardzo dużo marek lokalnych, rodzimych rozwija się w tej kategorii. To też wpływa na to, że te produkty są przystępniejsze, pojawiają się w portfolio marek masowych, w związku z czym jest ich więcej, a to wymusza pewne obniżki cenowe – wyjaśnia ekspertka Mintela. – Cena zawsze była ważna dla konsumenta, szczególnie na rynku polskim. Aż 44 proc. Polaków wskazuje na to, że w postpandemicznej rzeczywistości niska cena nadal będzie bardzo ważnym atrybutem zakupowym.

Bardzo wyraźnym i naturalnym w tej sytuacji trendem jest rozwój sprzedaży online. Sieci handlowe wchodzą w porozumienie z firmami dostawczymi, takimi jak Glovo czy Stava, których głównymi klientami przed pandemią były restauracje. Wiele z nich rozbudowuje także system „kliknij i odbierz”, przy czym odbiór możliwy jest zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i paczko- czy lodówkomatach.

Według Głównego Urzędu Statystycznego w listopadzie 2020 roku, podczas drugiego, „miękkiego” lockdownu wartość sprzedaży detalicznej przez internet wzrosła wobec października o 47,9 proc., a jej udział w sprzedaży ogółem zwiększył się z 7,3 proc. w październiku br. do 11,4 proc. w listopadzie br. Jednak w przypadku żywności wciąż jest on dużo niższy.

 Perspektywy wzrostu na pewno są bardzo duże. Nawet starsi konsumenci są coraz bardziej obeznani, jak zamawiać online. Zyskali na poczuciu bezpieczeństwa i pewności, że zakupy będą zrealizowane tak, jak oni by tego chcieli. Na pewno wymaga to dalszych dużych inwestycji. Cała infrastruktura, dowozy wciąż są kluczową barierą, ale na pewno perspektywa jest rosnąca – komentuje Honorata Jarocka. – Ciekawym kierunkiem jest to, że same marki spożywcze organizują swoje własne sklepy internetowe po to, aby być bardziej wygodnym dla lojalnych konsumentów, którzy tych produktów będą kupować więcej, chcąc zapewnić sobie zapasy.

Większość tych trendów – zarówno jeśli chodzi o rozwój e-sklepów, jak i bardziej rozważny wybór produktów, nacisk na ich prozdrowotne właściwości, nie tylko dla ciała, ale i ducha – może pozostać aktualna także po pandemii. Wpisuje się to także w obecny już od kilku lat trend „zero waste”, czyli niemarnowania produktów i niewyrzucania żywności.

Kolejnym ważnym trendem będzie personalizacja komunikacji z klientem. To w dobie pandemii stało się bardzo popularne dzięki mediom społecznościowym. Tym bardziej że potrzeby konsumentów pod wpływem różnych wydarzeń mogą zmieniać się bardzo szybko, co utrudnia ich monitorowanie i zaspokajanie.

– Uważam, że to jest bardzo dobry kierunek, ponieważ dzięki temu marki mogą uzyskać informacje z rynku, mogą też testować swoje koncepty produktowe – wskazuje analityczka firmy Mintel. – Jednym z ciekawych przykładów była komunikacja producenta Jogurty Magda, gdy wprowadzali jogurty roślinne PlantOn. Bardzo uważnie w mediach społecznościowych słuchali konsumentów, którzy np. zgłaszali, że produkt świetny, o dobrym składzie, ale zawiera cukier. I  wypuścili wariant bez cukru. Teraz są już firmą w pełni roślinną. Wydaje mi się, że już odchodzimy od masowego komunikatu, masowego podejścia do słuchania konsumenta, widzimy też budowanie communities, czyli grup konsumentów wokół danej marki. To jest kierunek, który pozwoli firmom szybciej wyłapywać niuanse, a dzięki temu umacniać swoją pozycję na rynku.

Komórki CAR-T: szansa dla chorych na nowotwory krwi. Rozmowy o refundacji w Polsce mają ruszyć w tym roku

Terapia CAR-T wykorzystuje własny układ odpornościowy pacjenta i zaawansowaną inżynierię genetyczną do walki z nowotworem. Potrafi całkowicie wyleczyć część chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną, jest też skuteczna u około połowy pacjentów chorych na chłoniaka rozlanego. Na razie stosuje się ją w określonych wskazaniach opornych lub nawrotowych nowotworów krwi, ale na całym świecie trwają badania kliniczne, które mają sprawdzić skuteczność tej metody w innych chorobach nowotworowych. Lekarze i eksperci określają ją mianem przełomu w leczeniu nowotworów. Terapie CAR-T  są już zarejestrowane i refundowane w co najmniej kilkunastu krajach Europy, a w Polsce w tym roku mają ruszyć rozmowy Ministerstwa Zdrowia z firmami farmaceutycznymi dotyczące jej finansowania.

– Terapia CAR-T jest bardzo zindywidualizowana, bo jest oparta na komórkach własnych człowieka, które mają zmieniany materiał genetyczny i wracają niejako do organizmu, aby walczyć z chorobą nowotworową. To jest zupełnie nowe otwarcie i zupełnie nowe podejście do terapii chorób – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zespołu ds. Zakażeń Szpitalnych w Instytucie Matki i Dziecka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2017–2019.

– Każdy z nas ma komórki odpornościowe zdolne do walki z rakiem, ale jest ich stosunkowo mało. Kiedy nowotwór jest rozwinięty, one nie są w stanie sobie z nim poradzić. Terapia CAR-T polega na tym, że pobieramy z krwi pacjenta jego komórki odpornościowe, zwane limfocytami T, które trafiają do laboratorium, gdzie są genetycznie przeprogramowywane. Wprowadza się im specjalny gen, który pozwala rozpoznawać antygeny komórek nowotworowych. W laboratoriach są też stymulowane i namnażane tak, żeby było ich jak najwięcej. Później trafiają z powrotem do krwioobiegu pacjenta i rozchodzą się po  organizmie, gdzie wyszukują i niszczą komórki nowotworowe – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Sebastian Giebel, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, Oddział w Gliwicach.

Terapie CAR-T są postrzegane jako przełom w leczeniu chorych na nowotwór, bo dają szansę na życie u części pacjentów, którzy wyczerpali już inne metody leczenia. Minęły dwa lata od zarejestrowania w Europie pierwszych tego typu terapii. Służą one leczeniu pacjentów do 25. roku życia, chorych na oporną bądź nawracającą ostrą białaczkę limfoblastyczną z komórek B, a także pacjentów dorosłych chorych na opornego/nawracającego chłoniaka rozlanego z dużych komórek B i pierwotnego chłoniaka śródpiersia z dużych komórek B.

– Jest to bezprecedensowa terapia, wspierająca naturalną walkę z nowotworem. Przyzwyczailiśmy się do leczenia chorób nowotworowych w sposób przewlekły i długoterminowy. Tymczasem przy CAR-T jeden wlew ma wieloletni potencjał leczniczy – mówi Emanuele Ostuni, dyrektor zarządzający Cell & Gene Therapy w Novartis Oncology, jednej z firm, które oferują taką terapię.

CAR-T można stosować u części pacjentów, u których zostały wykorzystane wszystkie inne możliwości terapeutyczne i nie ma dla nich już żadnej alternatywy, a jednocześnie spełniają kryteria kwalifikacji do leczenia. Terapia daje im szansę na wydłużenie życia, a nawet całkowite wyleczenie choroby.

– Ta terapia była zastosowana u chorych, u których zawodziły co najmniej dwie wcześniejsze linie leczenia i którym mieliśmy niewiele do zaproponowania. Prognozowany czas przeżycia takich osób nie przekracza sześciu miesięcy. Tymczasem terapia CAR-T cells pozwoliła na uzyskanie remisji, czyli stanu, w którym choroby prawie w ogóle nie widać u niemal wszystkich chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną i ponad połowy chorych na chłoniaka rozlanego. Można szacować, że około 50 proc. pacjentów z białaczką i ok. 40 proc. pacjentów z chłoniakami jesteśmy w stanie tą metodą wyleczyć. Z wykorzystaniem innych metod ta szansa nie przekracza 10 proc. – wskazuje prof. Sebastian Giebel

Na całym świecie – a najwięcej w Chinach i Stanach Zjednoczonych – prowadzone są badania kliniczne, które mają sprawdzić skuteczność tej metody leczenia także w innych chorobach nowotworowych.

– Dotyczy to nowotworów hematologicznych, takich jak szpiczak plazmocytowy, podtypy chłoniaków i białaczek, ale też szereg nowotworów litych, jak np. rak płuca, rak piersi, jelita grubego czy trzustki. Jestem przekonany, że w perspektywie kilku czy kilkunastu lat liczba wskazań bardzo się poszerzy, a terapia CAR-T cells może stać się podstawowym narzędziem terapeutycznym, które być może zastąpi inne formy leczenia, takie jak chemioterapia – ocenia kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii w Narodowym Instytucie Onkologii. – W Stanach Zjednoczonych w ostatnich tygodniach zarejestrowano tę terapię również u chorych na chłoniaka z komórek płaszcza, w Europie dopiero czekamy na tę rejestrację.

Polskie ośrodki akademickie także rozpoczynają prace nad terapiami CAR-T w kolejnych wskazaniach, m.in. dzięki finansowaniu Agencji Badań Medycznych.

CAR-T jest już refundowana w kilkunastu krajach Europy. Polska stoi jeszcze przed wyzwaniem refundacyjnym w tym zakresie, ale – według zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia – w tym roku mają rozpocząć się rozmowy z firmami farmaceutycznymi dotyczące szczegółów finansowania.

– Najważniejsze jest dostrzeżenie wartości tej terapii, wówczas jesteśmy gotowi zachować elastyczność w podejściu do negocjacji. W każdym z blisko 20 państw Europy, gdzie terapia CAR-T jest refundowana, zasady refundacji są inne. Każdy kraj ma bowiem inne potrzeby i wymagania. Zależy nam na współpracy, nie staramy się tworzyć uniwersalnego rozwiązania dla wszystkich. Dlatego jesteśmy w stanie dojść do porozumienia z każdym państwem w Europie. Również w Polsce deklarujemy pełną gotowość do rozmów negocjacyjnych z ministrem zdrowia, ponieważ naszym celem, jako Novartis Oncology, jest przede wszystkim umożliwienie pacjentom dostępu do tej przełomowej terapii. Pacjenci nie mogą czekać, dla nich liczy się każdy dzień – zapewnia Emanuele Ostuni.

Jak podkreśla prof. Marcin Czech, wprowadzenie finansowania innowacyjnej terapii wymaga pewnego wysiłku i analizy, ponieważ możliwości jest kilka – np. w ramach ścieżki refundacyjnej czy świadczeń opieki zdrowotnej. System ochrony zdrowia powinien nastawiać się na to, że z czasem będzie się pojawiać coraz więcej takich terapii, które będą wymagać finansowania.

– Terapii genowych – zarówno w onkologii, jak i chorobach rzadkich, neurologii czy reumatologii – będzie z czasem dużo więcej. W okulistyce już takie mamy, a z czasem można spodziewać się ich zwłaszcza w jednogenowych chorobach genetycznych, metabolicznych – wymienia kierownik Zespołu ds. Zakażeń Szpitalnych w Instytucie Matki i Dziecka. – Jako kraj rozwinięty będziemy musieli do tego podejść systemowo – finansować w taki sposób, żeby budżet to wytrzymał, pacjenci mieli dostęp do skutecznego leczenia, a płatnik był pewien, że płaci za coś, co na pewno działa i jest bezpieczne.

Przygotowanie i podanie terapii CAR-T wymaga odpowiedniej infrastruktury medycznej i przeszkolonego personelu.

W Polsce obecnie trzy ośrodki zakończyły formalny proces certyfikacji, który potwierdza ich przygotowanie do stosowania tej terapii. Są to Klinika Hematologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Klinika Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie (Oddział w Gliwicach) oraz Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej „Przylądek Nadziei” Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Dodatkowy 1 mld zł od rządu nie uratuje przedsiębiorców utrzymujących się w górach z turystyki. Bunt z południa może się rozlać na cały kraj

Gminy górskie, które ucierpiały w wyniku pandemii, dostaną od rządu dodatkowy 1 mld zł pomocy finansowej. Środki trafią do ok. 200 samorządów i będą mogły zostać wykorzystane m.in. na infrastrukturę turystyczną. Prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej Agata Wojtowicz wskazuje, że nie będą mieć jednak wpływu na trudną sytuację przedsiębiorców utrzymujących się z turystyki, którzy w tym roku stracili praktycznie cały sezon zimowy. Ci coraz częściej zapowiadają, że otworzą swoje biznesy mimo rządowych obostrzeń i lockdownu. – Ta niepokora jest dopiero namiastką tego, co za chwilę zacznie dziać się w całej Polsce – mówi Agata Wojtowicz.

Bardzo się cieszymy, że w ogóle jakakolwiek pomoc została wyasygnowana dla gmin z regionów górskich. Tym bardziej że ich kasa będzie w tym roku pusta. My jako przedsiębiorcy nie będziemy zasilać ich swoimi podatkami, bo nie pracując i nie uzyskując przychodów, nie będziemy nic płacić – mówi agencji Newseria Biznes Agata Wojtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

W ubiegłym tygodniu Rada Ministrów przyjęła uchwałę, która przyznaje dodatkową pomoc gminom z rejonów górskich (Sudety Wschodnie, Środkowe i Zachodnie, Beskidy Środkowe i Zachodnie, Obniżenie Orawsko-Podhalańskie, Łańcuch Tatrzański i Beskidy Lesiste) poszkodowanym w wyniku pandemii. Większość z nich znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej na skutek rządowych obostrzeń i lockdownu, przez który hotele i stoki narciarskie będą zamknięte co najmniej do końca stycznia.

Dodatkowa pomoc obejmie ponad 200 górskich gmin, które będą mogły skorzystać z dwóch instrumentów wsparcia w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Pierwszym jest dofinansowanie 40 proc. średniorocznej wartości wydatków gminy na inwestycje w latach 2016–2020 (jednak nie więcej niż 8 mln zł na jedną gminę). Drugi instrument to rekompensaty za zwolnienie przedsiębiorców z podatku od nieruchomości w I kwartale br. Chodzi o zwolnienia z tej daniny gruntów, budynków i budowli związanych z prowadzeniem usług hotelarskich i infrastruktury turystycznej (kolejki linowe, wyciągi, etc.). Rządowe dofinansowanie ma pokryć 80 proc. utraconych przez gminy dochodów.

Prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej ocenia, że to dodatkowe wsparcie od rządu podreperuje budżety samorządów, ale nie będzie mieć dużego przełożenia na sytuację przedsiębiorców z regionów górskich, którzy stracili w tym roku cały zimowy sezon turystyczny.

– Instrumenty pomocowe samorządów dla przedsiębiorców są niestety bardzo ograniczone prawem. Samorządy nie mogą w jakikolwiek sposób finansować działalności firm. Jedyną rzeczą, jaką mogą zrobić, jest właśnie zwolnienie, odroczenie lub zmniejszenie wpłat na podatek od nieruchomości. To może być także ograniczenie podatku od gruntu lub rezygnacja z opłat czynszowych, np. w lokalach, których właścicielem jest gmina. Są tylko te trzy instrumenty, którymi gmina może się posłużyć, chcąc pomóc przedsiębiorcom. Z drugiej strony jest też gros różnych przedsiębiorców, którzy nie płacą podatku od nieruchomości, np. przewodnicy, piloci wycieczek, i oni nie dostaną tej pomocy – mówi.

Zgodnie z rządową uchwałą dodatkowe środki dla gmin będą mogły sfinansować infrastrukturę turystyczną i komunalną związaną z usługami turystycznymi, czyli na przykład budowę i modernizację szlaków turystycznych, placów, parków, punktów widokowych, parkingów, muzeów, obiektów kultury regionalnej i innych atrakcji turystycznych, a także dróg czy chodników.

– Środki, które mają popłynąć do samorządów, są przeznaczone głównie na różne inwestycje. Wiadomo, że realizując je, gmina musi ogłosić przetarg. Miejscowi mogą do niego stanąć, ale nie wiadomo, czy wygrają i ile firm będzie te projekty realizowało. Te wyasygnowane pieniądze nie są przecież aż tak duże, żebyśmy mogli mówić o jakimś boomie inwestycyjnym. Dlatego najprawdopodobniej te środki w każdej gminie zostaną przeznaczone na dokończenie dotychczasowych inwestycji. Nie ma co oczekiwać, że to jest kanał pomocowy dla przedsiębiorców – mówi Agata Wojtowicz.

W górach turystyka jest dominującą aktywnością gospodarczą. Większość przedsiębiorców utrzymuje się właśnie z turystów i zarabia głównie zimą. Jednak w tym roku sezon narciarski został odwołany, a stoki są puste. Ich właściciele – podobnie jak m.in. hotelarze i restauratorzy – z każdym miesiącem ponoszą dotkliwe straty. Prezes TIG wskazuje, że część spośród tych firm może już nie stanąć na nogi, dlatego w nadchodzącym czasie można spodziewać się fali upadłości i bankructw.

 Już widzimy, że firmy się zamykają, część upadnie, na pewno wyjdzie z tej sytuacji bardzo okaleczona. Niektórzy pewnie wrócą na rynek szybciej, niektórzy będą wracali wolniej. Jesteśmy w sytuacji, w której wyczerpaliśmy już wszystkie swoje zasoby, więc naprawdę trudno mówić o jakichś inwestycjach czy o dynamice rozwoju w tych firmach – mówi .

Z turystyki utrzymują się nie tylko gminy górskie, ale też te położone nad Bałtykiem czy na Mazurach. One również zaapelowały już do rządu o przyznanie im dodatkowego wsparcia. Tamtejsi przedsiębiorcy, chcąc uniknąć upadłości, coraz częściej deklarują też, że otworzą swój biznes mimo rządowych obostrzeń i lockdownu.

 Po góralsku nazywa się to „poruseństwo”. Ta niepokora jest dopiero namiastką tego, co za chwilę zacznie dziać się w całej Polsce. Jeżeli ktoś już teraz nie zacznie o tym myśleć, to za miesiąc będzie już za późno. Będziemy mieli o wiele większe problemy społeczne i coraz więcej ludzi będzie wypowiadać posłuszeństwo. Zresztą dobrze wiemy, że ono ma miękkie podstawy prawne, coraz więcej przedsiębiorców zdaje sobie z tego sprawę i przestaje się obawiać, bo niewiele ma już do stracenia. To będzie narastać jak kula śnieżna. Ona została ulepiona tutaj, na południu, ale można ją potoczyć pod sam Bałtyk – przestrzega Agata Wojtowicz.

Izolacja i niepewność pogorszyły kondycję psychiczną Polaków. Ponad 70 proc. badanych odczuwa lęk, smutek, bezsilność i inne negatywne skutki pandemii

Ponad 70 proc. Polaków zmaga się z negatywnymi skutkami pandemii, a 46 proc. odczuwa obciążenie psychiczne przynajmniej raz w tygodniu – wynika z badania „Kondycja psychiczna Polaków” przeprowadzonego przez Instytut LB Medical i SW Research. Specjaliści alarmują, że jedną z długotrwałych konsekwencji pandemii będzie pogorszenie zdrowia psychicznego Polaków, a najbardziej odczują to osoby starsze i samotne. Tym bardziej że w dobie COVID-19 mają one utrudniony dostęp do lekarzy specjalistów. – Liczba osób w potrzebie jest tak duża, że nasza społeczność może w końcu zaakceptować fakt, że pójście do psychiatry nie jest niczym złym – prognozuje psycholog Krzysztof Tokarski.

– Kiedy pandemia się skończy, będziemy musieli wyjść z traumy spowodowanej sytuacją z ostatniego roku: codziennymi lękami, niepewnością, konfliktami, które narastały między ludźmi w rodzinach i związkach. Konflikty będą skutkowały rozwodami, rozpadem rodzin, zerwaniem związków, więzi zawodowych i kłopotami w pracy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Tokarski, psycholog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku. – Z tym będziemy się musieli mierzyć jako psychologowie przez najbliższe lata.

Z badania „Kondycja psychiczna Polaków” wynika, że w 2020 roku ponad 70 proc. badanych odczuwało w swoich nastrojach negatywne skutki pandemii COVID-19. Respondenci przyznają, że odczuwali lęk i niepokój (36 proc.), strach, a nawet przerażenie (31 proc.), smutek i przygnębienie (16 proc.) w odniesieniu do sytuacji związanej z koronawirusem.

Problem pogorszenia zdrowia psychicznego Polaków pokazuje także raport pt. „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2020. Wpływ pandemii koronawirusa na polski rynek pracy” opublikowany przez Koalicję Bezpieczni w Pracy. Według statystyk prawie trzech na czerech badanych zaczęło doświadczać różnych schorzeń od czasu wybuchu pandemii. Co trzeci badany wspomina o uczuciu lęku i niepokoju. U 31 proc. pracowników pojawiły się zaburzenia nastroju, a co czwarty badany zadeklarował, że zaczął doświadczać zaburzeń snu, bólu głowy lub pleców bądź kręgosłupa. Podobnie jest także w innych krajach. Z ankiety Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wynika, że ponad połowa społeczeństwa w siedmiu badanych krajach (Kolumbia, Liban, RPA, Szwajcaria, Ukraina, Filipiny i Wielka Brytania) odczuwa negatywne skutki pandemii dla ich zdrowia psychicznego.

