Nieruchomości, magazyny, fotowoltaika, a nawet gry komputerowe. Chętnych do inwestycji nie brakuje

W co będziemy inwestować w roku 2021? Królują nieruchomości, ale pojawiają się pytania o magazyny, fotowoltaikę czy nawet… gry komputerowe.

Rok 2021 niektórzy zaczynają z postanowieniem: mniej oszczędzania, więcej inwestowania. To dobra strategia jeżeli w naszym portfelu jest więcej pieniędzy i czujemy, że to dobry czas, by ulokować je w innych przestrzeniach niż tylko bankowe lokaty. Te w ostatnim czasie dramatycznie straciły na wartości, więc przedsiębiorcy jak i osoby fizyczne szukają dla siebie atrakcyjniejszych alternatyw. Czy pandemia to dobry czas na inwestycje? Dla niektórych to wręcz okazja do znalezienia bardzo atrakcyjnych i generujących zyski obiektów. Mowa o nieruchomościach, ale i np. udziałach w spółkach czy o całych firmach. – Przedsiębiorcy nastawieni na inwestycje wiedzą, że kryzys to czas kiedy jedni tracą, a drudzy się bogacą. To brutalne prawo rynku – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

Przedsiębiorca na zakupach. Ci, co mają pieniądze przejmują majątki konkurencji, szukają nieruchomości i chętnie rozglądają się za dywersyfikacją

Jak mówią specjaliści z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska należy podzielić osoby planujące inwestycje w roku 2021 na dwa sektory: doświadczeni inwestorzy i osoby niezwiązane z biznesem, ale posiadające wolną gotówkę. Przedsiębiorcy, którzy planują inwestować swoje nadwyżki finansowe zazwyczaj dochodzą do wniosku, że kryzys jest dobrym czasem na akwizycję. To moment, by przejmować konkurencyjne firmy, ale i by dywersyfikować swoją działalność.

– Nie należy mówić, że w czasie pandemii wszyscy tylko i wyłącznie tracą. Pracujemy z dziesiątkami firm i przedsiębiorców, których biznesy działają dobrze. To branża IT, ale i branża medyczna czy spożywcza. Tacy przedsiębiorcy zainteresowani są przejmowaniem konkurencyjnych firm. Przykładem może być jedna z dużych firm transportowych, która w ostatnim czasie mocno wzbogaciła swoją flotę o nowe pojazdy, które inna firma transportowa zmuszona była sprzedawać. Na rynku pojawiło się dużo ofert sprzedaży nieruchomości komercyjnych: powierzchni biurowych, obiektów gastronomicznych czy nawet mieszkań. Dla osób z kapitałem to szansa na pozyskanie atrakcyjnych nieruchomości, które może w tym momencie nie generują szans na zyski, ale za rok czy za dwa będą bardzo perspektywiczne – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

Ryzykowni inwestorzy spoglądają w stronę mniej standardową: – Nie wszystkie pieniądze można inwestować w nieruchomości. Mieliśmy przedsiębiorców, którzy planowali swoje działki przeznaczyć pod zabudowę hotelową, ale zmienili zdanie i np. planują budowę farm fotowoltaicznych blisko morza. Tutaj strategia synergii może być przepisem na sukces: umowa z samorządem, dofinansowanie unijne i duża szansa na zyski. Pojawiają się pytania o złoto i srebro, ale i o możliwość inwestycji w ciekawe firmy. Kiedy giełdowy boom przeżywały firmy z branży IT i gier komputerowych to mieliśmy kilka pytań o możliwość inwestycji w interesujące projekty z tego sektora – dodaje Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

Chcemy inwestycji? Szukamy nieruchomości. Nie maleje moda na zakupy mieszkań i apartamentów

Osoby fizyczne również zainteresowane są inwestycjami. To kwestia ekonomii. Lokaty bankowe w ostatnim czasie znacząco straciły na wartości, co powoduje, że posiadanie pieniędzy w banku nie tylko nie generuje zysków, a nawet naraża klientów na stratę. – To dobra wiadomość dla rynku nieruchomości. Inwestorzy posiadający wolne środki najchętniej inwestują w coś, co daje im poczucie względnego bezpieczeństwa. Inwestor nie znający realiów rynków finansowych nie będzie ryzykować pieniędzy inwestując np. na giełdzie. Takie osoby poszukują dla siebie mieszkań, które będą mogły być przeznaczone do ich użytku własnego lub na wynajem. Pandemia nie odcisnęła piętna na rynku nieruchomości, ale pojawia się wiele ciekawych okazji lub mieszkań, które są tańsze niż jeszcze rok temu. Spory dyskont cenowy widziany jest w przypadku nieruchomości nadmorskich lub apartamentów w miejscowościach turystycznych. Klienci zainteresowani są także działkami pod zabudowę – zarówno mieszkalną jak i np. magazynową czy komercyjną. Polecamy naszym klientom nieruchomości jako bezpieczną lokatę dla kapitału – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy,

Rok 2021 dopiero się zaczął. Wiele jednak wskazuje, że będzie to gospodarczo bardzo interesujący czas.

Wartość gotówki i inwestycji Grupy INC wzrosła o 20,5 mln zł

Grupa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, opublikowała wybrane szacunkowe dane finansowe na koniec IV kw. 2020 r. Według szacunków Grupa na koniec 2020 r. posiadała 37,7 mln zł w środkach pieniężnych i inwestycjach krótkoterminowych. Względem końca 2019 r. jest to wzrost o przeszło 20,5 mln zł. Wzrosła także pozycja gotówkowa, z 3,8 mln zł w ostatnim kwartale 2019 r., do 8,3 mln zł w IV kw. 2020 r. Istotna poprawa wyników i dynamiczny rozwój to efekt konsekwentnej realizacji strategii rozwoju Grupy oraz sprzyjającego otoczenia rynkowego.

W 2020 r. wypracowaliśmy solidne wyniki. Potwierdzają one, iż miniony rok był dla nas rekordowy zarówno pod względem finansowym, a także liczby przeprowadzonych projektów. Cieszy nas, że zwiększamy zarówno skalę działalności inwestycyjnej, jak i doradczej. Potwierdza to słuszność realizowanej przez nas strategii rozwoju, która zakłada osiągnięcie pozycji lidera w kompleksowej obsłudze MŚP poszukujących finansowania na rozwój. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes zarządu INC.

W minionym kwartale Carpathia Capital, spółka zależna INC dokonała 9 nowych inwestycji za kwotę blisko 1,9 mln zł. Były to przede wszystkim spółki z sektora gamingowego, nowych technologii oraz biotechnologii.

W IV kw. 2020 zmalała kw/kw wartość rynkowa papierów wartościowych, które posiadamy. Jest to oczywiście związane z wystąpieniem korekty notowań niektórych inwestycji portfelowych. Chciałbym podkreślić, że podchodzimy do inwestycji długoterminowo i w takiej perspektywie oceniamy aktualne pozycje naszych spółek portfelowych. Dodatkowo atrakcyjne wyceny niektórych walorów zachęcają nas do nowych inwestycji. – komentuje Paweł Śliwiński.

Grupa INC nie zwalnia tempa i ma ambitne plany. Chce w 2021 r. wprowadzić na giełdę około 20 spółek. W minionym roku Grupa INC wsparła w debiucie 6 spółek. Pierwszy debiut United Label, który odbędzie się już w nowym roku, zaplanowany jest na 12 stycznia, a już kolejnego dnia – 13 stycznia zadebiutuje Incuvo. Dokument informacyjny na GPW złożyła już Hydra Games. W najbliższym czasie powinny zadebiutować także m.in.: PunchPunk Games, Polkon, Genomtec oraz Mazurska Manufaktura Alkoholi.

Staramy się wykorzystywać sprzyjające otoczenie rynkowe. Nasz obecny pipeline projektów na 2021 r. wygląda atrakcyjnie. Dodatkowo stale pozyskujemy nowych klientów. To wszystko pozwala nam zakładać, iż w bieżącym roku uda nam się wprowadzić rekordową liczbę spółek na giełdę. Głównie będzie to NewConnect, jednak nie wykluczamy też debiutów na głównym parkiecie GPW. – dodaje Paweł Śliwiński.

Answear.com debiutuje na głównym rynku GPW

Akcje Answear.com, wiodącego e-commerce sprzedającego modę w Europie Środkowo-Wschodniej, zadebiutowały na głównym parkiecie GPW w Warszawie. W grudniu Spółka przeprowadziła Ofertę Publiczną o łącznej wartości przeszło 80 mln zł. Kurs akcji na debiucie wyniósł 29,9 zł, co oznacza wzrost o blisko 20 proc. względem ceny z Oferty. Po 30 minutach handlu kurs akcji wynosi 37 zł, co oznacza wzrost o 48 proc.

Cieszymy się, że udało nam się pomyślnie zakończyć IPO i dołączyć do grona spółek publicznych. To ważny dla nas etap rozwoju biznesu. Pozyskany kapitał przeznaczymy na dalszy dynamiczny rozwój. Dodatkowo do naszego akcjonariatu dołączyli nowi inwestorzy, dzięki którym ten wzrost będzie jeszcze szybszy. Dziękujemy wszystkim akcjonariuszom za zaufanie, wierzę, że wspólnie będziemy budować dalszą wartość Answear.com. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Dzisiejszego dnia do obrotu na GPW wprowadzone zostały akcje serii A, B i C oraz prawa do akcji nowej emisji serii D. Oferta IPO Answear.com obejmowała emisję nowych akcji serii D, a także sprzedaż części pakietu akcji serii A (8,03 proc. rozwodnionego kapitału Spółki) należącego do funduszu MCI.PrivateVentures FIZ (subfundusz MCI.TechVentures 1.0). Cena sprzedaży została ustalona na 25 zł za akcję, a wartość Oferty wyniosła ponad 80 mln zł. Globalnymi Koordynatorami oferty był mBank oraz Trigon Dom Maklerski.

Nasza Oferta cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów indywidualnych. Redukcja w tej transzy wyniosła rekordową wartość 96,6 proc. W naszej ofercie udział wzięło ponad 10 tys. inwestorów indywidulanych. Stawia to IPO Answear na 4. miejscu pod względem popularności wszystkich ofert akcji wśród inwestorów indywidualnych w ciągu ostatnich 5 lat. To dla nas sygnał, że inwestorzy doceniają nasz biznes, co bardzo nas cieszy i motywuje do działania. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com to założony w 2011 e-commerce zajmujący się sprzedażą markowej odzieży, obuwia oraz akcesoriów. Spółka prowadzi obecnie działalność w 7 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki.

Szturm Kapitolu nie wpłynął na nastroje inwestorów. Nowe rekordy indeksów, rajd Bitcoina

Podtrzymywany optymizm w stosunku do globalnego ożywienia oraz oczekiwania wobec polityki reflacyjnej w USA przynoszą nowe rekordy indeksów, rajd Bitcoina, ale też umocnienie dolara. To ostatnie zjawisko ma połączenie z wzrostem rentowności obligacji skarbowych, co jednak bardziej jest przejściowym fenomenem niż początkiem trwalszego trendu.

Po rynku widać, że nie ma żadnych obaw o destabilizację rządu USA wskutek środowych wydarzeń. Prezydent Trump potępił szturm Kapitolu i obiecał płynne przekazanie władzy. Demokraci nie odpuszczają w krytyce prezydenta i chcą jego impeachmentu, ale na dwa tygodnie przed inauguracją J. Bidena mało prawdopodobne jest dodatkowe komplikowanie sytuacji. Polityka schodzi na drugi plan i ustępuje miejsca perspektywom gospodarczym. Wyjście z kryzysu zdrowotnego jest motywem przewodnim dla rynków w oczekiwaniu na potężne wsparcie fiskalne, kiedy Demokraci kontrolują Biały Dom i Kongres. Wprawdzie w końcowym rozrachunku może się okazać, że nie wszystkie projekty wyższych wydatków i podwyżek podatków gładko przejdą przez Senat (wszak każdy senator martwi się przede wszystkim o poparcie we własnym stanie), ale na ten moment polityka reflacyjna jest tym, na czym inwestorzy opierają kupno ryzykownych aktywów.

I kupno dolara, a raczej wyrażają zawahanie przed dalszą jego sprzedażą. Wczoraj dolar zyskiwał w relacji do wszystkich głównych walut, a redukcja krótkich pozycji miała źródło we wzroście nominalnych rentowności obligacji skarbowych. Część rynku przyjmuje, że przy wzroście inflacji wraz z ekspansją fiskalną Fed zareaguje podwyżkami stóp procentowych. Innymi słowy, Fed zrobi co innego niż aktualnie deklaruje, gdyż główny przekaz stanowi, że stopy procentowe nie zostaną podwyższone co najmniej do 2023 r., a Fed pozwoli na przejściowy wzrost inflacji powyżej celu 2 proc. W konsekwencji albo inflacja będzie zjadać wzrost nominalnych stóp procentowych (stopy realne będą ujemne), albo w najlepszym wypadku inflacja i stopy nominalne będą się znosić. W efekcie wpływ na dolara będzie dalej negatywny lub neutralny, przy czym to drugie wystąpi tylko w wypadku, gdyby wzrost rentowności się utrzymał. Jeśli Fed rozwieje rynkowe spekulacje o szybszej normalizacji polityki monetarnej, wzrost rentowności (szybszy od wzrostu inflacji) przestanie mieć sens. I taki scenariusz przyjmuje za bazowy, w rezultacie korekta aprecjacyjna dolara powinna być przejściowa. Mimo to, kiedy rynki są w trybie bicia rekordów, lepiej, żeby nic nie mąciło konsensualnego przekonania. Tymczasem skok rentowności obligacji wprowadził nerwowość wśród inwestorów.

Dziś uwaga skupi się na danych z rynku pracy USA, które są trudną do oszacowania wypadkową cięć zatrudnienia w restauracjach i innych punktach usługowych w kontrze do kontynuowanego wzrostu zatrudnienia w pozostałych sektorach. Rynkowe szacunki zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wahają się od -400 tys. do 300 tys. (mediana 50 tys.). Rozczarowujący odczyt ADP (-123 tys.) oraz spadek subindeksu zatrudnienia w odczycie ISM dla usług (do 48,2) podnoszą ryzyko słabszego odczytu. Jakkolwiek raport NFP jest istotny, rynek może umniejszać jego znaczenie, szukając przeciwwagi w zatwierdzonym pakiecie fiskalnym i uruchomionym procesie szczepień ludności przeciw COVID-19. Niewykluczone, że wygra interpretacja, gdzie złe dane to dobre dane, bo gwarantują większy impuls fiskalny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Tylko w wyniku trzeciego lockdownu branża centrów handlowych straci kolejne ponad 4 mld zł obrotów z powodu zamknięcia sklepów, a łącznie strata wyniesie około 30 mld zł

  • Polska Rada Centrów Handlowych szacuje utracone obroty z powodu trzykrotnego ograniczenia funkcjonowania obiektów handlowych w Polsce na kwotę ok. 30 mld zł. Wiosenny lockdown skutkował spadkiem przychodów o ponad 17,5 mld zł. Listopadowe zamknięcia w galeriach przyniosły ok. 8 mld zł utraconych obrotów, a konsekwencją wprowadzenia kolejnych ograniczeń w handlu od 27 grudnia 2020 roku będzie dziura w obrotach branży na poziomie ponad 4 mld zł.
  • Branża była i jest przygotowana do pracy w wysokim rygorze sanitarnym dlatego apeluje do rządu o jak najszybsze otwarcie galerii handlowych oraz adekwatne do wprowadzanych restrykcji wsparcie finansowe dla wszystkich podmiotów dotkniętych ograniczeniami. W przeciwnym razie nieuniknione będą bankructwa oraz likwidacja miejsc pracy. Zagrożona może być także stabilność systemu finansowego w Polsce.

Efektem trzykrotnego ograniczania działalności centrów handlowych w czasie pandemii jest luka w obrotach branży sięgająca około 30 mld zł. Pozbawienie wpływów znaczącej części najemców centrów handlowych przekłada się również na straty wynajmujących. W wyniku trzech lockdownów, które wiązały się z ustawowymi zwolnieniami najemców z czynszów oraz opłat eksploatacyjnych, ulgami czynszowymi udzielonymi od maja do końca 2020 roku najemcom przez wynajmujących oraz wykluczeniem wynajmujących z jakiegokolwiek wsparcia państwa w ramach tarcz pomocowych, właściciele galerii odnotują przychody niższe o ponad 4,5 mld zł, a więc o około 45 proc. wartości rocznych przychodów.

Mimo ogromnych strat właściciele obiektów handlowych cały czas ponoszą stałe koszty z tytułu utrzymania nieruchomości, zarządzania nimi oraz obsługi długu bankowego. Straty finansowe rosną każdego dnia, ponieważ wiosną 2020 r. w tzw. ustawie covidowej rząd wprowadził abolicję czynszową dla najemców w art. 15 ze i jednocześnie wykluczył grupę właścicieli i zarządców nieruchomości handlowych z możliwości korzystania z tarcz antykryzysowych i finansowych.

Wynajmujący apelują o pomoc dla najemców i właścicieli centrów handlowych w formie dofinansowania do kosztów stałych obejmujących czynsze. Podobne rozwiązania wprowadzono w niektórych państwach europejskich np. w Czechach i na Litwie. Umożliwiłyby one wszystkim uczestnikom branży centrów handlowych regulowanie zobowiązań finansowych, w tym należności czynszowych oraz rat kapitałowo-odsetkowych na rzecz banków. Warto wiedzieć, że zadłużenie każdej pojedynczej nieruchomości handlowej może sięgać średnio 70-80 proc. jej wartości, a ze znacząco ograniczonych przychodów z umów najmu, które zostały ustawowo wygaszone, właściciele galerii spłacają raty kapitałowo-odsetkowe. Poważne problemy finansowe wynajmujących wynikające z braku przychodów będą mieć wpływ na sektor bankowy ze względu na skalę kredytów udzielanych na budowę i zakup nieruchomości komercyjnych.

Polska Rada Centrów Handlowych zauważa również, że kolejne zamknięcie placówek handlowych w galeriach było nieuzasadnione i nie przekłada się bezpośrednio na obniżenie liczby zachorowań w kraju, ponieważ centra nie były i nie są źródłem zakażeń wirusem. W centrach handlowych panuje zaostrzony rygor sanitarny, wdrożono zalecenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, WHO oraz rozwiązania rekomendowane przez organizację certyfikującą bezpieczeństwo w obiektach handlowych – Safe Shopping Centres. Na tle innych krajów europejskich polskie regulacje sanitarne są dużo bardziej rygorystyczne. Także tysiące kontroli przeprowadzonych w listopadzie i grudniu 2020 r. przez policję i sanepid w centrach handlowych nie wykazywały naruszeń.

JR HOLDING ASI S.A. aktualizuje strategię rozwoju na lata 2020-2022

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., dokonała aktualizacji strategii rozwoju na lata 2020-2022. Spółka zamierza osiągnąć do końca 2022 r. wartość aktywów w portfelu inwestycyjnym na poziomie 3 mld zł oraz rozpocząć pierwsze inwestycje w spółki zagraniczne i globalne, a także zainwestować w latach 2021-2022 środki w wysokości od 200 mln zł do 500 mln zł m.in. w projekty z obszaru Digital Business.

JRH Strategia Rozwoju na lata 2020-2022

Minione dwa lata były dla JR HOLDING ASI S.A. niezwykle udanym okresem, bowiem Spółce udało się zwiększyć wartość portfela inwestycyjnego o ponad 2000% do poziomu 943 mln zł na początku stycznia 2021 r. Spółka posiada obecnie bardzo szerokie portfolio projektów inwestycyjnych z obszaru odnawialnych źródeł energii, rynku gier komputerowych, nowych technologii oraz biotechnologii. Istotny wzrost aktywów JR HOLDING ASI S.A. przyczynił się także do znacznego wzrostu jej kursu akcji o blisko 2500% od stycznia 2019 r. Główne założenia dotychczasowej strategii rozwoju Spółki na lata 2020-2022 zostały zrealizowane, dlatego Zarząd postanowił dokonać jej aktualizacji.

„Z perspektywy czasu naszą decyzję o zmianie polityki inwestycyjnej i ukierunkowaniu się na przyszłościowych inwestycjach w branżę OZE, gier komputerowych oraz nowych technologii, zamiast na rynku nieruchomości, należy uznać za bardzo trafną. Dzięki zaangażowaniu w perspektywiczne projekty udało nam się zanotować ponadprzeciętny wzrost wartości posiadanych aktywów, co zaowocowało istotnym zwiększeniem kapitalizacji Spółki. Cele, które sobie założyliśmy na kilka lat do przodu, zrealizowaliśmy już w połowie 2020 r., więc podjęliśmy decyzję o aktualizacji strategii rozwoju.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Jednym z głównych celów zaktualizowanej strategii rozwoju JR HOLDING ASI S.A. jest osiągnięcie wartości aktywów w portfelu inwestycyjnym do końca 2022 r. w wysokości 3 mld zł. Spółka planuje też rozpoczęcie inwestycji w projekty zagraniczne m.in. z Unii Europejskiej oraz ze Stanów Zjednoczonych, a także w podmioty z potencjałem ekspansji globalnej. Emitent zamierza dokonać sprzedaży wszystkich nieruchomości, czego konsekwencją będzie uwolnienie zamrożonej gotówki oraz zniwelowanie długu Spółki do zera. JR HOLDING ASI S.A. chce zrealizować wyjścia częściowe lub całkowite z niektórych projektów oraz reinwestować środki w spółki o ponadprzeciętnym potencjalne wzrostu. Filarami wzrostu mają być inwestycje w obszarze nowych mediów, energii odnawialnej, digital business, gier komputerowych oraz biotechnologii.

„Zgodnie z naszą filozofią biznesową inwestujemy w ludzi i stawiamy na liderów. Przykładem takich unikalnych projektów może być Saule Technologies czy Ekipa Holding, której liderem jest Karol „Friz” Wiśniewski, będący fenomenem na skalę światową, bowiem będzie pierwszym influencerem, który upubliczni się na rynku kapitałowym. Jestem niezwykle zadowolony, że pomimo wielu trudności w gospodarce wynikających z trwającej pandemii, udaje nam się pozyskiwać tak dobrze rokujące projekty. Z pewnością ułatwia nam to coraz silniejsza marka JR HOLDING ASI jako silnego i skutecznego partnera biznesowego.” – podsumowuje Prezes Ciszewski.

JR HOLDING ASI S.A. w latach 2021-2022 planuje znaczące inwestycje. W sam sektor Digital Business chce zainwestować od 200 mln zł do 500 mln zł, a więc w spółki dostarczające rozwiązania w technologiach m.in. 5G, sztucznej inteligencji, usług chmurowych, SaaS, analizy predykcyjnej, Internetu rzeczy czy Blockchain.

10 TRENDÓW jakie trendy zdominują e-commerce w 2021

Nie tylko pandemia: jakie trendy zdominowały e-commerce w 2020 i będą ważne w 2021?

W ciągu kilku miesięcy 2020 r. handel internetowy w Polsce przyspieszył o dobrych kilka lat, a pandemia sprawiła, że szereg zjawisk prognozowanych dopiero na nową dekadę stało się rzeczywistością. Eksperci platformy sklepów internetowych Shoper spojrzeli z dystansem na miniony rok. Oceniają, co wywarło największy wpływ na sektor e-zakupów w ostatnich miesiącach i co będzie go wciąż kształtować w 2021 roku.

Jeszcze w lutym wydawało się, że wydarzeniem roku dla branży e-commerce będzie rychłe wejście serwisu Amazon do Polski – które wciąż nie nastąpiło – a kluczowym wyzwaniem dla sprzedawców internetowych będzie dostosowanie się do nowych regulacji o prawach konsumenta, które miały obowiązywać od czerwca – ich wejście przesunięto na 1 stycznia 2021. W lutym też koronawirus i zakupy online pojawiały się w mediach głównie w kontekście obaw, czy paczki zakupione w chińskim serwisie Aliexpress są bezpieczne.

– W kwietniu wiadomo już było, że e-commerce jest nie tylko niegroźny, ale także niezbędny, by kupować i sprzedawać w warunkach nowej normalności. W tym miesiącu łączna wartość sprzedaży w sklepach na naszej platformie była aż o 122 proc. wyższa niż w kwietniu 2019. Pod tym względem realia działania branży podczas pandemii przeniosły nas do przyszłości w przyspieszonym tempie – zauważa Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Oto 10 zjawisk, które będą kształtować handel internetowy w 2021 roku

1. Pandemia jako szansa dla rozwoju e-handlu

Powracające zamknięcia galerii handlowych i fazy domowej izolacji sprawiają, że dla producentów, e-commerce staje się jedynym pewnym kanałem dystrybucji. W sklepach, które już wcześniej prowadziły sprzedaż online, jej udział znacznie wzrósł, a wielu tradycyjnych sprzedawców, korzystając z dostępności wygodnych narzędzi e-commerce, szybko uruchomiło sklepy internetowe. Do sieci zawitali również nowi klienci. Kilka milionów Polaków, którzy dotąd w ogóle nie kupowali online lub robili to sporadycznie, stało się regularnymi klientami. Według raportu “Komunikacja Sklepów Internetowych” najwięcej klientów przybyło e-księgarniom, drogeriom online i internetowym sklepom odzieżowym, a częstotliwość kupowania w sieci najbardziej wzrosła wśród konsumentów z młodszych grup wiekowych.

2. Pandemia jako wyzwanie

Nowi kupujący wchodzą do sieci z entuzjazmem, któremu towarzyszy też obawa o bezpieczeństwo zakupów, szczególnie w sytuacji pandemicznej. Z wyzwaniem tym mierzą się firmy zajmujące się logistyką, które muszą dbać, by ich kurierzy zachowywali rygorystyczne wymogi sanitarne. Duzi gracze w branży zachęcają zatem sprzedawców, by zrezygnowali z opcji zapłaty za pobraniem, by zminimalizować kontakt dostawcy z klientem. I faktycznie, wśród kupujących jej popularność spada na rzecz szybkich płatności online. Optymalnym rozwiązaniem okazują się też paczkomaty z opcją bezdotykowego otwierania skrytek, których cały czas błyskawicznie przybywa – z 6 tys. rok temu do 10 tys. dzisiaj.

– Wiele biznesów debiutujących online przekonało się szybko, że uruchomienie sklepu internetowego to dopiero połowa sukcesu. Potem trzeba jeszcze “tylko” ściągnąć do niego klientów, czyli nauczyć się zasad promocji w sieci. Widzimy, że ten przyspieszony kurs odbywa się całkiem sprawnie. – komentuje Oliwia Tomalik.

– Dla nas, jako platformy, pewnym wyzwaniem był intensywny przyrost liczby sklepów, zwłaszcza prowadzonych przez osoby, które nie planowały wchodzić do internetu tak szybko. Wiosną nasz Dział Obsługi Klienta dostawał 3-krotnie więcej zapytań niż zwykle i część zadań musiał scedować na wirtualną asystentkę głosową, co pomogło rozładować “korki” na infolinii – wspomina przedstawicielka Shoper.

3. Artykuły spożywcze i inne “niesprzedawalne” produkty jednak się sprzedają

Od dawna mówiło się, że pustki w lodówce będziemy uzupełniać online tak samo jak półki z książkami i szafy z ubraniami. Predykcjom tym towarzyszyło jednak przekonanie, że odpowiednia technologia już jest, ale dużą przeszkodą są przyzwyczajenia klientów. Faktycznie, dopiero radykalna zmiana codziennej rutyny, pozwoliła wielu osobom odkryć, że zakupy spożywcze można równie dobrze robić w internecie. Kategoria Delikatesy na platformie sklepów internetowych Shoper – pod którą kryją się sklepy z asortymentem spożywczym – notuje największe wzrosty sprzedaży ze wszystkich. Wiosną sięgały niemal 400 proc. Ta marginalna dotąd kategoria sklepów była w tym roku jedną z bardziej popularnych wśród nowopowstających e-sklepów.

Coraz większa powszechność zakupów online sprawia, że przekonujemy się do z pozoru “nieinternetowych” produktów. Powstaje coraz więcej e-sklepów z odzieżą używaną. Częściej niż dotąd decydujemy się też na zakup kursów i innych form kształcenia dostępnych online.

4. Zanika granica między kupowaniem online i offline

W listopadzie, w niektórych galeriach handlowych, część sklepów była co prawda nieczynna, ale niezupełnie zamknięta. Działały ustawione przy samym wejściu punkty odbioru zakupów internetowych. Teoretycznie możliwe było nawet dokonanie szybkiego zakupu na smartfonie, stojąc na korytarzu obok oraz odebranie go po kilku minutach z rąk sprzedawcy.

Trudno o lepszy dowód na to, że zakupy online i offline to już nie są dwa osobne światy. Możemy spodziewać się, że łączenie i uzupełnianie się tych form sprzedaży stanie się elementem ich strategii a nie tylko planem awaryjnym na pandemię. A możliwych hybryd może być więcej niż tylko system click and collect.

5. Debiut(y) na giełdzie

W październiku na Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowała platforma Allegro. Co istotne, z miejsca stała się też najwyżej wycenianą spółką na warszawskim parkiecie, a utrzymujący się od tego czasu wysoki kurs akcji pokazuje, że inwestorzy dobrze oceniają nie tylko perspektywę rozwoju samego serwisu, ale też całej branży e-commerce, której znaczenie w ostatnim czasie ewidentnie wzrosło.

Do największego polskiego marketplace’u zamierza za kilka dni dołączyć Answear. Zainteresowanie debiutem tego multisklepu odzieżowego również jest bardzo wysokie. Wydarzenia te wpisują się w szerszy trend dużych inwestycji w branży e-commerce, które mogą być zapowiedzią “wyścigu zbrojeń” o jak najwyższe udziały przy nowym podziale całego handlu.

6. Rywalizacja marketplace’ów

Coraz więcej wskazuje na to, że do wyścigu w Polsce stanie w końcu Amazon. Amerykański gigant wciąż nie potwierdził terminu wejścia. Z pewnością zależy mu na tym, by do tego kroku dobrze się przygotować, by nie powtórzyć porażki eBay’a sprzed kilkunastu lat.
Tymczasem bez ogłoszeń i promocji do Europy coraz pewniej wchodzi chiński Aliexpress – na zamówione tam produkty często nie trzeba już czekać kilkunastu dni, bo wysyłane są z centrów dystrybucyjnych na naszym kontynencie. Markeplace’ami usiłują stać się też sieci społecznościowe jak Facebook i Instagram. Na ekspansję stawiają też platformy takie jak Vinted, skupione na jednej grupie akcesoriów.

7. E-komercjalizacja wydarzeń i social selling

Znaczna część wydarzeń zaplanowanych na ten rok się nie odbyła. Jednym ze sposobów wyjścia z tej sytuacji była transformacja głównej wartości performance’u w produkty, które można sprzedawać online – ebooki, webinary lub e-kursy – jogi, makijażu, gotowania online etc.

By przejść na taką formę sprzedaży, zazwyczaj nieodzowne jest posiadanie silnej marki osobistej, którą obecnie buduje się głównie w mediach społecznościowych. Toteż zwrot twórców do internetu mocno wiąże się z innym trendem jakim jest social selling. Społeczność zbudowaną na Instagramie czy Facebooku tworzą osoby potencjalnie zainteresowane produktami (mikro)influencera. Mali i duzi celebryci, dzięki dostępności coraz prostszych narzędzi promocji, potrafią coraz lepiej zamieniać lajki pod zdjęciem na wypełnione koszyki.

8. Kupowanie mobilne

W czasie, gdy zdalna praca, edukacja i rozrywka często angażują wszystkie domowe komputery, to telefony częściej stawały się e-zakupowym narzędziem numer 1. Widać to było szczególnie przy takich okazjach jak Black Friday czy polowanie na świąteczne prezenty, gdy kupujący musi – lub ma wrażenie, że musi – szybko podjąć decyzję. Na platformie Shoper mobilne zakupy podczas ostatniego Czarnego Piątku dorównały w minionym roku tym robionym za pomocą komputera.

– Sklepy korzystające z oprogramowania Shoper są automatycznie dostosowane do urządzeń mobilnych już od dawna. Udostępniamy też sprzedawcom funkcję PWA, która pozwala kupującym na utworzenie na ekranie startowym skrótu do ulubionego sklepu, tak by potem uruchamiał się jak aplikacja mobilna. Rosnąca popularność takich metod płatności jak BLIK, Google Pay czy pay-by-link zoptymalizowanych pod urządzenia mobilne sprawia, że nie ma już potrzeby biec po kartę kredytową. Zakupy można dokończyć bez wstawania z kanapy – zauważa Oliwia Tomalik z Shoper.

Sama rosnąca popularność płatności online wyrasta na kolejny dość istotny trend związany poniekąd z mobilnymi zakupami. Pod koniec ubiegłego roku kupujący w sklepach Shoper opłacali w ten sposób już ponad 60 proc. zakupów, co stanowi niemal dwukrotny wzrost w porównaniu z 2017 r. kosztem płatności przelewem, za pobraniem i gotówką w punkcie odbioru.

9. Zielony konsumpcjonizm i ekologia

Koronawirus przyćmił chwilowo tematy związane ze zmianami klimatycznymi. Nie oznacza to jednak, że ustała debata na temat ochrony środowiska naturalnego. Przeciwnie, ostatnie badanie Blue Media “Postawy ekologiczne Polek i Polaków” pokazuje, najliczniejsza grupa osób jest zdania, że sytuacja ekologiczna jest zła i wymaga działań naprawczych. Coraz częściej zdajemy sobie sprawę, że zielone innowacje należy wprowadzać wszędzie tam, gdzie to możliwe – także w branżach, które przywykliśmy uważać za “czyste”, jak zakupy internetowe.

Przykładem takich zmian może być stopniowe odchodzenie przez sprzedawców od stosowania folii bąbelkowej na rzecz bardziej przyjaznych środowisku wypełniaczy. Kupujący coraz chętniej wybierają wysyłkę do paczkomatu lub punktu odbioru, która generuje mniej zanieczyszczeń niż dostawa do domu.

– Spodziewamy się, że w nadchodzących latach rozwiązania szkodliwe dla środowiska obkładane będą dodatkowymi akcyzami i staną się jeszcze droższe od tych bardziej ekologicznych, tak jak to dzieje się już w Niemczech. Zachęci to sprzedawców do odpowiednich wdrożeń, a konsumentów do bardziej świadomych zakupów – mówi Oliwia Tomalik.

10. Zakupy abonamentowe / subskrypcyjne

Jednym ze sposobów na zmniejszenie ilości opakowań po e-zakupach może być regularne zamówienie od tego samego sprzedawcy przy założeniu, że przy okazji odbioru nowego produktu zwracamy opakowanie po starym do ponownego wykorzystania. Abonamentowe formy kupowania przyjmowały się dotąd najlepiej dla jednego, specyficznego produktu jak kawa czy karma dla zwierząt domowych. Praktyka ta stosowana jest też przy dostawach wody do firm i coraz częściej przy dietach pudełkowych. Będą pojawiały się abonamenty na kosmetyki, artykuły spożywcze, czy ubrania – te ostatnie także w formie wypożyczalni.

Jakie trzy funkcje VoIP usprawnią komunikację w Twoim biurze?

Obsługiwanie klientów i sprawna komunikacja wewnątrz firmy są podstawą dla jej wydajnego funkcjonowania. Centrala VoIP pozwala usprawnić przepływ informacji w strukturach firmy oraz szybciej obsługiwać klientów. Jej wyjątkowe funkcje – jak kolejkowanie połączeń, interaktywne menu IVR oraz przekierowania – umożliwiają osiągnięcie maksymalnej efektywności przy stosunkowo niewielkim nakładzie pracy. Prosty i intuicyjny w obsłudze system ułatwi przeprowadzanie wielu procesów w firmie – sprzedażowych i nie tylko.

Moduł kolejkowania połączeń ACD

Automatic Call Distribution (ACD) jest specjalną funkcją wirtualnej centralki VoIP, która przydziela pracownikom połączenia przychodzące w sposób automatyczny. Dzięki temu obsługa klienta w Twojej firmie staje się o wiele szybsza i łatwiejsza. Twoi pracownicy są w stanie sumarycznie odebrać znacznie więcej telefonów niż w przypadku manualnego zarządzania połączeniami. Ponadto – kolejkowanie połączeń ACD jest zintegrowane z funkcją SMS, syntezą mowy oraz menu IVR.

Kolejkowanie połączeń w systemie automatycznym może znacznie usprawnić funkcjonowanie takich miejsc jak recepcja czy contact center. Zwiększa ono skuteczność oddzwaniania na nieodebrane połączenia oraz pozwala zmniejszyć ilość porzuconych połączeń przez oczekujących klientów – ponieważ nie muszą oni czekać tak długo.

Interaktywne menu obsługiwane klawiaturą telefonu – IVR

Interactive Voice Response (IVR) jest narzędziem umożliwiającym tworzenie nieograniczonej ilości interaktywnych menu IVR dla Twoich klientów. Pozwala to na realne wsparcie automatycznego systemu obsługi poprzez syntezę mowy i przekierowania. Do systemu IVR można podłączyć dowolną usługę VoIP – jak chociażby wspomniane wcześniej ACD. Tak naprawdę interaktywne menu IVR oznacza nieograniczone możliwości tworzenia i edycji. Co więcej – pozwala na dostosowanie i modyfikację wdrożonych rozwiązań w zależności od zapotrzebowania naszego i naszych klientów. Oprócz tego mamy możliwość zaplanowania i zautomatyzowania wszelkich procesów związanych z działaniem IVR.

Przekierowywanie połączeń – w tym przekierowania warunkowe

Jeśli zależy nam na efektywnej i szybkiej obsłudze klientów, przekierowania połączeń są jednym z podstawowych mechanizmów, z których będziemy korzystać na co dzień. Dotyczy to również przekierowań warunkowych, które zapisane zostają w algorytmie. Takie rozwiązanie posiada kilka głównych zalet:

  • Szybsza obsługa klientów
  • Zwiększenie wydajności pracowników
  • Mniejsze straty związane z porzuconymi połączeniami

Automatyzacja procesu przekierowania pozwala znacznie usprawnić funkcjonowanie firmy.

Oświadczenie Agory w sprawie decyzji Prezesa UOKiK Tomasza Chróstnego zakazującej przejęcia spółki Eurozet przez Agorę

Decyzja Prezesa UOKiK kompromituje Urząd. Chroni konkurentów Agory, a nie konkurencję. Została podjęta z naruszeniem przepisów prawa oraz procedur administracyjnych. 

Arbitralna i selektywna ocena materiału dowodowego oraz analizy ekonomicznej, jak i wyimaginowana teoria szkody antymonopolowej naruszają standardy kontroli koncentracji zarówno te wypracowane dotychczas przez polski Urząd, jak również przez Unię Europejską, na której regulacjach wzorują się polskie przepisy antymonopolowe. Prezes UOKiK odrzucił argumenty merytoryczne przedstawione w sprawie, a jego decyzja oparta jest na wybiórczo potraktowanych materiałach, które zostały dobrane do z góry założonej tezy. To bezprzykładne naruszenie zasady bezstronności i obiektywizmu UOKiK.

Wnioski, które wyciągnął Prezes Chróstny z analizy rynku są absurdalne. Pod pretekstem ochrony rynku przed „sytuacją zbliżoną do duopolu”, Prezes chroni sytuację zbliżoną do monopolu. Ignoruje tym samym argumenty reklamodawców wskazujące na korzystne efekty z pojawienia się nowej oferty Agory i zwiększenia presji na rynkowego hegemona.

Szacując na poziomie 70% łączny udział w rynku ogólnopolskiej reklamy radiowej dwóch największych graczy po połączeniu Agory z Eurozetem, Prezes UOKiK mija się z prawdą. Ten udział po koncentracji wyniósłby niespełna 65%, z czego blisko 39% to udział obecnego lidera rynku.

Warto zwrócić uwagę, że nawet po koncentracji największy obecnie gracz na rynku radiowym utrzymałby pozycję dominującą – jego udział w rynku ogólnopolskiej reklamy radiowej wynosi bowiem prawie 40%, podczas gdy w przypadku dokonania koncentracji łączny udział Agory i Eurozet wyniósłby około 25%. Wydając zakaz koncentracji Prezes UOKiK wiedział, że Agora była gotowa na dalszą redukcję tego udziału. Swoją decyzję ogłosił na kilkanaście godzin przed umówionym spotkaniem tej sprawie. Już wcześniej Agora zaproponowała działania, które neutralizowały zastrzeżenia przedstawione przez Prezesa UOKiK w odniesieniu do wielu rynków lokalnej reklamy radiowej, w szczególności w Poznaniu, Legnicy i Zielonej Górze.

Agora nie została uprzedzona o zakończeniu toczącego się postępowania i nie miała szansy na zapoznanie się z aktami sprawy ani na finalne wyrażenie swojego stanowiska przed wydaniem decyzji.  Tym samym Prezes naruszył szereg zasad w postępowaniu administracyjnym, m.in. prawo wnioskodawcy do zaprezentowania swojego stanowiska na każdym z etapów trwającego postępowania.

Agora, posiadając 40% udziałów, pozostaje mniejszościowym udziałowcem spółki Eurozet. W przekonaniu o słuszności swoich argumentów Spółka złoży odwołanie od decyzji Prezesa UOKiK do właściwego sądu i jest zdeterminowana do skorzystania ze wszelkich możliwych narzędzi prawnych w tej sprawie.

1/2021 Decyzja Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakazująca koncentracji polegającej na przejęciu przez Agorę S.A. kontroli nad Eurozet Sp. z o.o.  

Komunikat giełdowy

Zarząd Agory S.A. z siedzibą w Warszawie („Agora”, „Spółka”), w nawiązaniu do raportów bieżących: nr 1/2019 z dnia 25 stycznia 2019 r., nr 3/2019 z dnia 20 lutego 2019 r., 27/2019 r. z dnia 18 września 2019 r. oraz 39/2020 z dnia 10 listopada 2020 r. informuje, że w dniu 7 stycznia 2021 r. Spółka powzięła ze strony internetowej uokik.gov.pl informację o wydaniu przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów („Prezes UOKiK”) decyzji o zakazie dokonania koncentracji polegającej na przejęciu przez Spółkę kontroli nad Eurozet Sp. z o.o.

Spółka nie zgadza się merytorycznie z decyzją Prezesa UOKiK. Zdaniem Spółki została ona wydana z naruszeniem przepisów antymonopolowych oraz postępowania administracyjnego. Dodatkowo, nie uwzględnia ona materiału dowodowego, w szczególności przedstawionych przez Spółkę analiz ekonomicznych. W związku z tym Agora podejmie wszelkie przewidziane prawem działania w tej sprawie. Decyzja Prezesa UOKiK jest nieprawomocna i Spółka skorzysta z przysługującego jej odwołania od decyzji do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w terminie miesiąca od dnia jej doręczenia.

Polska służba zdrowia coraz szybciej odchodzi od papierowej dokumentacji. Obowiązkowe e-skierowania są kolejnym krokiem w tym kierunku

Od 8 stycznia br. zaczną obowiązywać w Polsce obowiązkowe e-skierowania. Większość lekarzy i placówek medycznych już dwa miesiące temu była gotowa do ich wdrożenia, a popularność tego narzędzia rosła na fali pandemii, podobnie jak w przypadku e-recept czy Internetowego Konta Pacjenta. – Odejście od dokumentacji papierowej na rzecz elektronicznej jest przyszłością w medycynie – podkreśla Piotr Wietrzycki z Infinite IT Solutions, która wdrożyła elektroniczne podpisy w Ministerstwie Zdrowia. Jak wskazuje, pandemia COVID-19 zmusiła szpitale i przychodnie do szukania i szybszego wdrażania takich rozwiązań, które pozwalają przestawić się na cyfrową dokumentację medyczną.

– Medycyna paperless zaczyna mocno oddziaływać na rynek. Coraz więcej przychodni i placówek medycznych odchodzi od dokumentacji papierowej na rzecz elektronicznej – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Wietrzycki, dyrektor sprzedaży w Infinite IT Solutions.

Cyfryzacja polskiej służby zdrowia w kilku ostatnich latach nabrała tempa. W kolejny etap wejdzie 8 stycznia br., wraz z obowiązkiem wystawiania przez lekarzy e-skierowań. Jak podaje rządowe Centrum e-Zdrowia (CeZ), to rozwiązanie stopniowo zyskuje na popularności od połowy ubiegłego roku, kiedy NFZ wprowadził dodatkowe finansowanie w zamian za wprowadzenie e-skierowań, a do ich rozpowszechnienia dodatkowo przyczyniła się pandemia COVID-19. W efekcie do końca października ub.r. 33 tys. lekarzy w Polsce wystawiło ponad 3 mln e-skierowań. Co ciekawe, najwięcej elektronicznych skierowań (ponad 1,1 mln) wystawili lekarze w wieku 50–59 lat, a najliczniejszą grupą pacjentów, którzy je otrzymali (ponad 350 tys.), były osoby w wieku 60+.

CeZ podaje, że już w listopadzie, czyli na dwa miesiące przed wdrożeniem obowiązkowych e-skierowań, lekarze wystawiali ich ok. 30 tys. dziennie, a system e-skierowań obsługiwała już ponad połowa (54 proc.) placówek medycznych w Polsce. Kolejnych 34 proc. było gotowych do jego wdrożenia.

W tej chwili bardzo potrzebne są też rozwiązania, które umożliwiają bezpieczną wymianę dokumentacji medycznej na linii pacjent–przychodnia – mówi dyrektor sprzedaży w Infinite IT Solutions.

Mimo postępującej cyfryzacji placówki medyczne nadal borykają się z problemem zbierania zgód, wypełniania formularzy i późniejszego bezpiecznego przechowywania dokumentacji. Dane o stanie zdrowia – zgodnie z wprowadzonym w 2018 roku RODO – są informacjami wrażliwymi. Zarządzanie nimi w wersji papierowej jest uciążliwe i czasochłonne, a ponadto stwarza ryzyko zgubienia, zniszczenia albo podejrzenia przez osoby nieuprawnione. Dlatego placówki medyczne szukają nowoczesnych i bezpiecznych rozwiązań, które pozwolą zaradzić temu problemowi, zapewnić bezpieczeństwo dokumentacji medycznej zgodnie z RODO i jednocześnie odciążyć medyków od procedur związanych z obsługą papierowych dokumentów.

 Takie rozwiązanie powinno być wysokiej klasy – dokumentacja przesyłana w ten sposób powinna być szyfrowana tak, żeby żadna osoba postronna nie mogła jej wykraść czy wykorzystać – mówi Piotr Wietrzycki.

Jak wskazuje, w związku z pandemią szpitale i przychodnie mają teraz dużo więcej formalnych obowiązków, ponieważ z każdym pacjentem muszą przeprowadzić wywiad i zebrać podpisane oświadczenia, że nie choruje on na COVID-19 i nie miał wcześniej kontaktu z kimś zakażonym.

– Stąd na recepcji często mamy osobę, która wprowadza pacjenta do przychodni i musi zebrać taki wywiad. Coraz więcej przychodni myśli o tym, żeby zastąpić tę tradycyjną, papierową formę odręcznym podpisem na tablecie – mówi ekspert.

Możliwość odręcznego sygnowania dokumentów, ale w cyfrowej wersji wprowadziła spółka Infinite IT Solutions, która już ponad dwa lata temu wdrożyła w Ministerstwie Zdrowia usługę e-Podpisywania. Każdy dokument można pobrać bezpośrednio na tablet i podpisać w wersji elektronicznej za pomocą rysika przypominającego długopis.

To rozwiązanie przynosi korzyści również placówkom medycznym, które mogą gromadzić podpisane formularze i zgody pacjentów w wersji cyfrowej. Dokument podpisany w ten sposób jest zapisywany, wysyłany na wskazany adres e-mail oraz do e-archiwum placówki. Co istotne, szereg zabezpieczeń uniemożliwia sfałszowanie go. Poza podpisem, który jest widoczny gołym okiem, urządzenie zapisuje również cechy biometryczne, takie jak np. dynamikę pisania, siłę nacisku i współrzędne, indywidualne dla każdej osoby. Wszystkie te parametry są zapisywane i dołączane do dokumentu w postaci metadanych.

 Dostarczamy wirtualne biuro obsługi pacjenta. Dzięki temu pacjent może bezpiecznie komunikować się z przychodnią, przesyłając do niej np. historię choroby z innej placówki czy wyniki wykonanych badań. Z drugiej strony również lekarz może komunikować się w ten sposób z pacjentem, wysyłając mu odpowiednie zalecenia czy opisy badań – mówi Piotr Wietrzycki.

Ekspert Infinite  IT Solutions ocenia, że trend paperless w sektorze medycznym – czyli odchodzenie od dokumentacji papierowej na rzecz elektronicznej – bez wątpienia będzie postępować.

– Musimy brać jednak pod uwagę pacjentów, którzy mają ograniczony dostęp do nowych technologii. Mowa tutaj głównie o starszym pokoleniu – mówi.

Jak pokazała tegoroczna edycja raportu „Future Health Index 2020”, cyfryzacja dokumentacji i danych medycznych ułatwia życie nie tylko pacjentom, ale i lekarzom. Z badań przeprowadzonych przez firmę Philips wynika, że co trzeci pracownik medyczny uważa możliwość wymiany cyfrowych danych za jedną z najważniejszych innowacji. Jednocześnie zdaniem 62 proc. medyków ograniczenia w ich przepływie często powodują niekompletność danych medycznych pacjentów, a 57 proc. uważa, że nie dysponuje wystarczającą ilością danych medycznych pacjentów, żeby móc je wykorzystywać przy podejmowaniu decyzji o procesie leczenia.

Do poprawy może przyczynić się narzędzie, jakim jest Internetowe Konto Pacjenta, cieszące się coraz większą popularnością. IKP pozwala zarządzać swoimi sprawami medycznymi online i – jak podaje CeZ – do listopada ub.r. aktywowało je już w sumie 3,5 mln Polaków. Co istotne, największą grupą użytkowników IKP są osoby do 50. roku życia, ale prawie 1/5 z nich stanowią też seniorzy.

W Polsce powstanie największa elektrownia fotowoltaiczna w Europie Środkowo-Wschodniej. Dostarczy zieloną energię kilkuset tysiącom ludzi

Na Pomorzu powstanie największa elektrownia fotowoltaiczna Europy Środkowo-Wschodniej. W ciągu roku farma wytworzy 230 GWh zielonej energii. Tym samym w ciągu najbliższych 30 lat jest w stanie zredukować emisję CO2 o 5 mln ton. – W całym cyklu życia elektrowni wyprodukujemy około 6 TWh energii. Dla porównania Polska w tej chwili charakteryzuje się popytem na poziomie około 150 TWh, więc jest to znacząca inwestycja – podkreśla Sebastian Jabłoński, prezes Respect Energy. Wkrótce mają powstać kolejne zielone elektrownie, zwłaszcza że OZE mogą wypełnić lukę spowodowaną wycofywaniem elektrowni węglowych.

– Budowana przez nas farma fotowoltaiczna w Zwartowie jest zlokalizowana na działce o powierzchni 300 ha, czyli gdyby to był jeden równy kawałek, to miałby kilometr szerokości i trzy kilometry długości. Będzie to największa elektrownia w Europie Środkowo-Wschodniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Jabłoński.

Budowa największej elektrowni fotowoltaicznej w naszej części Europy ruszy w I kwartale tego roku, a za rok popłynie z niej pierwsza energia. Za inwestycję odpowiada spółka Respect Energy wraz z niemieckim koncernem Goldbeck Solar. Projekt znalazł się wśród wygranych aukcji na wsparcie dla OZE, której wyniki Urząd Regulacji Energetyki ogłosił w połowie grudnia.

Farma w Zwartowie na Pomorzu w ciągu roku wytworzy 230 GWh zielonej energii. Tym samym w perspektywie najbliższych 30 lat przyczyni się do redukcji emisji CO2 o 5 mln ton.

– Nasza elektrownia fotowoltaiczna w Zwartowie to jest 203 MW zainstalowanej mocy. W całym cyklu życia elektrowni wyprodukujemy około 6 TWh energii. Dla porównania, Polska w tej chwili charakteryzuje się popytem na poziomie około 150 TWh, więc jest to znacząca inwestycja, największa w Polsce w tej chwili – przekonuje prezes Respect Energy.

Jak podaje spółka, wartość elektrowni po wybudowaniu wyniesie ok. 200 mln euro. Farma w Zwartowie wyprodukuje energię, która wystarczy dla zasilenia 153 tys. gospodarstw domowych, czyli będzie w stanie zaspokoić potrzeby energetyczne mieszkańców miasta o wielkości Gdańska.

 Skorzystają na tym mieszkańcy regionu, w którym będzie produkowana ta energia. Alternatywnie byłaby ona produkowana z paliw kopalnych – tłumaczy prezes Respect Energy.

Budowa tak dużej farmy fotowoltaicznej znacząco zwiększy udział OZE w łącznej zainstalowanej mocy źródeł energii elektrycznej. Na koniec października moc zainstalowana OZE wyniosła 11,7 GW, co oznacza wzrost o 26,8 proc. r/r.

– W średnioterminowej perspektywie 10–15 lat w polskim systemie elektroenergetycznym będziemy potrzebować około 30 GW mocy zainstalowanej w fotowoltaice i porównywalnej wartości z lądowych farm wiatrowych – ocenia Sebastian Jabłoński.

Jak wynika z analizy „Jak wypełnić lukę węglową” think tanku Forum Energii, Polska może już w 2030 roku osiągnąć ponad 40 proc. udziału OZE. To ok. 34 GW zainstalowanych mocy, z czego 12,5–14,5 GW w fotowoltaice,10,1–11,2 GW w energetyce wiatrowej lądowej, a 5,2–6,3 GW w energetyce wiatrowej morskiej.

– W najbliższych latach będziemy mieli dynamiczny wzrost inwestycji głównie w fotowoltaice i wietrze, ponieważ są to technologie, które są najbardziej uzasadnione ekonomicznie. W ciągu najbliższych 10–15 lat powinniśmy zbudować około 30 GW w fotowoltaice, czyli zwiększyć moc 10-krotnie, i porównywalną wartość w wietrze, czyli skala inwestycji to będzie pięcio–sześciokrotny wzrost zainstalowanej mocy – wylicza ekspert.

Jak zapowiada, wkrótce mogą powstać kolejne elektrownie OZE. Partnerstwo strategiczne Respect Energy z Goldbeck Solar umożliwi coroczną budowę elektrowni fotowoltaicznych o łącznej mocy 350 MW.

– Nasz wybór padł na Goldbeck Solar, gdyż ta spółka zrealizowała w innych krajach już 1,7 tys. MW inwestycji w wielkoskalową energetykę słoneczną i daje nam to bardzo dobre podstawy do tego, żeby zrealizować projekt w Zwartowie, jak również kolejne projekty, które zamierzamy przedsięwziąć – mówi Sebastian Jabłoński. – Zgodnie z planem powinniśmy łącznie zbudować 1,75 tys. MW mocy zainstalowanej w fotowoltaice.

Tradycyjna telewizja w odwrocie. Pandemia sprzyja treściom wideo na żądanie

Już 74 proc. polskich internautów płaci za treści VOD, podczas gdy pod koniec 2019 roku ten odsetek wynosił 68 proc., a jeszcze rok wcześniej 44 proc. – wynika z raportu IRCenter. Wideo na żądanie i serwisy streamingowe w coraz większym stopniu wypierają tradycyjną telewizję, a ich szybko rosnącą popularność odzwierciedlają przyrosty liczby użytkowników. Mocno sprzyja im też pandemia. – W przyszłości rola telewizji zostanie ograniczona do newsów i transmisji wydarzeń sportowych czy ważnych społecznie – podkreśla Maciej Kowalski z Blackburst.

– Z jednej strony telewizja linearna, czyli taka, która ma ramówkę i określone godziny nadawania, umiera, traci na znaczeniu, co widać chociażby po budżetach reklamowych i oglądalnościach. Z drugiej strony konsumpcja materiałów wideo jest coraz większa. Wydaje się, że zwykła telewizja będzie w dalszym ciągu tracić na znaczeniu i wszystko przeniesie się do serwisów streamingowych – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Kowalski, członek zarządu Blackburst, firmy zajmującej się produkcją telewizyjną.

Telewizja na żądanie (SVOD) i usługi przesyłania strumieniowego (OTT, Over-the-Top) – reprezentowane m.in. przez Netflixa, HBO Go (w niektórych krajach HBO Max) czy Amazon Prime – od mniej więcej dekady rewolucjonizują konsumpcję treści wideo. W coraz popularniejszy trend postanowił wpisać się też Disney, który nieco ponad rok temu wystartował z własną platformą VOD Disney+.

Popularność takich usług odzwierciedla szybko rosnąca liczba subskrybentów. W Wielkiej Brytanii Netflix już w 2018 roku wyprzedził prestiżową telewizję satelitarną Sky pod względem liczby abonentów, zmuszając ją do rozwinięcia własnej usługi OTT, która jest obecnie głównym motorem jej wzrostu. Z kolei w Stanach Zjednoczonych usługi OTT mają największy udział w konsumpcji wideo wśród osób poniżej 50 lat, a w grupach wiekowych powyżej 50+ popularność telewizji tradycyjnej i serwisów SVOD jest już na niemal równym poziomie. Podobny trend jest widoczny m.in. w Indiach, Chinach i Niemczech, gdzie usługi na żądanie zaczęły już kanibalizować wiodącą dotąd prym telewizję. Według wstępnych szacunków na koniec ubiegłego roku telewizja tradycyjna (publiczna, płatna i kablowa) mogła już zostać zdetronizowana przez SVOD i OTT w ponad 30 krajach świata – prognozowała firma doradcza Capgemini w swoim listopadowym raporcie „OTT Streaming Wars: Raise or Fold”.

– Telewizja linearna pozostanie tylko do relacjonowania rzeczy, które dzieją się na żywo, wydarzeń sportowych czy społecznych, które trzeba konsumować w danym momencie. Być może tradycyjna telewizja pozostanie też zjawiskiem socjalnym. Przykładowo cała rodzina ma w niedzielę taki rytuał, że siada i razem ogląda swój ulubiony serial – ocenia członek zarządu Blackburst.

Według zeszłorocznej prognozy specjalizującej się w tym rynku firmy Digital TV Reaserch do 2024 roku globalne przychody z różnych form telewizji online sięgną prawie 160 mld dol., co będzie stanowić dwukrotny wzrost względem 2019 roku (83 mld dol.). Z kolei we wrześniowym raporcie firma prognozuje, że w 2025 roku pięć globalnych platform będzie mieć 678 mln płatnych subskrypcji.

Rosnąca popularność SVOD i OTT to głównie efekt zmieniających się oczekiwań widzów. Takie usługi dają im możliwość swobodnego decydowania, co chcą oglądać, w którym momencie i na jakim urządzeniu.

– Teraz nikt już nie chce czekać do godziny 20.00, żeby obejrzeć film. Zamiast tego włącza swoje OTT, Netflixa, HBO Go lub jakąkolwiek inną platformę i ogląda, co chce, na życzenie – mówi Maciej Kowalski.

Poza elastycznością czasową przewagą serwisów SVOD i OTT jest też szeroka dostępność różnych treści i formatów: od seriali i filmów (w tym własnej produkcji) po transmisje koncertów, wydarzeń kulturalnych, sportowych czy podcastów. Firma doradcza Capgemini zauważa, że nie bez znaczenia jest również brak reklam albo ich lepsze dopasowanie do użytkownika.

Analitycy Capgemini zwrócili też uwagę na fakt, że dostawcom usług SVOD i OTT sprzyja pandemia COVID-19. Według przytaczanych przez firmę danych Comcast podczas wiosennego lockdownu liczba godzin transmisji wzrosła o 40 proc. w porównaniu do zaledwie 8 proc. w przypadku linearnej telewizji. Z oficjalnych danych Netflixa wynika, że tylko w I półroczu ub.r. liczba subskrybentów globalnie urosła o 26 mln, a w przedostatnim kwartale ubiegłego zwiększyła się o kolejne 2,2 mln.

Usługi na żądanie są coraz popularniejsze także w Polsce. Jak wynika z listopadowego raportu IRCenter „Multiscreening 7. Świat Nowych Mediów”, 74 proc. Polaków płaci za treści VOD, podczas gdy w 2018 roku było to 44 proc. W grupie wiekowej 15–24 lata odsetek ten wynosi 82 proc. Najbardziej preferowaną (przez 57 proc.) formą korzystania z usług na żądanie są obecnie miesięczne pakiety, popularne zwłaszcza we wspomnianej grupie wiekowej. Tylko 17 proc. użytkowników wybiera płatności jednorazowe.

Podobnie jak w całym regionie CEE, również w Polsce pozycję lidera utrzymuje Netflix. Według danych firmy Comparitech szacowana liczba użytkowników serwisu w III kwartale ub.r. to ponad 930 tys., a do końca roku mogła przekroczyć milion. Na koniec 2019 roku z usług Netflixa korzystało w Polsce 775 tys. subskrybentów. Pod względem liczby użytkowników Polska zajmuje aktualnie 21. pozycję.

Sztuczna inteligencja pomaga w walce z pandemią od początku jej trwania. Obecnie naukowcy skupiają się na analizie powikłań COVID-19

Systemy inteligentne znalazły się w kręgu zainteresowania jednostek naukowych wyspecjalizowanych w walce z koronawirusem. Zaawansowane algorytmy pozwoliły przyspieszyć procesy przetwarzania danych wykorzystywane zarówno do wykrywania zakażenia u pacjentów, jak i do przewidywania przebiegu pandemii. Upowszechnienie się sztucznej inteligencji w laboratoriach umożliwi szybsze zwalczenie kryzysu pandemicznego. Nie mniej istotna jest także analiza powikłań COVID-19, nad którą obecnie pracują naukowcy.

– Wszystkie prace badawcze toczone nad rozwojem pandemii były prowadzone w kontekście szybkiej publikacji. Już w marcu 2020 roku powstały prace zbiorowe podsumowujące zastosowania sztucznej inteligencji w diagnostyce, rozpoznawaniu i analizie rozprzestrzeniania się epidemii. Wiele firm zostało uświadomionych, jak bardzo są uzależnione od automatyzacji. To zwróciło świat w kierunku stosowania tych rozwiązań w różnych obszarach, np. logistyce czy dostawach automatyzacji sprzedaży – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Sobecki, kierownik Laboratorium Stosowanej Sztucznej Inteligencji Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego.

Według Google Scholar dotychczas opublikowano przeszło 91 tys. opracowań poświęconych pandemii COVID-19 w zakresie objawów, leczenia oraz procesów rozprzestrzeniania się wirusa. Tak duże zasoby danych nie mogą być przetworzone przy wykorzystaniu tradycyjnych narzędzi analitycznych. Naukowcy nie są w stanie na bieżąco zapoznawać się ze wszystkimi aktualnymi badaniami poświęconymi tematyce koronawirusa. W tym zadaniu badaczy wyręcza sztuczna inteligencja.

Już na początku 2020 roku przedstawiciele Białego Domu zaapelowali do amerykańskich gigantów technologicznych, firm Google oraz Microsoft, aby wspomogli naukowców w procesie przetwarzania prac naukowych poświęconych tematyce koronawirusa. Celem tej szeroko zakrojonej współpracy jest stworzenie algorytmów, które pozwolą identyfikować wzorce w pracach publikowanych na całym świecie, a co za tym idzie – przyspieszać proces wyszukiwania najbardziej optymalnych metod walki z pandemią oraz zapobiegania jej rozprzestrzenianiu się.

– Sztuczna inteligencja to nie tylko tworzenie rozwiązań, które automatycznie dokonują predykcji czy wspierają ludzkie decyzje. To także analiza wielkich zbiorów danych. Na początku roku opublikowano analizę badań nad milionami obywateli Wielkiej Brytanii, co pokazało, że jesteśmy w stanie szybko określić najczęstsze objawy w przypadku tej jednostki chorobowej albo czynniki wpływające na ryzyko ciężkich powikłań. W marcu powstało rozwiązanie automatycznej diagnozy COVID-19 na podstawie zdjęć rentgenowskich klatki piersiowej, co umożliwiło wczesną diagnozę w momencie, kiedy brakowało standardów diagnostycznych uświadamiających lekarzy na całym świecie – wskazuje ekspert.

Sztuczna inteligencja wykazała się m.in. w procesie identyfikacji osób zarażonych COVID-19. Naukowcy z Uniwersytetu w Granadzie we współpracy ze szpitalem uniwersyteckim San Cecilio opracowali algorytm do błyskawicznej identyfikacji zakażenia koronawirusem przy wykorzystaniu analizy zdjęć rentgenowskich. System ten pozwala potwierdzić obecność COVID-19 w płucach pacjenta w ciągu kilkunastu minut od przeprowadzenia diagnozy, przy minimalnych kosztach, gdyż szpitale mogły za darmo pobrać aplikację analityczną i błyskawicznie wdrożyć ją do użytku.

Modelowanie analityczne przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji może przydać się także w procesie przewidywania rozprzestrzeniania się koronawirusa. Narzędzie tego typu opracowała m.in. wrocławska firma DataWalk. Jej oprogramowanie pozwala wskazywać zależności oraz relacje pomiędzy nieskorelowanymi danymi, które symulują sieci powiązań między ludźmi, miejscami oraz środkami transportu będącymi źródłem rozprzestrzeniania się koronawirusa. Technologia tego typu ułatwia identyfikację tzw. supernosicieli i hamowanie rozwoju pandemii.

– Pandemia pokazała przede wszystkim, jak bardzo istotne jest integrowanie zbiorów danych pomiędzy ośrodkami, a także jak bardzo istotne jest szybkie dostarczanie rozwiązań. W obliczu pandemii najważniejsze były szybka reakcja i szybkie analizy. Oczywiście te rozwiązania będą się zmieniały w czasie, ponieważ zmieniają się priorytety. Wraz z przebiegiem pandemii bardziej istotna niż wczesna diagnostyka jest analiza powikłań tej choroby, nad czym jeszcze pracują naukowcy – mówi Piotr Sobecki.

2020 kolejnym rokiem o rekordowych emisjach. Pandemia nie pomogła klimatowi

Czy pandemia koronawirusa ma jakiś związek ze zmianami klimatycznymi? Z pierwszych miesięcy zeszłego roku pamiętamy podnoszące na duchu historie o tym, jak zamrożenie gospodarki pozytywnie wpłynęło na środowisko. Wielu Chińczyków po raz pierwszy w życiu ujrzało szczyty Himalajów, bo zmniejszyło się zanieczyszczenie powietrza nad wielkimi miastami. Do oczyszczonych kanałów we włoskiej Wenecji wpłynęły delfiny. Takie ładne obrazki to jednak mylne rozumienie związku między rozprzestrzenianiem się wirusa COVID-19, a zjawiskami klimatycznymi. To prawda, łączą się one ze sobą, ale w zupełnie inny sposób.

– Coroczny raport Światowej Organizacji Meteorologicznej dotyczący emisji CO2 i gazów cieplarnianych nie pozostawia złudzeń, że 2020 będzie kolejnym rokiem o rekordowych emisjach. Covid nie pomógł nam więc w zmniejszeniu emisji gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń środowiska. Pomógł nam co najwyżej zrozumieć, że nie jesteśmy niezniszczalni, a odzwierzęce wirusy są coraz większym zagrożeniem dla ludzkości – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce. – Tutaj dotykamy powiązania pandemii ze zmianami klimatycznymi. Odzwierzęce wirusy nie biorą znikąd. Pojawiają się, gdy człowiek coraz silniej ingeruje w ekosystemy. Z każdym kolejnym wyciętym kilometrem kwadratowym Puszczy Amazońskiej eksponujemy się na zamknięte w tych ekosystemach, wyizolowane patogeny. Podobnie jest w przypadku rozmarzającej wiecznej zmarzliny oraz masowej, przemysłowej hodowli zwierząt. Stąd się właśnie wziął COVID-19.

– Na początku lat ‘50 Światowa Organizacja Zdrowia mówiła o 8 odzwierzęcych wirusach. Teraz wiemy, że jest ich ponad 70. Ta liczba wciąż rośnie. Człowiek stał się perfekcyjnym dominatorem, który jest w stanie zduszać inne ekosystemy i wprowadzać w ich miejsce przemysłową hodowlę zwierząt i monokulturowe rolnictwo. Z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami – podkreśla Wyszkowski.

Answear.com ze sprzedażą 144 mln zł w IV kw. 2020

Answear.com według wstępnych danych wypracował w IV kw. 2020 r. 144 mln zł przychodów ze sprzedaży, oznacza to wzrost o 37 proc. rdr. W całym 2020 r. przychody zwiększyły się o 31 proc. rdr., wynosząc 408 mln zł. Dynamicznie wzrosła również sprzedaż on-line, która w IV kw. 2020 r. wyniosła 159 mln zł, implikuje to wzrost o 42 proc. rdr. Z kolei w całym 2020 r. wartość ta wzrosła o 33 proc. i wyniosła 433 mln zł.

Cieszymy się z bardzo dobrych wstępnych wyników sprzedażowych za IV kw. minionego roku. Z reguły ten okres jest najlepszy w naszej branży. Dodatkowo odnotowaliśmy istotny wzrost sprzedaży z racji czasowego zamknięcia sklepów stacjonarnych w listopadzie ubiegłego roku. Podczas, gdy tradycyjne sklepy zostały wyłączone z handlu, my byliśmy w stanie realizować naszą strategię i sprzedawać produkty. Uważamy, że zdecydowana większość klientów doceni zalety zakupów przez Internet i pozostanie w sferze online. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Answear.com był przygotowany na zwiększony popyt ze strony klientów. Spółka zbudowała odpowiedni zapas kolekcji jesień-zima 2020, który umożliwiał zaspokojenie wzrastającego zainteresowania. Internetowa platforma sprzedająca modę postanowiła także wydłużyć akcję marketingową związaną z Black Friday. Answear.com wprowadził Black November, który poprzedzał bezpośrednio Black Friday. Obie akcje cieszyły się dużym zainteresowaniem i zakończyły się sukcesem. W minionym kwartale Spółka odnotowała wzrost kluczowych KPI biznesu: wskaźnika odwiedzin, wartości średniego koszyka oraz współczynnika konwersji, które pozytywnie wpłynęły na dynamikę sprzedaży.

Od 28 grudnia do 17 stycznia sklepy stacjonarne ponownie zostały zamknięte. Jest to dla Answear.com oczywiście sprzyjająca okoliczność. Historycznie widzimy, że w okresie poświątecznym duża część klientów decyduje się na zakupy. Zachęcają do tego m.in. specjalne wyprzedaże. Staramy się to wykorzystać i z optymizmem patrzymy na przyszłe wyniki. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Objaśnienia:

Sprzedaż on-line obejmuje zafiskalizowaną sprzedaż w danym okresie (z uwzględnieniem zafiskalizowanych zwrotów), łącznie ze sprzedażą prowadzoną na zasadach komisu wyrażoną w pełnej wartości (w cenie sprzedaży do klienta), jak również opłatami klientów za transport przesyłek o wartości poniżej progu darmowej dostawy;

Przychody ze sprzedaży według sprawozdawczości MSSF obejmują przychody ze sprzedaży towarów zakupionych na rachunek własny i przychody ze sprzedaży usług, czyli głównie prowizje z tytułu sprzedaży komisowej, prowizję za prowadzenie sklepu www.wearmedicine.com oraz opłaty klientów za transport przesyłek poniżej progu darmowej dostawy. Przychody ze sprzedaży są pomniejszone również o szacunkową wartość rezerw na spodziewane w kolejnym okresie zwroty dotyczące sprzedaży z raportowanego okresu, oraz wartość rezerwy na program lojalnościowy dla klientów.

Rynki finansowe wciąż pozytywne, mimo zamieszek na Kapitolu

Wśród inwestorów nie wywołało niepokoju, że protestujący przed Kapitolem wtargnęli na jego teren. Nastroje giełdowe są dobre, to sprzyja polskiej walucie. Widać skłonność inwestorów do ryzykownych aktywów, dolar traci, a waluty rynków wschodzących zyskuj

Gdy po kilku godzinach sytuacja na Kapitolu została opanowana i Kongres mógł wrócić do obrad, doszło do oficjalnego zatwierdzenia zwycięstwa Bidena. Wówczas uwaga rynków była bardziej skupiona na wyborach uzupełniających do Senatu, po dogrywce o dwa miejsca w Senacie, w której zwyciężyli Demokraci ich partia ma teraz nie tylko prezydenta, ale także większość w Senacie i Izbie Reprezentantów. Oznacza to, że Joe Biden ma ułatwioną drogę do dokonywania dużych zmian w polityce USA, co ucieszyło inwestorów.

– Jest to dobra informacja dla inwestorów ponieważ od wielu miesięcy Demokraci zapowiadali ogromne pakiety wsparcia dla gospodarki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Według planu Joe Bidena transfery do konsumentów mają sięgnąć 2 tys. dolarów na osobę

Ponieważ Demokraci zwykli dba dyscyplinę budżetową koszty wprowadzenia takiego programu prawdopodobnie zostaną przerzucone na wielkie korporacje. I to jest negatywna informacja dla spółek z grupy Big Tech, takich jak Google czy Facebook.

– To dlatego powinny zyskiwać spółki z indeksu Russell2000, a tracić spółki z indeksu Nasdaq – dodaje ekspert XTB. – Stracą wtedy spółki, których dochody są większe niż PKB niejednego kraju.

Kurs dolara jest nadal stabilny, inwestorzy tym razem nie uznali dolara za bezpieczną przystań, do której warto uciekać z powodu zamieszek na Kapitolu. Nie ma nawrotu do kupowania amerykańskiej waluty, także ze względu na niskie stopy procentowe i politykę Fed. Obecne status quo mogłaby skomplikować rosnąca inflacja.

– Odpowiedzią na rosnącą inflację w USA stało się ostatnio inwestowanie w surowce – mówi M. Stajniak.

Dolar wobec złotego osłabił się o 10 groszy w pierwszych dniach stycznia. Jednak nie należy spodziewać się istotnego jego wzmocnienia wobec najważniejszych walut w najbliższych miesiącach. Podobnie kurs wobec euro powinien utrzymywać się na aktualnych poziomach (powyżej 4,50-4,60 zł).

Inflacja niższa tylko na chwilę, w styczniu możemy spodziewać się dużego wzrostu

Inflacja w grudniu 2020 r. wyniosła 2,3% r/r i 0,1% m/m – wynika ze wstępnych danych opublikowanych dzisiaj przez GUS. W listopadzie osiągnęła 3%.

W cieniu wprowadzenia opłaty cukrowej, GUS przedstawił wstępne dane o cenach koszyka konsumenckiego. Mamy do czynienia z przejściowym spadek dynamiki cen – styczniowy odczyt będzie z pewnością istotnie wyższy, za sprawą łącznego efektu podatku handlowego, wzrostu cen energii, paliw, płacy minimalnej, opodatkowania spółek komandytowych, a także wspomnianej opłaty cukrowej.

Grudniowe dane jednak tego jeszcze nie zwiastują. Ceny żywności pozostawały stabilne (0,7% r/r,-0,1% m/m), ceny nośników energii nie uległy zmianom w cyklu miesięcznym, przy wyraźnych wzrostach rocznych (4,6% r/r). Ceny paliw w grudniu wzrosły (3% m/m), natomiast pozostają istotnie poniżej przedpandemicznych poziomów (-8,4% r/r).
Szybki szacunek pokazuje, że skromniejsze święta oraz ograniczenia zakupowe z pewnością w tym roku nie pozwoliły wielu firmom zbudować poduszki finansowej. To niestety zwiększa ryzyka upadłości w przypadku trzeciej fali.

Niezależnie od tego, późne decyzje administracji o zamykaniu sklepów po świętach z pewnością nie pomogą utrzymać się na powierzchni. Takim przypadkiem jest branża odzieżowa i obuwnicza, którą cechuje trwały trend spadkowy. Tym niemniej, zaopatrzenie sklepów w odzież sezonową tuż przed ich zamknięciem, było ryzykiem do wyeliminowania.

Obok tego, warto zauważyć, że dzisiejszy odczyt najprawdopodobniej zwiastuje wysoką dynamikę cen usług. Powody nie uległy zmianie: ryzyko zarażenia, mniejsze obroty i wyższe koszty związane z reżimem sanitarnym, trwałe deficyty pracowników.

Na szczegółowe dane o grudniowej inflacji poczekamy do połowy miesiąca. W międzyczasie liczymy zmiany cen w naszych indywidualnych koszykach w związku ze styczniowymi podwyżkami, aby porównać je ze wskaźnikiem GUS publikowanym za trzy tygodnie.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Jak może zmienić się rynek mieszkaniowy? 10 prognoz, które mogą szokować

To nie Covid-19, a niekorzystne zmiany klimatyczne, malejące poczucie bezpieczeństwa oraz niedostępność mieszkań dla osób o niskich dochodach staną się motorem zmian na rynku mieszkaniowym. Postęp technologiczny jest tak szybki,  że używanie określenia „science fiction” w tej dziedzinie właściwie przestało mieć sens.

Rzecz jasna w GetHome.pl nie zajmujemy się futurologią. Natomiast przyglądamy się trendom i nowinkom technicznym, które znajdują lub mogą wkrótce znaleźć zastosowanie także w mieszkalnictwie. I właśnie na podstawie tych obserwacji przedstawiamy 10 prognoz dotyczących rynku mieszkaniowego. Wielu mogą one wydać się mało prawdopodobne, jednakże dzięki dużemu postępowi w dostępności materiałów i technologii, niebawem to może się zmienić.

  1. Drukowane domy w technologii 3D

Jednym z największych wyzwań jest budowa dostępnych mieszkań, zarówno na sprzedaż, jak i na wynajem. Na spadek cen działek i kosztów robocizny nie mamy co liczyć. Konieczne jest więc radykalne obniżenie kosztów budowy. Część firm wdraża więc technologię BIM (od ang. Building Information Modelling), dzięki której można zaprojektować dowolny obiekt, określić precyzyjnie termin i harmonogram jego realizacji, koszty oraz utrzymanie.

Jednak prawdziwą rewolucją będzie wykorzystanie na masową skalę technologii 3DCP (od ang. 3D Construction Printing), która ma zaledwie 10-letnią historię. Najbardziej zaawansowane w tej kwestii są firmy chińskie i amerykańskie. Dla przykładu New Story, to amerykańska organizacja non-profit zajmująca się problemem bezdomności, która w 2015 r. sfinansowała lub wybudowała przy użyciu tradycyjnych metod ok. 2,7 tys. prostych domów w Meksyku, na Haiti, w Salwadorze i Boliwii . Dzięki technologii 3DCP ma ich powstawać znacznie więcej, szybciej i taniej. W meksykańskim Tabasco New Story we współpracy z firmą ICON wydrukuje 50 domów z betonu o powierzchni ok. 46,5 m kw. każdy. Sam druk domu trwa tylko 24 godziny. Koszt to ok. 4 tys. dolarów. Na budowie nie pozostają żadne odpady.

Dodajmy, że największym budynkiem wydrukowanym w 3D jest ten zrealizowany przez firmę Apis Cor. Budynek o wysokości 9,5 metra i powierzchni 640 m kw. powstał w Dubaju. Z kolei w Moskwie Apis Cor wydrukował w ciągu doby dom o powierzchni 38 m kw. Koszt wyniósł nieco ponad 10 tys. dolarów.

W Polsce pierwszy domek 3D o powierzchni 7 m kw. powstał w podwarszawskich Otrębusach. Wydrukował go w ciągu 13 godzin przy użyciu ok. 6 ton betonu startup REbuild. Firma przekonuje, że dzięki technologii 3DCP będzie można obniżyć czas i koszty budowy nawet o 70-80%, zaś cały proces będzie dużo bardziej bezpieczny i ekologiczny.

  1. Noclegi tylko w hotelach

Ostatnio pojawiało się w mediach sporo doniesień o patologiach związanych z najmem krótkoterminowym. Przy czym mówiło się głównie o skargach mieszkańców na zakłócanie miru domowego przez najemców. Niektóre wspólnoty mieszkaniowe w Krakowie i Gdańsku próbowały – jak dotąd bezskutecznie – zakazać swoim członkom świadczenia usług wynajmu krótkoterminowego. Dlatego krakowscy radni zaapelowali do rządu i Sejmu o taką zmianę przepisów, która umożliwiałaby wspólnotom mieszkaniowym podejmowanie tego typu uchwał.

Rosnąca popularność najmu krótkoterminowego, którą na jakiś czas zahamowały ograniczenia związane z pandemią  Covid-19, to także malejąca podaż mieszkań na wynajem długoterminowy. W efekcie rosną czynsze, a spada dostępność tego typu lokali dla osób o niskich i przeciętnych dochodach. Jest więc już tylko kwestią czasu ustawa, która regulowałaby kwestię wynajmu krótkoterminowego.

Całkowity zakaz jest raczej mało prawdopodobny. Wprowadzenie ograniczeń może jednak skutecznie zniechęcić do inwestowania w tę formę wynajmu. Niektóre aglomeracje zachodnioeuropejskie już walczą w taki właśnie sposób z niską dostępnością mieszkań na wynajem długoterminowy. Np. w Amsterdamie mieszkanie można wynająć turystom jedynie przez 30 dni w roku. Wprowadzono dodatkowo podatek oraz obowiązek rejestracji w Urzędzie Miasta. Na specjalnej platformie internetowej sąsiedzi wynajmujących mieszkania mogą zgłaszać skargi na hałas lub złe zachowanie turystów.

  1. Wynajem z referencjami

Podaż mieszkań na wynajem i wysokość czynszu jest w jakiejś mierze pochodną ryzyka związanego z wynajmem. Chodzi więc o to, żeby to ryzyko maksymalnie ograniczyć, bo wtedy więcej osób i firm zainwestuje w mieszkania na wynajem zadawalając się przy tym niższą stopą zwrotu. W ustawie o ochronie praw lokatorów w częściach dotyczących najmu okazjonalnego i najmu instytucjonalnego dopisany zostanie przepis, który wprowadzi instytucję referencji od poprzedniego wynajmującego oraz pracodawcy. Tego typu referencje, jako jeden z kluczowych elementów procesu oceny wiarygodności i wyboru ewentualnego najemcy, są powszechnie stosowane na rynku najmu w Wielkiej Brytanii. W naszym kraju pisemne referencje dla najemców stosują na razie tylko nieliczne firmy zarządzające najmem. Prawny wymóg stosowania referencji nie tylko zwiększy bezpieczeństwo wynajmu. Skorzystają na tym także rzetelni najemcy. Dobre referencje wzmocnią bowiem ich pozycję w rozmowach z właścicielami.

  1. Kary za wprowadzanie w błąd w ogłoszeniach nieruchomości

Na rynku ogłoszeniowym w naszym kraju panuje wolnoamerykanka. Ogłoszenia o nieruchomościach różnią się nie tylko zakresem informacji na ich temat. Niestety, ogłaszane oferty, zwane fejkowymi, często wprowadzają w błąd, bo albo są nieaktualne, albo służą jako wabik mający przyciągnąć uwagę potencjalnych nabywców lub najemców. Powszechne jest też podkradanie ofert. Portale ogłoszeniowe, ale też agencje pośrednictwa w obrocie nieruchomościami i sami właściciele nie ponoszą odpowiedzialności za prezentowaną ofertę. Jest ona traktowana jako zaproszenie klienta do zawarcia umowy. Często spotkać można jednak zastrzeżenie w ogłoszeniu, że nie jest ono ofertą w rozumieniu Kodeksu cywilnego. Rząd wprowadzi przepis, który skończy z tego typu praktyką. Wysokie kary zmuszą ogłoszeniodawców i portale do zamieszczania wyłącznie prawdziwych ofert.

  1. Zielone dachy i elewacje budynków

Wskutek globalnego ocieplenia klimatu coraz częściej doświadczamy gwałtownych zjawisk pogodowych, takich jak silne wiatry, upały, susze i ulewy. W tym kontekście szczególnie pilną potrzebą jest przygotowanie miast na zmiany klimatu. Centra stały „wyspami ciepła”, które czynią życie nieznośnym nie tylko z powodu wysokiej temperatury, ale także zanieczyszczenia powietrza. Chłodzenie budynków generuje ogromne koszty, zaś wysokie zużycie energii może być przyczyną coraz częstszych przerw w jej dostawach. Tego typu zagrożeniom ma zapobiec m.in. zielona infrastruktura, czyli zielone tarasy i dachy, pokryte roślinnością fasady, wewnętrzne czy zewnętrzne ogrody. Innymi słowy zieleń stanie się narzędziem służącym adaptacji miast do zmian klimatu. W obszarach śródmiejskich wszystkie nowe i modernizowane budynki mieszkalne, biurowe i handlowe będą musiały mieć zielone dachy.

W planach zagospodarowania przestrzennego przewidujących zabudowę wielorodzinną powszechny stanie się też wymóg tworzenia nowych zieleńców i skwerów z określoną powierzchnią, np. minimum 10 m kw. na każdego mieszkańca

Przestaną wówczas mieć sens rodzinne ogrody działkowe w centralnych dzielnicach miast. W ich miejsce powstaną wprawdzie osiedla, ale z dostępnym dla wszystkich parkiem lub ogrodem społecznym. Takie ogrody jak grzyby po deszczu powstają już m.in. w Niemczech, Hiszpanii czy Holandii. Także w naszym kraju powstały już pierwsze ogrody społeczne, m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Szczecinie.

  1. Obowiązek zbierania deszczówki

Coraz większym problemem staje się też niedobór wody. Do 2070 r. spodziewany jest w Europie wzrost powierzchni obszarów ubogich w wodę do 35% (obecnie to 1%). Marnotrawstwu wody ma przeciwdziałać naturalna retencja wód opadowych i roztopowych. Żeby woda tak po prostu nie spływała  do kanalizacji, w miastach wymagany wiec będzie coraz większy udział powierzchni biologicznie czynnej. Powstawać też będą tzw. ogrody deszczowe, które pochłaniają nawet do 40% więcej wody niż trawniki oraz oczka wodne. Już teraz można skorzystać z dotacji na ten cel. Natomiast ci, którzy marnują wodę płacą podatek od deszczu.

  1. Samowystarczalne energetycznie osiedla

Nie tylko pojedyncze budynki, ale także osiedla staną się samowystarczalne energetycznie. Ba, będą mogły funkcjonować niezależnie od zewnętrznej infrastruktury. Do wytwarzania energii zaspokajającej potrzeby mieszkańców lub najemców służyć będą półprzezroczyste panele fotowoltaiczne z wykorzystaniem perowskitów. To zmodyfikowany minerał, który jest alternatywą dla krzemu, stosowanego do tej pory w produkcji ogniw fotowoltaicznych. Można nim pokrywać np. fasady budynków, łącznie z oknami.

Nadwyżki produkowanego prądu mogą być magazynowane w specjalnym akumulatorze. Taką możliwość oferuje już m.in. niemiecka firma Sonnen. Chwali się ona, że zainstalowała ponad 60 tys. sonnenBatterien (litowo-żelazowo-fosforanowych), których żywotność zaprojektowano na 20 lat.

Z kolei firma Facility Management Austria (FMA) i Austriacki Instytut Technologii (AIT) pracują nad technologią „PowerPack Immobilie”, dzięki której ​​energia elektryczna i ciepło są wytwarzane w budynku, a nadwyżki są w nim magazynowane lub wprowadzane do sieci.

  1. Osiedlowe lądowiska dla dronów

W 2020 r. 73% internautów robiło zakupy online – tak wynika z raportu przygotowanego przez firmę Gemius we współpracy z Izbą Gospodarki Elektronicznej. Przez ostatni rok liczba kupujących wzrosła aż o 11 pkt proc. Do dużego wzrostu popularności zakupów online przyczyniła się m.in. pandemia Covid-19. Problemem staje się jednak szybkość i koszt dostawy zamówionych produktów. Na dachach biurowców, ale także na terenie osiedli mieszkaniowych powstawać więc będą specjalne lądowiska dla dronów dostarczających zamówione przesyłki.

Firma Walker Sands Communications przeprowadziła w 2015 r. badanie wśród konsumentów amerykańskich, które wykazało, że aż dwie trzecie z nich spodziewało się otrzymać pierwszą paczkę dostarczoną za pomocą drona w perspektywie pięciu lat. W Stanach Zjednoczonych ta prognoza już się częściowo potwierdziła. W sierpniu 2020 r. Amazon otrzymał bowiem zgodę Federalnej Administracji Lotniczej na rozpoczęcie testów komercyjnych dostaw za pomocą dronów. System dostaw Amazon Prime Air ma zapewnić bezpieczne dostarczenie paczek w czasie nie przekraczającym 30 minut.

Taka forma dostaw jest już stosowana w Chinach. Usługę świadczą współpracujące ze sobą firmy DHL Express i Ehang (producent inteligentnych dronów, które mogą przewozić jednorazowo do 5 kg ładunku). W DHL Express przekonują, że ta technologia sprawdza się zwłaszcza w dużych miastach. Czas dostawy przesyłki może zostać skrócony z 40 do zaledwie 8 minut. Ponadto wykorzystanie dronów obniża koszt dostawy nawet do 80%, przy mniejszym zużyciu energii i emisji dwutlenku węgla w porównaniu z transportem drogowym.

  1. „Face recognition” zamiast grodzenia osiedli

Brak poczucia bezpieczeństwa jest jedną z przyczyn grodzenia osiedli. Władze niektórych miast, m.in. Krakowa i Warszawy, walczą z tym zjawiskiem za pomocą uchwał krajobrazowych. Chodzi o to, aby nie powstawały enklawy wyłączone z normalnej przestrzeni miejskiej. A co z już istniejącymi płotami? Dzięki upowszechnieniu systemowi rozpoznawania twarzy (od ang. Face recognition) dalsze odgradzanie się przestanie mieć sens.

Z „Face recognition” korzystają już np. banki oraz producenci urządzeń komputerowych i smartfonów. W niektórych krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niderlandach i Stanach Zjednoczonych, ta technologia jest wykorzystywana przez policję, służby celne czy straż graniczną. Można też wskazać przykłady zastosowania systemu rozpoznawania twarzy na imprezach sportowych i koncertach. Mimo potencjalnego zagrożenia dla naszej prywatności, w przyszłości „Face recognition” stanie się powszechnym sposobem na zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom miast czy osiedli. Ogrodzenie nie będzie potrzebne, skoro system w ciągu kilku sekund poinformuje ochronę o obecności intruza w budynku.

  1. Osiedla dla „samych swoich”

W ostatnich latach w polskim społeczeństwie ujawniły się głębokie podziały, które dotyczą zarówno materialnych warunków życia, jak też kwestii mentalnych (pokoleniowych) i światopoglądowych. Deweloperzy wykorzystają to zjawisko, proponując poszczególnym grupom „inwestycje tematyczne”.

Dla będącego generalnie w słabej sytuacji ekonomicznej pokolenia Y budowane będą mieszkania na wynajem w systemie „colivingu”, czyli współdzielenia powierzchni mieszkalnej. Millenialsi, czyli obecni 20- i 30-latkowie nie chcą żyć w zamkniętych osiedlach. Dla nich ważne jest nawiązywanie i utrzymywanie relacji z innymi ludźmi. Równocześnie pokolenie Y nie jest już tak przywiązane do własności jak pokolenie ich rodziców. Stąd pomysł na budowanie domów z małymi mieszkaniami stanowiącymi przestrzeń prywatną i dużą częścią wspólną, która daje mieszkańcom poczucie wspólnoty. Ten trend przejawia się na razie budową prywatnych akademików. Jednak pojawiają się już także pierwsze inwestycje typowo colivingowe. Np. fiński deweloper YIT planuje na warszawskim Mokotowie inwestycję o nazwie Smartti Mokotów. W budynku ma być 1000 jednostek mieszkalnych (nie mieszkań, bo musiałyby mieć co najmniej 25 m kw.) oraz lokale usługowe, punkty gastronomiczne i siłownia. Deweloper przewiduje też strefę relaksacyjną, czytelnię, a na dachu – plenerową siłownię oraz boisko do gry w piłkę.

Ponieważ Polacy są najszybciej starzejącym się społeczeństwem w Unii Europejskiej, to seniorom będzie dedykowanych coraz więcej inwestycji z tzw. mieszkaniami wspomaganymi (od ang. Assisted living). W takich rezydencjach seniorzy najmowaliby mieszkanie ciesząc się pełną niezależnością, ale równocześnie mieliby zapewnione bezpieczeństwo, różnego rodzaju usługi pomocnicze oraz dyskretną opiekę personelu medycznego.

Nowością na rynku deweloperskim w Polsce są również osiedla dla katolików. Jednym z pierwszych jest Osiedle Fatimskie w podkrakowskiej Krzywaczce. Na stronie internetowej inwestycji czytamy m.in., że „Osiedle Fatimskie powstaje dla tych, którzy marzą nie tylko o pięknym domu i jego otoczeniu. Jest dla tych, którzy chcą stworzyć dom, którego sercem są szczęśliwi ludzie polegający na Bogu, który jest ich inspiracją, wsparciem i bezpieczeństwem”.

Z kolei Osiedle Przystań, to domy dla katolików, które powstają w podwarszawskich Łomiankach.

Dodajmy, że tego typu osiedla nie są polskim pomysłem. Na Florydzie w Stanach Zjednoczonych powstało miasteczko Ave Maria, w którym tylko w 2020 r. sprzedano ponad 400 nowych domów.

W Stanach Zjednoczonych, ale też m.in. w Hiszpanii, Niemczech, Francji i Szwajcarii powstały już bądź powstają osiedla dla osób (seniorów) z grupy LGBT. Czy tego typu inwestycje pojawią się także i w naszym kraju?

Firmy około targowe z pomocą sektorową PFR

Pracujące dla branżowych targów firmy będą mogły skorzystać z przewidzianej w Tarczy PFR 2.0 pomocy. Chodzi głównie o takie, które zajmują się projektowaniem i budową stoisk targowych. Polski Fundusz Rozwoju rozszerzył listę PKD zakwalifikowanych do wsparcia sektorowego przedsiębiorstw m.in. o PKD wykonujących przestrzenie wystawiennicze dla imprez targowych.

Znaczna cześć branży targowej może dziś odetchnąć z ulgą. Projektujące i budujące stoiska przedsiębiorstwa będą mogły skorzystać z przewidzianej w Tarczy 2.0 przez Polski Fundusz Rozwoju pomocy sektorowej.

– Polski Fundusz Rozwoju potrafi słuchać i wyciągać właściwe wnioski, za co jesteśmy mu szczególnie wdzięczni. Dzięki tej decyzji zwiększa się szansa na przetrwanie takich firm jak nasza do lepszego czasu – mówi Krzysztof Szofer z wielkopolskiej firmy Abyss, która zajmuje się właśnie projektowaniem i budową stoisk dla branżowych targów. To właśnie przedsiębiorstwo, podobnie jak setki, a może nawet tysiące innych, które pracują dla organizatorów targów, podlega PKD o numerze 73.11 Z. Do tej samej kategorii należą też firmy reklamowe będące całkowicie poza branżą targową. W poprzedniej edycji programu pomocowego (tzw. Tarczy 6.0) firmy o takim PKD były pomocy sektorowej pozbawione. Podobnie miało być też z przygotowywaną właśnie Tarczą 2.0.

Na problem zwracała uwagę m.in. także Polska Izba Przemysłu Targowego, według której z sektorowego wsparcia skorzystać mogło jedynie 10% firm branży, bowiem tyle z nich działa pod numerem PKD 82.30.Z, a on znalazł się na liście branż kwalifikowanych do wsparcia. – Oznacza to, że nawet 90% firm branży targowej, które mają przychody głównie z działań na rzecz targów, nie otrzyma żadnej pomocy – ostrzegała w grudniu Izba. Przedsiębiorcy działający w tym sektorze podejmowali wielokrotnie działania, aby zwrócić na ten problem uwagę. Pod koniec października protestowali przed Kancelarią Premiera, zaś w grudniu przeprowadzili samochodową pikietę na podpoznańskim odcinku autostrady A2.

– Dzięki wielomiesięcznym działaniom lobbingowym Izby i zaangażowaniu jej Członków (Komitet Obrony Branży Targowej) oraz działaniom Izby wraz z Radą Przemysłu Spotkań i Wydarzeń TUgether, kod PKD 73.11 Z (budowa stoisk targowych), dzięki rozporządzeniu Rady Ministrów, został uwzględniony w Tarczy 2.0 przez Polski Fundusz Rozwoju – przeczytać można na profilu FB Komitetu Obrony Branży Targowej.

Polski Fundusz Rozwoju na podstawie decyzji Rady Ministrów zaktualizował listę kodów PKD. Została ona rozszerzona z 38 do 45 kodów PKD, obejmując również m.in.: 73.11.Z, o włączenie którego firmy około targowe razem z organizatorami targów wspólnie zabiegały. W ramach wsparcia do przedsiębiorstw popłyną m.in środki na płace dla pracowników i na inne koszty prowadzenia działalności.

Jak wynika z przeprowadzonej przez firmy około targowe analizy, podlegają one od kilkunastu lat pod PKD 73.11.Z na skutek błędu w tłumaczeniu słowa „stand” i przez to autorzy przepisów o wsparciu sektorowym wykluczali je w zeszłym roku z grona branż z takim właśnie wsparciem. Decyzja PFR zmienia ten stan rzeczy. Obecnie właściciele podmiotów, które mają PKD 73.11.Z kontynuują działania na rzecz zmiany ich kwalifikacji i przeniesienia do innej kategorii. Pozwoliłoby to w przyszłości uniknąć ich wykluczenia z kolejnych programów pomocowych dla będących w krytycznej sytuacji branż.

– Skorygowanie odpowiednich zapisów w klasyfikacji PKD dotyczącej tej kategorii przedsiębiorstw  pracujących dla targów spowoduje bardziej rzetelne prowadzenie statystyk dla tej branży, jednocześnie porządkując sprawę przynależności wszystkich firm związanych tylko i wyłącznie z branżą targową do jednolitej nomenklatury PKD – przewiduje Krzysztof Szofer z firmy Abyss.

Jako że duża część firm około targowych to podmioty jednoosobowe czyli prowadzące Jednoosobową Działalność Gospodarczą, także o wsparcie dla nich walczyć będą przedstawiciele branży targowej.

ATAL z rekordowym poziomem przekazań mieszkań: 3 002 wydane lokale w 2020 roku

Grupa ATAL S.A. – ogólnopolski deweloper – w minionym roku przekazała klientom 3 002 lokale mieszkaniowe i usługowe, czyli o blisko 70 proc. więcej r/r. To rekordowy wynik w historii spółki. Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (685), Łodzi (598), Krakowie (479) oraz we Wrocławiu (438). W samym tylko czwartym kwartale w wynikach finansowych firmy zostaną rozpoznane przekazania 1 219 lokali.

Czwarty kwartał był dla ATAL bardzo pracowity – od października do końca grudnia wydaliśmy klientom ponad 1 200 lokali. Bardzo dobry wynik ostatniego kwartału sprawił, że poziom przekazań w całym 2020 roku przekroczył pułap 3 tysięcy wydanych lokali, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy. Tym samym potwierdziliśmy skuteczność przyjętej strategii, której konsekwentna realizacja przyczyniła się – a w kolejnych kwartałach powinna nadal przyczyniać się – do konsekwentnego wzrostu ATAL oraz umacniania wiodącej pozycji na rynku deweloperskim – mówi Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.  

W minionym roku ATAL przekazał klucze do 3 002 lokali mieszkaniowych i usługowych, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy. To także wzrost przekazań o 69,7 proc. w stosunku do poziomu wydań wypracowanego w 2019 roku (1 769). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (685), Łodzi (598), Krakowie (479) i we Wrocławiu (438).

WYDANIA LOKALI ATAL W 2020 R. (wg. MIAST)
Miasto Liczba przekazanych lokali
Katowice 314
Kraków 479
Łódź 598
Warszawa 685
Wrocław 438
Trójmiasto 206
Poznań 282
Łącznie 3002

W 2020 roku ATAL zakontraktował 2 896 lokali. To wynik zgodny z założeniami dewelopera, które uwzględniły korektę związaną z nadzwyczajną pandemiczną sytuacją. W samym tylko czwartym kwartale minionego roku nabywców znalazły 824 lokale.

ATAL od stycznia do września 2020 roku wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie 671,1 mln zł, co oznacza wzrost o 60% rok do roku. W tym samym okresie sprawozdawczym spółka wypracowała 82,4 mln zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej. Marża brutto ze sprzedaży od stycznia do września 2020 r. wyniosła 19,7%, natomiast marża netto w tym okresie to 12,3%. W samym III kwartale b.r. marża ze sprzedaży wzrosła do 22,5%, a marża netto do 14,5%.

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 roku ATAL zainwestował 37,5 mln zł w bank ziemi w pięciu miastach – Katowicach, Warszawie, Krakowie, Łodzi i Trójmieście. Zsumowany PUM tych gruntów to ok. 76,3  tys. mkw. Oznacza to koszt zakupu mkw. PUM na poziomie 491 zł.

W 2020 roku ATAL wprowadził do sprzedaży w sumie 13 projektów z 2483 mieszkaniami i lokalami – Nowe Miasto Jagodno III i ATAL City Square we Wrocławiu, kolejna faza ATAL Aleja Pokoju, piąty etap ATAL Residence Zabłocie oraz czwarty etap Apartamentów Przybyszewskiego 64 w Krakowie, ATAL Bosmańska, Przystań Letnica II i III oraz Śląska 12 w Trójmieście, Apartamenty Drewnowska 43 IV i Nowe Miasto Polesie II w Łodzi, a także drugi etap gliwickiej inwestycji Apartamenty Karolinki oraz warszawski kompleks Bartycka 49 Apartamenty.

Jak zmienili się Polacy, a także pozycja Polski w świecie? Prof. Henryk Domański

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Panie profesorze, jak z socjologicznego punktu widzenia na przestrzeni ostatnich trzech dekad zmienili się Polacy, a także pozycja Polski w świecie?

Prof. Henryk Domański: Nie prowadzono badań, które pozwoliłyby ustalić, jak zmieniła się pozycja Polski na arenie międzynarodowej i czy jako naród i państwo jesteśmy oceniani lepiej lub gorzej. Łatwiej wskazać na procesy społeczne, które dokonały się od 1989 roku i przyniosły widoczne efekty.

