Polskie autonomiczne roboty trafiają do fabryk. Sztuczna inteligencja pozwoli im na pracę z ludźmi w zatłoczonych magazynach

Systemy autonomiczne pozwolą zwiększyć wydajność fabryk i magazynów wielkopowierzchniowych. Dzięki robotom funkcjonującym w ramach zintegrowanego inteligentnego roju szereg najbardziej powtarzalnych i uciążliwych czynności może zostać w pełni zautomatyzowany. Po zintegrowaniu maszyn z wewnętrznym systemem automatyki przemysłowej roboty tego typu mogą w czasie rzeczywistym korygować swoje zadania oraz optymalizować trasy przejazdu, aby usprawnić funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Jedną z takich maszyn udało się skonstruować warszawskiemu start-upowi VersaBox.

– Powstał prototyp robota, który w sposób autonomiczny może przemieszczać się w dynamicznie zmiennym środowisku: magazynie, zakładzie produkcyjnym, między ludźmi, wózkami widłowymi czy innymi środkami transportu poziomego. Na podstawie testów systemu sporo się nauczyliśmy, prototyp był modyfikowany, poprawiany, optymalizowany, aż doszliśmy do konkretnego produktu, czyli robota VersaBox, jednostki transportowej spełniającej wszystkie wymagania bezpieczeństwa, zaprojektowanej pod kątem wykorzystania w zakładach przemysłowych różnego rodzaju – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jakub Michalski, współzałożyciel VersaBox.

System automatyki przemysłowej od VersaBox powstał w ramach projektu „Autonomiczny system transportu oparty na robotach mobilnych oraz uczących się algorytmach planowania i sterowania dla procesów produkcyjnych oraz nieliniowych procesów wewnętrznej logistyki magazynowej” finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Inżynierowie odpowiedzialni za niegoplanowali stworzyć mobilną platformę, która będzie odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie branży produkcyjnej na rozwiązania z zakresu automatyki.

Projekt VersaBox nie ogranicza się jednak wyłącznie do samego pojazdu. To komplementarny, w pełni konfigurowalny system przystosowany do zarządzania flotą robotów w ramach autonomicznych rozwiązań przemysłowych. Mobilne platformy można w pełni zsynchronizować z wewnętrznymi systemami magazynowymi, aby w czasie rzeczywistym odciążać najbardziej obłożone ciągi komunikacyjne. Algorytmy sztucznej inteligencji od VersaBox nieustannie analizują moce przerobowe zakładów produkcyjnych, aby zoptymalizować zadania robotów pracujących w roju i zwiększyć efektywność zakładu.

– Bez opracowania algorytmów, które pozwalają flocie robotów pracować w określonej przestrzeni zakładu, funkcjonowanie tego typu rozwiązań jest niewykonalne. Jakiś system nadrzędny musi kontrolować i optymalizować ich pracę. Muszą być w stanie wymienić między sobą informacje o środowisku, w którym się poruszają, o swoim położeniu i negocjować ze sobą przejazdy. Wszystko po to, żeby system mógł pracować płynnie, żeby nie powstawały zatory, roboty nie blokowały się wzajemnie, a jednocześnie tak ze sobą współpracowały, żeby uzyskać jak największą wydajność – tłumaczy ekspert.

Skuteczność automatycznych systemów magazynowych doceniły duże korporacje technologiczne. Na szeroką skalę stosuje je m.in. amerykański Amazon, wykorzystujący mobilne platformy transportowe w procesie zautomatyzowanego transportowania zamówień w rozdzielni. O wysokiej skuteczności systemów automatyki przemysłowej przekonuje również Sumitomo (SHI) Demag, twórca modułowej platformy myConnect do zdalnego zarządzania produkcją. Firma wyspecjalizowała się w produkcji inteligentnego oprogramowania stworzonego z myślą o fabrykach przyszłości. Dzięki platformie analitycznej przedsiębiorcy mogą spersonalizować zadania narzędzi analitycznych na potrzeby poszczególnych maszyn.

Podobne rozwiązania software’owe znaleźć można również w ekosystemie VersaBox. Twórcy tej mobilnej platformy zaprojektowali ją w taki sposób, aby przedsiębiorcy mogli dostosować jej funkcjonowanie i zadania do potrzeb konkretnej fabryki bądź magazynu.

– Zawsze analizowana jest wydajność systemu odnoszona do obecnych sposobów realizacji procesu, w wielu przypadkach jest to proces manualny. Zawsze liczy się, po jakim czasie od zakupu systemu inwestycja ma szansę się zwrócić. W zależności od procesów i klientów jest to od roku do półtora, za granicą krócej. To zależy też od tego, jak bardzo system musi być zintegrowany z infrastrukturą – czy będzie to prosty robot zarządzany w prostym procesie, czy trzeba zainwestować w przygotowanie końcówek linii produkcyjnych lub zmodyfikowanie procesu pod kątem wykorzystania tego typu rozwiązań – wyjaśnia Jakub Michalski.

Odkryto sposób, w jaki Słońce emituje energię. W eksperymencie brali udział Polacy

Eksperyment Borexino prowadzony przez zespół naukowców w podziemnym laboratorium w Gran Sasso włoskiego Narodowego Instytutu Fizyki Jądrowej pozwolił udowodnić na drodze eksperymentalnej, że gwiazdy większe od Słońca wytwarzają energię na drodze cyklu węglowo-azotowo-tlenowego. Tym samym potwierdzono, że gwiazdy generują energię na co najmniej dwa sposoby, co z kolei pozwoli zrozumieć ich funkcjonowanie. W pracach nad tym przełomowym odkryciem współuczestniczyli polscy fizycy.

– W końcu mamy pierwsze przełomowe, eksperymentalne potwierdzenie tego, w jaki sposób wytwarzają energię gwiazdy cięższe od Słońca – podkreśla Gianpaolo Bellini, profesor na Uniwersytecie w Mediolanie. – To kulminacja trzydziestoletnich wysiłków, zapoczątkowanych w 1990 roku, i ponad 10 lat odkryć Borexino w dziedzinie fizyki Słońca, neutrin i wreszcie gwiazd.

W ramach eksperymentu Borexino włoscy naukowcy przyjrzeli się procesowi fuzji jądrowej zachodzącemu wewnątrz Słońca, który odpowiada za generowanie energii emitowanej przez gwiazdę. W przypadku obiektów tej wielkości fuzja w 99 proc. przebiega na drodze łączenia się ze sobą atomów wodoru, które przekształcają się w hel, pierwiastek o większej masie, uwalniając w trakcie tego procesu duże ilości energii.

Głównym zadaniem Borexino było zbadanie pełnego spektrum strumienia neutrin powstającego podczas fuzji termojądrowej zachodzącej wewnątrz Słońca. Dogłębna analiza pozwoliła potwierdzić hipotezy dotyczące cyklu węglowo-azotowo-tlenowego (CNO) jako alternatywnego źródła energii pochodzenia słonecznego. Naukowcom udało się zarejestrować strumień neutrin generowanych na drodze cyklu CNO, udowadniając jego istnienie, a co za tym idzie, potwierdzając hipotezę dotyczącą reakcji termojądrowych wewnątrz masywnych gwiazd, których katalizatorami są atomy węgla, azotu oraz tlenu.

– Pomimo osiągniętych wcześniej wyjątkowych sukcesów i dysponując już niezwykle czystym i czułym detektorem, musieliśmy nadal ciężko pracować nad poprawieniem eliminowania i zrozumienia źródeł tła [procesów imitujących sygnał od neutrin, np. promieniowania kosmicznego – przyp. red.]. To pozwoliło zidentyfikować neutrina z cyklu CNO – tłumaczy Gioacchino Ranucci, badacz z sekcji INFN w Mediolanie, rzecznik prasowy projektu Borexino.

Polscy naukowcy z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie wraz z ekspertami z Instytutu Fizyki Jądrowej im. Maxa Plancka w Heidelbergu oraz Uniwersytetu w Princeton byli odpowiedzialni za proces projektowania oraz konstruowania detektora do wykrywania strumieni neutrin na potrzeby eksperymentu Borexino. To dzięki wysokiej czułości tego urządzenia udało się uchwycić wąski strumień neutrin z cyklu CNO.

Przy projektowaniu detektora zdecydowano się na konstrukcję warstwową, aby zapewnić maksymalną radioczystość pomiaru. Dzięki temu stężenie radioizotopów w 300-tonowym ciekłym scyntylatorze jest przeszło o 18 rzędów wielkości niższe niż w wodzie mineralnej, co pozwoliło przeprowadzić pomiary o niespotykanej dotąd czułości.

– Wykrycie neutrin słonecznych produkowanych w cyklu CNO przez Borexino jest zwieńczeniem wieloletnich wysiłków, które doprowadziły nas do wykorzystania technologii ciekłego scyntylatora w nieosiągalny do tej pory sposób i uczynienia detektora Borexino najmniej radioaktywnym miejscem na Ziemi – przekonuje Marco Pallavicini, profesor na Uniwersytecie w Genui i członek zarządu INFN, obecnie współrzecznik eksperymentu.

Po raz pierwszy hipotezę dotyczącą istnienia cyklu CNO wewnątrz masywnych gwiazd wysunęli w 1938 roku naukowcy Hans Bethe oraz Carl von Weizsaecker. Eksperyment Borexino pozwolił potwierdzić tę teorię na polu eksperymentalnym. Choć cykl CNO odgrywa niewielką rolę w przypadku Słońca, ma kluczowe znaczenie dla życia i ewolucji bardziej masywnych gwiazd. To z kolei może pomóc lepiej zrozumieć pochodzenie cięższych pierwiastków, które umożliwiają życie na Ziemi.

Wbrew polskiej racji stanu, bez pieniędzy i bez sojuszników. Stanowcze NIE dla odrzucenia unijnego budżetu

Apel Rady Przedsiębiorczości dot. rządowego stanowiska w sprawie budżetu Unii Europejskiej na lata 2021–2027.

Lekkomyślną decyzją, wynikającą wyłącznie z międzypartyjnych rozgrywek w obozie władzy, utrudnimy wyjście z kryzysu nie tylko samym sobie, lecz także wszystkim krajom należącym do europejskiej Wspólnoty – piszą szefowie największych polskich organizacji przedsiębiorców i pracodawców.

Rada Przedsiębiorczości stanowczo protestuje przeciwko rządowym planom zablokowania budżetu Unii Europejskiej na lata 2021–2027. Stanowisko deklarowane przez rząd Mateusza Morawieckiego jest sprzeczne z interesem narodowym i polską racją stanu. Przekreśla również szanse na szybkie wyjście z kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19.

Zablokowanie unijnego budżetu będzie miało katastrofalne skutki dla Polski – zarówno jeśli chodzi o sytuację wewnętrzną, jak i międzynarodową. W efekcie tej decyzji ucierpi większość grup społecznych: budżet unijny zostanie ograniczony do minimalnych wydatków, co oznacza, że możemy zapomnieć o środkach na inwestycje, wypłatach z funduszu spójności, z którego korzystają uboższe regiony, wsparciu rozwoju obszarów wiejskich, programach naukowo-badawczych czy edukacyjnych. Co więcej, rząd chce pozbawić Polaków dostępu do wartego blisko 800 mld euro specjalnego funduszu Next Generation EU, którego celem jest ożywienie gospodarek krajów członkowskich poturbowanych obecnym kryzysem. To Polska i kraje naszego regionu najbardziej skorzystają z tego funduszu, nawet 4-krotnie więcej niż kraje bogate, takie jak Francja czy Holandia. W szczytowym momencie absorpcji tych środków nasz PKB zwiększyłby się nawet o 3,5 proc., a w długim okresie poziom PKB trwale powiększyłby się nawet o 2 proc. Odrzucenie tych możliwości rozwoju to cios wymierzony bezpośrednio w polskie firmy, gospodarstwa wiejskie, samorządy, służbę zdrowia i inne usługi publiczne. Skąd weźmiemy środki? Przy obecnym deficycie finansów publicznych i wyczerpaniu zasobów budżetowych, decyzja rządu może oznaczać jedno: konieczność podwyższenia podatków, czyli kolejne uderzenie w polskich obywateli.

W normalnych warunkach za podjęciem takiej decyzji – decyzji, która na wiele lat zmniejszy zarobki, poziom życia, zasoby i możliwości rozwojowe milionów Polaków powinny stać poważne przesłanki dyktowane racją stanu. Tymczasem wyjaśnienia, które podaje rząd, są w najlepszym wypadku świadectwem niekompetencji: twierdzenie, że uzależnienie wypłaty funduszy od przestrzegania zasad praworządności jest ingerencją w suwerenność Polski, opiera się na rażącym przeinaczeniu krytykowanych zapisów. Po pierwsze, praworządność – zdefiniowana w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej i doprecyzowana kolejnymi wyrokami międzynarodowych trybunałów – nie jest instrumentem wywierania wpływu politycznego, ale zbiorem formalnych zasad, które mają zapewnić ochronę podstawowych praw obywateli, legalność działań władzy

i bezstronność wymiaru sprawiedliwości. Po drugie, mechanizm łączenia wypłat z funduszy UE z praworządnością, na który przystało 25 państw członkowskich, został ograniczony jedynie do kwestii finansowych: chodzi o należyte zarządzanie środkami pochodzącymi z tych funduszy, nie zaś ogólne naruszenia praworządności.

Stanowisko polskiego rządu nie ma więc uzasadnienia ani z prawnego, ani z ekonomicznego punktu widzenia. Niesie też z sobą fatalne konsekwencje dla relacji międzynarodowych. Lekkomyślną decyzją, wynikającą wyłącznie z międzypartyjnych rozgrywek w obozie władzy, utrudnimy wyjście z kryzysu nie tylko samym sobie, lecz także wszystkim krajom należącym do europejskiej Wspólnoty. Brak solidarności w tym trudnym czasie uderza w wizerunek i dorobek historyczny naszego kraju, który 30 lat temu pokazał Europie jak ważne są współpraca i zjednoczenie. Skazujemy się w ten sposób na utratę kolejnych sojuszników i marginalizację. Istnieje realne ryzyko, że rządy innych państw porozumieją się w sprawie programów pomocowych z pominięciem Polski.

Dlatego żądamy wycofania deklaracji o zablokowaniu przez Polskę unijnego budżetu i dołączenia do grona 25 krajów popierających jego obecny kształt. Jako reprezentanci biznesu generującego ok. 70% krajowego PKB apelujemy do proeuropejskich przedstawicieli koalicji rządzącej o zatrzymanie marszu w kierunku narodowej katastrofy.

Rada Przedsiębiorczości to forum współdziałania Business Centre Club, Federacji Przedsiębiorców Polskich, Konfederacji Lewiatan, Krajowej Izby Gospodarczej, Polskiej Rady Biznesu, Pracodawców RP, Związku Banków Polskich, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL i Związku Rzemiosła Polskiego.

 

Branża meblarska ucierpiała w pandemii – jej dług wzrósł o 1/4

28 listopada ponownie otworzyły się duże sklepy meblowe. Koronawirus i związane z nim ograniczenia oraz przerwy w dostępie do punktów handlowych nie pozostały bez wpływu na branżę meblarską. Długi producentów i sprzedawców mebli wynoszą już w sumie blisko 100 mln zł. Od stycznia wzrosły o jedną czwartą, podaje Krajowy Rejestr Długów.

W ostatnią sobotę listopada klienci będą mogli zrobić zakupy w galeriach handlowych, w tym w wielkopowierzchniowych sklepach meblowych. To dobra wiadomość dla branży meblarskiej, która po wiosennym lockdownie musiała w ostatnich tygodniach znów ograniczyć sprzedaż.

Dług o 1/4 w górę

Wpływ pandemii widoczny jest wyraźnie w zmianie zadłużenia firm z sektora. Od stycznia do listopada br. dług producentów mebli wzrósł o 24%, do kwoty blisko 65 mln zł. Ich zadłużenie rosło także przed pandemią, jednak w umiarkowanym stopniu. Pandemia przyniosła gwałtowny jego skok. W kwietniu wzrost zadłużenia sięgał nawet 8% z miesiąca na miesiąc.

Firma wytwarzająca meble ma do oddania średnio 33,4 tys. zł, jednak są rekordziści, jak choćby przedsiębiorstwo z województwa kujawsko-pomorskiego, które zalega ze spłatą aż 2,8 mln zł. Najwięcej, bo ponad 22,2 mln zł producenci mebli mają do oddania bankom, w dalszej kolejności 18,2 mln zł firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, a 3,4 mln firmom faktoringowym. Najwięcej długów mają producenci mebli z województwa wielkopolskiego: ponad 11,1 mln zł. Na dalszych miejscach uplasowały się firmy z województwa śląskiego (7,6 mln zł) i mazowieckiego (7,5 mln zł). Najczęściej zadłużone są najmniejsze podmioty. Blisko 80% całego zadłużenia należy do jednoosobowych działalności gospodarczych.

Krajowy Rejestr Długów przyjrzał się też zadłużeniu przedsiębiorstw handlujących meblami. Obecnie wynosi ono ponad 34 mln zł. W porównaniu do stycznia to wzrost o 23%, czyli o 6,4 mln zł. To duża zmiana, bo w odróżnieniu od producentów, poziom zadłużenia sprzedawców w ciągu ostatnich 2 lat utrzymywał się na stałym poziomie.

Obecnie największą kwotę do uregulowania (80%) mają jednoosobowe działalności gospodarcze. Sprzedawcy mebli w przeważającej części zalegają ze spłatą bankom, w dalszej kolejności zarządcom wierzytelności i firmom telekomunikacyjnym. Średni dług wynosi 37,5 tys. zł, przy czym rekordzista z województwa pomorskiego ma do oddania już prawie 1 mln zł. Pod względem regionalnym największe zadłużenie rozkłada się dość równomiernie na 4 województwa: mazowieckie, pomorskie, wielkopolskie i śląskie, w których sięga ponad 4 mln zł.

Jesienne zamknięcie sklepów wielkopowierzchniowych było kolejnym ciosem dla branży meblowej. Gdy firmy powoli zaczęły odrabiać straty po wiosennym lockdownie, znów zostały zmuszone do wstrzymania sprzedaży. Zapewne efekt tego zobaczymy niedługo w kolejnym wzroście zadłużenia branży, ale miejmy nadzieję, że tym razem przyrost nie będzie tak duży, bo i zamrożenie sprzedaży trwało krócej niż podczas pierwszej fali pandemii – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Zamknięte sklepy to nie jedyny problem

Jak zaznacza prezes KRD, nie tylko zamykanie sklepów czy wprowadzenie w nich limitów klientów odbijają się na sytuacji polskiego sektora meblarskiego.

Branża odczuła skutki pandemii także pośrednio, poprzez problemy innych branż. Gdy nie remontują się i nie otwierają nowe restauracje, hotele, sklepy czy biura, nie ma zamówień także na ich umeblowanie. Dodatkowo, branża jest też bardzo mocno nastawiona na eksport. Za granicę wysyła blisko 90 proc. swojej produkcji. Wiele zależeć więc będzie od tego, jak sytuacja epidemiczna będzie rozwijać się w innych krajach – wskazuje prezes Krajowego Rejestru Długów.

Pozytywne sygnały

Mimo nadejścia drugiej fali pandemii, branża meblarska liczy na odbicie w końcówce roku . B+R Studio we współpracy z Ogólnopolską Izbą Gospodarczą Producentów Mebli zaktualizowało niedawno swoją prognozę dla wartości produkcji sprzedanej branży meblarskiej w 2020 r., wg której ma ona wzrosnąć o 2,5%. w porównaniu do 2019 r. Jako przyczyny podwyższenia swoich szacunków eksperci wskazali na lepsze możliwości rozwoju eksportu – szybszy niż zakładano powrót handlu, wysoki kurs euro oraz przeznaczanie środków, które konsumenci wydaliby na wakacje, na wyposażenie mieszkania.

Wiele branż, w tym meblarska, obawiało się drugiej fali pandemii. Widać jednak, że firmy nie marnowały czasu na przygotowania do powrotu obostrzeń czy zamknięcia sklepów. Ruch na rynku magazynowym wskazuje, że zawczasu zabezpieczały towary i usprawniały logistykę niezbędną do sprzedaży online. Spodziewały się, że po okresie obniżonego zainteresowania konsumenci i firmy zaczną robić odkładane wcześniej zakupy i popyt wzrośnie – podsumowuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.  

Co dalej z kursem złotego?

Kurs franka szwajcarskiego spadł w okolice 4,10 zł. Poprawiły się nastroje frankowiczów. Jednak perspektywy na wzmacnianie złotego są słabe. Inne waluty rynków wschodzących radzą sobie lepiej.

Globalne rynki akcji znów znalazły się w okolicach historycznych maksimów. Szampańskie nastroje to pochodna rewelacji odnośnie szczepionek, a następnie nominacji osób bliskich Wall Street na kluczowe stanowiska w przyszłej administracji Joe Bidena. Natomiast dane makro przynoszą raczej kolejne rozczarowywania.

– Przed miesiącem rynki panikowały, zwłaszcza z powodu restrykcji nakładanych w Europie, a teraz znów ą w bardzo dobrych nastrojach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dominuje narracja, że znów jest świetnie, bo za chwilę zaczną się szczepienia. Przy takich nastrojach kapitał przemieszcza się w kierunku bardziej ryzykownych aktywów, a do takich nie należy frank szwajcarski.

Wydawałoby się, że w takich okolicznościach waluty rynków wschodzących będą sobie radzić wyśmienicie i faktycznie w wielu przypadkach tak jest.

Złoty jednak radzi sobie przeciętnie, zamiast wykorzystując euforię przełamać kluczowe poziomy na EURPLN i USDPLN. Co ciekawe, jeszcze słabiej wygląda forint. Czeska korona z kolei radzi sobie zauważalnie lepiej.

Czyżby inwestorzy reagowali negatywnie na zapowiedź weta wobec unijnego budżetu? Wydaje się, że czynnik ten może być nie bez znaczenia.

Warto pamiętać, że takie negatywne czynniki działają znacznie mocniej w niekorzystnych okolicznościach – gdyby z jakiegoś powodu sentyment na globalnych rynkach gwałtownie się pogorszył, złoty mógłby teraz znacznie bardziej to odczuć.

– Rynek walut krajów wschodzących jest obecnie bardzo podzielony, wzmacnia się waluta Meksyku i RPA, a nie reaguje turecka lira, bo Turcja na własne życzenie wpadła w kłopoty – wyjaśnia ekspert XTB. – Polska waluta jest jakby pośrodku, a jej dalsze wzmocnienie wobec franka szwajcarskiego jest mało prawdopodobne. Nie będzie atutów w postaci wyższych stóp procentowych, które pomagałyby złotemu.

K. Domarecki (Selena FM) podsumowuje Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2020

Nie patrzyłbym na pandemię jedynie przez pryzmat naszego zmęczenia i pewnej frustracji, która towarzyszy ludziom i która jest zrozumiała. Musimy sobie uświadomić, że właśnie mamy do czynienia z ogólnoświatowym sukcesem technologii, którą ludzkość wymyśliła w ciągu ostatnich 20 lat. Ponadto, rządy na całym  świecie  na nieprawdopodobną skalę zaangażowały się w uratowanie miejsc pracy. A to będzie podstawą do odbicia, które nastąpi po kryzysie pandemii – podkreślał Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Selena FM SA podczas 13. Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych U-RODZINY 2020.

Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2020, po raz pierwszy w historii, odbywał się w tym roku w formule on-line na platformie internetowej u-rodziny.pl. Tematem przewodnim trzynastej edycji wydarzenia, organizowanego przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, był „Czas przemian”, który wyjątkowo trafnie wpisał się w aktualną sytuację na świecie. Przez pięć dni – od 23 do 27 listopada, przedsiębiorcy, eksperci, samorządowcy, doradcy, politycy, a przede wszystkim właściciele największych polskich firm rodzinnych, dyskutowali wirtualnie m.in. jak w dobie pandemii poradzić sobie z kryzysem, jak w nowych warunkach rozwijać własne biznesy oraz czy „rodzinność” ma wpływ na funkcjonowanie firmy w tych czasach.

Do grona znakomitych panelistów, którzy dzielili się z uczestnikami swoim doświadczeniem, po raz kolejny został zaproszony prezes zarządu Selena FM SA Krzysztof Domarecki. – Pamiętajmy, że kryzys, z którym się  teraz mierzymy, jest kryzysem w skali światowej. Przedsiębiorcy na całym świecie mają te same problemy. Co będzie dalej? Po każdym takim kryzysie następuje odwilż. Dziś mamy odłożony popyt, miliony konsumentów nie wydają pieniędzy na kina, teatry, ograniczyli zakupy w centrach handlowych i korzystanie z usług, nie wyjeżdżają na wakacje. Ponadto, obserwując kraje zarówno europejskie, jak i pozaeuropejskie, choćby te, w których działa Selena – i nie ma tu wielkiej różnicy pomiędzy Polską a resztą świata – trzeba jasno powiedzieć, że rządy na całym świecie popełniają podobne błędy. Równocześnie jednak robią również dużo dobrego – mowa tu o tarczach antykryzysowych i ochronie miejsc pracy. W tej drugiej kwestii rządy zaangażowały się na nieprawdopodobną wręcz skalę. I to jest największy sukces polityki światowej ostatniego roku. I to będzie też podstawą do odbicia po kryzysie, który będzie miał wymiar krótkoterminowy. Ze skutkami pandemii będziemy bowiem borykać się przed kolejne 10 lat. Nie zapominajmy jednak, że w Polsce będziemy mieli podobne problemy jak reszta świata – mówił prezes Krzysztof Domarecki podczas piątkowej debaty podsumowującej całe wydarzenie, która skupiła się wokół tematu „Co po kryzysie? Jak uleczyć gospodarkę, biznes, miasta i rodziny?”

