Trump czy Biden – czy to pytanie ma znaczenie dla rynku nowych technologii?

Rynki inwestujące w nowe technologie potrzebują przede wszystkim stabilności, przewidywalności i współpracy – to te cechy tworzą podwaliny szybkiej ścieżki wzrostu.

Wybory w USA po okresie wysokiego napięcia i kilku mniej lub bardziej zaskakujących zwrotów akcji zakończyły się zwycięstwem Joe Bidena, który jest już Prezydentem Elektem. Podobnie jak dla samej polityki międzynarodowej, również dla rynków nowych technologii jest to dobra informacja. Cechą charakterystyczną tego obszaru gospodarki jest globalizacja, stąd też przywrócenie współpracy transatlantyckiej do stanu „przedtrumpowego” oraz zakończenie wojny handlowej z Chinami będzie budowało wzrost w perspektywie średnio- i długoterminowej. Nie mniejsze znaczenie ma przewidywalność zachowań ciągle największej gospodarki świata, ponieważ inwestorzy mają większy apetyt na inwestycje niż na akumulowanie gotówki. Sama stabilność raz podjętych zobowiązań jest kluczowa dla tego obszaru wysokich technologii, gdzie mamy do czynienia z koniecznością długofalowych badań czy wdrażania technologii. Świetnym przykładem jest deklaracja Joe Bidena o powrocie do „Porozumienia Paryskiego”, od którego odszedł Donald Trump. Walka o zachowanie neutralności klimatycznej nie tylko pomaga zachować nam nasze środowisko w co najmniej nie pogorszonym stanie dla przyszłych pokoleń, ale jest również jednym z ważniejszych czynników rozwoju technologicznego. Wniosek nasuwa się sam, nowy Prezydent Elekt – Joe Biden z punktu widzenia stabilności, przewidywalności i współpracy jest daleko lepszy od byłego już prezydenta Donalda Trumpa. W krótkiej perspektywie tj. czasie do zaprzysiężenia Joe Bidena martwić może nastawienie Donalda Trumpa oraz jego zwolenników w kontekście niepokojów społecznych czy prób podważania demokratycznego wyboru obywateli USA. Również sam rozwój pandemii jest czynnikiem destabilizującym rynek, ale to osobny temat. Reasumując, po zaprzysiężeniu Joe Bidena może być tylko lepiej. – Marek Kamiński, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy

Jakie konsekwencje dla polityki amerykańsko-polskiej może mieć wygrana Joe Bidena

Zmiana warty na fotelu prezydenckim USA może mieć konsekwencje dla polityki amerykańsko-polskiej. Nowa administracja demokratów, pod wodzą Joe Bidena, najpewniej nie zmieni za bardzo podejścia do polityki gospodarczej, energetycznej i bezpieczeństwa w naszym regionie. Najpewniej kwestie NATOwskie nie zostaną zmienione – chociaż już plany budowy elektrowni atomowej i eksportu węglowodorów mogą stać się przedmiotem dyskusji. To, co może się zmienić w dialogu USA-Polska, to kwestie polityki społecznej. 

– W głównej agendzie amerykańskiego rządu najpewniej znajdą się prawa mniejszości. Widać to po dosyć lewicowej administracji demokratów. To będzie nowy element polityki Białego Domu, którego do tej pory nie było w tak dużej skali – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Możemy się tego spodziewać także dlatego, że kwestie światopoglądowe w Polsce od dawna podnoszone są przez amerykańskie korporacje. One wprowadzają do naszego kraju nie tylko technologię, ale także czasami zmiany ideologiczne czy światopoglądowe. Wielokrotnie brały czynny udział w paradach równości i innych akcjach społecznych – między innymi w obecnych, burzliwych niepokojach na ulicach, sprzeciwiających się zaostrzaniu prawa aborcyjnego. Myślę więc, że te elementy światopoglądowe będą grały rolę w podejściu nowej administracji Joe Bidena do Polski – przewiduje Roszkowski.

Risk-on

Typowy tryb risk-on został załączony w poniedziałek wraz z optymizmem wokół scenariusza wygranej Bidena przy utrzymaniu podzielonego Kongresu. Rynek akcji zostawia w tyle bagaż niepewności, a z rynku walutowego usuwane są pozycje zabezpieczające, co głównie oznacza osłabienie USD. Sporo kapitału musi wrócić do pracy.

Liczne serwisy informacyjne w USA (m.in. AP, CNN, Fox News, NBC) zgodnie ogłosiły wygraną Joego Bidena z 290 głosami elektorskimi przy 270 wymaganych. Tradycyjnie jest to moment zakończenia wyścigu, mimo że jeszcze wyniki w trzech stanach są nierozstrzygnięte, ale różnica jest nie do nadrobienia. Im wyższy wynik na korzyść Bidena, tym mniejsze ryzyko kontestowania wyniku przez Trumpa, ale inwestorzy już nie wierzą, że protesty cokolwiek zmienią. Jednocześnie Kongres prawdopodobnie pozostanie podzielony, choć dwa ostatnie miejsca w Senacie z Georgii będzie trzeba rozstrzygnąć w drugiej turze wyborów w styczniu. Z obecnego położenia jednak taki układ władzy jest przyjazny dla rynków i biznesu, gdyż oznacza malejące szanse na podwyżki podatków i zaostrzenie regulacji. Spór nad pakietem fiskalnym będzie podtrzymany, zatem gospodarkę w obliczu drugiej fali pandemii będzie musiał mocniej wspierać Fed. Mocniejsza stymulacja monetarna będzie wywierać presję na USD. Ale i bez tego dolar traci, gdyż inwestorzy domykają długie pozycje w USD zabezpieczające przed ryzykiem powyborczego chaosu. Tryb risk-on potwierdza silny wzrost typowych dla apetytu crossów, jak np. AUD/JPY.

Choć kolejne dni mogą jeszcze przynieść nagłówki o potencjalnym zaskarżaniu wyników i żądaniach powtórnego przeliczenia głosów, dla rynków będzie to już coraz mniej istotny szum. Jest też mało prawdopodobne, aby rynek wyceniał wyższą premie za ryzyko z tytułu szansa przejęcia kontroli w Senacie przez Demokratów. Mimo że w wyborach prezydenckich w Georgii prowadzi Biden, co innego jest obywatelski głos sprzeciwu wobec Trumpa, a co innego poparcie dla partii.

Teraz motywem przewodnim dla rynków staną się ponownie perspektywy globalnego ożywienia i wyzwania idące z drugą falą pandemii. Już teraz widać, że pomimo zarządzanych lockdownów rynki nie wpadają w tryb paniki, jak to miało miejsce wiosną. Banki centralne są lepiej przygotowane, lockdowny mają bardziej zorganizowany charakter, podczas gdy świat jest bliżej wypracowania szczepionki. To powinno wystarczyć, by nieprzerwanie widzieć światełko na końcu tunelu, ciągnąc w górę ryzykowne aktywa z pomocą taniego kapitału, który przez wybory w USA czekał zniecierpliwiony na boku.

Pomimo covidowych ryzyk dla Europy, EUR/USD będzie głównym wehikułem odzwierciedlających słabość dolara i siłę rynku akcji, zatem wstępny marsz ku 1,20 wydaje się realny, zanim rynek zacznie się obawiać się znaczenia tego poziomu dla EBC. Funt ponownie może skupi się na perspektywach umowy handlowej brexitu z deadline’m wyznaczonym na 15 listopada. Kluczowe różnice zdań jeszcze istnieją, ale pierwszy przebłysk porozumienia szybko wystrzeli GBP w górę.

Rynki wschodzące mocno korzystają na rajdzie ryzykownych aktywów i przecenie dolara. EUR/PLN dziś rano schodzi do 4,48. Spadki kursu nie są oznaką otwierania nowych pozycji długich w złotym, a bardziej domykaniem pozycji krótkich zawieranych w połowie października. Wówczas fala osłabienia złotego wystartowała z okolic 4,46 i tutaj należy wyznaczyć wstępny cel dla zniżek. Po oczyszczeniu się rynku, inwestorzy wrócą do śledzenia rozwoju wirusa w Polsce. Wątpię, aby ryzyka lokalne dało się ignorować całkowicie, szczególnie gdzie powyborcza euforia osłabnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Lubimy przepłacać. Sprawdź, jak można oszczędzać na co dzień

Codzienne, wydawałoby się drobne, wydatki potrafią pochłonąć całą naszą miesięczną pensję. Tymczasem każdy z nas lubi, gdy na koniec miesiąca na koncie pozostanie mu nieco pieniędzy, które można zaoszczędzić i przeznaczyć na przykład na wyjazd na wakacje. Podpowiadamy, w jaki sposób oszczędzać na codziennych, niezbędnych wydatkach.

Niższe OC

Dziś niemal każde gospodarstwo domowe posiada przynajmniej jeden samochód. Prawo zobowiązuje nas do wykupienia ubezpieczenia OC, a towarzystwa ubezpieczeniowe często kuszą nas różnymi promocjami i innymi, ciekawymi ofertami. Zanim jednak zdecydujemy się wykupić konkretne ubezpieczenie, dobrze jest sprawdzić ranking OC. W rankingu znaleźć można najkorzystniejsze oferty dopasowane do nas i naszego samochodu. Z pomocą rankingu możemy płacić mniej za ubezpieczenie OC, co w skali roku oznacza realne oszczędności bez względu na to, czy OC płacimy w ratach, czy też jednorazowo. Więcej o tym, jak działa ranking OC, przeczytasz na stronie: https://www.compero.pl/poradnik/ranking-oc.

Oferty promocyjne

Dokonując zakupów warto wybierać najlepsze możliwe oferty cenowe. Większe supermarkety, a także dyskonty często przeceniają wybrane produkty. W promocyjnej cenie można je kupić przez cały tydzień bądź nawet miesiąc. Wystarczy tylko przejrzeć gazetkę promocyjną naszego ulubionego sklepu, przygotować listę zakupów i dokładnie trzymać się jej będąc w sklepie. Dobrze jest też chodzić na zakupy po posiłku, bowiem z pustym żołądkiem kupujemy znacznie więcej, czego dowodzą liczne badania konsumenckie. Warto pamiętać o tym także w kontekście niemarnowania żywności, której co roku wyrzucamy całe tony na śmietnik.

Wspólna droga do pracy

Na ulicach codziennie widzimy mnóstwo samochodów, w których często jedzie tylko jedna osoba. Jest to nie tylko nieekologiczne, ale i mało ekonomiczne rozwiązanie. Wystarczy, że umówimy się z kolegą czy z koleżanką z pracy na wzajemne podwożenie się do miejsca pracy i z powrotem. Często bowiem zdarza się, że dwie osoby mieszkają blisko siebie i dojeżdżają do pracy tą samą drogą. Dobrze więc umówić się na zamienne podwożenie, tak aby wykorzystywać swój samochód tylko przez część miesiąca. Innym sposobem na oszczędzanie jest jazda rowerem w porze letniej i wybór komunikacji miejskiej w porze zimowej.

Rozrywka za darmo

Wyjście do teatru, na lodowisko czy na koncert sporo kosztuje. Tymczasem wiele instytucji organizuje różnego rodzaju imprezy sportowe i kulturalne, na które wstęp jest darmowy. Są to inicjatywy przede wszystkim miejskie lub także prywatnych firm, które w ten sposób promują swoją działalność. Imprezy tego rodzaju co prawda częściej mają miejsce latem, jednak niektóre z nich odbywają się także w sezonie zimowym. Darmowa rozrywka pozwoli nam sporo zaoszczędzić, szczególnie jeśli mamy dużą rodzinę i na rozrywkę wydajemy tym samym naprawdę sporo. Bezpłatnie możemy również korzystać z dobrodziejstw kultury, na przykład poprzez odwiedzanie bibliotek. Jeżeli zaś chcemy kupić książkę, ciekawych tytułów można poszukać na kiermaszach książek używanych bądź w antykwariatach.

Koszty eksploatacyjne w biurowcach

Knight Frank opublikował 6. edycję raportu pt. Koszty i opłaty eksploatacyjne w budynkach biurowych w latach 2011-2019. Ponownie pod lupę wzięte zostały koszty eksploatacyjne w wybranych biurowcach w Warszawie i miastach regionalnych.

Najemcy i właściciele budynków coraz chętniej analizują, porównują, kontrolują i starają się znaleźć sposób na ograniczenie kosztów eksploatacyjnych. Wynika to nie tylko z ich stałego wzrostu, ale też ze względu na coraz większy udział w całości kosztów ponoszonych przez najemców.

Koszty eksploatacyjne stanowią dla najemców – obok czynszu – znaczący element ponoszonych wydatków za wynajem powierzchni. Coraz częściej zdarza się, że decyzja o wynajmie biura lub lokalu usługowo-handlowego w danej nieruchomości jest uzależniona od wysokości opłaty eksploatacyjnej. Dzieje się tak z powodu względnie wyrównanych stawek czynszu kształtowanych przez mechanizmy rynkowe popytu i podaży.

„Miniony rok nie przyniósł znaczących zmian w całkowitym poziomie kosztów eksploatacyjnych. Oczywiście wzrosły te składowe kosztów, które ustawowo zostały zmienione – podatek od nieruchomości, ochrona i sprzątanie. Z maksymalnej możliwej stawki podatku od nieruchomości skorzystały wszystkie główne miasta, z wyjątkiem Krakowa. Ze względu na wzrost minimalnego wynagrodzenia i stawki godzinowej wzrosły o kilka procent koszty ochrony obiektów oraz ich sprzątania. Jeśli chodzi o media to w 2019 roku koszt był na poziomie tego z roku 2018, głównie za sprawą odgórnych regulacji prawnych” – powiedziała Magdalena Oksańska, Head of Property Management Compliance w Knight Frank i jednocześnie autorka raportu.

W dalszym ciągu zdecydowanie najwyższy koszt stanowią media – 35,65% (w roku 2018 – 34,16%), podatki – ponad 13,31  (2018 – 13,61%), ochrona i recepcja – 10,99% (2018 – 11,86%) i obsługa techniczna – 11,14% (dla porównania w roku 2017 wynik ten wynosił 10,99%).

Do tej pory wyodrębnialiśmy do analiz w raporcie dziewięć głównych grup kosztów: zużycie mediów, obsługa techniczna, ochrona i recepcja, sprzątanie powierzchni wspólnych, zarządzanie nieruchomością, ubezpieczenie, podatek od nieruchomości, użytkowanie wieczyste i pozostałe usługi. Od 2019 roku rozszerzyliśmy listę grup kosztów eksploatacyjnych biurowca o dziesiąty element składowy – wywóz odpadów.

„Zdecydowaliśmy się na to, ponieważ ostatnio w wielu miastach znacząco wzrosły koszty wywozu odpadów oraz w ostatnich latach kilka razy zmieniały się przepisy dotyczące ich odbioru. Największy problem występował w Warszawie, gdzie firmy odbierające odpady nie radziły sobie z ilością odbieranych odpadów z budynków komercyjnych. Zdarzały się sytuacje, w których odpady nie były odbierane wcale” – wyjaśnia Magdalena Oksańska.

We wrześniu 2020 roku zaczęły obowiązywać nowe przepisy. Obiekty komercyjne zostały zwolnione z obowiązku wnoszenia opłat za wywóz odpadów w formie podatku i oddawania ich gminom. Zarządcy i właściciele biurowców na mocy nowego prawa mogą podpisać bezpośrednio umowę z wybranym przez siebie odbiorcą.

„Zmiany w przepisach dotyczących wywozu odpadów znacznie ułatwiły organizację samego procesu odbioru odpadów, jak i umożliwiły zdrową konkurencję cenową na rynku. W 2019 roku koszt wywozu odpadów w obiektach biurowych zarówno w Warszawie oraz w głównych miastach regionach wynosił 0,30 PLN na metr kwadratowy, a koszty całkowite stanowiły 1,40% wszystkich kosztów” – dodaje Magdalena Oksańska.

Zdaniem eksperta Knight Frank w chwili obecnej trudno jest prognozować jak zmienią się koszty w 2021 roku. Pewne jest, że stawki za energię elektryczną nieco spadły. Natomiast wzrostu spodziewamy się po stronie serwisów budynkowych – ochrony i sprzątania, ze względu na standardowe, coroczne wzrosty minimalnego wynagrodzenia i stawek godzinowych, jak i podatku od nieruchomości (zgodnie z obowiązującymi przepisami).

Metodologia badania

Analizując koszty i opłaty eksploatacyjne eksperci Knight Frank dysponują zarówno danymi z nieruchomości zarządzanych, jak i z innych budynków biurowych z Warszawy i miast regionalnych, które są zbierane regularnie od 2011 roku.

Spadek dochodów zmusza samorządy do zadłużania się. W przyszłym roku kilkadziesiąt z nich będzie mieć problem z obsługą swojego długu

Do końca tego roku ponad 90 samorządom grozi utrata płynności budżetowej na pokrycie bieżących wydatków. Z kolei w 2021 roku około 45 może mieć problemy z obsługą już istniejącego zadłużenia – wynika z prognoz analityków Aesco Group. Największe problemy samorządy odczują na początku przyszłego roku i dotkną one zwłaszcza duże miasta. Pogarszającą się sytuacja finansowa skłania coraz więcej JST do sięgania po nowe instrumenty dłużne, co ułatwiły im przyjęte wiosną antycovidowe pakiety ustaw. Do końca tego roku zadłużenie samorządów ma już wzrosnąć do ok. 96 mld zł przy deficycie w wysokości 26 mld zł.

 Na koniec ubiegłego roku zadłużenie samorządów wyniosło ok. 82 mld zł. Natomiast na koniec 2020 roku jest ono planowane na poziomie 96 mld zł, co oznacza wzrost o 14 mld zł – mówi Mariusz Gołaszewski, prezes firmy analitycznej Aesco Group, wyspecjalizowanej w obsłudze JST i instytucji publicznych. – Jednak zadłużenie samorządów to tylko ok. 7 proc. całego zadłużenia publicznego w Polsce. W największym stopniu wpływa na nie deficyt w finansach – w ubiegłym roku deficyt samorządów wyniósł ok. 2 mld zł, a w tym jest planowany już na 26 mld zł. Dla porównania zakładany deficyt budżetu centralnego to ok. 100 mld zł, czyli ponad czterokrotnie więcej, przy czym samorządy dysponują środkami tylko o ok. 1/3 mniejszymi niż cały budżet.

Na tegoroczną sytuację finansową samorządów wpłynęły dwa główne czynniki. Pierwszy to uchwalone w ubiegłym roku przez rząd zmiany podatkowe, które spowodowały, że stracą one łącznie ok. 6–7 mld zł dochodów własnych z PIT. Drugi czynnik to pandemia COVID-19, która – jak szacują analitycy – będzie kosztowała samorządy od 10 do 15 mld zł, m.in. z tytułu utraty dochodów z podatku PIT, jak i innych opłat lokalnych. Równolegle cały czas rosną koszty funkcjonowania samorządów – w stosunku do ubiegłego roku zwiększyły się o ok. 13 proc.

 Rezultat jest taki, że samorządy wypracowują mniej własnych środków na inwestycje, a to inwestycje są najważniejszą rzeczą, którą robią w naszych gminach i miastach. Szacujemy, że spadek środków wypracowanych przez samorządy na inwestycje sięgnie ok. 7 mld zł do końca tego roku, w zależności od rozwoju pandemii – mówi Mariusz Gołaszewski.

Na razie sytuacja finansowa JST jest na poziomie porównywalnym z latami ubiegłymi. Jednak negatywne skutki odczują one z pewnym opóźnieniem. Ministerstwo Finansów zakłada, że co trzecia JST w przyszłym roku będzie miała niższe wpływy z PIT niż zaplanowane na ten rok. Łącznie jednak dochody samorządów z tytułu PIT i subwencji ogólnej mają być wyższe, niż pierwotnie planowano na ten rok. W opinii ekspertów Aesco Group te prognozy mogą okazać się zbyt optymistyczne.

Podkreślają oni także, że w tym roku ponad 90 samorządom grozi utrata płynności budżetowej na pokrycie bieżących wydatków, a w przyszłym dodatkowe 45 jednostek może mieć problemy z obsługą już istniejącego zadłużenia. Największe problemy samorządy mają odczuć już na początku przyszłego roku i dotkną zwłaszcza duże miasta. Analitycy podkreślili też, że te szacunki mogą się zmienić na bardziej pesymistyczne, biorąc pod uwagę obecny rozwój pandemii COVID-19.

Jak jednak dodają, zwiększanie zadłużenia samorządów to w tych trudnych gospodarczo czasach konieczność, bo potrzebują one środków chociażby na zapewnienie podstawowych usług dla mieszkańców, takich jak funkcjonowanie przedszkoli, żłobków czy komunikacji miejskiej. Większe kwoty będzie też pochłaniać służba zdrowia.

 Dodatkowo jesteśmy teraz w szczycie wykorzystania środków unijnych z obecnej perspektywy, samorządy muszą prowadzić te projekty i korzystać z zadłużenia, żeby finansować swój wkład własny do nich – tłumaczy prezes Aesco Group.

Pytaniem, z jakim mierzą się dziś władze miast i mniejszych gmin, nie jest: czy się zadłużać, ale: jak to robić ostrożnie i rozsądnie.

 Samorządy pozyskują finansowanie zewnętrzne głównie z polskich banków, w formie zaciągania kredytów czy emisji swoich obligacji. Warto zauważyć, że mamy rekordowo niskie stopy procentowe, co oznacza, że za swoje zadłużenia samorządy płacą średniorocznie około 1–1,5 proc. Jednocześnie inflacja kształtuje się na poziomie 3,5–4 proc. To oznacza, że samorząd – który dzisiaj zaciąga zadłużenie i odpowiednio rozłoży je w czasie, np. na 10 lat – przy utrzymującej się inflacji po tym czasie realnie spłaci 40–50 proc. mniej, niż zaciągnął, bo tak właśnie działa inflacja, dewaluując pieniądz – wskazuje Mariusz Gołaszewski.

Wiele gmin będzie sięgać po kredyty, pożyczki czy obligacje. Przewagą tych ostatnich jest elastyczność, bo nie są one objęte prawem zamówień publicznych, co oznacza więcej możliwości renegocjacji warunków spłaty, a także odłożenie jej w czasie o wiele lat. Tym bardziej że ostatnie kilka lat pokazało, że obligacje komunalne cieszą się dużym zainteresowaniem po stronie inwestorów i pozwalają stosunkowo łatwo pozyskać finansowanie.

– W tarczy antykryzysowej 4.0 ustawodawca przyjął przepisy, które umożliwiają samorządom zaciąganie kredytów czy emisję obligacji zastępujących utracone dochody. To wcześniej nie było dozwolone. Co więcej, takie zadłużenie jest wyłączone z obowiązujących limitów zadłużeniowych, więc de facto ustawodawca stworzył samorządom koło ratunkowe. W przyszłości to zadłużenie będzie musiało być spłacane i cała sztuka polega na tym, żeby samorządy sobie z tym poradziły – mówi prezes Aesco Group.

Antycovidowe pakiety ustaw przyjęte wiosną i latem wprowadziły szereg ułatwień dla JST w zakresie zarządzania długiem. Zyskały one możliwość zaciągania dodatkowych zobowiązań, które nie wliczają się do IWZ (tzw. indywidualny wskaźnik zadłużenia) i nie obciążają ich zdolności kredytowej. Ponadto w trakcie oceny wykonania budżetu za 2020 rok regionalne izby obrachunkowe będą patrzeć na samorządy przychylniejszym okiem, biorąc pod uwagę kryzysowe warunki, w których musiały one funkcjonować przez ostatnie miesiące.

Jak podkreśla prezes Aesco Group, w Polsce samorząd nie może formalnie zbankrutować, czyli odmówić spłaty swoich zobowiązań. Dlatego też zgodnie z zapisami ustawy o finansach publicznych te, które nie poradzą sobie ze spadkiem dochodów, czekają programy naprawcze i wiele lat daleko idących oszczędności.

– Jest to sytuacja na razie jeszcze dość rzadka. Natomiast ze względu na rozwój pandemii IV kwartał bardzo negatywnie wpłynie na dochody samorządów i może pokazać, że jednostek mających realne trudności może być w Polsce więcej – mówi Mariusz Gołaszewski.

Poziom zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego ma wpływ na ich rating, a im wyższa ocena, tym więcej możliwości elastycznego zarządzania finansami lokalnymi.

Polacy nagminnie przegrzewają mieszkania. To odbija się nie tylko na rachunkach, lecz przede wszystkim na ich zdrowiu

Ponad połowa Polaków przegrzewa swoje mieszkania, utrzymując średnią temperaturę na poziomie 22°C i więcej – wynika z badania przeprowadzonego dla Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Jej eksperci rekomendują, żeby obniżyć ją o 1–2°C. Przykręcenie termostatu może obniżyć wysokość rachunków za ciepło od 5 do 16 proc. rocznie. Ma także pozytywny wpływ na zdrowie, bo przegrzane pomieszczenia sprzyjają rozwojowi infekcji górnych dróg oddechowych. To szczególnie ważne zwłaszcza teraz, gdy z powodu pandemii w pomieszczeniach spędzamy całe dnie. W skali kraju ograniczanie temperatury o zaledwie 1°C w domach i biurach ogrzewanych ciepłem systemowym przyczyniłoby się do zmniejszenia w Polsce emisji CO2 o około 1 mln ton rocznie. 

– Skala marnowania ciepła w polskich domach i mieszkaniach jest zbyt wysoka – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. – Obniżając temperaturę o 1°C, możemy zaoszczędzić w skali roku od 5 do 8 proc. na rachunkach za ciepło, zapewniając sobie przy tym komfortowe warunki pod względem zdrowotnym i swój minimalny wkład w poprawę jakości powietrza. Z ciepła systemowego korzysta 15 mln Polaków, więc każde takie racjonalne zachowanie ograniczające zużycie ciepła ma duży wpływ na ograniczanie emisji CO2.

Polacy w dużej mierze nauczyli się już racjonalnie korzystać z wody czy energii elektrycznej, ale wciąż marnują sporo ciepła – pokazuje badanie przeprowadzone na zlecenie Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Wynika z niego, że ponad połowa z nich przegrzewa swoje mieszkania, utrzymując średnią temperaturę na poziomie co najmniej 22°C. Tymczasem według lekarzy w okresie jesienno-zimowym temperatura w ogrzewanych pomieszczeniach nie powinna przekraczać 20–21°C. Wyższa ma niekorzystny wpływ na zdrowie, bo obniża poziom wilgotności powietrza, co sprzyja m.in. stanom zapalnym i chorobom dróg oddechowych.

– W warunkach wysokiej temperatury rozwijają się czynniki środowiskowe, które są niezdrowe dla domowników, np. roztocza kurzu domowego czy zarodniki grzybów pleśniowych – mówi prof. dr hab. n. med. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego i alergolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – W przegrzanych pomieszczeniach ludzie czują się źle, mają bóle głowy, źle śpią. Suche powietrze źle wpływa na drogi oddechowe, może spowodować martwicę nabłonka błony śluzowej nosa, zatok przynosowych i gardła. Z tego powodu pojawiają się u pacjentów dolegliwości takie jak chrypka, zatkany nos i uczucie dyskomfortu w obrębie górnych dróg oddechowych. Dlatego rekomendujemy, żeby te temperatury były jednak niższe.

Na temperaturę trzeba zwracać uwagę nie tylko w domach czy mieszkaniach, lecz także w miejscu pracy, gdzie spędzamy około 1/3 swojego czasu.

– Kiedy temperatura w pomieszczeniu jest zbyt wysoka, możemy czuć się gorzej, organizm będzie źle pracował, będzie nam duszno i gorąco. Dlatego lepiej obniżyć ją do 20–21°C. To ważne szczególnie teraz, kiedy powinniśmy budować naszą odporność – mówi Sylwia Majcher, edukatorka ekologiczna.

Jak podkreśla, marnowaniu ciepła przeciwdziałają też takie dobre nawyki jak wietrzenie mieszkania przy wyłączonych kaloryferach czy wyłączanie grzejników na czas wyjazdu lub innej długiej nieobecności.

– Temperatura w mieszkaniu ma także bardzo duże znaczenie dla dzieci. Obserwujemy u nich skłonność do infekcji, przerostu migdałków i nieżytów górnych dróg oddechowych spowodowanych złymi warunkami klimatycznymi w mieszkaniach, przede wszystkim przegrzaniem, zbyt suchą atmosferą. Co ważne, dzieci znakomicie się adaptują do niższych temperatur w otoczeniu, znacznie lepiej niż osoby w wieku podeszłym – mówi prof. Bolesław Samoliński.

Niższa średnia temperatura przełożyłaby się też pozytywnie na jakość powietrza. Według ekspertów z Politechniki Warszawskiej jej zmniejszenie tylko o 1°C we wszystkich mieszkaniach w Polsce ocieplanych ciepłem systemowym pozwoliłoby obniżyć emisję CO2 o 1 mln ton rocznie, czyli o ok. 5 proc. Do pochłonięcia takiej ilości dwutlenku węgla potrzeba 15 mln drzew. Po obniżeniu temperatury o 2°C korzyści środowiskowe byłyby jeszcze większe.

– Smog jest dzisiaj czwartym czynnikiem powodującym przedwczesne zgony na świecie. W Polsce dotyczy to 45 tys. osób. Poza tym powoduje choroby układu krążenia i układu oddechowego, zwiększoną predyspozycję do infekcji i chorób nowotworowych, szczególnie układu oddechowego – wymienia alergolog z WUM.

 Ciepłownicy zachęcają do racjonalnych i świadomych zachowań. Wiemy, że tendencji związanych z poprawą efektywności energetycznej, ochroną klimatu i poprawą jakości powietrza nie da się zahamować, dlatego informujemy odbiorców ciepła, że warto je oszczędzać, odnosząc przy tym korzyści zdrowotne, ekonomiczne i mając swój wkład w poprawę jakości powietrza, którym oddychamy – mówi Jacek Szymczak.

Branża ciepłownicza zachęca do przykręcenia termostatów w ramach akcji edukacyjnej „20 stopni dla klimatu”, która pokazuje, jakie korzyści można odnieść nawet z minimalnego obniżenia temperatury. Patronat nad kampanią objęło Polskie Towarzystwo Alergologiczne, a wspierają ją autorytety z dziedziny medycyny i ekologii. Do akcji ciepłownicy zapraszają urzędy, szkoły, kawiarnie, restauracje i inne miejsca publiczne, w których ciepło jest często zużywane nadmiernie.

– Sektor ciepłownictwa od 20 lat mocno inwestuje w poprawę jakości powietrza, m.in. poprzez ograniczanie wysokiej i niskiej emisji. Zamieniając indywidualne piece w gospodarstwach na ciepło systemowe, możemy stukrotnie ograniczyć emisję pyłów PM10, PM2,5 oraz dwustukrotnie ograniczyć emisję szczególnie niebezpiecznego benzoalfapirenu, który powoduje raka. Badania URE pokazują, że w ramach wysokiej emisji przez ostatnie 15 lat ograniczyliśmy już o 80 proc. emisję grubego pyłu, o 75 proc. związki siarki i przynajmniej o 50 proc. związki azotu. Ograniczyliśmy również emisję CO2 na poziomie 20 proc. Natomiast teraz, promując zachowanie odpowiedniej temperatury w mieszkaniach, przyczyniamy się do tego, aby redukcja tego gazu cieplarnianego była jeszcze mniejsza – mówi prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Telemedycyna w czasie pandemii głównym sposobem na pierwszy kontakt z lekarzem. Odpowiednie przygotowanie się do teleporady zwiększy jej skuteczność

W czasie pandemii alternatywą dla tradycyjnych wizyt w gabinecie stała się telemedycyna. Eksperci wskazują, że zwłaszcza choroby serca, płuc, cukrzyca, nowotwory czy choroby neurologiczne wymagają szybkiej diagnozy, leczenia i monitorowania przez lekarza, a teleporada to dobre narzędzie do wstępnej oceny stanu zdrowia pacjenta. We wrześniu br. organizacje pacjentów zainicjowały kampanię „Badaj Się i Lecz”, która ma wzbudzać czujność zdrowotną Polaków związaną z chorobami przewlekłymi, edukować i pokazywać im, jak przebiega zdalna wizyta i jak się do niej przygotować. 

Postawienie służby zdrowia w stan alarmowy i koncentracja na walce z COVID-19 wpłynęły na ograniczenie możliwości opieki nad pacjentami z innymi chorobami. W kryzysowej sytuacji alternatywą dla pacjentów wymagających konsultacji albo kontynuacji leczenia chorób przewlekłych są teleporady.

– Pandemia zmieniła funkcjonowanie opieki zdrowotnej. Osoby chore przewlekle na pewno doświadczyły i wciąż doświadczają różnych problemów, które wiążą się i z gorszą dostępnością do ochrony zdrowia, i być może też z obawami o własne zdrowie i bezpieczeństwo. Nowością, która rozwinęła się na szeroką skalę wraz z początkiem pandemii w opiece zdrowotnej, są teleporady – wskazuje dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

W sierpniu weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego teleporady w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Zawiera ono standardy i wytyczne dla lekarzy POZ dotyczące udzielania teleporad, precyzując m.in. sposób rejestracji pacjentów, formy udzielania porad zdalnych czy kwestie związane z organizacją pracy. Zgodnie z rozporządzeniem teleporada jest udzielana m.in. w formie porady telefonicznej, wideorozmowy, a w uzasadnionych przypadkach – także drogą mailową. Udziela jej lekarz, pielęgniarka bądź położna w zakresie swoich kompetencji, a o możliwości i sposobie realizacji takiej zdalnej wizyty powinna poinformować przychodnia.

We wrześniu ruszyła kampania edukacyjna „Badaj Się i Lecz”, zainicjowana przez organizacje pacjentów. We współpracy z krajowym konsultantem w dziedzinie medycyny rodzinnej i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej przygotowano materiały edukacyjne, które krok po kroku pokazują, jak przygotować się do teleporady i jak przebiega taka zdalna wizyta.

Jednym z ważniejszych elementów jest wcześniejsze zebranie odpowiednich dokumentów, takich jak nr PESEL czy wynik pomiaru temperatury ciała, lecz także spisanej na kartce historii choroby, w tym informacji o niepokojących objawach – od jak dawna, z jakim nasileniem i w jakich okolicznościach się pojawiają. Przygotowane wcześniej odpowiedzi na te podstawowe pytania może usprawnić proces teleporad.

– Z całą pewnością w czasie pandemii jest to bardzo dobre narzędzie do kontaktu pacjenta chorego przewlekle ze swoim lekarzem. Ma on możliwość skonsultowania wyników badań, omówienia niepokojących objawów i ustalenia wizyty osobistej, jeśli jest taka konieczność. Zachęcam pacjentów przewlekle chorych, u których pojawiły się niepokojące objawy, wątpliwości co do stanu zdrowia,  do kontaktu ze swoimi lekarzami rodzinnymi – podkreśla dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas.

Przed teleporadą lekarz bądź pielęgniarka POZ musi potwierdzić tożsamość pacjenta. Może to zrobić na podstawie danych z dokumentacji medycznej, po okazaniu dokumentu tożsamości (w przypadku wideoporady) albo przy wykorzystaniu elektronicznego konta pacjenta. Podczas zdalnej wizyty lekarz przeprowadza konsultację i analizuje dokumentację medyczną, może też wypisać e-receptę, e-skierowanie czy e-zlecenie na wyroby medyczne. Jeżeli uzna, że problem zdrowotny pacjenta wymaga jednak wizyty w placówce – wskaże taką konieczność.

– Oprócz teleporad oczywiście nadal świadczenia są też udzielane osobiście. Lekarze pracują w zabezpieczeniu, mają środki ochrony osobistej. Prosimy pacjentów również o to, aby do placówek opieki zdrowotnej przychodzili zabezpieczeni w maseczki, dezynfekowali dłonie. W przypadku wystąpienia dolegliwości, niepokoju, utrzymujących się objawów – opieka zdrowotna działa i pracuje. Musimy robić wszystko, żeby choroby przewlekłe były diagnozowane i leczone, niezależnie od tego, jak długo jeszcze potrwa pandemia – podkreśla krajowy konsultant w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Z opublikowanego w sierpniu „Raportu z badania satysfakcji pacjentów” MZ i NFZ wynika, że teleporady w podstawowej opiece zdrowotnej stały się jednym z działań zapobiegających rozpowszechnianiu się SARS-CoV-2. W czasie pierwszej fali pandemii 80 proc. konsultacji medycznych odbywało się właśnie w formie teleporady. Dzięki temu pacjenci mieli możliwość ograniczenia kontaktów z innymi osobami i unikania miejsc, w których potencjalnie mogłoby dojść do zakażenia. Badanie satysfakcji przeprowadzono na grupie 15 tys. pacjentów, z których blisko 92 proc. zadeklarowało rozwiązanie problemu podczas teleporady.

Obecnie wiemy, że w obliczu szybko zmieniającej się sytuacji epidemicznej pacjenci coraz częściej skarżą się na problemy z dostępem do lekarza nawet w formie zdalnej. Nastroje w kolejnych miesiącach ulegają pogorszeniu. Jednak, jak podkreśla prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, chociaż ze względu na sytuację epidemiczną w Polsce kontakt z lekarzem może być obecnie utrudniony, nie należy rezygnować z umówienia teleporady. Zwłaszcza dotyczy to pacjentów przewlekle chorych, ponieważ zbagatelizowanie objawów może prowadzić do zaostrzenia się choroby.

Pandemia znacznie zwiększyła ilość przesyłanych danych. Coraz więcej firm do ich przetwarzania wdraża rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji

Tylko w tym roku w wyniku pandemii koronawirusa na całym świecie zostanie przetworzonych 59 zetabajtów danych. Rosnąca w lawinowym tempie ilość przesyłanych informacji wymusza błyskawiczną cyfryzację firm i administracji. Podstawą w tym procesie jest sztuczna inteligencja, która jednak wymaga stosowania odpowiedniej infrastruktury IT. Powszechnie stosowane dziś rozwiązania przestają wystarczać, dlatego coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na inwestycje w serwery zaprojektowane stricte z myślą o sztucznej inteligencji i analizie wielkich zbiorów danych. Już teraz są wykorzystywane także w walce z pandemią.

– Sztuczna inteligencja będzie wymagała znacznych zasobów obliczeniowych. Kiedy technologia stanie się bardziej złożona, a koszty ogólne będą lawinowo rosnąć, znalezienie opłacalnych środowisk do prowadzenia intensywnych procesów będzie zarówno wymogiem, jak i przewagą konkurencyjną. Firmy będą musiały się dostosować i być elastyczne, zwłaszcza w zakresie infrastruktury. Technologie chmurowe – w szczególności hybrydowe – są i będą podstawą sztucznej inteligencji, ponieważ potrzebuje ona znacznych ilości danych – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Grzywacz, Infrastructure Solution Architect w Goldenore.

Sztuczna inteligencja (SI) to jedna z fundamentalnych technologii w procesie cyfrowej transformacji, dla której motorem są dane. Według dotychczasowych szacunków IDC globalna baza danych miała zwiększyć się z 45 w ubiegłym do 175 zetabajtów w 2025 roku, przy czym prawie 30 proc. z nich będzie musiało być przetwarzanych w czasie rzeczywistym. Nowsze prognozy pokazują jednak, że tylko w tym roku na całym świecie zostanie przetworzonych 59 ZB danych. Do tego wzrostu przyczyniła się pandemia COVID-19.

IDC prognozuje, że wydatki firm na systemy SI będą znacząco przyspieszać, bo organizacje coraz szerzej wdrażają je w ramach swojej cyfrowej transformacji, aby utrzymać konkurencyjność w realiach cyfrowej gospodarki. W ciągu najbliższych czterech lat globalne wydatki na SI mają się podwoić z obecnych 50,1 mld dol. do ponad 110 mld dol. w 2024 roku przy średniorocznej stopie wzrostu na poziomie ponad 20 proc. Rozwiązania SI wymagają jednak odpowiedniej architektury.

– Korzystając z infrastruktury, która została zaprojektowana z myślą o obsłudze właśnie takich systemów, mamy pewność, że maksymalizujemy korzyści z pracy SI i informacji zawartych w naszych danych. Zastosowanie dedykowanych rozwiązań jest bardziej efektywne niż rozwiązań do ogólnych przeznaczeń. Dedykowana platforma dostarczy wyniki szybciej, co z kolei pozwala na szybsze reagowanie i podejmowanie decyzji – wskazuje Jakub Grzywacz.

W tej chwili firmy, które potrzebują bardzo dużych mocy obliczeniowych w celu przetwarzania danych w chmurze czy obsługi systemów SI, dość powszechnie korzystają z rozwiązań opartych na serwerach w architekturze x86 (stosowanej także w domowych komputerach). Część organizacji zaczyna od nich odchodzić, bo przestają być wystarczające, a ich skalowanie wymaga np. fizycznej rozbudowy centrów danych, co pociąga też za sobą większe koszty zasilania czy chłodzenia.

Co więcej, wraz ze wzrostem ilości danych serwery będą musiały dostosowywać się do rosnących potrzeb. Dlatego też z rozwiązaniami opartymi na x86 coraz skuteczniej konkurują na rynku serwery IBM Power Systems (oparte na procesorach POWER9 i autorskiej architekturze amerykańskiego producenta), zaprojektowane do przetwarzania ogromnych ilości danych i przystosowane do działania w chmurze. Ich skalowanie nie wymaga rozbudowy centrum danych dzięki zaawansowanej wirtualizacji sprzętu.

– Prawie każda firma lub organizacja wykorzystuje wirtualizację. Procesory Power zostały zaprojektowane z myślą o niej, a samo zastosowanie wirtualizacji skutkuje około 2-proc. narzutem na wydajność. Architektura x86 posiłkuje się rozwiązaniami firm trzecich i nie uzyskuje tak dobrych wyników – mówi ekspert z Goldenore. – Trzeba też pamiętać, że nie wszystkie procesory sprawdzają się np. przy obciążeniach związanych ze sztuczną inteligencją. W procesorach IBM Power mamy wykorzystaną akcelerację GPU za pomocą technologii NVIDIA NVLink 2.0 dla połączenia zarówno pomiędzy procesorami logicznymi i graficznymi, jak i graficznymi między sobą. U konkurencji akceleracja dotyczy wyłącznie procesorów graficznych.

Jak podaje IBM, po migracji i konsolidacji obciążeń na Power Systems zajęta powierzchnia serwerowni może zmniejszyć się o 85 proc., a zastosowanie tej technologii dodatkowo ogranicza koszty zużycia energii elektrycznej nawet do 80 proc. Obsługa platformy wymaga mniej pracy od administratorów, dzięki czemu mogą poświęcać więcej czasu na inne, innowacyjne projekty. Duża skalowalność powoduje też, że firma nie będzie mieć problemów z zaspokojeniem swoich rosnących potrzeb na moce obliczeniowe, związanych z nowymi projektami czy po prostu rozwojem przedsiębiorstwa.

Co istotne, w porównaniu z jednostkami klasy x86 serwery IBM Power Systems zapewniają dwukrotnie większą wydajność na każdy rdzeń procesora i pięciokrotnie szybszą przepustowość danych.

– Power Systems zostały zaprojektowane dla obciążeń wymagających dużej wydajności, takich jak analiza danych, sztuczna inteligencja czy aplikacje tworzone dla chmury. Natomiast x86 został stworzony dla wielu rynków, m.in. pod rozwiązania serwerowe, komputery PC i laptopy, była nawet próba wejścia na rynek smartfonów – wymienia Jakub Grzywacz.

Dla firm równie istotna jest niezawodność sprzętu, bo wszelkie zakłócenia w realizacji operacji oznaczają straty finansowe, których wysokość może sięgnąć od kilku do nawet kilkuset tysięcy dolarów.

– Serwery IBM cechują się również wysoką niezawodnością i odpornością na awarię, co prowadzi do długiego czasu dostępności i braku nieplanowanych przestojów działania systemów – podkreśla ekspert.

Według kwietniowego raportu ITIC, która co roku przeprowadza ankietę wśród ok. 1 tys. globalnych przedsiębiorstw na temat niezawodności serwerów i ich systemów operacyjnych, serwery IBM Power Systems okazały się pod tym względem najlepsze i otrzymały najwyższe oceny już po raz 12. z rzędu. W ich przypadku średni przestój z powodu nieprzewidzianych wad sprzętowych wyniósł w tym roku nieco ponad 1 minutę, podczas gdy przestój serwerów klasy x86 wahał się między 4,8 a18 min. Koszt takiego przestoju waha się od 24 tys. do nawet 90 tys. dol., tymczasem w przypadku IBM Power Systems wyniósł on 6 tys. dol. – wynika z obliczeń ITIC.

Brak kosztów związanych z przestojami to niejedyne oszczędności, jakie generuje IBM Power Systems. Fizyczny sprzęt to nie są jedyne wydatki niezbędne do działania systemów.

– Czynnikiem, który trzeba wziąć pod uwagę, jest całkowity koszt posiadania. Koszt samej platformy jest zazwyczaj stosunkowo niewielki w stosunku do kosztu oprogramowania, które na niej działa. W porównaniu do innych platform mniejsza liczba rdzeni zapewni taką samą wydajność, dzięki czemu całe rozwiązanie będzie wymagało zakupu mniejszej liczby licencji. Dodatkowo dzięki takiej konsolidacji firma oszczędza na kosztach przestrzeni, prądu czy klimatyzacji – wskazuje Jakub Grzywacz.

Procesory IBM POWER9 są już wykorzystywane m.in. w superkomputerze Summit, który swoje działanie opiera na sztucznej inteligencji. Jego moc obecnie jest używana m.in. do walki z koronawirusem. We współpracy m.in. z Białym Domem oraz Departamentem Energii Stanów Zjednoczonych IBM pomaga w uruchomieniu COVID-19 High Performance Computing Consortium, które zapewni bezprecedensową moc obliczeniową – 16 systemów o mocy ponad 330 petaflopsów, 775 tys. rdzeni procesorów, 34 tys. procesorów graficznych. Konsorcjum ma na celu pomoc naukowcom na całym świecie w lepszym zrozumieniu COVID-19, metod leczenia i potencjalnych leków.

Powstaje hybrydowy robot bojowy z adaptacyjnymi kołami. W przyszłości może znaleźć zastosowanie m.in. w kosmosie czy rolnictwie

Naukowcy z amerykańskiej agencji DARPA opracowali prototyp robota bojowego α-WaLTR, wyposażonego w nowatorski hybrydowy napęd krocząco-jeżdżący. Koła pojazdu po natrafieniu na trudną do pokonania przeszkodę rozkładają się i zamieniają robota w maszynę kroczącą. Ułatwiają tym samym pokonanie obiektów, które stanowią przeszkody nie do pokonania dla klasycznego napędu kołowego. Innowacyjny robot znajdzie zastosowanie nie tylko w wojsku, lecz także m.in. w kosmosie, jako służba domowa, do nadzoru, a także w  rolnictwie.

– Otrzymałam nowy kontrakt DARPA (amerykańskiej Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności – przyp. red.) na dołączenie do projektu OFFSET Sprint-5, skupiającego się na ulepszeniach fizycznych stanowisk testowych robota – mówi Kiju Lee, prof. nadzwyczajny w Katedrze Technologii Inżynierii i Dystrybucji Przemysłowej na Texas A&M University. – Dzięki niemu opracuję bezzałogowe pojazdy naziemne o zwinnych i wszechstronnych możliwościach ruchowych dla miejskich operacji wojskowych.

Robot α-WaLTR (Wheel-and-Leg Transformable Robot) zaprojektowany na Texas A&M University ma być odpowiedzią na zapotrzebowanie ze strony wojska na kompaktowe, autonomiczne roboty przystosowane do pracy w trudnym terenie. Maszynę wyposażono w autorski hybrydowy napęd zdolny do zaadaptowania się do aktualnych warunków terenowych. Maszyna samodzielnie wybiera optymalną metodę przemieszczania się w przestrzeni miejskiej.

Tym, co wyróżnia α-WaLTR na tle innych pojazdów autonomicznych, są jego koła. Każde z nich składa się z trzech chwytaków obleczonych antypoślizgową gumą. Na płaskiej powierzchni chwytaki pozostają złożone, umożliwiając robotowi szybkie przemieszczanie się i manewrowanie, a kiedy α-WaLTR natrafi na schody bądź rumowisko, koła automatycznie rozkładają się, zamieniając w zminiaturyzowany napęd kroczący. Dzięki temu maszyna może z łatwością wspinać się na niewielkie wzniesienia.

