ID Logistics po I kwartale 2023 – wzrost o 18,3%

  • Rynki międzynarodowe (68% przychodów): kontynuacja dobrej dynamiki, wzrost o 30,9% (o 10,1% w ujęciu like-for-like) do 430,4 mln euro,
  • Francja (32% przychodów): nieznaczny spadek sprzedaży o 2,1% do 200 mln euro
  • Finalizacja przejęcia firmy Spedimex

ID Logistics podsumowuje przychody za I kwartał 2023 r.

Eric Hémar, przewodniczący i dyrektor generalny ID Logistics, skomentował: „Pierwszy kwartał 2023 roku upłynął pod znakiem kontynuacji dynamicznej ekspansji. Grupa odnotowała znaczący wzrost przychodów na rynkach międzynarodowych, co łączy się ze wzmocnieniem naszych operacji w Polsce przez przejęcie Spedimexu – wiodącego gracza logistyki kontraktowej, specjalizującego się w obsłudze branży modowej i e-commerce. Oczekuje się, że transakcja zostanie sfinalizowana do końca pierwszej połowy 2023 roku”.

Dobra dynamika wzrostu w I kwartale: +18,3% (+5,4% like-for-like)

W I kwartale 2023 r. ID Logistics odnotował dobry wzrost przychodów, osiągając poziom 630,4 mln euro, co przekłada się na wzrost o 18,3% (+5,4% w porównaniu do I kwartału 2022 r., kiedy firma zanotowała  silny wzrost o 15,1% w porównaniu do poprzedniego roku).

  • Na rynkach międzynarodowych ID Logistics odnotował dobry wzrost przychodów, które wyniosły 430,4 mln euro (+30,9%). Wynik uwzględnia przychody Kane Logistics, spółki nabytej w Stanach Zjednoczonych, skonsolidowanej od 1 kwietnia 2022 r. Po skorygowaniu o ten efekt i po uwzględnieniu niekorzystnego wpływu kursów walut w ostatnim kwartale, wzrost wyniósł 10,1% w porównaniu do I kwartału 2022 r., w którym także odnotowano znaczący wzrost o 20,3%.
  • We Francji, rynku macierzystym Grupy, przychody spadły o 2,1% do 200 mln euro, wobec wysokiego poziomu osiągniętego w I kwartale ub.r. (+7,9%) oraz kontekstu społecznego, związanego z reformą emerytalną.

W pierwszym kwartale 2023 r. Grupa ID Logistics rozpoczęła pięć nowych operacji.

Nowe kontrakty

W I kwartale ID Logistics zdobył kolejne, nowe kontrakty, odpowiadając na liczne zaproszenia do udziału w przetargach. Prognozy przygotowywane przez obecnych i potencjalnych klientów uwzględniały już wpływ nowego otoczenia ekonomicznego. W tym czasie Grupa wygrała lub rozpoczęła realizację takich kontraktów jak:

  • W Rumunii ID Logistics podpisał umowę z nowym klientem, Selgros Cash & Carry Romania, spółką zależną Transgourmet Holding AG. Usługi logistyczne obejmują operacje składowania w magazynie chłodniczym o powierzchni 8 500 m² i transport do sklepów.
  • W Niemczech ID Logistics w rekordowym czasie 8 tygodni uruchomił operację dla nowego klienta – Enpal, szybko rozwijającej się firmy z sektora energetyki słonecznej, z siedzibą główną w Berlinie. W nowej lokalizacji w Philippsburgu na południu kraju, o powierzchni magazynowej 35 000 m² zatrudniono 70 osób.
  • W Stanach Zjednoczonych ID Logistics rozszerza zasięg geograficzny o Wisconsin. Grupa uruchomiła magazyn o powierzchni 28 000 m² w okolicy Kenosha, położony strategicznie 100 km od Chicago. Tu ID Logistics zarządza operacjami logistycznymi wiodącej firmy z branży naczyń stołowych, z zasięgiem na cały kraj.
  • We Francji ID Logistics rozpoczyna nową działalność dla KSGB, lidera branży obuwniczej, znanego szczególnie z takich marek jak Palladium czy K-Swiss. Operacje obejmą zarówno działalność B2B, e-commerce, jak i zarządzanie zwrotami dla wszystkich kanałów dystrybucji na poziomie europejskim.

Przejęcie Spedimexu w Polsce

ID Logistics ogłosił 22 marca podpisanie umowy przejęcia 100% udziałów grupy Spedimex, wiodącego gracza rynku logistyki kontraktowej w Polsce, specjalisty w obsłudze branży modowej i e-commerce, dla znanych międzynarodowych i polskich marek, oraz kosmetycznej.

Oprócz usług logistyki kontraktowej, Spedimex posiada silną sieć dystrybucji i transportową, a także świadczy usługi logistyczne o wartości dodanej i przygotowania do sprzedaży detalicznej. Spedimex opracował model oparty na aktywach, a jego 15 lokalizacji w całym kraju ma łącznie powierzchnię magazynową 230 000 m². Spółka zaimplementowała najnowocześniejsze rozwiązania z zakresu automatyzacji i nowoczesnych technologii, umożliwiających obsługę dużych i złożonych przepływów, takich jak e-commerce i zwroty ze sklepów z ponad 15 krajów europejskich.

Transakcja jest obecnie zatwierdzana przez odpowiednie krajowe organy antymonopolowe. Sprzedaż Spedimexu (109 mln euro w 2022 r.) nie jest jeszcze skonsolidowana w ramach działalności ID Logistics.  Przejęcie ma zostać sfinalizowane do czerwca 2023 r.

Perspektywy rozwoju biznesu

Po I kwartale ID Logistics jest dobrze przygotowany do kontynuacji rentownego rozwoju, szczególnie w oparciu o czynniki wzrostu w Europie (zwłaszcza w Polsce i Włoszech) oraz USA. Grupa uważnie śledzi zmiany w sytuacji makroekonomiczną i zwraca uwagę na potrzeby wspierania swoich klientów.

Sylwia Dunn, Business Development Director, ID Logistics Polska, mówi: „Dynamiczny rozwój ID Logistics w Polsce, związany także z przejęciem Spedimexu, pozwala nam na nieustanne poszerzanie naszego portfolio sprzedażowego i oferty usług dedykowanej logistyki kontraktowej, szczególnie w sektorze fashion i pokrewnych”.

Deloitte: Spółki, które inwestują w technologię dostosowaną do ich strategii biznesowej notują dwa razy wyższe wyceny niż konkurenci

Dobrze zaprojektowana i wdrożona transformacja cyfrowa mogłaby podnieść kapitalizację rynkową podmiotów z listy Fortune 500 aż o 1,25 bln dolarów – wykazała analiza Deloitte Monitor przeprowadzona na bazie danych ze sprawozdań finansowych tych spółek. Implementacja strategii cyfrowej to inwestycja, która generuje realny wzrost jej wartości rynkowej. Jak wskazują autorzy badania Unleashing value from digital transformation: Paths and pitfalls sukces w tym względzie wymaga jednak przygotowania firmy na zmiany i odpowiedniej komunikacji z interesariuszami.

Na potrzeby badania eksperci Deloitte Monitor przeanalizowali ponad 4,6 tys. informacji biznesowych, które w ostatnich dziesięciu latach zostały przekazane rynkowi przez amerykańskie i globalne podmioty.

Analizowaliśmy korelację między transformacją cyfrową implementowaną przez daną firmę, a jej wartością rynkową. Wynika z niej jasno, że właściwa kombinacja działań związanych z cyfryzacją może wygenerować do 1,25 bln dolarów dodatkowej wartości, podczas gdy niewłaściwe połączenie tych samych czynników mogą ją obniżyć o ponad 1,5 bln dolarów. To ważna informacja dla wszystkich firm, które są i będą w trakcie wdrażania rozwiązań digitalowych – mówi Michael Wodzicki, Partner Deloitte, odpowiedzialny a obszary Strategy, Analytics, M&A, lider Monitor Deloitte w Polsce.

Ten znaczący wpływ na wycenę był widoczny w sytuacji, gdy firma podzieliła się z rynkiem informacjami o wdrażanej przez siebie strategii cyfrowej w swoich sprawozdaniach i raportach finansowych. Rynek dostrzega jaki wpływ wywiera cyfryzacja na rozwój danego podmiotu i przyznaje jego kierownictwu „premię” za nadanie takim działaniom odpowiednio wysokiego priorytetu.

Technologia odpowiednio dobrana do strategii biznesowej firmy może radykalnie wpłynąć na jej wartość, o czym świadczą dwukrotnie wyższe wyceny spółek, które dzielą się tymi informacjami w raportach i informacjach przekazywanych rynkowi. Pozwala to zainteresowanym stronom zobaczyć, gdzie i w jaki sposób przedsiębiorstwo inwestuje kapitał. Ważny jest jednak również sposób, w jaki się to robi. Jak pokazuje analiza Deloitte, tylko nieco ponad jedna trzecia firm z listy Fortune 500 wykazywała oznaki strategicznego podejścia do swoich inwestycji technologicznych w sprawozdaniach finansowych.

Trzy kluczowe czynniki sukcesu

Eksperci Deloitte przeanalizowali kombinacje trzech podstawowych cech, które mogą pozytywnie lub negatywnie wpłynąć na wartość rynkową organizacji. Najbardziej pozytywną jest „cyfrowa trójka”, która obejmuje: strategię cyfrową, technologię dostosowaną do strategii i cyfrowa zmiana.

Pod pojęciem strategii kryją się możliwości stworzone przez transformację cyfrową. Obejmują one nowe możliwości, nowe rynki i nowe produkty. Są to terminy opisujące działania umożliwiające implementację większej strategii, wdrażanej w wielu jednostkach biznesowych.

Z kolei jako technologię dostosowaną do strategii eksperci Deloitte rozumieją technologie towarzyszące transformacji cyfrowej. Są to rozwiązania wykorzystywane do osiągnięcia konkretnego celu.

Eksperci szczególną uwagę zwracają na zmianę cyfrową jako zdolność organizacji do przystosowania się i przyjęcia nowych procesów, zasobów i sposobów pracy. To również gotowość pracowników na zmiany, którą niesie za sobą technologia.

Właściwa komunikacja z rynkiem

Organizacje, które wykazują wszystkie te trzy cechy odnotowały wzrost wartości rynkowej o 5 proc. w stosunku do konkurencyjnych organizacji. Z kolei inne kombinacje czynników lub ich brak mogą prowadzić do znacznego ryzyka spadku wartości, sięgającego nawet 9 proc., co w przypadku firm listy Fortune 500 oznaczało obniżenie kapitalizacji o 1,5 bln dolarów.

Istotne jest to, w jaki sposób firmy mówią o swoich działaniach związanych z transformacją cyfrową, a mianowicie, w jaki sposób informują o jej wdrażaniu, dostosowaniu technologii do strategii, jak również ich wysiłkach na rzecz przygotowania pracowników i procesów do tej rewolucji – mówi Wiesław Kotecki, Partner i Lider Customer Strategy & Design w Deloitte Digital CE

Jeśli firma w danym momencie może skupić się tylko na jednym z trzech wyżej wymienionych kluczowych czynników wyróżnionych w raporcie, analiza Deloitte pokazuje, że najbardziej korzystne jest dopasowanie inwestycji technologicznych do strategii przedsiębiorstwa.

Z drugiej strony, w organizacjach, które w swych sprawozdaniach i raportach mówiły o zmianach cyfrowych w sposób ogólny lub bez odniesienia do konkretnych działań, stwierdzano zmniejszenie kapitalizacji rynkowej. Z kolei zmiany technologiczne wprowadzane w oderwaniu od strategii miały prawie trzykrotnie mniejszy wpływ na wartość firmy niż strategia cyfrowa.

Zmiana dla samej zmiany i bez konkretnego celu, do którego się dąży, jest niewystarczająca dla interesariuszy i obniża wartość rynkową przedsiębiorstwa. Zdarza się, że firmy dokonują ważnych inwestycji, ale niechętnie ujawniają informacje ze względu na konkurencję lub nie wiedzą, jak najlepiej przekazać wpływ tych inwestycji na ich biznes – podkreśla Wiesław Kotecki

Odpowiednie przygotowanie na zmiany

Najbardziej pozytywną kombinacją jest obecność jasno wyartykułowanej strategii cyfrowej, w której określone inwestycje technologiczne są dopasowane i ustalone, a organizacja jest zmobilizowana i gotowa do zarządzania zmianą. Odpowiada to wpływowi na wartość 1,2 razy większemu niż strategia cyfrowa zastosowana indywidualnie i prawie 3,5 razy większemu niż sama zdolność do zmian.

Analiza Deloitte pokazała, że najgorszy możliwy spadek wartości firmy wynikał z braku możliwości zmiany cyfrowej pomimo nacisku na pozostałe dwa czynniki. Strategia cyfrowa i technologia dostosowana do strategii bez możliwości zmiany cyfrowej powodują znaczny spadek wartości przedsiębiorstwa. Straty są 10 razy większe niż w przypadku innych wariantów. Zdolność do zmiany jest katalizatorem wartości firmy, a jej brak oznacza znaczący spadek kapitalizacji.

W jaki sposób te same działania, które generują ponadprzeciętny zwrot, mogą również zniszczyć wartość? Cyfrowe transformacje wymagają zaangażowania od samego początku, wysiłków w ich utrzymanie oraz odpowiednich zachęt organizacyjnych.

Jeśli firma nie ma możliwości wykorzystania zakupionych technologii lub poprowadzenia organizacji do zmiany, oznacza to, że zmarnowano czas i pieniądze. Cyfrowa transformacja w tym przypadku odwraca uwagę kierownictwa i zespołu od celów biznesowych, co nie uchodzi uwadze interesariuszy, którzy zdają sobie sprawę, jak źle przeprowadzona transformacja wpływa na wartość przedsiębiorstwa – podsumowuje Michael Wodzicki.

W I kw. br. do sądów wpłynęło ponad 18 tys. spraw frankowych

Jak wynika z danych z sądów okręgowych z całego kraju, w I kwartale br. wpłynęło do nich o prawie 14% więcej spraw frankowych niż w analogicznym okresie 2022 roku. Zdecydowanie najwięcej pozwów złożono w Sądzie Okręgowym w Warszawie, ale ich liczba spadła rdr. o ponad 20%. Natomiast w niektórych mniejszych sądach widoczne są wzrosty nawet o 200%. Według ekspertów, o ile nic nowego nie wydarzy się na rynku, wpływy spraw frankowych będą rosły jeszcze nawet w połowie 2024 roku. Natomiast tzw. czerwoną linię dla stron tego sporu mogą wyznaczyć rządzący wraz z KNF-em. W przeciwnym razie trudno będzie o powszechny kompromis, a sprawy frankowe będą ciągnęły się w sądach jeszcze przez wiele lat.

Frankowicze i banki nie odpuszczają

Według danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych, w I kw. 2023 roku wpłynęło do nich ponad 18,3 tys. spraw frankowych. To o 13,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było niespełna 16,2 tys. W opinii adwokata Jakuba Bartosiaka z Kancelarii MBM Legal, ww. wzrost nie jest zaskakujący. Wiedza o wadliwości umów jest coraz bardziej powszechna wśród kredytobiorców. Orzecznictwo sądów jest też w zasadzie jednoznacznie korzystne. Te okoliczności najbardziej wpływają na decyzję konsumentów o wstąpieniu na drogę sądową. Istotne jest także zawieszanie przez sądy płatności rat kredytu na czas procesu.

– Taki wzrost spraw frankowych w sądach wynika z dwóch czynników. Po pierwsze, coraz szerzej kolportowane są informacje o ogromnej skuteczności zakładanych przez frankowiczów spraw, co zachęca kolejnych kredytobiorców do składania pozwów. Poza tym sami prawnicy też nakłaniają do pozywania banków, bo jest to dla nich wciąż żyła złota. Jedna z największych kancelarii zajmujących się kredytami frankowymi pochwaliła się nawet, że jej zysk operacyjny w 2022 roku wzrósł o 520% – komentuje Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych z Domu Inwestycyjnego Xelion.

Pozycja frankowiczów jest mocna. Praktycznie niemal wszystkie sprawy rozstrzygane są pomyślnie dla powodów, co podkreśla radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo. Według eksperta, banki w sądach już niewiele mogą. Obecnie ratują się jeszcze coraz lepszymi propozycjami ugód, ale to kropla w morzu ich potrzeb. Ogromna liczba spraw generuje potężne koszty. Dlatego przedłużanie procesów jest skuteczną bronią, ale jest ona też obosieczna. Mecenas Goska przewiduje, że banki będą pozywać frankowiczów z tych samych względów, dla których próbują przewlekać sprawy. I to będzie metoda na odstraszanie kredytobiorców od podjęcia akcji procesowej.

– Banki, delikatnie mówiąc, wciąż bardzo zachowawczo podchodzą do kwestii ugód. Ich oferty są zdecydowanie nieopłacalne, może z małymi wyjątkami, przynajmniej moim zdaniem. Oczywiście są tacy frankowicze, dla których kilka lat procesu sądowego i stres z tym związany są na tyle dużym problemem, że mimo wszystko podpisują oni ugody – mówi ekonomista Marek Zuber z Akademii WSB.

Nawet trzycyfrowe wzrosty

Patrząc na dane z poszczególnych Sądów Okręgowych, można zauważyć, że w I kw. 2023 r. najwięcej spraw frankowych wpłynęło do SO w Warszawie – blisko 5,8 tys. (rok wcześniej – prawie 7,3 tys.). Dalej widać SO w Gdańsku – 1,5 tys. (I kw. 2022 roku – niecałe 1,2 tys.) i w Poznaniu – lekko ponad 1,3 tys. (poprzednio 952), a następnie – SO Warszawa-Praga w Warszawie – ponad 1,1 tys. (763) oraz w Szczecinie – 789 (wcześniej 461). Natomiast na końcu listy mamy Łomżę – 18 (poprzednio – 13), Przemyśl – 32 (17), a także Krosno – 42 (19).

– Spadek liczby spraw w Sądzie Okręgowym w Warszawie wynika z dwóch przyczyn. Pierwsza to prawdopodobnie najdłuższy w Polsce czas oczekiwania na rozstrzygnięcie. Druga to upowszechnienie się w innych sądach, w tym odwoławczych, interpretacji przepisów zgodnych z orzecznictwem TSUE. Kierowanie spraw do ww. sądu wynikało z obaw kredytobiorców przed niekorzystnym rozpoznaniem ich sprawy. Upowszechnienie się poprawnego orzecznictwa w sądach okręgowych i – co równie ważne – w apelacyjnych wpłynęło na ograniczenie tych obaw. Liczba spraw kredytowych, które trafiają do poszczególnych sądów, wynika też wprost z liczby mieszkańców danego okręgu – analizuje mec. Bartosiak.

Liczba pozwów złożonych w SO w Warszawie spadła rdr. o ok. 20,5%. Spadki, ale mniejsze, dotyczą tylko kilku innych sądów w dużych miastach. Natomiast w zdecydowanej większości sądów wzrosty są dwucyfrowe, a zdarzają się też nawet trzycyfrowe. Przykładowo, w Zamościu wynik wyniósł 200% (I kw. 2022 roku – 15, I kw. 2023 roku – 45), w Nowym Sączu – 185,2% (poprzednio – 27, ostatnio – 77), a w Koninie – 184,6% (wcześniej – 26, a w I kw. br. – 74). Z udostępnionych danych wynika również, że I kw. br. do SO w Warszawie wpłynęło ok. 31,6% wszystkich spraw frankowych w Polsce. Rok wcześniej było to ok. 45,1%.

– W Warszawie liczba pozwów będzie zdecydowanie maleć z uwagi na zmianę przepisów o właściwości sądów w sprawach frankowych. Będzie można w związku z tym zaobserwować odwrotny trend w sądach mniejszych, które jako wyłącznie właściwe będą musiały sprawy frankowe przyjąć do rozpoznania – stwierdza radca prawny Adrian Goska.

Ciąg dalszy nastąpi…

Problem tzw. umów frankowych jest powszechny, dotyczy kredytobiorców z całego kraju, co podkreśla Jakub Bartosiak. W jego opinii, kolejnym impulsem do wnoszenia pozwów może być wyrok TSUE w sprawie wynagrodzenia banków za korzystanie z kapitału. Potwierdzenie przez Trybunał dotychczasowego kierunku, że takie wynagrodzenie nie jest należne, może zachęcić kolejnych frankowiczów do poszukiwania sprawiedliwości w sądach. Jak zaznacza ekspert, również wzrost kursu franka zawsze przekładał się na zwiększone zainteresowanie składaniem pozwów.

– Oceniam, iż w 2023 roku i jeszcze w pierwszej połowie 2024 roku wpływ spraw frankowych do sądów będzie rósł. To będzie nie tylko efekt korzystnego orzecznictwa TSUE, którego prawnicy frankowiczów się spodziewają, ale również – coraz większej motywacji niezdecydowanych do tej pory kredytobiorców. Kurs franka do złotego oraz rosnąca inflacja, być może też dalszy wzrost stóp procentowych w Szwajcarii będą kolejnymi czynnikami motywującym do złożenia pozwu – dodaje ekspert z Kancelarii SubiGo.

Zarówno frankowicze, jak i banki nie chcą się poddać. Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, tzw. czerwoną linię dla nich mogą wyznaczyć rządzący wraz z KNF. Urząd pracuje od dawna nad projektem ustawy wcielającej w życie złożone już 3 lata temu propozycje jego szefa – profesora Jacka Jastrzębskiego. Jak zaznacza ekspert, przewalutowanie kredytu według kursu NBP z dnia zaciągnięcia umowy uderzałoby w banki mniej niż unieważnienie umowy, ale dawałoby szybką ugodę, co kredytobiorca powinien docenić. Jednak problem w tym, że rządzący zdają się nie popierać takiego rozwiązania. Analityk rynków finansowych z DI Xelion zakłada, że bardzo wielu frankowiczów zdecydowanie będzie wolało szybką ugodę na warunkach KNF-u niż wieloletni spór sądowy. Bank przecież się nie podda. Będzie apelował aż do Sądu Najwyższego, co może zabrać nawet od 3 do 5 lat.

– Trudno będzie o powszechny kompromis, ponieważ umowa umowie nie jest równa. Jest bardzo wiele wersji, więc o wszystkich naraz sądy z przyczyn technicznych się nie wypowiedzą. Zatem zawsze będzie jakieś „ale” dla jednej lub dla drugiej strony. Wszystko wskazuje więc na to, że sprawy frankowe będą jeszcze dość długo przedmiotem postepowań sądowych – podsumowuje Marek Zuber.

EKIPA zarobiła 0,81 mln zł netto w pierwszym kwartale 2023 roku

Notowana na NewConnect EKIPA Holding S.A. opublikowała wyniki finansowe za pierwszy kwartał bieżącego roku. Skonsolidowany zysk netto wyniósł 0,81 mln zł, przychody 6,6 mln zł, a EBITDA ponad 0,95 mln zł. Na koniec wspomnianego okresu na kontach spółek z grupy znajdowało się ponad 15 mln zł gotówki.

Skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży wyniosły w pierwszym kwartale bieżącego roku 6,583 mln zł, co po uwzględnieniu kosztów przełożyło się na 811 tys. zł zysku netto. Grupa nadal utrzymuje wysoką pozycję gotówkową, ponieważ biorąc pod uwagę skonsolidowane dane na kontach wszystkich spółek z Grupy znajduje się 15,36 mln zł. Zapewnia to spółce stabilność i bezpieczeństwo działania.

Ze względu na to, że spółka weszła na rynek NewConnect poprzez odwrotne przejęcie i jest notowana na nim od 12 maja 2022 roku, wyniki osiągnięte w pierwszym kwartale 2022 roku, które zostały opublikowane w sprawozdaniu dotyczą poprzednika prawnego, czyli BBI S.A i nie są porównywalne z faktyczna działalnością EKIPA Holding S.A. w tamtym okresie.

– Nasz biznes charakteryzuje się pewną sezonowością i pierwszy kwartał jest zazwyczaj najsłabszy. Tym bardziej cieszą nas takie wyniki jakie osiągnęliśmy, pomimo słabszego otoczenia oraz wydatków inwestycyjnych jakie ponieśliśmy. Wszystkie gałęzie naszego biznesu się rozwijają i strategia, którą prezentowaliśmy w zeszłym roku przynosi rezultaty. Ponadto nasza firma się profesjonalizuje, poprzez wzmocnienie zespołu i to mnie bardzo cieszy. Myślę, że przed EKIPĄ najlepszy czas, pełen niespodzianek i sukcesów! Będziemy zaskakiwać naszych fanów na całym świecie niesamowitymi projektami! – podsumował Łukasz Wojtyca, Prezes Zarządu EKIPA Holding S.A.

Do najważniejszych wydarzeń w pierwszym kwartale w Spółce można zaliczyć m.in.:

  • emisję drugiej edycji programu Twoje 5 Minut, która biła rekordy oglądalności. Program ten jest innowacyjnym projektem EKIPY skierowanym do młodych influencerów. Do drugiej edycji internetowego show zgłosiło się ponad 5 tys. uczestników. W efekcie do EKIPY dołączyło, aż 7 nowych Influencerów (2 wygranych oraz 5 finalistów programu).
  • start drugiego sezonu Genzie, a następnie rozpoczęcie promocji pierwszej trasy koncertowej i spotkań Meet&Greet z fanami. Koncerty rozpoczną się w maju i odbędą się w 8-miu różnych miastach na terenie całej Polski (Białystok, Katowice Wrocław, Poznań, Łódź, Kraków, Gdańsk, Warszawa). Genzie to aktualnie jedna z najbardziej popularnych grup polskich influencerów. Bilety na te wydarzenia zostały wyprzedane w ciągu kilku dni od ogłoszenia trasy.
  • premierę nowych lodów “Chmurka” i “Burza”, realizowanych we współpracy
    z Firmą Koral, które można spotkać w sklepach w całej Polsce.

Ponadto w dniu 24 stycznia 2023 r. Łukasz Wojtyca – Prezes Zarządu Spółki, otrzymał od Prezydenta Krakowa – Jacka Majchrowskiego odznakę Honoris Gratia, przyznawaną w dowód uznania za szczególne zasługi dla Krakowa i jego mieszkańców. Prezes EKIPY został wyróżniony za działania promocyjne na rzecz Krakowa oraz projekty o wymiarze społecznym.

Banki centralne pomału kończą cykle zacieśniania monetarnego. Jak długo stopy pozostaną wysoko?

Banki centralne od wiosny ubiegłego roku rozpoczęły podwyżki stóp procentowych. Fed w marcu, EBC nieco później. Inne banki centralne jak na przykład NBP – kilka miesięcy wcześniej. Nie ulega wątpliwości, że globalny cykl zacieśniający będzie obciążać gospodarkę realną. Historia potwierdza tę regułę. Dodatkowo banki zaostrzyły warunki udzielania kredytów w odpowiedzi na zawirowania na rynkach finansowych w marcu.

W Stanach Zjednoczonych tempo wzrostu już na początku roku wyraźnie zwolniło. W drugiej połowie roku spodziewany jest wyraźny spadek PKB. Wskazuje na to chociażby inwersja krzywej dochodowości, która w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat była dość wiarygodnym wskaźnikiem wyprzedzającym recesje. Fed prawdopodobnie zakończył cykl podwyżek, wysyłając sygnał 3 maja. W minionym tygodniu poznaliśmy ceny producentów oraz konsumentów, które okazały się niższe od oczekiwań. CPI oraz CPI core jest wciąż dalekie od celu Rezerwy Federalnej i teraz najważniejszym pytaniem jest to, jak długo amerykański bank będzie utrzymywał stopy na wysokim poziomie. Rynek wciąż gra pod obniżki jesienią, choć dolar nie jest w stanie dalej tracić na wartości. Na wykresie EUR/USD widoczna jest formacja RGR, która zapowiada nieco większa korektę spadkową notowań. Wyjście powyżej poziom 1,11 w krótkim terminie jest mało realne.

W strefie euro gospodarka ominęła recesję w okresie zimowym, co było efektem łagodnych warunków atmosferycznych i wysokiego poziomu napełnienia magazynów gazu. Ale i tutaj podwyżki stóp przez EBC będą tłumić aktywność gospodarczą ze zwyczajowym opóźnieniem wynoszącym co najmniej cztery kwartały. Dlatego też skurczenie się koniunktury w II połowie roku to wysoce prawdopodobny scenariusz. Sytuacja na rynku pracy jest jednak stabilna a ceny nośników energii powróciły na niższe poziomy co daje nadzieję na miękkie lądowanie.

W przypadku Chin – gospodarka wyraźnie się ożywiła po nagłym odejściu od polityki „zero-covid”. Jednak wciąż tlący się kryzys na rynku nieruchomości i oczekiwany słabszy popyt globalny prawdopodobnie uniemożliwią silniejsze odbicie gospodarcze. Sam rząd wyznaczył na ten rok skromny cel wzrostu na poziomie około 5 proc., po tym jak w 2022 roku gospodarka wzrosła jedynie o 3 proc.

Banki centralne prawdopodobnie osiągnęły swoje szczyty stóp procentowych po ostatnich podwyżkach w maju. Tak przynajmniej jest w USA. W Europie spodziewany jest jeszcze jeden krok. Wciąż rynek bacznie będzie się przyglądał wskaźnikom CPI ale również innym danym przedstawiającym aktualną sytuację makro. Koniec procesu podwyżek stóp i spadająca inflacja przemawiają za obniżką rentowności obligacji w drugiej połowie roku. Euro prawdopodobnie będzie się jeszcze nieco umacniać względem USD w perspektywie końca roku, jeśli obniżki stóp procentowych w USA staną się nieco bardziej namacalne.

Inwestorzy w minionym tygodniu nie przeszli obojętnie obok informacji od banku regionalnego USA PacWest, który poinformował o tym, że depozyty tam spadły o 9,5 proc. w poprzednich kilku dniach. Akcje instytucji zostały przecenione podczas czwartkowej sesji o ponad 20 proc. Widać, że problemy innych podmiotów wychodzą na powierzchnię z lekkim opóźnieniem, co z pewnością będzie rzutować na globalny sentyment.

Przyszły tydzień będzie obfity w wystąpienia przedstawicieli Fed-u. Z twardych danych makro warto zwrócić uwagę na sprzedaż detaliczną, która pokaże siłę amerykańskiego konsumenta. Dla Polski zostanie podane PKB za I kwartał oraz inflacja bazowa oraz zasadnicza (finalna) za kwiecień. W sprawie polityki monetarnej głos zabiorą przedstawiciele EBC. Z ważnych liczb podany zostanie wskaźnik HICP (finalny) za kwiecień oraz wynik PKB za okres pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

XTPL planuje 10-krotny wzrost przychodów do 2026 roku i osiągnięcie 100 mln zł, na inwestycje przeznaczy ok. 60 mln zł

XTPL, globalny dostawca przełomowych rozwiązań nanodruku dla rynku elektroniki nowej generacji, przedstawił cel biznesowy na 2026 rok, którym jest osiągnięcie poziomu 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. 10-krotny wzrost względem osiągniętego w 2022 roku przychodu mają umożliwić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026 w trzech kluczowych obszarach: sprzedaży, produkcji oraz B+R. Rekordowy finansowo rok 2022 zamyka etap start-upu Spółki, kończąc z sukcesem okres weryfikowania technologii oraz jej potencjału biznesowego i rozpoczyna nowy rozdział w historii XTPL jako dynamicznie rosnącej firmy technologicznej z branży deep-tech, która koncentruje się na skalowaniu biznesu. W celu sfinansowania zaplanowanych inwestycji, XTPL zamierza pozyskać około połowę wymaganych środków z nowej emisji akcji z intencją, aby w miarę możliwości zapewnić prawo pierwszeństwa dla istniejących akcjonariuszy posiadających powyżej 0,5% akcji w kapitale zakładowym Spółki, a pozostałe środki zabezpieczyć w horyzoncie kolejnych 12 miesięcy z kapitału dłużnego, grantów oraz środków własnych.

Zarząd XTPL planuje na pierwszą połowę czerwca 2023 roku zwołać Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie i przeprowadzić emisję do 275.000 akcji zwykłych na okaziciela skierowanej do inwestorów spełniających wymogi określone w uchwale emisyjnej.

– Ubiegły rok pozwolił nam z sukcesem zweryfikować zarówno naszą unikalną technologię, jak i przyjęty model biznesowy, który opiera się na równoległym rozwoju trzech komplementarnych linii biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów. Osiągnęliśmy to w trudnym dla rynków i gospodarki okresie 2022 roku, a więc przy wysokiej niepewności i niestabilności, rosnącej inflacji czy zakłóceniach w łańcuchach dostaw. Ten duży dla nas sukces utwierdził nas w przekonaniu o słuszności obranego dotąd kierunku rozwoju, który chcemy teraz dodatkowo przyspieszyć, wykorzystując poprawiające się otoczenie gospodarcze i wyraźny wzrost zainteresowania naszą ofertą produktową i technologią przez globalne podmioty, z którymi w perspektywie kolejnych lat jesteśmy w stanie osiągnąć wdrożenie na przemysłową skalę, co całkowicie zmieni naszą pozycję na arenie międzynarodowej komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL.

– Począwszy od IV kwartału 2022 roku, potwierdziliśmy do dziś już 9 nowych zamówień na urządzenia prototypujące Delta Printing System, to ponad 50% zamówień jakie łącznie wygenerowaliśmy licząc od 2020 roku (17 zamówień) i widzimy przestrzeń, aby utrzymać wysokie tempo rozwoju dla tej linii biznesowej. Planowane inwestycje pozwolą nam na trzykrotny wzrost zdolności produkcyjnych urządzeń Delta Printing System, co da nam komfort obsługi kilkudziesięciu zamówień rocznie. Inwestycje obejmą także ekspansję na rynki zagraniczne i otwarcie nowych centr sprzedażowych. Przede wszystkim jednak zamierzamy podnieść zdolności produkcyjne dla naszych głowic drukujących przeznaczonych do wdrożeń przemysłowych z poziomu pojedynczych sztuk rocznie do poziomu około 100 szt. rocznie. Równolegle do zwiększania zdolności produkcyjnych zamierzamy wzmocnić obszar B+R, co pozwoli nam rozszerzyć zakres i liczbę projektów przemysłowych i wprowadzić do oferty nowe produkty z linii tuszów przewodzących. Inwestujemy zatem we wszystkie trzy kluczowe obszary: sprzedaż, produkcję oraz B+R i zwiększamy zatrudnienie pozyskując ekspertów z wiedzą i umiejętnościami na światowym poziomie. Efektem tych działań ma być realizacja w 2026 roku sprzedaży na poziomie 100 mln zł, na czym koncentruję się z całym zespołem XTPL. Jako jeden z głównych akcjonariuszy Spółki, będę partycypował w nowej emisji akcji dodaje Filip Granek.

W 2022 roku XTPL wygenerował 12,8 mln zł przychodów, blisko 3x więcej w ujęciu rok do roku, z czego przychody ze sprzedaży produktów i usług przekroczyły poziom 10,0 mln zł i dokonały skokowego, blisko 5-krotnego wzrostu względem 2,1 mln zł osiągniętych w 2021 roku. Oznacza to niemal 80% udział w przychodach ogółem sprzedaży komercyjnej, za pozostałą część odpowiadają pozyskiwane dotacje. EBITDA w całym 2022 roku, przy wyłączeniu kosztu programu motywacyjnego, zanotowała dodatni poziom i wyniosła 0,4 mln zł, rosnąc o 4,9 mln zł w ujęciu rok do roku. Osiągnięte wyniki przełożyły się na istotne zredukowanie straty netto, o blisko 4,5 mln zł, dzięki czemu strata za 2022 rok wyniosła -2,1 mln zł w porównaniu do -5,7 mln zł w 2021 roku. Przepływy pieniężne netto zanotowały dodatni poziom i wyniosły 1,5 mln zł, notując wzrost o 7,3 mln zł w ujęciu rok do roku, z czego przepływy z działalności operacyjnej osiągnęły 4,7 mln zł, wzrost o 8,5 mln zł rok do roku. Saldo gotówki Spółki na dzień 31.12.2022 wzrosło do 6,0 mln zł.

– Podjęta decyzja o planowanych na lata 2023-2026 inwestycjach otwiera nowy rozdział w historii rozwoju XTPL w którym koncentrujemy się na realizacji średnioterminowego celu – osiągnięciu 100 mln przychodów ze sprzedaży produktów i usług w 2026 roku. Intensyfikacja rozwoju Spółki mająca na celu 10-krotny wzrost sprzedaży w ciągu 4 lat jest dla nas priorytetem i może w krótkim terminie obciążać nasze wyniki finansowe i rentowność netto. Planowane inwestycje, które mają zmaksymalizować nasz potencjał sprzedażowy w horyzoncie do 2026 roku, oszacowaliśmy na około 60 mln zł, a skala transformacji XTPL, która dokonała się w ostatnich latach pozwala nam pozyskać finansowanie nie tylko w formie nowej emisji akcji, ale również z wykorzystaniem finansowania dłużnego. Zakładamy pozyskanie około połowy wymaganych środków z emisji akcji, a pozostałą część poprzez połączenie finansowania dłużnego, grantów oraz środków własnych. Chciałbym podkreślić, że dążymy do zajęcia istotnej pozycji na rynku globalnych dostawców rozwiązań nanodruku dla rynku elektroniki nowej generacji i w obecnej fazie rozwoju Spółki, dynamiczne skalowanie biznesu oraz wzrost sprzedaży są dla nas najważniejsze, co wierzę, że będzie widoczne w naszych kolejnych wynikach rocznych w latach 2023-2026 – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka realizuje obecnie 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, z czego 3 projekty znajdują się na zaawansowanych etapach i obejmują wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: zaawansowane płytki PCB, półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi są wiodące i globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display).

XTPL od początku działalności realizuje starannie opracowaną politykę ochrony własności przemysłowej oraz intelektualnej, posiadając 7 przyznanych patentów i łącznie 26 zgłoszonych wniosków patentowych od września 2019 roku do maja 2023 roku.

W 2021 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 47,1 mld USD (+14,5% r/r), a w 2025 roku prognozowana jest na poziomie 63,3 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2020-2025 na poziomie 9,0%. Według analiz rynkowych, CAGR branży urządzeń elektronicznych do prototypowania, do których zaliczają się m.in. urządzenia prototypujące DPS Spółki, ma wynieść ok. 31% w latach 2021-2031 (za: Transparency Market Research). Globalna roczna sprzedaż systemów do prowadzenia prac B+R oraz szybkiego prototypowania i produkcji małoseryjnej dla branży elektroniki drukowanej wynosi ok. 250-500 szt. rocznie, przy cenie ok. 50-500 tys. EUR za sztukę.

Ewolucja oparta na sztucznej inteligencji: przyszłość branży tłumaczeniowej

Żyjemy w czasach wielkich przemian. Jak w wielu innych sektorach, sztuczna inteligencja (AI) rozwijała się silnie w sektorze tłumaczeń. Jaki jest więc wpływ AI na zawód tłumacza? Jakie są zalety i ograniczenia tej technologii? Postaramy się udzielić odpowiedzi na te pytania.

Przyszłość branży tłumaczeń jest z pewnością związana ze wzrostem roli sztucznej inteligencji (AI) oraz narzędzi opartych na technologii uczenia maszynowego. Z jednej strony, AI umożliwia szybsze i bardziej precyzyjne tłumaczenia, co przyczynia się do zwiększenia efektywności i jakości pracy tłumaczy. Z drugiej strony, narzędzia te pozwalają na automatyzację pewnych zadań tłumaczeniowych, co prowadzi do zmian w branży.

Jakie są metody tłumaczenia z użyciem sztucznej inteligencji?

Sztuczna inteligencja (AI) odgrywa coraz większą rolę w tłumaczeniu tekstu. Istnieje kilka metod tłumaczenia z wykorzystaniem AI, które umożliwiają szybkie i dokładne tłumaczenie z jednego języka na inny.

Tłumaczenie maszynowe

Profesjonaliści zajmujący się tłumaczeniami od wielu lat używają cyfrowych rozwiązań, takich jak tłumaczenie wspomagane komputerowo (CAT).

Tłumaczenie maszynowe z użyciem sztucznej inteligencji zadebiutowało około piętnastu lat temu, wraz z pojawieniem się Google Translate. Jednakże, szybko okazało się, że ta metoda ma znaczne ograniczenia: tłumaczenia były dosłowne i często zawierały rażące błędy językowe.

Należy rozróżnić tłumaczenie maszynowe oparte na regułach lingwistycznych (RBMD) (ta metoda używa słowników do tłumaczenia treści) i tłumaczenie maszynowe statystyczne. Ta ostatnia metoda wykorzystuje uczenie maszynowe, z algorytmami zdolnymi do analizy dużych ilości istniejących tłumaczeń i ekstrakcji wzorców statystycznych.

Neuronowe tłumaczenie maszynowe

Sztuczna inteligencja zrobiła wielki postęp w dziedzinie tłumaczeń w 2017 roku dzięki DeepL. Ten translator oparty na sieciach neuronowych bazuje na danych ze strony internetowej Linguee, wielojęzycznego słownika porównującego tłumaczenia w niemal 20 językach.

To był początek maszynowego tłumaczenia neuronowego (NMT). Ta inteligentna technologia, oparta na sztucznej sieci neuronowej, uwzględnia cały tekst i jego kontekst. Ponadto NMT jest w stanie ciągle się doskonalić i udoskonalać dzięki przepływowi danych, jakie otrzymuje.

Maszynowe tłumaczenie neuronowe to ważny postęp technologiczny, który pozwala nam uzyskać tekst o dużo wyższej jakości i płynności niż w przypadku maszynowego tłumaczenia.

Translatory wykorzystujące sztuczną inteligencję

Oprócz Google Translate i DeepL, oto kilka innych przykładów oprogramowania do tłumaczenia z zastosowaniem sztucznej inteligencji:

Microsoft Translator: to oprogramowanie wykorzystuje techniki uczenia maszynowego i obsługuje ponad 60 języków

Systran: to oprogramowanie tłumaczące z zastosowaniem AI obejmuje ponad 130 języków. Wykorzystuje metody uczenia głębokiego do optymalizacji jakości tłumaczonych tekstów

Oprogramowanie do tłumaczenia z AI Meta: Meta, firma-matka Facebooka, stworzyła w 2022 roku zupełnie nowy model AI, który jest zdolny do tłumaczenia równocześnie w czasie rzeczywistym ponad 200 języków na całym świecie. Oparty na uczeniu maszynowym, ta technologia jest dostępna za darmo i ma na celu objęcie wszystkich języków, w tym języków mniejszościowych, które nie są obecnie obsługiwane przez istniejące systemy maszynowego tłumaczenia. To model NLLB-200 (No Language Left Behind).

ChatGPT z OpenAI: Choć nie jest to pełnoprawne oprogramowanie do tłumaczenia, open source ChatGPT jest zdolny do tłumaczenia słów, zdań lub całych tekstów w wielu językach dzięki wykorzystaniu wydajnych technik sztucznej inteligencji.

Zalety i wady tłumaczenia z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (AI)

Sztuczna inteligencja (AI) rozwijała się w ostatnich latach bardzo intensywnie w sektorze tłumaczeń a jej rozwój umożliwił automatyzację procesu tłumaczenia i poprawę jakości tłumaczeń.

Korzyści z tłumaczenia z wykorzystaniem AI

AI pozwala na bardzo szybkie tłumaczenia tekstów o dużej objętości, które są coraz bardziej dokładne i precyzyjne. Tłumaczenia generowane przez oprogramowanie tłumaczące z wykorzystaniem uczenia maszynowego posiadają zdolność do samokorygowania i poprawiania jakości tłumaczeń.

W dodatku wiele narzędzi tłumaczących z wykorzystaniem sztucznej inteleigencji jest zdolnych do tłumaczenia wielu tekstów w różnych językach jednocześnie.

Wreszcie, te metody posiadają dla użytkowników korzyść w postaci bardzo niskich kosztów (albo wręcz darmowych) i obsługują bardzo szeroki zakres języków.

Wady tłumaczenia z wykorzystaniem AI

Pomimo wielu zalet, AI nie jest wolna od błędów i wciąż posiada wiele ograniczeń w dziedzinie tłumaczenia. W rzeczywistości, ta technologia nie jest w stanie dostosować tłumaczenia do docelowego odbiorcy.

Nie może również brać pod uwagę lokalnych norm i zwyczajów kulturowych, oczekiwań klientów, stylu, intencji tłumaczenia… To wszystko to istotne elementy w tłumaczeniu, aby uzyskać teksty, które są szanujące lokalną kulturę, dostosowane do docelowej publiczności i wiernych oryginalnemu tekstu.

Ponadto, podczas gdy tłumaczenie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji może być skuteczne dla najbardziej popularnych języków (angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, holenderski, włoski, arabski itp.), jest znacznie mniej skuteczne dla rzadkich języków lub dialektów, dla których istnieje niewiele danych. W takich przypadkach AI będzie bardzo często musiała wykorzystać tłumaczenie angielskie jako pośredni etap, co może generować znaczne błędy i nieporozumienia.

Jaka jest przyszłość sztucznej inteligencji w tłumaczeniach?

Przewidywanie przyszłości tłumaczenia z wykorzystaniem AI jest trudne, ponieważ rozwój technologii AI jest ciągły i dynamiczny. Jednak można przewidzieć, że tłumaczenie z wykorzystaniem AI będzie nadal się rozwijać i stawać się coraz bardziej zaawansowane i dokładne.

Można oczekiwać, że AI będzie coraz bardziej wykorzystywana do automatycznego tłumaczenia tekstów, zwłaszcza w przypadku tekstów o niskiej specjalizacji lub standardowych dokumentów biznesowych. AI może również stać się bardziej skuteczna w tłumaczeniu języka mówionego, co umożliwi rozwój bardziej zaawansowanych rozwiązań tłumaczenia ustnego.

Wraz z postępem AI, można oczekiwać, że będzie coraz więcej interakcji między AI a ludźmi w procesie tłumaczenia. Na przykład, AI może być używane do zapewniania natychmiastowych tłumaczeń na żywo podczas międzynarodowych konferencji lub do automatycznego tłumaczenia treści internetowych.

Można również oczekiwać, że rozwój AI tłumaczeń będzie się skupiał na poprawie jakości tłumaczeń, poprzez wykorzystanie bardziej zaawansowanych technologii i lepszego wykorzystania danych. Wreszcie, AI może stać się bardziej dostępna i tańsza, umożliwiając szersze wykorzystanie tłumaczeń z wykorzystaniem AI w różnych dziedzinach i kontekstach. Badania nad rozwojem sztucznej inteligencji oraz wyposażenie jej w zdolność do rozpoznawania ludzkich emocji, będą stanowić dla branży tłumaczeniowej prawdziwą rewolucję.

Możemy spodziewać się coraz bardziej zaawansowanych narzędzi tłumaczących, w tym takich, które będą w stanie dokładniej rozpoznawać kontekst i idiomatyczne wyrażenia językowe. Ponadto, technologie te będą bardziej spersonalizowane i dostosowane do potrzeb użytkowników, a także będą działać w czasie rzeczywistym.

Jaki jest wpływ sztucznej inteligencji na zawód tłumacza?

Jako że ma wiele ograniczeń, jest mało prawdopodobne, aby sztuczna inteligencja całkowicie zastąpiła człowieka. W przypadku tłumaczeń treści technicznych, marketingowych, finansowych, prawnych lub medycznych nawet najmniejszy błąd lub niejasność może mieć szkodliwe konsekwencje, generować spory i mieć poważny wpływ na reputację firmy.

Wiedza tłumacza rodzimego języka, jego znajomość lokalnej kultury, zwyczajów i subtelności kulturowych pozostaje niezbędna.

Jednakże, sztuczna inteligencja bez wątpienia ułatwi pracę tłumacza. Już teraz obserwujemy pojawienie się hybrydowej metody: tłumaczenie neuronowe z post-editingiem, w której sztuczna inteligencja jest łączona z ludzkim know-how. Daleko od bycia zagrożeniem, sztuczna inteligencja może więc okazać się prawdziwą szansą dla tłumaczy.

Można przewidywać, że rozwój sztucznej inteligencji oraz zmieniające się potrzeby rynku będą miały kluczowe znaczenie dla przyszłości branży tłumaczeń. Jednak mimo wprowadzenia coraz bardziej zaawansowanych narzędzi, ludzka ekspertyza i doświadczenie wciąż będą kluczowe w tłumaczeniu tekstów wymagających wiedzy specjalistycznej i umiejętności tłumaczeniowych.

Powyższy tekst został opracowany z wykorzystaniem sztucznej inteligencji ChatGPT. Jest to model językowy OpenAI, który wykorzystuje architekturę GPT-3.5 do generowania tekstu.

Podsumowanie tygodnia na rynku walutowym

NBP zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe bez zmian, a główna stopa procentowa pozostała na poziomie 6,75%. Uwaga skupiała się głównie na czwartkowej konferencji prasowej prezesa NBP, A. Glapińskiego, którego wypowiedź brzmiała optymistycznie.

Świat oczami szefa NBP

Szef NBP pochwalił spowolnienie inflacji konsumenckiej w Polsce (14,7% r/r w kwietniu), umocnienie złotego, a sytuację w polskiej gospodarce ocenił jako dobrą.

Wyższa inercja inflacji bazowej (12,3% r/r w marcu) jest według niego naturalnym zjawiskiem, a sprawy idą w dobrym kierunku. Nie ogłosił jednak końca cyklu podwyżek stóp; decydujące będą nadchodzące dane. Jeśli spełni się bardziej optymistyczny
scenariusz (w stosunku do prognozy NBP), to rada może rozważyć cięcie stóp już w tym roku (co Glapiński już kilkakrotnie sugerował) – jednak obecnie nie ma do tego przesłanek.

Inflacja w USA

Opublikowano kwietniową inflację konsumencką w USA, która okazała się zgodna z szacunkami rynku (spowolnienie inflacji bazowej do 5,5% r/r i inflacji zasadniczej do 4,9% r/r). Dane pokazują jednak, że to właśnie komponent bazowy inflacji wykazuje dużą inercję, co może doprowadzić do kolejnej podwyżki stóp na czerwcowym posiedzeniu Fed.

Euro umocniło się w stosunku do dolara po publikacji danych o inflacji w USA, ale później oddało zyski i w piątek rano notowane było w pobliżu poziomu 1,093 USD/EUR. Złoty dobrze radził sobie w stosunku do euro, umacniając się do poziomu 4,52 PLN/EUR (najwyższy od lutego ubiegłego roku). W stosunku do dolara złoty początkowo kierował się w stronę 4,11 PLN/USD, a następnie osłabił się do 4,16 PLN/USD.

Autor/Źródło: AKCENTA CZ a.s.

Pieniądze z komunii. Adwokat tłumaczy, kto i na co ma prawo je wydać

Komunie zbliżają się wielkimi krokami, a wraz z nimi powracają pytania o pieniądze, które dzieci dostają od krewnych w ramach prezentu. Rodzice i opiekunowie zastanawiają się, na co mogą je wydać, a 10-latkowie, czy kiedyś jeszcze zobaczą swój “hajs z komunii”. – Choć temat stał się memem, prawo dokładnie go reguluje – mówi adwokat Michał Gajda.

Komunia, a dokładnie Sakrament Pierwszej Komunii Świętej, to nie tylko uroczystość kościelna, ale też przyjęcie dla rodziny lub bliskich znajomych, w trakcie któremu dziecku wręcza się zwyczajowo upominki. Kiedyś był to rower lub zegarek, w ostatnich latach tablet, laptop, dron czy nawet quad, jednak zdaniem wielu najbardziej praktycznym prezentem jest gotówka.

Pieniądze z komunii. Kto i na co ma prawo je wydać?

Gdy goście rozjadą się do domów, a gospodarze zostają z pieniędzmi w kopercie, pojawia się pytanie – do kogo należą pieniądze z komunii i kto ma prawo decydować, na co zostaną przeznaczone? Kwestia ta często rozstrzygana jest autorytarnie przez rodziców, którzy wykorzystują gotówkę np. na pokrycie wydatków na organizację przyjęcia. Dzieciom po latach pozostają na pocieszenie memy i dowcipy o “hajsie z komunii”, który znika w magiczny sposób.

Choć temat stał się memem, prawo dokładnie go reguluje – mówi Michał Gajda, prowadzący kancelarię w Szczecinie. Adwokat zwraca uwagę, że pieniądze z komunii należy traktować jako zarobek, a ten – niezależnie od wieku dziecka – należy właśnie do niego. Inną kwestią jest to, kto może nim rozporządzać. – Osoby poniżej 13 r.ż. nie mają zdolności do czynności prawnych, a tym samym nie mogą samodzielnie zawierać umów, takich jak zwykła umowa sprzedaży w sklepie – tłumaczy Gajda.

“Gdzie hajs z komunii?” 13-latek ma prawo sprawdzić, na co wydali go rodzice

Sytuacja zmienia się po osiągnięciu wspomnianego wieku. – Wtedy uzyskuje się ograniczoną zdolność do czynności prawnych, a tym samym można bez zgody rodzica rozporządzać swoim zarobkiem. Wyjątkiem są rzadkie sytuacje, gdy sprzeciwi się temu sąd rodzinny – wyjaśnia adwokat. Jak podkreśla, 13-latek może upomnieć się o swoje pieniądze z komunii, jeśli wykaże, że rodzice spożytkowali je w innych celach niż te służące zaspokajaniu jego potrzeb.

– Zgodnie z przepisami kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zarobek uzyskany przez dziecko powinien być przeznaczony na cele związane właśnie z jego utrzymaniem – dodaje Gajda. Jak uniknąć potencjalnego konfliktu? Gościom przyjęcia komunijnego razem z zaproszeniem można przekazać prośbę, by nie dawali w prezencie pieniędzy. Innym sposobem jest wpłacenie gotówki na konto, do którego dziecko uzyska dostęp po ukończeniu 13 r.ż. A najprostszym rozwiązaniem jest wydawanie pieniędzy z komunii w porozumieniu z dzieckiem. Dodatkowe zajęcia czy wymarzona wycieczka sprawią mu nie tylko chwilową frajdę, ale będą też udaną inwestycją w jego rozwój.

