Do sektora stoczniowego wkracza coraz więcej innowacji. Branża rozwija m.in. autonomiczne statki i jednostki do budowy farm wiatrowych na morzu

Rynek w Polsce jest ograniczony, dlatego krajowe stocznie bazują na kontraktach z zagranicy i muszą dostosowywać się do globalnych trendów. Wśród nich są prace nad autonomicznymi napędami oraz rozwiązania proekologiczne, takie jak napędy wodorowe czy hybrydowe. Ogromną szansę dla sektora stoczniowego stwarza też morska energetyka wiatrowa. Na rozwoju offshore korzystają m.in. porty i cały przemysł stoczniowy, w tym gdyńska stocznia CRIST, która jako jedyna w Polsce i jedna z nielicznych w Europie ma doświadczenie w budowie statków do montażu i serwisowania farm wiatrowych.

 Rynek stoczniowy zawsze był trudny, wymagający i pracujący na małych marżach. To rynek o umiarkowanie dużym ryzyku prowadzenia biznesu. Dlatego zostało niewiele stoczni, które potrafią na nim funkcjonować i nieźle sobie radzą. Bierze się to z faktu, że mamy ogromną konkurencję światową, w tym m.in. z Dalekiego Wschodu, z którą nie jesteśmy w stanie konkurować kosztami produkcyjnymi – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Lisowski, dyrektor ds. sprzedaży w Stoczni CRIST.

Jak podkreśla, kontakty krajowe należą do rzadkości, stąd 99 proc. produkcji jest kierowane na rynki zewnętrzne, głównie europejskie. Ich domeną są w tej chwili przede wszystkim zamówienia na statki luksusowe, tzw. cruisery, statki wycieczkowe oraz promy hybrydowe i jednostki niszowe, specjalistyczne.

– Staramy się odnaleźć na tym rynku, śledzić trendy światowe i być konkurencyjni tam, gdzie możemy. Dlatego znajdujemy swoje miejsce właśnie w produkcji tego typu jednostek. Nie próbujemy być konkurencyjni w statkach typu kontenerowce czy tankowce, bo wiemy, że nie ma szans na odrodzenie tego rynku w Europie w najbliższych latach – mówi Maciej Lisowski. – Dużym rynkiem są dla nas Norwegia i Niemcy, także Finlandia, Holandia czy Belgia.

Jak wynika z raportu Instytutu Wschodniego dla Forum Ekonomicznego („Polski sektor stoczniowy. Stan obecny, perspektywy, zagrożenia”), w 2017 roku ok. 70 proc. sprzedaży polskiego sektora stoczniowego, wartej 10,5 mld zł, stanowiło wyposażenie statków produkowane na zamówienie stoczni zagranicznych. Pozostałe 30 proc. to budowa nowych statków i działalność remontowa. Remonty są specjalnością polskiego przemysłu stoczniowego – w 2017 roku polskie stocznie przebudowały i wyremontowały ponad 540 jednostek.

Cały sektor stoczniowy w Polsce zatrudnia ponad 90 tys. osób i tworzy go ponad 5 tys. podmiotów działających bezpośrednio w przemyśle oraz około 12 tys. firm z nim powiązanych. W ostatnich latach do sektora wkracza coraz więcej nowych technologii i innowacji, czego przykładem jest właśnie gdyńska stocznia CRIST. Zasłynęła ona m.in. dzięki budowie największego na świecie promu hybrydowego, w którym baterie są ładowane za pomocą kabla zasilającego z obiektów nabrzeżnych. Prom pasażersko-samochodowy Color Hybrid dla armatora Color Line to największa jednostka typu plug-in hybrid.

– Branża jest bardzo wymagająca, bo wytwórstwo ton stali trzeba połączyć z nową technologią. Rozwój przemysłu stoczniowego polega więc na tym, że przy produkcji ciężkich materiałów używa się coraz więcej i coraz bardziej zaawansowanych technologii. Za tym idą też najnowocześniejsze układy, pojawia się coraz więcej statków hybrydowych – mówi Maciej Lisowski.

Jedną z innowacji, które pojawiają się w transporcie morskim, są autonomiczne statki. To trend analogiczny do autonomicznych pojazdów w przemyśle samochodowym. W połowie ubiegłego roku norweski operator logistyczny Wilhelmsen oraz Kongsberg (dostawca rozwiązań dla sektora stoczniowego opartych na technologiach informatycznych i kosmicznych) jako pierwsi na świecie powołali spółkę Massterly, która ma być operatorem statków autonomicznych i rozwijać projekty z tego obszaru. Szacuje się, że pierwsze autonomiczne statki handlowe pojawią się na rynku już za kilka lat, ale międzynarodowe towarzystwo akredytacyjne DNV GL już w końcówce ubiegłego roku opublikowało wytyczne dotyczące klas statków autonomicznych i zdalnie sterowanych.

– Coraz więcej mówi się o automatyzacji całych przelotów statków. Byliśmy włączeni w jedną z dyskusji, ale ze względu na duże obłożenie zrezygnowaliśmy z kontynuacji tych rozmów, aczkolwiek być może wrócimy do tego tematu, bo statki autonomiczne to na pewno przyszłość, od której nie uciekniemy – mówi Maciej Lisowski. – Coraz większe jest też zapotrzebowanie na statki do bunkrowania paliwa LNG, których emisja będzie zdecydowanie niższa. Te statki trzeba zatankować, obsłużyć. Takich jednostek zdecydowanie brakuje, ale jest już uruchomionych kilka projektów.

Ogromną szansę dla sektora stoczniowego stwarza energetyka wiatrowa. To w tej chwili jeden z najszybciej rozwijających się sektorów OZE w Europie. Polskie farmy wiatrowe na Bałtyku są jeszcze w fazie projektów, zaczną produkować energię około 2025 roku. Z rozwoju sektora offshore skorzystają m.in. porty i cały przemysł stoczniowy, a – jak pokazują analizy Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej – w tej chwili jest w Polsce ok. 140 przedsiębiorstw, które mogą się włączyć w  procesy przygotowania, budowy i eksploatacji farm wiatrowych na Bałtyku.

 Budowa farm wiatrowych na Bałtyku daje duże pole do popisu dla polskich stoczni, naszych podwykonawców i naszych stoczni partnerskich. Czymś te farmy trzeba postawić i dostarczyć na nie elementy. W tym obszarze jesteśmy fachowcami w skali europejskiej. Zbudowaliśmy już cztery statki tego typu samopodnośne jednostki typu jack-up, a trzy z nich służą do instalacji farm wiatrowych. W tej chwili rynek potrzebuje zupełnie nowej generacji tego typu statków. Na świecie są budowane w zasadzie tylko dwie tego typu jednostki, które będą w stanie zainstalować turbiny nowych generacji. Dużo się o tym mówi i pojawia się coraz więcej konkretów. Uważnie śledzimy ten rynek – podkreśla Maciej Lisowski.

Stocznia CRIST jest jedyną w Polsce i jedną z nielicznych w Europie, która ma doświadczenie w budowie podobnych jednostek. Jako jedyna w Europie zbudowała dotąd trzy statki do budowy i serwisowania morskich farm wiatrowych. We wrześniu br. przekazała taką częściowo wyposażoną jednostkę o numerze NB 315 typu Offshore Service Vessel, która powstała na zamówienie stoczni Ulstein Verft AS i będzie wykorzystywana do budowy morskiej farmy wiatrowej, montażu oraz prac konserwacyjnych.

Jak podkreśla Lisowski, sektor stoczniowy stoi przed wyzwaniem, jakim jest ochrona środowiska i ograniczanie emisyjności transportu morskiego. Tym bardziej że w połowie grudnia Rada Unii Europejskiej postanowiła, że w kolejnych latach system handlu uprawnień emisjami CO2 ma zostać rozszerzony także na transport morski i linie lotnicze.

 Nie jest tajemnicą, że przemysł morski jest jednym z największych trucicieli. Obserwujemy globalne zmiany kierunku, żeby te szkodliwe emisje radykalnie ograniczyć. Stąd właśnie coraz więcej promów hybrydowych, coraz więcej rozwiązań z LNG czy wodorem. W tym kierunku idzie przemysł okrętowy – mówi Maciej Lisowski.

Moduły fotowoltaiczne są już ultralekkie, kolorowe, a nawet przezroczyste. Mogą być stosowane niemal wszędzie, także zamiast okien

National Oceanic and Atmospheric Administration szacuje, że do Ziemi dociera 173 tys. terawatów energii słonecznej. To ponad 10 tys. razy więcej niż całkowite dzienne zużycie energii na świecie. W związku z tym na rynku pojawia się coraz więcej innowacyjnych rozwiązań fotowoltaicznych. Trwają prace nad drogami słonecznymi i pojazdami napędzanymi wyłącznie energią słoneczną. Zmieniają się też same panele fotowoltaiczne – na bardziej wydajne, a przy tym ultralekkie i cienkie. Fotowoltaiczne szyby grzewcze zapobiegają natomiast zamarzaniu i roztapiają śnieg.

– Innowacje na rynku fotowoltaicznym to przede wszystkim kolorowe moduły fotowoltaiczne przeznaczone dla odbiorców detalicznych. Prosumenci mogą wybrać moduły w dowolnej barwie. Dzisiaj większość firm oferuje tradycyjne moduły w barwie niebieskiej i czarnej, sprzedawane jako tzw. full black – mówi agencji Newseria Innowacje Dawid Cycoń, prezes zarządu ML System.

Kolorowe moduły fotowoltaiczne są estetyczne, a przy tym dopasowują się do projektu domu. Mogą być stosowane nie tylko na dachach, ale także zadaszeniach tarasowych i miejscach parkingowych, tzw. carportach. Dobrym miejscem na zastosowanie kolorowej fotowoltaiki są także fasady budynków. Na rynku dostępne są moduły, gdzie do tworzenia barw na ich szklanych powierzchniach wykorzystano cyfrowy druk ceramiczny. Firmy z branży oferują także wysokowydajne moduły, które zmieniają kolor w zależności od kąta padania światła.

– W budynkach użyteczności publicznej już teraz montowane są moduły fotowoltaiczne, będące jednocześnie szybą, w której warstwa aktywna jest zupełnie przeźroczysta, tj. niewidoczna dla ludzkiego oka, a generuje darmową energię elektryczną ze słońca. Innowacje w postaci kolorowych modułów fotowoltaicznych to przede wszystkim ultracienkie warstwy na szkle, które powodują zmianę barwy paneli bez straty wydajności – wskazuje Dawid Cycoń.

Niedawno zespół naukowców z Chin i Szwecji stworzył nowy materiał, który wytwarza energię elektryczną z oświetlenia otoczenia. Organiczne ogniwo fotowoltaiczne, wytwarzane przy użyciu mieszanki składników na bazie węgla, pochłania fale świetlne. Jest przy tym wyjątkowo elastyczne i lekkie. Można je więc stosować na wielu powierzchniach – nie tylko jako aplikacje na ścianach i oknach.

Energia słoneczna jest coraz częściej wykorzystywana także przez biznes.

Firmy szukają przede wszystkim wysokowydajnych i ultralekkich modułów fotowoltaicznych. Dzisiaj moduł fotowoltaiczny zamiast 2025 kg może ważyć 7 kg, dzięki czemu znajdzie zastosowanie w lekkich zabudowach, w halach przemysłowych czy produkcyjnych, które najczęściej nie są przystosowane do dodatkowych obciążeń – przekonuje Dawid Cycoń.

W Polsce prawa ochronne na nowe wzory użytkowe dla szyb izolowanych termicznie z wykorzystaniem ultralekkiego szkła otrzymała firma ML System. Takie panele są bardzo lekkie, co pozwala znacznie obniżyć koszty, a przy tym wykorzystać fotowoltaikę znacznie częściej, w różnych budynkach – nie tylko na dachach, lecz także ścianach czy zamiast okien.

– W przypadku ultralekkich modułów fotowoltaicznych stosujemy szkło hartowane metodą wymiany jonowej. Szkło o grubości 34 mm hartowane tradycyjną metodą termiczną zastępujemy niespełna 1 mm warstwą szkła .Dzięki temu uzyskujemy produkt trzykrotnie lżejszy, więc nie powodujemy dodatkowych obciążeń na dachach – tłumaczy ekspert.

Według  National Oceanic and Atmospheric Administration do Ziemi dociera 173 tys. terawatów energii słonecznej, czyli ponad 10 tys. razy więcej niż całkowite dzienne zużycie energii na świecie. Dlatego nie brakuje rozwiązań, które wykorzystują energię słoneczną niemal w każdej dziedzinie życia. Trwają prace nad farbą słoneczną, która będzie wychwytywać energię słoneczną i zamieniać ją w elektryczność. Powstają samochody napędzane wyłącznie energią słoneczną. W 2016 roku w USA, w Sandpoint w stanie Idaho, powstała pierwsza słoneczna droga pokryta panelami słonecznymi.

Panele są coraz bardziej wytrzymałe, a przy tym lekkie, mają więc coraz więcej zastosowań.

– Można zastosować technologię fotowoltaiczną, która oprócz tego, że daje darmową energię, to jeszcze pozwala topić śnieg. Już dzisiaj np. montowane są estetyczne fasady wentylowane, które generują energię, jednocześnie zacieniając budynek. Z zewnątrz nie widać, że jest to fotowoltaika. Takie moduły mogą mieć dowolną barwę i wzór – wymienia Dawid Cycoń.

Według analityków MarketsandMarkets światowy rynek fotowoltaiki ma osiągnąć w tym roku wartość blisko 346 mld dolarów.

Powstają systemy zintegrowanej kontroli dronów. Za ich identyfikację i śledzenie odpowiedzialna będzie sztuczna inteligencja

Do 2026 roku liczba dronów w Polsce wzrośnie z 25 tys. do blisko 60 tys. Za tak dynamiczny rozwój branży odpowiada m.in. zainteresowanie zintegrowanymi systemami monitoringu dronowego, a także dostarczania za ich pomocą przesyłek. Aby uregulować ten rynek, konieczne będzie wdrożenie narzędzi, które pozwolą w czasie rzeczywistym śledzić położenie pojazdów funkcjonujących w niskiej przestrzeni powietrznej.

– Rozwijamy system kontroli powietrznej, który pozwoli na jednoczesne prowadzenie operacji dronowych i samolotowych tak, żeby te dwa środki transportu nie wchodziły sobie w drogę, a nawet się uzupełniały. Drony mogą być przydatne do zarządzania portem lotniczym, a Polacy mogą być w tym zakresie pionierami – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Horała, sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Z danych opublikowanych przez Ministerstwo Infrastruktury w Białej Księdze Rynku Bezzałogowych Statków Powietrznych wynika, że do 2026 roku liczba dronów w Polsce wzrośnie z  25 tys. do blisko 60 tys. Niezbędny jest zatem system monitorujący. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej rozpoczęła już testy produkcyjne oprogramowania PansaUTM, które ma przygotować narzędzie do wprowadzenia na rynek konsumencki. System będzie odpowiadać za koordynowanie bezzałogowych pojazdów latających, zarządzanie zgodami na loty czy przeprowadzanie identyfikacji oraz weryfikacji użytkowników dronów funkcjonujących w polskiej przestrzeni powietrznej.

Nad podobnym oprogramowaniem pracują inżynierowie NASA, którzy chcą stworzyć autonomiczny system kontroli ruchu powietrznego na niewielkiej wysokości. Celem prac zespołu specjalistów jest wyznaczenie pasa powietrznego o wysokości do 200 metrów na potrzeby ruchu dronowego. System monitorowałby w czasie rzeczywistym warunki atmosferyczne i umożliwił wdrożenie mechanizmów unikania kolizji z zabudową miejską oraz innymi uczestnikami miejskiego ruchu lotniczego, np. helikopterami telewizyjnymi. Ze względu na specyfikę branży narzędzie NASA ma w dużej mierze polegać na rozwiązaniach autonomicznych, w których to sztuczna inteligencja pełniłaby rolę wirtualnych kontrolerów lotu.

Zagadnieniem tym interesuje się również amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa, która pracuje nad rozwiązaniami prawnymi umożliwiającymi stworzenie bazy danych aktywnych dronów. Nowe przepisy miałyby zobowiązać wszystkich producentów do zaimplementowania narzędzi do identyfikacji pojazdów. Docelowo każdy dron poruszający się w amerykańskiej przestrzeni powietrznej przesyłałby do internetu unikatowy identyfikator oraz informację o swoim położeniu, takie rozwiązanie miałoby umożliwić stworzenie kompletnej mapy wszystkich legalnie funkcjonujących dronów.

– Potrzebny jest system kontroli powietrznej, który by pozwolił na kontrolę ruchu dronowego i integrował go z kontrolą ruchu samolotowego. Do tej pory istniejące systemy są samolotocentryczne, stąd twarde zakazy dronów. Kiedy to osiągniemy, wówczas już korelacja będzie znacznie łatwiejsza i będzie można używać dronów do monitoringu operacji lotniczych, do inspekcji startujących i lądujących samolotów. Dron może zajrzeć w takie miejsce, w które technicy mogą zajrzeć dopiero, kiedy samolot wyląduje, a to czasami jest już zbyt późno, pewne decyzje można by podejmować wcześniej – zauważa ekspert.

Potencjał dronów docenił m.in. Port Gdynia, który chce wdrożyć pilotażowy system dronowego monitoringu. Za projekt od strony technologicznej odpowiada firma Pelixar z Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni, która w ramach programu pilotażowego przeprowadzi testy drona monitorującego bezpieczeństwo terenów Zarządu Morskiego Portu Gdynia.

– Drony są dobrym narzędziem kontroli przy inwestycjach infrastrukturalnych. Mogą to zrobić znacznie szybciej i na bieżąco monitorować postęp inwestycji. Pod taką kontrolą nie może się zdarzyć niespodzianka dla inwestora, np. niezidentyfikowany wcześniej ciek wodny – tłumaczy Marcin Horała.

Według analityków z firmy Adroit Market Research wartość globalnego rynku dronów w 2018 roku wyniosła 13,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku przekroczy 144 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 40 proc.

Top 4 Trendy w branży usług językowych na rok 2020: Przyszłość tłumaczeń

Jesteśmy już po dwóch tygodniach 2020 roku: Data, która nie tylko reprezentuje nowy rok, ale i nową dekadę.

Wejście w ten nowy rozdział prawdopodobnie napełni wiele osób mieszanką optymizmu i niepewności. Duch Nowego Roku skłonił nas do myślenia: Co przyniesie następne dwanaście miesięcy i więcej dla branży usług językowych? Jakich trendów możemy się spodziewać?

W ciągu ostatniej dekady byliśmy już świadkami kolosalnego rozwoju tej części przemysłu.  Rzeczywiście, w ciągu ostatnich dziesięciu lat rynek usług językowych podwoił swoją skalę, osiągając 46,9 mld dolarów w 2019 roku. Ale czego możemy się spodziewać w ciągu najbliższych dziesięciu lat? Jak będzie wyglądać przyszłość branży usług językowych?

Pozwólcie nam podzielić się tym, co uważamy za 4 najważniejsze  trendy w tej branży.

  1. Kontynuacja rozwoju branży

Branża usług językowych odnotowała w ciągu ostatnich dziesięciu lat niewiarygodny rozkwit, ale nie wykazuje żadnych oznak zatrzymania się w najbliższym czasie.

Common Sense Advisory (CSA) przewiduje, że branża usług językowych będzie się nadal rozwijać, a rynek wzrośnie do 56,18 mld USD do 2021 roku.

Co ciekawe, w związku z dużą niepewnością polityczną, kiedy Wielka Brytania ostatecznie opuściła UE w tym roku, świat wydaje się teraz bardziej zglobalizowany niż kiedykolwiek.

Komunikacja międzynarodowa, czy to w języku obcym, czy też w innych anglojęzycznych regionach, wiąże się z wieloma wyzwaniami, między innymi z poruszaniem się w niuansach innej kultury i społeczeństwa. W związku z tym, że przedsiębiorstwa w coraz większym stopniu kierują się perspektywą globalną, przemysł usług językowych z pewnością będzie odgrywał zasadniczą rolę w osiąganiu międzynarodowych sukcesów.

  1. Rynki wschodzące i kombinacje językowe

Branża usług językowych często stanowi lustrzane odbicie zmian gospodarczych, politycznych i społecznych. Odzwierciedleniem tej branży są potrzeby i aspiracje rynków i gospodarek wschodzących na całym świecie.

Zgodnie z najnowszymi prognozami, dzisiejsze gospodarki wschodzące (czyli szybko rozwijające się gospodarki krajów rozwijających się) będą prawdopodobnie stanowić prawie 60% światowego PKB do 2030 r. (łącznie 15,5 bln USD).

Wcześniej badaliśmy, jak wzrost gospodarczy w Ameryce Łacińskiej oznacza ogromne możliwości. Jednak dzięki dominacji języków romańskich w regionie, takich jak hiszpański i portugalski, profesjonalne usługi językowe dla tych języków są szeroko dostępne.

Jednak komunikacja może okazać się o wiele większym wyzwaniem w innych regionach. Na rynkach wschodzących w Azji i Afryce wielojęzyczność jest normą.

Weźmy za przykład Indie: W ciągu ostatnich kilku lat Indie wahały się między byciem najszybszą i drugą co do wielkości gospodarką świata. Ale wejście na indyjski rynek nie jest łatwym zadaniem. W Indiach używa się ponad 19 500 języków lub dialektów jako języków ojczystych, a 121 języków jest używanych przez 10 000 lub więcej osób.

W nadchodzących latach to właśnie tam LSP mają wykorzystać swoją wiedzę specjalistyczną: Doradzając i kierując komunikacją przedsiębiorstw pragnących wejść na wschodzące, wielojęzyczne rynki.

  1. Lokalizacja wideo

Wideo szybko staje się jednym z najbardziej niezbędnych narzędzi cyfrowych w arsenale marketerów. Nie wierzysz nam? Tutaj są statystyki, które to potwierdzą:

– 83% marketerów uważa, że wideo nabiera coraz większego znaczenia.

– 40% marketerów ocenia obecnie treści wideo jako numer jeden dla zwrotu z inwestycji, a kolejne 23% stawia wideo na drugim miejscu.

– Do 2021 roku 80% światowego ruchu w Internecie będzie stanowić wideo.

Ale co to oznacza dla firm, które chcą dotrzeć do międzynarodowej publiczności?

Lokalizacja wideo prezentuje najbardziej opłacalny sposób dostosowania treści wideo do rynku docelowego i języka docelowego bez konieczności ponownego nakręcania całej kampanii lub tworzenia oryginalnych, zlokalizowanych treści dla każdego rynku.

Tłumaczenie wideo, niezależnie od tego, czy jest to usługa tłumaczenia napisów, czy też tłumaczenia głosowe, jest inteligentnym i skutecznym sposobem na zapewnienie, że Twoje treści będą miały charakter globalny.

Oznacza to, że dostawcy usług LSP będą musieli trzymać rękę na pulsie przy digitalizacji treści marketingowych. W nadchodzących latach możemy spodziewać się, że coraz więcej dostawców usług LSP będzie odchodziło od tradycyjnego tłumaczenia w kierunku boomu lokalizacji wideo, jeśli mają pozostać istotni.

  1. Wzrost znaczenia przekładu SI

Co to jest tłumaczenie SI?

Czasami nazywane również tłumaczeniem maszynowym (MT), tłumaczenie sztucznej inteligencji jest zaawansowaną technologią, która jest „prostym zastąpieniem słów z jednego języka na drugi i działa na zasadzie rozpoznawania zwrotów i zdań w celu restrukturyzacji zgodnie z nowym językiem”.

Szacuje się, że do 2024 r. rynek tłumaczeń SI, które stanowią niewiaryrygodną oszczędność czasu i kosztów, przekroczy 1,5 mld USD. Ale nie przewidujemy, że Google Translate zostanie nagle wdrożony przez firmy na całym świecie.

Wzrost rynku tłumaczeń SI ma być oparty na technologii dostosowanej do potrzeb klienta. Z SI które jest w stanie zrobić większość projektu, ludzcy tłumacze będą mogli skupić się na post-edytacji treści, aby zagwarantować dokładność i spójność.

Co więcej, w miarę rozwoju bazy pamięci tłumaczeń klienta, zwrot z inwestycji staje się za każdym razem szybszy i tańszy, a oszczędności przekładają się na klienta.

Przewiduje się, że branża usług językowych będzie nadal wspierać tę współpracę pomiędzy SI a ludzką wiedzą ekspercką, co zagwarantuje rozwój tego sektora w nadchodzących latach.

Systemy zarządzania tłumaczeniami (TMS)

Choć co roku pojawiają się nowe rozwiązania w zakresie zarządzania TMS i terminologią, dochodzimy do wniosku, że w ciągu najbliższych 10 lat narzędzia tłumaczeniowe znikną w innych technologiach, takich jak systemy zarządzania treścią (CMS) jako podfunkcja większej całości. W międzyczasie stopniowe udoskonalenia, na przykład, jak metadane kontekstowe mogą być dodawane do przetłumaczalnej treści automatycznie, a nie w wyniku czasochłonnego wysiłku ludzkiego, aby umożliwić lingwistom weryfikację jakości w czasie rzeczywistym. Jednak obecnie dostępne systemy tłumaczeniowe koncentrują się głównie na przekazywaniu tekstu, a nie na przekazywaniu kontekstu.

„To nie ja, to była maszyna”.

Większość tłumaczy ma nadzieję, że sztuczna inteligencja (AI) uwolni ich wszystkich od mało istotnych zadań i pomoże skupić się na działaniach opartych na wartościach. Jednak przy większej automatyzacji zawsze pojawia się ryzyko. Doszliśmy do wniosku, że przyszłość technologii językowych polega na udoskonaleniu kontroli jakości i narzędzi wychwytujących błędy, tj. rozwiązań statystycznych do oceny błędów. Aplikacje sprawdzające jakość treści, takie jak Acrolinx i Congree, stają się szczególnie istotne ze względu na wzrost niskiej jakości tekstów źródłowych, często pisanych przez osoby nie będące rodzimymi użytkownikami języka lub narzędzi do generowania języka naturalnego, które już zaczęły się przejawiać w wielu dziedzinach naszego życia.

W takim tekście źródłowym błędy są trudne do wykrycia przez maszynę, jak również przez tłumaczy, którzy nie są również rodzimymi użytkownikami języka źródłowego. A w miarę mnożenia się błędów, ryzykowne jest założenie, że ostateczny korektor lub recenzent klienta będzie w stanie wykryć je wszystkie bez pomocy technologii. Jak żartował jeden z uczestników, to tak jakby mieć nadzieję, że w przypadku nowej konstrukcji, jeśli stolarze wykonali słabą robotę, to malarz ją naprawi!

Poznaliśmy laureatów Wektorów 2019 i Wektorów 30-lecia

Laureatami Wektorów 2019, nagród gospodarczych Pracodawców RP, zostali Daniel Obajtek – prezes PKN Orlen, Krzysztof Inglot – prezes Personnel Service, Antoni Kubicki – właściciel Hotelu Arłamów oraz Centrum Medyczne MAVIT, Medicover i Wirtualna Polska. Ponadto, Wektory 30-lecia Pracodawców RP otrzymali Zbigniew Grycan – właściciel firmy Grycan oraz Sobiesław Zasada – mistrz rajdowy i założyciel Grupy Zasada.

„Jesteście tymi, którzy dają przykład, jak prowadzić w Polsce biznes i jak wspierać polską przedsiębiorczość” – powiedział Prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski podczas sobotniej uroczystości wręczenia Wektorów w hotelu DoubleTree by Hilton w Warszawie, która zgromadziła niemal pół tysiąca przedstawicieli polskiego biznesu i gospodarki.

Wektory 2019 otrzymali:

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN Orlen S.A.

„Za skierowanie największego polskiego koncernu paliwowego na nowe, perspektywiczne tory rozwoju oraz wspieranie krajowego biznesu i polskiego sportu” – napisano w laudacji.

Centrum Medyczne MAVIT Sp. z o.o.

„Pionierowi nowoczesnych metod chirurgii okulistycznej w Polsce za profesjonalizm, innowacyjność, najwyższe standardy leczenia oraz nieustającą troskę o zdrowie i satysfakcję każdego pacjenta” – czytamy w laudacji. Nagrodę odebrał Maciej Mądrala, Prezes Zarządu firmy.

Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service S.A.

„Za promowanie uczciwych praktyk w zatrudnianiu pracowników, szczególnie z Ukrainy oraz zaangażowanie w prace nad optymalnym kształtem polityki migracyjnej odpowiadającej potrzebom polskiego rynku pracy” – napisano w laudacji.

Antoni Kubicki, właściciel Hotelu Arłamów

„Za śmiałość w kreowaniu przedsięwzięć biznesowych i udane przejście od inżynierii przemysłowej do ekskluzywnego segmentu branży hotelowej” – uzasadniono w laudacji.

Medicover Sp. z o.o.

„Za sukcesy w profilaktyce zdrowotnej pracowników oraz wsparcie pracodawców we wprowadzaniu efektywnych modeli opieki zdrowotnej, które trwale zmniejszają koszty absencji” – czytamy w laudacji. Nagrodę odebrał Artur Białkowski, członek zarządu i Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych firmy.

Wirtualna Polska Holding S.A.

