Strach przed kryzysem nie powinien zachwiać tym co w firmach rodzinnych najważniejsze – pierwiastkiem rodzinności

– Nie ma silnych firm rodzinnych bez silnych rodzin biznesowych. Jeśli szukać pozytywnych stron tego czasu pandemii, to jednym z nich jest to, że rodziny biznesowe zaczynają ze sobą rozmawiać. Młode pokolenie ma coraz więcej do powiedzenia w obszarach, które dziś stały się naturalne, jak np. digitalizacja czy wirtualne zespoły, a seniorzy chętniej ich słuchają. Jednak ważny też jest wątek tych członków rodziny, którzy nie są zaangażowani w firmę. Wzmacnianie relacji, budowanie rutyn, które umacniają więzi rodzinne – to podstawa, by uchronić biznesowe rodziny przed kryzysem. – komentuje dr Adrianna Lewandowska, inicjatorka Family Business Week, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

Odporność rodziny właścicielskiej i firmy rodzinnej w czasach Covid-19

Bogusław Kowalski, założyciel i Prezes Zarządu GRAAL S.A. na Family Business Week:

– Zatrudniając ponad 2500 osób, odpowiedzialność jest ogromna. Gdyby założyć, że średnio jedna rodzina składa się z 4 osób, to jesteśmy odpowiedzialni jako firma i rodzina, za prawie 10 000 osób. Odporność w czasach kryzysu jest zatem niezwykle ważna. Mam to szczęście, że produkty, które oferuje GRAAL na rynku, czyli ryby, pomagają budować naturalną odporność. Jeżeli jako rodzina biznesowa kierujemy się wartościami, które przyświecały nam przez te wszystkie lata prowadzenia biznesu, to w momencie lockdownu, jesteśmy w stanie przetrwać, a nawet się wzmocnić jako firma i jako rodzina. Każde z mojego pięciorga dzieci pracujących w firmie sukcesorów, mimo wielu utrudnień wykazuje wielkie zaangażowanie w swoje działania, co jest dla mnie jako nestora, bardzo budujące. Gdy rodzina trzyma się razem, jest w stanie przetrwać niejeden kryzys. – komentuje Bogusław Kowalski.

Jak podczas kryzysu Covid-19 zachować balans życia zawodowego i rodzinnego, gdy pracuje i żyje się z mężem.

Paulina Żurowska-Wrzesińska, Wiceprezes ALTOM na Family Business Week:

Z mężem podeszliśmy do tego wyzwania zadaniowo i od samego początku ustaliliśmy między nami podział działań w firmie i w domu. Obszary odpowiedzialności zawodowej wynikały z naszej bieżącej pracy w firmie i dziedzin, którymi zarządzamy.  Określiliśmy też partnerski podział obowiązków domowych, tak by każde z nas wiedziało, jakie spoczywają na nim zadania dotyczące życia i dnia codziennego. Po drugie postawiliśmy na częstą rozmowę, wzajemne zrozumienie, wykazywanie się cierpliwością i empatią oraz jasne określanie w czym potrzebujemy pomocy. Wiemy, że nie ma oczywistości i zamiast oczekiwać, że współmałżonek się domyśli, że mógłby mnie w czymś wesprzeć wyraźnie mówiliśmy sobie wzajemnie z czym się borykamy. To bardzo pomogło w okiełznaniu emocji i szybkim reagowaniu na rodzące się problemy i frustracje. Trzymaliśmy się także dobowego podziału dnia i wyznaczyliśmy sztywne godziny rozpoczęcia pracy, przerw na wspólną kawę czy obiad a także kiedy tą pracę kończymy oraz kiedy bierzemy się za porządki domowe. To sprawiło, że działamy jak dobrze naoliwiony tandem. – mówi Paulina Żurowska Wrzesińska, z ALTOM

Czy mogę być liderem online? Jak zarządzać zespołem zdalnie? Czy to różni się od zarządzania „normalnie”?

– Wychodzę z założenia, że lider daje swoje świadectwo wtedy, gdy umie nim pozostać w każdych okolicznościach i znaleźć, zwłaszcza w trudnych czasach, szans na wzmocnienie i wsparcie zespołu. Podzieliłam kanały komunikacji ze mną na telefoniczny, sms, komunikator, mail i videokonferencje ze względu na charakter i priorytet omawianej sprawy. Minimum raz w tygodniu miałam videokonferencje z managerami z mojego zespołu, by nawiązać z nimi kontakt wizualny, zapytać o emocje, samopoczucie, nastawienie, obawy i wszystkie inne sprawy nie związane z pracą, a które mające mocny wpływ na realizację zadań i ich skupienie na celu. Czasami samo moje zainteresowanie i możliwość wygadania się już było dla moich managerów oczyszczeniem i odczuciem, że są bezpieczni, że jestem z nimi. Wielokrotnie dali mi to odczuć, w tym trudnym czasie, za co im bardzo dziękuję. – komentuje Żurowska-Wrzesińska.

Czy będąc skazanym tylko na swoją obecność jako para zarówno w biznesie jak i w domu jesteśmy zagrożeni ujawnieniem konfliktów? Jak wyjść z domu po kilku miesiącach silniejszym?

– Otworzyć się na członków rodziny, na rozmowę z nimi, na fakt, że nie są ze stali (choć być może na co dzień noszą taką maskę), mówić prosto z serca prostymi słowami: kocham cię, zależy mi na tobie, martwię się o ciebie czy wszystko będzie dobrze, przetrwamy to razem. Rodzącą się frustrację od razu komunikować a trudne sprawy rozwiązywać i nie pozwalać im się eskalować i przybierać na sile. –kończy sukcesorka firmy ALTOM.

Każdy dzień z Tygodnia Przedsiębiorczości Rodzinnej poświęcony jest innemu obszarowi funkcjonowania i dylematów jakie stoją teraz przed rodzinami biznesowymi. Pierwszy dzień to kontekst Firmy, drugi Przywództwa, trzeci Majątku, czwarty Rodziny i Własności, a piąty to Globalne Otoczenie Firmy Rodzinnej. – W każdej z tych perspektyw zawarte są inne dylematy, o zweryfikowanie których powinien zatroszczyć się właściciel biznesu by maksymalnie zniwelować skutki kryzysu w swojej firmie, a nawet poszukać nowych dróg rozwoju. Family Business Week to tydzień, który w pełni poświęcamy przyszłości firm rodzinnych. – dodaje Adrianna Lewandowska.

Family Business Week organizowany jest przez Instytut Biznesu Rodzinnego, Centrum Wiedzy o Firmach Rodzinnych. Partnerem Strategicznym wydarzenia jest BNP Paribas – Bank zmieniającego się świata. W wydarzeniu, które całkowicie odbywa się on-line, bierze udział ok. 2000 gości.

Dzisiaj, w czwartek 21 maja, rozmawiamy o Rodzinie, jutro w ramach Family Business Week będziemy rozmawiać w gronie właścicieli największych firm z Polski i Europy oraz ekspertami z całego świata o Globalnym Otoczeniu Firm Rodzinnych.

 

Szczegółowy program wydarzenia, rejestracja, zakresy dyskusji oraz potwierdzeni goście dostępne na stronie: www.familybusinessweek.pl

Dylematy rodzinne, które zostały poruszone w ramach Family Business Week:

  1. Czy pamiętam, aby o siebie odpowiednio zadbać? Zgodnie z zasadą: „podczas turbulencji maseczkę tlenową najpierw zakładasz sobie, a dopiero później dzieciom”. Czy wiem, jak chwycić dystans i zadbać o siebie?
  2. Jak mogę zapewnić wymagany w chwili obecnej dystans (w spotkaniach), a jednocześnie dać naszej rodzinie poczucie, że wszyscy jesteśmy ze sobą emocjonalnie blisko? Jak dbać o relacje?
  3. Jak organizować nasze codzienne życie, aby nie dopuścić do pojawienia się stresu i lęku lub gdy ten się pojawi by go zminimalizować? Czy warto (i jak) wprowadzić codzienne rytuały?
  4. Pracuję z żoną z domu, cały czas siedzimy razem. Jak od siebie odpocząć? Czyli para biznesowa w czasie COVID-19 – jak mądrze prowadzić biznes i życie prywatne, gdy tego wspólnego czasu z 24 godzin na dobę mamy jeszcze więcej – jak uniknąć kryzysu prowadzącego do rozwodu i turbulencji w firmie?
  5. Czy pandemia to szansa dla sukcesora? Czy może on być mentorem nestora, gdy ten nie jest obyty „z nowymi technologiami”? Jak być usłyszanym i okazać rodzinie wsparcie w tej sytuacji?
  6. Czy powinienem (i czy wolno mi) głośno powiedzieć NIE moim rodzicom, gdy widzę, że za wolno reagujemy na zmiany? Jak sprawić, by rodzice mi zaufali?
  7. Jakie nowoczesne rozwiązania zostały przyjęte wewnątrz rodzin biznesowych i czy mają szanse zostać wdrożone na stałe, gdy pandemia się skończy?
  8. Czy mogę być liderem online? Jak zarządzać zespołem zdalnie? Czy to różni się od zarządzania „normalnie”?
  9. Co każdy z nas może zrobić, by przyczynić się do przezwyciężenia kryzysu? Jak możemy określić nasze indywidualne role? Zadania?
  10. Czy skazani tylko na swoją obecność jako rodzina – zagrożeni jesteśmy ujawnieniem się konfliktów? Jak wyjść z domu po kilku miesiącach silniejszym?

Sprzedaż pożyczek spadła w kwietniu o niemal 75 proc.

Kolejne tygodnie obowiązywania tarczy antykryzysowej za nami. Jednym z jej kluczowych zapisów jest znaczne ograniczenie kosztów pozaodsetkowych do 21 proc. dla pożyczek na czas dłuższy niż 30 dni oraz 5 proc. dla pożyczek o okresie spłaty krótszym niż 30 dni. Najnowsze dane, które uwzględniają cztery pełne tygodnie obowiązywania nowych limitów, wskazują na wyraźny spadek aktywności na rynku.

Sprzedaż nowych pożyczek spadła mocniej od oczekiwań – pod względem wartości  spadek wyniósł prawie 75 proc.

Najnowsze dane CRIF i BIK uwzględniają cztery pełne tygodnie obowiązywania obniżonych kosztów pozaodsetkowych. Niemal stała tendencja spadkowa wartości oraz liczby udzielanych pożyczek przez firmy z branży widoczna jest już jednak od prawie dwóch miesięcy. Według danych CRIF w drugiej połowie marca 2020 r. wartość udzielanych pożyczek spadła w stosunku do średniego tygodnia lutego o ok. 40 proc., natomiast w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego o ok. 50 proc. W całym kwietniu spadek wartości udzielonych pożyczek wyniósł 72 proc. w stosunku do kwietnia 2019 r. oraz 66 proc. w stosunku do lutego 2020 r. (ostatni miesiąc nietknięty kryzysem wynikającym z COVID-19). Odnotowano także istotny spadek liczby udzielonych pożyczek, wynosząc w kwietniu br. niecałe 43 proc. pożyczek udzielonych w analogicznym okresie w poprzednim roku.

Znacząco spadła też średnia wartość pojedynczej pożyczki, która wyniosła w kwietniu 2020 r. 2 163 zł wobec 3 625 zł w kwietniu 2019 r. (spadek o 40% r/r) oraz w porównaniu z 2 800 zł w lutym 2020 r. (spadek o 23% m/m).

Pożyczki udzielone w marcu i kwietniu 2020 r. w stosunku do analogicznych tygodni w 2019 r.Liczba i wartość udzielonych pożyczek_wykres

Najnowsze dane BIK (pokrycie obu baz nie jest tożsame) wskazują te same wnioski, przy czym spadek wartości udzielanych pożyczek w ostatnich tygodniach kwietnia 2020 r. w bazie BIK to o ok. 65 proc. w ujęciu r/r.

Znacznie mniejszy spadek liczby klientów wnioskujących o pożyczkiLiczba aplikacji o pożyczki_wykres

W kwietniu 2020 r. liczba klientów wnioskujących o pożyczki w ujęciu rok do roku była niższa, jednak obsunięcie było znacznie mniejsze od spadku wartości udzielanych pożyczek. Liczba aplikacji w całym marcu bieżącego roku utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie, porównując do analogicznych tygodni roku poprzedniego i to pomimo panujących ograniczeń. W żadnym tygodniu marca 2020 r. liczba klientów aplikujących nie spadła o więcej niż 20 proc. rok do roku. Na początku kwietnia, w którym wprowadzono ograniczenie kosztów pozaodsetkowych, odnotowano już istotnie większy spadek aplikacji, tj. o niecałe 65 proc. rok do roku.

Warto też zwrócić uwagę, że Święta Wielkanocne, przed którymi występuje zwykle wzmożony popyt na pożyczki, wypadły w okresie porównawczym w dniach 21-22 kwietnia 2019 r. W dniach 14-20 kwietnia 2020 r. mieliśmy więc do czynienia z zawyżoną bazą porównawczą (w roku 2020 święta wypadły 9 dni wcześniej). W całym kwietniu 2020 r. liczba klientów aplikujących spadła o 55 proc. w stosunku do lutego 2020 r. oraz o 55 proc., czyli dokładnie taką samą wartość, w stosunku do kwietnia 2019 roku.

Spadek liczby aplikacji nie oznacza braku popytu lub zainteresowania klientów pożyczkami. Wiele firm pożyczkowych wskutek nowych limitów ograniczyło działalność lub zaprzestało jej prowadzenia w ogóle, a zatem firmy te nie kierują zapytań do baz danych. Pozostałe spółki znacznie zaostrzyły kryteria oceny ryzyka, co powoduje, że wiele klientów nie otrzymuje oferty pożyczki już na etapie wstępnego kontaktu z firmą. Wówczas nie dochodzi do formalnego złożenia wniosku o pożyczkę i nie jest kierowane zapytanie weryfikujące klienta do bazy danych. Natomiast spośród zapytań, które trafiają do bazy wzrasta odsetek klientów z decyzją odmowną” – mówi Agnieszka Wachnicka, Prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Z danych CRIF wynika, że na początku marca 2020 r. udział odrzuconych wniosków nie przekraczał 48 proc., natomiast w drugiej połowie kwietnia wynosił już blisko 60 procent.

Podsumowanie

Dane za kolejne tygodnie obowiązywania ustawy antykryzysowej i obniżonych kosztów pozaodsetkowych pożyczek ilustrują jak bardzo skurczył się rynek. Wartość udzielanych pożyczek spadła w kwietniu 2020 r. w ujęciu rok do roku o ponad 70 proc., przy czym liczba klientów wnioskujących spadła znacznie mniej, bo o ok. 55 procent. Warto przy tym mieć na uwadze, że w kwietniu znaczna część firm pożyczkowych zamknęła działalność, a jeszcze w marcu większość firm znacząco ograniczyła działalność akwizycyjną (w szczególności spółki opierające działalność na bezpośrednim kontakcie z klientem), co również z pewnością miało wpływ na zmniejszoną liczbę składanych aplikacji. Przewidując pogorszenie zdolności kredytowej swoich klientów oraz nie chcąc odrzucać dużej liczby klientów, firmy pożyczkowe musiały znacząco ograniczyć wartość udzielanych pożyczek. W kwietniu średnia wartość pojedynczej pożyczki spadła aż o 40 proc. w stosunku do kwietnia 2019 r. oraz o 23 proc. w stosunku do lutego 2020 roku. Na skutek zaostrzania kryteriów udzielania pożyczek istotnie rośnie również udział klientów odrzucanych przez branżę. W drugiej połowie kwietnia bieżącego roku udział takich klientów wynosił blisko 60 procent.

Ekonomiści Banku Pekao stworzyli indeks na bieżąco śledzący aktywność gospodarczą

Ekonomiści Banku Pekao S.A. stworzyli Pekao Tracker – nowy codzienny indeks, który w czasie rzeczywistym mierzy aktywność gospodarczą. Wskaźnik bazuje na wewnętrznych danych bankowych Pekao oraz na publicznych źródłach. Indeks jest odpowiedzią na pandemię, która czyni opóźnione dane miesięczne czy kwartalne mniej przydatnymi w sytuacji, gdy okoliczności gospodarcze zmieniają się znacznie w krótkim czasie.

– Obecny  kryzys i jego bezprecedensowa dynamika wymusił na ekonomistach poszukiwanie możliwie najbardziej aktualnych źródeł informacji o stanie gospodarki z wykorzystaniem danych tygodniowych i dziennych. My zdecydowaliśmy się na połączenie wewnętrznych danych bankowych na temat aktywności klientów, przy zachowaniu pełnej ochrony danych osobowych i informacji handlowej oraz danych dostępnych publicznie – mówi główny ekonomista Banku Pekao Ernest Pytlarczyk.

Zestaw wskaźników wchodzących w skład dziennego indeksu Pekao Tracker obejmuje: wartość wydatków kartowych konsumentów oraz wpływy na konta małych i średnich przedsiębiorstw – bazując na danych Banku Pekao; a także zapotrzebowanie na moc w systemie elektroenergetycznym – będące miernikiem popytu na energię oraz liczbę wypadków drogowych, czyli w krótkim okresie przybliżenie natężenia ruchu drogowego.

Pekao Tracker nie jest przybliżeniem dziennego PKB. Celem indeksu jest śledzenie normalizacji aktywności po negatywnym szoku wywołanym epidemią. Pekao Tracker wskazuje, że aktywność ekonomiczna była najniższa w tygodniu bezpośrednio po świętach Wielkiej Nocy (31 proc. poniżej stanu wyjściowego) i od tego czasu systematycznie rośnie. Punktem wyjściowym dla indeksu jest 100 punktów, za który uznano średnią dzienną aktywności z pierwszego tygodnia grudnia 2019 roku.

Jak dobrze rozstać się z pracownikiem i utrzymać renomę firmy?

Pracownik lub współpracownik, z którym firma się aktualnie rozstaje może za chwilę stać się jej klientem, kontaktem biznesowym pozwalającym dotrzeć do pożądanych osób w branży, ambasadorem lub chodzącą antyreklamą. Wszystko zależy od sposobu zakończenia współpracy.

Obecna sytuacja związana z pandemią doprowadziła wielu pracodawców do podjęcia decyzji
o zwolnieniu pracowników lub do jej rozważenia, dla utrzymania płynności firmy. Jak wynika z  raportu Randstad[1] w marcu 26% badanych pracowników obawiało się utraty pracy, a do szansy na szybkie znalezienie nowej podchodzili bardziej pesymistycznie. 16% z nich zastanawiało się natomiast, czy firma nie zostanie zlikwidowana. Rozwiązanie umowy nie należy do najprzyjemniejszych momentów w karierze zawodowej pracownika, ale może przyczynić się do przemyślenia dotychczasowej ścieżki zawodowej i podjęcia nowych kroków. Świadomy pracodawca stara się jak najlepiej zakończyć współpracę, dlatego coraz częściej firmy zaczynają przykładać wagę do  narzędzi i rozwiązań mających na celu employer brandingowych narzędzi, takich jak outplacement i exit interview.

Outplacement – wsparcie pracownika korzystne dla obydwu stron

– Outplacement to system wsparcia pracowników, którzy kończą współpracę z daną firmą. Jest on korzystny dla obu stron. Pracownicy otrzymują wsparcie w sytuacji, w której zmuszeni są znaleźć inne miejsce pracy czy źródło dochodu, co jest procesem wysoce stresogennym, z drugiej strony outplacement pozwala  firmie załagodzić negatywne emocje zwalnianych osób, nie dopuszczając tym samym do rozprzestrzeniania przez nich niekorzystnych opinii na temat środowiska pracy w danym miejscu. – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy ekspert z zakresu HR i psychologii międzykulturowej.

Sytuacje te są często trudnymi i wyczerpującymi psychiczne, dlatego też każda forma wsparcia może okazać się bardzo dobrym krokiem w celu utrzymania dobrych relacji pomiędzy rozstającymi się stronami oraz utrzymaniem pozytywnych relacji z pracownikami, którzy pozostają w firmie. W procesie outplacementu ważne jest zadbanie o dobrostan psychiczny pracownika oraz konkretne działania wspierające go w znalezieniu nowej pracy.

Exit interview – gdy pracownik zmienia miejsce pracy

Okres pandemii  był również dla wielu pracowników czasem na zastanowienie się nad obraną ścieżką zawodową i podjęcie decyzji o zmianie. Otrzymując wypowiedzenie świadomy pracodawca nie powinien wypuścić pracownika bez wcześniejszej rozmowy podsumowującej jego okres pracy dla danej firmy. Jest ona bowiem cennym źródłem informacji pozwalającym na udoskonalenie wewnętrznych struktur.

– Exit interview to nic innego, jak rozmowa „na do widzenia”, którą zwyczajowo przeprowadza przełożony lub wyznaczona osoba z działu HR. Jej podstawowym celem jest uzyskanie informacji związanych z przyczyną podjęcia takiej decyzji przez pracownika. Pozwala ona na lepsze zrozumienie jej powodów oraz wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Daje szansę poprawy w funkcjonowaniu firmy, a także zmniejszenia rotacji pracowników. – wskazuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i  psychologii międzykulturowej.

Wzrost roli wellbeing w czasie pandemii

W obliczu pandemii wiele osób odczuwa strach i niepewność o swoje miejsce pracy, dlatego zadbanie o wellbeing pracowników, w szczególności redukcję stresu i wzmacnianie odporności psychicznej zyskały na szczególnym znaczeniu.

– Radzenie sobie z niepewnością to umiejętność tolerowania szybko zmieniających się okoliczności, wykazania się pewnego rodzaju elastycznością i umiejętnością dopasowania się do nowych warunków. Dlatego tak istotne jest, by pracodawca zadbał też o osoby pozostające w firmie proponując im np. udział w szkoleniach lub programach pomagających w redukcji stresu i odzyskaniu równowagi. – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i psychologii międzykulturowej.

Zdalny offboarding

Ostatnim etapem jest offboarding, czyli proces kończenia współpracy i przekazywania obowiązków nowym osobom. Przejście checklisty zawierającej rozliczenie się z narzędzi pracy, usuniecie dostępu m.in. do firmowych danych czy maili jest równie ważne dla utrzymania dobrych relacji między wszystkimi stronami oraz zapewnienia uporządkowanego funkcjonowania firmy. Podobnie, jak onboarding  na początku pracy, może on zostać przeprowadzony zdalnie.

[1] 39. Monitor Rynku Pracy edycja specjalna, Randstad,  marzec 2020.

Firmy źle oceniają swoją kondycję – wyniki badań Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej

42 proc. firm negatywnie ocenia swoją kondycję – wynika z najnowszych badań Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej (CSMG). Najczęściej wskazywaną przyczyną złej sytuacji firm jest spadek popytu oraz zatory płatnicze. Przedsiębiorcy zbyt długo czekają też na decyzję o wsparciu, a sama procedura jej uzyskiwania jest zbyt skomplikowana.

To już druga edycja badań CMSG, tym razem przeprowadzona w dniach 7-19 maja (poprzednia 9-17 kwietnia). Oceny jakie przedsiębiorcy wystawili swoim firmom oraz całej gospodarce uległy lekkiej poprawie, ale wciąż są one generalnie niedobre. Oceniając kondycję swoich przedsiębiorstw w skali od 0 do 10 (przy czym 5 to ocena neutralna) średnia wyniosła 4,5, miesiąc temu było to 3,6.

Łącznie negatywną ocenę (oceny od 0-4) wystawiło ok. 42 proc. pytanych w najnowszym badaniu wobec ok. 55 proc. w poprzednim. Z tego ok. 9 proc. firm ocenia kondycję swojej firmy bardzo źle (0). Ale są również pozytywne oceny (oceny 6-10): łącznie ok. 33 proc. wobec 19 proc. w poprzednim badaniu. Jedynie 1,6 proc. dało teraz najwyższą ocenę (10 – bardzo dobrze).

„Są branże i firmy, które w obecnej sytuacji radzą sobie całkiem dobrze, ale są one w mniejszości. Generalnie gorsze oceny dominują wśród samozatrudnionych oraz mikrofirm,  w skali od 0 do 10 odpowiednio 3,1 i 3,7. W dużych firmach (zatrudnienie większe niż 250 osób) średnia ocen jest nawet po stronie pozytywnej (6,1)” – mówi główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek. „Spośród branż najgorsza kondycja jest w usługach dla ludności (kosmetyczne, fryzjerskie) – 2,3 oraz w turystyce, gastronomii – 3,2. Lepsze oceny są w handlu – 4,7, produkcji – 4,9 i budownictwie – 5,2” – dodaje Dudek.

Co ciekawe najczęściej wskazywaną przyczyną złej sytuacji firm jest spadek popytu oraz zatory płatnicze. Dopiero na czwartym miejscu jest zamknięcie gospodarki. „To oznacza, że dla rozwoju gospodarczego teraz najważniejsze nie jest samo otwarcie biznesów, ale odmrożenie „konsumentów”, odmrożenie popytu, powrót zaufania i skłonności do konsumpcji” – mówi Sławomir Dudek.

Większość firm (ok. 79 proc., poprzednio 88 proc.) oczekuje spadku przychodów w maju. Ok. 37 proc. oczekuje zmniejszenia zatrudnienia, średnia redukcja to 7 proc. (wobec 15,5 proc. poprzednio). Największe spadki przychodów są spodziewane w usługach dla ludności, turystyce i gastronomii (średnio ok. 90 proc.), w budownictwie ok. 23 proc., a w przemyśle 27 proc.

Dobrą wiadomością jest poprawa płynności finansowej firm w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Ok. 79 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że jest w stanie przetrwać miesiąc i dłużej. 75 proc. dużych firm ma bufory płynnościowe na przetrwanie ponad 3 miesięcy. Największe problemy z płynnością mają samozatrudnieni oraz mikrofirmy. Ponad 50 proc. z nich deklaruje, iż maksymalnie jest w stanie przetrwać tylko 1 miesiąc.

Z instrumentów pomocowych najlepiej ocenianym instrumentem pomocowym jest umorzenie składek ubezpieczeniowych (81 proc. respondentów wskazało ten instrument). Ok. 44 proc. respondentów wskazuje na dopłaty do wynagrodzeń, a ok. 37 proc. na odroczenie zaliczek PIT. Ponad 69 proc. wskazuje przy tym na niejasność przepisów instrumentów pomocowych. 56 proc. firm wskazuje też na nadmiar biurokracji, a 42 proc. na brak wsparcia ze strony urzędników. „Niejasne przepisy, biurokracja i długie oczekiwanie na decyzję lub przyznanie środków to główne problemy w korzystaniu z instrumentów wsparcia. Ponad 39 proc. badanych twierdzi, że oczekiwanie na realizację wsparcia jest zbyt długie, do tego prawie 54 proc. wskazuje, że przepisy są niejasne. Prawie 80 proc. firm obawia się nawrotu epidemii, 70 proc. boi się wzrostu podatków” – mówi dr Dudek.