– Co nas nie zabije, to nas wzmocni, takie panuje powszechne przekonanie, ale jest ono mitem. Uodparnianie się na stresy i lęki jest okupione bardzo wysokim kosztem psychologicznym – twierdzi psycholog z WSB.

Często skutkuje to zamknięciem się w sobie i wycofaniem z życia społecznego.

– Pod względem nasilenia lęków najtrudniej będą miały osoby starsze, samotne, o temperamencie neurotycznym lub osoby w spektrum autyzmu. To grupy osób, które z natury rzeczy częściej chorują na depresję, mają stany lękowe, zaburzenia adaptacyjne. Teraz będą spotykały się z trudnościami natury organizacyjnej, bo lekarzy jest za mało, czas oczekiwania w kolejkach się wydłuża, a nie każdego stać na prywatną wizytę – zauważa Krzysztof Tokarski.

Jak pokazało badanie Instytutu LB Medical, świadomość społeczna na temat zdrowia psychicznego jest bardzo niska, co może prowadzić do wykluczenia społecznego pewnych grup. Wprawdzie 40 proc. Polaków deklaruje, że gdyby obciążenie psychiczne zdarzało się częściej niż raz w tygodniu, udaliby się do psychologa lub psychiatry, jednak osoby zmagające się z zaburzeniami często nie są tego świadome lub wstydzą się skorzystać z pomocy.

– Już obecnie widzimy pewne skutki utrudnionej pomocy specjalistycznej i medycznej dla osób z wyjątkowymi trudnościami. Ceny wizyt u lekarzy są wysokie, zajęcia rewalidacyjne czy rehabilitacje są odwoływane, a gabinety integracji sensorycznej dla dzieci zamykane. Dla osób niepełnosprawnych jest to bardzo duży problem. Uważam, że nawet gdy przywrócimy dostęp do tych gabinetów, to będziemy zmagać się przede wszystkim z traumami oraz ze skutkami lęku i niepewności – zaznacza psycholog.

Ta sytuacja może jednak zmienić przekonanie Polaków na temat korzystania z pomocy psychiatry czy psychologa. Do tej pory często był to temat tabu.

– Liczba osób w potrzebie w tej chwili jest tak duża, że nasza społeczność może w końcu zaakceptować fakt, że pójście do psychiatry nie jest niczym złym, nie jest żadną ujmą, i stanie się to powszechne. Zaakceptują to, że czasem mogą potrzebować pomocy lekarza psychiatry. Lepiej z pomocą lekarza dojść do siebie w ciągu kilku miesięcy, niż próbować sobie radzić z nerwicami i depresją samodzielnie przez znacznie dłuższy czas – tłumaczy wykładowca z WSB w Gdańsku.

Jak podkreśla, przynajmniej u części osób dotkniętych obniżeniem nastroju powrót do normalności i poprawa kondycji psychicznej nie będą jednak długotrwałym procesem.

– Kiedy rozpoczną się szczepienia przeciwko koronawirusowi i pojawi się szansa na powrót do normalności, ludzie będą tak spragnieni wyjścia na ulicę, do restauracji, spotkań na luzie, że to podziała jak najlepsza terapia. Bardzo szybko przyzwyczaimy się do tego i powrócimy do naszego codziennego życia – podsumowuje Krzysztof Tokarski.

Inteligentna platforma usprawni pracę handlowców w terenie. Rozwiązanie może w przyszłości zastąpić systemy CRM

Automatyzacja procesów biznesowych postępuje coraz szybciej. Już dziś szereg monotonnych działań pracownicy umysłowi mogą oddelegować inteligentnym botom reagującym na polecenia głosowe i tekstowe. Dzięki opracowanej przez Polaków platformie znacznie usprawni się praca przedstawicieli handlowych. Specjalna aplikacja sama nawiąże kontakt z klientem, wysyłając mu maila lub SMS i podejmując dalsze działania uzależnione od jego reakcji. Dzięki temu skróci się czas między zainteresowaniem się klienta ofertą a przedstawieniem mu bardziej szczegółowych informacji. Rozwiązanie może zastąpić systemy CRM i zwiększyć szanse na sprzedaż nawet dwuipółkrotnie.

– Platforma Sellions jest narzędziem do wsparcia pracy handlowców w terenie. Po pierwsze, umożliwia szybkie dotarcie do potencjalnego klienta. Po drugie, umożliwia handlowcom łatwe raportowanie wizyt, tak żeby również ich przełożeni widzieli, jak handlowcy pracują w terenie. A po trzecie, zapewnia handlowcom szybką informację zwrotną na temat ich pracy, wykorzystując elementy grywalizacyjne do tego, aby budować zaangażowanie pracowników w terenie – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wojciech Mikucki-Wituszyński, prezes zarządu Sellions.

Opracowana przez Polaków platforma do automatyzacji procesów biznesowych dzięki wykorzystaniu innowacyjnego silnika procesorowego umożliwia m.in. bezobsługową wysyłkę wiadomości e-mail do klientów i zaprogramowanie konkretnych działań następujących np. po kliknięciu przez nich w link. Zautomatyzowane jest również wysyłanie wiadomości SMS. Dzięki temu klient otrzymuje natychmiastową reakcję na wykazanie zainteresowania ofertą. To kluczowe dla zwiększenia sprzedaży.

– Zredukowanie czasu oczekiwania klienta na pierwszy kontakt ze strony handlowca do czasu krótszego niż 15 minut daje o 250 proc. wyższe szanse na zamknięcie tej sprzedaży niż kontakt po 24 godzinach. Firmom przyświecają bardzo zróżnicowane cele, jeżeli chodzi o powody, dla których decydują się na wdrożenie aplikacji do automatyzacji procesów. To może być chęć zwiększenia sprzedaży, to może być chęć zwiększenia jakości ekspozycji naszych produktów u klientów, chęć skrócenia czasu dotarcia do klienta albo po prostu zgromadzenie w jednym miejscu informacji na temat klientów, jakich nasi handlowcy obsługują, i na temat relacji, jakie z nimi budują – wyjaśnia Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Platforma umożliwia również gromadzenie informacji o klientach, co pozwala na personalizację działań poprzez mechanizmy segmentacji i scoringu. Sellions jest również rozwiązaniem pozwalającym na zarządzanie przebiegiem wizyty handlowej. W czasie spotkania z klientem handlowiec korzysta z aplikacji mobilnej, która umożliwia nie tylko programowanie dalszych działań biznesowych, lecz także kontrolę pracy przedstawiciela przez przełożonych.

– Kierownicy zespołów sprzedażowych mają zróżnicowane możliwości weryfikacji tego, jak pracują ich handlowcy w terenie. Zaczynając od weryfikacji po GPS-ie, przez weryfikację zdjęć, które zostały zrealizowane np. w czasie wizyty u klienta, po zdjęcia dokumentów, które ten klient podpisał. Co więcej, menadżerowie mogą dokładnie zobaczyć przebieg wizyty handlowej, prześledzić krok po kroku, jakie elementy w jej czasie były realizowane. Kluczową wartością jest jednak dostarczenie pracownikom wartości, np. w postaci szybkiej informacji zwrotnej na temat tego, jak ich wyniki wypadają na tle innych osób, i pokazania, na czym powinni się skupić w danym miesiącu, aby zrealizować postawione przed nimi cele – zaznacza prezes Sellions.

Inteligentne platformy do zarządzania procesami biznesowymi mogą zastąpić powszechnie już wykorzystane w firmach systemy zarządzania relacjami z klientami (CRM). Tego typu oprogramowanie cieszy się wprawdzie wciąż dużym zainteresowaniem przedsiębiorców, ale rozwój tego rynku wyraźnie traci na dynamice. Według PR Newswire w 2020 roku był on wyceniany na 23,7 mld dol. Do 2026 roku wzrośnie do 25,4 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu wyniesie 1,1 proc.

– Współczesne CRM-y nie odpowiadają na potrzeby rynku, w szczególności na potrzeby przedstawicieli handlowych. Obecne na rynku CRM-y w większości zostały stworzone w wyniku potrzeb raportowych kierowników zespołów sprzedażowych. W tym wszystkim został pominięty aspekt handlowców, od których zależy to, czy dane wprowadzone do systemu będą się zgadzać i czy menadżerowie na wyższych szczeblach będą mieli tak naprawdę co analizować. Staramy się tak rozwijać aplikacje, żeby to przede wszystkim handlowcom zapewniały one wartość i pomagały w codziennej pracy. To od nich zaczyna się ścieżka, która prowadzi do zgromadzenia danych potrzebnych menadżerom do analizy tego, czy dany proces jest skuteczny, czy też nie – wskazuje Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Tymczasem dynamicznie rośnie rynek robotycznej automatyzacji procesów. Według Globe Newswire osiągnie on do 2025 roku wycenę na poziomie 7,2 mld dol. w skali świata przy utrzymaniu średniorocznego tempa wzrostu na poziomie sięgającym niemal 33 proc. Na początku ubiegłego roku firma NICE wypuściła na rynek rozwiązanie NEVA, czyli pierwszego na świecie inteligentnego asystenta cyfrowego współpracującego z pracownikami, który może wykonywać za pośrednictwem ich poleceń głosowych i tekstowych szereg działań w różnych aplikacjach. Jeden z modułów oprogramowania obejmuje optyczne rozpoznawanie znaków. Zdaniem ekspertów między innymi w tym kierunku w najbliższych latach rozwiną się technologie związane z automatyzacją procesów biznesowych.

– Będzie to kombinacja poszczególnych procesów, od zbierania podpisu pod dokumentami w formie elektronicznej, przez prowadzenie zautomatyzowanych konwersacji z klientami, czy to w formie czatu, czy to wręcz w formie rozmowy głosowej, jak też połączenie tych wszystkich działań w ramach jednego, spójnego i łatwego do zarządzania procesu kompleksowej obsługi klienta – przewiduje prezes Sellions.

E-sport coraz szybciej wdraża nowe rozwiązania technologiczne. Oprócz wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości na znaczeniu zyskuje blockchain

Branża e-sportu jest podatna na rozwój technologiczny. Na przestrzeni lat rynek gier zintegrował nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy rzeczywistość wirtualna i rozszerzona. Pandemia nie wstrzymała wprowadzania innowacyjnych rozwiązań. – Dzięki działaniom, które w dużej mierze skupiły się na internecie, nie straciliśmy na innowacyjności, a wręcz w pewnych aspektach zyskaliśmy – zapewnia Paweł Kowalczyk, prezes Polskiej Ligi Esportowej. Przyszłością branży jest blockchain, który może wypełnić lukę między zasobami offline i online i wpłynąć nie tylko na sposób interakcji graczy i programistów, lecz także na dostęp do cyfrowych zasobów.

– Polski e-sport na pewno możemy uznać za innowacyjną dziedzinę rozrywki, chociażby dlatego że stwarza zdecydowanie więcej możliwości do wprowadzania innowacji niż sport tradycyjny. Mieliśmy okazję to zauważyć w ostatnich miesiącach, jeżeli chodzi chociażby o podnoszenie jakości realizacji telewizyjnej, pokazania zawodników. To jedna z tych gałęzi, w ramach której mamy większy dostęp do danych na temat naszych odbiorców, wiemy, czego potrzebują, przez co jesteśmy w stanie spełniać ich oczekiwania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Paweł Kowalczyk, prezes Polskiej Ligi Esportowej.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku e-sportu do 2027 roku wzrośnie do 8,2 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 24,4 proc. w skali roku. Rozgrywki przyciągają miliony widzów niezależnie od sytuacji pandemicznej. Przykładem na polskim podwórku może być turniej Intel Extreme Masters rozgrywany w Katowicach. Choć został zamknięty dla publiczności kilkanaście godzin przed rozpoczęciem, a zawody odbyły się przy zamkniętych trybunach, rywalizację w sieci śledziło blisko milion widzów.

Według szacunków Insider Intelligence w 2023 roku liczba widzów e-sportowych sięgnie 646 mln. To wszystko sprawia, że e-sport coraz częściej sięga po nowoczesne rozwiązania, które poprawiają komfort rozgrywek i ich oglądania. Pandemia była okresem, kiedy w branży przyspieszył rozwój technologiczny.

– Z jednej strony mieliśmy ograniczenia tych działań, które były stricte offline’owe, i nie mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby tam wprowadzać pewne produkty, które moglibyśmy uznać za innowacyjne. Z drugiej strony mogliśmy się bardziej skupić na innowacyjności w obszarze online i starać się szukać tam rozwiązań, które byłyby substytutem tych działań offline’owych. Więc myślę, że dzięki działaniom, które w dużej mierze skupiły się na internecie, nie straciliśmy na innowacyjności, a wręcz w pewnych aspektach zyskaliśmy – przekonuje prezes Polskiej Ligi Esportowej.

Na przestrzeni lat rynek gier zintegrował nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy rzeczywistość wirtualna i rozszerzona. Wydaje się, że branża gier jest też gotowa na zmiany oparte na blockchainie. W e-sport zaangażowanych jest wiele grup, gracze, twórcy gier, sponsorzy, media, reklamodawcy, kierownicy zespołów. Potrzebują kompleksowej platformy, w czym może pomóc właśnie blockchain, który zwiększy także przejrzystość i bezpieczeństwo.

Inteligentne kontrakty zawierane na takiej platformie mogą działać jako umowy między twórcami gier a organizatorami turniejów. Przejrzystość kontraktów może też wyeliminować obawy związane z nieuczciwą dystrybucją nagród pieniężnych. To istotna kwestia, bo najlepsi e-gracze zarabiają krocie. Dla przykładu w 2019 roku wśród 10 sportowców z różnych dziedzin, którzy zarobili najwięcej w jednym tylko turnieju, znalazło się sześciu przedstawicieli e-sportu. Olbrzymie pieniądze zarabia jednak tylko część osób. Dzięki platformie blockchain łatwiej będzie wyeliminować ryzyko jakiejkolwiek pomyłki.

– Te wszystkie innowacyjne gałęzie gospodarki, które widzimy w świecie online’owym czy innych gałęziach, są także obecne w e-sporcie. Z jednej strony to blockchain, z drugiej strony możliwość dostarczania cyfrowej rozrywki dla użytkowników bez konieczności wychodzenia z domu, z rozgrywek z zachowaniem wszelkich reżimów sanitarnych. W żaden sposób nie ogranicza nas konieczność przebywania w domu, bo kluczowym warunkiem jest posiadanie łącza internetowego – tłumaczy Paweł Kowalczyk.

Związek Cyfrowa Polska z uwagami do unijnych regulacji dot. usług i rynku cyfrowego

Związek Cyfrowa Polska przedstawił rządowi swoje stanowiska ws. projektów rozporządzeń Komisji Europejskiej o rynkach cyfrowych (DMA) oraz o usługach cyfrowych (DSA). Opinie zostały złożone do ministra do spraw cyfryzacji w KPRM Marka Zagórskiego oraz ministra rozwoju, pracy i technologii Jarosława Gowina w ramach prowadzonych przez ich resorty publicznych konsultacji.

Cyfrowa Polska o usługach cyfrowych

Związek pozytywnie ocenił fakt, że zaprezentowany przez KE projekt DSA opiera się na zasadach obecnej Dyrektywy o handlu elektronicznym, w tym w szczególności systemie odpowiedzialności pośredników, zakazie ogólnego monitorowania czy zasadzie kraju pochodzenia. Zdaniem organizacji reprezentującej polską branżę cyfrową i nowych technologii, konieczna jest jednak harmonizacja przepisów, co – w jej ocenie – pozwoli na dokończenie budowy jednolitego rynku cyfrowego. A to znacząco ułatwi prowadzenie biznesu szczególnie małym i średnim przedsiębiorcom. Dlatego, też w tym zakresie Związek popiera koncepcję przyjęcia przepisów w formie rozporządzenia, nie zaś w formie Dyrektywy.

Cyfrowa Polska popiera zróżnicowane podejście KE do kwestii treści bezprawnych oraz szkodliwych – definicja treści szkodliwych powinna pozostać w gestii poszczególnych państw członkowskich. Związek pozytywnie odnosi się również do umieszczenia w projekcie DSA zasady „dobrego samarytanina”, która chroni pośredników przed odpowiedzialnością w przypadku, gdy usuwając nielegalne treści działają w dobrej wierze. Ostrzega on jednak przed tym, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której każde imienne zgłoszenie mogłoby zostać uznane za faktyczną wiedzę lub świadomość o bezprawności treści. Takie rozwiązanie prowadziłoby do zagrożenia wolności prowadzenia otwartej publicznej debaty.

W ocenie Cyfrowej Polski konieczna jest pełna harmonizacja procedury notice and action. Bo jakiekolwiek rozbieżności w systemach prawnych poszczególnych państw utrudniają swobodny przepływ usług i zaburzają funkcjonowanie jednolitego rynku. Wątpliwości wzbudza jednak katalog obowiązkowych elementów oceny okoliczności popełnienia nadużyć, które zdaniem Związku należy doprecyzować.

W odniesieniu do Alternatywnych metod Rozwiązywania sporów (ADR) Cyfrowa Polska obawia się regulacji, które pozwalałyby każdej osobie, nawet tej działającej w złej wierze, na korzystanie z alternatywnych metod rozwiązywania sporów (ADR). Wątpliwości budzi też bezwarunkowe zwolnienie odbiorcy usług z wszelkich opłat dotyczących postępowania pozasądowego w przypadku, gdy jego sprawa zostanie rozstrzygnięta na korzyść platformy internetowej.

Związek w opinii do ministra Marka Zagórskiego zwraca uwagę na zróżnicowanie przepisów do podmiotów o określonej wielkości. W obecnym brzmieniu przepisy koncentrują się na „bardzo dużych platformach internetowych”. Aby regulacje mogłyby być naprawdę skuteczne, obowiązki w zakresie należytej staranności muszą chronić – zdaniem Związku – przed rozpowszechnianiem nielegalnych treści również na mniejszych platformach.

Cyfrowa Polska o rynkach cyfrowych

Związek zaniepokojony jest dążeniem Komisji do wprowadzenia mechanizmu ex ante, co wpłynie negatywnie nie tylko na same platformy, ale również na korzystające z ich usług MŚP – doprowadzi do ograniczenia konkurencji i zmniejszenia gamy oferowanych produktów.

Związek przeciwny jest zmianom prawa konkurencji, dlatego z niepokojem obserwuje zaprezentowaną przez Komisję koncepcję tzw. „strażników dostępu”.  W jego ocenie kryteria kwalifikowania danego podmiotu jako tzw. strażnik dostępu” powinny być określane indywidualnie w odniesieniu do konkretnych działań na określonych rynkach. „Kryteria przedstawione w DMA dotyczące identyfikacji „strażników” według liczby użytkowników i przychodów są bardzo arbitralne. Projekt powinien w szczególności wyjaśniać, w jaki sposób progi ilościowe i kryteria jakościowe będą stosowane do wyznaczania platform, które pełnią funkcję „strażników dostępu”, biorąc pod uwagę różnorodność modeli biznesowych w sektorze cyfrowym. Niezbędne wydaje się również, aby metodologia określania danego przedsiębiorstwa jako „strażnika dostępu” została dokładnie zdefiniowana w samym projekcie” – napisano w projekcie stanowiska.

Cyfrowa Polska w piśmie do ministra Jarosława Gowina zwraca uwagę na to, że regulacje wymierzone w dominujące platformy mogą w sposób nieproporcjonalny dotknąć przedsiębiorców z sektora MŚP, a przez to negatywnie wpływać na potencjalny rozwój innowacji cyfrowych w Unii. Związek uważa, że nowe regulacje nie powinny powodować nadmiernych kosztów i obciążeń dla europejskich przedsiębiorstw, a także nie ograniczać ich rozwoju oraz oferowanych usług zarówno na terenie UE jak również na całym świecie.

Według Związku projekt DMA powinien zostać oparty o podstawę traktatową dotyczącą konkurencji, a nie o przepisy dotyczące funkcjonowania rynku wewnętrznego. A przyjęcie regulacji w obecnym kształcie może spowodować przyznanie zbyt dużych uprawnień Komisji Europejskiej, odbierając je Państwom Członkowskim i tworząc obszar niepewności kompetencyjnych dla krajowych organów ochrony konkurencji.

Przedsiębiorcy w kłopocie, a ministerstwa przesyłają sobie pisma – Rzecznik MŚP ponagla Ministerstwo Zdrowia o wydanie objaśnień prawnych

Od kilku dni przedsiębiorcy mogą składać wnioski o subwencje z Tarczy Finansowej PFR. Otrzymanie środków uzależnione jest jednak od przestrzegania przepisów epidemicznych, związanych z ograniczeniem prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy muszą w tej sprawie złożyć stosowne oświadczenie. Problem w tym, że wątpliwości interpretacyjne budzi kwestia, kiedy dochodzi do naruszenia przepisów epidemicznych.

