Przedsiębiorcy mogą nie mieć z czego podnosić płac minimalnych. To może przesądzić o decyzji o zwolnieniach

Podatek cukrowy, konieczność zgłaszania umów cywilnoprawnych do ZUS, zmiany w opodatkowaniu spółek komandytowych, podniesienie płacy minimalnej o 200 złotych brutto. Zmian podatkowych i okołopodatkowych rok 2021 przynosi całkiem sporo. Według ekspertów dodatkowe obciążenia dla przedsiębiorców w epicentrum gospodarczego kryzysu i pandemii koronawirusa to nie jest dobry pomysł. Północna Izba Gospodarcza wsłuchując się w głos przedsiębiorców krytycznie ocenia podniesienie płacy minimalnej. Dotyczy to w dużej mierze branż, które najsilniej odczuwają skutki lockdownu. Wzrost wynagrodzeń to pogłębianie ich zadłużenia.

Podniesienie płacy minimalnej w 2021 roku. Dyrektor Wolny: „Ryzykowne posunięcie”

Od 1 stycznia 2021 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosić będzie 2800 złotych brutto, co oznacza wzrost o 200 złotych. Taka pensja oznacza, że niemożliwe będzie, by „na etacie” w pełnym wymiarze godzin zarabiać mniej niż 2000 złotych miesięcznie.

Jak mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie podnoszenie płacy minimalnej w kryzysie gospodarczym może oznaczać presję płacową na średnich stanowiskach, a to ostatnie, czego potrzebują borykające się z problemami firmy. – Podniesienie płacy minimalnej w sposób wymuszony, nie przez gospodarkę i rynek, a poprzez rozporządzenie rządu, to w tym trudnym dla gospodarki czasie ryzykowne posunięcie. W czasie dekoniunktury, obniżonego poziomu konsumpcji i ograniczonych możliwości prowadzenia działalności z uwagi na pandemię koronawirusa, przedsiębiorcy nie mają środków na podnoszenie wynagrodzeń. W branżach, które nie odczuwają negatywnych skutków epidemii, lub nawet się rozwijają, to rynek i konkurencja sama powinna regulować poziom wynagrodzeń. Natomiast ogółem w całej gospodarce dziś walka toczyć powinna się o utrzymanie firm i miejsc prac – komentuje dr Piotr Wolny.

Jakie mogą być konsekwencje podwyższenia płacy minimalnej? „Presja płacowa, czasem decyzje o zwolnieniach”

Jak mówi Prezes Wojewódzkiego Zakładu Doskonalenia Zawodowego i członek Wojewódzkiej Rady Rynku Pracy dr Krzysztof Osiński rok 2020 to dla przedsiębiorców był trudny czas, gdy skupiali się na oszczędnościach i możliwie szerokim zachowaniu miejsc pracy. Jakiekolwiek zwiększanie obciążeń dla firm, które walczą o przetrwanie może mieć fatalne skutki: – Pozostaje mieć nadzieję, że firmy podniosą wynagrodzenia najpierw podstawowe, a potem także innym pracownikom. To pozwoliłoby uniknięcia „spłaszczenia” siatki wynagrodzeń, a następnie presji płacowej, która może wiązać się z tym, że niebawem pracownicy w firmach, niezależnie od stażu czy kompetencji będą zarabiać podobnie – mówi Osiński.

Specjalista zwraca również uwagę na to, że wiele firm może po prostu nie mieć środków na to, by podwyższać płace minimalne: – Wiele sektorów gospodarki najmocniej dotkniętych koronawirusem nie myśli o podwyżkach wynagrodzeń, a nawet o obniżkach czy zwolnieniach. Dla nich takie odgórne decyzje to bardzo złe wiadomości. Dzisiaj wszyscy się modlą o to, by koronawirus jak najszybciej się skończył i żebyśmy wrócili do normalności – dodaje Krzysztof Osiński.

Kto zatrudnia na płacy minimalnej? Handel, ochrona, gastronomia. Kto teraz nie zarabia? Właśnie te branże

Jak mówi doradca gospodarczy Katarzyna Michalska sytuacja na rynku pracy w roku 2020 dynamicznie się zmieniła. Obawa jest prosta: wzrost płacy minimalnej może być kroplą, która przeleje czarę goryczy w decyzji o zwalnianiu pracowników. – Z danych Głównego Urzędu Statystycznego za rok 2018 wynika, że co trzeci pracownik w gastronomii, handlu i hotelarstwie zatrudniony jest na najniższej krajowej. To trzy sektory, które są najmocniej objęte restrykcjami związanymi z pandemią koronawirusa. Jest wiec tak: te branże nie zarabiają, robią wszystko, by utrzymać miejsca pracy i dodatkowo muszą się liczyć z tym, że będą musieli zwiększać swoje koszty. Obawiam się, że wielu przedsiębiorców z tych sektorów, ale i z turystyki, rozrywki, branż sezonowych czy np. z branży ochroniarskiej będzie musiało podejmować decyzje o oszczędnościach. Nie da się podnosić pensji, jednocześnie nie generując przychodów – mówi Katarzyna Michalska.

– Ostatnie lata przynosiły gwałtowne podwyżki wynagrodzeń i przedsiębiorcy dzielnie dawali sobie z tym radę. Pracodawcy chcą dobrze płacić swoim pracownikom, chcą dawać im premię, fundować benefity. Po prostu muszą mieć z czego – dodaje Katarzyna Michalska.

Kryzys gospodarczy i utrata pracy wzmacniają lęk przed obcokrajowcami. Co drugi Polak chce ograniczeń

Ze względu na pandemię i nadchodzący kryzys gospodarczy rząd powinien czasowo ograniczyć przyjazd zarobkowy obcokrajowców do Polski. Tak uważa niemal co drugi Polak. Natomiast grupa przeciwników jest mniejsza o 9%. Patrząc na płeć, można zauważyć, że więcej kobiet niż mężczyzn opowiada się za wprowadzeniem obostrzeń. Zakaz popiera niemal sześć na dziesięć osób z miast liczących od 20 do 100 tys. mieszkańców. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku rodaków z wykształceniem podstawowym. Z kolei w gronie ludzi po studiach przeważają przeciwnicy tego rozwiązania.

Z badania opinii społecznej UCE RESEARCH i SYNO Poland wynika, że 48% Polaków uważa, że ze względu na pandemię i nadchodzący kryzys gospodarczy rząd powinien czasowo ograniczyć przyjazd zarobkowy obcokrajowców do Polski. Ale 39% rodaków zajmuje przeciwne stanowisko. Natomiast 13% nie ma zdania w tej kwestii.

– Część Polaków zwyczajnie obawia się, że cudzoziemcy mogą zabrać im zatrudnienie. Ale w większości przypadków przyjezdni obsadzają stanowiska, którymi miejscowi kandydaci nie są zainteresowani. Podobnie jest np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, gdzie z kolei nasi rodacy podejmują tego typu prace – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Z kolei Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC, ekspert ds. rynku pracy i dialogu społecznego, nie jest zaskoczony wynikami badania. I zaznacza, że respondenci nie mają wyraźnej preferencji. 9% różnicy między dwoma grupami to stosunkowo niewiele. Również odsetek niezdecydowanych nie jest znaczący, to mniej niż jedna na dziesięć osób. Natomiast ludzie opowiadający się za zakazem mogą bać się bezrobocia, ale też rozprzestrzeniania się koronawirusa i zachorowania na COVID-19. Generalnie widać lęk przed obcymi.

– Te wyniki pokazują jak mocno podzielone jest społeczeństwo. Gdyby odpowiedzieli tylko pracownicy, to przypuszczam, że za zakazem było dużo ponad 50%. Jeśli wypowiedzieliby się jedynie przedsiębiorcy, to prawdopodobnie przeszło połowa z nich nie chciałaby obostrzeń. Pewne jest, że bez Ukraińców i Białorusinów mielibyśmy znacznie trudniejszą sytuację, jeśli chodzi o wzrost gospodarki. Ale to nie jest powszechne podejście wśród pracobiorców – podkreśla ekonomista Marek Zuber.

Jak stwierdza Jeremi Mordasewicz, jeśli odesłalibyśmy cudzoziemców, ewentualnie ograniczylibyśmy ich przyjazdy, to znaleźlibyśmy się w fatalnej sytuacji. Ekspert zaznacza, że należymy do państw, w których jest najmniej lekarzy i pielęgniarek. Dla przykładu, rok temu można było ułatwić dostęp do rynku pracy Ukraińcom, którzy wykonują te zawody. Jednak tego nie zrobiliśmy.

– Myślę, że te 13% niezdecydowanych to przede wszystkim osoby, które przed pandemią nie miały konkurencji ze strony obcokrajowców. Tej grupie respondentów jest obojętne, czy będzie zakaz, czy przyjadą kolejne osoby. Ale im więcej będzie fal zachorowań na COVID-19, które pogorszą ogólną sytuację, tym strach przed utratą pracy będzie większy. Rząd może go ograniczyć, jeśli zacznie realizować kolejne tarcze antykryzysowe. Ale pojawia się pytanie o to, czy możemy się dalej zadłużać – dodaje Marek Zuber.

Patrząc na płeć ankietowanych, widać, że więcej kobiet niż mężczyzn opowiada się za zakazem (49% vs 46%). Natomiast uwzględniając wiek respondentów, można zauważyć, że najwyższy odsetek zwolenników obostrzeń jest wśród osób mających 40-49 lat. W tej grupie opowiada się za tym 56%.

– To jest kwestia natężenia lęków. Osoby czterdziestokilkuletnie boją się utraty pracy, ponieważ mają już rodziny, a część z nich jeszcze spłaca kredyty. Z kolei młodzi ludzie czują się pewnie na rynku pracy. Wychodzą z założenia, że jeśli nie znajdą zatrudnienia w swoim mieście, to pojadą do innego. Zazwyczaj nie mają jeszcze obowiązków rodzinnych i są znacznie bardziej mobilni – stwierdza Jeremi Mordasewicz.

Uwzględniając miejsce zamieszkania, to najwyższe poparcie zakazu jest w miastach od 20 do 100 tys. mieszkańców. Tam zwolenników tego rozwiązania jest 54%. To oznacza również największą przewagę nad przeciwnikami obostrzeń, wynosząca 19% (na nie było 35%).

– Jeżeli w mieście liczącym 20 tys. osób część pracodawców straci zamówienia, to ryzyko bezrobocia będzie znacznie większe niż w dużych aglomeracjach. Oczywiście w największych ośrodkach też się traci pracę, ale szybko można znaleźć następną. Duże rynki są korzystniejsze zarówno dla pracodawców, jak i pracowników, ponieważ łatwiejsze jest dopasowanie kwalifikacji tych ostatnich do zapotrzebowania gospodarki. Dlatego przede wszystkim najbardziej rozwijają się wielkie aglomeracje miejskie – podkreśla ekspert z Konfederacji Lewiatan.

Badanie również pokazuje, że im wyższe jest wykształcenie, tym odsetek zwolenników zakazu okazuje się mniejszy (podstawowe – 59%, średnie – 53%, wyższe – 41%). Tylko wśród osób, które ukończyły uczelnie wyższe, przewagę mają przeciwnicy obostrzeń (44%, na tak – 41%).

– Ludzie po studiach, szczególnie technicznych, czują się pewniej na rynku pracy. Dzisiaj nie brakuje dla nich ofert, więc mniej się boją konkurencji z innych państw. Jeśli już nawet przyjeżdża do nas inżynier z Ukrainy, to jednak rzadko pracuje w takim charakterze. Ale również im bardziej wyspecjalizowany ma zawód, np. operatora CNC, tym mniej obawia się utraty pracy. I tu nawet nie potrzebny jest dyplom wyższej uczelni – mówi Marek Zuber.

Podsumowując Zbigniew Żurek stwierdza, że z wynikami tego badania jest nieco jak z preferencjami wyborczymi. Widać, że za zakazem opowiadają się np. mieszkańcy z niewielkich miast czy osoby gorzej wykształcone. Tu mamy kwestię światopoglądową oraz lęki związane ze skutkami pandemii, które mogą jeszcze narastać.

Badanie zostało przeprowadzone w pierwszej połowie grudnia br. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1 001 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Euro powyżej 4,60! Co z dolarem?

Zamieszanie na rynkach wywołane informacjami o możliwych obniżkach stóp procentowych trwa w najlepsze. Złotówka jest wyraźnie w odwrocie, a analitycy zastanawiają się, ile jeszcze może spaść.

Jednak obniżka stóp

Kolejni członkowie Rady Polityki Pieniężnej wypowiadają się pozytywnie o możliwej obniżce stóp procentowych. Wybrany moment na ogłaszanie tego rynkom jest, powiedzmy sobie wprost, oryginalny. Wydawać by się mogło, że przerwa między świętami a Nowym Rokiem, gdzie firmy zamykają ostatnie sprawy, a wiele osób ma urlopy, by spędzić czas z rodziną, nie jest optymalnym terminem. A jednak z jakiegoś powodu go wybrano. Co ciekawe, kolejni członkowie Rady potwierdzają informację, co tylko ją uwiarygodnia i utwierdza inwestorów w tym, że trzeba działać już teraz, a nie czekać.

Jak reagują rynki?

Gdy spadają stopy procentowe, w dół idą też oparte o nie rentowności inwestycji. W rezultacie inwestorzy wycofują się z danego rynku, a to z kolei osłabia walutę. Rynki jednak często antycypują wcześniej takie wydarzenia, tak jak to się dzieje teraz i reagują przed samą decyzją. W rezultacie złoty, który jeszcze po świętach znajdował się poniżej 4,50 zł, dzisiaj osiągnął już 4,62 zł, a patrząc na szybkość zmian niewykluczone, że w momencie czytania tego tekstu, będzie to tylko informacja historyczna.

Co z dolarem?

Pod koniec roku wróciła również negatywna presja na amerykańską walutą. Wczoraj mimo dobrych danych zza oceanu w postaci indeksu Chicago PMI, który wypadł wyraźnie powyżej oczekiwań, dolar był w odwrocie. W rezultacie euro pierwszy raz od maja 2019 roku przekroczyło poziom 1,23. Do tamtej górki pozostały jeszcze ponad 3 centy, ale pamiętając, że w tym roku byliśmy nawet poniżej 1,10, nie wydaje się to nieosiągalnym poziomem w kolejnych miesiącach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

MŚP powoli przekonuje się do pracy zdalnej

Jak pokazuje najnowsze, VI badanie Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP”, druga fala pandemii wymusiła zmiany w podejściu przedsiębiorców do pracy zdalnej. W porównaniu z poprzednią edycją, wzrósł odsetek mikro, małych i średnich firm, których pracownicy są w stanie częściowo lub całkowicie wykonywać swoje obowiązki w trybie home office. Obecnie to ponad 52 proc. przedsiębiorców. Dodatkowo, już prawie 77 proc. z nich w mniejszym lub większym stopniu wdrożyło ten model pracy. Jeszcze dwa miesiące wcześniej ten odsetek wynosił niecałe 42 proc.

Rośnie liczba firm przechodzących w czasie pandemii na pracę zdalną. Choć podobnie jak w poprzedniej edycji badania, tylko niespełna 5 proc. firm zadeklarowało, że ich pracownicy mogą wykonywać swoją pracę w całości z domu, to więcej, bo ponad 52 proc. przedsiębiorców może stosować model hybrydowy, wysyłając na home office część swojej załogi. W poprzedniej edycji badania było to 47 proc. Model hybrydowy z reguły możliwy jest w branży handlowej i usługowej. Największy problem z pracą w trybie home office mają z kolei firmy budowlane i produkcyjne.

Znaczącą zmianą jest jednak to, że przedsiębiorcy w większym stopniu niż wcześniej zaczęli wykorzystywać możliwości związane z pracą zdalną. Jeszcze dwa miesiące temu ponad 58 proc. firm, które mogły przynajmniej część zespołu skierować do pracy z domu, utrzymywało całą załogę w biurze. Obecnie jest to zaledwie 23,4 proc. Pozostali wdrożyli nowy model pracy. Widać więc zmianę w podejściu do pracy zdalnej w MŚP.

Home office nie dla firm budowlanych

Pomysłów na to, jak zorganizować pracę w czasie pandemii, jest sporo. Najpopularniejszy z nich to taki, w którym ¾ załogi pracuje w firmie i ¼ zdalnie (32 proc.). Co piąta firma (20,9 proc.) przyjęła zasadę, w myśl której w trybie home office pracuje połowa zespołu. Z takiego rozwiązania najchętniej korzystają mikroprzedsiębiorcy oraz firmy handlowe. Niespełna 13 proc. przedsiębiorców zdecydowało się z kolei na model, który zakłada pracę z domu ¾ załogi. Całkowite przejście na pracę zdalną wciąż stanowi jednak wyzwanie dla przedsiębiorców.

Otwartość przedsiębiorców na home office zależy od wielkości firmy i od branży, w której działa. Najwięcej problemów mają z tym firmy budowlane (64,3 proc.) oraz produkcyjne (60 proc.). Pod względem wielkości, ponad 52 proc. mikroprzedsiębiorców deklaruje, że ich pracownicy nie są w stanie wykonywać wszystkich swoich obowiązków, pracując zdalnie. Do pracy z domu najlepiej przygotowani są więc średni przedsiębiorcy oraz przedstawiciele firm handlowych i usługowych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

 

Rozwój kompetencji cyfrowych i zmiany w prawie

Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że świat po pandemii będzie wyglądał inaczej. Dotyczyć do będzie również modelu pracy, który przez ostatnie miesiące był bardzo elastyczny i zmieniał się w zależności od aktualnej sytuacji epidemicznej.

Jak wynika z VI edycji „KoronaBilansu MŚP”, ponad 27 proc. firm zamierza utrzymać stosowany obecnie system pracy. Najbardziej przekonani do tego są przedstawiciele branży handlowej (43 proc.), która w czasie pandemii starała się wykorzystać jak najlepiej możliwości oferowane przez Internet i sprzedaż online. Co szósta firma (17 proc.) planuje wprowadzić model hybrydowy z mniejszą niż do tej pory liczbą pracowników pracujących zdalnie. Odpowiedzi na pytanie, jak zorganizować pracę po pandemii, wciąż nie zna co dziesiąty przedsiębiorca.

Ponad 36 proc. przedsiębiorców jest przekonanych, że sytuacja unormuje się na tyle, że cała załoga będzie mogła wrócić do firmy. Będzie to jednak powrót do innej rzeczywistości, ponieważ pandemia przyczyniła się do popularyzacji pracy zdalnej. I choć na początku miała ona na celu przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom, to szybko okazało się, że dla przedsiębiorców takie rozwiązanie może być także korzystne finansowo.

Zaoszczędzone na utrzymaniu firmowej floty, delegacjach, administracji i wynajmie powierzchni biurowych pieniądze, właściciele firm mogą przeznaczyć na usprawniające funkcjonowanie biznesu rozwiązania informatyczne i nowe technologie. Takie inwestycje planuje co piąty przedsiębiorca. Dodatkowo, już ponad 45 proc. firm jest w stanie przynajmniej częściowo prowadzić swoją działalność online, a 42 proc. zamierza to zrobić w ciągu najbliższych trzech miesięcy. To więcej niż w poprzedniej edycji badania, kiedy takie plany miało niespełna 30 proc. przedsiębiorców. Zresztą wystarczy też spojrzeć na wydatki firm w czasie pandemii, żeby zauważyć, że traktują one pracę zdalną jako rozwiązanie przyszłości. Co trzecie przedsiębiorstwo przeznaczyło bowiem dodatkowe środki na zakup nowego sprzętu w postaci komputerów przenośnych i telefonów dla pracowników – mówi Adam Łącki.

Oprócz zmiany nastawienia przedsiębiorców, pandemia wymusiła też zmiany w prawie. Od września 2020 r. funkcjonują zapisy, zgodnie z którymi pracodawca może zlecać pracownikowi pracę zdalną do końca epidemii oraz trzy miesiące po jej zakończeniu. Trwają również prace nad nowelizacją Kodeksu pracy, która dotyczyć będzie m.in. kwestii związanych z normami czasu pracy, BHP oraz badań lekarskich.

VI edycja ogólnopolskiego Badania „KoronaBilans MŚP” została przeprowadzona przez IMAS International w listopadzie 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Objęła grupę 357 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249). Technika badawcza: CATI/CAWI.

Bank Pekao S.A. przejmie przedsiębiorstwo i zobowiązania Idea Bank S.A. z wyłączeniami

Bank Pekao S.A., w ramach wszczętej dziś przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny przymusowej restrukturyzacji Idea Bank S.A., przejmie 3 stycznia 2021 r. na mocy decyzji administracyjnej przedsiębiorstwo i zobowiązania Idea Bank S.A. z określonymi w decyzji wyłączeniami. Przejęcie, w ramach procesu przymusowej restrukturyzacji, pozwoli ograniczyć negatywny wpływ upadłości Idea Bank S.A. na sektor bankowy. Dla Banku Pekao S.A. przejęcie oznacza zwiększenie skali działalności i rozwój bazy klientów w segmentach mikrofirm i MŚP, strategicznych dla rozwoju banku. Struktura przejęcia w ramach przymusowej restrukturyzacji pozwala zminimalizować wpływ przejęcia na profil płynnościowy i kapitałowy Banku Pekao S.A.

Przejęcie przedsiębiorstwa i zobowiązań Idea Bank S.A. w ramach procesu przymusowej restrukturyzacji zabezpieczy środki klientów, wspierając stabilność krajowego sektora bankowego. Alternatywny scenariusz upadłości Idea Bank S.A. bez zastosowania instrumentu przymusowej restrukturyzacji, mógłby wiązać się z dodatkowymi kosztami dla sektora bankowego w związku z wypłatą gwarantowanych środków klientów na poziomie nawet kilkunastu miliardów złotych i to w okresie, kiedy szczególnie istotne jest finansowanie odbudowy potencjału gospodarczego kraju w wymagającym otoczeniu COVID-19.

Proces przymusowej restrukturyzacji zastosowany przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny wobec Idea Bank S.A. prowadzony jest w oparciu o przepisy ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji z dnia 10 czerwca 2016 r. Ustawa ta implementuje Dyrektywę Unii Europejskiej (UE) BRR z 2014 r. stanowiącą ramy prawne prowadzenia restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków w UE. Dyrektywa BRR została wprowadzona w następstwie kryzysu finansowego z 2008 r. aby zapobiec niewypłacalności banków oraz minimalizować negatywne skutki dla depozytariuszy i sektora bankowego, a także w szerszym ujęciu koszty dla gospodarki i podatników.

Procedury przymusowej restrukturyzacji zgodnie z dyrektywą BRR były już stosowane w praktyce, ostatnio między innymi w Hiszpanii i Danii.

Wszystkie depozyty dotychczasowych klientów Idea Bank S.A. są bezpieczne

Zastosowanie w ramach przymusowej restrukturyzacji ustawowego instrumentu w postaci przejęcia przedsiębiorstwa i zobowiązań Idea Bank S.A. pozwala klientom w sposób ciągły korzystać z obsługi bankowej oraz zabezpiecza ich środki finansowe na dzień wszczęcia przymusowej restrukturyzacji. Jednocześnie, z dniem przejęcia, do Banku Pekao S.A. dołączą wszyscy pracownicy Idea Bank S.A. na zasadach określonych art. 231  Kodeksu Pracy.

 – Struktura transakcji pozwala z jednej strony zabezpieczyć pozycję kapitałową i płynnościową Banku Pekao S.A., nie wpływając na potencjał dywidendowy banku, a z drugiej, dzięki wykorzystaniu efektów skali pozwala wygenerować wartość dla akcjonariuszy w formie synergii. W szczególności będziemy się skupiać na utrzymaniu dostępu do finansowania dla klientów biznesowych i udostępnieniu im oferty produktowej naszego Banku, umożliwiając dalszy rozwój ich biznesu. Przygotujemy też bardzo atrakcyjną ofertę powitalną dla klientów detalicznych Idea Bank S.A., m.in. zaproponujemy konto osobiste wraz ze wszystkimi bankomatami w Polsce i na świecie na rok bez opłat oraz atrakcyjnie oprocentowane lokaty powitalne. Jednocześnie, dostępna będzie specjalna oferta kredytowa dla mikrofirm  – powiedział Leszek Skiba, p.o. prezesa zarządu Banku Pekao S.A.

 Wpływ na strategię i pozycję finansową Banku Pekao S.A.

Transakcja zwiększy skalę działalności Banku Pekao S.A. o ~14,4 mld zł aktywów (licząc na dzień 31 sierpnia 2020 r.), umacniając bank na drugiej pozycji w Polsce pod względem wielkości aktywów. Transakcja pozwoli dodatkowo na przyspieszenie wzrostu udziału Banku Pekao S.A. w segmentach mikrofirm i MŚP, dzięki przejęciu bazy klientów oraz doradców Idea Bank S.A., w połączeniu z szeroką ofertą produktową Banku Pekao S.A. Kluczowymi elementami spodziewanych efektów synergii będzie optymalizacja kosztu finansowania, a także wykorzystanie efektów skali w zakresie optymalizacji operacyjnej przejętej działalności Idea Bank S.A.

 Warunki i struktura transakcji

Bank Pekao S.A. przejmie w dniu 3 stycznia 2021 r. przedsiębiorstwo i zobowiązania Idea Bank S.A. z wyłączeniami w wyniku zastosowania przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny instrumentu przymusowej restrukturyzacji.

Na podstawie decyzji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, Bank Pekao S.A. przejmie określone prawa majątkowe i zobowiązania, na które składają się po stronie aktywów przede wszystkim:

  • Płynne środki finansowe i obligacje Skarbu Państwa;
  • Kredyty i pożyczki udzielone klientom;
  • Instrumenty finansowe.

Po stronie zobowiązań, kluczową pozycję stanowią depozyty klientów.

Przejęte w ramach transakcji prawa majątkowe i zobowiązania pozwalają na kontynuację działalności bankowej Idea Bank S.A. W celu ograniczenia ryzyk dla Banku Pekao S.A. związanych z dotychczasową działalnością Idea Bank S.A., zgodnie z decyzją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, wyłączone z przejęcia zostały określone prawa majątkowe i zobowiązania, które pozostaną w podmiocie w restrukturyzacji zarządzanym przez organ przymusowej restrukturyzacji – Bankowy Fundusz Gwarancyjny oraz powołanego na mocy decyzji Bankowego Funduszu  Gwarancyjnego administratora.