– Poruszanie się na nogach jest bardziej wszechstronne, lecz obarczone ograniczeniami pod kątem strukturalnym, mechanicznym i kontrolnym – wskazuje Kiju Lee. – Opracowywana platforma testowa będzie wyposażona w nowatorskie mechanizmy przekształcania koła w nogi i odwrotnie, które mogą przełączać się między dwoma trybami, aktywnie dostosowując się do otoczenia. Co istotne, nie ma konieczności stosowania dodatkowego siłownika.

Mimo iż α-WaLTR jest projektem współfinansowanym przez wojsko w ramach programu DARPA OFFensive Swarm-Enabled Tactics, jego projektanci liczą na to, że znajdzie zastosowanie także w sektorze cywilnym. Napęd hybrydowy sprawdzi się bowiem wszędzie tam, gdzie zawodzą autonomiczne roboty wyposażone w napęd kołowy.

Zespół odpowiedzialny za α-WaLTR zapowiedział, że pracuje nad kolejnymi prototypami urządzenia, które pokażą nowe możliwości tej innowacyjnej platformy. Według wstępnych założeń nowa wersja hybrydowego napędu kołowo-kroczącego ma być gotowa na początku przyszłego roku. Naukowcy z Texas A&M University planują zaprezentować go inwestorom podczas targów OFFSET FX5 w lutym 2021 roku.

– Chociaż obecnie koncentrujemy się na obronności i innych zastosowaniach wojskowych, tego typu adaptowalne roboty mobilne można zastosować w wielu innych obszarach, m.in. w kosmosie, jako służba domowa, do nadzoru, a także w  rolnictwie – wymienia Kiju Lee.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku robotów wojskowych w 2020 roku wyniosła 14,5 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 24,2 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 10,7 proc.

Polskie wojsko inwestuje w rozszerzoną rzeczywistość. Innowacyjne holograficzne gogle będą wykorzystywane w procesie szkoleniowym żołnierzy

Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno-Technologiczne SA wykorzysta technologię wirtualnej rzeczywistości rozszerzonej w roli narzędzia treningowego dla przyszłych pracowników wojskowego sektora lotniczego. Nowe symulatory pozwolą przeprowadzić szkolenia w kontrolowanych, bezpiecznych warunkach, a ich wdrożenie ma zminimalizować koszty przeszkolenia załogi przy jednoczesnym zwiększeniu ich efektywności.

– Podczas Salonu MSPO 2020 w Kielcach działając w konsorcjum z Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych, WCBKT SA otrzymało prestiżową Nagrodę Defender za system, który potrafi diagnozować, w jaki sposób pracuje dane urządzenie, a następnie przekazuje te odpowiednio zagregowane dane do baz wojskowych, którymi zarządza instytut. Z drugiej strony poprzez systemy rozszerzonej rzeczywistości pozwala szkolić techników, użytkowników, montażystów i pracowników linii produkcyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Kisiel, prezes zarządu Wojskowego Centralnego Biura Konstrukcyjno-Technologicznego SA.

Kompleksowy symulator wdrożony do służby przez WCBKT SA ma ułatwić przeszkolenie nowych pracowników w obsłudze specjalistycznego sprzętu oraz urządzeń służących do naziemnej obsługi statków powietrznych. Integralnym elementem symulatora będą gogle holograficzne nakładające cyfrowe elementy na pole widzenia szkolonej osoby.

W pierwszej kolejności nowe symulatory posłużą jako element procesu szkoleniowego kadry odpowiedzialnej za obsługę lotniskowych systemów zasilania elektroenergetycznego samolotów oraz trenażera dla pojazdów bojowych. Na tym jednak nie skończą się inwestycje WCBKT SA w technologię tego typu. W przyszłości biuro planuje udostępniać trenażery partnerom zewnętrznym, zarówno z sektora wojskowego, jak i prywatnego.

– Przyświeca nam idea zarządzania ryzykiem i minimalizowania możliwości wystąpienia błędu, szkody na samolocie w kategoriach spowolnienia czy wstrzymania eksploatacji na jakiś czas. Jest to trend, w którym podąży cały świat lotniczy, nie tylko ten latający, ale również ten naziemny, tak jak to obserwujemy w innych gałęziach przemysłu cechującego się nasyceniem wyższej technologii – tłumaczy ekspert.

Zastosowanie gogli wirtualnej rzeczywistości rozszerzonej pozwala rozwiązać szereg problemów występujących w przypadku szkoleń prowadzonych przy wykorzystaniu w pełni funkcjonalnego sprzętu. Symulatory holograficzne niwelują ryzyko uszkodzenia urządzeń przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności samego szkolenia dzięki możliwości wyświetlania instrukcji obsługi bądź podpowiedzi na linii wzroku kursanta. Takie hybrydowe wskazówki sprawdzają się w roli przewodnika ułatwiającego opanowanie nowych umiejętności.

Po holograficzne gogle sięgnęli także przedstawiciele firmy Airbus, która we współpracy z Microsofem wdrożyła szereg programów wsparcia pracowników przy wykorzystaniu gogli rozszerzonej rzeczywistości. Firma stosuje je zarówno w procesie szkolenia nowo zatrudnionych pracowników, jak i w roli narzędzia ułatwiającego proces projektowania nowych pojazdów.

– Nasza firma pilotażowo sporządziła kilka obsług dla kilku rodzajów sprzętu, które produkujemy. Chcemy pójść krok dalej i objąć inne systemy takim systemem rzeczywistości rozszerzonej – zapowiada Piotr Kisiel.

Według analityków z firmy Fortune Business Insights wartość globalnego rynku symulatorów VR dla lotnictwa do 2027 roku ma osiągnąć wartość 8 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,2 proc.

Uczniowie w domach – niemal 38% firm ma obawy co do absencji pracowników

Zanim jeszcze rząd przed kilkoma dniami ogłosił kolejne obostrzenia, 37,8% przedsiębiorców z sektora MŚP już we wrześniu sygnalizowało, że w przypadku ponownego zamknięcia szkół i przedszkoli wzrośnie w ich firmach absencja pracowników. Rozwiązaniem w tej sytuacji może być praca zdalna rodziców. Niestety w sektorze MŚP jest nierealna – wynika z badania Krajowego Rejestru Długów.

Już w poniedziałek, 9 listopada, uczniowie klas 1-3 przejdą w tryb nauczania zdalnego. Dla rodziców oznacza to konieczność zapewnienia im odpowiedniej opieki. Dodatkowy zasiłek opiekuńczy będzie przysługiwał tylko rodzicom dzieci do lat 8. Nie przysługuje on natomiast na dzieci starsze. Mimo to 37,8% przedsiębiorców z sektora MŚP liczy się z nieobecnością swoich pracowników w tym okresie.

– Mowa zarówno o rodzicach przebywających na dodatkowych zasiłkach opiekuńczych, jak i tych, którzy nie kwalifikują się do zasiłku, a po prostu obawiają się zostawić dziecko samo w domu. W szkołach podstawowych uczy się obecnie ponad 3 miliony uczniów. Tylko w klasach pierwszych jest ich około 367 tysięcy. Nasze wrześniowe badanie „KoronaBilans MŚP” pokazuje, że nieobecności pracowników w czasie zdalnej nauki mogą sięgnąć nawet 50 procent załogi. Tak wskazuje jedna czwarta badanych. Z kolei 64 procent badanych mówi o absencji sięgającej 25 procent załogi – wymienia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Dodatkowy zasiłek opiekuńczy przysługuje rodzicowi z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, co oznacza, że nie obciąży on budżetu pracodawcy. Niemniej jednak przedsiębiorcy poniosą inne koszty wynikające z nieobecności w pracy osób wykonujących służbowe obowiązki.

– Absencja pracownika jest problemem zwłaszcza w najmniejszych firmach, gdzie trudno o zastępstwo. Pociąga za sobą koszty wynikające z niewykonanej pracy czy utraconych klientów, a także pogorszenie wydajności firmy. Dłuższa nieobecność w pracy zaburza jej funkcjonowanie. Często wiąże się z opóźnieniami w realizacji zamówień, a co za tym idzie, późniejszą płatnością za ich wykonanie. Niestety pracodawcy mają obawy, że ta sytuacja potrwa zdecydowanie dłużej niż zadeklarował rząd – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Jak zapowiedział premier Mateusz Morawiecki dzieci zostaną w domach do 29 listopada. Jednak później jest grudzień i przerwa świąteczna. Niewykluczone, że rząd przedłuży edukację zdalną do zakończenia nawet przerwy noworocznej, czyli do święta Trzech Króli, a może i do zakończenia ferii zimowych we wszystkich województwach, które zaczynają się 18 stycznia i kończą 28 lutego. Warto przygotować się na każdy scenariusz.

Pewnym rozwiązaniem w tej sytuacji jest umożliwienie rodzicom pracy zdalnej. Wykonując swoje obowiązki w trybie home office, mogliby równocześnie przypilnować dzieci. Niestety sektor MŚP ma z tym duży problem. To, co sprawdza się w korporacjach – wydaje się niemożliwe w mikro, małych i średnich firmach.

– Zaledwie 5 procent firm z sektora MŚP, i to głównie z branży usługowej, może oddelegować na home office całą swoją załogę. Pracę zdalną części zatrudnionym jest w stanie zapewnić 42 procent właścicieli firm, ale ponad połowa nie ma takiej możliwości. To głównie firmy handlowe, budowlane i produkcyjne, które nie dadzą rady tego zrobić właśnie ze względu na profil swojej działalności – dodaje Adam Łącki.

Badanie KoronaBilans MŚP przeprowadzone przez IMAS International we wrześniu 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i pod patronatem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Objęło grupę 304 firm z sektora MŚP, w tym: mikro (zatrudniające 3-9 osób), małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249).

Stopa bezrobocia bez zmian

Opublikowane dzisiaj przez resort rozwoju, pracy i technologii szacunki dotyczące bezrobocia w październiku pokazują stabilną sytuację na rynku pracy – stopa bezrobocia wyniosła 6,1%, czyli tyle samo ile w ostatnich miesiącach, a liczba bezrobotnych osiągnęła 1 019 000 osób.

W stosunku do końca września odnotowano zmniejszenie liczby osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy o 4 746. Spadek stopy bezrobocia zaobserwowano w województwach: dolnośląskim, kujawsko – pomorskim, łódzkim, opolskim, świętokrzyskim i warmińsko – mazurskim, zaś wzrost – w pomorskim i zachodniopomorskim. W pozostałych województwach stopa bezrobocia pozostała na niezmienionym w stosunku do września poziomie.

Wstępne dane o rynku pracy pokazują, że środki Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, jakie zostały przeznaczone przez rząd na utrzymanie zatrudnienia, osiągnęły cel. Nie mamy doniesień o zapowiedziach zwolnień grupowych, nie rośnie bezrobocie. Nowa fala zachorowań, a tym samym kolejna odsłona obostrzeń w prowadzeniu działalności gospodarczej będzie stanowiła wyzwanie dla przedsiębiorców, w wielu przypadkach osłabionych ekonomicznie po pierwszej fali pandemii.

Z zapowiedzi rządu wynika, że na tak powszechną pomoc jak wiosną, przedsiębiorcy nie mogą już liczyć, co wynika z ograniczeń budżetowych. Punktowe wsparcie, czego przykładem może być pomoc dla producentów kwiatów, w związku z zamknięciem cmentarzy, nie może być porównywane do środków wypłacanych wiosną, stosunkowo łatwo dostępnych dla prawie wszystkich przedsiębiorców.

Kluczowym pytaniem pozostaje więc czy obserwowana we wcześniejszych miesiącach solidarność pracodawców i pracowników, której celem było utrzymanie miejsc pracy i ekonomicznych podstaw funkcjonowania firmy, nadal będzie obowiązywała i czy będzie wystarczająca dla zachowania dotychczasowego poziomu zatrudnienia.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

11 innowacyjnych startupów międzynarodowego akceleratora MIT Enterprise Forum CEE

Wirtualna klinika pomagająca pacjentom zmagającym się z Hashimoto, platforma umożliwiająca pracownikom elastyczną rezerwację miejsc parkingowych czy system do produkcji leków pozbawionych skutków ubocznych – to tylko niektóre z 11 projektów, które już w listopadzie staną do walki o tygodniowy bootcamp w Bostonie oraz 100 tys. zł w konkursie Young Innovator Awards.  Rusza dwumiesięczna akceleracja w 4. edycji programu MIT EF CEE. Stawka jest wysoka!

Międzynarodowy akcelerator MIT Enterprise Forum CEE jest inicjatywą Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, która z sukcesem zrealizowała już 8 edycji programu podczas 5 lat swojej działalności. Nadrzędnym celem programu jest przede wszystkim wsparcie i promowanie startupów w Europie Środkowo-Wschodniej, a także dzięki globalnej sieci firm współpracujących, pomoc w pozyskaniu nowych klientów, inwestorów lub partnerów biznesowych.

„Czas pandemii to trudny okres dla wielu organizacji, dla nas również, szczególnie jeżeli chodzi o kwestie organizacyjne. Planowane przez nas działania związane z rekrutacją do jesiennej edycji przeprowadziliśmy online, by nie narażać siebie oraz Partnerów programu na kontakt z innymi osobami. Panująca sytuacja na rynku nie miała zbyt dużego przełożenia na liczbę zgłoszeń do programu, wręcz przeciwnie. Otrzymaliśmy prawie 250 aplikacji, z czego ponad 160 kandydatów przeszło, po weryfikacji formalnej, do kolejnego etapu – oceny merytorycznej. Proces analizy był długi, oceniliśmy i porównaliśmy technologie przedsiębiorców z określonymi potrzebami naszych firm partnerskich w obszarach technologii i innowacji w zakresie zaawansowanej produkcji, inteligentnej energii, zastosowań zdrowotnych czy ubezpieczeń. Wybraliśmy 11 innowacyjnych, kreatywnych i ciekawych świata przedsiębiorców. Jestem bardziej niż pewien, że dzięki naszemu wsparciu świat bardzo szybko o nich usłyszy” – powiedział Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w MIT Enterprise Forum CEE.

Startupy, które zakwalifikowały się do programu MIT Enterprise Forum CEE, zyskują szansę współpracy z międzynarodowymi przedsiębiorstwami i przejście akceleracji zgodnie z modelem 24 kroków przedsiębiorczości zdyscyplinowanej Billa Auleta, profesora Massachusetts Institute of Technology (MIT). To dla nich także szansa do globalnego networkingu, konsultacji z prawnikami, rzecznikami patentowymi oraz coachami sprzedaży. Nie bez znaczenia jest także szansa nawiązania relacji biznesowych z potencjalnymi partnerami i inwestorami z USA.

„Zbliżająca się kolejna edycja programu MIT Enterprise Forum CEE jest inna niż pozostałe, a tym samym wyjątkowa w związku z trwającą pandemią COVID-19. W trakcie nadchodzących miesięcy szkoleń startupy będą miały możliwość nauczyć się między innymi jak dobrze prezentować się przed inwestorem i jak w niecałe 3 minuty powiedzieć najważniejsze informacje o swojej firmie – co jak wiemy, nie jest łatwe, ale nie niemożliwe do zrealizowania” – powiedziała Linda Plano, Pitching Coach w MIT Enterprise Forum CEE.

Dzięki współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości i przyznanemu grantowi na projekt dotyczący programu MIT Enterprise Forum CEE, każda z firm, rozpoczynających akcelerację, otrzyma dofinansowanie w kwocie do 200 000 zł na realizację pilotażu, która odbędzie się przy współpracy z wybranym partnerem korporacyjnym, a także wsparcie w postaci usług doradczych – „Z doświadczenia wiemy, że w przyszłości może to zaowocować długofalową współpracą. Taki też jest cel naszego programu, by innowacyjne technologie przedsiębiorców z regionu Europy Środkowo-Wschodniej znalazły nie tylko swoich odbiorców, ale i odpowiednie miejsce w biznesie” dodaje Owczarek

Po raz kolejny, startupy biorące udział w programie MIT Enterprise Forum CEE będą miały okazję stanąć do walki w konkursie CVC Young Innovator Awards, realizowanym dzięki partnerstwie z CVC Capital Partners – międzynarodową firmą doradczą. Nagroda toczy się o wysoką stawkę – czek o wartości 100 000 zł na dalszy rozwój działalności. Do konkursu mogą przystąpić przedsiębiorcy (poniżej 30. roku życia), a technologia, którą oferują powinna cechować się wysoką użytecznością społeczną.

W konkursie od czterech edycji nagradzamy te firmy, które potrafią zbudować atrakcyjny model biznesowy i odpowiadać na ważne potrzeby społeczne. To założenie jest szczególnie istotne w czasie pandemii COVID-19, która cały czas niezwykle głęboko zmienia naszą rzeczywistość. Najlepszym przykładem tego, jak skutecznie łączyć te dwa założenia jest jeden ze zwycięzców konkursu – firma Genomtec. Dwa lata temu wygrywała konkurs jako ambitny start-up. Dzisiaj to dynamiczna, ale już w pełni rozwinięta spółka, która jest w drodze na giełdowy parkiet, a jednocześnie wykonała błyskawiczny zwrot tworząc pierwsze w Polsce szybkie testy na koronawirusa – mówi Krzysztof Krawczyk, Partner CVC Capital Partners.

Lista startupów, które zakwalifikowały się do programu

Amorphis Pharma Development to firma opracowująca ulepszone generycznie leki amorficzne, które staną się łatwiej dostępne dla pacjentów. Będą też skuteczniejsze, mniej toksyczne dla organizmu i tańsze.

CyberStudio to dostawca wyselekcjonowanych rozwiązań z obszaru bezpieczeństwa IT. Zapewnia ochronę organizacji przed cyber-zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi 24/7, przez cały rok.

Dobry Prąd to platforma pozwalająca porównać oferty energetyczne. Zapewnia użytkownikom łatwy proces zakupu lub sprzedaży energii odnawialnej.

Hashiona to aplikacja, wirtualna klinika, która pomaga pacjentom zmagającym się z chorobą Hashimoto i niedoczynnością tarczycy w polepszeniu jakości życia.

Minte.ai to inteligentne oprogramowanie B2B dla firm ubezpieczeniowych, pozwalające skrócić czas i obniżyć koszt likwidacji roszczenia osobowego, zwiększyć zadowolenie klienta, a także dostarczyć ustrukturyzowane dane medyczne.

Parkey to platforma zwiększająca efektywność wykorzystania biurowej przestrzeni do parkowania poprzez umożliwienie pracownikom elastycznej rezerwacji miejsc parkingowych.

PayTicon: to dostawca i sieć dystrybucji produktów pre-paid. Dzięki obsłudze przez szereg rozwiązań technologicznych, pomaga zarówno detalistom, jak i usługodawcom maksymalizować ich możliwości sprzedaży.

RevDeBug to platforma pomagająca w monitorowaniu systemów IT, która usuwa element zgadywania z procesu identyfikacji i naprawy błędów w oprogramowaniu. Dzięki czemu skraca jego czas aż o 50%.

SaniSmart to nowoczesne rozwiązanie do wywozu ścieków, które umożliwia monitorowanie poziomu szamba, przewidywanie terminu wywozu i automatyzację opróżniania.

SEMONI to oprogramowanie dla biznesu do semantycznej analityki tekstu, bazujące na wynikach własnych badań w obszarze sztucznej inteligencji (AI). Dzięki rozwiązaniu użytkownik dotrze do ponad 80% informacji będących do tej pory poza zasięgiem analizy.

Questpass to innowacyjny system reklamowy działający na zasadzie podobnej do paywalla. Opłata w Questpass polega na wskazaniu prawidłowej odpowiedzi na pytanie dotyczące reklamy widocznej powyżej. W zamian na poświęconą uwagę użytkownik otrzymuje darmowy dostęp do dalszej części artykułu.

Partnerami głównymi programu są trzy organizacje: Adamed, polska firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, lider na rynku leków nowej generacji; system firm Coca-Cola w Polsce – lider rynku napojów bezalkoholowych, a także firma MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, będących dostawcą kompleksowych rozwiązań z zakresu Fintech, energii odnawialnej oraz szeroko pojętego smart city. Partnerami wspierającymi są: CVC Capital Partners, HubHub, MDI Energia, Nationale-Nederlanden, PZU, Sollers Consulting oraz TVN Grupa Dicovery. Realizacja programu dofinansowana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.

Czy warszawskie ulice handlowe czeka renesans?

Pandemia COVID-19 przyniosła niespodziewany impuls dla zmian na rynku handlowym. Konsumenci szukają bezpiecznych miejsc na zakupy i spotkania, a sieci handlowe i gastronomiczne chcą być „blisko klienta” i dywersyfikować swoje portfolia lokali. W dłuższej perspektywie czasowej może to wpłynąć na wzrost zainteresowania ulicami handlowymi, głównie w dużych osiedlach mieszkaniowych – wynika z raportu „Warszawskie ulice handlowe w czasie pandemii” opracowanego przez firmę Colliers International.

Raport Colliers International powstał na postawie badania i analizy 32 stołecznych ulic handlowych przeprowadzonych przez ekspertów firmy w kontekście dostępnej oferty, pustostanów i stawek czynszowych po I połowie 2020 r.[1]

Wolna powierzchnia

Badania wykazały, że w pierwszej połowie roku łączna liczba wakatów na ulicach handlowych zmniejszyła się o 2 p.p. Zasoby wolnej powierzchni zmniejszyły się przy 18 przeanalizowanych ulicach, nie zmieniły się przy 2, a wzrosły przy 12. Największy spadek pustostanów w I poł. 2020 r. odnotowano w Śródmieściu, przy najbardziej atrakcyjnych ulicach handlowych, takich jak: Pl. Trzech Krzyży, Krakowskie Przedmieście, Nowogrodzka, Chmielna czy Foksal. Natomiast najwięcej wyjść odnotowano w Al. Jana Pawła II, na Marszałkowskiej i Targowej. Nowe powierzchnie do wynajęcia to głównie lokale po najemcach z sektorów: gastronomia (28%), usługi (26%) i moda (15%).

– Na koniec czerwca 2020 r. wolnych było ok. 230 lokali o łącznej powierzchni ok. 2 500 mkw., z czego ok. 90 dostępnych jest na rynku od ponad roku. Większość to lokale małe, poniżej 100 mkw. Niestety w III kw. wakaty ponownie zaczęły rosnąć. W najbliższych miesiącach przewidujemy dalszy wzrost pustostanów, także w Śródmieściu, gdzie w I poł. 2020 odnotowano spadek wakatów. Powodem wyjścia kolejnych najemców będzie zmniejszenie się ruchu turystycznego, spotkań biznesowych i towarzyskich po pracy oraz restrykcje nakładane na gastronomię przez rząd – mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Pl. Trzech Krzyży najdroższy

Porównując czerwiec 2020 z analogicznym okresem roku ubiegłego, nie zaobserwowano

znaczącego spadku stawek czynszowych za lokale użytkowe przy ulicach handlowych. Widoczne są jednak różnice w oczekiwaniach właścicieli lokali i potencjalnych najemców – stawki transakcyjne są zwykle o 20-25% niższe od ofertowych. Najwyższe stawki ofertowe obowiązują tradycyjnie w Śródmieściu, jednak ich zróżnicowanie jest duże w zależności od jakości lokalu.

Jak wynika z badania Colliers, najdroższą ulicą handlową w Polsce jest Pl. Trzech Krzyży, gdzie miesięczna stawka za mkw. wynosi 350 zł.  Dalej znajdują się Chmielna (305 zł/mkw./miesiąc), Mokotowska (215 zł/mkw./miesiąc), Nowy Świat i Al. Jerozolimskie (200 zł/mkw./ miesiąc).

Niepewna przyszłość gastronomii

Jednym z sektorów który najbardziej ucierpiał w wyniku pandemii koronawirusa jest sektor gastronomiczny. Od 14 marca do 18 maja restauracje, kawiarnie i bary mogły serwować jedynie posiłki na wynos lub z dowozem. Obostrzenia zostały przywrócone 23 października, najpierw na okres dwóch tygodni, a następnie zostały przedłużone na czas nieokreślony.