– Sanepid kontroluje firmę np. z branży fitness. Nakłada na przedsiębiorcę karę, uznając, że nie stosuje się do ograniczeń. Ten uważa jednak, że jego klienci, korzystają z oferty klubu zgodnie z zawartą w rozporządzeniu dyspozycją o wyłączeniu od zakazu prowadzenia działalności – np. są sportowcami. Dochodzi do sporu, który ostatecznie rozstrzygnie sąd. Stanie się to jednak dopiero za jakiś czas, a już dziś przedsiębiorca ma zadeklarować, czy naruszył przepisy, czy nie. Takie sytuacje stwarzają niebezpieczeństwo ignorowania przez urząd zasady domniemania niewinności – komentuje problem Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W tej sprawie Rzecznik MŚP zwrócił się 30 listopada 2020 r. o wydanie objaśnień prawnych do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, które to 17 grudnia 2020 r. przekazało sprawę Ministerstwu Zdrowia. Natomiast 19 stycznia 2021 r. Biuro Rzecznika MŚP wysłało do tego ministerstwa ponaglenie, w celu jak najszybszego przedstawienia stanowiska.

Warto przypomnieć, że Rzecznik MŚP na całym etapie procedowania ustawy zgłaszał uwagi do przepisu art. 23 ust. 1 ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym, związanym z wystąpieniem COVID-19 (Dz. U. z 2020 r. poz. 2112) – który to przepis uzależnia otrzymanie wsparcia od respektowania przepisów epidemicznych. W praktyce oznacza to bowiem, że przedsiębiorca poniesie dodatkową karę, obok np. grzywny nałożonej za samo złamanie obostrzeń. W dodatku ograniczony czas składania wniosków w programach pomocowych może wykluczać możliwość otrzymania wsparcia po uprawomocnieniu się wyroku sądu, ponieważ nie ma jasno określonego trybu odwoławczego. Dlatego były kierowane wystąpienia przez Rzecznika MŚP w przedmiotowej sprawie.

Elastyczność w pracy – jakie trendy utrzymają się lub rozwiną w tym roku?

Praca i jej elastyczność nabrały w ostatnich miesiącach zupełnie innego znaczenia. Home office, który nie tak dawno był pożądanym benefitem, stał się nie zawsze chcianą codziennością. Obserwujemy również kształtowanie się nowych trendów. Które z nich pozostaną z nami na dłużej i na co pracodawcy postawią w tym roku? O tym Monika Pawelczak, specjalista HR firmy New Work.

Elastyczność niejedno ma imię

Pojęcie elastyczności ma wiele znaczeń. Jeszcze do niedawna większość firm nastawiona była na pracę w sztywnych ramach, wyłącznie z biur. Obecnie wygląda to nieco inaczej, pracodawcy stawiają na mobilność, a przekonanie, że efektywność pracy zależy wyłącznie od fizycznej obecności w biurze, odchodzi w zapomnienie. Ubiegły rok można nazwać mianem przełomowego, także w kwestii podejścia do pracy.

– 2020 rok to czas społecznej izolacji, niepewności i funkcjonowania w środowisku wirtualnym. Wraz z pojawieniem się szczepionki na koronawirusa, z niecierpliwością czekamy na możliwość powrotu do życia jakie znamy sprzed pandemii. Nowa elastyczność w kwestii organizacji pracy zakłada tworzenie takiej przestrzeni, by zapewnić pracownikom komfort i bezpieczeństwo, przy optymalnym wykorzystaniu powierzchni biurowej. Zachwianie równowagi między pracą a domem, którego mamy okazję doświadczać w czasie pandemii skłania do refleksji. W obecnej sytuacji bezpieczeństwo i higiena pracy nabierają głębszego znaczenia. – mówi Monika Pawelczak, specjalista HR w firmie New Work, operatora biur elastycznych, oferujących nową generację biur serwisowanych.

Co zaskoczy nas w tym roku?

Po 2020 roku wydawałoby się, że niewiele może nas zaskoczyć. Choć wiele ze schematów wypracowanych do tej pory będzie nadal funkcjonowało, szeroko rozumiana elastyczność pozostanie niekwestionowanym liderem dominując rynek pracy. Przedsiębiorcy, położą nacisk na projektowanie takich modeli pracy, który połączą bezpieczeństwo i komfort pracowników z optymalizacją kosztów.

Wszystkie te elementy mają na celu zwiększenie efektywności pracy, a w rezultacie – poczucia bezpieczeństwa u pracowników, na które negatywnie wpływa niepewna sytuacja związana z pandemią. Jakie jeszcze trendy będą w zauważalny sposób rozwijać się w najbliższych miesiącach?

  • Upskilling – czyli połączenie rozwoju pracowników z potrzebami organizacji. Wiele mówi się o poszerzaniu horyzontów i zdobywaniu nowych umiejętności. Coaching, programy rozwojowe, szkolenia dla pracowników, to stałe elementy polityki personalnej corocznie realizowane w wielu firmach. Upskillling w kontekście pandemii związany jest również z redukcją zatrudnienia jakie miało miejsce w wielu organizacjach w ubiegłym roku. W wyniku braków kadrowych spowodowanych tym procesem, pracodawcy muszą zapewnić ciągłość funkcjonowania firm, mając do dyspozycji ograniczone zasoby. To jest moment na reorganizację i doszkalanie pracowników. Niezwykle ważną rolę w tym procesie odgrywają liderzy – to oni przekazują rzetelne informacje na temat kierunku rozwoju organizacji dając możliwość pracownikom na określenie swoich celów, co w przyszłości ułatwiłoby im podjęcie się wyzwań w innym obszarze zawodowym. Otwartość na zmiany, głęboka analiza mocnych i słabych stron i poszerzanie umiejętności – to coś, na co należy postawić w tym roku.
  • Przywództwo nowych czasów – czas pandemii to sprawdzian dla liderów. Kształtowanie nowego środowiska pracy wymaga pokory, empatii i zmiany podejścia do zarządzania zasobami ludzkimi. Pracownicy potrzebują teraz liderów, którzy pomagają w rozwoju, oferują wsparcie i dają możliwość swobodnej realizacji zadań swoim pracownikom.
  • Wellbeing – nowy wymiar zyskała promocja zdrowia i równowagi między pracą a domem. Jest to ogromnie ważne szczególnie w przypadku firm, w których pracownicy wykonują obowiązki zawodowe z domu. Przez przedłużające się lockdowny coraz trudniej jest rozgraniczyć obowiązki służbowe od czasu prywatnego, co w konsekwencji prowadzi do nieuzasadnionych nadgodzin, stresu i poczucia przeciążenia zadaniami. Dlatego teraz zarówno pracodawcy, jak i pracownicy, kładą jeszcze większy nacisk na „prawo do bycia offline” i stawianie jasnych granic między pracą a domem.
  • Komunikacja na odległość – spotkania, zebrania i poranną kawę w biurach zamieniliśmy na środowisko wirtualne. Taka forma kontaktu ze współpracownikami i klientami wpłynęła nie tylko na sposób organizacji pracy, ale ma również bardzo silny wydźwięk społeczny. Ograniczone możliwości spotkań offline pozostawiają w nas poczucie osamotnienia. Pracodawcy będą mocno skupiać się na tym, by utrzymać komunikację pomiędzy firmą a pracownikami na odpowiednio wysokim poziomie. Regularność kontaktu z zespołem oraz spotkania liderów z pracownikami w formule 1 na 1, są niezwykle istotne ze względu na planowanie pracy, wyznaczanie celów i stałe podtrzymywanie zaangażowania zespołów.
  • Innowacyjne rozwiązania – Digitalizacja segmentu biurowego, to przyszłość, która staje się rzeczywistością. Ze względu na obowiązujący dystans społeczny, a także wzmożone reżimy sanitarne oraz pracę z domu, która w wielu przypadkach nie spełnia naszych oczekiwań, coraz bardziej popularne stają się elastyczne przestrzenie biurowe. Elastyczność to nie tylko optymalizacja kosztów, ale także bezpieczne środowisko pracy, wygodny sposób rozliczania się i możliwość wykonywania obowiązków służbowych z dowolnej lokalizacji.

Korzystanie z takiego rozwiązania jeszcze nigdy nie było tak proste. Posiadając aplikację na telefonie można wybrać przestrzeń, która najbardziej nam odpowiada – biuro czy salkę konferencyjną w preferowanej lokalizacji. Aplikacja i usługi z nią połączone dają nam wolność wyboru oraz przestrzeń do pracy, która jest dostosowana do naszych potrzeb a nie odwrotnie.

– Warto podkreślić, że firmy to przede wszystkim ludzie i ich emocje. Elastyczne i empatyczne podejście do ich potrzeb to podstawa dobrych relacji i wstęp do budowania zdrowej kultury organizacyjnej – podsumowuje ekspertka New Work.

Wymiar sprawiedliwości pod presją. Będą odszkodowania za reformę KRS?

Ponad 70 tys. spraw sądowych było rozstrzyganych w składach, które pozostają wątpliwe, ze względu na sposób powołania Krajowej Rady Sądownictwa. Tych spraw jest tak dużo, że być może Trybunał w Strasburgu zdecyduje się na wydanie tzw. wyroku pilotażowego.

Jak wynika z innych danych, również na koniec czerwca 2020 r., sędziów powołanych przez neo-KRS było ponad pięciuset, stąd tak duża też liczba orzeczeń, które mogą zostać zakwestionowane.

– Skala problemu jest olbrzymia, ponieważ obywatelowi przysługuje prawo do rozpoznania jego sprawy karnej bądź cywilnej przez niezawisły, bezstronny i niezależny sąd, przy udziale sędziego ustanowionego ustawą – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Skrzypek, senior associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Polski problem dotyczy właśnie sformułowania dotyczącego „udziału sędziego ustanowionego ustawą”.

W wyroku z 1 grudnia 2020 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, który zajmował się tym problemem, zdecydował, że procedura powołania sędziego nie może budzić żadnych wątpliwości, a w szczególności żadna z innych władz (ze względu na trójpodział władzy) nie może mieć zbyt dużego wpływu na powoływanie sędziów. Ten wyrok Trybunału dotyczył wprawdzie bezpośrednio sprawy w Islandii, jednak może mieć istotny wpływ na polskie sądownictwo.

Trybunał stwierdził, że jeżeli są wątpliwości dotyczące procedury powołania sędziego, to dla uznania, że proces nie jest rzetelny bez znaczenia jest postawa takiego sędziego podczas procesu. Wyrok ETPC jest więc dalej idący niż uchwała polskiego Sądu Najwyższego, podjęta w składzie trzech izb połączonych.

– Konsekwencją wadliwości powoływania sędziów w Polsce jest to, że każdy przedsiębiorca i obywatel będzie mógł domagać się odszkodowania jeżeli jego sprawa była rozstrzygana z udziałem sędziego powołanego przez neo-KRS – wyjaśnia M.Skrzypek. – Tych spraw jest tak dużo, że być może Trybunał w Strasburgu zdecyduje się na wydanie tzw. wyroku pilotażowego, w którym stwierdzi, że problem jest systemowy, a Polska jako państwo pozwane musi jak najszybciej podjąć działania zmierzające do usunięcia tego problemu.

Postępowanie najczęściej zaczyna się po roku od złożenia skargi, co oznacza, że wydanie orzeczenia zajmie co najmniej dwa lata.

– Pocieszające jest jednak, że takie postępowanie jest bezpłatne – dodaje prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Ursula von der Leyen: Europa ma teraz przyjaciela w Białym Domu i jest gotowa na nowy start

Szansa dla Europy na wzmocnienie więzi między UE i USA, wola współdziałania w obronie demokratycznego porządku, potrzeba uregulowania zasad działania gigantów technologicznych – takie m.in. wątki pojawiły się w środowej debacie w Parlamencie Europejskim, związanej z inauguracją prezydentury Joe Bidena.

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel podkreślił, że dzień inauguracji kadencji Bidena jest okazją do ożywienia stosunków transatlantyckich, które bardzo ucierpiały w ciągu ostatnich czterech lat.

„W tym czasie świat stał się bardziej złożony, mniej stabilny i mniej przewidywalny. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wymaga to od nas, Europejczyków, by wziąć nasz los w swoje ręce, by bronić naszych interesów i promować nasze wartości. Wspólnie z USA musimy stać na fundamencie opartego na zasadach porządku międzynarodowego, działając na rzecz pokoju, bezpieczeństwa, dobrobytu, wolności, praw człowieka i równości płci” – przekonywał Michel.

W podobnym tonie utrzymane było wystąpienie przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen. „Europa ma teraz przyjaciela w Białym Domu i jest gotowa na nowy start ze swoim najstarszym i najbardziej zaufanym partnerem. Musimy dążyć do globalnych zmian opartych na wspólnych wartościach, na demokracji, w dziedzinie zmian klimatycznych, przeciwdziałaniu pandemii, wyzwań cyfryzacji” – argumentowała.

Odnosząc się do ataku na Kapitol, przygotowanym w internecie, do mowy nienawiści i dezinformacji szerzonej za pośrednictwem mediów społecznościowych, von der Leyen wezwała do współpracy z USA w celu uregulowania kwestii gigantów technologicznych, tzw. wielkiej czwórki.

„Nieokiełznana władza polityczna internetowych gigantów musi być ograniczona, ponieważ ich działanie musi opierać się na prawie, a nie na arbitralnych decyzjach podejmowanych przez tego czy innego prezesa zarządu firm z Doliny Krzemowej” – podkreśliła.

„Dziś jest dzień nadziei; cztery lata dzielenia społeczeństwa są już za nami” – powiedział Manfred Weber z EPL. Uznał, że nie możemy pouczać USA, ponieważ Europa ma te same problemy. „Media społecznościowe promują postawy skrajne. Wielka czwórka potrzebuje jasnych zasad – muszą one służyć społeczeństwu” – podkreślił Weber. Według niego ważne jest również, aby poważnie potraktować obawy wyborców Trumpa.

Iratxe Garcia Perez (S&D) wyraziła pogląd, że wszystkie demokracje, nawet te najsilniejsze, są zagrożone. Według niej przerażające sceny ataku na Kapitol dowodzą, że konieczna jest walka z dezinformacją. Wspólnym wyzwaniem we współpracy UE i USA jest też odbudowa multilateralizmu w stosunkach międzynarodowych, a także zapewnienie poszanowania zasad i instytucji demokratycznych.

„Atak na Kapitol ma rozpoznawalne korzenie – powiedział Dacian Ciolos (Renew Europe). – Populizm, pogoń za egoistycznymi interesami podczas sprawowania urzędu publicznego, polaryzacja i wielkie kłamstwa wymyślone i propagowane z pozycji najwyższego urzędu w kraju. Żadna demokracja na świecie nie jest odporna na takie zagrożenia” – argumetował. Według niego dzisiaj jest „szansa, której nie możemy przegapić”. Musimy zakasać rękawy i nadać nowy kształt naszemu partnerstwu oraz znaleźć wspólną wizję tego, jak radzić sobie ze wspólnymi wyzwaniami, takimi jak łagodzenie napięć w handlu, przeciwdziałanie zmianom klimatycznym oraz radzenie sobie z cyfrowymi gigantami – przekonywał.

Zdaniem Jerome Riviere (ID) atak na świątynię amerykańskiej demokracji jest niewybaczalny. Jednak potępił on jednak to, że prawie wszystkie media społecznościowe zablokowały demokratycznie wybranego prezydenta, który nadal sprawował urząd, naruszając podstawową demokratyczną zasadę wolności słowa. Powiedział, że porażka Donalda Trumpa nie zmienia programu politycznego USA, „który ma na celu zdominowanie całego świata”.

Ska Keller (Zieloni/EFA) wezwała do ochrony podstawowych wolności i praworządności. Według niej wydarzenia na Kapitolu były bezpośrednim rezultatem zachęt Trumpa i „czterech lat codziennych kłamstw i pogardy dla faktów”. Czy Europa jest zabezpieczona przed populizmem i demagogią, przed dezinformacją i atakami na praworządność? – pytała posłanka. Wymieniła w tym kontekście kampanię poprzedzającą brexit „przepełnioną rażącymi kłamstwami i fałszywymi obietnicami”, „niewiarygodne lekceważenie przez polski rząd prawa kobiet do własnych ciał” oraz „systemowy demontaż praworządności na Węgrzech przez Viktora Orbana”.

Derk Jan Eppink (EKR) ostrzegał przed uciszaniem debaty publicznej przez gigantów technologicznych lub polityków. Uznał, że „duże firmy technologiczne nadużywają swojej dominującej pozycji, a ich władza musi zostać złamana”. Ale podczas gdy demokraci mogą „przeżywać traumę po czterech latach rządów Trumpa”, nowa władza powinna powstrzymać się od kryminalizacji przejawów sprzeciwu. Podnoszenie niewygodnych kwestii jest sednem demokracji” – dodał.

Martin Schirdewan (GUE/NGL) powiedział, że cztery lata rządów Trumpa podważyły zaufanie do demokracji, które należy przywrócić i wzmocnić. Według niego nowy prezydent USA powinien też dać sygnał dla nowego początku w stosunkach transatlantyckich. Poseł przedstawił oczekiwania swojej frakcji politycznej w PE: powrót do multilateralizmu, wspólne działania na rzecz klimatu i wspólna praca na rzecz pokojowego porządku na świecie.

woj/

Źródło informacji: EuroPAP News

UE-USA: biznes oczekuje nowej ery partnerstwa

Dziś inauguracja Joe Bidena jako 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. BusinessEurope liczy, że oznaczać to będzie nową erę w stosunkach transatlantyckich, która, miejmy nadzieję, będzie bardziej kooperacyjna i mniej konfliktowa.

Bez wątpienia ważnym sygnałem wskazującym, że rozpoczął się odnowiony dialog, byłoby zniesienie lub przynajmniej zawieszenie taryf w czasie, gdy obie administracje negocjują rozwiązanie długotrwałych sporów między Airbusem a Boeingiem. W perspektywie średnioterminowej celem powinno być opracowanie wspólnej agendy, obejmującej m.in. współpracę w Chinach, reformę WTO, kwestie klimatyczne i technologie cyfrowe.

Prezes BusinessEurope Pierre Gattaz powiedział:

„Mamy teraz szansę na nowy początek i wejście w nową erę. Przedsiębiorstwa europejskie z niecierpliwością czekają na odnowione partnerstwo transatlantyckie, w ramach którego obie strony wspólnie określą nowe możliwości ścisłej współpracy w obszarach wspólnego zainteresowania. Obywatele Europy i biznes z niecierpliwością czekają na sygnał, że Stany Zjednoczone ponownie postrzegają Unię Europejską jako sojusznika i partnera.

Wynegocjowane rozwiązanie sporów Airbusa i Boeinga pomogłoby odwrócić stronę i przejść do innych pilnych kwestii, takich jak bardzo potrzebne przyjęcie wielostronnych dyscyplin dotyczących dotacji i ogólna modernizacja Światowej Organizacji Handlu.

Podczas gdy obie nasze gospodarki borykają się z dramatycznymi ekonomicznymi i społecznymi skutkami Covid-19, gospodarka transatlantycka może być potężnym motorem wspierającym trwałe ożywienie i przywracającym trwały wzrost gospodarczy i nowe miejsca pracy. Jednocześnie nasi obywatele zarówno w UE, jak i w USA odnieśliby korzyści z budowania pozytywnego dwustronnego programu, który dotyczy pilnych wyzwań gospodarczych i społecznych, takich jak zmiana klimatu, transformacja cyfrowa, opieka zdrowotna lub handel ”.

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli: „Mamy nadzieję, że nowa amerykańska administracja postawi na bardzo bliską współpracę polityczną i gospodarczą z UE, tym samym wzmacniając więzi transatlantyckie. Kluczowym wyzwaniem będzie wypracowanie wspólnego podejścia UE i USA wobec Chin”.

Zmiany w IKE i IKZE. Od 2021 roku będzie można wpłacać więcej

Dotychczas górny limit wpłat na IKE (Indywidualne Konta Emerytalne) i IKZE (Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego) był z ustalany odgórnie. Osoby, które chciały samodzielnie oszczędzać na emeryturę w ramach tzw. trzeciego filaru mogły wpłacać określone środki pieniężne, ale tylko do pewnej wysokości. Okazuje się, że od tego roku osoby samozatrudnione będą mogły wpłacić więcej na IKZE. Czy te zmiany spowodują, że większa liczba Polaków zacznie oszczędzać na emeryturę? Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, twierdzi, że powyższe zmiany to raczej mikrozmiany, a z samym oszczędzaniem Polacy wciąż są na bakier. Przekonuje, że potrzebne są szeroko zakrojone działania edukacyjne, które zmieniłyby myślenie o emeryturze jako czymś bardzo odległym.  

