Brian Tien pokieruje sprzedażą i marketingiem Zyxela

Zyxel Networks ogłosił informację o mianowaniu Briana Tiena na stanowisko wiceprezesa do spraw globalnej sprzedaży i marketingu. Tien ma ponad 20-letnie doświadczenie zdobyte w wiodących międzynarodowych przedsiębiorstwach technologicznych.

Pracując w siedzibie głównej firmy Zyxel na Tajwanie, Tien będzie odpowiedzialny za opracowanie i wdrożenie strategii sprzedaży. Celem jest utrzymanie ciągłego rozwoju firmy, przy jednoczesnym nadzorowaniu wszystkich aspektów jej ogólnoświatowego programu marketingowego i komunikacyjnego.

– Brian jest ekspertem w zakresie sprzedaży z wyjątkowymi osiągnięciami w budowaniu i kierowaniu sprzedażą i działaniami marketingowymi w wiodących firmach technologicznych. Jego sprawdzona wiedza przywódcza i bogate doświadczenie czynią go idealnym partnerem do naszego zespołu kierowniczego. – powiedział Gordon Yang, dyrektor generalny Unizyx i prezes Zyxel Networks.

Jestem zaszczycony, że mogę dołączyć do Zyxel – firmy o reputacji lidera w branży sieci SMB – powiedział Brian Tien. – Małe i średnie firmy są integralną częścią wzrostu gospodarczego na całym świecie. By się rozwijać, potrzebują technologii informatycznych, które pomagają pozyskiwać, obsługiwać i zatrzymywać klientów w bardziej wydajny i przystępny sposób. Jesteśmy gotowi udzielić wsparcia małym i średnim klientom biznesowym. Poprawa wydajności firm i przyspieszenie transformacji biznesowej są możliwe właśnie dzięki wykorzystaniu technologii sieciowych opartych na chmurze, sztucznej inteligencji i sprawdzonych pod względem bezpieczeństwa. Miałem okazję zapoznać się z wieloma ciekawymi produktami, które już niedługo będą udostępnione w sprzedaży. Czuję więc, że to idealny moment na dołączenie do zespołu – dodał Tien.

Brian Tien swoje zawodowe doświadczenie budował przez ponad 20 lat w branży ICT w Chinach i Azji Południowo-Wschodniej. Jego specjalistyczne przygotowanie obejmuje zarządzanie kanałami, strategiczne zarządzanie kontami i rozwój biznesu. Karierę rozpoczynał w firmie Cisco, w której chińskim oddziale spędził 11 lat. Przed dołączeniem do grupy Zyxel, od 2013 roku był dyrektorem sprzedaży w HPE Aruba China. Pracując w Pekinie, nadzorował strategiczne obszary, działalność handlową / SMB oraz zarządzanie kanałami. Kierował również sprzedażą i transformacją kanałów, koncentrując się na rozwiązaniach sprzedażowych, usługach zarządzanych i rozwoju ekosystemu.

Deweloperzy odpowiadają: Jak będzie rozwijał się rynek mieszkaniowy w 2020 roku?

Jak będzie rozwijał się rynek mieszkaniowy w 2020 roku? Czy dobra koniunktura na rynku mieszkaniowym utrzyma się? Czy popyt na mieszkania będzie się utrzymywał? Jak będzie kształtowała się oferta deweloperów? Jakie czynniki będą miały decydujący wpływ na ceny? Sondę przygotował serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

W 2020 roku nie należy się spodziewać większych zmian na rynku. Ceny mieszkań będą dalej rosły, a zainteresowanie klientów wciąż powinno być duże, zarówno po stronie osób poszukujących mieszkań dla siebie, jak i planujących zakup inwestycyjny.

Mimo, że ceny mieszkań są dziś wyższe niż w rekordowym 2007 roku, jeśli weźmiemy pod uwagę takie czynniki, jak wzrost wynagrodzeń czy inflację okaże się, że dla osiągnięcia podobnego poziomu jak 12 lat temu, ceny musiałyby wzrosnąć średnio jeszcze o 70 proc. Według wyliczeń NBP, za średnie wynagrodzenie Polacy mogą teraz przeciętnie kupić 0,82 mkw. mieszkania, a w 2017 roku mogli za nie nabyć zaledwie 0,48 mkw.

Sytuacji na rynku nie sprzyjają trudności związane z podażą. Obecna oferta mieszkaniowa jest najmniejsza w historii. Praktycznie nie ma gotowych mieszkań. Deweloperzy mają kłopot z pozyskaniem nowych gruntów, których ceny stale rosną. Biorąc pod uwagę liczbę wydawanych pozwoleń na budowę, nie ma przesłanek, aby ta sytuacja miała się szybko zmienić.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

Zdecydowanie jesteśmy dobrej myśli! Wierzymy, że zapowiadane rządowe programy pomocy rodzinie dla wielu gospodarstw domowych okażą się motywacją, by zdecydować się na własne M. Dorastanie roczników demograficznych niżu może zmienić sytuację na rynku najmu. Grupa studentów i studentek, jedna z najliczniejszych wśród wynajmujących lokale będzie zauważalnie mniejsza, w związku z czym być może mniej popularne będzie również nabywanie mieszkań w lokalizacjach odpowiednich dla studiujących z myślą wyłącznie o wynajmie.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W tym roku na rynku mieszkaniowym będziemy obserwować kontynuację trendów, które widoczne były w 2019 roku. Nadal najbardziej popularne będą mieszkania jedno i dwupokojowe, które zaspokajają potrzeby osób średnio zarabiających. Małe mieszkania cieszą się również największym zainteresowaniem inwestorów. Niskie stopy procentowe wciąż będą powodowały, że oszczędności Polaków w dużej części będą trafiały na rynek nieruchomości. Bogacenie się ludzi wpływać będzie na rozwój segmentu nieruchomości premium. Już teraz szacuje się, że w Warszawie inwestycje o podwyższonym standardzie stanowią 30 proc. oferty deweloperskiej. Oczekiwać należy, że deweloperzy w tych projektach coraz bardziej będą dbać o jakość wyposażenia i zagospodarowania przestrzeni mieszkalnych oraz część rekreacyjną. Będą także stosować coraz więcej ekoprzyjaznych rozwiązań, zarówno w budowie, jak eksploatacji. Dobra koniunktura rynkowa będzie się utrzymywać. Dzięki wzrostowi dochodów nabywców mieszkań na własne potrzeby będą mieli większe możliwości spłaty zaciągniętych zobowiązań. W segmencie podstawowym deweloperzy będą poszukiwać ekonomicznych i jednocześnie ekologicznych rozwiązań, które pozwolą na stabilizację cen przy stale rosnących kosztach realizacji inwestycji.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

W Polsce nadal są bardzo duże, niezaspokojone potrzeby mieszkaniowe. Mając na uwadze szeroką perspektywę makroekonomiczną, nie dostrzegamy przesłanek, które zwiastowałyby nadejście recesji. Nic nie wskazuje także na to, aby w perspektywie roku miały pojawić się znaczące zmiany na rynku nieruchomości. Spodziewamy się raczej łagodnie następującego przejścia do fazy równowagi i stabilizacji rynkowej, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego popytu na nieruchomości.

Braki lokalowe, niesłabnące zapotrzebowanie na mieszkania oraz chęć poprawy warunków życia będą miały niezmiennie znaczący wpływ na wyniki sprzedaży na rynku pierwotnym. Czynnikami stymulującymi wzrost zainteresowania ofertą deweloperów są niskie stopy procentowe oraz poprawiająca się sytuacja materialna Polaków, a także dobre perspektywy na rynku pracy. Niska rentowność lokat i niepewność co do innych form inwestowania zachęcają do lokowania kapitału na rynku mieszkaniowym, co dodatkowo wspiera popyt.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Przewidujemy kontynuację dobrej koniunktury na rynku. Spodziewamy się może nieco wolniejszego tempa sprzedaży na rynku mieszkaniowym, ale prawdopodobnie pozostającej wciąż na zadowalającym poziomie. Widoczne jest też rosnące zainteresowanie kompaktowymi mieszkaniami i sądzę, że ten trend będzie ewoluował w 2020 roku.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie widać niepokojących symptomów pogorszania się sytuacji gospodarczej, a co za tym idzie nastrojów i możliwości nabywczych klientów. Sygnalizowane spowolnienie gospodarcze jest jeszcze dalekie i prawdopodobnie jest wynikiem korekty planów inwestycyjnych i przegrupowań wewnątrz przedsiębiorstw, które muszą co pewien czas dostosować się o zmieniającego się otoczenia rynkowego.

Możliwości nabywcze klientów nie pogorszyły się. Przeciwnie, wysokość średniego wynagrodzenia stale rośnie. Rosną ceny gruntów, obsługi inwestycji, wykonawstwa i materiałów budowlanych. Zatem wszystko wskazuje na to że 2020 rok pod względem wzrostu cen i wielkości sprzedaży będzie zbliżony do minionego.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Rynek mieszkaniowy w 2020 roku nadal będzie wykazywał tendencję wzrostową. Sprzedaż mieszkań będzie utrzymywała się na wysokim poziomie. Dobra koniunktura gospodarcza będzie sprzyjała zawieraniu nowych transakcji. Sytuacja materialna Polaków poprawia się dzięki wzrostowi wynagrodzeń. Poza tym, stopy procentowe nadal mają pozostać na niskim poziomie, co powoduje, że więcej osób ma odpowiednią zdolność finansową, żeby uzyskać kredyt hipoteczny. Zachęci to także inwestorów do dalszego lokowania środków w zakup nieruchomości zamiast w niskooprocentowane lokaty.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

Rynek wciąż trzyma się bardzo mocno, a podaż nowych mieszkań nie nadąża za popytem. W połączeniu z wysokimi kosztami wykonawstwa, przekłada się to na wzrost cen. Oczywiście coraz częściej słyszymy, że czeka nas spowolnienie, ale nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy ono nadejdzie i jak będzie głębokie. Wiele czynników, jak niskie stopy procentowe, czy rosnące płace wskazuje na to, że w krótkim czasie popyt na mieszkania będzie utrzymywał się na wysokim poziomie. A nawet jeśli przyszłoby spowolnienie i sprzedaż miałaby spaść o 10 proc. lub nawet 15 proc. wciąż będą to poziomy ponad dwuipółkrotnie większe niż jeszcze dekadę temu.

Myślę, że w najbliższych latach będziemy podążać za zmianami obserwowanymi już na rynkach skandynawskich. Chodzi m.in. o wzrost znaczenia budownictwa zrównoważonego, w tym rozwiązań proekologicznych, pod każdym możliwym względem. Na pewno czeka nas zmiana jakościowa w zakresie dbania o efektywność cieplną, oszczędność energii czy wody. Spodziewam się, że niebawem na dachach nowych budynków coraz częściej będą pojawiać się panele fotowoltaiczne, a wszelkie rozwiązania sprzyjające ochronie środowiska z mody zamienią się w standard. Taka zmiana czeka też ofertę usług dodatkowych, które deweloperzy oferują mieszkańcom. W ciągu kilku lat będą one szły np. w stronę osiedlowego car sharingu i innych rozwiązań pozwalających zmniejszyć szkodliwy wpływ człowieka na klimat.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Do najważniejszych czynników wpływających na rynek nieruchomości będą należeć uwarunkowania makroekonomiczne, jak koniunktura gospodarcza w Europie i na świecie oraz mikroekonomiczne tj. polityka kredytowa banków i związana z nią wysokość stóp procentowych, siła nabywcza Polaków oraz regulacje prawne. Rynek mieszkaniowy w 2020 roku wejdzie w fazę stabilizacji, a wzrosty cen prawdopodobnie nie przekroczą 5 proc.

Agnieszka Kozak, pełnomocnik zarządu ds. sprzedaży w Republice Wnętrz

Rok 2020 będzie kolejnym rokiem dynamicznego rozwoju branży deweloperskiej, szczególnie jeśli chodzi o mieszkania pod wynajem z gwarancją zysku. Spodziewamy się także dalszego wzrostu ilości wprowadzanych inwestycji oraz wzrostu cen analogicznie do roku 2019.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Mieszkanie jest atrakcyjnym produktem. Zarówno dla klientów indywidualnych, jak i inwestorów, chcących bezpiecznie ulokować zgromadzony kapitał, co potwierdzają mocne wyniki sprzedaży w trzecim kwartale 2019 roku. Mamy więc do czynienia z pewnego rodzaju stabilizacją, pozwalającą nam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Mieszkania nadal będą się dobrze sprzedawać, choć oczywiście liczba zawieranych transakcji może nieco się wahać w zależności od różnych czynników rynkowych oddziałujących na branżę. Nie przewidujemy jednak załamania koniunktury. To, co faktycznie zasługuje na podkreślenie, to fakt, że rośnie świadomość nabywców, a wraz z nią wymagania stawiane przed deweloperami. Samo mieszkanie to obecnie za mało, by przyciągnąć uwagę klientów. Ludzie oczekują osiedli, które zaskoczą ich funkcjonalnością i nie „zestarzeją się” za kilka lat. Przewidujemy, że to skonkretyzowanie potrzeb przełoży się na jakość oferty w kolejnych latach.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Mimo, że ceny nieruchomości mocno poszły w górę, chętnych do zakupu nowych mieszkań nie brakuje. Sytuację doskonale widać w obserwowanych przez nas statystykach prowadzonych przez agencje badawcze, zgodnie z którymi przez ostatni rok w Polsce oddano rekordową liczbę mieszkań. Wiele wskazuje na to, że ceny nieruchomości nie spadną przynajmniej jeszcze przez rok. Potwierdza to co najmniej 5 powodów, które wymieniają eksperci rynku nieruchomości. Pierwszy to tanie kredyty hipoteczne, ich niskie oprocentowanie i przystępne warunki. Drugi to atrakcyjnie, niskie stopy procentowe, które są zachętą dla inwestorów. Coraz więcej mieszkań i apartamentów nabywanych jest z przeznaczeniem pod wynajem.

Kusi również ciągły wzrost cen nieruchomości, który przynosi zysk przy późniejszej sprzedaży. Do tego dochodzą stale rosnące ceny najmu oraz sama atrakcyjność zarobkowa najmu okolicznościowego. Trzeci czynnik to poprawa stopy życiowej. Zauważalne jest, że Polakom wiedzie się coraz lepiej i sporo osób stać na zakup mieszkania dla siebie, czy pod inwestycje. Poza tym, budowanie jest coraz droższe. Rosną ceny materiałów budowlanych, działek budowlanych oraz koszty wykonania. Trudno o wykwalifikowaną kadrę roboczą, więc usługi specjalistów są coraz droższe. Ponadto, w kraju brakuje mieszkań. Mimo, że kupowanych jest więcej nieruchomości i boom trwa już od jakiegoś czasu to rynek pozostaje nienasycony.

Autor: Dompress.pl

QubicGames podsumował 2019 r.

Ponad pół miliona sprzedanych gier na konsolę Nintedo Switch w czwartym kwartale 2019 roku to efekt świątecznej promocji QubicGames. Wpływy ze sprzedaży gier w tym ostatnim kwartale przekroczyły 3.2 mln zł i są o 300 proc. wyższe niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. 

Według oficjalnych danych sprzedażowych od stycznia do listopada 2019 oraz szacunków za ostatni miesiąc minionego roku, przychody QubicGames ze sprzedaży gier i praw do gier  wyniosły w ubiegłym roku 9.2 miliona złotych, z czego 3.2 miliona złotych przypada na okres od października do grudnia.

– Wyniki jakie wypracowaliśmy w 2019 to efekt kilku lat pracy, w czasie których zbieraliśmy potrzebne doświadczenie. Plan na ostatnie 12 miesięcy został wypełniony w 100% i jesteśmy zadowoleni z jego efektów. – podkreśla Jakub Pieczykolan, prezes QubicGames.

Szacunkowe przychody netto ze sprzedaży za czwarty kwartał roku 2019 wzrosły o prawie 300% w porównaniu do przychodów osiągniętych w analogicznym okresie 2018 oraz o około 88% w stosunku do trzeciego kwartału roku 2019.

Znaczący wzrost liczby sprzedanych gier w czwartym kwartale 2019 roku wynikał z serii udanych promocji w listopadzie i grudniu 2019 roku, w szczególności świątecznej promocji ‘The 15 Year Anniversary Giveaway + Sale’, oraz 12 nowo wydanych gier na platformę Nintendo Switch. Najbardziej udane z nich to Space Pioneer (produkcji Vivid Games), REKT! High Octane Stints, Puzzle Book i Akuto: Showdown.

– Zgodnie z zapowiedziami kampania promocyjna nabrała rozpędu w gorącym okresie świątecznym i w dalszym ciągu nasze gry zajmują wysokie pozycje w Nintendo eShop. Dzięki ostatniej akcji promocyjnej wszystkie nasze tytuły dostępne w Giveaway dostały się do TOP30. Liczymy na to, że utrzymamy dobre wyniki sprzedażowe również w styczniu 2020. – kończy prezes.  

Kilkanaście produkcji QubicGames znalazło się w grudniu pośród najczęściej pobieranych gier na konsoli Nintendo Switch na najważniejszych rynkach, m.in. Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech oraz Australii, a wszystkie z Giveaway znalazły się w TOP 15. Dzięki temu, w parze z dobrymi wynikami sprzedażowymi, wzrosła też rozpoznawalność spółki i jej tytułów w Polsce i na świecie.

TenderHut podsumowuje 2019 rok

Ponad 36 milionów złotych – z takim skonsolidowanym przychodem najszybciej rozwijająca się polska spółka IT, technologiczna Grupa Kapitałowa TenderHut, najprawdopodobniej zamknie 2019 rok. Wynik ten w porównaniu z rokiem ubiegłym jest lepszy o 12,6 mln złotych. Ostatnie 12 miesięcy były niezwykle intensywne dla firmy. Strategiczne przejęcia, rozwój zagranicznych oddziałów, nowe projekty start-up’owe oraz prestiżowe nagrody to tylko niektóre z osiągnięć, jakie polska spółka odnotowała w ubiegłym roku.

Kluczowe dane o spółce:

  • 36,3 mln zł estymacja skonsolidowanego przychodu za 2019 rok (zmiana 53% y/y)
  • 25,2 mln zł przychód skonsolidowany po III kwartale 2019 roku
  • 8 centrów developerskich w Polsce
  • 9 zagranicznych oddziałów
  • 6 polskich spółek i 3 zagraniczne (Chiny, Dania, USA)
  • 3 innowacyjne produkty: Zonifero, Holo4Labs, Grow Uperion

Grupa w ubiegłym roku rozpoczęła kluczowe dla jej przyszłości projekty. Po okresie intensywnej konsolidacji branży IT weszliśmy w czas strategicznych inwestycji, które w nadchodzących latach mają doprowadzić nas do maksymalizacji zysku i ekspansji na kolejne rynki – tłumaczy Robert Strzelecki, prezes zarządu GK TenderHut.

Nowe zagraniczne spółki zależne

Daleki Wschód to kierunek, który od dawna leżał w osi zainteresowań zarządu grupy. W 2019 roku firma otworzyła swoje biuro w państwie środka. Miasto Guangzhou (Kanton) – jeden z największych ośrodków przemysłowych – stało się siedzibą dla chińskiego biura Solution4Labs,  spółki należącej do Grupy TenderHut. Główny zadaniem chińskiego oddziału będzie wdrażanie specjalistycznego oprogramowania laboratoryjnego na lokalnym rynku. TenderHut rozwija także swoje duńskie przedstawicielstwo, tworząc lokalną spółkę celową obsługującą rynki nordyckie – SoftwareHut Nordic. Ponad dwudziestu programistów rozwija oprogramowanie dla klientów z tego regionu. W ubiegłym roku kraje skandynawskie wygenerowały prawie 40 proc. przychodu grupy. Już w marcu 2019 Grupa TenderHut założyła spółkę zależną w Stanach Zjednoczonych SoftwareHut LLC, której głównym zadaniem jest prowadzenie działań sprzedażowych na lokalnym rynku.

Przejęcia i rozwój własnych projektów

W 2019 roku firma sukcesywnie realizowała politykę konsolidacji branży IT. W połowie maja sfinalizowała umowę przejęcia 100 proc. udziałów warszawskiej firmy Javeo Software, która została włączona w struktury SoftwareHut. Akwizycja pozwoliła wzmocnić potencjał spółki i rozwinąć portfolio nowych klientów i realizowanych projektów. Jedną z ostatnich inwestycji Grupy TenderHut było zaangażowanie się w start-up Grow Uperion z branży HRTech. W wyniku połączenia wiedzy z zakresu psychologii motywacji oraz zaplecza technologicznego powstaje innowacyjna platforma do edukacji, rozwoju i motywacji pracowników. Grupa TenderHut znana jest z nieszablonowego podejścia i skuteczności w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Jej poprzednia inwestycja w autorski projekt Zonifero, w 2019 roku zaowocowała jednym z największych kontraktów w polskiej branży PropTech dotyczącym obsługi 150 tys. m2 powierzchni biurowych budowanych przez holding Cavatina S.A.. Kolejnym innowacyjnym projektem realizowanym przez spółkę jest implementacja oprogramowania Holo4Labs do gogli rozszerzonej rzeczywistości Microsoft HoloLens 2 na potrzeby laboratoriów badawczych.

Międzynarodowe sukcesy

Osiągnięcia polskiego lidera IT zostały dostrzeżone przez ranking Deloitte Technology Fast 500 EMEA. W ubiegłorocznej edycji rankingu znalazło się 17 spółek znad Wisły, a Grupa Kapitałowa TenderHut uzyskała najlepszy wynik z polskich firm odnotowując wzrost przychodów na poziomie 1496 proc. Ponadto na początku marca ubiegłego roku spółka została uznana przez brytyjski dziennik Financial Times za jedną z najszybciej rozwijających się firm w Europie (FT1000). Polski lider rozwiązań IT zajął 23. miejsce notując skok aż o 224 pozycje względem poprzedniego zestawienia. Do rankingu Financial Times zakwalifikowały się zaledwie 22 spółki z Polski, spośród których 1. miejsce należy właśnie do TenderHut. Dwa sztandarowe projekty grupy zostały docenione w międzynarodowych konkursach. Holo4Labs – projekt wykorzystujący najnowszy trend Mixed Reality uzyskał wyróżnienie w kategorii Innovative Initiative of the Year w prestiżowym konkursie Emerging Europe Awards, natomiast Zonifero – start-up z branży PropTech otrzymał nagrodę w ramach Central European Startup Awards dla najlepszego start-up’u IoT w Polsce.

Rekordowy wynik finansowy spółki, rozwój kolejnych rynków oraz coraz szersze portfolio produktów własnych – tak w skrócie można podsumować 2019 rok dla całej Grupy Kapitałowej TenderHut. Strategia firmy oparta jest o założenie intensywnego rozwoju i jak do tej pory zarząd firmy konsekwentnie realizuje ten cel.

Polacy na szczycie. Awanse w globalnych strukturach Shell

Światowy gigant energetyczny Shell powierzył funkcję jednego ze swoich wiceprezesów (VP) Polakowi. Jest nim Piotr Kuberka, który objął stanowisko globalnego dyrektora ds. procesów podatkowych. Shell zatrudnia ponad 80 000 osób w ponad 70 krajach i coraz silniej inwestuje w polskie kadry. Międzynarodowe kariery polskich menedżerów stanowią jeden z efektów rozwoju centrum Shell Business Operations w Krakowie. Spośród jego 4000 pracowników aż 70 zajmuje globalne stanowiska.

Piotr Kuberka pracuje w Shell od 17 lat. Pod koniec 2019 roku objął w koncernie stanowisko wiceprezesa (VP) oraz jednocześnie zaczął pełnić funkcję Finance Operations Centre Lead, co oznacza najwyższego menedżera w obszarze finansów w kraju. Kuberka swoją karierę w Shell zaczął od stanowiska doradcy ds. podatkowych najpierw na Polskę, a następnie na Europę Środkowo-Wschodnią. Przed objęciem obecnego stanowiska pracował w Shell m.in. jako Tax Process Owner oraz przez niemal 5 lat lat realizował obowiązki w globalej centrali Shell w Hadze, wspierając globalne projekty standaryzacji podatkowej.

Globalny wiceprezes z Krakowa

Shell w Krakowie
Shell Business Operations Kraków

Swoją międzynarodową rolę Piotr Kuberka będzie sprawował z krakowskiego biura Shell, należącego do sieci 5 globalnych centrów energetycznego giganta. Shell Business Operations Kraków to jednocześnie jedno z największych centrów operacji biznesowych w Polsce.

Objęcie funkcji VP odbieram jako kolejny wyraz uznania dla wszystkich pracowników Shell w Polsce. Zarządzanie dużym, ponad 600-osobowym zespołem i decyzyjność w kluczowych sprawach to duże zobowiązanie. W ciągu kilkunastu lat działalności nasze centrum w Krakowie urosło od niewielkiego zespołu do 4000 pracowników działających na rzecz 10 linii biznesowych. Z roku na rok wspieramy coraz więcej ważnych międzynarodowych projektów firmy. Funkcjonując w takiej dynamice można skutecznie znaleźć drogę na szczyt
-– komentuje Piotr Kuberka.

Polska: trzeci rynek Shell w Europie

Pod względem zatrudnienia Polska jest obecnie dla Shell trzecim największym rynkiem w Europie. Samo centrum Shell Business Operations w Krakowie istnieje od 2006 roku. Na tle innych pracodawców ze swojej branży wyróżnia się pod względem zaawansowania wykonywanych zadań oraz kompetencji pracowników. W 2019 roku centrum zatrudniło blisko 1000 nowych osób. Wśród 10 linii biznesowych, które obsługuje centrum, znajdują się m.in. Finanse, Logistyka, Obsługa Klienta, Zarządzanie Zasobami Ludzkimi, Dział Prawny, Dystrybucja Paliw, Dział Zakupów, Komunikacja wewnętrzna i zewnętrzna.

Większość polskich MŚP jest zadowolona z ostatniego roku. Co planują na 2020?

Większość polskich MŚP jest zadowolona z ostatniego roku. Dla 30 proc. był on dobry, a dla 44 proc. raczej dobry – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Diners Club Polska. Mimo że wynik jest optymistyczny, z roku na rok przybywa firm, które negatywnie podsumowują swoją działalność. W 2020 r. większość przedsiębiorców skupi się na pozyskaniu nowych klientów lub utrzymaniu obecnych.

2019 rok był udany dla większości polskich firm z sektora MŚP. 30 proc. oceniło go jako dobry, a 44 proc. jako raczej dobry – wynika z badania Diners Club. Niezadowolonych z tego okresu jest 25 proc. przedsiębiorstw.

nastroje MŚP
Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP”.

– Większość firm dobrze ocenia ostatnie 12 miesięcy, dlatego możemy wnioskować, że spora grupa przedsiębiorców zrealizowała swoje plany. Warto jednak zaznaczyć, że porównując wyniki z trzech ostatnich lat, zauważamy systematyczny spadek pozytywnych ocen. Z 2017 roku zadowolonych było aż 89 proc. przedsiębiorców, z 2018 już 82 proc., a z 2019 – 74 proc. Gorsze oceny są prawdopodobnie związane ze spadkiem kondycji finansowej części firm w tym roku. Niektóre z nich mogły już także odczuć spowolnienie dynamiki wzrostu gospodarczego, który był w ostatnich latach bardzo wysoki, a teraz zaczyna wyhamowywać – mówi Monika Masztakowska z Diners Club Polska.

Z ostatniego roku najbardziej zadowolone są firmy średnie (między 50 a 249 pracowników). Jako dobry oceniła go co druga, a jako raczej dobry co trzecia. Gorzej jest w mniejszych przedsiębiorstwach. Do nieudanych, 2019 rok zaliczyła co czwarta mikro (do 9 pracowników) i co piąta mała firma (10-49 pracowników).

2020 pod znakiem klientów

Najważniejsze zadania w 2020 roku dla większości przedsiębiorstw z sektora MŚP są związane z klientami. Jak wynika z badania Diners Club Polska, 36 proc. firm jako główny cel stawia sobie pozyskanie nowych kontrahentów oraz nabywców ich produktów i usług. Na drugim miejscu (30 proc.) jest utrzymanie obecnych klientów.

