Wyniki finansowe Grupy Agora w 2020 r.

W 2020 r. Grupa Agora mierzyła się z poważnymi skutkami wybuchu pandemii COVID-19, mocno odczuwanymi zwłaszcza przez jej biznesy reklamowe i kinowy. W obliczu pandemii zarząd Agory zdecydował o wdrożeniu planu kryzysowego, obejmującego szereg działań zabezpieczających długoterminową płynność finansową firmy i oszczędności kosztowe, a także rezygnację z biznesów pozbawionych w obecnej sytuacji szans na rozwój. Z drugiej strony jeszcze bardziej przyspieszyły konsekwetnie realizowane od kilku lat procesy cyfryzacyjne w Grupie – w efekcie m.in. wzrosły liczba subskrypcji i poziom przychodów cyfrowych „Gazety Wyborczej” i TOK FM, a także wpływy cyfrowe Wydawnictwa Agora. Ostatecznie Grupa Agora zakończyła 2020 r. z zyskiem na poziomie EBITDA.

– Pandemia praktycznie na rok zamknęła kina – największe źródło wpływów Agory. Boleśnie uderzyła w biznesy reklamowe, szczególnie w reklamę zewnętrzną. W efekcie nasze przychody spadły o ponad 400 mln zł. W odpowiedzi podjęliśmy zdecydowane działania oszczędnościowe, zawiesiliśmy większość planów inwestycyjnych i natychmiast zamknęliśmy te projekty, które miały ograniczone szanse na szybką odbudowę po pandemii. Dzięki redukcji kosztów operacyjnych Grupy o prawie 280 mln zł zamknęliśmy rok pozytywnym wynikiem EBITDA i bardzo bezpiecznym poziomem płynności – mówi Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory. – Cyfrowa transformacja jest od lat priorytetem Agory. Ubiegły rok wykorzystaliśmy do przyspieszenia tego procesu, czego efekty widać m.in. w wynikach „Gazety Wyborczej”, segmentu Internet oraz Wydawnictwa Agora. W 2021 r. będziemy dalej inwestować w technologię i rozwój cyfrowej sprzedaży, pracując jednocześnie nad przywróceniem pełnej mocy AMS i odbudową Heliosa.

W 2020 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 836,5 mln zł i były niższe o 33,1% niż w 2019 r. O takim poziomie wpływów zdecydował przede wszystkim wybuch pandemii COVID-19 i jej skutki odczuwane przez Grupę Agora od wiosny ub.r. – zwłaszcza w obszarze działalności reklamowej i kinowej. Najistotniejszy spadek wpływów odnotował największy biznes Agory – sieć kin Helios, która ze względu na administracyjne zamknięcie obiektów przez cały 2. kwartał 2020 r. oraz większą część 4. kwartału nie generowała przychodów, a w 3. kwartale mierzyła się z ograniczoną ofertą repertuarową oraz limitami sprzedaży miejsc dostępnych w każdej sali kinowej. Warto jednak zwrócić uwagę na wzrost cyfrowych wpływów Grupy – zarówno ze sprzedaży dostępów do treści premium, jak i reklam digital OOH i online. Takie efekty zapewniło mocne postawienie na cyfryzację już przed kilkoma laty, a w czasie pandemii – intensyfikacja działań, dodatkowa promocja oferty cyfrowej, zwłaszcza w ramach Agory, a także inwestycje w podniesienie efektywności reklamowej.

Przychody Grupy Agora ze sprzedaży usług reklamowych wyniosły w 2020 r. 452,2 mln zł i zmniejszyły się o 22,0%. Ich spadek nastąpił we wszystkich segmentach operacyjnych poza Internetem. W największym stopniu zmniejszenie wpływów reklamowych odczuł segment Reklama Zewnętrzna, w którym były one niższe o 38,8%, głównie w efekcie obostrzeń pandemicznych skutkujących ograniczeniem liczby osób w przestrzeni publicznej. Wzrost wpływów reklamowych segmentu Internet zapewniły wyższe przychody spółki Yieldbird i Gazeta.pl.

Wpływy ze sprzedaży biletów do kin oraz ze sprzedaży barowej w sieci Helios, która przez dużą część roku – 168 dni pozostawała zamknięta, znacząco się zmniejszyły. Rynkowo w całym ub.r. liczba biletów do kin sprzedanych w Polsce wyniosła prawie 17,1 mln i zmniejszyła się o 71,9%*.

Wartość przychodów Grupy ze sprzedaży wydawnictw wyniosła w 2020 r. 133,8 mln zł – to spadek o 3,9% w porównaniu z 2019 r. Zdecydowało o tym przede wszystkim ograniczenie sieci sprzedaży zarówno wydawnictw książkowych, jak i prasowych, przyczyniające się do niższych wpływów ze sprzedaży publikacji w stacjonarnych punktach. Wyższe były natomiast wpływy ze sprzedaży subskrypcji treści Wyborcza.pl. Na koniec grudnia 2020 r. liczba prenumerat cyfrowych „Gazety Wyborczej” sięgnęła blisko 260 tys., co oznacza wzrost o 19,2% w stosunku do grudnia 2019 r. Udział wszystkich przychodów cyfrowych dziennika sięgnął już około 36,0% – to efekt konsekwentnych inwestycji w cyfryzację flagowego tytułu prasowego Agory, która prowadzona jest już od ponad 7 lat. Zwiększenie o ponad 60,0% cyfrowych wpływów ze sprzedaży swoich publikacji osiągnęło też Wydawnictwo Agora, coraz mocniej zaznaczające swoją obecność w e-księgarniach.
Jednocześnie w ub.r. Agora odnotowała też niższe przychody w pozostałych kategoriach.

Dzięki szybkim działaniom oszczędnościowym i licznym inicjatywom wewnętrznym podjętym przez zarząd w obliczu pandemii Grupa Agora ograniczyła w 2020 r. koszty operacyjne o blisko 280 mln zł – do 948,2 mln zł. Były one niższe we wszystkich segmentach Grupy, a ich największy spadek nastąpił w obszarach Film i Książka, Prasa, Radio oraz Reklama Zewnętrzna.

Istotny wpływ na poziom wydatków operacyjnych Agory w ub.r. miały projekty oszczędnościowe, jak np. renegocjowanie wysokości czynszów z właścicielami galerii handlowych współpracującymi z kinami i restauracjami oraz rezygnacja z wielu projektów marketingowych w Grupie. Część obniżek kosztów wynikała też z przepisów prawa (zawieszenie odpłatności za czynsze kin i restauracji w galeriach handlowych) lub z wpływu pandemii COVID-19 na wybrane formy działalności (m.in. koszty związane z realizacją kampanii reklamowych).

Tuż po wybuchu pandemii zarząd Agory zdecydował też o rezygnacji z biznesów lub ograniczeniu skali przedsięwzięć, którym nowa sytuacja zabrała szanse rozwoju. W związku z tymi działaniami Agora zanotowała jednorazowo dodatkowe koszty i dokonała niezbędnych odpisów aktualizujących wartość aktywów. Odpisy zostały też odnotowane w grupie AMS S.A., Helios S.A. oraz w Agorze. Jednocześnie na poziom kosztów pozytywnie wpłynął zysk ze sprzedaży nieruchomości oraz części przedsiębiorstwa Plan D. Łącznie koszt tych wszystkich zdarzeń obciążył wyniki Grupy Agora kwotą 28,7 mln zł w 2020 r.

Dzięki obniżeniu wydatków, dyscyplinie kosztowej i konsekwentnym inwestycjom w cyfryzację biznesów Grupa Agora osiągnęła w 2020 r. zysk na poziomie EBITDA w wysokości 89,2 mln zł. Strata na poziomie EBIT stanowiła 111,7 mln zł, a strata netto 130,2 mln zł**.

Na podstawie dostępnych danych rynkowych zarząd Agory szacuje, że wartość polskiego rynku reklamy w 2021 r. zwiększy się w porównaniu z 2020 r., choć 1. kwartał br. przyniesie jeszcze spadek wydatków reklamowych. Wzrosty wartości rynku reklamy powinny być natomiast widoczne od 2. kwartału 2021 r. Jedynym segmentem, w którym wartość wydatków reklamowych skurczy się w 2021 r., będzie prasa wydawana w formie tradycyjnej, zaś pozostałe rozpoczną odbudowę swojej wartości.

Biorąc pod uwagę tempo odradzania się rynku reklamy oraz niepewność odnośnie terminu powrotu do działalności poszczególnych branż gospodarki, w szczególności kin, zarząd spółki szacuje, że w całym 2021 r. przychody Grupy Agora mogą być nieznacznie wyższe niż w 2020 r., a odnotowana przez nią strata operacyjna będzie niższa niż w 2020 r.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 4. kw. 2020 r.

Przypisy:

* Dane dotyczące frekwencji w kinach sieci Helios raportowane są zgodnie z okresami kalendarzowymi, zaś dane dotyczące frekwencji rynkowej – zgodnie z Boxoffice.pl. W tym drugim ujęciu sprzedaż biletów do kin raportowana jest w okresach, które nie są tożsame z kalendarzowym miesiącem, kwartałem czy rokiem. Liczba sprzedanych biletów w danym okresie mierzona jest począwszy od pierwszego piątku danego miesiąca, kwartału czy roku do pierwszego czwartku przypadającego w następnym miesiącu, kwartale czy roku raportowym.

Dane dotyczące sprzedaży biletów są szacunkami grupy Helios sporządzanymi częściowo w oparciu o dane Boxoffice.pl na podstawie danych przekazywanych od dystrybutorów kopii filmowych oraz w czwartym kwartale 2019 r. przez sieci kinowe ze względu na fakt, iż jeden z dystrybutorów zaprzestał podawania danych.

** W ujęciu bez MSSF 16 w 2020 r. Grupa odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 38,2 mln zł, a strata na poziomie EBIT wyniosła 93,1 mln zł. Jednocześnie strata netto Grupy w ujęciu bez MSSF 16 wyniosła 73,4 mln zł.

Dolar odrobił straty. Złoty pod presją sprzedaży

Dolar odrobił straty spowodowane gołębią decyzją Fed. Rynki akcji są pod presją, gdyż rentowności obligacji nie przerywają marszu w górę. Nerwowość przenika na rynek ropy naftowej, podsycając przecenę. Coraz trudniej znaleźć miejsca, gdzie inwestorzy bronią długookresowych strategii przed presją krótkoterminowych zawirowań. Strategia reflacyjna natrafia na kolejne przeszkody.

Wczoraj silny skok rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA do 1,75 proc. nie był czymś, czego się spodziewano w reakcji na środowy przekaz FOMC. Fed był gołębi, zakładając brak podwyżki stóp procentowych do 2023 r., pomimo podbicia inflacji nieznacznie powyżej celu 2 proc. i kontynuowanego spadku bezrobocia. Jakkolwiek wstępna reakcja dolara była negatywna, tak interpretację dalej mąci rynek długu, który wywiera presję na inne klasy aktywów. Z jednej strony Fed stara się odebrać uczestnikom rynku argumenty za sprzedażą obligacji pod oczekiwania normalizacji polityki monetarnej. Z drugiej, jest przestrzeń do wyceny wyższych rentowności na oczekiwaniach szybszego wzrostu inflacji. Niezależnie co mówią prognozy Fed. Rynek stara się mieć swoje własne zdanie odnośnie kierunku dla rentowności i bez sprecyzowanej interwencji Fed czuje, że nic go nie powstrzyma.

Rynek staje się trudniejszy niż zwykle, a handel jest zdany na chimeryczność rynku długu, który tak jak wczoraj, może obserwować ruch zrodzony z niczego. W dalekim tle pozostają dane makro i analiza bieżących wydarzeń. Jeśli już, to informacje rynkowe są segregowane pod kątem, czy jest w nich pierwiastek negatywny i jeśli tak, na ile może to podsycać awersję do ryzyka. I tak na przykład decyzja Europejskiej Agencji Leków o uznaniu szczepionki AstraZeneca za „bezpieczną i skuteczną” prawdopodobnie nie wywoła rajdu ulgi w Europie, podczas gdy większa uwaga zostanie przyznana rozszerzeniu obostrzeń we Francji, nawet jeśli ponowny wzrost zakażeń był przewidywany. To nie jest moment całkowitego odwrotu od trendu i w dłuższej perspektywie strategia reflacyjna będzie kontynuowana. Szczepienia postępują a gospodarka globalna odbija. Na razie jednak trzeba respektować szaleństwo rynku długu z wszystkimi konsekwencjami dla walut, akcji i surowców.

Złoty wpisuje się w schemat i razem z innymi walutami jest pod presją sprzedaży. Wczoraj EUR/PLN na chwilę wyszedł ponad 4,6250 i znalazł się najwyżej od października. Tematy lokalne są na drugim planie, choć przedłużenie niepewności w sprawie kredytów frankowych (przełożenie rozprawy SN z 25 marca na 13 kwietnia) oraz trzecia fala zachorowań nie budują pozytywnego tła, by przerywać wyprzedaż. Mimo to przede wszystkim liczyć się będzie, jakie nastroje rynkowe będą dyktować rentowności obligacji USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co ciąży złotemu?

Na liczbę szczepień w różnych krajach inwestorzy patrzą, jak na nowy wskaźnik wyprzedzający koniunktury, to przyczynia się do słabości polskiej waluty.

Kurs złotego wobec euro mamy na takim poziomie jak w marcu przed rokiem, w szczycie rynkowej paniki wywołanej pandemią.

Wtedy bardzo drogi był dolar, za który musieliśmy płacić 4,30 zł, obecnie jest to ok. 50 gr mniej, natomiast euro kosztowało 4,63 zł. W marcu 2021 r. kurs euro też przekroczył 4,60 zł.

– Sytuacja może wydawać się tym bardziej zaskakująca, że na giełdach panuje euforia, co zwykle sprzyja walutom rynków wschodzących – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To że złoty się osłabia, zamiast wzmacniać się, to efekt polityki pieniężnej banków centralnych.

Inwestorzy interesują się walutami rynków wschodzących, gdy takie inwestycje dają im szanse na zadawalające stopy zwrotu. Jednak w sytuacji, gdy rynkowe stopy procentowe w Polsce są niższe niż w USA, trudno oczekiwać, że inwestorzy będą kupować złotego, co wzmocni kurs polskiej waluty.

W ostatnich tygodniach inwestorzy coraz bardziej patrzą na tempo szczepień, z tego właśnie powodu bardzo dobrze radził sobie brytyjski funt. Z dużych gospodarek tempro szczepień jest najwyższe właśnie w Wielkiej Brytanii. W UE jest gorzej, natomiast Stany Zjednoczone znajdują się pomiędzy Wielką Brytanią a Unią, to wpłynęło na wzmocnienie dolara wobec euro. Natomiast Polska radzi sobie słabo. W ocenie „The Economist”, który w swych porównaniach posługuje się liczbą nadmiarowych zgonów odniesioną do liczby ludności danego kraju, wśród 69 państw objętych zestawieniem Polska znalazła się na 11 miejscu na świecie i na trzecim w UE (gorzej wypada tylko Bułgaria i Litwa).

Inwestorzy przyglądają się jakie jest tempo szczepień, aby w ten sposób ocenić jak szybko dojdzie do otwierania się gospodarek w konkretnych krajach i gdzie można obawiać się poszerzenie zakresu lockdownów.

– Jest więc dość dużo tych czynników, które ciążą złotemu – komentuje ekspert XTB. – Złoty może jeszcze bardzo stracić, gdyby doszło do załamania giełdowych euforii. Natomiast na szczepienia inwestorzy patrzą, jak na nowy wskaźnik koniunktury.

Technologia zmienia oblicze sądów. W Sądzie Arbitrażowym przy KIG odbyła się rozprawa z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi do komunikacji elektronicznej

Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej stawia na nowe technologie i udowadnia, że praca w reżimie sanitarnym, konieczność przestrzegania licznych obostrzeń czy ograniczenia w przemieszczaniu to nie są bariery nie do pokonania. W tym największym w kraju sądzie polubownym odbyła się właśnie wideorozprawa, której uczestnicy łączyli się z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Czech oraz kilku miast Polski. W sumie przesłuchano 19 świadków i 10 zespołów biegłych. Zorganizowano konferencje biegłych, w których brali udział także tłumacze z języka angielskiego i hiszpańskiego. Całość w sumie trwała 16 dni i 8 godzin.

Rozprawa była dużym przedsięwzięciem logistycznym, nie tylko ze względu na liczbę uczestników i rozlokowanie ich w różnych miejscach Europy. Było to także poważne przedsięwzięcie technologiczne. Na potrzeby posiedzenia powstała wirtualna sala rozpraw, cyfrowe pokoje dla stron sporu i zespołów biegłych (tzw. break rooms) oraz poczekalnie dla świadków (tzw. waiting rooms). Uczestnicy rozprawy udostępniali w jej trakcie prezentacje i opinie za pomocą funkcji share screen.

– W arbitrażu międzynarodowym rozprawy online są dziś standardem. W czasie pandemii wszystkie duże instytucje arbitrażowe, jak np. ICC w Paryżu, promują właśnie taki sposób prowadzenia postępowań. Jeśli chodzi o Polskę, nasz sąd jest na tym polu prekursorem. W okresie pandemii włożyliśmy wiele pracy w to, by działać nieprzerwanie i ułatwić klientom przeniesienie się do wirtualnej rzeczywistości. Inwestujemy w narzędzia, które czynią postępowania arbitrażowe jeszcze bardziej wygodnymi, szybkimi i – co w aktualnej sytuacji szczególnie istotne – bezpiecznymi; narzędzia, dla których kolejne ograniczenia dotyczące przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi krajami nie stanowią bariery mówi Agnieszka  Durlik, dyrektor generalna Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.

Wideorozprawa odbywała się w trybie hybrydowym – w siedzibie SA KIG obecny był tylko zespół orzekający. Pozostali uczestnicy postępowania łączyli się zdalnie. Średnio w każdym posiedzeniu uczestniczyły 24 osoby, w tym obecni podczas przesłuchania świadków oraz biegłych mężowie zaufania po każdej ze stron sporu, oraz managerowie dokumentowi.

 

Posiedzenia zwoływano w dwóch tygodniowych sesjach trwających w sumie 13 dni oraz w trzech dodatkowych terminach – ok. 80 godzin. W sumie arbitrzy wydali orzeczenie po ok. 16 dniach i 8 godzinach.

– Czas gra na niekorzyść przedsiębiorców, zwłaszcza w okresie, gdy firma nie prosperuje lub jej działalność ze względu na szalejącą pandemię jest mocno ograniczona. Dlatego szybkość postępowania i przewidywalny z góry czas wydania rozstrzygnięcia to z punktu widzenia przedsiębiorców czynniki bardzo istotne. Przedsiębiorcy z branż bezpośrednio dotkniętych kolejnymi restrykcjami doceniają także doświadczenie w sporach oraz szeroki wachlarz arbitrów orzekających w naszym sądzie. A rosnąca popularność arbitrażu to przecież szansa na „odciążenie” mocno przeciążonych sądów powszechnych w rozstrzyganiu spraw gospodarczych – podkreśla Agnieszka Durlik.

Przed posiedzeniem Sąd Arbitrażowy przy KIG przeprowadził kilka połączeń testowych z uczestnikami, łączącymi się z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Czech oraz kilku miast Polski. Przygotowano także plan awaryjny dla tych uczestników, którzy mieliby problemy techniczne – mogli oni skorzystać ze specjalnie wydzielonych w siedzibie SA KIG pomieszczeń oraz znajdującego się w nich sprzętu. Pomieszczenia te przystosowano zgodnie z aktualnie obowiązującymi zaleceniami Głównego Inspektora Sanitarnego i Ministerstwa Zdrowia.

W trakcie całej rozprawy uczestnicy postępowania mogli korzystać ze wsparcia technicznego specjalistów IT, których wyznaczyły strony sporu. A w razie wystąpienia awarii, zaplanowano możliwość połączenia telefonicznego oraz mailowego z sekretarzem postępowania.

Wideorozprawa odbywała się przed SA KIG w terminie listopad 2020 r. – luty 2021 r.

Passus z ponad 2-krotnie większą EBITDA w 2020 r.

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podsumowuje 2020 r. W minionym roku spółka osiągnęła historycznie najlepsze wyniki. Przychody wyniosły rekordowe 42,9 mln zł, podobnie jak EBITDA, która osiągnęła wartość 5,6 mln zł. Bardzo dobre rezultaty zostały wypracowane przy zysku netto na poziomie blisko 2 mln zł, który wzrósł rdr. o 151 proc. W 2020 r. Passus intensywnie rozwijał produkty własne oraz prowadził działania nakierowane na ekspansję zagraniczną.

Jesteśmy zadowoleni z wyników osiągniętych w 2020 r. Mimo trwającej pandemii były to dla nas rekordowy rok. W tym czasie intensywnie pracowaliśmy nad wysokomarżowymi produktami własnymi pod marką Sycope oraz podejmowaliśmy działania związane z ekspansją zagraniczną. Te dwa obszary są dla nas kluczowe w dalszym rozwoju i budowaniu wartości naszej Spółki. Dodatkowo, co warte podkreślenia, część kontraktów podpisanych w ubiegłym roku ma charakter długofalowy, stąd ich wpływ na wynik finansowy będzie widoczny dopiero w kolejnych okresach. W przypadku Passus S.A. mówimy tu o niebagatelnej kwocie przekraczającej 18 mln zł przychodów. – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

W 2020 r. Passus podpisał łącznie umowy na kwotę 31,1 mln zł. Była to: umowa podwykonawcza, polegająca na dostarczeniu, wdrożeniu oraz utrzymaniu autorskiego rozwiązania oraz umowa z podmiotem należącym do Skarbu Państwa, zakładająca m.in. dostawę zintegrowanego oprogramowania do zarządzania komputerami i urządzeniami przenośnymi, a także kolejna umowa z podmiotem należącym do Skarbu Państwa dotycząca kompleksowej ochrony przed oprogramowaniem typu malware.

W minionym roku Passus stawiał kolejne kroki na drodze do ekspansji zagranicznej. Powołana została dedykowana spółka Sycope Limited z siedzibą w Dublinie, w której Passus objął 100 proc. udziałów. Odpowiadać będzie ona za sprzedaż autorskich rozwiązań Spółki na rynkach zagranicznych.

Ważnym krokiem na drodze ekspansji zagranicznej była podpisana na początku br. umowa dystrybucyjną z Nuvias Deutschland, który posiada sieć ponad 5 000 partnerów handlowych w 20 krajach regionu EMEA. Dzięki umowie produkty Passus będą mogły być sprzedawane na rynku Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki. – dodaje Tadeusz Dudek.

Passus w 2020 r. z sukcesem zakończył finansowane ze środków z UE prace badawczo-rozwojowe nad systemem StressTester, który umożliwia automatyczne prowadzenie testów wydajności aplikacji w oparciu o rzeczywisty ruch sieciowy. W październiku zeszłego roku Spółka podpisała kolejną umowę o dofinansowanie dotyczącą projektu „System czasu rzeczywistego do inteligentnej klasyfikacji treści internetowych w języku polskim na potrzeby ochrony rodzicielskiej, przeciwdziałania cyberslakingowi i ochrony sieci korporacyjnych”. Wartość nowego dofinansowania wynosi ponad 4 mln zł.

Stale rozwijajmy produkty własne. We wrześniu zaprezentowaliśmy nową wersję Systemu Sycope. Wykorzystuje ona m.in. nowy, powstały na bazie rozwiązania Ambience, silnik do filtrowania i analizy danych który w istotny sposób przyspiesza pracę Systemu.  Z kolei w listopadzie miała miejsce premiera kolejnej wersji Systemu Sycope wzbogacona, m.in. o zaawansowany moduł XND służący do dynamicznego wykrywania i mitygacji ataków DDoS. – kończy Tadeusz Dudek.

Na bazie bardzo dobrych wyników Spółki w minionym roku, zarząd Passus rekomenduje wypłatę dywidendy za 2020 r. w wysokości 134,1 tys. zł, tj. 0,07 zł na jedną akcję. Jako dzień dywidendy rekomendowany jest dzień 8 lipca 2021 r., a dzień 15 lipca 2021 r., jako termin wypłaty dywidendy.

JR HOLDING ASI S.A. zainwestuje w LaserTec S.A. i wprowadzi spółkę na giełdę

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zawarła list intencyjny ze spółką LaserTec S.A. w sprawie nawiązania potencjalnej współpracy dotyczącej rozwoju tego podmiotu. JR HOLDING ASI S.A. planuje zainwestować środki w tą spółkę oraz wspierać ją w upublicznieniu na rynku akcji NewConnect lub rynku regulowanym GPW.

Zgodnie z podpisanym przez JR HOLDING ASI S.A. oraz LaserTec S.A. listem intencyjnym spółki rozpoczęły negocjacje dotyczące nawiązania potencjalnej współpracy w zakresie rozwoju LaserTec S.A. Obejmują one m.in. współpracę Stron mającą na celu doprowadzenie do wejścia LaserTec S.A. lub podmiotu wchodzącego w skład jego grupy kapitałowej do zorganizowanego obrotu na rynku regulowanym lub w alternatywnym systemie obrotu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Jedną z możliwości upublicznienia jest połączenie LaserTec S.A. z publiczną spółką akcyjną w ramach realizacji transakcji odwrotnego połączenia. JR HOLDING ASI S.A. udzieli również tej spółce finansowania przeznaczonego na jej dalszy rozwój. Spółki planują podpisać umowę o współpracy do dnia 31 maja 2021 r. JR HOLDING ASI S.A. podpisał również przedwstępną umowę objęcia 980 akcji zwykłych LaserTec S.A. w nowej emisji za łączną kwotę blisko 3 mln zł. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia perspektywy rozwoju LaserTec S.A. i liczy na osiągnięcie efektów synergii poprzez współpracę z innymi podmiotami z portfela działającymi w branży OZE.

„Zaangażowanie kapitałowe w LaserTec S.A. oraz wspieranie tej spółki w upublicznieniu wpisuje się w naszą strategię rozwoju. Podmiot ten posiada bardzo wysokie kompetencje w zakresie własnych rozwiązań magazynów energii, które są oferowane dla gospodarstw domowych, przemysłu oraz farm fotowoltaicznych. Jestem przekonany, że LaserTec S.A. będzie w mógł kooperować z naszymi spółkami portfelowymi z branży OZE i rozwijać w ten sposób swój biznes. Kolejnym etapem będzie upublicznienie spółki na rynku NewConnect lub rynku regulowanym GPW.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

LaserTec S.A. to jedna z wiodących firm na rynku europejskim w obszarze technologii laserowych dla przemysłu. Spółka specjalizuje się w doborze parametrów procesowych, opracowywaniu technologii, projektowaniu oraz wykonywaniu zrobotyzowanych systemów laserowych. LaserTec S.A. oferuje usługi laserowego: hartowania, napawania, spawania, cięcia 3D oraz spawania hybrydowego. LaserTec S.A. w swojej ofercie posiada własne rozwiązania magazynów energii dla gospodarstw domowych, przemysłu oraz farm fotowoltaicznych. Ponadto Spółka opracowuje i produkuje baterie trakcyjne w technologii litowo-jonowej do pojazdów elektrycznych oraz urządzeń przemysłowych.

Jak poprawić jakość snu? Wygodne łóżko i inne sposoby

Dobry sen to podstawa zadowolenia z życia — nikogo nie trzeba do tego przekonywać. Gdy budzimy się wyspani, mamy zdecydowanie więcej chęci do działania, czujemy się pełni energii i zadowoleni. By zapewnić sobie komfortowy wypoczynek, warto zadbać o to, jak śpimy — i na czym śpimy.

 Jak poprawić jakość snu? Podstawowe zasady

Na jakość naszego snu wpływa nie tylko rodzaj łóżka, wyposażenie sypialni i jakość materaca — ale również nasze nawyki i przyzwyczajenia. Dbając o odpowiednią higienę snu, gwarantujemy sobie wyższą jakość wypoczynku, redukcję stresu i łatwiejsze zasypianie. Na co warto zwrócić uwagę?

  • Łóżko to miejsce wypoczynku — i najlepiej byłoby, by nasz mózg z tym właśnie je kojarzył. Jeśli w łóżku pracujemy, oglądamy filmy i jemy posiłki, przestajemy podświadomie utożsamiać je z miejscem służącym spaniu. Skutek? Problemy z zasypianiem.
  • Jedzenie przed snem — ciężkostrawne posiłki, spożyte tuż przed spaniem, przyczynią się do tego, że obudzimy się w kiepskiej formie.
  • Komputer i telefon — światło płynące z ich ekranów pobudza nas i nie wpływa dobrze na jakość snu. Warto zrezygnować z korzystania z tych urządzeń na godzinę przed spaniem, a w zamian za to zdecydować się na książkę.
  • Kofeina przed snem — to zdecydowanie zły pomysł! Pobudzi nas i sprawi, że zaśnięcie stanie się problematyczne.
  • Odpowiednia temperatura powietrza — nasz organizm nie lubi spania w zbyt gorących pomieszczeniach, te zbyt zimne będą z kolei dość niekomfortowe. Optymalna temperatura w sypialni mieści się w zakresie 18-22 stopnie Celsjusza.    

Wiele innych, przydatnych wskazówek na temat jakości snu ma na swojej stronie internetowej SENPO – producent łóżek.

Jak się wysypiać — wybór odpowiedniego materaca

Łóżko zapewniające komfort to podstawa. Jakie wybrać, by nocny wypoczynek przynosi nam najwięcej korzyści? Warto przede wszystkim przyjrzeć się jakości materaca.

Dobrze dobrany materac zapewnia naszemu ciału odpowiednie podparcie podczas snu. Chroni przed bólem kręgosłupa i sztywnością karku, gwarantuje wygodę i efektywną regenerację organizmu. Odpowiedni materac, wbrew pozorom, nie powinien być zbyt miękki — wtedy nie będzie zapewniał odpowiedniego podparcia kręgosłupa. Zbyt twardy materac to z kolei prosta droga do odczuwania sztywności mięśni, ucisku i bólu. Jak dobrać odpowiedni dla siebie? W prosty sposób: położyć się na nim. Warto, podczas kupowania, poleżeć kilka minut na wybranym materacu: jeśli odczujemy jakikolwiek dyskomfort, to jasny znak, że dany model nie sprawdzi się w naszym przypadku.

W przypadku materaca ważna jest nie tylko jego twardość, ale również rodzaj materiałów, z których został wykonany. Najlepiej sprawdzą się naturalne składniki: zapewniają odpowiednią cyrkulację powietrza, umożliwiają skórze oddychanie i nie powodują nadmiernego pocenia. Materace z naturalnym wypełnieniem doskonale regulują ciepłotę ciała: nie sprawią, że podczas snu będzie nam się robiło zbyt gorąco.

Zanim odwiedzimy sklep z łóżkami, powinniśmy przemyśleć to, jaka wielkość łóżka będzie nam potrzebna. Zależy to od naszego wzrostu — idealne łóżko powinno być o około 15 cm dłuższe. Znaczenie ma też budowa ciała: jeśli na łóżku będą spały dwie osoby, obie muszą być wzięte pod uwagę. Na szerszym łóżku parom śpi się wygodniej: partner, który z braku odpowiednio  dużej przestrzeni dla siebie zakłóca drugiej osobie sen, to powszechny problem.

Sypialnia, w której dobrze się śpi: o co warto zadbać?

 Na jakość snu wpływa w dużym stopniu to, w jaki sposób urządzimy sypialnię:

  • Otoczenie sprzyjające wyciszeniu — przytulne, bez jaskrawych kolorów
  • Styl wykończenia — pasujący do naszych upodobań estetycznych
  • Odpowiednie oświetlenie — łagodne, rozproszone światło lampki nocnej sprzyja relaksowi
  • Zasłony lub rolety — by w pomieszczeniu w nocy mogła panować całkowita ciemność

Sen zajmuje nam codziennie kilka, a nawet kilkanaście godzin. Jego jakość wpływa na całe nasze życie: może zmieniać nasz nastrój, efektywność w pracy i motywację do działania. Chcąc cieszyć się doskonałym nocnym wypoczynkiem, warto zadbać o dobre łóżko: szeroki ich wybór oferuje polski producent SENPO.  

Breloczki na zamówienie — doskonały sposób na reklamę

Większość obecnych na rynku firm regularnie wręcza swoim klientom i współpracownikom różnorodne gadżety reklamowe. Drobne, przydatne upominki, które znajdują zastosowanie w codziennym życiu, a także stale przypominają o naszej firmie — to świetny sposób na reklamę. Jednym z chętniej wybieranych gadżetów są breloki: dlaczego warto zwrócić na nie uwagę?

Dlaczego reklamowe gadżety są skuteczne?

Drobne gadżety — takie jak breloczki na zamówienie — kosztują niewiele i są stosunkowo łatwo dostępne. Korzyści, jakie mogą wynikać z ich zastosowania w strategii marketingowej, są jednak bardzo duże. Dlaczego?

Wszystko opiera się o kwestie psychologiczne. Gdy coś dostajemy — kojarzymy osobę, firmę lub organizację, która nas obdarowała, pozytywnie. Nawet wtedy, gdy prezent jest niewielkim drobiazgiem. Dodatkowo, pojawia się u nas wtedy chęć odwdzięczenia się — co przekonuje do skorzystania z usług danej firmy lub kupna jej produktów.

Breloki reklamowe dla firm regularnie przypominają klientom o istnieniu przedsiębiorstwa: korzystając z breloka, codziennie patrzymy na logo lub reklamę, co podświadomie będzie zachęcało nas do wyboru tej właśnie firmy.

Breloki reklamowe — dlaczego warto?

Breloki reklamujące firmę doskonale sprawdzają się w swej roli. Dlaczego tak jest? Te niepozorne przedmioty powodują bowiem, że:

  • Klient zauważa, że firma o niego dba — widzi, że ktoś o nim pomyślał i włożył wysiłek, czas i pieniądze w przygotowanie takich upominków
  • Firma pokazuje, że klienci są ważni — buduje swój wizerunek jako przedsiębiorstwo, dla którego zarabianie pieniędzy nie jest jedynym priorytetem
  • Firma nawiązuje kontakt z klientem — skraca dystans pomiędzy pracownikiem, a osobą korzystającą z usług przedsiębiorstwa
  • Klienci lepiej zapamiętują fakt korzystania z usług właśnie tej firmy — w ich pamięci zapisuje się moment otrzymania upominku, a za każdym razem, gdy patrzą na breloczek, przypominają sobie o firmie po raz kolejny.

Czym charakteryzują się dobre breloki na zamówienie?

Dobrze wykonane breloczki reklamowe to gadżety, w które zdecydowanie warto zainwestować. Aby faktycznie zwracały one uwagę klienta, muszą jednak wyróżniać się na tle konkurencji, zwracać na siebie uwagę i przyciągać wzrok oryginalnością.

Najlepsze breloki reklamowe to te, które są unikatowe — mogą, na przykład, posiadać nietypowy kształt, wyjątkowe kombinacje barw lub pełnić dodatkowe funkcje. Ogromną popularnością cieszą się breloczki z funkcją latarki lub otwieracza do piwa: taki drobiazg może okazać się bardzo przydatny w codziennych sytuacjach! Klienci z pewnością docenią firmę, która podarowała im coś tak przydatnego.

Dobrym sposobem na reklamę może być również brelok z nadrukiem — dobrze zaprojektowanym, przemyślanym i pasującym do kształtu breloka i profilu działalności firmy. Ważne jest, by widoczne było na nim logo przedsiębiorstwa — by klient nie zapomniał, skąd pochodzi jego breloczek.

Na co warto zwrócić uwagę, wybierając breloki reklamowe?

Decydując się na zakup breloczków na zamówienie, mamy do wyboru ogromną ilość możliwości. Różnorodność dostępnych breloków może sprawiać, że podjęcie decyzji stanie się dość trudne. O czym warto pamiętać?

  • Przemyślany pomysł — warto zastanowić się wcześniej, jaki projekt nam odpowiada, i przeglądając oferty, mieć już w głowie pewną koncepcję — przynajmniej w zarysie.
  • Kształt breloka — jest nie tylko kwestią estetyczną, ale również praktyczną. Warto mieć na uwadze fakt, że trójwymiarowe, skomplikowane kształty produkuje się dłużej, a ich cena może być wyższa.
  • Kolor — może przyciągać uwagę jaskrawością lub być stonowany: zależnie od tego, jaki efekt chcemy osiągnąć.
  • Technika wykonania — aby brelok wyglądał dobrze, musi być odpowiednio dobrana — w zależności od naszego projektu.

Breloki reklamowe to świetny i prosty sposób na promocję firmy. Taka reklama może przynieść wiele korzyści i sprawić, że klienci zapamiętają nasze usługi na długo. Decydując się na ich zakup, warto skorzystać z usług profesjonalistów, którzy pomogą nam w stworzeniu idealnego projektu.

Jaka jest przyszłość polskiej szkoły i nauczania zdalnego?

Polski Instytut Ekonomiczny przygotował rekomendacje dla oświaty dotyczące najbliższej przyszłości nauczania w Polsce. To, w jaki sposób powinno się ją planować, zależy jednak najbardziej od rozwoju epidemii koronawirusa. Dlatego rekomendacje zakładają trzy scenariusze, według których powinna przebiegać dalsza praca polskich szkół. Pierwszy z nich dotyczy sytuacji, w których warunki pandemiczne zaostrzą się i uczniowie będą zmuszeni do pozostania w domach na dłuższy czas. Drugi zakłada, że zwiększone zachorowania będą nadchodzić w falach, co umożliwi naukę hybrydową. Trzeci daje nadzieję na powrót do sal szkolnych na stałe – nie zapominając jednak o potrzebie rozwijania systemu cyfrowej nauki.

– Jeżeli spełni się pierwszy scenariusz – pandemia się przedłuży i ograniczenia szkolne będą trwały dłużej – należy przygotować warunki do nauczania zdalnego. Musimy wyposażyć szkoły i nauczycieli w odpowiedni sprzęt, a także zapewnić do niego dostęp wszystkim uczniom – powiedział serwisowi eNewsroom Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w PIE. – Takich działań wymagać będzie również nauczanie hybrydowe. Jeżeli sytuacja pandemiczna pozwoli na to, by uczyć okresowo zdalnie, a okresowo w murach szkolnych – będzie wymagało to integracji dwóch trybów nauki. W przypadku realizacji tego scenariusza trzeba tak przygotować program, żeby treści, które łatwiej jest przekazać uczniom zdalnie, były do tego dostosowane. Tylko takie, które wymagają spotkania “na żywo”, powinny być nauczane w klasach. Trzeci scenariusz również nie oznacza, że będziemy mogli zapomnieć o nauczaniu zdalnym. Jeśli nauka będzie mogła wrócić do sal szkolnych, należy część doświadczeń pandemicznych zachować i wykorzystać je w przyszłości. Umiejętności, których brakuje uczniom do pracy zdalnej, z pewnością będą im potrzebne w przyszłości do pracy i  funkcjonowania w społeczeństwie. Dlatego trzeba te doświadczenia zachować, opisać i wykorzystać w przyszłości – wskazuje Święcicki.

Patriotyzm konsumencki Polaków może być kołem ratunkowym dla gospodarki. Ponad połowa jest skłonna zapłacić więcej za krajowe produkty

Pandemia sprawiła, że co piąty Polak częściej niż dotychczas decydował się na zakup żywności wyprodukowanej w kraju – wynika z badań ARC Rynek i Opinia. Deloitte wskazuje natomiast, że 53 proc. z nas w czasie pandemii jest gotowych zapłacić więcej za produkty lokalne, nawet jeżeli w ofercie sklepu były też tańsze, zagraniczne alternatywy. Krajowi konsumenci w coraz większym stopniu zwracają uwagę na to, czy kupując dany produkt, wspierają rodzimą gospodarkę. To może stanowić dla niej ważny impuls w walce z obecnym kryzysem gospodarczym. Nie zawsze konsumenci wiedzą jednak, które marki są rzeczywiście oparte na polskim kapitale, a które należą do zagranicznych koncernów.

– Polacy wskazują, że pochodzenie produktu bywa dla nich również ważne, podobnie jak jego cena, jakość i funkcjonalność. Natomiast wyniki badań, pokazujące, jak często Polacy uwzględniają czynnik polskości w swoich wyborach konsumenckich, są bardzo zróżnicowane i wahają się od 5 do 50 proc. Zresztą dzisiaj za sprawą globalizacji i internacjonalizacji gospodarki nie zawsze łatwo jest odróżnić produkt polski od zagranicznego. Dlatego patriotyzm konsumencki często polega dziś na preferowaniu konkretnych przedsiębiorstw, marek narodowych i regionalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. Daniel Puciato, profesor Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Cena i jakość wciąż pozostają dla Polaków kluczowym kryterium podczas codziennych zakupów, ale z roku na rok coraz więcej konsumentów zwraca też uwagę na pochodzenie produktów, które wkładają do koszyka. Jak pokazało grudniowe badanie ARC Rynek i Opinia dla SGH, 59 proc. z nas chętniej wybiera produkty krajowe niż pochodzące z importu. To podobny odsetek jak w Czechach czy w Niemczech, gdzie patriotyzm konsumencki zadeklarowało odpowiednio 58 i 57 proc. badanych. Z kolei znacznie większy odsetek charakteryzuje Włochów. Prawie trzy czwarte badanych woli produkty krajowe niż importowane.

– Najwyższy poziom patriotyzmu gospodarczego panuje w krajach najwyżej rozwiniętych gospodarczo. Dla przeciętnego Niemca, Francuza, Japończyka czy mieszkańca Skandynawii jest rzeczą oczywistą, że należy kupować produkty krajowe. Konsumentów wspiera w tym również polityka gospodarcza realizowana w tych krajach i różne narzędzia ukierunkowane na rozwój patriotyzmu gospodarczego. To np. tworzenie instytucji, które mają wspierać krajowe przedsiębiorstwa, czy warunki przetargów publicznych, które preferują firmy krajowe, głównie lokalne. Jednak przede wszystkim jest to edukacja konsumencka, która w tych krajach zaczyna się już od przedszkola – wskazuje dr hab. Daniel Puciato.

Badania pokazują, że patriotyzm konsumencki wśród Polaków wzmocniła pandemia COVID-19. W badaniu ARC Rynek i Opinia dla SGGW 39 proc. przyznało, że w obliczu rozprzestrzeniania się koronawirusa zwiększyło zakupy żywności, a co piąty Polak częściej niż dotychczas decydował się na zakup żywności wyprodukowanej w Polsce. Z kolei według lipcowego raportu Open Research („Patriotyzm konsumencki Polaków 2020”) pochodzeniem kupowanych produktów interesowało się aż 91 proc. polskich konsumentów, a 96 proc. zaczęło częściej sprawdzać, skąd pochodzi produkt, który wkładają do koszyka. Ten czynnik ma duże znaczenie zwłaszcza w kategorii spożywczej i w grupie młodszych konsumentów, w wieku 20–30 lat.

Deloitte zwraca z kolei uwagę, że w czasie pandemii ponad połowa (53 proc.) Polaków była gotowa kupić produkty lokalne, nawet jeżeli w ofercie sklepu znalazły się tańsze, lecz zagraniczne alternatywy. Według analityków ten trend będzie nabierać znaczenia, a konsumenci będą zwracać coraz większą uwagę na to, aby ścieżka, którą przebył produkt, zanim trafił na sklepową półkę, była jak najkrótsza („Global State of the Consumer Tracker”).

– Patriotyzm gospodarczy ma bardzo ważny wpływ na rozwój gospodarki. W przypadku zakupu dóbr importowanych znaczna część środków finansowych wycieka za granicę w postaci zysków, podatków czy opłat licencyjnych. W kraju zostaje tylko część, np. pensje dla pracowników, którzy sprzedają produkty, albo takie podatki, których nie można uniknąć. Natomiast w przypadku zakupu dóbr krajowych całość środków zostaje w polskiej gospodarce i napędza jej rozwój. Przedsiębiorcy mogą dzięki temu zwiększać zatrudnienie, podnosić płace i inwestować w swoje firmy, co sprawia, że stają się bardziej konkurencyjne na międzynarodowych rynkach – podkreśla profesor wrocławskiej WSB.

Z analiz firmy doradczo-audytorskiej Grant Thornton wynika, że w przypadku produktów i usług spełniających dwa kryteria „polskości” – czyli wytwarzanych w kraju i przez firmy z rodzimym kapitałem – w Polsce pozostaje aż 79 gr na każdy wydany 1 zł. Natomiast dla produktów w pełni zagranicznych (wytwarzanych za granicą, przez firmę zagraniczną) z 1 zł pozostaje w Polsce tylko 25 gr.

Polacy nie zawsze jednak wiedzą, które marki są rzeczywiście oparte na polskim kapitale, a które należą do zagranicznych koncernów. Eksperci przypominają również, że kod kreskowy, którego pierwsze trzy cyfry tworzą liczbę 590, niekoniecznie musi oznaczać, że towar został wyprodukowany w Polsce. Ten prefiks oznacza tylko to, że firma została zarejestrowana w naszym kraju.

– Trzeba też wyraźnie odróżnić kosmopolityzm i nacjonalizm od patriotyzmu gospodarczego. Kosmopolitą gospodarczym jest osoba, która – wychodząc z błędnego założenia, że kapitał nie ma narodowości – preferuje z zasady dobra i usługi zagraniczne albo nie zwraca uwagi na ich pochodzenie. Nacjonalista gospodarczy będzie z kolei wybierał produkt tylko dlatego, że jest polski, nie zwracając uwagi na jego jakość czy cenę. W ten sposób będzie przyczyniał się również do poprawy sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw nieefektywnych, które nie generują wartości dodanej i nie przyczyniają się do rozwoju gospodarki narodowej. Natomiast patriota gospodarczy to taka osoba, która preferuje krajowe dobra czy usługi, ale tylko wówczas, gdy są one konkurencyjne w stosunku do produktów zagranicznych – zauważa dr hab. Daniel Puciato.

Jak podkreśla, dla wielu Polaków patriotyzm gospodarczy oznacza nie tylko nabywanie polskich produktów, lecz także płacenie podatków w Polsce, zakładanie własnych firm czy wsparcie biznesu dla instytucji kultury, sportu i edukacji oraz współpracę krajowych przedsiębiorstw na rzecz wzrostu konkurencyjności na międzynarodowych rynkach.

– Sektor małych i średnich przedsiębiorstw generuje niemal połowę polskiego PKB i bardzo ważne jest, żeby polskie firmy miały coraz większy udział w globalnym łańcuchu wartości. Zresztą zakładanie własnych firm jest też jednym z aktywnych sposobów walki z bezrobociem, co jest szczególnie ważne w sytuacji kryzysowej, jaką mamy obecnie. Patriotyzm gospodarczy – a więc wzrost popytu na krajowe produkty – też może być jedną ze skutecznych dróg wychodzenia z tego kryzysu – stwierdza profesor Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.