Górny limit wpłat na IKE i IKZE zależy od prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia brutto i jest ustalany co roku. Pod koniec 2020 r. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej ogłosiło, że wynagrodzenie to wyniesie 5259 zł. Na Indywidualne Konta Emerytalne będzie zatem można wpłacić w 2021 roku maksymalnie 15 777 zł (czyli trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia brutto), a na IKZE maksymalnie 6380,10 zł (czyli 1,2 krotność). Zmiany, które weszły w tym roku dotyczą samozatrudnionych i oszczędzania na IKZE. Samozatrudnieni będą mogli wpłacić 1,8 krotność przeciętnego wynagrodzenia brutto, czyli 9466,20 zł.[1]

Komentarz Roberta Majkowskiego, Prezesa Funduszu Hipotecznego DOM

Wyższy limit wpłat na IKZE to dobry pomysł, choć warto go oceniać raczej w skali mikro. Trzeba pamiętać, że w Polsce o oszczędzaniu na tzw. przyszłość mówi się zazwyczaj w dwóch aspektach. Pierwszy to oszczędzanie na czarną godzinę, czyli ciężkie czasy. Trwająca właśnie pandemia była i wciąż jest jednym z najpoważniejszych sprawdzianów pod kątem posiadanych oszczędności. Wielu Polaków straciło pracę, zamknęło biznes, ograniczyło skalę prowadzenia firmy lub musiało zmagać się ze zmniejszeniem wymiaru godzin pracy, a co za tym idzie – niższymi wpływami do domowego budżetu. Jeszcze w połowie ubiegłego roku, gdy mówiliśmy o początkach zamrożenia gospodarki, Polacy deklarowali, że oszczędności wystarczą im na ok. 3 miesiące życia. Pod koniec roku 2020 – jak wynika z badania Corona Mood – tylko 24 proc. rodaków deklarowało, że jest w stanie żyć z oszczędności powyżej 3 mies., a 12 proc. twierdziło, że wystarczy im na miesiąc. Do 23 proc. wzrosła liczba osób deklarujących, że nie mają już żadnych oszczędności.[2]

Drugi aspekt, w którym najczęściej mówi się o oszczędzaniu to odkładanie pieniędzy na emeryturę. W tym przypadku Polacy również nie są zbyt systematyczni ani przezorni (tak jak chociażby Niemcy, czy przedstawiciele innych krajów Europejskich). Z badania Insurance Europe wynika, że 47 proc. rodaków nie oszczędza na emeryturę a 25 proc. w ogóle nie widzi takiej potrzeby. Jeszcze w 2016 roku Polacy w ciekawym badaniu Pracowni Badań Społecznych również deklarowali, że nie przywiązują wielkiej wagi do oszczędzania na starość, ale jednocześnie blisko 70 proc. z nich przyznawała, że mogłaby zacząć odkładać, ale tylko wtedy, gdyby Państwo dołożyło im do tego.[3] W powiększaniu senioralnych oszczędności miał pomóc m.in. ogólnopolski program PPK, którego konstrukcję oceniam nieźle. Coraz większa liczba Ekspertów przyznaje jednak, że program rządowy okazał się fiaskiem. Blisko 77 proc. Polaków wypisało się z uczestnictwa w programie, a trzeba przyznać, że od początku frekwencja była dość niska.[4]

Co stoi za tym, że Polacy wciąż oszczędzają zbyt mało? Moim zdaniem kluczowa jest edukacja. Osoby aktywne zawodowo, będące w wieku, który umożliwia im odkładanie pieniędzy w długiej perspektywie czasu powinny być edukowane na szeroką skalę dlaczego oszczędzanie jest tak ważne. Zmiana myślenia na ten temat jest podstawą, by zacząć planować przyszłość z ołówkiem w dłoni, a nie myśleć o niej jako czymś bardzo odległym.  Nasze doświadczenie w ponad dziesięcioletniej pracy z seniorami pokazuje, że osoby starsze bardzo często popadają w długi, mają trudności z zarządzaniem tak skromnym budżetem jak ich własna emerytura i żałują, iż nie powzięły stosownych kroków wcześniej. Oczywiście na podreperowanie senioralnego budżetu istnieją różne sposoby, takie jak chociażby renta dożywotnia, jednak na oszczędzanie, dorabianie pieniędzy na emeryturze lub zakładanie własnego biznesu, by zapewnić dodatkowe wpływy pieniężne jest już w tym wieku niejednokrotnie za późno.

[1] https://www.bankier.pl/wiadomosc/IKE-i-IKZE-limity-wplat-od-2021-roku-wzrosl-8036728.html

[2] https://gospodarka.dziennik.pl/finanse/artykuly/8027429,pandemia-oszczednosci-instytucje-finansowe.html

[3] Artykuł „Emerytalna strategia Polaków: jeśli państwo dopłaci, to może zaczniemy oszczędzać”, Gazeta Wyborcza, 14.06.2016

http://next.gazeta.pl/next/7,151003,20241612,emerytalna-strategia-polakow-jesli-panstwo-doplaci-to-moze.html#BoxPubImg

[4] https://biznes.radiozet.pl/News/Polacy-uciekaja-z-PPK-wiec-rzad-chce-zmienic-konstytucje

Najatrakcyjniejsze inwestycyjnie sektory rynku nieruchomości w Europie w 2021 r.

Według prognoz międzynarodowej firmy doradczej Savills, inwestorzy poszukujący nieruchomości odznaczających się niskim ryzykiem inwestycyjnym (tj. z segmentu core i core plus) w 2021 roku nadal będą zainteresowani nowoczesnymi budynkami biurowymi w kluczowych lokalizacjach w obrębie Centralnych Obszarów Biznesu (COB), charakteryzującymi się niskim wskaźnikiem powierzchni niewynajętej, w miastach takich jak Berlin, Monachium, Paryż, Sztokholm i Londyn.

Savills prognozuje również, że w kręgu zainteresowań tej grupy inwestorów pozostaną nieruchomości handlowe z segmentu convenience i obiekty wspierające logistykę ostatniej mili w gęsto zaludnionych miastach, a także nowoczesne magazyny logistyczne na rynkach o wysokim lub rosnącym udziale handlu internetowego, między innymi we Francji, w Niemczech, Hiszpanii, Holandii, krajach nordyckich i Wielkiej Brytanii. Na radarze inwestorów nadal będą także budynki mieszkaniowe oferowane w formie najmu instytucjonalnego w miastach i regionach o niewystarczającej podaży, między innymi w regionie Randstad (Amsterdam, Rotterdam, Haga i Utrecht) w Holandii, Sztokholmie, Paryżu, Londynie i wielu miastach Niemiec.

W segmencie value-add uwagę inwestorów w tym roku mogą przyciągać inwestycje logistyczne na rynkach, na których występuje luka podażowa, takich jak kraje nordyckie i Hiszpania, a także sektory umożliwiające uzyskanie przychodów w krótkim czasie, między innymi biura elastyczne i akademiki, które mają szansę na poprawę sytuacji w drugim półroczu. Zainteresować ich mogą także inwestycje na rynkach, które odnotowują wzrost popytu na mieszkania na wynajem instytucjonalny, takich jak Europa Południowa i Wschodnia. Wiele krajów europejskich wprowadziło w ostatnich latach bardziej rygorystyczne standardy budownictwa ekologicznego, co sprawia, że okazją dla inwestorów są także inwestycje w ekomodernizację istniejących budynków.

Według Savills, w tym roku inwestorzy oportunistyczni mogą zdecydować się na przekształcanie mniej popularnych budynków biurowych w nieruchomości mieszkaniowe lub na zakup obiektów hotelowych będących w trudnej sytuacji w lokalizacjach turystycznych. Jednymi z najciekawszych obiektów inwestycyjnych w sektorze nieruchomości alternatywnych w 2021 roku mogą być parki naukowe w najbardziej renomowanych klastrach uniwersyteckich w Europie, między innymi w Danii, Francji, Niemczech, Szwecji i Szwajcarii. Do tej kategorii można zaliczyć także placówki medyczne, domy seniora i domy opieki w krajach o starzejącej się populacji i oferujących takie produkty inwestycyjne, między innymi w Belgii, Finlandii, Francji, Niemczech, Szwecji i Holandii. Atrakcyjne mogą być także centra danych na rynkach charakteryzujących się solidnymi fundamentami i rozbudowaną infrastrukturą w miastach takich jak Amsterdam, Frankfurt, Paryż i Londyn oraz w krajach nordyckich.

„Przewidujemy, że większość inwestorów będzie koncentrować się na najbardziej atrakcyjnych nieruchomościach z segmentu core i core plus – przynajmniej do drugiej połowy bieżącego roku. Mimo to prognozujemy także pojawienie się nowej fali kapitału zainteresowanego okazjami inwestycyjnymi wynikającymi z trudnej sytuacji niektórych aktywów. W segmencie value-add zaobserwowaliśmy jednak już pewną stagnację. W najbliższych miesiącach możemy być świadkami stopniowej weryfikacji wartości posiadanych aktywów przez właścicieli nieruchomości. Większa przejrzystość cen powinna zachęcić sprzedających do wprowadzania na rynek produktów inwestycyjnych, co przełoży się na wzrost płynności” – dodaje Marcus Lemli, CEO Savills w Niemczech i dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego na Europę.

„Silny popyt ze strony najemców na powierzchnię magazynową i produkcyjną w Polsce napędza wysoką aktywność deweloperską w tym segmencie. Zainteresowanie inwestorów nieruchomościami logistycznymi powinno się utrzymać również w 2021 r. i zapewne będziemy również świadkami kolejnych transakcji typu JV i forward funding. W 2021 r. popularnością cieszyć się będzie również segment mieszkań na wynajem instytucjonalny oraz sektor prywatnych domów studenckich. To dopiero rodzące się rynki w naszym kraju, na których wciąż brakuje produktu, przez co również na nich należy się spodziewać transakcji na etapie finansowania inwestycji. Pozytywny sentyment inwestorów powinien być odczuwalny również w stosunku do obiektów handlowych, których głównym najemcą jest operator spożywczy oraz sklepów typu convinience, które wykazały się dużą odpornością na negatywne skutki gospodarcze pandemii. Inwestorzy mogą również selektywnie rozważać zakup nieruchomości biurowych, zwłaszcza tych o wysokiej jakości, zapewniających długoterminowy, stabilny dochód, w centralnych lokalizacjach w Warszawie. Aktywa tego typu wydają się być relatywnie atrakcyjnie wyceniane w porównaniu z głównymi rynkami w Europie Zachodniej. Potencjalne okazje inwestycyjne mogą się również pojawić w sektorze hotelowym, który mocno ucierpiał w wyniku lockdownu” – mówi Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego, Savills.Najbardziej atrakcyjne inwestycyjnie sektory nieruchomości w Europie w 2021 rok

„Inwestorzy gotowi podjąć pewne ryzyko mogą zdecydować się na realizację nowych inwestycji, aby wykorzystać fazę ożywienia cyklu koniunkturalnego. Deweloperzy już poszukują alternatywnych źródeł finansowania z powodu utrzymujących się rygorystycznych warunków jego pozyskiwania. Obecna sytuacja sprzyja realizacji nowych inwestycji ze względu na ograniczoną podaż i niewielką aktywność deweloperską. Średnie wskaźniki pustostanów w Europie są nadal rekordowo niskie i wynoszą 6,3% na rynku biurowym oraz 5,3% w przypadku obiektów logistycznych. Ograniczeniem w sektorze nieruchomości mieszkaniowych jest wzrost kosztów pracy i budowy. Odsetek mieszkań wybudowanych w Europie po roku 2010 wynosi zaledwie 3,7%, co oznacza, że sektor ten będzie w tym roku nadal bardzo atrakcyjny” – podsumowuje Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań rynków europejskich w Savills.

Simpact VC inwestuje milion złotych w 4Nature System

Polska spółka 4Nature System zajmująca się aranżacją wewnętrznych ogrodów wertykalnych pozyskała 1 mln złotych od funduszu Simpact VC. Środki te zostaną przeznaczone na rozwój innowacyjnej linii zielonych mebli biurowych z żywą roślinnością. Zaangażowanie funduszu w spółkę 4Nature wpisuje się w przyjętą strategię inwestycyjną Simpactu, gdzie jednym z kluczowych kryteriów jest pozytywny wpływ na społeczeństwo i środowisko naturalne.

4Nature System to proptech startup działający zarówno na polskim, jak i zagranicznych rynkach, który specjalizuje się w połączeniu mebli biurowych i natury przy wykorzystaniu technologii IoT (internet rzeczy). Środki, które zostały pozyskane przez spółkę, zostaną przeznaczone na działania marketingowe oraz dalsze prace badawczo-rozwojowe. Ich celem jest rozwój technologii 4Nature System tak, aby właściwy dobór i rozmieszczenie modułowych mebli z żywą zielenią w biurze zapewniło odpowiedni poziom wilgotności w pomieszczeniach.

Inwestycja w 4Nature System to nasza cegiełka w promocję i upowszechnienie rozwiązań ekologicznych, służących zarówno gospodarce, jak i ochronie środowiska naturalnego. Cieszymy się, że jako fundusz możemy wspierać projekty, które mają pozytywny wpływ na życie ludzi. Mamy nadzieję, że pozyskane środki ułatwią realizację założonych przez zespół celów biznesowych dotyczących między innymi ulepszenia innowacyjnej linii mebli biurowych – mówi Wojciech Majewski, członek zarządu Simpact VC.

Inwestycja w naturę

Suche powietrze w biurze czy też domu to jedna z istotnych niedogodności, jakie spotykają pracowników. Wpływa to nie tylko na komfort pracy, lecz może też być przyczyną między innymi problemów z oddychaniem. Niski poziom wilgotności powietrza może ponadto przyczynić się do przenoszenia grypy w okresie zimowym, co jest obecnie szczególnie ważne w kontekście pandemii Covid-19.

Stworzyliśmy 4Nature System z myślą o wszystkich tych, którzy pragną żyć i pracować wśród zieleni, ale ze względu na coraz szybsze tempo życia nie mają czasu na dbanie o nią. Pomysł ten został bardzo dobrze przyjęty. Świadczy o tym między innymi portfolio naszych klientów jak H&M, Amazon, HB Reavis czy Skanska – mówi Beata Dziedzic, CTO firmy 4Nature System. – Cieszymy się, że w dalszym rozwoju wspiera nas fundusz z odpowiednim doświadczeniem w projektach z pozytywnym wpływem społecznym.

W 2021 roku zespół Simpactu zamierza przeprowadzić 8 nowych inwestycji, po czym zakończy swój okres inwestycyjny. – Większość ze wspomnianych wejść planowana jest już na pierwszą połowę bieżącego roku. Ponadto spodziewamy się też dwóch exitów, co potwierdza słuszność przyjętej przez fundusz strategii inwestycyjnej – mówi Krzysztof Grochowski, dyrektor zarządzający funduszem Simpact VC.

W Polsce coraz więcej lokali socjalnych

Liczba lokali socjalnych w Polsce wciąż jest zbyt mała względem potrzeb. Dane GUS wskazują jednak, że liczba wspomnianych mieszkań wzrasta, co można uznać za pewne zaskoczenie.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego z końca 2019 r. mówią, że wówczas na gminne lokum czekało 150 579 gospodarstw domowych. Ponad połowę oczekujących (81 214) stanowiły rodziny oraz osoby samotne potrzebujące mieszkania socjalnego. Niedobór gminnych lokali o niskim standardzie i czynszu niestety jest widoczny już od dawna. Właśnie dlatego eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, jak zmieniała się liczba mieszkań socjalnych. Analiza danych GUS prowadzi do dość zaskakującego wniosku. Główny Urząd Statystyczny dzięki informacjom zawartym w Banku Danych Lokalnych pozwala nam łatwo sprawdzić, jak przez ostatnie lata zmieniała się liczba lokali socjalnych. Dane GUS mówią, że gminy posiadały następującą liczbę takich mieszkań:Liczba lokali socjalnych

Oprócz wzrostu liczby analizowanych mieszkań, widać było także coraz większy ich udział w ogólnym zasobie lokali posiadanych przez gminy. Ten odsetek zmieniał się następująco:Udział lokali socjalnych w ogólnym zasobie posiadanym przez gminy

W kontekście powyższych informacji warto pamiętać, że wzrost liczby lokali socjalnych po części wynikał z przekwalifikowywania mieszkań komunalnych na „M” o niższym standardzie. Taka zmiana często jest spowodowana faktem, że gmina nie ma pieniędzy na kosztowny remont lokalu i całego budynku.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Echo Investment podsumowuje udany rok Fuzji

Dla powstającej w sercu Łodzi Fuzji miniony rok upłynął pod znakiem intensywnych prac i przełomowych momentów. Deweloper przekazał do użytkowania dwa budynki mieszkalne i rozpoczął budowę trzeciego. Wystartowały również prace związane z realizacją części biurowej projektu. Echo Investment w połowie bieżącego roku zapowiada także otwarcie ogólnodostępnego, miejskiego placu z zabytkową zrewitalizowaną elektrownią.

Fuzja to blisko 8 ha historycznego terenu, który po zakończeniu prac zyska 90 tys. mkw. powierzchni o różnych funkcjach oraz ponad 4 ha przestrzeni ogólnodostępnej. Rok 2020 był dla projektu niezwykle udany. Deweloper zakończył budowę dwóch pierwszych budynków mieszkalnych i oddał do użytkowania 274 lokale. W listopadzie wystartowała także budowa trzeciej nieruchomości, w której znajdzie się 237 mieszkań. Zakończenie tego etapu prac planowane jest na I połowę 2022 roku.

We wrześniu 2020 roku Fuzja weszła w kolejną fazę realizacji projektu. Na terenie inwestycji wbita została symboliczna łopata pod budowę dwóch biurowców o łącznej powierzchni 19 900 mkw. Ich najemcą zostanie Fujitsu Technology Solutions. Firma wprowadzi się do swojej nowej siedziby już w 2022 roku. Biurowce będą miały odpowiednio pięć oraz sześć kondygnacji naziemnych oraz jedną kondygnację podziemną. Na realizację części biurowej Fuzji deweloper pozyskał w listopadzie finansowanie od Banku Pekao S.A. w wysokości blisko 34 mln EUR. Na koniec 2021 roku planowane jest zakończenie prac związanych ze stanem surowym obu budynków, na których zawiśnie tradycyjna wiecha.

Ten rok będzie przełomowy dla Fuzji jako projektu miastotwórczego. W połowie 2021 otwarty zostanie otwarty ogólnodostępny plac miejski zlokalizowany w centrum kompleksu. Nowy dziedziniec o powierzchni blisko 3 600 mkw. będzie przyjazną przestrzenią, sprzyjającą rozmaitym aktywnościom, która jednocześnie pozwoli na relaks i odpoczynek. Sercem placu będzie zrewitalizowana zabytkowa elektrownia, której odnowioną fasadę i piękne nowe oszklenia w postaci witraży będzie można podziwiać wraz z otwarciem dziedzińca.

– Udostępnienie placu we Fuzji będzie wielkim wydarzeniem w życiu naszej inwestycji, ale też i całego miasta. Przez wiele lat był to teren zamknięty i przez to poniekąd zapomniany. Teraz odzyskuje swoją świetność, której przedsmak zobaczyć będzie można już za kilka miesięcy. Na terenie Fuzji pozostawimy jak najwięcej śladów fabrycznej Łodzi, np. naturalnej cegły, która nadaje temu miejscu niezwykłego klimatu. Będzie to wspaniałe miejsce spotkań, idealne do pracy i zapewniające komfort w codziennym życiu. Każdy z pewnością znajdzie tu coś dla siebie – mówi Anna Malarczyk-Arcidiacono, dyrektor projektu Fuzja.

Fuzja to jeden z największych i najbardziej wymagających projektów realizowanych przez Echo Investment w Polsce. Wieloetapowa inwestycja zakłada powstanie wielofunkcyjnej przestrzeni biurowej, handlowo–usługowej, gastronomicznej, a także budynków mieszkalnych, placu miejskiego i otwartych, zielonych terenów wspólnych. Wszystko w otoczeniu historycznej zabudowy dawnych zakładów włókienniczych Karola Scheiblera, które stanowią dziedzictwo Łodzi Fabrycznej. Na terenie Fuzji są budowane także nowe budynki, które uzupełnią istniejącą zabudowę. Łącznie na 8 ha zlokalizowanych będzie 20 budynków, z czego 14 stanowić będą obiekty historyczne. Za projekt architektoniczny inwestycji odpowiada Medusa Group.

EDPR przejmuje amerykańską firmę zajmującą się dystrybucją energii z fotowoltaiki

EDPR nabędzie 85% udziałów w firmie C2 Omega, która posiada w portfelu dystrybucyjnym 89 MW energii pozyskiwanej ze źródeł fotowoltaicznych.

Inwestycja odpowiada wartości przedsiębiorstwa wynoszącej około 119 mln USD i ugruntuje obecność EDPR w tym szybko rosnącym segmencie.

EDPR, poprzez swoją w pełni zależną spółkę EDP Renewables North America, zawarł umowę nabycia udziałów większościowych w C2 Omega, będącej platformą dystrybucyjną producenta energii fotowoltaicznej – firmy C2 Energy Capital.

EDPR nabędzie 85% udziałów w portfelu dystrybucyjnym energii pochodzącej z farm fotowoltaicznych, który zawiera 89 MW w instalacjach już operujących oraz bliskich oddania do użytku, jak również 120 MW w projektach w zaawansowanej fazie opracowania, łącznie niemal 200 lokalizacji w 16 stanach USA.

Inwestycja EDPR w platformę dystrybucji C2 wynosi ok. 119 mln USD, co odpowiada wartości przedsiębiorstwa zakupionej wraz z portfolio operacyjnycm (89 MW).  Transakcja obejmie dodatkowe ruchy finansowe w oparciu o przyszły wzrost zdolności operacyjnej. Zespół zarządzający C2 będzie nadal zaangażowany w bieżącą działalność operacyjną firmy.

Dzięki tej transakcji EDPR wejdzie do prężnie rozwijającego się sektora na świecie. Firma stanie się operatorem jednego z największych komercyjnych i przemysłowych portfolio dystrybucyjnych w USA, co umożliwi EDPR obsługę tego rosnącego rynku jednocześnie oferując swoim klientom szereg nowych usług i rozwiązań w zakresie korzystania z energii odnawialnej.