Piątkowa dyskusja dotyczyła również pandemii w kontekście nowych technologii.

Pandemia to nie tylko kryzys. Technologicznie sprawdziliśmy się w boju

Musimy sobie uświadomić, że dziś mamy do czynienia z ogólnoświatowym sukcesem technologii, którą ludzkość wymyśliła w ciągu ostatnich 20 lat. Dzięki tym technologiom pracują biura, funkcjonują firmy, nie został zerwany łańcuch dostaw. Było to możliwe również dzięki rozwiązaniom politycznym, jakie wprowadziliśmy w Europie jak np. strefa Schengen. Dlatego nie patrzyłbym na pandemię przez pryzmat naszego zmęczenia i pewnej frustracji, która towarzyszy ludziom i która jest zrozumiała, ale również przez pryzmat tego, że cywilizacja technologiczna sprawdziła się w boju i ona działa. I taka percepcja już z nami zostanie. Zmieni się nie tylko model korzystania z biur, ale także model tworzenia wartości ekonomicznej czy modele operacyjne przedsiębiorstw – podkreślał Krzysztof Domarecki.

Prezes odniósł się także do przyszłości rynku pracy.

Pandemia to taki moment, w którym warto, aby polscy przedsiębiorcy trochę bardziej dojrzeli do konceptu, który od lat z powodzeniem funkcjonuje w krajach zachodnich, czy w państwach, które mają tradycję przedsiębiorczości 200-300 lat, jak Brazylia czy Turcja. Czyli, aby zrozumieli, że tylko współdziałanie biznesu i rządu pozwoli na uregulowanie kluczowych elementów funkcjonowania biznesu. Patrząc na polską mentalność, myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wzmocnienie dialogu na linii rząd, przedsiębiorcy i związki zawodowe, na wzór trochę niemiecki. Przedsiębiorcy musieliby jednak porzucić przez lata powtarzane hasło: „wystarczy, żeby rząd nie przeszkadzał”. Musieliby nauczyć się więcej współdziałać z pracownikami, nawet jeśli nie tworzą oni związków zawodowych. W ten sposób nie tylko rozwiążemy problem rynku pracy, ale generalnie lepiej będziemy zarządzać kwestiami gospodarki i zbudujemy system oddziaływania na całą klasę polityczną, a nie tylko na rząd – mówił prezes Domarecki.

Swoje opinie na temat trudności i wniosków, jakie wyciągniemy z koronakryzysu przedstawiali także podczas odbywających się w ramach Zjazdu U-RODZINY 2020 prelekcji, warsztatów i debat m.in. prof. Andrzej Blikle, Piotr Voelkel (Grupa Kapitałowa VOX), prof. Jerzy Hausner, Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka), dr Henryka Bochniarz (Konfederacja Lewiatan), Przemysław Mitraszewski (LPP), Stanisław Han (Hasco-Lek), Adam Rozwadowski (Enel-Med), Jerzy Pietrucha (Grupa Pietrucha), Piotr Czachorowski (Krynica Vitamin), Jacek Ptaszek (JMP Flowers) i wielu innych.

Głównym organizatorem 13. Ogólnopolski Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2020 jest Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. IFR jest największą i najstarszą organizacją reprezentującą środowisko firm rodzinnych, zrzeszającą około 500 przedsiębiorców z całej Polski, którzy reprezentują blisko 600 firm zatrudniających prawie 27 500 pracowników z obrotem ponad 7,5 mld.

Współgospodarzami tegorocznego wydarzenia U-RODZINY 2020 były Samorządy Województw Mazowieckiego i Małopolskiego. Patronatem honorowym konferencję objęły Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 30.11 – 4.12.2020

Rynki wkraczają w ostatni miesiąc roku – czas podsumowań i ostatnich rozliczeń w ramach przygotowań do 2021 roku, z którym wszyscy wiążą wielkie nadzieje na normalizację sytuacji zdrowotnej, gospodarczej i rynkowej. W krótkim terminie więcej argumentów jest za podtrzymaniem apetytu na ryzyko, nawet jeśli statystyki zachorowań w głównych gospodarkach są powodem do niepokojów. Wątpliwe, aby zaplanowane dane mogły zachwiać konsensusem. W najbliższych dniach główna uwaga skupi się na PMI/ISM oraz raporcie NFP z USA. Nie oczekujemy zmian w stanowiskach RBA i RPP.

Przyszły tydzień: PMI/ISM z USA/Europy/Chin, NFP, Powell, Lagarde, brexit?, PKB/CPI z Polski, RPP, RBA, rynek pracy Kanady

USA

W USA dane z sektora przedsiębiorstw nie pokazują dramatycznych skutków drugiej fali pandemii, stąd rewizja PMI i premierowe odczyty ISM (wt, czw) powinny rysować pozytywny obraz. Bardziej niepokojące mogą być wnioski z Beżowej Księgi Fed (śr), choć rynek zwykle nie przywiązuje do nich dużej uwagi. Wreszcie po raporcie z rynku pracy (pt) oczekuje się dalszego wyhamowania tempa przyrostu zatrudnienia, choć oczekiwania istotnej poprawy w 2021 r. powinny neutralizować ewentualne rozczarowania słabymi figurami. Prezes Fed Powell będzie przemawiał w Kongresie (wt, śr), gdzie razem z sekretarzem skarbu Mnuchinem będą omawiać zmiany w CARES Act i prośbę Mnuchina dot. odzyskania części środków użyczonych Fed. Mnuchin może zasugerować chęć przeznaczenia finansowania na pakiet fiskalny, co byłoby pozytywną informacją. Od Powella oczekuje się deklaracji, że Fed wciąż ma narzędzia do wspierania gospodarki.

Strefa euro

W strefie euro wstępne odczyty PMI pokazały, że wpływ drugiego lockdownu na gospodarkę jest prawdopodobnie mniejszy niż wiosną. Hiszpania i Włochy na początku listopada wprowadziły ogólnokrajowe restrykcje, ale środki były znacznie mniej rygorystyczne niż w kwietniu. Prawdopodobnie najsilniej ucierpiały sektory usługowe, podczas gdy przemysł powinien utrzymać ekspansję (odczyt powyżej 50 pkt.). Przed posiedzeniem EBC 10 grudnia przedstawiciele banku rozpoczynają okres zamknięty dla wystąpień publicznych. Przemówienie prezes Lagarde w poniedziałek będzie ostatnim momentem na udzielenie wskazówek, nawet jeśli rynek powszechnie spodziewa się luzowania polityki. EUR/USD ma problemy z odbiciem się od 1,19, w czym może przeszkadzać ryzyko werbalnej interwencji EBC, jak tylko kurs sięgnie 1,20.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii możemy rzucać monetą, czy przyszłotygodniowe rozmowy w sprawie umowy handlowej brexitu przyniosą finał. Sugerowanym „miękkim” terminem jest 1 grudnia, ale trzeba mieć też na uwadze, że szczyt UE jest dopiero 10-11 grudnia, a sesja plenarna Parlamentu UE zaplanowana jest na 14 grudnia, także i przynajmniej do tej daty szum wokół brexitu może nie ucichnąć. Finalne szacunki PMI (wt, czw) raczej nie przyniosą istotnych rewizji, biorąc pod uwagę, że lockdown 2.0 był utrzymywany przez cały miesiąc. GBP czeka na wynik negocjacji.

Polska

W Polsce rewizja PKB za III kw. (pon) pierwszy raz pokaże komponenty odbicia (7,7 proc. k/k) z silnym udziałem konsumpcji prywatnej. W odczycie PMI dla przemysłu (wt) intersującym będzie, jak restrykcje w gospodarce rzutowały na oczekiwaniach firm dotyczące przyszłości. Pozytywną przeciwwagą może być solidna postawa przemysłu Niemiec. Stopniowe spowolnienie inflacji CPI (wt) do 3 proc. r/r powinno zadowalać gołębie skrzydło Rady Polityki Pieniężnej. Decyzja RPP w środę, ale nie spodziewamy się zmiany polityki. Oczekujemy, że nastroje globalne pozostaną głównym determinantem zmienności złotego z rosnącymi szansami na spadek EUR/PLN poniżej 4,46, jak tylko minie przejściowa presja związana z rozliczeniami na koniec miesiąca.

Chiny

Poza tym, odczyty PMI z Chin (pon, wt, czw) prawdopodobnie pokażą podtrzymanie ekspansji w przemyśle i usług w ramach procesu odbudowy ożywienia. Silny wzrost w regionie jest wspierającym tłem dla apetytu na ryzyko w tej części świata z pozytywnymi wibracjami dla rynku akcji, a pośrednio dla AUD i NZD.

Australia

W Australii po RBA nie oczekujemy zmian po tym, jak miesiąc temu bank dokonał rewizji programu skupu aktywów i obniżył stopę kasową. PKB za III kw. (śr) ma odbić o 2,4 proc. k/k po tąpnięciu o 7 proc. w II kw. Lockdown w rejonie Melbourne będzie ciążył na wynikach, jednak otwarcie gospodarki w innych regionach zapewnia dodatni wynik. Ogólnie dane powinny sugerować, że Australia wychodzi na prostą bez oznak nowej fali zachorowań na COVID-19, co wspiera oczekiwania aprecjacji AUD w średnim terminie.

Kanada

W Kanadzie PKB za III kw. (wt) będzie podsumowanie odbicia po wiosennym lockdownie, jednak ważniejsze mogą być listopadowe dane z rynku pracy (pt), które wskażą, czy pozytywne trendy w zatrudnieniu nie zostały istotnie zachwiane przez jesienny wzrost zachorowań na koronawirusa. CAD pozostaje w tyle do innych ryzykownych walut G10 przez „bliskość” do USA. Uwaga też na negatywny wpływ ewentualnej korekty cen ropy przed szczytem OPEC w przyszłym tygodniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sprzedaż detaliczna znowu spadła

W tym tygodniu zostały opublikowane wyniki październikowej sprzedaży detalicznej w Polsce. Spadły one o 2,1% międzyrocznie. Wynik ten zaskoczył negatywnie, ponieważ spodziewano się spadku o 1,4%.

Można się spodziewać, że skutki decyzji mających za zadanie zahamować rozwój pandemii, będą miały odzwierciedlenie w wynikach listopadowych i grudniowych. Na pewno nie zobaczymy znaczącej poprawy w najbliższym czasie, gdyż pandemia w Polsce nie traci na sile. W najbliższych miesiącach polską gospodarkę będzie utrzymywał przemysł, ale nawet tutaj można spodziewać się pogorszenia sytuacji, jak sugerują wcześniejsze wskaźniki.

Z drugiej strony rynek pracy w Polsce ma się nadal bardzo dobrze, a fakt, że płace rosną, a bezrobocie nie, sugeruje, że popyt konsumpcyjny nie powinien znacząco spaść w perspektywie długoterminowej. Zatem polska gospodarka mogłaby stosunkowo szybko wyjść z kryzysu wywołanego koronawirusem.

Oprócz COVID-19, na gospodarkę europejską wpłynie również wynik ustaleń w sprawie Brexitu, który powinniśmy poznać już kilka dni temu. Jednak pomimo stosunkowo małej skłonności Wielkiej Brytanii do negocjacji, sekretarz Komisji Europejskiej Ylya Johanson twierdzi, że jest jeszcze miejsce na porozumienie. Jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę oporną współpracę Zjednoczonego Królestwa i fakt, że ratyfikacja jakiegokolwiek porozumienia na czas będzie bardzo trudna. Szanse na zawarcie umowy stale maleją.

Kurs złotego nie zmienił się mocno w tym tygodniu, oscylując w piątek rano w okolicach 4,48 PLN/EUR. Eurodolar wzrósł w tym tygodniu do 1,193 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Większość Polaków za otwarciem stoków narciarskich

54 proc. Polaków popiera pomysł otwarcia ośrodków narciarskich – wynika z najnowszego badania agencji badawczej SW Research. Przeciwnego zdania jest co szósty badany (17 proc.), a blisko co trzeci (30 proc) nie ma wyrobionej opinii. 

Kilka dni temu branża narciarska, Główny Inspektorat Sanitarny wypracowały z rządem RP porozumienie, na mocy którego w Polsce zostaną otwarte ośrodki narciarskie. Ponieważ nadal jednak niejasna jest decyzja w sprawie potencjalnego otwarcia hoteli i pensjonatów, temat wywołał pytań i kontrowersji. W ostatnim badaniu omnibusowym Agencja SW Research postanowiła sprawdzić opinię społeczeństwa na temat tego pomysłu.

Poparcie dla uruchomienia przestrzeni dla amatorów narciarstwa widoczne jest przede wszystkim wśród najmłodszej grupy badanych (18-24 lat: 56 proc; 25-34 lat: 59%). Ponadto, przychylność społeczeństwa dla tego pomysłu jest wyższa w mniejszych miejscowościach. Wśród mieszkańców wsi i miast do 20 tys. mieszkańców poparcie wyniosło 56 proc, podczas gdy dla miast powyżej 200 tys. mieszkańców tylko 47 proc.narty_400

Osoby wyrażające aprobatę dla otwarcia ośrodków narciarskich przede wszystkim wskazywały na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa finansowego dla branży turystycznej (25 proc.). Drugim istotnym aspektem była pozytywny wpływ aktywności fizycznej dla zdrowia i odporności (23 proc.). Co piąty ankietowany (20 proc.) zauważył, że na stoku ryzyko zarażenia się koronawirusem jest niewielkie.

Wysokie poparcie dla otwarcia ośrodków narciarskich mimo trwającej pandemii to efekt wielu czynników. Polacy, którzy popierają to rozwiązanie, na pierwszym miejscu wymieniają uzasadnienie ekonomiczne, a w dalszej kolejności wskazują na aspekty zdrowotne, tj. budowanie odporności przez sport, jak i małe ryzyko zakażenia się wirusem na otwartej przestrzeni – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes agencji SW Research. Należy zauważyć, że głównymi promotorami pomysłu są osoby młode, w sile wieku, aktywne fizycznie. Kwestią otwartą zatem pozostaje pytanie, na ile podawane przyczyny są racjonalizacją bardziej ukrytych motywacji, związanych chociażby z naturalną chęcią „wydostania” się z zamkniętych przestrzeni objętych obostrzeniami, czy wykorzystania każdej okazji by spędzić czas z rodziną czy znajomymi.  – zastanawia się Zimolzak.

Z kolei główną barierą wskazywaną przez przeciwników pomysłu jest ogólne ryzyko epidemiczne, które zostało opisane za pomocą następujących obaw: wzrośnie liczba zachorowań (29 proc) na skutek dużych skupisk ludzi (20 proc).

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane w dniach 24-25.11.2020 r. przez agencję badawczą SW Research na reprezentatywnej próbie n=1000 dorosłych Polaków w ramach badania omnibusowego OmniWatch48.  Metoda: wywiady online, CAWI. Źródło próby: panel badawczy SW PANEL.

Praca na produkcji – gwarancja stabilnego zatrudnienia

Sytuacja gospodarcza na świecie w wyniku pandemii dynamicznie i znacząco się zmienia. W tej nowej rzeczywistości firmy radzą sobie w różny sposób – niektóre decydują się na reorganizację swojego modelu biznesowego, inne np. na zmianę struktury produkcji. Wiele z nich w obliczu kryzysu zmuszonych jest do zakończenia swojej działalność. Są jednak i takie przedsiębiorstwa, które utrzymują ciągłość funkcjonowania, zapewniając swoim pracownikom bezpieczne zatrudnienie.

Bezpieczeństwo zatrudnienia cenniejsze niż kiedykolwiek 

W obliczu niepewnej sytuacji gospodarczej Polacy szczególnie cenią sobie stabilną sytuację firmy, w której pracują lub do której chcą aplikować. Z badania Randstad Award 2013 wynika, że to najważniejsza obecnie dla pracowników kwestia – wskazało ją aż 72% ankietowanych. Na drugim miejscu (70%) uplasowało się bezpieczeństwo zatrudnienia%. Obecnie na wysokość zarobków jako główny czynnik brany pod uwagę przy wyborze pracy wskazało 49%, podczas gdy jeszcze dwa lata temu był on dominujący. W związku z kryzysem widać więc zmianę priorytetów polskich pracowników. 

Praca w Stargardzie lub Poznaniu

Potrzebę stabilności wśród członków swojej załogi – tych aktualnych oraz potencjalnych –  dostrzegają też sami pracodawcy. Co więcej – decydują się realnie na nią odpowiadać. Obecnie w ofertach pracy często wśród czynników, dla których warto podjąć zatrudnienie w danej firmie, rekruterzy wskazują właśnie stabilność zatrudnienia. Nie jest to tendencja dostrzegalna jedynie w przedsiębiorstwach zlokalizowanych w największych miastach jak Poznań czy Wrocław. Przykładem może być też np. praca w Stargardzie w fabryce opon Bridgestone, która zapewnia stałe zatrudnienie. Nie bez znaczenia jest tu ugruntowana od lat pozycja firmy. Przedsiębiorstwa – nie tylko te produkcyjne – które długo pracowały na swój rozwój i zdołały zgromadzić rezerwy finansowe mają często mniejszy problem z przetrwaniem trudniejszego gospodarczo czasu, a co za tym idzie – gwarantowaniem swoim pracownikom poczucia bezpieczeństwa. Tymczasem z kwietniowego badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że co piąta firma nie ma rezerw finansowych, a najtrudniej jest przedsiębiorcom w branży usługowej, w mniejszym stopniu zaś ucierpiała produkcja. 

Stabilna praca na produkcji?

Na to, że branża produkcyjna może być obecnie jednym z najlepszych wyborów wskazuje też lipcowa odsłona badania kondycji firm i pracowników przeprowadzonego przez Polski Fundusz Rozwoju i Polski Instytut Ekonomiczny. Wynika z niego, że 15% firm produkcyjnych myślało o zwiększeniu zatrudnienia w najbliższym czasie, podczas gdy np. 10% przedsiębiorstw z sektora usługowego planowało redukcję etatów. To dobra informacja dla tych, którzy chcą rozpocząć pracę na produkcji. Fabryki oferując stabilne zatrudnienie przyczyniają się do zadowolenia oraz lojalności pracowników. To natomiast kwestie pomocne w niezachwianym utrzymywaniu ciągłości produkcji oraz niegenerowaniu dodatkowych kosztów związanych z rekrutacją. 

Choć kryzys związany z pandemią odbił się na funkcjonowaniu wielu przedsiębiorstw, w Polsce działa sporo stabilnych firm produkcyjnych, np. praca w Stargardzie i Poznaniu oferowana jest między innymi przez fabrykę opon Bridgestone. W nieprzewidywanej sytuacji ekonomicznej stabilność to to, czego potrzebują zarówno pracownicy, jak i same przedsiębiorstwa. 

Więcej ofert pracy w okresie przedświątecznym w produkcji, handlu, logistyce

Tradycyjny wzrost popytu w okresie przedświątecznym i częściowe zniesienie obostrzeń związanych z pandemią skutkuje zwiększeniem liczby ofert pracy tymczasowej w produkcji, handlu i logistyce, wynika z danych Work Service. Po tygodniach oczekiwania pospiesznie wracają do zatrudnienia pracowników także sieci handlowe i hurtownie. Nadal wstrzymuje rekrutacje branża turystyczna, hotelarska i gastronomiczna.

– Tegoroczny okres przedświąteczny przynosi duże zmiany w zatrudnieniu do prac tymczasowych. Jest odzwierciedleniem zmienności sytuacji i dużej niepewności. Podczas gdy w niektórych branżach, np. w logistyce, sprzedaży internetowej czy produkcji widać wręcz wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym, w innych sektorach możliwości znalezienia zajęcia są minimalne, by nie powiedzieć zerowe. Wynika to z obostrzeń związanych z pandemią – komentuje Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Work Service.

Jak wynika z danych Work Service, na przestrzeni ostatnich tygodni wrosło – wręcz o ponad 10 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym – zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych w produkcji, dostawie i sprzedaży produktów spożywczych. Zwiększyła się również produkcja kosmetyków, słodyczy, alkoholi i ten trend się utrzymuje. Nadal pracę mogą znaleźć operatorzy maszyn, operatorzy wózków widłowych, komisjonerzy.

Perspektywa gorączkowych przedświątecznych zakupów i częściowe zniesienie ograniczeń związanych z pandemią sprawia, że do zwiększenia liczby pracowników wróciła branża handlowa – sklepy stacjonarne, przede wszystkim spożywcze, hurtownie, centra handlowe w całym kraju. Powtórne otwarcie galerii handlowych 28 listopada oznacza zwiększenie zapotrzebowania na sprzedawców, kasjerów, pracowników porządkowych, ochroniarzy, sprzątaczek, osób wykładających towar i zajmujących się inwentaryzacją. Na liście rekrutowanych są też pakujący prezenty, brakuje natomiast ofert dla promotorów marek, hostess, animatorów zabaw i wydarzeń mikołajkowych.

– Branża handlowa przyspiesza, licząc jednocześnie na utrzymanie wysokiej sprzedaży online. Nadal pracę można znaleźć w e-commerce i branżach powiązanych z tym sektorem – wyjaśnia Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Work Service.

10% proc. wzrost zatrudnienia w porównaniu z rokiem ubiegłym odnotowuje branża logistyczna obsługująca centra handlowe, firmy odzieżowe czy branżę spożywczą – to centra logistyczne i spedycyjne, operatorzy logistyczni, magazyny, firmy kurierskie i przewozowe. Poszukiwani są pakowacze, magazynierzy, operatorzy wózków widłowych, kierowcy, kurierzy, spedytorzy.

– Mamy też propozycje pracy w domu, m.in. dla osób, które zostały z dziećmi w wieku szkolnym. To np. oferty prowadzenia sklepu internetowego czy copywritingu – komentuje Iwona Szmitkowska.

Z powodu obostrzeń nie będą organizowane spotkania świąteczne w firmach czy restauracjach, co za tym idzie nie są prowadzone jak w latach ubiegłych rekrutacje w firmach obsługujących tego rodzaju wydarzenia. Pracownicy gastronomii często aplikują na oferty innych branż. W usługach – salonach kosmetycznych, fryzjerskich, SPA – nie oczekuje się wzrostu z uwagi na pandemię. To także różnica w stosunku do lat poprzednich.

– Branża hotelarska i restauracyjna cały czas w napięciu czeka na rozwój sytuacji i decyzje dotyczące skali zniesienia obostrzeń, możliwości wyjazdów fna Święta czy ferie. Jeżeli lokale gastronomiczne, hotele i pensjonaty zostaną otwarte choć w części, zapotrzebowanie na pracowników natychmiast wzrośnie – komentuje Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Work Service.

Szczyt pandemii może być okazją do przemyślenia strategii inwestycyjnych

Wiele wskazuje na to, że właśnie teraz jesteśmy świadkami światowego szczytu pandemii. W najgorszym wypadku nastąpi on w ciągu najbliższych tygodni. Oznacza to, że niedługo, wraz ze zmianą trendu w liczbie zachorowań, zmianie mogą ulec również trendy dotyczące procesów gospodarczych. Ciekawe rzeczy mogą się dziać na światowych rynkach kapitałowych. Konsekwencją coraz mniejszej liczbie zachorowań będzie znoszenie ograniczeń administracyjnych. Prawdopodobnie właśnie od teraz stopniowo zacznie się poprawiać sytuacja sektorów najbardziej dotkniętych pandemią. A to może oznaczać, że nadchodzi najlepszy moment na inwestycje w te sektory.

Światowe giełdy, mimo kryzysu, mają się całkiem nieźle. Najważniejszy amerykański indeks – Dow Jones Industrial Average, zaczął 2020 rok na poziomie 28 868 punktów. Po ogromnym spadku do 18 591 punktów, od końca marca jego wartość wręcz eksplodowała i obecnie oscyluje w okolicach rekordu wszech czasów, znacznie przekraczając 29 000 punktów. Podobnie jest z innymi indeksami, szczególnie z technologicznym Nasdaq, który po marcowym załamaniu osiągnął rekord wszech czasów już w pierwszej połowie czerwca i nadal rośnie. Od początku roku można było na nim zarobić aż 30,4%.

Cały czas jednak jest kilka sektorów, których nie dotyczą intensywne wzrosty. Szczególnie często przywoływanym przykładem jest sektor linii lotniczych. Obrazujący jego sytuację giełdowy indeks „S&P 1500 Airlines Sub-Industry” zaczął bieżący rok na poziomie 389 punktów. Jego obecna wartość około 273 punkty jest niższa od tej z początku roku o ponad 28%. Ale i tak inwestorzy, którzy odważyli się zainwestować w ten indeks w połowie maja, gdy jego wartość wynosiła 133,96 punktów, zarobili już ponad 103%! Tymczasem, patrząc na ilość kapitału napływającego na giełdy, gdy linie lotnicze na nowo ruszą po zniesieniu ograniczeń, odrobienie strat z okresu pandemii wydaje się tylko kwestią czasu.

Znacznie większe straty ponieśli inwestorzy zaangażowani w sektor wydobycia i przetwórstwa ropy i gazu. Indeks „S&P 1500 Oil & Gas drilling” spadł w tym roku o 64%. Ponad 37% stracił indeks „S&P 1500 Oil & Gas Refining & Marketing”. Jednak chcąc inwestować w ten sektor, inwestorzy będą musieli rozważyć, czy nie boją się utraty jego pozycji na rzecz energetyki odnawialnej. Wydaje się jednak, że zielona rewolucja w transporcie i energetyce nie powinna nastąpić w ciągu kilku miesięcy. Technologie pozyskiwania energii z wiatru i słońca wciąż wymagają udoskonaleń, co oznacza, że sektor gazowy i paliwowy ma przed sobą co najmniej kilkanaście lat względnie stabilnej działalności. Powinien więc przynajmniej częściowo wyjść z obecnej zapaści.

Kolejną branżą, która nie odrabia strat na amerykańskich giełdach jest bankowość. Indeks „S&P 500 Banks Industry” stracił od początku roku ponad 20%. Na bankach przede wszystkim odbija się słaba sytuacja finansowa ich klientów i zwiększone ryzyko kredytowe. Jednak mimo niezwykle dynamicznie rozwijającej się konkurencji ze strony sektora fintech, tradycyjne banki z pewnością nie złożą broni w walce o klientów. Mają one ogromną przewagę kapitałową nad startupami internetowymi, od dawna widać też, że nie mają problemów z absorpcją innowacji. Oznacza to, że sytuacja sektora bankowego może się istotnie poprawiać w czasie wygaszania pandemii.

Podobnej rewizji może wymagać strategia dotycząca inwestycji w sektory, które najbardziej zyskały na pandemii. Wśród nich są firmy logistyczne, głównie zajmujące się rozproszoną logistyką miejską, fintechy wprowadzające nowe technologie płatności oraz niektóre przedsiębiorstwa farmaceutyczne i medyczne. Wątpliwe jest aby ich rozwój mógł pozostać tak dynamiczny po wygaszeniu pandemii. W tym wypadku obecne przesilenie może być dobrym momentem na wyjście z inwestycji, tym bardziej że światowe banki centralne, w tym amerykański FED, kiedyś będą musiały skończyć ze swoją polityką nieskończonego dodruku pieniądza, co może negatywnie wpłynąć na główne indeksy giełdowe.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Złoty jednak traci. Kurs euro powyżej 4,48 zł

Po kilku dniach spokoju złoty znów trochę traci na wartości. Powoli można to łączyć z niepokojem potencjalnego zawetowania unijnego budżetu, aczkolwiek tutaj raczej jest to bardziej ryzyko eskalacji konfliktu niż wynik obecnego działania.

Złoty traci

Zamieszanie związane z głosem sprzeciwu Polski wobec Unii powoli zaczyna psuć klimat wokół polskiej waluty. Nie jest to oczywiście jedyny czynnik, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że od rana traci nie tylko złoty, ale również forint. Z kolei czeska korona pozostaje w miarę stabilna. Z drugiej strony należy pamiętać, że mamy piątek. Część inwestorów może nie chcieć mieć otwartej pozycji na weekend w polskich złotych w obawie, czy nie padną jakieś bardzo mocne deklaracje. Rynki generalnie unikają oceny politycznej, gdyż jeżeli inwestor z powodów ideologicznych odpuści inwestycje, ktoś inny w jego miejsce zarobi te pieniądze. W rezultacie do momentu, kiedy groźby odcięcia pieniędzy nie staną się realne, zmiany na złotym nie powinny być zbyt silne.

Nieobecność Amerykanów

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami nieobecność Amerykanów na rynku spowodowała, że nie działo się zbyt wiele. Było to wynikiem zarówno braku inwestorów zza oceanu, jak również przesunięcia odczytów danych makroekonomicznych (zwyczajowo przypadających na czwartek, takich jak liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych) na środę. Nie oznacza to, że na parach dolarowych nic się nie działo. Po prostu, patrząc na napięcia pomiędzy FED a administracją odchodzącego prezydenta, nie było tego za wiele.

Ropa naftowa znów drożeje

Pomimo wczorajszej przeceny cen czarnego złota był to bardzo dobry tydzień dla tego surowca. Jeszcze wczoraj zastanawiano się, czy ropa przekroczy w tym tygodniu barierę 50 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od marca. Dzisiaj, co prawda, zatrzymała się tuż ponad 48 dolarów. Mowa oczywiście o surowcu kwotowanym na giełdzie w Londynie. Amerykańskie notowania znajdują się około 3 dolarów niżej. Ostatnie wzrosty nie spowodowały jednak (jak to często ma miejsce na rynku) odbicia w górę na rublu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rynek intermodalny odnotowuje wzrosty, mimo że globalne problemy wpływają negatywnie na jego rozwój

Loconi Intermodal, lider na polskim rynku operatorów intermodalnych, podsumowuje sytuację i wydarzenia w swojej branży. Po trudnej wiośnie z powodu pandemii i lockdownu, lato i wczesna jesień przyniosły odbicie w górę masy przewiezionych towarów na rynku transportu kolejowego oraz intermodalnego. To dobry sygnał, jednakże problemy związane z obrotem kontenerów pomiędzy Chinami a Europą, mogą wpłynąć negatywnie na wzrosty ich wolumenów. Mimo to, operatorzy intermodalni liczą na szybki rozwój w czasie po pandemii, do czego przyczynić się mogą też inwestycje w infrastrukturę kolejową i portową.

Na końcu III kwartału 2020 r. przewozy towarowe koleją osiągnęły już poziom zbliżony do zeszłorocznego. Masa przewiezionych ładunków we wrześniu wyniosła 19,6 mln ton, praca przewozowa blisko 4,7 mld tonokilometrów, zaś praca eksploatacyjna 6,9 mln ton. Widoczny wzrost odnotował też rynek przewozów intermodalnych. Według najnowszych danych Urzędu Transportu Kolejowego, w trzech pierwszych kwartałach 2020 r. masa przewozów intermodalnych wzrosła o ponad 18 proc., a liczba jednostek o blisko 17 proc. Od początku tego roku przewieziono koleją niemal tyle intermodalu co w całym 2018 r. Udział przewozów intermodalnych systematycznie rośnie i w III kwartale wyniósł 10,5 proc. według masy. Porównując to z analogicznym okresem ubiegłego roku w trzecim kwartale 2020 roku wzrosły wszystkie parametry transportu intermodalnego. Od lipca do września przewoźnicy kolejowi przetransportowali ponad 438 tysięcy kontenerów, co stanowiło 724 tysiące TEU.

Po III kwartałach 2020, w przewozach intermodalnych masa ładunków osiągnęła blisko 17 mln ton, praca przewozowa wyniosła prawie 5,5 mld tonokilometrów, co oznacza wzrost o ponad 18 proc. i 5,7proc. w porównaniu do III kwartów 2019 r.

– Już po pierwszych dwóch kwartałach, pomimo marcowego lockdownu, Loconi Intermodal odnotowało wyższe przewozy zarówno w ujęciu miesiąc do miesiąca, jak i rok do roku.

W miesiącach letnich, np. porównując sierpień do lipca 2020, odnotowaliśmy wzrost na poziomie 14 proc., a w październiku osiągnęliśmy swój rekord wolumenowy transportując 11 tyś. kontenerów na 252 pociągach – wylicza Katarzyna Kwasiborska, dyrektor ds. operacyjnych, Loconi Intermodal SA.

Problemy z pustymi kontenerami w Chinach

Tendencja wzrostowa powinna utrzymać się jeszcze w listopadzie, kiedy to spływają kontenery z Chin i jest większy ruch towarowy w związku z dostawami przedświątecznymi. Jednakże optymizm ten studzą informacje związane z brakiem dostępności kontenerów w chińskich portach, co powoduje problemy z importem z Dalekiego Wschodu i opóźnienia w dostawach. To z kolei wpływa na nierównomierne rozłożenie wolumenów w transporcie intermodalnym. Taką sytuację obserwuje się zarówno w transporcie morskim jak i kolejowym na trasach Nowego Jedwabnego Szlaku. Komunikaty płynące ze strony chińskiej informują, iż może to potrwać aż do początku marca 2021 r. Do tego nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja z pandemią i otwieraniem z lockdownu europejskich gospodarek.  Jeśli restrykcje będą się wydłużały, uderzy to w te obszary rynku, od których zależny jest transport intermodalny. Chodzi o takie branże jak fashion, health&care, czy meblarska. O ile część wolumenów przeniesiona zostanie do sprzedaży e-commerce, to jednak nie wyrównają one strat spowodowanych zamknięciem handlu tradycyjnego. Pomimo tych globalnych problemów, na rozwój i przyszłość rynku intermodalnego należy patrzeć z optymizmem.

Inwestycje w infrastrukturę a rozwój przewozów intermodalnych

– W momencie powrotu gospodarki na normalne tory i uwolnienia rynku z lockdownu liczymy na szybkie odbicie w górę wolumenów kontenerowych. Pomogą w tym również inwestycje w restrukturyzację linii kolejowych w Polsce, które cały czas są realizowane, w tym głównie te związane z poprawą dostępności kolejowej do portów morskich i terminali kontenerowych – mówi Katarzyna Kwasiborska.

Wśród nich wymienić można chociażby poprawę kolejowego dostępu do portów w Szczecinie i Świnoujściu. Inwestycja PKP Polskich Linii Kolejowych zapewni dojazd do tych portów dłuższym i cięższym składom. Pojadą tam pociągi 750-metrowe o obciążeniu 221 kN na oś. Podobnie jest z poprawą dostępności kolejowej do trójmiejskich portów morskich, np. realizowany projekt pn. „Poprawa dostępu kolejowego do portu morskiego w Gdyni” ma zwiększyć wolumeny kontenerów przeładowywanych na kolej w gdyńskich terminalach. Inną ważną inwestycją dla intermodalu jest modernizacja linii kolejowej Rail Baltica. Na terenie Polski prace wykonano już na 1/3 długości tej trasy. Budowa obejmuje ok. 390 km od Warszawy do Trakiszek na granicy z Litwą. To część korytarza transeuropejskiego, który łączy Niemcy, Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię. Także przedsiębiorcy inwestują w rozwój infrastruktury do przeładunku kontenerów. Loconi Intermodal inwestuje w rozwój własnej sieci terminali kontenerowych. Pod koniec ub.r. Loconi zwiększyło powierzchnię, jednego ze swoich kluczowych obiektów w sieci intermodalnej, terminala w Warszawie. Rozwinięte zostały zdolności składowe tego terminala o 25 proc. z 3,5 tyś. TEU do 4,3 tyś. TEU i rozszerzono jednocześnie usługi depotowe dla chińskich kontenerów.

– Wszystkie te działania oraz inwestycje dają nadzieję na szybki rozwój przewozów intermodalnych w Polsce i utrzymanie konkurencyjności polskich operatorów na rynku europejskim. Pozostaje tylko pytanie – jak długo trzeba będzie czekać aż europejska gospodarka odzyska równowagę, którą straciła przez koronawirusa – podsumowuje Katarzyna Kwasiborska.

Rynek oczekuje, że EBC dokonana rewizji polityki monetarnej

Pod nieobecność Amerykanów Azja zdaje się tracić poczucie kierunku, co prowadzi do tego, że na starcie piątkowych notowań w Europie mamy niezdecydowany dryf. Tradycyjnie już w tym tygodniu FX realizuje poranną presję osłabienia dolara, która może być odwrócona w drugiej części dnia.

EUR/USD wciąż nie może ustanowić trwałego wyłamania ponad 1,19. W ostatnich dniach zauważalny jest schemat, gdzie poranek w Europie przynosi próby wyjścia ponad 1,19, ale zapędy te ukrócane są, jak tylko do gry wchodzą inwestorzy z Nowego Jorku. Nawet pomimo ograniczonej aktywności Amerykanów w związku ze Świętem Dziękczynienia, schemat ten się utrzymał. Na papierze wszystko wskazuje na osiągnięcie (i przełamanie) 1,20 prędzej czy później. Apetyt na ryzyko podsycany przez rewelacje o szczepionkach; obfitość dolara, który będzie finansować inwestycje w aktywa ryzykowne; większa skala ekspansji monetarnej i fiskalnej USA niż strefy euro; potencjalna dywersyfikacja inwestorów na rynku akcji z wygrzanego Wall Street w stronę europejskich spółek. Co stoi na przeszkodzie? „Magia” 1,20, a raczej namaszczenie tego poziomu jako wzbudzającego niezadowolenie przedstawicieli EBC. Pierwsze werbalne ostrzeżenia pojawiły się już we wrześniu, kiedy ostatnim razem EUR/USD flirtował z psychologicznym poziomem. Od tego czasu kilkukrotnie członkowie EBC – najzagorzalej główny ekonomista Lane – podkreślali istotność zacieśniania się warunków finansowych, także w formie drożejącego euro. Stąd inwestorzy nie chcą niepotrzebnie drażnić EBC, szczególnie przed zbliżającym się posiedzeniem banku 10 grudnia.

Rynek już oczekuje, że EBC dokonana rewizji polityki w odpowiedzi na pogarszającą się sytuację gospodarczą w obliczu drugiej fali pandemii. Wczoraj jasno to wynikało z opublikowanych minutek EBC oraz z komentarzy Lane’a. Konsensus rynkowy zakłada rozszerzenie programu skupu aktywów PEPP o co najmniej 500 mld EUR wraz z przedłużeniem innych programu ilościowych. Pośrednio przesłanką za dodatkowym QE była także wczorajsza decyzja szwedzkiego Riksbanku o zwiększeniu własnego programu skupu aktywów. Riksbank dba o to, by korona nie zyskiwała za bardzo względem euro i wczorajszą decyzję można traktować jako ruch wyprzedzający względem grudniowej decyzji EBC. Pomimo tego, nic nie stoi na przeszkodzie, by 10 grudnia EBC okrasiło swoją decyzję dodatkowym komentarzem o sile EUR tak, aby na każdym froncie zadbać o łagodzenie warunków finansowych w gospodarce. I to jest ryzyko, które przynajmniej do 10 grudnia może hamować wzrosty EUR/USD, nawet jeśli kierunek zdaje się przesądzony.

Jak EUR/USD utrzymał wczoraj schemat „rano wyżej, po południu niżej”, tak w przypadku EUR/PLN sekwencja została zaburzona i nie kurs nie odnotował powrotu w stronę 4,46 i został pod 4,48. Ogólnie jednak sytuacja na rynku nie uległa zmianie, gdzie pozytywny klimat w stosunku do ryzykownych aktywów stabilizuje złotego na wyższych poziomach, ale EUR/PLN trafia na silne wsparcie techniczne na 4,46. Wczoraj rząd przedstawił założenia tarczy finansowej 2.0, która przewiduje pomoc do 35 mld zł dla 38 branż poszkodowanych skutkami jesiennej fali pandemii koronawirusa. Rządowy plan w dużym stopniu opiera się o środki finansowe, które zostały zarezerwowane pod pierwszą tarczę, ale nie zostały w pełni wykorzystane. W efekcie skutki fiskalne nie będą znacząco odbiegały od pierwotnych założeń. Złoty nie zareagował na komunikat, gdyż premia za ryzyko z tytułu obaw o skutki wzrostu zachorowań już dawno wyparowała z wartości złotego (wzrosty EUR/PLN ponad 4,60).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Budowlańcy mówią, że przez pandemię pracy jest mniej

Po pół roku trwania pandemii 64% firm budowlanych w Polsce poniosło straty finansowe. Skutki obostrzeń były dla nich odczuwalne, mimo że aż 59% z nich funkcjonowało bez większych zakłóceń w czasie trwania lockdownu – wynika z raportu Oferteo.pl. Trzy czwarte przedsiębiorców budowlanych sięgnęło po rządową pomoc, aby przetrwać trudny czas.

Kryzys gospodarczy a konkretne branże

Problemy przedsiębiorców związane z epidemią i wynikającymi z niej ograniczeniami odczuła niemal każda branża. W przypadku większości firm spowodowały one duże straty finansowe i utrudnienia w prowadzeniu biznesu. Najboleśniej kryzys dotknął przedsiębiorstwa oparte na turystyce, gastronomii i kulturze, ale wpłynął on również na inne sektory gospodarki. Oferteo.pl, największy polski portal łączący poszukujących usług budowlanych z ich dostawcami, postanowiło sprawdzić, jak przez pół roku od marca do października radziła sobie branża budowlana w Polsce.

Budowlanka działała w czasie lockdownuCzy od czasu ogłoszenia lockdownu kontynuował Pan, kontynuowała Pani działalność

Negatywny wpływ pandemii na sytuację finansową przedsiębiorstwa zadeklarowało ogółem aż 70% ich właścicieli. W przypadku wyłącznie firm budowlanych ten odsetek wyniósł 64%. Wygląda więc na to, że mimo iż prawie dwie trzecie branży budowlanej poniosło straty, to i tak została ona poszkodowana w mniejszym stopniu niż pozostałe. Taki stan rzeczy potwierdzają również sami właściciele firm budowlanych, z których 64% nie zgodziło się ze stwierdzeniem, że ich branża została szczególnie dotknięta przez kryzys wywołany pandemią.

Warto przyjrzeć się też danym dotyczącym funkcjonowania podczas lockdownu. Wynika z nich, że specjaliści budowlani w większości pracowali wówczas normalnie – tak zadeklarowało aż 59% badanych. 38% firm kontynuowało działalność w ograniczonym zakresie, a zawiesiło ją tylko 3% respondentów.

Zwolnienia są ostatecznościąCzy w związku z pandemią musiał Pan, musiala Pani zwolnić pracowników

Jak pokazało badanie Oferteo.pl, do października tego roku 75% pracodawców udało się uniknąć zwolnień, choć część z nich je rozważała. Cięcia kadrowe planowało wówczas 9% badanych, a 16% przedsiębiorców miała je już za sobą.

Przez pierwsze pół roku trwania pandemii rząd wprowadził w życie kilka rodzajów wsparcia, które miały pomóc firmom w przetrwaniu ciężkiego okresu i utrzymaniu miejsc pracy. Po taką pomoc sięgnęło niemal trzy czwarte przedsiębiorstw budowlanych. Najwięcej, bo 54%, skorzystało ze zwolnienia z ZUS, 43% z mikropożyczki, a 25% ze świadczenia postojowego.

Brak zleceń i klientów

Z jakimi problemami Pana, Pani firma musiała się zmierzyć w trakcie pandemiiMimo stosunkowo dobrej (w porównaniu do innych branży) sytuacji, przedsiębiorcy budowlani również muszą się mierzyć z problemami. Podobnie jak reszta właścicieli biznesów, wśród największych perturbacji najczęściej przytaczali oni zmniejszoną liczbę zleceń, rezygnację dotychczasowych klientów, a także brak środków na sfinansowanie bieżącej działalności.

Jeśli chodzi o największe wyzwania, jakie obecnie stoją przed firmami, to najczęściej wskazywano działanie w atmosferze niepewności wynikającej ze zmieniającej się sytuacji. Na drugim miejscu znalazło się pozyskanie nowych klientów, dalej utrzymanie płynności finansowej. Wiele osób odpowiedziało także, że sporym utrudnieniem jest dla nich brak specjalistów na rynku pracy.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w październiku 2020 roku na grupie 374 przedsiębiorców działających w branży budowlanej.

Pierwszy, podlaski odcinek Via Carpatii jest już w realizacji

Została podpisana umowa na projekt i budowę odcinka drogi ekspresowej S19 od węzła Białystok Południe do Plosek o długości prawie 13 km. To pierwszy fragment, z dziesięciu, międzynarodowej trasy Via Carpatii w woj. podlaskim, który przechodzi do etapu realizacji. Do końca roku planujemy podpisanie umów na kolejne odcinki tej drogi, stanowiącej też obwodnicę Białegostoku.

Były przetargi, są umowy GDDKiA

GDDKiA S19-Bialystok-Ploski – podpisanie umowy„Podpisana dziś umowa na odcinek od węzła Białystok Południe do Plosek nad Narwią, to pierwsza z trzech najbliższych umów na realizację trasy S19 w woj. podlaskim. Jeszcze w tym roku planujemy podpisać kontrakty z wykonawcami odcinków Księżyno – Białystok Południe (wraz z DK65 do Grabówki) oraz Białystok Zachód – Księżyno. W ten sposób w realizacji będzie już cała tzw. południowa obwodnica Białegostoku wraz z wylotem w stronę Bielska Podlaskiego” – powiedział Tomasz Żuchowski, p.o. Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad.

„W pierwszej połowie 2021 r. planujemy podpisanie umów na pozostałe odcinki S19 w woj. podlaskim, na które w tym roku ogłosiliśmy przetargi” – dodał szef GDDKiA.

Eska nad Narwią GDDKiA

GDDKiA S19 Białystok Południe – PloskiOdcinek Białystok Południe (bez węzła) – Ploski nad Narwią ma długość 12,73 km. Droga będzie miała dwie jezdnie po dwa pasy ruchu. Rodzaj konstrukcji nawierzchni – beton czy asfalt – wybierze wykonawca. Zadanie obejmować będzie też budowę 16 obiektów inżynierskich, w tym 160-metrowego mostu nad doliną Narwi i osiem przejść dla zwierząt.

Na tym fragmencie S19 zaplanowany został węzeł Zabłudów, zapewniający relację Białystok – Zabłudów – Juchnowiec Kościelny.

Wykonawcą zadania o wartości 396,9 mln zł jest firma Mota Engil Central Europe.

Harmonogram prac:
· III/IV kwartał 2021 r. – złożenie wniosku o wydanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID);
· II kwartał 2022 r. – uzyskanie decyzji ZRID;
· 2022-2024 – lata realizacji.

Dane techniczne:
· Przekrój docelowy – 2×2;
· Liczba i szerokość pasów ruchu – 2 x 2 x 3,5 m;
· Pas dzielący wraz z opaskami – min. 5 m;
· Prędkość projektowa – 120 km/h;
· Pas awaryjny – 2,5 m;
· Kategoria ruchu – KR 6;
· Obciążenie nawierzchni – 11,5 t/oś.

Sztuczna Inteligencja (AI) monitoruje produkcję papieru (AI w przemyśle papierniczym)

Produkcja papieru jest procesem wieloetapowym. Jak podaje Wikipedia, nowoczesna produkcja papieru rozpoczęła się w Europie na początku XIX wieku wraz z rozwojem maszyny Fourdrinier (znanej również jako maszyna papiernicza). Urządzenie takie wytwarza ciągłą rolkę papieru. Jak dalej opisuje Wikipedia, nowoczesna papiernia (= fabryka papieru) jest podzielona na kilka sekcji […]. Miazga jest rafinowana i mieszana w wodzie z innymi dodatkami w celu uzyskania zawiesiny (pulpy). Skrzynia wlewowa maszyny papierniczej (Headbox) rozprowadza zawiesinę na ruchomym ciągłym sicie, woda spływa z zawiesiny (grawitacyjnie lub pod próżnią), mokry arkusz papieru przechodzi przez prasy i wysycha (Forming Fabric), a na koniec zwijany jest w duże rolki. Dla tych, którzy nie są do końca zaznajomieni z tym procesem, oto zdjęcie przykładowej maszyny papierniczej:

AI w przemyśle papierniczym
Źródło zdjęcia: PIV measurements of flow through forming fabrics — Scientific Figure on ResearchGate. Available from: https://www.researchgate.net/figure/Forming-section-of-a-modern-Fourdrinier-paper-machine_fig3_286055124

Tzw. faza odwadniania pochłania najwięcej energii i kapitału. Usuwanie wody na maszynie papierniczej odbywa się w następujących po sobie etapach tj. sekcja prasy, sekcja suszenia itp. Podczas tej fazy obserwuje się naturalne zjawisko zwane „linią mokrą”, czasem „linią suchą” lub ogólnie „linią wodną”.

„Linia Mokra” (ang. “Wet Line”) to naturalne zjawisko, które występuje podczas produkcji papieru. Należy je uważnie monitorować, aby uniknąć strat i kosztownych przerw w produkcji papieru.

Jak opisano w amerykańskim patencie o numerze US4500968A, linia mokra jest linią rozgraniczającą między częścią wsadu zanurzoną w wodzie a częścią mającą włókna wystające ponad powierzchnię wody. Patrząc w dół pod ostrym kątem można dostrzec błyszczącą powierzchnię w miejscu, w którym woda wystaje ponad powierzchnię masy papierniczej oraz obszar matowy […], gdzie przez masę przepłynęła wystarczająca ilość wody.

Linia mokra powinna być utrzymywana w określonym obszarze na maszynie papierniczej. Gdy wymknie się spod kontroli, może powodować szkody, które przekładają się na konkretne straty i opóźnienia w produkcji. Dlatego należy podjąć odpowiednie działania zanim linia mokra zbliży się zbytnio do określonych obszarów. Sama jej obecność jest przydatna dla operatora przy optymalizacji ustawień maszyny papierniczej. Jednak operator musi stale kontrolować maszynę wizualnie, ręcznie monitorować ją i odpowiednio dostosowywać ustawienia, aby uniknąć katastrofy.

Cognitive Services od byteLAKE to zestaw narzędzi wykorzystujących sztuczą inteligencję. Wśród nich jest dedykowany moduł do wykrywania Linii Mokrej, dzięki któremu można monitorować jej obecność i zachowanie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Firma byteLAKE nawiązała współpracę z liderami branży papierniczej w celu dalszej optymalizacji produktu Cognitive Services i dostosowania go do automatycznego wykrywania linii mokrej. Rozwiązanie przedstawiono na poniższym obrazku.

