Kamień węgielny pod budowę nowoczesnej linii produkcyjnej

Synthos S.A.SYNTHOS S.A. rozpoczął inwestycję budowy linii produkcyjnej zaawansowanych technologicznie kauczuków typu SSBR. Koszt przedsięwzięcia wynosi 568 mln zł, z czego 147 mln zł stanowić będzie dofinansowanie ze środków unijnych.

17 czerwca 2013 r. miała miejsce uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę instalacji kauczuków SSBR. W uroczystości wzięli udział m.in. Elżbieta Bieńkowska, Minister Rozwoju Regionalnego, Tomasz Tomczykiewicz, Wiceminister Gospodarki, Marek Sowa, Marszałek Województwa Małopolskiego oraz władze samorządowe.

Celem inwestycji jest rozwój portfolio poprzez wprowadzenie na rynek nowego, innowacyjnego produktu w postaci kauczuku SSBR. Ten rodzaj kauczuków otrzymywany będzie w oparciu o technologię pozyskaną na podstawie umowy licencyjnej zawartej z firmą The Goodyear Tire & Rubber Company. Zdolności produkcyjne instalacji wynosić będą 90.000 ton rocznie.

Kauczuki SSBR produkowane w oparciu o tę technologię stosowane są w produkcji nowoczesnych opon zarówno letnich jak i zimowych („performance tires”). Opony wykonane z użyciem tych kauczuków, w porównaniu do opon wytworzonych z użyciem kauczuków tzw. emulsyjnych (E-SBR) charakteryzują się lepszą przyczepnością do nawierzchni drogi (w tym do mokrej nawierzchni) oraz umożliwiają zmniejszenie zużycia paliwa poprzez niższe opory toczenia. Własności te poprawiają w znacznym stopniu bezpieczeństwo i komfort jazdy.

Jak pokazują analizy, rynek na te opony będzie rozwijał się w tempie wyższym niż na opony tradycyjne, co wynika z prowadzonej w krajach rozwiniętych, w tym w Unii Europejskiej, polityki poszanowania energii i redukcji emisji CO2, co znalazło odzwierciedlenie w prawodawstwie obejmującym tzw. etykietowanie opon („labeling”).

SYNTHOS S.A. rozwija ponadto własny program badawczy w zakresie najwyższej jakości kauczuków SSBR jak i pozostałych grup produktowych. Służy temu istniejące od 2010 roku i rozbudowywane obecnie Centrum Badawczo-Rozwojowe nowych technologii.

Inwestycja ma również szczególne znaczenie dla rozwoju gospodarczego powiatu oświęcimskiego i powiatów sąsiednich. W wyniku realizacji projektu utworzone zostaną co najmniej 162 nowe miejsca pracy, w tym co najmniej 11 w działalności badawczo – rozwojowej.

Realizacja inwestycji przy wsparciu z funduszy unijnych pozwoli również osiągnąć dodatkowe korzyści. Najważniejszym z nich będzie wzmocnienie pozycji konkurencyjnej Grupy Kapitałowej Synthos S.A. na rynkach światowych, poprzez wdrożenie technologii innowacyjnej w skali świata oraz zaoferowanie nowych, innowacyjnych produktów, co z kolei pozwoli na znaczące zwiększenie wolumenu i wartości eksportowanych towarów.

Rynek ubezpieczeniowy odchodzi od polisolokat. Stawia na ubezpieczenia ochronne

Na rynku ubezpieczeniowym ogranicza się sprzedaż polisolokat na rzecz ubezpieczeń ochronnych – uważa Krzysztofa Charchuła, prezesa Towarzystw BZ WBK-Aviva. Jego zdaniem jest to właściwy kierunek zmian, które następują w branży. Nie oczekuje natomiast rewolucji po zapowiadanych przez KNF zmianach na rynku ubezpieczeniowo-bankowym.

– Na rynku bancassurance widać już zmianę związaną np. z ograniczeniem w ofercie sprzedaży polisolokat, które były bardzo popularnym produktem w tym kanale – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Charchuła, prezes Towarzystw BZ WBK-Aviva. – Coraz więcej uwagi i nacisku towarzystwa kładą na ubezpieczenia ochronne, co w zasadzie jest tym głównym elementem, z którym ubezpieczyciele powinni wychodzić na rynek. Ubezpieczenia inwestycyjne również będą w ofercie, natomiast myślę, że trend w kierunku ubezpieczeń ochronnych, zabezpieczenia zdrowia, życia, przeciwko wypadkom, to są te rzeczy, w których kierunku to będzie szło.

Obecnie towarzystwa BZ WBK-Aviva ubezpieczają blisko 60 proc., czyli ponad 1,3 mln klientów banku BZ WBK. Na koniec 2012 roku firma miała ponad 10-proc. udział w segmencie bancassurance ubezpieczeń majątkowych oraz 5,3 proc. udział w obszarze ubezpieczeń na życie, wyłączając polisolokaty. Prezes ujawnia, że w ciągu najbliższych trzech lat BZ WBK-Aviva ma zamiar podnieść poziom składki przypisanej brutto o 20 proc. rok do roku, a także kontynuować razem z Bankiem Zachodnim WBK rozwój sprzedaży klasycznych produktów bancassurance.

Spółka ma też skoncentrować się na wzmocnieniu linii ubezpieczeń niepowiązanych z produktami kredytowymi oraz na zbudowaniu najwyższych standardów obsługi klienta na wszystkich etapach korzystania z oferty. W kontekście dalszego rozwoju segmentu bancassurance oraz zmian, których chce na nim KNF, prezes wskazuje na ważne z punktu widzenia ubezpieczyciela kwestie, które wymagają dopracowania.

– Jasny kierunek co do tego, czy ubezpieczenia grupowe, które są zdefiniowane w prawodawstwie polskim, są formą, w której można oferować ubezpieczenia w kanale bancassurance. Inne kwestie te bardziej szczegółowe, związane z definiowaniem i lepszą komunikacją z klientem, co już ubezpieczyciele sami regulują poprzez wypracowanie rekomendacji. Ostatnio Polska Izba Ubezpieczeń zaprezentowała rekomendacje dotyczące np. karty produktu, informowania klienta o wszystkich ważnych dla niego warunkach, w tym również o elementach kosztowych związanych z oferowanymi produktami – wymienia Charchuła.

KNF już w ubiegłym roku zapowiedział zmiany w segmencie bancassurance, bo widzi konflikt interesów na linii bank-klient-ubezpieczyciel. Chodzi o to, żeby bank nie łączył funkcji ubezpieczyciela i pośrednika ubezpieczeniowego, bo działa to na niekorzyść klienta. Dlatego zapowiadane przez nadzór rekomendacje mają wprowadzić wyraźny podział ról na tym rynku.

Charchuła nie spodziewa się rewolucji na rynku ubezpieczeniowym, a bardziej uporządkowania i postawienia jasnego warunku, choć jak zaznacza – ostateczne słowo i tak będzie należało do KNF.

BZ WBK-Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie i BZ WBK-Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych to dwie spółki ubezpieczeniowe utworzone w 2008 roku przez Bank Zachodni WBK S.A. i Aviva International Insurance Ltd. Ubezpieczają one wyłącznie klientów Banku Zachodniego WBK (indywidualnych i MŚP).

Przed wakacjami autogaz tanieje, ale nowe przepisy doprowadzą do wzrostu cen

Tanieje ropa na światowych rynkach, umacnia się złoty i zwiększa się podaż paliw. Przed wakacjami ceny autogazu idą więc w dół, nie powinny jednak spaść poniżej poziomu 2 zł. Jednak Polska Organizacja Gazu Płynnego przestrzega, że rząd planuje wprowadzenie regulacji, które doprowadzą do podniesienia stawek za to paliwo.

Kierowcy mogli już zauważyć spadki cen gazu płynnego na stacjach. Zdaniem Jerzego Szablewskiego, przewodniczącego Polskiej Organizacji Gazu Płynnego ta tendencja będzie się utrzymywać.

– Ceny autogazu z reguły są niższe w okresie letnim niż w zimowym, ponieważ jest wówczas znacznie większa podaż gazu płynnego. Ta część, która była używana zimą do celów grzewczych nie jest wykorzystywana, w związku z tym może zasilać stacje gazu płynnego – tłumaczy Jerzy Szablewski. – W porównaniu z tym, co było dwa, trzy miesiące temu, ten trend spadkowy jest już bardzo dobrze widoczny.

Choć autogaz na niektórych stacjach zbliża się do granicy 2 zł (2,20-2,30 zł), nie należy oczekiwać spadków poniżej tego poziomu. Przewodniczący POGP przestrzega, że te stawki mogą wkrótce pójść do góry, ponieważ rząd przygotowuje zmianę regulacji, które znacząco mogą odbić się na sytuacji tego sektora.

– Niedługo rząd będzie zastanawiał się nad nowelizacją ustawy o zapasach ropy naftowej i jej produktów, gdzie pojawia się zagrożenie dla użytkowników gazu płynnego i dla branży. W tym projekcie postuluje się zwiększenie zapasów obowiązkowych z obecnych 30 dni do 90 dni, co pociąga za sobą dodatkowe koszty, które w jakimś stopniu będą musiały być przeniesione na użytkowników – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Szablewski.

POGP chce, by poziom zapasów pozostał na obecnym poziomie, czyli 30 dni. Innym proponowanym przez przedstawicieli organizacji rozwiązaniem jest całkowite zwolnienie gazu płynnego z zapasów obowiązkowych. Jak argumentują, tylko w cztery kraje Unii Europejskiej wprowadziły obowiązek posiadania zapasów LPG.

– Postulujemy jako organizacja wprowadzenie szeregu zmian do przepisów, które promowałyby LPG jako ekologiczne i dostępne paliwo, tam gdzie nie ma gazu ziemnego. Troska o ekologię i troska o obywateli, którzy nie mają dostępu do gazu ziemnego powinna być dla rządu priorytetem. Stawka akcyzy jest w Polsce wyższa niż w wielu rozwiniętych krajach Unii Europejskiej, jak Francja, Niemcy – podkreśla Jerzy Szablewski.

Dziś akcyza wynosi 695 zł od 1000 kg, czyli 390 zł za 1000 l. Minimalny poziom stawki akcyzy od autogazu wymagany przez Unię Europejską wynosi 125 euro od 1000 kg.

Dodatkowo, wymienione państwa UE wspierają wykorzystanie tego ekologicznego paliwa, poprzez stosowanie dopłat dla kierowców inwestujących w urządzenia do gazu płynnego w samochodach oraz poprzez dotacje związane z wykorzystywaniem gazu płynnego do mikrokogeneracji (czyli wytwarzania ciepła i energii elektrycznej z gazu płynnego).

Branża IT z dużo większym wpływem na PKB Polski niż produkcja węgla

Branża IT to wielka szansa na rozwój Polski i promocję naszej gospodarki. Międzynarodowe firmy są zainteresowane inwestycjami, dzięki czemu powstają nowe miejsca pracy. Rozwój opiera się przede wszystkim na utalentowanych inżynierach. Specjalizacja w zakresie IT to jeden z filarów programów rozwoju regionalnego.

Dariusz Bogdan, wiceminister gospodarki, podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria, że sektor IT zyskuje na znaczeniu dla polskiego PKB.

– Z punktu widzenia polskiej gospodarki na pewno zauważamy przesunięcie akcentu. Przemysł informatyczny dzisiaj ma znacznie większy wpływ na nasze PKB niż produkcja, która jest związana z samym węglem jako takim. To jest bardzo dobry sygnał do tego, aby myśleć o Polsce jako o kraju wysokich technologii informatycznych, przemysłu teleinformatycznego i na tym budować nasze szanse – mówi Bogdan.

Informatyka znalazła się w programach regionalnych i centralnych jako tzw. smart specialisation, czyli obszar strategicznego rozwoju. Bogdan przypomina, że Polska w tym roku była partnerem targów CEBIT w Hanowerze. Dzięki temu wiele firm z sektora IT zainteresowało się naszym krajem.

Wiceminister podkreśla, że trwają już rozmowy z potencjalnymi inwestorami. Póki nie zakończą się negocjacje nie chce ujawniać nazw spółek, ale zapewnia, że są to jedni z największych graczy światowych w branży informatycznej.

– Sądzę, że będą nowe miejsca pracy w tym zakresie, a właśnie to jest ten zakres, który jest dla nas szczególnie istotny. Nowe miejsca pracy w nowych technologiach są dobrze płatne i powodują, że opierają się w dużej mierze na kapitale ludzkim, który jest wytworzony tu i teraz. W związku z tym, nawet jeżeli taki inwestor w przyszłości nie chciałby dłużej pozostać, ten kapitał ludzki tutaj pozostanie – zwraca uwagę Dariusz Bogdan.

Według niego to właśnie kapitał ludzki, czyli zdolni inżynierowie i inni pracownicy z branży IT są największym atutem Polski. To właśnie dobrych pracowników oczekują firmy, które inwestują w Polsce. Bogdan dodaje, że ważne jest również zaplecze w postaci uczelni, które mogą przeprowadzać działania z zakresu badań i rozwoju na wysokim poziomie.

Są również takie firmy, które oczekują wsparcia finansowego oraz chętnie lokują się w specjalnych strefach ekonomicznych objętych zwolnieniami podatkowymi. Wiceminister podkreśla jednak, że jest to niewielka część wszystkich zainteresowanych inwestorów. Większość koncentruje się na dostępie do dobrych pracowników.

– Znacznie większym elementem konkurencyjnym są utalentowani ludzie, utalentowani inżynierowie z szeroko pojętej informatyki – mówi Bogdan. – Wiem o tym, że takie zainteresowanie jest, rozmawiałem z przedstawicielami takich firm, nastąpiło bardzo duże ożywienie, szczególnie tuż po CEBIT i ono wciąż trwa. Miejmy nadzieję, że te rozmowy skończą się sukcesem.

Według niego zagraniczne inwestycje w Polsce to tylko część strategii rozwoju IT. Równie ważne jest to, by polskie firmy inwestowały za granicą, stwarzając miejsca pracy atrakcyjne także dla obcokrajowców. Bogdan podaje przykład takiej inwestycji – to otwarte pod koniec kwietnia centrum przetwarzania danych Comarchu w Dreźnie.

Wiceminister zauważa także, że bardzo udane projekty są doskonałą reklamą Polski. Przykładem jest syntezator mowy IVONA. System niedawno zakupił amerykański gigant w branży handlu elektronicznego, Amazon.

– To jest dobre rozwiązanie wymyślone przez polskich inżynierów, przez polskich specjalistów informatyków. Dzięki takim rozwiązaniom mamy szansę wypromować się, wypromować nasz kraj i utalentowanych ludzi – podsumowuje Bogdan.

Poczta Polska planuje debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie

163 mln zł – taki wynik finansowy brutto w ubiegłym roku wypracowała Grupa Poczta Polska. Spółka szuka nowych źródeł przychodu, tnie wydatki – zredukowała koszty o 170 mln zł i inwestuje w rozwój usług i pracowników. Zarząd ma nadzieję, że intensywna restrukturyzacja wkrótce pozwoli myśleć o giełdowym debiucie.

Choć prezes Poczty Polskiej Jerzy Jóźkowiak nie chce podawać konkretnych dat wejścia na GPW, to ma nadzieję, że po kolejnym roku restrukturyzacji spółka będzie gotowa na rozpoczęcie przygotowań. Zależy to jednak od wykonania określonych w strategii działań.

Zapewnia, że plany debiutu giełdowego nie wynikają z problemów finansowych spółki ani konieczności uzyskania finansowania zewnętrznego.

– Dziś dla tej skali działalności, jaką ma Poczta Polska, w zupełności wystarczy nam finansowanie wewnętrzne – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jerzy Jóźkowiak. – Nie wykluczam również kolejnych nowych projektów, bo dziś remontujemy dom od fundamentów, ale już w tym domu świadczymy bardzo nowoczesne usługi, bo nie mamy innego wyjścia, rynek nam ucieka. Bardzo chętnie chciałbym skorzystać z zewnętrznego źródła finansowania, jeżeli będą projekty, a na pewno je widzimy, które będą generowały bardzo wysoką stopę zwrotu – dodaje Jóźkowiak.

Jak podkreśla, są to duże projekty związane z usługami cyfrowymi, e-commerce, z rozwojem sieci kurierskiej, obecnością w internecie czy z e-administracją.

– To są elementy, które zrobiły już inne poczty, bo tu nie jesteśmy liderem. Akurat Poczta Polska była na szarym końcu, jeżeli chodzi o zmiany, była najgorzej zarządzaną i postrzeganą pocztą, ale z drugiej strony zmiany, które przez dwa lata udało się zrobić, pokazują, że to jest dla nas temat interesujący i atrakcyjny, i na bazie tego można zbudować silną, konkurencyjną polską grupę kapitałową – zapewnia prezes Poczty Polskiej.

Drugim powodem planowanego giełdowego debiutu Poczty jest dążenie do zachowania standardów korporacyjnych.

– Chodzi o to, by standard i ład korporacyjny, który dotyczy Poczty Polskiej był ładem porównywalnym z innymi spółkami giełdowymi. W takiej firmie jest to niezbędne, ponieważ elementy dotyczące sprawozdań finansowych, porównywalności, weryfikowalności, sposobu zarządzania, ustawiają spółkę na zupełnie innych torach – mówi Jóźkowiak.

Koszty liberalizacji rynku nie takie znaczące

Zdaniem Jóźkowiaka liberalizacja rynku pocztowego nie była znaczącym powodem pewnego zmniejszenia przychodów przedsiębiorstwa.

– Jesteśmy jedyną pocztą w Europie, która w momencie liberalizacji rynku ma już na pokładzie istniejącą konkurencję – mówi Jóźkowiak. – To dlatego, że w Poczcie Polskiej nie zarządzono kwestiami kuriera, druków bezadresowych, oddano znaczną część rynku, jeśli chodzi o korespondencję biznesową z dużymi klientami. Oddajemy więc przychody od 2008 roku.

Spadki przychodów wynikają także z cyfryzacji procesów pocztowych, czyli przechodzenia klientów biznesowych na komunikację i wyciągi elektroniczne.

– Z drugiej strony, jeśli popatrzymy przez pryzmat dochodu i wyniku Poczty Polskiej, to okaże się, że wynik biznesowy jest bardzo dobry. W stosunku do 2010 roku wzrósł kilka razy. Jest tak, ponieważ potencjał Poczty nie był przez wiele lat wykorzystywany – twierdzi Jóźkowiak.

Pocztę Polską czeka kontynuacja modernizacji i poszerzania działalności. W ubiegłym roku spółka zaczęła oferować usługi cyfrowe, odświeżyła kurierskie, a także zmodernizowała transport pakunków o małej wielkości.

W maju prezes Jerzy Jóźkowiak został wybrany na kolejną kadencję. Rozpocznie się ona jeszcze w tym miesiącu – po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego przez walne zgromadzenie – i potrwa 3 lata.

Komentarz dzienny, 19 czerwca 2013

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w ujęciu rocznym o 0,9% r/r, zgodnie z naszą prognozą i nieznacznie mniej od konsensusu rynkowego (-1,0% r/r). W ujęciu miesięcznym zatrudnienie pozostało niemal bez zmian (+1tys.). Prawie zero robi jednak sporą różnicę w stosunku do spadków po kilka, kilkanaście tysięcy notowanych w ubiegłych miesiącach. Choć tym razem to prawdopodobnie przesunięcia w sezonowym zatrudnieniu pomiędzy kwietniem a majem zadecydowały o odwróceniu dynamiki rocznej, wskaźniki koniunktury (choćby PMI) wskazują, że rynek pracy jest bliski punktu przegięcia. W miarę poprawy koniunktury przedsiębiorstwa zaczną powoli zatrudniać, cementując gradualne ożywienie polskiej gospodarki. Wchodzimy w miesiące efektów sezonowych z nieco inną dynamiką gospodarki (potencjał do poprawy koniunktury, a nie do pogorszenia jak o tej samej porze w ubiegłym roku). Z dużym prawdopodobieństwem majowa dynamika zatrudnienia była więc najniższa w bieżącym cyklu.

Znaj wierzyciela swego – kto jest kim w procesie odzyskiwania należności?

Z perspektywy dłużnika, zobowiązania wobec wierzyciela to po prostu dług, który trzeba spłacić. Jak się jednak okazuje, różnice formalne dotyczące przekazania wierzytelności podmiotom wyspecjalizowanym w ich odzyskiwaniu mogą mieć niemałe znaczenie nie tylko dla pożyczkodawcy, ale i dłużnika.

Wojciech Popławski, radca prawny w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy w Legnicy wyjaśnia na czym polega odzyskiwanie długów na zlecenie.

Wierzyciel (np. instytucja, bank, przedsiębiorca) który chce wyegzekwować przysługujące mu należności ma do wyboru trzy drogi postępowania. Po pierwsze, może samodzielnie podjąć stosowne kroki prawne (duże instytucje, jak na przykład banki często posiadają własne oddziały windykacji). Drugim rozwiązaniem jest udzielenie zlecenia wyspecjalizowanej firmie zajmującej się odzyskiwaniem długów. Po trzecie, możliwe jest zbycie ciążącej mu wierzytelności.

Zlecenie odzyskania należności i cesja wierzytelności to nie to samo

Wierzyciel, który z jakichkolwiek powodów nie chce sam zajmować się odebraniem długu, może skorzystać z usług firm windykacyjnych, które profesjonalnie zajmują się odzyskiwaniem należności. Alternatywą dla zlecenia jest zbycie wierzytelności na rzecz takiego podmiotu. Wybór jednego z dwóch wariantów, wiąże się ze znaczącą zmianą dotyczącą statusu pierwotnego wierzyciela.

Z punktu widzenia dłużnika, firma windykacyjna jest przedstawicielem wierzyciela. Udzielenie pełnomocnictwa firmie nie stanowi przeszkody, aby sprawy związane ze spłatą zadłużenia uzgadniać z wierzycielem. Dopiero jednoznaczne oświadczenie wierzyciela o tym, że sprawą zajmuje się windykator i z nim należy prowadzić wszelkie ustalenia, będzie dla dłużnika wiążące.

W przypadku, gdy działania firmy windykacyjnej nie odniosą zamierzonego skutku na drodze polubownej, sprawa trafia do sądu. Przygotowaniem pozwu i całym postępowaniem sądowym zajmują się współpracujący z firmą zawodowi pełnomocnicy. Koszty procesu pokrywa wierzyciel.

Prezydent skierował do konsultacji społecznych projekt zmierzający do ograniczenia możliwości stawiania wiatraków

O ich lokalizacji będą decydowały samorządy wojewódzkie na podstawie audytów krajobrazu, których łączny koszt ma wynieść około 6,4 mln zł w ciągu trzech lat. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej obawia się, że oddanie decyzji w sprawie zezwoleń na takie inwestycje w ręce marszałków województw zablokuje w praktyce powstawanie nowych siłowni.

– Istnieje konieczność prawnego uregulowania kwestii związanych z korzystaniem przez nas wszystkich z krajobrazu. Wzorce europejskie są dość dobrze pomyślane i można je wdrożyć do polskiego prawa. Niepokoją natomiast rozwiązania szczegółowe, które są charakterystyczne akurat dla projektu ustawy, która jest opracowywana w Polsce. W naszej ocenie dążą do wyeliminowania energetyki wiatrowej z krajobrazu polskiego – mówi Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Kancelaria Prezydenta RP skierowała do konsultacji społecznych projekt ustawy o ochronie krajobrazu („o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu”), w którym chce zaostrzenia zasad lokalizacji elektrowni wiatrowych. Autorzy projektu przyznają, że siłownie, „zwłaszcza średniej i dużej mocy, będą stanowiły co do zasady dominantę krajobrazową”. Nie sprecyzowano jednak, co należy rozumieć pod pojęciem wiatraków o średniej i dużej mocy. W Polsce najbardziej rentowne są te mające 2–3 MW.

Projekt ma być odpowiedzią na apele starostów suwalskiego, ełckiego, gołdapskiego, oleckiego i sejneńskiego w sprawie podjęcia działań zmierzających do uregulowania stanu prawnego dotyczącego lokalizacji farm wiatrowych. Wyrażono w nim niepokój, że „liczne farmy wiatrowe umiejscowione w północno-wschodniej Polsce, gdzie walory przyrodnicze i krajobrazowe zaliczają się do jednych z najbardziej atrakcyjnych w kraju, zdecydowanie już ograniczyły i ograniczać będą rozwój działalności turystycznej i agroturystycznej”.

Jeśli projekt wejdzie w życie, o lokalizacji wiatraków będą decydowały samorządy wojewódzkie na podstawie audytów krajobrazu. W ten sposób wyznaczą obszary krajobrazu chronionego, gdzie nie będzie można stawiać obiektów o charakterze dominant („obiektów o wiodącym oddziaływaniu wizualnym w krajobrazie”).

– Proponowane rozwiązania odbierają gminom możliwość podejmowania decyzji lokalizacyjnych, czyli odbierają władztwo planistyczne, które jest podstawą porządku konstytucyjnego w Polsce, i przenoszą te decyzje na poziom wojewódzki. To jest prawie niemożliwe, żeby z poziomu województwa regulować kwestie krajobrazowe na poziomie każdej gminy, każdej miejscowości – przestrzega Wojciech Cetnarski.

Zdaniem prezesa PSEW w Polsce istnieją podobne parki narodowe, rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu, dlatego wprowadzanie dodatkowych stref nie ma uzasadnienia.

– Przestrzegamy przed nadregulacją, czyli wprowadzaniem nowych stref ochrony krajobrazowej i przed przeniesieniem tych decyzji na poziom wojewódzki, bo dla gmin to będzie olbrzymi problem. Do tej pory to one decydowały o tym, jak ma wyglądać przestrzeń wokół nich. Oczywiście można wprowadzić dodatkową formę nadzoru nad ich decyzjami i dołożyć do tego komponent krajobrazowy. Ale powinien być to proces, który jest inicjowany w gminach i podlega ewentualnie ocenie na poziomie województwa, a nie zaczyna się w województwie i tam kończy – podkreśla prezes PSEW-u.

Dodatkowo, koszty opracowania audytów krajobrazowych dla wszystkich województw w skali kraju mają wynieść około 6,4 mln zł w ciągu trzech lat. Wydatki samorządu województwa na wykonanie audytów krajobrazowych zostaną pokryte z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

W uzasadnieniu do projektu ustawy jest napisane, że koszt ten został wyliczony w oparciu o koszty wykonania opracowania „Energetyka wiatrowa w kontekście ochrony krajobrazu przyrodniczego i kulturowego w województwie kujawsko-pomorskim” przez Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Na Pomorzu i Kujawach samorządowcy walczyli z marszałkiem województwa o możliwość stawiania elektrowni wiatrowych, a inwestycje w ten rodzaj energetyki zostały wstrzymane.

Prezes PSEW-u zwraca uwagę, że jest punkt zawarty w projekcie ustawy, który warto wprowadzić w życie.

– W ocenach oddziaływania na środowisko powinno się jednoznacznie określić, jak wprowadzać ocenę oddziaływania projektów wiatrowych na krajobraz. Dzisiaj takich rozwiązań nie ma, a w naszej opinii powinny być i dobrze, że inicjatywa prezydencka zmierza w tym kierunku – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Cetnarski.

Polska ma szansę, by przyciągać duże inwestycje największych graczy z branży IT

Światowe koncerny dostrzegają w Polsce potencjał rozwojowy, przede wszystkim w postaci wykwalifikowanych i kreatywnych pracowników. To, jak dynamicznie rozwijać się będzie sektor informatyczny,** zależy w dużej mierze od tego, czy warunki inwestycyjne oferowane firmom będą wystarczająco dobre i stabilne.

– Musiał jakiś czas minąć, zanim firmy zorientowały się, że tu jest stabilnie, tu można prowadzić biznes, tu nic mnie nie zaskoczy i tu będę miał dostatecznie dużą liczbę osób, które mogą dla mnie pracować. To widać nawet po ośrodkach research and development (R&D), które są w Polsce i które liczą już w tej chwili po kilkuset, a nawet powyżej tysiąca ludzi i to są światowi giganci – uważa Michał Jaworski, dyrektor ds. strategii technologicznej firmy Microsoft Polska.

Ich nastawienie się zmienia, ale – jak podkreśla dyrektor ds. strategii w Microsoft – niewielki wpływ mają działania rządzących. Decyzje o lokalizacji w Polsce oddziału czy centrów usług i technologii zapadają w centralach firm informatycznych. A konkurencja rośnie, bo dziś Polska walczy o inwestycje nie tylko z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, ale też np. z Meksykiem czy Indonezją.

– Ten rodzaj inwestycji w firmach globalnych może być w każdym miejscu na ziemi, jeżeli się okaże, że dostaje przewidywalnie dobrą jakość z danego miejsca, za określoną cenę, to tam ta inwestycja będzie – podkreśla Michał Jaworski. – Nie liczmy na cuda, liczmy na to, że te warunki będą na tyle dobre, na tyle stabilne, że będziemy wybierani przez tego typu instytucje.

Najważniejszy potencjał ludzki

Opublikowane przez resort gospodarki kilka miesięcy temu prognozy Pierre Audoin Consultants wskazują, że perspektywy dla polskiego sektora IT są obiecujące. Wynika z nich, ze za dwa lata Polska będzie drugim co do wielkości (po Rosji) rynkiem IT w Europie Środkowo – Wschodniej w zakresie sprzedaży oprogramowania i usług.

– Mówimy o górnictwie, hutnictwie, rolnictwie, przemyśle meblarskim, tymczasem mało kto orientuje się, ile osób pracuje w przemyśle informatycznym, mało kto wie, że jest więcej osób po stronie informatyki niż po stronie górnictwa, mało kto wie, że mamy już ogromne przychody z tego rynku – zauważa ekspert.

Jego zdaniem kluczem do sukcesu jest również kadra specjalistów z odpowiednimi kompetencjami.

– To jest kultura pracy, kultura działania w zespole i to jest niezwykle ważne, bo w tej chwili indywidualistów, którzy mają szansę samemu coś zrobić od początku do końca w zasadzie nie ma. To jest umiejętność zarządzania zespołami, która w Polsce się już wytworzyła, również w zakresie zarządzania zespołami twórczymi – mówi Michał Jaworski.

Jego zdaniem szansę mają też młodzi utalentowani ludzie z własnym pomysłem na biznes w IT, którym często brakuje odwagi lub wytrwałości, by zdobyć tym rynki zagraniczne. Ale impulsem mogłoby być promowanie sukcesów polskich przedsiębiorców w kraju

– To jest myślenie o tym, czy mamy ambicję, czy jesteśmy dostatecznie głodni, żeby wyjść na świat – mówi dyrektor ds. strategii technologicznej Microsoft Polska, dodając, że taką drogę zaczyna obierać coraz więcej polskich firm. – Na 1000 osób, które to zacznie, 990 polegnie, 9 być może będzie miało jakiś sukces, a jedna będzie miała sukces więcej niż znaczący. To już jest dobrze.

Szansa dla polskich innowacyjnych start-upów

Może to przynieść również taki efekt, że polskimi firmami zainteresują się zagraniczni inwestorzy.

– Tzw. skauci znajdują bardzo interesującą firmę w Polsce, która robi jakąś technologię. Oni ją kupują, ale jednocześnie zostawiają, by robiła to, co do tej pory i inwestują w jej rozwój – mówi Jaworski, przytaczając przykład działającego w Gdańsku działu badawczo-rozwojowego firmy Intel, zatrudniającego ponad 1000 osób.

Zdaniem przedstawiciela Microsoft dużą rolę w procesie wspierania polskich innowacyjnych firm informatycznych, szczególnie tych młodych, ma do odegrania Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, przez który przechodzi dużo środków przeznaczonych na wdrażanie akademickich rozwiązań do przemysłu.

– Są w Polsce pewne zalążki całkiem już żwawego rynku venture capital, czyli tych, którzy na samym początku w tym drugim etapie powstawania firm je wspierają i zakładają, że z tych firm potem coś będzie się działo – podkreśla ekspert.

Dodaje, że potencjał rozwoju dla rynku jest, nie ma jednak uniwersalnej metody, jak można z niego skorzystać.

– Nie ma takiej sytuacji, że mówię: powołujemy fundusz, stawiamy na jego czele kogoś i to zagra, mamy w ciągu pięciu lat w Polsce kolejną Dolinę Krzemową”. Raczej drobnymi krokami trzeba próbować. Jeżeli to zadziała, należy to wzmocnić, a jeżeli nie działa, nie brnąć w to, tylko zamknąć i spróbować innej metody – podsumowuje ekspert.

RPP zaczęła obniżać stopy zbyt późno i zbyt łagodnie, a ostatnie dwie obniżki niepotrzebne

Stanisław Kluza krytykuje politykę pieniężną państwa. Były minister finansów i szef Komisji Nadzoru Finansowego jest zaskoczony decyzjami RPP o dalszym obniżaniu stóp procentowych. Przestrzega też przed nadmierną interwencją Narodowego Banku Polskiego na rynku walut. Zdaniem ekonomisty, pierwsze działanie niesie za sobą ryzyko wzrostu inflacji w przyszłym roku. Drugie z kolei może doprowadzić do spadku siły polskiego eksportu.

W ocenie byłego szefa resortu finansów, zapoczątkowany pół roku temu trend spadku inflacji, która w maju wyniosła 1 proc. w ujęciu rocznym, był do przewidzenia kilka miesięcy temu.

– Można go było przewidzieć ponad rok temu, na wiosnę 2012 roku – mówi Stanisław Kluza. – Polityka pieniężna, która w mojej opinii była prowadzona w sposób nadto restrykcyjny, właśnie ten trend wykreowała.

Zdaniem ekonomisty ze Szkoły Głównej Handlowej decyzje podejmowane przez Radę Polityki Pieniężnej odbiły się również – i to negatywnie – na naszej gospodarce, której tempo wzrostu w I i II kwartale tego roku jest w okolicach zera.

– Obniżki stóp procentowych po pierwsze rozpoczęto za późno, następnie, w pierwszej kolejności, były one zbyt łagodne. Później pokryły się z apogeum spowolnienia, a więc nie oddziaływały na to, żeby je przełamać – mówi Kluza.

Uważa, że proces systematycznych obniżek stóp procentowych postąpił za daleko (referencyjna stopa NBP jest dzisiaj najniższa w historii i wynosi 2,75 proc.) i przynajmniej dwie z serii ostatnich decyzji Rady Polityki Pieniężnej były podjęte zbyt pochopnie. Zdaniem Kluzy, nie miały żadnego znaczenia z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Ożywienie tak czy inaczej musi przyjść, a pierwsze jego symptomy powinny być obserwowane już w III kwartale tego roku. Korekta stóp może za to przyspieszyć powrót inflacji w kolejnych miesiącach.

– Decyzje Rady jednocześnie wykreowały jeszcze dwa bardzo złe zjawiska – mówi ekonomista SGH. – Pierwsze to jest bardzo duży spadek atrakcyjności depozytów terminowych i w mojej ocenie, wcale nie zwiększy się zdolność banków do udzielania kredytów. Bo jeżeli odpłyną depozyty, a jednocześnie nie mamy wzrostu finansowania zewnętrznego dla banków, to po prostu nie będzie z czego tych kredytów udzielać.

Drugie negatywne zjawisko to zmniejszająca się różnica wysokości stóp procentowych w Polsce i w strefie euro, co sprawia, że nasz kraj staje się mniej atrakcyjny dla inwestorów. To odbija się na kursie walutowym – inwestorzy nie kupują złotego, przez co jego wartość spada, a osoby mające kredyt w walutach obcych muszą płacić wyższe raty.

Słabnący złoty może jednak być jednym z bodźców przełamywania spowolnienia gospodarczego, dlatego – zdaniem Kluzy – do interwencji na rynku walutowym Narodowy Bank Polski powinien podchodzić z dużą ostrożnością.

– Nadmierne interweniowanie banku centralnego może przynieść skutek odwrotny – mówi Kluza. – Pewien potencjał do wykreowania w Polsce bodźca eksportowego zostanie po prostu wygaszony.

W Polsce codziennie powstaje ok. tysiąca nowych firm. Tyle samo jednak jest zamykanych

W Polsce codziennie powstaje ok. tysiąca nowych firm. Tyle samo jednak jest zamykanych. Aby to zmienić, resort gospodarki opracowuje projekt „Polityka nowej szansy”, w ramach którego pomoc mają otrzymać zagrożone upadłością przedsiębiorstwa. Trwają też prace nad nową ustawą o prawie upadłościowym.

W ramach „Polityki nowej szansy” fundusze miałyby trafić do firm w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Pomoc będzie finansowana zarówno ze środków publicznych, jak i prywatnych i będzie miała charakter pożyczki.

Ponadto przygotowywana jest nowelizacja prawa upadłościowego i naprawczego, która ma pomóc przedsiębiorcom zagrożonym upadłością w restrukturyzacji, a w przypadku, gdy się to nie powiedzie, umożliwić przedsiębiorcom założenie nowej firmy na bazie większej części masy upadłościowej. W tym celu ograniczone mają zostać m.in. prawa niektórych wierzycieli takich, jak Urząd Skarbowy i ZUS. Szacuje się, że zmiany wejdą w życie w ciągu roku lub dwóch lat.

– Pracujemy nad tym, by nie tylko zachować tę dynamikę powstawania nowych firm, ale również, by zmniejszyć częstotliwość ich zamykania – mówi Agencji Informacyjnej Newseria wiceminister gospodarki Dariusz Bogdan. – Nowelizacja ustawy o prawie upadłościowym, jak również „Polityka nowej szansy” mają na celu poprawę tej sytuacji, tak aby firmy mogły działać znacznie dłużej.

Problemem wizerunek przedsiębiorców i brak zaufania

Do trudnej sytuacji przedsiębiorców przyczynia się dość negatywny wizerunek osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Chociaż 52 proc. Polaków twierdzi, że przedsiębiorcy są godni naśladowania i dają dobry przykład, to aż 32 proc. osób jest innego zdania.

– W Polsce mamy problem z kapitałem ludzkim w zakresie wzajemnego zaufania. Przedsiębiorca, który upada, często jest bardzo mocno zniechęcony do podejmowania dalszej działalności – mówi minister Bogdan.

Dlatego też, jeśli nie uda się zapobiec upadkowi przedsiębiorstwa, warto zachęcić byłego właściciela, by zakładał kolejne firmy i aby negatywna opinia ludzi nie zniechęcała go do tego.

– W USA fakt, że ktoś ma drugą czy trzecią firmę jest absolutnie naturalny – zauważa Dariusz Bogdan. – Zwykle pierwsza działalność gospodarcza tam nie wychodzi. Chcielibyśmy, żeby także Polacy wierzyli w dobre intencje przedsiębiorców, także tych mających problemy. Potrzebne jest stworzenie mechanizmów, w oparciu o które można myśleć o tym, żeby od nowa i bez zniechęcenia zacząć prowadzić działalność gospodarczą.

Tym bardziej, że chętnych na uruchomienie własnego biznesu nie brakuje. Przyczyniły się do tego z pewnością również wprowadzane przez resort gospodarki zmiany, związane z formalnościami przy zakładaniu firmy.

– Drugą barierą wejścia był kapitał. Dzięki PARP ten dostęp do kapitału, szczególnie dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców jest znacznie łatwiejszy niż kiedykolwiek w historii Polski. Dziś dzięki takim programom jak Narodowy Program Przedsiębiorczości, który realizuje PARP, możemy myśleć o tym, jak promować przedsiębiorczość i związane z nią zdolności na szeroką skalę – podkreśla.

Jeremi Mordasewicz: wyraźnego wzrostu płac można się spodziewać dopiero za kilka lat

W zeszłym roku inwestycje biznesu krajowego, inwestorów zagranicznych i państwa nie przekroczyły 20 proc. produktu krajowego brutto. By tworzyć nowe miejsca pracy i utrzymać wzrost gospodarczy musimy skuteczniej ściągać kapitał – mówi ekspert Konfederacji Lewiatan Jeremi Mordasewicz. Rocznie inwestycje powinny stanowić 25 proc. PKB – czyli być o 80 mld złotych wyższe niż obecnie. Dlatego obecnie na rynku kapitał jest bardziej poszukiwany niż pracownicy. Wyraźnego wzrostu płac można się spodziewać dopiero za kilka lat.

– Wynagrodzenia w kraju mogą wzrastać w powiązaniu z produktywnością. Gdyby wzrosły szybciej niż wzrasta produktywność, tak się stało w Grecji, Portugalii i Hiszpanii, doprowadzilibyśmy do tragedii, bo nasze produkty nie sprzedawałyby się zagranicą i zalałby nas import – argumentuje Jeremi Mordasewicz.

Z danych GUS wynika, że w pierwszym kwartale tego roku wydajność pracy w Polsce wzrosła zaledwie o 0,3 proc. Zdaniem ekspertów można ją poprawiać przez lepszą organizację pracy, szkolenia pracowników i wzrost etyki pracy. To jednak proces długotrwały. Szybciej wydajność poprawiają inwestycje.

– Część produktywności uzyskana jest nie dzięki wyższej wydajności pracy poszczególnych pracowników, ale dzięki zakupowi nowych technologii, nowych linii produkcyjnych, maszyn, urządzeń, dzięki inwestycjom w sieci dystrybucyjne, sieci sprzedażowe, a to oznacza, że ci, którzy inwestują chcą uzyskać stopę zwrotu z tej inwestycji – tłumaczy Mordasewicz.

Trudnością, z którą obecnie spotykają się polskie firmy, jest łatwiejszy dostęp do pracowników niż do kapitału, który pozwala na inwestycje. Dlatego jest bardziej ceniony niż siła robocza.

– Ta sytuacja stopniowo się zmienia, ale ona się będzie zmieniać powoli, w miarę akumulowania kapitału w firmach i ten proces następuje. Będziemy mniej wyceniać kapitał, a więcej pracę, tym bardziej, że w kolejnych 10 latach zacznie się zmniejszać liczba osób w wieku produkcyjnym, gotowych do pracy, szczególnie w mobilnym wieku – mówi ekspert Konfederacji Lewiatan.

Gwałtowny wzrost płac nie jest jednak możliwy. Spowodowałby jednocześnie całościowy wzrost kosztów pracy i zmniejszenie inwestycji. W ubiegłym roku wyniosły one łącznie (państwa, sektora prywatnego oraz inwestorów zagranicznych) 20 proc. PKB.

– Jeżeli chcemy natomiast zaabsorbować te zasoby pracy, którymi dysponujemy, to jest ponad 3 mln ludzi gotowych do pracy, to musielibyśmy zwiększyć inwestycje powyżej 25 proc. PKB, a więc rocznie powinniśmy inwestować o 80 mld złotych więcej niż to robimy – podkreśla Mordasewicz.

Polska musi jednak stwarzać przedsiębiorcom warunki, w których inwestowanie będzie rentowne. Inaczej kapitał popłynie do innych krajów. Pomysł na inwestycje muszą mieć też sami przedsiębiorcy.

– Przed 20 laty, kiedy rozpoczynaliśmy transformację, byliśmy zapóźnieni w stosunku do Europy Zachodniej o 40 lat jeżeli chodzi o metody produkcji, organizację produkcji oraz technologie, którymi dysponujmy. My powolutku dystans zmniejszamy, ale niestety nie jest to proces szybki, bo w naszym kraju stale dominuje bieżąca konsumpcja nad długoterminowymi oszczędnościami i inwestycjami – podsumowuje Mordasewicz.

Komentarz dzienny, 18 czerwca 2013

Zgodnie z opublikowanymi w dniu wczorajszym danymi, deficyt budżetu państwa po maju spadł z 31,7 mld zł zanotowanych po pierwszych czterech miesiącach do 30,9 mld zł. Sam fakt spadku jest zgodny z harmonogramem, choć jego skala musi rozczarowywać – zakładano, że po pięciu miesiącach budżet zamknie się wynikiem -27,5 mld zł. Biorąc pod uwagę niewywiązanie się już w poprzednim miesiącu z jego zapisów, skumulowane odchylenie sięga ok. 3,4 mld zł (prawie 10% planu na ten rok).

Apple przedstawia system operacyjny iOS 7 i jego nowe funkcje

Apple przedstawia system operacyjny iOS 7 — czyli najważniejsze uaktualnienie systemu iOS od czasu pierwszego telefonu iPhone — wyróżniający się nowym i zachwycającym interfejsem użytkownika. System iOS 7 został zaprojektowany od nowa. Dominują w nim: subtelna dynamika ruchu, elegancka paleta barw oraz osobne warstwy funkcjonalne, dzięki którym cały system jest dynamiczny i pełen życia. Typografia została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, dzięki czemu napisy są wyświetlane jeszcze wyraźniej, a ruch i półprzezroczyste tła sprawiają, że nawet najprostsze zadania stają się bardziej wciągające. iOS 7 oferuje setki wspaniałych nowych funkcji, a wśród nich między innymi Centrum sterowania, Centrum powiadomień, udoskonaloną wielozadaniowość, AirDrop, ulepszone aplikacje Zdjęcia, Safari i Siri oraz iTunes Radio — bezpłatne radio internetowe, w którym nadawana jest muzyka dobrana do upodobań każdego użytkownika na podstawie wyborów dokonywanych w iTunes.

„iOS 7 jest najważniejszym uaktualnieniem systemu iOS od czasu pierwszego telefonu iPhone” — powiedział Craig Federighi, wiceprezes Apple ds. inżynierii oprogramowania. „W tworzeniu tego systemu uczestniczył zespół ekspertów z różnych dziedzin: od projektantów do specjalistów rozwiązań inżynieryjnych. Wyniki tej współpracy są bardzo zadowalające, a system iOS 7 jest dla nas ekscytującym początkiem nowej drogi”.

„W prostocie, przejrzystości i wydajności kryje się głębokie i trwałe piękno. Ale prawdziwa prostota to o wiele więcej niż tylko brak chaosu i ozdobników — jest to złożoność, która została uporządkowana” — powiedział Jony Ive, wiceprezes Apple ds. projektowania. „System iOS 7 jest urzeczywistnieniem takiej definicji prostoty. Ma on zupełnie nową strukturę, które jest spójna i obejmuje wszystkie jego warstwy”.

System operacyjny iOS 7 został zaprojektowany od początku z zupełnie nowym interfejsem użytkownika, ale dla setek milionów użytkowników telefonów iPhone, iPadów i iPodów touch na całym świecie korzystanie z niego będzie zupełnie naturalne. Nowy interfejs sprawia, że telefon wydaje się większy, ponieważ wszystkie elementy zostały zaprojektowane z myślą o maksymalnym wykorzystaniu całego ekranu. Przeprojektowane czcionki prezentują się niesamowicie na wyświetlaczu Retina, dzięki czemu tekst jest jeszcze bardziej wyrazisty.

W systemie iOS 7 pojawiło się Centrum sterowania. Teraz elementy sterujące, do których wymagany jest szybki i łatwy dostęp, znajdują się w jednym wygodnym miejscu. Wystarczy tylko jeden gest machnięcia od dołu ekranu i już dostępne są elementy sterujące trybu Samolot, Wi-Fi, Bluetooth i Proszę nie przeszkadzać, a także elementy do regulacji jasności ekranu, odtwarzania i wstrzymywania muzyki, przechodzenia do następnej ścieżki oraz opcje strumieniowego przesyłania muzyki za pomocą funkcji AirPlay. Centrum sterowania zapewnia również natychmiastowy dostęp do aplikacji, takich jak Zegar, Aparat, Kalkulator i Latarka.

Centrum powiadomień w systemie iOS 7 jest dostępne bezpośrednio z ekranu blokady, więc w celu wyświetlenia wszystkich powiadomień wystarczy pojedyncze machnięcie. Nowa funkcja Dzisiaj w centrum powiadomień przedstawia przegląd harmonogramu dnia wraz z podsumowaniem istotnych szczegółów, takich jak pogoda, sytuacja na drogach, terminy spotkań i imprez.

Dzięki udoskonalonej wielozadaniowości w systemie iOS 7 programiści posługujący się nowym interfejsem API mogą dla każdej aplikacji aktywować tryb jednoczesnej pracy z innymi aplikacjami w tle. W nowym systemie użytkownicy mają możliwość przełączania aplikacji w sposób bardziej intuicyjny, a sam system iOS 7 zwraca uwagę na to, które aplikacje są używane najczęściej i automatycznie dba o aktualność materiałów użytkownika.

AirDrop to zupełnie nowy sposób na szybkie i łatwe udostępnianie plików osobom w pobliżu. W celu udostępniania treści wystarczy skorzystać z funkcji AirDrop, w której pojawią się dane znajomych osób znajdujących się w pobliżu. Wystarczy wybrać osobę, a funkcja AirDrop zadba o całą resztę. Transfery AirDrop są realizowane przez połączenia równorzędne, więc z tej funkcji można korzystać nawet bez dostępu do sieci, przesyłane dane są całkowicie zaszyfrowane, zatem treści są chronione i pozostają prywatne. Funkcja nie wymaga żadnej konfiguracji.

Każdego dnia na całym świecie najwięcej zdjęć wykonuje się telefonami iPhone, a w systemie iOS 7 nowa aplikacja Aparat udostępnia filtry, które umożliwiają dodawanie efektów w czasie rzeczywistym. Teraz w aplikacji Aparat dostępna jest funkcja aparatu do zdjęć kwadratowych, a w celu wyboru kamery wideo albo jednego z trzech aparatów (do zdjęć, do zdjęć kwadratowych i do zdjęć panoramicznych) wystarczy tylko wykonać gest machnięcia.

System iOS 7 zawiera przeprojektowaną aplikacja Zdjęcia, w której dostępna jest funkcja Momenty — nowy metoda automatycznego porządkowania zdjęć i filmów odpowiednio do czasu i miejsc. Po zmniejszeniu powiększenia można wyświetlić wszystkie zdjęcia uporządkowane według momentów, kolekcji momentów lub lat. W systemie iOS 7 dostępna jest funkcja udostępniania zdjęć w iCloud, czyli najprostszy sposób udostępniania wybranych zdjęć wybranym osobom. Użytkownik korzystający z funkcji udostępniania zdjęć w iCloud może umożliwić swoim znajomym i członkom rodziny publikowanie zdjęć i filmów w strumieniach zdjęć, które sam udostępnia, a nowy widok aktywności wyświetla w jednym miejscu aktualizacje z wszystkich udostępnionych strumieni.

Udoskonalony interfejs użytkownika Safari umożliwia wyświetlenie większej ilości szczegółów, czemu sprzyja funkcja przeglądania na pełnym ekranie. Nowe inteligentne pole wyszukiwania ułatwia wyszukiwanie, a zakładki i karty w Safari są prezentowane w nowym widoku. Dzięki funkcji iCloud Keychain hasła i dane kart kredytowych użytkownika są bezpiecznie przechowywane i dostępne na wszystkich jego urządzeniach, więc nawigacja na stronach chronionych hasłami jest łatwa i przyjemna, zaś automatyczne wypełnianie pól podczas transakcji finansowych jest realizowane w bezpieczny sposób. Rozszerzone funkcje kontroli rodzicielskiej umożliwiają automatyczne blokowanie dostępu do stron WWW dla dorosłych. Dodatkowo ustawienia można skonfigurować w taki sposób, aby pozwalały na dostęp tylko do konkretnego zestawu dozwolonych stron.

Siri brzmi lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ dostępne są nowe głosy męskie i żeńskie. Dodatkowo asystent Siri jest zintegrowany z wyszukiwaniem w serwisie Twitter, dzięki czemu można zapytać Siri nawet o to, jakie tematy są popularne na Twitterze*. Siri jest również zintegrowany z Wikipedią i zapewnia dostęp do tego najpopularniejszego w Internecie źródła informacji. Dodatkowo aplikacja Siri udostępnia wyszukiwarkę Bing oraz umożliwia zmianę ustawień urządzenia i odsłuchiwanie poczty głosowej.

Aplikacja Muzyka cieszy oko swoim nowym wyglądem i udostępnia nową funkcję iTunes Radio. Jest to bezpłatne internetowe radio, w którym użytkownik ma dostęp do ponad 200 stacji radiowych, niesamowitego katalogu muzyki z iTunes Store oraz do funkcji dostępnych tylko w iTunes. iTunes Radio to najlepszy sposób na odkrywanie nowej muzyki. Uruchamiając iTunes Radio w telefonie iPhone, iPadzie, iPodzie touch, na komputerze Mac, PC czy w Apple TV, zyskuje się dostęp do stacji inspirowanych wcześniej odsłuchiwaną muzyką, stacji polecanych przez Apple oraz stacji opartych na muzyce jednego gatunku wybranych tylko dla Ciebie. iTunes Radio zmienia się, tak jak zmieniają się utwory, których słuchasz i które pobierasz. Im więcej korzystasz z iTunes Radio oraz iTunes, tym więcej dostępnych jest danych o Twoich preferencjach — i tym bardziej dopasowana staje się kierowana do Ciebie oferta muzyczna. Funkcja iTunes Radio zapewnia również dostęp do premierowych emisji utworów najpopularniejszych wykonawców, jest zintegrowana z Siri oraz umożliwia zakup każdego emitowanego utworu już po jednym stuknięciu.

App Store to serwis z największą na świecie ofertą aplikacji — liczącą ponad 900 tysięcy pozycji. W systemie iOS 7 dostępna jest funkcja Popular Apps Near Me — nowy sposób wyszukiwania aplikacji na podstawie bieżącej lokalizacji użytkownika, a sam system iOS 7 automatycznie dba o to, aby aplikacje były zawsze aktualne. W serwisie App Store dostępna jest nowa kategoria dla dzieci, w której nauczyciele i rodzice mogą odkrywać aplikacje dla dzieci w różnym wieku.

Dodatkowe nowe funkcje systemu iOS 7:
• nowa funkcja blokady aktywacji funkcji Znajdź mój iPhone, która wymaga podania identyfikatora Apple ID i hasła. Dopiero po podaniu tych danych możliwe jest jej wyłączenie, wymazanie danych oraz reaktywacja urządzenia po jego zdalnym wymazaniu;
• tryb nocny w aplikacji Mapy, który reaguje na ilość światła w otoczeniu, co jest szczególnie użyteczne w przypadku korzystania z tej aplikacji w nocy;
• udoskonalone funkcje audio w FaceTime, które umożliwiają realizowanie połączeń wysokiej jakości w sieci danych;
• synchronizacja powiadomień, dzięki której powiadomienie zamknięte na jednym urządzeniu będzie zamknięte także na innych urządzeniach użytkownika;
• funkcja blokowania połączeń, wiadomości i rozmów przez FaceTime od wybranych osób;
• obsługa witryny Tencent Weibo dla użytkowników w Chinach, słownik chińsko-angielski oraz udoskonalone funkcje wprowadzania tekstu w języku chińskim wraz z opcją rozpoznawania wielu znaków chińskich wpisywanych ręcznie;
• możliwość bardziej wydajnego wdrażania i zarządzania telefonami iPhone i iPadami w firmach; oraz
• integracja z samochodem, dzięki której po raz pierwszy zalety rozwiązania Apple można docenić w pełni także w samochodzie.

Oprogramowanie iOS 7 w wersji beta i pakiet SDK są dostępne już teraz dla uczestników programu iOS Developer Program, na stronie developer.apple.com. System iOS 7 będzie dostępny jako bezpłatne uaktualnienie oprogramowania dla telefonu iPhone 4 i późniejszych wersji, iPada 2 i późniejszych wersji, iPada mini i iPoda touch (piątej generacji) jesienią tego roku. Niektóre funkcje mogą być niedostępne w niektórych urządzeniach.

*Języki: angielski (USA), francuski i niemiecki będą dostępne od razu po wprowadzeniu systemu iOS 7 na rynek. Dodatkowe języki będą dodawane w miarę upływu czasu.

Kursy obcych walut nie ulegną dużej zmianie w wakacje. Nie trzeba wymieniać złotego na zapas

– Sytuacja na rynku walut się stabilizuje, co oznacza, że nie ma sensu kupować obcej waluty na zapas – uważa Marek Rogalski, główny analityk walutowy Domu Maklerskiego BOŚ. To oznacza, że osoby wyjeżdżające na zagraniczne wakacje nie muszą szczególnie śledzić kursów walut, nie chcąc przepłacić. Ceny dolara czy euro nie powinny zmienić się o więcej niż 5 groszy.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni kurs złotego zmieniał się dość wyraźnie. Różnice wyniosły około 10 groszy, zarówno do dolara, jak i do euro.

 – To się powoli stabilizuje – mówi Marek Rogalski z DM BOŚ. – Złoty zyskał od czasu swojego dołka dzięki interwencjom NBP oraz lepszym trochę nastrojom na rynku długu.

Tuż przed weekendem za euro trzeba było zapłacić 4,22 zł. Za dolara – 3,16 zł. Frank szwajcarski kosztował 3,43 zł. Zdaniem analityka, trudno oczekiwać jakichś istotniejszych zmian. Szczególnie w ciągu najbliższych kilku tygodni.

 – Wiele niżej nie zejdziemy – uważa Rogalski. – Pomysły, że euro będzie po 4,10 zł czy dolar będzie po 3 zł w lipcu czy sierpniu wykraczają trochę za daleko.

Rogalski mówi, że można oczekiwać dalszych wahań w granicach 5 gr. W jego ocenie nie ma więc powodów, by osoby, które w lipcu bądź w sierpniu wybierają się na wczasy za granicę miały już dziś wymieniać złotego na obcą walutę. Mogą to spokojnie zrobić tuż przed wyjazdem z Polski. Tym bardziej, że jadąc na wakacje nie bierzemy ze sobą zwykle więcej niż 500 czy 1000 euro. Zatem przy zakupie 500 euro, nawet gdyby jego cena za miesiąc była wyższa o 5 groszy, stracimy 25 zł.

 – Nie widzę ryzyka, żebyśmy mieli złotego słabszego o 15-20 groszy w ciągu miesiąca – uważa analityk walutowy DM BOŚ.

Dodaje, że z reguły w wakacje rynek jest bardziej ospały. Zwracają zresztą na to uwagę inni ekonomiści. Niska płynność, ich zdaniem, jest przyczyną dzisiejszych wahań kursu. Nie ma w tym niczego niepokojącego.

 – Euro w wakacje to jest przedział pomiędzy 4,18  a 4,28 zł, dolar zaś między 3,10 a 3,25 zł – mówi Rogalski.

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z interwencją Narodowego Banku Polskiego. NBP sprzedał obcą walutę, dzięki czemu w ciągu dwóch godzin udało się zbić kurs euro o 8 groszy. Cena franka szwajcarskiego spadła w tym czasie o 10 groszy.

Czy zakaz handlu papierosami mentolowymi i slim wejdzie w życie? Protest organizacji handlowych

0

Organizacje handlowe z dziesięciu państw UE, w tym z Polski, protestują dziś przeciwko wprowadzeniu dyrektywy tytoniowej, która ma zakazać handlu papierosami mentolowymi oraz slim na terenie Unii Europejskiej. Za sprawą nowych przepisów Komisja Europejska chce wpłynąć na poprawę zdrowia obywateli oraz na to, by przeznaczali wydawane na tytoń pieniądze na inne produkty lub usługi. Zdaniem organizacji protestujących prohibicja przyczyni się do rozszerzenia szarej strefy, bo ludzie i tak będą kupować tego rodzaju papierosy, tyle że z przemytu.

Projekt Komisji Europejskiej (dyrektywa tytoniowa 2011/37/WE) krytykują organizacje handlowe z 10 krajów: Grecji, Hiszpanii, Włoch, Węgier, Czech, Rumunii, Bułgarii, Cypru, Chorwacji i Polski. Inicjatorem protestu w Polsce jest Polska Izba Handlowa.

 – Kluczowym tygodniem dla dyrektywy tytoniowej jest 17-21 czerwca, bo to wtedy mają odbyć się głosowania Komisji Europejskiej w tej sprawie oraz spotkanie Rady Europy – mówi Joanna Chilicka, rzecznik prasowy Polskiej Izby Handlu.

Zwolennicy dyrektywy tytoniowej uważają, że zmniejszy ona skalę spożycia tytoniu, przede wszystkim wśród młodych ludzi. M.in. z tego powodu, że początkującym palaczom papierosy smakowe i slim pozornie wydają się słabsze i mniej szkodliwe.

Zdaniem organizacji protestujących wprowadzenie nowych przepisów nie tylko nie pomogłoby palaczom, ale również zaszkodziłoby polskiej gospodarce.

 – Zostanie utworzona luka popytowa i taki handel zostanie przeniesiony do szarej strefy. Pieniądze z akcyzy, legalne, zostaną oddane po prostu przemytnikom, bo z historii wiemy, że wprowadzenie jakiejkolwiek prohibicji rozszerza szarą strefę – podkreśla rzeczniczka PIH.

Powołuje się ona na przeprowadzone w kwietniu badania instytutu Homo Homini, z których wynika, że aż 47 proc. ludzi odpowiedziało, że będzie kupowało papierosy mentolowe z przemytu. Co więcej, 65 proc. badanych uważa, że proponowane przepisy zwiększą skalę problemu czarnego rynku w Polsce.

 – Wpływy do budżetu państwa z akcyzy tytoniowej to jest aż 10 proc., więc te pieniądze byłyby w jakiejś części stracone dla Polski – tłumaczy rzeczniczka PIH.

Z uwagi na skalę protestu, widzi ona realne szanse na to, że zostanie on dostrzeżony przez odpowiednie władze.

 – Nie jest to protest jednego państwa, jest to protest ogólnoeuropejski i będzie słyszalny właśnie w tym tygodniu kluczowym dla tej sprawy – zaznacza.

Przedstawiciele PIH protestowali już rok temu w Sopocie – w sklepie położonym najbliżej domu premiera Donalda Tuska. Twierdzą, że akcja odniosła skutek, bo poparł on tę inicjatywę, a od stycznia tego roku oficjalne stanowisko rządu jest przeciwne wprowadzeniu tytoniowych zmian. Tym razem PIH wraz ze swoimi członkami będzie protestowała pod sklepem „Społem” na Nowym Świecie w Warszawie.

 – Tam powiemy, dlaczego się sprzeciwiamy i nie jesteśmy sami w Europie. Nie spodziewamy się jakiejś konkretnej decyzji akurat w tym tygodniu, jednak ta sprawa będzie dyskutowana, dlatego chcemy również w taki sposób przyłączyć się do tej dyskusji – podkreśla.

Według najnowszych informacji rząd niemiecki oficjalnie poparł KE w części projektu zakazującej dodawania substancji smakowych i zapachowych do papierosów. Sprzeciwia się jedynie zabronieniu sprzedaży papierosów typu slim. Takie rozwiązanie znacznie bardziej uderzyłoby w naszą gospodarkę niż niemiecką, bo polski rynek tytoniowy jest unikalny na tle innych krajów europejskich – argumentuje PIH. U nas sprzedaje się bowiem najwięcej takich papierosów – aż 38 proc. to papierosy smakowe i typu slim, z czego 30 proc. to produkty mentolowe. Z tego powodu przedstawiciele Polskiej Izby Handlowej opowiadają się za całkowitą rezygnacją z wprowadzenia dyrektywy tytoniowej.

Nowe przepisy dotyczące urlopu macierzyńskiego. Czy na pewno są bardziej korzystne?

Wydłużenie dodatkowego urlopu macierzyńskiego do 6 tygodni oraz wprowadzenie nowej kategorii – urlopu rodzicielskiego w wymiarze 26 tygodni – przewiduje wchodząca dziś w życie nowelizacja Kodeksu pracy. Łączny wymiar tych urlopów będzie wynosił 1 rok przy urodzeniu jednego dziecka. Rodzice będą mogli dzielić się urlopem dodatkowym oraz urlopem rodzicielskim. Przedstawiciele pracodawców alarmują, że powrót z dłuższego urlopu macierzyńskiego na rynek pracy będzie zdecydowanie trudniejszy niż jest teraz.

Głównym celem obowiązujących od dziś przepisów jest umożliwienie skorzystania po urodzeniu dziecka przez rok z płatnego urlopu – macierzyńskiego, dodatkowego urlopu macierzyńskiego, urlopu rodzicielskiego. Łączny wymiar tych urlopów będzie wynosił 52 tygodnie – w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie. W przypadku porodów mnogich wymiar ten będzie wynosił od 65 do 71 tygodni, w zależności od liczby dzieci urodzonych przy jednym porodzie.

  Trzeba się spodziewać, że kobietom, które skorzystają z takich długich urlopów macierzyńskich i rodzicielskich, będzie bardzo trudno wrócić na rynek pracy – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek,  główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Ekspertka podkreśla, że rozwiązaniem w tej sytuacji jest dzielenie się urlopem przez oboje rodziców.

  W momencie, kiedy odchodzę na urlop macierzyński, później na urlop rodzicielski, to ktoś na moje miejsce musi przyjść i trudno oczekiwać, że pracodawca w momencie, kiedy będę chciała powrócić po roku do pracy tę osobę zwolni po to, żeby zwolnić miejsce dla mnie. Mam nadzieję, że tatusiowie również będą wykorzystywali część urlopu rodzicielskiego – stwierdza Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Zmiany w dodatkowym urlopie macierzyńskim

Od dziś dodatkowy urlop macierzyński i zasiłek macierzyński przysługuje w wymiarze: do 6 tygodni – w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie (łączny okres urlopu macierzyńskiego wraz z maksymalnym dodatkowym urlopem macierzyńskim wynosi obecnie 26 tygodni) i do 8 tygodni (w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka przy jednym porodzie).

Urlopu dodatkowego pracodawca udziela jednorazowo lub w dwóch częściach. Aby z niego skorzystać pracownik musi złożyć wniosek do pracodawcy w terminie nie krótszym niż 14 dni przed rozpoczęciem tego urlopu (dotąd okres ten wynosił 7 dni). Jeżeli z urlopu dodatkowego nie skorzysta matka dziecka, będzie mógł go wziać ojciec.

Nowe rozwiązanie – urlop rodzicielski

Od dziś obowiązuje też nowy rodzaj urlopu – rodzicielski. Będzie on przysługiwał bezpośrednio po wykorzystaniu dodatkowego urlopu macierzyńskiego w pełnym wymiarze. Urlop ten będzie udzielany jednorazowo albo nie więcej niż w trzech częściach, każda nie może być krótsza niż 8 tygodni, a ponadto mają one przypadać bezpośrednio jedna po drugiej.

Urlop rodzicielski i zasiłek za jego okres ma przysługiwać w wymiarze 26 tygodni, niezależnie od liczby dzieci urodzonych przy jednym porodzie lub przyjętych na wychowanie (w wieku odpowiednio do 7 lub do 10 roku życia).

Z urlopu rodzicielskiego mogą korzystać jednocześnie oboje rodzice dziecka, łączny wymiar urlopu obojga rodziców nie może przekraczać maksymalnego wymiaru, tj. 26 tygodni. Urlop ten jest udzielany na wniosek pracownika złożony w terminie nie krótszym niż 14 dni przed rozpoczęciem korzystania z niego. Do wniosku trzeba dołączyć pisemne oświadczenie o braku zamiaru korzystania w okresie wskazanym we wniosku z urlopu rodzicielskiego przez drugiego z rodziców albo o okresie, w którym drugi z rodziców zamierza korzystać z tego urlopu.

  Zapewne znacznie częściej decyzje o wykorzystaniu w pełni dłuższego urlopu będą podejmować osoby, rodziny, w których istnieje zagrożenie, że utracą możliwość utrzymania się na rynku. Natomiast rodziny, w których jest szansa na trwałe zatrudnienie, zapewne z dłuższych urlopów nie skorzystają. To będą indywidualne wybory – mówi ekspertka.

Nowe przepisy stosuje się do osób, których dzieci urodziły się po 31 grudnia 2012 r.

W Warszawie, po raz pierwszy w tej części Europy, firma Google pokazała Google Glass

Rozszerzenie rzeczywistości zaproponowane przez Google okazało się tematem kontrowersyjnym i dzielącym fanów nowych technologii na dwa przeciwległe obozy. Możliwości urządzenia wciąż jeszcze nie są do końca znane, ale już teraz wiadomo, że jego premiera była ważnym momentem w historii. Tim Cook twierdzi jednak, że to Apple wciąż ma w zanadrzu technologie, które zmienią świat.

Telefony komórkowe oraz sieć internetowa na przenośnych komputerach – jeszcze w latach 90. było to dla nas nie do pomyślenia. Z pewnością na każdym kroku można było spotkać sceptyków, twierdzących, że na pewno nie przyjmie się to w społeczeństwie. Funkcjonalność tych urządzeń była wtedy jeszcze mocno ograniczona, więc ciężko było wyobrazić sobie ich późniejsze zastosowanie. A jednak – zmieniły się czasy, zmieniły się także nawyki użytkowników. Producenci nowinek technicznych wychowują sobie odbiorców i kreują potrzeby, które potem zaspokajają swoimi produktami. Czy to samo uda się zrobić producentom Google Glass?

Niewątpliwie jest to kolejny krok w kierunku rozwoju i duży przełom w dziedzinie technologii. Jednak cel jeszcze nie został osiągnięty. Google Glass to dopiero narzędzie – a to jak je wykorzystamy, zależy wyłącznie od nas.

Same okulary są udostępniane nadal w wersji testowej, więc większość ich możliwości wciąż jest jeszcze nieodkryta lub niedostępna. Jednak firmie w wypuszczeniu na rynek produktu nie przeszkodził nawet spór z Apple, które w 2006 roku złożyło wniosek patentowy na podobną technologię. Na konferencji zorganizowanej przez serwis AllThingsD Tim Cook stwierdził, że nie wierzy, iż okulary Google odniosą sukces. Przekonuje, że ogromny potencjał mają komputery noszone jak ubranie, ale Google Glass „to jeszcze nie jest to”.

„Minie jeszcze trochę czasu, zanim na własnej skórze przekonamy się, jakie możliwości niesie ze sobą to urządzenie. Jednak już teraz z pełnym przekonaniem można stwierdzić, że jest to przełomowe wydarzenie w historii. I już na zawsze to właśnie Google pozostanie jego głównym bohaterem”. – mówi Andrzej Okoń – Mobile Marketing Manager GRUPA 365NET.

Google Glass na chwilę obecną testować mogą tylko osoby mieszkające w USA – najpierw były to koncerny produkujące oprogramowanie, następnie przekazano je do testów internautom. Na szerszą skalę okulary mają być udostępnione w 2014 roku.

Kulczyk Oil Ventures na Giełdzie Papierów Wartościowych w Toronto

Kulczyk Oil Ventures Inc. poinformowała, że otrzymała od Giełdy Papierów Wartościowych w Toronto (“Toronto Stock Exchange”) warunkową zgodę na dopuszczenie akcji zwykłych Spółki do obrotu na TSX. Dopuszczenie do obrotu wymaga spełnienia przez KOV wszystkich warunków określonych przez TSX, zgodnie z zasadami obowiązującymi przy wydawaniu warunkowych zgód, w tym spełnienia wymogów TSX dotyczących pierwszego notowania oraz zakończenia procesu przejęcia przez Spółkę wszystkich wyemitowanych i pozostających w obrocie akcji spółki Winstar Resources Ltd. („Winstar”) zgodnie z ustawowym planem transakcji ogłoszonym 25 kwietnia 2013 r. (“Przejęcie”).

Kierownictwo Spółki z zadowoleniem przyjęło fakt spełnienia tego istotnego warunku niezbędnego do sfinalizowania Przejęcia i podejmuje aktywne działania w kierunku spełnienia warunków warunkowej zgody TSX. Po uzyskaniu ostatecznej zgody na dopuszczenie akcji do obrotu, KOV wyda stosowny komunikat, w którym poinformuje akcjonariuszy o przewidywanej dacie rozpoczęcia obrotu akcjami zwykłymi Spółki na TSX oraz o nadanym kodzie pod jakim będzie prowadzony obrót tymi akcjami. Zgodnie z obecnymi przewidywaniami powinno to nastąpić wkrótce po zakończeniu transakcji Przejęcia. Po wejściu w życie Przejęcia oraz wejściu KOV na TSX, Spółka będzie nadal notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Kulczyk Oil to międzynarodowa spółka prowadząca poszukiwania ropy naftowej i gazu. Posiada zdywersyfikowane portfolio projektów na Ukrainie, w Brunei i Syrii oraz profil ryzyka obejmujący działalność poszukiwawczą w Brunei i Syrii oraz działalność wydobywczą w Ukrainie. Akcje zwykłe Kulczyk Oil są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (symbol KOV).

Na Ukrainie KOV posiada faktyczny 70 proc. udział w KUB-Gas LLC. Aktywa KUB-Gas obejmują 100-procentowe udziały w pięciu koncesjach zlokalizowanych w pobliżu Ługańska, miasta w północno-wschodniej części Ukrainy. Produkcja gazu odbywa się na czterech koncesjach.

W Brunei KOV posiada 90 proc. udział w umowie o podziale wpływów z wydobycia, uprawniający do poszukiwania i wydobycia ropy oraz gazu ziemnego z Bloku L, obejmującego obszar lądowy i morski o powierzchni 1.123 km² w północnym Brunei.
W Syrii KOV posiada, zgodnie z umową o podziale wpływów z wydobycia, 50 proc. udział w Bloku 9, uprawniający do poszukiwania i wydobycia, po spełnieniu określonych warunków, ropy i gazu ziemnego na obszarze Bloku 9 o powierzchni 10.032 km², położonego w północno-zachodniej Syrii. Spółka podpisała porozumienie, na podstawie którego przepisze łącznie 5 proc. udziałów na rzecz osoby trzeciej, pod warunkiem uzyskania zgody władz syryjskich. W przypadku uzyskania takiej zgody bezpośredni udział KOV w Bloku 9 zmieni się na 45 proc. W lipcu 2012 r. KOV zadeklarowała występowanie siły wyższej w odniesieniu do swoich działań operacyjnych w Syrii.
Głównym akcjonariuszem spółki jest Kulczyk Investments S.A. – międzynarodowy dom inwestycyjny, założony przez polskiego przedsiębiorcę dr. Jana Kulczyka.

Tradycyjna bankowość staje się przeszłością. Świat wchodzi w erę bankowości mobilnej

Zachowania konsumentów podlegają ciągłym zmianom. Istotny wpływ na to ma szybkie upowszechnianie się innowacyjnych technologii. Banki powinny przewidywać te zmiany i przystosowywać się do nich. Kluczem do zmiany podejścia do klientów jest poznanie ich potrzeb. „Tempo zmian rośnie, więc instytucje finansowe nie powinny zwlekać z ich przyswajaniem, bo będzie to miało negatywny wpływ na ich działalność biznesową” – uważa Brett King, amerykański ekspert w dziedzinie bankowości nowej generacji, współtwórca Movenbanku – pierwszego na świecie w pełni wirtualnego i mobilnego banku. Brett King odwiedził Polskę na zaproszenie firmy doradczej Deloitte z okazji polskiego wydania, we współpracy z wydawnictwem Studio EMKA, jego bestsellerowej książki „Bank 3.0 – Nowy wymiar bankowości”.

Według autora książki, jesteśmy obecnie w fazie rewolucyjnych zmian w bankowości, w której płatności tracą swój fizyczny wymiar i są przenoszone do urządzeń mobilnych. W ciągu najbliższych 10 lat, rachunki ze zgromadzonymi pieniędzmi klientów „odłączą” się od banków, a telefon zastąpi bank w postaci, z jaką dziś mamy do czynienia. Oddział przestanie być już wizytówką instytucji finansowej, a wielokanałowy dostęp do całej oferty banku stanie się standardem. Klient będzie mógł kontynuować w dowolny sposób operację już rozpoczętą w innym kanale. To, co dzisiaj wydaje się niemożliwe, jak choćby zaciągnięcie kredytu hipotecznego za pośrednictwem komórki, wkrótce będzie powszechne. Każdy kanał będzie oferował pełną gamę produktów. Jest to obraz nowej definicji kompleksowej relacji z klientem.

Banki powinny w większym stopniu zachęcać swoich klientów do korzystania z innowacyjnych rozwiązań w życiu codziennym, co powinno z kolei stać się źródłem nowych pomysłów dla banków. Zwiększenie wśród obecnych klientów świadomości istnienia nowych możliwości i rozwiązań nie powinno być trudne, ponieważ wprowadzane rozwiązania to dla nich czysta korzyść. Kto z nas nie chciałby być informowany przez bank, że na lotnisku, gdzie akurat jesteśmy, nasza karta kredytowa uprawnia nas do skorzystania z salonu business lounge, w sklepie lotniskowym przysługuje nam zniżka na nasze ulubione perfumy, a do tego za jednym kliknięciem OK w aplikacji banku, przez cały okres podróży będzie nas chronić specjalne ubezpieczenie dedykowane dla klientów odwiedzających kraj, do którego lecimy.

Doświadczenia klienta, odpowiednio zidentyfikowane oraz wykorzystane, będą największym kapitałem instytucji finansowych. Banki powinny nauczyć się je analizować, integrując i przetwarzając informacje pozostawiane przez klientów we wszystkich kanałach. Im ta analiza będzie lepsza, tym większa szansa na to, że klienci mocniej zwiążą się z bankiem i będą do niego chętniej wracać.

Bank przyszłości w mniejszym stopniu będzie służył transakcjom, a w większym edukacji klientów oraz budowaniu z nimi relacji. Miejsce fizycznego oddziału przestaje się liczyć, znaczenia nabiera wyłącznie użyteczność. Nie oznacza to oczywiście, że oddziały bankowe znikną zupełnie, jednak z pewnością zmniejszy się ich liczba oraz rola. Decyzja o zmniejszeniu sieci oddziałów będzie podyktowana również tym, że marże na produktach bankowych wciąż będą spadać, a co za tym idzie, dochodowość oddziałów znacznie się zmniejszy. Rośnie natomiast rola Internetu, jako najlepszego miejsca do generowania przychodów dla banków, o ile rozumie się, co można za pośrednictwem tego kanału sprzedawać i jak w procesie sprzedaży wykorzystać jego możliwości. „Bankowcy muszą zacząć traktować Internet jako odpowiednik oddziału, gdyż to będzie główny kanał wypracowywania dochodów przez bankowość detaliczną – twierdzi Brett King. „Głównym nośnikiem dostępu do bankowości elektronicznej staną się urządzenia przenośne takie jak smartfony i tablety. Umożliwiają one dotarcie do znacznie szerszej rzeszy odbiorców, których angażują na znacznie bardziej osobistym poziomie. Ich siłą jest możliwość korzystania przez klienta ze swoich pieniędzy gdziekolwiek i kiedykolwiek. Obecnie stoimy na progu kolejnej rewolucji mobilnej. Już za trzy lata, w roku 2016 telefony i tablety będą głównym kanałem dostępu do usług bankowych” – dodaje Brett King.

„Dynamicznie wprowadzane innowacje technologiczne, portale społecznościowe, aplikacje na telefon i serwisy mobilne wpływają znacząco na tradycyjne modele bankowe. Nowa era bankowości redefiniuje zachowania klientów w relacji z bankami. Co pozostaje niezmienne, to potrzeby klienta od początku ich uświadomienia do momentu ich ostatecznej realizacji, czyli tzw. podróż klienta (customer journey) oraz wysokie oczekiwania wobec właściwego ich zaspokojenia i interakcji z bankiem na każdym etapie” – zauważa Zbigniew Szczerbetka, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Europie Środkowej, Deloitte.

Szeroki wachlarz produktów, wysoka jakość świadczonych usług w połączeniu z innowacyjnością są nadal podstawowymi elementami zaspokajania potrzeb klientów i budowania przewagi konkurencyjnej. „Aby móc skutecznie zadowalać klientów świadcząc im wysokiej jakości usługi finansowe banki powinny monitorować procesy wyboru i decyzji zakupowych swoich klientów i jak najwcześniej identyfikować okoliczności, które skłaniają klienta do zakupu danego produktu” – dodaje Zbigniew Szczerbetka. „Korzystanie z usług banków jest pochodną wielu potrzeb. Zrozumienie tych potrzeb oraz sposobu, w jaki przekształcają się one w chęć zakupu produktu finansowego i ostateczną decyzję wydaje się kluczowe. Pozwoli to bankom lepiej zrozumieć swoich klientów oraz zwiększyć efektywność sprzedaży” – podsumowuje.

W ramach współpracy Orange i T-mobile powstaje 10 tys. nowych stacji bazowych

0

Dwaj najwięksi operatorzy w kraju współpracują przy budowie sieci współdzielonej, by poprawić swój zasięg i jakość usług. W ramach spółki NetWorkS, należącej do PTK Centertel (operator sieci Orange) i T-Mobile Polska do połowy 2014 r. powstać ma 10 tys. stacji bazowych. Na razie udało się zbudować 4 tys. Sieć obejmuje dziś blisko 60 proc. powierzchni kraju. 

 – To jest sieć, która będzie miała większe pokrycie, zarówno tzw. outdoorowe, czyli na zewnątrz,  jak i indoorowe, czyli wewnątrz budynków. To pokrycie będzie znacząco wyższe niż sieci osobne, ponieważ uzyskujemy w ten sposób ogromną ekonomię skali – podkreśla Piotr Muszyński, wiceprezes Orange Polska. – Widać wyraźnie zdecydowaną jakość w tych obszarach, gdzie połączyliśmy sieć, znaczącą poprawę wszystkich parametrów technicznych. W związku z tym dużo więcej klientów ma dostęp do sieci zarówno Orange, jak i T-Mobile.

Od rozpoczęcia działalności operacyjnej we wrześniu 2011 r. NetWorkS zbudowała już 4,2 tys. nowych stacji bazowych, głównie na wschodzie oraz wzdłuż zachodniej granicy Polski. Planowanych jest łącznie 10 tys. stacji, a ich budowa ma zakończyć się w przyszłym roku. W najbliższych miesiącach modernizacja obejmie Śląsk oraz okolice Wrocławia. W tej chwili nowa sieć pokrywa już niemal 60 proc. kraju.

Obydwaj operatorzy mają po 50 proc. udziałów w spółce. Dzięki temu dzielą się kosztami po połowie. Muszyński podkreśla, że ich optymalizacja spowodowała, że niższe są zarówno koszty nowego wyposażenia stacji radiowych, jak i koszty ich utrzymania.

 – Nie jest to dla nas tylko projekt oszczędnościowy. Od początku chcieliśmy stworzyć coś nowoczesnego i zbudować wartości. Dlatego zasięg współdzielonej sieci się powiększa i będzie dostarczany na poziomie, który jest zwykle w krajach na zachód od Polski  – dodaje Milan Zika, członek zarządu T-Mobile Polska.

 – Poza tym bardziej optymalnie wykorzystujemy również moc naszego sprzętu, ilość dostępnych kanałów w poszczególnych częstotliwościach, co powoduje, że również w tej sferze częstotliwościowej widzimy znaczącą poprawę i dużo większą optymalizację wykorzystania posiadanych zasobów – zwraca uwagę Muszyński.

Zika przyznaje, że koszty inwestycji są o 20-30 proc. większe niż zakładane przez firmę. Wynika to m.in. z wykorzystania najnowszych technologii. Jednak w efekcie użytkownicy otrzymują jeszcze lepszą sieć.

Muszyński zauważa, że projekt w ramach spółki NetWorkS jest zamknięty – zakłada budowę sieci i zarządzanie nią. O dalszej współpracy obydwaj operatorzy nie chcą mówić. Muszyński podkreśla, że nawet jeśli będą toczyły się rozmowy, to będą one dotyczyły nowej spółki, a nie NetWorkS.

Operatorzy muszą bronić się przed zarzutami konkurencji o tworzenie duopolu na rynku telekomunikacyjnym. Zika zwraca uwagę, że o współpracy akurat pomiędzy T-Mobile (wtedy jeszcze PTC) oraz Orange zadecydował przypadek, bo akurat ci dwaj operatorzy byli najbardziej zainteresowani projektem przed trzema laty, gdy rozpoczynały się rozmowy. Zika podkreśla, że wtedy negocjacje obejmowały wszystkich operatorów, ale po rozpoczęciu projektu nikt inny nie chciał do niego dołączyć.

Współpraca w ramach NetWorkS przebiega za przyzwoleniem UKE i UOKiK-u.

Masz pomysł na biznes? Brak Ci funduszy? Ostatna szansa od Unii Europejskiej na dofinansowanie!

0

Dziś rusza nabór wniosków o dofinansowanie integracji systemów informatycznych w firmach. Za tydzień Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ogłosi jeszcze jeden konkurs, związany z e-usługami. To są już ostatnie konkursy z programów finansowanych ze środków unijnych na lata 2007-2013   mówi prezes PARP, Bożena Lublińska-Kasprzak.

Od 17 do 28 czerwca potrwa nabór wniosków w ramach działania 8.2. O dofinansowanie mogą się ubiegać mikro, mali i średni przedsiębiorcy.

 – Działanie 8.2 to są projekty, które polegają na elektronizacji procesów biznesowych między przedsiębiorcami – przypomina Bożena Lublińska-Kasprzak.

Działanie 8.2 ma na celu zintegrowanie systemów informatycznych w otoczeniu przedsiębiorstwa. Chodzi np. o stworzenie jednego oprogramowania, z którego korzystałaby hurtownia oraz współpracujące z nią sklepy. Wdrożenie takiego systemu usprawnia np. przepływ zamówień czy wystawionych faktur.

Kolejny konkurs z zakresu e-biznesu zostanie ogłoszony 24 czerwca, a nabór wniosków rozpocznie się 8 lipca.

 – Działanie 8.1 skierowane jest na nowe, innowacyjne przedsięwzięcia z zakresu e-usług – mówi prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Chodzi o projekty usług, które mogą być świadczone drogą elektroniczną. Pozyskane wsparcie finansowe może także być spożytkowane na stworzenie elektronicznych aplikacji, które pozwolą takie właśnie usługi świadczyć. Jest to działanie adresowane głównie do młodych ludzi, którzy dopiero rozpoczynają swoją działalność i chcieliby zaistnieć w obszarze e-biznesu.

 – Kilka lat temu, kiedy były ustalane programy operacyjne zostało określone, że Polska w tej branży odstaje od innych krajów europejskich i to jest obszar, który należy i warto wesprzeć środkami publicznymi, by więcej biznesów w tych obszarach powstawało – tłumaczy Lublińska-Kasprzak.

Wyjaśnia, że do tej pory udało się zrealizować ponad 2 tysiące projektów informatycznych. Niektóre z nich odniosły rynkowy sukces nie tylko w Polsce, ale i zagranicą.

 – Ten program był takim zaczynem, by obszar e-biznesu, obszar nowych technologii dobrze się w Polsce rozwijał – mówi prezes PARP. – Myślę, że to zadanie zostało dobrze w Polsce zrealizowane.

Bankowość spółdzielcza słabnie z powodu nowych dyrektyw unijnych

Istnieje ryzyko, że nowe przepisy unijne osłabią bankowość spółdzielczą w Polsce – uważa Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki. Jego zdaniem regulacje te nie przystają do specyfiki działalności spółdzielców. Będą oni musieli w najbliższym czasie dostosować się do prawa, które nakłada na nie takie same obowiązki, jak na duże, zagraniczne banki komercyjne.

Chodzi przede wszystkim o wymogi dotyczące posiadanych kapitałów i nadzoru, które w takim samym stopniu będą dotyczyć zarówno mniejszych instytucji finansowych, jak i największych europejskich banków. W ten sposób unijni urzędnicy chcą uchronić europejski system bankowy przed kolejnym kryzysem.

 – Jeśli chodzi o kapitały, ale także nadwyżkę depozytów nad kredytami, to bankowość spółdzielcza jest bardzo zdrowym i mocnym segmentem naszego systemu finansowego. Zagrożenia, które się teraz pojawiają w związku z dyrektywami europejskimi sprawiają, że sektor, który przecież nie był zagrożony w kryzysie, może być dotknięty tymi regulacjami, które są przygotowane na wielkie banki komercyjne i nie są dopasowane do specyfiki i lokalności działania banków spółdzielczych – mówi Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki, podczas Wielkiej Gali Banków Spółdzielczych.

Nowe przepisy (Rozporządzenia CRR i Dyrektywy CRD IV) postulują m.in. zwiększenie kapitału podstawowego instytucji z 2 do 7 proc. Dzisiaj bank, by udzielić 1000 zł kredytu, musi mieć 20 zł kapitału własnego. Po wejściu w życie zmian pułap ten zwiększy się do 70 złotych. Banki spółdzielcze nie mają problemów z płynnością. Szacuje się, że mają około 20 mld zł nadwyżki depozytów wobec sumy udzielonych kredytów. Ta nadwyżka mogłaby być spożytkowana na uruchomienie szerokiej akcji kredytowej, ale zaostrzenie przepisów może to uniemożliwić.

Waldemar Pawlak, podobnie jak spółdzielcy, liczy na to, że w przygotowywanej ustawie znajdą się środki łagodzące. W konsultacje dotyczące jej kształtu zaangażowani są przedstawiciele banków spółdzielczych, Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwa Finansów.

 – Na pewno potrzebna jest rozsądna implementacja dyrektywy, która nie będzie pogłębiała tych zagrożeń, tylko sprawi, że banki spółdzielcze będą mogły sprawniej i skuteczniej działać – podkreśla.

Spółdzielcy liczą na taki mechanizm wspierający, jak System Ochrony Instytucjonalnej (IPS), który funkcjonuje już w wielu krajach Europy. Jest to platforma współpracy finansowo-organizacyjnej banków spółdzielczych, która pozwala im chronić się wzajemnie przed ewentualną niewypłacalnością.

Ważne indywidualne podejście do klientów

Były wicepremier podkreśla, że bankowość spółdzielcza jest szczególnie wartościowa dla Polski, bo w przeciwieństwie do banków komercyjnych, wszelkie decyzje podejmowane są na miejscu. Dlatego poza właściwym dostosowaniem przepisów bardzo ważne dla niej jest pozyskiwanie nowych, krajowych partnerów.

 – Myślę, że przedsiębiorcy, którzy działają w Polsce powinni na różne sposoby wspierać banki spółdzielcze, bo to jest sektor finansowy, który dobrze rozumie nasze krajowe realia i potrzeby. Decyzje kredytowe są podejmowane na miejscu, a więc można prowadzić negocjacje w sposób bardziej bezpośredni. Przy dużych bankach komercyjnych często nie dość, że decyzje są podejmowane poza Polską, to jeszcze często technologie są pokazywane poza Polską i to też powoduje dodatkowe ryzyka związane z prowadzeniem działalności gospodarczej – tłumaczy.

Jego zdaniem, siła polskiej bankowości spółdzielczej, o której świadczy m.in. łatwiejszy dostęp do kredytów, wynika z połączenia dwóch czynników – ponad 100-letniej historii oraz umiejętności szybkiego dostosowywania się do zmian na rynku bankowym.

 – Te banki dzisiaj oferują dostęp przez internet, karty, nowoczesną bankowość  są tradycyjnie nowoczesne. To jest bardzo dobry przykład podążania i nadążania za rozwojem sytuacji, a równocześnie bliskość do klienta też ma swoją wartość. Szczególnie, jeśli to dotyczy trudnych, nietypowych projektów, kiedy w innych bankach stosuje się prosty schemat, tabelę ryzyka, gdzie jeżeli ktoś jest mniej sztampowym przypadkiem, to już nie ma szans na uzyskanie kredytu, a w bankach spółdzielczych to jest możliwe – podkreśla Pawlak.

Grzegorz Kiełpsz prezesem Polskiego Związku Firm Deweloperskich

Grzegorz Kiełpsz, Przewodniczący Rady Nadzorczej Dom Development SA, został wybrany przez Walne Zgromadzenie Członków Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD) na prezesa Związku.

Grzegorz Kiełpsz ma 20 lat doświadczenia na rynku budowlanym i deweloperskim, był współzałożycielem Dom Development, wieloletnim Członkiem Zarządu i Dyrektorem Generalnym oraz Wiceprezesem Spółki. Od 2008 roku sprawuje funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej Dom Development.

Polski Związek Firm Deweloperskich to instytucja skupiająca blisko 40% wszystkich firm deweloperskich na polskim rynku nieruchomości. Są to firmy rzetelne, wiarygodne, stosujące nie tylko Kodeks Dobrych Praktyk, ale także świadome konieczności budowania partnerskiego i otwartego dialogu z klientem.

– Jestem zaszczycony, że tak szacowne grono wybrało mnie na Prezesa Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Obecny rynek jest rynkiem trudnym, na którym jako przedstawiciele branży mamy bardzo dużo do zrobienia. Zadaniem PZFD jest budowanie wizerunku deweloperów jako branży stosującej uczciwe praktyki wobec klientów, respektującej ustalone reguły prawne i rynkowe. PZFD powinien również dbać o to, aby prawo regulujące działalność deweloperską na ryku mieszkaniowym było racjonalne i dawało równe szanse wszystkim uczestnikom rynku. Rynek budownictwa mieszkaniowego ma również duże znaczenie w całej gospodarce. Wzrost liczby wybudowanych i sprzedanych mieszkań pociąga za sobą wzrost popytu na materiały i artykuły z innych sektorów oraz zwiększa zatrudnienie – powiedział Grzegorz Kiełpsz.

Komentarz dzienny, 17 czerwca 2013

Wzrost podaży pieniądza M3 w maju (w ujęciu rocznym o 6,5%) okazała się być zgodna z naszą prognozą i z konsensusem rynkowym (również 6,5% r/r). O ile za większą część przyrostu tego przyrostu odpowiadają depozyty gospodarstw domowych, ich kontrybucja systematycznie maleje. W ujęciu miesięcznym podaż pieniądza wzrosła o 0,7% – tu za większość wzrostu odpowiada przyrost depozytów korporacyjnych. Jak już wskazywaliśmy w komentarzu sprzed miesiąca, w danych o podaży pieniądza można zaobserwować szereg tendencji.

Polish Weekly Review, 14 czerwca 2013

Last week the Polish FI market remained under huge paying pressure on a global outlook. The massive outflow from domestic assets pushed the yield curve up to new highs trading 2y at 3.14% and 5y at 3.60%. The price of the benchmark 10y Treasury bond DS1023  collapsed under 100.00 yielding over 4% on Tuesday afternoon. Surprisingly, Polish central bank’s multiple interventions on the FX market late Friday afternoon turned out to be only a temporary cure. It sparked a new wave of a more aggressive sell-off as markets had found that move as sign that situation might have gone out of control. On the other hand, some of the domestic players believed that such a massive move in rates might give a good opportunity to receive before the whole set of quite bullish domestic macro data this month is shown to public. The CPI release at 0.5% y/y, the first of a set, had changed the mood on the market definitely. The yield curve dropped back by 20-30 bp from its previous tops having been supported by a turn-back on core markets.

Dariusz Kacprzyk nowym prezesem zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego

Dariusz Kacprzyk został rekomendowany jako jeden z kandydatów na prezesa w wyniku konkursu przeprowadzonego w maju przez Radę Nadzorczą na wniosek Ministra Finansów. Jednocześnie Rada Nadzorca BGK dziękuje Panu Dariuszowi Danilukowi za pracę na stanowisku Prezesa Zarządu Banku w latach 2011-13. Rada Nadzorcza podkreśla, że w tym okresie Bank stał się instytucją ważną w realizacji polityki gospodarczej rządu, a jego pozycja w polskim sektorze bankowym uległa istotnemu wzmocnieniu.

Dariusz Kacprzyk – ukończył studia na Wydziale Handlu Wewnętrznego i Usług Szkoły Głównej Handlowej (d. SGPiS) oraz podyplomowy program MBA na Akademii Koźmińskiego. Absolwent IESE – University of Navarra, Advanced Management Program. Od 23 lat związany z bankowością. W latach 2009 – 2013 pracował w BRE Banku S.A. na stanowisku dyrektora Departamentu Współpracy z Korporacjami, będąc jednocześnie członkiem komitetu kredytowego Zarządu Banku. Wcześniej w okresie 2007 – 2009 był związany z Bankiem PEKAO S.A., jako prokurent, członek komitetu kredytowego oraz dyrektor zarządzający w Pionie Bankowości Korporacyjnej, Finansowania Nieruchomości i Rynków Międzynarodowych. Pracował także w Banku BPH S.A. oraz Powszechnym Banku Kredytowym S.A. przed fuzją z BPH, jak również w Banku PKO BP. Był koordynatorem Programu Rozwoju Komunalnego organizowanego przez Bank Światowy z Agencją Rozwoju Komunalnego (Fundacja Min. Finansów).

Zgodnie z przepisami powołanie na stanowisko nowego prezesa BGK musi zostać jeszcze zatwierdzone przez Komisję Nadzoru Finansowego. Do tego czasu Dariusz Kacprzyk formalnie będzie pełniącym obowiązki prezesa zarządu.

Kadencja nowego prezesa zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego wygasa 30 czerwca 2017 r.

Komentarz dzienny, 14 czerwca 2013

W maju roczny wskaźnik inflacji obniżył się do 0,5% z 0,8% zanotowanych w kwietniu. Na tak niski odczyt (konsensus prognoz wynosił 0,8% r/r) złożyły się relatywnie niskie ceny żywności i przede wszystkim spadki cen w kategorii paliwa, rekreacja i kultura (prawdopodobnie obniżki opłat za telewizję cyfrową) oraz telekomunikacja (oferty promocyjne telefonii naziemnej). W zdecydowanej większości kategorii ceny pozostały stabilne, co potwierdza silne procesy dezinflacyjne. Roczny wskaźnik inflacji bazowej, również wbrew oczekiwaniom analityków, spadł w maju z 1,1% do 1,0%.

Wszechobecna krytyka regulacji dotyczących plików cookies. Wkrótce nastąpią zmiany

Narzucone przez Prawo telekomunikacyjne przepisy dotyczące cookies w aktualnej formie są uciążliwe dla internautów. Szczególnie irytujące są dla tych, którzy – dbając o swoją prywatność – nie pozwalają na zapisywanie „ciasteczek” na swoim komputerze, więc muszą ostrzeżenia o nich czytać i akceptować przy każdym wejściu na daną stronę. Dlatego, zdaniem prezesa Redefine, spółki odpowiedzialnej za działania internetowe grupy Polsat, obecne regulacje długo się nie utrzymają.

 – Aktualnie prawo wymaga informowania użytkowników o wykorzystywaniu cookies przez strony internetowe i konieczności wyrażania przez nich zgody – mówi Marcin Pery, prezes należącej do Grupy Polsat firmy z branży nowych mediów, Redefine. – Możliwości informowania użytkowników są dwie: albo ufamy im, że czytają politykę prywatności stron, albo nakazujemy firmom informowanie o stosowaniu cookies w obecnej formie. Ponieważ zdecydowana większość użytkowników nie zapoznaje się samodzielnie z polityką prywatności stron, zdecydowano się na drugą opcję.

Regulacja ta obowiązuje od wejścia w życia znowelizowanego prawa telekomunikacyjnego 22 marca 2013 r., które wdrożyło dyrektywę unijną w tym zakresie. Cookies (pol. ciasteczka) to pliki tekstowe, zapisywane na komputerze, które strony internetowe wykorzystują m.in. do zapamiętywania tożsamości użytkownika czy śledzenia jego aktywności w internecie. Głównym celem jest przedstawianie użytkownikom reklam lepiej dostosowanych do ich potrzeb i zainteresowań.

Zdaniem prezesa Redefine zarówno sposób wprowadzenia obecnej regulacji, jak i jej funkcjonowanie ma jednak liczne wady.

 – Nikt nie pytał przedstawicieli branży internetowej, czy wprowadzać tę regulację, lecz postawiono ją przed faktem dokonanym. Konsultowano się z biznesem dopiero na etapie implementacji – mówi Pery.

Zdaniem prezesa Redefine, lepszym rozwiązaniem byłaby akcja edukacyjna przeprowadzona np. z pieniędzy branżowych. W ramach kampanii społecznej informowano by ludzi bardziej szczegółowo i wyjaśniano, do czego dokładnie służą cookies.

 – Moim zdaniem, obecne regulacje długo się nie utrzymają. Myślę, że wkrótce nastąpią jakieś zmiany, bo inaczej użytkownicy po prostu nie wytrzymają – twierdzi Pery.

Obecnie osoby, które mają tak ustawioną przeglądarkę internetową, że ta za każdym razem kasuje „ciasteczka” ze względu na prywatność, muszą przy każdym wejściu na tę samą stronę odpowiadać na komunikat dotyczący cookies.

 – W takim przypadku, nawet jeśli użytkownik zgodził się na wykorzystanie cookies przez daną stronę, to informacja o tym została skasowana. Dlatego też jest on pytany o zgodę codziennie, przy każdym kolejnym wejściu – mówi Pery.

Obecne prawo jest krytykowane jako uciążliwe zarówno dla użytkowników, jak i wydawców oraz reklamodawców. W ostatnich dniach minister administracji i cyfryzacji Michał Boni powiedział, że jest otwarty na zmiany dotyczące obecnej formy regulacji i współpracę w tej sprawie z IAB – Związkiem Pracodawców Branży Internetowej.

Kodak mógł zmienić kierunek funcjonowania firmy, podobnie jak Apple, to by go uratowało – stwierdza były wiceprezes giganta

0

Zmiana dziedziny działalności i nowa wizja mogła uratować Kodaka przez wejściem w stan upadłości. Były wiceprezes fotograficznego giganta uważa, że zabrakło w nim silnego lidera, jakim dla Apple’a był Steve Jobs. Kodak może przetrwać, ale jako mała, skoncentrowana firma.

 – Myślę, że Kodak już nigdy nie będzie taką firmą, jaką był wcześniej. Czas Kodaka, trwający ponad 100 lat, dobiegł końca. To, co może teraz zrobić, to powstać jako bardzo mały biznes skoncentrowany głównie na druku komercyjnym i kliszach drukarskich – przewiduje Don Strickland, były wiceprezes Kodaka i Apple’a.

Kodak powstał w 1888 r. W XX wieku firma zdominowała rynek klisz fotograficznych, w latach 70. mając 90 proc. udziału w tym segmencie. Jednak z uwagi na zbyt późne inwestycje w fotografię cyfrową Kodak popadł w problemy finansowe i w styczniu 2012 r. złożył wniosek o ochronę przed bankructwem w ramach tzw. Rozdziału 11 amerykańskiego prawa. Dzięki sprzedaży technologii i patentów za ponad 500 mln dolarów spółka ma wkrótce wyjść ze stanu upadłości.

Strickland podkreśla, że Kodak przegapił szansę na restrukturyzację. Gdyby proces zaczął się pięć lat temu, spółka uniknęłaby bankructwa i dziś funkcjonowałaby już na nowych zasadach i nowym rynku.

 – Kodak przez ponad 100 lat zmierzał do tego, by być liderem w dziedzinie obrazu. I nigdy nikt tam nie powiedział: przestajemy być liderem w tej dziedzinie, a skupimy się np. na mediach społecznościowych. Jeśli taki scenariusz rozważamy, Kodak jako marka mógłby bardzo dobrze funkcjonować w mediach społecznościowych, umożliwiając dzielenie się doświadczeniami przez zdjęcia – zauważa Strickland.

Według niego właśnie zmiana kierunku rozwoju firmy i znalezienie nowych nisz na rynku byłoby szansą dla Kodaka. Firma koncentruje się obecnie m.in. na produkcji klisz fotograficznych oraz na druku komercyjnym. W tym roku Kodak ogłosił wycofanie się z rynku drukarek atramentowych. Spółka z Rochester zapowiedziała jednak powrót na rynek aparatów fotograficznych – wiosną Kodak zapowiedział, że będzie sprzedawał aparaty formatu Micro 4/3 (małe aparaty z wymienną optyką, bez tzw. „lustra”).

Strickland porównuje sytuację Kodaka do Apple’a. Dla tej firmy powrót Steve’a Jobsa oznaczał nową wizję i ratunek przez nadchodzącą upadłością.

 – Tuż przed jego powrotem Apple jako firma komputerowa spadała w przepaść. Steve Jobs wrócił do firmy i powiedział: przegraliśmy tę wojnę, musimy ruszyć naprzód jako wielka firma konsumencka. Miał przekonanie, że Apple powinno przestać robić to, co do tej pory robiło, a co nie zgadzało się z nową wizją – opisuje Strickland. – To, co zrobił Steve Jobs, czyli zmienienie kierunku funkcjonowania firmy, było czymś co ją uratowało.

B. Wyżnikiewicz: spowolnienie gospodarcze mamy za sobą, teraz nastąpi odbicie

Spowolnienie gospodarcze w pierwszym kwartale tego roku sięgnęło dna, ale teraz nastąpi odbicie – uważa Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Lepsze nastroje przedsiębiorców, spadające sezonowo bezrobocie, niska inflacja i niskie stopy procentowe to, jego zdaniem, główne czynniki, które mogą pobudzić popyt krajowy w kolejnych kwartałach. Będzie to jednak stopniowe wychodzenie ze spowolnienia, m.in. ze względu na niekorzystne dla Polski otoczenie zewnętrzne, czyli pogrążoną w recesji Unię Europejską.

Według danych GUS, Produkt Krajowy Brutto wzrósł w I kwartale zaledwie o 0,5 proc. rok do roku (wobec 0,7 proc. w poprzednim kwartale) i przyniósł spore rozczarowanie. Popyt krajowy spadł o 0,9 proc. w ujęciu rocznym.

 – Jestem zdania, że to co było w pierwszym kwartale, to było coś w rodzaju dna spowolnienia, bo wyniki kwietnia i maja pokazują, że jednak sytuacja się nieco poprawia. Przede wszystkim są lepsze nastroje przedsiębiorców, a to jest tutaj decydujące. Poza tym nieoczekiwanie dobre są trendy na rynku pracy, lepsze niż poprzednio. Zmniejsza się bezrobocie, utrzymana jest sezonowość, mamy niską inflacje, niskie stopy procentowe – to mogą być czynniki, który pobudzi wzrost popytu krajowego – mówi Bohdan Wyżnikiewicz.

Podkreśla jednak, że w krótkim okresie nie powinniśmy oczekiwać spektakularnych wzrostów PKB.

 – Nie twierdzę, że będziemy mieli 2-3-proc. wzrost gospodarczy, bo jeszcze na to musimy poczekać rok, dwa, a może nawet i trzy, ale ta tendencja spadkowa obserwowana w  2012 roku teraz się odwraca – ocenia Wyżnikiewicz.

Zdaniem eksperta, kolejne miesiące przyniosą stopniową poprawę koniunktury. Zwraca on jednak uwagę na recesję w Europie, która w dalszym ciągu negatywnie wpływa na polską gospodarkę.

 – Pamiętajmy, że działamy w bardzo nieciekawym otoczeniu gospodarczym. W wielu krajach UE jest recesja, w związku z tym nasz eksport może ponieść jakieś straty w porównaniu z tym, co było w poprzednich latach – przestrzega.

Jego zdaniem wychodzenie Unii Europejskiej z recesji będzie długotrwałe i zajmie kilka lat, a to rzutuje również na tempo wychodzenia Polski ze spowolnienia. Dlatego – mimo, że jest zwolennikiem przystąpienia Polski do unii monetarnej – uważa, że w tym momencie pozostanie poza eurostrefą jest dla nas korzystne.

 – Dzięki temu, że mamy swoją walutę, a nie wspólną europejską, mamy możliwości konkurowania na rynkach europejskich i światowych – podkreśla. – W tym przypadku to nam pomaga, chociaż nieprzystąpienie do wspólnej waluty pociąga inne niekorzystne konsekwencje. Korzystajmy więc z tego, że możemy jeszcze sobie regulować w jakiś sposób rynkowo kurs.

Dynamiczne ruchy na polskim rynku handlowym – przejęcia, zajęcia i nowe marki.

Duże firmy inwestują w bonusy pozapłacowe dla pracowników Mimo nie najlepszej sytuacji gospodarczej nie można wykluczyć kolejnych przejęć w sektorze sklepów średnio i wielkopowierzchniowych, a nawet pojawienia się nowej marki. Sieci handlowe wprawdzie zdają sobie sprawy z ogromnej konkurencji, ale dostrzegają też potencjał prorozwojowy. – Polska jest dla nich dynamicznym i atrakcyjnym rynkiem mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Toczący się właśnie proces przejęcia przez Auchan hipermarketów Real, należących do tej pory do Metro Group, czy planowany zakup sieci sklepów Małpka Express przez Czerwoną Torebkę są dowodem dynamicznych ruchów na polskim rynku handlowym. Wiele placówek, także tych niewielkich, lokalnych zmienia swojego właściciela. Niektóre podmioty nawiązują porozumienia, występując od tej pory pod wspólną marką.

 – Trwają intensywne procesy konsolidacyjne, bo na rynku jest trudno – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Ujemna dynamika na wielkich powierzchniach oznacza, że z jednej strony firmy szukają rozwiązań multiformatowych, czyli operują od małych powierzchni po te największe. Z drugiej strony oznacza to, że może pojawić się nowy gracz, którego jeszcze w Polsce nie ma.

Trudno prognozować na razie, na jakich miałoby to się odbyć warunkach – przejęcia istniejących sklepów czy budowy sieci od zera (z ang. greenfield).

 – Oba scenariusze są bardzo prawdopodobne, chociaż z jednej strony nasza mitręga biurokratyczna może wystraszyć inwestora, startującego na poziomie greenfieldu – tłumaczy Faliński. – Z kolei wyjście po jakąś sieć czy po jej część, przy silnej konkurencji ze strony istniejących już tutaj inwestorów też stawia pewne wątpliwości przed takim decydentem.

Jak podkreśla, polski rynek jest bardzo nasycony. Nowemu graczowi nie będzie łatwo znaleźć dla siebie miejsce.

 – Przede wszystkim w Polsce jest to, czego nie ma na żadnym innym rynku europejskim: bardzo silny ekonomicznie, dobrze zintegrowany, zaopatrywany, poprzerastany z hurtem i produkcją, segment sklepów średniej i małej wielkości – tłumaczy Faliński. – One już są na poziomie dobrej konkurencji jakościowej i cenowej.

Jednak zainteresowaniu polskim rynkiem sprzyja nie najlepsza sytuacja w Europie. Szczególnie na południu kontynentu, które zmaga się z recesją i ogromnym bezrobociem, co skutkuje spadkiem konsumpcji. Zagraniczni inwestorzy stracili zaufanie do tamtejszych rynków i wycofują swój kapitał, przenosząc go tam, gdzie stabilniej i spokojniej.

 – Polska jest akurat krajem najbardziej stabilnym – ocenia dyrektor POHiD. – Pomimo swojej młodości rynkowej ma interesujące zasoby, np. dobrą i stosunkowo tanią siłę roboczą.

Za Polską przemawia również rozwój infrastruktury, a co za tym idzie – możliwości logistycznych czy magazynowych.

 – To, że mamy dziury w drogach nie znaczy wcale, że nie zrobiliśmy sobie porządnego systemu IT, łączności, że nie mamy poważnie rozwiniętych systemów logistycznych – mówi Faliński.

Sejm debatuje nad wydłużeniem okresów rozliczeniowych do 12 miesięcy oraz wprowadzeniem ruchomego czasu pracy

Jeszcze na trwającym obecnie posiedzeniu Sejmu odbędzie się głosowanie nad wydłużeniem okresów rozliczeniowych do 12 miesięcy oraz wprowadzeniem ruchomego czasu pracy. Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej podkreśla, że te rozwiązania pozwolą uratować wiele miejsc pracy i utrzymać konkurencyjność polskiej gospodarki.

Wprowadzenie tych przepisów pozwoli pracodawcom, u których występuje zmienne zapotrzebowanie na produkty lub usługi (a tym samym na pracę wykonywaną przez zatrudnionych) zaplanowanie większej liczby godzin pracy „w sezonie”, a mniejszej – poza nim.

– Z naszych wyliczeń wynika, że dzięki wydłużeniu okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy, w czasie obowiązywania ustawy antykryzysowej [między lipcem 2009 a grudniem 2011 – red.] swoje miejsce pracy ocaliło 100 tys. pracowników. Dlatego chcemy wprowadzić to rozwiązanie na stałe do Kodeksu pracy – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Okres rozliczeniowy służy z jednej strony planowaniu pracy pracownikom, z drugiej – rozliczaniu faktycznie przepracowanego przez nich czasu.

Obecnie w podstawowym systemie czasu pracy (czyli gdy praca jest wykonywana przez 8 godzin na dobę) dopuszczalny okres rozliczeniowy wynosi do 4 miesięcy, a w szczególnych przypadkach, tj. w rolnictwie i hodowli, a także przy pilnowaniu mienia lub ochronie osób – do 6 miesięcy. Jeżeli jest to dodatkowo uzasadnione nietypowymi warunkami organizacyjnymi lub technicznymi, mającymi wpływ na przebieg procesu pracy, okres rozliczeniowy wynosi do 12 miesięcy.

Rządowy projekt zmian w Kodeksie pracy przewiduje możliwość wydłużenia okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy – w każdym systemie czasu pracy, jeżeli jest to uzasadnione przyczynami obiektywnymi, technicznymi lub organizacyjnymi. Będzie to możliwe tylko po osiągnięciu w tej sprawie porozumienia pracodawcy z reprezentacją pracowników.

 – Musi być porozumienie pomiędzy pracodawcą a pracownikami, czy to związkiem zawodowym działającym w firmie, czy radą pracowniczą, czy przedstawicielem pracowników. Ponadto kontrolę słuszności podejmowania takich decyzji będzie wykonywała – według zapisów nowelizacji – także Państwowa Inspekcja Pracy. Dlatego nie zgadzam się z zarzutami kierowanymi pod adresem rządu, że chce w jakiś sposób ograniczyć tutaj prawa pracownicze – podkreśla minister pracy.

Projekt gwarantuje prawo do minimalnego wynagrodzenia za pracę, jeżeli pracownik w danym miesiącu nie miałby prawa do wynagrodzenia, ze względu na rozkład czasu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym.

Zmiany przewidują też możliwość wprowadzenia przez pracodawcę ruchomego czasu pracy, co oznacza różne godziny rozpoczynania pracy przez pracownika. Sejmowa Komisja ds. zmian w kodyfikacjach zarekomendowała Sejmowi przyjęcie rządowego projektu. O jego losach zadecydują posłowie w głosowaniu w tym tygodniu.

Hamdi Ulukaya zwycięzcą światowego finału konkursu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku 2013

Tytuł najlepszego przedsiębiorcy świata przyznano już po raz 13. W tym roku do finałowej rywalizacji stanęło 49 finalistów z 47 krajów, którzy wcześniej zdobyli tytuł Przedsiębiorcy Roku w lokalnych edycjach konkursu. Zwyciężył Hamdi Ulukaya, założyciel Chobani – najpopularniejszej dziś marki greckiego jogurtu w Stanach Zjednoczonych.

Wśród finalistów konkursu byli m.in. Alberto Bombassei, prezes firmy Brembo – uznanego światowego lidera w dziedzinie techniki motoryzacyjnej hamulców tarczowych, czy Yoon Soo Yoon, CEO FILA – jednej z największych na świecie firm produkujących odzież sportową. Uroczystość odbyła się w minioną sobotę w Monte Carlo. Polskę reprezentował Ewald Raben, Prezes Grupy Raben, zdobywca tytułu Przedsiębiorca Roku 2012. Uroczystość odbyła się w minioną sobotę w Monte Carlo.

41- letni Hamdi Ulukaya pochodzi ze wschodniej Turcji z rodziny o tradycjach rolniczych i mleczarskich. W 1994 roku przeniósł się do USA, by nauczyć się języka angielskiego i rozpocząć kursy biznesowe. Jednak zamiast tego zajął się produkcją sera feta, po tym jak jego ojciec narzekał na jakość sera dostępnego w sprzedaży Stanach Zjednoczonych. Firmę Chobani założył w stanie Nowy Jork w 2005 roku, kupując nieczynną fabrykę jogurtu i dwa lata później rozpoczął produkcję własnego greckiego jogurtu Chobani (co po turecku i grecku oznacza „pasterz”). W ciągu zaledwie sześciu lat uczynił swój produkt najlepiej sprzedającą się marką jogurtu w USA, z roczną sprzedażą bliską 1 mld USD. Chobani zatrudnia 3000 pracowników i ma największą fabrykę jogurtu na świecie. Produkty Chobani dostępne są również w Australii i Wielkiej Brytanii. Chobani przekazuje corocznie 10% zysków firmowej Fundacji Pasterza (Sheperd’s Foundation). Firma jest także oficjalnym sponsorem drużyny olimpijskiej USA.

O tytuł najlepszego przedsiębiorcy na świecie od lat walczą również Polacy. W gronie przedsiębiorców reprezentujących Polskę w globalnym finale konkursy znaleźli się dotąd Krzysztof Pawłowski, Zbigniew Sosnowski, Tadeusz Winkowski, Maciej Duda, Dariusz Miłek, Michał Kiciński, Marcin Iwiński, Piotr Mikrut, Ryszard Florek, Krzysztof Pawiński i Ewald Raben.

Obecnie trwa jedenasta polska edycja konkursu Ernst & Young Przedsiębiorca Roku. Do 30 czerwca br. kandydaci mogą zgłaszać swój udział w trzech kategoriach konkursowych: Produkcja, Usługi, Nowy Biznes. Zwycięzca jedenastej polskiej edycji reprezentować będzie nasz kraj w międzynarodowym finale konkursu w czerwcu 2014 roku w Monte Carlo, gdzie zmierzy się z międzynarodowymi konkurentami, reprezentującymi wszystkie kontynenty. Więcej informacji o konkursie oraz formularz aplikacyjny znajduje się na stronie www.przedsiebiorcaroku.pl

Paweł Zylm wśród Najlepszych Menedżerów Roku 2012

Paweł Zylm, prezes zarządu BRE Ubezpieczenia oraz Aspiro S.A. został uhonorowany nagrodą dla Najlepszego Menedżera Roku 2012 magazynu Home&Market. Wyróżnienia zostały przyznane menadżerom, którzy w 2012 roku w sposób wybitny przyczynili się nie tylko do rozwoju zarządzanych spółek czy instytucji, lecz także wybranych sektorów polskiej gospodarki. Paweł Zylm został doceniony za istotny wkład i aktywne działania w kierunku rozwoju rynku ubezpieczeń direct, wzrostu świadomości społecznej w zakresie ubezpieczeń oraz popularyzację nowoczesnych rozwiązań w sprzedaży produktów finansowych.

Nagroda dla Najlepszego Menedżera Roku przyznawana jest od ponad 20 lat przez kolegium redakcyjne magazynu ekonomicznego Home&Market. Tegoroczne wręczenie nagród odbyło się 10 czerwca w Warszawie, a imprezę poprowadzili redaktor naczelna magazynu p. Katarzyna Mazur oraz
p. Marcin Piotr Dobrowolski z Radia PiN.

Paweł Zylm od ponad 15 lat jest związany z branżą ubezpieczeniową. Obecnie pełni funkcję prezesa zarządu BRE Ubezpieczenia TUiR SA, w którego powstawanie był zaangażowany od początku. W wyniku strategicznych decyzji na poziomie Grupy BRE podjął się przeprowadzenia fuzji spółek BRE Ubezpieczenia oraz Aspiro. Od 2012 roku pełni również funkcję Prezesa Zarządu Aspiro S.A.

Paweł Zylm jest także Przewodniczącym Zespołu ds. ubezpieczeń direct w Polskiej Izbie Ubezpieczeń oraz Członkiem Rady Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Za działania w kierunku rozwoju rynku ubezpieczeń direct i popularyzacji nowoczesnych rozwiązań w sprzedaży ubezpieczeń został uhonorowany odznaką „Zasłużeni dla Ubezpieczeń” przez Polską Izbę Ubezpieczeń.

World Trends, 6 czerwca 2013

Wczorajsza sesja na giełdzie w Warszawie na najważniejszym indeksie (WIG20) zakończyła się w okolicy zera. Indeks pierwszej dwudziestki spadł na zamknięciu o symboliczne 0,06% do poziomu 2462 pkt.  Widać, iż inwestorzy na GPW przewidzieli kontynuację spadków na Wall Street w drugiej części wczorajszego dnia. Indeks  S&P500 spadł na zamknięciu wczorajszej sesji o 1,38%. Kontrakty na S&P500 podczas wczorajszej sesji przebiły ważny poziom wsparcia przy 1620 pkt i aktualnie zmierzają do najbliższej wzrostowej linii trendu wyznaczonej od dołków z 28 grudnia ubiegłego roku.

Komentarz poranny, 6 czerwca 2013

Zapasy ropy w USA spadły z rekordowych poziomów, aż o 6,3 mln baryłek, podczas gdy oczekiwano spadku zaledwie o 0,8 mln baryłek. Powodem tego zaskoczenia było mocne ograniczenie importu (-7%) przy jednoczesnym zwiększeniu przerobu w rafineriach (wskaźnik wykorzystania mocy wzrósł z 86,4% do 88,4%). Wczorajszy raport przyczynił się do zawężenia spreadu Brent/WTI (do 9 USD/Bbl), który w ostatnich dniach rozszerzył się do 10 USD/Bbl.

Komentarz dzienny, 13 czerwca 2013

Dziś o 14:00 GUS opublikuje dane na temat dynamiki cen konsumenckich w maju. Spodziewamy się dalszego spowolnienia inflacji (do 0,6%), głównie z powodu umiarkowanego wzrostu cen żywności – potwierdzonego w tym tygodniu przez dane z Czech i Węgier – i dużego spadku cen paliw. Inflacja bazowa (oficjalne dane w piątek) powinna nieznacznie wzrosnąć, głównie ze względu na niską bazę z poprzedniego roku.

Miesięczny raport analityczny – czerwiec 2013

W połowie maja rynki rozwinięte rozpoczęły średnioterminową korektę, która w naszym scenariuszu bazowym potrwa jeszcze kilka tygodni. Polski rynek będzie zachowywał się lepiej: niedoważenie polskiego rynku przez inwestorów zagranicznych i rosnące prawdopodobieństwo zamykania tej pozycji wraz z poprawiającymi się PMI w Europie i zamieszkami w Turcji, napływ oszczędności do TFI. Akumuluj akcje.