Pełniący tymczasowo obowiązki Dyrektora Generalnego EDPR Rui Teixeira powiedział: „Porozumienie osiągnięte z C2 Omega jest kluczowym kamieniem milowym dla EDPR, umożliwiającym nam wejście do prężnie rozwijającego się sektora rynku w USA, poprzez nabycie wiodącego dystrybutora energii ze źródeł odnawialnych. C2 Omega jest firmą z imponującymi osiągnięciami, silnym zespołem zarządzającym i wysokiej jakości portfelem komercyjnym i przemysłowym. Dzięki tej transakcji EDPR i C2 będą wspólnie rozwijać segment dystrybucji, poszerzać ofertę konkurencyjnych rozwiązań dostarczanych naszym klientom i zwiększać potencjał wzrostu całej platformy. Transakcja potwierdza ponadto nasze zaangażowanie na rynku Ameryki Północnej, gdzie EDPR zarządza portfolio 7600 MW energii, z czego ponad 7200 MW to instalacje już operujące.

Finalizacja tej transakcji podlega szczegółowym warunkom prawnym i jej zamknięcie jest spodziwane w pierwszym kwartale 2021r.

Przetasowania na rynku handlowym w Polsce – JLL podsumowuje 2020 rok

Pandemia mocniej uwidoczniła wyzwania, przed którymi już wcześniej stał polski rynek handlowy, podkreślając nie tylko wagę wielokanałowej sprzedaży, ale też konieczność poszukiwania alternatywnych lokalizacji.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku nieruchomości handlowych w Polsce na koniec 2020 roku.

Ogłoszone w ubiegłym roku trzy epizody lockdownu w oczywisty sposób wpłynęły na zmiany w zwyczajach zakupowych Polaków i przyczyniły się do rosnącej popularności mniejszych formatów handlowych. Jednocześnie wybuch pandemii uwypuklił wyzwania, którym rynek stawiał czoła od dłuższego czasu. Oprócz wzrostu sprzedaży internetowej i wielokanałowej, mocniej została też podkreślona konieczność poszukiwania alternatywnych lokalizacji, które pozwolą sieciom na przyciągnięcie nowych grup klientów. Wśród nich możemy wymienić m.in. lokalizacje znajdujące się przy szeroko pojętych ulicach handlowych, które dzięki przyjęciu odpowiedniej strategii, mogą zyskać na aktualnych przemianach mających miejsce na rynku, tłumaczy Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Podaż – dominują parki handlowe i centra convenience

Pandemia wzmocniła popularność wygodnych i szybkich zakupów, które można zrobić w niedalekiej odległości od swojego domu. Znalazło to również odzwierciedlenie w nowej powierzchni, która została dostarczona na rynek. W całym 2020 roku deweloperzy ukończyli budowę 430 000 mkw. powierzchni w ramach wielkopowierzchniowych obiektów handlowych, a także centrów codziennych zakupów, tzw. centrów convenience.

41% ukończonej powierzchni zostało oddanej do użytku w ramach parków handlowych, a kolejne 28% w centrach convenience. Centra handlowe, które wciąż są najpopularniejszym formatem w Polsce, odpowiadały za zaledwie 20% nowej podaży. W rezultacie całkowita powierzchnia handlowa w Polsce, obejmująca zarówno wielkopowierzchniowe formaty, jak i centra convenience, na koniec 2020 roku osiągnęła poziom blisko 16 mln mkw., tłumaczy Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Największymi projektami otwartymi w 2020 roku była Galeria Wiślanka w Żorach (20 000 mkw.), Dekada w Nysie (19 600 mkw.), Galeria Chełm w Chełmie (17 500 mkw.) a także wielofunkcyjny projekt Elektrownia Powiśle w Warszawie (15 500 mkw. powierzchni handlowej).

W tym samym czasie około 335 000 mkw. zostało wycofanych z podaży nowoczesnej powierzchni handlowej, jako wynik zamknięć wybranych, starszych galerii Tesco i Auchan, centrum handlowego Sukcesja w Łodzi, a także częściowej konwersji powierzchni handlowej na inne funkcje w wybranych obiektach.

Popyt – przetasowania na mapie handlowej

Spadek liczby odwiedzających i obrotów w większości centrów handlowych w Polsce, a także negocjacje między właścicielami a najemcami, wpłynęły na spowolnienie lub tymczasowe zawieszenie planów ekspansji większości najemców.

Z drugiej strony, większość sieci spożywczych i najemców z kategorii „value retailers” zostało w mniejszym stopniu dotkniętymi przez pandemię, a ich plany ekspansji podtrzymane, i niejednokrotnie skierowane na nowe destynacje handlowe, bardziej odporne na skutki wprowadzanych obostrzeń. Warto też przypomnieć, że ubiegły, pandemiczny rok był momentem debiutu kilku zagranicznych marek, m.in.: modowego giganta Irlandii, czyli firmy Primark i amerykańskiego brandu Urban Outfitters. Ponadto, swoje pierwsze sklepy w Polsce otworzyły w tym czasie American Vintage z Francji, Falconeri z Włoch, butik z kosmetykami Armani Beauty z Francji, sieć sklepów meblowych Mömax z Austrii, czy rosyjski dyskont spożywczy Mere, dodaje Joanna Tomczyk.

Jednocześnie niektóre marki zdecydowały o wyjściu z polskiego rynku. Powodem była kondycja finansowa tych sieci, która jednak w wielu przypadkach była niekorzystna jeszcze przed wybuchem pandemii. Zjawisko to można było zaobserwować również na rynkach zagranicznych. Wśród sklepów, które zdecydowały o zakończeniu działalności w Polsce znalazły się modowe Forever21, Camaieu, Promod i Stefanel, sieć obuwnicza Salamander, sklep sportowy Sportisimo, czy oferujący artykuły do wnętrz Miniso.

Rynek inwestycyjny

Analogicznie do trendów obserwowanych w innych krajach 2020 rok przyniósł spadki w wolumenie inwestycyjnym w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce.
W ubiegłym roku zawarto transakcje na blisko 650 mln euro, których przedmiotem były w większości parki handlowe, centra zakupów codziennych, sklepy budowlane i spożywcze lub obiekty przeznaczone do repozycjonowania, zmiany funkcji lub operatora. Spodziewamy się, że wraz z utrzymującą się dużą aktywnością deweloperów właśnie w segmencie parków i centrów zakupów codziennych, a także zmieniającymi się zwyczajami zakupowymi polskich konsumentów, uwaga inwestorów w coraz większym stopniu będzie koncentrować się na tego typu formatach. Stopy kapitalizacji za najlepsze parki handlowe pozostają na poziomie ok. 6,8% z prognozą dalszej kompresji z uwagi na zainteresowanie funduszy tą klasą produktu, komentuje Agnieszka Kołat, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych, JLL.

Żadne centrum handlowe o powierzchni najmu przekraczającej 20 tysięcy metrów kwadratowych nie było przedmiotem bezpośredniej transakcji w 2020 roku. Jedyna transakcja uwzględniająca duże centra handlowe to sprzedaż 61,49% udziałów w spółce GTC, właściciela Galerii Północnej w Warszawie i Galerii Jurajskiej w Częstochowie, przez Lonestar w ramach transakcji korporacyjnej na rzecz węgierskiego funduszu Optimum Ventures Private Equity Fund. Dodatkowo, 50% udziałów w centrum wyprzedażowym Wrocław Fashion Outlet zostało sprzedanych jako część europejskiego portfela przez Hammerson na rzecz APG za ok. 22 mln euro.

Strategia na przyszłość

2020 był rokiem pełnym wyzwań także pod względem warunków czynszowych. Zobowiązania między właścicielami obiektów handlowych a najemcami zostały tymczasowo zawieszone, w przypadku wymogu zamknięcia sklepów najemcy zostali zwolnieni z opłat czynszowych i eksploatacyjnych w zamian za przedłużenie umowy najmu o okres trwania lockdownu plus sześciu miesięcy. Poza regulacjami rządowymi, wielu najemców otrzymało od wynajmujących tak zwane upusty covidowe, najczęściej rozłożone na kilka miesięcy 2020 roku.

Ze względu na drugi lockdown w listopadzie i trzeci trwający obecnie, dalsze upusty czynszowe w wielu przypadkach są przedmiotem rozmów. Należy jednak mieć na uwadze, że rządowe regulacje wpłynęły negatywnie na kondycję finansową właścicieli centrów handlowych, którzy dodatkowo nie zostali objęci żadnym programem pomocowym. Odnowienia umów najmu są aktualnie bardziej elastyczne i w niektórych przypadkach podpisywane na okres 2-3 lat, zamiast standardowych pięciu. Aspektem, który pozwala na ostrożny optymizm w zakresie stopniowej odbudowy kondycji centrów i marek handlowych, są potrzeby zakupowe polskich konsumentów. Choć wzrost e-commerce w Polsce jest niezaprzeczalnym faktem, to Polacy nadal najchętniej wybierają handel tradycyjny, podsumowuje Anna Wysocka

Zwycięzcy i przegrani rynku nieruchomości

Zmiany, jakie zachodzą na rynku nieruchomości przyniosą nowych liderów i duże przemiany we wszystkich jego segmentach.

  1. Jakie zmiany zaszły na rynku nieruchomości komercyjnych w 2020?

Sektor nieruchomości pokazał, że jako rynek kapitałowy jest odporny na kryzys. Największym beneficjentem 2020 roku był segment magazynowy z rekordowym w swojej historii wolumenem transakcyjnym. Zmiany wywołane przez pandemię, szybki wzrost e-commerce i transformacja łańcuchów dostaw spotęgowały zapotrzebowanie na obiekty magazynowe oraz centra logistyczne i skierowały uwagę inwestorów w stronę projektów z tego segmentu.

Ponadto, do wszystkich firm na dużą skalę wkroczyła technologia, która wkrótce zrewolucjonizuje naszą pracę i działania, podobnie jak sposób funkcjonowania biurowców oraz innych obiektów komercyjnych. Wprowadzane są systemy zarządzania budynkami oraz rozwiązania i aplikacje usprawniające pracę. Jesteśmy świadkami szybkiego upowszechniania się nowoczesnych rozwiązań w zakresie cyfryzacji, automatyzacji i digitalizacji procesów biznesowych, a także ekologii i ochrony zdrowia.

Ubiegły rok zapoczątkował przechodzenie z tradycyjnego modelu pracy na bardziej elastyczny i wprowadzanie hybrydowego systemu pracy. Część najemców rozpoczęła analizy dotyczące zapotrzebowania na powierzchnię biurową  w nowej sytuacji rynkowej, ale większość firm wstrzymuje się jeszcze z podejmowaniem zdecydowanych działań. Stąd to renegocjacje umów były najczęściej wybieraną opcją przez najemców w ubiegłym roku. Niemniej, pandemia nie okazała się przeszkodą w zawieraniu spektakularnych umów najmu.

Dla handlu, który najbardziej ucierpiał, kluczowe będzie odmrożenie gospodarki. Nowoczesne centra w atrakcyjnych lokalizacjach prawdopodobnie umocnią jeszcze swoją pozycję. Nie lada wyzwanie stoi natomiast przed mniejszymi i starszymi obiektami w gorszych lokalizacjach. Część z nich będzie musiała przemyśleć różne opcje, łącznie ze zmianą funkcji. Należy jednocześnie zwrócić uwagę, że w nowych realiach na znaczeniu zyskały mniejsze kompleksy, jak parki handlowe i centra convenience, z których teraz chętnie korzystają klienci.

  1. Jakim kierunku będzie zmierzał rynek w tym roku?    

Największym wyzwaniem tego roku jest sytuacja związana z powrotem do biur oraz wznowieniem działalności galerii handlowych w kontekście zmiany sposobu świadczenia pracy i radykalnej zmiany zwyczajów zakupowych.

Wśród trendów rynkowych, jakie coraz bardziej będą widoczne można wymienić wzrost aktywności deweloperów w segmencie gruntów logistycznych, rozwój last mile logistics oraz dywersyfikację portfeli przez inwestorów, którzy pójdą także w kierunku inwestycji alternatywnych m.in. z segmentu PRS, akademików, czy centrów danych. Będziemy również obserwować inwestycje w mieszkania dla seniorów i projekty opieki zdrowotnej. Przy czym, możliwości inwestowania w takie obiekty będą poszukiwać, nie tylko firmy, ale także prywatni inwestorzy, którzy odchodzą od deficytowych lokat.

Ogólne zainteresowanie gruntami jest bardzo duże, co pokazuje, że deweloperzy i inwestorzy są gotowi do procedowania kolejnych inwestycji i inicjowania nowych projektów. Widzimy również, że deweloperzy coraz chętniej realizują projekty w formule JV, częściowo dzieląc się zyskiem w różnych formułach z właścicielami gruntów.

Coraz istotniejsza dla inwestorów staje się także kwestia realizacji projektów z certyfikatami środowiskowymi, które wpisują inwestycje w trend zerowego bilansu energetycznego, ograniczania śladu węglowego, czy zero waste.

Automatyzacja w logistyce sprawia, że czas dostawy zakupów online staje się krótszy, a tym samym dynamicznie rosną kompleksy umożliwiające magazynowanie na obrzeżach miast, w tym projekty w formule SBU (Small Business Units). Segment magazynowy nie tylko okazał się odporny na kryzys, pozostając jako jedyny na tym samym poziomie czynszowym, ale bardzo wzmocnił i nadal umacnia swoją pozycję. W kolejnych latach magazyny będą wyrastać na coraz większą gwiazdę rynku nieruchomości, a pozycja naszego kraju jako jednego z głównych hubów logistycznych na kontynencie będzie coraz mocniejsza. W Polsce aktualnie pozostaje w budowie ponad 1,5 mln mkw. powierzchni magazynowych, z których przeszło 70 proc. jest wynajęte.

  1. Jak zmieni się struktura popytu na powierzchnie biurowe w związku z rozpowszechnianiem się home office? Czy w tym roku będziemy obserwować falę relokacji?

Widzimy dużą liczbę renegocjacji, które stanowią około 50 proc. transakcji, podczas gdy wcześniej wskaźnik ten wynosił 20-30 proc. Rynek biurowy jest w procesie zmiany, ale dywagowanie o jego zmierzchu jest dużym nadużyciem. Model hybrydowy, który już na stałe zadomowi się w naszym życiu spowoduje, że biura będą inne. Jakie dokładnie okaże się dopiero, kiedy firmy na większą skalę będą do nich wracać i intensywnie korzystać. Kluczowe decyzje w sprawie zmiany miejsca pracy nadal odkładane są do czasu, gdy najemcy będą mogli zdefiniować od nowa swój model biznesowy.

Mamy natomiast wiele sygnałów, że pełny home office nie sprawdza się ze względu na brak możliwości kreatywnej pracy, zdobywania umiejętności, szkolenia młodych pracowników, budowania relacji i więzi z firmą, czy wymiany informacji. Dlatego tradycyjne biura pozostaną fundamentalne dla funkcjonowania organizacji.

Widoczny jest spadek popytu na powierzchnię, ale firmy nie rezygnują z wynajmu biur. W nowym systemie firmy będą prawdopodobnie pracować na zmienionych  powierzchniach, które będą musiały stwarzać możliwość elastycznego dostosowywania do zmieniających się potrzeb. Najemcy poszukują teraz przede wszystkim bezpiecznych biur w lokalizacjach umożliwiających swobodny dojazd komunikacją i własnymi środkami transportu. W obiektach zapewniających liczne udogodnienia oraz dodatkowe usługi, sprzyjające zdrowiu i poprawie samopoczucia. Zgłaszane jest zapotrzebowanie na przestrzeń, która sprzyja kreatywności i umożliwia aranżację stref przystosowanych do spotkań zespołowych.

  1. Czy na rynku biurowym pojawi się nadpodaż? 

Na niektórych rynkach pojawi się, ale tylko na tych, na których planowana jest duża nowa podaż. Tym samym, w niektórych lokalizacjach wzrośnie poziom pustostanów, co będzie dla tych miast zdrową zmianą, bo szersza oferta przyniesie w nich więcej opcji wyboru.

Jednocześnie należy wspomnieć, że widoczne jest spowolnienie budów. Większość projektów deweloperskich prowadzona jest bez opóźnień, ale w przypadku części inwestycji naturalnym działaniem będzie przesunięcie w czasie, a nawet wstrzymanie budowy projektów. Dotyczy to inwestycji, które są gorzej usytuowane. Takie decyzje pozytywnie wpływać będą natomiast na absorpcję istniejącej powierzchni na danym obszarze. Inwestorzy, którzy przygotowują inwestycje do budowy zmuszeni są natomiast do poszukiwania możliwości zabezpieczenia umów pre-lease dla większej części powierzchni. W tych przypadkach najemcy zdecydowani na taki ruch będą zapewne chętnie wynagradzani.

Mamy sygnały, że globalne korporacje będą lokować nowe miejsca pracy w Polsce. Jest też szansa na relokacje do naszego kraju biznesu z Azji i Europy Zachodniej oraz USA, co przyczyni się do wzrostu popytu na biura. Nie ulega wątpliwości zatem, że wysokiej jakości powierzchnie na głównych rynkach biurowych w kraju będą nadal poszukiwane.

  1. Czy inwestorzy są wciąż aktywni w Polsce? W nieruchomości, z którego sektora głównie celują? Z jakim rezultatem zamknął się ubiegły rok na rynku inwestycyjnym?    

Wolumen zawartych transakcji i wielkość kapitału, jaki zainwestowali w minionym roku w Polsce globalni gracze pokazuje, że pomimo zawirowań nasz kraj to dobre miejsce do inwestycji i co ważne bezpieczne. Potwierdzali to również liczni goście cyklicznych wydarzeń Why Invest in Poland, jakie organizowaliśmy w zeszłym roku.

W 2020 roku wolumen transakcji inwestycyjnych w Polsce był o jedną czwartą mniejszy niż rok wcześniej, wyniósł 5,6 mld euro. Królował segment magazynowy, który odpowiadał prawie za połowę transakcji. W najbliższych miesiącach popyt na aktywa z tego segmentu prawdopodobnie będzie utrzymywał się na równie wysokim poziomie. Jest to widoczne również w rozbudowie banków ziemi. W ostatnim czasie najchętniej nabywane były grunty pod logistykę. To najbardziej gorący towar na rynku nieruchomości, pod warunkiem jednak, że parcele mają pozwolenie na budowę lub WZ, bo bez nich inwestorzy wykazują znacznie mniejszą chęć do zakupu.

Sektor biurowy, który wcześniej dominował, przyciągnął prawie 40 proc. wszystkich transakcji inwestycyjnych. Jako, że obostrzenia najbardziej dotknęły rynek retail zainteresowanie nieruchomościami handlowymi było bardzo małe. Transakcje dotyczyły głównie mniejszych retail parków. Zmiany zachodzące na rynku spowodowały, że inwestorzy zaczęli poszukiwać alternatywnych klas aktywów. Dużą dynamiką wykazał się sektor PRS oraz akademików, gdzie kilka transakcji zrealizowanych zostało przez fundusze, które nie były jeszcze obecne na polskim rynku.

Według naszych  analiz w 2020 roku rynek magazynowy odnotował kompresję stóp procentowych o 0,25 proc. do poziomu 5,5 proc., podczas gdy rynek biurowy w najlepszych lokalizacjach do wysokości około 5 proc. Na rynku retail zmieniła się ich wysokość o 0,5 proc. do 5,5 proc. w skali roku.

Rosnąca liczba funduszy zainteresowanych naszym rynkiem, jak i aktywność obecnych na nim podmiotów sugeruje, że dynamika transakcji inwestycyjnych w tym roku będzie rosnąca i być może będziemy mogli zobaczyć kolejne rekordy.

  1. Jaki był ubiegły rok dla Walter Herz? Jakie plany ma firma na ten rok?  

2020 był rokiem pełnym wyzwań oraz intensywnych działań. Śmiało możemy powiedzieć, że okazał się dla nas bardzo dobry. W minionych miesiącach mieliśmy okazję przeprowadzić wiele spektakularnych i rekordowych dla firmy transakcji, a także zorganizować wydarzenie Why Invest in Poland, w którym uczestniczyło ponad 500 gości z 76 krajów. Podsumowując spotkania możemy powiedzieć, że nastroje wśród globalnych inwestorów są bardzo pozytywne, co dobrze wróży procedowaniu transakcji w tym roku i kolejnych latach.

Nasze plany na ten rok wiążą się z dalszym rozwojem działu odpowiedzialnego za sektor biurowy, jak i inwestycyjny oraz rozbudową struktur odpowiedzialnych za segment magazynowy.

Lockdown pogłębia problem z inwestycjami

Od lat wskazuje się, że strukturalnym problemem polskiej gospodarki jest niewystarczający udział inwestycji w tworzeniu PKB. Jednym z kluczowych celów Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju było zwiększenie stopy inwestycji do poziomu 25 proc. PKB w roku 2020. W ciągu ostatnich kilku lat przeprowadzono szereg działań mających stymulować wzrost nakładów na środki trwałe oraz badania i rozwój. W szczególności skoncentrowano się na stworzeniu systemu ulg zachęcających firmy do inwestowania.

Od lat wskazuje się, że strukturalnym problemem polskiej gospodarki jest niewystarczający udział inwestycji w tworzeniu PKB. Jednym z kluczowych celów Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju było zwiększenie stopy inwestycji do poziomu 25 proc. PKB w roku 2020. W ciągu ostatnich kilku lat przeprowadzono szereg działań mających stymulować wzrost nakładów na środki trwałe oraz badania i rozwój. W szczególności skoncentrowano się na stworzeniu systemu ulg zachęcających firmy do inwestowania.