– Jak wynika z naszego badania pierwsza fala koronawirusa nie dotknęła znacząco typowo warszawskich lokalizacji gastronomicznych. Ulice Francuska, Świętokrzyska czy Nowy Świat zachowały swój charakter, a poziom pustostanów nie zwiększył się tu znacząco. Czy taki stan rzeczy utrzyma się po drugiej fali pandemii? Możliwe że nie. Branża musi mierzyć się z utrudnionymi warunkami funkcjonowania i szuka nowych rozwiązań, takich jak: powiększenie ogródków, aktywność on-line, abonamenty i vouchery czy wprowadzenie dodatkowej oferty garmażeryjnej. W wielu przypadkach to nie wystarcza – w III kw. obserwujemy stały wzrost powierzchni niewynajętej w stolicy, z czego ponad ¼ to lokale po zlikwidowanych kawiarniach, restauracjach czy barach – mówi Katarzyna Michnikowska.

Nie tylko obostrzenia wpłynęły na trudną sytuację na rynku gastronomii. Lokale muszą się również dostosować do zmian, które zaszły w zachowaniach konsumentów.

– Zauważamy rozkwit lokalnego stylu życia i częstsze korzystanie z punktów usługowo-handlowo-gastronomicznych w pobliżu miejsca zamieszkania. Będzie to skutkować rozwojem ulic handlowych będących arteriami komunikacyjnymi dużych osiedli mieszkaniowych, z intensywnym ruchem pieszym i komunikacją publiczną. Obecność w takich miejscach stanie się dodatkowym sposobem dywersyfikacji ryzyka dla sieci handlowych – dodaje Małgorzata Kobziakowska, dyrektor w Dziale Powierzchni Handlowych w Colliers International.

[1] Badania objęły siedem centralnych dzielnic Warszawy: Śródmieście, Mokotów, Ochotę, Wolę, Żoliborz, Pragę Północ i Pragę Południe. Wyodrębniono w nich 32 ciągi handlowe, przy których znajduje się łącznie ok. 3 150 sklepów, punktów usługowych i gastronomicznych.

Koniec ulgi abolicyjnej, wyższe podatki dla pracujących za granicą

Od 1 stycznia 2021 r. Polacy pracujący w takich krajach, jak np. Belgia, USA, Dania czy Holandia, nie będą mogli już skorzystać z ulgi abolicyjnej, która pozwalała odliczyć podatek za zarobki za granicą. Miała ona zastosowanie, jeśli podatek należny w obcym kraju był niższy niż w Polsce. Eksperci inFakt wskazują, że na mocy znowelizowanej ustawy konieczne będzie dopłacanie w Polsce różnicy między podatkiem obowiązującym w naszym państwie, a podatkiem zapłaconym za granicą.

Obecnie, zgodnie z przepisami, rezydent polski, który wyjedzie do pracy np. do Holandii i uzyska tam swoje jedyne dochody w roku, tam też zapłaci podatek dochodowy. W Polsce w takiej sytuacji nie musi w ogóle płacić podatku z tego tytułu. Zdaniem Piotra Juszczyka, doradcy podatkowego w firmie inFakt, zniesienie ulgi abolicyjnej dotknie najmocniej osoby zarabiające za granicą, a jednocześnie posiadające centrum interesów życiowych w Polsce. – Tacy podatnicy będą musieli podzielić się swoimi zarobkami z fiskusem. Łatwo też jest zauważyć, że powstanie znacząca nierówność. Osoba pracująca w Niemczech nie będzie miała obowiązku zapłacenia podatku w Polsce, ale już ta, która pracuje w Belgii, będzie zmuszona to zrobić. Ulga abolicyjna niwelowała te nierówności – podkreśla ekspert.

Obecnie ulga może być stosowana nawet wtedy, gdy podatek w ogóle nie był płacony za granicą, np. ze względu na dużo wyższą kwotę wolną od opodatkowania. – Przykładowo w Belgii wynosi ona obecnie 8 860 euro lub więcej, jeśli podatnik ma dzieci. Dodatkowo można dokonać innych odliczeń – wskazuje Piotr Juszczyk. – Po zmianie przepisów, jeśli pracownik zarobił w Belgii 30 000 zł, to nie zapłaci tam podatku, ale w Polsce będzie musiał zapłacić ok. 4 550 zł, o ile nie będzie mógł zastosować żadnych odliczeń.

Tymczasem jedyne zwolnienie, jakie przewidział ustawodawca, dotyczy sytuacji, kiedy zarobki nie przekroczą 8 000 zł. Wówczas nie będzie konieczności zapłaty podatku w Polsce, a więc limit tego podatku wyniesie 1 360 zł. Zniesienie ulgi abolicyjnej wpłynie w wielu przypadkach na wzrost obciążeń podatkowych u niektórych osób pracujących za granicą.

Browar Za Miastem zebrał 4,18 mln zł. 100 proc. celu emisji

Browar Za Miastem zgromadził środki na budowę własnego browaru, którego koszt wyniesie 9 mln. zł. Kwotę 4,18 mln zł pozyskano od 644 inwestorów w ramach właśnie zakończonej emisji crowdfundingowej przeprowadzonej na platformie Crowdway.pl. To 100 proc. celu i górna granica w ramach obowiązujących przepisów.

Prace budowlane w Rumianku pod Poznaniem rozpoczęły się we wrześniu br. Pierwsze piwa zostaną uwarzone we wrześniu 2021. Powstawać będą zgodnie z innowacyjną technologią na bazie surowców Superfood, którą interesują się klienci w Europie, Azji i Ameryce Północnej.

„Emisja akcji skierowana do społeczności inwestorów to ważny etap naszej strategii.W tej chwili jesteśmy w pełni przygotowani finansowo do dokończenia budowy browaru. Mamy środki własne, zawarliśmy umowę o kredyt inwestycyjny oraz umowę o dotację” – podsumował Tomasz Brycki, współzałożyciel i prezes spółki Browar Za Miastem. „Prace budowlane zaczęły się jeszcze przed kampanią crowdfundingu udziałowego. Do dzisiaj wykonane są fundamenty budynku oraz trwa budowa ścian części murowanej. Za około 2 tygodnie zaczniemy montaż konstrukcji hali produkcyjnej. Niedługo też rozpoczniemy przetargi związane z zakupem urządzeń produkcyjnych. Pierwsze piwo w naszym browarze zamierzamy uwarzyć już za niecały rok” dodał prezes.

Jesienią 2021 roku zostanie uruchomiony kompletny browar rzemieślniczy, w którym znajdzie się linia technologiczna składająca się z warzelni, tanków fermentacyjno-leżakowych oraz urządzeń do rozlewu. Docelowo browar będzie mógł produkować 30 tys. hektolitrów, czyli 6 milionów butelek piwa rocznie.

Już w pierwszym etapie w obiekcie znajdą się rozwiązania rzadko spotykane w browarach rzemieślniczych. Będzie to między innym wirówka do piwa, która podniesie jakość i efektywność produkcji oraz laboratorium produkcji zapewniające wysoką jakość piwa.

Browar Za Miastem jest właścicielem innowacyjnej technologii produkcji piwa na bazie surowców „Superfood”, która otwiera szerokie możliwości eksportu.

„Ogromnie dziękujemy społeczności inwestorów za udział w emisji akcji naszej spółki promowanej w kampanii crowdinvestingowej. Jej ważnym celem było zbudowanie grona ambasadorów marki. Liczba naszych akcjonariuszy wzrosła do około 650 osób. To duża grupa ludzi, którzy piją nasze piwa i już teraz są zainteresowani sukcesem naszej firmy. Ostatnie tygodnie pokazały, że nowi inwestorzy mogą i chcą angażować się w rozwój teraz już naszego wspólnego biznesu” – powiedział Marek Wziątek, współzałożyciel i wiceprezes spółki.

Spółka warzy kilkanaście gatunków piwa, o wdzięcznych nazwach kojarzących się miłym nastrojem i wypoczynkiem, np. Dzień Wolny czy Święty Spokój. W ofercie posiada zarówno europejską klasykę (np. pilsner, pszeniczne), jak i piwa nowej fali (np. APA, Black IPA).

„W nowym browarze uruchomimy produkcję zupełnie nowej linii piw warzonych w oparciu o naszą innowacyjną technologię. Oczywiście oprócz inwestycji koncentrujemy się na bieżącej działalności. Bardzo zależy nam na ciągłej budowie dystrybucji oraz dalszym wzroście przychodów” – dodał Marek Wziątek.

Piwa Browaru Za Miastem dostępne są w ponad 2 000 punktów sprzedaży, w tym w sieciach handlowych: Auchan, Carrefour, Duży Ben, Intermarche, Kaufland, Lidl, Stokrotka.

Koszt budowy browaru planowany jest na około 9 mln złotych. W kolejnych latach spółka zainwestuje dalsze środki w rozbudowę mocy produkcyjnych. Projekt zostanie sfinansowany ze środków własnych (2,0 mln zł), dotacji unijnej (1,8 mln zł), kredytu inwestycyjnego (1,3 mln zł) oraz kapitału pozyskanego w ramach crowdfundingu.

„To już 3. kampania w tym roku promowana na platformie Crowdway.pl, która pozyskuje maksymalne finansowanie o równowartości 1 mln euro. Za sukcesem Browaru Za Miastem stoi konkretny cel, mocne podstawy biznesowe oraz bardzo dobrze przeprowadzone działania komunikacyjne. Ogromne gratulacje dla spółki, która przekonała do siebie prawie 700 inwestorów w trakcie bardzo trudnego okresu związanego z pandemią” – powiedział Jakub Niestrój, prezes Crowdway.pl

W 2019 roku Browar Za Miastem sprzedał 4 tys. hektolitrów piwa i zanotował 3,3 mln przychodów. Rok do roku sprzedaż wzrosła o 50 proc. (wolumenowo i wartościowo). W drugiej połowie 2019 r., czyli w trzecim roku działalności, firma osiągnęła rentowność.

Rynek inwestycji w nieruchomości komercyjne w regionie CEE po 3 kw. 2020 r.

Pomimo pandemii wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Europie Środkowo-Wschodniej w trzech kwartałach 2020 roku utrzymała się na dobrym poziomie i wyniosła ok. 8 mld euro. To o 12% mniej w porównaniu z tym samym okresem w 2019 r. Udział Polski oszacowano na 4 mld euro – podaje firma Colliers International.

Chociaż zainteresowanie inwestorów regionem CEE nie słabnie, łączny wolumen transakcji w nieruchomości komercyjne na koniec roku wyniesie prawdopodobnie 10-11 mld euro, czyli o ok. 20% mniej niż w 2019 r.

– Polski rynek inwestycyjny pozostał silny pomimo lockdownu i trwającej pandemii. O ile na koniec tego roku spodziewamy się niższych wolumenów, o tyle pierwsze trzy kwartały przyniosły zadowalające wyniki – ok. 4 mld euro, za czego 1,5 mld euro ulokowano w sektorze powierzchni biurowych i 1,9 mld euro w magazynach. Jest to wynik bliski ustanowienia nowego rekordu. Spodziewamy się dalszego wzrostu zainteresowania polskimi nieruchomościami, szczególnie klasami aktywów biurowych i logistycznych, popartego silnym napływem kapitału na kluczowe rynki w kraju. Jednak, co zrozumiałe ze względu na okoliczności, realizacja transakcji będzie trwała dłużej – mówi Piotr Mirowski, senior partner, szef Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International.

Niewielkie zmiany stóp kapitalizacji

Eksperci Colliers odnotowali bardzo nieznaczne zmiany stóp kapitalizacji, głównie ze względu na ograniczoną liczbę sfinalizowanych transakcji wskazującą na dalsze ruchy w tym sektorze. Chociaż niektórych zmian nie da się uniknąć, kluczowe, dobrze funkcjonujące aktywa powinny utrzymać się na stabilnym poziomie, przy czym większy nacisk zostanie położony na te nieruchomości, które są bardziej ryzykowne pod względem inwestycyjnym, ale oferują lepszy zwrot z inwestycji w porównaniu do nieruchomości standardowych, cieszących się zawsze zainteresowaniem inwestorów. Ze względu na przesunięcie zainteresowania inwestorów w kierunku logistyki, możemy spodziewać się również odpowiedniej reakcji cen w tej klasie aktywów.

Dominacja sektora biurowego

Sektor biurowy ponownie zdominował pierwsze trzy kwartały 2020 r. Słabsze wyniki niż w roku ubiegłym odnotowały rynki handlowy i hotelowy. Znaczny wzrost nastąpił z kolei w sektorze nieruchomości logistycznych. Osiągnięcie większych wolumenów w tej klasie aktywów powstrzymała jedynie niska podaż.

Kapitał europejski

Najbardziej aktywne na rynku inwestycyjnym w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2020 r. były fundusze zachodnioeuropejskie, jednak znaczącej transakcji w regionie dokonała szwedzka firma Heimstaden Bostad, która zainwestowała 1,3 mld EUR w projekty mieszkaniowe w Czechach.

Aktywni pozostali także krajowi inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej – głównie kapitał czeski i węgierski – którzy inwestowali zarówno na własnych rynkach, jak i za granicą w obrębie regionu. Kapitał z Azji, w szczególności z Singapuru i Korei Południowej, w dalszym ciągu zabezpiecza możliwości inwestycyjne w środkowej i wschodniej części Europy.

Ożywienie gospodarcze w 2021 r.

Zarówno w skali globalnej, jak i w Europie Środkowo-Wschodniej, przewiduje się, że w 2020 r. gospodarki odnotują spadki, ale już w 2021 r. zaczną się odbijać. Oczekuje się także wzrostu wskaźników bezrobocia, co w połączeniu z wcześniejszym czynnikiem może wpłynąć spadek sprzedaży w sektorze handlowym.Ożywienie gospodarcze w 2021

Rynki coraz pewniejsze wyniku wyborów w USA

Patrząc na reakcje rynków uznały one już zwycięstwo Joe Bidena nad urzędującym prezydentem. Formalnie jednak na wyniki przyjdzie nam poczekać, tym bardziej, że prawo pozwala przyjmować głosy wysłane pocztą nadane 3 listopada, a które dotrą do dzisiaj.

Rynki już wiedzą, Trump walczy

W USA liczenie głosów przynosi coraz większą przewagę Joe Bidena nad Donaldem Trumpem, co wcale nie znaczy, że wygra on wybory. Z pewnością nie znaczy to, że wygra je szybko. Reakcje prezydenta na utratę przewagi nie pokazują go z dobrej strony. Pada bardzo dużo zarzutów niepopartych na razie dowodami, co w przypadku gdyby się okazało, że nie są prawdziwe, stawiałoby go w bardzo złym świetle. Rynki są już niemal pewne zwycięstwa kandydata Demokratów, pomimo groźby ponownego liczenia głosów w kluczowych stanach. Dolar wyraźnie traci względem euro, aczkolwiek ruch ten nie przekłada się już tak korzystnie na złotego jak w poprzednich dniach.

Decyzje banków centralnych

Wczorajsze posiedzenie FED nie przyniosło istotnych zmian. Dzisiaj odbędzie się przełożone posiedzenie RPP. Przełożenie go na po wyborach było bardzo dobrym posunięciem, aczkolwiek oficjalnego wyniku i tak jeszcze nie znamy, nie mniej na rynkach jest już niemal pewność. Patrząc na ostatnie umocnienia złotego wątpliwe jest, by RPP podjęła jakieś ważniejsze decyzje dzisiaj.

Biden sprzyja bitcoinowi?

Wraz ze zdobywaniem przewagi podczas liczenia głosów przez kandydata Demokratów jesteśmy świadkami również bardzo silnego wzrostu wyceny dolarowej bitcoina. W ciągu dwóch dni cena wzrosła o około 15%. Wiadomo, że przy słabnącym dolarze i w miarę stabilnej cenie bitcoina w innych walutach jego cena powinna rosnąć, ale dolar osłabił się raptem o około 2%, co nie wyjaśnia siły tego wzrostu. Jako powód wskazuje się możliwy wzrost wydatków administracji Demokratów i mogącą pojawić się inflację.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wpływ wyborów prezydenckich w USA na rynki finansowe

Wszystko wskazuje, że wybory prezydenckie w USA wygra Joe Biden. Taki układ przy podzielonym Kongresie nie jest dobry dla inwestorów, którzy jednak zareagowali pozytywnie. To pokazuje, że wygrany jest tylko jeden, to tani pieniądz.

Część inwestorów może przyjmować reakcję rynków ze zdumieniem, przecież Joe Biden miał być negatywny dla rynków? To dlatego, że Biden nie będzie tak sprzyjał najzamożniejszym i korporacjom jak to robił Donald Trump. Do tego podzielony Kongres nie przyjmie zapewne tak dużego pakietu stymulacyjnego, na jaki wcześniej liczyli inwestorzy. Dlaczego zatem rynki reagują tak euforycznie? Można byłoby ryzykować różne teorie, np. o tym, że Demokraci w zamian za zgodę (Republikanów w Senacie) na pakiet fiskalny poświęcą plany podniesienia podatków dla firm technologicznych – czyli rynek dostanie dwie pieczenie upieczone na jednym ogniu.

– Wiemy więc, że nie zrealizuje się scenariusz, który byłby najlepszy dla rynków finansowych, a zakładał kompletne zwycięstwo Republikanów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Układ w Kongresie pozostanie taki, jaki był do tej pory czyli nowy prezydent nie może liczyć na zgodną współpracę, trzeba będzie targować się i układać, dlatego nie jest to scenariusz optymalny dla inwestorów.

Skąd więc tak bardzo pozytywna reakcja rynków? Działa jednak efekt kleszczy, giełdowi inwestorzy są rozdarci pomiędzy coraz gorszymi perspektywami a zalewem tanich pieniędzy, który skłania ich do podejmowania ryzyka. Przed nami nadal sporo zmienności i przeplatania się okresów trudnej do wytłumaczenia euforii z momentami strachu i paniki.

– Rynki finansowe są nadal bardzo wysoko, bo tam zostały wysłane przez banki centralne – wyjaśnia ekspert XTB. – Przy zerowym koszcie pieniądza inwestorzy są zachęcani do podejmowania dużego ryzyka, ale w końcu mogą zacząć panikować.

Wartość złotego zmienia się w wyniku zmienności na parze euro/dolar, ale teraz dla polskiej waluty będzie już ważne szczególnie to – co dzieje się w Europie.

Rynki walutowe zdominowane przez wybory w USA

Zgodnie z oczekiwaniami, w tym tygodniu głównym wydarzeniem na rynkach walutowych były wybory prezydenckie w USA. Według dotychczasowych szacunków prowadzi Joe Biden. Jednak Donald Trump już na początku liczenia głosów stwierdził, że ich przebieg będzie prawnie zakwestionowany. Niewykluczone więc, że wyniki będą musiały zostać potwierdzone przez sąd, co może zająć kilka tygodni. Jednak wybór któregokolwiek z kandydatów nie wiąże się ze zmianami dla polskiej gospodarki.

W ramach kampanii obaj kandydaci mówili o próbie przeforsowania pakietu fiskalnego, który powinien pomóc amerykańskiej gospodarce stanąć na nogi, a przede wszystkim pomóc w szybszym tworzeniu nowych miejsc pracy, które generowane są znacznie wolniej niż oczekiwano. Joe Biden obiecał, że będzie dążył do reformy amerykańskiego systemu edukacji, większej przystępności cenowej ubezpieczenia zdrowotnego oraz zapowiedział podwyżki podatków dla najbardziej zamożnych. W przypadku wyboru Donalda Trumpa możemy liczyć na to, że nadal będzie forsował pewne elementy protekcjonalizmu handlowego. Jednak zapowiadane przez obu kandydatów zmiany nie powinny być na tyle fundamentalne, aby miały istotny wpływ na polską gospodarkę.

W tym tygodniu odbyły się również posiedzenia kilku banków centralnych m.in. polskiego NBP, amerykańskiego Fed i czeskiego CNB. Żaden z nich nie zmienił jednak ustaleń w polityce pieniężnej, więc traderzy walutowi mogli skupić się głównie na wyborach w USA.

W tym tygodniu złoty umocnił się do 4,54 PLN/EUR, odrabiając część strat z ostatnich trzech tygodni. Eurodolar natomiast wzrósł i osiągnął w piątek rano poziom 1,184 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Wodór – paliwo przyszłości i szansa dla Polski

Jednym z “paliw przyszłości”, dzięki którym będziemy mogli wyeliminować emisję CO2 przy produkcji energii, jest wodór. To pierwiastek, który w czystej formie ma duży potencjał magazynowania energii, a także może być wykorzystywany jako zamiennik paliw kopalnych – w transporcie, szczególnie ciężkim, oraz w produkcji prądu i w górnictwie. Polska jest jednym z państw o największej produkcji wodoru w Europie, a nawet na świecie. To jednak nie oznacza, że jesteśmy gospodarką przodującą w pozyskiwaniu ekologicznych paliw. Produkujemy wodór tak zwany “szary”, czyli posiadający dosyć duży ślad węglowy – jego źródłem jest gaz ziemny. Żeby móc produkować “zielony wodór”, potrzebujemy dużych inwestycji w technologię pozyskiwania wodoru w sposób ekologiczny.

– Jeśli myślimy o zastosowaniu wodoru w kontekście niedawno opublikowanej strategii Unii Europejskiej, czyli wodoru produkowanego w procesie elektrolizy, czekają nas szerokie procesy inwestycyjne – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Maj, analityczka zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – W tym momencie jednak te technologie są dosyć kosztowne. Wraz z ich rozwojem liczymy na spadek kosztów. Żeby produkcja “zielonego wodoru” była opłacalna, musimy zwiększyć również udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym. Potrzebne jest też generowanie popytu na wodór. W tym momencie jest on w dużej mierze konsumowany w przemyśle – ale korzystać z niego może także transport, szczególnie transport ciężki i dalekobieżny. W górnictwie wodór może być równocześnie surowcem zastępującym koks oraz źródłem podwyższania energii w procesach termicznych. Wodór jest jednak tak naprawdę nośnikiem energii i jego potencjał jest upatrywany w magazynowaniu. Wraz z rozwojem niestabilnych, odnawialnych źródeł energii zaistnieje konieczność magazynowania tej energii. Magazynowanie wielkoskalowe w postaci wodoru będzie efektywniejsze niż magazynowanie energii elektrycznej w akumulatorach – zauważa Maj.

Eksport towarów w rozumieniu ustawy o podatku VAT

Współpraca międzynarodowa umożliwia podatnikom między innymi eksportowanie towarów poza granice Unii Europejskiej. Należy zwrócić uwagę, że prawidłowe rozliczenie transakcji eksportowych jest bardzo istotne z perspektywy podatku od towarów i usług, a ewentualne pomyłki mogą generować ryzyko podatkowe dla przedsiębiorców i konieczność opodatkowania eksportu towarów według krajowych stawek VAT, zamiast preferencyjnej stawki dla eksportu w wysokości 0%. Dodatkową komplikację przy rozliczaniu podatkowego eksportu towarów stanowi pobranie od kontrahenta zaliczki, co jest praktyką biznesową.

Co to jest eksport towarów?

W pierwszej kolejności należy ustalić, co oznacza eksport towarów w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług. Zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 8 ustawy o VAT przez eksport towarów rozumie się dostawę towarów transportowanych lub wysyłanych z terytorium Polski poza granice Unii Europejskiej, która to dostawa wykonywana jest przez dostawcę lub na jego rzecz (eksport bezpośredni) lub przez nabywcę, lub na jego rzecz (eksport pośredni) oraz jest potwierdzona przez właściwy organ celny.

Warto zwrócić uwagę, że wywóz towarów powinien nastąpić w wykonaniu czynności określonych w art. 7 ustawy o VAT. Przykładowo NSA w jednym z wyroków zwrócił uwagę, że skoro transakcja eksportowa miała być realizowana na warunkach CPT, czyli cała odpowiedzialność związana z utratą lub uszkodzeniem w chwili przekazania towaru przewoźnikowi przechodzi na nabywcę, to wydanie towarów nieprawidłowemu przewoźnikowi nie daje możliwości zastosowania stawki 0%, ponieważ doszło do dostawy i wystawienia faktury, a dopiero później zorientowano się, że przewoźnik był nieuprawniony, a towar nie wyjechał z kraju. W efekcie spółka musiała skorygować fakturę eksportową ze stawką 0% i zastosować stawkę 23% (por. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 14 września 2017 r., sygn. akt I FSK 1233/16).

W przypadku eksportu towarów obowiązek podatkowy powstaje zgodnie z ogólną zasadą w dacie dokonania dostawy bądź otrzymania całości lub części zapłaty.