„Za wpływ, jaki wywarła na kształt mediów elektronicznych w Polsce i rozwój rynku e-commerce oraz za dostarczanie odbiorcom istotnych, różnorodnych treści. Za konsekwentne budowanie pozycji lidera polskiego internetu i skuteczną konkurencję ze światowymi gigantami” – napisano w laudacji. Nagrodę odebrała Elżbieta Bujniewicz-Belka, członek zarządu ds. finansowych spółki.

Wektory 30-lecia Pracodawców RP otrzymali:

Zbigniew Grycan, właściciel Grycan – lody od pokoleń

„Za budzący podziw styl, w jakim przekształcił rodzinne przedsiębiorstwo w dużą firmę o międzynarodowym zasięgu” – czytamy w laudacji.

Sobiesław Zasada, przewodniczący rady nadzorczej Sobiesław Zasada S.A.

„Za to, że po prostu jest! Za osiągniecia sportowe i biznesowe, które na zawsze pozostaną w historii Polski” – napisano w laudacji.

„W ostatnim czasie podjęliśmy i zainicjowaliśmy wiele ważnych decyzji biznesowych, które w długiej perspektywie zagwarantują sukces koncernu, a także wzmocnią polska gospodarkę. Z determinacją budujemy silny, narodowy koncern, który będzie skutecznie konkurował na arenie międzynarodowej. W tym kontekście istotne jest sfinalizowanie przejęcia kapitałowego Lotosu, wykup Energi, rozbudowa petrochemii, czy inwestycje w zeromisyjne źródła energii. Nasze działania już przynoszą pozytywne efekty, co odzwierciedlają wyniki finansowe spółki. Otrzymane wyróżnienie traktujemy jako potwierdzenie słuszności obranego kierunku, ale też zobowiązanie na przyszłość” – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

„Jak dotąd przeprowadziliśmy ok. 320 tys. zabiegów okulistycznych. Teraz, pod banderą Grupy Luxmed, chcemy dalej się rozwijać i docierać do coraz większego grona pacjentów. Dziękuję przede wszystkim naszemu zespołowi, bez którego ten sukces nie byłby możliwy” – powiedział Maciej Mądrala, Prezes Zarządu Centrum Medycznego MAVIT.

„W biznesie szczególnie ważne jest zaufanie i bezpieczeństwo – bez nich nie osiągnęlibyśmy tego, co udało nam się w ciągu ostatnich 4 lat” – podkreślił Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

„Jak śpiewał artysta, w życiu piękne są tylko chwile – dziś dla mnie jest właśnie taka piękna chwila. Bardzo dziękuję za to wyróżnienie” – mówił Antoni Kubicki, właściciel Hotelu Arłamów.

„Wektor to dla nas bardzo ważna nagroda właśnie dlatego, że przyznają ją pracodawcy. Jesteśmy obecni na polskim rynku już od 20 lat. Od samego początku chcieliśmy nie tylko leczyć, ale też promować profilaktykę zdrowia i zdrowy styl życia. Mam nadzieję, że wraz z Pracodawcami RP będziemy to robić także w kolejnych dekadach” – stwierdził Artur Białkowski, członek zarządu i Dyrektor Zarządzający ds. Usług Biznesowych Medicover.

„To wyróżnienie to świetna okazja, by spojrzeć na ścieżkę, jaką razem przeszliśmy, bo 25 lat historii internetu w Polsce to historia Wirtualnej Polski. Na tej drodze zawsze chcieliśmy być jak najbliżej naszych użytkowników i ich codziennych potrzeb” – zaznaczyła Elżbieta Bujniewicz-Belka, członek zarządu ds. finansowych Wirtualna Polska Holding S.A.

„Już wkrótce – 2 lutego – minie 58 lat od dnia kiedy otworzyłem mój pierwszy interes – tak się wtedy mówiło. Dziś zasięg naszej działalności jest międzynarodowy, za co dziękuję pracownikom i rodzinie” – powiedział Zbigniew Grycan, właściciel Grycan – lody od pokoleń.

„Bardzo dziękuję za to prestiżowe wyróżnienie. Jest ono dla mnie bardzo cenne, bo przecież jestem nie tylko sportowcem, ale też przedsiębiorcą i pracodawcą” – mówił Sobiesław Zasada przewodniczący rady nadzorczej Sobiesław Zasada S.A.

„W Huawei od 15 lat naszej obecności w Polsce skupiamy się nie tylko na rozwoju własnego biznesu, ale również na budowaniu partnerskich relacji z przedsiębiorcami działającymi w naszym kraju oraz wspieraniu inicjatyw, które napędzają rozwój lokalnych społeczności, procesów transformacji cyfrowej i gospodarki. I właśnie dlatego z przyjemnością zostaliśmy partnerem gali Wektorów 2019, której celem jest wyróżnienie osobistości wyznaczających nowe kierunki w biznesie i w życiu społecznym” – powiedział Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji w firmie Huawei Polska, która była partnerem głównym wydarzenia. Partnerami Wektorów 2019 byli też Coca-Cola HBC, EY, Grupa Impel, Luxrad, PZL Świdnik, a partnerem medycznym Grupa LUX MED.

Pracodawcy RP od 2002 roku przyznają Wektory – nagrody gospodarcze – za działalność przynoszącą szczególne korzyści polskiej gospodarce i tworzenie klimatu sprzyjającego rozwojowi przedsiębiorczości. Od 18 lat co roku otrzymują je osoby i podmioty, które mogą być wzorem do naśladowania dla innych.  Kapitułę nagród stanowi zespół wyłaniany spośród laureatów z poprzednich lat – ocenia on i analizuje nadesłane nominacje, jego członkowie często także wręczają te statuetki. Autorem statuetki jest znany rzeźbiarz Michał Kubiak. Symbolizuje ona człowieka kroczącego z podniesioną głową, który nie zważa na przeszkody i przeciwności losu.

Podróż autem elektrycznym na autostradach droższa od tych z silnikiem spalinowym

Kończy się darmowe ładowanie samochodów elektrycznych. Już sześć sieci pobiera opłaty za ładowanie. Podróż autem elektrycznym przestała się opłacać na autostradach.

Już sześć sieci pobiera opłaty za ładowanie samochodów elektrycznych w Polsce. Tydzień temu znalazł się w tym gronie Tauron, a w tym roku dołączą kolejno: Innogy, PGE, Orlen i Energa.

Większość operatorów płatnych stacji ładowania (GreenWay, EV+, GO+EAuto, Elocity czy Zepto) oferuje półszybkie ładowanie „elektryków” w cenach 1-1,20 zł/kWh. Za tą samą ilość energii, ale dostarczoną szybciej (na stacjach DC), trzeba zwykle zapłacić od 1,60 do ok. 2,20 zł/kWh.

Z półszybkich stacji AC najczęściej korzysta się w mieście, bo dostarczenie większej ilości energii wymaga zwykle nie minut, a pojedynczych godzin. Auta miejskie i kompaktowe zużywają w terenie zabudowanym średnio ok. 18 kWh/100 km. Mieszkając w bloku, i używając auta w mieście, za samą energie będziemy więc musieli zapłacić przynajmniej 18 zł/100 km. Przy dzisiejszych cenach paliw oznacza to więc równowartość zużycia ok. 3,5 l benzyny lub oleju napędowego. Zysk z posiadania „elektryka” nie jest więc oszałamiający.

– Dużo gorzej e-auta wypadają dziś w trasie. Przy jeździe autostradą zużycie nawet w niedużych samochodach na prąd rośnie do ok. 25 kWh/100 km – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Uwzględniając stawki za szybkie ładowanie na poziomie 2,20 zł/kWh, auta na baterię żrą aż 55 zł/100 km. To równowartość spalania 10 litrów paliwa na 100 km. Dieslem w takiej trasie pojedziemy więc o nawet 15-20 zł taniej na każdych 100 kilometrach.

Ładowanie auta może być bardzo tanie, ale w domu, jeżeli posiadamy panele fotowoltaiczne, ale też przy wyborze taryfy antysmogowej czy nocnej. Wówczas realny koszt energii może nas wynieść zaledwie ok. 33 gr/kWh, więc nawet przy średnim zużyciu na poziomie 20 kWh/100 km, jazda e-samochodem będzie nas kosztować niespełna 7 zł na każde 100 km, czyli równowartość 1,5 litra paliwa.

– Podróż autem elektrycznym przestała się opłacać na autostradach, bo przejazd na trasie 100 km jest o ponad 10 zł droższy niż samochodem z silnikiem spalinowym – wyjaśnia B.Derski.

Psujemy system emerytalny, a powinniśmy ratować

Koszt wypłacenia trzynastej emerytury to 11 mld zł. Zapłacą za nie płatnicy innych podatków. Psujemy system emerytalny, a powinniśmy ratować, jeżeli nie chcemy, aby świadczenia były bardzo niskie, zwłaszcza dla kobiet.

Co powinniśmy zrobić, aby ratować system emerytalny i nie obciążać pracujących większymi podatkami, gdy starzeje się polskie społeczeństwo, zwiększa się liczba emerytów i zmniejszać będzie się liczba pracujących?

– Jeżeli wyrównamy wiek emerytalny mężczyzn i kobiet do 65 lat, a w przyszłości będziemy stopniowo, bardzo powoli go podnosić oraz zlikwidujemy przywileje emerytalne górników, rolników czy pracowników służb mundurowych, to system emerytalny w Polsce będzie całkiem nieźle zrównoważony – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jeremi Mordasewicz, członek Rady Dialogu Społecznego, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Gdyby 11 mld zł rząd przeznaczył nie na „trzynastkę”, ale na służbę zdrowia, moglibyśmy zatrudnić więcej lekarzy i pielęgniarek, a kolejki w służbie zdrowia byłyby krótsze. Mając lepszą opiekę zdrowotną moglibyśmy dłużej i wydajniej pracować, a emerytury byłyby wyższe.

– Trzynasta i czternasta emerytura to psucie systemu emerytalnego. Jeżeli ktoś chciałby je dostawać to powinien płacić trzynastą i czternastą składkę – komentuje ekspert Lewiatana.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 13.01-17.01

Po burzliwym starcie roku rynki wracają do pozytywnej wyceny perspektyw globalnego ożywienia w oparciu o deeskalację wojny handlowej i kontynuowaną ekspansję monetarną. Każdy sentyment musi być jednak systematycznie karmiony i dane o aktywności gospodarczej muszą potwierdzać poprawę. W przyszłym tygodniu główna uwaga na odczytach z USA, Chin i Wielkiej Brytanii.

Przyszły tydzień: CPI/sprzedaż/indeksy koniunktury z USA, PKB/produkcja/sprzedaż/CPI z Wlk. Brytanii, inflacja bazowa z Polski, PKB z Chin

USA

W USA inflacja CPI (wt) powinna przyspieszyć głównie na skoku cen paliw na świecie, ale dla Fed nie będzie to żadna istotna informacja. Główna uwaga będzie na sprzedaży detalicznej (czw), gdzie oczekuje się odbicia po rozczarowującym listopadzie. Brak takowego może być sygnałem ostrzegawczym, że rynkowa wycena siły ożywienia jest przesadzona. W końcówce tygodnia indeks nastrojów konsumentów (pt) będzie uzupełnieniem informacji o stanie gospodarstw domowych. Uważnie śledzone będą też odczyty regionalnych wskaźników koniunktury – NY Empire State (śr) i Philly Fed (czw). Sądzimy, że w pozytywnym klimacie rynkowym istnieje asymetria reakcji na dane z silniejszym oddziaływaniem rozczarowujących odczytów.

Strefa euro

Zanosi się na cichy tydzień od strony wydarzeń w Eurolandzie, gdyż produkcja przemysłowa i finalny szacunek inflacji nie są pozycjami o istotnym znaczeniu. Wciąż nie ma sygnału odbicia w aktywności gospodarczej, co wydaje się warunkiem koniecznym dla wskrzeszenia popytu na unijną walutę. Spycha to EUR na miejsce pasażera w zestawieniach z innymi walutami.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii dane zyskują ponownie na znaczeniu, szczególnie po tym, jak w ostatnich dniach prezes BoE Carney zasugerował, że bank debatuje nad luzowaniem polityki. W kolejnym tygodniu otrzymamy produkcję przemysłową i PKB (pon), CPI (śr) i sprzedaż detaliczną (pt). Każde potknięcie w danych posłuży jako pretekst do wyceny większego prawdopodobieństwa obniżki stopy procentowej na posiedzeniu 30 stycznia. W środę przemawia Saunders z BoE, ale on od dwóch ostatnich posiedzeń głosuje za obniżką i raczej swojego zdania nie zmieni. Jesteśmy pozytywnie nastawieni do GBP do końca roku, ale nie możemy wykluczyć wybojów w międzyczasie.

Polska

W Polsce czekamy na potwierdzenie wyskoku inflacji CPI w grudniu do 3,4 proc. r/r (śr), co będzie implikować wzrost inflacji bazowej do 3,2 proc. (czw). Dane raczej nie wzbudzą już sensacji, szczególnie po tym, jak RPP uznała przyspieszenie inflacji jako zjawisko przejściowe, na które nie zamierza reagować. Nie oznacza to, że inwestorzy nie będą dyskontować bierności banku centralnego. Sądzimy, że złoty jest za drogi i występuje asymetria ryzyk na rzecz osłabienia.

Chiny

Wzrost PKB w Chinach (pt) ma się ustabilizować na 6 proc. r/r w IV kw., ale to jak on będzie wyglądał w kolejnych kwartałach będzie ważniejsze. Deeskalacja wojny handlowej z USA stwarza więcej szansa niż zagrożeń, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów kraju. Publikowane też produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna za grudzień (pt) prawdopodobnie wskażą na osłabienie pod koniec roku. Ryzykiem dla bilansu handlowego w grudniu (wt) jest skok importu przez wyższe ceny ropy naftowej.
W dniach 13-15 stycznia do Waszyngtonu przybędzie wicepremier Chin Liu He, aby podpisać pierwszą fazę umowy handlowej. Jakkolwiek zdaje się to formalność przypieczętowująca pierwszy etap negocjacji, przenosi to uwagę na drugi etap rozmów, które mają znaleźć finalizacji przed wyborami prezydenckimi w USA. To odwlekanie może być źródłem obaw inwestorów i zmącić bieżący optymizm.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii i Nowej Zelandii obędzie się bez kluczowych odczytów. Oczekiwania inflacyjne z Australii (pon) straciły na znaczeniu, kiedy przyszłość polityki RBA jest bardziej zależna od perspektyw wzrostu PKB w obliczu pożarów buszu. W Nowej Zelandii pozwolenia na budowę domów (pon) są mocno zmienne, by wysyłać wiarygodny sygnał dla FX. AUD i NZD będą podlegać pod sentyment zewnętrzy, choć spodziewamy się, że Aussie ma więcej do odreagowania po korekcie z początku roku.

Kanada

Także w Kanadzie kalendarz nie oferuje ciekawych punktów zaczepiania. Pozwoli to CAD na swobodne kontynuowanie pozytywnej fali sprzed weekendu zapoczątkowanej lepszym od prognoz raportem z rynku pracy. Mocne dane odbierają sceptykom argumenty za wycenianiem gołębiego zwrotu BoC; słabnie też negatywny wpływ trendów na rynku ropy naftowej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prowadzenie rejestru akcjonariuszy usługą maklerską i co dalej?

Piotr Żelek, radca prawny, kancelaria Sadkowski i Wspólnicy
Piotr Żelek, radca prawny, kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

W swoim dzisiejszym komunikacie Urząd Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) potwierdził, że usługa prowadzenia rejestru akcjonariuszy, o której mowa znowelizowanych przepisach Kodeksu spółek handlowych stanowi usługę maklerską, o której mowa w art. 69 ust. 4 pkt 1 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. UKNF uznał prowadzenie takiego rejestru za formę rejestrowania instrumentów finansowych, objętą jest zakresem usługi przechowywania lub rejestrowania instrumentów finansowych, o której mowa w tym przepisie. Dodatkowo UKNF zwrócił uwagę na to, że usługa prowadzenia rejestru akcjonariuszy, zgodnie z nowymi przepisami, świadczona będzie przez podmioty szczególnego typu – firmy inwestycyjne uprawnione do prowadzenia działalności w zakresie przechowywania i rejestrowania instrumentów finansowych na podstawie zezwolenia Komisji.

Stanowisko wyrażone przez UKNF w komunikacie ma istotne znaczenie dla rynku. Przede wszystkim rozwiewa część dotychczasowych wątpliwości dotyczących kwalifikacji usługi prowadzenia rejestru akcjonariuszy. Od teraz jest już jasne, że UKNF uznaję tę usługę za usługę maklerską. Pytanie tylko w odniesieniu do kogo? Zdaje się, że chodzi o perspektywę spółki, która będzie zresztą stroną odpowiedniej umowy z firmą inwestycyjną zgodnie z art. 328(2) znowelizowanego Kodeksu spółek handlowych. Wydaje się, że akcjonariusz takim klientem nie będzie, skoro nie jest stroną takiej umowy. Abstrahuję w tym miejscu od szczególnej definicji klienta na gruncie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, bo jak zdaje się wskazywać sam ustawodawca – ta definicja nie powinna być rozszerzana na grunt innych ustaw.

Podejście UKNF jest oczywiście dalekie od stanowiska znacznej części rynku, zwłaszcza firm inwestycyjnych zainteresowanych wprowadzeniem takiej usługi. Stanowisko UKNF niesie ze sobą istotne konsekwencje praktyczne. Mamy już pewną jasność co do kwalifikacji samej usługi, nie wiemy natomiast do końca, jaki będzie zakres wymogów ciążących na firmach inwestycyjnych świadczących taką usługę.

Problem tkwi przede wszystkim w tym, że wiele wymogów dotyczących świadczenia usługi przechowywania i rejestrowania instrumentów finansowych, której formą ma być usługa prowadzenia tego rejestru, całkowicie nie uwzględnia specyfiki tej usługi. Część tych przepisów (np. akty delegowane do MiFID II, w tym Rozporządzenie Delegowane Komisji (UE) 2017/565 (Rozporządzenie 2017/565)) powstały jeszcze zanim zrodziła się w ogóle koncepcja rejestru akcjonariuszy. Nie wiadomo na przykład, w jakim zakresie i komu miałoby być przekazywane zestawienie aktywów klienta, o którym mowa w art. 63 Rozporządzenia 2017/565. Klientem firmy inwestycyjnej oraz stroną odpowiedniej umowy o prowadzenie rejestru aktywów jest przecież spółka, a nie jej akcjonariusz. Tymczasem zakres informacji takim objętych takim zestawieniem wskazuje wyraźnie, że chodzi o informacje dotyczące „aktywów klienta”. Akcje ujawnione w rejestrze będą stanowić aktywa akcjonariuszy wpisanych do tego rejestru, a nie spółki, która zawrze z firmą inwestycyjną umowę o prowadzenie tego rejestru. Inna rzecz, że część informacji objętych takim zestawieniem w ogóle nie harmonizuje z tym, co będzie ujawniane w rejestrze akcjonariuszy. W przepisach unijnego rozporządzenia mowa bowiem m. in. wartości rynkowej i szacunkowej instrumentów finansowych objętych zestawieniem. Czy to oznacza, że firma inwestycyjna prowadząca rejestr akcjonariuszy miałaby dodatkowo wyceniać akcje objęte rejestrem?

Dalej rodzą się następne pytania. Skoro mamy do czynienia z usługą maklerską, to na firmie inwestycyjnej będą ciążyły również obowiązki informacyjne wobec klienta wynikające z przepisów ustawy o obrocie instrumentami finansowymi i art. 44 i n. Rozporządzenia 2017/565. I znowu ten mamy ten sam problem – klientem i stroną umowy będzie spółka, a nie akcjonariusz. Niektóre z tych obowiązków, wobec tak rozumianego klienta, nie będą mogły być zrealizowane (np. te z art. 49 Rozporządzenia 2017/565). Zarejestrowane akcje będą należeć do akcjonariuszy ujawnionych w rejestrze, a nie do spółki. Idąc dalej firma inwestycyjna będzie musiała dokonać tzw. kategoryzacji klienta (tj. przypisać go do odpowiedniej kategorii, tj. odpowiednio – klient detaliczny, klient profesjonalny lub uprawniony kontrahent), ustalić odpowiednią strategię dystrybucji i grupę docelową dla usługi prowadzenia rejestru akcjonariuszy.

Przyjęcie takiej kwalifikacji usługi może oznaczać, że na firmie inwestycyjnej będą ciążyły obowiązku w zakresie FATCA i CRS, m. in związane identyfikacją rachunków rezydentów podatkowych USA. Pytanie tylko wobec kogo? Klientem i stroną umowy, jak wskazałem wcześniej, będzie spółka, a nie akcjonariusze, z którymi firma inwestycyjna nie będzie miała relacji umownej.

Stanowisko UKNF zawarte w dzisiejszym komunikacie zdaje się zatem rozwiewać część wątpliwość związanych z kwalifikacją usługi prowadzenia rejestru akcjonariuszy, choć z drugiej strony – taka kwalifikacja rodzi jeszcze więcej pytań praktycznych. Problemy te, a przynajmniej część z nich, były komunikowane przez rynek w trakcie procesu legislacyjnego, ale jak widać stanowisko firm inwestycyjnych nie spotkało się z aprobatą organu nadzoru. Wobec tych wątpliwość dobrze byłoby, aby rynek wyjaśnił ostatecznie z nadzorcą, w jaki sposób i w jakim zakresie w odniesieniu do usługi prowadzenie rejestru akcjonariuszy stosować wymogi prawne dla usługi przechowywania i rejestrowania instrumentów finansowych. Lepiej ustalić wspólny standard zawczasu.

Piotr Żelek, radca prawny, kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Prognoza kursu dolara, euro i funta na 2020 rok

2019 był kolejnym rokiem obfitującym w wydarzenia ważne dla rynku walutowego.  Najbliższe miesiące również przyniosą rozstrzygnięcia kilku istotnych kwestii. Poniżej wyliczamy nasze oczekiwania względem roku 2020.

Próbując szacować możliwe zachowanie rynku walutowego w 2020 roku, warto przypomnieć najważniejsze wydarzenia roku ubiegłego. W 2019 roku jedną z kluczowych kwestii dla rynku był konflikt handlowy na linii USA-Chiny, który zdominował nagłówki gazet z całego świata. O ile obu stronom konfliktu udało się osiągnąć wstępne porozumienie – czyli tzw. „pierwszą fazę” umowy w handlu – o tyle droga do osiągnięcia przez Stany Zjednoczone kompleksowego porozumienia handlowego z Chinami najpewniej będzie długa i żmudna. Utrzymująca się przez większą część roku niepewność co do przyszłości handlu międzynarodowego oraz publikacja szeregu słabych danych makroekonomicznych stanowiły jedne z kluczowych powodów rozluźnienia polityki pieniężnej przez najważniejsze banki centralne świata.

W 2019 roku Rezerwa Federalna USA zmieniła retorykę o 180 stopni i zaczęła obniżać stopy procentowe. Na przestrzeni poprzednich dwunastu miesięcy amerykański bank centralny ściął je aż trzykrotnie. Europejski Bank Centralny poszedł w ślady Fedu i we wrześniu 2019 roku ściął stopę depozytową, ogłaszając dodatkowo ponowne uruchomienie programu luzowania ilościowego od listopada. Banki centralne Australii i Nowej Zelandii zdecydowały się na agresywne rozluźnienie polityki pieniężnej, a wiele pozostałych kluczowych banków centralnych krajów o walutach zaliczanych do grupy G10 sugerowało możliwość obniżki stóp procentowych albo wskazywało, że podwyżki stóp procentowych są odległe. Na tym tle wyróżniają się norweski Norges Bank i szwedzki Riksbank, które w ubiegłym roku podniosły stopy procentowe.

W minionym roku towarzyszyła nam również kwestia Brexitu. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE trudno scharakteryzować inaczej niż jako przewlekły proces: ostateczny termin wyjścia Wielkiej Brytanii z unii na podstawie artykułu 50 przesuwano dwukrotnie. Najpierw pierwotny termin 31 marca 2019 roku został przeniesiony na 31 października, po czym październikowy termin wyjścia przesunięto na koniec stycznia 2020 roku. Wyraźne zwycięstwo Partii Konserwatywnej w grudniowych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii oznacza jednak, że tym razem do Brexitu powinno dojść w wyznaczonym terminie.

Odwrót od ryzyka mający związek z wojną handlową na linii USA-Chiny sprawił, że część z walut zaliczanych do grupy emerging markets doświadczyła ostrej wyprzedaży. Wybrane z nich w parze z dolarem amerykańskim znalazły się na najniższych poziomach w historii. Mimo wspomnianych obniżek stóp procentowych ze strony Fedu i niepewności związanej z wojną handlową, kurs USD ważony handlem zakończył rok blisko poziomu, na którym go rozpoczął (Wykres 1).

Wykres 1: Indeks USD i kurs USD/EUR (2019)

Indeks USD i kurs USD
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 03/01/2020

Co czeka nas w 2020 roku?

Poniżej przedstawiamy kilka najważniejszych kwestii, które naszym zdaniem będą miały kluczowy wpływ na rynek walutowy w tym roku:

  • Rezerwa Federalna wstrzymuje się z dalszymi zmianami w polityce monetarnej

Podczas ostatniego spotkania FOMC w 2019 roku przewodniczący banku centralnego, Jerome Powell, wyraźnie sugerował, że w najbliższej przyszłości stopy procentowe Rezerwy Federalnej powinny pozostać na obecnym poziomie. Przewodniczący FOMC dość optymistycznie wyrażał się w kwestii sytuacji gospodarczej w USA, określając jej perspektywy jako „korzystne“. Mimo to Powell zaznaczył jednocześnie, że Rezerwa Federalna musiałaby zaobserwować „trwały” skok inflacji, aby decydenci zaczęli rozważać podwyżki stóp. Stabilny poziom stóp procentowych sugeruje również opublikowany w grudniu „dot plot” – wykres punktowy obrazujący indywidualne oczekiwania członków FOMC co do przyszłej polityki monetarnej. W grudniu ub.r. tylko czterech członków komitetu spodziewało się jednej podwyżki stóp procentowych w 2020 roku (Wykres 2).

Wykres 2: “Dot plot” FOMC, grudzień 2019

Dot plot
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10/01/2020kursu dolara, eudo i funta

Jesteśmy zdania, że ostatnie odczyty danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych w połączeniu z oznakami postępu w negocjacjach handlowych z Chinami sugerują, że Fed nie powinien w krótkim okresie kontynuować cyklu obniżania stóp procentowych. Kształtowanie się inflacji w USA obecnie nie sugeruje potrzeby zacieśniania polityki monetarnej – wskaźnik dynamiki cen PCE, który ma istotne znaczenie dla Fedu, nadal znajduje się poniżej poziomu 2%. Stąd spodziewamy się, że Rezerwa Federalna zdecyduje się wstrzymać z dalszymi zmianami poziomu stóp procentowych co najmniej przez pierwszą połowę 2020 roku. Fed najpewniej poświęci ten czas na zbadanie, jak ostatnie obniżki stóp wpłynęły na sytuację gospodarczą w Stanach Zjednoczonych, zanim decydenci określą się co do swoich dalszych ruchów. Uważamy, że w 2021 roku Rezerwa Federalna najpewniej wróci do stopniowego podnoszenia stóp procentowych.

  • EBC niechętny do dalszego luzowania polityki pieniężnej

Era Mario Draghiego na stanowisku prezesa Europejskiego Banku Centralnego dobiegła końca w październiku ubiegłego roku. Od tego czasu bankiem centralnym strefy euro przewodzi była prezes MFW, Christine Lagarde. W grudniu Lagarde zadebiutowała podczas konferencji prasowej po spotkaniu decyzyjnym EBC. W porównaniu z dość chłodnym i stosunkowo ponurym tonem, do którego przyzwyczaił nas Draghi, Lagarde zaprezentowała stosunkowo optymistyczną ocenę w kontekście sytuacji gospodarczej w strefie euro. Zgodnie z retoryką nowej przewodniczącej banku centralnego istnieją sygnały sugerujące, że sytuacja w gospodarce strefy euro stabilizuje się.

Istnieje kilka przesłanek, które mogą przekonać do patrzenia na perspektywy gospodarek strefy euro w 2020 roku z optymizmem. Indeksy aktywności biznesowej PMI wydają się stabilizować. Obecnie wskaźnik aktywności w sektorze usług przekracza graniczny poziom 50 pkt, który oddziela ekspansję od kurczenia się sektora. W ostatnim badanym okresie indeks PMI dla usług w strefie euro wynosił 52,8 pkt. Na poprawę nastrojów wskazują niedawne publikacje wskaźników sentymentu w Niemczech. Dla przykładu, ostatni odczyt indeksu sentymentu ekonomicznego ZEW był najwyższy od początku 2018 roku (Wykres 3). Dla strefy euro dobrą wiadomością powinna być także redukcja ryzyka pogłębienia się niepewności w handlu międzynarodowym. Jest to istotne w związku ze stosunkowo dużym znaczeniem popytu zewnętrznego dla gospodarki strefy euro.

Europejski Bank Centralny obecnie przewiduje, że dynamika PKB w strefie euro w tym roku wyniesie zaledwie 1,1%. Naszym zdaniem są większe szanse na pozytywne niż negatywne zaskoczenie w relacji do tej projekcji.

