Ambasady Francji, Stanów Zjednoczonych, Norwegii i Australii wspierają zrównoważony rozwój w Polsce

Podczas obchodów Dnia Organizacji Narodów Zjednoczonych (UN Day) przedstawiciele ambasad Francji, Stanów Zjednoczonych, Norwegii i Australii odebrali certyfikaty Partnerstwa SDGs „Razem dla środowiska” na znak ich zaangażowania w realizowanie Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ w Polsce. Ambasady współpracują z Centrum UNEP/GRID-Warszawa przy realizacji ekologicznych projektów.

Ochrona środowiska wymaga wspólnego wysiłku przedstawicieli wszystkich narodów świata. Tym bardziej czujemy się wyróżnieni zaangażowaniem i uwagą, z jakimi do naszych działań podeszli ambasadorzy Francji, Stanów Zjednoczonych, Norwegii i Australii, którzy swoje poparcie wyrazili poprzez podpisanie oficjalnych listów. Są one podstawą naszej dalszej wielopłaszczyznowej współpracy – mówi Maria Andrzejewska, Dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Podczas uroczystości 25 października 2018 r. certyfikaty Partnerstwa SDGs „Razem dla środowiska” odebrali Ambasador Norwegii Olav Myklebust, Ambasador Australii Paul Wojciechowski, Adam Kapella reprezentujący Ambasadora Francji oraz Alison Behling reprezentująca Ambasador Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Ambasady realizują wspólnie z Centrum UNEP/GRID-Warszawa różnorodne działania ekologiczne, m.in. projekt ECO-MIASTO promujący zrównoważony rozwój polskich miast oraz Program GLOBE – Międzynarodowy Program Edukacyjny w Polsce.

Na zdjęciu (od lewej): Alison Behling reprezentująca Ambasador Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Adam Kapella reprezentujący Ambasadora Francji, Dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa Maria Andrzejewska, Ambasador Norwegii Olav Myklebust i Ambasador Australii Paul Wojciechowski  fot. UNEP/GRID-Warszawa
Na zdjęciu (od lewej): Alison Behling reprezentująca Ambasador Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Adam Kapella reprezentujący Ambasadora Francji, Dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa Maria Andrzejewska, Ambasador Norwegii Olav Myklebust i Ambasador Australii Paul Wojciechowski fot. UNEP/GRID-Warszawa

Partnerstwo SDGs „Razem dla środowiska” jest odpowiedzią na potrzebę budowy w Polsce przyjaznego klimatu oraz możliwie najlepszych warunków dla realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju, a szczególnie tych, które odnoszą się do kwestii środowiskowych. Oprócz ambasadorów wspiera je prawie czterdziestu partnerów instytucjonalnych oraz wielu partnerów indywidualnych.

LOT: 8 dzień strajku, już 76 odwołanych rejsów

Strajk w PLL LOT trwa już 8 dni. Przedstawiciel biura prasowego przewoźnika poinformował w piątek rano, że do tej pory odwołane zostały 74 rejsy na ponad 2 700 zaplanowanych. Po południu pojawiła się informacja o kolejnych dwóch odwołanych połączeniach dalekodystansowych: do Toronto i Tokio. Według szacunków Skycop odszkodowania dla poszkodowanych podróżnych mogą pochłonąć już ponad 6,5 mln zł. Konflikt w PLL LOT się pogłębia. Zarząd nie chce przywrócić do pracy zwolnionych pracowników, a strajkujący nie zamierzają ustąpić. Nie widać też szans na szybkie zakończenie konfliktu, co wzmacniają doniesienia, że 67 zwolnionych pracowników otrzymało propozycje pracy od konkurencyjnych firm.

LOT na bieżąco informuje swoich pasażerów o zmianach w rozkładzie, przebukowuje bilety na alternatywne rejsy własne lub innych linii lotniczych, aby pasażerowie mogli, jak najszybciej dostać się do swojego miejsca docelowego. Przewoźnik wyleasingował też kilka samolotów wraz z załogami, aby protest załóg w jak najmniejszym stopniu dotykał pasażerów.

Pomimo wysiłków podejmowanych przez przewoźnika, zaskoczyły nas informacje o zwolnieniu strajkujących pracowników. To nie są standardy godne spółki należącej do Skarbu Państwa. Wiemy już o 76 odwołanych lotach, a także o licznych opóźnieniach. Jeśli posłużymy się danymi przekazanymi przez służby informacyjne LOT, to można przyjąć, że na jeden rejs przypada średnio około 82 pasażerów[1]. To oznacza, że odwołania lotów mogły dotknąć już ponad 6 tys. osób. Zakładając tylko najniższą stawkę odszkodowania wynikającą z przepisów unijnych, czyli 250 euro, protest może kosztować LOT już ponad 6,5 mln zł, a do tego dochodzą inne koszty, np. za wynajem dodatkowych samolotów. – wyjaśnia Marius Stonkus, prezes Skycop.

Strajk a walka o odszkodowanie

Unijne rozporządzenie 261/2004, którego celem jest ochrona pasażerów, przewiduje odszkodowania w wysokości od 250 do 600 euro za opóźnione i odwołane loty. Przepisy nie dotyczą wprost strajków personelu linii lotniczych. W kwietniu Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał jednak odpowiedzialność linii lotniczych za zakłócenia lotów wynikające z nieplanowanych strajków pracowników. Od tej pory każdy strajk może być rozpatrywany jako podstawa do wypłaty odszkodowania.

– Zachęcamy podróżnych, by walczyli o swoje prawa i występowali o odszkodowania za opóźnione o co najmniej 3 godziny i odwołane loty. Napięta sytuacja pomiędzy związkami zawodowymi i zarządem trwała w PLL LOT od wielu miesięcy. Przewoźnik miał szansę aby w trosce o dobro pasażerów odpowiednio przygotować się do protestu lub zapobiec mu, więc trudno tu mówić o nadzwyczajnych okolicznościach, które zwalniałyby z odpowiedzialności za zakłócenia dotykajace pasażerów – mówi Marius Stonkus.

[1] Siódmego dnia strajku biuro prasowe przewoźnika podawało informacje o zrealizowaniu 2 222 rejsów i przewiezieniu 183 tys. pasażerów, co daje średnio 82 pasażerów na lot.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Przyszły tydzień może przynieść karuzelę nastrojów, biorąc pod uwagę kruchość sentymentu na rynku akcji, podwyższoną zmienność na koniec miesiąca, a do tego publikacje istotnych danych. Wskaźniki inflacji oraz aktywności biznesu udzielą wskazówek o sile globalnego ożywienia. Uwagę przyciągną decyzje Banku Japonii i Banku Anglii, a raport z rynku pracy USA będzie głównym wydarzeniem tygodnia. Wszytko to w politycznym szumie związanym ze sporem nad włoskim budżetem, Brexitem i wyborami do Kongresu USA.

Przyszły tydzień: PCE Core, indeks zaufania konsumentów, ISM, NFP z USA, HICP/PKB z Eurolandu, BoE, PMI/CPI z Polski, BoJ, PMI z Chin, CPI z Australii, rynek pracy z Kanady

USA

Obfity kalendarz z USA zawiera PCE Core (pon), indeks nastrojów konsumentów (wt), ISM (czw) i NFP (pt). PCE jest preferowaną przez Fed miarą inflacji, nastroje konsumentów będą ważnym barometrem w obliczu zapaści rynku akcji, a ISM rzuci więcej światła na stanowisko firm w obliczu wojny celnej z Chinami. W raporcie z rynku pracy dynamika zatrudnienia powinna wrócić bliżej 200 tys. i otrząsnąć się z wpływu czynników jednorazowych (134 tys. we wrześniu). Płace będą gwiazdą raportu, a prognoza 0,3 proc. m/m ustawia wysoko poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń. Przyszły tydzień będzie ostatnim przed wyborami do Kongresu USA (6 listopada), więc można spodziewać się, że polityka przyćmi dane, a zmienność USD będzie bardziej chaotyczna.

EBC

Po ostatnim posiedzeniu EBC wiemy, że bank pokłada nadzieje w przyspieszeniu inflacji w oparciu o silne płace. W październiku inflacja HICP (śr) może pokazać siłę na bazie wzrostu cen energii, ale efekty bazy powinny też pomóc podbić inflację bazową do 1,1 proc. Wstępny szacunek PKB (wt) raczej spowolni z 2,1 proc. r/r w II kw., biorąc pod uwagę rozczarowanie w wynikach przemysłu. Mieszany przekaz danych zostawi EUR na pastwie wieści dotyczących sporu o włoski budżet, gdzie o szybki finał będzie bardzo trudno.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii, jeśli na chwilę uda się oderwać od tematu Brexitu, uwagę przyciągną prezentacja budżetu (pon), PMI dla przemysłu (czw) i decyzja Banku Anglii (czw). Ostatnie dane fiskalne sugerują malejący deficyt, co powinno skutkować w niższych potrzebach pożyczkowych w następnym okresie – pozytywny sygnał. Aktywność w przemyśle pozostaje niezmienna od miesięcy i wahania PMI wokół 53 pkt powinny być odebrane neutralnie. Bank Anglii nie ma potrzeby sugerować zmiany nastawienia, gdyż ręce decydentów są związane w obliczu ryzyka, jakie niesie ze sobą niedogadany Brexit. Poza tym na rynku nie ma powodu, by kochać funta.

Polska

W Polsce zakładamy wzrost inflacji (śr) w październiku o 0,4 proc. m/m na wyższych cenach energii, ale efekty bazy obniżą wskaźnik roczny do 1,8 proc. r/r (z 1,9 proc.). Szacujemy obniżenie indeksu PMI dla przemysłu (pt) do 49,9, co byłoby silnym sygnałem mijania szczytu cyklu koniunkturalnego. Utrata przez złotego pozytywnego zaplecza danych makro może być bolesnym ciosem w obliczu wzrostu rynkowej awersji do ryzyka, pchając EUR/PLN w kierunku 4,35.

Japonia

Nie oczekujemy niespodzianek po posiedzeniu Banku Japonii (wt-śr). W obliczu zawirowań rynkowych i niepewności o wpływ wojen handlowych jest mało realne, aby BoJ decydował się na dyskusję o zmianie nastawienia. Przy wyhamowaniu wzrostów rentowności obligacji skarbowych USA i stabilizacji USD/JPY nie ma potrzeby modyfikować polityki wobec rentowności japońskich 10-latek (ostatnio dopuszczono do zwiększenia fluktuacji do 0,2 proc.). Jak na razie USD/JPY względnie opiera się korelacji z dołującym rynkiem akcji, ale presja wzrasta.

Chiny

Przy skupieniu uwagi wokół kondycji chińskiej gospodarki, odczyty październikowych indeksów PMI z Państwa Środka (śr, czw) mogą być silnym determinantem rynkowych nastrojów. Największym ryzykiem jest osunięcie Caixin PMI dla przemysłu poniżej bariery 50 pkt, która rozdziela ożywienie od recesji w sektorze. Przy wzmacniającym się wpływie ceł importowych nie jest to wykluczone.

Australia

W Australii na pierwszym planie będzie odczyt CPI za III kw. (śr). W ujęciu rocznym inflacja ma osłabić się poniżej 2 proc., przypominając, że daleko jesteśmy momentu, kiedy RBA zmieni swoje nastawienie na jastrzębie. W efekcie globalne czynniki będą miały największy wpływ na AUD i przy problemach Chin dolar australijski jest łatwym celem. W Nowej Zelandii do wyrwania NZD spod presji awersji do ryzyka przydałoby się pozytywne zaskoczenie w odczycie indeksu zaufania biznesu (śr). W obecnym klimacie jednak jakikolwiek rajd kiwi szybko spotka się z reaktywacją podaży.

Kanada

Z Kanady nadejdą dane o PKB (śr) i z rynku pracy (pt). Główna uwaga będzie na dynamice wynagrodzeń, gdyż to ostatni element układanki, którego Bank Kanady potrzebuje, by spodziewać się szybszego wzrostu inflacji i w rezultacie przyspieszyć z zacieśnianiem monetarnym. Wysoki odczyt wzmocni rynkowe spekulacje o możliwej podwyżce jeszcze w tym roku (grudzień), co dałoby istotne wsparcie dla CAD. Do tego czasu jednak kanadyjki dolar będzie miał kłopoty z utrzymaniem wartości w obliczu pogorszenia sentymentu globalnego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W trzecim kwartale br. czynsze za powierzchnie biurowe i logistyczne w Europie wzrosły o 0,7%

  • Raport „DNA of Real Estate” przedstawia analizę sektora nieruchomości biurowych, handlowych i logistycznych w Europie
  • Czynsze w budynkach biurowych w Europie rosną ósmy kwartał z rzędu
  • W ujęciu rocznym czynsze najbardziej wzrosły w sektorze nieruchomości biurowych – o 2,5%
  • Czynsze w obiektach logistycznych rosną najszybciej od 2008 roku przy jednocześnie największej kompresji stóp kapitalizacji

Z najnowszego raportu „DNA of Real Estate”, opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że czynsze za wynajem powierzchni biurowych w Europie rosną nieprzerwanie od ośmiu kwartałów, przy czym w trzecim kwartale 2018 roku wzrosły o 0,7%.

W ujęciu rocznym stawki czynszowe w Europie wzrosły najbardziej w sektorze nieruchomości biurowych, bo aż o 2,5%. Z kolei na rynku nieruchomości logistycznych wzrost czynszów wyniósł 1,8% w skali roku oraz 1,9% w minionym kwartale – jest to najszybsze tempo wzrostu od 2008 roku.

Czynsze za wynajem powierzchni handlowych znacząco wzrosły od czasu ostatniego kryzysu finansowego i są obecnie o ponad 30% wyższe niż w 2008 roku, do czego w największym stopniu przyczyniły się trendy wzrostowe w Europie Zachodniej. Jednak w trzecim kwartale bieżącego roku stawki czynszowe w tym segmencie rynku obniżyły się o 0,4%, a w ujęciu rocznym o 0,5%.

Nigel Almond, dyrektor działu badań rynków kapitałowych w firmie Cushman & Wakefield
Nigel Almond, dyrektor działu badań rynków kapitałowych w firmie Cushman & Wakefield

Nigel Almond, dyrektor zespołu ds. analiz danych w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Największe rynki w Europie, czyli Francja, Niemcy, kraje nordyckie i Beneluksu oraz Wielka Brytania, w dużym stopniu odrobiły straty od czasu ostatniego kryzysu finansowego, a czynsze powróciły do poziomów sprzed kryzysu lub je przekroczyły. Rynki semi-core, w tym Irlandia, Włochy, Portugalia, Europa Środkowo-Wschodnia i Hiszpania, bardziej odczuły następstwa kryzysu, ale czynsze przy głównych ulicach handlowych w tych krajach generalnie wzrosły, co świadczy o utrzymującym się popycie na najbardziej atrakcyjne lokale w największych miastach europejskich”.

„We wszystkich kategoriach aktywów na głównych rynkach nieruchomości Europy Środkowo-Wschodniej obserwujemy takie same trendy jak na całym kontynencie. W Polsce rosną czynsze za wynajem powierzchni biurowych i logistycznych, a Praga odnotowuje najszybsze w Europie tempo wzrostu kosztów najmu lokali przy głównych ulicach handlowych. Przewidujemy, że w Europie Środkowo-Wschodniej kompresja stóp kapitalizacji będzie się pogłębiać we wszystkich sektorach nieruchomościdodał Soren Rodian Olsen, Partner, dyrektor działu rynków kapitałowych, Cushman & Wakefield.

Nieruchomości biurowe

Czynsze za wynajem powierzchni biurowych w Europie wzrosły w ujęciu rocznym o ponad 2% piąty kwartał z rzędu, ale są nadal niższe o 1,4% w porównaniu z poziomem zarejestrowanym w trzecim kwartale 2008 roku, czyli przed kryzysem.

Wzrosty odnotowano na 12 spośród 47 monitorowanych rynków, przy czym przede wszystkim w Niemczech (4,1% w Monachium, 1,9% w Hamburgu i 1,6% w Berlinie). Ze względu na silny popyt i ograniczoną dostępność powierzchni biurowej czynsze wzrosły także na rynkach regionalnych w Wielkiej Brytanii (o 6,2% w Bristolu, 4,5% w Edynburgu i 2,1% w Newcastle). Największy wzrost miał miejsce w Sofii, gdzie czynsze wzrosły o 7,1% w ciągu kwartału i o ponad 11% w ujęciu rocznym w wyniku dużej aktywności najemców.

Stopy kapitalizacji dla nieruchomości biurowych w Europie obniżyły się o 1 pb do 4,41%, a ich kompresja na siedmiu z 47 monitorowanych rynków wyniosła od 10 do 25 pb. W Monachium zmniejszyły się o 10 pb do 2,7% – najniższego poziomu w Europie. Stopy kapitalizacji spadły na czterech z pięciu rynków biurowych w Niemczech, przy czym najbardziej we Frankfurcie, bo aż o 25 pb, co świadczy o dużym zainteresowaniu inwestorów i dobrej kondycji rynku. O tyle samo obniżyły się stopy kapitalizacji w Budapeszcie i Lizbonie.

Nieruchomości logistyczne

Sektor nieruchomości logistycznych nadal odnotowuje dobre wyniki zarówno pod względem aktywności najemców, jak i inwestorów, o czym świadczy największy kwartalny wzrost czynszów (na równi z sektorem biurowym) oraz najgłębsza kompresja stóp kapitalizacji, które w przypadku najlepszych obiektów logistycznych w Europie obniżyły się o 5 pb w ciągu kwartału oraz o 41 pb w ujęciu rocznym i wynoszą obecnie 5,9%.

Do wzrostu czynszów w Europie o 0,7% przyczyniły się przede wszystkim rynki regionalne w Wielkiej Brytanii, w tym Leeds (8,7%), Cardiff (8,3%) i Bristol (3,6%). Jest to spowodowane przez duży popyt wśród najemców i absorpcję nowej podaży w warunkach ograniczonej dostępności powierzchni logistycznych. Wzrosty odnotowano także w Moskwie (6,6%), Dublinie (4,4%) i Budapeszcie (3,8%).

Stopy kapitalizacji spadły poniżej 6% – w porównaniu z drugim kwartałem 2018 roku były niższe o 5 pb i wynoszą obecnie 5,90%. Kompresję o ponad 20 pb odnotowano w krajach Beneluksu, a w Brukseli i Antwerpii o 40 pb (z 5,90% do 5,50%). Stopy kapitalizacji obniżyły się na 17 spośród 45 rynków logistycznych. W Niemczech wynoszą obecnie 4,45%, co oznacza, że zmniejszyły się o 11 pb w ciągu kwartału i o 65 pb rok do roku. Stopy kapitalizacji na wszystkich monitorowanych rynkach utrzymują się na bardzo zbliżonym do siebie poziomie (od 4,4% do 4,6%).

Główne ulice handlowe

Czynsze za powierzchnie handlowe wzrosły w minionym kwartale tylko na czterech spośród 41 monitorowanych rynków: w Pradze (4,5%), Sztokholmie (3,7%), Londynie (2,3%) i Helsinkach (1,4%). Jednak wskutek dwucyfrowego spadku w Stambule stawki czynszowe w skali całego kontynentu obniżyły się o 0,4%. W porównaniu z dynamicznie rozwijającymi się sektorami nieruchomości biurowych i logistycznych, czynsze na rynku powierzchni handlowych w pięciu największych miastach Niemiec utrzymują się na stabilnym poziomie od 18 miesięcy.

Drugi kwartał z rzędu – po raz pierwszy od pierwszego kwartału 2012 roku – więcej rynków nieruchomości handlowych odnotowało wzrost stóp kapitalizacji niż spadek. Na rynkach regionalnych w Wielkiej Brytanii zarejestrowano wzrost o 25 pb w Cardiff, Manchesterze i Newcastle. Stopy kapitalizacji wzrosły także w Stambule i Zurychu, wskutek czego średnia ważona dla najlepszych nieruchomości handlowych w Europie wyniosła 3,25% (wzrost o 3 pb). Rosną także w Wielkiej Brytanii, gdzie w drugim kwartale 2016 roku spadły do rekordowo niskiego poziomu 3,12%. Na wszystkich pozostałych największych rynkach stopy kapitalizacji są obecnie najniższe od 10 lat.

Nota dla Wydawcy

Dane przedstawione w raporcie dotyczą czynszów i stóp kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości. Dane sumaryczne dla poszczególnych krajów i regionów stanowią średnią ważoną PKB rynków monitorowanych w tych lokalizacjach. Dodatkowe informacje dostępne na żądanie.

Złoty stabilizuje się na niższych poziomach

Złoty pozostaje słaby, jednak w ostatnim czasie nie jest poddawana większym wahaniom. Złoty jest względnie stabilny mimo zmian na głównej parze oraz utrzymujących się globalnych ryzyk. Para EUR/PLN cały czas znajduje się w górnej części wąskiego korytarza, w którym pozostawała od końcówki lipca.

Wczorajszy dzień przyniósł poprawę na globalnych rynkach akcji – zyskiwały indeksy europejskie i amerykańskie. Dziś jednak na rynki akcji ponownie powróciła czerwień: kluczowe azjatyckie indeksy w nocy traciły ok. 0,5%, z kolei europejskie otworzyły się z luką rzędu 1,5%. Amerykańskie futures również nie radzą sobie dobrze, co wzmacnia obawy względem amerykańskiej sesji. Jeżeli niepewność na rynkach będzie się utrzymywać, niewykluczone, że przełoży się docelowo na nieco głębszą przecenę polskiej waluty.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,31-4,32. Mimo względnej stabilizacji w parze ze złotym, wspólna waluta istotnie traciła w relacji do dolara amerykańskiego, zyskiwała z kolei w parze ze słabszym funtem brytyjskim.

Wydźwięk wczorajszej konferencji Europejskiego Banku Centralnego był dość optymistyczny – prezes Draghi stwierdził, że pozostaje przekonany, iż dynamika cen powróci do celu inflacyjnego. Draghi nie przywiązał również zbyt dużej wagi do ostatnich słabszych odczytów z gospodarek strefy euro, sugerując, że są one oznaką jedynie „gorszego momentum”. Nie wyrażał również większych obaw o sytuację Włoch, jednak nie omieszkał skrytykować ostatnich działań kraju, sugerując, że na poprawę sytuacji na włoskim rynku długu może wpłynąć przede wszystkim „obniżenie tonu” włoskiego rządu.

Piątek nie przyniesie żadnych istotnych danych z europejskich gospodarek. W drugiej części dnia warto jednak zwrócić uwagę na przemówienia Mario Draghiego oraz Benoita Couere z EBC. Inwestorzy będą wyczekiwać również zakończenia europejskiej sesji, w godzinach wieczornych decyzję w sprawie ratingu Włoch opublikuje bowiem agencja Standard&Poor’s. Niewykluczone, że S&P zdecyduje się na obniżkę ratingu z poziomu BBB do BBB- (najniższego ratingu inwestycyjnego) lub – co najmniej – na zmianę perspektywy oceny wiarygodności kredytowej kraju ze stabilnej do negatywnej.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,85-4,88. Waluta osłabiała się również w relacji do głównych walut. Szterlingowi wczoraj nie sprzyjało umocnienie dolara amerykańskiego oraz informacje, że negocjacje w sprawie Brexitu zostały wstrzymane ze względu na brak porozumienia w zespole premier May.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,77-3,79. Dolar wczoraj zyskiwał w relacji do słabszych głównych walut.

Wczorajsze dane makroekonomiczne z USA były mieszane: we wrześniu rozczarowały dane o bazowych zamówieniach środków trwałych i bilans handlowy; pozytywnie zaskoczyły odczyty z rynku nieruchomości, względnie neutralne były z kolei cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych.

Piątek przyniesie informacje o realnych wydatkach konsumpcyjnych w III kwartale br. Kluczowymi danymi będą jednak szacunki zanualizowanej dynamiki PKB USA w III kwartale. Zgodnie z oczekiwaniami, wspierana przez amerykańską ekspansywną politykę fiskalną ekspansja gospodarcza wyniosła imponujące 3,3% w ujęciu zanualizowanym.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dynamika PKB USA w III kwartale br.
  • 14:30 – dane o realnych wydatkach konsumpcyjnych i bazowy indeks cen wydatków konsumpcyjnych PCE w USA w III kwartale br.
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów Michigan w USA w październiku
  • 16:00 – przemawia prezes EBC, Mario Draghi
  • 16:15 – przemawia Benoit Coeure z EBC
  • Godziny wieczorne – rewizja ratingu Włoch przez S&P

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Ukraińcy w 2017 roku wydali w Polsce prawie 8 mld zł

Z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2017 roku cudzoziemcy zostawili w Polsce aż 41,5 mld zł, o 6% więcej niż rok wcześniej. Najwięcej wydały osoby przekraczające granicę z Niemcami (16 mld zł) oraz Ukrainą (7,7 mld zł). Ukraińcy pozwalali sobie na wyższe wydatki podczas jednej wizyty – w sklepach i restauracjach zostawiali średnio 751 zł, podczas gdy Niemcy 461 zł. Eksperci Personnel Service wskazują, że otwarcie na ruch przygraniczny i wydłużenie okresu legalnej pracy dla obywateli Ukrainy w Polsce będzie miało pozytywny wpływ na PKB.     

W 2017 roku granicę Polski przekroczyło 171,6 mln cudzoziemców, co stanowi prawie 60% wszystkich przekroczeń granicy. Ich liczba w porównaniu do 2016 roku wzrosła o ok. 4%. Obcokrajowcy zostawiają też w Polsce coraz więcej pieniędzy. Jak wskazał GUS, najwyższe wydatki, biorąc pod uwagę lądową granicę, ponieśli cudzoziemcy przekraczający granicę z Niemcami, a następnie z Ukrainą. Jeżeli jednak spojrzymy na średnie wydatki ponoszone przez przedstawicieli poszczególnych państw podczas jednej wizyty w Polsce – rekordowe kwoty zostawili Ukraińcy.

Krzysztof Inglot - Work Service
Krzysztof Inglot – Work Service

W 2017 roku Ukraińcy przekroczyli polską granicę aż 21 mln razy. To nie powinno dziwić, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę imigracji zarobkowej do naszego kraju. Pamiętajmy jednak, że przyjeżdżają do nas nie tylko pracownicy, ale także odwiedzające ich rodziny czy znajomi – oni także zostawiają w Polsce niemałe pieniądze. Przeciętnie w sklepach wydają  751 zł, czyli o prawie 38 zł więcej, niż rok wcześniej. To sporo, biorąc pod uwagę, że średnie wynagrodzenie na Ukrainie wynosi niewiele więcej, bo ok. 1 tys. zł – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Cudzoziemcy jadą do Polski na zakupy

Obcokrajowcy, którzy przyjechali do Polski w 2017 roku jako główny cel wizyty deklarowali zakupy (66,1% odpowiedzi). W celach służbowych i zawodowych podróżowało 9% wszystkich cudzoziemców.

Największym zainteresowaniem obcokrajowców cieszyły się towary nieżywnościowe, na które wydali łącznie 24,4 mld zł (59% ogółu ich wydatków). Na żywność i napoje bezalkoholowe przeznaczyli 5,1 mld zł (12,3%), a na alkohol i wyroby tytoniowe łącznie 4,2 mld zł (10,0%). W porównaniu z 2016 r. wydatki cudzoziemców były wyższe – na towary nieżywnościowe o 5,8%, na żywność i napoje bezalkoholowe o 11,9%, a na napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe (razem) o 3,1% – podaje Główny Urząd Statystyczny. Co ciekawe, Ukraińcy wyróżniali się dużym udziałem w zakupach materiałów do budowy, remontu i konserwacji mieszkania lub domu oraz odzieży i obuwia.

Wzrost wydatków cudzoziemców, również Ukraińców, w Polsce oczywiście pozytywnie wpływa na naszą gospodarkę. Z punktu widzenia PKB najlepszym rozwiązaniem byłoby pozwolić Ukraińcom pracować i osiedlać się w Polsce na dłużej. Na razie mogą zostawać u nas tylko pół roku. Wydłużenie tego okresu do np. 3 lat dałoby pozytywny efekt nie tylko dla pracodawców, ale również gospodarki. Ukraińcy zaczęliby zarabiać i wydawać w Polsce, a nie tak jak do tej pory, gdzie sporą część wynagrodzenia wysyłają do ojczyzny. Trzy czwarte z nich zarabia w Polsce powyżej 2,5 tys. zł – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Skandynawowie chcą wprowadzić całkowity zakaz sprzedaży aut z silnikami benzynowymi i diesla

Regulacje w zakresie rejestracji aut z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi.

Norwegia jest liderem europejskich rankingów z największą liczbą sprzedaży samochodów elektrycznych.[1] Kraj jako jeden z pierwszych zapowiedział zakaz sprzedaży aut z silnikami benzynowymi i diesla. Celem rządu jest rejestracja od 2025 roku wyłącznie aut z silnikami z zerową emisją spalin. W Danii sektor transportu jest obecnie odpowiedzialny za jedną czwartą emisji dwutlenku węgla. Duński rząd, który będzie dążył do zakazu sprzedaży samochodów napędzanych paliwem do 2030 roku. Jednocześnie premier Lars Løkke Rasmussen wyraził nadzieję, że do 2030 r. będzie w Danii milion samochodów elektrycznych lub hybrydowych.[2]

Podobne działania zapowiedział islandzki rząd ogłaszając nowy plan działania dotyczący środowiska, który zakłada zaprzestanie wykorzystywania wszystkich paliw kopalnych przed rokiem 2050. Od 2030 roku zostanie zakazane rejestrowanie pojazdów z silnikami wysokoprężnymi i benzynowymi. Jedynym wyjątkiem będzie rejestracja aut na oddalonych obszarach kraju, w których trudno byłoby korzystać z pojazdów innych niż pojazdy napędzane benzyną lub olejem napędowym. Dzięki nowym przepisom nastąpi zmniejszenie emisji CO² pochodzącego z islandzkich dróg o połowę w roku 2030.[3]

Zrównoważony rozwój – model nordycki

Jednym z wyznaczników ekologicznych działań państw jest miejsce jakie zajmują w raportach nt. zrównoważonego rozwoju. W trzeciej edycji raportu z 2018 roku opisującego coroczne postępy w osiąganiu zrównoważonego rozwoju przygotowanego przez Bertelsmann Stiftung i Sustainable Development Solutions Network (SDSN) Szwecja, Dania, Finlandia i Norwegia plasują się w pierwszej dziesiątce. Szwecja zajmuje pierwsze miejsce w rankingu, a Dania i Finlandia odpowiednio drugie i trzecie miejsce, zaś Norwegia plasuje się na 6. pozycji)[4]. Jak wynika z Raportu SDG „Globalne obowiązki – realizacja celów” 2018 opisującego coroczne postępy w osiąganiu zrównoważonego rozwoju kraje skandynawskie są obecnie na najlepszej drodze do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju przed rokiem 2030. Warto przypomnieć, że dokument określający cele zrównoważonego rozwoju został przyjęty przez wszystkie 193 państwa członkowskie ONZ Rezolucją Zgromadzenia Ogólnego 25 września 2015 roku w Nowym Jorku. Niemcy i Francja to jedyne kraje grupy G7, które znalazły się w pierwszej dziesiątce rankingu. Stany Zjednoczone zajmują 35. pozycję, podczas gdy Chiny i Rosja zajmują odpowiednio 54. i 63. miejsce.

[1] EV-Volumes

[2] thelocal.dk

[3] icelandmonitor.mbl.is

[4] nordsip.com

III próg podatkowy i likwidacja podatku liniowego w działalności gospodarczej

W dniu 23 października 2018 roku Sejm RP przegłosował rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw (druk nr 2860) oraz rządowy projekt ustawy o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych (druk nr 2848).

Oba projekty były przedmiotem gruntownej krytyki wielu uczestników przeprowadzonych konsultacji społecznych, w tym również ZPP. Pierwszy z nich zakłada bowiem wprowadzenie do polskiego systemu podatkowego szeregu zmian o charakterze bardzo istotnym dla podmiotów gospodarczych, odnoszących się m.in. do kwestii raportowania o schematach podatkowych, czy też zmian dotyczących klauzuli obejścia prawa podatkowego. Są to działania, które w zamierzeniu ustawodawcy mają uszczelnić system i doprowadzić do zwiększenia dochodów budżetowych, w praktyce jednak mogą być dla podatników niebezpieczne. Ponadto, w ramach projektu, ustawodawca wprowadza tzw. exit tax, zgodnie z którym opodatkowane miałyby zostać dochody z niezrealizowanych zysków. Oznacza to de facto opodatkowanie przeniesienia składnika majątku poza terytorium Polski, w wyniku którego Rzeczpospolita traci w całości albo w części prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia tego składnika, a także zmiana rezydencji podatkowej, w wyniku której Polska traci w całości albo w części prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia składnika majątku będącego własnością podatnika, w związku z przeniesieniem jego miejsca zamieszkania do innego państwa.

Jest to rozwiązanie wynikające poniekąd z dyrektywy ATAD – jednak polski ustawodawca zdecydował się implementować przepisy w sposób zaostrzony względem minimalnych wymagań ustanowionych w dyrektywie, obejmując podatkiem również osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej.

Warto zaznaczyć, że przyjęty projekt został wyodrębniony z projektu większego, który był uprzednio przedmiotem konsultacji społecznych i zawierał szereg innych rozwiązań, obejmujących m.in. preferencyjne

opodatkowanie dochodów z praw własności intelektualnej, czy też zmianę zasad podatkowego rozliczania kosztów rat leasingowych. W toku konsultacji społecznych, ZPP złożył krytyczne stanowisko do projektu zwracając uwagę na część niekorzystnych rozwiązań, a także poddając krytyce fakt, że dyrektywę ATAD polski ustawodawca zdecydował się implementować w pośpiechu czyniącym proces konsultacji w zasadzie iluzorycznym (zaledwie dwa tygodnie na zgłoszenie uwag do bardzo obszernego projektu, przy jednoczesnym konsultowaniu nowej Ordynacji podatkowej), mimo że czas na transpozycję mija dopiero z końcem 2019 roku. Nasze stanowisko w powyższym zakresie pozostaje niezmienne – wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec wprowadzania nowych rozwiązań podatkowych, tak głęboko ingerujących w interesy podatników, w tak krótkim czasie, bez uwzględnienia uwag złożonych w toku konsultacji społecznych, a także bez dogłębnej analizy i dyskusji nad orzecznictwem TSUE odnoszącym się do koncepcji exit tax oraz jego wpływem na ostateczny kształt polskiej regulacji.

Podczas tej samej sesji plenarnej uchwalono ponadto również drugi projekt ustawy – o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Fundusz ten miałby być finansowany ze składek obciążających wynagrodzenia pracowników oraz nowego podatku o stawce 4 proc., którego podatnikami będą osoby osiągające roczne dochody na poziomie miliona złotych. Warte zauważenia, że wysokość wspomnianej składki nie została w ustawie podana – ma być na bieżąco określana w ustawie budżetowej. W rzeczywistości zatem, polski ustawodawca, pod pretekstem stworzenia Funduszu (w dużej mierze pokrywającego się kompetencyjnie z już istniejącym PFRON), zdecydował się na zwiększenie pozapłacowych kosztów pracy (co gorsza – w wysokości nie określonej na stałe w ustawie), a także likwidację liniowego podatku dochodowego od działalności gospodarczej i wprowadzenie do skali podatkowej trzeciego progu w wysokości miliona złotych. ZPP już kilkukrotnie zdecydowanie krytykował ten pomysł, wskazując na jego antyrozwojowy charakter, a także niebezpieczeństwo wprowadzenia dalej idących zmian w przyszłości, zmierzających w kierunku stworzenia w Polsce progresywnego systemu opodatkowania dochodów.

Reasumując, 23 października polski Sejm uchwalił dwa projekty ustaw wprowadzające istotne, niekorzystne dla podatników zmiany. Jak wynika z informacji dotyczącej głosowań, niestety niewielu posłów sprzeciwiło się tym inicjatywom, co pozostawiamy do rozwagi w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Paszport na sprzedaż. „Najlepsze” obywatelstwa ekonomiczne

Obywatelstwo ekonomiczne, które w uproszczeniu można nazwać obywatelstwem za pieniądze, to według „The Economist” (27.09.2018 r. Genewa) wielki biznes i łatwe pieniądze dla małych krajów, ale też potencjalna szansa dla kryminalistów. Były premier Tajlandii Thaksin Shinawatra, pozbawiony władzy w wyniku zamachu stanu w 2006 r., zapytany o to, jak został obywatelem Montenegro odpowiedział „kupiłem wyspę”. Wypowiedź tę można potraktować w kategorii żartu, ale w istocie nim nie jest. Obywatelstwo można kupić, ale to nie wyjaśnia fenomenu zjawiska. Przyjrzyjmy się mu zatem z bliska.

Istota obywatelstwa ekonomicznego

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Obywatelstwo w zamian za poczynione inwestycje nie jest procederem nowym, gdyż liczy sobie już ponad 30 lat. Do jego prekursorów zaliczane jest Królestwo Tonga na południowym Pacyfiku, które w 1983 r. zaczęło sprzedawać paszporty za kilka tysięcy dolarów, ograniczając formalności do kilku zdawkowych pytań. Dziś sektor CRBI (ang. Citizenship and Residence by Investment) wzoruje się na ustawie przyjętej w 1984 r. w małej federacji Saint Kitts i Nevis na Morzu Karaibskim, oferującej obywatelstwo obcokrajowcom, którzy dokonali „znacznych” inwestycji. Obecnie jej populacja wynosi około 50 tys. mieszkańców, z których połowa z paszportami federacji żyje poza granicami.

Jeszcze ważniejsze dla branży było to, że w 1986 r. Kanada wprowadziła program pobytu w zamian za inwestycje. Okazało się to niezwykle atrakcyjne dla mieszkańców Hongkongu, zaniepokojonych zbliżającym się przekazaniem ich prowincji we władanie Chinom w 1997 r. Wprawdzie Kanada w 2014 r. wycofała się z programu, ale nadal jest on oferowany w prowincji Quebec.

W ślad za Kanadą poszły inne kraje, w tym Stany Zjednoczone, które w 1990 r. wprowadziły wizy EB-5, wymagające inwestycji w wysokości co najmniej 1 mln USD lub 500 000 USD w „ukierunkowanym” obszarze wysokiego bezrobocia.

Liczba „migrantów inwestycyjnych” nadal rośnie. Każdego roku tysiące paszportów jest kupowanych i sprzedawanych głównie przez ludzi bardzo bogatych. Liczba nabytych na rynku pozwoleń na pobyt dochodzi do setek tysięcy. Rozwijająca się branża – konsultanci, prawnicy, bankierzy, księgowi i pośrednicy w obrocie nieruchomościami – zajmuje się doradzaniem inwestorom niezadowolonym z ograniczeń wynikających z ich obecnego obywatelstwa.

Całkowity rozmiar działalności CRBI jest nieznany. Rada Migracji Inwestycyjnej (IMC) – grupa lobbingowa – szacuje, że rocznie w ten sposób nabywa obywatelstwo 5000 osób, inwestując około 3 mld USD. Znacznie wyższe liczby wiążą się z „pobytem”. Na przykład same USA wydają rocznie około 1000 wiz EB-5.

Popyt na długoterminowe wizy i paszporty rośnie, a więc coraz więcej krajów podnosi swoją atrakcyjność. Około 100 państw oferuje program „pobyt za inwestycje”. Kilkanaście państw proponuje obywatelstwo w tym pięć karaibskich państw wyspiarskich, Vanuatu, Jordania oraz – w obrębie UE – Austria, Cypr i Malta.

Ostatnim uczestnikiem tego rynku stała się Mołdawia, która w lipcu 2018 r. podpisała umowę z konsorcjum projektującym program „obywatelstwo za inwestycje”, oraz Czarnogóra, która w tym samym miesiącu ogłosiła, że w październiku 2018 r. uruchomi własny program.

Obywatelstwo ekonomiczne jest dedykowane dla osób, które pilnie potrzebują innego paszportu, czy to z powodów podatkowych, biznesowych czy podróży. Pobyt w zamian za inwestycje to nie to samo, co inwestowanie w obywatelstwo. Złote programy wizowe takie jak w Portugalii i Grecji ostatecznie przyniosą drugi paszport, ale zajmie to co najmniej sześć lat. Inne kraje jak np. Panama oferują wizę Friendly Nations, która wprawdzie ułatwi warunki pobytu, ale wymaga lat na naturalizację i nie ma 100% gwarancji jej powodzenia.

Obywatelstwo kontrowersyjne?

Nad branżą ciążą jednak ciemne chmury. Podejrzewa się, że jest nadmiernie skomercjalizowana, a uzyskiwanie praw i przywilejów, które patrioci w danym kraju uważają za święte i nie na sprzedaż, ułatwiają życie oszustom i terrorystom. Kwestia ta jest szczególnie „delikatna” w przypadku Unii Europejskiej. Dotyka wszak jednej z najbardziej „krajowych” kompetencji, ale ma konsekwencje ogólnounijne. Paszport członka UE jest również paszportem całej Unii – wiza „Schengen” zapewnia dostęp do 22 członków UE i czterech innych krajów.

W czasach, gdy imigracja jest kontrowersyjna, zwłaszcza ostatnio w Europie, idea nabywania prawa pobytu, a nawet obywatelstwa za gotówkę, wzbudza niesmak. Nie zmienia tego fakt, iż liczby te są nieznaczne w porównaniu z całkowitymi przepływami migracyjnymi. Dla przykładu w 2016 r. 863000 obywateli spoza UE otrzymało jej obywatelstwo; co roku Ameryka naturalizuje 700000-750000 osób. Jednak migranci inwestycyjni ucieleśniają wolności dostępne dla nielicznych beneficjentów globalizacji. Budzą więc oczywisty sprzeciw. Theresa May, premier Wielkiej Brytanii, określiła tę grupę ludzi mianem „obywateli znikąd”.

Fakt, że niektórzy z nabywców paszportów są oszustami, czyni biznes jeszcze bardziej niepopularnym. „Umożliwienie oszustom i przestępcom kupowanie rezydentury to skandal” – napisano w „Times of London” w czerwcu 2018 r. Wprawdzie nigdzie nie jest tak swobodnie, jak niegdyś w Królestwie Tonga, ale podejrzenia, że jest to biznes, w którym pieniądze pomagają ludziom podstępnym, są bardzo żywe.

Zarówno UE, jak i OECD, kluby bogatych krajów, spoglądają podejrzliwie na systemy CRBI. Jeszcze w tym roku Komisja Europejska opublikuje raport na temat programów, które są oferowane przez członków UE. Branża obawia się najgorszego. W sierpniu Vera Jourovej, komisarz ds. sprawiedliwości, powiedziała niemieckiemu dziennikowi „Die Welt”, że Komisja jest „bardzo zaniepokojona” i nie życzy sobie „żadnych koni trojańskich w UE”.

OECD natomiast obawia się, że programy CRBI można wykorzystać do niweczenia wysiłków na rzecz walki z oszustwami podatkowymi i praniem brudnych pieniędzy. Osoba unikająca opodatkowania może to uczynić, przyjmując obywatelstwo lub miejsce zamieszkania w drugim kraju, a otwierając rachunek bankowy w trzecim.

Przedstawiciele branży CRBI postrzegają trend obywatelstwa ekonomicznego jako pożądany i nieunikniony. Używa się tu kilkupoziomowej argumentacji. Po pierwsze wskazuje się na korzyści ekonomiczne dla krajów prowadzących takie programy. Mówi się o nich jak o dobrodziejstwie zwłaszcza dla małych krajów, o ograniczonych możliwościach przemysłowych, które chcą ożywić swoje gospodarki. Często przywoływanym przykładem jest Dominika zdewastowana pod koniec 2017 r. przez huragan Maria, a dwa lata wcześniej spustoszona przez huragan Erika. MFW oblicza, iż dochody z CRBI w tym kraju to 10% PKB. Jako sukces prezentowana jest również Malta, gdzie branża migracyjno-inwestycyjna ma dobre wyniki gospodarcze.

Drugim argumentem jest korzyść dla samych migrantów. Wielu klientów CRBI po prostu chce ułatwień w poruszaniu się, a te oferują niektóre paszporty. Branża przedstawia się jako obrońca liberalizmu i globalizacji w czasie, gdy są to wartości zagrożone.

Wreszcie trzeci aspekt dotyczy tych, którzy potrzebują paszportów lub praw pobytu z mniej czystych pobudek: unikania podatków lub policji, prania nieuczciwych pieniędzy lub – co najgorsze – do angażowania się w terroryzm. Aby przeciwstawić się przekonaniu, że są to pożądani klienci, w czasie forum IMC w Genewie delegaci mówili o należytej staranności w stosowaniu zasady „poznaj swojego klienta”. Jonathan Cardona, dyrektor programu CRBI ukierunkowanego na Maltę, stwierdził, że zaaprobował ponad 900 paszportów w ciągu czterech lat, ale odrzucił 22% wnioskodawców, głównie z powodu „braku jasności” co do źródła ich bogactwa. Wysoki odsetek ma sugerować, że sito kontrolne jest niezwykle gęste.

 „Najlepsze” obywatelstwa ekonomiczne – próba rankingu

Co czyni obywatelstwo najlepszym? Wiele osób uważa, że jakość paszportu określa liczba krajów, które paszport pozwala odwiedzić. Eksperci branży CRBI twierdzą jednak, że paszport nie jest definiowany wyłącznie przez pryzmat jego przywilejów podróżniczych. Gdyby tak było, to Stany Zjednoczone znalazłyby się wśród najlepszych obywatelstw na świecie i nikt nie chciałby się go wyrzekać. W rzeczywistości bycie obywatelem USA z ogromnym obciążeniem podatkowym jest niekiedy gorsze niż bycie obywatelem Saint Lucia i Czarnogóry, który od czasu do czasu potrzebuje wizy, ale ma znacznie większą swobodę osobistą i finansową.

Programy CRBI, jak zaznaczono, wdraża około 100 krajów, a kilkanaście wprost sprzedaje obywatelstwo, więc nie sposób przyjrzeć się wszystkim. Warto natomiast zwrócić uwagę na te z największymi tradycjami i najbardziej przyciągające klientów.

Cypr proponuje obecnie najdroższe obywatelstwo, szybki czas jego uzyskania, ale też perspektywy zwiększonej biurokracji. Do niedawna czas oczekiwania na naturalizację wynosił 57 dni, ale w związku z perturbacjami w UE proces ten się wydłużył. Obywatelstwo można uzyskać, inwestując 2 mln EUR w nieruchomości, obligacje rządowe, lokaty bankowe w banku na Cyprze lub inwestując w nową spółkę (kwota ta została zmniejszona pod koniec 2016 r.). Walorem Cypru jest to, iż można inwestować, a nie bezzwrotnie darować. Jednak warunkiem uzyskania obywatelstwa jest utrzymywanie domu na Cyprze na sumę 0,5 mln EUR. Dzięki inwestycjom „paszportowym” rozwija się wiele miast, w tym Limassol określany mianem „Moskwy nad Morzem Śródziemnym”. Niewątpliwy minus – Cypr nie jest częścią strefy Schengen, a jego paszport nie otwiera drzwi do Stanów Zjednoczonych.

Uzyskanie obywatelstwa Malty jest możliwe stosunkowo szybko, bo w ciągu 15 miesięcy, ale trzeba zapłacić około 1 mln EUR. W przeciwieństwie do rezydentury, która jest prostszym procesem, obywatelstwo maltańskie jest nieco bardziej skomplikowane, częściowo z powodu niejasnej polityki rządu. Malta oferuje program inwestycyjny, który pozwala na dostęp zarówno do Unii Europejskiej, jak i strefy Schengen bez granic. Paszport maltański jest jedynym, który oferuje bezwizowy dostęp do wszystkich sześciu dużych krajów anglojęzycznych, w tym do Stanów Zjednoczonych.

W przeciwieństwie do Cypru Malta wymaga darowizny dla rządu, która wynosi 650 000 EUR dla głównego wnioskodawcy plus 25 000 EUR dla małżonka i każdego małoletniego dziecka. Dorosłe dzieci w wieku do 25 lat i pozostające na utrzymaniu rodziców mogą zostać dodane za dodatkową opłatą 50 000 EUR na osobę. Oprócz darowizny należy także zainwestować 150 000 EUR w maltańskie obligacje rządowe lub od czasu do czasu maltańskie akcje na okres pięciu lat. Ponadto istnieje obowiązek kupna domu na głównej wyspie za 350 000 EUR lub więcej, ewentualnie wynajęcia lub pięcioletniej dzierżawy za co najmniej 16 000 EUR rocznie.

W Saint Kitts i Nevis można inwestować lub przekazywać pieniądze rządowi, ale mamy pewność, że pieniądze ułatwią proces uzyskania obywatelstwa. Państwo prowadzi oryginalny program paszportów ekonomicznych od 1984 r., a inne programy karaibskie są jego kopią. Wymagania zawsze były proste: można przekazać pieniądze na rządowy fundusz rozwoju lub nabyć „zatwierdzone” nieruchomości. Darowizna stanowi zazwyczaj lepszą opcję, ponieważ nieruchomość jest znacznie droższa. Obecnie darowizna zaczyna się od 150 000 USD.

Inwestycja w nieruchomości wynosi 200 000 USD i więcej. Można ją odsprzedać za kilka lat, ale prawdopodobnie nie otrzyma się pełnego zwrotu pieniędzy. Opcja nieruchomości wiąże się z dodatkowymi opłatami rządowymi. Atutem Saint Kitts jest szybki czas uzyskania paszportu, bo około 45 dni, jeśli ma się uzasadniony powód, a od niedawna oferuje się bezwizowe wjazdy do Rosji. Państwo straciło swój paszportowy blask, kiedy w 2014 r. utraciło prawo bezwizowego wjazdu do Kanady.

Paszport Dominiki wyróżnia się jakością, ale i ceną. Obecnie jego wartość to 100 000 USD. Tańsze wydaje się tylko Belize. Przywileje paszportowe są podobne do tych z Saint Kitts i Nevis, z wyjątkiem prawa bezwizowego wjazdu do Rosji. Dominika wymaga od obywateli ekonomicznych podstawowej znajomości angielskiego. Podlega ona kontroli.

Najbardziej interesującymi atutami Grenady jest bezwizowy dostęp do Rosji i Chin, a także to, że jako jedyne karaibskie państwo posiada program paszportowy, który jest częścią amerykańskiego programu traktatowego E-2. Zasadniczo oferuje uproszczoną procedurę do pobytu w USA dla właścicieli firm, co czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną. Grenada w zamian za obywatelstwo proponuje darowiznę w wysokości 150 000 USD dla jednej osoby lub 200 000 USD dla pary małżeńskiej. Można także kupić zatwierdzone nieruchomości o wartości 350 000 USD.

Saint Lucia oferuje najnowszy program obywatelski na Karaibach. Obecnie darowizna za obywatelstwo wynosi 100 000 USD – tyle samo co na Dominice. Saint Lucia pozwala również inwestować w nieruchomości lub rozpocząć działalność gospodarczą. Oferuje też świadczenia dla rodzin – darowizny i opłaty uwzględniają włączenie do wniosku rodziców zależnych. W przypadku kupna nieruchomości wymagana jest wartość 300 000 USD. Przy opcji inwestycji biznesowych wymaga się 3,5 mln USD i utworzenia trzech miejsc pracy.

W styczniu 2017 r. Turcja wprowadziła program obywatelstwa gospodarczego w celu wsparcia kulejącej gospodarki. Nieco wcześniej turecka lira pogrążyła się w stosunku do dolara amerykańskiego, a akty terroryzmu spowodowały, że sprzedaż nieruchomości w Stambule spadła do najniższego poziomu. Chcąc ponownie przyciągnąć inwestorów, turecki rząd postanowił zaoferować obywatelstwo milionom inwestorów.

Oferta była prosta: inwestycja miliona dolarów w nieruchomości i uzyskanie obywatelstwa. Jedynym zastrzeżeniem było ograniczenie tytułu własności zmuszające nabywcę do posiadania nieruchomości przez trzy lata. W niektórych przypadkach możliwe było uniknięcie podatku VAT przy zakupie nieruchomości, co zmniejszało koszty.

Inne opcje przewidywały inwestycje kapitałowe w wysokości 2 mln USD lub po prostu zdeponowanie 3 mln USD w tureckim banku albo zatrudnienie 100 pracowników. Każda z tych inwestycji powinna trwać co najmniej przez trzy lata.

W związku z tym, że lira turecka wciąż jest słaba, a stopy procentowe wysokie, rząd zgodził się w 2018 r. na radykalne obniżenie ceny nieruchomości w zamian za obywatelstwo do 300000 USD, co czyni ofertę konkurencyjną. Początkowo program był skierowany do bogatych Arabów, ale obniżka kosztów inwestycji przyciągnie i inne osoby.

Wnioski

Trudno na podstawie pobieżnego przeglądu wskazać najlepszy program obywatelstwa ekonomicznego. Wszystko zależy od oczekiwań klienta i jego możliwości. Dla tych, których „goni” czas, dobrym rozwiązaniem może być Malta, Dominika i St. Lucia. Dla tych, którzy nie ścigają się z nim – atrakcyjne mogą okazać się inne lokalizacje. Jeśli chce się mieć prawie 100% gwarancji uzyskania obywatelstwa w ciągu 4-12 miesięcy, powyższe programy są interesujące. Kluczem do uzyskania drugiego paszportu jest pewność legalizmu, a więc ważne jest unikanie oszustw i opłacania skorumpowanych urzędników.

Dobry program musi spełnić kilka kryteriów. Po pierwsze musi być stosunkowo szybki. Malta jest jedynym programem na tej liście, który zajmuje więcej niż kilka miesięcy. Po drugie musi być towarem. Oznacza to, że każdy może wziąć udział w paszportowej „konkurencji”. Chodzi też o to, aby nie był podatny na polityczne kaprysy. Po trzecie program powinien być dobrze zorganizowany. Oznacza to stałe kwoty inwestycji i wyraźną ścieżkę do obywatelstwa. Programy CBI działają niemal jak biznes – każdy kraj, który oferuje mętną ścieżkę do drugiego paszportu, winien być brany pod lupę i zaliczany do innej kategorii. Wreszcie program musi być legalny, czyli zgodny z prawem kraju oferującego i prawem międzynarodowym.

Autor:radca prawny Robert Nogacki, Marek Ciecierski.

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ryzyka w światowej gospodarce nadal narastają

W tym tygodniu głównym wydarzeniem na polu europejskiej polityki pieniężnej było posiedzenie EBC. Sytuacja jest w jej przypadku dość skomplikowana. Z jednej strony, EBC widzi wzrost presji inflacyjnej, co skłania jej członków do zakończenia programu QE pod koniec tego roku. Z drugiej strony, nie można nie zauważyć cały czas narastającego ryzyka.

Pomimo opinii Mario Draghiego, że zagrożenia dla ogólnego wzrostu gospodarczego strefy euro są zrównoważone, nerwowość wciąż rośnie. Powodami są np. niezbyt udane negocjacje w sprawie Brexitu, planowany deficyt budżetu Włoch, czy też rosnące obawy związane z wojną handlową między Chinami i USA. Ponadto, niektóre duże gospodarki, takie jak niemiecka czy chińska, zwalniają.

Wskaźniki wyprzedzające w strefie euro wskazują na znaczne spowolnienie wzrostu gospodarczego. Spośród możliwych opcji aktualnie najbardziej prawdopodobne jest, że program QE naprawdę zostanie ukończony w tym roku. Decyzja o tym czy w przyszłym roku nastąpi podniesienie stóp procentowych, zostanie podjęta na podstawie rozwoju makroekonomicznego.

W każdym razie, na rynkach panuje nerwowość i istnieje ryzyko, że kursy walut mogą być bardziej zmienne w najbliższej przyszłości. Na wyżej wymienione zagrożenia reaguje również polski złoty.

W tym tygodniu się osłabił, w piątek rano jego wartość była na poziomie 4,31 EUR/PLN. Kurs eurodolara w tym czasie wynosił 1,14 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Wyniki Grupy Netia za III kw. 2018 r.

Kurs dolara umacnia się wobec euro

Zwiększona podaż na aukcji obligacji nie powinna prowadzić do wzrostu rentowności polskich papierów. Dolar umacnia się wobec euro dzięki oczekiwaniom na bardziej agresywną politykę monetarną w USA niż w strefie euro.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek nie przyniósł wielkich zmian na rynkach finansowych, gdzie notowania polskich aktywów pozostawały stabilne. Kurs EURPLN kontynuował w trakcie ostatniej sesji ruch w górę, przekraczając poziom 4,31, jednak zmienność na polskiej walucie wciąż jest niska względem wahań historycznych. W przeciągu ostatnich dwóch miesięcy złoty pozostawał wobec euro w ciasnym przedziale 4,27-4,33. Naszym zdaniem istnieje przestrzeń do przesunięcia się kursu EURPLN w stronę górnego ograniczenia tego przedziału, na co wpływ będą w dużym stopniu wywierały wydarzenia zagraniczne związane ze spowolnieniem aktywności gospodarczej w strefie euro.

Październikowe posiedzenie EBC nie przyniosło przełomu w polityce monetarnej strefy euro, gdyż zgodnie z oczekiwaniami bank utrzymał stopy procentowe bez zmian. Podczas konferencji prasowej prezes EBC Mario Draghi podtrzymywał retorykę wskazującą na utrzymywanie akomodacyjnej polityki monetarnej w strefie euro nawet pomimo końca programu QE w grudniu tego roku. EBC zamierza utrzymać stopy procentowe bez zmian przynajmniej do końca lata przyszłego roku, co jest obecnie zgodne z wyceną rynkową wobec stopy depozytowej. Rynek jednak ma bardziej agresywne oczekiwania wobec działań w USA (które i tak nie doceniają prognoz Fed), co przyczyniało się do ruchu pary EURUSD poniżej granicy 1,14.

Na rynku stopy procentowej nieznacznie wzrosły rentowności polskich obligacji, jednak polska krzywa na swoim dłuższym końcu wciąż utrzymuje się o około 10pb niżej od szczytu z tego miesiąca. W czwartek głównym wydarzeniem na polskim rynku była publikacja minutes z ostatniego posiedzenia RPP. Członkowie Rady wciąż oczekują stabilizacji stóp procentowych w kolejnych kwartałach co powinno sprzyjać realizacji celu inflacyjnego. W minutes pojawiła się opinia, że wzrost cen energii elektrycznej może wpłynąć na wzrost CPI zarówno w krótkim jak i długim okresie. Podobnego zdania co do cen energii jest członek RPP Eugeniusz Gatnar, który uważa że RPP może rozważyć podwyżkę stóp o 25pb w pierwszym kwartale 2019 roku. Obecnie rynek wycenia jedną podwyżkę stóp procentowych pod koniec przyszłego roku, jednak nie skutkowało to zauważalnym wzrostem rentowności krótkoterminowych papierów, które wciąż pozostają blisko stopy referencyjnej NBP, a w sektorze 2-letnim powinny wciąż kształtować się w okolicy 1,55%.

W piątek na aukcji Ministerstwo Finansów zaoferuje obligacje za 7-10mld PLN, gdzie sprzedaż może być zbliżona do górnej granicy tego przedziału. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że emisja netto w październiku pozostanie niska (wykupy zapadających papierów) nie będzie to naszym zdaniem prowadzić do zauważalnego przesunięcia się polskiej krzywej dochodowości w górę. Oczekujemy, że papiery 10-letnie będą utrzymywać się blisko poziomu 3,20% w najbliższych tygodniach.

Wykres dnia: Oczekiwania wobec zmian stóp procentowych w strefie euro oraz USA wskazują na potencjał do utrzymania siły dolara wobec euro.

Oczekiwania wobec zmian stóp procentowych w strefie euro oraz USA wskazują na potencjał do utrzymania siły dolara wobec euro
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Sprzedaż kredytów w Polsce we wrześniu 2018 r.

We wrześniu 2018 r., w porównaniu z wrześniem 2017 r. w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę w trzech z czterech grup produktowych. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku kredytów mieszkaniowych (+23,3%). Przyznane limity na kartach kredytowych wzrosły o (+7,1%). Natomiast kwota udzielonych kredytów konsumpcyjnych wzrosła o (+1,9%). W ujęciu liczbowym, w stosunku do września 2017 r. odnotowano wzrost sprzedaży tylko kredytów mieszkaniowych (+9,7%), a w pozostałych trzech grupach produktowych zostało udzielonych mniej kredytów konsumpcyjnych (-1,9%), przyznano mniej limitów kartowych (-8,5%) i kredytowych (-6,6%).

Analizując trzy kwartały 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku widzimy, że najwyższe dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą kredytów mieszkaniowych odpowiednio: (+9,4%), (+19,1%).

W okresie styczeń – wrzesień 2018 r. kredytobiorcy zaciągnęli więcej kredytów mieszkaniowych oraz kredytów konsumpcyjnych a także na wyższe kwoty niż w tym samym okresie rok temu. Nadal negatywnie w okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. w porównaniu do tego samego okresu sprzed roku, w obu ujęciach tj. liczbowym i wartościowym, przedstawia się sytuacja w kartach kredytowych. W okresie 01-09.2018/01-09.2017 przyznano o (-4,7%) mniej kart i na (-2,1%) niższą wartość limitów.

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

We wrześniu 2018 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 595,3 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 6,852 mld zł. Stanowi to spadek o 1,9% w ujęciu liczbowym, wzrost o 1,9% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2017 r.

W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły w pierwszych 3 kwartałach 2018 r. 5 469,8 tys. kredytów konsumpcyjnych (wzrost o 4,7%) na kwotę 62,830 mld zł, tj. o 7,2% wyższą niż w tym samym okresie 2017 r. Należy jednak odnotować fakt, że banki we wrześniu 2018 r. w porównaniu do sierpnia 2018 r. udzieliły o 7,8% mniej kredytów konsumpcyjnych i na kwotę o 2,7% niższą.

– W pierwszych dziewięciu miesiącach 2018 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły kredytów we wszystkich przedziałach kwotowych. Najniższą dynamikę miały kredyty w przedziale 7 do 20 tys. zł, które pozostały na poziomie zeszłego roku. Drugą pod względem wartości dodatnią dynamikę (+8,4%) odnotowały kredyty niskokwotowe (w przedziale do 1 tys. zł), a najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (+10,5%). Nadal więc rosną głównie kredyty nisko i wysokokwotowe. Zjawisko to obserwujemy już od kilku kwartałów.

Również w ujęciu wartościowym w pięciu z sześciu przedziałów kwotowych w okresie styczeń – wrzesień 2018 r. w porównaniu do okresu styczeń – wrzesień 2017 r. odnotowano wzrosty – najwyższy wśród kredytów > 20 tys. zł (+9,9%) oraz na kwoty z przedziału do 1 tys. zł – (+8,2%). Ujemną dynamiką na poziomie (-0,4%) charakteryzowały się jedynie kredyty w przedziale 7 – 20 tys. zł. Widzimy więc ponowny wzrost zainteresowania banków finansowaniem niskokwotowym, co sygnalizowaliśmy już w poprzednich Newsletterach.

We wrześniu 2018 r. zaobserwowaliśmy spadek o 7,8% liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych (-7,8%) w porównaniu do sierpnia 2018 r. W dużej mierze za zjawisko to może odpowiadać spadek sprzedaży detalicznej, która we wrześniu br. w ujęciu miesięcznym była niższa o 3,9%. Sprzedaż detaliczna w omawianym okresie odnotowała największy spadek w sektorze pojazdów mechanicznych: – 6,3% m/m. Czy są to już pierwsze oznaki nadchodzącego spowolnienia polskiej gospodarki? Najbliższe miesiące powinny dać nam odpowiedź na to pytanie. Rosnące obawy o ogólne pogorszenie koniunktury mogą skłaniać gospodarstwa domowe do coraz większej ostrożności, jeśli chodzi o ich wydatki, a to niewątpliwie wpłynie negatywnie na chęć zaciągania kredytów konsumpcyjnych – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Nadal rosnącej sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nie towarzyszy praktycznie wzrost ryzyka kredytowego, a wręcz przeciwnie w okresie ostatnich 12 miesięcy (wrzesień 2018 do września 2017 poziom ryzyka portfela spadł o (-0,45). Jakość portfela kredytowego od kilku lat utrzymuje się na bezpiecznym, stosunkowo niskim poziomie szkodowości, co potwierdzają miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (wrześniowy) odczyt to 5,6%. Tak dobrej sprzedaży przy tak niskim ryzyku kredytowym sprzyja niewątpliwie dobra sytuacja gospodarcza, która przekłada się na dobrą sytuację gospodarstw domowych oraz nadal niskie stopy procentowe. Niemniej należy uważnie obserwować i analizować ewentualne zagrożenia, które mogą pojawić się w przyszłości i negatywnie odbić się na szkodowości kredytów konsumpcyjnych – dodaje prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe

We wrześniu 2018 r. banki udzieliły łącznie 18,3 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 4,684 mld zł. Stanowi to wzrost o 9,7% w ujęciu liczbowym i wzrost o 23,3% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2017 r. W pierwszych trzech kwartałach 2018 r. banki udzieliły łącznie 173,2 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 42,22 mld zł. Oznacza to, że w porównaniu z analogicznym okresem 2017 r., banki udzieliły o 9,4% więcej kredytów mieszkaniowych i na kwotę o 19,1% wyższą.

– Wrzesień 2018 r. jest już kolejnym rekordowo dobrym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych, zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Na rynku kredytów mieszkaniowych nadal panuje więc bardzo dobra koniunktura. Za dziewięć miesięcy wartość udzielonych kredytów wynosi już 42,22 mld zł. Wartość sprzedaży kredytów mieszkaniowych jest nadal i w mojej opinii jeszcze przez pewien okres (dwa – trzy kwartały) będzie napędzana wzrostem cen mieszkań. Dwucyfrowa dynamika wzrostu kredytów mieszkaniowych w trzech kwartałach br. w ujęciu wartościowym (19,1%), po części wynika ze struktury udzielanych kredytów mieszkaniowych. 61% wartości udzielonych w okresie styczeń – wrzesień 2018 r. kredytów mieszkaniowych przypada na kredyty powyżej 250 tys. zł.

Dynamika udzielanych kredytów mieszkaniowych w poszczególnych przedziałach kwotowych jest zróżnicowana. W dwóch najniższych przedziałach kwotowych do 100 tys. zł oraz 100 – 150 tys. dynamika dziewięciu pierwszych miesięcy 2018 r. w relacji do dziewięciu miesięcy 2017 r. w ujęciu liczbowym jest ujemna, odpowiednio (-17,5%) oraz (-5,2%). Również w ujęciu wartościowym dynamika w tych przedziałach jest ujemna odpowiednio (-16,1%) oraz (-4,7%). Najwyższa dynamika zarówno wolumenu, jak i wartości dotyczy kredytów z przedziału > 350 tys. aż (38,5%) liczbowo i (37,1%) wartościowo, w porównaniu do dziewięciu pierwszych miesięcy 2017 r. Za boom na rynku kredytowym odpowiadają więc w większości kredyty wysokokwotowe – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych we wrześniu 2018 r. wyniósł jedynie (0,78%), co potwierdza wieloletnią już obserwację dotyczącą niskiego ryzyka kredytowego związanego z tymi kredytami. W ostatnich 12 miesiącach (wrzesień 2018 do września 2017) jakość portfela jeszcze się poprawiła, o czym świadczy spadek Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych o (-0,2%). Na razie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby istotnie wpłynąć na wzrost szkodowości tych kredytów a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego. Musimy jednak pamiętać, że kredyty mieszkaniowe udzielane są na wiele lat, a co za tym idzie narażone są na ryzyko związane z cyklem gospodarczym. Wzrost bezrobocia, spadek dochodów gospodarstw i ewentualny wzrost stóp procentowych wpłynie na wzrost wskaźnika DTSI, będącego relacją obciążeń z tytułu obsługi posiadanego zadłużenia do wartości dochodów – uzupełnia prof. Rogowski.

Karty kredytowe

We wrześniu 2018 r. banki wydały 72,1 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 467 mln zł. Stanowi to spadek o 8,5% w ujęciu liczbowym i wzrost o 7,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do sierpnia 2017 r. Jednak analizując okres styczeń – wrzesień 2018 r. roku mamy do czynienia z trendem negatywnym zarówno w aspekcie liczbowym, jak i wartościowym.
W porównaniu do okresu styczeń – wrzesień 2017 r. banki wydały bowiem o 4,7% mniej kart i przyznały o 2,1% niższą wartość limitów kartowych.

– We wrześniu 2018 r., podobnie jak w poprzednich miesiącach 2018 r., (z wyjątkiem stycznia i czerwca br.) odnotowaliśmy powrót do negatywnej tendencji, z którą mieliśmy do czynienia już od dłuższego czasu. Okazało się, że czerwiec podobnie jak styczeń był tylko jednorazowym zdarzeniem, a nie zapowiedzią poprawy sytuacji na rynku kart kredytowych. Najwyższą ujemną dynamikę liczby przyznawanych limitów na kartach kredytowych, styczeń – wrzesień 2018 r. vs styczeń – wrzesień 2017 r., minus 29,5%, odnotowaliśmy w przypadku kart o limicie od 2 do 3,5 tys. zł. Dodatnia dynamika wydawanych kart, dotyczyła kart z limitami w przedziale do 1 tys. zł (5,3%), 1 – 2 tys. zł (9,0%) oraz 4,5 do 10 tys. zł (+12,4%). Dodatnie dynamiki dotyczyły więc, podobnie jak w przypadku kredytów konsumpcyjnych, nisko i wysokokwotowych limitów. Jednak sprzedaż kart z najwyższymi limitami (ponad 10 tys. zł), również odnotowała ujemną dynamikę
(-6,5%) – 
dodaje prof. Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

We wrześniu 2018 r. banki przyznały łącznie 53,3 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 203 mln zł. Stanowi to spadek o 6,6% w ujęciu liczbowym i spadek o 15,7% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do września 2017 r. W całym okresie styczeń – wrzesień 2018 r. banki łącznie przyznały 505,2 tys. limitów kredytowych na łączną kwotę 2,157 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku oznacza to wzrost o 4,9% w ujęciu wolumenowym oraz 1,6% w ujęciu wartościowym.

– We wrześniu 2018 r. zaobserwowaliśmy wysoką ujemną dynamikę liczby przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych (-6,6%) w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku, jak i w porównaniu do zeszłego miesiąca (-6,2%). W ujęciu wartościowym wystąpił jeszcze wyższy spadek wartości przyznawanych limitów kredytowych. We wrześniu br. w porównaniu do września 2017 r., spadek wartości przyznanych limitów wyniósł aż (-15,7%), a w ujęciu wrzesień do sierpnia 2018 r. (-15,8%). Jednak w okresie styczeń – wrzesień 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. banki przyznały zarówno więcej limitów kredytowych, jak i na wyższe kwoty – odpowiednio: (+4,9%) i (+1,6%). Analizując przyznawane limity w określonych przedziałach kwotowych widzimy, że w okresie styczeń – wrzesień 2018 r. 62,3% wartości przyznanych limitów w kontach osobistych koncentrowało się w przedziale > 7 tys. zł. Limity te miały 17% udział w ogólnej liczbie przyznanych limitów kredytowych. Najwyższe dodatnie dynamiki wzrostu przyznawanych limitów kredytowych dotyczyły obu kategorii z najniższych przedziałów kwotowych tj. poniżej 500 zł i 500 – 1 tys. zł. (odpowiednio – 12,9% i 15,8%). W przypadku limitów w najwyższym przedziale kwotowym > 7 tys. zł. dynamika r/r wyniosła jedynie 1% – mówi prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Marius Stonkus, prezes Skycop o problemach linii lotniczych Small Planet

Choć Small Planet Airlines na Litwie były w ostatnim roku rentowne, to konieczna jest restrukturyzacja firmy z powodu kłopotów finansowych polskich linii Small Planet Airlines Sp. z o. o. i Small Planet Airlines GmbH w Niemczech. Przewoźnikowi nie udało się odpowiednio kontrolować rozwoju i wzrostu kosztów operacyjnych w tych krajach, a to z kolei sprawiło, że litewski oddział Small Planet Airlines nie otrzymuje już dochodów z usług świadczonych przez te dwie spółki.

W związku z zaistniałą sytuacją firma zdecydowała się na restrukturyzację w celu ograniczenia obecnej infrastruktury jak również ochrony działalności przewoźnika przed wymaganiami usługodawców zewnętrznych – linie Small Planet są gwarantem dla polskich i niemieckich firm, dlatego też strony trzecie świadczące usługi będą starały się odzyskać pieniądze poprzez litewski oddział. Poprzez ten proces spółka ma na celu zyskać czas na spłacenie narosłych długów.

Restrukturyzacja Small Planet Airlines nie będzie miała wpływu na loty, które linie lotnicze obsługują z Litwy i baz w innych krajach. Podobnie w przypadku biur podróży działających na Litwie, które zawarły wieloletnie umowy z liniami – rejsy te będą kontynuowane. Według przedstawicieli przewoźnika restrukturyzacja w Polsce i w Niemczech różni się od tej prowadzonej na Litwie: w tym roku spółki w Polsce i w Niemczech poniosły znaczne straty, co stało się przyczyną wprowadzanych zmian. Z drugiej strony Small Planet na Litwie są rentowne: oczekuje się, że do końca roku zysk operacyjny osiągnie 3,4 mln euro. Niemniej jednak kwota, jaką firma będzie musiała zapłacić, aby pokryć długi polskiej i niemieckiej spółki, jest znacznie wyższa. Aby restrukturyzacja w Polsce i Niemczech przebiegła pomyślnie, potrzebny jest inwestor. Prowadzone są rozmowy z podmiotami zainteresowanymi litewskim przewoźnikiem.

Small Planet Airlines były rentowne zarówno w 2015 r., jak i 2017 r. – zysk przed opodatkowaniem wyniósł odpowiednio 4,5 mln euro i 2,3 mln euro. Przewiduje się, że do końca 2018 r. dochody przewoźnika powinny wynieść 112,7 mln euro – o jedną piątą więcej niż w roku poprzednim. Biorąc pod uwagę fakt, że latem bieżącego roku firma obsłużyła o jedną trzecią więcej pasażerów i przewiozła ponad 204 000 osób, SPA ma nadzieję, że w okresie zimowym 2018-2019 odnotuje stały wzrost i przewiezie z Litwy około 100 000 osób.

W sezonie zimowym Small Planet Airlines będą dysponować 8 samolotami. Dwa będą latać z Wilna, a kolejne dwa z Billund, natomiast cztery będą wykorzystywane w sezonowych rejsach w Azji, obsługując Bamboo Airways w Wietnamie oraz Small Planet Airline Co. Ltd w Kambodży. Jeden samolot będzie służył jako samolot pomocniczy, działający w przypadku opóźnień lotów w celu zmniejszenia niedogodności odczuwanych przez pasażerów. Podobną liczbę samolotów linia lotnicza eksploatowała w 2014 roku.

Z uwagi na to, że usługi świadczone na rzecz polskich i niemieckich przedsiębiorstw zostały albo ograniczone, albo całkowicie zniesione, Small Planet Airlines będą musiały zwolnić również część personelu na Litwie. Przewoźnik twierdzi, że zmiany te nie będą miały wpływu na pasażerów, gdyż wszystkie loty zaplanowane na sezon zimowy będą realizowane.

Ogłoszono już, że do końca listopada litewska firma czarterowa zwolni 44 z 362 pracowników, w tym personel lotniczy. Jest to odpowiedź na restrukturyzację spółek w Polsce i Niemczech, z myślą o optymalizacji ich działalności, zapobieganiu upadłości i przyciągnięciu inwestorów.

Należy zauważyć, że litewscy wierzyciele otrzymali następujące pismo: „Pragniemy poinformować, że zgodnie z przepisami obowiązującymi na Litwie pasażerowie, którzy podpisali umowy ze Small Planet Airlines o wypłaceniu odszkodowania, ale jeszcze go nie otrzymali, stają się wierzycielami spółki. Plan restrukturyzacji przedsiębiorstwa obejmuje spłatę wszystkich wierzycieli. Dokładne warunki spłaty będą zależeć od procesu restrukturyzacji, o którym pasażerowie zostaną poinformowani indywidualnie. Wraz z niniejszym pismem przedstawiamy informacje na temat przedłożenia sprawy restrukturyzacji Small Planet Airlines”.

Do grudnia 2017 roku Skycop miał dobre relacje ze Small Planet Airlines, jednak sytuacja zaczęła się zmieniać na początku bieżącego roku. – wyjaśnia Marius Stonkus, prezes Skycop – Najpierw występowały opóźnienia w płatnościach, a następnie poinformowano nas, że zostaną one całkowicie wstrzymane. Linia lotnicza swoją decyzję argumentowała brakiem wystarczających środków finansowych przeznaczonych na odszkodowania. Jednak nawet po tym oświadczeniu kontynuowaliśmy z nią współpracę – otrzymaliśmy nawet obietnicę, że wypłaty odszkodowań zostaną wznowione w najbliższej przyszłości. Niestety, to się nie stało. Ciągle jednak dążyliśmy do odnowienia płatności. Kiedy w maju 2018 roku zauważyliśmy niepokojące sygnały dotyczące działalności Small Planet Airlines, skontaktowaliśmy się zarówno z liniami lotniczymi, jak i władzami lotniczymi, aby zgłosić zdarzenia, które naraziły na nieprzyjemności ich klientów.

24 maja 2018 roku Skycop zwrócił się do władz lotniczych o zobligowanie Small Planet Airlines do działania zgodnie z prawem oraz do wypłaty odszkodowań należnych pasażerom z tytułu utrudnień w podróży. Poproszono również władze o ocenę, czy unikanie płacenia rekompensat jest oznaką tego, że sytuacja finansowa linii lotniczych nie spełnia norm nałożonych na przewoźnika lotniczego.

4 czerwca 2018 r. Skycop otrzymał pismo od władz lotniczych, w którym stwierdzono, że CAA stale monitoruje sytuację finansową i stan bezpieczeństwa lotów linii lotniczych, a tym samym, zdaniem CAA, nie ma powodu, aby unieważnić licencję na wykonywanie przewozów wydaną Small Planet Airlines.

Obecna sytuacja potwierdza, że obawy finansistów i ekspertów prawnych Skycop były uzasadnione. – Dołożyliśmy wszelkich starań, aby zrekompensować niedogodności, z jakimi borykają się podróżni. Jednak same władze zapewniły nas, że nasze obawy są nieuzasadnione – mówi Marius Stonkus – Wyczerpując wszystkie środki poprzedzających postępowanie sądowe, 21 czerwca 2018 r. wystosowaliśmy do Small Planet Airlines ostateczne ostrzeżenie za pośrednictwem naszych partnerów prawnych Motieka & Audzevicius, dając przewoźnikowi 30 dni na wypłatę odszkodowania. W tym okresie linia lotnicza nie wypłaciła pasażerom należnych im kwot, ani nie przedstawiła planów płatności w ratach, dlatego też 29 sierpnia 2018 r. złożyliśmy pozew zbiorowy do Wileńskiego Sądu Okręgowego. 12 września 2018 r. otrzymaliśmy rekomendację sądu, że indywidualne sprawy będą korzystniejsze niż pozew zbiorowy – pierwsze takie pozwy złożyliśmy więc 2 października 2018 roku. Chcielibyśmy przeprosić naszych klientów za tak długi proces dochodzenia ich praw. Obiecujemy jednak, że dotrzymamy słowa. Nawet w momencie gdy Small Planet Airlines ogłosi plany restrukturyzacji, będziemy składać kolejne wnioski i starać się o wypłatę odszkodowań – dodaje Stonkus.

Jeśli Small Planet Airlines nie znajdą wkrótce inwestora, będą zagrożone upadkiem. Efekt domina w spółkach siostrzanych poza Litwą może ostatecznie przełamać ich zdolność do radzenia sobie z problemami. Jednak nawet w tej sytuacji, Skycop zrobi wszystko, co w jego mocy, aby uzyskać odszkodowania za zakłócone loty.

Mario Draghi wykonał swoją misję na tyle, na ile się dało

Turbulencje na globalnym rynku akcji nie ustają i mimo prób odbicia na Wall Street, Azja i Europa pozostają w oparach pesymizmu. Przedweekendowe domykanie pozycji może przynieść uspokojenie, co na FX oznaczałoby przyhamowanie rajdu USD. EUR jednak dalej męczy się z tematem włoskiego budżetu, a neutralny przekaz EBC nie zaoferował solidnego wsparcia.

Prezes EBC Mario Draghi wykonał swoją misję. Bardzo mu zależało, by nie wywołać większego zamieszania na europejskich aktywach i cel ten został osiągnięty na tyle, na ile się dało. Przekaz dotyczący parametrów polityki monetarnej pozostał bez zmian – QE prawdopodobnie zakończy się w grudniu, a o podwyżkach stóp procentowych nie ma co myśleć aż do „końca lata przyszłego roku”. Na konferencji prasowej Draghi przyznał, że napływające dane ze strefy euro są gorsze od oczekiwań, ale nie ma tu mowy o spowolnieniu, a jedynie uznaje to jako przyhamowanie tempa ożywienia i powrót do średniej po imponującym ubiegłym roku. EBC wciąż pozostaje optymistyczny co do rozwoju sytuacji w przyszłości, choć zdaje sobie sprawę ze „specyficznych” ryzyk, które osłabiają ożywienie: spowolnienie w niemieckim sektorze samochodowym, niepewność o handel międzynarodowy, Brexit. Draghi musiał też odnieść się do sporu wokół włoskiego budżetu, ale zaznaczył, że nie widać oznak „zarażenia” na innych europejskich rynkach, a on jest przekonany, że strony dojdą do porozumienia.Mario Draghi – Prezes Europejskiego Banku Centralnego (4)

Neutralny w każdy aspekcie przekaz nie zmienia obrazu rynku EUR. W trakcie konferencji widzieliśmy próby podejścia EUR/USD do 1,1430, kiedy kto chciał, to wyczytywał optymizm ze słów Draghiego. Finalnie jednak nadzieje na jastrzębie wzmianki w stylu „szklanka jest do połowy pełna” zostały zawiedzione. Jeśli spór KE-Rzym ma pozostać głównym tematem na Starym Kontynencie, EUR pozostanie pod presją.

Reszta świata FX w ciągu ostatniej doby miała dwie odsłony. Po środowym pogromie na rynku akcji, czwartek przyniósł odbicie w Europie i USA, co pomogło też podnieść się walutom ryzykownym. Ale rynki azjatyckie upierają się przy swojej depresji i osłabienie chińskiego juana do najniższego poziomu do 10 lat podsycało niepokój. To odbiło się wyraźnie na AUD i NZD, który tracą dziś najwięcej. Jeszcze nie uciekliśmy od ponurych nastrojów z połowy tygodnia i choć Wall Street próbowało siebie wczoraj przekonać, że będzie już lepiej, nic nie jest do końca przesądzone (co do dalszego kierunku). Mimo tego, po tak burzliwym tygodniu i z perspektywą dwóch wolnych dni rośnie skłonność do domykania pozycji, które były ostatnio najbardziej zyskowne. To przede wszystkim może przynieść korektę rajdu USD.

Po południu w kalendarzu mamy wstępny PKB z USA za III kw. Mocny wyniki ponad 3 proc. będzie świadczyć o utrzymanym solidnym pędzie ożywienia, ale dla nikogo nie będzie to niespodzianką, więc nie spodziewam się skoku zmienności po publikacji. Wieczorem agencja S&P podejmie decyzję w sprawie ratingu Włoch. Obniżka zawsze jest ryzykiem, choć tym razem niewielkim, biorąc pod uwagę, że jeszcze w kwietniu S&P potwierdziło rating BBB po jego podwyżce w październiku 2017 r.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro w dół. Sytuacja w Europie rysuje się w ciemnych barwach

Szef EBC tonował nastroje na konferencji po posiedzeniu EBC. Nie boi się o inflację a ryzyka uważa za zbilansowane. Wskaźniki PMI dla strefy euro są bliskie poziomów wskazujących na recesję. PKB dla USA za III kwartał najważniejszą publikacją.

Bez emocji w minorowych nastrojach

Tak jak można było się spodziewać wczorajsze posiedzenie EBC nie przyniosło żadnych nowych informacji. Prezes EBC niejako z konieczności wskazał na pogarszające się dane makro w strefie euro. Z pomocą by jednak nie wpaść w recesję ma być dalej prowadzona łagodna polityka monetarna mimo zakończenia programu QE z końcem roku. Prawdopodobnie oznacza to, że stopy w całym przyszłym roku pozostaną na niezmienionym poziomie a bardzo możliwe, że nawet w 2020 roku. Sytuacja w Europie rysuje się w naprawdę ciemnych barwach i nie dziwi, że prezes EBC spokojnym tonem konferencji niejako uciekał od tematów wrażliwych.

Z szacunku do rodaków omijamy ten temat

Według szefa EBC ostatnie nieznaczne spadki inflacji nie stanowią zagrożenia gdyż wzrost cen i tak jest wyższy niż na początku roku. I akurat tutaj można się zgodzić z Mario Draghim gdyż rosnące ceny ropy w ostatnim czasie w dłuższym terminie muszą wywrzeć presję na inflację. Co do zrównoważonych ryzyk dla wzrostu gospodarczego można już mieć wątpliwości. Temat Włoch, Brexit czy wojny handlowe z pewnością odbiją się na gospodarkach strefy euro. Tym bardziej, że rodacy Draghiego ani myślą uginać się przed UE.

Wspólna waluta traci… bo są na to twarde argumenty

Po wystąpieniu prezesa Draghiego euro mocno zaczęło tracić. Wydaje się jednak, że to nie była konsekwencja jego słów a raczej kontynuacja trendu spadkowego na wspólnej walucie. Po prostu inwestorzy liczyli na jakieś zaskoczenie i jastrzębi komentarz jeśli takowy się nie pojawił dalej wyprzedawali wspólną walutę. EUR/USD ruszył na południe osiągając minimum ostatnich dwóch miesięcy znacznie poniżej 1,1370. Sytuacja na głównej parze jest więc jasna i klarowna obowiązuje trend spadkowy. Z jednej strony słabość euro poparta mocnymi argumentami z drugiej strony presja na umocnienie dolara w obawie przed wyprzedażą na amerykańskich giełdach.

Ważne dane zza oceanu

Dzisiaj na rynkach kluczowa będzie publikacja PKB z USA o 13.30. Publikacja bardzo istotna, która pokaże czy w USA jest tak dobrze a w Europie aż tak źle. Lepszy odczyt jeszcze pogłębi ruch spadkowy na EUR/USD. Nieco później o 16.00 swoje wystąpienie ma prezes EBC, nie liczymy jednak na nowe fakty a raczej powtórzenie słów z wczoraj.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

W 2020 r. Polska będzie największym producentem mięsa indyczego w Europie

Badania Eurostatu potwierdzają, że do 2020 r. Polska ma duże szanse, aby stać się największym producentem mięsa indyczego w Unii Europejskiej, tym samym pokonując Niemcy. Do tej pory rodzimym producentom udało się wyprzedzić Francuzów. W dalszej perspektywie, przy utrzymaniu obecnej dynamiki wzrostu – mogą stać się liderem produkcji tego mięsa w Europie.

Rynek indyka w Polsce

Z roku na rok produkujemy coraz więcej mięsa indyczego. A  jeszcze  trzy lata temu palmę pierwszeństwa dzierżyły Niemcy, Francja i Włochy. Zaledwie rok później Polska pokonała Włochy z wynikiem ponad 342 tys. ton wyprodukowanego mięsa. Wzrost produkcji nieznacznie zwolnił w 2017 r., gdy odkryto w kraju ogniska ptasiej grypy ptaków. Mimo to, w pierwszych miesiącach b.r. Polska utrzymała drugie miejsce w Europie z wynikiem  128 tys. ton, czyli o 15 ton więcej niż Francja i o 31 ton więcej niż Włochy.

– Od kilkunastu lat wiedziemy prym w produkcji drobiu w Europie.  Rozwój w kierunku mięsa indyczego jest dość naturalnym krokiem dla polskich drobiarzy. Szczególnie ze względu na rosnący poziom spożycia tego mięsa na świecie. Tylko między 2014 a 2016 r. jego produkcja w Polsce wzrosła o ponad 43 procent i trend wzrostowy cały czas rośnie – komentuje Marcin Prażanowski, specjalista ds. drobiu De Heus.

Jemy coraz więcej drobiu

W USA spożycie drobiu to nawet 45 kg na osobę, a w Izraelu ponad 60 kg. Polacy zjadają go nieco mniej, bo tylko 30,5 kg na osobę rocznie. Coraz większą popularnością cieszy się indyk. Wszystko wskazuje, że do 2025 r. roczne spożycie tego mięsa na świecie wyniesie 6,7 miliona ton. – Indyk to świetne jakościowo mięso. Zawiera mniej niż 2 procent tłuszczu, a aż 27 procent białka. Niewiele osób wie, że mięso indyka dzieli się na białe i czerwone. Te pierwsze to mięso z piersi i skrzydeł. Nogi zalicza się jednak do mięsa czerwonego – dodaje Prażanowski.

Oczekiwania konsumentów

Perspektywy rozwoju rynku indyczego są obiecujące, ale nie oznacza to, że na drobiarzy nie czekają  wyzwania. Jednym z nich są rosnące oczekiwania konsumentów. I dotyczą one nie tylko walorów smakowych, ale przede wszystkim procesów związanych z odpowiedzialną produkcją i bezpieczeństwem produktu gotowego. Jakość staje się coraz ważniejszym czynnikiem decydującym o wyborze danego produktu. Flagowym projektem, który wspiera hodowców w spełnianiu wymogów odpowiedzialnej produkcji jest Akademia Indyka.

23 października odbyła się już II Konferencja Akademii Indyka, organizowana przez firmę De Heus przy współpracy z Firmami Aviagen, Grelavi, Panda, Zakład Drobiarski Stasin oraz grupami producentów: Farmer i Euro Indyk. To cykliczne wydarzenie już na stałe zagościło w kalendarzu spotkań całej branży skupionej wokół produkcji indyczej.

Hodowcy, przedstawiciele środowisk akademickich oraz lekarze weterynarii spotkali się w Toruniu, aby omówić aktualne problemy i wyzwania, przed którymi stoją producenci.

– Misją Akademii Indyka jest wparcie hodowców m.in. poprzez konsolidację działań mających na celu trafienie do świadomości konsumenta z jasnym i klarownym przekazem: hodowla i produkcja mięsa indyczego odbywa się pod ścisłą kontrolą m.in służb weterynaryjnych. Finalny produkt, czyli mięso indycze jest zdrowe i bezpieczne dla konsumenta – deklaruje  Marcin Prażanowski z De Heus.

Hodowcy mieli okazję wysłuchać trzech prelekcji oraz wziąć udział w warsztacie pt. „Oczekiwania konsumenta indyka”. Ważnym tematem poruszanym podczas konferencji był również rola weterynarza w poprawie bezpieczeństwa i jakości mięsa indyczego.

Bezpieczeństwo informatyczne w samorządach wzrośnie. To dzięki obowiązkowemu zgłaszaniu cyberincydentów

Bezpieczeństwo informatyczne w samorządach wzrośnie. To dzięki obowiązkowemu zgłaszaniu cyberincydentów 1

Od końca sierpnia tego roku samorządy mają obowiązek zgłaszania w ciągu 24 godzin incydentów naruszenia bezpieczeństwa teleinformatycznego. Takie informacje muszą wpływać do CERT Polska, działającego w NASK. Eksperci Instytutu zachęcają, by zgłaszać wszelkie podejrzane e-maile i inne próby ataków. Dzięki temu większa będzie wiedza o cyberbezpieczeństwie w urzędach, a tym samym możliwa będzie skuteczniejsza walka z zagrożeniami. O tym dyskutowano podczas 22. konferencji SECURE, organizowanej przez NASK.

 Cyberbezpieczeństwo stanowi duże wyzwanie dla wielu interesariuszy. Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa obejmuje m.in. jednostki samorządowe. Jest duże wyzwanie z kilku powodów. Po pierwsze: to liczna i zróżnicowana grupa. Obejmuje zarówno małe ośrodki gminne, jak i większe samorządy czy urzędy marszałkowskie. Stopień przygotowania na ataki teleinformatyczne jest więc różny, tak jak kadry, którymi dysponują. Po drugie, do tej pory jednostki samorządowe nie miały obowiązku informowania o incydentach bezpieczeństwa teleinformatycznego. Dlatego staramy się  dotrzeć z informacją, że pojawiły się dodatkowe obowiązki takie jak raportowanie incydentów do CERT Polska w NASK. To ma znaczenie, ponieważ musimy znać stan bezpieczeństwa w urzędach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Silicki, dyrektor NASK.

Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa weszła w życie 28 sierpnia br. To pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący tego obszaru. Nowe prawo wdraża na gruncie krajowym wymogi unijnej dyrektywy NIS, przyjętej w 2016 roku, której celem jest zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terytorium całej Unii Europejskiej. W Polsce regulacja ma bardziej szczegółowy charakter – ustawą objęty został również m.in. sektor telekomunikacyjny, finansowy i administracja publiczna, na które przepisy nakładają nowe obowiązki.

Przed samorządami stoją duże wyzwania dotyczące ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Do tej pory radziły sobie w sposób nieuregulowany. W zależności od wielkości jednostki przygotowanie kadry informatycznej oraz zarządzanie cyberbezpieczeństwem w urzędzie było bardzo zróżnicowane. Ustawa nałożyła na samorządy obowiązek zgłoszenia osoby kontaktowej, która będzie obsługiwała sprawy związane ze zgłaszaniem incydentów, a także wyznaczenia koordynatora na poziomie różnych jednostek organizacyjnych – mówi Agnieszka Aleksiejczuk, dyrektor departamentu społeczeństwa informacyjnego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podlaskiego, uczestnicząca w debacie podczas konferencji SECURE 2018.

Zgodnie z  ustawą w ciągu 24 godzin od momentu wykrycia zagrożenia bądź incydentu naruszenia bezpieczeństwa samorządy muszą zgłaszać takie przypadki do właściwego Zespołu Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego, czyli CSIRT (MON, ABW lub NASK) Należy zaznaczyć, że w przypadku spółek samorządowych infrastrukturalnych, które znajda się w wykazie Operatorów Usług Kluczowych i jednocześnie w wykazie Infrastruktury Krytycznej, właściwym CSIRT będzie CSIRT GOV lub CSIRT MON.

– Takiego zgłoszenia można dokonać na naszej stronie incydent.cert.pl, gdzie znajduje się odpowiedni formularz, do którego trzeba wpisać wszystkie informacje wymagane w ustawie. Jako incydent ustawa definiuje wszelkiego rodzaju działania zakłócające bezpieczne dostarczanie usług dla obywateli z wykorzystaniem systemów informatycznych – podkreśla Przemysław Jaroszewski, kierownik zespołu CERT Polska w NASK. – Im więcej wiemy, im więcej informacji otrzymamy, tym lepiej jesteśmy w stanie przeanalizować, co dzieje się w obszarze cyberbezpieczeństwa i tym skuteczniej jesteśmy w stanie ostrzegać podmioty administracji samorządowej i informować je, jak ustrzec się przed zagrożeniami.

Agnieszka Aleksiejczuk ocenia, że do tej pory poziom świadomości dotyczącej cyberzagrożeń na szczeblu administracji był bardzo zróżnicowany. Duże jednostki, jak np. duże miasta czy urzędy marszałkowskie, radziły sobie znacznie lepiej niż małe gminy, w których informatyk odpowiedzialny za ten obszar często jest zatrudniony na część etatu albo umowę-zlecenie. Dlatego z perspektywy małych jednostek przeciwdziałanie i radzenie sobie z zagrożeniami było bardzo trudne.

– Nowością jest to, że zgłaszanie incydentów stało się obowiązkiem. Myślę, że niedługo będziemy już mieć dane pokazujące, jak faktycznie jest z tym bezpieczeństwem. Ustawa daje nam też możliwość kontaktu z tymi urzędami i szerzenia wiedzy na temat standardów bezpieczeństwa i dobrych praktyk –dodaje Krzysztof Silicki.

Dyrektor NASK podkreśla, że urzędy są zinformatyzowane w coraz większym stopniu, a obywatele coraz częściej kontaktują się z nimi i załatwiają sprawy urzędowe przez internet i aplikacje. To wymusza większą dbałość o cyberbezpieczeństwo. Do tej pory nie było rzetelnych danych, które pokazywałyby, na ile urzędy faktycznie są bezpieczne i jak często stykają się z zagrożeniami. Dzięki nowej ustawie eksperci NASK zyskają takie informacje, co pozwoli skuteczniej tworzyć system cyberbezpieczeństwa na różnych poziomach.

Zachęcamy do zgłaszania podejrzanych listów elektronicznych z załącznikami, które mogą się okazać złośliwe. Pozwoli nam to stwierdzić, czy jest to przypadkowa kampania, czy może atak ukierunkowany na zapoznanie się z kontraktami, które podpisują samorządy, zainstalowanie złośliwego oprogramowania na konkretnych komputerach. Zachęcamy też do zgłaszania ataków typu DoS, zakłócających dostępność, np. systemów rejestracji kierowców, podmiany strony www czy ataków na profile społecznościowe. Słowem – wszystkich sytuacji, które wzbudzają podejrzenia. Nawet jeżeli nie odniosły skutku, to pomogą nam dowiedzieć się więcej, a być może ostrzec innych, którzy nie poradziliby sobie sami z takim atakiem – podkreśla Przemysław Jaroszewski.

Od początku tego roku do końca września, CERT Polska – działający w NASK zespół reagowania na incydenty cyberbezpieczeństwa – odnotował w polskich sieciach 2 690 incydentów związanych z naruszeniem bezpieczeństwa w internecie. Ponad połowę z nich (51,64 proc.) stanowiły oszustwa komputerowe, wśród których najczęściej odnotowywany był phishing, czyli fałszywa korespondencja e-mail lub strony internetowe mające na celu wyłudzenie pieniędzy lub poufnych informacji.

Lek na agresywną postać białaczki limfocytowej wciąż bez refundacji. Czeka na niego 50 pacjentów, którym bez leku pozostały dwa miesiące życia

Lek na agresywną postać białaczki limfocytowej wciąż bez refundacji. Czeka na niego 50 pacjentów, którym bez leku pozostały dwa miesiące życia 2

Pacjenci z agresywną postacią przewlekłej białaczki limfocytowej żyją nie więcej niż 2 miesiące. Ratunkiem jest dla nich nowoczesny lek, o unikalnym mechanizmie działania, który powoduje śmierć komórek nowotworowych. W Stanach Zjednoczonych już 2 lata temu uzyskał on status terapii przełomowej. W Polsce jest dostępny, jednak poza procesem refundacyjnym. Obecnie czeka na niego ok. 50 osób, dla których jest on ostatnią szansą na życie.

Przewlekła białaczka limfocytowa to najczęściej występujący rodzaj nowotworu układu krwiotwórczego. Występuje przede wszystkim u osób, które przekroczyły 65 rok życia – zachorowania wśród młodszych pacjentów należą do rzadkości. Przyczyny rozwoju choroby nie są znane, choć lekarze przypuszczają, że u jej podłoża leżą uszkodzenia genetyczne, niekoniecznie występujące dziedzicznie. Podstawą terapii pozostaje więc farmakologia. W pierwszej linii stosowana jest nowoczesna immunochemioterapia, czyli leczenie celowane w komórki białaczkowe.

– W kolejnych etapach postępujemy w zależności od tego, jak chory odpowiada na leczenie. U chorych, którzy mają remisję choroby, czyli nie mają objawów choroby po pierwszym leczeniu, możemy je powtórzyć, natomiast część z chorych niestety nie będzie odpowiadała na takie leczenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Oddziału Hematologicznego Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

Najgorsze rokowania dotyczą osób z takimi zaburzeniami genetycznymi, jak mutacja TP53 oraz delecja 17p. Ich obecność uniemożliwia odpowiedź organizmu na standardową immunochemioterapię, pacjenci powinni, więc otrzymywać leki działające niezależnie od tych defektów genetycznych. W 2018 roku resort zdrowia zajął się tą grupą chorych i wprowadził na listy refundacyjne lek o nazwie ibrutynib, hamujący rozrost komórek nowotworowych. Terapia ta przynosi bardzo dobre efekty, jednak znaczna część pacjentów z czasem uodparnia się na jej działanie.

– Ci chorzy w zasadzie są pozostawieni bez możliwości nowoczesnego leczenia, także konieczne jest wprowadzenie kolejnej linii terapeutycznej. Co ważne, to nie jest linia dla wszystkich chorych, tylko dla osób mających najgorsze rokowania, dla których nie mamy żadnej opcji terapeutycznej – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos.

Nabycie odporności na ibrutynib skutkuje gwałtownym przyspieszeniem rozwoju choroby i znaczącym pogorszeniem rokowań – pacjenci w tej sytuacji zazwyczaj mają przed sobą zaledwie kilkanaście tygodni życia. Odpowiedzią na ich potrzeby jest lek o nazwie wenetoklaks uznawany w USA za terapię przełomową w leczeniu przewlekłej białaczki limfocytowej. Farmaceutyk ten odblokowuje mechanizmy prowadzące do śmierci komórek białaczkowych. Wenetoklaks został zarejestrowany w krajach Europy Zachodniej, również w Polsce, nie trafił jednak na listy refundacyjne.

– Sytuacja tych pacjentów jest już nawet nie dramatyczna, lecz wręcz tragiczna, dlatego że ich mediana przeżycia w tej sytuacji to niecałe dwa miesiące. To jest sytuacja, z którą zmaga się ok. 50 osób w Polsce i one wymagają pilnej pomocy. Ten lek powinien się bezwarunkowo znaleźć na najbliższej liście refundacyjnej – mówi Aleksandra Rudnicka, rzecznik Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Nowy lek cechuje ponadto obniżona toksyczność, co oznacza, że jest on lepiej tolerowany przez organizm pacjentów niż pozostałe farmaceutyki. Jest to szczególnie ważne w przypadku osób starszych, najczęściej zmagających się z chorobami współtowarzyszącymi. Wielu pacjentów poddawanych terapii wenetoklaksem jest w stanie normalnie funkcjonować, a nawet realizować się na rynku pracy.

– Ci pacjenci, jeśli będą mogli żyć, to będą mogli realizować swoje plany, pracować i do budżetu państwa wnosić podatki. Gdybyśmy przeliczyli te koszty, które dzięki temu zaoszczędzimy jako społeczność, to na pewno jest to opłacalne, ale oczywiście najważniejszy jest argument ludzki. Chodzi o ludzkie życie, o to, że ci pacjenci nie doczekają do następnej listy – mówi Aleksandra Rudnicka.

Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych podejmuje szereg działań, których celem jest wsparcie pacjentów z agresywną postacią przewlekłej białaczki limfocytowej. Jej członkowie wystosowali kilkanaście apeli do resortu zdrowia, w których domagali się wprowadzenia nowoczesnego leku na listy refundacyjne, zorganizowali również spotkanie w Senacie poświęcone sytuacji tej grupy chorych.

Technologie poprawią dostęp do lekarzy i skuteczność leczenia. Cyfryzacja służby zdrowia przyspieszy dzięki środkom z nowego budżetu UE

Technologie poprawią dostęp do lekarzy i skuteczność leczenia. Cyfryzacja służby zdrowia przyspieszy dzięki środkom z nowego budżetu UE 3

Dla służby zdrowia i jej transformacji w kierunku nowych technologii duże znaczenie będzie mieć negocjowana obecnie nowa perspektywa budżetowa Unii Europejskiej i środki przeznaczone na digitalizację, działania społeczne oraz ochronę zdrowia. Część funduszy z 9 mld euro w ramach programu „Cyfrowa Europa” ma trafić właśnie do sektora zdrowotnego. Prezes Philips w krajach Europy Środkowo-Wschodniej Reinier Schlatmann podkreśla, że aby sprostać wyzwaniom, przed którymi stoi ochrona zdrowia, kluczowy jest rozwój usług eHealth, jak również wspierające go decyzje oraz współpraca pomiędzy poszczególnymi podmiotami tego sektora.

– Cyfrowa transformacja w służbie zdrowia to konieczność. Jest to jeden z najważniejszych kierunków działania, jeśli weźmiemy pod uwagę globalne tendencje w tej dziedzinie: starzenie się społeczeństw, wzrost występowania chorób przewlekłych i znaczne ograniczenie środków na opiekę zdrowotną. Chodzi o łączenie danych w jednym systemie, a także ich przekazywanie z różnych środowisk, od lekarza rodzinnego do szpitala, od domów pacjentów do oddalonych od nich lekarzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Reinier Schlatmann, prezes Philips w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Cyfryzacja i nowe technologie, takie jak telediagnostyka, sztuczna inteligencja, dedykowane aplikacje i urządzenia mobilne, będą odgrywać w medycynie coraz większą rolę – wynika z raportu „Pacjent w świecie cyfrowym” firmy doradczej PwC. Już w tym momencie 60 proc. pacjentów z Europy Środkowo-Wschodniej jest gotowych, by korzystać z telemedycyny.

– Cyfryzacja w służbie zdrowia zapewni dane, które pomogą się skupić na osiągnięciu lepszych rezultatów leczenia pacjentów. Po drugie, poprawi poziom opieki nad nimi, na przykład poprzez rozwiązania z zakresu teleopieki, łącząc lekarza znajdującego się w jednym miejscu z pacjentem w innej lokalizacji. Ponadto zapewni zarówno świadczeniodawcom, jak i pacjentom odpowiednie dane, dzięki czemu zyskają oni między innymi większą kontrolę nad swoim zdrowiem – mówi Reinier Schlatmann.

Jednym z rozwiązań, dzięki któremu pacjenci w Polsce zyskają większa kontrolę nad swoimi danymi medycznymi i procesem leczenia, będzie Internetowe Konto Pacjenta, które ma zostać uruchomione w przyszłym roku. IKP będzie bezpłatną aplikacja internetową, która zapewni dostęp do wyników badań, zaplanowanych wizyt, historii leczenia i wystawionych zwolnień lekarskich zgromadzonych w jednym miejscu. To jeden z kilku rządowych projektów w obszarze cyfryzacji służby zdrowia. W tym roku przeprowadzono też pilotaż e-recepty. Od stycznia 2020 roku elektroniczne recepty mają być już wystawiane we wszystkich gabinetach lekarskich w Polsce. Kolejny jest pilotaż elektronicznych skierowań oraz zwolnień lekarskich, które zaczną obowiązywać od 1 grudnia br. i docelowo całkiem zastąpią tradycyjne L4.

Jan Olbrycht, poseł Parlamentu Europejskiego, ocenia, że dla służby zdrowia i jej transformacji w kierunku nowych technologii duże znaczenie będzie mieć negocjowana obecnie nowa perspektywa budżetowa UE i środki przeznaczone na digitalizację, działania społeczne oraz ochronę zdrowia.

 Mamy nadzieję, że w nowej perspektywie rzeczywiście będą środki, które umożliwią wzmocnienie tego sektora. Z jednej strony jest to wspieranie różnego typu programów społecznych, co wiąże się z uchwalonym w Göteborgu nowym filarem, któremu poświęcony jest Europejski Fundusz Społeczny. Tym razem będzie on poszerzony. Znajdą się w nim zarówno elementy typowe dla działań społecznych, jak i związane ze służbą zdrowia – mówi Jan Olbrycht.

Zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej w nowej perspektywie ma zostać uruchomiony także pierwszy w historii program „Cyfrowa Europa”, który przewiduje zainwestowanie 9,2 mld euro w latach 2021–2027 na projekty cyfryzacji. Część z tych środków zostanie przeznaczona także na digitalizację w służbie zdrowia.

 Na razie mówimy o projekcie. Wsparcie będzie z jednej strony tam, gdzie mówimy o podstawowych badaniach naukowych, czyli następcy Horyzontu 2020. Z drugiej strony to działania związane z tzw. inwestycjami InvestEU, czyli gwarancjami dla różnego typu firm. Myślę, że w następnej perspektywie sektor zdrowotny będzie wspierany w sposób bardziej wyrazisty niż w aktualnej perspektywie na lata 2014–2020 – mówi Jan Olbrycht.

Prezes Philips na Europę Środkowo-Wschodnią Reinier Schlatmann podkreśla, że cyfryzacja służby zdrowia oznacza wiele wyzwań związanych m.in. z przekazem danych, poufnością i bezpieczeństwem informacji czy kwestią refundacji usług telemedycznych. Jak zaznacza, w cyfryzacji służby zdrowia bardzo ważna jest również współpraca pomiędzy poszczególnymi podmiotami z tego sektora.

– Wyzwania stojące przed ochroną zdrowia są tak duże, że żaden podmiot nie podoła im, działając samodzielnie. Dlatego też współpracujemy z organami rządowymi i kręgami akademickimi, a także innymi podmiotami będącymi interesariuszami sektora ochrony zdrowia. W ten sposób mamy pewność, że łączymy wszystkie zagadnienia w celu wypracowania możliwe najlepszego rozwiązania – mówi Reinier Schlatmann.

Prof. Marek Gzik, dziekan Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej, dodaje, że dzięki środkom z UE poprawia się również współpraca nauki i biznesu, która skutkuje m.in. wspólnymi projektami.

– Dzisiaj projekty, jakie zdobywamy na uczelni, są w zdecydowanej większości realizowane wspólnie z firmami. Milowym krokiem będzie dla nas projekt realizowany wspólnie z Philips z wykorzystaniem funduszy z Unii Europejskiej. Dzięki temu projektowi zbudujemy kilkanaście doskonale wyposażonych laboratoriów, które pozwolą nam znacznie poprawić naszą ofertę naukową – mówi prof. Marek Gzik.

1/3 polskich kierowców nie wymienia opon przez cały rok. To duże zagrożenie dla bezpieczeństwa na drodze

1/3 polskich kierowców nie wymienia opon przez cały rok. To duże zagrożenie dla bezpieczeństwa na drodze 4

Mniej więcej jedna trzecia kierowców jeździ przez cały rok na zimowych lub letnich oponach. Mimo że większość właścicieli aut deklaruje, że sezonowa wymiana powinna być obowiązkowa. Jazda na niewłaściwym ogumieniu stanowi duże zagrożenie dla bezpieczeństwa. W przypadku opon, które obracają się z prędkością ponad tysiąc razy na minutę, nie ma dużego marginesu bezpieczeństwa, który pozwalałby jeździć na zużytym ogumieniu, kupionym z drugiej ręki lub z niesprawdzonego źródła.

Polacy są podzieleni w kwestii świadomości kierowców dotyczącej konieczności wymiany opon z letnich na zimowe i odwrotnie. Co innego deklarują w badaniach, a co innego widać w warsztatach. Zimą można zaobserwować, że 1/3 samochodów jeździ wciąż na letnich oponach. Wiosną jest jeszcze gorzej – wielu kierowców nadal jeździ na oponach zimowych przy temperaturach powyżej 20 st. C – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Sezonowa wymiana opon przede wszystkim wpływa na bezpieczeństwo na drodze. Zimówki, na których powinno się jeździć, gdy temperatura spada poniżej 7 st. C, zapewniają optymalną przyczepność przy pokonywaniu gołoledzi, śniegu i roztopów. Samochód poruszający się na zimowych oponach ma krótszą drogę hamowania niż ten, który wciąż jeździ na letnich oponach. To dlatego, że zimówki – oznaczone symbolem płatka śniegu na tle góry – są zbudowane ze specjalnej mieszanki, która zawiera więcej naturalnej gumy i krzemionki. Dzięki temu są bardziej miękkie, elastyczne i nie twardnieją, kiedy temperatura spada poniżej kilku stopni Celsjusza. Różnią się także budową – opony zimowe mają specjalną rzeźbę bieżnika i gęsto umieszczone nacięcia, tzw. lamele, które zapewniają lepszą przyczepność na śliskiej, ośnieżonej nawierzchni.

– Brak zimowych opon przy obniżonej temperaturze zagraża bezpieczeństwu naszemu oraz innych kierowców i pieszych. Mimo łagodniejszych zim zalecamy wymianę opon na zimowe, ponieważ jest to niezbędne dla bezpieczeństwa i komfortu jazdy. Trzeba pamiętać także o wyważeniu kół – należy to robić przy każdej sezonowej wymianie opon, kolizji pojazdu, wjechaniu w większą dziurę bądź na krawężnik. Brak lub nieprawidłowe wyważenie kół – oprócz drgań na kierownicy – może spowodować uszkodzenia w układzie kierowniczym lub zawieszeniu. Powoduje to również nierównomierne zużycie opon podczas jazdy – podkreśla Marcin Paleński, właściciel SB Car Wash.

Eksperci podkreślają, że regularna wymiana ogumienia ma też znaczenie dla portfeli kierowców. Opony użytkowane w warunkach innych niż te, do których zostały fabrycznie przystosowane, zużywają się znacznie szybciej.

W praktyce wielu kierowców zapomina lub bagatelizuje sezonową wymianę opon, mimo że w badaniach zdecydowania większość opowiada się za obowiązkową wymianą ogumienia. Jak wynika z sondażu, przeprowadzonego w końcówce ubiegłego roku przez Moto Data, trzy czwarte (76 proc.) polskich kierowców deklaruje, że wymienia opony z letnich na zimowe i odwrotnie, natomiast 78 proc. opowiada się za wprowadzeniem takiego obowiązku. W polskim prawie nie ma jak na razie takiego zapisu, choć jest on wielu krajach europejskich, m.in. w Austrii, Czechach, Francji, Niemczech czy na Słowacji.

– Świadomość dotycząca wpływu opon na bezpieczeństwo nie jest tak duża, jak byśmy chcieli. Może dlatego, że opona jest na dole, poniżej linii wzroku kierowcy. Rzadko na parkingu zdarza się, że kierowca przed wyruszeniem w trasę obejrzy, czy opona nie ma żadnych dziur, spękań, wyrw, a to jest naprawdę bardzo ważne. Opona jest jedynym elementem, który łączy samochód z drogą. Nieważne, czy ma on 100 czy 300 KM mocy – jego jedyna zdolność do hamowania i przyspieszania opiera się na oponach – mówi Piotr Sarnecki.

Dyrektor Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego podkreśla, że w przypadku opon, które obracają się z prędkością ponad tysiąca razy na minutę, nie ma dużego marginesu bezpieczeństwa, który pozwalałby jeździć na zużytym ogumieniu, kupionym z drugiej ręki albo z niesprawdzonego źródła. Równie ważnym aspektem – o którym kierowcy często zapominają – jest także regularna kontrola ciśnienia w oponach, która wpływa na ich żywotność.

– Taka kontrola zajmuje 3 minuty i wpływa również na bezpieczeństwo, bo niedopompowana opona ma wydłużoną drogę hamowania, gorszą przyczepność, gorszą odporność na aquaplaning. Ma też dużo większe tarcie wewnętrzne, więc następuje przegrzanie i zużycie warstw wewnętrznych, ale też nieodpowiednie zdzieranie się samego bieżnika. Nieważne, czy mamy opony najtańsze czy najdroższe, każdą z nich można zniszczyć, jeżeli przez kilka tygodni będzie jeździła niedopompowana – podkreśla dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego.

Jak podkreśla, data produkcji opony nie ma dla jej żywotności większego znaczenia. Opony, które są przechowywane w odpowiednich warunkach w magazynach fabrycznych bądź hurtowniach, nie tracą żadnych właściwości i zachowują parametry fabryczne nawet przez kilka lat. Kluczowa dla zachowania żywotności opon jest nie data produkcji, ale to, czy kierowca o nie dba i jak często sprawdza ciśnienie w oponach.

– Opony za 2 tys. zł za sztukę można zniszczyć dokładnie tak samo, jak opony za 200 zł za sztukę, jeśli nie będziemy o nie dbać i dobrze ich przechowywać. Czasem widzę sterty opon ułożone pod chmurką, na słońcu, a to niestety ma wpływ na ich starzenie się i niszczenie – mówi Piotr Sarnecki.

Gotowanie staje się coraz łatwiejsze. Inteligentne sprzęty podpowiedzą przepis, przypomną o zakupach, a nawet o terminie przydatności do spożycia produktów

Gotowanie staje się coraz łatwiejsze. Inteligentne sprzęty podpowiedzą przepis, przypomną o zakupach, a nawet o terminie przydatności do spożycia produktów 5

Producenci sprzętu kuchennego prześcigają się w udoskonalaniu swoich produktów. Liczy się zarówno oryginalny design, jak i funkcjonalność. Nowoczesne lodówki pełnią funkcję partnera w zakupach: przypominają o konieczności zrobienia zakupów, wysyłają zamówienie do sklepu, a nawet podpowiadają, jak przyrządzić określone dania. Innowacyjne piekarniki umożliwiają przygotowanie coraz bardziej wyszukanych dań.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat zmienił się tryb życia Polaków i ich preferencje kulinarne. Szybkie tempo codziennego życia nie zawsze pozwala na spożywanie odpowiedniej liczby posiłków i delektowanie się ich smakiem. Jednocześnie Polacy przywiązują coraz większą wagę do jakości pożywienia, traktując je jako przyjemność, a nie tylko konieczność.

– Nawet najlepszy kucharz nie zdziała nic bez odpowiednich narzędzi. Jako profesjonalista mam w swojej restauracji wysokiej jakości sprzęt do gotowania. Co ważne i co wpływa na te trendy światowe, to coraz częściej taki sprzęt mamy także w domach – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes podczas pierwszych urodzin Cook Story by Samsung Michel Troisgros, wybitny francuski szef kuchni, który cieszy się ogromnym uznaniem w kulinarnym świecie, doceniony aż trzema gwiazdkami Michelin.

Miłośnicy dobrego jedzenia chcą gotować jak profesjonalni szefowie kuchni i przygotowywać coraz bardziej wyszukane dania, a technologia wychodzi na przeciw tym potrzebom. Nowoczesne kuchnie odznaczają się ciekawym, choć zazwyczaj nastawionym na minimalizm designem, który sprawia, że pomieszczenie to staje się sercem każdego mieszkania – w kuchni nie tylko przyrządza się dania, lecz także spędza czas na rozmowach z bliskimi, spożywa posiłki, czyta książki czy odrabia lekcje. Eleganckie wzornictwo idzie w parze z daleko posuniętą funkcjonalnością.

–  U mnie w domu gotuję zarówno ja, jak i moja żona i też mamy wysokiej jakości sprzęt, jakiego używają profesjonaliści. Korzystamy z najlepszej lodówki, piekarnika, płyty indukcyjnej, lecz także drobnych sprzętów wysokiej jakości – noży, desek, robotów i mikserów. Wyposażenie w najlepszy sprzęt przekłada się bezpośrednio na ogromną przyjemność z gotowania – mówi Michel Troisgros.

Nowinki technologiczne pozwalają przygotowywać wiele różnych dań w jednym czasie, nawet w małej kuchni – taką możliwość zapewniają choćby piekarniki wyposażone w dzielone drzwi. Urządzenie ma specjalny separator, dzięki któremu można piec jednocześnie tak różne potrawy jak pieczeń i ciasto.

– Sprzęt się zmienia razem z użytkownikiem, z naszymi zwyczajami, ponieważ jemy lepiej, coraz bardziej wyszukane potrawy, coraz trudniej komponowane. Współczesna, innowacyjna kuchnia coraz bardziej się integruje z użytkownikiem, podpowiada, co on ma robić i jak – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olaf Krynicki, rzecznik prasowy Samsung.

Jest to możliwe między innymi dzięki aparatom fotograficznym umieszczonym wewnątrz lodówki. Robią one zdjęcia zawartości po każdym zamknięciu drzwi, a fotografie, w razie potrzeby, wyświetlane są na ekranie smartfona. Inteligentne lodówki wyposażone są ponadto w system umożliwiający zarządzanie przepisami kulinarnymi. Są w stanie wysłać na smartfon właściciela informację o produktach, które potrzebne są do przygotowania określonego dania oraz skoordynować działanie innych urządzeń kuchennych podczas gotowania. Jak choćby wysłać sygnał do piekarnika, w jakiej temperaturze powinna piec się przygotowywana potrawa.

Ciekawe przepisy, także na dania kuchni orientalnych, oraz kulinarne triki podnoszące walory smakowe przyrządzanych posiłków można poznać podczas warsztatów w Cook Story by Samsung. W zajęciach mogą uczestniczyć zarówno osoby indywidualne, jak i grupy, niezależnie od poziomu zaawansowania w sztuce kulinarnej. W październiku przestrzeń świętowała swoje pierwsze urodziny.

Samoloty pionowego startu i lądowania sprawdzą się w rolnictwie i przy szacowaniu szkód. Trwają również prace nad latającym samochodem i podniebnymi taksówkami

Samoloty pionowego startu i lądowania sprawdzą się w rolnictwie i przy szacowaniu szkód. Trwają również prace nad latającym samochodem i podniebnymi taksówkami 6

Popularyzacja dronów sprawiła, że coraz częściej mówi się o wprowadzeniu do powszechnego użytku samolotów typu VTOL. Ułatwią one patrolowanie i monitorowanie rozległych terenów, a w przyszłości mogą rozwiązać problem korków w dużych aglomeracjach. Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego prowadzi konsultacje, które mają doprowadzić do wypracowania zasad certyfikowania pojazdów VTOL dla transportu. Nad latającymi samochodami i taksówkami pracują już takie korporacje, jak Toyota oraz Uber. W Polsce także powstaje projekt samolotu pionowego startu i lądowania.

– Samolot typu VTOL (Vertical Take Off and Landing – przyp. red.) czyli samolot pionowego startu i lądowania, zaprojektowany jest w układzie quadplane, tzn. jest to połączenie kwadrokoptera z samolotem do lotu poziomego. Składa się on z pięciu silników, cztery służą do startu i lądowania pionowego, piąty służy do lotu poziomego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Tworek, mechatronik z firmy BZB UAS.

Dynamiczny rozwój branży bezzałogowych pojazdów latających sprawił, że wzrosło zainteresowanie samolotami typu VTOL. Pojazdy te kontroluje się równie łatwo co klasyczne drony, ale ich cykl pracy na baterii jest zauważalnie dłuższy. Dzięki temu o wiele lepiej sprawdzają się w zastosowaniach profesjonalnych. Inżynierowie z firmy FlyTech UAV skonstruowali ultraprzenośny samolot Birdie dla geodetów i rolników. Sprzęt ten jest w stanie sfotografować w ciągu jednogodzinnego lotu teren o powierzchni do 8 km2, a stacja bazowa pozwoli precyzyjnie zaplanować i śledzić trasę przelotu.

Nad wielofunkcyjnymi, bezzałogowymi VTOL-ami pracuje również południowokoreański producent helikopterów oraz samolotów wojskowych i cywilnych Korea Aerospace Industries. Ich prototypowy model Night Intruder 600 VT zbudowany jest na podstawie klasycznych, dwuosobowych śmigłowców. Taka konstrukcja sprawia, że może zostać przystosowany do pracy w dowolnych warunkach, zwłaszcza że w pełni wyposażony pozwoli prowadzić nawet 6-godzinne misje.

Nad konstrukcją VTOL pracują także polscy inżynierowie z firmy BZB UAS.

– Nasz samolot znajdzie zastosowanie w trzech głównych obszarach. W precyzyjnym rolnictwie będzie możliwość zbadania jakości upraw, reagowania na ewentualne anomalia oraz możliwość precyzyjnego dozowania nawozów. W leśnictwie będzie można określić ewentualne szkody powstałe na skutek np. huraganów. Jeżeli chodzi o zastosowanie w inżynierii lądowej, tutaj można wykorzystać samolot do badań objętościowych oraz sprawdzania profilu wysokości ziemi – tłumaczy ekspert.

Samoloty pionowego startu i lądowania mogą także zrewolucjonizować branżę transportową. Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego przygotowuje już stosowne przepisy, które umożliwią wprowadzenie na rynek latających taksówek. Nad pojazdami tego typu pracują dziś zarówno największe korporacje, jak i obiecujące start-upy. Inżynierowie Toyoty opatentowali już hybrydowy pojazd jeżdżąco-latający. Toyota dual-mode ma być samochodem, który w razie potrzeby zamieni się w samolot typu VTOL. Koła tego pojazdu osadzono na specjalnych wysięgnikach, które można unieść ponad karoserię i zamienić w silniki wirowe.

Znacznie ambitniejsze plany na rozwój tego segmentu gospodarki ma Uber, który chce stworzyć latające taksówki wyposażone w system autonomicznego sterowania. Firma pracuje już nad pierwszymi modelami tych pojazdów, które miałyby trafić do użytku w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Korporacja zakłada, że pilotażowy program uberAIR wystartuje nie później niż w 2028 roku. W pierwszej kolejności z podniebnych, autonomicznych taksówek mają skorzystać użytkownicy takich miast jak Dallas czy Los Angeles.

Znacznie wcześniej możemy się spodziewać pierwszego polskiego VTOL-a.

– Pierwszych testów naszego samolotu typu VTOL możemy się spodziewać na początku przyszłego roku. Do czerwca 2019 r. mamy zamiar oblatać pierwsze prototypy – przewiduje Tomasz Tworek.

Według Index Markets Research w 2017 wartość rynku autonomicznych samolotów pionowego startu i lądowania wyniosła 3,2 mld dol. Szacuje się, że do 2022 roku osiągnie wartość 7,88 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 19,82 proc.

Stworzone przez Polaków cybernetyczne oko wykryje zaszyte w plikach zagrożenia. Twórcy pracują też nad chipem, który zastąpi cały zespół ds. cyberbezpieczeństwa

Stworzone przez Polaków cybernetyczne oko wykryje zaszyte w plikach zagrożenia. Twórcy pracują też nad chipem, który zastąpi cały zespół ds. cyberbezpieczeństwa 7

Ataki polegające na przesyłaniu ukrytych w załącznikach danych są coraz częstszą formą działania cyberprzestępców. Polacy opracowali sondę wykorzystującą uczenie maszynowe, która wykrywa ukrytą w sieci komunikację i inne niebezpieczne anomalie. Urządzenie jest unikatowe w skali świata. Polska firma pracuje również nad rozwiązaniem, które pozwoli w całości zastąpić cały zespół ds. cyberbezpieczeństwa w małej lub średniej firmie.

– Cyber Eye to sonda do monitorowania i detekcji anomalii sieciowych. Co ważne, jest to pierwsze tego typu w Polsce i unikalne na skalę światową rozwiązanie, zrobione przez nasz polski zespół badaczy, naukowców, ekspertów w swojej dziedzinie. Jako jedno z nielicznych może wykryć steganografię sieciową, czyli ukryte informacje przesyłane wewnątrz sieci – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Pawluk, wiceprezes zarządu Cryptomage.

Rozwiązanie opracowane przez polską firmę działa w oparciu o opatentowaną bazę sygnatur steganograficznych. Urządzenie, którego sercem jest układ scalony z technologią Intel FPGA (bezpośrednio programowalna macierz bramek, pozwalająca na wielokrotne programowanie urządzenia bez demontażu), pracuje na stworzonej kopii ruchu sieciowego, dzięki czemu nie zakłóca sieciowej komunikacji. Działanie Cyber Eye obejmuje m.in. wykrywanie i zapobieganie skrytej komunikacji, np. gdy protokół TCP/IP został celowo zmodyfikowany w celu umożliwienia komunikacji z botnetami.

Steganografia służy do przekazywania tajnych informacji w taki sposób, by nie ujawniać ich osobom postronnym. Informacje mogą być ukrywane w treściach multimedialnych, plikach ze zdjęciami, czcionkach, dokumentach tekstowych czy plikach .pdf. Coraz częściej steganografia jest wykorzystywana do przeprowadzania ataków cybernetycznych na użytkowników prywatnych, a także na małe i średnie przedsiębiorstwa, a nawet banki czy jednostki rządowe. Ofiarą takiego ataku był między innymi Bank of America.

Typowy atak z wykorzystaniem tej techniki wygląda tak, że atakujący gromadzi potrzebne sobie informacje, a następnie wysyła je zakodowane w pliku graficznym lub wideo do serwera koordynującego atak. Dokonana modyfikacja pliku nie powoduje zmian w samym obrazie ani nie zmienia jego rozmiaru, dlatego taki atak jest niezwykle trudny do wykrycia.

Do niedawna wykrycie takiego ataku możliwe było niemal wyłącznie ręcznie, ponieważ opracowanie i wdrożenie algorytmów uczenia maszynowego służących do takiej analizy wiązało się z dużymi kosztami. Oparta na sztucznej inteligencji sonda pozwoli ograniczyć koszty związane z wykrywaniem zagrożeń.

– Nasza sonda może mieć zastosowanie w każdej branży, gdzie mamy do czynienia ze zdarzeniami bezpieczeństwa. Są to branże telekomunikacyjna, finansowa czy zdrowia. Adresujemy nasze rozwiązanie do biznesu, dla średnich i dużych przedsiębiorstw, ale również dla organizacji rządowych, w tym infrastruktury krytycznej – mówi Jakub Pawluk.

Cryptomage pracuje również nad rozwiązaniem SOC, które będzie w stanie zastąpić cały zespół ds. cyberbezpieczeństwa w małym i średnim przedsiębiorstwie. Mechanizm analizuje kondycję całej infrastruktury w czasie rzeczywistym i wysyła powiadomienia o wykrytych zagrożeniach. Pozwoli także z jednego miejsca kontrolować politykę i procedury bezpieczeństwa, zarządzać hasłami czy instrukcjami dla pracowników.

Z danych Cisco wynika, że tylko w 2017 roku ponad połowa cyberataków poskutkowała stratami finansowymi firm w wysokości ponad 500 tys. dol. Według analiz Research and Markets wartość rynku cyberbezpieczeństwa sięgnie w 2018 roku kwoty niemal 153 mld dol. W 2023 roku ma to być już niemal 250 mld dol. Prognozowane średnioroczne tempo wzrostu branży ma w ciągu najbliższych 5 lat wynieść 10 proc.

Frankowicze przygotowują pozew grupowy wobec Skarbu Państwa

Według Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, aż 75% spraw dotyczących kredytów hipotecznych we frankach wygrywają klienci. Tylko pozwy zbiorowe czekają na rozstrzygniecie. Pokrzywdzony kredytobiorca może wytoczyć proces bankowi lub zaprzestać spłaty rat, a po nakazie zapłaty ogłosić sprzeciw i dowodzić swoich racji. Ani rząd, ani Prezydent, mimo dotychczasowych obietnic, nie zaproponowali rozwiązań akceptowalnych przez frankowiczów. Sektor bankowy również nie jest zainteresowany zmianami. Zadłużeni nie składają jednak broni. Przygotowują pozew grupowy wobec Skarbu Państwa. Proponują też akt prawny służącą wyrównaniu szans klientów w sporach z bankami. Bacznie obserwują proces ustawodawczy 4 projektów ustaw, które obecnie znajdują się w parlamencie.

Do sądu indywidualnie

Kłopoty osób, które zaciągnęły kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich, ciągną się od lat. Mimo zapowiedzi wciąż nie ma rozwiązania problemu osób, u których wartość kredytu znacząco wzrosła pomimo regularnych spłat. Frankowicze czują się oszukani i starają dochodzić swoich praw. Adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office zdecydowanie rekomenduje składanie pozwów indywidualnych. Wskazuje też, że tzw. pozwy grupowe (dość nieliczne) utykają w sądach z powodów formalnych, a wyznaczenie pierwszej rozprawy zajmuje nawet rok do dwóch lat.

– Wbrew ostatnim słowom Jarosława Kaczyńskiego, do dzisiaj nie zakończyło się jeszcze żadne postępowanie grupowe. Mamy za to dużo wyroków w sprawach indywidualnych. Tutaj na szczęście coraz częściej są one zgodne z przepisami o ochronie praw konsumenta, wynikającymi z Dyrektywy 93/13. Dotyczą nieuczciwych warunków w tego typu umowach – komentuje Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu (SBB).

Ze statystyk zebranych przez stowarzyszenie wynika, że aż 75% klientów wygrywa z bankami. Jednak warto zwrócić uwagę, iż w ponad 90% są to sprawy o nakazy zapłaty. Dotyczą wyłącznie osób, które kwestionują wypowiedzenie umowy przez instytucję finansową i sam ww. dokument. Większość jednak bez żadnego sprzeciwu godzi się na licytację swojej nieruchomości. Frankowiczów wspierają prawnicy.

– Adwokaci działają na dwóch polach. Pierwsze to akcje informacyjne, wykłady, spotkania dotyczące sytuacji prawnej kredytobiorców. Te prowadzone są nieodpłatnie. Druga sfera to reprezentowanie klientów w sporach sądowych. Zarówno w sytuacji, gdy sprawę kieruje do sądu bank po zaprzestaniu spłacania rat i wypowiedzeniu kredytu, jak i wtedy, gdy to kredytobiorca decyduje się wystąpić przeciwko kredytodawcy. W dwóch ostatnich przypadkach pełnomocnicy pobierają wynagrodzenie – tłumaczy adwokat Bartosiak.

Przeciw bankom

Jak kredytobiorcy mogą reagować? Stanowcze rozwiązanie to zaprzestanie spłat. Bank wszczyna wówczas postępowanie windykacyjne, wzywa do zapłaty zaległości i podejmuje postępowanie sądowe. Uzyskuje nakaz zapłaty, ale taka decyzja jest nieprawomocna i po wniesieniu sprzeciwu będzie rozpoznawana w normalnym trybie. Są wyznaczane rozprawy, wzywani świadkowie i badane dokumenty. Można zatem wnosić argumenty o braku podstaw do płatności, o nieważności umowy, niedozwolonym charakterze części postanowień czy błędach w naliczaniu kwot należności.

– Innym wyjściem jest wystąpienie z własnym pozwem przeciwko bankowi. W zależności od umowy, także w tym przypadku możemy podnosić różne zarzuty, których celem jest wykazanie, że płaciliśmy i nadal uiszczamy na rzecz banku zbyt wysokie raty. Ta nadwyżka winna być kredytobiorcy zwrócona lub powinna obniżyć obecną wysokość kredytu. W każdym przypadku, zarówno przed procesem sądowym jak i w jego trakcie – co może trwać nawet 3-4 lata – możemy negocjować z bankiem i próbować dojść do porozumienia – informuje mecenas Jakub Bartosiak.

Eksperci z SBB dodają, że nie wszyscy mieli szansę skorzystać z takich możliwości. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że dotychczas w kraju przeprowadzono ok. 30 tys. licytacji majątku dłużników na podstawie, podważanego jako niekonstytucyjny, przepisu o bankowym tytule egzekucyjnym (BTE) lub tzw. nakazu zapłaty. Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że jest on niezgodny z Dyrektywą 93/13.

– Dodatkowo zamknięto blisko pół miliona umów kredytowych ze stratą dla klientów. Nie znamy przyczyn takich decyzji, ale poszkodowani widzą bezczynność rządu. Dlatego nie wyobrażam sobie, by w takich miastach jak Warszawa, Wrocław, Kraków czy Gdańsk kandydaci Zjednoczonej Prawicy w jakichkolwiek nadchodzących wyborach uzyskali głosy tych osób. Obecna władza nic w ich sprawie nie zrobiła. Takie są niestety fakty – uważa prezes Szcześniak.

Brak rozwiązania?

Rząd i Prezydent obiecują załatwienie problemów frankowiczów, ale efektów nie widać. W opinii Jakuba Bartosiaka, ciągle brakuje systemowego rozwiązania. Prowizorycznym pomysłem jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, działający od 2016 roku. Trwającą 18 miesięcy pomoc trzeba zwrócić w ciągu 8 kolejnych lat. I nie cieszy się ona zbytnią popularnością. Mecenas Bartosiak dodaje, że w Sejmie znajdują się 4 projekty ustaw, ale nie wiadomo, czy i kiedy będą one procedowane, a jeśli już, to w jakim kształcie zostaną przyjęte. Ekspert nie spodziewa się też, że będą niekorzystne dla banków, skoro premier wywodzi się z tego środowiska.

– Kością niezgody są wciąż wady prawne umów, które wpływają na dowolne kształtowanie wysokości raty, a przede wszystkim salda kredytu. Nie można od niego uciec poprzez sprzedaż lokalu. Najbardziej odczuwają to osoby, których majątek został poddany egzekucji. Dług bez odsetek przewyższa znacznie kwotę wypłaconego kredytu oraz wartości nieruchomości. Według NIK, takich umów było ok. 1 mln i dotyczyły ponad 2 mln osób. Obecnie pozostało ich już tylko ponad 400 tysięcy – twierdzi Arkadiusz Szcześniak.

Z kolei w ocenie Jakuba Bartosiaka, na poziomie prac parlamentarnych banki dysponują dużo skuteczniejszymi możliwościami wpływu na ten proces niż kredytobiorcy. Są zorganizowane, mają znaczną siłę oddziaływania i lobbowania. Frankowiczów wspiera natomiast Rzecznik Finansowy i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ten ostatni wspomaga finansowo organizację bezpłatnych porad prawnych i konferencji dla osób poszkodowanych.

– Raport Najwyżej Izby Kontroli pokazał, że instytucje państwowe i organy władzy zawiodły na całej linii w tej sprawie. Dlatego przygotowujemy pozew grupowy wobec Skarbu Państwa. Będziemy w nim wskazywać przede wszystkim zaniechania nadzoru finansowego. To one były przyczyną wprowadzenia tak dużej ilości nieuczciwych umów. W ramach tego postępowania będziemy chcieli przesłuchać najważniejszych urzędników oraz decydentów, od prezesów banków i urzędników KNF po byłych premierów Polski i obecnego szefa rządu – mówi prezes SBB.

Organizacja zamierza doprowadzić do wyrównania szans konsumentów i utrudnienia bankom wypowiadania umów. Przygotowała projekt ustawy dostosowującej przepisy prawa bankowego do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 kwietnia 2015 roku (P45/12) oraz regulacje Kodeksu postępowania cywilnego do Dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 roku w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Tymczasem wynik sporu frankowiczów z bankami wciąż nie jest pewny. Łódzki sąd okręgowy w zeszłym tygodniu oddalił pozew zbiorowy dłużników wobec mBanku. Sprawa dotyczyła mechanizmów waloryzacji. Wyrok jest nieprawomocny, ale to sygnał, że kredytobiorcom nie będzie łatwo.

12 listopada będzie w tym roku dniem wolnym od pracy

12 listopada będzie w tym roku dniem wolnym od pracy, po tym jak Sejm przyjął z poprawkami ustawę o Święcie Narodowym z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Konfederacja Lewiatan krytycznie ocenia ustawę wskazując, że stanowi ona przykład bardzo złej legislacji. Nowe przepisy zostały wprowadzone w pośpiechu, przez co przedsiębiorcy mają mało czasu, aby przygotować się do zmiany. Dodatkowy dzień wolny będzie miał też negatywny wpływ, zarówno na gospodarkę, jak i poszczególne przedsiębiorstwa.

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan
Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Projekt ustawy został przedstawiony na niecałe trzy tygodnie przed 12 listopada br., a ustawa wejdzie w życie z jeszcze krótszym vacatio legis. Nie można w ten sposób zaskakiwać przedsiębiorstw. Uniemożliwia to firmom jakąkolwiek możliwość przygotowania się do wprowadzanej zmiany, podważa zaufanie do instytucji państwa. Już dzisiaj niepewność regulacyjna jest wysoka o czym najlepiej świadczy niski poziom inwestycji przedsiębiorstw. Tego typu inicjatywy jeszcze tę niepewność pogłębiają – mówi Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Do ustawy nie przedstawiono oceny skutków regulacji. Dodatkowy dzień wolny negatywnie wpłynie na gospodarkę. W skali makro oznacza zmniejszanie PKB o ok. 0,3% (uwzględniając liczbę dni wolnych od pracy oraz założenie, że 25% gospodarki pozostaje w tym dniu aktywna).

Zdaniem Lewiatana pracodawcy planują swoją działalność w dłuższych okresach. Okresy rozliczeniowe czasu pracy standardowo wynoszą 3-4 miesiące, mogą być nawet dłuższe do 6-12 miesięcy.

Kodeks pracy jasno i dla każdego pracownika ustala wymiar czasu pracy do przepracowania w okresie rozliczeniowym. Na dzień 1 stycznia każdego roku kalendarzowego pracodawca ma określoną jasno liczbę dni pracy. Nie ulega ona zmianom w trakcie roku kalendarzowego.

Wprowadzenie dodatkowego dnia wolnego w trakcie roku kalendarzowego, a często w trakcie okresu rozliczeniowego, oznacza konieczność podjęcia zmiany organizacji pracy, ustalenia grafików pracy na nowo, szczególnie w przemyśle, produkcji, gdzie mamy do czynienia z systemem pracy zmianowej, pracy w systemie równoważnym.

Powstaje również pytanie o możliwość terminowej realizacji zaplanowanych zleceń, zamówień. Będzie musiała pojawić się praca w godzinach nadliczbowych, które generują dodatkowe koszty. Ponadto wiele firm sygnalizuje, że na 12 listopada ma już zaplanowane spotkania z kontrahentami zagranicznymi. Teraz trudno będzie wzywać pracowników, aby spotkali się z partnerami z zagranicy.

– Dodatkowy dzień wolny oznacza także wypłatę wynagrodzenia za mniejszą liczbę dni pracy w stosunku do wcześniej przewidywanych (tam gdzie mamy stawkę miesięczna wynagrodzenia). Natomiast pracownicy wynagradzani akordowo lub według stawki godzinowej otrzymają niższe wynagrodzenia – dodaje Robert Lisicki.

W 2019 r. sektor rozrywki i mediów czeka transformacja technologiczna

Rosnąca konsumpcja treści na urządzeniach mobilnych, zwiększony popyt na usługi na życzenie oraz dynamiczny rozwój user-generated content to trendy, które zdominują sektor technologiczny w 2019 roku, przewiduje DataArt, globalna firma konsultingowa w sektorze technologicznym.

W przyszłym roku dojdzie do dalszej konsolidacji nowych technologii, rozrywki i social media, przewidują eksperci DataArt. Istotnym czynnikiem będzie rozwój sieci 5G, która pozwoli osiągnąć zupełnie nowy poziom łączności, a w efekcie natychmiastowy dostęp do treści w dowolnym momencie i miejscu. Technologia powinna wzmocnić branżę, która podąża właśnie w kierunku usług „na życzenie”. W efekcie przychody z subskrypcji powinny już niedługo zrównać się z przychodami z reklam – nawet w obszarach, w których tradycyjna reklama dominuje od dawna.

Kluczem będzie personalizacja

To z kolei sprawi, że wartość praw majątkowych do mediów, muzyki lub sportu będzie rosła w tempie wykładniczym. To oczywiście rewelacyjna wiadomość dla branży. Kiedy jednak giganci tego rynku, tacy jak Netflix, Amazon, Google, Facebook i Apple utrzymają swoją dominację, pozostali gracze staną przed koniecznością znalezienia własnej niszy, ze ściśle zdefiniowanym produktem, spersonalizowanymi mikrousługami i oryginalną ofertą. To wyzwanie może doprowadzić do zwiększonej konkurencji na rynku lub jego konsolidacji.
Dlatego walka o każdy skrawek rynku będzie bardzo zacięta, a orężem graczy powinna w jeszcze większym stopniu być technologia. To ona pozwoli na wspomnianą wcześniej personalizację treści. Przykładem może być Netflix. Na początku października serwis Bloomberg poinformował, że w najnowszym sezonie serialu Netflixa „Black Mirror” to widz zadecyduje o scenariuszu lub zakończeniu każdego odcinka. Rozwiązanie znane do tej pory z gier komputerowych, może więc niedługo zagościć na „srebrnym ekranie”.

Personalizacja vs. compliance

Dodatkowym utrudnieniem w tej walce staną się jednak kwestie związane z bezpieczeństwem i ochroną danych osobowych. Personalizacja może bowiem funkcjonować wyłącznie w granicach określonych przez prawo oraz nasze chęci dzielenia się informacjami z innymi. Podczas gdy technologia będzie rozszerzała jej możliwości, tak regulacje będą ją ograniczały. Kwestia compliance wydaje się jeszcze trudniejsza po wprowadzeniu ostatnich regulacji, które zmieniły nie tylko prawo, ale wpłynęły również na poziom zaufania pomiędzy firmami i konsumentami.

Ci, którzy poradzą sobie z wyzwaniami, będą mogli skupić się na najważniejszym, czyli inteligentnym gromadzeniu danych, ich analizie i wizualizacji. To czynniki, które pozwolą osiągnąć sukces firmom zajmującym się tworzeniem treści, ich dystrybucją oraz monetyzacją.

AI, VR, AR

Jest prawdopodobne, że swój znaczący udział będzie miała w tym sztuczna inteligencja. AI istotnie wzmocni możliwości dostawców personalizowanych reklam, treści, rekomendacji, a nawet może mieć udział w ich tworzeniu. Ważnym eksperymentem są obecnie wirtualni asystenci, którzy łączą kompetencje analityczne z komunikacyjnymi. Wydaje się, że chatboty zaoferują możliwość tworzenia bardziej zindywidualizowanych i ludzkich interakcji.

Coraz większy udział w personalizacji będą miały rozwijające się technologie związane z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością oraz zdjęciami i wideo 360 stopni. Oferują one możliwość tworzenia wirtualnego środowiska od początku do końca przez konsumenta. Już teraz VR i AR wkraczają do rozrywki, sportu, dziennikarstwa lub edukacji.

Jednym z wyznaczników tego rozwoju będzie zmiana struktury przychodów w branży. Szacuje się, że do tej pory dwie trzecie przychodów generowała część sprzętowa. W związku z tym, że technologia staje się coraz bardziej rozwinięta i dostępna, teraz to własnie oprogramowanie będzie miało większy udział w ich wzroście. Zdecydowanym liderem staną się technologię bliżej związane z AR niż VR, w efekcie czego to ten segment rynku stanie się dominujący w niedalekiej przyszłości.

Polska niezmiennie beneficjentem programów unijnych

Przynależność do Unii Europejskiej wciąż jest dla Polski bardzo opłacalna. Można to rozpatrywać na wielu płaszczyznach, jak dopasowanie porządku prawnego do stanu, kiedy łatwiej jest prowadzić biznes z innymi krajami. To także kwestia postępu cywilizacyjnego, jaki u nas zachodzi. Przede wszystkim to jednak kwoty, które przepływają pomiędzy Polską a Wspólnotą. Ten ostatni element sprawia, że nasz kraj jest wciąż na wyraźnym plusie. Środki, które przelewamy na konta unijne – w porównaniu do tych, jakie otrzymujemy, jako beneficjent bardzo wielu różnych programów – wciąż utrzymują się w stosunku ok. 1:3.

– Jest to związane z tym, że środki unijne przez bardzo długi okres były kierowane do nowych państw członkowskich. Miały być przeznaczone na wyrównanie poziomu gospodarek – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej – Polska nadal jest beneficjentem tego zjawiska. Trudno powiedzieć, w jaki sposób poukładają się sprawy w kolejnej perspektywie i budżecie unijnym. Prawdopodobnie nie będziemy mogli już liczyć na aż tak duży strumień środków. Stare kraje unijne obiecały dużą pomoc tuż po akcesji, a teraz, kiedy wyrównały się poziomy życia, wsparcie to nie musi być już tak silne. Ta kwestia nadal jednak jest poddawana dyskusji. Myśląc o kwotach, trzeba pamiętać, że fundusze, które wypływają z Polski są mniej więcej porównywalne z wartością 1 proc. naszego PKB. Oznacza to około kilkunastu miliardów złotych rocznie, zbliżamy się powoli do poziomu 20 miliardów. Wysokość benefitów to poziom 50 miliardów złotych – a kiedyś było to nawet, w porównaniu do odprowadzanych środków, 1:3, prawie 1:4. W dłuższej perspektywie rozliczeń Polska wychodzi więc zdecydowanie na plus. Oczywiście, nie można liczyć na to, że tak będzie jeszcze przez wiele lat. Patrząc na bieżąco rozliczane wydatki i wypłaty, krytycy mogą zwrócić uwagę na wysokie należności, które Polska powinna wykonać. Płatności z nimi związane są niespecjalnie duże. Wciąż napływają do nas zakontraktowane wcześniej środki. To one głównie poprawiają ten bilans – podkreślił Soroczyński.

Draghi pozostaje optymistyczny w kwestii inflacji – komentarz po spotkaniu EBC

Wspólna europejska waluta doświadczyła wyprzedaży w następstwie konferencji prasowej Europejskiego Banku Centralnego, pomimo faktu, iż prezes EBC nie zmienił istotnie tonu w kwestii perspektyw gospodarek strefy euro w porównaniu ze spotkaniem we wrześniu.

Pomimo notowanych ostatnio, niskich poziomów inflacji bazowej, która nadal pozostaje niższa od oczekiwań i wyraźnie niższa od celu inflacyjnego banku centralnego, decydenci pozostają dość optymistyczni w kwestii perspektyw inflacji. W swoim komunikacie Bank zwrócił uwagę, iż pomimo tego, że inflacja bazowa pozostaje ograniczona, wewnętrzna presja cenowa w krajach wspólnego bloku rośnie. Draghi również stwierdził, że komitet decydujący o poziomie stóp procentowych „nie miał poczucia”, aby miał zacząć „wątpić we wzrost inflacji do celu inflacyjnego EBC”.

Inflacja w strefie euro (2013-2018)

inflacja euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 25/10/2018

Zgodnie z oczekiwaniami, EBC pozostaje przy swoim zobowiązaniu zakładającym zakończenie programu luzowania ilościowego na koniec roku, Draghi stwierdził, że podczas spotkania nie rozważano wydłużenia trwania programu skupu aktywów. Prezes EBC również zdaje się nie wyrażać większych obaw w związku z ostatnią serią słabszych odczytów o aktywności w gospodarkach strefy euro. Draghi powtórzył, że ryzyka dla perspektyw „w szerokim ujęciu są zbalansowane”, pomimo „widocznych” ryzyk związanych z globalnym protekcjonizmem i zmienności na rynkach wschodzących.

Ostatnia słabość indeksów aktywności została uznana za oznakę „pogorszenia momentum”, a nie jako mające się utrzymywać spowolnienie. Draghi również powiązał słabsze odczyty m.in. z idiosynkratycznymi czynnikami (charakterystycznymi dla poszczególnych gospodarek wspólnego bloku), które nie zostały uznane przez decydentów za na tyle znaczące, żeby wpłynąć na zmianę oczekiwań banku centralnego. Mario Draghi nie wyrażał również większych obaw w związku z sytuacją Włoch i wzrostem rentowności obligacji kraju, który owa sytuacja wywołała.

Optymistyczny ton Draghiego był nieco bardziej jastrzębi niż oczekiwała część rynku, zwłaszcza w następstwie publikacji wstępnych odczytów indeksów aktywności w sektorach przemysłu i usług strefy euro. Zbiorczy, ważony wskaźnik dla obu sektorów we wrześniu spadł bowiem do najniższego poziomu od 26 miesięcy.

Indeksy PMI w strefie euro (2013-2018)

Indeksy PMI w strefie euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 25/10/2018

Dzisiejsza komunikacja ze strony EBC sugeruje, że Bank pozostaje w pełni przekonany o nadchodzącym wzroście dynamiki cen w strefie euro i ma zamiar podnosić stopy procentowe w 2019 r, jeśli zgodnie z oczekiwaniami wzrost dynamiki cen się zmaterializuje.  Warto podkreślić, że powrót inflacji bazowej do celu inflacyjnego Banku jest najważniejszym i jedynym celem Europejskiego Banku Centralnego. Dopóki bank centralny nie będzie miał twardych dowodów świadczących o wzroście bazowej dynamiki cen, nie powinien zaczynać dyskusji w kwestii tego, kiedy rozpocząć podnoszenie stóp procentowych i w jakim tempie ma postępować proces normalizacji polityki pieniężnej.

Pozostajemy zdania, że kurs EUR/USD do końca 2019 r. powinien utrzymywać się w okolicy bieżących poziomów lub nieznacznie powyżej. Jednocześnie uznajemy, że przed zmianą naszych prognoz musielibyśmy dostrzec oznaki wzrostu bazowej dynamiki cen lub zmianę tonu EBC.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polska gospodarka hamuje. Wrześniowe dane nie pozostawiają złudzeń

W polskiej gospodarce zaczęło się spowolnienie. Dane GUS za wrzesień mocno rozczarowały. Jednak nie ma wewnętrznych powodów do obaw, że dynamika wzrostu PKB osłabi się w sposób gwałtowny.

-Sprzedaż detaliczna, która do tej pory była filarem polskiej gospodarki, miała we wrześniu najniższą dynamikę aż od marca 2016 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Czy to oznacza trwałe spowolnienie? – We wrześniu mieliśmy mieszankę wprawdzie jednorazowych zdarzeń, ale do wysokich poziomów sprzed kilku miesięcy już nie wrócimy, także z tego powodu, że to co dokucza Europie Zachodniej wydaje się mieć trwały charakter – komentuje ekspert XTB.

Inwestorzy powstrzymują się z inwestycjami w mieszkania na wynajem. Czekają na lepsze ceny

Sprzedaż mieszkań spada, obawiamy się cenowej górki. Ponad połowę mieszkań kupujemy za gotówkę. W ciągu trzech miesięcy Polacy w ten sposób wydali ponad 3 mld zł, a są to dane dotyczące tylko siedmiu największych miast.

-Jeżeli uwzględnimy też wkład własny przy kredytach, to gotówka odpowiada za ⅔ pieniędzy, które trafiają do deweloperów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Turek, analityk Open Finance. – Jednak w poprzednim kwartale Polacy wydali na ten cel o 1 mld zł więcej i kupili 2 tys. mieszkań więcej.

Najbardziej zachowawczy inwestorzy, którzy kupowali mieszkania na wynajem, wstrzymują się z zakupami. Przede wszystkim dlatego, że przez rok mieszkania zdrożały o 10 proc.

-Rentowność najmu utrzymuje się nadal na wysokim poziomie, ale ostrożni inwestorzy nie chcą kupować mieszkań na cenowej górce – komentuje ekspert.

Paweł Treściński o przyszłości modelu programmatic

Do końca przyszłego roku, Google zamierza przeznaczyć 60% wydatków z reklamy cyfrowej na programmatic. Według firmy badawczej Forrester, w ciągu kilku najbliższych lat wydatki na ten model zakupu powierzchni będą stanowiły większość budżetów marketingowych i będzie to oczywisty wybór marketerów. Czym tak naprawdę jest ten model i jaka będzie jego przyszłość?

Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser
Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

Model programmatic, mimo coraz większej rozpoznawalności w branży, jest wciąż rzadko wybierany. Wynika to z niechęci do rezygnacji z wcześniejszych sposobów zakupu reklam na rzecz złożonego, ale skutecznego, natychmiastowego i automatycznego procesu licytacji, stosowanego w programmatic. Raport Magna Global Programmatic Intelligence szacuje, że do końca 2019 roku 50% wszystkich działań reklamowych będzie stanowić programmatic.

Branżowa definicja

Z racji tego, że w trakcie ładowania strony proces aukcji powierzchni reklamowej zajmuje milisekundy, programmatic na pierwszy rzut oka może wydawać się skomplikowanym procesem. W rzeczywistości jednak jest dość prosty i bardzo skuteczny. Definicja określa go jako automatyczne ustalanie w czasie rzeczywistym stawek za powierzchnię reklamową, w celu wyświetlenia reklamy konkretnemu odbiorcy w określonym kontekście. Marketing programatyczny jest dość ogólnym pojęciem, dlatego najlepiej podzielić go w zależności od tego, czy mowa o ustalaniu stawek w czasie rzeczywistym (RTB), czy też nie. Poniższe zestawienie prezentuje różnicie pomiędzy nimi:

  RTB non-RTB
Napędzany zaawansowaną technologią i usprawniający tradycyjny model zakupu mediów. x x
Zintegrowane i wzmocnione przez dane medialne i dane konsumenckie. x x
Możliwość kierowania dyskretnych wyświetleń w przeciwieństwie do wyświetleń efektywnościowych. x x
Kierowanie na określone grupy demograficzne lub grupy zachowań. x  
Wycena w czasie rzeczywistym umożliwiająca sprzężenie zwrotne oraz ciągłą optymalizację ustawień kampanii. x  
Dopasowywanie popytu i podaży od wielu dostawców i kupujących poprzez mechanizmy ustalania stawek. x  

 

Jak działa programmatic?

W momencie gdy użytkownik klika w stronę internetową, która posiada skonfigurowaną pod kątem programmatic przestrzeń, następuje proces licytacji. Jest ona przeprowadzana wśród reklamodawców, którzy są zainteresowani wyświetleniem reklamy na tej konkretnej stronie, konkretnemu odbiorcy.. W aukcji może uczestniczyć wielu reklamodawców. Ten, który złoży najlepszą ofertę wygrywa licytację i jego reklama wyświetlana jest po załadowaniu strony. Ponieważ proces jest zautomatyzowany, a maksymalna cena, jaką każdy reklamodawca jest skłonny zapłacić za wyświetlenie, została już zaprogramowana, aukcja może zostać zakończona w ciągu milisekund, które zajmuje załadowanie strony.

Główne zalety

Marketing programatyczny oferuje szereg możliwości, które nie byłyby możliwe, gdyby miejsce docelowe reklamy było konfigurowane ręcznie, tak jak miało to miejsce w przeszłości. Ten model umożliwia reklamodawcom zakup mediów cyfrowych bez konieczności wcześniejszego negocjowania ceny, dlatego płacą wyłącznie za wyświetlenia, które miały faktycznie miejsce. Mogą również określić minimalną liczbę wyświetleń lub minimalny budżet, dzięki czemu oferta jest bardziej elastyczna, a wybór powierzchni przypada na kilku wydawców.

Programmatic to nie tylko ułatwienie i zwiększenie elastyczności kupowania reklam. Ze względu na to, że ​​przy ustalaniu cen brane są pod uwagę aktualnie korzystające ze strony osoby, to reklama może być kierowana do znacznie szerszego grona odbiorców. Korzystając z danych klientów, technologia programmatic może zidentyfikować to, czym dana osoba może być zainteresowana i skierować ją na sekcje strony,  które najbardziej ją zaangażują.

Wpływ adblocka na programmatic

Wraz z rozwojem reklam programmatic konsumenci stają się coraz bardziej świadomi natrętnych reklam oraz wykorzystania danych osobowych. W związku z tym, na przestrzeni ostatnich lat wzrosła ilość osób korzystających z dodatków blokujących reklamy. Ostatnie wyniki badania IAB wskazują, że na świecie 26% internautów używa tego typu oprogramowania. Powody korzystania z adblocka różnią się w zależności od osobistych obaw użytkownika i kraju, w którym się znajdują.

Wraz z rosnącą obawą o bezpieczeństwo danych, marketerzy będą musieli zmienić podejście i stać się bardziej przyjaźni. Część wydawców nie zezwala użytkownikom na przeglądanie treści strony, gdy używają adblocków. Ograniczenie liczby reklam intruzywnych ograniczy poczucie „prześladowania”, które może okazać się skuteczniejsze w zdobywaniu zaufania użytkowników i zmienić podejście do modelu programmatic.

Autor: Paweł Treściński, wiceprezes i dyrektor sprzedaży YieldRiser

Raport: Prawa przedsiębiorców w Polsce przestrzegane w sposób umiarkowany

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców po raz drugi poddał ocenie przestrzeganie praw przedsiębiorców w Polsce. Jak wynika z raportu, stan przestrzegania praw przedsiębiorców w Polsce oceniono na 28 punktów na 56 możliwych, co jest wynikiem o dwa punkty gorszym niż w 2017 roku. W dalszym ciągu wynik ten klasyfikuje nas jako kraj, w którym prawa przedsiębiorców są umiarkowanie przestrzegane.

W publikacji przeanalizowano między innymi: pewność prawa, prawo do domniemania uczciwości, prawo do szybkiego i transparentnego procesu, prawo do egzekucji wierzytelności, prawo do swobodnego zawierania umów oraz inne obszary.

Spadek należy tłumaczyć przede wszystkim pogorszeniem się sytuacji w wymiarze sprawiedliwości. Średni czas trwania sprawy w sądzie rejonowym wydłużył się aż o miesiąc. Zmniejszyła się także skuteczność egzekucji komorniczych – powiedział Kamil Rybikowski, ekspert ZPP.

Lepszy wynik niż w 2017 roku zanotowano w sprawach podatkowych: zmniejszyła się ilość uchylonych decyzji podatkowych, rzadziej konieczne było wydawanie indywidualnych interpretacji podatkowych. Nieznacznie zahamowała także gorączka legislacyjna. Pozostałe badane obszary, takie jak np. czas potrzebny na założenie firmy, czy liczba godzin potrzebnych na wywiązanie się z obowiązków podatkowych, pozostały na podobnym poziomie jak w 2016 roku.

W dalszym ciągu grzęźniemy w przeciętności. Można oczywiście powiedzieć że nie ma tragedii, co byłoby zgodne z prawdą, jednak właściwie w każdym elemencie funkcjonowania firm w Polsce znaleźć można mankamenty – w sądownictwie, działalności administracji skarbowej czy legislacji. Zwłaszcza sytuacja w sądownictwie budzi duży niepokój – skomentował Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Od dwóch lat zauważalna jest tendencja spowolnienia w zakresie rozstrzygania procesów sądowych. Jeszcze kilka lat temu przeciętnie sprawa gospodarcza w sądzie rejonowym trwała nieco ponad 4 miesiące, dziś ten czas wydłużył się do 6 i pół miesiąca. Po zeszłorocznym, jednorazowym wzroście, ponownie spadł także współczynnik skutecznego egzekwowania wierzytelności. Komornikom z rąk dłużników udaje się uzyskać mniej niż co piątą należność.

Od kilkudziesięciu miesięcy toczy się ostry spór polityczny wokół sądownictwa. Przebiega on jednak obok podstawowego problemu, jakim jest przewlekłość postępowań. Obywatele, w tym także przedsiębiorcy, oczekują przede wszystkim zmian skierowanych na szybsze działanie sądów – dodał Cezary Kaźmierczak.

Najpotężniejszą barierą zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej jest zmienność i niepewność prawa w Polsce, które jest najbardziej niestabilnym ze wszystkich krajów należących do Unii Europejskiej. W 2017 roku odnotowano jednak spadek w zakresie produkcji stron nowego prawa – o 15 proc. rok do roku.

Szukając pozytywów, możemy wskazać na zmniejszającą się na przestrzeni ostatnich lat, liczbę kontroli podatkowych. Dla porównania zmniejszyła się ona w 2017 roku w stosunku do 2014 o ponad połowę. Urzędy coraz częściej są w stanie punktowo interweniować w sytuacjach, gdzie dostrzegają jakieś nieprawidłowości, bez konieczności utrudniania życia przedsiębiorcom w ramach rutynowych kontroli – powiedział Kamil Rybikowski, ekspert ZPP.

Tegoroczny raport dotyczy okresu, w którym nie funkcjonowała jeszcze Konstytucja dla Biznesu. Jest w niej zawartych wiele praw, które posiadają przedsiębiorcy wobec organów państwowych. Zmiana wskaźnika przestrzegania praw przedsiębiorców w kolejnych latach będzie jednym z wyznaczników pozwalających stwierdzić, czy Konstytucja spełnia swoją funkcję, której podstawowym celem jest stworzenie bezpiecznego dla biznesu otoczenia regulacyjno-prawnego.

Czyste powietrze jako wyzwanie. Rozwiązania z zakresu transportu i ogrzewnictwa na rzecz czystego powietrza

Kraje Unii Europejskiej – w tym Polska – powinny inwestować większe środki w innowacyjne technologie pozyskiwania, magazynowania i gospodarowania energii. Firma doradcza Deloitte, we współpracy z firmą InnoEnergy, opublikowała raport „Czyste powietrze jako wyzwanie. Rozwiązania z zakresu transportu i ogrzewnictwa na rzecz czystego powietrza”. Eksperci podkreślają w nim, że w osiągnięciu tego celu pomóc może efektywna i przejrzysta współpraca we wspólnym tworzeniu innowacji przez sektor prywatny i władze publiczne. Według ostrożnego scenariusza w latach 2018 – 2025 obywatele Wspólnoty mogą zaoszczędzić dzięki temu 183 mld euro.

Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte
Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte

W Europie zanieczyszczenie powietrza to wynik głównie spalania węglowodorów w transporcie drogowym i branży grzewczej. Polska jest w czołówce krajów z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem, a walka ze smogiem i jego skutkami kosztuje nasz kraj 111 mld zł rocznie. Co ciekawe, główne źródło smogu zależy od regionu: w Europie Zachodniej jest nim transport, natomiast w Europie Wschodniej i Środkowej — ogrzewanie. – W Polsce narażonych na oddziaływanie smogu jest aż 99 proc. mieszkańców miast. Odpowiedzialne za jego stężenie są natomiast sposoby ogrzewania – głównie piece i kotły. W walce ze smogiem nie pomaga także wciąż niski poziom świadomości ekologicznej i niewystarczające wsparcie ze środków publicznych – mówi Irena Pichola, Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Według analizy Komisji Europejskiej w 2020 r całkowite koszty zewnętrzne związane z oddziaływaniem smogu na zdrowie we wszystkich państwach członkowskich UE wyniosły pomiędzy 243 mld EUR a 775 mld EUR. Mimo że unijna prognoza wskazuje zauważalny trend spadkowy od 2010 r., w nadchodzących latach poprawa będzie następowała znacznie wolniej. Dlatego też dotychczasowy scenariusz działania bez wprowadzania dodatkowych zmian wiąże się z utrzymującym się wysokim kosztem efektów zewnętrznych szacowanych od 224 mld EUR do 749 mld EUR w 2025 r., co będzie stanowiło poprawę o jedynie 5–8 proc. w stosunku do roku 2020.

Obecnie wzrost gospodarczy w gospodarkach rozwiniętych nie jest już napędzany użytkowaniem ziemi, wykorzystywaniem zasobów naturalnych niskiej wartości czy niewykwalifikowanej siły roboczej. Innymi słowy, obserwowany postęp w zaawansowanych gospodarkach nie jest osiągany kosztem większego wykorzystania energii czy zanieczyszczenia powietrza na jedną jednostkę PKB. Chcąc jednak osiągnąć znaczny sukces w walce ze smogiem w ciągu najbliższych kilku lat nie wystarczy polegać na samym wzroście PKB. Istotne są również przyzwyczajenia i nawyki, świadomość społeczna oraz techniczne możliwości – np. odpowiednia infrastruktura w kontekście transportu czy ogrzewania. Ponadto, z analizy ekonometrycznej Deloitte na próbie 67 miast w UE wynika, że największe efekty w walce smogiem można osiągnąć poprzez inwestycje w odnawialne źródła energii.

Stosując te wszystkie narzędzia, według symulowanego ostrożnego scenariusza, przygotowanego przez ekspertów Deloitte, obywatele Unii Europejskiej w latach 2018–2025 mogliby zaoszczędzić 183 mld EUR, czyli odpowiednik w wysokości 1,2 proc. przewidywanego PKB w 28 państwach członkowskich UE w 2018 r.

Wyzwanie dla nowych władz samorządowych

Do osiągnięcia znaczących wyników na poziomie gmin wymagane jest stanowcze zobowiązanie na szczeblu krajowym. Kluczowe zwłaszcza jest przyznawanie środków na inwestycje w infrastrukturę i wdrożenie spójnych polityk. Polityka państwa może pomóc w pokonaniu nieprawidłowości w funkcjonowaniu rynku, które przyczyniają się do pogorszenia problemu zanieczyszczeń. Wprowadzone programy termomodernizacyjne przewidujące wsparcie publiczne dla mniej zamożnych to dobry przykład niezbędnej współpracy pomiędzy władzami krajowymi a lokalnymi.

Gminy mogą wybierać z coraz większego katalogu działań, które mogą mieć znaczny wpływ na jakość powietrza na obszarach miejskich. Zaliczamy do nich m.in: ograniczenia względem prywatnych pojazdów silnikowych, polepszenie jakości i dostępności niskoemisyjnego transportu publicznego, inwestycje w niskoemisyjne systemy ogrzewania, planowanie przestrzenne oraz zarządzanie. – Szczególnie teraz, po wyborach samorządowych, kiedy nowi włodarze będą planować działania w swoich gminach i miastach, ważne jest by kontynuowali dotychczas podjęte działania. Zastosowanie podejścia systemowego – od rozpoznania źródeł problemu po wprowadzenie mechanizmów finansowania niezbędnych inwestycji sprzyja osiągnięciu zakładanych celów. W świecie ograniczonych zasobów i nieograniczonych potrzeb każda decyzja dotycząca inwestycji powinna zostać poparta najlepszą dostępną wiedzą i rzetelnym zestawem danych, nie bez znaczenia jest także wykorzystanie nowych technologii i oparcie się na najlepszych dostępnych prognozach. – mówi Agnieszka Dawydzik, Menedżer w Zespole ds. Sektora Publicznego, Deloitte. Kluczowym elementem skutecznych polityk zwalczania zanieczyszczenia powietrza jest także współpraca z sektorem prywatnym. Ogólną korzyść dla społeczeństwa mogą zwiększyć inwestycje publiczne w poprawę innowacyjnych rozwiązań. Samorządy lokalne i gminne mogą wspomagać współpracę partnerską pomiędzy rządem, centrami badań a branżą.

Rozwijanie świadomości ekologicznej

Autorzy raportu zwracają uwagę, że władze państwowe mogą odgrywać kluczową rolę w tworzeniu środowiska sprzyjającego innowacyjności w zakresie „czystych” technologii w transporcie i ogrzewaniu. Kluczowe są tu inwestycje oraz pomoc w pokonywaniu barier, ale także inteligentne sposoby zapobiegania niszczeniu środowiska. Rozporządzenia środowiskowe mają formę nakazów, narzucają standardy działania, co w połączeniu z ograniczonymi możliwościami firm, zniechęca do stosowania innowacyjnych rozwiązań. – Systematycznie zwiększa się świadomość dotycząca środowiska i jego ochrony. To też daje szansę innowacyjnym inwestycjom. Wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia spada zużycie energii czy wody, rośnie natomiast angażowanie się w kwestie środowiskowe. Brak świadomości czy wiedzy w połączeniu z niewystarczającymi możliwościami technologicznymi stoi natomiast na przeszkodzie wykorzystywania odnawialnych źródeł energii – mówi jeden z autorów raportu, Damian Olko, ekspert w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Inwestorzy z Filipin i Malezji, domy starości i dla studentów – o nich będzie coraz głośniej na rynku nieruchomości komercyjnych

Niewielkie znaczenie bieżącej sytuacji politycznej, zainteresowanie inwestorów z Filipin czy Malezji, brak lokalnego kapitału, domy studenckie i starości – to najważniejsze punkty, które były tematem licznych dyskusji podczas Expo Real, Międzynarodowych Targów Inwestycyjnych i Nieruchomości Komercyjnych w Monachium. Po nich nasuwa się jeden wniosek – Polska przez najbliższe dwa-trzy lata pozostanie atrakcyjnym kierunkiem inwestycyjnym. W Europie Zachodniej jest dużo drożej i wejście do naszego kraju jest bardziej sensowne z punktu widzenia zwrotów.

W ubiegłym roku łączna wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce przekroczyła rekordowe 5 mld euro. Pierwszą część tego roku również zamknęliśmy z najwyższym wynikiem w historii (3,36 mld euro). W całym 2018 roku wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne może pobić rekordowy pod tym względem ubiegły rok i przekroczyć 6 mld euro. W ciągu kolejnych dwóch-trzech lat dobra sytuacja powinna się utrzymać, a wpływ na nią będzie mieć kilka elementów dyskutowanych podczas Expo Real.

Po pierwsze, sprzyja sytuacja gospodarczo-polityczna

Choć niektórzy mówią o szczycie koniunktury na naszym rynku, to jednak widmo spowolnienia jest jeszcze odległe. Na przykład w Niemczech stopy procentowe wciąż są ujemne i niewiele wskazuje na ich szybką podwyżkę. Inwestorzy nie zwracają również dużej uwagi na sytuację polityczną w naszym kraju, gdyż ryzyka polityczne są wszędzie. Ponadto wejście Polski do grona 25 krajów rozwiniętych nie za bardzo wpłynęło na inwestorów. Zdecydowanie częściej komentowane są wydarzenia, które mają miejsce między innymi we Włoszech.

Po drugie, będzie egzotycznie

Inwestowanie w polski rynek nieruchomości komercyjnych jest domeną zagranicznych podmiotów. Z naszego raportu inwestycyjnego podsumowującego I półrocze br. wynika, że dominuje amerykański kapitał z 37% udziałem w całkowitych obrotach, wysoko plasuje się Europa Zachodnia i Afryka. Jednak po coraz większy kawałek tego tortu sięgają inwestorzy z Azji (ok. 10% udział). Zarówno podczas targów Expo Real w Monachium jak i w ostatnich miesiącach widoczne było duże zainteresowaniem naszym rynkiem podmiotów nie tylko z Chin, Korei Południowej czy Izraela, ale bardziej egzotycznych państw jak Filipiny i Malezja. Ich udział w polskim portfelu nieruchomości komercyjnych będzie z pewnością konsekwentnie rósł.

Po trzecie, brakuje lokalnego kapitału

Wśród zagranicznych inwestorów dużo słyszy się, że na polskim rynku nieruchomości komercyjnych doskwiera im brak lokalnego kapitału ze strony polskich instytucji. Dla nich oznaczałoby to, że sektor jest bardziej płynny i gwarantuje większe bezpieczeństwo inwestycji. To, że mówią to sami inwestorzy może sygnalizować, że mamy z tym pewien problem w Polsce. Warto dodać, że zaangażowanie kapitału krajowego w pierwszym półroczu tego roku nie przekroczyło 2% całkowitego obrotu.

Po czwarte, studenci i seniorzy na inwestycyjnym radarze

Na liście ulubionych projektów inwestycyjnych cały czas znajdują się nieruchomości logistyczne, następnie biurowe i handlowe. I tutaj na pewno w ciągu najbliższych 2 lat  szykują się rekordowe transakcje. Jednak na horyzoncie pojawiają się nowe aktywa – inwestorzy coraz częściej pytają o domy starości oraz domy studenckie. Ten segment w Polsce jeszcze raczkuje, ale z pewnością to tylko kwestia czasu, kiedy będzie o nim głośno.

Po piąte, konkurencja nie śpi

Choć Polska jest jednym z kluczowych rynków nieruchomości komercyjnych, na które chcą wejść coraz bardziej egzotyczne podmioty, na inwestycyjnym radarze pozostają również inne kraje Europy Środkowej, Południowej i Wschodniej. W szczególności mam tutaj na myśli Czechy, Węgry i Chorwację. Coraz częściej inwestorzy pytają o Serbię i Słowenię.

Daniel Bienias, Dyrektor Zarządzający CBRE w Polsce:         

Usługi na rzecz podmiotów powiązanych a koszt uzyskania przychodu

Od stycznia 2018 r. obowiązują dodatkowe ograniczenia w zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodów świadczonych usług. Zmiany uderzyły wprost w podatników, przede wszystkim przedsiębiorców, pozbawiając ich możliwości zmniejszenia ciężarów fiskalnych. Nowe przepisy to kolejny przykład na to, że nie trzeba podwyższać stawek, by podwyższać podatki.

Na czym polegają nowe przepisy i jaki był cel ich ustanowienia?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych został wprowadzony art. 15e. Zgodnie z nim: „podatnicy są obowiązani wyłączyć z kosztów uzyskania przychodów koszty: (…) usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze (…) poniesione bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotów powiązanych, o których mowa w art. 11, lub podmiotów mających miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd na terytorium lub w kraju wymienionym w przepisach wydanych na podstawie art. 9a ust. 6, w części, w jakiej koszty te łącznie w roku podatkowym przekraczają 5% kwoty odpowiadającej nadwyżce sumy przychodów ze wszystkich źródeł przychodów pomniejszonych o przychody z tytułu odsetek nad sumą kosztów uzyskania przychodów pomniejszonych o wartość zaliczonych w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych, o których mowa w art. 16a-16m, i odsetek”.

Zgodnie z powyższym w przypadku przedmiotowych usług wykonywanych na rzecz podmiotów powiązanych lub podmiotów mających miejsce zamieszkania bądź siedzibę na terytorium stosującym szkodliwą konkurencję podatkową, wyłączenie stosuje się „do nadwyżki wartości wskazanych powyżej kosztów poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych oraz podmiotów mających siedzibę lub zarząd na terytorium kraju stosującego szkodliwą konkurencję podatkową, z wyłączeniem kosztów, o których mowa w art. 15e ust. 11, przekraczającej w roku podatkowym łącznie kwotę 3 000 000 zł.” (W. Dmoch, Podatek dochodowy od osób prawnych. Komentarz. Wyd. 7, Warszawa 2018).

W odniesieniu do wskazanych usług ograniczenia nie stosuje się do:

  • kosztów usług, opłat i należności zaliczanych do kosztów uzyskania przychodów bezpośrednio związanych z wytworzeniem lub nabyciem przez podatnika towaru, lub świadczeniem usługi;
  • kosztów usług świadczonych na rzecz osoby trzeciej, lecz we własnym imieniu.

Co do zasady ograniczenie wynikające ze wskazanego przepisu stosuje się również do każdej ze spółek wchodzących w skład grupy kapitałowej, lecz nie ma ono zastosowania do kosztów ponoszonych przez taką spółkę na rzecz innych spółek z tej samej podatkowej grupy kapitałowej.

Jak wynika z uzasadnienia do projektu ustawy, w której dodano omawiany przepis, wprowadzenie go miało na celu ograniczenie działań związanych „z tzw. agresywną optymalizacją podatkową”, mającą za przedmiot prawa i wartości o charakterze niematerialnym. Zdaniem autora projektu: „usługi te charakteryzują się brakiem faktycznej możliwości powiązania ich ceny z „produktem”, który w zamian za tę cenę jest otrzymywany”.

Nowe przepisy, nowe wątpliwości interpretacyjne

Wraz z pojawieniem się nowych przepisów pojawiły się również wątpliwości odnośnie do tego, które koszty i jakie dokładnie usługi wchodzą w zakres ograniczenia. Zwłaszcza że katalog wskazanych usług jest otwarty, na co jednoznacznie wskazuje wyrażenie „świadczeń o podobnym charakterze”. Szereg podmiotów wykonujących ww. usługi oraz „usługi o podobnym charakterze” na rzecz podmiotów powiązanych zdążył uzyskać już interpretacje indywidualne, które w większości nie są dla podatników korzystne. Przykładowo, wnioskodawcy wykazują, że usługi „związane z prowadzeniem inwestycji deweloperskich” nie są usługami doradczymi, reklamowymi, zarządzania, kontroli, powołując się na kompleksowość usług, w których zakres wchodzą poszczególne, jak np. zarządzanie, marketing itp. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej jest jednak odmiennego zdania: „Nie można zatem zgodzić się ze stanowiskiem Wnioskodawcy, że są to usługi kompleksowe i należy rozpatrywać je poprzez pryzmat celu jakiemu służą – i w ten sposób zakwalifikować je, jako usługi pośrednictwa w sprzedaży mieszkań oraz pośrednictwo w obrocie nieruchomościami. (…) Odnosząc się z kolei do tych czynności związanych z usługami marketingowymi i reklamowymi wchodzącymi w zakres umów w zakresie dewelopingu i komercjalizacji, w zakresie jakim usługi te są refakturowane przez Wnioskodawcę na Spółki Osobowe (w których Wnioskodawca posiada udział kapitałowy) po cenie nabycia tych usług stwierdzić należy, że również te usługi (nabywane przez Spółki osobowe, których Wnioskodawca jest wspólnikiem), jako czynności mieszczące się w katalogu usług, o którym mowa w art. 15e ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT, będą podlegać limitowaniu”.

Nie trzeba podwyższać stawek, aby podwyższyć podatki

Po raz kolejny możemy zatem zaobserwować, jak w sprytny sposób podwyższa się podatek dochodowy, nie zmieniając jego stawki. Podmioty wykonujące przedmiotowe usługi będą miały obowiązek uwzględniania przedmiotowego ograniczenia przy rozliczaniu się z podatku dochodowego. Wiąże się to z koniecznością wyłączenia z kosztów uzyskania przychodów wydatków poniesionych na ww. usługi ponad wskazany w przepisach limit. Tym samym dochód będzie wyższy, a w konsekwencji wyższy będzie również podatek dochodowy do zapłaty na rzecz Skarbu Państwa.

Przedsiębiorcy świadczący ww. usługi lub mający wątpliwości, czy usługi przez nich świadczone są objęte przedmiotowym limitem, powinni wystąpić z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej, którą przygotuje profesjonalny pełnomocnik. Każda opinia w tym zakresie może pomóc w uniknięciu ewentualnych problemów w przyszłości. Przepis nie jest jasny, zatem ważne jest, by uzyskać odpowiednie stanowisko fiskusa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Czerwień na światowych rynkach akcji

Ostatnie dni przynoszą gwałtowne zmiany na globalnych rynkach finansowych, które nie pozostają bez wpływu na złotego.

Ostatnie kilka dni upłynęło pod znakiem wyprzedaży na globalnych rynkach akcji, które szczególnie przeceniły papiery azjatyckie i amerykańskie. Wyprzedaż sprawiła, że kluczowe amerykańskie indeksy znalazły się na najniższych poziomach od maja. Sam Nasdaq Composite w ciągu jednej zaledwie sesji doświadczył spadku o 4,4%, tym samym indeks zaliczył najgorszy dzień od siedmiu lat. Niewiele brakuje, żeby amerykańskie giełdy pozbyły się wszystkich zysków z bieżącego roku.

Wyjątkowo źle radzą sobie również akcje azjatyckie: hongkoński Hang Seng obecnie znajduje się na najniższym poziomie od połowy ubiegłego roku, Shanghai Composite z kolei notowany jest na najniższym poziomie od końcówki 2014 r. Wyprzedaż nie ominęła również akcji europejskich: niemiecki DAX jest najniżej od końcówki 2016 r., notowania francuskiego CAC40 z kolei są na najniższym poziomie od początków ubiegłego roku. Zmiany widoczne są również na innych rynkach: wyraźnie zyskują niemieckie i amerykańskie papiery dłużne, w ostatnich dniach lepiej radzą sobie również jen japoński i frank szwajcarski.

Całe zamieszanie na globalnych rynkach finansowych nie sprzyja z kolei złotemu, który w pierwszej części wczorajszego dnia został poturbowany przez słabość euro związaną z publikacją fatalnych danych PMI, w drugiej zaś właśnie przez pogłębiającą się falę odwrotu od ryzyka. W parze z euro polska waluta znajduje się obecnie w górnej części korytarza, w której utrzymywała się od końcówki lipca. Jeśli niepokój na rynkach będzie się utrzymywał, złoty może doświadczyć jeszcze głębszej wyprzedaży.

Dziś jednak w pierwszej części dnia widać pewne uspokojenie nastrojów: kursy EUR/USD i EUR/PLN są dość stabilne, nieco zyskują również europejskie indeksy. Więcej emocji prawdopodobnie przyniesie druga część dnia, w której będzie miało miejsce spotkanie EBC, jednak niewykluczone, że euro zacznie reagować jeszcze przed posiedzeniem.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,28-4,32. Mimo umocnienia w parze ze złotym, wspólna europejska waluta charakteryzowała się wczoraj wyraźną słabością w relacji do głównych walut, doświadczając znaczącej wyprzedaży w parze z dolarem amerykańskim.

W pierwszej części dnia euro nie sprzyjały przede wszystkim wspomniane wyżej bardzo słabe dane PMI, które sugerują głębsze wyhamowanie europejskich gospodarek w ostatnim kwartale i budzą obawy o przyszłość. W drugiej części, podobnie jak złotemu, euro szkodziła ogólna wyprzedaż aktywów ryzykownych, wspierająca dolara amerykańskiego. W efekcie wczorajszych ruchów kurs EUR/USD spadł poniżej poziomu 1,14, a para znalazła się na najniższym poziomie od połowy sierpnia.

Dziś dane gospodarcze, wieści z rynków i informacje o konflikcie Włoch z Komisją Europejską będą musiały ustąpić spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. O ile nikt nie spodziewa się istotnych zmian ani w kwestii bieżącej polityki monetarnej, ani w kwestii oczekiwań Banku komunikowanych rynkowi, dotyczących dłuższego horyzontu czasowego, o tyle dzisiejsza konferencja prasowa po spotkaniu prawdopodobnie będzie jedną z ciekawszych w tym roku. Mario Draghi prawdopodobnie zmierzy się z pytaniami dotyczącymi sytuacji Włoch, niskiej inflacji bazowej w strefie euro oraz rozczarowującej aktywności europejskich gospodarek w kontekście przyszłych działań banku centralnego.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,86-4,89. Brytyjska waluta wczoraj wprawdzie umocniła się w parze ze złotym, jednak funt nadal pozostaje pod wyraźną presją i nie notuje podobnego umocnienia w parze z głównymi walutami. Szterlingowi cały czas ciążą bowiem obawy dotyczące negocjacji w sprawie Brexitu, wzmacniane przez informacje o wewnętrznych konfliktach w Partii Konserwatywnej. Wczoraj szterlingowi nie pomagała również wyraźna siła dolara amerykańskiego.

USD

Kurs USD/PLN w środę wzrósł o 1,1%, wahając się w widełkach 3,74-3,79. Dolar amerykański był wczoraj jedną z najlepiej sobie walut na świecie. Amerykańskiej walucie sprzyjało praktycznie wszystko: osłabienie euro związane ze słabszymi danymi z gospodarek wspólnego bloku, odpowiadające im, ale dużo lepsze dane PMI ze Stanów Zjednoczonych, sugerujące wzrost (i tak już bardzo wysokiej) aktywności w przemyśle i usługach, pozytywny wydźwięk „Beżowej Księgi” FED oraz odwrót od ryzyka, który wspierał aktywa safe haven.

Nie wszystkie dane ze Stanów Zjednoczonych budzą jednak optymizm. Wczorajsze odczyty z rynku nieruchomości we wrześniu mocno rozczarowały sugerując, że pogorszenie sytuacji w sektorze zaczyna postępować coraz gwałtowniej. Szczególnie zawiodły dane o sprzedaży nowych nieruchomości, które we wrześniu pokazały poziom 553 tys. Tym samym sprzedaż była najniższa od grudnia 2016 r.

Dziś uwaga inwestorów będzie skupiona przede wszystkim na spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego, niemniej w drugiej części dnia warto również obserwować odczyty z USA, które będą poprzedzać kluczową publikację o dynamice PKB w III kwartale br. którą poznamy jutro. W trakcie trwania konferencji EBC opublikowane zostaną dane o zamówieniach środków trwałych w USA we wrześniu, amerykański bilans handlowy towarów we wrześniu i cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych. W dalszej części dnia poznamy kolejne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości we wrześniu. Na koniec dnia przemawiać będzie z kolei Richard Clarida z FOMC.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:45 – decyzja EBC w sprawie stóp procentowych
  • 14:30 – konferencja prasowa EBC
  • 14:30 – dane o zamówieniach środków trwałych w USA we wrześniu
  • 14:30 – bilans handlowy towarów USA we wrześniu
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości we wrześniu
  • 18:15 – przemawia Richard Clarida z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Trzy technologie, które zmienią branżę cyberbezpieczeństwa

Jak wynika z danych Cisco, większość europejskich firm wykorzystuje sztuczną inteligencję (69% respondentów), uczenie maszynowe (72% respondentów) i automatyzację (82% respondentów) w celu zapewnienia cyberbezpieczeństwa w ich organizacjach. Jest to odpowiedź na coraz bardziej rozbudowane ataki, których złożoność rośnie wraz z rozwojem i adopcją kolejnych trendów technologicznych takich jak chmura obliczeniowa.

W Polsce stopień implementacji technologii uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji jest na niższym poziomie, natomiast wykorzystanie automatyzacji jest zbliżone do europejskiej średniej:

  • 81% polskich firm polega na automatyzacji procesów,
  • 56% polskich firm polega na uczeniu maszynowym,
  • 53% polskich firm polega na sztucznej inteligencji.
Łukasz Bromirski, CTO w Cisco Systems Poland
Łukasz Bromirski, CTO w Cisco Systems Poland

„Cyberprzestępcy są bacznymi obserwatorami i wykorzystują do przeprowadzania ataków rozwiązania, z których aktualnie korzysta biznes. Dlatego coraz częściej ukrywają swoje ataki np. w chmurze. Rozwiązaniem nie jest umieszczenie usług chmurowych na czarnej liście. Odpowiedzią jest natomiast wykorzystanie zaawansowanych technologii automatyzacji, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji i wyposażenie zespołów bezpieczeństwa w możliwości, jakie dają” – mówi Łukasz Bromirski, dyrektor ds. technologii w Cisco Polska.

System „uczy się” cyberbezpieczeństwa

Wykorzystanie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego w sieci pozwala zbierać informacje na temat cyberataków i na tej podstawie „uczyć się”, jak wykrywać nietypowe sytuacje, które mogą wskazywać na niepożądane działania. Respondenci badania Security Benchmark Capabilities Survey przeprowadzonego przez Cisco przyznali, że są sfrustrowani dużą liczbą fałszywych zgłoszeń dotyczących cyberbezpieczeństwa (tzw. false positives). Tego typu błędy znacznie zwiększają ilość pracy, którą musi wykonać zespół. Sztuczna inteligencja pozwala wyeliminować ten problem, „ucząc się”, jaki jest zestaw cech rzeczywistego cyberzagrożenia, a jak wygląda normalna aktywność online.

Kolejnym przykładem zastosowania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego do zapewnienia bezpieczeństwa sieci jest wykrywanie zmodyfikowanych ataków wykorzystujących znane wcześniej techniki lub technologie, które pierwotnie mają przyczynić się do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa. Przykładowo, w ciągu ostatniego roku eksperci Cisco zaobserwowali trzykrotny wzrost wykorzystania szyfrowanej komunikacji sieciowej w propagowaniu złośliwego oprogramowania.

Automatyzacja wspiera specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa

Deficyt pracowników w branży IT szacowany jest na ok. 50 tys. osób. Z raportu „Niedobór talentów” przygotowanego przez ManpowerGroup wynika, że pracownicy działu IT są na dziewiątym miejscu wśród zawodów, których przedstawicieli pracodawcom najtrudniej jest pozyskać. Automatyzacja działań związanych z cyberbezpieczeństwem stanowi odpowiedź na ten problem, jednak jak podkreślają specjaliści Cisco, maszyna nigdy w pełni nie zastąpi człowieka.

„Narzędzia do automatyzacji umożliwiają wgląd w sieć i są w stanie wskazać podejrzane zjawisko, które następnie powinno zostać zbadane przez analityków. Ostatecznie to jednak człowiek tworzy politykę bezpieczeństwa, której podstawą powinny być bieżące aktualizacje, wprowadzanie łatek, ustalenie polityki działania na wypadek kryzysów czy segmentacja sieci. Gdyby większa liczba organizacji działała w duchu tych zasad, ataki takie jak WannaCry czy Nyetya, które w zeszłym roku sparaliżowały pracę wielu organizacji, wyrządziłyby o wiele mniejsze szkody” – tłumaczy Łukasz Bromirski.

Specjaliści z Cisco Red Team, zespołu ekspertów zajmującego się przeprowadzaniem symulacji cyberataków, co ma na celu przygotowanie organizacji do odparcia właściwego zagrożenia, podkreślają, że na bezpieczeństwo firmy składają się trzy kluczowe elementy: ludzie, polityka i technologia. Jak wynika z danych zebranych podczas warsztatów przeprowadzonych ze specjalistami ds. cyberbezpieczeństwa, zastosowanie jedynie polityki bezpieczeństwa rozwiązałoby raptem 10% problemów; szkolenie użytkowników jeszcze mniej, bo tylko 4%. Niezbędne jest kompleksowe podejście do kwestii bezpieczeństwa, w którym technologia jest wsparciem dla człowieka.

Kanadyjczycy podnieśli stopy. Słabsze prognozy dla Polski

Bank Kanady zgodnie z oczekiwaniami zmienił główną stopę procentową na 1,75%. Prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski coraz ostrożniejsze. Ceny ropy znów spadły.

Kanada podnosi stopy procentowe

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami większości analityków Bank Kanady podniósł stopy procentowe o 0,25%. Wynoszą one obecnie 1,75% i są o owe 0,25% wyższe niż w Polsce. Dlaczego Kanadyjczycy podnoszą stopy procentowe a my nie? Kanada sąsiaduje z USA, gdzie FED ostatnimi podwyżkami stara się zmniejszać zadłużenie w gospodarce by w razie nawrotu słabszej koniunktury uniknąć spirali zadłużenia. Z drugiej strony Europa nie wróciła jeszcze do normalności po kryzysie z 2008 roku. Pomimo tego, że stopy w USA osiągnęły już 2% w Unii są nadal ujemne. To właśnie dlatego euro jest w tak silnym odwrocie względem dolara. Jaki wpływ podwyżka miała na waluty? Po samej decyzji dolar kanadyjski umocnił się o niemal 1% względem dolara amerykańskiego. Po korekcie ruchu zakończył dzień około 0,5% umocnieniem.

Jakie prognozy dla Polski?

Jeszcze nie tak dawno spodziewano się, że nasza gospodarka będzie się rozwijać w blisko 5% tempie, które było notowane w ostatnich kwartałach. Wielu analityków zwraca jednak uwagę, że tempo to jest napędzane wydatkami socjalnymi które cały czas rosnąć nie będą. To właśnie dlatego agencje ratingowe coraz częściej prognozują na nadchodzące lata wartości z przedziału 2-2,5% jak np. ostatnie szacunki agencji S&P. Jest to raczej niska nota, ale konkurencyjna Moody’s daje 2,6%. Z drugiej strony analitycy z polskich banków wciąż są bardziej optymistyczni i dają nam 3-3,5% wzrostu. Skąd biorą się te różnice? Polskie fundamenty są stabilne, jesteśmy jednak w takiej a nie innej części świata a nasz główny partner w postaci Unii Europejskiej nie zachwyca wynikami.

Mimo wysokich cen zapasy rosną

Pomimo zwyżek cen czarnego złota w minionym tygodniu zapasy ropy w USA wzrosły. Co ciekawe po samych danych, które powinny osłabiać ropę jej cena jeszcze przez dwie godziny rosła. Potem jednak przyszła pora na realizację zysków z odbicia i cena ponownie spadła. Minimum z nocy nie przebiło jednak porannego dołka dlatego wielu analityków prognozuje zmniejszenie emocji na tym rynku do końca tygodnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – USA – wstępne dane na temat indeksu PMI dla przemysłu,
  • 16:00 – USA – sprzedaż nowych domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Zatrudnienie obcokrajowców. O czym powinien wiedzieć przedsiębiorca?

Już ponad pół miliona obcokrajowców opłaca w Polsce składki na ubezpieczenia społeczne[1] – wynika z danych ZUS-u. Biorąc pod uwagę szarą strefę i nielegalne zatrudnienie, skala zarobkowej imigracji do Polski jest zapewne znacznie wyższa. Pracownicy zza wschodniej granicy chcą w Polsce pozostawać na dłużej niż pół roku, a pracodawcy oczekują zmiany procedur związanych z zatrudnieniem obcokrajowców. Eksperci inFakt wyjaśniają, na jakich zasadach odbywa się to obecnie i o czym powinien pamiętać przedsiębiorca, który chce zatrudnić imigranta.

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

Dane pochodzące z „Barometru imigracji zarobkowej – II półrocze 2018” pokazują, że aż 75% pracowników z Ukrainy chce pozostać w naszym kraju dłużej niż pół roku[2]. Na tyle obecnie pozwala uproszczona procedura zatrudnienia. Wydłużenia tego terminu oczekują także pracodawcy, którzy mają trudności ze znalezieniem pracowników, a imigranci z Ukrainy i krajów azjatyckich wypełniają powstałą lukę na rynku pracy.

Jakie warunki musi spełnić cudzoziemiec?

Osoby, które chcą podjąć w Polsce pracę, a pochodzą z kraju Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub Szwajcarii, mogą to zrobić bez konieczności ubiegania się o zezwolenia, które z kolei jest wymagane dla wszystkich pozostałych obcokrajowców. Ponadto muszą oni przebywać legalnie na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. – O zezwolenie na pracę cudzoziemca występuje jego pracodawca do właściwego wojewody. W przypadku, kiedy dotyczy ono pracy sezonowej, należy wystąpić o nie do właściwego starosty powiatu – wyjaśnia Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt.

Procedura uproszczona

Wyjątek od zasady, że warunkiem legalnego wykonywania pracy przez cudzoziemca jest pozwolenie na pracę, dotyczy obywateli sześciu państw: Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy.

W ich przypadku może być zastosowana tzw. procedura uproszczona, nazywana także oświadczeniową. Pozwala ona na wykonywanie pracy w Polsce przez 6 miesięcy (niekoniecznie następujących po sobie) w okresie 12 następujących po sobie miesięcy bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. – Limit 6 miesięcy pracy dotyczy konkretnej osoby, a nie pracodawcy. Cudzoziemiec może pracować na podstawie oświadczeń u więcej niż jednego pracodawcy, ale nie może przekroczyć limitu czasowego – podkreśla Aneta Socha-Jaworska.

Aby skorzystać z procedury uproszczonej, pracodawca musi uzyskać wpis do ewidencji oświadczeń w Powiatowym Urzędzie Pracy (PUP), a cudzoziemiec musi posiadać dokument potwierdzający tytuł pobytowy na terenie RP – na przykład odpowiednią wizę lub zezwolenie na pobyt czasowy.

W tym procesie ważne są następujące zasady:

  • nie może to dotyczyć pracy sezonowej;
  • pracodawca składa oświadczenie w PUP właściwym ze względu na siedzibę lub miejsce pobytu stałego;
  • do oświadczenia trzeba dodać potwierdzenie zapłaty kwoty 30 zł;
  • pracodawca musi posiadać i dołączyć do dokumentów własne oświadczenie o niekaralności;
  • wpisanie oświadczenia do ewidencji następuje w ciągu 7 dni od momentu jego przekazania;
  • starosta może odmówić wpisania oświadczenia do ewidencji, np. gdy pracodawca dopuścił się wcześniej przestępstw w zakresie zatrudniania cudzoziemcó

Jakie jeszcze obowiązki ma pracodawca?

Pracodawca po wpisaniu oświadczenia do ewidencji musi poinformować PUP o podjęciu pracy przez cudzoziemca najpóźniej w dniu faktycznego jej rozpoczęcia. Gdyby decyzja starosty była odmowna, to wówczas w terminie 7 dni od uzyskania decyzji należy poinformować o tym PUP.

Pracodawca musi zawrzeć z cudzoziemcem pisemną umowę o pracę i przetłumaczyć ją na język zrozumiały dla pracownika. Ponadto standardowo należy pracownika zgłosić do ZUS-u, opłacać za niego składki i zaliczki na podatek dochodowy, a także prowadzić dokumentację pracowniczą.

Po upływie 3 miesięcy zatrudnienia cudzoziemca na podstawie umowy o pracę pracodawca może złożyć wniosek o wydanie kolejnego zezwolenia na pracę na tym samym stanowisku. Wówczas wydawane jest ono w trybie uproszczonym, czyli z pominięciem tzw. testu rynku pracy. W takim przypadku cudzoziemiec będzie mógł również legalnie wykonywać pracę na rzecz dotychczasowego pracodawcy, oczekując na decyzję w sprawie zezwolenia na pracę w warunkach nie gorszych niż określone w oświadczeniu.

[1] Wypowiedź prezes ZUS prof. Gertrudy Uścińskiej w: https://biznes.newseria.pl/news/w-zus-ubezpieczonych-jest,p1905481850

[2] http://personnelservice.pl/download.php?fid=314