Stawka

W przypadku transakcji eksportowych co do zasady zgodnie z art. 41 ust. 4 ustawy o VAT zastosowanie znajduje stawka podatku w wysokości 0%, jednak podatnik zobowiązany jest spełnić kilka warunków. Podstawowym warunkiem zastosowania stawki 0% jest posiadanie przez podatnika, przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej VAT za dany okres rozliczeniowy, dokumentu potwierdzającego wywóz towarów poza UE. Podstawowym dokumentem w tym zakresie jest dokument elektroniczny IE-599 otrzymywany z systemu teleinformatycznego lub wydruk tego dokumentu potwierdzony przez urząd. Ewentualnie podatnik może dysponować dokumentem w formie elektronicznej z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń celnych otrzymanym poza systemem, jeżeli zapewniona jest jego autentyczność, lub zgłoszeniem wywozowym w formie papierowej (dokument SAD). Należy jednak zaznaczyć, że są to jedynie przykładowe dokumenty wymienione przez ustawodawcę, jednak, jak wskazują sądy administracyjne, podstawowym dokumentem jest komunikat eksportowy IE-599 (por. wyrok NSA z dnia 27 czerwca 2017 r., sygn. akt I FSK 2195/15).

Tytułem przykładu można wskazać na sytuację podatnika dokonującego dostawy eksportowej we wrześniu i wywożącego we wrześniu towar poza granice UE. Eksport towarów może rozliczyć w dacie wywozu, jeżeli do 25 października otrzyma dokumenty potwierdzające wywóz towarów we wrześniu.

W przypadku, gdy podatnik nie będzie posiadał dokumentów potwierdzających wywóz, o których mowa powyżej, ale rozpocznie procedurę wywozową, wówczas nie wykazuje tej dostawy za dany okres rozliczeniowy, lecz w następnym okresie, ze stawką 0%, jeżeli będzie posiadał dokumenty eksportowe. Odnosząc te regulacje do omawianego przykładu, gdyby podatnik nie otrzymał dokumentów do 25 października, lecz dopiero 10 listopada, wówczas może ująć sprzedaż dokonaną we wrześniu w październiku. Jeżeli jednak nie otrzymałby dokumentu do 25 listopada, wtedy zobowiązany jest do wykazania eksportu ze stawką krajową w deklaracji za październik (składanej do 25 listopada). Nie następuje więc cofnięcie do poprzedniego okresu.

Jeżeli podatnik otrzyma dokumenty eksportowe w późniejszym terminie, może dokonać korekty rozliczenia w okresie otrzymania tych dokumentów. Innymi słowy, jeżeli podatnik otrzyma dokumenty w styczniu kolejnego roku, to może dokonać korekty podatku należnego za styczeń kolejnego roku.

Zaliczki na eksport

Zaliczki na eksport będą opodatkowane według zasad ogólnych, czyli podatnik co do zasady powinien rozliczyć wpłatę zaliczki na potrzeby VAT, ponieważ otrzymanie zaliczki powoduje powstanie obowiązku podatkowego w VAT. Zaliczki mogą być co do zasady opodatkowane stawką 0% w przypadku, gdy wywóz nastąpi w terminie dwóch miesięcy, licząc od końca miesiąca, w którym podatnik otrzymał zapłatę. Jeżeli powyższy warunek nie zostanie spełniony, czyli podatnik nie otrzyma w terminie dokumentu potwierdzającego wywóz, wtedy powinien skorygować deklarację podatkową, w której wykazał powyższą zaliczkę i zastosować stawkę odpowiednią dla danego rodzaju transakcji. Po otrzymaniu dokumentu korekty stawki należy dokonać na bieżąco, w okresie otrzymania dokumentu.

Ustawodawca przewidział jednak wyjątek od powyższej zasady rozpoznawania zaliczek w przypadku eksportu. W sytuacji, gdy z uwagi na specyfikę realizacji dostawy podatnik nie jest w stanie otrzymać dokumentów w ciągu dwóch miesięcy od daty zapłaty zaliczki, wtedy okres ulega odpowiedniemu przedłużeniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Apel pracowników z branż: gastronomicznej, hotelarskiej, fitness i usługowej

Apel Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom: „Pilnie potrzebne jest wsparcie osłonowe dla pracowników”.

– Jestem zwykle daleka od panikowania i czarnych myśli, ale czytając wiadomości i obierając telefony od pracowników gastronomii, hotelarstwa, a także handlu odnoszę wrażenie, że tak źle jeszcze nie było. Pracownicy są zdesperowani, bo boją się utraty pracy oraz tego, że nie otrzymają swoich wynagrodzeń. W październiku odnotowaliśmy kilkadziesiąt wiadomości. Co więcej, większość to nie były skargi, a sygnały, że jest bardzo źle i pilnie potrzebna jest pomoc, by na przykład restauracja nie zbankrutowała – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Apeluję do osób odpowiedzialnych za przygotowanie Tarcz Antykryzysowych: pilnie potrzebne jest wsparcie osłonowe dla pracowników! Jeżeli go nie będzie to za kilka tygodni będziemy mieli dziesiątki tysięcy ludzi bez pracy – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

„Tysiące młodych ludzi, często zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, zostaje z dnia na dzień bez pracy”

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom działa od kilku lat. Rok 2020 jest czasem absolutnie przełomowym w naszej działalności, a w ciągu niecałego roku odnotowaliśmy trzykrotnie większą ilość interwencji i zgłoszeń niż przez wszystkie lata naszego działania razem. Pandemia koronawirusa dramatycznie zmieniła rynek pracy, a przed nami kolejne komplikacje. Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska przed nami „czarny czas”: – Piszą do nas młodzi ludzie, którzy tracą właśnie prace w restauracjach i kawiarniach. Interwencji gastronomicznych są dziesiątki. Są to pytania czy zgadzać się na wypłatę pieniędzy w transzach, na jakich zasadach wypłacane powinny być odprawy, czy pracodawca może „zawiesić” nas w pracy, bo np. jest lockdown i restauracja nie działa i on nie chce nas zwolnić, ale jednocześnie nie ma jak nas utrzymać – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Skala gospodarczej tragedii w takich branżach jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka czy handel jest trudna do opisania. To są tysiące młodych ludzi, często zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, którzy zostają z dnia na dzień bez pracy. Oni nawet często się nie skarżą, a pytają nas o poradę prawną albo o to, jak pomóc swoim szefom. Jeżeli Rząd RP szybko nie wdroży działań osłonowych czeka nas tragedia i mówię to z całą odpowiedzialnością. Nie można zamknąć kilku branż i spodziewać się, że pracodawcy sobie poradzą – mówi Małgorzata Marczulewska.

Prezes Małgorzata Marczulewska przytacza treść jednej z wiadomości: Zostałam właśnie zwolniona z kawiarni. Nie dostałam pensji za sierpień i za wrzesień i jest mi bardzo ciężko, pomagają mi rodzice. Trudno jest mi jednak być wściekła na szefową, jak na nią patrzę to aż mi jej szkoda, tak ona to przeżywa.  – Obawiam się o młodych ludzi, ale i zgłaszają się np. osoby z Ukrainy, które utrzymują mieszkania w Polsce i u siebie w kraju i po zamknięciu restauracji zostali bez pieniędzy, a z ogromnymi zobowiązaniami. Rozmawiałam ostatnio ze starszą Panią z Ukrainy, która w Szczecinie była pomocą kuchenną. Jej łzy były wstrząsające. Została bez pracy, z zaległą wypłatą i bez perspektywy zarobku, bo kto teraz zatrudni pomoc kuchenną? – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom prosi o pomoc

W tym miejscu Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom zwraca się także z apelem o pomoc do kancelarii prawnych z całej Polski. Jesteśmy małą organizacją pozarządową z którą na stałe współpracują dwie kancelarie: mec. Mateusza Galikowskiego oraz mec. Grażyny Wódkiewicz. Nasza praca to działalność pro bono przy agencji windykacji AVERTO. Ilość zgłaszanych tematów i próśb o interwencje jest tak ogromna, że nie jesteśmy w stanie dynamicznie wszystkim pomagać mając takie moce przerobowe jak teraz.

– Nie prosimy o pieniądze, ale prosimy o wsparcie merytoryczne. Zwracamy się o pomoc do wszystkich kancelarii prawnych specjalizujących się w prawie pracy o wsparcie. Jesteśmy otwarci na współpracę, wszystkim, którzy mogą pomóc nam w poradach prawnych i konsultacjach bardzo dziękujemy. Chcemy dalej pomagać, a skala ludzkich dramatów wynikająca z sytuacji gospodarczej jest tak wielka, że tak małe stowarzyszenie może sobie po prostu nie poradzić. Nie chcemy zostawiać nikogo bez porady – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL apeluje do Premiera o zmiany w prawie

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) apeluje w ramach Rady Przedsiębiorczości o niewprowadzanie drugiego lockdownu i podjęcie dialogu z biznesem w celu wypracowania standardów bezpiecznego funkcjonowania gospodarki. Jednocześnie w pakiecie dla wsparcia inwestycji w sektorze nowoczesnych usług biznesowych ABSL wskazuje na obszary, które trzeba zabezpieczyć, aby kryzys nie był aż tak dotkliwy dla jednej z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki, gdyż wyjście z kryzysu trzeba planować już dziś.

Sektor usług nowoczesnych w Polsce tworzy obecnie ponad 338 000 miejsc pracy. W ciągu ostatniego roku pod względem zatrudnienia branża urosła o 10% i jest drugą pod względem wielkości zatrudnienia gałęzią gospodarki w Polsce. Brak adekwatnych rozwiązań w zakresie ochrony gospodarki wpływa na cały sektor, a co za tym idzie przekłada się negatywnie na wartość eksportu, który na koniec 2019 roku był szacowany na 19,8 mld USD.

Piotr Dziwok, Prezes ABSL podkreśla: – Kontynuacja biznesowa i szybkość reakcji na kryzysy jest tak samo ważna jak koszt i poziom innowacyjności. Biorąc pod uwagę m. in. wartość eksportu sektor usług wspólnych to szansa dla całej gospodarki. My jesteśmy przygotowani od strony procedur i procesów, czasami ograniczają nas jednak przepisy prawa, które nie zawsze są adekwatne do danej sytuacji biznesowej.

Wśród najpilniejszych zmian firmy zrzeszone w ABSL wymieniają:

  • Usankcjonowanie elastycznych form świadczenia pracy (praca zdalna, w pełnym bądź niepełnym wymiarze godzin), i to zarówno z punktu widzenia kodeksu pracy i bezpieczeństwa rozwiązań dla pracowników i pracodawców, jak i w kontekście programów pomocy publicznej.
  • Upowszechnienie formy dokumentowej w każdym możliwym aspekcie oraz zmiana obowiązku składania formy pisemnej dokumentów; możliwość przesyłania dokumentacji drogą elektroniczną m.in. certyfikowanymi mailami służbowymi bez obowiązku zapewnienia kosztownego podpisu elektronicznego każdemu pracownikowi
  • Zwiększenie liczby testów i lepsze wykorzystanie testów na obecność koronawirusa poprzez wprowadzenie m.in. refundacji pracodawcom części kosztów wykonania testów dla pracowników; dostępność szczepionek na grypę, możliwość sprawdzania stanu zdrowia pracowników pracujących stacjonarnie
  • Brak jasnych przepisów i wytycznych w związku z przebywaniem pracownika na kwarantannie i izolacji.
  • Wsparcie przedsiębiorców poprzez budowanie instrumentów prawnych i administracyjnych w celu ułatwienia i przyspieszenia procesów legalizacji pobytu cudzoziemców, pracy transgranicznej, a także pracy zdalnej z zagranicy.

 

ABSL w imieniu swoich członków wielokrotnie podkreślała znaczenie stosowanych rozwiązań prawno-podatkowych wspierających rozwój gospodarczy oraz przewidywalność systemu prawno-podatkowego jako jeden z najważniejszych elementów przy utrzymaniu inwestycji i pozyskiwaniu nowych, tym bardziej że wśród firm inwestorów posiadających centra usług w Polsce – 71 proc. to inwestorzy zagraniczni. Inwestorzy w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do inwestycji są̨ bardzo wyczuleni na to, w jaki sposób dany kraj i jego rząd podchodzi do kwestii wolności oraz podstawowych praw człowieka i jaka jest opinia w tym zakresie odnośnie danego kraju na arenie międzynarodowej.

Piotr Dziwok dodaje: – Brak stabilności fiskalnej z perspektywy inwestorów i skomplikowanie systemu podatkowego jest dużym wyzwaniem. Wyjątkowo ważne z naszej perspektywy są też przepisy w zakresie zatrudniania cudzoziemców i przekraczania przez niech zewnętrznych granic UE. Kolejne obostrzenia sprawiają, że pojawią się problemy w powiatowych urzędach pracy i urzędach wojewódzkich legalizujących pobyt i pracę cudzoziemców w związku z ograniczeniami w obsłudze interesantów, a to powoduje potrzebę rozwoju systemów teleinformatycznych pozwalających na obsługę pracodawców i cudzoziemców on-line.

Ilu Polaków pobiera mieszkaniową pomoc?

Temat dodatków mieszkaniowych ostatnio cieszy się dość dużym zainteresowaniem. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ilu Polaków pobiera taką mieszkaniową pomoc.

Jeszcze niedawno temat dodatków mieszkaniowych nie wzbudzał zainteresowania krajowych mediów. Sytuację zmieniła zapowiedź rządu dotycząca przyznawania specjalnych „COVID-owych” dodatków dla najemców mieszkań o łącznej wartości nawet 9000 zł (do 1500 zł/m-c przez 6 miesięcy). Rząd zamierza również zmienić zasady wypłacania zwykłych dodatków mieszkaniowych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzają, ilu Polaków w ostatnich latach korzystało z takiej pomocy państwa. Statystyki na temat liczby wypłaconych dodatków mieszkaniowych, dość łatwo można znaleźć w bazie danych GUS. Wspomniane informacje wskazują, że przez ostatnie lata liczba oraz średnia wartość takich wypłaconych dodatków zmieniała się następująco:Tab.1 – Dodatki mieszkaniowe

Powyższe informacje wskazują, że wzrost średniej wartości wypłaconego dodatku nie skompensował spadku rocznej liczby analizowanych świadczeń (zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę inflację). Można szacować, że w minionym roku dodatki mieszkaniowe regularnie pobierało około 200 000 gospodarstw domowych. W bieżącym roku ta liczba prawdopodobnie wzrośnie. Liczba wypłacanych dodatków mieszkaniowych jest bowiem dość mocno powiązana z koniunkturą gospodarczą i stopą bezrobocia.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Wyniki GK GPW w III kwartale 2020 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 88,4 mln zł w III kw. 2020 r.
  • EBITDA wyniosła 47,0 mln zł w III kw. 2020 r.
  • Koszty operacyjne wyniosły w tym okresie 49,8 mln zł
  • Zysk netto uplasował się na poziomie 32,0 mln zł

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w III kw. 2020 r. wypracowała 88,4 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 32,0 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA wyniósł 47,0 mln zł w tym okresie, w stosunku do 55,9 mln zł rok wcześniej.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży GK GPW wzrosły o 7,2% wobec III kw. 2019 r. i spadły o 13,5% wobec II kw. 2020 r. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z wyższych o 11,6 mln zł (o 25,0%) przychodów z rynku finansowego, na który złożyły się wyższe przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym o 34,3% tj. o 10,3 mln zł, w tym:  wzrost przychodów z tytułu obrotu akcjami i innymi instrumentami udziałowymi o 48,6% oraz wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 4,7% rdr. Wzrosły również przychody w obszarze sprzedaży produktów informacyjnych o 11,2% rdr (o 1,4 mln zł).

Przychody Grupy z rynku towarowego w III kw. 2020 r. były niższe o 18,0% rdr i o 26,4% kdk. Przychody z obsługi obrotu spadły rdr o 15,4%, tj. o 2,9 mln zł oraz o 3,4 mln zł kdk. Spadek przychodów jest głównie efektem niższych obrotów prawami majątkowymi do świadectw pochodzenia, które były niższe o 27,2% rdr, czyli o 2,1 mln zł. Spadek przychodów wynika z zakończenia obrotu certyfikatami z kogeneracji, których notowanie zakończyło się w czerwcu 2019 r.

Trzeci kwartał był kolejnym okresem wzmożonej aktywności inwestorów na rynkach GPW, a dla nas – okresem intensywnej pracy. Cieszy mnie fakt, że w obszarze podstawowej działalności giełdy „wyjrzało słońce”. Po pełnym wyzwań pierwszym półroczu, od lipca obserwujemy ożywienie na rynku IPO. Debiut Allegro pokazał, że na polskiej giełdzie z sukcesem kapitał mogą pozyskiwać również duże spółki. Co ważne, w najbliższych miesiącach spodziewamy się jeszcze kilku interesujących ofert na rynku akcji – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w III kw. 2020 r. wzrosły o 13,7 mln zł w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i o 4,8 mln zł wobec II kw. 2020 r., osiągając poziom 49,8 mln zł. Wzrost kosztów operacyjnych jest związany głównie z wyższą opłatą za nadzór nad rynkiem kapitałowym na rzecz KNF. Po ostatecznym rozliczeniu opłata ta wyniosła 13,8 mln zł w 2020 r., wobec 6,7 mln zł w roku 2019, co oznacza wzrost o 104,9%, czyli o 7,1 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) w III kw. 2020 r. ukształtował się na poziomie 55,6%, wobec 43,8% rok wcześniej oraz 44,5% w II kw. 2020 r.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za III kw. 2020 r. 

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w III kw. 2020 r. wyniósł 32,0 mln zł, o 22,2% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej i o 26,4% mniej niż w II kw. 2020 r. Spadek zysku netto w ujęciu rocznym to w znacznym stopniu rezultat wzrostu opłaty na rzecz KNF oraz niższych przychodów ze sprzedaży na rynku towarowym.

Przychody z rynku finansowego

W III kw. 2020 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 58,0 mln zł, co oznacza wzrost względem poprzedniego roku o 25,0% i spadek o 4,4% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 64,7% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W III kw. 2020 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 40,2 mln zł w porównaniu do 29,9 mln zł rok wcześniej oraz 44,0 mln zł w II kw. 2020 r. Jest to wzrost o 34,3% rdr i jednocześnie spadek o 8,8% kdk. Na wynik największy wpływ ma wzrost przychodów z obrotu akcjami o 48,6% rdr oraz spadek o 7,9% kdk.

  • Obsługa emitentów

W III kw. 2020 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,0 mln zł czyli tyle samo co w III kw. 2019 r. i 3,8 mln zł w II kw. 2020 r. Przychody z tytułu opłat za notowanie wyniosły 4,1 mln zł (-3,1% rdr i +0,2% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów za notowanie jest liczba notowanych emitentów na rynkach GPW oraz ich kapitalizacja na koniec poprzedniego roku. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie oraz inne opłaty wyniosły 0,9 mln zł (+13,4% rdr). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów z tej linii biznesowej jest liczba debiutów na parkietach GPW oraz wartość akcji i obligacji wprowadzonych do obrotu.

Sprzedaż informacji z rynku finansowego i towarowego łącznie

Przychody ze sprzedaży informacji w III kw. 2020 r. wyniosły 13,0 mln zł, co oznacza wzrost o 11,2% rdr i spadek o 1,3% względem II kw. 2020 r. Przychody z tej linii biznesowej stanowiły 14,5% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W III kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 29,5 mln zł, o 18,0% mniej niż rok wcześniej i o 26,4% mniej niż w II kw. 2020 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w III kw. 2020 r. wyniósł 32,9%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w III kw. 2019 r. spadły o 15,4% rdr oraz o 17,7% kdk do poziomu 15,9 mln zł. Przychody z obrotu energią elektryczną wyniosły 4,2 mln zł, co oznacza spadek o 12,5% rdr i spadek o 11,2% kdk. Przychody z obrotu gazem spadły o 10,9% rdr i o 2,3% kdk osiągając poziom 2,9 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia odnotowały spadek w III kw. 2020 r. o 27,2% rdr oraz o 33,0% kdk osiągając wysokość 5,6 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w III kw. 2020 r. wyniosły 3,3 mln zł, co oznacza wzrost o 4,0% rdr oraz spadek o 3,0% kdk. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W III kw. 2020 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 3,8 mln zł, w porównaniu do 6,2 mln zł w III kw.2019 r. oraz 9,1 mln zł kwartał wcześniej.

  • Rozliczenie transakcji

Grupa uzyskuje przychody z tytułu prowadzenia działalności rozliczeniowej prowadzonej przez IRGiT, spółkę zależną TGE. Przychody z rozliczenia transakcji w III kw. 2020 r. wyniosły 9,6 mln zł, w stosunku do 10,8 mln zł rok wcześniej i 11,4 mln zł w poprzednim kwartale. Wysokość przychodów z tego tytułu kształtuje się pod wpływem  wolumenów obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

Koszty działalności operacyjnej

W III kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej GK GPW wyniosły 49,8 mln zł, o 37,9% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r., oraz o 10,6% więcej niż w II kw. 2020 r. Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się wyższa opłata poniesiona na rzecz KNF, wzrost łącznych kosztów osobowych i usług obcych.

Koszty amortyzacji spadły o 2,2% rdr oraz o 4,1% kdk do poziomu 8,7 mln zł w III kw. 2020 r. Spadek kosztów amortyzacji w stosunku do porównywalnego okresu 2019 r. jest w głównej mierze efektem spadku amortyzacji rzeczowych aktywów trwałych.

Łączne koszty osobowe w III kw. 2020 r. wyniosły 22,1 mln zł w stosunku do 19,2 mln zł w III kw. 2019 r. oraz 22,3 mln zł kwartał wcześniej. Wyższe łączne koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia w Grupie podyktowanego większym nakładem pracy związanym z realizacją inicjatyw rozwojowych zawartych w strategii #GPW2022.

W III kw. 2020 r. GK GPW koszty czynszów wyniosły 1,1 mln zł, o 1,5% więcej rdr i o 1,6% więcej kdk.

Koszty usług obcych ukształtowały się na poziomie 12,9 mln zł, co oznacza wzrost o 11,8% rdr oraz 14% kdk. Wzrost ten jest głównie efektem wzrostu kosztów w zakresie IT zarówno w ujęciu rocznym jak i kwartalnym.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W III kw. 2020 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 4,6 mln zł, w porównaniu do 4,7 mln zł w III kw. 2019 r. oraz 4,4 mln zł w II kw. 2020 r. Na wartość tej pozycji w głównej mierze wpływa wynik finansowy uzyskany przez Grupę KDPW.

Na ostatniej prostej uwaga na wyboje

Powyborcza euforia stygnie, ale wciąż jest obecna przy coraz większej liczbie znaków sugerujących triumf Bidena. Zliczane głosy korespondencyjne mogą pozwolić odbić republikańskie bastiony w Georgii i Pensylwanii. Nieobliczalność Trumpa nakazuje jednak ostrożność przed dwoma dniami weekendowej przerwy, co może skłaniać do realizacji zysków.

Według najnowszych danych przewaga Trumpa w Georgii wynosi mniej niż 1000 głosów, podczas gdy w Pensylwanii z wczorajszej przewagi 160 tys. głosów dziś rano zrobiło się mniej niż 20 tys. To najnowsze rewelacje z wyścigu prezydenckiego obok prowadzenia Bidena w Nevadzie i Arizonie, które już same dają wymagane 270 głosów elektorskich. Sztab Trumpa stara się oprotestować niektóre wyniki i kwestionować ważność głosów przesłanych pocztą, ale systematycznie spadają obawy, że obecny prezydent może cokolwiek zmienić. Umacnia się przekonanie do wygranej Bidena przy podzielonym Kongresie. W takim układzie polityka gospodarcza będzie się zmieniać w żółwim tempie, co sugeruje niskie rynkowe stopy procentowe w USA, paliwo dla rynku akcji i USD uzależnionego od generalnych nastrojów rynkowych. Na razie dominuje ekscytacja związana z wyparowywaniem wyborczej niepewności bez negatywnych implikacji podatkowych dla spółek z Wall Street. Ale za rogiem czai się już wracająca kwestia COVID-19, gdyż w USA kolejny dzień przynosi ponad 100 tys. nowych przypadków zachorowań. A pozostający w rękach Republikanów Senat nie zgodzi się na duży pakiet fiskalny. Pamiętajmy, że rynki nie poruszają się po prostej linii i schłodzenie nastrojów, nawet jeśli tylko przejściowe, może stać się ważnym elementem notowań w przyszłym tygodniu.