Cognitive Services
Wykrywanie „linii mokrej” za pomocą sztucznej inteligencji (computer vision)

Nasz model AI (sztuczna inteligencja) został nauczony wykrywania linii mokrej i zaprojektowany do pracy w czasie rzeczywistym. Opiera swoje działanie o obrazy pozyskane z kamer przemysłowych. Algorytmy AI kontrolują powierzchnię, na której formowany jest materiał i uruchamiają alarm po wykryciu linii mokrej. Oprócz tego algorytmy analizują maszynę papierniczą i otoczenie w celu wykonania pomiarów i oceny położenia linii mokrej jak i jej szerokości. Informacje te są następnie przedstawiane operatorowi maszyny papierniczej, który może odpowiednio zareagować i np. wprowadzić do niej odpowiednie ustawienia.

Usługi Cognitive Services od byteLAKE do wykrywania „linii mokrej” zostały już skomercjalizowane i z powodzeniem wdrożone w papierniach.

Z naszych usług Cognitive Services korzystają już pierwsze papiernie. Nasi klienci przemysłowi wykorzystują modele sztucznej inteligencji m.in. przy automatycznym monitorowaniu jakości i przy automatyzacji wielu różnych procesów. Celem tego typu projektów jest przede wszystkim wsparcie personelu naszych klientów w monitorowaniu jakości i ostatecznie zwiększenie ogólnej efektywności procesów produkcyjnych. A w przypadku naszego modelu do detekcji linii mokrej, sztuczna inteligencja znacząco usprawnia proces produkcji papieru i zwiększa jego wydajność.

Dla przemysłu papierniczego monitorowanie i pomiary odległości oparte na sztucznej inteligencji okazały się ważnymi krokami zabezpieczającymi cały proces produkcji papieru. Tak zwana „linia mokra” pojawiająca się na linii produkcyjnej jest zjawiskiem normalnym. Jednak, jak wspomniałem wcześniej, jej zachowanie i rozwój muszą być uważnie monitorowane. Dzięki usługom Cognitive Services od byteLAKE proces tworzenia i przesuwania się linii mokrej może być monitorowany 24/7.

Projekty związane z wdrożeniami naszego detektora linii mokrej były i są dla nas wspaniałym doświadczeniem. Mogę powiedzieć wiele ciepłych słów o bezproblemowej i owocnej współpracy z personelem naszego klienta. Jednak jeśli chodzi o sam przemysł papierniczy, jest on naprawdę pełen niespodzianek. Przed pierwszymi projektami nigdy nie myślałem o wykorzystaniu tam rozwiązań AI. Koniec końców okazało się, że jest to kolejna wspaniała branża, w której AI ma wiele do zaoferowania. Predykcja trendów, rozwiązania z wachlarza Przemysłu 4.0, analityka Big Data, wizja komputerowa to tylko niektóre aspekty, o których chciałbym wspomnieć . Jako zespół byteLAKE jesteśmy dumni z dodania detektora linii mokrej go do naszej oferty AI dla fabryk, powiedział Mariusz Kolanko, współzałożyciel byteLAKE

Ludzie i maszyny popełniają błędy. Dlatego usługi Cognitive Services od byteLAKE zostały zaprojektowane tak, aby skutecznie wydobywać to, co najlepsze z obu tych światów.

byteLAKE kontynuuje współpracę z liderami branży w celu rozwijania kolejnych modułów w ramach oferty Cognitive Services. Sztuczna inteligencja ma ogromny potencjał w zakresie automatyzacji produkcji i szybko przynosi wymierne korzyści.

Więcej o byteLAKE

Sztuczna inteligencja dla biznesu. Produkty i usługi.

  • AI: innowacyjna, oparta na sztucznej inteligencji automatyzacji i analityka danych. Rozwiązania z zakresu dynamiki płynów, produkcji, przemysłu 4.0, Big Data, przetwarzania dokumentów, dla restauracji, przemysłu budowlanego, przemysłu chemicznego, rolnictwa, logistyki i nie tylko.
  • HPC: skracanie czasu do uzyskania wyników i dostosowanie złożonych algorytmów do architektur wieloprocesorowych (CPU, GPU i FPGA).

Cognitive Services od byteLAKE

Jest to zbiór modeli sztucznej inteligencji (AI) zaprojektowanych dla potrzeb Przemysłu 4.0. Każdy zaprojektowany i wytrenowany przez nas model sztucznej inteligencji koncentruje się na określonych zadaniach branżowych, zapewniając w ten sposób maksymalną dokładność. Usługi Cognitive Services od byteLAKE koncentrują się głównie na następujących dwóch obszarach:

  • Wspomagana przez sztuczną inteligencję inspekcja wizualna dla efektywnego monitorowania jakości produktów i procesu.
  • Analityka danych Big Data / z czujników IoT (Internet Rzeczy). Mechanizmy oparte na sztucznej inteligencji umożliwiają znalezienie trendów, przewidzenie awarii systemów, odpowiedzi na pytania, takie jak dlaczego coś się dzieje, co prawdopodobnie się wydarzy lub aby znaleźć zbiorowe znaczenie danych pochodzących z wielu źródeł.
Cognitive Services od byteLAKE. Rozwiązania dla Przemysłu 4
Cognitive Services od byteLAKE. Rozwiązania dla Przemysłu 4.0

Oceanograficzny satelita Sentinel-6 dołączył do unijnego systemu obserwacji Ziemi Copernicus

21 listopada z bazy Vandenberg w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych, w ramach europejsko-amerykańskiej współpracy, został wyniesiony na ziemską orbitę satelita Sentinel-6 Michael Freilich, noszący imię byłego szefa działu nauk o Ziemi w NASA. Jest on przeznaczony do precyzyjnych pomiarów zmian poziomu morza. Będzie dostarczał informacje dla nauk o klimacie oraz do kształtowania polityki morskiej, a także wspierał ochronę 600 mln ludzi, zamieszkujących tereny przybrzeżne. Dane z Sentinela-6 zasilą europejski program obserwacji Ziemi Copernicus.

Najnowszy satelita wyposażony jest w altymetr radarowy –  urządzenie, które będzie wykonywało bardzo dokładne pomiary wysokości powierzchni oceanów. Dane te mają kluczowe znaczenie w monitorowaniu wahań poziomu wód, szczególnie w kontekście zmian klimatycznych i ocieplania się klimatu. Satelita ma również pomagać w prognozowaniu pogody oraz realizowaniu gospodarki morskiej, np. poprzez wyznaczanie optymalnych tras dla statków.

Sentinel-6 będzie mapował co 10 dni 95 proc. oceanów na Ziemi. Gromadzone dzięki niemu dane przyczynią się do rozwoju nauk o Ziemi i lepszego jej poznania. A dziś, w czasie niepewności klimatycznej oraz coraz częściej pojawiających się gwałtownych i niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych, ma to ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa naszego życia na Ziemi – mówi Stanisław Krzyżanowski, Business Development Manager w CloudFerro, firmie, która w ramach współpracy z ESA stworzyła oraz jest operatorem CREODIAS.eu, jednej z europejskich platform udostępniających dane satelitarne z obserwacji Ziemi.

Sentinel-6 (określany też jako Sentinel-6A) powstał dzięki współpracy międzynarodowej organizacji europejskich: ESA (Europejska Agencja Kosmiczna) i EUMETSAT (Europejska Organizacja Eksploatacji Satelitów Meteorologicznych) oraz amerykańskich NASA i NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration). W 2025 roku, do misji, która zaplanowana jest do 2030 roku, ma dołączyć Sentinel-6B.

Program obserwacji Ziemi Copernicus, w ramach którego ESA operuje konstelacją satelitów Sentinel, jest obecnie prawdopodobnie najbardziej ambitnym projektem obserwacji naszej planety. Mimo tego, że na rynku pojawia się coraz więcej komercyjnych firm, będących operatorami satelitów mapujących Ziemię, nikt nie realizuje tak ogromnych inwestycji w szeroką gamę różnych super dokładnych czujników, jak ESA – mówi przedstawiciel CloudFerro. – Jednak to, co w programie Copernicus jest najbardziej istotne, to fakt, że dane z monitoringu Ziemi trafiają do domeny publicznej, służąc nie tylko naukowcom i ośrodkom badawczym. Może z nich korzystać także biznes, tworząc różnego rodzaju rozwiązania i aplikacje, oparte na danych satelitarnych.

Sentinel-6 Michael Freilich dołączył do grona pozostałych satelitów misji Sentinel obrazujących Ziemię działających na rzecz poprawy stanu środowiska i podniesienia bezpieczeństwa mieszkańców naszej planety.

Zobrazowania z europejskich satelitów Sentinel-1, Sentinel-2, Sentinel-3 i Sentinel-5 są dostępne dla każdego m.in. na platformie CREODIAS.eu, która jest jednym z DIAS (Data and Information Access Services), realizowanych w ramach unijnego programu monitorowania Ziemi Copernicus.

Cyberbezpieczeństwo i luka kompetencyjna

Najczęstszym problemem wśród specjalistów zajmujących się bezpieczeństwem informacji jest brak kompetencji cyfrowych. Niedobór specjalistów wysokiej klasy w tym obszarze jest identyfikowany z zagrożeniem dla cyberbezpieczeństwa, a dalej dla przychodów, bezpieczeństwa i stabilności gospodarczej. To prawda – jednak tylko do pewnego stopnia. W taki sposób problem jest definiowany w większości przypadków – jedynie jako brak wykwalifikowanych kandydatów na podobne stanowiska. Z naszych doświadczeń wynika, że nie do końca tak jest.

Ile kompetencji cyberbezpieczeństwa można kupić za 10 tys. PLN?

Niektóre problemy związane z zatrudnianiem pracowników bezpieczeństwa odzwierciedlają szersze kwestie kadrowe: każdy chce mieć „gotowego do potrzeb człowieka” – specjalistę, ale niekoniecznie za stawkę rynkową. Często słyszymy argumenty odnoszące się do „braku czasu na szkolenia kogoś” z jednoczesną deklaracją „potrzeby natychmiastowego złagodzenia zagrożeń”.

Czym w ogóle jest cyberbezpieczeństwo?

Wiele organizacji wydaje się budować wymagania kadrowe w zakresie cyberbezpieczeństwa wokół tytułu zawodowego w dziedzinie informatyki. Dawniej była to dobra strategia, ale obecnie tytuły zawodowe związane z informatyką i cyberbezpieczeństwem nieco się rozbiegają – z kilku powodów.Oczywiście cyberbezpieczeństwo jest bezpośrednio skorelowane z informatyką, zarówno pod kątem zasobu wiedzy, jak i codziennych czynności. Jednak większość osób zajmujących się informatyką chce tworzyć oprogramowanie. Ponadto większość programów edukacyjnych z zakresu informatyki oferuje niewielki zakres wiedzy w obszarze bezpieczeństwa. Częściowo wynika to z faktu, że jest ogrom innych materiałów do omówienia, a częściowo dlatego, że samo bezpieczeństwo nie jest jeszcze odrębną dziedziną. Dla złagodzenia braków kadrowych obiecujące są dziś metodologie DevSecOps. Dzięki nim programiści mogą z czasem poznawać dziedzinę i zacząć dbać o bezpieczeństwo, jednak w tej chwili nie są to jeszcze bardzo popularne metodologie.

O którym cyberbezpieczeństwie mówimy?

Póki co, sama problematyka bezpieczeństwa jest niedokładnie zdefiniowana.  Obejmuje tak wiele różnych zestawów umiejętności, że nawet doświadczeni eksperci ds. bezpieczeństwa często nie wiedzą jaki dokładnie powinien być zakres ich odpowiedzialności. Ta specjalizacja obejmuje takie elementy, jak analiza złośliwego oprogramowania, testy penetracyjne, przegląd kodu, analiza kryminalistyczna, analiza zagrożeń, ocena ryzyka, ocena zgodności, kryptografia – szyfrowanie, monitorowanie sieci i reagowanie na incydenty. Wymaga także zrozumienia innych dziedzin, w tym tworzenia oprogramowania, architektury aplikacji, architektury informacji, wizualizacji danych, prawa, podstawowych zasad biznesowych i skutecznej komunikacji. Czasami wymaga wiedzy z dziedzin takich jak geopolityka, ekonomia globalna, przeciwdziałanie terroryzmowi, psychologia behawioralna i metody statystyczne.Żadna instytucja, póki co, nie jest w stanie skutecznie tego wszystkiego ująć w jednym programie. Ponadto potrzeby poszczególnych organizacji będą również zdeterminowane różniącymi się od siebie strategiami, architekturami bezpieczeństwa oraz perspektywą osób odpowiedzialnych za zatrudnianie. Oznacza to, że nawet doświadczeni specjaliści po prostu muszą stale zdobywać nowe umiejętności.Dlatego właśnie zawodowe stopnie zdobyte na uczelniach, nie przystają do rzeczywistości, a sama dziedzina jest tak odporna na kategoryzację. Obecnie tylko osoby nieustająco uzupełniające wiedzę w tym obszarze mogą czuć się prawdziwymi specjalistami. Z naszego doświadczenia wynika, że jest to kluczowa cecha eksperta cyberbezpieczeństwa: nieustanne zainteresowanie dziedziną, ideą bezpieczeństwa, czy doniesieniami w tym obszarze.  Taki specjalista po prostu nauczy się wszystkiego, czego będzie od niego wymagała sytuacja – często taka, do której trudno będzie znaleźć eksperta z doświadczeniem w tym obszarze, bo cyberzagrożenia nieustannie się zmieniają i stale napotykamy na jakieś zupełnie nowe.

Skuteczniej: wyszkolić własnych ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa

Inwestowanie w niewykwalifikowanych, ale zmotywowanych kandydatów może wydawać się ryzykowne. Byłoby wspaniale, gdyby można po prostu stworzyć eksperta bezpieczeństwa ze studenta, ale zarówno historia, jak i rozwój dziedziny cyberochrony wskazują na potrzebę budowania kompetencji, a nie „kupowania” ich w ten sposób. Kluczem do pozyskania odpowiedniego specjalisty jest przetestowanie jego pasji. Dla ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa ciągłe uczenie się jest częścią pracy. Jeśli już znajdujemy kogoś, kogo ciągnie do tematu cyberbezpieczeństwa z tytułu zainteresowań, to postawienie na szkolenie takiej osoby jest celowe. Z naszych doświadczeń wynika, że pasjonaci są bardziej efektywni, zaś ich szkolenie nie winduje kosztów tak, jak zatrudnianie ekspertów „na miarę”. Musimy również podkreślić, co także wynika z naszego doświadczenia, że ​​wielu najlepszych kandydatów będzie pochodzić z innych środowisk, niż tradycyjnie – informatyka. Samouki, pasjonaci, hobbyści i kandydaci do nauki programowania są chętni i zdolni do uczenia się, a w związku z tym do osiągania sukcesów w tej coraz istotniejszej dla życia i gospodarki dziedzinie.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

Kary umowne za opóźnienia a CIT

Spółka wypłacała swoim kontrahentom kary umowne z tytułu opóźnienia w dostawie towaru. Wypłacała je, mimo iż to nie ona ponosiła winę za opóźnienia, a producent. Spółka chciała jednak maksymalnie minimalizować skutki nieterminowej dostawy, aby w relacjach biznesowych zachować wiarygodność rynkową. Jednak fiskus, dokonując wykładni przepisu art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, stwierdził, że wskazuje on kary umowne jako wyłączone z katalogu wydatków, jakie można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu prowadzonej działalności. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy wyrokiem z 16 września 2020 r. (sygn. akt I SA/Bd 383/20) uznał takie rozszerzające rozumienie tego przepisu na niekorzyść podatnika za niedopuszczalne.

Kontrakt na dostawę lokomotyw

Działająca w formie spółki z o.o. firma specjalizuje się w wydzierżawianiu lokomotyw przewoźnikom kolejowym. W maju 2016 r. zawarła z polskim producentem pojazdów szynowych umowę na zakup 16 lokomotyw. Producent zobowiązał się do zapłaty spółce kar umownych w przypadku opóźnień w dostawie zamówionych pojazdów. W kwietniu i sierpniu 2018 r. spółka zawarła trzy odrębne umowy z trzema przewoźnikami, mocą których zobowiązała się wobec każdego z nich do wydzierżawienia im lokomotyw. Z powodu opóźnień producenta spółka nie wywiązała się w terminie z tych umów wobec przewoźników. Z tego tytułu wypłaciła im kary umowne. W związku z zaistniałą sytuacją firma obciążyła w ramach rekompensaty karami finansowymi producenta pojazdów szynowych. Ich część pokryła wydatki poniesione na wypłatę kar dla przyszłych dzierżawców lokomotyw, a pozostała część uległa potrąceniu na poczet płatności za zakup tych pojazdów. W grudniu 2019 r. producent wreszcie dostarczył lokomotywy, a spółka przekazała je kontrahentom w dzierżawę.

Kary umowne w kosztach prowadzonej działalności

Firma była przekonana, że będzie mogła ujmować wydatki ponoszone przez nią na zapłatę kar umownych na rzecz swoich kontrahentów, dzierżawców lokomotyw w kosztach uzyskania przychodu prowadzonej przez siebie działalności. Były one uzasadnione jej dążeniem do minimalizacji negatywnych konsekwencji niewywiązania się przez nią z umowy w terminie, w tym zwłaszcza dla jej wizerunku, mogącego ulec nadszarpnięciu w oczach aktualnych i przyszłych kontrahentów.

Organ powołał katalog wyłączeń z ustawy o CIT

Jednak w maju 2020 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w wydanej przez siebie interpretacji poinformował spółkę, że jest ona w błędzie. Wskazał na przepis art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, który stanowi, że za koszty uzyskania przychodu nie uważa się kar umownych i odszkodowań z tytułu wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoki w dostarczeniu towaru wolnego od wad albo zwłoki w usunięciu wad towarów albo wykonanych robót i usług.

Zdaniem organu pojęcie „wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług” w rozumieniu tego przepisu odnosi się do każdego przypadku nienależytego wykonania umowy. A takim jest nieterminowe wykonanie kontraktu przez spółkę, rozumiane w świetle art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT jako wada wykonanych robót lub usług.

Wydatek w celu zabezpieczenia źródła przychodu

Spółka wniosła do sądu skargę. Rozpoznający ją Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy w odpowiedzi na stanowisko organu podatkowego wskazał przepis art. 15 ust. 1 tej samej ustawy o CIT. Stwierdza on, że kosztami uzyskania przychodu są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, poza kosztami wymienionymi w art. 16 ust. 1.

Sąd podzielił opinię organu, że aby wydatek mógł zostać zaliczony do kosztów uzyskania przychodu, musi łącznie spełniać następujące warunki:

  • zostać poniesionym przez podatnika;
  • być definitywnym, a więc jego wartość nie została zwrócona podatnikowi;
  • pozostawać w związku z prowadzoną przez podatnika działalnością gospodarczą;
  • zostać poniesionym w celu uzyskania przychodów, zachowania lub zabezpieczenia ich źródła;
  • być właściwie udokumentowanym;
  • nie należeć do katalogu wydatków wskazanego w art. 16 ust. 1 ustawy o CIT.

Wskazany przez organ przepis nie obejmuje każdej kary umownej

WSA w Bydgoszczy postawił w związku z tym pytanie, którego z tych warunków nie spełnia poniesiony przez spółkę wydatek w postaci kary umownej? Bowiem organ podatkowy w swojej interpretacji nie wykazał, że wydatku tego nie łączy z osiąganym przez spółkę przychodem związek, o jakim mowa w art. 15 ust. 1 ustawy o CIT. Sąd zwrócił uwagę, że organ, odmawiając przedsiębiorcy prawa do zaliczenia tego wydatku do kosztów prowadzonej działalności, powołuje się więc na samo brzmienie art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, wywodząc, że odnosi się on do kategorii odszkodowań i kar umownych. Ale organ nie sprecyzował, że chodzi o odszkodowania i kary umowne będące następstwem niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania przez dłużnika, do którego doszło wskutek niedochowania przez niego należytej staranności. W opinii sądu przepis ten nie dotyczy więc wszystkich bez wyjątku kar umownych, a wyłącznie tych, które zostały w nim sprecyzowane. NSA w wyroku z 9 stycznia 2020 r., stwierdzając, że wyłączenie z art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT stanowi wyjątek od zasady ustanowionej w art. 15 ust. 1, wskazał, że należy go interpretować ściśle. Bo gdyby żadnej kary umownej lub odszkodowania nie można było zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, to regulacja art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT byłaby zbędna (sygn. akt II FSK 1330/19).

Wada a wadliwość to nie to samo

Bydgoski sąd stwierdził, że w rozpatrywanym przypadku nie występuje żadna z przesłanek do objęcia regulacją art. 16 ust. 1 pkt 22. Podkreślił, że nie można utożsamiać wady wykonanej usługi z nienależytym wykonaniem zobowiązania. Organ podatkowy, nie odnajdując definicji „wadliwy” w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych, poszukuje jej w słowniku języka polskiego, podczas gdy zdaniem WSA art. 16 ust. 1 pkt 22 tej ustawy wyjaśnia, że nie chodzi o wadliwość wykonania usługi, lecz o to, że usługa miała wadę. A to nie to samo. Gdyby organ chciał być rzetelny, to – jak wskazał sąd – odwołałby się do słownikowej definicji rzeczownika „wada”, a nie przymiotnika „wadliwy”. „Odkryłby wówczas, że wada zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego to „1. «ujemna cecha charakteru», 2. «brak, uszkodzenie obniżające wartość jakiegoś przedmiotu, systemu», 3. «niedorozwój lub nieprawidłowa budowa jakiegoś narządu żywego organizmu»” (…) Zdaniem Sądu opóźnienie się tu nie mieści” (wyrok z 16 września 2019 r., sygn. akt I SA/Bd 383/20).

Organ nie może dokonywać wykładni rozszerzającej na niekorzyść podatnika

W opinii sądu organ wbrew literalnemu brzmieniu i prawniczemu rozumieniu art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT dokonał jego rozszerzenia na wszelkie stosunki zobowiązaniowe wywołujące skutki podatkowe. A przy interpretacji regulacji stanowiących wyjątki, należy je rozumieć ściśle, a nie dokonywać wykładni rozszerzającej na niekorzyść podatnika. Spółka poprzez zapłatę kar umownych na rzecz swoich kontrahentów dążyła do minimalizacji negatywnych skutków niewywiązania się przez nią z umowy. Stąd też poniesienie tego wydatku służyło utrzymaniu stosunków gospodarczych z dzierżawcami, a tym samym zachowaniu czy też zabezpieczeniu jej źródła przychodów.

Uchylając na korzyść spółki zaskarżoną interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, WSA w Bydgoszczy orzekł:

„…wykładnię rozszerzającą wyjątki na niekorzyść podatnika Sąd uznaje za niedopuszczalną (…) jakkolwiek Spółka była odpowiedzialna (ex contractu) wobec Dzierżawców za nieterminowe oddanie im lokomotyw do użytkowania, to jednak sama nie ponosiła „winy” za powstałe opóźnienie, albowiem przyczyny (jak wynika z opisu) leżały po stronie dostawcy lokomotyw. Wolno zatem uznać, że Skarżąca nie dopuściła się niedbalstwa czy braku należytej staranności i nie można w jej postawie doszukiwać się przesłanki uzasadniającej wyłączenie kary umownej z kosztów uzyskania przychodów” (sygn. akt I SA/Bd 383/20).

Bo przedsiębiorcy to przedsiębiorcy, więc muszą płacić więcej

Organy podatkowe w relacjach z podatnikami obowiązuje zasada in dubio pro tributario, co jeszcze mocniej zostało podkreślone 1 stycznia 2016 r., kiedy to reguła ta została wprowadzona wprost do Ordynacji podatkowej w art. 2a. Stanowi ona, że niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika.

W 2018 r. Rzecznik Praw Obywatelskich opublikował podręcznik „O zasadzie rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika”, jak uzasadnił, w nadziei, że zawarte w nim informacje oraz wskazówki okażą się przydatne dla podatników dochodzących obrony swoich praw. W opracowaniu tym Rzecznik, przyznając, że fiskus w interpretacji przepisów prawa podatkowego stoi na straży interesu Skarbu Państwa, zauważył, że reguła rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika jest znacznie częściej stosowana w przypadku „zwykłych” obywateli, nieprowadzących działalności gospodarczej, niż ma to miejsce w przypadku, gdy drugą stroną sporu podatkowego są przedsiębiorcy.

W swoim podręczniku RPO w tabeli zamieszczonej na stronie 23: „Decyzje wydane z zastosowaniem klauzuli in dubio pro tributario przez organy według stanu na dzień 31 marca 2018 r.” zamieścił następujące dane, wg których od dnia 1 stycznia 2016 r., a więc od dnia wprowadzenia do Ordynacji podatkowej zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika, reguła ta została przez organy użyta:

  • w 2016 r. – 4 razy w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) i 0 razy w podatku dochodowym od osób prawnych (CIT);
  • w 2017 – 7 razy w PIT i tylko w jednym przypadku w CIT;
  • w 2018 r. (do 31 marca) – 1 raz w PIT i 0 razy w CIT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Czym jest budżet Unii Europejskiej i jakie działania finansuje?

Budżet UE jest finansowany ze źródeł obejmujących określony procent dochodu narodowego brutto każdego państwa członkowskiego. Wydatki z budżetu wykorzystuje się na tak różnorodne działania, jak poprawa poziomu życia w uboższych regionach oraz zapewnienie bezpieczeństwa żywności.