Lista kluczowych wyłączeń praw majątkowych i zobowiązań Idea Bank S.A. wskazanych w decyzji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego obejmuje m.in.:

  1. prawa majątkowe i zobowiązania związane z czynnościami faktycznymi, prawnymi lub czynami niedozwolonymi pozostającymi w związku z:
  • obrotem instrumentami finansowymi oraz pozostałymi czynnościami odnoszącymi się do: (i) instrumentów finansowych emitowanych przez GetBack S.A. oraz podmioty powiązane GetBack; (ii) certyfikatów inwestycyjnych, w szczególności certyfikatów inwestycyjnych emitowanych przez Lartiq (dawniej Trigon) (Profit XXII NS FIZ, Profit XXIII, NS FIZ, Profit XXIV NS FIZ) reprezentowane przez Lartiq TFI S.A. (dawniej Trigon TFI S.A.), Universe NS FIZ, Universe 2 NS FIZ oraz pozostałe fundusze inwestycyjne reprezentowane przez Altus TFI S.A.;
  • obejmowaniem ochroną ubezpieczeniową, wykonywaniem czynności pośrednictwa ubezpieczeniowego lub dystrybuowaniem ubezpieczeń w zakresie ubezpieczeń na życie, jeżeli związane są z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (także ubezpieczenia na życie, w których świadczenie zakładu ubezpieczeń jest ustalane w oparciu o określone indeksy lub inne wartości bazowe);
  • świadczeniem usług jako agent firmy inwestycyjnej;
  • działalnością Idea Bank S.A., która nie jest objęta statutem Banku,

oraz roszczeń wynikających z tych praw i zobowiązań, w tym objętych postępowaniami cywilnymi i administracyjnymi, niezależnie od daty ich podniesienia.

  1. akcje oraz udziały w spółkach zależnych i stowarzyszonych z Idea Bank S.A.;
  2. obligacje korporacyjne wyemitowane przez GetBack S.A.

Transakcja zabezpieczy depozyty, które od dnia przejęcia stają się zobowiązaniami Banku Pekao S.A. wobec dotychczasowych klientów Idea Bank S.A. Zapłatą za pełnienie przez Bank Pekao S.A. funkcji gwaranta zgromadzonych depozytów jest przejęcie aktywów Idea Bank S.A.

Jednocześnie w ramach transakcji, Bankowy Fundusz Gwarancyjny udzieli Bankowi Pekao S.A. gwarancji pokrycia strat wynikających z potencjalnych ryzyk związanych z przejmowanymi prawami majątkowymi i zobowiązaniami.

Umowa Gwarancji pomiędzy Bankowym Funduszem Gwarancyjnym a Bankiem Pekao S.A. będzie obowiązywać przez okres 8 lat i wejdzie w życie z dniem przejęcia.

Zapisy Umowy Gwarancji pozwalają Bankowi Pekao S.A. na przypisanie obniżonej wagi ryzyka przejętym ekspozycjom kredytowym oraz dodatkowo zabezpieczają straty niekredytowe, nieujęte w sprawozdaniach finansowych Idea Bank S.A. Pozwoli to na istotne obniżenie wymogu kapitałowego z tytułu ryzyka kredytowego po stronie Banku Pekao S.A. w związku z przejęciem. Dzięki temu transakcja będzie miała minimalny wpływ na poziom kapitałów własnych Banku Pekao S.A. Zachowa on silną pozycję płynnościową i kapitałową na poziomie znacząco przewyższającym wymogi regulacyjne.

 Harmonogram

Zgodnie z ustawą o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji, w momencie doręczenia decyzji o wszczęciu przymusowej restrukturyzacji, Fundusz staje się podmiotem uprawnionym do podejmowania decyzji w sprawie Idea Bank S.A. jako organ przymusowej restrukturyzacji. Ponadto, na mocy decyzji, zostaje powołany administrator realizujący bieżące zarządzanie i nadzór nad restrukturyzowanym podmiotem. Bank Pekao S.A. przejmie przedsiębiorstwo i zobowiązania Idea Bank S.A. w dniu 3 stycznia 2021 r. Tego dnia wszyscy klienci oraz pracownicy Idea Bank S.A.  staną się odpowiednio klientami i pracownikami Banku Pekao S.A..

Wszystkie depozyty klientów Idea Bank SA. zarówno osób indywidualnych, jak i firm – pozostają bezpieczne i zostaną w całości przeniesione do Banku Pekao S.A. Obsługa klientów będzie realizowana w sposób ciągły.

Oddziały Idea Bank S.A. będą kontynuowały swoją działalność. Klienci mogą nadal korzystać z kart i bankomatów banku oraz z infolinii. Nie zmieniają się numery kont, hasła i loginy do bankowości internetowej oraz mobilnej. Jednocześnie, wraz z przejęciem, klienci Idea Bank S.A. zyskają dostęp do szerokiej oferty produktów finansowych, w tym produktów dla klientów indywidualnych, mikrofirm i MŚP.

Pełna integracja operacyjna ze strukturami Banku Pekao S.A. spodziewana jest do końca IV kwartału 2021 roku.

7Levels: Premiera Football Cup 2021 już w Q1 2021 na Nintendo Switch

7Levels – studio specjalizujące się w tworzeniu i wydawaniu gier na Nintendo Switch ogłosiło właśnie datę premiery Football Cup 2021. Tytuł autorstwa słowackiego Inlogic Software zadebiutuje w Nintendo eShop już 4.02.2021, na terytorium Europy, Australii oraz Ameryki Północnej. Cena gry wyniesie 9,99 EUR/USD.

7Levels odpowiada za przeportowanie tytułu i przystosowanie go do formuły gry premium. W związku z tym od podstaw stworzony został nowy system sterowania w pełni wykorzystujący możliwości konsoli Nintendo Switch oraz fizycznych kontrolerów, a ponadto rozwinięto tryby dostępne w wersji free-2-play. W wyniku szeroko zakrojonych zmian i poprawek w stosunku do oryginału, nastąpiła również aktualizacja związana z tytułem. – Produkcja, za którą odpowiada krakowska spółka zadebiutuje jako Football Cup 2021.

W związku z szeroko zakrojonymi zmianami i dużą ilością włożonej pracy, które jednocześnie spowodowały przesunięcie daty premiery, postanowiliśmy zaktualizować także tytuł. Football Cup 2021 ma ogromny potencjał i liczymy, że trafi w gusta użytkowników konsoli Nintendo Switch. Czekamy z niecierpliwością na dzień premiery – komentuje Krzysztof Król, wiceprezes 7Levels.

Football Cup 2021 jest wersją premium gry Soccer Cup, obecnej na urządzeniach mobilnych z systemem Android. Wg szacunków androidrank.org liczba pobrań ciągle aktualizowanej gry na początku grudnia przekroczyła 50,000,000(!). Średnia ocen wynosi wysokie 4.1/5 i składa się na nią ponad 417 000 recenzji, z czego blisko 272 000 z nich to nota najwyższa – 5/5.

Przypominamy, że ogłoszony latem tego roku Football Cup 2021 pozwala na rywalizację klubów oraz reprezentacji narodowych z całego świata. Użytkownik ma do wyboru dostępne cztery tryby: Sezon, Turniej, Trening oraz Kariera, a każdy z nich stawia przed graczem wyjątkowe wyzwania. Gra posiada też prosty samouczek, przywodzący na myśl ekrany ładowania z serii FIFA oraz gablotę, w której gracz może podziwiać zdobyte przez siebie trofea.

Jak zadbać o bezpieczny dostęp do Internetu w firmie?

Szybki i płynny Internet to podstawa w pracy każdego przedsiębiorstwa. Bezpieczny dostęp ogranicza ryzyko wycieku danych i ataków hakerskich. Jak zatem minimalizować niebezpieczeństwa czyhające w sieci? Rozwiązaniem jest Orange Network Security.

Cyberzagrożenia – poważne ryzyko biznesowe

Cyberzagrożenia to problem IT, ale również bardzo poważne ryzyko biznesowe. Niestety w Polsce, jak i całej Europie Środkowo-Wschodniej często bagatelizowany. Tu często widać cyber-ruletkę. Firmom nie jest łatwo nadążyć za nieustannie rozwijającą się technologią – z jednej strony ułatwia i usprawnia ona pracę, z drugiej jednak niesie ze sobą koszty oraz nowe zagrożenia.

Większość biznesów ma na tym polu poważne zaległości i dużo do nadrobienia. Polskie firmy przeznaczają średnio tylko 3% swojego budżetu IT na cyberbezpieczeństwo. Jak wskazuje Indeks Cyberbezpieczeństwa, opracowany na podstawie badania przeprowadzonego wśród ponad 100 polskich firm, jedynie 8% rodzimych przedsiębiorstw może pochwalić się dobrą odpornością na cyberzagrożenia, stosując odpowiednie systemy zabezpieczeń i narzędzia. Nieliczni posiadają specjalny zespół ds. cyberbezpieczeństwa.

Wyższy poziom bezpieczeństwa firmowego internetu

Przypadkowe działania pracowników mogą doprowadzić do zaburzeń płynności pracy firmy, utraty danych i strat zarówno wizerunkowych oraz finansowych.

I tu z pomocą przychodzi usługa opracowana przez Orange dla Firm, która znacznie poprawia stopień bezpieczeństwa firmowego Internetu. Instalowanie czy montaż specjalistycznego sprzętu nie jest konieczne. Wyjaśniamy, na czym polega usługa Orange Network Security, a po więcej szczegółów odsyłamy tutaj: https://www.orange.pl/poradnik-dla-firm/cyberbezpieczenstwo/it-security-animacja/

Rozwiązanie Orange Network Security

Rozwiązanie jest dedykowane klientom, którzy już korzystają z innych usług firmy Orange, takich jak Prywatny APN, Biznesowy VPN oraz Miejski Ethernet. W ramach oferty od tego samego dostawcy można korzystać z sieci oraz usług zabezpieczeń IT.

Do wyboru są trzy pakiety – Basic, Standard oraz Premium. W każdej chwili można zmienić pakiet na inny – w zależności od potrzeb i rozwoju przedsiębiorstwa. Orange Network Security to również wsparcie fachowców do spraw IT security – zespołu specjalistów CERT Orange Polska. Co ważne usługa Orange Network Security cechuje się wysoką dostępnością na poziomie 99,99 proc. Nie warto ryzykować – sprawdź możliwości ONS.

Fundusz Czysta3.VC podwaja dynamikę inwestycyjną w 2020 r.

Czysta3.VC, pomimo trwającej pandemii, podwoił liczbę inwestycji zrealizowanych w ciągu roku, pozyskując w 2020 r. 10 nowych spółek. Zarządzający wciąż widzą spory potencjał w rynku i zapowiadają kolejne wzrosty.

Rok 2020 i związana z nim trudna sytuacja makroekonomiczna była ważną lekcją dla rynku VC z kilku względów. Po pierwsze pokazała ona, które podmioty mają na tyle stabilną sytuację kapitałową, że nawet pomimo marazmu w gospodarce i widma zbliżającej się recesji, były zdolne konsekwentnie realizować plany inwestycyjne, a inwestorzy nie podcinali im skrzydeł. Po drugie był to test umiejętności zarządczych – dla startupów wsparcie w zakresie tego, jak zabezpieczyć płynność finansową i nawiązane kontrakty, a przy tym wykorzystać szanse rynkowe do dynamicznego wzrostu okazało się bezcenne. Po trzecie zweryfikowane zostało tempo adaptacji zarządzających do nowych realiów m.in. poprzez zmianę hierarchii źródeł dealflow, pełnej digitalizacji procesu inwestycyjnego czy procesu zarządzania wiedzą w funduszach i spółkach portfelowych.

– Z pewnością był to rok pełen wyzwań, jednak funkcjonowanie w czasach kryzysu niesie za sobą niezwykłą wartość, ponieważ pozwala odkrywać kolejne obszary, które można optymalizować, by zapewnić satysfakcjonujący wzrost – mówi Szymon Janiak, współtwórca i dyrektor zarządzający Czysta3.vc. Niezmiennie kluczowy pozostaje dobrze zgrany zespół, konsekwentne trzymianie się założonej strategii oraz umiejętność skutecznego dotarcia do perspektywicznych spółek.

W 2019 r., który był pierwszym operacyjnym rokiem operacyjnego funkcjonowania funduszu, zrealizowano 5 inwestycji. Określone wymagania wobec spółek dot. m.in. parametrów finansowych czy wskaźników finansowych, znacząca liczba zgłaszających się projektów i precyzyjnie ułożony proces inwestycyjny, który został skrócony do minimum, umożliwił dwukrotne zwiększenie tempa inwestycyjnego R/R. Wśród inwestycji zrealizowanych w roku 2020 znalazły się:

  1. Da Vinci Studio – automatyzacja zapytań ofertowych w branży TSL
  2. Crisis Propheto – predykcja sytuacji kryzysowych w sieci
  3. Hyper Crew – targetowanie psychograficzne na twitterze
  4. Rating Captain – zarządzanie opiniami w sieci
  5. TSS – projektowanie rozwiązań dla sektora finansowego i terminali płatniczych
  6. Q2Q – automatyzacja procesu selekcji uczestników badań rynkowych i opinii
  7. Ideatrend – system do automatycznej identyfikacji trendów w marketingu
  8. Staffly – zarządzanie pracą tymczasową
  9. Rozwiązanie optymalizujące działania w branży fotowoltaicznej
  10. Silnik procesujący dane instytucji publicznych

Rok 2020 poza nowymi inwestycjami był też czasem wytężonej pracy ze spółkami, w które fundusz zainwestował w minionym roku. Wsparcie w zakresie wdrażania strategii marketingowych, optymalizacja struktury przedsiębiorstw, zawieranie nowych partnerstw, ekspansja na nowe rynki, to tylko niektóre obszary, w których realizowano działania z founderami.

– Spółkom portfelowym udało się osiągnąć w tym czasie wiele sukcesów. Przykładem jest Applover sp. z o.o. – który dzięki dynamicznemu rozwojowi znalazł się na liście Deloitte Technology Fast 50 Central Europe oraz został uhonorowany nagrodą Tygrysów Business Excellence w konkursie diamentów ABSL Poland – wskazuje Janiak.

Fundusz budując portfel, stara się dobierać spółki tak, by z jednej strony móc zaoferować im jak najwięcej ze swojego doświadczenia, przyspieszając ich rozwój, z drugiej natomiast mieć na uwadze potencjalną synergię, którą mogą osiągnąć founderzy współpracując ze sobą. Z tego właśnie względu w podejmowanych decyzjach inwestycyjnych nie powinno być przypadku i dominującego oportunizmu. Z kolei spółki, którym zespół nie jest w stanie pomóc nie powinny być brane pod uwagę w dealflow.

– Inwestując, skupiamy się głównie na sektorze MarTech i spółkach internetowych, które zajmują się przetwarzaniem znaczących ilości danych. Clou, żeby było w nich miejsce na komponent software’owy. Szukamy tym samym osób mających doświadczenie w swoim obszarze, dla których często jest to pierwsza styczność z funduszem Venture Capital, ponieważ nie mieli dotychczas pierwiastka technologicznego i rozwijali się w klasyczny sposób. Partner z zapleczem finansowym pozwala im zupełnie inaczej spojrzeć na biznes – wskazuje Janiak.

Fundusz do 2022 roku planuje zainwestować jeszcze ponad 27 mln pln, lokując w pierwszej fazie do 1 mln pln na podmiot.

W 2021 roku popyt na ropę będzie stopniowo rósł. Nie wszystkie straty z tego roku uda się odrobić

Zarówno prognozy OPEC, jak i Międzynarodowej Agencji Energetycznej zakładają stopniową odbudowę popytu na ropę naftową w przyszłym roku. Według ostatnich aktualizacji prognozy są jednak mniej optymistyczne niż kilka tygodni temu. Choć ropa naftowa wyszła z kwietniowego dołka cenowego, wciąż nie przebiła się przez granicę 50 dol. za baryłkę. Zdaniem Jakuba Boguckiego z portalu E-Petrol.pl przez kolejnych kilka miesięcy cena będzie się wahać między 40 a 50 dol., a jej wzrost uzależniony będzie od sukcesu programu szczepień przeciwko COVID-19.

W podsumowaniu roku 2020 trzeba wskazać przede wszystkim na czynnik ograniczonego popytu i problemów związanych z wprowadzeniem lockdownu w większości dużych gospodarek i ograniczonym zapotrzebowaniem, które spowodowało załamanie się cen w pierwszej połowie roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Bogucki, analityk rynku paliw E-Petrol.pl. – Rok 2020 był pod tym względem nieporównywalny w żaden sposób z ostatnimi latami. Mniej podróżowano, wykorzystywano mniej surowca na potrzeby motoryzacyjne, lotnicze, transportowe. Na rynku cały czas mamy do czynienia z nadpodażą surowcową. Nie należy się spodziewać, żeby to się w krótkim czasie zmieniło. Ta zmiana może zająć nawet do dwóch lat, tak szacują analitycy.

Wiosenne zamrożenie większości gospodarek i wstrzymanie ruchu lotniczego czy nawet prywatnych podróży wpłynęło na nadpodaż ropy naftowej na rynku. Co więcej, zaczynało brakować zbiorników i statków transportowych, w których można by przechowywać surowiec. W efekcie ropa WTI staniała do 20 dol. za baryłkę w połowie kwietnia, mimo że producenci ograniczyli wydobycie o 9,7 mln baryłek dziennie i zdecydowali się na interwencyjny skup do rezerw strategicznych. Dopiero po kilku tygodniach, na początku czerwca, cena wspięła się do 40 dol. za baryłkę, a w połowie grudnia zbliżyła do 50 dol. To jednak i tak o jedną piątą mniej niż na początku roku.

Jeśli chodzi o prognozy na 2021 rok i powrót tzw. nowej normalności, to trzeba wskazać przede wszystkim na kwestie tego, jak skuteczne będą szczepionki, to się pewnie teraz odmienia przez wszystkie przypadki we wszystkich możliwych sytuacjach związanych z gospodarką. Natomiast szybkość wdrożenia tego programu i jego skuteczność, bo to jest chyba cały czas najistotniejsze, zdeterminuje to, w jaki sposób będzie wyglądać odbudowa popytu surowcowego – podkreśla Jakub Bogucki.

Wiele też będzie zależało od styczniowej decyzji OPEC dotyczącej zwiększania limitów wydobycia ropy naftowej. Światowa produkcja spadła w 2020 roku do 94,25 mln baryłek dziennie ze 100,61 mln baryłek w 2019 roku. Według Energy Information Administration w 2021 roku wydobycie wzrośnie, ale tylko do 97,42 mln baryłek. Międzynarodowa Agencja Energetyczna w grudniu obniżyła swoją prognozę wzrostu popytu, podobnie jak OPEC, który ocenia, że będzie on rósł o 5,9 mln baryłek dziennie (do 95,89 mln). Zdaniem EIA w przyszłym roku zostanie odbudowane prawie 2/3 strat z tego roku.

Prognozy OPEC dotyczące najbliższego roku nie są specjalnie optymistyczne. Zresztą o optymizm na razie trudno, bo trudno przewidzieć, w jak szybkim czasie ta odbudowa rynku będzie przebiegała – zastrzega analityk rynku paliw E-Petrol.pl. – Wydaje się, że najbliższe miesiące przyniosą ceny raczej bliższe czterdziestu kilku czy pięćdziesięciu dolarów i powolne odbudowywanie się popytu ze strony największych gospodarek globu.

Z kolei zgodnie z prognozami raportu Banku Światowego „Commodity Markets Outlook” średnia cena ropy w 2021 roku wyniesie 44 dol. za baryłkę. To nieco więcej niż oczekiwana na 2020 rok średnia 41 dol., ale nadal wyraźnie mniej niż średnia z roku 2019, gdy za baryłkę surowca płacono 61 dol.

Kolejne trzy miesiące będą decydujące dla firm i rynku pracy. Jest ryzyko fali bankructw i wzrostu bezrobocia do 8–9 proc.

Do tej pory kryzys związany z pandemią COVID-19 nie wyrządził wielkich szkód rynkowi pracy ze względu na pomoc skierowaną do przedsiębiorców pod warunkiem utrzymania miejsc pracy. Kiedy jednak tarcze przestaną działać, pracodawcom może zabraknąć płynności na prowadzenie działalności, co będzie się wiązało ze zwolnieniami. – Jeśli jednak z pomocą państwa i pieniędzy z UE doczekają do wiosny, gdy ruszą prace sezonowe i inwestycje, gospodarka powinna wyjść na prostą – uważa dr Anna Czarczyńska z Akademii Leona Koźmińskiego.

– Pierwszy raz w historii ostatniego 30-lecia Polska zanotowała ujemny wzrost gospodarczy i to jest duży szok, natomiast on się nie przełożył na rynek pracy. Powodem było to, że w reakcji na zamknięcie firm od razu uruchomiono środki publiczne, które wspierały zatrudnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Anna Czarczyńska, kierownik Centrum Zrównoważonego Rozwoju i wykładowca Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Teraz jesteśmy w takim momencie, kiedy te tarcze się kończą. Większość małych i średnich firm, według danych GUS, deklaruje, że jest w stanie przeżyć z zasobów własnych od miesiąca do najwyżej trzech miesięcy.

Produkt krajowy brutto spadł w II kwartale wobec I kwartału 2020 roku o 9 proc., zaś wobec tego samego kwartału ub.r. był niższy o 8 proc. (dane odsezonowane wg GUS). III kwartał przyniósł znaczną poprawę i gospodarka wzrosła w ujęciu kwartalnym o 7,9 proc., a w ujęciu rocznym spadła już tylko o 1,8 proc. Bezrobocie od czerwca pozostaje na poziomie 6,1 proc. ale według badania ekonomicznej aktywności ludności nawet w lepszym III kwartale liczba bezrobotnych wzrosła o 53 tys. do 580 tys., przy czym wzrost dotyczył wyłącznie kobiet.

Najnowsza, uchwalona na początku grudnia tarcza 6.0 obejmie tylko firmy z ok. 40 branż, najbardziej dotkniętych bezpośrednimi skutkami jesiennego  i styczniowego lockdownu, takich jak hotelarstwo, gastronomia, turystyka, rozrywka, kultura i transport. Będą mogły z niej skorzystać firmy małe, średnie i duże, a także mikroprzedsiębiorcy. Obejmie ona zwolnienia ze składek za listopad 2020 roku, dodatkowe świadczenia postojowego (2080 zł lub 1300 zł), dofinansowania do pensji pracowników i ubezpieczonych zleceniobiorców w kwocie do 2000 zł na osobę przez trzy miesiące. Mikroprzedsiębiorcy i małe firmy będą mogły się także ubiegać o dotację w wysokości 5 tys. zł, o ile nie mieli zawieszonej działalności na 30 września.

– Sytuacja prawdopodobnie się zweryfikuje w ciągu I kwartału 2021 roku. Podejrzewam, że część małych i średnich firm, jeśli nie dostanie kolejnego dodatkowego wsparcia, może zakończyć swoją działalność. To może być nawet 1/4 wszystkich tego typu podmiotów – ocenia ekspertka z Akademii Leona Koźmińskiego. – Tutaj scenariusze są dwa. W pesymistycznym kończą nam się środki własne, z których możemy wspierać firmy, żeby przetrwały niezależnie od tego, czy są efektywne ekonomicznie, czy nie. W ciągu najbliższych trzech miesięcy te firmy muszą się zweryfikować. To może spowodować wzrost bezrobocia nawet do poziomu 8–9 proc.

Takie poziomy odnotowano po raz ostatni w 2016 i na początku 2017 roku. Jak podkreśla ekspertka ALK, nie grozi nam scenariusz cypryjski czy hiszpański, będący pozostałością po poprzednim kryzysie z 2008 roku. W krajach tych w październiku stopy bezrobocia były dwucyfrowe (odpowiednio 10,5 oraz 16,2 proc.), i to według unijnej metodologii, według której w Polsce sięga ono tylko 3,5 proc. W grupie do 25. roku życia w Hiszpanii odsetek bezrobotnych przekracza 40 proc. (w Polsce 12 proc.). Mimo to sytuacja w naszym kraju też nie napawa optymizmem ze względu na relatywnie słabe środki zabezpieczenia społecznego, które pozwoliłyby ułatwić powrót na rynek pracy, a pracodawcom tworzyć miejsca pracy.

– Mam nadzieję, że się spełni drugi scenariusz, czyli będziemy w stanie w dalszym ciągu wspierać firmy do momentu uzyskania pewnej odporności ekonomicznej na ten kryzys. Myślę, że ten moment nastąpi na wiosnę. Mam nadzieję, że będzie to również moment uruchomienia dodatkowych środków z Funduszu Odbudowy Unii Europejskiej, ponieważ one też są nam bardzo potrzebne do odbicia gospodarczego – mówi dr Anna Czarczyńska. – Czekamy na moment uruchomienia gospodarki, nowych środków, nowych inwestycji i nowych projektów, które będą wspierać firmy.

Kolejną formą pomocy dla firm będzie Tarcza Finansowa PFR 2.0 w kwocie 35 mld zł. Także ona będzie skierowana do określonych branż, przy czym do mikrofirm trafi 3–4 mld zł, do małych i średnich ok. 7 mld zł, a do dużych 25 mld zł.

10 grudnia państwa unijne porozumiały się też w sprawie wieloletniego budżetu na lata 2021-2027 i Funduszu Odbudowy. Z ponad 1,8 bln euro do Polski trafi ok. 139 mld euro dotacji i 34 mld euro w postaci pożyczek. To ponad 770 mld zł.

– To już nie będą fundusze do przejedzenia, one raczej będą skierowane na modernizację i wykorzystanie obecnej fali postępu technologicznego – mówi ekspertka z Akademii Leona Koźmińskiego. – Drugi impuls ekonomiczny, który powinien się na to nałożyć, to impuls związany z bezrobociem cyklicznym, które często samoistnie zwiększa się zimą, dlatego że mamy osłabienie aktywności w sektorze rolnictwa i przetwórstwa owocowo-warzywnego, ale też w sektorze budownictwa i konstrukcji. Te sektory przy dobrym impulsie wzrostowym gospodarki powinny zacząć intensywniej funkcjonować na wiosnę. Jeśli małym i średnim firmom rodzinnym uda się przetrwać do wiosny, to wtedy przy współpracy z Europejskim Obszarem Gospodarczym jesteśmy w stanie przejść w miarę bezboleśnie do kolejnego etapu i odbić się od dna.

Prezes Agencji Rezerw Materiałowych: Dostawy pierwszych szczepionek realizowane są zgodnie z harmonogramem. Jesteśmy gotowi na mocny start całego systemu

Szczepienia przeciw COVID-19 są w Polsce prowadzone od niedzieli. Jak poinformował wczoraj minister zdrowia Adam Niedzielski, do tej pory zaszczepiło się ponad 14 tys. osób. Skokowy wzrost jest jednak spodziewany w przyszłym tygodniu. – Od przyszłego tygodnia możemy mówić już o naprawdę mocnym starcie całego systemu. Wszystkie szpitale powinny szczepić, zamówienia cały czas do nas spływają i widzimy, że to będzie bardzo intensywny tydzień – zapowiada prezes Agencji Rezerw Materiałowych Michał Kuczmierowski.

