Moda i naśladownictwo

0

Targowisko próżności – tak często mówi się o modzie. Nic dziwnego, mechanizm naśladownictwa tkwiący u jej podstaw generuje ogromną ilość tzw. ofiar mody. To często bohaterowie prześmiewczych memów, które obiegają internet z szybkością błyskawicy. Czy jednak naśladownictwo może mieć dobre strony, a moda być narzędziem inicjowania pozytywnych zmian społecznych? I co w tym zakresie mają do powiedzenia konsumenci? – pisze dr Piotr Szaradowski, wykładowca na specjalności fashion design w poznańskiej School of Form Uniwersytetu SWPS.

Balansowanie między naśladownictwem a indywidualizmem

Karykatury, prześmiewcze wierszyki, złośliwe komentarze – to wszystko od zawsze spotykało ślepo podążających za modą. Nawet w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza możemy znaleźć niepochlebne przecież zdanie wypowiedziane przez Podkomorzego: „Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi; A co Francuz wymyśli, to Polak polubi”. Bezrefleksyjne naśladownictwo łączy się z określeniem „ofiara mody”. W dzisiejszym świecie ofiar mody jest niemało. Dowodem niech będą liczne memy, które dzięki internetowi obiegają świat z zawrotną prędkością.

W ramach samego zagadnienia mody również dostrzega się ten problem. Już ponad wiek temu Georg Simmel, filozof i socjolog, pisał o napięciu pomiędzy naśladownictwem a indywidualizmem. To pierwsze zaspokaja pragnienie adaptacji społecznej, podążania bezpiecznym szlakiem przetartym przez poprzedników.

Jednak potrzeba jednostkowego wyróżnienia się w tłumie także nie pozostaje uśpiona. Ważne, aby zachować między nimi balans. Gdy przesuniemy się zbyt mocno w stronę naśladownictwa, możemy zostać ofiarami mody bez własnej osobowości. Albo wręcz przeciwnie, stać się wyobcowanymi, nierozumianymi indywidualistami.

Gdyby jednak odrzucić mechanizm naśladowania, czy można by w ogóle mówić o modzie? Może właśnie o to chodziłoby przeciwnikom mody – żeby jej po prostu nie było? Niestety nie jest to takie proste, gdyż pojęcie mody nie ogranicza się ubiorów i tego, jak wyglądamy. To mechanizm bardziej powszechny, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Są przecież także modne kawiarnie, modni artyści, modne miejsca na wakacyjny wyjazd, itd. Ale nie tylko to. Dzięki mechanizmowi naśladownictwa i procesowi powtarzania możliwe jest uczenie się.

I nie musi to przeszkadzać w zachowaniu własnej indywidualności. Chodzi jedynie o to, by utrzymywać rozsądne granice.

Moda godna naśladowania

Mówienie o rozsądku w przesiąkniętym konsumpcjonizmem świecie może zakrawać na heroizm. Ilość towaru dostępnego na rynku wystarczyłaby na znacznie dłużej niż jeden sezon. Poza tym, nawet jeśli myślimy rozsądnie, to wszechobecne reklamy przekonują nas, że „rozsądnie” jest kupić więcej, bo teoretycznie dzięki temu zaoszczędzimy. Nie wszyscy jednak zachłystują się konsumpcjonizmem, mało tego, wiele postaci, także z show biznesu i branży modowej, zaczyna go krytykować.

Warto tutaj wspomnieć chociażby o Livii Firth, założycielce konsultingowej platformy ECO-AGE, która wraz ze swoim zespołem pomaga firmom, m.in. wdrażać programy zrównoważonej, odpowiedzialnej produkcji. Na swoim koncie instagramowym zamiast słynnego „Black Friday” propaguje hasło „Block Friday”.

Vivienne Westwood, zbuntowana projektantka mody punk i nowej fali, już w 2014 r. mówiła wyraźnie: „Kupujcie mniej, wybierajcie staranniej, zwracajcie uwagę na jakość”. Czy nie brzmi to jak godne naśladowania hasło? I dokładnie ten sam mechanizm, wcześniej poddawany krytyce, może pomóc w popularyzowaniu pozytywnych wartości właśnie w obrębie mody. Tym bardziej, że negatywnych zjawisk towarzyszących globalnej produkcji nie brakuje.

Czytaj również:  Trend etniczny numerem jeden w kuchni w 2019 roku. Na popularności zyskają przede wszystkim potrawy z Bliskiego i Dalekiego Wschodu

Odpowiedzialna moda – trwała zmiana?

Nadmierny konsumpcjonizm to mocny przeciwnik i zapewne niełatwo będzie się z nim zmierzyć, bo o pokonaniu na razie nie ma co marzyć. Są jednak pewne zjawiska w modzie, które można ograniczyć, a w dalszej perspektywie nawet wyrugować. Chodzi przede wszystkim o używanie naturalnych futer.

Duże liczące się domy mody, projektanci i firmy rezygnują z ich stosowania. Od lat w czołówce jest brytyjska projektantka Stella McCartney, ale dołączyli do niej już m.in. Tom Ford, Giorgio Armani, Gucci czy Hugo Boss, i z pewnością będą następni. Pojawiają się także prototypy coraz doskonalsze zamienniki skóry, które mogłyby być na szeroką skalę wykorzystywane przy producji obuwia czy akcesoriów.

Nowe technologie pozwalają również na przetwarzanie i wykorzystywanie plastiku. Na przykład Adidas wykorzystuje wyłowione z oceanu plastikowe opady, by tworzyć (na razie krótkie) serie butów. Inne, cieszące się długoletnią tradycją i jednocześnie uznaniem, firmy także starają się iść z duchem czasu.

Słynna firma Levi Strauss & Co. (producent znanej marki jeansów Levi’s) poszukuje rozwiązań, dzięki którym produkcja ubrań byłaby bezpieczniejsza dla środowiska naturalnego. Kolekcja „Levi’s Water<Less Jeans” została wyprodukowana przy znacznie mniejszej ilości wody, w przypadku niektórych modeli jej zużycie ograniczono nawet do 96 proc. To znakomity rezultat, biorąc pod uwagę, że produkcja jednej pary jeansów standardową metodą pochłania 45 litrów wody. Oszczędność była możliwa dzięki zastosowaniu kilku prostych metod: ograniczeniu liczby prań oraz wykorzystaniu technologii „stone wash”, czyli prania kamieniami.

Niestety w tej grze chodzi nie tylko o ochronę zasobów ziemi. Równie istotne jest położenie pracowników, zwłaszcza tych pracujących niemal niewolniczo. Nieustannie apeluje się o zwrócenie uwagi na proces produkcji odzieży. Głos zabierają nie tylko aktywiści i celebryci. Artyści także wypowiadają się na ten temat.

W 2017 roku, cztery lata po katastrofie na terenie kompleksu Rana Plaza, nieopodal Dhaki w Bangladeszu (zginęło wtedy 1127 osób, a ponad 2500 odniosło obrażenia), w wielu polskich miastach zawisły billboardy autorstwa Igora Dobrowolskiego. Pokazywały one nie tylko to w jak katastrofalnych warunkach przebywają pracownicy fabryk odzieżowych, ale również fakt, że część z nich to dzieci.

Czy taka akcja może zmienić świadomość konsumentów i zwrócić ich uwagę na proces produkcji ubrań? Na pewno trzeba myśleć o zmianach jako procesie mocno rozciągniętym w czasie. Ale rezygnować z dotarcia do konsumentów nie można. Oni bowiem jako ostatnie, docelowe ogniwo procesu produkcji, mają wpływ na realną zmianę w przemyśle odzieżowym poprzez swoje wybory. Dlatego tak istotne jest, by pokazywać pozytywne przykłady działań. A przy kształtowaniu tych nowych, dobrych nawyków mechanizm naśladowania szybko okaże się pożądany.