Na FX USD w nocy próbował odrobić część strat w ramach realizacji zysków po rajdach na niektórych parach G10. Ogólnie dalej wygląda to jedynie na domykanie pozycji zabezpieczających przed okołowyborczym chaosem niż przekonanie do otwierania nowych pozycji. To z jednej strony implikuje, że jest jeszcze miejsce do pełnego zdyskontowania wyniku wyborów (risk-on, sprzedaż USD) pod warunkiem, że nie znajdą się inne czynniki mącące obraz. Rozwój pandemii i przekreślenie szans na hojny pakietem fiskalny będą hamulcami dla rajdu ryzyka. Jeśli obawy dojdą do głosu, takie crossy jak EUR/USD czy AUD/USD mogą trafić na sufit, a łatwiej będzie o słabość USD względem np. JPY.
Nie sądzę, by raport z rynku pracy z USA dziś po południu mógł zaistnieć jako istotne wydarzenie. Konsensus zakłada wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 593 tys. przy spadku stopy bezrobocia do 7,6 proc. z 7,9 proc. Odbudowa miejsc pracy postępuje w solidnym tempie, choć jesienna fala pandemii może zahamować ten trend. Kolejny raport za listopad z pewnością powie więcej o wpływie COVID-19, choć jeśli już dzisiejsze dane wskażą na słabsze tempo przyrostu zatrudnienia, może to podkreślić konieczność szybkiego zatwierdzenia pakietu fiskalnego.

Złoty korzysta na poprawie nastrojów na rynkach zewnętrznych, co zdecydowanie przykrywa obawy o rozprzestrzenianie się wirusa w Polsce. Wczoraj Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 27 tys. nowych przypadków zachorowań i zbliżamy się do progu, po którym następna decyzją rządu będzie ogłoszenie narodowej kwarantanny. Mimo to na rynku złotego potwierdza się teza, że inwestorzy są gotowi sprzedawać walutę pod rozwój pandemii w Polsce i nakładane restrykcje o ile nie będzie się to kłócić z ogólnorynkowym apetytem na ryzyko. Dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej po posiedzeniu przesuniętym z 4 listopada. Zmiana terminu obudziła spekulacje, że Rada szykuje zmiany w polityce w reakcji na nową falę COVID-19. Naszym zdaniem obniżka stopy referencyjnej (aktualnie 0,10 proc.) nie ma sensu, gdyż stopy sięgnęły efektywnego dna. Rozszerzenie QE także nie wchodzi w grę, gdyż program skupu obligacji jest nielimitowany. Najprostszym rozwiązaniem jest wsparcie działań rządu w walce z COVID-19 i werbalne zadeklarowanie gotowości do dalszego skupu obligacji skarbowych lub emitowanych przez PFR w ramach Tarczy Finansowej 2.0. Alternatywnie w grę może wchodzić uruchomienie programu bezpośredniego wsparcia pożyczkowego dla firm niefinansowych (a’la uruchomiony przez Fed Main Street Lending Program). Nie jest to jednak nasz bazowy scenariusz, choć jeśli Rada będzie chciała bardzo pokazać, że robi cokolwiek, to i obniżka stopy procentowej nie jest całkowicie wykluczona.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Mazurska Manufaktura Alkoholi rozpoczęła publiczną emisję akcji o wartości do 4,4 mln zł

Mazurska Manufaktura Alkoholi, producent kraftowych alkoholi wysokoprocentowych, rozpoczęła publiczną ofertę akcji, której warunki są zaprezentowane na platformie CrowdConnect.pl. W pierwszym etapie emisji inwestorzy mają możliwość zapisów na I transzę akcji o wartości 2,2 mln zł. Drugi etap, na kolejne 2,2 mln zł rozpocznie się 13 listopada i potrwa maksymalnie do 27 listopada. Cele emisji to rewitalizacja zabytkowego browaru w Szczytnie, gdzie firma przenosi swoją siedzibę, uruchomienie produkcji legendarnego na Warmii i Mazurach piwa Jurand oraz rozproszenie akcji przed planowanym debiutem na NewConnect.

Mazurska Manufaktura Alkoholi to rodzinna firma z siedzibą w ponad 100-letnim browarze w Szczytnie. Specjalizuje się w produkcji wysokoprocentowych alkoholi rzemieślniczych klasy premium. W lipcu 2019 roku spółka pozyskała w ramach kampanii prowadzonej na jednej z platform crowdfundingowych 2,54 mln zł od ponad 1000 nowych akcjonariuszy. Plasuje ją to w pierwszej dziesiątce największych emisji crowdfundingowych w Polsce. Na początku 2020 roku 149 akcjonariuszy Mazurskiej Manufaktury Alkoholi zainwestowało kolejne 1,45 mln zł w ramach emisji prywatnej – Dzięki zaufaniu i inwestycjom akcjonariuszy w naszą spółkę, po nieco ponad roku od pierwszej emisji zrealizowaliśmy większość zakładanych celów. Unowocześniliśmy i doposażyliśmy zakład, co przełożyło się na zwiększenie możliwości produkcyjnych do 2 mln litrów alkoholu rocznie. Wypuściliśmy na rynek serię produktów kraftowych, a dodatkowo zrealizowaliśmy próbny, kontraktowy rozlew piwa Jurand. Nakład rozszedł się w błyskawicznym tempie, co utwierdziło nas w przekonaniu, że to dobry czas na inwestycję w rewitalizację browaru i powrót Juranda do oryginalnego miejsca produkcji – mówi Jakub Gromek, prezes zarządu Mazurskiej Manufaktury Alkoholi. Firma zakłada, że Jurand zostanie wprowadzony na rynek na przełomie I i II kwartału 2021 roku z wyjściową produkcją na poziomie 12,5 tys. hl rocznie.

IPO w przeddzień debiutu na GPW

W czwartek, 5 listopada spółka rozpoczęła oficjalną emisję akcji serii E o łącznej wartości do 4,4 mln zł. W pierwszym etapie, dedykowanym głównie większym inwestorom, trwają zapisy na akcje spółki o wartości 2,2 mln zł. Kolejna runda emisji, także o wartości 2,2 mln zł, rozpocznie się 13 listopada i potrwa maksymalnie do 27 listopada. Warunki oferty będą prezentowane na platformie CrowdConnect.pl. Cena emisyjna w dwóch transzach będzie taka sama – 35 zł za akcję. Firmą inwestycyjną pośredniczącą w oferowaniu akcji jest Dom Maklerski INC S.A.

Kampania crowdinvestingowa jest ostatnią okazją na zakup akcji Mazurskiej Manufaktury Alkoholi przed planowanym debiutem giełdowym – jeszcze w tym roku spółka chce złożyć Dokumenty Informacyjne na GPW. Poza zapowiadanymi od dawna planami uruchomienia produkcji piwa Jurand w Szczytnie, celem emisji jest także rozproszenie akcji do poziomu 15 proc., tak aby osiągnąć niezbędne minimum wymagane przed wspomnianym wejściem na NewConnect. – Emisja akcji oraz wejście na giełdę to dla nas symboliczne zwieńczenie wielomiesięcznego procesu profesjonalizacji spółki oraz zakończenie etapu startupu. Jesteśmy rentowni, zakończyliśmy III kwartał 2020 roku z 1,9 mln zysku netto, a także mamy jasno zarysowaną strategię rozwoju biznesu oraz grono zaangażowanych akcjonariuszy wierzących w nasz potencjał. Świadczy o tym chociażby fakt, że najwięksi akcjonariusze posiadający łącznie 86 proc. akcji spółki  podpisali lock up aż do czerwca 2022 roku – dodaje Jakub Gromek.

Poza debiutem na NewConnect, firma ma w planach na kolejne miesiące m.in. rozwój współpracy z sektorem HoReCa, uruchomienie franczyzowej sieci pubów, a także rozwój sieci punktów odbioru sklepu internetowego ekraftp.pl w ramach usługi click and collect.

Podczas pandemii na większe zakupy wybieramy małe sklepy

Mimo drastycznie zwiększającej się liczby zakażeń, Polacy zachowują się bardziej racjonalnie niż przy pierwszym lockdownie. W minionym tygodniu wizyty w małych sklepach były o 20,6% rzadsze niż miesiąc temu, ale o 14,2% częstsze niż w szczytowym okresie wiosennej fali pandemii – wynika z danych M/platform zrzeszającej 10 tysięcy małych sklepów detalicznych.

Podczas wiosennej fali pandemii, impulsem do zmiany zachowań było niewątpliwie wprowadzenie ograniczeń w handlu. W szczytowym okresie nastąpił nawet 41% wzrost obrotów w małych, lokalnych sklepach przy równoczesnym spadku liczby paragonów (nawet o 20,5%), co wiązało się z rekordowym wzrostem średniej wartości paragonu (nawet o 64%). Mimo rzadszych zakupów, wiele towarów znikało wówczas z półek w błyskawicznym tempie.

W okresie uspokojenia po pierwszej fali, trend większych koszyków utrzymał się, natomiast zanotowano większy ruch niż przed pandemią. Od czerwca do września średni koszyk nadal był o 10 do 15% większy niż przed pandemią, jednak liczba wizyt, która na wiosnę była rekordowo niska, wzrosła o 5 do 15%. Najwyraźniej klienci, którzy wybierali małe, lokalne sklepy jako bezpieczne miejsce zaopatrzenia, równie chętnie robili tam większe zakupy w spokojniejszym okresie.

W połowie września do sklepów powrócił marcowy trend i liczba paragonów zaczęła spadać, a ich wartość rosnąć. W pierwszym tygodniu października średnia liczba wizyt w małych sklepach osiągnęła poziom sprzed pandemii. Przełom nastąpił po wprowadzeniu żółtej strefy w całym kraju, kiedy odwiedziny w punktach detalicznych spadły o ponad 8% w ciągu jednego tygodnia. Proces ten nadal trwa i częstotliwość zakupów wciąż spada, a równocześnie regularnie rośnie średnia wartość koszyka zakupowego.

W minionym tygodniu, od 26 października do 1 listopada, średnia wartość koszyka w małych sklepach była o 20,6% wyższa niż przed pierwszą falą pandemii. Jest to poziom podobny do tego z końca marca, jednak wówczas doszło do skokowego wzrostu w dwa tygodnie, a obecnie jest to skutek łagodniejszego wzrostu trwającego od sześciu tygodni. Można stwierdzić, że konsumenci przekonali się, że w trudnych chwilach mogą zaufać małym sklepom i zachowują się obecnie bardziej racjonalnie niż przy pierwszym lockdownie – powiedział Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług S.A., operatora M/platform.

Obecnie, przy dziennej liczbie zakażeń przekraczającej kilkanaście tysięcy, zachowania klientów małych sklepów są podobne do tych z okresu pierwszej fali pandemii, ale wydają się bardziej rozsądne. Obroty w tygodniu od 26 października do 1 listopada były mniejsze od szczytowych na wiosnę aż o 22,4%, liczba odwiedzin sklepów większa o 14,2%, a średnia wartość zakupów na paragon mniejsza o 26,5%. Można z tego wnioskować, że Polacy przywykli do obecnych utrudnień i nie mamy tak poważnych zawirowań na rynku handlu detalicznego, jak na początku pandemii.

Badaniami objęto próbkę n = 4634 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród ponad 10.000 sklepów, które przystąpiły do M/platform.

20% wzrost cen ubezpieczeń w trzecim kwartale 2020 r.

Średnie ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 20% w trzecim kwartale 2020 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli. Jest to największy od 2012 r. wzrost, który nastąpił po 19% wzroście cen w drugim kwartale i 14% – w pierwszym kwartale 2020 r.

Do średniego wzrostu cen ubezpieczeń przyczyniły się w głównej mierze wyższe stawki linii majątkowych, finansowych i profesjonalnych. Przedstawiamy kluczowe wnioski z raportu:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych osiągnęły 21% wzrost, a ubezpieczenia finansowe i profesjonalne wzrosły średnio o 40% (oba wyższe niż drugim kwartale). Stawki ubezpieczeń od następstw nieszczęśliwych wypadków odnotowały średnio 6% wzrost (lekki spadek z 7% w poprzednim kwartale).
  • Trzeci kwartał 2020 r. jest ósmym z rzędu kwartałem, który zakończył się wzrostem cen ubezpieczeń we wszystkich regionach na świecie.
  • Wszystkie regiony, z wyjątkiem Ameryki Łacińskiej (9%), odnotowały dwucyfrowy wzrost cen ubezpieczeń, na czele z Wielką Brytanią (34%), Pacyfikiem (33%) i Stanami Zjednoczonymi (18%). Stawki ubezpieczeniowe pozostały równe lub większe w porównaniu do wyników odnotowanych w Q2 2020.
  • Ceny ubezpieczeń D&O dla sektora publicznego kontynuują dynamiczny wzrost. W Wielkiej Brytanii i Australii wzrost cen tych polis wyniósł ponad 100%. W Stanach Zjednoczonych, gdzie ponad 90% klientów tego sektora doświadczyło podwyżki cen, stawki D&O wzrosły o blisko 60%.

„Niepewność związana z COVID-19 i doświadczenia szkodowe z różnych linii spowodowały, że utrzymujący się od trzech lat trend wzrostowy, nasilił się. Dla wielu klientów wyzwania te pojawiają się w trudnym dla nich okresie, co skłania firmy do zmiany podejścia do zakupu ubezpieczeń, w tym zwiększenia retencji, zmniejszenia limitów czy modyfikacji warunków polisy. Spodziewamy się, że obecna, wymagająca sytuacja utrzyma się do 2021 r., dlatego dokładamy wszelkich starań, aby dostarczyć naszym klientom możliwie jak najlepsze warunki, dostępne aktualnie na rynku” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh JLT Specialty and Marsh Global Placement.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska: „Analizując wnioski z raportu możemy potwierdzić obserwowane wzrosty również na rynku polskim – średnio na poziomie 20%. Jest to podyktowane zarówno aktualną sytuacją związaną z COVID-19, jak i niepewnością rynku, ale również faktem, że generalnie poziom stawek na rynku polskim był niski, co po głębszej analizie i ocenie wyników technicznych przez Zakłady Ubezpieczeń przyczyniło się do wzrostu oferowanych stawek. Wydaje się, że kolejny rok również wpisze się w aktualne trendy”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia) w Marsh Polska dodaje: „Tendencje dotyczące linii finansowych i profesjonalnych (FINPRO) wskazane w Raporcie coraz mocniej wpływają na programy naszych lokalnych Klientów. Bardzo wysokie stawki, szczególnie widoczne w programach plasowanych na rynku europejskim i UK, oraz problemy z pojemnością, to aktualnie dwa największe wyzwania.

Potwierdzam obserwacje Lucy Clarke, która wskazuje, że trudny rynek wielu Klientów zmusza to przemyślenia strategii zabezpieczenia swoich ryzyk – nie tylko w zakresie linii finansowych, ale też całej polityki ubezpieczeniowej ich organizacji.

Aktualny rok potwierdził ogromną świadomość naszych Klientów, którzy pomimo wzrostu stawek ubezpieczeń linii finansowych (D&O, Crime/PI, PI, cyber) w znaczącej większości nie obniżyli limitów sum ubezpieczenia kupowanej ochrony. Wśród kilkuset lokalnych organizacji, z którymi aktualnie współpracuje Zespół FINPRO Marsh Polska, przypadki odnowienia polisy przy niższym niż rok temu limicie, były dosłownie pojedyncze. Warto dodać, że Klienci nie decydowali się też bardzo często na limity wyższe, pomimo, że przede wszystkim w przypadku polis D&O i Cyber, COVID-19 zdecydowanie zwiększa ryzyko roszczeń do menedżerów oraz wystąpienia szkody związanej z ryzykiem cybernetycznym.

Warto podkreślić, że szczególnie w przypadku bardzo szerokich zakresowo programów D&O, na które apetyt mają tylko wybrane rynki zagraniczne, pomimo chęci zakupu dodatkowej ochrony przez Klientów, nie zawsze takie oferty były dostępne.

Biorąc pod uwagę trudną sytuację na rynku naszym priorytetem jest więc zapewnienie zakresu ochrony i pojemności na poziomie polisy wygasającej.

Wielu z Klientów, którzy do tej pory korzystali z konkurencyjnych cenowo programów globalnych aranżowanych na poziomie spółki matki, decydują się na lokalne pokrycie. Korzystniejsza cena i mniejsze problemy z lokalną pojemnością i apetytem rynków to niejedyny czynnik decyzji o ochronie aranżowanej lokalnie. Bardzo istotny jest także lokalny proces likwidacji szkód, który często przebiega znacznie sprawniej z brokerem i ubezpieczycielem z rodzimego rynku.

Nie dla wszystkich linii ubezpieczeń i warunków możliwa jest ochrona oferowana przez rynki polskie, czy regionalne. W odniesieniu do bardziej złożonych programów, czy potrzeb uplasowania programu z wysokim limitem ochrony, konieczne jest zaangażowanie do współpracy rynków zagranicznych. W takim przypadku wartością dodaną jest partner lokalny z międzynarodowym know-how i siecią oddziałów w kilkuset krajach na świecie, który nie tylko zapewni odpowiedni benchmark i wiedzę, ale również ma najlepszą przewagę konkurencyjną w rozmowach z ubezpieczycielami”.

Koronawirus nie powstrzymuje wzrostu funduszy IPOPEMA TFI

Pierwsze III kwartały 2020 roku były okresem dynamicznych zmian na rynkach finansowych w Polsce i na świecie, ale fundusze IPOPEMA TFI poradziły sobie całkiem nieźle w tych warunkach. Zarówno subfundusze konserwatywne (IPOPEMA Obligacji), subfundusze absolutnej stopy zwrotu (IPOPEMA Aktywnej Selekcji) jak i inwestycji na globalnych rynkach (IPOPEMA Globalnych Megatrendów), wydzielone w ramach funduszu parasolowego IPOPEMA SFIO, osiągnęły w krótkim i długim terminie bardzo dobre wyniki i pozwoliły znaleźć się w czołówce swojej grupy porównawczej.

Najlepszą stopę zwrotu uzyskał subfundusz IPOPEMA Globalnych Megatrendów – w okresie ostatnich 6 miesięcy osiągnął wzrost +21,96%. O sukcesie subfunduszu IPOPEMA Obligacji świadczy nie tylko zwrot z inwestycji + 5,35% za ostatnie 6 miesięcy, lecz również dynamiczny wzrost aktywów tego subfunduszu, które przekroczyły pół miliarda złotych, co potwierdza dobrą jakość zarządzania subfunduszem. Dla inwestorów o średniej skłonności do ryzyka, rozwiązaniem był IPOPEMA Aktywnej Selekcji – subfundusz, który posiadając komponent akcji dobrze radził sobie na rynku w ostatnim półroczu notując wzrost + 6,92%.

Zmienność rynków i niepewność gospodarcza to czas, w którym wielu inwestorów poszukuje ochrony kapitału, stabilnych i bezpiecznych inwestycji. Strategia subfunduszu IPOPEMA Obligacji, polegająca na aktywnym zarządzaniu i poszukiwaniu okazji rynkowych w ramach szeroko pojętego rynku długu, przyniosła dodatnie stopy zwrotu, które stanowią konkurencję dla niskooprocentowanych depozytów.

Z drugiej strony, dla inwestorów aktywnie poszukujących okazji, chcących wykorzystać trendy zmieniające światowe gospodarki, rozwiązanie przyniósł subfundusz IPOPEMA Globalnych Megatrendów. Zarządzający subfunduszem inwestowali bardziej ofensywnie tam, gdzie inni widzieli ryzyka dla akcji związane z recesją.

To podejście się opłaciło, gdyż udało się zidentyfikować wiele firm, dla których kryzys Covid-19 stał się przysłowiowym kołem zamachowym. Większość z tych firm należy do sektora technologii, ochrony zdrowia i nowoczesnych mediów. Firmy te nie tylko są liderami produktywności w swoich dziedzinach, ale przede wszystkim pomagają poprawić produktywność innym branżom, dzięki innowacyjności swoich produktów (np. aplikacje wideokonferencyjne, narzędzia pracy zdalnej, przetwarzanie danych w chmurze czy ochrona tożsamości ludzi pracujących z domu) – podkreśla Łukasz Jakubowski, zarządzający funduszem.

Jak przekonuje zarządzający, kryzys spowodował, że megatrend transformacji cyfrowej przedsiębiorstw nabrał wiatru w żagle (choć np. już w 2019 r. był on wskazywany jako jeden z najważniejszych priorytetów inwestycyjnych w obszarze IT przez firmy w USA). Jesteśmy przekonani, że będzie on napędzał wyniki firm technologicznych przez kolejną dekadę, a Ci, którzy dostrzegają tę okazję dziś, skorzystają na byciu pierwszymi. Innym czynnikiem, na który należy zwrócić uwagę jest dynamiczny rozwój firm medycznych – nowej ekonomii, będący pokłosiem pandemii. – Pandemia będzie z nami jeszcze przez wiele kwartałów, dopóki nie zostanie wynaleziona, wyprodukowana i rozdystrybuowana szczepionka, a poszczególne społeczeństwa nabiorą tzw. zbiorową odporność. O ile dwa pierwsze etapy mogą zakończyć się już w 2 lub w 3 kwartale 2021 roku, o tyle dystrybucja szczepionek może się przedłużać i ciężko oszacować – jak bardzo. Dlatego też oczekujemy, że spółki z nowej ekonomii wciąż będą radziły sobie relatywnie lepiej od sektorów starej ekonomii (tradycyjny przemysł, banki, sektor węglowy) – dodaje Łukasz Jakubowski.

Nowością na rynku jest subfundusz IPOPEMA Aktywnej Selekcji o średnim ryzyku, skierowany do Klientów akceptujących ryzyko rynku akcji, minimalizowanemu dzięki aktywnemu zarządzaniu – fundusz z grupy absolutnej stopy zwrotu.

Subfundusz IPOPEMA Aktywnej Selekcji alokacją w akcje zbliżony jest do grupy funduszy zrównoważonych, jednak zmienność jego wyceny, powinna być znacznie mniejsza niż funduszy z tej grupy. Subfundusz koncentruje się na najlepszych jakościowo spółkach (30-55% portfela to akcje), dywidendowych oraz charakteryzujących się ponadprzeciętnym wzrostem. Dodatkowo, cześć dłużna jest aktywnie inwestowana na rynku dobrego jakościowo długu korporacyjnego, czy też obligacji skarbowych, tak aby osiągnąć wzrost wartości jednostki w średnim/dłuższym horyzoncie czasu, przy ryzyku znacznie niższym niż w przypadku funduszy zrównoważonych.

Pierwsze miesiące działalności funduszu w nowej odsłonie, pokazały jak skuteczna jest taka strategia. Należy jednak pamiętać, iż w przypadku ewentualnych silnych wzrostów na rynku akcji, wycena funduszu może zachowywać się gorzej niż w przypadku klasycznych funduszy zrównoważonych. Wierzymy jednak, że w dłuższej perspektywie, nasza strategia przy znacznie niższym ryzyku przyniesie co najmniej takie same efekty, jak inne tradycyjne fundusze opierające się na WIG-u – podkreśla Karol Godyń, zarządzający funduszem.

*Wyniki funduszy według danych na dzień 28.10.2020 r. (www.ipopematfi.pl)

Dane z IAS za I półrocze 2020 roku: Policja rzadziej karała Polaków, ale kwoty za mandaty wzrosły

W pierwszej połowie br. liczba wszystkich kar grzywien nałożonych przez policję była mniejsza o ponad 7% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Natomiast łączna ich kwota była wyższa o blisko 3%. Ze statystyk wynika też, że w ten sposób najczęściej dyscyplinowano Polaków na Mazowszu, Śląsku i w Wielkopolsce. Z kolei tylko w woj. kujawsko-pomorskim, podlaskim i opolskim odnotowano ostatnio więcej takich kar niż rok wcześniej.

W pierwszym półroczu 2020 roku liczba wszystkich kar grzywien nałożonych przez policję wyniosła przeszło 1,730 mln. Jak wynika z danych Izby Administracji Skarbowej w Opolu, to mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 1,867 mln. Wówczas opiewały one na łączną kwotę wynoszącą ponad 284,2 mln zł. Ostatnio zaś była większa i wyniosła 292,3 mln zł. Statystyki te dotyczą całego kraju i uwzględniają wszystkich ukaranych w ten sposób, nie tylko kierowców.