Wykres 3: Indeks nastrojów ekonomicznych ZEW w Niemczech (2013 – 2019)

Indeks nastrojów ekonomicznych ZEW w Niemczech
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 03/01/2020

Nasze prognozy zakładają poprawę w danych napływających ze strefy euro, stąd zakładamy, że w najbliższej przyszłości Europejski Bank Centralny wstrzyma się ze zmianami w zakresie polityki monetarnej. W naszej ocenie bardzo możliwe jest też to, że EBC nie dokona zmian w polityce monetarnej przez cały bieżący rok. Oczekiwany przez nas brak zmian w polityce monetarnej Europejskiego Banku Centralnego i Rezerwy Federalnej w połączeniu z poprawą sytuacji gospodarczej w strefie euro powinny wykreować środowisko sprzyjające aprecjacji euro w relacji do dolara amerykańskiego w 2020 roku.

  • Wojna handlowa USA i Chin bliska końca, ale po drodze wciąż czekają wyzwania

W grudniu 2019 roku rynek walutowy wreszcie otrzymał pozytywne wieści dotyczące wojny handlowej na linii USA-Chiny. Prezydent Trump ogłosił, że kraje porozumiały się w kwestii wstępnego porozumienia handlowego, czyli tak zwanej umowy „pierwszej fazy”, której szkic powstał już w październiku. Chiny w jej ramach zgodziły się na zakup dodatkowych 200 mld dolarów amerykańskich produktów w ciągu dwóch najbliższych lat. Z kolei Stany Zjednoczone przystały na ustępstwa w zakresie ceł: rezygnację z nakładania kolejnych opłat i ograniczenie tych nałożonych dotychczas.

Mimo oczywistych postępów w relacjach handlowych USA-Chiny, jest jeszcze długa droga, zanim uda się osiągnąć kompleksowe porozumienie. Strona chińska wydaje się być mniej entuzjastycznie nastawiona do umowy „pierwszej fazy” w porównaniu z Donaldem Trumpem. Jesteśmy jednak przekonani, że w dalszych miesiącach obie strony negocjacji będą w stanie uzgodnić kształt ostatecznego, całościowego porozumienia. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że protekcjonistyczną retorykę Donalda Trumpa postrzegamy głównie jako taktykę negocjacyjną, a nie faktyczny ruch zmierzający w kierunku istotnej zmiany obecnego układu sił w handlu międzynarodowym. Ostateczne rozwiązanie konfliktu między obiema potęgami gospodarczymi powinno naszym zdaniem wesprzeć aprecjację walut rynków wschodzących – zwłaszcza walut azjatyckich.

  • Wielka Brytania ostatecznie opuszcza Unię Europejską – co dalej?

Projekt ustawy wprowadzającej w życie postanowienia Withdrawal Agreement Borisa Johnsona otrzymał poparcie Izby Gmin. Zgodnie z harmonogramem, 31 stycznia br. Wielka Brytania powinna wystąpić z Unii Europejskiej. Kluczowe jest pytanie, czy brytyjski rząd zdoła uzgodnić wszystkie szczegóły regulujące przyszłe stosunki Wielkiej Brytanii z UE przed końcem okresu przejściowego, który wypada na 31 grudnia 2020 roku, czy też konieczne będzie przedłużenie tego okresu. Boris Johnson przyjął w tej kwestii twarde stanowisko. Już w manifeście Partii Konserwatywnej pojawiła się obietnica, że okres przejściowy nie zostanie wydłużony. Wśród analityków politycznych panuje jednak milczące przekonanie, że niecały rok to za mało, aby udało się ustalić kształt porozumienia z Unią Europejską.

Premier Wielkiej Brytanii ma czas do końca czerwca, żeby wnieść o przedłużenie okresu przejściowego. Jeżeli termin zostanie przekroczony, a ryzyko Brexitu bez umowy powróci, może dojść do deprecjacji funta brytyjskiego w drugiej połowie 2020 roku. Nie jest to jednak nasz scenariusz bazowy. Zakładamy, że Wielka Brytania zdoła uniknąć sytuacji, w której losy Brexitu będą wisieć na włosku. Jesteśmy zdania, że odpowiednia umowa powstanie przed końcem roku lub – co w naszej ocenie jest jeszcze bardziej prawdopodobne – że torysi złamią obietnicę wyborczą, a szef rządu złoży wniosek o przedłużenie okresu przejściowego. Taka decyzja najpewniej nie padnie jednak aż do samej końcówki czerwca 2020 roku.

  • Donald Trump będzie ubiegał się o reelekcję podczas listopadowych wyborów w USA

Do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych pozostał niecały rok, jednak zainteresowanie nimi powinno wzrosnąć stosunkowo niedługo. Faworytem w wyścigu o fotel prezydenta USA pozostaje Donald Trump, mimo że ostatnio został on postawiony przez Izbę Reprezentantów w stan oskarżenia (z ang. impeachment). Implikowane prawdopodobieństwo reelekcji Trumpa na podstawie wycen bukmacherów wynosi około 50%. Obecny prezydent póki co nadal wyprzedza swoich dwóch największych rywali z obozu demokratycznego, czyli Joe’a Bidena i Berniego Sandersa. Biorąc pod uwagę charakterystykę amerykańskiego systemu wyboru prezydenta, wygrana Trumpa może zależeć od tego, jaki będzie ostateczny wynik w stosunkowo małej grupie stanów gdzie, w przeciwieństwie do pozostałych, rezultat trudno przewidzieć.

Jest zbyt wcześnie, aby mieć dokładniejszy pogląd na to w jaki sposób wybory wpłyną na rynek walutowy. Mając w pamięci, że w kontekście wyborów z 2016 roku kwestie związane ze zmianami w podatkach i wydatkach rządowych miały chyba największy wpływ na zachowanie amerykańskiej waluty, warto wspomnieć, że Izba Reprezentantów najpewniej pozostanie w rękach demokratów, z kolei Senat powinien pozostać republikański. W związku z tym, niezależnie od wyniku wyborów prezydenckich, drastyczne zmiany w kontekście wydatków państwowych czy polityki podatkowej są dość mało prawdopodobne.

  • Waluty gospodarek wschodzących powinny doświadczyć ożywienia

Uważamy, że kumulacja wyżej wymienionych czynników w 2020 roku powinna wspierać waluty gospodarek wschodzących. Niskie stopy procentowe, potencjalne rozwiązanie konfliktu handlowego na linii USA-Chiny, a także malejące ryzyko związane z Brexitem w naszej ocenie powinny umożliwić większe zainteresowanie inwestorów aktywami uznawanymi za bardziej ryzykowne. W tym kontekście powinniśmy obserwować odwracanie przepływów safe haven, które obserwowaliśmy w poprzednim roku.

Uważamy, że wśród walut gospodarek wschodzących najlepiej radzić będą sobie waluty krajów o solidnych fundamentach gospodarczych, których banki centralne są zaangażowane w proces podnoszenia stóp procentowych albo zamierzają rozpocząć proces zacieśniania polityki monetarnej.

Prognozy dla złotego

Sądzimy, że polski złoty – jako waluta kraju mającego, naszym zdaniem, jedne z najlepszych fundamentów gospodarczych w grupie emerging markets – powinien docelowo być nieco silniejszy. Jeśli chodzi o sytuację krajową, spodziewamy się utrzymania dobrej sytuacji gospodarczej i jedynie nieco słabszego tempa wzrostu PKB.

W kontekście złotego jedną z istotniejszych kwestii krajowych na które warto zwrócić uwagę w 2020 roku, będzie polityka monetarna. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, rynek wycofał się z (częściowego) oczekiwania na obniżenie stóp procentowych w Polsce. Obecnie uczestnicy rynku stawiają na raczej stabilne stopy procentowe, zakładają jednak, że w horyzoncie rocznym podwyżka jest nieco bardziej prawdopodobna niż cięcie stóp* – co nastąpiło w kontekście ostatniego, wyraźnie silniejszego od oczekiwań konsensusu, wzrostu inflacji w grudniu do poziomu 3,4% (najwyższego poziomu od ponad siedmiu lat).

Retoryka RPP w kontekście zmian stóp nie uległa jednak istotnej zmianie. Prezes Glapiński nadal sugeruje, że stopy procentowe w jego opinii najpewniej pozostaną stabilne nie tylko w najbliższym czasie, ale też nie ulegną zmianie do końca kadencji Rady, czyli do 2022 roku. Większość członków RPP w tym momencie nie sugeruje, żeby stopy miały ulec zmianie w najbliższym czasie.

Sądzimy, że podwyżka stóp procentowych ze strony RPP jest bardziej prawdopodobna niż ich obniżka, niemniej, jeśli inflacja przez dłuższy czas nie będzie utrzymywać się powyżej górnych widełek celu inflacyjnego, sądzimy, że Narodowy Bank Polski najpewniej wstrzyma się z podwyżkami stóp procentowych. W związku z tym, w kontekście poprawy sytuacji zewnętrznej liczymy na jedynie lekkie umocnienie polskiego złotego w relacji do euro i – biorąc pod uwagę nasze oczekiwania względem głównej pary – silniejszą aprecjację złotego w parze z dolarem amerykańskim.

*bazując na stawkach FRA 12×15 w PLN stopa WIBOR 3M powinna za rok być wyższa o 9 pb

Prognozy Ebury dla głównych walut (w parach ze złotym):

  EUR/PLN USD/PLN GBP/PLN
Q1-2020 4,23 3,70 5,00
Q2-2020 4,22 3,65 5,00
Q3-2020 4,21 3,60 5,00
E-2020 4,20 3,55 5,00
E-2021 4,20 3,50 4,95

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Co z naszym zerowym deficytem? Rada nie tnie stóp

Pomimo rosnącej inflacji Rada Polityki Pieniężnej nie zamierza zmieniać stóp procentowych. Są argumenty za obydwoma kierunkami zmian stóp procentowych, ale główny mandat tego gremium to dbanie o stabilność cen.

RPP znów bez decyzji

Pomimo rosnącej inflacji prezes NBP w dalszym ciągu odwoływał się do projekcji inflacyjnych banku. Dawał tym samym jasno do zrozumienia, że obecny wzrost inflacji nie powoduje, że Rada Polityki Pieniężnej zamierza podnosić stopy procentowe. Jest to o tyle istotne, że rosnąca inflacja powinna spowodować wzrost stóp procentowych. Ten z kolei nie jest mile widziany przez obecny rząd, bo podnosi koszt kredytowania. Wyższe stopy procentowe umacniają walutę, w związku z czym eksport byłby również mniej opłacalny.

Rekordy w USA

Amerykańska giełda w dalszym ciągu ma się bardzo dobrze. Co kilka dni pojawiają się kolejne rekordy wywoływane pompowaniem płynności przez Rezerwę Federalną. Takie działanie ma jednak jeden podstawowy problem – mają ograniczony czas działania, a pompowany balon w pewnym momencie pęka. Zarówno giełda, jak i waluta mają się jednak bardzo dobrze. Pytanie jednak co będzie, kiedy ktoś powie: “sprawdzam”.

Co z naszym zerowym deficytem?

Budżet faktycznie zgłaszamy bez deficytu. Czy to jednak ma znaczenie, skoro pożyczamy pieniądze z funduszu solidarnościowego? Nie jest tak źle, że na spełnianie obietnic wyborczych pieniądze dla niepełnosprawnych zostaną zabrane, ale jest to bardzo śliska sztuczka, która przecież wyjdzie na jaw. Agencje Ratingowe przecież zauważą, że te pieniądze nie wzięły się z powietrza. Na ogół reguła fiskalna na temat wydatków powinna być tak zmodyfikowana, by nie pozwalać na takie sztuczki, ale nikt tego nie potrzebuje.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Inflacja w Polsce przyśpiesza

W tym tygodniu najciekawszymi wynikami makroekonomicznymi dla Polski okazały się wstępne szacunki grudniowej inflacji. Na koniec ubiegłego roku przyspieszyła ona do 0,8% m/m i 3,4% r/r, do czego przyczynił się znaczny wzrost cen żywności. Inflacja bazowa również przyspieszyła w grudniu i wyniosła powyżej 3% r/r. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że roczna inflacja przekroczy poziom 4% na początku bieżącego roku (biorąc pod uwagę oczekiwany wzrost cen energii). Cel inflacyjny polskiego banku centralnego (NBP) wynosi natomiast 2,5%.

Z punktu widzenia grudniowej inflacji na uwagę zasługuje pierwsze w tym roku posiedzenie NBP. Oczekuje się, że NBP pozostawi stopy procentowe bez zmian – główna stopa pozostanie zatem na poziomie 1,50%. Polski bank centralny uważa przyśpieszenie inflacji za stan przejściowym i nie zamierza w żaden sposób na nie reagować. Prawdą jest, że w grudniu wzrost cen dotyczył głównie cen żywności, a od stycznia należy oczekiwać również podwyżek za energię, jednak w dalszym ciągu są to towary, które leżą poza zasięgiem oddziaływania polityki pieniężnej. Prezes A. Glapiński powtórzył, że przyszłym ruchem względem stóp procentowych będzie raczej obniżka niż wzrost. W tym roku, pomimo przyśpieszenia inflacji, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w Polsce pozostaje stabilność stóp procentowych.

Kurs złotego względem euro w ubiegłym tygodniu nie zmienił się znacząco i w piątek rano wynosił 4,25 EUR/PLN. Pod koniec tygodnia kurs eurodolar wynosił 1,111 EUR / USD.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Fortinet przedstawia prognozy cyberzagrożeń na 2020 rok

Fortinet przedstawił prognozy zespołu FortiGuard Labs dotyczące krajobrazu zagrożeń w roku 2020 i późniejszym okresie. Eksperci Fortinet zaprezentowali w nich metody, które – jak przewidują – cyberprzestępcy będą stosować w najbliższej przyszłości. Wskazano też na ważne strategie, które pomogą firmom chronić się przed nadchodzącymi atakami.

Więcej szczegółowych informacji można znaleźć na blogu Fortinet. Poniżej zaprezentowano wybrane z nich.

Zmiana trajektorii cyberataków

Metody prowadzenia cyberataków stały się w ostatnich latach bardziej wyrafinowane, przez co wzrosła ich skuteczność i szybkość. Tendencja ta prawdopodobnie będzie się utrzymywać, dopóki przedsiębiorstwa nie zmienią sposobu myślenia o swojej strategii bezpieczeństwa. Zasięg spotykanych w globalnej skali cyberzagrożeń, ich poziom wyrafinowania oraz szybkość modyfikowania powodują, że przedsiębiorstwa muszą być gotowe do reagowania w czasie rzeczywistym z prędkością maszyny, aby skutecznie przeciwdziałać agresywnym atakom. Zasadnicze znaczenie w tej walce będą miały postępy w wykrywaniu zagrożeń z wykorzystaniem sztucznej inteligencji (AI).

 Ewolucja sztucznej inteligencji jako systemu

Jednym z celów rozwoju sztucznej inteligencji specjalizującej się w bezpieczeństwie jest stworzenie adaptacyjnego układu odpornościowego dla sieci, podobnego do tego w ludzkim ciele. Pierwsza generacja tego typu rozwiązań została zaprojektowana do korzystania z modeli uczenia maszynowego w celu zbierania danych, korelowania ich, a następnie określania konkretnego kierunku działania. Druga generacja sztucznej inteligencji wykorzystuje coraz bardziej wyrafinowaną zdolność wykrywania wzorców, aby znacznie poprawić takie obszary, jak kontrola dostępu, poprzez dystrybucję węzłów edukacyjnych w całym środowisku. W trzeciej generacji natomiast, zamiast polegać na centralnym, monolitycznym centrum przetwarzania, sztuczna inteligencja połączy swoje regionalne węzły uczące się, aby lokalnie zgromadzone dane mogły być udostępniane, korelowane i analizowane w bardziej rozproszony sposób. Będzie to bardzo ważny etap rozwoju, ponieważ przedsiębiorstwa planują zabezpieczenie swoich rozwijających się środowisk przetwarzania na brzegu sieci.

Federacyjne uczenie maszynowe

Oprócz wykorzystania tradycyjnych form analizy zagrożeń zbieranych z różnego typu kanałów informacyjnych lub pochodzących z przeprowadzanej wewnętrznie analizy ruchu i danych, uczenie maszynowe będzie ostatecznie bazować na mnóstwie istotnych informacji spływających z nowych urządzeń brzegowych do lokalnych, uczących się węzłów. Śledząc i korelując te informacje w czasie rzeczywistym, system sztucznej inteligencji będzie mógł nie tylko wygenerować pełniejszy obraz zagrożeń, ale także dopracować sposób, w jaki wdrożone w firmach systemy mogą reagować na zdarzenia lokalne. Systemy AI będą w stanie widzieć pojawiające się zagrożenia, korelować informacje o nich, śledzić i przygotowywać się na atak, m.in. udostępniając informacje o tym fakcie w sieci. Ostatecznie federacyjny system uczenia maszynowego pozwoli na połączenie zestawów danych, przez co modele uczenia się będą mogły dostosować się do zmieniających się trendów dotyczących środowisk i zdarzeń. Dzięki temu zaobserwowanie incydentu tylko w jednym punkcie poprawi inteligencję całego systemu.

Łączenie AI (sztucznej inteligencji) i Playbooks (katalaogów informacji o zagrożeniach) w celu przewidywania ataków

Inwestowanie w sztuczną inteligencję pozwala przedsiębiorstwom nie tylko na automatyzację zadań, ale także zapewnia zautomatyzowany system wyszukujący i wykrywający ataki oraz działający prewencyjnie. Połączenie uczenia maszynowego z analizą statystyczną umożliwia opracowanie indywidualnych planów działań powiązanych ze sztuczną inteligencją w celu lepszego wykrywania zagrożeń i reagowania na nie. W ten sposób powstają katalogi opisujące zagrożenia – Playbooks, dzięki którym można odkryć podstawowe wzorce pozwalające systemowi AI przewidzieć następny ruch atakującego, wykryć, gdzie może nastąpić następny atak, a nawet określić kto jest najbardziej prawdopodobnym winowajcą. Jeśli te informacje zostaną dodane do systemu uczenia sztucznej inteligencji, jego węzły będą mogły zapewnić zaawansowaną i proaktywną ochronę, w ramach której nie tylko wykrywają zagrożenie, ale także prognozują ruchy, proaktywnie interweniują i koordynują wiedzę z innymi węzłami, aby jednocześnie wykluczyć wszystkie możliwości ataku.

Szansa w kontrwywiadzie i oszukiwaniu

Jedną z najbardziej kluczowych dziedzin w świecie szpiegostwa jest kontrwywiad. To samo dotyczy prowadzenia ataku na środowisko, w którym ruchy są dokładnie monitorowane przez jego właścicieli. Broniący się mają wyraźną przewagę nad cyberprzestępcami dzięki dostępowi do rodzajów informacji o zagrożeniach, których jakość można zwiększyć dzięki uczeniu maszynowemu i sztucznej inteligencji. Mogą zatem pokusić się na swego rodzaju oszustwo – wprowadzenie do transmisji danych sztucznego ruchu, który utrudni przestępcom nauczenie się wzorców prawdziwego ruchu i uniemożliwi – przynajmniej przez pewien czas – stworzenie odpowiednich algorytmów wykradających informacje. Ale równocześnie należy spodziewać się, że cyberprzestępcy zaczną zdawać sobie sprawę z tego, że są oszukiwani i mogą rozpocząć działania kontrwywiadowcze. Będą musieli nauczyć się odróżniać wzorce tradycyjnego i sztucznego ruchu, bez przyłapania na szpiegowaniu. Ale i tego typu działania będą mogły być wykrywane dzięki sztucznej inteligencji, która pomoże stworzyć katalogi opisujące najlepsze praktyki w tej dziedzinie (Playbooks). Ułatwi także kreowanie sztucznego ruchu, aby jak najbardziej skutecznie „zaciemniał” on potok danych zawierających właściwe informacje.

Ścisła współpraca z organami ścigania

Cyberbezpieczeństwo ma szczególne wymagania dotyczące prywatności i dostępu do danych, coraz bardziej regulowane przez lokalne ustawodawstwo w poszczególnych krajach. Natomiast cyberprzestępczość nie ma granic, co powoduje, że organy ścigania nie tylko zostały zmuszone do tworzenia globalnych centrów dowodzenia, ale także zaczęły łączyć je z sektorem prywatnym, dzięki czemu są o krok bliżej do wykrywania działań cyberprzestępców i reagowania na nie w czasie rzeczywistym. Struktura organów ścigania oraz ich relacje z sektorem publicznym i prywatnym mogą pomóc w identyfikowaniu cyberprzestępców. Inicjatywy promujące bardziej jednolite podejście do współpracy pomiędzy różnymi międzynarodowymi i lokalnymi organami ścigania, rządami, przedsiębiorstwami i ekspertami ds. bezpieczeństwa pomogą przyspieszyć bezpieczną wymianę informacji w celu ochrony infrastruktury krytycznej i przed cyfrową przestępczością. 

Poziom wyrafinowania działań cyberprzestępców nie maleje

Oczywiste jest, że wszelkie zmiany w strategiach ochrony przedsiębiorstw zostaną w końcu zauważone przez cyberprzestępców. Firmy stosujące zaawansowane zabezpieczenia sieciowe oraz wyrafinowane metody wykrywania ataków i reagowania na nie, powinny liczyć się z podejmowanymi próbami jeszcze silniejszych ataków – zarówno w skali, jak też sposobie ich przeprowadzenia. Nie jest tajemnicą, że cyberprzestępcy także interesują się sztuczną inteligencją i coraz częściej będzie ona wykorzystywana do skutecznego prowadzenia ataków.

Zaawansowane techniki unikania

Ogłoszony niedawno raport Fortinet Threat Landscape pokazuje wzrost wykorzystania przez cyberprzestępców zaawansowanych technik omijania zabezpieczeń, zaprojektowanych w celu zapobiegania wykrywaniu, wyłączania funkcji ochronnych oraz unikania wykrycia dzięki korzystaniu do ataku wyłącznie z zasobów posiadanych przez potencjalną ofiarę, np. zainstalowane u niej oprogramowanie. Wiele współczesnych narzędzi przestępczych zawiera już funkcje pozwalające „omijać” oprogramowanie antywirusowe lub inne środki wykrywania zagrożeń. Natomiast cyberprzestępcy stają się coraz bardziej wyrafinowani w swoich praktykach zaciemniania i antyanalizy, aby uniknąć wykrycia. Takie strategie maksymalizują szansę na wykorzystanie słabości technik ochronnych i brak odpowiedniego przygotowania personelu w przedsiębiorstwie.

Rój botów atakuje

W ciągu ostatnich kilku lat wykształciła się nowa technika ataku nazywana rojem botów. Do atakowania w ten sposób sieci oraz podłączonych do nich urządzeń wykorzystywane są uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja, których potencjał może być wykorzystywany do infiltracji sieci, blokowania pracy wewnętrznych mechanizmów obronnych oraz skutecznego wyszukiwania i wykradania danych. Wyspecjalizowane boty, uzbrojone w określone funkcje, będą mogły wymieniać się zgromadzonymi informacjami i korelować je w czasie rzeczywistym, aby przyspieszyć zdolność całego roju do wybierania i modyfikowania ataków, nawet na wiele celów jednocześnie.

5G i przetwarzanie na brzegu sieci przyspieszą ataki

Transmisja danych w sieciach 5G może stać się katalizatorem rozwoju ataków wykorzystujących roje botów. Dzięki tej technologii możliwe będzie tworzenie lokalnych sieci ad hoc, które mogą szybko udostępniać i przetwarzać informacje. Działające na brzegu sieci urządzenia, wyposażone w moduł transmisji danych 5G, mogą stać się kanałem dystrybucji złośliwego kodu, zaś grupy zainfekowanych urządzeń mogą współpracować, aby atakować ofiary z jeszcze większą szybkością, zapewnianą przez 5G. W takiej sytuacji, biorąc pod uwagę szybkość, inteligencję i lokalny charakter tego typu ataków, starsze rozwiązania ochronne mogą okazać się nieskuteczne.

Zmiana sposobu prowadzenia ataków zero-day przez cyberprzestępców

Do tej pory znalezienie luki zero-day oraz opracowanie dla niej exploita było kosztowne, więc przestępcy wykorzystywali je tak długo, aż nie zostały zneutralizowane. Jednak rosnąca ilość możliwości przeprowadzenia ataku, łatwość wykrywania luk z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz rosnąca liczba dostępnych na świecie usług i oprogramowania wpływają na zdecydowany wzrost ryzyka częstego pojawiania się nowych podatności typu zero-day. Konieczne będzie podejmowanie dodatkowych środków bezpieczeństwa, aby przeciwdziałać temu trendowi.

„Sukcesy osiągane przez cyberprzestępców wynikają z możliwości wykorzystania powiększającej się powierzchni ataku i rosnącej liczby luk bezpieczeństwa powstających w wyniku cyfrowej transformacji. Ostatnio metody podejmowanych ataków stały się jeszcze bardziej wyrafinowane dzięki integracji sztucznej inteligencji i technologii roju botów. Na szczęście tempo tego wzrostu zostanie wkrótce wyhamowane, jeśli więcej przedsiębiorstw użyje do ochrony swoich sieci tego samego rodzaju strategii, które przestępcy stosują do atakowania ich. Wymaga to ujednoliconego podejścia o szerokim zakresie, zintegrowanego i zautomatyzowanego, aby zapewnić wymianę informacji pomiędzy segmentami sieci, jej brzegiem, Internetem Rzeczy oraz dynamicznymi chmurami.” – Derek Manky, Chief, Security Insights & Global Threat Alliances, Fortinet

Koszty zarządzania inwestycją a limitowanie na podstawie art. 15e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT)

Niektóre wydatki na zakup usług niematerialnych od podmiotów powiązanych podlegają od 1 stycznia 2018 r. limitowaniu w kosztach uzyskania przychodu na podstawie art. 15e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). Do takich wydatków zalicza się w szczególności usługi doradcze, reklamowe, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń, badania rynku oraz świadczenia o podobnym charakterze.

Limitując takie usługi, ustawodawca wskazał w uzasadnieniu do nowelizacji ustawy, że racjonalnie działający przedsiębiorca powiązany z innymi przedsiębiorcami w ramach grup kapitałowych potrzebuje w toku prowadzonej działalności nabyć usługi jedynie o określonej wartości od podmiotów powiązanych. Nadwyżka ponad tę kwotę stanowi jedynie rozliczenia pomiędzy podmiotami niewynikające z działalności gospodarczej.

Wokół tego przepisu pojawił się szereg wątpliwości, które podatnicy potwierdzali w toku interpretacji indywidualnych. Część spraw trafiła do sądów administracyjnych. Szczególnie ciekawie przedstawia się tematyka kwalifikacji pod kątem tych przepisów różnego rodzaju usług zarządzania.

Pojęcie usług zarządzania

Ministerstwo Finansów wskazuje, że jako usługi zarządzania i kontroli wskazane w tym przepisie, należy rozumieć szeroki zakres czynności, w szczególności określonych w PKWiU:

  • 20.40.0 – Usługi zarządzania masą upadłościową;
  • 10.10.0 – Usługi firm centralnych (head offices) i holdingów, z wyłączeniem holdingów finansowych;
  • 22.17.0 – Usługi zarządzania procesami gospodarczymi.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 25 kwietnia 2019 r. zwrócił uwagę, że „Za usługi zarządzania należy uznać pewne profesjonalne usługi, w ramach których podmiot je świadczący dokonuje władczych rozstrzygnięć, determinuje kierunek działań i rozwoju działalności zlecającego taką usługę. Elementem zaś charakteryzującym usługi zarządzania jest władcze podejmowanie istotnych decyzji biznesowych”. W konsekwencji nie mogą być uznane za zarządzanie czynności jedynie o charakterze administracyjnym, nie mające wpływu na procesy, z których nie wynikają żadne decyzje.

Przepis ten odnosi się również do usług o podobnym charakterze. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że nie mogą to być dowolne usługi, ale także usługi związane z wydawaniem władczych decyzji biznesowych, choć nie zawsze określane jako zarządzenia. Przy ocenie świadczenia należy zawsze brać pod uwagę jego cel, a nie nazwę.

Bezpośredni związek

Zgodnie z art. 15e ust. 11 ustawy o CIT z zakresu kosztów podlegających limitowaniu na podstawie art. 15e ust. 1 ustawy wyłączone są wydatki na usługi i prawa bezpośrednio związane z wytworzeniem lub nabyciem przez podatnika towaru albo świadczeniem usługi.

Jak wynika z wyjaśnień Ministerstwa Finansów, koszty bezpośrednio związane z wytworzeniem lub nabyciem usługi lub towaru, to „koszt usługi lub prawa w jakimkolwiek stopniu «inkorporowanych» w produkcie, towarze lub usłudze. Jest to zatem koszt, który wpływa na finalną cenę danego towaru lub usługi, jako (zazwyczaj) jeden z wielu wydatków niezbędnych do poniesienia w procesie dystrybucji danego dobra lub świadczenia określonej usługi. Koszt ten powinien przy tym być możliwy do zidentyfikowania, jako czynnik obiektywnie kształtujący cenę danego dobra lub usługi”. Z powyższego stanowiska Ministerstwa wynika, że aby wykazać bezpośredni związek, podatnik musi dowieść, jak cena usługi wpływa na koszt finalnego towaru lub usług. Jak słusznie wskazuje Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 18 lipca 2019 r. (sygn. III SA/Wa 2655/18): „nie jest wystarczające samo stwierdzenie, że opłaty za usługi są uwzględniane przy obliczaniu początkowej ceny sprzedaży produktu”. WSA uznał tym samym, że usługi zarządzania zakupami nie są bezpośrednio związane z wytwarzanymi towarami, gdyż ich naturą jest kontraktowanie podmiotów, czyli pośrednictwo przy łączeniu dostawcy z odbiorcą. W konsekwencji podatnik powinien objąć te usługi limitem zgodnie z art. 15e ustawy o CIT.

W każdej sytuacji „bezpośredniość” związku powinna być poddana odrębnej analizie w celu ustalenia, jak zakupiona usługa wpływa na kształtowanie się finalnych cen sprzedawanych towarów lub usług oraz generalny związek z czynnościami. Nie każda zakupiona usługa, pomimo że często związana z działalnością gospodarczą i przychodami, wpływa na ustalenie ceny, przy czym powstaje pytanie, czy taki wpływ jest istotny, czy powinien być zauważalny.

Nie tylko materialne usługi…

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w wyroku z 16 stycznia 2019 r. (sygn. I SA/Gl 1199/18) zauważył z kolei, że „Zarządzanie i kontrola może dotyczyć strategii działania spółki, jak również jej spraw o mniejszej wadze, np. jak bieżących kwestii związanych z działalnością. Nie ma bowiem istotnej jakościowej różnicy pomiędzy zakupieniem od podmiotu zewnętrznego usług zarządzania, a „wynajmem” personelu trudniącego się zarządzaniem”. W uproszczeniu takie stwierdzenie WSA oznacza, że podatnik nie powinien utożsamiać usług zarządzania i kontroli objętych limitowaniem jedynie z materialnymi usługami w postaci wytaczania wizji i strategii spółki czy zarządzania procesami gospodarczymi. Każda pojedyncza czynność powinna zostać w tym zakresie przeanalizowana pod kątem jej charakteru, tym bardziej że ustawodawca objął limitowaniem także usługi o podobnym charakterze. Niewłaściwe więc jest ograniczanie się jedynie do kodów PKWiU, bez faktycznego analizowania sensu i celu kupowanych usług.

Zarządzanie inwestycją a limitowanie kosztów

W kontekście powyższych rozważań związanych z limitowaniem wydatków na zarządzanie warto przeanalizować wydatki związane z kosztami zarządzania inwestycją. Z jednej strony takie usługi można potraktować jako niezwiązane bezpośrednio ze świadczonymi usługami, gdyż ich celem jest zarządzanie inwestycją, a nie jej budowa/sprzedaż. Wtedy jako usługi zarządzania podlegałyby co do zasady limitowaniu. Jednak z drugiej strony bez takich usług nie powstałaby inwestycja, a koszty usług zarządzania są zawsze pośrednio wkalkulowane w cenę inwestycji. Wątpliwości w tym zakresie rozwiał Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu, który w wyroku z 14 listopada 2019 r. (sygn. akt I SA/Wr 619/19) wskazał, że „inkorporacja” kosztu w finalną cenę produktu nie jest warunkiem koniecznym do uznania kosztu za bezpośrednio związany z wytworzeniem tego produktu. W konsekwencji, pomimo iż usługi zarządzania inwestycją nie kształtują jej ceny oraz nie mają na nią dużego wpływu, nie sposób uznać, że tego rodzaju koszty nie są bezpośrednio związane z procesem wytworzenia danej inwestycji. Tym samym WSA uznał, że usługi zarządzania inwestycją nie podlegają limitowaniu w CIT określonemu w art. 15 e ustawy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

2019: Trendy rynku biurowego w Polsce

Rekordowa wartość transakcji inwestycyjnych i wysoki popyt na powierzchnie potwierdza doskonałą kondycję segmentu biurowego w naszym kraju.

W 2019 roku mogliśmy obserwować dalszy, intensywny wzrost rynku biurowego w Polsce. Najbardziej dynamiczny rozwój w segmencie nieruchomości biurowych widoczny jest w Warszawie, która pod względem popytu zdystansowała rynki regionalne. Analitycy Walter Herz przewidują, że bieżący rok zamknie się na stołecznym rynku najlepszym w historii wynikiem pod względem ilości wynajętej powierzchni. W 2019 roku mieliśmy do czynienia w Warszawie z rekordowymi transakcjami najmu. mBank wynajął w Mennicy Legacy Tower 45,6 tys. mkw. powierzchni biurowej, a Orange Polska odnowiła najem blisko 45 tys. mkw. biur w Miasteczku Orange.

Wyraźne zmiany we wszystkich, największych ośrodkach biurowych w Polsce widać też w strukturze popytu. Rośnie udział umów przednajmu. W miastach regionalnych przednajem obejmuje już jedną trzecią wynajmowanej powierzchni. W Warszawie większość biur będących w budowie jest już zabezpieczona umowami.

Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz zauważa, że na rynku biurowym mamy dziś do czynienia z bardzo dużą aktywnością najemców, zarówno z sektora prywatnego, jak i publicznego. – Niesłabnący popyt na biura, nie tylko w dużych miastach, ale i w mniejszych ośrodkach miejskich, dopinguje z kolei do działania deweloperów, którzy w szybkim tempie wprowadzają na rynek kolejne, często spektakularne projekty. Ponadto do inicjowania nowych inwestycji motywuje ich także duże zainteresowanie nieruchomościami komercyjnymi zgłaszane ze strony różnych rynków kapitałowych, w tym również takich które dotąd w Polsce były mniej aktywne – informuje.

Bartłomiej Zagrodnik podkreśla, że inwestycjom w Polsce sprzyja notowany w kraju wzrost gospodarczy, coraz szersza oferta produktów inwestycyjnych, w tym przede wszystkim obiektów klasy AAA oraz wysoki popyt ze strony najemców, o czym świadczyć może choćby minimalny poziom pustostanów w segmencie biurowym. – Zainteresowaniem inwestorów cieszy się, nie tylko rynek warszawski, ale także rynki regionalne, na których w tym roku rejestrowany jest rekordowy poziom transakcji inwestycyjnych w sektorze biurowym. Najlepsze wyniki osiąga w tym zakresie Kraków, Wrocław i Trójmiasto. To dowód na dobrą kondycję segmentu biurowego w całej Polsce – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik.

Polska postrzegana jest jako stabilna i dojrzała gospodarka, stąd duże międzynarodowe fundusze coraz chętniej u nas inwestują. Udział w transakcjach zwiększa przede wszystkim kapitał azjatycki, szczególnie z Korei Południowej. Z danych Walter Herz wynika, że wartość transakcji inwestycyjnych na regionalnych rynkach biurowych poza Warszawą przekroczyła w ubiegłym roku wartość 1 miliarda euro, co stanowi historycznie najlepszy rezultat. W całej Polsce łączna suma transakcji, których przedmiotem były obiekty biurowe po trzech kwartałach 2019 roku przewyższyła natomiast wielkość wolumenu z 12 miesięcy roku wcześniejszego.

Na naszym rynku biurowym, jak  oblicza Walter Herz, w budowie jest 1,7 mln mkw. powierzchni. Wśród realizowanych inwestycji są również takie, które imponują swoim rozmachem. Największym, powstającym kompleksem jest warszawskie Varso, które zaoferuje 110 tys. mkw. powierzchni biurowych. W nadchodzącym czasie w Warszawie planowane jest też oddanie do użytkowania kilku widowiskowych wież biurowych,  w tym m.in. Mennicy Legacy Tower, Widok Towers, The Warsaw HUB, czy Skylinera.

W największych ośrodkach biznesowych w kraju powstają duże obiekty, które oferują biura na najwyższym światowym poziomie. Coraz liczniej pojawiają się wśród nich projekty typu mixed-use, które często bazują na rewitalizacji historycznych zabudowań industrialnych. Obiekty wielofunkcyjne, jak warszawskie inwestycje Elektrownia Powiśle, The Warsaw HUB, Fabryka Norblina, Browary Warszawskie i Koneser, czy łódzka Fuzja i Monopolis cieszą się dużym powodzeniem najemców. Dlatego, jak prognozuje Bartłomiej Zagrodnik, także nadchodzący czas będzie okresem intensywnego rozwoju inwestycji multifunkcyjnych, które dziś bardzo często niosą ze sobą przebudowę dużych fragmentów miast, a niektóre z nich objęte są ochroną konserwatorską.

Najbliższe miesiące przyniosą także weryfikacje rynku biur serwisowanych i powierzchni coworkingowych, który w ostatnim czasie znacznie zwiększył w Polsce swoje zasoby, przede wszystkim w Warszawie. Otwarcie kilku nowych lokalizacji dla elastycznych przestrzeni, m.in. w kompleksach Warsaw Hub, Central Point, Varso, Mennicy Legcy Tower, Fabryce Norblina, czy Monopolis ujawni realne zapotrzebowanie na tego typu powierzchnię, co zadecyduje o tempie rozwoju tego segmentu w naszym kraju.

Deweloperzy w ostatnim czasie częściej stawiają też na zaawansowane technologicznie rozwiązania ekologiczne. Niedawno mogliśmy obserwować szereg zmian w tym zakresie na rynku biurowym. Aranżacja nowych obiektów idzie w stronę podnoszenia efektywności energetycznej i obniżania negatywnego wpływu budynków na środowisko naturalne. Biurowce stają się, nie tylko coraz bardziej komfortowe, ale i oszczędne. Zastosowane w nich rozwiązania pozwalają na uzyskanie dobrego wyniku w ramach wielokryterialnej certyfikacji, w procesie której oceniana jest efektywność energetyczna, efektywność gospodarowania wodą, jakość środowiska wewnętrznego budynku, redukcja odpadów i zastosowanie recyklingu oraz jakość materiałów wykorzystywanych do budowy obiektów. Dostępne technologie pozwalają tworzyć obecnie budynki zero-energetyczne, tj. o zerowym zużyciu energii i zerowej emisji dwutlenku węgla. Najnowocześniejsze kompleksy walczą o potwierdzenie swojego standardu certyfikatami na najwyższym poziomie.

W najbardziej prestiżowych budynkach testowane są także systemy wspierające użytkowników w organizowaniu codziennego dnia pracy. Umożliwiają to aplikacje na smartphony, które pozwalają dostosować do potrzeb oświetlenie, temperaturę, wilgotność w pomieszczeniach, zarezerwować salę konferencyjną, parking, czy inne usługi.

4 elementy, które powinny znaleźć się w umowie chwilówki

Stale rosnąca popularność chwilówek sprawia, że coraz większa liczba osób decyduje się na skorzystanie z tego rozwiązania, kiedy na ich drodze pojawia się jakikolwiek nieprzewidziany wydatek. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu szybkie pożyczki nie wymagają wielu formalności ani nawet wychodzenia z domu, za to pozwalają na otrzymanie wymaganej kwoty często już nawet tego samego dnia.

Warto jednak pamiętać, że oferty pozabankowe zasadniczo różnią się od tych, z jakimi można się spotkać w banku, a ponieważ obowiązujące przepisy nie regulują ich tak dokładnie, jak kredytów, na rynku znaleźć można ogromną liczbę różnorodnych możliwości. Dzięki temu każdy znajdzie coś odpowiadającego swoim potrzebom, warto jednak nie skupiać się tylko na dostępnych kwotach oraz warunkach, jakie trzeba spełnić, równie istotną kwestią jest sama umowa pożyczki. Podpisanie takiego dokumentu powinno nastąpić dopiero po dokładnym zapoznaniu się z zawartymi w nim zapisami, dlatego dobrze jeśli już na samym początku posiada się wiedzę o tym, co powinien zawierać.

Podstawowe informacje

Pierwszą rzeczą, która powinna być jasno określona w każdej umowie, jest wyraźne zaznaczenie stron, które zawierają taką umowę wraz z podaniem wszystkich niezbędnych informacji. W umowie pożyczki musi znaleźć się informacja o tym, kto jest pożyczkobiorcą oraz o tym, kto udziela takiego zobowiązania. Bardzo istotne jest również dokładne sprawdzenie, czy wszelkie informacje na pewno są zgodne z prawdą. W celu przyspieszenia całego procesu warto z wyprzedzeniem przygotować dowód osobisty, który pozwoli na szybkie podanie niezbędnych danych.

Kwota oraz koszt pożyczki

Kolejnym elementem, który musi znaleźć się w umowie, jest dokładna kwota pożyczki. Ponieważ to właśnie umowa jest dokumentem, na podstawie którego regulowana będzie pożyczka, warto upewnić się, czy zawiera warunki spłaty oraz, czy są one takie same jak te, które były nam wcześniej oferowane. Powinny znaleźć się w niej zapisy dotyczące całkowitego kosztu naszej chwilówki, to znaczy całej kwoty, jaką będziemy musieli zwrócić wraz z upływem terminu spłaty, razem z oprocentowaniem i opłatami. Nie zawsze rzeczywiste warunki będą takie same jak te, które oferowane były w materiałach reklamowych, dlatego dla własnego bezpieczeństwa najlepiej dokładnie zapoznać się z umową przed jej podpisaniem.

Termin i warunki spłaty

Termin spłaty również jest bardzo istotny i powinien zostać określony we właściwym miejscu umowy pożyczki. Jednak istotna jest nie tylko sama data, w której dane zobowiązanie musi zostać spłacone, ale również to czy dostępna jest możliwość przesunięcia tego terminu. Dobra umowa powinna jasno opisywać, w jaki sposób powinien postępować klient chcący spłacić swoją pożyczkę przed terminem, co z reguły pozwala na zmniejszenie kosztów, jak i klient, któremu zależy na przedłużeniu czasu spłaty. Dodatkowo w umowie powinny być określone konsekwencje, z jakimi trzeba się liczyć w przypadku nieterminowego uregulowania swojego zobowiązania, z dokładnym zaznaczeniem tego, jakie kroki oraz kiedy zostaną podjęte.

Zerwanie umowy

Zarówno pożyczkobiorca, jak i pożyczkodawca mają możliwość odstąpienia od umowy w określonych sytuacjach. W umowie pożyczki powinny znaleźć się zapisy regulujące tę kwestię wraz z drogą postępowania w przypadku chęci zerwania umowy lub złożenia reklamacji. Istotne są nie tylko informacje o tym, w jakiej formie należy zgłosić taką decyzję, ale również o terminie oraz sposobie, w jaki zostanie udzielona odpowiedź na nasz wniosek.

Wybierając najlepszą dla siebie ofertę, warto korzystać z porównywarek pożyczek jak LoanScouter, tutaj można znaleźć wszystkie niezbędne informacje, które pozwolą na dokonanie wyboru. Warto również sprawdzić na stronie wybranego pożyczkodawcy, czy udostępniona jest ramowa umowa pożyczki, pozwala to na zapoznanie się z dokładnymi warunkami udzielanych zobowiązań jeszcze przed złożeniem wniosku o pożyczkę.

Materiały POS dbają o wizerunek i zwiększają zyski marek

Materiały POS to nośniki reklamy Below The Line, które zwracają uwagę konsumentów na marki oraz ich produkty w punktach sprzedaży. Dzięki materiałom POS możliwe jest motywowanie klientów do podjęcia zakupowych decyzji, a także pozycjonowanie wizerunku i komunikacji marki w ich świadomości. Dzięki temu POS-y są efektywnymi narzędziami marketingowymi zwiększającymi sprzedaż.

76% decyzji zakupowych podejmowanych jest w sklepach

Takie wnioski opublikowano w raporcie badania Point of Purchase Advertising International. Konsumenci niezwykle chętnie podejmują impulsowe decyzje zakupowe, do których motywuje ich atrakcyjności oferty, atmosfera panująca w sklepie sprzyjająca zakupom, a także materiały POS wspierające sprzedaż w punktach handlowych.

Materiały POS przyjmują wiele form i pełnią zróżnicowane funkcje dostosowane do lokalizacji w sklepie oraz designu. Wśród typowych rozwiązań POS należy wymienić m.in. kategorię produktową, która ma na celu wyróżnienie produktów na półkach na tle konkurencji oraz ułatwienie konsumentom wyboru. Do takich POS-ów zalicza się m.in. wobblery, stoppery, shelf-linery czy toppery.

Drugą istotną kategorią POS-ów są standy reklamowe. Są one kluczowe dla wspierania sprzedaży w zakresie tzw. secondary placementu, czyli umieszczania produktów poza jego kategorią produktową. Standy mogą również służyć do promocji towarów w strefach przykasowych, które odznaczają się największą efektywnością sprzedaży impulsowej.

Trendy w projektowaniu materiałów POS

Współcześnie stosowane produkty wspierające sprzedaż to nowoczesne i zaawansowane materiały, które efektywnie przyciągają i skupiają uwagę konsumentów, wywołują w nich pożądane emocje oraz skutecznie motywują do zakupu. Proces projektowania i produkcji materiałów POS w dużej mierze opiera się na konieczności wykorzystania wiedzy z zakresu technologii produkcyjnych, nowoczesnych rozwiązań technicznych, shopper marketingu, projektowania oraz psychologii zakupowej.

Podczas projektowania materiałów POS należy pamiętać o wizerunku i charakterze promowanej marki, założeniach kampanii promocyjnej, sezonowości oraz dostosowaniu do specyfiki docelowej grupy odbiorców. Displaye czy standy świetnie sprawdzają się również jako narzędzie do rebrandingu.

Według badania agencji POPAI wśród aktualnych trendów w projektowaniu materiałów POS dużą rolę odgrywają podświetlane standy reklamowe, które zgodnie z raportem przygotowanym przez POPAI zwiększają prawdopodobieństwo zakupu aż o 23%. Wśród innych kluczowych technologii wdrażanych w materiałach wspierających sprzedaż zalicza się m.in. głośniki kierunkowe, czujniki ruchu i aromatyzery. Dzięki jednoczesnemu angażowaniu zmysłu wzroku, zapachu i słuchu możliwe jest zmaksymalizowanie zaangażowania konsumenta. Według POPAI POS-y z zaimplementowanymi aromatyzerami są w stanie zaangażować konsumentów o 75% mocniej względem standów oddziałujących wyłącznie na zmysł wzroku czy słuchu.

Poznaj nowoczesne i innowacyjne realizacje materiałów wspierających sprzedaż. Sprawdź materiały POS Canvas – specjalistów od Visual Merchandisingu.

Branża HR: Bezpłatne praktyki powinny zniknąć z rynku

Według ekspertów z branży HR, obecnie nie trzeba wprowadzać całkowitego zakazu bezpłatnych praktyk. To mogłoby ograniczyć wybór studentom, którzy decydują się na takie oferty w ramach realizowanego programu nauczania. Ponadto to rynek wymusza zmiany, a propozycje bez wynagrodzenia pojawiają się coraz rzadziej. Zwykle są one przygotowane przez pracodawców, których nie stać na płatne programy stażowe. Mogą też pojawiać się w niektórych zawodach rzemieślniczych, ze względu na ich specyfikę. Zdarza się, że firmy otrzymują pozapłacowe świadczenia. I dodają, że wynagrodzenia dla praktykantów nie powinny być niższe od płacy minimalnej.   

Prawo bez zmian

Czy bezpłatne praktyki powinny być całkowicie zakazane? Z tym pytaniem analitycy serwisu agencyjnego MondayNews zwrócili się do wybranych firm działających na rynku HR. Część z nich w ogóle nie chciała zająć stanowiska w tej sprawie. W tym gronie znalazły się również duże agencje, które stale poszukują praktykantów.

– Skłaniałbym się ku takiemu rozwiązaniu, które dopuszcza także nieodpłatne praktyki. Zakładając, że rozumiemy je jako wszystko to, co jest wyłącznie przyuczaniem do zawodu, naturalnym przedłużeniem edukacji, zdobywaniem praktycznych umiejętności, a wreszcie obowiązkiem ucznia lub studenta. Oczywiście pracodawca może też zdecydować o tym, aby taką praktykę honorować wynagrodzeniem – mówi Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy w Randstad Polska.

Z kolei jak podkreśla Maja Szelowska, ekspert z Hays Poland, tworzenie regulacji prawnych dotyczących odpłatności wydaje się być zbędne, ponieważ to rynek wymusza odpowiednie zmiany w tym zakresie. Pracodawcy coraz częściej samodzielnie decydują się na organizację płatnych praktyk i staży. One cieszą się bowiem większym zainteresowaniem kandydatów. Wprowadzenie zakazu bezpłatnych praktyk, na które często decydują się studenci realizujący założenia programowe studiów, mogłoby znacząco ograniczyć ich możliwości wyboru.

– Od kliku już lat kwestia wynagradzania praktykantów jest tematem spornym. Jednak nie ma konieczności zakazywania bezpłatnych praktyk, gdyż naturalnie przestaną one funkcjonować. Stanie się tak z uwagi na coraz większą dostępność ofert, w których pracodawca zapewnia chociaż minimalne wynagrodzenie. Standardem w firmach powinny być płatne praktyki – komentuje Anna Jędrzejak, ekspert rynku pracy w Manpower.

Tymczasem Aneta Sztompka, dyrektor regionu w LeasingTeam, stwierdza, że bezpłatne praktyki nie powinny być całkowicie zabronione. Te, które odbywają się w dużych firmach, spójne z kierunkiem studiów i planowaną karierą zawodową, wiążą się z faktycznym zdobyciem cennej wiedzy i doświadczenia. Ekspert podkreśla jednak, że praktykanci ponoszą koszty w postaci dojazdu, wyżywienia czy poświęconego czasu na wykonywanie pracy tak samo jak stały personel. I dodaje, że ze względu na to, powinno być im to rekompensowane.

– Punkt widzenia zależy oczywiście od punktu siedzenia. Młodzi ludzie często uważają bezpłatne praktyki za wyzysk i de facto pracę bez wynagrodzenia. Z kolei pracodawcy twierdzą, że rozliczają się z praktykantami przekazaną wiedzą oraz czasem poświęconym na przeszkolenie zupełnie niedoświadczonych osób – zaznacza Natalia Bogdan, prezes zarządu Jobhouse.

Sytuacja na rynku

Obecnie bezpłatne praktyki pojawiają się rzadko. Zwykle na najpopularniejszych portalach ogłoszeniowych jest ich kilka wśród setek płatnych ofert staży i stanowisk juniorskich lub asystenckich niewymagających doświadczenia. Bezpłatne praktyki przeważnie dotyczą mniejszych firm, które nie dysponują funduszami na płatne programy stażowe. Zdecydowanie częściej występują w mniejszych miejscowościach niż w dużych aglomeracjach.

– Sytuacje, w których staż lub praktyka mogą być bezpłatne, to raczej nie jest domena konkretnych rejonów kraju czy typów miejscowości. Jako kryterium traktowałbym tutaj raczej branżę, unikalność umiejętności oraz wielkość firmy. Mniejsze przedsiębiorstwa po prostu nie mogą zaoferować płatnych zajęć ze względu na ograniczony budżet. Jednocześnie nie chcą zamykać się na osoby, które chciałyby nauczyć się zawodu czy rozwinąć swoje umiejętności – przekonuje ekspert z Randstad Polska.

Natomiast Anna Jędrzejak zaznacza, że mniejszy odsetek firm proponujących bezpłatną formę współpracy działa w wyspecjalizowanych branżach. Ekspert wskazuje tu rynek FMCG, nowoczesne technologie czy IT. W nich prowadzone są częściej płatne programy rozwojowe. Z kolei Mateusz Żydek informuje, że bezpłatne praktyki i staże mogą pojawiać się w zawodach rzemieślniczych, w których umiejętności są unikalne, a w skali kraju brakuje specjalistów. Wynagrodzenia nie otrzymuje się też za praktyki pedagogiczne dla przyszłych nauczycieli. A w przypadku aplikacji (adwokackiej, radcowskiej, notarialnej czy komorniczej) trzeba wręcz zapłacić za skorzystanie z takiej możliwości.

– Dla wielu studentów celem pierwszych praktyk, obok chęci zdobycia doświadczenia zawodowego, jest przede wszystkim realizacja wymagań określonych w programie studiów. Wtedy zazwyczaj odbywają się one w okresie wakacyjnym. Ewentualnie są rozplanowane w taki sposób i w takim wymiarze godzinowym, aby student mógł je pogodzić z zajęciami na uczelni. Bezpłatne praktyki studenckie mogą maksymalnie trwać przez 3 miesiące, a po ich ukończeniu praktykant otrzymuje zaświadczenie o ich odbyciu – informuje Klaudia Milczarek, ekspert z Hays Poland.

Z doświadczenia firmy LeasingTeam wynika, że responsywność na ogłoszenia dot. płatnych praktyk jest znacznie wyższa (nawet o 80-90%) niż na oferty bez wynagrodzenia. Aneta Sztompka zaznacza, że zarówno frekwencja, jak i zaangażowanie stażystów w powierzone im zadania są znacznie wyższe w momencie, kiedy otrzymują za nie wynagrodzenie. Dużo chętniej się uczą i angażują.

Co najmniej minimum

– Nie da się określić jednoznacznie idealnego poziomu wynagrodzenia za praktyki, ponieważ tak osoba dopiero się uczy, poszerza wiedzę i zdobywa umiejętności. Pensja powinna więc różnić się od wynagrodzeń na stanowiskach juniorskich czy podstawowych. Z drugiej strony, proponowane warunki finansowe powinny uwzględniać koszty życia, np. wyżywienia czy dojazdów do pracy. I to nawet jeśli zakładamy, że praktykant mieszka jeszcze w domu rodzinnym i życiowe usamodzielnienie dopiero go czeka – mówi Mateusz Żydek.

Jak wskazuje Klaudia Milczarek, w zamian za poświęcony czas i zaangażowanie pracodawcy często oferują udział w szkoleniach lub pomoc w uzyskaniu ważnych branżowych certyfikatów. W kontekście dalszego rozwoju kariery jest to bardzo cenne dla osób stawiających pierwsze kroki na rynku pracy. Zdarza się również, że na koniec praktyk firmy przekazują vouchery prezentowe lub zniżki na swoje produkty i usługi.

– Dziś stażyści średnio zarabiają na rękę około półtorakrotność płacy minimalnej. Jednak pamiętajmy, że to poziom średni i często zawyżać go będą branże, w których wynagrodzenia są bardzo wysokie, np. stanowiska specjalistyczne w IT. Są też programy stażowe z urzędów pracy, w których można liczyć na ok. 1000 zł netto – dodaje ekspert z Randstad Polska.

Z kolei Aneta Sztompka zaznacza, że wszystko jest uzależnione od typu praktyk, zakresu obowiązków oraz firmy. LeasingTeam ma doświadczenie z propozycjami zarówno bezpłatnymi, jak i płatnymi, ze stawkami na poziomie ok. 1000 zł netto. W opinii Natalii Bogdan, wynagrodzenie powinno zależeć oczywiście od zakresu obowiązków i wynosić nie mniej niż płaca minimalna. Anna Jędrzejak również podkreśla, że firmy powinny wypłacać co najmniej najniższą krajową, zakładając, że przewidziane zadania z reguły zajmują wymiar etatu.

– Na rynku pracy pojawia się coraz więcej ofert płatnych praktyk i staży, dlatego pracodawcom jest trudniej znaleźć osoby zainteresowane nieodpłatną współpracą. Szczególnie dużym wyzwaniem dla firm jest pozyskiwanie chętnych, od których wymagana jest np. dobra znajomość języka obcego czy określonych programów. W takiej sytuacji oferowanie bezpłatnych praktyk może negatywnie wpłynąć na postrzeganie pracodawcy przez kandydatów – podsumowuje Maja Szelowska z Hays Poland.

Szefem działu Audit & Assurance Deloitte w Polsce został Adrian Karaś

Adrian Karaś do tej pory kierował wrocławskim biurem audytu Deloitte. Funkcję Partnera Zarządzającego w Dziale Audit & Assurance w Polsce objął 1 stycznia. Zastąpił na stanowisku Radosława Kuboszka, który obejmie nowe role w Deloitte, zarówno w strukturach polskiej, jak i środkowo-europejskiej spółki.

Adrian Karaś związany jest z Deloitte od 2014 roku. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, posiada wieloletnie doświadczenie w nadzorze i kierowaniu badaniami sprawozdań finansowych, jak również projektami due diligence. – Adrian ma ogromne doświadczenie, które zdobywał w firmach z różnych sektorów gospodarczych, w tym spółkach notowanych na giełdzie. Jestem przekonany, że przyczyni się do dalszego rozwoju działu Audit – mówi Tomasz Konik, Wiceprezes Zzarządu Deloitte w Polsce.

Adrian Karaś, Partner Zarządzający w dziale Audit & Assurance, Deloitte
Adrian Karaś, Partner Zarządzający w dziale Audit & Assurance, Deloitte

Nowy Partner przejął obowiązki od Radosława Kuboszka, który sprawował tę funkcję od czerwca 2011 r. Przez ten czas zespół audytu stabilnie się rozwijał, a w jego ofercie pojawiło się wiele nowoczesnych rozwiązań i narzędzi technologicznych. – Nasz priorytet na 2020 rok to zwiększanie wartości, jaką oferujemy klientom poprzez świadczone usługi oraz zapewnienie dalszego rozwoju naszym pracownikom. Rynek usług audytorskich, podobnie jak inne obszary biznesowe, ulega także zmianom związanym z rozwojem technologii. Dążymy do łączenia naszej wiedzy z nowymi technologiami, podnosząc w ten sposób wartość usług dla naszych klientów oraz kompetencje naszych zespołów – mówi Adrian Karaś, Partner Zarządzający w dziale Audit & Assurance, Deloitte.

Giełdowy Indeks Produkcji w grudniu nieznacznie zyskuje na wartości

W grudniu wartość Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) wzrosła o 0,42% do poziomu 792,21 pkt. Stosunkowo dobre zakończenie ciężkiego roku może dawać nadzieję, że akcje polskich producentów wydostaną się z negatywnego trendu, ale wiele będzie zależeć od sytuacji w polskim i europejskim przemyśle, a także od sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc grudzień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Ostatni miesiąc 2019 roku przyniósł na warszawski parkiet trochę optymizmu. Większość indeksów branżowych odrabiało wcześniejsze straty, a najwięcej zyskiwały WIG-INFORMATYKA (+8,2% m/m) i WIG-MOTO (+6,3% m/m). Wśród nielicznych wyjątków znalazły się WIG-LEKI (-13,8% m/m), WIG-PALIWA (-7,4% m/m) i WIG-ENERGIA (-6,8%). Szczególnie dobrze radziły sobie spółki małe i średnie, co potwierdzają wyniki indeksów SWIG80 (2,4% m/m) i MWIG40 (3,2% m/m). Zdecydowanie słabiej radziły sobie największe spółki, WIG20 stracił w tym czasie 0,4% m/m, ograniczając wzrost indeksu szerokiego rynku WIG do 0,6% m/m.

Podobne wzorce można było znaleźć wśród 60 największych polskich spółek produkcyjnych, monitorowanych w ramach projektu Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60). Wzrost GIP60 ograniczały głównie największe spółki, takie jak CCC (-2,14% m/m) i GRUPA AZOTY (-9,01% m/m), a w przekroju branżowym najwięcej zyskiwały spółki z branży meblarskiej, rosnące w grudniu średnio o 7,2% – głównie dzięki spółce FORTE (12,13% m/m). Dobrze radziły sobie również spółki z przemysłu lekkiego (6,84% m/m), producenci tworzyw sztucznych (6,27% m/m) i chemicznych (5,6% m/m). Na przeciwległym biegunie znaleźli się polscy producenci farmaceutyków, którzy średnio stracili w grudniu 5,16% swojej wartości. Zagregowany wzrost całego indeksu GIP60 wyniósł 0,42%, a więc nieznacznie mniej niż WIG.

Produkty specjalistyczne dały zarobić w grudniu

Zwycięzcą ostatniej klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji w 2019 roku została spółka MERCATOR MEDICAL dzięki miesięcznemu wzrostowi wartości o 28,89%. Na drugim miejscu producent specjalistycznych materiałów budowlanych i zabezpieczeń przeciwpożarowych MERCOR za wzrost o 25,26% m/m, a na najniższym stopniu podium producent odzieży dziecięcej CDRL, którego wartość rynkowa wzrosła w grudniu o 23,68%. Imponujące stopy zwrotu najlepszych spółek GIP60 już drugi miesiąc z rzędu ujawniają olbrzymi potencjał do wzrostów całej branży produkcyjnej, która po chudych latach na GPW znajduje się na stosunkowo niskich poziomach wyceny. W grudniu, co piąta spółka z portfela GIP60 wypracowała wzrost wartości rynkowej przekraczający 10%.

MERCATOR MEDICAL, najlepsza spółka grudnia, to krakowski producent odzieży ochronnej jednorazowego użytku, opatrunków i innych produktów ochronnych z trzydziestoletnim doświadczeniem na tym wymagającym rynku. Pierwsza połowa 2019 roku przyniosła akcjom spółki dotkliwą korektę, która zredukowała wartość spółki niemal o 2/3. Od tego czasu akcje spółki ustawicznie odrabiają straty, a spółka trafiła już trzeci raz w tym roku na podium GIP60. Wodą na młyn grudniowych wzrostów było sprawozdanie za trzeci kwartał, które wpisało się w pozytywny trend odbudowy rentowności spółki po tragicznym pierwszym kwartale.

MERCOR, gdański producent zabezpieczeń przeciwpożarowych, może pochwalić się równie długą historią działalności, której początki sięgają 1988 roku. Od tego czasu spółka, za sprawą licznych akwizycji ewoluowała w kierunku międzynarodowej grupy z oddziałami w Europie Środkowo -Wschodniej oraz w Hiszpanii. Również w tym przypadku głównym bodźcem wzrostów ceny akcji spółki doszukiwać należy się w publikacji wyników finansowych.

Na trzecim miejscu najmłodsza spółka z całego podium, czyli pianowickie COCCODRILLO, której początki sięgają 2002 roku. Od początku spółka zajmuje się projektowaniem, produkcją oraz dystrybucją odzieży dziecięcej poprzez sieć 251 sklepów w całej Polsce. Wzrost ceny akcji, poza imponującym wzrostem sprzedaży (choć przy jednoczesnym spadkiem zysków) to przede wszystkim zasługa kolejnej fazy programu skupu akcji własnych, która wzmocniła popyt na akcje spółki.

Negatywne nastroje i niepewność

Według doniesień Głównego Urzędu Statystycznego produkcja sprzedana przemysłu, po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, ukształtowała się w listopadzie na poziomie o 5,4% wyższym niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku i o 1,5% wyższym w porównaniu z październikiem br. Produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałych wzrosła w tym czasie o 5,4% r/r, dobór zaopatrzeniowych o 0,6% r/r, dóbr inwestycyjnych o 0,3% r/r, a produkcja dóbr konsumpcyjnych nietrwałych spadła o 1,0% r/r. Ogólnie wzrost produkcji sprzedanej (w cenach stałych) odnotowano w 19 z 34 działach przemysłu. Warto dodać, że analitycy GUS oczekują wyraźnego przyspieszenia w sektorze przemysłowym w grudniu.

Świeże informacje nt. koniunktury przemysłowej można uzyskać z ankietowych badań firmy IHS Markit przeprowadzanych wśród menedżerów logistyki wyselekcjonowanych firm produkcyjnych. Wskaźnik PMI® dla polskiego sektora przemysłowego wzrósł w grudniu z 46,7 do 48,0 i jest to już czternasty miesiąc z rzędu kiedy odczyt dla Polski znajduje się poniżej neutralnego poziomu 50 pkt. Według ankietowanych warunki gospodarcze w sektorze wytwórczym znów się pogorszyły, ale jednocześnie zauważają oni pewne oznaki ożywienia. Tempo spadku nowych zamówień oraz produkcji zwolniło, a wskaźnik Przyszłej Produkcji poprawił się po rekordowo słabym odczycie w listopadzie.

Negatywne nastroje wśród ankietowanych utrzymują się niemalże w całej Europie. Zagregowany wskaźnik dla strefy euro po trzech miesiącach odrabiania strat powrócił na ścieżkę spadków i zredukował swoją wartość 46,9 do 46,3. Ankietowani spodziewają się dalszego spadku nowych zamówień, produkcji i zatrudnienia. Rozprzestrzeniający się od kilkunastu miesięcy pesymizm największe żniwa zbiera w Niemczech i grudniowy odczyt na poziomie 43,7 (44,1 w listopadzie) dowodzi, że sytuacja za Odrą jest poważna. Warto odnotować również pogorszenie nastrojów w Niderlanidii, w której najdłużej odczyty PMI® utrzymywały się powyżej neutralnego poziomu, ale w listopadzie wskaźnik spadł tam poniżej 50 pkt, a w grudniu  pogłębił korektę do poziomu 48,3.

Obecnie w Europie panują najgorsze nastroje, które silnie wpływają również na zagregowany wskaźnik J.P.Morgan Global Manufacturing PMI®, który spadł do poziomu 50,1. Poza Europą nastroje również się pogarszały w grudniu, ale rzadko doprowadzając do spadku pojedynczych odczytów poniżej neutralnego poziomu. W USA PMI® spadł z 52,6 do 52,4, a w Chinach z 51,8 do poziomu 51,5.

Na początku 2020 roku oczy wszystkich analityków skierowane są na Bliski Wschód, gdzie napięcie na linii USA – Iran osiągnęło niebezpiecznie wysoki poziom. Reakcja rynków w ciągu ostatnich kilku dni potwierdza, że w najbliższym czasie to właśnie niepewność płynąca z tamtego obszaru będzie determinować ceny surowców, walut oraz akcji, w tym akcji polskich producentów.

Wojny nie będzie a Wall Street poprawia rekordy

Wall Street poprawia rekordy, co cieszy prezydenta Trumpa. Inwestorzy z ulgą przyjęli deeskalację napięć geopolitycznych, a teraz wierzą w przyspieszenie globalnego ożywienia. Także członkowie Fed patrzą z optymizmem na gospodarkę USA. Na ten moment nie można się do niczego przyczepić i dzisiejszy raport z rynku pracy prawdopodobnie wpisze się w ten klimat.

Nikogo nie powinno dziwić, że w roku wyborczym prezydent USA będzie dbał o pozytywny obraz rynku akcji, zatem zdecydowanie na rękę było mu nie rozgrzewać konfliktu na Bliskim Wschodzie, a wcześniej zbierał pochwały za osiągnięcie wstępnego porozumienia handlowego z Chinami. Ważne jednak, że także w Fed dostrzegają pozytywne otoczenie. Wczoraj kilku członków FOMC wybrzmiało dość optymistycznie o sytuacji ekonomicznej, nie wskazując na ryzyka mogące zachęcić bank centralny do luzowania polityki. Clarida, wpływowy wiceprezes Fed, powiedział, że wzrost jest bardzo żywotny, a konsumenci nigdy nie byli w korzystniejszym położeniu. Nie widzi też powodów, dla których faza ekspansji nie mogłaby dalej trwać. Z kolei zwykle gołębi Bullard stwierdził, że ryzyko recesji wyparowało i jest on zadowolony z aktualnego poziomu stóp procentowych. Dziś uwaga przeniesie się na raport z rynku pracy USA. Grudzień prawdopodobnie przyniesie wolniejsze tempo przyrostu zatrudnienia w sektorze pozarolniczym niż w listopadzie (prog. 160 tys., poprz. 266 tys.), co pozwoli utrzymać stopę bezrobocia na 3,5 proc. Mocny odczyt podkreśli siłę gospodarki, co podsyci optymizm na Wall Street. Wyjątkowość USA na tle innych gospodarek pomaga też w powrocie popytu na USD. Nie da się obecnie od tego uciec, szczególnie że na FX ucichło różnicowanie pod kątem risk-on/risk-off.

Rynkowi walutowemu znów brak dynamiki. Poza USD/JPY, gdzie pęd dyktują rozczarowani inwestorzy uciekający z krótkich pozycji, reszta crossów generalnie powraca w tryb wait-and-see. Na EUR/USD wygasły zapędy do pchania kursu ponad 1,12, a przed NFP wzrasta ryzyko pogłębienia odwrotu. AUD dziś w nocy dostał wsparcie od lepszych danych o sprzedaży detalicznej, ale to wynik za listopad, ale szał zakupowy na Black Friday zapewne negatywnie odbije się na sprzedaży przed Gwiazdką. A przy strachu o ekonomiczne skutki pożarów buszu rynek z rezerwą będzie oceniał szanse na wzrosty Aussie. Mimo to byłbym zdania, że korekta od początku roku jest na wyrost i dodatkowo podsycił ją risk-off związany z Iranem. Przy poprawie ogólnorynkowego sentymentu jest miejsce na odreagowanie słabości, choć w związku z powyższym lepiej nie wykorzystywać do tego AUD/USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Darowizny domów, mieszkań i działek – czy są częste?

Co roku tysiące lokali, domów oraz działek budowlanych są przekazywane w ramach darowizny. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak liczba mieszkaniowych darowizn zmieniała się z roku na rok.

Nieruchomości to ważny i zwykle najbardziej wartościowy składnik majątku polskich rodzin. Domy, lokale i działki pod budowę często są przekazywane młodszym pokoleniom w ramach darowizny. Warto pamiętać, że darowizny nieruchomości dotyczą również bliskich osób nie należących do rodziny. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem postanowili sprawdzić, ile darowizn domów, lokali oraz działek budowlanych miało miejsce w 2018 r. i poprzednich latach.

Informacje dotyczące liczby podarowanych nieruchomości praktycznie nie pojawiają się w mediach. Trudno się temu dziwić, ponieważ dotarcie do odpowiednich danych nie jest łatwe. Podaje je tylko Ministerstwo Sprawiedliwości. Informacje zgromadzone przez ten resort wskazują, że liczba podarowanych nieruchomości innych niż rolne (przede wszystkim mieszkań, domów i działek budowlanych) wyglądała następująco:

  • 2008 r. – 133 877 darowizn
  • 2009 r. – 128 762 darowizny
  • 2010 r. – 126 308 darowizn
  • 2011 r. – 124 073 darowizny
  • 2012 r. – 121 515 darowizn
  • 2013 r. – 114 111 darowizn
  • 2014 r. – 113 197 darowizn
  • 2015 r. – 117 963 darowizny
  • 2016 r. – 121 952 darowizny
  • 2017 r. – 116 480 darowizn
  • 2018 r. – 118 405 darowizn
  • I połowa 2019 r. – 58 320 darowizn

Informacje Ministerstwa Sprawiedliwości z pierwszych sześciu miesięcy 2019 roku sugerują, że prawdopodobnie zakończył się on bardzo zbliżoną liczbą analizowanych darowizn, jak dwa poprzednie lata (2017 – 2018). Jeżeli chodzi natomiast o ujęcie długookresowe, to można zauważyć względną stabilizację liczby analizowanych darowizn.

Wyniki z lat 2008 – 2011 były jednak nieco większe. Być może bardzo szybki wzrost rynkowej wartości mieszkań, domów i działek widoczny w czasach poprzedniego boomu mieszkaniowego zachęcał starsze osoby do przekazywania nieruchomości bliskim.Tabela 1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Biometria behawioralna z punktu widzenia instytucji finansowych

Aleksandra Kopeć, Prawnik z Działu Prawa Rynku Kapitałowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
Aleksandra Kopeć, Prawnik z Działu Prawa Rynku Kapitałowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Dynamiczny postęp nowych technologii stale dezaktualizuje nasze postrzeganie „innowacyjności”. Dziedziną, która w sposób szczególny musi dopasowywać się do zmieniającej rzeczywistości jest bez wątpienia cyberbezpieczeństwo. Metody, które jeszcze do niedawna wydawały się być odporne na ataki hakerskie przestają być wyzwaniem dla wyspecjalizowanych cyberprzestępców. Materializuje się zatem nagląca potrzeba rozwinięcia takich rozwiązań, które stopniem swojego skomplikowania znacząco prześcigną dostępne dziś sposoby przełamywania zabezpieczeń. Problem ten jest szczególnie istotny w kontekście stale upowszechniających się płatności elektronicznych. Odpowiedzią na wskazany problem zdaje się być aktualnie biometria behawioralna.

Czym jest biometria behawioralna?

Biometria behawioralna jest uzupełnieniem tradycyjnych metod biometrycznych zakładających pomiar i analizę zewnętrznie obserwowalnych, niepowtarzalnych cech fizycznych (linii papilarnych, tęczówki, twarzy, układu naczyń krwionośnych itd.) o określone wzorce zachowań, które nie są determinowane biologicznie. Przykładem cech będących przedmiotem zainteresowania biometrii behawioralnej jest m.in. siła nacisku na ekran telefonu, tempo uderzania w klawisze klawiatury, szybkość czytania określonych fragmentów tekstu czy styl pisania, w tym także tendencja do popełniania błędów językowych, interpunkcyjnych. Taki zestaw danych pozwala na zrekonstruowanie unikalnego „profilu użytkownika”, którego podrobienie byłoby niezwykle skomplikowane i czasochłonne.

Biometria uważana jest aktualne za najsilniejszą metodę uwierzytelniania. Praktyka unaoczniła jednak mankamenty jej tradycyjnego (fizycznego) wydania. Poszczególne cechy biologiczne są co prawda niepowtarzalne, jednak nie nieodwzorowywalne. Tytułem przykładu wskazać można układ linii papilarnych – cechę intuicyjnie wskazywaną przez część osób jako niemożliwą do podrobienia w normalnych okolicznościach. Okazuje się jednak, iż odcisk palca może zostać odtworzony wyłącznie dzięki… zdjęciom kciuka. Niezwykle popularny dziś sposób odblokowywania smartfona czy logowania się do aplikacji mobilnej banku okazuje się zatem zabezpieczeniem nie lepszym od tradycyjnego hasła spisanego na kartce papieru. Co ciekawe, skan twarzy wykazuje jeszcze większą podatność na fałszerstwo (zob. więcej P. Kałużny, P. Stolarski, Biometria behawioralna i „tradycyjna” w mobilnych usługach bankowych – stan oraz przyszłe możliwości zastosowania). Biometria behawioralna wykorzystuje do analizy „próbki” pochodzące z różnych źródeł, dzięki czemu pozwala na uzyskanie zdecydowanie bardziej złożonego wzorca. To z kolei przekłada się na dużo wyższą odporność na podrobienie.

Biometria behawioralna a prawo

Rozwój biometrii behawioralnej dobrze koresponduje z kierunkiem, w którym ewoluują przepisy regulujące rynek finansowy. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2366 z dnia 25 listopada 2015 r. w sprawie usług płatniczych w ramach rynku wewnętrznego (dalej: „PSD II”) kładzie szczególny nacisk na aspekty związane z bezpieczeństwem płatności elektronicznych.

Zgodnie z PSD II do:

  • uzyskiwania dostępu do rachunku płatniczego w trybie online (np. bankowość internetowa/mobilna);
  • inicjowania elektronicznej transakcji płatniczej;
  • przeprowadzania za pomocą kanału zdalnego czynności, która może wiązać się z ryzykiem oszustwa płatniczego lub innych nadużyć.

Konieczne jest stosowanie mechanizmów silnego uwierzytelniania, czyli uwierzytelniania opartego o zastosowanie co najmniej dwóch elementów należących do kategorii:

  • wiedza (coś, co wie wyłącznie użytkownik – np. hasło, kod pin, pytanie pomocnicze),
  • posiadanie (coś, co posiada wyłącznie użytkownik- np. karta z kodem, pendirve)
  • cechy klienta (coś, czym jest użytkownik- cechy biometryczne człowieka np. głos, układ linii papilarnych, kształt dłoni),

Elementy powinny być niezależnych od siebie w tym sensie, że naruszenie jednego z nich nie osłabia wiarygodności pozostałych. Dodatkowo, silne uwierzytelnienie powinno być zaprojektowane w sposób zapewniający ochronę poufności danych.

Digitalizacja niemalże wszystkich sfer życia codziennego oraz tendencja do ograniczania tradycyjnych dokumentów (np. e-recepta, e-dowód) wymusza na użytkownikach konieczność zabezpieczania coraz większych zasobów danych. Zapamiętanie takiej liczby haseł staje się nie tylko uciążliwe, ale i nawet praktycznie niemożliwe. Z kolei materialne nośniki informacji powoli stają się archaizmem w dobie postępującej cyfryzacji. To sprawia, że zabezpieczenia przynależne do grupy „wiedza” oraz „posiadanie” nie są dopasowane do aktualnych realiów. Przyszłość leży zatem w „cechach klienta” czyli metodach biometrycznych.

Jak podaje Związek Banków Polskich w „Raporcie Biometrycznym 2.0 Bankowość Biometryczna”- Polska, jako pierwszy kraj w Europie wdrożyła biometrię w sektorze bankowym. Dziś również nie pozostaje bierna na nowości technologiczne – mBank S.A. już od 2018 r. testuje zabezpieczenia oparte na interakcji użytkownika z komputerem/smartfonem.

Potencjalne zastosowanie biometrii behawioralnej nie ogranicza się jednak wyłącznie do obszaru związanego z usługami płatniczymi. Identyfikacja i weryfikacja tożsamości klienta jest przecież jednym z podstawowych obowiązków wynikających z ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (Dz. U. z 2019 r. poz. 1115 ze zm.) (dalej: „Ustawa AML”).

W świetle art. 43 ust 2 pkt 7) Ustawy AML nawiązywanie albo utrzymywanie stosunków gospodarczych lub przeprowadzanie transakcji okazjonalnej bez fizycznej obecności klienta stanowi przesłankę wyższego ryzyka prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu – pod warunkiem, że nie zostało ograniczone w inny sposób. Ustawa AML wskazuje przykładowo, że ryzyko może być ograniczone m.in. poprzez zastosowanie podpisu potwierdzonego profilem zaufanym ePUAP, podpisu elektronicznego lub notyfikowanego środka identyfikacji elektronicznej adekwatnie do średniego poziomu bezpieczeństwa, o którym mowa w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 910/2014 z dnia 23 lipca 2014 r. w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym. Wydaje się jednak, że nie ma przeszkód, aby sposobem na ograniczenie ryzyka prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu było zastosowanie metod biometrii behawioralnej. Należy przy tym pamiętać, że implementacja takich rozwiązań powinna zapewniać wysokie bezpieczeństwo oraz odbywać się w zgodzie z wytycznymi UKNF dotyczącymi zarządzania obszarami technologii informacyjnej i bezpieczeństwa środowiska teleinformatycznego.

Zgodnie z obecnym nauki nawet rozwiązania wykorzystujące biometrię behawioralną – a więc technologię bardziej zaawansowaną i odporną na podrobienie niż biometria tradycyjna – nie dają stuprocentowej gwarancji co do poprawności wyniku. Z tego względu proces identyfikacji i weryfikacji użytkownika nie może odbywać się wyłącznie w oparciu o takie zabezpieczenie. Biometria może być stosowana jednak jako dodatkowy czynnik ograniczający ryzyko fraudu. UKNF w stanowisku z dnia 5 czerwca 2019 r. dotyczącym identyfikacji klienta i weryfikacji jego tożsamości w bankach oraz oddziałach instytucji kredytowych w oparciu o metodę wideoweryfikacji wskazał, że stosowanie biometrii jest przykładem techniki uzupełniającej, która potwierdza dochowanie należytej staranności przez instytucję finansową.

Wyzwania biometrii behawioralnej

Trudność z jaką musi radzić sobie biometria polega na tym, że większość z cech fizycznych człowieka ulega zmianom w trakcie życia – katalog „próbek” do pomiaru zostaje zatem istotnie zawężony. Z drugiej strony – trwałość/niezmienność cechy biometrycznej znacząco zwiększa ryzyko stworzenia kopii jej wzorca. Biometria behawioralna powinna zatem odważnie wykorzystywać rozwiązania uczenia maszynowego, by automatycznie „rozwijać się” wraz ze swoim użytkownikiem.

Biometria behawioralna pobiera i analizuje dane z różnorodnych źródeł. Zgodnie z badaniami, dzięki zastosowaniu wielu cech można zminimalizować ryzyko błędu do 0,1% (D. Deb, Action speak louder than (pass) words: Passive Authentication of Smartphone Users Via Deep Temporal Features). Ale większy zasób danych to również większa odpowiedzialność. Aplikacje wykorzystujące indywidualne wzorce zachowań użytkowników do weryfikacji tożsamości i autoryzacji czynności gromadzą ogrom niezwykle osobistych i cennych informacji. Ich wyciek może być zdecydowanie bardziej dolegliwy w skutkach niż wyciek tradycyjnych haseł. Ryzyko wykorzystania pozyskanych danych dla celów innych niż wyłącznie identyfikacja, weryfikacja i autoryzacja jest bardzo wysokie. Rozbudowany, centralny zbiór danych biometrycznych stwarza bowiem ogromne pole do nadużyć np. odtworzenia kompletnej „fałszywej tożsamości”. Z tego względu postuluje się, że przechowywanie danych w sposób zdecentralizowany. (zob. więcej A. Bodnar, J. Michalski, Dokument biometryczny a prawa człowieka). Jednak nawet i to rozwiązanie nie zapewnia całkowitego bezpieczeństwa wzorców biometrycznych. Konieczne jest zatem ścisłe przestrzeganie zasady proporcjonalności, tak aby zakres pozyskiwanych danych pozostawał adekwatny dla swojego celu. Jest bowiem rzeczą oczywistą, iż inną wagę należy przykładać do zabezpieczenia konta na portalu społecznościowym, a inną do dostępu do mobilnej aplikacji bankowej, na której gromadzimy wszystkie nasze oszczędności.

Ale wyzwania stawiane przed biometrią behawioralną nie dotyczą wyłącznie aspektów technologicznych. Wątpliwości mogą budzić również kwestie etyczne oraz związane z ochroną praw człowieka, w szczególności prawa do prywatności. Pojawia się więc pytanie, o sytuacje osób, które – z różnych względów – nie chcą przekazywać podmiotom trzecim tak osobistych informacji na ten temat. Czy przyszłość cyberbezpieczeństwa zostanie zmonopolizowana przez biometrie behawioralną? Mam nadzieję, że nie. Biometria behawioralna – mimo swoich niekwestionowanych zalet – może okazać się niezwykle niebezpiecznym narzędziem. Warto zatem pozostawać otwartym na alternatywne metody ochrony danych.

Aleksandra Kopeć, Prawnik z Działu Prawa Rynku Kapitałowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Rok 2019 zakończył się dla polskiego przemysłu tak samo źle jak się rozpoczął

„Rok 2019 zakończył się dla polskiego przemysłu tak samo źle jak się rozpoczął” – napisał IHS Markit w najnowszym komunikacie prasowym. W grudniu 2019 r. wskaźnik PMI wyniósł 48,0.

W 2019 r. wskaźnik PMI, czyli wskaźnik prezentujący kondycję polskiego sektora przemysłowego, oparty na opiniach kadry kierowniczej ponad 200 przedsiębiorstw przemysłowych, był najniższy od kryzysu na światowych rynkach finansowych w latach 2008-2009. Od początku roku przedsiębiorcy sygnalizowali problemy z nowymi zamówieniami, szczególnie tymi płynącymi z rynków zagranicznych. To nie dziwi patrząc na kondycję gospodarek naszych głównych partnerów handlowych. Grudzień 2019 r. był 17-tym miesiącem z rzędu spadku zamówień od klientów z zagranicy.

W ostatnich miesiącach 2019 r. menedżerowie wskazywali jednak także na osłabienie popytu na polskim rynku, co dziwi ze względu na rosnące dochody rozporządzalne gospodarstw domowych w wyniku wzrostu wynagrodzeń (o 6,7 proc. w ciągu 11 miesięcy), a także zwiększonych transferów socjalnych (dodatkowa emerytura, 500+ na każde dziecko) i obniżenia pierwszej stawki PIT do 17 proc.

Słabnące zamówienia przekładały się na spadki liczby nowych miejsc pracy. A rosnące koszty osłabiały standing finansowy firm przemysłowych. Wpływało to także na zmniejszenie zakupów przedsiębiorstw.

Prognozy dotyczące przyszłej produkcji były w końcu 2019 r. dosyć pesymistyczne – listopadowy i grudniowy odczyt wskaźnika przyszłej produkcji były jednymi z najsłabszych w 21-letniej historii badań PMI. To musi niepokoić z perspektywy 2020 r.

Powodów do niepokoju jest znacznie więcej. Co prawda USA i Chiny jeszcze w styczniu mają podpisać pierwszą część porozumienia handlowego, które powinno wprowadzić większą przewidywalność na rynkach finansowych, i generalnie w gospodarce światowej. Jednak doświadczenia ostatnich dwóch lat każą ostrożnie podchodzić do finału porządkowania relacji między tymi dwiema największymi gospodarkami. Wiemy także, że z końcem stycznia Wlk. Brytania wyjdzie z UE. Nie wiemy jednak na jakich ostatecznie warunkach się to odbędzie, co ma ogromne znaczenie dla biznesu. Warto przypomnieć, że Wlk. Brytania to trzeci rynek dla polskich eksporterów, lokujemy tam około 6 proc. polskiego eksportu. W tych dwóch obszarach biznes wie zatem już nieco więcej, ale daleko jeszcze do stabilizacji.

Natomiast na własnym podwórku przedsiębiorstwa mają znacznie większy, bo już pewny, ból głowy. Chociażby wzrost od 1 stycznia minimalnego wynagrodzenia o ponad 15 proc., koszty związane z wprowadzeniem Pracowniczych Planów Kapitałowych w średnich firmach (od 1 stycznia) i małych firmach (od 1 lipca), drastyczny wzrost kosztów energii elektrycznej, wzrost kosztów paliwa w wyniku wzrostu opłaty paliwowej. Do tego ciągła niepewność regulacyjna, polityczna i obawy związane z praworządnością, co z perspektywy biznesu ma ogromne znacznie.

Trudno się dziwić, że w pogarszającym się otoczeniu kadra kierownicza przedsiębiorstw przemysłowych coraz wyraźniej prezentuje swoje obawy. Zobaczymy to w słabości inwestycji firm, co odbije się silnie na dynamice wzrostu gospodarczego w 2020 r. I co znacznie ważniejsze, na zdolności polskich przedsiębiorstw do konkurowania tak na rynkach zewnętrznych, jak i na naszym własnym rynku.

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, Członek Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Wydział Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego

Efekt Amazona. Usługi logistyczne dla e-commerce rosną wraz z serwisem Jeffa Bezosa

Rynek e-commerce rozkwita, eMarketer szacuje, że do 2020 r. wielkość sprzedaży wzrośnie o ⅕ i osiągnie 4 bln USD. Winny tej zbrodni na handlu tradycyjnym jest sprytny duet, który bez siebie żyć nie może Amazon i globalizacja. Okazuje się, że straszakiem, który najskuteczniej motywuje do rozwoju branżę logistyki dla e-commerce jest amerykański serwis Jeffa Bezosa.

Globalny handel online nie mógłby istnieć bez wsparcia usług transportowych. Dlatego sektor logistyki e-commerce ruszył w pościg za internetowym handlem i sprawnie radzi sobie z kolejnymi przeszkodami, co skutkuje regularnym wzrostem. Specjaliści z AMR (Allied Market Research) obliczyli, że wycena tego sektora osiągnie w 2020 r. poziom 535,895 mln USD, a współczynnik CAGR, który określa średni roczny wzrost, w latach 2014–2022, wyniesie 21,2%.

Efekt Amazona, czyli efekt aureoli w praktyce

Trudno przypomnieć sobie dni, w których na zamówiony przez internet przedmiot w ramach przesyłek krajowych czekało się po 2–3 tygodnie, a nawet do 12 tygodni w przypadku pakunków wysyłanych z terytorium innego kraju. W ciągu ostatnich 5 lat handel elektroniczny zmienił się nie do poznania i podbił serca konsumentów z całego świata. W puste pole wyszukiwarki wystarczy wpisać nazwę produktu. Tylko kilka kliknięć dzieli nas od tego, by zamówione dobro znalazło się pod naszymi drzwiami, a to wszystko dzięki efektowi Amazon.

Nazwany na cześć giganta handlu elektronicznego, efekt Amazona to globalny fenomen, polegający na zdominowaniu przez amerykański serwis handlu detalicznego. Nastąpiło zjawisko, które w zarządzaniu i marketingu nazywane jest efektem aureoli. Oznacza to, że siła oddziaływania tego podmiotu na inne sektory jest tak silna, że wpływa na ich funkcjonowanie. Firma Jeffa Bezosa nie tylko doprowadziła do boomu w handlu elektronicznym, udokumentowanym przez miliony metrów kwadratowych pustej powierzchni handlowej na całym świecie, lecz także wywołała ogromne zmiany oczekiwań klientów w każdym punkcie łańcucha dostaw – tłumaczy Sascha Stockem z Nethansy, który 22 stycznia wystąpi na warszawskiej konferencji Marketplace Academy 2020. To największa w Polsce konferencja o sprzedaży na Amazonie, eBay’u i innych platformach sprzedażowych.

Siły zależne

Specjaliści eMarketera wzięli pod lupę branżę e-commerce i opracowali raport, zgodnie z którym przewidują, że do 2020 r. wielkość sprzedaży w całym sektorze osiągnie poziom ponad 4,058 bln USD. Czy to wiele? Papierkiem lakmusowym w tym przypadku jest oczekiwany wynik za 2019 r., który ma zakończyć się wyceną na poziomie 3,418 bln USD. Warte odnotowania jest to, że z roku na rok wskaźnik określający tempo wzrostu spada, a mimo to wciąż jest imponujący – od 25,5% w 2015 r. do 18,7% pięć lat później. Czy jest to niespodzianka?

Nic w tym dziwnego, dla wielu klientów sieć stała się naturalnym miejscem robienia zakupów. Jak wynika z nowych badań przeprowadzonych przez Salesforce, 87% kupujących rozpoczyna wyszukiwanie produktów w kanałach cyfrowych, w porównaniu z 71% sprzed roku. Z tego aż co trzecia osoba zaczyna od poszukiwań na Amazon i eBay, co oznacza wzrost o 22% w porównaniu z rokiem poprzednim. Co więcej, w przypadku największych rynków zbytu platformy stworzonej przez Bezosa, np. Niemiec i USA, ponad 50% internautów zaczyna poszukiwania wymarzonych produktów na serwisie Amazon! – zwraca uwagę Sascha Stockem.

Szybko, ale wolniej

Wartościowym uzupełnieniem jest tu najnowszy raport Transport Intelligence, który pokazuje, że rynek logistyki e-commerce wciąż rozwija się dość szybko, lecz rosnąca konkurencja i kolejne wyzwania sprawiają, że jest to branża podwyższonego ryzyka. Jednak czy to wszystko?

Ogromny wpływ na branżę logistyczną ma najpotężniejszy sklep online na Ziemi Amazon. Dla firm przewozowych każde zmiany związane z funkcjonowaniem platformy Jeffa Bezosa mogą skutkować zaburzeniami w działaniu. To potężny gracz, lider, który wyznacza tempo dla całej branży – zauważa CEO Nethansa.

Jak szacują brytyjscy specjaliści, globalny rynek logistyki handlu elektronicznego wzrósł o 18,2% w 2018 r. Ze wszystkich gałęzi logistyki to właśnie ten odłam jest najbardziej nieprzewidywalny, ale i osiąga najlepsze rezultaty.

Gdy weźmiemy pod lupę wspomniany raport, okaże się, że to rynki wschodzące wykazują najszybszą ekspansję, ale nawet w gospodarkach rozwiniętych stopy wzrostu w ujęciu nominalnym są zwykle dwucyfrowe. TI oczekuje, że światowy rynek wzrośnie w latach 2018–2023, osiągając CAGR na poziomie 11,8%.

 

Rynek, który nie ma granic

Najnowsze dane TI sugerują, że handel międzynarodowy jest istotnym czynnikiem przyczyniającym się do takiego wzrostu. E-commerce nie zna granic, ale czy jest to zagrożenie czy szansa dla nowoczesnego biznesu?

Najpopularniejsza platforma handlowa na świecie, Amazon, działa w oparciu o międzynarodowy model, który pozwala na prowadzenie globalnej działalności bez względu na region rezydencji. To dogodne rozwiązanie dla każdej ze stron. Firmy mają dostęp do międzynarodowego klienta, a klienci mogą korzystać z oferty wielu firm, niezależnie od tego, gdzie się znajdują – przekonuje Sascha Stockem.

Dzięki temu rozwiązaniu każda firma uzyskuje dostęp do milionów klientów (ponad 310 mln użytkowników Amazona). Biorąc pod uwagę rosnącą liczbę osób, które posiadają dostęp do sieci – obecnie ponad 4,33 mld ludzi – jak podaje Statista, należy spodziewać się, że baza klientów e-commerce będzie rosła równie szybko.

Globalny rynek e-commerce to wielka szansa dla biznesu, który otrzymał wirtualny klucz do raju. Nasuwa się jednak pytanie: czy przedsiębiorca wie, do którego zamka ów klucz pasuje? Jak wskazują dane zbierane przez serwis Wordometer, dostęp do sieci to przywilej już ponad 4 miliardów osób, a każda z nich to potencjalny klient. Oczywiście o ile posiadamy kompas, który wskaże nam do niego drogę – mówi CEO Nethansy.

Twórcy raportu TI podkreślają, że konsumenci chętniej wybierają rozwiązania, które budują omnidoświadczenia, czyli realizują strategię skupiającą się na kompletnej obsłudze całego procesu wymiany pomiędzy firmą a odbiorcą.

Konsumenci wymagają bezproblemowego i zintegrowanego systemu, złożonego z wielu elementów za które odpowiedzialny jest jeden podmiot. Chcą zamawiać, płacić, odbierać i zwracać produkty w ramach jednej platformy. Dlatego rośnie popularność takich kanałów sprzedażowych jak Amazon, które zapewniają oczekiwany standard, a przez to stanowią doskonały łącznik między sprzedawcą a klientem.

Wszystko wskazuje na to, że Amazon na długo pozostanie liderem innowacji i wielkości obrotu na rynku handlu online. Amerykański brand nieustannie stawia klienta na pierwszym miejscu i wykracza poza to, co oferują inne korporacje. Niestety nie będą to łatwe czasy dla niezależnych sklepów online, a to oznacza wzrost zakłóceń w sektorze e-commerce.

Wyzwania i perspektywy dla rozwoju małych i średnich miast

Zespół foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego przeprowadził badania, które miały na celu wypracowanie odpowiednich scenariuszy rozwoju małych i średnich miast w perspektywie do 2035 roku. W związku z ich zróżnicowaniem, w pierwszym etapie dokonano podziału badanych miast na grupy podobnych do siebie. Pod uwagę wzięto samoocenę jednostek. W rezultacie spośród 205 małych miast wyłoniono trzy grupy. Pierwsza dotyczy tych o najgorszej sytuacji społeczno-gospodarczej, czyli ewidentnie wymagających pomocy. Kolejną grupą są stabilne ośrodki, które potrzebują jednak pewnego impulsu rozwojowego. Poza tym wyróżniono także miasta przyjazne, gdzie żyje się najlepiej. W kategorii większych miast również wyłoniono trzy grupy. Jedną z nich stanowią te średnie, które nazwano „lokomotywami rozwoju”. Charakteryzują je dobre warunki społeczno-gospodarcze. Inaczej jest w przypadku aż 15 proc. kolejnych miast, które wyraźnie potrzebują nowych strategii rozwoju. Dotyczy to przede wszystkim stolic dawnych województw, których sytuacja pogorszyła się wraz z utratą funkcji administracyjnych. W ten sposób w ramach raportu, Polski Instytut Ekonomiczny opracował dla badanych miast scenariusze ich rozwoju w kolejnych latach.

– W projekcie zatrudniono ekspertów, którzy zajmują się szeroko rozumianą polityką miejskąDzięki metodzie foresight (dotyczącą projektowania przyszłości) oraz analizie STEEPVL udało się wyłonić główne czynniki rozwoju dla wszystkich sześciu grup ośrodków – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Dębkowska, kierowniczka zespołu foresightu gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – W przypadku miast średnich, które potrzebują największej pomocy – za realizację odpowiedniego scenariusza odpowiadają dwa główne czynniki. Jednym z nich jest silna pomoc zewnętrzna, w postaci źródeł finansowania. Drugi stanowi wysoki napływ ludności. Jeśli jednocześnie zostaną spełnione oba warunki, miasta te w perspektywie kolejnych 15 lat mogą zrealizować założenia rozwoju – jaki zaplanowano w ramach tzw. „sukcesu wsparcia”. Problem wyludniania się miast pojawiał się jednak w przypadku wszystkich wyłonionych w badaniu grup. Jednocześnie we wszystkich przypadkach własne prognozy jednostek na przyszłość są optymistyczne. W przypadku miast średnich o najlepszej sytuacji, wypracowany scenariusz ich rozwoju nazwano „pędzącą lokomotywą”. Jego realizacja możliwa jest przy założeniu występowania wysokiego poziomu nakładów inwestycyjnych oraz z udziałem pewnego czynnika zewnętrznego. Niezbędne są jasne i stabilne przepisy prawne, które będą sprzyjać rozwojowi tych miast – wyjaśniła Dębkowska.

To będzie rok wyzwań dla branży motoryzacyjnej w Polsce

Przed polską motoryzacją coraz większe kłopoty, a branża motoryzacyjna to 20 aż proc. naszego eksportu.

W Europie Środkowo-Wschodniej staliśmy się liderem w produkcji części samochodowych i komponentów. Jednak zmienia się sytuacja na światowych rynkach. Problemem jest nie tylko słabsza sprzedaż samochodów na Zachodzie, ale także wyższe normy dotyczące emisji spalin, a w 2020 r. będą one jeszcze bardziej restrykcyjne.

– Gorsze globalne perspektywy motoryzacji uderzą w nas coraz bardziej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Świat przestawia produkcję w kierunku zainteresowań konsumentów, którzy coraz częściej wybierają auta hybrydowe i elektryczne. To wymaga inwestycji w branży motoryzacyjnej i to musi potrwać.

Dodatkowym zagrożeniem są groźby napływające z USA, dotyczące wprowadzenia wyższych ceł na samochody importowane z Europy.

Uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie może doprowadzić do spadków cen ropy i złota. Polityka ma teraz największy wpływ na notowania

Śmierć irańskiego generała w zamachu i zbombardowanie przez Iran w odwecie amerykańskich baz w Iraku odbiło się na rynkach wyraźnymi wzrostami cen ropy naftowej i złota. Późniejsza bardziej stonowana retoryka pociągnęła je z powrotem w dół. Zdaniem Doroty Sierakowskiej z DM BOŚ, o ile nie nastąpi zaognienie sytuacji, oba surowce mogą jeszcze potanieć. Jednak każdy nowy akt przemocy w tym regionie będzie podbijał ich ceny.

Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie zawsze pozytywnie wpływa zarówno na ceny ropy naftowej, jak i złota – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Sierakowska, analityk surowcowy w Domu Maklerskim BOŚ. – Jest to kluczowy region produkcji i eksportu ropy naftowej, a złoto jest traktowane przez wielu inwestorów jako bezpieczna przystań, czyli taki surowiec, który radzi sobie najlepiej w okresie niepewności czy dekoniunktury na globalnych rynkach. Faktycznie, gdy doszło do ataków, zarówno ze strony Amerykanów, jak i Irańczyków, widzieliśmy zwyżkę notowań ropy naftowej oraz złota. Natomiast późniejsze załagodzenie konfliktu niemalże automatycznie doprowadzało do zniżki notowań.

Nowy rok rozpoczął się od trzęsienia ziemi – zarówno w polityce, jak i na rynkach surowcowych. Sytuacja na Bliskim Wschodzie zmienia się jak w kalejdoskopie: 3 stycznia w ataku amerykańskiego drona ginie irański generał Ghasem Sulejmani i pięć innych osób. W odwecie Iran grozi atakiem i groźbę tę realizuje, bombardując 12 pociskami dwie amerykańskie bazy w Iraku w nocy z 7 na 8 stycznia. Początkowo podaje, że zginęło 80 Amerykanów, jednak wiadomość ta okazuje się nieprawdziwa. Prezydent USA Donald Trump oświadcza w środę, że sytuacja jest pod kontrolą. Wszystko to miało swoje odbicie na rynkach surowcowych.

W ogólnym rozrachunku z dnia na dzień inwestorzy zaczęli w coraz mniejszym stopniu reagować na wydarzenia na Bliskim Wschodzie – wyjaśnia Dorota Sierakowska. – Po początkowym szoku zawsze następuje jednak później próba wytłumaczenia, w jaki sposób sytuacja polityczna się przekłada na produkcję i eksport ropy naftowej. Ataki, które miały miejsce na Bliskim Wschodzie, nie wpłynęły istotnie na te kwestie, przynajmniej na razie. To uspokoiło inwestorów i po jakimś czasie doprowadziło do delikatnego obniżenia się cen.

Od początku roku ceny złota wzrosły o nieco ponad 2 proc., a ceny ropy o nieco ponad 2 proc. spadły. W czwartek wieczorem uncja złota wyceniana była na nieco ponad 1553 dolary, o ponad 30 dolarów więcej, niż kosztowała na przełomie roku. Jednak w międzyczasie notowania zdążyły już sięgnąć 1610 dolarów. Z kolei za baryłkę ropy w Nowy Rok płacono nieco ponad 61 dolarów, po ataku na amerykańskie bazy – przeszło 65 dolarów, a niecałe dwa dni później cena spadła poniżej 60 dolarów. Jednak w dłuższej perspektywie oba surowce są w trendzie wzrostowym; ropa od początku października, złoto – od przełomu maja i czerwca 2019 roku.

Inwestorzy zwracają uwagę na to, że widzieliśmy już spore wzrosty na rynkach obu tych surowców i to budzi pytanie o to, jak daleko ta zwyżka jeszcze może sięgnąć. To właśnie wydarzenia polityczne będą dyktować warunki inwestorom – ocenia analityczka DM BOŚ. – Zarówno ropa naftowa, jak i złoto mają obecnie jeszcze potencjał do dalszych zwyżek, ale jeżeli faktycznie dojdzie do jakiejś sytuacji politycznej, która by łagodziła te niepokoje rynkowe, to równie dobrze możemy zobaczyć zniżkę. Można powiedzieć, że polityka jest teraz dominującym czynnikiem cenotwórczym.

O ile ceny złota interesują głównie inwestorów, o tyle wzrost cen ropy zawsze rodzi pytanie o podwyżki na stacjach paliw. W środę po irańskim ostrzale, a przed tonującym oświadczeniem amerykańskiego prezydenta analitycy i media, a zapewne i niektórzy kierowcy, obawiali się wzrostu cen benzyny do 6 zł za litr. Oznaczałoby to spory skok, bo według portalu e-Petrol.pl tego dnia średnia cena benzyny 98 wynosiła 5,28 zł za litr, a benzyny 95 – 4,97 zł. Jeśli nawet nastąpi jednak uspokojenie tej odsłony konfliktu na Bliskim Wschodzie, paliwo może w najbliższych tygodniach podrożeć.

Biorąc pod uwagę zwyżki notowań ropy naftowej z ostatnich kilku tygodni, można się spodziewać, że przełożą się one na wzrost notowań paliw. Jednak zawsze to przełożenie ma pewne opóźnienie, na ogół kilkutygodniowe – wskazuje Dorota Sierakowska. – To jest ogólna zasada, natomiast wiele zależy również od kondycji polskiej waluty. Ostatnio akurat złoty radzi sobie całkiem nieźle, ale jakikolwiek wzrost awersji inwestorów do ryzyka, czyli wzrost niepewności na globalnych rynkach, może przyczynić się do spadku jego wartości.

Firma z Polski stworzyła „mózg” dla inteligentnych domów. Umożliwi współpracę wielu urządzeń różnych producentów

Na odbywających się właśnie w Las Vegas targach elektronicznych CES 2020 FIBARO, pochodzący z Polski producent inteligentnych urządzeń dla domu, zaprezentował centralę smart home, która stanowi „mózg” inteligentnego domu. Pozwala dowolnie konfigurować i łączyć ze sobą wiele różnych urządzeń i funkcji, a jest to jedno z najważniejszych wyzwań w tym obszarze. – Cała branża zmierza w kierunku swobodnej komunikacji, żeby użytkownicy mogli korzystać z wielu rozwiązań – podkreśla Adam Krużyński, CEO FIBARO. Rozwiązanie polskiej produkcji należy do najbardziej zaawansowanych technologicznie urządzeń tego typu w segmencie smart home.

Rynek smart home rozwija się w kierunku rozwiązań przyjaznych użytkownikom. Do tego potrzebne są urządzenia, które potrafią się ze sobą łączyć. Dzięki nim użytkownik będzie mógł poczuć się komfortowo, ale smart home zadba też o jego kieszeń, automatycznie oszczędzając energię elektryczną czy ogrzewanie – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Buczyński, Product Director w FIBARO. – Trendem napędzającym rynek jest starzejące się społeczeństwo. W przyszłości inteligentny dom będzie zapewniał opiekę dla osób starszych, monitorując stan ich zdrowia i ułatwiając im codzienne funkcjonowanie. Kolejnym trendem są inteligentni asystenci głosowi, którzy pojawiają się w coraz większej liczbie domów i wkrótce będą mówić w większej liczbie języków.

Na globalnym rynku rozwiązania smart home, które pozwalają zdalnie sterować oświetleniem, ogrzewaniem czy klimatyzacją, cieszą się rosnącą popularnością. Co prawda z czerwcowego badania GfK Polonia wynika, że na razie aż 42 proc. Polaków nie jest nimi zainteresowanych, ale po zapoznaniu się z korzyściami wynikającymi z użytkowania technologii ten wskaźnik spada już do 26 proc.

Urządzenia smart powinny pozwalać na realizację zadań i usług dla domowników w sposób wymagający ich jak najmniejszego udziału – mówi Bartosz Buczyński. – Użytkownicy inteligentnych domów najczęściej wybierają te urządzenia, które pozwalają im zarządzać klimatyzacją, ogrzewaniem, oświetleniem i roletami. Dzięki temu mogą nimi sterować w wygodny sposób, co przekłada się też na oszczędność. Przykładowo, ogrzewanie może zapewniać odpowiednią temperaturę, a kiedy otworzymy okna, będzie wyłączać się automatycznie, dzięki czemu nie marnujemy energii.

Segment inteligentnych domów napędzi również upowszechnienie sieci 5G, która pozwoli na niezakłóconą komunikację między maszynami, i sztucznej inteligencji. Za kilka lat urządzenia smart – na bazie algorytmów i uczenia maszynowego – będą analizować i automatycznie dostosowywać się do potrzeb użytkowników.

Coraz więcej producentów urządzeń – nie tylko elektronicznych – dostrzega potrzebę posiadania w swojej ofercie urządzeń smart. Ważne, żeby te urządzenia mogły się ze sobą integrować – to jest jeden z głównych trendów na rynku – podkreśla Bartosz Buczyński.

Na CES 2020 w Las Vegas – prestiżowych, największych na świecie targach elektronicznych – miała premierę najbardziej zaawansowana technologicznie centrala smart home: FIBARO Home Center 3. Urządzenie polskiego producenta to kluczowy element i „mózg” inteligentnego domu, który integruje ze sobą rozwiązania z portfolio FIBARO oraz innych dostawców.

Dzięki Home Center 3 mamy możliwość bardzo swobodnego, autonomicznego komunikowania się z wieloma urządzeniami w wielu protokołach. Stawiamy na otwartość, integrację naszych rozwiązań z wieloma innymi dostępnymi dzisiaj w tej branży – mówi Adam Krużyński, CEO FIBARO. – Integracja daje użytkownikom możliwość wejścia do świata smart home z wykorzystaniem wielu urządzeń różnych producentów. Nasz produkt  pozwala zmieścić jak najwięcej funkcjonalności w jednym urządzeniu.

Home Center 3 zostało zaprojektowane tak, aby być mózgiem inteligentnego domu. To prawdopodobnie najszybsze tego typu urządzenie na rynku. Dla użytkowników oznacza to, że ich komendy są spełniane szybko i bez zbędnych opóźnień. Kolejną cechą jest bezpieczeństwo danych, które są szyfrowane za pomocą rozwiązań sprzętowych. Przebudowany interfejs pozwala na łatwą i szybką konfigurację – zarówno dla profesjonalnych instalatorów, jak i użytkowników, którzy robią to samodzielnie. Przełomem jest to, że HC3 wspiera różne protokoły komunikacyjne – wyjaśnia Bartosz Buczyński.

Dzięki temu innowacja poznańskiego producenta pozwoli zarządzać nie tylko urządzeniami smart wyprodukowanymi przez FIBARO, ale i innymi – działającymi w protokole Z-Wave, jak również blisko 100 urządzeniami Nice czy wieloma dostępnymi na rynku produktami komunikującymi się w standardzie protokołu ZigBee. Urządzenie jest wyposażone w intuicyjny konfigurator, który przeprowadza użytkownika przez instalację systemu krok po kroku.

Zależy nam na dostarczaniu ciekawych rozwiązań, stąd w Home Center 3 znajdziemy wiele unikalnych funkcjonalności. Mowa nie tylko o bezpieczeństwie czy komforcie, ale też o zarządzaniu urządzeniami zasilanymi energią elektryczną, otwartym ekosystemie, w którym możemy znaleźć kilkaset różnych urządzeń korzystających z różnych protokołów – podkreśla Adam Krużyński.

Firma – która na CES 2019 w Las Vegas zdobyła dwie prestiżowe nagrody Innovation Honorees – zaprojektowała urządzenie, wykorzystując przy tym sugestie doświadczonych profesjonalnych instalatorów, power userów oraz partnerów biznesowych z Polski i zagranicy. W kwestii bezpieczeństwa współpracowała m.in. z ESET i Kaspersky Lab, aby zapewnić najwyższej klasy ochronę przed cyberatakami.

– Home Center 3 zostało zaprojektowane w Poznaniu przez polskich inżynierów i tu też jest produkowane. Także oprogramowanie dla tego urządzenia powstało w Polsce – mówi Bartosz Buczyński.

Eksport na rynki pozaunijne rośnie znacznie szybciej niż do UE. Firmy liczą jednak na wsparcie państwa w promowaniu polskiej marki

W 2019 roku polski eksport rósł szybciej niż import, dzięki czemu powrócił do dodatniego salda handlu zagranicznego. Choć polskie firmy są elastyczne i mimo spowolnienia gospodarki u głównych partnerów handlowych dobrze sobie radzą za granicą, a klimat sprzyja eksportowi, rządzący woleliby, by mocniej zdywersyfikowały rynki docelowe. Zdaniem eksporterów państwowe instytucje powinny bardziej intensywnie promować nasz kraj za granicą.

– Dane pokazują bardzo dużą odporność naszej gospodarki na to, co się dzieje u naszego największego partnera gospodarczego, czyli Unii Europejskiej. Nie najlepsza sytuacja w Niemczech w pierwszej połowie 2019 roku nie odbiła się bardzo mocno na sytuacji naszej gospodarki, chociaż mogła wywołać niepokój wśród polskich przedsiębiorców – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Salomon, zastępca dyrektora Departamentu Handlu i Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Rozwoju. – Widzimy mocne strony naszych firm, czyli szybką zdolność do dopasowywania się do zmieniającej się dynamicznie sytuacji, reagowanie na te zmiany, zarówno jeśli chodzi o charakter oferty, jak i dobór rynków. Widzimy, że dynamika eksportu na rynki pozaunijne jest trzykrotnie wyższa niż na unijne.

Po 10 miesiącach 2019 roku wartość polskiego eksportu w cenach bieżących wyniosła 845,4 mld zł i była wyższa o 6,7 proc. niż w tym samym okresie 2018 roku. Wzrósł także import, ale dynamika była tu wyraźnie wolniejsza niż w przypadku eksportu, co dało w efekcie dodatnie saldo na poziomie 4,6 mld zł. Tymczasem przed rokiem było ono ujemne i wyniosło -13,8 mld zł. Największym partnerem eksportowym Polski pozostaje Unia Europejska, ale jej udział spadł w ciągu roku z 80,6 proc. do 79,9 proc. Udział krajów rozwijających się w odbiorze polskich produktów pozostał bez zmian, na poziomie 7,1 proc., co oznacza jego nominalny wzrost, zwiększył się także wywóz do krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

– Perspektywy rozwoju eksportu są dobre. Wydaje się, że dynamika, którą widzimy, powinna być utrzymana. Nasi przedsiębiorcy mają apetyty na nowe, silnie rosnące rynki, np. azjatyckie, bliskowschodnie i dalekowschodnie, czy Ameryki Północnej – komentuje Tomasz Salomon. – Na to wskazuje też dynamika wzrostu eksportu do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Japonii, Chin, Zjednoczonych Emiratów. Na te rynki mamy przyrosty eksportu na poziomie kilkudziesięciu procent.

Z punktu widzenia przedsiębiorców w Polsce panuje sprzyjająca atmosfera dla eksportu, a państwo wspomaga firmy chcące rozwijać eksport. Jednym z przejawów takiego wsparcia jest działalność zagranicznych Biur Handlowych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, które pośredniczą w umawianiu spotkań z potencjalnymi kupcami i dystrybutorami oraz informacjami na temat rynku. Działają już w 64 krajach na sześciu kontynentach. Nie znaczy to, że nie istnieje potencjał do poprawy warunków handlu zagranicznego przez rządowe instytucje.

– Główną barierą w zwiększeniu internacjonalizacji polskich przedsiębiorstw jest niski poziom specjalistycznej wiedzy dotyczącej technik sprzedaży za granicą, sposobów zabezpieczania płatności, formułowania kontraktów – wylicza Andrzej Stefański, dyrektor Przedsiębiorstwa Handlu Międzynarodowego LEGATO. – Dobrze by było, gdyby instytucje wspierające eksport, jak Polska Agencja Inwestycji i Handlu i innego rodzaju agencje, organizowały szkolenia dla polskich przedsiębiorców, którzy jeszcze nie eksportują, aby ich uzbroić w wiedzę niezbędną do działania za granicą. To działanie jest trudniejsze niż w Polsce, bo  dochodzą: odległość, inne otoczenie prawne, kultura biznesu, inny język.

Nie mniej istotną pomocą w negocjacjach z zagranicznymi partnerami jest budowanie pozytywnego wizerunku Polski w krajach, do których przedsiębiorcy eksportują, jak również dostarczanie wiedzy o Polsce tam, gdzie jest ona znikoma. Dyrektor PHM LEGATO podkreśla, jak ważne jest pozytywne nastawienie kontrahentów już na wstępnym etapie rozmów. Przykładem takiego kraju jest Kazachstan, z którym firma ta prowadzi interesy z dobrym skutkiem. Rynków wartych uwagi jest jednak więcej.

– Największym rynkiem na świecie na większość towarów są Stany Zjednoczone, bo to jest najbogatsze państwo, ale jeżeli będziemy mierzyć wielkość rynku potencjałem ludnościowym, to są to Chiny i Indie – mówi Andrzej Stefański. – Polacy są często postrzegani przez swoich partnerów z Zachodu jako ci, którzy dobrze poruszają się na rynkach byłego ZSRR. To jest prawda. Tym bardziej że wielu polskich przedsiębiorców zna jeszcze język rosyjski i ma doświadczenia w sprzedaży na Wschód. Również tam odnosimy jako Polska znaczące sukcesy, ale zawsze może być lepiej.

Nowoczesne pojazdy mogą służyć jako biuro albo restauracja. Innowacyjna platforma pozwoli je zaprojektować w świecie wirtualnym

 Jesteśmy dopiero na początku rozwoju nowego paradygmatu mobilności, ale już teraz obserwujemy nowe zastosowania i koncepcje pojazdów. Nowoczesny pojazd służący jako biuro lub restauracja? Dlaczego nie! Pole do innowacji jeszcze nigdy nie było tak rozległe – podkreśla Guillaume Gerondeau, wiceprezes firmy Dassault Systèmes, która na targach elektronicznych CES 2020 w Las Vegas prezentuje innowacyjną platformę 3DEXPERIENCE. Pozwala ona na  tworzenie w środowisku wirtualnym innowacyjnych rozwiązań z dziedziny mobilności i dóbr konsumpcyjnych. Przykładem jest prototyp pojazdu bazującego na konstrukcji deskorolki, zaprojektowany przez amerykański start-up Canoo.

Przyszłość mobilności elektrycznej wygląda obiecująco. Pojawia się wiele nowych form, nowych zastosowań, nowych typów pojazdów. Coraz częściej przechodzimy od modelu własnościowego do modelu usługowego, w którym mobilność przestaje być produktem, a staje się usługą – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes podczas targów CES 2020 w Las Vegas Guillaume Gerondeau, wiceprezes Dassault Systèmes, odpowiedzialny za sektor transportu i mobilności w Azji.

Elektryfikacja i koncepcja Mobility as a Service to w tej chwili dwa główne trendy w segmencie mobilności. Prognozy McKinsey Global Institute zakładają, że dzięki szybkiej poprawie ekonomiki pojazdów elektrycznych i naciskom regulacyjnym w różnych krajach europejskich do 2040 roku około 70 proc. wszystkich pojazdów sprzedawanych w Europie w różnych segmentach (samochody osobowe, dostawcze, ciężarowe i autobusy) będzie mieć napęd elektryczny.

Zarówno w Polsce, jak i na całym świecie konsumenci coraz chętniej korzystają też z usług mobilności w ramach tzw. ekonomii współdzielenia (sharing economy). Według PwC jedno auto współdzielone może zastąpić od 7 do 11 prywatnych samochodów, a do 2030 roku współdzielone pojazdy mają już stanowić co najmniej 30 proc. wszystkich samochodów w Europie. Do tego czasu co trzeci przejechany kilometr w Europie będzie już także realizowany właśnie w formule carsharingu (raport „The five dimensions of automotive transformation”).

– Obserwujemy przyspieszenie rozwoju mobilności elektrycznej. Ta przyjmuje różne formy, w zależności od regionu i zastosowania. Widzimy to na przykładzie pojazdów dwukołowych i trzykołowych w Indiach, w idei Mobility as a Service czy w transporcie wahadłowym – mówi Guillaume Gerondeau. – Jesteśmy dopiero na początku rozwoju nowego paradygmatu mobilności, ale już teraz obserwujemy nowe zastosowania i koncepcje pojazdów. Nowoczesny pojazd służący jako biuro lub restauracja? Dlaczego nie! Pole do innowacji jeszcze nigdy nie było tak rozległe.

Podczas odbywających się w Las Vegas targów elektronicznych CES 2020 Dassault Systèmes prezentuje innowacyjną platformę 3DEXPERIENCE, która umożliwia wymianę pomysłów i danych oraz ułatwia współpracę ukierunkowaną na tworzenie innowacyjnych rozwiązań z dziedziny mobilności, a także infrastruktury sieciowej 5G niezbędnej do świadczenia nowoczesnych usług.

Na stoisku firmy, obok interaktywnych wystaw i symulacji 3D, swoje rozwiązanie prezentuje start-up Canoo z Los Angeles. Na bazie platformy w niecałe dwa lata zaprojektował on pierwszy fizyczny prototyp pojazdu bazującego na konstrukcji deskorolki. Na standardowym „podwoziu” można montować różne moduły i systemy. Czas potrzebny na zaprojektowanie kompletnego pojazdu skrócił się dzięki platformie 3DEXPERIENCE o połowę. Bazując na jednym podwoziu, można w krótkim czasie zaprojektować zarówno sportowe, jak i dostawcze auto.

Canoo to wyjątkowy koncept, ponieważ przechodzi od modelu własnościowego do modelu subskrypcyjnego. Dodatkowo poprzez wykorzystanie naszej platformy w chmurze od samego początku twórcy start-upu mogli stworzyć unikatowe rozwiązanie, czyli podwozie na bazie konstrukcji deskorolki. Dzięki naszej platformie mogli tego dokonać w znacznie krótszym czasie w środowisku wirtualnym. Pracę rozpoczęli od zera, korzystając z naszego rozwiązania – przeszli od koncepcji, poprzez projekt, modelowanie i symulację, po produkcję – mówi Guillaume Gerondeau.

Innym rozwiązaniem, które także powstało na bazie platformy 3DEXPERIENCE, jest spersonalizowane obuwie zaprojektowane przez Laboratorium Innowacji Ecco. Pozwala ono na rejestrowanie danych z czujników w czasie rzeczywistym i przesyłanie ich do bliźniaczej kopii cyfrowej w chmurze, a następnie analizę w celu poprawy kondycji i efektywności. Podobne rozwiązanie można zastosować np. w fabrykach, sklepach czy szpitalach.

Wszystkie rodzaje branż i usług mogą stosować platformę 3DEXPERIENCE do wytworzenia zarówno małych struktur, jak organy ludzkie, np. serce, jak i różnego rodzaju urządzenia, takie jak samoloty, elektronikę, a nawet projekt całego miasta. Cokolwiek możemy wyobrazić sobie w świecie rzeczywistym, może również zostać stworzone w formie cyfrowego bliźniaka w środowisku wirtualnym – mówi Guillaume Gerondeau.

Blisko 40 proc. Polaków uczestniczy w niedzielnych mszach świętych. Liczba udzielanych chrztów i ślubów spada, głównie przez demografię

38,3 proc. Polaków regularnie bierze udział w niedzielnych mszach świętych, a 17,3 proc. przystępuje do sakramentu komunii świętej – wynika z nowego „Rocznika statystycznego Kościoła katolickiego w Polsce za 2018 rok”. W porównaniu z poprzednim badaniem różnice są niewielkie, na granicy błędu statystycznego. Statystyki dotyczące udzielanych sakramentów spadają, ale wynika to przede wszystkim z tendencji demograficznych.

ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego
ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego

Opublikowany rocznik statystyczny wskazuje, że praktyki religijne Polaków są na stałym poziomie, a ostatnie lata były czasem stabilizacji. W 2018 roku na terenie Polski było 10 356 parafii katolickich, w których posługiwało ponad 20,5 tys. księży. Łączna liczba kapłanów wynosiła blisko 25 tys., a do święceń w diecezjach przygotowywało się 2,2 tys. alumnów.

Liczba księży, która w poprzednich dekadach bardzo szybko rosła, w ostatnich latach się ustabilizowała. Z roku na rok obserwujemy zmiany w liczbie udzielanych sakramentów, co wynika głównie z demografii. Dla przykładu, w roku 2018 delikatnie spadła liczba chrztów oraz sakramentów małżeństwa – mówi agencji Newseria ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Sakramentu chrztu udzielono w 2018 roku ponad 386 tys. osób. Do pierwszej komunii świętej przystąpiło ponad 400 tys. osób, a do bierzmowania – prawie 300 tys. Z kolei sakrament małżeństwa został udzielony 133 tys. par.

Na te liczby wpływa demografia – wyjaśnia ks. Wojciech Sadłoń. – Musimy także liczyć się z tym, że Kościół w Polsce będzie coraz starszy, księża, zakonnicy i zakonnice również. Taka sytuacja odzwierciedla procesy zachodzące w polskim społeczeństwie. 

W porównaniu z poprzednim rokiem odsetek osób regularnie uczestniczących w niedzielnych mszach świętych zmienił się bardzo nieznacznie – spadł o 0,1 pkt proc. i wynosi 38,2 proc. Najwyższy poziom uczestnictwa w niedzielnej mszy odnotowano w diecezji tarnowskiej (71,3 proc.). Na drugim miejscu znalazła się diecezja  rzeszowska (64,3 proc.), a zaraz za nią przemyska (60,4 proc.). Z kolei najmniejszy odsetek (24,1 proc.) odnotowano w diecezji szczecińsko-kamieńskiej.

Wskaźnik communicantes, oznaczający odsetek osób, które przystępują do komunii świętej, wzrósł o 0,3 pkt proc. – dodaje ks. Wojciech Sadłoń.

W „Roczniku statystycznym Kościoła katolickiego w Polsce za 2018 rok” znalazły się także dane dotyczące uczestnictwa dzieci w lekcjach religii. Okazuje się, że aż 88 proc. młodych ludzi bierze w nich udział. Najwyższy, bo prawie stuprocentowy odsetek odnotowano w diecezjach pelplińskiej, rzeszowskiej i przemyskiej, najmniejszy zaś w archidiecezji warszawskiej (74,8 proc.). Dla porównania na zajęcia etyki uczęszcza jedynie 1 proc. dzieci w wieku szkolnym.

– Odsetek dzieci uczestniczących w lekcjach religii jest zróżnicowany i zależy od typu szkoły. Im starsza młodzież, tym rzadziej uczęszcza na lekcje religii – tłumaczy ks. Wojciech Sadłoń. – Na podstawie naszych danych trudno wskazać, jaka tutaj jest tendencja, ponieważ dane te prezentujemy po raz pierwszy, natomiast inne badania wskazują, że jednak tendencja jest spadkowa.

Chociaż dane zawarte w najnowszym „Roczniku Kościoła katolickiego w Polsce” nie zwiastują żadnych kryzysów, według dyrektora ISKK Kościół w Polsce będzie musiał zainicjować konkretne zmiany jakościowe, które pozwolą przybliżyć wiernych do uczestnictwa w mszach świętych.

 Nie możemy liczyć na to, że dynamikę Kościoła będzie napędzała sytuacja zewnętrzna, czy to demograficzna, czy też kulturowa. Innymi słowy, stoimy przed wyzwaniami przede wszystkim budowania jakości struktur wewnątrzkościelnych, budowania wspólnot i organizacji, które będą przyciągały ludzi z zewnątrz –  dodaje ks. Wojciech Sadłoń.

CES 2020: Jedna na trzy osoby chrapie. Inteligentne łóżka i poduszki rozwiążą ten problem

Z badań The Global Pursuit of Better Sleep Health 2019 wynika, że w ciągu ostatnich lat jakość snu pogorszyła się aż u 44 proc. dorosłych, z kolei 29 proc. ankietowanych zmaga się z problemem chrapania. Branża technologiczna próbuje rozwiązać ten problem. Powstają inteligentne łóżka oraz słuchawki wygłuszające odgłosy chrapania. Podczas targów CES 2020 w Las Vegas zaprezentowano także poduszkę MotionPillow, która wykrywa chrapanie i wymusza zmianę pozycji snu.

– Motion Pillow jest poduszką zaprojektowaną w celu rozwiązania problemu chrapania. Cztery poduszki umieszczone w środku napełniają się powietrzem i delikatnie zmieniają pozycję głowy osoby, która chrapie, odblokowując tym samym drogi oddechowe. Swobodne oddychanie powoduje, że przestaje ona chrapać, i wszyscy cieszą się lepszym snem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje podczas targów CES 2020 w Las Vegas Vanessa Banks z TenMinds.

Inteligentna poduszka Motion Pillow ma rozwiązać problem chrapania. Dostarczane wraz z nią urządzenie rejestruje pozycję, w której śpiąca osoba ma tendencję do chrapania, i w taki sposób napełnia cztery wewnętrzne komory powietrzne, aby odblokować drogi oddechowe.

– Umieściliśmy tutaj małą skrzyneczkę, która rejestruje chrapanie i pozwala na analizę jego częstotliwości i nasilenia. Na podstawie tych informacji poduszki wypełniają się powietrzem, dopasowując się do umiarkowanego, nasilonego lub lekkiego chrapania, odpowiednio zmieniając pozycję głowy i zapewniając lepszy sen wszystkim domownikom – mówi Vanessa Banks.

Inteligentne łóżko TEMPUR-Ergo Smart Base przeprowadza z kolei całościową analizę jakości snu, aby zapewnić jak najwygodniejszą pozycję podczas odpoczynku. Materace w czasie rzeczywistym monitorują ruch ciała śpiącej osoby i kiedy wykryją mikrodrgania charakterystyczne dla chrapania – korygują pozycję głowy śpiącej osoby, aby mu zapobiec. W przeciwieństwie do poduszek działają na całej szerokości łózka i mogą korygować pozycję głowy dwóch osób jednocześnie.

– Jedna osoba na trzy chrapie, co jest ogromną liczbą. Jest to poważny problem w szczególności dla osób otyłych, chorych czy cierpiących na nadciśnienie, u których prawdopodobieństwo chrapania jest wyższe – mówi ekspertka.

Firma ZQuiet postanowiła rozwiązać problem tych osób, których sen jest zaburzony z powodu uciążliwego chrapania innych domowników. W tym celu zaprojektowała słuchawki QuietOn Sleep wyposażone w aktywny system redukcji szumów wyczulony na dźwięki chrapania. W przeciwieństwie do klasycznych zatyczek dousznych nie tylko odseparowują małżowinę od dźwięków tła, emitują także falę akustyczną, która znosi m.in. dźwięki chrapania, ułatwiając tym samym zaśnięcie w niekorzystnych warunkach.

Z kolei inżynierowie z Nyxoah opracowali innowacyjny implant wszczepiany w brodę, który aktywnie zapobiega zablokowaniu dróg oddechowych przez język. W celu aktywacji implantu przed zaśnięciem pacjent przykleja do skóry niewielki plaster z układem elektronicznym. Jest to sygnał do włączenia implantu, który zapobiega rozluźnieniu mięśni języka, a co za tym idzie – wystąpieniu bezdechu sennego. Projektanci z Nyxoah liczą na to, że ich implant pozwoli zastąpić maski tlenowe stosowane przez osoby cierpiące z powodu poważnych zaburzeń snu.

– Wiele osób cierpiących na zespół bezdechu sennego musi zakładać na twarz maski lub inne rzeczy, żeby lepiej spać. My chcemy zapewnić klientom możliwość zdjęcia tych urządzeń z twarzy i położenia się na wygodnej poduszce – mówi Vanessa Banks.

Według firmy badawczej Global Market Insights wartość globalnego rynku technologii poprawiających jakość snu do 2025 roku wzrośnie do 27 mld dol. W najbliższych latach ma  się rozwijać w tempie 16 proc. w skali roku.

CES 2020: Innowacyjne panele wyprodukują wodę z powietrza i energii słonecznej. Mogą rozwiązać nadchodzący problem braku wody pitnej na świecie

Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, że ​​ponad 2 miliardy ludzi żyje bez bezpiecznej wody pitnej w swoich domach. Choroby przenoszone przez wodę są przyczyną około 1,8 miliona zgonów rocznie, z czego 88 proc. wynika z braku bezpiecznej wody pitnej, warunków sanitarnych i higieny. Firma Zero Mass Water opracowała rozwiązanie na większość problemów z brakiem wody pitnej. Source Rexi Hydropanel wytwarza wodę tylko ze światła słonecznego i powietrza poprzez przyspieszenie procesu kondensacji wody nawet z suchego powietrza.

– Stworzony przez nas hydropanel Source to obecnie jedyne rozwiązanie pozwalające na dostęp do czystej wody, które nie potrzebuje żadnej infrastruktury. Jest ono nie tylko bezpieczne i niezawodne, ale także nie wymaga podłączenia do jakiegokolwiek źródła. Nie jest potrzebny dostęp do prądu ani źródła wody, zwierciadła wód gruntowych czy deszczu. Do wytwarzania wody potrzebuje tylko światła słonecznego i powietrza – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje podczas CES 2020 Sidnee Kay Peck z Zero Mass Water.

Na świecie pojawia się coraz więcej urządzeń, które mają pomóc rozwiązać jeden z większych obecnie problemów związanych z klimatem – brakiem wody. WaterSeer z wyglądu przypomina studnię, wykorzystuje otaczające środowisko do wydobywania wody z atmosfery, nawet 37 litrów na dobę. Dar Si Hmad, organizacja non-profit, została z kolei nagrodzona za projekt „łapaczy mgły”. Ogromne siatki wychwytują wilgoć z mgły – największy łapacz znajduje się na zboczach góry Boutmezguida w Maroku i zbiera 6,3 tys. litrów wody dziennie.

To tylko przykłady rozwiązań, które pomagają wytworzyć wodę. Zero Mass Water opracowało natomiast zupełnie rewolucyjne rozwiązanie. Ich urządzenie Source uzyskuje wodę wyłącznie z powietrza i światła słonecznego.

– To instalacja fotowoltaiczna złożona z małych, 75-watowych paneli fotowoltaicznych. Wykorzystuje światło słoneczne do wytwarzania energii potrzebnej do zasilania wentylatora. Wentylator zasysa do urządzenia duże ilości powietrza, które jest następnie podgrzewane dzięki energii solarnej. Powietrze jest schładzane do temperatury otoczenia, a specjalny materiał wewnątrz panelu gromadzi wytwarzającą się wodę. Jest ona odprowadzana do zbiornika, w którym następuje jej mineralizacja pod kątem odpowiedniego smaku i wartości pH oraz ozonowanie – tłumaczy Sidnee Kay Pack.

Pierwsze urządzenie firma zaprezentowała już podczas ubiegłorocznych targów CES. W tym roku pokazała Source Rexi Hydropanel, który jest o połowę mniejszy niż poprzednia wersja, łatwiejszy do zainstalowania w domu jednorodzinnym i może produkować więcej wody. Rexi wykorzystuje chmurowy zestaw czujników, aby dostarczyć szczegółową wiedzę na temat jakości wody i funkcji automatycznej optymalizacji w hydropanelach. Właściciele domów za pomocą aplikacji na smartfonach mogą śledzić wydajność swoich hydropaneli, jakość ich wody i ilość przechowywaną w zbiorniku.

– Najnowszy panel ma wymiary 1 m x 1,5 m, dzięki czemu zajmuje na dachu znacznie mniej miejsca. Dzięki swojej modułowej konstrukcji można zainstalować jeden czy dwa panele na budynku mieszkalnym, jak i zbudować instalację podobną do farmy fotowoltaicznej, złożoną z nawet 2000 paneli, która pozwoli produkować ogromne ilości wody – wskazuje ekspertka.

Według ONZ nawet 2,1 mld ludzi na świecie nie ma w swoich domach bezpiecznej wody pitnej. Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że choroby przenoszone przez wodę są przyczyną około 1,8 mln zgonów rocznie, z czego 88 proc. wynika z braku bezpiecznej wody pitnej, warunków sanitarnych i higieny. Brakuje nie tylko wody pitnej – wysychają lasy, pustynnieją coraz większe fragmenty ziemi. Ostatnie pożary w Australii oznaczają m.in. ogromne braki wody. Tymczasem rozwiązanie Zero Mass Water może pozyskiwać wodę nawet na terenach, gdzie wilgotność spada poniżej 10 proc., także na pustyniach.

– Liczba ludności rośnie, podczas gdy zwierciadła wód gruntowych maleją. Blisko dwa lata temu w RPA miał miejsce kryzys wodny, znany także jako „Dzień Zero”. Podobne tendencje występują w wielu miejscach na całym świecie. To ogromny problem. Woda znajdująca się w powietrzu – w atmosferze – ulega natomiast samoistnej regeneracji co kilka dni. W naszej ocenie jest to najlepszy i najpewniejszy sposób na pozyskiwanie wody – przekonuje Sidnee Kay Peck.

Artykuły biurowe

Prowadząc firmę, nieodzowne jest zaopatrzenie się w materiały biurowe. Jest to kluczowe dla sprawnego funkcjonowania firmy i codziennej pracy w biurze, a wszelkie braki w tym zakresie powodują przestoje w pracy, które całkowicie dezorganizują pracę biura. Warto wiedzieć, które artykuły biurowe są niezbędne, aby wcześniej się w nie zaopatrzyć. Artykuły biurowe online są dostępne, więc wiedząc, czego się szuka, zrobienie zakupów jest sprawne i proste.

Podstawowe artykuły biurowe

W zależności od charakteru prowadzonej działalności najpowszechniej wykorzystywane artykuły biurowe mogą nieco się od siebie różnić. Są jednak elementy niezbędne, które wykorzystuje się w każdym biurze i których nigdy nie powinno zabraknąć, by nie paraliżować pracy. W pierwszej kolejności należy zaopatrzyć się w artykuły piśmiennicze, takie jak długopisy, ołówki, a także papier do drukarek i ksero. Są to rzeczy, które wykorzystywane są regularnie i pomimo że można je łatwo kupić, to od strony organizacyjnej lepiej zaopatrzyć się w tego typu artykuły biurowe online i zrobić zapas na kilka miesięcy z góry. Podstawową zaletą takiego działania jest oszczędność pieniędzy, gdyż kupując tak duże ilości materiału i robiąc to online, można zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt procent, ale o wiele istotniejszy jest aspekt organizacyjny. W końcu pracownicy biura albo tym bardziej szef firmy, jeśli jest to mała działalność gospodarcza, mają na co dzień istotniejsze obowiązki, niż konieczność pójścia do sklepu po kilka długopisów lub bryzę papieru do drukarki. Wcześniejsze przemyślenie, ile artykułów tego typu jest potrzebne na pół roku albo rok i zrobienie jednorazowych zakupów jest o wiele bardziej wydajne od strony logistycznej.

Organizacja pracy, a artykuły biurowe

Charakterystyka pracy biurowej jest taka, że przeważnie wymaga obracaniem dużą ilością dokumentów. Pomimo że aktualnie duża część pracy jest automatyzowana, to niestety nadal wielu rzeczy nie da się zrobić w formie cyfrowej, a należy je drukować i fizycznie podpisywać. Dotyczy to umów, rachunków, faktur, a także ważnych dokumentów formalnych pochodzących od urzędów związanych z charakterem prowadzonej działalności. Artykuły biurowe, które zdecydowanie ułatwią organizację pracy, a także pozwolą na zwiększenie jej wydajności, to wszelkiego rodzaju segregatory i organizery, które są niezbędne w każdym biurze. Dzięki zaopatrzeniu się w segregatory, a także dodatkowe laminatory i folie do laminowania, etykieciarki i bindownice można zoptymalizować obrót dokumentami tak, by do ich obsługi potrzebna była minimalna ilość osób, co jest korzystne dla każdej firmy. Artykuły biurowe online można kupić w profesjonalnych sklepach, które mają szeroką ofertę w tej kwestii, co pozwala na zakup segregatorów i teczek w takich wielkościach i kształcie, które będą odpowiednie dla charakteru prowadzonej w biurze działalności.

Meble biurowe

Do niezbędnego fizycznie należą także meble biurowe. Aby móc efektywnie i wygodnie przechowywać artykuły biurowe należy zaopatrzyć się w specjalistyczne meble, które są specjalnie projektowane do codziennej i intensywnej eksploatacji w warunkach biurowych. Są tak zaprojektowane, że pozwalają na wygodne przetrzymywanie dokumentów, a także ich zorganizowanie tak, by wszystko co niezbędne zawsze było pod ręką. Umożliwiają to celowo przeszklone witryny, wygodne systemy otwierania, półki dostosowane do rozmiarów standardowych aktówek, teczek i segregatorów na dokumenty oraz rozmiary charakterystyczne dla standardowego biura. Ponadto ciekawą opcją są meble z dodatkowymi zamkami na najważniejsze i poufne dokumenty.

Banki w Europie Środkowo-Wschodniej wdrażają najnowsze technologie, aby odmłodzić swój wizerunek

Banki w Europie Środkowo-Wschodniej przez wiele lat wyprzedzały swoich zachodnioeuropejskich rówieśników pod względem technologii. Ponieważ zaczęły działalność na początku lat 90., nie były obciążone starymi systemami i wykonały duży krok naprzód — zainwestowały w nowe technologie, dzięki czemu stały się szybsze i bardziej przyjazne niż ich bardziej tradycyjni zachodni koledzy.

Minęło jednak trzydzieści lat i banki w Europie Środkowo-Wschodniej zaczynają zdawać sobie sprawę, że w miarę dojrzewania tracą przewagę nad konkurencją oraz mają trudności z dotarciem do młodszych klientów i wykorzystywaniem nowych możliwości biznesowych. Ponadto banki, tak jak inne firmy w tym regionie, muszą wciąż optymalizować działalność, szukając jednocześnie sposobów na eliminację luki w umiejętnościach personelu. Według wielu dyrektorów działów informatycznych w bankach technologia to często jedyny (a zatem najlepszy) sposób na spełnienie tych i innych wymagań biznesowych. A zatem: czy bank jest w stanie przekształcić swoją działalność?

Nowe technologie mogą pomóc bankom usprawnić obsługę klienta, wdrażać strategie wielokanałowe i zwiększyć bezpieczeństwo. Obecnie najbardziej prominentne technologie to sztuczna inteligencja i systemy zrobotyzowanej automatyzacji procesów. Takie innowacje mogą wspierać zarówno obsługę klienta, jak i operacje zaplecza. Stanowią również podstawę do opracowania najwyższej klasy aplikacji mobilnych oraz wprowadzenia czatbotów. Chmura to kolejna technologia, która coraz częściej jest włączana do architektury informatycznej i usług banków. Firmy z Europy Środkowo-Wschodniej często wskazują na to, że do używania chmury zniechęcają je kwestie regulacyjne. Mimo to coraz więcej instytucji bankowych stosuje chmurę w swojej codziennej działalności, w tym w aplikacjach do komunikacji i współpracy, a także przenosi do chmury systemy testowe i programistyczne.

Innym sposobem na utrzymanie się na rynku jest wdrożenie modelu otwartej bankowości i bankowości połączonej. Może się to jednak okazać trudne, nawet dla najbardziej zaawansowanych banków. Starsze technologie, szczególnie w platformie bazowej, na ogół nie zapewniają bowiem elastycznej zgodności operacyjnej z ekosystemami zewnętrznymi, która jest niezbędnym warunkiem realizacji strategii połączonej bankowości. Dlatego wiele banków pracuje obecnie nad modernizacją swojej infrastruktury, aby umożliwiła ona wdrażanie nowych modeli biznesowych.

Jednym z głównych sprzymierzeńców banków na drodze do zapewnienia większej łączności jest filozofia otwartych interfejsów API. Za pomocą otwartych interfejsów API poszczególne programy mogą się ze sobą komunikować, dzięki czemu upoważnione osoby trzecie mogą tworzyć produkty i usługi wykorzystujące dotychczasowe aplikacje poprzez uzyskanie dostępu do danych lub przetwarzać instrukcje dotyczące transakcji. Tymi osobami trzecimi mogą być firmy fintech lub start-upy będące własnością banku, próbujące wejść na nowy rynek.

Na rynku istnieje kilka modeli otwartości i współpracy: typowo amerykański model połączonej strategii oparty na zamkniętym i kontrolowanym ekosystemie zbudowanym wokół banku, azjatycki model otwartej strategii, w którym banki lub nowe podmioty działają w ramach otwartego środowiska, a instytucja finansowa staje się częścią większej całości, oraz europejski model zgodności z przepisami, w którym „otwartość” jest wymuszana przez obowiązkowe interfejsy API, ale nie podejmuje się dużych wysiłków w celu dalszego otwarcia ekosystemu.

Rynki stosujące strategię hybrydową stopniowo przejdą na otwarty ekosystem z ograniczonym zestawem otwartych interfejsów API dla podstawowych funkcji, zaś dla niektórych innych obszarów ściślejsza kontrola będzie zachowana dzięki prywatnym interfejsom API i interfejsom API partnerów. W Europie Środkowo-Wschodniej najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest strategia zgodności z przepisami z elementami hybrydowymi, która pozwoliłaby bankom na stopniowe dołączenie do nowego ekosystemu.

W Europie kluczowe czynniki wspierające wdrażanie otwartych interfejsów API to m.in. regulacje takie jak inicjatywa otwartej bankowości w Wielkiej Brytanii oraz dyrektywa PSD2 Unii Europejskiej. Firma IDC zajmująca się badaniami nad technologią przewiduje, że do 2021 r. 20% najważniejszych banków na całym świecie będzie wykorzystywać interfejsy API i współużytkować co najmniej trzy zewnętrzne aplikacje bankowości korporacyjnej z innymi instytucjami finansowymi, początkowo na potrzeby lepszej oceny ryzyka, podejmowania decyzji kredytowych oraz wspólnego udzielania kredytów i pożyczek. Ostatecznie, w miarę jak współpraca z firmami fintech będzie się rozwijać, a banki będą chciały stać się integralną częścią życia klientów, udostępnianych będzie nawet 20 interfejsów API. Biorąc pod uwagę to, jak wiele banków globalnych prowadzi działalność w Europie Środkowo-Wschodniej, trend ten będzie można również zaobserwować na poziomie regionalnym i krajowym.

Inicjatywy poszczególnych krajów pokazują, jak ważna dla lokalnego środowiska finansowego jest otwarta bankowość i współpraca między bankami a firmami fintech. Na przykład w Polsce Ministerstwo Cyfryzacji powołało specjalnego pełnomocnika w zakresie technologii finansowych, a w Komisji Nadzoru Finansowego utworzono nowy wydział fintech. Urzędy wspólnie z bankami tworzą regulacyjne środowiska testowe, aby umożliwić realizację projektów w dziedzinie badań i rozwoju, weryfikacji koncepcji oraz projektów pilotażowych w sposób bezpieczny dla wszystkich uczestników: banków, firm fintech, konsumentów, przedsiębiorstw oraz samych urzędów.

Banki w Europie Środkowo-Wschodniej na początku były liderami nowoczesnych technologii, a potem zaczęły przypominać konserwatywnych rodziców, którzy rywalizują o klientów z sympatycznymi kuzynami i wujkami z branży fintech. Jednak dzięki odpowiednim regulacjom i technologiom mogą znów stać się „fajnymi rodzicami”, z którymi miło spędza się czas i którzy zapewniają również wsparcie i bezpieczeństwo. Muszą tylko zdobyć się na trochę większą otwartość!

O Autorze

Andrés Garcia-Arroyo jest wiceprezesem ds. Aplikacji w Oracle na region Europy Środkowo-Wschodniej, WNP i Izraela od maja 2019 r. Od ponad 20 lat obecny w sektorze IT na stanowiskach kierowniczych w firmach takich jak Vignette (obecnie Opentext), PeopleSoft i Oracle, gdzie pracuje ponad 12 lat (poza 3-letnim okresem, w którym kierował działaniem Workday for South Europe). Absolwent MBA w dwóch prestiżowych szkołach biznesu (Instituto de Empresa i IESE), uczestniczył w międzynarodowych forach i pisał dla specjalistycznych gazet biznesowych, a także prowadził konferencje w miastach takich jak Madryt, Lizbona, Mediolan, Paryż, San Francisco i Moskwa.

Na rynki powrócił spokój

Jeszcze do wczoraj praktycznie cały świat wstrzymywał oddech, przyglądając się rosnącemu napięciu na linii USA-Iran. Na szczęście najgorsze obawy się nie potwierdziły i wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie będziemy mieli do czynienia z deeskalacją konfliktu. Na rynki powrócił spokój.

Wojny nie będzie

Wczoraj cały świat mógł wreszcie odetchnąć z ulgą. Oświadczenie wygłoszone przez prezydenta Donalda Trumpa po irańskim ostrzale rakietowym amerykańskich baz w Iraku (jako odpowiedź na uśmiercenie przez Amerykanów generała Kasema Sulejmaniego) wskazuje, że w najbliższym czasie nie powinno dojść do eskalacji konfliktu. Trump zaczął swoje przemówienie od stwierdzenia, że „dopóki będzie prezydentem, Iran nie uzyska broni nuklearnej”. Potwierdził, że w ataku nie ucierpiał żaden Amerykanin ani Irakijczyk. Oskarżył Iran o sponsorowanie terroryzmu i wezwał światowe mocarstwa do wycofania się z porozumienia nuklearnego z tym państwem w celu stworzenia nowych rozwiązań, które rzeczywiście powstrzymałyby ajatollahów od stworzenia broni nuklearnej. Podkreślił, że fakt posiadania przez USA wspaniałego wyposażenia wojskowego nie oznacza, że Stany mają go użyć, a do odstraszania wrogów wystarcza sam fakt amerykańskiej potęgi, zarówno wojskowej, jak i gospodarczej. Przez komentatorów te słowa zostały uznane za sygnał chęci załagodzenia konfliktu. Lokator Białego Domu zamierza również poprosić NATO o większe zaangażowanie na Bliskim Wschodzie. Po oświadczeniu Trumpa w dół poszła cena ropy naftowej, wcześniej mocno zwyżkująca w obliczu niepewności co do rozwoju sytuacji w tym newralgicznym rejonie świata.

Niższe stopy w Wielkiej Brytanii?

Kurs funta zareagował dziś wyraźnym spadkiem (o 2 grosze do godz. 12:30) na wystąpienie prezesa Banku Anglii Marka Carneya. Stwierdził on, że brytyjski regulator nie wyklucza cięcia stóp procentowych, jeśli wyspiarska gospodarka miałaby pozostać słabsza w dłuższej perspektywie, na co wskazuje wiele analiz ekonomicznych. Jako główną przyczynę tej słabości wskazuje się oczywiście brexit. Niższe stopy miałyby na celu obniżenie kosztów kredytu i w ten sposób mogłyby pomóc schładzającej się gospodarce. Na razie rynek daje 60% szans na cięcie stóp o 0,25% do końca roku. Rynek walutowy zareagował na to oświadczenie od razu i dziś funt szterling słabnie wyraźnie w stosunku do wszystkich głównych walut.

Dane z Europy

Otrzymaliśmy dziś kilka istotnych odczytów makroekonomicznych z Europy. Chociaż trudno mówić o jakichś wielkich zaskoczeniach, to mimo wszystko warto pochylić się nad nimi przez chwilę. Najpierw niemiecki Destatis poinformował o listopadowej produkcji przemysłowej za Odrą. Wzrost o 1,1% to pozytywna wiadomość, ponieważ prognozy mówiły o progresie na poziomie 0,7%, a dodatkowo jest to najlepszy wynik od lipca 2018 r. i wreszcie na plusie po dwóch miesiącach spadków. Wydaje się jednak, że rynki nie zainteresowały się szczególnie tym tematem i trudno było zauważyć wpływ tych danych na kurs euro. Kolejny ważny odczyt (także za listopad) dotyczył publikacji Eurostatu na temat bezrobocia w Europie. Dla strefy euro wskaźnik ten wyniósł 7,5%, a dla wszystkich 28 państw UE zatrzymał się na poziomie 6,3%. Ponieważ był on zgodny z prognozami i identyczny z ostatnim odczytem, to warto wgłębić się w szczegóły. Powtórzone 7,5% w eurozonie pozostaje najlepszym wynikiem od lipca 2008 r., a 6,3% dla całej Wspólnoty (również wyrównanie poprzedniego odczytu) to najniższa wartość od 2000 r., czyli od momentu wprowadzenia comiesięcznych publikacji poziomu bezrobocia w Unii. Według metodologii Eurostatu najniższe bezrobocie mamy w Czechach (2,2%), Niemczech (3,1%) i Polsce (3,2%). Natomiast najwięcej bezrobotnych znajdziemy na południu Europy, czyli we Włoszech (9,7%), Hiszpanii (14,1%) i Grecji (16,8%).

Adam Fuchs, analityk walutowy Internetowykantor.pl

„Analitycy TMS: jest potencjał do zwyżek kursu metali szlachetnych

Po zawirowaniach geopolitycznych złoto odzyskuje blask w oczach inwestorów i banków centralnych. Szybko wzrosło na rekordowe poziomy, ale równie szybko spadło. Mimo to kruszec jest najdroższy od siedmiu lat, a analitycy widzą potencjał do zwyżek kursu metali szlachetnych. Zwłaszcza, że na zaognieniu sytuacji na Bliskim Wschodzie zyskuje też platyna i srebro, a pallad przebija szczyty wszechczasów. To wichry niepewności kierują inwestorów do bezpiecznych przystani, czy chodzi bardziej o politykę banków centralnych? Jak te historyczne wzrosty przekładają się na podwyżki cen paliw?

Metale szlachetne zyskują w czasach niestabilności, ale to, co się ostatnio dzieje to ewenement ostatnich lat. Pierwszy raz w historii notowania palladu osiągnęły poziom 2000 dolarów za uncję. Do góry skoczyły też kursy srebra i platyny, a cena złota przejściowo wzrosła do najwyższych poziomów od niemal 7 lat. Obecnie kurs surowca waha się między 1565 a 1573 dolarów za uncję. Analitycy TMS Brokers oceniają, że to jeszcze nie koniec wzrostów. Według ich prognoz – w 2020 roku nie zabraknie tematów podsycających niepewność inwestorów i generujących popyt na złoto.

– Porozumienie Pierwszej Fazy zapobiega dalszemu wzrostowi ceł między USA i Chinami, ale nie mówi nic o perspektywach jakiejkolwiek Drugiej Fazy, podczas gdy wiele kluczowych kwestii spornych pozostaje otwartych – ocenia Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

Rajd cen złota

W trakcie nerwowej środy złoto osiągnęło cenę 1600 dol.  Jednak w czwartek równie szybko poddały się sile strony podażowej. Cena kruszcu spadła poniżej 1550 USD za uncję. Mimo wahań analitycy podkreślają, że wzrosty są możliwe i przypominają, że popyt banków centralnych na złoto jest najwyższy od czasów Nixona.

– Wybory prezydenckie w USA będą ważne nie tylko dla dolara i Wall Street, kiedy dla ochrony idealnego obrazu gospodarki prezydent Trump będzie sięgał po wszystkie dostępne środki, w tym po ataki na niezależność Fed. Fala negatywnych informacji w tych, jak i zapewne innych tematach, będzie wsparciem dla wzrostów cen złota – tłumaczą analitycy TMS Brokers.

W pierwszym tygodniu handlu w nowym roku uzasadnione po atakach obawy o konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie wspierały złoto, które podrożało o blisko 4 proc. Król metali od listopadowego dołka zyskał prawie 9 proc. i ma szansę błyszczeć przez cały rok. Jest to tendencja, która może utrzymać się w dłuższej perspektywie, zwłaszcza że złoto podrożało o 18,5 proc. w 2019 r. Jednak na rynku surowcowym jego blask przyćmił pallad, który w 2019 r. urósł ponad 58 proc.

Zaognienie konfliktu na Bliskim Wschodzie spowodowało również, że skoczyły notowania czarnego złota. Po tym, gdy Iran zaatakował bazy wojskowe USA w Iraku rynek ropy zareagował znaczącym wzrostem cen o ponad 1,2 proc. Dzień później ten dramatyzm wzrostu opadł, ale tendencja wzrostowa nadal jest widoczna, co oznacza, że do deeskalacji konfliktu droga jest daleka.

Ropa dołuje

– Rynek akcji korzysta najbardziej na uspokojeniu nastrojów, a ropa naftowa dołuje najsilniej. To pokazuje, jak bardzo w ostatnich dniach rynek ropy był zdominowany przez kapitał spekulacyjny, który teraz wychodzi z pozycji. Mimo to jeśli przyjąć, że gospodarka globalna ma się mieć lepiej, a członkom OPEC zależy, by na ropie zarabiać najwięcej, fundamenty w końcu dadzą wsparcie do powrotu wzrostów – tłumaczy Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers.

– Czego trzeba, żeby ropa doszła do 100 dol. za baryłkę? Musiałoby być na długo realnie zaburzone wydobycie, które wpłynęłoby na globalne zapasy. To co obserwujemy obecnie na rynkach, to na razie konieczność większej premii za ryzyko. Nie ma teraz zaburzeń, jeśli chodzi o wydobycie, czy przesył surowca. Teraz jest właśnie tylko “większe ryzyko”. Inwestorzy widząc te zagrożenia wpisują ryzyko w cenę – ocenia Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers.

USA i Iran nie dążą do eskalacji konfliktu, co rynki przyjmują za zadowoleniem i porzucają bezpieczne aktywa na rzecz powrotu rajdu rynku akcji. – Teraz inwestorzy powinni w coraz mniejszym stopniu reagować na doniesienia z Bliskiego Wschodu, a przerzucić uwagę na wcześniej istotne kwestie – siłę ożywienia globalnego i umowę handlową USA-Chiny – dodaje Białas, jeden z autorów raportu „7 pomysłów jak inwestować pieniądze w 2020 roku”.

Mocna końcówka roku w Ronson Development

W czwartym kwartale 2019 r. Ronson Development zakontraktował sprzedaż 256 lokali, czyli o 91% więcej niż w analogicznym okresie 2018 r. Jest to jednocześnie najlepszy wynik sprzedażowy Spółki od dziesięciu kwartałów. W całym 2019 r. Ronson Development sprzedał 761 lokali wobec 773 rok wcześniej.

Liczba lokali przekazanych klientom w czwartym kwartale 2019 r., które zostaną rozpoznane w rachunku wyników za ten okres, wyniosła 124, z czego 66 lokali przekazano w wysokomarżowym projekcie City Link III, ukończonym w listopadzie. W całym minionym roku Ronson Development przekazał nabywcom 658 lokali wobec 764 w 2018 r.

– Sprzedaż 256 lokali w ostatnim kwartale ubiegłego roku to najlepszy kwartalny wynik od ponad 2,5 roku. Zgodnie z przewidywaniami, największy udział w tym wyniku miał pierwszy etap naszego warszawskiego projektu Ursus Centralny, gdzie zakontraktowaliśmy sprzedaż 87 lokali. Drugim naszym bestsellerem jest osiedle Miasto Moje na warszawskiej Białołęce, gdzie w czwartym kwartale sprzedaliśmy 54 lokale. Dużą popularnością cieszyły się również projekty Grunwald2 w Poznaniu oraz Panoramika w Szczecinie, gdzie w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku znaleźliśmy nabywców na odpowiednio 29 i 27 lokali – wskazał Andrzej Gutowski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Ronson Development.

– W ostatnim kwartale 2019 r. istotnie wzmocniliśmy naszą ofertę, uruchamiając czwarty etap projektu Miasto Moje, obejmujący 176 lokali. Rozpoczęliśmy także realizację kolejnych etapów projektu Nova Królikarnia oraz pierwszy etap zupełnie nowej inwestycji na rynku szczecińskim – Nowe Warzymice, z 54 mieszkaniami. Łącznie w czwartym kwartale 2019 r. rozpoczęliśmy budowę około 280 lokali, a w całym 2019 r. ponad 1100 lokali. Liczymy, że te inwestycje, wraz z projektami, które uruchomimy w 2020 r., przełożą się na dobre wyniki sprzedażowe również w kolejnych kwartałach – dodał Boaz Haim, prezes Ronson Development.

Ważnym wydarzeniem w Ronson Development w IV kwartale 2019 r. było ponadto zakończenie budowy i rozpoczęcie przekazywania nabywcom lokali w projekcie City Link III na warszawskiej Woli. – Projekt City Link charakteryzuje się ponadprzeciętną rentownością. Ronson posiada 100% udziałów w trzecim etapie tej inwestycji (w odróżnieniu od wcześniejszych etapów, w których udział Spółki wynosił 50%). Spośród 368 lokali wybudowanych w tym etapie, ponad 95% zostało już sprzedanych. Pierwszą pulę 66 lokali przekazaliśmy klientom jeszcze przed końcem 2019 r., a pozostałe będą przekazywane sukcesywnie w najbliższych miesiącach – wskazał Rami Geris, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.

Łączna liczba lokali przekazanych klientom w czwartym kwartale 2019 r., które zostaną rozpoznane w rachunku wyników za ten okres, wyniosła 124, czyli ponad dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie 2018 r.

Ronson Development – sprzedaż i przekazania lokali

Liczba lokali 4Q 2019 4Q 2018 Zmiana r/r 2019 2018 Zmiana r/r
Sprzedaż 256 134 +91% 761 773 -2%
Przekazania 124 57 +118% 658 764 -14%

 

Znane, kontrowersyjne i najbogatsze nazwiska z paszportem Malty

Ponad rok temu, w listopadzie 2018 r., w artykule „Obywatelstwo ekonomiczne – szansa na rozwój czy zagrożenie?” poddaliśmy analizie dynamikę rozwoju sektora CRBI (ang. Citizenship and Residence by Investment). Wskazaliśmy m.in., że nad tą branżą mogą ciążyć zarzuty o nadmierną komercjalizację. Kwestia ta była i jest delikatna dla Unii Europejskiej, bowiem paszport kraju-członka UE jest również paszportem całej Unii. Nie można jednak zapominać, że tak atrakcyjny i przez wielu pożądany paszport państwa członkowskiego UE nie jest łatwo dostępny. Tak jest w przypadku Malty, która deklaruje, iż jej procedury weryfikacyjne są surowe, co przejawia się wysokim, 22% odsetkiem odrzuconych wniosków. Dodatkowo, na drodze do upragnionego paszportu mogą stanąć rządy państw dotychczasowego obywatelstwa.

Skala maltańskiej otwartości

Chociaż pełna lista osób, które nabyły obywatelstwo Malty jest publicznie dostępna w dzienniku urzędowym, to zamieszczone w nim informacje są dość ograniczone. Oprócz tego, że jest on sortowany według imienia, a nie nazwiska, co utrudnia dostrzeżenie członków tej samej rodziny, nie zaznaczono różnicy między wnioskodawcami, którzy zostali obywatelami Malty poprzez naturalizację, a osobami, które nabyły maltański paszport za 1,15 mln euro. Warto nadmienić, iż uruchomiony w 2014 r. program dla inwestorów indywidualnych umożliwia zamożnym obywatelom zagranicznym uzyskanie paszportu maltańskiego poprzez wkład w wysokości 650 000 euro, zakup nieruchomości o wartości co najmniej 350 000 euro i inwestycję w akcje o wartości co najmniej 150 000 euro.

Rolę głównego weryfikatora wniosków o obywatelstwo pełni państwowa Agencja Identity Malta, która deklaruje, iż zachowuje niezwykłą staranność postępowania kontrolnego. Dodatkowo, wicepremier Chris Fearne niedawno zobowiązał się do zniesienia programu i zastąpienia go nowym, który uzyskałby pełne poparcie Komisji Europejskiej. Od stycznia 2015 r. do grudnia 2018 r. 9 645 osób zostało naturalizowanych/zarejestrowanych jako nowi obywatele Malty, z czego ok. 3 500 w samym 2018 r. Z analiz prowadzonych przez prywatną rosyjską agencję wywiadowczą SA West Global Intelligence można wnosić, iż blisko 20% tej grupy stanowią obywatele Rosji i byłych republik ZSRR, zwłaszcza Ukrainy i Kazachstanu. Dla przykładu, w latach 2015-2017 obywatelstwo Malty uzyskało 1 008 osób wywodzących się z tych krajów. Niektóre z tych osób można śmiało określić mianem prominentnych.

Kolejną dużą grupę stanowią obywatele krajów arabskich. „Times of Malta” poinformował, że w 2017 roku 62 członków najbogatszych rodzin w Arabii Saudyjskiej uzyskało obywatelstwo maltańskie dzięki systemowi paszportowemu. Należą do nich Al-Muhaidib i Al-Agils, którzy są nie tylko dwoma najbogatszymi klanami biznesowymi w królestwie Arabii Saudyjskiej, ale też zostali umieszczeni przez Forbesa wśród najbogatszych rodzin na świecie.

Niezwykle interesujący jest fakt, iż członkowie rodziny królewskiej Kataru znaleźli się na wspomnianej liście ponad 3 500 obcokrajowców, którzy w 2018 r. nabyli obywatelstwo maltańskie przez naturalizację lub kupno paszportu. Nazwisko Al Thani pojawia się na liście pięciokrotnie i dotyczy szejka Mohammeda Ahmeda J. Al Thani, jego żony Hanadi oraz ich dzieci: Jassima, Jude i Layany. Szejk Al Thani, który w latach 2003-2006 był ministrem gospodarki i handlu Kataru, spędził 17 aktywnych lat w przemyśle naftowym i gazowym, głównie w Qatar Petroleum, RasGas i QatarGas. W 2016 r. założył zarejestrowaną na Malcie spółkę Monifa Wings, w której był wymieniony jako akcjonariusz, dyrektor, przedstawiciel prawny i sądowy. Firma specjalizuje się w świadczeniu usług transportu lotniczego, leasingu samolotów i obsługi lotów czarterowych. Żona szejka Hanadi jest głównym przedsiębiorcą, dyrektorem generalnym i założycielem Al Waab City Real Estate.

Głośne nazwiska na liście obywateli

Oczywiście atrakcyjność posiadania maltańskiego paszportu, sprawia, że starają się o niego nie tylko członkowie rodzin królewskich, ale i miliarderzy, których interesy wzbudzają ogromne kontrowersje. Na liście najgłośniejszych pod tym względem obywateli Malty, na czołowym miejscu należałoby umieścić Pawła Melnikowa, legitymującego się paszportami: rosyjskim, maltańskim i łotewskim. Na 17 należących do niego posiadłości w Finlandii najechały we wrześniu 2018 r. siły rządowe, wśród których było 400 policjantów i żołnierzy. Sam Melnikow, którego nie zdołano aresztować, twierdzi, że mieszka na Węgrzech. Posiada sieć firm i nieruchomości w Polsce, na Łotwie, w Finlandii i Rosji. Oficjalnie fińska policja federalna prowadzi dochodzenie w sprawie rosyjskiej spółki zajmującej się obrotem nieruchomościami. Przejęto 5 mln dolarów w gotówce, skonfiskowano również komputery i dyski zawierające około 100 terabajtów danych.

Kolejny maltański obywatel wśród rosyjskich miliarderów to Borys Mints – przedsiębiorca, ale też osoba publiczna i filantrop, założyciel Muzeum Rosyjskiego Impresjonizmu. Mints kupił maltańskie obywatelstwo w 2016 r., ale w lipcu 2019 r. został aresztowany w Londynie. Posiadał aktywa o wartości 572 mln euro przejęte przez sąd brytyjski z powodu jego rzekomej roli w „oszukańczym programie” z udziałem rosyjskiego banku Otkritie. Wyrok związany jest z roszczeniami różnych banków o odzyskanie od Mintsa 700 mln dolarów. Otkritie było niegdyś największym, pod względem aktywów, prywatnym bankiem w Rosji. W lipcu rosyjski bank centralny złożył pozew w wysokości 290 miliardów rubli (1,3 mld dolarów) przeciwko byłym właścicielom i kierownictwu Otkritie na pokrycie strat poniesionych od 2017 r., kiedy uratował Otkritie przed upadkiem. Bank centralny jest teraz właścicielem 100% uratowanego banku. Indagowana w sprawie Mintsa Agencja Identity Malta oświadczyła, że śledzi tę sprawę, a „kolejne kroki zostaną rozważone po uzyskaniu wyników od sądów brytyjskich”.

Korzenie rosyjskie ma Anatolij Hurgin, obywatel Izraela, który kupił maltańskie paszporty dla siebie i swojej rodziny w 2016 r. Hurgin służył w Izraelskich Siłach Obronnych i prowadził firmy specjalizujące się w „hakowaniu telefonów i najnowocześniejszej technologii inwigilacji”, które można wykorzystać do gromadzenia i rejestrowania prywatnych informacji na temat każdego, w dowolnym miejscu i czasie. Władze izraelskie aresztowały we wrześniu 2019 r. wielu pracowników jego firmy Ability Inc. pod zarzutem popełnienia przestępstw oszustwa, przemytu i prania pieniędzy na dużą skalę. Izraelskie Ministerstwo Obrony prowadziło dochodzenie w sprawie łamania prawa międzynarodowego, ale na ujawnienie tożsamości osób aresztowanych i szczegółów sprawy nie wyraziło zgody.

Na początku czerwca 2019 r., Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (ang. US Securities and Exchange Commission – SEC) oskarżyła Hurgina, Ability Inc. i dyrektora ds. technologii Aleksandra Vladimira Aurovsky’ego o pięć naruszeń prawa federalnego USA. Chodzi o oszustwo wobec akcjonariuszy spółki z Florydy. Oskarżeni zarobili łącznie 30,5 mln euro, podczas gdy udziałowcy spółki z Florydy stracili 53,8 mln euro.

Egipski obywatel Mustafa Abdel Wadood, który zakupił maltański paszport, przyznał się do oszustwa i prania pieniędzy w Stanach Zjednoczonych. Grozi mu kara 125 lat więzienia. Wadood został aresztowany za działania, które – jak podaje portal The Shift – doprowadziły do „największej na świecie upadłości kapitałowej”, zaledwie cztery miesiące po tym, jak jego nazwisko jako nowego obywatela pojawiło się w grudniu 2018 r. w maltańskim dzienniku rządowym. Wadood zarządzał Abraaj Capital w Dubaju.

Problemy finansowe Wadooda pojawiły się już w 2014 r., o czym maltańska agencja nie wiedziała lub fakt ten zlekceważyła. Agencja Identity Malta ostatecznie potwierdziła, że jego obywatelstwo zostanie odebrane. Zgodnie z prawem maltańskim nabyte obywatelstwo może zostać odebrane na polecenie ministra spraw wewnętrznych, jeżeli osoba fizyczna zostanie uznana za „niesprzyjającą dobru publicznemu” lub skazana za przestępstwo na karę pozbawienia wolności przekraczającą 12 miesięcy.

Kolejny „świeży” obywatel Malty, to chiński miliarder Liu Zhongtian. Został w 2019 r. oskarżony w Stanach Zjednoczonych o uchylanie się od płacenia około 1,8 mld dolarów podatków za handel aluminium. Liu posiada maltański paszport i jest od 2016 r. zarejestrowany jako mieszkaniec zaludnionego Naxxar. Jest założycielem China Zhongwang Holdings Limited, drugiej największej na świecie firmy zajmującej się przemysłowym wytłaczaniem aluminium.

Warto jeszcze wspomnieć, iż trzej Rosjanie, którzy znaleźli się na tzw. „kremlowskiej liście” amerykańskiego Departamentu Skarbu, a mianowicie Borys Mints, Aleksander Wołosz i Aleksander Nesis, otrzymali paszporty Malty w ramach programu inwestorskiego w 2016 r. Chociaż „kremlowska lista”, opublikowana przez USA w styczniu 2018 r., nie jest listą sankcji, to identyfikuje najbogatszych biznesmenów Rosji, którzy są uważani za bliskich prezydentowi Władimirowi Putinowi, a którzy mogli wzbogacić się poprzez korupcję.

Wskazane wyżej, najbardziej spektakularne przypadki świadczą o tym, iż system przyznawania obywatelstwa Malty, a tym samym Unii Europejskiej, choć kontrowersyjny, potwierdza jego atrakcyjność. Atrakcyjność tego programu wynika przede wszystkim z tego, że gwarantuje swoim obywatelom (nawet tym ekonomicznym) zachowanie przyznanych praw. Pomimo alarmującej częstotliwości kontrowersyjnych przypadków rząd maltański oświadcza, iż nie będzie przeprowadzać przeglądu osób, którym przyznano obywatelstwo maltańskie w ramach programu „paszport za pieniądze”, podkreślając, że „rygorystyczny system” został już wprowadzony. Odpowiadając zaś na raport organizacji Transparency International i Global Witness zatytułowany „European Getaway: Inside the Murky World of Golden Visas” (Europejska ucieczka: w mrocznym świecie złotych wiz), który szczegółowo opisuje wysokie ryzyko prania brudnych pieniędzy i przestępstw finansowych związanych z programami „paszportu za pieniądze” – dokładnie takich samych przestępstw, o jakie oskarża się nowych obywateli Malty – Agencja Identity Malta zapewnia, że wciąż dąży do wzmacniania procesów starannej weryfikacji wnioskodawców i procedur analizy ryzyka.

Profesor Uniwersytetu w Aberdeen, Justin Borg-Barthet twierdzi, iż maltańskie przypadki potwierdzają, że programy sprzedaży obywatelstwa są zagrożeniem dla rządów prawa. Przede wszystkim ten „rynek” opiera się na lukach prawnych, które pozwalają przestępcom na zdobycie obywatelstwa UE. Ponadto instytucje odpowiedzialne za sprawdzanie aplikacji czynią wiele, aby przypadki nagannych, czy też przestępczych zachowań, nie były wykrywane. W grę wchodzą naprawdę duże pieniądze. Dla przykładu w 2018 r. obywatelami Malty zostało 21 członków rodziny Grech, 21 członków rodziny Galea, czy 11 członków rodziny Fenech. Nie wiadomo, czy to najliczniejsze rodziny, bo wyszukiwanie personaliów jest utrudnione. Warto wspomnieć, iż w skali światowej największymi beneficjentami takich programów są Chińczycy. Szacuje się, iż obywatele chińscy stanowią 70% światowego rynku programu tzw. złotej wizy.

Jak pisaliśmy we wspomnianym we wstępie artykule „Obywatelstwo ekonomiczne – szansa na rozwój czy zagrożenie?”, przedstawiciele branży CRBI stoją na stanowisku, że obywatelstwo ekonomiczne to zjawisko w dzisiejszym świecie pożądane i nieuniknione. Niesie bowiem ze sobą korzyści ekonomiczne dla krajów oferujących swój paszport zagranicznym przedsiębiorcom i inwestorom. Z drugiej strony, stanowi również korzyść dla samych przedsiębiorców i inwestorów, którzy po prostu znajdują w tych krajach ułatwienia, jak i szansę dla siebie i swoich biznesów. Branża CRBI prezentuje się jako obrońca liberalizmu i globalizacji w czasie, gdy są to wartości zagrożone. Oczywiście zagraniczny paszport to również szansa dla tych, którym niekoniecznie leży na sercu rozwój gospodarczy kraju nowej rezydencji, czy rozwój swojej działalności. Być może 22 procentowe sito maltańskiej administracji nie odsiało i nie odsieje jeszcze wielu kontrowersyjnych nazwisk oligarchów, ani malwersantów z pierwszych stron gazet, ale nie może to być argument przesądzający o negatywnej ocenie programów paszportowych, takich jak program Malty.

To, że część przedsiębiorców stara się o paszport innego kraju sugeruje, że kraj, którego paszport nabywają, oferuje im lepsze warunki do życia, rozwoju, poczucia bezpieczeństwa, tak jak robi to właśnie Malta. Nabycie jej paszportu otwiera bowiem drzwi do rynków całej Unii Europejskiej, strefy Schengen, jak i bezwizowy dostęp do wszystkich największych państw anglojęzycznych, z USA na czele.

Fakt, że w skali świata obywatele Chin stanowią 70% beneficjentów programów „złotej wizy” jednoznacznie wskazuje, że to nie są rozwiązania dla oszustów i malwersantów, ale przede wszystkim dla biznesmenów, którzy ze względu na totalitarny system, w którym przyszło im żyć, nie mają innego wyjścia niż wykorzystanie takiej formy uzyskania wolności gospodarczej. Jednym bowiem z podstawowych typów działań rządów, takich państw jak Chiny, jest traktowanie paszportu obcego – zachodniego, demokratycznego kraju – jako swoistej nagrody za zachowanie zgodne z oczekiwaniami tych władz.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.