Trump nie lubi spadków na Wall Street

Dobrze, że Donald Trump nie lubi spadków na Wall Street, gdyż po każdej czerwonej sesji jest szansa na jego interwencję. Prezydent USA jest gotów osobiście zaangażować się w uzgodnienie pakietu fiskalnego i przekonanie przeciwnych ugodzie senatorów. Tylko że pogorszenie nastrojów na rynkach to nie kwestia samej polityki fiskalnej. Na drugą falę pandemii Trump nie ma odpowiedzi.

Wczorajsza awersja do ryzyka przede wszystkim była napędzana przez koronawirusa, a dokładniej wzrost nowych przypadków zachorowań i zaostrzenie restrykcji w Europie. Ograniczenia w jednych krajach od razu budzą spekulacje o podobne działania w drugich, kładąc się cieniem na perspektywach ożywienia na całym kontynencie. Silne odbicie Wall Street pod koniec dnia zostało wywołane komentarzami Trumpa, który jest gotów podbić ofertę Republikanów dotyczącą pakietu fiskalnego w wysokości 1,8 bln USD i przekonać do porozumienia opornych senatorów, mimo że lider większości republikańskiej w Senacie Mitch McConnell odrzucił tę propozycję. Nie jest tajemnicą, że Trump wiąże sukces swojej prezydentury z kondycją rynku akcji, więc ostatnie spadki zmusiły go do interwencji. Jakkolwiek jednak początkowo pesymizm wynikał z rozczarowania impasem rozmów fiskalnych, tak teraz awersja do ryzyka ma podłoże przede wszystkim w drugiej fali pandemii. Stąd nowe starania Trumpa mogą nie wystarczyć na odmianę sentymentu na rynkach, szczególnie że wciąż jest bardzo mało prawdopodobne, aby udało się zdążyć z zatwierdzeniem pakietu przed wyborami 3 listopada.

A umocnienie USD nie bierze się z przełomu w negocjacjach fiskalnych, bądź lepszej oceny sytuacji zdrowotnej USA względem Europy. Dzienna liczba nowych przypadków zachorowań w USA zbliża się do szczytów z lipca (59,7 tys. vs 75,7 tys.), zatem druga fala zachorowań nie jest fenomenem wyłącznym dla Europy. Ale podobnie, jak to miało w trakcie wrześniowej korekty, tak i teraz umocnienie USD jest konsekwencją tego, że wcześniej popyt na ryzykowne aktywa był finansowany tanim dolarem. Wywołana obawami redukcja ryzyka skutkuje odkupywaniem USA i/lub ucieczką w bezpieczne aktywa, bez względu na rozwój koronawirusa w USA. Rynek walutowy będzie zdominowany przez rewaluację ryzyka z czystym podziałem na bezpieczne przystanie i waluty ryzykowne.

Złoty zalicza się do tych drugich, a EUR/PLN wzrósł wczoraj ponad 4,56. Nowy rekord liczby zachorowań w Polsce dodaje do argumentów za osłabieniem. Rząd zdecydował się na zaostrzenie restrykcji, w tym zamknięcie szkół średnich i wyższych, zamknięcie siłowni, ograniczenie godzin otwarcia restauracji, wprowadzenie limitów liczby klientów w sklepach. Większe obostrzenia teraz zmniejszają ryzyko konieczności całkowitego lockdownu, co byłoby fatalne w skutkach dla gospodarki. Ale efekty restrykcji, jeśli się pojawia, będą widoczne dopiero za kilka dni lub tygodni. Do tego czasu złoty pozostanie pod wpływem ogólnej awersji do ryzyka, a podejście do 4,60 w najbliższych dniach dalej jest możliwe.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wschodzące lokalizacje magazynowe w Polsce – województwo lubuskie

Lubuskie to stosunkowo młody rynek magazynowy w Polsce, który zlokalizowany jest głównie w takich ośrodkach jak Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski, Świebodzin i Słubice. W ostatnich latach region ten przeżywa wzmożone zainteresowanie ze strony najemców, którzy poszukują dogodnej lokalizacji do obsługi klientów z Europy Zachodniej. Obecnie, na rynku magazynowym w Polsce Zachodniej budowane jest jedno z największych centrów dystrybucyjnych w Polsce o powierzchni ponad 200 000 mkw.  Jak przedstawia się obecna sytuacja i perspektywy dla rynku magazynowego w woj. lubuskim sprawdzili eksperci AXI IMMO.

Całkowite zasoby rynku magazynowego w woj. lubuskim na zakończenie pierwszej połowy 2020 roku powiększyły się o 26 000 mkw. i wyniosły 316 000 mkw. (+22,4% r/r). Co ciekawe, jeszcze na początku 2017 r. region ten dysponował jedynie ok. 20 000 mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej na wynajem. Przyjmując wartości procentowe był to największy wzrost w analizowanym okresie, spośród wszystkich rynków logistycznych w Polsce.

Lubuskie to nowa, aczkolwiek jedna z najszybciej rozwijających się lokalizacji magazynowych w Polsce. Na jej korzyść przemawia fakt dogodnego położenia geograficznego wzdłuż polsko-niemieckiej granicy, a także dobrze rozwinięta infrastruktura drogowa. W jej skład wchodzą autostrady A2 i A4 oraz droga ekspresowa S3 w kierunku Szczecina. Oprócz inwestycji w drogi, region ten dysponuje dobrze rozwiniętymi szlakami kolejowymi, a także dostępem do portu lotniczego. To dobra lokalizacja dla lokalnych i zagranicznych dystrybutorów i producentów obsługujących Niemcy, którzy poszukają oszczędności. Co więcej wg. Centrum Obsługi Inwestora firmy zainteresowane rozwojem działalności w regionie mogą skorzystać z prawie 1300 ha uzbrojonych terenów inwestycyjnych dostępnych w Specjalnych Strefach Ekonomicznychkomentuje Piotr Roszkowski, Starszy Konsultant w Dziale Industrial AXI IMMO.

Obecnie na rynku Polski Zachodniej znajduje się 225 000 mkw. powierzchni magazynowej w budowie. W ramach nowej podaży firma Panattoni dostarczy dla poufnego najemcy z sektora e-commerce nowe centrum dystrybucyjne o powierzchni użytkowej 203 500 mkw., które wraz z budowanym parkiem Hillwood’s Słubice (21 500 mkw.), zwiększy wielkość tego rynku do 540 000 mkw.

W analizowanym okresie od stycznia do czerwca br. nie zanotowano powierzchni dostępnej od ręki, głównie przez fakt występowania w regionie dużych obiektów w formule BTS, przez co stawki bazowe pozostają niezmiennie na poziomie 3,5 – 3,7 EUR/mkw.  Z kolei ostatnie duże umowy najmu podniosły popyt brutto do niespotykanego poziomu, który w pierwszej połowie roku wyniósł 214 000 mkw. Największymi transakcjami oprócz poufnego najemcy z sektora e-commerce były dwie umowy w centrum magazynowym Panattoni Gorzów – 6 500 mkw. dla firmy Omnipack i 3 700 mkw. dla Logoplaste. Obie umowy podpisano w I kw. 2020 r. Wśród najbardziej aktywnych najemców w regionie znajdują się  firmy logistyczne, e-commerce, a także przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego.

Główna koncentracja powierzchni magazynowej na rynku lubuskim skupia się wokół dwóch stolic województwa. Zielona Góra oferuje duże centra magazynowe dla wielu najemców, które obecnie zajmowane są przez firmy logistyczne. Z kolei wśród najemców wybierających Gorzów Wielkopolski znaleźli się producenci mebli, firmy z branży motoryzacyjnej, a także międzynarodowe firmy logistyczne. Lokalizację tę charakteryzują obiekty typu BTS oraz jeden park logistyczny dostarczony przez firmę Panattoni. Podobnie jak w Gorzowie Wielkopolskim, tak i w Nowej Soli krajobraz parków magazynowych tworzą duże obiekty BTS i BTO. Garnitur najemców tworzą zaś firmy z branży budowlanej, metalowej, motoryzacyjnej i spożywczej. Z kolei przy węźle autostrady A2 z drogą ekspresową S3 znajduje się Świebodzin, gdzie powstaje mega centrum dystrybucyjne dla e-commerce. Poza tą inwestycją znajduje się tu też park logistyczny dewelopera Exeter i obiekty BTS. Wartym wspomnienia są jeszcze Słubice graniczące z Frankfurtem nad Odrą. Na korzyść tej lokalizacji przemawia stosunkowo niewielka odległość od Berlina wynosząca ok. 70 km. Spodziewamy się, że w kolejnych latach m.in. przez bliską odległość z granicą z Niemcami rozwiną się także Iłowa czy Krosno Odrzańskie gdzie znajdują się pojedyncze inwestycje magazynowe” – dodaje Piotr Roszkowski z AXI IMMO.

Wkrótce poznamy Liderów Nieruchomości, doradców i specjalistów na dziwne czasy

Rynek nieruchomości ma się dobrze, choć sporo się na nim dzieje. Polacy wciąż kupują i sprzedają domy czy mieszkania, o czym świadczy choćby fakt, że ruch w Otodom, najpopularniejszym serwisie z nieruchomościami był we wrześniu o 20-procent większy niż rok wcześniej. Zmiany preferencji mieszkaniowych, trendów cenowych czy rynku najmu są jednak bardzo dynamiczne. Gdzie zatem szukać specjalistów, którzy doradzą przy tak ważnej decyzji, jaką jest zakup nieruchomości? Idealnymi kandydatami wydają się laureaci konkursu Lider Nieruchomości Otodom 2020, których poznamy już 22 października.

Co się dzieje na rynku?

Boom na rynku nieruchomości w ostatnich latach trwał w najlepsze. Od 2016 do 2019 roku mieszkania na rynku pierwotnym drożały o niecałe 9%, a na rynku wtórnym – o ponad 22%. W niektórych miastach były to podwyżki nawet na poziomie 41%, także w przypadku domów. Pandemia zatrzymała te wzrosty. Obecnie sytuacja się nieco zmieniła: nieruchomości nie tanieją, ale ceny stoją w miejscu.

Dodatkowo należy zaznaczyć, że dostęp do kredytów hipotecznych jest teraz utrudniony przez większe wkłady własne oraz dodatkowe weryfikacje zdolności kredytowej. Specjaliści mówią o nadchodzącej recesji, która również nie zachęca do zaciągnięcia hipoteki. Z drugiej strony spadek liczby transakcji kredytowych zrekompensowały osoby, które z powodu najwyższej w UE inflacji i skrajnie niskiego oprocentowania lokat zaczęły wycofywać swoje pieniądze z banków i przenosić je na rynek nieruchomości. W niepewnych czasach jest on jednym z najbezpieczniejszych rozwiązań.

Jak odnotował Otodom, od połowy marca do końca czerwca częściej szukaliśmy domów niż mieszkań, co było ewenementem. W szczytowym momencie, tj. 12 kwietnia br. domy na sprzedaż stanowiły 48% wyszukiwań, a mieszkania na sprzedaż 33%. Dla porównania jeszcze 3 marca mieszkania stanowiły 51%, a domy 36%. Z kolei w lipcu i sierpniu te nieruchomości były wyszukiwane porównywalnie często. We wrześniu szala znów przechyliła się w stronę mieszkań, ale różnica jest minimalna: mieszkania – 44%, domy – 38%. Bardzo zyskiwały i do teraz zyskują działki, zarówno rekreacyjne, jak i budowlane. Zmieniały się też preferencje dotyczące metraży – szukaliśmy większych nieruchomości, koniecznie z balkonem, tarasem lub ogrodem, mniej zwracając uwagę na lokalizację w centralnych dzielnicach. Spore zmiany przechodzi rynek najmu, o 48% zwiększyła się podaż mieszkań, o 1% spadły stopy zwrotu z takich inwestycji.

W tej specyficznej sytuacji przewodnik po rynku, profesjonalista, ekspert jest potrzebny bardziej niż kiedykolwiek.

Biuro i pośrednik – gdzie szukać najlepszych?

Przez lata wokół zawodu pośrednika narosły pewne stereotypy – nie zawsze pokazujące tę profesję w dobrym świetle. Możliwość zarobienia atrakcyjnych pieniędzy skusiła szersze grono i na rynku pojawili się amatorzy. Jednak pośrednik, tak jak prawnik czy księgowy, to zawód, w którym wiele zależy od umiejętności, doświadczenia, podejścia i wszechstronnej wiedzy. Dobry jest na wagę złota, a słaby może nie ustrzec od kłopotów. Poszukując odpowiedniej osoby, warto korzystać z poleceń, wybierać spośród profesjonalnych biur i kompetentnych doradców.

Rzetelne polecania na wyciągnięcie ręki

Jedną z rekomendacji może być najważniejsza nagroda branżowa, Lider Nieruchomości Otodom, która wkrótce zostanie przyznana ponownie. Nagrodzone zostaną najlepsze biura nieruchomości z każdego województwa (16) oraz jedno działające w całym kraju. Ponadto, jedna osoba otrzyma indywidualnie tytuł Pośrednika Roku. Organizatorem jest najpopularniejszy serwis nieruchomości Otodom, który od wielu lat stawia na profesjonalizację zawodu pośrednika oraz dba o rozwój umiejętności przedstawicieli branży poprzez organizację Akademii Rozwoju Agenta, wydawanie kwartalnika Agent Nieruchomości, a także intensywne działania edukacyjne na blogu i w mediach społecznościowych.

Wybór laureatów został dokonany we współpracy z agencją badawczą IQS na podstawie obiektywnego konkursu. – Badanie zostało przeprowadzone w kilku etapach. Etap pierwszy obejmował analizę pozyskanych od biur danych dotyczących między innymi liczby pracowników, liczby ofert oraz liczby transakcji. Etap drugi to ocena ofert zamieszczanych w serwisie Otodom pod kątem jakości zdjęć oraz kompleksowości informacji w ofercie Do trzeciego etapu przechodziły tylko najlepsze biura z danego województwa. Ten etap został zrealizowany w oparciu o metodologię Mystery Shopper, czyli Tajemniczego Klienta i polegał na weryfikacji jakości obsługi przez pracowników biur. Każde zgłaszające się biuro miało takie same szanse, niezależnie od wielkości, liczby transakcji czy lokalizacji, a to dzięki zastosowaniu przeliczników i algorytmów, które niwelowały efekt skali, uwypuklając aspekt jakości i efektywności – wyjaśnia Marta Rybicka, Business Unit Director z firmy badawczej IQS.

Gala Liderów Nieruchomości już wkrótce

Podczas ubiegłorocznej edycji konkursu nagrody odebrało 17 biur nieruchomości, a dodatkowo tytuł Pośrednika Roku otrzymał Sebastian Wielgus z White Wood Nieruchomości z Gdyni. – Dzięki skomplikowanej, opracowanej przez specjalistów od badań rynkowych procedurze, możemy założyć, że Liderzy Nieruchomości Otodom to właśnie najlepsi z najlepszych. Nagrodą w konkursie jest promocja w mediach branżowych i ogólnopolskich oraz kampania billboardowa. Zwycięzcy otrzymają również możliwość posługiwania się już na zawsze emblematem konkursu „Lider Nieruchomości 2020” – wyjaśnia Monika Rudnicka, General Manager Otodom.

Passus otrzymał ponad 4 mln zł na rozwój autorskiego oprogramowania

Passus S.A., notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, pozyskał ponad 4 mln zł ze środków UE na prace badawczo-rozwojowe nad produktem do dynamicznej klasyfikacji treści internetowych. Rozwiązanie będzie szczególnie przydatne w kontekście kontroli rodzicielskiej i aktywności pracowników w internecie, w tym cyberslackingu. Komercjalizacja projektu przewidziana jest w 2022 r.

Rozwiązanie, nad którym pracuje Passus służy do analizy i filtrowania treści na stronach internetowych w czasie zbliżonym do rzeczywistego. W praktyce system zidentyfikuje nieodpowiednie treści, a mechanizmy sztucznej inteligencji (AI) i uczenia maszynowego (ML) zweryfikują kontekst ich wystąpienia. Przeprowadzone prace B+R mają na celu minimalizację zjawiska błędnej klasyfikacji stron internetowych ograniczając odsetek tzw. overblockingu (blokowanie stron nieszkodliwych) jak i underblockingu (zezwalanie na dostęp do stron szkodliwych).

Na rynku są dostępne rozwiązania zajmujące się analizą treści na stronach internetowych. Jednak w naszej ocenie, a także w ocenie naszych klientów są one niewystarczająco skuteczne i mało precyzyjne. Charakteryzują się wysokim odsetkiem overblockingu i underblockingu, dla stron w języku angielskim wskaźnik ten wynosi conajmniej 20%. W przypadku pozostałych języków, w tym polskiego wartość ta jest zdecydowanie wyższa. Dodatkowo systemy te cechują się niską skutecznością przy filtrowaniu treści zamieszczanych na blogach, forach i w mediach społecznościowych. Z kolei nasze rozwiązanie dzięki wykorzystaniu m.in. rozwiązań AI/ML umożliwi zaawansowaną analizę kontekstu, w jakim podejrzane słowa zostały użyte i tym samym na skuteczne filtrowanie stron www. – komentuje Tadeusz Dudek, Prezes Zarządu Passus.

Oprogramowanie będzie szczególnie przydatne w kontekście kontroli rodzicielskiej. Według badań CBOS ok. 87 proc. dzieci i młodzieży w Polsce korzysta z internetu średnio po 18 godzin tygodniowo. Co istotne w grupie wiekowej 6-12 lat odsetek ten wynosi aż 86 proc., a średni tygodniowy czas spędzany w sieci przez dzieci w tym wieku to 14 godzin. W tym czasie dzieci są narażone na znajdujące się w sieci szkodliwe i nieodpowiednie treści, w tym pornografię, popularne ostatnio patostreamy, czy inne treści drastyczne i wulgarne. Dodatkowo rozwiązanie, nad którym pracuje Passus znajdzie również swoje zastosowanie w zakresie aktywności pracowników w internecie, w tym cyberslackingu. Według ekspertów pracownicy nadmiernie korzystają z internetu w prywatnych sprawach podczas pracy. Powoduje to, że nie są oni w stanie wykonywać powierzonego im zadania w wyznaczonym czasie, co skutkuje nieskończonymi na czas projektami lub koniecznością zostawania po godzinach. Według wyliczeń brytyjskiej firmy prawniczej Peninsula brytyjskie przedsiębiorstwa tracą rocznie prawie 130 mln GBP z powodu cyberslackingu.

W ostatnich latach zapotrzebowanie na systemy do filtrowania i kategoryzacji stron internetowych stale rośnie. Według badania MarketsandMarkets[1], do 2023 r. wartość globalnego rynku filtrowania treści internetowych wzrośnie do 5,40 mld USD (z 2,88 mld USD w 2018), osiągając wskaźnik CAGR na poziomie 13,4 %. – dodaje Tadeusz Dudek.

Rozwiązania oferowane przez Passus monitorują i analizują ruch sieciowy. Wykrywają anomalie i diagnozują problemy w infrastrukturze sieciowej, w tym m.in. problemy z połączeniami oraz tzw. wąskie gardła w komunikacji sieciowej. Wykorzystanie narzędzi do monitoringu sieci i aplikacji jest niezwykle ważne dla dużych i średnich organizacji, gdyż minimalizują one ryzyko przestojów i zatorów, które nieodzownie wiążą się z konsekwencjami finansowymi i wizerunkowymi.

[1] https://www.marketsandmarkets.com/ResearchInsight/web-filtering-market.asp

Analityka danych – remedium na post-pandemiczny kryzys

Z badania przeprowadzonego przez firmę EY wynika, że 41 proc. przedstawicieli kadry kierowniczej firm z 45 krajów deklaruje przyspieszenie procesu automatyzacji w swoich przedsiębiorstwach. Przyczyną takiej decyzji jest globalna niepewność co do perspektyw gospodarczych i cenowych. Natomiast dane firmy Interact Analysis prognozują 7-procentowy spadek światowej produkcji przemysłowej. Przetrwanie kryzysu może zapewnić automatyzacja idąca w parze z zaawansowaną analityką danych. Odpowiednie wdrożenie tego typu systemów może polepszyć efektywność produkcyjną oraz zoptymalizować koszty nawet o 10 proc. – przewidują analitycy Next IoT.

W dobie pandemii COVID-19 firmy zostały zmuszone do zwiększenia inwestycji w rozwiązania łączące automatyzację produkcji oraz analitykę Big Data. Cel jest jednoznaczny: usprawnienie i zwiększenie efektywności procesów produkcyjnych oraz optymalizacja kosztów. Zapotrzebowanie na systemy inteligentnych urządzeń oraz oprogramowanie analizujące ich prace wzrośnie w Polsce w ciągu najbliższych 12 miesięcy od 20 do 30 proc., wynika z szacunków firmy technologicznej Next IoT.

Otrzymujemy z rynku sygnały o silnym zainteresowaniu nie tylko robotami przemysłowymi, systemami zaawansowanych czujników czy liczników. Odnotowaliśmy także zwiększoną liczbę zapytań odnoszących się do oprogramowania Data Science. Popularna Big Data to jedynie proste zestawienie danych dotyczących np. awarii linii montażowej w fabryce samochodów. Natomiast tzw. „nauka o danych”, umożliwia tworzenie zaawansowanych modeli i symulacji, które poprawiają znacznie jakość produkcji oraz obniżają jej koszty. – mówi Mateusz Starański z Next IoT.

Data Science bazuje na zaawansowanych algorytmach, które są w stanie rozpoznać newralgiczne punkty procesu produkcji oraz wyeliminować występowanie usterek czy opóźnień w funkcjonowaniu linii produkcyjnej. Z analiz przeprowadzonych przez Next IoT wynika, że badanie danych pochodzących z procesów produkcyjnych, utrzymania ruchu czy kontroli jakości może doprowadzić do usprawnienia efektywności produkcji o nawet 10 proc. Co ciekawe, dokładna analiza danych z robotów przemysłowych może obniżyć koszty ich utrzymania i serwisowania o nawet 20 proc.

Jeśli weźmiemy pod uwagę np. czynniki składające się na dostawę zaopatrzenia, jak np. zużycie paliwa, natężenie ruchu, czy pogodę, to możemy poprawić terminowość produkcji. Taka poprawa w czasie pandemii oraz towarzyszącego jej ryzyka zamknięcia granic ma fundamentalne znaczenie dla kontroli kosztów logistycznych. Tworzenie scenariuszy antykryzysowych w tej dziedzinie przekłada się także na skuteczniejsze zarządzanie procesem magazynowania. Automatyzacja w produkcji powinna dotyczyć każdego jej aspektu począwszy od łańcucha dostaw, poprzez produkcję, kontrolę jakości, na finansach skończywszy. – dodaje Mateusz Starański.

Robotyzacja idąca w parze z „datyzacją” może usprawnić funkcjonowanie przedsiębiorstwa w dobie pandemii COVID-19 także z punktu widzenia płynności finansowej. Należy pamiętać, że analiza danych dotyczy nie tylko produkcji. Używanie narzędzi do głębokiej analityki danych pozwala także zautomatyzować księgowość i kontrolę finansów, np. poprzez ocenę niewypłacalności danego partnera biznesowego oraz prognozę możliwych opóźnień w płatnościach. Specjaliści z Next IoT szacują, że skuteczne badanie danych z wielu źródeł oraz stworzenie kompleksowej bazy danych w zakładach produkcyjnych może pozwolić na redukcję kosztów w obszarze produkcji, logistyki i sprzedaży o średnio 10 proc.

Badanie CBOS: ponad połowa Polaków chce, żeby prezydent podpisał “piątkę dla zwierząt”

Na przełomie września i października Centrum Badania Opinii Społecznej na zlecenie Otwartych Klatek i Fundacji Viva! przeprowadziło badanie wśród obywateli i obywatelek Polski w kwestii ich nastawienia do projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, zwanej “piątką dla zwierząt”. Ponad połowa społeczeństwa popiera ustawę i chce, żeby prezydent Andrzej Duda ją podpisał. Co ciekawe, wśród zwolenników ustawy znajdują się wyborcy wszystkich partii politycznych.

Badanie zostało przeprowadzone między 30 września a 9 października br. na reprezentatywnej grupie 1133 osób, a jego wyniki zostały opublikowane 16 października przez organizacje Otwarte Klatki oraz Viva! Akcja dla Zwierząt. Ankietowani mieli odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy, Pana(i) zdaniem, Prezydent Andrzej Duda powinien podpisać nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, nazywaną potocznie w mediach ‘piątką dla zwierząt’, której celem jest poprawa ochrony zwierząt w Polsce?. Ponad połowa (56,6%) badanych odpowiedziała twierdząco (odpowiedzi “zdecydowanie tak” i “raczej tak”), natomiast swój sprzeciw wobec uchwalenia proponowanej ustawy wyraziło jedynie 18,7% ankietowanych (odpowiedzi “zdecydowanie nie” i “raczej nie”). 8,1% nie ma zdania w tej kwestii, ponieważ nie słyszała wcześniej o ustawie. Pozostali odpowiedzieli “trudno powiedzieć” (14,8%) lub odmówili odpowiedzi na pytanie (1,7%).

Z badania wynika, że “piątkę dla zwierząt” popierają zarówno mieszkańcy dużych miast (64,5%), jak i wsi (55,5%). Badanie pokazało również, że przestrogi rzucane przez producentów mięsa i futer o malejącym poparciu Prawa i Sprawiedliwości nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Aż 68,7% ankietowanych, którzy deklarują znajomość ustawy i głosowali na PiS, chce żeby prezydent Andrzej Duda podpisał “piątkę dla zwierząt”. Co ciekawe, nowelizację pochwala także znaczna część (54,1%) wyborców PSL, partii, która głośno oponuje przeciwko uchwaleniem ustawy.

Producenci mięsa i futer twierdzą, że są głosem społeczeństwa i bronią jego interesów. Kolejne badania pokazują jednak, że polskie społeczeństwo pragnie lepszej ochrony prawnej zwierząt, a jedyne interesy, jakich bronią hodowcy, są ich własne – mówi Paweł Rawicki, prezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Badanie CBOS potwierdza, że troska o dobro zwierząt nie ma barw politycznych, a zwolennicy “piątki dla zwierząt” są liczni wśród wyborców wszystkich partii – dodaje Rawicki.

– Warto zauważyć, że wyniki badań przemawiają jednoznacznie za rozwiązaniami zawartymi w nowelizacji, pomimo trwającej od kilku tygodni kampanii dezinformacji zorganizowanej przez hodowców zwierząt na futra – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva!. Jak dodaje: – Jeśli prezydent się wahał a chce uszanować wolę większości społeczeństwa to powinien tę podpisać ustawę i wesprzeć zmiany, dzięki którym nasz kraj znajdzie się w czołówce państw chroniących zwierzęta.

14 października Senat przegłosował przyjęcie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt wraz z poprawkami, wydłużając m.in. okres wygaszenia hodowli zwierząt futerkowych do 31 lipca 2023 roku oraz uboju krów bez ogłuszenia do końca 2025 roku. Ustawa z poprawkami wraca do Sejmu, głosowanie odbędzie się prawdopodobnie na początku listopada.

Sąd Najwyższy przychylił się do skargi “frankowicza”

Sprawy sądowe dotyczące kredytów we frankach szwajcarskich wciąż trwają. W jednej z nich nastąpił właśnie przełom – Sąd Najwyższy nie zgodził się z wyrokiem Sądu Apelacyjnego, który orzekł na korzyść banku. W tej sprawie klient Deutsche Banku, który podpisał nieszczęśliwą umowę na kredyt we frankach szwajcarskich, pozwał bank chcąc dowieść nieważności owej umowy. Mimo tego, że sądy pierwszej i drugiej instancji orzekły na korzyść Deutsche Banku – Sąd Najwyższy przychylił się do skargi kasacyjnej wniesionej przez pozywającego i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia w Sądzie Apelacyjnym. Oznacza to, że kredytobiorca dostał kolejną szansę, by zawalczyć o swoje prawa.

– Sąd Najwyższy nie odpowiedział na pytanie, czy umowa kredytu denominowanego bez odesłań do tabel kursowych jest ważna. Uznał natomiast, że z uwagi na wąskie podstawy prawne skargi kasacyjnej, nie może uwzględnić wszystkich argumentów podniesionych przez naszą kancelarię – powiedziała serwisowi eNewsroom mecenas Barbara Garlacz. – Dlatego odesłał sprawę z powrotem do drugiej instancji, gdzie te argumenty mają zostać uwzględnione. Tym samym kredytobiorca otrzymał jeszcze jedną szansę, aby w sądzie drugiej instancji domagać się nieważności umowy. Co ważne – Sąd Najwyższy wskazał, że Sąd Apelacyjny powinien sprawdzić, czy rzeczywiście na gruncie umowy kredytu denominowanego bank mógł w tej konkretnej sprawie wykonać świadczenie we franku szwajcarskim. Czy rzeczywiście doszło do wypłaty kredytu w tej walucie – podkreśla Garlacz.

Bohaterowie dnia codziennego – rodzice kontra praca w pandemii

Zmieniająca się sytuacja pandemiczna to dodatkowe wyzwanie dla pracujących rodziców – także tych wykonujących obowiązki zdalnie. Szczególną uwagę opinii publicznej przyciąga obecnie możliwość dalszego ograniczenia działania szkół i przedszkoli – po przeniesieniu od 17 października do trybu hybrydowego lub zdalnego liceów i szkół wyższych. 2/3 rodziców pracujących zdalnie badanych przez Pracuj.pl już pod koniec września uważało, że zamknięcie placówek edukacyjnych byłoby dla nich znaczącą komplikacją. Z jakimi jeszcze wyzwaniami muszą mierzyć się obecnie rodzice?

Z tekstu dowiesz się:

  • Jakie wyzwania stoją przed rodzicami pracującymi zdalnie?
  • Czy ostatnie otwarcie szkół lub praca hybrydowa wpłynęły na ich sytuację?
  • Co sądzą o pracy z domu i jednoczesnym opiekowaniu się dziećmi?
  • Czy czują wsparcie przełożonych w nowych okolicznościach?

Szkoły: ulga i obawa rodziców

Pandemia wywarła ogromny wpływ na życie zawodowe Polaków. Jedną z bardziej doświadczonych z tego powodu grup stali się rodzice. Praca zdalna w wielu przypadkach umożliwiła im połączenie obowiązków zawodowych z opieką nad dziećmi, które zwłaszcza w okresie lockdownu przez wiele tygodni były zmuszone do przejścia w tryb nauczania zdalnego. Stała obecność dzieci w domu, konieczność pomocy w nauce, zapewnienie im dostępu do urządzeń połączonych z Internetem, a wreszcie organizowanie czasu wolnego spowodowało jednak, że tuż po wybuchu pandemii pracujący rodzice stanęli przed bardzo dużym wyzwaniem.

Wraz z postępem pandemii na jesieni część wyzwań rodziców powraca. Od 17 października 2020 szkoły średnie i wyższe w Polsce przejdą w tryb nauczania hybrydowego lub w pełni zdalnego. Istnieje prawdopodobieństwo, że w najbliższych tygodniach dołączą do nich także przedszkola i szkoły podstawowe, co może być dużym wyzwaniem dla pracujących rodziców.

Skalę rodzonych przez taką sytuację trudności pokazywały kwietniowe badania Pracuj.pl, zgodnie z którymi rodzice na początku pandemii charakteryzowali się szczególnym napięciem między życiem prywatnym i zawodowym (przeczytaj na ten temat więcej).

Nic więc dziwnego, że we wrześniu br. aż dwie trzecie rodziców pracujących zdalnie badanych przez Pracuj.pl przyznało, że otwarcie placówek edukacyjnych było dla nich dużym ułatwieniem. Czas obecności dzieci w szkole łatwiej poświęcić na pracę. Jednocześnie jednak dwie trzecie rodziców obawiało się powrotu do sytuacji sprzed wakacji, gdy zamknięto przedszkola i szkoły.Rodzice kontra praca w pandemii

Pracodawcy ze zrozumieniem

Przepytani przez Pracuj.pl rodzice przyznają, że łączenie pracy zdalnej z opieką nad dziećmi jest bardzo wymagające, a wręcz trudne. Ich zdaniem łatwiej w tej sytuacji mają osoby bezdzietne, które mają mniej obowiązków domowych. W okresie pandemii opiekunowie pracujący zdalnie przyznają, że częściej niż przed jej wybuchem zmuszeni są do pracowania w niestandardowych godzinach: wcześnie rano, wieczorem lub w nocy, a więc w czasie, gdy dzieci im nie przeszkadzają.Praca rodziców w nowej normalnościNa szczęście, jak wynika z raportu Pracuj.pl, zdecydowana większość rodziców przyznaje, że przełożeni rozumieją niełatwą sytuację w jakiej się znaleźli. Są wyrozumiali i zdają sobie sprawę, że wykonywanie obowiązków zawodowych w domu z jednoczesnym opiekowaniem się dziećmi jest trudne.

Bohaterowie dnia codziennego

Analizując wyniki badań z września, nie da się nie zauważyć ich podobieństwa do wyników badań przeprowadzonych wiosną – z okresu ścisłego lockdownu. Respondenci nadal przyznają, że mierzą się z trudnościami. Wielu z nich zaczyna jednak dostrzegać pozytywne zmiany, jakie zaszły w ostatnich miesiącach.

Z badań Pracuj.pl przeprowadzonych w kwietniu i wrześniu wyłania się obraz rodziców jako grupy szczególnie dotkniętej trudnościami łączonymi tradycyjnie z wykonywaniem pracy zdalnej. Zaliczały się do nich m.in. praca po godzinach czy trudności z koncentracją i pogodzeniem życia zawodowego i rodzinnego. Jako rodzic kilkulatków sam doświadczyłem, że stała obecność wszystkich domowników w miejscu tzw. home office nie sprzyja wykonywaniu zdań. To doświadczenie, które jest wspólne dla milionów pracowników w Polsce – podsumowuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter.

Jak już po kwietniowych badaniach podkreślała Konstancja Zyzik, ekspertka Grupy Pracuj, praca zdalna rodziców przypominała na początku pandemii w wielu wypadkach wręcz adaptację do zupełnie nowego miejsca pracy. Grupa ta w wielu wypadkach bardzo dobrze przystosowała się do nowych warunków, ale wciąż musi się mierzyć z wieloma napięciami. Pandemia koronawirusa rodzi potencjalne ryzyko przynajmniej częściowego zamknięcia kolejnych szkół podstawowych i przedszkoli. Warto śledzić uważnie opinie i postawy rodziców związane z tym ryzykiem i stojącymi przed nimi wyzwaniami.

Brak społecznej dyscypliny to jedna z głównych przyczyn wzrostu zakażeń. Bez wzrostu zaufania społecznego zaostrzanie restrykcji wcale nie musi być skuteczne

To, na ile społeczeństwa radzą sobie z pandemią, jest powiązane z poziomem zdyscyplinowania obywateli. W krajach demokratycznych zależy ono od poziomu zaufania społecznego. Wprowadzanie regulacji, które są uciążliwe, ale nie są egzekwowane, prowadzi do lekceważenia tych przepisów – mówi Maria Libura, ekspertka ds. zdrowia Klubu Jagiellońskiego. Jak podkreśla, obecnie obowiązujące restrykcje, dotyczące np. noszenia maseczek w przestrzeniach publicznych, nadal nie są przestrzegane przez dużą grupę osób, przez co nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Wprowadzanie kolejnych restrykcji może więc okazać się nieskuteczne, o ile nie wzrośnie społeczne zaufanie do oficjalnych komunikatów i strategii rządu.

– Niedługo będziemy mieć sytuację, kiedy de facto wystąpi lockdown bez lockdownu. Czyli nawet jeżeli nie będzie oficjalnej decyzji o zamrożeniu gospodarki, to i tak liczba osób na kwarantannach dynamicznie wzrasta każdego dnia w związku z nowymi testami. Wielu ludzi zaczyna też obawiać się wychodzenia na zewnątrz, więc generalnie aktywność będzie spadała, niezależnie od tej odgórnej decyzji – mówi agencji Newseria Biznes Maria Libura, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Na przestrzeni ostatnich dni w Polsce dochodzi do gwałtownych wzrostów zakażeń SARS-CoV-2. W czwartek rano Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 91 zmarłych i 8099 nowych przypadkach koronawirusa. To rekordowy jak dotąd wynik. Liczba aktywnych przypadków przekroczyła tym samym 61 tys. W szpitalach znajduje się już 6538 osób pacjentów, z czego 508 pod respiratorami (tylko ze środy na czwartek zostało zajętych 41 kolejnych respiratorów). W sumie jak dotąd na koronawirusa zachorowało w Polsce ponad 149,9 tys. osób, natomiast zmarło 3308 chorych.

Dlatego też rząd wprowadził nowe elementy do strategii walki z pandemią. To oznacza de facto częściowy powrót do obostrzeń, które obowiązywały wiosną tego roku podczas jej pierwszej fali. Wśród nich jest powrót do powszechnego noszenia maseczek lub przyłbic w przestrzeniach publicznych: w sklepach, na ulicach, targowiskach i bulwarach czy w środkach komunikacji miejskiej (za wyjątkiem parków, lasów i uprawiania sportu). W całym kraju lokale gastronomiczne będą czynne maks. do 21:00, a kluby fitness czy baseny w ogóle muszą zawiesić działalność. Ograniczona zostanie również dopuszczalna liczba osób w transporcie publicznym. Ponadto w czerwonej strefie, która od soboty obejmie 152 powiaty, w tym 11 miast wojewódzkich, będzie obowiązywał zakaz organizacji imprez okolicznościowych, ograniczenie limitu osób w kościołach i sklepach oraz nauczanie zdalne w szkołach ponadpodstawowych.

– Wszyscy się zarzekają, że nie będzie podobnego zamrażania gospodarki jak wiosną i oczywiście nikt tego nie chce. Patrząc jednak na kraje, które uniknęły lockdownu, widać, że tam bynajmniej nie pozostawiono spraw własnemu biegowi. Często przywoływany jest przykład Szwecji, ale analizy pokazują, że Szwedzi mocno zastosowali się do reguł dystansowania społecznego i to też jest duża część ich sukcesu. W krajach takich jak Korea Południowa zastosowano restrykcyjne śledzenie kontaktów i testowanie, by nowe ogniska dusić w zarodku. Nie jest to więc kwestia odporności stadnej, ale zdyscyplinowanego społeczeństwa, które szybko dostosowało się do nowych reguł – mówi ekspertka ds. zdrowia Klubu Jagiellońskiego.

Jak podkreśla, jednym z czynników mocno utrudniających walkę z pandemią jest w Polsce właśnie brak zdyscyplinowania w społeczeństwie i nieprzestrzeganie tych restrykcji, które już zostały wdrożone.

 Nawet po wprowadzeniu żółtej strefy w całym kraju widać wyraźnie, że nadal jest całkiem spory odsetek osób, które tych zaleceń nie przestrzegają. Zatem mamy uciążliwe obostrzenia, a z drugiej strony one nie przynoszą oczekiwanych rezultatów przez to, że nie są de facto egzekwowane – mówi Maria Libura.

O przestrzeganie obowiązujących w kraju obostrzeń zaapelował w tym tygodniu także Główny Inspektor Sanitarny. Jak wskazał Jarosław Pinkas, w tej chwili w Polsce obserwowana jest transmisja rozproszona wirusa, bez pojedynczych ognisk. Ponieważ nie da się wskazać jednoznacznego źródła zakażenia, walka z pandemią jest utrudniona.

– Wprowadzanie regulacji, które są uciążliwe, ale nie są egzekwowane, prowadzi do lekceważenia tych przepisów i pojawia się taka postawa: to nas nie dotyczy, bo przecież tyle osób też tego nie przestrzega. Bardzo trudno zmienić i przywołać obywateli do porządku, ponieważ  praktycznie przez całe lato dużo łagodniejsze obostrzenia nie były skutecznie egzekwowane – mówi ekspertka. – Potrzebna jest jasna i precyzyjna strategia w tym zakresie, bo niestety bez niej regulacje pozostają tylko postulatami. Gdyby na wcześniejszym etapie te łagodniejsze obostrzenia, np. obowiązek noszenia maseczek w środkach transportu miejskiego i przestrzeniach zamkniętych, były mocniej egzekwowane, to być może nie mielibyśmy obecnie do czynienia z taką skalą problemu.

Komenda Główna Policji podkreśla w komunikatach, że w związku z zaostrzeniem restrykcji i nakazem powszechnego noszenia maseczek policjanci będą stosować taktykę „zero tolerancji”, a za niestosowanie się do przepisów grozi mandat w wysokości 500 zł. Funkcjonariusze mogą też skierować wniosek o ukaranie do sądu bądź sporządzić informację dla Sanepidu, który może nałożyć dużo wyższą grzywnę administracyjną. Tylko w Warszawie pomiędzy 10 a 12 października policjanci stołecznego garnizonu ukarali ponad 1100 osób, które zlekceważyły wytyczne Ministerstwa Zdrowia dotyczące zasłaniania nosa i ust. W ponad 430 przypadkach zostały skierowane wnioski do sądu – poinformowała KSP.

– Myślę, że wymierzanie wysokich mandatów jest ostatecznością; w Polsce nie wykorzystano dotąd łagodniejszych metod egzekwowania zaleceń. Nie jest dobrym pomysłem przeskakiwanie od skrajności do skrajności, od dopuszczania masowego łamania zasad po karanie od razu każdej osoby niesubordynowanej wysokim mandatem. Pomiędzy tymi ekstremami jest jeszcze całe spektrum środków – mówi Maria Libura.

Istotnym problemem jest też rosnące grono tzw. koronasceptyków, którzy negują istnienie pandemii i odmawiają noszenia maseczek w przestrzeniach publicznych. Jedną z najczęstszych teorii spiskowych, na które wskazują, jest m.in. ta, że noszenie maseczek prowadzi do grzybicy płuc, a COVID-19 jest niegroźny choćby w porównaniu ze zwykłą grypą albo nie istnieje w ogóle, a pandemia jest tylko globalnym spiskiem. W ostatni weekend w Warszawie i kilku dużych miastach Polski odbyły się wiece i manifestacje koronasceptyków pod hasłem „Zakończyć plandemię!”.

Jedna trzecia wyprodukowanej na świecie żywności jest marnowana. Na każdego głodującego można by przeznaczyć 2 tony żywności

Polska jest na piątym miejscu wśród krajów UE pod względem skali wyrzucania nadającej się do spożycia żywności. Co roku w koszach ląduje 9 mln ton jedzenia, podczas gdy liczba głodujących Polaków to ok. 2 mln. Ale problem jest globalny – na świecie w każdej sekundzie przepada 51 ton żywności. Dlatego też ONZ postawiła jako jeden z celów zrównoważonego rozwoju zmniejszenie marnotrawstwa o połowę do 2030 roku – przypominają eksperci z okazji przypadającego 16 października Światowego Dnia Żywności.

O problemie mówi się coraz głośniej, a kolejne sklepy i restauracje starają się ograniczyć wyrzucanie jedzenia, sprzedając brzydsze produkty po niższych cenach czy przekazując niesprzedane artykuły spożywcze Bankom Żywności. Coraz głośniej mówi się o kuchni „zero waste”, powstają książki kucharskie i programy kulinarne pokazujące, jak wykorzystać resztki jedzenia do przyrządzenia apetycznych posiłków.

Niestety my jako konsumenci też nie zostajemy bez winy, jesteśmy przyzwyczajeni do pięknych marchewek, jabłek czy innych produktów. To, co odbiega od normy, już nie jest przedmiotem naszego zainteresowania i jest marnowane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Woźniak, menedżer ds. PR Too Good To Go. – Najczęściej producenci w ogóle nie skupują tego typu sztuk warzyw czy owoców, one albo zostają na polach, ponieważ nie opłaca się nic z nimi robić, albo lądują w elektrowniach zasilanych na biomasę. Jedzenie marnowane jest na całej długości łańcucha dostaw, od pola do stołu.

Marnowanie żywności ma przede wszystkim aspekt społeczny i ekonomiczny. Razem z jedzeniem na śmietniku ląduje 1,2 bln dol. rocznie. ONZ, zdając sobie sprawę z powagi problemu, ustanowiła 29 września Międzynarodowym Dniem Walki z Marnowaniem Jedzenia. Jest to również jeden z celów ONZ-owskiej strategii zrównoważonego rozwoju.

– Marnowanie żywności jest jednym z największych problemów, z jakimi się mierzymy cywilizacyjnie – podkreśla Karolina Woźniak. – Całe zmarnowane jedzenie odpowiedzialne jest za 8–10 proc. emisji gazów cieplarnianych, które przedostają się do atmosfery i bardzo intensywnie napędzają zmiany klimatyczne. Gdyby było państwem, byłoby trzecim największym emitentem na świecie zaraz po Stanach Zjednoczonych i Chinach.

Produkcja żywności jest droga, emituje gazy cieplarniane, zajmuje powierzchnie uprawne pod uprawę roślin na pasze niezbędne do wykarmienia zwierząt. Wyprodukowanie kilograma wołowiny wymaga zużycia 15 tys. litrów wody, a kilograma chleba – 1,6 tys. litrów wody. Tymczasem słodkiej wody jest coraz mniej, a wielu krajom, w tym Polsce, zagraża susza.

– Pandemia pokazała, że zakłócenie łańcucha dostaw powoduje bardzo duże straty żywności. Mieliśmy sytuację, kiedy litry mleka były wylewane z powodu braku odbiorców, tak samo ziemniaki gniły na polach, ponieważ nie miał ich kto zbierać – przypomina menedżer ds. PR Too Good To Go. – Dziś sytuacja jest lepsza, ponieważ bardziej zastanawiamy się nad tym, co zrobimy z żywnością, którą mamy. Niemniej jednak, aby określić, jakie są długofalowe skutki pandemii, jeszcze musimy poczynić dłuższe obserwacje i poczekać, czy to jest dłuższa zmiana, czy tylko chwilowa.

To Good To Go to platforma pomagająca walczyć z marnowaniem jedzenia. Klienci poprzez aplikację mogą zamawiać niesprzedane produkty w restauracjach lub w sklepach, mogą też zamówić paczki z żywnością, tzw. magiczne torby. Ceny są dużo niższe niż przy zakupie regularnych produktów. Restauracje biorące udział w programie namawiają też klientów do zabierania niedojedzonych posiłków na wynos. Dzięki temu już dziś każdej sekundy ponad 23 mln użytkowników ratuje jeden posiłek, co do tej pory przełożyło się na uratowanie przed zmarnowaniem emisji 112 tys. ton CO2.

Marka wystartowała z edukacyjną kampanią „1/3 jedzenia się marnuje. Uratuj ją”, która ma zwiększyć świadomość konsekwencji tego problemu dla społeczeństwa i klimatu.

Eksperci: Zabezpieczenia przeciwpożarowe polskich parkingów podziemnych i tuneli nie są przygotowane na pojazdy elektryczne

Tunele i podziemne parkingi wymagają szczególnych zabezpieczeń przeciwpożarowych związanych z pojazdami elektrycznymi. – Z uwagi na trudności z ugaszeniem takiego auta warto rozważyć zastosowanie w zamkniętych przestrzeniach systemu detekcji pożaru oraz skutecznej instalacji gaszeniowej – mówi Michał Brzeziński, ekspert SPIE Building Solutions. Bardziej skuteczna niż woda może się okazać technologia mgły wysokociśnieniowej, która jest już wykorzystywana w krajach Europy Zachodniej.

Jak podają Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych i Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, mimo pandemii koronawirusa liczba rejestracji elektryków w Polsce systematycznie rośnie i według danych z końca sierpnia wynosi już blisko 13,8 tys. sztuk. Flota elektrycznych pojazdów ciężarowych i dostawczych zwiększyła się do 652 sztuk, a elektrycznych motorowerów i motocykli do 8067 pojazdów. Z kolei park autobusów elektrycznych liczył na koniec sierpnia 343 sztuki. Eksperci SPIE podkreślają, że modernizacja systemów przeciwpożarowych nie nadąża za zmianami na rynku motoryzacyjnym.

– Samochody elektryczne niezwykle trudno jest ugasić – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Brzeziński, kierownik ds. kluczowych klientów z działu Fire Protection w SPIE Building Solutions. – Kiedy dochodzi do zapłonu baterii, która znajduje się w aucie elektrycznym, następuje reakcja łańcuchowa – jedno ogniwo zapala się od drugiego.

Elementy akumulatora podczas spalania produkują nowe, łatwopalne produkty (opary) oraz tlen, co podtrzymuje ogień. Ekspert zauważa, że nawet w sytuacji, kiedy auto elektryczne zacznie się palić na otwartej przestrzeni, np. na drodze, trudno ten pożar opanować. Jest to praktycznie niemożliwe do opanowania samą wodą. W Polsce straż pożarna nie jest przygotowana do tego, żeby ugasić takie auto. W innych europejskich krajach, np. w Holandii lub Skandynawii, opracowano system gaszenia z wykorzystaniem kontenerów morskich wypełnionych wodą. Płonące auto jest wkładane do takiego kontenera za pomocą dźwigu i po zamknięciu ogniwa się wypalają.

 Parkingi podziemne w Polsce mają zabezpieczenia przeciwpożarowe, najczęściej instalacje tryskaczowe, ale są one niewystarczające w przypadku pożaru pojazdów elektrycznych. Mają zbyt małą wydajność, a baterie litowo-jonowe w samochodach elektrycznych trzeba mocno schładzać, żeby pożar się nie rozprzestrzenił – mówi Michał Brzeziński. – Z kolei w tunelach drogowych brakuje najczęściej jakichkolwiek zabezpieczeń przeciwpożarowych, spotykane jest jedynie oddymianie.

Tunele drogowe o długości ponad 100 metrów nie są częstym zjawiskiem w Polsce. Obecnie ich łączna długość wynosi 6,1 km, ale w przyszłości będzie się to zmieniać. Tunele na Zakopiance i w ciągu drogi S2 na obwodnicy Warszawy, które zostaną oddane do użytkowania w najbliższym czasie, mają w sumie 4,4 km długości. Po ich udostępnieniu kierowcom łączna długość tuneli drogowych w naszym kraju sięgnie 10,5 km.

Ekspert SPIE Building Solutions ocenia, że dla zamkniętych przestrzeni lepszym rozwiązaniem niż tradycyjne tryskacze są instalacje wykorzystujące mgłę wysokociśnieniową. W ich przypadku litr wody wystarcza na powierzchnię od 60 do 250 mkw. (przy tryskaczach jest to zaledwie 1–6 mkw.). Instalacje te służą więc do gaszenia, a nie – jak w przypadku instalacji tryskaczowej – tylko do ograniczenia rozprzestrzeniania się pożaru.

 W przypadku wysokociśnieniowej mgły wodnej wysoka intensywność parowania umożliwia odbiór ogromnej ilości ciepła ze źródła pożaru – ok. 2,3 MJ na litr wody. Wypiera miejscowo tlen z przestrzeni spalania poprzez natychmiastowe odparowanie. Poprzez efekt schładzania strefy spalania i ogromny odbiór ciepła ryzyko rozprzestrzenienia pożaru i ponownego zapłonu jest zminimalizowane – tłumaczy ekspert SPIE Building Solutions.

Ponadto wysokociśnieniowa mgła wodna ma jeszcze inne zalety. Wielkość kropli poniżej 300 mikrometrów pozwala na łatwe połączenie się z cząsteczkami dymu i skuteczne ograniczenie zadymienia w miejscu pożaru. Dodatkowo mgła gaśnicza jest nieszkodliwa dla ludzi, więc ułatwia opuszczenie obiektu przez kierowców i innych użytkowników oraz wejście do środka ekipy gaśniczej.

Mimo kryzysu branża sprzedaży bezpośredniej notuje w 2020 roku rekordy obrotów. Od miesięcy stale rekrutuje nowych konsultantów

0

Po początkowym wahnięciu w marcu sprzedaż bezpośrednia zaczęła szybko rosnąć, i to nie tylko w Polsce. Wiele firm, nie tylko te sprzedające środki do dezynfekcji, notuje nawet 60–80-proc. wzrosty. Branża dobrze poradziła sobie w okresie lockdownu i spowolnienia gospodarczego dzięki wysokiemu zaawansowaniu technologicznemu i przeniesieniu dużej części kontaktów z klientami do internetu, także do mediów społecznościowych. Firmy stale rekrutują chętnych do współpracy. W tym roku przybyło im wielu nowych sprzedawców.

– W przeciwieństwie do oczekiwań z początku roku branża sprzedaży bezpośredniej ma się bardzo dobrze. Większość firm raportuje dwucyfrowe wzrosty, rzędu nawet 60–80 proc., przy czym dotyczy to nie tylko firm sprzedających np. suplementy czy płyny do dezynfekcji, bo tutaj wzrosty są oczywiste, ale również dystrybutorów innych produktów, w tym np. high tech z dziedziny AGD – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej. – Dalsze perspektywy na razie są dobre. Tym bardziej że raporty z innych krajów europejskich i pozaeuropejskich wskazują, że u nich sytuacja jest bardzo podobna.

Zgodnie z danymi Światowej Federacji Stowarzyszeń Sprzedaży Bezpośredniej (WFDSA), przytaczanymi przez PSSB, w ubiegłym roku wartość sprzedaży bezpośredniej na świecie wyniosła ponad 180,5 mld dol. To rekordowy wynik, który – zgodnie z szacunkami – w tym roku zostanie pobity. Według danych PSSB od marca do maja branża odnotowała średnio 30-proc. wzrost wobec tego samego okresu w ubiegłym roku.

– Minione miesiące dowodzą, że pandemia nie jest w stanie zahamować rozwoju sprzedaży bezpośredniej, ale musimy wziąć pod uwagę czynniki zewnętrzne. Jeżeli w zakładach produkcyjnych, które już nie nadążają z zamówieniami, zostałaby zdziesiątkowana załoga, to będą problemy z dostarczaniem odpowiedniej ilości produktu. Jeżeli firmy kurierskie będą miały problemy z ludźmi, to my będziemy mieć problem z dostarczaniem produktów do klientów. Trzeci element to zasobność portfeli ludzi. Wiele osób straciło pracę, ma zmniejszone pobory, więc pytanie, czy będzie ich stać na kupowanie w takiej ilości, w jakiej oni by chcieli – mówi ekspert.

Na dobre wyniki w branży wpłynęło m.in. to, że ten model sprzedaży, uważany za bardzo tradycyjny, w ciągu ćwierćwiecza wypracował sobie różnorodne, także zaawansowane technologicznie i wirtualne formy i kanały sprzedaży. Dzięki temu w momencie lockdownu branża była o krok przed innymi na drodze do digitalizacji.

– Już od paru lat 75 proc. transakcji i komunikacji między sprzedawcami, klientami a firmami odbywa się w świecie wirtualnym, w związku z tym pandemia nie zaskoczyła branży. Kierownictwa i biura bardzo szybko przeszły na pracę zdalną, ale postarały się również, żeby odpowiednio wyedukować swoich współpracowników, czyli sprzedawców – mówi Mirosław Luboń. – Organizowano setki, jeśli nie tysiące webinariów, konferencji czy spotkań online, gdzie mówiono, co i jak należy robić, jak się zachować w tym okresie. To wszystko zaczęło procentować.

PSSB również zaangażowało się w organizację kursu pt. „Jak zorganizować stabilny biznes online”, który rozpoczął się w maju i potrwa do maja przyszłego roku. Osoby współpracujące z firmami członkowskimi mogą się na nim dowiedzieć i praktycznie przećwiczyć, jak rozpocząć sprzedaż z wykorzystaniem internetu czy platform społecznościowych, jakich błędów unikać, jakie są pułapki tego typu dystrybucji czy jak dopasowywać formę przekazu do grupy docelowej. Szkolenia są o tyle potrzebne, że firmy cały czas rekrutują, potrzebują konsultantów i partnerów, których trzeba na bieżąco wyposażać w wiedzę, zarówno merytoryczną, jak i marketingową.

– Sprzedaż bezpośrednia jest jedną z niewielu branż, które zawsze potrzebują ludzi. Osoby, które w tej chwili tracą pracę, mogą tutaj znaleźć zajęcie. Nie ma takiej sytuacji, że ktoś przychodzi, mówi: „chciałbym zostać konsultantem, przedstawicielem handlowym”, a firma mówi: „nie, nie potrzebujemy”. Zawsze znajdzie się praca – podkreśla dyrektor generalny PSSB. – Jako jedna z nielicznych branż nie wstrzymaliśmy rekrutacji. Przeciwnie, rozpoczęliśmy współpracę z tysiącami nowych osób chętnych do działania w tym biznesie.

Co roku 17 października obchodzony jest Dzień Sprzedaży Bezpośredniej. Hasłem tegorocznego jest „Krok we własny biznes”, którym firmy chcą przyciągnąć do siebie nowe osoby. Dane WFDSA wskazują, że blisko 120 mln osób działa obecnie w sektorze sprzedaży bezpośredniej na całym świecie. W Polsce jest to blisko milion.

– Jako branża oferujemy przede wszystkim bezinwestycyjne wejście w biznes, bo nie trzeba właściwie mieć żadnego kapitału początkowego, lokali, maszyn czy instrumentów. Firmy kształcą początkujących, oferując im na ogół bezpłatne szkolenia, nie tylko produktowe, ale również z umiejętności miękkich, typu negocjacje, dobór grup docelowych, rozwój osobowości – wymienia Mirosław Luboń.

Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej działa na polskim rynku od 1994 roku i zrzesza kilkadziesiąt firm. Ich łączny udział w rynku przekracza 65 proc. Główne cele stowarzyszenia to m.in.: stanowienie etycznych standardów sprzedaży i monitorowanie ich przestrzegania przez firmy członkowskie, w tym zasad „Kodeksu Sprzedaży Bezpośredniej PSSB”, promocja i stały rozwój tego kanału dystrybucji, podnoszenie poziomu wiedzy społeczeństwa na temat sprzedaży bezpośredniej, wyjaśnianie jej ekonomicznego znaczenia i zalet dla klientów. W tym kontekście – jak podkreśla dyrektor PSSB – jest jeszcze wiele do zrobienia.

– Osoby, które zetknęły się ze sprzedażą bezpośrednią, kupowały od firm albo z nimi współpracowały, mają bardzo dobre mniemanie o branży. Nasze badania pokazują, że wśród nich zadowolenie z kontaktów z firmą albo ze sprzedawcą sięga dziewięćdziesięciu kilku procent. Ceni się profesjonalizm sprzedawców i ich doradztwo. Natomiast trzeba pamiętać o tym, że około 1/3 Polaków jeszcze nie miała kontaktu ze sprzedażą bezpośrednią. Wśród tych osób opinie są różne, ponieważ bardzo często spotykają się z publikacjami w mediach na temat nierzetelnych firm, które psują wizerunek całej branży – mówi dyrektor generalny PSSB.

W ciągu pięciu lat w 5G zainwestuje ponad 70 proc. firm. Nowa technologia staje się kluczowa zwłaszcza w czasie pandemii

Prace wdrożeniowe technologii 5G wkraczają w kluczową fazę. Dynamiczne inwestycje w infrastrukturę sieciową nowej generacji przyczynią się do gwałtownego wzrostu globalnego produktu krajowego brutto i napędzą cały sektor nowych technologii. W popularyzacji nowej infrastruktury może pomóc obecna sytuacja epidemiczna – w dobie pandemii koronawirusa wiele firm oraz organizacji państwowych inwestuje w rozwiązania z zakresu automatyki pracy, które do niezawodnego działania wymagają szybkiego i niezawodnego połączenia internetowego.

– Miasta, szpitale i fabryki przyszłości zależą od 5G i możliwości przenoszenia, przetwarzania i przechowywania ogromnych ilości danych. Ponadto wykorzystując dane i technologie bazujące na 5G, będzie można lepiej stawić czoła największym wyzwaniom, przed którymi stoi cała ludzkość – od zmian klimatycznych po pandemię – podkreśla Gabriela Styf Sjöman, dyrektor ds. strategii w firmie Nokia.

Z raportu 5G Business Readiness Report opracowanego przez analityków firmy Nokia wynika, że w wyniku globalnych restrykcji pandemicznych rynek rozwiązań z zakresu technologii 5G będzie rozwijał się z wysoką dynamiką. Szacuje się, że w ciągu najbliższych pięciu lat aż 72 proc korporacji zainwestuje w ten sektor gospodarki. Dzięki temu rozwiązania z zakresu 5G do 2030 roku powiększą globalny produkt krajowy brutto o 8 bln dol.

Firma zwraca także uwagę na niepodważalny związek inwestowania w technologię 5G z wydajnością sektora biznesowego. Szacuje się, że przedsiębiorstwa aktywnie inwestujące w nową infrastrukturę sieciową notują 10-proc. wzrost produktywności w czasie pandemii. Co więcej, jako jedyne są w stanie utrzymać bądź zwiększyć zaangażowanie klientów w tym trudnym czasie.

– Organizacje na całym świecie coraz szybciej wdrażają technologie obsługujące 5G. Liderzy chcący wykorzystać potencjał sieci nowej generacji nie mogą sobie pozwolić na tracenie więcej czasu. Aby wykorzystać ogromne możliwości 5G, organizacje muszą rozpocząć lub zintensyfikować swoje plany już teraz i przyspieszyć innowacje modeli biznesowych, aby pozostać konkurencyjnymi w szybko digitalizującej się gospodarce światowej. Oprócz inwestycji w samą technologię będzie to wymagało cyfryzacji operacji, procesów i sposobów pracy, aby wykorzystać pełny potencjał 5G – wskazuje Gabriela Styf Sjöman.

Eksperci odpowiedzialni za opracowanie raportu Nokii wskazali także pięć głównych barier, które należy pokonać, aby przyspieszyć implementację sieci 5G na szeroką skalę. Za kluczowe wyzwanie uważa się brak dostępu do strategicznej infrastruktury telekomunikacyjnej, która według 28 proc. ankietowanych silnie rozwinęła się wyłącznie na terenach zurbanizowanych. 22 proc. respondentów nie uważa 5G za technologię, w którą firma powinna inwestować w pierwszej kolejności, 15 proc. twierdzi, że firma nie dysponuje środkami na jej wdrożenie, a 34 proc. ma obawy związane z bezpieczeństwem 5G. Z kolei aż  17 proc. uważa, że osoby decyzyjne w firmie nie rozumieją, na czym polega 5G.

– Technologia 5G napędza sukces biznesowy, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Organizacje, które wdrożyły nową generację sieci, mogą skorzystać z zalet wykraczających daleko poza szybsze, wydajniejsze i niezawodne usługi sieciowe. Ponieważ 5G umożliwia przedsiębiorstwom transformację, przyspieszy również szersze trendy technologiczne i gospodarcze, dając niewyobrażalne możliwości dla globalnych gospodarek i społeczeństw – przekonuje dyrektor ds. strategii w firmie Nokia.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku technologii 5G do 2025 roku wzrośnie do 251 mld dol. W najbliższych latach ma się on rozwijać w tempie blisko 97 proc. w skali roku.

Kukurydza znalazła zastosowanie w przemyśle samochodowym czy produkcji bioplastiku. Większe uprawy zboża mogą być szansą dla polskich rolników

Tylko od 2010 roku zbiory kukurydzy wzrosły o 26 proc. – wynika z danych Polskiego Związku Producentów Kukurydzy. Ze względu na modyfikację jednego genu, niezależnie od warunków, plony można zwiększyć co najmniej o 10 proc. To jednak nie tylko zasługa genetyki, lecz także innych zastosowań kukurydzy od paszy dla zwierząt po paliwo czy biodegradowalne materiały. W Polsce zbiory kukurydzy szacuje się na ok. 3,5 mln ton. – Ubolewamy, że produkcja kukurydzy mogłaby być znacznie większa, jeśli byłby stały odbiorca energetyczny – ocenia Tadeusz Michalski, prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

– Kukurydza jest rośliną, w której dokonał się największy postęp. W stosunku do roku 2010/2011 przyrost zbiorów światowych wynosi 36 proc., w żadnej innej roślinie nie spotkamy takiego ogromnego postępu. Wynika on z kilku rzeczy, lecz przede wszystkim genetyka poszła szalenie do przodu, mamy supernowoczesne odmiany dostosowane do warunków klimatycznych – mówi agencji Newseria Innowacje Tadeusz Michalski.

Mimo stworzenia wielu genetycznie zmodyfikowanych (GM) upraw odpornych na szkodniki i herbicydy naukowcy nie odnieśli wielkiego sukcesu w przyspieszaniu wzrostu upraw. Niedawno jednak udowodniono, że można zwiększyć plony kukurydzy nawet o 10 proc. poprzez zmianę genu, który zwiększa wzrost roślin. Zmodyfikowane rośliny mają nieco większe liście, które lepiej przekształcają światło słoneczne w cukry, są również nawet do 18 proc. wydajniejsze w wykorzystywaniu azotu, czyli kluczowego składnika odżywczego gleby. Dzięki temu kukurydza jest praktycznie niezależna od warunków atmosferycznych i rodzaju gleby.

To wszystko sprawia, że w części krajów kukurydza jest najczęściej uprawianym zbożem, w Polsce ustępuje tylko pszenicy.

– To kwestia bardzo szerokiego wykorzystania kukurydzy, te możliwości są wszechstronne. Główną rolą kukurydzy jest oczywiście pasza, nie tylko w Polsce i na świecie, ale w coraz większym stopniu także wyżywienie ludności, czyli produkcja kasz, mąki oraz produkcja skrobi. W Polsce na razie mamy niewielkie osiągnięcia w tym względzie, ale to się jeszcze będzie zmieniać – ocenia prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

Kukurydza już dawno przestała być tylko zbożem, które może znaleźć zastosowanie wyłącznie w przemyśle spożywczym. Powstają z niej już części do samochodów, jest wykorzystywana przy produkcji ekologicznego plastiku, działają też firmy, które produkują z niej ubrania i inne tekstylia.

Co istotne, kukurydza może też służyć do produkcji paliwa. Jest głównym surowcem (obok trzciny cukrowej) do produkcji bioetanolu, najpowszechniejszego i najbardziej rozpowszechnionego biopaliwa. Przewagą biomasy kukurydzianej nad innymi roślinami energetycznymi jest fakt, że powstaje po zbiorze nasion. Udział bioetanolu w światowej produkcji biopaliw wynosi ponad 94 proc., zgodnie z przepisami międzynarodowymi wiele krajów zastępuje część swoich paliw kopalnych właśnie biopaliwami.

–  Praktycznie wszędzie można już spotkać kukurydzę, czy inaczej mówiąc, kukurydza jest dobra na wszystko. To roślina o szalenie dużych możliwościach i dzięki temu zainteresowanie nią rolników rośnie – podkreśla Tadeusz Michalski.

Największymi producentami kukurydzy są Stany Zjednoczone, Chiny, Brazylia i Argentyna. Polska nie może się na razie z nimi równać, zwłaszcza że w części krajów kukurydzę zbiera się dwukrotnie w ciągu roku.

– Stany Zjednoczone zawsze były największym eksporterem, ale ostatnio trochę ta ilość się zmniejszyła, bo  przestawili się na produkcję bioetanolu z kukurydzy. Przerabiają na niego nawet do 150 mln ton ziarna kukurydzy, czyli dwa razy więcej, niż łącznie produkuje cała Unia Europejska. Mają większe bezpieczeństwo energetyczne, bo dużo paliwa jest z dodatkiem alkoholu, oczywiście na bazie kukurydzy. Z kolei Brazylia może eksportować więcej kukurydzy, bo bioetanol produkuje z trzciny cukrowej – tłumaczy prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

W Polsce areał produkcji kukurydzy przekracza 1 mln ha. Rośnie też eksport – tylko w I kwartale 2020 roku wyniósł 234,5 tys. ton.

– Produkcja kukurydzy mogłaby być znacznie większa w rolnictwie, jeśli byłby stały odbiorca energetyczny, czyli bioetanol, biogazownie – ocenia Tadeusz Michalski.

Obawa, że podejrzany popełni kolejny występek, nie stanowi wystarczającej podstawy do jego tymczasowego aresztowania

Na wniosek prokuratora sąd rejonowy zastosował wobec podejrzanego tymczasowy areszt. Jednak podejrzany złożył zażalenie i wniósł o jego uchylenie. Do zażalenia przychylił się sąd okręgowy, bo – jak orzekł – istnienie obawy, że podejrzany znów popełni występek z art. 244 Kodeksu karnego, nie jest wystarczającym argumentem do zastosowania wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania.

Obawa prokuratora o ponowne popełnienie występku

W lipcu 2020 r. Sąd Rejonowy w Legnicy zastosował na wniosek prokuratora wobec podejrzanego tymczasowe aresztowanie do dnia 13 września 2020 r., za podstawę biorąc istnienie obawy, że podejrzany po raz kolejny popełni występek z art. 244 Kodeksu karnego. Do katalogu tych występków należą czyny niezastosowania się do orzeczonego przez sąd zakazu:

  • zajmowania stanowiska, wykonywania zawodu, prowadzenia działalności;
  • wykonywania czynności wymagających zezwolenia, które są związane z wykorzystywaniem zwierząt lub oddziaływaniem na nie;
  • posiadania wszelkich zwierząt albo określonej kategorii zwierząt;
  • prowadzenia pojazdów;
  • wstępu do ośrodków gier i uczestnictwa w grach hazardowych;
  • wstępu na imprezę masową;
  • przebywania w określonych środowiskach lub miejscach;
  • kontaktowania się z określonymi osobami;
  • zbliżania się do określonych osób;
  • opuszczania określonego miejsca pobytu bez zgody sądu;
  • lub też niewykonywania nakazu okresowego opuszczenia lokalu zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonym;
  • jak i niewykonywania zarządzenia sądu o ogłoszeniu orzeczenia w sposób w nim przewidziany.

Występki te zagrożone są karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Przesłanki zastosowania tymczasowego aresztu

Na powyższe postanowienie sądu rejonowego podejrzany wniósł zażalenie, do którego przychylił się Sąd Okręgowy w Legnicy – IV Wydział Karny Odwoławczy. Wskazując na przepis art. 249 § 1 Kodeksu postępowania karnego (dajek „K.p.k.”), przypomniał, że środek zapobiegawczy można zastosować jedynie w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, a wyjątkowo także w celu zapobieżenia popełnieniu przez podejrzanego nowego, ciężkiego przestępstwa. Natomiast szczególne przesłanki stosowania tymczasowego aresztowania zostały wymienione w art. 258 K.p.k. Należą do nich: obawa ucieczki lub ukrywania się podejrzanego, obawa matactwa, a w odniesieniu do popełnienia nowego przestępstwa obawa, że będzie to przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub bezpieczeństwu powszechnemu.

Brak wykazania przez prokuratora i sąd ustawowych przesłanek

Sąd odwoławczy nie dostrzegł w rozpoznawanej sprawie wystąpienia którejkolwiek ze wskazanych w art. 258 K.p.k. przesłanek. W opinii sądu okręgowego zarówno sąd rejonowy, jak i prokurator nie wykazali istnienia zagrożeń dla prawidłowego przebiegu postępowania czy to poprzez ewentualną ucieczkę podejrzanego, jego mataczenie lub ukrywanie się. W wydanym przez sąd pierwszej instancji postanowieniu brak jest również wskazania obawy, że podejrzany może w przyszłości popełnić przestępstwo, o którym mowa w art. 258 § 3 K.p.k. Zaś zgodnie z tym przepisem środek zapobiegawczy można wyjątkowo zastosować także w przypadku uzasadnionej obawy, że oskarżony, któremu zarzucono popełnienie zbrodni lub umyślnego występku, popełni przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub bezpieczeństwu powszechnemu, zwłaszcza gdy popełnieniem takiego przestępstwa groził.

Obawa o ponowne popełnienie występku to za mało

Sąd Okręgowy w Legnicy – IV Wydział Karny Odwoławczy, przychylając się do zażalenia podejrzanego i uchylając zastosowany wobec niego areszt, stwierdził, że jedynym argumentem podniesionym przez sąd rejonowy oraz prokuratora była obawa o popełnienie przez podejrzanego występku z art. 244 Kodeksu karnego. To natomiast nie daje podstaw do zastosowania tymczasowego aresztu. Sąd dodał także, że:

„Chybione są również argumenty, że ewentualne popełnienie przez podejrzanego kolejnego występku z art. 244 k.k. będzie stanowić przeszkodę do zakończenia dochodzenia. Wszak nie ma konieczności objęcia wszystkich przestępstw popełnionych przez podejrzanego jednym postępowaniem. Jeśli w przyszłości podejrzany rzeczywiście popełni kolejne przestępstwo, to wówczas można będzie wszcząć i przeprowadzić odrębne postępowanie” (wyrok z 12 sierpnia 2020 r., sygn. akt IV Kz 264/20).

Reguły postępowania karnego i ważna rola obrońcy

Zgodnie z art. 2 § 1 pkt 1 K.p.k. postępowanie to powinno być tak prowadzone, aby sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a osoba niewinna nie poniosła tej odpowiedzialności. Punkt 2 tego artykułu przypomina jednak, że zadania postępowania karnego zostaną osiągnięte, jeśli przewidziane prawem karnym środki zostaną trafnie zastosowane.

Bez wątpienia objęcie podejrzanego tymczasowym aresztowaniem i tym samym pozbawienie go czasowo wolności, jeśli nie jest to konieczne, a na dodatek brak ku temu przesłanek, nie jest przejawem trafnego zastosowania środka zapobiegawczego. Wszak to nie podejrzany ma wykazywać, że środek ten nie jest konieczny. W tym przypadku rolą prokuratora jest uzasadnienie, że powzięcie takich działań jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania karnego.

Tu też ujawnia się bardzo ważna rola obrońcy podejrzanego. Gdy podejrzany zostanie zatrzymany, zanim jeszcze zostaną mu przedstawione zarzuty, obrońca ma za zadanie dopilnować, aby zatrzymanie nie było bezpodstawnie przedłużane ponad 48 godzin. To on może się skontaktować z organem, który dokonał lub zlecił zatrzymanie, uzyskać informacje na temat tego, co dzieje się z zatrzymanym i przekazać je rodzinie. Z kolei, gdy zatrzymany usłyszy zarzuty i zostanie wobec niego zastosowany tymczasowy areszt, tak jak w niniejszej sprawie, obrońca w trakcie jego trwania może za zgodą prokuratora osobiście kontaktować się z podejrzanym. Jednak w pierwszej kolejności może złożyć zażalenie na postanowienie o zastosowaniu wobec niego aresztu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Biznes w Genach: Biotechnologia w dobie koronawirusa

Bezpłatna konferencja online ,,Biznes w Genach’’ współorganizowana przez agencję Strict Minds, Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, portale StockWatch.pl oraz Biotechnologia.pl, odbędzie się już 21.10.2020 r. To doskonała okazja, by lepiej zrozumieć rynek biotechnologiczny i wyzwania stojące przed spółkami z branży w dobie pandemii.

Wpływ biotechnologii na nasze życie jest nieoceniony, a z roku na rok realizowanych jest w tej dziedzinie coraz więcej innowacyjnych projektów. Biotechnologia kojarzy nam się z badaniami i odkryciami, których celem jest poprawa naszego zdrowia, życia i zwiększanie naszego komfortu. Nic więc dziwnego, że większość firm na rynku aktywnie reaguje na bieżącą sytuację epidemiczną.

Koronawirus powiedział „sprawdzam” wszystkim gałęziom gospodarki, również tym związanym z nowoczesnymi technologiami. Wyzwania przed jakimi stanął sektor biotech są zdecydowanie największe w historii: powstrzymanie obecnej pandemii, zautomatyzowanie procesów obsługi klienta, czy znalezienie skutecznych mechanizmów zapobiegania podobnym wydarzeniom w przyszłości. COVID-19 uświadomił nam wszystkim, jak potrzebna jest biotechnologia i oferowane przez nią rozwiązania. Chcemy przybliżyć inwestorom obecną sytuację spółek biotechnologicznych i pokazać, jak zareagowały na zaistniałą sytuację epidemiczną komentuje Tomasz Muchalski, prezes Strict Minds, organizator konferencji.

W tym roku tematem przewodnim konferencji będzie koronawirus i jego wpływ na sytuację na rynku biotechnologicznym. W dyskusji wezmą udział przedstawiciele branży, świata nauki i biznesu, którzy postarają się odpowiedzieć na pytania: jak COVID-19 zmienił rynek biotechnologiczny oraz jak dalej będzie wyglądał jego rozwój. Wskażą również, co powinni wiedzieć wszyscy analitycy oraz inwestorzy, którzy pragną zajmować się tą branżą.

Z roku na rok odnotowujemy na GPW coraz większe zainteresowanie branżą biotechnologiczną. Na rynku NewConnect biotechnologia jest drugą branżą pod względem wielkości obrotów, ustępując tylko sektorowi gier. Jako GPW staramy się przybliżać inwestorom i analitykom branżę biotech, szczególnie w kontekście analizowania i wyceny spółek. Organizowana przez nas konferencja „Biznes w Genach” jest jedną z tych inicjatyw poświęconych edukacji rynku w obszarze biotechnologii. Liczymy też na to, że w trakcie konferencji uczestnicy poszerzą swoją wiedzę nie tylko w zakresie inwestowania, ale również szeroko pojętej ochrony zdrowia – Dariusz Mejszutowicz, Wicedyrektor Działu Rynku Pierwotnego GPW.

Do udziału w konferencji zostały zaproszone znane polskie spółki biotechnologiczne, takie jak NanoGroup, Ryvu Therapeutics, Genomtec czy Scope Fluids. Ich przedstawiciele postarają się znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania oraz przybliżyć swoją pracę w dobie pandemii.

Pandemia choroby zakaźnej, starzenie się społeczeństwa, wyniszczające je choroby nowotworowe oraz sercowo-naczyniowe, niekorzystne zmiany klimatyczne, a zdaniem niektórych też widmo zapaści systemu ochrony zdrowia – to wszystko sprawia, że może się wydawać, że świat staje nad przepaścią, wobec czego ludzie z ogromną nadzieją zaczynają oczekiwać, że biotechnologia przyjdzie z pomocą. Szczepionki, leki, testy diagnostyczne, telemedycyna i rozwiązania z zakresu digital health, czy nagrodzona w tym roku Noblem rewolucyjna metoda edycji genomu jako przyszła podstawa zwalczania chorób u ludzi i roślin – biotechnologia codziennie daje nam narzędzia do walki z coraz groźniejszymi wrogami. To jasny sygnał, że intensywne, globalne inwestycje w sektor LifeScience i wysokie notowania spółek biotechnologicznych nie są, mówiąc żargonem giełdowym, żadną bańką spekulacyjną, ale częścią trwałego trendu na rynku, który tylko będzie zyskiwał na sile. I dlatego po raz kolejny o biotechnologii będę rozmawiał z tymi, którzy biznes mają w genach i na genach robią biznes – mówi Adam Zalewski, redaktor naczelny portalu Biotechnologia.pl.

Wydarzenie jest skierowane do inwestorów indywidualnych, inwestorów instytucjonalnych, start-upów, akcjonariuszy spółek biotechnologicznych, prasy i telewizji oraz wszystkich entuzjastów branży.

Analiza spółek z branży biotechnologicznej jest trudna, dlatego edukacja inwestorów w tym zakresie jest szczególnie ważna. Podczas konferencji opowiemy o tym, czy inwestor indywidualny ma szanse w starciu z profesjonalnymi analitykami i firmami zarządzającymi, a także na co powinien zwrócić uwagę rozważając inwestycję w spółkę z tej branży – komentuje Łukasz Konopko, prezes StockWatch.pl.

Mając świadomość jak ważna, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, jest branża biotechnologiczna patronami medialnymi zostali ISB News, Stock Market, Biznes Radar, Medinwestycje.pl, Comparic.pl, CEO.

Zapraszamy na drugą edycję konferencji ,,Biznes w genach’’.

21.10.2020, start godz.: 13:00, online, udział w wydarzeniu jest bezpłatny

Czysta3.VC inwestuje milion złotych w projekt Q2Q Research

Sukces prowadzenia badań marketingowych zależy w dużej mierze od właściwego doboru respondentów. Q2Q Research, spółka należąca do Instytutu Badawczego IPC, ma opracować system, który zautomatyzuje selekcjonowanie uczestników. Firma uzyskała finansowanie na opracowanie technologii zintegrowanych badań rynku i opinii w oparciu o algorytmy genetyczne (Q2Q).

Cel projektu

Eksperci z Q2Q Research mają opracować zautomatyzowaną procedurę doboru respondentów do ilościowych i jakościowych badań rynkowych. Mechanizm ma bazować na algorytmach genetycznych, dokonujących wielowymiarowej analizy cech społecznych, demograficznych i psychospołecznych wśród potencjalnych uczestników badania. To niekonwencjonalne podejście umożliwi efektywne połączenie w ramach jednego badania i tej samej grupy respondentów technik jakościowych (quality) i ilościowych (quantity). Spółka Q2Q Research otrzymała finansowanie na ten projekt w kwocie miliona złotych.

– Marketing obecnie to gromadzenie znaczących ilości danych, przetwarzanie ich, a następnie tworzenie komunikacji opartej na wyciągniętych wnioskach. Badania umożliwiają weryfikację koncepcji poprzez zderzenie jej z dobranymi respondentami, którzy odzwierciedlają rynek. Dostęp do narzędzia, które łącząc metody ilościowe i jakościowe, będzie w stanie zoptymalizować dobór grupy docelowej, znacząco poprawi efektywność działań, co stanowi ogromną wartość dla zleceniodawców – tłumaczy Szymon Janiak, Dyrektor Zarządzający funduszu Czysta3.VC.

Jak to działa?

Na czym będzie polegać ta zautomatyzowana procedura? Będzie bazować na algorytmach analizujących trzy rodzaje zbiorów danych – nagrania lub transkrypcje pochodzące z badań jakościowych, bazy danych opracowane w ramach prowadzonych badań ilościowych oraz zbiory big data, sukcesywnie opracowywane i udostępniane przez podmioty zewnętrzne. W dwóch pierwszych przypadkach konieczne będzie wprowadzenie do realizowanych projektów dodatkowej puli pytań, które ułatwią algorytmom dobór uczestników do kolejnych badań.

Co to oznacza dla firm korzystających z badań?

Q2Q Research opracuje kryteria wykorzystywane przez algorytmy tak, aby zautomatyzować identyfikację cech demograficznych, społecznych i psychospołecznych uczestników dotychczas realizowanych badań. Umożliwi to łatwą klasyfikację respondentów w jednorodne zbiory oraz właściwy dobór osób do kolejnych projektów badawczych, zależnie od założonego profilu uczestników.

– Procedura, którą proponujemy, będzie wykorzystywana w dwóch rodzajach triangulacyjnych projektów rynkowych. Pierwszym przypadkiem jest sytuacja, w której należy wybrać dwie odrębne grupy respondentów: jedną do badań ilościowych, a drugą do jakościowych. W drugim zaś przypadku algorytmy pozwolą najpierw dobrać respondentów do pierwszej części projektu – na podstawie wymienionych wcześniej źródeł danych, a później będą korzystały z materiału zgromadzonego w części ilościowej lub jakościowej, aby wyselekcjonować najlepiej dopasowane osoby pod względem cech wymaganych do udziału w drugiej części przedsięwzięcia badawczego – tłumaczy Jarosław Sawicki, członek zarządu Q2Q Research.

Instytut Badawczy IPC, którego spółką jest Q2Q Research, działa w branży badawczo-konsultingowej od 2006 roku. Realizuje badania marketingowe dla firm, sondaże opinii społecznych czy analizy ewaluacyjne. Pomaga także w zarządzaniu strategicznym. Eksperci IPC są zrzeszeni m.in. w Polskim Towarzystwie Badaczy Rynku i Opinii, Polskim Towarzystwie Socjologicznym czy Polskim Towarzystwie Ewaluacyjnym.

Cisco prezentuje wyniki badania „Workforce of the Future”, wskazujące na zmianę norm kulturowych dotyczących sposobu i miejsca pracy

Przyszłość pracy jest elastyczna. Pracownicy oczekują większej swobody i możliwości wyboru w warunkach nowej rzeczywistości.

Główne wnioski z badania dotyczące Polski:

  • 83% pracowników biurowych chce mieć możliwość wyboru miejsca, z którego wykonywane będą obowiązki. Chcą również samodzielnie zarządzać czasem pracy, nawet gdy biura będą otwarte.
  • 68% uczestników badania chce zachować autonomię, której doświadczyli w czasie lockdownu wynikającego z pandemii.
  • Osiągając lepszą równowagę pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym, 58% ankietowanych było w stanie włączyć więcej ćwiczeń fizycznych do planu swojego dnia.
  • 85% respondentów przyznaje, że gdyby przez jeden dzień zasiadali na stanowisku CEO, traktowaliby priorytetowo zapewnienie efektywnej współpracy i komunikacji w nowych warunkach pracy.

Jak wynika z badania Cisco „Workforce of the Future”, pandemia odcisnęła mocne piętno na sposobie i warunkach pracy ludzi na całym świecie. Spowodowała nie tylko zmianę kultury organizacyjnej wielu przedsiębiorstw; pracownicy przekonali się również, jakie korzyści przynosi im praca z domu, umożliwiając osiągnięcie lepszej równowagi między życiem prywatnym i zawodowym, a w efekcie także bardziej efektywne działanie. W nowej rzeczywistości chcą oni mieć możliwość swobodnego wyboru sposobu, czasu i miejsca wykonywania obowiązków, łącząc pracę w biurze z działaniem zdalnym.

Jednocześnie pracownicy zdają sobie sprawę, że inwestycje w technologie i umiejętności cyfrowe pozwolą zbudować solidny fundament dla odporności biznesu i jego rozwoju w przyszłości. Ich zdaniem, te kierunki powinny być priorytetem dla pracodawców w 2021 r.

Pracownicy chcą na stałe zachować wiele pozytywnych aspektów nowego sposobu pracy.

  • 68% Polaków chce zachować większą autonomię i elastyczność w codziennym życiu zawodowym.
  • 74% ankietowanych chce kontynuować pracę w swoich zespołach, mimo ich rozproszenia.
  • 69% oczekuje szybszego podejmowania decyzji, tak jak miało to miejsce na początku pandemii.

Pracownicy postrzegają okres pracy w domu na początku pandemii jako przełomowy moment dla sposobu, w jaki mogą współpracować w ramach swoich organizacji. Przed lockdownem, tylko 5% uczestników badania przez większość czasu pracowała zdalnie. W nowych warunkach, jeden schemat działania nie będzie pasował dla wszystkich pracowników, ponieważ przytłaczająca większość z nich ma nadzieję na zachowanie możliwości swobody wyboru, elastyczności i autonomii. Aż 83% badanych chce mieć możliwość decydowania o miejscu wykonywania obowiązków. Chcą również samodzielnie zarządzać czasem pracy, nawet gdy biura będą otwarte.

„Pandemia i spowodowana przez nią gwałtowna adopcja technologii cyfrowych fundamentalnie zmieniły sposób wykonywania pracy. Ponieważ coraz śmielej stosujemy w firmach model pracy hybrydowej, technologia do współpracy, wykorzystująca m.in. sztuczną inteligencję, czujniki środowiskowe i zaawansowaną analitykę ma kluczowe znaczenie dla utrzymania łączności i produktywności zespołów w każdej lokalizacji, przy jednoczesnym zwiększeniu bezpieczeństwa” – mówi Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce. „Pracownicy chcą większej elastyczności, zespoły są bardziej rozproszone, co z kolei sprawia, że kultura organizacyjna oraz wzajemne zaufanie mają większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej”– dodaje Przemysław Kania.

Równowaga pomiędzy życiem prywatnym, a zawodowym

W miarę jak liderzy zwiększali zaufanie do swoich pracowników, następowały pozytywne zmiany na polu harmonii pomiędzy życiem prywatnym, a zawodowym. 40% ankietowanych miało poczucie, że zwierzchnicy bardziej im ufają. Jednocześnie 68% pracodawców ma teraz większą świadomość wyzwań i korzyści wynikających z pracy w domu. Co więcej, 58% osób włączyło więcej ćwiczeń fizycznych do swojej codziennej domowej rutyny, a połowa (50%) chce poświęcać mniej czasu na dojazdy i bardziej produktywnie wykorzystywać swój czas.

Ankietowani przyznają także, że technologia do współpracy i umiejętności cyfrowe stanowią solidną podstawę dla odporności i rozwoju biznesu. Pracownicy są zgodni co do tego, że liderzy muszą skoncentrować się na inwestycjach w technologie, aby stymulować zmiany oraz zaspokajać potrzeby, które dotyczą ich biznesu. Zapytani o to, jakie podjęliby decyzje, gdyby przez jeden dzień mogli pełnić stanowisko CEO, przyznają, że w pierwszej kolejności wprowadziliby zmiany dotyczące pracy zdalnej:

  • 85% zapewniłoby skuteczną komunikację i współpracę pomiędzy pracownikami.
  • Tyle samo ankietowanych (85%) wskazuje na konieczność zapewnienia każdemu członkowi zespołu technologii niezbędnej do wykonywania obowiązków w domu na takim samym poziomie, jak w biurze.
  • 81% podjęłoby decyzję o zwiększeniu liczby szkoleń w zakresie umiejętności cyfrowych.

Na pytanie o to, na czym pracodawcy powinni skoncentrować się tworząc budżet na rok 2021, na pierwszym miejscu znalazły się odpowiedzi dotyczące inwestycji w technologie, tworzące bezpieczniejsze miejsca pracy, a następnie inwestycje w innowacje technologiczne, mające na celu zwiększenie wydajności pracowników.

O badaniu

Badanie „Workforce of the Future” zostało przeprowadzone wśród pracowników biurowych z 12 krajów regionie EMEAR, w tym z Polski. Dotyczyło m.in. oczekiwań wobec pracodawców w zbliżającym się roku. Analiza pokazuje, jak postrzegali oni pracę w domu podczas pandemii oraz jakie doświadczenia i nowe praktyki chcą z tego okresu wykorzystać w dalszej pracy. Wreszcie, wyznacza drogę dla liderów biznesu poszukujących nowych standardów w odmienionej rzeczywistości. W badaniu wzięło udział 10 000 pracowników z całego regionu – w tym ponad 1 000 Polaków, którzy w czasie pandemii i zamrożenia pracowali w domu przez co najmniej 10 kolejnych dni. Badanie zostało przeprowadzone latem 2020 roku.

Capgemini rozwija się w Katowicach,. Popyt na pracowników IT rośnie

Katowice z każdym rokiem stają się coraz bardziej atrakcyjnym partnerem dla centrów usług biznesowych. Już teraz na tym rynku funkcjonuje 110 takich organizacji, z czego aż 45 proc. pracowników jest zatrudnionych w sektorze IT. Oznacza to, że śląski rynek pracy w coraz większej mierze opiera się na nowych technologiach. Silnie przyczynia się do tego Capgemini, które wśród zagranicznych inwestorów wiedzie prym pod względem ilości zatrudnionych osób.

Jak podaje tegoroczny raport ABSL, w pierwszym kwartale 2020 r. w Polsce funkcjonowało ok. 1 500 polskich i zagranicznych centrów sektora usług biznesowych, z czego 110 na terenie Katowic. Łącznie zatrudniają one ok. 338 tys. osób, co stanowi wzrost aż o 10 proc. w odniesieniu do minionego roku. 25 800 – to zatrudnieni w centrach zlokalizowanych w Katowicach, z czego aż 45 proc. stanowisk związanych jest z sektorem nowych technologii.

Krajobraz katowickiego rynku pracy uległ w ostatnich latach dużej transformacji. Dane także pokazują, że skumulowany wskaźnik wzrostu zatrudnienia w tym sektorze w perspektywie zaledwie 4 lat (2016-2020) wyniósł 12,5 proc., a prognozuje się, że w przyszłym roku liczba nowych miejsc pracy może przekroczyć nawet 600 stanowisk.

Katowice na topie

Obecnie w samych tylko Katowicach zamieszkuje ponad 293 tys. osób, z czego ponad 173 tys. w wieku produkcyjnym. W pierwszym półroczu 2020 r. w serwisie pracuj.pl zamieszczono aż 21 968 ofert pracy pochodzących z województwa śląskiego. Potwierdza to fakt, że katowicki rynek pracy jest atrakcyjny dla inwestorów, m.in. dlatego, że rocznie tutejsze 17 szkół wyższych kończy 24 tys. absolwentów, jak również blisko 90 tys. osób jest w trakcie studiów.

– Rozwój branży IT w Polsce bardzo wyraźnie widoczny jest w statystykach portalu Pracuj.pl. Według naszych danych w ubiegłym roku aż piętnaście procent ofert pracy, czyli 82 590 ogłoszeń dotyczyło właśnie specjalistów IT. Również w tym roku widzimy wyraźne zainteresowanie potrzebą zatrudniania: informatyków, grafików, programistów i innych specjalistów z tej branży. Bardzo duże znaczenie w tym kontekście mają Katowice. Branża IT rozwija się tu bardzo mocno, a coraz więcej dużych firm decyduje się na umieszczenie w tym mieście swojej siedziby lub oddziału, tworząc nowe miejsca pracy. Tylko w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku, z województwa śląskiego pochodziło blisko co 10 ogłoszenie na portalu – komentuje Aleksandra Skwarska, Starsza Specjalistka ds. PR i CSR w Grupie Pracuj.

Co słychać w IT?

W serwisie pracuj.pl, tylko w pierwszym półroczu pojawiło się ponad 33 tys. ogłoszeń kierowanych do osób specjalizujących się w tematach nowych technologii.
– Branża IT jest odporna na dynamiczną sytuację rynkową. Popyt na usługi z zakresu nowych technologii jest duży i zgodnie z prognozami wciąż rośnie. Sporym zainteresowaniem cieszą się specjaliści z większym doświadczeniem – przede wszystkim inżynierowie i architekci IT. Jednak sektor IT jest bardzo chłonny, poszukiwani są pracownicy o zróżnicowanym poziomie wiedzy i doświadczenia, od juniora do seniora, a także osoby o różnych kompetencjach, również miękkich. Oczywiście niezwykle pożądana jest znajomość języków obcych, co jest wynikiem dużego wpływu zagranicznych inwestorów, klientów i globalizacji realizowanych projektów – mówi Bruno Bouquet, wiceprezydent w Capgemini Polska.

Capgemini w Katowicach

Capgemini w Katowicach działa od 2006 roku, a obecnie firma jest na etapie przeprowadzki i centralizacji wszystkich biur w nowej lokalizacji w Face2Face Business Campus. Docelowo katowickie zespoły będą pracowały w nowym kompleksie w modelu hybrydowym, czyli łącząc pracę w siedzibie firmy z pracą zdalną.
– Nowa lokalizacja to nie tylko większy komfort pracy, ale także nowoczesne przestrzenie wspierające integrację pracowników, kiedy pracujemy z biura. To szczególnie ważne patrząc na perspektywę kolejnych miesięcy, kiedy jeden z naszych katowickich zespołów, Cloud & Data Services, poszerzymy o co najmniej 100 nowych specjalistów IT. Aktualnie szczególny nacisk kładziemy na komunikatywną znajomość języka francuskiego wśród osób, które chcą rozpocząć swoją karierę w IT. Oferujemy im szkolenia przygotowujące do zawodu informatyka, a także rozwijające umiejętności techniczne. Również inżynierowie i architekci gotowi na dalszy rozwój w sektorze IT mogą skorzystać z oferty szkoleń oraz zdobywać doświadczenie w pracy z nowoczesnymi technologiami. W naszym dziale, ale też i całej firmie z roku na rok zatrudnienie znajduje coraz więcej kobiet i mam nadzieję, że ten trend wzrostowy będzie dalej wspierał nasz rozwój – informuje Artur Kmiecik, dyrektor zespołu Cloud & Data Services w Capgemini Polska.

Warto podkreślić, że Capgemini w samych Katowicach zatrudnia obecnie ponad 2,3 tys. osób i jest największym z pracodawców w sektorze usług biznesowych w kraju. Obecnie zatrudnia 9,4 tys. pracowników w swoich siedzibach zlokalizowanych w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Opolu, Lublinie i Katowicach. Organizacja świadczy usługi z zakresu IT, nowych technologii, doradztwa i transformacji cyfrowej oraz finansów.

Sektor usług finansowych staje się podatny na ataki ransomware

Sektor usług finansowych jest atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców. Dane finansowe klientów, dane bankowe, dane o transakcjach i programach emerytalnych prawdopodobnie należą do najważniejszych danych przetwarzanych obecnie przez przedsiębiorstwa. Odpowiednia ochrona i zabezpieczenie tych danych są dla sektora finansowego niezmiernie ważne, a niedomagania na tym froncie mogą spowodować ogromne straty wizerunkowe i wysokie koszty finansowe.

W zeszłym roku poinformowano, że w okresie od kwietnia do czerwca sektor finansowy był drugim co do wielkości źródłem naruszeń bezpieczeństwa danych — w ciągu zaledwie jednego kwartału miało miejsce 42 dużych naruszeń bezpieczeństwa usług.

Presja związana z globalną pandemią i pracą zdalną jeszcze bardziej skomplikowała sytuację. W lutym tego roku australijskie Centrum Cyberbezpieczeństwa poinformowało, że australijskie banki zostały zaatakowane przez grupę, która groziła im przeprowadzeniem ataków typu „blokada usługi”, jeśli nie zapłacą okupu.

Mimo, że ataki ransomware są bardzo skomplikowane i stanowią duże wyzwanie dla organizacji, jest kilka kroków, które można wykonać, aby zminimalizować ryzyko już na samym początku.

Zrozumienie zagrożenia

Główne drogi, przez które ransomware dociera do przedsiębiorstw, wiodą przez protokoły zdalnego pulpitu (Remote Desktop Protocols — RDP) lub inne mechanizmy zdalnego dostępu, phishingowe wiadomości e-mail lub luki w zabezpieczeniach oprogramowania. Znajomość tych trzech dróg dostępu bardzo pomaga zidentyfikować obszary, w których przedsiębiorstwo powinno skupić swoje wysiłki, aby być bardziej odporne na ataki.

Większość administratorów IT używa RDP w swojej codziennej pracy, a wiele serwerów RDP jest bezpośrednio podłączonych do Internetu. Prawda jest jednak taka, że nie powinny się one łączyć z Internetem. Administratorzy IT mogą wykazywać się kreatywnością, tworząc specjalne adresy IP, przekierowując porty RDP, tworząc skomplikowane hasła itp., ale dane nie pozostawiają wątpliwości, że ponad połowa oprogramowania ransomware dociera do przedsiębiorstw za pośrednictwem RDP. Świadczy to o tym, że łączenie serwerów RDP z Internetem jest sprzeczne z nowoczesnymi strategiami zapewnienia odporności na ataki ransomware.

Inną częstą drogą ataku są phishingowe wiadomości e-mail. Większość z nas widziała wiadomości e-mail, które wydawały się podejrzane. Taką wiadomość należy skasować. Skuteczną pierwszą linią obrony mogą być samoobsługowe narzędzia do przeprowadzania oceny, połączone ze szkoleniami dla pracowników, które pomogą im identyfikować phishingowe linki i wiadomości e-mail.

Trzecim istotnym obszarem jest ryzyko wykorzystania luk w zabezpieczeniach. Zapewnienie aktualności systemów było obowiązkiem działów IT od zawsze, ale teraz jest ważniejsze niż kiedykolwiek. Mimo że nie jest to efektowne zadanie, szybko może się okazać dobrą inwestycją, jeśli firma będzie mieć do czynienia z incydentem ransomware wykorzystującym znaną, ale załataną lukę w zabezpieczeniach.

Kopie zapasowe danych

Ponieważ gra toczy się o wysoką stawkę, przedsiębiorstwa z branży finansowej muszą również przygotować się na najgorszy scenariusz i zadbać o skuteczną strategię w zakresie kopii zapasowych.

Zasada 3-2-1 stanowi dobry punkt wyjścia dla ogólnej strategii zarządzania danymi. Zaleca ona, że ważne dane powinny być przechowywane w co najmniej w trzech egzemplarzach i na co najmniej dwóch typach nośników, a co najmniej jeden z tych egzemplarzy powinien być przechowywany poza siedzibą przedsiębiorstwa. Najlepsze w tej zasadzie jest to, że nie wymaga ona żadnego konkretnego typu sprzętu i jest na tyle uniwersalna, że sprawdza się w przypadku prawie każdego scenariusza awarii.
Nie płać okupu

Mimo tych wszystkich technik przedsiębiorstwa muszą być również przygotowane na reagowanie na zagrożenia, kiedy już one wystąpią. Nasze podejście jest proste: Nie należy płacić okupu. Jedyną opcją jest odtworzenie danych. Przedsiębiorstwa muszą również zaplanować swoją reakcję w sytuacji wykrycia zagrożenia.
Przy każdego rodzaju ataku jednym z pierwszych wyzwań jest komunikacja. Dlatego należy mieć plan przewidujący sposób komunikacji z odpowiednimi osobami w sytuacji awaryjnej. Powinien on obejmować listy wiadomości dla grup, numery telefonów lub inne mechanizmy wykorzystywane do zapewnienia komunikacji w obrębie rozszerzonego zespołu. W książce adresowej potrzebne są także dane ekspertów ds. bezpieczeństwa, reagowania na incydenty i zarządzania tożsamością — wewnętrznych lub zewnętrznych.

Trzeba również ustalić, kto w takiej sytuacji będzie uprawniony do podejmowania decyzji. Przedsiębiorstwa muszą jeszcze przed wystąpieniem incydentu określić, kto zadecyduje o odtwarzaniu danych lub przełączaniu awaryjnym. A po podjęciu decyzji o odtworzeniu trzeba przeprowadzić dodatkowe kontrole bezpieczeństwa przed ostatecznym przywróceniem działania systemów. Należy też określić, czy najlepszym rozwiązaniem jest odtworzenie całej maszyny wirtualnej, czy poszczególnych plików. Ponadto proces odtwarzania musi przebiegać w sposób bezpieczny — wszystkie systemy muszą być skanowane pod kątem wirusów i szkodliwego oprogramowania, a po ich odtworzeniu użytkownicy powinni zmienić swoje hasła.

Mimo że ataki ransomware stają się dominującym zagrożeniem w całym sektorze usług finansowych, istnieją określone kroki, które można wykonać, aby ograniczyć ryzyko i przygotować się na najgorszy scenariusz. Dysponowanie odpowiednim planem awaryjnym ma obecnie ogromne znaczenie dla skutecznego odpierania ataków cyberprzestępców przez przedsiębiorstwa.

Autorzy: Rick Vanover, dyrektor ds. strategii produktów, i Gary Mitchell, wiceprezes na region ANZ

Pandemia wymaga nowego spojrzenia na procesy ryzyka kredytowego

Pandemia koronawirusa i spowolnienie gospodarcze wpływają na jakość portfela banków i stawiają nowe wyzwania przed sektorem w związku z nieuchronnym wzrostem liczby restrukturyzacji i spadkiem wartości zabezpieczeń – stwierdzili uczestnicy panelu odbywającego się w ramach X Europejskiego Kongresu Finansowego.

Janusz Miszczak, partner i lider zespołu Financial Risk & Analytics w EY nakreślił działania ze strony Komisji Europejskiej, która poluzowała obostrzenia związane z udzielaniem pomocy publicznej podmiotom znajdującym się w trudnej sytuacji w związku z pandemią.

Wspomniał też o zmianach przepisów w zakresie tzw. adekwatności kapitałowej. Adekwatność kapitałowa jest to proces mający na celu zapewnienie, iż poziom ryzyka podejmowanego przez bank może zostać pokryty posiadanym kapitałem w określonym horyzoncie czasowym.

Miszczak mówił też o coraz luźniejszej polityce monetarnej Europejskiego Banku Centralnego oraz uruchomieniu dodatkowych programów o wartości 1,35 bln euro, a także o bardziej elastycznym podejściu do norm kapitałowych, co ma umożliwić bankom kredytowanie w okresie pandemii koronawirusa.

Miszczak podkreślił bezprecedensowy charakter działań fiskalnych i monetarnych podjętych w Polsce w odpowiedzi na pandemię za sprawą Tarczy Antykryzysowej oraz działań Komitetu Stabilności Finansowej, Narodowego Banku Polskiego oraz Komisji Nadzoru Finansowego. Dzięki temu w wynikach banków w segmencie korporacyjnym pojawił się dwucyfrowy wzrost depozytów i lekki spadek popytu na kredyty.

Magdalena Kasiarz, associate partner, adwokat i doradca restrukturyzacyjny w EY Law, przedstawiła statystyki w zakresie restrukturyzacji i upadłości, zestawiając dane z lat 2018, 2019 oraz 2020 (do końca sierpnia). Mimo kryzysu spowodowanego koronawirusem nie widać w nich jeszcze drastycznego skoku restrukturyzacji.
Według Kasiarz pandemia COVID-19 negatywnie wpływa na wartość zabezpieczeń i wydłuża czas ich konwersji na gotówkę. Dzieje się tak za sprawą m.in. rosnących kosztów działalności, pogarszających się prognoz ekonomicznych, wstrzymania części inwestycji oraz spadku wartości nieruchomości, w tym tych stanowiących przedmiot zabezpieczeń.

Magdalena Kasiarz zwróciła też uwagę na rekomendacje Związku Banków Polskich w zakresie Dobrych Praktyk Procesów Restrukturyzacji Przedsiębiorstw mające na celu wzrost ich skuteczności. Janusz Miszczak dodał, że pandemia wymaga nowego spojrzenia na procesy ryzyka kredytowego wobec przewidywanego wzrostu kredytów przeterminowanych.

Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich odniósł się do pozaustawowego moratorium kredytowego notyfikowanego przez KNF, które wprowadzono pod koniec marca. Tylko w ciągu dwóch pierwszych miesięcy udzielono 950 tys. moratoriów, z czego około 150 tys. dotyczyło przedsiębiorców.

Jak podkreślił Białek, moratorium kredytowe przedłużone do końca września bieżącego roku przestało obowiązywać, ponieważ wygasły ramy prawne, na podstawie których było oparte. Jednocześnie zaznaczył, że nie jest przewidziane jego wydłużanie lub opracowywanie innych rozwiązań moratoryjnych.

Dariusz Odzioba, dyrektor Pionu Relacji z Klientami Korporacyjnymi w PKO BP zaznaczył, że pandemia spowodowała przyspieszenie procesów i nasilenie cyfryzacji we współpracy z klientami. Jednocześnie jej pierwszy etap zmienił tryb monitorowania sytuacji ekonomicznej przedsiębiorców na bardziej bieżący.

Anna Markowska, dyrektor Departamentu Restrukturyzacji w mBanku, stwierdziła, że w wielu przypadkach pandemia nie była jedynym czynnikiem, który przyczynił się do pogorszenia kondycji przedsiębiorstw. Wspomniała w tym kontekście o braku optymalizacji operacyjnej, której czasem nie przeprowadzano miesiącami, a nawet latami.
W opinii Markowskiej to właśnie dzięki wspomnianej optymalizacji operacyjnej niektórym przedsiębiorcom w czasie pandemii udało się poprawić swoją sytuację. Z taką grupą klientów mBank związał się najmocniej, jako instytucja podchodząca do restrukturyzacji w sposób kompleksowy.

Markowska podkreśliła, że mBank stara się wchodzić w procesy restrukturyzacyjne swoich klientów możliwie jak najwcześniej. Ze względu na zalew wniosków system sądowy jest niewydolny, dlatego instytucja stawia na restrukturyzację przedsądową, a także coraz szersze wykorzystanie cyfryzacji.

Lokaty bankowe, złoto, nieruchomości? Oszczędzanie w czasach zarazy

okaty bankowe, złoto, nieruchomości? – a może raczej nowe wehikuły finansowe? O tym, na co i w jaki sposób oszczędzają Polacy i jak te wzorce zmieniły się w czasie pandemii Covid-19, rozmawiali eksperci w trakcie debaty podczas X Europejskiego Kongresu Finansowego.

Gospodarzem debaty „Budowanie oszczędności Polaków – zachęty i bariery, w tym wyzwania związane z Covid” była firma doradczo-audytorska KPMG Poland.

O tym, że powinniśmy oszczędzać, wiemy od dziecka, od pierwszej skarbonki-świnki. Uczestnicy panelu zwracali uwagę, że budowanie prywatnych oszczędności – to nie tylko pewność wynikająca z finansowego zabezpieczenia na czarną godzinę i perspektywa przyzwoitego standardu życia na emeryturze. To również pozytywny wpływ na rozwój przedsiębiorczości – potrzebnej gospodarce szczególnie w sytuacji kryzysowej.

Ekonomiczne skutki tzw. koronakryzysu rozkładają się nierównomiernie. „Pandemia ma charakter wybitnie sektorowy. Sektory, które zostały dotknięte: część usług, hotele, restauracje, kultura – nie odrodziły się w pełni, a patrząc na trajektorię jesienną, czyli drugą falę, wygląda na to, że w tych sektorach jest jeszcze gorzej” – powiedział Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A.

Paneliści zgodzili się, że pandemia poniekąd wymusiła zmiany w modelu oszczędzania Polaków. Dotyczy to np. odkładania na emeryturę. Na świecie przyjmuje się, że tzw. godne życie po przejściu na emeryturę, rozumiane przez zachowanie podobnego standardu życia, zapewniają dochody w wysokości mniej więcej 70 proc. ostatnich zarobków przed emeryturą. Tymczasem polskie emerytury, starego czy nowego portfela, są związane z systemem zdefiniowanej składki, w którym luka emerytalna, w porównaniu z resztą krajów europejskich, rośnie.

Przyszli polscy emeryci nie osiągną poziomu 70 proc. zarobków, jeżeli będą liczyć wyłącznie na ZUS. Emerytury będą znacznie niższe, co potwierdzają wyliczenia. Dla urodzonego w latach 90. mężczyzny emerytura będzie kształtować się na poziomie 45 proc., a dla kobiety – na poziomie 30 proc. 30-letni mężczyzna, żeby na emeryturze osiągnąć poziom 70 proc. dotychczasowych zarobków, musiałby już dziś zacząć odkładać 15 proc. pensji, 30-letnia kobieta prawie 40 proc.

„Należy spróbować zarządzać oszczędnościami w taki sposób, by było to bardziej nastawione na realizację przyszłych potrzeb, a nie na niewłaściwe zorientowanie na bieżącą stopę zwrotu” – stwierdził Ernest Pytlarczyk.

Niemożliwość zbudowania z oszczędności dodatkowego portfela na starość jest być może przyczyną, dla której Polacy mniej chętnie deklarują dobrowolne odkładanie pieniędzy na konto przyszłej emerytury.

„Oszczędzanie na przyszłą emeryturę deklaruje 8 proc. Polaków – mało w porównaniu z 42 proc. Niemców i 20 proc. Czechów” – zauważyła Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami. Dodała, że z raportu SGH na temat zachowań konsumentów dotyczących długoterminowego oszczędzania w okresie pandemii widać, że ciągle jesteśmy w tyle, jeżeli chodzi o szukanie alternatyw inwestycyjnych.

„Sporo przed nami, ale widać, że nasze przyzwyczajenie do lokowania oszczędności w bankach jest stosunkowo silne” – powiedziała Małgorzata Rusewicz.
Tymczasem pandemia i związane z nią problemy gospodarcze, szczególnie dotyczące sektorów najbardziej dotkniętych kryzysem, jak również obawy wielu osób, że mogą potrzebować dodatkowych pieniędzy na opiekę medyczną, sprawiły, że z lokat bankowych Polaków odpłynęło kilkadziesiąt mld zł.

„Ludzie uciekają z lokat, bo słyszą, że tam stracą pieniądze. My mówimy: idźcie w bardziej ryzykowne inwestycje, które dadzą wam zysk” – proponował Marcin Żółtek, wiceprezes zarządu Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych PZU S.A.

W sytuacjach kryzysowych alternatywę dla lokat bankowych stanowiły zazwyczaj inwestycje w złoto i nieruchomości. Tymczasem inwestycja w nieruchomości w wydaniu polskim – to głównie kupno mieszkania na wynajem, gdzie trzeba znaleźć najemcę, ponosić wysokie koszty transakcyjne oraz wydatki na remonty.

Eksperci zgodzili się, że najtrudniej przełamać stereotypy. Budowanie oszczędności przy wykorzystaniu nowych wehikułów finansowych wymaga świadomości społecznej i otwartości ludzi na niezrozumiałe czasem formy oszczędzania.

„To kwestia historii, behawiorystyki życia codziennego, a po trzecie mediów. Nastawienie mediów w Polsce do procesu systemowego oszczędzania wspieranego przez państwo jest a priori negatywne” – zaznaczył Robert Zapotoczny, prezes zarządu PFR Portal PPK.

W Polsce rośnie liczba otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych – raport za III kwartał

Rośnie liczba otwieranych restrukturyzacji, przedsiębiorcy najczęściej sięgają po uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne (UPR)

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Kancelarię Tatara i Współpracownicy, w III kwartale 2020 roku zdecydowanie wzrosła liczba otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych. Wśród nich dominuje wprowadzone przez tzw. Tarczę 4.0 i obowiązujące od 24 czerwca uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne (UPR). Przygotowano je specjalnie z myślą o spowolnieniu gospodarczym wywołanym pandemią.

Z raportu przygotowanego przez Kancelarię Tatara i Współpracownicy wynika, że w całym III kwartale 2020 roku otwarto 192 postępowania restrukturyzacyjne – podczas gdy w I kwartale tego roku, czyli przed wybuchem pandemii, otwarto 136 restrukturyzacji. Już po pierwszym kwartale funkcjonowania uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego (UPR) widać, że jest ono atrakcyjną formą restrukturyzacji dla przedsiębiorców.

Od początku lipca otwarto 134 uproszczone postępowania restrukturyzacyjne. To ponad dwukrotnie więcej niż pozostałych dostępnych rozwiązań restrukturyzacyjnych. W pierwszym miesiącu otwarto 30 UPR, co stanowiło 45 proc. wszystkich postępowań restrukturyzacyjnych. W sierpniu obwieszczono otwarcie już 40 uproszczonych postępowań, co stanowiło 75 proc. ogółu. Natomiast we wrześniu przedsiębiorcy otworzyli 64 UPR, co stanowiło aż 88 proc. wszystkich otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych.

Już po pierwszym kwartale funkcjonowania uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego widać, że jest to atrakcyjne rozwiązanie dla przedsiębiorców, niezależnie od formy prawnej ich działalności. W ciągu trzech miesięcy z UPR skorzystało 55 spółek z ograniczoną odpowiedzialnością i 49 jednoosobowych działalności gospodarczych. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne otworzyło też dziewięć spółek akcyjnych, z czego jedna notowana jest na rynku podstawowym GPW, a cztery są notowane na NewConnect.

Co ciekawe, wobec jednej z tych spółek 29 września sąd upadłościowy ogłosił upadłość, mimo że zgodnie z prawem upadłościowym nie można ogłosić upadłości przedsiębiorcy w okresie od otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego do jego zakończenia lub prawomocnego umorzenia. Celem regulacji dotyczącej uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego jest właśnie uniknięcie upadłości. Prawidłowość orzeczenia sądu będzie badana przez sąd wyższej instancji, a wiele zależy od konkretnego stanu faktycznego – np. prawidłowości uruchomienia UPR przez spółkę.

Popularność UPR nie jest zaskoczeniem. Jest to obecnie najszybsze i najsprawniejsze postępowanie restrukturyzacyjne o zasadniczo pozasądowym charakterze, z którego mogą korzystać przedsiębiorcy zagrożeni niewypłacalnością. UPR daje im szeroką ochronę przed egzekucją ze strony wierzycieli oraz wprowadza pewną ochronę przed wypowiadaniem kluczowych umów przez kontrahentów, takich jak m.in. umowy najmu lub dzierżawy lokalu, umowy kredytu, leasingu czy ubezpieczeń majątkowych – mówi mec. Karol Tatara, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny (Licencja Ministra Sprawiedliwości nr 682) i radca prawny.

Uproszczone postępowanie zabezpiecza także interesy wierzycieli, którzy mogą złożyć wniosek o uchylenie przez sąd skutków obwieszczenia o otwarciu UPR, jeżeli prowadzą one do pokrzywdzenia wierzycieli. Z kolei dłużnik ponosi odpowiedzialność za uruchomienie postępowania w złej wierze – dodaje mec. Tatara.

Niewątpliwym atutem uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego jest jego szybkość i prostota. Po podpisaniu umowy z doradcą restrukturyzacyjnym i przygotowaniu propozycji układowych należy opublikować obwieszczenie o otwarciu postępowania w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Od tego momentu do złożenia wniosku o zatwierdzenie układu przez sąd są maksymalnie 4 miesiące. Sąd ma dwa tygodnie na decyzję – zatwierdzenie układu lub odmowę zatwierdzenia. W przeciwieństwie do pozostałych postępowań restrukturyzacyjnych z UPR można skorzystać tylko raz, do końca czerwca 2021 roku.

Duża część danych gospodarczych za sierpień i wrzesień pokazuje, że odbicie gospodarki po lockdownie wyhamowuje. Gdy przestaną działać rządowe Tarcze pomocowe, wiele przedsiębiorstw może mieć problemy, co grozi falą upadłości. UPR jest rozwiązaniem przewidzianym na trudny czas kryzysu gospodarczego. Jest szybkim postępowaniem, które prowadzi doradca restrukturyzacyjny. W ten sposób ustawodawca zdecydował odciążyć sądy restrukturyzacyjne, których jest w Polsce tylko 30, podczas gdy doradców jest obecnie 1450. Doradca restrukturyzacyjny jest organizatorem postępowania, przewodniczy zgromadzeniu wierzycieli i dokonuje oceny, czy układ został zawarty. W pewnych aspektach zastępuje też radę wierzycieli w tradycyjnym postępowaniu – dodaje mec. Tatara.

IV kwartał 2020 roku pokaże nie tylko, czy liczba otwieranych restrukturyzacji dalej rośnie. Zobaczymy również, ile z uproszczonych postępowań restrukturyzacyjnych, które zostały otwarte w III kwartale, doprowadziło do zawarcia układu z wierzycielami i zatwierdzenia układu przez sądy.

Biznes chce tolerancji – Deklaracja Różnorodności i Włączania ABSL

W związku ze Światowym Dniem Wartości obchodzonym w tym roku 15 października, Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych opublikował Deklarację Różnorodności i Włączania, którą już pierwszego dnia podpisało 30 firm. Deklaracja jest wyrazem zaangażowania w tworzenie zróżnicowanego, integracyjnego i pełnego szacunku środowiska pracy, niezależnie od indywidualnych różnic.

Pracodawcy oraz organizacje zrzeszone w Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) deklarują, że we wszystkich swoich działaniach kierują się lub będą się kierować zasadą równego traktowania w miejscu pracy, ze względu na narodowość, niepełnosprawność, orientację seksualną, płeć, pochodzenie etniczne, przekonania polityczne, rasę, religię, tożsamość płciową, wiek, wyznanie, formę zatrudnienia, a także inne przesłanki narażone na zachowania wykluczające.

Siła w różnorodności

Jednym z kluczowych wyróżników sektora usług biznesowych, który zatrudnia 338 tys. osób jest wielokulturowość. 92 proc. centrów usług zatrudnia obcokrajowców. Pochodzą oni z 65 państw. Jednocześnie pracownicy sektora świadczą usługi łącznie w blisko 40 językach, przy czym średnio w centrach rozbrzmiewa po osiem języków. Przy tak rozpiętej wielokulturowości, równe traktowanie i poszanowanie wszelkich różnic stanowi podstawę funkcjonowania.

– W naszym sektorze, 12 proc. wszystkich zatrudnionych stanowią obcokrajowcy. Jeśli chcemy zachęcać ich do mieszkania i pracy w Polsce musimy budować wizerunek Polski jako kraju otwartego i włączającego, jednak przede wszystkim musimy podejmować inicjatywy, które będą wcielały te wartości w życie. Taką inicjatywą jest właśnie Deklaracja Różnorodności i Włączania. Chcemy głośno mówić o tym, że różnorodność i włączanie to wartości, którymi się kierujemy i które są niezbędne, aby rozwijać biznes, szczególnie w dobie globalizacji i narastającego znaczenia roli odpowiedzialnego społecznie biznesu– zwraca uwagę Piotr Dziwok, Prezes ABSL.

Moc z włączania

Korzyści wynikające z różnorodności mogą być w pełni wykorzystane, tylko wówczas, jeżeli firma tworzy włączającą kulturę organizacyjną, pozwalającą na rozwój każdego pracownika bez kompromisów związanych z jego własną tożsamością. Włączanie jest konieczne, aby czerpać z różnorodnego potencjału i budować przewagę biznesową. Z badania Deloitte wynika, że 80% pracowników wskazuje działania związane z różnorodnością i włączaniem jako istotny czynnik wyboru pracodawcy. Respondenci podkreślali również, że różnorodne i włączające środowisko pracy wpływa na zaangażowanie. Deklaracja przedstawiona przez ABSL powstała przy rozumieniu różnorodności jako wszystkiego co nas identyfikuje, a więc nie tylko płeć, rasa czy narodowość, ale również m. in. wiek, wiara, wykształcenie, pochodzenie, sympatie polityczne, orientacja seksualna a także wszelkie ograniczenia.

– W Citi uznajemy różnorodność za jedną z naszych przewag konkurencyjnych. – powiedział Kevin Murray, Dyrektor Zarządzający Citibank Europe w Polsce, sygnatariusz deklaracji i partner główny kampanii Razem w Pracy #WorkingTogether. – Rekrutujemy najlepsze talenty i oferujemy im możliwość rozwijania swojego potencjału. To wymaga zapewniania otwartego, włączającego i różnorodnego miejsca pracy i aby to osiągnąć, stawiamy czoła uprzedzeniom i dbamy o kulturę opartą na polityce równego traktowania, bez względu na indywidualne różnice.

DEKLARACJA RÓŻNORODNOŚCI I WŁĄCZANIA ABSL

Pracodawcy oraz organizacje zrzeszone w Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) we wszystkich swoich działaniach kierują się zasadą równego traktowania w miejscu pracy, ze względu na narodowość, niepełnosprawność, orientację seksualną, płeć, pochodzenie etniczne, przekonania polityczne, rasę, religię, tożsamość płciową, wiek, wyznanie, formę zatrudnienia, a także inne przesłanki narażone na zachowania wykluczające.

Pracodawcy oraz organizacje zrzeszone w Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) deklarują:

  • Kreowanie otwartego środowiska pracy, w którym pracownicy i pracownice a także osoby współpracujące, niezależnie od różnic, mają szanse na pełne wykorzystanie swojego potencjału
  • Wspieranie i wdrażanie zasad równego traktowania oraz za­rządzania różnorodnością i włączania społecznego wewnątrz orga­nizacji
  • Tworzenie procedur zgła­szania przypadków naruszających tę zasadę oraz ich ewaluacja
  • Podejmowanie działań służących włączaniu wszystkich grup mniejszościowych do środowiska pracy i społeczności lokalnych
  • Udział w inicjatywach wspierających różnorodność i budowanie włączającej organizacji
  • Podnoszenie świadomości w zakresie równego traktowania, pełnego szacunku i tworzenia równych szans niezależnie od wymiaru różnorodności
  • Dbanie o pełen szacunku, włączający język używany w firmie, tak aby nikogo nie dyskryminował
  • Komunikowanie zasad równego, włączającego, pełnego szacunku traktowania oraz za­rządzania różnorodnością wewnątrz i na zewnątrz organizacji

Polacy stawiają na tradycyjne, ale wygodne zakupy – JLL podsumowuje III kw. 2020

Udział sprzedaży internetowej powrócił do poziomu zbliżonego do okresu sprzed pandemii. Jednocześnie polscy klienci chętniej niż wcześniej stawiają na wygodne zakupy w mniejszych formatach handlowych.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku nieruchomości handlowych w Polsce na koniec trzeciego kwartału 2020.

Okres tzw. lockdownu jest już za nami i cały czas oswajamy się z nową normalnością na rynku nieruchomości handlowych. Po tym, jak duże obiekty handlowe ponownie otworzyły się dla klientów, udział handlu elektronicznego w sprzedaży zaczął się obniżać, potwierdzając pozytywne nastawienie Polaków do zakupów w sklepach stacjonarnych. Obecnie jest on zbliżony do poziomu sprzed pandemii. Jednak obserwowany ostatnio wzrost zachorowań może ponownie wpłynąć na naszą codzienność i nawyki zakupowe. To czas pełen wyzwań, dlatego przedstawiciele sektora postulują zawieszenie zakazu handlu w niedzielę, co pomogłoby przynajmniej częściowo przejść branży przez ten niełatwy okres. – Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

Lokalność w cenie

Od początku roku do końca września podaż powierzchni powiększyła się o 248 000 mkw., z czego 30% przypadło na centra convenience. W wyniku pandemii aktywność budowlana w sektorze handlu spowolniła, a zmianie uległy nawyki i potrzeby polskich konsumentów.

Trend lokalności i wygodnych zakupów, obecny jeszcze przed COVID-19, przybierał na sile wraz z rozprzestrzenianiem się pandemii, a to znajduje odzwierciedlenie w nowej podaży. Z 54 000 mkw. powierzchni handlowej dostarczonej na rynek w trzecim kwartale, 53% oddano do użytku w ramach siedmiu centrów typu convenience, a kolejne 27% w parkach handlowych. Ponadto, formaty te są również coraz bardziej interesujące dla inwestorów. – Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

Swoją pozycję na rynku nadal umacniają też projekty wielofunkcyjne. W trzecim kwartale został otwarty The Warsaw HUB, oferujący łącznie ponad 110 000 mkw., z czego 4 800 mkw. powierzchni jest przeznaczone na działalność handlową.

Z drugiej strony, pięć centrów handlowych, opartych głównie na ofercie hipermarketu (cztery Auchan i jedno Tesco), zostało zamkniętych. Podaż centrów handlowych zmniejszyła się również w wyniku wycofania z niej kilku obiektów (m.in. Galerii Kamiennej w Starachowicach i Galerii Plaza w Krakowie), które nie spełniają już kryteriów centrów handlowych lub przekształcania części powierzchni handlowej na inną funkcję (m.in. Renoma we Wrocławiu i Plac Unii City Shopping w Warszawie).

Debiuty i dywersyfikacje

W III kw. w Polsce zadebiutowały cztery międzynarodowe marki: Primark w Galerii Młociny, Courir w Galerii Krakowskiej (powrót po krótkiej nieobecności), Falconeri w Galerii Mokotów oraz rosyjski „twardy dyskont” MERE w Częstochowie. Połączenie dyskontu z hurtową sprzedażą typu cash & carry rozwija również marka Supeco grupy Carrefour.

Niektóre sieci dywersyfikują też swoje portfolio biznesowe. Przykładem jest otwarty niedawno w Warszawie całodobowy samoobsługowy kiosk Ruchu z ofertą gastronomiczną. Z kolei polska marka sportowa 4F właśnie otworzyła, również w stolicy, swoją pierwszą kawiarnię ze zdrową żywnością, strefą fitness, salonem kolekcji 4F i punktem odbioru zamówień online. – Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL

A jak mogą wyglądać kolejne miesiące?

Bez wątpienia najbliższa przyszłość, podobnie jak w przypadku pozostałych segmentów sektora nieruchomości komercyjnych, stanie pod znakiem szeroko rozumianej elastyczności. Z jednej strony możemy spodziewać się presji na spadek czynszów typu prime, a z drugiej – oczekiwań najemców w stosunku do umów, które ich zdaniem powinny lepiej odpowiadać na zmieniające się potrzeby i kondycję biznesową oraz oferować szereg zachęt, jak np. elastyczne umowy najmu czy dłuższe okresy bezczynszowe. Należy jednak podkreślić, że w tym trudnym dla wszystkich uczestników branży okresie konieczna jest współpraca i wspólne wypracowywanie modeli akceptowalnych przez wszystkie strony. – Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

Consumer Intelligence pozyskał 3 mln złotych od inwestorów

Z badań wynika, że 98%* uwag i potrzeb klientów nie dociera do osób decyzyjnych w firmach, co stanowi olbrzymie pole do zagospodarowania na całym świecie. Polski startup Consumer Intelligence jest platformą do zarządzania satysfakcją klientów, która rozwiązuje ten problem bazując na autorskich mechanizmach sztucznej inteligencji (AI). W spółkę właśnie zainwestował fundusz KnowledgeHub Starter. Łączna kwota inwestycji wyniesie do 3 mln złotych.

Consumer Intelligence dostarcza rozwiązań do efektywnej komunikacji oraz budowania lojalności i przywiązania klientów do marek m.in. w oparciu o dane z zeskanowanych paragonów sklepowych. Firmy otrzymują z jednej strony – autentyczne dane o zakupach do efektywnej analizy i prowadzenia strategicznych działań, z drugiej – rozwiązanie do dwustronnej, błyskawicznej komunikacji z konsumentem bez instalowania sprzętu, wydawania kart i poświęcania czasu pracowników na obsługę. Za każdy zeskanowany paragon lub fakturę (w przypadku sklepów on-line) użytkownik otrzymuje w czasie rzeczywistym nagrody od marek, które trafiły do jego koszyka. Dodatkowo startup rozwija autorskie algorytmy AI pozwalające w efektywny sposób zbierać od konsumentów i analizować informacje zwrotne (feedback) oraz rzetelne opinie po zakupie produktów i usług widniejących na paragonie.

Jak zostaną wykorzystane pozyskane środki?

Ambicją startupu jest zbudowanie globalnego programu do zarządzania relacjami z klientami dla wszystkich marek, pragnących profesjonalnie dbać o ich satysfakcję. Środki od inwestorów posłużą do rozwoju dwóch produktów spółki – 2take.it i Blovly – a także w realizacji planów ekspansji zagranicznej.

Cieszy nas zaufanie ze strony inwestorów i fakt, że środki pochodzą z funduszu wyspecjalizowanego w inwestycjach z obszaru martech i szeroko pojętego marketingu, z którego też wywodzą się jego przedstawiciele. Dzięki temu mogliśmy liczyć na profesjonalną ocenę naszego rozwiązania oraz zrozumienie jego potencjału dla branży – komentuje Krystian Dylewski, założyciel Consumer Intelligence. Pozyskane środki zamierzamy przeznaczyć na wyjście z ofertą na kolejne rynki zagraniczne. Obecnie, prócz Polski, kierujemy nasze rozwiązanie na rynek słowacki, czeski oraz ukraiński – dodaje.

Zdecydowaliśmy się na inwestycję w projekt Consumer Intelligence ponieważ łączy on kilka zauważalnych trendów i obszarów w komunikacji marek z klientami. Istotne było dla nas również doświadczenie zespołu, który tworzy projekt. Wierzymy, że połączenie ich eksperckich kompetencji z zakresu sztucznej inteligencji, danych oraz marketingu z możliwościami ekspansji zagranicznej, przyniosą spodziewane rezultaty – mówi Grzegorz Chyliński, partner zarządzający w KnowledgeHub Starter.

Na czym polegają rozwiązania spółki?

Od kilku lat, przywiązanie klientów do marek i miejsc (customer experience & satisfaction) tworzy się poprzez budowanie relacji i podnoszenie standardów obsługi klienta. Jednak w dobie ogromnej konkurencji, samo “przekupywanie” klientów rabatami jest niewystarczające, o czym szczególnie przekonują się duże marki z branży FMCG. Podstawą budowanie lojalności odbiorców stają się relacje z klientami, które dla dużych marek, korporacji czy nawet miast są niezwykle trudne czy wręcz niemożliwe bez udziału pośredników (retailerów).

Consumer Intelligence rozwija narzędzia z obszaru martech (marketingu technologicznego). Spółka jest właścicielem dwóch produktów – Blovly oraz 2take.it – które zmieniają obecne status quo w budowaniu przywiązania klientów do dużych marek. Dzięki Blovly, zaraz po zeskanowaniu paragonu przy pomocy aplikacji (podobnie jak kodu QR), użytkownik otrzymuje nagrody od marek, których produkty wybrał, a same marki zyskują rozbudowany moduł raportowy (aktualizowany na bieżąco), z dostępem do wszystkich ważnych informacji o klientach i ich zwyczajach zakupowych. Na tej podstawie mogą szczegółowo analizować zachowania konsumentów i przewidywać trendy.

Z rozwiązania polskiego startupu korzystają już największe marki FMCG oraz dziesiątki centrów handlowych. Przygotowywane są także wdrożenia dla miast.

Założycielem Consumer Intelligence jest Krystian Dylewski – architekt rozwiązań AI z doświadczeniem we współpracy z działami marketingu największych światowych korporacji. W działaniach wspiera go Michał Barański – drugi członek zarządu z ponad 15-letnim doświadczeniem na rynku retail i FMCG.

Ulga termomodernizacyjna – jak odliczyć panele fotowoltaiczne od podatku?

Zbliża się koniec roku, nieodłącznie związany z rozliczeniem podatku dochodowego od osób fizycznych. Wśród licznych ulg, z których korzystają Polacy, znajduje się także ulga termomodernizacyjna pozwalająca posiadaczom nowych instalacji fotowoltaicznych na odliczenie w PIT aż do 53 tys. zł z tego tytułu. Wysokość ulgi jest uzależniona od kosztu instalacji oraz przedziału skali podatkowej, w której znajduje się płatnik. Ulga przysługuje zarówno podatnikom rozliczającym się według skali, jak i płacącym podatek liniowy lub ryczałt.

Czym jest i jak działa?

Ulga termomodernizacyjna polega na odliczeniu od podstawy obliczenia podatku (przychodów – w przypadku podatku zryczałtowanego) wydatków poniesionych na realizację przedsięwzięcia termomodernizacyjnego (np. instalacji fotowoltaicznej) w budynku mieszkalnym jednorodzinnym[1]. – W konsekwencji, skorzystanie z ulgi termomodernizacyjnej umożliwia zapłatę niższego podatku dochodowego – o kilka, a przypadku rozliczających się według 32-procentowej składki – nawet o kilkanaście tysięcy złotych – mówi Marcin Pieczora, prezes Sunday Polska.

Ulga termomodernizacyjna przysługuje podatnikowi będącemu właścicielem lub współwłaścicielem budynku mieszkalnego jednorodzinnego, na którym w tym roku zamontowano nową instalację fotowoltaiczną. Aby z niej skorzystać, należy posiadać dokumenty (faktury) potwierdzające wydatki na ten cel – na podstawie ich wysokości ustalana jest kwota zwrotu z tytułu ulgi.

Ulga dotyczy każdego podatnika z osobna, więc jeśli podatnicy pozostający w związku małżeńskim mają wspólnotę majątkową, wysokość zwrotu wzrasta do 106 tys. zł.  Jeśli jednak podatnik korzystał z programu „Mój Prąd” i uzyskał dofinansowanie do instalacji, powinien pomniejszyć jej koszt o kwotę uzyskaną z Programu „Mój Prąd” (5 tys. zł).

Dlaczego warto?

– Poziom dopłat i dofinansowań związanych z uruchomieniem własnej instalacji fotowoltaicznej jest obecnie wyjątkowo wysoki, a istniejąca od 2019 r. ulga termomodernizacyjna to jedna z najpopularniejszych dróg uzyskania zwrotu nakładów na fotowoltaikę – mówi Marcin Pieczora, prezes Sunday Polska. Technologia fotowoltaiczna opłaca się jednak niezależnie od dofinansowań: energia ze słońca jest powszechnie dostępna i darmowa, pracuje o każdej porze roku, a instalacje fotowoltaiczne funkcjonują bez usterek przez dziesięciolecia.

[1] https://www.podatki.gov.pl/pit/ulgi-odliczenia-i-zwolnienia/ulga-termomodernizacyjna/

Sprzedaż deweloperów giełdowych w III kw. na fali odreagowania lockdownu

W III kwartale br. statystyki sprzedażowe mieszkaniowych deweloperów giełdowych odrobiły straty po lockdownie i niemalże wyrównały wynik w relacji rok do roku. Bez wątpienia to nadspodziewanie dobry rezultat, mający jednak wszelkie znamiona typowego odreagowania wiosennej blokady gospodarki. Pytanie, na ile tego typu odbicie jest rozstrzygające w kwestii rozwoju koniunktury w bliższej i dalszej perspektywie.

W III kw. sprzedaż na wyraźnym plusie

W trzecim tegorocznym kwartale giełdowi deweloperzy mieszkaniowi zakomunikowali w swoich raportach spodziewany po wiosennym załamaniu progres kontraktacji nowych mieszkań, choć trzeba przyznać, że w skali, której raczej trudno było oczekiwać. Tym samym znaczącą poprawę zanotowały zarówno dane kwartalne, jak i te liczone za 9 miesięcy bieżącego roku.

I tak łączny wynik sprzedaży mieszkań przez 16-kę notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych branżowych tuzów wyniósł w minionym kwartale bez mała 6 tys. lokali, a więc zaledwie 2,4 proc. mniej licząc rok do roku. Z kolei od stycznia do września br. prezentowana grupa spółek zakontraktowała 15,9 tys. mieszkań, co oznacza wynik gorszy od zanotowanego w analogicznym okresie 2019 roku o równe 9 procent.

Spółka 3Q2020 3Q2019 zmiana r/r 1-3Q2020 1-3Q2019 zmiana r/r
Archicom 341 412 -17,2% 854 1167 -26,8%
Atal 801 689 16,3% 2083 2305 -9,6%
Budimex Nieruchomości 383 555 -31,0% 1199 1286 -6,8%
CNT 40 90 -55,6% 115 246 -53,3%
Develia 358 310 15,5% 781 928 -15,8%
Dom Development 995 937 6,0% 2626 2699 -3,0%
Echo Investment 450 295 52,5% 1103 939 17,5%
Inpro 193 220 -12,0% 474 584 -18,8%
J.W. Construction* 160 249 -35,7% 500 737 32,2%
Lokum Deweloper 206 64 221,9% 294 235 25,1%
Marvipol 160 198 -19,2% 384 725 -47,0%
Murapol 655 672 -2,5% 2140 1902 12,5%
Robyg 606 776 -21,9% 1401 1853 -24,0%
Ronson Development 235 160 47,0% 661 505 30,9%
Victoria Dom 318 384 -17,2% 1166 1129 3,3%
Wikana 35 69 -49,3% 111 228 -51,3%
Suma 5936 6080 -2,4% 15892 17468 -9,0%

Zestawienie sprzedaży mieszkaniowych deweloperów giełdowych (rynek główny i Catalyst) w III kw. oraz I-III kw. 2020r. vs. III kw. oraz I-III kw. 2019r.

* razem umowy deweloperskie, przedwstępne umowy sprzedaży oraz płatne rezerwacje

Opracowanie: RynekPierwotny.pl na podst. raportów spółek

Po raz kolejny uwagę zwraca doskonała kondycja sprzedażowa w III kw. największych spółek deweloperskich, takich jak Atal, Dom Development, Murapol czy Echo Investment. Świetny wynik zakomunikowały poza tym Ronson, Lokum i Develia. Biorąc jednak pod uwagę bezprecedensową sytuację gospodarczo-społeczną wywołaną pandemią Covid-19, nawet wynik kwartalny gorszy rok do roku o kilkanaście procent czy nawet w granicach jednej piątej, tak jak ma to miejsce w przypadku większości pozostałej stawki spółek, należy ocenić bardzo pozytywnie.

W sumie wyniki sprzedaży deweloperów giełdowych w III kw. wypadły nadspodziewanie dobre. W decydującym stopniu wynika to z odłożonego popytu kwartału drugiego, kiedy to lockdown w dużym stopniu sparaliżował rynek pod względem transakcyjnym. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że spora część czy nawet większość zdecydowanych wówczas na kupno mieszkania nie odłożyła decyzji na bliżej nieokreśloną przyszłość, ale na tę najbliższą, świadczy o rynku i jego perspektywach jak najlepiej.

Do tego rezultat w okolicach zera licząc kwartalnie rok do roku i jednocyfrowy regres za 3 kwartały, to sygnał, że kryzysu z prawdziwego zdarzenia póki co na mieszkaniowym rynku pierwotnym nie ma. Można jednak już mówić o zdecydowanych sygnałach rozwijającego się cyklicznego spowolnienia, którego perspektywa raczej nie zapowiada się na krótkoterminową. Kwestią jest tylko sposób rozwinięcia dekoniunktury, od przewidywanego dziś bardzo łagodnego do nawet gwałtownego załamania, gdyby jednak pandemia wymknęła się spod kontroli dokonując poważniejszego spustoszenia w gospodarczych statystykach.

Wygląda na to, że wiarygodnych danych do oceny stanu koniunktury pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki dostarczą dopiero statystyki sprzedażowe obecnego kwartału. Zazwyczaj końcówka roku dla deweloperów jest okresem sprzedażowych żniw. Bardzo trudno będzie jednak podtrzymać im tę tradycję w aktualnej sytuacji gospodarczej, a co za tym idzie, utrzymać jednocyfrowy spadek kontraktacji w roku bieżącym.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ponad 1/3 Polaków jest skłonna zrezygnować z oferty dostawcy już po pierwszym złym doświadczeniu

Jak wynika z badania SAS, okres lockdownu spowodowanego pandemią COVID-19 znacząco wpłynął na nawyki konsumentów i ich relacje z firmami, z których usług korzystają. Ponad 60% respondentów przyznało, że zapłaciłoby więcej za zakup lub możliwość korzystania z produktów i usług przedsiębiorstw, które zapewniają im wysoką jakość obsługi podczas pandemii.

Stres związany z pandemią, lockdownem, potrzebą izolacji społecznej czy brakiem możliwości podróżowania sprawił, że cierpliwość konsumentów jest mniejsza, co oznacza, że firmy muszą dołożyć więcej starań, aby spełnić ich oczekiwania. To zadanie jest niejednokrotnie utrudnione, gdyż czasy reakcji zespołów pracujących zdalnie w różnych lokalizacjach często uległy wydłużeniu. Badanie Experience 2030: Has covid-19 created a new kind of customer?, przeprowadzone przez firmę SAS, wykazało, że 34% konsumentów w regionie EMEA jest gotowych skorzystać z usług konkurencji już po pierwszym złym doświadczeniu z daną firmą. W Polsce w tej grupie znalazło się 37% respondentów badania. Z kolei 55% wszystkich badanych zrezygnuje z oferty dostawcy po 2 – 5 złych doświadczeniach. Ponad 61% zadeklarowało, że zapłaciłoby więcej za wyższy poziom obsługi w czasie pandemii, w tym 54% polskich respondentów. Dla biznesu nadchodzi zatem wyjątkowo trudny czas, kiedy po wdrożeniu nowych modeli działania, które pozwoliły im przetrwać okres kryzysu, będą musiały sprostać nowemu wyzwaniu – rosnącym wymaganiom klientów. Pomóc w tym mogą zaawansowane narzędzia analityczne, takie jak SAS Customer Intelligence 360, wykorzystujące sztuczną inteligencję.

Jak COVID-19 zmienił priorytety konsumentów

Decydując o wyborze firmy, której produkt chcemy kupić lub z której usług planujemy skorzystać, analizujemy różne czynniki, takie jak cena, jakość, dostępność, podejście do klienta czy polityka samej organizacji. Hierarchia poszczególnych kryteriów zmienia się wraz z wiekiem czy zasobnością portfela, w ostatnim czasie wpłynęła na nią również pandemia koronawirusa. Zmiany są powolne, jednak – jak podkreślają eksperci SAS – ich wpływ jest widoczny i każe szukać firmom nowych sposobów na pozyskanie i utrzymanie klienta. Przykładowo, przed pandemią dla 32% polskich uczestników badania SAS cena i promocje stanowiły główne kryterium wyboru producenta lub dostawcy usług. Od kiedy świat zmaga się z koronawirusem, taką odpowiedź wskazało już o 3 punkty procentowe mniej osób.

Dla badanych mniej istotne okazały się również dostępność czy jakość produktu lub usługi. Natomiast znaczenie regularnej komunikacji z klientem wzrosło obecnie aż o 50% w porównaniu z okresem sprzed pandemii. Koronawirus sprawił, że konsumenci zaczęli baczniej przyglądać się poczynaniom marek i temu, jak radzą sobie z zaistniałym kryzysem. To wpłynęło na wzrost znaczenia odpowiedzialności biznesu, szacunku względem innych, podejścia do drugiego człowieka oraz współczucia. Ważniejsze stały się także przyjazna, responsywna obsługa i wsparcie klienta.

Ostatnie miesiące sprawiły, że dla klientów kluczowa jest forma kontaktu z firmami. Chodzi o okazanie wsparcia w tym trudnym dla wszystkich okresie, co może przejawiać się np. w elastycznej polityce zwrotów i reklamacji. Obecnie nie da się konkurować jedynie ceną, nie dbając o doświadczenia konsumentów.

Cyfrowi klienci w nowych czasach

Polskie firmy nie ustają w staraniach, aby spełnić oczekiwania klientów, a ich działania przynoszą efekt. Średnio 26% polskich respondentów badania SAS przyznało, że ich doświadczenia są lepsze lub znacząco lepsze od czasu wybuchu pandemii. Nie oznacza to jednak, że krajowe przedsiębiorstwa mogą spocząć na laurach. Obecnie trwa technologiczny wyścig zbrojeń i walka o klienta w świecie wirtualnym, gdzie analiza danych w czasie rzeczywistym odgrywa kluczową rolę. COVID-19 wpłynął bowiem nie tylko na dynamiczne przyspieszenie cyfrowej transformacji biznesu, któremu nowe technologie w wielu przypadkach pozwoliły przetrwać kryzys, ale także sprawił, że konsumenci częściej używają nowoczesnych rozwiązań. W ostatnich miesiącach średnio 13% klientów z Polski po raz pierwszy zaczęło korzystać z usług cyfrowych i aplikacji mobilnych. Potrzeba ograniczenia kontaktów społecznych uniemożliwiła odwiedziny w oddziałach firm czy sklepach stacjonarnych, co sprawiło, że konsumenci załatwiają wiele spraw przez stronę internetową czy z poziomu aplikacji w swoich smartfonach.

Strach lub niechęć przed wizytą w przychodniach przyczynił się do wzrostu popularności aplikacji firm świadczących usługi z zakresu opieki zdrowotnej. Ponad 30% polskich respondentów badania SAS wskazało, że zaczęło z nich korzystać w okresie lockdownu i planuje to robić dalej po jego zakończeniu. Eksperci SAS przekonują, że zmiany te nie będą krótkotrwałe i część klientów nie wróci do tradycyjnych form kontaktu po zakończeniu pandemii. Firmy, które jeszcze nie wykorzystują nowoczesnych technologii do poprawy doświadczeń klienta, powinny jak najszybciej naprawić ten błąd.

REIT-y działają w środkowej Europie?

Prace nad uregulowaniem działalności REIT-ów w Polsce zostały wstrzymane. Warto sprawdzić, jak wygląda sytuacja w innych krajach naszego regionu.

Eksperci NieruchomosciSzybko.pl już wcześniej zwracali uwagę, że prace nad wprowadzeniem prawnych uregulowań dla polskich REIT-ów (firm inwestujących w najem nieruchomości – F.I.N.N.) wcale nie posuwają się do przodu. Można przypuszczać, że aktualna sytuacja raczej nie przyspieszy przygotowania odpowiednich regulacji prawnych. Epidemia koronawirusa motywuje bowiem rząd do zajmowania się najbardziej pilnymi kwestiami dotyczącymi koniunktury gospodarczej oraz służby zdrowia. Problemy z uregulowaniem działalności REIT-ów w Polsce skłaniają do pytania, czy w innych krajach naszego regionu sytuacja wygląda podobnie. Postanowiliśmy zatem odpowiedzieć na to ciekawe pytanie.

W kwestii REIT-ów nieoczekiwanym liderem jest Bułgaria

Najpierw z pewnością warto nawiązać do rankingu, który niedawno opisywaliśmy na portalu NieruchomosciSzybko.pl. Mowa o zestawieniu 32 krajów pod względem ubiegłorocznej wartości profesjonalnych inwestycji w nieruchomości. We wspomnianym zestawieniu przygotowanym przez firmę MSCI znalazły się tylko trzy kraje z naszego regionu, czyli Europy Środkowej i Wschodniej (CEE – Central and Eastern Europe). „Mowa o Polsce (23 miejsce, wartość inwestycji – 49,8 mld USD w 2019 r.), Czechach (28 miejsce, 28,1 mld USD) oraz Węgrzech (32 miejsce, 10,8 mld USD)” – wymienia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pewnym zaskoczeniem może wydawać się fakt, że liderem pod względem aktywności REIT-ów jest kraj regionu, który wcale nie został uwzględniony w omawianym rankingu. Mowa o Bułgarii, czyli najmniej rozwiniętym gospodarczo kraju członkowskim Unii Europejskiej. REIT-y od pewnego czasu rozwijają się też na Węgrzech. Firma EY Global w 2018 r. następująco sklasyfikowała kraje świata pod względem stopnia zaawansowania dotyczącego działalności REIT-ów:

  • rynek dojrzały – Stany Zjednoczone
  • rynki rozwinięte – Australia, Belgia, Kanada, Francja, Niemcy, Hongkong, Japonia, Holandia, Nowa Zelandia, Singapur, Wielka Brytania
  • rynki rozwijające się – Finlandia, Irlandia, Włochy, Malezja, Meksyk, Republika Południowej Afryki, Korea Południowa, Hiszpania, Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie
  • rynki w fazie narodzin – Bahrajn, Brazylia, Kostaryka, Bułgaria, Grecja, Węgry, Indie, Izrael, Kenia, Pakistan, Filipiny, Arabia Saudyjska, Tajwan, Tajlandia oraz Wietnam

„Nieobecność takich krajów jak Czechy i Polska (nawet w ostatniej grupie) nie powinna dziwić jeśli przypomnimy sobie, że nie ma tam odpowiednich warunków prawnych do działalności spółek typu REIT” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Na terenie Bułgarii REIT-y działają już od prawie 20 lat …

W ramach uzupełnienia, na pewno warto wspomnieć, że na terenie Bułgarii spółki typu REIT działają już od 2003 r. Ówczesny bułgarski rząd uchwalił specjalne przepisy (znane poza granicami Bułgarii jako „SPIC Act”), aby przyspieszyć rozwój rodzimego rynku nieruchomości. Zgodnie z bułgarskimi regulacjami, tamtejsze REIT-y są zobowiązane do przekazywania akcjonariuszom 90% swojego zysku. W zamian fiskus nie nalicza podatku dochodowego od osób prawnych. „Bułgarskie spółki typu REIT mogą inwestować m.in. w lokalne nieruchomości mieszkaniowe, grunty oraz listy zastawne” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W Bułgarii do założenia spółki typu REIT potrzebny jest opłacony kapitał o wartości 500 000 lewów. Wspomniany podmiot w formie spółki akcyjnej musi oferować swoje akcje na regulowanym rynku. Wszystkie bułgarskie REIT-y podlegają lokalnemu nadzorowi finansowemu, który może stosować względem nich pewne sankcje. „Pod koniec 2019 r. na bułgarskiej giełdzie było notowanych 14 REIT-ów z łączną kapitalizacją na poziomie około 650 mln lewów. Na alternatywnym rynku finansowym BaSE wyceniano natomiast akcje kolejnych 44 podobnych spółek” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Węgierskie REIT-y także muszą wypłacać aż 90% zysków

Z polskiej perspektywy ciekawie przedstawiają się też zasady działania spółek typu REIT na terenie Węgier. Tamtejsze REIT-y mogą funkcjonować od 2011 roku. Tym niemniej, pierwsze spółki typu REIT zaczęły na Węgrzech działać dopiero niedawno (od 2017 r.). Zgodnie z przepisami, muszą być one notowane jako spółki akcyjne na jednym z rynków giełdowych Unii Europejskiej. Innym wymogiem dla takich spółek jest kapitał wynoszący min. 5 mld forintów. Co najmniej 25% akcji REIT-ów z Węgier musi być dostępnych w wolnym obrocie, a jeden akcjonariusz nie może zgromadzić więcej niż 5% kapitału akcyjnego. „Inny wymóg wskazuje, że co najmniej 70% sumy aktywów węgierskich REIT-ów muszą stanowić nieruchomości” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Podobnie jak w przypadku Bułgarii, węgierskie prawo przewiduje generalne zwolnienie REIT-ów z podatku dochodowego (CIT), ale w zamian wymaga wypłaty 90% rocznych zysków w formie dywidendy. Warto wspomnieć, że polski projekt ustawy o REIT-ach przewiduje identyczny limit dotyczący dystrybucji zysków. Wiele innych rozwiązań też wydaje się dość podobnych do węgierskich oraz bułgarskich. „Różnica polega na tym, że polski rynek nieruchomości jako ewentualny obszar działania spółek typu REIT jest o wiele większy” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Sztuczna inteligencja w Polsce – jak wypadamy na tle Europy? Nowy raport Fundacji Digital Poland

  • Raport „Sztuczna inteligencja w Polsce – kompetencje ekspertów AI” został opracowany przez Fundację Digital Poland we współpracy z firmami Accenture i Microsoft.
  • W opracowaniu przedstawiono informacje dotyczące rynku specjalistów z obszaru AI w Polsce. Sprawdzono, jakie kompetencje już są na rynku, a które są deficytowe.
  • Główny cel, który przyświecał autorom raportu to stworzenie korzystnego ekosystemu dla rozwoju obszaru AI w Polsce.
  • Raport przygotowano w oparciu o analizę ogłoszeń rekrutacyjnych i profilów specjalistów na LinkedIn. W opracowaniu przedstawiono także komentarze praktyków, którzy na co dzień wykorzystują rozwiązania AI.

Polska na tle Europy

Polska zajmuje 24. miejsce w zestawieniu nasycenia praktykami AI w Unii Europejskiej (udział specjalistów wśród ogółu pracujących). Biorąc pod uwagę kraje Europy Środkowo-Wschodniej jest w środku zestawienia. Liderem regionu jest Estonia. Najwięcej specjalistów AI w Polsce pracuje w Warszawie (30%), na drugim miejscu jest Kraków (17%), a na trzecim Wrocław (13%).

– W zestawieniu nasycenia praktykami AI w Unii Europejskiej, Polska traci aż 70% do Estonii, regionalnego cyfrowego lidera. Takie zestawienie obala mit dużej liczby programistów i ekspertów AI w Polsce. Już dzisiaj potrzebujemy dwa razy więcej specjalistów ICT w polskiej gospodarce. Warszawa jest stolicą AI, co potwierdza nasze poprzednie badanie „Map of Polish AI”. Jest to możliwe, dzięki zagranicznym korporacjom, które mają tutaj swoje centralne. Podobnie jest z największymi pracodawcami ekspertów AI, wśród których można znaleźć głównie zagraniczne firmy takie jak Intel, UBS, TomTom, Aptiv, Google czy Samsung. Przy braku inwestycji w AI ze strony rządowej, Polska powinna więc wspierać zagraniczny kapitał, by umieszczał w naszym kraju jeszcze więcej swoich jednostek B+R, co przełoży się na transfer know-how do polskiej gospodarki – mówi Piotr Mieczkowski, Dyrektor Zarządzający Fundacji Digital Poland.

Udział specjalistów w sektorze usług IT i tworzenia oprogramowania jest w Polsce znacząco większy (58%) niż średnio w Unii Europejskiej (40,6%). Z kolei w edukacji i przemyśle wypadamy nieco gorzej. W obszarze edukacji (przede wszystkim w podsektorach badań oraz uczelni wyższych) udział specjalistów wynosi 12,6% i jest blisko o połowę niższy niż w Europie (24,5%). W przemyśle udział ekspertów jest o prawie 1/3 niższy w Polsce niż w pozostałych europejskich krajach.

Jakie wykształcenie i umiejętności posiadają specjaliści AI?

Wszyscy specjaliści AI są absolwentami kierunków ścisłych. Ponad połowa z nich ukończyła: matematykę, informatykę, inżynierię elektryczną i elektroniczną, technologię informacyjną, mechatronikę lub robotykę i inżynierię automatyki.

Jak się okazuje, polscy eksperci AI analizowani są na rynku głównie przez pryzmat umiejętności twardych. Często brakuje im kompetencji miękkich takich jak transfer wiedzy, komunikacja czy umiejętność pracy w zespole. W przyszłości, kiedy AI będzie stawała się coraz bardziej powszechna we wszystkich branżach i konieczna będzie współpraca w zespołach, to może być barierą dla dalszego rozwoju.

Polscy eksperci AI, podobnie jak europejscy, są wszechstronni i programują w wielu językach. Do najpopularniejszych środowisk programistycznych należy: TensorFlow, OpenCv, Scikit-learn oraz Keras. Większość bibliotek wykorzystuje język Python.

Międzynarodowy rynek pracy dla specjalistów AI

Rynek pracy dla praktyków AI jest z natury międzynarodowy, potwierdzają to także dane: aż 42% specjalistów w Unii Europejskiej nie pracuje w kraju, w którym skończyło studia. W Polsce odsetek ten jest mniejszy – 67,2% polskich specjalistów AI pracuje w swoim kraju. Może to świadczyć m.in. o zapewnieniu atrakcyjnych możliwości zawodowych przez pracodawców, a także relatywnie wysokim zapotrzebowaniu na specjalistów AI w Polsce.

Wśród ekspertów AI pracujących w naszym kraju i posiadających dyplom uczelni wyższej, najwięcej jest osób, które uzyskały wykształcenie w Stanach Zjednoczonych (blisko 44%), Wielkiej Brytanii (7,4%) oraz Niemczech (4,2%). LinkedIn nie sprawdza narodowości użytkowników, dlatego mogą to być zarówno obcokrajowcy pracujący w Polsce, jak i Polacy, którzy wrócili po uzyskaniu dyplomów na uczelniach zagranicznych.

– Kompetencje w zakresie AI otwierają drzwi do cyfrowej Europy. Niestety udział polskich specjalistów ds. AI na tle Europy wyraźnie pokazuje, że jako gospodarka mamy na tym polu jeszcze sporo do zrobienia. Optymizmem napawa miejsce w czołówce państw regionu i to moim zdaniem powinniśmy potraktować jako czynnik motywacyjny. Na szczęście coraz bardziej śmiałe głosy z rynku potwierdzają również, że znaczenie kompetencji cyfrowych, także tych związanych z AI, będzie rosło. Aby mogło się to jednak stać już w niedalekiej przyszłości, konieczne są do spełnienia odpowiednie warunki. Z jednej strony gotowość biznesu do wykorzystania odpowiednich technologii, w tym chmury obliczeniowej. Z drugiej rozwój kompetencji cyfrowych. To ludzie i ich możliwości, a nie technologie, powinni być priorytetem jeżeli mówimy o transformacji biznesu w oparciu o technologie. Dlatego poza ogłoszeniem inwestycji w polskie Data Center i działań na rzecz uwolnienia potencjału chmury w Polsce, Microsoft wspólnie z Operatorem Chmury Krajowej zapowiedział rozwój programów edukacyjnych. Ich celem jest podniesienie kompetencji w zakresie technologii dla 150 tysięcy pracowników polskich przedsiębiorstw. Wierzymy, że inicjatywy tego typu pozwolą zwiększyć udział praktyków AI na naszym rynku i lepiej konkurować na tym polu z sąsiadami. – mówi Paweł Jakubik, Dyrektor ds. Transformacji Cyfrowej w Chmurze, Członek Zarządu Microsoft Polska

Młodzi specjaliści dominują w AI

Średnia długość kariery zawodowej w obszarze sztucznej inteligencji jest stosunkowo niska i wynosi 5,1 lat. 63,1% specjalistów posiada maksymalnie 5 lat doświadczenia zawodowego, 11,3% jeszcze studiuje. Tylko 15,5% praktyków ma ponad 10-letnie doświadczenie. Dane te są spójne z rozwojem rynku sztucznej inteligencji w Polsce i świadczą o tym, że wciąż jest on na wczesnym etapie.

Niedopasowanie kompetencji ekspertów do potrzeb rynku

W Polsce widoczne jest niedopasowanie dostępnych ekspertów AI do potrzeb rynku. Brakuje przede wszystkim ekspertów od widzenia komputerowego (ang. computer vision). Najbardziej poszukiwani i deficytowi są eksperci znający biblioteki czy środowiska programistyczne takie jak: PyTorch, CopenCv, Scikit-learn, Caffee oraz NLTK.

W Polsce brakuje także ekspertów posiadających wiedzę na temat bilbliotek i środowisk programistycznych Data Science. Dla najpopularniejszych z nich zapotrzebowanie przekracza nawet pięciokrotnie liczbę specjalistów dostępnych na rynku.

– Dane przedstawione w raporcie jasno pokazują, że niezwykle ważne jest dostosowanie edukacji akademickiej tak, aby uczyła ona praktycznych zastosowań dla nowoczesnych technologii, w tym sztucznej inteligencji oraz żeby wiedza, którą zdobywają studenci była dopasowana do aktualnych potrzeb rynku. Dotyczy to zarówno programistów, jak i analityków danych, gdyż dobre przygotowanie danych jest niezbędne do wykorzystania AI. Jest to możliwe do osiągnięcia dzięki współpracy biznesu ze środowiskiem akademickim. Jako Accenture prowadzimy Accenture Training Labs, cykl webinariów i warsztatów dla studentów m.in. z obszaru AI i analizy danych. Staramy się także rozwijać kompetencje data science pracowników biznesowych, dzięki temu, że narzędzia analityczne stają się coraz bardziej ‘user-friendly’. Dodatkowo prowadzimy szkolenia Technology Quotient, w których pracownicy mogą wybrać m.in. ścieżkę AI – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture Polska.

Kobiety w AI

Odsetek kobiet, będących specjalistkami AI w Polsce wynosi niecałe 13%. To mniej niż w Unii Europejskiej i w ujęciu globalnym, gdzie odsetek kobiet wśród wszystkich pracowników AI to odpowiednio 16% i 22%. Największy udział kobiet w AI jest na Łotwie, gdzie wynosi ponad 29%.

GPW przekaże dochód z obrotów akcjami Allegro na walkę z COVID-19

Zarząd GPW zdecydował o przekazaniu całego dochodu Giełdy z tytułu obrotu akcjami Allegro w dniu debiutu tej spółki (12 października br.) na walkę z koronawirusem. Wysokość darowizny wyniesie 680 tys. zł. Decyzję tę zatwierdziła Rada Giełdy.

„Poniedziałkowy debiut spółki Allegro przyniósł rekordowy poziom obrotów akcjami na Głównym Rynku – ponad 5,2 miliarda złotych. Cieszymy się, że w tym trudnym dla społeczeństwa okresie Zarząd i Rada Giełdy postanowiły wykazać się wyjątkową solidarnością z podmiotami zaangażowanymi w bezpośrednią walkę z koronawirusem i całkowity dochód z obrotu akcjami Allegro na tej wyjątkowej, poniedziałkowej sesji przeznaczyć właśnie na walkę z COVID-19” – powiedział wiceprezes Rady Ministrów, minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Wartość obrotu akcjami spółki Allegro na sesji 12 października wyniosła niemal 4 mld zł, czyli prawie tyle, ile przez pół roku wyniosły obroty na całym rynku New Connect (4,1 mld zł), zrzeszającym obecnie 376 mniejszych spółek.

„Zastanawialiśmy się w gronie Zarządu GPW, jak najlepiej uczcić ten sukces i doszliśmy do wniosku, że najlepiej świętuje się poprzez dzielenie tego sukcesu z innymi. W związku z tym postanowiliśmy całkowity zysk Giełdy z pierwszego dnia notowań akcji Allegro, 680 tysięcy złotych, przeznaczyć na wsparcie walki z koronawirusem” – powiedział prezes Zarządu GPW Marek Dietl.

Prezes GPW zauważył, że większą część przychodów z obrotu akcjami uzyskują biura i domy maklerskie, zaś na samą giełdę przypada między 10 a 30% przychodu. „Pragniemy zaapelować do pozostałych uczestników rynku, aby część dochodów z pierwszego dnia obrotu akcjami Allegro również przekazali na walkę z koronawirusem. Podzielmy się tym sukcesem polskiego rynku kapitałowego z całym społeczeństwem, a szczególnie z tymi, którzy zostali dotknięci pandemią” – powiedział Prezes Marek Dietl.

To już kolejna decyzja Zarządu i Rady Giełdy o wsparciu walki z COVID-19. W marcu GPW przekazała darowiznę w wysokości 1 mln zł dla Powiatowych Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych w Siedlcach i Radomiu na zakup sprzętu umożliwiającego wykonywanie badań w kierunku wykrywania wirusa SARS-CoV-2. Na początku maja ruszyły pracownie diagnostyczne wykorzystujące zakupiony sprzęt.

Sektor prywatny będzie siłą napędową zielonej gospodarki

Środki publiczne na zieloną transformację polskiej gospodarki są coraz większe, ale żeby zostały dobrze wykorzystane, muszą płynnie i szybko trafiać do sektora prywatnego, który jest siłą napędową proklimatycznych zmian – uznali uczestnicy debaty podczas Europejskiego Kongresu Finansowego.

Jak podkreślił Jarosław Rot, dyrektor zarządzający BNP Paribas, Polska w ciągu najbliższych siedmiu lat będzie otrzymywała z unijnego budżetu rocznie ok. 30 mld zł na inwestycje w ochronę klimatu. Oznaczać to będzie co najmniej kilkukrotny wzrost nakładów, ponieważ łączne inwestycje w odnawialne źródła energii w Polsce w ciągu całych minionych siedmiu lat wyniosły 48 mld zł.

Według bankowców, ok. 60 proc. nakładów na inwestycje ekologiczne w Polsce pochodzi z finansowania bankowego. W 2019 roku, na 16 mld zł inwestycji w OZE, łączna kwota 10 mld zł pozyskana została z kredytów bankowych. „Jest to ok. 3-4 proc. wartości akcji kredytowej banków, wynoszącej 280 mld zł rocznie” – mówił Jarosław Rot podczas debaty o roli sektora bankowego w nowej strategii wzrostu gospodarczego.

Według niego, dla efektywności wydatkowania środków publicznych istotne jest, żeby szybko i płynnie trafiały one do prywatnych inwestorów. „Konserwatywne podejście strony publicznej i powolne przekazywania tych pieniędzy nie pozwala na masowy sukces realizowanych projektów” – powiedział Rot, wskazując na doświadczenia w realizacji ogólnopolskiego program wsparcia finansowego na wymianę źródeł ciepła „Czyste Powietrze”.

Jego zdaniem, strona publiczna powinna traktować sektor bankowy jako partnera przy tworzeniu tanich kredytów z elementem subwencji. „Projektowanie programów wsparcia finansowego inwestycji proklimatycznych, dokonywane przez instytucje rządowe w Polsce, powinno się odbywać z udziałem banków komercyjnych” – apelował dyrektor zarządzający w PNB Baribas.

Maciej H. Grabowski, prezes Centrum Myśli Strategicznych zwrócił uwagę, że „zazielenianie kojarzy się w Polsce z funduszami publicznymi np. Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska”. Wskazywał na współczynnik dźwigni, wynoszący 1:4, gdzie jedna złotówka z NFOŚ pociąga za sobą wydanie 4 zł przez samorządy i sektor prywatny.

Łukasz Kolano, dyrektor zarządzający ONZ-owskiej agencji Global Compact Network w Polsce wskazywał z kolei na wyzwanie, jakim jest zapraszanie sektora prywatnego w kraju do włączenia się w projekty w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz do podejmowania inwestycji odpowiedzialnych społecznie.

Podkreślał w tym kontekście rolę działających w Polsce banków rozwojowych – Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) czy Banku Światowego. „Te instytucje mobilizują kapitał i pomagają wyznaczać standardy funkcjonowania rynków finansowych na rzecz zielonej gospodarki” – powiedział Łukasz Kolano, apelując o wzrost zainteresowania tematem i poszerzanie wiedzy w tym sektorze.

Według Grzegorza Zielińskiego, dyrektora regionalnego EBOR na Polskę i Kraje Bałtyckie, jednym z działań na rzecz edukacji rynku jest podjęta przez EBOR współpraca z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie przy opracowaniu standardu raportowania niefinansowego przez spółki, czyli tzw. raportów ESG (environmental, social, and governance).

O tym, że warszawska Giełda analizuje tematykę „zazielenienia gospodarki i przepływów kapitałowych” zapewniała Aleksandra Bluj, wiceprezes GPW Benchmark. Giełda dąży m.in. do wzmacniania zdolności spółek do przekazywania inwestorom informacji o strategiach w zakresie zrównoważonego rozwoju.

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy obserwujemy istotny wzrost zainteresowania tematem zielonych inwestycji ze strony spółek i inwestorów” – mówiła Aleksandra Bluj. Według niej, „zrównoważone finansowanie spółek oznacza teraz długoterminowe myślenie o strategii i wytworzonej stopie zwrotu pod kątem odziaływania na klimat, wodę, powietrze i gospodarkę obiegu zamkniętego”.

Jarosław Rot podkreślał, że wspólne standardy oceny inwestycji proekologicznych niezbędne są również dla banków. Wskazał, że 21 września 2020 roku, w wyniku prac zainicjowanych podczas COP 24 w Katowicach, pięć światowych grup bankowych ogłosiło metodologię działania dla banków w zakresie oceny projektów inwestycyjnych z uwzględnieniem światowych celów klimatycznych.

Grzegorz Zieliński przyznawał, że ani zielone inwestycje nie są tanie, ani też takie narzędzia jak zielone obligacje nie są bardziej opłacalne od innych. Jednak zdaniem dyskutantów, inwestycje w tym zakresie będą podejmowane przez sektor prywatny w Polsce – ze względu na presję społeczną, rosnącą świadomość ekologiczną młodych pokoleń, ale też dzięki działaniom globalnych koncernów.

„Polskie firmy, będące elementem łańcucha dostaw globalnych graczy, wiedzą, że bez zmian w zakresie niskoemisyjności wypadną z rynku, bo międzynarodowi liderzy z sektora produkcyjnego chcą raportować do swoich udziałowców, że są zieloni, i tego samego wymagają od swoich dostawców” – mówił Zieliński.

Polska gospodarka może też nadal liczyć na wsparcie instytucji międzynarodowych w zakresie inwestycji ekologicznych. Przykładem wspomnianym przez Marcusa Bernharda Heinza, przedstawiciela Banku Światowego na Polskę i Kraje Bałtyckie, jest udział banku w realizacji projektu ochrony przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry i Wisły oraz programu „Czyste Powietrze”.

Przedstawiciel EBOR wskazywał natomiast na zawartą z Tauronem umowę na przygotowanie emisji obligacji, która ma wesprzeć finansowo proces odchodzenia spółki od uzależnienia od węgla.

„Sektor finansowy nie żyje w próżni, śledzimy informacje ze świata nauki. Zrównoważony rozwój jest absolutną koniecznością, na planecie ze skończonymi zasobami nie da się w nieskończoność rosnąć” – podsumowywał Jarosław Rot.

Zwracał też uwagę, że w Polsce wyzwania dotyczące zielonej gospodarki przedstawiane są głównie negatywnie – jako koszty. „Trzeba popracować nad ich pozytywnym postrzeganiem, ponieważ są to też innowacje, inwestycje i miejsca pracy, dające w konsekwencji wzrost zielonego PKB” – powiedział Rot.

Pracodawcy inwigilują pracowników? Koronawirus pomaga zdobywać im informacje o życiu prywatnym

Byłeś na weselu? Twoja żona jest lekarzem lub pielęgniarką? Pracujesz w innym miejscu?  Pracodawca chce to wiedzieć „bo koronawirus”.

Pandemia koronawirusa to czas trudny zarówno dla pracowników jak i pracodawców. Budowa wzajemnych relacji jest ważną sprawą. Jeżeli te przebiegają wzorowo, to efektywność pracy – nawet mimo trybu hybrydowego lub zdalnego – utrzymana zostaje na wysokim poziomie. Nie we wszystkich branżach jednak można sobie pozwolić na działanie na niższych obrotach lub pracę zdalną. Wówczas pracodawca zobowiązany jest do zapewnienia pracownikom komfortowych i bezpiecznych warunków. Czasem jednak pandemia staje się pretekstem do inwigilacji pracowników. Jakie informacje chcą uzyskać pracodawcy? – W ostatnim miesiącu zgłoszeń z pytaniami: czy muszę wypełniać ankiety, czy muszę odpowiadać na pytania, czy muszę meldować co robiłem jest całe mnóstwo. Od kilku miesięcy to były pytania np. o obecność na weselach, ślubach, pogrzebach czy koncertach. Teraz niektóre firmy idą krok dalej i dopytują jakich zawodów są małżonkowie oraz czy podejmujemy zatrudnienie poza firmą. Pracodawcy często wykazują się przesadną nadgorliwością lub celowo zbierają informacje, które potem mogą być przez nich wykorzystane – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Idziesz do kina lub na koncert? Pracodawca chce to wiedzieć!

Pracodawcy wykorzystują często pandemię koronawirusa żeby dowiedzieć się więcej o swoich pracownikach. Często są to informacje, które nie mają znaczenia dla operacyjnej działalności firmy, stąd pracownik ma prawo odmówić udzielenia informacji: – Jeszcze w wakacje zdarzały się nagminne prośby o konsultacje czy pracodawca ma prawo odmówić nam urlopu jeżeli idziemy na ślub, pogrzeb, wesele czy np. imprezę, gdzie będzie wiele osób. W ostatnim czasie to już nie są pytania, a skargi od pracowników, którym powiedziano: idziesz na ślub? Zrób sobie test albo od razu wypisz dodatkowy urlop na czas kwarantanny. Przypominamy, że pracodawca nie ma prawa pytać nas o to, jak zamierzamy spędzać wolny czas, a każdy pracownik ma prawo do urlopu – wyjaśnia Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Otrzymujemy zgłoszenia o tym, że pracownicy w fabrykach lub halach produkcyjnych muszą wypełniać codzienne ankiety. Oczywiste jest, że pracodawca może interesować się czy mieliśmy kontakt z kimś zakażonym, ale czasem pytania wykraczają poza standard. Wśród pytań było przykładowo pytanie: czy byłeś wczoraj w kinie lub w galerii handlowej? Czasem były to pytania zahaczające o sferę intymną: czy mąż / żona jest pielęgniarką, lekarzem lub osobą zatrudnioną w szpitalu?  Pojawiały się także pytania o dodatkowe zatrudnienia i miejsca pracy. Z informacji od skarżącego wynikało, że gdy padała odpowiedź twierdząca to brygadier miał prawo odesłać pracownika do domu – mówi Małgorzata Marczulewska.

Takie działanie jest  niezgodne z Prawem Pracy, jest weryfikacją, która nie ma prawa mieć miejsca. W kilku przypadkach sprawami zajęli się prawnicy stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Ogólne przepisy furtką do zdobywania przez pracodawców informacji o pracownikach

Jak mówi mec. Mateusz Galikowski, prawnik stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom pracodawcy zadając takie pytania bronią się sformułowaniem, że działają na rzecz płynności pracy przedsiębiorstwa. W wielu przypadkach jednak „wyższa konieczność” jest tylko usprawiedliwieniem chęci gromadzenia informacji na temat pracowników. Jak mówi specjalista metoda „na koronawirusa” działa w wielu przypadkach.

– Mamy art. 207 Kodeksu pracy, w myśl którego „Pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie pracy” i „jest obowiązany chronić zdrowie i życie pracowników przez zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy”. To ogólnikowe stwierdzenia, które w zestawieniu z przepisami art. 6 i 9 tzw. RODO pracodawcy często próbują wskazywać jako podstawę możliwości uzyskiwania danych wrażliwych od pracowników jako sposób ochrony pozostałych pracowników czy miejsca pracy przed zagrożeniem epidemiologicznym – mówi mec. Mateusz Galikowski.

–  Trudno jednoznacznie odpowiedzieć czy te przepisy są wystarczające do żądania od pracowników takich danych ale wydaje się to wątpliwe w mojej ocenie – pracodawca może w inny sposób próbować zorganizować system pracy czy zaopatrzyć pracowników w środki ochronne zmniejszające ryzyko zarażania się nawzajem wszelkimi chorobami. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby pracownik sam poinformował pracodawcę o ewentualnym zagrożeniu jakie niesie jego obecność, a pracodawca powinien takie informacje należycie zabezpieczyć i spróbować ustalić zasady pracy jakie zminimalizują ryzyko zarażenia innych pracowników – dodaje mec. Galikowski.

Gwarancje de minimis z pakietu pomocowego zabezpieczyły już ponad 20 mld zł kredytów

Już ponad 20 mld zł trafiło do gospodarki dzięki gwarancjom de minimis z pakietu pomocowego. Po gwarancje najchętniej sięgają przedsiębiorcy z sektorów: handlowego, budowlanego oraz produkcyjnego.

Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą do 31 grudnia 2020 roku skorzystać z gwarancji de minimis na nowych, korzystniejszych zasadach: zabezpieczenie 80 proc. kwoty kredytu, brak prowizji za udzielenie gwarancji oraz wydłużenie okresu kredytu obrotowego objętego gwarancją do 39 miesięcy. Gwarancje na nowych warunkach zabezpieczyły już akcję kredytową przekraczającą 20 mld zł.

„BGK od samego początku epidemii jest bardzo mocno zaangażowany w tworzenie tarczy antykryzysowej. Udostępniliśmy polskim przedsiębiorcom kilkanaście programów pomocowych. Z gwarancji de minimis na nowych zasadach firmy mogły skorzystać najszybciej, bo już w marcu – mówi Tomasz Robaczyński, członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego. – Dziś z satysfakcją mogę powiedzieć, że program działa, a dzięki wprowadzonym zmianom gospodarkę zasiliło dodatkowe 20 mld zł! To olbrzymi zastrzyk dla rynku i realna pomoc dla przedsiębiorców” – dodaje Robaczyński.

Do dziś z gwarancji na zmienionych warunkach skorzystało 37 tys. przedsiębiorców z sektora MŚP, najwięcej w województwach: mazowieckim (ponad 3,5 mld zł) oraz śląskim i wielkopolskim (po ok. 2,3 mld zł).

Gwarancje de minimis objęły najwięcej przedsiębiorstw działających w sektorach: handlowym (5,6 mld zł), budowlanym (2,9 mld zł) oraz produkcyjnym (2,6 mld zł).

Gwarancje de minimis w znacznym stopniu ułatwiają przedsiębiorcom dostęp do kredytu, wspomagają płynność finansową firm dzięki zabezpieczeniu kredytu obrotowego lub inwestycyjnego na wypadek, gdyby przedsiębiorca nie spłacił go w terminie. Dotyczą wszystkich przedsiębiorstw z sektora MŚP, niezależnie od branży.

Program gwarancji de minimis stanowi formę dopuszczalnej pomocy publicznej. Maksymalna kwota gwarancji wynosi 3,5 mln zł. Produkt jest dostępny w bankach kredytujących współpracujących z BGK, a są to:

Alior Bank S.A., Bank Handlowy w Warszawie S.A., Bank Millennium S.A., Bank Ochrony Środowiska S.A., Bank Pekao S.A., Bank Pocztowy S.A., Bank Polskiej Spółdzielczości S.A. i zrzeszone banki spółdzielcze, Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Krakowie, Bank Spółdzielczy w Brodnicy, BNP Paribas Bank Polska S.A., ING Bank Śląski S.A., Krakowski Bank Spółdzielczy, mBank S.A., Nest Bank S.A., PKO Bank Polski S.A., Santander Bank Polska S.A., SGB-Bank S.A. i zrzeszone banki spółdzielcze oraz Warmińsko-Mazurski Bank Spółdzielczy.

GPW przyznała nagrodę w konkursie na Raport Społeczny Forum Odpowiedzialnego Biznesu

  • GPW już po raz piąty nagrodziła firmę za najlepszy raport społeczny w konkursie organizowanym przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu
  • Laureatem nagrody przyznawanej przez GPW, w kategorii najlepszy raport zintegrowany spółki publicznej został BNP Paribas Bank Polska S.A.
  • Głównym celem konkursu „Raporty społeczne” jest promowanie organizacji publikujących informacje z zakresu zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska i zaangażowania społecznego
  • 30 spółek, które wzięły udział w konkursie jest notowanych na warszawskiej giełdzie

15 października br. odbyło się wręczenie nagród w konkursie „Raporty Społeczne”, wydarzenie miało charakter online. Pomysłodawcą i wieloletnim organizatorem inicjatywy jest Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB).

Głównym celem konkursu jest promowanie organizacji, które dzielą się informacjami na temat swojej działalności w zakresie idei odpowiedzialnego biznesu, zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska i zaangażowania społecznego, wykorzystując do tego celu prezentację w ramach swoich raportów.

Nagrody są przyznawane przez Jury Konkursu, w skład którego wchodzą eksperci w zakresie ekonomii, praw człowieka, spraw społecznych i CSR reprezentujących świat nauki, organizacje społeczne, pozarządowe i administrację publiczną.

Giełda Papierów Wartościowych angażuje się w inicjatywę FOB już po raz ósmy, jednocześnie po raz piąty została fundatorem nagrody. W tegorocznej edycji konkursu „Raporty społeczne” wystartowało 56 firm. Wśród nich 30, to spółki notowane na GPW.

W tym roku GPW swoją nagrodę przyznała spółce BNP Paribas Bank Polska S.A. za raport „Bank Zielonych zmian”. Bank BNP Paribas jest od roku uczestnikiem indeksu mWIG40, na GPW zadebiutował w 2011r. Obecnie kapitalizacja spółki wynosi 5 616,66 mln zł.

– BNP Paribas Bank Polska jest uczestnikiem indeksu mWIG40 od września ubiegłego roku, a od września tego roku jest również uczestnikiem indeksu WIG-ESG. Spółka zaprezentowała swój trzeci raport w konkursie FOB, ale raport zgłoszony do tegorocznej edycji pt. „Bank zielonych zmian” jest pierwszym raportem o charakterze zintegrowanym. W raporcie widać zaangażowanie całej organizacji w prace związane z jego przygotowaniem. Gratuluję zarówno Zarządowi, jak i zespołowi BNP Paribas Bank Polska przygotowania tak profesjonalnego raportu – powiedziała Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW

GPW przyznaje nagrody spółkom publicznym, w szczególności uczestnikom indeksu WIG-ESG, które publikują raporty zintegrowane, sporządzone z wykorzystaniem międzynarodowych standardów raportowania. Nagradzane przez GPW raporty charakteryzuje się wysokim poziomem użyteczności informacyjnej z punktu widzenia inwestorów giełdowych i mogą być uznany za wzorcowe dla innych podmiotów, które dotychczas takich raportów nie sporządziły.

Analitycy XTB zwyciężają w rankingu prognoz Bloomberga

Zespół analityków XTB zwyciężył w rankingu prognoz głównych par walutowych
(13 Majors) oraz zajął drugie miejsce w rankingu G10
Bloomberga
w trzecim kwartale 2020 roku.

Ranking Bloomberga uwzględnia trafność prognoz publikowanych przez domy maklerskie i instytucje finansowe na całym świecie. Zespół analityków XTB, któremu przewodzi dr Przemysław Kwiecień odniósł podwójny sukces zaledwie niedługo po zwycięstwie w rankingu G10 w drugim kwartale 2020 roku. Wysokie pozycje w obydwu rankingach za trzeci kwartał br. potwierdzają znakomitą trafność prognoz analityków XTB wśród blisko 50 instytucji finansowych na całym świecie.Ranking Bloomberg Q3 2020 – G10 Ranking Bloomberg Q3 2020 – 13 Majors

– Rynki finansowe na całym świecie nadal doświadczają dużej zmienności. Niemniej jednak naszemu zespołowi analityków pod kierownictwem dr Przemysława Kwietnia, udało się odnieść duży sukces, wygrywając w kategorii 13 głównych par walutowych oraz zajmując drugie miejsce w kategorii G10, gdzie od zwycięstwa dzieliła nas tylko niewielka różnica punktowa. Wyniki w rankingach Bloomberga po raz kolejny potwierdzają ogromne doświadczenie analityków XTB i dogłębną znajomość rynków – powiedział Omar Arnaout, CEO XTB.

Rankingi trafności analiz przygotowane przez Bloomberga są uważane za najbardziej prestiżowe zestawienia tego typu w branży finansowej. Są aktualizowane kwartalnie i zawierają prognozy publikowane w ciągu ostatnich 12 miesięcy przez największe światowe instytucje finansowe, w tym Barclays, BNP Paribas, JP Morgan czy Westpac. Najnowsza edycja rankingów została przygotowana pod koniec trzeciego kwartału 2020 roku i podsumowuje najdokładniejsze prognozy opublikowane w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Zespół analityków XTB przygotowuje codzienne analizy i komentarze dotyczące bieżących wydarzeń na lokalnych i światowych rynkach finansowych. Analizy obejmują waluty i indeksy giełdowe, towary i kryptowaluty. Codzienne prognozy i komentarze są dostępne pod adresem  https://www.xtb.com/pl/analizy-rynkowe/wiadomosci-rynkowe

„Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej.

79% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy CFD. 

Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD, i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.”

Zagraniczni specjaliści coraz chętniej wybierają polskie firmy

Obcokrajowcy wnoszą do polskich firm nie tylko wiedzę, umiejętności i bogate doświadczenie zawodowe, ale też różnorodność kulturową, która wpływa na zwiększoną kreatywność i świeże pomysły. Według krakowskiego wydawcy gier komputerowych All in! Games, polsko-zagraniczna mieszanka to klucz do sukcesu w nowoczesnej branży.

Branża growa należy do tych, w których coraz bardziej zacierają się granice. Nad różnymi projektami pracują osoby rozsiane po całym świecie, a sam produkt również nie jest ograniczony terytorialnie. Wyprodukowana i wydana w Polsce gra może zostać zakupiona praktycznie w dowolnym miejscu na Ziemi i dostarczona do klienta w sekundy dzięki dedykowanym platformom.

W naszej firmie mamy prawdziwą mieszankę kulturową. Częścią zespołu są osoby z Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, czy też USA, nie mówiąc o zewnętrznych partnerach mieszkających w różnych częściach globu. W przypadku osób z Unii Europejskiej formalności przy zatrudnieniu nie różnią się wiele od tych obowiązujących polskich pracowników. Sprawa jest bardziej skomplikowana, gdy ktoś posiada paszport kraju spoza Unii. Wtedy konieczne jest ubieganie się o pozwolenia na pracę, albo wizę, również dla partnera/partnerki, którzy relokują się z daną osobą – Paulina Mech, Head of HR w All in! Games.

Jak rekrutować zagranicznych kandydatów?

Najlepszym źródłem zagranicznych kandydatów są wewnętrzne polecenia pracowników. W tym przypadku ma się większą pewność, że dana osoba dobrze wpasuje się do danej kultury organizacyjnej. Inna opcja to publikowanie ogłoszeń na portalach w konkretnym kraju lub na portalach międzynarodowych, takich jak LinkedIn lub Xing.

W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej musimy pamiętać o różnicy w stylach komunikacji. Angielski sprawia wrażenie bardziej nieformalnego języka niż polski, m.in. poprzez zwracanie się per „Ty” do każdego. Odpowiedzi kandydatów również trzeba filtrować przez zwyczaje kulturowe w danym kraju. Np. Japończyk może chwalić się tym, że zawsze wychodzi z pracy po swoim szefie. Chce on zasugerować, że jest pracowity, a my możemy zrozumieć to jako postawę braku asertywności przy otrzymywaniu kolejnych zadań lub wręcz słabej organizacji swojej pracy – dodaje Paulina Mech.

Podczas rekrutacji warto porozmawiać z kandydatem o kosztach życia w miejscu zatrudnienia. Ktoś może prezentować swoje oczekiwania finansowe bazując na bardzo powierzchownych informacjach, a to może skutkować nie otrzymaniem oferty z uwagi na oczekiwania przewyższające widełki dla danego stanowiska. Może się również okazać, że po przeprowadzce dana osoba nie będzie w stanie utrzymać takiego samego poziomu życia, jaki miała w swoim kraju, gdyż nie uwzględniła wyższych kosztów życia lub źle oszacowała realną wartość wynagrodzenia.

Prezentowanie oferty zagranicznemu pracownikowi wygląda inaczej niż w przypadku pracownika z Polski. Należy omówić czym jest kwota brutto, czym netto oraz jakie składki są pobierane z wynagrodzenia. Warto również wspomnieć o ewentualnym pakiecie relokacyjnym oraz zadbać o pracownika po przyjeździe do Polski – odebrać go z lotniska, pomóc w przeprowadzce, znalezieniu tymczasowego mieszkania, uzyskaniu numeru PESEL, rozliczeniu PIT, założeniu karty miejskiej, konta w banku, czy też ewentualnej działalności gospodarczej – tłumaczy Head of HR w All in! Games.

Bezpośredniość vs uprzejmość

Specjaliści, którzy przeprowadzają się do pracy w Polsce to zwykle osoby z bogatym, międzynarodowym doświadczeniem, dla których nie jest problemem dostosować się do nowej kultury.

W swojej karierze nigdy nie pracowałem w środowisku hiszpańskim, więc jestem przyzwyczajony do tego, że trzeba się odnaleźć kulturowo. Trzeba m.in. dostosować swoją komunikację i język do odbiorcy. W Polsce ludzie oczekują większej bezpośredniości, szybkich konkretów, co np. w Wielkiej Brytanii, czy USA mogłoby być uważane za nieuprzejme. Czasami wolę jednak komunikować się w sposób charakterystyczny dla Brytyjczyków, czy Amerykanów, z myślą o rozwoju moich polskich kolegów. W tej branży budowanie relacji na szczeblu międzynarodowym to codzienność. Nie możemy myśleć lokalnie, lecz globalnie, więc trzeba się dostosowywać do takiego sposobu komunikacji biznesowej. – Hiszpan, Cruz Segovia, Director of Production, QA & Internal Development, który otrzymał propozycję pracy w All in! Games poprzez LinkedIn.

Polski sektor game devu jest jednym z najbardziej rozwiniętych wśród krajów europejskich. W Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, czy też na Śląsku funkcjonują rozpoznawalne studia i wydawnictwa, pracujące nad tytułami sprzedawanymi w milionach egzemplarzy na całym świecie. Kształci się tu również i pracuje wielu niezwykle zdolnych, utalentowanych i wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Do tego dochodzą niższe koszty utrzymania niż np. w sąsiednich Czechach, gdzie branża jest także mocno rozwinięta. Wszystko to składa się na to, że Polska jest atrakcyjnym miejscem do pracy i życia dla ekspertów w dziedzinie gier.

Dodanie międzynarodowego pierwiastka do mocnych, polskich fundamentów i kapitału ludzkiego sprawia, że środowisko jest bardziej różnorodne. To przekłada się na jeszcze większą kreatywność i świeże spojrzenie, co pozwoli branży jeszcze mocniej się rozwinąć – dodaje Cruz Segovia.

Polska – pozytywne zaskoczenie

W Hiszpanii, skąd pochodzę, i Wielkiej Brytanii, gdzie spędziłem sporą część mojej kariery zawodowej, Polska nie ma najlepszej prasy. Tamtejsze media skupiają się raczej na negatywnych aspektach kraju – polityce, kontrowersjach związanych z traktowaniem mniejszości społecznych i kulturowych, czy też braku działań związanych z ochroną klimatu. Gdy tu jednak przyjechałem, bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie otwartość i życzliwość ludzi. Jestem zachwycony Krakowem, tym, co on oferuje. Wcześniej przez 5 lat mieszkałem w Londynie i pod względem stylu życia, różnorodności restauracji, kawiarni oraz innych ciekawych miejsc, polskie miasto nie odbiega wiele od brytyjskiego. Jest bardzo czysto, budynki są nowoczesne i większość ludzi mówi po angielsku. Wszystkim znajomym polecam i rekomenduję życie oraz pracę w Polsce. Dzięki wsparciu firmy przeprowadzka była bardzo prosta pod względem formalnym. Nie mówię po polsku i początkowo miałem obawy, jak się odnajdę w tutejszym systemie. Osoba, która mi pomogła przejść przez cały ten proces spisała się jednak znakomicie. Z niczym nie miałem żadnych problemów i bardzo szybko mogłem skupić się wyłącznie na pracy. – opowiada dyrektor produkcji All in! Games.

To, na co zwykle zwracają uwagę zagraniczni pracownicy po przyjeździe nad Wisłę, to m.in. powszechność płatności bezgotówkowych (np. przy wykorzystaniu telefonu), nawet w niewielkich sklepach i kioskach. Życie ułatwiają też liczne i sprawnie działające aplikacje, które pomagają np. w zaplanowaniu przejazdu komunikacją miejską, czy też zamówieniu jedzenia na dowóz.

Wcześniej moja wiedza o Polsce ograniczała się tylko do kilku postaci, albo haseł, z którymi kraj jest kojarzony zagranicą: CD Projekt, Jan Paweł II, Lewandowski, wódka. Teraz wiem, że to spore uproszczenie i Polska ma do zaoferowania znacznie więcej – kończy Cruz Segovia.

Budowanie międzynarodowej kultury organizacyjnej

Zatrudniając osoby z zagranicy, firma nie tylko powinna ułatwić pracownikowi odnalezienie się w nowym środowisku, ale też dostosować własną organizację do międzynarodowych standardów.

Największym wyzwaniem w budowaniu międzynarodowej kultury organizacyjnej jest bariera w głowie tych polskich pracowników, którzy boją się mówić po angielsku. Ma na to wpływ m.in. nasz system edukacji, w którym zwraca się uwagę głównie na niepopełnianie błędów, a przecież totalnie nie o to chodzi. Chodzi o to, by mówić. W naszej firmie na szczęście ten problem nie występuje, gdyż na etapie rekrutacji zwykle wybieramy tylko tych kandydatów, którzy swobodnie posługuje się angielskim. Zdarza się, że musimy odrzucić świetnego kandydata, który nie spełnia tego punktu. W biurze rozmawiamy po angielsku zawsze wtedy, gdy przynajmniej jedna osoba w pomieszczeniu, czy na telekonferencji, nie mówi po polsku. Komunikacja do całej firmy również odbywa się w dwóch językach – podsumowuje Head of HR w All in! Games.

Badanie InnoEnergy: COVID nie zatrzyma zielonej transformacji energetycznej

Pomimo pandemii, aż trzy czwarte (75 proc.) podmiotów zajmujących się innowacjami w europejskiej energetyce pozytywnie ocenia perspektywę dla zielonej transformacji. Jak wynika z badań EIT InnoEnergy, jej sukces zależeć będzie od wysiłków we wdrażanie Europejskiego Zielonego Ładu, dostępności finansowania oraz gotowości odbiorców technologicznych innowacji do ich wykorzystywania. 

W badaniu EIT InnoEnergy, europejskiego funduszu inwestującego w rozwiązania z obszaru energii, cleantech, mobilności oraz szeroko pojętych technologii smart, wzięło udział 200 europejskich firm. Reprezentanci zarówno wielkich korporacji, jak i małych i średnich przedsiębiorstw pytani byli o ocenę zielonej transformacji w energetyce w kontekście kryzysu pandemicznego.

Uczestnicy badania zgodzili się, że perspektywy rozwoju technologii energetycznych są optymistyczne. Wskazali też najważniejsze obszary, na których należy się skupić, aby przyspieszyć ten proces. 78 proc. respondentów za taki obszar uznało dostępność finansowania i poziom inwestycji, podkreślając jednocześnie znaczenie, jakie ma dla nich wdrożenie Europejskiego Zielonego Ładu.

Dla powodzenia transformacji istotna będzie również gotowość odbiorców do wdrażania innowacyjnych rozwiązań. Jej brak – według blisko połowy badanych (49 proc.) – może stanowić istotną przeszkodę. Kolejnym obszarem wymagającym większego wsparcia jest współpraca w zakresie badań i rozwoju. Na związane z nim wyzwania wskazała ponad jedna trzecia (37 proc.) ankietowanych firm.

Badacze pytali również o pożądane kompetencje wśród osób zatrudnianych w sektorze zielonej transformacji. Na pierwszym miejscu znalazły się te dotyczące magazynowania energii, wydajności energetycznej i odnawialnych źródeł energii – odpowiednio 58, 46 i 45 proc. wskazań. Ponad jedna trzecia (36 proc.) badanych podmiotów dostrzega trudności z rekrutacją pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Jednocześnie blisko połowa (45 proc.) jest bardziej optymistyczna i zadowolona z dostępności właściwych pracowników.

Szczegółowe wyniki badania zostaną zaprezentowane w czasie wydarzenia TBB.Connect, tegorocznej edycji The Business Booster. Organizowane przez EIT InnoEnergy online’owe wydarzenie dedykowane sektorowi energii odbędzie się w dniach 4-5 listopada.

„Świadomość, że nasza branża pozytywnie ocenia perspektywę przejścia na zrównoważoną energię jest pocieszająca. Celem EIT InnoEnergy jest przyspieszenie zielonej transformacji energetycznej, ale mamy poczucie, że potrzeba nam więcej dyskusji na temat tego, jak to osiągnąć. Warto zadać sobie pytanie, jak będzie wyglądał nasz sektor po wdrożeniu Europejskiego Zielonego Ładu oraz jak skrócić do niego drogę. Właśnie dlatego organizujemy TBB.Connect, które ma być ważnym miejscem spotkań dla uczestników rynku energetycznego z całej Europy. Zależy nam, by to wirtualne wydarzenie ułatwiło nawiązywanie relacji i konkretnej współpracy biznesowej” – mówi Diego Pavia, CEO w EIT InnoEnergy.

„Cieszy duży optymizm, który widać szczególnie wśród polskich uczestników badania. Wszyscy (100 proc.) pozytywnie lub bardzo pozytywnie ocenili perspektywę wdrożenia technologii zrównoważonej energii przez krajowy przemysł w ciągu kolejnych kilkunastu miesięcy. To wynik wyraźnie wyższy niż w przypadku Francji czy państw Półwyspu Iberyjskiego, gdzie taki optymizm podziela odpowiednio 88 proc. i 76 proc. ankietowanych oraz znacznie wyższy niż w Niemczech, gdzie podobnych odpowiedzi było jedynie 53 proc.” – mówi Jakub Miler, CEO, EIT InnoEnergy Central Europe.

Badanie przeprowadzone przez EIT InnoEnergy miało na celu zrozumienie wpływu COVID-19 na branżę oraz przyszłość transformacji energetycznej w sektorze przemysłowym. Wyniki zostaną zaprezentowane i szczegółowo omówione na tegorocznej edycji The Business Booster, wydarzenia, które odbędzie się w dniach 4-5 listopada pod nazwą TBB.Connect – po raz pierwszy w trybie online. W gronie tegorocznych prelegentów znaleźli się m.in. Emmanuel Lagarrigue wiceprezes i dyrektor ds. Innowacji w Schneider Electric, Giles Dickson, prezes WindEurope i Michael E. Webber, Chief Science & Technology Officer w ENGIE.

Santander Bank Polska z nagrodą za najlepszy Raport Społeczny

W 14 edycji konkursu Raport Społeczny organizowanego przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu i Deloitte, nagrodę główną za najlepszy raport niefinansowy otrzymał Santander Bank Polska. Jury w swoim uzasadnieniu podkreśliło, że bank od lat wyznacza wysokie standardy raportowania. Zwrócono także uwagę, że przedstawia więcej niż jest to wymagane, w szczególności w obszarze klimatu i środowiska naturalnego.

15 października zostały ogłoszone wyniki 14. konkursu „Raporty Społeczne” organizowanego przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu i Deloitte. W konkursie nagrodzono najlepiej sporządzone raporty z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Santander Bank Polska otrzymał nagrodę główną w kategorii Raport Społeczny.

W Strategii Santander Bank Polska na lata 2020-2022 ważną rolę odgrywa odpowiedzialność społeczna, a Raport Odpowiedzialnego Biznesu jest dla nas jednym z najważniejszych sprawozdań. Kierunek naszych działań wyznaczają koncentracja na potrzebach klienta, a także wsparcie ludzi, biznesu oraz inwestycji minimalizujących pozostawiany ślad środowiskowy. Od lat realizujemy projekty m.in. z obszaru inkluzywnej i zielonej bankowości. W tegorocznej edycji raportu szczególny nacisk został położony na przedstawienie informacji najistotniejszych z punktu widzenia inwestorów, regulatorów czy też Unii Europejskiej. Są to min: wskaźniki ESG (Enviromental, Social, Governance), wytyczne Komisji Europejskiej dotyczące ujawniania informacji niefinansowych związanych z oddziaływaniem na klimat oraz zasady UNEP FI – Principles for Responsible Banking. Główna nagroda w konkursie Raporty Społeczne to dla nas ogromne wyróżnienie – mówi Michał Gajewski, CEO Santander Bank Polska.

Santander Bank Polska otrzymał nagrodę za najlepszy Raport Społeczny drugi rok z rzędu. Komisja doceniła publikację za pozytywne wyróżnianie się na tle innych, a także za utrzymanie wysokiego poziomu raportowania i wyznaczanie standardów w zakresie raportowania niefinansowego w Polsce. Zgodnie z uzasadnieniem jury, bank otrzymał nagrodę również za prezentowanie w swoich raportach znacznie szerszego zakresu działań, niż jest to wymagane,  w szczególności w obszarze klimatu i środowiska naturalnego.

Nagrody przyznano także w kategoriach: najlepszy Raport Zintegrowany, najlepszy Debiut, Nagroda Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, Nagroda Jury Dziennikarzy i Nagroda Internautów. W tegorocznej edycji udział wzięła rekordowa liczba 56 publikacji.