Ceny ropy uzależnione od decyzji Fedu

0

CEO Magazyn Polska

Na ceny ropy największy wpływ mają obecnie zmiany kursu walut związane z brexitem i polityka monetarna w Stanach Zjednoczonych – ocenia Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. Obecnie baryłka ropy naftowej jest wyceniana na 48,5 dol. Zdaniem eksperta pod koniec roku cena może oscylować wokół 60 dol. za baryłkę.

– Ceny ropy zależą od sytuacji na rynku surowcowym, a przede wszystkim na rynku walutowym, od polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych. W czerwcu nie było zmiany stóp procentowych, w lipcu podwyżka jest już prawdopodobna, ale rynki mają to już zdyskontowane w cenach i niespecjalnie powinno to wpływać na cenę – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

W czerwcu bank centralny USA podjął decyzję o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, główna została utrzymana w przedziale 0,25 do 0,5 proc. W tym roku planowane są jednak dwie podwyżki, z czego jedna powinna nastąpić w lipcu. Teoretycznie im słabszy jest dolar, tym droższe są surowce. Przy wzmocnieniu dolara surowce tanieją, jednak zdaniem Kuczyńskiego w tym przypadku wzmocnienie dolara nie powinno mieć większego znaczenia przy wycenie ropy.

– Ropa atakowała już poziom 50 dol. za baryłkę, pokonała ten poziom, wydawało się, że jest na drodze w kierunku 60 dol. Sytuacja zewnętrzna spowodowała jednak, że powróciła do tego poziomu. Mimo to zakładam, że docelowo w tym roku cena osiągnie poziom 50–60 dol. za baryłkę i wyżej już nie pójdzie – ocenia analityk.

Obecnie baryłka ropy West Texas Intermediate (WTI) w dostawach na lipiec na giełdzie paliw w Nowym Jorku jest wyceniana na blisko 48,6 dol. (wzrost o 1,3 proc.). Brent w dostawach na sierpień na giełdzie londyńskiej szacowany jest na poziomie ponad 49,7 dol. za baryłkę. Jeszcze jednak na początku czerwca za baryłkę WTI trzeba było zapłacić 51 dol.

Według najnowszych danych Departamentu Energii USA zapasy ropy naftowej w ciągu tygodnia zmalały o 4,1 mln baryłek, czyli bardziej niż spodziewał się tego rynek. Analitycy spodziewali się spadku zapasów o 2,3 mln baryłek. Tydzień wcześniej zgromadzona ropy poszła w dół o 0,9 mln baryłek.

Czynnikiem ryzyka są trwające negocjacje płacowe w Norwegii pomiędzy firmami wydobywczymi a pracownikami kilku dużych pól naftowych w tym kraju. Eksperci uważają, że jeśli kompromis zostanie osiągnięty do piątku, to w sobotę najprawdopodobniej rozpocznie się zapowiadany przez związki zawodowe strajk, który może obniżyć produkcję ropy naftowej w Norwegii nawet o 18 proc.

Biura podróży zabezpieczają się na wypadek zmian kursowych. To szczególnie ważne przy egzotycznych kierunkach

CEO Magazyn Polska

Walutowe kontrakty terminowe, czyli kontrakty forward, są najczęściej wykorzystywane przez firmy kupujące lub sprzedające towar i usługi za granicą do zabezpieczania ryzyka kursowego. Zdecydowanie rzadziej decydują się one na opcje walutowe. U progu wakacji popyt na takie instrumenty rośnie, gdyż ożywia się rynek wyjazdów turystycznych w biurach podróży.

– Biura podróży mają swoje doświadczenia w zabezpieczeniu ryzyka kursowego. Te większe, które stanowią dużą część polskiego rynku, przeszły różne okresy umacniania się i osłabiania polskiej waluty, więc swoje wnioski wyciągnęły – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska. – Mniejsze biura dopiero się tego uczą. W szczególności te organizujące wycieczki do Afryki, Ameryki Południowej czy Azji, gdzie często używa się innych walut niż dolar amerykański i euro. Te zaczynają zauważać pewne istotne korzyści z tego, że można zabezpieczyć ryzyko walut egzotycznych.

Najpopularniejszym instrumentem wykorzystywanym przez biura podróży do zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym są kontrakty forward, czyli kontrakty terminowe, w tym wypadku walutowe. Biuro umawia się ze sprzedającym, że w określonym terminie nabędzie waluty po umówionym z góry kursie. Obie strony są zobligowane do dokonania transakcji. W ten sposób firma być może kupi dolary czy euro nieco drożej, niż gdyby poczekała na ostatnią chwilę, a złoty akurat by się umocnił, ale też nie ryzykuje nagłego osłabienia naszej waluty, a to daje komfort zaplanowania kosztów i wpływów.

– Z dotychczasowych doświadczeń wygląda na to, że w większości biurom znane są przede wszystkim transakcje terminowe forward. Bardzo rzadko ktokolwiek używa opcji, gdyż opcje mają swoją specyfikę, trzeba je kupować, płacić premię lub też wchodzić w transakcje, które mają dodatkowe ryzyko, zwane są zerokosztowymi – podkreśla dyrektor generalny Ebury Polska.

Najpopularniejsze kierunki wyjazdów Polaków w ubiegłym roku to Chorwacja, Hiszpania, Grecja i Włochy (raport KPMG). Według serwisu Wakacje.pl od stycznia do maja br. najwięcej rezerwacji dotyczyło Grecji (jedna trzecia), a następnie Hiszpanii (jedna czwarta) i Bułgaria. Coraz większym wzięciem cieszą się jednak kierunki egzotyczne, nienakierowane jedynie na wypoczynek na plaży.

– Strategie zabezpieczające szczególnie, jeżeli weźmie się pod uwagę waluty krajów rozwijających się, tzw. waluty egzotyczne, gdzie stopy procentowe są wyższe niż w Polsce, dają możliwość oferowania bardzo ciekawych warunków cenowych klientom. Po prostu znając z góry kurs terminowy wymiany, można klientowi, tutaj w Polsce, który będzie płacił złotymi, zapewnić atrakcyjną cenę tej wycieczki – wyjaśnia Makurat.

Jak podkreśla, sama transakcja nie przysporzy firmie bezpośrednich zysków (poza zyskiem z bezpieczeństwa biznesu), jednak możliwość korzystnego zabezpieczenia egzotycznej waluty daje biurom podróży możliwość zaoferowania coraz bardziej atrakcyjnych destynacji w akceptowalnych cenach. A uatrakcyjnienie oferty to magnes na klientów.

– Przy organizacji dalszych wyjazdów kurs walutowy i wybór waluty mogą mieć istotne znaczenie. Widzę dosyć duży ruch właśnie w przypadku biur incentive travel, czy takich, które interesują się kierunkami rzadszymi i mniej popularnymi, organizują wyjazdy dla konkretnych grup, gdzie cashflow całej operacji trzeba po prostu znać z dużym wyprzedzeniem z przodu – mówi Makurat.

Resort rozwoju przyspiesza prace nad wspieraniem innowacyjności. Planuje m.in. odblokowania kapitału i zmiany w prawie

CEO Magazyn Polska

W Ministerstwie Rozwoju trwają prace nad systemowym pakietem wsparcia, który ma zwiększyć innowacyjność gospodarki. Program „Start in Poland” ma za zadanie zlikwidować lukę kapitałową i zachęcić prywatnych przedsiębiorców do inwestycji. Zmiany w prawie mają dać szansę innowacyjnym rozwiązaniom w zamówieniach publicznych, a inwestującym w innowacje przedsiębiorcom – zachęty podatkowe.

Zmianą, która jest niezbędna, aby Polska stała się innowacyjna, to przede wszystkim redukcja deficytu kapitału. Aby inwestować w innowacyjne, a zatem bardzo ryzykowne przedsięwzięcia, potrzebny jest kapitał. Tego kapitału nie ma w Polsce tyle, ile w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych, stąd niezbędny jest instrument, który wesprze przedsiębiorców, którzy mają środki odłożone na kontach, albo zainwestowane w nieruchomości – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Temu zaradzić ma program „Start in Poland” dedykowany branży innowacji, start-upów i venture capital. W jego ramach projekty mają być po połowie finansowane przez Polski Fundusz Rozwoju i kapitał prywatny. Start-upy mogą liczyć na maksymalne wsparcie 250 tys. zł, zaś grant dla akceleratora może sięgnąć 6 mln zł. Istotne, że na wsparcie mogą liczyć firmy w różnej fazie rozwoju, nie tylko te w początkowym stadium.

Inną zmianą jest obszar regulacji. Jeśli chcemy stworzyć system przyjazny dla innowacji, to musimy zmienić prawo w kilku obszarach. Jednym z nich jest ustawa prawo zamówień publicznych. Teraz, kiedy obowiązuje ciągle jeszcze kryterium najniższej ceny, innowacyjne, niekiedy drogie na starcie, ale tanie w eksploatacji technologie nie mogą się przebić – ocenia Emilewicz.

Już po nowelizacji przepisów z 2014 roku, kiedy wprowadzono zapis, że poza szczególnymi przypadkami kryterium cenowe nie może być jedynym, jakim mogą się kierować zamawiający przy wyborze najkorzystniejszej oferty, przyniósł on wymierne efekty. Z analizy ogłoszeń dokonanej przez Urząd Zamówień Publicznych wynika, że po wprowadzeniu takiego przepisu zmniejszył się odsetek ogłoszeń, w których jako jedyne kryterium oceny wskazano najniższą cenę (z 93 do 33 proc. w przypadku ogłoszeń w Biuletynie Zamówień Publicznych, a w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej z 85 do 45 proc.). Dalsze obostrzenia w zastosowaniu kryterium najniższej ceny mają wejść w życie już na jesieni. Ustawa czeka na podpis prezydenta.

Ważną kwestią jest zmiana ustawy o wspieraniu innowacji, w którą wpisujemy realne zachęty podatkowe dla tych przedsiębiorców, którzy chcą zainwestować w nową technologię, w opatentowanie technologii, czy w zatrudnienie pracownika naukowego – tłumaczy przedstawicielka resortu.

Ministerstwo chce także wspierać eksport. Dane „Polskie Start-upy Raport 2015” wskazują, że obecnie z 2,4 tys. działających w Polsce start-upów, tylko połowa eksportuje swoje produkty. Małe firmy często nie mogą się przebić, brakuje im również środków, by zaistnieć na polskim rynku, tym bardziej na zagranicznych.

Nie mniej istotną rzeczą jest koncentracja środków, np. na projektach flagowych. Pierwszym z nich jest plan rozwoju elektromobilności, w którym drogą dojścia będzie autobus elektryczny. Autobusy już dziś w Polsce są produkowane, a zatem bazę już mamy. Jeśli spolonizujemy baterię, a zatem serce pojazdu elektrycznego, to będziemy mieć sukces – wskazuje Emilewicz.

Przedstawiciele resortu podkreślają, że założenia projektu (milion samochodów elektrycznych do 2025 roku i elektryfikacja transportu publicznego) mają kluczowe znaczenie dla wzrostu innowacyjności polskiej gospodarki. Praca nad warunkami rozwoju tego sektora może być dla krajowych firm szansą na wyprzedzenie światowych trendów. Zgodnie z szacunkami za 25 lat co czwarty samochód będzie elektryczny

W resorcie rozwoju trwają także prace nad polskim programem kosmicznym, który ma zawierać plan rozwoju tego sektora i jednocześnie ułatwiać wdrażanie innowacyjnych rozwiązań opartych na technikach satelitarnych w gospodarce i administracji.

Branża farmaceutyczna przoduje w innowacjach. Wydatki na ich opracowanie rosną

CEO Magazyn Polska

Innowacje w firmach farmaceutycznych są kluczem – przekonuje Gerd Maass z Roche. Dlatego branża ta przoduje w wydatkach na badania i rozwój. Jak wynika z danych Infarmy, w Europie innowacyjne firmy farmaceutyczne przeznaczają na ten cel ponad 15 proc. swoich przychodów netto. Innowacje to nie tylko praca nad nowymi lekami, lecz także telemedycyna i bioinformatyka. Rośnie też rola działów IT w pracach badawczo-rozwojowych.

Jeżeli przyjrzymy się leczeniu w onkologii, to widzimy wiele drobnych innowacji, które składają się na postęp. To nie jest jeden przełomowy krok, ale wiele małych kroków, z których każdy jest innowacyjny – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Gerd Maass, szef pionu Molecular Information w Roche Europe. – Wydatki na innowacje rosną. Rozwój w takich kwestiach jak informacja molekularna, zarządzanie danymi, usługi i infrastruktura IT, diagnostyka, badania nad lekami, jest bardzo kosztowny.

Sektor farmaceutyczny jest liderem pod względem liczby innowacyjnych przedsiębiorstw. Wedle danych Komisji Europejskiej nakłady na rozwój w tym sektorze w stosunku do przychodów są kilkukrotnie wyższe niż średnia wyliczona dla piętnastu najbardziej innowacyjnych sektorów. Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma podaje, że europejskie innowacyjne przedsiębiorstwa z branży przeznaczają na badania i rozwój 15 proc. swoich przychodów netto. Drugi w kolejności sektor IT wydaje 9,5 proc. Koszty są coraz większe, ale dla firm farmaceutycznych innowacje są konieczne, bo przekładają się na przewagę konkurencyjną.

Jest kilka czynników, które napędzają innowacyjność w firmach farmaceutycznych. Jednym z nich jest bliska współpraca ze środowiskiem uniwersyteckim, z naukowcami, ponieważ branża farmaceutyczna bardzo potrzebuje ich wkładu. To pierwszy punkt. Drugi czynnik to fakt, że musimy dokładnie analizować dane z rynku o istniejących lekach, to dlaczego jedni pacjenci na nie reagują, a inni nie. To wymaga bardzo skomplikowanych technologii diagnostycznych, które rozwijamy, zaawansowanej części bioinformatycznej i technologii Big Data, która zbiera te wszystkie dane razem – mówi Maass.

Jak wskazuje Maass, innowacje to nie tylko leki, ale także telemedycyna.

W cukrzycy mamy cyfrowe narzędzia, specjalne zegarki albo aplikacje na smartfony, które umożliwiają pomiar poziomu cukru – przekonuje szef Molecular Information w Roche. – W perspektywie najbliższych 10 lat zmieni się cały system stosowania leków i diagnostyki. To na razie nie jest akceptowane w pełni przez społeczeństwo. Musimy więc pokazać pacjentom, dokąd to prowadzi i pokazać im przykłady korzyści, jakie będą czerpać z tych nowych technologii. Wtedy krok po kroku będziemy zmierzać w tym kierunku. Musimy to robić wspólnie z pacjentami, naukowcami i rządami.

Jak wynika z  raportu Deloitte „Healthcare and Life Sciences Predictions 2020: A bold future?”, dzięki nowoczesnym technologiom, w ciągu najbliższych lat medycynę i farmację czeka cyfrowa rewolucja. Zmienią się również same badania kliniczne.

To oznacza, że na znaczeniu w innowacjach będzie rosła rola IT, nowe technologie i przetwarzanie informacji. Badania, rozwój, produkcja i dystrybucja nowoczesnych leków, zwłaszcza biotechnologicznych, nie byłyby możliwe bez zastosowania zaawansowanych systemów informatycznych, które znacznie poprawiają dostęp do informacji i podnoszą efektywność analizy danych.

IT będzie stawało się coraz ważniejsze dla innowacji. Będzie również stanowiło wąskie gardło, ponieważ gromadzenie wszystkich danych wymaga ogromnych serwerów i bardzo zaawansowanych technologii, które zarazem muszą być bezpieczne – tłumaczy Gerd Maass.

Eksperci Deloitte przewidują, że w 2020 roku pacjenci będą wiedzieć znacznie więcej na temat swojego profilu genetycznego, chorób, jakie przechodzili w przeszłości i na jakie mogą zapaść. Jednym z najpoważniejszych wyzwań dla IT w tej cyfrowej rewolucji będzie bezpieczeństwo pozyskiwanych wrażliwych danych pacjentów.

Roche jest firmą globalną i działa na różnych polach w wielu różnych krajach. W Polsce postawiliśmy na IT, między innymi ze względu na wysokie kwalifikacje polskich pracowników – wyjaśnia Gerd Maass.

Istotną rolę w działalności badawczo-rozwojowej grupy odgrywa również dział międzynarodowych badań klinicznych zlokalizowany w Polsce.

To obszar, w który możemy zainwestować więcej. Zobaczymy jak to się będzie rozwijać. Działamy globalnie,  więc musimy brać pod uwagę wszystkie kraje, ale fakt, że wybraliśmy Polskę to bardzo dobra wiadomość dla kraju – podkreśla.

W 2015 roku Roche przeprowadził w Polsce 56 badań klinicznych w 251 placówkach medycznych z udziałem prawie 1200 pacjentów. Głównym obszarem działalności badawczej była onkologia. Innowacyjne leczenie m.in. raka płuca, nerki, piersi i żołądka, choroby Alzheimera, astmy, nieswoistych zapaleń jelit i choroby Leśniowskiego-Crohna. Łącznie na badania kliniczne w naszym kraju firma przeznaczyła 95,3 mln zł.

Roche w ubiegłym roku na badania i rozwój przeznaczył 9,3 mld CHF. Cztery leki opracowane przez koncern zostały uznane za przełomowe terapie przez FDA – amerykańską Agencję Żywności i Leków. W badaniach klinicznych odkryto 70 nowych cząsteczek (NME). To wszystko sprawia, że 25 mln pacjentów jest leczonych 25 kluczowymi lekami Roche.

Obieg dokumentacji w firmach będzie szybszy i tańszy. Zmiany w przepisach podnoszą rangę dokumentów i podpisów elektronicznych

CEO Magazyn Polska

Firmy mogą zaoszczędzić co najmniej 60 proc. czasu na obsługę danego procesu po wprowadzeniu elektronicznych dokumentów. W ten sposób oszczędzają również koszty i usprawniają obsługę klienta. Wprowadzenie w pełni cyfrowego obiegu dokumentów będzie teraz łatwiejsze. Od 1 lipca zacznie obowiązywać unijne rozporządzenie eIDAS ws. uznawania elektronicznych podpisów, a od 8 września do Kodeksu cywilnego zostanie wprowadzona forma elektroniczna czynności prawnej obok formy pisemnej.

– Nowe akty prawne zmieniają rzeczywistość obsługi dokumentów. Ustawodawca wyszedł naprzeciw oczekiwaniom firm, wprowadzając formę elektroniczną dokumentu, dzięki czemu tradycyjne podejście do papieru przestaje mieć znaczenie. To oznacza ogromny potencjał dla nas wszystkich, i firm, i konsumentów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Wachowicz, dyrektor ds. rozwoju Paperless w Billennium, firmie IT dostarczającej rozwiązania m.in. z zakresu zarządzania dokumentami.

Zgodnie z wchodzącym 1 lipca w życie rozporządzeniem eIDAS dokument elektroniczny to każda treść przechowywana w postaci elektronicznej, w szczególności tekst, nagranie dźwiękowe, wizualne i audiowizualne.

Unijne przepisy mają upowszechnić zastosowanie elektronicznego podpisu. Skutku jego stosowania nie będzie można odmówić, nawet jeśli podpis nie spełnia wymogów kwalifikowanego podpisu elektronicznego.

Co ważne, przepisy w tym obszarze będą takie same w całej UE, co ułatwi kontakty biznesowe i administracyjne pomiędzy podmiotami z różnych państw.

 Z kolei w nowelizacji Kodeksu cywilnego wprowadzono definicję dokumentu, według której jest to nośnik informacji umożliwiający zapoznanie się z jej treścią. To jednoznacznie zrywa z tradycyjnym podejściem do dokumentu jako pismem napisanym na papierze. Ustawodawca uwzględnia rozwój technologii i przewiduje podpisywanie dokumentów elektronicznych – mówi Łukasz Wachowicz.

Obie zmiany prawne mogą zrewolucjonizować obieg dokumentacji w firmie. Korzyści z cyfryzacji tego procesu odczuwane będą na kilku płaszczyznach.

– Do tej pory dokument papierowy spowalniał procesy biznesowe, czasami nawet powodował ich zatrzymanie – podkreśla dyrektor w Billennium. – Dla przedsiębiorstwa kluczowy jest czas obsługi procesów i operacji. Nasze badania wykazały, że są to oszczędności na poziomie co najmniej 60 proc. w zależności od procesu.

Z tym wiążą się również oszczędności kosztów (np. druku, skanowania, przechowywania i archiwizowania dokumentów), a także usprawnienie obsługi klienta, kontrahenta czy kontaktów z urzędem. Chodzi m.in. o skrócenie czasu potrzebnego na obsługę klienta czy ograniczenie ryzyka pomyłek w dokumentach.

– Firmy, decydując się na rozwiązania do elektronicznego podpisywania dokumentów jak Paperless Signature, mogą usprawnić swoje procesy i finalnie dostarczyć jakość, jakiej dziś oczekuje klient. W obecnych czasach staje się to przewagą konkurencyjną dla wielu firm, które na to stawiają – zapewnia Wachowicz. – To jest również eliminacja, a przynajmniej minimalizacja ryzyka pomyłki w obsłudze dokumentu sprawy, a także eliminacja nadużyć.

Digitalizację jako cel obrał również rząd w przygotowywanym programie „Od papierowej do cyfrowej Polski”. Przewiduje on m.in. cyfryzację kluczowych usług publicznych oraz wdrożenie inicjatywy tożsamości elektronicznej (eID). Resort rozwoju chce, żeby w perspektywie kolejnych 3–5 lat połowa obywateli mogła przez internet prowadzić z administracją ok. 80 proc. swoich spraw. Na koniec przyszłego roku liczba użytkowników z wydanym komercyjnymi i państwowymi eID powinna sięgnąć10 mln.

Tradycyjna etykieta biznesowa jednym ze źródeł sukcesu japońskich firm. Bez jej znajomości niemożliwe jest nawiązanie relacji handlowych w Japonii

CEO Magazyn Polska

Nieznajomość etykiety biznesowej może zniweczyć szansę na nawiązanie współpracy z japońskim przedsiębiorstwem. Przestrzeganie tradycyjnych norm zachowań jest niezwykle istotne w firmach w Japonii. Łączą one nowoczesny sposób produkcji z tradycyjnym systemem zarządzania, bazującym na poszanowaniu współpracowników i możliwości ich samorozwoju.

Japońską kulturę współczesną cechuje ogromne przywiązanie do tradycji. Znajduje ono wyraz m.in. w celebracji tradycyjnych świąt i festiwali, także przez osoby otwarcie określające się jako ateiści. Na codzienne i biznesowe życie Japończyków wciąż ogromny wpływ mają także ukształtowane przed setkami lat normy społeczne i zasady etykiety. System zależności reiho, czyli japońskiej etykieta, umożliwia skuteczną komunikację, reguluje kontakty międzyludzkie, określa sposób zachowania w zależności od sytuacji.

W Japonii istnieje bardzo popularny pogląd, że uczymy się od naszych przodków, doskonalimy stare zasady. Uczymy się na błędach ludzi, którzy byli przed nami i dlatego musimy o nich pamiętać, musimy zachowywać tę tradycję, żeby cały czas ją ulepszać – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Kiyomoto Ogasawara, mistrz japońskiej etykiety.

Na przestrzeni wieków zasady reiho musiały ulec zmianie – pojawiły się bowiem nowe sytuacje, które wymagały nowych wzorców zachowań. Na bazie tradycyjnych norm Japończycy wykształcili współczesne zasady etykiety, np. sposób wsiadania do samochodu i wysiadania z niego, posługiwania się filiżankami do kawy, a nie tylko czarkami do herbaty oraz korzystania z krzeseł.

Ród Ogasawara od XII wieku czuwał nad zachowaniem etykiety na dworach kolejnych siogunów. Jego członkowie nauczali zasad etykiety, tradycyjnego łucznictwa pieszego oraz konnego. Obecnie współpracują z japońskimi firmami, gdzie również nauczają zasad prawidłowego zachowania.

– To, czego uczymy, to nie jest tylko prosty zestaw ruchów. Ważne jest to, żeby zrozumieć, dlaczego te ruchy i te czynności wykonujemy. W momencie, w którym zrozumiemy ideę, będziemy w stanie ją zastosować w różnych sytuacjach. Dlatego to nie są tylko puste gesty, wszystko ma znaczenie – mówi dr Kiyomoto Ogasawara.

Podstawowe zasady japońskiej etyki biznesowej dotyczą przede wszystkim powitania – Japończycy witają się ukłonem, którego głębokość zależna jest od pozycji społecznej lub zawodowej rozmówców. Podczas takiego powitania należy zachować odpowiedni dystans, aby nie zderzyć się głową z rozmówcą, co uważane jest za poważny nietakt. Zachodnim biznesmenom sporo problemów dostarcza wymiana wizytówek. Dla Japończyków jest to rodzaj rytuału – wizytówka powinna być podana zadrukowaną stroną do góry, a jej właściciel musi wykonać przy tym lekki ukłon. Klient powinien podać wizytówkę jako drugi. Niemile widziane jest także zbyt częste pytanie o imię lub nazwisko rozmówcy – jeśli zdarzy nam się zapomnieć, warto posiłkować się wizytówkami.

– W trakcie konferencji, siedząc przy stole, Japończycy zawsze ustawiają wizytówki w takiej kolejności, w jakiej siedzą ich właściciele. Mają komfortową sytuację, bo nie muszą się martwić, że zapomną, kto jak ma na imię. Ważne jest też to, żeby traktować z należytym szacunkiem tę stronę, na której jest napisane imię i nazwisko człowieka, od którego się dostało tę wizytówkę – mówi dr Kiyomoto Ogasawara.

Absolutnie niedopuszczalne jest żucie gumy podczas rozmowy oraz brak punktualności. Warto też pamiętać o zdejmowaniu płaszcza i czapki przy wejściu do firmy. Japońskie społeczeństwo jest mocno zhierarchizowane, niezwykle ważne jest okazywanie szacunku osobom o wyższej pozycji społecznej lub zawodowej oraz starszym wiekiem. W tym zakresie łatwo popełnić błąd np. podczas umiejscawiania ludzi w samochodzie. Najważniejsza osoba powinna siedzieć na miejscu uważanym za najbezpieczniejsze, czyli za kierowcą.

– Na miejscu za kierowcą sadzamy szefa, najważniejszą osobę w grupie, a pomocnik szefa, jego asystent, siada przy kierowcy z przodu. Jeżeli mamy cztery osoby wsiadające do samochodu, czyli kierowca, szef, asystent szefa i klient, to klienta sadzamy na tym najważniejszym miejscu, czyli za kierowcą, szef siada obok niego, a asystent z przodu – mówi dr Kiyomoto Ogasawara.

Japońska etykieta nie nakazuje wyjątkowego traktowania kobiet. Rozmówców wyróżnia się wyłącznie ze względu na ich pozycję społeczną lub zawodową, a nie płeć. Zasady tradycyjnej etykiety stosowane są w większości japońskich firm, także działających poza Krajem Kwitnącej Wiśni.

Toyota zawdzięcza swój światowy sukces połączeniu unikatowego procesu produkcji, najnowocześniejszych technologii, jednym słowem – bardzo nowoczesnego biznesu z poszanowaniem tradycji, kultury, z poszanowaniem drugiej jednostki, z ciągłym samodoskonaleniem się i poszukiwaniem możliwości doskonalenia się także dla osób pracujących z nami – mówi Robert Mularczyk, PR manager Toyota Motor Poland.

O zasadach prawidłowego zachowania powinni pamiętać także turyści odwiedzający Japonię. Najważniejsze nakazy etykiety to zakaz prowadzenia rozmów telefonicznych w metrze, niewpychanie się do kolejki w sklepie, zdejmowanie butów przed wejściem do domu.

Branża modowa stawia na franczyzę. Większą popularnością ten format cieszy się tylko w sektorach gastronomicznym i spożywczym

0

CEO Magazyn Polska

Franczyza jest głównym formatem rozwoju branży gastronomicznej i spożywczej. Do tych dwóch gałęzi dołączył również sektor odzieżowy. Taka forma współpracy ogranicza ryzyko finansowe po stronie franczyzobiorcy i ułatwia mu prowadzenie biznesu. Na franczyzę stawia m.in. marka Quiosque. Sieć liczy dziś blisko 130 sklepów, z czego około 60 proc. prowadzonych jest w tej formule.

Branża odzieżowa to bardzo prężnie rozwijająca się część gospodarki, ulega ona zarówno dużym wpływom pogody, jak i trendom modowym. Dlatego też właściciele sklepów odzieżowych muszą być bardzo czujni i przewidujący, żeby móc szybko i elastycznie reagować na zmieniające się potrzeby klienta – mówi Aleksandra Podsiadła, menadżer ds. ekspansji w firmie Quiosque. – Jest ona trzecią po gastronomii i branży spożywczej pod względem liczebności systemów franczyzowych.

Sukces w handlu odzieżą zależy w dużej mierze od umiejętnego zarządzania towarem – nie tylko na sklepowych półkach, lecz także w magazynach. Koszty związane z przechowywaniem niesprzedanych kolekcji mogą być dla przedsiębiorcy dużym obciążeniem. Jak podkreśla Aleksandra Podsiadła, jedną z głównych korzyści dla franczyzobiorców Quiosque jest to, że nie ponoszą kosztów niesprzedanego towaru.

To my przejmujemy od przedsiębiorcy kluczowe problemy, z którymi mógłby się borykać, prowadząc własny biznes. Taka forma współpracy na pewno minimalizuje ryzyko finansowe – mówi Podsiadła.

W sieci Quiosque około 60 proc. sklepów prowadzą franczyzobiorcy. W ubiegłym roku sieć powiększyła się o 19 salonów w całym kraju. Średni koszt związany z adaptacją metra kwadratowego salonu uzależniony jest od stanu lokalu i waha się od 1,5 tys. do 2,5 tys. netto. Optymalna powierzchnia lokalu na sklep to między 100 a 120 mkw. Powinien on znajdować się w mieście powyżej 50 tys. mieszkańców.

Franczyzobiorca może liczyć na naszą pomoc na każdym etapie inwestycji, rozpoczynając od wyszukiwania lokalizacji, poprzez negocjacje z centrum handlowym, jeśli oczywiście taka potrzeba istnieje, pozyskanie projektu architektonicznego i wszelkich zezwoleń budowlanych, aż po szkolenia pracowników czy realizację otwarcia – wymienia manager ds. ekspansji w firmie Quiosque.

Marka wspiera też swoich franczyzobiorców marketingowo. Każdy z nich może liczyć na organizowane centralnie promocje, o których informacje są regularnie umieszczane w mediach. Sieć od kilku sezonów współpracuje ze znanymi ze świata mediów kobietami: Dorotą Gardias, Anną Wendzikowską, Agnieszką Hyży, Anitą Sokołowską i Tamarą Arciuch. Quiosque wspiera przedsiębiorców także w zakresie bieżącej analizy wyników sprzedaży.

Mogą oni liczyć również na wsparcie dotyczące stałego zabezpieczenia towarowego, które jest możliwe przede wszystkim ze względu na to, że przeważająca część naszych kolekcji produkowana jest w Polsce – podkreśla Aleksandra Podsiadła.

W tym roku planowane jest otwarcie co najmniej 15 salonów, z czego połowa to będą sklepy franczyzowe.

Potencjał naszej sieci oceniamy na około 160 salonów, oczywiście będziemy realizować ten plan sukcesywnie – mówi Aleksandra Podsiadła.

Błaszczykowski podbija serca internautów, Milik z większą liczbą wzmianek niż Lewandowski

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej od lat nie przysparzały Polakom tylu emocji co tegoroczne rozgrywki. Z meczu na mecz popularność piłkarzy naszej reprezentacji w internecie i social media rośnie. Internauci prześcigają się w komentarzach i memach na temat kadrowiczów. Najwięcej emocji, a co za tym idzie – interakcji w social mediach podczas tegorocznych rozgrywek budzą Błaszczykowski, Fabiański i Milik.

Spośród pełnego składu piłkarzy Reprezentacji Polski biorących udział w mistrzostwach IMM wyłonił pięciu najpopularniejszych pod względem liczby publikacji. Na podium jest Arkadiusz Milik, zostawiając w tyle nawet kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. Na jego temat w badanym czasie pojawiło się ponad 53 tys. wzmianek we wszystkich mediach (prasa, radio, TV, internet i social media, co stanowiło 13,7 proc. wszystkich wzmianek na temat kadrowiczów). Srebrny i brązowy medal przypadły kolejno Robertowi Lewandowskiemu (12,7 proc.) oraz Jakubowi Błaczykowskiemu (9,7 proc.).  TOP 5 zamykają Grzegorz Krychowiak (po 7,1 proc.) oraz Łukasz Fabiański (6,8 proc.).

Gorące dyskusje, debaty, analizy i podsumowania piłkarskich spotkań trwają w mediach społecznościowych jeszcze długo po meczach. Ponad 1,7 mln różnorodnych interakcji, wliczając w to polubienia, udostępnienia oraz komentarze wygenerował Jakub Błaszczykowski. Tuż za liderem zestawienia znalazł się bramkarz Łukasz Fabiański (ponad 1,4 mln), natomiast trzecie miejsce przypadło Arkadiuszowi Milikowi (ponad 1,3 mln).

– Warto podkreślić, że Robert Lewandowski, który jest kapitanem drużyny oraz jednym z najbardziej rozpoznawalnych i popularnych piłkarzy, wzbudził o ponad milion interakcji mniej od Jakuba Błaszczykowskiego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Karolina Masalska, specjalista ds. PR, IMM.

Najgorętsze dyskusje, które przenoszą się sprzed telewizora do sieci, dotyczą aktywności naszych zawodników na murawie, stąd popularność Kuby Błaszczykowskiego oraz Łukasza Fabiańskiego, którzy byli w oczach użytkowników mediów społecznościowych bohaterami ostatnich spotkań. Po meczu Polska–Szwajcaria nazwisko Fabiańskiego pojawiło się ponad 6 tys. razy, a temat Błaszczykowskiego był poruszany ponad 4,6 tys w internecie. Jak podaje raport IMM, najczęściej lajkowanym postem (ponad 21 tys. razy) był ten umieszczony na portalu sportowefakty.pl o treści – „GOOOOOL!!!! Kuba Błaszczykowski! BRAWO!” oraz na portalu tvn.pl, gdzie post: „Łukasz Fabiański królem meczu Polska:Szwajcaria!” miał ponad 100 tys. lajków oraz 3,4 tys. udostępnień.

Użytkownicy równie chętnie komentują niewykorzystane okazje na boisku, co jest częstym zarzutem wobec jednego z reprezentantów – Arkadiusza Milika. Jego nazwisko w tym kontekście pojawiło się najwięcej razy. Z reguły były to zobrazowane w postaci memów przedstawionych częściej w zabawny, prześmiewczy oraz ironiczny niż obraźliwy sposób.

– Jednym z najczęściej udostępnionych postów był ten umieszczony na facebookowej stronie „Wiedza bezużyteczna”, który został udostępniony ponad 900 razy – mówi Karolina Masalska, IMM.

Ponad 14 tys. lajków zdobył jednak post na stronie Typowa FIFA na Facebooku, której administratorzy stanęli w obronie młodego zawodnika. Dyskusja pod postem podzieliła jednak internautów.

Piłkarze narażeni są na wzmianki nacechowane emocjonalnie, przede wszystkim po niewykorzystanej, źle przeprowadzonej akcji lub niezdobyciu gola. Jak pokazuje raport, warto jednak zwrócić uwagę na pozytywne komentarze, wspierające i dopingujące naszych reprezentantów.

– Warto podkreślić, że największą popularnością i największą sympatią internautów cieszy się Jakub Błaszczykowski. W opinii internautów ma on duże umiejętności, umie je wykorzystać i przełożyć na gola. Imponuje im swoją postawą oraz wyznawanymi wartościami – zaznacza Masalska.

W gronie fanów Jakuba Błaszczykowskiego jest aktor Russel Crowe, który wspiera polską drużynę od początku rozgrywek, dopingując na Twitterze naszą reprezentacje słowami – „Do boju Polska!”.

Gwałtowna reakcja rynku surowców na Brexit

Rynek surowców gwałtownie zareagował na Brexit. Gwałtownie wzrosły ceny złota. Spadły natomiast ceny ropy.
Ceny złota wzrosły przejściowo do poziomu 1 400 USD za uncję. Teraz podlegają korekcie. – Jednak należy przewidywać nowy trend wzrostowy na złocie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert z XTB.

Brexit spowodował korekty co prognoz wzrostu gospodarczego na świecie. Skoro ma być niższy, to zmaleje popyt na ropę naftową, stąd spadek jej cen.

W najbliższych dniach rynek surowców będzie się stabilizował, ale kolejne tygodnie mogą przynieść duże zmiany, o tym mówi więcej w materiale video ekspert z XTB.

700 tys. Polaków z niepokojem czeka na decyzje

700 tys. Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii z niepokojem czeka na skutki Brexit. Kwestie związane z regulacjami na rynku pracy, które zostaną wprowadzone nie powinny być powodem największych obaw. Poważniejszym problemem jest osłabienie brytyjskiej gospodarki, a więc spadek popytu na pracowników.

Niewiadomych jest bardzo wiele. Jednak pewne jest, że brytyjska gospodarka ulegnie poważnemu osłabieniu. Skutkiem regresu gospodarczego będzie spadek popytu na pracę. Rynek pracy stanie się mniej dostępny. Polacy, którzy mają wysokie kwalifikacje zawodowe mają najmniejsze powody do obaw – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Ekspert FOR mówi także o innych skutkach Brexit. Dla polskiej gospodarki jest to spadek inwestycji zagranicznych, gdyż wiele firm z odległych rynków pojawiało się najpierw w Londynie, aby następnie zainwestować w takich krajach jak Polska. Wzrost niepewności spowoduje wstrzymanie wielu decyzji inwestycyjnych.

Frankowicze muszą poczekać do końca roku

Czy kurs franka szwajcarskiego, który wzrósł z powodu Brexit może powrócić do poziomu 4 zł? To możliwe, ale dopiero przed końcem br.

Wcześniej nastąpi gwałtowna wyprzedaż funta brytyjskiego, gdy dojdzie do zgłoszenia formalnego wniosku przez Wielką Brytanię o wystąpieniu z UE. – Totalna wyprzedaż będzie dotyczyła ryzykownych aktywów, także takich jak akcje – mówi w rozmowie z MarketNews24 ekspert XTB, Michał Stajniak.

To dlatego szanse na wzmocnienie złotego wobec franka szwajcarskiego, do poziomu 4 zł za franka, może się zdarzyć nie wcześniej niż pod koniec br.

Brexit na rynkach finansowych

Brexit na rynkach finansowych 1

Cały świat usłyszał już o wyniku piątkowego referendum, jednak nikt nie zna jego konsekwencji w długim terminie. W dzisiejszym artykule zajmiemy się najnowszymi zmianami jakie zaszły na rynkach finansowych od czwartkowego wyniku referendum, a także przyjrzymy się bliżej samej procedurze wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty.

Giełdy

W piątkowy poranek na całym świecie przeważał kolor czerwony, główne indeksy pikowały w dół, wszystkie spółki giełdowe, z wyjątkiem wydobywczych były wyprzedawane.

Brexit na rynkach finansowych 2

Największym przegranym w Wielkiej Brytanii jest sektor finansowy, który od początku roku stracił na wartości 15,6%, natomiast przez ostatni tydzień sektor ten stracił na kapitalizacji ponad 14%. Był to też sektor, który dawał duże poparcie zwolennikom głosującym za pozostaniem we Wspólnocie.

Londyńskie City przez kilkanaście lat przyciągnęło tysiące instytucji z całego świata. Każda poważana firma zyskiwała na znaczeniu, gdy jej główna siedziba znajdowała się w Wielkiej Brytanii. Jednakże teraz, gdy Wielka Brytania utraci członkostwo, to wszystkie te instytucje stracą możliwość działania w innych krajach należących do UE. Zatem instytucje te będą miały dwa lata na wynegocjowanie nowych warunków współpracy lub przeniesienie swojej działalności do innego kraju.

Rynek walutowy

Największym przegranym jest funt brytyjski, a także jen japoński.

Brexit na rynkach finansowych 3

Funt szterling w stosunku do dolara amerykańskiego od czwartkowego referendum do dnia dzisiejszego osłabił się o ponad 9%. Niewątpliwie, nagła deprecjacja jednej waluty względem drugiej w długim terminie negatywnie przełoży się na sektor finansowy. Spadek wartości funta na szerokim rynku spowodował wzrost zadłużenia nominowany w obcych walutach. Ponadto import stał się dużo droższy. Plusem tego wszystkie jest eksport, który powinien zamortyzować ostatnie zmiany w gospodarce.

Pośrednio spadek wartości funta brytyjskiego może przełożyć się na odpływ bardzo dobrze wykwalifikowanych pracowników, których przyciągnęły dobre warunki gospodarcze oraz silna waluta. Odpływ wykwalifikowanych osób przełoży się na mniejszy wzrost gospodarczy w długim terminie.

Sile dolara amerykańskiemu przeciwstawił się jedynie jen japoński, który względem Banku Centralnego Japonii powinien być słabszy. Ucierpiał także polski złoty, jak i wszystkie kraje wchodzące w skład rozwijających się.

Surowce

Kapitał uciekał w stronę bardziej bezpiecznych aktywów, jakimi, oczywiście są metale szlachetne.

Brexit na rynkach finansowych 4

Srebro wiodło prym, przez niespełna 6 dni zyskało na wartości prawie 5%, zanim podążało złoto, które zyskało 4,30%. Wzrost notowań kruszcu przełożył się bezpośrednio na wzrost wartości spółek wydobywczych.

Co dalej ze stopami procentowymi?

W Wielkiej Brytanii nie powinno dojść do podwyżki stóp procentowych, szybciej zobaczymy jej obniżkę. Rynek na podstawie Overninght Index Swap wycenia kolejną obniżkę kosztu pieniądza już na sierpniowym posiedzeniu.

Brexit na rynkach finansowych 5

Ponadto jedyny kraj, który zapowiadał podwyżki stóp procentowych również ich nie podniesie, mowa tutaj o Stanach Zjednoczonych. Janet Yellen zapowiadała cztery podwyżki, potem dwie, a teraz? Według kontraktów terminowych na stopę procentową inwestorzy z większym prawdopodobieństwem wyceniają obniżkę stóp procentowych.

Brexit na rynkach finansowych 6

Harmonogram wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej

Poniżej przedstawiamy harmonogram opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanie.

  1. Głosowanie za wyjściem z UE
  2. Uruchomienie art. 50 traktatu Lizbońskiego (rozpoczęcie 2 letniego procesu wyjścia)
  3. Negocjacje pomiędzy UK a UE (ustalenie tekstu porozumienia, które ma być zatwierdzone przez minimum 20 krajów obejmujących 60% ludności UE)
  4. Ratyfikacja przez Parlament Europejski
  5. Jeżeli nie dojdzie do porozumienia to negocjacje zostaną wydłużone za zgodą wszystkich pańtw członkowskich UE, inaczej zostaną narzucone warunki przez UE
  6. Opuszczenie UE przez Wielką Brytanię

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.06.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.06.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Zbankrutowały 302 firmy, dlaczego jest mniej upadłości?

W ciągu pięciu miesięcy br. ogłoszono upadłość 302 firm. W analogicznym okresie 2015 r. taki los spotkał 333 przedsiębiorstwa. Ich liczba zmniejszyła się bo prawo daje nowy sposób ratowania firm.

Od stycznia obowiązuje nowa ustawa o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw, która umożliwia naprawienie stanu finansów firmy, zanim dojdzie do dużo bardziej drastycznego procesu, regulowanego przez ustawę o upadłościach.
I to jest zapewne przyczyna spadku liczby upadłości od stycznia do maja br. – Dzięki postępowaniom restrukturyzacyjnym przetrwają miejsca pracy i poprawi się koniunktura gospodarcza – mówi w rozmowie z MarketNews24 prezes zarządu spółki PMR Restrukturyzacja SA, Maciej Pietrzak.

Marcin Krasoń, Home Broker: MdM: nowe limity dla Gdańska i woj. pomorskiego

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Przełom czerwca i lipca to czas, kiedy poznajemy nowe limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych dla Gdańska i reszty woj. pomorskiego, które obowiązywać będą przez najbliższe pół roku. Od 1 lipca 2016 r. maksymalna stawka, po jakiej będzie można kupować w Gdańsku mieszkanie wyniesie 5 094,65 zł dla rynku pierwotnego i 4 168,35 zł dla rynku wtórnego.

Marcin Krasoń, Home Broker: MdM: nowe limity dla Gdańska i woj. pomorskiego 7

W stosunku do wskaźników, które obowiązywały od 1 stycznia br. zanotowaliśmy w Gdańsku wzrost limitu o 1,5 proc. Poza stolicą województwa trzeba będzie jednak znaleźć mieszkania tańsze niż dotąd. Nowy limit dla gmin sąsiadujących z Gdańskiem (Cedry Wielkie, Gdynia, Kolbudy, Pruszcz Gdański, Sopot, Stegna i Żukowo) wyniesie 4 719,83 zł (rynek pierwotny) i 3 861,68 zł (rynek wtórny) za metr kwadratowy nieruchomości, co oznacza spadek o 1,5 proc. Na pozostałym obszarze województwa pomorskiego obniżka będzie jeszcze większa i wyniesie 4,8 proc. (nowe limity to 4 345,00 zł na rynku pierwotnym i 3 555,00 zł na rynku wtórnym).

Lokalizacja Dotychczasowy
limit
Aktualny
limit
Zmiana
w proc.
Rynek pierwotny Rynek wtórny Rynek pierwotny Rynek wtórny
Gdańsk 5 020,40 zł 4 107,60 zł 5 094,65 zł 4 168,35 zł +1,5%
gminy sąsiadujące z Gdańskiem 4 792,15 zł 3 920,85 zł 4 719,83 zł 3 861,68 zł -1,5%
reszta woj. pomorskiego 4 563,90 zł 3 734,10 zł 4 345,00 zł 3 555,00 zł -4,8%
Limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych w woj. pomorskim na III i IV kwartał 2016 r.
Źródło: Obliczenia Home Broker na podst. komunikatów wojewody

Wysokość dopłat w ramach MdM

Małżeństwa bezdzietne kupujące przez najbliższe pół roku mieszkanie w Gdańsku będą mogły w tym czasie uzyskać maksymalnie 23,2 tys. zł dopłaty (dla mieszkania o powierzchni co najmniej 50 mkw.). Osoby z jednym dzieckiem dostaną nie więcej niż 34,7 tys. zł, a z dwójką dzieci 46,3 tys. zł. Zdecydowanie najwięcej środków uzyskać mogą rodziny wielodzietne (trójka dzieci lub więcej), maksymalna stawka w Gdańsku to aktualnie 90,3 tys. zł (mieszkanie o powierzchni 65 mkw. lub większej). Poza stolicą województwa dopłaty są oczywiście mniejsze, maksymalnie (dla rodzin wielodzietnych) będzie to 83,7 tys. zł w gminach sąsiadujących z Gdańskiem oraz 77 tys. zł na pozostałym obszarze województwa.

Wzrost limitu w Gdańsku o 60,75 zł dla rynku wtórnego i 74,25 zł dla rynku pierwotnego nie wpłynie znacząco na dostępność programu w tym mieście. Z danych Narodowego Banku Polskiego za pierwszy kwartał 2016 r. wynika, że przeciętne stawki cen w tym mieście przekraczają limity MdM o 27 i 29 proc. (rynek pierwotny i wtórny).

Gdzie szukać mieszkań z dopłatą?

Gdańsk jest jednym z miast, gdzie nie ma dużego problemu ze znalezieniem mieszkań mieszczących się w limitach MdM. Ciężko jest o takie lokale tylko w centrum oraz wzdłuż trasy Szybkiej Kolei Miejskiej (Wrzeszcz, Zaspa, Przymorze, Żabianka, Brzeźno, Jelitkowo i Oliwa), bo to obszary z dogodną komunikacją i położone blisko morza. W tych lokalizacjach ceny na rynku pierwotnym zaczynają się od ok 6 tys. zł za mkw. Większych kłopotów nie powinno za to być na takich obszarach jak: Morena, Ujeścisko, Chełm i Gdańsk Południe.

Program Mieszkanie dla Młodych działa od początku 2014 roku, we wrześniu 2015 r. wprowadzono w nim istotną zmianę, która pozwoliła korzystać z dopłat osobom kupującym mieszkanie z rynku wtórnego. Dodatkowo nowelizacja ustawy zwiększyła dostępność i kwoty dopłat dla rodzin wielodzietnych. Zmiany te spowodowały skokowy wzrost zainteresowania programem.

Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego wynika, że do końca pierwszego kwartału 2016 r. w woj. pomorskim złożono 7861 wniosków o dopłaty na łączną sumę 196,6 mln zł. W samym Gdańsku były to 3348 na dopłaty w kwocie 85,4 mon zł. W tym czasie więcej wniosków złożono tylko w Warszawie.

Marcin Krasoń, Home Broker, [email protected]

Pfizer kontynuuje swoje wzrosty

Pfizer kontynuuje swoje wzrosty 8

Akcje spółki Pfizer znajdują się w trendzie wzrostowym od początku kwietnia br. Po ostatnim zamieszaniu wywołanym wynikiem referendum w Wielkiej Brytanii cena akcji spadła w okolice silnego wsparcia w pobliżu 33,75 USD. Następnie pojawiła się formacja szpulki, a wczoraj silna wzrostowa sesja. Prawdopodobnie oznacza to koniec korekty i możliwy ponowny test ostatniego szczytu w okolicach 35,50 USD.

Firma pokazała dobre wyniki za pierwszy kwartał br. Zarówno zysk na akcję oraz przychody okazały się lepsze od rynkowych prognoz. Ponadto przychody wzrosły o prawie 20% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

S&P 500 w korekcie

Chart [SP500], D1, 2016.06.29 09:06 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Na rynku trwa kontynuacja wczorajszego optymizmu. Europejskie oraz amerykańskie parkiety zwyżkują, a wcześniej dobre nastroje przelały się przez Azje. Optymizm możemy zauważyć również na polskim złotym, który powoli wraca do łask, a nasz rodzima waluta należy do aktywów o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym. Dobre nastroje zapoczątkowała wypowiedź Mario Draghiego oraz niektórych członków Rezerwy Federalnej. ECB jest jeszcze bardziej gołębi, a FED z dużym prawdopodobieństwem przełoży kolejne podwyżki stóp procentowych w czasie.

Na wykresie dziennym S&P 500 kupującym udało się dotrzeć do strefy podaży 2035-2050 punktów. Dana strefa może okazać się za silna do przebicia w dniu dzisiejszym, dlatego też bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatnich spadków przynajmniej w okolicę 2000 punktów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Korekta na USD/JPY

Chart USDJPY, W1, 2016.06.29 10:08 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Wczorajszego dnia rozpoczął się szczyt Unii Europejskiej z udziałem Davida Camerona. Natomiast dzisiaj jest on kontynuowany za zamkniętymi kulisami dla mediów. Jest to nieformalne spotkanie 27 głów państw członkowskich UE, które zostanie zakończone konferencją prasową. Liderzy będą omawiać przyszłość Unii Europejskiej oraz następstwa zagłosowania Wielkiej Brytanii za wyjściem z UE.

Dzisiejsza konferencja może rzucić więcej światła na warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, bowiem Wspólnota nalega, żeby wszystkie formalności zostały dopełnione jak najszybciej.

Tymczasem na parze walutowej USD/JPY dochodzi do małego odreagowania ostatnich spadków, jednakże jest to tylko korekta, która nie powinna zajść powyżej poziomu 106.90. Bazowym scenariuszem długoterminowym pozostanie kontynuacja trendu spadkowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Kolejny dzień odrabiania strat

Kolejny dzień odrabiania strat 9

Dzisiaj obserwujemy kolejny dzień odrabiania strat na rynkach finansowych. Zyskuje funt szterling oraz polski złoty, spadają rentowności obligacji, a giełdy w Europie zaczęły kolejną sesje od wzrostów. Parafrazując pewne powiedzenie możemy stwierdzić, Brytyjczycy nic się nie stało?

Raczej nie. Odreagowanie na rynkach jest czymś naturalnym po tak silnym ruchu spadkowym, który obserwowaliśmy po ogłoszeniu wyniku referendum w Wielkiej Brytanii i może być spowodowane chociażby realizacją zysków. Z pewnością nie należy wyciągać zbyt dalekich wniosków z tych dwudniowych wzrostów.

Wczoraj rozpoczął się szczyt Unii Europejskiej, z którego jednak niewiele na razie wynika. Wciąż nie znamy szczegółów dotyczących wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE. Nie wiemy jak będą wyglądały stosunki gospodarcze Wielkiej Brytanii ze Wspólnotą? Czy odbędzie się referendum niepodległościowe w Szkocji oraz Walii? W tych krajach większość głosowała za pozostanie w Unii Europejskiej. Znaków zapytania jest bardzo dużo, a odpowiedzi na razie brak. Ta niepewność ponownie może uderzyć w funta szterlinga oraz waluty krajów wschodzących takich, jak polski złoty, a do łask wróci jen japoński i frank szwajcarski.

Najbliższym przystankiem dla pary EUR/PLN znajduje się w okolicach 4,40. Po dotarciu do tego poziomu możemy obserwować powrót do ruchu w górę. Z kolei na parze USD/PLN doszło do przełamania ważnego wsparcia w okolicach okrągłych 4 PLN, ale trwałe zejście poniżej tego obszaru będzie możliwe dopiero po przełamaniu poziomu 1,11 przez parę EUR/USD, a na to na razie się nie zanosi. Para CHF/PLN walczy o przełamanie 4,07. Gdyby ta sztuka się udała kurs może zejść w okolice 4,05. Na większy ruch na razie nie ma co liczyć.

Dzisiaj kalendarz makroekonomiczny raczej nie jest wypełniony dużą ilością ważnych publikacji. Rynek z pewnością skupi się na doniesieniach z unijnego szczytu i wypowiedziach ważnych osobiści dotyczących Brexitu.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

GBP/JPY – co dalej?

Chart GBPJPY, H4, 2016.06.29 08:47 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Nie ulega wątpliwości, że funt szterling stracił najwięcej w stosunku do jena japońskiego. W przeciągu jednego dnia z poziomu 160 spadliśmy na poziom 130, ten dzień przejdzie do historii. Po tak dużym upadku brytyjska waluta powoli wstaje umacniając się na szerokim rynku. Na wykresie czterogodzinnym najbliższe wsparcie znajduje się dopiero w okolicy strefy 140-141.90. W najbliższym czasie na parach walutowych z GBP będziemy mogli zaobserwować bardzo dużą zmienność.

Tymczasem ludzie szukają winowajcy Brexitu, David Cameron obwinia Angele Merkel za złą politykę, niektórzy wskazują na Prezydenta Stanów Zjednoczonych, dlaczego? Wykres poniżej powinien wszystko wyjaśnić.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Brexit spowoduje zmiany fiskalne. Wynagrodzenia transgraniczne zostaną objęte podatkiem u źródła

0

CEO Magazyn Polska

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej uderzy w osoby i przedsiębiorstwa czerpiące dochody z działalności w innym obszarze podatkowym. Prawdopodobnie zostaną one objęte pięcioprocentowym podatkiem u źródła pobieranym od płatności transgranicznych. Nie wiadomo, na jakim poziomie zostanie ustalona także stawka brytyjskiego podatku VAT, która na terenie całej UE dla większości towarów i usług wynosi 15 proc.

– Z pewnością jednym z zauważalnych obszarów zmian po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będą podatki – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Karolina Stawowska, doradca podatkowy, partner w kancelarii Wierzbowski Eversheds. – Będą to zmiany przede wszystkim w zakresie podatku dochodowego, tak naprawdę podatku u źródła, oraz VAT.

Podatek u źródła (ang. withholding tax, w skrócie WHT) to danina fiskalna pobierana w przypadku płatności transgranicznych. Obowiązek jej odprowadzenia spoczywa na otrzymującym przychód podmiocie (podatniku), który ma inną tzw. rezydencję podatkową niż dokonujący wypłaty (rezydent w kraju położenia źródła przychodu).

Chociaż podatnikiem jest otrzymujący wypłatę, jednak obliczenie, pobór i zapłata spoczywa na pracodawcy. Taką daninę pobiera on od dochodów podatnika, który w rezultacie otrzymuje kwotę wynagrodzenia netto, pomniejszoną o podatek u źródła.

– To należność, którą władze skarbowe będą miały prawo pobrać przy różnego rodzaju wypłatach, takich jak dywidendy, odsetki czy należności licencyjne, których beneficjentem będzie podmiot zagraniczny – precyzuje Karolina Stawowska. – O ile w kwestii dywidend niewiele się zmieni, bo postanowienia obecnej dyrektywy unijnej są bardzo podobne do polsko-brytyjskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, o tyle spore różnice odczujemy podczas wypłaty odsetek i należności licencyjnych. Pojawi się bowiem pięcioprocentowy podatek u źródła. Kredyty, pożyczki czy umowy chociażby na znaki towarowe są w Polsce zwykle tak konstruowane, że taką należnością obciążany jest krajowy podmiot. To on więc wliczy koszty tego podatku do swojego bilansu.

Polska firma, która zaciągnęła pożyczkę bądź kredyt w instytucji finansowej mającej rezydencję podatkową w Wielkiej Brytanii, już obecnie powinna zatem, jak radzi mecenas Karolina Stawowska, pomyśleć o zmianie struktury finansowania, aby uniknąć kosztów podatku u źródła. Podobne tzw. modelowanie podatkowe, jej zdaniem, można także przeprowadzić w zakresie należności licencyjnych.

– W tej chwili możemy się przynajmniej przygotowywać do tego procesu – uważa Karolina Stawowska. – Pewnym ułatwieniem byłoby, gdyby Wielka Brytania po wyjściu z Unii Europejskiej przystąpiła do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Ale to i tak nie rozwiąże wszystkich problemów.

Na terenie całej Unii Europejskiej podstawowa stawka w pełni zharmonizowanego podatku VAT od większości towarów i usług nie może być niższa niż 15 proc. Po przeprowadzeniu negocjacji i upływie dwóch lat od rozpoczęciu procedury wyjścia z UE Wielka Brytania będzie mogła na swoim terytorium wprowadzić daninę w dowolnej, uznanej przez swój rząd za właściwą, wysokości.

– Kraj ten będzie miał prawo zmiany zasady pobierania tego podatku, będzie mógł nawet zupełnie go zlikwidować, wprowadzając na to miejsce coś zupełnie nowego, choć nie sądzę, że na to ostatnie faktycznie się zdecyduje – przypuszcza Karolina Stawowska. – Wspólny VAT przyniósł duży ład w zakresie obrotu gospodarczego na terenie Unii Europejskiej, więc spodziewam się, że chociaż zmienią się warunki dostaw dostawy i nabycia towarów i będziemy mieć już do czynienia z eksportem i importem, co może zachwiać pozycją finansową wielu przedsiębiorstw, to większe zmiany w tym zakresie nie zostaną jednak wprowadzone.

City of London to obecnie centrum finansowania Europy, gdzie międzynarodowe instytucje finansowe udzielają pożyczek, kredytów, obejmują papiery wartościowe. Zdaniem Karoliny Stawowskiej jest niemal pewne, że brexit spowoduje spadek znaczenia tego ośrodka.

– Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oznacza, że stracimy pewne udogodnienia podatkowe przy spłacie instrumentów finansowych, kredytów czy pożyczek – prognozuje Karolina Stawowska. – Już w tej chwili więc jest mowa o tym, że nowym centrum finansowym Unii Europejskiej zostanie Frankfurt, a kapitał odpłynie z Londynu.

B. Kielan (GoTFI): Złoty do końca roku będzie się osłabiał. Krajową gospodarkę wesprze rosnąca konsumpcja wewnętrzna

Z racji podjęcia przez Brytyjczyków decyzji o wyjściu z Unii Europejskiej kapitał, głównie amerykański, opuszcza rynki wschodzące, w wyniku czego krajowa waluta traci na wartości. Zdaniem Beaty Kielan, prezes funduszu GoTFI, obecne decyzje inwestycyjne mogą wynikać z chwilowych emocji. Dodaje, że polska gospodarka jest w dobrej kondycji, a w tym roku sprzyjać jej będzie m.in. rosnąca konsumpcja.

– Inwestycje portfelowe z całego rynku emerging market są i w najbliższym czasie będą wyprzedawane – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Beata Kielan, prezes GoTFI. – Spodziewam się, że złoty, niestety, będzie dalej, co najmniej do końca roku, tracił na wartości.

Beata Kielan zauważa jednak, że na spadającej wartości złotego zyskują eksporterzy, bo na rachunkach bieżących mają dodatnie saldo. Natomiast ujemne przez cały czas utrzymuje się na rachunkach portfelowych, czyli wymiany inwestorów zagranicznych.

– Pewną nadzieję dawała presja deflacyjna w całej Europie, w związku z czym można się było spodziewać, że producenci ze Starego Kontynentu będą zainteresowani tym, żeby złoty utrzymał się na pewnych poziomach i podejmą próbę przeciwdziałania osłabieniu krajowej waluty – precyzuje Beata Kielan. – Natomiast ciągle mamy w Polsce inwestorów amerykańskich, którzy będą wychodzić z rynków wschodzących, środkowoeuropejskich, emerging markets, co temu nie sprzyja.

Według Głównego Urzędu Statystycznego kwietniowy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych CPI (skrót od ang. consumer price index) wyniósł -1,1 proc. (rok do roku). Innymi słowy, wciąż mieliśmy wtedy do czynienia ze spadkiem cen, czyli deflacją. W maju natomiast urząd odnotował już ruch dodatni, czyli inflację, na poziomie 0,1 proc. (bardziej, bo o 0,2 proc., zdrożały towary, ceny usług pozostały na tym samym poziomie).

– Przyczyną długoterminowej deflacji jest nakładanie się coraz to nowych zjawisk, wśród których, niestety, globalizacja jest największą przyczyną – tłumaczy Beata Kielan. – Poza oczywiście cenami energii to ona powoduje, że mamy coraz większy napływ towarów, które są sprzedawane taniej, nawet pomimo osłabiającego się złotego. Ważnym zjawiskiem jest nadwyżka na rachunku bieżącym eksport–import, która z kolei oznacza, że import istotnie maleje, a Polacy konsumują więcej tego, co jest wytwarzane w kraju.

Zdaniem prezes GoTFI inwestorzy w obecnej sytuacji powinni czekać. Należy się bowiem spodziewać, że w Stanach Zjednoczonych zostaną niebawem podniesione stopy procentowe, Europę natomiast czeka dalsza stymulacja ze strony EBC.

– Ale Stary Kontynent powoli wychodzi pod tym względem na prostą, przechodząc na dodatnią stronę inflacyjną – zauważa Beata Kielan. – W Polsce może się zdarzyć ze względu na program „Rodzina 500 plus” i dodatkowe podatki, że inflacja wystąpi szybciej. Zwłaszcza że ceny ropy naftowej rosną i prawdopodobnie niebawem osiągną poziom około 60 dol. za baryłkę.

Sprzyjającym zjawiskiem dla krajowej gospodarki jest także spadające bezrobocie, które na koniec maja tego roku wyniosło 9,1 proc., czyli było o 0,4 proc. niższe niż w poprzednim miesiącu (w maju 2015 r. wskaźnik ten kształtował się na poziomie 10,7 proc.). Według ostatniej prognozy Ministerstwa Finansów w przyszłym roku wzrost gospodarczy Polski wyniesie 3,9 proc., inflacja – 1,3 proc., a bezrobocie rejestrowane – 8,1 proc.

– Rynki oderwały się od rzeczywistości, co znaczy, że poszczególne gospodarki nie są wcale w takiej złej kondycji, jak sugeruje parkiet – ocenia Beata Kielan. – Polska gospodarka jest tego również przejawem. Bezrobocie jest coraz niższe i taka tendencja utrzyma się przynajmniej w czasie, gdy będą spływać do Polski środki unijne nowej perspektywy finansowej.

Zdaniem specjalistów motorem wzrostu krajowej gospodarki w najbliższych miesiącach będzie konsumpcja wewnętrzna. Powinien jej sprzyjać rządowy program „Rodzina 500 plus” pomocy gospodarstwom domowym wychowującym więcej niż jedno dziecko.

– Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb pieniądze z dużym prawdopodobieństwem będą kierowane na dobra bardziej luksusowe, zwłaszcza że ceny są niskie, dość atrakcyjne, co sprzyja zwiększeniu konsumpcji – prognozuje Beata Kielan. – Pod tym względem myślę, że gospodarka wciąż będzie zachowywała się w tym roku dość dobrze. W przyszłym natomiast zobaczymy, jaki będzie miała na nią wpływ sytuacja na świecie. Natomiast w tym roku spodziewam się, że wskaźniki powinny raczej być poprawne.

Funt brytyjski przez długi czas będzie pod presją spadków. Do łask inwestorów wraca złoto, inwestycje denominowane w dolarze oraz fundusze pieniężne

CEO Magazyn Polska

Po decyzji o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej funt notowany był na poziomach najniższych od 1985 roku i kosztował zaledwie 1,35 dol. Według Jerzego Nikorowskiego z Biura Maklerskiego Banku BGŻ BNP Paribas w najbliższych tygodniach brytyjska waluta nadal będzie słabła. Na krajowym rynku korzystne mogą być inwestycje w złoto, denominowane w dolarze oraz fundusze pieniężne.

– Waluta brytyjska mocno się osłabiła i obecnie jest na poziomach niewidzianych od kilkudziesięciu, blisko 40 lat – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu ds. doradztwa inwestycyjnego Biura Maklerskiego Banku BGŻ BNP Paribas. – Myślę, że obawy inwestorów o przyszłość gospodarki Wielkiej Brytanii są jak najbardziej uzasadnione. Konsekwencje, które można przeliczyć, czyli tzw. kwantyfikowalne czynniki, poznamy jednak dopiero, gdy zostaną opublikowane szczegóły decyzji na szczeblu politycznym.

Jeszcze w czwartek wieczorem po ogłoszeniu wyników ostatniego sondażu wskazującego na przegraną zwolenników brexitu w referendum wartość funta wzrosła do 1,5018 dol. Potem jednak kurs brytyjskiej waluty szybko spadał. W piątek po godzinie szóstej rano czasu polskiego, gdy znane były wyniki, spadek wartości funta wynosił ponad 10 proc. Następnego dnia rano wyceniany był już na niecałe 1,35 dol. Był to najniższy poziom od września 1985 roku.

– Myślę, że zarówno rynek brytyjskich akcji, funt, jak i tamtejsze obligacje są obecnie najbardziej narażone na wyprzedaż – zauważa Jerzy Nikorowski. – Blisko 70 proc. eksportu Wielkiej Brytanii trafia do Unii Europejskiej. Zatem na notowania funta bardzo duży wpływ będzie miało to, jak zostanie rozwiązana czy zmodyfikowana umowa o wspólnym rynku, w jaki sposób Wielka Brytania ułoży sobie stosunki gospodarcze z dotychczasowymi partnerami.

Zdaniem Jerzego Nikorowskiego trudno jednak obecnie określić kurs równowagi między funtem a pozostałymi głównymi walutami. W grę bowiem wchodzą czynniki spekulacyjne, otoczenie polityczne i niepewność. Jego zdaniem jednak fundamentalna sytuacja gospodarcza Unii Europejskiej powoli wraca do normalności.

– Podstawy, które rządzą rynkami finansowymi, i ich odniesienie do gospodarki realnej Starego Kontynentu, czyli Europy Zachodniej, po brexicie nie uległy zmianie: wzrost gospodarczy jest na zadowalającym poziomie i przyspiesza, co oznacza, że w dłuższej perspektywie kilku kwartałów powinniśmy liczyć na to, że tamtejsze rynki akcji powinny przynieść zadowalający poziom stóp zwrotu – uważa Jerzy Nikorowski. – Natomiast biorąc pod uwagę to, że dzisiaj działamy w sytuacji zmiany strukturalnej, która ma wpływ na podwyższony poziom awersji do ryzyka inwestorów na całym świecie, podchodziłbym z ostrożnością do inwestycji na rynkach wschodzących w aktywa ryzykowne, czyli akcje surowców i obligacje korporacyjne.

Jerzy Nikorowski podkreśla też, że brexit w znacznej mierze pogłębia słabość polskiej giełdy. Wartość transakcji na głównym rynku wyniosła w maju tego roku 12,5 mld zł, o 27,3 proc. mniej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej przy rosnącej o 13 proc. liczbie transakcji. W ciągu ostatnich pięciu lat (od połowy 2011 roku) główny indeks giełdowy WIG20 spadł o blisko 40 proc. z poziomu 2900 punktów do nieco ponad 1800.

– Nie jesteśmy w stanie obecnie przełożyć potencjalnych konsekwencji opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej na rynek finansowy – precyzuje Jerzy Nikorowski. – Obawiam się, że wszystkie gałęzie gospodarki polskiej realizujące w tej chwili projekty inwestycyjne współfinansowane przez Unię Europejską przez pewien czas mogą mieć problemy z przekonaniem inwestorów, że faktycznie mają dopięte budżety. Myślę, że to temat, który jeszcze wielokrotnie będzie dyskutowany na szczytach unijnych. Od postawy świata polityki UE będzie zależało, czy rozwiązania okażą się mniej czy bardziej dotkliwe dla państw uzależnionych od takich dotacji.

Analityk zaznacza, że obecnie tradycyjnie najpewniejszą inwestycją jest kupno złota (nabywając kruszec fizyczny, trzeba się jednak liczyć z kilkunastoprocentową stratą na wejściu stanowiącą koszt kupna i potencjalnej sprzedaży). Lepsze zyski niż krajowe akcje mogą także przynieść inwestycje denominowane w dolarach amerykańskich.

– Takie zakupy powinny mieć lepszy potencjał do osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu – potwierdza Jerzy Nikorowski. – W polskich warunkach mogą to być także fundusze pieniężne.

IT wkracza do pocztowego okienka. Resort infrastruktury zapowiada znaczny udział Poczty Polskiej w budowaniu cyfrowego państwa

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska ma pełnić istotną rolę w cyfryzacji komunikacji obywateli z urzędami. Większy także ma być udział Grupy Pocztowej w programach działającym od kwietnia „Rodzina 500 Plus” i planowanym „Mieszkanie Plus”. Temu służyć ma m.in. zapowiedziane właśnie uruchomienie bezpłatnego dostępu do internetu w 850 placówkach, głównie poza dużymi miastami. Docelowo WiFi ma działać we wszystkich placówkach Poczty Polskiej.

Polska buduje autostradę cyfrową i zależy nam na tym, żeby Poczta Polska była głównym jej operatorem – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. – W zakresie poczty tradycyjnej jest już operatorem narodowym. Chcemy, aby takim była także w świecie cyfrowym. Polacy uzyskają własne cyfrowe skrzynki, przez które administracja państwowa będzie mogła się z nimi komunikować.

Pierwsze kroki Poczta Polska już poczyniła. Rozpoczęła się cyfryzacja w postaci powszechnego dostępu do internetu obejmującego 850 placówek pocztowych zlokalizowanych poza dużymi aglomeracjami. Są wśród nich także odziały, które będą obsługiwać uczestników Światowych Dnia Młodzieży. W drugim etapie inwestycji Poczta Polska będzie co kwartał przyłączała do sieci 500 nowych lokalizacji.

Dziś około 20 proc. gospodarstw domowych nie ma zapewnionego łatwego dostępu do internetu, chcemy to zmienić, chcemy wyjść im naprzeciw, zwłaszcza lokalnym społecznościom w tych miejscach, gdzie dostęp jest utrudniony bądź ograniczony – mówi Paweł Skoworotko, członek zarządu Poczty Polskiej podczas inauguracji projektu darmowego WiFi w Starogardzie Gdańskim.

Zadaniem Poczty Polskiej jest przede wszystkim ułatwienie komunikacji administracji państwowej z obywatelem, czyli e-administracja. Wszystkie poczty na świecie stoją przed takim zadaniem, niektóre już je realizują. Przed Pocztą Polską także jest takie wyzwanie i jestem przekonany, że mu sprosta – deklaruje Kazimierz Smoliński

Ważnym narzędziem w tym zadaniu jest cyfryzacja usług samej poczty. Do tego spółka wykorzystuje rozwijaną od czterech lat platformę Envelo, dzięki której każdy, po uwierzytelnieniu w systemie, uzyskuje dostęp do cyfrowych usług pocztowych.

Współpracujemy z Ministerstwem Cyfryzacji, aby rozwinąć platformę jako medium, dzięki któremu każdy obywatel, każda instytucja czy firma będą mogli komunikować się z administracją. W ten sposób ograniczamy konieczność osobistego stawiennictwa w urzędzie – mówi Paweł Skoworotko. – Wprowadzamy elektroniczne kartki pocztowe, neoznaczki, które będziemy mogli sami drukować i naklejać na kopertę.

Poczta wprowadziła także elektroniczne potwierdzenie odbioru. Listonosze są wyposażeni w tablety, które umożliwiają im elektroniczne potwierdzanie transakcji czy awizowanie przesyłek.

Obecnie ta aplikacja działa przy obsłudze przesyłek sądowych, docelowo będzie mogła być wykorzystywana chociażby w spisie powszechnym – mówi Skoworotko. – Wprowadzamy mPOS-y na pocztach, więc będzie można dokonywać transakcji kartami, wypłacać pieniądze i doładowywać telefony komórkowe.

Według Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa PP powinna mieć większy udział m.in. w rządowym programie wspierania gospodarstw domowych wychowujących więcej niż jedno dziecko „Rodzina 500 plus” oraz wspierającym wynajem lokali „Mieszanie Plus”.

W tym kontekście trzeba mówić o całej grupie kapitałowej. To oprócz Poczty jest także Bank Pocztowy i tutaj mamy indywidualne konta mieszkaniowe, ubezpieczenia, towarzystwo emerytalne i inne usługi finansowe – przypomina Kazimierz Smoliński. – Grupa Poczty Polskiej to duży podmiot, który moim zdaniem do tej pory nie wykorzystywał swojego potencjału. Jako właściciel zrobimy wszystko, aby to zmienić.

Poczta Polska jest także dużym graczem na rynku przesyłek kurierskich. W I kwartale operator dostarczył 12 mln paczek kurierskich Pocztex. To o jedną piątą więcej niż rok wcześniej. Spółka spodziewa się dalszego dwucyfrowego wzrostu tego segmentu działalności.

 Mówimy także o współpracy Poczty Polskiej z całym systemem bezpieczeństwa państwa, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, Ministerstwem Obrony Narodowej – mówi Smoliński. – Po pierwsze, Poczta Polska jako narodowy operator daje gwarancje bezpieczeństwa usług, po drugie, ma największą sieć placówek.

Rośnie zapotrzebowanie na leki dla seniorów. Dodatkowo popyt na nie zwiększy projekt 75+

CEO Magazyn Polska

W kolejnych latach będzie rosło głównie zapotrzebowanie na leki stosowane w chorobach dotykających osób starszych – oceniają analitycy rynku. To efekt zmian demograficznych i wydłużającego się okresu życia. W najbliższych miesiącach ruch w tym segmencie będzie wzmagać ustawa o bezpłatnych lekach dla osób po 75 roku życia. Większość leków refundowanych stanowią produkty lecznicze krajowych wytwórców, którzy gwarantują ich wysoką jakość i ciągłość dostaw. 

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego udział osób starszych w populacji zwiększy się z 21,5 proc. w 2013 r. do 40,4 proc. w 2050 r. Wraz ze wzrostem liczby seniorów trwa proces wydłużania życia. Mężczyzna będzie miał przed sobą ponad 81 lat życia, czyli o 9 lat więcej niż w 2013 roku, a kobiety statystycznie żyć będą blisko 88 lat, czyli o blisko 6,5 roku dłużej. Zmiany wiekowe w społeczeństwie i wzrost popytu na leki generyczne powinny zachęcić do inwestowania w krajowy sektor farmaceutyczny, który zapewnia Polakom stały i terminowy dostęp do leków.

Spośród leków, do których dopłacają pacjenci na listach 30 i 50 proc., 76 proc. to leki produkcji krajowej. Pacjent nie będzie więc musiał zamieniać tych leków na inne, a po drugie będzie miał do nich stuprocentowy dostęp. Kto więc, jak nie polskie firmy, może w szybki i pewny sposób dostarczyć te leki? – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Piotr Błaszczyk, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. – Deklarujemy, że w sposób pełny będziemy zabezpieczać potrzeby seniorów, które na pewno wzrosną ze względu na brak dopłaty do leków, co z kolei spowoduje wzrost ich konsumpcji.

Jak szacuje Sequence HC Partners w 2030 roku zapotrzebowanie na leki na receptę wzrośnie o 29 proc. względem 2013 roku. Głównie będą to leki na choroby dotykające osoby starsze, czyli nadciśnienie, Alzheimera, osteoporozę i cukrzycę.

Pacjent 75+ to może być człowiek zupełnie zdrowy, starzejący się w sposób fizjologiczny i z ograniczonymi możliwościami w stosunku do młodych osób, ale może to być też człowiek dotknięty wieloma różnymi chorobami, które będą powodowały nawet jego niepełnosprawność. Często mamy więc występowanie wielochorobowości, a co za tym idzie – wielolekowość, i wiele innych problemów – mówi prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, ekspert w Sekcji Ochrony Zdrowia w Narodowej Radzie Rozwoju przy Prezydencie RP.

To właśnie z tego powodu rząd przyjął ustawę o darmowych lekach dla seniorów. Pozwoli ona osobom powyżej 75 roku życia otrzymywać bezpłatnie leki, na które recepty będzie mógł wypisywać lekarz rodzinny.

Polski rynek farmaceutyczny jest w dużej mierze uzależniony od decyzji refundacyjnych i z dużym zadowoleniem oczekujemy na projekt listy 75+, gdyż jest to dodatkowe 564 mln zł z budżetu państwa przeznaczone na zwiększenie dostępności do leków w tej grupie pacjentów – zaznacza Piotr Błaszczyk.

W wykazie tym mają znaleźć się w szczególności leki związane z terapią chorób wieku podeszłego, a więc przede wszystkim generyki stosowane w schorzeniach przewlekłych, m.in. urologicznych czy kardiologicznych.

Leki te w ramach refundacji specjalnej, czyli darmowej dla seniorów 75+, to są leki znane, dopuszczone do obrotu, przebadane, będące na rynku od lat, niektóre nawet od 60 lat – mówi Piotr Błaszczyk. – Seniorzy od dawna stosują te leki, a teraz nie będą za nie płacić. Chwała ekipie rządzącej, że pomaga ludziom biednym i schorowanym.

Polski przemysł jest jednym z większych producentów leków generycznych w Europie.

Rodzimi producenci wprowadzają na rynek polski kolejne leki generyczne i nowatorskie rozwiązania technologiczne.

Około 70 proc. leków sprzedawanych w Polsce pochodzi z krajowej produkcji, a wykorzystujemy na nie tylko 30 proc. funduszy zewnętrznych. Możemy, więc powiedzieć, że dostarczamy bezpieczne i przystępne cenowo leki – zapewnia Piotr Błaszczyk.

Polskie leki są średnio o 20 proc. tańsze od tych importowanych, tym samym sprzyjają obniżeniu kosztów farmakoterapii dla pacjentów i stanowią oszczędność dla budżetu państwa. Jest to niezwykle ważne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że ok. 17 proc. wystawianych recept nie jest wykupywanych z powodu braku pieniędzy w domowym budżecie.

Jak podkreślają eksperci, o zaangażowaniu krajowych firm w leczenie pacjentów może świadczyć fakt, że część produkowanych leków, które nie mają swoich zamienników, jest nierentowna. Mimo to nie zaprzestano ich wytwarzania. Wśród nich są leki ratujące zdrowie i życie, m.in. atropina, adrenalina, morfina czy propafenon.

Patrząc z punktu widzenia biznesu, producenci powinni zaniechać produkcji tych leków i tak też niektórzy zrobili. Natomiast polscy producenci, wiedząc, jak potrzebne są te produkty, i wiedząc, jak ważna jest ich niska cena, utrzymują produkcję na zasadzie działalności sprzecznej z zasadami biznesu – wyjaśnia dr Leszek Borkowski.

Według danych GUS za 2013 rok rynek farmaceutyczny wygenerował prawie 1 proc. PKB, czyli 15,4 mld złotych. Na inwestycje, badania i rozwój krajowe firmy przeznaczają około 70 proc. zysków, przyczyniając się do wzrostu gospodarczego kraju i oferując atrakcyjne miejsca pracy.

Zmieniają się zasady zatrudniania osób niepełnosprawnych. Mniejsze ulgi dla firm, większe wpływy do PFRON

CEO Magazyn Polska

Od 1 lipca wchodzą w życie nowe przepisy o zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Ulga, o jaką pracodawcy mogą obniżyć wpłaty na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zostanie obniżona z 80 do 50 proc. To oznacza więcej środków w funduszu, ale i mniejsze korzyści dla korzystających z takiej możliwości firm. Zmiana ta może zmniejszyć atrakcyjność zatrudniania osób niepełnosprawnych przez firmy, które tych ulg udzielają.

Przedsiębiorcy od 1 lipca będą mogli odpisywać na PFRON 50 proc. faktury – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Zając, prezes zarządu krajowego Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON). – Oczywiście dla pracodawców nie jest to korzystne. Uważamy, że może to zmniejszyć atrakcyjność zatrudniania osób niepełnosprawnych przez firmy, które tych ulg udzielają. Nie jest wykluczone, że w rezultacie zmniejszy się także konkurencyjność usług i wyrobów takich przedsiębiorstw.

Wpłaty na PFRON muszą przekazywać firmy, które nie zatrudniają wymaganej ustawowo liczby osób niepełnosprawnych. Mogą je jednak obniżyć, kupując usługi lub produkty w przedsiębiorstwach, które ten wymóg spełniają. Do 1 lipca maksymalna wysokość ulgi to 80 proc. wartości danego zakupu.

Z jednej strony pracodawcy korzystający z odpisów będą mieć mniejsze korzyści. Ale powinien za to nastąpić wzrost wpływów do PFRON-u, który cierpi na brak przychodów, bo wpłaty są coraz mniejsze, co zagraża jego sytuacji finansowej – wyjaśnia Jan Zając.

Te zmiany to efekt wejścia w życie nowelizacji ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych z września 2015 roku. Jak można przeczytać w uzasadnieniu do ustawy, zmiany mają na celu uszczelnienie systemu korzystania z ulg i wyeliminowanie nadużyć. Przepisy wprowadzają m.in. obowiązek udokumentowania fakturą zakupu od pracodawców uprawnionych do wystawiania informacji o kwocie obniżenia. Warunkiem skorzystania z ulgi jest uregulowanie płatności w terminie i udokumentowanie kwoty przez nabywcę.

Trudno dzisiaj wyrokować, w jaki sposób na nowelizację zareaguje rynek – ocenia Jan Zając. – Wydaje się, że odpis będzie jeszcze na tyle atrakcyjny, że przedsiębiorstwa dzisiaj z niego korzystające nadal będą to robić. Firmy zatrudniające osoby niepełnosprawne i udzielające tych odpisów powinny nadal działać. Sądzę, że jest to nadal atrakcyjna forma pomocy. Jak jednak będzie, trudno określić. We wrześniu powinniśmy już to wiedzieć.

Nowe przepisy spowodują jednak, że pracodawcy będą mogli uzyskać dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych, którzy uzyskali orzeczenie w trakcie zatrudnienia.

Nowelizacja ustawy wprowadza również zmiany dotyczące składu rady konsultacyjnej przy Pełnomocniku ds. Osób Niepełnosprawnych. Zajmuje się ona opiniowaniem działalności i finansami funduszu. Dotychczas jej członkami mogli być przedstawiciele organizacji pozarządowych, związków zawodowych, samorządów oraz pracodawców. Nowe prawo natomiast ogranicza ten krąg tylko do przedstawicieli organizacji pozarządowych. Jak twierdzi Jan Zając, taka regulacja budzi duże emocje i POPON jest jej przeciwny.

Fundusz korzysta ze środków pochodzących z wpłat przedsiębiorców, z których większość idzie na rehabilitację zawodową, czyli zatrudnianie osób niepełnosprawnych – tłumaczy Jan Zając. – Jeżeli w radzie zabraknie przedsiębiorców uczestniczących w procesie opiniotwórczym, związków zawodowych reprezentujących pracowników oraz samorządów, które również wykonują swoje zadania, to ranga tego ciała niewątpliwie spadnie. Stanie się ono kadłubowym podmiotem niemającym żadnego znaczenia dla środowiska osób niepełnosprawnych.

Handel w sieci napędza rynek kurierski. Firmy inwestują w nowe rozwiązania usprawniające dostawy

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż w internecie odpowiadała w ubiegłym roku za 29 proc. rynku paczek, a za trzy lata będzie to już aż 39 proc. – oceniają eksperci PwC. Rosnący handel internetowy wymusza na firmach z branży inwestycje w usprawnienia. E-sklepy walczą dziś bowiem o klienta nie tylko konkurencyjnymi cenami, lecz także szybką dostawą zamówionego produktu i wysoką jakością obsługi posprzedażowej. Na rynku są dostępne rozwiązania, które pozwalają usprawnić proces dostawy, zarówno po stronie nadawcy przesyłki, czyli e-sklepu, jak i po stronie kupującego.

E-commerce absolutnie wiedzie prym. To już nie jest chwilowy trend, a potężna gałąź gospodarki – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Śliwa, partner w spółce Alfa Projekt, dostawcy rozwiązań IT m.in. dla firm kurierskich. – W dodatku będzie ona coraz potężniejsza, o czym świadczy choćby podpisane ostatnio porozumienie między Pocztą Polską a chińskim gigantem rynku kurierskiego STO Express. Polska będzie centralnym hubem na tę część Europy dla gigantycznego importu dóbr z Chin.

To m.in. rosnący segment e-handlu powoduje, że w najbliższych dwóch latach rynek kurierski ma się rozwijać w tempie ok. 12 proc. rocznie. W 2018 roku jego wartość sięgnie 6,4 mld zł – ocenia PwC.

Jeszcze 8–10 lat temu firmy kurierskie stanowiły zupełnie inny rodzaj usługi. Dzisiaj usługa kurierska jest czymś bardzo powszechnym, a e-sklepy nie wyobrażają sobie zakończenia procesu sprzedaży bez korzystania z tzw. ostatniej mili – mówi Jarosław Śliwa. – Niedawno standardem na rynku była dostawa do domu, dzisiaj mówi się o click and collect, czyli zamów w jednym miejscu, odbierz w drugim, możliwość dostawy peer-to-peer, czyli bezpośrednio z miejsca do miejsca. Tego oczekują współcześnie użytkownicy.

Rosnące wymagania klientów zmuszają firmy kurierskie do inwestycji w nowoczesne rozwiązania, które usprawnią proces dystrybucji przesyłek.

Nasza platforma AndUp pozwala firmie obsługującej e-sklep na pełną kontrolę procesu od momentu zakupu przez klienta do momentu dostawy danego dobra do tego klienta – wyjaśnia Jarosław Śliwa. – To rozwiązanie ma trzy wymiary. Wprowadza usprawnienia dla firmy kurierskiej, aby mogła sprawnie zarządzać procesem dostawy, dla klienta tej firmy, czyli e-sklepu, który ma sprawnie dostarczoną przesyłkę, i wreszcie dla odbiorcy końcowego przesyłki.

Klient e-sklepu dzięki specjalnym modułom w witrynie danego sprzedawcy ma ciągłą informację o dostawie – momencie wysyłki i przewidywanym czasie doręczenia. Ma także możliwość elastycznego reagowania i zmienienia miejsca dostawy w każdym momencie procesu, co w dzisiejszym mobilnym świecie jest bardzo przydatną usługą. Wprowadzenie takich opcji daje przewagę danemu sklepowi internetowemu. Choć klienci wciąż zwracają uwagę na cenę produktu, to przy zbliżonej ofercie e-sklepów wybiorą ten, który oferuje szybką dostawę i gwarantuje wysoką jakość obsługi.

Jak wskazuje Śliwa, proponowane przez firmę systemy stosowane są nie tylko w e-handlu, lecz także w innych branżach opartych o logistykę, np. w wielkopowierzchniowych obiektach magazynowych, dystrybucji farmaceutyków czy transporcie paletowym.

Sukcesem jest to, że zauważyliśmy pewną niszę na rynku – mówi partner Alfa Projekt. – Dzisiejszy rynek e-commerce jest tak szybki i tak szybko się rozwija, że stara metoda zarządzania, włącznie z budową własnych działów inhouse’owych, które produkują oprogramowanie specjalnie dla firmy, nie są już wydajne i trzeba się posiłkować firmami zewnętrznymi. Jesteśmy w stanie dzisiaj dostarczyć klientowi produkt, który może być wdrażany w ciągu 3–4 miesięcy po uzgodnieniu pewnych szczegółów, a następnie dostosowany do jego indywidualnych potrzeb.

Jak podkreśla, spółka obserwuje rosnące zainteresowanie platformą. Prowadzi rozmowy z partnerami nie tylko w Polsce, lecz także za granicą.

Polscy naukowcy zbadają wpływ nowatorskich wyrobów tytoniowych na zdrowie. Porównają je z tradycyjnymi papierosami

CEO Magazyn Polska

Instytut Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk rozpoczął badania wpływu nowatorskich produktów tytoniowych koncernu Philip Morris na komórki ludzkiego organizmu. Naukowcy sprawdzą, czy takie wyroby rzeczywiście można nazwać produktem ograniczonego ryzyka. W nowatorskich produktach tytoniowych tytoń jest podgrzewany, a nie spalany, przez co obniża się poziom substancji smolistych i metali ciężkich. 

W toku badań nad nowatorskimi wyrobami tytoniowymi (NWT), znanymi na Zachodzie jako „wyroby o obniżonym ryzyku” (RRP, reduced-risk products), porównana zostanie szkodliwość papierosów oraz nowego produktu koncernu Philip Morris, w którym tytoń podgrzewa się, a nie spala. W zwykłych papierosach tytoń płonie w temperaturze ponad 800 st. C, natomiast RRP działa przy ok. 250 stopniach. Daje to tę samą ilość nikotyny, ale znacznie obniża poziom substancji smolistych i metali ciężkich.

Substancji szkodliwych powstaje o około 95 proc. mniej, jest to zbadane na poziomie takich instancji jak WHO [Światowa Organizacja Zdrowia – red.] czy FDA [amerykańska Agencja Żywności i Leków – red.]. Jest dużo mniej szkodliwych substancji takich jak nienasycone węglowodory, aldehydy, tlenek węgla, wszystkich substancji, które są bardzo karcinogenne [rakotwórcze – red.] i szkodliwe dla zdrowia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Joanna Szczepanowska z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk.

Naukowcy z PAN są ekspertami w dziedzinie bioenergetyki mitochondriów, które dostarczają organizmowi energię. Jest to jeden z niewielu ośrodków na świecie, który może przeprowadzić takie kompleksowe badania. Są to badania jakościowe i ilościowe, które mają dać odpowiedź na to, jak substancje będą oddziaływały na komórkę.

Badania będą dotyczyły testowania dwóch substancji na komórkach nabłonka oskrzeli i mają nas doprowadzić do tego, żeby porównać, jak działa jedna i druga substancja w różnych stężeniach. To tzw. aerozol, czyli rozpuszczone w odpowiednim rozpuszczalniku substancje, które powstają podczas spalania tytoniu w bardzo wysokiej temperaturze, jak normalny papieros, oraz w dużo niższej temperaturze, jak w przypadku nowych wyrobów – tłumaczy prof. Joanna Szczepanowska.

Dotychczasowe badania prowadzone przez inne instytucje polegały na wyrywkowym badaniu pojedynczych parametrów komórki i wpływu substancji pochodzących bądź z papierosów tradycyjnych, bądź z papierosów nowej generacji. Unikatowość badań PAN polega na tym, że będą badać znacznie większą liczbę tych parametrów.

Będziemy patrzyli na efekt globalny, na wszystkie parametry, co może dać prawdziwy obraz tego, jaki wpływ substancje zawarte w dymie papierosowym tradycyjnych papierosów oraz tych nowej generacji mogą mieć na działanie komórki. Dowiemy się, czy rzeczywiście te substancje są mniej szkodliwe dla całego organizmu. Osoba paląca może mieć możliwość wyboru po prostu mniejszego zła, czyli produktu, który jest mniej szkodliwy – dodaje prof. Mariusz Więckowski z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN

Naukowcy z PAN będą korzystać z pomocy robota doświadczalnego na potrzeby badań. Maszyna potrafi „palić” kilkaset papierosów lub RRP jednocześnie. Dym w formie aerozolu będzie aplikowany komórkom nabłonka oskrzeli. Zmierzony zostanie potencjał elektryczny błony mitochondrialnej, poziom ATP (odpowiadający za transport energii do komórki) oraz jonów wapnia w komórce. Naukowcy opiszą wygląd całych komórek. Sprawdzą, jak zachowują się same mitochondria: czy rosną, czy maleją, czy ich przybywa, czy też ubywa, czy łączą się, czy dzielą.

Na badania mamy niewiele czasu, bo tylko 8 miesięcy, ale jest w nie zaangażowana cała Pracownia Bioenergetyki i Błon Biologicznych, czyli zespół 13 osób – wyjaśnia prof. Szczepanowska. – Raport będzie się pojawiał po każdym miesiącu badań, a po 8 miesiącach musimy zgromadzić wszystkie materiały do tego, by opublikować dane w czasopismach o zasięgu światowym z impact factorem, bo jest to praca naukowa.

W Polsce pali blisko 30 proc. społeczeństwa.

Podbijanie słupków sprzedaży wymaga dziś od firm dużo większej aktywności w mediach

CEO Magazyn Polska

Podbijanie słupków sprzedaży wymaga dziś od firm dużo większej aktywności w mediach. Ich precyzyjna analiza biznesowa pomaga budować komunikację marketingową, przede wszystkim określić grupy docelowe przekazu oraz sprawdzić jego zasięg i reakcję odbiorców. Dzięki temu firmy mogą sprawdzić, czy wydawane na marketing budżety nie są wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Ważne jest także to, by zdobyte dzięki analizie informacje przełożyć na strategię marketingową.

Do niedawna w budowaniu popularności marki i zwiększaniu sprzedaży najważniejsze były artykuły w branżowej, poczytnej prasie i reklama w telewizji, wyświetlana w najlepszym czasie antenowym. Dziś świat stawia na nowe technologie i internet, a co się z tym wiąże – na media społecznościowe. Największą wartością dla firmy są jednak dane, które daje analiza mediów.

Dzięki analizie mediów można zbadać szereg wybranych efektów związanych z działaniami komunikacyjnymi. Media są pomocne do zbadania dwóch pierwszych etapów, etapu dotarcia, kiedy mówimy o zasięgu i o tym, do ilu osób nasza komunikacja mogła dotrzeć, oraz etapu zaangażowania, to jest istotne zwłaszcza w mediach społecznościowych, czyli jak ludzie reagują na nasz przekaz – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Miotk, dyrektor ds. komunikacji w firmie Polskie Badania Internetu.

Analizując media, marketerzy uzyskują informację o pozytywnych lub negatywnych komentarzach dotyczących firmy, jej usług lub produktów. Mogą też zmierzyć popularność marki i jej działania w mediach na tle wzmianek konkurencji, emocje, które marce towarzyszą, skalę dotarcia z przekazem do konsumentów oraz ich zaangażowanie. Następnie dane te muszą zostać odpowiednio zinterpretowane i zastosowane w strategii komunikacji. Z punktu widzenia marek i biznesu ważne jest dziś przekształcenie big data w smart data.

Efekty komunikacji należy mierzyć, żeby wiedzieć, czy dobrze wykorzystaliśmy narzędzia, którymi się posługiwaliśmy, czy one mają sens w danej sytuacji i czy przynoszą spodziewane efekty. Po co tracić czas i pieniądze na coś, co kompletnie nie działa – mówi Anna Miotk. – Drugi ważny aspekt takiej analizy to badanie własnej skuteczności przez PR-owca, a przez to uczenie się i doskonalenie zawodowe.

O kilku sprawdzonych narzędziach i wskazówkach dotyczących założeń komunikacyjnych i sprzedażowych mówi poradnik IMM „Media360 – od analityki do sprzedaży”. W komentarzu do publikacji Anna Miotk podkreśla, że jest kilka ważnych elementów, o których należy pamiętać przy mierzeniu efektywności komunikacji w mediach. Po pierwsze, trzeba wyznaczyć wymierne cele działań komunikacyjnych i to już na etapie planowania strategii.

Mimo że działania są wieloetapowe, wielopoziomowe i mają po drodze przyczynić się do osiągnięcia wielu małych celów, to cel ostateczny powinien być jasny: np. większa sprzedaż niż obecnie czy utrzymanie pozycji lidera na rynku. Dobrze obrany cel końcowy zapewni nam najlepsze możliwe dostosowanie strategii komunikacji do profilu naszej firmy czy produktu – wskazuje Magdalena Tokaj, jedna z współautorek książki.

Poza tym w mediach nie da się zmierzyć wszystkiego, mierzalne są tylko działania z wybranych poziomów działań komunikacyjnych. Dodatkowo przy badaniu efektu widocznego w internecie warto wziąć pod uwagę fakt, że w sieci obecne jest 70 proc. populacji Polaków, więc niektóre grupy są niedoreprezentowane, a aktywnie wypowiada się ok. 20–30 proc. społeczeństwa

W mediach nie da się zmierzyć świadomości marki, to jest coś, co jest mierzalne tylko za pomocą badań sondażowych. Tymczasem wielu PR-owców popełnia ten błąd i obiecuje w kampaniach PR, że efektem kampanii będzie wzrost świadomości marki, natomiast potem nie pokazują tego efektu – mówi Anna Miotk.

Jak wskazują eksperci, do sprawdzania efektów we własnych kanałach najlepiej posłużą Google Analytics, Facebook Insights, Instagram Iconosquare, statystyki Twittera, YouTube&HASH39;a i innych miejsc służących do komunikacji. W badaniu mediów współdzielonych i pozyskanych dobrze spraw­dzają się systemy do monitoringu mediów. Tu ważną kwestią jest odpowiedni dobór słów kluczowych. Trzeba uwzględnić wszystkie warianty nazwy firmy, także te nieoficjalne, przeinaczone.

Lista słów kluczowych to podstawowa rzecz. To dotyczy także badania działań konkurencji, czyli firm, które z naszą firmą rywalizują w jakimś obszarze rynku. Potrzebne są także ogólne frazy, które charakteryzują nasz rynek, np. w przypadku firmy Polskie Badania Internetu będą to marketing internetowy czy badania rynku – zaznacza Anna Miotk.

Autorami książki „Media360 – od analityki do sprzedaży” są Magdalena Tokaj, Łukasz Jadaś, Anna Sanowska. Partnerem merytorycznym jest SARE, a medialnymi: PRoto, Magazyn „Online Marketing”, Agencja Informacyjna Newseria, „Marketer Plus”, „Marketing & Biznes”, Nowy Marketing, Interaktywnie.com

Raport: Komunikacja mobilna w biznesie 2016

Wśród działających w Polsce firm wzrastają wydatki na komunikację mobilną. Aż 41% przedsiębiorstw e-commerce oraz 51% firm z obszaru handlu tradycyjnego zadeklarowało, że ich wydatki na ten cel w 2015 roku wzrosły (w porównaniu do roku 2014) – wynika z raportu przeprowadzonego przez Ipsos Polska dla SMSAPI.pl. Średni wzrost wydatków w handlu internetowym wyniósł 69%, a w tradycyjnym – 33%.

sms1

Branża e-commerce przeznacza na komunikację mobilną aż 30% swojego budżetu marketingowego. W przypadku firm zajmujących się sprzedażą tradycyjną jest to około 17%. Średnio jedna czwarta firm z obydwu segmentów wskazała przedział 1-10%, a jedna piąta od 11 do 20%.

Trendy w komunikacji mobilnej 2015 sms2

Jakie trendy rządziły rynkiem komunikacji mobilnej w Polsce w 2015 roku? W odczuciu uczestników badania były to przede wszystkim płatności mobilne, na które wskazało ponad 70% z nich. Kategoria obejmuje wszystkie płatności bezgotówkowe, które odbywały się za pomocą urządzenia mobilnego i technologii mobilnych, czyli np. płatności zbliżeniowe kartą płatniczą, BLIK, system NFC, a także dokonywane za pomocą tradycyjnego SMS-a.

Na drugim miejscu wśród trendów komunikacji mobilnej znalazły się kampanie wielokanałowe, które cieszą się popularnością, a postrzegane są jako działania o wysokiej skuteczności i stosunkowo niskich kosztach dotarcia. Automatyzacja i działania remarketingowe, wykorzystujące powtórzenia przekazu reklamowego przy użyciu np. Google AdWords, znalazły się na trzecim miejscu. Kolejne trendy, które wskazało powyżej 50% ankietowanych, to geolokalizacja oraz Big Data – czyli gromadzenie przez firmy danych dotyczących swoich klientów, a następnie porównywanie ich, analizowanie i wyciąganie na ich podstawie wniosków w celu dalszej optymalizacji działań.

Listę trendów zamykają Real Time Marketing oraz Virtual Reality, czyli rozwiązania, dzięki którym można przenieść klientów za pomocą specjalnych urządzeń w świat wirtualnej rzeczywistości. Jest to trend, który  niebawem powinien odgrywać coraz ważniejszą rolę w handlu.

Cele komunikacji mobilnej sms3

Głównym celem prowadzonej komunikacji mobilnej, wskazywanym przez respondentów w wyniku pogłębionych wywiadów na zlecenie SMSAPI.pl, było pozyskiwanie nowych klientów. Na akwizycję wskazywało aż 46% firm e-commerce oraz 40% firm z obszaru handlu tradycyjnego. Na drugim miejscu znalazło się zwiększenie lojalności obecnych klientów, w efekcie zwiększające częstotliwość zakupów. Warto jednak zauważyć zróżnicowanie w zależności od  wielkości przedsiębiorstwa – im większa firma, tym bardziej na znaczeniu zyskiwały działania retencyjne w przeciwieństwie do akwizycyjnych. Na kolejnych miejscach pojawiło się „podwyższanie wartości paragonu”, czyli zwiększenie wydatków klientów podczas pojedynczego zakupu oraz usprawnienie komunikacji w zakresie operacyjnej obsługi klientów, w skład których wchodzą powiadomienia, informacje o statusie zamówienia itd.sms4

Obecnie najczęściej wykorzystywanym narzędziem komunikacji mobilnej w e-commerce jest e-mail. Wskazało na niego 94% respondentów. Z social mediów korzysta obecnie 84% badanych, z SMS-ów – 63%, a z aplikacji mobilnych – 22%. W sklepach tradycyjnych trend jest podobny. Najczęściej wykorzystywany jest e-mail (84%) przed social mediami (81%), SMS-ami (60%) i aplikacjami mobilnymi (16%).

E-MAIL                                                                                   
W jakim celu firmy e-commerce  wykorzystują komunikację za pomocą e-maila? Przede wszystkim do obsługi klientów (86%), ale też do wysyłki ofert handlowych do własnej bazy (63%). Połowa firm deklaruje, że używa poczty elektronicznej, aby rozsyłać spersonalizowane oferty handlowe. Natomiast tylko 14% z nich korzysta z maila jako z kanału służącego do akwizycji.

Także firmy zajmujące się handlem tradycyjnym wskazały e-maila jako przede wszystkim narzędzie do wysyłki ogólnych ofert handlowych, chociaż ich odsetek (80%) był nieco niższy niż w przypadku firm e-commerce. Poza tym firmy handlu tradycyjnego wskazywały, że używają maila do wysyłki spersonalizowanych ofert (67%) oraz do wysyłki powiadomień w trakcie realizacji zamówienia bądź rozpatrywania zgłoszenia (61%).

SMS
Firmy e-commerce i handlu tradycyjnego stawiają sobie podobne cele w wykorzystaniu komunikacji SMS. Te pierwsze przede wszystkim wspierają w ten sposób operacyjną obsługę klientów. Warto zauważyć, że robi to 84% z nich. Tradycyjne firmy handlowe również wysyłają powiadomienia w trakcie realizacji zamówień (65% wskazań), ale mocniej niż sklepy e-commerce stawiają na prezentację oferty handlowej własnym klientom (62% w porównaniu z 17% w przypadku e-commerce). Firmy, które wysyłają SMS-em ogólne oferty handlowe do własnych baz, robią to zazwyczaj kilka razy w miesiącu.

Sklepy e-commerce częściej wysyłają oferty spersonalizowane adresowane do swoich klientów. Raz lub kilka razy w miesiącu robi to 43% z nich. Z kolei ogólne oferty handlowe do swojej bazy z taką samą częstotliwością wysyła 27% firm z tego obszaru.

Sklepy tradycyjne natomiast częściej wysyłają oferty ogólne. Niemal trzy czwarte z nich robi to raz lub kilka razy w miesiącu. Dla porównania: tak samo często oferty spersonalizowane rozsyła 61% z nich.

SMS jest narzędziem o dużym potencjale – komentuje Andrzej Ogonowski, PR & Marketing director w SMSAPI.pl, platformie do masowej wysyłki SMS. – Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na każdego Polaka przypada średnio 1,5 karty SIM. Daje to duże możliwości dotarcia do praktycznie każdego Polaka zarówno firmom z branży e-commerce, jak i tym zajmującym się handlem tradycyjnym. Pamiętajmy, że wskaźnik otwieralności w przypadku SMS-ów wynosi ponad 90%. Tym bardziej cieszy fakt, że użytkownicy sami chcą otrzymywać tego typu wiadomości. Dzięki temu marketerzy wiedzą, jakie oczekiwania mają klienci. To z kolei pozwala im na systematyczne budowanie baz odbiorców, co jest szczególnie ważne w skutecznej komunikacji.

SOCIAL MEDIA

W tym przypadku nie ma zaskoczenia – niemal wszystkie firmy, które korzystają z mediów społecznościowych, wskazują na Facebooka jako na najważniejsze narzędzie komunikacji z klientami. Codziennie korzysta z niego jedna trzecia firm e-commerce i 43% firm z obszaru handlu tradycyjnego. Dla porównania: z drugiego w zestawieniu YouTube’a firmy korzystają przeważnie „raz lub kilka razy w miesiącu”, a nawet „raz lub kilka razy w roku”. Poza tym respondenci wskazywali jeszcze jako najczęściej wykorzystywane social media: Instagram, Twitter i Pinterest. Co ciekawe, zyskujący coraz większą popularność Snapchat nie pojawił się jeszcze w wynikach badania, ale niewykluczone, że wkrótce pojawi się nawet w czołówce.
QUO VADIS, MOBILE?

Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości: komunikacja mobilna może tylko zyskiwać na znaczeniu w działaniach marketingowych. Głównymi sprawcami takiego trendu są… sami klienci. Niegdyś komunikacja marki z klientem przebiegała w jednym kierunku. Przeciętny odbiorca reklamy widział ją w TV, słyszał w radiu, ewentualnie zobaczył w gazecie lub na billboardzie  – tutaj interakcja się kończyła. Zmiana trybu życia, coraz łatwiejszy dostęp do urządzeń mobilnych i Internetu sprawiły, że klient stał się nie tylko konsumentem serwowanych mu treści, ale partnerem w dialogu. Może odbierać komunikaty niemal wszędzie i na bieżąco na nie reagować.

Ponadto współcześni klienci sami chcą wybierać, od kogo otrzymują powiadomienia SMS-owe i mailowe, starannie dobierają listy mailingowe i newslettery, do których się zapisują. I bez litości eliminują tych, którzy komunikację z nimi zamieniają na zasypywanie spamem.

Klienci mają pełną świadomość przydatności przesyłanych im informacji – mówi Andrzej Ogonowski z SMSAPI. – Pytani o to, czy są zadowoleni z otrzymywania takich wiadomości, w większości odpowiadają pozytywnie. To skłania marketerów do korzystania właśnie z tej formy komunikacji. Trzeba to jednak robić mądrze, aby nie zrazić klienta do siebie.

Komunikacja mobilna musi więc podążać za preferencjami konsumentów. Przedsiębiorstwa i marketerzy mają tego świadomość. Dwukierunkowa komunikacja w social mediach, ale też za pomocą e-maili i SMS, pozwala im poznać preferencje konsumentów i skierować do nich odpowiednią ofertę. Z raportu wynika, że obecnie mniej niż jedna czwarta sklepów e-commerce i mniej niż połowa sklepów tradycyjnych wysyła klientom spersonalizowane oferty handlowe. Pole do rozwoju tej formy komunikacji jest więc nadal szerokie. Firmy powinny nauczyć się nie tyle reklamować swoje usługi, co prowadzić z klientem partnerski dialog. Do tego natomiast potrzebne jest, aby wzajemnie się poznać i sobie zaufać. Jeśli tak się stanie, skorzystają na tym wszyscy: zarówno klienci, jak i firmy.

Co Brexit oznacza dla polskiego sektora energetycznego?

Wynik referendum w Wielkiej Brytanii odbił się szerokim echem na całym świecie. O skutkach tej decyzji rozmawia się w kontekście obecności Polaków na wyspach, wpływu na krajową gospodarkę i pogorszenia się wskaźników koniunktury. Brexit może mieć wpływ także na krajowy sektor energetyczny. Co może się wydarzyć?

W zależności od tego, czy założenia polityki klimatycznej zostaną utrzymane, złagodzone lub zaostrzone, Polska będzie musiała ograniczyć emisję CO2, a tym samym zmniejszyć udział wytwarzania energii konwencjonalnej na rzecz OZE. Jednak Brexit może sporo namieszać w europejskiej polityce klimatycznej. Na ten moment należy wziąć pod uwagę trzy scenariusze.

  1. Zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej – prawdopodobieństwo wystąpienia: 25%

Ewentualny Brexit w niektórych wariantach paradoksalnie wzmacnia federalistyczne centrum i jeszcze bardziej przesuwa wypadkową sił w kierunku zgodnym z niemiecko-francusko- skandynawską polityką klimatyczną i eliminacją konkurencji w postaci węgla. Zablokowanie rozbudowy gazociągu Nord Stream w tej sytuacji staje się możliwe, podobnie jak próba wywarcia nacisków na klimatyczne modyfikacje ze strony polskiej. W tym wariancie regulacje ETS (system handlu emisjami) i ograniczenie CO2 mogą przybrać ostrzejszą formę już po 2020 roku.

  1. Złagodzenie – prawdopodobieństwo wystąpienia: 25%

Z drugiej strony alternatywną konsekwencją ewentualnego Brexitu może być paradoksalnie głęboka reforma polityki europejskiej i odejście od nakazowych współczynników w kierunku koncentracji na efektach gospodarczych dla poszczególnych państw i swobodzie w kształtowaniu krajowego miksu energetycznego. Być może, będzie to szansa na łagodne zmiany w strukturze energetycznej i zniesienie kłopotu z ETS.

  1. Utrzymanie – prawdopodobieństwo wystąpienia: 25%

Paradoksalnie może się okazać, że referendum nie zostanie uznane przez brytyjski Parlament lub zostanie przeprowadzone raz jeszcze i wówczas 60 proc. Brytyjczyków opowiedziałby się za pozostaniem w strukturach UE. W rezultacie wszystko wróciłaby do normy, a polityka klimatyczna pozostałaby bez zmian.

Inne rozwiązania

Niezależnie od wariantu, Polska powinna dokonać modyfikacji sektora energetycznego, tak aby pozyskiwanie energii było efektywne, nowoczesne, tańsze oraz odporne na zakłócenia. Oznacza przede wszystkim głęboką restrukturyzacje górnictwa. Krajowy sektor węglowy powinien być efektywny, a racjonalne wprowadzanie energetyki odnawialnej na podstawie długoterminowego scenariusza i pomysł na inwestycje odtworzeniowe dla elektrowni, to pierwsze kroki jakie powinny zostać podjęte przez rządzących.

Autor: Konrad Świrski

Na co i ile pieniędzy wydają latem Europejczycy i Polacy

Lato to okres intensywnych wydatków związanych z wakacjami. Na co Europejczycy wydają pieniądze w tych miesiącach? Jak na ich tle wypadają Polacy? Na te i wiele innych pytań odpowiada European Summer Barometer 2016 badanie przeprowadzone przez Ferratum Group, której częścią jest Ferratum Bank. Wyniki badania dowodzą, że przeciętny Europejczyk planuje przeznaczyć na letnie wydatki połowę wolnych środków. Polacy plasują się tuż poniżej europejskiej średniej z wydatkami na poziomie 48%. Na co najchętniej wydajemy pieniądze latem? Najwięcej kapitału przeznaczymy na podróże po kraju – ponad 18%, ale zaskakująco, na podróżowanie za granicę przeznaczymy zaledwie 6% nakładów.

INFOGRAFIKA: wyniki European Summer Barometer 2016 r. European Summer Barometer 2016 powstał dzięki zaangażowaniu konsumentów aż w 19 krajach, którzy opowiedzieli o swoich zwyczajach dotyczących wydawania pieniędzy podczas sezonu wakacyjnego. Niemal 18 tysięcy gospodarstw domowych wypowiedziało się na temat tego jak i na co będą wydawać pieniądze latem.

Europejczycy są w dobrej kondycji finansowej 

Badanie pokazuje, że Europejczycy są dobrej myśli jeśli chodzi o finanse. Aż 35% gospodarstw domowych planuje rozdysponować na wakacyjne wydatki w tym roku więcej pieniędzy niż w zeszłym. Mniejsza liczba rodzin planuje też zmniejszyć swoje wydatki wakacyjne – w 2015 r. było to 28%, podczas gdy w tym roku jest to już tylko 21%.

Przeciętny Europejczyk zamierza przeznaczyć na letnie wydatki połowę wolnych środków gospodarstwa domowego. Najwięcej chcą wydać Niemcy – 144% średniej europejskiej, wydając aż 71% wolnych środków z dochodu gospodarstwa domowego. Tuż za nimi plasują się kolejno Bułgarzy, Francuzi, Rumuni i Czesi. Polacy zamierzają wydać 48% dostępnych środków z dochodu rodziny, lokując się tym samym tuż poniżej europejskiej średniej. W kontrze do Niemców są Duńczycy, którzy planują wydać zaledwie 29% dostępnych środków. Jak widać różnice między krajami Europy zachodniej są dość znaczne, nawet między sąsiadami. I tak na przykład Anglicy planują przeznaczyć na ten cel zaledwie 33%, podczas gdy sąsiadujący z nimi Francuzi niemal dwa razy tyle, bo 60%.

Barometr jest wyjątkowym narzędziem do oceny zmian w całej Europie. Bardzo nas cieszą informacje pokazujące, że Europejczycy patrzą w przyszłość z optymizmem i czują bezpieczeństwo finansowe, co pokazują informacje o planowanym zwiększeniu wydatków latem. Dane European Summer Barometer pokazują też, że cechy te wykazują także Polacy. Coraz częściej z oferty Ferratum Bank, finansującej m.in. letnie wydatki wakacyjne, korzystają Klienci, którzy przede wszystkim cenią sobie wygodę i szybkość działania. Odpowiedzią na te zapotrzebowanie jest właśnie oferta Ferratum Bank.

Za pośrednictwem m.in. Internetu udzielamy pożyczek w ciągu kilkunastu minut od złożenia wniosku. Dla naszych Klientów ważny jest także profesjonalizm i bezpieczeństwo, które gwarantuje instytucja bankowa jaką jest Ferratum Bank – mówi Krzysztof Przybysz, Country Coordinator Ferratum Bank.

Na co Europejczycy wydają pieniądze latem? Najwięcej kapitału przeznaczamy na podróże po kraju – ponad 18%. Na drugiej pozycji plasuje się odzież, ale tuż za nimi znajdują się wydatki na wyjścia do restauracji, kawiarni, barów i klubów (odpowiednio 11,6 oraz 11,4 %). Poważną pozycję w naszym budżecie stanowią też kwoty związane z uroczystościami tradycyjnie mającymi miejsce w cieplejszych miesiącach jak np. śluby – to aż 11 % naszych wydatków. W tym okresie wydajemy również więcej na ogrodnictwo i samodzielne prace (10%) niż na aktywności z dziećmi (7,9%), czy na letnie festiwale (6,7%). Zaskakująco, na podróżowanie za granicę przeznaczymy zaledwie 6% nakładów.

Latem, szczególnie podczas wakacyjnych podróży lub będąc poza domem, chętnie korzystamy z bankowości mobilnej. Szacuje się, że w 2017 liczba osób zarządzających finansami przez smartfony osiągnie 1 miliard. Wśród Klientów Grupy Ferratum z bankowości mobilnej najchętniej korzystają Kanadyjczycy i Szwedzi – aż 91 %. Podobnie, aż 81% Klientów instytucji w Polsce planuje korzystać latem z bankowości mobilnej. Odpowiadając na te trendy Ferratum Bank wprowadził platformę mobilną do swojej oferty-pierwsze wdrożenie miało miejsce w Szwecji na początku tego miesiąca. Wystarczy jedynie 5 minut by założyć konto on-line. Dzięki temu rozwiązaniu Klienci mają możliwość otwarcia kont w 14 najbardziej popularnych walutach. Środki między tymi kontami można transferować swobodnie w czasie rzeczywistym bez opłat za wymianę narzucanych tradycyjnie przez banki, czy związanych z korzystaniem z kart kredytowej. Platforma mobilna Ferratum Bank będzie rozszerzała swoją działalność w kolejnych krajach europejskich już w 2016 r, docelowo również
w Polsce.

Beata Jarosz prezesem CodersTrust Polska

Beata Jarosz, ekspert rynku kapitałowego z ponad 25-letnim doświadczeniem zawodowym, była wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., objęła stanowisko prezesa CodersTrust Polska. Celem tej unikalnej inicjatywy jest nauka programowania i umiejętności pozwalających na pozyskiwanie zleceń na globalnych portalach freelancerskich. Beata Jarosz będzie współodpowiedzialna za całokształt rozwoju tej platformy na rynku polskim. 

CodersTrust to założony w Danii start-up, za którym stoi znany anioł biznesu Morten Lund, inwestor m.in. w znanej na całym świecie firmie Skype. Ideą CodersTrust jest włączenie jak największej liczby osób do programistycznego, freelancerskiego rynku pracy on-line.

Beata Jarosz, prezes CodersTrust Polska
Beata Jarosz, prezes CodersTrust Polska

Zdecydowaliśmy się rozwijać inicjatywę CodersTrust w Polsce, ponieważ uważamy, że jest ona odpowiedzią na potrzeby rodzimego rynku w zakresie edukowania kadr i  zwiększania kompetencji cyfrowych. Z dostępnych danych wynika, że już teraz w Polsce brakuje ok. 50 tys. specjalistów IT. Jednocześnie, jak podaje GUS, stopa bezrobocia wśród ludzi młodych nadal wynosi blisko 20%. Prawie co trzeci student myśli o opuszczeniu kraju – to wielka strata kapitału ludzkiego. Powodem jest znacząca dysproporcja między wiedzą pozyskiwaną w procesie kształcenia systemowego, a realnymi potrzebami firm i instytucji” – mówi Beata Jarosz, prezes i współzałożycielka CodersTrust Polska. Inicjatywa ta jest narzędziem, które w kilkuletniej perspektywie może przyczynić się do zmiany tych trendów i aktywizacji młodych.

Umożliwiamy podjęcie pracy w jednym z najbardziej perspektywicznych zawodów współczesnej gospodarki, bowiem programowanie jest językiem przyszłości. Dajemy również realny bodziec dla rozwoju przedsiębiorczości, bez względu na miejsce zamieszkania” – dodaje Beata Jarosz.

Uczestnicy kursów zdobywają pożądane na rynku kompetencje w zakresie języków programowania, takich jak JavaScript, HTML czy CSS, umożliwiające im realizację zleceń, np. tworzenie w pełni funkcjonalnych stron internetowych. CodersTrust ułatwia również pozyskiwanie zleceń na globalnych portalach freelancerskich. Każdy uczestnik, który zapisuje się na kurs, przechodzi test z języka angielskiego i logiki. Następnie, może sprawdzić swoje predyspozycje podczas dwutygodniowego, bezpłatnego okresu próbnego. Cały kurs trwa 6 miesięcy i już w jego trakcie kursanci mogą wykonywać pierwsze zlecenia i zarabiać. Nauka w ramach CodersTrust wspierana jest na poszczególnych rynkach przez Fundację Rockefellera, Bank Światowy oraz organizacje rządowe.

„W ciągu kilku miesięcy możemy wyszkolić profesjonalistów, którzy będą posiadali umiejętności dostosowane do potrzeb polskiego rynku pracy, a także globalnych zleceń na portalach freelancerskich” – mówi Beata Jarosz. Szkolenia są skierowanie również do tych, którzy do tej pory nie mieli żadnych doświadczeń związanych z IT. „CodersTrust udowadnia, że nie potrzeba wielu lat nauki, żeby programowanie stało się sposobem na życie” – dodaje Beata Jarosz.

Pierwszy kurs CoderTrust Polska rusza już w sierpniu. „Chcemy być elastyczni, dlatego kursanci mogą dostosować godziny szkolenia on-line do swojego rozkładu dnia. Ze szkoleń mogą korzystać osoby pracujące w innych branżach, studenci czy kobiety na urlopie wychowawczym, bez względu na miejsce zamieszkania” – podkreśla Beata Jarosz.

Beata Jarosz jest uznanym ekspertem rynku kapitałowego z ponad 25-letnim doświadczeniem zawodowym. W ostatnim czasie doradzała zarządowi Towarowej Giełdy Energii. Wcześniej, przez 8 lat, zasiadała w Zarządzie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Jest współtwórczynią rynku akcji w ramach alternatywnego systemu obrotu NewConnect dla przedsiębiorstw wzrostowych z sektora MŚP. Brała udział w projekcie utworzenia zorganizowanego obrotu papierami dłużnymi Catalyst. Kierowała również pracami w zakresie opracowania i promocji nowego kształtu zasad dobrych praktyk spółek notowanych na GPW.

Od 1991 roku pracowała w Komisji Papierów Wartościowych. Jako Dyrektor Departamentu Nadzoru Rynku była odpowiedzialna za monitorowanie obrotu giełdowego. Sprawowała również funkcję Przewodniczącej Komisji Egzaminacyjnej dla Maklerów Papierów Wartościowych oraz Maklerów Giełd Towarowych. Była reprezentantem Komisji Papierów Wartościowych i Giełd na Forum Europejskiego Komitetu Regulatorów Rynku Papierów Wartościowych (CESR) w obszarze prac nad nadzorem i bezpieczeństwem obrotu. Zasiadała w radach nadzorczych (KDPW SA, KDPW CCP SA).

Beata Jarosz, wspólnie z Joanną Pruszyńską-Witkowską, współzałożycielką CodersTrust Polska, będą współodpowiedzialne za rozwój tej inicjatywy na naszym rynku.

Inwestorzy szukają gruntów pod mieszkania i biura

Pierwsze półrocze 2016 charakteryzowało się dużą aktywnością inwestorów na rynku gruntów, przede wszystkim w segmencie mieszkaniowym. Potwierdzeniem tego jest sfinalizowana w ostatnim czasie transakcja kupna przez Grupę ASBUD od Balmoral Properties działki o powierzchni 30 650 mkw., zlokalizowanej pomiędzy dworcem Warszawa Gdańska a centrum handlowym Arkadia. Grupa ASBUD wybuduje na tym terenie ok. 1 200 mieszkań. Wartość transakcji jest poufna.

W transakcji firmie Balmoral Properties doradzał zespół ds. obsługi gruntów inwestycyjnych z JLL oraz kancelaria JF Legal Jakubaszek & Fogo Sp.k. Kupującemu – Grupie ASBUD – doradzali eksperci z kancelarii prawnej Baker & McKenzie.

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Obsługi Gruntów Inwestycyjnych, JLL
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Obsługi Gruntów Inwestycyjnych, JLL

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Obsługi Gruntów Inwestycyjnych, JLL, informuje: „Transakcja, której przedmiotem była działka należąca do Balmoral Properties to jedna z największych tegorocznych umów kupna/sprzedaży terenu inwestycyjnego pod zabudowę mieszkaniową. Potwierdza ona utrzymujące się na wysokim poziomie zainteresowanie inwestorów rynkiem gruntów w Polsce. Motorem rozwoju rynku pozostają działki pod projekty mieszkaniowe, a w dalszej kolejności – biurowe”.

Dynamiczny rozwój rynku mieszkaniowego skłania deweloperów do poszukiwania kolejnych terenów inwestycyjnych pod tego typu zabudowę – zarówno w Warszawie, jak i Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Łodzi czy Poznaniu. Utrzymuje się również zainteresowanie gruntami pod projekty biurowe, szczególnie w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie. Coraz większym wyzwaniem staje się jednak ograniczona podaż dobrze przygotowanych terenów inwestycyjnych.

W pierwszym półroczu 2016 Dział Obsługi Gruntów Inwestycyjnych JLL doradzał przy transakcjach kupna/sprzedaży gruntów inwestycyjnych o łącznej wartości ok. 300 mln złotych, przeznaczonych m.in. pod zabudowę mieszkaniową i biurową.

„Popyt jest tak duży, że jeśli JLL miałby w swoim portfelu więcej gruntów, których właściciele zainteresowani są sprzedażą, to ten wynik mógłby być nawet trzykrotnie wyższy. Z naszych obserwacji wynika bowiem, że dobrze przygotowany i zlokalizowany teren inwestycyjny pod zabudowę mieszkaniową nie czeka dłużej niż kilka tygodni na zainteresowanego inwestora, który rozpocznie analizy. Podaż pieniądza na rynku gruntów jest bardzo wysoka, ale brakuje dobrego produktu dostępnego na sprzedaż”, dodaje Daniel Puchalski.

Mimo ograniczonej podaży dobrze przygotowanych działek JLL spodziewa się kolejnych transakcji, których przedmiotem będą grunty pod zabudowę mieszkaniową i biurową.

„Aktualnie pracujemy nad kilkoma umowami kupna/sprzedaży terenów pod projekty mieszkaniowe i biurowe w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu oraz kilku mniejszych miastach w Polsce, z planowanym terminem finalizacji jeszcze w tym roku”, podsumowuje Daniel Puchalski.

Umowy na realizację projektów drogowych w Polsce Wschodniej podpisane

14 projektów dotyczących infrastruktury drogowej otrzyma łącznie 1,2 mld zł z Programu Polska Wschodnia (POPW). Dziś podpisano pierwsze umowy o dofinansowanie dla siedmiu z nich. Unijna dotacja dla tych projektów to w sumie ok. 371,8 mln zł, a ich wartość całkowita wynosi ok. 459 mln zł.

INFOGRAFIKA Infrastruktura drogowa w Polsce Wschodniej
INFOGRAFIKA Infrastruktura drogowa w Polsce Wschodniej

Transportowi drogowemu dedykowana jest II oś priorytetowa (Nowoczesna Infrastruktura Transportowa) POPW z budżetem blisko 3,8 mld zł. Na unijną dotację szanse mają przedsięwzięcia poprawiające efektywność układów transportowych oraz zrównoważony transport w miastach wojewódzkich i obszarach je otaczających. Pierwszy nabór wniosków Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przeprowadziła w działaniu 2.2 Infrastruktura drogowa. Trwał od 21 grudnia 2016 r. do 31 marca br. Do dofinansowania wybrano 14 projektów. Kolejny nabór odbędzie się w październiku 2016 r. (w dniach 3-31.10.). Zarezerwowano na niego 800 mln zł.

Instrumenty wskazane w Planie na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, mają wprowadzić naszą gospodarkę na wyższy poziom rozwoju. Chcemy wzmocnić jej konkurencyjność i innowacyjność. Nie uczynimy tego bez dobrze funkcjonującej w regionach infrastruktury drogowej, która zarówno poprawia bezpieczeństwo mieszkańców ale jest też niezwykle ważna dla przedsiębiorców – zaznaczył wiceminister Adam Hamryszczak.

Projekty z podpisanymi umowami:

  • Przebudowa skrzyżowania DK 19 (al. Solidarności i al. Gen. Wł. Sikorskiego) i DW 809 (ul. Gen. Ducha) w Lublinie – wyprowadzenie ruchu w kierunku węzła Lublin Czechów (S12/S17/S19) – beneficjent: Gmina Lublin, wartość: ok. 70 mln zł, dofinansowanie UE: blisko 59 mln zł;
  • Budowa drogi wojewódzkiej Nr 747 na odcinku Radawiec – węzeł Konopnica (S-19) – beneficjent: Gmina Lublin, wartość: ponad 50,7 mln zł, dofinansowanie UE: niemal 28,3 mln zł;
  • Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 598 na odcinku od skrzyżowania ul. Płoskiego z  ul. Witosa/Bukowskiego do węzła Jaroty (S51) – beneficjent: Województwo Warmińsko-Mazurskie, wartość: ponad 41,8 mln zł, dofinansowanie UE: blisko 35,5 mln zł;
  • Rozbudowa DW 761 na odcinku: Piekoszów – węzeł Jaworznia (S7) – beneficjent: Województwo Świętokrzyskie, wartość: ponad 9,3 mln zł, dofinansowanie UE: niemal 8 mln zł;
  • Budowa nowego przebiegu DW 764 w Kielcach na odcinku od skrzyżowania ul. Tarnowskiej z ul. Wapiennikową (DK 73) do Ronda Czwartaków – beneficjent: Gmina Kielce, wartość: ponad 43,7 mln zł, dofinansowanie UE: ponad 34,3 mln zł;
  • Budowa DK51 na odcinku od skrzyżowania ul. Towarowej z ul. Leonharda do węzła Wschód (S51) – beneficjent: Gmina Olsztyn, wartość: ponad 208, 5 mln zł, dofinansowanie UE: niemal 177 mln zł
  • Rozbudowa DW 878 w Rzeszowie w ciągu ul. Sikorskiego prowadzącej do DK 94, na odcinku od skrzyżowania z ul. Malowniczą do granicy miasta – beneficjent: Miasto Rzeszów, wartość: ponad 34,2 mln zł, dofinansowanie UE: ok. 28,7 mln zł.

Serwery nazwa.pl w Polcom Data Center

nazwa.pl – największa polska firma hostingowa – przeniosła swoje środowisko informatyczne do jednego z najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie centrów przetwarzania danych w Polsce  – Polcom Data Center.

Bezpieczeństwo i stabilność świadczonych usług to priorytety nazwa.pl, dlatego firma zdecydowała się na kolokację swoich serwerów w jednym z najnowocześniejszych data center w Polsce, gdzie dla serwerów została przygotowana specjalnie wydzielona przestrzeń, chroniona wielopoziomową kontrolą dostępu.

Polcom Data Center to ośrodek wykorzystujący jedne z najbardziej zaawansowanych technologii w dziedzinie przetwarzania danych oraz ich zabezpieczeń.

Największym wyzwaniem przed jakim stanęliśmy podczas migracji było takie przeprowadzenie procesu, aby nie miał on wpływu na działanie usług naszych Klientów. Prace przy relokacji trwały ponad 133 dni, przewieźliśmy ponad 5 ton sprzętu serwerowego i sieciowego, pokonując łącznie 2 tys. kilometrów, ale co najważniejsze w czasie całego projektu usługi naszych Klientów były dostępne i  działały bez zakłóceń – mówi Grzegorz Piszczek z nazwa.pl.

Bezpieczeństwo serwerów nazwa.pl gwarantowane jest przez zgodność z najwyższym, IV poziomem międzynarodowej normy ANSI/TIA 942 – TIER IV, Certyfikaty Bezpieczeństwa Przemysłowego II stopnia, Tajne NATO, Tajne UNIA, Tajne KRAJ, certyfikat bezpieczeństwa zgodny z normą ISO/IEC 27001:2013 HU 11/6162 oraz siedmiostopniową kontrolę dostępu.

Dodatkowo, Polcom Data Center zapewnia serwerom nazwa.pl możliwość optymalnego zasilania i chłodzenia oraz pełną ochronę przeciwpożarową opartą o redundantny system gaszenia gazem neutralnym dla ludzi, sprzętu i środowiska.

– Nie sądzę żeby we własnym zakresie dowolna firma mogła uzyskać poziom zabezpieczeń podobny do tego, który zapewnia data center, nie ponosząc przy tym ogromnych nakładów inwestycyjnych. Z biznesowego punktu widzenia takie rozwiązanie oznacza przede wszystkim większe bezpieczeństwo fizyczne i energetyczne, ponieważ tor zasilania każdego urządzenia jest zdublowany, przy równoczesnej optymalizacji kosztowej, spowodowanej m.in. niższymi kosztami energii elektrycznej – mówi Tomasz Kowalski, dyrektor handlowy Polcom, odpowiedzialny za projekt.

Od 2017 roku Ulf Mark Schneider nowym prezesem Nestlé

Ulf Mark Schneider, Nestlé
Ulf Mark Schneider, Nestlé

Od 1 stycznia 2017 roku koncern Nestlé, który w tym roku obchodzi 150-lecie, będzie miał nowego prezesa. Paul Bulcke, obecnie pełniący tę funkcję, zostanie Przewodniczącym Rady Nadzorczej. Nowym prezesem koncernu Nestlé zostanie 50-letni Ulf Mark Schneider, który od 2003 roku jest prezesem Fresenius Group.

Peter Brabeck-Letmathe, pełniący funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej, zgodnie ze statutem spółki nie będzie ubiegał się o reelekcję i osiągając wiek emerytalny, zrezygnuje z wszystkich swoich funkcji w Radzie. W związku z tym Rada Nadzorcza dniu 27 czerwca br. zaproponowała aktualnemu prezesowi Nestlé, Paulowi Bulcke, aby podczas walnego zgromadzenia, które odbędzie się 6 kwietnia 2017 roku, ubiegał się o funkcję przewodniczącego.

W celu przygotowania się do przyszłej roli i respektowania minimalnego okresu odstąpienia od umowy, z dniem 31 grudnia 2016 roku Paul Bulcke, zrezygnuje ze swojej obecnej funkcji, którą pełni od 10 kwietnia 2008 roku.

Jego następca, 50-letni Ulf Mark Schneider, od 2003 roku jest prezesem Fresenius Group. Ma tytuł doktora Uniwersytetu St. Gallen, a także jest absolwentem MBA w Harvard Business School. W celu zapewnienia płynnego objęcia stanowiska Ulf Mark Schneider dołączy do zespołu Nestlé w dniu 1 września 2016 roku na okres wprowadzający.

Paul Bulcke, Nestlé
Paul Bulcke, Nestlé

Paul Bulcke, prezes Nestlé: „Dziękuję Radzie Nadzorczej za zaufanie, jakim mnie obdarzyła, proponując stanowisko przewodniczącego. Nie mogę się doczekać współpracy z Ulfem Markiem Schneiderem, która z pewnością przyczyni się do sukcesu Nestlé. Ulf Mark Schneider wniesie do naszej firmy swoje bogate zawodowe doświadczenie oraz kompetencje, które idealnie wkomponują się w styl zarządzania oraz kulturę firmy Nestlé.”

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.06.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.06.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kapitalizacja giełdy

Kapitalizacja giełdy 10

Rynek akcji w Stanach Zjednoczonych znajduje się w ponad 18 miesięcznej konsolidacji. Przed czwartkowym wydarzeniem analiza techniczna wskazywała na większe prawdopodobieństwo wybicia, jednakże był to popyt tylko spekulacyjny.

Z najnowszych raportów funduszy lewarowanych, wynika, że wyprzedają akcje na potęgę. Powodów jest kilka. Po pierwsze jest bardzo drogo, po drugie zarządzający wiedzą iż bankom centralnym skończyła się amunicja, a do tego wszystkiego doszedł Brexit.

Kapitalizacja giełdy 11

Na powyższym wykresie zobrazowano kapitalizacje giełdy NYSE na tle amerykańskim PKB. Aktualnie kapitalizacja giełdy wynosi powyżej 100% PKB, jesteśmy blisko szczytów z 2000 oraz 2007 roku, gdzie dana wartość wynosiła odpowiednio 124% oraz 120%.

Natomiast na wykresie tygodniowym S&P 500 niedźwiedziom udało się obronić opór 2075-2106. Aktualnie strona sprzedająca może zmierzać do ostatnich minimów z okolicy 1865 punktów.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych