Limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych oderwane od rynku. Program ożywi rynek pierwotny

Marcin Krasoń - analityk rynku nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń – analityk rynku nieruchomości Home Broker

Limity cenowe mieszkań w rządowym programie „Mieszkanie dla Młodych” są oderwane od realiów rynkowych  uważa Marcin Krasoń, analityk Home Broker. W Warszawie młodzi będą mogli uzyskać dofinansowanie jedynie do mieszkań w peryferyjnych dzielnicach, w Rzeszowie mogą nie mieć nawet takiej szansy. W niektórych miastach program może spowodować obniżenie cen i wpłynąć na ożywienie rynku pierwotnego.

 – Limity „Mieszkania dla Młodych” są dosyć mocno oderwane od rzeczywistych cen na rynkach w poszczególnych miastach. W różnych lokalizacjach, w różnych województwach i miastach dostępność programu będzie bardzo różna – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Krasoń, analityk Home Broker.

Limit cenowy dla uzyskania dofinansowania w Warszawie, który wynosi 5800 zł za metr kwadratowy, jest znacznie niższy niż cena transakcyjna, która średnio wynosi teraz nieco ponad 7000 zł. Dlatego mieszkania objęte nowym rządowym programem, który wystartuje na początku 2014 r., będą znajdowały się głównie w peryferyjnych dzielnicach – przede wszystkim na Białołęce, pojedyncze także w Ursusie, Włochach i na Bemowie.

Jeszcze gorsza sytuacja jest w Rzeszowie, gdzie mieszkań dostępnych w ramach programu „MdM” może nie być wcale. Z kolei w Łodzi czy Gdańsku limity są znacznie wyższe niż średnie ceny transakcyjne, co oznacza, że w programie pojawi się bardzo dużo mieszkań.

„Mieszkanie dla Młodych” może tym samym wpłynąć na ceny mieszkań, bo deweloperzy w pewnym stopniu dostosują się do ustalonych przez rząd limitów.

 – „Mieszkanie dla Młodych” pewnie pojawi się w ofertach banków w styczniu, być może w lutym, więc do tego czasu deweloperzy mają czas, żeby się do tego dopasować. Jeżeli ktoś w tej chwili sprzedaje mieszkanie za cenę wyższą o 50 zł/mkw. niż wynosi limit, to jestem przekonany, że obniży cenę po to, żeby się w tym limicie zmieścić – ocenia Krasoń. – Na pewno będzie wpływał w każdym mieście inaczej. W mieście, gdzie ceny rynkowe są dużo niższe od limitu, to zapewne wielu deweloperów będzie miało pokusę, żeby je podnieść. Z kolei w Warszawie czy Krakowie ceny rynkowe są dużo wyższe od limitu, więc część deweloperów będzie je obniżać.

Dodaje, że deweloperzy nie będą raczej decydować się na nadużycia w celu ominięcia limitów, takie jak sprzedaż taniego mieszkania z bardzo drogim garażem albo dodatkowymi urządzeniami. Takie przypadki miały miejsce w zakończonym w grudniu ubiegłego roku programie „Rodzina na swoim”. Tym razem, jak ocenia Krasoń, kontrole będą jednak ściślejsze, więc firmy nie będą ryzykować kary.

Program nie powinien jednak wpłynąć na wielkość sprzedawanych mieszkań. Maksymalne powierzchnie ustalone przez rząd: 75 mkw., a dla rodzin z minimum trójką dzieci – 85 mkw., są znacznie większe od popularnych mieszkań. Młodzi najczęściej kupują lokale o powierzchni 40-50 mkw. Niewiele osób kupuje też domy, choć w programie „MdM” limity na nie zostały ustanowione na poziomie 100 mkw. oraz 110 mkw. dla rodzin wielodzietnych.

 – Ożywienie na rynku już jest i spodziewam się, że jeszcze przed końcem roku powinno się zwiększyć, ponieważ wchodzi w życie rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która wprowadza obowiązkowy wkład własny. To oznacza, że klienci, którzy nie mają gotówki i chcieliby zaciągnąć kredyt na 100 proc. wartości nieruchomości, muszą zrobić to przed końcem roku i prawdopodobnie będą robili to w listopadzie i w grudniu – dodaje Krasoń.

Zaznacza jednak, że w związku z rozpoczęciem programu „MdM” ucierpi rynek wtórny. Dofinansowania są możliwe jedynie w przypadku zakupu nowego mieszkania.

Sztuka czy projekty biznesowe coraz częściej finansowane dzięki wsparciu użytkowników sieci

Finansowanie społecznościowe, czyli tzw. crowdfunding, popularny od lata w USA czy Europie Zachodniej, wkracza także do Polski. Crowdfunding zakłada pozyskiwanie pieniędzy na inicjatywy społeczne, charytatywne, kulturalne i biznesowe przy pomocy zbiórek w internecie. Sam rynek pożyczek społecznościowych jest już wart w Polsce rocznie około 50 mln zł.

 Co roku o kilkadziesiąt procent rośnie w Polsce zainteresowanie realizowaniem projektów w ramach crowdfundingu. Wzrasta liczba portali, które mają na celu pozyskiwanie pieniędzy w ramach crowdfundingu na przedsięwzięcia społeczne, biznesowe i kulturalne. Jest ich już dziewięć. Coraz więcej projektów kończy się sukcesem i coraz większe są kwoty zbierane w ten sposób – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karol Król z Polskiego Towarzystwo Crowdfundingu.

Crowdfunding jest bardzo popularny w USA i w krajach Europy Zachodniej. W Polsce dopiero się rozwija, ale jeden z jego modeli od lat u nas funkcjonuje. Chodzi o pożyczki społecznościowe.

 – Polega to na tym, że wiele osób może niejako złożyć się na udzielenie pożyczki jednemu pożyczkobiorcy. Ten rynek w Polsce to około 50 mln zł rocznie. Tego typu działalność funkcjonuje na uboczu tradycyjnego rynku kapitałowego. Natomiast crowdfunding sensu stricte, czyli finansowanie społecznościowe tych ważnych projektów, czasami trudnych, czasami szalonych, także kulturalnych, w Polsce rozwija się od roku 2011 – mówi Karol Król.

W październiku konsultacje publiczne na temat crowdfundingu w UE rozpoczęła Komisja Europejska. Zbiera opinie na temat korzyści, ryzyk i propozycji zmian prawnych, które pozwoliłyby na rozwój tej formy finansowania. Konsultacje potrwają do końca roku.

W Polsce, zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, rozwój crowdfundingu ma ułatwić nowa ustawa o zbiórkach publicznych, nad którą pracuje Sejm. Ustawa dereguluje zbiórki prowadzone przez przelewy na konto np. w internecie, gdzie jest ślad po przepływie środków. W ten sposób mają zniknąć wątpliwości interpretacyjne, czy taka forma zbierania środków finansowych jest zbiórką publiczną.

Crowdfunding wykorzystują między innymi osoby związane z muzyką i innymi dziedzinami kultury do realizacji tworzonych przez siebie przedsięwzięć.

 – To jest bardzo ważny kierunek, ponieważ zwiększa to transparentność całego procesu finansowania. Umożliwia to ludziom także nauczenie się, przyjrzenie się, jak to funkcjonuje oraz wyrażenia opinii na ten temat – podkreśla Karol Król. – Ten model na pewno będzie coraz bardziej popularny. W ciągu kilku-kilkunastu miesięcy usłyszymy o dużych projektach udziałowych, finansowanych przez społecznościowych aniołów biznesu.

Gwarancje BGK de minimis na kredyty inwestycyjne dla klientów BRE Banku

13 listopada 2013 r. został podpisany z BGK Aneks do Umowy PLD, na podstawie którego w ramach Portfelowej Linii Gwarancyjnej (PLD), gwarancją de minimis zostaną objęte także kredyty inwestycyjne.

Łódzkie: kontrolerzy biletów ukarani

Spółka kontrolująca bilety w środkach komunikacji miejskiej wysyłała do pasażerów, którzy podróżowali bez ważnego biletu, pisma wzorowane na urzędowych, sugerujące wszczęcie wobec nich postępowania sądowego

Spółka Arsen z Łodzi prowadzi kontrole biletów w środkach komunikacji miejskiej m.in. w Ciechanowie, Szczecinku, Głogowie i Elblągu, oraz zajmuje się ściąganiem należności na rzecz kilku przewoźników. Do pasażerów, którzy podróżowali bez ważnego biletu, przedsiębiorca wysyłał wezwania do zapłaty, a do osób, które uchylały się od spłaty lub wielokrotnie podróżowały bez biletu – Decyzję o wszczęciu postępowania sądowego. Już sam tytuł pisma wzbudził wątpliwości Prezes UOKiK, ponieważ mógł powodować u konsumentów mylne wrażenie o wszczęciu wobec nich postępowania sądowego przez organ państwowy. Ponadto Arsen nie podawał podstawy powstania długu, co jest obligatoryjne w przypadku ściągania należności.

Podróżujący środkami płatnej komunikacji muszą posiadać ważny bilet, ale ewentualne dochodzenie należności z tytułu jego nieposiadania musi odbywać się zgodnie z prawem.

Prezes Urzędu uznała, że spółka Arsen naruszyła zbiorowe interesy konsumentów i nałożyła na nią karę 6 613 złotych. Decyzja nie jest prawomocna, przedsiębiorca może odwołać się do sądu.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Żyć w luksusie – to marzenie każdego Polaka

Drogie wczasy za granicą, najnowszy model samochodu czy własny dom – to wszystko ma sprawić, że codzienne życie będzie komfortowe. I jest. Jak się okazuje, rynek wyrobów luksusowych w Polsce – mimo istniejącego kryzysu – rozwija się.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Polacy więcej zarabiają, a tym samym i więcej wydają. I choć na luksus mogą sobie pozwolić ci, którzy zarabiają ponadprzeciętnie – to są i tacy, którzy nader często stosują zasadę – „postaw się, a zastaw się”. Co prawda konsumpcja dóbr luksusowych w Polsce kształtuje się tylko na poziomie 400 milionów euro, podczas gdy w Chinach mowa jest o 22 miliardach euro, to jednak rynek dóbr luksusowych kwitnie. Przyczynia się do tego większa dostępność marek, dzięki czemu konsumenci nie muszą tak często, jak jeszcze kilka lat temu, wyjeżdżać w ich poszukiwaniu za granicę.

Dla Polaków najważniejszymi atrybutami marki luksusowej są: wysoka jakość, prestiż, bogata tradycja oraz reprezentowane przez nią wartości. Jak podkreśla Zbigniew Jusis, Partner Działu Doradztwa Transakcyjnego Ernst & Young i ekspert ds. rynku dóbr luksusowych: „Polskie firmy póki co aspirują do miana firm luksusowych, albowiem ten rynek zdominowany jest przez międzynarodowe koncerny.[…]Rodzime firmy muszą więc znaleźć miejsce w globalnej gospodarce.[…]Wraz ze wzrostem naszego kraju, będzie widać rozwój tej gałęzi.”

Warto dodać, że bardzo duże znaczenie w sięganiu przez konsumentów po dobra luksusowe ma reklama. Zagraniczne marki na działania marketingowe przeznaczają 20-30% wielkości sprzedaży. Polscy producenci nie mogą na to sobie pozwolić, ale efektywne okazać się mogą działania promocyjne prowadzone w mniejszej skali. Nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu.

Kilka cennych wskazówek jak wybierać audytora

Dla wielu firm nadszedł czas przygotowań do zamknięcia roku i sporządzenia sprawozdania finansowego. To bardzo dobry moment, by zastanowić się nad wyborem podmiotu uprawnionego do jego zbadania.

Kiedy dokonać wyboru?

Ponieważ ustawa o rachunkowości (UoR) nie wskazuje terminu, w jakim należy wytypować biegłego rewidenta i zawrzeć z nim umowę, wybór podmiotu uprawnionego do zbadania rocznego sprawozdania finansowego jednostki oraz podpisanie umowy na badanie powinno odbyć się w takim terminie, który umożliwi biegłemu rewidentowi przeprowadzenie niezbędnych czynności związanych z audytem, w tym obserwacji przeprowadzanych spisów z natury. Inwentaryzację składników aktywów przeprowadzaną na ostatni dzień roku obrotowego rozpoczyna się nie wcześniej niż 3 miesiące przed końcem tego roku, natomiast zakończyć ją należy do 15 dnia następnego roku. Jeżeli więc zamknięcie roku obrotowego następuje 31 grudnia, o wyborze biegłego rewidenta oraz zawarciu z nim umowy najlepiej zdecydować w IV kwartale.

Umowa w czwartym kwartale?

Do badania sprawozdania finansowego można przystąpić przed dniem bilansowym. Rozpoczęcie właściwego badania poprzedza szereg prac, takich jak ocena systemu rachunkowości i kontroli wewnętrznej w jednostce, rozpoznanie kluczowych pozycji sprawozdania finansowego oraz identyfikacja ryzyka ich dotyczącego. Stąd też podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych dzielą często zakres swoich prac na dwa etapy: badanie wstępne, które przeprowadzane jest najczęściej w ostatnim kwartale roku obrotowego jednostki oraz na tzw. badanie właściwe, które odbywa się już po dniu bilansowym.

– Wybór biegłego rewidenta w ostatnim kwartale 2013 ułatwi więc prawidłowe i terminowe przygotowanie sprawozdania finansowego przez jednostkę, a także umożliwi właściwe zaplanowanie badania oraz przeprowadzenie badania wstępnego. Pomoże to wskazać ryzyko i wyeliminować błędy przed ostatecznym terminem sporządzenia rocznego sprawozdania – mówi Katarzyna Chodorowska, audit manager w Baker Tilly Poland.

Kto wybierze podmiot uprawniony do badania?

Podmiot uprawniony do badania sprawozdania finansowego wybierany jest przez organ zatwierdzający sprawozdanie finansowe jednostki (patrz Tabela 1), chyba że statut, umowa lub inne wiążące ją przepisy prawa stanowią inaczej. Decyzja o wyborze biegłego rewidenta powinna zostać podjęta przez właściwy organ na piśmie, w formie uchwały.

Tabela 1. Kto wybiera audytora?

Forma prawna jednostki

Organ jednostki wybierający podmiot uprawniony do badania sprawozdania finansowego

osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą

właściciel

spółki cywilne, jawne, partnerskie, komandytowe

wspólnicy

spółki komandytowo-akcyjne

walne zgromadzenie

spółki akcyjne

zwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy

spółki z o.o.

zwyczajne zgromadzenie wspólników

przedsiębiorstwa państwowe

rada pracownicza, w przypadku jej braku – organ założycielski

spółdzielnie

walne zgromadzenie

Z przepisów UoR wynika, że statut, umowa lub inne obowiązujące jednostkę przepisy mogą wskazać odmienne niż wymienione w tabeli organy uprawnione do wyłonienia audytora, np. radę nadzorczą w spółkach akcyjnych.

– Wyboru biegłego rewidenta nie może jednak dokonywać zarząd jednostki. Wynika to wprost z ustawy z dnia 7 maja 2009 r. o biegłych rewidentach i ich samorządzie, podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o nadzorze publicznym – podkreśla ekspert Baker Tilly Poland.

O audytorze słów kilka

Badanie sprawozdania finansowego przeprowadza podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych na podstawie podpisanej umowy pomiędzy tym podmiotem a kierownikiem jednostki. Koszt wykonania czynności rewizji finansowej ponosi badana jednostka.

Kto może zbadać sprawozdanie?

Uprawnione do badania sprawozdań finansowych są jednostki, w których czynności rewizji finansowej wykonują biegli rewidenci i która jest wpisana na listę podmiotów uprawnionych do badania (art. 47 ustawy o biegłych rewidentach). Prowadzona przez Krajową Radę Biegłych Rewidentów lista podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań finansowych udostępniona jest na stronie internetowej Izby (www.kibr.org.pl). Wykaz obejmuje zarówno spółki, jak i  biegłych rewidentów prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

Nie każdy biegły rewident może przeprowadzić audyt

Badanie sprawozdania finansowego powinien przeprowadzić biegły, który spełnia warunki do wydania niezależnej i bezstronnej opinii. Wymagania te odnoszą się zarówno do samego biegłego rewidenta, jak i do podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań, członków zarządu i organów nadzorczych tych jednostek lub innych osób wykonujących czynności rewizji finansowej.

Co ważne, prawo nakazuje rotację biegłych rewidentów w jednostkach zainteresowania publicznego – przy czym nie dotyczy to firm audytorskich (podmiotów uprawnionych do badania). Kluczowy biegły rewident odpowiedzialny za badanie, podpisujący opinię i raport z badania nie może wykonywać czynności rewizji finansowej w tej samej jednostce zainteresowania publicznego w okresie dłuższym niż pięć lat. Ponownie może ją realizować dopiero po upływie dwóch lat.

Sprawozdanie zgodne z zasadami?

Celem badania sprawozdania finansowego jest wyrażenie przez biegłego rewidenta pisemnej opinii wraz z raportem o tym, czy jest ono zgodne z zastosowanymi zasadami (polityką) rachunkowości jednostki, oraz czy rzetelnie i jasno przedstawia sytuację majątkową i finansową oraz wynik finansowy badanej jednostki.

– Wydana przez biegłego opinia może być pozytywna, przedstawiać zastrzeżenia, być bez zastrzeżeń lub też być opinią negatywną. W skrajnym przypadku biegły rewident ma prawo odstąpić od badania – tłumaczy Katarzyna Chodorowska.

Co ważne, podmioty mogą przeprowadzać badanie sprawozdania finansowego również przy braku ustawowego obowiązku. Przynosi to bowiem wymierne korzyści – biegły rewident wskaże ryzykowne obszary wymagające korekt, przedstawi też rekomendacje dotyczące systemu kontroli wewnętrznej. Przede wszystkim jednak badanie potwierdzi prawidłowość i rzetelność sprawozdania finansowego.

Jak znaleźć najlepszego audytora?

Aby dokonać najlepszego z punktu widzenia organizacji wyboru audytora, podejmując z nim współpracę należy wziąć pod uwagę szereg kryteriów.

Specjalizacja w branży

Dokonując wyboru podmiotu uprawnionego do badania sprawozdania, warto uwzględnić posiadane doświadczenie zespołu jego znajomość branży badanej jednostki. Specjalizacja i znajomość sektora może mieć istotne znaczenie w zakresie prawidłowej oceny weryfikowanego sprawozdania finansowego. Wybierając podmiot zatrudniający większą liczbę specjalistów ze znajomością przepisów branżowych, mamy możliwość skorzystania z ich doświadczenia. Można też wcześniej poprosić o referencje, także pochodzące od spółek z własnej branży.

Dostęp do ekspertów z zakresu podatków, finansów, systemów informatycznych i kontroli wewnętrznej

Dostępność ekspertów może stanowić wartość dodaną dla skutecznego i efektywnego przeprowadzenia badania Poddawana mu jednostka może korzystać z pomocy takich specjalistów, zwłaszcza w obszarach, które stwarzają problemy.

Doświadczenie

Doświadczenie, kwalifikacje i umiejętności zespołu audytora są ważnym kryterium przy wyborze podmiotu uprawnionego do badania. Zarówno doświadczenie członków zespołu badającego, jak też ich znajomość zagadnień branżowych w zakresie działania i specyfiki sektora oraz złożonych transakcji kapitałowych mogą mieć wpływ na treść wydanych opinii.

Podejście do badania

Warto, by zaplanowanie i podejście do badania było dostosowane do specyfiki badanej jednostki. Na etapie planowania audytor powinien odbyć spotkania z zarządem oraz kluczowymi osobami w firmie. Ich celem jest właściwe zrozumienie działalności i strategii jednostki badanej oraz omówienie aktualnych problemów i potencjalnego ryzyka. Prezentacja planu i zakresu badania zarządowi stanowi kluczowy element metodologii przeprowadzanych działań. Dlatego badanie wstępne warto zrealizować w terminach poprzedzających dzień bilansowy.

Standard usług

O wysokim standardzie usług audytorskich, świadczą przede wszystkim: dotrzymanie ustalonego czasu realizacji, jakość raportów i sposób komunikacji. Terminowość jest kluczowym aspektem badania sprawozdania finansowego, dlatego warto przygotować wspólnie z audytorem harmonogram i zakres przewidywanych prac. Choćby w przypadku spółek publicznych terminowe publikowanie raportów okresowych jest ważne. W trakcie badania audytor powinien na bieżąco przekazywać informacje o ewentualnych obszarach wymagających korekty. Natomiast po zakończonym badaniu standardem jest przygotowanie listu do zarządu. Zazwyczaj dotyczy on najistotniejszych wniosków z audytu wraz z rekomendacjami wdrożenia potrzebnych lub korzystnych z punktu widzenia firmy działań. Zapewnienie regularnej i jasnej komunikacji z kluczowymi osobami w spółce powinno odbywać się na bieżąco, zarówno na etapie planowania, jak i podczas badania  wstępnego i końcowego. Audytor powinien dysponować odpowiednimi zasobami umożliwiającymi koordynację i świadczenie innych usług dozwolonych w ramach badania.

Cena za badanie

Wynagrodzenie za badanie nie powinno być najważniejszym czynnikiem decydującym przy wyborze audytora, bo niska cena może wiązać się z nie najlepszą jakością. Wybierając audytora, warto więc stworzyć hierarchię kryteriów, którymi chcemy się kierować. Najważniejsze przesłanki dotyczyć powinny metodologii badania, standardów świadczenia usługi, doświadczenia i znajomości branży zespołu badającego oraz możliwości kontaktu z ekspertami. Warto też sprawdzić poziom znajomości języków obcych, którymi posługuje się audytor, zwłaszcza gdy zakres prac obejmuje raportowanie czy przygotowanie pakietu dla grupy lub audytora  grupowego w innym kraju.

Elastyczny czas pracy tylko w porozumieniu z pracownikami

Wiele przedsiębiorstw z radością przyjęło nowelizację Kodeksu Pracy w zakresie uelastycznienia czasu pracy. Choć weszła w życie 23 sierpnia 2013, wśród pracowników nieprzerwanie wzbudza wiele wątpliwości. Nowe przepisy uzależniają wprowadzenie zmian czasu pracy w organizacji od zgody związków zawodowych. A co z mniejszymi firmami, w których nie ma związków ani innej reprezentacji załogi?

Wątpliwości wyjaśnia Agnieszka Janowska, radca prawny, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers.

Nie ma możliwości, by pracodawca sam zdecydował o wprowadzeniu zmian dotyczących czasu pracy. Znowelizowany Kodeks Pracy stanowi, że wprowadzenie wydłużonego okresu rozliczeniowego oraz ruchomego czasu pracy wymaga uzgodnienia z pracownikami tj. nie może nastąpić w drodze jednostronnej decyzji pracodawcy. Uzgodnienia te dokonywane są z zakładową organizacją związkową, jeśli taka istnieje w firmie, a w przypadku braku związków zawodowych – z radą pracowników lub w inny sposób wybranymi przedstawicielami pracowników.

Kodeks Pracy nie określa sposobu powoływania przedstawicieli pracowników, może go więc określić pracodawca w regulaminie pracy lub odrębnym obwieszczeniu przekazanym ogółowi pracowników (np. drogą mailową). Pracodawca nie może jednak samodzielnie wskazać takiej reprezentacji ani wpływać na proces ich wyboru. Optymalną formą wyłonienia delegatów załogi wydają się, zależnie od struktury firmy, zebranie wszystkich pracowników i głosowanie lub pisemne wybory według procedury określonej przez pracodawcę (np. co do sposobu zgłaszania kandydatów czy liczebności reprezentacji pracowników).

Może się zdarzyć, że pracownicy nie będą zainteresowani powołaniem swoich przedstawicieli lub nie będzie chętnych kandydatów – wtedy następuje pat. Czasami, by zablokować wprowadzenie niekorzystnych z punktu widzenia pracowników zmian organizacyjnych, mogą oni celowo unikać wyłonienia reprezentacji. Pracodawca może takie nieprzewidziane przeszkody ominąć, zapewniając minimum środków technicznych i organizacyjnych niezbędnych pracownikom do wyboru reprezentacji (np. w postaci pisemnej procedury wyborczej i organizacji zebrania załogi).

Dopiero w sytuacji, gdy pracodawca zdoła wykazać, że pracownicy mieli zapewnione możliwości wyboru reprezentacji, ale z nich nie skorzystali, można wprowadzić modyfikacje w systemie czasu pracy bez konsultacji z załogą. Jest to bardzo istotne dla ważności wdrożonych zmian.

Kompania Piwowarska liderem w zakresie zrównoważonego rozwoju Grupy SABMiller

Kompania Piwowarska opublikowała ósmy w swojej historii Raport zrównoważonego rozwoju. Sprawozdanie, które obejmuje okres od 1 kwietnia 2012 r. do 31 marca 2013 r., pokazuje wzrost wyników aż w ośmiu na dziesięć wyznaczonych obszarów. Dzięki temu KP uzyskała pozycję lidera w Grupie SABMiller w zakresie realizacji 10 priorytetów zrównoważonego rozwoju.

Ósmy Raport zrównoważonego rozwoju KP dotyczy działalności firmy w roku finansowym F13, zakończonym 31 marca br. Został sporządzony jako pierwszy w Polsce – w sektorze biznesu – według najnowszych wytycznych Global Reporting Initiative G4 w wersji Core. Proces definiowania treści zawartej w raporcie przeprowadzono w oparciu o cztery zasady: uwzględniania interesariuszy, istotności, kontekstu zrównoważonego rozwoju oraz kompletności. Nowe wytyczne GRI G4 wprowadzają koncepcję granicy aspektu, tj. ocenę, czy oddziaływanie danego aspektu odnosi się do wewnątrz organizacji, czy też skutki oddziaływania pojawiają się w strefie jej wpływów – na zewnątrz. W większości przypadków aspekty zidentyfikowane w procesie raportowania Kompanii Piwowarskiej mają oddziaływanie dwustronne, do wewnątrz i na zewnątrz firmy, różniące się stopniem i charakterem. Raport został zweryfikowany przez firmę doradczą PwC zgodnie z Międzynarodowym Standardem Usług Atestacyjnych 3000 (ISAE 3000).

– Nowe wytyczne standardu GRI G4 wymagają od firmy głębszej analizy pod kątem jej faktycznych oddziaływań społecznych, środowiskowych i ekonomicznych. Zmiany koncentrują się na prezentacji podejścia do zarządzania i danych wynikowych. Zostały one wprowadzone z myślą o inwestorach oraz innych odbiorcach raportów CSR. Kompania jest pierwszą firmą na polskim rynku, która wydała raport w najnowszej wersji standardu GRI – wyjaśnia Liliana Anam, menedżer CSRinfo, organizacji partnerskiej GRI.

Lider poprawia swoje wyniki
Kompania Piwowarska zakończyła poprzedni rok finansowy wynikiem 3,81, co dało jej pozycję wicelidera odpowiedzialnego biznesu w SABMiller Europa i czwarte miejsce wśród wszystkich browarów należących do Grupy. Rok F13 przyniósł kolejny sukces – średnia z dziesięciu obszarów na poziomie 4,22 pozwoliła KP uplasować się na pierwszym miejscu w Grupie w zakresie zrównoważonego rozwoju. Było to możliwe dzięki temu, że firma poprawiła swoje wyniki aż w ośmiu na dziesięć obszarów, zaś w pozostałych dwóch utrzymała rezultaty sprzed roku. Realizacja każdego priorytetu mierzona jest w 5-stopniowej skali, przy czym poziom 1 oznacza minimalny standard, zaś 5 – przywództwo.

W roku F13 osiągnięto następujący poziom*:
Przeciwdziałanie nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu – 5,0
Zwiększanie produkcji piwa przy wykorzystaniu mniejszej ilości wody – 3,8
Zmniejszenie zużycia energii i emisji dwutlenku węgla – 3,7
Odzysk i recykling odpadów opakowaniowych – 3,06
Optymalizacja procesu gospodarki odpadami – 4,4
Rozwój przedsiębiorczości i zarządzanie zrównoważonym łańcuchem wartości – 3,47
Działanie na rzecz społeczności – 4,5
Zmniejszenie skutków HIV i AIDS w obszarach, na które mamy wpływ – 5,0
Poszanowanie praw człowieka – 4,25
Przejrzystość informacji o postępach działań z zakresu zrównoważonego rozwoju i etyka – 5,0

Powyższe zestawienie pokazuje, że Kompania Piwowarska jest liderem w SABMiller w zakresie trzech priorytetów, a dodatkowo wdrożyła najlepszą praktykę (poziom 4) w trzech kolejnych.

Najnowsze sprawozdanie KP prezentuje postępy w realizacji priorytetów w postaci szczegółowych danych, dotyczących m.in. ilości wody zużytej przez browary, wyprodukowanych odpadów i ścieków, odzyskanych odpadów czy wyemitowanych gazów. I tak z raportu można np. dowiedzieć się, że Kompania Piwowarska ponownie zmniejszyła ilość wody zużywanej do produkcji piwa. Obecnie jest to zaledwie 2,96 hl wody/hl piwa, przy czym browary w Białymstoku i Poznaniu zredukowały zużycie do 2,92 hl na hektolitr uwarzonego piwa!

Pomaganie się opłaca
Kontynuacją w zakresie pomiaru i raportowania działań społecznych jest metodologia LBG, która umożliwia ujęcie tych aspektów w liczbach.

– W ramach obszaru dotyczącego działań i inwestycji na rzecz społeczności lokalnych posługujemy się metodologią opartą na London Benchmarking Group (LBG), która pozwala dokładnie i kompleksowo obliczyć wartość całościowego zaangażowania społecznego firmy. Dzięki niej możemy przedstawić w wartościach pieniężnych łączne koszty lub nakłady, jakie ponosi firma w związku z realizacją działań społecznych. W ramach społecznego zaangażowania podaje się nie tylko wysokości kwot przekazanych w samych darowiznach, ale także wartości czasu pracy poświęconego przez pracowników na wolontariat czy kosztów zarządzania poszczególnymi przedsięwzięciami np. z zakresu CRM – marketingu zaangażowanego społecznie – tłumaczy Małgorzata Walędzińska-Półtorak, kierownik ds. zrównoważonego rozwoju w Kompanii Piwowarskiej.
Suma zaangażowania społecznego Kompanii Piwowarskiej w roku finansowym F13 została oszacowana na 1 375 838 zł. Dodatkowo Kompania Piwowarska zastosowała nowatorską analizę SROI (Social Return on Investment – stopa społecznego zwrotu z inwestycji) do ewaluacji programu wolontariatu pracowniczego Kompania Wolontariuszy. Zbiorczy współczynnik SROI dla wszystkich projektów wyniósł 5,81, co oznacza, że każda zainwestowana złotówka (jako dotacja finansowa i praca wolontariusza) stworzyła społeczną wartość 5,81 zł.

Oprócz sprawozdania z realizacji poszczególnych priorytetów najnowszy raport KP zawiera opis strategii biznesowej firmy oraz najważniejsze dane prezentujące jej wkład w polską gospodarkę. Można w nim znaleźć również długookresowe cele Kompanii Piwowarskiej (lata F14 i F15) dotyczące obszarów środowiskowych, przeciwdziałania nieodpowiedzialnej konsumpcji alkoholu oraz kwestii społeczno-etycznych. Należą do nich m.in. analiza zużycia wody w całym łańcuchu dostaw, od dostawców, poprzez produkcję i sprzedaż piwa, do konsumenta – ustalanie wielkości tzw. śladu wodnego (water footprint); dialog z dostawcami mający na celu zmniejszenie wagi opakowań i redukcji zawartości metali ciężkich; działania na rzecz rozpowszechniania podejścia firmy do spożycia alkoholu w miejscu pracy wśród innych pracodawców i organów rządowych; wprowadzenie zasady 75/25 dla materiałów drukowanych, TV, radia i działań internetowych oznaczających, że marki z portfela KP będą obecne tylko w takich kanałach komunikacyjnych, gdzie można zasadnie spodziewać się przynajmniej 75% osób pełnoletnich; cykliczna organizacja panelu interesariuszy zgodnego ze standardem AA1000SES, którego celem jest poznanie oczekiwań dotyczących działań firmy w zakresie inwestycji społecznych, raportowania, zarządzania różnorodnością; zaangażowanie przynajmniej 10% pracowników w programy wolontariatu pracowniczego.

Polska rodzina w tym roku na zakupy świąteczne wyda około 1 126 zł

Polacy, choć przywiązani do tradycji Bożego Narodzenia, podchodzą do finansowania świąt zdroworozsądkowo. Najbliższych zamierzamy obdarzyć praktycznymi prezentami, a sami marzymy, by pod choinką znaleźć gotówkę. Upominki coraz chętniej kupujemy przez Internet, ale zakupy spożywcze planujemy przede wszystkim w dyskontach. W tym roku na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi polska rodzina wyda ok. 1 126 zł. Oznacza to, że w porównaniu z wydatkami poniesionymi na Gwiazdkę 2012, Polacy planują zwiększyć swój budżet o 5 proc. Święta sfinansujemy głównie z oszczędności, zrobi tak aż 78 proc., a tylko co dwudziesta osoba ma zamiar zadłużyć się w banku – to główne wnioski z badania „Zakupy Świąteczne 2013” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 17 europejskich krajach.

Z każdym rokiem Internet staje się coraz popularniejszym kanałem, w którym szukamy, porównujemy i kupujemy świąteczne prezenty. Na tym tle wypadamy lepiej niż średni Europejczyk. W tym roku 46 proc. Polaków upominki dla najbliższych ma zamiar nabyć właśnie w sieci (wzrost o 2 pp. rok do roku). W Europie odsetek osób, które wybiorą tę opcję jest o 14 pp. niższy. W Polsce, w porównaniu z ubiegłym rokiem, rośnie procent respondentów wyszukujących prezenty (o 9 pp.) i porównujących ich ceny (o 10 pp.) w Internecie. „Wynika to z tego, że Polakom zależy na znalezieniu produktów najbardziej korzystnych cenowo. Nadal pod tym względem ufamy przede wszystkim wyszukiwarkom i porównywarkom internetowym, z których korzysta odpowiednio 96 i 93 proc. ankietowanych. W Europie na pierwszym miejscu są za to sklepy internetowe. W Polsce i pozostałych krajach europejskich po latach wzrostu zmalała rola mediów społecznościowych, forów i blogów jako źródła informacji o świątecznych ofertach” – wyjaśnia Adam Chróścielewski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

Jeśli chodzi o zakupy spożywcze pozostajemy tradycjonalistami. Podobnie jak w ubiegłym roku na internetowe zakupy żywnościowe decyduje się tylko co dziesiąty badany. Polska jest pierwszym krajem w Europie, w którym konsumenci przed świętami zamierzają robić zakupy spożywcze przede wszystkim w sklepach dyskontowych (60 proc.), które wyprzedzają hipermarkety (57 proc.) i supermarkety (51 proc.). Od 2009 roku rodzaje sklepów najchętniej odwiedzanych przez europejskich konsumentów przed świętami nie zmieniają się. Prezenty, zarówno w Polsce, jak i w Europie, są najchętniej kupowane w specjalistycznych sieciach sklepów, galeriach handlowych oraz domach towarowych, a także supermarketach/supermarketach. To, co sprawia, że Polacy są zadowoleni z zakupów, to przede wszystkim niska cena, a także lepsze relacje handlowców z klientem oraz dostawa do domu. Najmniej interesuje nas wprowadzenie handlu mobilnego.

Na tegoroczne wydatki świąteczne Polacy przeznaczą około 5 proc. więcej, niż wydali w ubiegłym roku. Według ubiegłorocznych deklaracji na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi mieliśmy zamiar przeznaczyć ok. 1 280 zł, a wydaliśmy 1067 zł.

Bożonarodzeniowy budżet statystycznej europejskiej rodziny będzie nieco mniejszy niż w ubiegłym roku i wyniesie 1 897 zł. „W dużym stopniu wiąże się to z oceną sytuacji gospodarczej w danym kraju. Europę można podzielić na dwie części. Europa Wschodnia, Niemcy i Dania wyraziły optymizm w badaniu, zachodnia część kontynentu i Polska nadal negatywnie oceniają sytuację gospodarczą. Aż 56 proc. polskich respondentów ocenia, że polska gospodarka jest w złej kondycji. Odmiennego zdania jest tylko 10 proc. Ale już tylko 42 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji w przyszłości” – analizuje Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Pozytywnym sygnałem pozostaje to, że nie zamierzamy zadłużać się, aby sfinansować zbliżające się święta. Aż 78 proc. badanych sięgnie do swoich oszczędności, a tylko 19 proc. (spadek o 6 pp.) pokryje wydatki płacąc kartą kredytową. Tyle samo co w zeszłym roku, czyli 5 proc. respondentów, zamierza zaciągnąć na ten cel kredyt w banku, a 9 proc. woli zapożyczyć się u rodziny i znajomych. Polacy będą szukać oszczędności kupując w tańszych sklepach (83 proc.) i obdarowując najbliższych mniej kosztownymi (80 proc.) i przecenionymi (77 proc.) prezentami. W odróżnieniu jednak od reszty Europejczyków, którzy zamierzają kupować upominki na wyprzedażach, dla Polaków ważniejsze jest odpowiednie dobranie prezentu niż jego cena. Nadal najistotniejszą cechą dobrego upominku jest dla nas jego użyteczność i dlatego aż 84 proc. z nas będzie szukać właśnie takich prezentów.

„Polacy, podobnie jak reszta Europejczyków, deklarują, że nie będą kupować prezentów pod wpływem impulsu i presją czasu. Jak pokazuje badanie, większość respondentów nie zostawia wyboru odpowiednich upominków na ostatnią chwilę. Prawie co czwarty badany deklaruje, że prezenty kupuje już w listopadzie, a 48 proc. wybiera się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. Tylko 23 proc. zwleka z nimi do ostatnich dni przed świętami. ” – mówi Magdalena Jończak.

W Polsce drugi rok z rzędu więcej pieniędzy wydamy na jedzenie (33 proc.) niż na upominki (30 proc.), chociaż jeszcze dwa lata temu prezenty były priorytetem dla 41 proc. z nas. Do tego trendu dołączyła także reszta Europy, gdzie 36 proc. budżetu pochłoną wydatki na zakupy spożywcze. W związku z tym, że w Polsce Boże Narodzenie ma bardzo rodzinny charakter, prawie dwa razy więcej pieniędzy (20 proc.) niż reszta kontynentu, przeznaczymy na spotkania rodzinne i w gronie przyjaciół.

„Z naszego badania wynika, że najbardziej wymarzonym prezentem dla statystycznego Europejczyka jest nadal gotówka, która wygrywa z książkami i podróżami. W Polsce po raz pierwszy od lat także wygrywają pieniądze, które wybiera aż 46 proc. respondentów, czyli o 6 pp. więcej niż w ubiegłym roku. Jeszcze dwa lata temu gotówka znajdowała się na trzecim miejscu, w tym roku wyprzedziła tak popularne książki oraz perfumy i kosmetyki.” –wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

W tym roku na popularności wśród Europejczyków znacznie zyskały smartfony. Aż 27 proc. respondentów chciałoby dostać taki telefon na gwiazdkę, co przesuwa tę kategorię na szóstą pozycję w rankingu najbardziej pożądanych prezentów w Europie. Ci którzy marzą o smartfonach i tabletach pod choinką mogą się jednak rozczarować, ponieważ nie ma ich na liście upominków, które zamierzamy sprawić naszym najbliższym. Stawiamy za to na kosmetyki, perfumy, książki oraz słodycze, a tylko 11 proc. ma zamiar położyć pod choinką gotówkę. W Europie książki pozostają na pierwszym miejscu najchętniej kupowanych prezentów, wyprzedzając kosmetyki i czekoladki. Tradycyjnie wybierając prezenty dla dzieci, myślimy przede wszystkim o ich rozwoju intelektualnym. Dlatego kupujemy im zabawki edukacyjne i naukowe (31 proc.), a także gry planszowe i klocki konstrukcyjne (po 20 proc.). Podobnie jak w zeszłym roku, trzy najpopularniejsze prezenty dla nastolatków to książki, gry wideo i czekoladki. Po raz pierwszy w dziesiątce prezentów wybieranych dla nastolatków znalazły się także tablety.

Komentarz dzienny, 13 listopada 2013

Rachunek bieżący odnotował w październiku deficyt w wysokości 1024mln EUR (konsensus rynkowy i nasza prognoza w okolicach -800 mln EUR). Rewizje danych historycznych były niewielkie. Rachunkiem bieżącym sterują dwa wzajemnie kompensujące się zjawiska, wspomagane sterowanym egzogenicznie (transfery z UE) saldem transferów. Z jednej strony Polskę charakteryzuje wysoki i względnie trwały (biorąc pod uwagę wysoki i stabilny udział inwestorów zagranicznych, zarówno na rynku obligacji i rynku akcji) deficyt na rachunku dochodów. Z drugiej strony przy akompaniamencie stabilnej nadwyżki w handlu usługami (300-500mln EUR miesięcznie) rośnie nadwyżka handlowa na rynku towarów. Przy znikomym transferze z UE, wspomniane elementy rachunku bieżącego sumują się na deficyt w okolicach 600-1000mln EUR. Gdy transfer z UE dopisze, pojawia się nadwyżka na rachunku bieżącym lub odpowiednio – niższy deficyt. 

Bogusław Kott (Bank Millennium): banki nie powinny finansować kredytów hipotecznych z krótkoterminowych lokat

CEO Magazyn Polska

Nadszedł czas na to, żeby zastanowić się nad stabilnym, bezpiecznym i długookresowym sposobem finansowania kredytów hipotecznych – uważa Bogusław Kott, przewodniczący rady nadzorczej, a do niedawna prezes Banku Millennium. Jego zdaniem kilkumiesięczne depozyty, którymi obecnie banki finansują kilkudziesięcioletnie kredyty mieszkaniowe, są niewystarczające.

Rządowy program dopłat „Mieszkanie dla Młodych”, który ruszy od przyszłego roku, powinien spowodować większy popyt na kredyty mieszkaniowe. Na razie, choć kredytobiorcom sprzyjają decyzje Rady Polityki Pieniężnej, banki sprzedają coraz mniej kredytów. Z analiz Open Finance wynika, że od połowy 2012 do połowy 2013 roku banki udzieliły łącznie 172,8 tys. kredytów mieszkaniowych, co jest najsłabszym wynikiem od sześciu lat. Istotny wzrost akcji kredytowej wiązałby się jednak dla banków ze zwiększonym ryzykiem.

 – Aktualny stan jest stanem lekko abstrakcyjnym i dość ryzykownym, bowiem kredyty 30-letnie są finansowane depozytami kilkumiesięcznymi – tłumaczy Bogusław Kott. – Przy w miarę stabilnym środowisku to ryzyko można kontrolować, ale jednak to jest poważne ryzyko, więc musi dojść do poważnej debaty w sprawie możliwości emisji różnego rodzaju instrumentów, które będą miały dłuższy okres swojego życia niż krótkoterminowe depozyty.

Zwraca przy tym uwagę na prowadzoną między regulatorem, czyli KNF-em a Ministerstwem Finansów debatę dotyczącą finansowania kredytów. Stworzenie nowych, długoterminowych sposobów finansowania kredytów hipotecznych powinno być dla regulatora priorytetem.

 – Po okresie dużego zafascynowania kredytami hipotecznymi przed 2008 rokiem nadszedł czas na to, żeby ochłonąć, zreasumować, poprawić instrumentarium, zastanowić się nad stabilnym, bezpiecznym, długookresowym sposobem finansowania tego typu produktów – podkreśla Kott w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jednocześnie przewiduje, że banki sprostają przyszłorocznemu wyzwaniu, jakim będzie zwiększone zapotrzebowanie na kredyty po uruchomieniu programu „Mieszkanie dla Młodych”.

 – Państwo jest odpowiedzialne za programy, zwłaszcza adresowane do ludzi młodych. Częścią wykonawczą tych programów są również banki, więc w zależności od zapotrzebowania banki pewnie swoją ofertę będą dostosowywać – dodaje Bogusław Kott.

„Mieszkanie dla Młodych” ruszy z początkiem 2014 roku. Pomoc ma być udzielna w postaci jednorazowego dofinansowania, które zwiększy wkład własny pożyczkobiorcy. Ze zrealizowanego do końca 2012 roku programu „Rodzina na swoim” w ciągu siedmiu lat skorzystało ponad 175 tysięcy rodzin.

KDPW obniża opłaty i uruchamia usługi zgodnie z nowymi regulacjami UE

 

W przyszłym roku spadną opłaty pobierane przez KDPW. Wprowadzane są nowe usługi w odpowiedzi na obowiązki nałożone przez UE. Zwiększy się też automatyzacja procesów, a depozyt chce aktywnie uczestniczyć w integracji europejskich izb rozliczeniowych.

 – Co roku obniżamy opłaty. Również od 2014 roku przyjęliśmy pewne propozycje zmiany opłat, które spowodują, że rynek będzie tańszy – mówi Iwona Sroka, prezes Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. – W tej chwili jesteśmy na etapie dyskutowania ich z Izbą Domów Maklerskich, z zespołem doradczym, który mamy przy Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych, po to, żeby przedstawić radzie nadzorczej, a następnie regulatorowi do zatwierdzenia.

Według Iwony Sroki, naczelnym zadaniem powinno być obecnie wzmacnianie polskiego rynku kapitałowego w obliczu zmian, które zachodzą na rynkach europejskich, związanych z nowymi regulacjami dotyczącymi bezpieczeństwa transakcji.

  Te nowe regulacje oczywiście są dobre, sprawiają, że jest większe zaufanie do rynku, że rynki się unifikują, są do siebie podobne, ale jednocześnie odkrywają nas na konkurencję – mówi prezes KDPW. – Trzeba dbać o to, żeby zachować pewne elementy rynku niszowego i korzyści z tym związane, wzmacniać lokalną bazę uczestników rynku, inwestorów, emitentów, spółek, jednocześnie nie tracąc na tych wyzwaniach europejskich.

Aby sprostać tym wyzwaniom, rynek musi być bezpieczniejszy i tańszy. Temu ma służyć automatyzacja części procesów i obniżka części opłat. Zmiany, które już wprowadzono, przynoszą już efekty.

– Przychodzą do nas duzi uczestnicy z innych rynków i stwierdzają, że te rozwiązania regulacyjne, technologiczne, które stosujemy są standardowe. Dla przykładu dwa lata temu zaadaptowany na obydwu rynkach, zarówno terminowym, jak i kasowym, system zarządzania ryzykiem oparty na metodologii SPAN (kalkulator depozytów). Jest tożsamy z tym, który stosuje kilkadziesiąt instytucji rozliczeniowych na całym świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes KDPW.

Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych ESMA (European Securities Market Authority) zarejestrował 7 listopada br. Repozytorium Transakcji w KDPW, stwierdzając tym samym, że spełnia ono wszelkie wymagania stawiane repozytoriom zgodnie z wymogami rozporządzenia EMIR. Reguluje ono m.in. kwestie funkcjonowania izb rozliczeniowych CCP, rozliczania transakcji z rynku OTC, jak również obowiązku raportowania informacji o zawieranych kontaktach terminowych do repozytoriów na terenie całej UE.

Na wdrożenie części unijnych regulacji jest jeszcze czas, ale – co podkreśla Iwona Sroka – izby rozliczeniowe już stosują zasadę współpracy po to, by koszty były jak najniższe.

 W przypadku centralnych depozytów papierów wartościowych natomiast  sytuacja jest trochę odleglejsza w czasie. CSD Regulation, czyli regulacja dotycząca centralnych depozytów, wejdzie w życie zapewne dopiero około 2015 roku. Zatem odrębność depozytów na poszczególnych rynkach zostanie jeszcze przez jakiś czas zachowana – wyjaśnia Sroka.

W przyszłym roku możliwe pierwsze ułatwienia w handlu między UE a USA

CEO Magazyn Polska

Już pod koniec przyszłego roku mogą pojawić się pierwsze ułatwienia wynikające z umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. – To bardzo optymistyczny scenariusz – przyznaje Dorota Dąbrowska, dyrektor Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce. W poniedziałek rozpoczęła się druga runda negocjacji między stroną europejską a amerykańską.

Rozmowy na temat zniesienia barier handlowych między Europą a USA ruszyły w lipcu. Druga tura miała się odbyć w październiku, ale przesunięto ją ze względu na paraliż amerykańskich instytucji państwowych. Rozmowy rozpoczęły się w poniedziałek i potrwają do piątku.

Zarówno europejscy, jak i amerykańscy eksperci nie ukrywają, że dla obu stron ułatwienie handlu oznacza większe rynki zbytu, a co za tym idzie – nowe miejsca pracy.

 – Gdy taka umowa wejdzie w życie, to nie tylko zniesie taryfy, co w niektórych sektorach ma znaczenie, mimo że są czasami niskie, ułatwi też biznes i handel między naszymi krajami. Chodzi o to, żeby znieść bariery, np. wymogi licencyjne, żeby ujednolicić różne zasady w sektorach jak kosmetyki, chemikalia, farmaceutyki – tłumaczy Dorota Dąbrowska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Z barierami licencyjnymi dobrze radzą sobie jedynie bardzo duże firmy. Ich zniesienie oznacza, że na wejście na amerykański rynek miałyby szanse również mniejsze przedsiębiorstwa.

Dla firm istotne również są koszty, związane np. z uznaniem bezpieczeństwa produktów, ale też sam czas trwania procedur.

 – To czasami jest rok czy nawet lata, zatrudnieni są prawnicy, załoga, która musi certyfikować, to są koszty laboratoryjne. To jest na pewno dużo czasu i pieniędzy, bo ludzie są zaangażowani przez wiele miesięcy, lat – mówi Dorota Dąbrowska.

Negocjatorzy będą też rozmawiać o zniesieniu pozostałych jeszcze w handlu między UE a USA ceł i opłat, a także barier biurokratycznych czy dublowaniu procedur. Spotkania grup roboczych będą najbardziej żmudnym etapem przygotowania porozumienia.

 – Po tym, jak negocjatorzy już cos ustalą, to idzie przez ścieżkę oficjalną do prezydenta USA i do zatwierdzenia przez Komisję Europejską. Także to są na razie takie grupy robocze i branżowe, które pracują nad różnymi segmentami. Bardzo skomplikowana procedura, która już trwa – przypomina Dorota Dąbrowska.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu pierwsze ułatwienia mogą wejść w życie już pod koniec przyszłego roku.

  Część ekspertów uważa, że to zbyt optymistyczne założenie. To może wchodzić etapami, ale są pewne ułatwienia, które mogą być szybciej, np. w branży samochodowej, że samochód europejski, amerykański jest jednakowy albo że różnice miedzy nimi są uznawane. To jest coś, nad czym strony chyba pracują najciężej i najszybciej będziemy tu widzieć efekty  mówi Dorota Dąbrowska.

Podkreśla, że korzyść odniosą nie tylko firmy, ale także konsumenci. Z powodu niższych kosztów oraz większej konkurencji na rynku ceny produktów końcowych powinny spaść.

Polacy wciąż chętnie zaciągają pożyczki na święta, choć nie muszą

CEO Magazyn Polska

Choć większość Polaków deklaruje, że sfinansuje święta z własnych oszczędności, w ostatnim kwartale roku zawsze zaciąganych jest najwięcej kredytów gotówkowych. Tymczasem – jak przekonuje Joanna Mróz, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu – racjonalizując wydatki możemy zaoszczędzić nawet 10 proc. miesięcznego budżetu, a to pozwoli nam zorganizować święta bez zaciągania pożyczek i kredytów.

W ubiegłym roku przeciętna polska rodzina planowała wydać na urządzenie świąt 1 280 zł – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte. Według badania TNS OBOP łącznie Polacy wydali na ten cel 23 mld zł, z czego zdecydowana większość pochodziła jednak z oszczędności.

 – Dobre przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia wymaga pracy nad naszą bieżącą sytuacją finansową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Mróz, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu, autorka książki „Domowe wydatki pod kontrolą”.

Planowanie kluczem do sukcesu

Budżet na święta należałoby oszacować już kilka miesięcy wcześniej. Początek listopada to ostatnia szansa na stworzenie własnego świątecznego biznesplanu.

 – Jest już dosyć późno. Jedyne, co możemy teraz zrobić, to zastanowić się, jakim dochodem dysponujemy dzisiaj – zaznacza ekspertka. – Powinniśmy spisać sobie przewidywania co do świąt: ile osób u mnie będzie, ile mogę wydać na jedzenie na jedną osobę, ile prezentów zamierzam kupić, trzeba wycenić te wszystkie pozycje i potem zobaczyć, czy mam na to pieniądze, czy nie mam.

Przekonuje, że  racjonalizując wydatki możemy zaoszczędzić nawet 10 proc. miesięcznego budżetu. A to pozwoli nam zorganizować święta bez zaciągania jakichkolwiek pożyczek czy kredytów. Chociaż te przed Bożym Narodzeniem cieszą się dużą popularnością. Banki szacują, że sprzedaż kredytów w ostatnim kwartale roku wzrasta nawet o 30 proc. wobec poprzednich kwartałów. To właśnie w grudniu, przed świętami, liczba udzielonych kredytów bankowych rośnie najszybciej – wynika ze statystyk Biura Informacji Kredytowej.

 – Dużo Polaków deklaruje, że chce sfinansować święta ze swoich własnych oszczędności – blisko 80 proc. tak mówi. Na tym etapie, kiedy siedzimy nad kartką papieru i popatrzymy, jakie wydatki chcemy ponieść, jesteśmy w stanie zweryfikować, czy mamy wystarczające oszczędności, czy nie – wyjaśnia Joanna Mróz.

Z raportu Google wynika, że w październiku i listopadzie aż 30 proc. Polaków ogranicza swoje wydatki z myślą o świętach. Szukamy oszczędności również robiąc świąteczne zakupy, np. polując na cenowe okazje.

 – Analizujemy ceny w sklepach internetowych. Ok. 44 proc. Polaków deklaruje, że sprawdza ceny w internecie przed zakupem – zaznacza ekspertka. – Wśród Europejczyków odsetek jest o  11 pkt procentowych mniejszy. Więc  wykazujemy się rozsądkiem, ale mimo wszystko chętnie bierzemy kredyty, chętnie płacimy kartą kredytową, jak również zaciągamy pożyczki u rodziny i znajomych – dodaje Joanna Mróz.

W budżetach polskich gospodarstw domowych najważniejszą pozycję nadal stanowią wydatki na żywność i napoje bezalkoholowe – wynika z danych GUS. Wiąże się to z niższym poziomem dochodów w Polsce w porównaniu z innymi krajami UE. Wydatki na żywność to dla przeciętnego Polaka jedna czwarta całości kosztów życia. Dla porównania w Niemczech odsetek ten wynosi ponad 10 proc, a w Wielkiej Brytanii nieco ponad 9 proc.

PKP SA stawia na rozwój pracowników. Bada, jakie szkolenia będą im potrzebne

PKP S.A. w swojej polityce personalnej stawia na rozwój kompetencji pracowników. Organizuje szkolenia, staże, dofinansowuje studia, udział w konferencjach i szkoleniach zewnętrznych oraz wykorzystuje inne formy rozwoju pracowników. Właśnie dobiega końca diagnoza potrzeb szkoleniowych, która pozwoli na określenie przyszłorocznego budżetu na ten cel oraz długoterminowej strategii w tym zakresie.

 – Tylko do połowy października tego roku w PKP S.A. w różnych formach doskonalenia kwalifikacji zawodowych udział wzięło blisko 3300 osób, co w odniesieniu do liczby zatrudnionych stanowi ponad 118 proc. składu osobowego spółki. Natomiast rozwój pracowników to nie są tylko szkolenia. To szereg różnych działań rozwojowych, które muszą być projektowane w perspektywie długofalowej. To też jest realizowane w kontekście współpracy z różnego rodzaju uczelniami wyższymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Moszyński, dyrektor ds. Rozwoju Pracowników w Polskich Kolejach Państwowych SA.

W całej grupie PKP zatrudnionych jest obecnie ponad 83 tysiące pracowników.

 – Dlatego też temat związany z kształceniem, z podnoszeniem kompetencji to bardzo wymagający obszar, który wymaga skonsolidowanych działań wszystkich osób, które odpowiadają za zarządzenie kapitałem ludzkim w całej organizacji – zauważa Moszyński.

Spółka PKP SA właśnie kończy diagnozę potrzeb szkoleniowych.

 – Badaliśmy potrzeby pracowników na różnych poziomach, aby odkryć, co jest faktyczną potrzebą; i w jakim kierunku powinny zmierzać działania rozwojowe w przyszłym roku. Cieszymy się, że pracownicy spółki bardzo mocno zaangażowali się w dzielenie informacją na temat swoich potrzeb, co pozwala zaprojektować zarówno programy szkoleń jak i budżety na przyszły rok – dodaje dyrektor ds. Rozwoju Pracowników w Polskich Kolejach Państwowych SA.

Ważna nie tylko pensja, ale też rozwój

PKP SA było partnerem strategicznym oraz członkiem kapituły organizowanego przez Krajową Izbę Gospodarczą, Fundację Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska i Impresję Studio Promocji konkursu o tytuł „Pracodawca Godny Zaufania”. Ocenie podlegały firmy z branż spożywczej, teleinformatycznej i ubezpieczeniowej. Laureatami zostały firmy Danone, Action SA i Compensa TU SA. Organizowany od 2008 r. konkurs ma na celu promocję przedsiębiorstw, które pozytywnie wyróżniają się pod kątem polityki pracowniczej.

 – Pracodawca godny zaufania to taki, który stwarza pracownikowi godne warunki pracy, a więc nie tylko płaci dobrze i na czas, ale także stwarza możliwość rozwoju osobistego – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Arendarski prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Podkreśla, że szkolenia to tylko jeden aspekt. Równie ważne są odpowiednia atmosfera w pracy i docenienie wkładu pracownika w rozwój firmy.

 – W dobrej firmie pracownik nie jest tylko najemnikiem, który przychodzi na osiem godzin, świadczy pracę i wychodzi. Jest współgospodarzem tej firmy, który o nią dba, bo wie, że rozwój firmy powiązany jest z jego osobistym rozwojem – zauważa Arendarski. – W Polsce wielu pracodawców, zwłaszcza dużych zapewnia dobre programy rozwojowe. Z kolei w wielu niewielkich firmach relacje między szefem i właścicielem są bardzo bliskie, wręcz rodzinne. 

Kapituła V edycji konkursu o tytuł Pracodawca Godny Zaufania” wyróżniła także dziennikarzy Macieja Pawlaka, redaktora działu gospodarczego Gazety Polskiej za promowanie społecznej odpowiedzialności biznesu oraz Tomasza Pietrygę kierownika działu prawnego „Rzeczpospolitej” za wyjaśnianie przepisów prawa pracy. Nagrodę Specjalną, za całokształt działań w obronie praw pracowniczych otrzymał Lech Wałęsa.

Ceremonię wręczenia nagród „Pracodawca Godny Zaufania” poprzedziła debata pt. „Zarządzanie Talentami – moda czy konieczność?”, w której udział wzięli: Małgorzata Marcińska (podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej), Bożena Lublińska-Kasprzak (prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Andrzej Arendarski (prezes Krajowej Izby Gospodarczej), Hubert Biskupski (z-ca redaktora naczelnego Super Expressu i redaktor prowadzący Super Biznes), Witold Moszyński (dyrektor ds. rozwoju pracowników PKP SA) oraz Grażyna Rzehak (członek zarządu, dyrektor ds. HR Grupa Żywiec).

Lenovo zapowiada tabletową ekspansję w Polsce. Wprowadza tablet z baterią, której nie trzeba ładować przez 18 godzin

CEO Magazyn Polska

Lenovo chce zrewolucjonizować rynek urządzeń mobilnych. Koncern wprowadził właśnie na rynek tablet Yoga, którego bateria działa trzykrotnie dłużej niż w standardowych urządzeniach, a nietypowy uchwyt ma umożliwić pracę w trzech różnych trybach.

W najbliższym czasie planujemy bardzo silną ekspansję na polskim rynku w segmencie produktów takich jak tablety – zapowiada Andrzej Sowiński, dyrektor generalny Lenovo Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Premierę na polskim rynku miał już Yoga Tablet, który jest pierwszym produktem z nowej linii urządzeń mobilnych Lenovo.

Pierwsze nietypowe rozwiązanie to specjalny uchwyt, w którym kryje się bateria, umożliwiająca pracę na tablecie w trzech trybach. Kolejne nietypowe rozwiązanie to bardzo długi czas pracy na baterii, bo nawet do osiemnastu godzin – to nawet trzy razy dłużej niż typowy tablet – tłumaczy dyrektor firmy.

Dłuższy czas pracy zapewnia cylindryczny kształt baterii, dzięki któremu jest ona pojemniejsza. Jak podkreślają przedstawiciele Lenovo, innowacyjne funkcje w nowych urządzeniach są odpowiedzią na dotychczasowe problemy użytkowników, którzy skarżyli się głównie na brak podpórki do postawienia na stole oraz zmęczenie dłoni podczas korzystania z tabletu.

 – Uchwyt tabletu został specjalnie zaprojektowany w taki sposób, żeby odciążyć dłoń – wyjaśnia Daniel Malak, Consumer Business Manager Lenovo Polska. – Środek ciężkości znajduje się w baterii, której cylindryczny kształt sprawia, że ręka użytkownika się nie męczy podczas trzymania sprzętu – podkreśla.

Lenovo jest największym producentem komputerów osobistych na świecie oraz ich największym dostawcą w Polsce. Według IDC firma posiada 23,1 proc. udziału w polskim rynku. Gigant chce osiągnąć czołową pozycję również na rynku tabletów i smartfonów w Polsce.

W tym roku w Polsce sprzeda się nawet 2,5 razy więcej tabletów niż rok temu, czyli znacznie ponad milion urządzeń rocznie – prognozuje GfK Polonia. Dotychczas najchętniej kupowane były tablety z 7–calowym ekranem. Rosnąca sprzedaż i coraz większa konkurencja sprawiają, że ceny urządzeń mobilnych spadają. Wynika to z faktu, że coraz więcej użytkowników decyduje się na zakup tabletu zamiast klasycznego laptopa. Już w tej chwili sprzedaż tabletów i komputerów przenośnych są na porównywalnym poziomie.

Causeway Bay w Hongkongu najdroższą lokalizacją handlową świata. W Polsce na czele warszawski Nowy Świat

CEO Magazyn Polska

Causeway Bay w Hongkongu jest najdroższą ulicą handlową na świecie wynika z raportu firmy doradczej Cushman & Wakefield. Drugie miejsce zajęła Fifth Avenue w Nowym Yorku. W Europie najwyższe czynsze za powierzchnię handlową płacą najemcy na Polach Elizejskich w Paryżu. Na najdroższej ulicy w Polsce – warszawskim Nowym Świecie czynsz jest 25 razy niższy niż na Causeway Bay.

Na najdroższej ulicy świata metr kwadratowy kosztuje blisko 25 tys. euro rocznie. O korzystną lokalizację walczą tam nie tylko firmy sprzedające towary z najwyższej półki. Inaczej jest na Fifth Avenue, gdzie w tym roku otwierały swoje sklepy najdroższe marki, takie jak Ralph Lauren, Cartier czy Valentino. Tu najemcy płacą nieco ponad 20 tys. euro rocznie. Na paryskich Polach Elizejskich czynsz wynosi ponad 13 tys. euro.

 – W przeliczeniu na złote, są to astronomiczne sumy, sięgające 100 tys. złotych za metr kwadratowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Górski, starszy negocjator w dziale powierzchni handlowych Cushman & Wakefield. – Tegoroczna edycja naszego raportu pokazuje tendencję wzrostową lub stabilizację na rynkach najdroższych światowych lokalizacji handlowych. Najciekawszą informacją, jeśli chodzi o rynki europejskie, jest wzrost czynszów na Polach Elizejskich w Paryżu, które wzrosły o ok. 40 proc. rok do roku – dodaje.

W Polsce najwyższy jest czynsz na warszawskim Nowym Świecie – wynosi 996 euro rocznie za metr kwadratowy. Ulica zajęła 45. pozycję w światowym zestawieniu Cushman & Wakefield.

W osobnym rankingu najbardziej kosztownych lokalizacji w Polsce drugie miejsce po Nowym Świecie zajęła krakowska ulica Floriańska, gdzie maksymalny czynsz wynosi 936 euro za metr kwadratowy rocznie, a trzecie – Chmielna w Warszawie z czynszem 828 euro za metr kwadratowy rocznie.

 – Widzimy, że Warszawa dominuje – zauważa Górski. – Uwagę zwraca awans ul. 3 Maja w Katowicach. Wynika on z otwarcia nowego dworca kolejowego w centrum Katowic i rewitalizacji tamtej części miasta.

Wynajem nieruchomości w najdroższej polskiej lokalizacji jest 25 razy tańszy niż na Causeway Bay. Znajduje się także poniżej średniej dla Europy i dla Europy Środkowo-Wschodniej. Eksperci podkreślają, że w Polsce czynsze zaczęły spadać.

 – Nie są to oczywiście duże spadki, a w niektórych miejscach można raczej mówić o korektach – twierdzi Górski. – Daleko nam jeszcze do krajów Europy Zachodniej, ale często nawet do państw Europy Środkowo-Wschodniej, np. do czeskiej Pragi czy Budapesztu. Nadal jednak wyprzedzamy takie miasta jak Bukareszt czy Sofia – dodaje.

Raport Cushman & Wakefield przygotowywany jest od 25 lat. Firma porównuje czynsze w 334 głównych lokalizacjach handlowych w 64 państwach. Pod uwagę brane są najwyższe możliwe do uzyskania stawki za wynajem, a nie wartość średnia. Najnowsza edycja raportu zostanie po raz pierwszy zaprezentowana podczas targów MAPIC w Cannes, będących jednym z głównych wydarzeń dla branży nieruchomości handlowych.

Związek zawodowy TVP chce się przekształcić w związek dla pracowników wszystkich mediów, także prywatnych.

Związek zawodowy „Wizja”, dotychczas zrzeszający pracowników TVP, przekształca się w organizację dla wszystkich osób zatrudnionych w mediach. Przystępować będą mogli także pracownicy prywatnych stacji. Na razie strajk w TVP został zawieszony, bo zarząd stacji wycofał się z pomysłu outsourcingu pracowników.

 – „Wizja” przekształci się z ogólnopolskiej organizacji zakładowej TVP w związek ogólnopolski, do którego będą mogły przystępować osoby od różnych pracodawców, czyli staniemy się centralą pod wstępną nazwą Związek Zawodowy Pracowników Twórczych i Technicznych Mediów Polskich „Wizja” – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Barbara Markowska, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Twórczych TVP SA „Wizja”. – Myślę, że jest to przedsięwzięcie, które się powiedzie przede wszystkim  dlatego, że jest takie zapotrzebowanie.

W jej ocenie rozszerzenie działalności „Wizji” pozwoli na lepszą walkę o prawa twórców w polskich mediach. Także prywatnych, bo przystępować będą mogli pracownicy takich nadawców. Może oznaczać to stworzenie związków zawodowych w tych spółkach, o ile zatrudnione tam osoby wyrażą taką wolę. Markowska zapowiada, że zgodnie ze światowymi standardami, nowa „Wizja” będzie walczyć o prawa pracowników, płace oraz bezpieczeństwo i higienę pracy.

„Wizja” na razie zawiesiła decyzję o rozpoczęciu strajku w TVP. Wynika to ze spełnienia jednego z postulatów związkowców – zaniechania outsourcingu, czyli przeniesienia pracowników do spółek zewnętrznych. Zarząd wycofał się z niej po rezygnacji ostatniego uczestnika przetargu na outsourcing. Groźba protestu w telewizji publicznej nie znika jednak całkowicie.

 – Czekamy na wyznaczenie kolejnego terminu, żeby do rozmów zasiąść, ponieważ został anulowany tylko jeden punkt z trzynastu postulatów, czyli sprawa outsourcingu. W związku z tym, jeżeli prezes Juliusz Braun nie zdecyduje się na kolejne rozmowy z komitetem strajkowym, strajk zostanie odwieszony – ostrzega Markowska.

„Wizja” nie zamyka jednak kwestii outsourcingu. Związkowcy domagają się rozliczenia procesu, który pochłonął środki z budżetu nadawcy. Markowska domaga się również także anulowania całego procesu oceny pracowników, który miał być podstawą outsourcingu.

 – Zwłaszcza kwestionowanych przez nas testów, ponieważ w tych testach zadawano bardzo szczegółowe, wręcz intymne pytania. Żądamy komisyjnego zniszczenia ich, ale z udziałem przedstawiciela związku. Żądamy odsunięcia dyrektora biura zarządzania kapitałem ludzkim, pani Ewy Ger, która jest pomysłodawczynią tej ewaluacji i outsourcingu. Jeżeli prezes Braun nie odsunie tej pani, to będziemy zmuszeni przedstawić sprawę do prokuratury o działanie na szkodę spółki – zapowiada Markowska.

Związkowcy nadal walczą o pozostałe dwanaście postulatów, w tym przede wszystkim o powrót produkcji programów do TVP. Obecnie zajmują się tym spółki zewnętrzne, choć, jak podkreśla Markowska, w telewizji publicznej jest wielu doświadczonych i kompetentnych pracowników zajmujących się produkcją.

Rośnie sprzedaż wina w Polsce. Polacy piją dwa razy więcej niż 8 lat temu

CEO Magazyn Polska

Statystyczny Polak kupuje wino półwytrawne, w 60 proc. czerwone. Na butelkę wydaje ok. 16 zł. W ciągu ostatnich ośmiu lat wartość rynku wina w Polsce podwoiła się, jednak wydatki na wino to wciąż tylko nieco powyżej 7 proc. wszystkich wydatków Polaków na alkohol. Rynkowi wina w sukurs przychodzą dyskonty.

  Za 16 złotych można już kupić dobre wino – uważa Robert Ogór, prezes Ambra SA. – Poziom jakościowy win w Polsce na przestrzeni ostatnich 20 lat przeszedł prawdziwą rewolucję. W supermarketach czy sklepach specjalistycznych można dzisiaj zaopatrzyć się w bardzo dobre wina. W każdym segmencie cenowym oferta nie ustępuje temu, co spotykamy na innych rynkach europejskich, tym bardziej, że są to w większości te same marki.

Jak wyjaśnia prezes Ambry, która zajmuje się produkcją, importem i dystrybucją wina, konsumenci alkoholu w Polsce powoli przechodzą od tradycyjnych trunków do produktów bardziej nowoczesnych, lżejszych, o mniejszej zawartości alkoholu. Podobnie jest w kategorii win – w ciągu ostatnich lat najbardziej zauważanym i charakterystycznym dla Polski trendem jest rosnąca popularność win różowych, które z produktu niszowego osiągnęły 10-proc. udział w rynku.

 – Najważniejszym kryterium wyboru wina jest smak. Nie jest to rzecz oczywista dla niektórych kategorii, bo np. w winach musujących dominują marka bądź opakowanie – mówi Ogór. – Polski konsument preferuje wina półwytrawne i półsłodkie. Oczywiście wraz z rosnącą ceną te gusta przemieszczają się w kierunku wytrawności.

Zaledwie 7-proc. udział wina w rynku alkoholi w Polsce to wciąż niski poziom w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Statystycznemu Polakowi wystarcza 100 ml wina na trzy dni, podczas gdy Francuz taką porcję wypija każdego dnia. Ale jak przewidują eksperci, już za kilkanaście lat będziemy pili tyle wina co Francuzi czy Hiszpanie, czyli ok. 40 litrów rocznie.

Niemałą rolę w popularyzacji wina w Polsce odgrywają dyskonty, dzięki którym konsumpcja tego alkoholu upowszechnia się.

 – Pomimo że oferta jest bardzo wybiórcza i ograniczona, na pewno niereprezentatywna, to dyskonty torują drogę konsumentowi do wina i branży do tego konsumenta. Będziemy jeszcze mieli w przyszłych latach bardzo wiele korzyści z tego, co dyskonty dzisiaj robią na rynku wina – uważa Ogór.

Jak dodaje, bardzo istotnym kryterium przy wyborze wina jest zawsze marka. Uznana marka wina sprzedawana i powszechnie lubiana jest wyrazem stabilnej jakości, wyrazem zaufania, zbudowanym poprzez wielokrotną konsumpcję. Niezmiennie ważna jest także cena, a ta jest w Polsce podniesiona przez akcyzę. W Polsce to 158 zł od każdego hektolitra, czyli 1,19 zł na butelkę (0,7 l). W wielu krajach, np. w Niemczech, w Czechach, na Słowacji, w Austrii czy na Węgrzech akcyza na wino jest zerowa.

 – To również ma wpływ na strukturę konsumpcji i rozwój tej konsumpcji w kierunku napojów niskoalkoholowych, jakim jest wino. Na pewno zwiększanie tego podatku nie wpływałoby na ten rozwój konsumpcji i postaw konsumenckich – mówi prezes Ambry agencji informacyjnej Newseria.

W pierwszym kwartale roku obrotowego 2013/2014 spółka zarobiła na czysto 3,4 mln zł – ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wzrosły w Grupie Ambra o 7,7 proc. W Polsce przychody grupy zwiększyły się o 7,8 proc., podczas gdy rynek wina, który wzrósł o 2,9 proc.

Wyniki finansowe GK ENEA w III kwartale lepsze od oczekiwań rynku

Grupa Kapitałowa ENEA poprawiła efektywność, dzięki czemu osiągnęła wzrost wyników na kluczowych poziomach: EBITDA oraz zysk netto. Kondycja finansowa potwierdza dobrą pozycję Grupy na rynku energii elektrycznej w Polsce. 

W pierwszych 9 miesiącach 2013 r. przychody netto Grupy ENEA wyniosły 6 787,2 mln zł, wynik EBITDA 1 400,5 mln zł, a zysk netto 666,8 mln zł. Pomimo tego, że przychody były niższe o 8,6% od osiągniętych przed rokiem, Grupa w ujęciu r/r poprawiła wynik EBITDA o 10,4%, a zysk netto o 9,4%. W samym III kwartale 2013 r. Grupa osiągnęła jeszcze większe dynamiki głównych wielkości finansowych. Przy przychodach netto 2,2 mld zł wynik EBITDA wzrósł o 15,1% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego i wyniósł 466 mln zł, a zysk netto, po wzroście o 14,4% osiągnął poziom 215 mln zł. Pozytywny wpływ na wyniki w okresie lipiec-wrzesień 2013 r. miał segment wytwarzania (wzrost o 47,8% r/r), płasko zachowywał się segment dystrybucji (wzrost o 0,6% r/r), spadek o 9,8 mln zł odnotowano w segmencie obrotu.

„Udało nam się poprawić efektywność naszego biznesu, dlatego mamy dwucyfrowy wzrost EBITDA. Stałe i stabilne przepływy pieniężne, które generujemy, dają Grupie dostęp do źródeł finansowania. Jest to istotne, ze względu na stojące przed nami inwestycje.” – powiedziała Dalida Gepfert, Wiceprezes Zarządu ENEA S.A. ds. Finansowych.

W październiku spółka opublikowała nową strategię korporacyjną Grupy Kapitałowej ENEA na lata 2014-2020. Wartość inwestycji, które zaplanowano w tym okresie to 20 mld zł.

„Chcemy być w pełni zintegrowaną grupą energetyczną, zapewnić wzrost naszej wartości poprzez budowanie zaufania Klientów. Postawiliśmy sobie szereg strategicznych celów, które pozwolą nam optymalnie wykorzystać potencjał Grupy i elastycznie reagować na wyzwania rynku.” – podkreślił Krzysztof Zamasz, Prezes Zarządu ENEA S.A.

Dzięki planowanym inwestycjom, do 2020 r. Grupa chce m.in. zwiększyć swoje moce produkcyjne w zakresie energii elektrycznej o 1 875 MWe (w tym: 1 075 MWe w segmencie elektrowni systemowych, ok. 500 MWe z odnawialnych źródeł energii, ok. 300 MWe w źródłach kogeneracyjnych) oraz w zakresie energii cieplnej do 1 500 MWt.

Bardzo dobre wyniki firmy Henkel za trzeci kwartał 2013 r.

„Mimo coraz trudniejszych warunków rynkowych, firma Henkel ponownie odnotowała w trzecim kwartale 2013 bardzo dobre wyniki finansowe, i z kwartału na kwartał coraz wyższą dynamikę wzrostu w ujęciu organicznym. Znacznie poprawiliśmy zarówno wynik finansowy, jak i rentowność. Spółka po raz pierwszy uzyskała marżę EBIT na poziomie przekraczającym 16%” – powiedział Kasper Rorsted, prezes zarządu Henkel. „Uzyskaliśmy znaczący wzrost przychodów w ujęciu organicznym, do czego przyczyniły się dobre wyniki uzyskane przez wszystkie segmenty rynku i regiony, w których prowadzimy działalność. Szczególnie dynamiczny wzrost odnotowaliśmy ponownie na rynkach wschodzących. Jednakże na wykazywane przychody negatywny wpływ miały różnice kursowe.”

Odnosząc się do ostatnich miesięcy roku, Kasper Rorsted stwierdził: „Warunki ekonomiczne będą nadal trudne, w związku z czym będziemy kontynuować prace nad dostosowaniem naszych procesów i struktur, mając na względzie dalszą poprawę naszej elastyczności i efektywność w zmiennym otoczeniu rynkowym.”

Potwierdzenie wcześniejszych prognoz wyników za 2013 r. – oczekiwana wyższa marża

„Jak już wcześniej deklarowaliśmy, spodziewamy się wzrostu przychodów ze sprzedaży w ujęciu organicznym na poziomie 3% do 5% za cały rok obrotowy. Oczekujemy, że zysk na akcję uprzywilejowaną (EPS) wzrośnie o ok. 10 procent. Prognozę skorygowanej marży EBIT podnosimy z poziomu ok. 14,5% do ok. 15%” powiedział Kasper Rorsted.

Przychody ze sprzedaży i wynik finansowy za trzeci kwartał 2013 r.

W trzecim kwartale 2013 r. Henkel uzyskał przychody ze sprzedaży w wysokości 4,184 mld euro. Były one niższe niż w tym samym okresie roku poprzedniego ze względu na ujemną wartość różnic kursowych (6,7%). W ujęciu nominalnym, wartość sprzedaży spadła o 2,6%. W ujęciu organicznym, tj. bez uwzględnienia wpływu różnic kursowych oraz efektów transakcji przejęć i zbycia aktywów, wzrost ukształtował się on na bardzo dobrym poziomie 4,2% i złożyły się na niego dobre wyniki we wszystkich sektorach działalności.

W dziale Laundry & Home Care (środki piorące i środki czystości) odnotowano bardzo dobry wzrost w ujęciu organicznym, na poziomie 5,5%. Również dział Beauty Care (kosmetyki) osiągnął silny wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym, wynoszący 3,1%. Dział Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) znakomicie poprawił wyniki sprzedaży w ujęciu organicznym, notując wzrost o 4,2% rok do roku.

Skorygowany zysk operacyjny (z wyłączeniem kosztów i zysków o charakterze jednorazowym oraz kosztów restrukturyzacji) wzrósł z 631 mln euro do 672 mln euro (o 6,5%), przy czym na wzrost ten wpływ miały wyniki osiągnięte w ramach wszystkich trzech sektorów działalności. Wykazany zysk operacyjny (EBIT) wzrósł w ujęciu rok do roku z 586 mln euro do 649 mln euro.

W zakresie skorygowanej rentowności sprzedaży (marży EBIT) odnotowano poprawę o 1,4 punktu procentowego, z 14,7% do 16,1%. Wykazana rentowność sprzedaży wyniosła 15,5%, wobec 13,6% rok wcześniej.

Wynik na działalności finansowej Henkel wzrósł o 27 mln euro, do poziomu -25 mln euro, głównie dzięki poprawie pozycji finansowej netto i lepszym rezultatom transakcji zabezpieczających ryzyko walutowe. Stopa opodatkowania wyniosła 24,8%, wobec 24,7% rok wcześniej.

Zysk netto w ujęciu kwartalnym wzrósł o 16,7%, z 402 mln euro do 469 mln euro. Po wyłączeniu udziałów niekontrolujących w kwocie 11 mln euro, zysk netto w ujęciu kwartalnym wyniósł 458 mln euro (390 mln euro w trzecim kwartale 2012 r.). Skorygowany zysk netto za kwartał, po wyłączeniu jego części przypadającej na udziały niekontrolujące, wyniósł 476 mln euro (422 mln euro w tym samym okresie poprzedniego roku). Zysk na akcję uprzywilejowaną (EPS) wzrósł z 0,90 euro do 1,06 euro. Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną wyniósł 1,10 euro, wobec 0,97 euro w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Przed zastosowaniem zmienionego MSR 19, EPS za zeszły rok wynosił 0,99 euro, a wzrost obliczonego na tej podstawie skorygowanego zysku na akcję uprzywilejowaną kształtował się na poziomie 11,1%.

Stosunek kapitału obrotowego netto do przychodów ze sprzedaży uległ dalszej poprawie w stosunku do poprzedniego roku, osiągając poziom 4,5%. Na 30 września 2013 r. pozycja finansowa netto uległa zmianie z zadłużenia netto na inwestycję netto wynoszącą 485 mln euro. Na 30 września 2012 r., Henkel wykazywał zadłużenie netto w wysokości 612 mln euro.

Wyniki w okresie od stycznia do września 2013 r.

Przychody ze sprzedaży za dziewięć miesięcy roku obrotowego 2013 wyniosły 12,503 mld euro, co stanowiło poziom porównywalny z odnotowanym w analogicznym okresie poprzedniego roku. W zakresie przychodów ze sprzedaży w ujęciu organicznym, tj. bez uwzględnienia wpływu różnic kursowych oraz efektów transakcji przejęć i zbycia aktywów, firma zanotowała znakomity wzrost na poziomie 3,6%. Skorygowany zysk operacyjny wzrósł z 1,791 mld euro do 1,932 mld euro, tj. o 7,8%, przy czym na wzrost ten wpływ miały wyniki osiągnięte w ramach wszystkich sektorów działalności. Skorygowana rentowność sprzedaży (marża EBIT) wzrosła z 14,3% do 15,5%.

Skorygowany zysk netto za dziewięć miesięcy roku, po odliczeniu części przypadającej na udziały niesprawujące kontroli, wzrósł o 12,6% względem poprzedniego roku, z 1,203 mld euro do 1,354 mld euro. Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną (EPS) osiągnął poziom 3,13 euro, co oznacza dużą poprawę (12,6%) w porównaniu z poziomem 2,78 euro odnotowanym za pierwsze dziewięć miesięcy 2012 r. Przed zastosowaniem zmienionego MSR 19, EPS w poprzednim roku wynosił 2,83 euro, a wzrost EPS rok do roku wyniósł 10,6%.

Wyniki poszczególnych działów w trzecim kwartale 2013 r.

W trzecim kwartale 2013 r. dział Laundry & Home Care (środki piorące i środki czystości) odnotował znaczną poprawę dynamiki sprzedaży w ujęciu organicznym oraz silny wzrost skorygowanej rentowności sprzedaży, utrzymując tym samym korzystną tendencję wzrostową. W ujęciu nominalnym przychody ze sprzedaży działu wyniosły 1,167 mld euro wobec 1,194 mld euro w trzecim kwartale 2012 r.

Motorem organicznego wzrostu sprzedaży w dziale Laundry & Home Care (środki piorące i środki czystości) były rynki wschodzące, gdzie procentowy przyrost był ponownie dwucyfrowy. Mimo utrzymujących się niepokojów społecznych, tempo wzrostu sprzedaży na rynkach Afryki i Bliskiego Wschodu także było dwucyfrowe. Poprawę wyników odnotowano również w Europie Wschodniej, głównie za sprawą kontynuacji dynamicznego wzrostu w Turcji. W Ameryce Południowej także zaobserwowano znaczący wzrost, głównie za sprawą rynku meksykańskiego. Na rynkach rozwiniętych, nadal charakteryzujących się ostrą konkurencją cenową i promocyjną oraz spadkiem sprzedaży, przychody ze sprzedaży w ujęciu organicznym kształtują się nieznacznie poniżej poziomu z trzeciego kwartału 2012 r. Na trendach w Europie Zachodniej ponownie negatywnie zaważyła słaba koniunktura w Europie Południowej, która zniwelowała efekt bardzo dobrych wyników sprzedaży w Niemczech. Sprzedaż w Ameryce Północnej była nieznacznie niższa niż rok wcześniej, co miało związek z utrzymującym się osłabieniem rynku.

Skorygowany zysk operacyjny wzrósł o 7,6%, do 186 mln euro. Dzięki temu skorygowana rentowność sprzedaży wyniosła 15,9%, wobec 14,5% w trzecim kwartale 2012 r. Wykazany zysk operacyjny (EBIT) wzrósł w ujęciu rok do roku z 168 mln euro do 185 mln euro.

W trzecim kwartale 2013 r. dział Beauty Care (kosmetyki) odnotował znaczną poprawę dynamiki sprzedaży w ujęciu organicznym oraz istotny wzrost skorygowanej rentowności sprzedaży. Dynamika organicznego wzrostu sprzedaży na poziomie 3,1% po raz kolejny była wyższa od dynamiki wzrostu odnośnych rynków, przyczyniając się do powiększenia udziału firmy w tych rynkach. W ujęciu nominalnym przychody ze sprzedaży wyniosły 886 mln euro, wobec 908 mln euro w trzecim kwartale 2012 r.

Największy udział we wzroście przychodów działu Beauty Care (kosmetyki) w ujęciu organicznym miały rynki wschodzące, gdzie ponownie stopa wzrostu była dwucyfrowa. Szczególnie korzystne trendy zaobserwowano w Azji (z wyłączeniem Japonii) oraz Ameryce Łacińskiej. Rynki Afryki i Bliskiego Wschodu oraz Europy Wschodniej o silnej dynamice wzrostu również znacząco przyczyniły się do tego wyniku. Na rynkach rozwiniętych, które i w tym segmencie charakteryzują się tendencją spadkową, dalszym wzrostem działalności promocyjnej i coraz silniejszą presją cenową, sprzedaż w ujęciu organicznym spadła nieznacznie w porównaniu z analogicznym kwartałem poprzedniego roku. Jednak w Ameryce Północnej zaobserwowano silny wzrost mimo kurczącego się rynku, natomiast na bardzo trudnym rynku zachodnioeuropejskim przychody ze sprzedaży utrzymywały się na stałym poziomie.

Skorygowany zysk operacyjny za trzeci kwartał 2013 r. wyniósł 132 mln euro. Skorygowana rentowność sprzedaży (marża EBIT) uległa poprawie o 0,2 pp, do 14,9%. Wykazany zysk operacyjny wzrósł o 7,5% w ujęciu rok do roku, do 122 mln euro.

W trzecim kwartale 2013 r. dział Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) odnotował znaczną poprawę dynamiki sprzedaży w ujęciu organicznym oraz silny wzrost skorygowanej rentowności sprzedaży. Przychody ze sprzedaży w ujęciu nominalnym wzrosły do 2,095 mld euro. W porównaniu z analogicznych kwartałem poprzedniego roku organiczny wzrost przychodów wyniósł 4,2%.

Sprzedaż działu Adhesive Technologies na rynkach wschodzących wyraźnie wzrosła w ujęciu organicznym. Ameryka Łacińska ponownie wyróżniła się jako region o najwyższym, dwucyfrowym wzroście sprzedaży, głównie za sprawą dynamicznego rozwoju na rynku brazylijskim. Na wyniki firmy korzystnie wpłynął również silny wzrost sprzedaży w Europie Wschodniej. W regionie Azji (z wyłączeniem Japonii) odnotowano istotny wzrost sprzedaży w ujęciu rok do roku. Region Afryki i Bliskiego Wschodu również zanotował dodatnią dynamikę sprzedaży. Mimo trudnych warunków rynkowych, solidny wynik w ujęciu organicznym osiągnięto na rynkach rozwiniętych, gdzie liderem wzrostu był region Europy Zachodniej. W Ameryce Północnej po raz kolejny sprzedaż wyraźnie wzrosła w porównaniu z analogicznym kwartałem poprzedniego roku.

Skorygowany zysk operacyjny uległ poprawie aż o 8,2%, zamykając się kwotą 373 mln euro. Znakomity wynik odnotowano na poziomie skorygowanej rentowności sprzedaży, która po raz pierwszy w historii firmy osiągnęła wartość 17,8% (wzrost o 1,8 p.p.). Wykazany zysk operacyjny wzrósł o 11,2%, z 329 mln euro do 365 mln euro.

Wyniki Grupy za III kw. w podziale na regiony

Działając w warunkach zaostrzonej konkurencji i pomimo recesji w krajach Europy Południowej, Henkel osiągnął w całym regionie Europie Zachodniej wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym o 0,7%. Łączne przychody ze sprzedaży w regionie wyniosły 1,415 mld euro. W Europie Wschodniej sprzedaż w ujęciu organicznym była wyższa o 6,2%, przede wszystkim dzięki wynikom osiągniętym na rynkach rosyjskim i tureckim. Przychody ze sprzedaży w regionie osiągnęły łącznie poziom 822 mln euro. Na wyniki w regionie Afryki i Bliskiego Wschodu negatywny wpływ miała niestabilna sytuacja polityczna i niepokoje społeczne, obserwowane w niektórych krajach tej części świata. Jednak mimo tych trudności, region wypracował dwucyfrowy wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym w wysokości 23,1%, dla którego kluczowe znaczenie miały sektory Laundry & Home Care oraz Beauty Care. Przychody ze sprzedaży w regionie osiągnęły łącznie poziom 255 mln euro.

Sprzedaż w regionie Ameryki Północnej zwiększyła się w ujęciu organicznym o 2,2% dzięki dobrym wynikom działów Beauty Care i Adhesive Technologies. Przychody ze sprzedaży w regionie osiągnęły łącznie poziom 756 mln euro. Region Ameryki Łacińskiej odnotował wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym o 12,5%. W tym wypadku motorem wzrostu był rynek brazylijski. Przychody ze sprzedaży w regionie osiągnęły łącznie poziom 269 mln euro. W regionie Azji i Pacyfiku odnotowano wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym o 1,8%. Bardzo dobre wyniki działalności na dynamicznie rosnących rynkach w regionie, szczególnie w Chinach, zostały częściowo zniwelowane spadkami sprzedaży na rynku japońskim. Przychody ze sprzedaży w regionie osiągnęły łącznie poziom 631 mln euro.

Po raz kolejny wzrost sprzedaży ogółem firma Henkel zawdzięcza rezultatom osiąganym na rynkach wschodzących Europy Wschodniej, Afryki i Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej oraz Azji (z wyłączeniem Japonii), które odnotowały średnią dynamikę wzrostu sprzedaży w ujęciu organicznym na poziomie 9,1%. Przychody na rynkach wschodzących, w łącznej kwocie 1,865 mld euro, stanowiły 45% przychodów ogółem (w analogicznym kwartale ubiegłego roku udział ten wyniósł 44%).

Perspektywy działalności Grupy Henkel w 2013 r.

Przewiduje się, że w roku obrotowym 2013 wzrost sprzedaży Grupy Henkel w ujęciu organicznym wyniesie między 3% a 5%. Spółka jest przekonana, że wzrost w prognozowanym przedziale uda się uzyskać we wszystkich sektorach działalności. Henkel podnosi prognozę skorygowanej rentowności sprzedaży (EBIT) z ok. 14,5% do ok. 15% (2012 r.: 14,1%) i zakłada pozytywny wzrost rentowności we wszystkich sektorach swojej działalności. Zgodnie z oczekiwaniami firmy Henkel, skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną będzie wyższy o ok. 10% (2012 r.: 3,70 euro).

Rarka w Mixplusie: UOKIK wygrywa w sądzie

29 groszy za minutę do wszystkich – reklama operatora sieci Plus wprowadzała konsumentów w błąd. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził decyzję Prezes UOKiK nakładającą na przedsiębiorcę karę w wysokości ponad 1,8 mln zł  

Wyrok SOKiK dotyczy decyzji UOKiK z grudnia 2011 roku. Urząd stwierdził wówczas, że reklamy operatora sieci Plus – spółki Polkomtel,  wprowadzały w błąd informując, że stawka 29 groszy za minutę dotyczyła każdego połączenia głosowego w usłudze MixPlus. Tymczasem cena ta obowiązywała jedynie pod warunkiem wykupienia przez użytkownika dodatkowego, pakietu usług i pełnego wykorzystania limitu minut przyznanego w ramach tego pakietu. W opinii Urzędu, konsument pod wpływem wprowadzających w błąd reklam Polkomtela mógłby zdecydować się na skorzystanie z oferty, czego nie zrobił by gdyby został rzetelnie poinformowany o jej warunkach. Wprowadzanie konsumentów w błąd jest uznawane za niezgodną z prawem nieuczciwą praktykę rynkową.

Sąd zgodził się ze stanowiskiem Prezes UOKiK podtrzymując karę pieniężną w wysokości 1 859 067 zł, nakaz publikacji decyzji w całości w serwisie internetowym przedsiębiorcy oraz nakaz publikacji sentencji decyzji w dzienniku ogólnopolskim. Wyrok SOKiK w Warszawie z 8 listopada 2013 r. (XVII AmA 54/12) nie jest prawomocny, przedsiębiorcy przysługuje apelacja.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Wyniki Grupy Kapitałowej MCI po III kwartale 2013 roku

0

MCI wypracowało 170,5 mln zł zysku netto w ciągu 9 miesięcy 2013 r.

  • Realizacja rocznej prognozy wyniku netto w czasie trzech kwartałów – Grupa MCI osiągnęła na koniec III kwartału 2013 r. 170,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto, więcej niż zakładał jej roczny plan
  • Aktywa Grupy wzrosły do 907 mln zł. Aktywa pod zarządzeniem wyniosły na koniec września 2013 r. 1 mld 51 mln zł w stosunku do 830 mln zł na koniec 2012 roku
  • Realizacja w czasie III kwartałów trzech inwestycji, w tym pierwszej w Turcji (Indeks Bilgisayar) i czwartej w branży e-fashion (Answear.com)
  • Podtrzymanie zamiaru upublicznienia Private Equity Managers SA

– Plan na pierwsze trzy kwartały został w całości wykonany. Wypracowaliśmy najwyższy wynik netto w naszej historii. Po raz pierwszy też przekroczyliśmy 1 mld zł aktywów pod zarządzaniem. Zrealizowaliśmy także kilka ciekawych inwestycji, które przełożą się na wzrost wartości naszego portfolio w przyszłości – powiedział Tomasz Czechowicz, Partner Zarządzający MCI Management SA. – To pokazuje, że staliśmy się przewidywalni a ogłaszane przez nas prognozy inwestorzy mogą traktować poważnie – dodał.

Po trzech kwartałach br. Grupa MCI Management zanotowała 170,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 31,8 mln zł przed rokiem. Suma aktywów Grupy wzrosła o 16 proc. do 907 mln zł z 780 mln zł na koniec 2012 roku. W ciągu 9 miesięcy 2013 r. aktywa netto wzrosły w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o 142 mln zł do ponad 747 mln zł, co daje wzrost o ponad 15 proc.  r/r. Aktywa pod zarządzaniem Grupy MCI zgodnie z oczekiwaniami zarządu po raz pierwszy w historii przekroczyły 1 mld zł i wynoszą obecnie  1 mld 51 mln zł.

Na wypracowane wyniki finansowe funduszu wpływ miały: istotny wzrost wartości aktywów netto funduszu MCI.EuroVentures za sprawą wzrostu wartości ABC Data SA i wpływu dywidendy z tej spółki oraz utrzymanie stabilnego przyrostu wartości spółek portfelowych subfunduszu MCI.TechVentures.

Nowe inwestycje

Kontynuując obraną strategię inwestowania w spółki z branży e-commerce i liderów w danym segmencie rynku w trzecim kwartale br. zespół MCI Management SA, poprzez fundusz MCI. TechVentures, zrealizował inwestycję w Wearco sp. z o.o., spółkę prowadzącą Answear.com, największy w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej multibrandowy sklep odzieżowy online, oferujący ponad 200 najpopularniejszych światowych marek odzieży, obuwia i akcesoriów. Spółka została założona w 2011 roku przez zespół o bogatym branżowym doświadczeniu, odpowiedzialny m.in. na sukces takich znanych marek ubraniowych  jak Artman i LPP. Zamiarem strategicznym MCI wobec nowej inwestycji jest umocnienie wiodącej pozycji rynkowej Answear.com w Polsce oraz ekspansja w wybranych krajach Europy Środkowo-Wschodniej w segmencie multibrandowych sklepów online.

Z kolei Invia.cz, lider rynku e-travel w Europie Środkowo-Wschodniej, której ponad 80-proc. pakiet udziałów posiada fundusz MCI. TechVentures, dokonała kolejnej, wynoszącej 5 mln dol., inwestycji w swojej rosyjskiej spółce Travelata.ru. Dzięki temu posunięciu Invia wzmocniła kapitałowo przedsięwzięcie nabyte w 2012 roku, które dopiero rozpoczynało rozwój na posiadającym ogromny potencjał wzrostu rynku rosyjskim. Od czasu pierwotnej inwestycji Travelata przekształciła się z firmy na wczesnym etapie rozwoju w spółkę posiadającą potencjał bycia wiodącym dystrybutorem pakietów turystycznych przez Internet w Rosji, która zwiększa przychody o 40% szybciej niż zakładał ambitny biznes plan. Środki z dodatkowej inwestycji zostaną przeznaczone na dalszy rozwój spółki i wzmocnienie pozycji lidera segmentu sprzedaży pakietów turystycznych online na rynku rosyjskim.

Wcześniej, w I półroczu, do portfela MCI dołączył Indeks Bilgisayar, największy turecki dystrybutor sprzętu IT z rocznymi przychodami na poziomie ponad 850 mln dol.

– Nasza turecka inwestycja rozwija się zgodnie z założeniami. Po burzliwych kilku tygodniach tamtejszy rynek kapitałowy odzyskał siłę i dziś wrócił do wzrostów notowanych w 2012 r. Stabilizacja tureckiej giełdy i poprawiające się wyniki Indeksu przełożyły się na wzrost kurs jego akcji, co znalazło wyraz w wynikach MCI za pierwsze trzy kwartały – powiedziała Magda Pasecka, Członek Zarządu, CFO MCI Management SA

Istotna baza kapitałowa oraz dostęp do ciekawych projektów dają podstawy do  kontynuowania przez zespół MCI przyjętej strategii inwestycyjnej. Jeśli warunki rynkowe nie ulegną znacznemu pogorszeniu, do czasu ogłoszenia wyników za rok 2013 MCI nie wyklucza realizacji kilku nowych transakcji.

Istotne zdarzenia i wyniki wybranych spółek portfelowych

ABC Data SA, spółka portfelowa funduszu MCI. EuroVentures, lider polskiego rynku dystrybucji IT, osiąga bardzo dobre wyniki finansowe, prowadząc silną ekspansję geograficzną swojej działalności i koncentrując się na sprzedaży w kanale elektronicznym. We wrześniu spółka podniosła swoje prognozy wyników finansowych na 2013 r. Zgodnie z nowymi założeniami budżetowymi w 2013 r. przychody spółki wzrosną o 30,7 proc. r/r a EBITDA o 36,4 proc. w stosunku do poprzedniego roku i osiągnie rekordowy poziom 70,7 mln zł. Na koniec września br. miała 3,4 mld zł przychodów (wzrost o 42 proc. rok do roku), a jej EBIDTA wyniosła 51 mln zł (wzrost o 60 proc. roku do roku).

Do innych istotnych zdarzeń w spółkach portfelowych MCI należy zaliczyć podpisanie kontraktu na dystrybucję produktów firmy Apple (głownie I-Phonów) przez Indeks Bilgisayar. W pierwszych dziewięciu miesiącach br. Indeks uzyskał ponad 20-proc. wzrost przychodów r/r i szacuje, że nowy kontrakt z najbardziej wartościową marką świata przyniesie dodatkowe przychody rzędu ok. 125 mln dol. (250 mln TRL) rocznie.

Genomed, firma zajmująca się sekwencjonowaniem, analizą i syntezą DNA, przechodzi transformację. Dotychczasowa strategia zakładająca pozyskiwanie przychodów z kontraktów NFZ została rozbudowana o nowe źródło wpływów, jakim są komercyjne świadczenia medyczne. Usprawniony model biznesowy i rozbudowa zespołu laboratoryjnego pozwalają spółce zdobywać nowe zlecenie, co znajdzie odzwierciedlenie w wynikach finansowych kolejnych kwartałów.

Oferta publiczna PEM

MCI Management podtrzymuje plany upublicznienia Grupy Private Equity Managers S.A., wyspecjalizowanej w zarządzaniu funduszami i aktywami należącymi do MCI oraz do inwestorów zewnętrznych. Planowane IPO odbędzie się w pierwszej połowie 2014 roku. Obecnie spółka jest zaangażowana w prace nad refinansowaniem aktywa oraz wypełnianie formalności związanych z planami upublicznienia.

Komentarz dzienny, 12 listopada 2013

Zgodnie z opublikowanymi w piątek danymi, w październiku w amerykańskiej gospodarce przybyło 204 tys. miejsc pracy. Jak wskazywaliśmy wielokrotnie w naszych publikacjach w poprzednim tygodniu, pesymistyczny konsensus (bliski 100 tys.) nie był uzasadniony w świetle cząstkowych danych (przede wszystkim bardzo dobre odczyty ISM) i niepewności co do wpływu zaburzeń fiskalnych na proces zbierania i przetwarzania danych. W przedsiębiorstwach prywatnych przybyło 212 tys. etatów, zaś układ sektorowy prezentuje się całkiem korzystnie (wzrosty w przemyśle i budownictwie, solidny przyrost zatrudnienia w handlu detalicznym). Suma rewizji za poprzednie dwa miesiące sięgnęła +60 tys., udzielając prztyczka w nos tym, którzy przywiązują zbyt dużą wagę do pojedynczych odczytów.

Andrzej Szczęśniak: Polska ma szansę odzyskać wpływ na EuRoPol Gaz

CEO Magazyn Polska

Dziś ma się odbyć zwołane w piątek posiedzenie Rady Nadzorczej i akcjonariuszy EuRoPol Gazu. Wciąż nie wiadomo, czy stawią się na nim przedstawiciele Gazpromu, którzy w piątek opuścili posiedzenie. Wszystko przez rezygnację prezesa i wiceprezesa spółki ze swoich funkcji. Zdaniem ekspertów, to szansa na odzyskanie przez stronę polską wpływu na EuRoPol Gaz.

Konflikt w spółce EuRoPol Gaz SA, tranzytującej gaz rosyjski przez Polskę do Niemiec, rozpoczął się na początku kwietnia. Wówczas prezes Gazpromu Aleksiej Miller i prezes EuRoPol Gaz SA Mirosław Dobrut podpisali memorandum dotyczące ewentualnej budowy gazociągu „Jamał-Europa II” z Białorusi na Słowację przez Polskę. Premier RP Donald Tusk stwierdził wtedy, że porozumienie to dokonało się za jego plecami. Odwołał ministra skarbu państwa Mikołaja Budzanowskiego, którego obowiązkiem było sprawowanie nadzoru nad PGNiG jako spółką Skarbu Państwa, i szefową PGNiG, Grażynę Piotrowską-Oliwę. Natomiast reprezentanci PGNiG w EuRoPol Gazie nie ponieśli żadnych konsekwencji. W piątek prezes Mirosław Dobrut i wiceprezes Zdzisław Jamka złożyli rezygnację, co jest dobrym sygnałem dla strony polskiej. Została ona przyjęta.

Rezygnacja Dobruta i Jamki ma doprowadzić do przywrócenia przez polską stronę pewnej sterowalności spółką przez tę część zarządu, która reprezentuje nasze interesy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Udziałowcami spółki EuRoPol Gaz są PGNiG (48 proc.), OAO Gazprom (48 proc.) oraz Gas Trading (4 proc.). W skład zarządu wchodzi czterech członków. Rezygnacja dwóch polskich przedstawicieli zarządu – drugiego wiceprezesa Zdzisława Jamki i prezesa Macieja Dobruta (który poprosił o odwołanie) spowodowała konieczność wyboru dwóch nowych członków. PGNiG, mające, podobnie jak Gazprom, uprawnienie do rekomendowania dwóch członków zarządu, chciało dokonać ich wyboru. Uniemożliwili to jednak przedstawiciele strony rosyjskiej, opuszczając posiedzenie.

Spółka EuRoPol Gaz jest tak skonstruowana, że wymaga zgody dwóch stron i tylko zgodne decyzje i działania są skuteczne – zauważa Szczęśniak. – Zobaczymy, jak zareagują Rosjanie, bo pierwsza reakcja była bardzo nerwowa, tzn. posiedzenie się nie zakończyło i rosyjska strona wyszła.

Według umowy, EuRoPol Gazem, który kontroluje przepływ rosyjskiego gazu do Polski, musi kierować zarząd w pełnym, czteroosobowym składzie. Brak dwóch osób i niemożność ich wyboru paraliżują działanie spółki.

Zrobiono pierwszy krok do mianowania w EuRoPol Gazie osób cieszących się zaufaniem zarządu PGNiG – mówi Szczęśniak. – Polska firma chciała odzyskać to, co w spółce jest najistotniejsze, czyli możność zarządzania nią. To ostatnio szwankowało i od kwietnia tego roku było powodem pewnych napięć.
PGNiG SA wezwało do zwołania na 12 listopada Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, aby powołać swoich reprezentantów w spółce. Nie wiadomo jednak, czy uda się uzyskać większość potrzebną do ich powołania.

Prezes PKO BP: Do 2015 r. z systemu płatności mobilnych IKO korzystać będzie milion osób

PKO BP kontynuuje rozwój systemu płatności mobilnych IKO. Dołączenie pięciu kolejnych banków do systemu ma nastąpić na przełomie I i II kwartału 2014 r. PKO BP chce, by w dalszej przyszłości do systemu przyłączyły się kolejne instytucje, dzięki czemu do 2015 r. z IKO ma korzystać co najmniej milion klientów.

 Wszystkie inne banki są również zainteresowane dołączeniem do IKO – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. – Jednak spotykanie się od początku w grupie 10-15 banków mogłoby być trudne z powodu różnicy zdań. Chcemy, by grupa inicjatywna nie była zbyt szeroka, dlatego zaczynamy od sześciu banków, łącznie z nami. W przyszłości będziemy zapraszać także inne  – dodaje Jagiełło.

W skład grupy inicjatywnej wchodzą oprócz PKO BP także BZ WBK, Alior Bank, ING Bank Śląski, mBank i Bank Millennium. IKO umożliwia płatności za pomocą telefonów komórkowych w sklepach, korzystających z obsługi przez eService, przelewy na numer telefonu, telefoniczne przekazywanie czeków i wypłaty z bankomatów bez użycia karty. Aktualnie z systemu korzystają tylko klienci PKO BP, posiadający telefon podłączony do internetu.

 – Liczba użytkowników z PKO BP rośnie z dnia na dzień, a to dopiero początek – mówi Jagiełło. – Chcemy, żeby ta usługa została udostępniona klientom innych banków. Wydaje mi się, że w 2015 roku, półtora roku po uruchomieniu tego procesu w innych bankach, w Polsce będzie co najmniej milion użytkowników tej płatności.

7 listopada PKO Bank Polski podpisał z firmą EVO Payments International Acquisition umowę dotyczącą sprzedaży 66 proc. kapitału eService – należącego do grupy PKO BP agenta rozliczeniowego. Realizacja ma nastąpić na przełomie 2013 i 2014 r. PKO BP szacuje zysk z umowy na ok. 377 mln zł brutto.

 – Jako PKO BP nie mamy dużych doświadczeń międzynarodowych w rozwijaniu technologii przetwarzania płatności – mówi Jagiełło. – To dostarczy nam EVO, natomiast my zatrzymujemy sobie relacje z klientami w Polsce.

Dzięki zaangażowaniu EVO, eService rozwinie e-handel i płatności internetowe.

 – Pamiętajmy też o tym, że płatności elektroniczne w punktach akceptacji niosą za sobą dodatkowe możliwości, takie jak programy rabatowe, karty lojalnościowe i nie tylko – mówi Zbigniew Jagiełło. – To gałąź biznesu, która nie jest podstawowa dla naszego banku, więc wsparcie EVO i doświadczenie międzynarodowe firmy będzie dla nas bardzo cenne – dodaje.

S.Kluza: rządowe analizy gospodarcze nieprofesjonalne albo upolitycznione

CEO Magazyn Polska

W tym tygodniu GUS poda szacunkowe dane o wzroście gospodarczym w III kwartale. Prognozy przewidują wzrost PKB w przedziale 1,5-1,8 proc. Zważywszy na słabe pierwsze półrocze, cały rok może być gorszy nawet od 2009, gdy gospodarka rozwijała się w tempie 1,6 proc. Jeszcze na początku roku rząd wierzył w wynik powyżej 2 proc.

Zdaniem Stanisława Kluzy, ekonomisty z SGH i byłego ministra finansów, rządowe analizy są albo nieprofesjonalne, albo przygotowywane z myślą o bieżącym politycznym celu.

 – Rządowe analizy dotyczące sytuacji gospodarczej w Polsce są upolityczniane albo robione nieprofesjonalnie – uważa Stanisław Kluza, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej.

Dodaje, że tym przewidywaniom towarzyszy chaos, a coraz wyraźniej widać zaniechania reform, które powinny być przeprowadzone w ostatnich latach.

 – Pomijając kwestie błędów, które były w roku 2012 i w I półroczu bieżącego roku, zwróciłbym uwagę na kwestię analiz dotyczących autonomicznego potencjału wzrostu gospodarczego w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes były szef Komisji Nadzoru Finansowego. – On jest w przedziale 4,5-5 proc., tymczasem w ustawie budżetowej na przyszły rok mamy zapisane ostrożnościowo 2,5 proc.

Zdaniem Stanisława Kluzy, minister finansów Jacek Rostowski wolał zapewne zaniżyć prognozy, by nie przeszacować przyszłorocznego budżetu W pierwotnych założeniach do ustawy budżetowej na 2013 rok rząd założył wzrost PKB o 2,9 proc., by trzy miesiące później obniżyć prognozę do 2,2 proc. I ta okazała się jednak nierealna, wskutek czego nowelizowano w tym roku budżet, zwiększając deficyt o 16 mld złotych. W pierwszym kwartale roku gospodarka urosła bowiem zaledwie o 0,5 proc., w drugim – o 0,8 proc.

Stanisław Kluza przypomina słowa premiera Donalda Tuska, które padły podczas wrześniowego forum ekonomicznego w Krynicy. Szef rządu mówił wówczas o rychłym zakończeniu kryzysu i wejściu na ścieżkę ok. 3-proc. wzrostu., co zostało odebrane jako optymistyczny znak dla gospodarki.

 – Jeżeli mamy wewnętrzny potencjał do wzrostów z przedziału 4,5-5 proc., a rząd w najbardziej optymistycznym scenariuszu bierze pod uwagę 3 proc., to pytanie, co się dzieje z tą różnicą – zastanawia się były szef resortu finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. – W mojej ocenie ta różnica jest konsekwencją zaniechania reform finansów publicznych przez sześć lat i słynnego powiedzenia premiera Tuska z 2010 roku: „Tu i teraz”.

Świadczy to, zdaniem Kluzy, o tym, że rząd nie miał pomysłu ani strategii prorozwojowych, a nadwyżki i potencjały wzrostu zostały skonsumowane.

 – Być może wtedy, w 2010 roku premier nie miał takiej nadziei, bądź takich oczekiwań, że będzie miał drugą kadencje, ale to oznacza, że grał bardzo nieuczciwie w stosunku do swoich wyborców – dodaje Kluza.

Zamieszanie wokół wartego 1,5 mld euro przetargu na okręty podwodne

CEO Magazyn Polska

To niezrozumiała i dziwna sytuacja – tak zmianę warunków przetargu na okręty podwodne komentuje Dariusz Seliga, poseł PiS oraz wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Jego zdaniem zamieszanie wokół  wartego 1,5 miliarda euro postępowania dotyczącego zakupu okrętów podwodnych dla polskiej armii wynika z braku cywilnej kontroli nad armią.

Zakup okrętów podwodnych wyposażonych w rakiety manewrujące, czyli systemu odstraszania potencjalnych wrogów, miał być jednym z kluczowych elementów modernizacji Marynarki Wojennej RP. Mimo to Ministerstwo Obrony Narodowej nie odrzuciło oferty niemieckiego producenta ThyssenKrupp Marine Systems, która nie spełniała tych założeń. Co więcej – resort zdecydował się zmienić kryteria przetargu korzyść tego oferenta po to, by mógł im sprostać.

Niezrozumiała sytuacja, dziwna – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Seliga, poseł PiS, wiceprzewodnicący sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

Niemiecki okręt typu 212A nie spełnia obowiązkowych wymagań taktyczno–technicznych dotyczących m.in. uzbrojenia rakietowego, systemu ratownictwa i napędu. Tymczasem system odstraszania miał być głównym celem zakupów polskiej armii. Jak tłumaczy Seliga – sam okręt miał pełnić jedynie funkcję ich nośnika.

To jest jak z samolotem F–16. On jest tylko nośnikiem pewnych systemów uzbrojenia pewnej broni. I podobnie powinno być z okrętami. Nas najbardziej interesuje w naszym przypadku element odstraszania, żeby ktoś tam wiedział na świecie, że Polacy mają okręt, który może sobie leżeć na dnie Bałtyku, ale on ma takie rakiety, które gdzieś tam mogą dolecieć. I to jest ten element, który jest nam potrzebny – wyjaśnia.

Zmiana kryteriów przetargu budzi kontrowersje, tym bardziej, że oferty złożone przez producentów z innych państw spełniały wszystkie założenia.

Z tego, co dzisiaj wiemy, niemiecka oferta nie jest chyba tak atrakcyjna pod tym względem dla nas. Z tego co już wiemy, bardzo mocno zainteresowani są tematem okrętów budowanych Francuzi, bardzo mocno Hiszpanie, którzy trochę później włączyli się do gry, ale są – dodaje Seliga.

Zdaniem niektórych komentatorów, faworyzowanie strony niemieckiej może być efektem listu intencyjnego podpisanego 27 maja 2013 r. przez ministrów obrony narodowej Polski i Niemiec. Dariusz Seliga uważa natomiast, że zamieszanie wokół wartego 1,5 miliarda euro postępowania dotyczącego zakupu okrętów podwodnych dla polskiej armii wynika z braku cywilnej kontroli nad armią.

Uważam, że brak cywilnej kontroli nad armią jest pierwszym elementem, który przy okazji tych przetargów się przejawia – podkreśla poseł PiS.

W jego ocenie zwiększenie bezpieczeństwa Polski będzie możliwe wyłącznie wtedy, gdy w projektowaniu wojskowego wyposażenia będą czynnie uczestniczyć Polacy. Sam zakup sprzętu z importu nigdy bowiem nam tego nie zagwarantuje.

Mówimy o projektach, mówimy o bardzo dużym finansowaniu tych projektów wojskowych, ma to poprawić bezpieczeństwo państwa. Ale jeżeli będzie tak, że na tym nie skorzysta polski inżynier, polski spawacz, polski tokarz i jego rodzina, to znaczy, że te projekty nic nie są warte. Bo projekty, które nie będą się rozwijały w Polsce, nie dadzą nam możliwości dobrej obrony i dobrego bezpieczeństwa – tłumaczy Seliga.

Sugeruje przy tym, że w celu skutecznej poprawy bezpieczeństwa narodowego, rząd powinien zastanowić się nad tym jak ma wyglądać polska armia za kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Biorąc to pod uwagę, powinien się zatem skupić na pozyskiwaniu nowoczesnych technologii, dzięki którym sami będziemy umieli skonstruować m.in. własne okręty podwodne.

Żebyśmy nie robili u siebie tak zwanych składaków, tylko żebyśmy pozyskiwali takie technologie czy licencje, które będziemy mogli sami robić, sami wdrażać, sami się ich uczyć, no i które też będą przydatne za kilkanaście lat – wyjaśnia poseł.

Polskie firmy mogą usprawnić swoją działalność, wykorzystując w pełni możliwości internetu

CEO Magazyn Polska

Małe i średnie przedsiębiorstwa nie wykorzystują w pełni swojego  potencjału, bo korzystają z internetu jedynie w podstawowym zakresie. Jak wynika z danych Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, ponad połowa przedsiębiorców nie traktuje sieci jako narzędzia docierania do międzynarodowych klientów oraz nie zdaje sobie sprawy z tego, jak duże możliwości promocji daje internet.

 

 – Bardzo ważne jest, żeby umieć spojrzeć na swój biznes z większej odległości, ocenić strategicznie, co się dzieje w firmie, co się dzieje na rynku, jak najlepiej wykorzystać szanse, które się pojawiają i reagować na zagrożenia – mówi Adam Parfiniewicz, dyrektor obsługi małych i średnich przedsiębiorstw, członek zarządu BNP Paribas Banku Polska.

Zdaniem Adama Parfiniewicza, firmy tracą przez to wiele rynkowych szans. Podkreśla przy tym, że zmiany zachodzące dziś na rynkach są coraz częstsze, a czas na reakcję przedsiębiorców – coraz krótszy. To z kolei wymaga coraz większej dyscypliny w planowaniu rozwoju firmy i umiejętności wykorzystywania internetu zarówno jako środka komunikacji z klientami, jak i narzędzia do pozyskiwania zamówień, partnerów handlowych czy przeprowadzania analizy rynku.

 – Przy pomocy tych narzędzi szukamy ważnych informacji, a potem na ich podstawie domykamy sprzedaż, ale jest też wiele innych funkcjonalności, przy pomocy których można swoją działalność optymalizować. Można szukać innych partnerów w internecie, można zbierać referencje na temat partnerów, można się posługiwać wiedzą i opracowaniami, które na temat poszczególnych partnerów czy rozwiązań produktowych różnych rynków są w sieci dostępne – tłumaczy.

Tylko 31 proc. firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw ma swoją stronę internetową, a zaledwie 6 proc. – sklep internetowy w zagranicznej wersji językowej. Jeszcze gorzej wypadają w statystykach dotyczących promocji zagranicznej. W językach obcych reklamuje się jedynie 13 proc. firm, a co dziesiąty podmiot ma w planach podjęcie takich działań w przyszłości. Jednocześnie tylko co druga firma korzysta z tłumaczy internetowych, mimo że większość o nich słyszała (85 proc.).

Zdaniem Adama Parfiniewicza to właśnie umiejętność oceny sytuacji firmy i otoczenia oraz odpowiednie wykorzystanie nowych narzędzi są największymi wyzwaniami stojącymi dziś przed sektorem małych i średnich firm. Temu, jak im sprostać, będzie poświęcony cykl wykładów i spotkań w ramach Akademii Biznesu BNP Paribas. To pierwszy w Polsce program adresowany do właścicieli i kadry zarządzającej firm z sektora MŚP. Jak podkreśla członek zarządu banku, celem jest pomoc firmom w budowaniu ich przewagi konkurencyjnej, przy użyciu takich narzędzi, jak m.in. internet, optymalizacja podatkowa czy restrukturyzacja.

 – Chcemy pomóc wykorzystać narzędzia, które być może nie zawsze są oczywiste, nie zawsze są intuicyjne, a jednak zgromadzone i pokazane w pewnej zamkniętej całości powinny dać przedsiębiorcom szansę na jeszcze lepsze prowadzenie swojego biznesu – wyjaśnia Adam Parfiniewicz. – Kolejny obszar to zarządzanie kosztami – skupiliśmy się na uniwersalnym dla każdej z branż temacie podatków. Chcemy pomóc przedsiębiorcom optymalizować ich koszty podatkowe.

W Biznes Akademii weźmie udział około 100 przedsiębiorców. Jej gospodarzem będzie Frederic Amoudru, prezes zarządu BNP Paribas Banku Polska, a w spotkaniach z przedsiębiorcami będzie uczestniczył Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy. Wykłady i warsztaty poprowadzą eksperci firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton. Uczestnictwo jest bezpłatne.

PwC: Obniżanie emisji CO2 nie musi być niekorzystne dla gospodarki

CEO Magazyn Polska

Badania PwC udowadniają, że obniżenie emisji dwutlenku węgla wpłynie na przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Wskazują na to przykłady ze Szwecji, Niemiec, Danii, Wielkiej Brytanii i Holandii, które postawiły na „zielone” i niskoemisyjne technologie. Tymczasem polski rząd sprzeciwia się na unijnym forum celom zmierzającym do dekarbonizacji, argumentując, że ograniczy ona rozwój przedsiębiorstw.

 – Badaliśmy pięć krajów: Szwecję, Niemcy, Danię, Wielką Brytanię i Holandię. Nasz główny wniosek jest taki, że można rozwijać gospodarkę, a jednocześnie obniżać emisje CO2 przez tę gospodarkę generowane, co więcej kraj może odnieść korzyści z takiego procesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorine Helmer z firmy doradczej PwC w Holandii.

W badanych krajach dekarbonizacja, czyli obniżenie emisji dwutlenku węgla, stało się możliwe dzięki dwóm procesom.

 – Chodzi o przestawienie się gospodarki na energię jądrową lub ze źródeł odnawialnych oraz o poprawę efektywności energetycznej. Zaobserwowaliśmy w badanych krajach, że od lat 70-tych gospodarka wzrosła ponad dwukrotnie, natomiast poziom zużycia energii pozostał na podobnym poziomie i spadł poziom emisji CO2 w tym czasie – przekonuje Dorine Helmer.

Zapewnia, że zgodnie z wynikami badań, redukując emisję CO2 można pozostać konkurencyjnym. Natomiast w przypadku państw rozwijających się wprowadzanie działań, zwiększających efektywność energetyczną, przekłada się na wzrost konkurencyjności danej gospodarki. Jest to możliwe, ponieważ dzięki temu np. spada koszt procesów produkcyjnych, stymuluje się także wprowadzanie innowacji.

 – Zauważyliśmy też, że przejście na gospodarkę niskoemisyjną generuje dodatkową aktywność gospodarczą np. w aspekcie technologicznym. Tak było w przypadku Danii i energetyki wiatrowej czy Niemiec i energetyki słonecznej. Generuje także dodatkową aktywność i rozwój w krajach rozwijających się, ponieważ często korzystają one z tego, że inne państwa wdrażają rozwiązania sprzyjające efektywności energetycznej. Tutaj przykładem mogą być Chiny, które stają się jednym z największych, po Niemcach, producentem paneli słonecznych – zwraca uwagę Helmer.

Przekonuje, że efektywność energetyczna i dekarbonizacja stwarzają możliwości do wzrostu gospodarczego i rozwoju w przypadku wszystkich krajów. Niezależnie od tego, czy już dysponuje konkretną, „zieloną” technologią, czy kupuje ją od innych państw.

 – Jeżeli jednak, tak jak w przypadku Polski, trudno jest budować czy stawiać na rozwój innowacji, rozwój technologiczny, można wiele skorzystać na samym wdrążaniu tych działań, które zostały przyjęte – mówi ekspertka. – W Polsce nie tworzy się tych nowych technologii, natomiast skupianie się na efektywności energetycznej powoduje, że prowadzi się renowacje budynków, w związku z czym sektor budowlany ma dużo więcej pracy, zleceń i jest to także działanie, które stymuluje rozwój.

Ograniczanie emisji gazów cieplarnianych jest jednym z fundamentów unijnej polityki energetyczno-klimatycznej UE. W ramach tzw. mapy drogowej do utworzenia gospodarki niskowęglowej (Road map for low carbon economy – vision for 2050) zakłada, że do 2050 r. Unia ograniczy swoje emisje o 80 – 95 proc. W Warszawie rozpoczął się wczoraj 11-dniowy szczyt klimatyczny, który ma przygotować grunt pod porozumienie ws. ograniczenia emisji przez różne, nie tylko europejskie, kraje, które miałoby zostać zawarte podczas szczytu w Paryżu w 2015.

Unijne pieniądze z nowego budżetu najszybciej pod koniec przyszłego roku

CEO Magazyn Polska

Pieniądze z nowego, unijnego budżetu będą dostępne dla przyszłych beneficjentów najwcześniej pod koniec przyszłego roku – przewiduje dr Piotr Wawrzyk, politolog z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wszystko zależy od tempa prac nad ostatecznym kształtem perspektywy budżetowej i zasad, pozwalających na uruchomienie funduszy. W czwartek dokumentem ma się zająć komisja budżetowa Parlamentu Europejskiego, by w przyszłym tygodniu dokument mógł być zatwierdzony na sesji plenarnej.

Komisja miała głosować nad propozycją budżetową Unii Europejskiej na lata 2014-2020 już w ubiegłym tygodniu. Przed czwartkiem nie udało się jednak ukończyć prac związanych z reformą polityki spójności, która może mieć znaczący wpływ na wieloletnią perspektywę finansową. Wpływ na decyzję o przełożeniu głosowania o kolejnych kilka dni miał również fakt, że Rada Unii Europejskiej nie rozpoczęła jeszcze rozmów na temat zasobów własnych Unii.

Jeśli dokument zostanie przyjęty przez komisję budżetową 14 listopada, to kilka dni później będzie poddany pod głosowanie przez cały Parlament Europejski w czasie najbliższej sesji.

 – Wówczas zapewne zostaną zakończone prace także w Radzie Unii Europejskiej, czyli inaczej mówiąc zostanie dotrzymany tzw. ustawowy czy traktatowy termin 1 stycznia, jako ten, od którego ma zacząć funkcjonować Unia pod nowym budżetem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Piotr Wawrzyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nie oznacza to jeszcze, że państwa członkowskie już po Nowym Roku będą mogły korzystać z przypisanych im środków. Aby tak się stało, spełnionych musi być szereg warunków. Chodzi o prace nad tzw. aktami wykonawczymi do budżetu, czyli projektami rozporządzeń, przygotowanych przez Komisję Europejską.

 – Na tej podstawie państwa członkowskie będą musiały przyjąć podstawy prawne, u nas znane jako programy operacyjne – tłumaczy dr Wawrzyk. – Dopiero na ich podstawie podmioty do tego uprawnione będą mogły ogłaszać przetargi czy konkursy na wydawanie określonych kwot pieniędzy, a w konsekwencji też dopiero wówczas będzie można ubiegać się o dofinansowanie na różne przedsięwzięcia z funduszy unijnych.

Oznacza to, że środki, zaplanowane w nowym, unijnym budżecie będą dostępne pod koniec 2014 bądź na początku 2015 roku.

Komisja budżetowa Parlamentu Europejskiego przyjęła natomiast trzy nowelizacje rocznego budżetu Unii na rok 2013. Chodziło m.in. o jego zwiększenie o prawie 4 mld euro. Pieniądze te mają być przeznaczone na pokrycie zaległych płatności.

 – Okazało się, że tegoroczny budżet, czyli ten nieobjęty w nowej perspektywie finansowej jest deficytowy, tzn. Unia musiała ponieść więcej wydatków niż miała na to przeznaczonych środków finansowych – tłumaczy ekspert ds. europejskich.

Przyjęcie poprawek miało jednak kluczowe znaczenie dla przyszłej, siedmioletniej perspektywy finansowej. Parlament domagał się bowiem, aby państwa zwiększyły swoje wkłady do unijnego budżetu na pokrycie tego deficytu i od tego uzależnił kontynuowanie prac nad perspektywą finansową 2014-2020. W ubiegły czwartek udało się uzgodnić i zatwierdzić w komisji ds. rozwoju regionalnego zasady polityki spójności w nowej perspektywie finansowej.

Inwestycje w biogazownie i wiatraki mogą zmniejszyć bezrobocie w gminach i zwiększyć wpływy podatkowe

CEO Magazyn Polska

Przyciągnięcie inwestycji w wiatraki czy biogazownie może przynieść wpływy w postaci podatków oraz dodatkowych miejsc pracy w gminie. Nadal jednak to prywatni przedsiębiorcy dominują w pozyskiwaniu funduszy na takie przedsięwzięcia.

 – Jeśli spojrzymy pod kątem kwot, to finansujemy więcej inwestorów prywatnych – mówi Anna Żyła, główny ekolog Banku Ochrony Środowiska. – Pewnie wynika to stąd, że te inwestycje, np. farmy wiatrowe czy fotowolotaika, są bardzo kosztowne.

Dzięki dotacjom z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej BOŚ tylko w ciągu sześciu miesięcy pożyczył klientom 10 mln zł na inwestycje w kolektory słoneczne. Niektóre samorządy, dostrzegając w przedsięwzięciach związanych z odnawialnymi źródłami energii (OZE) szansę na rozwój gmin, starają się przyciągnąć inwestorów stawiających farmy wiatrowe lub biogazownie.

 – Samorząd stanowi prawo, na przykład poprzez miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Jeśli w tych planach pojawią się tereny przewidziane pod inwestycje w odnawialne źródła energii, to jest duża szansa, że przedsiębiorcy zainteresują się nimi i powstaną w danej gminie takie przedsięwzięcia. A to przyniesie korzyść tej gminie w postaci podatków i nowych miejsc pracy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Żyła.

Ekspertka zwraca uwagę na wagę konsultacji społecznych. Bez współpracy tych podmiotów z mieszkańcami, inwestycje mogą nie dojść do skutku.

 – Współpraca jest konieczna i to na etapie uzyskiwania wszelkich zgód lokalizacyjnych, a bank śledzi ten proces i weryfikuje, czy został przeprowadzony zgodnie z prawem, czyli czy zostały wydane właściwe decyzje, czy są zgodne z miejscowym planem zagospodarowania, jeśli ten został uchwalony, a jeśli nie został – to czy decyzje o warunkach zabudowy są właściwe – mówi Anna Żyła.

Istotne jest zatem, by np. farmy wiatrowe powstały zgodnie z procedurą, czyli na terenach, które są do tego przeznaczane, a samo ich postawienie zostało poprzedzone wykonaniem raportu oddziaływania na środowisko.

Samorząd powinien także uczestniczyć w edukowaniu mieszkańców.

 – Jeśli przekona mieszkańców, stworzy programy zachęt finansowych, to będzie miał większą szansę, że na jego terenie rozwiną się inwestycje w OZE. Przykładem były dopłaty do kolektorów słonecznych. Z jednej strony mamy program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ale z drugiej, w ramach mijającego unijnego programowania, duża część samorządów pozyskała takie środki redystrybuując je dalej do klienta indywidualnego – mówi Anna Żyła.

Samorządy same mogą wystąpić w roli inwestora i np. przeznaczyć dachy szkół pod instalacje fotowoltaiczne.

 – Można to zrobić w formule partnerstwa publiczno-prywatnego, czyli znaleźć inwestora, który pomoże wyłożyć pieniądze, a korzyści będą także dla samorządu, bo np. istotnie spadną koszty utrzymania danego budynku poprzez brak lub zmniejszenie opłat za prąd – zachęca ekspertka BOŚ.

Wrocławski szpital kliniczny przynosi zyski i skutecznie korzysta ze wsparcia dolnośląskich firm

CEO Magazyn Polska

Dzięki wsparciu finansowemu prywatnych firm, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu może szybciej inwestować w nowoczesne technologie niż gdyby realizował to w ramach własnych środków. A to pomaga sprawniej zarządzać placówką i ratuje chorym życie.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu został laureatem tegorocznej nagrody gospodarczej „Dolnośląski Gryf 2013”. Otrzymał ją za szczególne osiągnięcia w działaniu na rzecz rozwoju Dolnego Śląska.

Na pewno dobre prowadzenie szpitala dzisiaj to dobre zarządzanie i zdrowe finanse – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Pobratym, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Pracownicy naszego szpitala na tyle ciężko pracują, żeby nie generować strat.

Piotr Pobratym podkreśla, że szpital w dużej mierze zawdzięcza swój sukces innym firmom. Placówkę medyczną wpierają finansowo zarówno władze regionu, jak i lokalne firmy, które włączają się w poszczególne akcje społeczne.

Generujemy zyski, natomiast bardzo ważne jest wsparcie rodzimego biznesu z  Wrocławia. Dzięki firmom, które wykazują bardzo dużą aktywność społeczną i charytatywną, możemy inwestować w bardzo nowoczesne technologie. Te firmy wspierają nas w tych obszarach inwestycyjnych, które być może byśmy zrealizowali później. Tak że kupujemy czas, myślę że to dla pacjentów bardzo ważna rzecz. Bardzo się cieszymy, że dolnośląski biznes ma bardzo dużą wrażliwość w biznesie.

Wśród darczyńców dyrektor szpitala wymienia zarówno duże, znane spółki giełdowe z Dolnego Śląska, jak i małe firmy prywatne. Działalność społeczna dolnośląskiego biznesu nie ogranicza się jednak wyłącznie do darowizn pieniężnych na rzecz szpitala.

Chociażby ostatnio KGHM, zakłady Budomeksu, które ofiarowały czy to zestawy do zabiegów histeroskopowych czy bardzo nowoczesne aparaty ultrasonograficzne. Takich firm jest bardzo dużo, nie sposób jest je tutaj wyliczyć.

Niektóre firmy świadczą też bezpośrednią pomoc na rzecz poszczególnych pacjentów.

Ważną również rzeczą jest aktywność firm, jeżeli chodzi o indywidualną pomoc pacjentom w części w zakupach leków, które nie są refundowane przez płatnika publicznego w Polsce. To też trzeba zauważać, ta pomoc jest wtedy realizowana nie przesz fundusze szpitala, tylko bezpośrednio przez fundacje, natomiast my możemy tym pacjentom taką terapię wtedy zafundować lecząc ich o wiele bardziej skutecznie niż byłoby to możliwe w podstawowych warunkach.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu składa się z 36 oddziałów klinicznych, 23 klinik, kilkudziesięciu pracowni diagnostycznych i poradni specjalistycznych oraz bloku operacyjnego z 20 salami.

W ubiegłym roku na oddziały Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przyjęto ponad 54 tys. pacjentów. To jedna z nielicznych w Polsce placówek medycznych, która posiada nowoczesny system wydawania leków dopasowany do indywidualnych potrzeb pacjentów oraz system bezpiecznej transfuzji krwi.

Konkurs Dolnośląski Gryf organizowany jest od 10 lat przez Zachodnią Izbę Gospodarczą przy współpracy ze Związkiem Pracodawców Polska Miedź i Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego. Celem tej inicjatywy jest promowanie i nagradzanie firm, instytucji i osób za szczególny wkład w rozwój gospodarczy Dolnego Śląska.

Spółka z portfela MCI dystrybutorem smartfonów iPhone w Turcji

0

Spółka Indeks Bilgisayar, lider rynku IT w Turcji, podpisała z firmą Apple umowę dystrybucji smartfonów iPhone. Dzięki kontraktowi po udanych pierwszych 9 miesiącach 2013 r. Indeks oczekuje dalszego, dynamicznego wzrostu wyników w czwartym kwartale i 2014 roku.

Indeks Bilgisayar to spółka notowana na giełdzie papierów wartościowych w Stambule, wchodząca w skład Grupy Indeks, największej tureckiej grupy dystrybucyjnej sprzętu IT w Turcji. Dokładnie 12 miesięcy temu Indeks, podpisując z Apple umowę dystrybucyjną na sprzedaż komputerów i iPadów, zamierzał zostać jednym z kluczowych partnerów amerykańskiego koncernu. W chwili obecnej firma Apple, dostrzegając wiodąca rolę Indeks na rynku tureckim, zawarła umowę dotyczącą sztandarowego produktu koncernu – smartfonów iPhone.

Spółki z Grupy Indeks osiągnęły w czasie pierwszych 9 miesięcy 2013 roku 20-procentowy wzrost sprzedaży wobec analogicznego okresu 2012 roku. Wyniki Grupy byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie wahania kursów walut w tym okresie. Przewidujemy więc, że w przyszłym roku dzięki stabilizacji gospodarczej, możliwy będzie jeszcze bardziej dynamiczny wzrost sprzedaży powiedział Erol Bilecik, Prezes Zarządu i jeden z wiodących akcjonariusz Grupy Indeks.

Priorytetem Grupy w ramach nowej umowy, jest jak najszybsze rozszerzanie skali dostępności smartfonów iPhone. Indeks rozpocznie dystrybucję telefonów Apple na rynku tureckim w grudniu 2013 roku do ponad ośmiu tysięcy punktów sprzedaży w całym kraju, z czego kluczową rolę odegrają prawdopodobnie duże sieci handlowe. Indeks prognozuje, że nowy kontrakt z Apple przyniesie spółce 125 mln dol. dodatkowych przychodów w skali roku.

Podpisanie umowy dot. dystrybucji smartfonów iPhone, które dopełniły pełne portfolio produktów Apple sprzedanych przez Grupę Indeks, jest bardzo ważnym momentem dla spółki Indeks. To kolejny krok milowy w jej rozwoju. Oczekujemy, że nowy kontrakt z tak renomowanym kontrahentem pozwoli spółce umocnić się na pozycji lidera dystrybucji IT w Turcji – mówi Tomasz Czechowicz, Partner Zarządzający MCI Management.

Polish Weekly Review, 8 listopada 2013

In a few weeks the whole Polish forward rate curve collapsed by 100bps. We now price in first rate hikes in Q1 of 2015 (compared to Q3 of 2014 expected month ago). ECB did cut rates unexpectedly, which obviously caused even more bullish sentiment here in Poland. We had a very good auction (3bln of OK0116 and 4bln of PS0718 sold) but keep in mind that almost full demand for 5 year bonds was filled (that shows MinFin’s determination in keeping duration as long as possible) which should keep the curve steep for now.

Loteria pusty SMS: wygrana UOKIK

Internetq Poland, organizator konkursu Pusty sms, wprowadzał konsumentów w błąd. Decyzję Prezes UOKiK potwierdził Sąd Apelacyjny. Wiadomości sms wysyłane do konsumentów sugerowały, że otrzymają oni nagrodę, gdy odeślą pusty sms. Gwarantowało to jednak jedynie rejestrację w konkursie i ewentualny udział w losowaniu

Wyrok Sądu Apelacyjnego dotyczy decyzji UOKiK z 2010 roku. Urząd stwierdził wówczas, że Internetq Poland, organizator konkursu Pusty sms, wprowadzał konsumentów w błąd stosując zakazaną agresywną praktykę rynkową. Nałożona kara wyniosła 499 650 zł. Spółka odwołała się od decyzji – najpierw rozstrzygnięcie UOKiK potwierdził Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (23 stycznia 2013 roku), następnie – Sąd Apelacyjny (7 listopada 2013 roku).

Zastrzeżenia Urzędu wzbudziła treść komunikatów, które otrzymywali konsumenci. Jednoznacznie bowiem sugerowały one, że otrzymają nagrodę, jeśli tylko odeślą pusty sms. Np. Jestem Prezesem loterii! Informuję, że koperta z potwierdzeniem przekazu 10 tys. zł zapieczętowana! Wyślij tylko 1 pusty sms! Będziesz się cieszyć!

Tymczasem, wysłanie takiej wiadomości gwarantowało jedynie rejestrację w konkursie i ewentualnie udział w losowaniu, a nie – przyznanie nagrody. Spółka zachęcała do nadania pustego smsa wysyłając po kilka, kilkanaście, a nawet kilkaset wiadomości do konkretnego konsumenta – przykładowo jeden z uczestników dostał ich 168 w ciągu dwóch miesięcy.

Zdaniem sądu, treści smsów naruszały zbiorowe interesy konsumentów, ponieważ sugerowały pewność wygranej. Wywoływanie wrażenia, że konsument już uzyskał nagrodę, uzyska ją bezwarunkowo lub po wykonaniu określonej czynności, np. po wysłaniu smsa lub wykonaniu telefonu, gdy w rzeczywistości odbywa się to na innych zasadach stanowi niezgodną z prawem nieuczciwą agresywną praktykę rynkową. Sąd stwierdził także, że nałożona kara jest adekwatna do zarzucanej praktyki.
Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Komentarz dzienny, 8 listopada 2013

ECB na wczorajszym posiedzeniu obniżył stopę referencyjna o 25pb do poziomu 0,25\%. Ruch ten nie był oczekiwany przez inwestorów, z których większość, jeśli w ogóle, to oczekiwała poluzowania w innej formie, mianowicie, że ECB będzie trzymał się swojej strategii komunikacyjnej i co najwyżej zapowie obniżkę stóp na grudzień (wraz z publikacją projekcji makroekonomicznych, które mogłyby taki krok uzasadniać). Bezpośrednią przyczyna obniżki stóp był nieoczekiwany spadek inflacji w strefie euro i utwierdzenie gremium w przekonaniu na temat utrzymywania się wydłużonego okresu naprawdę niskiej inflacji. Istotnym czynnikiem mógł być też mocny kurs euro. Bardziej fundamentalna przyczyną była prawdopodobnie potrzeba zakotwiczenia oczekiwań co do przyszłej ścieżki stóp procentowych w Eurolandzie (tym bardziej po niezbyt udanym eksperymencie z tzw. forward guidance). Co do innych parametrów polityki pieniężnej, wydłużono okres dostępności nieograniczonego krótkiego finansowania dla banków co najmniej do połowy 2015 i potwierdzono gotowość Banku do wprowadzenia ujemnej stopy depozytowej.

Od nowego roku dodatkowe wsparcie dla kobiet wracających po macierzyńskim do pracy

CEO Magazyn Polska

Od 2014 r. będą obowiązywały nowe rozwiązania, które mają wesprzeć kobiety w powrocie na rynek pracy. Jednym z nich będzie grant na telepracę instrument zachęcający pracodawcę albo przedsiębiorcę do zatrudnienia w formie telepracy bezrobotnych rodziców powracających na rynek pracy.

 

W Polsce, podobnie jak w innych krajach, kobiety to jest lepiej wykształcona grupa i szkoda, żeby godzić się na ich bierność zawodową. Dlatego muszą powstawać programy, które będą pomagały łączyć obowiązki rodzinne z zawodowymi i wracać na rynek pracy – chociażby w niepełnym wymiarze czy też w takich formach niestandardowych jak telepraca – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Nowe rozwiązania prawne dotyczące pomocy dla kobiet, które po wychowaniu dziecka chcą wrócić do pracy, wejdą w życie w 2014 r. Będzie to między innymi o grant na telepracę, czyli instrument kierowany do pracodawcy albo przedsiębiorcy za zatrudnienie w formie telepracy bezrobotnych rodziców powracających na rynek. Rodzice ci muszą wychowywać co najmniej jedno dziecko w wieku do 6 lat. Grant będzie można też otrzymać za zatrudnienie bezrobotnych, którzy zrezygnowali z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej z uwagi na konieczność sprawowania opieki nad osobą zależną.

Na podstawie umowy zawartej ze starostą pracodawca albo przedsiębiorca otrzyma z Funduszu Pracy grant do wysokości 6-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę brutto na utworzenie stanowiska pracy dla bezrobotnego rodzica lub bezrobotnego sprawującego opiekę nad osobą zależną. Pracodawca w umowie zagwarantuje utrzymanie zatrudnienia przez 12 miesięcy w pełnym wymiarze czasu pracy lub przez 18 miesięcy w wymiarze połowy etatu – w przypadku niewywiązania się z tego warunku, będzie musiał zwrócić grant z odsetkami ustawowymi liczonymi od dnia jego otrzymania.
Pracodawcy otrzymają także świadczenie aktywizacyjne z Funduszu Pracy za zatrudnienie skierowanych przez powiatowy urząd pracy bezrobotnych, powracających na rynek pracy po przerwie związanej z wychowywaniem dziecka (np. po urlopie wychowawczym) oraz za bezrobotnych, którzy zrezygnowali z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej z powodu konieczności sprawowania opieki nad osobą zależną.

Świadczenie to będzie wypłacane pracodawcy przez 12 miesięcy (w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia) lub 18 miesięcy (w wysokości 1/3 minimalnego wynagrodzenia) za zatrudnienie bezrobotnego rodzica lub bezrobotnego sprawującego opiekę nad osobą zależną. Pracodawca zagwarantuje zatrudnienie takiego bezrobotnego przez kolejne 6 lub 12 miesięcy. W przypadku niewywiązania się z tego zobowiązania, też będzie musiał zwrócić uzyskane świadczenie wraz z odsetkami ustawowymi.

Świadczenie aktywizacyjne nie będzie przysługiwało w przypadku uzyskania przez pracodawcę prawa do pożyczki z Funduszu Pracy na utworzenie miejsca pracy. Pracodawca będzie musiał zatem wybrać, czy ubiegać się o to świadczenie, czy o pożyczkę z Funduszu Pracy.

Praca w domu może być atrakcyjną metodą łączenia obowiązków rodzinnych z zawodowymi, natomiast cały czas – mimo że jest uregulowana od 2007 roku – nie umie się przebić do świadomości. Chcielibyśmy, żeby co roku około 2-3 tysięcy kobiet mogło podejmować taki grant na telepracę – podkreśla wiceminister Męcina.

Wiceminister dodaje, że nowe formy pomocy będą połączone z nowym modelem pracy samych pośredniaków.

Prof. W.Orłowski: gospodarka będzie rosła stopniowo. Nie oczekujmy lawinowych wzrostów

Witold Orłowski - CEO Magazyn Polska

– Między 1,5 a 2 pkt. proc. wyniesie tempo wzrostu naszej gospodarki w III kwartale tego roku – prognozuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC. Wstępne dane na ten temat poznamy w przyszłym tygodniu.

Witold Orłowski zgodny jest w swoich ocenach z niedawnymi prognozami Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkowa, który szacuje, że PKB za trzeci kwartał tego roku wyniesie 1,8 proc. Średnia prognoz ekonomistów to 1,6 proc.

W III kwartale będzie to pewnie bliżej 1,5 pkt. proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Orłowski. – W IV kwartale, już około 2 proc., może trochę więcej.

Zdaniem głównego ekonomisty PwC świadczy to o poprawie nastrojów. Publikowane od kilku miesięcy dane wskazują na ożywienie gospodarcze. Nie tylko, zresztą w Polsce. Podobnie w Europie Zachodniej. Otwartym pozostaje pytanie o charakter tego ożywienia.

Wskaźniki PMI, czyli nastrojów menedżerów odpowiadających w firmach za zakupy, mówią o tym, że sytuacja się poprawia, ale jednocześnie to jest bardzo kruchy wzrost i w Niemczech, i w pozostałych krajach Zachodniej Europy – mówi ekonomista. – U nas również to ożywienie jest bardzo chwiejne.

Według prof. Orłowskiego nie oznacza to, że trend wzrostowy ulegnie odwróceniu. Nasza gospodarka, nadal będzie się pięła w górę, ale wciąż w niewielkim tempie. Wciąż poprawiają się dane eksportowe. W ślad za tym, do góry idą inne współczynniki. Zaczyna rosnąć konsumpcja, wciąż słabe są natomiast inwestycje.

W normalnych czasach, to znaczy przed wybuchem wielkiego, globalnego kryzysu należałoby się spodziewać, że jak jest spowolnienie koniunkturalne, a gospodarka zaczyna przyspieszać, to już powinien być ten ruch coraz szybszy – mówi prof. Witold Orłowski. – W tej chwili żyjemy jednak w świecie gospodarczym, który cały czas jest światem pełnym niepokoju.

Trudno jest dziś przekonać inwestorów do podjęcia nowych wyzwań. Proces odbudowywania zaufania trwa miesiącami. Daje się to zauważyć obserwując wykres wzrostu PKB. Poprawa nie następuje lawinowo a stopniowo, z miesiąca na miesiąc.

Przełomu w postaci wyraźnych zmian zachowań przedsiębiorstw, jeśli chodzi o budowę zapasów, zwiększanie inwestowania, tego cały czas jeszcze nie widać, co powoduje, że mamy do czynienia z obrazem powolnego wzrostu – mówi główny doradca ekonomiczny PwC.

Przedwstępny odczyt PKB Główny Urząd Statystyczny poda w najbliższy czwartek. Na bardziej szczegółowe dane poczekamy do 29 listopada.

Prywatyzacja PKP Intercity w 2016 r. Wcześniej sprzedaż PKP Energetyki, TK Telekomu i kolejnych udziałów w PKP Cargo

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku na giełdę może trafić kolejny pakiet akcji PKP Cargo. Rok 2014 będzie jednak trudny dla kolei w Polsce z powodu dużej liczby remontów linii, co może utrudnić pozyskanie inwestorów. W następnej kolejności PKP SA chce sprzedać pakiety akcji w PKP Energetyce, TK Telekom oraz PKP Intercity.

Intercity może wejść na giełdę dopiero, gdy zacznie przynosić zysk, a będzie to dopiero w 2015 roku, po tym jak Pendolino pojawi się na polskich torach – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jakub Karnowski, prezes zarządu PKP SA. – PKP Energetyka i TK Telekom tam pewne wewnętrzne zmiany muszą nastąpić, aby można było spółki sprzedać. Forma prywatyzacji nie jest jeszcze przesądzona.

PKP SA ma docelowo zmierzać do prywatyzacji wszystkich spółek z grupy. W tym roku sprzedane zostały Polskie Koleje Linowe, a na giełdę trafiło ponad 48 proc. akcji PKP Cargo. Sprzedaż udziałów w spółce towarowej była pierwszym debiutem giełdowym spółki z Grupy PKP. W ten sam sposób prywatyzowane ma być PKP Intercity.

Karnowski zapowiada, że spółka zajmująca się dalekobieżnymi przewozami pasażerskimi trafi na giełdę najwcześniej w 2016 r. Dopiero pod koniec 2014 r. na tory wyjadą szybkie pociągi Express InterCity Premium, czyli Pendolino, a w czerwcu 2015 r. sieć ich połączeń będzie gotowa. Dopiero dzięki temu PKP Intercity ma wypracować zysk. W 2012 r. spółka straciła ponad 20 mln zł.

Wcześniej sprywatyzowane zostaną PKP Energetyka oraz TK Telekom. W ubiegłym roku spółki te wypracowały odpowiednio 65,6 mln zł oraz 3,1 mln zł zysku.

– Z prywatyzacji TK Telekom na razie wycofaliśmy się, bo mieliśmy do czynienia z armagedonem usług telekomunikacyjnych. Wystarczy spojrzeć na akcje TP SA, co się stało na rynku. Oczywiście za bezcen sprzedawać nie będziemy. Wycofaliśmy się z tego, wracamy w 2014 po odrobieniu lekcji, tzn. wsłuchaniu się w to, czego chcieli inwestorzy. Będziemy chcieli przygotować TK Telekom do sprzedaży tak, aby interes PKP był zabezpieczony, a jednocześnie podmiot był przygotowany do prywatyzacji – zapowiada Karnowski.

Równocześnie cały czas trwa proces sprzedaży nieruchomości, których właścicielem jest PKP. Karnowski podkreśla, że to często bardzo niewielkie jednostkowo transakcje, ale z uwagi na bardzo dużą liczbę posiadanych nieruchomości, pozyskane środki zasilają rozwój innych spółek z Grupy PKP.

Niewykluczone jest też stopniowe zwiększanie liczby akcji PKP Cargo dostępnych na warszawskim parkiecie. Karnowski zapowiada, że zwróci się do ministra transportu o etapowe zmniejszanie pakietu akcji posiadanych przez Skarb Państwa.

Będziemy prawdopodobnie rekomendowali ministrowi schodzenie z pakietem w taki sposób, żeby zachować kontrolę nad spółką, ale zwiększać płynność giełdową spółki. W 2014 prawdopodobnie coś takiego nastąpi – mówi Karnowski, dodając, że przez pierwszych 180 dni po debiucie spółki zgodnie warunkami emisji nie jest możliwa sprzedaż kolejnych udziałów. Pierwsza taka transakcja byłaby zatem możliwa najwcześniej na przełomie kwietnia i maja przyszłego roku.

W 2014 r. zainteresowanie inwestorów może być jednak słabsze z uwagi na trwającą modernizację linii kolejowych. Karnowski przyznaje, że w przyszłym roku liczba zamknięć linii będzie największa, ale potem sytuacja się znacznie poprawi.