Punktem wyjścia są zmiany w strukturze społecznej, czyli w układzie pozycji zawodowych, one to bowiem kształtują położenie materialne, styl życia, interesy i systemy wartości. Najważniejszymi konsekwencjami przejścia z systemu komunistycznego do struktur rynkowych było niezwykle szybkie, jak na strukturę społeczną, zmniejszenie się liczebności rolników i robotników, a równocześnie wzrost udziału prywatnych przedsiębiorców, pracowników umysłowych niższego szczebla i wyższej klasy średniej nazywanej w Polsce specjalistami lub „nową inteligencją”. W systemie post-industrialnym zwiększa się stale zapotrzebowanie na specjalistów od bankowości, zarządzania, doradców finansowych, maklerów giełdowych, konsultantów, wizażystów, badaczy rynku, stylistów, spindoktorów i ekspertów od public relations. Z tego punktu widzenia, Polska nie odstaje od normy. Biorąc pod uwagę, że równocześnie jedna piąta Polaków ma wyższe wykształcenie (w 1988 r. było ich tylko 7%), konsekwencją tego procesu powinny być zmiany mentalności i strategie życiowe typowe dla klasy średniej i społeczeństwa obywatelskiego. Z jednej strony, powinny one zmierzać w kierunku otwartości i tolerancji; z drugiej – orientacji na sukces, rozwoju przedsiębiorczości, indywidualizmu i komercjalizacji w spędzania czasu wolnego.

M.M.: Tego oczekiwano – jak było faktycznie?

H.D.: Najłatwiejsze do uchwycenia są zmiany stylu życia. Od 1987 roku systematycznie zwiększa się liczba osób chodzących do restauracji, teatru, do kina, muzeów i na koncerty muzyczne. W świetle badań CBOS-u częstość bywania „przynajmniej raz w roku” na koncertach zwiększyła się do 2017 r. z 24 do 44%, do teatru (w latach 2011-2017) z 13 do 22%, a do muzeów z 26 do 33%. Upodobnia to nas do społeczeństw zachodnich. Nie dlatego, że stajemy się tak samo „kulturalni” jak oni, ale, że zgodnie z logiką modernizacji potrzeby egzystencjalne ustępują orientacjom postmaterialistycznym i w coraz większym stopniu możemy sobie na to pozwolić. Odsetek bywalców restauracji zwiększył się od 1987 do 2018 roku z 22 do 67%. Więcej ludzi chodzi również do kina (wzrost z 41 do 56%), na imprezy sportowe (z 26 do 43%) i spędza wakacje za granicą – w latach 2010-2019 odsetek ten zwiększył się z 5 do 11. Do odnotowania jest to, że chociaż jeżdżenie na wakacje stało się normą – odsetek osób deklarujących tę formę aktywności zwiększył się w latach 2006-2018 z 31 do 58 – to nie przekłada się ona na wydłużanie urlopu. W latach 2012-2019 liczba dni przeznaczanych na wakacje przez przeciętnego Polaka kształtowała się na poziomie 14,8-15, tak jakby wypoczynek traktowany był jak opłacalna inwestycja, która nie powinna być jednak realizowana w nadmiarze, a w szczególności nie powinno się ona zastępować pracy zawodowej. Może się za tym kryć jakiś polski odpowiednik „ducha kapitalizmu” i dyscypliny rynkowej, przywrócone do stanu normalności po zmianie ustroju.

M.M.: Czy można powiedzieć, że funkcjonowanie w systemie demokratycznym sprzyja liberalizacji obyczajowej?

H.D.: Społeczeństwo polskie nie jest tu wyjątkiem i np. aborcja (gdy zagrożone jest życie matki) akceptowana jest od 1987 roku do chwili obecnej na prawie niezmieniającym się poziomie 86-88%. Równocześnie zwiększa się akceptacja lesbijek i gejów. O ile przekonanie, że „homoseksualizm nie jest rzeczą normalną i nie wolno go tolerować” podzielało w 2001 r. 41%, to w 2017 odsetek ten zmniejszył się do 24%. Towarzyszył temu wzrost akceptacji wyrażającej się w stwierdzeniu, że „homoseksualizm jest rzeczą normalną” – z 5 w 2001 do 16% w 2017. Najwyraźniej powiew liberalizacji dociera do Polski stopniowo, niezależnie od intensywności debaty publicznej i towarzyszących temu protestów organizowanych przez zwolenników aborcji. Natomiast słabo dociera do nas trend laicyzacji. Społeczeństwo polskie „nie dorównuje” krajom zachodnim pod względem zanikania religijności. Odsetek osób deklarujących przynależność do kościoła katolickiego w 2005 r. wynosił 96; wprawdzie do 2020 r. obniżył się on do 91, niemniej pozostajemy obok Grecji najbardziej religijnym społeczeństwem w Europie. Nie zmienia tego spadek aktywności mierzonej chodzeniem do kościoła, nie dramatyczny, ale jednak widoczny – z 57-58% w latach 1991-2007 do ok. 40-45% obecnie. To ostatnie wydaje się być naturalnym efektem atrakcyjności ofert konkurencyjnych i angażowania się w różne formy konsumpcji. Zresztą niewykluczone, że malejący odsetek wiernych chodzących do kościoła neutralizowany jest przez wzrost uczestnictwa w organizacjach religijnych, wspólnotach parafialnych i działalności charytatywnej różnego rodzaju.

M.M.: Czy to pod jakimś względem wyróżnia Polskę na tle innych społeczeństw europejskich?

H.D.: Przypadek Polski dowodzi, że wyłanianie się społeczeństwa obywatelskiego, klasy średniej i wzrost zamożności nie kolidują z tradycyjnym podejściem do życia, którego wskaźnikiem jest wysoka religijność i konserwatywny stosunek do spraw obyczajowych. Funkcjonowanie na różnych orbitach nie osłabia poczucia zadowolenia, a nawet je zwiększa: procentowy udział Polaków wskazujących na wysoki lub raczej wysoki poziom „satysfakcji z życia” w odpowiedzi na standardowe pytanie CBOS-u wyniósł w 1994 r. 11, a w 2019 r. 24%, a kategoria zadowolonych z własnej sytuacji finansowej zwiększyła się z 9 do 36%. Poniżej średniej lokuje nas poziom dochodu narodowego na głowę, będącego najbardziej wymiernym kryterium oceny, i niskie zaufanie do ludzi. Kwestią do rozstrzygnięcia jest to, jak interpretować ten wynik uzyskiwany we wszystkich badaniach, czyli co tak naprawdę mierzymy, zadając standardowe pytanie, „czy sądzi Pan(i), że ludziom należy ufać, czy też ostrożności nigdy nie za wiele”. Czy nie jest tak, że niska pozycja Polaków wynika z ich większej ostrożności, nastawionej na minimalizację ryzyka, a nie niskiego zaufania w ogóle. Oznaczałoby to, że lepiej rozpoznajemy wrogą i niebezpieczną sytuację niż społeczeństwa zachodnie, unikając dzięki temu niepotrzebnych inwestycji i kosztów w demonstrowaniu otwartości. Byłoby to zaufanie, które pozwala się lepiej dostosować do zmieniających warunków i do obcego a nierzadko wrogiego otoczenia, jakim jest system rynkowy, w porównaniu np. z Duńczykami (tradycyjnie najwyższa pozycja). Mieszkańcy krajów zachodnich czują się mocno osadzeni w strukturach kapitalistycznych, ponieważ je znają, ale nie byliby tacy otwarci, gdyby im tego bezpieczeństwa zabrakło. Jeżeli hipoteza ta jest trafna, to „polska odmiana” zaufania dostarczałaby silniejszych motywacji do angażowania się przedsięwzięcia obarczone dużym ryzykiem.

M.M.: Panie profesorze, czy to, jakim dziś jesteśmy społeczeństwem, ma wpływ na tworzenie relacji z innymi państwami?

H.D.: Realistycznie rzecz biorąc, jako społeczeństwo możemy być co najwyżej wzorem do naśladowania dla krajów o niższej stopie życiowej i mających poczucie bycia gorszymi, takim jak Ukraina, Białoruś, ewentualnie Bułgaria. A co do relacji, to tworzone są one przede wszystkim przez rządy czy samorządy lokalne. Na poprawę relacji międzynarodowych oddziałują również zachowania Polaków za granicą. Dotyczy to głównie migrantów – czy są dobrymi pracownikami, sąsiadami, czy można na nich polegać. Natomiast czynnikiem, który najsilniej wzmacnia pozycję państwa na forum międzynarodowym są sukcesy ekonomiczne, czyli tempo wzrostu PKB, niskie bezrobocie, niewielkie zadłużenie. Pozycja Polski uległa tu znacznemu wzmocnieniu, ale w odwrotnym kierunku może oddziaływać wizerunek kształtowany przez stereotypy, media, a czasami przez działania wynikające z gry politycznej, np. przedstawianie nas przez Izrael i Rosję jako społeczeństwa antysemitów, co motywowane jest zresztą różnymi względami. Fakt, że 22% Polaków ma wyższe wykształcenie, że pod względem poziomu dochodów wyprzedziliśmy Portugalię i Grecję, a także wyprzedzamy je (jak wynikałoby z danych ESS) pod względem pozytywnego stosunku do systemu demokratycznego może być skutecznie neutralizowany przez przekazywane za granicę relacje z Marszów Niepodległości i demonstracji organizowanych w obronie aborcji przez „Strajk Kobiet”.

M.M.: Jakimi cechami powinniśmy się odznaczać jako społeczeństwo, by stać się atrakcyjnym i znaczącym partnerem w oczach innych państw?

H.D.: Nie staniemy się nagle Chinami pod względem wielkości i tempa wzrostu PKB, Francuzami w kwestii laicyzacji, Niemcami pod względem dyscypliny i utożsamiania się z własnym państwem, ani Wielką Brytanią pod względem przeszłości kolonialnej, która mimo wszystko podtrzymuje rangę tego kraju na scenie międzynarodowej. Tak samo nie zbliżymy się również do Rosji pod względem rozległości terytorium. Jak próbowałem wykazać, wiele cech, które decydują o atrakcyjności, już mamy lub uzyskujemy. Jednak prawidłowością jest, że o kryteriach atrakcyjności decydują państwa dominujące pod względem siły politycznej. One bowiem narzucają  standardy oceny i są je w stanie wyegzekwować. Próba uzależnienia przez Komisje Europejską funduszy unijnych od praworządności wskazuje, że oprócz sukcesów ekonomicznych o atrakcyjności kraju, w tym również i Polski, decyduje spełnianie kryteriów poprawności politycznej, takich jak niezależność sądów od władzy państwowej, stosunek do małżeństw homoseksualnych, czy wolności obywatelskie utożsamiane z prawem do aborcji. Należy oddzielić to, jacy jesteśmy faktycznie, od siły przekonywania o tym mieszkańców innych krajów, a zwłaszcza ich ekipy rządzące. Zadaniem trudnym do realizacji będzie „udowodnienie”, że Polacy nie są ksenofobiczni, zaściankowi, nietolerancyjni, i że skoro udało się nam w szybkim tempie nadrobić zacofanie ekonomiczne, to jest to gwarancja, że stać nas na więcej.

M.M.: Czy widzi pan profesor szanse na zmianę podejścia, zmianę zachowań, a przede wszystkim zmianę naszej pozycji na arenie międzynarodowej w najbliższych latach? Od czego może to zależeć?

H.D.: Zmiany pozycji na arenie międzynarodowej dokonują się zawsze w długim przedziale czasowym. Interesującą prawidłowością jest to, że trudniej jest stracić pozycję, niż awansować. Np. Francja w dalszym ciągu zaliczania jest do najważniejszych państw świata, mimo klęski w II wojnie światowej i utraty kolonii. To samo można by powiedzieć o Włochach i Belgii, nie mówiąc o Niemczech. O prestiżu państwa decydują sukcesy militarne, wkład do rozwoju cywilizacji i kultury, a przede wszystkim sukcesy ekonomiczne. Liczy się również posiadanie rządu spełniającego kryteria poprawności politycznej i na ogół gorzej oceniane są państwa rządzone przez partie zaliczane do populistycznych. Hierarchia ta jest bardzo stabilna i wydaje się mało prawdopodobne, żeby udało się nam w najbliższych latach awansować. Natomiast co do zmiany zachowań, to nie jestem przekonany czy warto. Obecnie lepiej znamy nie tylko zalety, ale i mankamenty Brytyjczyków czy Amerykanów, którzy byli dotąd przedmiotem aspiracji Polaków, a które obniżają ich reputację na świecie. Wiadomo też, że żadnym społeczeństwie wad nie da się wyeliminować. Poza tym nasze cechy narodowe są świadectwem oryginalności i mogą być również atutem.

Barbara Kolm: jeśli rządy będą planować nasze życie, konsekwencje dla Europy mogą być tragiczne

Michał Perzyński/Instytut Jagielloński: Jaką rolę powinna odgrywać Inicjatywa Trójmorza w polityce europejskiej? Jakie wspólne interesy mają zaangażowane w nią kraje, w szczególności Austria i Polska?

Dr Barbara Kolm: Współpraca w ramach Inicjatywy Trójmorza jest w gruncie rzeczy dobra, zwłaszcza z tymi krajami, które są mniej skłonne do klasycznych zasad liberalnych i prorynkowych. Uważam, że tym ważniejsze jest, aby kraje jednoczyły się w obronie tych zasad. Na przykładzie Inicjatywy Trójmorza – prowadzenie rozmów oraz wzajemna pomoc w dziedzinach takich jak energetyka i infrastruktura jest godna pochwały. Jednak mając to na uwadze, powinniśmy uważać, aby nie budować zbyt wielu warstw strukturalnych i nowych narzędzi współpracy, tworząc w ten sposób potencjalnie złożoną sieć schematów współpracy, które być może mogłyby również zostać objęte wspólnymi ramami, takimi jak Unia Europejska. W końcu to właśnie podział pracy pomógł naszym krajom rozwijać się i bogacić, więc jestem zdania, że każdy powinien zostać mistrzem w dziedzinach, w których się specjalizuje.

M.P.: Jak będą ewoluować więzi polityczne i gospodarcze między Europą a Stanami Zjednoczonymi pod rządami Joe Bidena?

B.K.: Obecne założenie urzędników Unii Europejskiej i europejskich przywódców jest takie, że stosunki ze Stanami Zjednoczonymi poprawią się natychmiast po inauguracji Joe Bidena i powrócą do poziomów sprzed prezydentury Donalda Trumpa. Z pewnością możemy spodziewać się pewnej poprawy w relacjach z Białym Domem, który reprezentowany będzie przez polityka, dla którego ważne są stosunki transatlantyckie, wysoko ceni NATO i dobrą współpracę. Mając to na uwadze, nie powinniśmy mieć jednak złudnej nadziei, że relacje te będą łatwe. Po pierwsze, Joe Biden, podobnie jak jego poprzednik, demokrata Barack Obama, miał tendencję do skupiania się bardziej na kontynencie azjatyckim i kwestiach bezpieczeństwa na tym obszarze niż na wspólnej historii z Europą. Wydaje się, że odejście od bloku wschodniego i konfliktów na Bliskim Wschodzie do sporów na Pacyfiku prawdopodobnie będzie kontynuowane – a tym samym Europa straci na znaczeniu dla Stanów Zjednoczonych. Ponadto, Joe Biden może kontynuować „jastrzębią” postawę wobec Chin, którą rozwinął Donald Trump. W szczególności w tym przypadku Europa często była o wiele bardziej przyjazna chińskiej Partii Komunistycznej, niż chciałyby tego Stany Zjednoczone. Wreszcie, jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, zwłaszcza w odniesieniu do cyfryzacji, w Stanach Zjednoczonych panuje ponadpartyjny konsensus, że Unia Europejska nie traktuje Ameryki sprawiedliwie. Jest mało prawdopodobne, aby prezydent Joe Biden był zwolennikiem europejskich prób wprowadzenia podatków cyfrowych, które są skierowane przede wszystkim do korporacji amerykańskich. Niewiele również wskazuje na to, aby prezydent Joe Biden był zwolennikiem Unii Europejskiej, gdy ta będzie karać głównie korporacje amerykańskie w drodze procesów sądowych, tak jak to robi teraz. Tak więc, chociaż ton między obiema stronami Atlantyku z pewnością się poprawi, pozostaje kwestią otwartą, jak bardzo poprawi się on również pod względem merytorycznym.

M.P.: Jakie środki zastosować w praktyce, aby zachować odpowiednią równowagę między zdrowiem publicznym, a utrzymaniem gospodarki w dobrej kondycji podczas pandemii COVID-19?

B.K.: Niezwykle istotne jest spojrzenie na kryzys wywołany przez COVID-19 w sposób holistyczny. Przez cały okres jego trwania w większości słuchaliśmy opinii tylko jednej grupy ekspertów – epidemiologów – ignorując obawy ekonomistów, socjologów, psychologów, lekarzy (zajmujących się pozostałymi chorobami) i wszystkich innych specjalistów. Istnieje bardzo niewiele dowodów na to, że blokady, które są stosowane w większości krajów Zachodu, faktycznie działają w walce z COVID-19. Ale nawet jeśli tak się stanie, ich koszty we wszystkich innych dziedzinach życia są dramatyczne. Ogromnie trudny jest wybór pomiędzy zdrowiem a ekonomią – obie te kwestie są ważne dla dobrze funkcjonującego społeczeństwa. Szczególnie patrząc na nasze gospodarki, już teraz wyraźnie widzimy ogromne reperkusje, jakie będzie miała polityka związana z koronawirusem. Pod wieloma względami również wiele środków, które wyraźnie zaszkodziły gospodarce, okazało się całkowicie bezcelowych, jeśli chodzi o zmniejszenie liczby zakażeń koronawirusem. Badania pokazują na przykład, że zamykanie restauracji czy hoteli jest bezsensowne w walce z pandemią, ale mimo to rządy decydują się na takie kroki. Jest wiele sposobów, w jakie my – zwłaszcza jako my sami, odpowiedzialni obywatele, którzy troszczą się o innych ludzi – możemy pomóc w walce z pandemią COVID-19. A jednak ta brutalna reakcja jest całkowicie przesadzona i przez wiele dziesięcioleci całkowicie zmieni nasze życie polityczne, gospodarcze i społeczne.

M.P.: Jakie jest pani zdaniem największe wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenie dla Unii Europejskiej?

B.K.: Największym zagrożeniem, zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym, jest ogólna tendencja – na całym świecie – do utraty wiary w siłę rynków i wolność jednostki, które przyniosły nam tak wiele dobrobytu, innowacji i wolności w ostatnich dziesięcioleciach. Po raz pierwszy od dziesięcioleci mamy na arenie światowej poważnego rywala, który nie uznaje zasad wolnego rynku. W Unii Europejskiej istnieje podobnie powszechne pojęcie zamykania się, „strategicznej autonomii”, które jest niczym innym jak innym określeniem starej merkantylistycznej koncepcji, z którą Adam Smith walczył już jakieś dwa wieki temu. Istnieje ogólne przekonanie, że rząd musi planować gospodarkę i nasze życie, podczas gdy tak naprawdę rządy mogą tylko wyznaczać nam ramy do samodzielnego planowania naszego życia. Jeśli nie zdamy sobie z tego sprawy, konsekwencje dla Europy mogą być tragiczne.

Rozmawiał Michał Perzyński

21. Ogólnopolski Kongres Energetyczno-Ciepłowniczy POWERPOL 2021

W imieniu Europejskiego Centrum Biznesu pragniemy zaprosić Państwa do udziału w 21. edycji Ogólnopolskiego Kongresu Energetyczno-Ciepłowniczego POWERPOL, który odbędzie się w dniach 22-23 lutego 2021 r. w Warszawie w Hotelu Sofitel Warsaw Victoria. Nasz portal jest Patronem Medialnym Kongresu. Temat przewodni brzmi: „Rok 2021: Przełom w polskiej energetyce”

Rok 2021 będzie dla polskich wytwórców i dostawców energii czasem intensywnych zmian związanych zarówno z otoczeniem legislacyjnym, implementacją europejskiego zielonego ładu, zapewnieniem bezpieczeństwa operacyjnego spółek strategicznych, przygotowaniem sektora do dużych inwestycji w OZE, gaz i wodór. Program najbliższej edycji Kongresu tradycyjnie obejmie zagadnienia, które staną się okazją do wymiany opinii i doświadczeń pomiędzy przedstawicielami: Rządu, największych w kraju przedsiębiorstw energetycznych i ciepłowniczych, najważniejszych organizacji branżowych, środowisk akademickich i przedstawicieli biznesu. W gronie ekspertów pragniemy omówić kwestie kondycji i perspektyw dla sektora elektroenergetycznego i gazowego oraz szans na rozwój elektromobilności, offshore i kogeneracji, budowania potencjału OZE, a także coraz silniejszego wpływu legislacji i sytuacji międzynarodowej na bezpieczeństwo energetyczne. Szczegółowe informacje na temat kongresu będą sukcesywnie przedstawiane na stronie www.powerpol.pl.

Zamieszki w USA w centrum uwagi

Stany Zjednoczone w centrum uwagi są z wielu powodów. W mediach informacyjnych numerem jeden są zamieszki, w mediach finansowych są to dane makroekonomiczne i problemy gospodarcze.

Zamieszki w USA

Wydawało się, że zatwierdzenie wyboru nowego prezydenta Joe Bidena w USA przez Kongres będzie tylko formalnością. Okazuje się jednak, że nie będzie to łatwe przejęcie steru, ponieważ doszło do szturmu niezadowolonych wyborców obecnego prezydenta na Kapitol. Pomimo zamieszek i ofiar śmiertelnych (po wymuszonej przerwie) zatwierdzono nowego prezydenta. Co ważniejsze, po raz pierwszy padła publiczna deklaracja Donalda Trumpa o ustąpieniu ze stanowiska 20 stycznia. Jednak zanim do tego wystąpienia doszło, to na wiecu (którego uczestnicy szturmowali potem Kapitol) krytykował on wynik wyborów, jako nieprawidłowy. Rynki przyjęły te wiadomości ponownie wycofując się od dolara. Dzisiaj nad ranem, gdy doszło do pewnego uspokojenia sytuacji, dolar wraca do poprzednich wartości.

Indeksy PMI dla usług zawiodły?

Wczoraj opublikowano serię danych na temat indeksów PMI dla usług dla głównych państw europejskich. Wynik, zarówno dla strefy euro, jak i Wielkiej Brytanii, był znacznie lepszy niż miesiąc temu, ale wciąż nie tak dobry, jak sądzili analitycy. Niemniej poprawa po raz kolejny doprowadziła inwestorów do wniosku, że to znów dobry moment na przenoszenie kapitału z USA do Europy, co spowodowało kolejne maksima EUR względem USD.

Słabe dane z USA

Słabych doniesień zza oceanu nie brakowało, ale wczoraj dodatkowo jeszcze opublikowano raport ADP na temat zmiany liczby miejsc pracy. Okazuje się, że w grudniu ubyło ich w USA 123 tysiące. Jest to korekta po bardzo dobrym wyniku miesiąc wcześniej, ale pokazuje też, że poprawa na rynku pracy następuje znacznie wolniej, niż dotychczas sądzono.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – handel zagraniczny.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

79% przedsiębiorców negatywnie ocenia działania rządu w czasie pandemii

  • 79% przedsiębiorców źle ocenia współpracę rządu z biznesem podczas pandemii Covid-19.
  • 68% firm oczekuje wstrzymania wszelkich dodatkowych obciążeń dla biznesu na kolejny rok (m.in. dodatkowe podatki, opłaty) – wynika z badania, które na zlecenie Konfederacji Lewiatan przeprowadził Indicator.

Krytycznie ocenia współpracę rządu z biznesem w czasie pandemii Covid-19 84% małych przedsiębiorstw i 65% średnich. Trochę łagodniejsze dla rządu są firmy duże, spośród których 62% negatywnie podsumowuje relacje przedstawicieli władzy z biznesem.

Przedsiębiorców zapytaliśmy również „Jakich działań potrzebuje biznes?”. 68% firm oczekuje wstrzymania wszelkich dodatkowych obciążeń dla biznesu na kolejny rok, 51% chce prowadzenia szerokich konsultacji ze środowiskiem biznesu i rzeczywistego uwzględniania przesyłanych przez biznes uwag. 35% respondentów życzyłaby sobie, aby planowane zmiany w przepisach „covidowych” były zapowiadane minimum 7 dni przed ich wprowadzeniem, a dla 31% dobrym pomysłem byłoby stworzenie stałej platformy współpracy biznesu i rządu.

58% przedsiębiorców uważa, że to reprezentatywne organizacje pracodawców powinny być rzecznikiem biznesu w rozmowach z administracją (jest to wskazanie pierwszego wyboru, na kolejnych miejscach znalazły się dopiero organizacje regionalne, związki branżowe, RDS i WRDS, izby gospodarcze).

Badanie przeprowadził w grudniu 2020 r. Indicator na zlecenie Konfederacji Lewiatan na reprezentatywnej próbie przedsiębiorców zatrudniających powyżej 10 pracowników (n=300). Wywiady CATI z osobami zarządzającymi.

2021 rokiem ważnych regulacji dla branży cyfrowej

W 2021 r. polską branżę cyfrową i nowoczesnych technologii czekają istotne regulacje, od których kształtu będzie zależeć dalszy jej rozwój oraz to, czy będzie ona w stanie konkurować z zagranicznymi rynkami. Nowy rok może być też decydujący dla przyszłości sieci piątej generacji i krajowych  dystrybutorów elektroniki – ocenia Związek Cyfrowa Polska.

Organizacja, która reprezentuje przedsiębiorców z sektora cyfrowego w Polsce przewiduje, że w 2021 r. będziemy mieli do czynienia z kontynuacją trendu przyśpieszonej cyfryzacji, zapoczątkowego w ubiegłym roku w wyniki pandemii koronawirusa i przystosowania całego życia społecznego oraz biznesowego do trybu pracy zdalnej. ­– Dlatego szczególnie ważne będzie podejmowanie w tym czasie takich inicjatyw – w tym regulacyjnych – które będą wspierały budowanie cyfrowej gospodarki. Musimy pamiętać, że sektor cyfrowy będzie odgrywał kluczową rolę także po pandemii. To istotne więc, by jego działalność nie była w jakikolwiek sposób ograniczana czy blokowana – mówi prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik.

Cyberbezpieczeństwo i 5G kluczowymi tematami 2021 roku

W swoich prognozach Cyfrowa Polska zwraca uwagę na kilka czynników, które będą determinowały rozwój sektora cyfrowego w 2021 roku. Przede wszystkim istotną rolę odgrywać mają kwestie bezpieczeństwa cyfrowego, szczególnie w kontekście nowelizowanej ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa oraz wdrożenia sieci 5G w Polsce. – Żeby w pełni wykorzystać dobrodziejstwa, jakie przyniesie sieć piątej generacji, konieczne będzie zadbanie o jej cyberbezpieczeństwo, które przełoży się na konkurencyjność polskiej gospodarki – podkreśla Michał Kanownik. Przypomina, że technologia 5G ma potencjał, by zrewolucjonizować wszystkie gałęzie polskiego przemysłu.  Jej odpowiedzialna implementacja jest ważna również dla budowania pozycji gospodarczej Polski. – W 2021 roku wyzwaniem dla rządzących będzie stworzenie takich warunków prawnych, które dadzą możliwość funkcjonowania i rozwoju polskim dostawcom technologii sieci piątej generacji. Skorzystanie z rodzimych rozwiązań pozwoli wesprzeć lokalne przedsiębiorstwa, ale także zbudować niezależność i bezpieczeństwo, szczególnie w obszarach łączności krytycznej – dodaje  Michał Kanownik.

Zdaniem Cyfrowej Polski istotne dla rozwoju sektora cyfrowego w 2021 r. będzie  również wykorzystanie potencjału drzemiącego w usługach e-commerce. Wyzwaniem ma być ich dalsze upowszechnienie i podtrzymanie wzrostów w tym sektorze. Nie mniej ważną rolę odegrają kompetencje cyfrowe. Postępujący rozwój sztucznej inteligencji, Internetu Rzeczy czy robotyki wymusi dostosowywanie publicznego kształcenia do potrzeb współczesnego rynku pracy, np. poprzez poszerzenie oferty studiów z zakresu nauk ścisłych, technologii, inżynierii i matematyki czy też wsparcie osób chcących się przebranżowić.

Unijne przepisy zmienią branżę cyfrową

Organizacja reprezentująca sektor cyfrowy zwraca także uwagę na kilka istotnych regulacji, nad którymi w 2021 roku będą toczyć się żywe dyskusje i których przyjęcie będzie miało ogromny wpływ na działalność sektora cyfrowego w Polsce. Wyzwaniem dla legislatorów będzie m.in. implementacja Dyrektywy w sprawie praw autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym, która została zaskarżona przez polski rząd do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Polska branża cyfrowa liczy, że na poziomie krajowym dojdzie do konsensusu i kompromisu, który zaspokoi z jednej strony potrzeby twórców, a z drugiej nie zaszkodzi konsumentom i przedsiębiorcom. Unijna reforma prawa autorskiego budzi kontrowersje głównie ze względu na dwa artykuły: 15, który wprowadza tzw. podatek od linków oraz art. 17, który nakazuje obowiązek filtrowania treści pod względem praw autorskich. Przeciwko tym zapisom protestowały liczne środowiska pozarządowe, biznesowe, konsumenckie, start-upowe, naukowe, akademickie i studenckie.

Związek Cyfrowa Polska podkreśla również, że w  2021 r. Komisja Europejska sfinalizuje prace nad Kodeksem Usług Cyfrowych (DSA), który w praktyce ma dostosować unijne regulacje do nowych cyfrowych usług i innowacyjnych rozwiązań.  – To istotny projekt, który zdecyduje o przyszłym kierunku rozwoju europejskiej branży cyfrowej. Polska w tym zakresie powinna być aktywna w tym roku i zadbać o to, by te nowe regulacje nie ograniczyły dostępu Europejczyków do szerokiej oferty usług, którą mamy dzisiaj czy blokowały ekspansę naszych europejskich cyfrowych przedsiębiorstw – podkreśla Michał Kanownik. W jego opinii, w zakresie regulacji europejskich w 2021 roku Polska powinna zabiegać również o przyjazne przepisy w zakresie danych i sztucznej inteligencji tak, by były one przejrzyste i nie generowały ograniczeń. – Ważne jest tu racjonalne podejście do stworzenia takich przepisów o udostępnianiu danych, by nie hamowały one innowacyjności, a jednocześnie dbały o własność intelektualną oraz tajemnice handlowe – zaznacza prezes Związku.

2021 r. rozstrzygający dla polskiego sektora dystrybucji elektroniki

W ocenie Cyfrowej Polski, najbliższe miesiące mogą być tez rozstrzygające dla przyszłości polskiego sektora dystrybucji sprzętu elektronicznego. Pomimo, że pandemia spowodowała zwiększone zainteresowanie elektroniką, to rozwój krajowych dystrybutorów tych urządzeń może zablokować regulacja przygotowywana przez resort kultury dotycząca rozszerzenia opłaty reprograficznej. Zgodnie z proponowanymi rozwiązaniami miałaby być ona nałożona na kolejne urządzenia elektroniczne takie jak smartfony, tablety czy telewizory smart, nawet w wysokości do 6 proc. ich ceny. Pieniądze miałyby częściowo trafić do specjalnego Funduszu, z którego mają być finansowane emerytury artystów. Podobny projekt do Sejmu złożyła pod koniec 2020 r. Koalicja Obywatelska.

Cyfrowa Polska ocenia, że proponowane regulacje, które rząd planuje przyjąć w pierwszym kwartale 2021 roku nie tylko spowodują wzrost cen elektroniki w Polsce, co odczują w swoich portfelach konsumenci, ale również pogorszą konkurencyjność polskich dystrybutorów względem rynków zagranicznych, zwłaszcza azjatyckich. – Specyfiką obrotu sprzętu elektrycznego i elektronicznego jest jego niska marżowość. Konsumenci kupując sprzęt kierują się przede wszystkim ceną. Na poziomie dystrybucji marże netto są w okolicach 1 proc. Jeżeli ktoś jest zmuszony dopisać do tego nawet 0,5 proc. opłaty to już przegrywa konkurencję z tym, kto takiego dopisu nie zrobi, przez co najczęściej wypada z rynku – wyjaśnia Michał Kanownik. Oczekuje, że w 2021 r. rządzący podejmą decyzję, która z jednej strony wspomoże twórców, a z drugiej – nie zaszkodzi polskim przedsiębiorcom i nie utrudni konsumentom w dostępie do elektroniki.

Witold Orłowski krytycznie o wprowadzaniu nowych podatków i danin w 2021 r.

Lista nowych i podwyższonych podatków, którą rząd zamierza wprowadzić w życie 2021 roku, zbiera zasłużoną krytykę od opinii publicznej i ekonomistów. Przede wszystkim dlatego, że znajdujemy się w najgorszym od wielu lat momencie gospodarczym. Pandemia koronawirusa i związana z nią recesja mocno uszczupliły budżet państwa – ale przede wszystkim wpłynęły negatywnie na zarobki, oszczędności i bezpieczeństwo finansowe milionów Polaków. Podwyższanie podatków w momencie, w którym należałoby motywować popyt, zamiast go ograniczać, nie może skończyć się dobrze.

– Państwo powinno zastanowić się nad tym, żeby ograniczyć podwyżki podatków do absolutnego minimum. Takie partyzanckie szukanie wpływów do budżetu naprawdę nie ma sensu. Pewne podatki są z punktu widzenia gospodarczego bardzo szkodliwe. Na przykład podatek handlowy – który w oczywisty sposób przerzuci się na ceny, spowoduje wyższą inflację i obniży wartość realną dochodów – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Są takie podatki, dla których można zrobić wyjątek. Jeżeli specjaliści uważają, że problem zdrowotny związany z konsumpcją małych buteleczek alkoholu jest poważny, to trudno. Może i trzeba wprowadzić podatek od małpek. Ale generalnie podniesienie danin nie będzie dobre dla gospodarki. Państwo jedną ręką będzie zbierać te pieniądze, a drugą ręką będzie musiało jeszcze więcej wydawać, żeby wydobyć gospodarkę z recesji. Jeśli podatek ma służyć celowi fiskalnemu – a nie jakiejś sprytnej polityce przyłożenia biznesowi, żeby się miał źle – to jest to najgorszy moment, w którym należy go wprowadzać. Dlaczego rząd jest tak zdeterminowany, żeby robić w tym momencie niekończącą się listę podwyżek podatków? Jest mi bardzo trudno to wyjaśnić – rozkłada ręce Orłowski.

Trendy, które będą dominowały w świecie handlu i płatności w 2021 roku

Nowe zwyczaje zakupowe i te związane z rynkiem płatności, które zaczęły kształtować się wiosną 2020 roku, nie tylko nadal obowiązują, ale widocznie wpisują się w krajobraz polskiego handlu detalicznego. Co więcej, niemal pewne jest, że popularność wykorzystania kanałów cyfrowych będzie dynamicznie rosła w najbliższych miesiącach. Eksperci Adyen prognozują, które trendy związane z rynkiem e-commerce i cyfrowych płatności zyskają na znaczeniu i zdominują 2021 rok.

Elastyczność najlepszą odpowiedzią na wyzwania wywołane COVID-19

Firmy, które konsekwentnie osiągają najlepsze wyniki, to te, łączące świat fizyczny i cyfrowy. Umożliwiają klientom płynne poruszanie się pomiędzy wieloma kanałami bez żadnych zakłóceń. Dane Adyen z różnych rynków, w tym polskiego, pokazują, że holistyczna integracja kanałów jest głównym czynnikiem prowadzącym firmy do sukcesu. Proces ten pomógł im ustabilizować sprzedaż w czasie pandemii, rekompensując utratę transakcji w sklepach poprzez wzrost handlu elektronicznego. Im więcej kanałów wykorzystują klienci, tym większa szansa uzyskania ich lojalności i wygenerowania większych przychodów dla firmy. Z danych Adyen wynika, że klienci kupujący w fizycznych placówkach, wydali 40% więcej kiedy te otworzyły się także online.

Doświadczenie klienta nigdy nie było bardziej kluczowe

…i pozostanie na pierwszym miejscu jeszcze przez długi czas. Według tegorocznego Adyen Retail Report, 71% polskich odwiedzających nie wróci, jeśli nie było zadowolone z obsługi w sklepie lub online.

Obok możliwie najwyższego poziomu bezpieczeństwa, firmy powinny wykorzystać wszystkie szanse uniknięcia „tarć” w procesie obsługi klientów i maksymalnie wspierać autoryzacje ich transakcji. Od 1 styczna 2021 r. obowiązkowe w przypadku płatności online stanie się Silne Uwierzytelnianie Klienta (SCA). Oznacza to, że firmy będą musiały wdrożyć protokół 3D Secure dla kart, aby zachować zgodność z dyrektywą PSD2 – jeśli jeszcze tego nie zrobiły. W tym celu wprowadzono nowy protokół 3DS2, który wykorzystuje bogaty zbiór danych, pomagających przedsiębiorstwom w szybszej, bezproblemowej i spójnej autoryzacji transakcji. Bez względu na to, o jaki profil działalności chodzi, klienci zawsze muszą stać na pierwszym miejscu.

Zwinność operacyjna na podium priorytetów

Kolejnym krokiem na tej drodze powinno być łączenie wszystkich kanałów dotarcia do odbiorców i uzyskanie tym samym spójnego dostępu do informacji o ich preferencjach, oczekiwaniach oraz wymaganiach w jednym miejscu. Podejście Unified Commerce umożliwia 360 stopniowy wgląd w zachowanie klientów w ramach całego systemu działalności. To pozwala przedsiębiorstwom na możliwość dogłębnej analizy prowadzonego biznesu, a także szybkiej reakcji na potrzeby klientów. Potwierdzają to dane z globalnej platformy Adyen – przedsiębiorstwa korzystające z Unified Commerce stwierdziły, że w pierwszym kwartale pandemii wolumen ich transakcji pozostał stabilny. Zapotrzebowanie na jednolite doświadczenie na linii konsument – marka będzie widocznie wzrastało w nadchodzącym roku.

Metody płatności klientów jako nowy program lojalnościowy

Osią podejścia Unified Commerce jest to, że wszystkie kanały sprzedaży połączone są w ramach jednego systemu. Umożliwia to m.in. tworzenie programów lojalnościowych w charakterze omni-channel, który również zyskał na popularności w 2020 roku. Dla przykładu, karta płatnicza klienta może stać się jednocześnie jego kartą lojalnościową, bez konieczności zapisywania się na dodatkowy program lojalnościowy lub pobierania aplikacji. Powiązanie lojalności z kartą płatniczą kupującego pozwala przedsiębiorcom na automatyczne oferowanie zniżek, spersonalizowanych rekomendacji lub innych nagród. Oznacza to, że firmy nie muszą dłużej polegać jedynie na swoich pracownikach, którzy znają stałych klientów, ale mogą ich rozpoznawać również na większą skalę – online i w sklepie. Dzięki temu odwiedzający poczują się docenieni nawet bez możliwości fizycznej wizyty w sklepie. Według prowadzonych przez Adyen analiz, aż 66% polskich klientów wybiera marki, które oferują programy lojalnościowe połączone z systemami płatności.

Płatności bezdotykowe rosną w siłę

Już od jakiegoś czasu płatności bezdotykowe wykraczają poza funkcję przyłożenia fizycznej karty do terminala płatniczego. Technologia NFC (komunikacji bliskiego zasięgu) wkracza do cyfrowych portmonetek pokroju Apple Pay i Google Pay. Co więcej, dzięki bezpiecznym metodom uwierzytelniania – kodom dostępu czy biometrii (odciskom palców czy rozpoznawaniu twarzy) – nie są one ograniczone do standardowych limitów nakładanych na transakcje zbliżeniowe. Udogodnienia te są o tyle ważne, że zgodnie z Adyen Retail Report, aż 62% klientów w Polsce przyznaje, że obawia się o higienę terminali płatniczych i woli korzystać z metod bezdotykowych.

Zgodność z regulacjami kluczowym krokiem budowania strategii e-handlu

Żadna strategia e-commerce nie będzie kompletna bez jasnego planu dotyczącego silnego uwierzytelniania klientów (SCA). Tym bardziej, że zgodnie z oczekiwaniami konsumentów, proces ten ma być szybki i nie wymagać od nich żadnych działań. SCA to europejski standard stworzony w celu zwiększenia bezpieczeństwa płatności online. Tak więc, kiedy klient dokonuje płatności, w momencie transakcji mogą być wymagane od niego dodatkowe poziomy uwierzytelnienia.

W przeszłości klienci mogli po prostu wprowadzać numer swojej karty i kod weryfikacyjny CVC. Jednak zgodnie z przepisami dyrektywy PSD2, wkrótce wymagane będzie uwierzytelnienie dwuskładnikowe. Aby mieć pewność, że realizowane transakcje są zgodne z PSD2 SCA, przedsiębiorcy powinni wdrożyć 3D Secure. Innym sposobem zadbania o spełnienie warunków SCA, jest użycie lokalnych metod płatności i międzynarodowych portfeli elektronicznych. Firmy powinny upewnić się, że ich transakcje są zgodne z wymogami, aby uniknąć ryzyka odmowy płatności przez banki, jednocześnie zapewniając płynne doświadczenie klienta – wkrótce to stanie się głównym tematem dyskusji w tym sektorze.

Indeks PMI w górę

Indeks PMI wskazuje, że przemysł odnotował wzrost w końcówce roku. Polscy przedsiębiorcy są wciąż bardziej pesymistyczni na tle państw zachodniej UE.

Indeks PMI dla sektora przemysłowego wzrósł w grudniu z 50,8 do 51,7pkt, nieco powyżej mediany rynkowych prognoz (51,6pkt). Komentarz Markit wskazuje, że najbardziej pozytywny wpływ na najnowszy odczyt miał wskaźnik nowych zamówień, następnie wskaźnik zapasów pozycji zakupionych i wskaźnik czasu dostaw.

Szczególnie mocno wzrosło zapotrzebowanie na rynkach zagranicznych. Przedsiębiorcy raportowali wzmożony napływ nowych zamówień z Europy i z Azji, ale również niedobory surowców – głównie z Chin – oraz wąskie gardła w transporcie.

Wyniki polskiego przemysłu PMI dalej pozostają niskie na tle Niemiec (58,6pkt) oraz pozostałych państw strefy euro (łącznie 55,5pkt). Warto podkreślić, że niemieccy przedsiębiorcy raportują lepsze oceny bieżącej sytuacji i oczekiwań dotyczących przyszłości wśród wszystkich badań – podobne tendencje widać też w raporcie Ifo.

Na tle Niemiec Polscy przedsiębiorcy są pesymistyczni – taki obraz potwierdzają też badania Głównego Urzędu Statystycznego. Według tego sondażu zarówno wielkość produkcji, jak i liczba zamówień są najgorsze od lipca. Niemniej ostatnie miesiące pokazały, że wyniki słabo korelują z produkcją przemysłową. Prawdopodobnie tak będzie również w grudniu – prognozujemy, że produkcja wzrosła o 9,5%r/r.

Przemysł radzi sobie wyraźniej lepiej niż na wiosnę – bieżące restrykcje hamują aktywność w znacznie mniejszym stopniu niż w branżach usługowych. Dlatego spodziewamy się też, że w ciągu kwartału nastroje przedsiębiorców zaczną się poprawiać podobnie jak ma to miejsce w zachodnich gospodarkach. Prognozujemy, że produkcja przemysłowa będzie notowała stabilny wzrost w całym 1kw 2021 roku.

Rynkowe zasady przy pożyczce z centrali

W praktyce gospodarczej zdarzają się sytuacje, gdy spółka córka pożycza środki spółce matce. Często oba podmioty mają siedziby w różnych krajach. Wysokość oprocentowania jest w takich przypadkach kwestią umowną, ponieważ jest to jedna grupa kapitałowa. Należy jednak pamiętać, że z podatkowego punktu widzenia nie jest to już kwestia umowna, lecz ściśle regulowana przez przepisy i rynek. Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej takie transakcje podlegają przepisom o cenach transferowych (wyrok TSUE z 10 października w sprawie C-558/19 Impresa Pizzarotti).

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła pożyczki udzielonej przez spółkę córkę tj. rumuński oddział spółki matki Impresa Pizzarotti. Pożyczki opiewały na kwotę 2,3 mln euro oraz 11,4 mln euro, a umowy nie zawierały postanowień o oprocentowaniu.

Zdaniem rumuńskich organów podatkowych takie transakcje powinny być traktowane jako transakcje podlegające przepisom o cenach transferowych, a w konsekwencji pożyczki powinny być udzielane na zasadach rynkowych. Należny podatek do zapłaty wynosił ponad 72 tys. euro.

Z takim postanowieniem nie zgodził się oddział, którego argumentacja opierała się o zasadę analogii, poprzez wskazanie, że skoro w przypadku, gdyby podmioty były z jednego kraju, taka transakcja byłaby poza regulacjami dotyczącymi cen transferowych, to w sytuacji, gdy oddział jest z innego kraju, zastosowanie powinny znaleźć te same zasady.

Orzeczenie Trybunału

W konsekwencji powstałego sporu sprawa zawisła przed TSUE. Trybunał, opierając się na art. 49 Traktatu o Funkcjonowaniu UE, a także na art. 54 tego traktatu, wskazał, że przepisy o cenach transferowych powinny być stosowane w przypadku, gdy oddział i matka mają siedziby w innych państwach UE. W przeciwnym wypadku mogłoby dochodzić do niekontrolowanego, nieodpłatnego przenoszenia zysków z oddziału do spółki matki, co naruszałoby władztwo podatkowe krajów Wspólnoty, ponieważ państwo oddziału musiałoby zrezygnować z jego opodatkowania.

Konsekwencje wyroku TSUE

Wyrok TSUE potwierdza konieczność stosowania cen rynkowych w przypadku transakcji udzielenia pożyczek pomiędzy spółkami z grupy, w tym w szczególności między córką a matką. Polskie przepisy w zakresie cen transferowych wskazują, że zagraniczny zakład jest podmiotem powiązanym. Wyrok TSUE ucina więc wszelkie dyskusje w tym temacie.

Safe harbor

Powyższe orzeczenie TSUE jest w pełni aprobowane przez polskie organy podatkowe. Podatnicy powinni więc w przypadku takich transakcji ustalić warunki na zasadach rynkowych. Często jest to jednak trudne z uwagi na występujące powiązania pomiędzy podmiotami i inne niż rynkowe rozłożenie ryzyk oraz funkcji w tych transakcjach. Z pomocą przyszedł ustawodawca, wprowadzając od początku 2019 r. przepisy o tzw. bezpiecznej przystani (ang. Safe harbor). Mogą z nich skorzystać m.in. podmioty powiązane zawierające umowę pożyczki.

Istotą tego uproszczenia jest odstąpienie organów podatkowych od określania dochodu/straty w związku z ustalonym oprocentowaniem transakcji pożyczki, przez uznanie tego oprocentowania za nierynkowe. Zastosowanie safe harbor nie zwalnia z obowiązku przygotowania dokumentacji cen transferowych. Zwalnia natomiast z obowiązku dokonywania analizy cen transferowych.

Warunkiem skorzystania z tego uproszczenia jest ustalenie oprocentowania na dzień zawarcia umowy pożyczki, zgodnego z obwieszczeniem Ministra Finansów w zakresie stopy bazowej i marży. Obwieszczenie takie powinno być aktualizowane co roku. Obecnie stopa bazowa uzależniona jest od waluty pożyczki. Ustaloną stopę bazową należy zwiększyć o marżę. Wyjątkiem jest ujemna bazowa stopa procentowa. W takiej sytuacji wartość oprocentowania oblicza się na podstawie wartości bezwzględnych.

Uproszczenie to dotyczy pożyczek zawartych na okres nie dłuższy niż 5 lat. Ponadto, aby skorzystać z uproszczenia, wysokość wszystkich pożyczek zawartych z podmiotami powiązanymi nie może przekroczyć 20 mln zł odrębnie dla zobowiązań i należności. Dodatkowo należy pamiętać, że uproszczeniem objęta jest tylko kwota odsetek, a wszelkie inne koszty związane z pożyczką powinny być wyceniane niezależnie w wartościach rynkowych.

Decydując się na skorzystanie z bezpiecznej przystani, najbezpieczniej jest to zrobić, stosując oprocentowanie w wysokości określonej w obwieszczeniu, ponieważ organy podatkowe w tym zakresie mają niejednolitą praktykę. W szczególności można zaobserwować, że nie kwestionują one sytuacji, gdy wyższe są przychody pożyczkodawcy na skutek wyższego oprocentowania niż w obwieszczeniu, przy jednoczesnym dopuszczeniu rozpoznania kosztów do wartości oprocentowania wynikającej z obwieszczenia.

Na zakończenie warto dodać, że skorzystanie z safe harbor w zakresie odsetek od pożyczek może rodzić obowiązek raportowania schematów podatkowych. Pomimo iż temat budził wiele wątpliwości, został on ostatecznie wyjaśniony w objaśnieniach Ministerstwa Finansów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co wpłynie na rynki w 2021 roku?

Po 2020 roku wielu analityków zastanowi się zanim przedstawi swoje długookresowe prognozy walutowe. Okazuje się bowiem, że na rynku bardzo często pojawiają się sygnały, które mogą wywrócić warunki gry do góry nogami. Warto jednak przyjrzeć się wydarzeniom, o których w tej chwili wiemy, a które będą mieć największy wpływ na złotego i kursy walut w nadchodzącym roku: rozwój pandemii, stopy procentowe, sytuacja w USA i Brexit.

Szczepienia a możliwe reakcje rynków

Tworząc prognozę w pierwszych tygodniach szczepień przeciwko pandemii wirusa Covid-19 nie wiemy jaki wpływ na rynki będzie miała szczepionka i jak będą wyglądały kolejne fale zachorowań, o ile takie wystąpią. Jest to jednak bardzo ważny element równowagi na rynkach. Im lepiej będzie wyglądała sytuacja, czyli im więcej osób uda się skutecznie zaszczepić oraz im mniej osób będzie chorować, tym mniej rynki będą się obawiać kolejnego lockdownu. To z kolei powinno zwiększać optymizm inwestorów, co z kolei przełoży się na to, że będą oni bardziej skłonni inwestować w rynki bardziej ryzykowne, czyli np. polskiego złotego. Z drugiej strony, jeżeli szczepienia nie okażą się sukcesem, możemy się spodziewać kolejnych problemów, a te zwyczajowo pomagają głównym walutom światowym.

Obniżki stóp procentowych wpłyną na złotego?

Z jakiegoś niejasnego powodu dla sporej części analityków, RPP rozważa obniżkę stóp procentowych. Nie można wykluczyć, że wiedzą oni coś, czego nie wiedzą zewnętrzni analitycy. Nie mniej ruch ten budzi duże zdziwienie na rynkach. Im bliżej będzie obniżki, tym bardziej złoty będzie tracił na wartości. Nie można oczywiście wykluczyć, że Rada Polityki Pieniężnej zmieni zdanie, skoro rok już jest zamknięty, a słaby złoty pozwolił wygenerować zysk w NBP, wynikający ze wzrostu wartości walut. W takim scenariuszu, gdyby perspektywa obniżek stóp procentowych miała się oddalać, powinniśmy się spodziewać umacniania się rodzimej waluty.

Umowa Brexitowa

Wygląda na to, że rozstanie pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią otrzymało kolejny okres przejściowy i nie należy spodziewać się zbytnich emocji. Nie można jednak wykluczyć negatywnego wpływu oddzielania się Wysp od Unii. W takim scenariuszu należałoby się spodziewać osłabiania się funta względem pozostałych walut, w tym złotego. Część analityków zwraca uwagę, że okres przejściowy owszem, amortyzuje chaos, ale część instytucji będzie przenosić się z Londynu do innych centrów finansowych znajdujących się w Unii.

Konflikt dwóch partii w USA

Polityka w USA po raz kolejny budzi emocje. Powodem jest bardzo duża polaryzacja pomiędzy głównymi partiami, które po raz kolejny wydają się być coraz bardziej odległe od siebie. W rezultacie dochodzi do wielu prób sił, które powodują, że inwestorzy nie patrzą przychylnie na dolara. Niewykluczone, że odejście Donalda Trumpa załagodzi sytuację, ale można się spodziewać, że nie był on jedynym politykiem formacji republikańskiej, dążącym do konfrontacji. Co nie zmienia faktu, że liczba niespodzianek i skandali, pojawiających się z udziałem urzędującego prezydenta w ostatnich tygodniach jest zadziwiająca i niekorzystnie wpływa na amerykańską walutę.

Wychodzenie z kryzysu

W kryzysie z 2008 roku USA radziło sobie zdecydowanie lepiej niż Unia Europejska. Stany znacznie szybciej przywróciły gospodarkę na ścieżkę wzrostu, ograniczono bezrobocie i ustabilizowano politykę monetarną. Obecnie mamy odwrotną sytuację. Głównym problemem jest rynek pracy, który odczuł ten kryzys znacznie dotkliwiej niż ten z 2008 roku. W rezultacie dolar jest wyraźnie w odwrocie, pomimo bardzo dobrych rezultatów amerykańskiej giełdy.

Bańki spekulacyjne

Ostatnim elementem, który moim zdaniem warto wziąć pod uwagę, są potencjalne bańki spekulacyjne. Obecnie przy relatywnie słabych wynikach gospodarki giełdy są na bardzo wysokich poziomach. Powodem są rekordowo niskie stopy procentowe i brak alternatywnych miejsc do zainwestowania kapitału z zyskiem. W rezultacie płynie on coraz częściej na parkiety, podnosząc kolejne wyceny. Co się może wydarzyć w momencie spadków? Najprawdopodobniej kapitał będzie szukał bezpiecznych przystani, a wtedy opuści Polskę co z kolei przełoży się po raz kolejny na słabość polskiego złotego.

Słaby złoty się opłaci?

Czy w obliczu tych informacji należy założyć, że rok 2021 będzie kolejnym słabym rokiem dla polskiej waluty? Wcale nie musi tak być, należy jednak brać pod uwagę, że pod kątem pobudzania wzrostu gospodarczego słaby złoty nam się bardziej opłaca. Spadnie co prawda nasza zamożność w walutach obcych, ale słaba waluta mocno wesprze eksporterów i producentów krajowych co powinno się korzystnie odbić na rynku pracy. Z drugiej strony, polska gospodarka radzi sobie bardzo przyzwoicie w kryzysie. Przeważnie waluty państw, które radzą sobie dobrze, w końcu przyciągają uwagę inwestorów.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Walutomatu i InternetowyKantor.pl

Prawo do odliczenia podatku VAT od zaniechanych inwestycji

Tematyka odliczenia VAT w przypadku zaniechanych inwestycji jest często poruszana przez krajowe organy podatkowe i krajowe sądy administracyjne. Jest to bardzo dyskusyjne zagadnienie także w innych krajach Unii Europejskiej. Tematem tym już kilkakrotnie zajmował się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w tym między innymi w jednym z ostatnich wyroków z dnia 12 listopada 2020 r., sprawa C-734/19, ITH Comercial Timişoara SRL.

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła rumuńskiej spółki, prowadzącej inwestycje polegające na budowie biurowca oraz centrum handlowego, które miały zostać wynajęte. W związku z kryzysem gospodarczym podjęta została decyzja biznesowa o zawieszeniu projektu/inwestycji. Ponadto na jaw wyszło, że inwestycja może być niezgodna z planem zagospodarowania przestrzennego, o czym podatnik wiedział. Organ podatkowy stwierdził, że w takiej sytuacji brak jest prawa do odliczenia podatku VAT.

Rozstrzygnięcie TSUE

TSUE w omawianym wyroku (C-734/19) uznał, że w sytuacji zaniechania inwestycji w związku z kryzysem gospodarczym podatnik ma prawo do odliczenia VAT naliczonego, ponieważ liczył się zamiar wykorzystania planowanej inwestycji do opodatkowanej działalności gospodarczej, a następnie z przyczyn niezależnych od podatnika ostatecznie nie doszło do wykorzystania inwestycji. Prawo do odliczenia VAT pozostaje także, jeżeli inwestycja nie będzie wykorzystywana do czynności opodatkowanych, lecz należy skorygować VAT w sytuacji, gdy podatnik utraci zamiar wykorzystania inwestycji w takim zakresie. TSUE w wyroku położył szczególny nacisk na kwestię zamiaru wykorzystywania nieruchomości przez podatnika. Jest to szersze podejście niż obserwowane dotychczas, sprowadzające się do ustalenia, czy podatnik ponosi winę w zaniechaniu inwestycji.

Konsekwencje orzeczenia TSUE

Wyrok TSUE jest kolejnym wyrokiem w podobnej sprawie – zaniechania inwestycji. Utrzymuje on dotychczasowe podejście potwierdzające, że ryzyko jest wpisane w charakter prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto wyrok potwierdza, jak ważne jest prawidłowe udokumentowanie rzeczywistego zamiaru podatnika w zakresie wykorzystania inwestycji.

Co prawda wyroki TSUE nie mają mocy powszechnie obowiązującego prawa, a co więcej, są wydawane w konkretnych sprawach. Niemniej często wskazują kierunki orzecznicze dla sądów krajowych. W ustawie o podatku od towarów i usług brak jest definicji zaniechanej inwestycji, przez co podatnicy mogą polegać na definicjach wypracowanych przez unijne i krajowe orzecznictwo administracyjne. Jeżeli tezy wygłoszone w wyroku zostaną uwzględnione przez krajowe sądy administracyjne, to z pewnością można stwierdzić, że jest to bardzo korzystny wyrok dla podatników.

Inne wyroki TSUE

TSUE już wcześniej podejmował tematykę zaniechanych inwestycji. W wyroku z 17 października 2018 r., C-249/17, Trybunał potwierdził, że podmiotowi przysługuje prawo do odliczenia VAT naliczonego w przypadku wydatków poniesionych na usługi doradcze w sytuacji, gdy planował on przejęcie udziałów innego podmiotu. Co istotne, TSUE wskazał, że podstawowym warunkiem odliczenia VAT jest związek z działalnością gospodarczą, a w przypadku zaniechania planowanej inwestycji podatnik powinien posiadać uzasadnienie potwierdzające sens podejmowania działań w ramach planowanej inwestycji oraz przyczyn jej zaniechania.

Zaniechanie „kontrolowane”

W przypadku zaniechania inwestycji w sposób „kontrolowany”, tzn. podatnik ponosił wydatki, pomimo iż wiedział albo nawet sam przyczynił się do zaniechania, powstaje ryzyko oraz możliwość zakwestionowania przez organy podatkowe. Przykładowo w interpretacji indywidualnej z 8 marca 2016 r., sygn. IPPP2/4512-1272/15-4/MJ, organ podatkowy odmówił podatnikowi prawa do odliczenia VAT od inwestycji podejmowanych jedynie na podstawie deklaracji kontrahenta. Innymi słowy, polskie organy podatkowe rozszerzają zakres orzecznictwa TSUE i uzależniają możliwość odliczenia VAT od wystąpienia niezależnej przyczyny zaniechania inwestycji. W przeciwnym wypadku odliczenie nie jest możliwe. Bardzo surowe podejście jest niezrozumiałe, ponieważ przedsiębiorca, wycofując majątek z firmy, powstały na skutek nieudanego przedsięwzięcia, i tak musiałby rozliczyć podatek VAT należny. Ponadto różnicowanie sytuacji w zależności od subiektywnego kryterium przyczynienia się do zaniechania inwestycji może doprowadzić do naruszenia zasady praworządności i opierania rozstrzygnięć podatkowych o przepisy prawa.

Dlatego właśnie omówiony wyrok TSUE jest korzystny i może zmienić tę praktykę organów podatkowych. Jest on także zgodny z podstawową zasadą podatku VAT, jaką jest neutralność podatkowa, czyli w uproszczeniu opodatkowanie konsumentów, a nie przedsiębiorców, nawet tych, którym nie wszystko wychodzi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Licznik elektromobilności: branża prognozuje dalszy wzrost samochodów z napędem elektrycznym w 2021 r.

Według danych z końca listopada 2020 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 17 121  samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Przez pierwsze jedenaście miesięcy 2020 r. przybyło ich  8 125 sztuk – o 120% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PSPA oraz PZPM.licznik_elektromobilnosci_2020-11_grafika_800x450px

Pod koniec listopada 2020 r. po polskich drogach jeździło 17 121 elektrycznych samochodów osobowych, z których 54% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) – 9 214 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 7 907 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych w analizowanym okresie zwiększył się do 757 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec listopada osiągnęła liczbę 8 734 szt.

Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce liczył 418 szt. Przez pierwsze jedenaście miesięcy bieżącego roku flota elektrobusów powiększyła się o 189 zeroemisyjnych pojazdów. W porówananiu z analogicznym okresem w 2019 r. oznacza to zmianę o 286% r/r

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec listopada w Polsce funkcjonowały 1 324 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (2 532 punkty). 32% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 68% wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W listopadzie uruchomiono 30 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (58 punktów).licznik_elektromobilnosci_2020-11_A4

„Mimo pandemii COVID-19, liczba rejestracji osobowych samochodów elektrycznych od stycznia do listopada 2020 r. wzrosła o 120%, a sieć ogólnodostępnych stacji  ładowania uległa powiększeniu aż o 36% r/r. Wynik mógłby być jeszcze lepszy, gdyby programy wsparcia uruchomione przez NFOŚiGW były lepiej dostosowane do standardów rynkowych. W rok 2021 wchodzimy z optymizmem, ale i nadzieją, że legislacyjno-finansowy system wsparcia zeroemisyjnego transportu zostanie zoptymalizowany. Niezleżnie od tego, sprzedaż samochodów elektrycznych w Polsce ulegnie dalszej dynamizacji ze względu na coraz atrakcyjniejszą ofertę modelową oraz stopniowe wyrównywanie się cen EV i pojazdów konwencjonalnych, które w przypadku niektórych modeli klasy premium już stało się faktem” – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Jakub Faryś, Prezes PZPM podkreśla, że chociaż samochody z napędami alternatywnymi zdobywają europejski rynek, jednak nie jest to szybka i równomierna transformacja. Według najnowszego Raportu ACEA*, zainteresowanie konsumentów samochodami elektrycznymi ma bezpośredni związek z PKB kraju. Ponad 80% wszystkich samochodów elektrycznych jest sprzedawanych zaledwie w 6 krajach członkowskich UE o najwyższym PKB. Państwa, w których udział rynkowy samochodów elektrycznych wynosi mniej niż 1% –  w tym Polska – mają PKB poniżej 30 tys. euro w przeliczeniu na 1 mieszkańca. Dysproporcja dotyczy również infrastruktury ładowania. Obecnie liczba punktów dostępnych w całej UE wynosi niecałe 200 tys. i jest za niska w porównaniu z faktycznym zapotrzebowaniem. Ponad 75% ładowarek znajduje się na terenie zaledwie czterech krajów, których terytorium stanowi 27% całkowitej powierzchni UE** tj. Holandii, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Według szacunków Komisji Europejskiej do 2030 r. potrzebne będą  co najmniej 3 miliony dodatkowych punktów ładowania samochodów elektrycznych, co oznacza, że ich liczba musi wzrosnąć 14-krotnie w ciągu kolejnych 11 lat.

Co podrożeje w tym roku? Surowce, waluty – prognozy 2021

Nowy rok zazwyczaj wiąże się z podwyżkami cen – inflacyjnymi, podatkowymi i rynkowymi. W 2021 roku zdrożeją niektóre waluty, skorelowane z nimi surowce, a co za tym idzie – m.in. żywność i paliwo.

Zdążyliśmy przyzwyczaić się do tego, że nowy rok wiąże się też z nowymi podatkami oraz podwyżkami inflacyjnymi za produkty i usługi. Jak nowy rok będzie prezentował się na rynkach finansowych? Podrożeją niektóre surowce i waluty. Które i dlaczego?

Surowce

Najszerzej komentowana podwyżka dotyczy cukru. Odsuwając na bok dywagacje na temat tzw. podatku cukrowego, warto przyjrzeć się notowaniom samego surowca. Odbiły od momentu załamania podczas pierwszej fali COVID-19, w efekcie czego cukier podrożał o 69 proc. od marca do listopada.

W połowie listopada notowania znalazły się najwyżej od 3 lat, przebijając maksima z lutego bieżącego roku. Na rynku pojawiają się różne opinie na temat prognoz cen w najbliższym czasie. Międzynarodowa Organizacja Cukru (ISO) jeszcze wczesnym latem wykluczyła pandemię koronawirusa z czynników wpływających na rynek i przewidywała silny deficyt. Obecnie ISO estymuje, że w okresie 2020/2021 będziemy mieli niedobór na rynku w wysokości 3,5 mln ton.

– Wysokość deficytu może wywindować ceny. Dodatkowo – z technicznego punktu widzenia – notowania od połowy grudnia rozpoczęły budowanie kolejnego impulsu wzrostowego. Będzie to oznaczało podwyżki cen żywności, zwłaszcza tej przetworzonej – ocenia Łukasz Zembik, kierownik departamentu TMS Brokers.

Nowa mutacja koronawirusa spowodowała panikę na rynku, przez którą inwestorzy poszukują schronienia w bezpiecznych przystaniach. Wybór części inwestorów padł na metale szlachetne, m.in. na złoto i srebro. Grudzień kończy się dla cennego metalu około 5 proc. zwyżką. Złoto kontynuuje wzrosty, a cena wynosi około 1957 dolarów za uncję. To – według danych Bloomberga – zasługa funduszy ETF, do których napłynęło 17,4 ton kruszcu – najwięcej od września. W przypadku ceny srebra, grudniowy wzrost kursu to ponad 16 proc.

– Na wzrosty ceny metali największy wpływ mają oczekiwania inflacyjne w związku z przyjęciem przez Kongres pakietu ustaw antycovidowych, w tym ustawy dającej bezpośrednie wsparcie fiskalne dla gospodarstw domowych o wartości bagatela 900 mld USD – wyjaśnia Maciej Madej, analityk TMS Brokers.

Negatywne realne stopy procentowe utrzymają się

Po obydwu stronach Atlantyku realne stopy procentowe nadal pozostaną na ujemnym poziomie, co sprzyja inwestycjom w złoto. Trendy inflacyjne oscylują poniżej oczekiwań Europejskiego Banku Centralnego, dlatego skup aktywów będzie trwać na Starym Kontynencie jeszcze długo. Jeśli inflacja podniesie się z obecnego poziomu -0,3 proc., a stopy procentowe pozostaną bez zmian, wówczas realne stopy pogłębią swoje ujemne wartości. O rosnącym potencjale wzrostu cen złota świadczy też prognozowana poprawa na rynku jubilerskim w tym roku.

– Najsłabszy od 2009 roku popyt jubilerski na złoto powinien ulec poprawie w 2021 roku. Głównie oczekujemy odrodzenia się rynku indyjskiego oraz chińskiego, które uległy załamaniu podczas pandemii koronawirusa – mówi Łukasz Zembik, kierownik departamentu analiz w TMS Brokers.

Ponadto należy pamiętać, że aprecjacja kursu USD wytworzyła presję na cenę kruszców. Osłabienie się indeksu dolarowego daje więc lekki oddech surowcom notowanym w USD. Ze wsparcia korzysta m.in. miedź.

Cena miedzi blisko szczytów

Cena kontraktów na miedź zbliża się do psychologicznej granicy 8000 USD za tonę. Po przerwie świąteczno-noworocznej miedź wykazuje apetyt na dalsze wzrosty.

Kluczowy dla notowań czerwonego metalu będzie w najbliższych dniach kurs dolara, a ten zależeć będzie bezpośrednio od rozstrzygnięcia wyborów do amerykańskiego Senatu.

– W przypadku zwycięstwa dwóch kandydatów republikańskich w Kongresie zachowany zostanie status quo, a dolar pozostanie w trendzie spadkowym z zachowaniem dotychczasowej dynamiki. Jeśli jednak Senat zostanie de facto przejęty przez Demokratów, będziemy mieli do czynienia ze swobodną realizacją ekspansywnej polityki fiskalnej Bidena, co z pewnością nie pomoże USD. W takiej sytuacji amerykańska waluta znajdzie się pod silną presją, co przełoży się na wzrost notowań aktywów wycenianych w USD. Z takiej okazji najprawdopodobniej skorzystają inwestorzy na rynku miedzi, która znalazła się w dobrej sytuacji z perspektywy otoczenia – ocenia Maciej Madej, analityk TMS Brokers.

Metal, który jest wykorzystywany przy produkcji kabli oraz podzespołów do urządzeń elektrycznych, z pewnością spotka się z dużym zainteresowaniem w momencie transformacji energetycznej, której świadkami będziemy w najbliższych latach.

Ropa zyskuje po plotkach z OPEC+

Ropa naftowa zakończyła rok 2020 na sporym minusie. Pomimo kwietniowego dołka, kurs wspiął się w górę blisko 650 proc. Mimo tego – rok zamknął się na tym rynku około 22 proc. pod kreską. Na początku 2021 r. kurs ropy naftowej rośnie o 3,6 proc. – agencje prasowe doniosły o tym, że kraje OPEC+  zdecydowały, żeby Kazachstan i Rosja podniosły w lutym dzienną produkcję w sumie o 75 tys. baryłek dziennie. Aby zredukować światową podaż, Arabia Saudyjska postanowiła produkować o 1 mln mniej baryłek dziennie w lutym oraz marcu. Oznacza to dość dużą redukcję globalnej wydobycia czarnego złota. Rynek zareagował pozytywnie, a kurs ropy Brent rośnie o  ponad 6,5 proc.

Tło dla poniedziałkowo-wtorkowych ustaleń  OPEC+ stanowi burzliwe, grudniowe posiedzenie, podczas którego zdecydowano się dać możliwość zwiększania wydobycia, przy jednoczesnym uzgodnieniu warunków monitorowania rynku, aby nie doprowadzić do dużej nadpodaży surowca.

Rozpoczęcie procesu szczepień dało duży oddech inwestującym na rynku ropy naftowej, gdyż wraz z postępującym procesem, rośnie szansa na luzowanie obostrzeń i większą mobilność społeczeństwa. Dużym ciosem dla producentów ropy naftowej są ograniczenia w ruchu lotniczym, które przekładają się na mniejsze zapotrzebowanie na paliwa. Niestety szczepienia w większości krajów przebiegają wolniej od początkowych założeń, jednak rynek wyraźnie stara się ignorować tę informację.

– Zbyt szybkie rozluźnienie restrykcji wydobycia spowoduje spadki cen. Zbyt ostrożne podejście może skutkować dalszymi wzrostami notowań surowca, a w konsekwencji może dojść do rozłamu i wzrostu produkcji na rynku amerykańskim. Zakładamy, że cena ropy w pierwszych 6 miesiącach roku powinna znajdować się pod presją, zaś druga połowa roku może przynieść stabilizację na wyższych poziomach, nawet ok. 60 USD/oz, co przełoży się na ceny paliwa – mówi Łukasz Zembik, kierownik departamentu analiz w TMS Brokers.

Waluty

Szczepionkowa euforia przemawia za bardzo korzystnymi warunkami dla rynków wschodzących na starcie nowego roku. Złoty jest tani na tle historycznej wyceny, a poprawa perspektyw gospodarczych w oparciu o spadek ryzyk związanych z pandemią i prowzrostową politykę fiskalną i monetarną oraz większa skłonność inwestorów do ryzyka powinny pozwolić na umocnienie złotego na przestrzeni roku.

– Solidna nadwyżka na rachunku obrotów bieżących będzie pozytywnym wyróżnikiem wysoce cenionym na rynkach globalnych w 2021 r. Oczekujemy, że czynniki globalne będą w większym stopniu determinowały kierunek dla złotego. Pomagać będzie kontynuacja trendu osłabienia dolara na rynkach światowych, który posiadając status bezpiecznej przystani, będzie mniej atrakcyjny w dobie rosnącego apetytu na ryzyko. Na koniec 2021 r. oczekujemy spadku EUR/PLN do 4,32, USD/PLN do 3,40 i CHF/PLN do 3,86. – mówi Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

Zdaniem eksperta przyszły rok zapowiada się bez premii za ryzyko rozpadu strefy euro. Uzgodniony w lipcu Fundusz Naprawczy z jednej strony oddala obawy o finansowanie odbudowy po pandemii, ale przede wszystkim dowodzi współpracy państw członkowskich, kiedy tego najbardziej potrzeba.

– Wszelkie zagrożenia dla wypłacalności są niwelowane przez potężny program PEPP, ograniczając negatywną presję na walutę. EUR powinno się umacniać i EBC nie bardzo może temu przeciwdziałać. Dalsze cięcia stóp procentowych są poza dyskusją, samo QE jest za słabym narzędziem, by zahamować aprecjację – ocenia Białas.

Dolar traci na atrakcyjności

Analitycy są zgodni, że bardziej optymistyczne zapatrywanie się na 2021 rok powinno skutkować dalszym wychodzeniem z defensywnych pozycji w USD i kierowaniem pieniędzy na rynki z potencjałem szybszego wzrostu.

– Opracowanie i dystrybucja szczepionek to silny sygnał pobudzający apetyt na ryzyko, gdyż opanowanie pandemii COVID-19 implikuje trwałość ożywienia, odbicie oczekiwań inflacyjnych i spadek realnych stóp procentowych głębiej poniżej zera. To zjawisko będzie szczególnie szkodliwe dla dolara, gdyż USA oferuje największy rynek papierów dłużnych, a zatem tam powinna się pojawić największa potrzeba realokacji na bardziej perspektywiczne rynki. Przy deklaracji Fed, że podwyżka stóp procentowych nie nastąpi co najmniej do końca 2023 r., rynek dolara długo nie odzyska atrakcyjności odsetkowej – ocenia główny ekonomista TMS Brokers.

Odbicie gospodarcze w strefie euro oraz wyciszenie ryzyk brexitu tworzą argumenty za malejącym apetytem na bezpieczne przystanie i osłabieniem CHF. Dla przeciwwagi, kontynuowana ekspansja monetarna EBC w postaci skupu aktywów w ramach PEPP (co najmniej 750 mld EUR w latach 2021-2022) będzie podtrzymywać negatywną presję na EUR/CHF (główny kanał oceny perspektyw franka). Ponadto nadwyżka handlowa na poziomie ok. 9 proc. PKB pozostanie siłą wspierającą pozytywny trend CHF w długim terminie.

– Nasze prognozy zakładają powolne tempo wzrostu EUR/CHF i dopiero w drugiej połowie 2021 r. zakładamy, że przyspieszenie globalnego wzrostu będzie stopniowo zdejmować presję aprecjacyjną z franka. Na koniec 2021 r. oczekujemy spadku EUR/PLN do 4,32, USD/PLN do 3,40 i CHF/PLN do 3,86 – mówi Białas.

Wynik w Georgii ważniejszy niż szturm Kapitolu

Smutny dzień dla demokracji w związku z protestami w Waszyngtonie i próbami przerwania procesu zatwierdzenia wyniku wyborów prezydenckich. Po rynkach nie widać jednak oznak paniki, co najprawdopodobniej podkreśla poziom odrętwienia inwestorów na to, co przyniosła ze sobą prezydentura Trumpa. Bez straty czasu na rozpamiętywanie przeszłości rynki skupiają się na zapowiedzi błękitnej fali w USA.

Wybory uzupełniające do Senatu wyłoniły dwóch zwycięzców z ramienia Partii Demokratycznej. Prezydent Joe Biden już miał za sobą Izbę Reprezentantów, a teraz podział miejsc między Demokratami I Republikanami w Senacie 50:50 oznacza, że w przypadku remisu decydujący głos będzie należeć do przyszłej wiceprezydent Kamali Harris. Implikacje polityczne takiego rozwoju wypadku są szerokie. Z perspektywy rynków kluczowe są plany stymulacji fiskalnej. Nie powinno być już przeszkód dla podwyższenia wartości czeków dla Amerykanów do 2 tys. dolarów, ale może to być dopiero wstęp dla nowego pakietu pomocowego, który był już w planach Demokratów, ale był blokowany przez republikańską większość w Senacie. W grę wchodzi też nowy plan inwestycji infrastrukturalnych. Bardziej ekspansywna polityka oznacza wzmocnienie ożywienia gospodarczego, ale też napędzanie inflacji. Netto jest to negatywny mix dla dolara. Biorąc pod uwagę, że Fed nie spieszy się do normalizacji polityki monetarnej i jeszcze przez kilka lat zamierza utrzymywać akomodacyjne warunki (w tym dopuszczać na okresowe przestrzelenie celu inflacyjnego), tempo inflacji będzie przewyższać wzrost rentowności obligacji skarbowych (reakcja na powiększanie zadłużenia). Będące motywem przewodnim dla rynku walutowego w 2021 r. realne stopy procentowe pozostaną ujemne, podczas gdy globalny wzrost gospodarczy będzie się wzmacniał. Powstaną warunki idealne dla wzrostu apetytu na ryzyko, napływu kapitału na rynki wschodzące, wzrost cen surowców. Wszystko finansowane tanim dolarem pompowanym w system finansowy.