– Na pewno na mniejszą liczbę kar wpłynął lockdown, kiedy możliwości przemieszczania się były dość ograniczone. Przykładowo, rzadziej jeździliśmy samochodami, więc było mniej wypadków. Jednocześnie widać zaostrzenie kar. Przypuszczam, że są w tej kwestii odgórne wytyczne, zwłaszcza że dochodzi do takich sytuacji jak np. rok temu w Warszawie, gdzie mężczyzna został potrącony na przejściu dla pieszych i zmarł. Takie zdarzenia są nagłaśniane w mediach i powodują, że policja chce ostrzej karać za tego typu zdarzenia – mówi ekonomista Marek Zuber.

Od stycznia do czerwca br. najwięcej kar grzywien nałożonych zostało w mazowieckim – ok. 243,5 tys. na kwotę 45,8 mln zł (rok wcześniej – 277,1 tys. i 48,8 mln zł). Dalej znalazły się woj. śląskie – prawie 192,7 tys. i 32,6 mln zł (220,3 tys. i 33,5 mln zł) oraz wielkopolskie – 177,5 tys. i 25,7 mln zł (211,3 tys. i 28,2 mln zł). Natomiast na końcu zestawienia widzimy lubuskie – 39,4 tys. i 7,6 mln zł (poprzednio 43,1 tys. i prawie 7,5 mln zł). Przed nim są woj. opolskie – ponad 49,1 i prawie 7,2 mln zł (44,2 tys. i niemal 6,5 mln zł) oraz warmińsko-mazurskie – 65,1 tys. i ok. 11,5 mln (blisko 71 tys. i przeszło 11,3 mln zł).

– Sądzę, że w tych statystykach przeważają kary dla kierowców. Na Mazowszu, Śląsku i w Wielkopolsce jest dużo mieszkańców, a ponadto występuje tam spory ruch samochodowy. Ponadto przybywa dróg, po których można jeździć szybciej. To potencjalnie także oznacza większe przekroczenia obowiązujących limitów, a tym samym – wyższe mandaty – stwierdza Marek Zuber.

Porównując statystyki z analizowanych okresów, widzimy, że ostatnio liczba wszystkich kar grzywien spadła w trzynastu województwach. Natomiast wzrosła tylko w kujawsko-pomorskim (z 101 971 do 113 387), podlaskim (z 78 098 do 89 645) oraz opolskim (z 44 221 do  49 170).

– O ponad 7 tys. wzrosła w naszym systemie liczba zarejestrowanych wykroczeń drogowych. W pierwszym półroczu 2019 roku było 76 042 mandatów, a rok później – 83 169. Ten wzrost zapewne jest efektem taktyki w walce z piratami drogowymi. Ale przede wszystkim ma związek z działaniami podejmowanymi w celu ograniczania wypadków drogowych, zwłaszcza ze skutkiem śmiertelnym – informuje mł. insp. Monika Chlebicz, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy.

W kujawsko-pomorskim wzrosła też liczba wykroczeń przeciwko przepisom ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Tu odnotowano skok o ponad 1 600 mandatów, w pierwszym półroczu ub.r. było ich – 5 002, a ostatnio – 6 675. Z kolei wzrost o przeszło 1 000 takich kar dotyczy wykroczeń przeciwko porządkowi i spokojowi publicznemu. Ostatnio odnotowano ich 3 133, a wcześniej – 2 050. Natomiast o 430 podskoczyła liczba mandatów wystawionych za wykroczenia przeciwko mieniu, najczęściej za kradzieże i uszkodzenia. Od stycznia do czerwca 2019 roku było ich 3 494, a rok później – 3 924.

– Statystyki dot. województwa podlaskiego mają związek z wyższą liczbą ujawnianych przez policjantów wykroczeń, a co za tym idzie – z większą liczbą nałożonych mandatów karnych. Porównując dane w tym zakresie z pierwszego półrocza 2020 roku i pierwszych sześciu miesięcy 2019 roku, największy wzrost nastąpił w kategorii wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji. Tu było o ponad 6 200 więcej grzywien – wyjaśnia podinsp. Tomasz Krupa, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku.

Na Podlasiu podskoczyła też liczba grzywien za wykroczenia przeciwko przepisom ustawy o wychowaniu w trzeźwości (o przeszło 2 000), przeciwko urządzeniom użytku publicznego (ponad 1 100) i porządkowi (blisko 1 000). Natomiast na Opolszczyźnie ujawniono więcej wykroczeń przeciwko mieniu czy też przepisom ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Jak informuje podkom. Karol Brandys z KWP w Opolu, każda interwencja jest inna. To policjant na miejscu decyduje, czy należy zakończyć ją pouczeniem, mandatem czy też sporządzeniem wniosku o ukaranie do sądu.

– Kwota mandatu waha się od 20 do 500 złotych. Wysokość grzywny bywa określona w taryfikatorze, a czasami zależy od decyzji policjanta podejmującego interwencję. Na pewno funkcjonariusz bierze pod uwagę stopień zawinienia oraz szkodliwość czynu. Ale zwraca też uwagę na postawę i zachowanie w czasie interwencji osoby popełniającej wykroczenie – podsumowuje mł. insp. Monika Chlebicz.

Maciej Tygielski nowym dyrektorem generalnym Złotych Wyprzedaży

Do spółki Złote Wyprzedaże dołączył Maciej Tygielski, który objął stanowisko dyrektora generalnego. Poprzednio był z-cą dyrektora ds. sprzedaży i rozwoju technologii w projekcie należącym do Grupy Interia.pl. Jednym z jego pierwszych zadań będzie nowe wejście firmy na rynek po zakończeniu współpracy z Veepee i doprowadzenie do jej pełnej samodzielności. W dalszej perspektywie planuje przekształcenie serwisu pod nowe trendy konsumenckie. Zapowiada też istotne zmiany jakościowe w obsłudze konsumenckiej i nawiązanie realnej walki o klientów z liderami rynku tzw. segmentu wyprzedaży premium.

Z początkiem sierpnia br. Maciej Tygielski został zaproszony przez akcjonariuszy firmy do Rady Nadzorczej Złotych Wyprzedaży S.A. To pozwoliło mu dokładniej przyjrzeć się organizacji od środka na przestrzeni kilku miesięcy. Następnie podjął decyzję o wejściu do spółki w charakterze dyrektora generalnego.

– Powierzyliśmy Maciejowi tak odpowiedzialną funkcję, ponieważ wysoko cenimy jego kompetencje, m.in. umiejętność precyzyjnej analizy i planowania poszczególnych procesów. Wiemy, że nasza spółka zyskała solidnego i godnego zaufania lidera. Ma on bogate doświadczenie we wdrażaniu niezbędnych zmian, mających na celu dynamiczny rozwój firmy. Wierzymy, że stojąc na czele spółki, umocni jej pozycję na rynku i rozwinie ofertę, zgodnie z najnowszymi trendami – stwierdza Marcin Michnicki, przewodniczący Rady Nadzorczej Złotych Wyprzedaży.

Jednym z krótkoterminowych celów, jakie stoją przed nowym dyrektorem, jest zakończenie współpracy z Veepee (tj. byłym już współwłaścicielem). Następstwem tego będzie uzyskanie pełnej samodzielności na rynku.

– Oprócz tego w dłuższej perspektywie planujemy przeobrażenie serwisu pod zmieniające się upodobania konsumentów, głównie w zakresie oferty. Zamierzamy też wprowadzić dość istotne zmiany jakościowe w obsłudze procesów sprzedażowych. Chcemy również nawiązać realną walkę o nowych klientów z liderami rynku tzw. segmentu wyprzedaży premium – podkreśla nowy dyrektor zarządzający.

Maciej Tygielski zaczynał karierę w branży finansowej. Zyskał uznanie, m.in. największego stowarzyszenia doradców finansowych na świecie MDRT. Pracował zarówno jako dyrektor sprzedaży, jak i członek zarządu. Realizował też własne projekty, m.in. jako CEO w Myshop.mobi. Kilka lat temu przeszedł do nowych technologii. Na początku 2018 r. rozpoczął pracę w Grupie Interia.pl jako head of sales, żeby po roku zostać zastępcą dyrektora ds. sprzedaży i rozwoju technologii. W 2019 r. zdobył nominację  w konkursie Effie oraz odebrał dwie statuetki Mixx Awards za produkt ROPO360 w kategoriach Innowacje i Commerce.

– Od dłuższego czasu obserwowaliśmy jego dokonania na rynku. I doszliśmy do wniosku, że chcemy mieć go w naszym zespole i na co dzień korzystać z jego umiejętności sprzedażowych oraz zarządczych. Wierzymy, że już w niedługim czasie podejmie dla nas szereg niestandardowych działań, które szybko zaczną procentować. Mamy również nadzieję, że jego świeże spojrzenie pozwoli na szybki i dynamiczny rozwój naszej spółki na rynku – podsumowuje Marcin Michnicki.

Hakerzy z Bliskiego Wschodu zaatakowali popularne systemy VoIP

Hakerzy z Gazy, Zachodniego Brzegu oraz Egiptu zaatakowali popularne systemy komunikacji VoIP – ujawnił Check Point Research. Ofiarami ataków są systemy telefoniczne Sangoma oraz Asterisk VoIP, wykorzystywane przez 1200 organizacji, w 60 krajach świata, w tym przez korporacje z listy Fortune 500. Zdaniem Check Pointa oszustwa w głównej mierze dotyczyły firm i administracji z Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii i USA.

Badacze bezpieczeństwa z Check Point Software Technologies odkryli trwającą operację cyber-oszustwa prowadzoną przez hakerów z Gazy, Zachodniego Brzegu i Egiptu, która w ciągu ostatnich 12 miesięcy mogła wpłynąć na 1200 organizacji na całym świecie. Wykorzystując grupy zakładane w mediach społecznościowych do dzielenia się swoimi zasobami i technikami, hakerzy systematycznie atakują serwery Voice-over-IP (VoIP) różnych organizacji w celu uzyskania intruzywnego dostępu. Po włamaniu cyberprzestępcy zarabiają na nim, sprzedając automatycznie generowane połączenia lub zmuszając systemy do dzwonienia na numery Premium w celu pobierania opłat.

Według CFCA (Stowarzyszenie Kontroli Oszustw Komunikacyjnych) hakowanie VoIP PBX jest jedną z 5 najczęstszych metod oszust telekomunikacyjnych, natomiast globalne straty spowodowane różnymi rodzajami tego typu oszustw sięgają łącznie nawet 28 mld dolarów!

Zdaniem analityków Check Pointa najczęściej wykorzystywanymi organizacjami w opisanej kampanii były firmy, rządy oraz instytucje wojskowe z Wielkiej Brytanii (52%), Holandii (21%), Belgii (15%) i USA (7%). Inne potwierdzone kraje, których systemy zaatakowali cyberprzestępcy to Kolumbia, Niemcy, Francja, Indie, Włochy, Brazylia, Kanada, Turcja, Australia, Rosja, Szwajcaria, Czechy, Portugalia, Dania, Szwecja i Meksyk.

Jak na razie nie potwierdzono ataku na jakikolwiek system VoIP wykorzystywany przez polskie organizacje, choć z usług telefonii VoIP korzysta w Polsce ponad 2,5 mln użytkowników – wynika z raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Łączne przychody z usług VoIP wyniosły w 2019 roku blisko 300 mln zł, natomiast wiodącą rolę na rynku pełni operator Orange, który w 2019 r. świadczył tego typu usługi dla ponad 59 proc. polskich użytkowników.

Operacja oszustwa cybernetycznego to szybki sposób na szybkie zarobienie dużych sum pieniędzy. Mówiąc szerzej, w tym roku obserwujemy powszechne zjawisko polegające na tym, że hakerzy używają mediów społecznościowych do skalowania hakowania i zarabiania na systemach VoIP. Hakerzy tworzą dedykowane grupy w mediach społecznościowych, aby dzielić się spostrzeżeniami, wiedzą techniczną i reklamować swoje możliwości. W ten sposób hakerzy z Gazy, Zachodniego Brzegu i Egiptu byli w stanie zorganizować się, aby skalować globalną operację oszustwa cybernetycznego. – komentuje odkrycie Adi Ikan, szef Network Cyber Security Research w Check Point Research.

Jak wygląda metoda ataku?

VoIP to technologia umożliwiająca wykonywanie połączeń głosowych przy użyciu szerokopasmowego łącza internetowego zamiast zwykłej linii telefonicznej. Przykładem mogą być połączenia wykonywane przez komunikator WhatsApp. Jak twierdzi Adi Ikan metoda hakerów składa się z trzech kroków:

  1. Hakerzy systematycznie skanują systemy VoIP, które mogą być podatne na ataki
  2. Następnie atakują wybrane systemy VoIP, wykorzystując różne luki w zabezpieczeniach
  3. Hakerzy zarabiają na swoim dostępie do włamywanych systemów, sprzedając połączenia, które mogą automatycznie generować dla danego dostępu, lub zmuszają system do dzwonienia pod numery premium pobierające opłaty.

Co więcej, hakerzy sprzedają numery telefonów, plany połączeń i dostęp na żywo do shakowanych usług VoIP organizacji, które inne podmioty mogą wykorzystać do własnych celów. Zdaniem specjalistów cyberbezpieczeństwa hakerzy mogli również podsłuchiwać niektóre z organizacji.voip

Jak natrafiono na trop cyberprzestępców? Badacze bezpieczeństwa cybernetycznego zaczęli dostrzegać podejrzaną aktywność związaną z exploitami VoIP za pośrednictwem czujników w ThreatCloud, silniku analizy zagrożeń należącym do firmy Check Point. Dokładniejsze badanie doprowadziło do odkrycia nowej kampanii, którą naukowcy nazwali operacją INJ3CTOR3, skierowanej na Sangoma PBX, internetowy interfejs graficzny typu open source, który zarządza Asterisk.

Asterisk to najpopularniejszy na świecie system telefoniczny VoIP, używany przez wiele firm z listy Fortune 500 w krajowej i międzynarodowej telekomunikacji. Atak wykorzystuje lukę krytyczną w Sangoma PBX (CVE-2019-19006), która pozwala atakującemu uzyskać dostęp administratora. Eksperci Check Pointa udokumentowali w pierwszej połowie 2020r. liczne próby ataków wykorzystujące powyższy schemat.

Wynagrodzenie minimalne i przeciętne – kto i jak je wylicza?

Minimalne wynagrodzenie za pracę ma w przyszłym roku wynosić 2800 zł brutto. Przeciętne wynagrodzenie według prognoz ma być na poziomie 5452 zł brutto. Kto i jak wylicza te kwoty?

Minimalne wynagrodzenie

Najprościej rzecz ujmując, minimalne wynagrodzenie za pracę (potocznie płaca minimalna albo najniższa krajowa) to najniższe dopuszczone przepisami wynagrodzenie – nikt zatrudniony na etacie nie może zarobić mniej. Zgodnie bowiem z zapisami ustawowymi (Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu za pracę) wysokość wynagrodzenia pracownika zatrudnionego w pełnym miesięcznym wymiarze czasu pracy nie może być niższa od wysokości minimalnego wynagrodzenia.

Wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę określana jest corocznie. Do 15 czerwca Rada Ministrów przedstawia swoją propozycję wysokości płacy minimalnej w roku następnym Radzie Dialogu Społecznego. Przedstawiciele pracowników, pracodawców i rządu na rozmowy i wypracowanie wspólnego stanowiska mają 30 dni. Ustalona w tym gronie wysokość minimalnego wynagrodzenia jest następnie do 15 września ogłaszana w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” jako obwieszczenie Prezesa Rady Ministrów.

Jeżeli jednak Rada Dialogu Społecznego (RDS) nie uzgodni minimalnego wynagrodzenia w terminie, rząd ustala je w drodze rozporządzenia Rady Ministrów, a to do 15 września ogłaszane jest w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.

W tym roku ze względu na epidemię koronawirusa i zawirowania, jakie wprowadziła w gospodarce, terminy dotyczące prac nad ustaleniem wysokości płacy minimalnej zostały zmodyfikowane. Tzw. ustawą covidową rząd wydłużył czas na przedstawienie swojej propozycji przyszłorocznej płacy minimalnej do 31 lipca. Z kolei Rada Dialogu Społecznego miała na negocjacje tylko 10 dni. Ostatecznie wysokość minimalnego wynagrodzenia określił rząd (ostatni raz minimalną płacę udało się uzgodnić z RDS w 2010 r.).

Niezależnie od trybu ustalania (RDS i obwieszczenie czy ostatecznie rząd i rozporządzenie), wysokość płacy minimalnej ustalana jest w taki sposób, aby przeciętna wysokość minimalnego wynagrodzenia w danym roku wzrastała w stopniu nie niższym niż prognozowany na dany rok wskaźnik cen.

W 2020 roku minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi zgodnie z rozporządzeniem 2600 zł brutto;(z uwzględnieniem prognozowanego w czasie negocjacji wskaźnika cen powinna wynosić co najmniej 2345,60 zł). Od stycznia 2021 r. minimalna płaca wzrośnie o 7,7 proc. i będzie wynosić 2800 zł (powinna wynosić co najmniej 2716,10 zł).

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z nowym rokiem podwyżkę dostanie około 1,7 mln osób. Tak liczna jest bowiem według rządowych danych grupa pracowników otrzymujących wynagrodzenie na poziomie obecnego minimalnego wynagrodzenia za pracę. Jednocześnie zmiana ta dotknie około 2 mln pracodawców, którzy będą musieli ponieść zwiększone koszty zatrudnienia pracowników. Takie wyliczenia znalazły się w przygotowanej przez MRPiPS Ocenie Skutków Regulacji do projektu rozporządzenia.

Zgodnie z ustawą, minimalne wynagrodzenie za pracę nie ma charakteru jedynie wynagrodzenia zasadniczego. Jest to łączny przychód pracownika za nominalny czas pracy w danym miesiącu. Dlatego poza wynagrodzeniem zasadniczym obejmuje również inne składniki wynagrodzenia i świadczenia pracownicze. Nie obejmuje natomiast: nagrody jubileuszowej, odprawy emerytalnej lub rentowej, wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych, dodatku do wynagrodzenia za pracę w porze nocnej, dodatku za staż pracy.

Z myślą o tych, którzy nie mają umowy o pracę, co roku określana jest także minimalna stawka godzinowa dla umów cywilnoprawnych. W tym roku wynosi ona 16 zł brutto, w przyszłym roku będzie to 18,30 zł brutto.

Przeciętne wynagrodzenie

Z kolei przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej (potocznie średnie wynagrodzenie) to wartość statystyczna. Ogłaszane jest przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” jako komunikat.

Do 7. roboczego dnia lutego każdego roku GUS ma obowiązek podać kwotę przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku kalendarzowym. Do 7. roboczego dnia drugiego miesiąca po kwartale publikowany jest komunikat o przeciętnym wynagrodzeniu w poprzednim kwartale. Takie terminy nakłada „Ustawa o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych”, ale GUS publikuje też szereg innych komunikatów dotyczących wynagrodzeń np. o przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw.

Zgodnie z komunikatami GUS przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2019 r. wyniosło 4918,17 zł brutto. W drugim kwartale 2020 r. wyniosło 5024,48 zł i przy porównaniu danych rok do roku było wyższe o 3,8 proc. (kwartał do kwartału spadło o 5,8 proc.).

Jak jest wyliczane? GUS wyjaśnia, że jest to stosunek sumy wynagrodzeń osobowych brutto (także honorariów wypłaconych niektórym grupom pracowników za prace wynikające z umowy o pracę, wypłat z tytułu udziału w zysku lub w nadwyżce bilansowej w spółdzielniach oraz dodatkowych wynagrodzeń rocznych dla pracowników jednostek sfery budżetowej) do przeciętnej liczby zatrudnionych w danym okresie (bez osób zatrudnionych za granicą i wykonujących pracę nakładczą, tj. pośrednią między stosunkiem pracy a umową o dzieło).

Dynamika nominalna przeciętnego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej pozwala prognozować wysokość konsumpcji i wpływów z podatków, jest to więc ważny wskaźnik makroekonomiczny przy projektowaniu budżetu państwa. Ale nie tylko. Do przeciętnego wynagrodzenia odnosi się kilkadziesiąt ustaw i rozporządzeń, uzależniając od niego wysokość wynagrodzeń (np. członków komisji egzaminującej pośredników kredytu hipotecznego), opłat (np. za odpis dokumentacji medycznej), świadczeń (np. do ustalenia podstawy wymiaru emerytury), a nawet kar.

W projekcie ustawy budżetowej na 2021 rok Rada Ministrów przyjęła, że prognozowane przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej wyniesie w 2021 roku 5452 zł brutto. Według prognoz w 2021 roku minimalne wynagrodzenie za pracę będzie stanowiło 53,2 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.

Pandemia zapoczątkowała w Polsce cyfrową rewolucję. Na niespotykaną dotąd skalę cyfryzują się zarówno firmy, jak i urzędy

Polska wciąż ma do nadrobienia spore zaległości w obszarze cyfryzacji – zarówno po stronie firm, jak i administracji publicznej. Ta w ostatnich latach rozwija e-usługi, z których sztandarowa, czyli elektroniczny Profil Zaufany, tylko do września zanotowała przyrost aż o 3,4 mln użytkowników. Pandemia mocno przyspieszyła procesy cyfryzacji i wdrażania rozwiązań technologicznych. Z raportu Banku Światowego i PARP wynika, że co trzecia firma zwiększyła wykorzystanie internetu, aplikacji czy platform cyfrowych, co miało istotny wpływ na ich wyniki. Druga fala i nadchodzący kolejny lockdown będzie sprawdzianem dla firm i administracji, które musiały cyfryzować swoje usługi i działania w błyskawicznym tempie. Co ciekawe, za cyfryzacją nie stoją już tylko duże firmy. Aż 72 proc. laureatów konkursu PARP „100 najlepszych projektów na zwiększenie poziomu cyfryzacji w firmie” to mikrofirmy.

– Pandemia COVID-19 zmusiła nas do tego, abyśmy automatyzowali się w sposób szybszy, abyśmy prowadzili zdalne nauczanie, zdalną pracę i spotykali się online. To spowodowało również bardzo szybki proces cyfryzacji, w który weszła nie tylko Polska, ale i cały świat – mówi agencji Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Jak pokazuje raport Banku Światowego przygotowany we współpracy z PARP („COVID-19 Business Pulse Survey – Polska”), w wyniku pandemii 32 proc. polskich firm zaczęło używać (bądź zwiększyło użycie) internetu, mediów społecznościowych, wyspecjalizowanych aplikacji czy platform cyfrowych w celach biznesowych. Przedsiębiorstwa poprawiły w ten sposób głównie sprzedaż (45 proc.), marketing (38 proc.) i zarządzanie (24 proc.)

– Proces cyfryzacji do tej pory przebiegał – zarówno wśród mieszkańców, administracji, jak i instytucji publicznych i przedsiębiorców – w sposób dosyć ewolucyjny. A pandemia zapoczątkowała rewolucję w tym obszarze. Wiele instytucji i przedsiębiorców stwierdziło, że bez wprowadzenia rozwiązań cyfrowych nie mogą normalnie funkcjonować albo nie przetrwają na rynku – wyjaśnia Małgorzata Oleszczuk, prezes PARP. – Dotyczy to firm, które zaczęły np. prowadzić sprzedaż internetową. Ogromny rozwój branży e-commerce spowodował możliwość kontaktu z wieloma kontrahentami, już nie tylko lokalnymi. Dla firm, które wychodzą na rynki międzynarodowe, bodźcem była pandemia, natomiast żałują, że nie zrobiły tego wcześniej.

Chwila oddechu przed drugą falą pandemii nie zatrzymała procesów transformacji w polskich firmach. Nie tylko z powodu obaw przed trudniejszymi czasami, lecz także z powodu nagłych zmian w zachowaniach konsumentów. Pojawiły się nowe potrzeby produktowe, również te związane z procesem zakupu i obsługi klienta. Obecne obostrzenia, mające chronić polskie społeczeństwo tu i teraz, ograniczają dotychczasową formę pracy, życia i drogę rozwoju gospodarczego. Jednak – z drugiej strony – będą one miały długoterminowe skutki w postaci nowych modeli biznesowych, produktów i usług oraz mechanizmów współpracy w różnych sferach życia społecznego. Pandemia przyspiesza te procesy, ale faktycznym podłożem dla większości tych rozwiązań jest trend transformacji cyfrowej, z którego coraz więcej polskich firm chce korzystać.

– Firmy wprowadzają więc szeroko zakrojone zmiany. Zmieniają modele biznesowe i formy działania, kanały sprzedaży i obsługi klienta, ale także wprowadzają zmiany dotyczące wewnętrznej struktury. Wiedzą, że od tego nie da się już odejść – przekonuje Małgorzata Oleszczuk.

Statystyki GUS pokazują systematyczny rozwój cyfryzacji w sektorze przedsiębiorstw. W tym roku z usług chmury obliczeniowej korzystało 24,4 proc. firm (wzrost o prawie 7 pkt proc. względem poprzedniego), jednak to wciąż mniej niż w Finlandii, Szwecji czy Danii, gdzie z chmury korzysta ponad połowa firm. Niemal co 10. polskie przedsiębiorstwo prowadziło analizy Big Data, a 16,6 proc. używało urządzeń lub systemów internetu rzeczy.

– W Polsce biznes jest w wielu obszarach mocno zaawansowany cyfrowo. Sztandarową branżą, którą możemy się pochwalić, jest bankowość i mobilne aplikacje bankowe uznawane za jedne z najlepszych na świecie. Warto wspomnieć też ostatni sukces Allegro czy firmy telekomunikacyjne, które mocno wykorzystują usługi cyfrowe. Mamy wiele branż, o których możemy powiedzieć, że są w czołówce pod względem wykorzystania najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych – mówi Marek Zagórski, pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

O tempie przyspieszenia cyfrowej transformacji w biznesie mogą świadczyć również zgłoszenia do konkursu PARP „100 najlepszych projektów na zwiększenie poziomu cyfryzacji w firmie”, którego wyniki poznaliśmy 26 października. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu dni aplikacje złożyło prawie 500 firm, głównie mikroprzedsiębiorcy, wskazując projekty, które niedawno zakończyli lub planują wdrożyć w najbliższym czasie.

W programie finansowanym z funduszy unijnych (Program Operacyjny Inteligentny Rozwój) wzięli udział przedsiębiorcy ze wszystkich województw w Polsce. Wśród wnioskodawców przeważały firmy usługowe. Co piąta nagrodzona firma pochodzi z sektora produkcyjnego, w którym wprowadzenie tego typu zmian jest kosztowniejsze i bardziej długotrwałe. Różnorodność była jednak duża – aplikowały zarówno firmy, które wcześniej nie mały do czynienia z rozwiązaniami w obszarze cyfryzacji (zmieniając diametralnie np. sposób realizacji usług albo komunikacji z klientem), jak i firmy, których zgłoszone rozwiązania cechowały się bardzo wysoką wartością dodaną (projekt był przemyślanym, kolejnym etapem już toczącej się transformacji).

W czerwcu br. PARP przeprowadziła również badanie o tematyce COVID-19 wśród beneficjentów swoich programów realizowanych w ramach POIR oraz POPW. 75 proc. ankietowanych potwierdziło, że w wyniku pandemii wprowadziło pracę zdalną, 62 proc. zaczęło obsługiwać klientów przez Internet, a ponad połowa uruchomiła działania z obszaru marketingu internetowego.

– Przynajmniej w części firm te działania można było wprowadzić stosunkowo szybko, dlatego te wysokie odsetki są uzasadnione. Natomiast zwraca uwagę fakt, że sięgano również po bardziej pracochłonne i kapitałochłonne działania – co piąty beneficjent deklarował wprowadzenie automatyzacji procesów w firmie jako efekt pandemii, a 39 proc. uruchomiło działalność e-commerce – mówi Małgorzata Oleszczuk. – Te dane wskazują, że ogólna sytuacja na rynku mogła być analogiczna i szybkość oraz masowość zjawiska cyfryzacji będzie się pogłębiać. Mniejsze firmy nie zawsze w takiej konkurencji wygrywają, dlatego nasz konkurs skierowaliśmy również do takich podmiotów.

Przyspieszenie procesu cyfryzacji w ostatnich miesiącach nastąpiło także w administracji publicznej. Z e-usług – jak pokazują dane GUS – w ciągu ostatniego roku korzystało 42 proc. Polaków.

– W administracji najlepszym przykładem e-usług jest używanie przez Polaków środka identyfikacji elektronicznej, czyli Profilu Zaufanego, poprzez który każdy może załatwić cały szereg spraw urzędowych, np. e-PIT-y. W tym przypadku dane zgromadzone przez administrację pozwalają na to, żeby aktywność obywatela była ograniczona do minimum. Podobnie zresztą jak w przypadku danych w rejestrach wykorzystywanych chociażby po to, żebyśmy nie musieli zawsze jeździć z dowodem rejestracyjnym czy prawem jazdy – mówi Marek Zagórski.

Z danych resortu cyfryzacji wynika, że jeszcze w połowie lutego br. Profil Zaufany, który umożliwia m.in. złożenie online wniosku o nowy dowód, zgłoszenie narodzin dziecka, kupna lub sprzedaży samochodu czy zawnioskowanie o odpis aktu stanu cywilnego, miało 5 mln Polaków. Pod koniec września ta liczba wzrosła już do 8 mln. Od początku tego roku PZ założyło w sumie 3,4 mln osób, czyli prawie trzykrotnie więcej niż przez cały 2018 rok.

– Cyfryzacja to dla nas szansa, ale i wyzwanie w kontekście państwowych urzędów i wykorzystania Profilu Zaufanego. Tutaj warto przypomnieć, że zaczynaliśmy od 400 tys. beneficjentów tego systemu – wskazuje Olga Semeniuk.

W Polsce działania dotyczące rozwoju cyfryzacji koncentrują się na kilku obszarach. Poza rozwijaniem infrastruktury i e-usług są to także: tworzenie bardziej przyjaznej legislacji oraz podnoszenie cyfrowych kompetencji społeczeństwa. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że w tym obszarze wciąż pozostało dużo do nadrobienia.

– Prawie połowa ludności Polski twierdzi, że nie ma kompetencji cyfrowych. To jest dosyć niepokojący wskaźnik i od dłuższego czasu podejmowane są działania, aby go poprawić – podkreśla Małgorzata Oleszczuk.

– Najpierw musi być internet, żeby móc z niego korzystać. Kiedy już mamy internet, potrzebne są kompetencje i usługi w tym internecie. Żeby jednak te usługi działały dobrze, potrzebujemy też dobrego prawa. Prawo często jest barierą dla cyfryzacji, ponieważ zostało wymyślone w czasie, kiedy internetu jeszcze nie było – dodaje sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Według danych GUS w ubiegłym roku 83,1 proc. gospodarstw domowych w Polsce miało przynajmniej jeden komputer, a ten wskaźnik rośnie z roku na rok – choć w coraz wolniejszym tempie. Aktualnie dostęp do internetu ma już 90,4 proc. gospodarstw (jeszcze w ubiegłym było to 86,7 proc.), ale jest on uzależniony m.in. od miejsca zamieszkania i stopnia urbanizacji. Najwięcej gospodarstw domowych mających dostęp do internetu znajduje się w aglomeracjach i dużych miastach. Z kolei wśród tych, które nie mają w domu internetu, najczęściej wskazywanym powodem jest brak takiej potrzeby. Drugi istotny powód to brak odpowiednich umiejętności.

PARP

Szybko rośnie liczba samochodów elektrycznych. Firmy ubezpieczeniowe i assistance muszą dostosować się do zmian na rynku motoryzacyjnym

Po polskich drogach jeździ już ponad 14,7 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym, a ich liczba przyrasta w tempie prawie 100 proc. rok do roku – wynika z Licznika Elektromobilności. Wraz z rozwojem tego segmentu rynku rośnie liczba zgłoszeń od kierowców, którzy mierzą się z awariami i usterkami. To oznacza nowe wyzwania dla firm assistance udzielających pomocy na drodze. Muszą one przygotować i wdrażać nowe standardy obsługi, które mają pomóc szybciej naprawiać awarie pojazdów elektrycznych.

– Rozwój samochodów elektrycznych i hybrydowych znacząco wpłynął na cały rynek motoryzacyjny, dotknęło to również branżę assistance. Nie można standardów samochodów osobowych przyrównywać do standardów samochodów elektrycznych związanych z obsługą w tym zakresie. Potrzebne jest więc nowe spojrzenie na auta elektryczne i hybrydowe właśnie pod kątem rynku assistance – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mikołaj Siwecki, kierownik sieci w firmie Starter24.

Z Licznika Elektromobilności PSPA i PZPM wynika, że na koniec września 2020 roku po polskich drogach jeździło 14 788 elektrycznych samochodów osobowych, z czego ponad połowę (ponad 8,1 tys.) stanowią pojazdy w pełni elektryczne, a pozostałą część – hybrydy (6,6 tys.). Przez pierwsze dziewięć miesięcy 2020 roku przybyło blisko 6 tys. pojazdów elektrycznych, o 97 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Rozwija się też infrastruktura ładowania. To wszystko sprawia, że również firmy ubezpieczeniowe muszą dostosować się do zmian na rynku motoryzacyjnym.

– Wyzwań jest wiele. Jedna kwestia to przystosowanie się do nowego modelu obsługi klienta. Natomiast najważniejsze wyzwanie, które przed nami stoi, to wiedza na temat podzespołów danego samochodu oraz całej obsługi związanej z jego ładowaniem. Oczywiście jest część wspólna dla aut elektrycznych i spalinowych, jeżeli chodzi o usterki i awarie, natomiast wiele rzeczy jest nowością dla użytkownika i dla nas – tłumaczy Mikołaj Siwecki.

Obecnie nie ma europejskiej legislacji w zakresie obsługi samochodów elektrycznych. To oznacza, że przy interwencjach w przypadku awarii i wypadków stosuje się standardowe procedury jak w przypadku tradycyjnych pojazdów spalinowych. Nie uwzględniają one zagrożeń związanych z uszkodzeniem instalacji wysokiego napięcia czy akumulatorów trakcyjnych. Dlatego też część firm ubezpieczeniowych we własnym zakresie opracowuje nowe standardy obsługi i specjalistycznego podejścia do wsparcia kierowcy pojazdu elektrycznego. Korzystają przy tym z doświadczeń firm na europejskich rynkach, bardziej rozwiniętych w segmencie elektryków.

 Odnotowujemy bardzo dużo zgłoszeń związanych z problemami w obsłudze stacji ładowania czy z włożeniem i wyciągnięciem przewodu ładującego. Takie zdarzają się najczęściej. Reasumując, jest dużo zgłoszeń dotyczących obsługi samochodu, niewynikających z awarii bezpośredniej auta, ale z niewiedzy użytkownika i z tego, że ta technologia jest nowością – wymienia ekspert.

Jak wskazuje Mikołaj Siwecki, samochody elektryczne mają bardziej zaawansowaną elektronikę, dodatkowe systemy związane z obsługą napędu i aplikacje mobilne wspierające kierowcę. To brak doświadczeń w użytkowaniu nowej technologii jest najczęstszym problemem, który można szybko rozwiązać przez telefon lub na miejscu awarii.

– Wiele pytań kierowców dotyczy samej obsługi samochodu, pojawiają się nowe komunikaty, nowe kontrolki, których wcześniej w nich nie było – zwraca uwagę.

Wsparcie kierowcy udzielane na miejscu zdarzenia czy awarii jest kluczowe dla minimalizacji kosztów assistance związanych np. z holowaniem. Do tego niezbędny jest przeszkolony personel, z odpowiednimi kompetencjami. Przykładowo w przypadku pracowników pomocy drogowej są to uprawnienia do pracy z wysokim napięciem.

Zmiana rozpoczyna się już w momencie zgłoszenia klienta. Konsultant przyjmujący sprawę musi być gotowy na to, że dostanie pytania spoza standardowej puli i będą dotyczyć obsługi samego samochodu. Druga zmiana to odpowiednie przeszkolenie i uprawnienia osoby wykonującej usługę assistance na drodze – przekonuje przedstawiciel Starter24.

W przypadku samochodów elektrycznych personel musi być wyposażony w odzież zabezpieczającą i ochronną, musi też znać standard postępowania w razie wycieku  płynów czy zabezpieczenia baterii, szczególnie w sytuacji po poważnej kolizji czy wypadku. Także sama pomoc drogowa musi być przystosowana do przewozu uszkodzonych pojazdów, często cięższych niż spalinowe samochody.

– Wdrożyliśmy obsługę kontraktu dla Volkswagen ID, czyli nowej grupy samochodów elektrycznych z grupy VGP. Podejście do klienta jest zupełnie inne, wychodzimy z pytaniem, jak możemy pomóc, w jaki sposób możemy zareagować dla klienta, nie dla samochodu – tłumaczy Mikołaj Siwecki.

Co dziesiąte dziecko na świecie rodzi się jako wcześniak. Wywołujący zapalenie płuc czy oskrzeli wirus RS jest dla nich śmiertelnie niebezpieczny i groźniejszy niż koronawirus

Średnio co 10. dziecko w Polsce rodzi się przed terminem. Wcześniaki, zwłaszcza z bardzo lub ekstremalnie małą masą ciała, wymagają po urodzeniu długiego pobytu na oddziałach intensywnej terapii i patologii noworodka. W okresie jesienno-zimowym bardziej niż koronawirus groźny jest dla nich wirus RS, który może prowadzić do ponownego pobytu w szpitalu i groźnych powikłań, a nawet śmierci. Kontakt z nim ma nawet 90 proc. wcześniaków. Dlatego dzieci, które przyszły na świat przedwcześnie, warto zabezpieczyć poprzez immunoprofilaktykę, czyli podanie im gotowych przeciwciał. Świadczenie jest refundowane przez państwo, a w całej Polsce jest prawie 70 akredytowanych ośrodków, w których można bezpłatnie z niego skorzystać.

– Okres jesienno-zimowy jest szczególnie niebezpieczny dla dzieci urodzonych przedwcześnie. To okres wzmożonych infekcji zarówno dla dorosłych, jak i dzieci, ale też czas, w którym szczególnie wirus RS, czyli wirus nabłonka oddechowego, jest niezwykle groźny dla noworodków urodzonych przedwcześnie – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Pandemia COVID-19 sprawiła, że opieka nad wcześniakami, czyli według definicji WHO dziećmi urodzonymi pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży, stała się dużym wyzwaniem. Wielu rodziców nie mogło odwiedzać swoich dzieci w szpitalach ze względu na ryzyko zakażenia koronawirusem. Zagrożeniem dla maluchów jest też wirus RS, syncytialny wirus nabłonka oddechowego. W okresie jesienno-zimowym jest on przyczyną infekcji u 70 proc. dzieci do drugiego roku życia, a kontakt z nim ma 90 proc. wcześniaków.

– Wirus ten powoduje zakażenia zarówno górnych, jak i dolnych dróg oddechowych, a więc np. zapalenie oskrzeli, oskrzelików czy płuc. W najgorszej sytuacji są dzieci urodzone przedwcześnie z tzw. dysplazją oskrzelowo-płucną, czyli już nasilonymi zmianami w płucach. Takie dzieci mogą trafić na oddziały intensywnej terapii noworodka – mówi prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka.

Wirus RS jest aktywny od października do kwietnia. U zdrowych dzieci, urodzonych w terminie, może wywołać tylko lekki katar lub kaszel. Jednak dla wcześniaków jest szczególnie niebezpieczny. Z powodu przedwczesnych narodzin mają one nie w pełni dojrzałe drogi oddechowe, a to oznacza, że struktury w płucach niezbędne do oddychania nie są jeszcze wykształcone. Infekcje wywołane wirusem RS, takie jak zapalenia oskrzeli czy płuc, dodatkowo obciążają niedojrzałe płuca i pociągają za sobą zaburzenia oddychania i bezdechy. Może to prowadzić do niedotlenienia i kolejnych powikłań zdrowotnych. W efekcie konieczne jest leczenie szpitalne, niekiedy nawet na oddziale intensywnej terapii z zastosowaniem respiratora. Infekcja ta może pociągać za sobą poważne powikłania: u dzieci, które przeszły infekcję wywołaną wirusem RS, czterokrotnie częściej występuje później astma oskrzelowa.

Jedyną formą zabezpieczenia przed zakażeniem wirusem RS i jego powikłaniami jest tzw. profilaktyka bierna, czyli podanie dziecku gotowych przeciwciał – immunoglobulin. Wcześniakom, które urodziły się przed 33. tygodniem ciąży, to świadczenie przysługuje bezpłatnie, bo jest refundowane przez państwo. W ubiegłym sezonie immunoprofilaktyce zostały poddane pierwsze w Polsce sześcioraczki.

Immunoprofilaktyka polega na podaniu dziecku pięciu dawek leku w miesięcznych odstępach – to konieczne, ponieważ stężenie immunoglobulin w organizmie już po ok. 21 dniach spada do wartości, która przestaje zabezpieczać przed zachorowaniem. Wtedy należy podać kolejną dawkę.

– Z profilaktyki mogą skorzystać noworodki urodzone przed 33. tygodniem ciąży. Na rodziców czeka 70  placówek akredytowanych do jej prowadzenia. Jesteśmy przygotowani, żeby w sposób bezpieczny i nie obawiając się koronawirusa, przeprowadzić tę profilaktykę i podać pełne pięć dawek. Fundacja Koalicja dla wcześniaka przygotowała dla rodziców wcześniaków zestawy zawierające środki ochrony osobistej – jednorazowe maseczki, rękawiczki i płyn do dezynfekcji rąk, które są przekazywane w przychodniach – podkreśla prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Placówkę prowadzącą program profilaktyki zakażeń wirusem RS można znaleźć w każdym województwie, a ich pełna lista jest dostępna na stronie www.wczesniaki.org.pl oraz www.koalicjadlawczesniaka.pl.

Wizyta w placówce jest umawiana na konkretną godzinę i organizowana tak, aby rodzic i dziecko nie stykali się z innymi pacjentami. Z kolei rodzice są proszeni o dezynfekcję rąk, noszenie maseczek i, jeśli to możliwe, przyjazd do ośrodka zdrowia własnym samochodem, a nie środkiem komunikacji publicznej.

Projekt ustawy o czasie pracy maszynistów budzi kontrowersje. Nowe prawo może być niekorzystne dla przewoźników i maszynistów

Zaproponowane przez Ministerstwo Infrastruktury zmiany dotyczące regulacji czasu pracy maszynistów budzą wiele wątpliwości – zarówno ekspertów, jak i samych zainteresowanych. – Zamiast wzrostu bezpieczeństwa głównym skutkiem nowego prawa będzie spadek efektywności pracy maszynistów oraz ich wynagrodzeń. Efektem ubocznym zmian może być odpływ pracowników kolei do innych branż – przewiduje Jakub Majewski, prezes zarządu Fundacji Pro Kolej. Jak podkreśla, system kontroli czasu pracy maszynistów działa dobrze i wymaga jedynie udoskonalania, a nie rewolucji, jaką proponuje rząd.

W pierwszej połowie października w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów znalazł się projekt ustawy o czasie pracy maszynistów przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury. Celem nowych przepisów jest stworzenie jednolitych norm dotyczących jego wymiaru w odrębnym akcie prawnym, a także zmian w obowiązkach pracodawców, które mają przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa ruchu kolejowego i przestrzegania standardów prawa pracy.

Rząd zaproponował zupełną rewolucję dotyczącą regulacji czasu pracy maszynistów. Jest to dość kontrowersyjna propozycja, bo okazuje się np., że maszynista, jako jedyny zawód w Polsce, może od momentu wyjścia z domu aż do powrotu do niego być w pracy. Według nowych regulacji będzie musiał zmieścić się w 12 godzinach, by dojechać do miejsca pracy, aby objąć pociąg, przejechać zaplanowaną trasę i wrócić do domu. To dość zaskakujące, bo nigdzie w transporcie nie ma tego typu regulacji – zauważa Jakub Majewski.

Nowe przepisy określają, że czas pracy maszynistów zatrudnionych na podstawie stosunku pracy nie może przekraczać ośmiu godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin w tygodniu pracy oraz w okresie rozliczeniowym nieprzekraczającym dwóch miesięcy. Dopuszczalne jest przedłużenie wymiaru czasu pracy do 12 godzin na dobę, ale liczba godzin nadliczbowych nie może przekroczyć 150 godzin w roku kalendarzowym. Ponadto praca na stanowisku maszynisty wykonywana u kilku pracodawców podlega sumowaniu.

Chcielibyśmy jako branża racjonalnie gospodarować zasobami ludzkimi i dobrze zorganizować czas pracy maszynistów, aby byli efektywni i mogli bezpiecznie prowadzić pociąg. Ale nie można zaliczyć całego czasu poza domem do czasu pracy, bo może się okazać, że kiedy maszynista dojedzie na miejsce, w którym znajduje się pociąg, połowa czasu, który może być przeznaczony na pracę, będzie już wykorzystana – zauważa prezes zarządu Fundacji Pro Kolej.

Zdaniem Jakuba Majewskiego pracownicy powinni mieć możliwość odpoczynku i móc bezpiecznie dojechać do domu, a 12 godzin pracy dla maszynisty to jest limit, którego w żaden sposób nie powinno się przekraczać.

– Jednak nie można przesunąć tego wahadła w drugą stronę, bo to spowoduje, że część pociągów nie pojedzie, a towary trafią na drogi, które już są zatłoczone – wyjaśnia. – Musimy ten system zbudować tak, żeby był efektywny. Skutki ustawy będą negatywne nie tylko dla przewoźników kolejowych, pasażerskich czy towarowych, ale również dla samych maszynistów. Bo jeżeli maszynista przez większość swojego czasu pracy nie będzie prowadził pociągu, to jego wynagrodzenie się obniży.

Prezes Fundacji Pro Kolej zwraca również uwagę, że projekt ustawy zawiera bardzo rygorystyczne zapisy dotyczące limitów umożliwiających dorobienie u innego pracodawcy oraz pracę w nadgodzinach. To kolejna przyczyna możliwego spadku wynagrodzeń.

Obowiązująca ustawa o transporcie kolejowym daje bardzo konkretne narzędzia do kontroli czasu pracy. Już dziś pracodawca zgłasza, ilu ma maszynistów oraz w jakim wymiarze etatu są zatrudnieni. Urząd Transportu Kolejowego skonstruował przepisy, które wprowadzono dwa lata temu do ustawy, i przestrzeganie norm czasu pracy znacznie się poprawiło.

– Nie mamy na kolei takich problemów jak np. często sygnalizuje Inspekcja Transportu Drogowego, zatrzymująca kierowców, którzy jadą po 24 godziny bez odpoczynku. Cała służba nadzoru ruchu, PKP Polskie Linie Kolejowe i poszczególni przewoźnicy bardzo skrupulatnie pilnują przestrzegania prawa. Nie potrzebujemy żadnej rewolucji. Potrzeba już tylko niewielkich zmian, aby każdy maszynista prowadził pociąg bezpiecznie do celu – zapewnia Jakub Majewski.

Według szacunków w Polsce brakuje około 2–2,5 tys. maszynistów. Taka liczba dodatkowych pracowników spowodowałaby, że maszyniści nie braliby zleceń od kilku pracodawców. Na niedobory kadrowe wpływa fakt, że czas szkolenia nowych pracowników to ponad dwa lata, zwłaszcza że dziś na kolei stosuje się bardzo zaawansowane technologie, a dodatkowo wymogi zdrowotne są rygorystyczne.

– Maszynista dziś to nie jest umorusany węglem atleta, który musi z ogromną siłą angażować się w prowadzenie pociągu. Teraz są komputery, nowoczesne urządzenia, które pomagają człowiekowi, a w zasadzie często prowadzą pociąg za niego. Maszynista nadzoruje tę skomplikowaną aparaturę – tłumaczy prezes Fundacji Pro Kolej.

Jego zdaniem system szkolenia maszynistów pozostał w XIX wieku i nie przystaje do dzisiejszych czasów. Bardzo trudno namówić młodych ludzi do wyboru tego zawodu, bo podczas szkoleń można odnieść wrażenie, że kolej w Polsce wciąż działa tak jak w czasach parowozów.

Mamy nowoczesną, zinformatyzowaną kolej i należałoby szkolić maszynistów w odpowiedni sposób, wykorzystując nowe technologie, np. narzędzia do edukacji online. Niestety perspektywa dwuletniej nauki i płacy minimalnej przez dwa lata nie jest kusząca. Wielu młodych ludzi woli zostać kierowcą lub pilotem niż maszynistą. Co roku część osób pracujących na kolei odchodzi na emeryturę i nie sposób znaleźć młodych, którzy ich zastąpią – ubolewa Jakub Majewski.