Budżet Unii Europejskiej jest planem dochodów i wydatków UE sporządzanym w walucie europejskiej, czyli euro, na okres budżetowy jednego roku (tożsamego z rokiem kalendarzowym). Począwszy od 1988 roku budżety roczne ustalane są z uwzględnieniem ram finansowych, które określają roczne pułapy wydatków w ciągu kilku następnych lat. Wydatki budżetu UE nie mogą przekroczyć poziomu 1,23 proc. unijnego dochodu narodowego brutto (DNB), czyli DNB wszystkich państw członkowskich. W praktyce oscylują na poziomie około 1 proc. unijnego DNB.

1. Źródła dochodów UE

Pierwotnie każda ze Wspólnot Europejskich – Europejska Wspólnota Gospodarcza (EWG), Europejska Wspólnota Węgla i Stali (EWWiS) oraz Europejska Wspólnota Energii Atomowej (Euratom) – miała swój odrębny budżet. W 1967 roku, w wyniku utworzenia jednolitych instytucji dla wszystkich Wspólnot, połączono budżety EWG, Euratomu oraz budżet administracyjny EWWiS, tworząc budżet ogólny, który finansowano składkami członkowskimi.

W 1971 roku, w celu sfinansowania budżetu, wprowadzono system zasobów własnych Wspólnot. Pierwszym zasobem własnym były tzw. Traditional Own Resources (TOR), które składały się z ceł i opłat rolnych. Osiem lat później dodano do TOR kolejny składnik oparty na niewielkiej części dochodu państw członkowskich z VAT-u. Największa reforma budżetu została przeprowadzona w 1988 roku, w ramach tzw. pakietu Delorsa (Jacques Delors w latach 1985-1994 pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej – red.). Wprowadzono wtedy limit zasobów własnych, wieloletnie ramy finansowe (perspektywy finansowe) z limitami wydatków w poszczególnych kategoriach i kolejny instrument stanowiący źródło dochodu, czyli wpłaty narodowe oparte na udziale państw członkowskich w produkcie narodowym brutto UE (zamienionym następnie na dochód narodowy brutto UE).

2. Przygotowywanie projektu budżetu UE

Rozporządzenie ws. wieloletnich ram finansowych określa przede wszystkim maksymalne pułapy wydatków, jakie mogą przyjąć budżety roczne UE. W przypadku dwóch pozycji budżetowych, tj. polityki spójności i rozwoju obszarów wiejskich, określony zostaje wprost budżet wieloletni, czyli plan wydatków na dłuższy okres czasu. Rozporządzeniu towarzyszy Porozumienie Międzyinstytucjonalne, zawierane przez Radę, Parlament Europejski i Komisję Europejską, które określa zakres współpracy w sprawach budżetowych pomiędzy tymi instytucjami w celu sprawnego zarządzania finansowego.

Ramy finansowe planowane są na kilka lat. Pierwsza perspektywa finansowa, tzw. pakiet Delorsa I obejmowała lata 1989-1993, druga (Delors II) lata 1994-1999, trzecia (Agenda 2000) lata 2000-2006, zaś czwarta (Nowa Perspektywa Finansowa) lata 2007-2013. Z początkiem 2014 roku rozpoczęła się piąta perspektywa finansowa na lata 2014-2020, zaś 1 stycznia 2021 rozpocznie się szósta perspektywa 2021-2027.

Propozycje w formie rozporządzenia o Wieloletnich Ramach Finansowych przedstawia Komisja Europejska. Następnie Rada, w trybie jednomyślnej decyzji, może wprowadzić zmiany do propozycji Komisji. Parlament Europejski natomiast, przy bezwzględnej większości głosów, wyraża zgodę na przyjęcie rozporządzenia przez Radę.

3. Zarządzanie funduszami UE

Wieloletnie Ramy Finansowe przekładają priorytety polityczne UE na wartości budżetowe. Są jednocześnie instrumentem dyscypliny i planowania budżetowego, ponieważ wielkość wydatków w budżetach rocznych musi uwzględniać pułapy określone właśnie w perspektywie finansowej.

Środkami UE gospodaruje się zgodnie z surowymi zasadami, tak aby zagwarantować ścisłą kontrolę nad tym, jak są one wydawane, oraz aby zapewnić przy tym przejrzystość i rozliczalność.

27 komisarzy UE dzieli ostateczną odpowiedzialność polityczną za zagwarantowanie właściwego wydawania funduszy unijnych. Jednak z uwagi na to, że zarządzanie większością tych środków odbywa się na poziomie krajowym, odpowiedzialność za kontrole doraźne i coroczne spoczywa na rządach krajowych.

Zarządzanie. ok. 80 proc. budżetu UE odbywa się na zasadzie partnerstwa z władzami krajowymi i regionalnymi (tzw. zarządzanie dzielone) głównie za pośrednictwem pięciu największych funduszy – funduszy strukturalnych i inwestycyjnych. Są to: Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego (EFRR), Europejski Fundusz Społeczny (EFS), Fundusz Spójności, Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich (EFRROW) i Europejski Fundusz Morski i Rybacki (EFMR). Pozostałymi funduszami zarządza bezpośrednio UE.

4. Działania i przedsięwzięcia finansowane z unijnego budżetu

Z unijnego budżetu finansowane są wszelkie działania podejmowane przez administrację Unii, polityki i programy pomocowe, a także sama administracja.

Wielkość i struktura wydatków budżetu UE zmieniały się od czasu powstania EWG wraz z pogłębiającą się integracją, wprowadzaniem nowych polityk wspólnotowych i kolejnymi rozszerzeniami. Przez większość czasu największym beneficjentem budżetu UE było rolnictwo. W rekordowym 1970 roku przeznaczano na ten sektor gospodarki niemal 87 proc. budżetowych wydatków. Od lat dziewięćdziesiątych zauważa się jednak stałe ograniczenie kosztów i redukcję wydatków przeznaczonych na Wspólną Politykę Rolną (WPR) .

Udział rynkowych wydatków na WPR w budżecie UE spadł do około 40 proc. od perspektywy 2007-2013 i w obecnej perspektywie. Z kolei w rekordowym 2007 roku wydatki na politykę spójności wyniosły aż 38,6 proc. rocznego budżetu. Miało to związek ze znacznymi nakładami w stosunku do nowych państw członkowskich, w tym Polski, które weszły do Unii Europejskiej w 2004 roku. W aktualnej perspektywie (2014-2020) środki przeznaczane na finansowanie polityki spójności stanowią drugi co do wielkości wydatek corocznego budżetu, stanowiąc około 33 proc. Natomiast w 2021 r., który rozpocznie perspektywę 2021-2027, wydatki na politykę spójności zaplanowano na poziomie 51 730 mln EUR, co stanowi 31,37 proc. całości wydatków.

Co roku coraz więcej nakładów budżetowych było też kierowanych na badania, rozwój oraz wzrost gospodarczy krajów UE. Tendencję zwyżkową można zauważyć od 2007 roku. Natomiast w przyszłym roku ma nastąpić 4-proc. spadek w stosunku do 2020 r. Od połowy lat dziewięćdziesiątych można zauważyć też stopniowe zwiększenie wydatków przeznaczonych na działania zewnętrzne Unii Europejskiej. Większe nakłady UE na działania zewnętrzne mogą wynikać ze zwiększającego się poczucia odpowiedzialności UE za losy krajów słabiej rozwiniętych.

5. Budżet UE 2021-2027

Podczas nadzwyczajnego szczytu w Brukseli 21 lipca br. przywódcy UE uzgodnili budżet o łącznej wartości 1 824,3 mld euro.

Pakiet pomocowy, łączący wieloletnie ramy finansowe (1 047,3 mld euro), i nadzwyczajny instrument Next Generation EU (750 mld euro) mają pomóc odbudować UE po pandemii Covid-19 i wesprzeć inwestycje w transformację ekologiczną i cyfrową.

Budżet UE kształtował się przez kilka dekad wraz z ewolucją samej Unii Europejskiej. Finansuje on programy i działania UE we wszystkich dziedzinach jej polityki: od rolnictwa, przez politykę regionalną, badania naukowe, przedsiębiorczość, po przestrzeń kosmiczną. W kolejnym rozdaniu środków Unii Europejskiej wspierana będzie głównie odbudowa gospodarcza Europy po koronakryzysie oraz inwestycje związane z ekologią i transformacją cyfrową.

Black Friday – czas łowców okazji, ale też oszustów wyłudzających dane osobowe

Black Friday rozpoczyna intensywny maraton zakupów online, który potrwa aż do Bożego Narodzenia, a w tym roku zapowiada się rekordowo, choćby z uwagi na epidemię, która zagoniła wielu konsumentów do Internetu. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów i serwis ChronPESEL.pl, prezenty w sieci zamierza kupić prawie 60 proc. klientów. Niestety nie wszyscy czują się bezpiecznie robiąc zakupy w Internecie. Za największe zagrożenie badani uważają utratę danych osobowych.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w październiku 2020 r. przez Krajowy Rejestr Długów i serwis ChronPESEL.pl, zdecydowana większość, czyli aż 98 proc. respondentów czuje się bezpiecznie robiąc zakupy w sklepach internetowych. To pozytywne zjawisko, jednak taka postawa może uśpić naszą czujność. Spośród osób, które mają wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa zakupów w sieci, blisko 55 proc. wskazuje właśnie na ryzyko wycieku danych osobowych. Biorąc pod uwagę doświadczenie internautów, ich obawy wydają się uzasadnione. W kwietniu 2020 r. o wycieku, gromadzonych od 2007 r., danych osobowych swoich klientów poinformował sklep internetowy Cyfrowe.pl. We wrześniu z kolei ofiarą ataków hakerów padł serwis Aleleki.pl.

Uwaga na pytania o numer PESEL

W czasie zakupów internetowych powinniśmy zachować ostrożność. Chętnych na wykorzystanie naszej nieuwagi nie zabraknie. Sygnałem ostrzegawczym dla wszystkich kupujących w sieci powinny być odpowiedzi 5 proc. respondentów, którzy doświadczyli wycieku danych osobowych. Z cyklicznych badań Gemiusa wynika, że liczba polskich użytkowników na początku roku wyniosła ponad 28 mln. Biorąc pod jeszcze uwagę ostatni raport tej firmy „E-commerce w Polsce 2020”, według którego aż 73 proc. internautów robi zakupy w sieci, widać skalę zjawiska wycieków. Ich ofiarą padło ponad milion Polaków.

Żeby się przed tym uchronić, przede wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek. Przestępcy wykorzystują nasz pośpiech, brak uwagi oraz to, że wiele czynności podczas zakupów wykonujemy automatycznie i bez zastanowienia. Warto też zwrócić uwagę na pewne niedozwolone praktyki stosowane nie tylko przez hakerów, ale również właścicieli sklepów. Jak wynika z badania, 5 proc. Polaków przyznaje, że podczas rejestracji w sklepie internetowym poproszono ich o podanie numeru PESEL. Co siódmy ankietowany (15 proc.) nie potrafi jednoznacznie stwierdzić, że tak nie było.

Gromadzenie danych osobowych powinno być adekwatne do celów, w jakim są przetwarzane. W przypadku sklepów internetowych nie ma takiej potrzeby i zbieranie numerów PESEL kupujących jest nieuzasadnione. Niestety, jak pokazują statystyki, wciąż spotykamy się z takimi praktykami. Prośba o podanie numeru PESEL podczas zakupów w sieci powinna być dla nas sygnałem ostrzegawczym. Może to oznaczać albo, że strona jest fałszywa i jej celem jest wyłudzenie naszych danych osobowych, albo świadczyć o braku rzetelności sprzedawcy, który zbiera więcej informacji na nasz temat niż powinien. To dodatkowo zwiększa ryzyko wycieku w przyszłości, ponieważ bazy danych w mniejszych firmach są z reguły słabo zabezpieczone, przez co nie stanowią wyzwania dla sprawnych hakerów. Nie warto się na to narażać  – wyjaśnia Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Nie daj się naciągnąć

Z przeprowadzonego przez KRD i serwis ChronPESEL.pl badania wynika, że ponad połowa z nas zamierza kupić w Internecie prezenty świąteczne. To oznacza, że również dla cyberprzestępców najbliższe tygodnie mogą okazać się pracowite.

Najpopularniejszą metodą stosowaną przez przestępców jest obecnie phishing, czyli podszywanie się pod inne osoby, instytucje lub firmy. Oszuści próbują nas również przekierować  poprzez wysyłane za pośrednictwem e-maili i SMS-ów linki odsyłające do fałszywych stron. To wszystko połączone z brakiem ostrożności ze strony użytkowników Internetu może spowodować, że za tegoroczne zakupy w sieci zapłacimy znacznie więcej, niż planowaliśmy. Przestępcy mogą próbować wykorzystać zdobyte w ten sposób dane osobowe, żeby podszywając się pod ich właściciela, wyłudzić pożyczkę, kupić drogi sprzęt elektroniczny na raty lub wziąć w leasing samochód. Żeby się przed tym uchronić trzeba przestrzegać kilku podstawowych zasad bezpieczeństwa.

– Przede wszystkim korzystajmy ze znanych i sprawdzonych sklepów. Nie dajmy się zwieść dużym przesadnym promocjom u nieznanych sprzedawców oraz zawsze weryfikujmy adresy stron i nadawcę e-maili, które otwieramy. Oszustwo polega na tym, że zazwyczaj na pierwszy rzut oka wyglądają one jak oryginalne, ale różnią się jedną literką albo dopisaną cyfrą na końcu. Sprawdźmy również, kiedy ostatni raz zmieniliśmy hasła do kont związanych platformami e-commerce i jeśli to było dawno, ustawmy nowe. Warto też być zapobiegliwym i oprócz przestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa, stale monitorować zapytania na swój temat w Krajowym Rejestrze Długów. Tylko wtedy będziemy w stanie szybko zareagować, gdy ktoś spróbuje wykorzystać nasze dane – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert ChronPESEL.pl.

Trzymać rękę na pulsie

Monitorując swoją aktywność w systemie informacji gospodarczej będziemy mogli zareagować w momencie, w którym ktoś inny będzie próbował wykorzystać nasze dane osobowe. Zarówno banki, firmy pożyczkowe oraz operatorzy telefoniczni, jak i dostawcy Internetu i telewizji cyfrowej przed podpisaniem umowy z nowym klientem, sprawdzają, czy nie jest on notowany w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej, jako osoba zadłużona. Jednak, żeby to zrobić, potrzebna jest jego pisemna zgoda. Dlatego kiedy otrzymujemy SMS-a, że właśnie sprawdza nas np. jakiś bank, w którym nie składaliśmy w ostatnim czasie wniosku o kredyt, powinniśmy szybko reagować, czyli skontaktować się z instytucją, która nas weryfikowała w celu wyjaśnienia sprawy oraz zawiadomić policję, że doszło do kradzieży tożsamości.

O wycieku danych możemy dowiedzieć się również w inny sposób. W sytuacji, w której sklep, z którego korzystaliśmy poinformuje nas, że padł ofiarą ataku hakerskiego, w pierwszej kolejności należy ustalić, jakie dokładnie dane wyciekły. Jeśli straciliśmy hasła lub loginy do naszych kont lub skrzynek mailowych, powinniśmy je jak najszybciej zmienić. Jeśli dane, które wyciekły widnieją na dowodzie osobistym, należy zastrzec ten dokument, żeby nikt nie mógł się pod nas podszyć. Dodatkowo Urząd Ochrony Danych Osobowych w takich przypadkach rekomenduje założenie konta w systemie informacji gospodarczej, dzięki czemu będziemy mogli monitorować swoją aktywność kredytową.

Badanie zostało przeprowadzone na grupie 1016 osób, którzy robią zakupy w Internecie, w wieku 16-74 lata, w październiku 2020 r.

Sfinks rozwija sieć wirtualnych restauracji (bez stacjonarnego lokalu)

Sfinks Polska, właściciel marek gastronomicznych Sphinx, Chłopskie Jadło czy Piwiarnia Warki, w pandemii rozwija sieć wirtualnych restauracji, czyli bez stacjonarnego lokalu. Obsługują one wyłącznie zamówienia w dowozie i na wynos. W efekcie w Polsce jest już 16 dodatkowych wirtualnych punktów Chłopskie Jadło, działających równolegle do 10 tradycyjnych restauracji pod tym szyldem. Zasięg zwiększają też całkowicie wirtualne marki Sfinksa, które z założenia nigdy nie miały sali dla klientów, tj. The Burgers, YOLO Chicken, Och! PITA i Da Mamma. Łącznie w całym kraju Sfinks ma dziś 93 wirtualne restauracje.

Gastronomiczna spółka Sfinks już przed pandemią zaczęła się rozwijać w kanale delivery. Zainwestowano w autorski system IT, własny serwis do zamówień online Smacznieiszybko.pl oraz nowe koncepty – w segmentach gastronomii, gdzie Sfinks dotąd nie był obecny albo chciał silniej zaistnieć. Jeszcze w 2019 r. portfolio Sfinksa powiększyło się o nowe marki: z pizzą oraz burgerami. Kiedy wybuchła pandemia, prace przyspieszyły i do oferty gastronomicznej grupy dołączyły dwa kolejne całkowicie wirtualne koncepty: z daniami z kurczaka oraz kebabami. Dzięki temu Sfinks objął swoją ofertą niemal wszystkie najchętniej zamawiane w dostawie i na wynos rodzaje dań. Obecnie w ten sposób w całej Polsce działa 38 punktów The Burgers, 14 punktów Och! PITA, 15 punktów YOLO Chicken, 10 punktów Da Mamma oraz 16 wirtualnych Chłopskich Jadeł.

– Potencjał segmentu delivery dostrzegaliśmy już wcześniej, więc kiedy przyszła pandemia, wiele narzędzi mieliśmy gotowych i duża część naszych lokali była w stanie płynnie przestawić się tylko na ten rodzaj sprzedaży. Wiosenny lockdown przyspieszył rozwój tych projektów, a bazą dla nich jest sieć naszych stacjonarnych restauracji. Większość z nich ma potencjał, żeby zająć się także obsługą nowych konceptów, poza swoją własną kartą menu i w ten sposób zdobyć zupełnie nowych klientów. Dziś robi to część lokali, ale docelowo chcemy, żeby wszystkie nasze restauracje stacjonarne  obsługiwały pełną ofertę marek wirtualnych. To nowe możliwości zwiększania zasięgu i obrotów zarówno restauracji, jak i całej grupy Sfinks Polska – mówi Dorota Cacek, wiceprezes Sfinks Polska.

Rozwój Sfinksa w kanale delivery pokazują też wyniki finansowe za 2020 r. W pierwszym półroczu udział obrotów z tej działalności w przychodach spółki wyniósł blisko 12%, podczas gdy rok wcześniej było to nieco ponad 3%. W drugim półroczu dynamika sprzedaży jest również wysoka – z kilkukrotnymi wzrostami. Poza własnym serwisem SmacznieiSzybko.pl oferta marek Sfinksa jest dostępna także poprzez popularne platformy i aplikacje: Pyszne, Glovo i Wolt. Obecnie grupa Sfinks w całej Polsce ma sieć 133 restauracji (stacjonarnych oraz wirtualnych) obsługujących zamówienia z dostawą i na wynos.

Polskie e-sklepy więcej sprzedają za granicę. Jeszcze w tym roku nastąpi wzrost przesyłek międzynarodowych o ponad 50 proc.

  • Black Friday w tym roku to wyjątkowa szansa dla polskich sklepów e-commerce
    i przedsiębiorstw na dotarcie do międzynarodowych klientów i zwiększenie przychodów.
  • Niemal połowa e-sklepów deklaruje, że z okazji Black Friday podejmie dodatkowe działania sprzedażowe[1].
  • Przeniesienie promocji do sieci wpływa na branżę logistyczną, obsługującą gwałtowny wzrost wolumenu przesyłek. DHL Express oczekuje globalnego skoku w liczbie paczek międzynarodowych o ponad 50 proc. w stosunku do ubiegłego roku.
  • Przesyłki z polskich e-sklepów najczęściej są wysyłane w Europie do Niemiec, Francji oraz za ocean – do Stanów Zjednoczonych. Klienci spoza Polski najczęściej są zainteresowani produktami modowymi i kosmetykami.

Black Friday w tym roku to dobry moment dla handlu transgranicznego. Jedna trzecia Polaków kupujących online będzie polowała na okazje w zagranicznych serwisach e-commerce[2]. Wymiana działa również w drugą stronę – wiele polskich przedsiębiorstw już teraz sprzedaje swoje towary czy usługi na innych rynkach. Według GUS, między styczniem a sierpniem tego roku, Polacy prowadzili najbardziej dynamiczną wymianę handlową z Niemcami (184,2 mld PLN). Kolejnymi popularnymi kierunkami eksportu były Czechy (38,6 mld PLN) i Wielka Brytania (36,8 mld PLN)[3].

Kosmetyki i branża modowa zyskują

Początek świątecznych wyprzedaży to okazja dla polskich biznesów, aby w dobie globalizacji nie skupiać się tylko na lokalnym rynku. Firmy sprzedające za granicę mają znacznie szybsze tempo rozwoju (14,3 proc.) w porównaniu do tych, które są aktywne biznesowo jedynie w Polsce (2 proc.)[4]. Pandemia szczególnie pokazała wartość rozszerzania działalności na wiele rynków – firmy nie są wtedy uzależnione od sytuacji epidemiologicznej w jednym kraju.

Produkty znad Wisły cieszą się zainteresowaniem konsumentów z innych krajów, na co wskazują statystyki krajowego eksportu. Polski rynek kosmetyczny jest szósty w Europie pod względem sprzedaży zagranicznej[5], a branża modowa w ubiegłym roku zwiększyła eksport o ponad 15 procent, zajmując ósme miejsce na kontynencie pod kątem obrotów[6].

Za liczbami i trendami związanymi z eksportem kryje się szansa dla sprzedawców. W miarę postępującej globalizacji, dla wielu konsumentów na całym świecie przestało mieć znaczenie, czy zamawiają produkty w krajowych sklepach, czy zagranicznych – szczególnie w warunkach pandemicznych, gdy e-zakupy zaczęły nam towarzyszyć na co dzień. Dla konsumentów najważniejsze jest to, aby przesyłka dotarła w określonym czasie pod konkretny adres. Widzimy, że polskie e-sklepy wykorzystują Black Friday, żeby trafić ze swoimi produktami do konsumentów na całym świecie, w tym za ocen. Przesyłki z polskich e-sklepów najczęściej trafiają do Niemiec, Francji i Stanów Zjednoczonych. Znaleźć w nich można produkty, takie jak produkty modowe czy kosmetyki – mówi Edwin Osiecki, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w DHL Express Polska.

Niemal połowa e-sklepów deklaruje, że z okazji Black Friday podejmie dodatkowe działania sprzedażowe[7].

Co równie istotne, zagraniczni klienci dysponują większymi budżetami. W perspektywie globalnej przeciętny dorosły planuje wydać 400 dolarów na zakupy związane z Black Friday. To znacznie więcej niż średnia wartość polskiego koszyka – wskazuje Edwin Osiecki. Z tego względu podczas nadchodzącego sezonu sprzedaży świątecznej zyskają przede wszystkim e-sklepy, które uwzględniły w swojej strategii konsumentów spoza Polski.

Skuteczny plan sprzedaży za granicą powinien uwzględniać gwarancję obsługi kurierskiej wysokiej jakości. Jeszcze przed pandemią co piąty konsument oczekiwał, że zamówienie złożone gdziekolwiek w Europie dotrze do niego w terminie do trzech dni roboczych[8]. Dobór zaufanego partnera logistycznego z kompleksową i elastyczną siecią przygotowaną na największe wyzwania to jeden z kluczowych aspektów wpływających na satysfakcję e-konsumentów.

[1] SMSAPI, Shoper, Komunikacja sklepów internetowych, listopad 2020

[2] Gemius, E-commerce w Polsce, czerwiec 2020

[3] GUS, Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-sierpień 2020 roku, październik 2020

[4] PayPal, dane wewnętrzne, 2018

[5] B+R Studio, Prognoza eksportu mebli, 2020

[6] Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii & Polski Fundusz Rozwoju, Akcelerator Branżowy „Moda Polska”, 2019

[7] SMSAPI, Shoper, Komunikacja sklepów internetowych, listopad 2020

[8] DHL Express, 21st Century Spice Trade

UX kluczowe dla zadowolenia klientów bankowych

Pod względem dostępnych funkcjonalności online polskie banki plasują się powyżej globalnej średniej, ale wciąż mogą uczyć się od najlepszych instytucji na świecie. Jak pokazują wyniki badania Digital Banking Maturity 2020. How banks are responding to digital (r)evolution? przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, doświadczenie użytkownika oferowane przez polskie banki pozostaje w tyle za cyfrowymi liderami. Największe różnice dotyczą zakupu ubezpieczenia (24 p.p.), zgłoszenia zagubionej karty (21 p.p.), zamknięcia konta (20 p.p.) i zakupu produktu kredytowego (18 p.p.).