Epidemia koronawirusa jedynie pogłębiła ten problem, generując dwa dodatkowe źródła barier inwestycyjnych. Pierwszym jest niepewny rozwój sytuacji epidemicznej, drugim – być może jeszcze groźniejszym – całkowita nieprzewidywalność reakcji rządu. Trudno formułować prognozy dot. działalności firmy, jeśli przyszłe otoczenie ekonomiczne w istotnym stopniu zależy od liczby zachorowań (a także innych wskaźników, również tych związanych z wydolnością systemu opieki zdrowotnej). Budowanie scenariuszy na dłuższy horyzont czasowy staje się niemożliwe, jeśli dodatkowo brak jest jakichkolwiek ram, w których porusza się rząd, wprowadzając kolejne ograniczenia i zamykając określone sektory gospodarki.

Powyższa diagnoza została przez ZPP potwierdzona badaniem Busometr, którego wyniki opublikowane zostały na początku października 2020 roku. Wynikało z nich, że o ile epidemia koronawirusa nie doprowadziła do załamania na rynku pracy, ani do szczególnie katastrofalnych nastrojów wśród przedsiębiorców, o tyle spowodowała najniższy w historii wskaźnika odczyt komponentu „Inwestycje”. W badaniu niemal 70 proc. firm zadeklarowało, że nie planuje absolutnie żadnych inwestycji.

Jesteśmy przekonani, że jest to rezultat współistnienia dwóch dodatkowych źródeł barier inwestycyjnych opisanych powyżej. O ile na pierwsze z nich rząd ma stosunkowo ograniczony wpływ, bo najistotniejszy w ograniczeniu transmisji wirusa jest zdrowy rozsądek i zachowywanie podstawowego reżimu sanitarnego przez każdego z nas, o tyle nad drugim panuje niemal całkowicie.

W ciągu roku 2020, mimo kryzysu, wprowadzono szereg nowych obciążeń dla biznesu i procedowano pojawiające się znienacka inicjatywy, w skrajnych przypadkach obliczone wręcz na zakazanie prowadzenia określonego rodzaju działalności gospodarczej. Przełom roku 2020 i 2021 związany jest tymczasem z – jak się wydaje – niekoordynowanym i arbitralnym zamykaniem kolejnych gałęzi gospodarki i wprowadzaniem nowych ograniczeń.

Przedsiębiorcy od kilku miesięcy funkcjonują w trybie wyczekiwania na konferencje prasowe w przedmiocie ograniczeń dla działalności gospodarczej. Ich zakres jest modyfikowany bez większego związku z liczbą zachorowań, a także bez podawania obiektywnego uzasadnienia. Do tej pory nie wiemy, dlaczego dokładnie lokale gastronomiczne, czy punkty fitness pozostają w zamknięciu, mimo spadającej liczby zakażeń. Nie jest również jasne, jakie przesłanki uzasadniają utrzymywanie tych ograniczeń i zakazów w sytuacji, w której decydujemy się na ponowne uruchomienie nauczania stacjonarnego w szkołach. Brak przejrzystości procesu decyzyjnego, zaskakiwanie kolejnymi ograniczeniami, brak logicznego powiązania między sytuacją epidemiczną a skalą i dokuczliwością restrykcji – wszystko to powoduje, że przedsiębiorcy nie mają pojęcia, w jakich warunkach będą działać w perspektywie najbliższych tygodni.

Jeśli nie powstrzymamy tego chaosu, nigdy nie odnotujemy zakładanych w SOR wskaźników dotyczących stopy inwestycji. Tym samym, nigdy nie przełamiemy strukturalnego problemu gospodarczego, skutkującego m.in. niską wartością dodaną i niewielką innowacyjnością, a także brakiem „polskich czempionów”.

Nie uda się nam osiągnąć najważniejszych gospodarczych celów, jeśli nie zachęcimy firm do inwestowania. W tej chwili kluczowe dla odbudowania zaufania i poczucia bezpieczeństwa będzie wprowadzenie jasnych i przejrzystych reguł powrotu do gospodarczej normalności. Wydaje się, że dobrym punktem wyjścia może być mapa drogowa przedstawiona w listopadzie.

Czy interwencje walutowe banków centralnych to dobry kierunek?

Coś, co wczoraj byłoby początkiem otwartej wojny walutowej, dziś – w dobie pandemii – zyskuje wymiar akceptowalnej interwencji. Największą w swojej historii przeprowadził właśnie Narodowy Bank Polski i nie wyklucza kolejnych. Na czym polega interwencja walutowa, jak wpływa na kurs waluty oraz jak wygląda w innych krajach pisze Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

NBP na wielką skalę skupował w grudniu waluty obce, by zatrzymać postępujące umocnienie złotego. Dlaczego? Słabsza waluta z zasady zwiększa konkurencyjność eksportu i w konsekwencji wspiera wzrost gospodarczy.

Adam Glapiński, prezes NBP, ocenił, że grudniowa interwencja była nieporównywalna z wcześniejszymi. Jej wartość można śmiało szacować na kilkanaście miliardów złotych.

Lepsze interwencje niż ujemne stopy?

Z opublikowanych w piątek wypowiedzi prezesa NBP wynika, że polski bank centralny jest gotowy, by ponownie interweniować na rynku walutowym „dla dobra sytuacji gospodarczej”. Jednocześnie padło zastrzeżenie, że nie ma konkretnej wartości kursu złotego, który wywoła interwencję.

NBP dopuszcza również możliwość wprowadzenia ujemnych stóp procentowych, gdyby doszło do radykalnego pogorszenia się perspektyw wzrostu gospodarczego. Taki krok jednak miałby jednak charakter ostateczny. Instrumentami preferowanymi przez NBP byłyby zapewne kolejne interwencje i rozszerzenie skali prowadzonego od wiosny ub.r. skupu aktywów. Stanowisko Rady Polityki Pieniężnej będzie ciążyć złotemu i w najbliższych tygodniach kurs EUR/PLN powinien pozostawać lekko powyżej 4,50, a CHF/PLN pozostawać w okolicy 4,20.

Nie tylko NBP: Szwecja, Izrael, Chile…

W tygodniu, gdy Narodowy Bank Polski oficjalnie dodał interwencje walutowe do swojego instrumentarium, trzy inne banki centralne zdecydowały się na podobny krok. Chodzi o władze monetarne Szwecji, Izraela i Chile. Ich motywacje są jednak odmienne.

Korona szwedzka była najsilniejszą z głównych walut w 2020 r. Obrazuje to m.in. kurs SEK/PLN, który wzrósł aż 12 proc., w końcówce grudnia przekraczał nawet chwilowo 0,46 i tym samym przyjmował wartości najwyższe od 2017 r.

To jednak nie umocnienie szwedzkiej waluty jest powodem, dla którego bank będzie w kolejnych trzech latach sprzedawał na rynku 5 mld koron miesięcznie, co przekładać się będzie na codzienne zakupy rzędu 25-30 milionów dolarów. W tym wypadku chodzi o zastąpienie przez bezpośrednie zakupy pożyczek w walutach obcych jako sposobu zarządzania rezerwami, który ma przynieść oszczędności budżetowe.

Efekt takich zabiegów dla kursu korony będzie znikomy. Skala zakupów walut odpowiada ułamkowi dziennego obrotu na rynku szwedzkiej waluty. Cecilia Skingsley z Sveriges Riksbank cały czas podkreśla, że poziomy EUR/SEK bliskie 10,00 nie martwią banku centralnego. Dla inwestorów jest to jednak „zaproszenie” do kupowania szwedzkiej waluty, postrzeganą jako jeden z głównych beneficjentów perspektywy globalnego powrotu inflacji i odbicia wzrostu.

W połączeniu z nastawieniem RPP, która zbudowała tamę dla EUR/PLN pod poziomem  4,50 zł, można założyć, że w najbliższych tygodniach SEK/PLN będzie utrzymywać się na obecnych, wysokich poziomach.

Chile z kolei zwiększy swoje rezerwy walutowe o ponad 30 proc. w ramach polityki makroostrożnościowej i aby poprawić ocenę wiarygodności kredytowej przed kolejnymi trudnymi dla finansów publicznych latami.

Najbardziej podobną ścieżkę do NBP wybrał Bank Izraela, który już w poprzednim roku bardzo aktywnie, lecz bezskutecznie próbował zahamować zniżkę kursu USD/ILS, napędzaną potężną nadwyżką na rachunku bieżącym oraz napływem kapitału portfelowego na rynek obligacji skarbowych.

Wobec słabego dolara kolejne banki zaniepokoi siła waluty

W ostatnim roku dolar amerykański wyraźnie stracił w stosunku do wszystkich bez wyjątku walut gospodarek rozwiniętych, ale także walut z koszyka rynków wschodzących (emerging markets), do którego należy m.in. złoty.

W tym kontekście można śmiało przyjąć, że coraz więcej banków centralnych otwarcie powie, że niepokoi je siła rodzimej waluty. Wyjątkowe, pandemiczne warunki będą przy tym zwiększać tolerancję dla zabiegów osłabiających walutę, które w normalnych warunkach zostałyby napiętnowane jako zaczątek wojen walutowych.

W gronie walut, których notowania są elementem gospodarczej układanki, szczególnie bacznie monitorowanych przez władze monetarne, od lat na pierwszy plan wysuwa się frank szwajcarski. W 2020 r. dołączył do niego jen japoński, który dla inwestorów pełni podobną rolę tzw. bezpiecznej przystani dającej schronienie dla kapitału w burzliwych czasach.

Silny trend wzrostowy euro względem dolara w ostatnich miesiącach także wywołał popłoch w Radzie Prezesów Europejskiego Banku Centralnego. Zamanifestowanie zaniepokojenia tą tendencją przygasiło na kilka tygodni jej impet i wymusiło na uczestnikach rynku ostrożność.  Uwzględniając główne miary wyceny fundamentalnej, następny w kolejce może być dolar nowozelandzki.

Gdy skończy się pandemia

Czy interwencje walutowe to dobry kierunek? Wiele wskazuje na to, że gdy szczepionki pozwolą przezwyciężyć pandemię, na globalnym odbiciu wzrostu skorzystają przede wszystkim te waluty, z których siłą nie będą walczyć władze pieniężne. Obecnie, wśród głównych walut można tak postrzegać przede wszystkim funta szterlinga, koronę norweską, koronę szwedzką, czy dolara kanadyjskiego.

Obecnie nic nie wskazuje, by umocnienie którejkolwiek z czterech wymienionych walut miało się spotkać z kontrą banku centralnego Anglii, Norwegii, Szwecji czy Kanady (ostatniej interwencji Sveriges Riksbank nie wywołała troska o nadmierną siłę korony szwedzkiej). Jednocześnie każda z tych walut jest mocno związana z apetytem na ryzyko i globalną koniunkturą.

Waluty te zwyczajowo dobrze radzą sobie w czasie gospodarczej prosperity i hossy na rynkach akcji, a tracą, gdy przez światową gospodarkę i międzynarodowe rynki finansowe przechodzą turbulencje. Na dodatek losy korony norweskiej i dolara kanadyjskiego nierozerwalnie złączone są z rynkami surowców energetycznych, a ropa naftowa – dzięki ograniczeniom wydobycia, odbiciu wzrostu gospodarczego i majaczącego na horyzoncie poluzowaniu pandemicznych restrykcji – powinna utrzymywać wzrostową trajektorię.

Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl

Potęga sprzedaży na portalach społecznościowych – social selling

Social selling polega na wykorzystaniu mediów społecznościowych do prowadzenia działalności sprzedażowej czyli udostępnianiu produktów on-line swoim klientom bez konieczności zakładania sklepu e-commerce.

Sprzedaż przez social media prowadzona jest z wykorzystaniem narzędzi, które dostarcza sama platforma, np. Facebook, Instagram czy Pinterest.  Media społecznościowe dostarczają nie tylko szerokie grono odbiorców ale przy odpowiedniej jakości produktu – popularność.

Na całym świecie ponad 30 % internautów informuje, że śledzą oni swoje ulubione/pożądane marki w mediach społecznościowych i prawie tyle samo twierdzi, że czerpie korzyści z sieci społecznościowych w celu poszukiwania usług i produktów. Statystyki pokazują, że o ile samo planowanie zakupów jest wygodne to finalizacja zakupów w sieci jest znacznie mniejsza. W rzeczywistości tylko 10% użytkowników Internetu powiedziało, że byliby w stanie kupić produkt bezpośrednio poprzez taki portal korzystając z przycisku „kup”. Dlaczego? Jednym z najczęściej wskazywanych powodów jest brak wirtualnego koszyka, jasnych zasad współpracy (zwroty, rękojmie) oraz brak możliwości zakupu na raty.

Sprzedaż poprzez media społecznościowe doczekała się regulacji i zostały wprowadzone zmiany. Najważniejsze z nich dotyczą: reklamacji i rękojmi, prawa do zwrotu towarów bez podania przyczyny, czyli odstąpienia od umowy oraz zakazu stosowania klauzul niedozwolonych także w stosunku do przedsiębiorców. Biorąc pod uwagę fakt, że na Facebooku czy Instagramie można sprzedawać na różne sposoby, zmiany te dotyczą także każdej firmy, czy osoby, która to robi.

Na bardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania social selling musiał zaczekać ale i tu pojawiło się nowe narzędzie ułatwiające internetową sprzedaż. Raty kojarzone są głównie z punktami stacjonarnymi lub witrynami e-commerce. Nic bardziej mylnego. Całkiem niedawno polski fintech dodał w swojej ofercie wtyczkę o nazwie LoanByLink – proste raty. Do kogo skierowana jest nowoczesna płatność? Raty nie tylko dla e-commerce i sklepów stacjonarnych ale również raty w mediach społecznościowych, raty dla WWW bez funkcji sklepu i generator linku ratalnego. Ty wybierasz gdzie sprzedajesz.  Co oznacza to dla przedsiębiorców? Prostą integrację w serwisie partnera. W dodatku bezpłatną. Będąc partnerem wybierasz interesującą Cię formę płatności. Decydując się na sprzedaż w mediach społecznościowych wystarczy, że pobierzesz link z panelu partnera i udostępnisz na twojej aukcji „kup z LoanByLink”. Możesz go (link) też wysłać dowolnym komunikatorem. Klient dostaje pożyczkę lub opłaca zamówienie szybkim przelewem, dostaje zakupiony towar, a Ty środki. Status płatności widoczny jest w Twoim panelu partnera. LoanByLink nie pobiera opłat w ramach integracji i sprzedaży. Będziesz tam, gdzie Twoi klienci.

To narzędzie realnie wpłynie na przekształcenie zainteresowania produktem w rzeczywisty zakup.

Sprzedaż przestała być jednorazowym aktem zaufania a stała się procesem, w którym kluczowe jest zbudowanie trwałej relacji z konsumentem. Zabezpieczając transakcję odpowiednimi narzędziami możemy liczyć nie tylko na zaufanie naszych klientów ale też pozytywną opinię.

Autor: Małgorzata Szulik, Project Manager w Provema

Raport Ericsson: Czy możemy wprowadzić 5G i zmniejszyć zużycie energii?

Sektor ICT odpowiada za 1,4% światowej emisji dwutlenku węgla, ale ma możliwość 15% redukcji w innych sektorach, takich jak energetyka, przemysł czy transport. Jeśli sieć 5G zostanie wdrożona w taki sam sposób, jak poprzednie generacje, zużycie energii gwałtownie wzrośnie. Obecne roczne globalne koszty energetyczne związane z eksploatacją sieci komórkowych wynoszą 25 mld USD. Zarówno z punktu widzenia wydatków, jak i śladu węglowego, zużycie energii jest jednym z największych wyzwań branży. Eksperci firmy Ericsson podkreślają, że należy wprowadzić rozwiązania, które umożliwiają operatorom wykorzystanie jak najmniejszej ilości energii przy jednoczesnym zarządzaniu oczekiwanym wzrostem transferu danych oraz zaspokajając potrzeby obecnych i przyszłych sieci 5G.

Jak przełamać rosnącą krzywą energetyczną

„Możliwe jest przełamanie krzywej energetycznej, tj. obniżenie całkowitego zużycia energii w sieci komórkowej w stosunku do obecnego poziomu i sprostanie ogromnemu wyzwaniu, jakim jest wzrost ruchu. Uważamy, że jest to wręcz nasza odpowiedzialność, wraz z pozostałymi podmiotami z branży ICT. Dzięki prowadzonym przez nas od ponad 20 lat szeroko zakrojonym badaniom udowodniliśmy, że mobilne sieci szerokopasmowe są czynnikiem sprzyjającym zrównoważonemu rozwojowi, wzrostowi gospodarczemu i ograniczeniu emisji dwutlenku węgla” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.Ericsson_przelamanie_krzywej

 

Sektor ICT odpowiada jedynie za 1,4% światowej emisji dwutlenku węgla, ale ma potencjał, aby umożliwić 15% redukcję w innych sektorach, takich jak energetyka, przemysł i transport. Z perspektywy cyklu życia, główna część naszego śladu węglowego pochodzi z używanych na co dzień urządzeń elektrycznych np. komputerów i smartfonów. Zużycie energii drastycznie wzrośnie, jeśli 5G zostanie wdrożone w taki sam sposób, jak 3G i 4G. Niektórzy dostawcy usług komunikacyjnych oszacowali nawet podwojenie zużycia energii w celu zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na ruch, przy jednoczesnej poprawie sieci i wprowadzeniu 5G. Nie jest to zrównoważone z punktu widzenia kosztów ani ochrony środowiska.

„Dzięki standardowi 5G i wysiłkom  miedzy innymi ośrodka badań i rozwoju Ericsson w Łodzi i Krakowie, możliwe jest znaczne zmniejszenie zużycia energii. 5G jest najbardziej świadomym energetycznie standardem. Pozwala systemowi mobilnemu na bardziej efektywne wykorzystanie inteligentnych trybów uśpienia. Dodatkowo umożliwia rozszerzenie zasięgu poprzez wykorzystanie niższych pasm przy jednoczesnym zwiększeniu przepustowości i prędkości dzięki agregacji operatorów” – tłumaczy Marcin Sugak.

Aby przełamać krzywą rosnącego zużycia energii w sieciach komórkowych, należy pamiętać o czterech głównych elementach strategii wdrożenia sieci 5G. – „Wspólnie z naszymi klientami udoskonaliliśmy różne rozwiązania w celu osiągnięcia znacznych oszczędności energii. Wykonanie pierwszego kroku przynosi natychmiastowe oszczędności i dostarcza danych, które mogą być wykorzystane na późniejszych etapie” – mówi ekspert firmy Ericsson.Ericsson-korzysci_przelamania

 

Sektor ICT odpowiada jedynie za 1,4% światowej emisji dwutlenku węgla, ale ma potencjał, aby umożliwić 15% redukcję w innych sektorach, takich jak energetyka, przemysł i transport. Z perspektywy cyklu życia, główna część naszego śladu węglowego pochodzi z używanych na co dzień urządzeń elektrycznych np. komputerów i smartfonów. Zużycie energii drastycznie wzrośnie, jeśli 5G zostanie wdrożone w taki sam sposób, jak 3G i 4G. Niektórzy dostawcy usług komunikacyjnych oszacowali nawet podwojenie zużycia energii w celu zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na ruch, przy jednoczesnej poprawie sieci i wprowadzeniu 5G. Nie jest to zrównoważone z punktu widzenia kosztów ani ochrony środowiska.

„Dzięki standardowi 5G i wysiłkom  miedzy innymi ośrodka badań i rozwoju Ericsson w Łodzi i Krakowie, możliwe jest znaczne zmniejszenie zużycia energii. 5G jest najbardziej świadomym energetycznie standardem. Pozwala systemowi mobilnemu na bardziej efektywne wykorzystanie inteligentnych trybów uśpienia. Dodatkowo umożliwia rozszerzenie zasięgu poprzez wykorzystanie niższych pasm przy jednoczesnym zwiększeniu przepustowości i prędkości dzięki agregacji operatorów” – tłumaczy Marcin Sugak.

Aby przełamać krzywą rosnącego zużycia energii w sieciach komórkowych, należy pamiętać o czterech głównych elementach strategii wdrożenia sieci 5G. – „Wspólnie z naszymi klientami udoskonaliliśmy różne rozwiązania w celu osiągnięcia znacznych oszczędności energii. Wykonanie pierwszego kroku przynosi natychmiastowe oszczędności i dostarcza danych, które mogą być wykorzystane na późniejszych etapie” – mówi ekspert firmy Ericsson.

Polskie Towarzystwo Gospodarcze: nierówne opodatkowanie podatkiem akcyzowym branży tytoniowej w Polsce

W przypadku branż akcyzowych, takich jak branża tytoniowa, dla zapewnienia stabilności wpływów do budżetu państwa kluczowe są dochody z podatku akcyzowego, które są kilkaset razy wyższe od wpływów z CIT. Nieuzasadnione nierówności mogą nas sporo kosztować.

