Słaby stan infrastruktury gazowej oraz usług związanych z przemysłem wydobywczym

Uniezależnienie energetyczne oraz eksploatacja złóż gazu łupkowego należą do najważniejszych priorytetów polskiego rządu. Jednak zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte tempo poszukiwań gazu jest wciąż niezadowalające, a sposób wprowadzania nowych podatków związanych z tą częścią przemysłu wydobywczego może zniechęcić inwestorów. Raport Deloitte „Oil and Gas Reality Check 2013” wskazuje także na zbyt słaby stan infrastruktury gazowej oraz usług związanych z przemysłem wydobywczym w Polsce.

W pierwszych dniach czerwca Urząd ds. Informacji o Energii (EIA) w Departamencie Energetyki USA podał nowe dane odnośnie wielkości złóż gazu łupkowego w Polsce. Są one o 20 proc. niższe w porównaniu z poprzednią oceną z 2011 r. i wynoszą około 4,2 biliona metrów sześciennych. „Ale tak na dobrą sprawę wciąż nikt nie ma precyzyjnych informacji co do wielkości tych złóż. Należyte ich zbadanie powinno być priorytetem dla rządu, ponieważ bez tego nie da się wykorzystać potencjału związanego z węglowodorami niekonwencjonalnymi” – ocenia Michał Wróblewski, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte. Żeby tak się stało należy jednak wykonać dużo większą liczbę odwiertów niż ta, którą udało się osiągnąć w ciągu trzech ostatnich lat. Jak dotąd przeprowadzono ich niespełna 50, podczas gdy można byłoby liczyć na liczbę nawet kilkukrotnie wyższą.

Zdaniem ekspertów Deloitte głównymi administracyjnymi przeszkodami w zwiększeniu tempa prac poszukiwawczych są:

  • nieefektywne regulacje dotyczące zezwalania na pogłębianie odwiertów,
  • brak przepisów i praktyk umożliwiających inwestorom dzielenie ryzyka poprzez tworzenie konsorcjów.

W raporcie Deloitte eksperci porównali Polskę z Chinami i Argentyną, gdzie także odkryto złoża gazu łupkowego oraz z USA, które dzięki niemu uniezależniły swoją politykę energetyczną. Okazuje się, że prawie we wszystkich aspektach, m.in.: w sektorze usług czy sieci rurociągów Polska oferuje inwestorom duże gorsze standardy niż pozostałe państwa. Raport wspomina również o trudniejszych warunkach geologicznych, ponieważ w Polsce złoża gazu są prawdopodobnie położone dużo głębiej (nawet o 3 km) niż np. w USA.

Na to nakłada się również brak przejrzystości podatkowej związanej z eksploatacją gazu łupkowego. Na całym świecie branża poszukiwawcza podlega dodatkowemu i nadzwyczajnemu opodatkowaniu, którego celem jest zapewnienie skarbowi państwa należytego udziału w zyskach z produkcji gazu. Z tej perspektywy podstawowa stawka CIT w Polsce (19 proc.) jest zdecydowanie za niska. Natomiast drugim celem systemu podatkowego powinno być zachęcenie inwestorów do ponoszenia nakładów inwestycyjnych na prace poszukiwawcze (są to często ogromne kwoty przekraczające lokalne możliwości), a brak realizacji tego założenia przekreśla udział państwa w jakichkolwiek dochodach z produkcji przedmiotowych węglowodorów. Tymczasem dopiero kilka dni temu Ministerstwo Finansów RP opublikowało ostateczny projekt ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym, który został przekazany do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Według założeń ustawa ma zacząć obowiązywać w 2015 r., ale co do zasady podatki, o których jest w niej mowa, mają być pobierane od początku 2020 r. Poziom przejmowanej przez państwo renty surowcowej wyniesie prawdopodobnie 40 proc. – w przypadku złóż konwencjonalnych ma to być ok. 42 proc., dla niekonwencjonalnych – ok. 38 proc.

„System podatkowy nie może działać jako straszak w sytuacji, gdy nie wiadomo w ogóle czy gaz łupkowy występuje w Polsce w ilościach komercyjnych. W szczególności niecelowe wydaje się proponowanie w pierwszej kolejności wysokich podatków, a następnie w trakcie prac legislacyjnych wycofywanie się z niektórych postanowień i stopniowe „łagodzenie” reżimu fiskalnego. A w obecnej chwili obserwujemy właśnie taki proces” – ocenia Michał Wróblewski z Deloitte. Jak dodaje, efekt jest taki, że inwestorzy początkowo w swoich modelach finansowych muszą uwzględnić zwiększone obciążenia (które być może nigdy nie zostaną wprowadzone w życie bo zostaną usunięte lub złagodzone w toku prac), a to już teraz działa na niekorzyść Polski, która konkuruje przecież z innymi krajami o kapitał potrzebny na prowadzenie prac poszukiwawczych.

Dodatkowo, na co także wskazuje raport Deloitte, na razie trudno mówić o komercyjnym wykorzystaniu polskich złóż gazu, gdyż prawdopodobnie zostanie on zużyty na zniwelowanie 70-proc. importu gazu ziemnego z Rosji, a tym samym jego wpływ na rynki regionalne będzie niewielki.

„Brak wyeliminowania tych głównych przeszkód może przyczynić się w przyszłości do powolnego tempa prac poszukiwawczych, dalszego wycofywania inwestorów zagranicznych z Polski i braku zainteresowania polskimi koncesjami, a w rezultacie do zmarnowania możliwego potencjału związanego z gazem łupkowym w Polsce” – podsumowuje ekspert.

Informacja o raporcie:
Raport „Oil and Gas Reality Check 2013. A look at the top issues facing the oil and gas sector” został opublikowany w maju br. przez zespół Deloitte USA.

Komentarz indeksowy BossaFX 3 lipca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 3 lipca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

LW BOGDANKA S.A wydobywa 4,08 mln ton węgla w I półroczu 2013 roku

Spółka Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A., najnowocześniejsza i najbardziej efektywna kopalnia węgla kamiennego w Polsce oraz krajowy lider rynku producentów węgla energetycznego, zanotowała w I półroczu 2013 roku wydobycie w wysokości 4,08 mln ton, czyli na poziomie porównywalnym do osiągniętego rok wcześniej. Wydobycie po I półroczu 2013 roku jest zgodne z założeniami Spółki.

Asseco wchodzi na rynek rosyjski. R-Style Softlab dołącza do Grupy Asseco.

0

W dniu 1 lipca 2013 roku Asseco Poland nabyło większościowe udziały w spółce R-Style Softlab. Po kilku latach poświęconych analizie rynku rosyjskiego i byłych republik radzieckich Asseco Poland rozpoczęło swoją działalność w Rosji.

 

Asseco Poland nabyło 70% akcji w spółce R-Style Softlab. Udziały zostały kupione od Eransor Finance Limited – podmiotu zarejestrowanego w Nikozji na Cyprze. Całkowity koszt transakcji wynosi 28 milionów dolarów. Dodatkowo Asseco Poland nabyło opcję call na pozostałe 30% akcji. Opcja może być  zrealizowana pomiędzy 1 maja a 31 grudnia 2016 roku.

 

“Ogromnie się cieszę, że R-Style Softlab dołącza do rodziny spółek z Grupy Asseco. Jestem przekonany, że dzięki tej akwizycji nie tylko zbudujemy naszą pozycję na rynku producentów oprogramowania w Rosji i krajach byłych republik radzieckich, ale również umocnimy się we wszystkich regionach, w których  Grupa jest obecna. Dlatego tak ważne dla nas jest zatrzymanie kluczowych pracowników oraz dalsza realizacja strategii  rozwoju R-Style Softlab. Rynek rosyjski ze swym wysokim wzrostem gospodarczym uważam za miejsce niezwykle perspektywiczne, z ogromnym potencjałem sprzyjającym rozwojowi Grupy. Wieloletnie doświadczenie zarówno Asseco Poland jak i R-Style Softlab w dziedzinie produkcji własnych rozwiązań stwarza nam liczne szanse biznesowe na tym rynku”  – powiedział Adam Góral – prezes zarządu Asseco Poland.

 

“Jestem przekonany, że współpraca z Asseco Poland umożliwi dalszą realizację bieżącej strategii R-Style Softlab nastawionej na wzmocnienie naszej wiodącej pozycji w Rosji oraz w regionie byłych republik radzieckich. Mamy nadzieję, że nasi klienci odczują pozytywne aspekty dołączenia do grupy Asseco jako pierwsi. Unikalne kompetencje, potencjał konsultingowy i technologiczny połączony z międzynarodową wiedzą i doświadczeniem umożliwią R-Style dynamiczny rozwój na rynku rosyjskim – mówi Andrey Galkovsky – CEO w R-Style Softlab.

 

R-Style Softlab jest rosyjskim producentem oprogramowania dla sektora bankowego i finansowego. Specjalizuje się w trzech obszarach: bankowość internetowa i systemy obsługi klienta, hurtownie danych i systemy business intelligence oraz core’owe systemy bankowe. Jest niekwestionowanym liderem na rynku, biorąc pod uwagę liczbę aktywnych klientów (ponad 400 firm prowadzących działalność w Rosji, Kazachstanie, Białorusi, Uzbekistanie i innych krajach byłych republik radzieckich). R-Style Softlab z siedzibą w Moskwie posiada oddziały również w Briańsku, Vologdzie, Almatach i Kijowie. Spółka zatrudnia ponad 800 specjalistów, a jakość jej usług jest potwierdzona certyfikatem ISO 9001:2008. Przez 19 lat swojej działalności R-Style Softlab konsekwentnie zwiększa przychody ze sprzedaży, które za 2012 rok wyniosły 35 milionów dolarów.

 

Prezesi zarządów spółek giełdowych zarobili średnio w 2012 roku po 1,6 mln złotych

Poziom wynagrodzeń wszystkich członków zarządów wzrósł jednak o ok. 10% w porównaniu z 2011 rokiem. Wśród najlepiej zarabiających prezesów średnie wynagrodzenie spadło jednak aż o 1 mln złotych – z około 6,0 do ok. 5,0 mln. Nadal pakiety wynagrodzeń top managerów są mało agresywne: dominuje w nich płaca zasadnicza, niezależna od uzyskiwanych wyników.

Eksperci PwC przeanalizowali wynagrodzenia wypłacone w 2012 roku prezesom i członkom zarządów w 140 spółkach notowanych w głównych indeksach na Giełdzie Papierów Wartościowych. Okazało się, że w ślad za rozwojem sytuacji gospodarczej, zarówno poziom, jak i struktura wynagrodzeń członków zarządów największych spółek giełdowych ustabilizowały się. Łączne wynagrodzenia krótkookresowe tej grupy wzrosły o około 10% w stosunku do roku 2011. Sami prezesi natomiast zarabiają tyle samo: ich średnie wynagrodzenie krótkoterminowe wyniosło ok. 1,6 mln zł. Łącznie w 2012 roku 74 prezesów zarządów spółek z analizowanych indeksów otrzymało wynagrodzenie krótkoterminowe przekraczające 1 mln zł, zaś 12 osób 3 mln zł lub więcej.

Artur Kaźmierczak, partner w PwC, lider zespołu HR Consulting, stwierdził: „Zahamowanie tempa wzrostu wynagrodzeń można było zaobserwować szczególnie w odniesieniu do poziomu premii, które w 2011 roku wzrosły znacząco. Fakt, że zmiany te korelują z wynikami spółek, świadczy o elastyczności systemów wynagrodzeń. W ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z mniej skokowym niż w 2011 r. odbiciem wyników finansowych spółek po okresie kryzysu. A zatem były słabsze podstawy do windowania wynagrodzeń osób zarządzających.”

Tegoroczna analiza PwC obejmuje także inne tendencje obserwowane już w poprzednich edycjach badania:

Większe spółki oferują lepsze wynagrodzenia – podmioty z WIG20 przeciętnie płacą swoim zarządzającym ok. 1,89 mln zł rocznie, czyli prawie 1,4 razy więcej niż spółki z mWIG40 i dwa razy więcej niż z sWIG80.

Najbardziej atrakcyjny jest sektor mediów – tak samo jak w ubiegłych latach, najwyższe przeciętne wynagrodzenie dla osób zarządzających w roku 2012 oferowała branża mediowa (ok. 2,87 mln zł). Kolejne pozycje zajęły spółki reprezentujące sektor bankowy, ubezpieczeniowy i surowcowy.

Menedżerowie w firmach państwowych zarabiają mniej niż ich koledzy ze spółek całkowicie prywatnych. Spółki z dużym udziałem Skarbu Państwa (powyżej 25% akcjonariatu) oferują wynagrodzenia niższe niż pozostałe firmy z danego indeksu.

W 2012 roku różnica ta wynosiła 30% (w przypadku WIG20) i 38% (w przypadku mWIG40).
Struktura wynagrodzeń zarządów spółek giełdowych jest mało agresywna – większą część wynagrodzenia (średnio 55%) stanowi płaca zasadnicza, niezależna od wypracowanych efektów, natomiast premie stanowiły zaledwie ok.35% pakietu. Na wielu bardziej rozwiniętych rynkach proporcje te są odwrotne, a zmienne elementy wypłacane menedżerom stanowią przeważającą część ich wynagrodzenia.

Większą wartość ma wynagrodzenie wypłacone szybciej niż odroczone (nawet wyższe). Zainteresowanie długookresowymi programami motywacyjnymi w Polsce kształtuje się na podobnym poziomie jak w latach poprzednich (ok. 40% spółek oferuje takie motywatory). Wdrażanie premii odroczonych przez instytucje finansowe może doprowadzić do popularyzacji tego typu programów.

Eksperci PwC wskazują ponadto, że nadal niewiele spółek notowanych na GPW ujawnia szczegółowe zarobki swoich top managerów. Mimo rosnącej presji regulacyjnej nie poprawia się jakość danych ujawnianych przez polskie spółki: wciąż mniej niż 30% spółek podaje informacje o wynagrodzeniach w podziale na poszczególne składniki wypłacanych pakietów.

Bałtycki terminal LNG może zrewolucjonizować rynek gazu w Europie Środkowej

Na budowie terminalu skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Świnoujściu skorzystają nie tylko Polacy. Może się on okazać także bardzo ważnym elementem strategii energetycznych Słowacji, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii – wszystkich krajów, które są uzależnione od dostaw gazu z Rosji. Skorzystać na nim mogą nawet Czesi, Szwedzi i Duńczycy. To jeden z kluczowych wniosków analizy firmy doradczej EY na temat wpływu budowy terminala LNG na gospodarkę Polski. Wielkość i przepustowość terminalu pozwoli Polsce eksportować gaz do innych krajów. Pod warunkiem, że zbudowana zostanie odpowiednia infrastruktura do jego transportu.

Bałtycki terminal LNG w Świnoujściu budowany nakładem ponad 2,8 mld złotych (łączne nakłady inwestycyjne na całą infrastrukturę związaną z funkcjonowaniem terminalu wynoszą ponad 4,4 mld PLN) to jedna z największych polskich inwestycji energetycznych ostatnich lat. Będzie służył do przyjmowania skroplonego gazu ziemnego przywożonego do Polski statkami z krajów takich jak m.in. Katar. Następnie skroplony gaz będzie w terminalu magazynowany i poddawany regazyfikacji (przekształceniu cieczy w stan gazowy), po czym będzie wpuszczany do sieci gazociągowej. Początkowa roczna zdolność regazyfikacji terminalu wyniesie 5 mld m3. Odpowiada to mniej więcej 1/3 polskiego popytu na gaz ziemny. Istnieje jednak możliwość rozbudowy mocy terminalu o połowę – do 7,5 mld m3 rocznie (takie zapotrzebowanie potwierdziło badanie market screening zrealizowane przez spółkę Polskie LNG). Świnoujski terminal będzie jedyną tej wielkości instalacją w Europie Północnej i Środkowo – Wschodniej i jedną z największych na całym kontynencie.

– Terminal znacząco poprawi naszą pozycję negocjacyjną w zakresie kluczowych kontraktów importowych na gaz ziemny. Ale może on pomóc nie tylko nam – zaznacza Aleksander Gabryś, Menadżer w Grupie Energetycznej EY.

Szansa dla sąsiadów

Eksperci firmy doradczej EY w swojej analizie podkreślają, że budowa terminalu będzie korzystna z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego nie tylko Polski, ale też całej Europy Środkowo – Wschodniej. Terminal pozwoli na dywersyfikację źródeł dostaw i może przyczynić się do obniżenia cen gazu w całym regionie, a nawet w krajach skandynawskich. Dziś takie kraje jak Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia czy Szwecja są praktycznie w 100% uzależnione od dostaw gazu zza granicy (za wyjątkiem Szwecji, która importuje gaz z Danii, pozostałe kraje uzależnione są od dostaw rosyjskich). Słabo zdywersyfikowane źródła dostaw mają też Słowacy, Rumuni czy Bułgarzy.

– Transportowanie LNG drogą morską przyczyniło się do większego otwarcia rynków paliw na świecie. Historycznie, ceny LNG przełożyły się na spadek spotowych cen gazu ziemnego w Europie Zachodniej – wyjaśnia Aleksander Gabryś.

Jednak warunkiem tego, by gaz z terminalu w Świnoujściu popłynął do Czech, Danii czy Finlandii jest budowa odpowiedniej przepustowości interkonektorów – czyli rurociągów gazowych łączących Polskę z sąsiadami. Eksperci EY wyliczyli, że między Polską a Litwą może powstać interkonektor o przepustowości do 3 mld m3. Na granicy z Czechami przepustowość może wynieść 2,5 mld m3, a ze Słowacją nawet do 5 mld m3 rocznie. Do Danii przez Morze Bałtyckie może płynąć do 3 mld m3.

– Budowy interkonektorów łączących nas ze Słowacją, Czechami oraz Litwą są w fazie zaawansowanego planowania i bardzo możliwe, że wszystkie te połączenia powstaną. Wtedy Świnoujście stanie się strategicznym punktem na mapie gazowej Europy – podkreśla Aleksander Gabryś.

Elastyczne LNG

Jest też dodatkowa korzyść związana z pozyskiwaniem gazu w postaci LNG. Otóż kontrakty długoterminowe (np. takie jak polski kontrakt z Rosją) mają zwykle formułę take or pay. Oznacza to, że odbiorca jest zobowiązany do zapłaty za gaz nawet wtedy, kiedy go fizycznie nie odebrał i nie zużył. Dzięki dostawom LNG możliwe jest również zwiększenie elastyczności zawieranych kontraktów, w tym także negocjowanie krótszych kontraktów na dostawy gazu niż dotychczas (20-25 lat). Niektóre kraje zawierają umowy na dostawy w terminie 10-20 lat i uzupełniają je kontraktami średnioterminowymi (3-5 lat) oraz dostawami na rynku spotowym. Jest to szczególnie istotne w krajach o dużym udziale importu gazu z jednego źródła.

– Możliwość zakupu LNG na rynkach światowych pozwala zatem na lepszą kontrolę kosztów gazu, a to wpływa na koszt produkcji przemysłowej – wyjaśnia Gabryś.

Rynek skroplonego gazu ziemnego (w ujęciu wolumenowym) historycznie rósł w bardzo dynamicznym tempie. Jego średnioroczne tempo wzrostu w okresie 2000-2011 wynosiło około 8%. Prognozy wskazują na utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu wolumenów handlowych LNG do 2020 roku – oczekiwane średnioroczne tempo wzrostu na poziomie około 6%. Zgodnie z prognozami, przyrost wolumenu w obrocie międzynarodowym LNG będzie prawie trzykrotnie wyższy niż wzrost całkowitej konsumpcji gazu ziemnego na świecie (prognozowane średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 2%). Tym samym, udział gazu dostarczanego w formie LNG zwiększy się z 10% w 2011 roku do 14% w 2020 roku.

– LNG ma coraz większe znaczenie w miksie energetycznym wielu krajów. Na świecie powstaje coraz więcej terminali służących do eksportu i importu gazu. Jednak w skali naszego regionu terminal w Świnoujściu będzie absolutnie wyjątkowy. To wielka szansa dla Polski i całego regionu. Warunkiem jej wykorzystania przez inne kraje niż nasz są wiążące decyzje w sprawie budowy interkonektorów – podsumowuje Aleksander Gabryś z EY.

Komentarz dzienny, 2 lipca 2013

PMI w polskim przemyśle wzrósł w czerwcu z 48 do 49,3 pkt (nasza prognoza i konsensus rynkowy: 48,3). Jest to najwyższy poziom od lipca 2012 roku i jednocześnie największy miesięczny przyrost PMI od roku. Co więcej, wczorajszy raport po raz pierwszy od wielu miesięcy zawiera detale, które pozwalają spoglądać z nieco większym optymizmem w przyszłość. 

Recesja w strefie euro potrwa dłużej niż przypuszczano

Z raportu ‘Prognoza dla strefy euro’ przygotowanego przez doradczą firmę EY i instytut Oxford Economics wynika, że powolna poprawa sytuacji gospodarczej nastąpi dopiero w 2014 roku, wraz ze wzrostem PKB w regionie o niecały procent. W 2015 roku wzrost ten powinien już wynieść 1,5%.

Trudna sytuacja gospodarcza krajów Europy Zachodniej nie pozostaje bez wpływu na Polskę, dlatego analitycy obniżyli prognozy wzrostu gospodarczego Polski do 0,9% PKB w 2013 roku. Jednocześnie uważają, że w perspektywie krótkoterminowej eksport będzie jedną z sił napędowych naszej gospodarki, a w drugiej połowie tego roku wzrostowi pomoże większa konsumpcja wewnętrzna. Analitycy przewidują powolny, ale stały wzrost PKB, który w 2015 roku powinien wynieść 3%.

Oceniając sytuację w Polsce, analitycy podkreślają stabilność podstaw gospodarczych oraz systemu bankowego.

-Sektor bankowy w Polsce jest w dużo lepszej kondycji niż w innych krajach europejskich. Mamy też wysoki poziom zaufania konsumentów do sektora bankowego. Mimo to, ze względu na spowolnienie polskiej gospodarki, dynamika akcji kredytowej jest relatywnie niska w stosunku do lat ubiegłych. Rosnące obawy o przyszłą sytuację gospodarczą skutkują zaostrzeniem polityki kredytowej. Prognozowane wolne ożywienie w polskiej gospodarce będzie niewątpliwie stanowiło istotne wyzwanie dla banków – komentuje Iwona Kozera, Partner Zarządzający Grupą Rynków Finansowych EY w Europie Środkowej i Południowej.

Analitycy zwracają jednak uwagę na wysokie bezrobocie i problemy firm budowlanych, które jeszcze bardziej pogarszają sytuację na rynku pracy i tym samym hamują prywatną konsumpcję. Popytowi wewnętrznemu nie sprzyja także kontynuacja konsolidacji fiskalnej, realizowana w znacznym stopniu poprzez ograniczenie wydatków. Mimo to, silne spowolnienie gospodarcze i spadek wpływów podatkowych spowodowały, że deficyt sektora finansów publicznych wciąż znacząco przekracza 3% PKB, a w br. zapewne wzrośnie. W tym kontekście, pozytywnie należy ocenić decyzję Komisji Europejskiej, która dała Polsce dodatkowo 2 lata na wyeliminowanie nadmiernego deficytu. W świetle prawdopodobnego wzrostu deficytu w br., Marek Rozkrut, Główny Ekonomista EY, bardzo pozytywnie ocenia nową regułę fiskalną, zaproponowaną przez Ministerstwo Finansów:

Wprowadzenie nowej reguły fiskalnej powinno zapewnić, że w średnim okresie deficyt sektora finansów publicznych będzie wynosić przeciętnie 1% PKB. Co istotne, cel ten będzie realizowany poprzez ograniczenie wydatków. W dłuższym okresie oznaczałoby to równocześnie obniżenie długu publicznego do poziomu ok. 40% PKB. Zapisanie takiej reguły w ustawie będzie sprzyjać stabilności finansów publicznych w Polsce, a tym samym wzmacniać wiarygodność polityki makroekonomicznej. A wzmocnienie wiarygodności może być bardzo potrzebne w sytuacji spowolnienia gospodarczego i tymczasowego wzrostu deficytu sektora, którego oczekuję w br. – mówi Marek Rozkrut.

Analitycy Oxford Economics podkreślają też, że polska scena polityczna jest stabilna, a jedyną nierozwiązaną kwestią jest wejście Polski do strefy euro. W tym kontekście podkreślają, że trudna sytuacja gospodarcza w Zachodniej Europie spowodowała wzrost eurosceptycyzmu w Polsce.

Wolniejszy wzrost i bezrobocie

Zdaniem ekspertów EY jest wiele powodów przedłużającej się recesji w strefie euro. Jednym z nich jest wolniejszy wzrost gospodarek Chin, Brazylii oraz pozostałych krajów rozwijających się, co prowadzi do mniejszego zapotrzebowania na towary i usługi produkowane w Europie.

Marek Rozkrut, Główny Ekonomista EY: – Tak naprawdę nie ma metody na szybką poprawę sytuacji w regionie. Reformy wprowadzone przez najbardziej zagrożone kraje, w tym trudne reformy rynku pracy, przyniosą silniejszy wzrost gospodarczy dopiero za jakiś czas. Moment ten może nastąpić jeszcze później za sprawą wolniejszego wzrostu w krajach rozwijających się. Dodatkowym wyzwaniem dla krajów strefy euro mogą być np. działania banku centralnego i rządu Japonii, które prowadzą do osłabienie jena, a tym samym poprawy konkurencyjności cenowej producentów japońskich względem eksporterów ze strefy euro.

Jego zdaniem, korzystne efekty powinno przynieść ograniczenie skali zacieśnienia fiskalnego, które dotychczas pogłębiało spadek popytu wewnętrznego w wielu krajach strefy euro: – Kluczowe jest jednak, żeby pewne złagodzenie dyscypliny fiskalnej nie oznaczało zaniechania ważnych reform strukturalnych. To skutkowałoby spadkiem wiarygodności makroekonomicznej i mogłoby doprowadzić do bardzo negatywnej reakcji rynków finansowych.

Istotną rolę powinna odegrać także polityka Europejskiego Banku Centralnego. – Kluczowe działania w tym zakresie powinny dotyczyć stymulowania akcji kredytowej w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, zwłaszcza w krajach peryferyjnych, które najsilniej odczuły skutki kryzysu. Osiągnięcie tego celu wymaga jednak innych działań niż dalsze obniżanie stóp procentowych przez EBC, które w rzeczywistości nie prowadzi do spadku oprocentowania i wzrostu dostępności kredytów dla przedsiębiorstw w krajach peryferyjnych. Ten kanał mechanizmu transmisji monetarnej w strefie euro obecnie nie działa – dodaje Marek Rozkrut.

Kolejnym powodem recesji jest rosnące bezrobocie w UE. Według ekspertów EY, będzie się ono nadal zwiększać, do poziomu 12,7% w pierwszym kwartale 2014 roku. Analitycy podkreślają też zagrożenie, jakim jest wysokie bezrobocie wśród ludzi młodych, wynoszące średnio 24% w strefie euro, ale osiągające też alarmujący poziom w Grecji – 62% i w Hiszpanii – 56%. Wysokie bezrobocie oznacza spadek konsumpcji, ale także – zwłaszcza w przypadku młodych osób – obniżenie kwalifikacji i utratę zdolności do znalezienia pracy w przyszłości.

Najważniejsze jest jednak to, by potencjalna poprawa sytuacji gospodarczej nie spowodowała zaniechania reform wprowadzanych przez większość państw strefy euro. Kraje będące w najtrudniejszej sytuacji mogą, dzięki reformom, wyjść z kryzysu silniejsze i bardziej konkurencyjne.

Spada lojalność wobec operatorów komórkowych

Średnia lojalność konsumentów wobec operatorów komórkowych jest znacznie niższa niż lojalność klientów w innych branżach. Analiza firmy Ericsson wskazuje, że nawet w obrębie branży telekomunikacyjnej, użytkownicy oceniają operatorów znacznie gorzej niż pozostałe firmy z ekosystemu mobilnego.

Operatorzy mają trudności z utrzymaniem reputacji i pod względem lojalności klientów odstają zdecydowanie od innych firm z sektora mobilnego: producentów smartfonów, systemów operacyjnych i dostawców treści. Sytuacja braku lojalności wytwarza wysoce konkurencyjne środowisko z dużą liczbą klientów migrujących pomiędzy operatorami.

Net Promotor Score to wskaźnik umożliwiający określenie skłonności klientów do polecania firmy swoim znajomym. Marki które osiągają długoterminowy zysk mają znacznie wyższy NPS od przeciętnych. Wskaźnik NPS dla branży telekomunikacyjnej ustępuję firmom z innych sektorów.

Kreowanie u klientów dużych oczekiwać odziałowuje negatywnie na lojalność konsumentów, gdy nie udaje się sprostać obietnicom. Niedostateczny zasięg, długi czas ładowania się stron internetowych i aplikacji wymieniane są jako główne powody roczarowania usługami operatorów.

Użytkownicy nie tylko oczekują coraz krótszego czasu ładowania stron i aplikacji, ale również liczą że usługi z których korzystają będą dostępne niezależnie od miejsca. Około 40-50% użytkowników smartfonów ciągle próbuje łączyć się z internetem w miejscach negatywnie oceniach pod względem jakości sieci tj. metro, pociągi, autobusy.

Maj w przetargach: budowlana zapaść

W maju 2013 roku, pomimo startu sezonu budowlanego, największym „przetargowym” przegranym był właśnie sektor budowlany – wynika z raportu opracowanego przez serwis eGospodarka.pl. Przetargów na prace budowlano-remontowe ogłoszono w maju ’13 mniej niż rok wcześniej i tylko nieznacznie więcej w porównaniu z kwietniem 2013. Za to, już drugi miesiąc z rzędu, w zestawieniach najczęściej ogłaszanych przetargów królują zamówienia na wywóz oraz utylizację śmieci i odpadków.

Według danych opracowanych przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, w maju ’13 w Biuletynie Zamówień Publicznych opublikowano 15 tys. 510 ogłoszeń o rozpoczęciu postępowania o udzielenie ZP. To o 3,1 proc. więcej niż rok temu (w maju 2012) i o 0,42 proc. mniej niż w kwietniu 2013 roku.

W relacji rocznej ujemna dynamika liczby ogłaszanych postępowań wystąpiła w dwóch spośród trzech notowanych kategorii, a jedyna kategoria w której wystąpił wzrost – czyli dostawy usług – jest „napędzana” jednorazowym czynnikiem w postaci wspomnianych przetargów na usługi związane z gospodarką odpadami. Tak więc w relacji rocznej spadła liczba postępowań przetargowych na prace budowlano-remontowe (o 8,51 proc.) i dostawy towarów (o 4,61 proc.). Dodatnia roczna dynamika jest wyłącznie zasługą dużego, ponad 25-procentowego przyrostu liczby postępowań z zakresu dostawy usług, a ten przyrost z kolei wygenerowały przetargi na usługi „śmieciowe”. Bez tego jednorazowego czynnika również i w segmencie dostawy usług zanotowano by ujemną dynamikę.

Wielkim przegranym w maju jest „budowlanka”. We wcześniejszych latach, wraz z poprawą aury i startem sezonu budowlanego, w kwietniu, maju i czerwcu notowano średnio około dwudziestoprocentową miesięczną dynamikę przyrostu zamówień z tego segmentu. W tym roku przyrosty miesięczne są wyjątkowo mizerne, bo zaledwie kilkuprocentowe (po nietypowym kwietniu, w którym zanotowano duży skok, będący odreagowaniem spadków w lutym i marcu po nowelizacji Prawa Zamówień Publicznych ). W maju ogłoszono zaledwie o 4,47 procent więcej ogłoszeń na prace budowlane niż w kwietniu. Rok temu dynamika przyrostu zamówień budowlano-remontowych w okresie kwiecień-maj wynosiła 18 procent, zaś w roku 2011 było to +18,8 procent.

Tak niskiej dynamiki w sektorze budowlanym nie wyjaśnia nawet bardzo długa w tym roku zima, która „przesunęła” kalendarz budowlany o około półtora miesiąca, bowiem maj był już miesiącem z aurą nie utrudniającą prac budowlanych. Mamy więc prawdopodobnie do czynienia z bardzo głębokim spadkiem inwestycji budowlanych oraz remontów, spowodowanym – jak wskazuje sytuacja budżetu Państwa – ciężkim kryzysem finansów publicznych.

Tegoroczny maj jest w zamówieniach publicznych dla sektora budowlanego najgorszy na przestrzeni ostatnich pięciu lat (w porównaniu z analogicznymi miesiącami). Pomimo początku sezonu budowalnego, instytucje publiczne nadal nie zwiększają zamówień na prace budowlane. Dane historyczne pokazują, że maj był na przestrzeni ostatnich lat miesiącem w którym obserwowano wysoką dynamikę zamówień na tego typu prace. Zmiany tej nie zaobserwowano w bieżącym roku.

Pełną skalę zapaści w tym segmencie będzie można ocenić po czerwcu, zestawiając odpowiednie kwartały i półrocza. Jednak już można zaobserwować, że rok 2013 będzie dla „budowlanki” dużo gorszy niż poprzednie, już nienajlepsze lata. Słaba kondycja tego sektora nie jest zresztą żadną tajemnicą – liczne bankructwa, gwałtowny spadek produkcji widoczny już w statystykach GUS, coraz mniejsze zamówienia publiczne, wstrzymanie większych inwestycji – nie wróżą dobrze przyszłej kondycji „budowlanki”.

Gospodarka w letargu

W maju 2013 roku, zatrudnienie w przedsiębiorstwach, rok do roku, spadło o 0,9 proc. (to kolejny , dziesiąty już z rzędu miesiąc w którym spada zatrudnienie liczone rdr), a średnia płaca wzrosła o 2,3 proc. w relacji rocznej.