Digital Banking Maturity 2020 to czwarta edycja największego na świecie badania z zakresu bankowości cyfrowej, które w tym roku objęło 318 banków z 39 krajów. Poza oceną i porównaniem stopnia digitalizacji banków, eksperci Deloitte sprawdzili także doświadczenie użytkowników bankowych systemów. W ramach uzupełniającej analizy percepcji user experience (UX) prześledzili 19 scenariuszy odzwierciedlających 10 obszarów aktywności klientów na wszystkich etapach relacji z bankiem oraz przeprowadzili badanie UEQ (User Experience Questionnaire), obejmujące kompleksowe informacje na temat UX aplikacji mobilnych.

Jak wynika z badania, w latach 2018-2020 banki w Polsce rozwijały kanały zdalne szybciej niż banki globalnie, zwiększając swoją przewagę w bankowości internetowej i mobilnej. Spośród 13 polskich banków, objętych badaniem w 2020 roku, pięć to cyfrowi liderzy, którzy znajdują się w gronie 10 proc. najbardziej dojrzałych cyfrowo banków na świecie, a trzy znajdują się w grupie pościgowej.

Choć dojrzałość cyfrowa polskich banków jest lepsza niż średnia światowa, istnieją jednak obszary, które zdecydowanie wymagają poprawy. O ile przewaga polskich banków jest najbardziej widoczna w zarządzaniu produktami i rachunkami oraz w procesie otwierania konta, to w przypadku obsługi klienta online czy sprzedaży produktów dodatkowych Polska znajduje się poniżej średniej globalnej. Biorąc pod uwagę, jak bardzo pandemia koronawirusa zmieniła sposób postępowania konsumentów, także w obszarze bankowości, wydaje się, że polskie banki powinny poprawić przede wszystkim obszary swojej działalności dotyczące budowania trwałych relacji z użytkownikami – mówi Michael Wodzicki, Partner Zespołu SAMA (Strategy, Analytics and M&A), Deloitte.

UX a satysfakcja klientów

Globalni cyfrowi liderzy sektora bankowego dostrzegli już, że doświadczenie klienta to wyróżnik wpływający na satysfakcję klientów. Analizując to doświadczenie wzdłuż ścieżki użytkownika (customer journey) eksperci Deloitte ocenili, że UX polskich banków pozostaje jednak w tyle za cyfrowymi liderami. W przypadku takich funkcjonalności jak zbieranie informacji o koncie (57 proc. w Polsce vs 61 proc. globalnie) czy dodawanie kont z innych banków (17 proc. vs 22 proc.) te zaległości nie są jeszcze tak bardzo wyraźne. Natomiast największe luki dotyczą: ścieżki zakupu ubezpieczenia (20 proc. vs 44 proc.), zgłoszenia zagubionej karty (45 proc. vs 66 proc.), zamknięcia konta (18 proc. vs 38 proc.) i zakupu produktu kredytowego (57proc. vs 75 proc.)

Liczy się pierwsze wrażenie

Wskazówki dla klientów i przyjazny UX podczas otwierania konta są niezbędne, aby wywrzeć pozytywne pierwsze wrażenie. A to ono jest najczęściej decydujące dla efektywnego pozyskania i trwałego utrzymania klienta banku. Niezbędne jest też stałe zwiększanie funkcjonalności i dostosowywanie oferowanych narzędzi do zmieniającego się otoczenia, np. poprzez wprowadzanie usprawnień związanych z ograniczeniem dostępności placówek z powodu pandemii – mówi Daniel A. Majewski, Starszy menadżer w dziale Doradztwa Strategicznego, Deloitte.

Jak wynika z badania Deloitte, właśnie w scenariuszu UX dotyczącym otwierania konta najłatwiej zadbać o dobre pierwsze wrażenie. W tym celu konieczne jest dopracowanie takich prostych wydawałoby się funkcjonalności jak: ułatwienie szybkiego i poprawnego wprowadzania danych, możliwość czytelnego śledzenia postępów całego procesu, jasne i opisowe komunikaty o błędach, dostępność funkcji zapisywania postępów i możliwość późniejszego skończenia oraz potwierdzenie, że formularz jest przetwarzany.

Dążenie do zapewnienia jak najlepszego doświadczenia użytkownika stanowi niezbędny element rozwoju cyfrowych strategii banków. W tym celu należy tak dobrać funkcjonalności UX, aby wspomagały poprawę satysfakcji klientów. Pomocne w tym jest zidentyfikowanie, które kluczowe obszary w przypadku danego banku należy poprawić, aby zwiększyć zadowolenie klienta z wykorzystania kanałów zdalnych – mówi Przemysław Szczygielski, Partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i ryzyka, lider sektora finansowego w Polsce w Deloitte

Polski startupowiec laureatem prestiżowej nagrody Instytutu Aspen dla młodych liderów

24-letni Michał Tarnowski otrzymał nagrodę Aspen Central Europe Leadership Award. To pierwszy Polak uhonorowany tym wyróżnieniem.

Nagroda międzynarodowego Instytutu Aspen przyznawana jest za aktywne promowanie odpowiedzialnego obywatelstwa, przywództwa opartego na wartościach oraz za tworzenie innowacji, które pozytywnie wpływają na społeczeństwa Europy Środkowej i Wschodniej. Podczas zdalnej gali przewodniczący Instytutu, Ivan Hodáč podkreślił, że Michał Tarnowski stworzył i kieruje dwiema edukacyjnymi platformami, rozwija także Akademię Wiedzy Obywatelskiej – organizację pozarządową, która promuje wśród młodych Polaków wiedzę o służbie cywilnej.

Pochodzący ze Szczecina Michał Tarnowski jest absolwentem Uniwersytetu Oxfordzkiego. Po studiach w Wielkiej Brytanii wrócił do Polski, aby zaangażować się w tworzenie startupów edukacyjnych, działania wolontariackie oraz w działalność obywatelską.

Laureat podkreśla, że wyróżnienie od tak uznanej organizacji jak Aspen Institute dodaje skrzydeł. “To także duża odpowiedzialność, chciałbym dawać przykład młodszym koleżankom i kolegom, że warto jest walczyć o lepszą rzeczywistość”. – dodał. Podczas laudacji zaznaczył, że młode pokolenie jest coraz bardziej aktywne w walce o lepsze jutro, czego najlepszym dowodem jest młodzieżowy strajk klimatyczny czy protesty organizowane w ostatnim czasie w  Polsce, często także przez młodzież licealną.

Nagroda Instytutu Aspen była przez lata przyznawana światowym liderom, którzy odegrali znaczącą rolę w rozwoju Europy Centralnej. Laureatami byli m.in. amerykański senator John McCain i sekretarz stanu USA Madeleine Albright. Od ubiegłego roku wyróżnienie przyznawane jest młodym aktywistom działającym na rzecz rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w naszym regionie.

Kim jest Michał Tarnowski?

Michał Tarnowski
Michał Tarnowski

Michał Tarnowski na University of Oxford studiował na kierunku łączącym nauki polityczne, ekonomię i filozofię. Angażował się w działania polskiej społeczności studenckiej i współprzewodniczył fundacji Project Access Polska, która pomaga polskim licealistom dostać się na najlepsze zagraniczne uczelnie. Po studiach wrócił do Polski i zajmuje się edukacją. Współzałożył startup edukacyjny www.nativated.com, który oferuje lekcje angielskiego online z native speakerami z Oksfordu i Cambridge. Od marca 2020 roku rozwija także drugi startup – www.nauczeni.pl, który oferuje kompleksowe rozwiązanie technologiczne dla nauczycieli do prowadzenia korepetycji online. W ramach Nauczeni.pl zorganizował akcję społeczną #UczęDlaBohaterów – darmowe lekcje dla dzieci osób walczących z COVID-19. Inicjatywa dotarła też do Rosji i Kazachstanie jako TeachingForHeroes, gdzie odbyło się ponad 6 tysięcy bezpłatnych korepetycji.

Tarnowski rozwija także Fundację Akademia Wiedzy Obywatelskiej – organizację, która wprowadza nowoczesną edukację obywatelską do szkół, wykorzystując przy tym nowoczesne technologie.

Zielone centra danych „muszą się pospieszyć”

Centra danych, będące „bijącymi sercami” globalnej infrastruktury teleinformatycznej są dziś obciążone jak nigdy dotąd. Ruch w sieci nieustannie rośnie. Według analizy firmy TeleGeography zdążył już wzrosnąć w tym roku, na całym świecie, aż o połowę względem 2019r. Swój udział coraz mocniej zaznaczają firmy, tłumnie przechodzące na pracę zdalną, stymulujące tym samym DC do pracy na najwyższych obrotach. Oraz – zużywania potężnych ilości energii elektrycznej.

Już dziś, centra danych z całego świata zużywają niemal ekwiwalent całego rocznego zapotrzebowania na energię Hiszpanii. Tylko te zlokalizowane w Chinach, są już bardzo bliskie zrównania się pod względem wymagań energetycznych z całym kontynentem, Australią.

Presja ograniczania zużycia energii i emisji CO2 stale rośnie, a na tą kwestię coraz częściej zwracają uwagę sami klienci – użytkownicy usług świadczonych przez centra danych. – Dostępna gama rozwiązań, gwarancja ich nieprzerwanego świadczenia czy bezpieczeństwo danych były dotychczas głównymi parametrami wyboru dostawcy usług IT. Teraz, dołącza do nich fakt wdrażania polityki zrównoważonego rozwoju i wykorzystywania odnawialnych źródeł energii, stawiany na równi z wymienionymi czynnikami, które decydują o tym czy dana firma wybierze konkretnego operatora, czy skorzysta z usług konkurencji – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Europejska eko-dekada

W związku z opublikowaną przez Unię Europejską jeszcze w lutym tego roku strategią „zielonej transformacji” centrów danych do 2030 roku, pojawia się coraz więcej inicjatyw w tym obszarze. Nierzadko, myśl o wykorzystaniu odnawialnych źródłach energii i obniżeniu emisji gazów cieplarnianych pojawia się jeszcze przed rozpoczęciem budowy kolejnych kampusów. Firma European Energy poinformowała właśnie, że zbuduję farmę solarną zdolną do wygenerowania 300 MW energii na południu Danii, w pobliżu miejsca, gdzie planuje się wzniesienie kolejnych centrów danych. Zlokalizowana w Norwegii spółka Bulk Data Centers przyznaje z kolei, że już dostrzega znacznie zwiększony popyt na swoje usługi dostarczane przez kampus N01. Jest on zasilany w pełni bez-emisyjną energią pochodzącą z odnawialnych źródeł energii, co umożliwia oferowanie usług klientom po niższych cenach, niż w przypadku polegania na tradycyjnych metodach zasilania centrum danych.

Zielone IT priorytetem firm

Nacisk ze strony branży Data Center w stronę ograniczania zużycia energii i emisji dwutlenku węgla ma więc związek z oczekiwaniami samych klientów. Nie chodzi tu oczywiście tylko o lepszą optymalizację kosztów. Przeprowadzona niedawno przez firmę 451 Research dla Schneider Electric analiza Multi-tenant Datacenters and Sustainability dowiodła, że niemal wszyscy zaproszeni do badania przedstawiciele sektora DC (97%) mają klientów zwracających dużą uwagę na realizację projektów zrównoważonego rozwoju przez ich dostawcę usług IT. –  Największe, centra danych z całego świata potrzebują rocznie blisko 30 miliardów kilowatogodzin. To liczba trudna do wyobrażenia. Zgodnie z prognozami, wszystkie Data Centers już do 2025 roku mają odpowiadać za aż jedną piątą światowego zapotrzebowania na energię. W dobie wyjątkowej dbałości o środowisko naturalne oraz raportowania niefinansowego (ESG) bezczynność operatorów DC w obszarze zrównoważonego rozwoju może okazać się bezwzględna dla ich biznesu. Stąd realizowane w tym kierunku inicjatywy – my dzięki wykorzystaniu fotowoltaiki i elektrowni wodnych w naszym kampusie zamierzamy generować aż 6 MW energii pochodzącej wyłącznie ze źródeł odnawialnych – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Zdążyć ze zmianami

Na problem dynamicznie przyrastającego zużycia energii przez centra danych należy reagować szybko, gdyż zapotrzebowanie na świadczone przez nie usługi także będzie się bardzo szybko wzmagać. To, głównie za sprawą powszechniejącej kultury pracy zdalnej i faktu, że ten model wykonywania swoich obowiązków pozostanie z nami już na stałe. Najnowsze opracowanie firmy TeleGeography dowiodło, że średnia wartość ruchu w globalnej sieci w tym roku wzrosła o 48%, zaś notowane peaki, czyli chwilowe okresy maksymalnego przyrostu, były większe o 47% w porównaniu do sytuacji przed rokiem.

Zwrot w stronę zielonego zasilania centrów danych powinien przyspieszać po to, by udało się opanować przyrost energii niezbędnej do oferowania rozwiązań IT, w tym szczególnie chmury obliczeniowej: mocy, infrastruktur czy oprogramowania wynajmowanych „jako usługa”. Warto przytoczyć w tym miejscu przykład spółki Echelon Data Centers. Startując, na początku 2019 roku, zakładała ona maksymalnie zużycie energii na poziomie 500 MW do 2025 przez swoje centra danych zlokalizowane w 5 krajach. Już na koniec roku okazało się, że liczba ta wzrosła do 700MW, a uwzględniając wszystkie zaplanowane inwestycje rozbudowy ma ona wynieść aż 2 GW.

Zwrot w stronę zielonego zasilania centrów danych

Liczba umów o dostarczanie energii elektrycznej dla przedsiębiorstw (PPA – Power Purchase Agreements) w rozbiciu na poszczególne sektory gospodarki. Branża technologiczna już w 2015 roku przewodziła pod tym względem, zaś w 2019 zaznaczyła ten fakt najmocniej w historii [źródło: IEA.org]

Sobotni restart galerii handlowych daje przedsiębiorcom szansę na finansowanie

  • Przedłużenie częściowego lockdownu dużych obiektów handlowych na grudzień zmniejszyłoby ich obroty o 12 mld złotych. Niektórzy najemcy w ostatnim miesiącu osiągają 30% rocznego utargu.
  • Zapowiedziany na 28.11 restart galerii to dla zajmujących się sprzedażą detaliczną szansa na zarobek i odblokowanie możliwości pozyskiwania finansowania, zamrożonego wcześniej przez lockdown. W przypadku faktoringu wzrost liczby wniosków jest trzykrotny.
  • Ponowne uruchomienie handlu to szansa na pieniądze także dla dostawców towarów i usług do tych obiektów, często jednak proponuje im się przelew dopiero za kilka miesięcy.

Jesień to tzw. wysoki sezon w handlu detalicznym. W tym roku ograniczenie możliwości działania galerii handlowych tylko w samym listopadzie przyniosło branży stratę obrotów w wysokości około 8 mld zł. Wydłużenie lockdownu na grudzień spowodowałoby nawet 12 mld zł utraconych obrotów (dane Polska Rada Centrów Handlowych). Takiej kwoty nie udałoby się uzyskać w sprzedaży internetowej. Pomimo ogromnego w tym roku rozwoju, e-commerce stanowi tylko 20% średniej sprzedaży. Dlatego decyzja rządu o pełnym restarcie sklepów w galeriach od 28.11 jest tak ważna dla gospodarki. Grudniowy „szał zakupowy” to szansa na wyrównywanie strat poniesionych wcześniej z powodu pandemii. Zniesienie blokady zmniejsza ryzyko upadłości dla wielu firm handlowych, pozwoli też uchronić przed masowymi zwolnieniami pracowników.

Chcą działać, ale nie mogą płacić od razu

Niektórzy najemcy w ostatnim miesiącu roku osiągają 30% rocznego utargu. To zarobek nie tylko sieci handlowych i mniejszych najemców, ale i dostawców towarów i usług do sklepów w galeriach. Hurtownicy też obawiali się, że zostaną z niesprzedanym towarem i bez pieniędzy. Teraz mogą liczyć na zamówienia z centrów i uratowanie wysokiego sezonu handlowego w tym roku. Niestety często słyszą, że na pieniądze muszą poczekać nawet kilka miesięcy.

Działa to często tak: prowadzący hurtownię (np. ubrania, wyroby skórzane, zabawki) dostarcza towar do sklepu w galerii. Właściciel oczywiście chce za towar zapłacić z opóźnieniem – po grudniowym sezonie zakupowym, podczas którego liczy na dużą sprzedaż. To logiczny argument, ale hurtownik nie może czekać na pieniądze do stycznia, ma swoje zobowiązania i listę przelewów do wykonania, a jego pracownicy czekają na wypłatę przed świętami. Oczekiwanie stawia niektórych przedsiębiorców w trudnej sytuacji finansowej i sprawia, że mogą stać się niewypłacalni.

– Hurtownik na kredyt raczej nie może liczyć, bo dla banku w dalszym ciągu, pomimo restartu galerii, jest ryzykownym partnerem. Trafia do nas wiele takich firm, które nie znalazły zrozumienia w bankach. Widzimy ogromny wzrost liczby kierowanych do nas wniosków, w październiku wypłaciliśmy prawie trzykrotnie więcej środków finansowych niż rok wcześniej. W sytuacji kiedy banki regularnie odmawiają kredytowania faktoring jest dla wielu małych firm realną możliwością. To przekłada się na ogromne zainteresowanie faktoringiem w drugim półroczu tego roku. W takim modelu finansowanie jest możliwe, bo tutaj ocena ryzyka odbywa się na innych zasadach niż przy kredycie. Decydujące są perspektywy na przyszłość – jeśli hurtownik ma podpisane umowy z najemcami sklepów w galeriach, to z finansowaniem faktoringowym nie powinien mieć problemu. Za fakturę, którą właściciel sklepu z galerii chce zapłacić z odroczeniem, otrzyma pieniądze od razu – mówi Marek Sikorski, dyrektor sprzedaży Finea.

– Trafia do nas coraz więcej mikroprzedsiębiorców, którzy do tej pory nie korzystali z faktoringu, także tych zajmujących się handlem. Są jednak ostrożni i nie chcą przekazywać do finansowania całych pakietów faktur. My to rozumiemy i dopasowując się do obecnych potrzeb małych firm dopuszczamy finansowanie pojedynczej faktury. W sytuacji, kiedy najemcy i dostawcy centrów handlowych mają małe szanse na „wakacje kredytowe” w bankach, przyspieszenie ruchu pieniądza poprzez finansowanie faktoringowe jest dla nich jedną z niewielu lub jedyną metodą na utrzymanie płynności i „ucieczkę do przodu” – ocenia Mateusz Skowronek, dyrektor sprzedaży eFaktor.

Taki model pozwala na funkcjonowanie całego rynku – galerie działają, najemcy sprzedają, a hurtownicy nie musza czekać na zapłatę miesiącami.

Wg danych Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług podczas pierwszego lockdownu w miesiącach marzec-maj 2020 r. branża centrów handlowych w Polsce odnotowała spadek obrotów netto o ponad 17,5 mld zł. Teraz jest szansa na niższe spadki, tym bardziej, że coraz lepiej znane są i wykorzystywane nowe modele finansowe, takie jak faktoring, ratujące płynność i zmniejszające gotówkową lukę. Popyt na faktoring utrzymuje się mimo pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce i na świecie. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów zanotowały po 9 miesiącach 2020 r. wzrost obrotów o 1,1 proc. względem 3 kwartałów ub. r. Nabyły wierzytelności wynikające z faktur wystawionych przez krajowych przedsiębiorców o łącznej wartości blisko 208 mld zł. Rok temu kwota ta sięgała 205,7 mld zł. Z usługi korzysta obecnie w Polsce prawie 17 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 13,3 mln faktur. Faktoring w 2020 roku urósł jako jedyny z produktów oferujących finansowanie dla firm.

Grzechy główne agencji reklamowych

Korzystanie z usług agencji SEO jest już dzisiaj niemal standardowym rozwiązaniem, wzmacniającym działania marketingowe dużych marek i małych firm w Google. Sęk w tym, że wraz z popularnością tych usług – wzrosła także ilość samozwańczych specjalistów, którzy nie tylko nie przynoszą swoimi działaniami efektów dla klienta, ale i mogą poważnie zaszkodzić biznesowi i jego reputacji. Jak rozpoznać takie agencje i co zrobić, by już za pierwszym razem dobrze wybrać? Warto poszukać odpowiedzi na te i inne pytania w poniższym artykule.

  1. Dlaczego możesz potrzebować pomocy agencji SEO?
  2. Po czym rozpoznać nieudolną agencję SEO?
  3. W jaki sposób zmniejszyć szansę na wybranie złej agencji?
  4. Czym jest SEO Match i jak może pomóc firmom?

Wybór agencji reklamowej nie musi być niczym pole minowe. Są rozwiązania i wiedza, które pomogą dobrze wybrać bez „ofiar” w biznesie. Jak to możliwe? Już wyjaśniamy!

Dlaczego możesz potrzebować pomocy agencji SEO?

Jeśli zastanawiasz się nad rozpoczęciem współpracy z agencją, cieszymy się, że tu jesteś. Dobra agencja SEO to dodatkowy koszt marketingowy, który warto ponieść, jeśli chcesz skutecznie promować swoją działalność w Google. Dzięki współpracy ze specjalistami oddajesz działania w ręce osób, które dysponują umiejętnościami technicznymi oraz wiedzą niezbędną do tego, by zaistnieć w wyszukiwarce. Posiadanie agencji SEO jako partnera oznacza również, że możesz skupić się na pozostałych aspektach rozwoju swojej firmy.

Po czym rozpoznać nieudolną agencję?

Aby móc korzystać z wszystkich korzyści, jakie niesie współpraca z dobrą agencją SEO, trzeba mieć pewność, że jest ona skuteczna. Jak to rozpoznać? Tutaj zaczynają się schody. Jest jednak kilka sygnałów ostrzegawczych, na które warto być wyczulonym zarówno podczas wyszukiwania agencji, jak i dalszej współpracy. Jednym z kluczowych elementów, które należy wziąć pod uwagę podczas rozmowy wstępnej z agencją, jest to, czy zadają pytania na temat Twojej firmy. Czy są zainteresowani tym, jakie sprzedajesz produkty, kim są Twoi klienci i jak przebiegają Twoje wewnętrzne operacje? Bez zrozumienia sytuacji Twojego biznesu, nie będą bowiem w stanie skutecznie pozycjonować strony w Google.

Innym grzechem, który popełniają agencje, jest brak przejrzystości w zakresie tego, co robią i sposobu, w jaki chcą osiągnąć obiecane efekty. Google jest wyczulony na niedozwolone praktyki (black hat SEO) i jeśli któreś z nich zostaną wykorzystane przy pracy nad pozycjami Twojej strony, może się to skończyć karą od wyszukiwarki – a tym samym znacznym spadkiem widoczności w Google.

W jaki sposób zmniejszyć szansę na wybór złej agencji?

Może się tu sprawdzić stary dobry system poczty pantoflowej i osobistych rekomendacji. Porządny research i zapoznanie się z opiniami w sieci również ma znaczenie, choć wiadomo – każdą jedną opinię warto traktować z pewnym dystansem. W końcu sukces w SEO zależy od wielu różnych czynników, m.in. konkurencyjności branży czy stanu technicznego domeny.

Gdy bierzesz pod rozwagę kilka różnych agencji, zajrzyj również na ich stronę. Sprawdź, czy mają sukcesy (case study), którymi mogą się pochwalić, oraz czy dzielą się swoją specjalistyczną wiedzą na blogu. Jeśli na stronie jest również informacja o uzyskanych nagrodach branżowych, to dobry znak.

O pomoc przy wyborze skutecznej agencji SEO możesz się również zwrócić w stronę… algorytmu! Usługa SEO Match opracowana Senuto – firmę technologiczną z branży marketingu – pomoże Ci nie znaleźć pożądanych fachowców, ale też zaoszczędzić sporo czasu, pieniędzy i nerwów. To dzięki danym, na jakich się opiera.

Czym jest SEO Match i jak może pomóc Twojej firmie?

SEO Match to nowy projekt Senuto. Firma opracowała algorytm, który pozwala na niezależną weryfikację skuteczności agencji SEO na podstawie danych analitycznych z platformy Senuto. Masz dostęp do tych informacji jeszcze przed rozpoczęciem współpracy z wybraną agencją – i to za darmo!

Na podstawie danych o agencjach SEO oraz informacji, których udzielisz w formularzu, algorytm dopasuje najlepszego usługodawcę dla Twojej firmy w budżecie, który określisz.

Co ważne, w SEO Match znajdują się wyłącznie zweryfikowane agencje, które mają doświadczenie na rynku oraz odnotowane sukcesy (informacje na ten temat Senuto ma dzięki swojej platformie). Co ważne, algorytm automatycznie wyklucza z listy dostępnych agencji te, które współpracują z Twoimi najbliższymi konkurentami.

Jeśli chcesz mieć jak największą pewność, że dobrze ulokujesz swoje pieniądze, SEO Match podpowie Ci w oparciu o dane, którą agencję wybrać.

Aby skorzystać z możliwości oferowanych przez SEO Match trzeba jedynie wypełnić krótki formularz, na podstawie którego algorytm szybko i sprawnie dopasuje odpowiednią agencję SEO do Twoich potrzeb.

Grupa CDRL podsumowuje wyniki po III kwartale 2020 r.

Grupa CDRL, właściciel marek Coccodrillo oraz Buslik, osiągnęła w III kwartale 13,9 mln zł zysku operacyjnego. To wynik o 41 proc. lepszy niż rok wcześniej. Po III kwartałach zysk ze sprzedaży wzrósł o 3 proc. do 15,1 mln zł. Grupa znacząco poprawiła rentowność operacyjną i marżę na sprzedaży towarów, pomimo wymagającego okresu związanego z epidemią SARS-CoV-2. Negatywny wpływ na wynik netto, miały odpisy i negatywne różnice kursowe. Obecnie Grupa CDRL pracuje nad umocnieniem e-commerce w Polsce i Rumunii, optymalizacją logistyki i zrządzaniem zapasami.

W III kwartale przychody wyniosły 121,3 mln zł, co oznacza spadek o 21 proc. r/r, jednak dzięki skutecznej pracy nad kosztami działalności operacyjnej, spółka znacząco poprawiła rentowność, co przełożyło się na wzrosty zysku operacyjnego.

– Cieszymy się, ze mimo tak trudnego otoczenia osiągnęliśmy przyzwoite wyniki finansowe. Co prawda wypracowaliśmy niższe przychody, ale dzięki jeszcze większemu ograniczeniu kosztów poprawiliśmy realizowane marże. Marża na sprzedaży wzrosła o prawie 7 p.p. Na poziomie wyniku netto odnotowaliśmy stratę w wysokości 3,3 mln zł. Decydujący wpływ na nią miały różnice kursowe i odpisy, m.in. odpisaliśmy całość inwestycji w Fikołki. Liczymy jednak, ze sale zabaw otworzymy na wiosnę i będzie możliwe odwrócenie odpisu. – komentuje Marek Dworczak, prezes CDRL.

W III kwartale strata netto przypadająca akcjonariuszom jednostki dominującej wyniosła 3,3 mln zł, a w ujęciu narastającym 24,8 mln zł. Różnice kursowe szczególnie wysokie były w białoruskiej spółce Buslik, gdzie wyniosły 22,6 mln zł. Grupa dokonała odpisów z tytułu utraty wartości firmy na ponad 5 mln zł, odpisów na należności 2,4 mln zł oraz odpisów na zapasy 1,1 mln zł.

– Przed nami najgorętszy okres sprzedażowy w roku, na który jesteśmy dobrze przygotowani. Zarówno do ponownego uruchomienia sklepów w galeriach, jak i wzrostu zamówień internetowych. Cały czas pracujemy nad optymalizacją tego kanału, w szczególności w Polsce i Rumunii. Usprawniamy procesy logistyczne i dostosowujemy ofertę produktową do obecnych potrzeb klientów, aby jak najefektywniej zarządzać zapasami. – dodaje Marek Dworczak.

Spółka pracuje nad optymalizacją działalności sieci sprzedaży oraz wprowadzeniem rozwiązań sprzedaży omnichannel. W najbliższych tygodniach planuje też wymianę POS-ów.

Grupa CDLR zapowiada również utrzymanie polityki dywidendowej. Dywidenda na jedną akcję ma wynosić 1,05 zł a łączna wartość wypłaconej dywidendy zostanie ustalona według kapitału spółki na dzień 2 grudnia 2020 r. Środki będą pochodzić z kapitału zapasowego Spółki utworzonego z zysku za 2019 rok.

Jak przez ostatnią dekadę zmieniła się świadomość ekologiczna Polaków

Zespół badaczy Havas Intelligence zapytał Polaków o kompleksowe podejście do ekologii, ponawiając po 11 latach badanie Climate Change. Unikatowa wiedza, zestawiona z wnioskami sprzed ponad dekady, pokazuje, że aż pięciokrotnie więcej rodaków dostrzega wpływ nie tylko swój, ale i całego społeczeństwa na ekologię, a aż 52% respondentów uważa, że problem zmian klimatu w Polsce może rozwiązać całkowita zmiana sposobu życia.

Zmiany klimatyczne to definitywnie wielki problem naszych czasów – od zmieniających się wzorców pogodowych, które zagrażają produkcji żywności, po podnoszenie się poziomu mórz, które zwiększa ryzyko katastrofalnych powodzi, skutki zmiany klimatu mają zasięg globalny na bezprecedensową skalę. Dlatego społeczności całego świata, zarówno organizacje, rządy, jak i jednostki, angażują się w działania na rzecz ochrony klimatu i spowolnienia jego zmian. Nie inaczej jest w naszym kraju. Polacy żywo interesują się
problemami ekologicznymi i jak wykazało badanie, mają świadomość coraz to nowszych obszarów zagrożeń dla klimatu.

Problemy związane z ekologią

Obserwowane na całym świecie nowe zjawiska klimatyczne niepokoją Polaków – nikt nie chce, aby dotknęły one bezpośrednio ani jego, ani jego najbliższych. Ta obawa o swoje zdrowie pozostaje największą motywacją do działań proekologicznych. W porównaniu do wyników fali badania z 2009 r. Polacy znacznie bardziej martwią się nadmiernym wzrostem ludności na świecie (56%), zwiększaniem się powierzchni oceanów (67%) oraz zagładą niektórych gatunków zwierząt i roślin (76%). Jednak w dalszym ciągu na pierwszym miejscu stawiają swoje zdrowie (86%), martwią się zanieczyszczeniem wód (82%), suszami (83%), pogarszającą się jakością żywności (81%) i coraz większą ilością odpadów (80%). Co ciekawe, problemy te znacznie bardziej martwią kobiety, niż mężczyzn (82% vs. 70%), osoby starsze powyżej 55 roku życia (87%) oraz mieszkańców wielkich miast (83%). Najmniejsze zainteresowanie problemami klimatu przejawiają osoby młode – do 34 roku życia (do 67%), oraz takie, które ukończyły edukację na poziomie zasadniczym lub podstawowym czy gimnazjalnym (odpowiednio 71% i 64%).

– Ten wniosek może wydawać się zaskakujący, ponieważ to głównie młodych ludzi widzimy podczas akcji dla klimatu. Na pewno po części wynika to odniesienia badania do całości populacji, w której młodzi ludzie stanowią po prostu mniejszość. Ponadto, młodzi są bardziej spolaryzowani. Widzimy ich aktywność podczas strajków klimatycznych w wielkich miastach, należy jednak pamiętać, że spora część młodych ludzi jest całkowicie pasywna w kwestiach społecznych czy środowiskowych. Szczególnie poza dużymi miastami, gdzie
inne problemy wysuwają się na pierwszy plan. Wciąż jednak warto pamiętać, że 67% osób do 34 roku życia martwi się m.in. nadmierną ilością odpadów, zanieczyszczeniem wód, pogarszaniem stanu klimatu czy wymieraniem różnych gatunków zwierząt i roślin. Z kolei martwienie się różnymi kwestiami to domena osób starszych, będących na dalszych etapach życia, a także efekt troski o przyszłe pokolenia – komentuje Alicja
Cybulska, Chief Strategy Officer w Havas Media Group.

HMG_Climate_Change_problemy52% Polaków uważa się za dobrze poinformowanych Podobnie jak w 2009 r., połowa Polaków uważa, że jest co najmniej dobrze poinformowana w kwestii zmian klimatycznych (52%), a jak pokazują wyniki poczucie to jest silniejsze wśród mężczyzn (57%), osób w wieku 25-34 lata (58%), mieszkańców dużych miast (59%) oraz osób z wykształceniem wyższym (57%). Co ciekawe, znacznie niższy odsetek Polaków w 2020 r. wskazywał na emisję dwutlenku węgla, jako powód zmian klimatycznych, niż miało to miejsce w 2009 r.
(79% vs. 91%), podobnie jak w przypadku dziury ozonowej (71% vs. 81%). Obecnie
jednak coraz więcej osób kojarzy takie czynniki jak brak procesów przetwarzania odpadów,
wzrost liczby ludności na świecie, przyczyny naturalne oraz wycieki oleju, jako przyczyniające się do zmiany klimatu, niż miało to miejsce w roku 2009.HMG_Climate_Change_przyczyny

Kogo winimy za zmiany klimatyczne?

Co widać w badaniu, w ciągu dekady zanotowaliśmy ogromny skok świadomości Polaków, związany z ich osobistym wpływem na zmiany klimatu. Obecnie aż pięciokrotnie więcej Polaków dostrzega nie tylko wpływ własny, ale i społeczeństwa w tej kwestii, niż to było w roku 2009. Ponad połowa respondentów (52%, wzrost o aż 42 pp.) uważa, że w naszym kraju trzeba by całkowicie zmienić sposób życia, by rozwiązać problem zmian
klimatu. Z kolei 44% (znowu duży wzrost – o 26 pp.) wierzy, że może samodzielnie wnieść znaczący wpływ na rozwiązanie problemu klimatycznego. Podobnie jak ponad dekadę temu, Polacy nadal uważają, że kraje rozwinięte oraz duże korporacje przyczyniają się do zmian klimatu, aczkolwiek odsetek tak myślących zmalał w 2020 do 78%. Ponadto, uważają, że to również one powinny rozwiązać problem zmian klimatycznych (83%), jednak, pogląd ten nieco osłabł w stosunku do 1 fali badania. Polacy, podobnie jak w 2009 r. uważają również
społeczeństwo (72%) za winnego zmian klimatycznych i globalnego ocieplenia, ale już znacznie mniej osób niż w roku 2009 jest zdania, że to właśnie ono powinno robić więcej, aby rozwiązać ten problem (77%, -6 pp.).

Podobny odsetek badanych uważa, że każdy z nas powinien robić więcej dla środowiska, jednak tego typu głosów jest również mniej, niż w 1 fali badania (76%, -8 pp.). Co ciekawe, wzrosło natomiast istotnie postrzeganie przyczyn naturalnych, jako powodu zmian klimatycznych (53%). – W naszym badaniu rzeczywiście widać wzrost liczby osób, które nie widzą połączenia z działalnością człowieka i uważają, że za  zmiany klimatu odpowiadają przyczyny naturalne. Te wyniki niestety wpisują się w szerszy trend szukania
alternatywnej wersji nauki i prezentowania kontrfaktycznych treści, vide ludzie wierzący w płaską ziemię czy antyszczepionkowcy – komentuje Alicja Cybulska, Chief Strategy Officer w Havas Media Group.HMG_Climate_Change_odpowiedzialni

Należy również zauważyć wysoki wzrost wskazań na rząd naszego kraju, jako współodpowiedzialnego za zmiany klimatu (62%). Jak pokazują wyniki badania aż trzykrotnie mniej Polaków (w stosunku do roku 2009) wierzy, że nasz rząd robi wiele, by rozwiązać tę kwestię. Marki zyskują na byciu eko Dziś ponad połowa Polaków (55%) deklaruje chęć zakupu marek, dla których problemy środowiska naturalnego nie są obojętne. To duża zmiana, ponieważ w 2009 roku deklaracji takich udzieliło tylko 4%
respondentów, za którą idzie również gotowość do zapłacenia za nie więcej. Jak pokazuje badanie kwestie te są bardziej istotne dla kobiet (61%) oraz osób w wieku 55 lat i starszych (64%). – Co ciekawe, zdecydowana większość respondentów chciałaby być informowana o aktywności ekologicznej producentów, a aż 68% z nich życzyłoby sobie, by takie informacje pojawiały się na etykietach produktów. To bardzo ciekawy z punktu
widzenia badawczego wniosek, który nie został jeszcze odkryty przez rynek reklamy. Wybieranie produktów eko sprawia, że wierzymy i myślimy o sobie jak o lepszych ludziach. Nie bez znaczenia jest tu także opinia otoczenia i moda na bycie eko, przez co wypada nam dokonywać takich, a nie innych wyborów – komentuje Alicja Cybulska.

DB Energy planuje emisję akcji i przejście na rynek główny GPW

DB Energy, lider w branży usług efektywności energetycznej w przemyśle, planuje nową emisję akcji i przeniesienie spółki na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w 2021 roku. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy DB Energy zaplanowano na 22 grudnia br.

– W ciągu ostatniego roku konsekwentnie realizowaliśmy strategię rozwoju spółki. Zgodnie z przyjętym modelem prowadzimy coraz więcej projektów inwestycyjnych, co przekłada się na wzrost skali biznesu i zysków. Wchodzimy w kolejny rok ze stabilnym portfelem projektów przy dobrej perspektywie rynkowej. Pozwala to pozytywnie myśleć o rozwoju firmy i budowaniu wartości dla akcjonariuszy, powiedział Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy SA.

Zaplanowane na 22 grudnia 2020 roku Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy DB Energy podejmie decyzje dotyczące podwyższenia kapitału zakładowego spółki w drodze emisji akcji zwykłych serii D oraz ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji spółki do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Spółka planuje dalszy rozwój na rynku efektywności energetycznej dla przemysłu w kraju i za granicą.

W lipcu 2019 roku DB Energy zadebiutowało na rynku NewConnect. Debiut poprzedziła oferta prywatna, w ramach której spółka wyemitowała 301 460 akcji po cenie emisyjnej 10,8 zł za akcję. W wyniku emisji prywatnej spółka pozyskała 3,26 mln zł, które zostały przeznaczone na rozwój usług w modelu ESCO, utworzenie i rozwój spółki w Niemczech oraz prace związane z komercjalizacją projektu DiagSys. W pierwszym dniu notowania akcje DB Energy kosztowały 17 zł na koniec dnia, tj. wzrost o 57,43%. Aktualny kurs kształtuje się na poziome ponad 35,8 zł, co przekłada się na kapitalizację 109,6 mln zł (na dzień 26 listopada 2020 r.). Dla porównania, w dniu debiutu kapitalizacja wyniosła 52,04 mln zł.

DB ENERGY ROZWIJA RYNEK ESCO W POLSCE

– Otoczenie rynkowe sprzyja rozwojowi naszego biznesu. Obserwujemy rosnące zainteresowanie projektami służącymi ograniczaniu kosztów poprzez optymalizację zużycia energii. Obecnie jesteśmy jedyną firmą na rynku polskim, która realizuje takie projekty w przemyśle kompleksowo, od audytu, poprzez koncepcję projektową, realizację inwestycji jako generalny wykonawca aż po finansowanie w modelu ESCO, podsumowuje Prezes Piontek.

W październiku 2020 roku DB Energy podpisała umowę z międzynarodowym funduszem inwestycyjnym, SUSI Partners. Współpraca z funduszem umożliwi finansowanie projektów poprawy efektywności energetycznej w modelu ESCO dla klientów przemysłowych DB Energy o łącznej wartości co najmniej 20 mln euro do 2023 roku. Pod koniec października 2020 roku DB Energy podpisała już pierwszą umowę w ramach tej puli finansowania przedsięwzięć z obszaru efektywności energetycznej. Inwestycja o wartości 29 mln zł dla Słodowni Soufflet Polska sp. z o.o. będzie realizowana w modelu ESCO, a wynagrodzenie należne DB Energy z tytułu rozliczenia projektu – płatne przez okres 10 lat – jest uzależnione od wygenerowanych oszczędności kosztów energii dla klienta. Jest to największy projekt w portfelu spółki. Aktualnie spółka ma blisko 30 zidentyfikowanych projektów inwestycyjnych o wartości ok. 40 mln euro.

Unijny rynek ESCO jest szacowany na 3 mld dolarów, z czego większość projektów jest realizowana w Niemczech. Najszybciej rosnące rynki w Europie to Niemcy Wschodnie, Czechy, Austria i Węgry. W ubiegłym roku Polska także dołączyła do peletonu. Wartość polskiego rynku ESCO szacuje się na 200 mln euro, jednak jego potencjał jest znacznie większy. Obecnie Ministerstwo Klimatu pracuje nad nowelą ustawy o efektywności energetycznej, której celem jest pobudzenie inwestycji w efektywność energetyczną. Rozważane zmiany powinny się przełożyć na rozwój rynku ESCO. DB Energy planuje wykorzystać potencjał tego rynku w kolejnych latach.

Tech Invest Group przejął Erato Energy i z przytupem wchodzi na rynek fotowoltaiki

Notowany na NewConnect Tech Invest Group sfinalizował przejęcie Erato Energy Sp. z o.o., dynamicznie rozwijającej się firmy zajmującej się sprzedażą oraz montażem instalacji fotowoltaicznych. W wyniku tej transakcji podstawową aktywnością spółki będzie działalność na rynku fotowoltaiki, jednocześnie dotychczasowa działalność inwestycyjna zostanie utrzymana. Obecni udziałowcy Erato Energy objęli akcje nowej emisji i zostali większościowymi akcjonariuszami Tech Invest Group. Po rejestracji zmiany nazwy w KRS, Tech Invest Group będzie działać pod marką Erato Energy ASI S.A.

– Wejście na giełdę to ważny krok w rozwoju Erato Energy. Dotychczas z sukcesem rozwijaliśmy się dzięki środkom z bieżącej działalności operacyjnej. Rynek kapitałowy otwiera nam nowe możliwości, szansę na skokowy rozwój dzięki pozyskaniu nowych inwestorów. Giełda zapewni nam także większą transparentność i wiarygodność na rynku. Chcemy dalej rozwijać kanały dystrybucji oraz realizować nowe projekty, również jako inwestor, nie wykluczamy dokapitalizowania spółek portfelowych TIG – mówi Łukasz Gralec, prezes Erato Energy oraz Tech Invest Group.

Erato Energy to dynamicznie rozwijająca się firma z branży odnawialnych źródeł energii, która zajmuje się sprzedażą oraz montażem fotowoltaiki. Spółka zatrudnia około 100 osób i posiada własne ekipy montujące instalacje u klientów. Od stycznia do sierpnia br. spółka wypracowała 25,5 mln zł przychodów i 2,3 mln zł zysku netto, a w całym 2020 r. liczy na około 50 mln zł przychodów i 7 mln zł zysku netto.

– Przejęcie Erato Energy i docelowo połączenie obu spółek to najważniejszy moment w dotychczasowej historii Tech Invest Group. Wchodzimy na nowy i bardzo perspektywiczny rynek z silnym partnerem, który generuje wysokie przychody. Niebawem przedstawimy zaktualizowaną strategię rozwoju, która wytyczy nowe cele i kierunki działania – komentuje Krzysztof Kłysz, wiceprezes Tech Invest Group.

25 listopada br. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (NWZA) Tech Invest Group zdecydowało o emisji akcji serii I skierowanej do udziałowców Erato Energy oraz o emisji nowych akcji serii J do osób związanych z TIG, tj. do głównych akcjonariuszy i obligatariusza, którzy dokapitalizują Spółkę wkładem pieniężnym w wysokości 2,69 mln zł, z przeznaczeniem tej kwoty na całkowitą spłatę zadłużenia finansowego TIG. Warto dodać, że Erato Energy finansuje się środkami własnymi i również nie ma długu finansowego. 26 listopada br. podpisano wszystkie umowy objęcia akcji. Akcje nowej serii I to akcje imienne, natomiast akcje nowej serii J zostały objęte lock-upem. Po rejestracji emisji w KRS, Łukasz Gralec będzie posiadał 56,40 proc. akcji spółki, a Michał Post 21,93 proc. Oba nazwiska są znane w branży fotowoltaicznej już od kilku lat. Łukasz Gralec odpowiada za zbudowanie oraz rozwój Erato Energy, a Michał Post jednej z największych w Polsce firm obsługujących inwestycje publiczne – FlexipowerGroup Sp. z o.o.

NWZA spółki wyłoniło również skład nowej Rady Nadzorczej, która z kolei wybrała nowy Zarząd. Przewodniczącym Rady Nadzorczej został Michał Post, Prezesem spółki został główny udziałowiec Erato Energy Łukasz Gralec, a wiceprezesem Krzysztof Kłysz, dotychczasowy dyrektor inwestycyjny w TIG. Akcjonariusze zdecydowali również o zmianie nazwy Tech Invest Group na Erato Energy ASI S.A., która będzie obowiązywać po rejestracji w KRS.

Grupa Selena: wyniki finansowe po III kwartałach 2020 roku

Grupa Selena – jeden z czołowych producentów i dystrybutorów chemii budowlanej oraz właściciel marki TYTAN PROFESSIONAL – na koniec trzeciego kwartału 2020 roku zanotowała przychody ze sprzedaży w wysokości 1,04 mld zł, co oznacza wzrost o 2,6 proc. r/r, pomimo ograniczeń w działalności gospodarczej kontrahentów, spowodowanych przez pandemię. Po trzech kwartałach br. zysk netto Grupy wyniósł 75,7 mln zł, a wygenerowany przez nią zysk operacyjny (EBIT) osiągnął poziom 110,2 mln zł i był wyższy o 71,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

Pomimo trwającej obecnie pandemii koronawirusa, w pierwszych trzech kwartałach br. Grupa Selena zanotowała dobre wyniki finansowe. Zysk brutto ze sprzedaży Grupy w omawianym okresie osiągnął poziom 358,8 mln zł i był o 44 mln zł większy niż w poprzednim okresie. Wynik ten spowodowany był m.in. utrzymującym się spadkiem cen surowców i materiałów produkcyjnych na rynku. Poprawie uległa także rentowność brutto sprzedaży, która wyniosła 34,6 proc. – czyli o 3,4 p.p. więcej niż przed rokiem – i była skutkiem stałego zwiększania udziału w ofercie produktów innowacyjnych o wyższej marży oraz optymalizacji receptur wybranych rozwiązań.

„Załamanie gospodarcze, z którym mamy do czynienia w 2020 roku ma charakter pewnego szoku, zarówno podażowego jak i popytowego, ale gospodarki europejskie i azjatyckie są w fazie odbicia. Na tym tle Selena, działająca w branży materiałów budowlanych, w nieco innej perspektywie czasowej zostanie dotknięta skutkami kryzysu, ponieważ w dalszym ciągu są kontynuowane inwestycje z poprzednich lat. W skali europejskiej możemy spodziewać się spadku popytu w latach 2021-2022 ze względu na spadek nowych inwestycji. Niemniej jednak po III kwartałach nasze wyniki finansowe w dalszym ciągu kształtują się dobrze. Na rynkach europejskich wypracowaliśmy 65% przychodów, a wzrosty w stosunku do poprzedniego okresu odnotowaliśmy również na rynkach Europy Wschodniej i Azji.

Obecnie głównym wyzwaniem, przed którym stoją liderzy Seleny jest utrzymanie relacji z naszymi klientami w dobie pandemii m.in. poprzez nowe kanały dotarcia (online) oraz dedykowaną ofertę produktową, która pomoże im przetrwać okresu spowolnienia. Wprowadziliśmy na rynek nową serię produktów – FAST & PRO, które w znaczący sposób przyspieszają pracę na budowie, co pomaga w odrobieniu potencjalnych zaległości. Produkty te zmieniają również tradycyjny model pracy na szybszy, prostszy i bardziej nowoczesny. Od początku działalności stawialiśmy na produkty innowacyjne dostosowane do oczekiwań wykonawców na ponad 100 rynkach, w tym roku inwestujemy w szybkość aplikacji, bezpieczeństwo oraz rozwiązania proekologiczne (w tym również oparte na surowcach odnawialnych)” – mówi Krzysztof Domarecki, prezes Grupy Selena.

„W tym roku przeprowadziliśmy pierwszą globalną 360 ̊ (online i offline) kampanię FAST & PRO z dedykowanymi landing page’ami, konkursami, webinarami z fachowcami i próbkami, które mogli przetestować nasi klienci. Dobrze zintegrowanie działania w różnych kanałach prowadzone na naszych kluczowych rynkach – przyniosły oczekiwane rezultaty. Już teraz wyniki kampanii są naprawdę zadowalające. Przeszkoliliśmy tysiące  wykonawców online. Prowadzimy zoptymalizowane działania marketingowe pod względem kosztowym, gdzie zakładamy dobry zwrot z inwestycji. Rezultaty tych działań pozwalają nam wysnuć wniosek, że sektor budowlany uważany za dość tradycyjną gałąź przemysłu – w obliczu zmieniających się trendów oraz pandemii – również się zmienia i coraz częściej naszego klienta można znaleźć w sieci. Cieszy mnie także fakt, że nasze interdyscyplinarne i międzynarodowe zespoły efektywnie przeniosły pracę do świata online, o czym świadczą  wyniki finansowe Grupy Selena! Koleżanki i Koledzy – świetna robota – dziękuję!” – mówi Christian Doelle, Wiceprezes ds. Marketingu w Grupie Selena.

W pierwszych trzech kwartałach 2020 roku prace badawczo-rozwojowe w Selenie Labs (dział R&D Grupy Selena) związane były z rozwojem grupy produktowej wysokorefleksyjnej hydroizolacyjnej powłoki dekarskiej COOL-R®, chemii poliuretanów, silikonów oraz hybryd akrylowo-poliuretanowych. Selena Labs kontynuowała również prace nad produktami opartymi na surowcach ze źródeł bioodtwarzalnych (w tym w ramach programu Horyzont 2020, projekty EENSULATE oraz BioMotive), które mają pozytywny wpływ na środowisko naturalne. Oferta opracowana w ramach projektów będzie odpowiadać na potrzeby inwestorów i użytkowników, m.in. w obszarze wymagania LEED, BREEAM, ECO-LABEL i carbon footprint, a wypracowane rozwiązania wpisują się w społeczną odpowiedzialność biznesu Seleny. Corocznym celem Grupy Selena jest wdrożenie na rynek co najmniej kilkunastu nowych rozwiązań produktowych, wypracowanych przy współpracy zespołów dywizyjnych wraz z użytkownikiem.