Polskie Towarzystwo Gospodarcze, autor raportu dotyczącego największych płatników podatku CIT, postanowiło odnieść się do dyskusji na temat propozycji uszczelnienia systemu akcyzowego, które analizowane będą na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Wpływy z akcyzy od wyrobów tytoniowych to jeden z najważniejszych elementów w polskim budżecie. Więcej z tytułu akcyzy do budżetu trafia jedynie z akcyzy na paliwa silnikowe. W 2019 roku do budżetu państwa z akcyzy i podatku VAT trafiło łącznie 72 mld złotych. Sektor paliw zapewnił wpływy do budżetu w wysokości 33,98 mld złotych, natomiast wyroby tytoniowe ok. 20 mld złotych. Znacznie mniejsze dochody pochodzą z opodatkowania akcyzą alkoholu – w postaci wyrobów spirytusowych – oraz piwa. Pozostałe towary opodatkowane akcyzą odpowiadają za ok. 1/10 dochodów.

„Mając na uwadze kluczową rolę podatku akcyzowego w budżecie państwa, projektując politykę akcyzową, należy uwzględnić aktualną sytuację rynkową. Analizując ją widzimy, że jedna z grup wyrobów tytoniowych, a mianowicie nowatorskie wyroby tytoniowe, jest pod kątem akcyzy szczególnie uprzywilejowana. Ta sytuacja stwarza nierówne zasady gry dla różnych uczestników rynku” – zaznacza Tomasz Janik, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.

W przypadku papierosów tradycyjnych minimalna akcyza należna od paczki 20 papierosów wynosi ok. 9,09 zł. Dla porównania, w przypadku wyrobów nowatorskich to zaledwie ok. 1,80 zł. Różnica w opodatkowaniu jest wysoka i wynosi ponad 7,20 zł. W przypadku płynów do papierosów elektronicznych w najpopularniejszym na rynku formacie – płynie o pojemności 10 ml – znajduje się 5,50 zł akcyzy.

Uwzględniając szybki wzrost tej nowej kategorii wyrobów tytoniowych, taki stan rzeczy oznacza nie tylko utracone wpływy z tytułu niedoszacowania akcyzy na te wyroby, ale także straty wynikające z przejścia użytkowników z kategorii wysokoopodatkowanej do kategorii z minimalną akcyzą.

Zakładając utrzymanie tempa wzrostu sprzedaży wyrobów nowatorskich na obecnym poziomie, rewizja akcyzy na te wyroby w 2021 roku powinna przynieść do budżetu dodatkowo nawet 1,5 mld złotych. Z uwagi na szybki wzrost sprzedaży w tym sektorze w ostatnich miesiącach należy przypuszczać, że prognozowany wzrost może być nawet wyższy.

Porównując poziom akcyzy do ceny końcowej produktu, widać, że udział akcyzy w innych wyrobach tytoniowych jest prawie 5 razy większy. W przypadku papierosów tradycyjnych i tytoniu do palenia udział samej akcyzy w cenie wynosi ok. 63-65%. W przypadku papierosów elektronicznych to ok. 40-45%. Dla nowatorskich wyrobów tytoniowych jest to ok. 13-14%.

Konsument za paczkę nowatorskich wyrobów tytoniowych zawierającą 20 sztuk wkładów płaci mniej więcej tyle samo, co za paczkę papierosów tradycyjnych zawierającą 20 sztuk papierosów. Mimo że obciążenia fiskalne w przypadku papierosów tradycyjnych są zdecydowanie większe, producenci obciążają konsumentów w takim samym stopniu, co w przypadku papierosów tradycyjnych.

opodatkowanie podatkiem akcyzowym branży tytoniowej w PolsceZ uwagi na dynamiczny wzrost sektora wyrobów nowatorskich na wszystkich rynkach europejskich, poszczególne państwa rozpoczęły procesy legislacyjne, dążąc do zmniejszenia widocznych różnic w poziomie opodatkowania. Obecnie różnice w stawkach akcyzy na nowatorskie wyroby tytoniowe w większości państw europejskich są o wiele mniejsze niż w Polsce. W Polsce akcyza na te wyroby wynosi zaledwie 20% akcyzy na tradycyjne wyroby tytoniowe. W przypadku innych państw jest to zdecydowanie więcej, np. w Portugalii i Hiszpanii to 40%, zaś we Francji to nawet 64%. W 2020 roku Łotwa i Słowacja również zrewidowały wysokość stawki, proponując opodatkowanie wyrobów nowatorskich na poziomie 50% akcyzy od papierosów.

Dlaczego zrównoważone rybołówstwo jest tak ważne?

Według obliczeń organizacji pozarządowej MSC (Marine Stewardship Council) z powodu nieodpowiedniego zarządzania zasobami mórz i oceanów, rocznie tracimy białko, pozwalające wyżywić 72 mln ludzi . Zrównoważone zarządzanie zasobami ryb i owoców morza oznaczałoby więcej pożywienia, które mogłoby zaspokoić potrzeby rosnącej populacji mieszkańców naszej planety.

Ryby i owoce morza są kluczowym źródłem białka i składników odżywczych, odgrywając istotną rolę w diecie wielu ludzi. Obecnie dla ponad 3,3 mld ludzi na świecie ryby zapewniają co najmniej 20% dziennego spożycia białka zwierzęcego .

Wraz ze wzrostem liczby ludności na świecie rośnie presja na te cenne zasoby naturalne. Światowe spożycie ryb i owoców morza w ciągu ostatnich 30 lat wzrosło o 122% . Obecnie jednak ponad jedna trzecia światowych zasobów ryb i owoców morza jest poławiana w sposób niezrównoważony, powodując przełowienie stad, a dane publikowane przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (UN FAO) wskazują na pogarszanie się tej sytuacji na przestrzeni lat .

Według najnowszych obliczeń, gdyby wszystkie rybołówstwa na świecie zarządzane były w sposób zrównoważony, można by wygenerować dodatkowe 16 milionów ton połowów i zaspokoić potrzeby żywnościowe rosnącej populacji .
Analiza przeprowadzona przez MSC pokazuje, że zastosowanie zrównoważonych praktyk połowowych na całym świecie, zapewniłoby dostęp do białka w ilości pozwalającej zaspokoić roczne potrzeby 72 mln ludzi, a więc prawie dwa razy więcej niż wynosi liczba mieszkańców Polski.

Szacuje się, że do 2050 r. liczba ludzi na świecie wyniesie 10 miliardów . Dlatego też niezbędne jest, aby już teraz produkcja żywności prowadzona była w sposób zrównoważony i odpowiedzialny, tak aby zapewnić odpowiednią dietę dla całej populacji. Skuteczne zarządzanie rybołówstwami pozwala na odbudowę stad ryb oraz ekosystemów. To z kolei przekłada się na większą ilość ryb, które możemy poławiać w sposób zrównoważony.
– Wyeliminowanie przełowienia to podwójna wygrana dla naszej planety. Chroniąc bogate zasoby mórz i oceanów, zapewniamy większej liczbie ludzi dostęp do białka, niezbędnego w utrzymaniu zdrowej diety. Wiemy, jakie praktyki należy wdrożyć, aby połowy były prowadzone w sposób zrównoważony. Potrzebujemy tylko woli i międzynarodowej współpracy, by wdrożyć je w skali globalnej. Chcemy zagwarantować przyszłym pokoleniom dostęp do żywności pochodzącej ze zrównoważonych źródeł. Ponieważ liczba ludności na świecie stale rośnie, potrzeba odpowiedzialnego wykorzystania naszych zasobów naturalnych jest dziś bardziej pilna niż kiedykolwiek wcześniej – powiedział dr Rohan Currey, Chief Science and Standards Officer w MSC.

W ciągu ostatnich kilku lat coraz więcej rybołówstw wprowadza zrównoważone praktyki rybackie. W 2020 r. aż 409 rybołówstw z całego świata posiadało certyfikat zrównoważonego rybołówstwa MSC, a kolejne 89 znajdowało się w procesie oceny . Aby otrzymać certyfikat MSC, rybołówstwo musi wykazać, że poławiane stado znajduje się w dobrej kondycji, a dzięki skutecznemu zarządzaniu połowy mają minimalny wpływ na środowisko.
Jednak, aby przyspieszyć tempo zmian, rybołówstwa potrzebują wsparcia ze strony rządów, których zadaniem jest ustalenie limitów połowowych zgodnie z doradztwem naukowym, wyeliminowanie nielegalnych, nieraportowanych i nieuregulowanych i połowów (tzw. połowów NNN) oraz wycofanie dotacji, które mogłyby stanowić zachętę do dalszego przeławiania.

Rynek usług cyfrowych potrzebuje więcej konkurencji

  • Najważniejszym celem przygotowanego przez Komisję Europejską aktu o rynku cyfrowym (Digital Markets Act – DMA) powinno być zagwarantowanie sprawiedliwej konkurencji na rynku usług cyfrowych – uważa Konfederacja Lewiatan.
  • Pracodawcy przestrzegają jednak przed pokusą przeregulowania usług cyfrowych i zwiększeniem obciążeń dla firm.
  • Digital Markets Act, ma wyrównywać szanse na rynku między firmami korzystającymi z dominującej pozycji a mniejszymi graczami.

– Zgadzamy się, że potrzebne są ramy regulacyjne, które doprecyzują obowiązki platform cyfrowych, zapewnią uczciwą konkurencję, będą zachęcały klientów biznesowych do szerszego wykorzystywania internetu z korzyścią dla całej gospodarki. Dostrzegamy potrzebę zwiększenia skuteczności egzekwowania zasad regulujących wspólny rynek. Ale przestrzegamy przed pokusą przeregulowania usług cyfrowych i zwiększeniem obciążeń dla przedsiębiorstw – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Część przedsiębiorców działających na rynku cyfrowym sceptycznie odnosi się do pomysłu skoncentrowania się w regulacjach na bardzo dużych platformach internetowych (VLOP) lub platformach „gatekeepers”, (tzw. strażnikach dostępu). Platformy cyfrowe stworzyły małym i średnim przedsiębiorstwom bezprecedensowe możliwości zdobywania klientów, obniżając bariery wejścia, zwiększając zasięg i umożliwiając im ekspansję poza rynki krajowe.

Jednocześnie, inni przedsiębiorcy, którzy odczuwają negatywne skutki działań platform o dominującej pozycji zdecydowanie popierają projekt regulacji przygotowany przez Komisję Europejską.

Zdaniem Lewiatana, wyznaczanie platform „gatekeepers” powinno być określane indywidualnie w odniesieniu do konkretnych działań na danych rynkach. Kryteria przedstawione w DMA dotyczące identyfikacji takich platform według liczby użytkowników i przychodów są bardzo arbitralne.

– Ważne jest, aby była jasno określona relacja pomiędzy obowiązkami i ograniczeniami nakładanymi na „gatekeepers” w ramach DMA, a zasadami prawa ochrony konkurencji i konsumentów, któremu podlegały dotychczas firmy działające na rynku unijnym. Konieczne jest również zapewnienie skutecznego egzekwowania nowych przepisów wobec firm spoza UE, pochodzących szczególnie z krajów o słabo ugruntowanym respektowaniu prawa gospodarczego – dodaje Aleksandra Musielak.

Postanowienia noworoczne Polaków na 2021 rok

Aktywność fizyczna, oszczędzanie i zdrowe odżywianie – to trzy najczęstsze postanowienia Polaków na trwający od kilku tygodni nowy rok. Brak konkretnych planów wobec siebie deklaruje jedynie 16% badanych. Jednak już niemal co dziesiąty badany przyznaje, że nie wytrwał w swoich postanowieniach – wynika z najnowszych badań omnibusowych agencji badań rynku i opinii SW Research.

Wejście w nowy rok to czas podsumowań i refleksji nad swoimi osiągnięciami. To również idealny moment na snucie planów na temat swojego lepszego „ja” i planów na najbliższą przyszłość. Dlatego na początku roku agencja badawcza SW Research zapytała Polaków o ich postanowienia na 2021 rok.

Najbardziej popularnym noworocznym postanowieniem jest poprawa aktywności fizycznej, którą wskazuje blisko 4 na 10 Polaków (38 proc.). Na drugim miejscu, z podobną liczbą wskazań (37 proc), pojawia się motywacja do oszczędzania pieniędzy. Podium postanowień zamyka bardziej zdrowy i świadomy styl odżywiania (32 proc.). Co ciekawe, w pierwszej dziesiątce pojawiło się również zupełnie nowe postanowienie – czyli zaszczepienie się przeciw COVID-19 (18 proc.), szczególnie widoczne wśród osób 50+ (24 proc).

Lista postanowień jest znacznie dłuższa u kobiet niż u mężczyzn – o blisko jedną trzecią. Podobne różnice występują ze względu na wiek – młodzi Polacy (poniżej 35 lat) mają znacznie więcej postanowień w porównaniu do badanych ze starszych kategorii wiekowych. Okazuje się również, że plany na 2021 r. chętniej kreowane są przez osoby z wykształceniem wyższym lub średnim –  w tej grupie średnio 15 proc. nie ma żadnych postanowień, podczas gdy wśród osób z wykształceniem poniżej średniego ten odsetek jest niemal dwukrotnie wyższy.189-top10-postanowien

Mimo, że niektóre postanowienia nie schodzą z listy priorytetów od lat, to na kształt deklarowanych tegorocznych deklaracji Polaków niewątpliwie miała wpływ pandemia COVID-19 – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes Zarządu SW Research.  W czołówce listy zamiarów do zrealizowania w 2021 roku znajduje poprawa zdrowego stylu życia, czyli sport, dieta i regeneracja. W tym roku mogą one jednak wynikać bardziej z potrzeby profilaktyki i budowania odporności. Bardzo istotny dla Polaków jest również aspekt bezpieczeństwa finansowego, wynikający z zarówno świadomości możliwości nieprzewidzianych zdarzeń (np. kolejna epidemia), jak i obaw wobec zapowiadanego kryzysu ekonomicznego.  Niewątpliwie znakiem czasu jest postanowienie bycia zaszczepionym przeciw COVID-19, szczególnie wśród seniorów – dodaje Zimolzak.

Co ciekawe, w badaniu omnibusowym zrealizowanym tydzień później, już 8% spośród posiadających jakiekolwiek postanowienie, przyznaje że zdążyło je złamać. wykres2

Nota metodologiczna:

Dane pochodzą z dwóch niezależnych badań omnibusowych. Pierwsze badanie zostało zrealizowane w dniach 5-7.01.2021 r., a drugie w dniach 12-14.01.2021 r. Każde z badań zostało zrealizowane  przez agencję badawczą SW Research na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków w ramach badania omnibusowego OmniWatch48.  Metoda: wywiady online, CAWI. Źródło próby: panel badawczy SW PANEL.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych. Dobre perspektywy Niemiec

Indeksy koniunktury to dane makroekonomiczne pochodzące nie z realnej obserwacji pewnych parametrów a ankiet. W związku z tym można mierzyć np. poziom optymizmu czy oczekiwania, a te są w Niemczech bardzo dobre ostatnio, ale to wciąż ankieta na relatywnie małej grupie.

Lepszy sygnał z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy odczyt indeksu instytutu ZEW z Niemiec. Jest to wskaźnik, który pomaga ocenić przyszłą koniunkturę na podstawie ankiet rozesłanych do ekspertów z branży finansowej. Wynik 61,8 pkt to bardzo przyzwoity rezultat, nie tylko lepszy od oczekiwanych 60 pkt, ale również trzeci najlepszy wynik w ostatnich dwóch latach. Pokazuje on, że wśród badanych jest duży optymizm względem rozwoju sytuacji gospodarczej. Dane te zbiegły się w czasie z korektą na parze EURUSD, co tylko zwiększyło jej zakres.

Bank Chin nie zmienia stóp procentowych

W nocy poznaliśmy decyzję Ludowego Banku Chin o utrzymaniu na niezmienionym poziomie stóp procentowych. Główna stopa wynosi wciąż 3,85%. To co jest natomiast interesujące w kontekście tamtego systemu bankowego, to rotacja stanowiska prezesa w dwóch największych chińskich bankach. Obecny szef Bank of China ma stanąć na czele China Construction Bank Corp. To drugi największy bank pod kątem udzielanych kredytów na świecie. Pamiętajmy, że Bank of China z racji specyficznej nazwy jest często mylnie uważany za bank centralny. Funkcję tę pełni People’s Bank of China.

Inflacja w Wielkiej Brytanii

Nad ranem pojawiły się dane z Wielkiej Brytanii na temat zmian cen. Jak widać w grudniu zapowiadana przez część analityków apokalipsa związana z gwałtownym wzrostem cen przy wychodzeniu z Unii na razie nie ma miejsca, a przynajmniej nie została rozpoczęta już w grudniu. Wzrost o 0,6% w skali roku to, co prawda, dwukrotnie więcej niż rok temu, ale to nadal bardzo niskie poziomy, wyraźnie poniżej długoterminowych oczekiwań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Licytacja komornicza nieruchomości nie musi być koniecznością

Obecne przepisy dają zadłużonym osobom możliwość samodzielnej sprzedaży mieszkania. Oznacza to, że licytacja komornicza nie musi być koniecznością.

Obecny kryzys gospodarczy na pewno przyczyni się do wzrostu liczby osób, które popadną w poważne kłopoty finansowe. Taki skutek koronawirusowego załamania polskiej gospodarki jest bardzo możliwy pomimo rządowej pomocy dla pracowników i pracodawców, a także ofert banków, które odraczały terminy spłaty rat kredytowych. Wielu analityków uważa, że dopiero w I kw. 2021 r. zobaczymy prawdziwą skalę trudności na rynku pracy. Można zatem spodziewać się, że z czasem wzrośnie liczba nieruchomości mieszkaniowych, które trafią na licytacje komornicze. Warto jednak pamiętać, że obecnie licytacja komornicza nie jest już jedynym rozwiązaniem dla osób, które popadły w poważne kłopoty finansowe. Obowiązujące przepisy dają bowiem dłużnikom możliwość samodzielnej sprzedaży nieruchomości zanim do akcji wkroczy komornik. Takie rozwiązanie może zapewnić o wiele wyższą cenę sprzedaży i jednocześnie wygenerować większą nadwyżkę, która pozostanie w portfelu po spłaceniu zadłużenia wobec banku.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Ustawa o kredycie hipotecznym daje konsumentom możliwość samodzielnej sprzedaży nieruchomości i obliguje banki do restrukturyzacji kredytu.
  • Korzystne przepisy niestety dotyczą tylko kredytów udzielonych po wejściu w życie wspomnianej ustawy (lipiec 2017 r.). W innych przypadkach, licytacja komornicza może być koniecznością.
  • Refinansowanie zadłużenia pozwala na objęcie kredytobiorcy nowymi regulacjami.

Poniżej informujemy o zasadach restrukturyzacji kredytu mieszkaniowego i samodzielnej sprzedaży zadłużonej nieruchomości.

Ustawodawca nie chciał mocno ingerować w umowy bankowe

Decyzja ustawodawcy o tym, że starsze kredyty mieszkaniowe i pożyczki hipoteczne nie będą objęte nowymi przepisami może wydawać się dość kontrowersyjna niektórym osobom. Artykuł 85 ustęp 2 ustawy z dnia 23 marca 2017 r. o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami (Dz.U. 2017 poz. 819) potwierdza, że na nowych regulacjach skorzystają konsumenci, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy lub pożyczkę hipoteczną najwcześniej 22 lipca 2017 r.

Takich „świeżych” kredytobiorców, którym grozi licytacja komornicza na razie jest względnie niewielu. Warto bowiem pamiętać, że kredyty mieszkaniowe oraz podobne zobowiązania w pierwszych latach spłaty cechują się niskim odsetkiem umów z ratami „przeterminowanymi” np. o 90 dni i więcej. Argumentem za rozwiązaniem wybranym przez rząd jest natomiast generalna zasada mówiąca, że prawo nie działa wstecz. „Co więcej, ustawodawca nie chciał mocno ingerować w umowy zawarte przed lipcem 2017 r. i zmieniać poziomu bankowego ryzyka dotyczącego tych kredytów” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Pozytywną informacją dla dłużników jest natomiast to, że przepisy ustawy z 23 marca 2017 r. sugerują możliwość objęcia kredytów refinansowych dla konsumentów nowymi zasadami. Zgodnie z ustawą o kredycie hipotecznym, ten akt prawny dotyczy również umów mających na celu utrzymanie własności nieruchomości mieszkaniowej (domu lub mieszkania). „Warto oczywiście pamiętać, że chodzi o umowy refinansowania kredytu mieszkaniowego zawarte po 21 lipca 2017 r.” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

W pierwszej kolejności możliwa jest restrukturyzacja długów …

Jeżeli chodzi o regulacje, dzięki którym licytacja komornicza nie zawsze jest konieczna, to warto podkreślić, że ustawa o kredycie hipotecznym najpierw umożliwia restrukturyzację zadłużenia (np. poprzez wydłużenie okresu spłaty lub czasowe obniżenie wysokości rat). Bank powinien przekazać konsumentowi informacje na temat możliwej restrukturyzacji w wezwaniu przypominającym o konieczności zapłacenia raty. Jeżeli kredytobiorca wyrazi zainteresowanie taką opcją, to instytucja bankowa musi ocenić sytuację finansową tego dłużnika i bezzwłocznie podjąć odpowiednią decyzję. Odmowna decyzja restrukturyzacyjna wraz z pisemnym uzasadnieniem powinna zostać przekazana klientowi banku. „Nawet takie negatywne stanowisko instytucji bankowej nie musi przesądzać, że konieczna będzie licytacja komornicza” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Zadłużona osoba ma sześć miesięcy na sprzedaż lokalu lub domu

Ustawa o kredycie hipotecznym wskazuje, że w razie negatywnej decyzji restrukturyzacyjnej, bank powinien wstrzymać się z czynnościami zmierzającymi do odzyskania pieniędzy i umożliwić konsumentowi samodzielną sprzedaż nieruchomości w okresie wynoszącym co najmniej 6 miesięcy. Półroczny czas na zbycie domu lub lokalu nie jest bardzo długi, ale mimo tego istnieje duże prawdopodobieństwo, że zadłużonej osobie uda się sprzedać lokum za kwotę znacznie wyższą niż ta, którą może zakończyć się licytacja komornicza. „W korzystnej sprzedaży na pewno pomoże doświadczony agent nieruchomości” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Analizowane przepisy ustawy z 23 marca 2017 r. informują również, co bank powinien zrobić, gdy zadłużenie przekracza wartość rynkową nieruchomości sprzedanej samodzielnie przez dłużnika (LtV > 100%). Mianowicie, kredytodawca musi umożliwić spłatę reszty długu w ratach dostosowanych do sytuacji konsumenta. Bank powinien również „zdjąć” hipotekę ze sprzedanej nieruchomości. „Co ważne, kredytodawca może domagać się ustanowienia innego zabezpieczenia, które będzie dotyczyło pozostałej do spłaty części długu” -podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Sprzęt narciarski, snowboardowy i outdoorowy: producenci, właściciele sklepów i wypożyczalni apelują o pomoc do Premiera, Ministra Rozwoju i PFR

Branża producentów, właścicieli sklepów i wypożyczalni sprzętu narciarskiego na skraju upadku.

O objęcie sektorowym wsparciem producentów, sprzedawców i właścicieli wypożyczalni sprzętu narciarskiego oraz outdoorowego, a także odblokowanie możliwości uprawiania sportów zimowych na stokach czy rozważenie zarządzenia dodatkowych ferii, podczas których związani z narciarstwem czy outdoorem przedsiębiorcy mogliby rozpocząć nadrabianie poniesionych w wyniku lockdownu strat – apeluje od połowy grudnia do Premiera, Ministra Rozwoju i Prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju powstały niedawno „Komitet Narty Snowboard Outdoor”, prosząc jednocześnie o spotkanie i rozmowę na temat pomocy dla branży. Organizacja zrzesza producentów, dystrybutorów, właścicieli sklepów i wypożyczalni ze sprzętem narciarskim, snowboardowym i outdoorowym.

Dla związanych z produkcją, handlem i wypożyczaniem sprzętu do sportów zimowych (głównie dla narciarzy i snowboardzistów) przedsiębiorców, trwający od listopada lockdown, i zamknięcie w grudniu stoków narciarskich, to prawdziwa katastrofa. Przyznają, że każdego dnia notują ogromne straty związane z obostrzeniami, praktycznym odwołaniem ferii zimowych, a także zamknięciem centrów handlowych, gdzie zlokalizowanych jest wiele sklepów sportowych. – W listopadzie 2020 spadki rok do roku były na poziomie 50-80%, a w grudniu, miesiącu generującym zawsze największe obroty w roku, z racji chwilowego otwarcia stoków narciarskich oscylowały w okolicach 50%. W styczniu 2021 zaś, jeśli stoki nie zostaną otwarte, szacujemy spadki na poziomie 80%. Podobnie może być w lutym, jeśli obostrzenia nadal będą obowiązywać – tłumaczy krytyczną sytuację tej branży Arkadiusz Walus – Przewodniczący Komitetu Narty Snowboard Outdoor, organizator targów i testów narciarskich SNOW EXPO. Zwraca też uwagę, że reprezentowana przez Komitet branża ma charakter sezonowy i w związku z tym nie odrobi strat w miesiącach wiosennych czy letnich, a stoki magazynowe będą zalegać i wymagać finansowania przez cały kolejny rok. Dlatego wraz z innymi przedsiębiorcami zajmującymi się produkcją, sprzedażą i wypożyczaniem sprzętu zimowego, utworzył „Komitet Narty Snowboard Outdoor”, który wystąpił do Premiera Mateusza Morawieckiego, Ministra Rozwoju Jarosława Gowina oraz odpowiedzialnego za tworzenie programu wsparcia sektorowego, a także selekcję kwalifikujących się do niego branż, prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, Pawła Borysa.

Komitet domaga się:

  • Poszerzenia listy objętych pomocą sektorową branż o oznaczone następującymi kategoriami PKD:

47.64.Z – sprzedaż detaliczna sprzętu sportowego prowadzona w wyspecjalizowanych sklepach (w Tarczy 2.0 są tylko wyspecjalizowane sklepy z odzieżą sportową).

To jest PKD większości sklepów narciarskich, snowboardowych, outdoorowych

46.42.Z – Sprzedaż hurtowa odzieży i obuwia

46.90. Z – Sprzedaż hurtowa niewyspecjalizowana

To są PKD dystrybutorów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i outdorowego

32.30.Z – Produkcja sprzętu sportowego

To jest PKD polskich producentów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i Outdoor

  • Zorganizowania dodatkowych, tygodniowych ferii zimowych „Ferie+” w okresie od 23 stycznia do 3 kwietnia 2021 r., z podziałem na województwa.
  • Rozszerzenia oraz daleko idących uproszczeń systemu rekompensat za straty powstałe w wyniku ograniczeń i zakazu prowadzenia działalności dla podmiotów związanych z branżami narciarską, snowboardową oraz outdoorową.
  • Przyznania subwencji i niskooprocentowanych, gwarantowanych przez Państwo kredytów na utrzymanie płynności poszkodowanych podmiotów, z tytułu zakupionych przed sezonem, a nie sprzedanych obecnie zapasów magazynowych.
  • Pilnego otwarcia stoków narciarskich, gastronomii, hoteli, pensjonatów
    i schronisk – przy zachowaniu reżimu sanitarnego oraz odpowiednich procedur.
  • Stworzenia dodatkowego bonu “Ferie+” na opłacenie obozów narciarskich dla dzieci, na zakup i wypożyczenie sprzętu sportowego, skipassów, szkoleń.

Autorzy postulatów wierzą, że zostaną one uwzględnione w planach, pracach i decyzjach związanych z ograniczeniem rozprzestrzeniania się pandemii Covid-19 w Polsce. – Jesteśmy otwarci na konsultacje. W obecnym kryzysie liczy się bowiem każda odpowiednio przygotowana i adresowana pomoc. Zdajemy sobie również sprawę, jak ważne jest odpowiednie rozeznanie zagrożeń pandemicznych i przygotowanie właściwej strategii do ich zminimalizowania. Jednak uważamy, że tylko szeroko skonsultowane i właściwie zakomunikowane działania mogą przyczynić się do ostatecznego pokonania pandemii – deklarują przedstawiciele zrzeszonych w Komitecie Narty Snowboard Outdoor firm. Są jednocześnie przekonani, że jako Komitet mogą służyć rozwiązaniami, które mogą przyczynić się do uratowania ich branż, a także dać asumpt do poprawy zdrowia i kondycji Polaków. Ponawiają też apel o spotkanie i rozmowę z prezesem Polskiego Funduszu Rozwoju.

– Przedłużenie zamknięcia stoków narciarskich jest dla nas tragiczne w skutkach, reprezentujemy tysiące przedsiębiorców, którzy każdego dnia ponoszą z tego tytułu ogromne straty, coraz bardziej licząc się z możliwością zakończenia swojej działalności i zwolnienia zatrudnionych u siebie osób. Nasz głos pozwoli Panu na ukształtowanie opinii na temat całej branży i skierowanie do niej pomocy. Będzie także okazją do analizy, jakie decyzje mogą i powinni podjąć Państwo w najbliższym czasie, aby uchronić spory segment gospodarki i tysiące miejsc pracy – mówi Arkadiusz Walus. Dodaje przy tym, że upadek tej branży spowodować może wzmocnienie konkurencji zza granicy, a ta – np. w krajach sąsiednich – otrzymała już od swoich rządów wystarczające wsparcie na przeżycie.

Branża Narty-Snowboard-Outdoor, obejmuje:

  • Producentów i dystrybutorów sprzętu sportowego
  • Sieci handlowe zajmujące się sprzedażą tego sprzętu
  • Ponad 1000 specjalistycznych sklepów narciarskich, snowboardowych i    outdoorowych
  • Ponad 1000 wypożyczalni nart

Zatrudnia w Polsce ponad 50 tysięcy osób oraz generuje obrót ponad 5 miliardów złotych rocznie w samych tylko miesiącach zimowych. Zaledwie w jednym tylko miesiącu – listopadzie 2020, firmy z branży zanotowały spadki obrotów rzędu aż 50-80% w stosunku do analogicznego okresu roku 2019.

Międzynarodowa ekspansja Grupy Transition Technologies

Grupa Kapitałowa Transition Technologies systematycznie rozbudowuje swoje struktury na całym świecie, stając się firmą międzynarodową. Właśnie otworzyła w Niemczech oddział jednej ze spółek Grupy – Transition Technologies PSC. Nowy podmiot, Transition Technologies PSC Germany GmbH z siedzibą w Monachium, odpowiedzialny będzie za rozwój i dostarczanie kompleksowych usług i systemów informatycznych dla firm przemysłowych na rynku niemieckim.

Transition Technologies PSC oferuje zaawansowane i globalne rozwiązania ICT dla przemysłu. W swojej działalności skupia się na rozwiązaniach, które w sposób kompleksowy wykorzystują nowoczesne technologie  (tj. Augmented Reality, Connected Product Lifecycle Management, Internet of Things czy Cloud Solutions), dzięki czemu mogą przeprowadzić partnerów przez cały proces cyfrowej transformacji.

Sytuacja jest nietypowa i pozornie niesprzyjająca otwieraniu nowego oddziału, ale wszyscy jesteśmy zdeterminowani, aby udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych. Rynek niemiecki jest dla nas kluczowy i utworzenie tam nowej spółki planowaliśmy od dawna. Wraz z pierwszymi sygnałami końca zawirowań na rynkach międzynarodowych postanowiliśmy więc postawić ten ostatni krok. W naszej strategii chcemy być firma globalną  – posiadamy już spółki i oddziały we Francji, USA czy na Tajwanie. Kluczem w osiągnięciu tego celu jest posiadanie świetnego lokalnego zespołu, który potrafi przejąć inicjatywę i nakierować biznes na właściwe tory – mówi Szymon Bartkowiak, CEO Transition Technologies PSC.

Rolę Country Managera objął Stefan Zeiler, który odpowiedzialny jest za zwiększanie pozycji na rynku niemieckim, budowanie relacji z partnerami biznesowymi oraz rozbudowę spółki Transition Technologies PSC Germany GmbH.

Podejmując decyzję o dołączeniu do zespołu TT PSC zwróciłem przede wszystkim uwagę na to, że na tle innych globalnych integratorów wyróżniamy się ogromną determinacją, wiedzą, doświadczeniem, pasją oraz możliwościami, które oferujemy również naszym partnerom biznesowym. Niemieccy klienci potrzebują takich kompetencji i modelu współpracy, w którym jeden partner będzie mógł wesprzeć ich na każdym etapie cyfrowej transformacji – zarówno swoją wiedzą, jak i umiejętnościami. Cieszę się, że mogę być częścią tej firmy i wesprzeć ją w zwiększeniu aktywności na rynku DACH – mówi Stefan Zeiler, Country Manager Transition Technologies PSC Germany GmbH.

Nowy oddział elementem szerszej strategii grupy i przykładem trendu globalizacji polskich firm IT

Grupa Kapitałowa Transition Technologies koncentruje się na międzynarodowym rozwoju zarówno w Europie, jak i w USA czy Azji. – Oczywiście cały czas Polska i nasi rodzimi programiści są naszym zapleczem usługowym i developerskim. Nieustannie jednak rozwijamy się i zmieniamy, więc współpracuje z nami coraz więcej pracowników i managerów z innych krajów. Otwiera to dla nas zupełnie nowe, emocjonujące wyzwania – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Grupy Kapitałowej Transition Technologies.

GK TT nieprzerwanie rośnie od 30 lat. W ostatnim roku wartość sprzedaży wygenerowana przez wszystkie spółki w ramach grupy zwiększyła się o ok 25% i przekroczyła 430 mln zł. – Nie ma innej drogi dla IT niż konkurowanie na rynkach światowych. Jeśli ktoś chce być tylko lokalnym graczem, wcześniej czy później dotrze do nieprzekraczalnych barier w rozwoju – dodaje Świrski.

Przekazywanie danych do USA po wyroku Schrems II – czy musimy rezygnować z usług Microsoftu, Google’a i Facebooka

W dniu 16 lipca 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok, który sprawił, że cały europejski świat ochrony danych osobowych (i nie tylko) zatrząsł się w posadach. Zgodnie z sentencją wyroku w sprawie Schrems II straciła ważność tzw. Tarcza Prywatności, czyli decyzja Komisji Europejskiej stwierdzająca, że Stany Zjednoczone zapewniają właściwy poziom ochrony danych osobowych przekazywanych z Europy, a unijni przedsiębiorcy korzystający z usług amerykańskich dostawców, jak i same podmioty danych mogą spać spokojnie. Wraz z publikacją wyroku TSUE pozbawił przywołanej podstawy dziesiątek, jeśli nie setek, a nawet tysięcy administratorów danych osobowych, powodując, że przekazywanie niezliczonych ilości danych w tym momencie stało się bezprawne. Co teraz? Czy istnieje alternatywa? A może należy zaprzestać współpracy z amerykańskimi podmiotami?

Rozpoczynając omawianie przedmiotowej sprawy, warto nadmienić, że wyrok TSUE w sprawie Schrems II oprócz unieważnienia Tarczy Prywatności dotknął dwóch newralgicznych kwestii. Po pierwsze zaakcentowano, że nieadekwatny stopień ochrony danych osobowych przesyłanych do USA wynika z amerykańskich przepisów, którym podlegają dostawcy usług łączności elektronicznej, a które zobowiązują te podmioty do udostępniania wszelkich danych (w tym osobowych) organom publicznym. Trybunał stanął na stanowisku, że jest to nieakceptowalne z perspektywy standardów europejskich, narzuconych przez przepisy unijne, a w szczególności RODO. Druga nie mniej istotna teza odwołuje się do standardowych klauzul umownych (ang. Standard Contractual Clauses). SCC to zestaw klauzul umownych zatwierdzony przez Komisję Europejską. Zastosowanie ich przez administratora w relacji z podmiotem przetwarzającym (tzw. procesorem) spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego dotychczas dawało solidną podstawę prawną, a równocześnie zabezpieczenie w odniesieniu do transferu danych poza EOG. Wyrok Schrems II wprawdzie nie neguje dalszego wykorzystywania tego instrumentu, ale zaznacza, że nie jest to narzędzie wystarczające, a przekazanie danych osobowych poza EOG wymaga dodatkowych środków, które zapewnią adekwatny poziom bezpieczeństwa danych mieszkańców Unii Europejskiej.

Myślisz, że nie przekazujesz danych do USA? Nic bardziej mylnego!

Choć wyrok Schrems II ogólnie odnosi się do zagadnienia przekazywania danych poza EOG, to najwięcej emocji wzbudza jednak kwestia transferu do Stanów Zjednoczonych. Wielu przedsiębiorców może poczuć się w tej chwili bezpiecznie, myśląc, że przecież nie utrzymuje kontaktów biznesowych z żadną amerykańską firmą. Niestety to poczucie bezpieczeństwa jest zdecydowanie złudne, bowiem znakomita większość podmiotów gospodarczych bez cienia wątpliwości korzysta w swojej działalności z narzędzi dostarczanych przez Google, Microsoft czy Facebook. To z kolei nierozerwalnie wiąże się z przetwarzaniem znacznych ilości danych osobowych klientów (w tym potencjalnych), kontrahentów czy pracowników. Z kolei okoliczność, że przywołani giganci posiadają swoje główne siedziby na terenie USA, jest równoznaczna z tym, że wraz z założeniem firmowego fanpage’a na FB albo użyciem Google Analytics może dochodzić do przekazania danych do USA. Nie bez znaczenia jest również fakt, że rozpatrywana problematyka obejmuje nie tylko dosłowny przesył danych osobowych, ale również sytuację, gdy podmiot z państwa trzeciego ma jedynie dostęp do naszych informacji. Taki stan faktyczny ma miejsce, m.in. względem popularnych usług chmurowych.

I co teraz?

Pokłosiem wyroku w sprawie Schrems II i wywołanej nim powszechnej dezorientacji środowiska jest szereg opinii i zaleceń wydanych przez organy nadzorcze państw europejskich. I choć akurat Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych na razie milczy na ten temat, to warto zwrócić uwagę na charakter wypowiedzi Niemców czy Irlandczyków, którzy rekomendują, a nawet nakazują wstrzymanie przesyłu danych poza EOG. Szwajcarzy natomiast – choć nie są prawnie związani rzeczoną decyzją TSUE – w oficjalnym stanowisku stwierdzają, że Tarcza Prywatności nie zapewnia odpowiedniego poziomu ochrony przy przekazywaniu danych osobowych ze Szwajcarii do Stanów Zjednoczonych, zaś oparte na tym instrumencie transfery powinny zostać wstrzymane do momentu wprowadzenia nowego mechanizmu prawnego w tym zakresie.

Pomimo pojawiających się w ostatnim czasie różnorakich propozycji i wskazówek prezentowanych tak przez doktrynę, jak i praktyków, najbardziej oczekiwanym dokumentem ostatnich miesięcy okazały się oficjalne rekomendacje wydane w dniu 10 listopada 2020 r. przez Europejską Radę Ochrony Danych. Dokładny tytuł opracowania EROD to „Zalecenia 01/2020 w sprawie środków uzupełniających, zapewniających zgodność transferu z unijnym poziomem ochrony danych osobowych”, co doskonale wskazuje jego istotę. Zalecenia to swego rodzaju instrukcja postępowania, kiedy okaże się, że już mamy do czynienia z przekazywaniem danych osobowych poza EOG bądź taki transfer planujemy. We wprowadzeniu do poradnika EROD szczególnie akcentuje, że standardowe klauzule umowne „nie są zawieszone w próżni” i powinny stanowić jeden, lecz nie jedyny ze środków bezpieczeństwa. Rada wprawdzie nie podaje gotowego przepisu na to, jakie konkretnie narzędzia zabezpieczające dane są właściwe, jednak wskazuje sześć kroków, dzięki którym każdy administrator będzie mógł indywidualnie ocenić swoje potrzeby w tym zakresie.

Krok po kroku

Pierwszym krokiem, który należy wykonać według EROD, jest analiza i ocena „swojego transferu”. Oznacza to konieczność rozebrania określonej operacji na czynniki pierwsze oraz ustalenia, gdzie dokładnie kierowane są dane, których administratorem jesteśmy, czy ich zakres jest ograniczony i adekwatny do celu, w jakim dane te są przekazywane i przetwarzane w państwie trzecim oraz przede wszystkim, czy jesteśmy w stanie zapewnić im odpowiedni stopień bezpieczeństwa. Drugi krok polega na weryfikacji instrumentu prawnego, o który opiera się legalność transferu danych osobowych. Katalog tych podstaw przewiduje Rozdział V RODO i enumeratywnie wymienia on m.in. stosowną decyzję Komisji Europejskiej. Krok trzeci to kontrola przepisów bądź praktyk obowiązujących w państwie trzecim oraz to, czy nie rzutują one na efektywność zabezpieczeń stosowanych przy określonym przesyle danych osobowych. Przyczynkiem do powstania tego punktu jest prawodawstwo amerykańskie, na gruncie którego organy publiczne mają dostęp nie tylko do danych powstałych w USA, ale także do tych mających źródło w innych krajach, w tym w Europie. Stosownie do treści zaleceń jest to okoliczność, której stanowczo nie można zaaprobować, a ocena prawa lokalnego, docelowego miejsca transferu musi być pod tym kątem wnikliwie przeprowadzona oraz udokumentowana. Krok czwarty skupia się na identyfikacji i przyjęciu stosownych środków uzupełniających w przypadku, gdy krok poprzedni wykaże ryzyka wynikające z badanych przepisów prawa. Z kolei krok piąty dotyczy formalnych działań z tym związanych. Jako przykładowe środki przywołane jest przede wszystkim szyfrowanie (z kluczem deszyfrującym znajdującym się po stronie administratora) oraz anonimizacja przekazywanych danych. Może jednak okazać się, że w pewnych okolicznościach żadne z tych środków nie będą stosowne. Wówczas EROD zaleca zawieszenie lub powstrzymanie się od transferu. W ostatnim kroku znajdziemy rekomendację ciągłego nadzoru nad transferem danych do państw trzecich oraz jego sukcesywnej oceny, która może zmieniać się ze względu na zmianę stanu faktycznego bądź prawnego.

Świat po Schremsie

Choć wypada docenić aktywność EROD, to należy jednocześnie stwierdzić, że nie wnoszą one wiele nowego do obecnego stanu prawnego, na dobrą sprawę przywołując wszystko to, co już wiemy. Mimo to z pewnością będą one przydatnym drogowskazem w oczekiwaniu na ruch Komisji Europejskiej, która ma moc wykreowania nowego instrumentu, zastępującego Tarczę Prywatności, gorączkowo wypatrywanego przez całą Europę.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.