Jak wskazują dane GUS, w maju 2013 roku, inflacja liczona rok do roku wyniosła 0,5 procent. Względem poprzedniego miesiąca ceny spadły o 0,1 procent. Inflacja nadal osiąga wieloletnie minima. Po kwietniowym wyniku, w wysokości 0,8 proc. rok do roku, który był najniższy od 7 lat, majowy wskaźnik cen spadł jeszcze bardziej – o 0,3 pkt proc. do poziomu 0,5 procent.

Według wstępnych danych GUS produkcja sprzedana przemysłu w maju 2013 r. była o 1,8 proc. niższa w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku i o 0,7 proc. niższa niż w kwietniu 2013 r. W maju 2013 produkcja budowlano-montażowa była niższa o 27,5 procent niż przed rokiem, a w porównaniu z kwietniem wyższa o 16,3 proc.

W porównaniu z majem 2012 r. produkcja sprzedana przemysłu była wyższa w 16 spośród 34 branż. Najwyższy wzrost, bo o 6,7 proc., odnotowali producenci mebli. Podobne wyniki osiągnęły sektory związane z produkcją urządzeń elektrycznych, samochodów i przyczep skierowanych na eksport.

W ciągu pierwszych pięciu miesięcy produkcja przemysłowa była niższa niż przed rokiem o 1 proc. Natomiast produkcja budowlano-montażowa zmniejszyła się o 22,5 procent, co oznacza w budownictwie niemal katastrofę.

W maju pracy nie miało ponad 2 miliony 176 tysięcy osób, co przekłada się na stopę bezrobocia w wysokości 13,5 procent. Rok temu, w maju 2012, pracy nie miało 12,6 procent Polaków. Liczba bezrobotnych w ciągu miesiąca zmalała o 79,4 tys. osób, jednak w stosunku do maja ubiegłego roku wzrosła o 162,4 tys. osób. Maj był już trzecim miesiącem tego roku, w którym odnotowano spadek liczby osób bezrobotnych.

– Polska gospodarka nadal nie może wyjść na prostą. Zatrudnienie nadal spada, niestety ta tendencja trwa już niemal rok, i – jak wskazują prognozy NBP – raczej nie zanosi się na jej przełamanie. Dochody podatkowe budżetu są niższe niż rok temu i mniejsze od zapisanych w tegorocznej ustawie budżetowej. Po pięciu miesiącach bieżącego roku dochody Państwa z podatku VAT są o 12 procent mniejsze niż rok temu, dochody z CIT spadły w relacji rocznej o 14,7 procent a z akcyzy o 4,6 procent. Po maju deficyt budżetowy wykonany był już w 87 procentach, co oznacza, że resort finansów będzie miał poważny problem z „dopięciem” budżetu. Skala niedoboru jest zapewne na tyle poważna, że nie da się jej pokryć różnymi księgowymi sztuczkami – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Fiskus będzie musiał więc sięgnąć głębiej do kieszeni podatników. Z doniesień prasowych widać, że obiektem szczególnego zainteresowania fiskusa będą firmy stosujące optymalizację podatkową i transferujące swe zyski za granicę. Bardzo prawdopodobna jest nowelizacja budżetu i szybka, a co za tym idzie chaotyczna, redukcja wydatków. Prasa informuje też o próbach majstrowania przez fiskusa przy progach ostrożnościowych, co jest bardzo niepokojącym symptomem. Jawna już walka rządu z OFE wskazuje zaś miejsce, w którym szuka on środków do chwilowego łatania budżetu. W takich warunkach inwestycje publiczne są raczej ostatnim zmartwieniem ministra finansów – dodaje Beata Szkodzin.

Odpady i śmieci: główny przedmiot przetargów

Wiele symptomów wskazuje, że złoty okres sektora budowlanego w Polsce odszedł do przeszłości. Pierwszy etap wielkich inwestycji napędzanych unijnymi dotacjami już został zamknięty, drugi jest jeszcze dość mglisty, a bieżąca sytuacja budżetu nie pozwala już na inwestycyjny rozmach, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnich latach.

Maj – wydawałoby się, że jeden ze szczytowych miesięcy sezonu budowlanego – okazał się być w bieżącym roku bardzo mizerny, najgorszy pod względem ogłaszanych postępowań przetargowych na prace budowlano-remontowe na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Bardzo trudna sytuacja budżetu, i to zarówno centralnego, jak i budżetów jednostek samorządu, nie rokuje w najbliższym czasie szans na kolejny skok inwestycyjny. Teraz kierunek wydatkowania środków w segmencie budowlanym skupi się raczej na zapewnieniu remontów i bieżących napraw, bowiem zadłużonym miastom i gminom raczej trudno będzie pozyskać nowe, pokaźne środki, szczególnie w obliczu zauważalnego spadku dochodów podatkowych.

Wprawdzie przetargi na prace budowlane nadal zajmują czołowe miejsca w zestawieniach ilościowych zamówień publicznych, ale szczegółowa analiza wskazuje już raczej na bieżące remonty niż nowe inwestycje.

Ponadto majowi – analogicznie jak kwietniowi – w zamówieniach publicznych rytm nadawała wchodząca w życie od lipca tzw. „ustawa śmieciowa”. W efekcie ogłoszenia przetargowe na różnego typu usługi związane z gospodarką odpadami opanowały czołowe pozycje zestawień, jest to jednak – z wiadomych względów – zjawisko zdecydowanie jednorazowe.

W relacji rocznej majowy rekord przyrostu liczby ogłoszeń przetargowych należy do usług wywozu odpadów pochodzących z gospodarstw domowych (roczna dynamika 80 600 procent), jednak tak wysoki wynik to po prostu efekt bazy. Rok temu, w maju 2012 na usługi tego typu ogłoszono zaledwie jeden przetarg, w tym roku zaś aż 807. Równie wysoką dynamikę zanotowały przetargi na usługi recyklingu odpadów (20 650 procent rdr), usługi gospodarki odpadami (w maju 2013 o 4 920 proc. więcej ogłoszeń niż rok wcześniej), usługi związane z odpadami (roczna dynamika w wys. 3 690 proc.), czy usługi transportu lub wywozu odpadów. O ponad 500 procent zwiększyła się też liczba przetargów na kosze i pojemniki na śmieci.

Analiza branżowa drugiego, spadkowego bieguna, pozwala na oszacowanie wspomnianego już zmniejszenia inwestycji. Na pozycjach liderów spadków znajdziemy więc przetargi na roboty budowlane związane z obiektami na terenach sportowych, usługi inżynierii projektowej w zakresie inżynierii lądowej i wodnej, roboty murarskie i murowe, roboty elewacyjne, roboty remontowe i renowacyjne, roboty budowlane w zakresie budowy rurociągów, linii komunikacyjnych i elektroenergetycznych, autostrad, dróg, lotnisk i kolei, roboty w zakresie wykonywania pokryć i konstrukcji dachowych, roboty w zakresie stolarki budowlanej, roboty w zakresie naprawy dróg czy roboty w zakresie instalacji elektrycznych.

Grupa ENERGA przejęła od duńskiej spółki DONG Energy A/S portfel farm wiatrowych w Polsce

ENERGA Hydro oraz PGE Polska Grupa Energetyczna podpisały dziś umowy z DONG Energy A/S, na mocy których przejęły od duńskiej spółki portfel farm wiatrowych DONG w Polsce. Tym samym ENERGA zamknęła transakcję rozpoczętą w lutym porozumieniem wstępnym.

W ramach transakcji Grupa ENERGA przejęła pracującą farmę wiatrową w Karcinie w województwie zachodniopomorskim o mocy 51 MW oraz pięć rozpoczętych projektów w północnej Polsce o łącznej planowanej mocy około 220 MW. PGE nabyło natomiast działające farmy wiatrowe o zainstalowanej mocy 60,5 MW oraz pakiet projektów o planowanej mocy około 555 MW.

Transakcja uzyskała niedawno zgodę prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wartość całej transakcji wynosi około 1 mld zł.

Kilka dni temu ENERGA wspólnie z PGE zawarły również porozumienia z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju oraz Iberdrola Renovables Energia S.A.U. na przejęcie łącznie 100 proc. udziałów w aktywach spółki Iberdrola Renewables Polska. Zamknięcie tej transakcji nastąpi w najbliższych tygodniach. Po sfinalizowaniu obu planowanych akwizycji moc OZE zainstalowana w Grupie ENERGA wzrośnie z ok 343 MW do ponad 508 MW, a produkcja z OZE – z ok. 1,3 TWh do ok 1,65 TWh.

Transakcje są realizacją strategicznego celu Grupy ENERGA, którym jest uruchamianie przyjaznych środowisku naturalnemu źródeł energii. ENERGA koncentruje się na projektach charakteryzujących się najniższą emisyjnością dwutlenku węgla, obniżając jej poziom do 0,36 t/MWh.

Grupa ENERGA to największy w kraju sprzedawca energii zielonej. Posiada ponad 18-procentowy udział energii z OZE w portfelu sprzedaży energii do odbiorców końcowych. Produkcja energii zielonej odbywa się w sieci 46 własnych elektrowni wodnych oraz w instalacjach spalających biomasę. Do sieci Grupy przyłączonych jest ok. 1670 MW mocy zainstalowanych w odnawialnych źródłach energii, co stanowi około 35 proc. wszystkich mocy OZE zainstalowanych w Polsce.

Grupa ENERGA dostarcza energię elektryczną dla 2,9 mln klientów, co daje jej ponad 16-procentowy udział w rynku sprzedaży energii elektrycznej. Jest operatorem systemu dystrybucyjnego energii elektrycznej na obszarze jednej czwartej powierzchni Polski, eksploatując ponad 192 tys. km linii elektrycznych.

Grupa Google i Grupa Allegro-GG to najczęściej odwiedzane serwisy internetowe w Polsce

Grupa Allegro-GG zajęła wysokie, 2. miejsce w najnowszym badaniu popularności witryn i aplikacji Megapanel, prowadzonym przez PBI/Gemius, ustępując jedynie Grupie Google i zostając tym samym największym podmiotem, którego dane są objęte audytem

Kwietniowe wyniki badania Megapanel to pierwszy ranking zrealizowany według nowych zasad grupowania witryn i aplikacji. Grupa Allegro-GG osiągnęła w nim zasięg 81,4% docierając do 16,6 mln polskich internautów („Real Users”), ustępując jedynie Grupie Google, wyprzedzając trzeciego w kolejności Facebook’a o prawie 2 miliony użytkowników i wyraźnie dystansując grupy lokalnych portali horyzontalnych.

Grupa Allegro-GG to największa obecnie audytowana grupa internetowa w Polsce – wynika z badania. W kategorii „Użytkownicy i uruchomione aplikacje” zasięg grupy to aż 84,1% ze stratą do lidera, którego dane nie są potwierdzone audytem, na poziomie około miliona.

– „Od momentu poszerzenia składu akcjonariatu PBI z zadowoleniem obserwujemy zmiany jakie zachodzą w metodologii badania. To dzięki nim otrzymaliśmy nareszcie potwierdzenie w liczbach wiodącej roli Grupy Allegro na rodzimym rynku” – powiedział Tomasz Jażdżyński, prezes GG Network SA należącej do Grupy Allegro. – „Głęboko wierzymy, że już wkrótce uda się oczyścić badanie z ostatnich zaszłości i wprowadzić dalsze udoskonalenia, tak aby Megapanel prezentował jak najdokładniej rzeczywisty układ sił w polskim Internecie.”

Od 2011 roku Grupa Allegro i GG Network posiadają wspólne Biuro Reklamy oferujące innowacyjne i skuteczne produkty reklamowe oparte o aktywa obydwu należących do koncernu Naspers spółek. W kwietniu bieżącego roku Grupa Allegro została formalnym właścicielem GG Network. Powierzchnia reklamowa liczona liczbą odsłon, jaką dysponuje Biuro Reklamy Allegro-GG jest największa na polskim rynku i wynosi 4,4 miliarda – prawie dwukrotnie więcej niż w przypadku kolejnej w rankingu Grupy Onet.

Mark Weinberger globalnym prezesem firmy doradczej Ernst & Young

Od 1 lipca br. Mark Weinberger pełni funkcję globalnego CEO firmy doradczej EY. Zastąpił na tym stanowisku Jima Turleya, który odszedł na emeryturę po 12 latach pełnienia funkcji prezesa i 36 latach pracy w EY.

W swojej karierze, Mark Weinberger (51 lat) obejmował wiele kierowniczych stanowisk, zarówno w EY jak i poza tą firmą. Pełnił m.in. funkcję globalnego szefa działu doradztwa podatkowego EY. Przez wiele lat doradzał też największym klientom EY. Weinberger ma bogate doświadczenie współpracy z sektorem publicznym w USA. Prezydent Bill Clinton powołał go do Amerykańskiej Rady ds. Ubezpieczeń Społecznych (US Social Security Advisory Board)a z kolei podczas prezydentury George’a W. Bush’a, Weinberger doradzał sekretarzowi skarbu państwa ds. regulacji podatkowych.

– To dla mnie zaszczyt kierować tak wielką organizacją. Historia EY liczy ponad 100 lat, a naszą reputację budowaliśmy w oparciu o jakość świadczonych usług, uczciwość naszych pracowników i zaufanie klientów. Jestem gotów sprostać wyzwaniom przed jakimi w dynamicznie zmieniających się czasach stoi nasza firma – mówi Mark Weinberger. – Jednocześnie w imieniu wszystkich pracowników, składam podziękowania przechodzącemu na emeryturę Jim’owi Turley’owi za wszystko co zrobił dla naszej organizacji podczas swojej 36-letniej pracy w EY. Mój poprzednik stworzył mocne fundamenty, na których będziemy opierać nasz rozwój w przyszłości.

Nowe logo, nowa misja

Zmiana na stanowisku globalnego CEO to jedno z 3 ważnych wydarzeń w EY, które miały miejsce 1 lipca 2013 roku. Od tego dnia firma posługuje się również skróconą nazwą marki oraz nowym logo. Odświeżonemu logotypowi towarzyszy slogan „Building a better working world”, który komunikuje misję firmy polegającą na usprawnianiu otaczającej jej rzeczywistości.

Rośnie poziom wyrafinowania prawnego i finansowego podmiotów wyłudzających VAT

Wzrost uciążliwości i restrykcyjności przepisów oraz organów podatkowych wobec polskich przedsiębiorców, jaki nastąpił w latach 2006-2012, nie przełożył się na wzrost efektywności w poborze podatku VAT. Raport „Straty Skarbu Państwa w VAT – luka podatkowa, oszustwa, wyłudzenia oraz problematyka podatku od towarów i usług w Polsce” przygotowany przez PwC na zlecenie Instytutu Badań Strukturalnych wskazuje na powiększanie się tzw. luki VAT, czyli rozbieżności pomiędzy zakładanymi a faktycznymi wpływami do budżetu z tytułu tego podatku.

Autorzy raportu zidentyfikowali następujące tendencje:

  • średnia wartość luki podatku VAT wzrosła w latach 2006 – 2012 o kwotę ok. 30 mld PLN. Dla porównania – zwiększenie stawek podatku VAT od początku 2011 r. o jeden punkt procentowy miało przynieść budżetowi dodatkowe dochody na poziomie ok. 6 mld PLN;
  • luka podatkowa wyrażona jako odsetek rzeczywistych wpływów z VAT w ciągu ostatnich sześciu lat podwoiła się, sięgając ok. 40% całkowitych wpływów z tego podatku;
  • obniża się za to efektywność egzekucji zaległości z VAT – od roku 2006 spadła ona o prawie połowę, sięgając ok. 4%całej luki.

Kluczowym zamierzeniem raportu jest próba ukazania, że obecne nastawienie aparatu skarbowego do problemu oszustw podatkowych nie tylko jest nieskuteczne i może być szkodliwe dla polskiej gospodarki. Raport pokazuje, że luka podatkowa rośnie mimo coraz większej determinacji w działaniach aparatu skarbowego.

W opracowaniu przygotowanym na zlecenie Komisji Europejskiej firma PwC oszacowała lukę w podatku VAT w całej Unii Europejskiej w 2009 r. na poziomie 12 proc. jego rzeczywistych wpływów, co odpowiadało kwocie 119 mld Euro. W Polsce minimalną skalę luki w podatku VAT za lata rok 2012 w raporcie szacuje się na 2,3% polskiego PKB. Polskie Ministerstwo Finansów nie przedstawia własnych wyliczeń luki podatkowej, skupiając się na zaległościach w VAT, które nie uwzględniają np. faktu istnienia szarej strefy lub większości wyłudzeń podatkowych.

Eksperci PwC wskazują na prawdopodobne przyczyny powiększającej się nieszczelności systemu podatkowego:

  • potencjalne korzyści z procederu wyłudzania podatku VAT w znaczący sposób przeważają koszty z tego tytułu – niewielkie ryzyko wykrycia i oczekiwany łagodny wymiar kary;
  • rośnie poziom wyrafinowania prawnego i finansowego podmiotów wyłudzających VAT, beneficjenci wyłudzania podatku VAT są bezkarni, a ich kreatywność i tolerancja na ryzyko wykrycia rosną wraz z pogarszaniem się koniunktury;
  • brakuje mechanizmu bieżącej i rzetelnej analizy nieszczelności systemu, a władze podatkowe w niedostatecznym zakresie korzystają z know-how z innych jurysdykcji;
  • zdolność regulatora i aparatu skarbowego do szybkiej i właściwie nakierowanej reakcji regulacyjnej i implementacyjnej jest ograniczona.

W raporcie eksperci proponują również przykładowe rozwiązania. Na szczeblu UE wskazują m.in. na potrzebę aktywnego udziału Polski w procesie przemian w VAT oraz poparcie rozwiązań skutecznie zwalczających oszustwa.

Na szczeblu krajowym są to:

  • potrzeba przeniesienia nacisku organów podatkowych/skarbowych z uczciwych przedsiębiorców na oszustów;
  • ściąganie „owoców przestępstwa” i ściganie „organizatorów” a nie osób „podstawionych”;
  • ulepszenie zasad prowadzenia postępowań (szkolenia prokuratorów, współpraca z UKS, integracja informacji, prowadzenie statystyk, uczestnictwo w strukturach międzynarodowych).

Inwestycje w odnawialne źródła energii w Polsce w oczekiwaniu na nową ustawę

Najważniejszą przesłanką, która towarzyszy opracowywaniu nowej ustawy o odnawialnych źródłach energii, jest pobudzenie rynku budowy tego typu instalacji oraz jednoczesne powolne wygaszanie wsparcia państwa, co w założeniu ma stymulować rozwój innowacyjności na rynku. W świetle proponowanych rozwiązań, najwięcej na nowej ustawie zyskają instalacje fotowoltaiczne. Stratne zaś będą instalacje współspalania.

Jak wynika z raportu “Budownictwo energetyczne w Polsce 2013 – Segment energii odnawialnej. Prognozy rozwoju i planowane inwestycje” przygotowanego przez firmę badawczą PMR, najważniejszym czynnikiem, który wpłynie na kształt rynku odnawialnych źródeł energii (OZE) w Polsce, będzie opracowywana właśnie ustawa o OZE. Głównymi celami nowego prawa są: redukcja o 20% emisji gazów cieplarnianych w porównaniu do poziomu zarejestrowanego w 1990 roku, zwiększenie efektywności energetycznej o 20% oraz doprowadzenie do sytuacji, w której 20% zużywanej energii będzie pochodziło z odnawialnych źródeł. W dłuższym okresie czasu dokument ten znacząco wpłynie na stan polskiej energetyki, opartej obecnie w 90% na paliwach kopalnych.

Zgodnie z informacjami przedstawianymi przez rząd, ustawa o OZE powinna zostać uchwalona i wejść w życie w drugiej połowie 2013 roku. Prace nad nią trwają już od kilku lat – pierwszy projekt pojawił się w końcu 2011 roku, po czym był jeszcze kilkakrotnie zmieniany. Ostatnia wersja datowana jest na październik 2012 r. i wiele wskazuje na to, że będzie to wersja finalna.

Ważnym czynnikiem, który zadecyduje o wysokości ostatecznych przychodów z produkcji energii przez przedsiębiorstwa OZE, będzie wielkość instalacji oraz źródło, na którym bazuje. Poszczególnym typom instalacji przyznane będą współczynniki korekcyjne, które będą podwyższać, lub w niektórych przypadkach obniżać dotychczasowy przydział zielonych certyfikatów.

Największym wygranym nowych rozwiązań będzie segment produkujący energię słoneczną. Fotowoltaika – dotychczas najbardziej marginalny segment OZE − uzyska najprawdopodobniej ponad dwukrotnie większe niż obecnie dofinansowanie. Niewielkie instalacje poniżej 1 MW będą otrzymywać za 1 MWh 2,85 lub 2,75 zielonych certyfikatów w zależności od typu instalacji (ulokowana na budynkach lub bezpośrednio na gruncie). Pozwoli to na zwiększenie przychodów z tytułu zbycia praw majątkowych i bezpośrednio znajdzie odzwierciedlenie w lepszym rachunku ekonomicznym takiej inwestycji.

W odniesieniu do najszybciej dotychczas rozwijającego się segmentu, czyli farm wiatrowych, sytuacja będzie zróżnicowana. Niewielkie instalacje do 0,5 MW zyskają jeszcze na wprowadzeniu współczynników, jednak większe projekty będą już miały ograniczony przychód o 10% w pierwszym roku obowiązywania ustawy. Na wysokie wsparcie liczyć mogą również inwestycje dotychczas nie występujące na polskim gruncie, czyli wiatrowe farmy morskie. Wyższy współczynnik dla tej kategorii wynika z dwukrotnie większych nakładów koniecznych na przeprowadzenie inwestycji w porównaniu z klasycznymi turbinami zlokalizowanymi na gruncie. Polski potencjał pod względem tego typu instalacji szacuje się na ok. 3,5 tys. km² powierzchni, na której mogą powstać farmy o mocy 10 tys. MW.

Największe redukcje przywilejów na bazie nie tylko okresu wsparcia, ale również wielkości środków, dotyczyć będą współspalania. Obniżenie czasu wsparcia do pięciu lat, przy jednoczesnym obniżeniu wpływów z tytułu zielonych certyfikatów o 70% z pewnością sprawi, że ten kierunek inwestycyjny zostanie mocno ograniczony. Obecnie już widoczne są skutki samych tylko planów wprowadzenia takiego ograniczenia – co najmniej cztery duże projekty zostały m.in. z tego powodu wstrzymane. Dotyczy to inwestycji grupy Fortum w Zabrzu i Wrocławiu – przedsięwzięć szacowanych łącznie na ok. 5,5 mld zł. Kolejnymi projektami, które miały bazować na udziale biomasy w kotłach opalanych paliwami kopalnymi, są elektrownie w Ostrołęce i Rybniku.

Ogólnym obserwowalnym trendem w przedstawionej grupie współczynników korekcyjnych jest fakt, że większe wsparcie uzyskiwać będą instalacje o mniejszej mocy, co potwierdza politykę wspierania przez rząd energetyki rozproszonej. Zgodnie z założeniami legislatorów, produkcja prądu na potrzeby własne będzie wspieranym przez państwo sposobem na rozwój energetyki rozproszonej.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. “Budownictwo energetyczne w Polsce 2013 − Segment energii odnawialnej. Prognozy rozwoju i planowane inwestycje”.

Operatorzy wprowadzają niższe stawki za roaming w krajach UE

0

Od dziś niższe ceny za połączenia telefoniczne na terenie państw UE. Mniej zapłacimy także za wysyłanie SMS-ów oraz pobieranie danych. Operatorzy liczą, że dzięki temu Polacy będą częściej korzystać z telefonów poza granicami kraju, co ma rekompensować niższe ceny tych połączeń. Coraz częściej jednak europejscy politycy mówią o zniesieniu roamingu w obrębie Unii Europejskiej.

Od dziś na mocy unijnego rozporządzenia ws. roamingu, uchwalonym w czerwcu 2012 r. za minutę połączenia wychodzącego będziemy płacić nie więcej niż 1,22 zł z VAT. Wysłanie SMS-a z zagranicy nie powinno kosztować więcej niż 41 groszy z VAT, a odebranie połączenia – 36 groszy za minutę. Potanieje również transfer danych – górny limit stawki to 2,30 zł z VAT za 1 MB. Przesyłanie danych w roamingu w porównaniu do 2007 roku będzie nawet o 91 proc. tańsze niż jeszcze sześć lat temu.

Maciej Witucki, prezes TP SA podkreśla, że na razie przychody z roamingu nie stanowią dużej części ogólnych przychodów spółki, ale mimo to Orange będzie chciał wykorzystać obniżki i nakłonić Polaków do częstszego korzystania z telefonów poza Polską.

Na pewno jest to ważne, bo przy okazji ofert roamingowych zachęcamy klientów do uruchamiania telefonów zagranicą i korzystania z nich w tańszych ofertach, więc myślę, że mniej więcej zrównoważy się spadek taryf roamingowych a ewentualny wzrost konsumpcji – mówi prezes TP SA.

Maciej Witucki podkreśla, że zniesienie stawek roamingowych byłoby kolejnym ciosem w rentowność koncernów telekomunikacyjnych.

– Można by dyskutować o zniesieniu stawki roamingowej, ale gdyby wcześniej nie było dyskusji o bardzo dużej konkurencji na rynkach krajowych, obniżeniu stawek MTR między operatorami, obniżeniu dla klientów indywidualnych, bo teraz dorzucenie jeszcze niższych stawek roamingowych, zwłaszcza dla dużych, zachodnioeuropejskich telekomów, które mają duże przychody z tego tytułu, mogłoby spowodować jeszcze większe niż dzisiaj tarapaty – podkreśla Witucki.

Prezes TP SA podkreśla, że firmy telekomunikacyjne muszą zbierać środki na bardzo duże inwestycje w infrastrukturę. Dlatego działania, które zmniejszają ich przychody są niekorzystne.

Zniesienie roamingu w obrębie UE to na razie tylko propozycja, zdaniem Macieja Wituckiego dyktowana raczej przedwyborczym kalendarzem.

PKN Orlen planuje rozszerzyć działalność spółki o niektóre usługi finansowe

0

PKN Orlen zastanawia się nad poszerzeniem oferty i świadczeniu niektórych usług finansowych na swoich stacjach, choć jak zapewnia wiceprezes spółki, to na razie odległe plany. Mogłoby oznaczać, że na stacjach będzie można nie tylko zatankować paliwo czy zjeść hot doga, ale np. kupić obligacje spółki. Nie będzie to jednak możliwe przy kolejnych emisjach, a takich w najbliższym czasie PKN Orlen planuje jeszcze trzy. W sumie spółka chce pozyskać 1 mld zł.

Projekt świadczenia usług finansowych przez PKN Orlen jest na etapie analiz. Spółka chciałaby wykorzystać do tego posiadaną sieć ponad 1700 placówek w całym kraju.

 – Rozważamy to. Zobaczymy, jak rynek będzie się rozwijał i jaki będzie jego potencjał – mówi Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes ds. finansowych PKN Orlen. – Gdy będą odpowiednie regulacje i gdy zdecydujemy się wejść w usługi finansowe, to można sobie wyobrazić sytuację za kilka lat, że Polacy będą mogli kupować obligacje PKN Orlen na naszych stacjach paliw.

Orlen wyemitował niedawno czteroletnie papiery dłużne Serii A i B na łączną kwotę 400 mln złotych. W dotarciu do nabywców pomogły spółce placówki PKO BP i Pekao SA. Subskrypcja zakończyła się kilka dni przed planowanym terminem, a obligacje zadebiutowały na rynku Catalyst w ubiegły piątek.

 – Nasza emisja pokazuje, że rynek tego typu emisji jest bardzo chłonny – zauważa Jędrzejczyk. – Wystarczy spojrzeć do roczników statystycznych. Polacy mają ponad 500 miliardów złotych w lokatach bankowych, a jedynie 10 miliardów w obligacjach.

Przyjęty pod koniec marca program emisji obligacji zakłada możliwość wyemitowania do końca maja przyszłego roku jednej lub kilku serii obligacji o wartości o do 1 mld zł. Do wypuszczenia na rynek pozostały trzy transze po 200 mln zł każda.

 – Te obligacje wyemitowaliśmy w celu zróżnicowania źródeł finansowania – mówi wiceszef ds. finansowych płockiego koncernu. – Mamy dość stabilne zadłużenie, doskonałą sytuację finansową.

Jak podkreśla, to efekt trwających od ponad czterech lat działań, których głównym celem było obniżanie zadłużenia spółki i poprawienie płynności finansowej.

 – Moment, kiedy wyszliśmy z taką emisją był genialny – ocenia Sławomir Jędrzejczyk. – Zaufanie do PKN Orlen jest zdecydowanie większe w tej chwili niż jeszcze kilka lat temu.

Rozruch dużych inwestycji

Ten rok to początek dużych inwestycji zapisanych w pięcioletnim planie koncernu.

 – Rozruszamy pewne inwestycje, np. elektrownię gazową we Włocławku – mówi wiceprezes PKN Orlen. – Robimy kolejne odwierty w poszukiwaniu gazu łupkowego.

Spółka zapowiada wykonanie kolejnych próbnych wierceń.

 – Obecnie jesteśmy na etapie szczelinowania jednego z odwiertów – mówi Jędrzejczyk. – Myślę, że w ciągu kilku tygodni będziemy w stanie powiedzieć zdecydowanie więcej.

Orlen poszukuje łupków przede wszystkim na Lubelszczyźnie. Pod koniec czerwca Orlen rozpoczął prace poszukiwawcze w Dobryniowie, na koncesji „Wierzbica”.

Według raportu Euler Hermes zwiększyła sie fala upadłości w przemyśle

W czerwcu upadłość ogłosiło 85 przedsiębiorstw, czyli o 10 – 11 proc. więcej niż przed rokiem, kiedy upadło 77 firm. Zmieniła się struktura upadłości. Większe problemy ma branża przemysłowa, producenci komponentów i gotowych maszyn. Nieco mniej upadłości odnotowano w budownictwie. Zwiększyła się również fala upadłości w regionach, w których przemysł jest najsilniejszym sektorem lokalnej gospodarki – wynika z raportu Euler Hermes. 

 – W tej chwili więcej upadłości jest w branży produkcyjnej, w przemyśle. Mamy do czynienia z problemami wielu przedsiębiorstw produkujących zarówno na rynek krajowy, jak i na eksport, zarówno wyroby konsumenckie, czyli żywność, opakowania, odzież, ale także wyroby inwestycyjne, przemysłowe np. konstrukcje stalowe czy części maszyn  komentuje Grzegorz Błachnio, ekspert firmy ubezpieczeniowo-doradczej Euler Hermes.

W ubiegłym miesiącu pojawiła się nowa tendencja: po raz pierwszy odnotowano upadłość kilku przedsiębiorstw produkujących już nie wyłącznie komponenty, jak to miało miejsce np. w I kwartale br., ale i gotowe maszyny dla przemysłu.

  To były maszyny dla przemysłu spożywczego, tytoniowego, dla przemysłu wydobywczego – wymienia ekspert. – Widać, że zmniejszone tempo inwestycji, z czym mamy do czynienia już od kilku kwartałów, zaczyna dosięgać także firm produkujących na potrzeby inwestycji, dostarczających sprzęt do nowych zakładów.

W budownictwie, które pod względem liczby upadłości dominowało w ubiegłym roku, sytuacja tylko nieznacznie się poprawiła. Zmieniła się jednak struktura tych upadłości.

  Przede wszystkim dotyczy to firm mniejszych. W przeciwieństwie do roku ubiegłego nie mamy do czynienia z upadłościami głównych wykonawców. Raczej to są „odpryski” ubiegłorocznych problemów, bo mamy upadłości podwykonawców, którzy po kilku kwartałach oczekiwania na swoje pieniądze utracili płynność. Natomiast rośnie też skala upadłości firm zajmujących się budownictwem ogólnym, budownictwem mieszkaniowym, a także firm wyspecjalizowanych w pracach wykończeniowych, elektroinstalacyjnych, klimatyzacyjnych itp. wyjaśnia Grzegorz Błachnio. 

Regionalne tempo upadłości w przemyśle można obecnie podzielić na trzy grupy. Obecnie najgorzej jest tam, gdzie przemysł jest najsilniejszy, czyli na Śląsku, Dolnym Śląsku i Wielkopolsce. Sytuacja natomiast poprawiła się w regionach, w których przemysł nie odgrywa kluczowej roli, czyli np. na Mazowszu. Z kolei w województwach, w których przemysł jest obecny na regionalną skalę, czyli w woj. wschodnich czy w świętokrzyskim nic się nie zmieniło.

Na Mazowszu w ciągu pierwszego półrocza odnotowano 80 upadłości, czyli o ponad 30 proc. mniej wobec tego samego okresu ubiegłego roku.

  Są to przede wszystkim firmy handlowe i usługowe. Zakładów przemysłowych nie mamy zbyt dużo na Mazowszu ulokowanych i jeśli w tej chwili na czele listy upadłości jest przemysł i wciąż jeszcze budownictwo, to te firmy maja siedzibę głównie w innych regionach kraju. Stąd też na Mazowszu takiej skali nie odczuwamy  tłumaczy ekspert.

Spadający popyt konsumencki silnie uderzył też w branżę spożywczą.

  Tradycyjnie na czele sektorów branży spożywczej, które mają kłopoty, jest branża mięsna. Problemy widzimy też w mleczarstwie czy w przetwórstwie zbożowym wymienia Błachnio.

Euler Hermes prognozuje, że w kolejnych miesiącach dynamika upadłości utrzyma się na poziomie zbliżonym do tego z czerwca.

  Spodziewamy się, że w skali całego roku liczba upadłości utrzyma się na poziomie około 10  proc. większym niż w roku ubiegłym, czyli cały czas jeszcze nie możemy mówić o tym, iż sytuacja się trwale poprawia i liczba upadłości albo nie ulegnie zwiększeniu, albo nawet zmniejszy się podkreśla ekspert Euler Hermes.

Dodaje, że skala upadłości w Polsce jest odzwierciedleniem sytuacji w Europie. W dużej mierze odpowiedzialny jest za to eksport, który w 2/3 skierowany jest właśnie do krajów UE.

  W roku ubiegłym liczba upadłości w Polsce rosła w dosyć dużym tempie, blisko 30 proc., jednym z wyższych w Europie. Jednak w sąsiednich Czechach tempo było nawet wyższe i przekroczyło 40 proc., więc nie jesteśmy przysłowiową „zieloną wyspą”, która opiera się zawirowaniom, ale nie jesteśmy też w ogonie stawki. Nasza sytuacja nie odbiega od sytuacji na reszcie rynków europejskich – tłumaczy Błachnio.

UE rozpoczęła kampanię informacyjną na temat praw przysługujących podróżnym

W tym roku po raz pierwszy na terenie Unii Europejskiej szczególna ochrona praw konsumentów dotyczy nie tylko pasażerów samolotów, lecz także osób podróżujących koleją, autokarem czy statkiem. Również im łatwiej będzie uzyskać odszkodowanie za np. spóźnienie przewoźnika. Przepisy obowiązują na terenie całej UE.

 – Łatwiej będzie można dostać odszkodowanie za opóźniony przewóz morski, jeśli przewóz ten opóźnia się o godzinę, a prom lub statek ma płynąć powyżej czterech godzin. Wówczas należy się konsumentowi 25 proc. ceny biletu – mówi Karol Muż z Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Nowe przepisy dotyczą także kolei. Gdy pociąg spóźni się 60 do 119 minut, to pasażer ma prawo do zwrotu 25 proc. ceny biletu. Jeśli spóźnienie przekracza dwie godziny, to jest uprawniony do zwrotu połowy ceny biletu.

Od 1 marca br. obowiązuje także Rozporządzenie 181/2011, na podstawie którego pasażerowie autobusów i autokarów mają prawo do zwrotu kosztów biletu w przypadku opóźnienia przekraczającego dwie godziny lub odwołania przejazdu. Gdy opóźnienie jest znaczne, przewoźnik ma także obowiązek zapewnić podróżnym posiłek i napój.

Do tej pory najlepiej byli chronieni pasażerowie podróżujący samolotami. Szczegółowe przepisy obowiązują od 2004 r. i dotyczą UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii. Odszkodowania należą się pasażerom m.in. za niewpuszczenie na pokład czy opóźnienie samolotu.

 – W przypadku niewielkiego opóźnienia przewoźnik ma obowiązek opieki nad konsumentem, m.in. dostarczenia mu posiłku. Jeśli opóźnienie jest znaczne, w grę wchodzi odszkodowanie pieniężne od 250 do 600 euro – mówi Muż.

Odszkodowanie należy się również za zniszczenie lub zagubienie bagażu podczas podróży samolotem. Jego wartość każdorazowo musi być udowodniona. Maksymalna wartość odszkodowania to ok. 5,5 tys. zł.

 – To jest górna granica odpowiedzialności finansowej przewoźnika, w której powinien zmieścić się konsument – mówi Karol Muż.

Dodaje, że wszyscy przewoźnicy, niezależnie od rodzaju transportu, powinni informować konsumentów o przysługujących im prawach.

 – Jeśli jednak takich informacji nie znajdziemy u przewoźników, to należy ich szukać na stronach Europejskiego Centrum Konsumenckiego lub Komisji Europejskiej. Można zadzwonić do nas, do ECK i zasięgnąć porady przed podróżą i zwrócić się z prośbą o pomoc po podróży – mówi Muż.

Mimo rozbudowanego systemu ochrony praw konsumentów, wielu z nich nie ma świadomości dotyczącej przysługujących im uprawnień. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że 59 proc. pasażerów samolotów nie zna swoich praw podczas podróży. Dlatego 26 czerwca Unia rozpoczęła dwuletnią kampanię informacyjną mającą na celu uświadomienie podróżnych o przysługujących im prawach. Na wszystkich platformach mobilnych dostępna jest także aplikacja wyjaśniająca prawa pasażera i udzielająca informacji o instytucjach, z którymi należy się kontaktować w przypadku problemów.

Chorwacja w UE. Dla niej to szansa, by poza turystyką rozwinąć inne gałęzie gospodarki

Dzięki wejściu Chorwacji do Unii Europejskiej znikają bariery w przepływie usług i towarów. Chorwackie wino i produkty spożywcze będą mogły więc szybciej trafiać na polski rynek. Zagrzeb chce wykorzystać tę szansę, by poza turystyką, która obecnie jest głównym źródłem dochodu, rozwinąć także współpracę w innych działach gospodarki, na przykład w energetyce odnawialnej.

Chorwacja wstępuje do Unii jako 28. kraj i druga z dawnych republik jugosłowiańskich (po Słowenii). Dzięki likwidacji barier handlowych dużo łatwiej będzie eksportować i importować towary z tego kraju, ale także współpracować i dzielić się wiedzą.

Choć do tej pory to Niemcy dominowali jako inwestorzy zagraniczni w Chorwacji, polskie firmy również mogą wiele zyskać.

 – Niemcy już dość mocno są na chorwackim rynku, ale czas na nas, na naszą kulturę słowiańską, naszą przebojowość. To jest jednak podobna mentalność – przekonuje Aleksander Arabadźić z Towarzystwa Polsko-Chorwackiego.

Chorwacja liczy na wzmocnienie innych obszarów gospodarki poza turystyką, która w tej chwili stanowi najważniejszy sektor. Zgodnie z danymi Światowej Rady Podróży i Turystyki (World Travel and Tourism Council, WTCC) w 2012 roku turystyka wygenerowała bezpośrednio ponad 10 proc. chorwackiego PKB, a wpływ łączny przekroczył 25 proc. Kraj ten odwiedziło w ubiegłym roku niemal 12 milionów turystów. Około 5 proc. przyjeżdżających, czyli niemal 550 tys. w 2012 r. to Polacy.

 – Chorwacja i tak już jest perłą Adriatyku, jedną z głównych destynacji. Mam nadzieję, że nastąpi przesunięcie na inne sektory, np. na energię odnawialną, rolnictwo czy usługi. Poza tym z Polską mamy korytarz Bałtyk-Adriatyk, przechodzący przez samo centrum Europy, od Świnoujścia po Rijekę – uważa Arabadźić.

Według niego chorwaccy przedsiębiorcy liczą na wsparcie i know-how od unijnych partnerów. Najważniejszą rolę odgrywają firmy niemieckie, ale Arabadźić przewiduje, że również polskie podmioty zainteresują się rynkiem w Chorwacji. Dodaje, że wprawdzie część Chorwacji należy do kultury śródziemnomorskiej, to jednak wspólne słowiańskie zwyczaje i podobny język w kontynentalnej części mogą działać na korzyść przedsiębiorców z naszego kraju.

Towarzystwo Polsko-Chorwackie aktywnie wspiera współpracę firm z obydwu krajów. Wkrótce będzie organizowane forum gospodarcze, które będzie dobrą okazją do nawiązania kontaktów handlowych. Arabadzić dodaje, że organizacja pomaga w zakresie kultury, języka i informacji, ale dzięki wydarzeniom takim jak forum biznesowe wspiera również obszar gospodarczy.

Arabadźić przewiduje, że Polska stanie się jednym z głównych partnerów handlowych Chorwacji w Unii Europejskiej. Według niego przedsiębiorcy zyskają przede wszystkim na zniesieniu prawnych i fizycznych barier w transporcie towarów.

 – Nie będzie biurokracji, towar będzie szybciej w jednym kraju i w drugim – przekonuje Arabadźić, który w Warszawie prowadzi winiarnię. Tłumaczy, jak sytuacja wyglądała do tej pory: – W przypadku gastronomii i produktów spożywczych, czym moja firma głównie się zajmuje, potrzebne były przede wszystkim różne certyfikaty, zgody sanepidów itp. Problemem były oczywiście procedury w Izbie Celnej, które jeszcze pamiętamy z czasów, kiedy Polska nie była w UE. W przypadku wina trwało to ok. dwóch tygodni.

Teraz transport towarów z Chorwacji do innych państw Unii, w tym do Polski, nie będzie wymagał żadnych dodatkowych zgód lub procedur. Dzięki temu na polskim rynku mogą pojawić się chorwackie wina i inne produkty spożywcze. Dzięki ciepłemu klimatowi i żyznej ziemi Chorwacja może eksportować m.in. oliwki i winogrona.

 – Istotna będzie też energia odnawialna, będzie można rozwijać współpracę. Również minerały, które znajdują się tam na terenach górzystych – przewiduje Arabadźić.

Wartość obrotów ogółem akcjami na Głównym Rynku wyniosła w czerwcu br. 25,2 mld zł i była wyższa od obrotów w czerwcu 2012 r. o 60,0%

Całkowite obroty na Głównym Rynku akcji wyniosły w czerwcu 2013 r. 25,2 mld zł i były o 60,0% wyższe niż w czerwcu 2012 r. Narastająco od początku roku obroty wyniosły 132,2 mld zł i były o 28,8% wyższe w stosunku do pierwszego półrocza 2012 r.

Wartość obrotów sesyjnych akcjami na Głównym Rynku w czerwcu 2013 r. wyniosła 22,6 mld zł i wzrosła o 46,4% wobec czerwca 2012 r. Jednocześnie, średnie dzienne obroty sesyjne wzrosły również o 46,4% z 0,8 mld zł w czerwcu ub.r. do 1,1 mld zł.

Wartość obrotów sesyjnych w pierwszej połowie 2013 r. wzrosła względem analogicznego okresu w 2012 r. z 97,1 mld zł do 111,8 mld zł (tj. o 15,1%).

W ciągu dwunastu miesięcy do końca czerwca 2013 r. indeks WIG zyskał 9,6%, a od początku roku stracił 5,7%.

NewConnect

W czerwcu 2013 r. łączna wartość obrotów na rynku NewConnect wyniosła 86,0 mln zł i była wyższa w stosunku do czerwca 2012 r. o 11,2%. Narastająco od początku 2013 roku wartość obrotów wyniosła 496,5 mln zł i była niższa o 35,8% w porównaniu do wartości osiągniętej w pierwszych sześciu miesiącach 2012 r.

NCIndex od początku roku stracił 9,4%, a w ciągu dwunastu miesięcy do końca czerwca 2013 r. spadł o 17,9%.

Rynek Instrumentów Pochodnych

Kontrakty terminowe – miesięczny wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł w czerwcu br. o 3,0% rdr (z 1,02 mln szt. do 1,05 mln szt.). Ponadto, średni dzienny wolumen wzrósł również o 3,0%, z 51,1 tys. szt. do 52,7 tys. szt. Liczba otwartych pozycji na indeksowych kontraktach terminowych wyniosła na koniec czerwca 2013 r. 104,6 tys. i była o 6,3% wyższa niż rok wcześniej.

Narastająco od początku roku wolumen obrotu kontraktami indeksowymi wyniósł 4,3 mln szt., co – w porównaniu z poziomem 5,1 mln szt. odnotowanym w I połowie 2012 r. – oznacza spadek o 14,5%.

Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na akcje wzrósł w czerwcu 2013 r. o 54,8% względem czerwca 2012 r. (z 38,9 tys. szt. do 60,3 tys. szt.).

Opcje – w czerwcu 2013 r. wolumen obrotu opcjami na indeks WIG20 wyniósł 91,5 tys. szt., co oznacza wzrost o 40,1% w porównaniu do czerwca 2012 r. (65,3 tys. szt.). Narastająco od początku roku wolumen obrotu opcjami wzrósł o 37,3% z 297,7 tys. w I połowie 2012 r. do 408,9 tys. sztuk.

Rynek Instrumentów Dłużnych

Catalyst

Wartość notowanych emisji (obligacje korporacyjne, komunalne i listy zastawne) na koniec czerwca 2013 r. wyniosła 56,4 mld zł wobec 46,5 mld zł rok wcześniej (wzrost o 21,5%). Miesięczna wartość obrotów sesyjnych wzrosła o 162,9%, z 63,4 mln zł w czerwcu 2012 r. do 166,8 mln zł w czerwcu 2013 r.

Treasury BondSpot Poland

W czerwcu 2013 r. obroty w transakcjach kasowych na rynku Treasury BondSpot Poland wzrosły rdr o 51,2% do 46,8 mld zł. W transakcjach warunkowych wartość obrotu wyniosła 51,4 mld zł w czerwcu 2013 r. wobec 43,9 mld zł w czerwcu ub. r. (wzrost o 17,3%).

Rynek Instrumentów Strukturyzowanych

Produkty strukturyzowane i certyfikaty inwestycyjne – wartość obrotu produktami strukturyzowanymi i certyfikatami inwestycyjnymi łącznie wzrosła o 31,4% z 21,5 mln zł
w czerwcu 2012 r. do 28,3 mln zł w czerwcu 2013 r.

ETF – w czerwcu 2013 r. wartość obrotów jednostkami funduszy ETF wyniosła 24,9 mln zł wobec 30,8 mln zł rok wcześniej (spadek o 19,2%).

Rynek Towarowy

Energia elektryczna – wolumen obrotu w transakcjach terminowych na rynku energii elektrycznej wyniósł w czerwcu 2013 r. 6,6 TWh i był o 34,3% niższy niż rok wcześniej. Narastająco od początku roku wzrost wolumenu na rynku terminowym energii wyniósł 106,8%. Na rynku spot wolumen obrotu energią elektryczną spadł z 1,7 TWh w czerwcu 2012 r. do 1,5 TWh w czerwcu 2013 r. (o 13,2%).

Prawa majątkowe – miesięczny wolumen obrotu na rynku praw majątkowych spadł w czerwcu 2013 r. względem czerwca 2012 r. o 79,2% z 6,1 TWh do 1,3 TWh. W pierwszej połowie 2013 r. wolumen obrotu prawami majątkowymi wyniósł 27,7 TWh i był o 18,7% niższy wobec 34,0 TWh w analogicznym okresie 2013 r.

Gaz ziemny – łączny wolumen obrotu na rynku gazu wyniósł w czerwcu 2013 r. 82,9 GWh (27,9 GWh w transakcjach spot i 55,1 GWh w transakcjach terminowych). Narastająco od początku roku całkowity wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł po czerwcu 2013 r. 465,4 GWh.

Nowi partnerzy PwC w Polsce Artur Kaźmierczak, Sławomir Krempa oraz Paweł Wesołowski

Z dniem 1 lipca 2013 r. do grona partnerów firmy PwC w Polsce dołączyły 3 osoby: w dziale doradztwa prawno-podatkowego – Artur Kaźmierczak i Sławomir Krempa oraz Paweł Wesołowski. Wraz z nowo mianowanymi firma PwC w Polsce od 1 lipca liczy 49 partnerów.

Nowi partnerzy PwC w dziale prawno-podatkowym:

Artur Kaźmierczak – specjalizuje się w doradztwie w zakresie zarządzania ludźmi, w szczególności w obszarze wynagrodzeń, zwłaszcza kadry kierowniczej, rozwoju potencjału pracowników, zarządzania zmianą oraz zarządzania funkcją HR. W ciągu blisko 20 lat pracy w konsultingu oprócz projektów z zakresu zarządzania kapitałem ludzkim doradzał także przy projektowaniu struktur organizacyjnych, optymalizacji procesów i wypracowywaniu strategii. Realizował projekty w Polsce, krajach nadbałtyckich, na Węgrzech, w Rumunii, Serbii oraz Jordanii. Przed dołączeniem do PwC w 2009 r. pracował na stanowisku dyrektora grupy Human Capital Advisory Services w firmie Deloitte, a wcześniej w Andersen Business Consulting i w Arthur Andersen. Artur jest członkiem Rady Programowej Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami, a także autorem kilkudziesięciu publikacji i wystąpień z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi.

Sławomir Krempa – jako partner będzie realizował usługi podatkowe związane z projektami transakcyjnymi – takie jak analizy podatkowe due diligence, strukturyzacje itp. – dla klientów korporacyjnych oraz klientów z sektora private equity (PE). W swojej nowej roli Sławomir będzie kierował współpracą pomiędzy zespołem ds. fuzji i przejęć, zespołami branżowymi oraz biurami regionalnymi PwC, a także nadzorował zespół ds. nieruchomości. Sławomir posiada 14-letnie doświadczenie w zakresie doradztwa podatkowego – z firmą PwC jest związany od maja 2011. Jest doktorem nauk prawnych i członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Podatkowego (IFA), a także autorem książki i licznych artykułów na temat podatkowych aspektów transakcji restrukturyzacyjnych.

Nowy partner PwC w dziale audytu i doradztwa księgowego:

Paweł Wesołowski – posiada ponad 12-letnie doświadczenie w zakresie prowadzenia badań i przeglądów sprawozdań finansowych przygotowywanych zgodnie z polskimi zasadami rachunkowości i Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) oraz w badaniu sprawozdań finansowych spółek przygotowujących prospekty emisyjne i notowanych na GPW w Warszawie.

Ze względu na duże doświadczenie jako partner nadal będzie wspierał kluczowych klientów z sektora Telekomunikacji, Technologii, Mediów i Rozrywki. Paweł regularnie prowadzi warsztaty z MSSF dla klientów, w tym spółek z branży telekomunikacyjnej. Z PwC jest związany od 2001 r., przez ostatnie dwa lata pełnił funkcję dyrektora. Paweł angażuje się także w audytowe projekty pro-bono, wspierając wybrane organizacje charytatywne.

Pomimo kryzysu państwa o niższym dochodzie zwiększają wydatki na obronność i rozwój technologii wojskowych

Największe mocarstwa na świecie zmieniają swoje podejście do obronności. Najbogatsze państwa, takie jak USA i Izrael, zmniejszają wydatki na wojsko i obronę narodową, koncentrując się za to na walce z terroryzmem i zagrożeniach bezpieczeństwa wewnętrznego. Państwa o niższym dochodzie kontynuują zwiększanie wydatków na obronność i stają się bardziej aktywne w dziedzinie wojskowego B + R. Polska od kilku ostatnich lat utrzymuje swoje roczne wydatki na ten cel na poziomie sięgającym około 1,9 proc. PKB. Inaczej Rosja czy Arabia Saudyjska, które stale powiększają swoje budżety obronne. Jak wynika z globalnego raportu „Global Defense Outlook 2013. Balancing Security and Prosperity” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w którym przeanalizowano wydatki na obronność 50 państw, rośnie na całym świecie zapotrzebowanie na wojskowe jednostki specjalne, kosztem wojsk ogólnego przeznaczenia.

Raport wskazuje, że nakłady pięćdziesięciu światowych liderów w dziedzinie obronności w 2011 r. stanowiły 97 proc. całkowitych wydatków zbrojeniowych na świecie (1,7 mld dolarów). Te same kraje (5 mld mieszkańców) zlokalizowane na sześciu kontynentach wytwarzają ponad 92 proc. światowej produkcji.

W latach 2006-2011 państwa z TOP 50 zwiększyły swoje wydatki na obronę narodową o ponad 20 proc. – koalicja krajów z USA na czele (z udziałem Polski) finansowała wojny w Iraku i Afganistanie. Ostatnie lata pokazują jednak, że rządy państw zmieniają swoje podejście do polityki obronności. Tam, gdzie ryzyko konfliktów granicznych czy ponadnarodowych jest stosunkowo małe władze koncentrują się przede wszystkim na zapewnieniu obywatelom bezpieczeństwa wewnętrznego i zniwelowaniu ryzyka ataków terrorystycznych. To z kolei skutkuje redukcją budżetów przeznaczanych na wojsko.

Stany Zjednoczone pozostają niekwestionowanym liderem pod względem wydatków na zbrojenia. Według najnowszych dostępnych danych z roku 2011, kraj ten wydał na obronę narodową więcej niż kolejne 14 państw z rankingu razem wziętych. „Pojawiły się nawet zarzuty, że dysproporcje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a innymi członkami NATO jeśli chodzi o wydatki na wojsko są już zbyt duże. Tylko pięć krajów z PKB per capita powyżej 30 tys. dolarów przeznacza na obronę narodową więcej niż 3 proc. PKB. Oprócz USA jest to Izrael, Kuwejt, Singapur oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie” – mówi Marek Turczyński, Partner w Dziale Audytu Deloitte.

Tymczasem bogate kraje tzw. „starej” UE, borykając się z wewnętrznym zadłużeniem i kryzysem ekonomicznym, ograniczają roczne wydatki na obronę do około 1,5 proc. PKB. W tej grupie znajdują m.in. Niemcy, Wielka Brytania czy Francja. Stosunkowo niski poziom wydatków (około 1,8 proc. PKB) utrzymuje grupa państw ze średnim i niższym wskaźnikiem PKB. Należą do nich m.in. Argentyna, Brazylia, Chiny, Ukraina, ale też Polska. W naszym kraju od kilku lat roczne wydatki na obronność oscylują wokół 1,9 proc. PKB i są one przeznaczane głównie na modernizację armii i nowy sprzęt wojskowy.

Tymczasem takie kraje jak Rosja, Arabia Saudyjska, Maroko czy Azerbejdżan (ze średnim rocznym PKB per capita wynoszącym około 7 tys. dolarów) zwiększają wydatki na obronność, które sięgają nawet około 4,5 proc. PKB. Ma to związek z wysokim zagrożeniem bezpieczeństwa wewnętrznego i dużym prawdopodobieństwem wybuchów konfliktów w regionie lub też potrzebą modernizacji przestarzałych armii. Według autorów raportu Deloitte, tendencja ta będzie się utrzymywać także w najbliższych latach.

Eksperci wskazują, że zmienia się także jakościowe podejście do zagadnienia obronności. Zagrożenie terroryzmem spowodowało, że zapewnienie bezpieczeństwa stało się kwestią ponadnarodową. Jak wynika z badania struktury systemu obronności stworzone jeszcze za czasów zimnej wojny polegające na jednostkach ogólnego przeznaczenia i strategicznej broni nuklearnej stopniowo ustępują miejsca nowym rozwiązaniom.

Deloitte wyróżnia pięć głównych trendów, które będą dominować w najbliższych latach w polityce obronnej większości państw na świecie. Są to:

  • wzrost wydatków na zbrojenia ponoszone przez kraje o niskim dochodzie narodowym,
  • denuklearyzacja (obecnie dziewięć państw jest w posiadaniu broni jądrowej),
  • słabnąca rola jednostek ogólnego przeznaczenia,
  • rosnące znaczenie jednostek specjalnych,
  • rozwój światowych sieci informatycznych jako obszaru działań operacyjnych.

„Armie na całym świecie przestawiają się z ilości na jakość, a rewolucja technologiczna nie ominęła również wojska. Trendy te są widoczne również w polskiej polityce obronnej, która zakłada, że w latach 2013 – 2016 planowane wydatki na modernizację techniczną wyniosą ok. 37,8 mld zł, czyli będą na poziomie 27,8 proc. całości budżetu obronnego. Pieniądze publiczne będą kierowane przede wszystkim na wyposażenie wojska w nowy sprzęt, a także wyszkolenie specjalistów. Armie na całym świecie już od kilku lat są zainteresowane sferą B + R i stały się jednym z bardziej znaczących odbiorców sprzętu informatycznego i produktów innowacyjnych” – wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu Deloitte.

W raporcie Deloitte podkreślono także, że kryzys ekonomiczny w kolejnych latach nadal znacząco będzie wpływał na sferę obronności. Po pierwsze władze wielu państw borykają się z problemem równowagi między wydatkami na zbrojenia i rosnącymi naciskami wewnętrznymi dotyczącymi oszczędności i rozwoju sfery socjalnej. Poza tym ministrowie obrony muszą w swoich działaniach pogodzić wysoką wartość obronną i polityczną zawodowej armii z pojawiającymi się głosami kwestionującymi jej faktyczną przydatność w świetle możliwości finansowych danego kraju. Osobną kwestią pozostaje także kompromis pomiędzy bezpieczeństwem narodowym a swobodami obywatelskimi i zarzutami o ich naruszenie.

Komentarz dzienny, 1 lipca 2013

Zgodnie ze zrewidowanymi danymi, saldo obrotów bieżących zamknęło się w I kwartale wynikiem -2 mld EUR, podczas gdy opublikowane wcześniej dane miesięczne wskazywały na deficyt sięgający -2,6 mld EUR. Zgodnie z naszymi przewidywaniami (spodziewaliśmy się poszerzenia deficytu po rewizji do ok. 3,2 mld EUR), dokonało się to częściowo przez saldo towarowe. Przy niższym od pierwotnie szacowanego eksporcie i wyższym imporcie – tu upatrywaliśmy największego źródła zmienności – spadło ono o ok. 540 mln EUR. Rewizje salda usług (mniejsza nadwyżka) okazała się niewielka, a główną przyczyną różnic między publikowanymi wcześniej danymi miesięcznymi, a zrewidowanymi kwartalnymi było niższe ujemne saldo dochodów. 

Polish Weekly Review, 28 czerwca 2013

Retail sales grew by 0.5% y/y (consensus: +0.3%, our forecast: -1,2%). We have already noted in the previous month that incoming data will be closely monitored for signs of trend reversal (especially in durables). Another minus in our forecast was due to statistical effects (Easter-related shifts, working days, extended weekends). We dare to say that this is a solid release (to the extent that our interpretation of base and calendar effects is correct, they were likely beaten by a steepening trend) and retails sales has probably bottomed out. It is confirmed by core retail sales aggregates.

Litewska AviaAM Leasing – największy zagraniczny debiut na GPW w tym roku

Dziś na Głównym Rynku GPW zadebiutowała kolejna litewska spółka. AviaAM Leasing jest 54. zagranicznym emitentem notowanym w Warszawie i 3. zagraniczną spółką, która wprowadziła akcje na główny parkiet w 2013 r. Emitent jest przy tym 442. spółką notowaną na Głównym Rynku GPW oraz 10. debiutantem na tym rynku w tym roku.

Wartość oferty publicznej litewskiej spółki wyniosła 112,15 mln zł, co plasuje ją na drugim miejscu pod tym względem wśród wszystkich debiutów giełdowych w Warszawie w 2013 r., za ofertą Polskiego Holdingu Nieruchomości. Zgodnie z decyzją spółki, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie będzie jedynym rynkiem obrotu akcjami AviaAM Leasing.

Po dzisiejszym debiucie na obu rynkach akcji warszawskiej giełdy notowanych jest 54 spółek zagranicznych (46 na Głównym Rynku oraz 8 na rynku NewConnect) z kilkudziesięciu krajów. Wśród nich najliczniej reprezentowane są spółki z Ukrainy, Czech, Litwy i Izraela. Debiut kolejnej zagranicznej spółki na GPW jest efektem konsekwentnie realizowanej strategii, której celem jest wzmacnianie międzynarodowej pozycji Giełdy poprzez zwiększenie liczby zagranicznych emitentów, pośredników i inwestorów oraz ugruntowanie pozycji najsilniejszego parkietu w regionie Europy Środkowej i Wschodniej.

AviaAM Leasing AB jest międzynarodową grupą, zajmującą się nabywaniem, leasingiem i handlem samolotami komercyjnymi. Skupia swą działalność na rynku samolotów używanych, które nabywa a następnie oddaje w leasing liniom lotniczym na całym świecie w celu osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu z kapitału. Grupa prowadzi również aktywną działalność w zakresie handlu samolotami, w ramach której kupuje, remontuje i sprzedaje aktywa lotnicze. Emitent działa głównie na rynkach wschodzących, takich jak Rosja i kraje WPN.

Zmiany w dyrektywnie UE o bezpieczeństwie jądrowym, planuje się przede wszystkim poprawę procedur w sytuacjach awaryjnych

Co sześć lat mają odbywać się ogólnounijne, prawnie wiążące przeglądy elektrowni jądrowych. A ryzyko uwolnienia do środowiska substancji radioaktywnych,  w razie awarii, ma zostać zredukowane. Komisja Europejska proponuje wprowadzenie od 2014 roku takich zmian do dyrektywy o bezpieczeństwie jądrowym. Zdaniem dyrektora Narodowego Centrum Badań Jądrowych, to dobry krok w kierunku ujednolicenia kryteriów bezpieczeństwa w UE, szkoda, że tylko w jednej branży. 

 Jest to ważny krok w kierunku harmonizacji przepisów, ponieważ to, że w każdym kraju są one nieco różne, jest sporym problemem dla przemysłu jądrowego – mówi prof. Grzegorz Wrochna. – Choć sama dyrektywa nie stanowi wielkiego przełomu, dlatego że wymagania, o których mówi, na ogół znajdują się już w regulacjach poszczególnych państw.

Prof. Grzegorz Wrochna wyjaśnia, że np. dostawcy technologii muszą dostarczać do każdego państwa nieco inny reaktor, przeprowadzać odmienne analizy, żeby wykazać, że spełnia on kryteria danego kraju. Nie tylko podwyższa to koszty budowy reaktorów, ale i utrudnia ocenę bezpieczeństwa i wydłuża okres licencjonowania.

Po wejściu w życie dyrektywy wszystkie nowo budowane elektrownie będą musiały być tak zaprojektowane, aby w przypadku awarii rdzenia skutki były ograniczone do terenu zakładu. To oznacza, że instalowane w UE reaktory będą musiały być urządzeniami co najmniej III generacji (w Polsce mają zostać wybudowane reaktory III lub III+ generacji).

Ujednolicanie kryteriów bezpieczeństwa jest rzeczą dobrą, ale, w opinii profesora, nie jest dobrze, jeżeli bardzo ostre kryteria dotyczą tylko jednego sektora gospodarki.

 – Szkoda, że takie ostre zapisy, dotyczące np. uwolnienia substancji radioaktywnych w przypadku awarii, dotyczą tylko tej jednej dziedziny, a nie odnoszą się np. do zakładów chemicznych, które mają gigantyczne zbiorniki z truciznami, czy innych dziedzin przemysłu, gdzie niebezpieczeństwo zagrożenia dla ludności w czasie awarii często jest większe – uważa prof. Grzegorz Wrochna.

Zgodnie z propozycjami KE każda elektrownia jądrowa musi być wyposażona w ośrodki reagowania w sytuacjach wyjątkowych. Powinny one być „zabezpieczone przed promieniowaniem,  trzęsieniami ziemi i powodziami i realizujące surowe wytyczne z zakresu zarządzania katastrofami”.

Po awarii japońskiej elektrowni jądrowej Fukushima (w marcu 2011 r.) spowodowanej gigantycznym trzęsieniem ziemi i falami tsunami KE wezwała do przeprowadzeniu testów wytrzymałościowych („stress-testów”) elektrowni jądrowych w Europie i dokonaniu przeglądu unijnych przepisów dotyczących bezpieczeństwa jądrowego.

Ekspert informuje, że wyniki testów pokazały, iż samej konstrukcji reaktorów nie trzeba zmieniać. Pojawiło się jednak szereg rekomendacji dotyczących systemów awaryjnych i organizacji energetyki jądrowej.

 – To co ewentualnie trzeba zmienić, to jest dodatkowe wyposażenie elektrowni,  np. lepiej rozmieszczone generatory diesla w razie awarii sieci energetycznej lub źródła zasilania w wodę. Należy też poprawić procedury działania w przypadku sytuacji awaryjnych, a w niektórych krajach również organizację dozoru jądrowego, jego niezależność polityczną – informuje dyrektor NCBJ.

KE proponuje, by w związku z tym „krajowym organom regulacyjnym przyznać wystarczające środki finansowe i wystarczającą ekipę specjalistów potrzebnych do wykonywania swoich zadań”. Postuluje także wprowadzenie obowiązkowych przeglądów instalacji jądrowych.

 – Zaleca w niej, żeby „stress-testy” były wykonywane nie po każdej następnej katastrofie, tylko w regularnych sześcioletnich odstępach czasu. Poszczególne kraje powinny dokonywać przeglądów swoich reaktorów co dziesięć lat. Inspektorzy mają sprawdzać, czy wybrane zabezpieczenie, takie jak np. systemy anty powodziowe lub systemy awaryjnego obniżenia ciśnienia we wnętrzu obudowy reaktora, są sprawne – wyjaśnia prof. Grzegorz Wrochna.

W skład zespołów badających elektrownie w danym kraju będą wchodzili eksperci z innych państw członkowskich, a ich rekomendacje będą prawnie wiążące. W Unii Europejskiej działają 132 reaktory jądrowe znajdujące się w 58 obiektach. Na świecie w budowie jest 68 nowych reaktorów.

Ł. Wejchert stawia na rozwój aplikacji mobilnych: iTaxi osiągnęło sukces, planujemy wdrożyć nową usługę – Justtag

0

Po sukcesie iTaxi, należąca do Łukasza Wejcherta firma Dirlango pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami mobilnymi. Rynek ma duży potencjał wzrostu, bo w Polsce udział urządzeń mobilnych w rynku jest wciąż dużo niższy niż w Stanach Zjednoczonych. Kolejne plany Dirlango to rozwój iTaxi oraz  Justtag  –  najnowszej aplikacji w portfolio firmy służącej do zarządzania kartami lojalnościowymi czy rabatami. 

 – Teraz bardzo mocno stawiamy na projekty mobilne, bo ludzie już mniej korzystają ze stacjonarnego internetu, coraz częściej przerzucają się na smartfony czy tablety. Widzimy, że jest duża dynamika wzrostu i potencjał, żeby tworzyć nowe i innowacyjne rozwiązania w tym obszarze – uważa Łukasz Wejchert, prezes Dirlango.

iTaxi to aplikacja, która wystartowała w marcu ubiegłego roku. Umożliwia zamówienie najbliższej taksówki przez urządzenia typu smartfon czy tablet. Użytkownicy mogą, korzystając z podglądu na mapie, wybrać nie tylko taki pojazd, który jest najbliżej, ale też zdecydować się na określoną stawkę za kilometr, korporację lub model samochodu. Dodatkowo można zamówić taksówkę oferującą płatności kartą a na koniec kursu ocenić serwis i kierowcę wpisując swój komentarz.

Wejchert zdradza, że aplikacja została już pobrana przez niemal 70 tysięcy osób. Liczba osób korzystających z iTaxi rośnie o ok. 30 proc. miesięcznie. Prezes Dirlango dodaje, że choć nie wszyscy korzystają z niej regularnie, to dynamika wzrostu jest bardzo pozytywna. Nie chce jednak przewidywać dalszego przyrostu użytkowników – podkreśla, że to wciąż nowy produkt i dopiero za sześć miesięcy do roku na podstawie danych będzie można lepiej prognozować rozwój.

Akcje promocyjne, m.in. ta współorganizowana z Nokia, dały szanse na lepszą promocję aplikacji.

 – Wspólnie z Nokia przeprowadziliśmy akcję, w której aplikacja iTaxi posłużyła jako platforma komunikacji marketingowej, umożliwiając osobom posiadającym telefon Nokia Lumia, darmowe przejazdy taksówkami w Warszawie. Jesteśmy zadowoleni z wyników. Wzrosła ilość instalacji dla systemu operacyjnego Windows Phone a sama akcja miała pozytywny oddźwięk na rynku – mówi Łukasz Wejchert.

Dirlango wprowadza kolejne udoskonalenia iTaxi  mi.in. transakcje bezgotówkowe.

 – Teraz jest duży popyt na bezgotówkowe transakcje. Podpisujemy umowy z firmami, które mogą korzystać z aplikacji na specjalnych warunkach, rozliczając przejazdy w określonym cyklu rozliczeniowym. To wygodne zarówno dla użytkownika, który nie musi nosić ze sobą kart czy voucherów, jaki i dla firmy, która otrzymuje raport zbiorczy wraz z trasą przejazdu zintegrowaną z mapą – wyjaśnia Wejchert.

Według niego w Polsce jest wciąż bardzo duży potencjał rozwoju technologii mobilnych, dlatego Prezes firmy zapowiada dalsze wdrożenia. Przykładem jest aplikacja Justtag, dostępna od grudnia ub.r.

 – Justtag to aplikacja, która pozwala ludziom gromadzić wszystkie swoje karty lojalnościowe, karty promocyjne, karty pieczątkowe, kupony rabatowe czy kody w jednym miejscu, czyli w telefonie. To wygodne, bo nie  trzeba nosić tych wszystkich rzeczy w portfelu. Są zawsze w telefonie. Niedługo planujemy wdrożenie nowej wersji aplikacji, w której na podstawie informacji zwrotnych z rynku dokonaliśmy szeregu zmian zarówno w warstwie funkcjonalnej jak i wizualnej – mówi Wejchert.

Justtag, pomimo, że jest na razie w fazie testowej, ma prawie 10 tys. zarejestrowanych użytkowników. To według Wejcherta bardzo dobry prognostyk na początek nowej usługi.

Tygodnik „Wprost” walczy z kryzysem w branży prasowej. Nie będzie już „grzecznej gazety”

Najbliższy rok będzie kluczowym okresem dla wydawców prasy papierowej – uważa Sylwester Latkowski, redaktor naczelny tygodnika „Wprost”. Jego zdaniem część tytułów niedługo zniknie z rynku. Deklaruje również, że sam ma strategię na czas kryzysu. Jest nią odejście od dotychczasowego nurtu „grzecznej gazety” i przywrócenie w Polsce dziennikarstwa zaangażowanego.

Nie ma świętych krów – niedawno pod takim hasłem ruszyła kampania wizerunkowa tygodnika „Wprost”. Jej celem jest zwrócenie uwagi czytelników na zmiany, jakie przeszło pismo w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nowy kierunek rozwoju pisma ma nie tylko zatrzymać dotychczasowych czytelników, ale i podnieść sprzedaż.

 – W mediach, zwłaszcza papierowych jest kryzys, wszyscy to mówią. Nie ma redaktora naczelnego, który powie, że odnosi sukces, bo to jest tylko kwestia, o ile mniej ma wpływów i o ile mniejszy nakład sprzedaje – mówi redaktor naczelny „Wprost”. – Myślę, że za rok zweryfikujemy rynek medialny prasy papierowej. To jest chyba jeden z bardziej szczególnych okresów na tym rynku, bo uważam, że w przyszłym roku nie wszyscy dotrą do brzegu.

Zwraca również uwagę, że równolegle do kryzysu w segmencie prasy papierowej istnieje problem związany z zarabianiem w internecie.

 – W Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni do czytania gazet w wersji elektronicznej. To jest problem. Czytelnik także nie jest przyzwyczajony płacić za treść w internecie. Jest przyzwyczajony, że ma to za darmo, a to zabija prawdziwe media. Nie ma dziennikarstwa bez finansowania, bo nie blogerzy tworzą dziennikarstwo – tłumaczy.

Deklaruje, że zamierza wprowadzić w swoim tygodniku zmiany w stylu i tematyce artykułów.

 – Chcę przywrócić inny rodzaj dziennikarstwa zaangażowanego. Wierzę, że dziennikarstwo, które będzie pokazywało rzeczywistość i stawało za ludźmi spowoduje, że przynajmniej nas czytelnicy będą wspierać tym, że będą kupować ten tytuł. To jest najważniejsze – tłumaczy.

Co więcej, Latkowski jest zdania, że czas „grzecznych gazet” już się skończył.

 – Odeszliśmy z zespołem od robienia miłego, przyjemnego tygodnika, który nic nie mówi i jest miałki. Nie bez powodu trwa teraz kampania „Nie ma świętych krów”. Myślę, że to jest czas na dziennikarstwo śledcze, interwencyjne, na pokazywanie tego, co ludzie naprawdę chcieliby usłyszeć, przeczytać, bo w mainstreamie to zaginęło –  podkreśla redaktor naczelny tygodnika.

Nowa kampania wizerunkowa „Wprost” obejmuje reklamy w prasie, spoty w radiu, telewizji i wybranych sieciach kin, a także promocję w internecie oraz outdoor, m.in. na warszawskich autobusach. Elementy kampanii  widoczne są również w samym tygodniku oraz w serwisie wprost.pl.

Energa na giełdzie jeszcze w tym roku, Skarb Państwa stara się uatrakcyjnić ofertę przez dołożenie różnych aktywów

Skarb Państwa analizuje, w jaki sposób „uatrakcyjnić” ofertę sprzedaży gdańskiej Energi. Ocenia, czy możliwe jest wniesienie do spółki innych aktywów, i czy działanie to nie opóźni harmonogramu jej prywatyzacji. Zgodnie z planami resortu, debiut giełdowy Energi powinien nastąpić jeszcze w tym roku. Wiceminister zapewnia, że nie wpłynie na to brak ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Wiceminister Paweł Tamborski zapowiada, że w najbliższym czasie zostaną wybrani doradcy, który będą wspierać procesy decyzyjne przy sprzedaży spółki. Resort analizuje również, na ile dodatkowe aktywa zachęcą inwestorów do zakupów.

 – Pracujemy nad wniesieniem aktywów, które naszym zdaniem uatrakcyjnią trochę sam projekt IPO Energi. Myślę tu o aktywach generujących prąd ze źródeł odnawialnych. Mamy w portfelu Skarbu Państwa takie aktywa – mówi Paweł Tamborski.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami chodzi m.in. o Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica, któremu Energa uważnie się przygląda.

 – Prowadzimy w tej chwili analizy prawne, w jaki sposób możemy to zrobić. Będziemy oceniali, czy warto podjąć dodatkowy wysiłek, nie ryzykując harmonogramu sprzedaży Energi. A harmonogram jest taki, że chcielibyśmy, by spółka znalazła się na giełdzie w tym roku – podkreśla wiceminister.

Ustawa o OZE razem z prawem energetycznym i gazowym wchodzi w skład „dużego trójpaku”. Będzie ona zawierać rozstrzygnięcia kluczowe dla należącej do Energi elektrowni wodnej we Włocławku i planowanej budowy II stopnia tej elektrowni. Zmiany mają być procesowane po wakacjach, a zgodnie z zapowiedziami resortu gospodarki duży trójpak zostanie uchwalony do końca roku. Ministerstwo Skarbu Państwa bada, w jakim stopniu brak rozstrzygnięcia wpływa na wycenę Energi.

Jest to ważna informacja dla inwestorów. Z drugiej strony biznes Energi polega przede wszystkim na dystrybucji i tutaj jest generowana jej wartość. W związku z tym wpływ trójpaku czy jego braku dzisiaj wymaga oceny, ale to nie jest coś, co zdecyduje o tym, czy ta transakcja pójdzie do przodu, czy nie – zapewnia wiceminister skarbu państwa Paweł Tamborski.

Na ten rok resort planował również sprzedaż innej energetycznej spółki, Enei. Jednak wszystko wskazuje na to, że plany te zostaną odsunięte w czasie.

 – W tej chwili na bieżąco analizujemy sytuację, spotykamy się z potencjalnymi chętnymi i przyznam, że nie ma ich wielu. Mamy więc wrażenie, że to nie jest najlepszy moment na to, aby myśleć o całkowitej prywatyzacji tej spółki. Uważamy, że nie bylibyśmy w stanie zrealizować satysfakcjonującej nas ceny – mówi Paweł Tamborski.

PKO BP przejmuje Nordea Bank, chce rozwijać sprzedaż produktów ubezpieczeniowych

PKO Bank Polski po przejęciu Nordea Banku chce rozwijać działalność hipoteczną. Na bazie banku Nordea w Trójmieście powstanie bank hipoteczny. Prezes PKO BP zapewnia, że dotychczasowi pracownicy nie muszą obawiać się redukcji zatrudnienia. PKO BP chce także rozwijać sprzedaż produktów ubezpieczeniowych.

 – Chcemy zintegrować bank Nordea z PKO Bankiem Polskim. Na bazie licencji banku Nordea zbudować bank hipoteczny z siedzibą w Trójmieście. Chcemy wykorzystać Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Nordea do silnej współpracy z bankiem i znaleźć partnera strategicznego w zakresie ubezpieczeń, żeby współpracować lepiej i efektywniej w zakresie bancassurance w PKO Banku Polskim. Chcemy doprowadzić do integracji firmy Nordea Finance z naszą silną spółką leasingową PKO Leasing – zapowiada Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO BP.

Na pewno nie uda się zachować marki Nordea, która należy do silnej grupy skandynawskiej. Jagiełło podkreśla, że PKO BP chce tworzyć silny bank hipoteczny, korzystając ze struktury Nordei w Trójmieście. Ważne jest też doświadczenie skandynawskiego banku w ubezpieczeniach i leasingu. Również w zakresie bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej decyzje będą podejmowane w taki sposób, by wykorzystać połączone siły obydwu banków.

W zakresie bankowości detalicznej oddziały banków zostaną zintegrowane. To dobra wiadomość dla pracowników Nordei i PKO BP, bo, jak zapewnia Jagiełło, zwolnienia nie są planowane.

W bankowości detalicznej widzimy pełną integrację oddziałów banku Nordea z naszym bankiem. Nie przewidujemy żadnych specjalnych ruchów kadrowych. Pojawią się oferty pracy związane z tworzeniem na bazie banku Nordea w Trójmieście banku hipotecznego – zapowiada prezes PKO BP.

PKO BP ma ok. 14 proc. udziału w polskim rynku. Przejęcie Nordei ma go zwiększyć. Jagiełło uważa, że mając 20 proc. udziału w rynku PKO BP nie będzie już musiał szukać okazji do przejęć i zajmie się rozwojem swoich usług.

  Skala naszej działalności w Polsce jest poniżej naszych aspiracji. Chcemy ją zwiększać przez przejęcia czy przez wzrost organiczny i to czynimy bardzo dobrze. Uważam, że bank, który ma mniej więcej 20 proc. udziału w rynku jest wystarczająco duży, aby nie musiał już myśleć w perspektywie zdobywania rynku, tylko optymalizacji jakościowej i ilościowej zasobów, które posiada – podkreśla Jagiełło.

Umowę o przejęciu Nordei przez PKO BP podpisano 12 czerwca. Transakcja według nieoficjalnych informacji jest warta ponad 2,8 mld zł. Jagiełło zapowiada, że natychmiast po otrzymaniu zgody UOKiK-u rozpoczną się zmiany.

Komentarz dzienny, 28 czerwca 2013

Dochody osobiste Amerykanów wzrosły o 0,5% m/m w maju (poprzednio 0,1%, konsensus rynkowy 0,3%). O tyle samo przyrósł dochód rozporządzalny.  Przyspieszenie wzrostu dochodu to efekt podniesienia dynamiki płac (z 0,1% do 0,3%)  oraz wynik solidnych wzrostów zysków kapitałowych i odsetkowych. Dochód rozporządzalny w ujęciu realnym podniósł się o 0,4% (w całym kwartale wzrost wyniósł już 0,7%) zaś realne wydatki konsumpcyjne urosły o 0,2% (w całym kwartale wzrost wyniósł na razie tylko 0,1%, dla przypomnienia wobec 0,7% w I kwartale). Taki układ pozwolił na wzrost stopy oszczędności ze średnio 2,5% w I kwartale do 3,1% w II kwartale.

Computerworld Magazine made a list of the largest IT companies. The leading positions are occupied by hardware and software distributors

IT and software distributors are the fastest growing companies on the ICT market. The first two places in the Computerworld Top 200 list, the list of the largest companies in this industry on the Polish market, are held by ABC Data and Action S.A. The leader of the ranking has fallen to the third place since 1997 – HP Polska. Distributors record over 20%. growth and record revenues.

What is field service management and why should you care? As a field service management company, you need to manage your team to experience the highest profits successfully. With the right field scheduling service software, you can get an all-in-one solution that makes the task easier, streamlines your operation and improves customer service.

A year earlier, HP Polska was the only company in the entire ranking, which generated revenues of more than PLN 3 billion. There are four such companies this year. Three of them are distributors, in addition to ABC Data and Action S.A., as well as AB S.A .. They all grew at rates above 20%. annually – says Tomasz Bitner, editor-in-chief of Computerworld magazine.

Wzrost znaczenia branży ubezpieczeniowej w gospodarce. Ma to związek z coraz mniejszymi świadczeniami emerytalnymi

Ubezpieczyciele pełnią przede wszystkim rolę długoterminowego inwestora oraz funkcję ochronną dla przedsiębiorców, którzy w razie wystąpienia szkody bez ubezpieczenia często nie mogliby prowadzić działalności gospodarczej – mówi prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Branża ubezpieczeniowa to także bardzo duży pracodawca – w 2012 r. w Polsce pracowało w niej 250 tys. osób.

  Ubezpieczenia mają podwójną rolę w gospodarce. Pierwsza to funkcja długoterminowego inwestora. Zakłady ubezpieczeń mają aktywa warte 160 mld złotych, z czego 57 mld jest zgromadzonych w papierach dłużnych Skarbu Państwa. Dla przykładu, w ubezpieczonych funduszach kapitałowych Polacy ulokowali 45 mld zł. Te pieniądze są na giełdzie, ubezpieczyciele je inwestują – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

To szczególnie cenne w trudnych gospodarczo czasach.

  Należy zwrócić uwagę na stabilizacyjną rolę ubezpieczycieli w kryzysie gospodarczym. Banki dysponują kapitałem, który jest bardziej kapitałem spekulacyjnym, krótkoterminowym. Natomiast zakłady ubezpieczeń mają kapitał długoterminowy – reasumuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Do działalności inwestycyjnej ubezpieczyciele przykładają dużą wagę, zwłaszcza że jest to obwarowane wieloma wskazówkami ze strony Komisji Nadzoru Finansowego.

 – Z jednej strony na inwestowaniu pieniędzy klientów ubezpieczyciele muszą zarobić jak najwięcej, z drugiej strony, zarobić jak najbezpieczniej, bo tego wymaga KNF. Tu są bardzo klarowne wytyczne, w jaki sposób ubezpieczyciele mogą inwestować pieniądze ubezpieczonych – podkreśla prezes PIU.

Oprócz funkcji stabilizacyjnej, ubezpieczyciele pełnią również rolę ochronną. Polega ona na zabezpieczeniu i umożliwieniu kontynuowania działalności gospodarczej przedsiębiorstw w wypadku zdarzeń losowych.

  Każdy przedsiębiorca potrzebuje ochrony, zapewnienia, że jeżeli wydarzy się wypadek, to wówczas będzie korzystał z ochrony ubezpieczeniowej. Przykładem może być tzw. ubezpieczenie business interruption, czyli na wypadek przerwanie działalności. Jeśli spaliła się hala w fabryce, to działalność zakładu staje. W takim przypadku ubezpieczyciel pokrywa nie tylko wydatki służące odbudowaniu fabryki, ale również straty z tego tytułu, że przedsiębiorca w tym czasie nie mógł prowadzić swojej działalności – wyjaśnia prezes PIU.

Działalność zakładów ubezpieczeń pozwala także na rozproszenie ryzyka na całe społeczeństwo, na czym bazują produkty ubezpieczeniowe. Pozwala to przewidzieć wysokość środków potrzebnych do wypłacenia odszkodowań i podzielić je na ubezpieczonych. Dzięki temu składki ubezpieczeniowe są stosunkowo nieduże w stosunku do strat jednej osoby wynikających np. z pożaru.

Ubezpieczenia są ważne nie tylko dla całej gospodarki, ale także dla poszczególnych gospodarstw domowych. Zakłady ubezpieczeń wspomagają państwo w zabezpieczeniu w razie choroby lub na starość. Zdaniem przedstawicieli branży, wraz z malejącą wysokością świadczeń emerytalno-rentowych z budżetu państwa rola zakładów ubezpieczeń z pewnością będzie rosła.

Branża ubezpieczeniowa to również spory pracodawca. Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że w 2012 r. w Polsce było w niej zatrudnionych około 250 tys. osób, z czego około 27 tys. bezpośrednio w zakładach ubezpieczeń, a około 190 tys. w pośrednictwie ubezpieczeniowym oraz kilkanaście tysięcy w firmach obsługi zakładów ubezpieczeń.

Zaczął się proces modernizacji naszej armii, największy od 1989 roku

System obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej to jedna z największych inwestycji w ramach rządowego programu modernizacji armii. MON chce wydać na ten cel około 20 miliardów złotych. Do pierwszego etapu inwestycji, czyli dialogu technicznego, MON zaprosił sześć konsorcjów i firm produkujących systemy rakietowe. W ocenie ofert resortowi ma pomóc konsorcjum polskich firm z branży na czele z Polskim Holdingiem Obronnym. Jednym z kryteriów będą warunki offsetowe i możliwość zrealizowania części inwestycji przez polskich partnerów.

 – Jest to największy w historii program modernizacji naszej armii od roku 1989, dużo większy niż zakup samolotu wielozadaniowego. Program ogromny, ogromne zainteresowanie firm z całego świata. Najwięksi gracze tego przemysłu zgłosili się w zeszły piątek do dialogu technicznego, do rozmów, jak taki program ma wyglądać – tłumaczy Krzysztof Krystowski, prezes Polskiego Holdingu Obronnego, które chce wziąć udział w przetargach na realizację tego programu.

By uczestniczyć w budowie systemu przeciwrakietowego, polskie firmy zbrojeniowe utworzyły konsorcjum. W jego skład weszło, poza Polskim Holdingiem Obronnym, 10 państwowych i prywatnych firm związanych z branża zbrojeniową.

  Zgromadziliśmy całą tę społeczność przemysłową, żebyśmy jako polski przemysł mieli swoją ofertę, żebyśmy liczyli się w tej grze. Taki jest nasz cel – mówi Krystowski.

MON rozesłało zaproszenia do dialogu do sześciu firm w tym: Europejskiego Domu Rakietowego, producenta rakiet Aster 30; amerykańskiego konsorcjum Raytheon – Lockheed Martin, który dostarcza system Patriot; izraelskich producentów Rafael i Israel Aerospace Industries, a także amerykańsko-włosko-niemieckiego konsorcjum MEADS, oferującego rakiety produkcji amerykańskiej.

Polski przemysł obronny nie produkuje rakiet, ale Krystowski ma nadzieję na zamówienia innego typu.

  System to nie tylko rakiety. To również systemy łączności, systemy dowodzenia, systemy rozpoznania, a więc radary. Tutaj rola polskiego przemysłu jest absolutnie niekwestionowana – podkreśla prezes PHO.

Polski Holding Obronny to największy w Polsce producent radarów, lider w produkcji sensorów używanych w systemach dowodzenia i rozpoznania.

  MON zaprasza nas do bycia partnerem w ocenie tych ofert od strony przemysłowej. Będziemy oceniać oferty zagraniczne, czyli to, jak dużo polski przemysł może skorzystać na współpracy z poszczególnymi firmami. To będzie miało ogromne znaczenie, jak nas zapewnił minister obrony, w wyborze ostatecznego oferenta – dodaje Krystowski.

Ministerstwo Obrony Narodowej chce zakończyć rozmowy z producentami do 24 września. Wtedy resort przedstawi rekomendacje na forum całego rządu. Cały przetarg ma zostać rozstrzygnięty do końca 2014 roku.

Rostowski zaproponował trzy warianty zmian w OFE, według Petru wszystkie mają taki sam efekt

Nie chodzi o dobro emerytów, pieniądze z OFE mają załatać dziurę budżetową ocenia zaproponowane przez wicepremiera Jacka Rostowskiego warianty zmian w OFE Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Wszystkie trzy scenariusze, choć różne będą miały ten sam efekt spowodują, że większość obywateli zostanie skazana na emerytury z jednego źródła, czyli z ZUS. Rząd, zdaniem ekonomisty, wprowadza Polaków w błąd twierdząc, że ZUS zainwestuje składki lepiej niż prywatne instytucje finansowe.

Przedstawione przez wicepremiera i ministra finansów Jacka Rostowskiego trzy warianty zmian w OFE to wynik rządowego przeglądu systemu emerytalnego.

  Każdy z tych wariantów rozwiązuje bieżące problemy budżetu, bo tak naprawdę nie chodzi o dobro emerytów, tylko o to, że dzisiaj mamy głębsze spowolnienie gospodarcze niż rząd się spodziewał – ocenia Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.   Lepiej byłoby, gdyby premier wyszedł i powiedział: „Szanowni Państwo, sytuacja gospodarcza jest trudniejsza niż sądziliśmy, mamy problemy z budżetem. Proszę o państwa akceptację, że zawieszam składkę OFE na dwa lata i tym samym łatam bieżącą sytuację budżetową”. To byłoby bardziej fair – mówi.

Jego zdaniem, rządowa retoryka dezorientuje Polaków.

– Wydaje mi się, że Polacy nie wiedzą o co chodzi. Przez 15 lat słyszą, że OFE są dobre, a dziś słyszą, że OFE są złe, że obligacje są niedobre, a akcje są dobre. Uważam, że trzeba ludziom tłumaczyć wprost, że chodzi o problemy budżetowe, a nie emerytalne w tym całym pomyśle – dodaje ekspert.

A pomysły są trzy. Wariant pierwszy zakłada umorzenie przez rząd obligacji zakupionych przez OFE i zapisanie odpowiednich kwot na indywidualnych kontach w ZUS. Towarzystwa emerytalne w przyszłości nie mogłyby też inwestować w rządowe papiery dłużne.

  Pomysł umarzania obligacji wydaje mi się o tyle niebezpieczny, że OFE de facto nigdzie na świecie nie mogą inwestować 100 proc. w akcje. To jest wysłanie przyszłych emerytów na rzeź – krytykuje Petru.

Fundusze mieszane, które inwestują zarówno w obligacje, jak i w akcje to większe bezpieczeństwo dla przyszłych emerytów. Obecnie polskie OFE około dwóch trzecich składek inwestują w obligacje. Ich umorzenie zmniejszyłoby dług publiczny Polski o 11 procent.

Wariant drugi to możliwość wyboru odkładania na emeryturę w OFE i ZUS lub tylko w ZUS. Na decyzję przyszli emeryci mieliby trzy miesiące.

  W przypadku dobrowolności z przeniesieniem aktywów to byłby koniec OFE. Większość ludzi wybierze ZUS na takiej zasadzie, że nie będzie miała ruchu, nie pójdzie, nie potwierdzi itd.. I to oznaczałoby likwidację otwartych funduszy emerytalnych – tłumaczy przewodniczący TEP.

Trzeci wariant, który rząd nazywa „dobrowolność plus” zakłada, że przyszli emeryci mogliby wybrać, czy chcą pozostać w OFE. Jednak jeśli się na to zdecydują, do towarzystw emerytalnych trafi 2 proc. ich składki. Kolejne 2 proc. klient będzie musiał sam odprowadzić do OFE.

  Trzeba by jeszcze dopłacać z prywatnych środków, tylko bogaci mogą to zrobić. Większość ludzi nie ma pieniędzy, żeby dodatkowo dopłacić, w związku z tym większość wybrałaby pozostanie w ZUS-ie – prognozuje Petru.

Ekonomista krytykuje również rządową propozycję, by na 10 lat przed emeryturą pieniądze zgromadzone przez Polaków w OFE trafiały na indywidualne konta w ZUS.

 – Skoro mam wolny wybór między OFE a ZUS, kiedy odkładam na emeryturę, to dlaczego nie mam mieć wyboru w momencie, kiedy emerytura jest wypłacana – mówi ekonomista.

Promocja w LOT, bilet w dwie strony na terenie Europy już za mniej niż 400 zł!

LOT zachęca klientów niskimi cenami biletów. Regularnie pojawiają się promocje, dzięki którym po Europie można polecieć nawet za mniej niż 400 zł w dwie strony. To forma pobudzania rynku  mówi prezes polskich linii lotniczych i podkreśla, że efekty promocji można mierzyć jedynie w perspektywie wielomiesięcznej.

 – To nie jest jedna kampania, tylko już szósta taka inicjatywa. Będziemy się starali mierzyć ich skutki kwartalnie oraz w perspektywie całego roku. Dzisiaj zaczyna się sezon letni, więc okres, kiedy linie lotnicze podejmują wysiłek ściągnięcia pasażerów na sezon zimowy. Działamy więc z 5-6-miesięcznym wyprzedzeniem – mówi Sebastian Mikosz, prezes PLL LOT.

Mikosz podkreśla, że tanie bilety to powszechny dla linii lotniczych sposób zachęcania klientów do podróży. Dodaje, że LOT starannie wybiera trasy, na których oferuje tanie połączenia. Pula biletów ma zainteresować klientów i skłonić ich do odwiedzenia strony internetowej linii. Według Mikosza, wiele osób decyduje się w wyniku tego na zakup nie tylko promocyjnych, ale i zwykłych biletów.

 – Przecież każdy klient, który zagląda na naszą stronę bardzo często podejmuje decyzję o innym zakupie, więc jest to nasza forma ciągłego pobudzania rynku i walczenia o to, żeby jak najwięcej osób kupowało u nas bilety – dodaje prezes LOT-u.

LOT co tydzień organizuje promocję o nazwie „Szalona środa”, w której bilet w dwie strony na trasie europejskiej można kupić już za mniej niż 400 zł. W ofercie „Nowe first minute”, którą LOT ogłosił na początku czerwca, bilety na niektóre trasy, m.in. do Kijowa czy Tallina, kosztowały mniej niż 150 zł w dwie strony. Promocje często są wydłużane i obejmują również rejsy długodystansowe na pokładzie Boeingów 787 Dreamliner.

Mikosz nie chce na razie oceniać, czy tego typu kampanie działają. Podkreśla, że na ich skuteczność trzeba spoglądać w długiej perspektywie czasu.

 – W tej chwili widzę mniej więcej efekty kampanii z zeszłego roku, bo wiem, ile osób kupiło bilety i je przelatało. To element ciągłej walki o rynek, konkurencja nie śpi – zauważa Mikosz.

Dodaje, że wciąż nie jest zadowolony z poziomu sprzedaży biletów i zamierza walczyć o to, by więcej osób podróżowało na pokładach samolotów LOT-u. Poza promocjami ma temu służyć również strona mobilna, nad którą pracuje już przewoźnik. Poprawiona ma zostać też pełna strona internetowa spółki. Po zakończeniu tych zmian LOT jeszcze intensywniej zacznie promować swoje połączenia.

 – W ciągu kilku tygodni będziemy w stanie zaoferować to już w pełnym wymiarze, wtedy powtórzymy jeszcze jedną kampanię i będziemy badać, czy tym narzędziem jesteśmy w stanie być lepsi niż byliśmy w zeszłym roku – zapowiada Mikosz.

Komentarz dzienny, 27 czerwca 2013

W przedstawionym wczoraj przeglądzie funkcjonowania systemu emerytalnego poza (chyba powszechnie oczekiwaną) propozycją dot. sposobu wypłat emerytur z filara kapitałowego znalazły się rekomendacje zmian w systemie emerytalnym, czyli gruntowna przebudowa filara kapitałowego. Co do sposobu wypłat zaproponowano stopniowe przenoszenie środków z OFE na subkonto w ZUS na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego i wypłata świadczenia emerytalnego oraz jego waloryzacja na takich samych zasadach, jak obowiązujące w I filarze. Było to rozwiązania oczekiwane przez analityków i inwestorów. Co do przebudowy części kapitałowej systemu pojawiły się trzy propozycje:

  1. Likwidacja części nieakcyjnej OFE, czyli przeniesienie części aktywów OFE ulokowanych w obligacjach do ZUS i następne umorzenie obligacji. OFE straciłyby prawo inwestowania pozostałej części aktywów w obligacje skarbowe. Zmienione zostają benchmarki i limity dla OFE.
  2. Dobrowolność udziału w OFE, czyli przeniesienie aktywów tych uczestników, którzy wybiorą ZUS z OFE i następujące umorzenie obligacji i stopniowa sprzedaż akcji.
  3. Dobrowolność udziału w OFE z dodatkową składką (tak jak w wariancie 2, tylko z koniecznością odprowadzenia dodatkowej składki przez tych uczestników, którzy pozostaną w OFE).

Grupa Asseco rozpoczyna działalność w Gruzji

0

Firma z sukcesem zrealizowała transakcję nabycia większościowego udziału w gruzińskiej firmie IT. To początek ekspansji w regionie.

Asseco Poland S.A. konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, której celem jest stworzenie globalnej firmy informatycznej specjalizującej się w produkcji oprogramowania i świadczeniu zaawansowanych usług z nim związanych. Głównym kierunkami rozwoju poprzez akwizycję są obecnie rynki wschodzące (emerging markets), charakteryzujące się wysokim wzrostem gospodarczym oraz rosnącymi potrzebami w zakresie technologii IT.  W tym tygodniu firma z sukcesem zrealizowała transakcję nabycia gruzińskiej spółki Onyx Consulting.

Firma Onyx Consulting powstała w 2008 roku. Świadczy usługi doradcze i wdrożeniowe dla firm z sektora bankowego, ubezpieczeniowego oraz dla jednostek administracji publicznej. Działalność firmy jest zdywersyfikowana i obejmuje zarówno kompetencje w zakresie tworzenia oprogramowania, oferując własny system ERP i CRM, rozwiązania dla firm ubezpieczeniowych, oprogramowanie dla szkół i sklepów, jak również usługi doradcze oraz wdrożeniowe produktów firm trzecich. Onyx Consulting jest jedną z największych firm konsultingowych na gruzińskim rynku informatycznym.

– Do inwestycji w Gruzji przekonała nas polityka rządu, który priorytetowo traktuje rozwój lokalnych kompetencji w zakresie nowych technologii. Połączenie ponad 20-letnich doświadczeń Asseco oraz znajomości lokalnych warunków prowadzenia biznesu daje solidne podstawy do objęcia pozycji lidera gruzińskiego rynku IT, a także lidera całego regionu – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Asseco zainwestowało równowartość 1,5 mln dolarów i posiada pakiet większościowy (51% udziałów) w gruzińskiej spółce Onyx Consulting. Z dniem 27 czerwca 2013 roku firma zmieni nazwę na Asseco Georgia.

– Asseco jest pierwszą globalną firmą informatyczną, która wchodzi na rynek gruziński. Dla naszego kraju oznacza to dodatkowe inwestycje i dostęp do innowacyjnych technologii. Naszym celem jest budowa wiodącej firmy informatycznej obsługującej klientów sektora publicznego oraz prywatnego zarówno w Gruzji jak i w regionie. Współpraca z Grupą Asseco gwarantuje nam rozwój naszych kompetencji zarówno w obszarze technologii, jak i w zakresie prowadzenia złożonych i dużych projektów informatycznych – powiedział David Bazierashvili, CEO Asseco Georgia.

World Trends, 20 czerwca 2013

Oderwanie prawa do dywidendy z PEKAO, przecena PKNu oraz tąpnięcie cen miedzianego potentata doprowadziło do silnej przeceny indeksu dwudziestu największych blue chipów. Na zagranicznych rynkach kapitałowych zaczyna robić się także nieciekawie gdyż S&P500 po wczorajszej silnej przecenie generuje tygodniowy sygnał sprzedaży wg MACD i jeśli do piątku byki nie wrócą na parkiet to niestety lecz wakacje 2013 mogą przejść do historii jako okres dominacji ursusów.