– Na tę chwilę mamy ok. 500 szpitali, które biorą udział w pierwszej turze szczepień, i spodziewamy się kolejnych dostaw szczepionek. Dzięki temu, że dopiero rozpoczynamy akcję szczepień, a przyrosty zamówień ze strony szpitali są zdroworozsądkowe, mamy szansę przetestować nasze założenia, proces zamawiania i dystrybucji. Dzięki temu wyeliminujemy niedoskonałości i zakładam, że później, kiedy będzie ponad 8 tys. punktów realizujących szczepienia, cały ten system będzie działać sprawnie – mówi agencji Newseria Biznes Michał Kuczmierowski. – Obecnie realizujemy te zadania zgodnie z harmonogramem.

Narodowy Program Szczepień przeciw COVID-19 zakłada, że w pierwszej kolejności obejmą one osoby pracujące w sektorze ochrony zdrowia i medyków w tzw. szpitalach węzłowych. W Polsce jest ich 509. Te placówki będą szczepić personel swój, jak i innych jednostek sektora ochrony zdrowia – m.in. aptek, przychodni, pozostałych szpitali i pracowników administracyjno-technicznych. W drugiej kolejności szczepieni będą seniorzy, służby mundurowe i nauczyciele, a w kolejnym etapie – reszta społeczeństwa. Docelowo ma zostać zaszczepionych około 30 mln Polaków.

Zgłoszenia pracowników medycznych i niemedycznych, którzy chcą się zaszczepić przeciw COVID-19, szpitale węzłowe będą zbierać do 14 stycznia (za zebranie listy chętnych odpowiada placówka-pracodawca, a zgłoszenia można przekazać za pośrednictwem formularza online).

– Z jednej strony wśród lekarzy jest duża chęć zaszczepienia – mamy spore kolejki oczekujących i zgłaszających się lekarzy, personelu medycznego i niemedycznego, który chce się zaszczepić jak najszybciej. Z drugiej strony mamy szpitale, które są w okresie świątecznym, realizują jeszcze inne zadania i dopiero poznają cały ten proces, wdrażają się już na pierwszych realnych dostawach szczepionek. To nie są ćwiczenia, więc muszą to robić bardzo rozsądnie. Nie chcą zamawiać nadmiarowo, żeby nie było ryzyka zmarnowania tych szczepionek – mówi prezes Agencji Rezerw Materiałowych.

Zamówienia ze strony szpitali stopniowo rosną, podobnie jak przepustowość punktów szczepień.

– Ten proces jest bardzo sprawny, dobrze przeprowadzany przez szpitale. Kwalifikacja pracowników od strony medycznej, wykluczenie osób z przeciwwskazaniami – to wszystko jest realizowane wzorowo. Widzimy, że skala zamówień rośnie. Od przyszłego tygodnia możemy mówić o naprawdę mocnym starcie całego systemu. Wszystkie szpitale powinny szczepić. Widzimy, że to będzie bardzo intensywny tydzień – zapowiada Michał Kuczmierowski.

Jak wskazuje, już dziś Agencja Rezerw Materiałowych pracuje na najwyższych obrotach. Tym bardziej że – jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia – szczepienia przeciwko COVID-19 to jedna z najbardziej złożonych operacji logistycznych w historii Polski. Wymaga ona dogrania wielu elementów i pracy wielu ludzi, żeby spełnić wymogi producentów.

– To przede wszystkim bardzo restrykcyjne oczekiwania odnośnie do zakresu temperatur, warunków transportu i przechowywania szczepionek, które narzucają nam pewien mechanizm działania. Drugi obszar wyzwań to możliwości szpitali, ponieważ każdy z nich ma swoją przepustowość. Szczepionki – przynajmniej te od firmy Pfizer, którymi dzisiaj dysponujemy – mają około pięciu dni, a dokładnie 120 godzin na zużycie w temperaturze 2–8°C. Musimy więc cały łańcuch dostaw dobrze dostosować do możliwości szpitali, aby uniknąć strat i ryzyka naruszenia zasad bezpieczeństwa – mówi prezes ARM.

Pierwsza partia szczepionek na COVID-19 przyjechała do Polski w piątek, z belgijskiego magazynu Pfizera, i trafiła do magazynu Agencji Rezerw Materiałowych. Tam transport został rozdzielony i przewieziony do ponad 70 szpitali węzłowych, które pierwsze szczepienia przeprowadziły już w niedzielę, 27 grudnia. Od tego momentu ruszyła szeroka dystrybucja szczepionek. W poniedziałek, 28 grudnia do Polski przyleciało kolejnych 300 tys. dawek, a do końca stycznia ma być ich w sumie ok. 1,5 mln.

– Kilkaset osób cały czas obsługuje ten proces. Mamy też sieć kooperantów, podwykonawców, bo szczepionek nie wozimy sami. Postanowiliśmy wykorzystać istniejące sieci dystrybucyjne hurtowni farmaceutycznych. One z jednej strony mają skalę i zasięg, które umożliwiają nam regularne dostawy szczepionek do punktów szczepień, a z drugiej – gwarantują najwyższą jakość usług związanych z przewożeniem w warunkach tzw. zimnego łańcucha, czyli w kontrolowanej temperaturze 2–8°C – podkreśla Michał Kuczmierowski.

Cały proces zamawiania, wydawania i dostaw szczepionek na COVID-19 jest koordynowany przez specjalny system informatyczny. Z kolei dystrybucja szczepionek do ponad 500 szpitali węzłowych jest prowadzona przy wsparciu dwóch hurtowni farmaceutycznych.

 Jedna z hurtowni obsługuje cały proces, druga czeka w gotowości – wyjaśnia prezes ARM. – Mamy do dyspozycji kilkaset samochodów, z których część jest wykorzystywana. Docelowo chcemy zwiększyć tę dostępność do ponad 2 tys. pojazdów w skali całego kraju, które będą regularnie odwiedzać wszystkie punkty szczepień ze szczepionkami. To są zasoby, które pozwalają nam zagwarantować płynność dostaw. 

Podkreśla, że – zgodnie z prawem farmaceutycznym – szczepionki na COVID-19 są ściśle monitorowane na każdym etapie dystrybucji i transportu, a warunki i temperatura, w której są przewożone, podlegają restrykcyjnym kontrolom.

– Na każdym etapie sprawdzamy, czy tzw. zimny łańcuch nie został przerwany, czy temperatura nie spadła zbyt nisko albo nie wzrosła zbyt wysoko – mówi Michał Kuczmierowski. – Przesyłamy odczyty z urządzeń monitorujących i bardzo szczegółowe raporty do producenta, czyli firmy Pfizer. Jednocześnie jesteśmy poddani kontrolom ze strony Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Różne instytucje patrzą nam na ręce – i bardzo dobrze, bo to gwarantuje bezpieczeństwo osobom, które zdecydują się na szczepienie.

Przeciwników szczepienia na COVID-19 ciężko będzie przekonać. 74% nie uznaje rządowych zachęt

Z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej wynika, że społeczeństwo wciąż jest podzielone w kwestii szczepienia się przeciw COVID-19. Zwolenników i przeciwników jest niemal po równo. Do tego dla 74% sceptyków obecne zachęty są bez znaczenia. Tylko nieco ponad 10% z nich może przekonać do zmiany zdania np. bonus finansowy. Jednak eksperci krytykują taką koncepcję. Zamiast tego proponują szeroko zakrojoną edukację. I stanowczo odradzają dalszego zamrażania gospodarki, w celu zwiększenia liczby szczepień.

Badanie, przeprowadzone w dniach 24-27 grudnia br. na próbie 1792 dorosłych Polaków, wykazało, że obecnie 43,8% Polaków nie zamierza się szczepić przeciwko COVID-19. Gotowych do przyjęcia szczepionki jest 43,4% osób. Z kolei 12,9% nie potrafi się opowiedzieć po żadnej ze stron.

– Porównując wyniki tego badania i przeprowadzonego miesiąc temu, można stwierdzić, że odsetek chętnych do szczepienia utrzymuje się mniej więcej na stałym poziomie. Niestety obawiam się, że jeżeli postawy Polaków nie zmienią się w ciągu kolejnych tygodni, to wszystko może przybrać zupełnie inny obrót. Politycy mogą przecież zdecydować, że dla dobra bezpieczeństwa narodowego trzeba przedłużać zamrażanie gospodarki i izolowanie społeczeństwa. I tym samym są w stanie przymusić cześć osób do zaszczepienia się – mówi Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH.

Jak wynika z badania, zachęty prezentowane przez rząd nie są w stanie przekonać do zmiany decyzji aż 74% osób niechętnych do przyjęcia szczepionki. Tylko 10,1% Polaków z tej grupy bierze pod uwagę, że może jednak zmienić zdanie, jeśli zadziałają odpowiednie argumenty.

– Potrzebna jest kampania edukacyjno-promocyjna, prowadzona przez autorytety medyczne. Osoby, które mają największą wiedzę i doświadczenie zawodowe w dziedzinie szczepień powinny poszerzać świadomość Polaków. To przyniesie zdecydowanie więcej korzyści społeczeństwu niż zachęcanie czy też zmuszanie ludzi do czegoś, czego np. się boją – mówi dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych i prodziekan Uczelni Łazarskiego.

Polacy, którzy nie chcą się zaszczepić, ale jeszcze mogą zmienić zdanie, wskazali też działające na nich „argumenty”. Najskuteczniejszą zachętą może być gotówka – 45,1%. Zwolnienie z obowiązku noszenia maseczki podało 26,5% badanych w ww. grupie, a ulgę podatkową – 18,6%. Patrząc na te wyniki, zdaniem eksperta z UCE RESEARCH, znaczenie powinna mieć tutaj kwestia sprawiedliwości i proporcjonalności. Jeśli ponad 40% Polaków zaszczepi się dobrowolnie bez żadnych bonusów, a przeciwnicy dostaną nagrody za zmianę zdania, to może wywołać napięcie społeczne.

– To zrozumiałe, że duża część osób obawia się nowej szczepionki. Wśród nich są przecież nawet lekarze. Natomiast gotowość do przyjęcia preparatu w zamian za pieniądze, w mojej ocenie, jest nieetyczna. Można to ewentualnie próbować zrozumieć w przypadku osób żyjących w skrajnym ubóstwie. Natomiast rząd nie powinien wprowadzać takiego rozwiązania – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Ponadto z badania wynika, że respondenci, którzy uważają premię finansową za odpowiednią zachętę, najczęściej twierdzą, że powinna ona wynosić ponad 1 tys. zł – 32,6%. 200-500 zł wskazuje 39,2% badanych. Wartości 500-700 zł wymienia 15,2% ankietowanych, a kwotę 700-1000 zł – 13%. Według Krzysztofa Zycha, zachęta w postaci pieniędzy mogłaby ewentualnie zwiększyć liczbę szczepień, chociaż finalnie przyniosłoby to więcej szkody, niż pożytku. Natomiast rząd mógłby zamiast tego zastosować różnego rodzaju ulgi, np. podatkowe. Ale gotówki nie powinien rozdawać. I jak dodaje ekspert, takie rozwiązania należy wprowadzać od razu albo wcale, żeby niepotrzebnie nie dzielić ludzi.

– Z czysto finansowego punktu widzenia wprowadzenie premii w wysokości kilkuset złotych dla każdego zaszczepionego Polaka mogłoby okazać się tańsze niż dalsze mrożenie gospodarki. Jednak podkreślę, że żadne z tych rozwiązań nie byłoby korzystne dla samych rządzących – dodaje Marek Zuber.

Jak przewiduje Krzysztof Zych, rząd raczej nie zdecyduje się na obowiązkowe szczepienia, bo mogłoby to być odbierane jako ograniczanie wolności osobistej Polaków. Natomiast wysoce prawdopodobne jest to, że dalej będzie zamrażał gospodarkę. Nawet jeśli liczba chorych istotnie spadnie, politycy mogą przecież tłumaczyć, że izolacja społeczna jest spowodowana stanem wyższej konieczności, związanej z wciąż istniejącym ryzykiem wzrostu zachorowań. I ciężko będzie się z tym nie zgodzić.

Iwona Szmitkowska Prezesem Work Service SA

Decyzją Rady Nadzorczej Work Service SA Iwona Szmitkowska obejmie funkcję Prezesa Zarządu spółki od 1 stycznia 2021 roku, zastępując na tym stanowisku Thibault Lefebre’a Dyrektora Regionalnego Gi Group na Europę Środkową. Nowym Wiceprezesem Zarządu spółki został Paolo Caramello, Dyrektor Regionalny Gi Group na Europę Zachodnią.

Powołana na stanowisko Prezesa Zarządu Work Service Iwona Szmitkowska pełniła funkcję Wiceprezesa Zarządu od 24 sierpnia br., kiedy została zrealizowana umowa inwestycyjna, na mocy której Gi Group przejęła kontrolny pakiet akcji Work Service. Wcześniej przez półtora roku piastowała stanowisko Prezesa Zarządu spółki, z którą jest związana od 2003 roku. 1 stycznia 2021 roku zastąpi Thibault Lefebvre’a Dyrektora Regionalnego Gi Group na Europę Środkową.

– Doświadczenie Iwony Szmitkowskiej w branży będzie kluczowe dla dalszego rozwoju firmy. W pełni ufamy Iwonie, jej zdolności do kierowania firmą i stawienia czoła nadchodzącym wyzwaniom na rynku pracy – komentuje Maurizio Uboldi, Przewodniczący Rady Nadzorczej Work Service SA, Head of M&A Gi Group.

Nowym Wiceprezesem Zarządu spółki zostanie Paolo Caramello, Dyrektor Regionalny Gi Group na Europę Zachodnią. Jest związany z Gi Group od 2016 roku i odpowiada za opracowanie i wdrażanie strategii, realizację celów biznesowych we wszystkich spółkach Grupy: Gi Group, Wyser, Grafton, Marks Sattin, Gi Group BPO, Intoo, Tack Tmi.

W skład Zarządu spółki wchodzi także Nicola Dell’Edera, Global Chief Financial Officer Gi Group, powołany na stanowisko Wiceprezesa Work Service 24 sierpnia 2020 roku.

– Koncentrujemy się na naszych źródłowych kompetencjach i usługach w zakresie elastycznych form zatrudnienia i outsourcingu oraz doradztwa personalnego a także restrukturyzacji w obszarze HR. Chcemy wzmocnić naszą pozycję rynkową, rozbudowując bazę klientów i wykorzystując olbrzymi potencjał – już nie tylko nasz jako spółki, ale całej grupy, której jesteśmy częścią. W centrum naszej uwagi bezspornie pozostanie najwyższa jakość obsługi klienta –  komentuje Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Zarządu Work Service.

Thibault Lefebvre, Dyrektor Regionalny Gi Group na Europę Środkową, który pełnił stanowisko Prezesa Zarządu Work Service SA przez ostatnie cztery miesiące, obejmie funkcję Dyrektora GI Group International na Europę Zachodnią.

Nastroje przedsiębiorców dotyczące prowadzenia działalności w 2021 roku

  • 84% przedsiębiorstw uważa, że w tym roku pogorszyły się warunki prowadzenia biznesu. Ale takie zdanie wyraża tylko 50% dużych firm.
  • 44% firm ma pozytywne nastawienie do roku 2021 pod kątem biznesowym, w tym aż 68% dużych przedsiębiorstw – wynika z badania, które na zlecenie Konfederacji Lewiatan przeprowadził Indicator.

Im mniejsza firma, tym krytyczniej ocenia warunki prowadzenia biznesu w tym roku. Pogorszyły się one zdaniem 91% małych firm, 71% średnich i tylko 50% dużych. 15% przedsiębiorstw nie dostrzegło znaczącej zmiany.

W badaniu Konfederacji Lewiatan zapytano też przedsiębiorców o nastroje dotyczące prowadzenia działalności w 2021 roku. Okazuje się, że 44% firm ma pozytywne nastawienie do roku 2021 pod kątem biznesowym. Przejawia je aż 68% dużych przedsiębiorstw, a tylko 39% małych i 55% średnich. Negatywne nastawienie w kontekście biznesowym sygnalizuje 53% firm, w tym 58% małych, 44% średnich i tylko 32% dużych.

Duże firmy są też większymi optymistami jeśli chodzi nastawienie do 2021 roku pod kątem prawnym (regulacyjnym). Pozytywne nastawienie ma 43% firm, w tym 42% małych, 44% średnich i 58% dużych. Z kolei negatywnie ocenia to co może wydarzyć się w prawie 49% przedsiębiorstw, w tym 50% małych i średnich oraz 40% dużych.

Badanie przeprowadził w grudniu br. Indicator na zlecenie Konfederacji Lewiatan na reprezentatywnej próbie przedsiębiorców zatrudniających powyżej 10 pracowników (n=300). Wywiady CATI z osobami zarządzającymi.

Simpact VC podsumowuje trzy lata działalności funduszu

Ekologia czy problemy demograficzne to tylko niektóre z wyzwań, jakim dziś próbuje sprostać cały świat. Simpact to pierwszy z polskich funduszy Venture inwestujący w przedsięwzięcia mające pozytywny wpływ na środowisko lub społeczeństwo. Aktualnie w swoim portfelu posiada już 19 takich spółek. W ciągu trzech lat działalności na ich rozwój przeznaczył ponad 17 mln złotych.

Impact investing, czyli połączenie zysku finansowego z korzyściami społecznymi to dość nowy trend, skala którego z roku na rok stale rośnie. Według najnowszego raportu Global Impact Investing Network w 2019 roku inwestorzy, którzy wzięli udział w badaniu, na tego typu inwestycje przeznaczyli 47 mld dolarów. Co więcej, w 2020 roku respondenci planują przeznaczyć na ten cel już 48 mld dolarów, co by oznaczało wzrost o 2 proc., jeśli chodzi o zainwestowany kapitał.

Impact investing w Polsce

Choć na świecie coraz więcej mówi się o inwestowaniu zaangażowanym społecznie, impact investing wciąż jest w fazie wczesnego rozwoju w przypadku większości państw Europy, w tym też w Polsce. Jednym z pierwszych funduszy, które przyjęły tę filozofię działania na rodzimym rynku, jest Simpact VC.

W pierwszym roku swojej działalności fundusz dokonał 5 inwestycji, angażując w innowacyjne startupy prawie 4 mln złotych. Z kolei rok 2019 okazał się rekordowym w historii funduszu pod względem liczby nowych spółek, które dołączyły do portfela Simpact. Inwestycje o łącznej wysokości 9,2 mln złotych otrzymało aż 10 projektów. Dofinansowanie otrzymały wtedy takie startupy jak: Pergamin, platforma do zarządzania umowami w modelu SaaS, Future Colars, szkoła programowania i kompetencji cyfrowych online czy też Deko Eko, marketplace zajmujący się przetwarzaniem odpadów pochodzących od firm i ich ponownym wykorzystaniem w niestandardowy sposób. Ze względu na epidemię COVID-19 bieżący rok okazał się mniej obfity w inwestycje niż ubiegły. Dofinansowanie na łączną kwotę 4 mln zł otrzymały cztery startupy z Polski, w tym z jednym z nich – ze spółką 4Nature, tworzącą modułowy system ogrodów wertykalnych dla przestrzeni biurowych poprawiających warunki pracy, fundusz podpisał umowę inwestycyjną na 1 mln zł kilka dni temu.

– Inwestowanie w projekty, które zmieniają świat na lepsze to nie tylko zapis w statucie funduszu, lecz jeden z najważniejszych kryteriów procesu inwestycyjnego. Nie ograniczamy się do konkretnego sektora czy gałęzi przemysłu, ale szukamy projektów, których fundamentem modelu biznesowego jest właśnie ta filozofia mówi Krzysztof Grochowski, dyrektor zarządzający funduszem Simpact VC i dodaje: Obecnie w naszym portfelu znajduje się już 19 spółek, z czego najbardziej reprezentowane są takie branże jak EdTech i MedTech, czyli te szczególnie odporne na dzisiejsze zawirowania. Planujemy kolejnych 8 inwestycji, które chcemy zrealizować w pierwszej połowie przyszłego roku.

Inwestycje Simpactu

Jedną z pierwszych inwestycji funduszu opartej na idei tzw. impact investing był polski startup Glaze Prosthetics. Jego założyciele wykorzystują technologię druku 3D, by tworzyć protezy rąk dopasowane do indywidualnych potrzeb wizualnych i funkcjonalnych użytkowników. Rozwiązanie to oferuje szerokie możliwości jej personalizacji, m.in. takie jak wybór koloru czy też elementów wykończenia.

– Pozyskane środki przeznaczyliśmy na rozwój nowej linii produktów, którą obecnie właśnie testujemy. Opracowany przez nas mechanizm pozwoli użytkownikom na szybką i wygodną zmianę końcówki w protezie, tym samym zwiększając jej funkcjonalność oraz możliwość customizacji. Wkrótce zaoferujemy również wersję 2.0. protez dla najmłodszych oraz nowy model Whizzlink, który umożliwia poruszanie dłonią i palcami mówi Grzegorz Kosch, CEO Glaze Prosthetics.

Przykładem udanej inwestycji z 2019 roku jest firma E-Contenta – platforma zajmująca się dystrybucją treści reklamowych z wykorzystaniem technologii AI. Narzędzie zostało stworzone w taki sposób, by wyświetlać reklamę tylko tym użytkownikom, których profil odpowiada przynajmniej w 75 proc. grupie docelowej danej firmy.

– Inwestycja Simpactu dostarczyła nam środki potrzebne między innymi na stworzenie systemu CRM, co znacznie ułatwiło budowanie dobrych relacji z klientami czy też dalszy rozwój projektu. Pod tym drugim kryje się chociażby otwarcie siedziby w Warszawie, dzięki czemu dotarliśmy do jeszcze większego grona odbiorców naszych usług – mówi Zoia Andreeva, CEO i założycielka E-Contenta.

Plany na przyszłość

Jak informują przedstawiciele funduszu, przyszły rok to dla nich nie tylko czas kolejnych inwestycji, lecz też rozwoju nowych inicjatyw biznesowych.

W kolejnych latach będziemy nadal konsekwentnie wspierać rozwój startupów, które przyczynią się do rozwiązywania najważniejszych wyzwań przed jakimi stoimy lokalnie i globalnie. Poza planowanymi inwestycjami, poczyniliśmy już pierwsze przygotowania do utworzenia nowego, znacznie większego funduszu. Na razie nie chcemy zdradzać szczegółów, możemy jednak powiedzieć, że perspektywa dla „impactu” wygląda naprawdę obiecująco mówi Krzysztof Grochowski.

Vercom z Grupy R22 bliżej debiutu na GPW

Należąca do notowanej na GPW grupy technologicznej R22 spółka Vercom SA złożyła prospekt do zatwierdzenia przez Komisję Nadzoru Finansowego. Debiut planowany jest na I półrocze 2021 r. Vercom jest jednym z wiodących dostawców technologii umożliwiającej integrację i automatyzację różnych kanałów komunikacji elektronicznej na polskim rynku. W 2020 r. Vercom rozpoczęła międzynarodowy rozwój, który chce kontynuować w kolejnych latach w oparciu o działania organiczne oraz akwizycje.

Rozwiązania oferowane przez Vercom obejmują specjalistyczne narzędzia, pozwalające ich użytkownikom na skuteczną i efektywną kosztowo komunikację z własnymi klientami. Spółka jest jednym z liderów polskiego rynku usług komunikacji oferowanych w modelu CPaaS (Communication Platform as a Service). Z jej usług korzystają zarówno małe i średnie firmy, jak i duże przedsiębiorstwa jak IKEA, Rossmann, czy InPost. Na przełomie września i października br. Vercom zrealizował pierwszą zagraniczną akwizycję – lidera czeskiego rynku komunikacji SMS.

– Zgodnie z zapowiedziami kontynuujemy proces upublicznienia spółki Vercom. Spółka jest jednym z liderów polskiego rynku i kontynuuje dynamiczny rozwój skali działalności i wyników finansowych. Debiut Vercom na warszawskiej giełdzie możliwy jest już w I półroczu 2021 r. To dobry moment na jeszcze większe usamodzielnienie się spółki i przyspieszenie międzynarodowego rozwoju. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

W grupie R22 grupa Vercom reprezentuje segment CPaaS (Communication Platform as a Service), który za ostatnie 12 miesięcy zakończonych 30 września 2020 r. wygenerował 96,0 mln zł przychodów oraz 23,1 mln zł EBITDA. R22 posiada 70,51% udziału w kapitale zakładowym Vercom.

– Rośniemy bardzo dynamicznie od ponad dekady, a wiodąca pozycja na polskim rynku pozwala nam spojrzeć dalej na rynki zagraniczne. Akwizycja ProfiSMS to pierwszy, duży krok w kierunku międzynarodowej ekspansji. Podstawą jest rozwój organiczny, zarówno rozwój oferty produktowej na obecnych rynkach, jak i budowa pozycji w kolejnych krajach. Nie wykluczamy jednak przejęć, które dzięki obecności na giełdzie będą łatwiejsze. – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes Vercom.

Grupa ProfiSMS to lider czeskiego rynku transakcyjnej i marketingowej komunikacji SMS. Grupa aktywnie działa również na rynku słowackim. Grupa zakłada rozwój na wskazanych rynkach dzięki optymalizacji oferty w oparciu o autorskie rozwiązania Grupy, w tym w szczególności dosprzedaż usług komunikacji obejmujących kanały e-mail oraz push.

– Jako Grupa R22 chcemy kontynuować dynamiczny rozwój i międzynarodową ekspansję zarówno w segmencie hostingu, jak i CPaaS. Upublicznienie Vercom umożliwi spółce łatwiejszy dostęp do finansowania, zwiększy jej transparentność i wiarygodność. Liczymy też na uwolnienie wartości Vercom dzięki samodzielnej obecności na giełdzie. Wierzymy w dalszy rozwój grupy Vercom i po IPO nie zamierzamy zmieniać struktury Grupy R22. – dodaje Jakub Dwernicki.

Prospekt po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego zostanie opublikowany na stronie internetowej Spółki.

Wsparcie finansowe dla BTC Studios S.A.

17 grudnia 2020 roku warszawskie studio zawarło umowę z Triple Dragon Funding Delta Ltd. na mocy, której BTC Studios S.A. otrzyma pożyczkę w wysokości 2,5 mln USD. Kwota ta w całości zostanie przeznaczona na działania z zakresu User Acquisition. Wsparcie finansowe ma posłużyć spółce notowanej na NewConnect w pozyskaniu nowych graczy i wzmocnieniu konkurencyjność wydawanych przez nią gier mobilnych.

Zdobyte wsparcie finansowe pozwoli BTC Studios S.A. na promocję kluczowych tytułów, rozszerzenie grona odbiorców i działania polegające na wzmocnieniu lojalności graczy. Spółka znana jest z tworzenia i wydawania gier mobilnych w oparciu o popularne IPR-y (Prawa Własności Intelektualnej). Na ich podstawie powstały takie produkcje jak Taffy: Feed the Kitty czy Sadie Sparks’ Magic Match. Warszawskie studio wydało ponadto autorską grę Smooth Wheel.

Kwota pożyczki jaka została wynegocjowana przez nasze studio z londyńską firmą w całości zostanie przeznaczona na działania User Acquisition. Jest to jeden z etapów zmian jakie zachodzą w spółce. Po zweryfikowaniu dotychczasowych działań w ramach strategii uznaliśmy, że User Acquisition jest jednym z tych obszarów, na których w chwili obecnej należy skupić się najbardziej – tłumaczy Jarosław Zeisner, Członek Zarządu BTC Studios S.A.

Jarosław Zeisner zaznacza, że podjęte działania mają przynieść efekt w postaci poprawy rentowność wydawanych przez BTC Studios S.A. tytułów. – Zależy nam na pełnym wykorzystaniu potencjału sprzedażowego naszych produkcji, na czele ze Smooth Wheel. Podjęta została więc decyzja o znalezieniu dodatkowego finansowania. Środki te umożliwią przeprowadzenie globalnych kampanii marketingowych gier. Celem numer jeden w krótkim terminie jest znaczne zwiększenie liczby mikropłatności dokonywanych przez graczy. Liczymy na pozytywny efekt kombinacji tych działań i pracy naszych programistów, którzy stale pracują nad ulepszeniem gier BTC Studios – podsumowuje Członek Zarządu.

Start wspomnianej kampanii spółka przewiduje na I kwartał 2021 roku. Natomiast termin spłaty pożyczki został ustalony na 31 grudnia 2021 roku.

Potrzebne są radykalne systemowe zmiany

Od 1 stycznia 2021 roku nieznacznie wzrasta wysokość świadczenia pielęgnacyjnego dla rodziców wychowujących niepełnosprawne dziecko (jedno, lub kilkoro), które będzie się kształtować na poziomie 1971 zł (wcześniej wynosiło 1830 zł). Nie zmienia się jednak podstawa do ubiegania się o to wsparcie czyli rezygnacja rodzica lub opiekuna z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej.

O tym, dlaczego to nie jest w porządku, rozmawiamy z Agnieszką Oczkowską, prawniczką i mamą trójki niepełnosprawnych dzieci.

Pani Agnieszko, w tej chwili świadczenie pielęgnacyjne należy się faktycznemu opiekunowi dziecka niepełnosprawnego tylko pod pewnymi warunkami. Jakie kryteria trzeba spełnić?

Nie wolno podejmować pracy lub należy zrezygnować z zatrudnienia w celu sprawowania opieki nad osobą legitymującą się orzeczeniem o niepełnosprawności łącznie ze wskazaniami konieczności stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze  znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji oraz konieczności stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego leczenia, rehabilitacji i edukacji, albo osobą legitymującą się orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności.

Brzmi konkretnie…

Bardzo konkretnie i skutecznie uniemożliwia zarabianie na życie i rehabilitację dzieci… Można powiedzieć, że to paradoks, żeby ludzie, którzy mogą spokojnie zarabiać na swoje utrzymanie, nie mogli podjąć pracy a zamiast tego musieli prosić o pieniądze fundacje i ludzi dobrej woli… Jestem pewna, że darczyńcom nie przeszkadzałoby, gdy rodzic chorego dziecka, któremu udzielane jest wsparcie finansowe, dodatkowo pracował… Zarobki
w naszym kraju zazwyczaj nie pokrywają  koniecznych kosztów leczenia ale zawsze byłby to cenny zastrzyk gotówki a do tego ważny walor psychologiczny. Darczyńcy to dobrzy i mądrzy ludzie. Mają otwarte głowy i zazwyczaj sami też  ciężko pracują.

Pani wraz z Mężem wychowujecie trójkę niepełnosprawnych dzieci od 27 lat…

Tak, wtedy na świat przyszła nasza córka Ewa, u której zdiagnozowano galaktozemię – niestety tak późno, że pojawiły się nieodwracalne zmiany neurologiczne. 15 lat temu urodził się pierwszy syn i okazało się, że wprawdzie jest zdrowy, ale brakuje mu prawego przedramienia. Potem dopadła go cukrzyca typu 1 oraz guz podwzgórza mózgu.. W 2008 roku na świat przyszedł Jasiu, obciążony galaktozemią, który w 2013 roku przeżył sepsę i od tej pory funkcjonuje pod respiratorem. Nasze dzieci potrzebują ciągłej rehabilitacji, drogich leków, terapii, która pozwoli na w miarę normalne funkcjonowanie, a w przypadku Jasia – jest po prostu niezbędna do przeżycia. To wszystko bardzo dużo kosztuje…

I trzeba na to zarobić…

Oboje z mężem jesteśmy prawnikami. Jednak w świetle przepisów, jeśli korzystamy z pomocy państwa, tylko mój mąż może pracować, ja nie mam prawa… To, że mamy aż trójkę dzieci z niepełnosprawnością a nie jedno – również nie jest uwzględnione – przysługuje nam tylko jedno świadczenie pielęgnacyjne. Dlatego systemowe rozwiązania, które funkcjonują w naszym kraju, dotykają mnie bardzo osobiście.

Ale w ogóle kiedyś pracowałaś?

Tak i to wiele lat. Po urodzeniu Ewy przez kilkanaście lat byłam funkcjonariuszką służby celnej, gdzie bardzo doceniano moją pracę. W latach 2007/2008 pełniłam obowiązki Zastępcy Dyrektora Izby Celnej w Toruniu. Od grudniu 2011 roku zostałam powołana przez wojewodę kujawsko-pomorskiego na członka Wojewódzkiej Komisji do spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w Bydgoszczy. Była to wtedy zupełnie nowa instytucja składająca się w połowie z  przedstawicieli zawodów medycznych i w połowie z prawników, która, najkrócej mówiąc, rozstrzygała kwestie sporne między pacjentem i szpitalem, tzw. zdarzenia medyczne. Sprawowałam się tak dobrze, że  w 2014 roku zostałam najpierw  zastępcą  a później  Przewodniczącą tejże Wojewódzkiej Komisji do spraw Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w Bydgoszczy. Podobała mi się ta praca, dawała satysfakcję
i doświadczenie zawodowe. Nie był przy niej jednak opłacany ZUS , a honorarium otrzymywałam jedynie za rozstrzygniętą sprawę, których było mniej więcej kilka w miesiącu. Nie dało się więc z tego utrzymać, ale można było „dorobić”. W związku z sytuacją rodzinną w 2014 roku odeszłam ze służby w Izbie Celnej, pozostawiając sobie tylko Komisję. Aby mieć ubezpieczenie społeczne i jakikolwiek stały grosz miesięcznie, w lipcu 2016 zdecydowałam się na skorzystanie ze świadczenia pielęgnacyjnego. I tu właśnie  dalszą karierę zawodową zablokowały mi dziwne przepisy – aby pobierać świadczenie na ciężko chorego Jasia, z bólem serca musiałam zrezygnować nawet z pobocznego zawodowego zajęcia. O ile praca na pełnym etacie w Izbie Celnej w Toruniu nie mogłaby się udać przy konieczności opieki nad chorym synem, jestem pewna, że pracę w Wojewódzkiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych mogłabym utrzymać. Być może nie na stanowisku Przewodniczącej, bo to wymaga większej dyspozycyjności , ale na stanowisku członka tejże komisji na pewno.

Co poczułaś, gdy odchodziłaś z pracy?

Wiedząc, że mogłabym pogodzić opiekę nad Jasiem z pracą, czułam, że to po prostu niesprawiedliwe i krzywdzące. Nie wpływało to też dobrze na moje samopoczucie…

Czy świadczenie pielęgnacyjne wystarcza na potrzeby Twoich dzieci?

Każde z moich dzieci ma inne schorzenie – galaktozemia i problemy neurologiczne Ewy to miesięczne koszty na poziomie 2500 zł, protezy i leki na cukrzycę i guza Franka kosztują ok. 6000 zł a rehabilitacja Jasia to nakład rzędu 4500 zł. Do tego trzeba coś jeść, płacić rachunki… Nie jest łatwo, funkcjonujemy tylko dzięki darczyńcom i codziennej pracy związanej z proszeniem o wsparcie finansowe… O to wsparcie po prostu musieliśmy nauczyć się prosić.

Jakie zaproponowałabyś zmiany systemowe?

Z całą stanowczością  stwierdzam, że przepis Ustawy o Świadczeniach Rodzinnych, zmuszający rodziców chorych dzieci do bierności zawodowej, jest zły i krzywdzący. Można przypuszczać , że niektórzy rodzice  „dorabiają” w szarej strefie,  co też jest w sposób oczywisty złe. Należałoby zatem usiąść do prac nad tą ustawą  i po pierwsze znieść ten trudny do zrozumienia zapis o konieczności rezygnacji z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej. Ustawa zawiera też jeszcze inne krzywdzące przepisy np., przepis art. 17. ust 5 pkt. 1a)  mówiący o tym, że świadczenie pielęgnacyjne nie przysługuje, jeżeli osoba sprawująca opiekę ma ustalone prawo do emerytury, renty, renty rodzinnej i ….dalsze. Ten przepis trudno pojąć. Uważam, że opiekun osoby legitymującej się orzeczeniem o znacznym  stopniu niepełnosprawności powinien mieć wolność w podjęciu pracy oraz płaceniu składek emerytalnych!  Można także pójść dalej i ustalić dla takich osób odrębną kwotę wolną od podatku.

Wtedy opiekunowie osób niepełnosprawnych mogliby sami pracować na utrzymanie swoich rodzin.

Jasne, że tak. To byłoby sprawiedliwe również w przypadku korzystania ze świadczeń i innego wsparcia. Ustawa, która obowiązuje w tej chwili wciąż skazuje wiele osób na biedę i ma konsekwencje również psychologiczne –  uniemożliwiając pracę zawodową, potęguje marazm i poczucie beznadziei, sprzyja biernej postawie i ciągłej frustracji.

Aby gromadzić środki na leczenie dzieci, rodzice muszą też prosić o pomoc organizacje pozarządowe..

To jest często jedyne wyjście, by mieć pieniądze na leczenie dzieci… Ale nie wszyscy wiedzą, jak ubiegać się o pomoc finansową od różnych organizacji, stowarzyszeń i fundacji. Powinno być przede wszystkim wsparcie systemowe, pomoc od państwa, którego wszyscy jesteśmy obywatelami i w którym tak często słychać głosy
„za życiem”.

Może po ostatnich wydarzeniach związanych z protestami kobiet – coś się zmieni?

Bardzo chętnie wzięłabym udział w pracach nad poprawą  przepisów dotyczących świadczeń dla rodzin dotkniętych niepełnosprawnością. O ile oczywiście politycy i ustawa mi na to pozwolą. Uważam, że przy rozważaniu, czy i jakie wprowadzić zmiany, na pewno warto też dopuścić do głosu ludzi, których problem dotyczy bezpośrednio. Poza tym myślę, że warto popatrzeć, jak tego typu przepisy konstruują inni Europejczycy – Niemcy, Wielka Brytania, czy Norwegia, gdzie państwo finansuje całodobową opiekę nad dzieckiem
z niepełnosprawnością, jak również opłaca cały sprzęt specjalistyczny i niezbędne konsultacje lekarskie.

Agnieszka i Tomasz Oczkowscy są rodzicami trójki niepełnosprawnych dzieci: Ewy, chorej na galaktozemię, Franka, który urodził się bez prawego przedramienia, a także cierpi na cukrzycę typu 1 i guza podwzgórza mózgu oraz Jasia, zmagającego się podobnie jak siostra
z galaktozemią, dziecka leżącego i od kilku lat funkcjonującego dzięki respiratorowi podtrzymującemu oddech. Rodzina korzysta ze wsparcia Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą, Fundacji Siepomaga.pl oraz z własnych zbiórek poprzez stronę www.trojedzieci.org

W 2021 r. PKB wzrośnie o 3,6% dzięki eksportowi i konsumpcji

Przyszły rok upłynie pod hasłem wychodzenia z koronakryzysu. Wzrost gospodarczy wyniesie 3,6%. Za odbicie odpowiadać będzie przede wszystkim eksport (wzrost o 6%) oraz konsumpcja (wzrost o 3,5%). Raczej nie należy się spodziewać ożywienia inwestycji. Inflacja osiągnie 2,5% – prognozuje Konfederacja Lewiatan.

Doświadczenia biznesu z zimowego lockdownu – brak spójnej strategii oraz ogromna niepewność legislacyjna – nie pozwalają wierzyć, że dynamika PKB pozwoli nam nadrobić straty z 2020 roku. Prognozujemy 3,6% wzrost realnego PKB w 2021 roku. Za odbicie odpowiadać będzie przede wszystkim eksport polskich dóbr i usług (6% r/r) – przy czym zakładamy, że dla ostatecznego skutku Brexitu większą rolę odegrają preferencje konsumentów aniżeli początkowy kształt umowy. Polska skorzysta z relokacji działalności do Europy oraz impulsu środków europejskich (w 2021 roku głównie kanałem popytowym).

W 2021 r. nie spodziewamy się jeszcze odbicia inwestycji. Niewiele firm będzie dokonywać dużych inwestycji, większość (zwłaszcza mniejszych, w mniej rozwiniętych regionach, zmonopolizowanych lub schyłkowych gałęziach) będzie je wciąż odraczać w oczekiwaniu na lepsze warunki gospodarowania i stabilniejsze ramy instytucjonalno-prawne. Inwestycje sektora publicznego oraz gospodarstw domowych (zakup mieszkań) nie będą w stanie ich zrównoważyć. Stąd na 2021 r. prognozujemy dalszą korektę in minus inwestycji (-2 % r/r).

Konsumpcja będzie kontrybuować do wzrostu gospodarczego proporcjonalnie (3,5% r/r), co stanowi pochodną ograniczenia strumienia transferów publicznych oraz bardzo zróżnicowanej sytuacji na rynku pracy – deficyty zasobów pracy o poszukiwanych kompetencjach będą współwystępować z redukcjami zatrudnienia wynikającymi z relatywnie wysokich kosztów pracy, trwale niższego popytu w wybranych branżach czy kończącego się okresu ochronnego zatrudnienia po tarczach antykryzysowych.

Dla konsumentów w przyszłym roku jedne zagrożenia zastąpią inne. Prognozujemy średnioroczną inflację na poziomie 2,5% r/r. Wiele podwyżek z 2020 r. miało charakter jednorazowy. Wzrosną jednak ceny energii, paliw, produktów słodzonych i energetyzowanych. Odczujemy też konsekwencje podatku handlowego. Przyjmujemy przy tym, że ceny usług nie będą rosły już w takim tempie jak w 2020 r., oraz zakładamy brak anomalii pogodowych.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

W 2021 r. ponad 60% młodych firm planuje starać się o unijne dotacje

Przeszło sześć na dziesięć młodych przedsiębiorstw chce w przyszłym roku poszukać dla siebie finansowania poprzez fundusze unijne. Niemal co szósty podmiot nie zamierza korzystać z takiego wsparcia. Prawie co trzeci przedsiębiorca chciałby przeznaczyć pozyskane środki na wejście z nowym produktem lub usługą na rynek. Ale tylko nieznacznie mniejsza grupa wzmocniłaby się technologicznie, dokonując zakupu urządzeń, nowych technologii czy oprogramowania.

Z badania, wykonanego przez UCE RESEARCH dla Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab, wynika, że 61,5% młodych firm chce w 2021 roku szukać finansowania poprzez fundusze unijne. Nie jest tym zaskoczony prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów. Ekspert zaznacza, że takie podmioty zazwyczaj są dosyć słabe finansowo, a chcą się rozwijać. Nawet pomijając pandemię, część nowopowstających biznesów bankrutuje, przeważnie w tempie około 20% rocznie.

– Przeszło połowa badanych nie przekroczyła 35. roku życia. Te osoby częściej szukają możliwości dofinansowania inwestycji ze środków zewnętrznych. Mają już też za sobą dobre doświadczenia w pozyskiwaniu unijnego wsparcia, nie boją się procedur i widzą ogromną szansę dla swoich firm – komentuje Joanna Juszczyszyn-Klimek, dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA.

Jak stwierdza prof. Gomułka, prawdopodobnie większość nowych firm operuje w sektorze usług, w który mocno uderzyła pandemia. Ona może przyspieszyć proces eliminacji słabszych podmiotów z rynku. Unijne dotacje mogą być również kołem ratunkowym dla przedsiębiorstw, które zmagają się z problemami, ale jednocześnie mają pomysły na dobre biznesy.

– Z moich obserwacji wynika, że cały czas rośnie świadomość i wiedza młodych firm na temat funduszy unijnych. Dla przykładu, wśród przedsiębiorców korzystających z programów akceleracyjnych dużą popularnością cieszą się konkursy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – dodaje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Ponadto z badania wynika, że 16,4% respondentów nie planuje w przyszłym roku szukać tego typu finansowania. Natomiast 22,1% ankietowanych nie ma jeszcze zdania w tej kwestii. Według Joanny Juszczyszyn-Klimek, odpowiadających na „nie” można podzielić na 3 grupy. Pierwsza to ci, którzy z założenia nie zamierzają korzystać ze środków unijnych. Boją się procedur lub nie chcą na nie tracić czasu. Druga to osoby mające świadomość, że kończy się aktualna perspektywa  finansowa i oceniają, że są niewielkie szanse na pozyskanie środków. Natomiast trzecia grupa nie chce dokonywać zmian czy inwestycji z obawy przed niepewną przyszłością. Jednak przedstawiciele dwóch ostatnich grup mogą jeszcze zmienić zdanie.

– Zapewne wśród niezdecydowanych są firmy, które nie wiedzą, czy będą się kwalifikować do otrzymania środków np. z Funduszu Odbudowy po pandemii koronawirusa. Do niedawna były jeszcze wątpliwości, czy Polska dostanie z niego jakieś pieniądze. Z pewnością część przedsiębiorców zainteresuje się tego rodzaju wsparciem w momencie, kiedy pojawi się więcej szczegółów na ten temat – przekonuje prof. Gomułka.

Młode firmy chciałyby przeznaczyć pozyskane środki przede wszystkim na wyjście z nowym produktem lub usługą na rynek (27,4%). Nieznacznie mniej respondentów planuje wzmocnienie technologiczne, m.in. poprzez zakup urządzeń, nowych technologii, oprogramowania itp. (24,2%). Potem widzimy tworzenie kolejnych założeń do obecnego modelu biznesowego (16,2%) i dalszy rozwój na rynku (9,8%).

– Nie przywiązywałbym większej wagi do tego rozróżnienia. Tu ostatecznie chodzi o sukces biznesowy, który można osiągnąć tylko poprzez silniejsze wejście na rynek krajowy i zagraniczny. Jeżeli np. kupuje się nową technologię, to właśnie po to, żeby zwiększyć możliwości pojawiania się z nowymi produktami – podkreśla główny ekonomista BCC.

Zdaniem Juszczyszyn-Klimek, te wyniki pokazują bardzo racjonalne podejście przedsiębiorców. Ci, którzy chcą przetrwać w dobie pandemii, dostosowują swój produkt do obecnych realiów. Z tego wynika tworzenie nowych założeń do modelu biznesowego i chęć wyjścia na rynek z nowością bądź zmodyfikowanym produktem. Jednocześnie są planowane inwestycje w nowe technologie, oprogramowanie ułatwiające i optymalizujące również pod względem finansowym bieżące funkcjonowanie działalności.

– Tematyka, która interesuje przedsiębiorców, wpisuje się np. w trwające jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy projekty nadzorowane przez PARP. W mojej ocenie, początek 2021 roku jest ostatnim momentem, kiedy firmy mogą jeszcze skorzystać ze wsparcia. Potem pewnie ok. 2 lat będziemy czekali na uruchomienie kolejnej perspektywy – podkreśla Anna Szymańska, wiceprezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA.

Są wstępnie ustalone plany nowych konkursów. Ale jak zaznacza Joanna Juszczyszyn-Klimek, żyjemy w dynamicznych czasach pandemii. Instytucje zarządzające finansami unijnymi starają się dostosować do tej wyjątkowej sytuacji. Często przesuwają środki, dzielą budżety na najważniejsze obszary. Firmy muszą poszukać dla siebie możliwości w tym zakresie. Z obserwacji eksperta wynika, że cały czas duży nacisk i wsparcie kierowane jest na innowacyjność.

– UE nie finansuje bieżącej działalności, ale nowe produkty, innowacyjność, współpracę nauki z biznesem itd. To właśnie ten aspekt jest najbardziej kapitałochłonny i wymagający wsparcia, nie tylko finansowego, ale również dostępu do badań i pozyskania partnerów. Młode firmy praktycznie nigdy ze swoim, nawet doskonałym produktem i pomysłem, nie przebiłyby się do dużego przedsiębiorstwa, dysponującego rynkami, kadrą i technologiami. Ale np. w programach akceleracyjnych dostają takie środowisko do dyspozycji – podsumowuje Anna Szymańska.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab w dniach 4-18.12.2020 roku na próbie 823 małych i średnich przedsiębiorstw z 15 sektorów gospodarki działających na terenie 16 województw. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych metodą komputerową. Analizą objęto firmy, które są na rynku od co najmniej 6 miesięcy, lecz nie dłużej niż 5 lat.

Wypowiedź Glapińskiego osłabia złotego. Dlaczego rynki tak reagują?

Fragment wywiadu, wspominający o możliwej obniżce stóp procentowych w pierwszym kwartale 2021, udostępniony przez Narodowy Bank Polski na Twitterze, zatrząsł rynkami. Ostatnie tygodnie na EURPLN i sposób komunikacji NBP z rynkiem budzą dużą frustrację analityków.

Czy będziemy mieć ujemne stopy procentowe?

Niespodziewana deklaracja prezesa NBP o możliwych obniżkach stóp procentowych zaskoczyła wielu obserwatorów. Już sama treść wypowiedzi jest pewną niespodzianką, ale zadziwiająca jest także pora jej publikacji. Prezes Adam Glapiński jest zbyt doświadczony, by nie wiedzieć jakie reperkusje dla rynków będzie miała informacja o obniżce stóp procentowych. Nie wiadomo zatem, dlaczego kierowany przez niego NBP podał ją w nocy, w przerwie między świętami a Nowym Rokiem. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Wczoraj euro było kwotowane przez chwilę nawet po 4,57 zł, tak silna reakcja wynika z faktu, że na rynku jest sezon urlopowy, a wiele podmiotów zamyka rok i nie myśli o otwieraniu nowych pozycji inwestycyjnych.

Odwrót od złotego. Dlaczego rynki tak reagują?

Na parze EURPLN to już drugi w grudniu gwałtowny ruch związany z NBP. Gdyby faktycznie doszło do obniżki stóp, wówczas wyjaśniałoby to osłabienie polskiej waluty. Z drugiej strony, jakie parametry gospodarcze uzasadniają obniżkę stóp procentowych w obecnych warunkach? Wielu analityków nie popiera obecnych działań NBP, wskazując na stosunkowo wysoką inflację i nieskuteczność pobudzania gospodarki tanim kredytem. Nie chodzi przecież, jak sugerują nieprzychylni władzy komentatorzy, o podniesienie sztuczne zysku NBP pod koniec roku. To właśnie to niezrozumienie sytuacji powoduje odwrót od złotego. Z drugiej strony, nic tak nie wspiera polskiego eksportu jak słabsza waluta.

Lepsze dane ze Szwajcarii

Dzisiaj poznaliśmy ważny indeks koniunktury ze Szwajcarii. Indeks Instytutu KOF (bo o nim mowa) pokazuje, że Szwajcarzy podchodzą znacznie bardziej optymistycznie do przyszłości swojej gospodarki, niż dotychczas sądzono. Pomimo tego dzisiaj od rana frank szwajcarski traci względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rynek Agetech osiągnie 2 biliony USD

Do 2050 roku na świecie będzie ponad 2 miliardy ludzi w wieku powyżej 60 lat, czyli ok. 25% światowej populacji. Te liczby, w połączeniu z ogromnym wzrostem adaptacji technologicznej seniorów, przyczyniają się do ogromnego zapotrzebowania na innowacje, które będą odpowiadać na potrzeby i aspiracje osób starszych.

Według 4Gen Ventures, rynek Agetech podwoi swoją wartość z 1 do 2 bilionów USD do 2025 roku. Taka estymacja jest pochodną dwóch czynników: rozwoju tzw. gospodarki długowieczności[1], której wydatki, wzrosły z 26 do 37 bilionów USD na świecie oraz wzrostu tempa cyfryzacji tej grupy z 4% do 8%[2].

Wzrost populacji osób w wieku powyżej 50 lat, a także wysokość ich dochodu rozporządzalnego mają największy wpływ na rozwój tej branży. Agetech dotyczy cyfrowego wykorzystania usług przeznaczonych dla osób 50+ i związanych z tym zmian wydatków w tradycyjnym do tej pory przyjętym modelu. Przykładem jest rynek przestrzeni mieszkalnych/domów opieki seniorów w USA, który na ten moment jest już wart 400 miliardów USD.

W odpowiedzi na zmiany, giganci cyfrowi, jednorożce i start-upy zaczęły już adresować potrzeby tego rynku. Będzie to równie konkurencyjna branża, jak do tej pory płatności czy e-commerce. Jeśli pomyślimy o wszystkich najnowszych technologiach – sztucznej inteligencji, IoT, urządzeniach, automatyzacji usług, finansach – zasadniczo każda z branż ma potencjał dostosowania się do nowego odbiorcy 50+. Będzie to nie tylko nowa grupa docelowa, ale również impuls do innowacji i rozwoju produktu, który w swojej formie będzie musiał się przystosować do nowego odbiorcy.

Seniorzy są nie tylko dużą grupą konsumentów, ale również wykazują wysoką aktywność w prowadzeniu własnego biznesu. Aleksander Majchrzak, CEO Wealthon – lendtechu dla mikroprzedsiębiorców, mówi, że dojrzali przedsiębiorcy są równie aktywni w biznesie. Podkreśla, że w porównaniu z młodszymi przedsiębiorcami, są rzetelniejsi w spłacie zaciągniętych zobowiązań i ostrożniejsi w podejmowaniu decyzji biznesowych, co przekłada się na mniejsze ryzyko biznesowe.

Aktywność seniorów jest zauważalna na wielu polach, również w usługach cyfrowych, płatnościach online czy e-commerce. Jakub Dwernicki, CEO technologicznej grupy R22 dodaje, że osoby powyżej 55 roku życia stanowią prawie ¼ odbiorców usług hostingowych oferowanych przez spółkę. Jest to zasługa przedsiębiorców, ponieważ w grupie klientów indywidualnych osoby te stanowią zaledwie kilka procent.

