Powstaje nowa platforma do analizy danych 3D. Pozwoli mieszkańcom i firmom samodzielnie analizować i wizualizować dane o budynkach i działkach

Powstaje nowa platforma do analizy danych 3D. Pozwoli mieszkańcom i firmom samodzielnie analizować i wizualizować dane o budynkach i działkach 1

Dane przestrzenne w łatwy i wygodny sposób będą dostępne do powszechnego użytku. Centrum Analiz Przestrzennych Administracji Publicznej tworzy platformę analityczną, w której każdy użytkownik samodzielnie będzie mógł wykonać podstawowe analizy przestrzenne, w tym analizy na danych 3D, a także zwizualizować je. Wykonanie bardziej skomplikowanych operacji będzie można zlecić. Same usługi geoportalowe już dziś przyciągają 45 tys. użytkowników dziennie.

– Projekt Centrum Analiz Przestrzennych Administracji Publicznej polega na dostarczeniu obywatelom, przedsiębiorcom i w szczególności administracji publicznej nowoczesnych usług związanych z możliwością analiz przestrzennych, z użyciem danych przestrzennych pochodzących z państwowego zasobu, ale również danych, które są w posiadaniu poszczególnych interesariuszy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Szulc, zastępca dyrektora Departamentu Informatyzacji i Rozwoju Państwowego Zasobu Geodezyjnego i Kartograficznego w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii.

Główny Urząd Geodezji i Kartografii planuje utworzenie platformy analitycznej umożliwiającej wykonywanie zaawansowanych analiz przestrzennych, w tym analiz na danych 3D, a także interpretację oraz wizualizację wyników analizy w postaci tekstowej oraz graficznej. Dzięki projektowi CAPAP możliwe będzie dokonywanie analiz niezbędnych do przeprowadzania inwestycji, ale i prowadzenia działalności gospodarczej czy skutecznej ochrony środowiska.

– Każdy z użytkowników będzie mógł w sposób swobodny skorzystać z usług dostępnych za pomocą naszego projektu i dokonać prostych oraz złożonych analiz we własnym zakresie. Na te analizy, które będą wymagały jakichś dodatkowych kompetencji, będzie można złożyć specjalne zapotrzebowanie – przekonuje Marek Szulc.

Dane przestrzenne to zbiór cech poszczególnych obiektów. Oznacza to między innymi wysokość i modele trójwymiarowe poszczególnych budynków. Dzięki tym danym, po odpowiedniej obróbce można opracowywać narzędzia takie, jak na przykład mapy 3D. Odbiorcami usług tworzonych w ramach projektu mają być urzędnicy i przedsiębiorcy, a także zwykli obywatele. Jak się okazuje, ostatnia z docelowych grup przedsięwzięcia, bardzo intensywnie korzysta z dostępu do danych przestrzennych.

– Obywatele korzystają z usług, które świadczymy na dzień dzisiejszy w sposób dosyć intensywny. Mamy około 45 tys. zapytań dziennie do usług geoportalowych. To oczywiście obywatele, przedsiębiorcy, branżowe instytucje, w szczególności instytucje takie jak KGP, Straż Pożarna czy Państwowe Ratownictwo Medyczne i Lotnicze, które na co dzień w trybie 24-godzinnym na dobę korzystają z naszych usług w celach zarządzania kryzysowego i zarządzania bezpieczeństwem – tłumaczy przedstawiciel GUGiK.

Pierwsze dane wysokościowe w ramach projektu CAPAP zebrano w połowie 2017 roku i dołączono do państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego. Dane pozyskano w technologii lotniczego skanowania laserowego (ALS). Wkrótce utworzona zostanie także specjalna dotykowa mapa topograficzna dla niewidomych i słabowidzących z wykorzystaniem biblioteki znaków dotykowych i pisma Braille&HASH39;a.

CAPAP jest jednym z trzech projektów realizowanych przez Główny Urząd Geodezji i Kartografii w ramach programu operacyjnego Polska Cyfrowa. Oprócz Centrum Analiz Przestrzennych Administracji Publicznej GUGiK opracowuje jeszcze krajową bazę danych geodezyjnej ewidencji sieci uzbrojenia terenu (K-GESUT) oraz znajdujący się w II fazie rozwoju Zintegrowany System Informacji o Nieruchomościach.

Bezpieczeństwo jazdy poprawią wyświetlacze z rozszerzoną rzeczywistością. W przyszłości mogą trafić także do smartfonów

Bezpieczeństwo jazdy poprawią wyświetlacze z rozszerzoną rzeczywistością. W przyszłości mogą trafić także do smartfonów 2

Wyświetlacze head up display (HUD) mogą w znaczący sposób poprawić bezpieczeństwo i komfort jazdy samochodem. Dzięki komunikatom wyświetlanym na przedniej szybie w trybie rozszerzonej rzeczywistości, kierowca dowie się nie tylko z jaką prędkością porusza się auto, lecz także gdzie ma jechać oraz jak wykonać skomplikowany manewr. W przyszłości wyświetlacze HUD będą na wyposażeniu smartfonów. Nowa generacja takich urządzeń w samochodach pozwoli zaś na komunikację kierowcy z pojazdem za pomocą gestów.

Dopuszczalna prędkość na drodze ekspresowej w Polsce to 120 km/h. Jadąc z tą prędkością, samochód pokonuje 33 metry w sekundę. Oderwanie wzroku od drogi choćby na moment może więc w przypadku nieprzewidzianego zdarzenia skończyć się wypadkiem. Bezpieczeństwo jazdy mogą poprawić wyświetlacze HUD (head up display). Są one formą rozszerzonej rzeczywistości, prezentującej dane na przezroczystym wyświetlaczu. W przypadku samochodów dane wyświetlane mogą być na przedniej szybie, by użytkownik mógł się cały czas koncentrować na drodze.

– Technologia pozwala w sposób bardziej ergonomiczny i ułatwiający życie kierowcy wyświetlić pełną informację po prostu na szybie samochodu. Potrzebujemy do tego źródła, którym jest w tej chwili laser i odpowiednio szybko skanującego lusterka, które nam ten promień lasera rzuci na szybę i wyświetli całą informację – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jarosław Baszak, country manager w firmie Hamamatsu Photonics, produkującej komponenty optyczne m.in. do wyświetlaczy head up display.

W najnowszych autach lista funkcji oferowanych przez wyświetlacze jest bardzo długa. Komunikaty nie ograniczają się już tylko do przekazania podstawowych informacji o parametrach jazdy, lecz opierają się na danych z systemu GPS i Google Maps, dzięki czemu mogą wyświetlać m.in. ograniczenia prędkości czy wskazówki o trasie prowadzącej do obranego celu. Dzięki rozszerzonej rzeczywistości niektóre urządzenia mogą również nakładać kolorowy szlak na drodze, by kierowca sprawniej mógł przeprowadzić skomplikowany manewr. Producenci idą o krok dalej. W przyszłości technologia najprawdopodobniej trafi do smartfonów.

– Zrobiliśmy mały projektor, w którym zastosowane jest lusterko, wykonane w technologii MEMS (mikroukładu elektromechanicznego – przyp. red.). Mieści się on w średniej wielkości smartfonie i przy zastosowaniu trzech diod laserowych RGB pozwala wyświetlić kolorowy obraz. Daje nam to mikroskopijne kino domowe mieszczące się w kieszeni. Taka technologia to całkiem niedaleka przyszłość. Myślę, że takie projektory będą kolejną aplikacją zastosowaną w smartfonach – przewiduje Jarosław Baszak.

Pierwsze wyświetlacze powstały w latach 50. ubiegłego wieku na potrzeby lotnictwa wojskowego. Pierwszym samochodem, w którym znalazł się wyświetlacz HUD, był Oldsmobile Cutlass Supreme z 1988 roku. Po trzech dekadach technologia zaczęła się pojawiać u coraz większej liczby producentów aut. Dziś w swoich najwyższych modelach oferuje je między innymi Toyota, Mazda czy Lincoln.

Udoskonalone wyświetlacze HUD z rozbudowaną rozszerzoną rzeczywistością mogą się stać przyszłością w komunikacji na linii kierowca–samochód. Następnym krokiem ma być komunikacja za pomocą gestów. To kolejna próba zwiększenia bezpieczeństwa na drodze.

– Macierz oświetlaczy i detektorów jest w stanie rozpoznać, co kierowca chciałby przekazać samochodowi, poruszając ręką. Firmy już pracują nad taką aplikacją. Oczywiście marzeniem futurystycznym jest rozpoznawanie grymasów twarzy, ale zaczynamy od najprostszej rzeczy, czyli od gestów wykonywanych całą dłonią: przesuwania i obrotów – informuje specjalista z Hamamatsu Photonics.

Zgodnie z przewidywaniami Grand View Research światowy rynek wyświetlaczy HUD do 2025 roku osiągnie wartość 13,5 mld dol. ze sprzedaży niemal 35 mln urządzeń. Średnioroczny wzrost tego rynku w najbliższych latach wyniesie 26 proc.

Szkoły coraz chętniej angażują się w sportową rywalizację. Gwiazdy sportu chcą w ten sposób odciągnąć uczniów od ekranów komputerów

Szkoły coraz chętniej angażują się w sportową rywalizację. Gwiazdy sportu chcą w ten sposób odciągnąć uczniów od ekranów komputerów 3

Uczniowie podstawówek coraz chętniej biorą udział w sportowej rywalizacji. Do konkursu Drużyna Energii, który ma wyłonić najbardziej aktywną szkołę w kraju, w ubiegłym miesiącu wpłynęło prawie 5 tys. filmów. Młodzież coraz częściej porzuca ekrany komputerów i smartfonów na rzecz sportu, a poziom wykonywanych zdań sportowych jest bardzo wysoki – podkreślają ambasadorzy konkursu. Uczniowie biorą w nim udział tym chętniej, że do promocji szkoły muszą wykorzystywać internet i media społecznościowe.

– Chcemy odciągnąć dzieci od tabletów, telewizorów czy konsoli, żeby wyszły na dwór i ruszyły się trochę. Robimy to przede wszystkim dla ich zdrowia. Projekt Drużyna Energii od samego początku cieszy się olbrzymim zainteresowaniem, co doskonale pokazują liczby – w grudniu otrzymaliśmy 3 tys. filmików, a w lutym nadesłano ich już 5 tys. Ambasadorzy programu to bardzo znane postacie, które możemy obserwować w mediach społecznościowych. Podejrzewam, że spotkanie ich na żywo jest dla młodzieży olbrzymim przeżyciem – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Bałkowiec, wicedyrektor departamentu marketingu i komunikacji Grupy Energa.

Zachęcanie dzieci i młodzieży do aktywności ma kolosalne znaczenie, bo – jak pokazują tegoroczne dane WHO oraz Instytutu Matki i Dziecka – prawie co trzeci (31,2 proc.) ośmiolatek w Polsce ma zbyt dużą masę ciała. W tej grupie 18,5 proc. zmaga się z nadwagą, a 12,7 proc. – z otyłością.

Drużyna Energii to ogólnopolska akcja sportowo-edukacyjna skierowana do uczniów i szkół, która promuje aktywność fizyczną i zdrowe nawyki żywieniowe w niestandardowy sposób – poprzez internet i media społecznościowe. Wspierają ją znani i lubiani przez młode pokolenie ambasadorzy: mistrz świata i Europy w siatkówce Krzysztof Ignaczak, dziennikarz sportowy Bartosz Ignacik, były piłkarz, reprezentant Polski Marek Citko oraz Krzysztof Golonka, najpopularniejszy sportowy youtuber w Polsce.

– Uczymy przez zabawę. Wykorzystujemy nowe media i internet, bo jednak dzieciaki spędzają w sieci bardzo dużo czasu, i powoli przekazujemy im cenne informacje. Gościmy już w trzeciej szkole i mam nadzieję, że zwiedzimy jeszcze pół Polski. Program trwa pięć miesięcy – w każdym wybieramy jedną, najlepszą szkołę, która podeśle nam najwięcej filmów pokazujących, jak dzieciaki wykonują nasze zadania. W tej chwili odzew jest niesamowity, bo dostaliśmy prawie 5 tys. filmów – mówi Krzysztof Golonka, mistrz świata trików piłkarskich, ambasador Drużyny Energii.

Akcja jest skonstruowana tak, żeby uczniowie mogli wykazać się kreatywnością. W trakcie naboru filmiki zgłoszeniowe nadesłało sześćset podstawówek z całej Polski. Jury wybrało setkę najlepszych. W ramach zmagań o tytuł Drużyny Energii uczniowie zakwalifikowanych szkół powtarzają ćwiczenia, które przygotowują dla nich ambasadorzy akcji i nagrywają filmy wideo. Za każde nagranie, w którym powtórzą trening mistrzów, szkoła otrzymuje punkty. W finale do rywalizacji staną trzy szkoły z największą liczbą punktów, z których każda w ramach nagrody otrzyma wyposażenie sali gimnastycznej. Z kolei najlepsi zawodnicy otrzymają indywidualne wyróżnienia.

Cała inicjatywa Drużyny Energii prowadzi do tego, żeby zostawić ten świat internetowy i na chwilę po prostu wyjść na dwór – mówi dziennikarz sportowy Bartosz Ignacik.

Co miesiąc ambasadorzy Drużyny Energii odwiedzają też jedną, najbardziej aktywną szkołę, żeby poprowadzić wspólny trening. W ubiegłym miesiącu okazała się nią Szkoła Podstawowa nr 6 im. Antoniego Abrahama z Gdyni, która dzięki rekordowemu wynikowi 579 punktów zapewniła już sobie miejsce w czerwcowym finale akcji.

– Z motywacją do udziału w konkursie było różnie – niektóre dzieci podchodziły do tego bardzo odważnie, inne nie. Należało je trochę zmotywować i wytłumaczyć, co z tego będzie, jakie będą dla nich korzyści. Nie zajęło nam to dużo czasu i wszyscy bardzo chętnie uczestniczyli w tym projekcie. Nasz film wyróżniało to, że był wyjątkowy w całości. Pokazaliśmy w nim swoje umiejętności i naszą charyzmę – mówi Magdalena Latos-Kleina, nauczycielka wychowania fizycznego ze SP nr 6 w Gdyni.

Szkoła jest świetnie przygotowana, jeśli chodzi o sprawy piłkarskie i siatkarskie, naprawdę robi duże wrażenie. Jeżeli 10–20 proc. z tych dzieciaków będzie uprawiało jakąkolwiek dyscyplinę albo w ogóle sport amatorski, to warto było tu przyjechać – mówi Marek Citko.

Regularne uprawianie sportu to nie tylko korzyści zdrowotne. Uczy samodyscypliny i systematyczności, dlatego pomaga też osiągać lepsze wyniki w nauce.

– Patrząc, jak uczniowie strzelali na zawołanie w poprzeczki, byłem zdziwiony. Wiem, że można wytrenować pewne rzeczy, ale zdaję sobie sprawę z tego, ile czasu trzeba na to poświęcić. Widać, że coraz mocniej szkoły angażują się w ten projekt i widać, że trenują, przykładają się, poświęcają dużo czasu, więc forma rośnie. Wysoki poziom był także w Żorach, gdzie byliśmy w zeszłym miesiącu. Aż serce się raduje i nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co będzie się działo w finałowych potyczkach – dodaje Krzysztof Ignaczak.

Były siatkarz podkreśla, że gratulacje należą się nauczycielom i trenerom, którzy wkładają w pracę z uczniami dużo czasu i serca. Ważną rolę odgrywa też zaangażowanie rodziców, którzy stanowią dla dzieci pierwszy wzór i zaszczepiają odpowiednie nawyki.

 Rodzice są pierwszą instancją. Pamiętajcie o tym, że dzieciaki będą na was patrzeć. Wy jesteście wzorcami, my jesteśmy tą drugą falą, która może zachęcić je do uprawiania sportu, natomiast to głównie od waszej inicjatywy będzie zależało, czy te dzieci naprawdę wyjdą z domu, więc ruszcie się – radzi Krzysztof Ignaczak.

Polskie rodziny z coraz większym wyprzedzeniem rezerwują wakacyjne wyjazdy. W tym roku będą wypoczywać głównie w Bułgarii, Turcji i na greckich wyspach

Polskie rodziny z coraz większym wyprzedzeniem rezerwują wakacyjne wyjazdy. W tym roku będą wypoczywać głównie w Bułgarii, Turcji i na greckich wyspach 4

Last minute nie jest już najbardziej preferowaną przez polskie rodziny formą rezerwacji zagranicznych wakacji. Intensywny ruch w biurach podróży trwa już od stycznia, ale wciąż dostępne są atrakcyjne oferty z nawet 25-proc. zniżką. Wczesna rezerwacja to także większa szansa znalezienia hotelu w dobrej lokalizacji i z najlepszymi atrakcjami. Z danych biura podróży Neckermann Podróże wynika, że w tym roku rodziny będą wypoczywać głównie w Bułgarii, Turcji, na greckich wyspach, w Hiszpanii i Egipcie, rośnie także popularność Włoch.

– Choć do lata jeszcze chwila, to właśnie teraz najwięcej osób rezerwuje wakacje. W naszym biurze podróży to przede wszystkim rodziny rezerwują teraz wakacje – ponad 50 proc. rezerwacji stanowią wyjazdy rodzinne. W wybranych obiektach możemy jeszcze skorzystać z takich bonusów jak gwarancja najniższej ceny czy atrakcyjne zniżki. Jednak dla kupujących największe znaczenie ma możliwość wyboru oferty, bo te najlepiej położone hotele, ze zniżkami dla najmłodszych i wyborem pokoi rodzinnych, sprzedają się bardzo szybko – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magda Plutecka, rzecznik prasowy Neckermann Podróże.

Jak wynika z raportu MerlinX, przygotowanego dla Polskiego Związku Organizatorów Turystyki, letnie wakacje zarezerwowało już ponad 30 proc. więcej klientów niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Rzeczniczka Neckermann Podróże podkreśla, że nie warto czekać z tym do ostatniej chwili – zwłaszcza jeżeli ma się w planach rodzinny wyjazd z dziećmi, w jednym z najchętniej wybieranych kierunków i na dodatek w szczycie sezonu.

Decydując się na rezerwację wakacji teraz, można jeszcze liczyć na wysokie rabaty, sięgające nawet 25 proc. To też większa szansa na to, że uda się znaleźć dobrze położony hotel, z pokojami rodzinnymi i w korzystnej cenie.

– Standardem jest wybór miejsc z gwarancją pogody, z ciepłym morzem i krótkim przelotem – choć to akurat się zmienia, bo dzieci zabieramy już nawet w odległe zakątki świata. Najważniejszy jest wybór odpowiedniego obiektu – najlepiej położonego przy piaszczystej plaży, z szeregiem atrakcji dla najmłodszych. Rodzice wybierają obiekty z dużymi placami zabaw, ze zjeżdżalniami i basenami – mówi Magda Plutecka.

Rzeczniczka Neckermann Podróże zwraca uwagę na to, że rosną wymagania dotyczące hoteli. Coraz częściej wybierane są pięciogwiazdkowe, nawet kosztem wyższej ceny. Rodziny z dziećmi bardzo chętnie wybierają też obiekty z aquaparkiem, animacjami i dużym wyborem atrakcji dla najmłodszych.

– Rosną także oczekiwania w stosunku do kuchni. Podczas wakacji chcemy się zdrowo odżywiać. Formą najczęściej wybieraną przez rodziny podróżujące z dziećmi jest all inclusive, czyli trzy posiłki dziennie i dodatkowe napoje. To bardzo wygodne, ale z drugiej strony – pokutuje trochę mit niezdrowego all inclusive, który chcemy zmienić. Pokazujemy klientom, jak zmieniła się kuchnia na przestrzeni ostatnich lat, jest w niej dużo warzyw i owoców, jest różnorodna, a produkty często pochodzą z ekologicznych upraw – mówi Magda Plutecka.

Z danych Neckermanna wynika, że czołówkę najchętniej rezerwowanych otwierają Bułgaria, Turcja i wyspy greckie. Popularna wśród rodzin jest też Majorka. Coraz więcej klientów spędza letnie wakacje we Włoszech oraz w Egipcie.

– W tym roku najwięcej rodzin spędzi wakacje w Bułgarii – od kilku sezonów jest to główny kierunek rodzinnego wypoczynku, zaraz obok Turcji. Bliskość Bułgarii, ciągnące się kilometrami plaże, olbrzymia metamorfoza, jaką przeszedł ten kierunek w standardzie obiektów, oraz atrakcyjne ceny powodują, że ten kraj jest niezwykle modny. Jeżeli chcemy udać się tam na wakacje – nie ma co zwlekać, bo to kierunek popularny także wśród klientów innych krajów europejskich. W tym roku Niemcy rezerwują Bułgarię na potęgę – mówi Magda Plutecka.

W tym roku do grona najchętniej wybieranych destynacji na wakacje wróciła Turcja, która notuje najwyższe wzrosty sprzedaży od ubiegłego roku. Polscy turyści polubili ją za nowoczesne hotele z aquaparkami i wysoki standard all inclusive. Obok Turcji w tym roku powraca również Tunezja – rzeczniczka biura podróży Neckermann podkreśla, że oba kierunki są bezpieczne.

Obok walorów wypoczynkowych atutem Turcji i Tunezji są też atrakcyjne ceny – koszt tygodniowych wakacji z przelotem dla rodziny (dwóch osób dorosłych i dziecka) z pobytem w czterogwiazdkowym hotelu z all inclusive wynosi od 3,5 tys. zł przed sezonem i od około 5 tys. zł w szczycie sezonu.

– Jak co roku szukamy też nowości. W tym roku dla wielu rodzin odkryciem mogą być dwie włoskie wyspy – Sycylia i Sardynia. Sardynia to prawie 2 tys. kilometrów bajkowego wybrzeża z fantastycznymi plażami, duże tereny zielone i bardzo dobre hotele rodzinne. Z kolei Sycylię Polacy znają dosyć dobrze, my natomiast zapraszamy na mniej odkryte południe, słynące z piaszczystych plaż – mówi Magda Plutecka.

Polskie start-upy na celowniku inwestorów. Zysk z inwestycji w takie przedsięwzięcie może sięgnąć nawet kilkuset procent

Polskie start-upy na celowniku inwestorów. Zysk z inwestycji w takie przedsięwzięcie może sięgnąć nawet kilkuset procent 5

Dzięki współpracy z inwestorem start-up dostaje zwykle nie tylko kapitał na rozwój, lecz także wsparcie merytoryczne i know-how, do którego na co dzień nie ma dostępu. Korzyścią po stronie inwestora jest z kolei stopa zwrotu o wiele większa niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, sięgająca nawet kilkuset procent. Blisko co piąty start-up w Polsce rozwija się w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie. 

Inwestorzy zwracają uwagę na młode przedsiębiorstwa, ponieważ mają one bardzo dużą dynamikę wzrostu i tym samym zapewniają dużą dynamikę zwrotu z inwestycji. Jeżeli takie młode przedsiębiorstwo rozwija się zgodnie z założonym planem, to inwestor, który ulokował w nim kapitał, jest w stanie uzyskać stopy zwrotu nieporównywalne z tymi, które oferują tradycyjne rynki kapitałowe, czyli instrumenty dłużne, obligacje, o lokatach nawet nie wspominając – mówi agencji  informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Blichewicz, prezes zarządu Assay Investment.

Z ostatniego badania Fundacji Startup Poland, przeprowadzonego na grupie ponad 760 młodych innowacyjnych spółek, wynika, że aż 17 proc. z nich rośnie w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie. Autorzy raportu „Polskie startupy 2017” podkreślili, że nie każda nowa firma jest automatycznie start-upem. Dotyczy to przedsięwzięć, które dzięki przewadze technologicznej lub niezagospodarowanej niszy rynkowej mają potencjał bardzo szybkiego wzrostu. Start-upy to firmy projektowane z zamierzeniem osiągnięcia olbrzymiej skali w krótkim czasie. To czyni je z kolei przedmiotem zainteresowania inwestorów.

Mimo to deficyt kapitału inwestycyjnego jest wciąż głównym problemem, z którym borykają się polskie start-upy. Brakuje zasobów inwestorskich, jakie mają do dyspozycji takie spółki w dojrzałych ekosystemach. Blisko dwie trzecie polskich start-upów finansuje się wyłącznie ze środków własnych. Najpopularniejszym źródłem zewnętrznego kapitału jest z kolei krajowy lub zagraniczny venture capital, a dalej – pieniądze publiczne pochodzące ze środków unijnych (PARP lub NCBiR).

Młode, innowacyjne przedsiębiorstwa potrzebują dwóch rzeczy. Pierwszą jest kapitał na rozwój spółki, drugą, wsparcie merytoryczne i wsparcie kontaktami, relacjami z podmiotami i inwestorami, do których te młode przedsiębiorstwa nie mają na co dzień dostępu. My staramy się zapewnić obie te rzeczy: dostarczyć kapitał w formie inwestycyjnej, czy to ze środków własnych, czy też pochodzących od inwestorów, oraz skontaktować młode przedsiębiorstwo z większą firmą już istniejącą na rynku, która może mocno wesprzeć jego rozwój – mówi Łukasz Blichewicz.

Korzyścią po stronie inwestora jest stopa zwrotu o wiele większa niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, sięgająca nawet kilkuset procent.

Przykładem takiej inwestycji jest spółka Jeden Ślad, bardzo młode przedsiębiorstwo, które dopiero co ukończyło swój pierwszy rok działalności operacyjnej i rozwinęło się już do tego stopnia, że z punktu widzenia inwestora korzyść osiągnęła mocne kilkaset procent w ujęciu rocznym – mówi Łukasz Blichewicz.

Prezes Assay Investment ocenia, że w Polsce otoczenie rynkowe coraz bardziej sprzyja start-upom. Duża w tym zasługa programów uruchamianych przez NCBiR czy Polski Fundusz Rozwoju, który – w ramach pięciu funduszy venture capital – wpompuje 2,8 mld zł w start-upy na każdym etapie rozwoju i pomoże im w ekspansji. Z ostatniego badania Fundacji Startup Poland wynika, że już w tej chwili blisko połowa polskich start-upów sprzedaje za granicą. Polskie start-upy są też coraz bardziej innowacyjne, a 46 proc. współpracuje z instytucjami naukowymi i akademickimi.

– Trzeba przyznać, że przedsięwzięcia realizowane w Polsce są bardzo innowacyjne, jest do tego bardzo dobry klimat. Każdy nowy pomysł – czy to na skalę europejską, czy światową – który rozwiązuje jakiś rynkowy problem, bez względu na branżę, pozwala przedsiębiorstwom szybko się rozwijać. Generalnie, Polacy jako naród są bardzo otwarci na innowacje, są w stanie przyjąć na rynek bardzo wiele nowych usług czy towarów w krótkim okresie. Jesteśmy krajem, który chętnie przyjmuje nowości, ten proces zmiany zajmuje w Polsce krócej, niż ma to miejsce gdziekolwiek indziej w Europie, w szczególności w Europie Zachodniej – ocenia Łukasz Blichewicz.

Emisje zielonych obligacji na świecie w tym roku mogą sięgnąć 200 mld dol. Inwestycje finansowane w ten sposób pomogą w walce ze smogiem i globalnym ociepleniem

Emisje zielonych obligacji na świecie w tym roku mogą sięgnąć 200 mld dol. Inwestycje finansowane w ten sposób pomogą w walce ze smogiem i globalnym ociepleniem 6

Rośnie zainteresowanie zielonymi obligacjami, z których wszystkie pozyskane środki muszą być bezpośrednio przeznaczone na działania prośrodowiskowe. W 2018 roku wartość emisji zielonych obligacji może sięgnąć 200 mld dol., przy 13 mld dol. w 2013 roku. W Polsce jako pierwszym kraju na świecie wyemitowane zostały rządowe zielone obligacje, jednak w ujęciu globalnym zdecydowana większość emisji pochodzi z sektora prywatnego. Dla firm ochrona środowiska powinna się stać trwałym elementem ich modeli biznesowych – przekonuje Marcin Petrykowski z S&P Global Ratings.

– W szerokim rozumieniu zielone finanse to wszelkie działania związane z rynkiem finansowym, gdzie alokacja środków dokonywana jest w celu bezpośredniego rozwijania inwestycji oraz inicjatyw prośrodowiskowych, czyli wszelkiego rodzaju projektów, które starają się poprawić sytuację klimatu i w szeroki sposób chronią środowisko – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Petrykowski, dyrektor zarządzający S&P Global Ratings na region EMEA.

Zielone finanse oznaczają nie tylko inwestycje w rozwiązania chroniące środowisko, lecz także w inwestycje na wsparcie po stronie regulacyjnej. Instrumentami do tego typu inwestowania są tzw. green bonds, czyli zielone obligacje. W momencie emisji to zwykłe obligacje, jednak wszystkie pozyskane z nich środki muszą zostać w całości przeznaczone właśnie na projekty wspierające ochronę środowiska.

– To klasa aktywów, która nabiera coraz większego znaczenia na rynku finansowym. Obserwujemy bardzo duże wzrosty z punktu widzenia emisji – przez ostatnie 5 lat to ok. 80 proc. wzrostu rok do roku. W 2018 roku szacujemy wielkość emisji zielonych obligacji na 200 mld dol. Obecnie to tylko 2 proc. całego rynku obligacji, ale to jedynie pokazuje potencjał wzrostu – ocenia Petrykowski.

Agencja Standard & Poor&HASH39;s szacuje, że wartość emisji zielonych obligacji w 2017 roku sięgnęła 155 mld dolarów, przy 90 mld dolarów rok wcześniej. Jeszcze w 2013 roku było to zaledwie 13 mld dolarów. W ostatnich latach pod względem emisji dominowała Europa, ale coraz więcej obligacji pochodzi z krajów rozwijających się – przede wszystkim Chin, Indii i Meksyku.

– W Polsce mieliśmy dwie udane emisje zielonych obligacji, które zostały przeprowadzone przez Skarb Państwa. Z dużym sukcesem zaznaczyliśmy swoją obecność. Teraz coraz większym wyzwaniem jest konwersja i adaptacja tego instrumentu dla szerszej grupy uczestników rynku – dla przedsiębiorstw i banków. Na świecie już 2/3 emisji zielonych obligacji pochodzi z sektora prywatnego – wskazuje dyrektor zarządzający S&P Global Ratings w regionie EMEA.

Polska jest pierwszym krajem na świecie, który z sukcesem wyemitował zielone obligacje, po raz pierwszy w grudniu 2016 roku – była to emisja o wartości 750 mln dolarów 5-letnich obligacji z rentownością na poziomie 0,634 proc. Pozyskane z nich środki sfinansowały wydatki budżetowe na projekty z zakresu m.in. zrównoważonego rolnictwa, czystego transportu czy odnawialnych źródeł energii. W styczniu 2018 roku Polska po raz drugi wyemitowała zielone obligacje na inwestycje związane z ochroną środowiska o nominale 1 mld dolarów. Popyt wyniósł 3,25 mld euro, a rentowność 8,5-letnich obligacji sięgnęła 1,153 proc. To jednak dopiero początek i zdaniem eksperta, jeżeli chcemy pełnić istotną rolę w regionie, musimy pójść w kierunku zielonych finansów.

– Taki jest trend na świecie, który wyraźnie przyspieszył w 2015 roku, co związane jest z porozumieniem klimatycznym zawartym w Paryżu, gdzie 133 kraje ratyfikowały umowę nakładającą ambitne założenia dotyczące zmniejszania emisji gazów cieplarnianych, czyli walkę ze zjawiskiem globalnego ocieplenia. Jesteśmy częścią świata, który taką decyzję podjął i w tym kierunku zmierza całe nasze otoczenie – podkreśla Petrykowski.

Ochrona środowiska to fundamentalna część polityki i gospodarki. W Unii Europejskiej zakłada się redukcję emisji dwutlenku węgla, oszczędność energii i większy udział energii wyprodukowanej ze źródeł odnawialnych. Inwestycje w ochronę środowiska są konieczne, zwłaszcza przy obecnym poziomie zanieczyszczeń powietrza. Inwestycje mają konkretne efekty dla środowiska, na co wskazuje przykład Chin, gdzie od 2013 roku nałożono limity zużycia węgla, czy zakazano budowy nowych mocy węglowych. W efekcie w IV kwartale 2017 rok poziom stężenia PM 2,5 był o ponad 50 proc. niższy niż rok wcześniej.

W Polsce, jak ocenia ekspert, wyzwaniem jest przekonanie prywatnych przedsiębiorstw do zielonych inwestycji.

– Jesteśmy częścią UE, która przyjęła ambitną politykę związaną z adaptacją i wdrożeniem zielonych inwestycji oraz przejściem na model gospodarki opartej nie na węglu, ale na odnawialnych źródłach energii. Mamy też problem lokalny w postaci coraz większego smogu. Firmy powinny coraz bardziej zauważać, że ochrona środowiska w tym wymiarze to nie tylko sposób zarządzania ryzykiem, ale de facto budowy wartości i trwały element ich modeli biznesowych – przekonuje Marcin Petrykowski.

Diagnostyka szpiczaka plazmocytowego coraz skuteczniejsza. Standardy leczenia zaawansowanej postaci choroby jednak wciąż dalekie od europejskich

Diagnostyka szpiczaka plazmocytowego coraz skuteczniejsza. Standardy leczenia zaawansowanej postaci choroby jednak wciąż dalekie od europejskich 7

Poprawia się efektywność wczesnej diagnostyki szpiczaka, głównie dzięki nowym metodom wykrywania choroby i rosnącej świadomości lekarzy rodzinnych. Polscy pacjenci wciąż pozbawieni są jednak dostępu do innowacyjnych leków na nawrotową postać szpiczaka plazmocytowego. Dla blisko dwustu osób jest to obecnie terapia ostatniej szansy. W trudnej sytuacji znajdują się również chorzy po przeszczepie komórek krwiotwórczych, dla których brakuje nowoczesnych leków podtrzymujących leczenie.

Nowotwory hematologiczne stają się coraz powszechniejsze – według szacunków rocznie zapada na nie ok. 10 tys. osób, czyli dwukrotnie więcej niż ćwierć wieku temu. Do najczęściej występujących tego rodzaju schorzeń należy przewlekła białaczka limfocytowa oraz szpiczak plazmocytowy, który co roku diagnozowany jest u blisko 1,5 tys. osób. Obecnie całkowita liczba chorych wynosi ok. 9 tys. Szpiczak plazmocytowy jest chorobą nieuleczalną, może jednak osiągnąć status schorzenia przewlekłego, o ile leczenie zostanie wdrożone na wczesnym etapie rozwoju nowotworu.

Diagnozowalność znacznie się poprawiła, bo jeszcze 15 lat temu było około 1,1 tys. osób diagnozowanych, dzisiaj jest około 1,5 tys. rocznie. To jest znaczący postęp – mówi agencji informacyjnej Newseria Roman Sadżuga, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka.

Szpiczak plazmocytowy jest nowotworem trudnym do wykrycia, głównie ze względu na nieswoiste objawy, takie jak osłabienie, zmęczenie, nawracające infekcje i bóle kości. Symptomy te łatwo pomylić z innymi schorzeniami, m.in. zwykłym przeziębieniem. Szpiczak powoduje liczne zmiany w funkcjonowaniu układu immunologicznego, kostnego i nerwowego pacjenta, wpływa także na pracę nerek. Pacjenci często szukają więc pomocy u lekarzy różnych specjalności, w tym ortopedów i neurologów, zanim usłyszą prawidłową diagnozę. Stąd tak duża rola lekarzy rodzinnych w procesie diagnostycznym.

– Podstawowe objawy szpiczaka są bardzo widoczne, ale niestety rzadko to dociera do szybkiej świadomości lekarza, który ma pierwszy kontakt z pacjentem. Diagnozowalność poprawiła się znacząco, bo pojawiły się nowe metody diagnozy szczegółowej i leczenia pierwszych objawów, ale i świadomość lekarzy pierwszego kontaktu też wzrosła – mówi Roman Sadżuga.

Zmiany następują również w zakresie leczenia Polaków chorych na szpiczaka plazmocytowego, dotyczą jednak tylko części pacjentów. Jest to nowotwór o tendencji nawrotowej, jednak tylko pacjenci w pierwszej i drugiej linii leczenia mają zapewniony dostęp do nowoczesnych terapii. W przypadku pozostałych chorych poziom leczenia zupełnie odbiega od europejskich standardów. Brakuje przede wszystkim leków, mimo że na świecie w ciągu kilku ostatnich lat zarejestrowanych zostało sześć innowacyjnych cząsteczek do leczenia nawrotowej postaci szpiczaka.

 Obecnie w refundacji mamy wyłącznie lenalidomid, w obrębie programu lekowego pozostaje bortezomib, o ile nie był stosowany w pierwszej linii leczenia, i bendamustyna, więc w tej chwili są trzy leki, które możemy łączyć ze sobą, ze starszymi lekami cytostatycznymi, po to, żeby pomóc tym chorym – mówi dr Adam Walter-Croneck, adiunkt z Katedry i Kliniki Hematoonkologii i Transplantologii Szpiku w Lublinie, sekretarz Polskiej Grupy Szpiczakowej.

Innowacyjne leki najczęściej stosowane w skojarzeniu są w stanie nawet dwukrotnie przedłużyć życie chorych z nawrotową postacią szpiczaka plazmocytowego. W przeciwieństwie do tradycyjnych terapii cechują się one zdecydowanie mniejszą toksycznością, nie wyniszczają organizmu pacjenta i dają mu możliwość niemal normalnego funkcjonowania. Najczęściej mają one formę doustną, mogą być więc przyjmowane przez chorego w warunkach domowych, bez konieczności hospitalizacji.

Nowe terapie umożliwiają nam życie w godziwych warunkach. Są to terapie o tyle nieinwazyjne, że leki możemy przyjmować w formie tabletki w domu, co jest najważniejsze dla pacjenta, dla jego poczucia psychicznego, komfortu, że jest wśród swoich bliskich, a nie w klinice na łóżku szpitalnym – mówi Ewa Haraburda, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka.

W Polsce od 2013 roku nie zrefundowano żadnego nowego leku przeznaczonego do walki z nawrotowym szpiczakiem plazmocytowym. Do powszechnie stosowanych na świecie terapii polscy pacjenci mają dostęp jedynie poprzez badania kliniczne oraz dzięki darowiznom firm farmaceutycznych. Środowiska pacjenckie i lekarskie apelują o objęcie refundacją przynajmniej trzech z sześciu dostępnych na świecie cząsteczek, zwłaszcza pomalidomidu. Wobec braku dostępu do nowoczesnych terapii, lekarze zmuszeni są stosować kombinacje starszych leków cytostatycznych, pozwalających na pewien czas kontrolować rozwój choroby.

 Możliwe jest również po uzyskaniu kontroli nad chorobą podejście po raz kolejny do autotransplantacji szpiku. Tzw. ratunkowe, trzecie, czwarte, nawet niekiedy piąte autologiczne przeszczepienie jest możliwe i może wchodzić w rachubę zależnie od indywidualnego stanu pacjenta – mówi dr Adam Walter-Croneck.

Pacjenci poddawani leczeniu podtrzymującemu po przeszczepie komórek krwiotwórczych również znajdują się w dość trudnej sytuacji. Standardem jest w tym przypadku stosowanie lenalidomidu, co znacznie wydłuża zarówno czas wolny od progresji choroby, jak i czas całkowitego przeżycia. W Polsce lek ten jednak w tym wskazaniu nie jest refundowany.

Pozostaje nam talidomid, który można zastosować, o ile nie ma przeciwwskazań przede wszystkim neurologicznych. Jest potencjalnie możliwość zastosowania bortezomibu w leczeniu podtrzymującym, ale też przy założeniu, że nie ma przeciwwskazań neurologicznych i praktycznie to już jest wszystko – mówi dr Adam Walter-Croneck.

Podniesieniu świadomości polskich pacjentów w zakresie diagnostyki i leczenia szpiczaka plazmocytowego służą liczne spotkania edukacyjne organizowane m.in. przez Polskie Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Szpiczaka. Organizacja ta zrzesza obecnie ponad 320 członków i współpracuje ze wszystkimi ośrodkami onkologicznymi w Polsce. Stowarzyszenie zajmuje się edukacją w zakresie standardów leczenia w Polsce i na świecie, nowoczesnych leków i terapii chirurgicznych, a także codziennego życia z chorobą.

Wakacje raz w roku to za mało? Egzotyczne wczasy w zimie

Szybkie tempo życia, stres w pracy i brak czasu dla bliskich sprawiają, że wiele osób z utęsknieniem czeka na wakacje. Kilkunastodniowy urlop sprawia, że nabiera się energii na kolejne miesiące, a zmęczenie znika. Jeżeli jeden wyjazd w ciągu roku to zbyt mało, by w pełni wypocząć, warto zdecydować się na dodatkowe wakacje w zimie. Mogą to być egzotyczne wczasy na tropikalnych wyspach, skąpanych w słońcu, nawet gdy w Polsce sypie śnieg. Jakie kierunki są polecane w okresie zimowym?

Zanzibar – magia afrykańskiego kontynentu

Białe plaże z miękkim piaskiem, zapach goździków, cynamonu i pieprzu, ciepłe, szmaragdowe wody oceanu i przyjaźni, gościnni mieszkańcy – tak w skrócie można opisać Zanzibar. Archipelag leżący około 25 km od wybrzeża Tanzanii. Oferty pobytu na tropikalnych wyspach, wchodzących w jego skład archipelagu, są dostępne na http://dreamtours.pl.

Zanzibar znany jest na świecie od wielu lat, dzięki korzennym przyprawom, które są tam uprawiane ze względu na wspaniały, ciepły klimat. Ponadto na głównej wyspie przyszedł na świat Freddie Mercury, czyli legendarny lider Queen. Obecnie Zanzibar jest również popularnym kierunkiem turystycznym, co potwierdzają liczne oferty wyjazdów na http://dreamtours.pl/wakacje/zanzibar.

Zanzibar słynie z dziewiczych, bajecznych plaż, z których najsłynniejsze są Nungwi, Kendwa i Kiwengwa. Turystów zachwycają nie tylko białe piaski i krystalicznie czyste wody, ale również odpływy, podczas których wody cofają się nawet o kilkanaście metrów. Jest to niepowtarzalna okazja, by przejść się po oceanicznym dnie. Krajobraz wybrzeża uzupełniają tradycyjne łodzie, które wykorzystują ubrani w kolorowe szaty Masajowie.

Bali – fascynująca, egzotyczna wyspa

Bali jest wyspą należącą do archipelagu Indonezji, który składa się z prawie 18 tysięcy wysp i wysepek. Turyści doceniają przede wszystkim wspaniały klimat, w którym temperatury w najchłodniejszych miesiącach rzadko spadają poniżej 29 stopni Celsjusza. Ponadto na miłośników przyrody czekają tropikalne lasy, malownicze jeziora, szczyty wulkanów i tarasy ryżowe, które razem tworzą niesamowitą, rajską scenerię. Krystalicznie białe plaże okalają wody Oceanu Indyjskiego – w krystalicznie czystym środowisku znajduje się aż 15 procent wszystkich raf koralowych na świecie. Dodatkowo turyści na Bali mogą zobaczyć ponad 20 tysięcy świątyń, w tym Pura Belanjong z najstarszą inskrypcją na wyspie i Pura Segara, w której znajdują się posągi wykonane z koralu o białej barwie. Wczasy na rajskiej wyspie Bali można zamówić na http://dreamtours.pl/wakacje/indonezja/bali

Relacja z PROCON Indirect Forum 2018

W dniach 20-21 marca w hotelu Airport Okęcie w Warszawie odbyła się kolejna edycja konferencji Procon Indirect Forum, przeznaczonej dla zakupów nieprodukcyjnych. W tym roku motywem przewodnim wydarzenia było hasło: „From cost cutting to value creation”. Zgodnie z tematem, wystąpienia koncentrowały się na sposobach tworzenia wartości działu zakupów w organizacji.

– PROCON Indirect Forum to jedyna w Polsce konferencja skupiona na zakupach ogólnych, czyli nie surowcowych, nie materiałowych. Te zakupy, często nie są w przedsiębiorstwach dobrze zorganizowane. Nie stanowią one może bardzo dużego kosztu, ale bardzo mocno wpływają na jakość pracy przedsiębiorstw – przekonywał Mateusz Borowiecki, Prezes OptiBuy.

Wśród prelegentów znaleźli się przedstawiciele firm takich jak: Grupa LOTOS, Bayer, Big Fish, Orange, mBank czy Polpharma. Konferencję otworzył wykład gościa specjalnego – dr. Jana Vaška (Cranfield University/VSB-TU Ostrava) na temat zakupu usług profesjonalnych. Ekspert od początku nawiązał dialog z publicznością i włączył uczestników do dyskusji. Przedstawił 3 case study, na podstawie których każdy mógł zidentyfikować narzędzia do efektywnego zakupu usług profesjonalnych.

Pierwszy, konferencyjny dzień koncentrował się na zagadnieniu kreowania wartości. Wystąpienia Marcina Plichty, Dyrektora Zakupów na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Bayer i dr. Marty Zbuckiej, Dyrektor Zakupów w Grupie LOTOS dotyczyły przebudowy i zmiany wizerunku organizacji zakupowej. Eksperci tłumaczyli, dlaczego głos działu zakupowego jest ważny. Marcin Plichta przedstawił pośrednie i bezpośrednie metody badania i kreowania wizerunku działu zakupów zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz firmy. Temat dopełnił panel dyskusyjny pt. „Jak budować prestiż organizacji zakupowej w firmie” poprowadzony przez dr. Tomasza Gonsiora, Partnera OptiBuy. Paneliści -Dyrektorzy zakupów dyskutowali na temat tego, jak widziany jest dział zakupów przez resztę organizacji i w jaki sposób można wpływać na jego pozycję.

W kolejnej części uczestnicy mieli okazję wysłuchać wykładu Agnieszki Piątkowskiej dotyczącego rekrutacji do zespołu zakupowego. Trenerka kariery przedstawiła zasady procesu rekrutacji i to, na co powinni zwrócić uwagę managerowie działów i prezesi firm. Następne wystąpienie należało do Ewy Szejner, autorki książki „Negocjuj Kobieto!”. Certyfikowana negocjatorka przedstawiła koncepcję negocjacji według Jima Campa, który uważa, że „nie” w negocjacjach jest najlepszą sytuacją wyjściową, bo można je przekuć w sukces.

– Takie konferencje są bardzo potrzebne. Ze względu na to, że jest to jedyne miejsce, w którym środowisko zakupowe może wymienić się swoimi doświadczeniami, może porozmawiać o tym jakie projekty prowadzi – powiedziała Ewa Stosio, Ekspert ds. Zakupów w mBank. Przedstawiciele jednego z topowych banków w Polsce podczas konferencji pokazali znaczenie działu zakupów w rozproszonym projekcie inwestycyjnym. Swoją prezentację oparli na własnych doświadczeniach związanych z projektem „Przystanek mBank”.

Ostatnia część konferencji dotyczyła konkretnych kategorii zakupowych. Mec. Rafał Zgórzak, Prezes Eurostrateg, opowiadał o efektywnym kontraktowaniu usług prawnych. Natomiast Mariusz Krzysztoń, Manager w OptiBuy pokazał, jak wybrać odpowiedniego dostawcę usług medycznych. Na zakończenie wykład na temat przetargu na event wygłosili Robert Kruk z Polpharmy i Piotr Burdzy, Członek Stowarzyszenia Branży Eventowej. Eksperci przekonywali, że cena nie jest najważniejsze, jednakże zwracali uwagę na to, jak efektywnie wydać pieniądze na wydarzenie korporacyjne.
Drugiego dnia konferencji odbyły się trzy warsztaty zakupowe. Uczestnicy mogli wziąć udział w szkoleniu z zarządzania zespołem zakupowym, prowadzonym przez Wisławę Grabarczyk-Kostkę, psycholog biznesu i wspomnianą wcześniej Agnieszkę Piątkowską. Drugi warsztat dotyczył negocjacji z tzw. gigantem – poprowadziła Ewa Szejner. Marta Basińska, psycholog i Marlena Kryściak-Sitkowska z OptiBuy pomogły uczestnikom ostatniego szkolenia poznać podstawowe techniki negocjacyjne. Osoby, które wzięły udział w warsztatach, dzięki ćwiczeniom i testom, dowiedziały się, jakim są typem negocjatora.

Patronat merytoryczny nad konferencją objęła Akademia im. Leona Koźmińskiego, Stowarzyszenie Branży Eventowej (SBE) oraz Polskie Stowarzyszenie Menedżerów Logistyki i Zakupów (PSML). W gronie patronów medialnych znalazły się: HRownia.pl, Outsourcing Portal, Outsourcing&More, QBusiness.pl, CEO.com.pl, GoldenLine oraz Newsrm.tv.
www.indirect.konferencja-procon.pl
www.konferencja-procon.pl

Zmiany w ustawie o podatku PIT – od 2018 r. przychody członków zarządów spółek podlegają opodatkowaniu stawką 18% i 32%

Prezydent podpisał kolejną obszerną nowelizację przepisów prawa podatkowego. Proponowane zmiany opierają się na założeniu odbudowy dochodów finansowych w budżecie państwa i ograniczeniu zjawiska tzw. agresywnego planowania podatkowego. Szczególnie istotna wydaje się być reforma ustawy o PIT odnosząca się do wynagrodzenia członków zarządu zgodnie z obowiązującymi stawkami podatku dochodowego.

Ustawa z dnia 27 października 2017 r., o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, została podpisana przez Prezydenta 22 listopada 2017 r. Projekt tej ustawy wpłynął do Sejmu 4 października 2017 r., a więc rekordowo szybko. Ustawa natomiast weszła w życie z dniem 1 stycznia 2018 r.

Jaki jest rzeczywisty powód wdrażania nowych regulacji i czy przedsiębiorcy powinni czuć się zaniepokojeni?

Resort finansów zainteresowany rozliczaniem wynagrodzeń w spółkach

Wśród przyjętych regulacji znalazła się powszechnie komentowana przez przedsiębiorców najnowsza propozycja uszczegółowienia zasad opodatkowania dochodów uzyskiwanych przez członków zarządów spółek. Ministerstwo Finansów założyło, że od początku 2018 r. osoby pełniące wspomniane funkcje i osiągające przychody w spółkach będą zobowiązane rozliczać uzyskiwane wynagrodzenie tylko zgodnie ze skalą podatku dochodowego PIT obowiązującego w Polsce, a więc w wysokości 18% i 32%.

Po zmianach, wspomnianym opodatkowaniem zostaną objęte wszystkie wpływy finansowe bez względu na formę ich uzyskania – wypłacane w gotówce, w ramach „bonusów”, w postaci pochodnych instrumentów finansowych i innych praw majątkowych. Kierunek założonych regulacji wpisuje się w realizację Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, przyjętej przez Radę Ministrów 14 lutego 2017 r. W uzasadnieniu do przygotowanego projektu ustawy o CIT i PIT na etapie procesu ustawodawczego Ministerstwo Finansów zwracało szczególną uwagę na potrzebę kontynuowania działań rządu odnośnie uszczelniania systemu podatkowego w Polsce.

Obszerne zmiany wynikające z omawianej nowelizacji, mają związek z koniecznością częściowej implementacji dyrektywy ATAD, a więc unijnej dyrektywy Rady (UE) 2016/1164 z 12 lipca 2016 r., ustanawiającej przepisy mające na celu przeciwdziałanie praktykom unikania opodatkowania, które mają bezpośredni wpływ na funkcjonowanie rynku wewnętrznego (Dz.U.UE.L.2016.193.1). W praktyce wspomniane normy prawne wykorzystywane są przez rządy krajów należących do Unii Europejskiej do realizacji polityki podatkowej zakładającej pozyskiwanie jak najwyższych środków finansowych do budżetu państwa pochodzących od podatników. Również w Polsce wdrażane przez rząd zmiany zmierzają w takim kierunku.

Wpływy do budżetu ważniejsze od poszanowania zasady równego traktowania?

Zgodnie z ogólną zasadą przyjętą na gruncie Ustawy z dnia 26 lipca 1991 r., o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. z 2016 r., poz. 2032), wynagrodzenia z tytułu świadczonej pracy, niezależnie od podstawy ich uzyskania (np. umowa o pracę czy kontrakt menadżerski), podlegają opodatkowaniu według określonej skali podatkowej. Jeżeli dochód z tytułu świadczonej pracy nie przekracza w skali roku 85 528,00 zł, podmiot zobowiązany jest rozliczyć się podatkiem w wysokości 18%. W przypadku przekroczenia tej kwoty, dochód do tej kwoty podlega opodatkowaniu podatkiem 18%, natomiast nadwyżka – stawką 32%. Osiąganie wynagrodzeń w spółkach w skali całego roku, bardzo często związane jest z uzyskiwaniem kwoty przekraczającej sumę 85 528,00 zł.

Pracownicy spółek, a więc także członkowie zarządu, zobowiązani są zatem do uiszczania podatku dochodowego według wyższej stawki. W praktyce jednak dostrzegalne było wynagradzanie pracowników, nie tylko na podstawie standardowych umów, ale również w formie instrumentów finansowych lub innych praw majątkowych, które najczęściej były w późniejszym czasie odsprzedawane spółce – pracodawcy. W ten sposób przychody uzyskiwane przez zatrudnianych pracowników lub powoływanych członków zarządu podlegały na gruncie ustawy o PIT zakwalifikowaniu, jako przychody z kapitałów pieniężnych i podlegały opodatkowaniu w skali 19% na rzecz budżetu państwa, bez względu na ich wartość.

Wykorzystywana przez podatników legalna możliwość minimalizowania obciążeń podatkowych uznana została przez resort finansów za niedopuszczalną i wymagającą zmiany. Oficjalnym powodem nowelizowania prawa, była potrzeba dalszego uszczelniania systemu podatkowego. Należy to jednak odnieść do zapowiedzi rządu, iż w nadchodzącym roku zapewnione zostaną wpływy finansowe w budżecie państwa, które – jak wiadomo z nieoficjalnych źródeł i podobnie, jak było do tej pory – służyły realizacji złożonych obietnic wyborczych.

Ministerstwo Finansów, które było pomysłodawcą omawianych reform, powinno mieć jednak na uwadze przestrzeganie zasad równego traktowania podatników, którzy mają prawo wykorzystywać obowiązujące przepisy zapewniające im skuteczne planowanie podatkowe, przekładające się na ich korzyści finansowe. Podejmowane przez osoby pracujące w spółkach próby obniżania stawek podatku do 19%, były zaś prawdopodobnie wynikiem tego, iż najwyższa z obecnych stawek w wysokości 32%, jest zbyt wygórowana i nie odpowiada potrzebom rynkowym, o czym mówi się od dawna. Nie może zatem dziwić poszukiwanie przez przedsiębiorców i innych podatników dozwolonych prawem metod, zapewniających pozostanie jak największych aktywów w ich portfelach finansowych.

Co oznaczają zmiany w praktyce?

Wdrażana w nowelizowanej ustawie o PIT reforma podatkowa jednoznacznie realizuje politykę rządu zmierzającą do wyeliminowania sytuacji, w której podatnicy w legalny sposób obniżają swoje zobowiązania wobec Skarbu Państwa. Począwszy od 1 stycznia 2018 r., wynagrodzenia osób zatrudnionych w spółkach, które do tej pory wypłacane były nie tylko w gotówce, ale również w formie bonusów – w postaci instrumentów finansowych i innych praw majątkowych – podlegają opodatkowaniu tak jak inne wynagrodzenia za pracę.

Ta zmiana oznacza w praktyce, że osiągnięty przychód z praw majątkowych w postaci wynagrodzenia za pracę stanowić będzie przychód z tytułu wykonywanej pracy. Osoba wykonująca działalność np. osobiście, podlegać będzie więc podatkowi dochodowemu od osób fizycznych na zasadach ogólnych – w wysokości 18% lub 32%. Zastosowanie innej stawki będzie niedozwolone. W zestawieniu z treścią ogłoszonej nowelizacji jednoznacznie dowodzi to, że rządowi szczególnie zależy na odbudowie dochodów budżetowych z tytułu podatków. Ministerstwo Finansów po raz kolejny zdecydowało się wzmocnić mechanizmy fiskusa, mające przeciwdziałać unikaniu opodatkowania przez możliwie jak największą grupę podatników.

Pośpiech rządu wobec prac nad ustawą

Omawiane zmiany, połączone z wdrożoną do polskiego prawa podatkowego klauzulą przeciwko unikaniu opodatkowania, zapewnią zrównanie zasad opodatkowania wynagrodzeń wszystkich podatników. Ocenić należy, że sytuacja finansowa osób zatrudnianych w spółkach ulegnie wobec tego znacznym zmianom, bez względu na formę ich zatrudnienia. Nowelizacja przepisów jest dla takich osób zdecydowanie niekorzystna i ogranicza ich dotychczasowe prawa, a przeprowadzona została jedynie pod hasłem odbudowy dochodów finansowych w budżecie państwa i ograniczeniu zjawiska tzw. agresywnego planowania podatkowego.

Przedsiębiorcy oraz podmioty osiągające przychody z tytułu wykonywanej pracy dla spółek, nie są jednak w sytuacji bez wyjścia. Wobec bardzo szybkiego terminu wejścia w życie nowych przepisów, niezbędne jest przeprowadzenie właściwego procesu planowania podatkowego, które wymagać będzie kompleksowej analizy rozwiązań obowiązujących na gruncie różnych ustaw podatkowych w Polsce i na gruncie obcego ustawodawstwa, których odpowiednie zestawienie może przynieść wymierne korzyści podatkowe – pokaże, że możliwe jest zaplanowanie odpowiednich rozwiązań niwelujących ryzyko podatkowe związane z wdrożonymi reformami przygotowanymi przez resort finansów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Recesja olimpijska. Konflikt Chiny-USA

Korea Południowa jako kolejny kraj pokazała spowolnienie gospodarki po wielkiej imprezie sportowej. W USA giełda w dół, ale waluta w górę. Wszystko w cieniu konfliktu Chiny-USA.

Rachunek za Olimpiadę

Korea Południowa dołącza do państw, które właśnie orientują się jaki jest realny bilans tak dużych wydarzeń. Ostatnie kwartały pobudzane inwestycjami przed olimpiadą były nad wyraz dobre. Problem pojawił się w 4 kwartale 2017 roku, kiedy to inwestycje gwałtownie wyhamowały. Nie może to dziwić, skoro wszyscy chcieli zdążyć do igrzysk. Efektem tych działań jest spadek PKB we wspomnianym czwartym kwartale. Warto tutaj zwrócić uwagę na kolejny problem, z którym zmaga się koreańska gospodarka. W ostatnim roku koreański won wyraźnie umocnił się względem dolara. Powodem była co prawda głównie słabość dolara, ale zmiana ta nie ułatwia gospodarce nastawionej na eksport życia.

Dalsze spadki w USA

Amerykańska giełda po poniedziałkowym odbiciu kontynuowała we wtorek spadki. Powodem była kumulacja negatywnych sygnałów z ważnych i głośnych spółek, szczególnie z branży technologicznej. Facebooka i Twittera w dół ciągnęły problemem z wyciekiem danych i ogólnie bezpieczeństwem prywatnych informacji. Nie pomaga pomysł ograniczenia inwestycji zagranicznych w amerykański sektor technologiczny. Co prawda wypowiedzi wyższych urzędników są coraz bardziej stonowane ryzyko nie znika z rynków. Warto zwrócić z kolei uwagę, że pomimo spadków na giełdzie dolar miał wczoraj bardzo przyzwoity dzień i odrobił część ostatnich strat względem euro.

Chiny po raz kolejny podkopują dolara

W Szanghaju wystartował kontrakt na ropę naftową. Najprawdopodobniej będzie to trzecie ważne miejsce dla wyceny tego surowca po Nowym Jorku i Londynie. Jest to o tyle przełomowa sytuacja, że kwotowania nie odbywają się w dolarze. Dotychczas to amerykańska waluta była wykorzystywana do rozliczania kontraktów w surowcach energetycznych. Jeżeli uda się uzyskać sporą skalę może to być ważny krok w ograniczaniu roli dolara na światowych rynkach. Biorąc pod uwagę ostatnie napięcia na linii USA-Chiny zapowiada nam się ciekawy okres.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Produkt Krajowy Brutto,

16:30 – USA – zmiana zapasów ropy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jakiej pracy szukają Polacy?

Pod koniec ubiegłego roku Polacy postanowili, że w nadchodzącym 2018 roku otworzą się na zmiany, szczególnie zawodowe. W badaniu Praca.pl 40% wszystkich ankietowanych, w ramach noworocznych postanowień wybrało właśnie zmianę pracę.

Postanowienia noworoczne to jedno, a realizacja to drugie. 20% uczestników badania przyznało, że zeszłorocznych postanowień niestety nie zrealizował. A jak będzie w tym roku? Badanie Work Service pokazało, że co piaty Polak myśli o zmianie pracy na przestrzeni najbliższych 2 lat.

W pierwszych dwóch miesiącach roku w wyszukiwarce ofert pracy na portalu Praca.pl zanotowano prawie 500 000 unikalnych wyszukiwań ogłoszeń. Oznacza to, że Polacy szukają aktywnie. Co interesuje ich najbardziej?

Na czele rankingu znajdują się zawody związane z transportem. Ponad 13 800 unikalnych wyszukiwań dotyczyło ogłoszeń o pracę dla kierowców, zarówno zwykłych, jak i na samochody ciężarowe o masie powyżej 3,5 tony (kategoria C+E).

W dalszej kolejności szukający pracy byli zainteresowani zatrudnieniem w handlu w charakterze przedstawiciela handlowego, a także sprzedawcy. Takie hasła były użyte w wyszukiwarce prawie 8 000 razy. W czołówce pod względem wyszukiwania znalazły się też takie hasła i profesje jak: pracownik biurowy, księgowy i kierownik. Pracownicy szukają_infografika

Analizując ilość CV przesłanych na zamieszczone na Praca.pl ogłoszenia rekrutacyjne obserwujemy, że od wielu miesięcy największym zainteresowaniem cieszą się ogłoszenia na asystenta/tkę ds. administracji biurowej – notujemy ponad 100 aplikacji na jedną ofertę.

Brakuje rąk do pracy

Ludzie szukają pracy, a pracodawcy szukają pracowników. Trzecia edycja badania Barometr Zawodów realizowana na zlecenie Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej wykazała, jak wygląda zapotrzebowanie na pracowników w poszczególnych zawodach.

Braki pracowników będą najbardziej odczuwalne w branży budowlanej, transportowo-spedycyjnej, gastronomicznej. Skąd się biorą problemy ze znalezieniem pracowników w tych branżach? Według barometru wpływ na to mają m.in. mało ciekawe i słabo płatne oferty pracy czy też brak niezbędnych umiejętności u kandydatów oraz ich niewystarczające doświadczenie zawodowe.

Na Praca.pl najczęściej pojawiają się ogłoszenia z obszaru sprzedaży i obsługi klienta, produkcji oraz pracy fizycznej.Pracodawcy szukają_infografika

W 2018 roku pracodawców czekają dalsze problemy ze znalezieniem pracowników. To dobre wieści dla pracowników, gdyż zwiększa to szanse na lepsze warunki zatrudnienia, w szczególności wyższe wynagrodzenie. Z kolei problemem firm może być to, że niedobór siły roboczej  wpłynie na zwolnienie tempa ich rozwoju.

Rekordowo niskie bezrobocie coraz większym problemem

Obniżenie wieku emerytalnego staje się coraz większym problemem dla gospodarki, będziemy musieli coraz bardziej liczyć na cudzoziemców, którzy w Polsce podejmą pracę. W porównaniu z IV kwartałem 2016 r. liczba wolnych miejsc pracy była wyższa o 39,8 tys., czyli o 51,1 proc.

Z końcem IV kw. 2017 r. liczba wolnych miejsc pracy w podmiotach zatrudniających co najmniej jedną osobę wynosiła 117,8 tys. Nie obsadzonych było jeszcze 24,4 tys. nowo utworzonych miejsc pracy. W IV kwartale 2017 r. utworzono o 10,8 proc. mniej nowych miejsc pracy w porównaniu z III kwartałem, ale o 19,5 proc. więcej niż w IV kwartale poprzedniego roku.

Problem będzie coraz większy, z powodu obniżenia wieku emerytalnego. Sytuacja firm staje się trudna, ze względu na ograniczenia na rynku pracy.

– Potrzebna jest aktywizacja zawodowa osób, które są poza rynkiem pracy, a sprzyjałoby temu obniżenie opodatkowania tych, którzy wchodzą na ten rynek – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR. – Jednak jednocześnie trzeba zmienić system zasiłków społecznych, aby ktoś, kto podejmie pracę nie zmniejszał swoich dochodów z powodu utraty zasiłków.

Potrzebne są też mieszkania na wynajem, tam gdzie są nowe miejsca pracy. Jednak gospodarce potrzebni są też cudzoziemcy, którzy przyjadą szukać pracy.

– A to wymaga większej przyjazności państwa dla imigrantów – dodaje ekspert FOR.

Czwartkowe dane inflacyjne będą istotne z punktu widzenia rynku obligacji

Przy niskiej podaży, aukcji obligacji MF towarzyszył relatywnie wysoki popyt. Spadki eurodolara ograniczyły skalę umocnienia złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poranny, wtorkowy handel na rynku walutowym przyniósł mocniejszego złotego, po czym kurs EURPLN ustabilizował się w okolicach 4,21. Poprawa nastrojów względem walut EM związana jest z pojawieniem się informacjach, iż USA podejmą negocjacje z Chinami, co może spowodować, że Stany Zjednoczone nie nałożą dużych nowych ceł na chińskie produkty, co zmniejszyło awersję do ryzyka. W optymistycznym tonie wypowiadał się też Li Keqiang, premier Chin, który zapowiedział gotowość swojego kraju do ustępstw oraz wyraził determinację do uniknięcia wojny handlowej, poprzez dalsze negocjacje. Poprawa nastrojów inwestycyjnych pozwoliła parze EURPLN na zejście na nieco niższe poziomy.

Wtorkowe zmiany na rynku rodzimej waluty miały miejsce przy jednoczesnym nieudanym teście oporu na 1,2475 na EURUSD zaraz po otwarciu sesji europejskiej i następnie dochodzeniu notowań wspólnej waluty poniżej 1,24 USD.

We wtorek wsparciem dla dolara okazały się m.in. dane ze strefy euro wskazujące na pogorszenie koniunktury w krajach wspólnoty. Wskaźnik koniunktury gospodarczej (ESI) w strefie euro spadł w marcu o 1,6 pkt m/m i wyniósł 112,6 pkt br. Z kolei wskaźnik nastrojów biznesu (BCI) w tym okresie spadł o 0,14 pkt w ujęciu miesięcznym i wyniósł +1,34 pkt. Ponadto, po wypowiedzi członka Rady Prezesów EBC, że inflacja bazowa w strefie euro może pozostać niższa od oczekiwań mimo solidnego wzrostu gospodarczego, na rynku wzrosły obawy o przyszłoroczną podwyżkę stóp w strefie euro, co dodatkowo osłabiało wspólną walutę.

Pomimo wtorkowego spadku, euro nadal ma przestrzeń do wzrostów w kierunku szczytów z ubiegłego miesiąca przy ok. 1,2550 USD i w krótkim okresie rynek może chcieć przetestować tę techniczną barierę, po czym zacząć już wyraźniej kierować się w dół.

Na polskim rynku stopy procentowej wtorkowa sesja nie przyniosła wielkich zmian, a ruchy na polskiej krzywej dochodowości nie przekraczały 2pb. Głównym wydarzeniem na lokalnym rynku była aukcja obligacji, na której Ministerstwo Finansów sprzedało papiery za 3mld PLN przy popycie na poziomie 6,6mld PLN. Relatywnie wysoki stosunek wartości ofert do sprzedaży (bid-to-cover na poziomie 2,2) powstrzymywał pole do wzrostu rentowności, jednak nie prowadził również do ich zauważalnego spadku. Niższa podaż ze strony MF jest już w dużym stopniu wyceniona w notowaniach skarbowych papierów wartościowych i prowadziła do spadków o około 20-30pb na całej długości krzywej w trakcie pierwszego kwartału.

W najbliższych dniach istotne dla notowań instrumentów na rynku dłużnym będą publikacje wstępnych danych inflacyjnych za marzec. Konsensus rynkowy wskazuje, że publikowany w czwartek indeks HICP za marzec powinien pokazać wzrost do 1,6% r/r z 1,2% w lutym. W kontekście tego odczytu negatywnie nastrajają oczekiwania inflacyjne konsumentów (wg. badania Komisji Europejskiej) na najbliższe 12-miesięcy, które spadły w Niemczech do 14,4pkt marcu z 18,3 (indeks dla Polski obniżył się do 9pkt z 15,5 w analogicznym okresie). Pierwsze dane inflacyjne za marzec w strefie euro opublikowała Hiszpania, gdzie indeks HICP wzrósł o 1,3% r/r, poniżej oczekiwanych 1,5% (1,2% r/r w styczniu). Potencjalne negatywne zaskoczenie w danych inflacyjnych mogłoby ograniczać pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie i prowadzić do ich stabilizacji. Presję na silny wzrost rentowności będzie również hamować spadek krzywej dochodowości w USA, która w sektorze 10-letnim znalazła się poniżej 2,80%.Czwartkowe dane inflacyjne będą istotne z punktu widzenia rynku obligacji

Autorzy / Źródło : Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Jak się słyszą, tak współpracują – jak budować porozumienie w zespole?

Jeden z podwładnych zawsze szuka kompromisu, drugi obwinia się za wszystko, a trzeci zazwyczaj jest niezadowolony z siebie i innych? Zespół, którym zarządzasz, wcale nie jest w tym obszarze wyjątkowy – większość menedżerów ma w swoim teamie osoby, które zachowują i porozumiewają się w różny sposób. Stosunek do ludzi i świata często przejawia się właśnie poprzez styl komunikacji. Przyjrzyj się więc temu, w jaki sposób rozmawiają twoi pracownicy – dzięki temu możesz nie tylko sporo się o nich dowiedzieć, ale i pomóc im we współpracy i realizacji zadań.

Otwarta i oparta na wzajemnym szacunku komunikacja długofalowo pozwala budować zaufanie oraz zaangażowanie wśród członków zespołu, co pomaga firmie w osiąganiu przewagi konkurencyjnej. Nie każdy jednak posiada umiejętność odpowiedniego i skutecznego porozumiewania się. Pracownicy posługują się różnymi stylami komunikacji – najczęściej jednym z czterech: agresywnym, biernym, bierno-agresywnym albo asertywnym. Po jakich wypowiedziach poznać każdy z nich i jak pracować nad porozumieniem w zespole, aby skupić energię na wspólnym celu?

Musisz to zrobić…

Każdy miewa gorsze dni, bywa rozdrażniony czy reaguje bardziej nerwowo, niektórzy jednak agresywnym stylem komunikacji posługują się na co dzień. Jeśli w twoim zespole jest taka osoba, bez problemu poznasz ją chociażby po tym, że zawsze chce wygrywać, nawet kosztem innych i stawia potrzeby własne ponad wszystko i wszystkich. Jej spojrzenie jest natarczywe, a głos hałaśliwy i natrętny. Często się wtrąca, przerywa innym, nieraz wytykając im niedociągnięcia i oskarżając ich. Spojrzenie takiego pracownika na świat można by podsumować hasłem: „ja jestem w porządku – ty nie jesteś w porządku”. Zwykle odrzuca on wsparcie i akceptację innych, jest bardzo niezależny. Ma poczucie wyższości, a innych traktuje z lekceważeniem, ironią czy wręcz pogardą. Prośby w jego ustach brzmią jak rozkazy, przekazuje je bowiem poprzez słowa takie jak „Musisz…”, „Powinieneś…”, „Zrób to…” itp. – Osoba komunikująca się w ten sposób może zakłócać pracę zespołu i demotywować jego pozostałych członków, przełożony powinien więc starać się pomóc jej w zwiększaniu samoświadomości i budowaniu szacunku dla innych. Warto, aby menedżer podczas rozmów na ten temat pamiętał o tym, żeby odnosić się merytorycznie do konkretnych zachowań i ich wpływu na zespół, nigdy nie krytykując samej osoby. Właśnie takie podejście, również poprzez swój przykład, warto równocześnie kształtować w podwładnym posługującym się agresywnym stylem komunikacji – zauważa Hanna Malinowska, trener z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

Przepraszam za wszystko

Zupełnie inaczej będzie zachowywał się pracownik komunikujący się w sposób bierny. Stara się on unikać konfrontacji, nawet kosztem samego siebie, dużą wagę przywiązuje bowiem do tego, co ludzie o nim myślą. Podczas rozmowy można go poznać po „owijaniu w bawełnę”, unikaniu kontaktu wzrokowego oraz cichym i niepewnym głosie, niedokończonych zdaniach czy postawie defensywnej, zgarbionej. Ma tendencję do oskarżania siebie samego, nadmiernego usprawiedliwiania się, poszukiwania przyzwolenia i potwierdzania własnych racji. Łatwo daje za wygraną, często mówi „Przepraszam bardzo”, „Proszę bardzo”, „Masz rację…”. – Osoba komunikująca się w ten sposób, zwykle postrzega świat w kategoriach „ja nie jestem w porządku – ty jesteś w porządku”. Bardzo potrzebuje wsparcia, akceptacji i uznania ze strony innych. W kontaktach z ludźmi odczuwa niepokój, winę, ma tendencję do uległości, pojawia się więc niebezpieczeństwo niewykorzystania jej potencjału, jeśli na przykład zostanie zdominowana przez innego członka zespołu – zauważa Hanna Malinowska z Integra Consulting Poland. – Menedżer powinien więc wspierać takiego pracownika w definiowaniu jego mocnych stron i stwarzać możliwości do ich wykorzystania w realizowanych zadaniach. Bardzo istotna jest jednak także praca nad odpowiedzialnością za własne działania, w czym może pomóc chociażby stopniowe zwiększanie autonomii i decyzyjności podwładnego. Budowanie poczucia własnej wartości i kompetencji może bowiem także pozytywnie przełożyć się na relacje w grupie – dodaje.

Co ty powiesz…

Kolejny styl komunikacji – bierno-agresywny – to niejako mieszanka dwóch wcześniejszych. Osoba go stosująca, jest skłonna do wyrównywania rachunków, ale bez ryzyka konfrontacji. W komunikacji niewerbalnej minimalizuje kontakt wzrokowy, spojrzenie kieruje zwykle raczej w bok niż w dół. Postawa jej ciała jest zamknięta, usta zaciśnięte, a gesty niecierpliwe. Na jej twarzy rysuje się irytacja lub niedowierzanie – werbalnie wyraża je chociażby przez takie wtrącenia jak: „Czyżby…?”, „Co ty powiesz…”, „No, no…”. Członek zespołu posługujący się tym stylem komunikacji często odpowiada w sposób lekceważący lub wymijający, a za plecami rozmówcy robi sarkastyczne uwagi i okazuje zgryźliwy humor. – Za takim sposobem rozmowy może kryć się podejście do świata „ja nie jestem w porządku – ty nie jesteś w porządku”. Osoba, której ono dotyczy, najczęściej nie odczuwa źródła akceptacji ani w sobie, ani w innych. Bywa nieufna, podejrzliwa, zamknięta w sobie. Warto więc, aby menedżer wspierał ją w budowaniu wzajemnego zaufania, ale i pracy nad otwartą komunikacją – mówi Hanna Malinowska.

Co o tym myślisz…?

Choć niektórzy pracodawcy słysząc hasło „asertywny pracownik” obawiają się, że odnosi się ono do specjalistów w mówieniu „nie”, to właśnie członkowie zespołu, którzy potrafią rozmawiać stosując asertywny styl komunikacji, są nieocenieni w budowaniu porozumienia w ekipie. Taki podwładny broni własnych praw i potrafi obstawać przy swoim, równocześnie jednak traktuje innych z szacunkiem i jest zorientowany na szukanie rozwiązań, a także gotowy na kompromis. Potrafi wyjaśnić, czego chce w sposób konkretny i bezpośredni, nie narzucając jednak pozostałym członkom załogi swojego zdania. Widać to chociażby w jego wypowiedziach – często zaczyna je bowiem od takich słów jak np. „Proponuję…”, „Myślę, że…”, „Moim zdaniem…”, „Co myślisz o tym, żeby…?”. Poprzez kontakt wzrokowy daje rozmówcom pewność szczerych intencji, pomaga w tym też jego spokojny, neutralny ton głosu. Postawa jego ciała jest otwarta, a sygnały niewerbalne zharmonizowane ze sposobem mówienia. Potrafi i chce uważnie słuchać nie tylko przełożonego, ale i swoich współpracowników. Stara się zrozumieć ich wypowiedzi zgodnie z intencjami, a w razie potrzeby dopytuje lub we własnym zakresie poszukuje informacji i zbiera fakty. Pracownik komunikujący się w ten sposób pokazuje, że akceptuje zarówno siebie, jak i innych, postrzega świat w kategoriach „ja jestem w porządku – ty jesteś w porządku”. Taka postawa sprzyja i utrwala możliwości konstruktywnego porozumiewania się, tak kluczowego dla pracy zespołu.

Rozpoznanie stylu komunikacji pracowników to dobry punkt wyjścia do budowania w teamie atmosfery współpracy i szacunku. – Warto zadbać o to, aby praca nad sposobem wypowiadania się poszczególnych osób szła w parze z dążeniem do ich rzeczywistej zmiany postawy w kierunku „ja jestem w porządku – ty jesteś w porządku”. Dzięki temu realizacja wspólnych działań będzie nie tylko przyjemniejsza, ale i efektywniejsza, zaangażowany zespół to bowiem klucz do przewagi konkurencyjnej – podsumowuje Hanna Malinowska z Integra Consulting Poland.

Henkell podpisał umowę nabycia większości udziałów w Freixenet S.A.

Henkell & Co., spółka z Grupy Oetker produkująca wina musujące, wina oraz wyroby spirytusowe, podpisała umowę nabycia 50.67% udziałów Freixenet S.A., a ponadto zawarła zakrojone na szeroką skalę porozumienie o współpracy międzynarodowej z dotychczasowymi akcjonariuszami – José Ferrer Sala i José Luis Bonet Ferrer. Łącząc siły, obydwie firmy staną się wiodącym producentem win musujących na świecie. Ich szerokie portfolio produktów i obecność na rynkach międzynarodowych doskonale się uzupełniają. Podczas gdy Freixenet jest czołowym producentem win musujących cava, należąca do Henkell & Co. marka

Mionetto Prosecco jest wiodącą światową marką win typu Prosecco, a Henkell Trocken jest liderem niemieckiego eksportu w kategorii win musujących.

Zarówno Henkell jak i Freixenet podzielają głębokie zrozumienie dla tradycji, jakości i kontynuacji założonej misji. Strategiczne partnerstwo ma na celu otwarcie nowych rynków i kanałów dystrybucji dla obydwu firm, pozwalając im w ten sposób na dalsze rozszerzenie i umocnienie pozycji na rynkach międzynarodowych i osiągnięcie trwałego wzrostu. José Luis Bonet Ferrer, Prezydent Freixenet S.A., dodał: „W ciągu trzech pokoleń, uczyniliśmy Freixenet światowym liderem w produkcji win cava. W firmie Henkell znajdujemy silnego partnera posiadającego długoterminową strategię, która znacznie wzmocni Freixenet i pomoże nam zachować naszą tożsamość i tradycję – z jeszcze większą obecnością na rynkach międzynarodowych w przyszłości.” Dr. Albert Christmann, Generalny Partner w Dr. August Oetker KG, stwierdził: „Grupa Oetker konsekwentnie kontynuuje rozwój i poszerzanie swojego obszaru działalności. Wraz z akwizycją udziałów we Freixenet, znacznie umocnimy pozycję naszego segmentu win musujących, win oraz wyrobów spirytusowych na światowym rynku, tworząc równocześnie solidne podstawy zrównoważonego i trwałego wzrostu w tym obszarze biznesu.” Dr. Andreas Brokemper, CEO Grupy Henkell, powiedział: „Henkell i Freixenet łączy silna wizja przedsiębiorczości. Jesteśmy bardzo zadowoleni z faktu, iż jako partnerzy możemy wykorzystać możliwości, które stwarza nam globalnie rosnący rynek win musujących. Razem, możemy zaoferować naszym klientom nie tylko doświadczenie na skalę światową, lecz także unikalną gamę wiodących marek produktów najwyższej jakości.”

Henkell i Freixenet podadzą szczegóły współpracy w późniejszym terminie. Nabycie udziałów podlega akceptacji ze strony odpowiedniego urzędu antymonopolowego.

Maksymalizacja przychodów w okresie świątecznym

Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser
Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

Wielkanoc to nie tylko okres specjalnych rabatów, ale także wzmożony czas dla reklamodawców. Bez wątpienia, sezon świąteczny przynosi najwyższe wartości CPM w ciągu roku. Ważne jest, aby każdy wydawca miał opracowaną strategię wykorzystania świąt w celu maksymalizacji dochodów z ruchu na stronie. Na co warto zwrócić uwagę przy jej tworzeniu? Odpowiedź poniżej.

Krok 1: Ograniczenie częstotliwości

Zdarza się, że wydawcy ustawiają limit wyświetleń na danej stronie. Gdy nadchodzi okres świąteczny należy mieć pewność, że wskaźnik wyświetleń nie jest ograniczony żadnymi liczbami. Gdy wspomniane parametry mają ustawiony szeroki przedział, wówczas powierzchnia jest bardziej konkurencyjna w porównania z innymi stronami.

Krok 2: Sieć reklamowa

Wybór odpowiedniego partnera jest niezwykle istotny. Tylko najlepsze sieci reklamowe mogą zaoferować prawie 100% współczynnik fill rate, a także oferować stawki premium. Dzięki odpowiedniej konfiguracji, taka sieć dotrze z przekazem do osób faktycznie zainteresowanych daną ofertą.

Krok 3: Aktualne i unikatowe treści

Ważne, aby treści na stronie były bieżące i odpowiadały aktualnym trendom. Dzięki Google Analytics, wydawcy mają możliwość sprawdzenia konkretnych dat i wpisów z zeszłego roku oraz na podstawie ich popularności i klikalności zaplanować aktualną strategię.

Krok 4: Pokrycie formatu

W momencie, gdy stawki osiągają wysokie progi a zapotrzebowanie na reklamę jest duże, nie może dochodzić do sytuacji, podczas których kreacja nie ma się gdzie wyświetlić, tzn. zastosowane rozmiary placementów są niestandardowe i nie umożliwiają wyświetlania najbardziej pożądanych przez reklamodawców formatów reklam. Poprzez zastosowanie szerokiego spektrum możliwych do wyemitowania formatów reklamowych, można zwiększyć prawdopodobieństwo wyświetlenia odpowiedniej reklamy konkretnemu użytkownikowi, a przez to zwiększyć klikalność, a tym samym przychody.

Krok 5: Oferty bezpośrednie

Często bywa tak, że reklamodawcy zwiększają swoje budżety, właśnie okresie świąt. Warto skontaktować się z ich przedstawicielami celem uzyskania aktualnych i bezpośrednich ofert, uwzględniających podniesione i bieżące środki. Szansa na wyższe zarobki jest tym większa im większe jest zaangażowanie reklamodawców w osiągnięcie celów.

Krok 6: Header Bidding

Jak wiadomo, w przypadku zastosowania header bidding wydawcy mogą wyeliminować przejście każdego zapytania reklamowego przez waterfall. Oznacza to, że wydawcy mogą mieć dostęp do większej liczby zapytań reklamowych, a co za tym idzie mogą realnie zwiększyć współczynnik wypełnienia strony. Header Bidding pozwala sprzedawać zasoby reklamowe tym, którzy oferują lepsze stawki oraz mieć wgląd do każdego wyświetlenia.

Święta to dla wydawców doskonały czas na zwiększenie ruchu na stronie i monetyzację powierzchni. Oczywiście, pod uwagę branych jest kilkanaście czynników, które określają wydajność poszczególnych witryn. Wspomniane wskazówki pozwolą w znacznym stopniu zwiększyć dochód z pojedynczych odwiedzin strony, ale nie gwarantują pełnego sukcesu. Tylko współpraca ze specjalistycznymi sieciami zagwarantują współczynnik wypełnienia strony na niemal stuprocentowym poziomie.

Autor: Paweł Treściński, wiceprezes i dyrektor sprzedaży YieldRiser

Tylko oferta kredytu skusi mikrofirmę do zmiany banku

92% mikroprzedsiębiorców korzysta z usług tylko jednego banku – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Nest Banku. Co ciekawe 83% z nich od początku działalności jest wierna tej samej instytucji. Co może przekonać mikrofirmę do zmiany? Okazuje się, że tylko atrakcyjniejsze warunki kredytu lub pożyczki.  

Z raportu PARP o stanie sektora MSP 2017 wynika, że udział mikrofirm w strukturze wszystkich przedsiębiorstw wynosi aż 96%, a ich liczba w Polsce przekroczyła już 1,8 mln. Co ważne, mają one największy spośród wszystkich grup przedsiębiorstw udział w tworzeniu polskiego PKB. Nic więc dziwnego, że stanowią ważny segment klientów dla sektora bankowego. Z badań przeprowadzonych na zlecenie Nest Banku wynika, że mikrofirmy są też wyjątkowo lojalnymi klientami. Aż 92% z nich korzysta z usług tylko jednego banku, a 83% od dnia otworzenia działalności  nie zdecydowało się na zmianę.

Dla przedsiębiorcy zmiana banku oznacza mnóstwo formalności. Nowy numer rachunku to wizyty w urzędach, wymiana dokumentów, powiadamianie kontrahentów, utrata historii operacjizauważa  Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania w Nest Banku. – Z naszego badania wynika, że jedynie dobra oferta kredytu jest w stanie zmobilizować mikrofirmę do podjęcia takiego wysiłkumówi Agnieszka Porębska-Kość. – To wskazuje, że korzystne finansowanie jest dla przedsiębiorców sprawą priorytetowązauważa ekspert Nest Banku.

Jak pokazuje badanie zrealizowane na potrzeby Nest Banku, najważniejszym argumentem dla firm, które zdecydowały się zmienić bank, była potrzeba kredytowa. Co więcej, potrzeba finansowania okazała się dość nagła, bo ponad połowa kredytujących się przedsiębiorstw wydała pożyczone pieniądze na bieżącą działalność***.

Agnieszka Porębska-Kość - Nest Banku
Agnieszka Porębska-Kość – Nest Banku

W specyfikę działalności mikrofirm wpisana jest nieprzewidywalność otoczenia rynkowegomówi Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku. – Od dostępu do szybkiego i elastycznego finansowania może zależeć wypłata wynagrodzeń, jeśli kontrahent spóźni się z płatnością, czy nowe zlecenie, jeśli do jego realizacji będzie pilnie potrzeby nowy sprzętzauważa Agnieszka Porębska-Kość. Przedsiębiorca nie zawsze wie kiedy i na jak długo będzie potrzebował gotówki, dlatego oferta bankowego finansowania powinna być przejrzysta i uwzględniać realia działania mikrofirm – mówi Agnieszka Porębska-Kość.

Mikroprzedsiębiorcy są bardzo pożądaną przez banki grupą klientów. Jednym z powodów jest fakt, że większość z nich nie ma problemów ze spłatą rat – deklaruje to aż 93% mikrofirm**. Dlatego w wielu bankach mogą liczyć na niższe oprocentowanie oraz dodatkowe korzyści takie jak przyspieszony proces rozpatrywania wniosku czy elastyczny system spłaty rat. Nest Bank uruchomił specjalnie dla tej grupy firm BIZnest Kredyt Przejrzysty ze stałą opłatą dzienną i decyzją nawet w 1 minutę przy uproszczonym procesie decyzyjnym.

* Na podstawie raportu PARP o stanie sektora MSP w Polsce 2017

**Na podstawie badania „Eksploracja postaw i potrzeb klientów indywidualnych oraz mikroprzedsiębiorców w kategorii bankowej” przeprowadzonego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Nest Banku

***Na podstawie danych NBP, maj 2016 r.

Jak księgowi oceniają najnowsze zmiany w prawie?

Split Payment, czyli mechanizm podzielonej płatności to nowe rozwiązanie prawne najgorzej oceniane przez księgowych – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę inFakt. Aż 59% uznało je za największe utrudnienie prawne dla przedsiębiorców w 2018 r. Najlepiej oceniane przez księgowych są ulga na start oraz możliwość prowadzenia działalności gospodarczej bez rejestracji. 

Ulga na start największym plusem

Które zmiany uważasz za korzystne dla przedsiębiorcówAnkietowani przez inFakt księgowi wskazali, że to ulga na start jest najkorzystniejszą dla przedsiębiorców zmianą prawną w 2018 roku. Odpowiedziało tak 41% badanych. Na możliwość prowadzenia działalności bez rejestracji wskazało 33% badanych. Obowiązek składania JPK jako pozytywny dla swoich klientów wskazał co czwarty księgowy.

Co księgowi mówią na temat ulgi na start i działalności bez rejestracji?

Zdaniem księgowych ulga na start może przede wszystkim zachęcać do zakładania nowych działalności gospodarczych oraz pozwolić na zminimalizowanie początkowych kosztów jej prowadzenia. Oto przegląd przykładowych opinii:

Ulga na start pozwala zmniejszyć początkowe koszty uruchomienia biznesu, które i tak są w niektórych branżach bardzo wysokie. Jest to okres, w którym można wypracować podstawowe przychody i stopniowo zarobić na większe wydatki.

Ulga na start pozwoli przedsiębiorcom rozkręcić firmę bez konieczności płacenia natychmiastowych danin ze środków własnych.

Działalność bez rejestracji to wielkie udogodnienie dla osób, które chciałyby samodzielnie zarabiać – dzięki temu mogą zacząć, nie otwierając od razu działalności, a także dla osób, które chcą po prostu dorobić do domowego budżetu.  

Split Payment największym utrudnieniem

Które zmiany uważasz za najbardziej kłopotliweZdecydowanie najwięcej księgowych wskazało na Split Payment jako na najpoważniejsze utrudnienie dla przedsiębiorców. – Mechanizm Split Payment, czyli podzielonej płatności, ma w założeniu ustawodawcy pomóc w walce z wyłudzeniami VAT – mówi Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w firmie inFakt oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe. – Przy jego zastosowaniu pojawiają się ograniczenia dotyczące korzystania ze środków zgromadzonych na rachunku VAT. W ten sposób zapewne zostanie ograniczona liczba tzw. „znikających podatników”, którzy mieli na celu wyłącznie wyłudzanie VAT.

W praktyce Split Payment będzie wyglądał następująco: osoba, która płaci za fakturę będzie decydować, czy skorzystać z tego mechanizmu, czy też nie. Jeżeli go zastosuje, to na konto rozliczeniowe sprzedawcy trafi wyłącznie kwota netto z faktury. Kwota VAT trafi na konto VAT. Oznacza to, że przedsiębiorca środkami z tego drugiego konta będzie mógł zapłacić tylko VAT – czy to do urzędu, czy to wynikający z innej faktury. Na inną możliwość wykorzystania tej kwoty będzie musiał uzyskać zgodę naczelnika urzędu skarbowego.

Kiedy warto skorzystać z tego rozwiązania? – Na pewno w przypadku, jeżeli mamy wątpliwości co do rzetelności kontrahenta, kwota VAT do zapłaty wynikająca z faktury jest znaczna, a transakcja objęta jest odpowiedzialnością solidarną, np. przy dostawie towarów wrażliwych – ocenia ekspertka inFakt. – W takim przypadku nabywca może się zwolnić z takiej odpowiedzialności, stosując mechanizm Split Payment. W mojej opinii to największa zaleta tej instytucji. Nie widzę natomiast większych korzyści w przypadku zastosowania jej w innych sytuacjach – dodaje Magda Sławińska-Rzemek.

Ponadto zdaniem księgowych duże trudności niesie ze sobą obowiązek składania plików JPK_VAT.

Co księgowi mówią o Split Payment?

Split Payment, zwłaszcza w początkowym okresie, będzie dla większości małych przedsiębiorców generował dodatkową pracę i pewnie też mnóstwo pomyłek podczas dokonywania dodatkowych płatności.

Mechanizm Split Payment może powodować u przedsiębiorców blokadę środków finansowych i zmniejszać ich płynność finansową. Dodatkowo brak możliwości kompensowania zobowiązań z tytułu podatku dochodowego z nadwyżką naliczonego VAT będzie również mniej korzystnym rozwiązaniem.

Podzielona płatność zagraża płynności finansowej przedsiębiorców.

Split Payment natomiast jest niekorzystne, gdyż przedsiębiorcy nie będą w 100% mogli zarządzać swoimi pieniędzmi.

Księgowi nie widzą ułatwień w pracy

Które zmiany pomogą ci w codziennej pracyCo interesujące, aż 57% księgowych uważa, że żadna z wprowadzanych i planowanych zmian w prawie nie pomoże im w codziennej pracy. Niemal jedna czwarta badanych uznała, że pomocne jest wprowadzenie JPK, a 9% za korzystne dla swojej pracy uznało umożliwienie prowadzenia działalności gospodarczej bez rejestracji. Jednak wśród badanych zdecydowanie dominują głosy sceptyczne:

Zmiany ogólnie wymagają zwiększenia uwagi, którą trzeba poświęcić na śledzenie przepisów. Działalność bez rejestracji jest kolejną furtką do nadużyć, która po czasie odbije się na wszystkich – znowu się okaże, że większy przedsiębiorca odpowiada za nadużycia mniejszych – bo będzie musiał sprawdzać jeszcze bardziej, z kim współpracuje.

Raportowanie JPK – kolejna rzecz, za którą trzeba zapłacić i dopilnować; zabiera cenny czas.

JPK jest utrudnieniem dla Biur rachunkowych ze względu na nałożenie nowych obowiązków. Przewiduję też, że wysyłka tego pliku spowoduje wystosowanie przez skarbówkę szeregu pism skierowanych do przedsiębiorców, związanych z wyjaśnieniami niezaksięgowanych faktur.

Dodatkowa praca za takie samo lub niewiele lepsze wynagrodzenie.

Póki co zmiany trudne do oceny

Czy zmiany idą w dobrym kierunkuKsięgowi są ostrożni z oceną wprowadzanych zmian. Tylko 5% z nich ocenia je zdecydowanie dobrze lub zdecydowanie źle. Zdaniem ponad połowy księgowych obecnie jeszcze trudno jest ocenić, czy nowe zmiany prawne idą w dobrym kierunku. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że 29% badanych patrzy z ostrożnym optymizmem w przyszłość i uważa, że raczej można się tego spodziewać, iż zmiany okażą się pozytywne. Wskazują przy tym na potrzebę stabilizacji prawa i wprowadzania w życie starannie dopracowanych projektów:

Rozumiem, że prawo ma za zadanie poprawić ściągalność podatków i to jest OK. Choć np. JPK nie ułatwia życia, przynajmniej przy jego wstępnym wdrożeniu. Brakuje mi jakiejś stabilizacji, tak aby co roku nie pojawiały się nowe zmiany, tylko zasady były stabilne przez kilka lat.

Dobre zmiany – tak, ale nie wprowadzane na szybko i bez przemyślenia.

Rozumiem potrzebę stosowania JPK, kontrola dużych przedsiębiorców jest bardzo ważna, ale mali przedsiębiorcy teraz mają przez to więcej obowiązków.

Europejski rynek leasingu na stabilnym kursie, polski rynek utrzymuje wysoką dynamikę

  • +9,5 % r/r wyniosła dynamika europejskiej branży leasingowej w 2017r.
  • Eksperci obserwują wyraźnie szybszy wzrost polskiego rynku leasingu w ciągu ostatnich pięciu lat.
  • Kluczową siłą, napędzającą europejski rynek w ubiegłym roku było finansowanie ruchomości.

Leaseurope, europejska federacja leasingowa podała wstępne wyniki rozwoju europejskiego rynku leasingu w ubiegłym roku. Wyłania się z nich obraz stabilnego, +9,5[1] proc. wzrostu wartości nowo zawieranych umów (r/r), jaki europejska branża leasingowa odnotowała na koniec 2017r. Ponadto, niemal +5 proc. dynamikę odnotował portfel aktywnych umów europejskiej branży leasingowej.

Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL, Członek Rady Dyrektorów Leaseurope
Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL, Członek Rady Dyrektorów Leaseurope

Na tym tle zauważamy wyraźnie szybszy od europejskiego, wzrost polskiego sektora leasingowego. „Średnioroczna dynamika europejskiego rynku leasingu w latach 2013-2017 wyniosła +7,2%[2]. Porównując te dane z danymi Związku Polskiego Leasingu widzimy, że w ostatnim roku, polski sektor leasingu zanotował +15,7 proc. wzrost, przy +17,7 proc. średniorocznej dynamice polskiej branży leasingowej w ciągu ostatnich 5 lat. Dynamika naszego rynku znacznie przewyższa wzrost całego europejskiego sektora, dzięki czemu w ciągu ostatnich 12 miesięcy udział polskiej branży leasingowej w rynku europejskim wzrósł z 4,4 do 4,8 proc. Sfinansowanie inwestycji polskich przedsiębiorców w 2017r. na poziomie 67,8 mld zł (15,9 mld euro), pozwoliło Polsce zająć wysoką siódmą lokatę w rankingu rynków europejskich” – powiedział Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL, Członek Rady Dyrektorów Leaseurope.         

W 2017r. wartość nowych umów, dotyczących leasingu pojazdów wzrosła w Europie o +9,3 proc., utrzymując trwałą tendencję wzrostową, obserwowaną na europejskim rynku od 8 lat. Leasing ruchomości, przy wyłączeniu pojazdów, odnotował +12,9 proc. wzrost r/r, przy czym na różnych europejskich rynkach, obserwowano zróżnicowane wyniki od względnie stabilnego poziomu finansowania do dwucyfrowego wzrostu. Analizy Leaseurope pokazują, że leasing ruchomości stał się główną siłą napędową wyników 2017r. Ogólny wzrost leasingu ruchomości znacznie przewyższył tempo wzrostu europejskich inwestycji w ruchomości, które w 2017 r. wzrosły o około +3,1%[3]. W tym samym czasie, w strefie spadków (-3,8 proc. r/r) na rynku leasingu, pozostawał obszar finansowania  nieruchomości.

[1] 2017 Leaseurope Preliminary Statistical Survey.

[2] Obliczenia własne ZPL na bazie danych Leaseurope, nie uwzględniające różnic kursowych.

[3] Komisja Europejska, Europejska prognoza gospodarcza: Jesień 2017.

Zmiany na polskim rynku pracy – presja płacowa i 100 tysięcy wakatów

Polski rynek zaczął bardzo się zmieniać już kilka lat temu. Teraz ten proces jeszcze bardziej przyspiesza. Rynek pracownika, o którym mówiono przed dwom laty, widać już we wszystkich gałęziach polskiego przemysłu. Odczuwalny jest brak pracowników, zwłaszcza na szczeblu technicznym, mniej wykwalifikowanym. Podobnie jest również wśród informatyków, czyli specjalistów. Mówi się o ponad 100 tysiącach wakatów, głównie w produkcji, usługach i budownictwie. Z drugiej strony istotna jest też rosnąca presja płacowa. W ubiegłym roku ok. 50 tysięcy pracowników dostało podwyżkę. Równocześnie 60 proc. z nich oczekuje dalszego wzrostu płac w najbliższym okresie. Najszybszym lekarstwem na obecną sytuację jest większe otwarcie na pracowników spoza Polski – zmiana aktywności zawodowej Polaków wymaga więcej czasu. Praca dla obcokrajowców powierzana na podstawie oświadczenia zostanie być może wydłużona z 6 do 12 miesięcy. Byłoby to korzystne rozwiązanie dla polskich firm. Przywrócone muszą zostać oczywiście programy aktywizacji. W Polsce przez lata były przeznaczane na ten cel pieniądze publiczne z Ministerstwa Pracy. W międzyczasie bezrobocie spadło do rekordowo niskiego poziomu i fundusze te się skończyły. Programy mające na celu umożliwienie wejścia osobom upośledzonym społecznie czy zawodowo na rynek pracy zostały częściowo zastąpione funduszami europejskimi.

– Presja na rosnące wynagrodzenia, brak kandydatów do pracy głównie na stanowiska średnie i podstawowe powoduje trend desperackiego poszukiwania. Z jednej strony to potrzeba wyższych pensji i pozapłacowych wynagrodzeń, a z drugiej rekrutowania nowych kandydatów, głównie z zagranicy  powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Witucki, prezes zarządu Work Service – Firmy szukają opcji zwiększenia zatrudnienia. Próbują to zrobić za pomocą wyższych płac lub szukając chętnych do pracy cudzoziemców. Są to głównie pracownicy z Ukrainy, których obecnie na polskim rynku jest już kilkaset tysięcy. Bez nich liczba wakatów wynosiłaby obecnie prawie milion. Ta sytuacja jest bardzo złożona i będzie się jeszcze bardziej komplikować. W najbliższym czasie rozpocznie się wiele inwestycji infrastrukturalnych. Trudna już sytuacja w budownictwie będzie się jeszcze bardziej komplikowała przez rozwój rynku drogowego i kolejowego. Mamy więc do czynienia z rynkiem pracownika i z presją inflacyjną, która już przekłada się na zmniejszenie rentowności w sektorze usług i produkcji. To także rynek, który potrzebuje i chce przypływu pracowników z zagranicy. Administracja i pracodawcy zapominają, że 5 milionów Polaków nadal jest – z różnych powodów – nieaktywnych zawodowo. Są wśród nich osoby, których nie można przywrócić na rynek pracy. Działania ze strony państwa mogłyby jednak uaktywnić około 2 miliony z nich. Na rynku nie brakuje więc wyzwań i problemów, które same nie znikną. W najbliższych latach mogą nawet wzrosnąć. Należy jednak spojrzeć na problem nie przez pryzmat bezrobocia, ale liczby wolnych wakatów. Konieczne jest przywrócenie środków na aktywizację zawodową wciąż znacznej liczby bezrobotnych Polaków – dodał Witucki.

Grupowe plany emerytalne – okiem praktyka

Projekt ustawy o PPK wzbudził wiele emocji, a długa lista uwag złożonych przez różne środowiska wskazuje, że zapewne spodziewać się należy w nim jeszcze zmian i modyfikacji. Nic dziwnego – ten temat dotyczy wielu grup interesariuszy: pracowników, pracodawców i instytucji finansowych.

Tak liczny odzew powinien cieszyć – gdyż oznacza, że temat jest naprawdę ważny społecznie. Z drugiej strony – nakłada to wielką odpowiedzialność na autorów projektu – nie da się bowiem uwzględnić wszystkich uwag. Niektóre będą ze sobą sprzeczne, inne z kolei wiązałyby się z tak dużymi zmianami, że ostatecznie PPK okazałyby się czymś zupełnie innym niż zakładano lub nie spełniłyby swego celu.

Trzeba zdać sobie sprawę, że PPK nie będą „lekiem na cale zło” i nie jest ich rolą zastąpienie obowiązkowego systemu emerytalnego. Wystarczy rozwinąć nazwę: PPK to przecież Pracowniczy Plan Kapitałowy (a nie plan emerytalny). Środki zgromadzone w PPK mają stworzyć kapitał, który uzupełni świadczenia emerytalne. Aby więc PPK okazały się sukcesem, ważny jest wysoki stopień partycypacji i to nie „wymuszony” – bo wtedy będą one traktowane jako dopust boży – ale jako twór, który pracodawcy utworzą z przekonania, a pracownicy będą w nim chętnie uczestniczyć.

Skoro cały czas mówi się, że najprawdopodobniej PPK nie będą „jedynie słusznym” rozwiązaniem zaś  pracodawcy będą mieli do wyboru PPE lub PPK – to nic dziwnego, że zainteresowani chcą się jak najwięcej dowiedzieć o obu rozwiązaniach, aby wybrać dla swoich pracowników to najlepsze. Czyli pracodawcy dopuszczają utworzenie PPE – mimo, że z ich punktu widzenia będzie to rozwiązanie droższe (składka finansowana przez pracodawcę w ramach PPE ma wynieść 3,5% vs. 1,5% w PPK). Po prostu dla pracodawców ważna jest przejrzystość i stabilność przepisów – zwłaszcza, gdy mówimy o czymś tak długookresowym jak emerytura. Pracodawca chce wydać środki w sposób racjonalny, zyskując jak najwięcej dla swoich pracowników. Tyle się mówi ostatnio chociażby o tematyce CSR (corporate social responsibility – czyli społecznej odpowiedzialności biznesu). Przecież prowadzenie planu o charakterze emerytalnym jak najbardziej wpisuje się w ten obszar. Plan emerytalny to nie tylko dodatkowe pieniądze – to także edukacja i komunikacja do pracowników, to wspólny projekt wokół którego zjednoczą się różne działy w firmie. Warto więc, aby ustawa o PPK była napisana dobrze i nie wymagała częstych nowelizacji zmieniających reguły gry.

Osobiście uważam, że niektóre jej zapisy należy postrzegać nie jako bariery – ale wręcz przeciwnie – to są jej niezaprzeczalne zalety – tylko trzeba je właściwie odczytać. Ktoś powie, że okres wypłaty to tylko 10 lat, a nie emerytura dożywotnia? Ale to właśnie oznacza, że oddajemy w ręce samego oszczędzającego decyzję, kiedy te środki wykorzysta. Może warto uruchomić te środki dopiero kilka lat po przejściu na emeryturę – gdy zaawansowany wiek i stan zdrowia nie pozwolą już na dorabianie albo gdy konieczne stanie się opłacanie tych czynności, które do tej pory wykonywaliśmy sami. Niektórzy zwracają uwagę, że zwrot środków z PPK może być dokonany właściwie bez żadnych specjalnych przesłanek – po prostu na żądanie uczestnika. Ja to odbieram jako dobry sygnał – ustawodawca mówi mi w ten sposób, że jeśli nie chcę w PPK uczestniczyć, to mogę w dowolnej chwili zrezygnować i wycofać swoje pieniądze. Wprawdzie są z tym związane konsekwencje fiskalne – ale podejmując jakąkolwiek decyzję należy na spokojnie rozważyć wszystkie za i przeciw. Proszę zauważyć, że w tym kontekście to PPE jest „pancerną skarbonką” – tam, jeśli nie mamy 60 lat i nadal jesteśmy zatrudnieni u prowadzącego PPE pracodawcy nie ma szansy na wcześniejsze wycofanie środków.

Patrząc „z lotu ptaka” na projekt ustawy o PPK można stwierdzić, że jest to współfinansowanie przez pracownika i pracodawcę oszczędności na jesień życia, jednakże z możliwością ich wcześniejszego wykorzystania, gdybyśmy uznali to za potrzebne (zwrot, poważana choroba, wkład mieszkaniowy).

Moje wieloletnie doświadczenie pokazuje, że osoby uczestniczące w planach emerytalnych zorganizowanych przez pracodawcę są z tego w większości zadowolone. Dokonując wypłat sami podkreślają, że bez pomocy pracodawcy nigdy sami nie odłożyliby takich kwot.

Niestety, ale ostatnie lata pokazały, że nie jesteśmy jako społeczeństwo nadmiernie chętni do oszczędzania – widać to chociażby po nadal niewielkiej popularności IKE, IKZE czy PPE. Tak więc taki dodatkowy impuls jest nam niewątpliwie potrzebny.

Agnieszka Łukawska

Dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI S.A., Ekspert Instytutu Emerytalnego

Grupa Masterlease podsumowuje rok 2017

  • Grupa sfinansowała dla swoich klientów w ubiegłym roku 11 875 pojazdów
  • Stan floty na dzień 31.12.2017 wyniósł 33 904 pojazdy
  • Skonsolidowany wynik na działalności CFM wyniósł 90,3 mln zł
  • Skonsolidowany zysk netto Grupy wyniósł 35,8 mln zł
  • W 4Q 2017 spółka uruchomiła platformę Master1.pl do wynajmowania samochodów online
  • Spółka wyemitowała obligacje o wartości 250 mln zł
mln zł 2017 2016 IV kw. 2017 IV kw. 2016
Zysk brutto 46,0 45,9 7,4 10,3
Zysk netto 35,8 36,2 5,7 8,3
Zysk netto na akcję* (zł) 3,0 3,0 0,48 0,70
Wynik na działalności CFM 90,3 83,4 19,1 20,7

*w danym okresie

Grupa Masterlease dostarczyła w 2017 roku 11 875 samochodów swoim klientom. Większość dostaw realizowanych było dla klientów indywidualnych i MŚP.

Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease
Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease

– Jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedażowych, zwłaszcza w czwartym kwartale, kiedy to osiągnęliśmy jeden z najlepszych wyników w historii firmy. Cały czas staramy się dostarczać naszym klientom najlepsze rozwiązania w zakresie finansowania i serwisowania samochodów. Szczególnie cieszy zainteresowanie naszymi produktami wśród klientów MŚP, bo tradycyjnie jest to dla nas najważniejszy segment rynku. Mamy nadzieję, że nasze nowe inicjatywy biznesowe m.in. wynajem krótkoterminowy, jeszcze lepiej uzupełnią naszą ofertę. Warto wspomnieć o serwisie Master1.pl, gdzie zaprezentowaliśmy system transakcyjny, który umożliwia zawarcie kontraktu na samochód w 100% on-line, bez konieczności spotkania ze sprzedawcą w salonie. To rewolucyjne rozwiązanie, którego na polskim rynku jeszcze nie było – komentuje Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease.

W 2017 spółka wypracowała 35,8 mln zł zysku netto, co jest wynikiem porównywalnym do osiągniętego w 2016 roku.

Wyniki finansowe spółki są na porównywalnym poziomie r/r pomimo wzrostu aktywów. Jest to głównie wynik naszych inwestycji rozwojowych, takich jak wsparcie marketingowe dla naszej platformy e-commerce Master1.pl, kampania reklamowa pod hasłem „Motorewolucja” oraz rozwój nowej linii biznesowej (wynajem krótkoterminowy MasterRent24). Szacujemy, że koszty związane z tymi projektami, które bezpośrednio obciążyły wyniki, wyniosły ok, 2,3 mln zł. W naszej ocenie są to inwestycje, które przełożą się na wzrost naszego biznesu oraz pozwolą nam uzyskać szereg synergii kosztowych pomiędzy biznesami Grupy. W 2017 podstawowe marże usługowe naszego biznesu rozwijały się stabilnie i proporcjonalnie do rozwoju naszej floty. Zakładamy kontynuację tej tendencji w kolejnych kwartałach.” – tłumaczy Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease.

W grudniu Grupa Masterlease pozyskała finansowanie obligacyjne od inwestorów instytucjonalnych. Była to pierwsza emisja obligacji spółki od 5 lat. W ramach oferty zostało pozyskane 250 mln zł poprzez emisję trzyletnich obligacje.

– Jesteśmy zadowoleni z efektów, jakie uzyskaliśmy w ramach emisji obligacji. Ich oprocentowanie zostało ustalone na WIBOR3M + 1,7%. Jest to oprocentowanie niższe niż to, które mamy dzisiaj w umowach z bankami. To pokazuje, że inwestorzy doceniają nasz model biznesowy i nie mają obawy przed powierzeniem nam środków. W szczególności cieszy też udział EBOR w tym projekcie, który łączenie zainwestował 46,8 mln zł. Pozyskane środki planujemy przeznaczyć na rozwój produktów dedykowanych dla klientów indywidualnych i MŚP. Nie wykluczamy, że druga transza obligacji Masterlease zostanie przedstawiona jeszcze w tym roku – podsumowuje Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease.

Koniec kwartału przychodzi wcześniej

Ruchów na rynkach finansowych z ostatniej doby nie da się sprowadzić do wspólnego mianownika, co sugeruje, że magia końca kwartału ujawniła się nieco wcześniej. Nie traciłbym czasu na szukanie powodów siły dolara przez spadających rentownościach długu, czy wytłumaczenie dołujących jednocześnie indeksów i cen złota. W środę kalendarz danych pozostaje ubogi, więc możemy mieć powtórkę jazdy po wybojach.

Naprawdę nie zachęcam do głębokiej interpretacji ostatniej huśtawki. Przed nami długi weekend, a piątek jest dniem wolnym dla większości głównych rynków. Porządkowanie portfeli przed końcem kwartału ma prawo przyjść wcześniej, a na płytkim rynku przepływy są bardziej widoczne. Przygotować się na to nie sposób, gdyż jest wiele teorii na temat tego, w jakiej skali przetasowania są wstrzymywane do ostatniej chwili, a w jakim stopniu są dokonywane kilka dni wcześniej. Jeśli już, to za ryzyko chaotycznych wahań należy podziękować regulacjom z Bazylei III, które ograniczyły bankom spektrum działań na rynku FX z negatywnym skutkiem dla płynności.

W nocy Azja starała się opanować negatywne emocje, jakie przyszły z czerwonej sesji na Wall Street ale sądzę, że rynek szuka oznak optymizmu w złych miejscach. Za pozytywny sygnał uznano spotkanie liderów Chin i Korei Północnej, gdzie Kim Dzong-Un potwierdził swoją otwartość do dialogu o zakończeniu programu nuklearnego. Jakkolwiek z jednej strony umniejsza to ryzyko geopolityczne, tak z drugiej wysyła sygnał do USA, że teraz Korea Północna ma po swojej stronie Chiny. W czasie, gdyż protekcjonizm Trumpa w głównej mierze skupiony jest na Chinach, sojusz Pekinu z Pjongjangiem może negatywnie odbić się na rezultatach planowanych na maj rozmów na linii USA-Korea Północna. Geopolityka i wojna handlowa mogą pozostać istotnymi tematami na starcie nowego kwartału, co będzie ciążyć na aktywach ryzykownych. Na marginesie tylko przypomnę, że dane makro dalej nie dają solidnego podparcia – wczoraj indeksy zaufania z Eurolandu i USA rozczarowały.

Inna informacją z nocy są prasowe doniesienia z Wielkiej Brytanii o możliwym dalszym przełomie w sprawie Brexitu. The Times cytuje przedstawicieli irlandzkiego rządu, według których Londyn jest blisko przedstawienia nowego pomysłu, jak zapobiec utworzeniu „twardej granicy” z Irlandią po Brexicie. Strona irlandzka została zapewniona, że prace nad projektem są w zaawansowanym stadium. Kwestia granicy była jednym z ważniejszych punktów, który nie znalazł rozwiązania na szczycie UE przed tygodniem. Rozstrzygniecie w tej materii z pewnością uprościłoby dalsze negocjacje, dalej umniejszając ryzyko „twardego Brexitu”. Jest to dobra wiadomość dla funta, o której warto pamiętać po świętach, kiedy rynki będą poruszać się w bardziej uporządkowany sposób. Dziś GBP/USD kontynuuje jazdę na roller-coasterze.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Tylko co trzecie dziecko w Polsce dostaje kieszonkowe. Brak edukacji finansowej przyczyną złych nawyków w przyszłości

Tylko co trzecie dziecko w Polsce dostaje kieszonkowe. Brak edukacji finansowej przyczyną złych nawyków w przyszłości 8

Większość rodziców nie włącza swoich dzieci w dyskusje na temat finansów ani planowanie domowych wydatków, a tylko co trzecie dziecko dostaje kieszonkowe. Tymczasem regularne wypłacanie dziecku nawet symbolicznych kwot może być dobrą nauką gospodarowania własnymi pieniędzmi. W przypadku starszego ucznia świnkę skarbonkę warto zamienić na prosty rachunek oszczędnościowy, by jak podkreśla specjalista Goodwill Consulting, na realnym przykładzie pokazać dziecku, na czym polega oszczędzenie i jak rośnie zgromadzony przez nie kapitał powiększony o odsetki.

– Edukację finansową dzieci najlepiej zacząć jak najwcześniej. Na początku poprzez zabawę, natomiast później poprzez dawanie dzieciom do szkoły kieszonkowego. Myślę, że w taki sposób jesteśmy w stanie nauczyć dziecko na realnym przykładzie, jak może dysponować swoimi finansami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Borkiewicz, dyrektor ds. relacji inwestorskich firmy konsultingowej Goodwill Consulting.

W Polsce blisko 80 proc. dzieci w wieku 5–17 lat samodzielnie kupuje artykuły spożywcze. Większość z nich dysponuje własnym budżetem, a na słodycze i przekąski wydają miesięcznie nawet 285 mln zł – wynika z badania „Junior Shopper 2017”, przeprowadzonego przez GfK. Dzieci i młodzież mają też duże przełożenie na decyzje zakupowe podejmowane przez rodziców, co czyni z nich istotną grupę konsumencką. Dlatego naukę zarządzania własnym budżetem warto rozpocząć jak najwcześniej, żeby wyrabiać w najmłodszych dobre nawyki finansowe.

– Szkoła jest odpowiednim momentem, żeby dziecko samo zaczęło decydować o tym, na jakie przekąski czy zdrowe produkty powinno wydać te oszczędności w szkolnym sklepiku – mówi Jakub Borkiewicz.

Regularne wypłacanie dziecku kieszonkowego, nawet symbolicznych kwot, może być dobrą nauką gospodarowania własnymi pieniędzmi. Z badań Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowym jednak wynika, że tylko 35 proc. rodziców daje dzieciom kieszonkowe. Natomiast 15 proc. deklaruje, że dziecko dostaje pieniądze na wszystkie swoje potrzeby i nie ma konieczności przekazywania mu kieszonkowego. To może w przyszłości poskutkować nieumiejętnością oszczędzania czy nawet rozrzutnością.

Z badań Fundacji Kronenberga wynika również, że 49 proc. Polaków nie włącza swoich dzieci w dyskusje na temat finansów, a zaledwie co piąty angażuje je w planowanie domowych wydatków. Jeszcze mniej rodziców (17 proc.) zachęca dziecko do odkładania pieniędzy.

Wydawania pieniędzy najlepiej nauczą rodzice. Oni sami powinni się interesować rynkiem finansowym, wiedzieć więcej na temat kwestii finansowych. To będzie miało ogromne przełożenie na dziecko, bo dzieci przede wszystkim chłoną nawyki od rodziców – mówi Jakub Borkiewicz z Goodwill Consulting.

Choć wielu rodziców nie robi nic w kierunku edukacji finansowej swoich pociech, to 90 proc. Polaków uważa, że dzieci w wieku szkolnym powinny być edukowane w dziedzinie finansów, a zdaniem połowy (55 proc.) ciężar tej edukacji spoczywa właśnie na rodzicach (badanie „Barometr Providenta”).

Edukację dzieci dobrze zacząć od praktyki. Rodzic sam powinien dywersyfikować własny majątek. Bardzo dobrym pomysłem może być też założenie rachunku oszczędnościowego dla dziecka, pokazanie mu innych instrumentów finansowych, jak obligacje czy różnego rodzaju rachunki maklerskie. Możliwości jest bardzo wiele, najważniejsze, żeby pamiętać o tej edukacji. Czym skorupka nasiąknie za młodu, tym szybciej dziecko w przyszłości zrozumie jak wygląda inwestowanie i oszczędzanie – mówi Jakub Borkiewicz.

W przypadku starszego ucznia świnkę skarbonkę warto zamienić na prosty rachunek oszczędnościowy i na realnym przykładzie pokazać dziecku, na czym polega oszczędzenie i jak rośnie zgromadzony przez nie kapitał powiększony o odsetki. Najlepiej jest wybrać w tym celu prosty, bezkosztowy i bezobsługowy produkt finansowy.

Z ubiegłorocznych badań przeprowadzonych przez OECD wynika, że edukacja finansowa, także wśród dzieci, jest w Polsce koniecznością. Na trzydzieści państw OECD Polska zajęła w badaniu ostatnie miejsce pod względem wiedzy i świadomości dotyczącej finansów.

Nie tylko migranci ze Wschodu pozwolą rozwijać przedsiębiorczość. Rząd chce też aktywizować osoby młode i po pięćdziesiątce

Nie tylko migranci ze Wschodu pozwolą rozwijać przedsiębiorczość. Rząd chce też aktywizować osoby młode i po pięćdziesiątce 9

Niedobór pracowników może zahamować polską przedsiębiorczość. Rząd zamierza szerszej sięgnąć po młodych pracowników oraz wykorzystać potencjał osób po pięćdziesiątce, ale przy tym silnie wspomagać się imigrantami ze Wschodu – zapowiada Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju. Już teraz 40 proc. firm zatrudnia pracowników z Ukrainy, a co dziesiąta – z Białorusi. Niezbędne jest jednak stworzenie odpowiednich warunków do pracy i godziwe pensje. Bez tego po zdobyciu kwalifikacji cudzoziemcy wybiorą kraje zachodniej Europy.

 Mamy problem, o którym kiedyś moglibyśmy tylko pomarzyć. Bezrobocie bardzo silnie spadło, popyt na pracę w naszej gospodarce jest silny, związany również z dużymi inwestycjami, które w naszym kraju realizujemy. Ale faktycznie dziś jest to duży problem na rynku pracy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju.

Jak podaje GUS, bezrobocie w lutym tego roku spadło do 6,8 proc. (przy 6,9 proc. w styczniu). Od kilku miesięcy utrzymuje się na rekordowo niskich poziomach. Na brak pracowników skarżą się niemal wszystkie branże. W dużej mierze to wynik demografii. Deloitte ocenia, że do 2050 roku na rynku pracy będzie brakować ok. 10,6 mln osób w wieku 18–44 lat. Ratunkiem mogą być migranci ze Wschodu.

 Napływają do nas migranci, Ukraińcy, Białorusini, którzy borykają się ze swoimi wewnętrznymi problemami, na wschodzie Ukrainy trwa wojna i wiele osób po prostu ucieka z terenów wojny. Uważamy, że to jest nasz cywilizacyjny obowiązek, żeby tym osobom pomóc, poza tym ich napływ do Polski pomaga nam rozwiązać problemy na rynku pracy – podkreśla Jerzy Kwieciński.

W 2017 roku, jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, wydano 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcom dla ok. 1,1 mln cudzoziemców z sześciu państw. To oznacza niemal czterdziestoprocentowy wzrost względem 2016 roku pod względem liczby oświadczeń. Zdecydowana większość, bo 85 proc. zezwoleń na pracę i 95 proc. oświadczeń, trafia do obywateli Ukrainy. Na kolejnym miejscu znajdują się obywatele Białorusi. W 2017 roku liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Białorusi wzrosła dwuipółkrotnie w porównaniu do 2016 roku (z 23 do 58 tys.).

Barometr Imigracji Zarobkowej przygotowany przez Personnel Service wskazuje, że obecnie już niemal 40 proc. dużych firm w Polsce zatrudnia Ukraińców, a kolejne 29 proc. zamierza ich poszukiwać w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Co dziesiąta duża firma zatrudnia obywateli Białorusi.

 Jeśli nie zapewnimy właściwych, cywilizowanych warunków do pracy, to wielu z nich po zdobyciu kwalifikacji będzie wyjeżdżało za granicę, do Niemiec, Holandii, Austrii i Francji, co byłoby ze szkodą dla naszej gospodarki. Musimy zmienić im warunki pobytu i pracy w naszym kraju – podkreśla Kwieciński.

Z danych Upper Job wynika, że oczekiwania płacowe Ukraińców rosną. 56 proc. chce zarabiać co najmniej 3 tys. zł netto, a co piąty – ponad 5 tys. zł. Badania tej firmy potwierdzają, że na razie Polska jest dla nich najatrakcyjniejszym rynkiem.

– Będziemy chcieli jako rząd z jednej strony wykorzystać dla naszego rynku pracy ten napływający strumień imigrantów, a także wykorzystywać pewne rezerwy pracy, które mamy w Polsce. To dotyczy większego zatrudnienia osób w wieku 50+, lepszego wykorzystania zasobów pracy ludzi młodych, żeby łatwiej i szybciej znajdowały swoje miejsce na rynku pracy. To również dotyczy osób z terenów wiejskich, gdzie wciąż mamy stosunkowo spory poziom ukrytego bezrobocia. Pewne rezerwy jeszcze istnieją – wskazuje minister inwestycji i rozwoju.

Na koniec 2016 roku odsetek osób 50+ w ogólnej liczbie bezrobotnych wyniósł 28,2 proc. Udział osób w wieku 60 lat i więcej wzrósł zaś do 7 proc. Firmy coraz chętniej sięgają po doświadczonych pracowników. Raport Work Service o rynku pracy z końca ubiegłego roku wskazuje, że blisko 27 proc. firm w najbliższym czasie będzie zatrudniać osoby powyżej 50. roku życia. Systematycznie spada również bezrobocie wśród młodych. GUS podaje, że w III kwartale 2017 roku stopa bezrobocia Polaków w wieku 15–24 lata wyniosła 14,7 proc. (spadek o 3,3 pkt proc. w skali roku).

 Firmy muszą szukać osób do pracy nie tylko w swoim środowisku lokalnym, lecz także w innych miejscach, gdzie mamy nadwyżki pracy. Ważna jest też współpraca z lokalnymi partnerami, z samorządami, ale również ze szkołami i uczelniami. To może zapewnić stabilny dopływ dobrze wykształconych pracowników. Namawiamy też do korzystania z funduszy europejskich, które wspierają działania dotyczące kształcenia przez całe życie – podkreśla Jerzy Kwieciński.

Amerykanie chcą wdrożyć w Polsce czystą technologię zgazowania węgla. To korzyści ekologiczne i szansa na nowe miejsca pracy

Amerykanie chcą wdrożyć w Polsce czystą technologię zgazowania węgla. To korzyści ekologiczne i szansa na nowe miejsca pracy 10

Polsko-amerykańskie joint-venture SES EnCoal Energy, które dysponuje wyłącznymi prawami do technologii zgazowania węgla SGT w Polsce, prowadzi rozmowy dotyczące jej wykorzystania z polskimi firmami z branży energetycznej i chemicznej. Na zaawansowanym etapie są cztery projekty dotyczące wykorzystania SGT, z których jeden we współpracy z TAURON Wytwarzanie. SGT to czysta technologia węglowa, która może być wykorzystana do produkcji paliw płynnych, energii elektrycznej albo związków chemicznych. Jej wdrożenie to korzyści dla ekologii i dla gospodarki – pozwoli utrzymać miejsca pracy w górnictwie i stworzyć nowe na potrzeby obsługi nowej technologii.

– SES Gasification Technology umożliwia korzystanie ze stałych zasobów paliwowych, takich jak węgiel i odpady węglowe, biomasa czy materiały odnawialne, oraz przetwarzanie ich w czysty, syntezowy gaz, który przypomina gaz ziemny. Ta technologia jest już wykorzystywana w Chinach – ten kraj jest dużym konsumentem węgla i zrealizowaliśmy tam pięć projektów w ciągu ostatnich 10 lat. Teraz budujemy instalacje w tych częściach świata, w których gaz ziemny jest drogi i gdzie odchodzi się od węgla. To jeden z powodów, dla których rozpoczęliśmy działalność w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Robert W. Rigdon, wiceprezes Synthesis Energy Systems.

Zgazowanie węgla – ze względu na relatywnie niewielki wpływ na środowisko – zalicza się do czystych technologii węglowych. Jest to proces niepełnego spalania w termodynamicznej reakcji z parą wodną przy użyciu tlenu lub powietrza. Efektem końcowym tego procesu jest gaz syntezowy (syngaz), który jest mieszaniną wodoru i tlenku węgla. Syngaz może być wykorzystywany do produkcji paliw płynnych albo energii elektrycznej. Technologia zgazowania węgla (SGT) powstała w oparciu o prace badawcze prowadzone przez amerykański Gas Technology Institute od połowy lat 70.

Technologia SGT jest unikalna w skali światowej, powstała ona na zlecenie Departamentu Energii i miała na celu przetworzenie węgla niskiej jakości w paliwa na potrzeby rynku amerykańskiego ze względu na kryzys paliwowy, jaki trwał w tamtym czasie – mówi Jacek Pydo, prezes zarządu SES EnCoal Energy.

Wyłącznymi prawami do technologii zgazowania SGT dysponuje w Polsce SES EnCoal Energy, która powstała jako joint-venture Synthesis Energy Systems – notowanej na giełdzie Nasdaq amerykańskiej firmy zajmującej się czystą energią oraz polskiej spółki EnInvestments Sp. z .o.o. Pierwsza z nich rozwinęła i skomercjalizowała technologię zgazowania węgla SGT. Druga już od kilku lat rozwija projekty energetyczne w Polsce.

Perspektywy dla czystych technologii węglowych są w Polsce bardzo optymistyczne. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że nowe regulacje unijne w zakresie wytwarzania energii dotkną około 91 proc. polskich mocy wytwórczych, bo mniej więcej taka ilość energii w Polsce wytwarzana jest z węgla, oraz to, że jest mało prawdopodobne, aby Polska mogła całkiem odejść od tego surowca, to sektor energetyczny stoi przed wielkim wyzwaniem. My możemy zaoferować technologię, która pozwoli Polsce nadal wykorzystywać węgiel, ale niższym kosztem i w odpowiedzialny, ekologiczny sposób – mówi Robert W. Rigdon.

SES EnCoal Energy dostrzega w polskim rynku spory potencjał – spółka rozmawia z kilkoma firmami z branży energetycznej i chemicznej na temat zastosowania swojej technologii. Jeden z projektów dotyczy TAURON-u. Spółka TAURON Wytwarzanie nawiązała współpracę z Instytutem Chemicznej Przeróbki Węgla (IChPW), której przedmiotem jest opracowanie koncepcji projektu technicznego modernizacji bloku energetycznego 200 MW z wykorzystaniem technologii SGT. Studium ma zostać ukończone jeszcze w tym miesiącu.

– Polska jest dla nas ważnym rynkiem, ponieważ jej gospodarka w dużej mierze oparta jest na węglu. To także spory rynek w Unii Europejskiej, dlatego potrzebne są rozwiązania, które pozwolą wykorzystywać węgiel w możliwie najczystszy i najbardziej ekologiczny sposób. Takie podejście pomaga wdrażać naszą technologię. Dodatkowo Polska jest krajem, który importuje gaz ziemny i będzie to robić jeszcze przez wiele dekad. Korzystając z technologii SGT, Polska ma nie tylko możliwość wykorzystania własnych zasobów energii w ekologiczny sposób, lecz także ograniczenia importu drogiego gazu ziemnego – mówi Robert Rigdon.

W tej chwili rozmawiamy z kilkoma dużymi polskimi firmami, które korzystają z węgla, mają go w swojej dyspozycji albo go wykorzystują do celów i energetycznych i chemicznych. Jest duże zainteresowanie. Prace, dyskusje i pomysły polskich naukowców na to, jak może być wykorzystywany w Polsce syngaz – przyznam szczerze – zaskoczyły naszych kolegów z Stanów – dodaje Jacek Pydo.

Technologia zgazowanie węgla SGT to jedyna sprawdzona komercyjnie technologia umożliwiająca utylizację mułów i odpadów węglowych, które są dużym problemem dla polskich kopalń. Na hałdach i w osadnikach mułów składowane są miliony ton takich substancji.

– Niestety, w Polsce muły często wracają na rynek jako paliwo wykorzystywane przez ludzi do palenia w kotłach, które nie są do tego przygotowane. To jeden z powodów, dla których mamy problem z zanieczyszczeniem środowiska i smogiem. Technologia zgazowania węgla SGT to alternatywa, która może pomóc w poprawie jakości powietrza oraz pomóc ekonomicznie kopalniom w utylizacji i zagospodarowaniu tych materiałów – mówi Jacek Pydo.

Technologia SGT umożliwia, obok węgla i niskiej jakości materiałów węglowych, przetwarzanie także innych materiałów odpadowych, takich jak biomasa i paliwa pochodzące z odpadów.

Ta technologia radzi sobie doskonale nie tylko z węglami brunatnymi, lecz także z RDF (paliwa pochodzące z odpadów) i innymi materiałami. W tej chwili koncentrujemy swoje działania na Śląsku, który ma odpowiednie zasoby. Tam najszybciej możemy uruchomić takie instalacje. Mamy pozytywny oddźwięk od samorządów, które są zainteresowane tym, żeby takie instalacje u nich powstawały, ponieważ to oznacza dodatkowe miejsca pracy i produkcję ciepła, które może zastępować często przestarzałe mniejsze ciepłownie zlokalizowane na terenie Śląska – mówi Jacek Pydo.

Polacy niechętnie składają skargi na nieuczciwych e-sprzedawców. Odstraszają ich długotrwałe procedury lub nie wiedzą, gdzie szukać pomocy

Polacy niechętnie składają skargi na nieuczciwych e-sprzedawców. Odstraszają ich długotrwałe procedury lub nie wiedzą, gdzie szukać pomocy 11

Większość konsumentów składa skargi na nieuczciwych e-sprzedawców dopiero przy stracie wyższej niż 300 zł. Drobniejsze oszustwa są bagatelizowane, bo obawiają się oni długotrwałych procedur. Według danych Federacji Konsumentów oszustwa w sieci zdarzają się coraz rzadziej, wciąż jednak do najczęściej stosowanych praktyk należy pobranie opłaty i niewysłanie towaru.

Popularność e-commerce w Polsce systematycznie rośnie. Jak wynika z raportu „e-Commerce w Polsce 2017”, opracowanego przez firmę Gemius i Izbę Gospodarki Elektronicznej, zakupy w sieci robi już ponad połowa Polaków. Internauci coraz chętniej decydują się także na dokonywanie płatności online, głównie przy użyciu karty debetowej lub kredytowej. Wynika to z przeświadczenia ponad 60 proc. użytkowników sieci, że zakupy w e-sklepach nie są obarczone ryzykiem. Bezpieczeństwo transakcji internetowych w Polsce potwierdzają także obserwacje Federacji Konsumentów.

 Takich skarg nie jest dużo. Nadużycia związane z wykorzystaniem karty płatniczej wbrew intencjom jej właściciela są nawet częstsze w handlu offline’owym aniżeli w internecie. Trzeba jasno powiedzieć, że ten kanał nie jest bardziej niebezpieczny – mówi agencji informacyjnej Newseria Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

Świadomość Polaków w zakresie bezpieczeństwa w sieci jest coraz większa, wciąż jednak wielu internautów pada ofiarą oszustów. Największym problemem są fałszywe sklepy, w których płatności odbywają się bez zabezpieczeń, oraz nieuczciwi sprzedawcy, którzy pobierają należność i nie wysyłają towaru. Skargi konsumentów dotyczą także takich przypadków jak wadliwy lub niespełniający obietnic sprzedawcy towar – tego rodzaju roszczeń klient może dochodzić z tytułu rękojmi lub gwarancji.

Tutaj e-commerce ma jedną podstawową przewagę w porównaniu ze sklepem tradycyjnym – kupując w internecie, w ciągu 14 dni możemy taki towar zwrócić bez wskazania przyczyn – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Z badań firmy Provident wynika, że niemal co piąty Polak miał do czynienia z usługodawcą, który nie wywiązał się z umowy lub naruszył prawa konsumenta. Tylko połowa z ankietowanych zdecydowała się jednak na złożenie skargi. Według Federacji Konsumentów w przypadku handlu internetowego Polacy są jeszcze mniej skłonni do dochodzenia swoich praw.

– Do nas trafia ponad 60 tysięcy skarg konsumenckich w ciągu roku, z czego w około 8–9 tys., czyli w co siódmy, ósmy przypadek, w jakiś sposób jest zaangażowana cyfryzacja, internet itd., albo to jest sklep internetowy, albo sposób świadczenia usługi – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Federacja Konsumentów zapytała również Polaków o to, co mogłoby ich skłonić do złożenia skargi na nieuczciwego sprzedawcę, zasięgnięcia porady prawnej lub zgłoszenia się do jednej z organizacji zajmującej się ochroną praw konsumenta. Badanie pokazało, że Polacy nie są chętni do dochodzenia swoich praw w przypadku strat niższych niż 300 zł.

– Między innymi z tego powodu, że nie chcą długiego, trudnego postępowania sądowego, a czasami nie wiedzą o możliwości uzyskania pomocy, chociażby u rzecznika powiatowego albo w organizacji konsumenckiej, np. w Federacji Konsumentów – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Bezpieczeństwo zakupów w internecie to kwestia dotycząca zarówno e-sklepów, jak i ich klientów. Sprzedawcy muszą zadbać o prawidłowe zabezpieczenia serwerów oraz połączeń internetowych – w tym drugim przypadku standardem jest stosowanie szyfrujących transmisję certyfikatów SSL. Kluczem do bezpiecznej transakcji jest także świadomość konsumentów – podstawą jest używanie odpowiednio mocnych haseł oraz wysokiej jakości połączenia internetowego.

W 2019 roku rewolucja w rozliczaniu leasingu. Może mieć to wpływ na umowy z bankami

W 2019 roku rewolucja w rozliczaniu leasingu. Może mieć to wpływ na umowy z bankami 12

Od 2019 roku firmy raportujące według MSSF czeka rewolucja w rozliczaniu leasingu. Nowe przepisy zlikwidują pojęcie leasingu operacyjnego w sprawozdaniach finansowych. Od przyszłego roku wszystkie umowy, które spełniają definicję leasingu, mają być wykazywane w bilansach firm jako zobowiązania. Dla części firm zmiany mogą mieć istotny wpływ na umowy z bankami czy pożyczkodawcami – oceniają eksperci.

– Od 1 stycznia 2019 roku wchodzi w życie nowy standard rachunkowości dotyczący leasingu. Ma on fundamentalnie zmienić rachunkowość w zakresie leasingu, będzie to dotykało tych firm, które raportują według Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej, czyli przede wszystkim firm giełdowych bądź firm zależnych od firm giełdowych – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Kryński, wspólnik w Ground Frost.

Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej, czyli MSSF, określają zakres informacji, które powinny się znaleźć w sprawozdaniu finansowym, sposób ich prezentacji oraz metody wyceny aktywów i zobowiązań. W styczniu 2016 roku Rada Międzynarodowych Standardów Rachunkowości opublikowała nowy standard MSSF 16, który dotyczy leasingu i zacznie obowiązywać od stycznia 2019 roku.

– Zmiany są duże. Znika dla leasingobiorców koncepcja leasingu operacyjnego, czyli każdy leasing i najem będzie się musiał znajdować w bilansie spółki. To oznacza, że aktywa leasingowane w ramach leasingu znajdą się w aktywach i wszystkie przyszłe płatności leasingowe znajdą się w zobowiązaniach jako zobowiązania finansowe – podkreśla Wojciech Kryński.

Nowy standard rachunkowości, który wejdzie w życie z początkiem 2019 roku, ma uprościć zasady kwalifikowania umów leasingu w sprawozdaniach finansowych. Dla wielu firm będzie to rewolucja w rachunkowości, bo nowe przepisy eliminują pojęcie leasingu operacyjnego. Wszelkiego rodzaju leasingi i najmy będą musiały być traktowane jako leasing finansowy, czyli będą wykazywane w bilansie. Dotychczas leasing operacyjny był elementem pozabilansowym, a wpływ na sprawozdawczość miały tylko raty leasingowe określane jako koszty. Zmiana wpłynie więc na wartość aktywów i pasywów w sprawozdaniach finansowych, np. spółki notowane na warszawskiej GPW odnotują wzrost wskaźnika EBITDA i aktywów trwałych oraz wzrost zobowiązań.

– W praktyce oznacza to dla firm przede wszystkim zupełnie inny układ bilansu, co dla niektórych z nich, szczególnie dla tych, które są zadłużone i muszą raportować do banków poziom dźwigni finansowej, czyli poziom zadłużenia, oznacza to po prostu, że tego zadłużenia będzie więcej w bilansie, w związku z tym pogorszą się ich współczynniki. Firmy muszą się na to przygotować w ten sposób, że albo już teraz sprawdzą. czy tego długu po wejściu nowego standardu nie będzie za dużo, albo już dzisiaj uzyskają od banków tzw. waiver, czyli zgodę na to, żeby ten dług przekroczył zakładaną wartość – ocenia ekspert.

Do tej pory procesy związane z leasingiem operacyjnym lub najmem nie angażowały działu finansowego firmy w dużym stopniu. W sprawozdaniach finansowych firma wykazywała tylko koszty w postaci rat leasingowych lub czynszów. Od 2019 roku wycena zobowiązania leasingowego będzie wymagać zebrania bardzo wielu informacji, a cały proces się skomplikuje. Część przedsiębiorstw już teraz przygotowuje się do tej zmiany. Firmy, które korzystają z leasingu bądź wynajmu, będą potrzebowały sprawnych systemów informatycznych.

– Dla firm te zmiany w standardzie oznaczają bardzo duże komplikacje w zakresie raportowania, to jest zupełnie nowa jakość w raportowaniu leasingów. To, co do tej pory było traktowane jako leasing operacyjny, czyli po prostu przychodziła faktura, ujmowało się ją w kosztach, teraz musi być rozpisane jako zobowiązanie, musi być wykazany składnik aktywów, musi być od niego naliczona amortyzacja, w drugą stronę musi być zobowiązanie w bilansie i naliczane od niego odsetki. Firmy powinny się do tego przygotowywać wcześniej – przekonuje Kryński.

Leaseurope szacuje, że nowe zasady będą dotyczyć mniej niż jedną na sto europejskich firm. Dla pozostałych będą to jednak rewolucyjne zmiany, które nie pozostaną bez wpływu na zawieranie umów leasingowych.

– Każdy leasing będzie rozpoznawany w bilansie jako zobowiązanie w pełnej wysokości przyszłych rat i czynszów. Do tej pory, kiedy przychodziła faktura, ujmowało się ją w kosztach. Co więcej, nowe zasady dotyczą również wszystkich lub większości najmów, w związku z tym firmy, które wynajmują powierzchnię biurową, również będą musiały rozpoznać zobowiązanie z czynszu, który mają zapłacić od tej powierzchni biurowej w przyszłości. To oznacza bardzo dużą zmianę dla rachunkowości i na pewno bardzo dużą zmianę przy wyborze tego typu usług i dostawców usług – przekonuje Wojciech Kryński.

Już dziesięciu operatorów otrzymało zgodę na wprowadzenie dopłat za korzystanie z roamingu. Wszyscy główni operatorzy wystąpili o takie pozwolenie

Już dziesięciu operatorów otrzymało zgodę na wprowadzenie dopłat za korzystanie z roamingu. Wszyscy główni operatorzy wystąpili o takie pozwolenie 13

Regulacja Roam Like at Home oznacza dla europejskich telekomów spadek przychodów z roamingu nawet o 65 proc. W Polsce, gdzie ceny należą do jednych z najniższych w Europie, dla operatora infrastrukturalnego przychody spadają średnio o 180 mln zł. To sprawiło, że operatorzy zwracają się do Urzędu Komunikacji Elektronicznej z wnioskami o zgodę na stosowanie dodatkowych opłat za korzystanie z roamingu w UE. O możliwość wprowadzenia opłat dodatkowych zwróciły się już Play, Orange, Plus i T-Mobile.

Obecni klienci nie muszą się obawiać wysokich rachunków za usługi realizowane poza Polską. Wysokość dodatkowych opłat jest niewielka, a klient może odstąpić od umowy, jeżeli operator nalicza dodatkowe opłaty. Warto jednak pamiętać o tym, że abonenci nabywający nową umowę nie mają takiego prawa.

– Unijna zasada Roam Like at Home oznacza, że korzystanie z usług w roamingu w Europejskim Obszarze Gospodarczym, a przede wszystkim w UE, nie jest darmowe, natomiast powinno być na takich samych zasadach, na jakich korzystamy z usług w kraju, czyli ceny usług krajowych powinny zostać przeniesione na roaming. Wyjątkiem jest transmisja danych, gdzie są limity. W przestrzeni publicznej, niestety, panuje przeświadczenie, że roaming powinien być darmowy albo że jest darmowy i nic się za to nie płaci – płaci się na dokładnie takich samych zasadach, jak w przypadku usług krajowych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marcin Cichy, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Nowe regulacje oznaczają oszczędności dla klientów, zaś dla telekomów – dotkliwe straty. Z raportu EY „Wprowadzenie Roam Like at Home w Polsce i innych krajach EOG” wynika, że nowe prawo może oznaczać spadek zysków operacyjnych (EBITDA) europejskich telekomów działających w strefie wolnego handlu (EOG) do 7 proc. i spadek przychodów z roamingu o 65 proc. Dlatego część operatorów zwraca się do UKE z wnioskiem o możliwość utrzymania dodatkowych opłat za usługi.

– Decyzja o możliwości naliczania dodatkowych opłat przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych w przypadku, kiedy ponoszą straty przewyższające 3 proc. EBITD-y, wprost wynika z przepisów rozporządzenia roamingowego z 2012 roku, a także z przepisów wykonawczych z 2016 roku. To regulacja Parlamentu Europejskiego i Rady zdecydowała, że w przypadku strat przedsiębiorca może wprowadzić dodatkowe opłaty i obciążać nimi klientów, natomiast to przedsiębiorca decyduje o tym, w jaki sposób tę możliwość konsumuje na bazie decyzji, które są wydawane przez prezesa UKE – mówi Marcin Cichy.

W czerwcu 2017 roku, kiedy zaczął obowiązywać w UE roaming na zasadach usług krajowych, w Polsce niektórzy operatorzy nie wprowadzili w pełni nowej zasady. Jednak już w lipcu UKE informował, że 96 proc. użytkowników mobilnych korzysta z nowych opłat zgodnych z zasadą „Roam Like at Home”. W Polsce, gdzie ceny należą do najniższych w Europie, a średni przychód na klienta detalicznego sięga sześć euro (o 60 proc. mniej niż średni przychód na klienta w EOG), a ogromną popularnością cieszą się oferty nielimitowane, regulacje mogą oznaczać nawet 180 mln zł spadku przychodów. Mimo tego nie wszyscy operatorzy postanowili się zwrócić z tym do UKE.

– Przyznaliśmy takie prawo ośmiu operatorom wirtualnym, to małe spółki, które działają na stosunkowo niskich marżach i są w najtrudniejszej sytuacji z punktu widzenia ponoszonych kosztów i strat z tytułu roamingu. Jeśli chodzi o dużych, tradycyjnych operatorów infrastrukturalnych, mamy cztery wnioski: od sieci Plus, Play, Orange i T-Mobile. W przypadku sieci Plus i Play zezwoliliśmy już na podnoszenie opłat według określonego scenariusza, w przypadku Orange sprawa jest w toku, czwarty z operatorów, T-Mobile, zdecydował się na zwrócenie do prezesa UKE o taką zgodę najpóźniej – podkreśla prezes UKE.

Zgoda na opłaty dodatkowe nie musi oznaczać dla klientów wysokich rachunków za korzystanie z usług poza granicami kraju. Wysokość opłat dodatkowych za roaming pobranych przez operatora nie może być wyższa niż poniesione przez sieć koszty z tytułu świadczenia usługi roamingu. Ponadto operatorzy, którym zostały przyznane zgody, będą monitorowani przez UKE. Jeśli okaże się, że wykorzystują dodatkowe opłaty do zarabiania, mogą zostać na nich nałożone kary.

– Decyzje są przyznawane na okres dwunastu miesięcy i to przedsiębiorca decyduje, czy i kiedy zdecyduje się na ich wdrożenie. Opłaty, które będą możliwe do ponoszenia, to średnio 11 groszy w przypadku połączeń wychodzących, 4 grosze przy połączeniach odbieranych w roamingu i za wysyłanie SMS oraz 2 grosze za 1 MB transmisji danych. To, czy przedsiębiorca zdecyduje się skonsumować te opłaty i w jakiej formie, zależy od niego, my ustalamy ceny maksymalne – tłumaczy Marcin Cichy.

Klienci są też chronieni przepisami prawa. Jeśli nie zgadzają się na opłaty, to zgodnie z prawem telekomunikacyjnym mogą odstąpić od umowy i zmienić operatora.

Zatrudnienie rośnie, ale tylko w połowie województw

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

W UE28 zatrudnienie wzrosło w 2016 r. w 84 proc. regionów. W Polsce, na 16 województw wzrost zatrudnienia zanotowano w 8. regionach – podał Eurostat.

Ekscytujemy się niskim i ciągle malejącym bezrobociem, ale problemem w Polsce nie jest bezrobocie a niska stopa zatrudnienia. Na koniec 2016 r. wynosiła ona w populacji 15+ 53,2 proc., a na koniec 2017 r. niewiele więcej, bo 53,7 proc. Oznacza to, że w grupie osób w wieku 15 lat i więcej nie pracowało ponad 46 osób na 100. A w wieku 20-64 lata na 100 osób nie pracowało w 2016 r. nieco ponad 30, a w 2017 r. – 29.

Zdecydowanie bardziej powinniśmy koncentrować się zatem na zwiększaniu zatrudnienia, bo z bezrobociem poradziliśmy sobie m.in. wysyłając osoby w wieku 60 lat (kobiety) i 65 lat (mężczyźni) na emerytury.

Polska gospodarka rośnie i będzie potrzebowała osób, które chcą pracować, mają odpowiednie kwalifikacje, kompetencje i umiejętności. Jeśli mamy wykorzystać dobrą koniunkturę w Europie i na świecie, to musimy zwiększyć poziom zatrudnienia. I to nie tylko średni poziom w Polsce, ale także w regionach, szczególnie tych o najniższej stopie zatrudnienia. Jest tu dużo do zrobienia.

Eurostat pokazuje (marzec 2018 r.), że zmiany poziomu zatrudnienia są bardzo zróżnicowane regionalnie, szczególnie w Polsce. W UE28 na 275 regionów, w 231 (czyli w 84 proc.) zatrudnienie wzrosło, w 12 pozostało niezmienione, a tylko w 32 zmalało, czyli tendencja była wyraźnie pozytywna. Problem w tym, że na 32 regiony w UE28, w których zatrudnienie zmalało, ¼ to polskie województwa.

W Polsce patrzymy z reguły tylko na swój rynek pracy, i to na cały rynek pracy, bez regionalnego rozróżnienia. Widzimy od 2016 r. wyraźnie spadające bezrobocie, rosnące problemy ze znalezieniem pracowników, rosnące wynagrodzenia. Problem w tym, że zmiany poziomu zatrudnienia są dość znacznie zróżnicowane między województwami. Najniższa stopa zatrudnienia jest (4. kwartał 2017 r.) w województwie Warmińsko-Mazurskim – 49,9 proc., najwyższa na Mazowszu – 57,3 proc. Różnica spora, ale w obu przypadkach zatrudnienie jest bardzo niskie. Na Warmii i Mazurach na 100 osób w wieku 15+ nie pracuje ponad 50 osób, na Mazowszu – prawie 43 osoby.

Na szczęście w większości regionów o relatywnie niskiej stopie bezrobocia zatrudnienie rośnie szybciej niż w części województw lepiej rozwiniętych. Są regiony, w których zatrudnienie w ciągu roku wzrosło o prawie 8 proc. r/r (Podkarpacie), ale też takie, gdzie zatrudnienie spadło (np. Wielkopolska – spadek o 2,5 proc. r/r). Wzrost zatrudnienia w województwach o niskiej stopie bezrobocia wskazuje, że zasoby pracy w tych województwach mają szanse być lepiej wykorzystane. Należy mieć nadzieję, że spadek zatrudnienia w województwach lepiej rozwiniętych wiąże się z inwestycjami, dzięki którym przedsiębiorstwa nie potrzebują aż tak dużo pracowników, ale na pewno potrzebują pracowników o wyższych kwalifikacjach.

Warto zatem przyjrzeć się zatrudnieniu w poszczególnych województwach – przed nami na jesieni wybory samorządowe i analiza sytuacji na rynku pracy na pewno może być pomocna w definiowaniu wyzwań dla regionów.wykres zatrudnienia

Nowy model kompetencyjny specjalisty ds. finansów

Czy zastanawialiście się, jak dużo czasu działy finansowe większości firm spędzają na żmudnym analizowaniu danych napływających z systemów ERP, business intelligence, czy narzędzi procesujących płatności? Dodatkowo wielu pracowników poświęca wiele godzin, przeglądając i analizując umowy prawne, wiadomości e-mail lub wykonując rutynowe i powtarzalne zadania operacyjne. Czy tak duże nakłady pracy przynoszą pozytywne skutki? Liczby mówią same za siebie. Jak wynika z raportu PwC, „Sztuczna inteligencja, prognozy na 2018 rok”, zaledwie 26% przedstawicieli branży finansowej potwierdziło, że ich firmy prawidłowo wykorzystują pozyskane dane w celu wygenerowania wartości. 

W efekcie finansiści mogą poświęcić czas na bardziej strategiczne zadania tylko wtedy, kiedy uporają się z pracą operacyjną. Wyobraźmy sobie jednak, że istnieją systemy skanujące wszystkie dane, identyfikujące trendy i anomalie, automatycznie wykonujące wiele transakcji i zgłaszające istotne problemy, nad którymi powinni pochylić się specjaliści. Wyobraźmy sobie również narzędzia oparte na sztucznej inteligencji identyfikujące i wyjaśniające możliwe ryzyka i przygotowujące prognozy, które w istotny sposób mogą wspierać managerów w podejmowaniu decyzji biznesowych. Utopia? Okazuje się, że sektor finansowy bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z korzyści, które niosą ze sobą rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji, a ich powszechność rośnie.

Spersonalizowane plany finansowe, skanowanie systemów pod kątem ewentualnych oszustw finansowych czy automatyzowanie obsługi klienta – to zaledwie kilka z naprawdę wielu rozwiązań technologicznych, które wspierają finansistów w ich codziennej pracy. Sektor finansowy docenia benefity idące w parze z nowoczesnymi technologiami, bo jak pokazuje raport AICPA i Oracle „Agile Finance Revealed” 4 na 5 finansistów uważa automatyzację i robotyzację za pozytywne zjawiska, które przyspieszą ich pracę i zwiększą efektywność. Oczywiście to nie powód, aby spocząć na laurach. Postęp technologiczny powinien być motywacją do budowania nowych kompetencji, które podniosą konkurencyjność finansistów na rynku pracy. Umiejętności, które do niedawna były domeną informatyków, np. te dotyczące data management, bardzo szybko stają się uniwersalnym wymogiem zgłaszanym przez pracodawców – komentuje Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Association of International Certified Professional Accountants.

Na czym więc powinni skoncentrować się finansiści? Kluczowe będzie przede wszystkim przyswojenie podstawowych technik związanych z tzw. data mining czyli ekstrakcją danych, a także zarządzaniem danymi. Eksperci z tej dziedziny powinni być też wyczuleni na te procesy wykorzystywane przez klientów, które mogą zostać ulepszone przez automatyzację. Niezależnie od tego, czy chodzi o procesy produkcyjne czy procesy finansowe, zdolność do zautomatyzowania w celu poprawy wydajności i obniżenia kosztów będzie ważnym wyróżnikiem specjalisty ds. finansów. Oczywiście należy również pamiętać, że informacje, które podlegały szerszym analizom i opracowaniom muszą zostać odpowiednio zwizualizowane.

Umiejętna selekcja i prezentacja informacji jest jednym z istotnych elementów komunikacji z inwestorami, akcjonariuszami, zarządami. Kluczem do stworzenia atrakcyjnego raportu finansowego jest wykorzystanie nowoczesnych narzędzi służących np. przygotowaniu infografik, dynamicznych elementów graficznych czy dostosowujących nasz dokument do różnych kanałów dystrybucji. Co ciekawe, warto przyswoić również podstawową wiedzę z zakresu user experience, która pozwoli nam prezentować strategiczne treści w bardziej intuicyjnej i przyswajalnej dla odbiorcy formie. Jak wynika z naszego raportu „Report visualisation: From concept to deployment”, większość odbiorców preferuje na przykład prezentację danych za pomocą wyraźnych, kontrastujących kolorów – dodaje Jakub Bejnarowicz.

Jak tłumaczy Jakub Bejnarowicz, w najbliższej przyszłości, jak nigdy wcześniej, wzrośnie również znaczenie współpracy. Ponieważ rozwój sztucznej inteligencji dotyczy wielu obszarów naszego życia, będzie ona wymagać również specyficznych umiejętności, których brakuje zwykle specjalistom z dziedziny AI Dla przykładu, informatycy pracujący nad rozwiązaniem dotyczącym zarządzania ryzykiem finansowym zazwyczaj nie posiadają specjalistycznej wiedzy z zakresy ekonomii czy finansów. Aby ich praca miała sens, muszą blisko współpracować z finansistami. Dotyczy to zresztą nie tylko etapu stworzenia aplikacji, ale również późniejszych uaktualnień pod kątem nowych regulacji prawnych czy elementów związanych z dynamicznie zmieniającym się środowiskiem biznesowym firmy.

Spółka na Gibraltarze a brexit

29 marca 2019 r. Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Brexit obejmie swym zasięgiem również Gibraltar, który jest terytorium zależnym korony brytyjskiej. Czy dla otwieranych tak chętnie spółek na Gibraltarze – małym państewku na Półwyspie Iberyjskim, które i tak zawsze pozostawało poza strefą Schengen – będzie to miało jakiekolwiek znaczenie?

Opodatkowanie dochodów osób prawnych stawką 0 lub 10%, nieistniejący podatek od zysków kapitałowych czy wypłacanych dywidend oraz wiele innych ulg dla biznesu – to wszystko sprawiło, że Gibraltar od dawna był solą w oku Unii Europejskiej, a Bruksela nazywała jego terytorium wprost rajem podatkowym. Za powrotem pod nadzór UE Gibraltar nie powinien więc tęsknić. Jedyne, czego obawiają się jego władze, to ograniczenie swobodnego przepływu ludzi. Rząd Gibraltaru zastanawia się, jak ewentualne kontrole na granicach wpłyną na krajową turystykę. Wydaje się jednak, że jeśli tylko regulacje celne zostaną odpowiednio zmienione, to brexit może przynieść Gibraltarowi same korzyści.

Zakładanie spółek na Gibraltarze

Położenie na terytorium UE, a wyłączenie poza granice strefy Schengen – taki układ sprawia, że Gibraltar korzysta z wszelkich dobrodziejstw przynależności do grona związku państw Starego Kontynentu, a jednocześnie nie obowiązują w nim wspólnotowe ograniczenia, zwłaszcza te dotyczące funkcjonowania spółek, które zostały stworzone w oparciu o ustawodawstwo Wielkiej Brytanii. Aby powołać spółkę na Gibraltarze, wystarczy jedynie ustanowić co najmniej jednego członka zarządu i co najmniej jednego udziałowca oraz spełnić wymogi sądu rejestrowego.

Opodatkowanie spółek na Gibraltarze

Jurysdykcja Gibraltaru przewiduje zerową (0%) stawkę podatku dochodowego od osób prawnych w przypadku dochodów spółek osiąganych poza jego terytorium. Stawką 10% opodatkowane są tylko dochody uzyskane na Gibraltarze. Co prawda w pewnych sytuacjach obowiązek podatkowy obejmie również dochody mające swe źródła poza terytorium Gibraltaru, ale dotyczy to tylko podatników mających na nim miejsce zamieszkania.

Dzięki rozpoczęciu działalności gospodarczej na terytorium zamorskim Zjednoczonego Królestwa można zapewnić skuteczną ochronę majątkowi zarówno firmy, jak i własnemu. Gibraltar nie obciąża bowiem przedsiębiorców podatkiem od sprzedaży ani podatkiem VAT, nie pobiera podatku od zysków kapitałowych oraz podatków u źródła w zakresie udzielanych przez spółkę pożyczek i wypłacanych dywidend. Z kolei brak podatku od spadków i darowizn jest niezwykle istotną zaletą z punktu widzenia sukcesji i planowania spadkowego. W dodatku Commissioner of Income Tax oferuje podatnikom Gibraltaru wiążące interpretacje podatkowe, co przyczynia się do wzmocnienia pewności obrotu prawnego.

Polska ustawa podatkowa a gibraltarski brexit

Gibraltar, mimo że przynależy terytorialnie do Unii Europejskiej, jest przez polskie przepisy podatkowe traktowany bardzo wyjątkowo. Zgodnie z art. 2 pkt 3 lit. c Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2017 r. Nr 54, poz. 535 z późn. zm.), na potrzeby tejże ustawy „Gibraltar traktuje się jako wyłączony z terytorium Unii Europejskiej”. Po 29 marca 2019 r. lub 31 grudnia 2020 r. (w zależności od ostatecznego kształtu ustaleń w sprawie tzw. okresu przejściowego po brexicie) takie specjalne traktowanie nie będzie już potrzebne.

Przy obecnym kształcie uregulowań prawnych może nastąpić pogorszenie sytuacji polskiego przedsiębiorcy posiadającego udziały w spółce na Gibraltarze. Jako członek Unii Europejskiej przynależący do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), Gibraltar korzysta bowiem z licznych przywilejów. W świetle polskiego prawa jednym z nich jest możliwość nabywania nieruchomości bez konieczności uzyskania zezwolenia ministra spraw wewnętrznych i administracji. Przywilej ten nie dotyczy państw, które nie mają statusu członka EOG. Zatem po brexicie spółki z Gibraltaru, aby nabyć nieruchomość w Polsce lub udziały w spółkach posiadających nieruchomości na terenie Polski, będą musiały takie zezwolenie resortu zdobyć.

Co w okresie przejściowym?

Dodatkowy okres, który ma złagodzić skutki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, ma potrwać 21 miesięcy – od 29 marca 2019 r. do 31 grudnia 2020 r. Trudno rozstrzygnąć, jak będzie wyglądała sytuacja gibraltarskich spółek w tym czasie. Zjednoczone Królestwo nie chce zaakceptować proponowanych przez UE warunków. Przewidują one, że w tym okresie w stosunkach na linii Bruksela-Londyn prawie nic się nie zmieni – jedynie to, że Bruksela będzie mogła zawetować wszelkie nowe umowy handlowe Londynu, a brytyjskiej stolicy nie będzie już przysługiwać prawo głosu w sprawach unijnych.

Wolność podatkowa przy maksimum poufności

Ostateczny wynik pertraktacji w sprawie okresu przejściowego nie powinien mieć znaczącego wpływu na sytuację gibraltarskich spółek. Z uwagi bowiem na to, że Gibraltar posiada specyficzny status członka Unii Europejskiej wyzwolonego spod obwarowań strefy Schengen, jego przejście brexitu powinno przebiegać łagodniej niż samej Wielkiej Brytanii.

Najlepszym świadectwem owego wyzwolenia jest konstrukcja gibraltarskiej non-resident company, która choć posiada siedzibę rejestrową na Gibraltarze, nie prowadzi na jego terytorium działalności, a więc nie jest jego rezydentem podatkowym. Podlega ona całkowitemu zwolnieniu od podatku dochodowego. Ponadto członkowie jej zarządu oraz udziałowcy nie muszą udzielać informacji, kto jest beneficjentem rzeczywistym spółki.

Podsumowanie

Oderwanie się od struktur Unii Europejskiej będzie dla Gibraltaru jeszcze mniej odczuwalne niż dla samego Zjednoczonego Królestwa. Gibraltar nigdy nie był częścią unii celnej między państwami UE i nie podlegał wspólnotowym przepisom o podatku VAT. To właśnie te odrębności wyróżniały go na tle innych państw Europy, przynosząc miano terytorium niezwykle atrakcyjnego i idealnego do rozwoju biznesu. Po brexicie brak związania ograniczeniami Brukseli może tylko sprawić, że stanie się on jeszcze atrakcyjniejszy.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Mur runął, ale różnice zostały – płacowy podział Niemiec

Największa, najbardziej zaawansowana gospodarka Europy rozwija się w świetnym tempie. Jednak rynek pracy tylko z pozoru wygląda bezproblemowo. W istocie już niemal 30 lat po zjednoczeniu Niemiec nadal istnieją granice. Dziś nie wyznaczają ich szlabany i zasieki, tylko pensje – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

PKB Niemiec powiększyło się w całym 2017 r. o 2,5 proc. i wyniosło ponad 3,2 biliona euro. Dla porównania Polska w ogólnym wymiarze generuje blisko siedmiokrotnie niższe PKB niż Niemcy i ok. 3,5-krotnie niższe w przeliczeniu na mieszkańca. W wielu aspektach gospodarczych nie zbliżymy się do zachodniego sąsiada jeszcze przez wiele lat. Europejska potęga ma jednak również swoje problemy, a głównym z nich jest utrzymujący się podział na wschód i zachód.

Niemcy mogą pozazdrościć… Niemcom

Niemiecki rynek pracy na pierwszy rzut oka wygląda niemal nieskazitelnie. Liczba osób zatrudnionych stopniowo wzrasta – w styczniu było to 44,7 mln ludzi. Bezrobocie należy do najniższych w całej Unii Europejskiej, niższe mają tylko Czechy i Malta. Jakby tego było mało – pod względem średniego wynagrodzenia Niemcy z płacą 3,8 tys. euro należą do unijnej czołówki. Średnia godzinowa stawka za Odrą i Nysą przekracza 22 euro.

Czy wobec takich danych wypada mówić o problemach? Jeśli przyjrzeć się bliżej, okaże się, że po blisko 30 latach od upadku Muru Berlińskiego i zjednoczenia Niemiec wciąż nie udało się zlikwidować wielu różnic gospodarczych. Najwyraźniej widać to w sferze wynagrodzeń. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie we wschodnich Niemczech w 2017 r. było o niemal jedną trzecią, czyli o blisko tysiąc euro, niższe niż po tej bardziej rozwiniętej – zachodniej stronie.

Wschodnia strona bezrobocia

Wschód i zachód dzieli też poziom bezrobocia. Według niemieckiego urzędu statystycznego stopa bezrobocia rejestrowanego w lutym na terenach byłego RFN wyniosła 5,3 proc., natomiast w byłym NRD – 7,7 proc. I chociaż pozytywnie należy odbierać szybszy spadek stopy bezrobocia przez ostatnie lata na wschodzie niż zachodzie, to problemem pozostają widoczne różnice strukturalne. Na zachodzie Niemiec tylko 2,8 proc. osób poniżej 20. roku życia jest zarejestrowane jako bezrobotne, podczas gdy na wschodzie aż 6,8 proc.

We wschodnich landach niemal nieuchwytne są różnice w wysokości pensji mężczyzn oraz kobiet. Pracownicy zarabiają średnio o niespełna 100 euro więcej niż pracowniczki. Tymczasem na zachodzie wynagrodzenia mężczyzn są o 20 proc., czyli o 700 euro, wyższe niż kobiet. Dla odmiany na wschodzie występują większe różnice bezrobocia pod względem płci: 8,4 proc. – mężczyzn wobec 6,9 proc. – kobiet. Na terenach byłego RFN takiego podziału nie widać – bezrobotnych jest 5,6 proc. mężczyzn oraz 4,9 proc. kobiet.

Choć minęły już prawie trzy dekady, odkąd runął mur, Niemcom nie udało się doprowadzić wschodu kraju do poziomu zachodniej części. Gospodarka niemiecka pozostaje wprawdzie motorem napędowym Europy, ale bardziej zrównoważony geograficznie wzrost pomagałby potencjałowi całego państwa. Byłaby to także dobra wiadomość dla pracujących w Niemczech Polaków, którzy tuż za granicą mogliby liczyć na wynagrodzenia dostępne w odległych zachodnich landach.

Maciej Szczęsny: Forma naszych piłkarzy jest wielką niewiadomą. Przed trenerem Nawałką bezsenne noce

Maciej Szczęsny: Forma naszych piłkarzy jest wielką niewiadomą. Przed trenerem Nawałką bezsenne noce 14

Do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej zostało tylko 79 dni. We wspólne przeżywanie emocji włącza się też biznes. Novotel ruszył z kampanią „Zgrupowanie Kibiców”. To jego pierwsze działania na polskim rynku związane z piłką nożną, Ostatnie statystyki – 3 mecze towarzyskie, 270 minut gry i żadnej strzelonej bramki, za to dwie stracone. Zdaniem ekspertów, choć wyniki niepokoją, to styl w jakim graliśmy z Nigerią może stanowić podstawę do delikatnego optymizmu. Dziś kolejne spotkanie biało-czerwonych. Tym razem narodowa drużyna zmierzy się z Koreą Południową. 

Porażka z Nigerią polskiej reprezentacji w piłce nożnej (0:1) wzbudziła niepokój nie tylko u kibiców, ale także ekspertów. Był to trzeci mecz towarzyski, w którym polska drużyna nie strzeliła bramki, sama zaś straciła dwie. Dziś kolejny mecz biało-czerwonych, z Koreą Południową.

– Straciliśmy jedną bramkę po indywidualnym błędzie naszego obrońcy, ale też strzeliliśmy jedną bramkę, ewidentnie piłka przekroczyła linię bramkową między słupkami i pod poprzeczką bramki nigeryjskiej, ale ani arbiter główny, ani asystent tego nie dostrzegli. Szkoda, zwłaszcza że był to trzeci mecz z rzędu, kiedy oficjalnie nie zdobyliśmy bramki i to może trochę martwić. Przykre trochę też, że zarówno Meksyk, jak i Nigeria  się z nami nie wysilały i wygrali. Urugwaj też nie włożył całego serca w mecz przeciwko nam jesienią i zremisował 0:0 – ocenił w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes podczas wspólnego oglądania meczu w hotelu Novotel Maciej Szczęsny, były bramkarz reprezentacji Polski.

Po ostatnich Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej, gdzie polska reprezentacja dotarła do ćwierćfinału i otarła się o półfinał, apetyty kibiców znacznie wzrosły. Po chudszych latach, bez znaczących sukcesów, wydawało się, że może być już tylko lepiej. Dobre nastroje podsycały też najnowsze rankingi FIFA – obecnie jesteśmy na 6. miejscu. Przed nami sami najwięksi – Niemcy, Brazylia, Portugalia, Argentyna i Belgia. Ostatnie wyniki nieco jednak osłabiły wiarę w polską reprezentację.

– Przed mundialem jestem nastawiony znacznie bardziej sceptycznie niż przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej. Tam też bałem się o wyjście z grupy, nie stawiałem żadnych innych wysokich celów poza awansem z grupy, a tu mamy bardzo silnych rywali. Wysoko oceniam Senegal. Piłkarze tego kraju grają w wielu klubach w Premier League, Bundeslidze, Serie A, w lidze hiszpańskiej. Mecz otwarcia będzie kluczowy. Kolumbia jest faworytem naszej grupy, więc marzy mi się, żeby ten ostatni grupowy mecz z Japonią nie był meczem o honor, tylko o awans z grupy. Trener Nawałka ma kłopoty, wielu kluczowych zawodników nie gra w swoich klubach na co dzień lub potraciło formę z EURO2016 – podkreśla Michał Pol, dziennikarz sportowy.

Największym problemem są przede wszystkim kontuzje filarów naszej reprezentacji. Choć Robert Lewandowski gra, to od kilku miesięcy na murawę nie wybiegł Jakub Błaszczykowski. Wciąż nie gra też Maciej Makuszewski, a Kamil Grosicki dochodzi do siebie po złamaniu palca w prawej stopie. Część kadrowiczów, którzy błyszczeli na mistrzostwach Europy, teraz jest dalekich od szczytu formy.

– Grzegorz Krychowiak ma swoje kłopoty w Anglii. Michał Pazdan, który tworzył fantastyczną parę z Kamilem Glikiem, nawet został ochrzczony ministrem obrony narodowej za postawę na EURO2016, niestety nie wyjechał do dobrego, zachodniego klubu, został w Ekstraklasie i dostosował do niej swój poziom, chociaż trzeba przyznać, że u Nawałki piłkarze grają lepiej niż w klubach. Nie jestem więc kompletnym sceptykiem, ale uważam, że ta kadra ma dużo większe problemy niż przed EURO2016 – zaznacza Michał Pol.

Z drugiej strony, kłopoty doświadczonych zawodników oznaczają szansę dla tych, którzy wcześniej o powołaniu do reprezentacji mogli pomarzyć. Ich ostatnie występy, eksperci zgodnie określają jako zaskakująco dobre.

– Do tej pory Kurzawa miał jeden krótki występ, który mu ewidentnie nie wyszedł, a mecz z Nigerią zagrał lepiej niż poprawnie. Frankowski, który był debiutantem, pokazał się z bardzo dobrej strony. Myślę, że również Krychowiak, który ma kłopoty z formą, pokazał, że wie do czego jest potrzebny w reprezentacji, co mu wychodzi najlepiej, na co koledzy i trenerzy liczą – podkreśla Maciej Szczęsny.

Przed mistrzostwami świata w Rosji polscy piłkarze będą jeszcze mogli sprawdzić ustawienia w meczach towarzyskich. Już dzisiaj zagramy w  Chorzowie z Koreą Południową. W czerwcu, tuż przed mundialem, zmierzymy się jeszcze z Chile i Litwą.

– Cieszę się, że są okazje, gdzie selekcjoner może sprawdzić zawodników u boku Roberta Lewandowskiego, bo co to byłby za sens, gdyby zagrali sami debiutanci. Trener też chce zobaczyć, jak Dawid Kownacki funkcjonuje u boku Roberta Lewandowskiego, a nie w ataku bez Roberta, bo takiego ataku po prostu nie będzie – zaznacza Michał Pol.

Ostatnie wyniki, choć wzbudziły niepewność, w części ekspertów nie zachwiały wiary w sukces. Dużo będzie jednak zależeć od Roberta Lewandowskiego, czyli naszego najmocniejszego punktu. W eliminacjach do mundialu strzelił 16 z 28 bramek. Żadna inna drużyna narodowa nie jest tak uzależniona od skuteczności jednego zawodnika. Jeśli jednak będzie w formie, a do gry wrócą kontuzjowani piłkarze, mamy szansę na dobry wynik w Rosji.

 Głęboko wierzę, że wyjdziemy z grupy, wierzę także w ćwierćfinał. Wszystko zależy od tego, jaką ma się formę przez miesiąc, czasami też szczęście dopisze, ale czasami też trzeba zejść na ziemię, zapytać, czy Polska jest w stanie wznieść się na takie wyżyny. Każdy by chciał, ale oceniając realnie uważam, że ćwierćfinał jest dla nas sukcesem – mówi Piotr Celeban, piłkarz, kapitan Śląska Wrocław.

W działania sportowe zaangażował się Novotel, który 23 marca ruszył z kampanią „zgrupowanie Kibiców”. To początek działań zaplanowanych do lipca 2018 roku. Novotel zorganizuje strefy kibica w 23 hotelach w Europie Środkowo-Wschodniej. To pierwsze tego typu działania Novotelu na polskim rynku związane z piłką nożną. W ramach piłkarskiej kampanii zaoferuje dedykowaną ofertę dla kibiców.

Spadek ryzyka sprzyja złotemu

Początek tygodnia przyniósł umocnienie polskiego złotego, który zyskiwał zwłaszcza w relacji do dolara amerykańskiego.

Zmiany obserwowanego poziomu ryzyka i związanego z nim sentymentu to element, który w ostatnich dniach miał niebagatelny wpływ na globalne aktywa finansowe, odbijając się przede wszystkim na światowych indeksach akcji. Pamiętamy, jak mocno traciły giełdy po informacjach dotyczących potencjalnego wprowadzenia amerykańskich i chińskich ceł pod koniec zeszłego tygodnia. Odwrót od ryzyka był związany z obawami, że działania amerykańskich władz mogą stanowić zalążek wojny handlowej.

Percepcja sytuacji nieco zmieniła się na początku tygodnia. Rynek zareagował na informacje o tym, że trwają rozmowy Stanów Zjednoczonych i Państwa Środka. Negocjacje prowadzą Steve Mnuchin, sekretarz skarbu USA oraz Liu He, nowy wicepremier i jeden z najbardziej zaufanych doradców prezydenta Xi Jinpinga. Amerykańskimi żądaniami są m.in. redukcja chińskich ceł na import samochodów (obecnie wynoszą one 25%), wzrost wolumenu zakupów amerykańskich półprzewodników przez Chiny oraz łatwiejszy dostęp firm z USA do chińskiego rynku. Prezydent Trump za cel stawia sobie przede wszystkim ograniczenie deficytu w handlu z Państwem Środka i powstrzymanie procederu kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej przez Chiny.

Na informacje o tym, że oba państwa prowadzą dialog rynki zareagowały pozytywnie: światowe giełdy odżyły, odrabiając część strat z poprzedniego tygodnia, zyskiwały również ryzykowne waluty EM (takie jak PLN), traciły z kolei waluty safe haven (przede wszystkim JPY). Spadek zanotował również tzw. „indeks strachu”, czyli VIX. Wskaźnik nadal znajduje się na podwyższonym poziomie, jednak jego spadek sugeruje, że rynkowa percepcja krótkoterminowego ryzyka jest lepsza niż była jeszcze w piątek.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,22 – 4,23. Wspólna waluta zyskiwała natomiast w relacji do głównych walut, wspierana przez poprawę sentymentu i osłabienie dolara amerykańskiego.

Dzisiejsze, wstępne dane o inflacji CPI w Hiszpanii nie napawają optymizmem. Miesięczna dynamika cen w marcu była głęboko ujemna, odczyt w relacji do ubiegłego roku wyniósł z kolei marne 1,2% wobec oczekiwanych 1,5%. Są to dane z zaledwie jednego kraju, jednak jeśli tendencja będzie widoczna również w innych, większych gospodarkach strefy euro – których odczyty dynamiki cen poznamy w kolejnych dniach – może to być powodem osłabienia wspólnej waluty.

Ostatecznie to właśnie oczekiwania względem działań EBC odpowiadają za istotną część umocnienia wspólnej waluty na przestrzeni ostatnich kwartałów. Jeśli zabraknie makroekonomicznych przesłanek do tego, żeby w oczekiwanym przez rynek momencie EBC zacieśniał politykę monetarną w strefie euro, kurs powinien zareagować.
GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,82 – 4,85. Brytyjska waluta kontynuowała dobrą passę z zeszłego tygodnia, zyskując na poprawie nastrojów wokół negocjacji w kwestii Brexitu oraz z uwagi na wzrost oczekiwań rynku względem ruchu ze strony Banku Anglii podczas kolejnego spotkania. Obecnie rynek wycenia prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych podczas spotkania BoE w maju na około 70%. Wzrost rynkowych szacunków do 100% w kolejnych tygodniach powinien być czynnikiem, który może wspierać brytyjską walutę.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,8%, wahając się w widełkach 3,38 – 3,42. Dolar istotnie tracił również w relacji do głównych walut. Ważony indeks USD obniżył się do najniższego poziomu od pięciu tygodni. Wczorajsza słabość dolara amerykańskiego była związana ze wspomnianym powrotem do ryzyka. Inwestorzy zareagowali na informacje o tym, że Chiny i Stany Zjednoczone będą prowadziły dialog dotyczący relacji handlowych obu państw.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w styczniu
  • 16:00 – wskaźnik zaufania konsumentów Conference Board w marcu
  • 17:00 – przemawia Raphael Bostic z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Skutki wycieku danych i #deleteFacebook – akcje o 14 proc. w dół

Po informacji o gigantycznym wycieku danych osobowych z kont na Facebooku wielkie firmy i znane osobistości kasują swoje facebookowe profile, a wartość akcji portalu zmniejsza się o 50 mld dolarów. Dlaczego? – Zaufanie użytkowników i reputacja to najcenniejsze, co ma i co może utracić portal społecznościowy – komentuje Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Cambridge Analytica, amerykańska firma doradcza, miała zebrać i wykorzystać prywatne dane ponad 50 mln użytkowników Facebooka. – Użyliśmy Facebooka, by pozyskać miliony profili. To był fundament, na którym zbudowano całą firmę – przyznał na łamach „New York Times” Chris Wylie, b. pracownik (szef działu badań) Cambridge Analytica.

Mark Zuckerberg, szef Facebooka, po wybuchu skandalu przez kilka dni milczał. Po czym na swoim profilu oświadczył m.in., że pracował nad tym, by zrozumieć, co się stało i jak upewnić się, że to się nie powtórzy. Zapewnił, że najważniejsze działania, mające na celu zapobieżenie temu, co się stało, podjął już dawno temu. – Ale my też popełniamy błędy, jest więcej do zrobienia i musimy to zrobić – oświadczył. – Chcę podziękować wszystkim, którzy nadal wierzą w naszą misję i pracują, by zbudować społeczność. Wiem, że to zajmuje więcej czasu, niż byśmy chcieli, ale obiecuję, że będziemy nad tym pracować i budować lepszą usługę na dłuższą metę.

Giełda i użytkownicy zareagowali jednak zdecydowanie negatywnie. Od informacji o wycieku danych akcje Facebooka spadły o 14 proc. i straciły na wartości ok. 50 mld. dolarów. Z kolei Brian Acton, współzałożyciel WhatsApp, po skasowaniu swojego facebookowego profilu propagował na Twitterze akcję #deletefacebook. Z kolei Elon Musk, biznesmen i filantrop, usunął facebookowe profile swoich dwóch sztandarowych przedsiębiorstw – SpaceX i Tesla. Angielski zespół muzyczny Massive Attack postawił na kontakt z fanami poprzez tradycyjną stronę internetową, zawieszając facebookowy profil.

Do akcji #deletefacebook dołączył także Cinkciarz.pl oraz Conotoxia. – Podjąłem decyzję o usunięciu wszystkich prowadzonych przez nas kont w serwisie Facebook – poinformował Marcin Pióro, CEO Cinkciarz.pl, założyciel i właściciel całej grupy Conotoxia Holding.

Co takie decyzje użytkowników z różnych stron świata mogą oznaczać dla portalu społecznościowego?

– Facebook zawdzięcza swój szybki rozwój finansowy ogromnej bazie użytkowników. Jeżeli użytkowników będzie mniej, albo inwestorzy dojdą do wniosku, że zwiększyło się ryzyko odwrócenia się ludzi od Facebooka, to może się przełożyć na niższą wycenę akcji. Od momentu pojawienia się niejasności w związku z ochroną danych użytkowników, firma straciła blisko jedną siódmą wartości rynkowej – komentuje Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Powstały w 2004 r. Facebook na całym świecie ma blisko 2 mld użytkowników. W 2012 r. spektakularnie wszedł na amerykańską giełdę NASDAQ – był najwyżej wycenianą spółką w chwili debiutu.

– Nie tylko liczba aktywnych użytkowników się liczy, istotna jest także reputacja, ponieważ mediom społecznościowym przekazujemy dane osobowe o sobie i swoich bliskich. W przypadku istnienia uzasadnionych obaw o wyciek danych osobowych na zewnątrz nasze zaufanie do takich firm spada, co może powodować ich niższą wycenę – dodaje Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

ESMA, interwencja produktowa – komentarz IDM

– Inwestorzy indywidualni nie są przygotowani na tak drastyczne ograniczenie dźwigni finansowej na rynku CFD, jakie ESMA wprowadza dzisiaj poprzez interwencję produktową. Obniżenie lewara w praktyce może oznaczać przejście inwestorów indywidualnych do podmiotów poza jurysdykcją Unii Europejskiej, np. z Australii, Ameryki Środkowej i Południowej czy Rosji, a w konsekwencji wygaszanie europejskiego rynku CFD. W świetle ostatnio opublikowanych przez ESMA danych na temat spadku liczby reklamacji składanych przez klientów indywidualnych dot. usług na rynku CFD, takie podejście europejskiego nadzorcy jest tym bardziej niezrozumiałe i może okazać się ze szkodą dla rynku, szczególnie przy bardzo krótkim czasie na wprowadzenie zmian – Piotr Sobków, Członek Zarządu IDM.

–  Jesteśmy za rozwiązaniami, które będą realnie zwiększały ochronę inwestorów detalicznych. Jednak praktyka rynku pokazuje, że poziom dźwigni nie jest skutecznym narzędziem ochrony inwestora. Ponadto, część z propozycji ESMA została już wprowadzona i funkcjonuje na polskim rynku. Na przykład w odniesieniu do działań reklamowych, wytyczne krajowego nadzoru precyzują zakres działań marketingowych, formy promocji i stosowanie bonusów dla klientów. Kilku członków IDM przyjęło już wspominane przed ESMA rozwiązanie ochrony klientów przed negatywnym debetem, co ogranicza znacznie ryzyko dla inwestorów. Izba poparła także przyjęcie regulacji określającej standardowy minimalny poziom mechanizmu MCO na poziomie 50% wartości pobranego depozytu przy uwzględnieniu wyniku całego portfela transakcji. Taki system jest wykorzystywany obecnie przez firmy inwestycyjne działające w Europie i charakteryzuje się, w większości analizowanych wariantów, najskuteczniejszą ochroną przed ryzykiem rozliczeniowym – dodaje Piotr Sobków.

Badanie Salesforce: obsługa klienta decyduje o tempie rozwoju w sektorze finansowym

Firmy, którym udaje się w sposób spójny zarządzać pozytywnymi doświadczeniami klientów, ponad dwukrotnie częściej osiągają lepsze wyniki od reszty rynku. Jednym z największych utrudnień przy wdrażaniu strategii opartej na customer experience jest silosowe przetwarzanie informacji – takie m.in. informacje wynikają z najnowszego międzynarodowego badania Salesforce.

Usługi finansowe obecnie przeżywają kryzys lojalności klientów. Dotyczy to zarówno banków, towarzystw ubezpieczeniowych, jak i firm inwestycyjnych. Według badań, skuteczną receptą na zahamowanie odpływu klientów i pozyskiwanie nowych może być wdrażanie strategii marketingowych ukierunkowanych na doskonalenie obsługi klienta.

Obecnie czynnikiem budowania przewagi konkurencyjnej w sektorze usług finansowych jest efektywne zarządzanie doświadczeniami klientów (customer experience) i umiejętne prowadzenie ich przez wszystkie etapy współpracy z firmą (customer journey). Dla instytucji finansowych oznacza to konieczność posiadania technologii, która nie tylko uczy się, ale też prognozuje i rekomenduje konkretne działania ukierunkowane na oczekiwania pojedynczych klientów i wspiera spójną komunikację we wszystkich punktach styku klientów z firmą. Dla firm prawdziwym wyzwaniem jest tworzenie inteligentnych, spersonalizowanych usług.

Jednak sama technologia nie wystarczy, aby być konkurencyjnym. Konieczna jest również współpraca między wszystkimi jednostkami biznesowymi w firmie. W sektorze finansowym jest to o tyle trudne wyzwanie, że branża wykazuje wysoki stopień przeciwdziałania ryzyku, więc pomimo dobrych intencji zarządzających, departamenty prawne w firmach mogą wstrzymywać transformację organizacji.

W publikacji „Snapshot Report Marketing Trends across Financial Services” firma Salesforce szukała odpowiedzi na pytania:

  • w jaki sposób marketing instytucji finansowych dba o utrzymanie lojalności klientów i przewagi konkurencyjnej,
  • jakie są przeszkody w zarządzaniu customer experience,
  • które kanały komunikacji i technologie odnotują w tym sektorze największy wzrost w ciągu najbliższych 2 lat.

Badanie przeprowadzono w 2017 roku wśród 500 liderów marketingu z sektora usług finansowych (banków, rynków kapitałowych, ubezpieczeń, firm zarządzających majątkiem aktywów – asset management). Wśród respondentów wyróżniono trzy grupy zależnie od poziomu zadowolenia z przychodów osiąganych z inwestycji w marketing. High performers (12%) – o najwyższym poziomie zadowolenia, moderate performers (77%) – o umiarkowanym, oraz underperformers (11%) – niezadowolonych z uzyskiwanych wyników.

W raporcie wykorzystano również dane pochodzące z innego międzynarodowego badania „State of Marketing” przeprowadzonego w 2017 r. wśród kadry kierowniczej w działach marketingu.

Kluczowe wnioski z badania:

  • 69% szefów marketingu jest przekonanych, że ich firmy uzyskują większą konkurencyjność, gdy działają odwołując się do doświadczeń klientów i starają się tymi doświadczeniami zarządzać. Grupa High preformers 2,3 razy częściej od reszty rynku twierdzi, że realizuje działania związane z customer experience we wszystkich działach swojej organizacji.
  • Utrzymywanie w instytucjach finansowych silosowego stylu zarządzania nie pozwala uzyskać pełnego obrazu klienta. Tylko 24% szefów marketingu mówi, że technologia jaką obecnie dysponują, jest efektywna i pozwala na współpracę pomiędzy jednostkami biznesowymi (sprzedażą, serwisem, zespołami marketingu). High preformers 2,5 razy częściej niż underperformers integrują systemy dla uzyskania kompletnej, wygodnej do wykorzystania informacji o klientach.
  • W przypadku 65% firm budżety na marketing zwiększają się od 2 lat, ale jednocześnie przybywa kanałów komunikacji, które wymagają inwestycji.
  • 66% szefów marketingu przewiduje dalszy wzrost budżetów w ciągu następnych 2 lat.
  • Ponad 1/3 (35%) budżetów marketingowych jest przeznaczana na kanały i narzędzia, o których istnieniu sektor nie wiedział jeszcze 5 lat temu. Przez 2 kolejne lata udział tych wydatków w ogólnym budżecie zwiększy się do 41%.
  • 91% działów marketingu w branży finansowej ma w planach oddanie do użytku aplikacji mobilnych.
  • 70% szefów marketingu mówi, że zarządzanie customer journey ma pozytywny wpływ na decyzje klientów i ich chęć do rekomendowania produktów i usług.

Wyzwania związane z tworzeniem doświadczenia klienta

Według 69% liderów marketingu z branży usług finansowych firma zyskuje większą konkurencyjność, gdy bazuje na customer experience (CX). Chociaż wszyscy są zgodni co do tego, że CX jest ważnym czynnikiem w walce o rynek, to realizacja tej strategii nie jest łatwa. Branża zmaga się z wieloma wyzwaniami, takimi jak: zbyt wiele źródeł danych, niewystarczające źródła wewnętrzne, czy ograniczenia budżetowe. Poniżej zestawiono trzy największe trudności na drodze do budowy dobrego doświadczenia klienta, zależnie od rodzaju oferowanych usług w sektorze finansowym.

Trzy główne wyzwania dla marketingu finansowego związane z zarządzaniem customer experience:

bankowość 1. Trudności w zdobyciu danych z różnorodnych źródeł.

2. Trudności w wykorzystaniu danych i dostosowaniu ról do kolejnych cyklów współpracy z klientami.

3. Stworzenie spójnego, łatwego w obsłudze, pojedynczego „widoku klienta”.

ubezpieczenia 1. Trudności w zdobyciu danych z różnorodnych źródeł.

2. Niewystarczające źródła wewnętrzne.

3. Ograniczenia budżetowe i przestarzała struktura organizacyjna.

rynki kapitałowe 1. Trudności w wykorzystaniu danych i dostosowaniu ról do kolejnych cyklów współpracy z klientami.

2. Zbyt wiele kanałów komunikacji.

3. Ograniczenia budżetowe.

zarządzanie majątkiem i inne usługi finansowe 1. Ograniczenia budżetowe.

2. Niewystarczające źródła wewnętrzne.

3. Brak integracji wykorzystywanych narzędzi i technologii.

Silosy przeszkadzają w integrowaniu informacji o klientach

Zarządzanie pozytywnymi doświadczeniami klientów zaczyna się od uruchomienia procesów pozwalających na efektywną wymianę danych w firmie. Niestety w sektorze finansowym istnieje wiele rozwiązań silosowych, zamkniętych, które ograniczają przepływ informacji pomiędzy działami marketingu i innymi jednostkami biznesowymi. Utrudnia to znacznie kreowanie pojedynczego widoku klienta – pracownicy dysponują jedynie fragmentarycznymi danymi.

Tylko 24% szefów marketingu twierdzi, że obecnie posiadane technologie pozwalają na współpracę między departamentami biznesowymi (sprzedażą, serwisem, zespołami marketingu). W ciągu najbliższych 12-18 miesięcy najbardziej na tworzenie współdzielonego, pojedynczego widoku klienta nastawiony jest rynek kapitałowy (64%) i ubezpieczenia (61%). Wśród banków takie działania podejmie 57% instytucji, a w firmach zarządzających aktywami mniej niż połowa (47%).

Budżety marketingowe rosną, ale zwiększa się ilość kanałów

Budżety marketingowe w branży finansowej od dwóch lat stale zwiększają się, co potwierdza 65% respondentów. Jednocześnie jednak przybywa kanałów komunikacji i narzędzi marketingowych, co prowadzi do rozdrobnienia środków. Obecnie już 35% budżetów trafia do kanałów, o których istnieniu nie wiedziano jeszcze przed pięciu laty, a w ciągu kolejnych dwóch lat ich udział w ogólnym budżecie wzrośnie do 41%.

Działy marketingu w firmach osiągających najlepsze wyniki bardziej nastawione są na utrzymywanie spójnej komunikacji, niż angażowanie się w większą liczbę narzędzi i kanałów. Firmy z grupy High performers prawie dwa razy częściej (1,8) od underperformers potrafią zarządzać customer journey, gdy klient zmienia sposób kontaktu z firmą (porusza się między kanałami). Innymi słowy, zamiast rozbijać wiadomości na każdy kanał, dostarczają spersonalizowane wiadomości bazujące na poprzednich interakcjach klienta niezależnie od sposobu, w jaki klient kontaktuje się z firmą.

Mobilność – kluczowa dla finansowego marketingu

Klienci twierdzą, że korzystanie z usług bankowych to jedna z najważniejszych aktywności realizowanych na urządzeniach mobilnych (po nawigacji GPS, korzystaniu z serwisów pogodowych i czytaniu newsów). Dla klientów z młodszego pokolenia (Millenialsów) – w wieku 18-34 lat – 1,8 razy częściej innych grup wiekowych istotny jest mobilny dostęp do giełdy i różnych form zarządzania majątkiem. Nie dziwi zatem, że w ciągu najbliższego roku aż 91% działów marketingu z branży finansowej ma w planach oddanie do użytku aplikacji mobilnych. Dlaczego mobilność przoduje w wykresach obrazujących wzrost kanałów marketingowych? Odpowiedź jest prosta: pozwala generować niebagatelne korzyści (w nawiasach podano odsetek respondentów wskazujących konkretną korzyść):

  • wzrost przychodów (74%),
  • chęć klienta do rekomendowania produktów/usług (70%),
  • większa satysfakcja klienta (68%),
  • rosnąca lojalność klienta (67%),
  • wyższe zaangażowanie klienta (66%),
  • niższy wskaźnik rezygnacji z usług (64%).

Spójne customer journey wpływa na lojalność

Solidnie wdrożona strategia ukierunkowana na zarządzanie customer journey zapobiega odchodzeniu klientów do konkurencji. Aż 73% klientów może zmienić dostawcę usług finansowych, jeśli otrzyma nieodpowiedni poziom obsługi. Zdaniem 70% szefów marketingu zarządzane „podróżami klientów” przekłada się na ich wolę do rekomendowania produktów i usług innym ludziom. To jeden z najskuteczniejszych sposobów pozyskiwania nowych leadów – aż 61% klientów twierdzi, że zamówiliby produkty i usługi polecane przez przyjaciół i rodzinę.

W tworzeniu strategii marketingowych ukierunkowanych na klienta z pomocą przychodzi technologia. Szefowie marketingu w branży finansowej spodziewają się zwłaszcza ogromnego wzrostu w wykorzystaniu w ciągu 2 lat sztucznej inteligencji (AI) i Internetu Rzeczy (odpowiednio 49% i 32%). Jednak ograniczenia budżetowe i ochrona danych są głównymi czynnikami blokującymi realizację strategii AI w sektorze finansowym, w którym ochrona prywatności i danych klientów jest kluczowa. 78% klientów stwierdziło, że na ich lojalność względem firmy wpływa właśnie rygorystyczna polityka prywatności przestrzegana przez instytucję finansową.

Polski sektor finansowy wobec nowych wyzwań marketingowych

Walka o jakość obsługi klienta, wspomagana rozwiązaniami technologicznymi toczy się w sektorze finansowym na wszystkich rynkach. Jak wynika z badań firmy doradczo-szkoleniowej Develor, przeprowadzonych w 2016 r. wśród firm z branży finansowej z czterech krajów Europy Środkowowschodniej, w tym Polski, klienci instytucji finansowych są w stanie zapłacić więcej za produkt lub usługę, jeśli zostanie im zagwarantowana lepsza obsługa. W Polsce dotyczyło to 42% klientów w 2015 roku i 43% w roku 2016. Zaskakuje fakt, że choć w 2015 roku 13% respondentów byłoby gotowych zapłacić o 30% więcej za dobre customer experience, to już w 2016 zrobiłoby to 21%. Podkreślmy, że polski sektor finansowy jest uznawany za innowacyjny i korzysta z zaawansowanych metod zdobywania nowych klientów za pośrednictwem Internetu i aplikacji mobilnych.

Transition Technologies kontynuuje ekspansję zagraniczną i inwestuje we francuska firmę IT

Grupa Kapitałowa Transition Technologies (GK TT) – polski lider IT w obszarze energii, gazu i przemysłu, rozwija zagraniczną sieć biur i spółek partnerskich. Spółka Transition Technologies PSC, wchodząca w skład GK TT, zakupiła udziały
w FlexThings SAS, francuskiej firmie technologicznej, dostarczającej rozwiązania
z zakresu Internetu Rzeczy (IoT) oraz Rozszerzonej Rzeczywistości.

Zarówno Transition Technologies PSC, jak i FlexThings SAS od kilku lat specjalizują się
w zakresie tworzenia nowatorskich rozwiązań oraz systemów informatycznych. Decyzja
o nabyciu udziałów przez polską spółkę podyktowana została rozwojem kanału sprzedaży,
a także umocnieniem pozycji GK TT na francuskim rynku.

– Po kilku latach współpracy, opierającej się na dostawach z Polski, zdecydowaliśmy się na bardziej zdecydowane działanie, które rozwinie kanały sprzedaży i pozwoli umożliwi nam bezpośrednią obecność we Francji. Aktywnie działamy w sektorze przemysłowym, dostarczając najnowsze technologie w oparciu o Internet Rzeczy, czy Rozszerzoną Rzeczywistość. Tym samym dostrzegamy ich ogromny potencjał wzrostowy. Na konkurencyjnym rynku francuskim niezbędne jest ofertowanie usług jako lokalna, francuskojęzyczna organizacja – mówi Szymon Bartkowiak Prezes Zarządu Transition Technologies PSC.

Francuska spółka nie jest pierwszą zagraniczną organizacją, w którą zainwestowała GK Transition Technologies. Spółka posiada również biura inżynierskie, developerskie,
a także sprzedażowe w Stanach Zjednoczonych, Malezji, Niemczech oraz w Wielkiej Brytanii. Spółka współpracuje z największymi światowymi korporacjami przemysłowymi, corocznie notując dynamiczne zwiększanie sprzedaży w segmencie informatycznych usług outsourcingowych i Managed Services. W szybkim tempie rozwija się także działalność GK TT w Polsce, gdzie sieć 12-stu już biur pozwala spółce sukcesywnie zwiększać poziom zatrudnienia.

Pomimo trudności na wewnętrznym rynku IT i problemów wielu firm informatycznych opierających swój model biznesowy na zamówieniach sektora publicznego, to właśnie polska myśl technologiczna staje się „krajowym dobrem eksportowym”. Najlepsze polskie przedsiębiorstwa IT dynamicznie rozwijają się w kierunku firm międzynarodowych, otwierając własne przedstawicielstwa lub inwestując poza granicami kraju.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

– Wykorzystujemy elastyczny model rozwoju budując zarówno własne spółki zagraniczne, jak i inwestując w te istniejące już na rynku. Za każdym razem szczególną uwagę zwracamy na właściwą pozycję  firmy na lokalnym rynku i zdobyciu gwarantowanych, długoterminowych przychodów. Samodzielna ekspansja zagraniczna jest korzystna, ale wiąże się też z dużym ryzykiem i trudnościami, których nie dostrzegają firmy koncentrujące się na rynku lokalnym mówi Konrad Świrski, Prezes Zarządu Grupy Kapitałowej Transition Technologies.

W przeciwieństwie do sceptycznych nastrojów krajowego rynku IT, plany rozwojowe Grupy Kapitałowej Transition Technologies S.A. zakładają dalszy dynamiczny rozwój i znaczące  zwiększenie sprzedaży w 2018 roku.