Mimo prognozowanego spowolnienia gospodarczego spółka nie wyklucza możliwości nowych przejęć i akwizycji. Budżet M&A Grupy Selena to 100 milionów euro, do alokowania w takich segmentach jak: hydroizolacja, wykańczanie wnętrz, dachy oraz okna i drzwi. Spółka szczególnie zainteresowana jest rozwojem na rynkach europejskich: w krajach niemieckojęzycznych, we Francji, Włoszech, Beneluksie, Hiszpanii oraz Turcji. Jak mówi Krzysztof Domarecki: „Nowe przejęcia – nie są kwestią wyceny, ale kwestią gotowości firm do łączenia się i racjonalnej oceny skutków pandemii dla firm w perspektywie 3-5 lat. Z tego powodu wiele procesów M&A w Europie jest spowolnionych. Mamy nadzieję, że w latach 2021-2022 procesy te zostaną uruchomione”.

Szczepionka na koronawirusa: Polacy nadal sceptycznie nastawieni. Blisko 75% nie chce też kar za jej brak

Według badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, przeszło czterech na dziesięciu Polaków zamierza zaszczepić się przeciwko COVID-19 w momencie dostępności preparatu. Przeciwników tego rozwiązania jest tylko o 2,5% mniej. Większość mężczyzn deklaruje chęć skorzystania ze szczepionki. Natomiast kobiety są bardziej sceptyczne. Niemal trzy na cztery osoby uważają, że nie należy karać tych, którzy nie zdecydują się na zaszczepienie. Ponad połowa Polaków przyjmie tego typu środek, jeśli taki będzie warunek zagranicznego wyjazdu. Mniej osób zrobi to, gdy pojawią się naciski ze strony pracodawcy.

Polacy nadal sceptycznie nastawieni. Blisko 75% nie chce też kar za jej brak – InfografikaWidoczny podział

Z najnowszego badania opinii społecznej wynika, że 43,2% Polaków chce skorzystać ze szczepionki przeciwko COVID-19 w momencie, kiedy będzie ona dostępna. Natomiast nieznacznie mniej ankietowanych, czyli 40,7%, jest przeciwnego zdania. Z kolei 16,1% nie zajęło stanowiska w tej sprawie. Jak podkreśla Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH, jeśli szczepienie nie będzie obowiązkowe, to być może część niezdecydowanych osób zechce się zaszczepić. Jednak ostatnio widoczny trend spadkowy liczby zachorowań, może być czynnikiem demotywującym wszystkie grupy, bo opada poziom strachu.

– Nie spodziewałem się, że aż tylu z nas nie chce się zaszczepić. A przecież nierozsądni ludzie mogą przyczynić się do śmierci innych. Od lat podobny problem jest ze szczepieniami przeciwko odrze, też przecież chorobie śmiertelnej. Ale niektóre samorządy reagują i mówią, że np. nie wpuszczają dzieci do przedszkoli, jeśli nie są zaszczepione – komentuje Wojciech Bociański, ekspert BCC ds. służby zdrowia.

Jak podkreśla Mariusz Janikowski, przewodniczący Zespołu ds. Polityki Lekowej i Farmakoterapii w Naczelnej Izbie Lekarskiej, to będzie zupełnie nowa szczepionka, co zawsze budzi pewne opory. Ważne będą ogłoszone wyniki badań klinicznych w zakresie tolerancji, bezpieczeństwa i objawów ubocznych. Jeśli pojawią się pozytywne doniesienia, to zainteresowanie z pewnością wzrośnie.

– Tego typu ochrona dorosłych to stosunkowo nowy, słabo rozpowszechniony temat. Nie mamy dobrej tradycji w tym zakresie ani też wiedzy. Jesteśmy bombardowani informacjami o niebezpiecznych szczepionkach. Nie pamiętamy jednak, co im zawdzięczmy. Na niekorzyść działa też infodemia w Internecie na temat pandemii COVID-19 – mówi dr hab. n. med. Ewa Augustynowicz z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

W gronie ankietowanych mężczyzn więcej jest chętnych na szczepienie (51,5% – tak, 33,9% – nie, 14,6% – nie wiem). Wśród kobiet przeważają przeciwniczki tego rozwiązania (35,9% – tak, 46,8% – nie, 17,3% – nie wiem). Z kolei patrząc na wiek respondentów, to największy odsetek osób deklarujących chęć zaszczepienia się dotyczy grupy 56-80 lat (52,1%), a oponentów – 23-35 lat (50,6%).

– Osoby do 35. roku życia prawdopodobnie myślą, że jeśli już się zarażą, to nie będą ciężko chorowały. Sądzą więc, że szczepionka nie jest im w ogóle potrzebna. Natomiast ludzie starsi wiedzą, że konsekwencje koronawirusa mogą być dla nich tragiczne. I stąd jest właśnie ta różnica w podejściu w zależności od wieku – dodaje Wojciech Bociański.

Kary i naciski

Na pytanie, czy za brak szczepienia powinny być nakładane kary, aż 74,8% Polaków powiedziało, że nie. Za karaniem było 13,8%, a nie miało zdania w tej kwestii – 11,4%. Według Krzysztofa Zycha, to może pokazywać negatywny stosunek Polaków do szczepienia. Gdyby odczucie realnego zagrożenia było naprawdę duże, to i determinacja w karaniu byłaby większa. Przy wyższej liczbie zakażeń i zgonów, wyglądałoby to nieco inaczej, bo doszedłby czynnik strachu.

– Poza niewielkimi wyjątkami, dotyczącymi szczepień pracowniczych czy poekspozycyjnych, dorośli nie muszą się szczepić. Nigdy nie rozpatrywano wprowadzenia obowiązkowych szczepionek przeciwko COVID-19 lub innych restrykcyjnych form ochrony zdrowia. Nie ma mowy też o karaniu za brak zgody na ich stosowanie – informuje ekspert NIZP-PZH.

Zwolennicy kar głównie oczekują form pieniężnych – 66,2%, a także prac społecznych – 19,4%. Natomiast 7,2% nie potrafi określić rodzaju sankcji. 4,3% wskazuje więzienie – 4,3%, a 2,9% – inny środek represyjny niż wyżej wymienny. Według Wojciecha Bociańskiego, nierealne jest wprowadzenie takich regulacji. Ekspert BCC sugeruje inne rozwiązanie. Jeżeli ktoś zachoruje, a wcześniej się nie zaszczepił, to wówczas powinien płacić za leczenie z własnej kieszeni.

– Ciekawym wątkiem badania jest kwestia, w której to 51,8% Polaków twierdzi, że się zaszczepi, jeżeli wyjazd zagraniczny będzie tym warunkowany. To może wskazywać na to, że społeczeństwu jednak są potrzebne dodatkowe bodźce. Jeżeli będą przed wyjazdem służbowym lub urlopem, zostaną zmuszeni tego dokonać, a są do tego negatywnie nastawieni, to powstanie dylemat, nie tylko prawny, ale też natury etycznej – dodaje główny analityk UCE RESEARCH.

Badania pokazuje też, że 39,4% Polaków zaszczepi się przeciwko COVID-19, jeśli pracodawca będzie na to naciskał. Z kolei 42,5% ma przeciwną opinię, a 18,1% nie miało w tej kwestii zdania. Wśród HR-owców mówi się, że jest bardzo mała różnica pomiędzy sytuacją, kiedy szczepienie wynika z nacisków pracodawcy, a kiedy odbywa się z woli danej osoby.

– Mimo że ludziom bardziej zależy na pracy niż na wakacjach, a przynajmniej dużej części społeczeństwa, to odpowiedzi są mniej zdecydowane. Oczywiście właściciel firmy zawsze ma prawo o to poprosić. Jeśli jednak pracownik zdecydowanie odmówi, może zadziałać art. 2221 kodeksu pracy, który raczej stanie po stronie pracodawcy – analizuje Krzysztof Zych.

Według dr Augustynowicz, na pewno potrzebujemy spokojnego przekazu eksperckiego, również ze strony lekarzy. Ważne jest, aby podkreślać, że szczepienie przeciwko COVID-19 to szansa na ochronę przed zachorowaniem, a w przyszłości – na opanowanie pandemii.

– Nie wykluczam, że wielu obecnych przeciwników szczepień i niezdecydowanych zmieni jednak zdanie. Tak może się stać, jeśli przekonają się, że osoby zaszczepione nie chorują, a niezaszczepione trafiają do szpitali i umierają. Do zmiany postaw mógłby też wpłynąć szerszy przekaz, np. w telewizji publicznej – podsumowuje Wojciech Bociański.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 20-23.11.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1 010 dorosłych Polaków.

Boże Narodzenie jak Wielkanoc – ogromne kolejki i zmarnowany towar?

Polscy handlowcy policzyli straty po pierwszej fali pandemii. Wiosenny lockdown kosztował ich 3,5 miliarda złotych. Właśnie o tyle spadły w sumie obroty tej części polskiej gospodarki. Nie wiadomo jeszcze, jak sklepy i przedsiębiorstwa handlowe przetrwają drugą falę epidemii. Jeszcze długo nie będzie można dokładnie policzyć, ile strat przyniosą jesienne ograniczenia. Szczególnie, że nie wiadomo kiedy się skończą. Kolejne zaostrzenie ograniczeń w grudniu będzie oznaczać wielkie straty, związane ze świątecznymi zakupami.

– To, co stało się po pierwszej fali, jest nie do odrobienia. Dotyczy to zarówno handlu i kontrahentów, jak i firm współpracujących – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezeska zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Dużym uderzeniem podczas pierwszej fali epidemii były święta wielkanocne. Były ogromne limity osób na sklepach. Klienci stali przed drzwiami, tłocząc się w kolejkach, a my zostaliśmy z towarem zamówionym dużo wcześniej, przed świętami Wielkiej Nocy. Obawiamy się takiej sytuacji również teraz, przed Bożym Narodzeniem – przewiduje Juszkiewicz.

Niewypłacalność polskich firm wzrośnie o blisko + 20% jeszcze w 2020 r.

Aktywność gospodarcza w Polsce wyraźnie wzrosła w III kwartale 2020 r., ale nowa blokada doprowadziła kraj do drugiego dna recesji w IV kwartale. Analitycy Euler Hermes szacują, że krótkoterminowy koszt ekonomiczny drugiej blokady będzie stanowił jedynie około 50% skutków gospodarczych, jakie Polska poniosła w okresie marzec-maj. W rezultacie prognozowany jest spadek realnego PKB o około -4,3% w IV kw. w porównaniu kw/kw, oraz skorygowany w górę względem wcześniejszych prognoz do w -3,7% w całym 2020 roku.

  • II etap lockdownu w Polsce będzie stanowił 50% skutków gospodarczych, które poniosła w okresie marzec-maj br.
  • PKB Polski spadnie w IV kw. o -4,3% w porównaniu kw./kw. oraz o -3,7% w całym 2020 roku
  • Całoroczna prognoza wzrostu gospodarczego w Polsce w 2021 r., wyniesie +3,2%, co oznacza spadek wobec poprzedniej prognozy o 1 pp. Główne powody to przeniesienie ujemnych efektów spadku w IV kw. 2020 r. na początek 2021 r. oraz stopniowe znoszenie obostrzeń przez rząd.

Krótkoterminowy koszt gospodarczy drugiego etapu lockdownów będzie miał wpływ na polską gospodarkę odpowiadający 50% tego, który Polska poniosła w okresie od marca do maja. Wynika to z faktu, że nowo wprowadzane środki są bardziej ukierunkowane i trafiają głównie do sektorów usługowych najbardziej podatnych na wpływ Covid-19 (takich jak handel wewnętrzny, transport, hotele i restauracje, szkolnictwo, prace społeczne, rekreacja i sport) i są mniej restrykcyjne niż na wiosnę, podczas gdy wpływ epidemii na sektory przemysłowe, budownictwo i rolnictwo będzie tym razem znikomy. Co więcej, zakłócenia w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw, których powodem była sytuacja w Azji i które przyczyniły się do recesji w sektorze przemysłu wiosną, teraz są dosyć ograniczone. Mniejszy skutek drugiego lockdownu dla gospodarki wynika także z udział sektora usług  w wytwarzanej wartości dodanej, który jest w Polsce, podobnie jak w całej Europie Środkowo-Wschodniej niższy niż w krajach zachodnioeuropejskich (w Polsce wynosi 65,5%, podczas gdy w Europie Zachodniej odpowiednio 70% i więcej – np. 74,5% w Hiszpanii i 78,9% we Francji).

Prognoza poprawy sytuacji w 2021 roku uległa pogorszeniu

Pierwszą przyczyną jest przeniesienie ujemnych efektów spadku w IV kw. 2020 r. na początek przyszłego roku. Kolejnym powodem spowolnienia odbicia w 2021 r. jest to, że drugie ponowne otwarcie po zamknięciu w IV kw. br. będzie prawdopodobnie bardziej stopniowe, ponieważ polski rząd wyciąga wnioski z błędów popełnionych latem 2020 roku, chcąc uniknąć trzeciej blokady i potrójnej recesji. W związku z tym, w opinii analityków Euler Hermes, po słabym początku roku 2021 z niewielkim wzrostem w I kwartale nastąpi II kwartał, w którym polskie władze będą prawdopodobnie ostrożniejsze niż latem 2020 roku w kwestii ponownego otwarcia gospodarki. Szczepienia przeciwko Covid-19 mogą mieć pozytywny wpływ na gospodarkę w drugiej połowie 2021 r., ale nie oczekujemy jeszcze zbyt wiele już w przyszłym roku.

Główne ryzyko gospodarcze – w sektorze przedsiębiorstw

Analitycy Euler Hermes uważają, że główne ryzyko gospodarcze w Polsce dotyczy sektora przedsiębiorstw, także w 2021 r. Niewypłacalność polskich firm wzrośnie o blisko + 20% jeszcze w 2020 r., a podobnego wzrostu można się spodziewać w przyszłym roku, ponieważ upadłości po recesji często następują z opóźnieniem. Co więcej, można spodziewać się tego zwłaszcza, że w 2021 r. środki publiczne mające na celu wsparcie gospodarki i poszczególnych firm będą stopniowo ograniczane.

Wskaźnik tzw. Swobody Fiskalnej [Fiscal Leeway Score] wskazuje, że w Europie Środkowo-Wschodniej: Rosja, Bułgaria, Słowacja oraz państwa bałtyckie nadal mają znaczące pole manewru, utrzymując dotychczas konserwatywne podejście w zakresie polityki fiskalnej. Polska (tak jak Węgry, Turcja i Chorwacja) ma zdecydowanie mniejsze pole manewru fiskalnego w 2021 roku. Wciąż też na horyzoncie jest ryzyko spadku, a kluczowym czynnikiem jest tu niepewność odnośnie sytuacji dotyczącej rozwoju epidemii (i szybkości wychodzenia z lockdownu – lub konieczności wprowadzenia jego trzeciej wersji na wiosnę).

Możemy latać mniej lub nawet wcale – Polacy po doświadczeniach pandemii

Aż 85 proc. Polaków jest skłonnych ograniczyć latanie samolotem po pandemii, a blisko jedna trzecia wykazuje gotowość do całkowitej rezygnacji z tego środka transportu – wynika z badań Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu (KOZK) dotyczących zmiany postaw społecznych na bardziej przyjazne środowisku w kontekście ograniczeń związanych z epidemią COVID-19.

Tylko 6 proc. Polaków w ogóle nie dopuszcza możliwości zrezygnowania z podróżowania samolotem, a 9 proc. mogłoby ograniczyć ten sposób przemieszczania się tylko w bardzo małym lub małym stopniu. Aż 32 proc. badanych wyobraża sobie życie zupełnie bez latania samolotem, 31 proc. mogłoby ograniczyć korzystanie z tego środka transportu w bardzo dużym lub dużym stopniu, a 22 proc. – w stopniu umiarkowanym. „Te dane wskazują, że nie jesteśmy mocno przywiązani do podróży lotniczych i że samoloty nie są dobrem pierwszej potrzeby. W ramach badań przyjrzeliśmy się nie tylko stosunkowi Polaków wobec tego środka transportu, ale i przyczynom takiej postawy” – wyjaśnia koordynatorka badania, dr Justyna Orłowska, p.o. kierownika Zakładu Ekonomiczno-Społecznych Skutków Zmian Klimatu w Krajowym Ośrodku Zmian Klimatu (Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy).

„Za naszą postawą wobec latania stoją również inne motywy, które zbadaliśmy w ramach badań jakościowych – okazuje się, że dla części badanych najważniejsze są względy ekologiczne. To napawa optymizmem i sugeruje rosnącą świadomość ekologiczną naszego społeczeństwa” – mówi Justyna Orłowska – „Inne motywy, które najczęściej wymieniano, to brak poczucia bezpieczeństwa podróżowania oraz zmiana trybu pracy”. Jak przypomina ekspertka, podróżując samolotem wytwarzamy bardzo duży ślad węglowy. Jego wielkość jest zależna od różnych czynników, różne są też metodologie obliczeniowe, lecz wysoce szkodliwy wpływ lotów samolotowych na środowisko pozostaje niepodważalny. Według kalkulatora ICAO (Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego), na jedną osobę podróżującą samolotem z Warszawy do Nowego Jorku w obie strony w klasie ekonomicznej przypadnie emisja ok. 690 kilogramów CO2 do atmosfery. „To mniej więcej tyle samo, ile jedna osoba wydycha w ciągu całego roku” – komentuje ekspertka KOZK.

„Osoby wyjeżdżające za granicę, w tym intensywnie uczestniczące dotąd w ruchu lotniczym, częściej zwracały uwagę na kwestie emisji dwutlenku węgla i ochrony środowiska. Wiele z nich wyraźnie deklarowało chęć rezygnacji z podróżowania samolotem” – mówi dr Orłowska. Ekspertka zauważa, że zmiany w stylu pracy również mocno wpłynęły na nasze postrzeganie transportu lotniczego. „Często zwracano uwagę, że służbowe kontakty bezpośrednie zastąpione w czasie pierwszej fali epidemii komunikacją online i wideokonferencjami przekonały badanych do rozważenia takiej formy pracy także w przyszłości. Okazało się bowiem w praktyce, że nie zawsze musimy wsiadać do samolotu, aby odbyć zagraniczne lub krajowe spotkanie biznesowe” – wyjaśnia dr Orłowska i dodaje, że w kontekście lotów turystycznych zwracano często uwagę na kwestie bezpieczeństwa w podróży.

Badanie KOZK wykazało również, że spośród zachowań mających wpływ na środowisko, to właśnie podróżowanie samolotem jesteśmy skłonni ograniczyć najmocniej w post-pandemicznej przyszłości. „Nasza gotowość do zmiany zachowania i ograniczenia podróży lotniczych to z ekologicznego punktu widzenia bardzo dobra wiadomość. Daje to nadzieję na gotowość społeczeństwa do zmiany w duchu zrównoważonego rozwoju” – komentuje ekspertka Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu.Polak-w-samolocie-a-pandemia_badanie_KOZK_1 Polak-w-samolocie-a-pandemia_badanie_KOZK_2 Polak-w-samolocie-a-pandemia_badanie_KOZK_3

***

Badanie zrealizowane w kwietniu i maju 2020 r. składało się z dwóch uzupełniających się części: ilościowej i jakościowej. Badanie ilościowe przeprowadzono na reprezentatywnej grupie Polaków (N=1091). Badanie jakościowe objęło 150 pogłębionych wywiadów zrealizowanych online z osobami zróżnicowanymi pod kątem wielkości zamieszkiwanej miejscowości, regionu Polski i sytuacji życiowej (pod kątem regionalnym wybrano trzy pasy: północny [woj. pomorskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie], centralny [wielkopolskie, łódzkie, mazowieckie] i południowy [śląskie, małopolskie i podkarpackie]).

Coraz więcej firm ogłasza niewypłacalność. „Skala bankructw będzie rosła”

Mamy do czynienia z najgorszymi wynikami od dekady, a wszystko wskazuje na to, że najgorsze dopiero przed nami. Fala upadłości firm wydaje się być już nie do zatrzymania, a stosowane przez Rząd rozwiązania pomocowe uruchamiane są zbyt późno. Do Północnej Izby Gospodarczej zgłaszają się przedsiębiorcy mówiący wprost: jesteśmy w dramatycznej sytuacji – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Jak wynika z informacji Monitora Sądowego i Gospodarczego w październiku tego roku wniosek o niewypłacalność zgłosiło ponad 140 firm. Od początku roku ta liczba przekroczyła już tysiąc. – Jeżeli jedna firma ogłasza niewypłacalność to znaczy, że dziesięć mniejszych mogło upaść po cichu – wyjaśnia Małgorzata Marczulewska, Prezes Grupy AVERTO, windykator.

Dyrektor Wolny ostro: „Nie zamyka się gospodarki lub jej części, gdy nie ma się pieniędzy”

Dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przyznaje, że informacja o wzroście liczby bankructw oraz ogłoszonych niewypłacalności nie jest żadnym zaskoczeniem. Drugi lockdown, który obserwujemy od października tylko „poprawi” statystyki przedstawione przez Monitor Gospodarczy. Jak mówi ekspert Izby wiele wskazuje na to, że większość firm spośród tysiąca, które ogłosiły niewypłacalność w tarapaty finansowe popadła wiosną, a jesień była tylko przysłowiowym gwoździem do trumny.

– Nie zamyka się gospodarki lub jej części, gdy nie ma się pieniędzy! Coraz większe kłopoty występują w transporcie oraz w sektorze hotelarstwa i gastronomii, czy branży rozrywkowej. Spowolnienie także odczuwalne jest w sektorze budownictwa. Jak wskazują najnowsze dane produkt krajowy brutto (PKB) niewyrównany sezonowo w III kwartale 2020 roku zmniejszył się realnie o 1,6 proc. rok do roku. To już kolejny kwartał na minusie. To oznacza nic innego jak głęboki kryzys i efekt kuli śnieżnej. Kuli, która się toczy i powoli nabiera rozpędu. Tutaj potrzeba zdecydowanych działań ponad podziałami, by ratować gospodarkę. Dodatkowo bardzo wysoka inflacja i osłabiający się złoty osłabiają aktywność konsumencką. Konsumpcji nie sprzyja też dalsze przedłużenie części obostrzeń, w tym dalsze zamrożenie turystyki. Chociażby już dziś wiemy, że ferii zimowych nie będzie – komentuje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przyjęta przez rząd Tarcza 6.0 nie jest wystarczająca i pomija wiele branż. Jest niekompletna i nie jest w stanie zapobiec upadkom wielu firm, a co za tym idzie wzrostowi bezrobocia. To samonapędzająca się spirala. Rząd w sposób miękki zamyka firmy, pozwala im działać, ale nakłada takie ograniczenia, że ta działalność jest nieopłacalna. Jeśli chcemy zapobiec fali upadłości, to zamykając poszczególne branże, państwo powinno zagwarantować środki na ochronę miejsc pracy i koszty stałe – dodaje dyrektor Wolny.

Jako Północna Izba Gospodarcza zgłaszamy nasze postulaty przedstawicielom władz państwowych i aktywnie lobbujemy na rzecz rozsądnych działań antykryzysowych w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP.

„Na jedną niewypłacalną firmę przypada 10, które upadną w ciszy”

Statystyki dotyczące niewypłacalności zaprezentowane przez Monitor Gospodarczy mogą wydawać się nie tak złe. Tysiąc upadłości w niecały rok w czasach kryzysu? Brzmi nawet pokrzepiająco. Prezes Grupy AVERTO, jednej z największych w regionie firm windykacyjnych przekonuje: nic bardziej mylnego. – Niewypłacalność ogłaszana jest zwykle przez dużą firmę, w której interesie jest wejście np. w układ zbiorowy z wierzycielami. Należy założyć, że na jedną firmę, która ogłosiła niewypłacalność przypada dziesięć mniejszych podmiotów, które nie dostawały wynagrodzenia za pracę lub za towar. Ile z nich upadnie? Większość, ale to będą upadki w ciszy, zwykle nawet nieujmowane w statystykach gospodarczych. Jestem przekonana, że skala bankructw będzie rosła – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska. Kiedy więc mówimy o niewypłacalności? – Kiedy bieżące zobowiązania przewyższają znacząco przychody i jest to sytuacja niewynikająca z incydentalnego kryzysu – dodaje.

Przyspieszone postępowanie restrukturyzacyjne sposobem na wypłynięcie na powierzchnię?

Jakie firmy mają największy problem z niewypłacalnością? Eksperci wskazują dwie branże: – Budownictwo i turystyka. To branże kryzysowe obecnie. Budownictwo nadal ma przyzwoitą koniunkturę, ale jeżeli dojdzie tutaj do jakiejś wyrwy np. upadku dewelopera to straty odczuwalne są również u dostawców materiałów budowlanych czy w firmach, które bezpośrednio zajmują się prowadzeniem inwestycji. W budownictwie siatka zależności jest najściślej ze sobą powiązana – wyjaśnia Katarzyna Michalska. – Podobnie jest z turystyką. Hotele, usługi wellness, gastronomia, tour-operatorzy, firmy transportowe, kiedy jeden element układanki się przewróci to tracą wszyscy. Zgłosiła się do nas firma zajmująca się dzierżawieniem powierzchni w hotelach pod usługi kosmetyczne. Ich lockdown nie dotyczy, ale kto będzie korzystał z masaży i zabiegów piękności w pustym hotelu? Mamy do czynienia z poważnym kryzysem gospodarczym i nie należy go ignorować – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy.

– Sposobem na niewypłacalność może być uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Cieszy się ono wielkim zainteresowaniem i mamy już pozytywne przykłady uratowanych firm, które znajdowały się w poważnych tarapatach. „Wyjście na prostą” jest możliwe, ale nie jest łatwe – dodaje Katarzyna Michalska.