Aktywizacja seniorów w onlinie

Covid-19 był jednym z bodźców aktywizujących osoby starsze do korzystania z szeroko pojętych usług cyfrowych. Pandemia ograniczyła możliwość wizyt w sklepach, zwłaszcza seniorom, dlatego e-commerce płynnie wypełnił powstałą lukę. PayPal twierdzi, że od marca do kwietnia osoby w wieku powyżej 50 lat były najszybciej rozwijającym się segmentem wśród ich klientów.

Aleksander Majchrzak dodaje, że młodzi i nowoczesny styl życia, jaki prowadzą, już na stałe mają wpisane używanie cyfrowych rozwiązań. Firmy nadal prześcigają się w tworzeniu innowacji dla tej grupy odbiorców, która jest już przesycona technologiami. Jednak patrząc na sytuację demograficzną, która wskazuje, że liczba osób powyżej 60 roku życia ma gwałtownie wzrosnąć w ciągu najbliższych 30 lat, skupienie się na seniorach może być równie ważnym kierunkiem do obrania, ponieważ dojrzały konsument będzie równie efektywnie napędzał wzrost konsumpcji.

Jakub Dwernicki zwraca również uwagę, że grupa seniorów aktywnie korzystających z usług cyfrowych konsekwentnie powiększa się z roku na rok. W tym roku proces adaptacji przyspieszył za sprawą epidemii Covid-19 i wymuszonej izolacji społecznej, która w szczególności dotyczyła grupy 60+. Srebrne pokolenie, do tej pory, nie miało wystarczającej motywacji do eksploracji technologii. Chcąc jednak utrzymać kontakt z bliskimi musieli zapoznać się z nowoczesnymi rozwiązaniami, np. narzędziami do telekonferencji. Osoby, które z większą rezerwą podchodziły do innowacji zyskały dodatkową motywację do poznawania cyfrowych rozwiązań, kwestie bezpieczeństwa i zdrowia przekonały ich do pierwszych zakupów w e-commerce czy korzystania z nowych form rozrywki. Jak dodaje Dwernicki, zaspokojenie potrzeb cyfrowych seniorów to wyzwanie, ale i okazja na szybszy rozwój wielu branż.

Co więcej, oczekuje się, że srebrna generacja będzie żyć dłużej i cieszyć się lepszym zdrowiem niż kiedykolwiek wcześniej. A na ten moment mamy do czynienia z sytuacją braku zaadresowania potrzeb tego sektora. Aleksander Majchrzak dodaje, że często bagatelizuje się potrzeby tej grupy i umniejsza ich możliwościom korzystania z nowoczesnych rozwiązań. Niewiele firm adresuje swoje produkty zdrowym i doświadczonym cyfrowo osobom starszym.

Według danych Deloitte liczba posiadanych smartfonów wśród dorosłych w wieku 55 lat i starszych wzrosła do 77%. Badania Pew nieco bardziej szczegółowo dzieli tę grupę wiekową: 79% 50-64-latków, podczas gdy nieco ponad połowa (53%) dorosłych w wieku 65 lat i starszych posiada smartfony, a odsetek tych osób spada do 40% dla 75-latków i starszych.

[1] Osoby 50+

[2] https://www.longevity.technology/agetech-market-slated-to-double-from-1-to-2-trillion/

Zdrowie psychiczne medyków w czasie pandemii 2020

Z raportu „Zdrowie psychiczne medyków w czasie pandemii 2020” wynika, że prawie ośmiu na dziesięciu lekarzy zauważyło u siebie pogorszenie zdrowia psychicznego. Najczęstszym powodem były złe warunki pracy. Ci, którzy nie zaobserwowali zmian, zwykle tłumaczyli to brakiem obaw o jej utratę. Z kolei wśród objawów gorszego stanu wymieniano m.in. częste uczucie niepokoju. Blisko 76% lekarzy wskazywało też, że problem nie występował u nich przed pandemią. Do tego 67% jak dotąd nie szukało profesjonalnej pomocy.

Według ogólnopolskiego badania, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla aplikacji Therapify i portalu BML.pl, aż 78,5% lekarzy zauważyło u siebie pogorszenie zdrowia psychicznego w czasie I i II fali pandemii. Tylko 15,7% nie zaobserwowało żadnych zmian, a 5,8% nie potrafiło tego określić.

– Jeśli ośmiu na dziesięciu badanych uważa, że pogorszyło się ich zdrowie psychiczne w tak krótkim czasie, to trudno mówić o indywidualnych czynnikach czy też o braku umiejętności radzenia sobie ze stresem. Dobitnie świadczy to o tym, że mamy w Polsce szerszy problem systemowy – komentuje Damian Markowski z aplikacji Therapify.

Osoby, które stwierdziły u siebie pogorszenie zdrowia psychicznego, głównie uważały, że wpłynęły na to trudne warunki pracy – 31,6%. Tłumaczyły też, że źle działała na nich izolacja społeczna – 23,8%. I tak samo często deklarowały obawy o to, że z racji wykonywanego zawodu mogą narażać na zakażenie swoich bliskich – 23,8%. Najrzadziej wyjaśniały, że powodem gorszego stanu jest lęk o własne zdrowie – 8,2%.

– Można tutaj wskazać m.in. na presję z powodu obostrzeń i niedobór środków ochronnych w części szpitali, zwłaszcza podczas tzw. I fali pandemii. Do tego należy dodać pogłębiające się braki kadrowe, a także agresję ze strony niektórych pacjentów. Czasem chorzy obwiniają lekarzy o to, że mają teraz ograniczony do nich dostęp. Dla osób pracujących ponad siły może być to szczególnie przytłaczające i ciężkie doświadczenie – zaznacza Joanna Szeląg z federacji związków pracodawców ochrony zdrowia Porozumienie Zielonogórskie.

Natomiast dr Wiktor Smyk z portalu dla lekarzy BML.pl podkreśla, że nie wolno zapomnieć o nieustannej presji, jaką obecnie odczuwają medycy. Praca w takich okolicznościach jest wykańczająca zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Dodatkowo przebywanie w ciągłym kontakcie z potencjalnie zakażonymi osobami niesie ze sobą ryzyko przymusowej izolacji i narażenia bliskich na chorobę.

– Badanie pokazuje, że lekarze dobrze rozumieją specyfikę zawodu. Dlatego nie obawiają się tak bardzo o własne zdrowie, jak o bliskich, co jest zupełnie naturalne. Należy też pamiętać o tym, że w normalnych warunkach nie wszystkie specjalizacje wiążą się z wysoce stresującymi warunkami pracy. Natomiast w czasie pandemii np. niektórzy lekarze rodzinni byli delegowani na oddziały COVID-owe. I to było dla nich dużym obciążeniem psychicznym – tłumaczy Joanna Szeląg.

Respondenci, których stan zdrowia psychicznego pogorszył się z powodu warunków pracy, najczęściej wymieniali złą organizację zadań w swojej jednostce – 61%, a także większą niż normalnie ilość obowiązków – 41,6%. Zwracali też uwagę na zachowanie przełożonych – 40,3%, jak również na słabe dbanie przez nich o warunki pracy personelu – 31,8%. Ponadto wskazywali na nieracjonalne zachowanie pacjentów – 30,5%.

– Wierzę, że wszyscy lekarze chcą dobrze dla swoich pacjentów, ale obecna sytuacja ich zwyczajnie przerasta. W systemie nie ma odpowiednich zasobów, aby sobie z nią dobrze poradzić. Należy więc improwizować, co generuje dużo stresu i nieporozumień. Zła organizacja czy zbyt duża ilość pracy, a także zachowania przełożonych to konsekwencje wieloletnich zaniedbań w ochronie zdrowia – dodaje Damian Markowski.

Z kolei ci, którzy nie zaobserwowali u siebie pogorszenia zdrowia psychicznego, głównie wskazywali na brak obaw o utratę pracy. Ponadto twierdzili, że mają mocną psychikę i osobowość. Zapewniali również, że izolacja społeczna nie stanowiła dla nich obciążenia. Jak stwierdza Joanna Szeląg, w tym zawodzie można być spokojnym o zatrudnienie. Problemem jest niedobór pracowników.

– Osoby, których zdrowie psychiczne nie uległo pogorszeniu, stanowią tylko ok. 16% respondentów. Można więc podejrzewać, że wyjątkowo dobrze znoszą nadzwyczajne sytuacje i zmiany. Łatwiej jest im zachować wewnętrzną równowagę. Dodatkowo, ich miejsca pracy mogły być właściwie zarządzane lub ci lekarze nie zajmowali się bezpośrednio zakażonymi pacjentami – analizuje dr Smyk.

Respondenci wskazali również pięć głównych objawów pogorszenia zdrowia psychicznego, które pojawiły się w tym okresie. Częste uczucie niepokoju deklarowało 58,1% badanych, obniżenie nastroju – 56,9%, zmniejszenie aktywności i brak energii – 51,4%, zaburzenia snu – 39,5%, a lęk – 36,8%.

– Brak odpowiedniego wypoczynku i ciągły niepokój mogą wpływać m.in. na szybkość reakcji oraz jakość podejmowanych decyzji. Ponadto wskazane objawy bywają często symptomami depresji i wypalenia zawodowego. Takie problemy potrafią trwać długie miesiące, a nawet lata – ostrzega ekspert z Therapify.

Co więcej, 75,9% badanych stwierdziło, że wcześniej nie występowały u nich ww. objawy. Zaledwie 20,7% badanych miało je wcześniej. Dr Smyk nie jest zaskoczony tym, że trzy czwarte lekarzy po raz pierwszy zauważa u siebie niepokojące symptomy. W trakcie pandemii wielu z nich miało do czynienia z niespotykanymi do tej pory, stresującymi sytuacjami.

– Część osób mogła wcześniej doświadczać tego typu objawów, lecz przy mniejszym nasileniu. Środowiska medyczne już dawno sygnalizowały konieczność wprowadzenia zmian w systemie. Natomiast w dobie pandemii problem zaczął być bardziej odczuwalny. Niewielu lekarzy wytrzymało to bez odczuwania konsekwencji zdrowotnych – wyjaśnia Damian Markowski.

Aż 66,6% lekarzy stwierdziło, że w związku z pogorszeniem się ich zdrowia psychicznego nie szukało profesjonalnej pomocy. 30,8% zrobiło odwrotnie. Tylko 2,6% badanych nie potrafiło tego sprecyzować. Jak wynika z obserwacji eksperta z Porozumienia Zielonogórskiego, lekarze zazwyczaj sami starają się rozwiązywać swoje problemy zdrowotne. I często dopiero na samym końcu zajmują się sobą.

– W mojej opinii, w większości przypadków główną przyczyną jest wstyd. Lekarze są przecież na pierwszej linii frontu walki z epidemią. Mogą więc czuć, że powinni być silni i wytrwali. Natomiast chęć skorzystania z terapii bywa często odbierana jako wyraz słabości. Tymczasem medycy mają prawo czuć się przeciążeni i zmęczeni. I tutaj rolę naprawczą musi przejąć państwo, bo inaczej sytuacja może wymknąć się spod kontroli. A skutki będą odczuwalne dla społeczeństwa przez długie lata – podsumowuje ekspert z Therapify.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 5-22.12.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla aplikacji Therapify i portalu BML.pl na ogólnopolskiej próbie 712 medyków. Wśród nich byli lekarze w trakcie specjalizacji, specjaliści, lekarze z pełnym PWZ bez specjalizacji i odbywający staż podyplomowy.

Rewolucja w oczyszczaniu ścieków – NCBR ogłasza nowe przedsięwzięcie „Oczyszczalnia przyszłości”

W ściekach komunalnych znajdują się ogromne pokłady zasobów naturalnych, których jako społeczeństwo w pełni nie wykorzystujemy. Dzięki opracowaniu innowacyjnej technologii możemy być w stanie odzyskiwać duże ilości wody, energii i surowców wtórnych. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło nowe przedsięwzięcie „Oczyszczalnia przyszłości”, które jest kolejnym krokiem do realizacji strategii „Europejskiego Zielonego Ładu”. Działanie realizowane jest w ramach środków Funduszy Europejskich.

Proces oczyszczania ścieków jest bardzo złożony. Na samym początku płynne odpady trafiają głównym kolektorem do miejskiej oczyszczalni ścieków. To duży kanał, w którym mogą znaleźć się najróżniejsze rzeczy: gałęzie, opony czy sprzęt AGD. Następnie ścieki przepływają przez kolejne komory i sita, gdzie osadza się żwir, piasek oraz mniejsze odpadki: niedopałki papierosów bądź resztki z kuchni. W dalszej kolejności ściek jest poddawany sedymentacji, czyli procesowi opadania zawiesiny ciała stałego w cieczy w wyniku działania grawitacji lub sił bezwładności. Po tym etapie zaczyna się proces biologiczny, opierający się na bakteriach, które żywią się związkami azotu, fosforu i węgla. Ich resztki i masa organiczna tworzy osad, który jest odpompowywany. Dalej jest on podgrzewany i tworzy się z niego biogaz, wykorzystywany do produkcji energii cieplnej i elektrycznej na potrzeby oczyszczalni. Z części suchej masy powstaje m.in. granulat, który się spala lub wykorzystuje jako nawóz. Niestety, obecnie w dużej mierze granulat ten trafia nieprzetworzony na wysypiska, na których rozkłada się przez wiele lat. Ciecz, która zostaje odzyskana poddawana jest filtracji, chlorowaniu lub naświetlaniom lampami UV. Finalnie oczyszczona woda wraca do środowiska np. trafiając do rzeki.

Bezodpadowa oczyszczalnia przyszłości

W obecnym systemie powstaje dużo odpadów, które trafiają na wysypiska, ponieważ nie można ich przetworzyć. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju chce opracować innowacyjną technologię umożliwiającą wykorzystanie w pełni produktów otrzymywanych w procesach zachodzących w oczyszczalniach ścieków. Tak opracowane metody mają umożliwić zastosowanie strategii gospodarki bezodpadowej. Pozwolą one na zawracanie i ponowne wykorzystanie produktów, tworząc obiegi zamknięte  . Chodzi tu o m.in. całkowity powrót do środowiska, jako polepszacz gleby, nawóz organiczny, a w przypadku odzysku fosforu jako nawóz mineralny. To wszystko przyczyni się do ograniczenia produkcji nawozów sztucznych, a tym samym budowy ekologicznego rolnictwa. Oczyszczalnia przyszłości ma również zapewnić większy odzysk energii lub energooszczędności całego procesu. To doprowadzić ma zaś do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Odzyskiwana woda ma być nie tylko odprowadzana do środowiska, ale wykorzystywana do celów użytkowych takich jak np. nawadnianie w rolnictwie lub utrzymanie zieleni miejskiej. Dzięki temu zapewniony zostanie obieg zamknięty wody w przemyśle i w infrastrukturze miast. NCBR dąży do tego, aby opracowane technologie miały charakter uniwersalny oraz by wykorzystywać je na terenie całego kraju: w komunalnych oczyszczalniach ścieków, a także w przemyśle. Zaplanowano również, że system będzie tak opracowany, aby zmniejszać uciążliwości związane z jego pracą dla bezpośredniego otoczenia. Dodatkowo ważnym celem projektu jest opracowanie technologii eliminacji mikrozanieczyszczeń takich jak farmaceutyki (antybiotyki, hormony) oraz pestycydy. Poziom mikrozanieczyszczeń w środowisku sukcesywnie wzrasta zagrażając coraz bardziej ekosystemom i człowiekowi, dlatego ich eliminacja jest tak ważna.

Potrzebna nam rewolucja ściekowa

Dlaczego jeszcze potrzebujemy zrewolucjonizowania sektora gospodarki wodno-ściekowej? Jeden z problemów dobrze obrazują dane GUS z lat 2000 – 2018. Według nich, w tym okresie, ilość osadów wytworzonych w komunalnych oczyszczalniach wzrosła o 62% i w 2018 r. wyniosła aż 583,1 tys. ton suchej masy. Zdaniem ekspertów z NCBR, oprócz potrzeby efektywniejszego zagospodarowania odpadów ściekowych, powinniśmy lepiej gospodarować oczyszczonym materiałem oraz usunąć z niego mikrozanieczyszczenia, powodujące zanieczyszczenie środowiska.

Rozwój przedsiębiorstw, nowe miejsca pracy i zielona przyszłość

Powodzenie przedsięwzięcia da impuls do rozwoju przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych, firm produkujących innowacyjne technologie dla oczyszczalni oraz dla ich kontrahentów. To wpłynie pozytywnie na rynek krajowy i eksport. Takie ożywienie sektora pozwoli na stworzenie licznych, trwałych miejsc pracy. Rozkwit branży poprawi bezpieczeństwo energetyczne kraju oraz warunki życia społeczeństwa, w związku z rozwiniętym systemem gospodarki wodno-ściekowej.

Dzięki projektowi „Oczyszczalni przyszłości” łatwiej będziemy mogli odzyskiwać surowce, wodę, a także produkować energię przy wykorzystaniu biomasy. Pozwoli to na zmniejszenie śladu węglowego i wpisze się w unijną strategię „Europejskiego Zielonego Ładu”. Strategia ta wymaga dekarbonizacji systemu energetycznego oraz wprowadzenia zasad gospodarki cyrkularnej. Tak zastosowane technologie przyczynią się do poprawienia ochrony ekosystemów wodnych oraz zmniejszenie zużycia wody poprzez odzyskanie i odnowę jej w procesie uzdatniania ścieków.

Ekologiczne przedsięwzięcia NCBR

Przez trzy lata, w ramach przedsięwzięcia „Oczyszczalnia przyszłości”, NCBR wyłoni wykonawcę zmodernizowanej oczyszczalni ścieków komunalnych, która zapewni prowadzenie gospodarki obiegu zamkniętego. Na ten cel przeznaczono 27 mln zł. Firma uruchomi instalację oraz przygotuje gotowe rozwiązania do wdrożenia ich w innych obiektach na terenie kraju. „Oczyszczalnia przyszłości” to tylko jeden z pomysłów poprawy polskiej zielonej energetyki, przedstawiony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Opracowane mają być również m.in.: nowoczesna biogazownia oraz modułowe domy efektywnie energetycznie. Powyższe przedsięwzięcia zostały wybrane ze względu na ich potencjał masowego wdrożenia i możliwości stania się polską specjalnością.

Projekt realizowany jest w ramach projektu pozakonkursowego pn. Podniesienie poziomu innowacyjności gospodarki poprzez realizację przedsięwzięć badawczych w trybie innowacyjnych zamówień publicznych w celu wsparcia realizacji strategii Europejskiego Zielonego Ładu (w ramach poddziałania 4.1.3 Innowacyjne metody zarządzania badaniami Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój).

Informacje nt. przedsięwzięcia „Oczyszczalnia przyszłości” oraz dokumentacja dostępne są na stronie internetowej NCBR.

1 stycznia 2021 r. wejdzie w życie nowe Prawo zamówień publicznych

1 stycznia 2021 r. wejdzie w życie nowe Prawo zamówień publicznych, które zapewnić ma większy i łatwiejszy dostęp do zamówień publicznych dla przedsiębiorców z sektora MŚP. Rzecznik MŚP od początku był mocno zaangażowany w prace nad jego tworzeniem.

Celem ustawy z dnia 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (Dz. U. z 2019 r. poz. 2019, ze zm.) jest całościowe uregulowanie problematyki zamówień publicznych. Istotą rozwiązań nowego PZP jest zwiększenie przejrzystości i spójności regulacji w zakresie zamówień publicznych, z uwzględnieniem ich roli w kształtowaniu polityki państwa oraz potrzeby wsparcia rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, a także innowacyjnych, nowoczesnych produktów i usług.

W nowej ustawie PZP przewidziano w szczególności następujące korzyści dla sektora MŚP:

  1. pełna elektronizacja zamówień za pośrednictwem platformy zakupowej, przy czym urzędowa platforma e-Zamówienia ma zostać w pełni wdrożona do kwietnia 2021 r.; (zob. https://ezamowienia.gov.pl/pl/  https://miniportal.uzp.gov.pl/ )
  2. wprowadzenie zasady efektywności;
  3. wprowadzenie w przetargach unijnych analizy potrzeb i wymagań zamawiającego oraz raportów z realizacji zamówienia;
  4. uproszczenie procedury w postępowaniach powyżej i poniżej progów unijnych (wprowadzenie nowego trybu podstawowego);
  5. zrównoważenie stron w umowach w sprawie zamówienia publicznego m.in. poprzez określenie zasad kształtowania umów i obowiązkowych postanowień umownych;
  6. wprowadzenie katalogu klauzul abuzywnych (m.in. zakaz nieproporcjonalnie wysokich kar umownych w stosunku do wartości zamówienia);
  7. wprowadzenie nowych zasad waloryzacji wynagrodzenia;
  8. wprowadzenie obowiązku stosowania zaliczek lub częściowych płatności w umowach powyżej 12 miesięcy;
  9. zmniejszenie obciążeń związanych z wadium czy zabezpieczeniem umowy;
  10. nadanie Rzecznikowi MŚP uprawnień analogicznych do tych, które przysługują podmiotom wpisanym na listę organizacji uprawnionych do wnoszenia środków ochrony prawnej;
  11. wprowadzenie nowych możliwości rozstrzygania sporów przed Sądem Polubownym przy Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej.

Rzecznik MŚP aktywnie uczestniczył podczas prac nad projektami nowej ustawy PZP oraz ustawy ją wprowadzającej. Przy Rzeczniku MŚP w ramach Rady Przedsiębiorców działa również Zespół Roboczy ds. zamówień publicznych, który był zaangażowany w powyższe prace oraz opracowywał postulaty przedsiębiorców i ich organizacji. Efektem tych pracy były m.in. poniższe wystąpienia Rzecznika MŚP:

  1. z dnia 21 lutego 2019 r. (znak: RMSP-61/2019/WPL) do Minister Przedsiębiorczości i Technologii Jadwigi Emilewicz – wstępne uwagi do projektu ustawy – Prawo zamówień publicznych oraz projektu ustawy – Przepisy wprowadzające – Prawo zamówień publicznych;
  2. z dnia 27 lutego 2019 r. (znak: RMSP-61/2019/WPL) do Minister Przedsiębiorczości i Technologii Jadwigi Emilewicz – dodatkowe uwagi do projektu ustawy – Prawo zamówień publicznych oraz projektu ustawy – Przepisy wprowadzające – Prawo zamówień publicznych;
  3. z dnia 5 czerwca 2019 r. (znak: RMSP-272/2019/WPL) do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych – w sprawie przekazania opinii UZP w sprawie możliwości waloryzacji umów w związku z dużym wzrostem cen materiałów budowlanych i robocizny;
  4. z dnia 12 czerwca 2019 r. (znak: RMSP-282/2019/WPL) do Komisji Finansów Publicznych Sejmu RP – w sprawie przekazania uwag do projektu ustawy o systemie instytucji rozwoju;
  5. z dnia 12 lipca 2019 r. (znak: RMSP-354/2019/WPL) do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych – w sprawie rozpoczęcia prac nad promowaniem wśród zamawiających dobrych praktyk, w szczególności względem wykonawców z sektora MŚP;
  6. z dnia 16 sierpnia 2019 r. (znak: RMSP-354/2019/WPL) do Przewodniczącego Komisji Nadzwyczajnej do spraw deregulacji Sejmu RP – z przekazaniem propozycji zmian do projektu ustawy – Prawo zamówień publicznych wypracowanych przez Zespół Roboczy ds. zamówień publicznych i Zespół Roboczy ds. recyklingu i gospodarki odpadami (in-house);
  7. z dnia 8 listopada 2019 r. (znak: RMSP-354/2019/WPL) do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych – z prośbą o przedstawienie wyników prac zespołu ds. przygotowania i upowszechnienia wzorcowych dokumentów i praktyk stosowanych przy udzielaniu zamówień publicznych oraz z zaproszeniem na posiedzenie Zespołu Roboczego zamówień publicznych przy Radzie Przedsiębiorców w dniu 21 listopada 2019 r.

Aktualnie Zespół Roboczy ds. zamówień publicznych skupia się na problemie terminowości realizacji zamówień publicznych w kontekście narastającego problemu pandemii koronawirusa.

Surfland Systemy Komputerowe S.A. podpisał Plan Połączenia z VR Factory Games

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., podpisała Plan Połączenia z VR Factory Games Sp. z o.o. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę na VR Factory Games S.A. i rozpocznie działalność związaną z tworzeniem, promocją oraz dystrybucją gier rozrywkowych oraz aplikacji marketingowych (B2C lub B2B) wykorzystujących technologię wirtualnej oraz rozszerzonej rzeczywistości.

Emitent podpisał w dniu 29.12.2020 r. z VR Factory Games Sp. z o.o. Plan Połączenia spółek. Planowane połączenie nastąpi w drodze przeniesienia całego majątku VR Factory Games Sp. z o.o. jako spółki przejmowanej na Surfland Systemy Komputerowe S.A. jako spółki przejmującej w zamian za akcje, które spółka przejmująca wyda wspólnikom spółki przejmowanej. Wartość obu spółek została ustalona przez niezależnego biegłego rewidenta i zgodnie z otrzymanymi wycenami została oszacowana na kwotę 35.596.450,00 zł dla VR Factory Games Sp. z o.o. oraz na kwotę 6.947.586,06 zł w przypadku Surfland Systemy Komputerowe S.A. W wyniku połączenia spółek Emitent dokona podwyższenia kapitału zakładowego o kwotę 27.920.000 zł w drodze emisji 27.920.000 szt. akcji serii L po cenie emisyjnej wynoszącej 1,27 zł za 1 akcję. Zarząd Surfland Systemy Komputerowe S.A. ma nadzieję, że dzięki połączeniu Spółki z podmiotem działającym w dynamicznie rosnącej branży uda się zwiększyć jej wartość.

„Bardzo się cieszymy, że udało nam się zakończyć prace nad przygotowaniem i podpisaniem Planu Połączenia z VR Factory Games Sp. z o.o. W ten sposób otwieramy nowy rozdział w historii Spółki, która po połączeniu zmieni nazwę oraz przedmiot działalności. Rynek VR i AR notuje co roku wysoki wzrost wartości, więc nasza fuzja pozwoli nam wejść w bardzo perspektywiczną branżę. Z kolei dla VR Factory Games Sp. z o.o. upublicznienie na rynku NewConnect przyniesie wiele korzyści, jakie dostarcza stanie się spółką publiczną. W najbliższym czasie będziemy realizowali kolejne kroki związane z połączeniem, aby jego finalizacja mogła nastąpić w możliwie najszybszym terminie.” – komentuje Artur Górski, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Po połączeniu Surfland Systemy Komputerowe S.A. z VR Factory Games Sp. z o.o. Spółka zmieni nazwę na VR Factory Games S.A. i rozpocznie działalność związaną z tworzeniem, promocją oraz dystrybucją gier rozrywkowych oraz aplikacji marketingowych (B2C lub B2B) wykorzystujących technologię wirtualnej oraz rozszerzonej rzeczywistości. Dzięki wsparciu SSK produkty wytworzone przez VR Factory Games otrzymają niezbędne finansowanie dalszej produkcji, profesjonalną kampanię reklamową, kontakt z influencerami, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie, a także premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie. Ze względu na realizację kolejnych projektów inwestycyjnych nie wyklucza się powstania grupy kapitałowej.

„Obecność VR Factory Games na rynku publicznym pozwoli spółce zrealizować jeden z głównych celów strategicznych, jakim jest zajęcie pozycji znaczącego gracza na światowym rynku producentów gier w technologii wirtualnej rzeczywistości (VR). Wierzymy również, że dzięki potencjałowi rozwoju, jaki daje rynek kapitałowy, spółka będzie mogła nie tylko w szerszym zakresie niż do tej pory dotrzeć do potencjalnych odbiorców ze swoimi produkcjami na rynku B2C, ale również zdywersyfikować swoje przychody poprzez zwiększenie przychodów z produkcji aplikacji B2B zarówno w technologii VR, jak i AR (rozszerzona rzeczywistość). W przyszłości nie wykluczamy budowy grupy kapitałowej specjalizującej się w technologii VR i AR w oparciu o spółki własne, jak i joint venture.” – dodaje Sławomir Matul, Prezes Zarządu Spółki VR Factory Games Sp. z o.o.

Surfland Systemy Komputerowe S.A. to spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r. W 2020 r. Spółka wydzieliła swoją dotychczasową działalność w obszarze oferowania, projektowania, dostaw rozwiązań i systemów IT, realizacji projektów oraz świadczenia szerokiego wachlarza usług IT do spółki zależnej Surfland Systemy Komputerowe Sp. z o.o., w której posiada 100% udziałów.

W lutym 2020 r. Spółka poinformowała o dokonaniu wyboru opcji strategicznej polegającej na połączeniu Emitenta z innym podmiotem w drodze przejęcia przez ten podmiot, po uprzednim wydzieleniu podstawowej działalności do nowo powołanej spółki. Decyzja ta poprzedzona została analizą wariantowych opcji, o których Emitent informował w grudniu 2019 r. oraz konsultacjami z głównymi akcjonariuszami Spółki.

Dla blisko 60% konsumentów liczą się działania CSR-owe sieci handlowych i ich marek

Prawie 40% użytkowników gazetek promocyjnych kojarzy informacje o włączaniu się sklepów w akcje prospołeczne. 15% badanych twierdzi, że nie widziało ich, a blisko 50% nie pamięta tego. Działania z zakresu społecznej odpowiedzialności marek są ważne lub bardzo istotne dla ok. 60% ankietowanych. Obojętność wykazuje 33%. A tylko 8% respondentów nie przywiązuje uwagi do tego typu aktywności sieci handlowych. Tak wykazało badanie zrealizowane przez KANTAR Polska dla programu branżowego BLIX AWARDS.

Z badania wynika, że co trzeci czytelnik gazetek handlowych kojarzy informację o włączeniu się w jakąś akcję prospołeczną sklepu, którego publikacje przegląda. Tak twierdzi 38% respondentów. 15% badanych zapewnia, że nie spotkało się z takim przekazem. Z kolei 47% nie pamięta tego. Jerzy Osika, prezes firmy szkoleniowo-doradczej Promedia, uważa, że takie wyniki nie są satysfakcjonujące dla branży. Komunikaty powinny być częściej powtarzane, aby były w ogóle dostrzegane. Jeden duży przekaz daje słabszy efekt niż kilka mniejszych.

– Wyniki wskazują, że do prawie dwóch trzecich respondentów nie docierają informacje o włączaniu się sklepów w akcje prospołeczne. W mojej ocenie, sieci handlowe za słabo komunikują tego typu aktywność w swoich gazetkach, do których chętnie zaglądają konsumenci – mówi dr Krzysztof Łuczak z Rady Programowej BLIX AWARDS.

Jak podkreśla dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Państwowego Instytutu Ekonomicznego, w br. udział sieci handlowych w akcjach prospołecznych mocno konkuruje z licznymi i zintegrowanymi działaniami, podejmowanymi przez organizacje charytatywne. Mogą one skuteczniej docierać do konsumentów innymi kanałami niż np. gazetki handlowe. W ocenie eksperta, patrząc z tej perspektywy, wyniki nie są złe dla branży.

– Bardzo wiele osób traktuje komunikaty i symbole akcji z zakresu CSR jako elementy zawoalowanej reklamy i poprawy wizerunku firmy. To skutek ogólnego klimatu społecznego. Poziom świadomych przekazów odbiorców nie bez przyczyny jest więc niski – 37%. Podwyższenie go wymaga poważnej polityki komunikacyjnej, zakładającej współpracę biznesu, władzy publicznej i NGO-sów – komentuje dr Andrzej Maria Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Ponadto z badania wynika, że w oczach klientów pożądane są działania z zakresu odpowiedzialności społecznej marek. Dla 59% ankietowanych jest to ważne lub nawet bardzo istotne. Natomiast 33% wykazuje obojętność. Tylko dla 8% respondentów jest to bez znaczenia.

– To pokazuje, że włączanie się w akcje prospołeczne zdecydowanie poprawia wizerunek sieci handlowych. Wobec nasilającej się walki cenowej retailerzy mają szansę wyróżniać się na rynku poprzez aktywne działania społeczne – dodaje dr Łuczak.

Zdaniem Jerzego Osiki, rola działań CSR-owych będzie rosła. Obecnie na całym świecie konsumenci coraz baczniej obserwują zachowania swoich ulubionych marek. Dla klientów nie liczą się już tylko okazje cenowe. Znaczenia nabiera np. to, jak firmy traktują swoich pracowników. Dobra jakość nie kończy się na materiale, z którego powstał dany produkt. Ważne jest też to, w jakiej atmosferze był tworzony. Takie kwestie są istotne głównie dla młodych ludzi, mieszkających w Europie, USA, Afryce, a także w Azji. Ekspert zauważa, że w Polsce zaczyna być to już mocno zauważalne.

– Prawie 60% konsumentów postrzega wizerunek marek już nie tylko przez pryzmat cech produktów, ale również podejmowanych działań. Jest to optymistyczne. Jednak nadal wysoki udział mają osoby, które przy wyborze towarów w ogóle nie zwracają uwagi na angażowanie się marek w tego typu działania. To wskazuje na potrzebę edukacji, ukierunkowanej na przekaz informujący o znaczeniu działań CSR-owych – zwraca uwagę dr Kłosiewicz-Górecka.

Jak podkreśla dr Krzysztof Łuczak, akcje społeczne powinny mieć nie tylko wymiar ogólnopolski, ale również lokalny. Fakt, że marka, tj. duża firma, pamięta o lokalnych potrzebach danej miejscowości i wspiera jej mieszkańców, niesamowicie ociepla jej wizerunek.

– Dobrym pomysłem zarówno dla marek, jak i sieci handlowych jest bezpośrednie włączanie klientów do akcji społecznych. Wtedy konsumenci najlepiej je zapamiętują, bo są dumni z tego, że sami mogli jakoś pomóc osobom potrzebującym lub środowisku naturalnemu. Przykładem może być przynoszenie zużytych produktów do sklepów i otrzymywanie za to sporych rabatów – podsumowuje Jerzy Osika.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie programu BLIX AWARDS metodą CAWI przez ośrodek badawczy KANTAR Polska na próbie 800 konsumentów korzystających z aplikacji agregujących promocje.

Instytut Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu uruchamił pierwszą polską diagnostykę różnicującą grypę i COVID-19

Pacjenci mogą już skorzystać z nowoczesnego, polskiego testu diagnostycznego jednocześnie wykrywającego wirusa grypy i koronawirusa w specjalnie przystosowanym do tego celu laboratorium w Instytucie Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. To pierwsza w Polsce diagnostyka oparta na innowacyjnym autorskim opracowaniu naukowców z tego instytutu uruchomiona na szeroką skalę dla Polaków.

Pierwszy polski patent

Naukowcy z poznańskiego Instytutu Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk (IGC PAN) poinformowali o zgłoszeniu pierwszego polskiego patentu na Test F-INe COST (Fast INfluenza Cov One Step Test) umożliwiającego jednoczesne wykrywanie i różnicowanie  koronawirusa oraz wirusów grypy typu A i B. To sukces na światową skalę i ugruntowanie Polski jako ważnego naukowego partnera w międzynarodowej walce z pandemią SARS-CoV-2.

  • Nasz test diagnostyczny w rzetelny i szybki sposób umożliwia rozróżnienie w jednej probówce, czy dany chory jest zakażony wirusem SARS-CoV-2 czy wirusem grypy. Wiarygodny i jednoznaczny wynik testu jest niezwykle istotny w obecnej sytuacji pandemicznej, ponieważ powoduje uruchomienie jednej z dwóch różnych ścieżek nie tylko medycznych i terapeutycznych, ale także organizacyjnych związanych z restrykcjami, takimi jak kwarantanna czy izolacja. Dzięki naszemu patentowi powstało narzędzie, które potrafi szybko różnicować czynnik zakaźny obu tych chorób, które klinicznie wyglądają bardzo podobnie. – mówi prof. Michał Witt, Dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN (IGC PAN).

Duża zmiana bez zmian

Test F-INe COST stworzony przez IGC PAN to ogromna pozytywna zmiana dla pacjentów i lekarzy, bez potrzeby zmian w dotychczasowej organizacji logistycznej i infrastrukturalnej w laboratoriach diagnostycznych.

  • Zaprojektowaliśmy nasz test tak, aby bez problemu mógł być wykorzystywany przez laboratoria diagnostyczne i żeby nie wymagał dokonywania zmian w dotychczasowej organizacji ich pracy. Wdrożenie naszego testu do rutynowej diagnostyki nie wiąże się z żadnym specyficznym oprogramowaniem, urządzeniami czy z dodatkowymi umiejętnościami. Wykonuje się go dokładnie tak samo, jak standardowe testy molekularne na COVID-19. To duża optymalizacja czasowa dla diagnostów, bo posługując się naszym zestawem w jednym czasie wykonują test identyfikujący i jednocześnie różnicujący dwa patogeny. Jest to niezwykle ważne również dla lekarzy w kierowaniu pacjentów na konkretne leczenie planowe i ostre. Dosłownie to szybsze i bardziej skuteczne ratowanie zdrowia i życia chorych. – wyjaśnia Prof. Natalia Rozwadowska, Kierownik Zakładu Patologii Molekularnej IGC PAN.

Pierwsza w pełni polska diagnostyka

Ale patent to nie wszystko. Bez faktycznego wdrożenia i udostępnienia społeczeństwu każdy, nawet najlepszy wynalazek pozostaje jedynie w sferze badań naukowych. Instytut Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu nie chce na tym poprzestawać. Dlatego już od dziś uruchamia wykonywanie testu różnicowego koronawirusa i grypy, opartego na autorskim, innowacyjnym polskim opracowaniu, czyniąc go dostępnym dla osób tego potrzebujących.

  • Uruchomiliśmy pełną diagnostykę różnicową SARS-CoV-2 i wirusów grypy A i B przy użyciu opracowanego w naszym Instytucie testu molekularnego. Wszystkich zainteresowanych wykonaniem testu zapraszamy do naszego specjalistycznego laboratorium w Instytucie Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu. – kontynuuje prof. Witt. – Już na początku pandemii COVID-19 postanowiliśmy włączyć się aktywnie do walki z wirusem. Mamy niezwykle profesjonalny zespół ludzki, składający się z wysoko kwalifikowanych diagnostów laboratoryjnych, specjalistów genetyki medycznej i klinicznej. Dysponujemy znakomitym zapleczem aparaturowym. W naszym laboratorium “covidowym” przebadaliśmy dotychczas ponad 20 tys. próbek, jesteśmy w pełni gotowi na rozszerzenie działalności o kolejne testy. Wychodzimy naprzeciw szczególnym potrzebom społecznym wynikającym z tej bezprecedensowej pandemicznej sytuacji. – dodaje profesor Witt.

Grypa sezonowa już od stycznia

Tak szybkie uruchomienie diagnostyki różnicującej grypę i COVID-19 jest nieprzypadkowe. Naukowcy alarmują, że do pandemii SARS-CoV-2 dojdzie od stycznia kolejne zagrożenie zdrowotne – sezonowy atak grypy, rokrocznie pojawiający się w tym czasie.

  • Szczyt zachorowań na grypę w Polsce zaczyna się w styczniu i trwa co najmniej do końca marca. Wiele objawów klinicznych zakażenia wirusem grypy jest niemal identycznych jak w przypadku infekcji koronawirusowej. Nasz test różnicuje zakażenia SARS-CoV-2 od grypy typu A i B, czyli najczęstszych odmian grypy występujących w Polsce. To istotne, ponieważ zakażenie grypą w Polsce jest bardzo prawdopodobne ze względu na niską wyszczepialność, która w naszym kraju wynosi mniej niż 5 proc. społeczeństwa; dla porównania, w wielu krajach zachodnich dochodzi ona nawet do kilkudziesięciu procent. Co prawda do grypy już przywykliśmy, ale nie zapominajmy o tym, że zarówno sama grypa, jak i jej powikłania przy chorobach współistniejących może mieć tragiczne w konsekwencji skutki.  – tłumaczy prof. Rozwadowska

Potrzebne wsparcie decydentów

Naukowcy z Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu apelują do decydentów, głównie Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o współpracę i pomoc we wdrożeniu Testu F-INe COST na szeroką, ogólnopolską skalę.

  • Apelujemy do decydentów aby zainteresowali się naszym testem, który pozwoli szybko i tanio różnicować COVID-19 i grypę. Nie zapominajmy, że nasz system ochrony zdrowia już teraz jest przeciążony, a lada chwila nałożą się nań, na wszystkich diagnostów, ratowników, lekarzy, pielęgniarki, kolejne wyzwania związane z zachorowaniami na grypę. Tylko dzięki współpracy będziemy mogli powiedzieć, że Polacy mają szansę zdać ten egzamin. – zachęca prof. Witt.

Źródło:

Instytut Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu

350 milionów złotych na pożyczki dla przedsiębiorców, 1300 wspartych firm. Polska Fundacja Przedsiębiorczości podsumowuje 2020 rok

Rok 2020 zapisze się czarnymi zgłoskami w gospodarczej historii wolnej Polski. Dynamiczny rozwój gospodarczy i galopujące plany przedsiębiorców zostały dość nagle zatrzymane przez pandemię koronawirusa. Polska Fundacja Przedsiębiorczości w tym roku zaoferowała beneficjentom rekordowe wsparcie. Rozdysponowaliśmy ponad 350 milionów złotych na pożyczki, wspartych kapitałowo zostało 1300 firm z sektora MŚP.  To dwukrotnie więcej niż w rekordowym 2019 roku. Uwolniony został olbrzymi potencjał ludzi w Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości. Pokazaliśmy, że w tak trudnym okresie potrafimy efektywnie pomagać przedsiębiorcom, będąc uznanym partnerem dla BGK oraz lokalnych instytucji – mówi Marcin Pawłowski, Prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.

„Jesteśmy na pierwszym froncie gospodarczej walki z koronawirusem”

Rok 2020 to dla Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości najbardziej dynamiczny czas w historii. Z jednej strony organizacja przechodziła wewnętrzne zmiany: wprowadzono nową strategię na lata 2020-2025, z drugiej sytuacja gospodarcza spowodowała, że nasza instytucja znalazła się na pierwszym froncie gospodarczej walki z pandemią koronawirusa.

– Ten rok to  duże wsparcie przedsiębiorców w zakresie kapitału obrotowego, który w wielu obszarach gospodarki był potrzebny i pomógł przetrwać  firmom. Rozdysponowaliśmy 200 milionów złotych na pożyczki płynnościowe, to wielki sukces wszystkich pracowników Fundacji. Otwieramy się na nowe podmioty, nowych klientów, chcemy wspierać nie tylko MŚP ale również organizacje, samorządy, spółdzielnie, wspólnoty. Wchodzimy na rynek z nową ofertą w ramach Funduszu Dostępności, który ma pomagać najbardziej potrzebującym. Kontynuujemy ofertę udzielania pożyczek inwestycyjnych, profilowanych oraz dla osób rozpoczynających działalność – mówi Marcin Pawłowski, Prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.  – W 2020 roku byliśmy aktywnym graczem w oferowaniu usług rozwojowych dla firm i ich pracowników. Mają oni możliwość skorzystania z 80% dofinansowania dotacji na szkolenia i kursy. W tym roku wypłaciliśmy ponad 6 mln dotacji  i podnieśliśmy kompetencje ponad 1500 pracowników firm z Pomorza Zachodniego – dodaje Pawłowski.

Nowa rzeczywistość, nowy sposób realizacji celów statutowych. Szkolenia online i nowa platforma komunikacyjna

W 2020 Polska Fundacja Przedsiębiorczości przygotowała zupełnie nową strategię szkolenia klientów. Z powodu pandemii niemożliwe było prowadzenie spotkań stacjonarnych. Program edukacyjny przeniósł się do sieci i okazało się to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Za nami ponad 200 szkoleń, webinarów i prezentacji. Jesienią wystartowały regularne programy publicystyczne z udziałem ekspertów. Fundacja przygotowuje także podcasty z udziałem przedsiębiorców.

– Podjęliśmy decyzję o stworzeniu nowoczesnej platformy szkoleniowej, dzięki której będziemy mieli okazję dotrzeć z wiedzą i nowymi umiejętnościami do dziesiątek tysięcy osób oferując różnorodne cykle szkoleń zakończone przyznanym certyfikatem.  Wszystko to odbywa się bezpłatnie w ramach misji edukacyjnej Fundacji. To inicjatywa nowoczesna, mam wrażenie, że najnowocześniejsza w Polsce. Baza merytoryczna dla przedsiębiorców, ale jednocześnie wielka wartość informacyjna – dodaje Prezes Pawłowski.

Polska Fundacja Przedsiębiorczości aktywnie uczestniczy w procesie konsultowania inicjatyw ustawodawczych wspierających przedsiębiorców. Zabieramy głos podczas konsultacji organizowanych przez Ministerstwo Finansów, Bank Gospodarstwa Krajowego czy Federacje Przedsiębiorców Polskich. Współpracujemy z Północną Izbą Gospodarczą w Szczecinie.

2021? Nic nie zapowiada żeby było spokojniej

Wiele wskazuje na to, że rok 2021 również będzie czasem wielu gospodarczych wyzwań, a Polska Fundacja Przedsiębiorczości będzie musiała ramię w ramie dotrzymywać kroku przedsiębiorcom i ich oczekiwaniom.  Jednym z filarów nowej strategii  jest rozwój sieci Oddziałów i zbudowanie obecności Naszych pracowników we wszystkich województwach.  – Chcemy być jak najbliżej przedsiębiorców stąd 26 Oddziałów i 50 Specjalistów na terenie całego kraju. Efekty już widać a to dopiero początek – dodaje Marcin Pawłowski, Prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.

Efekty pracy Fundacji będą widoczne nie tylko na Pomorzu Zachodnim, ale i w całej Polsce. Serdecznie zachęcamy do współpracy zarówno przedsiębiorców jak i instytucje otoczenia biznesu.

Opłata mocowa silnym uderzeniem w przedsiębiorców

Nowe podatki, wzrost płacy minimalnej, niepewne terminy wypłacania pomocy w ramach tarcz antykryzysowych, rozpoczęcie roku w czasie lockdownu i… podwyżki. Trudno wyobrazić sobie bardziej problemowy start w roku 2021 niż ten scenariusz z którym mierzyć się musi wiele firm. Do Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie w ostatnim kwartale zgłosiła się duża liczba przedsiębiorców, która zwróciła uwagę, że „opłata mocowa”, która niebawem wejdzie w życie bardzo mocno dotknie ich budżety. – Podejmujemy ten temat, bo próśb o interwencje było mnóstwo. Dla wielu firm to dodatkowy wydatek na poziomie kilku tysięcy złotych miesięcznie – mówi Piotr Wolny, dyrektor Biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Prąd może kopnąć. Przedsiębiorcy czują się kopnięci. I to mocno”

„Opłata mocowa” pojawi się na naszych rachunkach za energię pierwszy raz już w styczniu. Koszty dopłat zasilą budżety państwowych koncernów energetycznych za utrzymanie elektrowni w gotowości do dostarczenia określonych mocy. Jak mówi dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Piotr Wolny o kolejny cios dla przedsiębiorców, którzy od 9 miesięcy są w trudnej sytuacji spowodowane pandemią koronawirusa.

– Po nowym roku pojawi się kilka nowych danin publicznych, a stawki innych pójdą w górę. Dodatkowo po raz kolejny wzrosną znacząco ceny energii. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczy to tym, że dzięki pieniądzom z podatków państwo może wspierać przedsiębiorców dotkniętych skutkami kryzysu. Co absolutnie nie może być prawdą. Dodatkowe obciążenia jeszcze mocniej spotęgują dotkliwe skutki pandemii, dotykające przedsiębiorców – mówi dr Piotr Wolny.

– Prąd może kopnąć. Przedsiębiorcy czują się kopnięci. I to mocno. Kolejne ciosy w postaci podwyżek cen energii, podatków, czy kosztów pracy, zamiast ratować i pomagać utrzymać firmy i pracowników, będą przynosić tylko straty. W szczególności, że już wiemy iż nie będzie powszechnych rekompensat za rosnące ceny energii pomimo zapowiedzi ministra aktywów państwowych z początku tego roku. Nowy gospodarz tej ustawy, ministerstwo klimatu i środowiska, wycofał ją z wykazu prac legislacyjnych.  Kolejny raz przedsiębiorcy nie mają poczucia stabilności w decyzjach rządu i nie są w stanie przygotować się na wprowadzane zmiany. Jak zwykle wszystkie te koszty ostatecznie będzie musiał ponieść konsument, który więcej zapłaci za towar czy usługę, a to spowoduje spadek poziomu konsumpcji, a więc i w konsekwencji spowolnienie gospodarcze – dodaje dyrektor Wolny.

Przedsiębiorcy będą zmuszeni do oszczędności

Opłata mocowa dotknie wszystkich odbiorców. Jej wysokość w przyszłym roku dla odbiorców biznesowych uzależniona będzie od ilości energii elektrycznej pobranej z sieci w wybranych godzinach w ciągu doby – w dni robocze od 7:00 do 21:00 – i wyniesie 76,2 zł/MWh. Natomiast dla odbiorców indywidualnych (nie będących firmami)  :

  • dla zużycia poniżej 500 kWh energii elektrycznej – 1,87 zł;
  • dla zużycia od 500 kWh do 1200 kWh energii elektrycznej – 4,48 zł;
  • dla zużycia powyżej 1200 kWh do 2800 kWh energii elektrycznej – 7,47 zł;
  • dla zużycia powyżej 2800 kWh energii elektrycznej – 10,46 zł.

– Wysokość opłat zapewne zmuszała będzie odbiorców  do racjonalnego wykorzystania energii elektrycznej. Wzorcowa  jakość  energii  elektrycznej  polega  na  tym,  że  w  miejscu obioru występuję nieprzerwanie,  przebieg  napięcia  jest dokładnie  sinusoidalny,  częstotliwości  znamionowa   o  wartości  skutecznej napięcia równej  napięciu  znamionowemu. Wstępny audyt racjonalizacji zakupu energii  możemy przeprowadzić analizując faktury za energie elektryczna na ich podstawie możemy przeprowadzić optymalizacje w zakresie m.in. zamówionej mocy czy doboru grupy taryfowej. Nasze badania wskazują że dzięki doświadczeniu naszych audytorów i przy niewielkich nakładach finansowych  udaje się zaoszczędzić  10 do 30% kosztów zużycia energii elektrycznej – wyjaśnia Piotr Wiśniewski z firmy MEON, członek Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Większość deweloperów prowadzi działalność w formie spółki komandytowej, a zmiany w CIT wpłyną na ceny mieszkań

Miało być zahamowanie wzrostu cen mieszkań na rynku pierwotnym, ale zmiany w przepisach podatkowych mogą pokrzyżować plany osób wstrzymujących się z kupnem własnego M. „Większość firm deweloperskich to spółki komandytowe, które od przyszłego roku będą musiały dodatkowo zapłacić CIT. Ten koszt pokrycie może znaleźć w kieszeni kupujących mieszkania” – wynika z analizy Kancelarii Adwokackiej Świecki.

Od 1 stycznia 2021 roku w życie wchodzi szereg istotnych zmian w podatkach dochodowych. Szczególnie te dotyczące CIT mogą mieć wpływ na sytuację deweloperów, a co za tym idzie na cenę nowych mieszkań.

„Przyszły rok rozpocznie się dla istotnej części branży deweloperskiej od obciążenia zysku dodatkowymi podatkami. Zdecydowana większość deweloperów prowadzi działalność w formie spółki komandytowej, a zmiany w przepisach podatkowych spowodowały, że od 2021 r. spółka komandytowa dodatkowo zapłaci podatek CIT” – tłumaczy mecenas Adam Świecki z Kancelarii Adwokackiej Świecki specjalizującej się w obsłudze firm deweloperskich. „Realnie może to spowodować obciążenie podatkowe dwukrotnie wyższe od dotychczasowego” – wyjaśnia i dodaje, że aktualnie podatek od dochodów wspólników to najczęściej 19% PIT, od 2021 r. dodatkowo spółka komandytowa zapłaci jeszcze 19% CIT lub 9% CIT – w przypadku małych podatników.

Ma to znaczenie w przypadku inwestycji jeszcze niesfinalizowanych, a także rozpoczynających się lub planowanych. Z pewnością dodatkowe obciążenie podatkowe dewelopera znajdzie swoje odzwierciedlenie w biznesplanie. Można się zatem spodziewać korekt cenników mieszkaniowych i podniesienie ceny za m2.

„Wzrostu cen nie muszą się obawiać osoby, które jeszcze nie nabyły mieszkania, ale mają już zawartą umowę deweloperską. Wprowadzenie podatku CIT nie jest podstawą dla dewelopera do zmian umowy deweloperskiej lub odstąpienia od niej” – uspokaja ekspert. „Wszelkie praktyki polegające na próbie zmiany ustalonej w umowie deweloperskiej ceny mieszkania z uwagi na wprowadzenie podatku CIT będą bezprawne” – podkreśla.

Na ceny mieszkań na rynku pierwotnym w przyszłym roku wpływ może mieć też wzrost wynagrodzenia minimalnego za pracę, które od stycznia 2021 roku wynosić będzie 2 800 złotych. Oznacza to wzrost o 200 zł w stosunku do najniższego wynagrodzenia obowiązującego w 2020 r. Ta zmiana niewątpliwie podniesie koszty realizacji budowy. Pracownicy budowlani niskowykwalifikowani najczęściej zatrudnieni są z wynagrodzeniem równym płacy minimalnej.

Ilu Polaków zadłużyło się „pod korek”?

Kryzys gospodarczy zawsze jest okresem próby dla kredytobiorców. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ilu Polaków spłacających „hipoteki” może mieć zbyt wysoką relację rat do dochodu netto.

Wiosenna seria obniżek stóp procentowych NBP skutkowała spadkiem rat prawie wszystkich kredytów mieszkaniowych, które są rozliczane w złotych. Tym niemniej, kryzys gospodarczy wzbudza pewne obawy w kontekście spłacalności „hipotek”. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, ilu rodaków w poprzednich latach zaciągnęło kredyty mieszkaniowe z ratą zbyt wysoką względem poziomu dochodów.

Analiza RynekPierwotny.pl uwzględnia wskaźnik DSTI (ang. Debt-Service-to-Income). Mowa o stosunku wszystkich rat kredytowych (z wyłączeniem limitów kredytowych) do dochodu netto gospodarstwa domowego. Dane KNF wskazują, że w 2018 roku udział nowych kredytów mieszkaniowych pod względem poziomu DSTI wyglądał następująco:

  • DSTI do 20% – 24% wartości kredytów mieszkaniowych
  • DSTI od 20% do 30% – 22%
  • DSTI od 30% do 40% – 25%
  • DSTI od 40% do 50% – 19%
  • DSTI od 50% do 60% – 8%
  • DSTI powyżej 60% – 2%

Analogiczne wyniki dotyczące nowych „hipotek” z 2019 r. przedstawiają się następująco:

  • DSTI do 20% – 21% wartości kredytów mieszkaniowych
  • DSTI od 20% do 30% – 22%
  • DSTI od 30% do 40% – 26%
  • DSTI od 40% do 50% – 19%
  • DSTI od 50% do 60% – 9%
  • DSTI powyżej 60% – 2%

Powyższe informacje potwierdzają, że w 2018 r. oraz 2019 r. rozkład nowych kredytów mieszkaniowych pod względem wskaźnika DSTI był dość podobny. Niepokoić może jednak ubiegłoroczne przesunięcie wyników w kierunku wyższego poziomu DSTI (widoczne dla przedziałów do 20%, 30% – 40% oraz 50% – 60%). Ogólnie rzecz biorąc, dane Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że około 20% nowych kredytów mieszkaniowych z lat 2018 – 2019 cechowało się wysokim poziomem wskaźnika DSTI (40% – 50%), a w przypadku kolejnych 10% – 11% kredytów ten indeks osiągnął alarmującą wysokość (ponad 50%). Analogiczne wyniki dla całego portfela kredytów mieszkaniowych pod koniec 2019 r. wynosiły odpowiednio 12% (DSTI 40% – 50%) oraz 11% (DSTI ponad 50%).Udział nowych kredytów mieszkaniowych pod względem DSTI

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

5 trendów IT na 2021 rok. Co było i co nas czeka według OVHcloud?


Żegnamy 2020 i z nadzieją wchodzimy w 2021 rok. Co było i co nas czeka według OVHcloud?

Rok 2020 wywrócił do góry nogami rzeczywistość, którą znaliśmy. Obowiązek zachowania fizycznego dystansu w praktyce przeniósł wiele osób do wirtualnego świata. Dlatego w czasie gdy wiele branż, takich jak gastronomia czy hotelarstwo musiało zawiesić swoją działalność, sektor IT rozwijał się w przyśpieszonym tempie, a chmura obliczeniowa, usługi w chmurze i e-commerce stały się dla wielu nową normalnością. I chociaż mijający rok zapamiętamy zapewne na długo, to z pewnością zaowocuje on wieloma ciekawymi trendami technologicznymi. Czy pozwolą one spojrzeć w nadchodzącą przyszłość z optymizmem?

Podsumowanie 2020 roku w branży technologicznej

Zarówno wielbiciele technologicznych nowinek, jak i fani fantastyki naukowej od wielu lat rozmyślali nad jeszcze kiedyś futurystycznie brzmiącym rokiem 2020. Oprócz zalet życia w świecie zaawansowanej technologii, niektórzy zastanawiali się również nad jej negatywnymi konsekwencjami. Jednak, gdy pełni nadziei wchodziliśmy w bieżący rok, nikt nie przewidywał jak wyczerpujący się okaże. Ostatnie 12 miesięcy upłynęło nam pod znakiem wielu istotnych wydarzeń:

  1. Zwarci i gotowi

Pandemia w 2020 roku to tragedie poszczególnych ludzi i całych narodów. To jednak także seria wyzwań. Z jednej strony koncerny farmaceutyczne ruszyły do opracowania szczepionek w możliwie najkrótszym czasie, z drugiej strony Polacy przenieśli do swoich mieszkań nie tylko biura, ale także i szkoły, gabinety lekarskie, restauracje czy sale kinowe. Poziom edukacji, rzetelność telewizyt czy efektywność wykonywanej pracy pod dyktando e-testów czy zdalnych lekcji można oceniać różnie. Najważniejsze jednak, że konieczne rozwiązania były powszechnie dostępne, istniały narzędzia i niezbędna infrastruktura – aplikacje do prowadzenia spotkań i przesyłania filmów, szerokopasmowy Internet czy sprzęt komputerowy. Oczywiście, zawsze można było sprawniej i lepiej, ale wyobraźmy sobie lockdown choćby dekadę temu, przecież nasza codzienność wyglądałaby zupełnie inaczej. Mimo wszystko obecny wynik należy uznać za sukces, a z pewnoscią 2021 rok pozwoli udoskonalić wiele elementów.

  1. Szybsza cyfryzacja

Jedną z trudności, jakie przyniósł mijający rok, był brak stabilności. Z dnia na dzień konieczne stało się dostosowanie planów, preferencji i przyzwyczajeń do nowych warunków. Okazało się, że niemal każda potrzeba: od kontaktu z drugim człowiekiem przez zakupy po realizację recepty łączy się ze zmianą. Toteż konsumenci, jak i usługodawcy oraz sprzedawcy zaczęli szukać nowych możliwości. Konieczność zapewnienia ciągłości biznesowej zmotywowała wiele firm do działania i zrealizowania odkładanej od lat transformacji cyfrowej, spełniając przy tym restrykcyjne wymagania dotyczące bezpieczeństwa danych oraz prywatności. Ponieważ świat zamknął się niemal z dnia na dzień, a wiele sektorów nie było na to przygotowanych, innego wymiaru nabrały wzajemne wsparcie i współpraca. Przykładem są tu firmy IT, które już na początku pandemii powołały do życia organizacje pomocowe, takie jak europejska inicjatywa „Open Solidarity” czy „Tech To The Rescue”, dzięki którym potrzebujące firmy mogły skorzystać ze wsparcia narzędziowego i wiedzy eksperckiej w cyfryzacji.

  1. Cybersuwerenność Europy

Bez wątpienia, donośniej wybrzmiewała w 2020 roku kwestia cyfrowej suwerenności danych. Koncepcja oddania krytycznej infrastruktury informacyjnej europejskich podmiotów w ręce prywatnych firm podlegających prawu odbiegającemu znacznie od kontynentalnych standardów prowokowała pytania i dyskusje. Rozdrobnienie mapy politycznej Europy utrudniało jednak stworzenie jednolitego planu. Chcąc znaleźć rozwiązanie i celem stworzenia zaufanej oferty usług chmury publicznej na potrzeby rynków europejskich, dla których kluczowa jest suwerenność danych oraz zgodność z RODO, z inicjatywy francusko – niemieckiej powołano międzynarodowy projekt Gaia-X, gdzie OVHcloud było jednym z założycieli. Obecnie opracowywane są kolejne narzędzia, które mogą służyć europejskim firmom, a jednocześnie zapewniać standardy ochrony danych, kluczowe dla Europy.

  1. Blockchain

Rewolucja Blockchain wydaje się wciąż przed nami. Technologia Blockchain, która wymusiła współpracę pomiędzy konkurującymi z sobą instytucjami finansowymi i zarazem absolutny hit roku 2019 nie zmieniła świata. Niewykluczone jednak, że za czas jakiś znów usłyszymy o Blockchainie, który wciąż może zrewolucjonizować ekonomię i przyczynić się do gospodarczego boomu, zwłaszcza że jako pierwsza potencjał blochchain doceniła branża finansowa.

  1. Wirtualnie blisko

Przymus fizycznego dystansu obrócił o 180 stopni formę świadczenia pracy i od miesięcy otwartym pozostaje pytanie, czy wrócimy na pełen etat do biur? Obostrzenia przyśpieszyły otwieranie się biznesu na szerokie zastosowanie Wirtualnej Rzeczywistości (VR). Wyszkolenie pracownika w bezpiecznym, wirtualnym środowisku pozwala mu nie tylko przećwiczyć te mniej i bardziej typowe scenariusze wydarzeń, ale także zyskać niezbędną pamięć mięśniową. A wszystko to bez konieczności zatrzymywania działania zakładu i bez ryzyka wypadków. Co ciekawe, w 2020 roku VR współpracujący z komputerami PC wreszcie doczekał się gier AAA, ale to też rok, w którym cała Polska zobaczyła zdalne lekcje prowadzone w poznańskiej szkole, właśnie z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. To też pierwsze konferencje i spotkania biznesowe prowadzone w wirtualnej przestrzeni.

Technologiczne trendy na które z niecierpliwością czekamy w 2021

Oprócz symbolicznego znaczenia, Nowy Rok nie należy do przełomowych momentów. Gdy zegary wybijają północ, a my sięgamy po okazjonalną lampkę szampana, w naszym życiu przeważnie nie zmienia się nic oprócz daty w kalendarzu. Mimo to nowy rok zawsze wywołuje dreszcz ekscytacji, choć branża IT nie zmienia się z dnia na dzień. Nowe, przełomowe rozwiązania w rzeczywistości rozwijane są latami zanim przyjdzie ich czas. Jakie trendy wypłyną lub umocnią się w 2021?

  1. Bliżej klienta

Wczoraj off-line, dziś on-line. Boom przenoszenia biznesów do sieci oraz skokowy wręcz rozwój e-commerce skłonił nowe grupy konsumentów do zmiany swoich nawyków. Dotąd nieufni i niechętni zaczęli szukać w sieci potrzebnych produktów i usług, zmuszeni sytuacją. Jedna trzecia, według badań, deklaruje, że nadal będzie robić zakupy w e-sklepach, ale co postanowi reszta? Aby zostać w grze, nie wystarczy już tylko uruchomić e-biznes. W nadchodzącym roku konieczne będzie umiejętne zagospodarowanie klientów, którzy zaufali wirtualnej rzeczywistości, a zarazem dbanie o jakość usług, a więc w cenie będzie UX, zbieranie danych i ich analityka. Na pewno zrobi to nasza konkurencja.

  1. Opóźniona nowa era Internetu? Wdrożenie technologii 5G

Rośnie pula urządzeń mobilnych, mogących korzystać z nowoczesnych sieci piątej generacji. Przynajmniej od roku na rynku dostępne są rozwiązania umożliwiające działanie w sieci 5G. Okraszone kontrowersjami, przedłużające się oczekiwanie na aukcję operatorskich częstotliwości 5G już w 2020 roku odważyło głodne nowości firmy do podejmowania ograniczonych przestrzennie eksperymentów z nową siecią. W roku 2021 nie uda się już utrzymać 5G na smyczy. Tym bardziej, że media naukowe donoszą o koncepcjach sieci szóstej oraz siódmej generacji.

  1. Sztuczna inteligencja (AI)

Niezależnie od tego czy jesteśmy zwolennikami sztucznej inteligencji czy wręcz przeciwnie, AI już teraz towarzyszy nam w życiu codziennym i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. Wystarczy spojrzeć na inteligentne chatboty wykorzystywane w sektorze usługowym. Wdrożenie tego rozwiązania odciążyło pracowników od mechanicznych czynności i podniosło satysfakcję klientów, którzy nie muszą już czekać na odpowiedź konsultantów. Pandemia pokazała nam też inne schematy wykorzystania algorytmów SI, takie na przykład jak zbieranie informacji na temat opieki zdrowotnej, czy wskaźników dot. Infekcji. Analizując zebrane dane i śledząc trendy AI może przyczynić się do odkrywania przed nami niewidzianych ludzkim okiem powiązań, które mogą pomóc w walce z pandemią… tą lub następną.

  1. Kwantowi siłacze

Coś, co jeszcze niedawno stawiane było na jednej półce z teleporterem i podbojem kosmosu, wkrada się powoli do powszechnej świadomości jako rzecz nie tyle “wykonalna”, co “oczywista”. Po takich gigantach, jak IBM, Google, czy Honeywell w końcu 2020 roku do gry weszli Chińczycy. Ich specjalnie w tym celu zaprojektowany komputer kwantowy w ciągu kilku minut rozwiązał problem, który istniejącym już komputerom opartym na mechanice kwantowej, zająłby kilka miliardów lat. Imponujące. I choć wciąż więcej w tym prężenia muskułów i marketingu, niż scenariuszy praktycznego zastosowania, rok 2021 może obfitować w pokazy siły kwantowych osiłków.

  1. Jeszcze większa suwerenność danych?

Eksperci nie są pewni jak zmiany w amerykańskiej administracji wpłyną na trwającą wojnę handlowo-technologiczną USA-Chiny. Szale mogą się przechylić w obie strony… i choć Europa znajduje się z boku tego konfliktu, ona także odczuwa jego skutki. Fragmentacja Starego Kontynentu, wielość języków, kultur, stopnia rozwoju i różnorodne prawodawstwo sprawiają co prawda, że Europa nie jest łatwym rynkiem. To jednak także powód braku zdolności dogadania się nawet w tych kluczowych sprawach. Zdaje się jednak, że w 2021 roku musi nastąpić przełom. Coraz silniej słychać bowiem głosy promujące zajęcie wspólnego, europejskiego stanowiska. Na sile przybierają takie inicjatywy jak Gaia-X czy Open Trusted Cloud. Istotne jest także ogłoszenie przez Komisję Europejską gotowej (po 7 latach negocjacji) umowy ekonomicznej UE-Chiny.

Mówi się, że covid-19 zrobił dla cyfryzacji nad Wisłą więcej niż wszystkie rekomendacje Komisji Europejskiej w tym temacie do tej pory. W ubiegłorocznych prognozach[1] na 2020 Gartner przewidywał, że do 2021 inicjatywy dotyczące transformacji cyfrowej obejmą duże tradycyjne przedsiębiorstwa, ale będą trwały średnio dwa razy dłużej i kosztować dwa razy więcej niż zakładano. – zauważa Robert Paszkiewicz, odpowiedzialny w OVHcloud za region Europy Środkowo-Wschodniej. – Nikt jednak nie przewidział globalnej pandemii. A gdy wybuchła, w obliczu realnych i palących potrzeb wiele latami odkładanych decyzji i ciągnących się procesów zostało natychmiast wdrożonych. Potrzeba wymusiła działanie. Zostaliśmy wyrwani ze strefy komfortu i weszliśmy do strefy wpływów… technologii.

O ile przed lockdownem aż 73 % firm nie inwestowało w nowe technologie, to podczas pandemii wykorzystywało je już 91 %[2] ponieważ pojawiły się wymierne, policzalne oczekiwania, a istniejąca technologia potrafiła je zaadresować. W przyszłym roku zaś te rozwiązania będą zapewne doskonalone i upowszechniane i dzięki wirusowi zrobimy spory digitalowy krok naprzód.

[1] Gartner Top Strategic Predictions for 2020 and Beyond, październik 2019

[2] Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, czerwiec 2020

Sylwester 2020 – jak pożegnamy stary rok? Ile wydamy?

W Sylwestra zostaną wprowadzone ograniczenia w przemieszczaniu się. Czy pokrzyżuje to imprezowe plany Polaków? Niekoniecznie, bowiem i tak niemal trzykrotnie więcej (69 proc.) osób niż w 2019 zamierzało spędzić ostatnią noc roku w towarzystwie domowników. Tylko co czwarta osoba wybiera się na imprezę do znajomych lub sama organizuje domówkę albo też planuje gdzieś wyjechać. Efekt? Zdecydowanie mniejsze wydatki przewidziane na nadchodzącego Sylwestra – średnio 212 zł wobec 307 zł w ub.r. 31 grudnia będziemy żegnać rok, który pozostanie w pamięci przede wszystkim jako czas niepewności, obaw, stresu, strachu, smutku i złości – wynika z badania dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Choć w Sylwestra większość z nas zwykle chce się dobrze bawić, w tym roku okoliczności są ku temu niesprzyjające. Pandemia pokrzyżowała plany organizatorom imprez masowych i osobom, które chciałyby witać Nowy Rok spędzić na zabawach, balach i wyjazdach. Obostrzenia zalecają pozostanie w domu, a sytuacja również nie do końca zachęca do świętowania. Dlatego tym razem pozostają przede wszystkim domówki z ograniczoną liczbą osób, a i tych będzie znacznie mniej niż zazwyczaj.

Sylwester 2020 – jak go spędzimy
Źródło: Badanie dla BIG InfoMonitor

Kowalski sam w domu

Chętnych do hucznego pożegnania mijającego roku jest zaledwie 26 proc., podczas gdy w 2019 r. bawiło się lub wyjeżdżało z tej okazji ponad 70 proc. osób. Tym razem 69 proc. deklaruje, że nie ruszy się z domu i nie będzie do siebie kogokolwiek zapraszało – wynika z badania przeprowadzonego przez Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Jedynie co ósmy ankietowany (13 proc.) urządzi imprezę w swoich czterech kątach, a niemal co dziesiąty (9 proc.) uda się na domówkę do znajomych lub kogoś z rodziny. To spora zmiana w porównaniu do zeszłego roku, kiedy to niemal co trzeci Polak bawił się u znajomych, a jedna czwarta była gospodarzem sylwestrowej imprezy. Jeszcze gorzej jest z imprezami zorganizowanymi. W 2019 roku co dziesiąta osoba wybierała się do restauracji, klubu, kina czy teatru, by pożegnać stary rok. Tym razem nie ma takiej możliwości, a nawet gdyby była, to taką opcję wybrałby zaledwie 1 proc. Polaków. Podobnie z imprezami pod gołym niebem. Rok temu była to atrakcyjna propozycja dla 3,4 proc., teraz jedynie dla 1 proc. badanych.

Ta zmiana zwyczajów nie powinna właściwie dziwić, skoro główną przyczyną takich postanowień są restrykcje wywołane pandemią, ograniczeniem liczby osób przy spotkaniach świątecznych, pogorszenie się sytuacji materialnej wielu osób i wprowadzony zakaz przemieszczania się. Choć należy zaznaczyć, że akurat ten ostatni element nie miał wpływu na wyniki badań, bo zostały one przeprowadzone w dniach 11-15 grudnia, jeszcze przed ogłoszeniem przez rząd zakazu poruszania się między godz. 19, 31 grudnia a 6 rano, 1 stycznia.

Jednak znajdą się też tacy, którzy mimo wszystko wyruszą gdzieś dalej od domu, by przywitać Nowy Rok i pożegnać ten, który przysporzył tylu kłopotów. Według badania na wyjazdy bliższe i dalsze uda się ok. 3 proc. osób.

Sylwester tańszy o prawie jedną trzecią

Tegoroczna drastyczna zmiana planów przełożyła się na przewidziane na Sylwestra wydatki. W porównaniu z zeszłym rokiem spadły prawie o jedna trzecią z 307 zł do 212 zł. Nie będzie balów, uroczystych przyjęć, a nawet imprez pod chmurką, a co za tym idzie wydatków na fryzjera, kosmetyczkę czy nową garderobę. Stąd też spora w tym roku różnica w deklarowanych wydatkach, w zależności od płci. Panie zaoszczędzą i przewidują przeznaczyć na tę okazję mniej niż panowie, wydadzą średnio 177 zł, podczas gdy panowie 261 zł. Co ciekawe gospodarstwa o niższych wpływach (od 1 do 2 tys. zł) zamierzają świętować za wyższą kwotę – 288 zł, niż ci, których portfele co miesiąc zapełniają się sumą od 7 do 10 tys. zł. Oni wydadzą 241 zł. Zaszaleją osoby, które na to stać: gospodarstw domowych którym co miesiąc wpływa na konto co najmniej 10 tys. zł netto, chcą przeznaczyć na zabawę sylwestrową średnio aż 774 zł.

Trudno przesadzać z wydatkami w niepewnych czasach

Zwykle nadmierne wydatki związane wyprzedażami, a potem ze świętami Bożego Narodzenia i Sylwestrem stawały się dla niejednej osoby powodem problemów finansowych i ostatecznie wpisu do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W rezultacie w pierwszym kwartale roku wierzyciele zgłaszali więcej niesolidnych konsumentów do rejestru, niż miało to miejsce w innych okresach.

– Pytanie, jak będzie tym razem? Niepewność, obawa o przyszłość i stres to trzy najczęściej wskazywane przez Polaków emocje, jakie towarzyszyły im w mijającym roku. Trudno w takich okolicznościach przesadzać z zakupami zakładając, że wszystko skończy się dobrze i w następnych tygodniach uda się wyjść z finansowego dołka. Zdecydowana większość stała się bardziej przezorna i oszczędna, a ze względu na pandemię sytuacja materialna niektórych osób się pogorszyła. Niższe o 10 proc. wydatki na zorganizowanie świąt i o ponad 30 proc. na Sylwestra są tego najlepszym dowodem – mówi Halina Kochalska, ekspert Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. – Dlatego też, jeśli w najbliższych miesiącach do rejestru będą trafiać nowi dłużnicy, to zdecydowanie rzadziej powodem będzie niepoprawny optymizm przy zazrądzaniu pieniędzmi, jak bywało wcześniej. Przyczyny będą zdecydowanie poważniejsze – dodaje.

2020 rok odebrał poczucie stabilizacji

Najczęściej odczuwane przez Polaków emocje w 2020 r. to: niepewność, obawy, stres, strach, smutek, gniew i złość oraz rozczarowanie. Niewielu z tego czasu wyniesie choćby odrobinę pozytywnych emocji. Na możliwe trzy wskazania, jedynie w co dziesiątym przypadku badani byli w stanie wspomnieć też o radości, spokoju czy pozytywnym zaskoczeniu. Nachodząca zmiana roku nie zapowiada na razie, by pierwsze tygodnie 2021 r. miały być odbierane inaczej.

2020 rok odebrał poczucie stabilizacji
Źródło: Badanie dla BIG InfoMonitor

Pandemiczne zasady zostaną z nami w 2021 roku

Dla zarządców nieruchomościami kończący się rok okazał się przełomowy. Dostrzegamy kilka wyraźnych trendów, które pojawiły się w ciągu ostatnich miesięcy i z nami pozostaną. Jednym z nich, silnie związanym z aktualną sytuacją pandemiczną jest modyfikacja funkcjonowania wspólnot mieszkaniowych. Zdalne zebrania mieszkańców i głosowanie będą najsilniejszym trendem nadchodzących miesięcy. Wspólnoty, które nie przeszły cyfrowej modernizacji mają wiele do nadrobienia.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezesa firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami

Istotną modyfikacją w pracy i funkcjonowaniu wspólnot mieszkaniowych w Polsce będzie element spotkań, głosowań i zebrań. Wszystkie te powyższe czynności już od jakiegoś czasu powinny odbywać się zdalnie. Mimo luzowania obostrzeń i powrotu do możliwości przeprowadzenia pewnych czynności osobiście, prawdziwie profesjonalni zarządcy uruchomili narzędzia online, które pomagają załatwić wszystkie wspólnotowe sprawy w 100% bez kontaktu osobistego. Co więcej, profesjonaliści czynią starania, aby Rząd wpisał na stałe stosowne regulacje w ustawę o własności lokali związane z procedowaniem spraw administracyjnych w sposób zdalny – z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi informatycznych. Na dzień dzisiejszy, każda ze wspólnot która chce w taki sposób procedować musi najpierw podjąć stosowną uchwałę i ją przegłosować w tradycyjny sposób – np. zbierając podpisy od drzwi do drzwi poprzez pracownika firmy zarządzającej daną nieruchomością lub reprezentanta Zarządu. Wspólnoty, które liczą na zmianę obostrzeń i rychły powrót do normalności mogą się zwyczajnie bardzo zdziwić. Przed nami kolejna fala pandemii i nie ma co się oszukiwać – mimo bardziej zrównoważonego podejścia Rządu do lockdownu, obostrzenia w sektorze administracji budynkami są bezinwazyjne i konieczne. Te firmy, które zwlekają z wdrożeniem rozwiązań informatycznych do bardziej sprawnego i efektywnego funkcjonowania będą musiały to zrobić tak czy inaczej i przegrają walkę z konkurencją, która będzie już w tej materii bardzo sprawna. Na rynku jest obecnie dostępnych kilka bądź kilkanaście narzędzi, które można kupić i wdrożyć praktycznie od ręki. Są to rozwiązania dedykowane dla branży zarządzania nieruchomościami bądź wymagające niewielkich modyfikacji i dostosowania do naszej pracy. My z tego typu rozwiązań autorskich korzystamy od lat i zapewniam, nie taki wilk straszny jak go malują.

Brexit może być szansą dla polskich przedsiębiorców. Eksporterzy muszą jednak liczyć się z komplikacjami

Do końca okresu przejściowego, po którym brexit stanie się faktem, zostały tylko dwa dni. Wielka Brytania opuści jednolity rynek i unię celną, a firmy prowadzące wymianę handlową z tamtejszym rynkiem od 1 stycznia 2021 roku będą obowiązywać nowe zasady. Część branż, ze względu na spodziewane komplikacje formalnoprawne, zaczęła szukać alternatywnych kierunków. Doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazuje jednak, że ze względu na strukturę tamtejszego rynku Wielka Brytania nie może zrezygnować z importu, a z tamtejszego rynku, który jest duży i chłonny, polskie firmy nie powinny szybko rezygnować.

– Sporo polskich przewoźników i eksporterów liczy się z tym, że będzie im znacznie trudniej dotrzeć do brytyjskiego rynku. Od jakiegoś czasu patrzą na rynki alternatywne, takie jak Skandynawia, Francja, Holandia czy Belgia. Z drugiej strony rynek brytyjski wciąż jest wart, żeby o niego powalczyć. Wielka Brytania to piąta największa gospodarka świata, bogaty i podatny rynek, który potrzebuje produktów i warto się będzie postarać, mimo że stanie się to zdecydowanie bardziej skomplikowane – mówi agencji Newseria Biznes Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Wielka Brytania oficjalnie wystąpiła z Unii Europejskiej 31 stycznia br. Z kolei z końcem tego roku mija okres przejściowy, po którym definitywnie przestanie być członkiem UE. 24 grudnia, po ponad trzyletnich negocjacjach, obie strony doszły w końcu do porozumienia w kwestii wspólnych relacji i zasad obowiązujących od 1 stycznia 2021 roku.

Dokument, który wraz z załącznikami liczy prawie 2 tys. stron, reguluje nie tylko wartą około 750 mld euro rocznie wymianę handlową, ale także m.in. kwestie bezpieczeństwa czy rynku pracy. Zawarcie umowy oznacza, że w obrocie gospodarczym nie będą obowiązywały cła i ograniczenia ilościowe. Mimo to polscy przedsiębiorcy współpracujący z tamtejszym rynkiem muszą liczyć się z dużymi utrudnieniami.

– W tej chwili polski przedsiębiorca, który eksportuje swój towar do Wielkiej Brytanii, potrzebuje dwóch kartek papieru, czyli faktury i listu przewozowego. Natomiast od nowego roku będzie potrzebował już 11 kartek papieru i będzie musiał postarać się m.in. o zaświadczenie kraju pochodzenia towaru czy certyfikaty fitosanitarne bądź weterynaryjne w przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego. Aby to wszystko działało na czas, rząd brytyjski wprowadza 10 nowych systemów informatycznych, z których wszystkie muszą współpracować między sobą i być dostępne dla przedsiębiorców wszystkich krajów unijnych do końca tego roku. Wiadomo, jak to jest, kiedy się wprowadza jeden nowy system informatyczny, a tutaj chodzi aż o 10, więc pole do komplikacji jest duże – mówi Michał Dembiński.

Uzgodniona w zeszłym tygodniu umowa o handlu i współpracy między Wielką Brytanią i UE nie przewiduje okresu dostosowawczego, co oznacza, że większości podmiotów pozostało raptem kilka dni na dostosowanie się do nowych zasad. Tylko niektóre jej przepisy będą wdrażane z opóźnieniem (np. konieczność posiadania paszportu przy wjeździe do UK pojawi się dopiero od października). Jednak eksperci są zgodni, że bezumowny brexit byłby dla polskiej gospodarki dużo gorszym scenariuszem, np. ze względu na wprowadzenie stawek celnych. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii szacowało, że w takim przypadku w długim terminie spadek eksportu z Polski do Wielkiej Brytanii mógłby sięgnąć od 30 do 70 proc., przy czym najmocniej ucierpiałby sektor rolno-spożywczy.

 Zobaczymy spadek w eksporcie, ale trzeba brać pod uwagę, że w tym roku już go widzieliśmy w związku z COVID-em. W przyszłym roku Wielka Brytania będzie miała wielkie problemy, żeby odbić się od tego dna. Polsce będzie zdecydowanie łatwiej – mówi główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Wielka Brytania ma nadwyżkę w eksporcie usług na rynek UE. Z kolei kraje Unii mają zdecydowaną nadwyżkę w sprzedaży towarów na brytyjski rynek. Na Wyspy najwięcej eksportują Niemcy, ale trafia tam również około 6 proc. towarów wyprodukowanych w Polsce (42,5 mld zł). Jak podaje resort rozwoju, w ciągu trzech kwartałów tego roku wartość wymiany handlowej między Polską a Wielką Brytanią wyniosła 57,5 mld zł. Znaczący udział ma w tym sektor rolno-spożywczy, bo Zjednoczone Królestwo jest drugim odbiorcą polskich produktów (wartość eksportu po trzech kwartałach to ok. 10 mld zł).

Doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazuje, że ze względu na strukturę tamtejszego rynku Wielka Brytania nie może zrezygnować z importu i kupowania chociażby żywności. Dlatego też, mimo spodziewanych komplikacji, z brytyjskiego rynku, który jest duży i chłonny, nie należy zbyt szybko rezygnować.

– Najważniejsza prawda o brytyjskiej gospodarce jest taka, że ona za mało produkuje. Produkcja przemysłowa stanowi jedynie 8,5 proc. brytyjskiego PKB. W Polsce to jest 17 proc., a w Niemczech – 20 proc. Brytyjczycy są więc skazani na import towarów. Pytanie jest jedno: skąd będą kupowali po brexicie. Tutaj widzę szansę dla polskich eksporterów – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że baza kosztowa w Polsce nadal jest znacznie tańsza niż w Europie Zachodniej. Polskie produkty, które cieszą się renomą, są w atrakcyjnej cenie i dobrej jakości, będą miały szanse, żeby się przebić – mówi Michał Dembiński.

Dla firm, które prowadzą handel z Wielką Brytanią, MRPiT udostępnia na stronie brexit.gov.pl specjalny poradnik, w którym opisane są m.in. nowe zasady dotyczące formalności celnych, podatkowych, wymaganych od nowego roku świadectw, zezwoleń, oznakowań i etykiet dla towarów eksportowanych na brytyjski rynek.

COVID-19 długoterminowo wpłynie na bezpieczeństwo emerytów w Polsce. Może stać się poważnym zagrożeniem dla stabilnych wypłat

W Polsce emerytury w przeważającej mierze zależą od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zasilanego przez składki pracowników oraz budżet państwa. Zmiany demograficzne powodują, że te pierwsze będą topnieć, a dodatkowo COVID-19 utrudni wypłaty z budżetu, co może oznaczać zagrożenie dla bezpieczeństwa przyszłych emerytów w Polsce. – Alternatywy dla ZUS istnieją, ale my ich nie rozwijamy – podkreśla Krzysztof Nowak z firmy Mercer. Potrzebne jest zwiększenie części kapitałowej w systemie, bo dziś jej udział wciąż jest zbyt niski, i to mimo rozwijania programu pracowniczych planów kapitałowych.

 COVID ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa emerytów w Polsce i to długoterminowe, które dzisiaj trochę lekceważymy albo go nie dostrzegamy, a za chwilę będzie to jedno z bardziej istotnych zagrożeń – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Nowak, prezes zarządu Mercer w Polsce. – W efekcie COVID-u rośnie zadłużenie, rośnie deficyt. ZUS zaczyna konkurować o środki budżetowe z innymi typami wydatków. Na razie są to wydatki bezpośrednie w ramach tarcz czy ochrony gospodarki, a za chwilę będą to wydatki związane ze spłatą tego zadłużenia.

W 2020 roku wydatki z budżetu państwa na ZUS wynieść mają – według uzasadnienia nowelizacji dokonanej w związku z pandemią i wprowadzeniem tarcz antykryzysowych – 57,4 mld zł, o 12,5 mld zł więcej niż przed nowelizacją. To ponad połowa zaplanowanej na ten rok dziury budżetowej (109,3 mld zł), chociaż zgodnie ze sprawozdaniem resortu finansów na temat wykonania budżetu deficyt po listopadzie wynosi nieco ponad 13 mld zł (czyli 12 proc. zaplanowanego). Zdecydowana większość tej dodatkowej kwoty, bo 12 mld zł, zasili Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Wpłata ta ma stanowić „bufor ograniczający ryzyko wynikające z wpływu pandemii COVID-19 na otoczenie makroekonomiczne oraz ryzyko systemowe wynikające z niezakończonych prac nad ustawą o reformie OFE”.

Sytuacja ZUS-u ma znaczenie z dwóch perspektyw, pierwsza jest taka, ile osób płaci składki, czyli im większe bezrobocie, tym sytuacja ZUS-u i wypłat świadczeń jest bardziej zagrożona – mówi prezes zarządu Mercera. – W Polsce ta sytuacja nie jest wcale zła, tzn. oczywiście bezrobocie rośnie, natomiast cały czas jest to poziom stosunkowo bezpieczny. Natomiast jest drugie zagrożenie: luka w ZUS-ie, czyli różnica między wpływami składek a wypłatami. Ona się dzisiaj zwiększa, po pierwsze, ze względu na obniżenie wieku emerytalnego, ale po drugie, właśnie ze względu na skutki COVID-u dla gospodarki.

Jak podał ZUS, po trzech kwartałach roku sytuacja finansowa napawa optymizmem. W okresie od stycznia do końca września wydatki Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wyniosły 197,1 mld zł, podczas gdy wpływy ze składek i ich pochodnych wyniosły 144,5 mld zł, co stanowi 73,3 proc. wydatków, przy czym w samym III kwartale odsetek ten wzrósł do 77,9 proc. Jednak stało się to przed listopadowym lockdownem i wprowadzeniem tarczy branżowej. Zakłada ona zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne firm z branż najbardziej dotkniętych skutkami zamknięcia gospodarki. To w dalszym ciągu będzie rzutować na finanse ZUS. W przyszłym roku – według ustawy budżetowej – przychody FUS oszacowano na 270,6 mld zł, a koszty na 282,4 mld zł. Dotacja z budżetu państwa (uwzględniająca przychody, przewidywany koszt świadczeń i koszty bieżące FUS) została przewidziana na 59,5 mld zł.

– Alternatywy dla ZUS-u istnieją, ale my ich nie rozwijamy. Jest tylko jedno rozwiązanie, żeby zwiększać udział systemu kapitałowego. My akurat robimy na odwrót, ponieważ właśnie likwidujemy OFE. W zamian mamy wyłącznie pracownicze plany kapitałowe, w których składka wynosi 3,5 proc., podczas gdy na początku OFE było to 7,3 proc., czyli nie rozwijamy elementu kapitałowego. Co więcej, długo będziemy jeszcze budować aktywa PPK, żeby one chociaż dorównywały w jakimś stopniu przeszłym aktywom OFE – mówi Krzysztof Nowak.

Firma Mercer wraz z Australijskim Centrum Usług Finansowych od niemal 12 lat przygotowuje ranking systemów emerytalnych różnych krajów – Melbourne Mercer Global Pension Index. W 2020 roku Polska znalazła się na 25. miejscu na 39 krajów (rok wcześniej była to 21. pozycja na 37 państw), uzyskując 54,7 na 100 punktów. Dla porównania najwyżej sklasyfikowane Holandia i Dania przekroczyły 80 punktów. W przyszłym roku pod uwagę zostaną wzięte kolejne etapy wprowadzania PPK i dokończenie zamiany OFE na IKE.

Nie wiem, jak kwestia OFE zostanie oceniona, bo z jednej strony eliminujemy system kapitałowy o znaczącej wartości aktywów,  około 200 mld zł. Natomiast z drugiej strony, na szczęście, jeżeli rządowy projekt zostanie wprowadzony w życie, środki OFE zostaną przekształcone w prywatne środki IKE, czyli pozostaną w systemie. Z perspektywy wartości aktywów one będą działać, natomiast na IKE nie wpłyną żadne obowiązkowe składki – mówi prezes Mercera.

1 stycznia 2021 roku do PPK przystąpią firmy zatrudniające od 1 do 19 osób. Reforma wdrażana jest od 1 lipca 2019 roku i objęła kolejno duże przedsiębiorstwa (powyżej 250 osób), średnie (50–249 pracowników) oraz zatrudniające od 20 do 50 osób. Jak powiedział szef PFR Paweł Borys, po trzech etapach stopa partycypacji przekroczyła 30,4 proc., a liczba pracowników aktywnie odkładających w PPK wynosi 1,7 mln. To o 500–700 tys. mniej, niż planowano, gdyż mniej niż połowa firm objętych tymi etapami posiada aktywne konta PPK. Po IV etapie celem jest podwojenie liczby uczestników. Do 2025 roku ma ich być 4,5–6 mln, a w długim terminie 6–8 mln (partycypacja na poziomie 50–75 proc.).

Początek roku przyniesie wiele nowych obciążeń dla firm. Część z nich dotknie również konsumentów

Podatek CIT dla spółek komandytowych, opłata cukrowa czy podatek od sprzedaży detalicznej to tylko niektóre koszty, które będą musiały uwzględnić firmy od 2021 roku. Do tego dojdą m.in. wyższa płaca minimalna czy podwyżka opłat za wywóz śmieci i energię. Zdaniem Grzegorza Baczewskiego z Konfederacji Lewiatan nadmierne obciążenie firm w warunkach kryzysu i często zmniejszonych przychodów może skutkować bankructwami. Te zaś spowodują mniejsze wpływy do budżetu państwa.

Od nowego roku wejdzie w życie szereg zmian dotyczących sposobu opodatkowania, m.in. dodatkowy podatek dla spółek komandytowych, ale także tzw. opłata cukrowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – Mamy też do czynienia z obostrzeniami, które powodują, że wiele firm właściwie nie tyle musi borykać się ze zwiększonymi wydatkami, co przede wszystkim ze znacznie zmniejszonym przychodem. To powoduje, że regulacje, które zwiększają obciążenia dla firm, są wprowadzane w niewłaściwym momencie.

Jednym z nowych przepisów będzie nałożenie 19-proc. podatku CIT na spółki komandytowe. Niezależnie od tego wspólnicy będą płacić, jak dotychczas, podatek dochodowy. Przepis ten dotyczy 40,6 tys. spółek komandytowych (stan na koniec 2019 roku). Ta liczba była o 13,3 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Także z początkiem roku wchodzi w życie tzw. opłata cukrowa, czyli podatek od zawartości cukru w dosładzanych napojach. Obejmuje ona jednak nie tylko cukier, ale i jego zastępniki, także te nisko- lub zerokaloryczne. Opłata składać się będzie z części stałej oraz zmiennej. Pierwsza z nich wyniesie 50 gr za litr napoju, a jeśli napój zawiera także substancję aktywną (taurynę lub kofeinę), do tego dochodzi dodatkowe 10 gr za litr. Jeśli natomiast produkt zawiera więcej niż 5 g substancji słodzącej w 100 ml, podlega dodatkowo opłacie zmiennej w wysokości 5 gr za każdy gram cukru powyżej tego poziomu w przeliczeniu na litr napoju. Opłata ta odbije się na sadownikach, producentach nektarów i napojów, producentach buraka cukrowego i cukrowniach. Dodatkowo opodatkowane zostaną napoje alkoholowe w małych pojemnościach – do 300 ml, tzw. małpki.

Wprowadzenie nowych opłat i nowych obowiązków przez legislatora, przede wszystkim przez fiskusa, to  działanie, które wynika z konieczności naprawy kasy państwa, ale niestety jest to rozwiązanie, które może się bardzo negatywnie odbić na sytuacji przedsiębiorstw. Jest ono wprowadzone w warunkach niepewności i prawdopodobnego dalszego spowolnienia, a przynajmniej bardzo poważnych trudności finansowych części branż, co może się z kolei odbić na zwiększonej liczbie bankructw czy zwolnień pracowników – wyjaśnia dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – To nie przełoży się na naprawę realnej sytuacji budżetowej, ponieważ tłamsząc działalność gospodarczą, jednocześnie doprowadzimy do tego, że pogarszające się wyniki będą powodowały zmniejszone przychody.

Po pierwsze, mniejsze mogą być wpływy z podatków od przedsiębiorców, po drugie – z tytułu mniejszej konsumpcji.

– Do tego może doprowadzić chociażby tzw. podatek od handlu, który zostanie prawdopodobnie przerzucony na konsumentów. Ceny wzrosną, co z kolei spowoduje, że i tak już zmniejszona konsumpcja wynikająca z aktualnej sytuacji pandemicznej przełoży się na mniejszą sprzedaż, a więc mniejsze wpływy z VAT-u czy akcyzy – ocenia Grzegorz Baczewski.

Nowemu podatkowi od stycznia będą podlegały największe sieci handlowe (te o miesięcznym obrocie przekraczającym 17 mln zł). Do wysokości 170 mln zł sprzedaży miesięcznie wyniesie on 0,8 proc., a powyżej tego poziomu – 1,4 proc. Wprawdzie TSUE nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie i przed styczniem jej nie podejmie, rząd jednak może zaryzykować „odwieszenie” uchwalonej w 2016 roku ustawy, gdyż w październiku rzeczniczka TSUE ogłosiła, że polski podatek nie stoi w sprzeczności z prawem UE. Ministerstwo Finansów wyraźnie oznajmiło, że żadne prace nad prolongowaniem zawieszenia poboru podatku nie są prowadzone.

Wprowadzane dodatkowe podatki z jednej strony będą powodowały wzrost obciążeń firm, które w warunkach zdecydowanie zmniejszonego popytu na produkcję, czyli zmniejszonej sprzedaży, pogarszających się wyników i tak nie radzą sobie finansowo – przewiduje dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – W tej chwili raczej należałoby się spodziewać redukcji obciążeń. Wiele krajów idzie tą drogą, w ramach swojej polityki antykryzysowej obniża stawki podatkowe bądź zawiesza wprowadzenie podatków. W Polsce niestety mamy do czynienia z rosnącym fiskalizmem.

Jak informował w październiku Polski Instytut Ekonomiczny, dziewięć państw OECD zdecydowało się na obniżenie podatków w 2020 roku. Kolejnych 10 zredukowało VAT na produkty medyczne wspierające walkę z koronawirusem. Przykładem rynku, który obniżył stawki podatkowe, konkretnie podatku VAT, mogą być Niemcy, które dokonały takiego ruchu od 1 lipca 2020 roku, ścinając stawkę podstawową z 19 proc. do 16 proc., a obniżoną z 7 do 5 proc. Sieci handlowe przeniosły tę obniżkę na konsumentów, mocno to działanie nagłaśniając. Od 1 stycznia 2021 roku stawki wracają jednak do poprzednich poziomów. W Polsce podstawowa stawka VAT wynosi 23 proc.

Już w przyszłym roku „polski” instrument zacznie zbierać dane o Słońcu. Rok 2021 może być przełomowy dla rodzimego przemysłu kosmicznego

Polacy aktywnie uczestniczą w największych misjach kosmicznych. Przygotowują się m.in. do misji JUICE, która zbada największe satelity Jowisza, czy misji PROBA, pierwszej na świecie precyzyjnej misji lotniczej ESA. Już w przyszłym roku zbudowany m.in. przez Polaków instrument STIX zacznie też zbierać dane o rozbłyskach na Słońcu. Polscy naukowcy w 2021 roku będą mieć pełne ręce roboty, gdyż uczestniczą w wielu misjach kosmicznych. – Program kosmiczny jest w tej chwili układany i wszystko będzie wiadomo mniej więcej w połowie przyszłego roku – wskazuje dr hab. Piotr Orleański z Centrum Badań Kosmicznych PAN.

– W przyszłym roku nasz sztandarowy instrument STIX zostanie włączony w fazę operacyjną misji Solar Orbiter, czyli misji ESA do Słońca, w ramach której będzie już zbierał konkretne dane. W tej chwili leci do Słońca, był wstępnie przetestowany, pierwsze próby pomiarów naukowych zostały wykonane pomyślnie, a od przyszłego roku będzie już włączony do normalnej kampanii naukowej. To dla nas bardzo istotne, bo będzie przynosił bardzo ciekawe dane z zakresu spektrometrii rentgenowskiej Słońca – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. Piotr Orleański, kierownik Laboratorium Satelitarnych Aplikacji Układów FPGA w Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Misja Europejskiej Agencji Kosmicznej Solar Orbiter ma za zadanie eksplorację Słońca. Jednym z sześciu instrumentów teledetekcyjnych jest teleskop rentgenowski STIX, wybudowany przy udziale polskich naukowców. STIX (Spectrometer/Telescope for Imaging X-rays) ma rejestrować rozbłyski na Słońcu. Misja ma ogromne znaczenie, pozwoli odpowiedzieć na część pytań dotyczących gwiazdy, m.in. dotyczące pojawiających się plam czy rozbłysków.

– Mamy w zanadrzu dwa bardzo poważne instrumenty, które muszą być oddane w przyszłym roku, bo w 2022 roku startują do księżyców Jowisza. To misja Europejskiej Agencji Kosmicznej JUICE, gdzie uczestniczymy w budowie dwóch dużych instrumentów. Modele flight, czyli te modele, które mają być zainstalowane na satelicie, muszą być na początku przyszłego roku oddane już do primary contractor, czyli do firmy, która integruje całego satelitę – wskazuje ekspert.

Celem misji JUICE jest zbadanie Jowisza oraz jego księżyców: Ganimedesa, Europy i Kallisto. To pierwsza misja, która skupia się na jego księżycach, a nie na samej planecie, i sprawdzi, czy mogą istnieć na nich warunki, które sprzyjają powstawaniu życia. Księżyce będą badane za pomocą 11 instrumentów, przy czym dwa z nich powstają z udziałem polskich naukowców: system anten RWI (Radio Wave Instrument) oraz cztery instrumenty z czujnikami pomiaru potencjału plazmy LP-PWI (Langmuir Probe – Plasma Wave Instrument). Oba urządzenia zostały stworzone jako część projektów realizowanych przez firmę Astronika we współpracy z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk, Instytutem Fizyki Plazmy w Uppsali oraz japońskim Tohoku University.

– Jesteśmy też w bardzo ciekawym eksperymencie Europejskiej Agencji Kosmicznej – PROBA. To konstelacja dwóch satelitów, które są z dokładnością do milimetrów pozycjonowane na orbicie w odległości kilkunastu–kilkudziesięciu metrów od siebie i oba stanowią jeden instrument naukowy do oglądania Słońca. Na samym początku 2021 roku, na wiosnę, musimy oddać urządzenia lotne, które będą zintegrowane na satelicie – mówi dr hab. Piotr Orleański.

Podwójne satelity będą latać w szyku. Ustawią się w jednej linii, aby rzucać precyzyjny cień w przestrzeni i zablokować dysk słoneczny na sześć godzin, dając naukowcom widok na Słońce. Celem misji jest korona gwiazdy, która rozciąga się na miliony kilometrów od jej powierzchni i jest źródłem wiatru słonecznego i ogromnych erupcji magnetycznych.

– Uczestniczymy w eksperymencie amerykańskim, jesteśmy jedynym partnerem 10 najpoważniejszych amerykańskich uniwersytetów i jako jedyni poza tymi instytucjami mamy dostarczyć swój przyrząd na amerykańskiego satelitę. Satelita będzie mierzył plazmę w Układzie Słonecznym i ma wystartować za kilka lat, ale w tej chwili budujemy pierwsze prototypy naszego urządzenia – zaznacza ekspert.

Polscy naukowcy biorą też udział w misji ARIEL, która ma na celu obserwację około tysiąca znanych egzoplanet metodą tranzytową, czy misji ATHENA, którą ESA chce wykorzystać do badania promieniowania wysokich energii. 12-metrowy teleskop rentgenowski z ogromnym lustrem ma pomóc poszerzyć wiedzę o czarnych dziurach i grupach galaktyk. Polacy biorą też udział w nieco mniejszych europejskich misjach, również w naszym kraju powstają urządzenia w ramach konkursów rozpisanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Tym samym polski przemysł kosmiczny szybko się rozwija, jednak jego przyszłość – jak ocenia ekspert – w dużej mierze zależy od przyjętego modelu finansowania misji kosmicznych.

– Program kosmiczny jest w tej chwili układany i wszystko będzie wiadomo mniej więcej w połowie przyszłego roku. Jestem pełen optymizmu, że znajdą się, niezależnie od koronawirusa, środki na trochę wizjonerskie, a przede wszystkim bardzo przyszłościowe myślenie, gdzie można znaleźć produkty, na których będzie można później zarobić – wskazuje dr hab. Piotr Orleański.

W 2021 roku wzrosną płace, ale też bezrobocie

W 2021 roku bezrobocie prawdopodobnie wzrośnie do poziomu zakładanego wcześniej przez rząd na grudzień tego roku, czyli do ok. 7,3 – 7,5%. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw będzie w przyszłym roku wyższe o ok. 6% – wynika z szacunków Konfederacji Lewiatan.

Na szczęście nie sprawdziły się prognozy dotyczące rynku pracy mówiące o dużym wzroście bezrobocia w następstwie pandemii koronawirusa. Ten rok zakończymy bezrobociem rejestrowanym na poziomie ok. 6,2%. Rok 2021 prawdopodobnie przyniesie wzrost do poziomu zakładanego przez rząd na grudzień tego roku, czyli ok 7,3 – 7,5%.

Czynnikami sprzyjającymi zwiększaniu liczby osób bez pracy są: nieprzewidywalność przebiegu pandemii, niespodziewane i podejmowane bez dialogu decyzje rządu ograniczające swobodę działalności gospodarczej, niepewność oraz niski poziom inwestycji. Na to nakłada się coraz mniejsza, z uwagi na możliwości budżetowe, pomoc państwa. Po powszechnych programach wsparcia z jakimi mieliśmy do czynienia na wiosnę 2020 r., kolejne wersje tarcz antykryzysowych czy tarcz PFR są ograniczone do konkretnych branż, pozostawiając część przedsiębiorstw powiązanych wzajemnymi zależnościami z zamykanymi sektorami gospodarki bez pomocy. Należy pamiętać również, że wsparcie publiczne udzielane przedsiębiorstwom przede wszystkim miało na celu utrzymanie miejsc pracy. Rok 2021 będzie weryfikacją na ile, firmy są w stanie utrzymać poziom zatrudnienia na wcześniejszym poziomie.

Przed dużym wzrostem bezrobocia chronią rynek pracy cały czas dobre wyniki eksportu oraz odczuwany, choćby na początku 2020 roku, niedobór pracowników wynikający ze starzenia się społeczeństwa czy odpływów migracyjnych. Należy również pamiętać o dużej liczbie (ponad 600 tys.) pracowników cudzoziemskich obecnych na naszym rynku pracy, którzy stanowią pewnego rodzaju bufor chroniący przed wzrostem bezrobocia.

Niewątpliwie przyszły rok będzie obfitował w zmiany na rynku pracy. Możemy się spodziewać kontynuacji zwolnień w sektorach najmocniej dotkniętych skutkami pandemii zarówno przez administracyjne obostrzenia, jak i zmianę zachowań konsumenckich czyli m.in. w gastronomii i zakwaterowaniu, branży fitness, turystyce, rozrywce. Jednocześnie zatrudnienie w przedsiębiorstwach produkcyjnych, logistyce i transporcie może utrzymać się na poziomie z początku 2020 r. lub nawet wzrosnąć o 4-5 % w skali roku. Nie zawsze jest możliwy płynny przepływ pracowników między usługami a produkcją, więc będzie to jednym z czynników wzrostu bezrobocia.

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrośnie w 2021 roku o ok. 6% z uwagi na podniesienie płacy minimalnej oraz rosnące oczekiwania płacowe wykwalifikowanych pracowników, którzy nadal są poszukiwani na rynku pracy. Wzrostu wynagrodzeń raczej nie odczują pracownicy sektora usług. Rok 2022 powinien przynieść poprawę na rynku pracy – spadek bezrobocia i wyższe wzrosty wynagrodzeń.

W kolejnych miesiącach dużo zależy od przebiegu pandemii. Jeśli będziemy doświadczali dalszego wzrostu zachorowań i idących za tym obostrzeń w prowadzeniu działalności gospodarczej, przy jednocześnie niewystarczającej pomocy ze strony państwa, dotychczasowa, dobra sytuacja na rynku pracy może się pogorszyć.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan