Organizacja human-centric w erze AI – jak LM PAY S.A. łączy automatyzację z zaufaniem

W fintechach wyzwaniem nie jest już samo wdrażanie sztucznej inteligencji, ale określenie granicy między automatyzacją a odpowiedzialnością za decyzję. Kluczowe staje się dziś budowanie organizacji, w której technologia zwiększa skalę działania, ale człowiek nadal odpowiada za jakość decyzji, relacje i zaufanie klientów.

W fintechu oznacza to przejście od myślenia o automatyzacji jako celu samym w sobie do modelu, który coraz częściej określany jest jako współpraca człowieka i sztucznej inteligencji w ramach odpowiedzialnego, human-centric biznesu.

Szczególnie widoczne jest to w sektorach, w których decyzje finansowe bezpośrednio wpływają na jakość życia, zdrowie i komfort klientów – takich jak finansowanie usług medycznych, estetycznych czy ubezpieczeniowych.

AI nie zastępuje ludzi – zmienia ich rolę

Współczesny fintech nie powinien funkcjonować w logice pełnej automatyzacji. Rośnie bowiem świadomość, że istnieje wyraźna granica między efektywnością operacyjną a odpowiedzialnością decyzyjną.

Sztuczna inteligencja doskonale radzi sobie z wieloma procesami operacyjnymi, szczególnie tam, gdzie kluczowe są szybkość, powtarzalność i analiza dużych zbiorów danych. Istnieją jednak obszary, w których decyzja nadal wymaga odpowiedzialności człowieka doświadczenia:

  • sytuacje niestandardowe wymagające indywidualnej interpretacji i doświadczenia,
  • decyzje kredytowe o podwyższonym poziomie ryzyka,
  • obsługa klienta w momentach kryzysowych.

Jak podkreśla Jakub Czarzasty, CEO LM PAY S.A.:

„W naszej branży technologia ma olbrzymie znaczenie wtedy, gdy wspiera odpowiedzialne decyzje i realnie poprawia jakość doświadczenia klienta. AI przyspiesza procesy, ale nie zastępuje odpowiedzialności za ich skutki”.

LM PAY jako przykład firmy human-centric

LM PAY S.A. działa w obszarze finansowania usług medycznych i estetycznych, gdzie kluczowym elementem modelu biznesowego jest zaufanie pacjenta i partnera (gabinetu, kliniki).

Właśnie w tym kontekście powstały i funkcjonują rozwiązania takie jak MediRaty i MediPay, które stanowią praktyczne wdrożenie embedded finance w sektorze ochrony zdrowia i usług medycznych.

W tym modelu technologia nie zastępuje relacji – lecz ją wspiera. Kluczowe momenty procesu nadal wymagają zaufania, odpowiedzialności i ludzkiej decyzji.

W praktyce oznacza to wyraźny podział ról:

  • AI przejmuje powtarzalne, operacyjne i analityczne zadania,
  • człowiek odpowiada za decyzje, relacje i wyjątki od reguł.

W finansowaniu usług medycznych ma to szczególne znaczenie – proces może być cyfrowy i szybki, ale finalne zaufanie buduje się w interakcji pomiędzy klientem, placówką i instytucją finansową.

Olga Gójska, Dyrektor Sprzedaży LM PAY S.A. dodaje:

„Nasze rozwiązania finansowe mają zwiększać dostępność usług i upraszczać procesy, jednocześnie zapewniając przewidywalność i stabilność zarówno dla pacjentów, jak i partnerów medycznych”.

Podejście human-centric jako przewaga konkurencyjna

W branży fintech coraz częściej obserwujemy, że:

  • szybkość działania staje się standardem,
  • UX jest warunkiem wejścia na rynek,
  • dostęp do technologii jest powszechny.

W takim środowisku przewaga konkurencyjna przesuwa się w stronę:

  • zaufania,
  • jakości relacji,
  • odpowiedzialności,
  • zdolności łączenia technologii z człowiekiem.

W szczególności w finansowaniu usług medycznych brak elementu ludzkiego w procesie może oznaczać utratę poczucia bezpieczeństwa po stronie pacjenta i partnera.

Fintech przyszłości: infrastruktura zaufania

Ewolucja fintechu prowadzi do zmiany jego definicji. Nie jest to już wyłącznie sektor technologii finansowej, ale coraz częściej infrastruktura zaufania pomiędzy klientem, usługodawcą i instytucją finansową.

Najczęściej dzieje się to w trzech przypadkach:

  • AI odpowiada za skalę i efektywność,
  • człowiek odpowiada za sens, odpowiedzialność i relacje,
  • produkt finansowy staje się elementem szerszego ekosystemu usług.

Human-centric fintech nie oznacza spowolnienia cyfryzacji. Oznacza jej dojrzalszą formę – taką, w której technologia i człowiek nie konkurują ze sobą, ale współtworzą wartość.

Jak pokazuje podejście LM PAY S.A. oraz rozwój rozwiązań takich jak MediRaty (www.mediraty.pl) i MediPay, przyszłość finansowania usług medycznych nie należy do systemów, które zastępują ludzi, ale do tych, które: eliminują tarcie operacyjne i pozwalają ludziom skupić się na tym, co najważniejsze – relacjach i zaufaniu.

Dane z USA zmieniają nastroje. Podwyżki stóp znów stają się realnym scenariuszem

Amerykanie – podobnie jak Chińczycy – pokazali w tym tygodniu dane o inflacji wyraźnie powyżej oczekiwań. Poziomy za oceanem są jednak dużo wyższe, co powoduje, że wraca temat podwyżek stóp procentowych. W tle kapitał ucieka z rynku obligacji.

Inflacja producencka jest problemem

O ile we wtorek byliśmy świadkami odbicia w górę inflacji konsumenckiej, o tyle wczoraj oglądaliśmy wystrzał producenckiej w USA. Ceny wytwórców miały rosnąć o 4,9% w skali roku, a wskaźnik finalnie wyniósł 6%. Pokazuje to, że USA mają fundamentalne problemy w tej sprawie. Przy tak wysokiej presji na producentów należy oczekiwać, że będzie ona prędzej czy później przekładana na użytkownika końcowego. Im wyższa inflacja, tym silniejszy dolar, bo rynki oczekują, że skoro już teraz konsumencka rośnie o 3,8%, to nie ma co czekać na obniżki stóp procentowych. Znacznie bardziej prawdopodobne są podwyżki. Mocniejsza amerykańska waluta pozwoli trochę zamortyzować tę sytuację, bo dobra importowane będą tańsze. Jest to jednak marne pocieszenie dla lokalnych producentów, którzy będą zarabiać mniej, a jednocześnie płacić więcej za życie.

Inflacja w Europie

W ostatnich dniach poznaliśmy wskaźniki dla Francji, Niemiec i Czech. Okazuje się, że w przeciwieństwie do Chin czy Stanów Zjednoczonych, tutaj analitycy się nie pomylili. Inflacja w Niemczech, zgodnie z oczekiwaniami, wyniosła 2,9%. Z kolei Francja pokazała 2,2%, a Czesi 2,5%. Pokazuje to, że Europa znosi obecny kryzys lepiej niż rynek amerykański – przynajmniej pod względem wzrostu cen, który na Starym Kontynencie jest mniej dotkliwy niż za Atlantykiem. Przy obecnym poziomie cen nie ma jeszcze ryzyka podwyżek stóp procentowych w strefie euro. Trzeba jednak pamiętać, że są one na wyraźnie niższym pułapie niż w USA. W rezultacie poziom cen, który będzie wymuszał wzrosty stóp jest niższy, niż za oceanem.

Brak zaufania do złotego

Wczoraj znów oglądaliśmy polskie 10-letnie obligacje z rentownością 5,8%. Powodem jest oczywiście wzrost awersji do ryzyka wśród inwestorów. Dla obywateli nie jest to w sumie najgorsza informacja. Pokazuje to bowiem, że inwestycja w obligacje, będące alternatywą dla lokat bankowych, może przynieść wyższe stopy zwrotu. Z drugiej strony jest jednak sytuacja budżetu państwa. Jako kraj zadłużamy się, emitując obligacje. Jeżeli rynek nie chce kupować ich taniej niż ta wartość, to taki będziemy mieć koszt zadłużania się. W rezultacie obecne zmiany będą problemem dla polskich finansów publicznych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

The Gentlemen pod lupą badaczy. Wyciek ujawnił kulisy działania jednej z największych grup ransomware

Świat cyberbezpieczeństwa wstrzymał oddech po bezprecedensowym włamaniu do systemów wewnętrznych grupy The Gentlemen, która w 2026 roku wyrosła na drugą najaktywniejszą organizację ransomware na świecie z ponad 400 ofiarami na koncie. Dzięki naruszeniu bazy danych hostingu 4VPS, badacze Check Point Research uzyskali rzadki wgląd w działania operacyjne grupy.

The Gentlemen mimo swojej niszczycielskiej skali, jest zarządzana przez zaledwie dziewięciu operatorów skupionych wokół administratora o pseudonimie zeta88. Ten doświadczony cyberprzestępca, wywodzący się z programu Qilin, stworzył nową potęgę w zaledwie trzy dni, wykorzystując do budowy panelu administracyjnego zaawansowane chińskie modele sztucznej inteligencji, takie jak DeepSeek i Qwen.

Sukces grupy opiera się na agresywnym modelu biznesowym oferującym partnerom aż 90% zysków, co pozwoliło na błyskawiczne przejęcie najbardziej doświadczonych hakerów z konkurencyjnych programów. Ujawnione logi z czatów i negocjacji pokazują bezwzględną skuteczność grupy, która nie tylko automatyzuje ataki, ale w której sam administrator osobiście nadzoruje proces szyfrowania danych u ofiar. Strategia The Gentlemen opiera się na brutalnej eksploatacji niezałatanych urządzeń sieciowych i luk w VPN-ach, takich jak CVE-2024-55591, co pozwala im na błyskawiczne przejęcie kontroli nad domeną i jednoczesne uderzenie we wszystkie punkty końcowe.

Uzyskanie tak szerokiego wglądu w aktywną operację ransomware zdarza się rzadko. To nie są anonimowe postacie działające w cieniu, lecz profesjonaliści posiadający konkretne stanowiska, oczekiwania co do wyników i model przychodowy. Administrator zbudował ich platformę ataku w trzy dni przy użyciu sztucznej inteligencji. Jedno włamanie stało się kluczem do kolejnej ofiary. Mamy do czynienia z przestępczością zorganizowaną o mentalności startupu i specjaliści bezpieczeństwa muszą zacząć ją tak traktować – mówi Eli Smadja, menedżer grupy w Check Point Research.

Szczególnie alarmujący dla liderów biznesu jest przypadek brytyjskiej firmy konsultingowej, której dane posłużyły grupie jako „pomost” do ataku na tureckiego klienta. W ramach wyrafinowanego szantażu hakerzy publicznie oskarżyli Brytyjczyków o bycie ich nieświadomym brokerem dostępu, próbując tym samym skłócić partnerów biznesowych i wymusić drogę sądową między ofiarami. Wg Check Point Research, ten profesjonalny model „biznesowy” pokazuje, że współczesne ransomware to nie tylko złośliwy kod, ale przede wszystkim doskonale zorganizowana i skalowalna machina do zarabiania pieniędzy, wykorzystująca najnowsze zdobycze technologii AI do destabilizacji globalnego rynku.

Duża transakcja na rynku PRS. PZFD: najem instytucjonalny nie odbiera Polakom mieszkań

Planowana finalizacja jednej z największych transakcji na polskim rynku najmu instytucjonalnego ponownie otworzyła dyskusję o roli sektora PRS w mieszkalnictwie. Polski Związek Firm Deweloperskich wskazuje, że ocena tego segmentu powinna opierać się na danych, proporcjach oraz realnych potrzebach mieszkaniowych, a nie wyłącznie na pojedynczych transakcjach.

Po zgodzie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Vantage Development może sfinalizować przejęcie 18 spółek działających na rynku najmu instytucjonalnego. Transakcja obejmuje 5322 gotowe lokale na wynajem w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i Łodzi. Jej wartość, według wcześniejszych informacji rynkowych, wynosi około 2,4 mld zł.

PRS wciąż stanowi mały fragment rynku mieszkaniowego

PZFD podkreśla, że choć skala transakcji jest istotna dla młodego segmentu najmu instytucjonalnego, jej znaczenie dla całego rynku mieszkaniowego należy oceniać we właściwych proporcjach. Według danych GUS w 2025 roku w Polsce oddano do użytkowania 208,8 tys. mieszkań, z czego deweloperzy przekazali 134,1 tys. lokali.

Dla porównania cały polski sektor najmu instytucjonalnego liczy około 28 tys. mieszkań. Prognozy zakładają, że do 2029 roku może wzrosnąć do ponad 50 tys. lokali. Oznacza to, że mimo dynamicznego rozwoju PRS pozostaje niewielkim dodatkiem do rynku mieszkaniowego, a nie jego dominującym segmentem.

Według różnych szacunków w rękach indywidualnych właścicieli znajduje się obecnie ponad milion mieszkań przeznaczonych na wynajem. Na tym tle najem instytucjonalny odpowiada za około 2 proc. całego rynku najmu i około 0,2 proc. wszystkich mieszkań w kraju.

Deficyt mieszkań pozostaje głównym problemem

PZFD zwraca uwagę, że najważniejszym wyzwaniem pozostaje dostępność mieszkań. Z raportu Habitat for Humanity Poland z 2025 roku wynika, że w Polsce brakuje około 2 mln mieszkań odpowiadających realnym potrzebom społecznym, finansowym i rodzinnym osób poszukujących lokum.

Niedobór mieszkań jest szczególnie widoczny w największych miastach i ich obszarach funkcjonalnych. To tam koncentrują się miejsca pracy, uczelnie, usługi publiczne oraz infrastruktura. W tych lokalizacjach rośnie popyt zarówno na mieszkania kupowane na własność, jak i na stabilną ofertę najmu.

Jednocześnie Polska pozostaje krajem o bardzo wysokim udziale własności mieszkaniowej. Według danych Eurostatu w 2024 roku 68 proc. mieszkańców Unii Europejskiej mieszkało w lokalach własnościowych, podczas gdy w Polsce było to około 86–87 proc. Rozwój PRS nie zmienia więc dominującego modelu mieszkaniowego, ale uzupełnia ofertę tam, gdzie zakup mieszkania nie jest możliwy lub nie odpowiada aktualnym potrzebom.

– Rynek mieszkaniowy powinien odpowiadać na różne potrzeby i etapy życia. Inne potrzeby ma rodzina kupująca pierwsze mieszkanie, inne student, osoba przeprowadzająca się do innego miasta czy cudzoziemiec podejmujący pracę w Polsce. Potrzebujemy zarówno silnego rynku mieszkań na sprzedaż, jak i bezpiecznego, przejrzystego oraz profesjonalnego rynku najmu. Własność pozostaje ważną potrzebą wielu Polaków, ale stabilny najem jest niezbędnym elementem dojrzałego rynku mieszkaniowego – podkreśla Bartosz Guss, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Najem instytucjonalny jako uzupełnienie rynku

Na sytuację mieszkaniową w Polsce coraz silniej wpływają mobilność zawodowa, migracje do największych miast, umiędzynarodowienie rynku pracy i szkolnictwa wyższego oraz zmieniające się modele życia. Według danych ZUS na koniec 2025 roku w Polsce legalnie pracowało i podlegało ubezpieczeniom społecznym blisko 1,29 mln obcokrajowców. W roku akademickim 2024/2025 na polskich uczelniach studiowało 108,6 tys. cudzoziemców.

To grupy, które często potrzebują stabilnego najmu, zanim zdecydują się na zakup mieszkania albo zanim zwiążą się z konkretnym miastem na stałe. Z tej perspektywy PRS może być jednym z elementów zwiększania dostępnej oferty mieszkaniowej.

Najem instytucjonalny nie zastępuje mieszkań własnościowych, najmu prywatnego, mieszkań komunalnych, społecznych ani akademików. Może jednak dostarczać lokale projektowane od początku z myślą o wynajmie, zarządzane profesjonalnie i oferowane na przejrzystych zasadach.

Wysoki poziom wynajęcia pokazuje popyt

Według danych JLL średni poziom wynajęcia mieszkań w sektorze najmu instytucjonalnego wynosi obecnie 95–98 proc. Oznacza to wysokie zainteresowanie profesjonalnie zarządzanymi lokalami na wynajem. Nawet przy dalszym wzroście sektor ten pozostanie jednak niewielką częścią całego rynku.

Prognozowane 50 tys. lokali w PRS odpowiadałoby około 4 proc. dzisiejszego prywatnego rynku najmu oraz około 0,3 proc. całego zasobu mieszkaniowego w Polsce. Zdaniem PZFD pokazuje to, że najem instytucjonalny nie powinien być traktowany jako główna przyczyna problemów mieszkaniowych, lecz jako jeden z elementów uzupełniających ofertę.

– Inwestorzy instytucjonalni odpowiadają na ogromne zapotrzebowanie na wysokiej jakości mieszkania na wynajem, rozwijając profesjonalnie zarządzane projekty PRS, które oferują najemcom stabilne umowy najmu oraz dodatkowe udogodnienia – komentuje Patrick Pospiech z JLL.

PZFD: rozwój PRS należy oceniać w kontekście całego rynku

Polski Związek Firm Deweloperskich wskazuje, że rozwój rynku najmu instytucjonalnego powinien być oceniany w szerszym kontekście: deficytu mieszkaniowego, rosnącej mobilności zawodowej, napływu cudzoziemców oraz potrzeb osób, które nie chcą lub nie mogą kupić mieszkania. Organizacja podkreśla, że pojedyncze duże transakcje mogą wywoływać dyskusję publiczną, ale nie zmieniają struktury całego rynku.

– Warto patrzeć na liczby. Mówimy o segmencie, który jest widoczny medialnie, ale wciąż bardzo mały w skali całego rynku. Jego rozwój nie odbiera Polakom mieszkań. Przeciwnie – zwiększa liczbę dostępnych lokali na wynajem w miastach, w których popyt mieszkaniowy jest największy – podsumowuje Bartosz Guss.

Według PZFD najem instytucjonalny pozostanie niewielkim, ale potrzebnym uzupełnieniem rynku. Jego znaczenie może rosnąć szczególnie w największych miastach, gdzie presja popytowa jest najwyższa, a potrzeby mieszkaniowe są najbardziej zróżnicowane.

Roczne rozliczenie składki zdrowotnej za 2025 rok. Przedsiębiorcy muszą zdążyć do 20 maja

Tylko do 20 maja przedsiębiorcy mają czas na złożenie rocznego rozliczenia składki zdrowotnej za 2025 rok. Informacje te należy wykazać w deklaracji ZUS za kwiecień i w tym samym terminie uregulować ewentualną niedopłatę. Jeśli z rozliczenia wynika nadpłata, przedsiębiorca może wystąpić o jej zwrot, a środki trafią na wskazany rachunek bankowy najpóźniej do 3 sierpnia 2026 roku.

Roczne rozliczenie muszą złożyć przedsiębiorcy opodatkowani według skali podatkowej, podatkiem liniowym oraz ryczałtem – niezależnie od tego, czy prowadzili działalność przez cały 2025 rok, czy zawiesili ją w jego trakcie. Zwolnienie z tego obowiązku obejmuje m.in. osoby rozliczające się kartą podatkową oraz wspólników spółek komandytowych.

Skala, liniowy, ryczałt: jak rozliczyć składkę zdrowotną za 2025 rok

W przypadku przedsiębiorców rozliczających się według skali podatkowej miesięczna składka zdrowotna wynosi 9 proc. dochodu i jest ustalana na podstawie dochodu z miesiąca poprzedzającego miesiąc, za który jest rozliczana. Nie może być jednak niższa niż kwota odpowiadająca 9% minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w pierwszym dniu roku składkowego.

Rok składkowy dla celów ZUS trwa od 1 lutego do 31 stycznia roku następnego. Oznacza to, że składkę zdrowotną za styczeń 2026 obliczamy jeszcze według zasad ustalonych na luty 2025. Wówczas minimalne wynagrodzenie wynosiło 4 666 zł, a minimalna podstawa wymiaru składki stanowiła 75% tej kwoty, czyli 3 499,50 zł.

W przeliczeniu na konkretne wartości minimalna miesięczna składka zdrowotna na skali podatkowej w roku 2026 wynosi:

  • za styczeń 2026: 314,96 zł (75% × 4 666 zł × 9%),
  • za luty–grudzień 2026: 432,54 zł (4 806 zł × 9%).

Podobne zasady obowiązują przedsiębiorców, którzy wybrali podatek liniowy. W ich przypadku miesięczna składka zdrowotna wynosi 4,9% dochodu za poprzedni miesiąc, również liczonego narastająco, przy czym nie może być mniejsza niż wartość minimalna podana wyżej dla skali.

Inaczej składkę obliczają przedsiębiorcy rozliczający się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. W tym przypadku jej wysokość nie zależy od dochodu, lecz od rocznych przychodów z działalności. Podstawą wymiaru składki jest odpowiedni procent przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z IV kwartału poprzedniego roku.

  • Roczny przychód do 60 000 zł – 60% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z IV kwartału 2025 roku.
  • Roczny przychód od 60 000,01 do 300 000 zł – 100% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z IV kwartału 2025.
  • Roczny przychód powyżej 300 000 zł – 180% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z IV kwartału 2025 roku.

Wysokość przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z IV kwartału 2025 roku to 9 228,64 zł co oznacza, że składka zdrowotna na ryczałcie w roku 2026 wynosi:

 

Roczny przychód (próg) Składka miesięczna
do 60 000 zł 498,35 zł
od 60 000,01 do 300 000 zł 830,58 zł
powyżej 300 000 zł 1495,04 zł

 

Na ryczałcie rok składkowy dla celów składki zdrowotnej pokrywa się z rokiem kalendarzowym, czyli trwa od 1 stycznia do końca grudnia tego samego roku. W tej formie opodatkowania przedsiębiorca może wybrać sposób naliczania składki zdrowotnej na podstawie przychodów bieżących lub na podstawie przychodów ubiegłorocznych, jeżeli prowadził działalność cały ubiegły rok – mówi Joanna Łuksza, kierownik Zespołu Ekspertów Księgowych w IFIRMA.PL.

Odliczenia od dochodu/przychodu składki zdrowotnej

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że forma opodatkowania wpływa nie tylko na sposób obliczania składki zdrowotnej, ale także na możliwość jej rozliczenia podatkowego. Najmniej korzystne zasady obowiązują podatników rozliczających się według skali podatkowej. W ich przypadku zapłacone składki zdrowotne nie mogą zostać ani zaliczone do kosztów uzyskania przychodów, ani odliczone od dochodu.

–  Inaczej wygląda sytuacja przedsiębiorców na podatku liniowym. Mogą oni uwzględnić zapłacone składki zdrowotne w kosztach podatkowych albo odliczyć je od dochodu, jednak wyłącznie do limitu określonego w przepisach. Z kolei podatnicy rozliczający się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych mogą pomniejszyć przychód o 50 proc. zapłaconych składek zdrowotnych. Oznacza to, że choć sama składka pozostaje obowiązkowym obciążeniem, w części może obniżyć podstawę opodatkowania – wyjaśnia Joanna Łuksza z FIRMA.PL.

Roczne rozliczenie składki zdrowotnej

Roczne rozliczenie składki zdrowotnej za 2025 rok przedsiębiorcy składają w tym samym terminie, niezależnie od formy opodatkowania. Należy je wykazać w deklaracji ZUS DRA lub ZUS RCA za kwiecień 2026 roku, składanej do 20 maja.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać też, że zawieszenie działalności nie zawsze zwalnia z obowiązku rocznego rozliczenia. Jeśli firma była prowadzona choćby przez część roku składkowego, a przedsiębiorca podlegał ubezpieczeniu zdrowotnemu, nadal może być zobowiązany do złożenia rozliczenia i wykazania nadpłaty albo niedopłaty – dodaje ekspertka IFIRMA

Nadpłata, niedopłata i korekta

Jeżeli z rocznego rozliczenia składki zdrowotnej wynika nadpłata, wniosek o jej zwrot, czyli RZS-R, zostanie udostępniony na profilu płatnika w eZUS/PUE-ZUS następnego dnia po złożeniu rozliczenia. Należy go wysłać najpóźniej do 1 czerwca 2026 roku. Zwrot środków powinien nastąpić najpóźniej do 3 sierpnia 2026 roku. Jeśli przedsiębiorca nie złoży wniosku, ZUS rozliczy nadpłatę na jego koncie, a w przypadku zaległości zaliczy ją w pierwszej kolejności na ich poczet.

W przypadku, gdy z rozliczenia wynika niedopłata, trzeba ją uregulować razem ze składkami za kwiecień, czyli do 20 maja 2026 roku. Po tym terminie może być traktowana jako zaległość wobec ZUS. Błędy w dokumentach można skorygować – w przypadku wniosku o zwrot nadpłaty najpóźniej w dniu jego wysłania, a w pozostałych przypadkach do 1 lipca 2026 roku.

Wzrost składki zdrowotnej od lutego 2026 r.

Od 1 lutego 2026 r. wzrosła minimalna podstawa wymiaru składki zdrowotnej dla części przedsiębiorców. Zmiana dotyczy przedsiębiorców stosujących skalę podatkową, podatek liniowy lub preferencję IP Box.

W roku składkowym obejmującym okres od 1 lutego 2026 r. do 31 stycznia 2027 r. minimalna miesięczna podstawa wymiaru składki zdrowotnej wynosi 4 806 zł. Oznacza to podwyższenie składki zdrowotnej do 432,54 zł miesięcznie. Dla porównania jeszcze za styczeń 2026 r. minimalna składka zdrowotna wynosiła 314,96 zł.

Zmianę tę odczują szczególnie przedsiębiorcy osiągający niskie dochody albo okresowo wykazujących stratę z działalności gospodarczej. W praktyce oznacza to, że nawet przedsiębiorca, który w danym miesiącu nie osiągnie realnego dochodu, nadal będzie zobowiązany do opłacenia minimalnej składki zdrowotnej w pełnej wysokości. Zmiana ma też duże znaczenie dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, zwłaszcza w branżach o nieregularnych przychodach – komentuje Joanna Łuksza z IFIRMA.PL.

Najważniejsze daty dla przedsiębiorców

  • 20 maja 2026 r. – złożenie rocznego rozliczenia składki zdrowotnej, opłacenie składek za kwiecień i ewentualnej niedopłaty.
  • 1 czerwca 2026 r. – termin wysłania wniosku RZS-R o zwrot nadpłaty.
  • 1 lipca 2026 r. – ostateczny termin korekty rozliczenia za 2025 rok dla przedsiębiorców, którzy nie składają wniosku o zwrot.
  • 3 sierpnia 2026 r. – najpóźniejszy termin zwrotu nadpłaty przez ZUS, o ile rozliczenie i wniosek są prawidłowe, a na koncie nie ma zaległości.

Dom Development z mocnym początkiem 2026 roku. Przychody wzrosły do 961 mln zł

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa Kapitałowa Dom Development S.A. („Grupa Dom Development”) wypracowała 180 mln zł zysku netto, o 21% więcej niż rok wcześniej, przy wzroście przychodów o 30% r/r do 961 mln zł. Znaczący wzrost wyników finansowych to efekt przekazania klientom 1 273 lokali, czyli o 29% więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku, przy utrzymaniu wysokiej efektywności operacyjnej i dyscypliny kosztowej.

Jednocześnie, w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku Grupa Dom Development sprzedała 1 161 lokali netto, co oznacza wzrost o 12% r/r. Był to już siódmy kwartał z rzędu ze sprzedażą na poziomie co najmniej 1 000 lokali, potwierdzający powtarzalność wysokich rezultatów oraz wiodącą pozycję Grupy Dom Development na rynku mieszkaniowym w Polsce.

Skumulowana sprzedaż netto do rozpoznania w przychodach przyszłych okresów, obejmująca lokale już sprzedane, ale jeszcze nieprzekazane nabywcom, na koniec marca 2026 roku wynosiła blisko 5,1 tys. lokali o łącznej wartości 4 mld zł.

– Grupa Dom Development rozpoczęła 2026 rok od bardzo dobrych wyników operacyjnych i finansowych, potwierdzając swoją wiodącą pozycję na rynku mieszkaniowym w Polsce oraz umiejętność skutecznego wykorzystania sprzyjających warunków rynkowych. Pierwszy kwartał przyniósł kontynuację stopniowego ożywienia popytu, wspieranego poprawą zdolności kredytowej klientów oraz dalszym wzrostem wynagrodzeń. Z kolei podwyższona niepewność geopolityczna związana z sytuacją na Bliskim Wschodzie skłoniła część nabywców do przyspieszenia decyzji zakupowych w obawie przed potencjalnym wzrostem inflacji. W największych ośrodkach miejskich w Polsce sprzedaż wyraźnie wzrosła, a jednocześnie oferta pozostawała wysoka, z dużym udziałem lokali gotowych. W odpowiedzi na tę sytuację deweloperzy ograniczali nowe wprowadzenia, dostosowując podaż do aktualnego tempa sprzedaży. Widzimy przy tym wyraźne zróżnicowanie regionalne: przewagę popytu nad podażą w Warszawie, względną równowagę w Trójmieście i Wrocławiu oraz podwyższoną podaż w Krakowie. Na tym tle czas wyprzedaży oferty w Grupie Dom Development pozostaje wyraźnie krótszy niż średnia na poszczególnych rynkach, co potwierdza wysoką skuteczność naszych działań sprzedażowych oraz dopasowanie oferty do oczekiwań klientów – komentuje Mikołaj Konopka, prezes zarządu Dom Development.

Kwartalna sprzedaż netto konsekwentnie powyżej 1 000 lokali

W pierwszym kwartale tego roku Grupa Dom Development sprzedała 1 161 lokali netto, czyli o 12% więcej niż rok wcześniej. Pod tym względem był to najlepszy pierwszy kalendarzowy kwartał w historii Grupy. Transakcje współfinansowane kredytem stanowiły 58% całkowitej sprzedaży, wobec 53% w pierwszym kwartale 2025 roku oraz średnio 56% w całym ubiegłym roku.

Średnia wartość lokalu mieszkalnego sprzedanego przez Grupę w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku (obejmująca cenę mieszkania wraz z ewentualnym wykończeniem, komórką lokatorską i miejscem postojowym) wyniosła 842 tys. zł brutto i była nieco wyższa niż w analogicznym okresie 2025 roku (818 tys. zł). Zmiana ta wynika głównie z innej struktury aktualnej oferty.

– Na szerokim rynku ceny mieszkań zasadniczo ustabilizowały się, z wyjątkiem Warszawy, gdzie wzrost średnich cen wynikał głównie z wprowadzania nowych, droższych projektów. Jednocześnie obserwujemy pojawienie się impulsu wzrostu kosztów budowy na skutek wojny na Bliskim Wschodzie, co w najbliższym czasie będzie skutkować zmianą cenników na wybranych projektach – wskazuje Mikołaj Konopka.

W pierwszym kwartale Grupa Dom Development wprowadziła do sprzedaży łącznie 1 382 lokale w ośmiu projektach. Na koniec marca 2026 roku oferta Grupy obejmowała 3 538 lokali, podobnie jak przed rokiem. Przy utrzymaniu tempa sprzedaży z pierwszego kwartału oznaczałoby to możliwość jej całkowitej wyprzedaży w zaledwie trzy kwartały, znacznie szybciej niż w przypadku zdecydowanej większości konkurentów.

Rosnące przychody i zyski, bardzo dobre perspektywy na kolejne kwartały

Miniony kwartał był dla Grupy Dom Development także intensywnym okresem pod względem przekazywania mieszkań klientom. Grupa wydała klucze do 1 273 lokali, o 29% więcej niż w pierwszych trzech miesiącach 2025 roku. Przełożyło się to pozytywnie na wyniki finansowe: skonsolidowane przychody w pierwszym kwartale 2026 roku sięgnęły 961 mln zł, co oznacza wzrost o 30% r/r, a skonsolidowany zysk netto wyniósł 180 mln zł, rosnąc o 21% r/r.

– Na koniec marca 2026 roku Grupa Dom Development miała blisko 5,1 tys. lokali o łącznej wartości 4 mld zł, które zostały już sprzedane, ale jeszcze nieprzekazane klientom. Spośród nich niemal 0,5 tys. stanowiły lokale już ukończone, a budowa kolejnych 3,2 tys. zakończy się jeszcze w tym roku. Skumulowana sprzedaż oraz planowane przekazania, przypadające głównie na drugie półrocze, w połączeniu z optymalizacją kosztów budowy dzięki własnemu generalnemu wykonawstwu, tworzą solidną bazę dla wyników finansowych Grupy w całym 2026 roku. Liczymy, że pozwoli nam to poprawić rezultaty wypracowane w dotychczas rekordowym 2025 roku – zapowiada Monika Dobosz, wiceprezes zarządu, dyrektor finansowy Dom Development.

Bank ziemi z potencjałem do wybudowania ponad 20 tys. lokali

– Mocną stroną Grupy Dom Development jest również wysoki poziom dostępnego finansowania, w tym możliwe do wykorzystania linie kredytowe oraz środki pochodzące z emisji obligacji. Na przełomie lutego i marca z sukcesem przeprowadziliśmy ofertę obligacji skierowaną do inwestorów kwalifikowanych, z której pozyskaliśmy 250 mln zł przy rekordowo niskiej marży. Zapewnia nam to dużą elastyczność w zarządzaniu płynnością, pozwala sprawnie reagować na pojawiające się okazje oraz systematycznie uzupełniać nasz bank ziemi. W pierwszym kwartale sfinalizowaliśmy zakup kilku atrakcyjnych gruntów w Warszawie, Trójmieście i Wrocławiu – informuje Monika Dobosz.

Na koniec pierwszego kwartału bieżącego roku Grupa Dom Development dysponowała bankiem ziemi z potencjałem do wybudowania łącznie około 20,3 tys. lokali, co umożliwia utrzymanie sprzedaży na obecnym poziomie przez blisko 5 lat.

* * *

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat (dane w mln zł) I kw. 2026 I kw. 2025 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 960,9 741,9 30%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 943,1 712,4 32%
Przekazane lokale (szt.) 1 273 984 29%
Przychody na lokal (tys. zł) 741 724 2%
Zysk brutto ze sprzedaży 301,8 253,4 19%
Marża brutto 31,4% 34,2% (2,8) p.p.
Zysk operacyjny (EBIT) 223,3 182,0 23%
Marża EBIT 23,2% 24,5% (1,3) p.p.
Zysk brutto 222,6 184,0 21%
Marża zysku brutto 23,2% 24,8% (1,6) p.p.
Zysk netto 180,0 148,4 21%
Marża zysku netto 18,7% 20,0% (1,3) p.p.
Zysk na akcję (zł) 6,98 5,75 21%

 

Koniec ery taniej siły roboczej. Dlaczego fabryki wracają do Europy?

0

Przez lata globalny biznes produkował tam, gdzie jest najtaniej, najszybciej i najbardziej efektywnie – jednak ten model właśnie się kończy. „Reindustrialization of Europe and the US – 2026”, firmy po obu stronach Atlantyku coraz wyraźniej odchodzą od logiki opartej na wydajności kosztowej i zmierzają w kierunku reindustrializacji, w której najważniejsze stają się biznesowa odporność, bezpieczeństwo dostaw i większa kontrola nad kluczowymi zasobami.

Z danych Capgemini wynika, że 73% europejskich i amerykańskich organizacji ma już strategię reindustrializacji albo właśnie ją rozwija. Dla porównania: w 2025 r. było to 66%, a w 2024 r. 59%. W ciągu zaledwie dwóch lat proces ten przeszedł więc drogę od trendu do jednego z głównych tematów na agendach zarządów. Globalna pandemia, konflikty zbrojne, geopolityczna niestabilność, napięcia handlowe i wynikające z tego zakłócenia logistyczne uświadomiły firmom, że najtańszy łańcuch dostaw bywa też najbardziej kruchy.

Najlepiej pokazują to powody, dla których przedsiębiorstwa przenoszą produkcję bliżej rynków macierzystych lub do państw politycznie bardziej przewidywalnych. Z badania Capgemini wynika, że firmy dążą do większej suwerenności i kontroli nad kluczowymi surowcami, komponentami, technologiami i zdolnościami produkcyjnymi, aby ograniczyć zależność od zagranicznych dostawców i ryzyko koncentracji geograficznej. Innymi słowy, są dziś skłonne ponieść wyższe koszty w zamian za większą stabilność i bezpieczeństwo operacyjne.

Jeszcze mocniej wybrzmiewa wpływ geopolityki: aż 85% organizacji przyznaje, że obecne napięcia międzynarodowe skłaniają je do rozważania krajowej produkcji albo sourcingu w państwach sojuszniczych. Biznes przestał traktować geopolitykę jako tło i w rezultacie weszła ona w sam środek kalkulacji inwestycyjnej.

Trzeba zaznaczyć, że firmy nie podejmują decyzji o reindustrializacji wyłącznie pod wpływem strachu. Coraz częściej widzą w niej inwestycję w trwałą przewagę konkurencyjną. 64% respondentów w naszym badaniu deklaruje, że będzie kontynuować działania reindustrializacyjne nawet wtedy, gdy krótkoterminowe koszty wzrosną, a 78% spodziewa się, że w dłuższym okresie większa skala lokalnej lub regionalnej produkcji obniży jednostkowe koszty. Odporność staje się zatem elementem biznesowego rachunku – komentuje Dr Krzysztof Bar- Supply Chain and Procurement Transformation Manager w Capgemini Polska

W tle tej zmiany pozostaje rosnące znaczenie nie tylko suwerenności politycznej – ale też przemysłowej, surowcowej, energetycznej i technologicznej. Z raportu Capgemini wynika, że 72% firm dąży do większej suwerenności lub kontroli nad kluczowymi surowcami, komponentami, technologiami i zdolnościami produkcyjnymi. 62% podkreśla znaczenie suwerenności energetycznej, a 66% – suwerennych zdolności technologicznych. Oznacza to, że w świecie permanentnych kryzysów stawką staje się kontrola nad energią, komponentami, danymi, infrastrukturą i technologią.

Po obu stronach Atlantyku reindustrializacja przybiera inną formę

W USA dominuje tzw. reshoring, czyli powrót produkcji do kraju. Niemal połowa (48%) amerykańskich organizacji zainwestowało już w to rozwiązanie, podczas gdy rok wcześniej było to 30%. To efekt ceł, zachęt federalnych i stanowych oraz coraz silniejszej presji na budowę krajowych mocy produkcyjnych.

Europa idzie inną drogą i częściej wybiera tzw. friendshoring, czyli lokowanie produkcji w krajach sojuszniczych. Taką strategię realizuje 64% organizacji europejskich. W tym regionie przemysł działa jednak w znacznie trudniejszych warunkach kosztowych niż w Ameryce. Ceny energii w UE pozostają średnio dwa razy wyższe niż w USA, a 55% firm europejskich uważa, że regulacje środowiskowe utrudniają reshoring lub nearshoring. W USA takiego zdania jest tylko 26%.

Ambicje a kapitał

Raport Capgemini pokazuje też ciekawy paradoks. Okazuje się bowiem, że choć firmy pokładają w reindustrializacji coraz większe nadzieje na zbudowanie odporności biznesowej, to coraz ostrożniej znajdują na nią kapitał. Łączna wartość inwestycji planowanych na najbliższe trzy lata przez badane organizacje spadła do 2,5 biliona dolarów, wobec 4,7 biliona dolarów deklarowanych rok wcześniej.

Powodem są przede wszystkim niepewność geopolityczna, niestabilność regulacyjna, słabszy klimat inwestycyjny i wyższe koszty energii, szczególnie w Europie. Innymi słowy – ambicje pozostały, ale apetyt na wielkie wydatki osłabł.

Biznes coraz częściej szuka modeli mniej kapitałochłonnych, w tym lepszego wykorzystania istniejących zakładów, współdzielenia aktywów i partnerstw produkcyjnych zamiast kosztownej budowy wszystkiego od zera. Wyjątki są nieliczne, ale znaczące: duże pieniądze nadal płyną do sektorów uznawanych za strategiczne, takich jak półprzewodniki, farmacja, obronność i centra danych. To właśnie tam firmy i państwa wciąż są gotowe płacić za odporność więcej niż za krótkoterminową efektywność.

Inteligentna produkcja jest kluczowa

Powrót produkcji bliżej rynku nie byłby dziś możliwy na większą skalę bez technologii. 87% organizacji zapytanych przez Capgemini deklaruje inwestycje w AI i automatyzację po to, by zrównoważyć wyższe koszty reindustrializacji.

Innymi słowy: jeśli Zachód chce produkować bliżej siebie, musi produkować znacznie inteligentniej. Technologia ma ograniczać koszty pracy, skracać czas wdrożeń, poprawiać jakość i zwiększać elastyczność fabryk. Dlatego reindustrializacja coraz częściej oznacza budowę nowego modelu przemysłu opartego na automatyzacji, robotyce, cyfrowych bliźniakach i danych. Nic zatem dziwnego, że 82% organizacji spodziewa się wzrostu innowacyjności dzięki reindustrializacji.

Główną barierą dla nowej fali uprzemysłowienia są kompetencje

Nowy model produkcji wymaga pracowników o znacznie wyższych kompetencjach niż tradycyjny przemysł. 83% organizacji przyznaje, że niedobór wykwalifikowanej kadry technicznej utrudnia reindustrializację. Problem polega na tym, że biznes wciąż nie jest na to gotowy: tylko 34% firm deklaruje gotowość do włączenia rozwoju kompetencji, szkoleń i cyfrowej biegłości pracowników w model produkcyjny.

W USA skala wyzwania jest szczególnie widoczna – raport przywołuje ponad 400 tysięcy nieobsadzonych miejsc pracy w przemyśle. To oznacza, że bez ludzi umiejących pracować z automatyką, robotyką, AI i danymi nawet najlepiej zaprojektowana reindustrializacja może utknąć na etapie strategii.

Reindustrializacja nie oznacza cofnięcia globalizacji, lecz jej przebudowę. Firmy nie przenoszą dziś po prostu wszystkiego z powrotem do kraju, ale układają produkcję na nowo, bliżej rynku, w krajach sojuszniczych, w bardziej odpornych i politycznie bezpiecznych łańcuchach dostaw. Globalne ekosystemy produkcji raczej się rekonfigurują niż są rysowane od zera. Dlatego wygrywać będą nie ci, którzy najszybciej zamkną offshore, ale ci, którzy najlepiej połączą odporność, technologię, elastyczność kosztową i nowe kompetencje pracowników.

Reindustrializacja nie jest dziś zatem sentymentalnym powrotem do starego przemysłu, tylko próbą zbudowania przemysłu, który przetrwa świat permanentnej niestabilności.

AI zmienia rynek pracy w IT, ale nie w sposób, którego się spodziewano

Jeszcze niedawno dyskusja o wpływie sztucznej inteligencji na rynek pracy w IT była zdominowana przez proste scenariusze zastąpienia człowieka przez technologię. Dziś coraz wyraźniej widać, że rzeczywistość jest bardziej złożona, a zmiany zachodzą równolegle w kilku kierunkach. Z jednej strony rośnie zapotrzebowanie na specjalistów rozwijających i wdrażających rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, z drugiej – automatyzacji ulega coraz większa część pracy wykonywanej dotychczas przez zespoły IT. Nie prowadzi to jednak do zmniejszenia liczby miejsc pracy, lecz do ich redefinicji.

W praktyce oznacza to przesunięcie ciężaru z wykonywania powtarzalnych zadań na kompetencje związane z projektowaniem, integracją i nadzorem nad systemami. Narzędzia oparte na modelach językowych czy automatycznym generowaniu kodu coraz częściej wspierają programistów w codziennej pracy, skracając czas realizacji projektów i zmieniając strukturę zespołów. W efekcie rośnie znaczenie ról łączących kompetencje techniczne z rozumieniem biznesu, a także umiejętności pracy z systemami, które nie są już wyłącznie narzędziem, ale współuczestnikiem procesu tworzenia oprogramowania.

Jednocześnie coraz wyraźniej zarysowuje się napięcie widoczne szczególnie na poziomie wejścia do zawodu. Firmy ograniczają liczbę prostych zadań, które wcześniej stanowiły naturalną ścieżkę rozwoju dla juniorów, ponieważ część z nich przejmują rozwiązania automatyzujące. Nie oznacza to jednak zamknięcia rynku dla mniej doświadczonych specjalistów, lecz zmianę oczekiwań wobec nich. Znajomość podstaw programowania przestaje być wystarczająca, a większego znaczenia nabierają umiejętności analityczne, zdolność pracy z danymi oraz rozumienie kontekstu, w jakim wykorzystywane są technologie – mówi Marek Wróbel, partner zarządzający w Optiveum.

Równolegle obserwowany jest wzrost zapotrzebowania na specjalistów w obszarach takich jak uczenie maszynowe, inżynieria danych czy bezpieczeństwo systemów, co prowadzi do coraz większej polaryzacji rynku. Doświadczeni eksperci zyskują na znaczeniu, ponieważ to oni odpowiadają za projektowanie architektury rozwiązań i podejmowanie decyzji, których nie można w pełni zautomatyzować. W efekcie organizacje coraz częściej koncentrują się nie tylko na pozyskiwaniu talentów, ale także na ich rozwijaniu i utrzymaniu, traktując kompetencje jako zasób strategiczny.

Zmienia się również sposób podejścia do samego procesu rekrutacji. Weryfikacja umiejętności technicznych przestaje opierać się wyłącznie na deklaracjach kandydatów, a coraz większą rolę odgrywa praktyczne sprawdzanie kompetencji oraz dopasowania do konkretnych projektów. W środowisku, w którym technologie ewoluują szybciej niż formalne ścieżki edukacji, zdolność oceny realnych umiejętności staje się kluczowa zarówno dla pracodawców, jak i kandydatów – dodaje Marek Wróbel.

Wpływ sztucznej inteligencji na rynek pracy w IT nie polega na prostym zastępowaniu ludzi, lecz na głębokiej transformacji charakteru pracy. Zmieniają się role, kompetencje i modele współpracy, a granica między człowiekiem a technologią staje się coraz bardziej płynna. W tym kontekście kluczowe znaczenie ma zdolność adaptacji, zarówno po stronie specjalistów, jak i organizacji, które muszą nauczyć się funkcjonować w rzeczywistości, gdzie zmiana nie jest już etapem, lecz stałym elementem działania.


Sztuczna inteligencja nie eliminuje miejsc pracy w IT, lecz redefiniuje role specjalistów, przesuwając ciężar z powtarzalnego kodowania na projektowanie, integrację i nadzór nad systemami. W efekcie dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na ekspertów od uczenia maszynowego (ML) oraz inżynierii danych, którzy potrafią tworzyć inteligentne algorytmy osadzone w kontekście potrzeb rynkowych. Ta ewolucja kadrowa w branży technologicznej bezpośrednio napędza intensywny rozwój procesów AI i ML u wiodących dostawców oprogramowania dla przedsiębiorstw, takich jak Comarch.

Jawność cen transakcyjnych z RCN już urealnia negocjacje

Jawność cen transakcyjnych w Rejestrze Cen Nieruchomości (RCN) urealnia negocjacje, zwiększa przejrzystość rynku i powoli ogranicza skrajnie zawyżone ceny – wynika z badania Nieruchomosci-online.pl przeprowadzonego wśród 1500 pośredników. Większość ocen jest pozytywna, ale część agentów studzi oczekiwania: „suche” ceny łatwo źle odczytać, nie wszyscy kupujący i sprzedający umieją z nich korzystać, a różnice w standardzie mieszkań sprawiają, że dane wymagają ostrożnej interpretacji.

„Jak oceniasz ujawnienie cen transakcyjnych z Rejestru Cen Nieruchomości (RCN) oraz jego wpływ na zachowania kupujących i sprzedających?” Takie pytanie zadał grupie 1500 agentów z całej Polski portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl. To pierwsze tak szerokie badanie nastrojów wśród biur nieruchomości przeprowadzone po upublicznieniu danych transakcyjnych.

Z analizy uzyskanych odpowiedzi wynika, że uwolnienie cen transakcyjnych było na wielu lokalnych rynkach niczym włączenie światła w rozmowach o cenie. Najczęściej powtarza się jeden wątek: dane z realnych transakcji zaczęły części sprowadzać dyskusję z poziomu „wydaje mi się” na poziom „sprawdźmy”. Kupujący zyskują poczucie, że łatwiej im ocenić, czy nie przepłacają, przez co wchodzą do negocjacji pewniej, z konkretnym argumentem. Sprzedający natomiast – widząc, za ile podobne mieszkania faktycznie się sprzedają – częściej są skłonni do rozmowy. W efekcie, w opinii wielu pośredników, różnica między cenami ofertowymi a transakcyjnymi może stopniowo się zmniejszać – mówi Rafał Bieńkowski, PR manager w Nieruchomosci-online.pl.

Jednocześnie część agentów studzi oczekiwania. Nie wszyscy korzystają jeszcze z RCN, a dla części kupujących i sprzedających dane nie są w pełni czytelne. Dlatego wpływ narzędzia na rynek może narastać powoli, stopniowo – dodaje Rafał Bieńkowski.

„To ucina spekulacje i emocjonalne podejście do wyceny”

W wielu wypowiedziach przedstawicieli biur ujawnienie cen transakcyjnych jest opisywane jako krok, który pomaga obu stronom transakcji szybciej urealnić oczekiwania.

Dostępność cen transakcyjnych z RCN stała się kluczowym czynnikiem zmieniającym zasady gry. Skończyła się era licytowania pod marzenia, nie ma już mowy o kupowaniu kota w worku. Sprzedający musieli zejść na ziemię, wzrosła elastyczność w negocjacjach – mówi Anna Bylewska z biura Bylewscy Nieruchomości w Poznaniu.

Ujawnienie cen transakcyjnych zwiększyło transparentność rynku. Dla kupujących to ważne narzędzie porównawcze, które pomaga ocenić, czy dana oferta jest rynkowa. Dla sprzedających może to być natomiast moment weryfikacji oczekiwań. W dłuższej perspektywie dostęp do danych transakcyjnych powinien stabilizować rynek i ograniczać skrajnie zawyżone ceny ofertowe – komentuje Agata Stradomska z agencji Białe Lwy w Warszawie.

Pośrednicy podkreślają też, że ujawnienie cen transakcyjnych zmienia sposób prowadzenia rozmów z klientami – dane ułatwiają uzasadnianie wyceny i przesuwają negocjacje z poziomu opinii na poziom argumentów.

Dostęp do danych z RCN to dla nas, pośredników, ogromne ułatwienie. To ucina spekulacje i emocjonalne podejście do wyceny. Gdy pokazuję sprzedającemu twarde dane z sąsiedztwa, dyskusja o cenie przestaje być walką o „widzimisię”, a staje się merytoryczną analizą wartości rynkowej. (…) Sprzedający stają się coraz bardziej pragmatyczni. Odeszli od wystawiania nieruchomości za kwoty z sufitu, bo widzą, że zbyt wysoka cena ofertowa tylko mrozi sprzedaż – opowiada Ewa Tonia z MUVON Nieruchomości.

Agentowi łatwiej jest wyjaśnić różnice między ceną ofertową a transakcyjną, a także pokazać, dlaczego konkretna nieruchomość jest wyceniana w określony sposób – mówi Hanna Kamińska z Metrohouse w Kołobrzegu.

Zarówno właściciele, jak i pośrednicy mogą bardziej realistycznie ustalać ceny ofertowe mieszkań, opierając się na faktycznych transakcjach, a nie tylko na cenach ogłoszeniowych. W dłuższej perspektywie może to przyczynić się do stabilizacji rynku oraz skrócenia czasu sprzedaży nieruchomości, ponieważ ceny będą bliższe realnym oczekiwaniom kupujących – mówi Agnieszka Markowska z biura Biernaccy Nieruchomości w Warszawie.

W opinii agentów, jawność cen transakcyjnych wpływa też na relację między rynkiem pierwotnym i wtórnym.

Ujawnienie cen transakcyjnych w pierwszej kolejności wymusiło urynkowienie cen przez deweloperów. Zmienił się margines zawyżonych cen, co jednocześnie wpłynęło na rynek wtórny, który jest porównywany do pierwotnego jako możliwość nabywania nieruchomości o podobnych parametrach – mówi Robert Klimek z Joy Properties w Warszawie.

Problemem ogromne zróżnicowanie standardów mieszkań

Część agentów biorących udział w badaniu przeprowadzonym przez Nieruchomosci-online.pl podkreśla, że samo ujawnienie cen transakcyjnych to krok w dobrą stronę, ale rynek musi dopiero nauczyć się z tych danych korzystać. Agenci między innymi wyrażają obawy, że niektórzy uczestnicy rynku mogą używać danych zbyt dosłownie. Bez rozumienia, jak wiele czynników buduje cenę, np. standard, piętro, stan prawny, ekspozycja, układ czy niedawny remont.

Na rynku pierwotnym to rewolucja, która ukróci nieuczciwe praktyki niektórych deweloperów. Na rynku wtórnym sprawa jest bardziej złożona. Pochopne wyciąganie wniosków na podstawie suchych danych może przynieść więcej szkody niż pożytku ze względu na ogromne zróżnicowanie standardu mieszkań – komentuje Jacek Kasprzak z agencji Kasprzak Nieruchomości we Wrocławiu.

W jednym bloku różnica cen mieszkań może wynosić do 40 proc. wartości, a sprzedający nie rozumieją mechanizmów wpływających na wartości. Będą podpierali się informacją, za ile sprzedał sąsiad, a nie ile ich mieszkanie realnie jest warte – twierdzi Iwona Pisarek z biura Pisarek Nieruchomości w Warszawie.

RCN jest pomocny dla specjalistów, klienci nie mają wiedzy, jak z niego korzystać. Czasami utrudnia to negocjacje, bo klient rzadko uwzględnia inne czynniki wpływające na zmianę ceny, jak np. wartość pieniądza w czasie, koszty materiałów budowlanych czy koszty pracy – dodaje Dawid Basiak z Metrohouse.

Kolejny wątek dotyczy tego, jak daleko wstecz takie dane powinny być traktowane jako realny punkt odniesienia. Niektórzy agenci zwracają uwagę, że przy szybko zmieniających się warunkach rynkowych starsze transakcje mogą bardziej zaciemniać obraz niż pomagać.

Myślę, że 2-3 lata wstecz taka informacja o cenie jest ważna, ale starsze dane są niepotrzebne – uważa Anna Brljacic z biura Topowi Agenci w Warszawie.

Padają też opinie, że rynek działa po staremu, a na niektórych lokalnych rynkach poziom świadomości istnienia samego rejestru jest niski.

Poza ogromnym zainteresowaniem w pierwszych dniach od uwolnienia cen, niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o sprzedających. Nadal w większości przypadków trzymają się cen życzeniowych, a nie realnych na danym rynku – mówi Małgorzata Arkuszyńska z RE/MAX Polska, która także wzięła udział w badaniu Nieruchomosci-online.pl.

––––

Nastrojometr rynku nieruchomości to cokwartalne badanie nastrojów rynkowych w ocenie pośredników. Zostało przeprowadzone przez Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu w marcu na grupie 1505 agentów.

Polska gospodarka poniżej prognoz. PKB w I kwartale z negatywnym zaskoczeniem

Najnowszy wstępny odczyt PKB w Polsce zaskoczył negatywnie. Wstępny odczyt wzrostu PKB na koniec 1 kwartału wyniósł w ujęciu kwartalnym 0,5% (poprzedni odczyt wynosił 1,1%, a rynek spodziewał się 0,6%), a w ujęciu rocznym i wyrównany sezonowo 3,4% (poprzedni wyniósł 4,1%, a rynek spodziewał się 3,7%).

Wolniej rosnące PKB będzie z pewnością czynnikiem, który może wesprzeć retorykę RPP spod znaku „wait and see”, ponieważ rozważane podwyżki stóp procentowych miałyby dalszy negatywny wpływ na rozwój gospodarczy w Polsce.

Trump chwali Xi, Xi ostrzega w sprawie Tajwanu. Szczyt w Pekinie bez prostych odpowiedzi

Spotkanie Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Pekinie rozpoczęło się w pojednawczym tonie, ale już pierwsze wypowiedzi pokazały, że relacje USA–Chiny pozostają skomplikowane. Xi Jinping podkreślił, że oba państwa powinny być „partnerami, nie rywalami”, wskazując na potrzebę stabilnej współpracy między dwiema największymi gospodarkami świata. Jednocześnie jasno zaznaczył, że Tajwan pozostaje najpoważniejszym punktem zapalnym w relacjach dwustronnych. Ostrzeżenie, że niewłaściwe zarządzanie tą kwestią może doprowadzić do „zderzenia” lub nawet „starć”, przypomina rynkom, że za dyplomatyczną oprawą wizyty nadal kryje się wysokie ryzyko geopolityczne.

Trump przyjął bardziej koncyliacyjny ton, nazywając Xi „wielkim przywódcą” i sugerując, że relacje USA–Chiny mogą być „lepsze niż kiedykolwiek wcześniej”. Z punktu widzenia rynków istotna była także obecność w amerykańskiej delegacji szefów największych spółek technologicznych, w tym Jensena Huanga z Nvidii, Elona Muska z Tesli oraz Tima Cooka z Apple. Pokazuje to, że jednym z głównych tematów rozmów są nie tylko cła i handel, ale również dostęp do chińskiego rynku, eksport zaawansowanych technologii, półprzewodniki oraz stabilność globalnych łańcuchów dostaw.

Potencjalny wpływ wizyty Trumpa na rynki może być znaczący, ale będzie zależał od tego, czy za pozytywną retoryką pójdą konkretne ustalenia. Informacje o możliwym mechanizmie, w ramach którego USA i Chiny wskazałyby towary o wartości około 30 mld dolarów po każdej stronie do częściowego złagodzenia ceł, mogą wspierać apetyt na ryzyko. Taki scenariusz byłby korzystny dla spółek przemysłowych, eksporterów, firm technologicznych oraz podmiotów silnie zależnych od handlu z Chinami. Szczególnie wrażliwe mogą być akcje producentów półprzewodników, firm motoryzacyjnych i dużych koncernów konsumenckich, dla których Chiny pozostają ważnym rynkiem sprzedaży lub kluczowym elementem łańcucha dostaw.

Jednocześnie przestrzeń do silnego rajdu ryzykownych aktywów ograniczają najnowsze dane o inflacji producenckiej w USA. Opublikowany wczoraj raport BLS pokazał, że indeks cen producentów wzrósł w kwietniu aż o 1,4% miesiąc do miesiąca, po wzroście o 0,7% w marcu i 0,6% w lutym. Był to największy miesięczny wzrost od marca 2022 r. W ujęciu rocznym PPI wzrósł o 6,0%, co było najmocniejszym odczytem od grudnia 2022 r. Struktura danych również nie była komfortowa dla rynku. Prawie 60% kwietniowego wzrostu PPI wynikało z cen usług, które zwiększyły się o 1,2%, natomiast ceny towarów wzrosły o 2,0%. Szczególnie silnie podrożała energia, a ceny benzyny wzrosły o 15,6%. Miara bazowa, czyli PPI z wyłączeniem żywności, energii i usług handlowych, wzrosła o 0,6% miesiąc do miesiąca oraz o 4,4% rok do roku.

Oznacza to, że wizyta Trumpa w Chinach odbywa się w trudniejszym otoczeniu makroekonomicznym. Wyższa inflacja producencka zwiększa ryzyko przenoszenia kosztów na konsumentów, pogarsza perspektywy marż przedsiębiorstw i ogranicza pole do szybkiego łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed. W takim środowisku nawet pozytywne informacje z Pekinu mogą być równoważone przez wzrost rentowności obligacji i umocnienie dolara, ponieważ rynek będzie musiał brać pod uwagę scenariusz dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych lub nawet bardziej jastrzębiego nastawienia Fed.

Najbardziej pozytywny scenariusz dla rynków zakładałby złagodzenie części ceł, deklarację większego otwarcia chińskiego rynku oraz ograniczenie napięć technologicznych. W takim przypadku można byłoby oczekiwać kontynuacji rajdu na Wall Street, szczególnie w sektorze technologicznym, półprzewodnikowym i przemysłowym. Skorzystać mogłyby także rynki azjatyckie oraz waluty gospodarek silnie powiązanych z chińskim cyklem koniunkturalnym. Jednak mocny odczyt PPI z USA sprawia, że reakcja rynku może być bardziej selektywna niż euforyczna, ponieważ inwestorzy będą jednocześnie dyskontować ryzyko uporczywej inflacji. Negatywny scenariusz wiązałby się natomiast z brakiem postępów w rozmowach handlowych lub zaostrzeniem retoryki wokół Tajwanu. W takim przypadku mogłoby dojść do klasycznej reakcji risk-off: spadku indeksów akcyjnych, wzrostu popytu na dolara i obligacje skarbowe USA.

Wizyta Trumpa w Pekinie może więc krótkoterminowo poprawiać nastroje, ale jej wpływ na rynki będzie zależał od konkretnych decyzji w sprawie ceł, technologii i dostępu do rynku. Sam pojednawczy ton obu przywódców nie wystarczy, aby trwale obniżyć premię za ryzyko, zwłaszcza że temat Tajwanu pozostaje strategiczną czerwoną linią dla Pekinu. Dodatkowo mocne dane o inflacji producenckiej z USA ograniczają potencjał pozytywnej reakcji, ponieważ utrzymują presję na Fed i wzmacniają obawy, że globalne rynki będą musiały funkcjonować jednocześnie w warunkach napięć geopolitycznych, wysokich kosztów finansowania i podwyższonej inflacji.

UODO zgłasza uwagi do projektu przepisów o kontroli operacyjnej. Chodzi o informowanie osób po zakończeniu inwigilacji

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zgłosił uwagi do projektu ustawy dotyczącej wzmocnienia nadzoru sądowego nad kontrolą operacyjną. Projekt jest procedowany w Sejmie i przewiduje zmiany w zasadach stosowania kontroli operacyjnej przez służby. Zdaniem UODO część proponowanych rozwiązań idzie w dobrym kierunku, ale nie odpowiada w pełni na problemy wskazane wcześniej przez Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Główna uwaga Prezesa UODO dotyczy braku obowiązku informowania osoby, wobec której prowadzono niejawną kontrolę operacyjną, o fakcie jej zastosowania po zakończeniu działań. Chodzi o sytuacje, w których kontrola nie doprowadziła do zebrania dowodów potwierdzających popełnienie przestępstwa. Według organu nadzorczego brak takiego rozwiązania oznacza, że projekt nie zapewnia pełnego wykonania wyroku ETPCz w sprawie Pietrzak, Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce.

Projekt nie trafił do UODO na etapie rządowym

Urząd wskazał również, że projekt nie został przedstawiony Prezesowi UODO do zaopiniowania na rządowym etapie prac legislacyjnych. Zdaniem organu powinno to nastąpić zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości.

Uwagi Prezesa UODO zostały przekazane Zastępcy Szefa Kancelarii Sejmu Dariuszowi Salamończykowi. Organ podkreślił, że popiera działania mające na celu wzmocnienie nadzoru nad stosowaniem kontroli operacyjnej i zwiększenie ochrony praw osób, których takie działania dotyczą. Jednocześnie uznał, że projektowane przepisy są niewystarczające.

Jakie zmiany przewiduje projekt

Projekt zakłada m.in. obowiązek uzasadniania przez sąd postanowień dotyczących zarządzenia kontroli operacyjnej, odmowy zgody na jej zastosowanie oraz przedłużenia takiej kontroli. To rozwiązanie zostało ocenione przez UODO pozytywnie, ponieważ może zwiększyć przejrzystość sądowej kontroli nad działaniami służb.

Kolejna zmiana dotyczy obowiązku informowania sądu o zniszczeniu materiałów zebranych w toku kontroli operacyjnej. Chodzi o materiały, których nie można wykorzystać w postępowaniu karnym, a także takie, które nie zawierają dowodów pozwalających na wszczęcie postępowania lub mających znaczenie dla trwającej sprawy.

Projekt przewiduje także obowiązek przekazania sądowi informacji o wynikach kontroli operacyjnej po jej zakończeniu. Na żądanie sądu służby miałyby również informować o przebiegu kontroli w trakcie jej prowadzenia. Dodatkowo sąd mógłby w każdym czasie wydać uzasadnione postanowienie o przerwaniu kontroli operacyjnej.

UODO pozytywnie ocenia także propozycję pozbawienia Inspektora Nadzoru Wewnętrznego kompetencji do stosowania kontroli operacyjnej. Chodzi o organ, przy pomocy którego minister właściwy do spraw wewnętrznych sprawuje nadzór nad Policją, Strażą Graniczną, Służbą Ochrony Państwa oraz Państwową Strażą Pożarną.

Brak informacji dla osoby objętej kontrolą

Najważniejszy zarzut UODO dotyczy jednak tego, czego w projekcie nie ma. Zdaniem Prezesa UODO przepisy powinny przewidywać mechanizm informowania osoby, której dane były niejawnie przetwarzane w ramach kontroli operacyjnej, o fakcie takiej kontroli po jej zakończeniu. Dotyczyłoby to zwłaszcza sytuacji, gdy działania służb nie potwierdziły podejrzeń i nie doprowadziły do zebrania dowodów przestępstwa.

UODO wskazuje, że problem ten był już sygnalizowany w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 30 lipca 2014 roku. Mimo upływu lat kwestia ta nadal nie została kompleksowo uregulowana w polskim prawie. Według organu brak takiej informacji ogranicza możliwość dochodzenia praw przez osoby, które mogły zostać objęte niejawną inwigilacją.

UODO zwraca uwagę na proporcjonalność kontroli operacyjnej

Prezes UODO podniósł również kwestię zakresu przestępstw, przy których możliwe jest wystąpienie do sądu o zarządzenie kontroli operacyjnej. Zdaniem organu wymaga rozważenia, czy katalog tych przestępstw nie jest zbyt szeroki.

Kontrola operacyjna należy do najbardziej ingerujących w prywatność środków stosowanych przez państwo. Z tego powodu, jak wskazuje UODO, jej stosowanie powinno być ograniczone do najpoważniejszych przypadków i zgodne z zasadą proporcjonalności wynikającą z Konstytucji RP.

Wyrok ETPCz w sprawie przeciwko Polsce

W swojej opinii Prezes UODO odwołał się do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 28 maja 2024 roku w sprawie Pietrzak, Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce. Sprawa dotyczyła polskich regulacji związanych z kontrolą operacyjną, zatrzymywaniem danych telekomunikacyjnych oraz niejawnym nadzorem prowadzonym na podstawie ustawy o działaniach antyterrorystycznych.

ETPCz uznał, że Polska naruszyła art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który chroni prawo do poszanowania życia prywatnego, rodzinnego i korespondencji. Trybunał wskazał, że polskie prawo nie zapewnia wystarczających zabezpieczeń przed nadmierną ingerencją w prywatność jednostek.

W ocenie ETPCz problemem był także brak odpowiednich gwarancji dotyczących komunikacji objętej tajemnicą adwokacką. Trybunał uznał również, że istniejący mechanizm kontroli sądowej nie równoważył dostatecznie ryzyka nadużyć. Wskazał przy tym na potrzebę uzupełnienia procedury wydawania zgody na kontrolę operacyjną o mechanizmy kontroli po zakończeniu działań.

Projekt nie wykonuje w pełni wyroku Trybunału

Według Prezesa UODO obecny projekt, choć zawiera potrzebne rozwiązania dotyczące nadzoru sądowego, nie usuwa wszystkich problemów wskazanych przez ETPCz. Kluczowy brak dotyczy właśnie obowiązku poinformowania osoby objętej kontrolą operacyjną po zakończeniu działań, gdy nie zagrażałoby to celom postępowania.

UODO zwraca uwagę, że bez takiego mechanizmu osoby potencjalnie objęte niejawną inwigilacją nie mają realnej możliwości skorzystania ze skutecznego środka odwoławczego. Z tego względu projekt w zasadniczej części nie zapewnia wykonania wyroku ETPCz w sprawie Pietrzak, Bychawska-Siniarska i inni przeciwko Polsce.

Popyt netto na magazyny wzrósł aż o 75% rok do roku, osiągając najwyższy poziom dla pierwszego kwartału od 2022 r.

0

Pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł pozytywne zaskoczenie na rynku powierzchni przemysłowo‑logistycznych w Polsce. Wysoka aktywność najemców przełożyła się na wyraźną absorpcję dostępnych zasobów i spadek stopy pustostanów, co stanowi odejście od obserwowanego w poprzednich latach sezonowego wzrostu wakatów na początku roku.

Jak wynika z raportu firmy Colliers „Market Insights, Rynek magazynowy Q1 2026” całkowite zasoby rynku osiągnęły poziom blisko 37 mln mkw., a w samym I kwartale do użytku oddano około 650 tys. mkw. nowej powierzchni. Choć wolumen nowej podaży pozostaje relatywnie wysoki, rynek jasno pokazuje, że jest w stanie ją efektywnie wchłonąć. W całym 2026 r. deweloperzy planują dostarczyć od 1,5 do 2,0 mln mkw., jednak – jak wskazują eksperci Colliers – tempo realizacji projektów pozostaje ściśle powiązane z realnym popytem.

Silnym impulsem dla rynku była aktywność najemców. Popyt brutto w I kw. 2026 r. wyniósł około 1,6 mln mkw., co oznacza wzrost o ponad 40% r/r. Jeszcze bardziej wymowny jest skok popytu netto, który wzrósł o około 75% r/r i osiągnął najwyższy poziom dla pierwszego kwartału od 2022 r. Co istotne, aż 54% całkowitej aktywności stanowiły nowe umowy i ekspansje, a nie – jak w ostatnich kwartałach – renegocjacje.

– Pierwszy kwartał 2026 r. pokazał wyraźny powrót realnego popytu ze strony najemców. Wysoka absorpcja pozwoliła rynkowi skutecznie „wchłonąć” relatywnie dużą część istniejącej podaży, co przełożyło się na spadek pustostanów – zjawisko rzadko obserwowane na początku roku – komentuje Antoni Szwech, starszy analityk w Colliers.

Równolegle rynek przechodzi przez fazę stabilizacji czynszów. Stawki utrzymują się na zbliżonym poziomie rok do roku, a obserwowane korekty mają charakter lokalny i wynikają głównie z równowagi pomiędzy jakością projektów, poziomem dostępności oraz presją kosztową po stronie deweloperów.

Polski rynek powierzchni przemysłowo‑logistycznych wszedł w fazę dojrzałości, w której o jego atrakcyjności decydują stabilne fundamenty i przewidywalność. Dla najemców oznacza to dziś większą pewność planowania – zarówno pod względem kosztów, jak i dostępności nowoczesnych powierzchni w kluczowych lokalizacjach. Jednocześnie rosnące zainteresowanie ze strony międzynarodowych platform handlowych rozwijających operacje w Polsce potwierdza rolę naszego kraju jako bezpiecznego i konkurencyjnego hubu dla europejskich łańcuchów dostaw – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w Colliers.

Na koniec marca 2026 r. powierzchnia w budowie wynosiła niemal 1,5 mln mkw., co oznacza wzrost o 6% r/r, przy jednoczesnym spadku o 18% kw./kw. – typowym dla pierwszych miesięcy roku, kiedy na rynek trafia duży wolumen ukończonych projektów. Mimo przesunięć harmonogramów spowodowanych warunkami pogodowymi, wolumen nowo rozpoczętych budów wzrósł r/r o około 15%, osiągając 350 tys. mkw.

Deweloperzy pozostają jednak selektywni. Udział powierzchni spekulacyjnej w budowie od wielu miesięcy utrzymuje się poniżej 40%, a jednocześnie rośnie udział projektów zabezpieczonych umowami najmu, który obecnie wynosi około 63% – najwyżej od II kw. 2021 r.

– Selektywność deweloperów jest sygnałem dojrzałości rynku. Projekty coraz częściej odpowiadają na konkretne potrzeby najemców, co ogranicza ryzyko nadpodaży i sprzyja stabilizacji pustostanów – dodaje Antoni Szwech.

Po dłuższym okresie stabilizacji stopy pustostanów na poziomie 7–8%, rynek odnotował trend spadkowy tego wskaźnika. Na koniec I kw. 2026 r. wyniósł on 7,2%, czyli zmalał o 0,2 p.p. kw./kw. oraz aż 1,3 p.p. r./r. To szczególnie istotne w kontekście faktu, że od 2023 r. pierwszy kwartał roku zwyczajowo przynosił wzrost wakatów – w 2026 r. schemat ten został przełamany dzięki wysokiej absorpcji istniejących zasobów.

Na tle kraju szczególnie wyróżniło się województwo dolnośląskie. Choć stopa pustostanów w regionie wciąż pozostaje nieco powyżej średniej krajowej i wynosi niemal 8%, w ujęciu kwartalnym spadła aż o 2,8 p.p. Region odnotował również najwyższy w Polsce popyt netto – blisko 230 tys. mkw., stanowiący około 90% popytu brutto. Przy obecnym poziomie zapytań można oczekiwać, że trend absorpcji utrzyma się także w kolejnych miesiącach.

Przedsiębiorcy protestują przeciwko rozszerzeniu SENT na odzież i obuwie

0

13 maja 2026 roku w centrum Warszawy odbył się ogólnopolski protest przedsiębiorców z branży odzieżowej i obuwniczej. Demonstracja była reakcją na rozszerzenie systemu SENT na przewozy odzieży i obuwia. W proteście uczestniczyli przedstawiciele małych i średnich firm, kupcy targowiskowi, właściciele sklepów, hurtownicy, producenci odzieży, pracownicy branży oraz osoby prowadzące rodzinne działalności handlowe.

Manifestacja rozpoczęła się przed Ministerstwem Finansów, a następnie uczestnicy przeszli pod Sejm RP. Organizatorzy zapowiadali wcześniej przyjazd przedsiębiorców z różnych regionów Polski, w tym zorganizowane przejazdy autokarowe i indywidualne. Według relacji branżowych protest miał charakter ponadpartyjny i obywatelski, a w działania na rzecz zmiany przepisów zaangażowali się parlamentarzyści różnych ugrupowań.

Bezpośrednią przyczyną protestu było objęcie od 17 marca 2026 roku przewozów odzieży i obuwia obowiązkami wynikającymi z Systemu Elektronicznego Nadzoru Transportu. System SENT został pierwotnie stworzony do monitorowania przewozu tzw. towarów wrażliwych, takich jak paliwa czy alkohol, czyli kategorii szczególnie narażonych na nieprawidłowości podatkowe. Administracja skarbowa wskazuje, że celem systemu jest nadzór nad przewozem wybranych towarów i ograniczanie nadużyć podatkowych. ([puesc.gov.pl][1])

W przypadku odzieży i obuwia nowe obowiązki dotyczą m.in. towarów klasyfikowanych w działach CN 61, 62 i 64 oraz odzieży używanej objętej kodem CN 6309 00 00. Branża zwraca uwagę, że w praktyce przepisy obejmują codzienne operacje handlowe, które w sektorze odzieżowym mają zupełnie inny charakter niż transport paliw czy innych towarów masowych. Chodzi m.in. o przewozy między magazynami, sklepami, targowiskami, outletami, hurtowniami, punktami sprzedaży mobilnej czy miejscami wykonywania poprawek krawieckich.

Przedsiębiorcy podkreślają, że nie sprzeciwiają się walce z szarą strefą ani działaniom przeciwko nielegalnemu importowi. Ich głównym zarzutem jest sposób skonstruowania przepisów. Zdaniem protestujących system zaprojektowany dla przewozów paliw i innych towarów wrażliwych został przeniesiony na branżę, w której towar jest stale rotowany, dzielony, zwracany, przemieszczany i sprzedawany w małych partiach.

Najwięcej zastrzeżeń budzi obowiązek zgłaszania przewozów już przy stosunkowo niskich progach ilościowych. Przedstawiciele branży wskazują, że w praktyce obowiązki mogą dotyczyć przewozów od 10 kg odzieży lub 20 par obuwia. Oznacza to konieczność rejestracji transportu, podawania danych o przewożonym towarze, wskazywania jego masy, aktualizowania zgłoszeń oraz spełniania dodatkowych wymogów formalnych. Dla wielu mikro- i małych firm może to oznaczać istotny wzrost obciążeń administracyjnych.

Szczególnie problematyczne, według przedsiębiorców, jest raportowanie odzieży według kilogramów. Branża odzieżowa funkcjonuje przede wszystkim w sztukach, kompletach, parach, rozmiarach, modelach i kolekcjach, a nie w wadze. W praktyce przedsiębiorcy obawiają się konieczności częstego ważenia towaru przed transportem, także w sytuacjach, gdy część produktów została sprzedana, część wraca z targowiska, a część jest przewożona do innego punktu sprzedaży.

Protestujący wskazują również na specyfikę handlu targowiskowego i mobilnego. W wielu przypadkach ten sam samochód pełni jednocześnie funkcję środka transportu, magazynu, zaplecza sprzedażowego i prywatnego auta przedsiębiorcy. Towar w takim modelu zmienia się w ciągu dnia: część zostaje sprzedana, część wraca, dochodzą wymiany, zwroty i kolejne dostawy. Zdaniem branży system SENT nie uwzględnia w wystarczającym stopniu tej rzeczywistości.

Duże emocje budzą także sankcje. Przedsiębiorcy alarmują, że za błędy formalne lub brak zgłoszenia mogą grozić wysokie kary administracyjne. W debacie branżowej pojawia się kwota 20 tys. zł, która dla części małych firm może być bardzo poważnym obciążeniem. Organizatorzy protestu zwracają uwagę, że problem może dotyczyć także legalnie zakupionego towaru, udokumentowanego fakturami, w przypadku którego uchybienie ma charakter formalny, a nie podatkowy.

Na dzień przed protestem Ministerstwo Finansów poinformowało o zmianach w systemie SENT obowiązujących od 13 maja 2026 roku. Rozporządzenie z 12 maja wprowadziło wyłączenia z obowiązku zgłaszania przewozu odzieży i obuwia dla części mikroprzedsiębiorców wpisanych do CEIDG, w tym spółek cywilnych oraz spółek jawnych, których wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. Wyłączenia dotyczą m.in. przedsiębiorców prowadzących sprzedaż na targowiskach. ([Gov.pl][2])

Branża uznała jednak te korekty za niewystarczające. W ocenie protestujących wyłączenia obejmują tylko część rynku i nie rozwiązują zasadniczego problemu, jakim jest objęcie sektora odzieżowo-obuwniczego systemem monitorowania przewozów. Przedsiębiorcy wskazują, że poza zakresem realnej ochrony nadal pozostają m.in. producenci odzieży, hurtownie, sklepy stacjonarne, e-commerce, część działalności mobilnej, szwalnie i firmy działające w modelu wielokanałowym.

Organizatorzy protestu podkreślają, że środowisko przedsiębiorców mobilizuje się w tej sprawie od kilku tygodni. Wcześniej odbywały się lokalne protesty i akcje informacyjne w różnych częściach Polski, a 15 kwietnia zorganizowano protest pod Sejmem. Sprawa była również przedmiotem spotkań parlamentarnych oraz rozmów z posłami i senatorami. Przedsiębiorcy informują także o zebraniu ponad 12 tys. podpisów pod petycją przeciwko rozszerzeniu SENT na odzież i obuwie.

Spór wokół nowych przepisów ma również szerszy kontekst gospodarczy. W lutym 2026 roku rząd zapowiadał inicjatywę Deregulacja 2.0, której celem miało być ograniczenie złożoności prawa oraz zwiększenie jego przewidywalności dla obywateli i przedsiębiorców. Przedstawiciele branży wskazują, że rozszerzenie SENT na odzież i obuwie odbierają jako działanie przeciwne do deklarowanego kierunku upraszczania przepisów.

Z perspektywy Ministerstwa Finansów system SENT ma służyć uszczelnieniu obrotu gospodarczego i ograniczeniu nieuczciwej konkurencji, w tym tej związanej z nielegalnym importem. Z perspektywy przedsiębiorców problemem pozostaje jednak proporcjonalność nowych obowiązków i ich wpływ na legalnie działające firmy. Branża argumentuje, że walka z szarą strefą powinna być prowadzona w sposób bardziej precyzyjny, np. poprzez analizę ryzyka, kontrolę faktur, przepływów finansowych i importu, a nie przez obejmowanie szerokiej grupy przedsiębiorców dodatkowymi obowiązkami transportowymi.

[1]: https://puesc.gov.pl/uslugi/przewoz-towarow-objety-monitorowaniem-sent „Przewóz towarów objęty monitorowaniem (SENT)”
[2]: https://www.gov.pl/web/finanse/zmiany-w-systemie-sent-od-13-maja-2026-r „Zmiany w systemie SENT od 13 maja 2026 r. – Ministerstwo Finansów”

Oana Cristea pokieruje rozwojem Radisson Hotel Group w Polsce i Czechach

Radisson Hotel Group powołała Oanę Cristeę na stanowisko Director of Business Development odpowiedzialnej za Polskę i Czechy. Nominacja obowiązuje od 1 kwietnia 2026 r. W nowej roli Oana Cristea będzie odpowiadać za strategię rozwoju Grupy w Polsce i Czechach – dwóch kluczowych i dynamicznie rozwijających się rynkach Europy Środkowej. Będzie raportować bezpośrednio do Valerie Schuermans, Chief Development Officer Western Europe.

Nominacja następuje w okresie dalszego przyspieszenia rozwoju Radisson Hotel Group w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce Grupa posiada obecnie 25 hoteli działających i w fazie rozwoju, oferujących łącznie około 5 700 pokoi w ramach siedmiu marek. To jedno z najbardziej zdywersyfikowanych portfolio międzynarodowych grup hotelowych w kraju. Do ostatnich kamieni milowych należą otwarcie Prize by Radisson, Gdańsk, podpisanie umowy na Radisson Blu Hotel, Gdynia, a także planowane otwarcia we Wrocławiu i Świeradowie-Zdroju. W Czechach Grupa jest obecna w Pradze i analizuje kolejne możliwości rozwoju na terenie całego kraju.

Oana Cristea wnosi do nowej roli niemal dekadę doświadczenia w obszarze rozwoju sieci hotelowej w Radisson Hotel Group. Do firmy dołączyła w 2017 r. jako Business Development Analyst, a następnie rozwijała swoją karierę w kolejnych funkcjach związanych z ekspansją Grupy. Jako Senior Manager Business Development odegrała istotną rolę w pozyskaniu ponad 2 000 pokoi w kluczowych europejskich miastach, w tym w kilku znaczących projektach w Polsce. Była również zaangażowana w stworzenie i wdrożenie marki soft brandowej Radisson Individuals oraz rozszerzenia oferty Grupy o segment serviced apartments.

Przed dołączeniem do Radisson Hotel Group Oana Cristea pracowała w obszarze revenue management i analiz wykonalności w Starwood Hotels & Resorts, zdobywając doświadczenie w zakresie strategii komercyjnej w Mediolanie oraz rozwoju i analiz dla hoteli w regionie EAME. Jej międzynarodowe wykształcenie w zakresie zarządzania hotelarstwem w Hotelschool The Hague oraz doświadczenie zawodowe na kilku europejskich rynkach uzupełnia znajomość języka angielskiego, francuskiego, włoskiego i rumuńskiego.

„Polska i Czechy należą dziś do najbardziej interesujących rynków rozwoju hotelowego w Europie, a Oana jest właściwą osobą, aby poprowadzić nasz kolejny etap wzrostu w tych krajach. Doskonale zna nasz biznes – od strukturyzowania transakcji po relacje z właścicielami – i już teraz była jedną z kluczowych osób stojących za niektórymi z naszych najważniejszych umów w regionie. Ta nominacja podkreśla zarówno strategiczne znaczenie Polski i Czech, jak i nasze zaangażowanie w rozwój talentów wewnątrz organizacji” – mówi Valerie Schuermans, Chief Development Officer Western Europe w Radisson Hotel Group.

Polskie firmy zwiększają skalę działalności w Ukrainie. Przychody największych podmiotów przekroczyły 123 mld UAH

Co ósma firma z polskimi beneficjentami działająca w Ukrainie przekroczyła próg 100 mln UAH przychodów. Liderem rynku pozostaje LPP Ukraine z wynikiem 16,96 mld UAH. W ścisłej czołówce znalazły się również Radekhivskyi Tsukor, Modern-Expo, Inter Cars Ukraine oraz CANPACK Ukraine. Łączne przychody największych przedsiębiorstw z polskimi beneficjentami wzrosły rok do roku o 20 procent.

Polski biznes pozostaje jednym z najbardziej aktywnych inwestorów zagranicznych w Ukrainie. Z danych ukraińskiego rejestru przedsiębiorstw oraz analiz Opendatabot wynika, że w Ukrainie działa obecnie      1 197 spółek z polskimi beneficjentami rzeczywistymi, które złożyły sprawozdania finansowe za 2025 rok. Aż 146 z nich osiągnęło roczne przychody przekraczające 100 mln UAH. Łączny obrót tej grupy firm wyniósł 123,01 mld UAH — o 20 proc. więcej niż rok wcześniej.

Handel, produkcja i motoryzacja dominują wśród największych firm

Największą firmą z polskimi beneficjentami działającą na rynku ukraińskim pozostaje LPP Ukraine — operator marek Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay. Spółka osiągnęła w 2025 roku przychody na poziomie 16,96 mld UAH wobec 11,02 mld UAH rok wcześniej.

Drugie miejsce zajęła spółka Radekhivskyi Tsukor, należąca do grupy Pfeifer & Langen poprzez polski podmiot inwestycyjny Pfeifer & Langen Inwestycje. Firma wygenerowała 10,25 mld UAH przychodów.

W ścisłej czołówce znalazły się również:

Modern-Expo — 7,78 mld UAH, • Inter Cars Ukraine — 7,62 mld UAH, • CANPACK Ukraine — 6,84 mld UAH, • Eurocar Manufacturing — 6,81 mld UAH, • KASPIT Trade — 5,36 mld UAH, • Cersanit Invest — 3,73 mld UAH, • Technologia — 2,62 mld UAH, • Barlinek Invest — 2,41 mld UAH.

Wszystkie wartości przychodów wykorzystane w materiale są zgodne z oficjalnymi danymi opublikowanymi przez Opendatabot na podstawie sprawozdań finansowych przedsiębiorstw za 2025 rok.

Polskie firmy rozwijają działalność mimo wymagającego otoczenia rynkowego

Wyniki finansowe pokazują, że część polskich firm konsekwentnie rozwija działalność operacyjną w Ukrainie i zwiększa skalę obecności na tym rynku. Dotyczy to przede wszystkim handlu, przemysłu, logistyki oraz branż związanych z produkcją i dystrybucją — komentuje Evgenij Kirichenko, CEO Gremi Personal i założyciel Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Jak podkreśla ekspert, dla wielu przedsiębiorstw Ukraina staje się dziś nie tylko kierunkiem eksportowym, ale również rynkiem budowania lokalnych struktur operacyjnych.

Coraz więcej firm działa tam już nie projektowo, ale długoterminowo. To wymaga znajomości lokalnych realiów biznesowych, rynku pracy, prawa oraz specyfiki prowadzenia działalności w poszczególnych regionach Ukrainy — dodaje Kirichenko.

Kijów i zachodnia Ukraina pozostają głównymi centrami działalności

Najwięcej firm z polskimi beneficjentami osiągających ponad 100 mln UAH przychodów zarejestrowano w Kijowie — 46 przedsiębiorstw. Kolejnych 16 działa w obwodzie kijowskim. Bardzo silną pozycję utrzymują również regiony zachodniej Ukrainy, szczególnie obwód lwowski, gdzie działa 37 takich firm. Kolejne miejsca zajmują obwód wołyński z 11 przedsiębiorstwami oraz obwód dniepropietrowski, gdzie funkcjonuje 6 firm przekraczających próg 100 mln UAH przychodów.

Według analizy największą grupę stanowią przedsiębiorstwa handlu hurtowego — 54 spółki. Istotną rolę odgrywają także firmy z sektora rolnego, gastronomii, IT oraz przemysłu metalowego.

Dynamiczny wzrost części przedsiębiorstw

Dane pokazują również bardzo dynamiczny rozwój części przedsiębiorstw. Spółka Elgard, działająca w sektorze energetycznym, zwiększyła przychody aż 38-krotnie — z 2,7 mln UAH do 104,3 mln UAH. SMP z branży mięsnej odnotowała ośmiokrotny wzrost przychodów do poziomu 103,7 mln UAH, natomiast Kliko Ukraine zwiększyła obroty 6,5-krotnie — do 222,2 mln UAH.

Ukraiński rynek pozostaje wymagającym środowiskiem operacyjnym, jednak część firm bardzo skutecznie wykorzystuje rozwój lokalnego popytu oraz rosnącą aktywność gospodarczą w wybranych sektorach. Widać to szczególnie w handlu, logistyce, produkcji i usługach wspierających biznes — ocenia Evgenij Kirichenko.

Kadry i lokalne kompetencje stają się jednym z kluczowych wyzwań dla biznesu

Eksperci zwracają uwagę, że wraz ze wzrostem aktywności polskich firm w Ukrainie coraz większego znaczenia nabiera zabezpieczenie kadrowe. Dla przedsiębiorstw, które wchodzą na rynek lub rozwijają tam działalność, wiarygodni partnerzy w obszarze zatrudnienia stają się ważnym czynnikiem stabilności operacyjnej, szczególnie w warunkach deficytu pracowników w Ukrainie.

Chodzi nie tylko o samą rekrutację personelu, ale także o znajomość lokalnego rynku pracy, uwarunkowań prawnych, specyfiki branżowej oraz różnic pomiędzy polskim i ukraińskim środowiskiem biznesowym.

Przy wejściu na rynek ukraiński polskie firmy powinny mieć obok siebie partnerów, którzy rozumieją obie strony. W warunkach deficytu kadrowego w Ukrainie wiarygodne agencje pracy z Polski mogą pomagać biznesowi szybciej budować zespoły, ograniczać ryzyka kadrowe i dostosowywać procesy operacyjne do lokalnych warunków — zaznacza Evgenij Kirichenko.

Rosnące przychody największych przedsiębiorstw pokazują, że mimo wymagającego otoczenia rynkowego część polskich firm konsekwentnie zwiększa aktywność operacyjną w Ukrainie. Dotyczy to przede wszystkim sektorów związanych z handlem, logistyką, przemysłem, produkcją, dystrybucją oraz usługami dla biznesu.

Eksperci wskazują, że w kolejnych latach szczególnego znaczenia mogą nabierać projekty związane z logistyką, infrastrukturą, energetyką, sektorem rolno-spożywczym oraz rozwojem lokalnych sieci dystrybucji. Coraz większe znaczenie będzie miała także zdolność firm do budowania lokalnych zespołów, utrzymania ciągłości operacyjnej oraz współpracy z partnerami posiadającymi doświadczenie na rynku ukraińskim.

Technologia jako zależność strategiczna. Dlaczego zarządy muszą pytać o IT inaczej

Pytanie, które jeszcze pięć lat temu brzmiało jak hipotetyczne ćwiczenie, dziś coraz częściej trafia na agendy zarządów: ile godzin średnia polska firma przetrwa bez dostępu do chmury największego amerykańskiego dostawcy? Sześć? Dwanaście? Co dzieje się po trzech dniach, kiedy nie da się wystawić faktury, zorganizować wysyłki, sprawdzić stanu magazynu?

Większość organizacji nie zna odpowiedzi. Jeszcze dekadę temu rozmowa o ciągłości działania kończyła się na backupach i serwerowniach. Dziś trzeba pytać o coś bardziej fundamentalnego: kto kontroluje warstwę, na której stoi codzienna operacja przedsiębiorstwa. To pytanie przestało być akademickie 20 października 2025 roku, gdy region AWS US-EAST-1 padł na 14 godzin i 32 minuty, paraliżując ponad 140 usług oraz aplikacje od Snapchata, przez Coinbase, po systemy bankowe. Dziewięć dni później, 29 października, awaria Azure Front Door na siedem godzin sparaliżowała Microsoft 365, Xbox, Heathrow, Vodafone, NatWest i Capital One. Półtora roku wcześniej wadliwa aktualizacja CrowdStrike unieruchomiła 8,5 mln komputerów na całym świecie – tylko firmy z Fortune 500 oszacowały straty na 5,4 mld USD. Ubezpieczenie pokryło 10–20%. Limit odpowiedzialności dostawcy w umowie? Wartość uiszczonych opłat.

Geopolityka weszła do firmowego ERP-a tylnymi drzwiami

Wojna celna USA z resztą świata, spór o eksport chipów, nacisk Brukseli na suwerenność cyfrową – to nie są już tylko tematy z portali branżowych. Decyzja regulacyjna podjęta w Waszyngtonie albo Pekinie potrafi z dnia na dzień zmienić koszt nowych licencji, dostępność usługi albo prawo do przetwarzania określonych danych. Nie musi być wojny – wystarczy decyzja administracyjna. W lutym 2025 roku konto e-mail prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego Karima Khana zostało zablokowane po tym, jak administracja USA nałożyła na niego sankcje; Trybunał ostatecznie przeniósł się z Microsoft Office na niemiecki, opensource’owy OpenDesk. W czerwcu 2025 dyrektor prawny Microsoft France pod przysięgą przed francuskim Senatem przyznał, że firma „nie może zagwarantować”, że dane francuskich klientów nie zostaną przekazane administracji USA na podstawie CLOUD Act – nawet jeśli serwery stoją we Frankfurcie. W styczniu 2026 cła Trumpa na zaawansowane chipy zmieniły z dnia na dzień ekonomię każdego polskiego projektu AI.

Realia są takie, że w typowym polskim przedsiębiorstwie kluczowe procesy – sprzedaż, finanse, magazyn, komunikacja – w dużej mierze działają na infrastrukturze trzech amerykańskich gigantów. Łącznie kontrolują oni 70% rynku chmurowego w Europie. Według raportu Asterès dla francuskiego stowarzyszenia Cigref, europejskie firmy wydają rocznie 264 mld euro na amerykańskie oprogramowanie i chmurę – kwotę porównywalną z rachunkiem energetycznym całej Unii. To ryzyko, którego najczęściej nie ma w żadnym formalnym rejestrze, choć skala uzależnienia bywa porównywalna z uzależnieniem od jednego dostawcy energii czy jednego rynku zbytu.

Pytanie, którego polski biznes nie lubi

Drugą warstwę problemu widać rzadziej, bo jest mniej techniczna i bardziej niewygodna: kto faktycznie jest właścicielem dostawcy oprogramowania, na którym oparta jest firma? „Lokalny partner” bywa polskim szyldem na zagranicznym kapitale – i nie ma w tym nic złego, dopóki nie zdarza się sytuacja, w której decyzja o roadmapie produktu, cenniku albo wsparciu zapada w zupełnie innym kraju, niż wynikałoby to z logo na fakturze. W ostatnich dwunastu miesiącach 62% transakcji M&A na polskim rynku IT odbyło się z udziałem inwestora zagranicznego (raport CMT/Fordata, 2025).

Między pełną zależnością a wolnością

Żaden poważny analityk nie zarekomenduje dziś odcięcia się od AWS, Google’a czy Microsoftu. Najlepsze modele językowe wciąż powstają w Stanach Zjednoczonych i przez jakiś czas tak pozostanie – CEPA wyliczyła, że pełna replikacja amerykańskiego stosu technologicznego kosztowałaby Europę 3,6 biliona euro. Ale między „pełną zależnością” a „autarkią” jest cała przestrzeń decyzji, których się po prostu nie podejmuje, bo nikt o nie nie pyta. Rosja po 2022 roku jest tu kontrintuicyjną lekcją: nawet z bezprecedensowymi dotacjami państwa, lokalnym czempionem (1C) i pełną wolą polityczną, migracja największych firm z SAP-a zajmuje już piąty rok i wciąż nie jest zakończona. Czas budowy alternatywy mierzy się w kwartałach, czas utraty dostępu – w godzinach.

Trzy pytania warte postawienia na poziomie zarządu i dyrektora IT jeszcze w tym kwartale. Po pierwsze: które systemy muszą wstać w 24 godziny, gdyby zniknął główny dostawca chmury – i czy istnieje na to plan, czy tylko nadzieja, oraz kiedy ostatnio przeprowadzono test. Po drugie: jaka część stosu technologicznego jest oparta na rozwiązaniach open source, możliwych do uruchomienia niezależnie od polityki licencyjnej dowolnej korporacji, i kto ma fizyczny dostęp do kluczy szyfrowania. Po trzecie: w jakim kraju faktycznie zapadają decyzje o produktach, od których zależy operacja firmy, w jakiej walucie indeksowane są ceny i pod jaką jurysdykcją zawarto kontrakt.

Suwerenność cyfrowa nie jest hasłem – jest kategorią ryzyka

Europa przez najbliższe dwa lata będzie przyspieszać w trzech obszarach: open source w warstwie infrastruktury, własne LLM-y i chmura europejska. Polska ma w tej układance własne karty: Operator Chmury Krajowej obsługujący Ministerstwo Finansów, Centrum e-Zdrowia i ING, modele językowe Bielik (mecenat InPost, Beyond i EY) oraz PLLuM rozwijany w konsorcjum HIVE pod NASK. To nie są zamienniki dla GPT, ale wystarczają tam, gdzie chodzi o wrażliwe dane klienta i polski język. Od 3 kwietnia 2026 roku obowiązuje znowelizowana ustawa o KSC wdrażająca NIS2; podmioty kluczowe muszą udokumentować analizę ryzyka łańcucha dostaw ICT. Można się z tego śmiać, można ignorować, można też zacząć dobierać partnerów technologicznych tak, jakby to miało znaczenie. Bo zaczyna mieć.

Suwerenność cyfrowa przestała być technologicznym wyborem, a stała się twardą kategorią zarządzania ryzykiem. W świecie nieprzewidywalnej geopolityki i globalnych awarii bezpieczeństwo biznesu zależy od zachowania pełnej kontroli nad operacjami, zanim ktoś inny – świadomie lub przez przypadek – odetnie nam do nich dostęp.

Ostatecznie przetrwają nie te firmy, które dysponują najnowocześniejszą chmurą, lecz te, które w godzinie próby będą trzymać własne klucze do systemów, zyskując tym samym jedyną realną gwarancję ciągłości działania.

Słabe dane ze strefy euro i wzrost inflacji w Europie wpływają na nastroje rynkowe

Środowego poranka poznaliśmy dane, które zgodnie z oczekiwaniami potwierdziły wzrosty cen konsumenckich w krajach europejskich i problemy gospodarcze strefy euro. Przed nami publikacja inflacji producenckiej w USA. Czy będzie ona miała wpływ na decyzje FED i nowego szefa tej instytucji do końca 2026 roku? Dziś przedstawiciele USA lecą do Pekinu, gdzie jutro zacznie się jeden z najważniejszych szczytów tego roku. 

Delegacja do Chin

Rynek czeka na dwudniowe spotkanie Trumpa i Xi, które rozpocznie się w czwartek. Media zalewają nas artykułami o wielkich nazwiskach, które goszczą na pokładzie Air Force One, co tylko pokazuje znaczenie Państwa Środka dla amerykańskich firm i całej gospodarki. Analitycy przewidują, że w trakcie rozmów pojawi się temat ceł, Tajwanu czy Iranu. Z dwuznacznych komunikatów Trumpa wynika jedynie, że ten priorytetowo traktuje dyskusje handlowe, próbując tym samym wypchnąć newralgiczną kwestię Bliskiego Wschodu na boczny plan. Czy to mu się uda, skoro chociażby chińskie rafinerie są głównymi odbiorcami irańskiej ropy? Osobiście śmiem wątpić. Sceptycyzm w sprawie gładkich negocjacji nakazuje mi spodziewać się kolejnych mocnych słów i postów ze strony prezydenta USA w drugiej części tygodnia. Taki scenariusz pogłębi obawy o przyszłość światowej gospodarki, przekładając się na rynkowe zawirowania, co może wysysać kapitał z ryzykownych aktywów.

Obawy inflacyjne

Oprócz szczytu w Pekinie, niepewność na rynkach podbijają najnowsze dane potwierdzające wzrost cen na całym świecie. Tylko wczoraj dowiedzieliśmy się o zwyżkach inflacji konsumenckiej w Niemczech i USA. Dziś do tego grona dołączyła Francja, Rumunia i Czechy. Pierwsi z wymienionych zgodnie z oczekiwaniami odnotowali zwyżkę z 1,7% r/r do 2,2% r/r. Znacznie gorzej jest w Rumunii, gdzie dynamika cen konsumenckich po niespełna 3 latach (zabrakło dwóch miesięcy) wróciła na dwucyfrowe poziomy. Kwietniowy skok z 9,9% na 10,7% to odrobinę powyżej oczekiwanego 10,6% r/r. Znacznie stabilniej, lecz nadal zwyżkowo, jest za naszą południową granicą. Tempo wzrostu cen konsumenckich w Czechach to prognozowane 2,5% r/r (poprzednio 1,9% r/r). Publikacje były zgodne lub bliskie konsensusu, dlatego nie wpłynęły istotnie na wzajemne notowania walut lokalnych, które środowej sesji razem z euro tracą do amerykańskiego dolara pod wpływem czynników zewnętrznych. O godzinie 14:00 kurs RON/PLN to 0,8171 PLN, a CZK/PLN to 0,1746 PLN.

Co ogranicza wzrost inflacji w strefie euro?

Oprócz danych o dynamice cen w krajach europejskich, w środowym rozkładzie makroekonomicznym znalazł się także odczyt PKB ze strefy euro. Dzisiejsza publikacja w ujęciu kwartalnym okazała się jeszcze bardziej mizerna niż dwie poprzednie (0,3% za III kw. 2025 r. i 0,2% za IV kw. 2025 r.) i wyniosła 0,1% k/k za I kw. 2026 r. W ujęciu rocznym odnotowano spodziewany spadek z 1,2% do 0,8%. Nakłada się na to redukcja produkcji przemysłowej o 2,1% r/r. Zniżka była głębsza od oczekiwanego spadku z -0,8% r/r na -1,8% r/r. W ujęciu miesięcznym odnotowano delikatną zwyżkę o 0,2%. Są to kolejne dane pokazujące problemy strefy euro, które nie tylko są hamulcem gospodarczym, ale i inflacyjnym. To dlatego, mimo drogiej energii, ceny w Niemczech nie rosną tak dynamicznie jak w innych miejscach, gdzie gospodarki rozwijają się szybciej. W dalszej części dnia poznamy także inflację producencką ze Stanów. Według szacunków PPI w USA ma wzrosnąć z 4% r/r aż do 4,9% r/r!

CPK: Wykupiono ponad 80 proc. działek zabudowanych pod linię KDP Warszawa–Łódź

Kolejowy Program Dobrowolnych Nabyć został zakończony na odcinku łączącym Warszawę, Łódź i lotnisko krajowe, budowanym w ramach programu inwestycyjnego Port Polska. Obecnie trwają końcowe procedury związane z nabywaniem ostatnich nieruchomości.

Do Kolejowego Programu Dobrowolnych Nabyć zakwalifikowano 206 działek, przez które ma przebiegać nowa linia kolejowa. To pierwszy odcinek kolejowego „Y”, który powstanie między Warszawą i Łodzią (linia kolejowa nr 85). W ramach programu pozyskano 169 działek, co stanowi ponad 80 procent wszystkich, których właściciele mogli wziąć udział w programie.

Pierwszy akt notarialny został podpisany w marcu 2025 roku. Do programu zakwalifikowano przede wszystkim działki zabudowane niezbędne do budowy linii kolejowej.

Wszystkie potrzebne nieruchomości, które nie zostały nabyte w KPDN, zostaną wywłaszczone, bądź ograniczone w korzystaniu za odszkodowaniem. Wywłaszczeniami, które nastąpią na podstawie decyzji o ustaleniu lokalizacji linii kolejowej, objęty będzie tylko niezbędny obszar dla realizacji inwestycji, w wielu przypadkach proces ten dotyczyć będzie tylko części nieruchomości.

Spółka planuje uruchomienie programu dobrowolnych nabyć również dla kolejnych odcinków linii „Y”: Łódź-Wrocław oraz Sieradz-Poznań. Termin jego uruchomienia na tych odcinkach uzależniony jest od terminu uzyskania właściwych decyzji administracyjnych.

Osoby przystępujące do programu otrzymują korzystne warunki wykupu nieruchomości. W ramach pierwszej opcji mogą otrzymać ofertę według stawek odtworzeniowych nieuwzględniających stopnia zużycia nieruchomości. Natomiast druga przewiduje udzielenie 20 proc. bonusu (dla nieruchomości niezabudowanych) i 40 proc. (dla wszystkich tzw. naniesień i innych części składowych, tj. dom, budynki gospodarcze, rośliny uprawne itp.), o które może zostać powiększona wycena przygotowana przez rzeczoznawców majątkowych.

Właścicielom nieruchomości, zakwalifikowanych do KPDN znajdujących się na trasach przyszłych linii kolejowych, poza możliwością zbycia nieruchomości na preferencyjnych warunkach, oferowane są dodatkowe rodzaje wsparcia, m.in. pomoc rzeczowa przy przeprowadzce, rekompensata z tytułu utraty zdolności kredytowej czy renta z tytułu rezygnacji z działalności rolniczej.

Obecnie prace projektowe dla 140-kilometrowego odcinka linii KDP między Warszawą a Łodzią dobiegają końca. W ramach realizacji programów strategicznych Portu Polska, spółka ogłosiła w grudniu 2025 roku pierwsze w historii naszego regionu Europy postępowanie w trybie dialogu konkurencyjnego na budowę odcinka KDP. Chodzi o 13-kilometrowy fragment trasy między Kotowicami (w gminie Brwinów na Mazowszu) a węzłem lotniskowym. W kwietniu bieżącego roku ogłoszono kolejne postępowanie na budowę 14,3-kilometrowego odcinka między węzłami lotniskowym i bolimowskim. Na kolejne odcinki postępowania mają zostać ogłoszone jeszcze w tym roku.

Odcinek Warszawa – Łódź, którego projektowanie uzyskało dofinansowanie Unii Europejskiej z instrumentu „Łącząc Europę” CEF 2, ma zostać uruchomiony pod koniec 2032 r. –równocześnie z nowym lotniskiem.

Najsłabszy popyt na biura regionalne od 5 lat. Pustostany na poziomie 17,4%

0

Wysoki poziom pustostanów, ograniczona aktywność deweloperska i zmiana struktury popytu pokazują rynek, który wciąż szuka równowagi po dynamicznym wzroście poprzedniej dekady. W pierwszym kwartale 2026 roku biurowe rynki regionalne w Polsce odnotowały najsłabszy wynik popytu w pierwszym kwartale od 2021 roku. Raport firmy doradczej Savills „Office Market in Regional Cities, Q1 2026” pokazuje też, że aktywność najemców spadła o niemal jedną trzecią rok do roku.

  • 121 500 m kw. – wolumen najmu w Q1 2026, mniej o 29% r/r
  • 17,4% – średni wskaźnik pustostanów w ośmiu miastach regionalnych
  • 47 200 m kw. – nowa podaż w Q1, czyli więcej niż w całym 2025 roku
  • 178 300 m kw. – powierzchnia w budowie, o 11% mniej r/r

Łączna podaż biurowa w ośmiu największych polskich miastach regionalnych wynosi 6,76 mln m kw., czyli niemal o pół miliona m kw. więcej niż zasoby biurowe Warszawy. Rynek jest mocno skoncentrowany. Kraków (1,85 mln m kw.), Wrocław (1,36 mln m kw.) i Trójmiasto (1,07 mln m kw.) skupiają razem prawie dwie trzecie całej podaży regionalnej.

Popyt w pierwszym kwartale wyniósł 121 500 m kw., co jest najniższym wynikiem odnotowanym w pierwszym kwartale od początku 2021 roku i oznacza spadek o 29% rok do roku. Liderem aktywności najemców było Trójmiasto, gdzie wynajęto 49 500 m kw., czyli 41% całkowitego wolumenu. Kolejne miejsca zajęły Wrocław z wynikiem 25 500 m kw. oraz Kraków, gdzie popyt wyniósł 16 700 m kw. Sektory napędzające najem to produkcja, odpowiadająca za 18% transakcji, usługi dla biznesu z udziałem 17% oraz IT z udziałem 13%. Nowe umowy stanowiły 51% wolumenu, a renegocjacje 37%.

Trójmiasto w ostatnim raporcie wypada bardzo mocno, ale nie powinno się czytać tego wyłącznie przez pryzmat jednego kwartału. To rynek, który od dłuższego czasu buduje swoją pozycję dość konsekwentnie: ma zróżnicowaną bazę najemców, dobry dostęp do kadr i argument w postaci jakości życia, który w rozmowach z firmami naprawdę ma znaczenie. Dlatego przy większej ostrożności najemców Trójmiasto nadal potrafi przyciągać popyt. Nie jest rynkiem bez ryzyka, ale na tle największych regionów jest najbliżej punktu równowagi – mówi Piotr Skuza, Associate Director, Regional Manager, Office Agency, Savills.

Średni wskaźnik pustostanów dla biurowych rynków regionalnych wynosi 17,4%, co odpowiada 1,18 mln m kw. wolnej powierzchni. Najwyższe poziomy notują Katowice (22,1%) i Wrocław (22,0%). Wysoka dostępność powierzchni utrzymuje się także w Łodzi (19,6%) i Krakowie (18,4%). Na tle rynku pozytywnie wyróżniają się Trójmiasto, gdzie 10,8% biur czeka na najemców oraz Szczecin ze wskaźnikiem pustostanów na poziomie 7,9%.

Kraków i Katowice pokazują dwa różne biurowe oblicza. Kraków jest największym rynkiem poza Warszawą i nadal pozostaje naturalnym wyborem dla wielu dużych organizacji, ale jego skala oznacza też dużą konkurencję między budynkami. Katowice z kolei przeszły w ostatnich latach bardzo dużą zmianę jakościową i mają coraz lepszy produkt biurowy, ale przy najwyższym wskaźniku pustostanów wśród dużych rynków regionalnych muszą mocniej walczyć o każdą decyzję najemcy. W obu miastach widzimy, że firmy nie patrzą już tylko na metraż i adres. Pytają o efektywność powierzchni, dostępność pracowników, dojazd, koszty i to, czy biuro pomoże im ściągnąć ludzi z powrotem do pracy stacjonarnej – mówi Marcin Gawlik, Associate Director, Office Agency, Savills.

Wrocław pozostaje jednym z najważniejszych rynków biurowych w kraju, ale dziś gra toczy się tu już na innych zasadach niż kilka lat temu. Przy tak dużej dostępności powierzchni najemcy nie podejmują decyzji pod presją. Sprawdzają koszty, jakość zarządzania, elastyczność umowy i to, czy biuro rzeczywiście odpowiada na sposób pracy zespołów. Właściciele muszą więc konkurować nie tylko adresem i standardem budynku, ale umiejętnością zadbania o całe doświadczenie najemcy – mówi Dorota Kościelniak, Director, Office Agency, Savills.

Aktywność deweloperska pozostaje na historycznie niskim poziomie. W budowie znajduje się mniej niż 180 000 m kw. biur, o 11% mniej niż rok wcześniej i kilkakrotnie mniej niż w poprzednich cyklach. Dla porównania, w latach 2015–2019 w budowie znajdowało się średnio ponad 900 000 m kw. powierzchni biurowej.

Aktywność deweloperska koncentruje się przede wszystkim w Poznaniu, gdzie w budowie znajduje się 72 900 m kw., oraz w Krakowie z wynikiem 50 400 m kw. Mimo że w samym pierwszym kwartale oddano do użytku 47 200 m kw. biur, czyli więcej niż przez cały 2025 rok, łączna tegoroczna podaż pozostanie znacznie poniżej wieloletniej średniej.

Dziś w Poznaniu nikt nie wynajmuje biura „na zapas”. Decyzje są ostrożne, mocno policzone i zwykle poprzedzone długą analizą kosztów. Dlatego niski wolumen najmu w pierwszym kwartale nie jest zaskoczeniem, a duża powierzchnia w budowie będzie ważnym testem. Nowe projekty muszą trafić bardzo precyzyjnie w potrzeby firm: lokalizacja, efektywny układ, koszty eksploatacyjne i elastyczne warunki. W Poznaniu sam nowy budynek nie wystarczy. Kluczowe jest i będzie dopasowanie powierzchni, kosztów i warunków najmu do konkretnych potrzeb firm – komentuje Mateusz Jakubowicz, Associate, Regional Manager, Office Agency, Savills.

W najbliższych kwartałach kluczowe będzie tempo absorpcji istniejących pustostanów. Ograniczona nowa podaż może pomóc w stabilizacji rynku, ale tylko pod warunkiem stopniowego powrotu aktywności najemców.

Nowy CEO w Contract Administration. Paweł Lazar pokieruje spółką

Contract Administration, jeden z największych dostawców usług kadrowo-płacowych w Europie Środkowo-Wschodniej, ma nowego CEO. Stanowisko objął Paweł Lazar, menedżer z wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem zdobytym m.in. w EY i ADP, specjalizujący się w rozwoju i transformacji organizacji usługowych.

Paweł Lazar wnosi do Contract Administration kompetencje w zakresie skalowania biznesu, zarządzania operacjami oraz wdrażania zmian w złożonych, międzynarodowych strukturach. W trakcie swojej kariery odpowiadał za rozwój organizacji w sektorze usług biznesowych, w tym outsourcingu kadr i płac, koncentrując się na efektywności operacyjnej, automatyzacji oraz poprawie doświadczeń klientów.

Contract Administration to organizacja o dużej skali i ogromnym potencjale. Moim priorytetem będzie dalszy rozwój operacyjny, wykorzystanie technologii oraz wzmacnianie wartości, jaką dostarczamy naszym klientom – mówi Paweł Lazar, CEO Contract Administration.

Zmiana na stanowisku CEO jest częścią szerszego etapu rozwoju spółki. Magdalena Aleksandrowicz, która przez lata budowała pozycję Contract Administration na rynku, obejmuje rolę Non-Executive Chairman.

Dziś jesteśmy organizacją z silnymi fundamentami, świetnym zespołem i jasno określoną strategią. To dobry moment na kolejny krok w rozwoju firmy – podkreśla Magdalena Aleksandrowicz.

Contract Administration należy do największych firm świadczących usługi kadrowo-płacowe w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Spółka działa w Polsce, Czechach i na Słowacji, zatrudnia ponad 250 specjalistów i jest częścią międzynarodowych sieci biznesowych.

Ceny srebra rosną, złoto pozostaje w konsolidacji

  • Ceny srebra wzrosły o 15% w ciągu ostatniego tygodnia, a poniedziałkowe wybicie powyżej 82–83 USD uruchomiło nową falę momentum i zakupów technicznych.
  • Srebro nadal korzysta ze swojej podwójnej roli – zarówno metalu szlachetnego, jak i przemysłowego – a rekordowy rajd miedzi wzmacnia oczekiwania dotyczące popytu.
  • Relatywnie słabsze zachowanie cen złota po apelu premiera Indii Narendry Modiego o wstrzymanie jego zakupów przyspieszyło spadek relacji złota do srebra do dwumiesięcznego minimum w okolicach 55.
  • Krótkoterminowe perspektywy zależą teraz od tego, czy srebro utrzyma się powyżej wcześniejszej strefy wybicia, unikając tym samym ponownej likwidacji długich pozycji.

Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, ceny srebra nagle wystrzeliły w górę, ponownie rozbudzając zainteresowanie inwestorów, którzy skutecznie wykorzystali ubiegłoroczny rajd, zanim pękła bańka pod koniec stycznia i doprowadziła do niemal 50-procentowej korekty do marca. Od tego czasu metal wyraźnie odrobił straty, a w ostatnim tygodniu impet ruchu przyspieszył: „biały metal” zyskał 15%, podnosząc stopę zwrotu od początku roku do około 20%, choć nadal jest notowany ponad 150% powyżej poziomów sprzed roku.

Kurs XAGUSD wzrósł wczoraj do dwumiesięcznego maksimum w pobliżu 88 USD, kontynuując poniedziałkowy rajd o 7%, po czym oddał część zysków, gdy wyższe ceny ropy podbiły zarówno rentowności obligacji, jak i dolara. Mimo to najnowszy ruch – przynajmniej na razie – zmienił krótkoterminowy obraz techniczny. Przełamanie oporu w rejonie 82–83 USD uruchomiło ponowne zakupy ze strony funduszy hedgingowych i innych inwestorów podążających za momentum, którzy w ostatnich tygodniach w dużej mierze trzymali się z boku.

Srebro spot

Srebro spot – źródło: Saxo

Ten ruch odzwierciedla również fakt, że srebro charakteryzuje się wyższym współczynnikiem beta w porównaniu ze złotem, oraz że czerpie korzyści ze swojej podwójnej atrakcyjności – zarówno jako metal inwestycyjny, jak i przemysłowy. Tymczasem złoto nadal pozostaje w fazie konsolidacji, a jego ostatnia niezdolność do pełnego dołączenia do rajdu srebra wynika częściowo z obaw, że wyższe ceny energii mogą opóźnić obniżki stóp procentowych. Znaczenie ma również niedawny apel premiera Indii Narendry Modiego, który wezwał swoich obywateli do wstrzymania zakupów złota na co najmniej rok, aby złagodzić presję na rezerwy walutowe kraju i osłabiającą się rupię.

Ta sytuacja przyczyniła się do gwałtownego spadku stosunku ceny złota do srebra do poziomu około 55, najniższego od początku marca, co podkreśla obecne lepsze wyniki srebra. Wskaźnik ten ponownie spadł znacznie poniżej średniej wynoszącej blisko 70, obserwowanej przez prawie trzy dekady. Tymczasem złoto pozostaje w przedziale wahań, z poziomem wsparcia ustalonym poniżej 4500 USD, podczas gdy opór znajduje się na 50-dniowej średniej ruchomej w pobliżu 4757 USD, a następnie 4850 USD.

Złoto spot

Złoto spot – źródło: Saxo

Popyt przemysłowy wzmacnia wsparcie

Poza technicznym wybiciem srebro korzysta również z gwałtownego umocnienia segmentu metali przemysłowych. Kontrakty na miedź zarówno w Nowym Jorku, jak i w Londynie ustanowiły w poniedziałek nowe rekordowe poziomy zamknięcia, wspierane przez silny popyt z Chin, szybko malejące zapasy oraz rosnące obawy o dostępność podaży w przyszłości.

Jako kluczowy metal transformacji energetycznej, wykorzystywany w elektryfikacji, odnawialnych źródłach energii, elektronice, infrastrukturze AI i produkcji motoryzacyjnej, srebro nadal korzysta z wielu tych samych strukturalnych trendów, które obecnie wspierają miedź. W ostatnich tygodniach inwestorzy coraz częściej pomijali ryzyka spowolnienia gospodarczego związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie, koncentrując się zamiast tego na rosnącym wyzwaniu zapewnienia wystarczającej podaży strategicznie istotnych metali.

Trwające zakłócenia przepływów handlowych przez Cieśninę Ormuz dodały kolejną warstwę niepewności do i tak już napiętych perspektyw podażowych. Choć samo srebro nie jest bezpośrednio zależne od eksportu z regionu Zatoki Perskiej, konflikt przyczynił się do wzrostu kosztów energii, transportu i rafinacji w wielu łańcuchach dostaw surowców, wzmacniając szersze obawy dotyczące inflacji i ograniczonej dostępności zasobów.

Zasadniczo ceny srebra nadal wspiera prognozowany roczny deficyt podaży w sytuacji, gdy popyt fizyczny i inwestycyjny utrzymuje się na wysokim poziomie. Zwłaszcza w Chinach, gdzie lokalny popyt na metale szlachetne i przemysłowe pozostaje wysoki pomimo ogólnych obaw gospodarczych. Co istotne, podaż srebra z kopalń reaguje zazwyczaj z opóźnieniem na wzrost cen, ponieważ znaczna część światowej produkcji stanowi produkt uboczny wydobycia ołowiu, cynku, miedzi i złota.

Miedź HG

Miedź HG – Źródło: Saxo

Uwaga przesuwa się na poziomy wsparcia

Najnowszy rajd wiąże się jednak z krótkoterminowymi ryzykami. Po tak gwałtownym odbiciu rynek potrzebuje teraz potwierdzenia, że wybicie okaże się trwałe – zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjalnie spekulacyjny charakter ostatniego ruchu. Utrzymanie notowań powyżej wcześniejszej strefy wybicia w okolicach 82–83 USD prawdopodobnie zachęciłoby do dalszych zakupów systematycznych i opartych na momentum. Spadek poniżej tej strefy mógłby jednak uruchomić ponowną likwidację niedawno otwartych długich pozycji.

Na razie srebro odzyskało narrację, której brakowało mu wcześniej w tym roku: rynek wspierany nie tylko przez popyt na metale szlachetne i niepewność geopolityczną, ale coraz wyraźniej także przez strukturalny popyt przemysłowy w warunkach ograniczonego wzrostu globalnej podaży.

Świat lubi Polskę, której doświadcza. Jak naprawdę mówi się o Polsce za granicą?

Blisko 900 tysięcy wzmianek, niemal 8 miliardów zasięgu i ponad 160 milionów interakcji. Tak wygląda globalna rozmowa o Polsce według raportu „Poland: A Global Impact”, przygotowanego przez Fundację Think Tank Marka Polska we współpracy z Brand24.

Analiza 893 541 publikacji w języku angielskim, francuskim i niemieckim pokazuje, że Polska najczęściej pojawia się w zagranicznym Internecie w kontekście geopolityki i bezpieczeństwa. To właśnie ten obszar generuje największą widoczność kraju. Jednocześnie najbardziej pozytywne emocje wzbudzają tematy oparte na bezpośrednim doświadczeniu: kuchnia, sport, technologia, turystyka i język polski.

Najważniejszy wniosek raportu jest prosty: świat lubi Polskę, której doświadcza. Lubi mniej Polskę, którą sobie wyobraża.

Polska opisywana przez geopolitykę osiąga 55 procent pozytywnego sentymentu, natomiast Polska doświadczana przez jedzenie, podróże, sport, technologię czy język osiąga od 74 do 87 procent pozytywnych wzmianek. Najwyższy wynik uzyskała kuchnia polska, z 87 procentami pozytywnego sentymentu. Tu symbolem numer jeden pozostają pierogi. Bardzo wysoko oceniane są także sport, technologia i turystyka.

Geopolityka pozostaje największym źródłem widoczności Polski. W tej narracji kraj najczęściej pojawia się jako ważny element wschodniej flanki NATO, państwo funkcjonujące blisko wojny w Ukrainie i stabilizujący partner w systemie bezpieczeństwa regionu. To obraz poważny i wiarygodny, ale chłodniejszy emocjonalnie niż narracje oparte na codziennym kontakcie z Polską.

Technologia pozycjonuje Polskę jako rosnący hub kompetencji. W analizowanych treściach kraj pojawia się w kontekście sztucznej inteligencji, cyfryzacji usług, silnych zespołów IT, zaplecza badawczo rozwojowego i międzynarodowych centrów technologicznych. W tym obszarze 83 procent wzmianek ma charakter pozytywny, co czyni technologię jednym z najmocniejszych elementów nowoczesnego wizerunku Polski.

Turystyka i kuchnia są najbardziej intuicyjnymi nośnikami pozytywnego obrazu kraju. Polska jest opisywana jako atrakcyjny, różnorodny i nadal niedoceniany kierunek podróży. W rozmowach najczęściej pojawiają się Kraków, Warszawa, Gdańsk, Tatry i Zakopane. W kontekście kuchni dominują konkretne potrawy: pierogi, bigos, żurek i barszcz. To właśnie te doświadczenia najłatwiej przekładają się na pozytywne skojarzenia z Polską.

Sport pozostaje jednym z najskuteczniejszych generatorów globalnej widoczności. W tej kategorii pozytywny sentyment osiąga 85 procent, a największą rolę odgrywają Robert Lewandowski i Iga Świątek. Raport wskazuje jednak, że jest to jednocześnie siła i ryzyko: globalna obecność Polski w sporcie opiera się dziś przede wszystkim na kilku nazwiskach.

Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków raportu jest znaczenie języka polskiego. To najmniejsza kategoria pod względem liczby wzmianek, ale jedna z najbardziej angażujących. Osoby uczące się polskiego za granicą robią to najczęściej z powodów osobistych: dla rodziny, dziedzictwa, partnera, relokacji lub własnego wyzwania. Raport wskazuje, że każdy uczący się polskiego za granicą może być niedocenionym ambasadorem Polski.

Jak podkreśla dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, prof. UEW, prezeska Fundacji Marka Polska Think Tank:

Raport pokazuje, że obraz Polski w zagranicznej przestrzeni internetowej jest znacznie bardziej wielowymiarowy, niż często zakładamy. Z jednej strony dominuje narracja bezpieczeństwa i geopolityki, z drugiej bardzo silnie wybrzmiewają tematy codziennego doświadczenia: technologii, podróży, kuchni, sportu czy języka. To pokazuje, że marka narodowa budowana jest zarówno przez twarde czynniki strategiczne, jak i przez kulturę, styl życia oraz realne doświadczenia osób, które z Polską mają kontakt.

Michał Sadowski, CEO Brand24, dodaje:

Raport pokazuje wyraźnie: świat lubi Polskę, której można dotknąć. Pierogi, Lewandowski, Świątek, Kraków czy ElevenLabs budzą znacznie cieplejsze emocje niż Polska jako abstrakcyjne pojęcie. Problem nie leży więc wyłącznie w tym, jak jesteśmy postrzegani na świecie. Ten obraz jest w dużej mierze pozytywny. Wyzwaniem jest również to, jak sami o sobie myślimy i jak konsekwentnie potrafimy opowiadać o własnych sukcesach.

Raport „Poland: A Global Impact” powstał w wyniku analizy danych internetowych z inicjatywy Fundacji Marka Polska Think Tank we współpracy z Brand24. Badanie przeprowadzono z wykorzystaniem narzędzia Brand24 monitorującego globalne media społecznościowe (Facebook, X, TikTok, YouTube, Instagram, Reddit), serwisy informacyjne, blogi, podcasty, materiały wideo, fora internetowe i grupy dyskusyjne. Analiza objęła 893 541 wzmianek dotyczących Polski w językach angielskim, francuskim i niemieckim opublikowanych w terminie 20 września – 22 grudnia 2025 r.

Badanie objęło siedem obszarów: geopolityka, technologia, życie w Polsce, turystyka, kuchnia polska, sport, język polski. Każdy obszar wyodrębniono za pomocą dwutorowego algorytmu filtrowania słów kluczowych. Część kategorii (kuchnia, język, turystyka, sport) wykorzystywała strategię „silnego sygnału”, w której kwalifikatorem były np. nazwy konkretnych potraw lub nazwiska czołowych sportowców. Pozostałe wymagały kotwicy geograficznej („Polska”, „Warszawa”, „Kraków”) w połączeniu ze słownikiem tematycznym.

Inflacja w USA znów niepokoi rynki. Kurs dolara zyskuje, złoty pod presją

W USA inflacja staje się coraz większym problemem. Wczoraj poznaliśmy lekko wyższy od oczekiwań wskaźnik cen konsumenckich. Dzisiaj czeka nas odczyt dla producentów. Jeżeli nie będzie pozytywnej niespodzianki, rynek może kontynuować narrację o rosnących stopach procentowych i umacniać dolara.

Inflacja za oceanem przyspiesza

Wczorajsze dane z USA pokazują wzrost inflacji konsumenckiej do poziomu 3,8%. Jest to o 0,1% więcej niż oczekiwania. Ostatni raz taki lub wyższy wynik oglądaliśmy w maju 2023 roku, kiedy to gospodarka USA, podobnie jak inne gospodarki Zachodu, walczyła ze wzrostem cen wywołanym transferami pandemicznymi. Co to oznacza dla rynków? Im wyższa inflacja, tym większe szanse na podwyżki stóp procentowych. To właśnie ten scenariusz jest obecnie zakładany. Patrząc na wyceny kontraktów terminowych, w ciągu najbliższego roku nie należy spodziewać się cięć. Co więcej, znacznie bardziej prawdopodobny jest wzrost wskaźników w tym okresie. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Kapitał płynie szerokim strumieniem do dolara.

Co z nowym prezesem FED-u?

Zwolennicy niskich stóp procentowych czekają z niecierpliwością na zmianę w fotelu prezesa. Kevin Warsh – bo o nim mowa – odhacza już kolejne etapy. Otrzymał zgodę Senackiej Komisji Bankowej oraz przeszedł głosowanie na członka Rady Gubernatorów. Teraz pozostaje jedynie finalne poparcie jego kandydatury na stanowisko przewodniczącego. Biorąc pod uwagę, że w głosowaniu na członka Rady uzyskał 51 głosów za i 45 przeciw, to kolejne wydaje się obecnie raczej formalnością. Problem w tym, że patrząc na reakcje rynków, wcale nie są one przekonane, że nominant Republikanów nagle zacznie realizować ich politykę w ciemno. Kevin Warsh rzeczywiście był zwolennikiem znacznego obniżenia poziomu stóp procentowych, ale od tego czasu trochę się na świecie zmieniło. Wystarczy spojrzeć choćby na ceny ropy po tym, jak Amerykanie i Izrael postanowili prowadzić kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie.

Jak reaguje złoty?

Wraz z rosnącą inflacją w USA przyszło umocnienie dolara, który z kolei zasysa kapitał z innych części świata. Z tego powodu, gdy euro traci na wartości względem dolara, tracą również inne waluty z nim powiązane. Wczoraj w odwrocie był nie tylko polski złoty. Na wartości tracił także, bardzo dobrze ostatnio po wyborach dysponowany, forint. Słabsza była również korona czeska. Kurs euro wzrósł wczoraj o ponad grosz, przekraczając poziom 4,25 zł. Jak nietrudno się domyślić, dolar drożał jeszcze mocniej. Amerykańska waluta zaczynała dzień na poziomie 3,60 zł, a kończyła go już niemal na 3,63 zł. Trzeba jednak pamiętać, że waluty naszego regionu traciły dodatkowo wraz z po raz kolejny komplikującą się sytuacją na Bliskim Wschodzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja producencka.

Cyfrowa transformacja ORLENU. Koncern szuka dostawców technologii i usług IT

0

Kilkuset przedstawicieli firm technologicznych oraz ekspertów IT z całej Polski wzięło udział w Forum Dostawców ORLEN. W trakcie drugiego z serii zaplanowanych cyklicznych spotkań koncern zaprezentował kierunki rozwoju i zaprosił firmy technologiczne do współpracy. Forum było kolejną ogólnopolską odsłoną programu „Partnerzy Energii Jutra”, którego celem jest budowanie długofalowego dialogu z rynkiem oraz zwiększanie udziału polskich firm w realizacji strategicznych projektów Grupy. Spośród wszystkich uczestników zdecydowaną większość stanowili nowi, potencjalni dostawcy usług dla ORLEN.

– Mamy doskonałą wiadomość dla wszystkich Polaków. Naszą – już realizowaną – ambicją jest to, by udział krajowych dostawców w inwestycjach ORLENU był jak największy. Prowadzimy program inwestycyjny o niespotykanej skali  w historii polskiej energetyki. Do 2035 r. wydamy nawet 380 mld zł. To pieniądze, które faktycznie napędzają polską gospodarkę, pozwalając się rozwijać kolejnym firmom i całym sektorom. Spotkania z cyklu „Partnerzy Energii Jutra” są jednym z narzędzi realizacji naszej strategii w tym obszarze – budowania długofalowych relacji i zwiększania zaangażowania polskich firm w realizacji projektów Grupy – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes ORLENU.

Transformacja cyfrowa i nowe technologie w centrum uwagi

Forum Dostawców skierowane do branży IT odbyło się w Katowicach. Spotkanie koncentrowało się na kluczowych kierunkach rozwoju IT w Grupie ORLEN. W trakcie wydarzenia przedstawiciele koncernu mówili o procesach zakupowych w obszarze IT, zasadach współpracy z dostawcami oraz możliwościami zaangażowania firm technologicznych w projekty realizowane przez Grupę.

– Cykl „Partnerzy Energii Jutra” to dla nas sposób na bezpośredni dialog z rynkiem dostawców i jasne komunikowanie naszych potrzeb zakupowych oraz zasad współpracy. Chcemy, aby firmy mogły odpowiednio wcześnie przygotować się do udziału w postępowaniach i lepiej rozumiały nasze wymagania. Spotkania takie jak Forum Dostawców IT w Katowicach ułatwiają ten proces i pozwalają szybciej przejść od rozmowy do realnej współpracy – mówi Roman Kowszewicz, Dyrektor Wykonawczy ds. Zakupów ORLEN.

Ważnym elementem Forum były także rozmowy poświęcone pilotażom technologicznym, działalności ORLEN VC oraz programowi ORLEN Skylight accelerator, wspierającym rozwój i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych.

Uczestnicy mieli możliwość bezpośrednich rozmów z ekspertami ORLEN  w ramach specjalnie przygotowanych stref networkingowych – zadawania pytań, omawiania konkretnych wyzwań oraz wymiany doświadczeń. Dla ORLEN była to również cenna okazja do zebrania kluczowych informacji od partnerów, uwzględniających ich potrzeby oraz oczekiwania. Istotnym elementem spotkania były także sesje poświęcone praktycznym aspektom współpracy z Grupą ORLEN – od przygotowania ofert i udziału w postępowaniach zakupowych po proces oceny dostawców oraz możliwości rozwijania wspólnych projektów technologicznych.

Forum jako przestrzeń praktycznego dialogu z rynkiem

W ramach realizacji strategii „Energia jutra zaczyna się dziś” ORLEN prowadzi transformację cyfrową, która obejmuje m.in. rozwój środowisk danych, rozwiązań chmurowych czy wykorzystywania sztucznej inteligencji. Dużą nacisk koncern kładzie na kwestie związane z cyberbezpieczeństwem.

– Transformacja cyfrowa jest jednym z kluczowych kierunków rozwoju ORLEN  i obejmuje projekty o dużej skali i złożoności, wymagające ścisłej współpracy z partnerami technologicznymi. Zależy nam na tym, aby wspólnie z dostawcami rozwijać rozwiązania odpowiadające na potrzeby organizacji tej wielkości – od integracji systemów i pracy z danymi po wdrażanie nowoczesnych technologii. Forum w Katowicach to przestrzeń do rozmowy o tych obszarach i możliwościach współpracy – podkreśla Michał Furman, Dyrektor Wykonawczy ds. Transformacji Cyfrowej i Informatyki ORLEN.

Długofalowy program współpracy z dostawcami

Program „Partnerzy Energii Jutra” został uruchomiony w odpowiedzi na skalę inwestycji realizowanych przez Grupę ORLEN. Do 2035 roku wartość planowanych inwestycji może sięgnąć około 380 mld zł. Oznacza to rosnące zapotrzebowanie na technologie, kompetencje i wykonawstwo w wielu obszarach działalności Grupy.

Forum Dostawców w Katowicach było kolejną odsłoną cyklu spotkań realizowanych w ramach programu, które zainicjowano w kwietniu br. w Płocku. W kolejnych etapach program obejmie również m.in. obszary logistyki, transportu oraz dużych projektów inwestycyjnych realizowanych przez Grupę ORLEN.

Sztuczna inteligencja napędza rekrutacje. Rekordowe stawki sięgają 100 tys. zł

Jak podają portale pracy rocketjobs.pl i justjoin.it popyt na specjalistów od sztucznej inteligencji ciągle rośnie. Technologia AI/ML rozwija się skokowo odnotowując ponad trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń w rok (z 432 do 1 326). Poszukiwani są szczególnie specjaliści AI na poziomie seniorskim, najczęściej w branżach IT, finanse, inżynieria i marketing. Masowo aplikują też kandydaci (156% więcej aplikacji r/r ) wabieni jednymi z najwyższych widełek w branży, nawet do 100 tys. PLN.

Technologia sztuczna inteligencja/machine learning to obecnie jeden z najszybciej rozwijających się segmentów na obu jobboardach. W ciągu roku (między Q1 2025 a Q1 2026) liczba ogłoszeń w tym obszarze wzrosła ponad trzykrotnie – z 432 do 1 326. Wzrost zauważalny jest we wszystkich poziomach doświadczenia, ale najsilniej w segmencie Senior (+228 proc.) i C-level (+460 proc.). To wyraźny sygnał, że firmy nie szukają już osób, które zaczynają przygodę z AI, lecz dojrzałych specjalistów zdolnych dostarczyć efekt biznesowy od pierwszego dnia.Wzrost liczby ogłoszeń_AI

Strukturę aplikujących cechuje analogiczne przesunięcie ku doświadczeniu. Udział seniorów w ogólnej liczbie aplikacji wzrósł z 28 do 43 proc., podczas gdy juniorów spadł z 27 do 16 proc. Rynek AI/ML nie tylko gwałtownie rośnie, ale też wyraźnie dojrzewa, napędzany przez coraz bardziej doświadczonych specjalistów.

– Z naszych danych wynika, że AI/ML to już nie nisza dla entuzjastów. Ponad trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń rok do roku sygnalizuje, że organizacje, które budowały strategie AI „na papierze”, teraz muszą obsadzić realne stanowiska i dowieźć wyniki. To jeden z aspektów, który tłumaczy przesunięcie ku seniorom. Firmy szukają kogoś, kto zbudował model produkcyjny, rozumie infrastrukturę, potrafi rozmawiać z biznesem i nie potrzebuje prowadzenia za rękę. Wzrost udziału seniorów to efekt rosnącej presji na ROI z inwestycji w AI – mówi Przemysław Depka Prondzinski, Head of Customer Success w justjoin.it i rocketjobs.pl

– Po drugiej stronie mamy juniorów, których rynek szybko weryfikuje. Hype przyciągnął wielu, ale wymagania techniczne selekcjonują bezlitośnie. Kategoria AI/ML dojrzewa szybciej niż jakikolwiek inny segment IT, a dane z justjoin.it potwierdzają to kwartał po kwartale – dodaje.Ogłoszenia w podziale na seniority

Nie tylko IT – kto i kogo szuka w AI?

Wbrew obiegowej opinii, popyt na specjalistów AI dawno wyszedł poza wąsko rozumianą branżę IT. Dane z portali pokazują, że talentów z tego obszaru najczęściej poszukują pracodawcy z czterech sektorów: IT, finansów, inżynierii i marketingu. To odzwierciedla kierunek, w jakim idzie wdrażanie sztucznej inteligencji – od optymalizacji procesów back-office, przez systemy rekomendacyjne i scoringowe, po automatyzację kampanii marketingowych i analitykę predykcyjną.

W ogłoszeniach dominują konkretne role: inżynierowie AI i machine learning, AI developerzy, architekci systemów AI, data scientists oraz inżynierowie automatyzacji. Coraz częściej w opisach stanowisk pojawiają się też kompetencje wokół MLOps, integracji modeli generatywnych i pracy z agentami AI – to zawody, które kilka kwartałów temu praktycznie nie istniały na rynku.

Rekordowe wynagrodzenia

AI/ML to dziś jedna z najlepiej opłacanych kategorii na polskim rynku IT. Średnie wynagrodzenie w tym obszarze wynosi 16 400 zł brutto na umowie o pracę i 19 500 zł netto na kontrakcie B2B. Górne widełki w wielu ogłoszeniach szybują jednak znacznie wyżej. Rekord wynagrodzeń w ubiegłym roku to 75 000 zł na umowie o pracę i aż 99 490 zł na kontrakcie B2B – najwyższa maksymalna stawka w całej branży IT.

Kompetencje AI w innych obszarach – wciąż marginalne, ale rosnące

Choć kompetencje AI są coraz częściej oczekiwane także poza ściśle technologicznymi rolami wciąż stanowią one wyraźnie marginalny fragment rynku. Oferty zawierające wymagania dotyczące znajomości narzędzi typu ChatGPT czy innych modeli generatywnych to obecnie ok. 4 proc. wszystkich ogłoszeń opublikowanych na rocketjobs.pl i justjoin.it.

To pokazuje, że choć narracja o „AI dla każdego” jest mocno obecna w mediach i komunikacji firm, w realnych ogłoszeniach rekrutacyjnych formalizacja tego wymagania dopiero raczkuje. Można jednak oczekiwać, że ten odsetek będzie systematycznie rósł – w miarę jak firmy będą porządkowały oczekiwania kompetencyjne wokół narzędzi AI w codziennej pracy.

Rok 2026 zapowiada się jako okres, w którym AI/ML definitywnie przestaje być eksperymentalną niszą, a staje się dojrzałym, choć wysoko wyspecjalizowanym segmentem rynku pracy. Trzycyfrowe wzrosty popytu, wyraźne przesunięcie ku seniorom, rekordowe wynagrodzenia i ekspansja poza klasyczne IT to sygnały, że firmy weszły w fazę realnych wdrożeń.

W Polsce przybyło firm. Wzrosła też liczba upadłości

W I kwartale 2026 r. w Polsce zarejestrowano 89 004 przedsiębiorstwa, o 2 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie liczba upadłości wzrosła do 108, wobec 100 w analogicznym okresie 2025 r. – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Najwięcej nowych firm powstało w usługach, budownictwie oraz handlu.

Dane GUS pokazują, że początek 2026 r. przyniósł umiarkowany wzrost aktywności przedsiębiorczej. W pierwszych trzech miesiącach roku liczba rejestracji firm wyniosła 89 004, podczas gdy w I kwartale 2025 r. było to 87 250. Oznacza to wzrost o 2 proc. rok do roku. To także najwyższy kwartalny wynik spośród okresów pokazanych w zestawieniu za 2025 r. i początek 2026 r.

Największą część nowych rejestracji stanowiły podmioty z sektora usług. Ich liczba wyniosła 22 211, co odpowiada jednej czwartej wszystkich rejestracji. Kolejne miejsca zajęły budownictwo z wynikiem 16 798 nowych podmiotów oraz handel i naprawa pojazdów samochodowych, gdzie zarejestrowano 11 464 firmy.

W ujęciu rocznym najmocniej wzrosła liczba rejestracji w transporcie i gospodarce magazynowej. W tej sekcji przybyło 6 289 nowych przedsiębiorstw wobec 5 638 rok wcześniej, co oznacza wzrost o 11,6 proc. Wyraźny wzrost widoczny był także w informacji i komunikacji, gdzie liczba rejestracji zwiększyła się z 6 998 do 7 422, czyli o 6,1 proc.

Słabsze dane odnotowano w handlu oraz w budownictwie. W handlu i naprawie pojazdów samochodowych liczba rejestracji spadła o 2,4 proc. rok do roku. W budownictwie spadek był symboliczny i wyniósł 0,1 proc. Mimo to budownictwo pozostało drugą największą kategorią pod względem liczby nowo zarejestrowanych przedsiębiorstw.

Struktura rejestracji nadal pokazuje dominację jednoosobowych działalności gospodarczych. Osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą odpowiadały za 81,3 proc. wszystkich rejestracji. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano 72 375 takich podmiotów, o 0,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

Drugą najważniejszą formą prawną były spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano ich 14 781, wobec 13 476 rok wcześniej. To wzrost o 9,7 proc. Spółki z o.o. odpowiadały za 16,6 proc. wszystkich nowych rejestracji przedsiębiorstw.

Na uwagę zasługuje także skokowy wzrost liczby rejestracji spółdzielni. W I kwartale 2026 r. zarejestrowano ich 179 wobec 38 rok wcześniej. GUS wskazuje, że 166 z nich stanowiły spółdzielnie energetyczne, których działalność koncentruje się na wytwarzaniu, magazynowaniu oraz obrocie energią elektryczną lub cieplną pochodzącą z odnawialnych źródeł energii.

Równolegle wzrosła liczba upadłości przedsiębiorstw. W I kwartale 2026 r. sądy ogłosiły upadłość 108 firm, czyli o 8 więcej niż rok wcześniej. W poprzednich kwartałach 2025 r. liczba upadłości wynosiła odpowiednio: 100 w I kwartale, 90 w II kwartale, 101 w III kwartale oraz 102 w IV kwartale.

Najwięcej upadłości odnotowano w przemyśle, gdzie upadły 33 przedsiębiorstwa. W handlu i naprawie pojazdów samochodowych było ich 27, w transporcie i gospodarce magazynowej 13, a w budownictwie również 13. W usługach liczba upadłości wyniosła 12.

W porównaniu z I kwartałem 2025 r. wzrost liczby upadłości wystąpił przede wszystkim w handlu, gdzie przybyło 5 przypadków, oraz w budownictwie, gdzie było ich o 4 więcej. W zakwaterowaniu i gastronomii liczba upadłości zwiększyła się o 3, a w transporcie i gospodarce magazynowej o 1. Spadek odnotowano natomiast w usługach oraz w przemyśle.

Pod względem formy prawnej najwięcej upadłości dotyczyło spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. W I kwartale 2026 r. było ich 78, czyli tyle samo co rok wcześniej. Wzrost widoczny był natomiast wśród osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, gdzie liczba upadłości wzrosła z 6 do 12. Więcej upadłości odnotowano również wśród spółek akcyjnych i komandytowych.

Źródło danych: GUS.

Unia Europejska jako gospodarcza tarcza Polski w czasach deglobalizacji

Światowa gospodarka wchodzi w fazę, gdzie globalizacja, którą znaliśmy przez dekady, zdaje się wycofywać. Jest to zjawisko, które niesie ze sobą liczne zagrożenia dla międzynarodowego handlu i współpracy. Jednak w Polsce mamy pewien bufor bezpieczeństwa, członkostwo w Unii Europejskiej. Nawet jeśli procesy deglobalizacyjne postępują w skali globalnej, wewnątrz Unii Europejskiej ich wpływ jest miniejszy. Unia Europejska, jako jednolity obszar gospodarczy, skutecznie ogranicza protekcjonizm, choćby przez brak kontroli granicznych, co w naturalny sposób uniemożliwia blokowanie przepływu towarów i usług między państwami członkowskimi. Dzięki temu Polska, jako część wspólnoty, jest chroniona przed najostrzejszymi skutkami globalnego odwrotu od swobodnego handlu. To właśnie z udziału w Unii Europejskiej wynikała lwia część naszych korzyści z globalizacji.

– Przez lata Polska stawiała sobie za cel dalsze otwarcie się na świat poza Unią Europejską, by utrzymać szybkie tempo rozwoju. Obecne cofanie się globalizacji w skali światowej stawia jednak pod znakiem zapytania tę strategię. W obliczu tych zmian nasze wysiłki powinny koncentrować się na kilku kluczowych obszarach. Przede wszystkim musimy aktywnie walczyć o utrzymanie Unii Europejskiej jako obszaru swobody gospodarczej i zdecydowanie przeciwstawiać się wszelkim „szalonym” pomysłom, które mogłyby doprowadzić do jej rozpadu czy osłabienia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Jednocześnie, w coraz bardziej protekcjonistycznym świecie zewnętrznym, musimy aktywnie zabiegać o jak najlepsze warunki handlu i współpracy gospodarczej dla Polski. Ważne jest także dostrzeganie nowych szans, które pojawiają się na horyzoncie. Jedną z nich jest zjawisko przenoszenia inwestycji i łańcuchów dostaw bliżej centrów gospodarczych, np. do państw członkowskich Unii Europejskiej. Rosnące ryzyko związane z odległymi dostawami sprawia, że lokalizowanie produkcji bliżej konsumentów, w stabilnym środowisku polityczno-gospodarczym, staje się coraz bardziej atrakcyjne. Geograficzne centrum gospodarcze Unii znajduje się w Niemczech, a Polska, z racji swojego położenia i rosnącego potencjału, ma szansę znacząco skorzystać na tym trendzie. Powinniśmy aktywnie zabiegać o przyciąganie takich inwestycji. Pamiętajmy jednak, że świat staje się coraz bardziej skomplikowany, a nasz rozwój nie będzie przebiegał automatycznie. Musimy być coraz bardziej zdani na własne siły, inicjatywę i strategiczne myślenie – zaznaczył Witold Orłowski.

Restrukturyzacja firmy – kiedy warto działać, zanim problemy finansowe zatrzymają biznes?

Restrukturyzacja firmy jest jednym z najważniejszych narzędzi, z których można skorzystać wtedy, gdy przedsiębiorstwo zaczyna tracić płynność, ma trudności z regulowaniem zobowiązań albo potrzebuje głębokich zmian organizacyjnych, aby dalej konkurować na rynku. Odpowiednio wcześnie zaplanowane działania naprawcze pozwalają nie tylko uniknąć upadłości, lecz także uporządkować finanse, relacje z wierzycielami i sposób funkcjonowania całego biznesu.

Restrukturyzacja firmy jako szansa na odzyskanie płynności i stabilności działania

Restrukturyzacja firmy (dowiedz się więcej: https://uppercase.pro/uslugi/restrukturyzacja-przedsiebiorstw) ma na celu przywrócenie przedsiębiorstwu zdolności do niezakłóconego funkcjonowania, bieżącego regulowania zobowiązań oraz prowadzenia działalności w sposób, który daje realną perspektywę dalszego rozwoju. W praktyce oznacza to konieczność dokładnego przyjrzenia się finansom, strukturze kosztów, rentowności kontraktów, zobowiązaniom wobec kontrahentów, pracowników i współpracowników, a także wszystkim obszarom, które mogą obciążać firmę lub ograniczać jej możliwości. Restrukturyzacja firmy nie zawsze musi zaczynać się od postępowania sądowego, ponieważ często pierwszym krokiem są działania pozaprawne, takie jak optymalizacja struktury przedsiębiorstwa, ograniczenie kosztów, renegocjacja nierentownych umów, poszukiwanie finansowania albo rozmowy z wierzycielami na temat nowych warunków spłaty zadłużenia.

Właśnie dlatego restrukturyzacja firmy powinna być rozumiana szerzej niż samo postępowanie restrukturyzacyjne opisane w przepisach. Może obejmować cały proces naprawczy, który pozwala odzyskać kontrolę nad sytuacją, zanim problemy staną się zbyt poważne. Im wcześniej zostanie przeprowadzona analiza kondycji finansowej, tym większa szansa na wybranie rozwiązań dopasowanych do skali trudności i charakteru działalności. W wielu przypadkach wystarczające okazuje się przemodelowanie wybranych obszarów biznesu, poprawienie zarządzania kosztami i uporządkowanie relacji z wierzycielami. W innych sytuacjach konieczne może być formalne postępowanie, którego celem jest zawarcie układu z wierzycielami i ochrona przedsiębiorstwa przed upadłością. Kluczowe znaczenie ma trafna diagnoza, ponieważ każda firma znajduje się w innym położeniu, ma inną strukturę zadłużenia, inną liczbę wierzycieli i inne możliwości kontynuowania działalności.

Jak wygląda restrukturyzacja firmy prowadzona z udziałem doradcy restrukturyzacyjnego?

Restrukturyzacja firmy prowadzona w sposób uporządkowany zwykle rozpoczyna się od szczegółowej oceny sytuacji przedsiębiorstwa, analizy dokumentów, zobowiązań, majątku, kosztów i ryzyk prawnych. Ważną rolę odgrywa tutaj doradca restrukturyzacyjny, który pomaga wybrać właściwy kierunek działań, przygotować spis wierzycieli, spis wierzytelności, wykaz majątku, wstępny plan restrukturyzacyjny oraz propozycje układowe. Chociaż udział doradcy nie zawsze jest obowiązkowy, w praktyce jego wsparcie ma duże znaczenie, ponieważ postępowania restrukturyzacyjne są formalne, wymagające i obciążone wieloma konsekwencjami dla dłużnika oraz wierzycieli. Restrukturyzacja firmy wymaga nie tylko znajomości przepisów, ale także umiejętności negocjacji, oceny realnych możliwości spłaty i przygotowania propozycji, które mogą zostać zaakceptowane przez wierzycieli.

Formalne postępowanie restrukturyzacyjne wszczynane jest najczęściej na wniosek dłużnika, który podlega kontroli sądu. Jeżeli wymagania zostaną spełnione, sąd wydaje postanowienie o otwarciu postępowania albo zatwierdzeniu układu, a następnie w zależności od rodzaju sprawy wyznaczany jest nadzorca sądowy lub zarządca. Wyróżnia się kilka ścieżek restrukturyzacji, w tym postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne. Każde z nich ma inne zastosowanie, inny poziom zaangażowania sądu i odmienny zakres ingerencji w zarządzanie majątkiem przedsiębiorstwa. Szczególnie złożone jest postępowanie sanacyjne, ponieważ poza zawarciem układu umożliwia także przeprowadzenie działań naprawczych, takich jak redukcja kosztów, zmiany organizacyjne, pozyskanie nowych kontrahentów czy głębsze przemodelowanie działalności. Skuteczna restrukturyzacja firmy zależy jednak nie tylko od samego wyboru trybu, lecz także od porozumienia z wierzycielami, jakości planu i konsekwentnego wykonania przyjętego układu.

Dlaczego dobrze przygotowany plan naprawczy może zdecydować o przyszłości przedsiębiorstwa?

Największą wartością restrukturyzacji jest możliwość uporządkowania sytuacji zanim przedsiębiorstwo utraci zdolność do dalszego działania. Restrukturyzacja firmy daje szansę na zatrzymanie narastających problemów, ochronę relacji biznesowych i stworzenie realistycznego planu wychodzenia z zadłużenia. Dobrze przygotowany proces uwzględnia interesy dłużnika oraz wierzycieli, ponieważ tylko propozycje możliwe do wykonania i akceptowalne dla obu stron mają realną szansę doprowadzić do zatwierdzenia układu. Po jego przyjęciu konieczne jest terminowe wykonywanie zobowiązań, a nad przebiegiem tego etapu czuwa właściwy organ postępowania.

Restrukturyzacja firmy może być rozwiązaniem dla przedsiębiorstw, które chcą kontynuować działalność, odzyskać płynność finansową i uniknąć scenariusza upadłościowego. Wymaga jednak odwagi w podejmowaniu decyzji, rzetelnej analizy oraz wsparcia osób, które potrafią połączyć wiedzę prawną, finansową i negocjacyjną. Im szybciej zostaną rozpoznane symptomy kryzysu, tym większe pozostają możliwości wyboru odpowiednich narzędzi naprawczych. Właśnie dlatego restrukturyzacja firmy nie powinna być traktowana jako ostateczność, lecz jako odpowiedzialny sposób ochrony wartości przedsiębiorstwa, miejsc pracy i przyszłości biznesu.

Globalna transformacja energetyczna przyspiesza, ale staje się coraz mniej przewidywalna

Globalny system energetyczny wchodzi w fazę przyspieszonej, ale coraz mniej przewidywalnej transformacji. Z najnowszego raportu Bain & Company wynika, że do 2040 r. światowe zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrośnie o 40–70%, a odnawialne źródła energii będą zwiększać udział w miksie szybciej niż wszystkie pozostałe technologie wytwarzania. Jednocześnie paliwa kopalne pozostaną istotną częścią globalnego systemu energetycznego, a o tempie transformacji coraz częściej będą decydować ograniczenia infrastrukturalne, dostępność surowców krytycznych, koszt kapitału i regulacje. Oznacza to, że największym wyzwaniem nie będzie już samo tempo rozwoju OZE, lecz zdolność systemów energetycznych do ich integracji i finansowania. Dla Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej oznacza to konieczność podejmowania decyzji inwestycyjnych w warunkach trwałej niepewności.

Transformacja przyspiesza, ale jej tempo będzie nierówne

Według analiz Bain & Company globalne zapotrzebowanie na energię będzie nadal rosło, napędzane przez wzrost gospodarczy, urbanizację i rozwój przemysłu. Jednocześnie zapotrzebowanie na energię elektryczną zwiększy się o 40–70% do 2040 r., a elektryczność będzie stanowić coraz większą część końcowego zużycia energii.

Nie mówimy już o liniowej, przewidywalnej ścieżce dekarbonizacji, lecz o złożonym układzie zależności, w którym bezpieczeństwo energetyczne, dostępność surowców i tempo inwestycji są równie istotne jak cele klimatyczne – mówi Marcin Szczuka, partner w Bain & Company i lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce.W praktyce oznacza to, że firmy muszą łączyć długoterminową wizję transformacji z bardzo dużą elastycznością operacyjną.

Co istotne, wbrew powszechnemu przekonaniu, największy przyrost zużycia energii elektrycznej nie będzie pochodził z centrów danych czy rozwoju sztucznej inteligencji, lecz z gospodarstw domowych – m.in. z rosnącego zapotrzebowania na chłodzenie w krajach rozwijających się oraz elektryfikacji ogrzewania poprzez pompy ciepła – przy równoczesnym, stabilnym wzroście popytu w przemyśle.

OZE rosną szybko, ale paliwa kopalne pozostają w miksie

Raport pokazuje, że odnawialne źródła energii – szczególnie fotowoltaika i energetyka wiatrowa – będą w najbliższych dekadach najszybciej rosnącymi technologiami wytwarzania. W trzech scenariuszach Bain & Company udział energii słonecznej i wiatrowej w miksie wytwarzania energii elektrycznej wzrośnie do 2040 r. od trzech do siedmiu razy, a w wielu krajach stają się one najtańszą formą wytwarzania energii elektrycznej.

Ograniczeniem nie jest już sama technologia, lecz bariery systemowe: opóźnienia przyłączeniowe, wymogi dyspozycyjności, dostępność magazynów energii, długie terminy dostaw transformatorów i infrastruktury sieciowej, łańcuchy dostaw surowców oraz niedobór wykwalifikowanej kadry.

Jednocześnie paliwa kopalne pozostaną istotnym elementem globalnego miksu energetycznego przez kolejne dekady. W dwóch z trzech scenariuszy popyt na ropę naftową do 2040 r. utrzymuje się na poziomie zbliżonym do obecnego lub rośnie, a wyraźnie spada jedynie w scenariuszu szybkiej dekarbonizacji. Zapotrzebowanie na gaz ziemny również silnie zależy od ścieżki polityki klimatycznej i kosztów alternatyw, wahając się w modelach Bain & Company o około 20% w górę lub w dół.

Transformacja energetyczna nie polega na prostym zastępowaniu jednych źródeł energii drugimi z dnia na dzień. Przez długi czas różne technologie będą funkcjonowały równolegle, a kluczowe stanie się zarządzanie przejściem w sposób bezpieczny i efektywny kosztowo – komentuje Marcin Szczuka.

Polska i CEE: transformacja energetyczna wchodzi w jedną z najbardziej kapitałochłonnych faz

Wnioski z raportu mają szczególne znaczenie dla Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, gdzie transformacja energetyczna nakłada się na relatywnie wysoki udział paliw kopalnych w miksie energetycznym, presję regulacyjną UE, potrzeby modernizacji infrastruktury oraz wymogi bezpieczeństwa energetycznego. Doświadczenia ostatnich lat sprawiły, że bezpieczeństwo dostaw pozostaje w regionie równie istotnym priorytetem jak dekarbonizacja.

Polska wchodzi jednocześnie w jedną z najbardziej kapitałochłonnych faz transformacji energetycznej, obejmującą rozbudowę sieci, rozwój nowych mocy wytwórczych oraz inwestycje w technologie niskoemisyjne. Skala tych nakładów może w krótkim i średnim okresie zwiększać presję kosztową na gospodarkę oraz odbiorców energii, szczególnie w warunkach wysokiego kosztu kapitału i niepewności regulacyjnej.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rozwój energetyki jądrowej, która może pełnić rolę stabilnego fundamentu systemu elektroenergetycznego, uzupełniającego rosnący udział zmiennych źródeł odnawialnych. W warunkach rosnącej zmienności produkcji z wiatru i słońca, atom staje się jednym z kluczowych elementów zapewniających bezpieczeństwo dostaw i stabilność systemu elektroenergetycznego.

Skala i tempo jego rozwoju będą jednak zależeć od kilku czynników: kosztu kapitału i dostępności finansowania dla projektów o długim horyzoncie zwrotu, stabilności regulacyjnej oraz zdolności do realizacji złożonych inwestycji infrastrukturalnych. Istotną rolę odegra również tempo rozwoju technologii komplementarnych, takich jak magazynowanie energii czy elastyczne moce gazowe.

W efekcie energetyka jądrowa ma potencjał stać się jednym z filarów długoterminowego, stabilnego i niskoemisyjnego systemu energetycznego w Polsce, przy czym pełne wykorzystanie tego potencjału będzie wymagało konsekwentnej realizacji programów inwestycyjnych oraz sprzyjających warunków regulacyjnych i finansowych.

Dla Polski i regionu CEE to trzy równoległe zadania: dynamiczny rozwój OZE, modernizacja i rozbudowa sieci oraz zapewnienie stabilnych mocy wytwórczych – podkreśla Adam Olszewski, młodszy partner Bain & Company.Wymaga to nie tylko ogromnych nakładów inwestycyjnych, ale też bardzo precyzyjnej kolejności działań i dobrej koordynacji między rządem, regulatorami i inwestorami prywatnymi.

Nowe ryzyka: surowce krytyczne i łańcuchy dostaw

Raport zwraca również uwagę na rosnące znaczenie ryzyk związanych z surowcami krytycznymi – takimi jak miedź, lit, kobalt czy grafit – które są niezbędne m.in. dla rozwoju czystych technologii, elektromobilności i systemów obronnych.

Choć globalnie ich zasoby są znaczące, wydobycie i przetwarzanie są silnie skoncentrowane geograficznie. To sprawia, że rafinacja, procesy chemiczne i produkcja komponentów stają się potencjalnymi „wąskimi gardłami”, a łańcuchy dostaw – obszarem napięć handlowych i geopolitycznych. W jednym z modelowanych scenariuszy Bain & Company już w nadchodzącej dekadzie pojawiają się luki między podażą i popytem na wybrane surowce krytyczne, m.in. miedź, lit, kobalt czy grafit, co może wpływać na tempo transformacji i zmienność cen.

Surowce krytyczne i łańcuchy dostaw przestają być tematem wyłącznie technicznym. Dla wielu sektorów – od energetyki, przez motoryzację, po przemysł obronny – stają się jednym z kluczowych obszarów zarządzania ryzykiem i budowania przewagi konkurencyjnej – dodaje Adam Olszewski.

Klimat jako czynnik ryzyka systemowego

We wszystkich trzech scenariuszach Bain globalne ocieplenie do 2100 r. przekracza 2°C względem epoki przedprzemysłowej, co oznacza częstsze fale upałów, większe obciążenia sieci w szczytach zapotrzebowania, rosnącą presję na zasoby wodne, a także większe ryzyko dla infrastruktury energetycznej i zdrowia publicznego.

Odporność klimatyczna przestaje być „projektem pobocznym”. To element podstawowego zarządzania majątkiem infrastrukturalnym – od elektrowni, przez sieci, po terminale portowe – mówi Marcin Szczuka. – Firmy, które odpowiednio wcześnie zaczną uwzględniać ten wymiar w swoich inwestycjach, zyskają przewagę konkurencyjną i lepiej ochronią wartość aktywów.

Decyzje inwestycyjne w warunkach trwałej niepewności

Dla firm w Polsce i regionie CEE oznacza to konieczność podejmowania decyzji inwestycyjnych w warunkach trwałej niepewności. Kluczowe obszary – takie jak gaz i LNG, energetyka jądrowa, magazynowanie energii czy paliwa niskoemisyjne – są szczególnie wrażliwe na zmiany regulacyjne, koszty kapitału, tempo rozwoju technologii i dynamikę globalnego handlu.

Raport Bain & Company rekomenduje podejście oparte na scenariuszach oraz budowanie portfeli aktywów odpornych na różne warianty przyszłości. Oznacza to łączenie inwestycji typu „no regret” – takich jak infrastruktura sieciowa, magazynowanie energii, efektywność energetyczna czy wybrane projekty OZE – ze świadomymi, selektywnymi „zakładami” w najbardziej niepewnych segmentach rynku.

Fundamenty rynku pozostają niezmienne: rosnący popyt na energię, presja kosztowa oraz fizyczne ograniczenia systemu. To właśnie na ich styku będą kształtować się największe szanse i ryzyka dla uczestników rynku energii w Polsce i regionie CEE – podsumowuje Marcin Szczuka. – Przewagę zyskają organizacje, które potrafią łączyć długoterminową wizję z operacyjną elastycznością – inwestując tam, gdzie szansa trwałej wartości jest największa, a jednocześnie utrzymując zdolność szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków.

Codzienne zakupy w sklepach w kwietniu zdrożały średnio o 3,7 proc. rdr. Ceny żywności wzrosły o 3,3 proc. rdr.

0

Analiza blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów pokazuje, że w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Identyczny wynik zanotowano trzy miesiące wcześniej, a w lutym i marcu wzrosty rdr. wynosiły po 3,8%. Ostatnio ceny samej żywności poszły w górę średnio o 3,3% rdr. W marcu urosły rdr. o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. Autorzy raportu twierdzą, że widać pewną stabilizację, ale wkrótce to może się zmienić, bo sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż jest niepewna. Do tego producenci w Polsce zaczynają sygnalizować, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to może wróżyć kolejne podwyżki cen w sklepach.

Według cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,7% rdr. Dotyczyło to łącznie 17 kategorii, w tym m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. W marcu i lutym wzrosty rdr. były identyczne i wyniosły 3,8% rdr. W styczniu zanotowano 3,7% rdr. Jak komentuje dr Joanna Myślińska-Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito, obserwowaną od początku roku dynamikę wzrostu cen detalicznych można zinterpretować jako stabilizację na wysokim poziomie.

– Z jednej strony silna presja kosztowa wciąż podbija drożyznę w sklepach. Z drugiej – ograniczony popyt konsumencki oraz walka sieci handlowych o klienta skutecznie hamują podwyżki poprzez promocje i rabaty. W rezultacie ta względna stabilność cen nie jest trwałym fundamentem, lecz stanem niepewnej równowagi, która może zostać nagle zachwiana, gdy zmieni się którykolwiek z czynników. To może być np. gwałtowny wzrost kosztów surowców lub wyhamowanie działań promocyjnych w sklepach – mówi ekspertka.

Do tego widać, że w kwietniu ceny samej żywności średnio poszły w górę o 3,3% rdr. W marcu wzrosły rdr. o 3,2%, a w lutym – o 3,4%. – Niewielkie zmiany w zakresie średniego poziomu cen żywności w sklepach są potwierdzeniem stabilizacji w tym obszarze. Należy jednak pamiętać, że wzrost cen paliw bardzo szybko może znaleźć odzwierciedlenie w cenach produktów z tej kategorii. Dodatkowo prognozy na ten rok, jeśli chodzi np. o produkcję zbóż, są dość optymistyczne. To powoduje, że na rynku nie ma obaw o to, iż niska podaż może wpłynąć niekorzystnie na ceny. Niemniej jednak na rynkach światowych obecnie widać tendencje wzrostowe – zauważa dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Analitycy z UCE RESEARCH zwracają uwagę na to, że dynamika podwyżek cen wszystkich kategorii poszła lekko w dół mdm. Z kolei w przypadku samej żywności widać lekki wzrost mdm. Światowe rynki wywołują presję na wzrost cen żywności. Jednak póki co nie jest ona duża. Spowolnienie podwyżek w innych kategoriach spowodowało, iż w ogólnym podsumowaniu nastąpił spadek tempa wzrostu cen. Jednocześnie ostrzegają, że wkrótce ten stan może się zmienić, bo wciąż nie jest wyjaśniona sytuacja na Bliskim Wschodzie. Do tego producenci w Polsce jasno już sygnalizują, że coraz bardziej odczuwają ww. kwestię, a to dla rynku wyraźny sygnał, że mogą zacząć podnosić ceny.

Zdaniem dr Joanny Myślińskiej-Wieprow, różnica między dynamiką cen całego koszyka a samą żywnością pokazuje, że proces stabilizacji cen w gospodarce pozostaje nierównomierny. Część segmentów rynku zaczyna odczuwać słabszy popyt i większą presję konkurencyjną. Jednocześnie ceny produktów codziennego użytku nadal pozostają pod wpływem kosztów produkcji, logistyki i sezonowości. Żywność reaguje bowiem wolniej na poprawę sytuacji inflacyjnej niż część pozostałych kategorii konsumenckich.

– Sytuacja może wynikać między innymi z bazy statystycznej i poziomu cen żywności, jaki mieliśmy rok temu. Dodatkowo napływ towarów spoza Unii Europejskiej hamuje szybsze tempo wzrostu cen art. spożywczych, a silna konkurencja cenowa pomiędzy sklepami jeszcze bardziej wzmacnia tę sytuację – tłumaczy dr Artur Fiks.

Jak podsumowuje dr Joanna Myślińska-Wieprow, konsumenci nie odczuwają realnej poprawy podczas codziennych zakupów, mimo bardziej optymistycznych danych dotyczących całego zestawienia. Statystyczna stabilizacja nie przekłada się na poczucie niższych kosztów życia. Dla rynku oznacza to utrzymywanie się ostrożnych nastrojów konsumenckich oraz dalszą walkę sieci handlowych o klienta poprzez promocje i działania cenowe.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z kwietnia 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 104 tys. cen detalicznych z przeszło 48 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

UOKiK kwestionuje regulamin Bolta. Chodzi o wynajem hulajnóg i rowerów elektrycznych

0

Wynajem hulajnogi lub roweru elektrycznego trwa zwykle kilka minut. Użytkownik uruchamia aplikację, wybiera pojazd, rozpoczyna przejazd i płaci za czas korzystania z usługi. Z punktu widzenia konsumenta jest to szybka i wygodna forma transportu miejskiego. Problem może pojawić się jednak wtedy, gdy coś pójdzie niezgodnie z planem: aplikacja przestanie działać, przejazd nie zostanie prawidłowo zakończony, sprzęt okaże się niesprawny albo dojdzie do szkody.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny wszczął postępowanie w sprawie postanowień wzorców umów stosowanych przez Bolt Operations OÜ. Sprawa dotyczy warunków wynajmu hulajnóg i rowerów elektrycznych akceptowanych przez użytkowników przy zakładaniu konta w aplikacji. UOKiK zakwestionował łącznie 22 postanowienia, które mogą naruszać prawa konsumentów.

Zarzuty dotyczą przede wszystkim możliwości jednostronnej zmiany regulaminu przez przedsiębiorcę, ograniczania odpowiedzialności za działanie aplikacji oraz przerzucania na użytkowników ryzyka związanego ze stanem technicznym udostępnianych pojazdów.

Usługa „na klik”, ale regulamin na dłużej

Wynajem hulajnóg i rowerów elektrycznych należy do usług, z których konsumenci korzystają często spontanicznie. Decyzja o przejeździe podejmowana jest szybko, a akceptacja regulaminu bywa traktowana jako formalność. Tymczasem warunki świadczenia usługi określają nie tylko cenę czy sposób korzystania z pojazdu, lecz także odpowiedzialność stron w razie problemów.

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że wygoda korzystania z aplikacji nie może oznaczać przeniesienia całego ryzyka na konsumenta.

– Usługi „na klik” nie mogą działać tak, że wygoda jest po stronie firmy, a ryzyko po stronie konsumenta. Regulamin nie może być przełącznikiem, którym przedsiębiorca dowolnie zmienia zasady już po założeniu konta, a w razie awarii umywa ręce. Jeśli przejazd jest rozliczany za minuty, to warunki nie mogą przerzucać na konsumenta całego ryzyka w razie problemów z aplikacją czy sprzętem – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Zmiana regulaminu przez dalsze korzystanie z usługi

Jednym z głównych zastrzeżeń Urzędu są postanowienia umożliwiające Bolt Operations OÜ jednostronną zmianę warunków umowy po rejestracji użytkownika w aplikacji. Z regulaminu wynikało, że spółka może modyfikować warunki m.in. „w miarę rozwoju usług”, informując użytkownika o zmianach co najmniej 15 dni wcześniej, przykładowo drogą e-mailową.

Jeżeli użytkownik po wejściu zmian w życie nadal korzystałby z usługi, oznaczałoby to akceptację nowych warunków. Brak zgody miałby natomiast prowadzić do rezygnacji z usługi i zamknięcia konta. W jednej z wcześniejszych wersji regulaminu przewidziano również, że umowa może zostać zmieniona „w dowolnym momencie”, a nowe warunki obowiązują od chwili ich opublikowania na stronie internetowej lub w aplikacji.

Zdaniem Prezesa UOKiK samo poinformowanie konsumenta o zmianie oraz umożliwienie mu rezygnacji z usługi nie wystarcza. Umowa powinna jasno wskazywać, kiedy, z jakich ważnych powodów i w jakim zakresie przedsiębiorca może zmienić regulamin. W przeciwnym razie konsument nie ma realnej pewności co do stabilności warunków, które zaakceptował przy zakładaniu konta.

Odpowiedzialność za działanie aplikacji

Kolejna grupa zakwestionowanych postanowień dotyczy odpowiedzialności za działanie aplikacji. W przypadku usług wynajmu hulajnóg i rowerów elektrycznych aplikacja jest elementem niezbędnym. To przez nią użytkownik lokalizuje pojazd, rozpoczyna przejazd, kończy go i rozlicza opłatę.

Według UOKiK problematyczne mogą być zapisy, w których przedsiębiorca zastrzega, że nie odpowiada za szkody lub straty wynikające z niedziałania aplikacji albo braku możliwości korzystania z niej „w pożądany sposób”. W praktyce nieprawidłowe działanie aplikacji może mieć dla konsumenta konkretne skutki finansowe.

Przykładem może być sytuacja, w której użytkownik nie jest w stanie zakończyć przejazdu w aplikacji, a opłaty nadal są naliczane. Jeżeli regulamin wyłącza odpowiedzialność przedsiębiorcy za takie zdarzenia, konsument może zostać obciążony kosztami, na które nie miał realnego wpływu.

Stan techniczny hulajnóg i rowerów

Zastrzeżenia Urzędu dotyczą także postanowień odnoszących się do stanu technicznego udostępnianych pojazdów. W regulaminie znalazły się zapisy, z których wynika, że hulajnogi i rowery są przekazywane użytkownikowi „w takim stanie, w jakim się znajdują”.

Tego rodzaju postanowienie może być istotne z punktu widzenia odpowiedzialności za ewentualne awarie, uszkodzenia lub wypadki. Konsument, który wypożycza pojazd z przestrzeni publicznej, nie zawsze jest w stanie dokładnie ocenić jego stan techniczny przed rozpoczęciem jazdy. Nie ma też wiedzy, czy usterka nie powstała wcześniej.

W ocenie UOKiK przedsiębiorca nie może w prosty sposób przerzucać na użytkownika całego ryzyka związanego ze sprzętem, który sam udostępnia w ramach odpłatnej usługi. Konsument powinien mieć prawo oczekiwać, że hulajnoga lub rower będą nadawały się do bezpiecznego korzystania zgodnie z przeznaczeniem.

Szkody wobec osób trzecich

UOKiK zakwestionował również klauzule odnoszące się do odpowiedzialności za szkody wyrządzone osobom trzecim. Z zapisów regulaminu wynikało, że jeżeli podczas korzystania z usługi inna osoba dozna uszczerbku na zdrowiu lub poniesie szkodę, odpowiedzialność ponosi kierujący pojazdem. Gdyby roszczenia poszkodowanego musiała pokryć spółka, użytkownik miałby zwrócić jej poniesione koszty.

Tego rodzaju postanowienia mogą prowadzić do sytuacji, w której konsument zostanie obciążony odpowiedzialnością finansową również wtedy, gdy przyczyna zdarzenia nie leżała wyłącznie po jego stronie. Może chodzić na przykład o awarię pojazdu, wadę techniczną albo problem z działaniem systemu obsługującego usługę.

Urząd nie kwestionuje samej zasady, że użytkownik odpowiada za własne zachowanie podczas jazdy. Problemem jest jednak automatyczne i szerokie przenoszenie odpowiedzialności na konsumenta, bez uwzględnienia okoliczności konkretnego zdarzenia.

Możliwe konsekwencje dla spółki

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK dotyczy uznania określonych postanowień wzorców umów za niedozwolone. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, Prezes Urzędu może zakazać stosowania zakwestionowanych klauzul.

Spółce grozi również kara finansowa w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu. Przepisy przewidują także możliwość nałożenia kary na osobę zarządzającą, jeżeli umyślnie dopuściła do naruszenia praw konsumentów. W takim przypadku sankcja może wynieść nawet 2 mln zł.

Na tym etapie sprawa nie oznacza jeszcze przesądzenia, że doszło do naruszenia. Postępowanie ma wyjaśnić, czy zakwestionowane postanowienia rzeczywiście naruszają zbiorowe interesy konsumentów i czy powinny zostać wyeliminowane z regulaminów.

Szerszy problem rynku usług cyfrowych

Sprawa Bolta wpisuje się w szerszą dyskusję o zasadach świadczenia usług cyfrowych i usług miejskiej mobilności. Coraz więcej codziennych czynności odbywa się za pośrednictwem aplikacji: zamawianie przejazdów, wynajem pojazdów, zakupy, rezerwacje czy płatności. Konsument często akceptuje regulamin szybko, bez szczegółowej analizy jego treści.

Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność konstruowania warunków umów w sposób przejrzysty, zrozumiały i zgodny z prawami konsumentów. Regulamin nie powinien być narzędziem do jednostronnego zmieniania zasad ani do wyłączania odpowiedzialności za kluczowe elementy usługi.

UOKiK wskazuje, że przedsiębiorca nie może budować modelu działania w taki sposób, aby korzyści z prostoty i automatyzacji pozostawały po stronie firmy, natomiast ryzyka techniczne, finansowe i prawne były przerzucane na użytkownika.

Nie pierwsza interwencja UOKiK w podobnych sprawach

Działania wobec Bolt Operations OÜ są kolejnym przykładem zainteresowania UOKiK regulaminami usług powszechnego użytku. Urząd wcześniej informował m.in. o sprawie Nextbike Polska, dotyczącej bezprawnych zmian regulaminów oraz obciążania klientów dodatkowymi opłatami.

To pokazuje, że kontrola wzorców umownych ma znaczenie nie tylko w tradycyjnych usługach finansowych, telekomunikacyjnych czy energetycznych, ale również w nowych modelach biznesowych opartych na aplikacjach mobilnych. W takich usługach regulamin często zastępuje bezpośredni kontakt z przedsiębiorcą, dlatego jego treść ma kluczowe znaczenie dla ochrony konsumenta.

Bolt deklaruje współpracę z UOKiK

Stanowisko w sprawie przekazała również firma Bolt. Spółka podkreśla, że pozostaje w kontakcie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz przedstawiła już swoje stanowisko w ramach prowadzonego postępowania. Bolt deklaruje także dalszą współpracę z UOKiK w toku kolejnych działań związanych ze sprawą.

Pracownicy nie chcą już wybierać między bezpieczeństwem finansowym a dobrostanem

Rynek pracy wchodzi w etap ostrożnych decyzji. Już tylko 46 proc. specjalistów aktywnie szuka nowego zatrudnienia – o 11 punktów procentowych mniej niż rok temu. Kandydaci nadal oczekują wyższych wynagrodzeń, ale coraz częściej równie ważne są dla nich zdrowie psychiczne, work-life balance i poczucie stabilności. Raport „Talent Trends” firmy Michael Page pokazuje, że wellbeing przestał być dodatkiem, a stał się jednym z kluczowych warunków wyboru pracodawcy.

Polacy stają się coraz bardziej ostrożni przy podejmowaniu decyzji o zmianie pracy. Według danych z raportu „Talent Trends” firmy Michael Page obecnie aktywnie pracy szuka 46 proc. specjalistów, podczas gdy rok wcześniej było to 57 proc. Za spadkiem mobilności zawodowej stoją przede wszystkim niepewność gospodarcza oraz większa potrzeba stabilizacji finansowej.

– Proces podejmowania decyzji o zmianie pracy stał się dziś znacznie bardziej pragmatyczny. Choć priorytety pracowników wyraźnie przesunęły się w stronę zdrowia psychicznego, nie możemy ignorować faktu, że w obecnych realiach gospodarczych wynagrodzenie pozostaje fundamentalnym czynnikiem decyzyjnym. Rosnące koszty życia, energii czy obsługi zobowiązań kredytowych sprawiają, że aspekty finansowe są dla pracowników kwestią poczucia elementarnego bezpieczeństwa – mówi Radosław Szafrański, dyrektor zarządzający w Michael Page.

Rekruterzy z firmy Michael Page nadal obserwują jednak wyraźną zależność: im niżej w hierarchii organizacji znajduje się pracownik, tym mocniej akcentuje on rolę wynagrodzenia. – Dla osób na początku ścieżki zawodowej to właśnie stabilność finansowa jest priorytetem. Z kolei na poziomach wyższej kadry zarządzającej, gdzie potrzeby ekonomiczne są zazwyczaj zabezpieczone, czynniki związane z jakością życia i satysfakcją osobistą stają się dominującymi argumentami w negocjacjach – dodaje Radosław Szafrański.

Wellbeing przestał być benefitem

Dane z „Talent Trends” pokazują zmianę oczekiwań wobec pracodawców. Elastyczność, zdrowie psychiczne i work-life balance przestały być dodatkowymi benefitami, a są już jednym z podstawowych kryteriów wyboru miejsca pracy. Aż 2 na 5 kandydatów deklaruje, że największą obawą przy zmianie pracy jest utrata równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Z kolei 45 proc. badanych uważa, że zmiana pracy wiązałaby się z koniecznością poświęcenia work-life balance, a 48 proc. rozpoczęłoby poszukiwania nowego pracodawcy, gdyby firma oczekiwała częstszej obecności w biurze.

Z raportu wynika, że głównymi priorytetami zawodowymi dla pracowników są dobre wynagrodzenie (25 proc.), work-life balance (24 proc.) oraz zdrowie psychiczne (22 proc.). Jeszcze rok wcześniej wellbeing był wskazywany znacznie rzadziej.

Transparentność i autentyczność nową walutą rynku pracy

Zmienia się także sposób prowadzenia procesów rekrutacyjnych. Ekspert Michael Page podkreśla, że kluczową zmianą w tegorocznych procesach rekrutacyjnych jest odejście od powierzchownych benefitów na rzecz transparentności i autentyczności. – Kandydaci nie chcą wybierać między dobrym wynagrodzeniem a zdrowiem psychicznym. Oczekują obu tych elementów jako spójnego pakietu – podkreśla Radosław Szafrański.

Jak wskazuje raport „Talent Trends”, zaufanie do pracodawcy jest dziś jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzję o pozostaniu w organizacji. Aż 76 proc. osób, które nie planują zmiany pracy, uważa, że firma dba o ich wellbeing. Dla porównania podobne przekonanie ma jedynie 15 proc. aktywnie poszukujących nowego zatrudnienia.
Wellbeing jako odpowiedź na kryzys psychiczny pracowników

Według ekspertów rosnące znaczenie dobrostanu jest bezpośrednio związane z pogarszającą się kondycją psychiczną pracowników i wzrostem liczby absencji związanych z wypaleniem zawodowym.

– Firmy, które oferują konkretne narzędzia wsparcia, takie jak programy edukacyjne czy specjalistyczną pomoc psychologiczną, nie tylko redukują ryzyko wypalenia i rotacji, ale przede wszystkim budują kulturę opartą na zaufaniu, która w dzisiejszym szumie informacyjnym jest najcenniejszą walutą – podsumowuje Radosław Szafrański.

Nowe kary za naruszenia środowiskowe. Rzecznik MŚP apeluje o jasne zasady

Projektowane zmiany w prawie karnym dotyczącym ochrony środowiska wymagają większej precyzji oraz wyważenia pomiędzy skutecznością regulacji a bezpieczeństwem prowadzenia działalności gospodarczej – wskazała Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w opinii przekazanej do Ministerstwa Sprawiedliwości w ramach konsultacji projektu ustawy wdrażającej unijną dyrektywę dotyczącą ochrony środowiska poprzez prawo karne.

W stanowisku podkreśliła, że ochrona środowiska naturalnego pozostaje jednym z wiodących wyzwań współczesnego państwa, jednak nowe przepisy powinny uwzględniać również zasadę proporcjonalności oraz realia funkcjonowania przedsiębiorców, szczególnie sektora mikro, małych i średnich firm. Zastrzeżenia Minister Agnieszki Majewskiej dotyczą m.in. projektowanej odpowiedzialności za czyny nieumyślne oraz rozwiązań mogących prowadzić do nadmiernego rozszerzenia odpowiedzialności karnej przedsiębiorców. rozwiązań mogących potencjalnie prowadzić do rozszerzenia odpowiedzialności karnej przedsiębiorców ponad poziom wymagany przez wdrażaną dyrektywę.

Prawo powinno skutecznie chronić środowisko, jednocześnie zachowując zasadę proporcjonalności wobec przedsiębiorców działających w dobrej wierze. Regulacje karne wymagają szczególnej precyzji, ponieważ dotyczą obszaru ingerującego bezpośrednio w bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej oraz stabilność funkcjonowania firmakcentuje Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W przedstawionej opinii zwróciła uwagę, że część projektowanych regulacji może wykraczać poza zakres wymagany przez przepisy prawa Unii Europejskiej. Rzecznik MŚP wskazała również na potrzebę doprecyzowania niektórych rozwiązań, tak aby ograniczyć ryzyko niejednolitej interpretacji przepisów oraz zwiększyć przewidywalność prawa dla przedsiębiorców.

Wdrażanie prawa unijnego powinno odbywać się z poszanowaniem zasad pewności prawa oraz adekwatności sankcji. Szczególnego znaczenia nabiera to w przypadku przedsiębiorców sektora MŚP, którzy funkcjonują w warunkach rosnącej złożoności regulacyjnej i coraz większych obciążeń administracyjnychprzypomina Agnieszka Majewska.

Jednocześnie Rzecznik MŚP zwróciła się o ponowne przeanalizowanie części proponowanych przepisów w toku dalszych prac legislacyjnych, wskazując na potrzebę zapewnienia przedsiębiorcom odpowiedniego czasu na dostosowanie się do nowych obowiązków adekwatnego terminu wejścia w życie nowych regulacji oraz szerszego należytego uwzględnienia głosu organizacji przedsiębiorców uczestniczących w ramach prowadzonych konsultacjach publicznych.

Grupa Selena właścicielem portugalskiego holdingu Grupo IGM

Grupa Selena zamknęła pierwszy etap transakcji obejmujący nabycie 66% udziałów portugalskiego holdingu, stając się właścicielem Irmãos Guimarães Martins, SGPS, S.A. (Grupo IGM) – lidera w produkcji i dystrybucji wysokiej jakości płyt warstwowych. Polski producent, w oparciu o kolejne akwizycje w skali globalnej, konsekwentnie rozwija swoje portfolio o produkty z segmentu termomodernizacji i termoizolacji budynków, dostosowując ofertę do dominujących trendów budowlanych.

Zakład produkcyjny Grupo IGM w Felgueiras, Portugalia
Zakład produkcyjny Grupo IGM w Felgueiras, Portugalia

Zgodnie z informacją podaną przez Grupę Selena w grudniu 2025 r. nabycie udziałów Grupo IGM jest transakcją etapową (staged transaction), a umowę pomiędzy polską Spółką a akcjonariuszami Grupo IGM zawarto pod warunkami zawieszającymi. W połowie kwietnia zakończyło się badanie due diligence, obejmujące w szczególności kwestie finansowe i prawne oraz uzyskano decyzję portugalskiego urzędu antymonopolowego o braku konieczności uzyskania zgody na transakcję. Tym samym spełniły się kluczowe warunki zawieszające zawartej umowy nabycia 66% udziałów, co umożliwiło realizację pierwszego etapu transakcji. Pokazuje to, że proces przejęcia przebiega pomyślnie i zgodnie z przyjętymi założeniami.

Perspektywa lokalna

Grupo IGM posiada wiodącą pozycję na rynku rozwiązań izotermicznych dla budownictwa na Półwyspie Iberyjskim. Spółka koncentruje działalność na produkcji, dystrybucji i sprzedaży materiałów wykorzystywanych przy realizacji dachów oraz elewacji – przede wszystkim płyt warstwowych, profili metalowych oraz elementów wykończeniowych, znajdujących zastosowanie zarówno w obiektach mieszkalnych, jak i przemysłowych. Własne zaplecze produkcyjne w Portugalii daje Grupo IGM istotną przewagę, dzięki której firma notuje znaczący, kilkudziesięcioprocentowy udział w lokalnym rynku płyt warstwowych. Jednocześnie Spółka stopniowo zwiększa skalę działalności za granicą – jej produkty trafiają m.in. do Hiszpanii oraz na wybrane rynki eksportowe. W 2024 roku Grupa IGM zanotowała sprzedaż w wysokości 66,5 mln euro.

Prognozy wskazują, że w latach 2025-2034 rynek paneli warstwowych na Półwyspie Iberyjskim będzie się rozwijał ze średnioroczną stopą wzrostu (CAGR) wynoszącą 5,20%[1].

Dynamikę wzrostu napędzają przede wszystkim liczne nowe inwestycje w budownictwo energooszczędne, intensyfikacja działalności budowlanej oraz coraz powszechniejsze stosowanie zrównoważonych rozwiązań architektonicznych i konstrukcyjnych, szczególnie w sektorze przemysłowym i komercyjnym. Półwysep Iberyjski nie tylko wpisuje się w europejski kierunek zrównoważonego budownictwa, ale jest obecnie jednym z liderów transformacji.

Legislacja, która narzuca trendy

W Unii Europejskiej niskoemisyjne budownictwo przestaje być wyborem, a staje się obowiązującym standardem regulacyjnym. W efekcie dochodzi do strukturalnej zmiany popytu w branży budowlanej w kierunku technologii i materiałów o lepszych parametrach oraz usług wspierających transformację. Dotyczy to również sektora izolacji – na znaczeniu zyskują zaawansowane produkty, które ograniczają straty energii oraz poprawiają wskaźniki użytkowe i redukują koszty eksploatacyjne obiektów.

Zakup portugalskiej Spółki stanowi kolejny krok w konsekwentnym wzmacnianiu pozycji Grupy Selena oraz rozszerzaniu jej portfolio o produkty, które posiadają perspektywiczny potencjał wzrostu i wpisują się w aktualne trendy rynku budowlanego. Obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne i zaawansowane technologicznie materiały termoizolacyjne, a finalizacja tej transakcji odzwierciedla rangę tego segmentu w dalszym rozwoju Grupy – komentuje Sławomir Majchrowski, Prezes Zarządu Grupy Selena. – Nie zwalniamy tempa w realizacji planu budowy silnego hubu produkcyjno-dystrybucyjnego w Europie Zachodniej, która jest dla nas priorytetowym kierunkiem globalnego wzrostu. Działania te obejmują zarówno ekspansję organiczną, jak i celowane przejęcia, co potwierdzają ostatnie akwizycje m.in. we Francji – dodaje Sławomir Majchrowski.

Pozostałe 34% udziałów w spółce Grupo IGM zostanie nabyte przez Grupę Selena w drugim etapie transakcji, zgodnie z warunkami i terminami określonymi w umowie nabycia udziałów.

[1] Źródło:  Iberian Sandwich Panel Market Size and Share Outlook – Forecast Trends and Growth Analysis Report (2025-2034)

Benefity dla firm a motywacja pracowników – jak dobrać pakiet benefitów do zespołu?

Benefity potrafią wzmacniać motywację, ale tylko wtedy, gdy pracownik naprawdę z nich korzysta. Karta sportowa, pakiet medyczny czy budżet szkoleniowy nie działają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ich wartość zależy od tego, czy odpowiadają na potrzeby zespołu i czy są łatwe do wykorzystania w codziennym życiu. Z tego artykułu dowiesz się: jak benefity wpływają na motywację, jakie świadczenia działają najlepiej, w jaki sposób dopasować je do zespołu, jak skutecznie wdrożyć pakiet benefitów u siebie.

Dlaczego benefity wpływają na motywację?

Benefity pracownicze zwiększają motywację wtedy, gdy pracownik widzi w nich konkretną wartość. Może to być np. lepszy dostęp do opieki medycznej, możliwość uprawiania ulubionej aktywności fizycznej albo pomoc finansowa.

Mechanizm jest prosty. Pracownik, który może korzystać ze świadczeń dopasowanych do własnej sytuacji, częściej odczuwa, że firma traktuje go podmiotowo. To wzmacnia lojalność i chęć, by dawać z siebie więcej.

Znaczenie ma też autonomia. Możliwość wyboru benefitów zwiększa zaangażowanie, bo pracownik nie dostaje przypadkowego dodatku. Zyskuje on świadczenie, z którego faktycznie chce korzystać.

Benefity, które pobudzają motywację pracowników

Dobrze dopasowany pakiet powinien łączyć kilka obszarów. Sama karta sportowa albo samo ubezpieczenie nie wystarczą, ponieważ zespoły zazwyczaj mają bardziej złożone potrzeby.

Wellbeing i zdrowie

Tutaj dobrze działają:

  • karty sportowe,

  • programy wsparcia psychologicznego,

  • telemedycyna,

  • badania profilaktyczne,

  • inne benefity związane ze zdrowym stylem życia.

Karty sportowe, takie jak FitProfit i FitSport, ułatwiają pracownikom wybór aktywności dopasowanej do ich rytmu dnia — od siłowni, przez basen, po zajęcia grupowe.

Rozwój pracownika

W obszarze rozwoju ważne są:

  • budżety szkoleniowe,

  • mentoring,

  • kursy online,

  • możliwość zdobycia certyfikatów.

To właśnie te benefity pokazują, że firma inwestuje w przyszłość zatrudnionego, a nie tylko w bieżące zadania.

Benefity finansowe

Coraz większe znaczenie mają również pracownicze świadczenia pieniężne (poza podstawową wypłatą). Popularnymi benefitami dla zespołów są:

  • premie,

  • programy oszczędnościowe,

  • ubezpieczenia,

  • doradztwo finansowe,

  • okazjonalne wsparcie w trudnych sytuacjach życiowych.

Elastyczność i odpowiednia forma pracy to fundament motywacji

Pakiet benefitów powinien pasować do sposobu pracy.

  • Pracownicy zdalni częściej korzystają z rozwiązań cyfrowych, takich jak: telemedycyna, webinary, kursy online i wsparcia home office.

  • Zespoły stacjonarne mogą bardziej doceniać: dofinansowanie dojazdów, posiłki w miejscu pracy, lokalne zajęcia sportowe albo opiekę medyczną blisko biura.

  • W modelu hybrydowym znaczenie z kolei zyskuje dostępność. Benefit powinien działać niezależnie od tego, czy pracownik jest w biurze, w domu czy w podróży. Jeśli korzystanie ze świadczenia wymaga wielu formalności, jego wartość spada.

Personalizacja a kultura organizacyjna

Personalizacja benefitów kształtuje nie tylko na poziom popularności świadczeń. Wpływa też na kulturę organizacyjną. Pokazuje, że firma widzi różnorodność potrzeb i nie zakłada, że jeden model świadczeń pasuje do wszystkich.

Pracownik, który może wybrać między wsparciem zdrowotnym, sportem albo szkoleniem, ma większe poczucie wpływu zarówno na swoją karierę, jak i na dobro zespołu. To nie tylko buduje zaufanie do pracodawcy, ale przede wszystkim zwiększa motywację do pracy.

Warunkiem tego stanu rzeczy jest jednak transparentność. Zasady przyznawania benefitów powinny być zrozumiałe, dostępne i jednakowe dla osób w podobnej sytuacji. Brak jasności może szybko osłabić efekt motywacyjny.

Wdrożenie pakietu benefitów dla zespołów – krótki przewodnik krok po kroku

  • Pierwszy krok: diagnoza potrzeb – firma powinna zebrać dane i sprawdzić, które świadczenia są naprawdę oczekiwane.

  • Drugi krok: zaprojektowanie pakietu – warto połączyć różne rodzaje benefitów (zdrowotne, sportowe, rozwojowe oraz finansowe).

  • Trzeci krok: pilotaż – test na mniejszej grupie przez około pół roku pozwala ocenić, czy pracownicy korzystają z nowych świadczeń i czy rozumieją ich zasady.

  • Czwarty krok: komunikacja – bez jasnej i zaplanowanej komunikacji pakiet benefitów trudno skutecznie wdrożyć. Pomocne w planowaniu komunikacji są: krótkie instrukcje, FAQ, spotkania informacyjne oraz wsparcie menedżerów.

  • Piąty krok: pomiar i korekta – oferta benefitowa nie powinna być zamrożona na lata. Potrzeby pracowników zmieniają się wraz z rynkiem, wiekiem zespołu czy modelem pracy. Benefity powinny nadążać za zmieniającymi się potrzebami zespołu.

Podsumowanie

Dobry pakiet benefitów motywuje, ponieważ odpowiada na prawdziwe potrzeby zespołów. Pakiet taki powinien łączyć różne obszary, w tym: zdrowie, sport, rozwój czy wsparcie finansowe.

Najważniejsze w procesie wdrażania benefitów motywujących pracowników są:

  • diagnoza,

  • swobodny dostęp,

  • transparentne zasady,

  • regularny pomiar efektów.

Świadczenia dla firm nie powinny być przypadkową listą dodatków. Powinny za to tworzyć system, który wzmacnia zaangażowanie, buduje lojalność i pomaga zatrzymać ludzi w organizacji na dłużej.

Suwerenność cyfrowa zaczyna się od decyzji, gdzie trafiają dane i publiczne pieniądze

Z raportu Sieci Badawczej Łukasiewicz „Cyfrowy bilans Polski. Jak zmienić uzależnienie w suwerenność?” wynika jasno, że skala zależności technologicznej przestała być problemem branżowym, a stała się problemem gospodarczym. W 2016 roku import produktów cyfrowych wynosił około 9 mld zł. W 2024 roku to już blisko 48 mld zł. Tempo wzrostu sięga średnio 25 proc. rocznie. W tym samym czasie eksport pozostaje praktycznie na niezmienionym poziomie około 3 mld zł. W efekcie powstała trwała luka sięgająca około 45 mld zł rocznie, która zasila zagraniczne ekosystemy chmurowe, licencyjne i platformowe. – To nie jest tylko statystyka handlowa. To realny przepływ pieniędzy i kontroli poza Polskę. W efekcie krajowa gospodarka cyfrowa działa dziś na cudzym silniku. I coraz więcej za to płaci – mówi Robert Czarniewski, wiceprezes zarządu i CFO Polcom.

Importujemy cyfrową rzeczywistość

– Dziś mówimy o sytuacji, w której Polska każdego roku transferuje dziesiątki miliardów złotych do zagranicznych dostawców technologii. To nie jest już kwestia wyboru narzędzi IT, tylko strukturalnego uzależnienia całej gospodarki. Jeśli ten trend się utrzyma, to będziemy coraz bardziej konsumentem technologii, a nie ich współtwórcą, a to w długim terminie oznacza utratę konkurencyjności — wskazuje Robert Czarniewski

Polska nie tylko kupuje technologie, ale stopniowo oddaje nad nimi wpływ. Dane są przetwarzane poza krajem, kluczowe systemy opierają się na zagranicznych platformach, a decyzje dotyczące infrastruktury cyfrowej zapadają poza lokalną jurysdykcją. W debacie publicznej temat ten często próbuje się sprowadzić do cyberbezpieczeństwa, ale w praktyce chodzi o coś bardziej fundamentalnego – o to, kto zarabia na cyfryzacji i kto ustala jej zasady.

Podobny kierunek wybrzmiał niedawno podczas inauguracji projektu Local Content, gdzie premier Donald Tusk mówił o potrzebie budowania suwerenności gospodarczej i technologicznej Polski: wierzymy też głęboko w to, że ten local content to także rozwój polskiej myśli technologicznej i bezpieczeństwa.

W praktyce może to oznaczać na coraz większą presję na rozwój lokalnej infrastruktury cyfrowej, krajowych kompetencji technologicznych oraz większy udział polskich i europejskich dostawców w strategicznych projektach IT i chmurowych.

Społeczny mandat jest, system nie nadąża

Społecznie ten problem jest już dostrzegany. Badania Digital Poland wskazuje, że 56 proc. Polaków uznaje suwerenność technologiczną za priorytet, a aż 71 proc. deklaruje gotowość wydatkowania większych budżetów w zamian za rozwiązania lokalne. To wyraźny sygnał, że rynek jest gotowy na zmianę. Problem polega na tym, że polityka państwa nie zawsze za tym nadąża.

Z kolei z raportu Polcom „Barometr Cyfrowej Transformacji Polskiego Biznesu 2025-2026” wyłania się obraz systemu, który w praktyce wciąż premiuje globalnych graczy. 15 proc. firm uważa, że polityka państwa sprzyja zagranicznym dostawcom, a 25 proc. wskazuje na brak realnych mechanizmów wsparcia dla polskich firm IT. Tylko 6 proc. przedsiębiorstw widzi konkretne działania wspierające lokalnych lub europejskich dostawców, a taki sam odsetek wierzy w równe szanse w projektach strategicznych.

Z perspektywy firm technologicznych największym problemem nie jest brak kompetencji czy kapitału, ale brak spójnej polityki zakupowej państwa. Jeżeli w projektach publicznych w praktyce wygrywają globalni dostawcy, to trudno mówić o budowaniu lokalnego ekosystemu. Suwerenność zaczyna się od decyzji, gdzie trafiają publiczne pieniądze i jakie kryteria realnie obowiązują w przetargach. To nie są marginalne opinie, tylko sygnał, że rynek widzi wyraźną asymetrię – komentuje wiceprezes Polcom.

Cyfrowe państwo rośnie, ale na cudzej infrastrukturze

Jednocześnie sama cyfryzacja państwa postępuje, choć nie w tempie liderów europejskich. W Unii Europejskiej z e-administracji korzysta już 72 proc. mieszkańców, podczas gdy w Polsce jest to 58,5 proc. Liderzy, jak Dania czy Finlandia, osiągają poziom 96-98 proc.

Oznacza to, że cyfrowych usług publicznych przybywa, a wraz z nimi rośnie ilość danych generowanych przez obywateli i instytucje. Problem polega na tym, że wzrost skali nie zawsze idzie w parze z kontrolą nad tym, gdzie te dane są przetwarzane i kto faktycznie nimi zarządza.

Państwo przyspiesza z cyfryzacją, ale nie zawsze idzie za tym refleksja, gdzie trafiają dane i kto ma do nich dostęp. Możemy mieć nowoczesne e-usługi, ale jeśli ich fundamentem są zewnętrzne platformy, to ta nowoczesność jest w pewnym sensie iluzoryczna. Prawdziwa niezależność zaczyna się dopiero wtedy, gdy kontrolujemy nie tylko aplikacje, ale też infrastrukturę i dane — dodaje Robert Czarniewski.

Biznes już liczy ryzyko

Znacznie bardziej pragmatyczne podejście widać w sektorze prywatnym. Już 43 proc. firm przy wyborze dostawcy chmury kieruje się lokalizacją danych w centrum danych na terytorium Polski. To nie jest już kwestia wizerunku czy ideologii, ale twardej kalkulacji biznesowej.

Firmy coraz częściej analizują, w jakiej jurysdykcji działają ich dane i jakie regulacje mogą mieć na nie wpływ. W tle pojawiają się takie akty jak amerykański Cloud Act, który umożliwia dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy niezależnie od miejsca ich fizycznego przechowywania.

Na poziomie europejskim kierunek jest jasno określony. Budowa suwerenności cyfrowej staje się jednym z filarów polityki gospodarczej. Chodzi o to, aby dane europejskich firm i obywateli były przetwarzane w ramach europejskich regulacji i pod kontrolą podmiotów działających w tej samej przestrzeni prawnej. Według prognoz Gartnera do 2029 roku ponad połowa międzynarodowych organizacji wdroży formalne podejście do suwerenności cyfrowej. Dziś robi to zaledwie około 10 proc., co pokazuje, jak dynamiczna zmiana dopiero się rozpędza.

W tym kontekście Polska stoi przed wyborem, który trudno już odkładać. Można dalej funkcjonować jako rynek zbytu dla globalnych dostawców i akceptować rosnący odpływ wartości, albo zacząć świadomie budować własne kompetencje i wzmacniać lokalny ekosystem technologiczny.

Dyskusja o cyfrowej niezależności przestaje być abstrakcyjna. To rozmowa o pieniądzach, o modelu rozwoju gospodarczego i o tym, czy Polska chce być tylko użytkownikiem technologii, czy również ich współtwórcą. W świecie, w którym dane stają się jednym z najważniejszych zasobów, brak kontroli nad nimi oznacza oddanie części wpływu na własną przyszłość – zaznacza Robert Czarniewski, wiceprezes Polcom.

Marcin Sołtysiak: przejęcie Polenergia Fotowoltaika to element szerszej strategii

Marcin Sołtysiak, inwestor branżowy, Prezes Grupy ELQ S.A. oraz główny akcjonariusz Grupy, sfinalizował transakcję nabycia 100% akcji spółki Polenergia Fotowoltaika S.A. Transakcja została przeprowadzona poprzez wehikuł inwestycyjny, powiązany z Grupą Kapitałową ELQ S.A.

Nabycie Polenergia Fotowoltaika S.A. stanowi istotny krok w kierunku rozwoju aktywności inwestycyjnej Marcina Sołtysiaka w sektorze energetycznym oraz budowy szerszego zaplecza kompetencyjnego wokół Grupy ELQ. Transakcja wzmacnia obecność w obszarze energetyki rozproszonej, nowoczesnych rozwiązań OZE oraz usług energetycznych skierowanych do klientów indywidualnych, biznesowych i instytucjonalnych.

Polenergia Fotowoltaika S.A. to spółka posiadająca rozpoznawalność rynkową, doświadczenie operacyjne, zespół, know-how oraz bazę klientów. Te elementy stanowią solidny fundament do dalszego rozwoju pod nowym właścicielem.

Po zmianie właścicielskiej spółka kontynuuje działalność operacyjną bez zakłóceń, realizuje bieżące projekty oraz utrzymuje obsługę klientów zgodnie z dotychczasowymi zasadami. Bieżące umowy, serwis, gwarancje oraz zobowiązania wobec klientów i partnerów pozostają w mocy.

„Nabycie Polenergia Fotowoltaika traktuję jako strategiczny krok w kierunku budowy silnej, skalowalnej pozycji w segmencie energetyki rozproszonej i nowoczesnych rozwiązań OZE. Przejmujemy spółkę z doświadczonym zespołem, realnym know-how oraz zaufaniem klientów — czyli fundamentami, na których można budować dalszy wzrost.

Naszą ambicją nie jest jedynie kontynuacja działalności, ale nadanie jej nowej dynamiki poprzez rozwój technologiczny, poszerzenie oferty, zwiększenie skali operacyjnej oraz wykorzystanie synergii z kompetencjami zgromadzonymi wokół Grupy ELQ w sektorze elektroenergetycznym. Widzimy w tym przejęciu nie pojedynczą transakcję, lecz element szerszej strategii rozwoju w obszarze transformacji energetycznej. Energetyka rozproszona, lokalne źródła energii, usługi dla klientów oraz integracja nowoczesnych rozwiązań OZE będą coraz ważniejszą częścią rynku. Chcemy aktywnie uczestniczyć w tym procesie i budować pozycję w segmentach, które będą miały znaczenie dla przyszłości polskiej energetyki.”

— powiedział Marcin Sołtysiak, Prezes Grupy ELQ S.A.

Transakcja wpisuje się w długofalową strategię inwestycyjną Marcina Sołtysiaka, ukierunkowaną na rozwój kompetencji w sektorze elektroenergetycznym, infrastrukturalnym oraz odnawialnych źródeł energii. Powiązanie transakcji z Grupą Kapitałową ELQ S.A. tworzy potencjał do wykorzystania doświadczenia branżowego, organizacyjnego i technicznego zgromadzonego wokół Grupy ELQ.

Celem nowego właściciela jest dalsze wzmacnianie pozycji rynkowej Polenergia Fotowoltaika S.A., rozwój kompetencji zespołu, poszerzanie możliwości operacyjnych oraz budowanie skali działania w oparciu o doświadczenie sektorowe, zaplecze organizacyjne i długofalowe podejście do rozwoju.

W kolejnym etapie planowany jest uporządkowany proces dalszego rozwoju spółki oraz identyfikacji potencjalnych synergii biznesowych. Proces ten będzie prowadzony z zachowaniem ciągłości operacyjnej, stabilności obsługi klientów oraz realizacji bieżących zobowiązań.

Nabycie Polenergia Fotowoltaika S.A. otwiera nowy etap rozwoju w segmencie energetyki rozproszonej — obszarze, który w kolejnych latach będzie odgrywał coraz większą rolę w transformacji energetycznej, zwiększaniu efektywności energetycznej oraz budowie bardziej odpornego, zdecentralizowanego systemu energetycznego.

O Marcinie Sołtysiaku i Grupie ELQ

Marcin Sołtysiak jest inwestorem branżowym, Prezesem Grupy ELQ S.A. oraz głównym akcjonariuszem Grupy(94%). Od lat rozwija działalność w sektorze elektroenergetycznym, infrastrukturalnym i inwestycyjnym, koncentrując się na projektach związanych z transformacją energetyczną, bezpieczeństwem energetycznym oraz budową nowoczesnych modeli rozwoju infrastruktury.

ELQ S.A. to polska grupa działająca w sektorze elektroenergetycznym od 1976 roku, specjalizująca się w rozwiązaniach dla infrastruktury energetycznej, transformacji energetycznej oraz nowoczesnych technologii wspierających bezpieczeństwo i niezależność energetyczną. Grupa rozwija działalność w Polsce i na rynkach zagranicznych, łącząc kompetencje przemysłowe, projektowe, operacyjne i inwestycyjne.

Polacy coraz chętniej wybierają marki własne. Rynek wart już 67 mld zł

0

Rynek marek własnych w Polsce systematycznie zwiększa swój udział w koszyku FMCG. W 2025 roku wydatki w tym segmencie sięgnęły 67 mld zł, co oznacza wzrost o 6,6 proc. rok do roku. Udział wartościowy marek własnych wyniósł 23,5 proc., czyli o 3,8 pkt proc. więcej niż pięć lat wcześniej. W praktyce oznacza to, że już co czwarta złotówka wydawana na produkty FMCG trafia do marek sieci detalicznych.

Po okresie bardzo wysokiej dynamiki w latach 2022-2023 – sięgającej blisko 20 proc. rocznie – tempo wzrostu marek własnych ustabilizowało się w ostatnich dwóch latach na poziomie ok. 7 proc. rocznie. Według danych YouGov za długookresowy wzrost znaczenia marek własnych odpowiada m.in. kanał dyskontów, obejmujący takie szyldy jak Biedronka, Lidl, Netto i Aldi. W 2025 roku gospodarstwa domowe zrealizowały w tym formacie 44 proc. wydatków FMCG w handlu detalicznym. Dyskonty skutecznie konkurują zarówno z małymi sklepami – poprzez ofertę świeżych produktów i pieczywa – jak i z hipermarketami, zwiększając częstotliwość wizyt oraz udział dużych koszyków, w tym zakupów robionych na zapas.

Choć rosnąca rola dyskontów pozostaje jednym z kluczowych czynników wzmacniających segment marek własnych, jego rozwój nie wynika wyłącznie z ekspansji tego formatu. Równolegle zaszła bowiem głęboka zmiana charakteru samej oferty. To, co dziś obserwujemy na polskim rynku, jest efektem złożonej i długoletniej transformacji – od produktów postrzeganych jako tańsza alternatywa do pełnoprawnych brandów z własną tożsamością, rozpoznawalną komunikacją i rosnącą lojalnością nabywców.

– Marki własne w dyskontach przestały być tłem dla brandów producenckich. Są już świadomie budowanymi markami z konkretną obietnicą dla konsumenta – opartą nie tylko na cenie, ale również na wygodzie zakupu, dostępności czy określonym stylu życia. Przykłady takie jak Marletto, Kraina Wędlin, Fruvita, Pilos, K-Stąd Takie Dobre czy Isana pokazują, że marki te obecne są dziś w segmentach premium, funkcjonalnych, lokalnych i ekologicznych, a ich obecność w kampaniach telewizyjnych i online potwierdza profesjonalizację komunikacji. Oferta jest coraz częściej dopasowywana do mikrosegmentów, a ten strategiczny rozwój przekłada się bezpośrednio na wyniki sprzedażowekomentuje Michał Maksymiec, retail client director w YouGov.

83 proc. Polaków robi „smart” zakupy

Zmianom strukturalnym towarzyszy ewolucja postaw konsumenckich. Z raportu YouGov „Shopping Monitor 2026” wynika, że 83 proc. Polaków zalicza się do tzw. smart shoppers, czyli konsumentów planujących zakupy, porównujących ceny jednostkowe, analizujących składy i aktywnie korzystających z narzędzi cyfrowych. Jednocześnie maleje udział osób kierujących się wyłącznie ceną, a rośnie znaczenie jakości, wygody oraz doświadczenia z marką.

– Zjawisko tzw. smart shoppingu wykracza dziś daleko poza proste porównywanie cen. Mamy do czynienia z konsumentami, którzy są świetnie przygotowani do zakupów – wiedzą, czego szukają i nie boją się testować nowości. Marki własne trafiają w ten trend idealnie: oferują dobrą relację wartości do ceny, są łatwo dostępne i coraz częściej wzbudzają zaufanie dzięki stałej jakości i estetyce. To powoduje, że przestają być tylko „opcją w trudnych czasach”, a stają się świadomym wyborem także wśród klasy średniej i młodszych grup konsumentów dodaje Rafał Dobrowolski, strategic insight manager w YouGov.

Marki własne w niemal każdym koszyku

Z raportu „Shopping Monitor 2026” YouGov wynika, że marki własne są obecne w koszykach praktycznie wszystkich Polaków, niezależnie od stylu zakupowego. Jednocześnie rośnie grupa konsumentów, którzy traktują dyskonty jako podstawowe miejsce codziennych zakupów. Przyciągają one nie tylko ceną i promocjami, ale również szeroką ofertą dostępną wyłącznie w ramach danej sieci. Tzw. „miłośnicy dyskontów” przeznaczają na marki własne nawet ponad jedną trzecią swoich wydatków FMCG. Szczególnie wysoka otwartość na ten segment jest widoczna wśród przedstawicieli generacji Z oraz millenialsów, zwłaszcza w gospodarstwach domowych z dziećmi. Dla nich atrakcyjność oferty marek własnych jest jednym z kluczowych kryteriów wyboru miejsca codziennych zakupów.

Równolegle rośnie znaczenie marek własnych w obszarze innowacji. Sieci rozwijają nowe produkty, warianty i funkcjonalności, a niekiedy inicjują całe kategorie, do których następnie dołączają marki producenckie. Działania te służą nie tylko zwiększaniu ruchu w sklepach, lecz również budowaniu wizerunku i wzmacnianiu postrzeganej wartości oferty. W efekcie granica między marką producenta a marką sieci z perspektywy konsumenta coraz bardziej się zaciera, a sam podział ma często charakter techniczny.

Mimo rosnącej roli marek własnych producenci markowi utrzymują silną pozycję w wybranych segmentach. W kategoriach takich jak napoje typu cola, margaryny, dezodoranty czy maszynki do golenia udział marek własnych nie przekracza 10 proc. Z kolei w segmentach o wysokiej wrażliwości cenowej – m.in. papier toaletowy, ręczniki papierowe, kasze, ryż, owoce mrożone czy dania gotowe – marki własne osiągają od 50 do ponad 70 proc. udziału rynkowego.

– Rynek marek własnych w Polsce dojrzewa – zarówno po stronie podaży, jak i popytu. Mimo to, producenci markowi nie tracą znaczenia – pozostają źródłem innowacji, silnych emocjonalnych relacji z klientami i szerokiej oferty. Najbliższe lata zapowiadają rywalizację nie tylko na cenę, ale przede wszystkim na jakość, wizerunek, funkcjonalność i wartość postrzeganą przez konsumentapodsumowuje Michał Maksymiec.

Dane z YouGov Shopper Panel (8.000 polskich gospodarstw domowych, zakupy dokonywane przez gospodarstwa domowe na swoje potrzeby – przynoszone do domu)

Luka w przepisach może ujawniać adopcję dziecka. UODO interweniuje

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski wystąpił do Minister Zdrowia z wnioskiem o podjęcie prac legislacyjnych dotyczących dokumentacji medycznej dzieci, które zostały przysposobione. Chodzi o dostosowanie zasad wprowadzania zmian w dokumentach medycznych tak, aby skuteczniej chronić dane osobowe dziecka, jego prawo do prywatności oraz informacje związane z adopcją.

Inicjatywę Prezesa UODO poparła Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Problem ma istotne znaczenie praktyczne, ponieważ obecne przepisy nie odpowiadają w pełni sytuacjom, w których po przysposobieniu pełnym dochodzi do zmiany danych identyfikacyjnych dziecka, w tym nadania mu nowego numeru PESEL.

Impulsem do interwencji była skarga matki dziecka, którego danych osobowych nie zaktualizowano prawidłowo po procedurze przysposobienia pełnego. Podmiot medyczny nadal przetwarzał poprzedni numer PESEL małoletniego, mimo że dziecku nadano już nowy numer. W jednym z zaświadczeń lekarskich umieszczono zarówno poprzedni, jak i aktualny numer PESEL, co doprowadziło do ujawnienia informacji o adopcji.

Jak wskazuje UODO, skarżąca poinformowała podmiot medyczny o całkowitej zmianie numeru PESEL. Mimo to placówka nie uwzględniła tej aktualizacji w sposób, który byłby właściwy z punktu widzenia zasad wynikających z RODO. Sprawa pokazała, że obowiązujące regulacje nie dają jednoznacznych narzędzi do odpowiedniego postępowania z dokumentacją medyczną dziecka po pełnym przysposobieniu.

Dokumentacja medyczna podlega ochronie prawnej na podstawie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Szczegółowe zasady przetwarzania danych zawartych w takiej dokumentacji określa natomiast rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2020 roku. Zgodnie z obecnymi przepisami wpisu w dokumentacji medycznej nie można po prostu usunąć. Jeżeli został wprowadzony błędnie, należy go skreślić, dodać adnotację o przyczynie błędu, datę oraz oznaczenie osoby, która wprowadziła taką adnotację.

Ten mechanizm, choć uzasadniony z punktu widzenia integralności dokumentacji medycznej, może okazać się niewystarczający w szczególnych przypadkach, takich jak pełne przysposobienie dziecka. Utrzymywanie w obrocie dokumentów zawierających poprzednie dane identyfikacyjne może bowiem prowadzić do ujawnienia informacji, które powinny pozostać chronione. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy po sporządzeniu nowego aktu urodzenia wcześniejsze dane dziecka nie powinny być ujawniane.

Prezes UODO zwraca uwagę, że pozostawienie przepisów w obecnym kształcie może budzić wątpliwości zarówno z perspektywy RODO, jak i Konstytucji RP. Chodzi przede wszystkim o zasadę minimalizacji danych, zgodnie z którą należy przetwarzać wyłącznie informacje niezbędne do określonego celu. Władze publiczne oraz podmioty wykonujące zadania publiczne nie powinny pozyskiwać, gromadzić ani udostępniać danych obywateli w zakresie szerszym, niż jest to konieczne w demokratycznym państwie prawa.

Problem wynika z braku szczególnych przepisów, które pozwalałyby na zmianę danych osobowych dziecka w dokumentacji medycznej po dokonaniu pełnego przysposobienia. Zgodnie z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym przysposobienie pełne tworzy między dzieckiem a osobą przysposabiającą taki stosunek prawny, jaki istnieje między rodzicami a dziećmi. W praktyce oznacza to zmianę nazwiska dziecka, a w niektórych przypadkach również zmianę imienia.

Sąd może również orzec o sporządzeniu nowego aktu urodzenia. W takiej sytuacji dotychczasowy akt urodzenia nie podlega ujawnieniu, a dziecku nadawany jest nowy numer PESEL, który zostaje wpisany do rejestru stanu cywilnego. Poprzednie dane identyfikacyjne są usuwane z aktualnego obrotu prawnego, co powinno znaleźć odpowiednie odzwierciedlenie również w dokumentacji medycznej.

Lukę w przepisach dostrzegła także Rzeczniczka Praw Dziecka. Monika Horna-Cieślak skierowała wniosek o zmianę przepisów wykonawczych do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Obrony Narodowej oraz Ministra Zdrowia. Proponowane rozwiązanie dotyczy możliwości wydawania dokumentacji medycznej na wniosek przedstawiciela ustawowego lub opiekuna faktycznego w formie odpisu zawierającego aktualne dane osobowe pacjenta wynikające z pełnego przysposobienia.

To ważna różnica, ponieważ odpis — inaczej niż kopia dokumentacji medycznej — może mieć charakter niepełny. Oznacza to, że nie musi zawierać wszystkich danych znajdujących się w oryginalnej dokumentacji, w tym pierwotnych danych identyfikacyjnych pacjenta. Takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć ryzyko ujawnienia informacji o adopcji osobom lub instytucjom, które nie powinny mieć dostępu do takich danych.

Gotowość do podjęcia działań prawodawczych wyrazili już Minister Obrony Narodowej oraz Minister Spraw Wewnętrznych. Podobną inicjatywę podjął Minister Sprawiedliwości. Znaczenie sprawy jest tym większe, że podmioty lecznicze powinny stosować jednolite zasady prowadzenia dokumentacji medycznej, niezależnie od tego, w jakim systemie organizacyjnym funkcjonują.

Projekt zmian rozporządzenia Ministra Zdrowia znajduje się obecnie na etapie konsultacji publicznych. Prezes UODO wyraził nadzieję, że nowe przepisy zostaną skutecznie wprowadzone i zapewnią właściwe gwarancje dostępu do aktualnych oraz prawidłowych danych osobowych zawartych w dokumentacji medycznej.

Zmiany mają jednocześnie respektować prawo dziecka do prywatności oraz podstawowe zasady przetwarzania danych osobowych. W praktyce chodzi o znalezienie równowagi między koniecznością zachowania ciągłości dokumentacji medycznej a ochroną szczególnie wrażliwych informacji dotyczących historii rodzinnej i prawnej dziecka.