Kupujesz używane przedmioty za więcej niż 1000 zł? Musisz złożyć deklarację PCC-3

W ostatnich dniach wiele emocji budzi temat opodatkowania sprzedaży na popularnych platformach internetowych. Warto jednak też pamiętać, że kupno przedmiotów używanych za minimum 1000 zł na Allegro czy OLX, powoduje obowiązek złożenia deklaracji PCC-3. Dotyczy on nie tylko przedsiębiorstw, ale także prywatnych użytkowników. A kary za niewywiązanie się z niego sięgają dziesiątek tysięcy złotych.

Przy transakcjach o wartości minimum 1000 zł, których przedmiotami są rzeczy używane, powstaje obowiązek podatkowy od czynności cywilnoprawnych. Po dokonaniu zakupu trzeba złożyć deklarację PCC-3 w Urzędzie Skarbowym i zapłacić podatek.

Nie tylko firmy muszą płacić

Obowiązkowi temu podlegają nie tylko przedsiębiorcy, ale również osoby prawne i osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt tłumaczy: Jeśli nabywając przedmioty używane prywatnie lub w ramach prowadzonej działalności gospodarczej nie otrzymamy faktury albo faktury marży o wartości przekraczającej 1000 zł, musimy się liczyć z obowiązkiem zapłacenia podatku.

Podatnik jest zobowiązany do złożenia deklaracji PCC-3 i zapłaty podatku w ciągu 14 dni od dnia nabycia przedmiotu używanego. W przypadku umowy kupna sprzedaży rzeczy ruchomych podatek wynosi 2% wartości przedmiotu, a obowiązek jego zapłaty ciąży na kupującym. Jeśli jednak umowa zakupu zawierana jest w formie aktu notarialnego, to nie trzeba składać deklaracji PCC-3. W takich przypadkach podatek pobierany jest bezpośrednio przez notariusza.

Nawet 70 tys. zł kary za brak deklaracji

Co istotne, brak umowy nie zwalnia nas z obowiązku rozliczenia się z transakcji kupna. Warto też zwrócić uwagę, że Urząd Skarbowy może dokonać korekty wartości nabycia przedmiotu, jeśli określona w transakcji będzie odbiegać od ceny rynkowej – ­podkreśla Piotr Juszczyk.

Kara za niezłożenie deklaracji PCC-3 wynosi od 10 proc. wysokości płacy minimalnej aż do jej dwudziestokrotności. W 2023 roku minimalne wynagrodzenie zmienia się dwa razy. To oznacza, że od 1 stycznia do 30 czerwca 2023 roku kara wynosi od 349 do 69 800 zł, a w drugiej połowie roku od 360 do 72 000 zł.

Prawo przedsiębiorców do zwolnienia z podatku w ramach pomocy de minimis

Polskim przedsiębiorcom przysługuje pomoc państwa w dopuszczalnych przez Komisję Europejską granicach, niezakłócających zasad konkurencji na wspólnym rynku UE (pomoc de minimis). Jedną z form pomocy są zwolnienia podatkowe. Przedsiębiorcy napotykają jednak problemy ze skorzystaniem z niej w sytuacji, gdy kwota zobowiązania podatkowego przekracza określony kwotowo limit pomocy de minimis. Organy stają na stanowisku, że w takiej sytuacji uzyskanie pomocy w postaci zwolnienia jest niemożliwe. Sąd stwierdził jednak, że możliwe jest wówczas zwolnienie częściowe, czyli do kwoty wyczerpującej wysokość limitu (sygn. akt I SA/Wr 535/22).

Dofinansowanie inwestycji, szkoleń, ale i zwolnienia z podatku

Unia Europejska dopuszcza państwową pomoc przedsiębiorcom, która nie narusza konkurencji ani nie wpływa na handel między państwami członkowskimi. Udzielana jest ona firmom w różnej postaci np. wsparcia w inwestycjach, szkoleń, ale i umorzeń odsetek ZUS, a przede wszystkim zwolnień podatkowych. Generalnie, zgodnie z Rozporządzeniem Komisji (UE) Nr 1407/2013 z dnia 18 grudnia 2013 r. w sprawie stosowania art. 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej do pomocy de minimis, całkowita kwota pomocy przyznanej przez państwo członkowskie jednemu przedsiębiorstwu nie może przekroczyć 200 000 EUR w okresie trzech lat podatkowych. Niższą wartość dopuszczalnej pomocy KE przewiedziała w rozporządzeniu 1408/2013 w sektorze rolnym. Zgodnie z jego art. 3 ust. 2 nie może ona przekroczyć w okresie trzech lat podatkowych 15 000 EUR.

Audyt podatkowy i wniosek o stwierdzenie nadpłaty

W listopadzie 2021 r. podatnik nabył nieruchomość gruntową stanowiącą gospodarstwo rolne, za cenę ponad 16 mln zł. Przy umowie sprzedaży notariusz, jako płatnik, pobrał 2% podatek od czynności cywilnoprawnej w wysokości ponad 320 tys. zł. Po tygodniu, najwidoczniej po dokonaniu weryfikacji podatkowo-prawnej przeprowadzonej transakcji, wystąpił do naczelnika urzędu skarbowego o stwierdzenie nadpłaty w ww. podatku PCC. Naczelnik ustalił, że podatnik w 2019 r. otrzymał pomoc de minimis dla rolnictwa w wysokości 23 tys. zł. Podatnik domagał się więc stwierdzenia nadpłaty w wysokości 47 tys. zł, czyli w wysokości kwoty pozostałej z przysługującego mu w ramach pomocy de minimis w rolnictwie limitu 15 tys. euro (kurs euro oscylował wówczas wokół 4,66 zł x 15 000 = 70 tys. zł.).

Zwolnienie z podatku w całości przekroczyłoby dopuszczalny limit pomocy de minimis

Naczelnik odmówił. Przyznał, że transakcja podatnika wypełniła wszystkie przewidziane w art. 9 pkt 2 ustawy o PCC przesłanki zwolnienia, m.in.: powierzchnia gospodarstwa rolnego powstałego w wyniku jego powiększenia będzie nie mniejsza niż 11 ha i nie większa niż 300 ha, a gospodarstwo to będzie prowadzone przez nabywcę przez okres co najmniej 5 lat od dnia nabycia. Jednak wskazał na art. 3 ust. 7 rozporządzenia 1408/2013, który stanowi, że jeżeli z powodu udzielenia nowej pomocy de minimis pułap określony w ust. 2 (a więc 15 000 euro) lub górny limit krajowy, o którym mowa w ust. 3, zostałby przekroczony, nowa pomoc nie może być objęta przepisami niniejszego rozporządzenia. Organ skonkludował więc, że w przedmiotowej sprawie ową „nową pomocą” jest zwolnienie podatkowe z PCC. Skoro więc wskutek udzielenia zwolnienia limit pomocy de minimis zostałby przekroczony, „nowe zwolnienie” nie podlega przepisom rozporządzenia, a nie tylko jego część.

Podatnicy mogą korzystać ze zwolnienia w części w jakiej nie przekroczy ono limitu pomocy

Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu uznał, że skoro celem unijnego rozporządzenia 1408/2013 jest zakaz przyznawania przez państwo pomocy ponad określoną w nim kwotę to nie ma przeszkód, aby dany podmiot uzyskał pomoc w wysokości, która kwocie tej odpowiada. I wbrew temu, co twierdzą organy, nie sprzeciwiają się temu przepisy przedmiotowego rozporządzenia. Sąd zwrócił uwagę, że w jego art. 3 ust. 2 unijny ustawodawca posługuje się pojęciem „całkowitej kwoty pomocy”, która nie może przekroczyć ustalonego limitu. Przede wszystkim wrocławski sąd przywołał poprzednio obowiązujące rozporządzenie KE nr 1535/2007 z 20 grudnia 2007 r., w którym w art. 3 ust. 2 zawarte było stwierdzenie, że gdy łączna kwota pomocy przekracza pułap, o którym mowa w akapicie pierwszym, nie może ona być objęta przepisami niniejszego rozporządzenia, nawet w odniesieniu do części pomocy nieprzekraczającej tego pułapu. W aktualnym rozporządzeniu 1408/2013 takiego zastrzeżenia nie ma. Poza tymi argumentami sąd wskazał, że nie ma takiego przepisu, który zakazywałby udzielania częściowego zwolnienia z podatku od czynności cywilnoprawnej. W drodze wnioskowania z większego na mniejsze, skoro zwolnienie można uzyskać co do całości podatku, to można również do jego części. Uchylając zaskarżoną przez podatnika decyzję naczelnika urzędu skarbowego WSA orzekł: „zwolnienie ma zastosowanie do kwoty nieprzekraczającej limitu określonego w rozporządzeniu nr 1408/2013. W konsekwencji, jeżeli wysokość zwolnienia przekroczyłaby tę kwotę, nadwyżka nie jest objęta zwolnieniem podatkowym”.

Podsumowanie

Przedsiębiorcy, rolnicy i inni podatnicy, którzy byli uczestnikami podobnych postępowań, i którym fiskus odmówił prawa do skorzystania z ulgi w podatku, powinni przeprowadzić podobną weryfikację – audyt podatkowy, podobnie jak skarżący w tej sprawie. Może się okazać, że opisany przypadek nie jest przypadkiem odosobnionym. I z pewnością nie jest. Świadczą o tym przykładowe, tożsame sprawy: z 5 lipca 2022 r., sygn. akt III FSK 256/22; z 19 stycznia 2022 r., sygn. akt II FSK 1141/21; z 25 listopada 2021 r., sygn. akt I GSK 840/21; z 22 września 2021 r., sygn. akt III FSK 188/21; z 21stycznia 2020 r., sygn. akt II FSK 456/18; z 7 lipca 2020 r., sygn. akt II FSK 930/20; z 2 września 2021 r., sygn. akt II FSK 1423/18, w których Naczelny Sąd Administracyjny stanął po stronie podatników orzekając, że mogą oni skorzystać w ramach pomocy de minimis ze zwolnienia również tylko co do części zobowiązania podatkowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Turcja na rozdrożu – analiza Allianz Trade w okresie przedwyborczym

W tym tygodniu prezydent Erdogan stanie w obliczu zaciętego wyścigu w tureckich wyborach prezydenckich i parlamentarnych, które będą miały kluczowe znaczenie dla kształtowania przyszłej polityki gospodarczej. Sondażownie uważane za stosunkowo niezależne generalnie przewidują niewielkie zwycięstwo głównego kandydata opozycji Kilicdaroglu, lecz najprawdopodobniej w drugiej turze głosowania 28 maja. Sondaże nie uwzględniają jednak tureckich emigrantów głosujących za granicą, dlatego mogą mieć spory margines błędu. Rządząca partia AKP odnotowała ostatnio częściowy powrót poparcia społecznego, prawdopodobnie dzięki szeregowi działań w zakresie ekspansji fiskalnej, zrealizowanych lub zadeklarowanych przez rząd. W wyborach parlamentarnych zdobędzie prawdopodobnie około jednej trzeciej głosów. Główna partia opozycyjna CHP plasuje się za nią z różnicą kilku punktów procentowych. Sondaże wskazują, że Sojusz Narodowy kierowany przez CHP i Sojusz Ludowy kierowany przez AKP idą łeb w łeb, choć żadna z tych partii nie ma szans na uzyskanie samodzielnej większości w parlamencie. Tymczasem większość w parlamencie może zdobyć blok opozycyjny, czyli Sojusz Narodowy wraz z Sojuszem Pracy i Wolności, na czele którego stoi opozycyjna, pro-kurdyjska partia HDP/YSP.

Pozostaje jeszcze kilka niewiadomych, w tym przebieg wyborów w regionie głównie kurdyjskim, dotkniętym silnymi trzęsieniami ziemi w lutym 2023 roku (a tym samym niepewność odnośnie poparcia dla HDP). W opinii Allianz Trade istnieje również możliwość, że nieznaczne zwycięstwo opozycji zostanie zakwestionowane, jak to miało miejsce w 2019 roku, kiedy prezydent Erdogan wymusił powtórzenie wyborów lokalnych w Stambule po tym, jak AKP przegrała głosowanie (ostatecznie przegrała również jego powtórkę).

Niezależnie od wyniku, kolejny rząd będzie musiał zmierzyć się z poważnymi wyzwaniami gospodarczymi i finansowymi. Do głównych problemów, które narosły w ostatnich latach, należą: przedłużający się okres niekonwencjonalnej polityki monetarnej, która doprowadziła do stale wysokiej inflacji oraz ciągłej słabości i niestabilności waluty; pogłębiająca się nierównowaga zewnętrzna i niskie rezerwy walutowe; trwały odpływ kapitału w warunkach gwałtownego spadku zaufania inwestorów oraz coraz bardziej wygórowane wydatki publiczne.

W związku z tym, programy partii opozycyjnych zawierają kluczowe propozycje dotyczące polityki gospodarczej, takie jak przywrócenie niezależności banku centralnego, obniżenie inflacji do poziomu jednocyfrowego w ciągu dwóch lat, przywrócenie stabilności waluty, przywrócenie polityki „liryzacji” i kontroli walutowej dla eksporterów, a także powrót do większej ostrożności fiskalnej. Chociaż w programach znajdują się wyraźne odniesienia do niezależności banku centralnego, to jednak założenia dotyczące realizacji większości z tych celów są dość skromnie opisane. Cofnięcie liryzacji i kontroli walutowych byłoby pozytywnym posunięciem, ale zasadniczo potrzebny jest kompleksowy powrót do konwencjonalnej polityki monetarnej, w tym zdecydowana podwyżka stóp procentowych, większa lub pełna elastyczność kursu walutowego (zmniejszenie interwencji walutowych) oraz likwidacja kosztownej polityki depozytów TRY chronionych przed wahaniami kursów walut, która została wprowadzona w grudniu 2021 roku. Jak dotąd przedstawiciele opozycji nie wspomnieli wyraźnie o planach takich zmian w przypadku wygranej w wyborach, choć niektórzy dawali sygnały w tym kierunku.

Stopy procentowe w opinii Allianz Trade powinny zostać wyraźnie podniesione, aby można było osiągnąć obniżenie inflacji. Uważamy, że stopa procentowa wynikająca z polityki monetarnej (obecnie 8,50%) powinna przynajmniej zbliżyć się do średniej ważonej stopy depozytów (obecnie w przedziale 20%-25%, choć prawdopodobnie również obecnie zniekształconej), z którą była w dużej mierze zgodna przed 2022 rokiem (Wykres 1). Przyczyniłoby się to również do zakończenia polityki depozytów w TRY przewidującej zabezpieczenie przed wahaniami kursów walut.

Wykres 1: Turcja – stopy procentowe (%)

turcja stopy procenstowe
Źródła: Bank Centralny Republiki Turcji, Refinitiv, Dział Analiz Allianz

A Powrót do systemu swobodnego kursu walutowego będzie konieczny, aby przywrócić konkurencyjność eksportową Turcji. Od czasu wejścia w życie nieortodoksyjnej polityki pieniężnej w grudniu 2021 roku, lira turecka (TRY) umocniła się o około +35% w realnym wymiarze efektywnym. Odzwierciedla to fakt, że waluta TRY jest obecnie przewartościowana, ponieważ nominalna deprecjacja TRY o około -30% w analogicznym okresie byłaby jeszcze większa, gdyby nie intensywne interwencje walutowe Banku Centralnego Republiki Tureckiej (CBRT). Rzeczywista efektywna aprecjacja TRY przyczyniła się do spadku wolumenu eksportu (-16% w lutym 2023 w porównaniu z grudniem 2021 roku) przy jednoczesnym wzroście wolumenu importu o +15%, co wskazuje na utratę konkurencyjności przez tureckich eksporterów (Wykres 2). Stwierdzamy, że powrót do całkowicie elastycznego kursu walutowego spowoduje dalszą deprecjację TRY; przewidujemy, że na początku 2024 roku będzie obowiązywał kurs około 25 TRY za 1 USD. W opinii Allianz Trade należy pamiętać, że nie wyklucza to pewnej krótkoterminowej zmienności i – być może – początkowego odruchu aprecjacji TRY w pierwszych tygodniach po wyborach w przypadku zmiany reżimu politycznego. Słabszy TRY pod koniec roku poprawiłby wprawdzie konkurencyjność tureckich eksporterów, ale jednocześnie zwiększyłby koszty dla tureckiego skarbu państwa i CBRT w związku z chronionymi przed ryzykiem kursowym depozytami w TRY, co stanowi kolejne uzasadnienie dla rezygnacji z tej polityki po wyborach.

Wykres 2: Turcja – kursy wymiany walut i wolumen handlowy (wskaźniki: grudzień 2021 = 100)

Turcja – kursy wymiany walut i wolumen handlowy
Źródła: Bank Centralny Republiki Turcji, Turkstat, Refinitiv, Dział Analiz Allianz

Rentowność obligacji powinna być dostosowana do oczekiwań dotyczących inflacji. Chociaż nie ma o tym mowy w programie opozycji, nowy rząd powinien również dążyć do pobudzenia apetytu inwestorów zagranicznych na obligacje państwowe denominowane w TRY. Od ubiegłego roku przepisy bankowe w kontekście nietypowej polityki AKP zmusiły tureckie banki do zakupów długoterminowych papierów wartościowych emitowanych przez rząd, co z kolei doprowadziło do zniekształcenia rentowności obligacji. W rezultacie, te ostatnie przestały być zgodne z panującą inflacją i prognozami jej dotyczącymi dla Turcji (Wykres 3). Odstraszyło to jeszcze więcej inwestorów zagranicznych, zwiększając jednocześnie długoterminowe ryzyko dla tureckiego sektora bankowego, który jest w posiadaniu coraz większej części długu publicznego.

Wykres 3: Turcja – inflacja i rentowność obligacji rządowych (%)

Turcja – inflacja i rentowność obligacji rządowych
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz

Na koniec należy wspomnieć, że powrót do ostrożnego podejścia fiskalnego do roku 2024 będzie również miał kluczowe znaczenie dla kolejnego rządu. Spodziewamy się, że deficyt budżetowy Turcji gwałtownie wzrośnie w 2023 roku w wyniku ogromnych wydatków przedwyborczych, transferów i wydatków związanych z trzęsieniem ziemi, oraz wakacji podatkowych. Skumulowany deficyt budżetowy rządu centralnego wzrósł w kwietniu 2023 roku do szacowanego poziomu -340 mld TRY, znacznie wyższego niż w tym samym miesiącu w poprzednich trzech latach (Wykres 4). Przewidujemy, że deficyt budżetowy sektora instytucji rządowych i samorządowych zwiększy się w tym roku do -5,5% PKB (Wykres 5). Patrząc w przyszłość widać, że po wyborach należy wyeliminować nadmierne wydatki publiczne, aby uniknąć kryzysu zadłużenia państwowego w ciągu najbliższych kilku lat.

Wykres 4: Turcja – bilans budżetu władz centralnych, narastająco (w mld TRY)

Turcja – bilans budżetu władz centralnych
Źródła: Refinitiv, Ministerstwo Skarbu i Finansów Turcji, Dział Analiz Allianz

Wykres 5: Turcja – finanse publiczne rządu centralnego (% PKB)

Wykres 5: Turcja – finanse publiczne rządu centralnego (% PKB)
Źródła: Refinitiv, MFW, Dział Analiz Allianz

Ogólnie rzecz biorąc, propozycje polityki gospodarczej przedstawiane przez opozycję są krokiem w dobrym kierunku, ale nie wystarczą, aby odwrócić losy tureckiej gospodarki. Nie wiadomo też, czy jest apetyt na więcej. Samo przywrócenie niezależności banku centralnego, podniesienie stóp procentowych, cofnięcie niektórych środków makroostrożnościowych i wprowadzenie porządku fiskalnego nie wystarczy, aby uporać się z głęboko zakorzenioną nierównowagą makroekonomiczną. W opinii Allianz Trade, aby sprowadzić gospodarkę na ścieżkę zrównoważonego rozwoju, potrzebny jest długi okres zacieśnienia polityki monetarnej i fiskalnej. To jednak prawdopodobnie pociągnie za sobą koszty gospodarcze i polityczne, takie jak niższy wzrost, zwiększenie bezrobocia, deprecjacja waluty i potencjalnie wzrost liczby niewypłacalności firm, a także zmniejszy popularność (nowego) rządu. Gotowość na powyższe skutki będzie prawdopodobnie niska, dlatego możliwe jest rozwodnienie koniecznych polityk.

Jeżeli prezydent Erdogan i AKP wygrają najbliższe wybory, spodziewamy się kontynuacji obecnej polityki gospodarczej, przynajmniej do wyborów lokalnych na wiosnę 2024 roku. Wynikiem będzie utrzymująca się wysoka inflacja (znacznie powyżej dziesięciu procent), słabość waluty, luźna polityka fiskalna finansowana w dużej mierze przez lokalne banki, jak również nierównowaga makroekonomiczna, w tym niewystarczający poziom rezerw walutowych. Ponieważ jednak takie połączenie polityk jest niemożliwe do utrzymania w perspektywie średnioterminowej, wzrosłoby ryzyko kolejnego poważnego kryzysu walutowego, erozji finansów sektora bankowego i pogorszenia stanu finansów publicznych. W końcu władze tureckie mogą być zmuszone do reakcji w postaci ścisłej kontroli kapitału.

Podsumowując, Turcja znajduje się na rozdrożu, a nadchodzące wybory mogą zmienić bieg wydarzeń w średnioterminowej perspektywie gospodarczej. W ciągu około dwóch lat gospodarka turecka będzie musiała dokonać znaczącej korekty, aby zmniejszyć nierównowagę makroekonomiczną i uniknąć pełnego kryzysu finansowego w stylu roku 2001. Pomocny byłby program finansowania przez MFW, na co nowy rząd byłby prawdopodobnie bardziej otwarty. Niezależnie od wyniku wyborów, w krótkiej perspektywie korekta będzie bolesna, choć w średniej perspektywie może okazać mniej chaotyczna pod rządami CHP.

Walka z inflacją trwa

Brytyjczycy po raz kolejny podnoszą stopy procentowe, ale funt nie reaguje na to pozytywnie. Kolejne przykłady z Europy wskazują, że walka z wysoką dynamiką cen nie będzie łatwa. Prezes NBP nie wyklucza obniżek kosztu pieniądza pod koniec roku.

Stopy na Wyspach w górę

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe o 25 pb, tym samym wprowadzając główną na poziom 4,5%. Decyzja nie była jednogłośna, 2 z 9 decydentów postulowało utrzymanie kosztu na niezmienionym poziomie. Jednak trudno się dziwić większości w BoE, skoro inflacja na Wyspach pozostaje najwyższą wśród rozwiniętych krajów tzw. Zachodu i przekracza 10%. Z komunikatu po posiedzeniu możemy się dowiedzieć, że władza monetarna jest gotowa do kolejnych ruchów, jeśli presja inflacyjna nie będzie maleć. Było to już 12. podwyżkowe posiedzenie z rzędu i koszt pieniądza jest najwyższy od 2008 r. Co ciekawe, decyzja BoE nie wzmocniła pozycji szterlinga (w teorii wyższe stopy powinny być zachętą do zakupu danej waluty), który po jej ogłoszeniu zaczął słabnąć. W piątkowy poranek widać stabilizację na parach funtowych, a kurs GBP/PLN przekracza 5,20 zł. Impulsu nie przyniosła paczka brytyjskich danych makro. PKB w pierwszym kwartale ledwo rósł o 0,2%, a spadek marcowej produkcji przemysłowej (-2%) jest już 8. z rzędu.

Inflacja w górę

Dostajemy kolejny argumenty za tezą, że proces dezinflacyjny w Europie nie będzie łatwy, przyjemny i jednotorowy. Dzisiejsze finalne odczyty wskaźników CPI w ujęciu rocznym za kwiecień z Francji (5,9%) i Hiszpanii (4,1%) potwierdziły, że dynamika cen w największych gospodarkach UE powróciła do wzrostów. Czy będzie to tylko potknięcie w podążaniu do celów inflacyjnych, pokaże czas. Jeśli jednak potwierdzą się trudności w tym marszu w kolejnych odczytach, to nie pozostawi to wielkiego wyboru EBC, który będzie zmuszony do kontynuacji cyklu podwyżek stóp. Kurs EUR/USD po wczorajszym mocnym tąpnięciu w piątkowy poranek próbował wrócić do wzrostów, ale o godz. 10 gwałtownie zawrócił w kierunku 1,09$.

Świat oczami szefa NBP

Pewną świecką tradycją jest oczekiwanie z napięciem na konferencję prezesa NBP po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Jednak tym razem show prof. Glapińskiego mógł zawieść oczekiwania. Co prawda wystąpienie trwało ponad 90 minut, ale trudno z niego wyciągnąć coś, co rzeczywiście zapadnie w pamięć na dłuższy czas. Zwyczajowo zostały przeprowadzone ataki na polityków, ekspertów i dziennikarzy, którzy mają inne poglądy od szefa banku centralnego. Sytuacja w Polsce została przedstawiona jako stabilna, a wręcz prawie pozytywna. Dodatkowo ma być tylko lepiej, bo np. wskaźnik PKB do siły nabywczej ma się u nas zbliżyć już w ciągu kilku lat do głównych europejskich gospodarek. Inflacja nie jest najwyższa w Europie, a płace realne (czyli stosunek wzrostu wynagrodzeń do dynamiki cen) spadły nieznacznie w porównaniu do większości UE. Natomiast hasło „drożyzny” to propagandowy wytrych, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Kursy walutowe nie spędzają snu z powiek szefowi NBP, ale równocześnie, jeśli dobra pozycja PLN się utrzyma, to może to wpłynąć nawet na 1% spadek średniorocznej inflacji. Chociaż mogliśmy usłyszeć, że cykl podwyżek nie został zakończony (formalnie), to nie można wykluczyć obniżek stóp pod koniec roku. Na koniec wypada tylko życzyć wszystkim tak dobrego nastroju, jaki towarzyszy prof. Glapińskiemu, który zarabia rocznie ponad 1 mln złotych.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne: Polska w czołówce, stagnacja w Europie

Liczba Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych (BIZ) w Polsce wzrosła o 23% do 237 w 2022 r., równolegle liczba miejsc pracy generowanych przez te inwestycje spadła do 18,4 tys. – to 12% mniej niż w inwestycjach ogłoszonych w 2021 r. W Europie nastąpiła stagnacja – liczba BIZ wzrosła o 1% w 2022 r., przy spadku planowanych miejsc pracy o 16% – wynika z cyklicznego badania EY Atrakcyjność Inwestycyjna Europy.

Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne (BIZ) to jeden z istotnych czynników determinujących rozwój kraju. EY od ponad dwóch dekad analizuje wolumeny inwestycji zagranicznych w Europie w badaniu Atrakcyjność Inwestycyjna Europy.

Analiza ubiegłorocznych deklaracji inwestorów dotyczących BIZ pokazuje nieznaczne ożywienie, choć widać wyraźnie, że Europa wciąż czeka na odbicie z pandemicznego dołka. Ilość projektów inwestycyjnych w Europie wzrosła jedynie o 1% do 5 962. To 7% poniżej wolumenów sprzed pandemii.

Ten wynik nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę napięcia na poziomie geopolitycznym, otoczenie makroekonomiczne i kryzys energetyczny. W ubiegłym roku wskazywaliśmy, że wybuch wojny w Ukrainie może spowodować wstrzymanie decyzji przez inwestorów. Tak się stało i widać to w wolumenie inwestycji, oraz – może nawet bardziej – na poziomie zatrudnienia generowanego przez BIZ. Ten wynik nieco rozczarowuje, biorąc pod uwagę oczekiwania na ożywienie inwestycji, wstrzymywanych wcześniej przez pandemię – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska, Partner Zarządzający Regionem EY CESA.

Liczba miejsc pracy generowanych przez BIZ ogłoszone w 2022 r. na poziomie 343,6 tys. jest mniejsza o 16% niż dane za 2021 r.

Liczba Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych

Polska w czołówce

W zestawieniu ubiegłorocznych inwestycji zdecydowanie wyróżnia się kilka krajów Europy Południowej oraz Środkowo-Wschodniej, w tym Polska. Liczba BIZ w Polsce wzrosła w 2022 r. o 23% do 237. Jednak są to mniejsze projekty niż w 2021 r. Liczba miejsc pracy generowanych przez BIZ w 2022 r. spadła do 18,4 tys. – to 12% mniej niż w inwestycjach ogłoszonych rok wcześniej.

Inwestorzy rekonfigurują globalne łańcuchy dostaw. Polska może być jednym z beneficjentów tego trendu m.in. dlatego, że położenie w centrum Europy łączy z atrakcyjnością kosztową inwestycji i wysokimi kwalifikacjami pracowników. Szczególnie dotyczy to sektorów produkcji i funkcji back-office. Ponadto, rośnie znaczenie inwestycji podejmowanych przez podmioty z Ukrainy i Białorusi. Relokacje kapitału z tych państw miały wpływ na wzrost projektów inwestycyjnych w Polsce w 2022 roku – mówi Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Co dalej?

Na mapie europejskich inwestycji wyróżnia się też kilka innych krajów: BIZ we Włoszech wzrosły o 17% w 2022 r., Portugalii – 24%, Rumunii – 86% i Turcji – 22%. Wciąż trzy największe kraje Europy przyciągają połowę inwestycji zagranicznych. Francja, lider najnowszego zestawienia, przyciągnęła 1 259 projektów, co daje 3% wzrost r/r. Wielka Brytania, wciąż borykająca się z efektami Brexitu, może się pochwalić 929 projektami, co daje spadek o 6%, a Niemcy, największa gospodarka Europy, ale z wysokimi kosztami pracy i nadwyrężonymi łańcuchami dostaw, przyciągnęły 832 inwestycje (spadek o 1% r/r). W przeliczeniu na miejsca pracy sytuacja wygląda inaczej – ubiegłoroczne BIZ w Wielkiej Brytanii to 46 779 miejsc pracy, we Francji, której ciążą wysokie koszty pracy i skomplikowane prawo pracy – 38 102, a w Niemczech – 33 548. Największe inwestycje pod względem średniej liczby miejsc pracy przyciągają Serbia i Hiszpania, gdzie jedna inwestycja generuje przeciętnie odpowiednio 334 i 326 miejsc pracy. Polska zajmuje 6. miejsce w tym ujęciu, ex aequo z Włochami: jedna BIZ w Polsce to średnio 148 miejsc pracy. Kluczem do sukcesu w przyciągnięciu inwestycji dających zatrudnienie jest połączenie stosunkowo niskich kosztów pracy i wysokich kwalifikacji pracowników.Liczba Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych w EuropieLiczba Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych w Europie tabela

Przyspieszenie inwestycji zagranicznych będzie w dużym mierze zależeć od skali i trwałości obecnego spowolnienia oraz perspektyw i siły ożywienia gospodarczego. Z badań EY wśród inwestorów wynika, że najgorsze jest już za nami. 67% ankietowanych planuje rozwijać lub rozpocząć działalność w Europie w ciągu najbliższego roku – to najwyższy wskaźnik w historii badania, wzrost z 53% w ub. roku.

To z jednej strony efekt inwestycji zaplanowanych i niezrealizowanych w poprzednich latach, z drugiej – warunki gospodarcze wymuszają na firmach reorganizację i racjonalizację działalności oraz optymalizację kosztową. Europa musi wzmocnić swoją atrakcyjność dla inwestorów, jeśli chce zostać beneficjentem tego wzmożonego apetytu na inwestycje – mówi Jacek Kędzior.

USA chce przyciągnąć inwestorów podpisaną w ub. roku Inflation Reduction Act, zakładającą 370 mld USD wydatków na projekty związane ze zmianą klimatu i transformacją energetyczną.

Z kolei Unia Europejska tworzy sprzyjające warunki dla napływu BIZ do branż o dużym potencjale innowacyjnym poprzez implementacje strategii rozwoju technologii cyfrowych i rozwiązań prośrodowiskowych. W tym celu wykorzystywany jest, m.in., Instrument na Rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności, który ma łagodzić skutki pandemii w krajach członkowskich poprzez inwestycję w transformację cyfrową, energetykę odnawialną i wspieranie rozwoju umiejętności.

Sektory zaawansowane technologicznie w centrum uwagi inwestorów

Postępująca digitalizacja gospodarek Europy powoduje, że software i usługi IT były sektorem numerem jeden dla BIZ w 2022 r. – po wzroście o 8% r/r stanowiły 20% wszystkich projektów ogłoszonych w 2022 r. Europa przyciągnęła o 27% więcej projektów z obszaru usług dla biznesu i usług profesjonalnych w porównaniu z 2021 r.

Liczba Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych w Polsce

Wyzwania i szanse dla Europy

Jednym z kluczowych czynników negatywnie wpływających na prowadzenie biznesu w Europie są wysokie ceny energii. Z badania EY wynika, że 29% firm odroczyło decyzję o inwestycji z powodu kryzysu energetycznego. Część z nich może zdecydować się na inwestycję w tym roku. Równolegle warto zauważyć, że 17% inwestorów realokowało produkcję poza Europę – co oznacza, że Stary Kontynent stracił część inwestycji. Z kolei 45% dyrektorów odpowiedzialnych za inwestycje uważa, że wysokie stopy procentowe i utrudniony dostęp do finansowania wpłynie na ich plany inwestycji w Europie w tym roku, a 40% wymienia wysoką inflację i jej negatywny wpływ na popyt konsumpcyjny jako kluczowy czynnik decyzji o inwestycji na Starym Kontynencie.

Atrakcyjność Inwestycyjna Europy

Pozytywnie na wolumeny inwestycji zagranicznych w Europie może wpływać nearshoring lub friendshoring, czyli trend do lokowania inwestycji w pobliskich krajach, z tego samego kręgu politycznego: 52% firm deklaruje, że tworzy teraz łańcuchy dostaw bardziej skupione w regionie, 47% – że przenosi procesy biznesowe do krajów znajdujących się w stosunkowo bliskiej odległości geograficznej (nearshoring), a 46% – realokuje aktywa z powrotem na rodzimych rynkach. W najbliższych latach te deklaracje powinny przełożyć się na konkretne decyzje inwestycyjne.

Atrakcyjność Inwestycyjna Europy a Polska
Firmy zlokalizowane w Europie odpowiadały za 60% BIZ w 2022 r. i 77% takich przedsiębiorstw planuje zwiększyć obecność na Starym Kontynencie. Nieco mniej optymistyczny jest obraz wśród firm, które mają główną siedzibę poza Europą: tylko 53% z nich chce rozpocząć lub zwiększyć obecność w krajach europejskich.

Metodyka
Badanie EY Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2022 składa się z dwóch części. Pierwsza to dane ilościowe gromadzone w ramach EY European Investment Monitor (EIM), we współpracy z OCO, o inwestycjach zagranicznych ogłoszonych w 44 krajach Europy w roku 2022, w których efekcie powstają miejsca pracy i otwierane są nowe placówki. W badaniu nie ujęto inwestycji portfelowych oraz fuzji i przejęć. BIZ jest ujęte w zestawieniu, jeśli inwestor pozyskuje co najmniej 10-procentowe udziały w firmie oraz bierze udział w zarządzaniu. BIZ obejmuje inwestycje kapitałowe, reinwestowane zyski i pożyczki udzielane w ramach przedsiębiorstwa. Druga część to jakościowe badanie postrzegania Europy przez inwestorów zagranicznych, które zostało przeprowadzone w okresie luty-marzec 2023 r. przez agencję Euromoney w formie ankiety internetowej przeprowadzonej wśród reprezentatywnego panelu 508 respondentów – decydentów biznesowych odpowiedzialnych za inwestycje.

Prawo UE nie nadąża za rozwojem AI

To dobrze, że powstaje AI ACT. Nie ma zaskoczenia, że prawo nie nadąża za rozwojem sztucznej inteligencji, gdyż ta poszerza swoje możliwości wykładniczo, a prawo rozwijamy linearnie, do tego w określonym reżimie zasad. Zwykle regulowane są zresztą obszary już nam znane. Tymczasem pełne możliwości technologii są możliwe do określenia dopiero wtedy, kiedy następuje jej adopcja na szeroką skalę. Ciężko zatem jest tworzyć efektywne rozwiązania prawne, które będą o krok przed postępem technologicznym, ale to nie oznacza, że powinniśmy zwlekać lub że niektórych konsekwencji albo zakładanych zagrożeń nie da się przewidzieć – uważa dr Karolina Małagocka, ekspertka w obszarze nowych technologii z Akademii Leona Koźmińskiego

Obecne założenia zawarte w AI Act na pewno nie wyczerpują wszystkich możliwych obszarów, które dziś lub za bardzo krótką chwilę będziemy potrzebowali unormować. Niektóre z nich mogą wiązać się z obawami, szczególnie te, które już dziś budzą kontrowersje w zakresie zachowania prawa do autonomii cielesnej czy potencjalnie dyskryminacyjnego charakteru technologii. Przykładem może być wyższy odsetek błędnych rozpoznań w niektórych grupach, dotyczy to szczególnie kobiet, z naciskiem na te mające inny niż biały kolor skóry. Badania prowadzone od 2018 roku w Stanach Zjednoczonych wykazują, że w przypadku kobiet o ciemnej skórze 1 na 3 rozpoznania mogą być błędne. Nie wydaje się to być akceptowalnym poziomem w przypadku rozszerzenia adopcji technologii do działań organów ścigania czy administracji państwowej – dodaje badaczka.

Szczoteczka soniczna do zębów – 5 powodów, dla których warto się w nią zaopatrzyć

Szczoteczka soniczna to urządzenie przeznaczone do pielęgnacji jamy ustnej. Zalicza się ją do grupy szczoteczek elektrycznych, jednak różni się od innych tego typu przyrządów zastosowaną w niej technologią fal dźwiękowych. Przeczytaj poniższy artykuł, aby poznać 5 powodów, dla których warto zaopatrzyć się w szczoteczkę soniczną. Jeśli szukasz najlepszego urządzenia tego typu, sprawdź ofertę marki Smilesonic.

Podczas pracy szczoteczki sonicznej cząsteczki śliny, pasty do zębów i wody łączą się ze sobą, a powstałe w wyniku tego mikrobąbelki trafiają nawet do trudno dostępnych miejsc w jamie ustnej, oczyszczając je z różnych nieczystości: płytki nazębnej, osadów, bakterii i resztek pokarmowych. Oprócz tego drgania soniczne docierają na odległość kilku milimetrów od zakończenia włókien, dzięki czemu są całkowicie bezpieczne dla szkliwa zębowego i dziąseł. Maksymalna liczba ruchów wykonywanych na minutę pracy przez szczoteczkę soniczną to aż 96 000!

Nowoczesna technologia soniczna

Szczoteczki soniczne oferują pracę w kilku trybach (od jednego do pięciu), które różnią się od siebie prędkością pracy. Najczęściej występujące programy czyszczące w szczoteczkach sonicznych to: codzienne czyszczenie, delikatne czyszczenie, wybielanie zębów, masaż dziąseł oraz polerowanie szkliwa. Największą prędkość główka szczoteczki sonicznej osiąga w trybie wybielającym, a wynosi ona wówczas aż 96 000 ruchów na minutę pracy. Dzięki takiej możliwości wyboru każda osoba może korzystać z trybu odpowiedniego dla siebie.

Bardzo wydajna bateria

Szczoteczka soniczna świetnie sprawdzi się podczas podróży nie tylko dlatego, że jest urządzeniem bezprzewodowym, ale również dlatego, że posiada bardzo wydajną baterię litową, która pozwala na pracę nawet przez dwa lub trzy miesiące (w trybie standardowym) bez konieczności ładowania. Dzięki temu nie musisz ciągle pamiętać o podłączeniu szczoteczki sonicznej do ładowarki. Czas zasilania takiej baterii wynosi zazwyczaj od kilku do kilkunastu godzin. Szczoteczka soniczna do zębów

Przydatne funkcje szczoteczek sonicznych

Nie sposób nie wymienić jako zalet szczoteczki sonicznej funkcji zwiększających komfort jej użytkowania. Bardzo przydatne są chociażby timery, które pilnują, aby czas szczotkowania zębów był odpowiednio długi: informują o upływie dwóch minut oraz co pół minuty sygnalizują konieczność zmiany szczotkowanej strefy uzębienia. Inna istotna funkcja to możliwość połączenia szczoteczki z aplikacją w smartfonie oraz monitorowania całego procesu szczotkowania zębów. Dzięki temu możemy zmieniać swoje nawyki higieniczne. Urządzenia soniczne często wyposażone są również w czujnik siły nacisku, który przestrzega nas przed zbyt mocnym dociskaniem główki szczoteczki do powierzchni zębów. Poza tym włókna końcówek w niektórych modelach posiadają wskaźnik zużycia, a więc zmieniają swoją barwę wtedy, gdy ulegną zużyciu, przypominając o konieczności wymiany końcówki na nową.

Bogato wyposażone zestawy i przydatne dodatki

Producenci szczoteczek sonicznych dołączają do swoich przyrządów wiele funkcjonalnych gadżetów. Przykładem takich dodatków są końcówki wymienne o różnym przeznaczeniu, których włókna różnią się od siebie grubością i ułożeniem na główce. Możemy wymienić następujące końcówki: standardowe, wybielające, delikatne, ortodontyczne, do oczyszczania języka itd. Ponadto w zestawach ze szczoteczkami sonicznymi często możemy znaleźć etui podróżne, które pozwala na bezpieczne przechowywanie urządzenia.

Nikkei najwyżej od 1,5 roku, rand najsłabszy w historii

Kurs podejrzewanego ostatnio o to, że może podzielić niebawem los kilku poprzednich banków regionalnych w USA, które upadły, PacWest Bancorp spadł wczoraj o 22,7 proc. Najwyraźniej nerwowość na rynku tych akcji nadal się utrzymuje na bardzo wysokim poziomie. Dziś rano cena kontraktów na S&P 500 lekko rosła o 0,22 proc. ok. godz. 9:30.
Dziś na rynkach akcji w Azji i Oceanii Nikkei 225 osiągnął najwyższy poziom od 1,5 roku. Większość pozostałych indeksów tego regionu jednak dziś spadła.

Główne indeksy europejskie rozpoczęty piątkowe notowania wzrostami (DAX +0,35 proc., CAC 40 +0,74 proc. ok. godz. 9:30).

Rosły również w piątkowy poranek głównie indeksy na GPW (WIG-20 +0,6 proc. ok. godz. 9:50). Wśród składników WIG-u 20 swój najwyższy od roku poziom osiągnął kurs Allegro. Wśród komponentów mWIG-u 20 po wzroście o 9 proc. na najwyższy poziom od roku wyszła cena akcji Amrestu. Jeśli chodzi o akcje spółek wchodzących w skład sWIG-u 80, to o ponad 11 proc. taniały dziś rano akcje spółki Toya, zaś kursy akcji R22 i Wawelu osiągnęły dziś swe nowe roczne maksima.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych cały czas balansuje w pobliżu swoich tegorocznych minimów (dziś 3,4 proc.). Na razie nie widać tu specjalnie silnego wpływu nabrzmiewającej stopniowo kwestii podniesienia – lub nie – przez Kongres USA wyczerpanego już limitu zadłużenia federalnego.

Po dwóch dniach spadku cena kontraktów na ropę naftową nadal dziś rano lekko zniżkowały (WTI -0,32 proc., Brent -0,41 proc.). Spadała dziś rano również cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie (-1,37 proc. ok. 9:35). Wczoraj w Rotterdamie cena kontraktów na węgiel kamienny spadła do najniższego poziomu od stycznia 2022. Najniżej od 2021 roku była wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny notowanych w Holandii. Najniższy od 3 lat poziom osiągnęły wczoraj cena kontraktów na tarcicę na CME.

Kurs EUR/USD spadł wczoraj do najniższego poziomu od miesiąca osiągając poziom 1,09 USD, a dziś rano ok. godz. 9:20 lekko odbijał w górę (+0,14 proc.). Amerykański dolar lekko umacniał się dziś rano w stosunku do japońskiego jena (USD/JPY +0,26 proc. ok. godz. 9:15). Po trwającym w tygodniu rajdzie w górę swój nowy historyczny rekord osiągnął kurs USD względem południowoafrykańskiego randa. Poprzedni rekord został ustanowiony w kwietniu 2020. Podobny rekord został ustanowiony przez kurs EUR/ZAR. Szerokość kanału trwającego od czerwca trendu wzrostowego kursu USD/ZAR zostawia jeszcze miejsce dla dalszej zwyżki.

Złoty, który w tym tygodniu był najsilniejszy w stosunku do euro i amerykańskiego dolara od ponad roku wykazywał dziś rano niewielkie zmiany (EUR/PLN +0,11 proc., USD/PLN -0,03 proc. ok. godz. 9:26).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wyłamał się wczoraj w dół z prawie 2-miesięcznej formacji „głowy z ramionami” utworzonej w strefie mniej więcej 27000-31000 USD. Dziś rano ten ruch w dół był kontynuowany (-2,69 proc. ok. godz. 9:10). Kurs był coraz bliżej kluczowego poziomu wsparcia, jaki stanowią jego szczyty z sierpnia ub.r. i lutego br. znajdujące się w okolicach poziomu 25000 USD. Te – pokonane w marcu br. szczyty – wydają się wyznaczać „linię szyi” 9-miesięcznej formacji „odwróconej głowy z ramionami”.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Answear.com finalizuje przejęcie Sneakerstudio i PRM

Answear.com, jeden z najszybciej rosnących e-commerce modowo-lifestylowych, który w roku 2022 wygenerował blisko 1 mld zł przejmie marki Sneakerstudio i PRM. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy wyraziło zgodę na sfinansowanie akwizycji w całości akcjami Answear.com. Transakcja wzmocni pozycję Spółki, jako jednego z wiodących podmiotów branży fashion e-commerce działającego na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, a także spozycjonuje mocniej Answear w segmencie premium sneakers & streetwear.

Answear.com dzięki przejęciu rozszerzy swoją działalność o nowy segment i grupy klientów – w szczególności Gen Z oraz klientów zainteresowanych produktami premium oraz luksusowymi. Spółka dostrzega również liczne synergie oparte na wzajemnym wykorzystaniu mocnych stron, łącząc unikalną ofertę przejmowanych brandów ze sprawnością operacyjną i zapleczem technologiczno-logistycznym Answear.com

Jesteśmy zadowoleni z decyzji Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy. Transakcja przejęcia Sneakerstudio i PRM to dla nas strategiczna decyzja, która ma na celu spozycjonowanie Answear.com w kierunki półki premium i produktów luksusowych. Dodatkowo akwizycja pozwoli nam jeszcze mocniej odróżnić się od konkurencji zarówno w zakresie oferty, grupy docelowej oraz komunikacji marki – komentuje Krzysztof Bajołek, Prezes Zarządu Answear.com.

Answear.com przejmuje ZCP (Zorganizowana Część Przedsiębiorstwa) Fashion Trends Group, w skład którego wchodzą m.in. witryny internetowe Sneakerstudio oraz PRM, a także dwa butiki stacjonarne w Krakowie i Warszawie, kontrakty z markami oraz zespoły odpowiedzialne za sprzedaż i marketing. Płatność za ZCP odbędzie się w całości akcjami Answear.com, które zgodnie z warunkami umowy mają być wyemitowane w liczbie do 650.000 akcji do obecnych właścicieli ZCP oraz do 250.000 akcji w formie programu motywacyjnego. 11 maja WZA Anwear.com zagłosowało za uchwałą o emisji akcji.

W ramach akwizycji dostrzegamy liczne synergie, w tym przede wszystkim poprawę marży przejmowanego biznesu. Jesteśmy w stanie to osiągnąć wykorzystując skalę działalności i większą siłę zakupową Answear.com. Widzimy również duży potencjał w zakresie optymalizacji kosztowej oraz działaniach crosselingowych – dodaje Jacek Dziaduś, Wiceprezes Zarządu ds. finansowych Answear.com

Sneakerstudio jest dojrzałym i cenionym wśród społeczności młodego pokolenia na rynkach CEE lifestylowo – sneakersowym brandem. Posiada w swojej ofercie produkty marek takich jak Adidas Originals, New Balance, Carhartt czy Veja. Firma prowadzi sklepy internetowe w krajach CEE, a także sprzedaje swoje produkty na rynkach zachodnio-europejskich, m.in. poprzez globalną witrynę prowadzoną w języku angielskim. Z kolei PRM jest to nowy koncept z segmentu luxury streetwear & fashion, który oferuje takie marki jak: Y-3, A.P.C., Marni, A-Cold-Wall, MISBHV czy Rick Owens. Sprzedaż odbywa się poprzez globalną witrynę internetową, a butik marki znajduje się przy ulicy Świętokrzyskiej 16 w Warszawie.

Prezenty komunijne w czasach wysokiej inflacji

Gotówka i złoto to jedne z najpopularniejszych prezentów na Pierwszą Komunię. Podczas gdy gotówka traci obecnie na wartości około 1 proc. miesięcznie, złoto mieni się wyjątkowo mocno, utrzymując cenę blisko swojego rekordu wszechczasów.

Jednym z najpopularniejszych prezentów komunijnych pozostaje gotówka. Jednak w czasie wysokiej inflacji, szybko traci ona swoja wartość. W kwietniu ceny były o 14,7 proc. wyższe niż rok wcześniej i 0,7 proc. niż w marcu. Można zatem założyć, że w tym roku gotówka traci około 1 proc. swojej wartości miesięcznie. Jeśli zatem obdarowany włoży w maju do szuflady kopertę zawierającą 1000 zł, to gdy wyciągnie pieniądze za rok, prawdopodobnie będą one realnie warte około 880 zł.

Inflacja pozostaje dwa razy wyższa niż oprocentowanie najlepszych bankowych lokat. Najlepsze bankowe depozyty 12-miesięczne dają obecnie 7 proc. w skali roku. Gdyby 1000 zł wpłacić na taką lokatę, to po roku po opłaceniu podatku otrzymamy 1057 zł, które realnie będzie wtedy warte 930 zł. Czyli utrata wartości wyniesie około 70 zł.

Okazuje się zatem, że darując gotówkę w gruncie rzeczy zachęcamy do jej szybkiego wydania (co niestety jeszcze bardziej napędza inflację), z powodu postępującej utraty wartości. Choć może to być także element edukacji ekonomicznej, zachęcający do poszukiwania sposobów na zachowanie wartości pieniądza. Na przykład poprzez rozsądne i długoterminowe inwestowanie.

Podczas gdy gotówka przeżywa trudne chwile, teraz jest wyjątkowo dobry czas dla złota. W kwietniu zbliżyło się do poziomu 2070 dolarów za uncję, co jest najwyższą ceną w historii. Obecnie jest tylko niewiele niższa i wynosi 2035 dolary za uncję. To powoduje, że zarówno złote sztabki jak i złota biżuteria, które są częstymi komunijnymi prezentami, są wyjątkowo wartościowe.

Na wysoką cenę złota wpływają trzy elementy. Perspektywa niższych stóp procentowych w USA podbija wartość aktywów które nie przynoszą stałego dochodu (jak właśnie złoto). Natomiast słaby dolar czyni złoto tańszym dla Chin czy Indii, którzy są ważnymi graczami na rynku tego kruszcu. Trzecim elementem jest poszukiwanie bezpiecznych aktywów w kontekście obaw o stan amerykańskiego systemu bankowego oraz recesji, co także podbija cenę złota. Popyt na złoto jest właśnie napędzany przez zakupy inwestycyjne, które odpowiadają za około 55 proc. światowego zapotrzebowania. Pozostałe 45 proc. to popyt na złoto służące do wytwarzania biżuterii oraz wykorzystywane przez przemysł. To zapotrzebowanie spada w wyniku spowolnienia gospodarczego na świecie.

Przy okazji warto pamiętać, że w złoto można inwestować nie tylko w formie fizycznej, ale właśnie poprzez różnego rodzaju instrumenty finansowe. Oparte o złoto fundusze EFT zanotowały w marcu duży napływ środków, po raz pierwszy od 10 miesięcy.

Dane aktualne na 11.05.2023 godz: 14:00 CE

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Baczewski: Reformy podatkowe zwiększyły inflację i obniżyły inwestycje

Reformy podatkowe są jednymi z najczęściej wprowadzanych w Polsce. Polski system podatkowy jest przez to określany jako jeden z najgorszych w Unii Europejskiej. Przedsiębiorcom doskwiera przede wszystkim niestabilność prawa, konieczność ciągłego dostosowywania się do zmian – ale także niejasność prawa. Jeśli się tak szybko przyjmuje przepisy, to zwykle one są słabo napisane, nieprecyzyjne i pozostawiają duże pole do interpretacji – np. dla służb skarbowych, które egzekwują prawo podatkowe. Według raportu Lewiatana w ostatnim czasie wprowadzono 28 różnego rodzaju danin i podatków dotyczących przedsiębiorców. Chodzi w dużym stopniu o wprowadzanie różnego rodzaju podatków branżowych – czyli np. od handlu, od cukru, od instytucji finansowych. To są podatki, które wprost obciążają poszczególne gałęzie gospodarki. Dość często są one pobierane niezależnie od wyniku finansowego przedsiębiorstwa – np. od obrotów firm.

– To powoduje, że firmy są zmuszone ten dodatkowy koszt uwzględniać przy kalkulowania swoich cen, bo muszą z czegoś te środki wygenerować. Więc można powiedzieć, że w ten sposób państwo przez swój fiskalizm dokłada się do wzrostu cen – powiedział serwisowi eNewsroom.pl dr Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – Po prostu zmusza się przedsiębiorstwa do tego, żeby zwiększyły koszty swojego funkcjonowania. To jest sytuacja, która jest wprost generowana przez politykę fiskalną państwa, czyli politykę podatkową. Natomiast zmiany prawa i ich uciążliwość powoduje, że przedsiębiorcy muszą w większym stopniu wydawać środki na obsługę systemu podatkowego – czyli na różnego rodzaju działania administracyjne, na księgowość. Wszyscy mają zdecydowanie więcej pracy przy wyliczaniu tych skomplikowanych stawek i należności wobec państwa. I to przekłada się negatywnie na kondycję gospodarki, kondycję firm oraz na skłonność do inwestowania w Polsce. Kraj, w którym system podatkowy jest niestabilny, niejasny, trudny do opanowania – jest mniej atrakcyjny, by w nim inwestować – zaznacza Baczewski.

Columbus wrócił na plus w pierwszym kwartale

W pierwszym kwartale 2023 r. Grupa Columbus Energy osiągnęła 128 mln zł przychodów. Wypracowany przez Grupę wynik EBITDA, ponad 8 mln zł, stanowi znaczną poprawę w stosunku do poprzednich kwartałów. 

Jak wynika z opublikowanego raportu kwartalnego, w trzech pierwszych miesiącach br. Grupa Columbus osiągnęła 128,1 mln zł przychodów, czyli porównywalnie do czwartego kwartału 2022 r. Skonsolidowany wynik EBITDA wyniósł 8,2 mln zł.

Przychody osiągnięte przez Grupę w pierwszym kwartale br. pokazują, że branża fotowoltaiki domowej, po perturbacjach ustawowych, nadal może być długoterminowym, stabilnym biznesemtwierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A. – Z kolei w strukturze przychodów Grupy widać wyraźny udział sprzedaży realizowanej w Republice Czeskiej. Spółka Columbus Energy a.s. wygenerowała w tym okresie blisko 23 mln zł w ramach podstawowej działalności operacyjnej, a to dopiero drugi kwartał sprzedaży prowadzonej na tym rynku. Bardzo istotną zmianę w strukturze przychodów stanowi też segment magazynów energii. Przychody ze sprzedaży w tym segmencie wzrosły aż dwunastokrotnie rok do roku (z 1,4 mln zł w 2022 r. do 16,5 mln zł w 2023 r.), i zapewne będzie to kolejny produkt po pompach ciepła, którego sprzedaż stanie się znacząca w kolejnych kwartałach i latach.

Podsumowując miniony kwartał Zarząd Columbus podkreśla, że Spółka kontynuuje transformację w organizację lżejszą kosztowo i efektywniejszą marżowo. Do sukcesów omawianego okresu Zarząd zalicza m.in. przeniesienie notowań Spółki na główny parkiet GPW i rozpoczęcie działalności w Ukrainie.

Za pośrednictwem utworzonej tam spółki będziemy dostarczać do ukraińskich domów nasz ekosystem: fotowoltaikę, pompy ciepła i magazyny energii. Liczymy, że popyt na rozwiązania OZE przez najbliższe lata będzie tam olbrzymi, dzięki czemu wykorzystamy nasze kompetencje do zaspokojenia energetycznych potrzeb tego rynku – komentuje Dawid Zieliński.

Obecnie Columbus skupia się na kilku kluczowych obszarach: optymalizacja kosztów i zwiększenie efektywności biznesu podstawowego, uruchomienie działalności na nowych rynkach, wypracowanie nowych usług oraz strumieni przychodów, budowie nowych farm fotowoltaicznych i finalizowanie sprzedaży farm do Engie, kontynuacja prac nad technologią i finansowaniem projektów BESS (wielkoskalowych magazynów energii) oraz rozwój narzędzi IT i ekosystemu.

W najbliższych tygodniach ogłosimy też nową strategię Grupy, gdzie przybliżymy szczegóły naszego modelu biznesowego i plany rozwoju na kolejne lata. A ponieważ Columbus ma w zwyczaju zaskakiwać rynek, więc i tym razem nie zabraknie niespodzianek dodaje Dawid Zieliński.

Istotne zmiany w profilu obywateli Ukrainy przebywających w Polsce

Masowy napływ uchodźców wojennych do Polski, jak i powrót części ukraińskich mężczyzn w celu wsparcia obrony swojego kraju, istotnie wpłynął na statystyczny profil obywateli Ukrainy przebywających nad Wisłą. Jednocześnie, niezmiennie wysoki jest wskaźnik związany z aktywizacją zawodową ukraińskich obywateli w Polsce. Świadczą o tym wyniki IV edycji badania „Obywatele Ukrainy w Polsce i na polskim rynku pracy. Nowe wyzwania i perspektywy” przeprowadzonego przez Platformę Migracyjną EWL, Fundację EWL i Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, które zostały opublikowane 11 maja.

Znacząca przewaga kobiet

Badanie pokazało, że 67% przebywających w Polsce obywateli Ukrainy stanowią kobiety. W porównaniu z wynikami z 2021 roku struktura płci respondentów uległa istotnej zmianie – niemal dwukrotnie zmalał odsetek mężczyzn z Ukrainy.

 – Napływ uchodźców wojennych z Ukrainy po 24 lutego 2022 roku niewątpliwie zdominował sytuację migracyjną w naszym kraju, zmieniając tym samym profil ukraińskiego obywatela mieszkającego w Polsce. Obecnie większość́ przebywających w Polsce obywateli Ukrainy to kobiety z dziećmi, które często pracują̨ poniżej swoich kwalifikacji. Słabsza znajomość́ języka polskiego oraz towarzyszące trudności w dostosowaniu się̨ do nowych warunków życia i pracy stanowią̨ wyzwanie dla wielu migrantów uchodźczych w Polsce, ale także dla polskich pracodawców – uważa Andrzej Korkus, prezes Platformy Migracyjnej EWL.

Wysoki poziom aktywizacji zawodowej

Na uwagę zasługuje fakt, że zdecydowana większość, bo aż 78% przebywających w Polsce obywateli Ukrainy podjęło zatrudnienie w naszym kraju. Biorąc pod uwagę istotny udział w tej grupie uchodźców wojennych, wskaźnik należy uznać za niezmiernie wysoki, wskazujący na dojrzałość polskiej gospodarki i rynku pracy.

Polska jako kraj posiadający wieloletnie doświadczenie w tworzeniu warunków sprzyjających zatrudnieniu migrantów ze Wschodu, poradziła sobie także z aktywizacją zawodową uchodźców wojennych z Ukrainy. Szybkie i skuteczne działania stały się możliwe m.in. dzięki decentralizacji pomocy, a także wdrożeniu rządowych programów wsparcia finansowego organizacji i firm. Digitalizacja usług publicznych okazała się wielkim usprawnieniem i realnym wsparciem działań podjętych zarówno przez podmioty prywatne, jak i państwowe. Z kolei wprowadzona deregulacja umożliwiła pracodawcom zaoferowanie pracy łącznie kilkuset tysiącom uchodźców podkreśla Andrzej Korkus.

Gorsza znajomość języka polskiego

W porównaniu do poprzedniego badania niemal dwukrotnie obniżył się odsetek ukraińskich obywateli, wykonujących pracę w Polsce zgodną z ich kwalifikacjami. W grudniu 2021 roku niemal 68% respondentów deklarowało, że zajmuje stanowiska odpowiadające posiadanym kompetencjom, zaś w 2023 roku odsetek ten wyniósł jedynie 35%.

Jednym z podstawowych elementów, który zwiększa szanse na lepsze wykorzystanie swoich kwalifikacji w ramach polskiego rynku pracy, jest znajomość języka, a ta jest gorsza w badanej grupie, niż miało to miejsce 2 lata temu. Wedle deklaracji, z 46% do 35% zmalał odsetek obywateli Ukrainy, którzy znają język polski na dobrym i bardzo dobrym poziomie. Powodem tego jest przede wszystkim słaba znajomość języka polskiego wśród uchodźców wojennych przybyłych w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, wśród których jedynie 14% deklaruje co najmniej dobrą znajomość polskiego. Natomiast wśród migrantów przedwojennych poziom ten jest nadal wysoki i wynosi49%.

– Nasze najnowsze badanie, przeprowadzone we współpracy z ekspertami z Platformy Migracyjnej EWL, pokazało, że cześć́ ukraińskich migrantów chce pozostać w Polsce na dłużej, by móc stać się̨ w przyszłości częścią̨ naszego społeczeństwa. Wspierając zarówno polską, jak i ukraińską̨ gospodarkę̨, będą̨ również̇ wzbogacać́ naszą kulturę̨ oraz jeszcze bardziej spajać nasze narody w tej symbolicznej „wojennej i powojennej” wspólnocie – podkreśla Jan Malicki, dyrektor Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Większa chęć powrotu do Ukrainy

Badanie pokazało, że niemal dwie trzecie obywateli Ukrainy (64%) planuje wrócić z Polski do swojej ojczyzny w bliższej lub dalszej perspektywie. Przy czym, odsetek respondentów deklarujących chęć pozostania w Polsce na dłużej zmalał w porównaniu do 2021 roku z 62% do 40%.

– Należy jednakże pamiętać, że są to obecnie tylko deklaracje. Tak naprawdę przyszłość pokaże, czy po zakończeniu wojny, większość uchodźców wojennych przebywających w Polsce podejmie decyzje o powrocie do Ukrainy, czy też większość będzie raczej dążyć do sprowadzenia swoich rodzin do Polski – dodaje Jan Malicki.

Badanie z obywatelami Ukrainy przebywającymi w Polsce zostało przeprowadzone w dniach 4–13 marca 2023 roku za pomocą wywiadów bezpośrednich F2F. Wywiady zostały przeprowadzone w języku ukraińskim na próbie liczącej łącznie N=500 dorosłych obywateli Ukrainy, zarówno migrantów przedwojennych, jak i uchodźców wojennych z Ukrainy. Kwestionariusz badania został opracowany przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej UW z wykorzystaniem części pytań zgłoszonych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, Urząd do Spraw Cudzoziemców i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

Rosną długi restauratorów. 2/3 branży znajduje się w słabej kondycji finansowej

Gastronomia to nie jest łatwy biznes, zwłaszcza w ostatnich latach. W minionym roku, firmy niemal wszystkich specjalizacji, od cateringu przez food trucki do restauracji zwiększyły swoje zaległości wobec banków i dostawców. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK wynika, że na koniec marca suma ich przeterminowanych zobowiązań przekroczyła 800 mln zł. Trudno o zmiany na lepsze jeśli, jak podaje wywiadownia gospodarcza Dun & Bradstreet, 2/3 branży znajduje się w słabej kondycji finansowej i panicznie boi się wzrostu kosztów działania oraz utraty klientów. A Polacy ograniczają budżet przeznaczony na jedzenie na mieście – pokazują wyniki badania „Problemy finansowe i zadłużenie Polaków”.

Wkrótce po tym jak branża gastronomiczna rozpoczęła proces podnoszenia się po drastycznym spadku spowodowanym pandemicznym lockdownem, na drodze do poprawy sytuacji stanęła inflacja. Biznes zmaga się z utrzymującymi się wysokimi cenami produktów żywnościowych, energii, paliwa i pracy. Nie pomaga obowiązujący zerowy VAT na żywność, w praktyce oznacza bowiem brak możliwości odliczenia podatku płaconego przez przedsiębiorców. Kluczowy problem stanowi spadek liczby klientów, w których podobnie jak w biznes uderza wzrost cen.

Wciąż chodzimy do restauracji, ale wydajemy mniej

Większe koszty życia przekładają się na ograniczenie wydatków Polaków na przyjemności, w tym bywanie w restauracjach i kawiarniach. Z badania „Problemy finansowe i zadłużenie Polaków”, zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że na taki luksus pozwala sobie trzy czwarte społeczeństwa. Wśród tych, którzy chodzą do barów czy restauracji, albo zamawiają posiłki do domu, niemal połowa obecnie wydaje na ten cel mniej. Na największe cięcia zdecydowały się osoby między 35 a 44 rokiem życia (51 proc.) oraz pokolenie 45-54 latków (43 proc.).

W najnowszym raporcie Dun & Bradsteet „Data Driven Resilience: How to Grow When Facing an Uncertain Future”, w którym właściciele restauracji odpowiadali na pytanie: Co jest najważniejszym zagrożeniem dla przetrwania ich firmy w 2023 roku? – aż 66,7 proc. polskich właścicieli restauracji stwierdziło, że jest to wzrost cen energii. Temu problemowi na pewien czas zaradziło wprowadzone od listopada ub.r. zamrożenie cen energii dla MŚP, ale 46,7 proc. badanych narzeka na ogólny wzrost kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Na trzecim miejscu największych zagrożeń znalazł się słabnący popyt konsumentów – 36,7 proc., a dalej rosnące podatki – 26,6 proc. 20 proc. ankietowanych obawia się ataku cybernetycznego i zachowania ciągłości dostaw. Żaden z respondentów jako zagrożenia dla swojej firmy nie wskazał kłopotów z personelem i braków kadrowych.

Ubywa chętnych do nakrywania stołu

– Wystarczy przytoczyć, że od marca 2022 do marca 2023 tylko żywność zdrożała o niemal 25 proc. Wzrost cen podstawowych składników, bez których nie da się przygotować jakiekolwiek dania, okazał się najwyższy na całej liście towarów i usług. Zaś swoje ceny gastronomia i hotele podniosły w tym czasie o 16,9 proc. Dla części klientów to za dużo, by dalej równie często chodzić do restauracji, ale dla wielu firm gastronomicznych za mało, by przetrwać – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Potwierdzają to statystyki dotyczące zawieszania działalności gospodarczej. Według wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet, w 2022 r. działalność zawiesiło blisko 6,5 tys. firm gastronomicznych, niemal trzy razy więcej niż rok wcześniej. Jeszcze gorzej zapowiada się obecny rok. W I kwartale wykreślono już 2,1 tys. przedsiębiorstw gastronomicznych, a zarejestrowano 2,8 tys. Dynamika przyrostu nowych biznesów gastronomicznych na polskim rynku spada. Na koniec 2022 r. zarejestrowanych było 92 tys. podmiotów gastronomicznych. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego stanowi to wzrost o zaledwie 3 proc. wobec przyrostu 3,7 proc. na przestrzeni trudnych lat 2020/2021.

Przybywa długów, najbardziej w cateringu

Przybyło natomiast 146 niesolidnych dłużników widocznych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK. Obecnie już 10 615 (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) firm gastronomicznych ma nieopłacone faktury zgłoszone przez wierzycieli do rejestru lub opóźnione o min. 30 dni raty kredytów. Łączne zaległości wynoszą 800 mln zł, a przez rok wzrosły o ponad 7 proc. i jest to kolejna taka zmiana na przestrzeni ostatnich lat.

Najwięcej zaległości przypada na stanowiące największą część gastronomicznego biznesu, restauracje i inne stałe placówki gastronomiczne (PKD 56.10.A). Zaległe zobowiązania, po wzroście w ciągu roku o 5,5 proc., przekroczyły w ich przypadku 629 mln zł. Problemy ma blisko 7900 firm, średnia zaległość to 80 tys. zł. Największy wzrost wartości nieopłaconych zobowiązań na przestrzeni od marca 2022 do marca 2023, odnotowały firmy cateringowe, ich dług po wzroście o 25 proc. opiewa na 60,7 mln zł. Znaczący przyrost długów dotknął również mobilną gastronomię, czyli m.in. food trucki (PKD 56.10.B). Ich długi powiększyły się o 13,6 proc. i wynoszą 38,6 mln zł. Z kolei właścicielom barów, pubów i tawern (PKD 56.30.Z) zaległości wzrosły o 5,4 proc. do 44,9 mln zł. Stosunkowo najlepiej wypada „pozostała działalność gastronomiczna”, m.in. działalność stołówek w zakładach pracy (PKD 56.29.Z), gdzie udało się utrzymać kwotę zaległości na podobnym poziomie jak 12 miesięcy temu i wynosi ona 26,4 mln zł.

Już ponad 800 mln zł długów gastronomii

Zdaniem prof. Waldemara Rogowskiego szansą, jaką powinni wykorzystać polscy restauratorzy, jest pojawienie się nowej docelowej grupy klientów. Goście z Ukrainy, którzy już na dobre zadomowili się w naszym kraju, stanowią zarówno grono potencjalnych pracowników, jak i klientów. – Jednocześnie jednak mocno rozwijająca się paleta gotowych dań oferowana przez sklepy, stanowi rosnącą konkurencję do stołowania się na mieście. Dzięki gotowym daniom konsumenci oszczędzają, jeśli nie na wyjściu do restauracji, to przynajmniej na zamawianiu posiłków do domu. Niestety dodatkowo uderza to w przedsiębiorców prowadzących działalność gastronomiczną – zauważa główny analityk BIG InfoMonitor.

Większość firm w kiepskiej kondycji finansowej

Według analiz Dun & Bradstreet, większość branży gastronomicznej zmaga się z problemami finansowymi. W przypadku restauracji zaledwie niespełna procent z badanych punktów ma silną kondycję finansową (0,9 proc.), a 30 proc. dobrą. Aż 56 proc. badanych restauracji jest w kondycji raczej słabej, a 12 proc. w bardzo złej. Na tym tle jeszcze gorzej wypada gastronomia jako całość, gdzie 75 proc. firm ma poważne kłopoty finansowe, a tych w bardzo dobrej formie nie ma wcale.

– Na rynku polskiej gastronomii jest ciągle tłoczno i sporo się dzieje. Jedni zamykają swoje biznesy, inni zmieniają profil działalności, dodają nowe usługi, uruchamiają inne formy dystrybucji, a wszystko po to, by utrzymać przy sobie klienta i zdobyć nowego. Wzrost cen powoduje, że restauratorzy z większą uwagą zaczęli kalkulować możliwości zarobku na oferowanym menu. W efekcie powstają krótkie, bardziej przemyślane karty dań. Jednak, aby wyrównać dwucyfrową inflację i utrzymać zysk na poziomie pozwalającym utrzymać biznes, nie udało się uniknąć konieczności podniesienia cen, co nie umknęło uwadze konsumentów. Biorąc pod uwagę, że koszty życia klientów też wzrosły, jedzenie na mieście stało się większym luksusem, na który można sobie pozwolić rzadziej – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Inflacja zmieniła nawyki konsumentów. Polacy częściej chodzą do sklepów i dłużej robią zakupy

Obserwacja zachowań ponad 360 tys. konsumentów wykazała, że w I kwartale br. o 15% rdr. wzrosła częstotliwość odwiedzania dyskontów, hipermarketów i supermarketów. W relacji rocznej ruch zwiększył się o prawie 9%. Do tego o ponad 15% rdr. wydłużył się średni łączny czas poświęcany na zakupy. Z kolei nie zmieniły się udziały poszczególnych formatów w rynku, na którym nadal dominują dyskonty. Ok. 92% wszystkich shopperów odwiedziło je przynajmniej raz w analizowanym okresie br. Eksperci nie są tym zaskoczeni i przewidują, że dyskonty dalej będą dominować na rynku w tej kwestii.

Częstsze wizyty i większy ruch

W I kwartale br. w placówkach dyskontów, supermarketów i hipermarketów aż o 15% rdr. wzrosła średnia liczba wizyt przypadająca na jednego shoppera. Ruch na całym tym rynku zwiększył się o 8,8% rdr. Tak wykazała analiza wykonana przez firmę technologiczną Proxi.cloud. Łącznie poddano obserwacji blisko 364 tys. konsumentów i 13,5 tys. sklepów należących do trzech największych na rynku formatów handlowych.

– Te dane nie są żadnym zaskoczeniem. Polacy, zaciskając pasa w trudnych ekonomicznie czasach, coraz częściej szukają najlepszych cenowo ofert. Wskazują na to też wyniki różnego rodzaju sondaży, w których nawet 80% shopperów deklaruje taką potrzebę – mówi Michał Rosiak z Proxi.cloud.

Ponadto analiza wykazała, że nastąpił zauważalny wzrost średniej częstotliwości wizyt w sklepach, przypadającej na jednego konsumenta, co również mogło wpłynąć na większy ruch. W porównaniu do I kwartału ub.r. zwiększył się też łączny czas poświęcany na zakupy. Ostatnio konsumenci spędzili w sumie średnio o 15,1% więcej czasu w ww. sklepach niż przed rokiem.

– W miarę jak konsumenci stają się coraz bardziej świadomi jakości produktów i własnych wydatków, mogą częściej odwiedzać sklepy w celu porównywania cen, poszukiwania promocji i ofert specjalnych oraz planowania zakupów w oparciu o obecny budżet. Klienci mogą też dłużej przebywać w placówkach w poszukiwaniu okazji do oszczędzania, takich jak np. wyprzedaże. Zwiększenie czasu spędzanego na zakupach ma szansę wpłynąć na wzrost sprzedaży. Jednak może również wiązać się z wyższymi kosztami obsługi klientów, co może wpłynąć na marże i zyski netto. Ostateczne wyniki finansowe sieci handlowych będą zależały od wielu czynników – stwierdza dr Jolanta Tkaczyk z Akademii Leona Koźmińskiego.

Dyskonty ciągle bezkonkurencyjne

Co ciekawe, udziały poszczególnych formatów w łącznym ruchu pozostały praktycznie niezmienne w ujęciu rok do roku. Jak podkreśla Miłosz Sojka z Proxi.cloud, nieustannie dominują dyskonty, ponieważ wygrywają poziomem cen, ofertą i bliską klientowi lokalizacją. Umożliwiają zrealizowanie niemal całego koszyka zakupowego w jednym miejscu, np. w drodze z pracy do domu. Ponadto prowadzą intensywną komunikację reklamową, twierdząc, że są najtańsze na rynku. W praktyce nie zawsze tak jest, ale klienci przyjmują taką retorykę. Z analizy jasno wynika, że ok. 92% wszystkich konsumentów odwiedziło dyskonty przynajmniej raz w badanym okresie br.

– Rynek detaliczny w Polsce jest dojrzały. Świadczą o tym takie jego cechy, jak zaostrzona konkurencja, zmieniające się trendy konsumenckie, konsolidacja, rosnąca wrażliwość cenowa nabywców oraz duże zróżnicowanie formatów detalicznych i ich ofert. To jest główna przyczyna niezmiennie wysokiego udziału dyskontów w badanym okresie – wyjaśnia dr Tkaczyk.

Według analizy, hipermarkety wykazały nieznaczny spadek ruchu, tj. o ok. 1%. – Przyczyną tego może być to, że starają się nadrabiać propozycją zakupów online. Chociaż nadal są jednym z najtańszych formatów na rynku, konsumenci od jakiegoś czasu wolą chodzić do mniejszych sklepów, żeby sprawniej robić zakupy. I to w głównej mierze pogrąża hipermarkety, bo cenowo dość dobrze konkurują z dyskontami. Nie sprzyja im też niska dostępność fizyczna. Często są zlokalizowane na obrzeżach miast. Polacy wolą polować na promocje w sklepach, które mają pod ręką – zauważa Michał Rosiak.

– Wraz z rozwojem rynku detalicznego klienci zaczynają preferować bardziej zróżnicowane i zindywidualizowane doświadczenia zakupowe, które często nie są dostępne w dużych sklepach. Hipermarkety przestają być konkurencyjne. Jako format znajdują się w fazie późnej dojrzałości, która nieuchronnie prowadzi do spadku zainteresowania nimi, ze względu na zmieniające się preferencje i zachowania konsumentów, konkurencję ze strony innych segmentów oraz rosnące wyzwania operacyjne i kosztowe – tłumaczy ekspertka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Do tego analiza współodwiedzalności shopperów między formatami nie wykazała znaczących zmian. Podobnie jest w przypadku udziału w rynku. Dyskonty pozostają sklepami pierwszego wyboru dla większości kupujących. – Konsumenci mają swoje przyzwyczajenia zakupowe, w związku z czym decydują się odwiedzać w miarę stałą grupę sklepów. Skupiają się bardziej na analizowaniu ich ofert niż na chodzeniu do nowych formatów. Dominacja dyskontów, zarówno pod względem udziału w rynku, jak i współodwiedzalności, jest efektem największej liczby placówek i ich dostępności – zaznacza Sojka.

– Dyskonty mają bardzo mocną pozycję, wypracowaną w ostatnich kilku latach. Konkurencja właściwe zostaje bez większych szans, ale rynek oczywiście trzeba uważnie obserwować. Co jakiś czas pozostałe formaty, szczególnie hipermarkety, próbują trochę się wychylić, tylko jak dotąd – mało skutecznie – zwraca uwagę Michał Rosiak.

Jak podsumowuje dr Jolanta Tkaczyk, to, czy dyskonty utrzymają swoją pozycję, zależy od wielu czynników, takich jak konkurencja na rynku, zmieniające się preferencje klientów, trendy konsumenckie, a także zmiany w gospodarce i regulacjach rynkowych. Jednak na podstawie dotychczasowych trendów i dominującej pozycji dyskontów w badanym okresie, ekspertka przewiduje, że w dalszej przyszłości będą one wciąż odgrywać istotną rolę na rynku detalicznym.

Cavatina Holding S.A. rozpoczyna zapisy na obligacje serii P2023A

Cavatina Holding S.A. rozpoczyna emisję 3,5 letnich obligacji serii P2023A o wartości do 25 mln zł. Oprocentowanie obligacji zostanie ustalone w oparciu o WIBOR 6M powiększony o marżę 6 proc. Zapisy będą przyjmowane w dniach 12 do 26 maja 2023 r. Funkcję firmy inwestycyjnej pełni Michael/Ström Dom Maklerski.

Kontynuujemy realizację naszych założeń biznesowych konsekwentnie oddając do użytku kolejne projekty biurowe na sześciu perspektywicznych rynkach w Polsce. W minionym roku z powodzeniem pozyskaliśmy finansowanie emitując obligacje o wartości ponad 124 mln zł. Zrealizowaliśmy też jedną z największych transakcji w regionach w 2022 r., sprzedając pakiet trzech budynków za ponad 139 mln euro. W lutym br. ustanowiliśmy kolejny program emisji obligacji o łącznej wartości do 150 mln zł i w jego ramach zaoferujemy inwestorom możliwość nabycia obligacji serii P2023A,” – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A.

Cavatina Holding S.A. zdecydowała o emisji do 25 000 obligacji serii P2023A o wartości nominalnej 1 000 zł i oprocentowaniu bazującym na WIBOR 6M powiększonym o marżę 6%. Biorąc pod uwagę WIBOR 6M z 26 kwietnia 2023 r., który wyniósł 6,95% łączne oprocentowanie powiększone o marżę 6% wyniosłoby 12,95%. Zapisy będą przyjmowane w dniach 12-26 maja 2023 r. na stronie oferującego, którym ponownie jest Michael/Ström Dom Maklerski, a także w domach maklerskich wchodzących w skład konsorcjum dystrybucyjnego: Noble Securities, Dom Maklerski BDM i Dom Maklerski Banku BPS. Dzień Emisji obligacji przewidywany jest na 5 czerwca 2023 r., a obligacje mają zadebiutować na rynku Catalyst także w czerwcu bieżącego roku. Termin wykupu 3,5 letnich papierów zabezpieczonych poręczeniem Cavatina sp. z o.o. przypada na 5 grudnia 2026 r.

Szczegółowe informacje na temat prowadzonej emisji zawarte są w Ostatecznych Warunkach Emisji Obligacji zamieszczonych na stronie www spółki.

Emisja prowadzona jest na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 29 marca 2023 r. pozwalającego na emitowanie zabezpieczonych obligacji w ramach programu emisji obligacji ustanowionego w lutym 2023 r. Suplement nr 1 do prospektu został przez KNF zatwierdzony 9 maja 2023 r.

Cavatina Holding S.A. to notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych. Spółka kontynuuje proces dywersyfikacji źródeł finansowania, mający na celu wsparcie realizacji rozbudowy portfolio Grupy na wybranych rynkach regionalnych. W sierpniu 2022 r. Grupa sfinalizowała transakcję sprzedaży portfolio trzech budynków Carbon Tower, Ocean Office Park A i Tischnera Office za ponad 139 mln euro do podmiotów związanych z amerykańskim funduszem Lone Star Funds. Aktualnie Grupa realizuje projekty, które dostarczą na rynek biurowy ponad 130 tys. mkw. GLA (Gross Leasible Area). Poza ustanowionym w lutym br. programem emisji obligacji do kwoty 150 mln zł, Grupa może kontynuować działania także w ramach bezprospektowego programu emisji obligacji do kwoty 200 mln zł, które mogą być oferowane wybranym inwestorom kwalifikowanym.

Najemcy najaktywniejsi w Trójmieście

Ożywienie po stronie najemców wyróżniło w I kwartale roku trójmiejski rynek biurowy. Znaczna aktywność firm nie przełożyła się jednak na wyraźny spadek współczynnika pustostanów, głównie z uwagi na fakt, że w strukturze umów dominowały renegocjacje.

Rynek biurowy w Trójmieście w I kwartale roku powiększył się o jeden obiekt biurowy Officer o powierzchni ponad 4 700 m kw., który oddano w Gdyni. Nowa podaż stanowiła 7% całkowitego wolumenu powierzchni dostarczonej we wszystkich miastach regionalnych. Trójmiejskie zasoby biurowe na koniec marca 2023 roku osiągnęły blisko 1,02 mln m kw., co pozwoliło utrzymać trzecią pozycję pod względem wielkości wśród rynków regionalnych.

„Utrzymujące się na wysokim poziomie koszty budowy i finansowania inwestycji w dalszym ciągu przekładają się na decyzje deweloperów dotyczące rozpoczynania nowych projektów. Na koniec pierwszego kwartału w realizacji pozostawało około 41 700 m kw., co jest wynikiem znacznie odbiegającym od tych notowanych w latach poprzednich, kiedy w budowie znajdowało się 150 000 – 200 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Przy założeniu, że deweloperzy dotrzymają planowanych terminów to jeszcze w tym roku Trójmiasto zasili 34% realizowanej obecnie powierzchni,” – wyjaśnia Joanna Gomułkiewicz, Leasing Manager w Knight Frank.

Największymi projektami w budowie są, m.in. Waterfront II (15 000 m kw., Vastint Poland) oraz Punkt (12 500 m kw., Torus), których oddanie do użytku planowane jest w 2024 roku.

„W przeciwieństwie do wstrzemięźliwych decyzji deweloperów, najemcy w Trójmieście zakończyli pierwszy kwartał z jednym z wyższych kwartalnych wyników w ostatnich latach. Od stycznia do marca 2023 roku odnotowano popyt na poziomie blisko 47 600 m kw., co było rezultatem wyższym o 94% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Co więcej, porównując wyniki do pozostałych głównych miast regionalnych, osiągnięta wartość popytu w Trójmieście była najwyższym wynikiem i stanowiła blisko 27% całkowitego wolumenu umów podpisanych w regionach,” – dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

,,Największa umowa najmu podpisana w Trójmieście w I kwartale 2023 roku została podpisana w budynku Olivia Prime w Gdańsku i dotyczyła powierzchni ponad 10 100 m kw., którą najęła firma Sii,” – uzupełniła Joanna Gomułkiewicz.

Trójmiasto posiada obecnie jeden z najniższych współczynników pustostanów, który na koniec marca 2023 roku wynosił 13,2%. Mimo dużej aktywności najemców, wskaźnik pustostanów obniżył się jedynie o 0,1 pp. w ciągu kwartału. Wynika to przede wszystkim ze struktury umów najmu, gdzie przeważającą część stanowiły renegocjacje. W skali całego roku współczynnik zmniejszył się jednak aż o 1,1 pp.

Czynsze wywoławcze w Trójmieście na koniec I kw. 2023 roku pozostały na stabilnym poziomie wahając się od 10,00 EUR do 15,00 EUR za m kw. miesięcznie. Jednocześnie, ze względu na rosące koszty mediów i usług, zauważalny jest również wzrost stawek opłat eksploatacyjnych, które na koniec marca 2023 roku w Trójmieście wahały się od 15,00 do 30,00 PLN/m kw./miesięcznie.

Sophos: 3 na 4 ataki ransomware kończą się zaszyfrowaniem danych

Aż 76% ataków ransomware skutkuje zaszyfrowaniem firmowych danych. Odsetek ten jest najwyższy od 2020 r. Z raportu firmy Sophos wynika, że styczność ze złośliwym oprogramowaniem miały 2 na 3 badane przedsiębiorstwa. Dane jednoznacznie wskazują, że skutki cyberataków najboleśniej odczuwają ci, którzy spełnili żądania cyberprzestępców.

Mniej ataków, większe zagrożenie

Sophos zanalizował dane na temat średnich i dużych firm z Europy, obu Ameryk, Azji i rejonu Pacyfiku. 66% badanych przedsiębiorstw stało się w 2022 r. celem ataku ransomware – odsetek ten nie zmienił się od roku 2021. Eksperci Sophos wskazują, że tempo działań cyberprzestępców utrzymuje się na stałym poziomie, mimo zauważalnego spadku liczby ataków z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania.

Po przejściowym spadku podczas pandemii odsetek ataków zakończonych zaszyfrowaniem danych wrócił do ​​alarmującego stanu. Cyberprzestępcy udoskonalają swoje techniki i przyspieszają ataki, aby maksymalnie skrócić czas, w którym obrońcy mogą im przeszkodzić – mówi Chester Wiśniewski, dyrektor ds. technologii w firmie Sophos.

Najczęściej hakerzy wykorzystywali luki w zabezpieczeniach (36% wszystkich przypadków), aby uzyskać dostęp do firmowych zasobów. W blisko 30% ataków wejście do systemu umożliwiły nielegalnie pozyskane dane logowania.

Należy dodać, że w blisko 1/3 przypadków cyberprzestępcy nie tylko zaszyfrowali, ale i wykradli firmowe dane. To tak zwana metoda „double dip”. Specjaliści Sophos ostrzegają, że atakujący stosują ją coraz częściej, gdyż umożliwia im to dalsze szantażowanie przedsiębiorstw, które odmówiły zapłacenia okupu. Hakerzy będący w posiadaniu poufnych informacji mogą grozić np. ich ujawnieniem lub odsprzedaniem konkurencji.

Współpracujący z hakerami płacą dwa razy więcej

Działania cyberprzestępców generują ogromne wydatki dla zaatakowanych firm. Średni koszt odzyskania danych po cyberataku z użyciem ransomware wyniósł 375 tys. dolarów (około 1,55 miliona złotych) w przedsiębiorstwach korzystających z kopii zapasowych. Firmy, które zdecydowały się zapłacić okup hakerom, na powrót do operacyjności wydawały dwa razy więcej – 750 tys. dolarów, czyli około 3,1 miliona złotych.

Ogólny odsetek przedsiębiorstw, które poszły na rękę cyberprzestępcom, wyniósł 46%. Najczęściej okupy płaciły firmy o rocznych przychodach w wysokości powyżej 5 miliardów dolarów. Może to wynikać częściowo z faktu, że wiele z nich posiada ubezpieczenia cybernetyczne obejmujące spłatę żądań atakujących.

Większość firm zaatakowanych przez ransomware nie będzie w stanie odzyskać wszystkich swoich plików nawet jeśli odkupią od cyberprzestępców klucze szyfrujące. Dlatego konieczne jest korzystanie z kopii zapasowych danych. Płacenie okupu nie tylko poprawia sytuację finansową hakerów, ale także spowalnia reakcję na incydent naruszenia danych. Ostatecznie zwiększa to i tak horrendalne koszty usunięcia szkód po cyberataku – dodaje Chester Wisniewski.

Jak skutecznie chronić się przed ransomware?

Specjaliści z firmy Sophos zalecają wzmocnienie ochrony firmowej sieci o dodatkowe narzędzia zabezpieczające punkty końcowe i stosowanie rozwiązań Zero Trust Network Access (ZTNA), pozwalających na bezpieczny zdalny dostęp do firmowych danych. Zdaniem ekspertów kluczem do skutecznej ochrony jest wykrywanie, badanie i reagowanie na zagrożenia 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu — zarówno we własnym zakresie, jak i z pomocą zewnętrznych zespołów reagowania oraz usług (tzw. Managed Detection and Response, MDR).

Nie należy zapominać też o regularnym wykonywaniu kopii zapasowych, wdrażaniu aktualizacji oprogramowania, systematycznym przeglądzie konfiguracji narzędzi bezpieczeństwa oraz dbaniu o cyberhigienę.

Firmy muszą pracować nad skróceniem czasu potrzebnego na wykrycie atakujących i czasu reakcji na incydent naruszenia bezpieczeństwa. Polowanie na zagrożenia prowadzone przez specjalistów jest skuteczne, ale badane muszą być wszystkie alerty. Przestępcy powinni też być usuwani z systemów w ciągu godzin i dni, a nie tygodni czy miesięcy. Doświadczeni analitycy mogą rozpoznać wzorce włamania w ciągu kilku minut i od razu przystąpić do działania. To prawdopodobnie różnica między jedną trzecią przedsiębiorstw, która pozostaje bezpieczna, a pozostałymi, które padły ofiarą hakerów – podsumowuje Chester Wisniewski z Sophos.

O raporcie

Dane z raportu „State of Ransomware 2023” pochodzą z badania przeprowadzonego wśród 3000 liderów cyberbezpieczeństwa w okresie od stycznia do marca 2023 roku. Respondenci pochodzili z 14 krajów z obu Ameryk, Europy, Azji i rejonu Pacyfiku. Badane firmy zatrudniały od 100 do 5000 pracowników, a ich roczne przychody wahały się od mniej niż 10 milionów dolarów do ponad 5 miliardów dolarów.

Michał Grzybkowski sprzedał udziały w Beyond.pl i przestał pełnić funkcję Wiceprezesa Zarządu w spółce

Podmioty z Grupy Kulczyk Investments oraz pomysłodawca i założyciel Beyond.pl, Michał Grzybkowski (wraz z podmiotami powiązanymi), zawarli 9 maja 2023 roku porozumienie
w kwestii nabycia wszystkich pozostałych udziałów w spółce Beyond.pl sp. z o.o. przez spółkę KI Finance (Cyprus) Ltd z Grupy Kulczyk Investments, większościowego wspólnika Beyond.pl sp. z o.o. W związku z powyższym, aktualnie wspólnikami Beyond.pl sp. z o.o. pozostają jedynie spółki z Grupy Kulczyk Investments. Dodatkowo, w dniu 9 maja 2023 r. Michał Grzybkowski złożył rezygnację z pełnionej przez niego funkcji Wiceprezesa Zarządu Beyond.pl sp. z o.o.

Dziękujemy Michałowi za jego wkład w dotychczasowy rozwój Beyond.pl i życzymy sukcesów w dalszych przedsięwzięciach biznesowych. Pozostawia organizację w bardzo dobrej kondycji, z jasną strategią biznesową i wzmocnionymi strukturami. Jesteśmy przygotowani na kolejne etapy rozwoju i realizację naszych ambitnych celów – mówi Wojciech Stramski, Prezes Zarządu w Beyond.pl.

Michał Grzybkowski jest pomysłodawcą i założycielem Beyond.pl. Był związany ze spółką przez 18 lat. W latach 2005 – 2019 pełnił rolę Prezesa Zarządu.

Nadszedł czas na nowe projekty i nowe wyzwania. Jestem niezwykle dumny z tego co udało się osiągnąć w Beyond.pl przez ostatnie 18 lat. Data Center 2 jest jednym
z najbezpieczniejszych data center w skali Europy, z pewnością najbezpieczniejszym centrum danych w Polsce. Spółka niezmiennie wytycza kierunki rozwoju w branży, w ostatnim czasie w obszarze zrównoważonego rozwoju i zasilania obiektów w 100% energią odnawialną. Zostawiam spółkę w rękach najlepszych profesjonalistów i będę z dumą obserwował jej dalszy rozwój
– dodaje Michał Grzybkowski, ustępujący z roli Wiceprezesa Zarządu w Beyond.pl.

Obowiązki VP w zakresie rozwoju technologicznego spółki przejmują obecni członkowie zarządu Beyond.pl. Michał Grzybkowski nie ujawnia na razie, czym będzie się zajmował po rozstaniu z firmą.

W zarządzie spółki Beyond.pl są obecnie Wojciech Stramski, Prezes Zarządu (od maja 2020 roku) i Wojciech Darłowski, Członek Zarządu ds. Chmury i Managed Services (od lutego 2023 roku).

Rynek biurowy dryfuje na spokojnych wodach

Popyt w Warszawie spada, ale w regionach nadal utrzymuje się na dobrym poziomie. Niewielka aktywność deweloperów i brak nowych biur zaczyna doskwierać najemcom poszukującym powierzchni w stolicy.

W centrum Warszawy jest coraz mniej dostępnych powierzchni biurowych. Współczynnik pustostanów na koniec 1Q 2023 roku spadł w centralnym obszarze biznesowym miasta do poziomu około 10 proc., co wygenerowało nieduży wzrost stawek czynszowych w najlepszych lokalizacjach.

W pierwszych trzech miesiącach br. popyt utrzymał się w Warszawie na względnie stabilnym poziomie. Do najemców trafiło prawie 160 tys. mkw. biur, mniej niż w poprzednim kwartale i o 40 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Najwięcej powierzchni zakontraktowane zostało w centralnej strefie biznesu, która cieszy się od dawna największym wzięciem. Firmy stawiają na najlepsze powierzchnie. Wolumen najmu w pierwszych miesiącach roku zdominowany był przez nowe umowy, z tym umowy przednajmu. W efekcie kurczenia się dostępnej powierzchni w centralnym obszarze aglomeracji, jak przewiduje Walter Herz, w następnych miesiącach prawdopodobnie będziemy mieć do czynienia ze wzrostem udziału renegocjacji w transakcjach najmu.

Nowe inwestycje w Warszawie tylko w planach

– Charakterystyczny dla Warszawy jest pogłębiający się spadek aktywności deweloperów, który możemy obserwować już czwarty rok z rzędu. Dzieje się tak ze względu na uwarunkowania gospodarcze i geopolityczne oraz wysokie koszty budowy i obsługi kredytów. Niemniej, w ostatnich tygodniach na rynku warszawskim weszły do realizacji dwa nowe projekty. W budowie jest teraz 274 tys. mkw. powierzchni, trzykrotnie mniej niż w czasie hossy przed 2020 rokiem. W trakcie realizacji pozostaje m.in. The Bridge, Lixa, Vibe, czy Skyliner II. Do końca roku jest szansa na ukończenie budowy jedynie ponad 70 tys. mkw. biur – mówi Mateusz Strzelecki_Partner i Head of Tenant Representation w Walter Herz. – Podobna ilość powierzchni biurowych – 68 tys. mkw., m.in. w projektach Kreo i Mogilska 35, pozostaje na finiszu realizacji w Krakowie, największym regionalnym rynku w kraju – informuje.

Jednocześnie, deweloperzy zwracają się w Warszawie w stronę modernizacji starszych obiektów oraz zastępowania ich nowoczesnymi budynkami jak Upper One, który stanie w miejscu wyburzanego właśnie Atrium. – Rosnąca ilość  uzyskanych pozwoleń i złożonych wniosków w ubiegłym roku wskazuje, że inwestorzy chcą zabezpieczyć możliwość startu kolejnych budów, przede wszystkim w centrum Warszawy – zauważa Mateusz Strzelecki.

– W tym roku firmy ostrożniej podejmują decyzje o wynajmie. Kontraktowanych jest mniej dużych powierzchni. Najemcy zaczynają optymalizować koszt utrzymaniem biur, które mocno drożeją. Na rynku mamy do czynienia ze skokowym wzrostem kosztów eksploatacyjnych, które w przypadku niektórych nieruchomości mogą być wyższe nawet o 60 proc. – dodaje Mateusz Strzelecki.

Regiony z utrzymanym poziomem popytu

Na ośmiu największych rynkach regionalnych w Polsce w pierwszym kwartale tego roku wynajęte zostało łącznie 175 tys. mkw. To podobna ilość jak w kwartale poprzednim i o kilkanaście proc. lepszy wynik w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.

W przeciwieństwie do Warszawy, w regionach wzrósł udział renegocjacji umów, a spadła ilość umów przednajmu w zawieranych transakcjach, mimo że w oddawanych w ostatnich latach budynkach dostępnych jest sporo biur.

W ostatnich miesiącach współczynnik pustostanów na największych rynkach regionalnych lekko wzrósł i wynosi średnio około 16 proc. Najwięcej wolnych biur jest w Łodzi – ponad 20 proc. Wzrastająca ilość dostępnej powierzchni sprawia, że presja na podwyżki stawek czynszowych nie jest w regionach tak odczuwalna jak w Warszawie. – Niemniej, niewielki wzrost stawek czynszowych odnotowany został w tym roku w Krakowie, gdzie w pierwszym kwartale br. wynajęte zostało o około 10 proc. więcej powierzchni niż w tym samym okresie 2022 roku. Na tym rynku przeważały nowe umowy najmu – zaznacza Mateusz Strzelecki.

W ośrodkach regionalnych w pierwszym kwartale 2023 roku oddane zostało niespełna 70 tys. mkw. nowej powierzchni. Najwięcej, przeszło 46 tys. mkw. nowych biur weszło na rynek krakowski. We Wrocławiu ukończone zostało Centrum Południe 3, w Trójmieście – Officer, a w Krakowie – Ocean Office Park B i Fabryczna Office Park B5. Tymczasem w Warszawie nie został oddany w tym czasie żaden nowy budynek.

W regionach ubywa powierzchni w budowie. W trakcie realizacji są projekty, w których oddane zostanie łącznie około 530 tys. mkw.  Najwięcej metrów biurowych pozostaje w realizacji we Wrocławiu – ok. 150 tys. mkw. i Katowicach – ok. 130 tys. mkw.

Wyliczenie składki zdrowotnej u ryczałtowca

Przedsiębiorcy do 22 maja muszą złożyć rozliczenie roczne składki zdrowotnej. W związku ze zmianami w Polskim Ładzie wprowadzonymi w lipcu 2022 roku, podatnicy rozliczający się na ryczałcie ewidencjonowanym mają możliwość zmiany formy opodatkowania na skalę podatkową. Ekspert inFakt wyjaśnia, że podczas wyliczania składki zdrowotnej mogą pojawić się znaczne różnice w kwotach, które muszą zapłacić ryczałtowcy.

Przed wysłaniem rozliczenia rocznego do ZUS przedsiębiorcy, którzy w 2022 roku zmienili formę opodatkowania, mogą dokonać zmiany w tym dokumencie, dzięki czemu kwota składki zdrowotnej obniży się. – Nie wiadomo, jak ZUS ustosunkuje się do takich korekt, ale w mojej opinii nie powinien ich podważać – wyjaśnia Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakcie.

Rok składkowy dla osób rozliczających się na ryczałcie pokrywa się z rokiem kalendarzowym i trwa od 1 stycznia do 31 grudnia. Dla podatników korzystających ze skali podatkowej rok składkowy trwa od 1 lutego do 31 stycznia. To oznacza, że podatnicy rozliczający się na skali podatkowej za styczeń zapłacili zryczałtowaną składkę w wysokości 419,92 zł.

Składka zdrowotna na ryczałcie

W przypadku ryczałtowców wysokość składki zależy od uzyskanego przychodu. Przedsiębiorcy, którzy w 2022 roku zarobili mniej niż 60 tys. zł, zapłacili 335,94 zł. Kwota składki zdrowotnej dla osób o przychodach między 60 tys. a 300 tys. zł wyniosła 559,89 zł, a dla osiągających powyżej 300 tys. zł było to 1007,81 zł.

Podatnicy rozliczający się na ryczałcie mogli rozliczyć składkę na zasadach z roku 2021. Przykładowo przedsiębiorca, który miał wysoki przychód, mógł od razu chcieć płacić wyższą składkę 1007,81 zł.

Zmiana formy opodatkowania a składka zdrowotna

Powstaje pytanie, co dzieje się ze składką styczniową, gdy przedsiębiorca zmienia formę opodatkowania. Po przejściu z ryczałtu na skalę składka za styczeń nie jest rozliczana w zeznaniu rocznym, które składa się do ZUS do 22 maja – podkreśla Piotr Juszczyk. W styczniu przedsiębiorcy na ryczałcie w pierwszym progu dochodowym zapłacili 335,94 zł, czyli 84 zł mniej niż na skali.

Problem pojawia się u ryczałtowców, którzy w styczniu 2022 roku zapłacili składkę 559,89 zł lub 1007,81 zł i po zakończeniu roku przeszli na zasady ogólne. Osoby, które od razu były opodatkowane skalą, płaciły wtedy 419,92 zł, więc ryczałtowcy w drugim progu wydali 139,97 zł lub nawet 587,89 zł więcej. – Niestety, ale w takim wypadku automatycznego zwrotu z ZUS nie będzie, bo składka zdrowotna zapłacona za styczeń nie zostanie rozliczona w zeznaniu rocznym. Ryczałtowcy, którzy zapłacili wyższe składki, ponieśli stratę – tłumaczy ekspert inFaktu.

Jak uzyskać zwrot nadpłaty składki?

Piotr Juszczyk podpowiada, żeby przed wysłaniem dokumentu z rozliczeniem rocznym do ZUS, skorygować DRA za styczeń 2022. Jeśli pojawi się nadpłata, to będzie można składać wniosek o zwrot składki. – Warto wrócić do stycznia 2022 roku. Jeśli w formularzu zaznaczyliśmy, że rozliczamy się na podstawie przychodu z roku ubiegłego i jeżeli w 2021 mieliśmy przychody powyżej 300 tys. zł, to warto wskazać przychód z roku bieżącego, tj. 2022, jako podstawę wyliczenia składki. Jeżeli w styczniu 2022 roku przychód był niższy niż 60 tys. zł, to składka zdrowotna spadnie z 1007,81 zł do 335,94 zł. W konsekwencji 671,87 zł wraca do portfela podatnika – wyjaśnia Piotr Juszczyk.

Podatnicy, którzy w 2021 roku uzyskali przychód między 60 tys. a 300 tys. zł mogą po korekcie obniżyć składkę z 559,89 zł do 335,94 zł, jeśli w styczniu 2022 roku zarobili mniej niż 60 tys. zł.

Nie jest jeszcze za późno, by skorygować rozliczenie składki zdrowotnej i uzyskać zwrot nadpłaty. W dokumencie trzeba jednak odpowiednio zaznaczyć zmianę podstawy wyliczenia jej na podstawie bieżącego przychodu.

Firmy w Polsce poświęcają aż 82 dni w roku, by odzyskać pieniądze od niepłacących klientów

Co było do przewidzenia, przedsiębiorstwa w naszym kraju borykają się ze skutkami wysokiej inflacji i stóp procentowych. Jak wynika z najnowszego raportu Intrum ”European Payment Report”, wysokie koszty życia uniemożliwiają konsumentom płacenie rachunków w terminie, co wpływa negatywnie na finanse firm, które poświęcają średnio aż 82 dni w roku, by odzyskać należne im pieniądze! Klienci niepłacący na czas, którzy są problemem już dla 8 na 10 biznesów w Polsce (79%) i wyższe koszty prowadzania działalności sprawiają, że przybywa dłużników również wśród przedsiębiorców. Coraz więcej z nich płaci swoim dostawcom po terminie lub jest zmuszonych sięgać po zewnętrzne finansowanie. Walka rosnącym problemem opóźnionych płatności – to najważniejszy priorytet polskich przedsiębiorców na rok 2023.

Wysoka inflacja rujnuje finanse konsumentów i biznesy

Pod koniec zeszłego roku mieliśmy do czynienia z rekordowo wysoką inflacją, która już negatywnie wpłynęła na polską gospodarkę i niestety niewiele wskazuje na to, by coś się miało zmienić w tej kwestii na lepsze w najbliższym czasie. 42% polskich przedsiębiorców biorących udział w badaniu Intrum przewiduje, że minie co najmniej rok, zanim inflacja ustabilizuje się na poziomie 2 procent lub niższym. 72% uważa, że wysoka inflacja będzie trwała przez rok lub dłużej.

6 na 10 ankietowanych przyznaje, że rosnąca inflacja (61%) i stopy procentowe (58%) będą miały wpływ na to, czy ich klienci będą płacić na czas i w całości w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Podobny odsetek respondentów (62%) spodziewa się wzrostu opóźnień w płatnościach w najbliższym czasie, ponieważ ich klienci z trudem wywiązują się
ze swoich zobowiązań w dzisiejszym środowisku gospodarczym.

– Polscy przedsiębiorcy nie widzą przyszłości swoich firm w jasnych barwach, dlatego, że zagraża im bardzo realnie zjawisko opóźnionych płatności. Klienci niepłacący na czas – czy to z sektora B2C, B2B czy z sektora państwowego, są problemem dla 8 na 10 biznesów w naszym kraju. 82% ankietowanych Intrum twierdzi, że w ciągu ostatnich 12. miesięcy poproszono ich firmy o zaakceptowanie dłuższych terminów płatności niż te, które są dla nich komfortowe. 71% firm zgodziło się na zmienione warunki płatności, bo niejako czuły się do tego zmuszone – komentuje Krzysztof Krauze, Prezes Intrum.

Nie dziwi, że w dobie galopującej inflacji i wysokich stóp procentowych luka płatnicza (czas pomiędzy ustalonym terminem zapłaty, a momentem, w którym płatność jest faktycznie dokonywana) ponownie wzrosła: w sektorze B2C wynosi 10 dni (9 w 202 r.), a w sektorze B2B o 15 dni (wzrost z 11% odnotowanych w 2022 r.). Co pocieszające,
w sektorze publicznym luka płatnicza zmalała, chociaż nadal jest znaczna – wynosi 17 dni (a w 2022 r. 22 dni) . Podmioty działające w tym sektorze są grupą najmniej rzetelnych płatników – płacą średnio po 69 dniach!

Przedsiębiorcy czekający na swoje pieniądze… stają się dłużnikami

62% ankietowanych firm przyznaje, że z powodu wysokiej inflacji, mają coraz większe trudności, by płacić swoim dostawcom na czas. Ponad połowa (56%) deklaruje, że chciałaby płacić im szybciej, ale nie jest to obecnie dla nich wykonalne i muszą prosić swoich partnerów biznesowych o dłuższe terminy płatności 36%). To dla nich ważna kwestia. Terminowe płatności są kluczowe dla budowania i utrzymywania zaufania z naszymi dostawcami i partnerami – tak uważa blisko 7 na 10 (68%) respondentów Intrum.

Inwestycje i plany dotyczące rozwoju odłożone na później…

Trudna sytuacja, w której znalazły się przedsiębiorstwa w Polsce, sprawia, że muszą one teraz uważniej nadawać priorytety swoim działaniom, ponieważ złe decyzje mogą je sporo kosztować.

Chociaż rozwój działalności w 2023 r. jest ważny dla 54% firm w naszym kraju, to znacznie większy odsetek twierdzi, że świetle obecnych warunków prowadzenia biznesu, poprawa płynności finansowej (78%) oraz cięcie kosztów (74%) są ich głównymi priorytetami. 4 na 10 biznesów (42%) chce sięgnąć po zewnętrzne finansowanie, (np. zaciągnąć kredyt), w większym wymiarze niż to miało miejsce dotychczas, by zachować konkurencyjność.

– Wzmocnienie płynności finansowej w praktyce oznacza ograniczenie zjawiska opóźnionych płatności. Spośród 73% firm pytanych przez Intrum, które stwierdziły, że podejmują kroki w tym kierunku, zdecydowanie najpopularniejszym rozwiązaniem jest skupienie się na wczesnych zaległościach (74%), a nie odkładanie problemu niepłacących klientów w czasie. Z naszego doświadczenia współpracy zarówno z mniejszymi firmami, jak i dużymi korporacjami wynika, że wtedy są największe szanse na odzyskanie należności, a klienci firm (dłużnicy) mogą wcześniej cieszyć się życiem wolnym od długów – zaznacza Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Firmy są świadome, że do odpowiedniego zarządzania wierzytelnościami klientów, niezbędne są sprawdzony know-how i technologie. W praktyce jednak sprawa już nie jest taka prosta. Biznesy są powstrzymywane przez przestarzałe systemy i brak właściwych kompetencji, by walczyć z rosnącym problemem opóźnionych płatności.

43% ankietowanych przedsiębiorstw twierdzi, że pilnie potrzebuje unowocześnienia swoich platform technologicznych, aby efektywniej zarządzać wierzytelnościami, ale niechętnie inwestuje w dzisiejszym niepewnym środowisku biznesowym. Prawie połowa przedsiębiorców (49%) deklaruje, że chciałaby poprawić zarządzanie opóźnionymi płatnościami, ale uważa to za trudne ze względu na brak odpowiednich umiejętności i zasobów w ich firmach. Czy jest wyjście z tego impasu?

– Rozwiązaniem jest współpraca z profesjonalnymi firmami windykacyjnymi, które posiadają odpowiednią wiedzę i zasoby, by pomóc przedsiębiorcom-wierzycielom w odzyskaniu należnych im pieniędzy. W tym przypadku działanie firmy „na własną rękę” może być mało efektywne i frustrujące. Jak wynika z danych Intrum, biznesy w Polsce poświęcają średnio aż 82 dni w roku, by odzyskać zaległe środki. A mogłyby przeznaczyć ten czas na rozwój – podsumowuje Krzysztof Krauze, Prezes Intrum.

O raporcie:

Raport ”European Payment Report 2023” bazuje na badaniu, które zostało przeprowadzone jednocześnie w 29 krajach Europy w okresie od listopada 2022 r. do marca 2023 r. W badaniu wzięło udział łącznie 10 556 firm reprezentujących 15 branż. W Polsce w badaniu uczestniczyło 500 przedsiębiorstw.

Raport dostępny na stronie: https://www.intrum.pl/partner-biznesowy/raporty-i-analizy/raporty/european-payment-report-2023/

Piotr Kuczyński: (Mini) kryzys bankowy w USA nie zagrozi światu

Kolejny bank, First Republic Bank, chylił się ku upadkowi i w końcu musiał go przejąć gigant, czyli JPMorgan Chase. Obawiam się, że to wcale nie musi być koniec, ale to naprawdę nie jest problemem. Mniejsze banki będą bowiem ostrożniej prowadziły akcję kredytową i w ten sposób będą chłodzić gospodarkę pomagając Fed w zwalczaniu inflacji.

W połowie kwietnia pisałem, że temat kryzysu bankowego zamknęło działanie FDIC (fundusz gwarantujący depozyty w bankach amerykańskich), Rezerwy Federalnej i rządu oraz Kongresu. Rzeczywiście tak się wtedy wydawało, ale potem sytuacja zaczęła się pogarszać. Kolejny bank, First Republic Bank, chylił się ku upadkowi i w końcu musiał go przejąć gigant, czyli JPMorgan Chase.

Potem pojawiły się kolejni kandydaci na bankrutów. Zahamowały to polowania na następne ofiary enuncjacje medialne (w poważnych agencjach informacyjnych – np. Bloomberg), zgodnie z którymi administracja i FDIC zaczęli podejrzewać, że rynek może być manipulowany. Nie wykluczam, że tak było, ale oczywiste jest, że inwestorzy mają skłonność do szukania ofiar, jeśli widzą oznaki słabości. A takie oznaki wręcz biły w oczy.

Szybko rosnące stopy procentowe w powiązaniu z nieodpowiednim zarządzaniem ryzykiem oraz z wpływem mediów społecznościowych, które potrafią doprowadzić do histerii, musiały skłonić graczy do otwierania krótkich pozycji, czyli gry na spadki cen akcji wytypowanych banków. Informacje o podejrzeniach władz doprowadziły w piątek, 5 maja, do panicznego zamykania krótkich pozycji (żeby je zamknąć trzeba akcje kupić), co doprowadziło do znacznej poprawy sytuacji na Wall Street.

Obawiam się, że to wcale nie musi być koniec. Takie szukanie ofiar może przeciągnąć się w czasie, ale jeśli małych i średnich banków w USA jest bardzo wiele (4500; 30 lat temu było ich 14000) to upadek nawet stu nie będzie zapowiedzią kryzysu. Po prostu organizm (sektor bankowy) się oczyszcza. Nie ulega jednak wątpliwości, że mniejsze banki będą ostrożniej prowadziły akcję kredytową, w ten sposób będą chłodzić gospodarkę, pomagając Fed w zwalczaniu inflacji.

Jeżeli mówimy o Fed to trzeba wspomnieć o tym, że 3 maja Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) znowu podniósł stopy procentowe o 25 p.b., czyli do wysokości 5,00 – 5,25 proc., dzięki czemu stopy stały się realnie dodatnie, bo przekroczyły inflację, która w kwietniu wyniosła 4,9%.

Ciekawa była przede wszystkim konferencja Jerome Powella, szefa Fed. Rzucała się w oczy (wg mnie) zdecydowanie mniejsza pewność Powella, wręcz granicząca z niepewnością. Nie padło słowo „pauza” (w cyklu podwyżek), ale padła nieco zawoalowana deklaracja, że taka decyzja może być podjęta 14 czerwca.

Niewiele było w tej decyzji i konferencji nowego. W tej sytuacji kolejne dane z rynku pracy i o inflacji mają znowu olbrzymie znaczenie. Dane opublikowane w maju, czyli za kwiecień, były niejednoznaczne. Rynek pracy był po prostu w znakomitej formie (stopa bezrobocia najniższa od ponad 50 lat, czyli 3,4 proc.), a inflacja co prawda spadła, ale symbolicznie – z 5 proc. na 4,9 proc.

Po tych danych rynek musi zapomnieć o cięciach stóp. Powell powiedział, że jeśli ścieżka inflacyjna będzie się rozwijała zgodnie z projekcją Fed to on nie widzi przesłanek do cięcia stóp w tym roku. Rynek nadal mu nie wierzy, ale to według mnie błąd. Przed następnym posiedzeniem FOMC dostaniemy jeszcze raz dane z rynku pracy i o inflacji i to zadecyduje o decyzjach Komitetu. Na razie na pierwszy plan wysunęła się kwestia limitu zadłużenia USA, ale o tym napiszę za miesiąc.

Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

Rekordy złota kwestią czasu?

Złoto od zawsze stanowiło odpowiedź inwestorów na niepewne czasy. Patrząc na zachowanie cen w ostatnich miesiącach, wydaje się, że w takich czasach właśnie żyjemy. Musimy radzić sobie z ekstremalnie wysoką inflacją, wysokimi stopami procentowymi, wojną, możliwą recesją czy politycznymi rozgrywkami między największymi światowymi mocarstwami. Chociaż niepewność jest z nami od dłuższego czasu, to jednak złoto przez długi czas nie dawało poczucia pewności i zabezpieczenia. Czy jednak teraz, kiedy mamy zbieg tylu niewiadomych, złoto może być dalej odpowiedzią na ryzyko i niepewność? 

Wysokie stopy procentowe, choć nie na długo

Rok 2022 był bardzo burzliwy – obserwowaliśmy dojście cen do niemal rekordowych poziomów ze względu na rozpętanie wojny przez Rosję na Ukrainie. Z drugiej strony doświadczyliśmy nadmiernej inflacji, która według historycznych przekazów powinna wspierać wysokie ceny złota. Sytuacja nie jest jednak taka prosta, gdyż wysoka inflacja skłania banki centralne do podwyżek stóp procentowych. Te z kolei bardzo negatywne dla złota. Złoto nie wypłaca odsetek tak jak obligacje czy lokaty, dlatego szukając bezpieczeństwa, inwestorzy w chwilach niepewności w środowisku wysokich stóp procentowych raczej patrzyli łaskawie na złoto. Stopy procentowe wzrosły w wielu krajach do poziomów nieobserwowalnych od wielu lat, choć wydawało się, że zerowe stopy procentowe pozostaną z nami na zawsze. Jednak teraz wiele banków centralnych zakończyło podwyżki i teoretycznie może to być dobry czas na kupowanie złota oraz innych kruszców.

Dokładnie tak było ostatnio w 2018 roku, kiedy Fed zakończył cykl podwyżek i już pół roku później w czerwcu 2019 roku zaczął stopy procentowe obniżać. To wzmocniło wcześniejsze wzrosty na złocie, czego ostatecznym rezultatem były rekordowe poziomy cenowe w 2020 roku (wspierane dodatkowo przez covidowe działania banków centralnych). Jednak obecnie ceny znajdują się blisko rekordów, dlatego pojawia się pytanie, czy można oczekiwać kolejnej fali zwyżek na nowych niezbadanych jeszcze poziomach?

Banki centralne przygotowują się na trudne czasy

Od pewnego czasu możemy obserwować nie tylko spory popyt na fizyczne złoto inwestycyjne w postaci sztabek czy monet, ale również popyt na fizyczne złoto ze strony banków centralnych. Od 2010 roku średni popyt na złoto wynosił ok. 400-500 ton rocznie ze strony tych instytucji, co stanowiło niecałe 10% całego rocznego popytu na złoto. Jednak w 2022 roku obserwowaliśmy przełom. Banki centralne zakupiły ponad 1000 ton złota w całym roku, co nie tylko było historycznym rekordem, ale stanowiło ponad 20% całego globalnego popytu i niemal przekroczyło cały popyt inwestycyjny. Zakupy złota przez bank centralny być sygnałem, że świat dosyć mocno obawia się przyszłości. Z drugiej strony warto zauważyć, że wśród kupujących mamy przede wszystkim banki centralne krajów rozwijających się lub mających problemy z inflacją. Wśród największych kupujących mieliśmy wobec tego Chiny, Indie, Turcję czy Rosję. Z drugiej strony liderem zakupów w tym roku jest Singapur, który może zmienić postrzeganie tego, że jedynie banki centralne z krajów wschodzących kupują złoto. Pierwszy kwartał 2023 roku był również pod pewnym względem wyjątkowy, gdyż nigdy tak dużo złota nie zakupiono na początku roku. Było to aż 228 ton złota, czyli mniej więcej tyle, ile banki centralne zakupiły w całym 2020 roku.

Czy sektor bankowy i same Stany Zjednoczone mogą upaść?

Rynek w ostatnich latach jest atakowany przez różne czynniki ryzyka. Najpierw była to pandemia Covid, potem była to wojna na Ukrainie, a obecnie jest to globalne oczekiwanie na recesję w czasach wysokiej inflacji. W marcu tego roku pojawił się potencjalny problem upadku sektora bankowego w USA, co przypomniało kryzys z lat 2007-2009. Amerykańskie banki regionalne nie radziły sobie ze spadkiem wartości swoich aktywów i zbilansowaniem tego z depozytami, czego wynikiem były przejęcia mniejszych podmiotów przez rządowe instytucje czy inne większe podmioty prywatne. Chociaż sytuacja wydaje się być opanowana, to jednak spora niepewność wśród inwestorów wciąż wydaje się obecna

Kolejne źródło potencjalnego ryzyka to kryzys zadłużenia w Stanach Zjednoczonych, który jeszcze mocniej podbija notowania cen złotego kruszcu. Stany Zjednoczone przekroczyły w tym roku barierę zadłużenia 30 bilionów dolarów i nie zatrzymują się na tym poziomie. Prezydent USA, Joe Biden oraz Demokraci walczą o zwiększenie limitu zadłużenia w USA, nie tylko w celu normalnego prowadzenia państwa, ale również ze względu na obsługę obecnego zadłużenia. Teoretycznie, jeśli porozumienie z Partią Republikańską nie dojdzie do skutku, możemy być świadkami problemów ze spłatą zobowiązań amerykańskiego rządu. Problem ten jest potęgowany przez wysokie stopy procentowe, które zwiększają odsetki.

Dalsze napięcia na linii USA-Chiny

Stosunki między dwoma największymi gospodarkami świata uległy znacznemu pogorszeniu po pojawieniu się „balonów szpiegowskich” na terytorium Stanów Zjednoczonych, za co obwiniane są Chiny. Oprócz tego Chiny cały czas zwiększają napięcie związane z Tajwanem, który z kolei mocno wspierany jest przez Stany Zjednoczone. Na ten moment nie widać rozwiązania tej sytuacji, a jej kontynuacja nie będzie służyć globalnemu ożywieniu gospodarczemu, co może jedynie doprowadzić do zwiększenia popytu na złoto.

Papierowe złoto nie cieszy się zainteresowaniem

W ostatnich kilkunastu miesiącach obserwowaliśmy potężny spadek zainteresowania ekspozycji na złoto poprzez tzw. fundusze ETF. W przeszłości zmiany nastawienia funduszy ETF, które zabezpieczają się fizycznym złotem kierowały krótkoterminowymi nastrojami na rynku. Kryzys bankowy, spadek rentowności i oczekiwania na koniec podwyżek doprowadziły do lekkiego wzrostu zainteresowania jednostkami funduszy ETF na złoto, ale na razie nie jest ono na tyle duże, aby fundamentalnie doszło do powstania deficytu na rynku. Na ten moment od wielu kwartałów wciąż obserwujemy nadwyżkę podaży nad popytem, choć może się to zmienić wraz z możliwymi obniżkami stóp w USA, które pobudzą popyt wśród ETFów i przeważą szalę popytu nad podażą.

Czy można liczyć na nowe rekordy?

Pod pewnymi względami złoto osiągnęło nowe historyczne szczyty, choć możemy mówić jedynie o połowicznym sukcesie. Nowe historyczne szczyty na poziomie 2078 dolarów za uncję wyznaczone były na dzień po decyzji Rezerwy Federalnej 4 maja, ale jedynie na kontraktach terminowych. Złoto notowane na rynku spot sięgnęło poziomów kilka dolarów niżej.

Niemniej patrząc na zachowanie cen oraz wiele rynkowych niepewności i niemal brak szans na mocne globalne ożywienie przy obecnych fundamentach wydaje się, że złoto ma spore szanse na sięgnięcie nowych historycznych szczytów. Warto zwrócić uwagę na inne metale szlachetne, które są dosyć odległe od historycznych szczytów i wydają się być mocno wyprzedane patrząc na inne klasy aktywów. W szczególności warto zwrócić uwagę na srebro czy platynę, które znajdują się kilkadziesiąt procent od historycznych szczytów, natomiast w przypadku złota jest to zaledwie kilka procent.

Oczywiście jeśli inflacja zacznie ponownie rosnąć, może pojawić się nowa presja na podwyżki stóp procentowych, która może zmienić perspektywy dla złota, ale z drugiej strony Fed dodatkowymi podwyżkami ryzykowałby większe ryzyko kompletnego załamania gospodarczego.

Autorzy: Michał Stajniak, CFA, zastępca dyrektora Działu Analiz XTB

Presja na elektryki jest tak duża, że przerasta nasze możliwości

Wielkie ambicje, gorzej z możliwościami – jak wynika z raportu Bloomberg i Statista, zapotrzebowanie na surowce niezbędne do produkcji aut elektrycznych wzrośnie do 2030 roku nawet 14-krotnie! Dziś nie jesteśmy w stanie zapewnić takich dostaw. Czy ratunkiem okażą się nowe technologie produkcji?

Po 2035 w salonach dealerów nie zamówimy już nowych aut z silnikiem spalinowym, chyba że…  będą zasilane e-paliwem. Koniec aut z konwencjonalnym napędem miał być rychły i ostateczny, ale dzięki tej „furtce”, historia trwająca od 1888 roku będzie toczyć się dalej. Z czego wynika ten nagły zwrot akcji? Być może jednym z powodów jest widmo braku surowców niezbędnych do produkcji ogniw na o wiele większą skalę niż dziś.

Stary Kontynent chce być centrum elektrycznej rewolucji, na czym paradoksalnie skorzysta… Polska, piąty na świecie i pierwszy w Europie producent ogniw do samochodów EV. Problem w tym, że szacunki ekspertów wskazują, że wzrost popytu wymaga dramatycznego wzrostu podaży metalów potrzebnych do produkcji ogniw, a tych brakuje.

Swojego zaniepokojenia nie ukrywają również osoby, które na produkcji samochodów znają się jak mało kto – reprezentanci sektora produkcji z branży motoryzacyjnej. W badaniu przeprowadzonym przez biznes Robotyki firmy ABB oraz Automotive Manufacturing Solutions, aż 59 proc. respondentów uważa, że przejście na produkcję aut w pełni elektrycznych zgodnie z przedstawianym przez ustawodawców harmonogramem, jest niemożliwe. Tylko 11 proc. wierzy, że wszystkie regionalne cele w zakresie adopcji pojazdów elektrycznych na lata 2030-2040, są realistyczne.

Kopalnia problemów

Zbliżająca się lawina zamówień na elektryki oznacza nie lada kłopot dla przemysłu wydobywczego, ostrzegają eksperci rynkowi. Z danych opracowanych przez serwis Statista i Bloomberg wynika, że w okresie od 2019 do 2030 roku zapotrzebowanie na metale niezbędne do produkcji ogniw wzrośnie nawet kilkunastokrotnie: nikiel i aluminium – 14 razy, fosfor i żelazo – 13, miedź i grafit – 10, lit – 9 razy, a to wciąż nie koniec listy.

Wzrost zapotrzebowania na metale wykorzystywane w akumulatorach, popycha firmy wydobywcze do inwestowania w pozyskiwanie tych kluczowych materiałów i zwiększania produktywności – mówi Krzysztof Marat z ABB. – W przypadku produkcji ogniw do samochodów elektrycznych najbardziej problematyczne jest „białe złoto”, czyli lit.

Czy zwiększenie wydobycia wystarczy? Niekoniecznie – ostrzegają eksperci ze Światowego Forum Ekonomicznego. Przygotowali oni analizę, która powinna zaniepokoić producentów pojazdów z elektrycznymi silnikami. Wg. Departamentu Energii USA, pakiet baterii litowo-jonowych dla jednego samochodu elektrycznego zawiera około 8 kilogramów litu. Jednocześnie w 2021 r. światowa produkcja tego metalu wyniosła 100 tys. ton, a globalne rezerwy szacowane są na około 22 mln ton (US Geological Survey).

Proste rachunki pokazują, że wydobytego w 2021 r. litu wystarczyłoby na niecałe 11,4 mln baterii do pojazdów elektrycznych. To mniej więcej tyle, ile – zgodnie z danymi Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) – już niedługo będzie sprzedawać się pojazdów elektrycznych w skali roku.

Światowych zapasów wystarczyłoby na wyprodukowanie nieco poniżej 2,5 mld akumulatorów do samochodów. – Teoretycznie, światowe rezerwy litu są wystarczające do zaspokojenia spodziewanego wzrostu popytu. Czy powinniśmy jednak zakładać, że całe wydobycie trafi wyłącznie do branży motoryzacyjnej? – pyta retorycznie Krzysztof Marat.

Elektryczny second-hand

Jednym z rozwiązań jest budowa nowych kopalni, ale musiałoby ich powstać prawie 400 do 2035 roku – wynika z danych londyńskiej agencji raportującej ceny, Benchmark Minerals. Jednocześnie eksperci wskazują, że czas potrzebny do uzyskania pełnej operacyjności zakładu wydobywającego lit wynosi około 5 lat.

Można również mieć nadzieję, że kilkanaście lat to w branży motoryzacyjnej kilka epok, a w tym czasie technologia będzie się dynamicznie rozwijać (i tanieć). Dzięki wspomnianej legislacyjnej „furtce” i możliwości stosowania silników spalinowych na e-paliwa, cena paliw ekologicznych spadnie z kilkudziesięciu złotych za litr do poziomów akceptowalnych przez statystycznego Kowalskiego. Przełoży się to na mniejszy, niż obecnie zakładany, popyt na baterie litowo-jonowe.

Jest jeszcze jedno rozwiązanie. Według Światowego Forum Ekonomicznego, po 2030 roku powinniśmy spodziewać się gwałtownego wzrostu ilości zużytych baterii do pojazdów elektrycznych, które skończą swoją żywotność. Posłużą one do ponownego odzysku niezbędnych surowców, co może zmniejszyć zapotrzebowanie na lit o około jedną dziesiątą do 2040 roku.

Podobne wnioski przedstawia raport WEF „A Vision for a Sustainable Battery Value Chain in 2030″, zgodnie z którym w 2030 roku ponad połowa (54 proc.) baterii wycofanych z eksploatacji zostanie poddana recyklingowi. Eksperci szacują, że może to pokryć nawet 7 proc. zapotrzebowania na surowce wykorzystywane do ponownej produkcji. A gdzie najlepiej to robić? Na miejscu. Reshoring, czyli skrócenie łańcucha dostaw, tak by być bliżej rynków, które obsługujemy, to obok robotyzacji i wykorzystania sztucznej inteligencji, jeden z głównych trendów dla przemysłu na najbliższe lata – czytamy w raporcie opracowanym przez ABB.

Nakładają się na siebie dwie siły: po pierwsze, Polska już jest hubem dla rozwoju elektromobilności. To tutaj wytwarzane są ogniwa dla większości sprzedawanych w Europie aut, a także opracowywane są rozwiązania i technologie dla sektora EV. Po drugie, ze względu na swoje położenie geograficzne, rozwijającą się infrastrukturę, a także dostęp do europejskich rynków, jesteśmy wymieniani jako ci, którzy mogą najwięcej zyskać na takim „powrocie” produkcji – mówi Krzysztof Marat.

Ekspert uważa, że to duża szansa dla rodzimego rynku, jednak by okazja ta została wykorzystana, musimy inwestować w technologie Przemysłu 4.0, a z tym dziś nadwiślańskie firmy mają jeszcze problem.

Marek Paczuski wzmacnia Dział Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers

Do grona ekspertów Colliers dołączył Marek Paczuski, który objął stanowisko Senior Director w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego. Jego wieloletnie doświadczenie w branży nieruchomości przyczyni się do dalszego zwiększania skali działalności Colliers na rynku inwestycyjnym w Polsce i maksymalizacji zysków po stronie klientów firmy.

Marek Paczuski posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie w wielu sektorach nieruchomości oraz doradztwie inwestycyjnym zdobyte w pracy w międzynarodowym środowisku biznesowym. Zanim dołączył do Colliers obejmował stanowiska dyrektorskie w DTZ, Cushman & Wakefield, a następnie w Savills. W swojej wieloletniej karierze zajmował się pozyskiwaniem klientów, kontaktami z funduszami inwestycyjnymi, firmami z branży nieruchomości, deweloperami, właścicielami nieruchomości, firmami doradczymi, wspieraniem klientów w negocjacjach, zarządzaniem zespołem oraz przeprowadzaniem procesów komercyjnych. Doradzał w transakcjach o wartości przekraczającej 3 mld EUR.

Monika Rajska-Wolińska, dyrektor generalna Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej
Monika Rajska-Wolińska, dyrektor generalna Colliers w Europie Środkowo-Wschodniej

– Cały region Europy Środkowo-Wschodniej, a zwłaszcza Polska, która od kilku lat zajmuje pozycję lidera pod względem wolumenu inwestycji, nieustannie postrzegany jest jako atrakcyjna lokalizacja, zarówno przez najemców, którzy chętnie lokują tu swoje biznesy, jak i inwestorów, którzy aktywnie poszukują tu rentownych aktywów z różnych segmentów. Potwierdzają to dane – w 2022 r. nasz polski zespół Investment Services osiągnął największy udział w rynku pod względem doradztwa w transakcjach biurowych w miastach regionalnych. Aby jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych obecnych i przyszłych klientów, stale rozwijamy usługi i wzmacniamy zespół o najlepszych ekspertów z rynku, a do takich z pewnością należy Marek Paczuski. Cieszę się, że strategia, którą realizujemy jako Colliers – oparta na idei maksymalizacji potencjału naszych klientów i pracowniku w duchu zrównoważonego rozwoju – przyciąga tak duże talenty i prestiżowe firmy z całego świata o podobnych wartościach – mówi Monika Rajska-Wolińska, Dyrektorka Generalna Colliers na region Europy Środkowo-Wschodniej.

W nowej roli Marek Paczuski będzie doradzał w inwestycjach skupionych wokół nieruchomości biurowych oraz logistyczno-przemysłowych, czyli aktywów, które cieszą się największym zainteresowaniem wśród inwestorów lokujących swój kapitał w Polsce. Do jego zadań będzie należało m.in. pozyskiwanie nowych projektów, aranżacja i strukturyzacja transakcji, jak również wypracowywanie relacji z nowymi inwestorami oraz deweloperami.

Mirowski Piotr Colliers
Piotr Mirowski, senior partner, dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers

– Marek jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i uznawanych specjalistów w branży, z ogromnym doświadczeniem transakcyjnym i znakomitymi relacjami z inwestorami, dlatego bardzo cieszę, że dołączył do naszego zespołu. Jestem przekonany, że jego obecność w Colliers umożliwi nam dalsze zwiększenie skali działalności w Polsce i regionie CEE oraz przyczyni się do sukcesu naszych klientów – mówi Piotr Mirowski, Senior Partner, Dział Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

– Jestem zadowolony, że dołączam do firmy i doświadczonego zespołu specjalistów rynków kapitałowych, których podejście biznesowe koncentrujące się na udzielaniu klientom kompleksowego wsparcia, dostosowanego do ich indywidualnych potrzeb, co jest mi bardzo bliskie. Moment na rynku jest niezwykle ciekawy z racji wysokiej dynamiki zmian, których doświadcza sektor nieruchomości komercyjnych. Wierzę, że moje wieloletnie doświadczenie zdobyte w różnych sektorach i fazach cyklu inwestycyjnego dały mi szeroki ogląd i zrozumienie na temat wyzwań i szans, przed jakimi stoją obecnie uczestnicy rynku, potrzeb klientów, jak również wiedzę, jak je zaspokajać, zapewniając optymalne warunki do osiągania założonych celów biznesowych – mówi Marek Paczuski, Senior Director w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

Uwaga skupiona na konferencji prezesa RPP

Bez zmian w polityce monetarnej w naszym kraju. Inflacja w Stanach nieco niższa od prognoz, EUR/USD odbija się od oporu na poziomie 1,10. Bank Anglii pod ścianą, wyższa inflacja zmusza do kolejnej podwyżki stóp procentowych.

Bez zaskoczeń

Tak jak się spodziewano dużo wcześniej, RPP wczorajszą decyzją pozostawiła koszt pieniądza w Polsce na niezmienionym poziomie. Rynek czeka na pierwsze informacje z gremium odnośnie do obniżek stóp. Większość analityków oczekuje, że stanie się to jeszcze w tym roku, ale wydaje się, że punktem obowiązkowym, by miało to miejsce, jest spadek inflacji do wartości jednocyfrowych. Na razie wynik jest dużo wyższy, bowiem wynosi 14,7%, ale pomóc w najbliższych miesiącach może spadkowa tendencja na notowaniach ropy naftowej, jak i innych surowców. Dzisiaj uwaga inwestorów skupiona będzie na konferencji prasowej prezesa RPP, który z pewnością o wiele barwniej opowie o tym, co się aktualnie dzieje i kiedy pierwsza obniżka stóp, bo zapewne takie pytanie otrzyma jako pierwsze.

1,10 trzyma się mocno

W USA inflacja, jak pokazała wczorajsza publikacja, wynosi dużo mniej, bo raptem 4,9%, ale nadal znajduje się powyżej celu zakładanego przez Fed. Niemniej jednak widać tendencję spadkową, może w kolejnych odczytach dość symboliczną, ale jest to zdrowy objaw dla gospodarki. Mocny zjazd mógłby zostać odebrany jako sygnał pojawiającej się recesji. Co ciekawe, początkowo dla dolara dane były niekorzystne i przyniosły osłabienie. W kolejnych godzinach jednak sytuacja się odwróciła i USD przeszedł do kontrataku. Dobrze to widać na notowaniach głównej pary walutowej świata, która początkowo ruszyła w górę, by po kilku godzinach dotrzeć do oporu technicznego i zawrócić. Kurs nadal pozostaje poniżej tego poziomu, więc jego ranga z każdym dniem będzie rosnąć, a powrót ponad ten ważny psychologicznie poziom będzie coraz trudniejszy i potrzeba będzie czegoś konkretnego, by go sforsować.

Niejednogłośna decyzja?

Bank Anglii po raz kolejny znalazł się pod ścianą. Już na poprzednim posiedzeniu miał zakończyć cykl zacieśniania monetarnego, ale wyższa inflacja wymusiła ruch o 25 pkt bazowych. Dziś mamy deja vu, bo kolejne odczyty CPI okazały się wyższe od prognoz, a ceny nadal rosną z dynamiką dwucyfrową. W takiej sytuacji, by utrzymać swoją wiarygodność w ryzach, BoE będzie musiał podjąć decyzję o podwyżce kosztu pieniądza na Wyspach i dobić do poziomu 4,5% dla głównej stopy procentowej. Oczekiwania analityków zakładają, że stanie się to proporcją głosów 7-2. Dla funta taki scenariusz może okazać się dwuznaczny, z jednej strony zacieśnianie monetarne trwa nadal, z drugiej coraz wyższa stopa procentowa może niekorzystnie wpływać na wzrost gospodarczy i pogorszenie sytuacji gospodarstw domowych. Już ostatnio dane o sprzedaży detalicznej, czy z rynku pracy wypadły blado. Decyzja Banku Anglii o 13.00.

Krzysztof Pawlak, dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Polska pozostaje liderem w regionie. Najwięcej inwestycji przyciągnęły magazyny

Polska nadal przyciąga najwięcej inwestycji w nieruchomości komercyjne w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W I kwartale 2023 roku zrealizowano 26 transakcji na kwotę 651 mln euro – wynika z najnowszych danych CBRE. Większość kapitału przyciągnęły nieruchomości przemysłowo-magazynowe. Spowolnienie gospodarcze widać w wynikach całego regionu. We wszystkich krajach, łącznie z Polską, zanotowano spadki, co poza warunkami makroekonomicznymi jest spowodowane też trudniejszym dostępem do finansowania. Większej aktywności można spodziewać się nie wcześniej niż w trzecim kwartale tego roku.

– Sektor przemysłowo-magazynowy był jedynym, w którym wartość inwestycji wzrosła w ujęciu rok do roku i był to wzrost znaczący. W porównaniu do I kwartału 2022 roku, wolumen ulokowanego w nim kapitału zwiększył się ponad dwukrotnie. To pokazuje, jak odporna jest ta branża w porównaniu do pozostałych obszarów rynku nieruchomości komercyjnych. W pierwszych trzech miesiącach tego roku przyciągnęła 62 proc. całej zainwestowanej kwoty, a więc 401 mln euro. W sektorze przemysłowo-magazynowym została także zamknięta największa w kwartale transakcja. Była to akwizycja Wrocław Campus 39 przez P3. Inwestorów przyciąga zarówno stolica, jak i miasta regionalne, które dzięki coraz lepszej komunikacji i wykwalifikowanej kadrze stanowią interesujące miejsce dla rozwoju biznesumówi Przemysław Łachmaniuk, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Wartość inwestycji odnotowanych na rynku nieruchomości komercyjnych w I kwartale 2023 roku w ujęciu rok do roku okazała się o 61 proc. niższa. W pierwszych trzech miesiącach br. na polskim rynku zrealizowanych zostało 26 transakcji, w tym dwie portfelowe, na łączną kwotę 651 mln euro. To wynik słabszy nawet w porównaniu do lat najbardziej intensywnej pandemii.

Magazyny znów na pierwszym miejscu

Największą kwotę inwestorzy ulokowali w nieruchomości przemysłowo-magazynowe. Było to 401 mln euro, co stanowiło 62 proc. całego wolumenu, przyciągniętego w I kwartale br. przez polskie nieruchomości komercyjne. Na drugim miejscu znalazł się sektor handlowy, z wartością 134 mln euro, a więc ponad jedną piątą całej kwoty, a na trzecim biura, w które zainwestowano 116 mln euro, czyli 18 proc. całości.

– Rynek handlowy został zdominowany przez transakcje obejmujące centra handlowe z potencjałem podwyższenia wartości w miastach regionalnych i mniejszych miastach, ale parki handlowe i supermarkety wciąż przyciągają uwagę inwestorów. W sektorze biurowym aktywność dotyczyła zwłaszcza rynku warszawskiego, szczególnie obiektów „core+” lub oportunistycznych zlokalizowanych poza centrum miasta. Na rynku biurowym zauważalna jest aktywność funduszy z Czech, Węgier i Litwy. Segment mieszkań na wynajem nie zanotował w tym kwartale transakcji inwestycyjnych, ale w dalszym ciągu ma znaczny potencjał wzrostu dodaje Przemysław Łachmaniuk z CBRE.

Europa inwestuje w Polsce

W pierwszych trzech miesiącach br. inwestycje w nieruchomości komercyjne napłynęły do Polski głównie z krajów europejskich, przede wszystkim Czech i Belgii. Całkowity kapitał europejski stanowił 57 proc. z czego 74 proc. to inwestycje z Europy Środkowo-Wschodniej, a 24 proc. to kraje zachodnioeuropejskie. Stany Zjednoczone ulokowały 8 proc., tyle samo stanowił kapitał pochodzący z Bliskiego Wschodu.

Fundacja Rodzinna sposobem na zabezpieczenie rodzinnego majątku

Już 22 maja br. wchodzi w życie ustawa o fundacji rodzinnej, dzięki której będzie można uniknąć rozdrobnienia majątku firmowego i rodzinnego przez członków rodziny po śmierci pierwotnego założyciela firmy. Jej celem jest budowanie kapitału na całe pokolenia oraz jego akumulacja i zaspokojenie bieżących potrzeb rodziny. Komu w szczególności jest dedykowana i jakie warunki należy spełniać by móc ją założyć, podpowiadają eksperci.

Na tę wiadomość wielu przedsiębiorców czekało całe lata. W końcu, już w maju będą mogli założyć fundację rodzinną, jako osobny podmiot przejmujący własność rodzinnego majątku i elastycznie decydować, kto z członków rodziny będzie otrzymywać świadczenia z fundacji i na jakich warunkach. W Polsce będzie to nowa instytucja prawna, lecz od wielu lat jest z powodzeniem stosowana w innych krajach, tj. Austrii, Niemczech, Holandii czy Szwajcarii.

Fundacja rodzinna  będzie przede wszystkim świetnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców, dla których ważne jest, by ich firma żyła dłużej niż jedno pokolenie, a stworzony majątek był należycie chroniony i pomnażany. Najważniejszym plusem założenia fundacji jest z pewnością umożliwienie przeprowadzenia skutecznej sukcesji oraz rozwiązania potencjalnych problemów z zachowkiem. Do fundacji fundator wkłada majątek, który ma prawo dalej inwestować. Możemy zatem potraktować fundację jako budowanie tzw. „skarbca rodzinnego” na kolejne pokolenia – mówi Małgorzata Rejmer, doktor nauk prawnych i prezes zarządu Kancelarii Finansowej Lex.

Dotychczas przedsiębiorca mógł uporządkować swoje sprawy sukcesyjne tylko na podstawie przepisów Kodeksu spółek handlowych i Kodeksu cywilnego. Jednak nie miał wpływu na to, co sukcesor zrobi z odziedziczonym majątkiem, czy uszanuje wolę pierwotnego właściciela czy podejmie zupełnie inne decyzje niezgodne ze zdaniem założyciela firmy.

Fundacja będzie pozwalała na bardzo elastyczne uregulowanie zasad korzystania z majątku wniesionego przez fundatora i pomnożonego przez fundację. Te zasady będzie regulował statut, który będzie obowiązywał na wiele pokoleń do przodu. Co ważne, zmiana woli fundatora będzie bardzo trudna do przeprowadzenia. Fundator określi również, kto będzie beneficjentem świadczeń z fundacji – dodaje Dawid Rejmer, doktor nauk prawnych, partner w Kancelarii Finansowej Lex.

Warto wziąć pod uwagę również to, choć nie jest to główny cel jej założenia, iż fundacja rodzinna będzie korzystnie opodatkowana. Po pierwsze samo założenie oraz wniesienie majątku nie będzie opodatkowane. Dodatkowo, dochody z działalności zgodnej z ustawą będą zwolnione z podatku CIT. Beneficjenci fundacji, którzy należą do najbliższej rodziny fundatora będą zwolnieni z podatku PIT oraz z podatku od spadków i darowizn. Podatek w wysokości 15% płacony będzie przez fundację dopiero w chwili wypłacenia świadczeń beneficjentowi, ale beneficjent  należący do kręgu najbliższej rodziny już żadnego podatku nie będzie musiał zapłacić.

Dodatkową korzyścią wynikającą z fundacji są zmiany w zakresie zachowku. Majątek wniesiony do fundacji rodzinnej po spełnieniu określonych warunków, nie wchodzi do masy spadkowej. Warto również pamiętać, że zachowki zostaną pomniejszone o wypłaty, które beneficjenci otrzymali od fundacji. Oczywiście istnieje możliwość rozłożenia zachowku na raty, odroczenia płatności czy zmniejszenia jego wysokości –  kontynuują eksperci.

Założenie fundacji rodzinnej wymaga spełnienia kilku wymogów formalnych. Po pierwsze, fundatorem może być wyłącznie osoba fizyczna, która złoży oświadczenie o ustanowieniu fundacji w formie aktu założycielskiego lub w testamencie notarialnym. Po drugie, należy wnieść majątek w wysokości min. 100 tys. złotych do fundacji w różnej postaci. Mogą to być nieruchomości komercyjne (przeznaczone na wynajem), gotówka, udziały, akcje czy inne aktywa. Warto mieć na uwadze, że założenie i bieżąca obsługa fundacji wiąże się z określonymi kosztami. Instytucja ta dedykowana jest przede wszystkim dobrze prosperującym dużym i średnim przedsiębiorstwom.

Czy ceny pszenicy to polski problem narodowy?

Ceny zboża w USA i w Europie są już poniżej poziomów sprzed rozpoczęcia wojny w Ukrainie. Czy spadki będą kontynuowane i jakie mogą być tego skutki na polskim rynku? Jest to realne, ale istnieje też czarny scenariusz, dotyczy pszenicy.

Ceny zbóż od kilku tygodni spadały na rynkach globalnych. W przypadku pszenicy są to ceny niższe o ponad 50% niż w szczycie z minionego roku.

– Jednak nie wszystkie produkty rolne tanieją, w przypadku cukru ceny są najwyższe od dziesięciu lat, a w przypadku kakao od 2016 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Są perspektywy, aby nadal taniały zboża, tym bardziej w Polsce temat cen pszenicy będzie z wiadomych względów wywoływał najwięcej emocji związanych z produktami rolnymi.

Gdyby ceny pozostawały na ekstremalnie wysokich poziomach, na których znajdowały się w początkowej fazie wojny pomiędzy Rosją i Ukrainą, to problem, gdzie trafia ukraińskie zboża byłby marginalny. Ceny są jednak niskie, a z sektorem rolniczym jest związane aż 10% zatrudnionych w Polsce, gdzie w krajach UE jest to bliższe raczej 3%.

Drugą kwestią jest to, że ukraińskie zboże trafiało na polski rynek bez dogłębnej kontroli, której poddane byłyby produkty z innych rejonów świata. Nie były nakładane cła, a ograniczenia sanitarne nie były częściowo przestrzegane. W niektórych krajach naszego regionu badania miały wykazać, że poziom pestycydów w pszenicy konsumpcyjnej przekracza dopuszczalne normy, co sugerowało mieszanie produkcji krajowej z produkcją ukraińską. Jeszcze gorszym procederem mogłoby być mieszanie krajowego zboża konsumpcyjnego z tzw. „zbożem technicznym”, które jest przeznaczone do spożycia i jest używane np. do produkcji mebli czy jako opał. Ogólnie ilości sprowadzonych zbóż do Polski są kilkuset razy większe niż standardowo. To pokazuje, że problem ukraińskiego zboża jest naprawdę istotny dla polskiego sektora rolniczego.

UE pozwoliła Polsce i innym krajom takim jak Czechy, Słowacja, Rumunia i Bułgaria na zakaz importu ukraińskiego zboża, ale jednocześnie podtrzymała możliwości tranzytu. Doszło do porozumienia z władzami unijnymi w postaci dopłat dla rolników, ale brakowało konkretnych rozwiązań, które miałyby w pełni rozwiązać problem, w szczególności, że zaraz może być on jeszcze większy (brak odpowiedniej infrastruktury do tego, żeby takiego tranzytu dokonać, czy to dalsza drogą naziemną, czy morską).

Do tej pory w zasadzie problem ukraińskiego zboża nie istniał w takich krajach jak Niemcy, Francja czy Holandia, ale teraz po zakazie importu do krajów Europy Wschodniej i przy potencjalnym załamaniu porozumienia o eksporcie drogą morską, ukraińskie zboże może zalać Europę Zachodnią. To z kolei mogłoby wywołać zdecydowanie większe działanie ze strony władz UE i zablokować ukraińskie zboże i doprowadzić do globalnej zwyżki cenowej

Czy pszenicy i innych zbóż faktycznie brakuje na świecie? Okazuje się, że zbóż jest całkiem sporo. W zeszłym roku zbiory w Europie były całkiem spore i w tym roku (poza w zasadzie Hiszpanią) oczekuje się wciąż sporych zbiorów. Rolnicy chcieliby jednak wyższych cen, gdyż w zeszłym roku musieli się borykać z ogromnymi kosztami w postaci cen paliw, cen gazu czy cen nawozów, które były zależne od cen energii. W Stanach Zjednoczonych zbiory mają być spore, ale są obecnie oceniane na bardzo niskiej jakości. Widzimy w takim razie wiele znaków zapytania, ale perspektywy produkcyjne globalnie wciąż pozostają wysokie, co może służyć dalszym spadkom cenowym, jeśli nie doszłoby do zwiększenia ograniczeń w swobodnym przepływie towarów.

W reakcji na niezadowolenie rolników w Polsce doszło do zapewnień rządu o „skupie interwencyjnym” i cenie gwarantowanej na poziomie 1400 zł. Sytuacja ta storpedowała m.in. eksport polskiej pszenicy, gdyż ceny rynkowe są obecnie zdecydowanie niższe sięgające 1000-1200 zł za tonę. Dopłaty te mają spowodować, że efektywna cena sprzedaży pszenicy ma sięgnąć 1400 zł za tonę. Rolnicy mają jednak sami sprzedać swój towar i jedynie później przedstawić dowody tej sprzedaży.

Obecne ceny są najniższe od połowy 2021 r., ale biorąc pod uwagę oczekiwane spore zbiory i niepewność dotyczącą popytu (wysokie ceny produktów gotowych czy również niepewność dotycząca ożywienia w Chinach) mogą spowodować, że ceny powrócą do poziomów, w których znajdowała się pszenica w latach 2018-2020, co mogłoby oznaczać nawet 20% potencjalnego dalszego spadku. Z drugiej strony w przypadku zerwania porozumienia dotyczącego eksportu ukraińskiego zboża może dojść do większego rozdźwięku między cenami w Europie oraz w USA. Ceny w Europie mogą spaść mocniej, natomiast w USA wzrosnąć, gdyż pszenica amerykańska będzie musiała załatać niedostępność ukraińskiego zboża w innych rejonach.

– Jeżeli ukraińskie zboże nie będzie transportowane drogą morską ze względu na postawę Rosji, to zboże z Ukrainy zaleje Europę i wtedy działań ochronnych będą domagali się także rolnicy z Europy Zachodniej – komentuje M.Stajniak z XTB. – Przy takim czarnym scenariuszu ceny pszenicy będą szaleć w Europie, ale na rynkach globalnych będą nadal spadać.

I kw. 2023 r. przyniósł falę bankructw konsumenckich. W większości to konsekwencja wieloletniego zadłużenia

W I kwartale 2023 r. odnotowano rekordowo dużo bankructw konsumenckich. Tylko w marcu liczba takich upadłości po raz pierwszy przekroczyła próg 2 tys. Według danych Krajowego Rejestru Długów bankruci zostawili po sobie 159,7 mln zł niezapłaconych należności. Jak zaznaczają jego eksperci, jedno pozostaje niezmienne symptomy problemów z wypłacalnością widać na długo przed upadłością. Ponad połowa tegorocznych bankrutów była zadłużona już na 2 lata przed ogłoszeniem niewypłacalności.

Dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej za pierwszy kwartał 2023 r. pokazują niepokojący wzrost upadłości wśród polskich konsumentów. W ciągu zaledwie 3 miesięcy bankructwo ogłosiły 5352 osoby, co odpowiada 1/3 ich liczby w całym 2022 r. Porównując pierwszy kwartał ubiegłego roku z obecnym widoczny jest skok aż o 55 proc. COIG przewiduje, że obecny rok może być rekordowy i liczba niewypłacalności może przekroczyć poziom 20 tysięcy.

Pytanie skąd ten przyrost, skoro bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw jest wyższe o 12,6 13 proc. niż rok temu, a w 2022 roku nadpłacono 563 tys. kredytów hipotecznych, czyli dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.

Odpowiedzi należy szukać nie w aktualnych wskaźnikach, ale 2, 3 lata wstecz.

Trend wzrostowy, który obserwujemy teraz, to efekt długofalowych skutków ostatnich kryzysów, które odbiły się wyraźnie na kondycji finansowej polskiego społeczeństwa: pandemii, rosnącej inflacji i większych kosztów życia oraz zwyżkujących rat kredytów. Kumulacja negatywnych wydarzeń z ostatnich lat zbiera teraz swoje żniwo. Na dane statystyczne też trzeba nałożyć filtr, średnia nie mówi o wszystkim. Inne bezrobocie jest np. w Wielkopolsce, a inne na Warmii i Mazurach. Wzrost pensji jest niższy niż inflacja, więc mimo podwyżek i tak możemy mniej kupić. Poza tym ten wskaźnik dotyczy tylko sektora większych przedsiębiorstw. Maleją też – to wynika z naszych badań – oszczędności Polaków – a to z nich wiele osób finansowało rosnące koszty życia czy rat kredytów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Pogarszanie się kondycji finansowej Polaków widać też w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. W I kwartale bieżącego roku zaległości Polaków wzrosły o ponad 400 mln zł. Niepokoi też to, że mamy coraz więcej do oddania. Średnio dłużnik zalega na nieco ponad 19 tys. zł. To o 2 proc. więcej niż kwartał wcześniej.

Na wzrost upadłości wśród konsumentów w pewnym stopniu może mieć też sytuacja mikrobiznesu. W jednoosobowej działalności gospodarczej za zobowiązania finansowe firmy przedsiębiorca odpowiada własnym majątkiem. W przypadku niewypłacalności, może ogłosić upadłość jako przedsiębiorca albo jako konsument, po uprzednim zamknięciu firmy. Wielu wybiera tę ostatnią opcję. Według danych COIG, 380 osób fizycznych, które ogłosiły upadłość w ciągu ostatnich 12-miesięcy, zamknęło wcześniej swoją działalność gospodarczą. W ciągu minionych 5 lat takich przypadków było łącznie 980. Ostatni rok ma więc bardzo duży udział w tym zjawisku.

Upadłość nie jest ucieczką przed odpowiedzialnością

Dane KRD za I kwartał br. wskazują, że bankrutujący konsumenci mieli nieopłacone zaległości na 159,7 mln zł. Znów, to poziom sięgający już ponad 1/3 kwoty zanotowanej w całym ubiegłym roku. W momencie zatwierdzenia niewypłacalności przez sąd, w rejestrze znajdowała się większość, bo 64,5 proc. bankrutów (3452 osoby). Dla wielu z nich długi nie były niczym nowym. Ponad połowa z nich (51 proc.) widniała w KRD 2 lata przed ogłoszeniem niewypłacalności. Im data bankructwa była bliższa, tym więcej firm zgłaszało bankrutów jako swoich dłużników. Na rok przed finansową kapitulacją odsetek ten wynosił 55 proc. Pół roku przed nią 59 proc., a 3 miesiące przed 62 proc. W efekcie na koniec I kw. br. 404 wierzycieli ma niewielkie szanse na odzyskanie choć części kwoty z prawie 160 mln zł.

Jak pokazują dane KRD, większość konsumentów odczuwa problemy finansowe znacznie wcześniej i dlatego tak ważne jest, aby szukali rozwiązania, zanim sprawy zabrną za daleko. Jedną z żelaznych zasad jest nieunikanie kontaktu z negocjatorami z firm windykacyjnych. Póki dzwonią jest jeszcze czas, aby się porozumieć i ustalić plan spłaty zadłużenia.

Elastyczność firmy windykacyjnej jest bardzo ważna, bo jeśli sprawa trafi do sądu, a potem do egzekucji komorniczej, nie ma już pola do negocjacji. Komornik zajmie konto bankowe dłużnika lub nakaże pracodawcy przekazanie części jego wynagrodzenia, a jeśli to nie wystarczy na pokrycie długu, ma prawo zająć i sprzedać rzeczy należące do niego. Jeśli nie uda się spłacić zadłużenia, pozostaje drastyczne rozwiązanie, czyli ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Z punktu widzenia osoby zadłużonej polubowne porozumienie się z wierzycielem jest najkorzystniejszym rozwiązaniem, które pomaga wyjść na finansową prostą – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Adam Łącki z KRD również uczula, że upadłość powinna być traktowana jako ostateczność, a nie sposób na uniknięcie odpowiedzialności.

Pamiętajmy, że bankructwo pociąga za sobą konsekwencje, a jedną z nich jest utrata życiowego dorobku i kontroli nad swoimi finansami. Samo ogłoszenie upadłości nie oznacza jeszcze, że wszystkie zaległe zobowiązania zostaną umorzone. Sąd może zwolnić dłużnika z istniejących zobowiązań, ale niektóre rodzaje długów nie zostaną anulowane. Dotyczy to m.in. alimentów, grzywien lub zobowiązań z tytułu rent i odszkodowań. Wielu konsumentów nie zdaje sobie z tego sprawy – dodaje prezes KRD.

Duże miasta sprzyjają bankructwom

Wśród dłużników, którzy na początku br. zdecydowali się ogłosić bankructwo, niewielką przewagę liczebną mieli mężczyźni (53 proc.). Różnica między płciami pogłębia się, jeśli spojrzymy na kwoty zaległości. Panowie nie uregulowali 94 mln zł, a kobiety 65,7 mln zł.

Wśród grup wiekowych dłużników najczęściej spotkać można w gronie osób między 36 a 45 r.ż. (27 proc.). Wysoki odsetek stanowią też nieco starsi, z przedziału 46-55 lat (21 proc.). Zdecydowanie najmniej, bo tylko 1,5 proc. to najmłodsi bankruci, w wieku od 18 do 25 lat.

Pod kątem geograficznym widocznie wyróżniają się mieszkańcy woj. śląskiego. Stanowią najliczniejszą reprezentację (805 osób) dłużników-bankrutów, a ich nieuregulowane zobowiązania wyniosły 38,3 mln zł. Na niechlubnym podium znalazły się także Mazowsze (467) i Wielkopolska (289), gdzie bankrutujący konsumenci byli „pod kreską” na odpowiednio 26,4 mln zł i 14,2 mln zł. Najmniejsze kwoty zalegali natomiast mieszkańcy Świętokrzyskiego (1,9 mln zł).

Największy odsetek notowanych w KRD bankrutów mieszkał w miastach. Im było ono większe, tym na wyższe kwoty byli zadłużeni. Podobną zależności widać w liczbie niespłaconych zobowiązań. W największych ośrodkach, powyżej 300 tys. mieszkańców, bankruci wykazywali największą tendencję do bycia multidłużnikami, mając średnio 3-4 nieuregulowane płatności.

Większość, bo aż 94,8 mln zł zaległości, należy się firmom zarządzającym wierzytelnościami, które wykupiły je od innych podmiotów. Instytucje finansowe (banki, SKOK-i ubezpieczyciele itp.) zgłosiły zaległości bankrutów na 57,7 mln zł. Trzecia w kolejce po najwyższą kwotę (3,8 mln zł) jest administracja państwowa i samorządowa, w tym większość zaległości to niezapłacone alimenty.