– Nadal najwięcej firm z sektora MŚP chce przede wszystkim szukać nowych klientów. Warto jednak zwrócić uwagę, że odsetek przedsiębiorców, którzy skupiają się na zwiększaniu skali działania z roku na rok maleje. Jeszcze w 2017 roku taki cel na pierwszym miejscu stawiało sobie 51 proc. firm – o 15 proc. więcej niż teraz. Związane jest to między innymi z systematycznym wzrostem liczby przedsiębiorstw, które chcą się skupić na utrzymaniu obecnych klientów. Jeszcze dwa lata temu było ich zaledwie 14 proc., teraz już 30 proc. – mówi Monika Masztakowska z Diners Club Polska.

wyzwania MŚP
Źródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP”.

Na trzecim miejscu są inwestycje, które będą najważniejszym zadaniem dla 14 proc. firm. Z 9 do 11 proc. wzrosła liczba przedsiębiorców planujących ograniczenie kosztów. Podobnie jak w 2017 roku, 7 proc. badanych jako główny cel stawia sobie zwiększenie zatrudnienia.

– Najważniejsze zmiany w celach, jakie stawiają sobie przedsiębiorcy są związane między innymi z kondycją finansową i koniunkturą. Systematycznie rośnie liczba firm, które przewidują pogorszenie swojej kondycji finansowej. Stopniowo spowalnia także dynamika wzrostu gospodarczego. To sprawiło, że więcej przedsiębiorców chce się skupić przede wszystkim na już pozyskanych klientach oraz ograniczać koszty – mówi Monika Masztakowska z Diners Club Polska.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) w październiku 2019 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski. Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc., poziom ufności 0,95.

Źródła finansowania europejskich MŚP

Leasing jest najbardziej istotnym źródłem finansowania dla 63% małych i średnich firm działających w Polsce – wynika z badania Komisji Europejskiej. Na poziomie europejskim pierwsze miejsce zajmuje linia kredytowa, a drugie leasing. 

Dostęp do zewnętrznego finansowania nie jest głównym zmartwieniem ani polskich ani europejskich przedsiębiorców z sektora MŚP. Według najnowszych wyników badania[1], zrealizowanego przez Komisję Europejską (KE) we wszystkich krajach Unii Europejskiej pod koniec ubiegłego roku (SAFE 2019), problem ten dotyka zaledwie 6% polskich firm z sektora MŚP. Gorzej pod tym względem mają firmy działające w Grecji (deklaracje 21% firm), na Malcie czy Liwie (po 13%), jednak średnia europejska wynosi 7%.

Istotność zewnętrznych źródeł finansowania dla polskich…

Najnowsze badanie Komisji Europejskiej dowodzi też, że leasing pozostaje najbardziej istotnym źródłem finansowania dla 63% małych i średnich firm działających w Polsce. Drugim najczęściej wymienianym instrumentem jest linia kredytowa (ważna dla 56% polskich firm MŚP), a trzecim kredyt kupiecki (istotny dla 43% małych i średnich firm). Na kolejnych miejscach znalazły się kredyty udzielane firmom przez banki (są istotne dla 36% firm) oraz dotacje (ważne dla 28% firm). Od ubiegłego roku swoje wyniki znacząco poprawiły jedynie leasing (+4%) oraz dotacje (+5%), podczas gdy ocena istotności pozostałych instrumentów pozostała na podobnym lub zbliżonym poziomie.Leasing

…i europejskich firm MŚP

Dla europejskich firm z sektora MŚP w 2019r. najbardziej istotnymi źródłami zewnętrznego finansowania były linie kredytowe (ważne dla 51% firm), leasing (istotny dla 47% europejskich firm) i kredyty bankowe (istotne dla 46% europejskich MŚP).

„Zewnętrzne instrumenty finansowe były ważne dla europejskich firm również w poprzednich latach, jednak jak podaje KE w swoim raporcie, znaczenie leasingu w latach 2014 – 2019 utrzymywało się w Europie na stabilnym poziomie, natomiast znaczenie linii kredytowej lub kredytu w rachunku bieżącym, kredytu kupieckiego i kredytów bankowych zmalało od 2015 r. Dane Komisji Europejskiej korespondują z wynikami polskiej branży leasingowej, która w ostatnich latach rozwijała się w tempie dwucyfrowym, w przeciwieństwie do innych wymienionych przez KE instrumentów” – powiedział Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu.

Wykorzystanie zew. instrumentów przez europejskie MŚP

Wyniki badania SAFE pozwalają także narysować europejską mapę korzystania z poszczególnych metod zew. finansowania przez firmy w 28 krajach UE, w ciągu ostatnich 6 miesięcy. W analizowanym czasie (kwiecień – wrzesień 2019) europejskiej firmy najczęściej deklarowały korzystanie z linii kredytowych (odpowiedzi 34% firm EU28), leasingu (24%) i kredytów bankowych (15%). Jednak korzystanie z określonego rodzaju finansowania różniło się w poszczególnych krajach. I tak linie kredytowe najczęściej były otwierane przez firmy działające w Finlandii, na Malcie, w Danii i Irlandii (deklaracje na poziomie 51% – 47% firm). Z leasingu najczęściej korzystały firmy działające w Polsce, Estonii, Finlandii, Szwecji, Niemczech i na Łotwie (odpowiedzi powyżej 30% firm). Natomiast po kredyty bankowe najchętniej sięgały firmy belgijskie, francuskie i słoweńskie (deklaracje 28% – 23% firm).

Pozyskane finansowanie było przeznaczane przez europejskiej firmy na inwestycje (40% wskazań firm EU28). Na zapasy i kapitał obrotowy postawiło 35% europejskich firm MŚP, 22% sfinansowało rekrutacje i szkolenia pracowników, natomiast 20% rozwój nowych produktów i usług.

W przypadku polskich firm na pierwszym miejscu znalazły się zapasy i kapitał obrotowy (41% deklaracji), na drugim inwestycje (36%), a na kolejnych procesy rekrutacyjno- szkoleniowe (23%) i refinansowanie zobowiązań (21%).    Źródła finansowania polskich MŚP

[1] Źródło: Komisja Europejska, Survey on the access to finance of enterprises (SAFE). 2019

Rynek korzysta na uspokojeniu nastrojów na linii USA-Iran

USA i Iran nie dążą do eskalacji konfliktu, co rynki przyjmują za zadowoleniem i porzucają bezpieczne aktywa na rzecz powrotu rajdu rynku akcji. Teraz inwestorzy powinni w coraz mniejszym stopniu reagować na doniesienia z Bliskiego Wschodu, a przerzucić uwagę na wcześniej istotne kwestie – siłę ożywienia globalnego i umowę handlową USA-Chiny.

USA zamiast dążyć do odwetu wojskowego, preferują odpowiedź w postaci sankcji na Iran i ostatecznie „chcą pokoju” z Iranem. Teheran także nie zamierza eskalować konfliktu, inaczej lepiej by celował w atakach na bazy USA w Iraku – we wrześniu w nalotach na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej Iran potrafił być bardzo precyzyjny. Dla rynków to jasna informacja, że relacje USA i Iranu dalej nie będą przyjacielskie, to nie należy z tego powodu budować podwyższonej premii za ryzyko. Rynki będą teraz w mniejszym stopniu reagować na doniesienia związane z Iranem, a po tygodniu nerwowości przyszedł moment ulgi. Wracamy do tego, co stanowiło podstawę optymizmu pod koniec roku. Pierwsza faza umowy handlowej USA i Chin ma być podpisana do 15 stycznia, a z tym wiążą się nadzieje, że bez zagrożenia wybuchu wojny handlowej na większą skalę gospodarka globalna może przyspieszyć. Rynki akcji już to wyceniają, dane makro nie do końca to pokazują. Ale ostatnia paczka informacji przykrywa poprzednią, stąd opublikowane w tym tygodniu lepszy ISM dla usług i raport ADP z USA są dziś istotniejsze niż rozczarowanie w PMI/ISM z przemysłu z ubiegłego tygodnia. Jeśli jutro raport NFP wyrysuje pozytywny obraz rynku pracy USA, nowe szczyty indeksów na Wall Street nikogo nie zdziwią.

Rynek akcji korzysta najbardziej na uspokojeniu nastrojów, a ropa naftowa dołuje najsilniej. To pokazuje, jak bardzo w ostatnich dniach rynek ropy był zdominowany przez kapitał spekulacyjny, który teraz wychodzi z pozycji. Mimo to jeśli przyjąć, że gospodarka globalna ma się mieć lepiej, a członkom OPEC zależy, by na ropie zarabiać najwięcej, fundamenty w końcu dadzą wsparcie do powrotu wzrostów. Na FX ponownie wraca marazm i ograniczona skala reakcji na wahania sentymentu. Rynek wprawdzie redukuje pozycje w bezpiecznych JPY i CHF, ale już nie ma silniej przesiadki na waluty ryzykowne. AUD ma wewnętrzne problemy w związku z pożarami buszu, a CAD i NOK cierpią na korekcie cen ropy naftowej. Nie wraca też apetyt na EUR i GBP. Może to być oznaka, że inwestorów nie opuściły do końca obawy, albo jesteśmy u faktycznego kresu fali apetytu na ryzyko. Podobny wydźwięk ma fakt, że cena złota nie wróciła do poziomów sprzed wybuchu konfliktu USA-Iran.

Złoty poszedł wczoraj w ślad za innymi walutami rynków wschodzących i umocnił się do 4,23 za EUR, ale dziś już wszystko oddaje. Globalna euforia po oświadczeniu Trumpa przysłoniła konferencję prasową Rady Polityki Pieniężnej, która nie zmieniła swojego stanowiska. Rada ocenia ostatni wystrzał inflacji jako przejściowy i głównie wynikający z przesunięcia do przodu niektórych podwyżek, które bank centralny przewidywał, że wystąpią dopiero na początku 2020 r. Zdaniem prezesa Glapińskiego inflacja osiągnie swój szczyt w I kw. i potem zacznie spadać, w rezultacie czego prezes podtrzymuje swoje oczekiwania, że stopy procentowe mogą nie zmienić poziomu do końca kadencji RPP w 2022 r. Ale dla mnie (i zapewne dla większości uczestników rynku) jest jednak oczywiste, że ścieżka inflacji przesunęła się wyżej, stąd brak zmiany stanowiska RPP jest ma w tym kontekście gołębi wydźwięk. To osłabia fundamenty złotego i dalej uważam, że polska waluta jest obecnie za droga.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

5 trendów technologicznych, które wpłyną na środowisko infrastruktury cyfrowej w 2020 roku

Firma Equinix przewiduje, że hybrydowe środowiska multi-cloud, sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo, regulacje dotyczące danych i zrównoważony rozwój będą mieć kluczowe znaczenie dla przebiegu procesu cyfrowej transformacji w firmach.

Equinix, Inc. opublikował swoje przewidywania dotyczące pięciu najważniejszych trendów technologicznych na 2020 rok. Trendy te wskazują na transformację cyfrową jako czynnik o znaczeniu krytycznym. Przedsiębiorstwa dokonują jej, aby osiągnąć czołową pozycję na rynku w nowej erze cyfrowej. Ekspansja firmy Equinix obejmująca zasięgiem ponad 50 światowych rynków oraz jej pozycja lidera łączącego ze sobą ekosystemy sieci, chmur, przedsiębiorstw i niemal 10 000 klientów, daje firmie wyjątkowe i całościowe spojrzenie na najważniejsze trendy w infrastrukturze cyfrowej.

Przewidywania firmy Equinix dotyczące trendów technologicznych w 2020 roku:

1) Rozproszona infrastruktura i przetwarzanie danych na brzegu sieci przyspieszą wdrażanie hybrydowych środowisk multi-cloud:

Ponieważ firmy zaczynają korzystać z przetwarzania danych na brzegu sieci oraz hybrydowych architektur multi-cloud, w wielu branżach zachodzą ogromne zmiany. Przedsiębiorstwa coraz chętniej przenoszą procesy przetwarzania danych ze scentralizowanego centrum przetwarzania danych do infrastruktury rozproszonej oraz bliżej brzegu sieci, gdzie wymiana danych i połączenia bezpośrednie między firmami i usługami przetwarzania w chmurze gwałtownie się rozwijają.

Nadejście przetwarzania danych na brzegu sieci stało się również podstawowym czynnikiem umożliwiającym pojawienie się innych technologii, takich jak komunikacja mobilna w standardzie 5G. Umożliwi ona urządzeniom Internetu Rzeczy i innym urządzeniom brzegowym wykorzystanie szybszej łączności z danymi i przetwarzanie zasobów przy bardzo niskim opóźnieniu sieci rzędu milisekund.

Według firmy analitycznej IDC do 2023 roku ponad 50% wdrożeń nowych infrastruktur dla przedsiębiorstw będzie odbywać się na brzegu sieci, a nie w korporacyjnych centrach przetwarzania danych. Dla porównania obecnie ten wskaźnik nie przekracza 10%. Do 2024 roku liczba aplikacji pracujących na brzegu sieci wzrośnie o 800%. Raport IDC zaleca firmom podjęcie działań przygotowawczych — należy zmodernizować rozwiązania informatyczne tak, aby były one zwirtualizowane, skonteneryzowane oraz sterowane programowo, dzięki czemu będą obsługiwać przetwarzanie danych na brzegu sieci. Firmy powinny również rozważyć podjęcie współpracy z nowymi partnerami oferującymi usługi przetwarzania danych, którzy mogą usprawnić rozbudowę przetwarzania na brzegu, priorytetowo potraktować optymalizację infrastruktury oraz koszta związane z komunikacją między aplikacjami.[1]

W rezultacie Equinix przewiduje, że w 2020 roku przetwarzanie danych na brzegu sieci będzie kluczowym czynnikiem przyspieszającym wdrażanie hybrydowych środowisk multi-cloud we wszystkich segmentach biznesowych na całym świecie. Trzeci coroczny raport Global Interconnection Index (GXI) opublikowany przez Equinix szacuje, że w latach 2018-2022 liczba prywatnych połączeń bezpośrednich między przedsiębiorstwami a dostawcami usług przetwarzania w chmurze oraz usług informatycznych będzie rosnąć o 112% rocznie. Raport przewiduje, że nastąpią zmiany w tradycyjnych architekturach wysoce scentralizowanego przetwarzania w chmurze, ponieważ przedsiębiorstwa chcą rozszerzyć przetwarzanie w chmurze do brzegu sieci. Ma to na celu rozwiązanie problemów wynikających z dużego rozproszenia nowoczesnych cyfrowych aplikacji biznesowych.

Kluczowe kwestie, których rozwiązaniem jest połączenie przetwarzania danych na brzegu sieci z wdrożeniem hybrydowego środowiska multi-cloud, to:

  • Niższe opóźnienia i lepsza przepustowość — szybkie bezpośrednie połączenia o niskich opóźnieniach (<60 – <20 milisekund) są niezbędne dla firm, które chcą skutecznie wypełnić lukę w odległości pomiędzy ich aplikacjami a dostawcami usług przetwarzania w chmurze. Dzięki temu, że elastyczne i skalowalne środowiska przetwarzania w chmurze są bliżej użytkowników na brzegu sieci, dostęp do danych może być szybszy, a czas reakcji aplikacji krótszy; możliwe jest także uzyskanie oszczędności dzięki zmniejszeniu ilości przesyłanych danych.
  • Wykorzystanie zasobów hybrydowego środowiska multi-cloud przez przedsiębiorstwa — przedsiębiorstwa zazwyczaj dokonują wyboru platform chmurowych, na których umieszczą swoje aplikacje zależnie od tego, który dostawca usług przetwarzania w chmurze oferuje najlepsze usługi dla określonego obciążenia. Ta swoboda wyboru ułatwia działom informatycznym eksperymentowanie z różnymi platformami chmurowymi, dzięki czemu mogą przekonać się, która z nich zapewnia najlepszą jakość usług w najatrakcyjniejszej cenie. Ponadto bardziej niż kiedykolwiek wcześniej przedsiębiorstwa wymagają elastyczności w zachowaniu kontroli i bezpiecznym, wewnętrznym uruchamianiu aplikacji biznesowych o znaczeniu krytycznym. Firmy wymagają również elastyczności w wykorzystaniu zarówno prywatnych, jak i publicznych hybrydowych środowisk chmurowych w zależności od konkretnych zastosowań.
  • Czynniki polityczne i regulacyjne — w związku z coraz częstszymi i bardziej złożonymi przypadkami naruszenia zabezpieczeń i prywatności wiele krajów stosuje przepisy regulujące, gdzie i jak dane mogą być wykorzystywane. Te wymagania dotyczące prywatności i suwerenności danych doprowadzą do powstania bardziej rozproszonych centrów przetwarzania danych oraz usług przetwarzania w chmurze, które będą utrzymywać dane lokalnie dla określonych regionów geograficznych lub krajów.

 „Jesteśmy świadkami punktu zwrotnego w historii połączeń bezpośrednich, ponieważ tempo transformacji cyfrowej wciąż przyspiesza, a infrastruktura rozproszona oparta na podejściu cloud-native i wdrożenia hybrydowych środowisk multi-cloud stają się de facto architekturą pierwszego wyboru. Możliwość bezpiecznego zarządzania i przetwarzania danych na brzegu sieci – przy jednoczesnym zapewnieniu bezpośredniej, bezpiecznej łączności o niewielkich opóźnieniach z partnerami i ekosystemami chmurowymi – stwarza nowe możliwości dostarczania bardziej wartościowych usług dla użytkowników i klientów, jak również zapewniania korzyści społeczeństwu w zupełnie nowy sposób”. – Justin Dustzadeh,  CTO w firmie Equinix.

2) Sztuczna inteligencja i Internet Rzeczy doprowadzą do powstania nowych wymagań dotyczących połączeń bezpośrednich i przetwarzania danych na brzegu sieci

Equinix przewiduje, że przedsiębiorstwa przyspieszą wdrażanie sztucznej inteligencji oraz uczenia maszynowego dla większej liczby zastosowań wymagających coraz bardziej złożonego przetwarzania w czasie rzeczywistym ogromnych ilości danych pochodzących z wielu źródeł (czujników, Internetu Rzeczy, urządzeń elektronicznych, itp.). Samolot z tysiącami czujników sprzętowych, autonomiczny pojazd dostarczający dane telematyczne czy inteligentny szpital monitorujący stan pacjentów — każde z powyższych może samodzielnie wygenerować kilka terabajtów danych dziennie. Około 75% aplikacji działających w oparciu o sztuczną inteligencję oraz aplikacji analitycznych dla przedsiębiorstw będzie korzystać średnio z 10 zewnętrznych źródeł danych.

Aby spełnić wspomniane wymagania dotyczące skalowalności i elastyczności, firmy nadal będą korzystać z oferty dostawców usług w chmurze publicznej, przy czym zmieni się proporcja wykorzystania optymalnego zestawu funkcji sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego oferowanych w chmurze. Pozwoli im to na skuteczne wdrożenie rozproszonej, hybrydowej architektury służącej do przetwarzania danych sztucznej inteligencji oraz uczenia maszynowego.

Equinix uważa jednak, że w przypadku wielu zastosowań dodatkowe rygorystyczne wymagania w zakresie opóźnień, wydajności, poufności i bezpieczeństwa będą skutkować tym, że niektóre dane i przetwarzanie związane ze sztuczną inteligencją oraz uczeniem maszynowym (zarówno wnioskowanie, jak i trenowanie modelu) zostaną bezpośrednio połączone ze źródłami, z których dane pochodzą oraz lokacjami, w których są one wykorzystywane. Będzie to bodziec skutkujący powstaniem nowych architektur i wzmożonego wdrażania niezależnych, sąsiadujących z wieloma chmurami, wzajemnie ze sobą połączonych centrów przetwarzania danych na brzegu sieci. Takie centra zapewniają lepszą kontrolę, możliwość przeprowadzania audytów, zgodność i bezpieczeństwo danych sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego oraz niskie opóźnienia łączności z infrastrukturami informatycznymi.

Co więcej, Equinix prognozuje, że lepsze połączenia bezpośrednie i przetwarzanie danych utorują drogę nowym rynkom danych cyfrowych, w których dostawcy oraz kupujący będą mogli łatwo i bezpiecznie zawierać transakcje na dużą skalę za pośrednictwem niezależnych centrów przetwarzania danych na brzegu sieci.

3) Wzrost liczby cyberzagrożeń wiąże się z koniecznością opracowania nowych funkcji zarządzania danymi

Światowe Forum Ekonomiczne uznało naruszenia cyberbezpieczeństwa za jedne z największych zagrożeń, przed którymi stoi nasza światowa społeczność. Nie istnieją firmy ani osoby odporne na wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem, przed którymi stoimy dzisiaj i które czekają na nas w przyszłości. Straty finansowe spowodowane cyberatakami nadal wpływają na gospodarki na całym świecie. Szacuje się, że do 2021 roku wyniosą one 6 bilionów dolarów rocznie.[2]  Wśród decydentów IT w Polsce ponad trzy czwarte (77%) ankietowanych uznało poprawę cyberbezpieczeństwa za priorytet strategii technologicznej swojej organizacji.[3]

Wraz ze wzrostem liczby ataków oraz nowymi regulacjami dotyczącymi prywatności i ochrony danych większość firm skłania się obecnie ku dostępowi do usług przetwarzania w chmurze za pośrednictwem sieci prywatnych i przechowywaniem swoich kluczy szyfrowania w Sprzętowym Module Zabezpieczeń (HSM) w chmurze, w lokalizacji innej niż ta, której używają do przechowywania swoich danych. Ten Sprzętowy Moduł Zabezpieczeń w modelu as-a-Service (jako usługa) pozwala firmom zwiększyć poziom kontroli nad swoimi danymi i odporność operacji oraz umożliwia obsługę architektury technologii hybrydowej.

Equinix przewiduje, że w roku 2020 nowe funkcje przetwarzania danych, takie jak bezpieczne obliczenia wielostronne, w pełni homomorficzne szyfrowanie (działające na zaszyfrowanych danych) i bezpieczne enklawy (w których nawet operatorzy chmury nie mogą podejrzeć kodu wykonywanego przez klienta korzystającego z usług), zaczną wkraczać na główne rynki i pozwolą przedsiębiorstwom na bezpieczne wykonywanie obliczeń.

4) Regulacje dotyczące danych wpłyną na strategie informatyczne przedsiębiorstw

Obecnie wiele przedsiębiorstw kupuje i sprzedaje dane w celu uzyskania przewagi nad konkurencją, ale muszą one przestrzegać przepisów dotyczących ochrony danych osobowych i prywatności. Zaczęło się od rozporządzenia o ochronie danych Unii Europejskiej (RODO).  Obecnie powstają nowe lokalne przepisy, takie jak kalifornijska ustawa o ochronie prywatności konsumentów (CCPA). Wywierany jest również nacisk na przedsiębiorstwa, aby zapewniały zgodność danych z przepisami. 121 krajów albo już ogłosiło, albo są one w trakcie formułowania przepisów dotyczących suwerenności danych, które uniemożliwiają przepływ danych osobowych ich obywateli poza granice kraju.

Equinix w 2020 roku spodziewa się jeszcze bardziej wyszukanych sposobów ochrony danych osobowych, ponieważ światowe trendy przybierają na sile w kierunku surowszych lub nowych przepisów o ochronie danych. Utrudni to odnalezienie się w sytuacji firmom działającym na skalę globalną rozproszonym po wielu rynkach.  W ostatniej ankiecie przeprowadzonej na zlecenie firmy Equinix wśród 2485 decydentów ds. informatycznych na całym świecie 69% ankietowanych wskazało „przestrzeganie przepisów o ochronie danych” jako najważniejsze dla swojej działalności, podczas gdy 43% uznało „zmianę wymagań regulacyjnych w zakresie ochrony danych osobowych” jako zagrożenie dla ich firm. Jest to istotna kwestia również w Polsce. Ponad dwie trzecie (68%) polskich decydentów IT uznało, że ​​zapewnienie zgodności z prawem i przepisami jest najważniejszym wyzwaniem przy rozważaniu migracji do chmury.

Equinix przewiduje, że w 2020 roku strategie informatyczne będą coraz bardziej skupiać się na ochronie danych osobowych przy dalszym stosowaniu bezpiecznego wykrywania, klasyfikowania i szyfrowania danych osobowych. Sprzętowe moduły staną się integralną częścią architektury zabezpieczeń oraz strategii dotyczącej szyfrowania danych osobowych, a także zapewniania wysokiego poziomu bezpieczeństwa danych.

5) Transformacja cyfrowa stworzy podstawy bardziej zrównoważonego świata

Według ankiety przeprowadzonej przez Equinix 40% decydentów IT w Polsce (i 42% na świecie) zgadza się, że ”świadomość ekologiczna” dostawców firmy ma bezpośredni wpływ na ich decyzje zakupowe.[4] Transformacja cyfrowa może stopniowo ustabilizować światową gospodarkę w kontekście eksploatacji światowych zasobów naturalnych oraz potrzebie ograniczania emisji przez firmy.

W 2020 roku inicjatywy w zakresie zrównoważonego rozwoju będą prawdopodobnie podejmowane przez wiele firm na świecie, klienci oraz akcjonariusze coraz częściej oczekują od przedsiębiorstw cyfrowych, że będą przodować i wprowadzać innowacje w obszarach dotyczących odpowiedzialności za środowisko i zachowania równowagi ekologicznej. Equinix przewiduje ponadto, że innowacje cyfrowe i technologiczne pozwolą firmom pokonać przeszkody, takie jak geograficzne rozproszenie łańcuchów dostaw, złożoność materiałów oraz dekompozycja produktów. Dzięki analizom danych oraz analizom typu M2M (maszyna-maszyna) firmy mogą dopasować podaż i popyt do niedostatecznie wykorzystywanych zasobów i produktów. W połączeniu z urządzeniami mobilnymi chmura może dematerializować produkty, a nawet całe branże.

Na wybór niezależnego operatora centrów przetwarzania danych będzie coraz częściej wpływała jego polityka i postępowanie w zakresie zrównoważonego środowiska naturalnego.

Raport GXI i nasze badanie przeprowadzone wśród decydentów IT na całym świecie, w tym również Polsce, pokazują, że mamy bardzo podobne priorytety, a także wyzwania w kontekście strategii IT na kolejne lata. Podobnie jak w perspektywie globalnej, również w Polsce obserwujemy coraz większe znaczenie bezpiecznych połączeń bezpośrednich. Firmy zmuszone są do zmiany podejścia do infrastruktury IT, która musi znaleźć się bliżej użytkownika, czyli bliżej tzw. cyfrowego brzegu (digital edge). Z naszej perspektywy to trend, który będzie miał coraz większe znaczenie. Takiego podejścia wymagają od nas również klienci, żeby móc pozostać konkurencyjnym na dzisiejszym rozwijającym się rynku cyfrowym”. – Robert Busz, dyrektor zarządzający Equinix Polska

[1] IDC FutureScape: Worldwide IT Industry 2020 Predictions

[2] Źródło: Cybersecurity Ventures

[3] Ankieta przeprowadzona przez APCO Global Insight wśród 2485 decydentów ds. informatycznych w sierpniu 2019 roku

[4]  Ankieta przeprowadzona przez APCO Global Insight wśród 2485 decydentów ds. informatycznych w sierpniu 2019 roku

Warsztaty i ASO nie potrafią naprawić i serwisować samochodów elektrycznych

Trend elektromobilności coraz mocniej zaznacza swoją obecność w wielu krajach oraz w potrzebach i oczekiwaniach konsumentów. W Polsce nadal budzi jednak wiele, niestety uzasadnionych obaw. Widoczne są one zarówno po stronie nabywców oraz użytkowników, jak i salonów sprzedaży, ale także serwisów obsługi, które w ramach gwarancji, jak również po jej upływie, będą zajmowały się serwisowaniem i naprawami pojazdów elektrycznych. Obawy przed elektrykami mają również producenci komponentów z branży motoryzacyjnej przerażeni faktem, iż auta elektryczne nie tylko są mniej awaryjne, ale również potrzebują znacznie mniej części zamiennych. I choć obietnice producentów, o niskiej, lub nawet bliskiej zeru, awaryjności pojazdów elektrycznych, należy uznać za zbyt optymistyczne (czego dowiodły już testy i badania elektryków prowadzone m.in. w USA), to najbardziej powinniśmy martwić się niedostateczną dostępnością specjalistów i warsztatów, w których można już obecnie, i będzie można w przyszłości, naprawić auto elektryczne. Jak wynika z danych pochodzących z badania oraz raportu „Elektromobilność w Polsce 2019” przygotowanego przez firmę szkoleniową Nowe Motywacje, pod patronatem PSPA oraz SAMAR, zaledwie 30% autoryzowanych serwisów obsługi (ASO) miało dotychczas okazję dokonywać napraw samochodów elektrycznych, zaś niewiele ponad 35% doradców serwisowych, posiada wiedzę na temat zasad dotyczących wykonywania przeglądów i serwisowania aut elektrycznych. Czy zatem właściciele samochodów elektrycznych w Polsce będą musieli naprawiać je samodzielnie lub szukać pomocy w warsztatach niezależnych albo poza granicami kraju?

W ostatnich miesiącach 2019 roku po polskich drogach poruszało się w sumie niespełna 4900 pojazdów napędzanych tylko dzięki bateriom elektrycznym[1]. Biorąc pod uwagę fakt, że większość tych aut to samochody stosunkowo nowe, ich właściciele i użytkownicy nie muszą się obecnie martwić kwestiami napraw. Sytuacja jest jednak inna w przypadku ich serwisowania, bo choć spora część z obecnie jeżdżących po polskich drogach elektryków, jest nadal objęta gwarancją producenta, to jednak ktoś musi troszczyć się o ich sprawność i prawidłowość działania. I tu zaczynają się „problemy techniczne”.

Dane pochodzące z raportu „Elektromobilność w Polsce 2019” przygotowanego w celu sprawdzenia gotowości autoryzowanych punktów sprzedaży oraz serwisów obsługi na świadczenie usług związanych z elektromobilnością pokazują, że poziom przygotowania specjalistów odpowiedzialnych za serwisowanie oraz naprawy elektryków jest bardzo niski i wymaga szybkiego uzupełnienia.

Gotowość do serwisowania i naprawy elektryków – smutna rzeczywistość

Zaledwie 30% z przebadanych w trakcie badania ASO miało w ogóle dotychczas okazję dokonywać napraw samochodów elektrycznych. Niewiele ponad 35% doradców serwisowych, posiada wiedzę na temat zasad dotyczących wykonywania przeglądów i serwisowania aut elektrycznych, zaś niespełna 28% może powiedzieć wiele na temat technicznych aspektów ich użytkowania i awaryjności. Ponad 57% zatrudnionych w autoryzowanych serwisach doradców nie jest nawet przekonana do elektryków, które serwisują. 63% doradców zna ekonomiczne aspekty serwisowania pojazdów napędzanych energią, ale już ponad 57% nie jest w stanie udzielić informacji na temat gwarancji, dotyczącej baterii w autach elektrycznych, a zagadnienia związane z ich żywotnością są nieznane ponad 61% doradców.

Większość doradców, bo aż niemal 54% może podzielić się natomiast wiedzą dotyczącą zasad prawidłowej eksploatacji elektryków. Niemal 41% posiada rzetelną wiedzę na temat ładowania baterii, a ponad 57% również na temat sposobów, w jakie można i należy to robić. Ponad 42% może udzielić informacji na temat zużycia energii przez elektryki w różnych porach roku, a 48% wytłumaczy również co należy zrobić w przypadku awarii lub rozładowania. Ponad 57% nie wie natomiast jak wyglądają kwestie bezpieczeństwa w przypadku użytkowania pojazdów elektrycznych. Zaś 48% nie posiada wiedzy na temat sieci punktów naprawy elektryków danej marki, by móc odpowiednio pokierować posiadaczy aut elektrycznych danego producenta.

Zebrane przez nas dane, pochodzą zarówno z serwisów marek posiadających już w swojej ofercie samochody elektryczne, jak również tych, które dopiero wprowadzą je do sprzedaży. Mimo to nadal nie są one optymistyczne dla nabywców. Pokazują znaczne uchybienia merytoryczne oraz braki kompetencyjne wśród personelu, który najprawdopodobniej już niebawem, gdy trend elektromobilności zagości w Polsce na dobre, będzie odpowiedzialny za sprawność działania elektryków i bezpieczeństwo ich użytkowników. Wiedza doradców serwisowych już teraz powinna obejmować nie tylko aspekty techniczne, ale również kwestie bezpieczeństwa, prawidłowego użytkowania oraz eksploatacji pojazdów napędzanych prądem w różnych warunkach drogowych. Warto by pracownicy orientowali się też na jakie przywileje związanych z posiadaniem samochodów elektrycznych mogą liczyć ich właściciele. Pracownicy serwisów są bowiem bardzo często źródłem wiedzy dla nabywców i użytkowników, i to od ich rzetelnej informacji zależy nie tylko czy dany klient będzie odpowiednio używał swój samochód elektryczny, ale czy w ogóle go zakupi. Konieczność rozwoju i edukacji doradców nie jest jednak obecnie priorytetem dla wielu dystrybutorów i sprzedawców samochodów elektrycznych. Odkładanie jednak „na później” kwestii odpowiedniego wyszkolenia i podnoszenia kluczowych kompetencji pracowników może negatywnie wpłynąć na wyniki już po eksplozji trendu twierdzi Andrzej Trutkowski, Dyrektor Merytoryczny ds. Jakości, Trener i Konsultant w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

Nie tylko w Polsce sytuacja w tym obszarze jest „trudna”. Badania przeprowadzone pod koniec 2018 roku, przez brytyjski Instytutu Przemysłu Motoryzacyjnego (Institute of the Motor Industry) pokazały bowiem, że aż 97% mechaników na Wyspach nie posiadała ani wiedzy, ani kwalifikacji niezbędnych do serwisowania i naprawiania samochodów elektrycznych. Pozostałe 3% było natomiast zatrudnione w ASO poszczególnych marek oferujących elektryki[2].

I choć zdobycie odpowiedniej wiedzy i kwalifikacji niezbędnych do naprawiania i serwisowania samochodów elektrycznych to proces długotrwały, który wymaga ogromnego zaangażowania zarówno ze strony danego mechanika jak i jego pracodawcy, to jest nieunikniony, jeśli poważnie myśli się o zaznaczeniu pozycji danego warsztatu na mapie e-mobilności. Do uzyskania odpowiednich kwalifikacji może prowadzić wiele dróg, jednak ci, którzy już teraz wybiorą odpowiednie, jako pierwsi będą korzystać z owoców swoich inwestycji. Wygrają niewątpliwie te warsztaty, które zainwestują w kształcenie kadr i zaoferują posiadaczom samochodów elektrycznych niezbędny poziom obsługi, dotyczący nie tylko bieżącego serwisowania, ale również napraw aut posiadających gwarancję, a także zajmą się nimi już po jej wygaśnięciu. Lojalność posiadaczy elektryków zdobędą natomiast te punkty, w których klient uzyska dodatkowo niezbędną i użyteczną z jego punktu widzenia wiedzę. Czas zatem już dziś inwestować nie tylko w niezbędny sprzęt, ale również poziom wiedzy i kwalifikacje z obszaru e-mobilności, bo niewątpliwie jest to wiedza i kompetencje przyszłości, które przesądzą o kolejnych dekadach w branży motoryzacyjnej.

[1] http://pspa.com.pl/licznik-elektromobilnosci-polacy-czekaja-na-doplaty-z-funduszu-niskoemisyjnego-transportu-listopad-2019

[2] https://cleantechnica.com/2018/12/10/97-of-auto-mechanics-cant-work-on-electric-cars-new-report-concludes/

Za trzydzieści lat będzie nam brakować półtora miliona pracowników

Od kilku lat polskich przedsiębiorców dotyka problem niedoboru pracowników. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) diagnozuje, że problem ten będzie się z roku na rok powiększał. Postępujący kryzys demograficzny, obniżony wiek emerytalny i duża migracja młodych pracowników za granicę sprawiają, że w polskich firmach brakuje rąk do pracy. W najbliższych latach wyzwaniem stanie się również zatrzymanie w pracy cudzoziemców, dla których swoją granicę otworzą Niemcy. Przewiduje się, że na dalszą emigrację na Zachód może wyjechać nawet 500 tysięcy pracowników. To dodatkowo uszczupli i tak już małą pulę osób, funkcjonujących na naszym rynku pracy. Eksperci nawołują państwo do podjęcia szybkich działań, mających na celu powiększenie liczby pracowników w Polsce.

– Do 2050 roku w Polsce będzie brakować półtora miliona osób na rynku pracy. Musimy skądś te osoby pozyskać – powiedziała serwisowi eNewsroom Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Musimy przejrzeć nasze regulacje i zastanowić się, czy nie możemy ich ulepszyć. Takim działaniem byłoby przede wszystkim ułatwienie zatrudnienia cudzoziemców – czyli dofinansowanie działań Wojewódzkich Urzędów Pracy oraz usprawnienie systemu. Warto również przemyśleć rozwiązania dotyczące wcześniejszego wchodzenia osób młodych na rynek pracy oraz skuteczniej wspierać zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami. Możemy również lepiej korzystać z potencjału pracowniczego młodych rodziców i innych grup, którym aktualne prawo pracy nie pomaga w rozwoju kariery. Przede wszystkim jednak powinniśmy skupić się na osobach, które zdecydowały się odejść z rynku pracy. Zachęcanie starszych pracowników do kontynuowania kariery jest w tym momencie kluczowe – diagnozuje Szczepańska.

Spodziewane spowolnienie gospodarcze może wpłynąć na spadek cen nieruchomości. Polacy zaczną ostrożniej podchodzić do swoich inwestycji

Spodziewane spowolnienie gospodarcze może wpłynąć na spadek cen nieruchomości. Polacy zaczną ostrożniej podchodzić do swoich inwestycji 1

W 2019 roku ceny mieszkań wzrosły w prawie wszystkich większych miastach kraju. W Krakowie i Gdańsku nawet o jedna czwartą. Do zakupów nieruchomości wciąż skłaniają rosnące wynagrodzenia, a także niskie stopy procentowe, które obniżają koszt pożyczek. Jednak optymizm konsumentów może ochłodzić zapowiadane spowolnienie gospodarcze. Jeśli zaczną oni ostrożniej podchodzić do większych zakupów i zaciągania kredytów, popyt na lokale spadnie, a wraz z nim ich ceny.

Jesteśmy w kluczowym momencie, bo nadchodzi spowolnienie gospodarcze, ale z drugiej strony mamy ciągle bardzo niskie bezrobocie, rosnące wynagrodzenia, bardzo niskie stopy procentowe, więc teoretycznie wszystkie elementy, które dotychczas wpływały na wzrost popytu, ciągle działają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera. – Bardzo ważnym elementem w przypadku zakupu mieszkania  jest poczucie bezpieczeństwa i właśnie w związku ze spowolnieniem część osób może nie mieć tak pozytywnego nastawienia do swojej sytuacji ekonomicznej.

Jak wynika z grudniowego raportu Expandera i Rentier.io, ceny mieszkań w największych 15 miastach w ubiegłym roku zwiększyły się średnio o 13 proc., najmocniej – o jedną czwartą – wzrosły w Krakowie i Gdańsku (22 proc.). W stolicy odnotowano 14-proc. wzrost. Jedynym rynkiem, na którym można było kupić lokum taniej niż przed rokiem, była Gdynia (spadek o 7 proc.). Wzrosła także liczba oddanych i budowanych mieszkań. Od stycznia do listopada według danych GUS oddano do użytkowania 184,3 tys. mieszkań, tj. o 11,6 proc. więcej niż przed rokiem, w tym deweloperzy przekazali 116,3 tys. lokali mieszkalnych, a to wzrost aż o 17 proc. Rozpoczęto natomiast budowę jeszcze większej liczby mieszkań – 221,4 tys. ogółem i 113 tys. na sprzedaż lub wynajem. To odpowiednio o 5,0 proc. i 5,5 proc. więcej w porównaniu z analogicznym okresem 2018 roku.

Na ceny mieszkań wpływa bardzo wiele elementów: to, jak drogi czy tani jest kredyt, ale też to, czy stać nas na spłatę kredytu, jaką mamy pracę i wynagrodzenie. Jeżeli nasze wynagrodzenia rosną w dość szybkim tempie, to zachęca nas do zakupu mieszkania i jesteśmy w stanie płacić za nie coraz więcej – wylicza Jarosław Sadowski. – W związku z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym banki zaczęły obawiać się tego, czy nie będzie w przyszłości  problemów ze spłatą, i zaostrzały w ostatnim czasie kryteria przyznania. Podwyższały również trochę koszty kredytów, co może negatywnie oddziaływać na popyt.

Dzięki wzrostowi wynagrodzeń koszty te nie są jednak wyraźnie odczuwalne i nie zmniejszają zdolności kredytowej kupujących lub zmniejszają ją w niewielkim stopniu. W trzech kwartałach 2019 roku wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosły o 6,8 proc., a w jednostkach sfery budżetowej – o 7,0 proc. Siła nabywcza przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej była o 5,1 proc. wyższa niż przed rokiem.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w okresie styczeń–listopad 2019 roku banki udzieliły o 3,2 proc. więcej kredytów mieszkaniowych, ale na wartość wyższą o 14,3 proc., niż w analogicznym okresie zeszłego roku, co dowodzi, że Polacy zadłużali się na większe kwoty. Największe podwyżki kosztu kredytów w bankach dotyczą zwłaszcza osób z najniższym (10-proc.) wkładem własnym. Ich średnie oprocentowanie wzrosło od grudnia ubiegłego roku z 4,08 proc. do 4,21 proc.

Jeżeli mieszkanie kosztuje więcej, niż się spodziewaliśmy, ale ciągle chcemy je kupić, bo np. nastawiliśmy się na większe dwupokojowe mieszkanie lub chcemy mieć dziecko, nie zmieniamy swoich planów, tylko podwyższamy kwotę kredytu. Stać nas na to dzięki temu, że mamy coraz wyższe wynagrodzenia – tłumaczy główny analityk Expandera. – Sprzyja temu również to, że ciągle mamy bardzo niskie stopy procentowe w naszym kraju.

Po dwóch latach rekordowych wzrostów branża PR spodziewa się niewielkiego spowolnienia. Rynek będzie się konsolidował

Po dwóch latach rekordowych wzrostów branża PR spodziewa się niewielkiego spowolnienia. Rynek będzie się konsolidował 2

Ubiegły rok w branży PR upłynął pod znakiem walki z dezinformacją i nadużywaniem terminu „public relations” niezgodnie z definicją, problemów z rekrutowaniem jakościowych kadr i dalszego, rosnącego wpływu technologii. Agencje zaliczają go do udanych, o czym świadczy wysoki, dwucyfrowy wzrost rynku. – W 2020 roku branża nie spodziewa się już tak dobrych wyników, ale za to będzie w coraz większym stopniu pełnić funkcję strategicznego doradcy firm – podkreśla prezes Związku Firm Public Relations. Jego zdaniem w kolejnych latach będziemy mieć do czynienia z konsolidacją branży.

 Rok 2020 dla branży PR będzie kolejnym okresem wzrostu. Być może nie tak dynamicznego jak poprzednie dwa lata, bo wszyscy spodziewamy się spowolnienia koniunktury gospodarczej. Obserwujemy rosnącą presję regulacyjną. To, co wiąże się z debatą wokół zmian klimatycznych czy plastiku, powoduje, że zarówno w Polsce, jak i na poziomie międzynarodowym będą powstawały regulacje wymagające umiejętnie prowadzonego dialogu i prezentowania swojego stanowiska. Cały tzw. sektor policy będzie rozwijał się dynamicznie, a w branży PR będziemy obserwować pewne przesunięcie w kierunku strategicznego doradztwa – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Szczepański, prezes Związku Firm Public Relations.

Potwierdza to także ostatni „World PR Report 2020”, przygotowany przez International Communications Consultancy Organisation (ICCO). Wynika z niego, że zdaniem 46 proc. ankietowanych CEO i dyrektorów agencji PR doradztwo strategiczne – obok zarządzania reputacją korporacyjną – będzie jednym z głównych obszarów wzrostu branży w perspektywie nadchodzących pięciu lat. Z kolei 29 proc. zauważyło już wzrost znaczenia tego obszaru w ciągu ubiegłego roku. To oznacza, że rola agencji zaczyna coraz bardziej wykraczać poza tradycyjne media relations.

Przedstawiciele branży zgodnie zauważają też, że ubiegły rok upłynął pod znakiem zmian klimatu, kwestii środowiskowych i CSR-u, które coraz mocniej zaznaczają się w komunikacji. Firmy coraz chętniej prezentują swoje działania w kontekście spraw istotnych społecznie.

– W ubiegłych latach mówiliśmy o upadku prawdy wobec rozwoju technologii. Wobec upowszechnienia technologii deep fake prawdopodobnie niedługo będziemy już mówić o końcu prawdy, bo coraz trudniej będzie odróżnić informację od dezinformacji – mówi Grzegorz Szczepański. – Dla naszej branży oznacza to jednak szansę: całe środowisko mediów będzie się przekształcać i kluczowa stanie się rola konsultantów, którzy będą przewodnikami w tym procesie. Dlatego uważam, że kolejna dekada będzie czasem powrotu PR do public relations, do nareszcie prawdziwego znaczenia tego zawodu. O ile poprzednia była czasem influencerów i rewolucji informacyjnej, o tyle ta nowa będzie dekadą biznesu idei, ekonomii wartości i drugiej rewolucji technologicznej.

Prezes ZFPR podkreśla też, że obok walki z dezinformacją branża wciąż zmaga się z kryzysem wizerunkowym i błędnym określaniem zawodu specjalisty PR. Termin „public relations” często w ostatnich latach bywał utożsamiany z „propagandą” czy „manipulacją”. Potwierdza to też ubiegłoroczny raport „Cała prawda o PR, czyli jak o PR mówią media” inicjatywy „PR. Bez komentarza”. Wynika z niego, że w blisko połowie przekazów medialnych PR pojawia się w kontekście negatywnym, a tylko w 10 proc. – w pozytywnym. W większości przypadków termin ten używany jest niezgodnie z definicją, która zakłada kształtowanie trwałych relacji pomiędzy organizacją a jej interesariuszami. Dlatego wyzwaniem dla branży pozostaje edukacja w zakresie tego, czym faktycznie zajmują się agencje i specjaliści PR.

– W 2019 roku, który był rokiem wyborczym, nastąpiła brutalizacja języka publicznego, a co za tym idzie, odnotowaliśmy rekordową liczbę nadużyć terminu public relations do określania zjawisk takich jak propaganda czy po prostu dezinformacja. Branża się broniła: to był rok, w którym mówiliśmy więcej o etyce, powstawały kolejne normy i kodeksy etyczne. Po raz pierwszy pokazaliśmy też tę dobrą twarz branży PR, czyli promowaliśmy projekt PR pro bono. W tej chwili już około 30 proc. działających w Polsce agencji realizuje w sposób systemowy projekty non profit – mówi Grzegorz Szczepański.

Jak zauważa prezes ZFPR, trendem, którego można spodziewać się w 2020 roku, będzie konsolidacja rynku. To naturalny etap dojrzałości tego sektora.

– Branża PR w Polsce jest w stanie realizować projekty na najwyższym światowym poziomie. Nauczyliśmy się tego fachu na poziomie międzynarodowym, ale ciągle nie umiemy z tego zrobić dużego biznesu. To tak, jakbyśmy dysponowali najlepszą załogą żeglarską, a kazali jej pływać po Zalewie Zegrzyńskim. Dlatego to musi być rok, w którym polski rynek zacznie się konsolidować. Jest na nim miejsce dla co najmniej trzech–pięciu agencji zatrudniających powyżej 100 osób każda. W tej chwili nie mamy takiej ani jednej, podczas gdy Czesi mają już trzy – mówi Grzegorz Szczepański.

Jak podkreśla, agencje PR niespecjalnie obawiają się spowolnienia gospodarczego, ponieważ polski rynek cały czas stwarza duże możliwości rozwoju i wzrostów. Chociaż w 2020 roku prawdopodobnie niemożliwe będzie osiągnięcie wysokich wyników z poprzednich dwóch lat, to poziom 5–6 proc. wzrostu jest do osiągnięcia. I to mimo tego że branży tej nie omijają problemy związane z rekrutowaniem specjalistów.

 Pozyskanie i utrzymanie jakościowych kadr cały czas pozostaje wyzwaniem. Część tego problemu leży w demografii, ale z drugiej strony niewystarczająco płacimy naszym kolegom w branży. To z kolei wiąże się z faktem, że w niewystarczającym stopniu obciążamy naszych klientów za jakościową pracę – mówi Grzegorz Szczepański.

Problemy z rekrutowaniem kadr to problem nie tylko polskiego, ale i globalnego rynku. Jak wynika z „World PR Report 2020”, w perspektywie nadchodzącej dekady najbardziej pożądanymi umiejętnościami będą m.in. research i planowanie (44 proc.), analiza danych i mierzenie efektów działań (42 proc.) oraz kreatywność (37 proc.). Branża spodziewa się jednak problemów z rekrutowaniem specjalistów o takich kompetencjach. Wynika to po części z trudności w efektywnym mierzeniu efektów działań PR, które przekładają się na zbyt niską wycenę usług i zbyt niskie płace.

Mimo rynkowych trudności ubiegły rok branża PR zalicza do udanych, co potwierdza rekordowa XVII edycja Złotych Spinaczy, czyli konkursu organizowanego przez ZFPR, w ramach którego przyznawane są nagrody dla najskuteczniejszych, najbardziej kreatywnych i najlepiej przygotowanych kampanii, działań komunikacyjnych i agencji PR.

 Mieliśmy 331 zgłoszeń. W tej chwili Złote Spinacze są już drugim największym tego typu konkursem w Europie – mówi Grzegorz Szczepański.

Ogłoszenie wyników i rozdanie nagród w tegorocznej edycji Złotych Spinaczy odbyło się podczas uroczystej gali 6 grudnia. Jury przyznało: 20 Złotych, 34 Srebrne oraz 29 Brązowych Spinaczy w łącznie 31 kategoriach konkursowych. Nagrodę Publiczności, której zwycięzca jest wyłaniany w głosowaniu internautów, otrzymały OLX wraz z agencją 180heartbeats + Jung v Matt za projekt: „A co gdyby? – OLX piętnuje najgorsze zachowania w sieci”. Agencja Big Picture otrzymała Tytanowy Spinacz trzeci rok z rzędu, z kolei Gwiazdą PR – czyli nagrodą dla osoby szczególnie zasłużonej w branży – wyróżniono Piotra Czarnowskiego, założyciela pierwszej w Polsce firmy zajmującej się public relations (First Public Relations).

Rutynowa morfologia pomaga wcześnie wykryć nowotwory krwi. Lekarze postulują powrót tego badania w ramach medycyny pracy

Rutynowa morfologia pomaga wcześnie wykryć nowotwory krwi. Lekarze postulują powrót tego badania w ramach medycyny pracy 3

W Polsce z nowotworami hematologicznymi zmaga się ponad 100 tys. pacjentów, a każdego roku taką diagnozę słyszy około 6 tys. osób. Przyspieszyć rozpoznanie choroby może proste badanie – morfologia krwi obwodowej. To właśnie na jej podstawie diagnozowanych jest m.in. aż 40 proc. przypadków przewlekłej białaczki szpikowej – wskazują eksperci kampanii „Odpowiedź masz we krwi”. Podkreślają oni potrzebę powrotu rutynowej morfologii do pakietu badań wykonywanych obowiązkowo w ramach medycyny pracy. Rok 2019 przyniósł wiele pozytywnych zmian dla pacjentów hematologicznych, jednak specjaliści wskazują szereg wyzwań na kolejne miesiące.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory układu krwiotwórczego i chłonnego wzrosła ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich trzech dekad. Wczesne rozpoznanie choroby jest kluczowe dla skuteczności terapii. Podstawowym badaniem, które pozwala lekarzowi pierwszego kontaktu wykryć nieprawidłowości, jest morfologia krwi obwodowej, która – jak wskazują eksperci – powinna być wykonywana raz do roku.

– Lekarze rodzinni są bardzo ważni we wczesnej diagnostyce chorób onkologicznych, w tym hematoonkologicznych – mówi agencji Newseria Biznes dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce. – Warto, żebyśmy mówili pacjentom, że takie badanie należy wykonać corocznie, nawet kiedy nie ma objawów. Natomiast jeśli pacjenci mają niepokojące objawy, wtedy należy to badanie wykonać jak najszybciej. Badanie morfologiczne jest kluczem do wykrycia wielu różnych chorób.

Przykładowo aż 40 proc. rozpoznań przewlekłej białaczki szpikowej jest stawianych na podstawie morfologii krwi obwodowej wykonywanej rutynowo – wskazują eksperci kampanii „Odpowiedź masz we krwi”. Podkreślają oni, że wciąż wielu Polaków zbyt rzadko wykonuje to badanie. Dlatego są zgodni – morfologia krwi obwodowej powinna wrócić do pakietu badań wykonywanych obowiązkowo w ramach medycyny pracy. Badanie to zostało z niego wykreślone w 1996 roku.

Morfologia krwi została wykreślona z pakietu badań wykonywanych u lekarza medycyny pracy prawie 25 lat temu i wszyscy jesteśmy zgodni, że powinna do niego jak najszybciej wrócić. To bardzo ważne badanie, gdyż na jego podstawie możemy rozpoznać wiele chorób, w tym nowotworowych. Mamy dostęp do nowoczesnych leków, do zaawansowanej diagnostyki, a w pakiecie badań wykonywanych obowiązkowo u lekarza medycyny pracy brakuje podstawowego badania, czyli morfologii krwi – mówi prof. dr hab. n. med. Ewa Lech-Marańda, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

Eksperci podkreślają, że w ciągu ostatnich kilku lat w hematologii i hematoonkologii dokonał się ogromny postęp. Pacjenci mają dostęp do szerokiej grupy leków, a hematologia onkologiczna staje się coraz bardziej spersonalizowana.

– Najważniejszą zmianą, która zaszła na przestrzeni ostatnich lat, był rozwój diagnostyki molekularnej. W tej chwili wiele chorób krwi diagnozujemy na poziomie genów, co więcej, zmiany we krwi – obecność komórek z określonymi genami – są śledzone i wykorzystywane do monitorowania terapii – mówi prof. dr hab. n. med. Wiesław Wiktor Jędrzejczak, hematolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W 2019 roku zapadło wiele pozytywnych decyzji refundacyjnych. Pacjenci uzyskali dostęp do sześciu nowych cząsteczek, dokonano istotnych zmian w dwóch programach lekowych, które umożliwiły szerszy dostęp do terapii. Ale najważniejszym wyzwaniem na 2020 rok jest możliwość refundacji nowoczesnej technologii CAR-T w Polsce – dodaje prof. Ewa Lech-Marańda.

Poprawa wykrywalności chorób hematologicznych poprzez edukację na temat. objawów i istoty wczesnej diagnostyki w powodzeniu terapii to główny cel kampanii edukacyjnej „Odpowiedź masz we krwi”.

– To kampania z prostym przesłaniem, prowadzona już od półtora roku. Jest realizowana na terenie całego kraju, dołączają do nas coraz to nowe miejscowości i kolejne placówki. Prowadzimy ją też m.in. w bibliotekach, gdzie rozdajemy specjalne zakładki z informacjami o tym, jak ważna jest morfologia krwi. Kampania ta jest również skierowana do lekarzy rodzinnych – mówi Aleksandra Rudnicka, rzecznik Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

ŹRÓDŁA:

Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych, „Wrzesień miesiącem nowotworów krwi”, https://www.pkopo.pl/aktualnosci/2018/500 [Dostęp: 2.01.2019]

Dr hab. T. Sacha (CM UJ, Kraków), „Przewlekła białaczka szpikowa”, https://hematoonkologia.pl/informacje-dla-chorych/news/id/3466-przewlekla-bialaczka-szpikowa

„Hematologia onkologiczna – aspekty kliniczne, ekonomiczne i systemowe”, Warszawa 2015, http://instytuty.lazarski.pl/fileadmin/user_upload/iooz/Publikacje/Raport_Hematologia.pdf

W Polsce prawie połowa gatunków motyli zagrożona jest wyginięciem. Przyczynia się do tego szkodliwa działalność człowieka

W Polsce prawie połowa gatunków motyli zagrożona jest wyginięciem. Przyczynia się do tego szkodliwa działalność człowieka 4

W ciągu ostatnich lat spada liczba owadów na świecie – alarmują naukowcy z Uniwersytetu w Sydney i podkreślają, że w przyszłości może wyginąć nawet do 40 proc. znanych nam obecnie gatunków. Najbardziej zagrożone są motyle. Zdaniem ekspertów, jeśli nie powstrzymamy wymierania ich populacji, skutki mogą okazać się katastrofalne. Konsekwencje będą widoczne zarówno dla poszczególnych ekosystemów, jak i całego środowiska. Za przyczynę obecnego stanu należy uznać głównie szkodliwą i rabunkową działalność człowieka.

Wiele gatunków motyli dziennych oraz nocnych zagrożonych jest wyginięciem. Spośród motyli dziennych w Polsce prawie połowa gatunków jest na nie narażona. Wprawdzie są kraje, gdzie ubytek gatunków jest większy niż u nas, ale trzeba podkreślić, że kilka gatunków zniknęło już z polskiej fauny – mówi agencji Newseria dr hab. Marcin Sielezniew z Pracowni Biologii Ewolucyjnej i Ekologii Owadów na Wydziale Biologii Uniwersytetu w Białymstoku.

Przykładowo, w Bawarii żyje dziś 71 gatunków motyli, podczas gdy 180 lat temu było ich 117. W hrabstwie Suffolk w Wielkiej Brytanii pod koniec XIX i XX wieku wyginęło 42 proc. gatunków tych owadów. Podobne tendencje naukowcy obserwują także w Japonii, Ameryce Północnej, Brazylii, RPA i Australii. W Polsce sześć gatunków motyli dziennych jest krytycznie zagrożonych wyginięciem. To gatunki rzadkie, występujące lokalnie i zajmujące wąskie nisze ekologiczne. Wśród nich są m.in. szlaczkoń szafraniec, strzępotek edypus czy czerwończyk fioletek. Kolejne 21 gatunków jest zagrożone wyginięciem, 30 jest narażonych na wyginięcie, a dziewięć – bliskich zagrożeniu.

Przyczynę takiego stanu rzeczy należy upatrywać głównie w działalności człowieka – intensyfikacji rolnictwa, fragmentacji krajobrazu na skutek zabudowy, a także zaniechania użytkowania niektórych terenów – mówi dr hab. Marcin Sielezniew.

Ekspert zwraca uwagę, że motyle jako pierwsze reagują, gdy w środowisku zachodzą niekorzystne zmiany. W konsekwencji obserwacja ich zachowania może stanowić wskazówkę, a zmniejszenie liczby populacji poszczególnych gatunków należy uznać za czynnik wysoce alarmujący.

– Motyle wydają się grupą, która człowiekowi nie jest do niczego potrzebna. Nie jest to jednak prawda. Pamiętajmy o tym, że istnieje wiele gatunków motyli i pełnią one istotną funkcję w ekosystemie – mówi ekspert Wydziału Biologii Uniwersytetu w Białymstoku

Motyle i ćmy stanowią pożywienie dla wielu gatunków zwierząt. Pełnią także funkcję zapylającą.

Jak podkreśla dr hab. Marcin Sielezniew, każdy z nas może pomóc przeciwdziałać temu zjawisku, np. przez rzadsze koszenie łąk i działek. Już jednorazowe, niskie, mechaniczne skoszenie w nieodpowiednim terminie może zagrozić całej populacji motyli na danym terenie, a wskutek zaorania lub stosowania środków ochrony roślin może dojść do zniszczenia całego siedliska. Eksperci alarmują, że jeśli nie zdecydujemy się na zmianę dotychczasowej szkodliwej gospodarki ziemi, motyle będą nadal tracić swoje siedliska i ekosystemy.

– W gospodarce rolnej działania powinny skupiać się na ograniczeniu koszenia łąk i dopasowywaniu terminów koszenia do potrzeb biologii motyli – zwraca uwagę biolog z Uniwersytetu w Białymstoku.

Aby zapobiec pogarszaniu się obecnej sytuacji, naukowcy wraz z Veepee Polska, multibrandowym sklepem online, postanowili zorganizować akcję „Ratujemy motyle”. Działania mają na celu objąć opieką czerwończyka fioletka, jednego z najmniejszych i najbardziej efektownych motyli występujących w naszym kraju. Jest to gatunek łąkowy, który żyje głównie na nizinach.

W ramach akcji „Ratujemy motyle” chcemy objąć ochroną teren naturalnego występowania tego gatunku. Chcielibyśmy również wspomóc tę populację dzięki sztucznej hodowli. Do akcji może dołączyć każdy, kto wie, że w znajomych mu okolicach występuje czerwończyk fioletek. Motyl ten wymaga zacisznych terenów, najczęściej lokuje się w pobliżu rośliny zwanej rdestem wężownikiem – tłumaczy dr hab. Marcin Sielezniew.

Akcja „Ratujemy motyle” ma także na celu zachęcić do tworzenia podobnych inicjatyw ekologicznych. Rosnąca świadomość społeczna pozwoli ocalić gatunki motyli, które zagrożone są wyginięciem. Ekspert ma nadzieję, że w przyszłości podobnymi działaniami zainteresują się media i wesprą je rozpoznawalne osoby.

Chcemy pokazać, że warto inwestować w przyrodę, tworzyć prywatne rezerwaty. Marzy nam się wprowadzenie mody na posiadanie łąk z motylami – dodaje.

Co czwarty polski pracownik biurowy jest bardzo szczęśliwy w swojej firmie. Częściej satysfakcję z pracy czerpią kobiety niż mężczyźni

Co czwarty polski pracownik biurowy jest bardzo szczęśliwy w swojej firmie. Częściej satysfakcję z pracy czerpią kobiety niż mężczyźni 5

Szczęśliwy pracownik wykazuje się większą produktywnością, kreatywnością i ochotą do pracy, a to wpływa na wyniki firmy. Z międzynarodowej ankiety Mindspace przeprowadzonej wśród pracowników biurowych wynika, że najczęściej to Amerykanie i Niderlandczycy wykazują zadowolenie z pracy. W Polsce 25 proc. pracowników biurowych jest bardzo szczęśliwych z powodu wyjścia do pracy, a kolejne 58 proc. jest zazwyczaj szczęśliwych. W przeciwieństwie do innych krajów u nas to kobiety odczuwają wyższy poziom szczęścia w pracy niż mężczyźni.

W globalnym badaniu Mindspace „Employee Happiness Survey” przeprowadzonym w 2019 roku wśród 5 tys. pracowników biurowych w siedmiu krajach (Izraelu, Polsce, Rumunii, Niemczech, Niderlandach, Wielkiej Brytanii i USA) okazało się, że to amerykańscy pracownicy są najbardziej szczęśliwi.

– Ponad 90 proc. ankietowanych wyraża swoje zadowolenie z chodzenia do pracy – mówi agencji Newseria Biznes Michał Kwinta z Mindspace Koszyki. – W Europie najlepszy wynik – z odpowiedziami na bardzo wysokim poziomie 90 proc. – uzyskały Niderlandy. Polska plasuje się w połowie stawki.

W naszym kraju ponad 80 proc. pracowników biurowych określa siebie jako bardzo lub umiarkowanie szczęśliwych w pracy. Najmniej zadowoleni są pracownicy brytyjskich biur. Prawie jedna czwarta z nich nie jest w pracy bardzo szczęśliwa lub nie jest szczęśliwa w ogóle.

Zgodnie z wynikami naszej ankiety co trzecia osoba wskazała, że największą przeszkodą w byciu szczęśliwym pracownikiem jest niewystarczająca pensja. Podobny odsetek respondentów wskazał środowisko, w którym pracuje – mówi Michał Kwinta.

To wpływa na zaangażowanie lub jego brak wśród pracowników. Badanie wykazało, że najbardziej zaangażowani są pracownicy w Stanach Zjednoczonych i w Polsce, a najmniej – w Wielkiej Brytanii. Często wskazują oni, że chcą mieć w pracy poczucie celu i osiągać określone wyniki. W Polsce i Izraelu co piąty pracownik poszukuje w pracy możliwości rozwoju osobistego, podczas gdy w USA i krajach Europy Zachodniej – tylko co ósmy.

Szczęśliwy pracownik to szczęśliwy zespół, który daje z siebie wszystko, co może przełożyć się w głównej mierze na świetne wyniki finansowe firmy – mówi Michał Kwinta.

To z tego powodu szczęście pracowników powinno być priorytetem dla pracodawców.

Wiele aspektów wpływa na poziom szczęścia pracowników. Na pewno należy do nich poczucie wartości i wyznaczonego celu. Kolejna kwestia to elastyczność w podejściu pracodawcy do pracownika, która daje mu komfortowe warunki pracy. Bardzo ważnym aspektem są kwestie środowiskowe – warunki pracy, dostęp do światła dziennego, design przestrzeni biurowych, które pozwalają na kreatywną i twórczą pracę – mówi senior community manager w Mindspace Koszyki.

Równie ważnym aspektem budującym poziom zadowolenia wśród pracowników są benefity socjalne.

Zgodnie z informacjami, które dostaliśmy od naszych ankietowanych, najbardziej wartościowe są benefity związane ze strefą wellness – podkreśla Michał Kwinta. – Dodatkowo ważne są wszelkiego rodzaju spotkania networkingowe, budujące relacje pomiędzy pracownikami. To jest coś, z czego bardzo często korzystamy w Mindspace. Raz w tygodniu organizujemy Mindspace Hour, kiedy cała nasza wspólnota zbiera się w jednym miejscu, przy dobrym jedzeniu, przy interaktywnych prezentacjach, dzięki czemu możemy poznawać siebie i budować między sobą relacje.

W pierwszym kroku firmy powinny badać poziom szczęścia i zaangażowania wśród pracowników. Wciąż jednak nie jest to powszechna praktyka, szczególnie wśród mniejszych przedsiębiorstw. Globalnie co piąta firma nie przeprowadza oceny zaangażowania pracowników. W Polsce odsetek ten wynosi 16 proc., z czego jedną trzecią stanowią małe firmy zatrudniające do 20 osób. Zupełnie inaczej jest w korporacjach, spośród których 90 proc. robi to regularnie.

– Badanie satysfakcji pracowników jest najpopularniejsze w Stanach Zjednoczonych. Dzięki temu pracodawcy wprowadzają w swoich przedsiębiorstwach  zmiany, które powodują, że pracownicy o wiele chętniej przychodzą do pracy – mówi Michał Kwinta. – Najgorzej pod tym względem wypadł Izrael.

W Stanach Zjednoczonych 18 proc. firm nie przeprowadza oceny zaangażowania pracowników, natomiast w Izraelu nie robi tego 31 proc. z nich.

CES 2020: Innowacyjne, ekologiczne pudełka zrewolucjonizują branżę e-commerce. Naszpikowane czujnikami mogą być wykorzystywane tysiące razy

Dynamiczny rozwój branży e-commerce negatywnie odbija się na środowisku. Wraz z popularyzacją zakupów przez internet rośnie liczba odpadów pochodzących z opakowań po zamówieniach. Aby ograniczyć negatywny wpływ tego sektora gospodarki na środowisko, powstają inicjatywy, które mają ograniczyć ilość produkowanych śmieci. Projektuje się inteligentne pudełka, systemy śledzenia zamówień, a nawet jadalne opakowania, które można wykorzystać w przemyśle spożywczym.

– Na całej planecie każdego roku w obiegu jest ponad sto miliardów kartonowych opakowań po zakupach przez internet. Liczba ta rośnie o 20 proc., a nasza planeta traci miliard drzew, nie włączając w to plastikowych zabezpieczeń, które lądują w oceanach. Próbujemy rozwiązać ten problem przy użyciu inteligentnego pudełka – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas targów CES 2020 w Las Vegas Emmanuel Lemor, dyrektor działu ds. doświadczeń konsumenckich w LivingPackets.

Opakowania THE BOX zaprojektowano w taki sposób, aby mogły służyć dostawcy niemal bez przerwy. Wyposażono je w szereg czujników, które monitorują temperaturę i wilgotność przesyłki, a ich wnętrze można dowolnie konfigurować, aby wyeliminować konieczność korzystania z folii bąbelkowej zabezpieczającej zawartość przesyłki. Zrezygnowano także z klasycznej papierowej etykiety i zastąpiono ją panelem E-ink, który wyświetla aktualny adres odbiorcy. Po dostarczeniu paczki opakowanie może wrócić do dalszego obiegu.

– Wszyscy robimy zakupy przez internet, a zamawiane produkty dostarczane są w kartonowych pudełkach. Nasze pudełko może być wielokrotnie wykorzystane, nawet tysiąc razy wracać do obiegu dzięki zamontowanej w środku baterii. Po ukończeniu cyklu tysiąca wysyłek trafia do konserwacji. Zasadniczo może krążyć pomiędzy sprzedawcą a klientem czy między klientami bez końca – przekonuje Emmanuel Lemor.

Na inteligentne paczki postawiła także firma Sensize, która opracowała wielkoskalowy system kontroli opakowań funkcjonujący w ramach internetu rzeczy. Korporacja zaprojektowała usługę, która pozwala śledzić aktualne położenie skrzyń, palet czy kontenerów. Narzędzie opracowano z myślą o supermarketach, przewoźnikach i producentach sprzętu, którzy dotychczas nie mieli możliwości monitorowania zużycia opakowań tego typu.

Z kolei firma Smurfit Kappa zaprojektowała ekologiczne opakowania wielokrotnego użytku do transportu ładunków w kontrolowanych warunkach. Skrzynie TCPack wyposażono w warstwę izolacyjną wykonaną z biodegradowalnej, bezpiecznej dla środowiska celulozy, która reguluje temperaturę we wnętrzu przesyłki. Opakowania opracowano głównie z myślą o wykorzystaniu w przemyśle farmaceutycznym oraz żywieniowym.

Na szeroką skalę opakowania wielokrotnego użytku testowała także firma Zalando, która pod koniec 2019 roku przeprowadziła pilotażowe testy kartonów zwrotnych w państwach skandynawskich. Przez cztery tygodnie firma dostarczała przesyłki w torbach, które po rozpakowaniu można było za darmo odesłać do dystrybutora. Jeśli przeszły przez proces weryfikacji jakości, były ponownie wykorzystywane do dostarczania kolejnych produktów. Firma liczy na to, że w przyszłości taki model uda się wdrożyć na szeroką skalę.

Zgoła odmienne podejście do opakowań zaprezentował estoński start-up Decomer Technology, który zainteresował inwestorów jadalnymi opakowaniami. Firma planuje wypuścić na rynek opakowania wykonane z jadalnych materiałów pochodzenia organicznego, które mogłyby zostać wykorzystane w przemyśle spożywczym.

LivingPackets swoje pudełko The BOX już testuje, m.in. we współpracy z Orange. Pudełko naszpikowane jest czujnikami, dzięki którym zawsze wiadomo co się dzieje z przesyłką. Druga wersja produktu, która pojawi się na rynku w maju lub czerwcu, ma być wyposażona także w kamerę.

– Za każdym razem, gdy zielony uchwyt jest otwierany, za aplikacja przesyła powiadomienie o próbie otwarcia. Powiadomienie jest również wysyłane w przypadku wstrząsu, na przykład upuszczenia pudełka, lub kiedy przesyłka znajduje się w strefie nadmiernie podwyższonej temperatury. To samo dzieje się w przypadku zwiększonej wilgotności – tłumaczy ekspert.

Według analityków z firmy Mordor Intelligence wartość globalnego rynku inteligentnych przesyłek w 2019 roku wyniosła 36,81 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 46,25 mld dol.

CES 2020: Co roku 5 milionów osób przechodzi rehabilitację po udarze mózgu. Dzięki wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości terapia jest znacznie szybsza i przynosi lepsze efekty

Udar co roku dotyka 15 milionów ludzi. Z tego 5 milionów umiera, a kolejne 5 milionów jest trwale niepełnosprawnych. W USA pół miliona osób każdego roku przechodzi żmudną rehabilitację. Dzięki nowym technologiom cały proces jest znacznie przyjemniejszy, przynosi też znacznie lepsze efekty niż podczas tradycyjnych zabiegów. Firma Neofect zaprezentowała podczas CES 2020 Neofect Smart Balance. Nowe urządzenie rehabilitacyjne wykorzystuje rozszerzoną rzeczywistość, aby pomóc pacjentom  wyzdrowieć po udarze i odzyskać pełną sprawność.

– Do tej pory pracowaliśmy nad urządzeniami skupiającymi się na górnych kończynach, jednak dzięki informacji zwrotnej od klientów przygotowaliśmy urządzenie do pracy nad kończynami dolnymi. Tak powstał Smart Balance, który wspomaga ponowną stabilizację i pracę nad równowagą. Wykorzystujemy taką samą koncepcję, korzystając z treści w formie gier. Wystarczy postawić stopy na podeście, aby urządzenie zaczęło rejestrować sposób chodzenia i postawę ciała, generując wizualny podgląd postępów rehabilitacji – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje podczas CES 2020 w Las Vegas Scott Kim, prezes Neofect .

Jeszcze do niedawna fizykoterapia opierała się na tradycyjnym sprzęcie i metodach, w których dużo zależało od terapeuty. Dzięki nowym technologiom fizykoterapia całkowicie się zmieniła, coraz szybciej rozwija się jej gamifikacja. Dzięki kontrolerom i czujnikom ćwiczenia stają się grą i rywalizacją z innymi pacjentami. Grywalizacja sprawdza się w niemal każdej dziedzinie – podczas szkoleń i różnych terapii – rewolucjonizuje też efekty fizykoterapii.

Firma medyczna Neofect podczas targów CES 2020 w Las Vegas zaprezentowała Neofect Smart Balance. To urządzenie rehabilitacyjne dolnej części ciała, które wykorzystuje rozszerzoną rzeczywistość, aby pomóc pacjentom wyzdrowieć po udarze. Oferuje 16 gier rehabilitacyjnych, które przywracają zdolność chodzenia i równowagi. Płytka elastyczna „Dance Dance Revolution” ocenia postawę i chód pacjenta, a następnie analizuje jego ruchy. Specjalne kierownice zapewniają dodatkową stabilność. Jednocześnie w miarę postępów pacjentów płytka zwiększa szybkość ruchu.

– Drugim produktem wprowadzonym w tym roku jest Neofect Connect, który służy do telerehabilitacji. Pozwala on na połączenie pomiędzy lekarzami i pacjentami, co odpowiada na kolejny problem, który odkryliśmy w Ameryce, jakim jest utrata motywacji. Osoby po udarze potrzebują impulsu, który podtrzyma ich motywację, a tu nieoceniona może okazać się pomoc lekarza czy terapeuty – przekonuje Scott Kim.

Aplikacja Neofect Connect została zaprojektowana, aby wspierać osoby po udarze mózgu w dochodzeniu do zdrowia w domu. Zaleca ćwiczenia i materiały edukacyjne na podstawie zdolności pacjenta, a poprzez cyfrowy program telezdrowia fizjoterapeuci mogą łączyć się z użytkownikami za pośrednictwem aplikacji i zdalnie prowadzić rehabilitację.

– Największą trudnością po udarze mózgu jest to, że ludzie szybko się nudzą, a w takiej sytuacji najważniejsze są wielokrotne powtórzenia. Ponieważ nie jest to uraz ortopedyczny, tylko uszkodzenie mózgu, niezbędne jest podjęcie żmudnej pracy nad przywróceniem jego funkcji, a to wymaga powtórzeń. W rezultacie wiele osób woli spędzać czas na kanapie przed telewizorem – ocenia ekspert.

Z tego powodu Neofect od lat opracowuje urządzenia do terapii dla osób po urazach neurologicznych. W ciągu ostatniej dekady na rynku pojawiły się np. rękawice Neofect Smart i Neofect Smart Board do rehabilitacji dłoni i ramion. W 2018 roku na targach CES firma zaprezentowała z kolei Neofect NeoMano, czyli robotyczną rękawicę dla osób z paraliżem, aby pomóc im poruszać rękami i chwytać przedmioty.

– W USA  żyją 2–3 miliony chorych po udarze, który od zawsze stanowił jedną z głównych przyczyn śmierci. Trzeba podjąć działania, by to zmienić. Ludzie unikają rehabilitacji z różnych powodów – odległości, ubezpieczenia czy trudności społeczno-ekonomicznych. Ludzie spędzają więcej czasu w domu przed telewizorem niż na ćwiczeniach, dlatego uznaliśmy, że danie im okazji do wygodnej rehabilitacji bez wychodzenia z domu może być bardzo cenne – tłumaczy Scott Kim.

Według Światowej Organizacji Zdrowia co roku udar dotyka 15 milionów ludzi na świecie. Co trzecia z tego powodu umiera, a kolejne 5 milionów jest trwale niepełnosprawnych. W USA, jak podaje Centers for Disease Control and Prevention, co 40 sekund ktoś przechodzi udar mózgu. Rehabilitację co roku przechodzi pół miliona pacjentów.

Prezes Glapiński sugeruje utrzymanie stabilnych stóp procentowych

Wysoka inflacja odnotowana w końcówce ubiegłego roku nie przełożyła się na zmianę stanowiska RPP. Prezes Glapiński sugeruje, że w przewidywalnej przyszłości stopy procentowe w Polsce powinny pozostać stabilne.

Podczas pierwszego spotkania decyzyjnego w tym roku, Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5% i na tym poziomie utrzymuje się od marca 2015 roku (Wykres 1).

Wykres 1: Referencyjna stopa NBP i WIBOR 3M (2010 – 2020)

Referencyjna stopa NBP i WIBOR 3M 2010 – 2020
Źródło: Bloomberg Data: 08/01/20
Referencyjna stopa NBP – kolor granatowy
WIBOR 3M – kolor turkusowy

Niezmienność stóp sprawiła, że obserwowanie poczynań Rady Polityki Pieniężnej w ostatnich latach nie było nadto pasjonującym zajęciem. Niezmienna nie pozostawała jednak inflacja, która od 2016 roku systematycznie pięła się w górę. Zgodnie z danymi „flash” opublikowanymi we wtorek przez GUS, inflacja CPI w grudniu wzrosła do 3,4% w ujęciu rocznym – to poziom o 0,8 p.p. wyższy niż notowany miesiąc wcześniej i najwyższy odczyt inflacji od ponad siedmiu lat (Wykres 2). Dane były sporym zaskoczeniem dla ekonomistów – konsensus zakładał, że inflacja znajdzie się na poziomie 2,8-2,9%. Tak duże rozbieżności między oczekiwaniami, a danymi o inflacji nie zdarzają się zbyt często.

Wykres 2: Inflacja CPI i inflacja bazowa w Polsce (2014 – 2019)

Inflacja CPI i inflacja bazowa w Polsce
Źródło: Bloomberg Data: 08/01/20
Inflacja CPI w Polsce – kolor granatowy
Inflacja bazowa w Polsce – kolor turkusowy
Widełki i środek celu inflacyjnego NBP – kolor szary

Dla banku centralnego najistotniejsza jest „wewnętrzna” miara wzrostu cen w gospodarce, czyli inflacja bazowa. Dokładnych jej wyliczeń w grudniu jeszcze nie znamy (poznamy je w przyszły czwartek), jednak w końcówce roku najpewniej znalazła się ona na poziomie powyżej 3%. I raczej nic nie wskazuje, żeby w najbliższym czasie miała spadać.

Przy celu inflacyjnym NBP na poziomie 2,5% z odchyleniami +/- 1 p.p. można by zastanawiać się, czy silny wzrost inflacji – która w pierwszym kwartale tego roku ma jeszcze przyspieszyć w związku m.in. ze wzrostem cen energii i niektórych usług – nie przełoży się na zmianę retoryki Rady na bardziej jastrzębią i nie zaowocuje docelowym wzrostem stóp procentowych. Dzisiejszy – niemal niezmieniony w stosunku do poprzedniego – komunikat ze spotkania RPP oraz konferencja prasowa po spotkaniu sugerują, że tak się jednak nie stanie. Otrzymaliśmy kolejną sugestię, że Rada nie zamierza zmieniać stóp procentowych w najbliższej przyszłości.

Podczas konferencji prasowej prezes Glapiński potwierdził swoje oczekiwania zakładające stabilizację stóp, sugerując, że “z dużym prawdopodobieństwem” powinny one pozostać niezmienione do końca kadencji Rady. Przewodniczący RPP potwierdził też, że w jego ocenie następną zmianą stóp nie będzie podwyżka, a obniżka stóp procentowych.

W trakcie konferencji prasowej prezes Glapiński zwracał uwagę, że decydenci spodziewali się wzrostu inflacji, wskazując, że „flash” z grudnia wyprzedza oczekiwania, które dotyczyły stycznia br. Odniósł się w tym kontekście do listopadowych projekcji NBP, które zgodnie z jego słowami pokazywały wzrost inflacji do 3,6% w styczniu i następnie do 3,8%, po czym nastąpić ma jej spadek.

Poparcia dla podwyżek stóp procentowych w najbliższej przyszłości nie wyrażali również pozostali członkowie RPP obecni na konferencji, czyli prof. Jerzy Żyżyński oraz prof. Cezary Kochalski (który zastąpił w Radzie prof. Osiatyńskiego – jego kadencja w RPP skończyła się w grudniu). W tym kontekście warto dodać jednak, że profesorowie Glapiński i Żyżyński należą do najbardziej “gołębich” członków Rady. Z kolei stanowiska prof. Kochalskiego – z racji jego póki co krótkiego stażu w RPP – jeszcze nie jesteśmy w stanie dokładnie określić.

Co rynek sądzi o zmianach stóp procentowych?

Patrząc na kontrakty FRA, na podstawie których jesteśmy w stanie powiedzieć, jakiego poziomu stopy WIBOR rynek oczekuje w danym horyzoncie czasowym, widzimy wyraźną zmianę w nastawieniu rynku, jaka zaszła na przestrzeni ostatnich miesięcy, ale i dni.

Jeszcze pięć miesięcy temu rynek zakładał, że RPP w horyzoncie rocznym obniży stopy procentowe. Spodziewano się, że stopa WIBOR 3M za rok znajdzie się na poziomie o około 30 pb. niższym niż w sierpniu. Od tamtej pory rynek jednak wycofał się z tak silnego oczekiwania obniżek, licząc, że stopa WIBOR 3M za rok będzie niższa o około 5-15 pb. Sugeruje to, że rynek za możliwą uznawał obniżkę stóp w horyzoncie rocznym, jednak nie był przekonany do cięcia o 25 pb. (a o minimum tyle RPP historycznie dokonywała zmian stóp procentowych).

Obecnie, po publikacji wstępnych szacunków inflacji konsumenckiej w grudniu, rynek zrobił jednak zwrot o 180 stopni, a wyceny stawek FRA zaczęły sugerować, że dla rynku obniżka stóp przestała być realistycznym scenariuszem. Kilka punktów bazowych zmiany w horyzoncie rocznym na jakie wskazuje rynek obecnie (Wykres 3) sugeruje, że inwestorzy czekają na kolejne sygnały, w tym momencie spodziewając się raczej stabilnych stóp procentowych.

Wykres 3: FRA 12×15 w PLN minus WIBOR 3M (styczeń ‘19 – styczeń ‘20)

FRA 12×15 w PLN minus WIBOR 3M
Źródło: Bloomberg Data: 08/01/20

Zgodnie z retoryką RPP, a szczególnie prof. Glapińskiego, kredytobiorcy nie powinni mieć powodów do obaw – stopy nie powinny wzrosnąć. W kontekście wysokiej inflacji wygląda na to, że na rychłą obniżkę stóp procentowych jednak nie ma co liczyć.

Naszym zdaniem to, czy do podwyżki stóp dojdzie, będzie jednak zależało od kolejnych odczytów z gospodarki. W naszej opinii obecnie nie można wykluczyć, że w 2020 roku stopy procentowe pójdą w górę.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Inflacja w grudniu zaskoczyła ekonomistów. W styczniu będzie jeszcze drożej

Grudniowy wzrost cen był zaskoczeniem. W styczniu inflacja będzie jeszcze wyższa. Jednak to nie oznacza, że stopy procentowe wzrosną.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według szybkiego szacunku GUS w grudniu 2019 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 3,4% (wskaźnik cen 103,4), a w stosunku do poprzedniego miesiąca wzrosły o 0,8% (wskaźnik cen 100,8).

– Jako XTB spodziewaliśmy się wzrostu o 3 proc. i była to jedna z najwyższych prognoz – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – A styczeń przyniesie dalszy wzrost inflacji, zwłaszcza że wzrosną niektóre ceny regulowane. To może być nawet 4 proc. wzrost cen.

W grudniu wzrost inflacji był spowodowany nie tylko wszystkim wyższymi cenami paliw. O 1,2 proc. w porównaniu do października podrożała żywność.

– Jednak akurat na te ceny polityka pieniężna nie ma wpływu, natomiast inflacja bazowa pozostaje niska, dlatego nie należy spodziewać się podwyżki stóp procentowych – komentuje ekspert.

Unieważnienie umowy kredytowej państwa Dziubaków zwiększa szanse wszystkich frankowiczów

Po orzeczeniu TSUE dotyczącym rodziny Dziubaków mamy rosnącą tendencją ogłaszania wyroków korzystnych dla kredytobiorców. W październiku takich wyroków było 60 proc. Natomiast już w listopadzie 70 proc. wyroków było sukcesem frankowiczów.

3 stycznia 2020 r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa, po której został ogłoszony wyrok w sprawie z powództwa państwa Dziubaków przeciwko Raiffeisen Bank International AG. Odroczenie rozprawy na 2020 r. spowodowane było dopuszczeniem przez Sąd pisemnego stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich. Po stronie konsumentów, oprócz Rzecznika Praw Obywatelskich, przystąpił również Miejski Rzecznik Konsumentów w Warszawie i Prokurator Regionalny w Warszawie. Rzecznik Finansowy przedstawił natomiast sądowi swój istotny pogląd czyli ekspertyzę prawno-finansową.

Sąd podzielił poparte przez Rzecznika stanowisko powodów, że indeksacja kredytu do franka szwajcarskiego i przeliczanie kursu na podstawie tabel bankowych są na gruncie tej sprawy postanowieniami niedozwolonymi (abuzywnymi). Jednocześnie po ich wyeliminowaniu nie ma możliwości dalszego trwania umowy i podlega ona unieważnieniu w całości. Sąd oddalił natomiast powództwo w zakresie żądania zapłaty na rzecz konsumentów dotychczas wpłaconych kwot (zastosował tzw. teorię salda – oddalenie żądania zapłaty wynikało z tego, że powodowie wpłacili dotychczas na rzecz banku mniej niż otrzymali kapitału). W ustnych motywach rozstrzygnięcia wskazał, że jakkolwiek zgadza się z Rzecznikiem, że najlepszym rozwiązaniem byłoby dokonanie kompleksowego rozliczenia umowy w wydanym wyroku, to w stanie faktycznym tej sprawy nie było to możliwe.

– Zaangażowanie kolejnych instytucji potwierdza doniosłość przedmiotowej sprawy zarówno w sferze ochrony praw obywateli, jak i całego problemu kredytobiorców frankowych w Polsce – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kacper Jankowski, prezes zarządu Votum Robin Lawyers SA. – Ogłoszony wyrok jest więc korzystnym rozstrzygnięciem zapadłym po orzeczeniu TSUE i będącym jednocześnie jego konsekwencją.

W dwóch grudniowych orzeczeniach Sąd Rejonowy w Warszawie zasądził roszczenia na rzecz kredytobiorców reprezentowanych przez Grupę Kapitałową Votum SA uznając jednocześnie umowę kredytową za nieważną. Obie sprawy dotyczyły kredytów udzielonych przez BOŚ SA.

Rośnie udział importu w pokryciu krajowych potrzeb energetycznych

Prawie dwukrotnie pobiliśmy ubiegłoroczny rekord importu energii elektrycznej. Wydaliśmy na to ponad 2 mld zł, ale import obniżył ceny prądu w Polsce, na czym skorzystali odbiorcy. Na rekordowym imporcie straciły polskie elektrownie.

Polska czwarty rok z rzędu (i piąty po 1990 roku) była importerem energii elektrycznej netto. Nigdy w historii nie sprowadziliśmy jej jednak tyle, co przez ostatnie 12 miesięcy. Od stycznia do grudnia wpłynęło do naszego kraju 17,3 TWh energii elektrycznej (ponad 10 proc. zapotrzebowania), a wypłynęło do naszych sąsiadów 6,7 TWh.

– Saldo wymiany transgranicznej to 10,6 TWh importu, a jej rynkowa wartość przekroczyła 2 mld zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – To istotna kwota, biorąc pod uwagę, że nadwyżka w handlu zagranicznym naszego kraju do października wyniosła 4,6 mld zł.

Na rekordowym imporcie straciły polskie elektrownie, zwłaszcza najstarsze i najmniej sprawne (najbardziej emisyjne), bo to one są odstawiane w pierwszej kolejności, gdy do kraju wpływa prąd z zagranicy. Tylko do listopada produkcja w elektrowniach systemowych opalanych węglem spadła o niemal 6 proc. rok do roku.

Na pogorszeniu bilansu handlowego i stratach krajowych elektrowni zyskali jednak odbiorcy i sprzedawcy energii elektrycznej. 10,6 TWh zaimportowanej energii elektrycznej odpowiada produkcji non-stop przez cały rok bloku energetycznego o mocy ponad 1200 MW, czyli większego, niż największy blok węglowy w kraju (1085 MW w Kozienicach). Gdybyśmy chcieli zastąpić go blokiem elektrowni atomowej o tej mocy, musielibyśmy wydać na niego ok. 30 mld zł.

– Kupujemy energię tańszą, bo pochodzącą z krajów, gdzie w energetyce duży udział mają elektrownie atomowe i odnawialne źródła energii, natomiast krajowa energia jest droższa, bowiem jest oparta na węglu kamiennym – komentuje ekspert.

Chiński agent ujawnia siatkę szpiegowską w Azji i Australii

Według australijskich mediów Wang „William” Liqianga, 26-letni pracownik chińskiego wywiadu, w październiku 2019 r. oddał się do dyspozycji władz Australii i przekazał służbom specjalnym informacje o siatkach chińskich szpiegów działających pod przykryciem w Hongkongu, Tajwanie i Australii. Pretekstem do ucieczki miały być odwiedziny żony i nowo narodzonego syna, którzy mieszkają w Sydney. Obecnie Wang przebywa pod opieką australijskiego wywiadu ASIO.

Chińska policja w Szanghaju poinformowała, że Wang jest drobnym przestępcą, skazanym na 15 miesięcy za posługiwanie się fałszywymi dokumentami. Ambasada Chin w Canberrze opisała Wanga jako oszusta, który jest poszukiwany przez policję po ucieczce na podstawie fałszywego paszportu.

Jednak według australijskich mediów Wang przekazał ASIO 17-stronicowe oświadczenie pod przysięgą, w którym szczegółowo opisał swoją pracę jako tajnego oficera wywiadu. Prawdopodobnie ujawnił tożsamość wyższych rangą chińskich oficerów wywiadu na Tajwanie i Hongkongu oraz wyjaśnił, w jaki sposób organizują i realizują operacje szpiegowskie w imieniu Pekinu. W artykule redakcyjnym w „The Sydney Morning Herald” Wang został nazwany pierwszym chińskim agentem, który się ujawnił i przekazał ASIO „zasób bezprecedensowych informacji” na temat chińskich operacji szpiegowskich w Azji Południowo-Wschodniej. Gazeta ujawniła ponadto, że uciekinier przekazał szczegóły dotyczące całych sieci chińskich agentów na Tajwanie i w Hongkongu. Podobno odkrył tożsamość głęboko zakonspirowanych chińskich agentów w Australii.

Australijskie media, pozornie bez związku z ucieczką Wanga, podały, że ASIO bada sprawę śmierci w Melbourne australijskiego biznesmena chińskiego pochodzenia Nicka Zhao. Ten ostatni miał być namawiany przez chińskie służby do kandydowania do parlamentu z ramienia Partii Liberalnej. Proponowano mu sfinansowanie kampanii kwotą 700 000 USD (1 milion AUS). Zhao prawdopodobnie ujawnił te działania ASIO i stał się ofiarą morderstwa. Śledztwo w tej sprawie trwa.

Źródło: Portal intelNews.org z 25.11.2019 r. [za:] „The Sydney Morning Herald” z 23.11. 2019 r.

D. Trump rozważa zwolnienie Inspektora Generalnego Społeczności Wywiadowczej

Prezydent D. Trump rozważa odwołanie ze stanowiska generalnego inspektora Społeczności Wywiadowczej Michaela Atkinsona, który upublicznił i nadał bieg skardze anonimowego agenta, dotyczącej nacisków Trumpa na ukraińskiego prezydenta o wszczęcie dochodzenia w sprawie biznesów byłego wiceprezydenta Joe Bidena. Od tego prezydent USA uzależniał amerykańską pomoc wojskową. Atkinson uznał doniesienia whistleblowera za wiarygodne.

Po raz pierwszy Trump wyraził swoje zastrzeżenia wobec generalnego inspektora we wrześniu 2019 r., a w ostatnich tygodniach według informatorów NYT podnosił tę kwestię wielokrotnie. Prezydent miał uznać inspektora za osobę nielojalną, pomimo iż sam wyznaczył go na to stanowisko w 2017 r.

Nie jest jasne, na ile Trump jest zdeterminowany, aby usunąć Atkinsona ze stanowiska. Według dziennika współpracownicy namawiają go, aby poniechał takich działań. Jednak, jak podkreślają obserwatorzy, mieszanka publicznych ataków i prywatnych sugestii o dymisji jest znanym sposobem Trumpa na podważenie całych wysiłków śledczych wobec jego osoby. Być może za sprawą tego dojdzie do delegitymizacji anonimowego informatora i jego ujawnienia. Wcześniej prezydent publicznie krytykował Jamesa B. Comeya, byłego dyrektora FBI i Jeffa Sessionsa, byłego prokuratora generalnego, zanim zwolnił ich z powodu rzekomej nielojalności.

Z założenia inspektorzy generalni są odizolowani od polityki, aby mogli obiektywnie pełnić swoje funkcje kontrolne. Prezydenci mogą ich zwolnić, ale tylko w przypadku jaskrawych wykroczeń lub uchybień. Współpracownicy prezydenta uważają, że polityczne konsekwencje zwolnienia Atkinsona mogą być katastrofalne, szczególnie że Trump potrzebuje całego republikańskiego wsparcia w ewentualnym procesie o impeachment w Senacie. Decyzja Trumpa o zwolnieniu szefa FBI, który prowadził dochodzenie w sprawie wpływania Rosjan na jego kampanię wyborczą, doprowadziła do powołania specjalnego prokuratora Roberta S. Muellera III i jego śledztwa.

Co ciekawe, sam Trump próbuje zaprezentować się jako rzecznik ochrony whistleblowerów, pisząc na Twitterze: „Pomyśleć, że podpisałem ustawę o ochronie sygnalistów!”. To oczywisty fałsz, ponieważ ustawa liczy 30 lat, a przepisy wzmacniające status sygnalistów wprowadzono w 2012 r.

Rzecznicy Białego Domu i biura generalnego inspektora odmówili komentarza.

Źródło: The New York Times z 12.11.2019 r.

Inwestycje mieszkaniowe w Warszawie – czym się kierować?

Inwestorzy, którzy mogą się pochwalić sporym kapitałem wciąż chętnie lokują go w zakup mieszkań z przeznaczeniem ich na wynajem. Istnieje jednak kilka ważnych aspektów, którymi powinieneś się kierować chcąc iść śladem wspomnianych inwestorów i otrzymywać pożądany zwrot. Jednym z najważniejszych czynników zmniejszających ryzyko inwestycji mieszkaniowych jest wybór możliwie najlepszej lokalizacji nieruchomości. Idąc tym tropem, warto w pierwszej kolejności rozważyć rynek stołeczny. Czym się zatem kierować planując inwestycje mieszkaniowe w Warszawie?

Którą dzielnicę Warszawy wybrać?

Jedną z najważniejszych decyzji, jaka będzie będzie czekała na potencjalnego inwestora rozważającego zakup mieszkania w stolicy, jest wybór dzielnicy, w której wspomniany lokal miałby się znajdować. Oczywiście, najdroższe mieszkania tak pod względem kupna, jak i wynajmu znajdują się w ścisłym centrum Warszawy. Warto jednak prześledzić dane na temat wzrostu wartości nieruchomości na przestrzeni ostatnich lat, także w innych dzielnicach stolicy. Może się bowiem okazać, że warszawiacy coraz częściej wybierają na miejsce do życia obrzeża miasta i to nie tylko ze względu na finansową atrakcyjność ofert.

Białołęka, Praga Północ czy Bemowo również mają swoje zalety i pozwalają na zakup mieszkań w zadowalającej cenie za metr kwadratowy. Trzeba też pamiętać, że wynajmem zainteresowani będą nie tylko single rozwijający karierę, ale także rodziny z dziećmi, które mogą mieć inne priorytety przy wyborze mieszkania. Tu dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii, a więc do nastawienia na konkretny profil najemcy. Jeżeli planujesz zakup niewielkiego apartamentu w nowoczesnym wieżowcu, zapewne Twoim potencjalnym klientem nie będzie wielodzietna rodzina. Wybór lokalizacji inwestycji jest więc ważny nie tylko pod kątem szacowanych zwrotów, ale także ze względu na przyjęty model biznesowy.

Trendy demograficzne w stolicy

Ze wspomnianym wcześniej profilem najemcy wiąże się kolejny aspekt, na który koniecznie trzeba zwrócić uwagę planując inwestycje mieszkaniowe w Warszawie. Chodzi tu oczywiście o specyfikę stolicy, jako miasta, które przyjezdni często wybierają jako swoje miejsce do życia. Będąc inwestorem możesz oczywiście rozważyć, czy to właśnie ta grupa społeczna nie powinna znaleźć się na liście Twoich potencjalnych klientów. Jeżeli bowiem Twoja oferta będzie wystarczająco atrakcyjna tak pod względem finansowym, jak i lokalizacyjnym, możesz zapewnić sobie stały, pewny i długotrwały zwrot z inwestycji. Nic nie wskazuje bowiem na to, aby wzrastający trend osób przeprowadzających się do Warszawy w celach zarobkowych, miał ulec zmianie.

Dodatkowo, zawsze warto zwrócić uwagę na ogólny obecny rys demograficzny stolicy oraz prognozy zmian w tym obszarze. Trzeba tu wspomnieć o wzrastającym od lat procencie osób znajdujących się w wieku przedprodukcyjnym. Są to właśnie potencjalni klienci osób rozważających inwestycje mieszkaniowe w Warszawie, gdyż poszukiwanie i wybór pierwszego lokum do wynajęcia dopiero przed nimi.

Nie stać Cię na samodzielną inwestycję? Postaw na crowdfunding!

Świetnym rozwiązaniem dla inwestorów, którzy nie posiadają kapitału o wystarczającej wartości, aby samodzielnie zakupić w stolicy nieruchomość pod wynajem, jest idea sukcesywnie zyskująca na popularności, czyli crowdfunding nieruchomości. Na czym polega ten rodzaj inwestycji? To nic innego jak wspólny zakup lokalu przez kilku udziałowców, którzy następnie dzielą się zyskami z odsprzedaży lub wynajmu mieszkania. W zależności od tego, jakim wkładem dysponujesz, możesz zdecydować się na udział w jednej lub kilku inwestycjach crowdfundingowych. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: https://social.estate/jak-inwestowac-w-mieszkania-w-warszawie/.

Inwestycje mieszkaniowe w Warszawie wiążą się zwykle z koniecznością wyłożenia sporego kapitału. Wciąż wzrastające ceny sprzedaży i wynajmu mieszkań w stolicy z pewnością będą jednak dostatecznym aspektem decydującym o atrakcyjności inwestowania w tym obszarze.

Polska potrzebuje czegoś więcej niż inwestycje zagraniczne

Polska jest nadal interesująca dla bezpośrednich inwestorów zagranicznych. Czy trend wzrostowy będzie trwał? Prawdopodobnie tak. Jednak dziś polskiej gospodarce nie wystarczą inwestycje. Potrzebne są coraz bardziej intensywne, kompleksowe powiązania z gospodarką światową.

W latach 90-tych ubiegłego wieku bezpośrednie inwestycje zagraniczne były jednym z najważniejszych czynników wpływających na tworzenie i rozwój gospodarki rynkowej w Polsce. Miały znaczenie nie tylko finansowe, ale również edukacyjne. Pracując w zagranicznych firmach, polscy pracownicy i menedżerowie uczyli się zasad zarządzania i funkcjonowania na wolnym rynku. Inwestorzy zagraniczni pomagali również łączyć polską gospodarkę z rynkami międzynarodowymi, ułatwiali wymianę handlową. Inwestycje zagraniczne dawały dostęp do najnowszych technologii, a także tworzyły miejsca pracy. W pierwszych latach rozwoju gospodarki rynkowej były naprawdę bardzo ważne, a ich wspieranie prowadziło nawet do patologii, takich jak zwolnienia podatkowe dla inwestorów zagranicznych. Polscy przedsiębiorcy, czując się dyskryminowani, protestowali przeciwko takim rozwiązaniom.

Z niewielkimi przerwami, od początku lat dziewięćdziesiątych, inwestycje zagraniczne w Polsce rosną. Według danych NBP, do końca 2018 roku, podmioty zagraniczne zainwestowały w Polsce 859 miliardów złotych. Jest to konsekwencja coraz większych powiązań międzynarodowych polskiej gospodarki. I choć inwestycje najprawdopodobniej będą rosły dalej, ich wpływ na całość gospodarki nie będzie już tak duży jak kiedyś. Dzieje się tak z kilku powodów.

Po pierwsze, już od wielu lat polskie firmy zaczęły inwestować za granicą. Eksportują w ten sposób kapitał i miejsca pracy, jednocześnie osłabiając efekty inwestycji napływających do Polski.

Po drugie, znaczenia nabierają inne formy współpracy z zagranicą, przede wszystkim rośnie wymiana handlowa. Dzięki członkostwie Polski w Unii Europejskiej ułatwiony jest transport towarów, nie ma żadnych procedur celnych. Obsługa rynku innego państwa stała się znacznie prostsza, a inwestycje bezpośrednie stają się ostatecznością.

Po trzecie i być może najważniejsze, po 2014, rekordowym roku, inwestycje bezpośrednie spadają w skali globalnej. Po części jest to efekt protekcjonizmu i tak zwanych wojen handlowych, których na świecie w tej chwili jest kilka. Jednak są też inne powody. Światowa gospodarka modernizuje się zgodnie z założeniami koncepcji „Przemysłu 4.0”. Oznacza to między innymi, że instalacje przemysłowe będą automatyzowane na niespotykaną dotąd skalę. W efekcie spadnie znaczenie nisko wykwalifikowanej kadry, a także udział kosztów zatrudnienia w całości kosztów produkcji. W takim wypadku przenoszenie zakładu produkcyjnego do Chin straci sens. Najwygodniejszym rozwiązaniem będzie lokalizacja fabryki blisko najważniejszych klientów. Oznacza to powrót produkcji do Stanów Zjednoczonych czy Niemiec.

Niekorzystne dla dynamizacji bezpośrednich inwestycji zagranicznych są też zmiany struktury produktowej w handlu międzynarodowym. Znaczenia nabierają produkty, które nie wymagają budowy zakładów produkcyjnych za granicą, takie jak gry komputerowe czy aplikacje mobilne.

Nie mamy jeszcze danych za rok 2019, ale prawdopodobnie wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce cały czas rośnie. Nawet gdy nieco spadnie, to nie ma się czym martwić. Dla biznesu w tej chwili najważniejsze jest, aby rozwijały się powiązania polski z gospodarką światową. To da przedsiębiorcom nowe możliwości rozwoju. Patrząc na dane GUS, rzeczywiście tak się dzieje.

Wartość eksportu towarów i usług rośnie nieprzerwanie od 1995 roku. W tym czasie wzrósł on ponad czternastokrotnie od 79 miliardów do 1179 miliardów złotych. Statystyki dotyczące importu są bardzo podobne. Międzynarodowa wymiana towarowa jest jednym ze sposobów, dzięki którym wyrównuje się poziom życia bogatszych i biedniejszych państw. Wskaźnik polskiego produktu krajowego brutto, jako procent średniej dla całej Unii Europejskiej od 1995 roku wzrósł z 43% do 70%.

Obecnie, gdy tak modny jest protekcjonizm i antyglobalizm, dobrze jest pamiętać, że wzrost polskiej gospodarki w dużej części zawdzięczamy wymianie gospodarczej z zagranicą.

Łukasz Blichewicz – Prezes zarządu w Assay Consulting & Research

Toyota zbuduje inteligentne, bezemisyjne miasto przyszłości

Na targach CES Toyota przedstawiła plany budowy inteligentnego, ekologicznego miasta, opartego na sztucznej inteligencji. Woven City to zsynchronizowany w sieci ekosystem integrujący ludzi, przyrodę i cyfrowe technologie, który zajmie powierzchnię 175 akrów. Zbudowane w pobliżu góry Fuji w Japonii miasto będzie zasilane energią z wodoru i ze słońca, a transport w nim zapewnią bezemisyjne, autonomiczne pojazdy.

Woven City (pol. Splot) zostało pomyślane jako żywe laboratorium, w którym obok stałych mieszkańców znajdzie się miejsce także dla naukowców z całego świata. Inżynierowie i badacze będą na miejscu testowali i rozwijali nowe technologie, takie jak systemy autonomicznej jazdy, roboty, pojazdy do transportu osobistego, inteligentne domy i sztuczna inteligencja. Każde z nowych rozwiązań zostanie sprawdzone w rzeczywistych warunkach, wśród ludzi, którzy zdecydują się prowadzić codzienne życie w tym niecodziennym miejscu. Toyota zaprosi do współpracy instytucje naukowe i firmy z całego świata, które będą zainteresowane prowadzeniem własnych badań w Woven City.

akio_toyoda
Akio Toyoda

„Budowa od podstaw kompletnego miasta, nawet w małej skali, to wyjątkowa szansa dla rozwoju nowoczesnych technologii, w tym także systemu operacyjnego miejskiej infrastruktury. Połączenie w chmurze budynków, pojazdów, robotów i urządzeń osobistych mieszkańców umożliwi ich efektywną komunikację poprzez wymianę danych oraz system czujników. Jednocześnie takie złożone środowisko pozwoli nam testować sztuczną inteligencję zarówno w wirtualnym, jak i realnym świecie” – powiedział Akio Toyoda, prezydent Toyota Motor Corporation.

Projekt Woven City stworzył duński architekt Bjarke Ingels, założyciel i CEO Bjarke Ingels Group (BIG). Ten uznany na całym świecie twórca ma na koncie wiele słynnych realizacji, w tym World Trade Center 2 w Nowym Jorku, Lego House w Danii czy siedziby Google w Mountain View i Londynie.Woven City (2) Woven City (3) Woven City (4) Woven City (5) Woven City (7) Woven City (8) Woven City (1)

Pomysł na inteligentne, bezemisyjne miasto

Woven City zostało pomyślane jako w pełni zrównoważony kompleks. Budynki zostaną zbudowane głównie z drewna, co pozwoli ograniczyć emisję CO2. Ich konstrukcja połączy tradycyjne japońskie techniki spajania i obróbki drewna z nowoczesnymi metodami produkcji opartymi na pracy robotów. Dachy zostaną w całości pokryte panelami fotowoltaicznymi, które dodatkowo zasilą miasto, choć głównym źródłem prądu będą ogniwa paliwowe na wodór. W mieście zaplanowano dużo zieleni, zarówno charakterystycznej dla tego terenu, jak i roślin hydroponicznych.

Drogi wewnątrz Woven City zostaną podzielone na trzy kategorie – ulice dla samochodów, deptaki dla pojazdów osobistych i dla pieszych oraz promenady przypominające parki wyłącznie dla pieszych. Te trzy typy tras będą się wzajemnie przeplatały, tworząc optymalne środowisko do testowania pojazdów autonomicznych.

Apartamenty zostaną wyposażone w najnowsze technologie, takie jak roboty domowe, oparte na sztucznej inteligencji systemy badania stanu zdrowia domowników oraz inne rozwiązania poprawiające jakość życia. Niedawno Toyota zaprezentowała tego rodzaju systemy na targach motoryzacyjnych w Tokio.

Do poruszania się po mieście zostaną dopuszczone wyłącznie autonomiczne pojazdy bezemisyjne, takie jak Toyota e-Palette, które posłużą zarówno jako busy, jak i mobilne sklepy i punkty usługowe. W centrum powstanie plac, na którym będą się odbywały spotkania i publiczne imprezy. Obok niego zostanie zbudowany centralny park, zaś między apartamentowcami zaplanowano mniejsze, lokalne parki.

Miasto zostanie początkowo zasiedlone przez 2000 osób – pracowników Toyoty i kontrahentów firmy wraz z rodzinami, a także emerytów i czasowo przez zespoły badawcze. Budowa rozpocznie się w 2021 roku.

Odpowiedź Iranu nie przeszła bez echa na rynkach finansowych

Wielu komentatorów zastanawiało się, dlaczego Iran nie odpowiedział na działania USA. W nocy poznaliśmy odpowiedź. Atak rakietowy na amerykańskie bazy wojskowe w Iraku nie przeszedł bez echa na rynkach.

Iran straszy rynki

W mediach światowych tematem numer jeden jest odpowiedź Iranu wobec USA. Atak rakietowy nastąpił dzisiejszej nocy i był wycelowany w amerykańskie obiekty w Iraku . Liczba strat zarówno w ludziach, jak i w sprzęcie nie jest jeszcze znana. Znane są natomiast reakcje rynków. Jak to często ma miejsce, groźba eskalacji sytuacji w okolicach Zatoki Perskiej szybko podnosi ceny ropy. Wczoraj w nocy ropa ponownie przekroczyła 70 dolarów za baryłkę według notowań giełdy w Londynie i 65 dolarów według notowań amerykańskich. Na wartości tracą waluty krajów rozwijających się, jak np. złoty. Co ciekawe, w górę idzie dolar względem euro pomimo zaangażowania Amerykanów.

W górę nie tylko ropa

Na rynkach dużo mówi się o tym, że kryptowaluty są wykorzystywane przez kraje mające problem z dostępem do regularnych usług płatniczych. Wiele osób łączy obecne wzrosty cen tych instrumentów z eskalacją konfliktu wokół Iraku. Bitcoin, jako najpopularniejsza z kryptowalut, od początku roku zyskał na wartości z 7000 USD na 8400 USD, czyli odnotował 20% wzrostu. Z drugiej strony zobaczymy, jak stabilny jest taki wzrost, jeżeli miał on na celu tylko przeniesienie wartości, powinniśmy zobaczyć niedługo korektę. Oprócz złota XXI wieku w górę szedł też tradycyjny kruszec, jednak procentowe wzrosty nie były już tak imponujące.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zamówień w USA. Gorzej wypadły zamówienia na dobra, trochę lepiej, a właściwie mniej źle wypadły zamówienia w przemyśle. Bardzo dobrze wypadł za to indeks ISM dla usług. Indeksy dla usług wypadają ogólnie dużo lepiej niż ich przemysłowe odpowiedniki i często tak, jak w USA, nie potwierdzają potencjalnych problemów gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Afera z najbogatszą kobietą Afryki w tle stawia maltańską jurysdykcję podatkową na cenzurowanym

Przypomnijmy, iż w 2016 r. wyciekło 11,5 miliona dokumentów z bazy danych kancelarii Mossack Fonseca na Panamie, które ujawniły proceder unikania płacenia podatków na światową skalę, w tym przez znanych przywódców, celebrytów, firmy itp. Afera w jakimś stopniu rykoszetem uderzyła w Maltę. Kancelarię adwokacką reprezentowała na Malcie spółka Nexia BT, która zakładała firmy dla m.in. szefa sztabu premiera Malty – Keitha Schembriego i ministra Konrada Mizzi.

Malta została postawiona w jednym szeregu z jurysdykcjami, charakteryzującymi się brakiem wolności prasy, takich jak Chiny, Turcja czy Rosja i to w sposób szczególny – to na Malcie dokonano zabójstwa dziennikarki Daphne Caruana Galizia. Zginęła w wyniku podłożenia bomby w jej samochodzie w październiku 2017 r., za to, że ujawniała niewygodne fakty dla zbyt wielu osób W swoim dziennikarstwie śledczym koncentrowała się na informowaniu o korupcji rządowej, praniu pieniędzy, powiązaniach między branżą gier hazardowych online na Malcie a przestępczością zorganizowaną, nieprawidłowościach programu obywatelstwa za pieniądze.

W raporcie krytycznie oceniono stosunek Malty do dziennikarzy i do wolności mediów oraz działania (a raczej ich brak), mające na celu wyeliminowanie nieprawidłowości, jakie ujawniono w Panama Papers.

Odnotowano, że to europejskie organy regulacyjne, a nie krajowe organy ścigania, podjęły działania wobec maltańskiego Pilatus Bank. Europejski Bank Centralny (EBC), który nadzoruje m.in. system bankowy w państwach strefy euro, cofnął licencję na działalność Pilatus Bank, kiedy prezesowi postawiono zarzuty prania brudnych pieniędzy, a wcześniej prowadzona przez niego instytucja była oskarżana, właśnie przez Daphne Caruanę Galizię, o liczne przestępstwa. Wskazywała ona na związki banku z reżimem irańskim, ale także na przelewy jakie przechodziły przez niego między wysokimi rangą politykami i urzędnikami z Malty i Azerbejdżanu. Wśród osób, które korzystały z usług banku znaleźli się m.in. bliscy współpracownicy maltańskiego premiera Josepha Muscata. Brak reakcji przejawiał się w tym, iż państwo nie podjęło działań w związku z ustaleniami w dokumentach panamskich, a osoby w nich ujawnione pozostały w rządzie. W toku prowadzonego śledztwa aresztowano wprawdzie podejrzanego o udział w zabójstwie dziennikarki biznesmena Yorgena Fenecha, co skutkowało dymisjami bliskich politycznych współpracowników premiera, którzy mieli związki z zatrzymanym przedsiębiorcą. Wszystko to odbyło się zbyt późno.

Obecnie wicepremier Chris Fearne z rządzącej Partii Pracy przyznaje, iż administracja rządowa popełniła błąd, nie traktując skandalu związanego z Panama Papers tak poważnie, jak na to zasługiwał. „Nie zajęliśmy się tym tak szybko, jak powinniśmy (…) Jeśli jest coś, co powinniśmy zrobić inaczej, to chodzi o rezygnację Keitha Schembri i Konrada Mizzi” (Malta Today z 04.01.2020 r.). Jednocześnie mocno zaakcentował, iż istniejący system podatkowy Malty jest dobry, przyciąga bezpośrednie inwestycje zagraniczne, których kraj potrzebuje, aby tworzyć wysokiej jakości miejsca pracy i budować wzrost gospodarczy. Uważają, iż zachęty podatkowe to jedna z maltańskich strategii i jako wewnętrzna prerogatywa kraju, nie będzie zmieniana pod wpływem krytyki innych państw.

Sprawa Isabeli dos Santos i jej maltańskie implikacje

Na przełomie roku sąd w Angoli zdecydował o zamrożeniu wszelkich aktywów Isabeli dos Santos, miliarderki, córki byłego prezydenta Angoli. Rzekomo w ramach działań antykorupcyjnych prowadzonych przez obecną administrację prezydenta Joao Lourenço, która stara się odzyskać ok. 1 mld dolarów (890 mln euro), bo tak się wycenia nieuczciwie – jej zdaniem – zdobytą fortunę dos Santos i jej współpracowników.

Jaki to ma związek z Maltą? Dos Santos prowadziła swoje interesy za pośrednictwem spółek zarejestrowanych na Malcie. Według sądu wykorzystała zarówno państwową firmę diamentową Sodiam, jak i własną firmę Exem Mining BV, do nabycia szwajcarskiej spółki De Grisogono za pośrednictwem maltańskiej firmy Victoria Holding. W ramach tej umowy Sodiam zaciągnął 146 mln dolarów pożyczki z banku BIC, mając gwarancję państwa angolskiego, którą nadal spłaca. Właścicielami Victoria Holding są wspomniana firma Sodiam i mąż dos Santos – Sindika Dokolu, którego orzeczenie sądu również dotyczy.

W 2015 r. dos Santos nabyła 65% udziałów w portugalskim Efacec Power Solutions o wartości ponad 194 mln euro. Do realizacji transakcji wykorzystała inną maltańską firmę – Winterfell Industries. 40% udziałów w Winterfell Industries ma państwowa angolska firma energetyczna ENDE, zaś drugim 60% udziałowcem jest własna firma Isabel dos Santos, Niara Holding. Dyrektorem Winterfell jest Maltańczyk z paszportem amerykańskim Noel Buttigieg Scicluna, były poseł Partii Narodowej, który jest (lub był) także dyrektorem kilku innych firm Santos, w tym Victoria Holding, Victoria Limited, Finisantoro Holding, Kento Holding, Piccadilly Holdings, Soho Global Management Solutions, Wise Intelligence Solutions Holding i Athol Limited. Wiele z tych maltańskich firm nie zawsze przynosiło zyski. Większość z nich ma interesy gdzie indziej: Kento, którego właścicielem jest dos Santos i jej mąż Sindika Dokolu, jest motorem jej inwestycji w telekomunikację; Finisantoro inwestuje w lizboński Banco BPI. Według Malta Today, część firm miliarderki na Malcie to swoiste wydmuszki, które nie zatrudniają doradców finansowych ani prawników, a pochodzą od Winterfell Industries. Sumując majątek dos Santos, wyceniany na 2,2 mld dolarów, Forbes nie był w stanie prześledzić początków nabycia udziałów miliarderki w spółkach państwowych Angoli. Wiadomo, że afrykańska „księżniczka” lokuje pieniądze w diamentach, bankowości i telekomunikacji, zwykle z udziałami państwowych korporacji Angoli. Dos Santos zyskała publiczną rozpoznawalność w 2016 r., kiedy jej ojciec mianował ją szefem państwowej firmy naftowej Sonangol w Angoli. W 2017 r. została z niej zwolniona przez następcę ojca, Joao Lourenço, który – ku zaskoczeniu wielu obserwatorów – zwrócił się przeciwko rodzinie Santos, obiecując tłumienie korupcji.

Isabela dos Santos nie przyjmuje argumentacji sądu, uznając iż podjął decyzję za jej plecami, bez obecności prawników. Zapewniła, że będzie do dyspozycji wszystkich instytucji prawa Angoli i międzynarodowego.

Dla krytyków dos Santos, takich jak obrońca praw człowieka i dziennikarz Rafael Marques de Morais, który spędził 25 lat na poszukiwaniu źródła jej fortuny, jasne jest, że firma rodzinna ma udziały w spółkach rządowych. Według niego partnerstwo między Isabel dos Santos, Sindika Dokolu i Sodiam stanowi rażący przypadek konfliktu interesów i jest nielegalne na mocy ustawodawstwa Angoli, ponieważ jej ojciec, prezydent Republiki, mianował zarząd Sodiam i, jako szef władzy wykonawczej, udzielał im instrukcji. Stąd jako takiemu, prawo zabrania wykorzystywania swojej pozycji do wzbogacania rodziny. Tak więc tego rodzaju partnerstwo widnieje tylko w rejestrach Malty.

******

Opisany przypadek jest dość skomplikowany i zdaje się sugerować, iż to Malta w jakiś sposób jest źródłem wewnętrznych sporów pomiędzy dwoma ekipami rządzącymi Angolą. Czas więc na spokojną refleksję.

Otóż to, co może być oczywiste z punktu widzenia Angoli, nie jest już takie same z perspektywy maltańskiej. Z dostępnych danych nie wynika, żeby dos Santos złamała prawo maltańskie, a sprawozdania finansowe nie wskazują na nieprawidłowości. Zdaniem Buttigiega Scicluny, który również jest prawnikiem i w takim charakterze został poproszony o opinię, wszystkie struktury rozliczeniowe są przejrzyste, weryfikowalne, a istotne informacje są publicznie dostępne.

W przeszłości, kiedy pojawiały się kontrowersyjne informacje o angolskiej miliarderce, Buttigieg Scicluna bronił struktur podatkowych Malty, które – jego zdaniem – pozwalają zagranicznym akcjonariuszom, takim jak dos Santos, minimalizować „ekspozycję podatkową”. Stwierdził: „To znak rozpoznawczy Malty jako jurysdykcji. Firmy płacą podatki, które są zobowiązane zapłacić i składają sprawozdania finansowe, które są również profesjonalnie kontrolowane, wszystko zgodnie z wymogami prawa (…) Wszystko to jest zgodne ze strategiczną wizją, którą mieli przywódcy, czyniąc z Malty międzynarodowe centrum usług finansowych” (Malta Today z 17.02.2015 r.).

Dos Santos – według Malta Today – nie różni się niczym od wynalazcy sir Jamesa Dysona, który w 2010 r. przeniósł swoje akcje do maltańskiej spółki, aby następnie przetransferować je do Wielkiej Brytanii, po zapłaceniu ponad 100 mln euro podatku. Nie różni się od sieci restauracji Nando’s, która wykorzystuje swoją spółkę na Malcie, aby legalnie obniżyć podatek dochodowy, czy dostawcy energii Npower, którego filią na Malcie jest Scaris International. Co prawda gazeta dodaje, iż zarówno Nando’s Holdings, jak i Winterfell Industries, korzystają (lub korzystały) z usług Edwarda Carbone’a, byłego szefa służb podatkowych kraju (Malta Financial Services Authority), ale to niekoniecznie stanowi dla nich obciążenie. Może świadczyć, iż dbają one o legalną stronę swoich biznesów.

Decyzja sądu Angoli jest świeża i nie wiadomo, jak do niej odniosą się władze Malty. Wydaje się jednak, śledząc dyskusję pomiędzy kandydatami na przyszłego lidera Partii Pracy (Chris Fearne vs. Robert Abela – Malta Today z 07.01.2020 r.), iż nie ma między nimi różnic, co do zachowania statusu Malty jako niezależnego międzynarodowego centrum finansowego. Obaj mają świadomość, iż różni gracze międzynarodowi są żywo zainteresowani, aby podważać pozycję Malty jako jurysdykcji podatkowej w dotychczasowym kształcie, ale – w ich zgodnej opinii – uleganie presji nie leży w interesie kraju. Co więcej, Robert Abela zapewniał, że zachowa program sprzedaży maltańskiego obywatelstwa (ang. Individual Investor Program), ponieważ przyniósł wiele bogactwa i dał Malcie „wysokiej jakości obywateli”. Uważa, iż jest to jeden z najlepszych programów, w którym należy jedynie zwiększyć staranność weryfikacji kandydatów do obywatelstwa. Z kolei Fearne widzi potrzebę jego reformy w porozumieniu z Brukselą.

To dobre wiadomości dla inwestorów, którzy chcą lokować swoje pieniądze w krajach o silnej tradycji niezależności sądów i poszanowania własności prywatnej, które nie będą skłonne bezmyślnie stosować „nakazów państw trzecich” – czyli zamrażać własności prywatnej. Takim krajem z pewnością w dalszym ciągu jest Malta, zaś jej system podatkowy służy do lokowania biznesu i środków zupełnie legalnych. Trzeba o tym pamiętać również przy okazji różnych afer, jak tej z miliarderką z Angoli w tle, czy kontrowersjach paszportowych.

Kwestię „rajów podatkowych”, co podnosiliśmy kilka lat temu przy analizie sprawy Panama Papers, należy postrzegać w daleko szerszym kontekście. Okresowo toczone są kampanie podważające funkcjonowanie istniejących tzw. „rajów podatkowych”, nie po to, aby je w ogóle zlikwidować, ale po to, aby nisko opodatkowany kapitał popłynął w inne obszary świata. Toczy się bezlitosna walka o dyslokację tzw. „rajów podatkowych”, zmianę kierunku przepływu kapitału, ale to problem do odrębnych rozważań.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje? Przedstawiamy wyniki badania społecznego

Mija niemal pół roku od wprowadzenia obowiązku wdrożenia Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) w największych przedsiębiorstwach. Co dziś o PPK wiedzą pracownicy firm, w których program jest już realizowany? Jakie są według nich największe korzyści tego rozwiązania? Jak pracodawcy wywiązują się z obowiązku informowania pracowników o funkcjonowaniu programu? Przedstawiamy wyniki badania społecznego dotyczącego świadomości programu przeprowadzone przez agencję badawczą PBS dla PKO TFI.

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) to system długoterminowego gromadzenia kapitału emerytalnego wspierany finansowo przez pracodawców i państwo kierowany do pracowników firm. W praktyce zdecydowanie się na uczestnictwo w programie oznacza comiesięczne odprowadzanie z pensji 2% wynagrodzenia, do którego pracodawca dokłada kolejne 1,5% pensji. Państwo z kolei na start dodaje powitalne 250 zł oraz zasila nasze konto co roku kwotą 240 zł. Gromadzone przez nas środki mają charakter prywatny – możemy je zatem w dowolnym momencie wypłacić na określonych zasadach. Nieoprocentowane jest wykorzystanie ich jako wkładu własnego lub podczas poważnej choroby swojej albo bliskich.

PPK zostało uruchomione w największych firmach zatrudniających powyżej 250 pracowników 1 lipca. Przed nami kolejne etapy wdrażania Pracowniczych Planów Kapitałowych: od 1 stycznia obowiązek ich realizowania mają średnie przedsiębiorstwa (od 50 do 259 pracowników), od 1 lipca 2020 pracodawcy zatrudniający od 20-49 osób, z kolei 1 stycznia 2021 to realizacja PPK w najmniejszych firmach.PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje

Po niemal pół roku od wprowadzenia programu PKO TFI podczas badania społecznego sprawdziło ile o PPK wiedzą pracownicy największych firm oraz z jakich źródeł czerpią informacje o programie. Badanie zostało zrealizowane w listopadzie przez internetowy panel na próbie 502 osób zatrudnionych w największych przedsiębiorstwach oraz zamieszkałych zarówno w dużych i średnich miastach, jak i na obszarach wiejskich.

PPK – skąd czerpiemy informacje?

Pracodawcy mają obowiązek informowania swoich pracowników o możliwości przystąpienia do programu, jego korzyściach i sposobie działania. Skąd w rzeczywistości zatrudnieni czerpią swoją wiedzę? Według badania większość informacji o programie osoby zatrudnione wynoszą z telewizji (38% badanych wskazuje ją jako źródło wiedzy). Dopiero na drugim miejscu są pracodawcy (37%). Kolejne źródła to: koleżanki i koledzy z pracy (31%), znajomi i rodzina (29%), portale biznesowe (29%), media społecznościowe (25%). Tradycyjne media: prasa oraz radio znajdują się za połową stawki: (kolejno 18% i 14%). Mimo tego, że mija pół roku od wprowadzenia PPK do pierwszej grupy firm, tradycyjne media wciąż mają wiele do zrobienia w kwestii informowania o zasadach działania programu.  Powstaje także pytanie: czy prasa i radio informują zbyt mało, czy po prostu nie są miejscami, gdzie odbiorcy szukają informacji o programie?PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje 2

Co nam mówią pracodawcy?

To zastanawiające: niemal połowa badanych – aż 41%  twierdzi, że pracodawca nie przedstawił im zasad funkcjonowania PPK. W jaki sposób o tej formie oszczędzania informowało pozostałe 59% zatrudniających? Zazwyczaj informowanie o możliwości przystąpienia do programu odbywa się za pomocą broszury informacyjnej (43% przypadków). Nieco rzadziej jest to rozmowa (40%), wiadomość email (28%), plakat (23%), wiadomość w intranecie (22%). Jedynie w 16% przypadków są to przeprowadzone dla pracowników warsztaty pozwalające dokładniej zrozumieć działanie programu. Jako najskuteczniejszy sposób przekazywania wiedzy dotyczącej PPK respondenci wskazali rozmowę (38% z nich twierdzi, że była całkowicie skuteczna). Na drugim miejscu znalazła się wiadomość w firmowym intranecie (skuteczna według 36%), następnie kolejno plasują się warsztaty (35%) oraz broszura informacyjna (31%). Co ciekawe – jedynie 2% z badanych twierdzi, że nie rozumie założeń programu, ponieważ jego zasady są zbyt skomplikowane. W przedsiębiorstwach wciąż za mało mówi się o PPK. Mimo to świadomość jego użytkowników dotycząca sposobu działania jest na wysokim poziomie –  respondenci dobrze poradzili sobie z odpowiedziami na pytania dotyczące funkcjonowania programu.

„Wdrożenie Pracowniczych Planów Kapitałowych jest sporym wyzwaniem szczególnie w dużych organizacjach. Przekazanie każdemu pracownikowi dokładnej informacji o tym, jak funkcjonuje PPK tak, by mógł świadomie podjąć swoją decyzję dotyczącą oszczędzania w PPK może wymagać uruchomienia kilku różnych kanałów przekazywania treści. Ważne jest także reagowanie na pytania i wątpliwości pracowników dotyczące programu – szczególnie skuteczne pod tym kątem wydają się wszelkie interaktywne formy przekazywania wiedzy, np. warsztaty czy indywidualne spotkania z przedstawicielami instytucji finansowej. Wśród pytań najczęstsze są te dotyczące własności środków odkładanych w ramach PPK oraz te o możliwość dysponowania swoimi oszczędnościami”– mówi Łukasz Kwiecień, Wiceprezes Zarządu PKO TFI

Dlaczego pracownicy decydują się na przystąpienie do programu?

Za największą zaletę PPK pracownicy uważają fakt, iż środki są ich własnością (wspomina o tym aż 45% badanych). Na drugim miejscu znajduje się możliwość rezygnacji z programu w dowolnej chwili (jest to największa korzyść aż dla 42% badanych). Dopiero na trzeciej pozycji plasują się dopłaty rządowe i dopłaty pracodawców (bardzo ważne dla 34% badanych). Kolejne miejsca w rankingu korzyści to: możliwość zainwestowania zgromadzonych środków lub użycie ich w ramach wkładu własnego (np. podczas starania się o przyznanie kredytu) – 21% czy administrowanie programu przez pracodawcę (20%), możliwość wycofania pieniędzy w dowolnej chwili (20%) czy inwestowanie pieniędzy zgromadzonych w PPK przez wyspecjalizowane instytucje finansowe (14%).PPK – co wiemy i skąd czerpiemy informacje 3

Te dane zaskakują zważywszy na fakt, jak wielu pracowników nie otrzymało szczegółowej informacji dotyczącej działania PPK od swoich pracodawców. Wyniki wskazują też na wysoką świadomość korzyści płynących z korzystania z PPK. Ważne wydaje się też, że na pierwszym miejscu wśród korzyści znajduje się fakt, że gromadzone środki są własnością prywatną. To jedna z największych różnic pomiędzy PPK a OFE, która gwarantuje bezpieczeństwo odkładanych pieniędzy oraz buduje zaufanie użytkowników.

„Pracownicze Plany Kapitałowe są porównywane przez pracowników do OFE. Należy jednak pamiętać, że najważniejszą różnicą pomiędzy nimi jest jednak fakt, że środki gromadzone w ramach PPK są prywatną własnością konkretnego uczestnika programu. Można z nich korzystać w określony sposób, a nawet wypłacać bez ponoszenia dodatkowych kosztów – dzieje się tak np. w przypadku ciężkiego zachorowania czy wykorzystania ich jako wkładu własnego przy zakupie mieszkania bądź budowie domu. To właśnie dzięki temu PPK  stopniowo buduje zaufanie wśród odbiorców.”– komentuje Piotr Żochowski, Prezes Zarządu PKO TFI

Czy wiemy wystarczająco dużo?

Badanie wskazuje, że wiemy wystarczająco dużo o zasadach działania PPK i korzyściach, jakie płyną z przystąpienia do programu, by świadomie zdecydować, czy bierzemy w nim udział czy nie. Zaskakujące, że niemal połowa respondentów nie otrzymała od pracodawców żadnych informacji mimo obowiązku, który spoczywa na właścicielach firm. Swoją wiedzę pracownicy w większości czerpią zatem ze źródeł zewnętrznych: z programów telewizyjnych, internetu lub od swoich współpracowników. Osoby biorące udział w badaniu swoje zaufanie do PPK budują przede wszystkim na fakcie, że gromadzone środki są własnością prywatną – to zdecydowanie najważniejsza z korzyści i zarazem najbardziej przekonujący argument przemawiający za wzięciem udziału w Pracowniczych Planach Kapitałowych.

Komercjalizacja wymaga dziś długofalowego kreowania wartości

Ostatnie lata przyniosły znaczące zmiany, jeśli chodzi o usługi świadczone w zakresie Reprezentacji Wynajmującego. Właściciele budynków biurowych oczekują dziś większej kompleksowości obsługi, niestandardowych rozwiązań oraz poszukiwania różnorodnych możliwości w drodze do efektywnego wypromowania i uplasowania nieruchomości na rynku. Komercjalizacja obiektu, poza bieżącą pracą z najemcami, wymaga teraz szerszej inicjatywy i wdrożenia długofalowych procesów kreowania wartości. Większość podmiotów poszukuje doradców, którzy potrafią całościowo zrealizować założenia strategiczne w tym zakresie. 

Na przestrzeni minionych lat zmieniło się również podejście do aranżowania przestrzeni do pracy. Nie rozmawiamy dziś już tylko o kompleksach biurowych w kontekście oferowanej powierzchni do wynajęcia. Ale o biurach i budynkach jako przyjaznych ludziom miejscach pracy, które zapewniają także wygodną realizację codziennych spraw i możliwość relaksu, niosąc jednocześnie unikalne wartości dodane, którymi lokalizacje wyróżniają się na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Funkcjonowanie w biurze, budynku, czy kompleksie biurowym ułatwia również pracownikom wdrażanie i realizacja strategii najmu i komunikacji, która powinna uwzględniać ich stale zmieniające się oczekiwania.

Główne trudności, jakie stoją aktualnie przed wynajmującymi to przede wszystkim szybkie dopasowanie do bieżących potrzeb najemców, zarówno w zakresie zwiększania, jak i redukcji zajmowanej powierzchni. Najważniejszym aspektem w realizacji zadań w zakresie Reprezentacji Wynajmującego jest natomiast zabezpieczenie stabilnych najemców budynku, którzy zainteresowani są zawieraniem długoterminowych kontraktów i chcą w przyszłości rozwijać się w ramach budynku, czy kompleksu. Wtedy otwiera się szereg możliwości, pozwalających odpowiednio zadbać o najemców oraz ich pracowników, umożliwiających podniesienie jakości miejsca pracy.

Ewolucja rynku biurowego przyniosła wyraźną różnicę, związaną z wymaganiami stawianymi przez najemców względem powierzchni, które dotyczą głównie jej efektywności. Firmy poszukujące nowych lokalizacji przykładają teraz większą uwagę do funkcjonalności przestrzeni. Potrafią szybko ocenić, czy dana powierzchnia spełnia ich realne cele i założenia. Najemcy dysponują dziś znacznie szerszą wiedzą na temat tego, czego mogą oczekiwać od wynajmującego i czego spodziewać się po oferowanych biurach. To sprawia, że chętniej inwestują w powierzchnię. Porównują opcje, nie tylko pod kątem stawek czynszowych, ale również parametrów efektywności, czy poziomu obsługi w danym budynku. Wynajmujący z kolei w ramach pakietów zachęt proponują coraz ciekawsze rozwiązania, w tym także badania środowiska pracy, pokrycie kosztów relokacji, czy dodatkowe bonusy usprawniające adaptację, by najemcy mogli wyłącznie skupić się  na swoim biznesie.

Ważnymi aspektami, charakteryzującymi nowoczesne projekty biurowe w całej Polsce są wprowadzane dziś dodatkowe funkcje, jak przestrzenie coworkingowe, ogólnodostępne multifunkcyjne części wspólne, miejsca relaksu, czy różnorodne usprawnienia dla najemców na terenie obiektów. Rola Lesing Managera w zakresie Reprezentacji Wynajmującego polega więc teraz także na zapewnieniu najemcy wielu funkcji towarzyszących i poszukiwaniu takich opcji dla obecnych i przyszłych najemców budynków. Praca po stronie wynajmującego oznacza również szerokie działanie komunikacyjne pomiędzy wszystkimi podmiotami związanymi z nadzorem nad nieruchomością, jak właściciel, asset manager, zarządca, etc.

Najskuteczniejszym sposobem na sprawną komercjalizację budynków jest zaś niezmiennie aktywne działanie marketingowe, przyciągające uwagę potencjalnych klientów. Komunikowanie projektów skierowane, zarówno do szeroko rozumianego rynku, jak i najemców już obecnych w biurowcach.

Proponowane powierzchnie biurowe muszą spełniać wszystkie oczekiwania firm, tak w zakresie parametrów jakościowych, technicznych, jak i cenowych, a wybrana lokalizacja odpowiadać celom biznesowym i zabezpieczać interesy najemcy w zakresie ewentualnej ekspansji. Gwarantują to budynki, które realizują nakreślone strategie krótko i długoterminowe, by móc jak najlepiej dopasowywać się do wymagań rynku. Pozwala to również zaoszczędzić wynajmującemu i najemcy, ponieważ przemyślane i zaplanowane działania można optymalizować.

Działania podejmowane w ramach Reprezentacji Wynajmującego muszą opierać się na współpracy pomiędzy wszystkimi stronami projektu i wykonywaniu wyznaczonego planu. Realizacja strategii, komunikacja, kreowanie wizerunku obiektu na zewnątrz i wewnątrz, a także poszukiwanie najlepszych rozwiązań oraz udogodnień dla najemców i pracowników to aktualnie zadania, jakie stoją przed Reprezentacją Wynajmującego.

Autor: Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz

Jakie cechy Polacy przypisują markom samochodowym?

Toyotę wiążemy z niezawodnością, Volvo jest synonimem bezpieczeństwa, a BMW to auto do szybkiej jazdy. Tak wynika z badania Europejskiego Funduszu Leasingowego, który sprawdził percepcję kilkunastu marek samochodów.

W swoim nowym raporcie EFL prezentuje wyniki badania, w którym wzięło udział 1015 osób. Autorzy zapytali w nim o skojarzenia związane z 16 popularnymi markami samochodów z różnych segmentów – od Dacii aż po Mercedesa.

Jak pokazują wyniki badania, w Polakach żywe jest skojarzenie z japońską niezawodnością. Co piąta osoba z tą cechą wiąże bowiem Toyotę. Japoński producent, który jako jeden z pierwszych zaczął na szerszą skalę rozwijać hybrydowe technologie, najsilniej kojarzy się nam również z nowoczesnością. Z 16,7% wskazań o włos wyprzedza pod tym względem Mercedesa (15,3%), Audi (14,4%) i BMW (12,9%).Jakie cechy Polacy przypisują markom samochodowym

Niemieckie samochody postrzegamy za to jako synonim elegancji i komfortu. Z oboma tymi cechami Polakom najsilniej kojarzą się przede wszystkim Mercedes i Audi. Bezkonkurencyjna okazała się zwłaszcza ta pierwsza marka: za najbardziej elegancką uznaje ją co trzeci badany, a za najbardziej komfortową – co czwarty. „Limuzynami Mercedesa poruszają się delegacje rządowe na całym świecie: od prezydentów Sudanu i Sri Lanki, przez króla Belgii, aż do polskiego ministra kultury i dziedzictwa narodowego” – piszą autorzy raportu.

Jakie marki kojarzymy z bezpieczeństwem? Przede wszystkim Volvo: z tą cechą wiąże je co czwarty badany. Obok szwedzkiej marki, której zawdzięczamy m.in. powszechnie montowane trzypunktowe pasy bezpieczeństwa, za najbardziej bezpieczne Polacy uznają samochody Mercedesa i Toyoty.

Jako najszybsze postrzegamy za to samochody BMW. To właśnie ta marka niemal co trzeciemu respondentowi kojarzy się z szybkością. EFL tłumaczy to m.in. początkami BMW na polskim rynku. „W latach 90. zakup kilkunastoletniego BMW był nad Wisłą jednym z najtańszych sposobów, by zasmakować niemieckiej jakości i sportowego charakteru. Chętnie kupowały je zwłaszcza młode osoby, które czym prędzej chciały sprawdzić, na co rzeczywiście stać obrosłą legendą >>beemkę<< ” – czytamy w raporcie.

EFL zbadał również, które marki kojarzymy z samochodami służbowymi. Respondenci zdecydowanie najczęściej wskazywali Škodę. Obok niej z firmowym autem łączymy takie marki jak Volkswagen, Opel, Toyota czy Ford.

Największe kryzysy wizerunkowe 2019 roku: Kościół Katolicki, Marian Banaś, Narodowy Bank Polski

Największy kryzys wizerunkowy 2019 roku w Polsce dotyczy Kościoła Katolickiego w związku z publikacjami medialnymi na temat nadużyć hierarchów i księży. Drugi w kolejności związany jest z Marianem Banasiem i Najwyższą Izbą Kontroli na tle wielowymiarowych niejasności wokół nowego Prezesa NIK. Trzeci w kryzysowym rankingu znalazł się Narodowy Bank Polski i kwestia komunikacji wysokich wynagrodzeń najbliższych współpracownic Prezesa NBP. Takie są główne wyniki badania „Kryzysometr 2019/2020” przeprowadzonego wśród dyrektorów komunikacji, menadżerów PR i rzeczników prasowych kluczowych firm rynkowych, instytucji państwowych oraz organizacji pozarządowych. Badanie przeprowadziła agencja Alert Media Communications specjalizująca się w komunikacji antykryzysowej i strategicznym PR.

W celu uzyskania pełnego obrazu kryzysowego pejzażu 2019 roku badanie przeprowadzono w ostatnich dniach grudnia wśród 108 starannie wyselekcjonowanych przedstawicieli branży public relations odpowiadających za komunikację w wiodących polskich firmach, instytucjach państwowych i samorządowych oraz organizacjach pozarządowych[1]. To przede wszystkim respondenci szczebla co najmniej menedżerskiego, dyrektorskiego lub rzecznicy prasowi, a więc PR-owcy „pierwszego frontu” w przypadku kryzysów. Agencja Alert Media zapytała ich o wskazanie największych kryzysów roku tak w Polsce, jak i za granicą.Największe kryzysy wizerunkowe 2019 roku w Polsce Największe kryzysy wizerunkowe 2019 roku na świecie

„Ciekawym wynikiem badania jest to, że większość respondentów – niezależnie od tego, czy pracują w sektorze komercyjnym, czy publicznym – wskazała na największe kryzysy właśnie wydarzenia z szeroko rozumianej sfery publicznej. Pochodzi z niej aż 7 pierwszych pozycji rankingu dot. Polski. Dopiero po nich mamy kryzysy firm rynkowych. To wskazuje, że komunikacyjnie największe emocje budzi w nas świat polityczno-społeczny i to tam pojawiają się największe kryzysy wizerunkowe” – zwrócił uwagę Adam Łaszyn, Prezes Alert Media Communications.

Aż 45% respondentów uznało, że kryzysową palmę pierwszeństwa 2019 roku w Polsce dzierży Kościół Katolicki – po emisji filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” oraz publikacji szeregu artykułów na temat nadużyć różnych przedstawicieli kleru, zwłaszcza hierarchów. Marian Banaś i wielotygodniowa epopeja medialna po powołaniu go na Prezesa NIK – to drugie miejsce w rankingu i 36% wskazań. Na kryzysowym podium znalazł się jeszcze Narodowy Bank Polski i kwestia komunikacji wysokich wynagrodzeń najbliższych współpracownic Prezesa NBP (notabene osób odpowiedzialnych właśnie za komunikację) –  tę opcję wskazało 27% ankietowanych.

Kolejne pozycje w rankingu polskich ekspertów PR to:

  1. Farma trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości – 23% wskazań
  2. Awaria warszawskiej oczyszczalni Czajka – 22%
  3. „Kuchciński Travel” – afera wokół nadużyć Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego w sprawie lotów ekskluzywnym samolotem (zakończona jego dymisją) – 15%
  4. Trybunał Konstytucyjny – kontrowersje wokół likwidacji autonomii tej instytucji oraz politycznego tła powoływania nowych sędziów TK – 13%

Pierwszy kryzys ze sfery komercyjnej pojawił się dopiero w drugiej części rankingu. Respondenci wskazali tu na firmę IKEA, która uzyskała 13% wskazań (ex aequo z Trybunałem Konstytucyjnym) dla problemu związanego ze zwolnieniem pracownika krytykującego LGBT.

Pozostałe w zestawieniu dziesiątki największych kryzysów to już tylko wydarzenia z sektora rynkowego. Na 9. pozycji (z 10%) wskazań znalazła się Coca Cola i wysyłka pustych plastikowych butelek w związku z akcją „Wszystkie ręce na pokład”. Miejsce 10. to Huawei i zatrzymanie przez ABW dyrektora sprzedaży pod zarzutem szpiegostwa na rzecz innego kraju (9%).

Wśród kryzysów międzynarodowych respondenci na pierwszym miejscu wymienili działania rządu Wielkiej Brytanii związane z Brexitem (57% wskazań). Na drugiej pozycji znalazły się Urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych i kłopoty wywoływane przez politykę twitterową Donalda Trumpa (43% głosów), a na trzeciej Boeing i kryzys związany z katastrofami samolotów B-737 Max (42% wskazań). W pierwszej piątce tego zestawienia znalazły się jeszcze Apple i ujawnienie możliwości podsłuchiwania użytkowników korzystających z aplikacji FaceTime (29% odpowiedzi) oraz pożar Katedry Notre Dame w Paryżu (19%).

„Rok 2019 upłynął pod znakiem kryzysów. Widzieliśmy to zarówno po analizie publikacji medialnych, jak i biznesowo – w tych projektach kryzysowych, które przez ostatnie dwanaście miesięcy obsługiwaliśmy. Te akurat w rankingu się nie znalazły, co nas cieszy, bo jak wiadomo najlepiej zarządzone kryzysy to takie, o których nie jest głośno.  Natomiast większość kryzysów z notowania wskazuje w sposób podręcznikowy, jak kosztowny jest brak reakcji lub niewłaściwa reakcja na sprawę, która zmienia się w wieloodcinkowy serial, oglądany z wypiekami na twarzy przez opinię publiczną” – powiedział Krzysztof Tomczyński, partner i Account Director w Alert Media Communications.

„Ciekawym wyjątkiem jest kryzys warszawskiej Czajki, bardzo nagłaśniany przez media publiczne, w wyniku którego popularność Prezydenta Warszawy wśród mieszkańców stolicy jednak nie spadła a wzrosła” – dodał Adam Łaszyn i zapowiedział: „W badaniu zebraliśmy dużą liczbę ciekawych opinii nie tylko podsumowujących mijający rok, ale też pokazujących na co w obszarze komunikacji kryzysowej zwracać uwagę w nadchodzących miesiącach. Już wkrótce podzielimy się i tymi informacjami”.

[1] W badaniu nie brali udziału usługodawcy PR, czyli pracownicy agencji PR. Respondentami byli wyłącznie specjaliści PR tzw. „in house”, czyli zatrudnieni w korporacjach lub instytucjach.

Raport o odpowiedzialnej konsumpcji i zrównoważonej modzie w Polsce

  • Raport przedstawia charakterystykę zachowań Polaków w zakresie odpowiedzialnej konsumpcji odzieży, obuwia i akcesoriów oraz stopień realizacji zasad zrównoważonej mody.
  • Badaliśmy wiedzę o ekologii wśród konsumentów, podejście do zakupu i użytkowania odzieży, gotowość na odpowiedzialną konsumpcję oraz oczekiwania w stosunku do firm branży modowej.

Idea zrównoważonego rozwoju objęła również branżę modową. Kolejne firmy na świecie i w Polsce deklarują śmiałe strategie wdrażania zasad odpowiedzialnej produkcji i dystrybucji odzieży, obuwia i akcesoriów. Zakres zmian w całym sektorze jest jednak wciąż na początkowym etapie, a sama koncepcja zrównoważonej mody nie została jeszcze spopularyzowana.  

W ciągu ostatnich 15 lat na świecie liczba kupionych ubrań podwoiła się, przy jednoczesnym wzroście liczby ludności jedynie o 20%. Niemal 39 milionów ton ubrań rocznie ląduje na wysypiskach i w spalarniach śmieci[1]. Przemysł odzieżowy intensywnie zużywa surowce. Do wyprodukowania jednego bawełnianego t-shirta potrzeba 2 700 l wody – to tyle, ile przeciętny człowiek wypije w ciągu 2,5 roku.[2]

Tradycyjny model produkcji i dystrybucji odzieży jest nie do utrzymania. Branża musi się zmienić. Przed firmami odzieżowymi stoi szereg wyzwań obejmujących m.in. następujące zadania: wprowadzenie standardów gospodarki obiegu zamkniętego, mierzenie i redukcja negatywnego wpływu na środowisko, zapewnienie odpowiednich warunków pracy, a także wdrożenie przejrzystych zasad komunikowania zmian do otoczenia i konsumentów.

Odpowiedzialność za środowisko i społeczeństwo to wspólne zadanie: firm/producentów i konsumentów. Nie uda się efektywnie wdrożyć niezbędnych zmian bez odpowiedniej wiedzy i przywództwa firm.

Accenture we współpracy z FashionBiznes.pl oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu przeprowadziło badanie konsumentów w Polsce, w celu zrozumienia ich aktualnej wiedzy i potrzeb w zakresie zrównoważonej mody, motywów zakupowych i sposobów użytkowania odzieży oraz obuwia.

Ekologia stopniowo wkracza do naszych szaf

Badanie pokazało charakterystykę zachowań konsumenckich w zakresie ekologicznej mody i gotowość na zrównoważone modele konsumpcji.

  • Polscy konsumenci mają dużo ubrań, które noszą na okazje lub bardzo rzadko, nieco ponad połowa ubrań jest noszona regularnie – 57,3% ubrań noszona regularnie, 5% ma jeszcze metki, 12% nienoszone wcale.
  • Konsumenci nie czytają metek – nie potrafią wskazać z czego uszyte jest ich ubranie, a kraj produkcji utożsamiają z pochodzeniem marki – jedna czwarta respondentów (24%) przyznaje, że nie wie, z jakich materiałów i gdzie zostały wyprodukowane ich ubrania.
  • Konsumenci deklarują gotowość do zakupu produktów o składach ekologicznych nawet droższych, jeśli wyższa cena będzie szła w parze z wysoką jakością produktu – 73% konsumentów jest skłonnych zapłacić więcej za produkt ekologiczny.
  • Polscy konsumenci kupują rozważnie i najczęściej z praktycznych powodów – 52% kupuje nowe ubrania, gdy te, które posiada, są już zużyte.
  • Zaledwie 20% respondentów zadeklarowało, że kupuje nowe ubrania ze względu na nowe trendy i styl, tj.: gdy obecne przestają być modne (8%), by zaimponować stylem (6%) lub kiedy pojawia się nowa kolekcja (6%).
  • Jednak wraz ze wzrostem poziomu wydatków na odzież odsetek ten znacznie wzrasta: w grupie wydających na ubrania ponad 800 zł miesięcznie jest takich osób znacznie więcej – 58%.
  • Polscy konsumenci czasami wyrzucają lub niszczą odzież – odpowiednio 17% i 8%.
  • Konsumenci chętnie dają ubraniom nowe życie: większości konsumentów zdarza się naprawiać odzież lub obuwie, a połowa przekazuje znoszone ubrania innym, co wpisuje się w koncepcję sharing economy – 80% zadeklarowało, że zdarza się im naprawiać produkty odzieżowe i obuwnicze, 47% deklaruje, że ostatnie 3-4 nienoszone rzeczy oddało znajomym lub rodzinie, a 45% wrzuciło do koszy na odzież.
  • Konsumenci lubią kupować w seond handach, są też ciekawi nowych modeli zakupowych, szczególnie wypożyczalni – 38% respondentów w ciągu ostatniego roku kupiło produkty odzieżowe i obuwnicze w second handach, 68% respondentów chciałoby w przyszłości skorzystać z wypożyczalni.

Branża modowa nie kojarzy się z istotnym negatywnym wpływem na środowisko, a brak odpowiedniej wiedzy utrudnia konsumentom wskazanie konkretnych działań oczekiwanych ze strony firm.  (6. miejsce w rankingu najbardziej szkodliwych dla środowiska sektorów – 37% respondentów umieściło sektor modowo-odzieżowy w TOP 4 najbardziej szkodliwych, 42% respondentów stwierdziło, że trudno im wskazać czego im najbardziej brakuje w działaniach pro-ekologicznych producentów odzieży, obuwia i akcesoriów związanych z modą.)

Branża modowa jest u progu jednej z większych transformacji w jej historii. W strategii każdej z firm stałym elementem będzie realizacja celów zrównoważonego rozwoju. Liderzy powinni stawiać jasne i odważne cele długofalowych zmian i czytelnie komunikować je do konsumentów oraz inwestorów” – mówi Rafał Reif, Head of Fashion & Retail Accenture Poland.

Wprowadzanie zmian będzie procesem, w którym firmy będą musiały elastycznie zmieniać obecny model działania. Model, który jest nadal w fazie dyskusji i ustaleń w branży.

Główny zakres zmian obejmie:

  • redukcję zużycia surowców do produkcji,
  • wprowadzanie nowych technologii produkcji materiałów i odzieży dostosowanych do przedłużenia cyklu życia produktów,
  • zapewnienie zamkniętego obiegu produktów,
  • precyzyjne planowanie ilości ograniczające nadprodukcję i uwzględniających rynek alternatywnego użytkowania,
  • przejrzyste monitorowanie i ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko i społeczeństwo.

„Główne wyzwania, przed którymi stoją firmy to: inwestycje wymagane na dostosowanie obecnego modelu do koncepcji zrównoważonego rozwoju, wpływ tych zmian na rentowność biznesu, zbudowanie nowej wiedzy i kultury w organizacjach, utrzymanie wiarygodności dla wprowadzanych nowych działań, spójności wizerunku marki i reputacji w oczach konsumentów (szczególnie najmłodszej grupy)”dodaje Rafał Reif.

Nowy model daje też szansę na uruchomienie nowych usług i strumieni przychodów np. alternatywne modele sprzedaży i użytkowania, pozyskania nowych konsumentów przez firmy, które najskuteczniej dostosują się do zmian i zapewnią wiarygodność swych działań.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie Accenture na próbie 1008 Polaków w wieku 15+ metodą CAWI (wywiady internetowe) w listopadzie 2019. Próba badawcza jest reprezentatywna dla polskich internautów pod względem płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania respondentów.

[1] A New Textiles Economy: Redesigning Fashion’s Future Ellen MacArthur Foundation, 2017

[2] National Geographic – How your t-shirt can make a difference, 2013

Trump uspokaja. Rynki szybko otrząsnęły się po ataku Iranu na bazy USA

Rynki szybko otrząsnęły się z pierwszej paniki w reakcji na doniesienia o ataku rakietowym Iranu na bazy USA w Iraku, kiedy okazało się, że obyło się bez ofiar w personelu wojskowym, a zatem w ataku chodziło o wyrównanie pola z USA za piątkowe zabójstwo irańskiego dowódcy. Stronom zdaje się nie zależeć na eskalacji i taki jest też podejście inwestorów. Wciąż istnieje ryzyko zaostrzenia konfliktu, ale na razie tylko hamuje to powrót do nieskrępowanego rajdu ryzyka.

Prezydent USA Donald Trump napisał po ataku, że „wszystko jest dobrze”, co dodatkowo uspokoiło inwestorów. Oczywiście w najbliższych dniach nie można wykluczyć nowych działań militarnych, które zburzą ten spokój, ale uczestnicy rynków preferują czekać na wydarzenia niż podejmować akcje wyprzedzające. Po silnych ruchach dziś w nocy na USD/JPY, złocie i ropie naftowej widać, jak uważnie śledzone są informacje, by szybko zająć pozycję, ale też równie szybko ją odwrócić, kiedy zabraknie paliwa do kontynuacji ruchu. To też zniechęca do zajmowania taktycznych pozycji na dłużej, jeśli jedna informacja, może szybko uderzyć w stop loss. Ogólnie na rynkach panuje przeświadczenie, że z czasem zapomnimy o ryzyku geopolitycznym z Bliskiego Wschodu i przejdziemy do rzeczowej oceny fundamentów makro. W tym temacie jednak nie dostajemy ostatnio wiele (np. odczyty PMI/ISM był mieszane), więc równie łatwo będzie o rozczarowanie i zgaszenie optymizmu przyniesionego po grudniu.

Sądzę, że złoto wciąż ma łatwiejszą drogę wyżej, czy to ze wzrostu awersji do ryzyka, czy braku jednoznacznego napływu w stronę USD. Huśtawki takie, jak ta z nocy, będą blokować rajd indeksów, gdzie będzie pojawiać się coraz więcej zapytań o koniec zwyżek, chyba że dane pozwolą inaczej. Bez rozpędzania rynku akcji (i niezdecydowaniu USD) USD/JPY powinien mieć w końcu impuls do głębszych spadków. EUR/USD jest uwiązany przez oczekiwania wobec polityki EBC i Fed – oczekuję wzrostów, ale dopiero gdy uczestnicy rynku zrozumieją, że w Eurolandzie nie ma miejsca na dalsze luzowanie, a Fed może ściąć przynajmniej jeszcze raz w tym roku.

Kończące się dziś dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej wreszcie może mieć wymierny wpływ na złotego. Nie mam tu na myśli zmian poziomu stóp procentowych – tutaj oczekiwania rynku są zgodne. Interesujące za to będzie, jak Rada ocenia wczorajsze zaskoczenie w odczycie grudniowej inflacji CPI? Na koniec 2019 r. wzrost cen wyniósł 3,4 proc. r/r, dużo więcej niż oczekiwane 2,8 proc. i 2,6 proc. w listopadzie. Inflacja zbliżyła się górnego ograniczenia przedziału wahań dla celu inflacyjnego NBP (1,5-3,5 proc.). Żywność i paliwa podbiły indeks, a wciąż jeszcze jesteśmy przed podwyżkami cen energii (styczeń i luty), więc w I kwartale inflacja z pewnością wyskoczy ponad 4 proc. Wzrosty cen żywności i energii nie są tym, na co bank centralny ma wpływ, ale presja inflacyjna przelewa się na inflację bazową (3,2 proc.). Mimo to wydaje się, że opór przed zacieśnianiem polityki pieniężnej, szczególnie w osobie prezesa NBP Glapińskiego, jest na tyle silny, że może być niemożliwym znaleźć w Radzie większość za przegłosowaniem podwyżki. Jest bardziej prawdopodobne, że RPP zbagatelizuje skok inflacji i zakładając dalej stopniowe spowolnienie dynamiki cen, będzie podtrzymywać neutralne nastawienie. Jeśli dla rynków będzie oczywiste, że RPP nie odpowie na wyższą inflację i ujemne realne stopy procentowe, pojawi się nowy stały czynnik osłabiający złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Technologia poprawi bezpieczeństwo w obrocie żywnością

Brak pełnej kontroli nad pracownikami jest jednym z ważniejszych problemów firm w zakresie przestrzegania norm bezpieczeństwa żywności. Sieci handlowe, restauracje i zakłady produkcyjne wciąż stosują papierowe formularze. Nie mogą natychmiast reagować na zaistniałe sytuacje. Ciąży im też archiwizacja ton skoroszytów. Ponadto centrale nie mają dostępu do raportów z prowadzonych na bieżąco działań. Rozwiązaniem mogą być specjalne aplikacje, które są u nas jeszcze rzadko stosowane. Przypominają one o wykonaniu danego zadania i potwierdzają jego realizację o określonej godzinie. Dodatkowo ułatwiają prowadzenie dokumentacji.

Przestarzałe metody

W przypadku dużych sieci handlowych, które zajmują się przetwarzaniem żywności, a także restauracji i zakładów produkcyjnych, HACCP jest obowiązkowym systemem procedur. Jego celem jest zapewnienie bezpieczeństwa żywności. Jednak większość działających w Polsce przedsiębiorstw działa w tym zakresie w taki sam sposób, jak czyniły to firmy 50 lat temu. Tymczasem technologia dynamicznie rozwija się.

– Większość firm korzysta z papierowych formularzy, które są wypełniane co kilka godzin. Pracownicy zapisują m.in. sprawdzoną temperaturę, poziom czystości i czas otwarcia produktów. Gdy dany sklep sprzedaje jedynie kilka świeżych artykułów, przetwarzanych na miejscu, działania są proste. Jednak przy większej liczbie placówek handlowych, zakładów i towarów rośnie ryzyko sprzedaży niebezpiecznych produktów – mówi Sebastian Starzyński, ekspert z platformy TakeTask.

W praktyce zdarza się, że papierowe formularze są uzupełniane z pamięci. Pracownik może przecież posprzątać i np. po przerwie spełnić wymogi formalne, wpisując godzinę wsteczną. Wydaje się, że po krótkim czasie wszystko wygląda tak samo, ale to tylko pozory. Pozostaje też duże pole do oszustw i zaniedbań. To niestety ogólnie znany problem z monitorowaniem norm HACCP, którego zazwyczaj nie da się zweryfikować i wyeliminować.

Nowoczesne narzędzie

– Rozwiązaniem jest stosowanie aplikacji służących do zbierania danych. Przypominają one pracownikom o wykonywaniu zadań i umożliwiają zapisywanie potrzebnych informacji. Każde przypomnienie można ustawić tak, aby przypadało w najbardziej dogodnym momencie w ciągu dnia. Dzięki temu kierownictwo wie też dokładnie, jak w praktyce wygląda wypełnianie obowiązków przez pracowników. To z kolei pozwala na zestawienie faktycznych godzin podejmowanych działań z ruchem w sklepie. Dzięki temu można dostosować procedury tak, aby były realnie zachowywane – dodaje Sebastian Starzyński.

Dowodami prawidłowego wykonania zadania we właściwym miejscu i czasie są zdjęcia wysyłane przez aplikację. Technologia przyspiesza proces dokumentowania i ułatwia raportowanie. Pracownik ma mniej obowiązków. Wiele rzeczy robi automatycznie, a ponadto – dokładniej i szybciej niż bez wsparcia technologii. Dla przykładu, aplikacja połączona z termometrami może samodzielnie sprawdzać i zapisywać temperaturę co kilka minut, zamiast np. 3 razy dziennie. Tylko w przypadku odstępstwa od normy alarmuje pracownika o konieczności podjęcia odpowiedniego działania.

– Korzystanie z takich aplikacji w celu usprawnienia systemu HACCP jest dobrym rozwiązaniem. Trzeba tylko pamiętać o tym, żeby dobrze zorganizować komunikację między nią i obsługiwanymi elementami. To kwestia odpowiedniego zaczipowania sprawdzanych miejsc. Ponadto można wpisywać w tzw. apkę np. porady dla pracowników. Wtedy jest ona również dodatkowym źródłem informacji – stwierdza dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W sytuacjach awaryjnych aplikacja może pokierować człowieka, zgodnie z wyjątkowymi procedurami, z których nie korzysta on na co dzień. I nie nakłada na niego dodatkowych obowiązków. Ma to szczególne znaczenie w przypadku niedoświadczonych pracowników. Przy dużej rotacji, jaka występuje w handlu i zakładach produkcyjnych, tego typu zabezpieczenie może być coraz częściej potrzebne. Dane o realizacji i o incydencie są przetwarzane na bieżąco. To pozwala szybko zareagować na każde zdarzenie. Nie ma też miejsca na oszustwa czy błędy. Wszystkie te ułatwienia zwiększają bezpieczeństwo i zmniejszają straty.

Wyzwania rynkowe

– Problemy, które występują z HACCP-em, są zróżnicowane i zależą od tego, ile procesów pojawia się na poziomie danego sklepu. Wiadomo, że hipermarket czy zakład produkcyjny ma ich mnóstwo, a mały sklep spożywczy oferujący gorące napoje i zapiekanki – jedynie kilkanaście. Kolejną kwestią jest to, że duża firma może przeznaczyć więcej czasu i środków na wyszkolenie pracowników niż mała placówka typu convenience. Zdarza się też, że np. franczyzobiorca przechodzi szkolenia, ale nie rozumie konieczności stosowania procedur – zaznacza ekspert z TakeTask.

Doświadczenie pokazuje, że największym problemem w zakresie stosowania norm HACCP jest jak zawsze natura techniczna. Prowadzenie dokumentacji zajmuje dużo czasu. I daje kolejną przestrzeń do popełniania błędów. Co więcej, ręczne zapisywanie danych nie pozwala na analizowanie ich w czasie rzeczywistym. Nie da się więc natychmiast reagować na zaistniałą sytuację, wprowadzając odpowiednią procedurę.

– Do niedawna nie istniały rozwiązania, które mogłyby temu wszystkiemu sprostać. Nawet jeżeli korzystano z Excela lub innego programu, najpierw ktoś musiał uzupełnić papierowy formularz. Laptopy były nieporęczne, a terminale mobilne – bardzo drogie. Nikt nie rozpatrywał, że można mieć aplikację, która połączy wszystko, co potrzebne, a także nawiąże komunikację z innymi urządzeniami, takimi jak np. termometry. Problemów sieci handlowych, restauracji czy zakładów produkcyjnych nie można było rozwiązać, więc przekładano je na później – podkreśla Sebastian Starzyński.

Kluczowa archiwizacja

Eksperci rynkowi zauważają również, że retailerzy wytwarzają ogromne ilości dokumentacji, które są tworzone „schematycznie”. Mówi się więc o częstych problemach z samą archiwizacją dużej ilości skoroszytów.

– Zdigitalizowane dokumenty zajmują stosunkowo niewiele miejsca. Dzięki obecności zdjęć potwierdzających wykonywanie zadań, dane mają dużą wartość dowodową i praktyczną. Efektem tego jest większa czystość. Dzięki uporządkowanej organizacji łatwo dotrzeć do informacji, nawet jeśli od wprowadzenia ich minęło wiele czasu. Konieczność sprawdzenia danych może pojawić się w przypadku incydentu zakażenia żywności. Zgodnie z przepisami, placówki przetwarzające żywność muszą być w stanie prześledzić, co się działo z konkretnym produktem – wyjaśnia ekspert z platformy TakeTask.

Trzeba też dodać, że centrale firm często nie mają na bieżąco odpowiednich raportów z prowadzonych działań i stosowanych zabezpieczeń. Brakuje im dostępu do natychmiastowej informacji zwrotnej, bo wymaga to wcześniejszego wpisania danych. Nie są też pewne, że konieczne czynności zostały zrobione o właściwej godzinie. Standardowe formularze nie są uzupełnione o zdjęcia, które zwiększają jakość zebranych danych.

– Nie ma wątpliwości co do tego, że nowoczesna technologia ułatwia raportowanie, usprawnia archiwizację danych, pozwala szybko rozwiązywać zaistniałe problemy, a przede wszystkim zwiększa bezpieczeństwo żywności. Istnieje jednak pewne ryzyko związane z używaniem aplikacji i smartfonów. Człowiek, polegając wyłącznie na takich narzędziach, rozleniwia się i czasem przestaje samodzielnie myśleć. A żaden algorytm nie przewidzi wszystkich sytuacji. Pracownicy muszą zawsze być czujni – podsumowuje były dyrektor generalny POHiD-u.

Kalendarium zmian w prawie spółek w 2020 roku

Wraz z nowym rokiem następuje szereg zmian w regulacjach prawnych dotyczących podmiotów prawa handlowego. Jakie obowiązki muszą spełniać spółki już od 1 stycznia 2020 roku? Czego dotyczą zmiany i jaki będą miały wpływ na działalność spółek handlowych? Eksperci z zakresu prawa gospodarczego z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach – adwokat Bartosz Olszewski oraz aplikant adwokacki Mateusz Latosiński przygotowali szczegółowe kalendarium zmian w prawie spółek w 2020 roku.

  1. Obowiązek prowadzenia strony internetowej dla spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych od 01.01.2020 r.

Spółki akcyjne i komandytowo-akcyjne powinny zaktualizować swoje strony internetowe, bowiem ustawodawca nałożył na te spółki obowiązek prowadzenia strony internetowej. Od 1 stycznia 2020 roku prowadzenie relacji inwestorskich stanie się więc obowiązkowe. Na stronie internetowej mają być publikowane te ogłoszenia, które są wymagane przez prawo bądź zostały wprowadzone do statutów spółek. Przede wszystkim dotyczy to wszelkich wpisów w KRS (także wykreśleń). Chodzi zatem o każdą sprawę, którą zgłasza się do KRS w tym zmiany w organach spółki, zmiany statutu, czy zgłoszenie sprawozdania finansowego.

  1. Biała lista podatników VAT od 01.01.2020

Biała Lista Podatników VAT to nowy wynalazek w walce o szczelność systemu podatkowego. Możemy ją przeglądać na stronie Ministerstwa Finansów pod adresem https://www.podatki.gov.pl/wykaz-podatnikow-vat-wyszukiwarka. Kluczową informacją, która ma pojawić się w białej liście podatników VAT jest nr rachunku, na który należy dokonywać płatności wobec danego kontrahenta. Począwszy od 1 stycznia 2020 r. płatności powyżej 15 000 zł będą musiały być dokonywane na rachunki bankowe ujawnione na tej liście. Aby nie narażać kontrahentów na uciążliwości, przedsiębiorcy powinni zweryfikować czy ich aktualne rachunki bankowe widnieją na białej liście podatników VAT.

  1. Baza Danych Odpadowych od 01.01.2020

Po 1 stycznia 2020 r. wszyscy zajmujący się gospodarką odpadową będą musieli znaleźć się w BDO, czyli w Bazie Danych Odpadowych.  W przeciwnym razie, nie będą mogli wystawiać dokumentów i przyjmować odpadów. Baza ma obsługiwać dziennie nawet kilkaset tysięcy użytkowników. Ponadto ustawa o odpadach nakłada obowiązek umieszczania numeru rejestrowego BDO na dokumentach sporządzanych w związku z prowadzoną działalnością, takich jak: faktury VAT, paragony fiskalne, umowy sprzedaży, sprawozdania, karty przekazania odpadów oraz ewidencje odpadów. Obowiązek ten dotyczy podmiotów: wprowadzających sprzęt i autoryzowanych przedstawicieli; wprowadzających baterie lub akumulatory; wprowadzających pojazdy; producentów, importerów i wewnątrzwspólnotowych nabywców opakowań; wprowadzających na terytorium kraju produkty w opakowaniach; wprowadzających na terytorium kraju opon; oraz wprowadzających na terytorium kraju oleje smarowe.

  1. Prosta Spółka Akcyjna od 01.03.2020

Prosta spółka akcyjna (P.S.A.) będzie nowym wariantem spółki kapitałowej. P.S.A. stanowi koktajl rozwiązań przyjętych w spółce z o.o., spółce akcyjnej oraz poniekąd także tych, które do tej pory charakteryzowały spółki osobowe. Prosta spółka akcyjna ma z założenia stanowić platformę dla inwestowania w działalność innowacyjną i związaną z nowymi technologiami. Ma to być modelowe rozwiązanie dla start-up’ów, które potrzebują odpowiedniej elastyczności i otwartości na nowe, elektroniczne formy komunikacji. Autorzy nowelizacji postawili na bardzo dużą swobodę inwestorów w kształtowaniu swoich uprawnień. Proste spółki akcyjne będziemy mogli zakładać już od 1 marca 2020.

  1. E-KRS od 01.03.2020

Od 1 marca 2020 r. KRS stanie się rejestrem obsługiwanym w całości elektronicznie. Wnioski do KRS będzie można składać wyłącznie za pośrednictwem systemu informatycznego. Papierowe dokumenty stanowiące podstawę wpisu będzie trzeba skanować i dołączać w formie elektronicznej do wniosku. Załączniki będą musiały zostać uwierzytelnione przez notariusza lub pełnomocnika działającego w sprawie, albo wysłane w oryginałach do sądu w ciągu 3 dni od złożenia wniosku. Przy okazji poszerzy się zakres dokumentów spółki powszechnie dostępnych za pośrednictwem Internetu, m.in. o umowy i statuty spółek czy dokumenty dotyczące powołania lub odwołania członków organów.

  1. Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych od 13.04.2020

13 października 2019 roku weszły w życie przepisy nowej ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, które nakładają na spółki obowiązek elektronicznego zgłaszania swoich beneficjentów rzeczywistych – czyli osób sprawujących rzeczywistą kontrolę. Celem zgłoszeń jest zbudowanie jawnego państwowego rejestru beneficjentów spółek, co z założenia ma przeciwdziałać praniu pieniędzy, finansowaniu terroryzmu oraz zjawiskom korupcjogennym. W przypadku spółek, które przed 13 października 2019 r. już były wpisane do KRS – obowiązek zgłoszenia beneficjentów rzeczywistych należy wykonać do dnia 13 kwietnia 2020 r.

  1. Dematerializacja akcji od 30.06.2020

Nowelizacja kodeksu spółek handlowych wprowadziła obowiązek dematerializacji akcji dla wszystkich spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych, które do tej pory nie przeprowadziły takiej procedury. Chodzi przede wszystkim o spółki niepubliczne, nienotowane na żadnym zorganizowanym rynku takim, jak giełda papierów wartościowych. Dematerializacja to nic innego jak zamiana formy akcji z dokumentu na zapis w systemie informatycznym prowadzonym przez uprawniony podmiot (np. Dom Maklerski, a w niektórych wypadkach KDPW) . Do 30 czerwca 2020 r.spółki będą musiały wybrać podmiot, który będzie prowadził rejestr (wyboru dokonuje Walne Zgromadzenie), zawrzeć z nim umowę o rejestrację akcji oraz wezwać akcjonariuszy do złożenia dokumentów akcji w spółce.

  1. Nowa platforma do ogłoszeń w postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych

Wraz z nurtem powszechnej informatyzacji procedur sądowych, która od marca 2020 r. objąć ma w całości procedury rejestrowe KRS, również w ramach postępowań dotyczących niewypłacalności dojść ma z końcem 2020 roku (tak zakłada ustawodawca) do wprowadzania infrastruktury informatycznej w postaci Krajowego Rejestru Zadłużonych. Będzie on pełnił przede wszystkim rolę cyfrowego publikatora wszelkich istotnych informacji związanych z biegiem postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, a także dotyczących dłużników niewypłacalnych. Tym samym zmarginalizowaniu w tym zakresie ulegnie rola MSiG, a ponadto faktycznie zlikwidowany zostanie rejestr dłużników niewypłacalnych KRS, który już teraz praktycznie całkowicie stracił na znaczeniu. Publikacji będą podlegały w zasadzie wszelkie istotne dla uczestników postępowań informacje, takie jak m.in.: informacja o złożeniu wniosku restrukturyzacyjnego lub wniosku o ogłoszenie upadłości; informacja o stanie i składzie masy upadłości; informacje o listach i spisach wierzytelności czy też informacja o zakończeniu, umorzeniu lub uchyleniu postępowania upadłościowego lub restrukturyzacyjnego.

  1. Informatyzacja toku postępowań w ramach upadłości i restrukturyzacji

Dzięki ustanowieniu Krajowego Rejestru Zadłużonych na znaczeniu stracą także tradycyjne akta sprawy na rzecz akt prowadzonych w formie elektronicznej, gdyż istotne dla uczestników postępowania dokumenty zamieszczane będą w systemie teleinformatycznym. Zasadniczo wprowadzony zostanie również (z pewnymi wyjątkami), w ramach procedury upadłościowej i restrukturyzacyjnej, obowiązek wnoszenia pism procesowych oraz dokumentów wyłącznie w formie elektronicznej za pośrednictwem infrastruktury teleinformatycznej. Nadto, orzeczenia sądu wydawane w toku tychże postępowań będą zamieszczane i doręczane, co do zasady, wyłącznie w systemie informatycznym obsługującym postępowanie.

Odejście od tradycyjnej formy doręczeń i składania pism procesowych w ramach postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych poprzez wykorzystanie Krajowego Rejestru Zadłużonych, to nie tylko pójście w stronę portalu informacyjnego, ale także swoistej platformy do obsługi tychże postępowań.

  1. Zmiany w regulacji dotyczącej tzw. przygotowanej likwidacji ,,Pre – Pack’’ w 2020

Wprowadzone w 2020 roku zmiany w zakresie tzw. przygotowanej likwidacji (pre-pack), która umożliwia szybką sprzedaż majątku niewypłacalnego dłużnika na rzecz inwestora w ramach postępowania upadłościowego bez przeprowadzenia przetargu, dotyczyć będą przede wszystkim wprowadzenia aukcji w przypadku złożenia co najmniej dwóch wniosków o zatwierdzenie warunków sprzedaży przedsiębiorstw dłużnika – celem wyłonienia najkorzystniejszej oferty. Aukcja ta będzie prowadzona w znacznej mierze na podstawie przepisów kodeksu cywilnego. Ponadto do wniosku kierowanego do sądu o zatwierdzenie ,,pre – packu’’ wnioskodawca będzie musiał dołączyć dowód wniesienia wadium w wysokości 1/10 oferowanej przez niego ceny, a sam wniosek będzie mógł dotyczyć także więcej niż jednego nabywcę. W przypadku złożenia wniosku o ,,pre – pack’’ sąd obligatoryjnie ustanowi nadzorcę sądowego lub zarządcę przymusowego, który będzie zobligowany przedłożyć sądowi istotne dla rozpoznania wniosku informacje dot. majątku upadłego, jak i dotyczące oceny ekonomicznej samego wniosku.

Autorzy:

Adwokat Bartosz Olszewski – Specjalista w  zakresie restrukturyzacji i reorganizacji spółek oraz grup kapitałowych.

Aplikant adwokacki Mateusz Latosiński – Specjalista w zakresie prawa spółek handlowych, doradztwa prawnego dla przedsiębiorców, w tym podmiotów notowanych na GPW oraz jednostek samorządu terytorialnego.

Jak przyciągnąć gości do apartamentu na wynajem?

Kluczowym wyzwaniem właściciela nieruchomości wynajmowanej krótkoterminowo jest zapewnienie jak największego obłożenia z zachowaniem satysfakcjonującej rentowności. Jak przyciągnąć gości do apartamentu, a dzięki temu zwiększyć swoje zyski?

Lokalizacja z atutami

Rosnąca liczba osób inwestujących w apartamenty na wynajem sprawia, że coraz trudniej zwiększać zyski z takiej działalności. Właściciel nieruchomości musi szukać nowych sposobów na przyciągnięcie klientów. Jak to zrobić? Warto zacząć od zaznaczenia atutów lokalizacji swojego apartamentu. Jeśli dysponujemy nieruchomością nad morzem i nie jest ona usytuowana w pierwszej linii brzegowej, warto podkreślić bliskość centrów rozrywkowych lub niewielki ruch turystów, co z pewnością docenią goście oczekujący spokoju. Domek w górach, nawet jeśli nie jest zlokalizowany blisko wyciągu narciarskiego, może być dobrym wyborem dla miłośników górskich wędrówek czy odpoczynku z dala od wielkomiejskiego zgiełku. I to przez cały rok! Miejski apartament będzie z kolei ciekawą alternatywą wobec hotelu dla osób podróżujących w celach biznesowych.

Odpowiednie wyposażenie

Niezależnie od tego, gdzie jest zlokalizowany apartament, warto zadbać o jego odpowiednie wyposażenie. Styl, w jakim zostanie urządzony, powinien odpowiadać grupie docelowej, do której skierowana jest oferta. Trzeba jednak pamiętać, że nawet budżetowe akcesoria muszą być dobrej jakości. Porządny sprzęt będzie działał długo bez konieczności regularnych napraw, co ma zasadnicze znaczenie dla rentowności wynajmu. Nie wolno zapominać też o koniecznych drobiazgach, czyli regularnym uzupełnianiu artykułów higienicznych, a  w razie potrzeby także brakujących elementów wyposażenia, jak sztućce czy talerze. Nie bez znaczenia jest również możliwość zapewnienia szybkich napraw i pomocy technicznej dla gości. W przypadku gdy właściciel nie posiada takich umiejętności, samodzielna obsługa może okazać się kłopotliwa albo wymagać zaangażowania sporej ilości czasu z jego strony.

Kontakt z gośćmi

Dla zapewnienia większego obłożenia apartamentu, warto rozważyć współpracę z podmiotem, który profesjonalnie zajmie się zarządzaniem wynajmowaną nieruchomością i odciąży właściciela, nie tylko w zakresie uzupełniania artykułów jak kawa i herbata. Dobrym przykładem jest moment przekazania kluczy. To jeden z kluczowych momentów kontaktu gościem. Ma on zasadnicze znaczenie dla wrażenia, jakie zrobimy na przyjeżdzających. Odpowiednia reakcja na opóźniający się przyjazd czy też konieczność przypomnienia adresu wpływają na to, jaką opinię przekażą innym. Dyspozycyjność właściciela musi być na bardzo wysokim poziomie, jeśli decyduje się on na samodzielne zarządzanie wynajmem. Opcjonalnie może także zainwestować w rozwiązania umożliwiające self check-in, np. zamki elektroniczne pozwalające na samodzielnie zameldowanie. Jednak sytuacji, w których dostępność jest kluczowa dla doświadczenia gościa, jest więcej.  W dobie tysięcy ofert online wygrywa ten, kto sprawnie odpowiada na zapytania potencjalnych gości, kto jest aktywny w promowaniu swojej nieruchomości. Dobre opinie zalezą także od czasu reakcji na zgłoszone problemy w trakcie pobytu.

Zwiększenie obłożenia

Operator najmu jest w stanie podpowiedzieć, jak wyposażyć mieszkanie, a także zadbać o stan techniczny i czystość apartamentu. Coraz częściej w najmie krótkoterminowym stosuje się też dynamiczne zarządzanie cenami, które zmieniają się w zależności od sezonu i zapotrzebowania klientów. Profesjonalny zarządca nieruchomości śledzi na bieżąco sytuację rynkową, konkurencyjne oferty i dopasowuje do nich poziom cen. Dzięki temu w chwilach największego zainteresowania ceny będą wyższe, generując stosowne zyski dla właściciela. Poza sezonem będą natomiast tak kalkulowane, by zapewnić jak największe obłożenie. Jeśli na przykład w mieście jest planowana duża impreza turystyczna albo dzielnica decyduje się na zorganizowanie ciekawego eventu, który ściągnie rzesze odwiedzających, operator najmu automatycznie dopasuje ceny nieruchomości do potrzeb rynku. Na życzenie właściciela może też zająć się rozliczeniami z dostawcami mediów oraz wspólnotą mieszkaniową.

Na obłożenie lokalu, a co za tym idzie zyskowność, ogromny wpływ mają opinie gości, którzy już go odwiedzili. Nieocenione są ich rekomendacje. Warto więc pamiętać, że jeśli zgłaszają oni uwagi, trzeba na nie reagować od razu. Wiarygodność i rzetelność właściciela są w tym biznesie szczególnie istotne, przekładając się na pozytywny wizerunek nieruchomości wśród odwiedzających.

Kamil Kosior, CEO Lloyd Group

W ciągu 11 miesięcy ub.r. Policja ujawniła blisko 70 tys. wykroczeń w zakresie korzystania z telefonu podczas jazdy

W ciągu 11 miesięcy ub.r. Policja ujawniła blisko 70 tys. wykroczeń w zakresie bezprawnego korzystania z telefonu podczas jazdy. To ponad tysiąc przypadków więcej niż w analogicznym okresie w 2018 r. Z takimi sytuacjami najwięcej razy mieli do czynienia funkcjonariusze w województwie śląskim, a najmniej – w lubuskim. Zdaniem ekspertów, problem jest poważny. Stróże prawa skupiają się przede wszystkim na bezpośredniej obserwacji dróg, ale w praktyce to nie wystarcza. Brakuje skutecznych rozwiązań technologicznych. Dlatego warto lepiej przyjrzeć się pomysłowi, który zastosowali Australijczycy. Tam specjalne kamery cały czas monitorują problem.

Na bakier z prawem

W okresie od stycznia do listopada 2019 roku policja z całego kraju ujawniła 69 533 wykroczeń w zakresie bezprawnego korzystania z telefonu podczas jazdy. Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, to o 1150 razy więcej niż w analogicznym okresie 2018 roku.

– To oczywiście dużo i mamy do czynienia z poważnym problemem. Jeśli chodzi o używanie telefonów w trakcie prowadzenia pojazdów, to niestety jesteśmy na jednym z czołowych miejsc w Europie. Z badania Fundacji Vinci Autoroutes wynika, że często rozmawiamy, piszemy SMS-y, korzystamy z aplikacji i serwisów społecznościowych, co jest ewenementem. A trzeba ciągle podkreślać, że wiadomości tekstowe są kilkukrotnie bardziej niebezpieczne niż same rozmowy telefoniczne – komentuje prof. Adam Tarnowski, psycholog transportu z Uniwersytetu Warszawskiego.

Od stycznia do listopada 2019 roku najwięcej wykroczeń zostało ujawnionych przez KWP w Katowicach (8888). Dalej znalazły się jednostki w Rzeszowie (6521), w Krakowie (6252), w Warszawie (5780) oraz w Poznaniu (5729). W analogicznym okresie 2018 roku zestawienie otwierała Komenda Stołeczna Policji w Warszawie (9141). Kolejne w statystykach widniały KWP w Katowicach (8676), w Krakowie (6289), w Poznaniu (6220) oraz w Rzeszowie (4885).

– Przyczyną wzrostu liczby ujawnionych wykroczeń na Śląsku może być nasilenie się wśród kierujących nieprawidłowych zachowań. Zdecydowana większość osób naruszających przepisy w tym zakresie to kierowcy samochodów osobowych – ponad 80% i ciężarowych – 17%, sporadycznie autobusów – 0,5% – informuje podkomisarz Magdalena Szust z Zespołu Prasowego KWP w Katowicach.

Jak zaznacza komisarz Paweł Grześ z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Rzeszowie, trudno jednoznaczne wskazać przyczyny wzrostu liczby takich wykroczeń na Podkarpaciu. Z pewnością postęp technologiczny sprawia, że w użytkowaniu jest coraz więcej telefonów, niektórzy mają nawet po 2-3 aparaty. Poza tym, nowoczesne smartfony nie służą już tylko do prowadzenia rozmów. Funkcjonariusze regularnie informują o konsekwencjach niewłaściwego korzystania z tych urządzeń przez kierujących. Prowadzą też w kampanie, jak choćby „Patrz i słuchaj”, „Nie przy[dzwoń] za kierownicą”.

– Mniejsza liczba wykroczeń to efekt również naszych działań prewencyjnych. Policyjne akcje z tego zakresu są nagłaśniane w mediach. Dzięki temu kierowcy starają się unikać spotkania z patrolem i mandatu. Myślę, że świadomość ludzi zwiększa się i liczba takich przypadków będzie się zmniejszać z roku na rok – wyjaśnia Anna Dziewiałtowska z Komendy Stołecznej Policji w Warszawie.

Od stycznia do listopada 2019 roku najmniej wykroczeń zostało ujawnionych przez KWP w Gorzowie Wielkopolskim (1043). Kolejne miejsca w zestawieniu zajęły KWP w Opolu (1323), w Olsztynie (1909), w Białymstoku (2413) i Szczecinie (2449). Natomiast w analogicznym okresie 2018 roku najmniej takich przypadków wykryła KWP w Opolu (847). Dalej znalazły się KWP w Gorzowie Wielkopolskim (1230), w Olsztynie (1443), w Kielcach (2024) i Białymstoku (2062).

– Na terenie woj. lubuskiego prowadzone są krajowe działania profilaktyczno-kontrolne „Telefony” oraz lokalne. Ponadto organizowane są bardzo medialne akcje informacyjno-edukacyjne. Ich celem jest przypominanie, że telefony, tablety czy też urządzenia GPS pomagają, ale także rozpraszają uwagę. I przez to mogą być przyczyną niebezpiecznych sytuacji na drodze – opisuje nadkom. Marcin Maludy, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim.

Technologia vs. kierowcy

Niedawno w Australii odbyły się testy z kamerami specjalnie zaprojektowanymi do łapania kierowców korzystających z telefonów komórkowych. Tamtejsze władze postanowiły, że rozwiązanie zostanie szerzej zastosowane. Jak zaznacza prof. Tarnowski, mówimy o kraju, który przoduje, jeśli chodzi o zagadnienia bezpieczeństwa ruchu m.in. drogowego, kolejowego i lotniczego. Jeżeli tam wdrożono jakiś pomysł, to warto mu się lepiej przyjrzeć. Jednak nie ma gwarancji, czy takie rozwiązanie przyjęłoby się na polskim gruncie.

– Moim zdaniem, każdy przypadek wykorzystania technologii w celu poprawienia bezpieczeństwa na drogach to krok w dobrym kierunku. Jednak unikałbym umieszczania kamer w takich częściach miasta, gdzie tworzą się korki i problem pewnie jest łatwo zauważalny, a konsekwencje wypadków spowodowanych używaniem telefonów są relatywnie nieduże. Takie urządzenia widziałbym na drogach szybkiego ruchu i niezmodernizowanych szlakach krajowych, gdzie utrata koncentracji przez kierowcę może mieć tragiczne konsekwencje – mówi dr inż. Paweł Prociów z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Śląscy policjanci ujawnili najwięcej wykroczeń związanych z nieprawidłowym korzystaniem z telefonu podczas jazdy na drogach lokalnych, powiatowych i gminnych – ok. 67%. Następnie wskazali je na trasach krajowych – 14%, na autostradach – 13,9%, na szosach wojewódzkich – ok. 4,6% i na drogach ekspresowych – niespełna 0,5%. Z kolei w opinii eksperta z Uniwersytetu Warszawskiego, po telefon sięgamy wtedy, kiedy czujemy się znużeni i widzimy, że nic się nie dzieje. Tu mamy dwie przeciwstawne sytuacje. Jedna to korki, a druga – autostrady.

– Niestety poszanowanie do wszelkiego rodzaju przepisów drogowych w Polsce dalej odbiega od standardów zachodnich. Myślę, że liczba ujawnionych wykroczeń nie jest adekwatna do skali procederu. Z drugiej strony mamy większą niż w społeczeństwach zachodnich gotowość do wdrożenia nowinek technologicznych. Dlatego warto iść w stronę technologii na straży przepisów, nawet jeśli będzie budziło to opór – dodaje dr Prociów.

Z kolei komisarz Grześ zaznacza, że najczęściej ujawnienie wykroczenia jest następstwem obserwacji kierowców przez policjantów podczas kontroli statycznej czy dynamicznej na drodze. Zdarza się, że ktoś wyśle na skrzynkę e-mailową „Stop Agresji Drogowej” nagranie czy zdjęcie kierowcy korzystającego z telefonu. Jednak to są dość sporadyczne przypadki. Natomiast podkomisarz Magdalena Szust podkreśla, że obserwacja odbywa się również z wykorzystaniem lornetek. Przydatne okazują się też aparaty fotograficzne z teleobiektywem, umieszczone na statywie.

– Często fakt popełnienia wykroczenia rejestrowany jest przez kamery zamontowane w pojazdach służbowych policji, wyposażonych w tzw. wideorejestratory lub laserowe mierniki prędkości z wizualizacją. Wówczas policjant może odtworzyć takie nagranie oraz udowodnić kierowcy zaistniałe wykroczenie – stwierdza nadkom. Marcin Maludy.

200 zł mandatu i 5 punktów karnych – takie według taryfikatora mogą być konsekwencje dla kierowcy łamiącego przepisy, o czym informuje komisarz Paweł Grześ. Z kolei jak podkreśla prof. Tarnowski, w USA kara za pisanie SMS-a podczas jazdy jest taka sama jak za kierowanie po spożyciu alkoholu. I dodaje, że jest to bardzo słuszne podejście. Kierowca, który jest zapatrzony w ekran telefonu, podobnie jak osoba będąca pod wpływem mocnego trunku, odpowiednio nie widzi, nie przewiduje i nie rozumie tego, co dostrzega. A na drodze trzeba być czujnym i obecnym. Jednak ekspert nie uważa, żeby gwałtowne podnoszenie kar było dobrym kierunkiem.

– Myślę, że i w tej dziedzinie życia, technologia będzie odgrywać coraz większą rolę. Oprócz kamer, mogą to być też rozwiązania wewnątrz samego telefonu. Tu wymagana byłaby współpraca producentów telefonów i oprogramowania ze służbami państwa, co może być problemem. Warto jednak pamiętać o tym, że są firmy już obecne w naszych urządzeniach, które mają interes w tym, abyśmy jechali przepisowo i bezpiecznie. To ubezpieczyciele – podsumowuje ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Spory frankowiczów z bankami – jakie oświadczenia składać?

Po ogłoszeniu wyroku TSUE dotyczącego frankowiczów, coraz więcej klientów otwiera postępowanie sądowe w swojej sprawie. Banki próbują wielu sposobów, by zmienić niekorzystną dla nich sytuację. Już na etapie toczenia się spraw pełnomocnicy prawni banków chcą wymagać od pozywających podpisania oświadczenia, że klienci są świadomi konsekwencji unieważnienia umowy kredytowej. Prawnicy wspierający frankowiczów ostrzegają, że banki mogą te oświadczenia wykorzystywać w późniejszych rozprawach. Należy więc unikać podpisywania takich oświadczeń i jednoznacznego wskazywania, że kredytobiorca jest świadom konsekwencji unieważnienia umowy. Coraz częściej jednak same sądy również zadają takie pytanie kredytobiorcom. Podpowiadamy, jak się do takiego pytania ustosunkować.

– Po pierwsze należy wskazać, że jest się świadomym tego, że roszczenia banku się przedawniają. Bank nie ma żadnej podstawy prawnej na pobieranie odsetek za bezumowne korzystanie z kapitału – zaś roszczenie o odsetki za korzystanie z kapitału przedawnia się razem z roszczeniem głównym o kapitał kredytu, czyli po trzech latach – powiedziała serwisowi eNewsroom Barbara Garlacz, radczyni prawna. – Następnie należy wskazać, że jest się świadomym tego, że sąd krajowy jest związany orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Bank nie może więc otrzymać odsetek, ponieważ byłoby to sprzeczne z tak zwanym „efektem odstraszającym”, obowiązującym pod artykułem 7 dyrektywy 93/13. W ostateczności należy wskazać, że sąd krajowy – na podstawie artykułu 76 konstytucji RP – ma obowiązek chronić konsumenta. Takie oświadczenie kredytobiorca może złożyć na etapie rozstrzygania sporu o nieważność umowy. Należy jednak unikać jednoznacznego wskazywania, czy kredytobiorca jest świadom tych konsekwencji – gdyż nie jest to przedmiotem sporu w sprawie o nieważność umowy – radzi Garlacz.