We wtorek wspominałem o ryzyku dla rynku akcji z tytułu wygranej Demokratów w wyborach do Senatu. Błękitna fala otwiera furtkę dla wyższych podatków dla przedsiębiorstw i zaostrzenie regulacji wobec największych koncernów uzyskujących dominację na swoich polach. Wczorajszy spadek technologicznego Nasdaq potwierdził te obawy, ale jak zaznaczałem, korekta powinna być przejściowa. W końcowym rozrachunku wygra świadomość ekspansji fiskalnej z pomocą ultra-luźnej polityki Fed. Fakt, że inwestorzy nie pociągnęli korekty głębiej, sugeruje, że chęć do powiększania pozycji ryzykownych jest silna i nie stwarza dużych okazji do cofnięcia. Wygląda na to, że rynek tylko czeka na wyciszenie czynników ryzyka, aby śmielej wskoczyć na nową falę rajdu ryzykownych aktywów. Wybory w Georgii już za nami, wydarzenia w Kapitolu przeszły łagodnie, ale zostaje jeszcze jutrzejszy raport z rynku pracy USA. Silne rozczarowanie w raporcie ADP wczoraj (-123 tys., prog. 75 tys.) tworzy potencjał dla wstrząsu, nawet jeśli obawy o tempo ożywienia będą do przykrycia nadziejami na fiskalne wsparcie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Można już składać wnioski o dodatek mieszkaniowy z dopłatą

Dodatek mieszkaniowy z dopłatą z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 to nawet 1500 zł miesięcznie. Mogą na nią liczyć wyłącznie najemcy, także wolnorynkowi, których dochód spadł drastycznie z powodu pandemii koronawirusa.

Najpewniej każdy słyszał o dodatku mieszkaniowym, o który mogą ubiegać się zarówno właściciele mieszkań i domów, jak i najemcy. Natomiast dopłata jest nowością, którą rząd zaadresował wyłącznie do najemców i podnajemców – zarówno zamieszkujących w budynkach komunalnych, jak i tych, którzy najmują mieszkania lub pokoje na zasadach rynkowych.

Wnioski do gminy o dodatek mieszkaniowy z dopłatą można składać od 5 stycznia do końca marca 2021 r. na podstawie opublikowanej dzień wcześniej w Dzienniku Ustaw ustawy „o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa”.

Żeby uzyskać dodatek mieszkaniowy trzeba spełnić dość surowe kryteria dotyczące dochodu oraz powierzchni mieszkania. Np. średni dochód z ostatnich trzech miesięcy nie może zbytnio przekraczać 1500 zł na osobę, a w przypadku jednoosobowych gospodarstw domowych – 2100 zł. W kwestii dopłaty z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 dochodzą dodatkowe wymagania. M.in. należy wykazać, że było się najemcą lub podnajemcą przed 14 marca 2020 r. (ewentualnie po tej dacie zamieniło na inny lokal), a dochód nie tylko uprawnia do dodatku mieszkaniowego, ale jest też co najmniej o 25% niższy od osiągniętego w 2019 r.

Dodatek mieszkaniowego z dopłatą pokryje maksymalnie 75% miesięcznego czynszu, jednak wysokość tego typu wsparcia nie przekroczy 1500 zł. Żeby tyle dostać, miesięczny czynsz musiałby wynieść 2000 zł.gus-dodatki-mieszkaniowe-przecietny-dodatek

Ministerstwo Rozwoju deklaruje, że zarówno dodatek mieszkaniowy, jak i dopłata będą mogły być przyznane „nie tylko na pokrycie opłat przyszłych, ale i za okres ubiegły, nie wcześniejszy jednak niż od 1 marca 2020 r.” Ponadto dodatek z dopłatą „mógłby zostać przeznaczony na uregulowanie zaległości czynszowych z poprzednich miesięcy”.
Resort szacuje, że mieszkania na rynku prywatnym i w towarzystwach budownictwa społecznego najmuje od 600 tys. do 900 tys. osób.gus-dodatki-mieszkaniowe-liczba-wyplaconych

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Budowa II linii warszawskiego metra – podsumowanie działań w 2020 roku

Budowa II linii warszawskiego metra nie zwalnia tempa. W 2020 roku uruchomiono stacje: Płocka, Młynów i Księcia Janusza. Tarcze TBM drążyły kolejne metry tuneli. Powstawały korpusy stacji oraz wyjścia. Co warto wiedzieć o postępach prac przy budowie II linii metra w mijającym roku? Wskazuje Marcin Przepiórka, Wicedyrektor, obszar infrastruktury transportowej ILF Consulting Engineers Polska.

Kontynuacja prac

W 2020 roku kontynuowane były prace budowlane oraz projektowe kolejnych odcinków II linii stołecznego metra. Powstawały główne korpusy stacji, wyjścia, szyby windowe oraz ściany peronów pasażerskich. Rozpoczęte zostały także pierwsze prace instalacyjne ze szczególnym naciskiem na instalacje prowadzone w elementach żelbetowych. Tworzone były również ostateczne projekty układów torowych, sieci trakcyjnej oraz sterowania ruchem pociągów – szczególnie istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu oraz późniejszej eksploatacji metra. Wszystkie systemy opracowane są zgodnie z ideą utrzymania jak najwyższej niezawodności jednego z najważniejszych elementów miejskiej infrastruktury transportowej, jakim jest metro.

Na początku kwietnia 2020 roku otworzono nowe przystanki II linii metra: Płocka, Młynów, Księcia Janusza. Wydłużyły one sieć warszawskiego metra o kolejne kilometry. Są to ważne punkty na komunikacyjnej mapie Warszawy. Dzięki nim M2 liczy już ponad 13 km długości i łączy dzielnice – Pragę oraz Wolę.

W grudniu 2020 roku złożony został wniosek o pozwolenie na budowę dla ostatniego zachodniego odcinka II linii metra, od stacji Powstańców Śląskich do stacji Połczyńska, który obejmuje również – bardzo ważną z uwagi na funkcjonowanie pociągów – Stację Techniczno-Postojową Mory (w skrócie STP Mory). Jest ona niezbędna do sprawnej obsługi rozbudowywanej linii. Wynika to głównie z tego, że wraz z rozbudową drugiej linii metra zwiększa się liczba składów koniecznych do jej prawidłowego funkcjonowania

Po pozyskaniu pozwolenia na budowę będziemy mieli komplet dokumentów formalnych otwierający ostatnią prostą do zakończenia działań związanych z II linią metra. Plan budowy był od samego początku przekorny względem samego pikietażu (kilometrażu) tej linii metra, ponieważ ostatni pod względem czasowym odcinek jest w zasadzie pierwszym biorąc pod uwagę ten techniczny szczegół – wskazuje Marcin Przepiórka, Wicedyrektor, obszar infrastruktury transportowej ILF Consulting Engineers Polska. Firma ILF Polska była odpowiedzialna za przygotowanie niezbędnych dokumentów oraz projektów­ – dodaje.

Ważnym wydarzeniem w 2020 roku była również 25. rocznica uruchomienia metra w Warszawie. To właśnie w 1995 roku linią M1 ruszyły pierwsze pociągi.

Ruszyły tarcze Anna, Maria, Krystyna i Elisabetta

Drążenie tarczami TBM na budowie odcinka wschodniego-północnego II linii rozpoczęło się na początku maja 2020 roku, a sam termin był podyktowany sytuacją związaną z pandemią koronawirusa. Wykonawca przed rozpoczęciem drążenia musiał mieć pewność, że zachowana będzie ciągłość pracy TBM. Kluczowe znaczenie miało nie tylko zapewnienie niezakłóconych dostaw materiałów, ale przede wszystkim nieprzerwanej (np. zakażeniem lub kwarantanną) dostępności zespołów drążących tarczami TBM, w których skład wchodzą specjaliści o niepowtarzalnych kompetencjach.

Rozpoczęcie prac TBM zaliczane jest zawsze do przełomowych momentów podczas budowy metra. Jest ono celebrowane przez wykonawców oraz najważniejsze osoby w mieście związane z budową. Niestety w tym roku te wydarzenia nie mogły się odbyć ze względów bezpieczeństwa i obostrzeń sanitarnych wprowadzonych w związku z ograniczeniem rozprzestrzeniania się wirusa SARS CoV 2 – wskazuje Marcin Przepiórka, Wicedyrektor, obszar infrastruktury transportowej ILF Consulting Engineers Polska.

W listopadzie 2020 roku na odcinku zachodnim tarcza Krystyna zakończyła jako pierwsza swoją pracę. Wydrążyła około kilometra tunelu. Dzięki niej Wola i Bemowo zostały połączone pierwszym tunelem. Tuż przed świętami swoją pracę zakończyła równolegle pracująca tarcza Elisabetta, przebijając się do szybu wydobywczego przy stacji Ks. Janusza. Tym samym oba tunele najkrótszego odcinka całej II linii metra (Powstańców Śląskich – Ulrychów – Ks. Janusza) zostały wydrążone.

Pomimo obostrzeń i przypadków koronawirusa w zespołach realizujących te dwa odcinki metra, rok 2020 udało się zakończyć z zadowalającym postępem prac.

2021 rok – czego możemy się spodziewać?

W pierwszym kwartale br. – zgodnie z aktualnymi planami – dwie tarcze TBM: Maria i Anna zakończą prace na odcinku Bródnowskim – nastąpi przebicie się do komory demontażowej za stacją Trocka. Dalsze prace będą skupiały się na wyposażeniu stacji, budowie torów i wszystkich instalacji towarzyszących.

W 2021 roku planowane jest również rozpoczęcie budowy kolejnego etapu zachodniego odcinka II linii metra. Przebiegać on będzie przez Bemowo w stronę STP Mory. Aktualnie zespoły zaangażowane w ten temat skoncentrowane są na pozyskaniu niezbędnych decyzji i pozwoleń oraz planowaniu przebiegu i etapowania całej inwestycji.

Po zakończeniu prac tego odcinka oddana do użytkowania zostanie już cała II linia metra i będzie z niej mogło korzystać nawet milion pasażerów. Co ciekawe, do tej pory z linii M2 codziennie korzystało około 215 tys. pasażerów, a z I linii metra ponad 550 tys. – wynika z informacji podanych przez Metro Warszawskie Sp. z o.o.

Warto również wspomnieć o kolejnym etapie rozwoju metra w Warszawie – planowana jest budowa III linii. W 2020 roku postępowały prace przy tworzeniu studium technicznego dla pierwszego etapu tej inwestycji, tj. fragmentu na Pradze-Południe, które pozwoli na podjęcie kolejnych działań związanych z budową III linii metra. Obecnie analizowane w studium warianty obejmują poprowadzenie III linii metra na odcinku od – istniejącej i przygotowanej na rozbudowę – stacji Stadion Narodowy (stacja wspólna dla II i III linii metra) w kierunku Gocławia.

Toyota liderem polskiego rynku motoryzacyjnego w 2020 roku

Rok 2020 Toyota zakończyła na pozycji zdecydowanego lidera polskiego rynku motoryzacyjnego. W ciągu całego roku marka zarejestrowała 64 364 samochody osobowe i dostawcze. To o ponad 7 600 aut więcej od marki zajmującej drugie miejsce. Do sukcesu przyczynił się awans na pierwsze miejsce w segmencie aut osobowych i 60-procentowy wzrost rejestracji samochodów dostawczych marki.

Toyota najpopularniejszą marką w Polsce

Toyota zajęła w 2020 roku pierwsze miejsce w zestawieniu najczęściej wybieranych marek na polskim rynku samochodów osobowych i dostawczych. Marka zwiększyła swój udział w rynku z 10,3% w 2019 roku do 13,2% w roku ubiegłym.

Pomimo bardzo trudnych 12 miesięcy, które upłynęły pod znakiem pandemii koronawirusa i poważnych zaburzeń w sprzedaży aut, Toyota utrzymała w 2020 roku poziom rejestracji samochodów z roku 2019. Wynik 64 364 aut jest tylko o 0,46% mniejszy od poziomu z poprzedzającego roku. W tym samym czasie sprzedaż wszystkich samochodów w kraju zmniejszyła się o niecałe 22%. Do końcowego rezultatu przyczynił się bardzo dobry grudzień, w którym Toyota dostarczyła klientom 7 495 samochodów, o 14% więcej niż rok wcześniej.

Świetne wyniki Toyoty w Polsce przyczyniły się do bardzo dobrego poziomu sprzedaży w całym regionie Europy Środkowej. Grupa Toyota Central Europe (Polska, Czechy, Węgry i Słowacja) dostarczyła klientom w 2020 roku 101 566 aut. Jest to drugi najlepszy wynik przedstawicielstwa Toyoty w Europie.

Toyota na pierwszym miejscu na rynku aut osobowych

Na rynku samochodów osobowych Toyota również zajęła pierwsze miejsce. Wynik 61 331 rejestracji odpowiada za 14,3% udziału w rynku. Do tego sukcesu w ogromnym stopniu przyczyniła się zarówno niesłabnąca popularność Corolli i Yarisa, jak i dominująca pozycja RAV4 i Toyoty C-HR w segmencie SUV.

Najczęściej rejestrowanym samochodem Toyoty jest Corolla (17 508 egz.), która zajmuje drugie miejsce na polskim rynku oraz drugie w segmencie C. Pozycję najpopularniejszego modelu marki Corolla utrzymuje od 2019 roku, kiedy zadebiutowała 12. generacja. Tuż za nią, na trzecim miejscu znalazł się Yaris (15 378 egz.) – lider segmentu B, który zanotował o 1309 egzemplarzy więcej niż rok wcześniej. Yaris jest także samochodem najchętniej wybieranym przez klientów prywatnych (7 967 egz.).

W pierwszej dziesiątce znalazły się również RAV4 (9 587 egz.) i Toyota C-HR (8 271 egz.), czyli dwa najpopularniejsze SUV-y w kraju. Pozycję lidera segmentu A wzmocniła Toyota AYGO (4 819 egz.) z 43-procentowym udziałem w swoim segmencie.

Toyota liderem wzrostów rejestracji aut dostawczych

Choć rynek samochodów dostawczych zmniejszył się w ubiegłym roku o 14,65%, Toyota zwiększyła poziom rejestracji aut użytkowych o rekordowe 60,8%. Marka awansowała tym samym na 8. miejsce z wynikiem 3 034 aut, a jej udział w rynku wzrósł do 5,09%. Systematycznie rozbudowywana gama modeli, coraz bogatsza oferta pod względem wyposażenia, akcesoriów i zabudowy oraz rozwój sieci salonów Toyota Professional sprawiają, że Toyota zyskuje coraz mocniejszą pozycję w klasie samochodów użytkowych.

Brexit a firmy inwestycyjne

Festina lente. Czyli spiesz się powoli, a teraz – w sumie – spiesz się natychmiast!

Koniec roku 2020 upłynął nie tylko pod znakiem pandemii, liczę, że zmierzającej powoli ku końcowi, ale również wchodzącego w swoją docelową fazę Brexitu. Koniec starego roku oznacza upływ okresu przejściowego przewidzianego w umowie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (Brexit). Okres ten nie zmienił się na skutek wynegocjowanej w zeszłym tygodniu, a jeszcze nieratyfikowanej, umowy o handlu i współpracy między UE a Wielką Brytanią (UK-EU Trade and Cooperation Agreement). Sami Rząd JKM nie chciał jego przedłużenia. Okres przejściowy skończył się dokładnie w sylwestra, 31 grudnia 2020 r.

Co to oznacza dla brytyjskich firm inwestycyjnych działających w Polsce?

Oznacza to, że do 31 grudnia 2020 r., czyli do końca starego roku, ważne były jeszcze dotychczasowe paszporty udzielone brytyjskim firmom inwestycyjnym w ramach mechanizmu paszportyzacji. W dużym uproszczeniu paszporty te umożliwiały podjęcie działalności transgranicznej, m. in. w Polsce, na jednolitych w całej Unii zasadach (w ramach uproszczonej ścieżki powiadomień paszportowych). Po 31 grudnia 2020 r., a więc począwszy od 1 stycznia 2021 r. dotychczas udzielone paszporty utraciły ważność. Wielka Brytania jest obecnie traktowana jako państwo trzecie. Oznacza to utratę przez brytyjskie firmy inwestycyjne statusu zagranicznej firmy inwestycyjnej, uprawnionej do prowadzenia działalności maklerskiej w Polsce bezoddziałowo, lub w formie oddziału. Pojęcie to było zarezerwowane dla firm inwestycyjnych z innych niż Wielka Brytania państwa członkowskich. Wielka Brytania po dniu 31 grudnia 2020 r. nie jest już traktowana jako państwo członkowskie.

Trzeba odnotować, że Komisja Nadzoru Finansowego konsekwentnie informowała branżę o ryzyku związanym z Brexitem, w tym zwłaszcza Brexitem bezumownym, w swoich komunikatach (m. in. z 18 sierpnia i 4 grudnia 2020 r.). Część podmiotów liczyła jednak, w sumie wcale niebezpodstawnie, na wydłużenie okresu przejściowego na poziomie UE-UK, względnie na przyjęcie przepisów „pomostowych” przez polskiego ustawodawcę. Takie przepisy się jednak nie pojawiły i raczej się nie pojawią, tymczasem, aby mogły cokolwiek zdziałać w sprawie, powinny już dawno zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw. Tak się nie stało.

Wiele podmiotów, jeszcze w trakcie okresu przejściowego, nie czekając na jego przedłużenie, dokonało tzw. „przepięcia”. Działalność na rynku polskim została niejako „przerzucona” z dotychczas uprawnionej spółki brytyjskiej do spółki z grupy z innego państwa członkowskiego posiadającej odpowiedni paszport (np. spółki niemieckiej, holenderskiej, czy irlandzkiej posiadającej status zagranicznej firmy inwestycyjnej uprawnionej). Jeśli taka spółka nie posiadała odpowiedniego paszportu, o taki paszport w tym czasie wystąpiła.

W obecnej sytuacji możliwy jest jeszcze inny scenariusz – podjęcie działalności w formie oddziału tyle że już nie zagranicznej firmy inwestycyjnej, ale zagranicznej osoby prawnej, czyli w trybie art. 115 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Tu już nie mamy jednak do czynienia z mechanizmem „paszportyzacji”, ale formalnym postępowaniem licencyjnym. By prowadzić w tej formie działalność maklerską w Polsce konieczne jest stosowne zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego, udzielone na podstawie odpowiedniego wniosku zagranicznej osoby prawnej, czyli w tym przypadku brytyjskiej firmy inwestycyjnej. Stosowny wniosek jest znacznie bardziej kompleksowy niż powiadomienie paszportowe, a procedura znacznie bardziej skomplikowana i co za tym idzie – bardziej czasochłonna.

Otwarte pozostaje pytanie, co powinni zrobić ci, którzy w sumie w dobrej wierze liczyli jednak na rozwiązanie na poziomie UE-UK, albo polskie przepisy „pomostowe”. Moim zdaniem powinni podjąć jak najszybciej, o ile to możliwe, odpowiednie działania na poziomie grupy tak, aby – ujmując rzecz kolokwialnie – przepiąć działalność w Polsce pod uprawnioną spółkę z innego państwa członkowskiego. A jeśli taka spółka paszportu nie posiada – niezwłocznie złożyć powiadomienie paszportowe w macierzystym organie nadzoru. Jeżeli takiej możliwości nie ma pozostaje nam wniosek do KNF o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności maklerskiej przez zagraniczną osobę prawną. Dla tych, którzy dysponują odpowiednimi zasobami i czasem możliwy jest jeszcze jeden wariant – utworzenie polskiej spółki zależnej i wniosek do KNF o zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej. Jest to jednak wariant potencjalnie najbardziej kosztowny i czasochłonny, który z przyczyn biznesowych wielu odrzuci a priori (np. z uwagi na niewspółmierność rozmiaru polskiego biznesu do potencjalnych jego kosztów).

W każdym razie w obecnej sytuacji, w mojej ocenie, nie ma co już dłużej czekać. Czekanie na rozwiązanie „pomostowe” na poziomie unijnym (przedłużenie okresu przejściowego) lub krajowym (przyjęcie przepisów „pomostowych”) może sprawdzić nas na manowce. Dalsze czekanie nie zmieni też faktu, że z dniem 1 stycznia 2021 r. nie jest już możliwe dalsze prowadzenie działalności przez brytyjskie firmy inwestycyjne w obecnej formie, czyli w oparciu o paszport. Co prawda więc stara sentencja powiada, aby spieszyć się powoli, ale tu nie ma na co czekać. Ci, którzy nie podjęli żadnych kroków powinni podjąć je bezzwłocznie tak, aby móc kontynuować swoją działalność w Polsce.

Piotr Żelek, Radca prawny, Kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Przedłużony lockdown w Niemczech to zwiastun kolejnych komplikacji gospodarczych

Niemcy przedłużają lockdown do 31 stycznia i wprowadzają kolejne restrykcje. Dla Pomorza Zachodniego i całej polskiej gospodarki to bardzo zła wiadomość zwiastująca, że spodziewane szybkie pożegnanie się z pandemią koronawirusa nie jest możliwe. Obecnie konsekwencje niemieckiego lockdownu są bardzo silnie odczuwane przez pracowników transgranicznych, ale i takie sektory jak transport i turystyka. – Wiadomość o dalszym lockdownie w Niemczech nie jest zaskoczeniem jeżeli spojrzymy na dobowe rekordy zakażeń oraz ogromne liczby zgonów. To niestety zwiastun, że w styczniu nie możemy spodziewać się w Europie poluzowania restrykcji. Przedsiębiorcy działający na polsko-niemieckim pograniczu bardzo źle reagują na wiadomości o dalszych utrudnieniach. Niemcy są naszym strategicznym partnerem gospodarczym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Hanna Mojsiuk: „Przedłużenie lockdownu to dla Pomorza Zachodniego bardzo zła wiadomość”

Niemieckie przedłużenie lockdownu zostało ogłoszone we wtorkowy wieczór, choć prasa już w poniedziałek informowała, że przedłużenie restrykcji, a nawet ich zaostrzenie jest bardziej niż prawdopodobne. Szkoły pozostają do końca stycznia, a osoby z jednego gospodarstwa domowego spotykać się mogą tylko z jedną osobą z innego gospodarstwa. Ograniczona jest także mobilność mieszkańców w powiatach w których występuje największa liczba zakażeń.

– Dla Pomorza Zachodniego to jest zła wiadomość. Niemcy są naszym silnym partnerem gospodarczym, od lat pielęgnowaliśmy dobre relacje gospodarcze w takich branżach jak przemysł, transport, handel czy turystyka. Widzimy, że wszystkie te sektory bardzo tracą. Jako Północna Izba Gospodarcza często odbieramy sygnały od firm transportowych, że znacząco zmieniła się np. ilość kursów pomiędzy Szczecinem, a Berlinem. Zachodniopomorski pas nadmorski bardzo cierpi z powodu braku turystów z Niemiec, byli oni bardzo obecni w naszych hotelach jesienią i zimą.  Pozytywną informacją jest fakt rozpoczęcia masowych szczepień. Szybkość tego procesu będzie determinowała zarówno stabilizację nastroju społecznego jak i odmrażanie gospodarki i odporność przedsiębiorców na negatywne skutki przedłużającego się  lockdownu – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

– Trzy tygodnie temu mówiłem, że niemiecki lockdown to poważne konsekwencje dla polskiej i regionalnej gospodarki, a teraz mogę powiedzieć, że to bardzo poważne konsekwencje. Zerwane łańcuchy dostaw, utrudnione relacje, coraz więcej niepewności wśród pracowników, którzy pracują na pograniczu. Dalszy lockdown to także bardzo silny cios dla zachodniopomorskiej turystyki. Argumenty rządu niemieckiego należy przyjąć ze zrozumieniem, bo sytuacja jest poważna. W tym momencie wszyscy zadają sobie pytanie czy miesiąc luty będzie czasem, kiedy gospodarka niemiecka wróci do normy? Przedsiębiorcy zdają się tracić cierpliwość i mam wrażenie, że nie wynika to z braku pomocy ze strony Rządu, a po prostu pewnej apatii i chęci powrotu do normalności – mówi Jarosław Tarczyński, Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Ekspert: „Przedłużenie lockdownu w Niemczech jest zwiastunem przedłużenia obostrzeń także w Polsce”

Eksperci Północnej Izby Gospodarczej wskazują, że informacja o przedłużeniu niemieckiego lockdownu do końca miesiąca już na początku roku jest zwiastunem, że w Europie nie należy spodziewać się odmrożenia restrykcji, wręcz przeciwnie. – Pragmatyzm nakazuje spodziewać się, że skoro jedna z najbardziej rozpędzonych maszyn gospodarczych świata, czyli Niemcy, będą wstrzymywać się na kolejne miesiące to podobnie może być z innymi krajami, także Polską. Spodziewam się, że restrykcje w naszym kraju zostaną przedłużone na kolejne tygodnie, a to fatalna wiadomość dla przedsiębiorców, którzy dotkliwie odczuwają każdy kolejny tydzień lockdownu. Ważne jest, by szybko uruchomione zostały środki pomocowe dla przedsiębiorców z Polski. W tym przypadku na pewno możemy brać przykład z Niemiec – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy z Centrum Kiżuk & Michalska.

W tym tygodniu dowiedzieliśmy się także o kolejnych obostrzeniach w Wielkiej Brytanii. Lockdown trwa właściwie w całej Europie.