Firmy zapytano także o ocenę stanu całej gospodarki. W opinii przedsiębiorców jej kondycja jest gorsza od ich własnej. Średnia ocen to bowiem 3,2 (przed miesiącem 3). Nadal także przeważają oceny negatywne, są one jednak mniej radykalne. Ubyło skrajnie negatywnych opinii, ale również i skrajnie pozytywnych. Obecnie jedynie 6 proc. pytanych pozytywnie ocenia kondycję całej gospodarki (wobec 12,5 proc. poprzednio).

Umorzenie w całości lub w części zaległości podatkowej, odsetek za zwłokę – możliwości w dobie koronawirusa

Podatnicy w celu ratowania swojej płynności finansowej, zwłaszcza w dobie ograniczeń wywołanych pandemią COVID-19, mogą skorzystać z wielu instytucji podatkowych, dotychczas przeznaczonych na wyjątkowe okoliczności. Jedną z nich jest wnioskowanie o umorzenie w całości bądź w części zaległości podatkowych, odsetek za zwłokę czy opłaty prolongacyjnej. Aby skorzystać z tej instytucji, niezbędne jest spełnienie określonych warunków oraz pozytywna decyzja organu podatkowego.

Umorzenie jest instytucją nadzwyczajną i co do zasady organy podatkowe nie mogą z niego czynić powszechnej praktyki. Spośród ulg w spłacie zobowiązań podatkowych jest to najdalej idąca ulga, powodująca, że podatnik zostaje niejako zwolniony z konieczności regulowania zaległości publicznoprawnej.

Warunki

Niezbędnym warunkiem do skorzystania z ulgi w postaci ww. umorzenia jest zaistnienie ważnego interesu podatnika lub interesu publicznego.

Pierwszy warunek odnosi się do sytuacji finansowo-majątkowej wnioskodawcy. Organ podatkowy powinien ocenić, jak zapłata zaległych zobowiązań wobec Skarbu Państwa wpłynie na indywidualną sytuację podatnika. W pierwszej kolejności brane są pod uwagę aspekty finansowo-ekonomiczne związane ze zdolnością do zarobkowania, sytuacją ekonomiczną podatnika. W szczególności organy podatkowe wskazują, że nie można przedkładać innych zobowiązań (w tym osobistych) ponad zobowiązania publicznoprawne. Oznacza to, że w sytuacji, gdy podatnik ma do uregulowania także inne zobowiązania jak np. kredyt, opłaty za media czy należności wynikające z orzeczeń sądowych, nie może ich przedkładać ponad podatki i w konsekwencji organy odmawiają umorzenia. Dodatkowo organy powinny także zbadać sytuację rodzinną podatnika w kontekście osób pozostających na utrzymaniu, zdrowia i możliwości zarobkowania małżonka (w przypadku wspólności majątkowej).

Drugi warunek to istnienie interesu publicznego w umorzeniu zaległości. W uproszczeniu chodzi o sytuację, gdy umarzając podatnikowi zaległość podatkową, społeczeństwo osiągnie więcej korzyści niż w sytuacji, gdyby do umorzenia nie doszło. W szczególności dotyczy to sytuacji, gdy zapłata zobowiązania mogłaby prowadzić do konieczności korzystania przez podatnika z pomocy społecznej.

Należy dodać, że decyzja organu podatkowego o umorzeniu ma charakter uznaniowy i powinna zostać oparta na analizie całokształtu materiału dowodowego zebranego w sposób wyczerpujący.

Termin

Wniosek o umorzenie zaległości podatkowych, odsetek czy opłaty prolongacyjnej można złożyć najwcześniej jeden dzień po terminie płatności podatku. Zaznaczenia wymaga, iż sprawę należy załatwić szybko, tzn. złożyć wniosek w pierwszym możliwym terminie, ponieważ, jak zostało wyżej wskazane, urząd może nie zaakceptować wniosku i wtedy będzie konieczne zapłacenie zaległości wraz z odsetkami.

Regulacje dotyczące COVID-19

W związku z wprowadzeniem ograniczeń związanych z rozprzestrzenianiem się koronawirusa sytuacja finansowa wielu przedsiębiorstw uległa znacznemu pogorszeniu. Powstaje jednak pytanie, czy pogorszenie sytuacji w związku z państwowymi ograniczeniami może być przesłanką uzasadniającą ważny interes podatnika oraz czy w tzw. tarczy antykryzysowej zostały przewidziane uproszczenia w stosowaniu tej instytucji.

W pierwszej kolejności należy wskazać, że tzw. tarcza antykryzysowa, czyli ustawa przewidująca szczególne rozwiązania związane z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczeniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych nie przewiduje żadnych szczególnych rozwiązań w tym zakresie. Oznacza to, że podatnicy mogą korzystać jedynie z obowiązujących już przepisów Ordynacji podatkowej. Brak szczególnych uregulowań może oznaczać, że dotychczasowa praktyka organów podatkowych się utrzyma, przez co korzystanie z instytucji umorzenia zaległości publicznoprawnych będzie ograniczone do szczególnych przypadków.

Z drugiej strony rząd przedstawia tę instytucję na oficjalnych stronach rządowych w internecie jako jeden z instrumentów walki z negatywnymi skutkami ograniczeń, umożliwiając przy tym składanie wniosku online (materiał dowodowy zebrany zostanie w toku postępowania) oraz wskazując podatnikom krok po kroku, co powinni zrobić. Czy jest to zatem budowanie złudnych nadziei, że urzędy będą umarzały zaległości publicznoprawne?

Z uwagi na uznaniowość decyzji odpowiedź na to pytanie zależy od danego urzędu skarbowego. Niemniej jednak Ministerstwo Finansów w odpowiedzi udzielonej na pytanie DGP informuje, że rozesłało do urzędów skarbowych wytyczne dotyczące ulg w spłacie zobowiązań podatkowych, w tym umorzenia zaległości podatkowych, przewidujące uproszczenie procedur i postępowania dowodowego w przypadku zaległości powstałych po 1 marca 2020 r. spowodowanych koronawirusem. Ponadto dopuszczalne ma być składanie wniosków nawet drogą mailową. Ministerstwo wskazuje też, że urzędy powinny kierować się zasadą dobrej wiary w relacji z podatnikiem oraz zasadą budowania zaufania do organów podatkowych. Szczególne preferencje mają obowiązywać podatników wnioskujących o ulgę w wysokości 50% (np. 50% umorzenie zaległości) w sytuacji, gdy podatnik wcześniej nie miał długów i nie występował o pomoc publiczną.

Podsumowując, wziąwszy pod uwagę szczególny charakter instytucji umorzenia zaległości podatkowych oraz brak regulacji prawnych w tym zakresie, podatnik w dalszym ciągu będzie zdany na łaskę urzędnika. Wytyczne Ministerstwa Finansów to jedynie zalecenia dla urzędów skarbowych, które mają świadomość, że część podatników będzie dążyć do nadużywania tej instytucji. Ponadto warto dodać, że w związku z pandemią także urzędy pracują w inny sposób, co niewątpliwie będzie miało przełożenie na termin rozpatrzenia zwiększonej przecież liczby wniosków.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zwolnienia ze składek ZUS – zmieniające się zasady i najczęstsze wątpliwości płatników

Czasowe zwolnienie z obowiązku opłacania składek ZUS to jedno z rozwiązań tzw. Tarczy antykryzysowej cieszących się na największym zainteresowaniem mikro i małych przedsiębiorców. Niestety przepisy regulujące tę formę wsparcia budzą wiele wątpliwości, praktyka poszczególnych organów terenowych ZUS pozostaje niespójna, a kolejne nowelizacji specustawy wprowadzają nowe szersze zasady zwolnień.

Poniżej systematyzujemy obowiązujące i procedowane obecnie w Parlamencie zmiany oraz wskazujemy na najważniejsze kwestie związane z korzystaniem ze zwolnień.

Całkowite zwolnienie z obowiązku opłacania składek za okres od marca do maja 2020

Na mocy przepisów obowiązujących od 31 marca 2020 r., o całkowite zwolnienie z obowiązku opłacania należności z tytułu składek na:

  • ubezpieczenia społeczne,
  • ubezpieczenie zdrowotne,
  • Fundusz Pracy,
  • Fundusz Solidarnościowy,
  • Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych

ubiegać mogą się podmioty, które spełniają jeden z poniższych warunków:

  1. Uzyskały status płatnika składek przed 1 lutego 2020 r. i na dzień 29 lutego 2020 r. zgłaszały do ubezpieczeń społecznych mniej niż 10 ubezpieczonych;
  2. Uzyskały status płatnika składek w okresie 1 lutego 2020 r. do 29 lutego 2020 r. i na dzień 31 marca 2020 r. zgłaszały do ubezpieczeń społecznych mniej niż 10 ubezpieczonych;
  3. Uzyskały status płatnika składek w okresie od 1 marca 2020 r. do 31 marca 2020 r. i na dzień 30 kwietnia 2020 r. zgłaszały do ubezpieczeń społecznych mniej niż 10 ubezpieczonych.

Nadto, o całkowite zwolnienie za ten sam okres ubiegać mogą się również osoby prowadzące działalność gospodarczą opłacające składki wyłącznie na własne ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne. Warunkiem ubiegania się o nie jest:

  1. Prowadzenie działalności przed 1 kwietnia 2020 r. oraz
  2. Uzyskanie z tej działalności przychodu w pierwszym miesiącu, za który jest składany wniosek o zwolnienie (co do zasady marzec 2020 r.) nie przekraczającego 15.681,00 zł.

Co istotne:

  • Skuteczne zwolnienie ma postać umorzenia należności za okres od marca do końca maja 2020 r. – nie zaś odroczenia obowiązku ich zapłaty w kolejnych miesiącach.
  • Dla oceny możliwości ubiegania się o zwolnienie istotna jest liczba osób zgłoszonych do ubezpieczeń odpowiednio na dzień: 29 lutego 2020 r., 31 marca 2020 r. lub 30 kwietnia 2020 r. – bez znaczenia pozostaje późniejsza zmiana w tym zakresie, niezależnie od momentu złożenia wniosku.
  • Pod uwagę należy brać liczbę osób zgłoszonych do ubezpieczeń – nie zawsze będzie ona tożsama z liczbą zatrudnionych. Nie wlicza się do niej pracowników młodocianych ani osób zgłaszanych jedynie do ubezpieczenia zdrowotnego.
  • Wniosek o zwolnienie złożony może zostać do 30 czerwca 2020 r. – bez obowiązku uiszczania składek do tego czasu. Jak zapewnia ZUS działanie to nie pozbawi prawa do korzystania ze świadczeń opieki zdrowotnej.
  • Zwolnienie stanowi pomoc publiczną de minimis.
  • Kryterium przychodowe dotyczy tylko osób prowadzących działalność, opłacających własne składki.
  • Zwolnienie dotyczy wszystkich składek wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych płatnika – niezależnie od wymiaru etatu osób zgłoszonych do ubezpieczeń.
  • Zwolnienie z opłacania składek nie wyłącza możliwości przyznania świadczenia postojowego.

Zwolnienie z obowiązku opłacania 50% składek za okres od marca do maja 2020

Na skutek noweli przepisów, od 18 kwietnia 2020 r. o zwolnienie z 50% łącznej kwoty należności z tytułu składek starać mogą się podmioty, które odpowiednio:

  1. Uzyskały status płatnika składek przed 1 lutego 2020 r. i na dzień 29 lutego 2020 r. zgłosiły do ubezpieczeń społecznych od 10 do 49 ubezpieczonych lub
  2. Uzyskały status płatnika składek w okresie 1 lutego 2020 r. do 29 lutego 2020 r. i na dzień 31 marca 2020 r. zgłosiły do ubezpieczeń społecznych od 10 do 49 ubezpieczonych lub
  3. Uzyskały status płatnika składek w okresie 1 marca 2020 r. do dnia 31 marca 2020 r. i na dzień 30 kwietnia 2020 r. zgłosiły do ubezpieczeń społecznych od 10 do 49 ubezpieczonych.

Co istotne:

  • Przy ocenie spełnienia warunków do ubiegania się o zwolnienie nie ma znaczenia status małego przedsiębiorcy – uwzględniana jest jedynie liczba osób zgłoszonych od ubezpieczeń społecznych;
  • Zwolnienie dotyczy jedynie składek należnych, ale jeszcze nieopłaconych. Oznacza to, że nie można ubiegać się o zwolnienie ze składek za miesiące, w których zostały już uiszczone. Wyjątkiem objęte są jedynie składki za marzec, z uwagi na to, że przepisy częściowo zwalniające z ich opłacania weszły z życie po upływie terminu ich zapłaty, który upłynął 15 kwietnia 2020 r.
  • Skorzystanie ze zwolnienia nie wyklucza możliwości uzyskania innych form wsparcia tzw. Tarczy antykryzysowej – w szczególności dofinansowań do wynagrodzeń pracowników. Te jednak pomniejszone zostaną o należności na poczet składek ZUS, z których pracodawca został zwolniony.
  • W przypadku spółek wchodzących w skład grup kapitałowych liczba zgłoszonych ubezpieczonych obliczana powinna być odrębnie dla każdej z nich jak odrębnego płatnika.

Całkowite zwolnienie z obowiązku opłacania składek za okres od kwietnia do maja 2020

Dodać należy, że uchwalone przez Sejm przepisy nowelizujące zakładają rozszerzenie kręgu osób uprawnionych do zwolnienia z obowiązku uiszczania składek ZUS. Zwolnienie to obejmować ma natomiast jedynie 2 miesiące, tj. kwiecień i maj 2020 r.

Zgodnie z założeniem ustawy skorzystać z niego będą mogli płatnicy opłacający składki wyłącznie na własne ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne:

  • prowadzący działalność przed 1 kwietnia 2020 r.;
  • również jeśli ich przychód z działalności pierwszy miesiąc objęty wnioskiem przekraczał 15.681,00 zł ale jednocześnie
  • dochód uzyskany z działalności w lutym 2020 r. nie przekraczał 7 tys. złotych.

Dodatkowo ze zwolnienia skorzystać będą mogli płatnicy korzystający z tzw. „ulgi na start”, spełniający ww. warunki lub jeśli ich przychód z działalności pierwszy miesiąc objęty wnioskiem nie przekraczał 15.681,00 zł.

Co istotne:

  • Przepisy nadal procedowane są Parlamencie – data ich wejścia w życie nie jest jak na razie znana.

Co z opłaconymi składkami za marzec 2020 ?

Problemem nurtujących szereg płatników, którzy nie chcąc narażać się na zaległości i utratę prawa do świadczeń opieki zdrowotnej, opłacili już składkę za marzec 2020 r., jest możliwość wnioskowania o zwolnienie za cały przewidziany przepisami okres oraz ubiegania się o zwrot uiszczonych należności za marzec 2020 r.

Zapłata należności za marzec 2020 r. nie wyłącza możliwości wnioskowania o zwolnienie za cały dopuszczalny okres, tj. od marca do 31 maja 2020 r. (pomimo, że przepis odnosi się do składek należnych, a nie opłaconych). W odniesieniu do 1. miesiąca, istnieje możliwość złożenia wniosku o zwrot składek jako nadpłaconych. Wniosek taki należy złożyć do ZUS przed terminem opłacenia składek za kwiecień – a więc w stosunku do podmiotów opłacających składki nie tylko za siebie – do 15 maja 2020 r. W przeciwnym razie, w przypadku zwolnienia, kwota należności marcowych zostanie zaliczona na poczet przyszłych składek – a więc w pierwszej kolejności na poczet 50% składek kwietniowych. Wniosek (druk ZUS-EZS-P) można złożyć za pośrednictwem platformy PUE ZUS lub tradycyjnie w formie papierowej.

Agata Majewska, Aplikantka radcowska Ślązak, Zapiór i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych 

Słabe dane z Polski. FED rozważa sytuację nawrotu epidemii w 2021 roku

Produkcja przemysłowa spadła w Polsce w kwietniu o imponujące 25%, co jest efektem zamrożenia gospodarki. Takiego spadku w Polsce nie zanotowaliśmy nigdy wcześniej. Patrząc na zmiany, w maju nie powinno być już aż tak złego rezultatu. Pomimo słabych danych złoty zachowuje się stabilnie.

Produkcja przemysłowa w Polsce nurkuje

Dzisiejszy odczyt produkcji przemysłowej pokazuje, że oczekiwania są dzisiaj coraz mniej wartościowe. Analitycy spodziewali się spadku o 10% w ujęciu rocznym. Faktycznie produkcja przemysłowa spadła o imponujące 24,6%. Tak duża rozbieżność normalnie powinna zachwiać kursem waluty. Dzisiaj złoty drgnął o raptem pół grosza względem euro, ale bardzo szybko wrócił do poprzedniego poziomu. Pokazuje to, że inwestorzy byli przygotowani na znacznie słabsze dane i nie zrobiło to na nich wrażenia.

FED spodziewa się powtórki

W ujawnionych notatkach z posiedzenia FED dowiadujemy się, że Rezerwa Federalna (oprócz oczywiście gotowości do działania) rozważa sytuację nawrotu epidemii w 2021 roku. Jest to bardzo pesymistyczny scenariusz dla światowej gospodarki, niestety tego typu rozważania pojawiają się coraz częściej. Warto zwrócić uwagę, że 2021 rok będzie o tyle lepszy, że nie będziemy mieć wyborów prezydenckich  w USA.

Indeksy koniunktury w Europie

Poznaliśmy dane z indeksów PMI. Strefa Euro wypadła lepiej od oczekiwań zarówno w indeksie przemysłowym jak również usługowym. Poziomy te, pomimo tego, że są lepsze od oczekiwań, wciąż są relatywnie bardzo niskie. PMI przemysłowy ma wysokość poniżej 40 pkt (wartość 50 pkt rozróżnia rozwój od recesji). W przypadku PMI dla usług wynik jest nadal poniżej 30 pkt.

Dzisiaj dzień wolny zarówno w Szwajcarii jak i Norwegii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polski rynek magazynowy otwiera się na rozwiązania OZE

Planowane przez polski rząd od października 2020 roku wprowadzenie podatku mocowego do stawek za prąd może jeszcze bardziej zachęcić deweloperów do wprowadzenia paneli fotowoltaicznych na terenie swoich parków logistycznych. Naturalnym miejscem instalacji tego typu technologii wydaje się dach magazynu, który niemal przez cały dzień wystawiony jest na działanie promieni słonecznych. Jednak nośność dachu obiektów wielkoformatowych przy obecnych standardach może być niewystarczająca do udźwignięcia dodatkowego obciążenia. W tej sytuacji taka instalacja może również powstać w dowolnym miejscu, które zostanie do tego odpowiednio przygotowane. Przyjmuje się, że na produkcję 1 kilowata potrzeba powierzchni około 8 mkw. Obecna technologia znacząco różni się od pierwszych modeli instalacji fotowoltaicznych. Teraz, panele zasilane są przy dużo mniejszym nasłonecznieniu, ponieważ technologia pozwala na lepsze wychwytywanie promieni.

Rynek w Polsce otwiera się na energię OZE, co widzimy w częstszych zapytaniach. Ponadto w naszej opinii, klienci zainteresowani obiektami BTS lub BTO, a także najemcy wprowadzający się do już istniejących projektów powinni podjąć ten temat podczas negocjacji i renegocjacji. To dobre uzupełnienie do oferty, które może obniżyć koszty związane z prowadzeniem działalności czy samymi opłatami za energię. Co więcej, obecnie obiekty, które maja zainstalowane rozwiązania fotowoltaiczne są bardziej interesującym produktem dla inwestorów.

Właściciel nieruchomości, a w zasadzie właściciel przyłącza energetycznego decyduje czy chce produkować energię bezpośrednio na własne potrzeby czy swojego najemcy. Wówczas korzyść z takiego rozwiązania polega na tym, że koszty dystrybucji w takim przypadku są zerowe, bądź może sprzedać wyprodukowana energię dostawcy energii po cenie rynkowej. Właściciele instalacji produkujących moc pomiędzy 50kW a 500kW nie muszą posiadać koncesji URE.  Co ważne na polskim rynku istnieją już firmy, które proponują różne modele finansowania tej technologii w tym leasing, który w zależności od rodzaju instalacji może się  zwrócić się już po około 7 latach.

Autor: Janusz Gutowski, Dyrektor działu AXI IMMO Services

Trump psuje nastroje

Napięcia na linii USA-Chiny kolejny raz psują nastroje, stając się kotwicą dla rynków za każdym razem, kiedy apetyt a ryzyko stara się wzmocnić. Niewykluczone, że cała nerwowość z ostatnich godzin ponownie usunie się w cień (jeśli lepsze PMI w tym pomogą), choć wydaje się nieprawdopodobne, aby zaostrzenie retoryki Trumpa wobec Chin można było ignorować w nieskończoność i nie wierzyć, że konflikt nie zakłóci oczekiwanego odbicia gospodarczego.

Prezydent USA Donald Trump w tweetach skrytykował władze Chin i oskarżył je o niekompetencje w zarządzaniu epidemią koronawirusa i doprowadzenie do „masowych śmierci na świecie”. Stwierdził też, że dezinformacyjny i propagandowy atak Chin na USA i Europę był „hańbą”. Wcześniej Senat USA uchwalił ustawę, która zwiększa nadzór nad chińskim firmami notowanymi na amerykańskim rynku akcji i przewiduje usunięcie ich z giełdy, jeśli dalej będą unikać kontroli audytorskiej. Groźby związane z handlem i cłami przestały być wystarczające, ale też niepraktyczne w dobie zakłóceń w globalnym łańcuchu dostaw, ale też poleganiu USA na dostawach środków medycznych z Chin. Ale kampania prezydencka trwa i Trump musi szukać innych sposób na okazanie ostrej postawy. Jak na razie zainteresowanie tematem przez rynki jest okresowe i trwa dopóki nic lepszego nie odwróci uwagi. Wciąż dominuje mentalność, że nie ma co się martwić, najgorsze już minęło, a Fed zawsze wszystkich uratuje. Obawa o przegapienie rajdu ryzyka przesłania czynniki ryzyka. Do powszechnego dostępu do szczepionki jeszcze daleko, odmrażanie gospodarki USA odbywa się w dyskusyjny sposób z częstym nieprzestrzeganiem zasad dystansowania społecznego. Ignorowanie ryzyk może się w końcu zemścić, tak jak fatalnie skończyło się lekceważenie zagrożenia koronawirusem.

Ale rynki mają tendencję do życia chwilą i zaraz nastroje mogą zostać odmienione pod wpływem lepszych (na pierwszy rzut oka) danych. Dziś mamy wysyp odczytów PMI z Europy i USA, wobec których są nadzieje na przedstawienie obrazu wyraźnego odbicia w działalności gospodarczej po pogrążonym w lockdownie kwietniu. W strefie euro po rekordowych spadkach wskaźników w ubiegłym miesiącu i ustaleniu wyjątkowo pesymistycznego punktu odniesienia, majowa rewizja powinna wskazać wyższy odczyty. Ale wyniki prawdopodobnie pozostaną poniżej 50 pkt., tj. firmy łącznie będą oceniać, że sytuacja pozostaje gorsza niż miesiąc wcześniej. Nawet jeśli warunki lockdownu będą łagodzone i kolejne odczyty PMI wyjdą ponad 50 pkt., będzie to tylko informować o poprawie z „bardzo źle” na „dalej źle”. Minie wiele miesięcy, zanim wskazania PMI przestana informować o ponurym klimacie dla działalności gospodarczej.

W Wielkiej Brytanii podejście do wskaźników PMI będzie takie samo, jak w strefie euro – wyżej niż miesiąc wcześniej wcale nie znaczy, że jest lepiej. Firmy w dalszym ciągu mogą widzieć zagrożenia dla swojej działalności w przyszłości i ich oczekiwania będą silnie negatywne. Wraca też kwestia brexitu i braku postępów w negocjacjach umowy handlowej ze strefą euro, co może ograniczać optymizm przedsiębiorców na odbudowę aktywności gospodarczej. Słabe dane mogą podsycić presje sprzedaży GBP, która nasiliła się w ostatnich dnach. W USA indeksy PMI dla przemysłu i usług powinny uklepywać dno z mocniejszym odbiciem w sektorze usług, który powinien postępować wraz ze stopniowym odmrażaniem gospodarki. Ważniejszy w USA może być jednak raport o wnioskach o zasiłek, który powinien pokazać dalsze słabnięcie tempa przyrostu bezrobotnych, a spadek liczby osób kontynuujących pobieranie zasiłku pozwoli określić szybkość odbudowy rynku pracy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Analiza danych dotyczących rozwoju pandemii COVID-19

W województwie śląskim nadal notuje się duże przyrosty nowych potwierdzonych zakażeń – około 275 dziennie (w całej Polsce 20 maja odnotowano 471 przypadków). W ostatnich kilku dniach doszło natomiast do spadku wykrytych zachorowań w województwie dolnośląskim – to pierwszy taki sygnał w tym rejonie. Mamy więc nadal do czynienia z „Polską dwóch prędkości”. Tempo transmisji wirusa na świecie utrzymuje się na podobnym poziomie – około 80-90 tys. nowych potwierdzonych przypadków dziennie. covid-12-mapa covid-12-slask-vs-reszta

Na świecie potwierdzono już niemal 5 milionów zakażeń, z czego 75% (3,7 miliona) pochodzi z 12 krajów, w których wykryto łącznie 100 tys. i więcej infekcji. W Europie liczba nowych potwierdzonych zakażeń znacząco maleje, większość krajów osiągnęła istotne postępy lub nawet zwycięstwo w walce z koronawirusem. Sytuacja w Stanach Zjednoczonych wydaje się być opanowana. Dynamiczny wzrost infekcji nadal można obserwować w Ameryce Południowej, głównie w Brazylii i Peru, a także w Indiach i Iranie.covid-12-top-100k

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 21.05.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Jak w kwietniu zmieniła się oferta deweloperów?

Koronawirus zdecydowanie wpłynął na sprzedaż deweloperów oraz liczbę nowych ofert z kwietnia 2020 r. Sprawdzamy, gdzie miesięczne zmiany były największe. 

Kwiecień bieżącego roku można uznać za pierwszy miesiąc, w którym epidemia koronawirusa wywierała bardzo duży wpływ na rynek pierwotny. W marcu deweloperzy wprowadzali na rynek jeszcze wiele inwestycji zaplanowanych i przygotowanych na fali bardzo dobrej sprzedaży. Trzeci miesiąc roku przyniósł również finalizację transakcji uzgodnionych w rekordowo dobrym sprzedażowo styczniu i lutym.

Potwierdzenie stanowią dane wskazujące, że w skali całego kraju marcowa liczba nowych ofert i sprzedanych nieruchomości deweloperskich była zbliżona do średniej z minionego roku. Kwiecień przyniósł ogólnopolskie pogorszenie wyników dotyczących sprzedaży i liczby nowych ofert deweloperskich. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, gdzie miesięczne zmiany były największe. Okazuje się, że nie wszędzie kwietniowa sprzedaż spadła.

Spadek dotyczący nowych ofert ze stolicy nie był duży

Warto przyjrzeć się statystykom dotyczącym zmiany liczby nieruchomości deweloperskich, które zostały wprowadzone na rynek w marcu i kwietniu 2020 r. Poniższy wykres przedstawia informacje na ten temat z dwudziestu najważniejszych rynków w Polsce oraz pozostałych lokalizacji (uwzględnionych razem). Dane, które eksperci RynekPierwotny.pl przedstawili na wykresie informują na przykład, że w kwietniu liczba nowych mieszkań wprowadzonych do stołecznej oferty spadła o 11% względem marca. To niezbyt duża zmiana zważywszy na okoliczności rynkowe. O wiele większe spadki odnotowano między innymi na terenie Krakowa (-44%), Gdańska (-89%) oraz Poznania (-74%).

Pewnym zaskoczeniem wydają się natomiast duże dodatnie zmiany liczby nowych propozycji deweloperów z Wrocławia (+35%), Lublina (+69%) i Bydgoszczy (+38%). Na kilku mniejszych rynkach odnotowano jeszcze większe wzrosty. Przykład stanowi pow. poznański (+571%) oraz Szczecin (+413%). Z kolei w Gliwicach deweloperzy zrezygnowali z nowych inwestycji. Kolejnym ciekawym faktem jest tylko minimalna zmiana liczby nowych lokali i domów, które w kwietniu wprowadzono do sprzedaży na rynkach spoza pierwszej dwudziestki.Kwiecień rynek RP miasta wyk.1

Miesięczna sprzedaż „M” wzrosła na przykład w Gdyni

Informacje dotyczące sprzedaży deweloperów również wskazują, że kwietniowe zmiany nie wszędzie były ujemne. Przykładowo w Gliwicach sprzedaż nowych mieszkań wzrosła około trzykrotnie względem marca (+201%). Duże wzrosty odnotowano też na terenie pow. wejherowskiego (+176%) i wołomińskiego (+78%), Gdyni (+66%), pow. warszawskiego zachodniego (+48%), pruszkowskiego (+47%) oraz poznańskiego (+32%).

W skali całego kraju, kwietniowy bilans sprzedaży był jednak mocno ujemny (-41%), co wynikało między innymi ze sporych miesięcznych spadków widocznych na terenie Warszawy (-63% względem marca), Krakowa (-68%), Poznania (-66%) oraz Łodzi (-61%). Zaskakująco dobrze w kwietniu radził sobie natomiast wrocławski oraz gdański rynek pierwotny. Na pierwszym z nich odnotowano miesięczny spadek sprzedaży o jedną piątą, co jest dobrym wynikiem w obecnych okolicznościach. Z kolei kwietniowa sprzedaż nowych „M” na terenie Gdańska spadła tylko o 6% (zobacz poniższa tabela).

Pojawiają się optymistyczne sygnały dla deweloperów

Kwiecień oprócz sporego spadku sprzedaży nowych „M” przyniósł informacje, które są bardziej optymistyczne dla deweloperów. Przykładowo prognoza Komisji Europejskiej zakłada, że polska gospodarka będzie jedną z najmniej dotkniętych kryzysem i odrobi prawie całą stratę PKB w 2021 r. Ta sama projekcja KE mówi również o wzroście bezrobocia do poziomu 7,5% pod koniec bieżącego roku. Wiele wcześniejszych prognoz było bardziej pesymistycznych. Jeżeli kolejne przewidywania makroekonomistów oraz sygnały z krajowej gospodarki będą pozytywne, to deweloperzy poczują się o wiele pewniej. Wpłynie to m.in. na poziom rabatów i liczbę promocji.Kwiecień rynek RP miasta tab.1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Średnia odwiedzalność obiektów handlowych utrzymuje się na wysokim poziomie

Polska Rada Centrów Handlowych przedstawiła podsumowanie wskaźników odwiedzalności po drugim tygodniu szerszych otwarć obiektów handlowych. Dzienne poziomy odwiedzalności z 90 centrów handlowych z całej Polski w drugim tygodniu otwarć wyniosły zależnie od dnia od 60% do aż 68% w stosunku do analogicznego okresu 2019 r.

Jak pokazują wskaźniki odwiedzalności w drugim tygodniu po ponownym otwarciu obiektów handlowych (11-17 maja) utrzymują się na poziomie od 60% do 68% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wyniki te różnią się minimalnie zależnie od wielkości obiektu czy regionu. Dane zostały pozyskane od zarządców 90 centrów i parków handlowych w Polsce, których łączna powierzchnia najmu wynosi 3,2 mln m. kw., co stanowi reprezentację aż 26% całości rynku.

W stosunku do pierwszego tygodnia otwarć, nastąpiło wyrównanie odwiedzin klientów w dni robocze i wynosi ono średnio 67%. W sobotę, 16 maja, odwiedzalność była wyższa o 10% w stosunku do zeszłego tygodnia i wyniosła 60%. Wyższe wskaźniki odwiedzalności, podobnie jak w ubiegłym tygodniu, odnotowano w przypadku małych i średnich centrów – 71% wobec tego samego okresu z zeszłego roku. Duże i bardzo duże obiekty notowały odwiedzalność średnio na poziomie 62%.

Najwyższą średnią odwiedzalność odnotowano w regionach: Północnym (72%), Południowym (68%) i Północno-Zachodnim (67%), natomiast najniższą w regionach Południowo-Zachodnim (63%) oraz Wschodnim (61%).

Drugi tydzień otwarcia obiektów handlowych dla szerszego grona klientów pokazał, że Polacy nie zrezygnowali z odwiedzin w galeriach czy parkach handlowych. Notujemy nawet minimalne wzrosty w stosunku do ubiegłego tygodnia. Z niecierpliwością czekamy na wyniki bieżącego tygodnia, po ponownym otwarciu stref gastronomicznych, a także salonów kosmetycznych i fryzjerskich, które zostały uruchomione w nowym reżimie sanitarnym – podkreśla Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager PRCH.

Obiekty handlowe dobrze przygotowały się do nowych wymogów sanitarnych pozwalających na bezpieczne zakupy, dzięki czemu klienci mogą bez obaw odwiedzać centra handlowe – dodaje Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH. – Jeżeli trend ten utrzyma się i klientów będzie więcej, rząd powinien już teraz zaplanować możliwość otwarcia sklepów i usług także w niedziele, co pozwoli na rozłożenie ruchu na poszczególne dni tygodnia. Byłaby to również szansa dla wielu przedsiębiorców na nadrabianie dwumiesięcznych strat, wynikających z zamknięcia placówek. Pozwoli to również na ustabilizowanie sytuacji na rynku pracy. Przypomnijmy, że obecne ograniczenia wciąż obowiązują dla kin i branży rozrywkowej, a one także po otwarciu będą mogły przyjmować ograniczoną liczbę osób w związku z regułami dystansowania. Polacy będą szukać większej swobody do korzystania z różnych typów placówek po tak długim ograniczeniu.

Infoscan kończy pierwszy etap prac nad nowym urządzeniem do domowej diagnostyki bezdechu sennego oraz innych zaburzeń

Firma telemedyczna Infoscan zakończyła I etap prac nad nowym urządzeniem do domowej diagnostyki bezdechu sennego oraz innych zaburzeń. Spółka otrzymała od AMC TECH – podmiotu odpowiedzialnego za projekt nowego urządzenia pełną specyfikację techniczną nowego rejestratora, który oprócz diagnostyki pod kątem bezdechu sennego będzie służył również do badań typu EKG, EEG oraz EMG. W związku z tym kontrahent rozpoczyna kolejny etap prac polegający na przygotowaniu projektu obudowy oraz elektroniki nowego rejestratora. Gotowa wersja urządzenia ma ukazać się na rynku w I połowie 2021 roku. Zarząd Infoscanu podkreśla, że pozwoli ono osiągnąć wyższe przychody, zwiększyć marżę ze sprzedaży oraz przyspieszy uzyskanie certyfikacji w USA oraz na innych rynkach.

– Zgodnie z harmonogramem otrzymaliśmy od wykonawcy pełną specyfikację naszego nowego urządzenia. Jest to bardzo duże osiągnięcie, ponieważ stanowi punkt wyjścia do dalszych prac polegających na wykonaniu projektu obudowy oraz elektroniki nowego rejestratora. Zakładamy, że realizacja tego etapu zajmie wykonawcy około 5 miesięcy i zakończy się przygotowaniem prototypowej wersji rejestratora – komentuje Piotr Sobiś, prezes zarządu Infoscan S.A.

Nowe urządzenie opracowywane przez Infoscan będzie zawierało 3 moduły: ZOPS, służący do diagnostyki zaburzeń oddychania podczas snu, POX służący do pulsoksymetrii, czyli badania pod kątem niewydolności oddechowej oraz moduł EKG/EEG/EMG. Będzie on pozwalał pacjentom wykonywać badania typu holter EKG w celu wykrycia zaburzeń pracy serca oraz układu krążenia. Ponadto nowy moduł da możliwość wykonania badań EEG oraz EMG, które przeprowadza się w celu wykrycia zaburzeń funkcjonowania mózgu oraz układu nerwowego.

Urządzenie nowej generacji przygotowywane przez AMC ma docelowo zastąpić oferowane obecnie przez Infoscan rozwiązanie MED Recorder, które służy do diagnostyki zaburzeń oddychania podczas snu. Nowe funkcjonalności urządzenia oraz elastyczność w konfiguracji modułów pozwolą Spółce w pełni wykorzystać dynamiczny rozwój rynku MedTech. Będą także dodatkowym atutem przy certyfikacji FDA oraz na innych rynkach. Prace nad najnowszą generacją rozwiązania wpisują się w plany rozwoju Spółki na lata 2020-2022.

– Nowe urządzenie pozwoli rozszerzyć wachlarz oferowanych usług diagnostycznych m.in. o wykrywanie zaburzeń układu krążenia oraz nerwowego. Pandemia koronawirusa bardzo przyspieszyła rozwój telemedycyny oraz szeroko pojętej medycyny zdalnej. Chcemy oczywiście uczestniczyć w tym rozwoju dlatego jako priorytet stawiamy wprowadzenie nowego rejestratora na rynek w I połowie przyszłego roku. Aby zabezpieczyć finansowanie prac nad urządzeniem zdecydowaliśmy się na uruchomienie dwóch transz finansowania od Inwestora jednocześnie. – komentuje Maciej Nowak, wiceprezes zarządu Infoscan S.A. – Specyfika nowego urządzenia będzie również dostosowana do warunków rynku amerykańskiego, co będzie bardzo dużym atutem w procesie certyfikacji FDA  – dodaje.

14 maja br. Infoscan poinformował o wyemitowaniu kolejnych dwóch transz obligacji zamiennych na akcje w ramach umowy inwestycyjnej z funduszem European High Growth Opportunities Securitization Fund. W ramach transakcji Spółka przydzieliła Inwestorowi obligacje o wartości nominalnej 1,5 mln zł. Środki pozyskane w ramach emisji zostaną przeznaczone na dalsze prace nad nową wersją urządzenia MED Recorder oraz rozwój platformy telemedycznej Osascan.

Jarosław Jaworski, został nowym Przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów

Jarosław Jaworski, Country Manager Coface w Polsce, został nowym Przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów. Wyboru dokonali jednomyślnie członkowie KW.

Walne Zgromadzenie Członków PZF 8 maja 2020 r. powołało Jarosława Jaworskiego, dotychczasowego Członka Komisji Rewizyjnej, do składu Komitetu Wykonawczego. Głosowanie odbyło się w związku z końcem kadencji Sebastiana Grabka, dotychczasowego Przewodniczącego.

Następnie Komitet Wykonawczy na posiedzeniu 15 maja 2020 r. wybrał Jarosława Jaworskiego na Przewodniczącego.

Jarosław Jaworski nadzoruje rozwój wszystkich obszarów działalności grupy Coface w Polsce: ubezpieczenia należności, faktoringu, informacji gospodarczej oraz windykacji B2B.

Do Coface dołączył w 2006 roku, biorąc na siebie odpowiedzialność za wprowadzenie na polski rynek spółki faktoringowej Coface, która obecnie jest jednym z liczących się graczy na rynku i największym faktorem niebankowym w Polsce. Przez wiele lat był Członkiem Komitetu Wykonawczego i Komisji Rewizyjnej PZF.

Obecnie Komitet Wykonawczy PZF działa w składzie: Jarosław Jaworski – Przewodniczący, Jerzy Dąbrowski – Wiceprzewodniczący, Konrad Klimek – Wiceprzewodniczący i Andrzej Żbikowski – Wiceprzewodniczący.

W związku z przejściem Jarosława Jaworskiego z Komisji Rewizyjnej do Komitetu Wykonawczego, Walne Zgromadzenie Członków PZF uzupełniło skład Komisji. Wybrało do niej Macieja Wituckiego, Prezesa Zarządu BPS Faktor S.A.

Obecnie Komisja Rewizyjna działa w składzie: Stanisław Atanasow, Paweł Kacprzak, Maciej Witucki.

Psychologia i informatyka, czyli humanizowanie technologii

Nowy kierunek Psychologia i informatyka jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku pracy, w którym poszukiwani są specjaliści łączący kompetencje analityczne i informatyczne z umiejętnościami społecznymi oraz rozumiejący procesy społeczne i psychologiczne.

Uniwersytet SWPS od października 2020 roku uruchamia nowy kierunek Psychologia i informatyka, który jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku pracy. Obecnie poszukiwani są specjaliści łączący kompetencje analityczne i informatyczne z umiejętnościami społecznymi oraz rozumiejący procesy społeczne i psychologiczne. To autorski program studiów, w trakcie którego zdobywa się praktyczną wiedzę z bardzo różnych dziedzin, jak psychologia i informatyka. Psychologia stała się dziedziną nauki nierozerwalnie związaną ze światem AI. Podczas zajęć student pozna szczegóły funkcjonowania mózgu, dowie się w jaki sposób przebiega proces uczenia się i zapamiętywania oraz dlaczego ludzie różnią się między sobą i jakie mają potrzeby. Natomiast wiedza o programowaniu, sieciach neuronowych, tworzeniu aplikacji, automatycznej analizie obrazu, technikach i narzędziach uczenia maszynowego oraz nowoczesnych technologiach jest niezbędna, żeby zacząć się poruszać w środowisku sztucznej inteligencji. Dzięki temu można projektować praktyczne zastosowania AI, trenować sztuczną inteligencję, zarządzać nią oraz dokonywać skomplikowanych analiz, testów i badań, co jest kluczowe w pracy w sektorze zaawansowanych technologii. Firmy muszą nadążać za oczekiwaniami konsumentów. Dzięki takiemu podejściu do projektu powstają systemy, maszyny czy aplikacje spełniające oczekiwania biznesowe i społeczne.

Artificial Intelligence – psychologia sztucznej inteligencji

Psychologia sztucznej inteligencji (AI) to studia, które wprowadzają zarówno w świat mechanizmów funkcjonowania ludzkiej psychiki, jak i AI, Data Science czy Machine Learning. Stanowią początek niezwykłej podróży, podczas której poznaje się proces tworzenia produktu z wykorzystaniem technologii AI – produktu, który powstaje z myślą o człowieku i jego potrzebach. Humanizowanie technologii pozwoli na projektowanie modeli zachowań inteligentnych, dzięki którym roboty są zdolne do podejmowania decyzji, uczenia się i rozumowania abstrakcyjnego. Student tego kierunku dowie się, jak robić research, współpracować z programistami, wdrażać i modyfikować przygotowany algorytm. Rozpocznie przygodę z tworzeniem innowacyjnych i odpowiedzialnych społecznie rozwiązań technologicznych, które podnoszą jakość ludzkiego życia.

Psychologia sztucznej inteligencji jest efektem naturalnego zainteresowania psychologów fascynującymi się rezultatami praktyków AI w domenach tradycyjnie kojarzonych z tą dziedziną wiedzy. Te obszary to: język naturalny, procesy uczenia się, spostrzeganie, rozumowanie i pamięć. Moim zdaniem obie dziedziny wiedzy i praktyki biznesowej silnie się przenikają, a nowy kierunek jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku na specjalistów, którzy łączą wiedzę z tych obszarów – mówi dr Marcin Jaworski, psycholog, współtwórca kierunku Psychologia sztucznej inteligencji.

Po studiach AI można zostać trenerem sztucznej inteligencji, Junior Python Developer albo specjalistą ds. Machine Learning.

UX Research & Design – analityka i projektowanie interfejsów

Ścieżka UX research & design to projektowanie usług i produktów cyfrowych tak, aby odpowiadały na potrzeby użytkowników i wzbudzały pozytywne uczucia, a korzystanie z nich było intuicyjne i przyjemne. Na naszych studiach można poznać najnowsze trendy w projektowaniu User Experience. Przejść całą ścieżkę tworzenia produktu, począwszy od zbadania potrzeb, zrobienia researchu i przeprowadzenia wywiadów z potencjalnymi użytkownikami, poprzez projektowanie rozwiązań, makietowanie i prototypowanie, kończąc na projekcie interfejsu.

Po studiach z analityki i projektowania interfejsów można zostać UX Strategist, UX Researcher lub UX Designer.

Oba programy można realizować w trybie studiów stacjonarnych przez 3,5 roku. Wykształcony na naszym kierunku specjalista będzie potrafił zidentyfikować i zbadać potrzeby przyszłych użytkowników i zaimplementować uzyskane wyniki, tworząc nowy produkt lub usługę. Będzie również świadomy szerszego kontekstu społeczno-kulturowego i konsekwencji, jakie niesie za sobą stworzenie unikatowego produktu informatycznego (odpowiedzialność społeczna). Kierunek oparty jest o silne standardy etyczne, głębokie rozumienie współczesnych problemów cywilizacyjnych i zagrożeń globalnych oraz związków tych kwestii z nowymi technologiami i rosnącymi potrzebami użytkowników.

Elastyczność i patriotyczne współdziałanie – logistyka w dobie koronawirusa

Dopasowanie usług do nowych zachowań konsumentów, analiza bieżących potrzeb producentów świeżej żywności, dostosowanie do innego funkcjonowania sklepów – to wyzwania, z jakimi musiała zmierzyć się logistyka z powodu COVID-19. Teraz powinniśmy skoncentrować się na wzmacnianiu lokalnego łańcucha dostaw – mówi Piotr Pietrzykowski, prezes firmy Green Factory Logistics.

Koronawirus w ciągu kilku chwil całkowicie zmienił sposób funkcjonowania wielu branż. Jak wyglądało to w przypadku logistyki świeżych produktów spożywczych?

Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics: Podobnie jak dla innych firm, ta sytuacja wymagała od nas całkowitego przeorganizowania naszej pracy. Nie mieliśmy na to wiele czasu, decyzje musieliśmy podejmować praktycznie natychmiast, ponieważ logistyka nigdy się nie zatrzymuje. Działamy 7 dni w tygodniu 24 godziny na dobę, tak aby każdego dnia konsumenci znajdowali na półkach swoje ulubione produkty, których nie da się dostarczyć na zapas chociażby dlatego, że mają krótki termin przydatności. Nasza dyspozycyjność okazała się ważna zwłaszcza w dobie epidemii, bo od tego zależało bezpieczeństwo żywnościowe wielu Polaków. Dlatego wszystkie regulacje wprowadzaliśmy praktycznie od ręki. Najważniejszą kwestią na początku było oczywiście zapewnienie bezpieczeństwa naszym pracownikom, którzy musieli być na miejscu, aby ciągłość dostaw nie została zakłócona. Wzmocniliśmy standardy higieniczne, m.in. zapewniliśmy zespołom maseczki, przyłbice, rękawiczki, wprowadziliśmy dezynfekcję przy wejściu oraz wyjściu z magazynów, zarządziliśmy półgodzinne przerwy między zmianami. Wprowadziliśmy ozonowanie pomieszczeń, zwiększyliśmy częstotliwość mycia naczep chłodniczych, zabroniliśmy wstępu do magazynów osobom, które nie są bezpośrednio związane z tym miejscem pracy. Zadbaliśmy o to, aby przewozy wymagały jak najmniejszej liczby załadunków i rozładunków towaru oraz jeszcze bardziej rygorystycznie kontrolowaliśmy temperaturę na każdym etapie dostawy. Można śmiało powiedzieć, że pracownicy logistyki okazali się ukrytymi bohaterami, którzy ani na chwilę nie zaniechali swoich obowiązków, mających wpływ na komfort całego społeczeństwa i udowodnili, że na nich zawsze można liczyć.

Co okazało się najważniejsze, żeby dostosować się do nowych wymogów rynku?

Niewątpliwie była to elastyczność. To cecha, która pozwoliła przetrwać wielu firmom. Ci, którzy szybko dopasowali się do nowej rzeczywistości i nie zostali objęci odgórnymi zakazami funkcjonowania, mieli większą szasnę, aby zminimalizować straty. Procesy logistyczne zazwyczaj planujemy w oparciu o historyczne dane. Wiemy na przykład, na jakie produkty zwiększa się zapotrzebowanie w okresie Wielkanocy, majówki, czy gdy na dworze robi się coraz cieplej. Koronawirus sprawił, że wszystkie te doświadczenia straciły na znaczeniu. Nie mieliśmy do czego się odnieść, bo ludzkość od dawna nie była poddana podobnej próbie. To wszystko sprawiło, że koszyk zakupowy zmienił się z dnia na dzień. Ludzie częściej kupowali na przykład mięso, ponieważ wielu Polaków zostało odesłanych na home office, restauracje zostały zamknięte i nawet osoby, które wcześniej tego nie robiły, zaczęły gotować w domu. Limity wprowadzone do sieci spożywczych sprawiły, iż chodziliśmy do sklepów rzadziej, ale wychodziliśmy z pełnymi siatkami, żeby codziennie nie stać w kolejkach. I do tych nowych konsumenckich zachowań musieliśmy się dostosować. Tym samym czasem mieliśmy ogromne piki w dostawach, a czasem musieliśmy rozkładać je w czasie.

To chyba oznaczało każdego dnia planowanie pracy zupełnie od nowa?

Przede wszystkim sytuacja wymagała rozmowy z każdym naszym biznesowym partnerem i opracowywania naprawdę indywidualnych rozwiązań. Także nasi klienci analizowali, jak dopasować dystrybucję swoich towarów do nowych trendów. Warto podkreślić, że nasza otwartość na zmiany była ważna, ponieważ przekładała się bezpośrednio nie tylko na nasze ekonomiczne bezpieczeństwo, ale też na zysk polskich producentów żywności. Ułatwialiśmy im zachowanie ciągłości sprzedaży i dotarcie do odbiorców w sposób najbardziej optymalny dla odbiorcy końcowego, który decyduje czy dany towar znajdzie się w jego koszyku.

Epidemia sprawiła, że wiele firm musiało odłożyć w czasie swoje plany inwestycyjne. Jak to wygląda w przypadku branży logistycznej?

Wprost przeciwnie. Dostaliśmy kolejny dowód na to, że tylko rozwój pozwoli nam przygotować się na to, co nieprzewidywalne, a coraz częstsze w naszej rzeczywistości. Należy pamiętać, że na nasze otoczenie wpływ mają chociażby zmiany klimatyczne i to one będą kształtować przyszłość, w której będziemy musieli się odnaleźć. Dlatego planujemy rozbudowywać naszą siatkę dystrybucji oraz specjalistyczną flotę. Budujemy także nowy magazyn do obsługi procesów stokowych w Błoniach koło Warszawy. Ma zostać oddany do użytku jeszcze w czerwcu. To pozwoli nam zapewnić jeszcze większe bezpieczeństwo i sprawność realizowanych przez nas usług.

Proponuje pan firmom, aby włączyły się do zainicjowanej przez pana akcji „Świat na zakręcie: solidarni w biznesie”. Jej głównym przesłaniem jest promowanie patriotyzmu ekonomicznego. Czy pana zdaniem jest to metoda na wyjście z recesji?

Otwarta gospodarka oraz swobodny przepływ towarów i usług jest niewątpliwie ogromną wartością naszych czasów. Jednak koronawirus boleśnie doświadczył pod względem ekonomicznym niemal wszystkie kraje. Bardzo szybko załamał też globalny łańcuch dostaw: przewożenie produktów z różnych zakątków okazało się utrudnione, podobnie jak proces kontroli. Konsumenci szybko zaczęli oceniać to, co lokalne jako pewniejsze, lepiej sprawdzone. Badania pokazują, że za sprawą COVID-19 na wartości znacznie zyskały takie wartości jak jedność i współpraca.
W tej sytuacji wiele rządów zdecydowało się na promowanie rodzimych podmiotów, np. Francja, czy Japonia. Trudno się dziwić, bo w tych okolicznościach to jak najbardziej zrozumiałe i sensowne działanie. Także w Polsce warto wspierać rodzimych partnerów. Koronawirus to trudne wyzwanie nie tylko dla firm, ale dla wszystkich Polaków, dlatego musimy grać do jednej bramki. Chcemy wspierać polski łańcuch dostaw, bo chcemy ratować polskie miejsca pracy. Myślimy globalnie – o wielkich celach i optymalnych korzyściach, ale działamy lokalnie, bo zatrudniamy tutejszych ludzi, tu płacimy podatki.

Jak ta współpraca między firmami miałaby wyglądać na co dzień?

Chcemy zachęcić do szerokiej dyskusji na ten temat. Na pewno bardzo ważne jest zapewnienie partnerom bezpieczeństwa: zagwarantowanie im, że nie zostawimy ich z dnia na dzień w trudnej sytuacji tylko razem będziemy pracować nad jej sensownym rozwiązaniem. COVID-19 pokazał, że problem jednego podmiotu pociąga za sobą problemy innych. Inna istotna kwestia to uczciwe warunki płacowe oraz optymalizacja kosztów – tak aby marże pozwalały na godny zysk obu stronom. Dopasowywanie się do realnych potrzeb partnerów i wyznaczanie wspólnych społecznych celów, które można zrealizować w danym obszarze, łącząc siły, to kolejne propozycje. Mam nadzieję, że uda nam się wypracować zasady, które będą stawiać właśnie na wspomniane już współdziałanie.

Prof. dr hab. Grzegorz Mazurek rektorem Akademii Leona Koźmińskiego

18 maja br. Rada Powiernicza Akademii Leona Koźmińskiego, której przewodniczy założyciel uczelni i jej pierwszy rektor, prof. Andrzej K. Koźmiński, wybrała na przyszłego rektora Akademii Leona Koźmińskiego prof. dr hab. Grzegorza Mazurka (43 l.), wcześniej wyłonionego jako elekt w tajnym głosowaniu senatu uczelni. 1 września 2020 r. obejmie on funkcję rektora w miejsce prof. Witolda T. Bieleckiego.

– Oddajemy najlepszą polską uczelnię biznesową w ręce prawdopodobnie najmłodszego rektora w Polsce i jednego z najmłodszych profesorów tytularnych. To znak czasów
i kierunek, jaki obrały najlepsze szkoły wyższe na Zachodzie. W mojej ocenie, ze względu
na dotychczasowe dokonania prof. dr hab. Grzegorza Mazurka, problematykę transformacji cyfrowej jaką zajmuje się zawodowo od wielu lat oraz szerokie doświadczenie biznesowe,
to słuszna i perspektywiczna decyzja – uzasadnił wybór Rady prof. Andrzej Koźmiński.

– Mamy mocne fundamenty, na które składa się kultura organizacyjna, etyka pracy i uznana marka uczelni. Teraz potrzebujemy zmiany pokoleniowej, która potwierdzi nowoczesność naszych studiów, światowy poziom prowadzonych badań i umocni naszą pozycję na rynku międzynarodowym. Profesor Grzegorz Mazurek spełnia wszelkie warunki, by stać się doskonałym rektorem na nowe czasy po koronawirusie – mówi prof. Witold T. Bielecki, odchodzący po 9 latach pełnienia funkcji rektor ALK, który związany jest z uczelnią
od samego początku.

Rada Powiernicza podziękowała rektorowi Bieleckiemu za dwie udane kadencje słowami: „uczynił Akademię Leona Koźmińskiego antykruchą”, co oznacza, że dobrze ją przygotował także na kryzys, który teraz przeżywamy w związku z COVID-19. Uczelnia pracuje w trybie online od pierwszego dnia izolacji, wszystkie zajęcia, obrony prac dyplomowych i wydarzenia akademickie odbywają się zdalnie. Uczelnia szeroko angażuje się też w działalność społeczną i charytatywną. Pierwszy semestr nauki w roku akademickim 2020/2021 jest zaplanowany jako „online ready”, choć wszyscy mamy nadzieję, że zajęcia będą mogły odbywać się już w normalnym trybie, stacjonarnie.

Prof. dr hab. Grzegorz Mazurek jako rektor ALK będzie zarządzał ponad 10-tysięczną społecznością akademicką, z czego 9 tys. to studenci i doktoranci. Uczelnia jest najlepszą prywatną instytucją akademicką w Polsce i należy do czołówki uczelni biznesowych
w Europie. W ostatnim rankingu „Financial Times” ALK znalazła się na 48. Miejscu
na kontynencie, równocześnie po raz kolejny potwierdzając pozycję lidera regionu środkowo-wschodniej Europy. Jako jedyna szkoła biznesu w Polsce i całym regionie
ma potrójną międzynarodową akredytację AACSB, EQUIS i AMBA, podkreślającą jakość kształcenia i prestiż uczelni. ALK ma też duże osiągnięcia w umiędzynarodowieniu – poza światowym poziomem badań naukowych, studiuje tu 1,5 tys. obcokrajowców z 80 krajów. Wiele programów studiów realizuje się w języku angielskim. Przykładowo, studia magisterskie z finansów „Financial Times” uznał w 2018 roku za 17. studia na świecie,
a studia magisterskie z zarządzania w 2019 za 42. na świecie.

– Objęcie stanowiska rektora Akademii Leona Koźmińskiego i szerokie wsparcie społeczności Akademii dla mojej kandydatury traktuję jako wielki zaszczyt i wyraz zaufania
dla zaproponowanej wizji budowania uczelni nowoczesnej, rozumiejącej współczesny świat, odpowiedzialnej za rozwój swoich studentów. Uczelni, która poprzez swoją pozycję na arenie międzynarodowej, innowacyjne programy studiów, światowej klasy badania naukowe i ścisłą współpracę ze środowiskiem instytucjonalnym i gospodarczym ma realny wpływ na rzeczywistość. W mojej wizji Koźmiński jest wyjątkową uczelnią na wyjątkowe czasy – mówi prof. dr hab. Grzegorz Mazurek.

Rektor-elekt jest związany z uczelnią od 15 lat, a od 8 lat pełni rolę prorektora ds. współpracy z zagranicą. Do jego osiągnięć organizacyjnych należy m.in. doprowadzenie do strategicznego aliansu ALK z najstarszą uczelnią biznesową w Europie – ESCP Business School, skuteczne wdrożenie nowych kierunków studiów związanych z wirtualizacją zarządzania (www.internet.kozminski.edu.pl ). Angażuje się w działania na rzecz całego środowiska akademickiego działając m.in. w KRASP, EFMD, SEM Forum i NAWA. Jest prezydentem International Advisory Board francuskiej uczelni biznesowej ISC Paris. W latach 2016-18 doradzał Ministrowi Cyfryzacji.

W pracy badawczej specjalizuje się w tematyce transformacji cyfrowej organizacji, e-handlu
i marketingu cyfrowego. Szczególnie interesuje się zmianami, jakie procesy digitalizacji wywołują w sektorze szkolnictwa wyższego. Jest autorem licznych publikacji i książek na ten temat, jego pełny dorobek naukowy jest dostępny m.in. w Google Scholar i Research Gate. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i Uniwersytetu w Tilburgu (Holandia), doktorat obronił w SGH w 2005 r., habilitację i tytuł profesora uczelnianego  Akademii Leona Koźmińskiego uzyskał w 2012 roku, a 11 maja br. Prezydent RP nadał
mu tytuł profesora nauk społecznych.

Prof. dr hab. Grzegorz Mazurek był wielokrotnie nagradzany za osiągnięcia publikacyjne
i naukowe. W 2014 roku uzyskał medal Komisji Edukacji Narodowej za szczególne zasługi
dla oświaty i wychowania. W 2015 roku wyróżniono go statuetką LUMEN, wręczaną dla liderów zarządzania uczelnią (kategoria: umiędzynarodowienie). W 2017 roku otrzymał statuetkę Eduinspirator (FRSE) dla osób, które działają aktywnie w obszarze edukacji, przyczyniając się do pozytywnych zmian w otoczeniu. W 2020 roku wyróżniono go nagrodą Gwiazda Umiędzynarodowienia w kategorii Badania naukowe, przyznawaną przez fundację „Perspektywy”. W trakcie kadencji prof. dr hab. Grzegorza Mazurka, Akademia Leona Koźmińskiego była wielokrotnie uznawana za najbardziej umiędzynarodowioną szkołę wyższą w Polsce.

Prof. Grzegorz Mazurek urodził się 27 grudnia 1976 r. w Przemyślu. Jest żonaty, ma trójkę dzieci. Jest zapalonym biegaczem i wspina się w górach. Słucha rocka lat 60. i jazzu. Jako miłośnik motoryzacji jest uzależniony od dźwięku harleya i mocnych silników benzynowych napędzających tzw. muscle cars. W wolnym czasie planuje podjąć studia z archeologii śródziemnomorskiej i szlifować jego zdaniem najpiękniejszy – poza polskim – język: portugalski (witryna internetowa rektora elekta: www.gmazurek.pl).

Auxilia S.A. miała ponad 2,26 mln zł zysku netto w 1 kw. 2020 roku

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, wypracowała ponad 2,26 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym w 1 kw. 2020 r. przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 4,83 mln zł. Był to bardzo udany okres dla Grupy, co potwierdzają osiągnięte wyniki finansowe i ich bardzo duża progresja w ujęciu rdr.

Auxilia S.A. zanotowała w 1 kw. 2020 r. ponad 2.265 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym wobec 1.204 tys. zł w analogicznym okresie 2019 r przy wzroście przychodów netto ze sprzedaży do 4.830 tys. zł z 3.618 rok wcześniej. Spółka osiągnęła zatem ponad 88% wzrost zysku netto w ujęciu rdr. oraz zwiększyła przychody o ponad 33%. Najistotniejszym czynnikiem poprawy wyników finansowych jest realizacja umowy ramowej z PHI Wierzytelności S.A., której efektem jest quasi-sekurytyzacyjny model monetyzacji portfela wierzytelności z segmentu odszkodowań dla biznesu służący skróceniu cyklu konwersji gotówki. Zarząd Auxilia S.A. jest bardzo zadowolony z osiągniętych wyników finansowych w 1 kw. 2020 r.

„Nasze wyniki finansowe w pierwszym kwartale 2020 roku wykazały ogromną dynamikę wzrostu wobec analogicznego okresu 2019 roku. Jest to między innymi efekt realizacji umowy ramowej z PHI Wierzytelności S.A. oraz prowadzenia efektywnych działań sprzedażowych, mających na celu wzrost wartości zakontraktowanych roszczeń odszkodowawczych. Naszym głównym celem jest dalszy rozwój Spółki i wzrost jej wartości.” – komentuje Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A.

 

W pierwszym kwartale 2020 r. Spółka skoncentrowała się działaniach mających na celu wzmocnienie pozytywnego wizerunku marki w Internecie oraz podniesienie poziomu zaufania do marki przez potencjalnych Klientów poprzez rozbudowanie strony internetowej. Realizowane były także działania mające za zadanie dostosowanie informatyczne oraz organizacyjne Grupy Kapitałowej do wymogów związanych z przejściem, w tych obszarach w których było to możliwe do wdrożenia, na system pracy zdalnej w związku z pandemią choroby COVID-19. Z kolei w obszarze sprzedażowym w I kwartale 2020 r. Grupa Kapitałowa Auxilia S.A. prowadziła procesy rekrutacyjne mające na cel zasilenie struktur sprzedażowych zarówno w obszarze odszkodowań komunikacyjnych, odszkodowań dla biznesu, jak i usługi abonamentowej.

„Wszystkie nasze działania biznesowe, rozwojowe i organizacyjne mają na celu rozszerzanie oferty, docieranie do nowych klientów, a także umacnianie wizerunku naszej marki. Bardzo dobrze oceniamy współpracę z PHI Wierzytelności S.A., która pozwala nam generować wysokie kwoty transakcji. W minionym kwartale musieliśmy się zmierzyć z pandemią COVID-19, która dotknęła wszystkie przedsiębiorstwa. Udało nam się wypracować procesy pozwalające na przejście na system pracy zdalnej. Prowadziliśmy również działania rekrutacyjne, aby móc wzmocnić struktury sprzedażowe.” – zakończyła Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A.

W dniu 19.05.2020 r. Auxilia S.A. poinformowała o otrzymaniu przez Spółkę decyzji z Polskiego Funduszu Rozwoju S.A. w sprawie udzielenia jej subwencji finansowej w kwocie 684.836,00 zł. Powyższa subwencja przyznana została Spółce w ramach pomocy publicznej, przeznaczonej na realizację rządowego programu wsparcia finansowego przedsiębiorców w celu minimalizacji negatywnych skutków gospodarczych pandemii COVID-19.

Auxilia S.A. nadal prowadzi nawiązaną współpracę z PHI Wierzytelności S.A. opartą na ramowej umowie o współpracy w ramach quasi-sekurytyzacyjnego modelu monetyzacji portfela wierzytelności z segmentu odszkodowań dla biznesu, co służy skróceniu cyklu konwersji gotówki w sprawach, w których nie występuje element wypłaty odszkodowania na etapie polubownym.

Na początku 2019 r. Spółka zaktualizowała strategię rozwoju, zgodnie z którą będzie się ona koncentrowała na aktywności w segmentach rynku, w których zidentyfikowano istnienie wysokowartościowych należności wymagających: innowacyjnego rozwiązania prawnego lub ekonomicznego, specjalistycznej wiedzy lub zapotrzebowania na kapitał przy opracowaniu strategii, metodologii działań czy też przy wdrożeniu dochodzenia należności. Strategia Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. zakłada dalszy rozwój dotychczas prowadzonej działalności w kilku najważniejszych obszarach, do których można zaliczyć: obszar sprzedaży, obszar oferty produktowej, obszar finansów, obszar obsługi prawnej oraz obszar procesów wewnętrznych.

Przed nami redukcje etatów i spadek popytu na usługi public relations

58% badanych reprezentantów branży public relations uważa, że wkrótce nastąpi istotna redukcja zatrudnienia, a 37% twierdzi, iż spadnie popyt na usługi PR. Badania, którym patronuje Polskie Stowarzyszenie Public Relations dowodzą, że przed branżą PR pojawiły się poważne wyzwania, które są konsekwencją epidemii.

69% respondentów uznało, iż zmieni się tryb pracy specjalistów zajmujących się komunikacją. To wynik konieczności dostosowania się do nowych realiów, szczególnie w zakresie metod i technik komunikowania z uwzględnieniem ograniczonego kontaktu bezpośredniego. Tryb pracy może się zmienić również dlatego, że konieczne będzie zwiększenie intensywności zaangażowania zespołów w obsługę projektów. 37% uczestników badania prognozuje, że pojawią się zatory na poziomie popytu na usługi firm z branży PR. Najmocniej z taką tezą zgadzają się naukowcy z uczelni wyższych i ośrodków badawczych (47%).

Branża pełna obaw

Aż dwóch na pięciu badanych PR-owców (38%) widzi przyszłość swojej branży w ciemnych barwach, w porównaniu z sytuacją, jaka miała miejsce przed ogłoszeniem pandemii koronawirusa. Pandemia według badanych doprowadzi do innych zmian na rynku PR, które w związku z prognozowanym spadkiem popytu na usługi specjalistyczne, wywoła konieczność przebranżowienia się (12% ankietowanych przyznało, że będzie zmuszonych poszukiwać pracy w innej branży niż PR). Najmocniej z taką tezą zgadzają się freelencerzy (19%). –  Jednym z kluczowych wyzwań jakie stają przed naszą branżą jest konieczność zmiany podejścia do oferty proponowanych klientom usług. Coraz większe znaczenie odgrywać będzie specjalistyczne doradztwo z uwzględnieniem zarządzania kryzysowego, a także komunikacji wewnętrznej, włącznie z zabezpieczeniem organizacji przed potencjalnymi zdarzeniami negatywnymi dla wizerunku – ­­podsumowuje dr hab. prof. UW Dariusz Tworzydło, Prezes Zarządu EXACTO z zespołu badawczego, który zrealizował badanie.

Prognozy dotyczące sytuacji w branży po opanowaniu pandemii

Przewidywania badanych w zakresie przyszłości branży PR mają charakter umiarkowany z lekkim odchyleniem w kierunku negatywnym. 63% PR-owców zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji związanej z oddziaływaniem sytuacji epidemicznej na efekty ekonomiczne w skali makro czy mikro. Nie popadają oni jednak w skrajności, przez co ich opinie są zbalansowane. Wśród ankietowanych można wyodrębnić jednak grupę tzw. pesymistów (24%), którzy kreślą przeważnie czarne scenariusze dotyczące kondycji branży PR. Podkreślają oni szczególnie mocno, że popyt na usługi firm z branży PR spadnie, a także biorą pod uwagę konieczność szukania pracy –  nawet w innym zawodzie. Są również optymiści, aczkolwiek jest ich tylko 13%. Ich zdaniem pandemia nie powinna być przeszkodą w rozwoju kariery zawodowej, a wpływ kryzysu na branżę PR nie będzie destabilizujący.

Światło w tunelu

Pomimo wielu obaw, a także świadomości trudności jakie stają przed branżą, aż 43% badanych uznaje pandemię koronawirusa bardziej za szansę biznesową dla agencji PR niż zagrożenie. Najmniej z tą tezą zgadzają się jednak sami przedstawiciele agencji public relations oraz freelancerzy i osoby prowadzące działalność gospodarczą. Co ciekawe, światło w tunelu dostrzegają nawet pesymiści (10% z nich jest skłonnych zgodzić się z tezą że pandemia stwarza szanse biznesowe).EXACTO_BADANIA_20052020_1 EXACTO_BADANIA_20052020_2 EXACTO_BADANIA_20052020_3

Wyniki powyższych analiz pochodzą z projektu badawczego, który przeprowadził zespół Exacto. Celem badań było poznanie wpływu pandemii koronawirusa na branżę PR oraz zebranie opinii w zakresie przyszłości branży po opanowaniu sytuacji związanej z COVID-19. Dane były zbierane na przełomie kwietnia i maja 2020 roku. Ostatecznie w badaniu udział wzięło 242 specjalistów branży PR.

Epidemia COVID-19 jako przypadek siły wyższej

Sytuacja powstała w związku pandemią COVID-19 dokonała zasadniczej zmiany otaczającej nas rzeczywistości. Nie sposób na obecnym etapie ocenić charakteru i zakresu wszystkich jej skutków, niewątpliwie jednak będzie ona miała przełożenie na sferę stosunków prawnych, w tym także na relacje umowne.

Zapewne wielu przedsiębiorców doświadcza lub wkrótce doświadczy sytuacji, w której wykonanie zobowiązań kontraktowych stanie się bardzo trudne lub nawet niemożliwe. Należy wówczas zastanowić się nad zastosowaniem rozwiązań dostępnych na gruncie obowiązujących przepisów prawa.

Klauzula siły wyższej

W praktyce obrotu handlowego standardowym postanowieniem powszechnie włączanym do różnego rodzaju umów jest tzw. klauzula siły wyższej (vis maior, force majeure). Zazwyczaj zawiera ona definicję przypadku siły wyższej (np. jako wydarzenia nadzwyczajnego, zewnętrznego, trudnego do przewidzenia, którego skutkom nie można zapobiec nawet przy dołożeniu maksymalnej staranności) uzupełnioną o otwarty bądź zamknięty katalog konkretnych stanów i sytuacji, które w ocenie stron umowy spełniają przesłanki definicji. Istotą klauzuli siły wyższej jest zastrzeżenie, że strona nie odpowiada za niewykonanie bądź nienależyte wykonanie umowy, które zostało spowodowane działaniem siły wyższej lub w inny sposób ogranicza jej odpowiedzialność kontraktową w tym zakresie.

Epidemia jako przypadek siły wyższej

Należy zastanowić się, czy epidemia COVID-19 spełniać będzie przesłanki definicji siły wyższej zawartej w umowie. Z dużą dozą pewności można zakładać, że tak, aczkolwiek decydujące znaczenie ma brzmienie analizowanego postanowienia. Jeśli wyraźnie wskazano w nim na epidemię jako jeden z przykładów siły wyższej, wówczas sytuacja wydaje się dość prosta. Zgodnie art. 2 punktem 9 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych przez epidemię rozumieć należy wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących. O ile w okresie od 14 marca do dnia 19 marca 2020 roku, a więc w czasie oficjalnego ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego, można byłoby się ewentualnie zastanawiać, czy już mamy do czynienia z epidemią, czy jeszcze „tylko” z ryzykiem jej wystąpienia, o tyle oficjalne ogłoszenie stanu epidemii począwszy od dnia 20 marca 2020 roku rozwiewa w tym zakresie wszelkie wątpliwości. Stan epidemii wywołuje szereg daleko idących, bezpośrednich konsekwencji prawnych, lecz równocześnie w istotny sposób wzmacnia legitymację do powołania się na zawartą w umowie klauzulę siły wyższej.

Inne przypadki siły wyższej

Obecnie sytuacja jest jednak bardziej złożona, rozprzestrzenianie się COVID-19 uruchomiło szereg reakcji i procesów, których kierunek rozwoju, a przede wszystkim skutki trudno na obecnym etapie przewidzieć. Wiele z nich może być potencjalnie postrzeganych w kategoriach siły wyższej, co można odnieść także do działań organów administracji publicznej i podjętych już czynności mających w celu zwalczanie zagrożenia epidemicznego. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 2 maja 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii wprowadza – podobnie jak wcześniejsze rozporządzenia w tym zakresie – szereg restrykcji bardzo bezpośrednio przekładających się na prowadzenie działalności gospodarczej.

Obecnie obostrzenia te obejmują m.in. ograniczenie lub całkowity zakaz prowadzenia określonych rodzajów działalności (np. działalności polegającej na organizowaniu imprez, związanej z konsumpcją i podawaniem napojów, działalności związanej ze sportem, rozrywkowej i rekreacyjnej), ograniczenia określonego sposobu przemieszczania się, czy też ograniczenia w zakresie obrotu określonymi przedmiotami. Postrzeganie działalności władczej państwa (tzw. imperium) w kategoriach siły wyższej budzi co prawda pewne kontrowersje w literaturze prawniczej, tym niemniej uznać należy, że swoboda stron w kształtowaniu relacji umownej sięga na tyle daleko, aby tego rodzaju urzędowe obostrzenia mogły zostać objęte ustaloną przez strony definicją siły wyższej. Decydujące znaczenie w tym zakresie będzie więc miała treść umowy.

Co, jeśli w umowie nie została przewidziana klauzula siły wyższej?

Podobny problem może się pojawić również wtedy, gdy co prawda strony takie postanowienie przewidziały w umowie, aczkolwiek z uwagi na jego wąski zakres nie będzie ono mogło zostać zastosowane, np. gdy jego treść została zredukowana wyłącznie do wyczerpującego wyliczenia określonych sytuacji, które akurat nie obejmują ani epidemii, ani działań władczych państwa.

Siła wyższa jest pojęciem używanym na gruncie polskiego prawa, nie ma jednakże ogólnego przepisu w Kodeksie cywilnym, który przewidywałby ograniczenie odpowiedzialności umownej z uwagi na działanie siły wyższej. W takiej sytuacji należałoby się zastanowić nad alternatywnymi instrumentami, w tym w pierwszym rzędzie nad tzw. klauzulą rebus sic stantibus z art. 3571 Kodeksu cywilnego, która jakiś czas temu przeżyła prawdziwy renesans popularności w związku z publiczną dyskusją w kwestii możliwości jej zastosowania do kredytów denominowanych oraz indeksowanych frankiem szwajcarskim (CHF). Przepis ten pozwala na zmianę sposobu wykonania świadczenia, jego wysokości lub nawet rozwiązanie umowy, jeśli spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy. Podobne mechanizmy zostały przez ustawodawcę przewidziane dla niektórych konkretnych rodzajów umów (np. podwyższenie wynagrodzenia ryczałtowego lub rozwiązanie umów o dzieło zgodnie z art. 632 Kodeksu cywilnego, czy obniżenie czynszu dzierżawnego na podstawie art. 700 Kodeksu cywilnego).

Warto w tym kontekście pamiętać także o tym, że odpowiedzialność za należyte wykonanie opiera się na zasadzie winy, przy czym dłużnik jest co do zasady zobowiązany do dochowania należytej staranności. Atrakcyjność wskazanych wyżej rozwiązań istotnie obniża jednak fakt, że o zmianie stosunku umownego (lub nawet jego rozwiązaniu) orzeka sąd, co oznacza, że efektywne rozwiązanie problemu niemożności wykonania umowy odwlecze się w czasie, w szczególności mając na uwadze obecną sytuację. Już teraz, o ile problem nie zostanie uprzednio uregulowany systemowo przez ustawodawcę, należy liczyć się z nadzwyczajnymi opóźnieniami w pracy sądów.

Jakie działania podjąć w chwili obecnej?

Zazwyczaj postanowienia umowne regulujące siłę wyższą przewidują też odpowiednią procedurę działania, której początkiem jest powiadomienie drugiej strony, że jej kontrahent handlowy został dotknięty przypadkiem siły wyższej i że może to wpłynąć na wykonywanie przez niego obowiązków umownych. Należy to zrobić zgodnie z przewidzianym umową trybem komunikacji, w każdym jednakże razie w sposób, który odpowiednio udokumentuje spełnienie tego obowiązku informacyjnego. Kolejnym etapem może być podjęcie przez strony, w dobrej wierze, negocjacji w celu odpowiedniej zmiany stosunku umownego. Ostatecznie w razie przedłużającego się działania siły wyższej (np. dłużej niż 90 dni), każdej ze stron może przysługiwać prawo do jednostronnego rozwiązania umowy.

Wiele zależy od okoliczności konkretnej sprawy – w tym przede wszystkim od brzmienia umowy. Wydaje się jednak, że w obecnej chwili jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków i przede wszystkim należałoby poczekać na dalszy rozwój sytuacji. Bez wątpienia podjęcie komunikacji z kontrahentem handlowym i przygotowanie go na ewentualne perturbacje w zakresie wykonania umowy jest jak najbardziej wskazane. Co istotne, dotyczy to zarówno umów, w których siła wyższa została wyraźnie uregulowana, jak i tych, w których brak jest tego typu regulacji. Rozpoczęcie rozmów na wczesnym etapie działania siły wyższej może ograniczyć rozmiar ewentualnych szkód, a być może także zwiększyć szansę na utrzymanie relacji kontraktowej.

Autor: Przemysław Walasek, adwokat, partner w Taylor Wessing w Warszawie

Niniejszy artykuł został przygotowany wyłącznie jako informacja ogólna. Nie ma on na celu udzielania porad prawnych ani nie może zastąpić porady prawnej.

Niepewność i izolacja odbijają się na zdrowiu psychicznym społeczeństwa. U 40 proc. Polaków pojawiają się objawy stresu pourazowego

Niepewność i izolacja odbijają się na zdrowiu psychicznym społeczeństwa. U 40 proc. Polaków pojawiają się objawy <a title=stresu pourazowego" title="Niepewność i izolacja odbijają się na zdrowiu psychicznym społeczeństwa. U 40 proc. Polaków pojawiają się objawy stresu pourazowego" />

Lęk o zdrowie swoje i bliskich, niepewna sytuacja finansowa, obawa o pracę i niemożność planowania przyszłości – negatywne emocje towarzyszące Polakom w czasie pandemii mogą powodować traumę. Do tego dochodzi przymusowa izolacja, również obciążająca dla psychiki. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje, że u 75 proc. Polaków pandemia wywołuje stres. Ponad połowa wskazuje na załamanie funkcjonowania i wykonywania codziennych obowiązków, a niemal 40 proc. zgłasza nasilone objawy depresyjne. Podobny odsetek mówi o objawach zespołu stresu pourazowego.

Raport wstępny z badania „Zdrowie psychiczne w czasie pandemii Covid-19”, przygotowany przez zespół kierowany przez dr hab. Małgorzatę Dragan z Uniwersytetu Warszawskiego, wskazuje, że pandemia koronawirusa ma ogromny wpływ na stan naszego zdrowia psychicznego. Stres wywołany przez niepewność związaną z sytuacją epidemiologiczną, społeczna izolacja, a często także rozłąka z najbliższą rodziną sprawiają, że nie wszyscy radzą sobie z nową sytuacją.

 – Najczęściej wskazywanym stresorem jest aktualna pandemia koronawirusa – 75 proc. próby określa ją jako stresujące wydarzenie. W dalszej kolejności relacjonowano zbyt dużą lub małą ilość pracy (73 proc.). Z kolei 70 proc. badanych wskazuje na presję czasu związaną z terminowym wywiązywaniem się z zadań. Potwierdza to przypuszczenia, że sytuacja zawodowa jest głównym znaczącym stresorem towarzyszącym pandemii – wskazują naukowcy z UW.

Z badania wynika, że ponad połowa osób zgłasza objawy wskazujące na załamanie funkcjonowania i wykonywania codziennych obowiązków. Niemal 40 proc. ma nasilone objawy depresyjne, a ponad 60 proc. – nasilone objawy lęku uogólnionego. Badani podkreślają, że odczuwają stały lęk, co wpływa na ich życie codzienne. Co istotne, pandemia wywołuje u 37 proc. objawy stresu pourazowego. To zaś może świadczyć, że dla części osób jest ona zdarzeniem traumatycznym, związanym z zagrożeniem życia i zdrowia. Blisko 70 proc. narzeka zaś na nasilony stres i zaburzenia adaptacyjne.

 Badanie pokazuje, że sytuacja pandemii SARS-CoV-2 wiąże się dla znacznej większości osób ze stanem nasilonego stresu. Ważne jest to, że nie jesteśmy sami, że inni znajdują się w podobnej sytuacji. W tym trudnym czasie warto mieć na uwadze hasło kampanii społecznej Mind the Gap: tak dla dystansu fizycznego i solidarności społecznej, nie dla dystansu społecznego i izolacji społecznej. Dbajmy o zdrowie psychiczne swoje i innych ludzi – podkreśla dr hab. Małgorzata Dragan z Wydziału Psychologii UW, kierująca pracami zespołu badawczego.

O zajęcie się kwestią zdrowia psychicznego Polaków w dobie koronawirusa apelują także autorzy Alertu Społecznego, czyli inicjatywy think tanku Open Eyes Economy i Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Eksperci rekomendują jak najszybsze – aczkolwiek uzależnione od sytuacji epidemiologicznej – zmniejszanie ograniczeń w swobodnym przemieszczaniu się, a także dofinansowanie i uruchomienie zawieszonych instytucji kultury ze względu na kluczową rolę sztuki dla psychoterapii społecznej. Kolejnym krokiem powinno być uruchomienie różnego rodzaju lokalnych programów społecznych, pomocy i opieki psychologicznej w miejscach pracy, ale także w szkołach, bo to właśnie dzieci i młodzież są szczególnie dotknięte obecną sytuacją.

Eksperci zwracają uwagę, że bardzo groźnym zjawiskiem jest wzrost frustracji i agresji spowodowany społeczną izolacją i długotrwałym stresem.

Specjaliści zajmujący się pomocą osobom z uzależnieniami i ofiarom przemocy alarmują, że znacząco zwiększyła się liczba próśb o interwencję. Pracownicy telefonu zaufania w Centrum Praw Kobiet odnotowali 50-proc. wzrost liczby połączeń w marcu w porównaniu do sytuacji sprzed roku. Znacząco wzrosła także liczba osób dzwoniących na Niebieską Linię czy infolinię Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę – alarmują eksperci w Alercie Społecznym.

Koronawirus może na stałe uelastycznić podejście do nauki. Ułatwi też dostęp do kursów i szkoleń

Bardziej elastyczne podejście do nauki i łatwiejszy dostęp do szkoleń i kursów – to dwie zmiany, które doświadczenia z czasu pandemii i nauczania zdalnego wniosą na stałe do systemu edukacji. Systemu, który siłą rzeczy, w ciągu kilku tygodni, musiał stać się bardziej zdigitalizowany, na co nie były gotowe zarówno szkoły i nauczyciele, jak i uczniowie i studenci. – To jednak pokazuje, jak dużo musimy jeszcze inwestować w edtech, czyli połączenie technologii i edukacji – podkreśla Joanna Koper, koordynatorka konferencji Perspektywy Women in Tech Summit.

Wiele szkół planowało wdrożyć automatyzację i digitalizację do edukacji oraz organizacji zajęć, ale dopiero w przyszłości, a obecna sytuacja znacznie przyspieszyła ten proces.

W dalszym ciągu cały system edukacji jest wystawiony na dosyć mocną próbę, ale bardzo ważną. Okazało się, że jesteśmy w stanie wykorzystywać narzędzia technologiczne do tego, żeby efektywnie się ze sobą komunikować. Narzędzia używane od czasu do czasu, takie jak MOOC, czyli masowe, otwarte kursy organizowane dla nieograniczonej liczby uczestników, obecnie stały się standardem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Koper, ekspertka edukacyjna, koordynatorka konferencji Perspektywy Women in Tech Summit.

Część uczelni i szkół bardzo dobrze poradziła sobie z przeniesieniem działalności do sieci. Jednak stanowiły one mniejszość.

– Nauczyciele, a często także sami uczniowie wciąż boją się korzystać z nowych technologii, często ze względu na swoje bezpieczeństwo, ryzyko wycieku danych etc. – mówi ekspertka. – Zarówno my, jak i cały świat nie byliśmy na to przygotowani i teraz próbujemy projektować procesy na bieżąco. To pokazuje, jak bardzo jeszcze musimy inwestować w edukację powiązaną z technologią. Branża edtech to obszar, który będzie się teraz bardzo mocno rozwijał.

Nowoczesne narzędzia wymagają dodatkowych kompetencji zarówno od nauczycieli, jak i od uczniów czy studentów. Stwarzają jednak równocześnie szereg możliwości – odpowiednio dobrane rozwiązania mogą sprawić, że czas przeznaczony na naukę będzie wykorzystany bardziej efektywnie.

Ponadto nauka zdalna przyczynia się do egalitaryzacji edukacji. Osoby, które wcześniej nie mogły sobie pozwolić na udział w kursach prowadzonych tylko stacjonarnie, teraz będą mogły z nich skorzystać. I możliwe, że kursy online będą tańsze, ponieważ udostępnienie platformy szkoleniowej może mniej kosztować niż wynajęcie sali szkoleniowej – zauważa Joanna Koper.

Jak podkreśla, nie są to jedyne korzyści. Również tak prozaiczna kwestia jak zaoszczędzony na dojazdach do szkoły czas może mieć przełożenie na edukację.

Jest to dobra okazja do tego, aby zatrzymać się i zastanowić nad kluczowymi sprawami – radzi ekspertka. – Polecam to zarówno licealistom, jak i dorosłym. Często nie zadajemy sobie ważnych, życiowych pytań, bo nie mamy na nie czasu. Nie zastanawiamy się, co chcemy zmienić w swoim życiu, jakie studia wybrać, w jaki sposób pracować, a z pewnością warto to zrobić. Poza tym ludzie zamknięci w domach mają potrzebę, żeby skupić się na sobie i nauczyć się nowych rzeczy.

Przez pandemię SARS-CoV-2 w II kwartale przybędzie sporo dłużników. Polacy mają już 80 mld zł niespłaconych zobowiązań

Blisko 80 mld zł – tyle wynosiło łączne zadłużenie Polaków na koniec marca br. z tytułu niezapłaconych na czas rat kredytów, rachunków, czynszów czy alimentów. Tylko od stycznia kwota ta urosła o ponad 2 mld zł, a bazy powiększyły się o 37 tys. dłużników. Jak podkreśla prezes BIG InfoMonitor, z powodu koronawirusa już co trzeci Polak stracił część swoich zarobków, a co dwudziesty został całkowicie pozbawiony dochodów. Dlatego też w kolejnych miesiącach widoczny w statystykach przyrost liczby dłużników będzie coraz szybszy.

– W kryzys wkraczamy w nie najlepszej  sytuacji, ponieważ w I kwartale nasze przeterminowane zadłużenie zwiększyło się o 2 mld zł – do prawie 80 mld zł. Są to długi kredytowe albo pozakredytowe, związane np. z niepłaceniem rachunków, czynszów czy alimentów – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Wartość długów z tytułu niespłacanych rachunków wzrosła w I kwartale o 449,5 mln zł (1,1 proc.), a nieregulowanych w terminie kredytów – o 1,6 mld zł (4,5 proc.). W statystykach przeważają długi pozakredytowe, które stanowią przeszło 42,5 mld zł. Średnia zaległość z tytułu nieopłaconych rachunków, alimentów i czynszów przekracza 19 tys. zł na osobę i jest o 109 zł wyższa niż trzy miesiące wcześniej. Z kolei przeciętna zaległość z tytułu niespłacanego na czas kredytu to nieco ponad 30,1 tys. zł (wzrost o 537 zł).

Liczba niesolidnych dłużników zwiększyła się o prawie 37 tys. osób, a nieopłacone w terminie zobowiązanie albo opóźnioną o 30 dni ratę kredytu ma już ponad 2,83 mln Polaków. Średnio na osobę przypada ponad 28,1 tys. zł długu.

W gronie dłużników niezmiennie dominują mężczyźni, którzy stanowią 61,4 proc. Jednocześnie mają oni wyższe zaległości niż kobiety – należy do nich 66,7 proc. sumy przeterminowanych zobowiązań.

– Polacy podają różne powody, dla których nie płacą w terminie. Zwykle tłumaczenia krążą wokół utraty pracy czy części dochodów. Około 60 proc. z nich  znajduje jakiś powód i zwykle dotyczy on właśnie pogorszenia sytuacji finansowej. Tylko około 40 proc. Polaków deklaruje, że nie ma usprawiedliwienia dla takich zaległości i jeśli zaciąga się kredyt czy inne zobowiązanie, to należy je spłacić – mówi Sławomir Grzelczak.

Co istotne, pandemia koronawirusa i związane z nią problemy gospodarcze nie są jeszcze widoczne w statystykach BIG InfoMonitor. Przyrost zaległości o ponad 2 mld zł od stycznia do marca br. to głównie efekt bożonarodzeniowych zakupów i grudniowych promocji. Zawirowania na rynku pracy, zwolnienia i zamknięcia firm będą widoczne w zaległościach najwcześniej w danych za kwiecień.

– Niespłacone kredyty lub rachunki rzutują na naszą sytuację finansową około dwa–trzy miesiące później, bo wierzyciel nie może wpisać dłużnika do BIG InfoMonitor od razu. Może to zrobić po odpowiednim wezwaniu i upływie 30 dni od terminu płatności – wyjaśnia ekspert.

Niestety sytuacja ta pociągnie za sobą wiele nieopłaconych rat, rachunków i innych zobowiązań. Tym bardziej że sześciu na dziesięciu badanych jest zdania, że można usprawiedliwić niespłacanie zobowiązań. Dla niemal połowy osób, które tak uważają, niepłacenie uzasadnia właśnie utrata pracy lub części dochodów

Indeks Zaległych Płatności Polaków, który pokazuje, ile osób z problemami finansowymi przypada na 1 tys. dorosłych mieszkańców w kraju, wzrósł w minionym kwartale z 88,9 do 90 pkt.

–  Są jednak województwa, w których dłużników jest więcej niż przeciętnie. To m.in. Lubuskie czy Zachodniopomorskie, gdzie na 1 tys. dorosłych osób przypada 118 dłużników. Nie najlepiej jest też na Dolnym Śląsku – wskazuje prezes BIG InfoMonitor.

Jak wynika z badania oceny sytuacji finansowej, zrealizowanego przez Maison & Partners dla BIG InfoMonitor, co trzeci Polak z powodu koronawirusa stracił część swoich zarobków, a co dwudziesty został całkowicie pozbawiony dochodów. Pandemia zmniejszyła zarobki głównie osób między 25. a 34. rokiem życia oraz 45–54-latków. W największym stopniu dotknęła jednak młodych, którzy często zostali całkowicie pozbawieni możliwości zarabiania.

– Ta sytuacja z pewnością wpłynie na przyrost długów w rejestrach BIK i BIG InfoMonitor w najbliższych miesiącach. Można się też spodziewać, że zaległości będzie przybywało szybciej niż do tej pory – mówi Sławomir Grzelczak.

W ostatnim kwartale do blisko 390 mln zł zwiększyły się długi 10 najbardziej zadłużonych osób w kraju. Na czele listy jest mieszkaniec Lubelszczyzny – 63-latek ma już ponad 73,2 mln zł zaległości. Na drugim miejscu jest 37-letni mężczyzna z Pomorza z kwotą 48 mln zł. Na trzeciej pozycji znalazła się jedna z dwóch kobiet w pierwszej 10. To 38-letnia mieszkanka Mazowsza, która ma ponad 44,6 mln zł niespłaconych zobowiązań. Z Mazowsza pochodzi też połowa z 10 rekordzistów, co odbija się na kwocie zaległości całego województwa.

Dotkniętą kryzysem branżę transportową czeka kolejne wyzwanie. Parlament Europejski będzie w lipcu głosować nad pakietem mobilności

Pandemia SARS-CoV-2 wpływa na pogorszenie kondycji sektora transportu drogowego, a przewoźnicy będą odczuwać jej skutki jeszcze w nadchodzących miesiącach. Kolejne obciążenie pojawi się już niedługo w postaci tzw. pakietu mobilności. Parlament Europejski będzie głosować nad nowymi przepisami w lipcu, a w ciągu 20 dni od ich przyjęcia zaczną obowiązywać pierwsze zmiany. Firmy transportowe mają więc raptem kilka tygodni, żeby się do nich przygotować.

Rodzimi przewoźnicy podczas zbliżających się wakacji będą nie tylko starali się wychodzić z trudnej sytuacji spowodowanej koronawirusem, lecz także napotkają kolejne przeszkody. Jedną z nich będą zmiany w przepisach dotyczących czasu pracy związane z pakietem mobilności – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Włoch, ekspert ds. rozwoju i szkoleń INELO.

Transport to jedna z branż, w którą pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia uderzyły najmocniej. W związku z sytuacją epidemiologiczną międzynarodowy transport pasażerski zamarł niemal całkowicie. Z kolei sytuację przewoźników towarów pogarszały wzmożone kontrole na granicach, wielokilometrowe korki oraz zamknięte fabryki i zakłady produkcyjne. Pandemia SARS-CoV-2 wpłynęła więc na pogorszenie kondycji sektora transportu drogowego, a przewoźnicy będą odczuwać jej skutki jeszcze w nadchodzących miesiącach. Kolejne obciążenie pojawi się już za kilka miesięcy w postaci pakietu mobilności, który Rada UE oficjalnie zatwierdziła w drugim tygodniu kwietnia.

Według najbardziej prawdopodobnego scenariusza już na przełomie lipca i sierpnia wejdą w życie pierwsze zmiany związane z pakietem mobilności. Będzie to m.in. obowiązkowy powrót kierowcy do siedziby firmy lub do domu na przynajmniej 45 godzin co cztery albo – w szczególnych sytuacjach – co trzy tygodnie. Dodatkowo wprowadzane przepisy nie są precyzyjne i pozwalają na wiele różnych interpretacji przez służby kontrolne, co nie wpływa dobrze na gwarancję bezpieczeństwa prowadzenia firmy w takiej sytuacji – mówi Mateusz Włoch.

Ministrowie transportu Polski, Litwy, Łotwy, Węgier, Bułgarii, Rumunii oraz Malty i Cypru apelowali o wstrzymanie prac nad pakietem, argumentując, że obecna sytuacja różni się od realiów z 2015 roku, kiedy rozpoczęto prace nad nowymi przepisami, a założenia pakietu będą wymagać zmian po zakończeniu obecnego kryzysu.

Mimo apeli branży i państw członkowskich Rada UE przegłosowała jednak nowe przepisy w pierwszym czytaniu (przy sprzeciwie dziewięciu państw, w tym Polski). Teraz pakiet musi zostać przyjęty przez Parlament Europejski w drugim czytaniu.

Najprawdopodobniej ostatnie głosowanie dotyczące Pakietu Mobilności w Parlamencie Europejskim odbędzie się w lipcu tego roku – mówi ekspert INELO.

Jeżeli PE przyjmie jakiekolwiek poprawki do pakietu mobilności, wróci on do dalszych prac w Radzie UE, a państwa członkowskie będą mieć na nie trzy miesiące. Jednak jeśli europosłowie przyjmą nowe przepisy bez poprawek, wówczas procedura legislacyjna zostanie zakończona. Po 20 dniach od opublikowania aktów prawnych wejdą w życie pierwsze przepisy, dotyczące m.in. czasu prowadzenia pojazdu i odpoczynku kierowców (z wyjątkiem specjalnych terminów dla tachografów). Dla rozporządzenia o dostępie do rynku i dyrektywy o delegowaniu kierowców przewidziano półtoraroczny okres przejściowy.

– To oznacza, że po 18 miesiącach od wejścia w życie przepisów pakietu mobilności zacznie też obowiązywać ogromna zmiana dotycząca obowiązkowego powrotu ciężarówki do kraju co osiem tygodni. Zaostrzone zostaną również zasady kabotażu oraz wprowadzone zostaną nowe, duże zmiany w zasadach delegowania kierowców – mówi Mateusz Włoch.

Budzi to kontrowersje wśród przewoźników, którzy wskazują, że – jeśli regulacje wejdą w życie w obecnym kształcie – spowoduje to wzrost kosztów i obciążeń administracyjnych, a po UE będą jeździć puste ciężarówki bez ładunków, niepotrzebnie emitując CO2. Nowym regulacjom od początku sprzeciwiają się państwa Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska.

Nowe przepisy będą problematyczne dla przewoźników, a w połączeniu z gospodarczymi konsekwencjami pandemii SARS-CoV-2 mogą obniżyć konkurencyjność branży. Ekspert INELO podkreśla, że firmy transportowe mają raptem kilka miesięcy, żeby przygotować się do tych zmian.

Jednym słowem będzie dużo trudniej prowadzić działalność w zakresie transportu międzynarodowego. Dlatego już teraz warto zacząć przygotowania i reorganizację przedsiębiorstw, żeby wyjść obronną ręką z zamieszania, które powstanie po przyjęciu pakietu mobilności, i żeby polskie firmy nie straciły znaczenia na europejskim rynku przewozów międzynarodowych – mówi Mateusz Włoch.

Według portalu Statista („Size of the road freight market in Europe from 2010 to 2019”) europejski rynek towarowego transportu drogowego w 2018 roku był wart 341,5 mld euro, a w 2019 roku miał urosnąć do 355,1 mld euro. Polska miała największy udział w całkowitej liczbie tonokilometrów drogowego transportu towarowego przypadający na państwa członkowskie UE w 2017 roku, a wkład branży transportowej w polską gospodarkę sięga ok. 7 proc. Według prognoz w Polsce przychody branży transportu drogowego towarów mają wzrosnąć z 32,5 mld dol. w 2018 roku do 37,7 mld dol. w 2023 roku (Statista, „Industry revenue of freight transport by road in Poland from 2011 to 2023”).

Drożdże piwowarskie pomogą naukowcom wynaleźć lek na COVID-19

To może być przełom w walce z koronawirusem. Naukowcy wygenerowali pełnej długości klon nowego genomu SARS-CoV-2 przy użyciu sztucznych chromosomów w drożdżach piwowarskich. Odtworzenie wirusa pomoże w walce z pandemią. W ten sposób naukowcy będą mogli dokładnie poznać jego budowę, metody zakażenia i replikacji, lecz także leków, które mogą działać przeciwko koronawirusowi, i potencjalnych szczepionek.

Naukowcy z Instytutu Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu w Bernie w Szwajcarii stworzyli syntetyczne klony SARS-CoV-2. Co istotne, pełnej długości klon nowego genomu koronawirusa wygenerowali przy użyciu sztucznych chromosomów w drożdżach piwowarskich. Dotychczas najczęściej stosowaną metodą klonowania genomów wirusowych było „zszywanie” fragmentów DNA i wprowadzanie ich do bakterii E. coli w celu replikacji.

W przypadku koronawirusów, które mają duże genomy, byłoby to jednak trudne. Komórki drożdży są większe niż bakterie, mogą więc pracować z większymi kawałkami DNA, mają też zdolność do składania fragmentów DNA w jedną dużą cząsteczkę.

– Udało nam się zreplikować wirusa w ciągu tygodnia – podkreśla prof. Volker Thiel z Instytutu Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu w Bernie. – Wykorzystaliśmy nasz modelowy system na bazie komórek drożdży, który – jak się okazało – idealnie nadaje się do rekonstrukcji koronawirusów i innych wirusów.

Zespół naukowców wygenerował 14 fragmentów DNA reprezentujących cały genom wirusa. Każdy fragment podzielono tak, aby komórka drożdży mogła zidentyfikować, które końce do siebie pasują. Ogółem w ciągu tygodnia udało się uzyskać idealną replikację wirusa. Autorzy wykorzystali tę technikę także do sklonowania innych wirusów, w tym MERS i Zika, choć obecnie priorytetem jest SARS-CoV-2.

– Zoptymalizowaliśmy nasz system, aby umożliwić szybkie klonowanie koronawirusów i innych wirusów – dodaje prof. Jörg Jores z Instytutu Bakteriologii Weterynaryjnej Uniwersytetu w Bernie.

Klony koronawirusa można wykorzystać do jego dokładnego zbadania, zrozumienia jego funkcjonowania i budowy. Możliwe, że w ten sposób uda się szybciej opracować dokładne testy diagnostyczne, leki czy szczepionki. Ponadto firmy farmaceutyczne czy szpitale nie będą musiały sprowadzać próbek wirusów, bo będą mogły łatwo pozyskać próbki kliniczne. Zwiększy to bezpieczeństwo, a jednocześnie przyspieszy prace nad opanowaniem pandemii.

Facebook z usługą “sklepów” może zdominować rynek e-commerce

Kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy świecą się dziś po południu na zielono. Futures na indeks S&P 500 rośnie o ponad 1 proc. do 2948,75 pkt. Kontrakt na Nasdaq 100 zyskuje prawie 1 proc., zwyżkując do 9390,75 pkt, a z kolei futures na Dow Jones Industrial Average drożeje o ponad 1 proc. do 24434 pkt. Inwestorów w Stanach Zjednoczonych nie wystraszyły w żaden sposób wczorajsze negatywne informacje dotyczące szczepionki na COVID-19 od Moderny.

Podczas wczorajszej sesji, zwłaszcza w jej końcówce, spadki w Stanach Zjednoczonych przyspieszyły, gdy okazało się, że STAT News zakwestionował skuteczność szczepionki na koronawirusa w pierwszym testach prowadzonych przez spółkę Moderna. Jej akcje spadły w następstwie tych wiadomości o ponad 10 proc. Jednak pesymizm na Wall Street, jak widać obecnie, trwał tylko przez chwilę i dziś nie ma po nim za bardzo śladu. Inwestorzy z kolei pokładają duże nadzieje na szybkie otwarcie gospodarki i powrót do normalności. Optymizm jest także wspierany przez kolejne wyniki spółek.

W handlu przed sesją akcje Lowe’s wzrosły o 7 proc. Amerykańska sieć hipermarketów powstała w 1946 w North Wilkesboro zajmująca się sprzedażą materiałów budowlanych, narzędzi itp. pokazała raport, w którym sprzedaż i zysk były znacznie powyżej oczekiwań rynku. LOW poinformował w środę, że zysk za pierwszy kwartał wyniósł 1,34 miliarda USD. Firma z Karoliny Północnej poinformowała, że dochód netto wyniósł 1,76 USD na akcję. Wyniki przerosły oczekiwania Wall Street. Średni szacunek 12 analityków ankietowanych przez Zacks Investment Research szacował zysk w wysokości 1,29 USD na akcję. Spółka odnotowała w tym okresie przychody w wysokości 19,68 miliarda USD, co również przewyższyło prognozy. Dziewięciu analityków ankietowanych przez Zacks oczekiwało 18,26 miliarda dolarów.

Zdaniem firmy JMP nowy produkt Facebooka, czyli możliwość tworzenia sklepów internetowych, przyspieszy handel społecznościowy i może znacznie zwiększyć największy pion reklamowy firmy, ponieważ coraz więcej użytkowników korzysta z Instagrama i Facebooka w celu zapoznania się z produktem. Co miesiąc ponad 3 mld użytkowników Facebooka ma szerszy dostęp do ponad 160 milionów małych i średnich firm w serwisie, a sklepy są dalej zintegrowane z FB, Messengerem i WhatsApp. Dodatkowo e-handel rośnie wraz z epidemią, a codzienna sprzedaż e-commerce w USA wzrosła o 49 proc. od 1-11 marca do 1-23 kwietnia, PayPal poinformował, że 1 maja był największym dniem zakupów w historii, wyprzedzając Black Friday i Cyber Monday. Handel w sieci może stanowić około 18,5 proc. całkowitej sprzedaży detalicznej w USA do 2025 r. w porównaniu z 11 proc. w 2018 r. Według JMP są to konserwatywne wyliczenia.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Sztuczna inteligencja pozwoli uratować pszczoły

Dziś przypada, ustanowiony przez ONZ, Światowy Dzień Pszczół. Spadek populacji tych owadów stanowi poważny problem dla całej ludzkości. Według danych Greenpeace Polska pszczoły miodne i dziko żyjące odpowiadają za zapylanie roślin, które stanowią ponad 1/3 naszej codziennej diety. Firma SAS wykorzystuje sztuczną inteligencję, analitykę oraz Internet rzeczy, aby monitorować, chronić i ratować te niezwykle pożyteczne owady.

W samych Stanach Zjednoczonych liczba uli spada o ponad 40% rocznie. Chcąc zapobiec temu negatywnemu zjawisku, analitycy SAS opracowali nieinwazyjny sposób monitorowania w czasie rzeczywistym warunków panujących w ulach za pomocą danych akustycznych i algorytmów uczenia maszynowego. Zebrane informacje są wysyłane bezpośrednio do chmury obliczeniowej, co pozwala na stałe pomiary punktów danych w ulu i jego otoczeniu. Analizowane są dane dotyczące wagi, temperatury, wilgotności czy aktywności pszczół co pozwala na ocenę stanu ich zdrowia, poziomu stresu czy statusu królowej.

Wsłuchiwanie się w dźwięki z ula

Jedną z technologii wykorzystywanych do ratowania pszczół jest analiza akustyczna dźwięków zebranych przez mikrofony ulowe. Dzięki niej pszczelarze mogą lepiej zrozumieć procesy, które zachodzą w ulach, bez konieczności przeprowadzania czasochłonnych i zakłócających życie owadów kontroli manualnych. Technologia ta pozwala m.in. wykrywać problemy ze zdrowiem królowej, która jest kluczowa dla istnienia ula. Jej śmierć jest przyczyną pustoszenia uli w 25 do 40% przypadków. Dzięki analizie typu Robust Principal Component Analysis (RPCA) i uczeniu maszynowemu możliwe jest odróżnienie nieistotnych dźwięków od tych wydawanych przez pszczoły.

Analitycy z działu Internetu Rzeczy w SAS pracują nad bioakustycznym systemem monitorującym stan pszczół w ulu, wykorzystującym przetwarzanie sygnałów cyfrowych oraz algorytmów uczenia maszynowego. Dzięki temu pszczelarze mogą lepiej zrozumieć i przewidywać problemy oraz zmiany dotyczące kolonii, takie jak pojawienie się nowej królowej – coś czego nie byliby w stanie wykryć bez pomocy technologii. Projekt działa w oparciu o środowisko SAS Event Stream Processing oraz oprogramowanie SAS Viya. Obecnie projekt jest testowany w czterech ulach wchodzących w skład Bee Downtown w siedzibie SAS w Cary, w Północnej Karolinie.

Zrób zdjęcie pszczole

SAS współpracuje z Centrum Badań Analitycznych i Edukacji na uniwersytecie Appalachian State przy ogólnoświatowym projekcie World Bee Count. Uczestnicy są zachęcani do robienia zdjęć owadom i umieszczania ich w sieci za pomocą specjalnej aplikacji. Celem inicjatywy jest stworzenie jednej z największych i najbardziej kompletnych baz danych na temat pszczół. Informacje te są następnie zestawiane z danymi dotyczącymi plonów, opadów atmosferycznych i innych czynników mających wpływ na zdrowie pszczół, co stanowi pierwszy krok na drodze do poznania powodów dramatycznego spadku ich populacji. Dziś ogłoszono powstanie cyfrowej mapy, wykorzystującej technologię SAS Visual Analytics, przedstawiającej zdjęcia nadesłane przez uczestników akcji oraz rozmieszczenie geograficzne pszczół i innych zapylaczy co pozwala na analizę stanu ich populacji.

Analiza „tańca pszczół” pozwoli określić, gdzie zakładać ule

Głównym powodem spadku liczebności populacji pszczół jest brak dostępu do żywności ze względu na wzrost monokultury w rolnictwie. Problemem tym zajmuje się firma Amesto NextBridge, zwycięzca konkursu 2020 SAS EMEA Hackathon, którego uczestnicy mieli za zadanie prezentację projektu na rzecz zrównoważonego rozwoju wykorzystującego platformę SAS Viya. Przy współpracy z Beefutures zespół skutecznie wdrożył system automatycznie wykrywający tzw. taniec pszczół. Kiedy pszczoły znajdują dobre źródło pożywienia, wracają do ula, aby przekazać jego dokładną lokalizację. W tym celu wykonują określone ruchy zwane „tańcem pszczół” (ang. waggle dance). Dla ludzkiego oka zaobserwowanie ich jest praktycznie niemożliwe. System analizuje materiały wideo, a technologia uczenia maszynowego pozwala określić które ruchy stanowią waggle dance. Ta wiedza umożliwia pszczelarzom lepsze zrozumienie skąd pszczoły biorą pożywienie, a następnie uwzględnienie tego w procesie rozmieszczania nowych uli.

Ceny energii spadły w Japonii prawie do zera – to efekt koronawirusa i inwestycji w OZE

Ceny energii spadły w Japonii prawie do zera – już w lutym po raz pierwszy kwota za kilowatogodzinę osiągnęła poziom poniżej 1 jena, a w kwietniu ta tendencja tylko się wzmocniła. Przyczyną jest zmniejszone przez pandemię zapotrzebowanie gospodarcze na prąd, ale też fakt, że Kraj Kwitnącej Wiśni coraz częściej czerpie energię ze słońca. Niemcy także doszli do wniosku, że zielona energia się opłaca i dlatego burzą kolejne elektrownie jądrowe.

Ceny energii w Japonii osiągnęły niespotykanie niski próg – już w lutym zaczęły gwałtownie spadać, osiągając po raz pierwszy poziom 0,01 jena za 1 kWh. W kwietniu, po wprowadzeniu przez rząd stanu wyjątkowego, spowodowanego pandemią koronawirusa, ta sytuacja zaczęła się powtarzać coraz częściej, bo spowolniony przemysł zużywał mniej energii. To jednak nie jedyna przyczyna. Za wyjątkowo niskie ceny odpowiadają także odnawialne źródła energii, z których Japończycy coraz intensywniej korzystają.

Japonia: energia słoneczna drastycznie obniża ceny za prąd

Japonia jest jednym z krajów, które najmocniej inwestują w fotowoltaikę. Plan ogłoszony przez rząd zakłada zwiększenie udziału energii odnawialnej do 24 proc. do 2030 r., czyli ponad dwukrotnie więcej niż w tej chwili. Korzystna polityka cenowa doprowadziła do tego, że w 2018 r. udział tylko energii słonecznej w koszyku energetycznym osiągnął poziom 6,5 proc.

Powodów wspierania rozwoju OZE przez władze Japonii można doszukiwać się zarówno w tym, że kraj chce zmniejszyć swoje uzależnienie od dostaw energii z zagranicy oraz w tym, że Japonia, stawiająca do niedawna na energię jądrową, po katastrofie z 2011 r. w Fukushimie, chce sukcesywnie zmniejszać pozyskiwanie energii w ten sposób na rzecz bezpieczniejszych źródeł.

– Przykład Japonii pokazuje, że inwestowanie w OZE jest opłacalne, bo pozyskiwana w ten sposób energia jest po prostu tania. Kto z nas nie chciałby dostawać miesięcznych rachunków za prąd w wysokości 1 zł? Jak widać to możliwe. Według danych Międzynarodowej Agencji Odnawialnych Źródeł Energii ponad 3/4 lądowego wiatru i 4/5 mocy elektrowni fotowoltaicznych, które zaczną działać w tym roku ma zagwarantować energię elektryczną tańszą, niż najtańsze źródła na węgiel lub gaz, naturalnie i stopniowo eliminując je z rynku. Energia uzyskiwana z OZE jest tańsza przede wszystkim dlatego, że uniezależnia od dostawców surowca, a co za tym idzie, pozwala odcinać wiele dodatkowych kosztów związanych z jego zakupem. Nie trzeba także ponosić kosztów związanych z wytwarzanymi zanieczyszczeniami, tak jak ma to miejsce w przypadku elektrowni węglowych. Ponadto, technologia cały czas rozwija się, co pozwala budować instalacje słoneczne coraz niższym kosztem, za to z ich dłuższą gwarancją żywotności. – Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska

Niemcy: spektakularny upadek atomu na rzecz OZE

W OZE intensywnie inwestują także nasi zachodni sąsiedzi. Jeśli brać pod uwagę całą energię, jaką produkują Niemcy, również tę, którą eksportują zagranicę, to udział OZE liczy w tym kraju już 49 proc. ogółu produkcji energetycznej. Niemcy chwalą się także okresami, gdy 100 proc. zapotrzebowania państwa na energię pokrywane jest z odnawialnych źródeł. Ostatnie takie wydarzenie miało miejsce 19 kwietnia. Jeszcze bardziej spektakularne są ich pożegnania z energią jądrową. Na tę decyzję, podobnie jak w Japonii, także wpłynęła tragedia w Fukushimie z 2011 r. Najnowszy przykład takiego wyburzenia miał miejsce na początku maja tego roku. Zlikwidowano w tej sposób dwie wieże zakładu w Philippsburgu, którego podwoje zostały zamknięte już w 2011 r. Niemcy deklarują, że do 2022 r. całkowicie zrezygnują z energii jądrowej.

– Na świecie nie brakuje głosów, że Niemcy nie dadzą rady zrekompensować sobie braku energii jądrowej energią ze źródeł odnawialnych, a co za tym idzie, będą musieli nadrabiać elektrowniami węglowymi. Takie działanie przyniosłoby oczywiście skutek odwrotny od zamierzonego – ilość gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery wzrosłaby, zamiast ulec redukcji. Władze niemieckie nie podzielają jednak tych obaw i konsekwentnie rezygnują z zakładów jądrowych, stojąc na straży stanowiska, że takie zmiany opłacą się nie tylko zdrowotnie, ale także gospodarczo, bo OZE to nowe miejsca pracy i energia w lepszej cenie. Tym tropem powinna iść także Polska, nie tylko dlatego, że to zadanie, jakie stawia przed nami członkostwo w Unii, ale także dla własnych ambicji wzrostu gospodarczego i pozycji na arenie międzynarodowej. – Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska

Wynajem w kryzysie – podziel mieszkanie na mikroapartamenty

Czy wiecie na jakie mieszkania zapotrzebowanie jest ZAWSZE? Na kawalerki. Potrzebują ich studenci, ludzie przyjeżdżający do pracy tymczasowej, a także osoby pracujące w danym mieście przez kilka dni w miesiącu, np. wykładowcy, menedżerowie.

Mieszkania do 25 metrów to odpowiedź na potrzeby naszych czasów. Te malutkie mieszkania robią prawdziwą furorę. Wielu deweloperów specjalizuje się w budowie lub transformacji obiektów, w których powstają mikro-mieszkania. Jest tylko jeden problem. Najmniejsze lokale na rynku pierwotnym są bardzo drogie w stosunku do oferowanego metrażu.

– Znacznie bardziej opłacalny może okazać się zakup większego mieszkania na rynku wtórnym i podzielenie go na dwa mikroapartamenty. Np. niedawno z powodzeniem wykonaliśmy metamorfozę polegającą na podziale 48-metrowego mieszkania na dwa lokale – podpowiada Marta Bocheńska-Pachuta z firmy Baransu, która przygotowuje nieruchomości na wynajem na zlecenie klientów.

Mikrotrendy w wielkim mieście

W Polsce nie doczekaliśmy się jednoznacznej definicji apartamentu (zazwyczaj uznaje się, że jest to mieszkanie o wysokim standardzie, o pow. powyżej 100 m2), a „garsoniera” budzi zdecydowanie negatywne skojarzenia. Dlatego dla określenia malutkich mieszkań, o powierzchni zaledwie kilku czy kilkunastu metrów kwadratowych, ale wykończonych dobrej jakości materiałami, używa się nazwy mikroapartamenty.

Pierwszy projekt mikroapartamentów pojawił się około 2013 roku – we Wrocławiu powstała inwestycja „Starter”. Był to przerobiony na mieszkania dawny hotel akademicki. Inwestor stworzył tam 150 kawalerek o powierzchni od 12 do 27 m2. Minimieszkania wykonane „pod klucz” kosztowały od 90 do 220 tys. zł netto i wyprzedały się wciągu roku. Obecnie w naszym kraju mikroapartamenty można znaleźć w największych miastach, przede wszystkim w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Trójmieście i Wrocławiu.

Produkt jest przeznaczony głównie dla singli i studentów, którzy traktują mieszkanie jak hotel, żyjąc głównie „na mieście”. To jednak nie oznacza, że lokal nie posiada wszystkich potrzebnych sprzętów. Znajdziemy tam w pełni wyposażoną kuchnię, łazienkę i dużo miejsca do przechowywania.

Drugą istotną cechą takiego mikromieszkania jest zazwyczaj sąsiedztwo centrum miasta. Z lokalu musi być blisko do pracy, uczelni i wszelkich atrakcji. Coraz więcej osób nie chce tracić czasu na dojazdy. Zarobki wielkomiejskiego singla bardzo często pozwalają żywić się  na mieście, korzystać z kin, zaplecza sportowego i rozrywkowego. A o takie atrakcje trudniej w bardziej odległych dzielnicach. Co ciekawe, małymi mieszkaniami w dobrej lokalizacji zaczynają interesować się również aktywni seniorzy – oni także chcą mieć łatwy dostęp do rozmaitych udogodnień. Wyraźnie rysuje się już tendencja powrotu mieszkańców do centrów miast, która z pewnością będzie przybierać na sile.

Ceny z górnej półki

Typowe mikroapartamenty usytuowane są zazwyczaj w budynkach znanych jako aparthotele lub condohotele i zarządzane są przez wyspecjalizowane firmy. Coraz częściej budowane są też specjalne bloki, przeznaczone na ten cel, a nawet kilka budynków w obrębie ulicy. W Polsce kupują je przede wszystkim inwestorzy, których zachęca niski próg wejścia oraz obietnica wysokich zysków. W Krakowie za 12-metrowe mieszkanie zapłacimy około 175 tys. zł, w Warszawie za 20-metrową kawalerkę już ok. 200 tys. zł. W zależności od miasta i lokalizacji – bywa mniej lub więcej. Zasadniczo jednak – ceny mikroapartamentów są wysokie.

Z drugiej strony, kawalerki to mieszkania najbardziej poszukiwane, które wynajmą się zawsze. Można je dostosować zarówno do najmu krótkoterminowego, jak i długoterminowego. Ostatnio pojawił się też nowy trend – wynajem na średni termin, np. na kilka miesięcy, ze względu na okresową pracę w innym mieście.

Jedno mieszkanie – dwa apartamenty

Na szczęście istnieje jedno, sprytne wyjście – rynek wtórny. Nie chodzi jednak o poszukiwanie używanych mikroapartamentów, czy kawalerek, bo takie lokale również mogą okazać się niezwykle kosztowne. Inną, zazwyczaj bardziej opłacalną opcją, jest zakup większego lokalu i dokonanie podziału na dwa mniejsze.

– Nasi klienci często decydują się na takie właśnie metamorfozy.  Jest to jednak możliwe tylko pod warunkiem, że oryginalny plan mieszkania na to pozwala – zwraca uwagę przedstawicielka firmy Baransu. – Zanim dokonamy zakupu mieszkania na taki cel, musimy się upewnić, że podłącza wodne, kanalizacyjne i wentylacje, umożliwiają taką zmianę – podkreśla.

Kupując średniej wielkości mieszkanie z myślą o jego podziale, mamy większe możliwości negocjacji ceny, co wynika z podaży tego typu nieruchomości na rynku. W ofertach można naprawdę wybierać, tym bardziej, że obecnie część osób chce pozbyć się gotówki zamrożonej chociażby w pustostanach. Duże mieszkanie trudniej wynająć, jeśli więc ktoś chce się go pozbyć, może być skłonny do obniżenia cena. Z kolei sprytny nabywca może kupić jedno mieszkanie, a zarabiać na dwóch.

Trzeba jednak mieć na uwadze, że taka transformacja to dość spora inwestycja, szczególnie na początku. Pod uwagę należy wziąć nowe przyłącza, układ elektryczny, zastąpienie jednego licznika prądu – dwoma, a najlepiej także wyposażenie dwóch niezależnych mieszkań w sprzęt AGD oraz pełne umeblowanie. Oznacza to, że w takim przypadku musimy się liczyć z większymi kosztami, niż tylko cena zakupu nieruchomości. Ponieważ chodzi o coś więcej, niż tylko o „odświeżenie” mieszkania, warto skorzystać z pomocy firm, które mają już doświadczenie w podobnych przebudowach.

Metamorfoza na miarę oczekiwań

Chętni do zamieszkania w mikroapartamentach mają bardzo sprecyzowane wymagania co do mieszkania. Na pierwszy plan wysuwa się funkcjonalność i maksymalne wykorzystanie każdego skrawka przestrzeni. Już na etapie projektowania warto wiedzieć, kim będzie nasz klient docelowy. Trzeba wziąć pod uwagę jak może wyglądać jego rozkład dnia, w jaki sposób korzystać będzie z przestrzeni i sprzętów domowych, czy posiłki je w domu, czy na mieście, gdzie spędza wieczory, czy odwiedzają go znajomi. Mając taką wiedzę, łatwo ustalimy, jaki będzie najlepszy rozkład mieszkania oraz w jakie sprzęty musimy je wyposażyć.

– Mieszkanie musi być łatwe do utrzymania w czystości, a wyposażenie powinno umożliwiać szybką wymianę. Nie zapominajmy także o estetyce, szczególnie jeśli nasze mikroapartamenty chcemy uczynić lokalami klasy premium, co będzie istotne np. dla pracowników korporacji – mówi Marta Bocheńska-Pachuta.

Takie podejście wymaga sporych nakładów finansowych. Jednak w dłuższej perspektywie, przekształcając większy lokal w dwa mniejsze, otrzymamy zdecydowanie wyższy zwrot z inwestycji w przeliczeniu na metr kwadratowy. Dodatkowym atutem podziału nieruchomości może być również możliwość wynajmowania dwóch osobnych mieszkań (singlom lub parom), zamiast najmu „na pokoje” – popularnego zwłaszcza wśród studentów.

Komfortowy lokal w centrum receptą na kryzys

Na przestrzeni lat zmienia się obraz tego, czym jest komfortowe mieszkanie. Do niedawna oznaczało ono lokal o dużym metrażu, położony z dala od zgiełku miasta. Jednak rozrastające się aglomeracje i konieczność spędzania po kilka godzin dziennie w korkach, zmieniają tę wizję. W centrach miast pojawiają się strefy ekologiczne i ograniczenia w parkowaniu, więc coraz trudniej tam dojechać. Z kolei późniejszy wiek zakładania rodzin sprawia, że potrzeba większego mieszkania pojawia się w starszym wieku. Dziś więc komfort bardzo często oznacza małe mieszkanko, ale w samym centrum – tam, gdzie bije serce miasta.

Trend na powrót do centrów miast i chęć spędzania większej ilości czasu wolnego z przyjaciółmi w licznych lokalach, zdobywania nowych kompetencji, czy korzystania z obiektów sportowych sprawiają, że wiele osób decyduje się mieszkać na niewielkiej przestrzeni. Nie spędzają w niej  dużo czasu, ponieważ w dobrej lokalizacji mają łatwy dostęp do kultury, edukacji  i rozrywki. To właśnie tym wszystkim osobom dedykowane są mikroapartamenty. Oceniając szybkość sprzedaży takich inwestycji, z powodzeniem można wskazać, że takie rozwiązania będą w najbliższym czasie zyskiwały na popularności.

Inwestycja w najmniejsze mieszkania należy do tych najbezpieczniejszych. Wymagania kapitałowe dla takiej inwestycji są stosunkowo małe. Mały lokal może być wynajmowany na różne sposoby – zarówno długoterminowo (dla par, singli, studentów), średnioterminowo (dla pracowników tymczasowych), jak i krótkoterminowo (dla turystów, czy pracowników w delegacji). Dodatkowo, posiadając dwa lub trzy lokale na wynajem, możemy dywersyfikować portfel nieruchomości pod kątem różnych grup docelowych. To zaś sprawi, że nasza oferta będzie mniej podatna na kryzysy.

Polska na szarym końcu w regulacjach e-handlu w UE

Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, która nie dopuszcza zakupu alkoholu przez internet. Jest to ostatni sektor spożywczy objęty takim zakazem. E-handel jest dozwolony w większości krajów Europy, natomiast w Polsce obowiązuje przestarzała ustawa o wychowaniu w trzeźwości, która została uchwalona w czasach stanu wojennego, gdy nikt nie był w stanie przewidzieć dynamicznego rozwoju sprzedaży online. Zdaniem branży władze powinny jak najszybciej uregulować te zagadnienia, co pozwoli dodatkowo na zatrzymanie spadku wpływów z tytułu akcyzy do budżetu państwa, z powodu wyhamowania sprzedaży wyrobów spirytusowych do restauracji, barów i klubów, ze względu na pandemię COVID-19.

2. Alkohol_Internet_Infografika_white_GRAY_600px 1. Alkohol_Internet_Infografika_white_GRAY_600px „Moim zdaniem nie ma bardziej bezpiecznego sposobu sprzedaży alkoholu jak internet. Takie zakupy musimy wcześniej zaplanować, natomiast gdy przechodzimy obok sklepu może zadziałać impuls i wstąpimy po piwo. Na imprezę sprzedawca online też nie przywiezie alkoholu w 15 minut.

Nabywców w sieci można bardzo dokładnie prześwietlić. Skoro w całej Europie jest taka możliwość dlaczego my pozostajemy w ogonie. ? Nawet Szwecja z państwowym monopolem na alkohol zezwoliła na sprzedaż internetową. Ostatnio na taki krok zdecydowała się Łotwa – właśnie z powodu pandemii.

 „Sprzedaż artykułów spożywczych przeniosła się do sieci,  do domu zamawiamy kompletne posiłki i jeżeli ktoś chciałby do takiego obiadu lub kolacji napić się lampki wina, drinku  czy kufla piwa to i tak musi wyjść do sklepu. To sztuczna bariera, która nie powinna istnieć. To nie wszystko – przez dwa miesiące nie pracowała cała gastronomia – to 15 proc. obrotów całej branży alkoholowej. Sprzedaż internetowa może przynajmniej częściowo uzupełnić straty państwa z powodu niezpłaconej akcyzy. Warto podkreślić – nigdzie sprzedaż internetowa nie spowodowała dużegoi wzrostu konsumpcji”, zwraca uwagę Witold Włodarczyk, Prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.

W większości krajów UE istnieją jasne zasady handlem internetowym alkoholem. Każdy kraj członkowski ma własne regulacje, ale zasada jest jasna – można handlować legalnym produktami przez legalny kanał dystrybucji.  Ostatnio na takie rozwiązanie zdecydowała się Łotwa w obliczu epidemii. Niezależnie od rozprzestrzeniania się COVID-19 e-handel alkoholem jest również dostępny m. in. we Francji, Hiszpanii, Niemczech, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Włoszech, a poza Europą w Australii, Brazylii, Chinach, Japonii i w Stanach Zjednoczonych. Polska jako jedyna w UE nie ma uregulowanej tej kwestii.

Także dla pogrążonej w kryzysie branży gastronomicznej uwolnienie handlu alkoholem przez internet pozwoliłby na zwiększenie przychodów i utrzymanie zatrudnienia – poszerzenie ich oferty o możliwość dostarczania napojów alkoholowych do domów klientów, wpłynęłoby na poprawę ich sytuacji finansowej.

Ustawa o wychowaniu w trzeźwości powstała w stanie wojennym, gdy nie było oczywiście mowy o internecie. Legislator musi przyznać, że internet istnieje i jest znaczącym kanałem dystrybucji. To co nazywamy nieodpowiedzialnym spożyciem jest marginesem. Alkohol jest, był i będzie ważnym elementem handlu, tak samo jak internet.

Obecna sytuacja temu sprzyja, widzimy to we wzroście e-handlu FMCG w pierwszej fazie pandemii. Oczywiście, sprzedając alkohol musimy kontrolować nabywców. W sklepie internetowym, by założyć konto trzeba powiązać z nim kartę kredytową, co mogą zrobić jedynie pełnoletni. Ponadto wystarczy przy odbiorze wprowadzić kontrolę dowodu tożsamości przez kuriera. Takie bezpieczne rozwiązania w branży online już istnieją”, podkreśla Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu.

„Nie mam najmniejszych wątpliwości, że alkohol powinien być dostępny przez internet. Zdaję sobie sprawę, jest to produkt „specjalnej troski”, ale blokowanie jednego kanału dostępu do niego jest niezrozumiałe. Przy sprzedaży zdalnej można dochować wszelkich warunków bezpieczeństwa społecznego i moralnego, wynikającego z zagrożeń z niekontrolowanym spożyciem.

 Trzeba powrócić do ugruntowanej tradycji polskiego stołu, którego alkohol jest nieodłącznym elementem, tak jak we Francji czy w Hiszpanii. Pokazujmy, że alkohol może być elementem dobrego obyczaju i etykiety. Nawiążmy do tego co jest w polskiej kulturze biesiadnej najlepsze. Tak jak Francuzi, Anglicy szczycą się swoimi trunkami, tak i my powinniśmy polskie alkohole łączyć z naszą tożsamością”, podkreśla Maria Andrzej Faliński, prezes stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Zezwolenie na handel w internecie jest szansą na zwiększenie rozpoznawalności naszych producentów za granicą. Największym rynkiem e-commerce alkoholu w Europie jest Wielka Brytania, która z powodzeniem wykorzystuje ten kanał dystrybucji do sprzedaży whisky za granicę, co doskonale wpisuje się w promocję marki „szkocka whisky”.

„Moja niewielka firma produkująca ekskluzywne, leżakujące nalewki dramatycznie odczuła skutki epidemii. Naszym odbiorcom są restauracje i hotele, które na wiele tygodni zostały zamknięte. Nasza sprzedaż zamarła. Jak na razie utrzymuję zatrudnienie i czekam na lepszy czas. A co będzie dalej? Lokale gastronomiczne są już otwarte, ale nie spodziewam się wielkiego powrotu klientów i znaczącego wzrostu przychodów. Gdyby sprzedaż internetowa była dozwolona, mógłbym trafiłbym do nowej grupy odbiorców, także za granicą”, dodaje Karol Majewski, właściciel rodzinnej firmy Nalewki Staropolskie.

Wyroby spirytusowe z Polski są znane i doceniane na całym świecie – umożliwienie handlu przez internet może wpłynąć na wzrost ich eksportu, poprawę sytuacji finansowej producentów, zwiększenie wpływów do budżetu oraz rozsławienie na świecie polskich marek wyrobów spirytusowych. Z takiej formuły mogliby korzystać turyści odwiedzający nasz kraj, którzy po powrocie do siebie zechcieliby kupić alkohole „made in Poland”.

Jak COVID-19 wpłynie na ceny mieszkań? Deweloperzy odpowiadają

Czy ceny mieszkań spadną? Czy deweloperzy wprowadzają promocje? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Nie należy spodziewać się obniżek cen mieszkań. Sprzedaż mocno wyhamowała, ale nie oznacza to, że klienci zrezygnują z zakupu mieszkań, bo ceny z dnia na dzień okazały się dla nich zbyt wysokie. Sprzedaż wyhamowała, ponieważ utrudnione jest prowadzenie niemal każdej działalności gospodarczej. Wszyscy obawiają się o przyszłość i wstrzymują z decyzjami, które nie dotyczą najważniejszych potrzeb. Kiedy sytuacja zacznie się stabilizować, sprzedaż mieszkań ponownie ruszy. Pomimo obecnej sytuacji, odnotowujemy dużą liczbę kontaktów i ruch na stronie internetowej. Potwierdzają to zresztą ankiety portali z ogłoszeniami mieszkań, z których wynika, że blisko 80 proc. zainteresowanych zakupem mieszkania podtrzymuje swoją decyzję o zakupie, dopuszczając myśl, iż transakcja może przesunąć się w czasie lub zakup będzie dotyczył innego mieszkania niż pierwotnie zakładano, tj. mniejszego i tańszego.

Należy też zaznaczyć, że po ostatnim kryzysie w 2008 roku, ceny przez dłuższy czas były na stałym poziomie, a w niektórych miastach, np. we Wrocławiu nie spadły, a wręcz wzrosły. Spadki cen nastąpiły w momencie dużej nadpodaży i udziału gotowych mieszkań w ofercie na poziomie blisko 30 proc. Obecnie mamy rekordowo niską ofertę mieszkań na rynku, a gotowych lokali praktycznie brak. Należy się też spodziewać, że w kolejnych miesiącach podaż spadnie, co związane będzie z wstrzymywaniem przez deweloperów nowych inwestycji, jak i problemami związanymi z uzyskiwaniem pozwoleń na budowę.

Jednocześnie chciałbym zwrócić uwagę, że obecnie mamy zupełnie inną sytuację niż przeszło dekadę temu. Zdolność nabywcza Polaków jest dwukrotnie wyższa. A inaczej rzecz ujmując, stać ich na dwa razy większe mieszkanie.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Trudno powiedzieć, czy ceny mieszkań się zmienią, ponieważ nie wiemy, co wydarzy się kiedy zniesione zostaną ograniczenia w poruszaniu i przywrócone normalne tempo pracy i funkcjonowania gospodarki. Popyt został „sztucznie” uśpiony i dopiero najbliższe miesiące pokażą, jak bardzo i czy w ogóle zmniejszy się w porównaniu do podaży. Pamiętajmy, że wiele firm deweloperskich wstrzymało się z realizacją inwestycji lub kolejnych etapów projektów, co istotnie zmniejszy podaż. Alternatywa dla inwestowania w nieruchomości również nie przedstawia się zbyt ciekawie. Inwestowanie w akcje, fundusze, obligacje jest dziś pozbawione sensu, a oprocentowanie lokat jest znikome. Do tego dochodzi inflacja, która w lutym i w marcu br. przekroczyła 4 proc.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Pierwszą reakcją klientów na epidemię było chwilowe zmniejszenie zainteresowania zakupem mieszkań z uwagi na sytuację związaną z zagrożeniem zdrowia oraz restrykcjami nałożonymi przez rząd. W związku z tym, odczuwalny był zmniejszony obrót na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Nie oznacza to jednak, że ceny będą spadać, ponieważ definiuje je szereg czynników.

Z uwagi na kryzys deweloperzy wstrzymali większość planowanych inwestycji, co spowoduje, że spadnie podaż mieszkań. A zatem przy znacznie mniejszej podaży popyt może ulec jedynie czasowemu zahamowaniu. Zwłaszcza, że dotychczasowa hossa na rynku mieszkaniowym wynikała bardziej ze wzrostu zamożności Polaków i realnego niedoboru mieszkań. W czasach koronawirusa mieszkania są nadal atrakcyjną formą inwestycji wobec niskooprocentowanych lokat bankowych, przy rosnącej inflacji. Istotnych spadków cen mieszkań, w szczególności w segmencie premium, raczej nie można się spodziewać z uwagi na wysokie ceny materiałów, ziemi, robocizny.

W inwestycji Hanza Tower w Szczecinie wytypowaliśmy apartamenty, które można kupić z 5 proc. rabatem. Wybrane mieszkania w Osiedlu Tysiąclecie w Katowicach można kupić bez VAT, czyli o 8 proc. taniej. Najtańszy lokal kosztuje 248 tys. zł brutto. Kupując ostatnie, gotowe apartamenty inwestycyjne w Bliskiej Woli na warszawskiej Woli klienci zapłacą nawet do 60 tys. zł mniej. W luksusowym, podmiejskim osiedlu Villa Campina w Ożarowie Mazowieckim można natomiast nabyć szeregowe domy ekologiczne w technologii drewnianej. To atrakcyjny wybór dla wielu osób, które doszły do wniosku, że w obecnej sytuacji bezpieczniej i wygodniej jest mieszkać we własnym domu.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Trudno przewidzieć wszystkie możliwe skutki i czas, w jakim pandemia będzie wpływała na znajdujący się wcześniej w wysokiej fazie aktywności rynek nieruchomości. Skutki obecnej sytuacji widoczne są we wszystkich sektorach gospodarki, co dodatkowo utrudnia prognozowanie ewentualnych zmian w branży nieruchomości. Na tę chwilę jednak sytuację z koronawirusem postrzegamy jako zjawisko, które w długiej perspektywie nie powinno mieć znaczącego wpływu na rynek pierwotny, w tym także na ceny nowych mieszkań.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

Sytuacja spowodowana epidemią jest trudna dla wszystkich uczestników rynku nieruchomości, dlatego staramy się wychodzić naprzeciw potrzebom klientów i wprowadzać różnego rodzaju udogodnienia przy zakupie mieszkań. Takie, jak przesuwanie terminów płatności, czy harmonogram płatności 10/90. W kilku inwestycjach obniżyliśmy ceny wybranych mieszkań, dzięki czemu są jeszcze bardziej atrakcyjne.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Sytuacja jest dynamiczna, a jej skutki trudne do przewidzenia, jednak rynek pod kątem cen zachowuje się dosyć stabilnie. Myślę, że na chwilę obecną na pewno możemy mówić o zahamowaniu wzrostu cen mieszkań, co jest korzystną sytuacją dla osób planujących zakup nowego lokum.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Popyt na mieszkania nadal jest ogromny. Jeśli więc gospodarka względnie szybko zostanie „odmrożona”, nie należy sądzić, że średni poziom cen w znaczący sposób obniży się. Wiele zależy od tego, jak zachowają się banki i na ile skuteczne okażą się rozwiązania zawarte w tarczy antykryzysowej. Na obecną chwilę nie należy jednak spodziewać się spadków cen w najbliższej perspektywie.
Wzrasta natomiast popyt na domy i mieszkania z ogrodami. Mając do dyspozycji choćby tylko kawałek ogródka, izolacja jest bardziej komfortowa. Niepewność związana z wyjazdami wypoczynkowymi przyniosła refleksję dotyczącą jakości czasu spędzanego w domu. To nasze wnioski z zapytań dotyczących gotowych domów i budowanych mieszkań, które mamy w ofercie Osiedla Księżnej Dąbrówki.
Co do promocji, realizujemy je w tym samym rytmie, który obowiązywał przed epidemią. Oferty specjalne pojawiają się cyklicznie, w zależności od tego, na jakim etapie budowy jest dana inwestycja. Pod tym względem nic się nie zmieniło.

Jarosław Kozak, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Sytuacja spowodowała, że niektórzy klienci czasowo zaniechali podejmowania decyzji o zakupie mieszkania. Poza tym, należy pamiętać o ograniczeniach pracy banków, urzędów, czy sądów. Wydawane przez te instytucje dokumenty i decyzje są często niezbędne do sfinalizowania procesu zakupowego. Jednak moim zdaniem, Polacy w obliczu powszechnej niepewności i spadającego oprocentowania lokat, to właśnie nieruchomości będą postrzegali jako zabezpieczenie swoich oszczędności. W związku z tym, nie powinniśmy odczuć spadku cen, ale ewentualnie chwilowe zahamowanie wzrostu popytu. Nasi klienci zawsze mogą liczyć na promocje w postaci rabatów i innych zachęt.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Nie wiemy, ile będzie trwała sytuacja związana z COVID-19, ani czy będzie druga faza zachorowań. A także, kiedy gospodarki wrócą na dawne tory i jak zadziałają pakiety stymulujące, więc wszelkie prognozy obarczone są wysoką niepewnością. Pierwsze wskaźniki z gospodarek azjatyckich pokazują prawdopodobieństwo dynamicznego odbicia. Zakładając, że gospodarki w Europie podąża tą samą drogą, można przypuszczać, że obecne ceny mieszkań mogą utrzymywać się na tym samym poziomie.

Mamy promocję, która została wprowadzona do oferty jeszcze przed wybuchem epidemii. W Osiedlu Łomianki antresole można nabyć w cenie od 3000 zł/mkw. Są to mieszkania o większych metrażach, dwukondygnacyjne, przestrzenne i znakomite do aranżacji. Wyróżniają się energooszczędnością i niskim kosztami użytkowania. Całość dopełnia pakiet Aria Smart Home – system inteligentnego domu oraz panele fotowoltaiczne, piękna przyroda dorzecza Wisły i Kampinoskiego Parku Narodowego oraz dogodny dojazd do Warszawy.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Obecna sytuacja nie powinna znacząco wpłynąć na ceny mieszkań. Osoby, które liczą na drastyczny spadek cen, mogą się rozczarować. Na pewno pojawią się dodatkowe promocje na wybrane lokale, ale takie zdarzały się też wcześniej. Należy podkreślić, że podaż będzie spadać ze względu na wstrzymanie przez inwestorów niektórych inwestycji, wkrótce będzie więc mniej mieszkań na rynku. Natomiast popyt będzie stopniowo wzrastał po czasowym wstrzymaniu się przez klientów z decyzjami o zakupie.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Po raz kolejny wprowadziliśmy wiosenną promocję. W naszych inwestycjach oferujemy atrakcyjne rabaty na wybrane mieszkania. Dla przykładu, czteropokojowe mieszkanie o powierzchni ponad 72 mkw. w osiedlu Nowe Rokitki można kupić za 357 tys. zł, o blisko 15 tys. zł taniej niż wcześniej. W inwestycji Grano Residence w Gdańsku rabat może wynieść nawet 60 tys. zł. Promocje obejmują także Osiedle Pastelowe, Osiedle Foresta, Osiedle Zielone oraz Młodą Morenę Park II. Rabaty w tych projektach sięgają kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

W obecnej chwili trudno przewidywać, co stanie się z cenami mieszkań, ponieważ ich poziom zależy od wielu niepewnych czynników m.in. od długości trwania epidemii i kwarantanny społecznej. Można się jednak spodziewać, że wzrost cen sprzed epidemii wyhamuje. Z myślą o naszych klientach nie rezygnujemy z ofert specjalnych. Dlatego bez zmian są dostępne promocje na wybrane inwestycje i mieszkania. Warto też zaznaczyć, że nasze budowy prowadzone są zgodnie z harmonogramem i nie wstrzymujemy wprowadzenia nowych inwestycji. Niedawno do sprzedaży trafiła inwestycja Perspective – Wille Miejskie przy ulicy Kwidzyńskiej we Wrocławiu, a w Warszawie rozpoczęliśmy przedsprzedaż mieszkań w nowym osiedlu Lumea, zlokalizowanym przy ulcy Batalionów Chłopskich.

Autor: Dompress

Jak pandemia koronawirusa wpływa na ruch sieciowy?

Wprowadzona przez kraje Europy i Azji strategia dystansowania społecznego i przymusowego zamknięcia w domach w walce z pandemią koronawirusa, zmusiła wiele firm do pracy zdalnej i wywołała duży wzrost zainteresowania treściami oferowanymi online. To znacznie wpłynęło na praktycznie natychmiastowe natężenie ruchu w sieci. Czy infrastruktura internetowa w poszczególnych krajach sobie z tym radzi?

Praca? Najlepiej zdalnie

Aby zachować bezpieczeństwo i nie narażać się na zakażenie, w czasie pandemii koronawirusa większość osób otrzymała wytyczne przejścia na pracę zdalną. Wyraźnie zwiększa to natężenie ruchu sieciowego przy korzystaniu z domowych połączeń internetowych.

Popularność wideokonferencji w biznesie znacząco wzrosła. Wiele spotkań zastąpiono połączeniami wideo. Mnóstwo nowych serwisów do zdalnej pracy oferuje nawet 8 godzin ciągłego przesyłu danych wideo, przez co pracując w domu trudno poczuć się samotnym. Oznacza to jednak duży i nagły wzrost wykorzystania przepustowości sieci, a co gorsza oznacza, że jest on taki sam na poziomie całego kontynentu, więc nie ma zrównoważenia między poszczególnymi regionami – ocenia Dmitriy Akulov, przedsiębiorca, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr.

A co z czasem wolnym?

Rozrywka w czterech ścianach

W obliczu braku alternatywy po zamknięciu służbowego laptopa większość z nas zostaje w domu i korzysta z rozrywki (filmy, gry), czy zakupów online.

Dane wskazują, że nawet o 20% wzrosła ostatnio oglądalność filmów i seriali w serwisach streamingowych, takich jak Netflix, HBO Go, Hulu, Amazon Prime czy Disney+. W ostatnich dniach platforma Steam, zajmująca się cyfrową dystrybucją gier, bije rekordy w liczbie zalogowanych w tym samym czasie użytkowników. Niemal codziennie wyniki przekraczają 20 milionów osób.

Skoki dotyczą także serwisów, na których użytkownicy mogą nadawać własne treści wideo. O 10 procent wzrósł ruch na znanym wśród miłośników gier komputerowych serwisie Twitch. O 15 procent większa jest oglądalność filmów publikowanych przez videoblogerów na YouTube.

Do sklepu online

Inną kwestią jest widoczna zmiana sposobu zachowania konsumentów, która powoduje skokowy wzrost znaczenia e-commerce.

Eksperci Cushman & Wakefield (C&W) przywołują cytaty z prasowych komunikatów firm przyznających, że w pierwszym kwartale 2020 roku udział e-commerce w sprzedaży będzie tak wysoki, jak nigdy dotąd. Dobrym przykładem może być sklep Frisco.pl, który tygodniowo notuje obecnie sprzedaż na poziomie miesięcznej sprzed pandemii. Rosnące zainteresowanie zakupami w internecie wskazują statystyki Google. W ostatnim czasie wg. Google Trends popularność frazy „zakupy online” w Polsce wzrosła 20-krotnie.

Jest niemal pewne, że konsumenci, którzy aby uniknąć ryzyka zarażenia pozostają w domach i kupują online, także po wygaszeniu pandemii będą chętniej patrzeć na e-commerce – przyznaje Dmitriy Akulov.

Czy sieć to wytrzyma?

Większość dostawców usług internetowych nie jest gotowa na tak duże natężenie ruchu w sieci. Jednocześnie pozwalają swoim działom marketingu na odważne stwierdzenia co do zalet oferty, aby zdobyć więcej klientów. Firmy często sprzedają połączenia o prędkości 1GB, natomiast oczekują, że z reguły każdy użytkownik będzie używał tylko niewielkiego procentu tej przepustowości i to nie w ciągu dnia, kiedy każdy z zasady pracuje poza miejscem zamieszkania.

Tak jak ludzie potrafią jednocześnie szturmować banki, by wypłacać duże sumy pieniędzy, tak teraz wszyscy użytkownicy oczekują nagle dużej przepustowości łącza w tym samym czasie, tymczasem dostawcy usług internetowych nie mają zasobów, żeby spełnić ich wymagania. Konieczna wydaje się więc modernizacja sieci i infrastruktury zaplecza, ale to zajmie wiele miesięcy i będzie kosztować dużo pieniędzy. Po raz pierwszy w historii tak wiele osób próbuje pracować zdalnie. Uważam, że wiele z nich pozostanie w trybie zdalnym i nie wróci szybko do biur, pozostawiając spore wyzwanie dostawcom usług sieciowych. Będą oni zmuszeni, by coś zrobić lub zaryzykują utratę wielu klientów – dodaje Dmitriy Akulov.

Wszystkie zdalne aktywności sprawiają, że pojawiają się generalne obawy o gigantyczne przeciążanie internetu. Należy przewidywać, że czeka nas prawdopodobny spadek prędkości przesyłu danych. Jak odbije się to na codziennym życiu, dowiemy się już wkrótce.

Dobre dane zza Odry

Indeks instytutu ZEW okazał się wyjątkowo optymistyczny. Wyniósł niemal 20 punktów powyżej oczekiwań, a dodatkowo był to najlepszy odczyt od ponad 5 lat.

Dobre dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy odczyt instytutu ZEW. Indeks wyniósł 51 pkt wobec oczekiwanych 32 pkt. Oznacza to, że niemieccy przedsiębiorcy podchodzą znacznie bardziej optymistycznie do sytuacji, niż sądzono. Jest to najlepszy wynik od ponad 5 lat świadczący o tym, że nasi zachodni sąsiedzi spodziewają się poprawy koniunktury w nadchodzących dwóch kwartałach. To (plus zapowiadany duży program pomocowy) jest również bardzo dobrą wiadomością dla Polski, która zwyczajowo korzysta na dobrej koniunkturze u głównego partnera handlowego. Euro reagowało umacnianiem się względem dolara.

Lepsze dane z budowlanki w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat budowy domów za oceanem. Jak nietrudno się domyślić oczekiwania analityków były raczej pesymistyczne, zarówno pod kątem pozwoleń na budowę jak i rozpoczętych budów. Dane nie były aż takie słabe, ale są wyraźnie słabsze od standardowych poziomów. Wynika to ze wspomnień jak silny cios sektor nieruchomości otrzymał w trakcie poprzedniego kryzysu.

Chińczycy nie zmieniają stóp procentowych

Dzisiaj rano poznaliśmy decyzję Ludowego Banku Chin w sprawie stóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 3,85%. Warto zwrócić uwagę, że w przypadku Chin realnym problemem jest zadłużenie zarówno gospodarki jak i społeczeństwa, stąd stopy procentowe utrzymywane są tam na relatywnie bardzo wysokim poziomie, biorąc pod uwagę inne państwa o zbliżonym poziomie PKB na mieszkańca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Chiny bliskie wprowadzenia suwerennej cyberwaluty

Wielu ekspertów spodziewało się, że Chiny w odpowiedzi na amerykańskie oskarżenia o przyczynienie się do rozwoju pandemii koronawirusa, zaczną wobec USA reagować symetrycznie, oskarżając je również o „stworzenie koronawirusa” i załamanie światowej gospodarki. Jednak eksperci ci zapomnieli, że osobliwością chińskiej myśli politycznej jest to, że Chiny rzadko „grają na polu, które do nich nie należy” i gdzie są zmuszane do gry zgodnie z regułami ustanowionymi przez innych. I tym razem Chiny, wykorzystały swoją starą strategię, w myśl której „głos słychać ze Wschodu, a cios dochodzi z Zachodu”. Okazuje się, że w czasach nadchodzącego, poważnego kryzysu gospodarczego, w czasach informacyjnych i ekonomicznych wojen ze Stanami Zjednoczonymi, działając niespodziewanie i nieprzewidywalnie, Pekin rozpoczął ofensywę na rynkach finansowych przez testowanie nowej waluty elektronicznej, która może wreszcie ostatecznie „uwolnić” go od dolara.

Sam problem – pozostawanie w strefie dolarowej, w ramach płatności międzynarodowych – od dawna stanowił dla Chin poważne obciążenie, a pomysł uczynienia z juana waluty swobodnie wymienialnej, dyskutowany był od początku XXI w. Ale takie rozwiązanie jeszcze bardziej wiązałoby Chiny ze starym, światowym systemem wymiany walut i co najważniejsze, zmuszało Chiny do korzystania z przestarzałego, chociaż jak dotąd ciągle bardzo wiarygodnego, systemu rozliczeniowego.

Chiński system rozliczeniowy

Chiny starają się doprowadzić do tego, aby ich system rozliczeniowy, był przede wszystkim korzystny dla samych Chin, a po drugie, aby był ukierunkowany na przyszłość, a nie na stosowanie starych metod rozliczeniowych. Początkowo lansowano opcję przejścia na rozliczenia wyłącznie w walutach krajowych, „z pominięciem” dolara. W ramach takiego rozwiązania, aktywnie wdrażane są rozliczenia z Rosją. Jednak takie rozliczenia i tak w dalszym ciągu częściowo zależą od „gospodarki dolarowej”.

Poza tym przez długi czas chińskie władze dążyły do realizacji długoterminowego celu, jakim jest maksymalne wprowadzenie juana[1] do płatności międzynarodowych. Zdaniem Pekinu, udział chińskiej waluty w tych transakcjach, powinien odzwierciedlać znaczenie chińskiej gospodarki w światowych procesach gospodarczych. Głównym celem tych działań było zwiększenie wpływu juana, jako międzynarodowej waluty handlowej i inwestycyjnej. Udział juana (RMB) w płatnościach globalnych w latach 2017–2019 wzrósł o 28 punktów bazowych, o czym świadczy raport SWIFT (ang. Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication). Według stanu na sierpień 2019 r. udział juana (renminbi), jako globalnej waluty transakcyjnej wynosił 2,2%. Dla porównania, w lipcu 2011 r., wartość ta nie przekraczała 0,5%. Jeśli chodzi o liczbę instytucji finansowych używających juana do rozliczeń, to do lipca 2019 r. wzrosła ona o 11,31% w porównaniu do lipca 2017 r., co oznacza całkowity wzrost od 1989 r. do wartości 2 214⁠. I chociaż można to uznać za bardzo znaczący wzrost, nadal nie możemy mówić o poważnej obecności juana w płatnościach światowych.

I to w tym obszarze najbardziej zauważalny jest brak równowagi. Jeśli udział Chin w światowym PKB w 2019 r. wyniósł nieco ponad 19,24%, to udział juana w międzynarodowych przepływach płatniczych w sierpniu 2019 r. wyniósł zaledwie 2,2%. Tak więc przepaść między rolą renminbi, a rolą samych Chin w światowej gospodarce jest ogromna.

Dominacja walut USA i UE

Tymczasem sytuacja dolara amerykańskiego i euro jest diametralnie różna. Udział USA w światowym PKB w 2019 r. wyniósł 15,1%, UE nieco ponad 16,05%. Jednocześnie dolar amerykański pozostaje najczęściej używaną walutą w światowych płatnościach na świecie, a jego udział w światowej wymianie finansowej wynosi ponad 39%, a udział następnego w kolejności euro – około 34%. Jako waluta, w płatnościach transgranicznych juan zajmuje obecnie piąte miejsce (za dolarem amerykańskim, euro, funtem szterlingiem i jenem japońskim).

Sytuacja ta wynika nie tylko z obaw o stabilność finansową w Chinach, ale również z powodu ograniczeń przepływów kapitałowych. Formalnie rola juana rzeczywiście rosła z roku na rok, ale nie był to żaden przełom na międzynarodowych rynkach finansowych. W rzeczywistości juan nie był „wpuszczany” na te rynki, a poza tym chińska waluta nie mogła fizycznie przebić „ściany”, stworzonej przez inny system finansowy. Dla wejścia na zachodnie rynki, juanowi zaproponowano wiele wymagań, w tym liberalizację gospodarki, swobodny handel juanem, brak ingerencji państwa w kurs waluty krajowej, i tak dalej.

Pójść własną drogą

Dlatego ChRL postanowiła pójść inną drogą. Nie próbować wchodzić w istniejący już system walutowy, ale stworzyć swój własny i podjąć jeszcze bardziej radykalny krok w celu oderwania go od dolara: rozpocząć aktywne wprowadzanie swojej cyfrowej suwerennej waluty. Waluty, która faktycznie była testowana od kilku lat.

I chociaż nie ma oficjalnego harmonogramu wdrażania nowej waluty, to w okresie, od kwietnia do maja 2020 r., Centralny Bank Chin przyspieszył rozwój elektronicznego juana, który powinien stać się pierwszą cyfrową walutą stworzoną i zarządzaną przez państwo, i to państwo będące jedną z największych gospodarek na świecie, a nie – jak dotąd było z kryptowalutami – przez prywatną korporacją.

Implementacja pierwszej zarządzanej przez państwo kryptowaluty

Czas aktywnej implementacji nie został wybrany przypadkowo. Uznano, że w związku z rosnącą popularnością cyfrowych platform płatniczych, w czasach, kiedy przy rozliczeniach, ludzie zaczynają unikać fizycznych kontaktów z powodu pandemii koronawirusa, cyberwaluta dostarczana przez państwo może stać się bardzo popularna. Jest przy tym ważny niuans: jeśli zdecydowana większość kryptowalut ma zapewnić anonimowość ich posiadaczy, co często wykorzystywane jest do nielegalnych operacji, chińska cyberwaluta powinna być przejrzysta dla krajowego systemu finansowego.

Dla Chin suwerenna waluta cyfrowa jest funkcjonalną alternatywą dla systemu rozliczeń w dolarach, zabezpieczającą płatności przed konsekwencjami wszelkich sankcji lub zagrożeń, zarówno na poziomie krajowym, jak i na poziomie poszczególnych przedsiębiorstw.

Bank centralny rozpoczął testowanie swojej e-waluty w kilku miastach, w tym w Shenzhen, Suzhou, Chengdu, a także w nowej specjalnej strefie ekonomicznej na południe od Pekinu, Xiong’an. Cyberyuan prawdopodobnie zostanie przetestowany również w regionach, w których odbędą się niektóre imprezy Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2022 r. I tak, Cyberyuan w Suzhou zostanie wykorzystany do subsydiowania transportu, a w Xiong’an skupi się na płaceniu za żywność i sprzedaż detaliczną.

Podsumowanie

Na pierwszy rzut oka nie ma tu żadnej szczególnej innowacji, rozliczenia elektroniczne są już od dawna wprowadzane w Chinach i stały się dość powszechne dla prawie każdego Chińczyka. Jednak wcześniej nie zamierzano zastępować obecnej waluty – juana, a tego typu płatności były i są po prostu wygodnymi w powszechnym stosowaniu. Ponadto, ponieważ dane dotyczące operacji w ramach istniejących platform płatniczych były rozproszone w kilku, niepołączonych ze sobą systemach, Bank Centralny nie mógł kontrolować przepływu gotówki w czasie rzeczywistym. Tym razem najwyraźniej mowa jest o pełnej, scentralizowanej „digitalizacji” narzędzi rozliczeniowych.

Oficjalne chińskie media wyjaśniają, dlaczego przyspieszenie suwerennej waluty cyfrowej jest teraz tak ważne.

Pierwszym powodem jest przekształcenie przez Stany Zjednoczone dolara w „broń” amerykańskiej polityki zagranicznej. USA osiągają to poprzez wprowadzanie jednostronnych sankcji karnych, z groźbą wykluczenia firm z systemu rozliczeniowego SWIFT. Amerykańskie groźby zostały już zrealizowane i wprowadzone w życie, np. w odniesieniu do Iranu i Wenezueli. Innym przykładem wykorzystania dolara, jako broni, jest wg chińskich mediów przykład z Australii. Rząd tego kraju został zmuszony do odstąpienia od umowy z Huawei, w sprawie obsługi nowej sieci kolejowej, między innymi z powodu trudności z przeprowadzeniem transferów finansowych.

Po drugie, istnieje potrzeba działań Chin, mających na celu przeciwdziałanie szantażowi ze strony dolara, a tym samym zapewnienie inwestorom i przedsiębiorstwom, możliwości wyboru waluty rozliczeniowej. Jest to propozycja dalszego rozwoju systemu transakcji finansowych opartych na juanie, jako alternatywy dla rozliczeń w dolarach.

Po trzecie, chodzi również o perspektywy ekspansji juana. Na pytanie, gdzie w najbliższej przyszłości „cyfrowy juan” będzie wykorzystywany w rozliczeniach międzynarodowych, odpowiedź nasuwa się sama. Będą to oczywiście głównie kraje, które przystąpiły do chińskiej Inicjatywy Pasa i Drogi (Nowego Jedwabnego Szlaku).

Co więcej, w kontekście stagnacji handlu światowego, wprowadzenie nowego systemu płatności może znacznie ożywić handel, dając chińskiej „miękkiej sile” jeszcze większe szanse na powodzenie. A ponieważ posiadaczem i emitentem nowej waluty, będą Chiny, to użytkownicy „cyfrowego juana” będą jeszcze bardziej włączani w chiński system finansowy.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Formalna nazwa chińskiej waluty to renminbi, co oznacza „waluta ludowa”, jednak powszechnie używa się nazwy „juan”, będącej nazwą jednostki waluty ChRL. Chińska waluta posiada dwa odrębne rynki: wewnętrzny dla rezydentów oraz zewnętrzny. Na rynku wewnętrznym obowiązującą walutą jest tzw. onshore renminbi (CNY), a na rynku zewnętrznym (zagranicznym) tzw. offshore renminbi. Na rynku zagranicznym waluty oznaczone są różnymi skrótami: w Hongkongu – CNH, Tajwanie – CNT, Singapurze – CNS. W Hongkongu w myśl zasady jeden kraj, dwa systemy używana jest odrębna waluta, dolar hongkoński (HKD). RMB pozostaje tam drugą pod względem popularności walutą, a jego rola stale rośnie w związku z ożywioną wymianą handlową z kontynentem. Banki w Hongkongu prowadzą dla klientów konta w RMB. Podobna sytuacja panuje w Makau, gdzie chociaż lokalną walutą pozostaje pataca, to miejscowe banki wydają karty płatnicze umożliwiające płatności w RMB. Nie są one jednak dopuszczane w miejscowych kasynach.

Rekrutacja przejdzie do online nie tylko na czas pandemii?

Aktualna sytuacja sprawiła, że rekrutacje przenoszą się do online. W szczególności kolejne kroki po aplikacji, czyli sprawdzenie umiejętności czy rozmowy kandydatów z działem HR. Universality proponuje pominięcie tych etapów dzięki łączeniu firm z dokładnie dopasowanymi, już sprawdzonymi kandydatami. Cały proces rekrutacji staje się w efekcie znacznie szybszy. Z rozwiązania polskiej firmy skorzystało już blisko 20 tys. osób.

Poprawna ocena umiejętności kandydatów będzie w czasie recesji trudniejsza w zwykłym postępowaniu rekrutacyjnym ze względu na rosnącą liczbę osób poszukujących nowego zajęcia i zmniejszenie liczby ofert pracy (tylko w kwietniu o 28 proc. miesiąc do miesiąca). Na znaczeniu mogą zyskać nowe, wirtualne procedury rekrutacji. Opracowane na przykład przez Universality.

Testowanie kompetencji

Universality – firma z Krakowa – udostępnia darmową platformę, na której dostępne są zadania współtworzone we współpracy z firmami i dotyczące realnych problemów. Obecnie z Universality korzystają przede wszystkim studenci informatyki i młodzi programiści. Mogą budować swój profil, potwierdzać kompetencje, a do szlifowania umiejętności zachęca ich wprowadzony na platformie mechanizm grywalizacji. Wykładowcy mogą z kolei przygotować swoich studentów do rozwiązywania praktycznych zadań, z którymi zetkną się w firmach.

Platforma korzysta z mechanizmu opartego o sztuczną inteligencję, który umożliwia m.in. rekomendowanie konkretnych ścieżek rozwoju.

– Widzimy duże zainteresowanie naszym rozwiązaniem. W tym momencie korzysta z niego dwa tysiące prowadzących i 17 tysięcy studentów. Ta liczba podwaja się co semestr. Dzięki bazie kilku tysięcy praktycznych zadań student bez problemu może starać się o pracę mimo braku doświadczenia w branży IT, a pracodawca ma pewność, że informacja o umiejętnościach to nie tylko deklaracje – wskazuje Jerzy Czepiel, założyciel Universality.

Sprawdzanie predyspozycji

Firmy zyskują dostęp do bazy najbardziej dopasowanych kompetencyjnie kandydatów. – Firmy nie muszą angażować swoich doświadczonych pracowników w proces rekrutacji. Wszystkie umiejętności są już potwierdzone na etapie kontaktu z kandydatami. Ci ostatni też zyskują, bo w trakcie pierwszej rozmowy z potencjalnym pracodawcą wiedzą, że posiadają dokładnie te umiejętności, których on oczekuje. Połączenie ze sobą właściwych osób skraca do minimum czas wdrażania nowego pracownika – dodaje Jakub Folczak, menedżer ds. rozwoju Universality.

Ekspansja zagraniczna

Universality współpracuje obecnie między innymi z Uniwersytetem Jagiellońskim, Uniwersytetem Łódzkim, Uniwersytetem Śląskim, Politechniką Świętokrzyską czy Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu. Firma rozpoczęła również współpracę za granicą. Wymieniła listy intencyjne m.in. z Gujarat Technological University w Indiach, gdzie studiuje 380 tys. osób, z Ministerstwem Edukacji Narodowej w Kirgistanie oraz podpisała umowę z rektorem Uniwersytetu w Równem na Ukrainie.

Nowe zastosowania platformy

Na ten moment Universality skupia się na rozwijaniu narzędzia do rekrutacji programistów i bazy zadań z zakresu IT. – Kolejnym krokiem będzie poszerzenie wachlarza materiałów o inne powiązane branże, np. finanse, bankowość, analitykę czy projektowanie gier – komentuje Jerzy Czepiel, założyciel Universality.

Upraktycznienie polskiej edukacji

Często można się spotkać z opinią, że polskie szkoły wyższe, szczególnie w zestawieniu z zachodnimi, nie przygotowują do tego, z czym studenci zetkną się po opuszczeniu uczelni i wejściu na rynek pracy. Czy tak jest – można toczyć długie akademickie dysputy. Bezspornym faktem jest, że Universality choć w części ten rozdźwięk między praktycznymi potrzebami rynku, a przesytem teorii w czasie studiów może zasypać, zderzając przyszłych pracowników z autentycznymi zadaniami, z którymi spotkają się w firmach.

W czasach pandemii wzrosły oczekiwania hoteli wobec dostawców środków czystości. Liczą się tylko kompleksowe rozwiązania

Branża hotelarska robi wszystko, aby przystosować się do nowej rzeczywistości i wrócić do kondycji sprzed pandemii. Kolejne obiekty noclegowe informują o wdrożeniu wymaganych procedur bezpieczeństwa i otwarciu swoich drzwi dla gości. Coraz więcej hoteli wprowadza też własne rygorystyczne standardy czystości, w opracowaniu których często pomagają eksperci z firm dostarczających profesjonalne środki czystości. Wszystko po to, aby zagwarantować maksymalne bezpieczeństwo gościom i pracownikom. Nikt nie ma bowiem wątpliwości, że czynnikiem decydującym o wyborze obiektu noclegowego stała się gwarancja zachowania reżimu sanitarnego.

Choć hotele i pensjonaty mogą być otwarte od 4 maja, część z nich potrzebuje więcej czasu na przystosowanie się do nowej rzeczywistości oraz wdrożenie wszystkich wytycznych Ministerstwa Rozwoju i Głównego Inspektora Sanitarnego. Inne pozostawały zamknięte, czekając na decyzję rządu o możliwości wznowienia działalności hotelowych restauracji. Jedno jest pewne – obecna sytuacja wymaga podjęcia wzmożonych środków bezpieczeństwa, a żaden hotel nie może sobie pozwolić, aby jego gość lub członek załogi został zarażony na terenie obiektu. To byłaby ogromna strata wizerunkowa dla hotelu, a nawet dla całej sieci. Z drugiej strony miejsca, które dotychczas cieszyły się pozytywnymi opiniami klientów odnośnie wysokich standardów czystości, po wdrożeniu dodatkowych procedur sanitarnych mogą zyskać na tle konkurencji. Wsparcie w tym zakresie często oferują firmy dostarczające do obiektów noclegowych profesjonalne środki czystości. Niektórzy producenci, jak np. Ecolab, w ramach współpracy oferują kompleksowe programy pomagające hotelom przystosować się do nowej rzeczywistości. Z takiej możliwości skorzystał m.in. Hotel Sheraton w Sopocie.

Przy współpracy z firmą Ecolab wprowadziliśmy Specjalny Protokół Czystości. Zgodnie z tym protokołem, wspieranym przez najwyższe standardy sieci Marriott, dbałość o czystość i skuteczna dezynfekcja hotelowych pokoi, obszarów publicznych oraz zaplecza w pełni pokrywa się ze wszystkimi wytycznymi Ministerstwa Rozwoju wydanymi dla branży hotelarskiej. Zdrowie oraz bezpieczeństwo gości i pracowników zawsze było i jest dla nas najważniejsze. Jesteśmy gotowi na nową rzeczywistość, ale podkreślamy – nasze podejście do gości i misja, by przyjąć ich tak, by pobyt zapamiętali na długo, pozostają niezmienne – mówi Artur Zawadzki, dyrektor Hotelu Sheraton w Sopocie.

Pomoc w przygotowaniu wewnętrznych protokołów bezpieczeństwa, opracowaniu planów higieny i dezynfekcji czy list kontrolnych dla poszczególnych stref to tylko część obszarów, w których warto skorzystać z doświadczenia ekspertów z branży czystości. Co jeszcze oferują dostawcy i producenci chemii hotelowej?

Nasza rola nigdy nie ograniczała się do dostarczenia skutecznych i wydajnych środków czystości. Producent chemii profesjonalnej ma za zadanie obsłużyć hotel w sposób kompleksowy, dostarczyć technologicznego know how i pełną obsługę serwisową, mającą na celu kontrolę zużycia produktów i poprawę efektywności. Od zawsze stawialiśmy też na szkolenia, ponieważ odpowiednio wykwalifikowanemu personelowi łatwiej jest wdrożyć właściwe procesy i procedury postępowania – mówi Aneta Krupa, Marketing Manager w Ecolab Polska. – Korzystając z ponad 25-letniego doświadczenia, postanowiliśmy pomóc naszym partnerom przystosować obiekty do funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Opracowaliśmy specjalny program dla hoteli, obejmujący nie tylko szereg szkoleń, webinarów oraz wsparcie w opracowaniu procedur i planów higieny, ale też np. pakiet instrukcji graficznych, plansz ściennych i broszur edukacyjnych związanych z pandemią Covid-19. Pomagamy oczywiście również w doborze środków czystości o potwierdzonym działaniu przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2 czy we właściwym rozmieszczeniu bezdotykowych dozowników z mydłem i środkiem dezynfekującym – dodaje Aneta Krupa.

Wdrożenie odpowiednich procedur i środków bezpieczeństwa jest równie ważne, jak poinformowanie o tym klientów. O wszystkich – zarówno obowiązkowych, jak i nadprogramowych – działaniach podjętych przez hotel warto napisać na stronie internetowej czy w newsletterze. Z kolei w widocznym miejscu przed wejściem do hotelu i w recepcji, oprócz obowiązkowej informacji o maksymalnej liczbie klientów mogących jednocześnie przebywać w danej części obiektu, warto zamieścić ocenę, jaką klienci wydali hotelowi na popularnych portalach czy w serwisach rezerwacyjnych.

Optymizm wyraźnie zmalał. Brak dowodów na skuteczność leku na COVID-19

Sceptyczne raporty dotyczące ostatnich rewelacji w badaniach nad szczepionką na COVID-19 utemperowały rynkowy entuzjazm, przywracając niepewność o tempo odbicia gospodarczego jako motyw przewodni dla rynków. Indeksy są pod presją, na FX widać odwrót od ryzykownych walut. Łatwo przyszło, łatwo poszło.

W takich sytuacjach nie jest przyjemnym stwierdzać „A nie mówiłem!” i szczerze sam jestem zaskoczony, że powód do zgaszenia entuzjazmu przyszedł tak szybko. Według doniesień STAT News prace firmy badawczej Moderna nad szczepionką na COVID-19 nie przyniosły krytycznych dowodów na skuteczność leku. W raporcie stwierdzono, że „naprawdę nie ma sposobu, aby wiedzieć, jak imponująca może być szczepionka”, a jeden lekarz z Instytutu Johna Hopkinsa dodał, że „nie wiemy, czy te przeciwciała są trwałe”. Schemat jest taki sam, jak poprzednimi razami: firma medyczna ogłasza zdumiewające wyniki badań, rynek szaleje, pojawia się raport sugerujący, że jeszcze za wcześnie, by mówić o faktycznym przełomie, na rynki przychodzi rozczarowanie. To smutne, że potrzeba inwestorów do uczepienia się najmniejszej pozytywnej informacji jest tak brzydko wykorzystywana do zyskania rozgłosu (a może i czegoś więcej, gdyż Moderna jest spółką publiczną). Pozostaje tylko szukać pozytywnych aspektów w tym, że prace nad lekarstwem trwają i w końcu otrzymamy dowody skutecznej szczepionki. Ale, jak pisałem wczoraj, nie można zapominać, że od pierwszych pomyślnych wyników badań do powszechnego użycia lekarstwa minie wiele miesięcy. Cokolwiek rynki uznają za warte dyskontowania teraz, nie będzie się mogło utrzymać przez cały ten czas. Nie rezygnujmy z optymizmu i nadziei, ale tak samo bądźmy wierni zleceniom stop loss.

Rynek akcji może przystopować swój rajd na pewien czas, czekając na kolejny impuls. Najbliższy widzę w odczytach PMI, przede wszystkim z Eurolandu w piątek. Na rynku walutowym presja wraca na waluty ryzykowne AUD, CAD, NOK. Dwie ostatnie mogą przyspieszyć korektę, jeśli dostaną dodatkowe paliwo z rynku ropy naftowej. Nadzieje na szczepionkę są skorelowane z oczekiwaniami co do tempa odbicia gospodarczego, więc ostudzenie pierwszego implikuje ukrócenie rajdu cen ropy naftowej. NZD stara się pośrednio wybronić zmianą w postrzeganiu perspektyw polityki monetarnej RBNZ po tym, jak w nocy prezes banku Orr wykluczył rychłe cięcia stóp procentowych poniżej zera. EUR/USD stara utrzymać się ponad 1,09, czekając na PMI, ale też znajdując wsparcie w oczekiwaniach na obiecujący pakiet fiskalny UE. Osobiście nie mam przekonania, aby te oczekiwania zostały spełnione, co w przyszłym tygodniu (prezentacja projektu pakietu przez KE) podniosłoby ryzyka wokół EUR po negatywnej stronie. Złoty dalej pozostaje słabo skorelowany z nastrojami na rynkach zewnętrznych, nawet jeśli wczorajsze umocnienie i dzisiejszy odwrót wpisywałyby się w wahania sentymentu. Jednak w poprzednich dniach tego związku nie było kompletnie widać, co nakazuje mi trzymać się dotychczasowej opinii, że złoty jest poza uwagą globalnych inwestorów i został porzucony w dryfie 4,51-4,57 za euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska przyciąga coraz większą uwagę specjalistycznych funduszy restrukturyzacyjnych

Kłopoty płynnościowe polskich firm wywołane pandemią koronawirusa przyciągają coraz większą uwagę zagranicznych funduszy typu specialty finance, które oferują niestandardowe formy finansowania w sytuacjach, gdy zagrożone jest istnienie spółki, uważają eksperci firmy doradczej Saski Partners.

Na rynku europejskim i amerykańskim od wielu lat działają wyspecjalizowane fundusze oferujące prywatne źródła finansowania, takie jak strukturyzowane finansowanie dłużne, finansowanie mezzanine, pożyczki konwertowane na udziały, czy też finansowanie kapitału obrotowego. Choć polska gospodarka, uznawana za rynek dojrzały, była na radarze tych instytucji już od kilku lat, to transakcji tego typu było dotychczas niewiele.

Z naszych rozmów z inwestorami wynika, że krajowemu rynkowi coraz bardziej przyglądają się wyspecjalizowane fundusze oferujące przedsiębiorstwom dostęp do kapitału w formie różnego rodzaju długu i finansowania hybrydowego łączącego cechy finansowania dłużnego i kapitałowego – powiedział Dominik Olszewski, partner zarządzający Saski Partners w Warszawie.

Na rynkach zagranicznych doszło w ostatnich tygodniach do kilku niestandardowych transakcji finansowania. W połowie marca amerykański fundusz HPS Investment Partners, specjalizujący się w finansowaniu dłużnym, udzielił specjalnej pożyczki ratunkowej borykającej się z kłopotami płynnościowymi sieci restauracji Pizza Express. Pożyczka będzie miała pierwszeństwo spłaty przed innym długiem w przypadku niewypłacalności spółki. Natomiast fundusze Cinven, CPPIB oraz EQT, które do tej pory inwestowały głównie w kapitał udziałowy, zdecydowały się wesprzeć swoją spółką portfelową Hotelbeds pożyczką w wysokości 400 mln euro, aby pomóc jej przetrwać.

­Tego rodzaju źródła kapitału są bardzo elastyczne i umożliwiają dostosowywanie struktury do konkretnej sytuacji, tak aby z jednej strony zabezpieczyć ryzyko podmiotu finansującego, jednocześnie zapewniając mu adekwatną stopę zwrotu, a z drugiej strony dostosować profil przepływów finansowych danej struktury finansowania do potrzeb i możliwości finansowych firmy – powiedział Dominik Olszewski. – Będzie to kapitał droższy niż finansowanie bankowe, bo najczęściej ma charakter podporządkowany. Dzięki niemu możliwe jest zapewnienie ciągłości działania przedsiębiorstwa lub zrealizowania przedsięwzięcia, które sfinansowanie z innych źródeł nie byłoby możliwe.

Według ekspertów Saski uwaga tych inwestorów skupi się na firmach najbardziej dotkniętych zamknięciem gospodarki z takich branż jak turystyka, handel detaliczny, usługi, czy transport. Firmy te najczęściej nie były przygotowane na gwałtowne zaburzenia płynności, ponieważ znajdowały się w fazie dynamicznego wzrostu i ekspansji zagranicznej. Tymczasem, gwałtowny spadek przychodów wywołany zamrożeniem gospodarki ma negatywny wpływ na warunki zawartych wcześniej umów kredytowych w bankach. W pierwszej kolejności wzrasta ryzyko niespełniania przez przedsiębiorców kowenantów finansowych, co w skrajnym scenariuszu może oznaczać nawet wypowiedzenie przez bank umowy i konieczność natychmiastowej spłaty długu.

Dla firm, które znalazły się w takiej sytuacji pierwszym krokiem jest poszukiwanie porozumienia z dotychczasowymi wierzycielami. Jednak skłonność banków do zwiększenia zaangażowania jest skromna. Pozabankowy rynek finansowania dłużnego w Polsce jest ograniczony do pojedynczych instytucji, podczas gdy na rynkach dojrzałych istnieje cały rynek instytucji i instrumentów finansowych, które w czasach kryzysu gotowe są do inwestowania i finansowania przedsiębiorstw – powiedział Błażej Lepczyński, ekspert Saski Partners.

Sytuacja polskich przedsiębiorstw po lockdownie

Jeszcze pod koniec marca 71 proc. przedsiębiorstw zgłaszało spadek nowych zamówień, w tej chwili ten problem dotyczy 41 proc. Sytuacja na rynku pracy wciąż jest relatywnie stabilna, a nastroje przedsiębiorców się uspokajają. 8 proc. przedsiębiorców planuje dalszą redukcję zatrudnienia, podczas gdy pod koniec marca zwolnienia planowało 28 proc. firm. Z kolei 7 proc. chce zwiększyć liczbę pracowników – takie wnioski płyną z IV fali badania kondycji przedsiębiorstw, przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju.

Masowych zwolnień nie będzie, ale co piąta firma wciąż chce obniżyć wynagrodzenia

W porównaniu do deklaracji z końca kwietnia, odsetek przedsiębiorstw planujących redukcję zatrudnienia spadł o 4 pkt. proc., zaś w porównaniu do deklaracji z końca marca – o 20 pkt. proc.

Odsetek firm deklarujących utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia wzrósł o 12 pkt. proc. Jednocześnie z 2 proc. na koniec marca do 7 proc. na początku maja wzrósł odsetek firm, które deklarują zwiększenie liczby pracowników.Sytuacja polskich przedsiębiorstw po lockdownie

O ile pod koniec marca obniżenie wynagrodzeń pracowników planowało 50 proc. firm, to na początku maja takich przedsiębiorstw jest 21 proc., przy czym 19 proc. zamierza obciąć pensje całej załogi, a 2 proc. ograniczy się do kadry zarządzającej.Sytuacja polskich przedsiębiorstw po lockdownie 2Sytuacja polskich przedsiębiorstw po lockdownie 3

– Wejście w etap odmrażania gospodarki zmienia sytuację na rynku pracy. Po dotychczasowym wyraźnym zahamowaniu zaczynamy obserwować systematyczny spadek odsetka firm planujących redukcję poziomu zatrudnienia. W końcu marca takich przedsiębiorstw było 28 proc., teraz jest ich 8 proc. Równie istotną kwestią jest ograniczona skłonność pracodawców do obniżania wynagrodzeń. 66 proc. planuje bowiem utrzymanie ich obecnego poziomu. To wynik o 30 pkt. proc. wyższy niż pod koniec marca. Niestety wśród małych firm ten odsetek wzrósł o 10 pkt proc, co może świadczyć o rosnących różnicach w odporności na kryzys – twierdzi Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora PIE ds. badań i analiz.

Spadek sprzedaży wyhamował

Na początku maja odsetek firm doświadczających spadku sprzedaży zmalał z 67 proc. do 49 proc., czyli o 18 pkt. proc. w porównaniu z końcem kwietnia, co oznacza zahamowanie dotychczasowego trendu wzrostowego. Na taki obraz wpłynęła przede wszystkim poprawa sytuacji mikro oraz małych firm, wśród których odsetek firm ze spadkiem sprzedaży w stosunku do danych z końca marca zmniejszył się odpowiednio o 28 pkt. proc. oraz o 9 pkt. proc.

Zróżnicowana sytuacja występuje w obszarze zamówień, gdzie 41 proc. przedsiębiorstw doświadczyło spadku w porównaniu do ilości z połowy kwietnia, tyle samo nie odnotowało zmian, a 13 proc. zanotowało wzrost. Najbardziej wyraźne ożywienie wystąpiło w handlu i usługach, gdzie odpowiednio 17 proc. oraz 15 proc. firm odnotowało wzrost liczby nowych zamówień.

Firmy w gorszej kondycji chętniej sięgają po pomoc państwa

Subiektywna ocena płynności finansowej przedsiębiorstw nie zmieniła się w porównaniu z końcem kwietnia. 42 proc. firm ocenia swoją płynność jako dostateczną, by przetrwać powyżej 3 miesięcy, tyle samo deklaruje zdolność przetrwania przez maksymalnie 3 miesiące, zaś 9 proc. firm nie ma żadnych rezerw finansowych. O skorzystanie z co najmniej jednego instrumentu Tarczy Antykryzysowej lub Tarczy Finansowej ubiegało się 61 proc. przedsiębiorstw, najczęściej mikro i małe, odpowiednio 80 proc. oraz 76 proc. Najchętniej z pomocy korzystają ci, dla których jest ona niezbędna aby przetrwać.Firmy w gorszej kondycji chętniej sięgają po pomoc państwa

– Wytrzymałość w warunkach kryzysowych mniejszych podmiotów jest ograniczona i to się potwierdza. Istotną rolę w ratowaniu będących w najtrudniejszym położeniu odgrywa wsparcie w ramach Tarcz Antykryzysowej i Finansowej. W badaniach ujawnił się fakt, że aż 89 proc. firm oceniających swoje zasoby finansowe jako niedostateczne by funkcjonować choćby miesiąc, skorzystało z rządowego wsparcia. Wśród firm zdolnych przetrwać przez miesiąc wskaźnik korzystających wynosi niemal 76 proc., zaś wśród zdolnych do funkcjonowania dłużej niż kwartał nieco ponad 45 proc. Nasze badania pokazują, że wsparcie finansowe w czasach kryzysu najchętniej jest podejmowane w grupach firm o najmniejszych zapasach finansowych. To dobry sygnał, bo pokazuje, że pieniądze na ratowanie polskiej gospodarki są wycelowane tam, gdzie znajdują się największe potrzeby  – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Zatory płatnicze wciąż dużym problemem

Trudności w regulowaniu własnych zobowiązań dotyka 25 proc. firm, zaś 74 proc. nie zgłasza takich trudności. W porównaniu z deklaracjami sprzed miesiąca, odsetek firm doświadczających zatorów płatniczych wzrósł o 2 pkt. proc. W najmniejszym stopniu tymi trudnościami dotknięci są właściciele dużych firm (22 proc.). Istotnym problemem jest to, że w przypadku 33 proc. firm nieopłacone faktury stanowią od 25 proc. do 50 proc. wszystkich ich należności wobec kontrahentów i w porównaniu z sytuacją z połowy kwietnia nastąpił wzrost o 7 pkt. proc. Duża część przedsiębiorstw (43 proc.) przyznaje, że ma trudności z egzekwowaniem należności od kontrahentów.

Nota metodologiczna:

Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju przeprowadzone przez IBRiS w dniach 12-14 maja 2020 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach na temat ich sytuacji i planów po nastaniu w Polsce epidemii koronawirusa. Badanie przeprowadzono za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 405 firm, w 4 kategoriach wielkości i 3 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby możemy przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95, a błąd szacunku wskaźników struktury wyniesie 5 proc.