Rynek gruntów inwestycyjnych – ponad 70% transakcji w sektorze mieszkaniowym

Podobnie jak w roku poprzednim, rynek gruntów inwestycyjnych w 2019 skupiony był przede wszystkim na sektorze budownictwa mieszkaniowego. To właśnie on stanowił ponad 70% wszystkich transakcji. Wolumen transakcji gruntów komercyjnych i mieszkaniowych kontynuuje trend wzrostowy, jednak nieznacznie maleje jego dynamika oraz odczuwalnie przedłużają się procesy inwestycyjne. Mimo tego wartość transakcji zawartych w roku 2019 szacować można na rekordowe 5,5 mld zł.

— Spektakularne inwestycje i rekordowe ceny zakupu, których byliśmy świadkami wskazują, że miniony rok ponownie zaliczyć możemy do wyjątkowo udanych. Dział gruntów Colliers International uczestniczył w 2019 roku w kilkunastu kluczowych transakcjach gruntowych w całej Polsce, zarówno na rynku mieszkaniowym, jak i komercyjnym, a ich łączny wolumen przekroczył 700 mln zł — mówi Emil Domeracki, dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w Colliers International.

Prywatni inwestorzy napędzają rynek

Największe zainteresowanie wśród deweloperów wciąż wzbudzają grunty położone w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, jednak to rynek poznański osiągnął rekordowo wysoką podaż nowych mieszkań w minionym roku.

Zdaniem ekspertów Colliers International znaczącym czynnikiem kreującym popyt na powierzchnię mieszkaniową staje się przeznaczenie inwestycyjne. Dzięki utrzymującym się niskim stopom procentowym i korzystnym warunkom kredytowym inwestorami coraz częściej zostają osoby prywatne, postrzegające nieruchomość jako bezpieczną i dostępną lokatę kapitału. To napędza popyt ze strony deweloperów na atrakcyjnie zlokalizowane grunty, których zaczyna brakować.

Tendencję wzrostową wciąż wykazują ceny gruntów pod inwestycje mieszkaniowe, przebijając poziom 3 tys. – 3,5 tys. zł za metr kwadratowy PUM. Przy tak zawrotnym wzroście poziomu cen i niskiej podaży atrakcyjnych gruntów, inwestorzy gotowi są na kosztowny i długotrwały proces administracyjny byle zabezpieczyć lokalizacje odpowiednio blisko centrum miasta. Deweloperzy coraz częściej szukają bardziej złożonych rozwiązań, takich jak rewitalizacje terenów poprzemysłowych, zmiana przeznaczenia obszarów usługowych czy inwestowanie w alternatywne formy mieszkalnictwa — zwraca uwagę Emil Domeracki.

Regiony prześcigają stolicę w budowie biur

W 2019 roku wzrost popytu na powierzchnię biurową w Warszawie i największych miastach Polski doprowadził do spadku współczynnika pustostanów na większości z tych rynków. Wszystkie miasta regionalne utrzymują wysoki poziom projektów w budowie i zaplanowanych, a dynamika ich rozwoju przewyższa nawet stolicę. Wciąż popularne wśród deweloperów pozostają lokalizacje centralne i adaptacje istniejących budynków na biura butikowe.

Zgodnie z przewidywaniami analityków i doradców z firmy Colliers, w minionym roku umocnił się też trend zmiany przeznaczenia nieruchomości biurowych na cele usług zamieszkania zbiorowego (condo- i aparthotele, ale także mieszkania na wynajem, akademiki oraz hotele tradycyjne).

Wzrost popularności nowoczesnych akademików w Polsce jako produktu inwestycyjnego to efekt licznych europejskich i ogólnoświatowych programów wymian studenckich. Studenci krajowi znacznie częściej korzystają z opcji najmu mieszkań od osób prywatnych lub ze starszych akademików o niższym standardzie i czynszach — mówi Krzysztof Chyla, koordynator transakcji w Dziale Gruntów Inwestycyjnych w Colliers International.

Sektor handlowy i magazynowy bez zmian

Rynek handlu detalicznego w Polsce osiągnął już pułap stabilnego nasycenia powierzchnią handlową w dużych i średnich miastach regionalnych. Większość obiektów, które powstały w ubiegłym roku realizowane były z wykorzystaniem banków ziemi i na gruntach zabezpieczonych we  wcześniejszych latach.

W związku z ograniczeniami prawnymi oraz nasyceniem powierzchnią handlową w kraju, ale także rozwojem branży e-commerce, budowa klasycznego centrum handlowego stopniowo ustępuje miejsca nowoczesnym obiektom lub zespołom typu mixed-use — tłumaczy Emil Domeracki.

W sektorze magazynowym decyzje deweloperów kształtuje przede wszystkim dostęp do pracowników oraz infrastruktura logistyczna. Wzrost znaczenia Polski na europejskim rynku logistycznym i rozwój rynku e-commerce znalazły odzwierciedlenie w aktywności najemców. Jednakże, z punktu widzenia rynku gruntów inwestycyjnych, rok 2019 nie przyniósł drastycznych zmian w zakresie cen ani preferowanych lokalizacji.

Prognozy na 2020

Zdaniem ekspertów Colliers, w nadchodzącym roku wciąż będziemy obserwować stopniowe wyhamowywanie tempa wzrostów cen gruntów. Ze względu na znaczący popyt i korzystne warunki makroekonomiczne rynek nadal zdominowany będzie przez sektor mieszkaniowy, a nowe strategie przyjęte w 2019 roku przez deweloperów staną się bardziej powszechne.

Obszary przemysłowe i poprzemysłowe położone w dużych miastach nadal będą przekształcane w tkankę mieszkaniowo-usługową. Podobny los czekać może starzejące się budynki biurowe z początku XXI wieku. Mieszkania na wynajem oraz nowoczesne akademiki będą zyskiwać na znaczeniu zarówno jako metoda wykorzystania niesprzyjających zapisów planistycznych, jak i produkty inwestycyjne.

Zakupy gruntów o przeznaczeniu handlowo-usługowym skoncentrowane będą wokół wypełniania „luk” handlu detalicznego w średnich i małych miastach. Nie przewiduje się spadku cen, ale liczba transakcji pozostanie na niskim poziomie.

Co drugi Polak pozytywnie ocenia poziom życia i sytuację finansową w 2019 r.

Życzenia jeszcze lepszego Nowego Roku już za nami, ale wielu rodakom wystarczyłoby życzyć, aby 2020 dorównał 2019. Połowa Polaków uważa bowiem minione 12 miesięcy za udane pod względem finansowym. Rozczarowanych też jednak nie brakuje, tak poczuł się co trzeci badany, a co szóstemu trudno się było określić. Powody spełnienia? Zaoszczędziłem – stwierdził z satysfakcją co drugi zadowolony z finansów. Niewiele mniejsze znaczenie miał brak zaskakujących wydatków oraz fakt, że udało się przejść rok bez zaciągania kredytów i pożyczek. Dopiero na czwartym miejscu znalazły się wyższe zarobki – wynika z badania „Nastawienie do finansów” zrealizowanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Niemal co drugi badany (49 proc.) jest usatysfakcjonowany tym, jak poszło mu w finansach w minionym roku. Zawiedzionych jest 35 proc. ankietowanych, a 16 proc. odpowiadających na pytanie Czy uważa Pan/i miniony rok za udany z finansowego punktu widzenia? nie umiało udzielić jednoznacznej odpowiedzi – wynika z badania przeprowadzonego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w grupie osób między 18 a 75 rokiem życia.

Czy miniony rok można uznać za udany z finansowego punktu widzenia?

Czy miniony rok można uznać za udany z finansowego punktu widzenia
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Oszczędzanie poprawia samopoczucie

– Co ciekawe, mimo licznych informacji w mediach o wzrostach płac, o możliwościach zmiany pracy, to ostatecznie zatrudnienie i lepsze wynagrodzenie nie były głównymi przyczynami finansowej satysfakcji rodaków. Wygrało oszczędzanie, które wymaga planowania, a nierzadko również silnej woli i wyrzeczeń. Oszczędzać nie jest łatwo, dlatego gdy się udaje, jak pokazują wyniki badania, fakt ten daje dużo satysfakcji, poczucie bezpieczeństwa, a także poczucie własnej wartości. Z oszczędnościami, zdarzające się od czasu do czasu nieprzewiedziane wydatki są łatwiejsze do zniesienia. Odłożone pieniądze pozwalają uniknąć zaciągania kredytu czy pożyczki, co jak pokazuje badanie również stanowi powód do zadowolenia. Oszczędności chronią przed problemami ze spłatą bieżących zobowiązań, jeśli pojawiają się kłopoty – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Gdy nie reguluje się rachunków, można trafić na listę dłużników Rejestru BIG. W zeszłym roku, mimo, że zadowolonych z finansów było więcej niż niezadowolonych, to i tak do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor dołączało średnio ponad 5 tys. nowych osób miesięcznie. Z pewnością z takim wpisem na koncie o udanym roku nie ma mowy. Nie ma też możliwości zaciągnięcia kredytu, pożyczki czy zrobienia zakupów na raty.

Czynniki wpływające na satysfakcję z finansów w 2019 r.

Czynniki wpływające na satysfakcję z finansów w 2019
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Po oszczędnościach, na kolejnej pozycji powodów do zadowolenia z finansów w minionym roku znalazł się brak zaskakujących wydatków, zyskując niewiele mniej wskazań niż oszczędności, bo wskazało go 47 proc. badanych. Dalej wymieniany jest fakt, że „Nie musiałem zaciągać kredytu, pożyczki” – 37 proc.

Zmiana pracy na lepszą i programy socjalne docenione na równi

Dopiero co czwarty badany cieszy się, że w 2019 r. miał wyższe zarobki czy premie, a 15 proc. ze zmiany pracy. Choć w stosunku do liczby zadowolonych z oszczędzania czy też innych sukcesów ten element wydaje się mniej znaczący, to jak komentują badani w 2019 r. w końcu po długim okresie bezrobocia udało im się znaleźć zatrudnienie albo pozyskać nieosiągalne wcześniej możliwości dorobienia do emerytury, czy też dorobić znacząco do pensji, bo dało się znaleźć dodatkowe dobrze płatne zajęcia.

Podobny odsetek badanych, jak w przypadku zmiany pracy docenił pozytywny wpływ programów socjalnych – 16 proc., a tych akurat w 2019 r. nie brakowało. W minionym roku po raz pierwszy wypłacona została 13. emerytura, od połowy roku na pierwsze dziecko rozszerzony został program 500+, a od sierpnia osoby do 26. roku życia zostały zwolnione z podatku dochodowego. Zapewne dlatego wśród zadowolonych z finansów częściej są rodzice niż osoby nieposiadające dzieci, ale mimo podatkowej ulgi najmniej jest ich jednak wśród najmłodszych badanych.

Zadowoleni na Podlasiu, załamani w kujawsko-pomorskim

Jeśli chodzi o regiony kraju, to największy udział osób zadowolonych z tego jak potoczyły się finansowe sprawy w 2019 r. odnotowano wśród mieszkańców Podlasia – 63 proc. Następnie na Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce i na Pomorzu Zachodnim – gdzie mieszka po 55-56 proc. usatysfakcjonowanych sytuacją finansową 2019 r.

Zadowoleni na Podlasiu, załamani w kujawsko-pomorskim
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Regionem malkontentów okazało się natomiast woj. kujawsko-pomorskie, w którym jako jedynym w kraju, przeważają osoby przekonane, że akurat z pieniędzmi to im w 2019 r. nie poszło dobrze. 38 proc. mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego stwierdziło, że jest niezadowolonych z finansów w 2019 r. podczas gdy pozytywnie ocenia je 36 proc. badanych. Przy średniej dla Polski usatysfakcjonowanych finansami na poziomie 49 proc. słabo wiodło się też mieszkańcom woj. lubuskiego, gdzie jest jedynie 37 proc. zadowolonych, nieco lepiej jest w woj. wielkopolskim – 41 proc. oraz w województwach łódzkim i śląskim po 43 proc., ale nadal sporo poniżej wyniku ogólnopolskiego.

Niemiłe kosztowne zaskoczenia

– Odpowiedzi niezadowolonych z tego jak im poszło z pieniędzmi w 2019 r. wyraźnie pokazują jak ważne jest poczucie stabilizacji w finansach. Niezadowoleni, podsumowali negatywnie rok m.in. dlatego, że zaskoczyły ich nieprzewidziane wydatki – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Czynniki wpływające na brak satysfakcji z finansów w 2019 r.

Czynniki wpływające na brak satysfakcji z finansów w 2019
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Niewiele mniejszą grupę osób – 46 proc. rozczarował też brak oszczędności, a co trzeciego niezadowolonego zawiodły wynagrodzenia – zbyt niskie w stosunku do optymistycznych przewidywań. Co czwarta osoba spośród 35 proc. niezadowolonych mówi też o porażce w poszukiwaniach lepiej płatnej pracy. Taki sam odsetek wymienia także problemy z opłacaniem bieżących rachunków, co już po 30 dniach opóźnienia grozi wpisem do rejestru dłużników BIG. Co piąty jest niezadowolony m.in. dlatego, że musiał wziąć kredyt lub pożyczkę. Wśród innych przyczyn, badani podają, że zaczął im przeszkadzać wzrost cen i idący za tym wzrost kosztów utrzymania, podkreślają również negatywny wpływ problemów zdrowotnych na domowy budżet.

Badanie ”Nastawienie do finansów” zrealizowane przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor. Badanie wykonano w listopadzie 2019 r. na reprezentatywnej próbie 1019 Polaków w wieku 18-75 lat, techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI).

Spadek poziomu napięcia w stosunkach pomiędzy USA a Iranem poprawił nastroje na rynkach

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie przykuwały uwagę całego świata. Inwestorzy również nie pozostali obojętni wobec zagrożenia wojną na pełną skalę pomiędzy USA oraz Iranem. Jednak drobna i prawie bezskuteczna „zemsta” Iranu za zabójstwo generała Kassema Sulejmaniego oraz „gołębie” wystąpienie Donalda Trumpa uspokoiło nastroje na rynkach i w dużej mierze przywróciło sytuacje z okresu przed zamachem na Sulejmaniego.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 0,22%. Natomiast notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zakończyły tydzień ze spadkiem o 0,28%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zanotowały wzrost o: 1,36% dla sWIG80 oraz 1,53% dla mWIG40.

Nadchodzący tydzień będzie bogaty na dane makroekonomiczne z USA. We wtorek (14.01.2020) poznamy dane o inflacji CPI. Z kolei w środę (15.01.2020) poznamy inflację PPI. W czwartek (16.01.2020) będą opublikowane dane dotyczące sprzedaży detalicznej oraz dane o złożonych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. W piątek (17.01.2020) nadejdzie kolej na dane o produkcji przemysłowej, indeks Uniwersytetu w Michigan oraz dane o wydanych pozwoleniach na budowę domów.

Interesujące dane nadejdą również z Polski. W środę (15.01.2020) zostaną upublicznione ostateczne dane o inflacji CPI. W czwartek (16.01.2020) poznamy więcej szczegółów o inflacji, takich jak inflacja bez cen najbardziej zmiennych oraz inflacja bez cen administrowanych.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Wymiana 3,5 mln przestarzałych pieców priorytetem w walce ze smogiem dla Polski. Czeka nas także rewolucja kominkowa

Wymiana blisko 3,5 mln „kopciuchów”, czyli przestarzałych technologicznie kotłów, ograniczenia ruchu starych samochodów i ciągły monitoring zanieczyszczeń przemysłowych – to najważniejsze wyzwania dla Polski w walce ze smogiem. Na razie likwidacja starych pieców praktycznie stoi w miejscu, a walka z zanieczyszczeniem komunikacyjnym właściwie jeszcze się nie rozpoczęła – podkreślają eksperci Polskiego Alarmu Smogowego. W najbliższych latach czeka nas też rewolucja kominkowa, bo to też istotne źródło smogu.

– Najważniejszym wyzwaniem w tej chwili jest likwidacja 3–3,5 mln kopciuchów, które mamy w Polsce. Przyczyniają się one do połowy zanieczyszczenia pyłowego w naszym kraju i prawie 90 proc. rakotwórczego benzoalfapirenu. To jest coś, z czym musimy się uporać i jeśli sobie z tym poradzimy, to jakość powietrza w Polsce znacząco się poprawi – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego.

Emisja zanieczyszczeń pochodząca z indywidualnego ogrzewania budynków węglem i drewnem to główna przyczyna zanieczyszczenia powietrza w Polsce. Spalanie paliw stałych w gospodarstwach domowych odpowiada za 78,5 proc. emisji benzo[a]pirenu w Polsce i 47 proc. emisji pyłu PM2.5. To wina „kopciuchów”, czyli przestarzałych kotłów. Program Czyste Powietrze zakłada likwidację 3 milionów „kopciuchów” w ciągu 10 lat.

Jak jednak wskazuje Polski Alarm Smogowy w „Programie PAS dla czystego powietrza w Polsce”, ze względu na skomplikowane procedury wnioskowania o dotacje oraz niewydolną sieć dystrybucji pomocy po ponad roku funkcjonowania programu Czyste Powietrze podpisano zaledwie około 50 tys. umów o dofinansowanie, czyli mniej niż 2 proc. założonego celu. PAS postuluje, żeby uprościć procedury i włączyć w sieć dystrybucji dotacji gminy i banki, a wsparcie  rozszerzyć także o budownictwo wielorodzinne. Dodatkowo można by uprościć zasady programu Stop Smog, który zakłada pomoc ubogim w wymianie „kopciuchów”.

Eksperci podkreślają, że poza wsparciem istotne jest także intensywne kontrolowanie źródeł ogrzewania i ich obowiązkowa rejestracja, a także wprowadzenie norm emisyjnych dla kominków. Co roku sprzedawanych jest ok. 100 tys. kominków bez ograniczeń emitowanych przez nie zanieczyszczeń.

Czeka nas rewolucja kominkowa. W 10 województwach już mamy uchwały antysmogowe, które definiują, jakim kominkiem możemy ogrzewać. Powinny to być kominki zgodne z tzw. ekoprojektem, czyli emitujące bardzo niewielkie ilości zanieczyszczeń pyłowych. Jeżeli nie mamy takiego kominka w domu, to albo go wymienimy na zgodny z ekoprojektem, albo doprowadzimy jego emisyjność do poziomu ekoprojektu poprzez instalację elektrofiltrów w kominie – tłumaczy Piotr Siergiej.

Wszystkie wojewódzkie uchwały zakładają wejście w życie przepisów w trakcie sezonu grzewczego, w zależności od regionu w różnych latach, najpóźniej w województwie lubuskim, bo od 2027 roku.

– Jeżeli mówimy o kilkuset tysiącach zlikwidowanych czy zamienionych na inne kominków na terenie jednego województwa, to jest potężne zadanie – ocenia ekspert PAS.

Nie tylko emisja z domowych palenisk zanieczyszcza polskie powietrze. W miastach dużym źródłem szkodliwych pyłów jest również transport samochodowy. Na tysiąc mieszkańców przypada 700–800 tys. aut, średnio dwunastoletnich. To właśnie starsze samochody z silnikami Diesla są największym problemem.

– Wyzwaniem, i to chyba nawet większym niż likwidacja „kopciuchów”, jest walka z zanieczyszczeniem komunikacyjnym. Pod tym względem nie jesteśmy nawet na początku drogi, bo jeszcze na nią nie weszliśmy. Walka z zanieczyszczeniem komunikacyjnym jest dopiero przed nami. Musimy wyrzucić samochody ze śródmieść dużych miast, bo to potężny czynnik zanieczyszczający aglomeracje – ocenia Piotr Siergiej.

Poza wprowadzeniem w miastach stref czystego transportu zgodnie z normami euro mogłyby pomóc także zmiany w strukturze podatku akcyzowego, w zależności od wieku auta, poziomu emisji spalin i wykorzystywanego paliwa. Innym sposobem mogłoby być ograniczenie praktyki wycinania filtrów DPF, oczyszczających gazy spalinowe z cząstek stałych, poprzez np. podniesienie norm emisji spalin, jakie muszą spełniać pojazdy w czasie obowiązkowego przeglądu technicznego.

Jak wskazuje Polski Alarm Smogowy w swoim programie, istotnym działaniem ma być też ograniczenie emisji z zakładów przemysłowych poprzez wprowadzenie ciągłego monitoringu zanieczyszczeń czy zwiększenie kar za nadmierne lub niezgłoszone emisje.

Rola aptekarzy jest marginalizowana. Branża apeluje o pilne przyjęcie ustawy o zawodzie farmaceuty

Rząd od wielu miesięcy pracuje nad ustawą o zawodzie farmaceuty. Prace się przedłużają, bo do projektu ustawy wniesiono wiele poprawek, więc w rezultacie przygotowano jego nową wersję. Ustawa ma regulować zawód farmaceuty w Polsce i wzmocnić jego rolę w opiece szpitalnej. Jest ona potrzebna nie tylko samym aptekarzom, ale przede wszystkim pacjentom. – W Polsce ten zawód został w znacznym stopniu zmarginalizowany, natomiast rolą farmaceutów jest nie tylko wydawanie leków, ale też właśnie nadzór nad farmakoterapią i doradztwo – mówi prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Projekt ustawy o zawodzie farmaceuty ma być odpowiedzią na problemy, na które zwraca uwagę rządowy dokument dotyczący polityki lekowej państwa w latach 2018–2020. Wskazuje on, że do największych bolączek systemu należy zaliczyć przede wszystkim brak kontroli nad przyjmowaniem leków przez chorych, również kilku leków przepisanych przez różnych lekarzy. Chorzy nie przestrzegają także zaleceń lekarskich dotyczących regularnego stosowania preparatów. Jest to szczególnie istotne w terapii pacjentów przewlekle chorych. Resort zdrowia dostrzega też problem wynikający z rosnącego rynku „samoleczenia się” pacjentów suplementami i lekami kupionymi bez recepty i bez konsultacji z lekarzem.

Apteki są najlepiej dostępnym miejscem dla pacjentów. Średnio około 2 mln osób dziennie je odwiedza. Informacje o zasadach farmakoterapii, interakcji z lekami, suplementami czy pożywieniem są niezbędne dla pacjentów – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Na świecie przyjętą praktyką jest monitorowanie przez farmaceutów dawkowania leków i działań niepożądanych, które zaobserwował pacjent. Współpraca na linii farmaceuta – pacjent jest więc kluczowa, bo pomaga wyeliminować niepożądane skutki działania leków i zwiększa efekty leczenia wskazanego przez lekarza. Może też przyczynić się do skrócenia kolejek do lekarzy.

– Przykładem jest Finlandia, gdzie w wyniku wdrożenia opieki farmaceutycznej liczba nocnych wizyt lekarskich zdecydowanie uległa zmniejszeniu – mówi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska. – W innych krajach Europy standardem jest możliwość świadczenia dodatkowych usług, takich jak działania edukacyjne, profilaktyczne, nadzór nad prawidłową farmakoterapią. U nas to nowość. Abyśmy mogli świadczyć te usługi, niezbędna jest nam ustawa o zawodzie farmaceuty.

Projekt ustawy o zawodzie farmaceuty ma uregulować wykonywanie zawodu, ze szczególnym uwzględnieniem rozszerzenia zakresu świadczeń udzielanych przez farmaceutów w taki sposób, aby mogli oni brać aktywny udział w działaniach związanych z profilaktyką i farmakoterapią. Główną zmianą jest wprowadzenie w projekcie ustawy opieki farmaceutycznej polegającej na świadczeniu przez aptekarza ciągłego i profesjonalnego nadzoru nad farmakoterapią.

NRA podkreśla, że oprócz przyjęcia samej ustawy konieczne jest także przekonanie dyrektorów szpitali do zatrudnienia w placówkach większej liczby farmaceutów i powierzenia im dodatkowych uprawnień. Więcej aptekarzy w szpitalach to inwestycja, która przyniesie placówkom oszczędności.

– Farmaceuta w szpitalach w innych krajach na świecie i w Europie ma bardzo ważną rolę. Uczestniczy w pracach zespołów terapeutycznych, zajmuje się pacjentem już od momentu przyjęcia go do szpitala na oddział, poprzez cały czas jego pobytu. Podczas wypisywania pacjenta ze szpitala udziela mu informacji, w jaki sposób ma kontynuować terapię, w jaki sposób ma zażywać leki. Taka jest rola farmaceutów w szpitalu, nie tylko zamawianie leków czy wydawanie leków na oddziały – mówi prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Projekt ustawy o zawodzie farmaceuty został przygotowany przez przedstawicieli samorządu farmaceutów i środowiska akademickie w styczniu 2019 roku. W toku prac nad ustawą i po konsultacjach resortowych przepisy dotyczące m.in. opieki farmaceutycznej zostały zmienione. Nowy projekt przedstawiono tuż przed końcem 2019 roku. To ponad rok prac nad ustawą, która w ocenie aptekarzy jest kluczowa dla przyszłości tego zawodu w Polsce.

– W przypadku braku ustawy o zawodzie farmaceuty obawiam się, że nie będzie chętnych osób do studiowania farmacji. Dlatego że w Polsce zawód farmaceuty został w znacznym stopniu zmarginalizowany. My wspieramy system ochrony zdrowia i mam nadzieję, że będziemy w nim mieli odpowiednie miejsce – mówi Elżbieta Piotrowska-Rutkowska.

Prezes GPW: Rok 2020 będzie intensywny dla warszawskiej giełdy. Liczymy na większą liczbę debiutów, środki z PPK i sukces oferty technologicznej

Dr Marek Dietl liczy na to, że warszawski parkiet, zwłaszcza rynek alternatywny, przyciągnie w tym roku innowacyjne spółki. Prezes GPW chce pozyskać inwestorów z Azji i ma nadzieję na napływ nowego kapitału, zarówno z PPK, jak i prywatyzacji OFE. Warszawska giełda wprowadza nowe instrumenty i technologie, rozwija crowdfunding, a w pierwszym kwartale tego roku ruszy platforma rolna.

8 stycznia na rynku NewConnect zadebiutowała pierwsza w tym roku spółka Plantwear, specjalizująca się w produkcji drewnianych wyrobów, głównie akcesoriów modowych. Przed debiutem firma skorzystała z oferty Programu Firm Partnerskich GPW, którego członkiem jest Dom Maklerski INC. Jest to ogłoszony przed trzema miesiącami program, który pomaga spółkom zebrać finansowanie poprzez crowdfunding i crowdinvesting. Prezes GPW ma nadzieję, że przyciągnie on kolejne firmy.

 Wydaje się, że ten rok będzie stał pod znakiem debiutów sporej liczby innowacyjnych spółek na wczesnych etapach rozwoju głównie na rynku NewConnect ­– mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Drugim elementem, którego będziemy świadkami w tym roku, jest napływ nowego kapitału. Pierwsze środki w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych trafią na giełdę 15 stycznia. To podgrzewa różne emisje, które do tej pory czekały na to, aż pojawią się nowi inwestorzy. Wiele odkładanych debiutów powinno w tym i kolejnym roku nastąpić.

W styczniu kolejni przedsiębiorcy zostali zobowiązani do utworzenia PPK. O ile w połowie ubiegłego roku musieli to zrobić zatrudniający 250 i więcej pracowników, o tyle teraz przyszła pora na firmy, w których pracuje od 50 do 250 osób. Partycypacja w pierwszej fali była niższa od oczekiwanej i wyniosła 39 proc., a razem z pracowniczymi programami emerytalnymi – 41 proc. Szacuje się, że łącznie do tych dwóch programów zapisało się (choć tak naprawdę to rezygnacja z PPK wymagała wypełnienia formularza) 44 proc. pracowników największych firm – to oficjalne dane PFR, choć obciążone 2–3-proc. błędem statystycznym. Marek Dietl liczy na to, że kolejne nabory do PPK przyciągną już więcej niż 50 proc. pracowników, a to oznacza pieniądze i pracownika, i pracodawcy, i wsparcie od państwa.

– Ciekawie zapowiada się wrzesień, jeśli wybiegniemy już do trzeciego kwartału, gdyż wtedy nastąpi prywatyzacja otwartych funduszy emerytalnych i wszyscy, którzy w nich uczestniczyli, staną się już właścicielami prywatnych środków, którymi będą mogli w ramach IKE w różny sposób zarządzać – mówi dr Marek Dietl.

W kolejnych miesiącach GPW zamierza w dalszym ciągu rozwijać swoje inicjatywy strategiczne. W pierwszym kwartale tego roku rozpocznie się handel na rynku rolnym. Uruchomienie Platformy Żywnościowej, na której przedmiotem obrotu będą zboża, ma być istotnym elementem wspierania rozwoju sektora rolniczego w kraju.

Giełda pracuje także nad uruchomieniem platformy obrotu opartej na technologii blockchain. Kwestie związane z rozwojem nowych technologii będą zyskiwały na znaczeniu w strategii GPW.

Jeszcze czekamy na wyjaśnienie się spraw regulacyjnych, natomiast robimy postępy związane z rozwojem technologii. Widzimy, że w obszarze GPW Data bardzo dobrze rozwija się segment danych. W tym roku powstaną pierwsze produkty technologiczne, które zaczniemy oferować. Powołaliśmy do oferowania tych produktów specjalną spółkę GPW Tech, więc z dużym optymizmem patrzymy na rok 2020 – zapowiada prezes GPW.

W 2019 roku wartość obrotów na rynku kasowym wyniosła 191,4 mld zł. Jeszcze cztery lata temu było to ponad 203 mld zł. Wtedy spółek na GPW było 487, w ubiegłym roku – 449. Prezes GPW jest jednak zadowolony z wyniku z 2019 roku, choć przyznaje, że sytuacja na rynku finansowym w ubiegłym roku była wymagająca, m.in. z powodu sprzedawania akcji przez OFE, co przekładało się na niskie wyceny i mniejszą liczbę debiutów. Obroty akcjami stanowiły ok. 26 proc. przychodów GPW. Marek Dietl liczy na poprawę wyników w tym segmencie, zwłaszcza że pieniądze powinny popłynąć nie tylko z PPK, ale i od inwestorów indywidualnych, którzy mają coraz więcej pieniędzy w portfelach i którym nie opłaca się lokowanie ich na bankowych depozytach. Prezes giełdy liczy też na poprawę wizerunku GPW za granicą.

– 60 proc. inwestorów na Giełdzie Papierów Wartościowych to inwestorzy zagraniczni. Staramy się szczególnie mocno w tym roku przyciągać inwestorów z Azji. Bogactwo świata przesuwa się na wschód i bardzo aktywnie staramy się pozyskiwać inwestorów azjatyckich, dla których Polska wciąż jest relatywnie dość małym krajem, słabo rozpoznawalnym i dość egzotycznym – tłumaczy. – Dlatego sprzymierzyliśmy się z innymi giełdami regionu, żeby przyciągać tych inwestorów do całego regionu. Będziemy mieli co najmniej jeden road show, czyli wyjazd do Azji, podczas którego będziemy promować nasze rynki.

Polska jest jednym z szybciej rosnących eksporterów na świecie. Firmy coraz częściej szukają klientów na międzynarodowych targach

Polski eksport jest silnie powiązany z rynkiem europejskim, głównie z Niemcami, które mają w nim 28-proc. udział. Dla firm, które chcą rozpocząć lub rozwinąć tam ekspansję, najprostszą drogą jest autopromocja poprzez udział w targach branżowych, na których można dotrzeć bezpośrednio do grupy docelowej. I często z tej szansy korzystają. Przykładowo udział polskich firm w międzynarodowych targach w Norymberdze wzrósł w ostatnich czterech latach o 67 proc. Te imprezy przyciągają rocznie około 35 tys. wystawców oraz ok. 1,5 mln zwiedzających. Dla polskich wystawców są one szansą na dotarcie zarówno na rynki europejskie, jak i światowe.

– Polskie firmy mają naprawdę olbrzymi potencjał eksportowy, zwłaszcza na rynek Unii Europejskiej. Polska jest członkiem UE od 2004 roku, rynek europejski leży tuż za zachodnią granicą i w dodatku jest większy niż rynek Stanów Zjednoczonych. Stąd te duże możliwości dla polskiego eksportu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Peter Ottmann, prezes zarządu Nürnberg Messe Group.

Polska jest jednym z szybciej rosnących eksporterów na świecie. Od momentu akcesji do UE sprzedaż zagraniczna zwiększyła się blisko czterokrotnie, a relacja eksportu do PKB zwiększyła się o ponad 20 pkt proc. do poziomu 55 proc. w ubiegłym roku. W ciągu trzech ostatnich lat nadwyżka w handlu zagranicznym kształtowała się na rekordowym poziomie 70–80 mld zł. Polski eksport jest silnie związany przede wszystkim z Unią Europejską – jedynie ok. 20 proc. jego łącznej wartości trafia na rynki pozaeuropejskie (raport PKO Banku Polskiego „Czy Polskę stać na posiadanie globalnych czempionów? Internacjonalizacja polskich firm wkracza w nową fazę”).

Najważniejszym rynkiem dla polskiego eksportu są Niemcy. Według danych KUKE mają 28,2 proc. udziału w polskim eksporcie. W ubiegłym roku saldo wymiany towarowej sięgnęło blisko 5 mld zł (pokrycie importu eksportem na poziomie 123 proc.), a na niemiecki rynek trafiły polskie towary i usługi o wartości niemal 26,5 mld zł.

 Polska i Niemcy współpracują ze sobą gospodarczo od długiego czasu. W obu krajach jest bardzo silna klasa średnia, jesteśmy sąsiadami w sensie geograficznym i ekonomicznym. Co istotne, na rynku niemieckim jest 80 mln konsumentów, którzy doceniają wartość polskich produktów – przekonuje Peter Ottmann.

Jak podkreśla, firmy, zwłaszcza z sektora MŚP, mają dzisiaj wiele możliwości dotarcia do zagranicznych rynków, ale najprostszą jest autopromocja poprzez udział w targach.

– Wystawiając się na targach, stajemy się częścią społeczności. Targi odbywają się w regularnym rytmie, w określonych terminach. Jednorazowy udział daje niewiele, ale jeżeli uczestniczy się w nich drugi czy trzeci raz, to stanowi już naprawdę ważny element marketingowy – mówi Peter Ottmann. – Około 60–80 proc. wystawców wraca regularnie na nasze imprezy targowe, a to znaczy, że udział w nich na pewno im się opłaca.

Jednym z największych miejsc targowych w Europie i na świecie są międzynarodowe, prestiżowe targi w Norymberdze. Każdego roku przyciągają około 35 tys. wystawców oraz ok. 1,5 mln zwiedzających. Prezentują się na nich firmy z całej Europy, dla których udział w targach stwarza możliwość nawiązania współpracy z kontrahentami handlowymi i profesjonalnego marketingu swoich produktów i usług.

 Istnieją dwie formy uczestnictwa w targach. Pierwsza to własne stoisko, gdzie firma prezentuje się jako indywidualny podmiot. Stawki za metr kwadratowy powierzchni wystawienniczej są zróżnicowane dla różnego typu imprez. Drugą możliwością jest udział w tzw. stoisku narodowym, czyli na wspólnym stoisku organizowanym przez dany kraj. Jest to bardzo korzystna i tania forma prezentacji przedsiębiorstwa, a Polska często wystawia tego typu stoiska w ramach imprez targowych organizowanych przez Nürnberg Messe – mówi Peter Ottmann.

Targi w Norymberdze obejmują ponad 120 specjalistycznych imprez targowych dedykowanych konkretnym branżom. Przykładem są Biofach– targi organicznych produktów żywnościowych, Fensterbau Frontale – targi okien, drzwi i fasad czy FachPack z ofertą dla branży opakowaniowej.

– Targi, które organizujemy w Norymberdze, są rzeczywiście imprezami bardzo specjalistycznymi. Są skrojone na miarę konkretnych potrzeb, gdzie wystawcy spotykają profesjonalną publiczność, której potrzeby są ściśle zdefiniowane. To daje stuprocentowe dotarcie do właściwej grupy docelowej – mówi Peter Ottmann.

Ze statystyki organizatora – spółki Nürnberg Messe Group w Norymberdze – wynika, że tamtejsze targi cieszą się wśród polskich firm rekordową i rosnącą popularnością. W ubiegłym roku w Norymberdze wystawiło się 445 podmiotów z Polski. W ciągu ostatnich czterech lat udział polskich wystawców wzrósł o 67 proc. (wyprzedzając pod tym względem Chiny i Hiszpanię). Z kolei udział zwiedzających w tym czasie zwiększył się o 42 proc. W ubiegłym roku Norymbergę odwiedziło blisko 13,5 tys. profesjonalistów z Polski. W porównaniu z 2017 rokiem ta liczba prawie się podwoiła.

 Polscy wystawcy i odwiedzający mogą wyciągać korzyści z tego, że Norymberga leży blisko Polski, a nasze imprezy mają bardzo profesjonalny i międzynarodowy charakter. Ważna jest koncepcja, dlatego przedsiębiorstwo musi zadać sobie pytanie, czy chce dotrzeć do rynku niemieckiego, europejskiego, czy też do rynku światowego – mówi Peter Ottmann.

Nürnberg Messe Group jest jedną z 15 największych spółek targowych na świecie, dysponuje siecią przedstawicielstw zagranicznych działających w ponad 100 krajach. Portfolio imprez obejmuje około 120 krajowych i międzynarodowych targów specjalistycznych i kongresów.

– Organizujemy również 75 targów poza Norymbergą, głównie w Indiach, Brazylii, Chinach, a od tego roku również w Grecji. Zamierzamy nadal poszerzać naszą aktywność międzynarodową. Rynek się rozrasta, w tym roku organizowaliśmy dwie imprezy w Meksyku, dwie w Tajlandii. Dzięki temu możemy ułatwiać polskim wystawcom  uczestnictwo w targach organizowanych przez nas w wielu innych krajach – mówi Peter Ottmann.

Polskie podmioty zainteresowane uczestnictwem w targach w Norymberdze mogą skorzystać z bezpośredniego i pozbawionego biurokracji wsparcia organizatora, Nürnberg Messe Group, za pośrednictwem polskiego przedstawicielstwa – firmy Meritum SC z Warszawy, która od blisko 20 lat obsługuje wystawców i gości z Polski od etapu planowania udziału w targach, poprzez  logistykę i marketing, po informacje w zakresie zabudowy stoiska.

Telewizor staje się centrum sterowania domem. Dla konsumentów liczą się nie tylko rozmiar i jakość obrazu

W nadchodzących latach rynek telewizorów będą kształtować trzy główne trendy. Obok rosnącego popytu na duże ekrany konsumenci stawiają też na coraz lepszą jakość obrazu, a telewizory zaczynają pełnić funkcję centrum sterowania domem. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji, nad której rozwojem w elektronice użytkowej pracuje TCL Electronics. Na targach CES 2020 w Las Vegas producent prezentuje również technologię wyświetlania nowej generacji Vidrian Mini-LED. To pierwsza na świecie technologia podświetlania obrazu oparta na specjalnie stworzonych, niezależnych strefach z tysiącami mikrożarówek ledowych.

– W ostatnich kilku latach kluczową zmianą na rynku są telewizory smart TV i streaming. Wszystkie telewizory, które kupujemy, muszą mieć dostęp do usług streamingowych, z których najważniejsze są Netflix, Player, HBO – mówi Marek Maciejewski, dyrektor ds. rozwoju produktu TCL Europe. – Z drugiej strony są też telewizory Android TV, przygotowane na przyszłość. W nich będzie można zainstalować np. Disney+, który prawdopodobnie pojawi się w Polsce w przyszłym roku. Trzeci ważny segment to telewizory, które można podłączyć do konsoli gier, grać na nich w gry HDR czy Ultra HDR i uzyskiwać wysoką jakość obrazu.

Jak podkreśla, pod względem rozdzielczości rynek zawojowała w ostatnich latach technologia Ultra HDR. Takie telewizory odpowiadają obecnie za ponad połowę całkowitej sprzedaży. Klienci stawiają też na coraz większe rozmiary – w tej chwili ponad 20 proc. sprzedawanych urządzeń ma ekrany o przekątnej 55 cali, a 10 proc. – powyżej 65 cali.

– Polacy przełączają się na telewizory podłączone do internetu, o wysokiej rozdzielczości i dużych przekątnych. Czekamy na to, jak będzie się sprzedawać telewizor 75-calowy za 4 tys. zł. Ta kwota w Polsce była zawsze magiczną granicą i sprzęt, który zbliżał się do tego pułapu, zaczynał się bardzo dobrze sprzedawać – mówi Marek Maciejewski.

 To, że wzrasta popyt na duże ekrany, nie jest niczym nowym. Rozmiar ekranów systematycznie rośnie, od kiedy na rynek wprowadzono telewizory płaskoekranowe. Ten trend utrzyma się też w kolejnych latach – ocenia Antoine Salomé, dyrektor ds. marketingu TCL. – W ciągu ostatniej dekady zainwestowaliśmy ok. 30 mld dolarów w fabryki ekranów telewizyjnych, co umożliwia nam dzisiaj wydajną produkcję telewizorów powyżej 55 cali. Traktujemy ten aspekt priorytetowo, bo konsumentom zależy na rozmiarze ekranu.

Równie intensywnie TCL pracuje także nad poprawą jakości obrazu, bo jest to drugi czynnik kluczowy dla klientów przy wyborze telewizora. Rozwija technologie QLED i mini-LED, wierząc, że te stanowią przyszłość branży, oraz nad jakością 8K.

– 8K jest nowym trendem, ale będzie segmentem niszowym, ponieważ te telewizory są dosyć drogie. 75 cali, które wprowadzimy na rynek w tym roku, będzie prawdopodobnie w cenie około 20 tys. zł. Tymczasem średnia cena telewizora w Polsce to 1,9 tys. zł – dodaje Marek Maciejewski. – W segmencie telewizorów z najwyższej półki widzimy duże zainteresowanie technologią QLED, która zapewnia bardzo dobre odwzorowanie i nasycenie kolorów przy bardzo jasnym obrazie. Sporym zainteresowaniem cieszy się też mini-LED, które będziemy wprowadzać na rynek w Polsce w drugim kwartale tego roku.

W Las Vegas na targach elektronicznych CES 2020 TCL Electronics po raz pierwszy zaprezentował technologię wyświetlania nowej generacji – Vidrian Mini-LED. To pierwsza na świecie technologia podświetlania obrazu oparta na specjalnie stworzonych, niezależnych strefach z tysiącami mikrożarówek ledowych, bezpośrednio wtopionych w krystalicznie czyste szklane podłoże.

 Na targach CES pokazujemy różne generacje technologii mini-LED. Pierwszą generację, którą mamy w telewizorze 65X10, nazywamy passive matrix. Ona ma to ograniczenie, że jest maksymalnie 1 tys. stref kontroli jasności i kontrastu obrazu. To dużo, ale dla nas ciągle za mało. Dlatego wprowadzamy drugą generację technologii mini-LED – active matrix. Zastosowaliśmy w niej szklaną płytę, która jest używana do produkcji ekranów LCD w technologii oxide. Do niej mamy zaczepionych 25 tys. diod LED pogrupowanych po pięć sztuk, czyli 5 tys. stref. Korzystając z rozwiązania active matrix, jesteśmy w stanie te strefy kontrolować oddzielnie, osiągnąć wysoką jasność i czystość wyświetlania bieli – mówi Marek Maciejewski.

W przeciwieństwie do technologii wyświetlaczy starszej generacji, które gorzej sobie radzą w jasnych pomieszczeniach i tracą wydajność przy dłuższej eksploatacji, telewizory TCL z technologią Vidrian Mini-LED zapewniają kontrast i jasność bez względu na kąt patrzenia na ekran. Jak podkreślił podczas targów CES w Las Vegas prezes TCL Industries Holdings i TCL Electronics Kevin Wang, producent wierzy, że technologia mini-LED będzie kształtowała najbliższą przyszłość branży. Dlatego firma zainwestowała 8 mld dolarów w otwartą niedawno nowoczesną fabrykę paneli, dzięki czemu może samodzielnie i w pełni kontrolować proces projektowania i automatycznej produkcji paneli LCD oraz nowych źródeł podświetlania w technologii Vidrian Mini-LED.

Trzecie istotne dla klienta kryterium wyboru telewizora to jego funkcja sterowania domem, która rozwija się dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji.

 Technologia AI pozwala użytkownikowi czerpać większą przyjemność z oglądania telewizji na wiele sposobów. Po pierwsze, poprzez poprawę jakości obrazu i dźwięku. Dodatkowo zyskujemy możliwość interakcji z telewizorem. Nie trzeba nawet korzystać z pilota, gdyż można go zastąpić komendami głosowymi. Wprowadziliśmy na rynek sterowanie głosowe, żeby ułatwić klientom obsługę ich telewizorów – mówi Antoine Salomé. – TCL zainwestowało znaczne środki w rozwój sztucznej inteligencji, w Polsce mamy jedno z laboratoriów badawczo-rozwojowych pracujących nad tą technologią. 

Telewizory TCL w dużej mierze korzystają z rozwiązań bazujących na internecie rzeczy i ułatwiają zarządzanie nimi na ekranach.

– Wprowadzamy na rynek również nowe kategorie produktów, w tym urządzenia dla inteligentnego domu. Pracujemy nad nowymi rozwiązaniami we własnym zakresie, co nie oznacza, że porzucimy obecną współpracę z największymi graczami, jak np. Google czy Amazon. Dzięki niej jesteśmy w stanie zapewnić konsumentom największą satysfakcję z produktu – mówi Antoine Salomé.

Jak podkreśla, grupą docelową TCL Electronics jest młode pokolenie konsumentów. W ostatnich latach producent konsekwentnie współpracował z branżą sportową i rozrywkową, które stanowią trzon strategii budowania marki.

– Zamierzamy to kontynuować. Wierzymy, że stawiając na sport i rozrywkę, przekonamy do siebie najmłodsze pokolenie konsumentów na całym świecie. W 2018 roku nawiązaliśmy współpracę ze słynnym piłkarzem Neymarem, który został ambasadorem marki TCL. Zrealizowaliśmy również mnóstwo kampanii związanych ze sportem w mediach społecznościowych, np. we współpracy z ESPN, tworząc treści związane ze słynnymi sportowcami – mówi dyrektor ds. marketingu TCL. – Jesteśmy też globalnym sponsorem Międzynarodowej Federacji Koszykówki FIBA i organizowanych przez nią mistrzostw świata w koszykówce kobiet i mężczyzn. Sponsorowaliśmy szereg kasowych filmów z Hollywood. W ciągu najbliższych tygodni TCL ogłosi, z kim nawiąże współpracę w 2020 roku. To powinno zwiększyć rozpoznawalność naszej marki na terenie Europy, a tym bardziej w Polsce.

CES 2020: Inteligentny pasek bada sposób chodzenia i przewidzi ryzyko upadku. Może uratować życie osobom starszym

Co roku dochodzi do 37,3 miliona upadków, które są na tyle poważne, że wymagają pomocy medycznej. Najbardziej narażone są osoby starsze – nawet u co trzeciej podczas upadku dochodzi do złamania bioder czy urazów głowy. Dzięki Smart Belt Pro można przewidzieć ryzyko utraty równowagi na podstawie sposobu chodzenia i przeanalizować nieprawidłowości. To pierwsze inteligentne urządzenie, które alarmuje służby medyczne nie po upadku, lecz ostrzega użytkownika w sytuacji, gdy może dopiero do niego dojść.

– Smart Belt Pro to pierwsze na świecie urządzenie, które pozwala na ocenę ryzyka upadku i może mu zapobiec. To kwestia kluczowa dla osób starszych. W USA u jednej na cztery osoby występuje ryzyko upadku w przyszłości. Aby temu zapobiec, analizujemy sposób chodzenia starszych osób pod kątem możliwych nieprawidłowości, a następnie weryfikujemy zebrane dane. Po przeprowadzeniu tygodniowej analizy rekomendujemy odpowiednie ćwiczenia, które pozwolą wyeliminować ryzyko upadku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje podczas CES 2020 Ken Roh, współzałożyciel firmy Welt.

Zaawansowana odzież może znacząco ułatwić życie. Na rynku jest już dostępna dżinsowa kurtka, która łączy się ze smartfonem przez Bluetooth, pokaże połączenia telefoniczne, kontroluje głośność muzyki, a dotykając jej rękawa, można uzyskać wskazówki dotyczące nawigacji. Ubrania Under Armour pochłaniają ciepło ludzkiego ciała i odbijają je z powrotem na skórę użytkownika w postaci światła dalekiej podczerwieni, które wspomaga lepsze odzyskiwanie mięśni i poprawia relaksację. Kostiumy kąpielowe badają poziom UV, a inteligentne skarpetki przewidują, w jaki sposób postawimy stopę.

Smart Belt Pro, czyli inteligentny pasek firmy Welt zaprezentowany podczas targów CES 2020 w Las Vegas, nie tylko analizuje sposób chodzenia, ale przewidzi też, kiedy może dojść do upadku.

– Cały mechanizm znajduje się wewnątrz paska. Przeprowadziliśmy testy kliniczne z użyciem sprzętu wykorzystywanego w szpitalach, które potwierdziły skuteczność opracowanego przez nas algorytmu. Po przeanalizowaniu sposobu chodzenia pacjenta urządzenie ostrzega go, gdy zaistnieje duże ryzyko upadku, przekazując informacje o tym, co powoduje nieprawidłowości w chodzie – tłumaczy Ken Roh.

Inteligentny pasek wykorzystuje sygnały dostarczane przez czujnik do wykrywania wzorców w sposobie chodzenia. Analizując nieprawidłowości, można z wyprzedzeniem wykryć upadki i im zapobiec. To pierwsze takie urządzenie na świecie.

– Dostępne na rynku inteligentne paski do spodni nie umożliwiają oceny ryzyka upadku. Na świecie dostępne są tysiące urządzeń, które wykrywają upadek dopiero po tym, jak on wystąpi. Nasze może zapobiec upadkowi dzięki analizie ryzyka – przekonuje współzałożyciel firmy Welt.

Funkcja zapobiegania upadkom to tylko jedna z możliwości inteligentnego paska. Smart Belt Pro mierzy też talię, ostrzega, jeśli obwód pasa stanie się zbyt duży, ma również funkcje pomiaru czasu siedzenia, monitorowania przejadania się i liczenia kroków.

– Dotychczas elektronika do noszenia umożliwiała głównie diagnozowanie, skupiając się na gromadzeniu i analizowaniu danych oraz przedstawianiu użytkownikowi informacji zwrotnych. W przyszłości jednak technologia będzie się rozwijać bardziej w kierunku aktywnego leczenia i zapobiegania problemom – ocenia Ken Roh.

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że każdego roku dochodzi do 3,7 mln upadków. Największa liczba śmiertelnych upadków dotyczy osób starszych. W USA 2030 proc. seniorów, którzy upadli, doznaje ciężkich obrażeń, m.in. złamania bioder lub urazu głowy.

– Smart Belt Pro pojawi się na rynku w kwietniu i będzie kosztować 295 dolarów. Urządzenie zostanie najpierw wprowadzone w Korei Południowej, następnie w Japonii i Stanach Zjednoczonych, a potem na całym świecie – zapowiada Ken Roh.

Rewolucyjne dokonanie polskich biotechnologów. Coraz bliżej opracowania odpornych na wirusy odmian warzyw

Polscy biotechnolodzy wyizolowali gen Rysto. Jego modyfikacja pozwoli na stworzenie odmiany ziemniaka odpornej na najczęściej atakujący te warzywa wirus, który przyczynia się do strat nawet jednej trzeciej plonów. Odkrycie posłuży ponadto do opracowania superodpornych odmian innych warzyw. Dokonanie polskich naukowców może mieć ogromne znaczenie dla ekonomii światowego rolnictwa.

– Dzięki izolacji genu Rysto będziemy mogli stworzyć odmiany całkowicie odporne na działanie wirusa Y, który obok fitoftory jest jednym z dwóch głównych patogenów ziemniaka na świecie. Oczywiście są już takie odmiany, które zawierają ten gen, ale my będziemy mogli go również wprowadzić do różnych odmian podatnych. Dzięki temu, że gen ten niesie tzw. odporność krańcową, uzyskujemy rośliny w pełni zdrowe, bez żadnych odmian chorobowych, co jest bardzo ważne ze względu na jakość bulw ziemniaka, które stanowią główny środek użytku rolnego – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr n. farm. Marta Grech-Baran z Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.

Specjalistka pracująca w zespole profesora Jacka Henniga z PAN zidentyfikowała gen receptora, który uruchamia reakcje obronne zaatakowanej wirusem rośliny. Osiągnięcie zostało nagrodzone prestiżową nagrodą naukową AgroBioTop, przyznawaną przez Komitet Biotechnologii Polskiej Akademii Nauk. Co szczególnie istotne, izolacja genu Rysto została dokonana pomimo niesprzyjających w Polsce uwarunkowań prawnych związanych z używaniem roślin modyfikowanych genetycznie. Osiągnięcie ma szczególne znaczenie ekonomiczne.

– Ziemniak jest piątą co do upraw rośliną w globalnej skali światowej i jego produkcja rocznie sięga ponad 330 mld ton, z czego ponad 30 proc. upraw jest zagrożone poprzez szkodliwe działania mikroorganizmów, patogenów, jak również użycie środków chemicznych. Gen Rysto jest temperaturoniezależny, co znaczy, że mamy rośliny nadal w pełni zdrowe, gdzie namnażanie wirusa jest całkowicie zahamowane, które mogą być wykorzystywane w krajach o wysokiej temperaturze, chociażby silnie rozwijających się, gdzie ziemniak nadal jest podstawowym źródłem żywności – mówi dr n. farm. Marta Grech-Baran.

Naukowcy będą mogli wykorzystać tzw. zjawisko piramidalnej odporności. Gen będzie można łączyć z innymi wyizolowanymi genami odporności. Jak zapowiada specjalistka, właściwości te będą wykorzystane w ramach programu non-profit dla krajów rozwijających się. Dzięki temu będą mogły powstać tzw. superodporne odmiany warzyw.

– Wirus ten dotyka również chociażby paprykę, bakłażana, tytoń, pomidora, więc jest to problem globalny. Nasze odkrycie można wszechstronnie zastosować. Wdrożenie zależy jednak od regulacji prawnych. W Polsce możemy je wykorzystać jako tzw. biomarker, dzięki któremu możemy selekcjonować odmiany odporne, sprawdzać, czy nowe odmiany mają taką odporność, ponieważ można korzystać z modyfikacji genetycznych. Natomiast w krajach, w których taka możliwość jest dopuszczona, jest to po prostu kwestia  wprowadzenia tego genu – zaznacza ekspertka PAN.

Według analityków z Fortune Business Insights światowy rynek modyfikowanych genetycznie nasion osiągnie do 2026 roku wartość ponad 30 mld dol. Dla porównania w 2018 roku było to 20 mld dol.

Paletyzator – automatyka przemysłowa

Każdy etap procesu pakowania jest niezwykle istotny. Dlatego też co raz więcej firm wykorzystuje do ostatniego etapu specjalistyczne maszyny paletyzujące, które służą do precyzyjnego, w pełni zautomatyzowanego procesu układania ładunków na paletach.Paletyzacja

Czym jest paletyzacja – urządzenia paletyzujące.

Paletyzatory są wysoce wyspecjalizowanymi urządzeniami przemysłowymi. Jednak modele różnią się między sobą, w zależności od szczegółowych wymagań procesu produkcji i produktu. Paletyzator stanowi obecnie ważne urządzenie, które wspiera pracę twojej firmy.

Paletyzatory znalazły zastosowanie przy procesie pakowania między innymi:

  • opakowań termoformowanych a także blistrów,
  • różnego rodzaju skrzynek,
  • kartonów, pudełek zbiorczych.

Paletyzacja jest procesem, który uzupełnia logistykę wszelkich wyrobów a także przygotowuje je do dalszego magazynowania i dystrybucji. Paletyzacja z doskonałą precyzją może być wykonywana przez specjalistyczne roboty i być w pełni zautomatyzowana. Automatyzacja procesów produkcji znacząco usprawnia funkcjonowanie firmy i zwiększa zyski.

Robot paletyzujący od ASTOR został stworzony z myślą o formowaniu jak również układaniu w odpowiednie stosy towarów, tworząc paletowe jednostki ładunkowe. Czym się wyróżnia współczesny paletyzator? Przede wszystkim zapewnia precyzyjne ułożenie elementów na paletach a także gwarantuje pracę w systemie kilku zmianowym. Zaprogramowanie automatycznego systemu to pewność w powtarzalności procesu układania towarów na paletach.

Automatyzacja przemysłowa zapewnia większe bezpieczeństwo poprzez zminimalizowanie czynności wykonywanych przez operatorów maszyn. Jest to inwestycja w rozwój firmy. Na automatyczną paletyzację najczęściej decydują się przedsiębiorcy, którym zależy na dopasowaniu wydajności procesu pakowania do mocy przetwórczej linii produkcyjnej.

Proces pakowania wiąże się z monotonią pracy, która najczęściej jest stosunkowo ciężka. Wydajność ostatniego etapu produkcji często decyduje o pracy całej linii produkcyjnej zakładu. Odciążenie pracowników i zapewnienie im najwyższego poczucia bezpieczeństwa znacząco wpłynie na efektywność firmy. Automatyka przemysłowa zwiększa wydajność pakowania i wysyłki, która staje się niezależna od liczby zatrudnionych pracowników. Ograniczenia strat dają szansę na zwiększoną i szybszą produkcję.

Paletyzatory, czyli dlaczego warto z nich skorzystać.

Prawidłowo zaprojektowany system automatyki przemysłowej z zastosowaniem paletyzacji łączy w sobie zarówno systemy transportu technologicznego jak również paletowego. Jednocześnie zaleca się wykorzystywanie urządzeń wspomagających, które dodatkowo usprawnią proces pakowania.

Celem automatyzacji przemysłowej opisywanego procesu jest zastosowanie łańcucha technologicznego:

  • robota paletyzującego,
  • chwytaka dostosowanego do produkcji,
  • przenośników zasilających, które dostarczają towar w opakowaniach w obszar pracy paletyzatora,
  • urządzeń sztaplujących, które przygotowują towar do podania pod chwytak,
  • magazynka palet a także połączonej linii, która zasila system w jednostki transportowe,
  • systemu przenośników odbiorczych.

Jednak sercem całego łańcucha jest robot paletyzujący wyposażony w odpowiedni chwytak. Robot może być dostosowany do specyfiki produkcji i chwytać pojedyncze produkty jak i zestaw kilku sztuk jak również kilku pełnych warstw towarów.

Optymalizacja logistyki dzięki zastosowaniu paletyzatorów zwiększa powtarzalność a także ilość wykonywanych ruchów w czasie. Automatyczna paletyzacja wiąże się również z szeregiem korzyści. Dzięki niej możliwe jest wykonywanie czynności w niesprzyjających warunkach środowiskowych takich jak: brak światła, duże zapylenie czy też atmosferze wręcz szkodliwej dla człowieka. Roboty przemysłowe istotnie zmniejszają zagrożenie zdrowia pracowników a także zwiększają ergonomię prac. Automatyzacja wiąże się również z optymalizacją statusu zatrudnienia w danej firmie. Jednorazowy koszt jest mniejszy niż zatrudnianie pracowników na osobne stanowiska. Paletyzatory są niezwykle precyzyjne i zawsze pracują według zaprogramowanej sekwencji, gwarantując powtarzalność czynności. Automatyka przemysłowa zwiększa bezpieczeństwo na stanowisku pracy. Co raz częściej pracodawcy zwracają uwagę na ten aspekt.

Oprócz paletyzacji nie mniej ważna jest również depaletyzacja. Urządzenia dedykowane są do rozładunku paletowych jednostek ładunkowych. Wyróżnia się modele jedno- jak i wielostanowiskowe. Również te urządzenia warto dostosować do specyfiki produkcji firmowej. Paletyzacja i depaletyzacja przy zastosowaniu robotów to pewne i sprawdzone rozwiązanie. Ograniczenie kosztów i strat wynikających z ludzkich pomyłek a także możliwość budowania pozytywnego wizerunku, która wykorzystuje innowacyjne rozwiązania to tylko niektóre korzyści płynące z zastosowania automatyki przemysłowej.

Każda automatyzacja systemu wymaga w pełni indywidualnego podejścia. Projektowanie, pracę i obsługę należy oddelegować profesjonalistom, którzy oferują kompleksowe rozwiązania. Jeśli wciąż zastanawiasz się nad wdrożeniem pełnej automatyki przemysłowej w swojej firmie, warto skorzystać z usług internetowego sklepu z automatyką przemysłową. Pracownicy chętnie przybliżą ci wszelkie aspekty odpowiadając na nurtujące pytania a także rozwieją wszelkie wątpliwości.

Polska negocjuje więcej środków unijnych do wykorzystania na działania klimatyczne

Podczas ostatniego szczytu Rady Państw Unii Europejskiej polski rząd zdecydował się na zawetowanie neutralności klimatycznej uzgadnianej na 2050 rok w ramach wspólnoty. Tym samym ustawiliśmy się w dobrej, wygodnej pozycji negocjacyjnej. W grę wchodzi 100 miliardów euro budżetu do wykorzystania na działania klimatyczne. Oznacza to znaczne zwiększenie dotychczasowych środków, które wynosiły zaledwie 5 miliardów.

–  To właśnie pod kątem walki ze zmianą klimatu tworzony będzie nowy budżet wspólnoty europejskiej na lata 2021-2027 – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady Global Compact Network Poland. –  Z jednej strony można krytykować decyzję i działania polskiego rządu w tym zakresie. W tle pojawia się jednak konkretna strategia inwestycyjna. Dzięki niej jak najwięcej środków miałoby wesprzeć kraj w działaniach klimatycznych. Nie jest pewne, czy taki plan okaże się skuteczny. Odpowiedź na to pytanie ma przynieść kolejny szczyt Rady Państw unijnych, który odbędzie się w czerwcu 2020 roku – wyjaśnił Wyszkowski.

2019 był rokiem korzystnych wyroków zapadających na rzecz frankowiczów

W 2019 r. zapadły trzy bardzo ważne dla posiadających kredyty powiązane z kursem waluty obcej wyroki Sądu Najwyższego, który w sowich uzasadnieniach wskazał, że umowa po usunięciu z niej mechanizmu indeksacji może być nadal skutecznie wykonywana.

W pierwszym wyroku z 04.04.2019 r. (sygn. akt III CKS 159/17) Sąd Najwyższy wskazał, że w jego ocenie „opisany mechanizm ustalania przez bank kursów waluty, pozostawiający bankowi swobodę, jest w sposób oczywisty sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta, zaś klauzula, która nie zawiera jednoznacznej treści i przez to pozwala na pełną swobodę decyzyjną przedsiębiorcy w kwestii bardzo istotnej dla konsumenta, dotyczącej kosztów kredytu, jest klauzulą niedozwoloną. W istocie tak niejasne i niepoddające się weryfikacji określenie sposobu ustalania kursów wymiany walut stanowi dodatkowe, ukryte wynagrodzenie banku, które może mieć niebagatelne znaczenie dla kontrahenta, a którego wysokość jest dowolnie określana przez bank.”

– Jest to ważna informacja, gdyż mechanizm ustalani kursów walut przez banki, w większości umów wygląda niemal identycznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Bochenek, radca prawny z Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych.

Sąd Najwyższy wskazał, że „eliminacja klauzuli indeksacyjnej nie prowadzi do unieważnienie umowy, ani też nie wymaga zastąpienia nieuczciwego postanowienia umownego innym -możliwe jest funkcjonowanie umowy stron również po wyeliminowaniu z niej klauzuli indeksacyjnej”. Powyższy skutek ma doniosłe znaczenie dla kredytobiorców, gdyż umowa będzie nadal wykonywana, jednakże bez mechanizmu indeksacji. Swoje stanowisko Sąd Najwyższy potwierdził również w wyroku z 09.05.2019 r. (w sprawie sygn. I CSK 242/18), oraz w ostatnim wyroku z 29.10.2019 r (sygn. I CSK 309/18).

Tożsame stanowisko zostało zawarte w Studiach i Analizach Sądu Najwyższego pt. „Kredyty walutowe, zagadnienia węzłowe”, które ujrzało światło dzienne w sierpniu 2019 r.

Najbardziej przełomowymi wydarzeniami 2019 r. były jednak rozstrzygniecie zapadłe w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, gdzie w pierwszej kolejności swoje stanowisko w maju wyraził Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, opowiadając się po stronie kredytobiorców. Natomiast w październiku, TSUE wydał długo oczekiwany wyrok w sprawie C-260/18, gdzie wskazała, że to sąd krajowy powinien ocenić skutek jaki wynika z Dyrektywy 93/13, w oparciu o przepisy prawa krajowego zaznaczając, że dyrektywa nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu umowy kredytowej. Powyższe rozstrzygnięcie wpisuje się w dotychczasową linię orzeczniczą TSUE.

Frankowicze otrzymali mocne wsparcie ze strony urzędów czy podmiotów, których zadaniem jest ochrona praw konsumentów. Za kredytobiorcami stawił się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznik Finansowy, Rzecznik Praw Obywatelskich, którzy poprzez wydawanie sowich opinii czy stanowisk wspierali argumentami kredytobiorców.

– To był również rok coraz większej liczby korzystnych wyroków zapadających na rzecz frankowiczów, co w szczególności można było zaobserwować po wyroku TSUE w polskiej sprawie – komentuje W.Bochenek, Bochenek i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych. – Kształtującą się linię orzeczniczą oraz skalę zapadających wyroków z pewnością będziemy mogli zaobserwować w 2020 r.

Lewiatan: W 2020 r. polską gospodarkę czeka ostre hamowanie

• Rok 2020 upłynie pod znakiem spowolnienia gospodarczego dotkliwego dla firm i gospodarstw domowych.
• Pracodawcy będą się borykać z coraz większym niedoborem pracowników i niedopasowaniem ich kompetencji do potrzeb firm.
• Zmierzą się z długą listą zmian w prawie podatkowym, które zwiększą koszty i ryzyko prowadzenia działalności.
• Wzrost gospodarczy wyniesie 3,1 proc., zaś inflacja średnioroczna 3,5 proc. Dynamika konsumpcji prywatnej osiągnie 3,2 proc., a inwestycji 2,8 proc. Stopa bezrobocia wzrośnie do 5,6-5,7 proc. – prognozuje Konfederacja Lewiatan.

– Niepewności i nieprzewidywalności, dużej liczby zmian w przepisach, także podatkowych obawiają się przedsiębiorcy w tym roku. Apelujemy o spowolnienie procesu stanowienia prawa i tworzenie regulacji w dialogu z firmami. Żadne nowe ustawy nie powinny być przyjmowane w postaci projektów poselskich – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Ostatnie dane wskazują, że spowolnienie nie będzie tak łagodne i mało dotkliwe jak mogło się to wydawać jeszcze w połowie ubiegłego roku.

– Jego dotkliwość w dużej mierze będzie zależeć od polityków. To ich decyzje wpływają na to, czy przedsiębiorcy doświadczają barier inwestowania, a konsumenci wierzą w to, że transfery publiczne nie zostaną sfinansowane wyższymi podatkami. Bezsprzecznie, konsumpcja prywatna i inwestycje prywatne mają relatywnie większy wkład do dynamiki PKB niż np. handel zagraniczny. Trudno także wyobrazić sobie, by lukę po inwestycjach przedsiębiorstw można było zastąpić inwestycjami samorządów – mówi dr Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

tłumaczenia Rok 2020 to książkowy przypadek negatywnego oddziaływania polityków na przedsiębiorstwa: skokowy wzrost płacy minimalnej i innych obciążeń prowadzi do znacznych modyfikacji rachunku kosztów, redukuje przestrzeń zysków, a przez to zmienia modele biznesowe. Jednocześnie ogranicza skłonność do inwestycji (z wyłączeniem tej zastępującej pracę ludzką). Fundamentalnym problemem jest sprzeczność w polityce publicznej, która z jednej strony deklaruje chęć wspierania przedsiębiorczości, a z drugiej zmiennością prawa i przesadną opresyjnością w jego interpretacji tłumi ją, podnosząc koszty transakcyjne funkcjonowania firm małych i średnich.

Rynek pracy

Deficyt pracowników to jedna z najważniejszych barier, z którymi zetkną się przedsiębiorstwa w tym roku. Mamy do czynienia z niskim poziomem bezrobocia rejestrowanego – w grudniu 2019 r. wynosiło ono 5,2 %. Jednocześnie, mimo rekordowo dużego wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw, nadal wciąż 13,3 mln osób pozostaje biernymi zawodowo, a w planach rządu nie przedstawiono dotychczas pomysłu na działania zmierzające do aktywizacji zawodowej tej grupy.

– Zaostrzy się konkurencja o pracowników zarówno na rynku krajowym, jaki unijnym. Obserwujemy wzrost liczby pracowników cudzoziemskich w Polsce, niemniej jednak należy uwzględnić, że dotychczasowe źródło podaży pracowników (Ukraina) ulegnie wyczerpaniu. Jednocześnie konieczne jest wypracowanie odpowiedniej polityki migracyjnej zmierzającej do pozyskania osób o poszukiwanych kwalifikacjach – mówi Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Cały czas dużym wyzwaniem dla pracodawców będzie niedopasowanie kompetencji pracowników do potrzeb przedsiębiorstw. Pracodawcy potrzebują efektywnego wsparcia w dostosowywaniu kompetencji i kwalifikacji kandydatów do pracy i osób zatrudnionych. Obecnie funkcjonujące instrumenty takie jak Krajowy Funduszu Szkoleniowy, są trudno dostępne, a poziom ich finansowania niewystarczający, mimo wielokrotnych postulatów partnerów społecznych wskazujących na konieczność zwiększenia poziomu środków FP przeznaczanych na ten cel.

Wobec podniesienia minimalnego wynagrodzenia do poziomu 2600 zł i zapowiedzi zmian w ubezpieczeniach społecznych, powstaje pytanie jak będą kształtowały się koszty zatrudnienia i jaki będzie miało to wpływ na rynek pracy w najbliższych latach. Badania firmy Randstad wskazują, że znacząco rośnie odsetek pracodawców, którzy deklarują zamiar zwolnień pracowników, co może oznaczać również zwiększony napływ osób bezrobotnych.

Podatki

Z początkiem 2020 r. przedsiębiorcy muszą się zmierzyć z kolejną, długą listą zmian w prawie podatkowym. Część z nich, to zmiany związane z wprowadzonymi w drugiej połowie 2019 r. przepisami o tzw. białej liście podatników VAT i obowiązkowej podzielonej płatności w VAT. Od 1 stycznia weszły w życie sankcje w podatkach dochodowych (PIT, CIT) za dokonanie płatności, na kwotę przekraczającą 15 tys. zł, na rachunek bankowy przedsiębiorcy, który nie znajduje się w Wykazie podatników VAT, albo dokonana płatność odbyła się z pominięciem obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatności.

– Przepisy o białej liście i obowiązkowej podzielonej płatności wymuszają na przedsiębiorcach wyższą staranność przy dokonywaniu płatności, a tym samym zwiększają obciążenie działów księgowości, zwiększają koszty i ryzyko prowadzenia działalności, pomimo że w założeniu mają im służyć i zabezpieczyć przed ryzykiem współpracy z nierzetelnym kontrahentem – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Kasy fiskalne online

Część przedsiębiorców od nowego roku musi stosować kasy fiskalne online, które zapewniają połączenie z systemami informatycznymi Ministerstwa Finansów (np. świadczący usługi naprawy samochodów, wymiany opon, albo prowadzący sprzedaż paliw), w kolejnych miesiącach obowiązek wymiany kas fiskalnych obejmie inne branże (od 1 lipca np. usługi związane w wyżywieniem lub krótkotrwałego zakwaterowania). Wszyscy przedsiębiorcy od nowego roku muszą wziąć pod uwagę brak możliwości wystawienia faktury do paragonu bez numeru NIP nabywcy – wymaga to zmian w kasach fiskalnych, systemach księgowych i w procesie sprzedaży.

Nowa matryca stawek VAT

Przed przedsiębiorcami kolejne zmiany, które skumulują ilość pracy dla służb księgowych i informatycznych, wymuszą zmiany w systemach i sposobach rozliczeń. Od 1 kwietnia wchodzi w życie nowa matryca stawek VAT. Z jednej strony nowa matryca uprości sposób klasyfikacji towarów i usług dla celów VAT, z drugiej jednak spowoduje wiele pracy związanej z dokonaniem właściwej, nowej klasyfikacji. Zbiegnie się to w czasie z nałożeniem na duże przedsiębiorstwa obowiązku przekazywania istotnie rozbudowanych plików JPK_VAT, które zastąpią deklaracje VAT (małych i średnich przedsiębiorców zmiana obejmie od 1 lipca). Uwzględniając te zmiany liczymy, że rządzący nie uszczęśliwią na siłę biznesu nowymi inicjatywami legislacyjnymi, ponieważ jeż te uchwalone zmiany, będą bardzo obciążające.

Branża handlowa

Wszystko wskazuje, że branża handlowa w połowie roku zostanie dodatkowo obciążona podatkiem od sprzedaży detalicznej, który nie dość, że zagrozi istnieniu wielu firm, ze względu na fakt, że wysokość obciążenia nie jest uzależniona od zyskowności przedsiębiorstwa, to dodatkowo wprowadzi nowe obowiązku związane z ewidencjonowaniem, obliczeniem i zapłatą podatku.

Branża hotelarska i turystyczna

Branża hotelarska i turystyczna będzie się mierzyć z podatkiem minimalnym, który miał przeciwdziałać agresywnej optymalizacji podatkowej stosowanej w branży wynajmu nieruchomości komercyjnych, a poprzez pro fiskalną wykładnię przepisów dokonaną przez Krajową Administrację Skarbową może objąć także hotelarzy. Ten przykład pokazuje także z jak nieprzyjaznym systemem podatkowym mamy do czynienia, ponieważ w praktyce przedsiębiorcy, pomimo że zobowiązani, nie są wstanie prawidłowo obliczyć i zapłacić tego podatku.

Polityka klimatyczna

Rok 2020 będzie kluczowy dla uzgodnienia wspólnych zasad realizacji Europejskiego Zielonego Ładu. Już w I kwartale br. ogłoszone zostaną przez KE kluczowe projekty dokumentów/aktów prawnych tj. nowe prawo klimatyczne wskazujące propozycje celów redukcyjnych gazów cieplarnianych oraz nowa strategia przemysłowa, a w III kwartale br. strategia zielonego/zrównoważonego finansowania.

Według Konfederacji Lewiatan zgoda na ambitną europejską politykę klimatyczną w ramach Europejskiego Zielonego Ładu musi być jednak uwarunkowana wprowadzeniem mechanizmów ochrony konkurencyjności przemysłu europejskiego i polskiego. Stworzeniem warunków dla uczciwej, sprawiedliwej transformacji we wszystkich krajach UE i odpowiedniego ukierunkowania środków publicznych i prywatnych na rozwój nowych technologii zeroemisyjnych, w tym odnawialnych źródeł energii. Kluczowe w tym zakresie jest przygotowanie odpowiednich regulacji dla morskich farm wiatrowych.

Konfederacja Lewiatan oraz BusinessEurope popierają ambicje Europy w kierunku transformacji niskoemisyjnej. Głęboka transformacja energetyczna powinna być jednak przeprowadzona w sposób inkluzyjny, przy utrzymaniu konkurencyjności gospodarki i miejsc pracy.

– W celu aktywnego udziału w kreowaniu rozwiązań w ramach Europejskiego Zielonego Ładu i reprezentowania członków Lewiatana ma forum unijnym i krajowym, planujemy powołanie Rady ds. Zielonej Transformacji. Jej celem będzie opiniowanie i konsultowanie, kreowanie rozwiązań w ramach poszczególnych regulacji wchodzących w skład Europejskiego Zielonego Ładu oraz aktywna współpraca z różnymi interesariuszami, w tym z administracją państwową nad ostatecznym kształtem proponowanych rozwiązań – mówi Dorota Zawadzka-Stępniak, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Koniec boomu mieszkaniowego?

Jesteśmy gotowi płacić jeszcze wyższe ceny za mieszkania. Banki i SKOK-i w ostatnim miesiącu minionego roku przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 24,1% w porównaniu z grudniem 2018 r.

– Nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o czynniki, które nakręcały koniunkturę w 2019 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław Sadowski. – Nadal mamy niskie bezrobocie i rosną wynagrodzenia, a dzieję się to przy rekordowo niskich stopach procentowych.

Dopiero zapowiadane spowolnienie gospodarcze może ochłodzić optymizm kupujących mieszkania, także na wynajem.

– Bardzo ważne jest czy nie obawiamy się utraty pracy, a to może się zmienić – komentuje ekspert.

Na razie dość łagodnie zmienia się nastawienie banków, które obawiając się skutków recesji zaostrzają kryteria przyznawania kredytów.

Magdalena Macko-Gizińska członkiem zarządu ds. relacji z klientami w Nationale-Nederlanden

Od stycznia 2020 roku do zarządu Nationale-Nederlanden dołączyła Magdalena Macko-Gizińska. Jako Chief Customer Officer odpowiada za planowanie oraz rozwój działań, które pomogą w budowaniu trwałych relacji z klientami. Obszar, którym zajmować się będzie jako członek zarządu, jest jednym z kluczowych filarów realizowanej strategii.

Magdalena Macko-Gizińska jest liderką i wiodącą na rynku ekspertką w dziedzinie budowania relacji z klientami. Swoje doświadczenie i umiejętności w tym obszarze zdobywała podczas kilkunastu lat pracy w branży finansowej. W ostatnim czasie związana była z ING Bankiem Śląskim, gdzie pełniła rolę Dyrektor Centrum Eksperckiego Doświadczeń Klientów. Wcześniej swoją karierę rozwijała w Banku Millennium, w którym odpowiadała m.in. za jakość i standardy obsługi klienta oraz obszar operacji.

– Magdalena jest doświadczoną menedżerką i uznaną na rynku profesjonalistką w obszarze budowania doświadczeń klienta. Jestem przekonany, że jej wiedza i zaangażowanie pomoże nam w realizacji naszych celów strategicznych. Chcemy budować trwałe i angażujące relacje z klientami oraz rozwijać naszą firmę, dlatego podjęliśmy decyzję o stworzeniu stanowiska członka zarządu ds. relacji z klientami. Bardzo cieszy nas fakt, że nasz zespół zarządzający zyskał kolejne wzmocnienie  – mówi Paweł Kacprzyk, CEO Nationale-Nederlanden.

– Budowanie pozytywnych doświadczeń klienta, by wzmacniać jego relację z firmą to wielkie wyzwanie, które stoi obecnie przed markami. W tak delikatnych kwestiach, jak życie i zdrowia klienta, oprócz sprawnych i nowoczesnych procesów oraz personalizowanej, dopasowanej oferty bardzo ważna jest empatia i indywidualne podejście do każdej sprawy. Właśnie ten kierunek w ubezpieczeniach chcemy wzmacniać i rozwijać w Nationale-Nederlanden – mówi Magdalena Macko-Gizińska.

To nie jedyna zmiana w zarządzie Nationale-Nederlanden w ostatnim czasie. W grudniu do zespołu zarządzającego jako członek zarządu ds. komercyjnych została powołana Edyta Fundowicz. Zastąpiła ona Michała Hucała, który objął stanowisko CEO NN Węgry i Bułgaria. Natomiast we wrześniu ubiegłego roku do zarządu dołączył Andrzej Miron, który jako członek zarządu ds. technologii oraz CIO (Chief Information Officer) koordynuje wdrażanie nowych technologii oraz cyfrowych systemów wspierających biznes.

AgioFunds nabyło udziały w firmie Symphony Wealth Management

W grudniu 2019 roku AgioFunds TFI nabyło 30% udziałów w firmie Symphony Wealth Management specjalizującej się w dystrybucji funduszy inwestycyjnych. Transakcja jest elementem realizacji strategii rozwoju AgioFunds TFI w oparciu o dywersyfikację kanałów sprzedaży oraz zwiększanie dostępu do sieci niezależnej dystrybucji. W planach na najbliższe miesiące są kolejne działania, które umocnią pozycję towarzystwa na rynku funduszy w Polsce.

Partnerstwo AgioFunds TFI z firmą Symphony Wealth Management to element realizacji strategii rozwoju w oparciu o współpracę z niezależnymi, niebankowymi dystrybutorami produktów inwestycyjnych. Symphony Wealth Management daje nam dostęp do stabilnego portfela klientów na ogólnopolskim rynku. W planach na najbliższe miesiące jest rozwój oferty dla inwestorów detalicznych, dalsza dywersyfikacja kanałów sprzedaży oraz rozbudowa sieci partnerów niezależnej dystrybucji – powiedział Dariusz Wieloch, Prezes AgioFunds TFI SA.

Symphony Wealth Management sp. z o.o. (SWM) to jeden z wiodących dystrybutorów funduszy inwestycyjnych na rynku w Polsce. Spółka działa na terenie całego kraju, współpracuje z wieloma instytucjami finansowymi. SWM posiada stabilny portfel klientów, którzy korzystają ze spersonalizowanej oferty opartej na standardowych i unikatowych rozwiązaniach inwestycyjnych.

Rynek funduszy inwestycyjnych jest obecnie w fazie konsolidacji, a implementacja dyrektywy unijnej MiFID II stawia nowe wyzwania przed zarządzającymi. AgioFunds TFI planuje wykorzystać sytuację w branży do umocnienia swojej pozycji. W ocenie Zarządu, niezależne TFI pełnią kluczową rolę na rynku funduszy, oferując klientom unikatowe rozwiązania inwestycyjne w oparciu o konkurencyjne warunki. W dłuższej perspektywie wzrost zamożności obywateli oraz świadomości klientów dot. potrzeby oszczędzania na emeryturę, a także popularyzacja Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK), powinny sprzyjać rozwojowi branży.

Jako jedno z czołowych, niezależnych towarzystw inwestycyjnych planujemy wykorzystać sytuację w branży do umocnienia naszej przewagi konkurencyjnej na rynku w Polsce. Niezależne TFI mają ważną rolę do odegrania – ich siłą jest indywidualne podejście do klienta oraz oferta unikatowych rozwiązań inwestycyjnych konkurencyjnych wobec produktów bankowych – dodaje Prezes Wieloch.

Mark Richardson wesprze Dział Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International

Do firmy Colliers International dołączył Mark Richardson, który objął stanowisko dyrektora w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego. Nowy ekspert będzie wspierał zespół zarządzany przez Piotra Mirowskiego.

Jako dyrektor Mark będzie odpowiedzialny za doradztwo w kwestiach kupna oraz  sprzedaży nieruchomości we wszystkich sektorach w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Mark posiada ponad 21 lat doświadczenia w branży nieruchomości. Wcześniej pracował jako szef działu zakupów w Prime Kapital – dewelopera i inwestora na rynku Europy Środkowo-Wschodniej.

Przed dołączeniem do Prime Kapital, Mark był dyrektorem w Pradera, spółce specjalizującej się w sektorze handlowym, gdzie stworzył platformy zarządzania aktywami biurowymi oraz handlowymi w Polsce i w Czechach, a także odpowiadał za analizę due diligence i prowadził proces zakupu 9 centrów handlowych na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Przed dołączeniem do Pradera, Mark pełnił funkcję szefa działu Capital Markets w firmie Cushman and Wakefield w Czechach, gdzie zrealizował transakcje kupna i sprzedaży aktywów o łącznej wartości ponad 2 miliardów euro. Mark jest członkiem Royal Institution of Chartered Surveyors.

— Bardzo się cieszę, że dołączam do zespołu Colliers International, który oferuje swoim klientom wyjątkową platformę ekspertów i usług oraz ma na swoim koncie wiele sukcesów. Jestem przekonany, że nasze doświadczenie rynkowe oraz wypracowane relacje pozwolą dalej z sukcesem wspierać naszych klientów — mówi Mark Richardson, dyrektor w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International.

— Polska pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych destynacji inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, co przekłada się na ciągle rosnące zainteresowanie zagranicznych inwestorów wszystkimi klasami aktywów. Jestem przekonany, że Mark ze swoim doświadczeniem i wiedzą na temat rynku w regionie CEE będzie doskonałym uzupełnieniem naszego zespołu — mówi Piotr Mirowski, senior partner i szef Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers International.

Polacy wolą nie płacić za treści, w zamian akceptują reklamy

Jak wykazało badanie brytyjskiej firmy analityczno-doradczej UCE GROUP LTD. i agencji marketingu mobilnego Mobiem Polska, ponad połowa Polaków uważa, że wydawcy powinni znaleźć inne sposoby pozyskiwania środków niż tylko wyświetlanie reklam. Niemniej prawie 40% godzi się je oglądać w zamian za darmowy dostęp do treści. Tylko 8% woli płacić za możliwość oglądania wideo lub czytania artykułów i nie widzieć żadnych dodatkowych przekazów. Odbiorcy dodają, że szczególnie irytują ich reklamy na smartfonach – 39%, a także na komputerach stacjonarnych i laptopach – 40%.

Polaków najbardziej denerwują reklamy wyświetlane na smartfonach – 39%, a następnie – na komputerach stacjonarnych i laptopach – odpowiednio 21% i 19%. Tablety wskazało 11% badanych. Analizując wynik należy pamiętać o tym, że telefony mają dużo mniejsze ekrany niż inne wskazane urządzenia. Użytkownicy muszą więc szybciej reagować na dodatkowe bodźce. Niemniej Norbert Kowalski z Mobiem Polska przekonuje, że wystarczy stosować dobre praktyki reklamowe, aby nadawcy i odbiorcy komunikatów byli zadowoleni. Można też proponować konsumentom np. oglądanie reklam w zamian za przyznawanie im konkretnych bonusów w grach lub popularnych aplikacjach oraz serwisach.

– Trudniej jest przygotować widoczną, ale nieintruzywną reklamę, przeznaczoną na tak niewielki sprzęt, jakim jest smartfon. Rynek mobile jest też mniej uregulowany niż komputerowy co do pop-upów, wielkości filmów reklamowych i czasu ich trwania. Branża powinna stale poszerzać świadomość konsumentów, m.in. w zakresie akceptacji usług, aby odbieranie reklam było w pełni komfortowe dla użytkowników – mówi Maciej Boroń z MediaCom Beyond Advertising.

Ekspert z Mobiem Polska przewiduje, że za 2-3 lata reklamodawcy będą częściej stawiać na takie rozwiązania technologiczne, jak m.in. na geofencing. Dzięki pozyskanym informacjom o użytkowniku, jego preferencjach oraz potrzebach będzie można serwować dobrze dopasowane reklamy do jego potrzeb. Poziom irytacji na pewno znacznie spadnie. Podobnego zdania jest ekspert z MediaCom Beyond Advertising, który również uważa, że rynek będzie działać coraz lepiej.

– Aż 51% respondentów uważa, że wydawcy powinni znaleźć inne możliwości na utrzymywanie serwisów i portali internetowych niż tylko wyświetlanie reklam. Branża może odczytać ten wynik raczej ze spokojem, bo stale szuka sposobów na spełnianie oczekiwań odbiorców. I tak naprawdę cały czas są wprowadzane różnego rodzaju nowości, które rynek i użytkownicy dogłębnie weryfikują. Kwestią czasu jest znalezienie dobrego kompromisu – przekonuje Norbert Kowalski.

Z kolei Maciej Boroń stwierdza, że większość Polaków chciałaby dostawać dużo ciekawych treści zupełnie za darmo i bez wysiłku. Ważna jest edukacja na temat wartości przekazywanych informacji. Dawanie świadomego wyboru co do sposobu finansowania portali czy serwisów powinno stopniowo obniżać frustrację odbiorców.

– Istotna część badanych chce oglądać reklamy w zamian za darmowy dostęp do treści w Internecie – 38%. Tylko 8% woli płacić niż odbierać przekazy reklamowe. Uważam, że w ciągu najbliższych lat w Polsce te statystyki będą się utrzymywały. Jednak zacznie przybywać osób, które będą wybierały opłaty. Wzrośnie też liczba serwisów i portali oferujących treści premium w zamian za opłacanie abonamentów, adekwatnych do wysokiej jakości materiałów – prognozuje ekspert z Mobiem Polska.

W opinii Macieja Boronia, kluczowe jest podejście do tego tematu samych reklamodawców. Powinni oni skoncentrować się na tworzeniu wartościowych i inspirujących komunikatów. Norbert Kowalski twierdzi, że naprawdę ciekawe przekazy mogą zachęcić konsumentów do korzystania z zawartych w nich rekomendacji. W społeczeństwie jest przecież zgoda na oglądanie reklam w zamian za darmowy dostęp np. do artykułów, więc głównym wyzwaniem pozostaje dopasowanie ich do potrzeb odbiorców.

Badanie zostało zrealizowane pod koniec 2019 roku w 34 dużych miastach i 16 średnich oraz małych miejscowościach. W sumie 2144 osoby wzięły udział w ankiecie. Wśród nich było 46% kobiet i 54% mężczyzn, w wieku od 18. do 65. roku życia.

Piotr Morkowski wykupuje dotychczasowego inwestora Brand New Galaxy i obejmuje stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej

Po doskonałym zamknięciu 2019 roku i licznych sukcesach, związanych z powiększaniem zespołu, rozszerzaniem współpracy z klientami na poziomie międzynarodowym i rozwojem dotyczącym zarówno zakresu, jak i jakości świadczonych usług, nowy rok holding Brand New Galaxy zaczyna od ogłoszenia zmian w akcjonariacie i strukturze inwestycyjnej spółki.

Dotychczasowy główny inwestor – Nomad Fund, który zainwestował w BNG zaraz po jej starcie w 2017 roku, został w całości wykupiony przez aktualnych inwestorów oraz Piotra Morkowskiego. Jednocześnie Piotr Morkowski dołącza do rady nadzorczej Brand New Galaxy.

–  Jestem pod wielkim wrażeniem osiągnięć Brand New Galaxy i dokonań wspaniałych ludzi, którzy tworzą tę prawdziwie globalną i wyjątkową firmę, wyrastającą ponad standardy biznesowe i komunikacyjne, charakterystyczne dla tej geografii. Jestem przekonany, że inwestycja w rozwój platformy holdingowej Brand New Galaxy przyniesie doskonałe rezultaty, pozwalając przyspieszyć i wesprzeć ambitne plany rozwojowe spółki. Cieszę się również, że będę miał ponownie okazję pracować z wieloma wybitnymi Talentami, z którymi miałem już przyjemność działać przy wcześniejszych projektach – komentuje Piotr Morkowski, Inwestor, Szef Rady Nadzorczej Brand New Galaxy.

– 2019 był dla nas bardzo dobry: wzmocniliśmy zespół, poszerzyliśmy strukturę i portfolio spółek, przekraczając jednocześnie planowane parametry przychodowe. Utrzymanie dynamicznego tempa wzrostu i realizacja kolejnych ambitnych planów wymaga przede wszystkich doskonałych partnerów – i chodzi tu zarówno o kompetencje, jak i możliwości kapitałowe. Liczymy, że na doświadczenie naszych inwestorów w skalowaniu przedsięwzięć pomoże nam w rozwoju geograficznym, kompetencyjnym i pozwoli w ciągu najbliższego czasu znów pozytywnie zaskoczyć rynek. Chciałbym też skorzystać z okazji, żeby podziękować Nomad Fund za zaufanie i inwestycję w pierwszej rundzie finansowaniadodaje Kacper Kłos, CEO Brand New Galaxy.

Zarząd spółki wraz z radą nadzorczą pracują nad szczegółowym planem rozwoju, który będzie sfinalizowany i ogłoszony do końca pierwszego kwartału 2020.  Wstępne założenia zakładają agresywną ekspansję poprzez rozwój międzynarodowy i budowę nowych centrów kompetencji.

____________________

Piotr Morkowski – założyciel i jeden z ojców sukcesu Interactive Solutions (2006), po przejęciu IS przez Grupę Publicis (2013 roku) prezes Saatchi&Saatchi IS. Po odejściu z Grupy Publicis (2017) business angel specjalizujący się w inwestycjach w spółki z pogranicza technologii, e-commerce i komunikacji. Jedną z ostatnich inwestycji (z 2017 roku) jest Wisebase (największa w CE baza danych o produktach), sprzedany w 2019 roku do Syndigo (globalnego lidera branży danych produktowych z USA).

Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym – czy warto je wykupić?

Zmienia się podejście Polaków do ubezpieczeń – coraz więcej osób decyduje się nie tylko na podstawową ochronę, ale również dodatkowe umowy rozszerzające. Jednym z takich elementów jest ubezpieczenie OC w życiu prywatnym. Sprawdź, dlaczego warto je mieć.

Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym stanowi najczęściej dodatek do ubezpieczenia mieszkania. Chociaż wiąże się z kolejnym wydatkiem, warto go ponieść. Na korzyść tego rodzaju polisy przemawia wiele argumentów.

OC w życiu prywatnym, czyli co?

Dzięki ubezpieczeniu OC w życiu prywatnym ubezpieczający unika finansowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone osobom trzecim. Towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaca odszkodowanie lub pokrywa koszty leczenia itp.

Polisa wyróżnia dwa rodzaje szkód:

  • rzeczowe, np. wybicie szyby, zarysowanie samochodu, dewastacja elewacji budynku
  • osobowe, np. złamanie kończyn, wybicie zębów, złamanie żeber, urazy głowy.

Warto przy tym mieć świadomość, że ubezpieczenie OC w życiu prywatnym obowiązują również wyłączenia. Ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty odszkodowania np. wówczas, gdy:

  • działanie na niekorzyść osoby trzeciej jest celowe
  • ubezpieczony w momencie zdarzenia był pod wpływem alkoholu
  • do szkód doszło na skutek uprawiania sportów ekstremalnych.

Więcej o wyłączeniach odpowiedzialności dowiesz się z artykułu dostępnego pod adresem http://porownywarka-ubezpieczen.pl/oc-w-zyciu-prywatnym-czy-warto-je-wykupic/ oraz w OWU (Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia).

Dlaczego warto mieć ubezpieczenie OC w życiu prywatnym?

Ubezpieczenie OC w życiu prywatnym niesie za sobą wiele korzyści. Głównym argumentem jest po prostu… oszczędność pieniędzy. Opłacając składkę w niewielkiej kwocie, można sporo zyskać w momencie nieprzewidzianego zdarzenia losowego. Wówczas to towarzystwo ubezpieczeniowe, a nie ubezpieczony będzie zobowiązane do rekompensaty za nieszczęśliwy wypadek. W ten sposób można zaoszczędzić nawet kilkanaście tysięcy złotych – wszystko zależy od skali zdarzenia.

OC w życiu prywatnym niesie za sobą nie tylko korzyści materialne. Polisa zwiększa poczucie bezpieczeństwa i daje niebywały komfort psychiczny. Ubezpieczony ma bowiem świadomość, że – niezależnie od tego, co się stanie – nie będzie musiał z własnych środków wypłacać rekompensaty osobie poszkodowanej.

Ubezpieczasz się? Wybierz dobrą polisę

Polisa polisie nierówna, dlatego musisz porównać co najmniej kilka ofert. Weź pod uwagę przede wszystkim zakres ochrony, wyłączenia odpowiedzialności i sumę ubezpieczenia. Cena to podrzędny wyznacznik, ponieważ niska składka często oznacza niepełną ochronę.

Preferencje turystyczne Polaków w sezonie zimowym

Blisko 9 na 10 Polaków w sezonie zimowym planuje przynajmniej jeden wyjazd. Zimą najczęściej zatrzymujemy w prywatnych kwaterach lub hotelach, a przy wyborze noclegu zwracamy uwagę przede wszystkim na kwestie związane z lokalizacją obiektu.

Preferencje turystyczne Polaków zbadał portal Triverna.pl. W swoim nowym raporcie prezentuje wyniki badania, w którym wzięło udział 1015 osób.jak_podrozujemy_zima_1 jak_podrozujemy_zima_2 jak_podrozujemy_zima_3

Jak wynika z raportu, 88% Polaków w okresie od grudnia do lutego planuje przynajmniej jeden wyjazd. Większość z nich podróżuje po kraju – przede wszystkim w polskie góry. Wśród swoich ulubionych celów krajowych wyjazdów w sezonie zimowym badani najczęściej wymieniają Tatry (przede wszystkim Zakopane), a w dalszej kolejności Sudety i Beskidy.

Choć w większości planujemy głównie krajowe wyjazdy, ponad połowa badanych chciałaby częściej wyjeżdżać zimą za granicę. Na przeszkodzie stoją jednak wyższe koszty takich podróży.

Dziś blisko co trzecia osoba deklaruje, że w sezonie zimowym najczęściej udaje się na zagraniczny wyjazd. Polacy najchętniej uciekają przed zimą do słonecznej Hiszpanii lub Włoch, choć w pierwszej piątce najpopularniejszych kierunków znalazły się też Austria, Słowacja i Czechy.

Na jak długo wyjeżdżamy? Blisko co trzecia osoba ogranicza się jedynie do weekendowych wypadów, a 40% odpoczywa przez 4-7 dni. Na wyjazdy dłuższe niż tydzień wybiera się jedynie co dziesiąty badany.

Portal Triverna.pl sprawdzili również, jak wybieramy nocleg zimą. 27% Polaków w sezonie zimowym zwykle zatrzymuje się w prywatnych kwaterach, a 26% – w hotelach.

W zimowe miesiące szczególnie ważne są dla nas kwestie związane z lokalizacją obiektu: najbliższą okolicą oraz odległością od lokalnych atrakcji, szlaków turystycznych czy stoków narciarskich. Drugim najważniejszym kryterium jest cena noclegu, a trzecim – warunki na miejscu: wyposażenie pokoju, możliwość wykupienia posiłków czy dostęp do internetu. Co siódma osoba przyznaje, że zimą chętnie korzysta z hotelowych udogodnień, takich jak spa czy basen.

Top 5 rekrutacyjnych wyzwań firm w 2020

2020 rok przynosi duże wyzwania dla firm. Rywalizacja o talenty coraz silniej wpływa na kondycję całego biznesu. Pracodawcy coraz częściej sygnalizują problemy z rekrutacją osób o odpowiednich kompetencjach. W tej sytuacji rośnie rola pozytywnego candidate experience. Według badań eRecruiter blisko 9 na 10 kandydatów oczekuje od pracodawców szczerej i rzetelnej komunikacji dotyczącej ofert pracy. Co muszą robić firmy, by relacje z kandydatami wspierały wzrost ich biznesu? Oto lista rekrutacyjnych wyzwań pracodawców w 2020 roku.

Top 5 wyzwań dla firm w 2020 roku:

  1. Zwiększenie skuteczności i efektywności rekrutacji
  2. Otwarta komunikacja wynagrodzeń
  3. Standaryzacja rekrutacji w całej organizacji
  4. Badanie i identyfikacja potrzeb kandydatów
  5. Zrozumienie wpływu opinii kandydatów na wyniki firmy

Wyzwanie 1: Zwiększenie skuteczności i efektywności rekrutacji

Według Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, bezrobocie w Polsce w listopadzie 2019 wyniosło 5,1%. Analiza PwC wykazała, że w ciągu 5 lat niedobór pracowników w kraju może sięgnąć 1,5 mln osób. Jak wynika z ostatniego Barometru Rynku Pracy, sytuacja ta wpływa znacząco na firmy – aż 56% pracodawców sygnalizuje problemy ze znalezieniem talentów – co powodowało m.in. utrudnienia przy realizacji kontraktów, wzrost kosztów HR czy ograniczenia inwestycji. 2020 to zatem kolejny rok, w którym deficyt kandydatów może wpływać na życie firm.

Najbliższe 12 miesięcy będzie przebiegać pod znakiem rosnących nacisków na skuteczność i efektywność rekrutacji. Same kreatywne kampanie employer brandingowe nie wystarczą, gdy pracodawcy nie dbają o podstawy, np. treść ogłoszenia z precyzyjnym określeniem zakresu obowiązków, odpowiednią prezentację miejsca pracy czy sprawne udzielanie kandydatom informacji zwrotnej. Aplikujący coraz częściej zwracają bowiem uwagę na jakość rekrutacji, chcą być traktowani po partnersku. Optymalizacja HR w 2020 roku nie będzie więc skuteczna bez inwestycji w candidate experience, które nastawia rekrutowanych pozytywnie do naszej oferty i sprawia, że uważniej jej się przyglądają
— zauważa Julia Urbańska, Marketing & Customer Experience Senior Manager w eRecruiter.

Wyzwanie 2: Otwarta komunikacja wynagrodzeń

Chęć otrzymywania lepszego wynagrodzenia jest jedną z głównych przyczyn zmiany pracy. Jawność oferowanej pensji w ogłoszeniach w 2020 roku będzie jeszcze bardziej istotnym punktem debaty o rekrutacji, niż wcześniej. Polityka jawności płac zależy od specyfiki branży czy firmy i pozostaje złożonym zagadnieniem. Dowiodła tego m.in. dyskusja wywołana pod koniec 2019 roku przez projekt nowelizacji Kodeksu Pracy, zakładający wprowadzenie obowiązku ujawniania wynagrodzeń w ofertach. Nie ulega jednak wątpliwości, że podawanie skali zarobków w ogłoszeniu to kwestia, która zazwyczaj pozytywnie wpływa na opinie kandydatów o firmie.

Potwierdza to raport eRecruiter „Candidate Experience w Polsce 2019”. Dwoma głównymi czynnikami decydującymi o tym, czy kandydat odpowie na ofertę pracy, są jej atrakcyjność (uwagę na to zwraca 92% osób) oraz właśnie wysokość oferowanego wynagrodzenia (71%). Otwartość w kwestii zarobków widoczna jest coraz bardziej zwłaszcza w branży IT. Na przykład, firma Netguru niemal od początku działalności publikuje widełki wynagrodzeń w swoich ofertach. Oprócz tego, w trakcie procesu rekrutacyjnego, jej specjaliści HR otwarcie mówią o kryteriach decydujących o późniejszym awansie i wzroście wynagrodzenia.

Wyzwanie 3: Standaryzacja rekrutacji w całej organizacji

Według badań eRecruiter, największym wyzwaniem firm w obszarze candidate experience jest kompleksowe zadbanie o cały „cykl życia” kandydata (40% pracodawców). Na poziomie całej organizacji trudności sprawia także standaryzacja zachowań wobec rekrutowanych (31%). Uniknięcie tych problemów w 2020 roku będzie coraz trudniejsze bez integracji procesów rekrutacyjnych na poziomie całej organizacji – m.in. współpracy działu HR w szczególności z menedżerami działów oraz zarządem. Z pomocą w tym obszarze przychodzą technologie.

Systemy wspierające zarządzanie procesami biznesowymi czy automatyzujące działania w marketingu i sprzedaży są standardem. Podobnie powinno być w przypadku działów rekrutacji, które stosują jednak często mniej zwinne rozwiązania. Zasadności inwestycji w cyfrowe narzędzia HR dowodzą przykłady firm, które je wdrożyły. Cyfrowe narzędzia dla rekruterów usprawniają ich pracę i ułatwiają komunikację np. z menedżerami zaangażowanymi w rekrutację
— wskazuje Julia Urbańska.

O roli standaryzacji rekrutacji przekonuje także Maciej Nuckowski, Dyrektor Generalny Pionu Serwis CEE w firmie Diebold Nixdorf, zatrudniającej w centrach biznesowych w Polsce ponad 1000 osób.

W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić rekrutację bez odpowiedniego wsparcia technologicznego. My korzystamy z platformy eRecruiter od 2015 roku.  Bez systemu nasza baza kilkudziesięciu tysięcy kandydatów byłaby trudna do okiełznania. Nie tylko umożliwia on sprawne i zgodne z wymogami prawnymi zarządzanie aplikacjami, ale także usprawnia proces rekrutacji i pozwala szybko dotrzeć do osób pasujących do profilu kandydata. Poza danymi i CV danej osoby mamy dostęp do historii korespondencji, którą można w dużej mierze zautomatyzować i usprawnić. Możemy też sprawdzić, z jakiego źródła spłynęło CV weryfikując, z których kanałów nasi kandydaci korzystają najchętniej. Tworząc raporty w systemie, możemy także badać rynek pod względem oczekiwań finansowych kandydatów
-– mówi Maciej Nuckowski.

Wyzwanie 4: Badanie i identyfikacja potrzeb kandydatów

Aby właściwie kształtować candidate experience, firmy muszą lepiej poznać potrzeby kandydatów. Dlatego w 2020 ważnym wyzwaniem będzie regularne pytanie uczestników procesu rekrutacji o opinię.

Co zaskakujące, badanie rekrutowanych wciąż stanowi znaczący wyróżnik firmy. Według naszego raportu tylko 16% pracodawców w Polsce deklaruje, że minimum raz w roku pyta kandydatów o opinie na temat rekrutacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ponad połowie takich firm badania skutkują zaplanowaniem (55%) i wdrożeniem (57%) działań podnoszących satysfakcję rekrutowanych. Opinie kandydatów to bezpośredni, realny miernik długofalowych efektów naszych metod rekrutacji, ułatwiający podejmowanie trafnych, zdecydowanych działań. To właśnie dlatego mierzenie candidate experience jest tak ważne
-– zwraca uwagę Julia Urbańska.

W Polsce po opinie rekrutowanych sięgają już takie marki, jak m.in. mBank, TALLY WeIJL czy Promedica24 ­– gdzie badania prowadzone są nawet co dwa tygodnie, by uzyskać możliwie szczegółowe odpowiedzi od kandydatów. Jednocześnie eksperci Promedica24 sugerują, by firmy dopiero zapoznające się z formułą badań przeprowadzały je początkowo rzadziej, na kilku testowych procesach rekrutacyjnych, by wypracować optymalną listę pytań i kształt formularza.

Wyzwanie 5: Zrozumienie wpływu opinii kandydatów na wyniki firmy

Często może się wydawać, że rekrutacja i wyniki sprzedażowe firmy to dwie odrębne kwestie, które nie są nawzajem powiązane. Tymczasem źle prowadzony proces naboru może odbić się na wynikach finansowych przedsiębiorstwa. W 2020 roku to wyzwanie będzie znacząco zyskiwać na znaczeniu. Według danych eRecruiter już dziś 65% polskich specjalistów zmienia nastawienie do marki, z którą mieli złe doświadczenia jako kandydaci do pracy. To jednak nie koniec. W przypadku 1 na 5 badanych negatywne wrażenia odniesione w procesie rekrutacji mają bezpośrednie przełożenie na rezygnację z zakupu produktów lub usług marki, ponieważ kandydaci nie kupują słabo prowadzonej rekrutacji.

2020: kandydat, czyli kluczowy klient

Według opinii większości rynkowych ekspertów, w 2020 roku potrzeby rekrutacyjne firm w Polsce będą łączyć się z rosnącymi naciskami na efektywność działań HR. To zjawisko będzie dodatkowo napędzane przez zmieniającą się sytuację rynkową w wielu branżach.

Jak pokazuje powyższe pięć wyzwań, dopasowana do tych potrzeb rekrutacja powinna w 2020 roku uwzględniać świadome kształtowanie candidate experience. Na znaczeniu będą zyskiwać transparentne strategie budowy relacji z kandydatami, oparte na wykorzystaniu technologii, słuchaniu opinii rekrutowanych, a także zwiększaniu świadomości wpływu, jaki na całą firmę ma jej wizerunek wśród osób starających się o pracę.

O badaniu „Candidate Experience 2019” 

5. edycja badania „Candidate Experience” została przeprowadzona z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Partnerem badania jest Great Digital.

Badanie składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane na zlecenie eRecruiter i przeprowadzone na użytkownikach portalu Pracuj.pl zajmujących stanowiska specjalistyczne menedżerskie i wyższe, z co najmniej 2-letnim doświadczeniem zawodowym, a także wśród niewykwalifikowanych i wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-08.02.2019 r. Ankietę wypełniło łącznie 1898 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesach rekrutacyjnych. Opinie pracodawców zostały zebrane wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 22.01-22.02.2019. Ankietę wypełniły łącznie 504 osoby.

Po co managerom kompetencje digitalowe?

Jak wprowadzić firmę na tory transformacji cyfrowej? Które narzędzia i jaka technologia pozwoli nam uzyskać przewagę konkurencyjną w najbliższym czasie, a która za pięć lat? Jakie argumenty pozwolą przekonać zarząd do wdrożenia strategii zwiększającej automatyzację w firmie? Potrzebę posiadania kompetencji digitalowych przez managerów, uzasadnia praktyk biznesu i wykładowca akademicki, Jarosław Gracel.

Gonić największych

Transformacja dotyka niektóre branże w zawrotnym tempie, a niektóre znacznie wolniej. Jednak główni gracze na rynku już od dłuższego czasu w swoich budżetach przeznaczają coraz większe kwoty na nowe technologie i cyfryzację procesów. W takim modelu działają największe marki, takie jak Amazon, czy Facebook, które niejako wyznaczają kierunki zmian. Skala odbiorców największych firm jest bardzo szeroka.  To właśnie one mają dostęp do najszerszej grupy docelowej i zmieniają jej nawyki. Zatem każda inna firma kierując swoją ofertę do tej samej grupy, będzie musiała inwestować, aby nadążyć za największymi.

Wzory do naśladowania

Wystarczy przyjrzeć się działaniom wspomnianych wcześniej firm. Amazon, który zbudował swoją potęgę na sprzedaży książek i stał się najpotężniejszym e-commerce na świecie, obecnie wchodzi w różne segmenty rynku. Jest już branży usług kurierskich wraz z narzędziem Amazon Key, które „zamienia” (wybrane) auta w paczkomaty. Z kolei w tym roku Facebook zapowiedział wprowadzenie waluty Libra i wejście na rynek krypotowalut, co ma nastąpić jeszcze w 2020 roku.

W poszukiwaniu technologii (bez straconego czasu)

Kompetencje digitalowe managerów są potrzebne, żeby zrozumieć, gdzie są szanse, a gdzie zagrożenia dla rozwoju firmy. Firmy zarządzane strategicznie muszą już teraz szukać konkurentów w kompletnie nowych branżach. Warto się uczyć umiejętności poszukiwania technologii, które mogą wpłynąć na naszą firmę lub na nasz rynek. Warto też wiedzieć, jak ta technologia może przydać się w biznesie, jaki może być zwrot inwestycji. Kompetencje digitalowe managerów nie tylko pomagają przygotowywać zespoły do zmian, ale też dzięki nim kadry zarządzające wiedzą, jakie umiejętności poszczególnych osób w zespole należy rozwijać dziś, a jakie za trzy lata.

„Razem” usprawnia digitalizację

Obecnie biznes jest o wiele bardziej złożony niż jeszcze kilka lat temu. Jeśli kiedyś wiele zespołów mogło poradzić sobie z zadaniem bez wsparcia z zewnątrz, to obecnie niemal każdy potrzebuje pomocy zespołu analityków i programistów. Współczesne rozwiązywanie problemów związanych z technologią jest dużo bardziej złożone i wymaga pracy zespołowej.

Zobaczyć firmę w przyszłości

Kompetencje digitalowe managerów to nie tylko wiedza związana z technologiami. To także równie ważne, odważne myślenie strategiczne. Ten rodzaj dedukcji stanowi nadal bardzo duży deficyt w firmach, gdzie na co dzień dominuje myślenie techniczne albo operacyjnie. Niewiele zarządów poświęca czas na strategię długofalową i nadal większość zarządzających firmami nie wie i nie myśli o tym, jak firma ma wyglądać za pięć lat.

Odpowiedzialność 4.0

Od managerów wymaga się wiedzy, która pozwoli podjąć decyzję dotyczą tego, która technologia jest gotowa do użycia teraz, a której należy użyć za kilka lat. Jakie warunki musi spełnić firma, aby ją wdrożyć, a jaką argumentację przedstawić zarządowi? Jakie kompetencje powinien mieć zespół, żeby zrealizować taki projekt? Przykładowo: zajęcia prowadzone na MBA Digital Transformation w Szkole Biznesu PW pomagają przewidzieć, jakie mogą być scenariusze użycia wybranej technologii. Program umożliwia nie tylko zrozumienie jej działania, ale daje także zarządzającym pewność, czy stosować ją już teraz, czy może warto poczekać, bo nie jest na nią gotowa firma lub jej klienci.

Jarosław Gracel

O Autorze

Członek zarządu operacyjnego ASTOR, Dyrektor ds. Przemysłu 4.0 Absolwent Automatyki i robotyki specjalność „Informatyka w sterowaniu i zarządzaniu” na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Pomagał budować koncepcje systemów zarządzania produkcją m.in. dla ArcelorMittal Poland, Nestle Polska, Cereal Partners Poland Pacific-Toruń, Volkswagen, IKEA Industry, LOTOS Asfalt, LotteWedel. Był pomysłodawcą oraz pierwszym redaktorem naczelnym pisma dla firm produkcyjnych – „Biznes i Produkcja”. Odpowiadał także za budowę działu consultingu firmy.

W latach 2016-2017 uczestniczył w pracach Zespołu Transformacji Przemysłu przy Ministerstwie Rozwoju.

Posiada ekspertyzę w zakresie analizy efektywności ekonomicznej inwestycji w systemy automatyki, w systemy IT w obszarze zarządzania produkcją i łańcuchem dostaw, robotyzacji procesów przemysłowych. Na AGH (Akademii Górniczo-Hutniczej) w Krakowie prowadzi badania w zakresie wpływu automatyzacji procesów na budowanie strategicznej przewagi firm produkcyjnych oraz wdrażania Industry 4.0.

Autor jest także wykładowcą Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej na kierunku MBA Digital Transformation i MBA Finance & Technology. W ubiegłym roku został uhonorowany przez studentów Szkoły tytułem „Najlepszy Wykładowca w kategorii digital”.

Waluty rynków wschodzących odżywają

Miniony tydzień nie był zbyt dobry dla walut safe haven. Całkiem nieźle radziła sobie natomiast większość kluczowych walut rynków wschodzących. W parze z euro umocnił się również polski złoty.

Póki co, nowy rok kalendarzowy zdaje się sprzyjać rynkom finansowym. Światowe indeksy akcji rosną, osiągając niekiedy rekordowe poziomy w historii. Pozytywny sentyment wspierają perspektywy osiągnięcia porozumienia handlowego przez USA i Chiny, raczej dobre wieści z kluczowych światowych gospodarek oraz – przynajmniej tymczasowe – opanowanie konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.

Dolar amerykański zaliczył mieszany tydzień. Zyskał w parze z walutami safe haven (umacniając się szczególnie w relacji do jena japońskiego), jednak stracił w relacji do większości istotnych walut rynków wschodzących, które skorzystały z lepszych nastrojów na rynkach.

W najbliższych dniach uwaga rynku ponownie skupi się na danych ekonomicznych. We wtorek poznamy dane o inflacji w Stanach Zjednoczonych, w środę światło dzienne ujrzą publikacje o produkcji przemysłowej w strefie euro oraz o dynamice cen w Wielkiej Brytanii. W czwartek opublikowane zostaną szacunki opisujące sprzedaż detaliczną w USA. Czwartkowa publikacja podsumowania dyskusji z ostatniego posiedzenia EBC oraz zaplanowane na najbliższy tydzień przemówienia najważniejszych członków banków centralnych po obu stronach Atlantyku również powinny przynieść na rynek nieco zmienności.

PLN

Miniony tydzień upłynął pod znakiem lekkiego umocnienia polskiego złotego w parze z euro. Pomimo publikacji danych o najwyższej od ponad siedmiu lat inflacji w grudniu, Rada Polityki Pieniężnej na czele z prezesem Glapińskim nie zmieniła retoryki sugerując, że nie ma w planach zmiany stóp procentowych.

W tym tygodniu czeka nas rewizja odczytu CPI z ostatniego tygodnia oraz publikacja odczytu inflacji bazowej. Naszym zdaniem dużo istotniejsze od odczytów z tego tygodnia będą jednak dane o inflacji w styczniu. Niemniej na nie przyjdzie nam jeszcze poczekać.

GBP

W ubiegłym tygodniu przewodniczący Banku Anglii, Mark Carney, podzielił się z rynkiem dość “gołębią” oceną perspektyw gospodarczych Wielkiej Brytanii. Kluczowe dane ze Zjednoczonego Królestwa, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu, nie zaskoczyły in minus. Wręcz przeciwnie – ostatnia rewizja odczytów indeksów PMI pokazała, że znalazły się one na wyraźnie wyższych poziomach niż sugerowały wstępne szacunki (rewizje o takiej skali nie zdarzają się zbyt często).

Wbrew naszym oczekiwaniom, wspartym przez ostatnią rewizję danych PMI, bieżący tydzień nie zaczął się jednak zbyt dobrze. W kontekście zmiany retoryki części członków BoE oraz publikacji dzisiejszych gorszych danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii, rynek obecnie coraz bardziej stawia na obniżkę stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

EUR

Naszym zdaniem inwestorzy nie poświęcili dotychczas należytej uwagi poprawie w danych makroekonomicznych ze strefy euro. W ostatnim czasie dokonano rewizji grudniowych indeksów PMI, w konsekwencji czego zbiorczy odczyt PMI w grudniu znalazł się na wyższym poziomie niż szacowano wcześniej – jednoznacznie wskazując na ekspansję. Pozytywnie należy odbierać również najnowsze dane o sprzedaży detalicznej w strefie euro. Co również istotne, zgodnie ze wstępnym szacunkiem inflacja bazowa w grudniu wyniosła 1,3%, tym samym pozostając na poziomie, którego nie przekroczyła od końcówki 2015 roku.

Wspólnej europejskiej walucie nadal zdają się ciążyć ujemne stopy procentowe w strefie euro. Naszym zdaniem na ograniczenie obaw w kwestii potencjalnej redukcji stóp procentowych czy też zwiększenia programu QE przez bank centralny może wpłynąć publikacja podsumowania dyskusji z grudniowego posiedzenia decyzyjnego EBC (poznamy ją w drugiej połowie tygodnia). Jeśli tak się stanie, tego typu ograniczenie obaw powinno, w naszej ocenie, mieć pozytywny wpływ na euro.

USD 

Raport z amerykańskiego rynku pracy w grudniu zawiódł oczekiwania konsensusu, ale dla rynku akcji miał dość pozytywny wydźwięk. Sytuacja amerykańskiego rynku pracy jest dobra, zatrudnienie w sektorze pozarolniczym rośnie, jednak dynamika płac nie przyspiesza. Jeszcze bardziej oddala to perspektywy zacieśnienia polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych, co jest pozytywne dla aktywów ryzykownych.

W tym tygodniu w kalendarzu ekonomicznym dla USA znajdziemy dane o inflacji konsumenckiej, które poznamy we wtorek. Indeks bazowy, wykluczający ze wskaźnika najbardziej zmienne ceny energii i żywności, powinien pozostać powyżej 2-procentowego celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej, aczkolwiek uważamy, że bez oznak wzrostu dynamiki płac bank centralny najpewniej nie będzie przywiązywał do niego zbyt dużej wagi.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Organ oskarżył przedsiębiorcę o udział w karuzeli VAT, ukrywając przed nim część dokumentów

Odebranie przez organ podatkowy stronie postępowania podstawowych jej praw w postaci odmowy ujawnienia części dokumentacji musi być wnikliwie, konkretnie i wyczerpująco uzasadnione tak, aby nie naruszać naczelnej zasady budowania zaufania do organów podatkowych” – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 28 listopada 2019 r., w sprawie, w której organy oskarżyły przedsiębiorcę o udział w karuzeli VAT, utajniając przed nim część zgromadzonych w toku kontroli podatkowej dokumentów (sygn. I FSK 1520/19).

Zgodnie z art. 178 § 1 Ordynacji podatkowej (dalej: O.p.): „Strona ma prawo wglądu w akta sprawy, sporządzania z nich notatek, odpisów oraz sporządzania kopii przy wykorzystaniu własnych przenośnych urządzeń. Prawo to przysługuje również po zakończeniu postępowania” (Dz.U. 2019 poz. 2324). Przepis ten nie ma zastosowania do dokumentów zawierających informacje niejawne oraz wyłączonych przez organ z akt sprawy ze względu na interes publiczny (art. 179 § 1).

Odmowa ujawnienia części zebranej w trakcie kontroli dokumentacji

Naczelnik jednego z urzędów skarbowych wszczął wobec przedsiębiorcy, spółki z o.o., kontrolę podatkową w zakresie rzetelności dokonanych przez niego rozliczeń w podatku od towarów i usług. Postanowieniem z marca 2018 r. wyłączył z akt kontroli część dokumentacji, z uwagi na dobro osób trzecich, których dotyczyła, a niebędących związanymi ze spółką, jak i z uwagi na dobro samej kontroli. Spółka, zapoznając się z materiałem dowodowym, wniosła o udostępnienie jej również dokumentów wyłączonych. Ze względu na interes publiczny NUS odmówił.

Organ powołał się na art. 31 ust. 3 Konstytucji RP stanowiący o możliwości ograniczenia należnych człowiekowi praw, ze względu na konieczność ochrony wolności i praw innych osób. NUS chronił tajemnicę danych, które nie były wspólne stronom. Wskazał również na przepisy art. 178 i 179 O.p., które zezwoliły mu na odmowę udzielenia przedsiębiorcy prawa wglądu w akta, mając za priorytet ochronę interesów i praw majątkowych Skarbu Państwa oraz zapewnienie skuteczności egzekucji należnych mu zobowiązań podatkowych.

Zatuszowane dane

Spółka zaskarżyła działania organu, wnosząc zażalenie do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej, który utrzymał w mocy postanowienie NUS, a następnie do sądu, podnosząc, że organ pierwszej instancji nie uzasadnił rzetelnie, które informacje wyłączył z uwagi na ich niejawność, a które przez wzgląd na interes publiczny. Co więcej, organ w wybranych dokumentach zatuszował większość informacji. Skarżąca zaznaczyła, że część wyłączonych z jawności dokumentów dotyczyła spółki zagranicznej, spółki polskiej oraz jej samej, a wszystkie trzy firmy mają tego samego właściciela. Do tego dane dotyczące obrotu między nimi nie są niejawne ani nie wymagają ochrony.

„Skarżąca powątpiewała, aby dane zatuszowane na piśmie stanowiącym odpowiedź czeskiej administracji skarbowej zawierały informacje niejawne i wymagały interesu prawnego. (…) Skarżąca wskazała (…), że oba organy uniemożliwiły jej ocenę zasadności zastosowanego wyłączenia, w istocie pozbawiając ją prawa do poznania prawdziwych powodów wyłączenia – czy rzeczywiście chodzi o interes publiczny, czy też ukrywanie informacji, zwłaszcza tych, które mogą rodzić odpowiedzialność dyscyplinarną, karną i cywilną pracowników organu za naruszenie dóbr osobistych Spółki czy przestępstwa, jakiego dopuścili się urzędnicy (treść wyroku WSA w Warszawie z 22 lutego 2019 r., sygn. akt III SA/Wa 2247/18).

Ogólnikowość uzasadnienia odmowy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał rację spółce, że NUS powinien odnieść się do konkretnych jej zarzutów i wyjaśnić przesłanki uniemożliwienia jej zapoznania się z poszczególnymi dokumentami, zwłaszcza że organ wyłączył jawność wielu dokumentów. Uwagę sądu zwróciło to, że organy powoływały się na konieczność ochrony dobra osób trzecich, podczas gdy mają w obowiązku utrzymanie w tajemnicy tylko tych cech innych podatników, które umożliwiłyby podmiotom nieuprawnionym ich identyfikację. Uchylając więc postanowienia organów obu instancji, orzekł:

„…zbytnia ogólnikowość, a z taką mieliśmy do czynienia zarówno przy wydawaniu ww. postanowienia NUS, jak i ww. postanowienia DIAS, w związku z brakiem odwołania się do poszczególnych dokumentów, które zdaniem organu zawierały informacje niejawne (nie wiadomo jakiego typu i waloru), naruszała więc ww. przepisy art. 179 O.p. i art. 217 § 2 O.p. w związku art. 124 O.p., jak również zasadę zaufania do organów podatkowych (art. 121 § 1 O.p.) w kontekście wyłączenia zasady jawności (art. 129 O.p.)” (sygn. akt III SA/Wa 2247/18).

Nieprzekonujące i niebudzące zaufania działania organów

Mimo korzystnego dla przedsiębiorcy wyroku organy podatkowe nie umożliwiły mu wglądu w utajnione dokumenty, bo DIAS postanowił wnieść od niego skargę kasacyjną do NSA. Sąd kasacyjny przychylił się jednak do ustaleń poczynionych przez sąd pierwszej instancji. Podkreślił, że organy, poza sporządzeniem zestawienia listy wyłączonych 16 pism i jednej notatki z rozmowy telefonicznej, nie wykazały konkretnego uzasadnienia takiego działania. Powołały się jedynie na konieczność ochrony interesu publicznego w postaci dobra osób trzecich i prowadzonej kontroli. Oddalając skargę kasacyjną, NSA stwierdził:

„…ukształtowanie instytucji wyłączenia (…) rodzi po stronie organu odmawiającego dostępu do dokumentacji obowiązek wyczerpującego uzasadnienia powodów (…) Prezentowane przez organ motywy rozstrzygnięcia powinny być na tyle wnikliwe i konkretne, by możliwe było zapoznanie się z racjami usprawiedliwiającymi odejście od jawności postępowania w danym przypadku i by realne było podjęcie polemiki z przytoczoną argumentacją przy uwzględnieniu konkretnych okoliczności faktycznych. Jedynie takie uzasadnienie postanowienia, które wiąże się z ingerencją w podstawowe uprawnienia strony postępowania, może odpowiadać wymogom stawianym organom w świetle zasady prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów (…) oraz zasady przekonywania” (wyrok NSA z 28.11.2019 r., sygn. I FSK 1520/19).

Gromadzone w tajemnicy dowody, a może ukrywane?

Odebranie stronie prawa do wglądu do wyłączonych z akt sprawy dokumentów nie oznacza, że dokumenty te nie zostaną w tej sprawie użyte. Organy prowadzące postępowanie podatkowe mają bowiem do nich dostęp i na ich podstawie mogą dokonać oceny prawnej sprawy. A może w przedmiotowej sprawie już jej dokonały i z jakichś, znanych tylko sobie przyczyn wolały część dokumentów ukryć. Dobrze, że nad legalnością działań organów podatkowych czuwają sądy. Korzystając ze wsparcia kancelarii prawnych specjalizujących się w reprezentacji przedsiębiorców w toku kontroli i postępowań podatkowych, przedsiębiorcy ci mogą dowiedzieć się, dlaczego, stając się podmiotem oskarżenia o udział w karuzeli podatkowej, część zgromadzonych w tak poważnej sprawie dokumentów zostaje przed nimi utajniona.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Słabsze dane z Wysp i amerykańskiego rynku pracy

Dane makroekonomiczne, zarówno z Wysp, jak i ze Stanów, rozczarowały. Przemysł Wielkiej Brytanii cierpi z powodu oczekiwania na brexit. Natomiast w USA rynek pracy nie ma tak dobrych wyników, jak oczekiwano.

Słabsze dane z Wysp

Wydawać by się mogło, że od ostatnich wyborów sytuacja w Wielkiej Brytanii to już droga z górki. Jak pokazują dane makroekonomiczne, wcale nie jest różowo. Wzrost PKB w ujęciu rocznym spowolnił do zaledwie 0,6%. Produkcja przemysłowa spada o 1,6% w skali roku. Nie może zatem dziwić, że funt wyraźnie traci na wartości i jest obecnie najsłabszy względem złotego od listopada. Spełnia się scenariusz, o którym wielu ekonomistów mówiło. Niepokój związany z brexitem wstrzymał aktywność ekonomiczną, co teraz odbija się czkawką.

Rekompensaty za wzrost cen energii dla wybranych

Projekt zwrotów za wzrost cen prądu przybiera coraz dziwniejsze kształty. Obecnie okazało się, że mają to być tylko osoby w pierwszym progu podatkowym. Dodatkowo będzie trzeba składać wnioski, by skorzystać z wyrównania. W rezultacie trzeba będzie stworzyć całą machinę administracyjną, by te wnioski przyjmować i rozpatrywać. Wygląda na to, że  wydamy bardzo dużo pieniędzy z budżetu po to, aby oszczędzić wzrostów cen prądu. 

Słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy

Dobrą passę dolara względem europejskich walut przerwały dane z amerykańskiego rynku pracy. Nowych miejsc pracy jest w sektorze pozarolniczym zaledwie 145 tysiące wobec oczekiwanych 164 tysięcy. Wolniej od oczekiwań rośnie również płaca godzinowa, ale różnica jest relatywnie niewielka. Lepiej za to wypadły dane z Kanady, gdzie bezrobocie spadło niespodziewanie do 5,6% (a nie, jak zakładano, do 5,8%). W rezultacie na koniec zeszłego tygodnia dolar amerykański tracił, a kanadyjski zyskiwał na wartości.

Dzisiaj dzień wolny w Japonii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Stanowisko dyrektora w Deloitte Digital objął Marcin Warszewski

Deloitte Digital rozbudowuje swoje kompetencje w obszarze transformacji cyfrowej dla firm z sektora ubezpieczeniowego. 2 stycznia do zespołu dołączył Marcin Warszewski. Nowy dyrektor to ekspert z 20-letnim doświadczeniem w międzynarodowych firmach związanych z bankowością i ubezpieczeniami. Swoją wiedzą i doświadczeniem wesprze zespół Deloitte Digital w projektach cyfrowej transformacji branży.

Marcin Warszewski z wykształcenia jest informatykiem, absolwentem Politechniki Warszawskiej. Ukończył szereg szkoleń dotyczących wykorzystania nowoczesnych technologii informatycznych w biznesie, m.in. na Harvard Business School i University of Oxford. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w międzynarodowych firmach konsultingowych. Nowy dyrektor w Deloitte Digital jest ekspertem w projektach cyfrowej transformacji sektora ubezpieczeniowego. Przez ostatnie kilka lat był związany z Allianz, gdzie odpowiadał za wdrożenie cyfrowej platformy sprzedaży, produktów, usprawnień procesowych i doświadczeń klienta. Zajmował się także marketingiem i komunikacją.

W sektorze ubezpieczeniowym jest znaczna konkurencja, dlatego tak ważne jest podejmowanie przez uczestników tego rynku wszelkich działań, które nie tylko będą rynkowym wyróżnikiem, ale także pozwolą kompleksowo dostosować ofertę do zmieniających się oczekiwań klientów. Ciekawe i innowacyjne produkty ubezpieczeniowe, elastyczność czy łatwy i szybki sposób obsługi klienta to główne czynniki, które pozwalają zachować konkurencyjność w tym sektorze – mówi Jan Michalski, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej.

Cyfrowy pęd

Era cyfrowa daje organizacjom nie tylko liczne możliwości rozwoju, lecz też stawia coraz większe wyzwania. Deloitte Digital stał się zatem przewodnikiem, oferującym kompleksowe wsparcie w przeprowadzeniu cyfrowej transformacji biznesu. Będąc częścią firmy doradczej Deloitte, łączy w sobie doradztwo strategiczne, usługi kreatywno-marketingowe oraz wdrożenie zaawansowanych rozwiązań technologicznych.

Technologia to już nie tylko narzędzia automatyzacji i wsparcia istniejących procesów, ale też aktywatory nowych produktów, usług i kanałów sprzedaży. Zespół Deloitte Digital posiada unikatowe kompetencje w tym zakresie. Nowe wymagania rynkowe wymagają jednak ciągłego uzupełnienia kwalifikacji ekspertów. Cieszę się, że dołączyłem do Deloitte Digital i będę mógł przyczynić się do dalszego rozwoju tego zespołu. Naszym klientom da to możliwość korzystania z coraz bardziej zróżnicowanej wiedzy i doświadczeń
– mówi Marcin Warszewski, Dyrektor w Deloitte Digital.

SAVILLS: perspektywy na 2020 rok dla inwestorów na rynku nieruchomości

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, ze względu na coraz słabsze perspektywy organicznego wzrostu czynszów w sektorach komercyjnych i prognozowaną dalszą kompresję stóp kapitalizacji na europejskim rynku nieruchomości, w 2020 roku inwestorzy będą skupiać się przede wszystkim na poszukiwaniu odpowiednich aktywów generujących przychody.

„Ograniczona podaż produktów inwestycyjnych wysokiej jakości i nastroje związane z późnym etapem cyklu koniunkturalnego zmuszą inwestorów do większej dywersyfikacji inwestycji, zarówno pod względem sektorów nieruchomości jak i regionów” – mówi Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań europejskich, Savills. „Ze względu na coraz mniejszą dostępność najbardziej atrakcyjnych aktywów inwestycyjnych w tradycyjnych sektorach nieruchomości, w Europie obserwujemy rosnące zainteresowanie nieruchomościami mieszkaniowymi i alternatywnymi”.

Z powodu trendów demograficznych w Europie i dynamicznego rozwoju centrów miast rośnie zapotrzebowanie na mieszkania, zwłaszcza w przystępnej cenie, a także na prywatne akademiki i domy seniora. „Tego typu aktywa oferują duże możliwości inwestorom zainteresowanym aktywami klasy core oraz poszukującym długofalowych przychodów i perspektyw na coroczny wzrost stawek czynszowych. Nic więc dziwnego, że w 2019 roku sektor nieruchomości mieszkaniowych zajął drugie miejsce na świecie pod względem popularności na rynku inwestycyjnym” – komentuje Marcus Roberts, dyrektor działu europejskich rynków nieruchomości operacyjnych. „W 2020 roku wejście na rynek wielu funduszy inwestujących w nieruchomości operacyjne, w tym szeroko rozumiane nieruchomości mieszkaniowe, zintensyfikuje rywalizację o dostępne produkty inwestycyjne na rynkach już teraz charakteryzujących się ograniczoną podażą. Z tego względu oczekujemy wzrostu liczby transakcji typu forward funding i inwestycji deweloperskich”.

„Z uwagi na brak gotowych nieruchomości w sektorze mieszkań na wynajem i prywatnych akademików już w 2019 roku mieliśmy do czynienia ze wzmożonym zainteresowaniem inwestorów portfelami projektów deweloperskich czy wręcz kupowaniem spółek deweloperskich z myślą o stworzeniu na ich bazie platform dedykowanych tworzeniu mieszkań na wynajem czy akademików. Na bazie zamkniętych i trwających transakcji oczekujemy, że ten trend będzie kontynuowany w 2020 r.” – mówi Kamil Kowa, członek zarządu i dyrektor działu Corporate Finance & Valuation w Savills Polska.

W 2020 roku inwestorzy będą zobowiązani do opublikowania zasad dotyczących uwzględniania ryzyka dla zrównoważonego rozwoju w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych. Budynki odpowiadają za ponad jedną trzecią zużycia energii w skali globalnej i 40 proc. całkowitej emisji dwutlenku węgla – z tego względu wyzwaniem nadal będzie ustalenie bezpośredniej korelacji pomiędzy wyższym zwrotem z inwestycji a niskim ryzykiem w sferze ESG, czyli w obszarze ochrony środowiska, polityki społecznej i ładu korporacyjnego (z ang. ESG pochodzi od słów – environmental, social i governance). Jednak według Savills w dłuższej perspektywie zasady dotyczące ESG wpłyną pozytywnie na aktywa w sektorze mieszkaniowym, takie jak tańsze mieszkania i domy seniora, obiekty opieki zdrowotnej i placówki oświatowe, ponieważ ze względu na swój prospołeczny charakter nieruchomości tego typu w większym stopniu skorzystają  na wprowadzeniu zasad ESG w porównaniu z aktywami innych klas.

Zmiany, które obserwujemy od kilku lat we wszystkich sektorach nieruchomości, sprawiły, że inwestujący w nieruchomości chcą mieć pewność, że będą w stanie dostosować je do nowych technologii, zwłaszcza w okresach niepewności ekonomicznej. Zważywszy na pilne zapotrzebowanie na tańsze mieszkania w miastach europejskich, zmiana funkcji nieruchomości, które nie są dość nowoczesne lub dochodowe, pozostanie realną i rentowną alternatywą dla inwestorów.

Stopy pustostanów w Centralnym Obszarze Biznesu europejskich miast są rekordowo niskie. Ponadto według Savills czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe rosły od 2014 roku średnio o 4-6 proc. rocznie, powodując spadek marży operacyjnej najemców. W związku z tym w okresie niepewności gospodarczej najemcy korporacyjni w takich miastach jak np. Paryż coraz częściej korzystają z oferty operatorów elastycznej powierzchni biurowej. Pomimo kosztu wynajmu takiego biurka, usługi dodatkowe zapewniane w przestrzeni pracy o atrakcyjnym designie wpisują się w ich strategie pozyskiwania najlepszych pracowników. „O modelu biura jako usługi (space as a service) w 2019 roku było bardzo głośno, ale było to już tak naprawdę kolejny bardzo dobry rok dla operatorów elastycznej powierzchni biurowej, których udział w wolumenie transakcji najmu w skali całej Europy wzrósł z 10,5 proc. w 2018 roku do 12 proc. Przypadek firmy WeWork jest dobrym przykładem, że model ten stwarza szanse ale i generuje zagrożenia. Pomimo negatywnego rozgłosu trend ten będzie nieuchronnie zyskiwał na znaczeniu we wszystkich sektorach – co potwierdza niedawny debiut kilku niszowych operatorów na tym rynku” – dodaje Eri Mitsostergiou.

 

Według prognoz, do 2023 roku udział handlu elektronicznego w sprzedaży detalicznej w Europie Zachodniej wzrośnie do 15 proc. Z tego względu właściciele posiadający dużą sieć sklepów stacjonarnych będą zmuszeni do ich dostosowania do zmieniających się potrzeb klientów. W przekształcanych obiektach pojawiają się m.in. tzw. dark kitchen, czyli restauracje nastawione wyłącznie na dowóz posiłków, sklepy tymczasowe typu pop-up store czy koncepty takie jak food hall. Sieci handlowe są coraz bardziej kreatywne w pomysłach na zmianę wykorzystywanej powierzchni w tradycyjnych obiektach. Ponadto w Europie w odpowiedzi na popyt na powierzchnię magazynową w ramach logistyki ostatniej mili, właściciele parków handlowych położonych w dobrze skomunikowanych lokalizacjach mogą adaptować ich mniej dochodowe części na miejskie obiekty logistyczne, poprawiając przy tym ich efektywność operacyjną.

Dynamiczna urbanizacja i rosnąca gęstość zaludnienia w europejskich stolicach spowodowały w minionej dekadzie rozlewanie się obszarów miejskich. W ich przypadku kluczem do utrzymania sukcesu jest komunikacja. W kilku miastach z dużymi węzłami komunikacyjnymi rozpoczęto realizację inwestycji infrastrukturalnych, które zostaną ukończone w najbliższym czasie, między innymi w Londynie (budowa linii kolejowej Elizabeth Line), Paryżu (budowa linii metra w ramach inwestycji Grand Paris Express) oraz Berlinie (rozbudowa metra U-Bahn i sieci tramwajowej). „Z uwagi na aktywność inwestycyjną tego rodzaju lokalizacjach inwestorzy będą mogli znaleźć w nich nowe możliwości inwestowania, zwłaszcza w miastach, gdzie podaż najbardziej atrakcyjnych aktywów jest niewielka lub są one drogie – w szczególności w Paryżu i Londynie” – mówi Eri Mitsostergiou.

Irańscy hakerzy zaatakowali zagraniczne firmy: 17% celów to organizacje amerykańskie

Irańscy hakerzy zintensyfikowali działania i rozpoczęli aktywne ataki na zagraniczne firmy. Według najnowszych danych firmy Check Point co tydzień co najmniej 35 dużych, międzynarodowych organizacji staje się celem irańskich grup APT.

  • 17% tych ataków było skierowanych przeciwko celom w USA
  • 19% tych ataków było skierowanych przeciwko celom w Turcji
  • 7% tych ataków było skierowanych przeciwko celom w Izraelu

Od czasu ostatniego piątkowego wydarzenia, w którym USA wysłały pociski do Iraku, zespoły wywiadowcze i reagowania na incydenty firmy Check Point Software Technologies rozpoczęły dokładny monitoring przestrzeni cybernetycznej i ilości ataków APT (zaawansowanych uporczywie ukierunkowanych) w regionie Iranu i Iraku.

Na podstawie pozyskanych danych Check Point ocenia, że około 35 organizacji tygodniowo doświadczało prób cyberataków, które można przypisać konkretnie irańskim grupom APT. 17% spośród tych ataków było skierowanych przeciwko celom amerykańskim. 19% tych prób ataków było skierowanych przeciwko celom tureckim, a 7% tych prób było skierowanych przeciwko celom izraelskim. Wśród atakowanych firm nie znalazły się cele w Polsce.

Takie wnioski płyną z raportów wygenerowanych z systemu ThreatCloud należącego do Check Pointa. Firma ta wykorzystuje technologię, która śledzi, w jaki sposób i gdzie mają miejsce cyberataki w czasie rzeczywistym, i która posiada swoje bazy w 180 krajach i ponad 100 000 organizacjach na całym świecie.

– Liczby te są dość podobne do tych sprzed amerykańskiego ataku. Chociaż relatywnie nie ma zmian w liczbie ataków irańskich grup APT, widzimy więcej niezależnych ataków przeprowadzanych przez prywatnych hakerów, którzy nie są powiązani ze znanym lub oficjalnym podmiotami irańskimi. Ataki te zwykle powodują uszkodzenie publicznych witryn internetowych, a ich celem jest wywołanie paniki bardziej niż realnej szkody – podkreśla Lotem Finkelstein, szef grupy wywiadu cybernetycznego Check Point.

Okazuje się, że 1/4 globalnych celów Irańskich hakerów była celami rządowymi, kolejna jedna czwarta była przeciwko sektorowi finansowemu (bankom, VC itp.), a około jedna dziesiąta była skierowana przeciwko celom produkcyjnym.

Które państwa były celem ataków Irańskich hakerów?Które państwa były celem ataków Irańskich hakerów

Gospodarka w pogoni za API vs bezpieczeństwo firm

Interfejsy programistyczne aplikacji (API) pozwalają organizacjom korzystać z funkcjonalności udostępnianych przez daną aplikację w innej aplikacji. Umożliwia to firmom korzystanie z dostępnych już zasobów, bez konieczności budowania aplikacji od zera. API przekształca modele biznesowe, bezpośrednio generuje przychody, dlatego jego potencjał i skala zastosowania gwałtownie rośnie. Cyberprzestępcy już to wykorzystują.

Pełna wiedza – należy dowiedzieć się, gdzie dokładnie w organizacji wykorzystywane są interfejsy API, jakie mają funkcje w operacjach. Warto prowadzić pogłębione wywiady z zespołami ds. rozwoju i operacyjnymi, uzyskać szczegółowe informacje i przygotować oceny ryzyka.

Uwierzytelnianie – Raport F5 na temat stanu usług aplikacji w 2019 r. wykazał, że 25% ankietowanych organizacji nie korzysta z uwierzytelniania API. 38% stwierdziło, że robiło to „przez pewien czas”, a 37% „przez większość czasu”. To duży problem. Istnieją różne formy uwierzytelniania API i przed podjęciem wyboru zaleca się podejście uwzględniające potencjalne ryzyko. Dane uwierzytelniające są kluczem dostępu do zasobów całej organizacji i powinny być przechowywane w bezpieczny sposób. Może to być kombinacja użytkownik/hasło (dla komputerów lub użytkowników) lub kluczy API (które są uproszczonymi ciągami uwierzytelniania o określonych konkretnych zastosowaniach).

Autoryzacja – interfejsy API nie powinny przekazywać do aplikacji  nieautoryzowanych lub nieprzefiltrowanych danych wejściowych, ponieważ tworzy to ścieżkę do ataków metodą injection[3]. Dostępy do interfejsu API trzeba traktować zgodnie z zasadą minimalizacji uprawnień. Kontrola dostępu oparta na rolach jest najlepszym rozwiązaniem. Możliwe jest również zdefiniowanie konkretnych sekwencji działań, które odpowiadają konkretnemu przypadkowi użycia interfejsu API.

Rejestrowanie połączeń API – konieczne jest rejestrowanie i monitorowanie wszystkich połączeń. Dobrą praktyką jest również rejestrowanie zasobów, które są obsługiwane przez interfejsy API.

Szyfrowanie – coraz częściej szyfrujemy ruch użytkowników w Internecie, a przecież ruch poprzez interfejsy API niczym się nie różni. Szyfrowanie i weryfikowanie certyfikatów w tym obszarze powinno być obligatoryjne.

Wdrożenie narzędzi bezpieczeństwa API – warto zapoznać się z dostępnymi na rynku rozwiązaniami. Wśród nich można wymienić korzystanie  serwerów proxy lub zapory sieciowej rozpoznającej API celem sprawdzania, weryfikowania i ograniczania żądania dostępu. Niektóre usługi bezpieczeństwa API mogą analizować klienta źródłowego i próbować ustalić, czy żądanie jest uzasadnione czy złośliwe.

Nieustanne testowanie – systematyczne przeprowadzanie testów jest niezbędne dla aktualizacji zabezpieczeń. Dobrym rozwiązaniem może być również wyznaczenie nagrody za wykrywanie błędów interfejsu API (bug bounty) i zaangażowanie w ten sposób proaktywnych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

[1] https://hbr.org/2015/01/the-strategic-value-of-apis

[2] https://www.zdnet.com/article/over-100000-github-repos-have-leaked-api-or-cryptographic-keys/

[3] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/application-protection-report-2019–episode-3–web-injection-attacks

Przegląd najważniejszych wydarzeń tego tygodnia

Wyczekiwanie ostatecznego podpisania pierwszej fazy umowy handlowej USA i Chin przynosi optymistyczny start tygodnia, gdzie ton nadaje umocnienie chińskiego juana do najwyższego poziomu do sierpnia. Wśród głównych walut korzysta na tym m.in. AUD i NZD, podczas gdy rynek chłodno traktuje bezpieczne przystanie. W swoim własnym świecie jest GBP, którego dręczą spekulacje o obniżce stóp procentowych.

Wydarzeniem tygodnia jest podpisanie przez USA i Chiny pierwszej fazy porozumienia handlowego i z tej okazji do Waszyngtonu przyjechała delegacja z wicepremierem Liu He na czele. Choć podpisanie zdaje się być tylko formalność, wokół procesu nie brakuje szumu informacyjnego, włącznie ze spekulacjami, że po przetłumaczeniu chińskiej wersji porozumienia na język angielski zmianie uległy zobowiązania stron. W środę po uroczystym podpisaniu w końcu dowiemy się, czego faktycznie dotyczą uzgodnienia. Najczęściej pojawia się kwestia zobowiązania Chin do zakupu towarów z USA, szczególnie rolnych, ale ważne też będzie, jak wiele uwzględniono np. w kwestii ochrony prawa własności intelektualnej. Pomimo że już w grudniu porozumienie zostało uznane za „klepnięte” i stało za rajdem ryzykownych aktywów, szczegóły umowy wciąż są dla uczestników rynku interesujące. Rynek debatuje też, jak prędko strony przejdą do negocjacji kolejnej fazy umowy, ale z Waszyngtonu i Pekinu nie dochodzą sygnały pośpiechu. Stąd niewykluczone, że z krótkoterminowej perspektywy sam fakt oficjalnego podpisania może być pretekstem do sprzedaży faktów. Warto o tym pamiętać w środę.

W pozytywny klimat inwestycyjny nie wpisuje się funt, gdyż po zeszłotygodniowych gołębich komentarzach prezesa BoE Carneya rozgorzała dyskusja, na ile możliwa jest obniżka stóp procentowych na posiedzeniu 30 stycznia. Na ostatnich dwóch posiedzeniach w 2019 r. Saunders i Haskel zgłaszali chęć do cięcia, a teraz po weekendzie dołączył do nich Vlieghe, który powiedział, że pod koniec tego miesiąca zagłosuje za obniżką, chyba że dojdzie do „natychmiastowej i znaczącej” poprawy danych. Jako że rynek nie lubi stawiać pieniędzy na „znaczące” niespodzianki w danych, zwiększa dyskonto cięcia i dziś rano GBP/USD zjeżdża pod 1,30. Zaplanowane na ten tydzień dane z Wielkiej Brytanii zyskują na znaczeniu. Dziś otrzymamy produkcję przemysłową i PKB, w środę CPI a w piątek sprzedaż detaliczną. Każde potknięcie w danych posłuży jako pretekst do wyceny większego prawdopodobieństwa cięcia i sprzedaży funta.

Co poza tym w tym tygodniu? W USA główna uwaga będzie na sprzedaży detalicznej (czw), gdzie oczekuje się odbicia po rozczarowującym listopadzie. Brak takowego może być sygnałem ostrzegawczym, że rynkowa wycena siły ożywienia jest przesadzona. W końcówce tygodnia indeks nastrojów konsumentów (pt) będzie uzupełnieniem informacji o stanie gospodarstw domowych. W Chinach wzrost PKB (pt) ma się ustabilizować na 6 proc. r/r w IV kw., ale to jak on będzie wyglądał w kolejnych kwartałach będzie ważniejsze. Deeskalacja wojny handlowej z USA stwarza więcej szans niż zagrożeń, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów kraju.

W Polsce czekamy na potwierdzenie wyskoku inflacji CPI w grudniu do 3,4 proc. r/r (śr), co będzie implikować wzrost inflacji bazowej do 3,2 proc. (czw). Dane raczej nie wzbudzą już sensacji, szczególnie po tym, jak RPP uznała przyspieszenie inflacji jako zjawisko przejściowe, na które nie zamierza reagować. Nie oznacza to, że inwestorzy nie będą dyskontować bierności banku centralnego. Sądzimy, że złoty jest za drogi i występuje asymetria ryzyk na rzecz osłabienia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Darowizna samochodu w rodzinie – co warto wiedzieć?

Bliska Ci osoba zamierza przekazać samochód w formie darowizny? A może Ty chcesz dokonać przeniesienia prawa własności na kogoś z rodziny? Sprawdź, jak wygląda ten proces w od strony formalnej. Istnieje bowiem wiele kwestii, które wymagają sformalizowania.

Samochód jest popularnym przedmiotem darowizny – najczęściej przekazywanym członkowi rodziny, np. dziecku, wnuczkowi. Jeśli wręczenie auta ma być związane z jednoczesnym przeniesieniem prawa własności, trzeba dopełnić kilku formalności.

Krok 1. Sporządzenie umowy darowizny

Umowa darowizny to podstawa, jeśli chodzi o kwestie formalne związane z przekazaniem samochodu. Taki dokument należy sporządzić niezależnie od tego, czy stronami są członkowie rodziny czy osoby niespokrewnione.

Warto pamiętać, że umowa darowizny musi mieć formę pisemną. Nie istnieje jeden konkretny wzór, dlatego może mieć dowolną treść. Ważne jest jednak to, aby umowa zawierała kilka konkretnych elementów, takich jak:

  • dokładny opis przedmiotu darowizny, tj. informacje o roczniku, marce, modelu, wersji wyposażenia, pojemności silnika, koloru nadwozia, dotychczasowym przebiegu
  • dane darczyńcy
  • dane obdarowanego
  • wartość pojazdu.

Umowa powinna zostać opatrzona datą jej zawarcia oraz datą przekazania przedmiotu darowizny.

Krok 2. Zgłoszenie do urzędu skarbowego

Darowizna, mimo że samochód przekazywany jest członkowi rodziny, musi zostać zgłoszona w urzędzie skarbowym. W tym celu należy wypełnić stosowny formularz. Należy pamiętać, że zgłoszenia trzeba dokonać nie później niż w ciągu 6 miesięcy od przekazania samochodu osobie obdarowanej.

Krok 3. Rozliczenie i zapłata podatku od darowizny

Darowizny obciążone są podatkiem, dlatego koniecznością jest uregulowanie należności. Obowiązek ten oraz wysokość opłaty uzależniona jest m.in. od stopnia pokrewieństwa oraz od otrzymanych do tej pory darowizn.

Więcej o kwestiach podatkowych związanych z umową darowizny można zapoznać się w artykule pod adresem https://kalkulatorubezpieczen.net.pl/darowizna-samochodu-w-rodzinie-co-warto-wiedziec/.

Krok 4. Ubezpieczenie otrzymanego samochodu

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że podarowany pojazd będzie miał ważne ubezpieczenie OC. Jeśli tak, nowy właściciel nie będzie musiał podpisywać nowej umowy z ubezpieczycielem, o ile rekalkulacja składki okaże się korzystna.

Jeżeli jednak obdarowany chce, może zmienić towarzystwo ubezpieczeniowe. W tym celu należy złożyć wypowiedzenie dotychczasowej umowy i – korzystając np. z serwisu https://kalkulatorubezpieczen.net.pl/ – wybrać tańsze ubezpieczenie OC.

InventionMed w 2019 pozyskał ponad 20 mln złotych dotacji

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej w minionym roku pozyskała środki na rozwój swoich projektów o łącznej wartości ponad 20 mln złotych. Spółka pracuje nad rozwojem symulatorów medycznych w wirtualnej rzeczywistości tworzonych na potrzeby dermatologii klinicznej i estetycznej – TutorDerm i wirtualnej strzykawki. Równolegle planuje budowę Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy. W najbliższych miesiącach InventionMed planuje również zmianę rynku notowań z NewConnect na GPW.

Symulator medyczny TutorDerm to innowacyjny projekt wykorzystujący technologię wirtualnej rzeczywistości (VR), a także podwójnej imersji. Rozwiązanie stworzone przez zespół InventionMed ma służyć edukacji przyszłych lekarzy dermatologów i specjalistów medycyny estetycznej. Projekt jest ciągle udoskonalany, prowadzone są również programy pilotażowe. Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego przekazał na rozwój projektu dotację w kwocie 3,5 mln zł.

W 2019 roku InventionMed rozpoczął pracę nad kolejnym projektem – wirtualną strzykawką. Rewolucyjne na skalę światową urządzenie pozwoli na ćwiczenie zastrzyków podskórnych z pominięciem praktyki na organizmach żywych. Kujawsko-Pomorska Agencja Innowacji w ramach Fundusz Badań i Wdrożeń przekazała na ten cel grant w wysokości 734 tys. zł. Całkowity koszt przedsięwzięcia 940 tys. zł. Masowa komercjalizacja tego produktu zaplanowana jest na przełom 2020/21 roku. W pracach nad projektem wesprze spółkę koncern farmaceutyczny Croma Pharma GmbH.

Bardzo cieszymy się, że instytucje zlokalizowane w województwie Kujawsko-Pomorskim wspierają dostrzegają potencjał naszych projektów i przekazują środki na ich rozwój. Pozyskane dotacje pozwolą na szybszy rozwój i komercjalizację naszych flagowych urządzeń, a jednocześnie jest to szansa na przyśpieszenie prac nad nowymi projektami, które będą dedykowane kolejnym dziedzinom medycyny – komentuje Tomasz Kierul, Prezes Zarządu InventionMed S.A.

Oprócz prac nad projektami rozwojowymi, InventionMed planuje budowę innowacyjnej na skalę światową inwestycji – Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy. Będzie to swego rodzaju demonstrator „wirtualnego szpitala”, który jednocześnie umożliwi testowanie najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i prototypowych symulatorów medycznych w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju w kwocie 16 mln zł.

InventionMed w najbliższym czasie planuje również zmianę rynku notowań z NewConnect na rynek główny GPW. W kwietniu spółka złożyła prospekt emisyjny do KNF.

Krakowski kompleks biurowy Podium Park został sprzedany funduszowi Globalworth

Kompleks biurowy Podium Park składa się z trzech połączonych ze sobą 11-kondygnacyjnych budynków o łącznej powierzchni najmu ponad 55 tys. mkw. Pierwszy z budynków został już oddany do użytku, a zakończenie prac kolejnych dwóch przewidziano kolejno na: IV kwartał 2020 i IV kwartał 2021 roku.

Cieszymy się, że mogliśmy wspierać właściciela i dewelopera Podium Park w procesie sprzedaży – od momentu wyceny projektu, negocjacji z inwestorami, due diligence aż do podpisania dokumentacji transakcyjnej. Transakcja, z uwagi na swój złożony charakter, wynikający z wielkości projektu, struktury transakcji oraz faktu, iż część budynków wciąż znajduje się w fazie budowy jest z pewnością unikatowa na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. – Piotr Goździewicz, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, Europa Środkowo-Wschodnia w BNP Paribas Real Estate Poland.

To co wyróżnia ten obiekt na tle konkurencji to kwestia ekologii oraz zastosowania innowacyjnych rozwiązań.

Wdrożone rozwiązania z zakresu ochrony środowiska jak i zastosowanie unikalnych technologii czynią go jednym z najbardziej ekologicznych i nowoczesnych projektów biurowych w Polsce. Potwierdzeniem tego jest między innymi posiadanie przez niego aż dwóch certyfikatów BREEAM z oceną na najwyższym możliwym poziomie – Outstanding, a także elewacje wykonane według wymagań, które będą obowiązywać od 2021 roku. Dodatkowo budynek oferuje możliwość wypożyczania samochodów elektrycznych, rowerów i skuterów, a także 36 stacji do ładowania samochodów (najwięcej w Polsce). Ogromne zainteresowanie budynkami, szczególnie ze strony firm z branży IT i fintech, jest kolejnym dowodem na jego wysoki standard oraz wyjątkowość. – Agata Szymczak, Starszy Konsultant, Dział Rynków Kapitałowych w BNP Paribas Real Estate Poland.

Ponad 2 mln osób w Polsce żyje w skrajnym ubóstwie. Miesięcznie mają do rozdysponowania mniej niż 600 zł

Problem głodu i niedożywienia wciąż jest w Polsce bardzo realny – podkreślają Banki Żywności. Ponad 2 mln osób dysponuje miesięcznie kwotą mniejszą niż 600 zł. Znacznie większe jest grono osób w trudnej sytuacji, których budżet wykracza ponad egzystencjalne minimum, ale wciąż nie wystarcza na bieżące utrzymanie i pełnowartościowe posiłki. W ramach rozpoczętego właśnie programu pomocowego – finansowanego ze środków UE – do lipca Banki Żywności przekażą paczki żywnościowe i posiłki dla około 800 tys. osób w najtrudniejszej sytuacji.

– Co dziwne, w Polsce liczba osób, które żyją w skrajnym ubóstwie, rośnie – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Jezierska, wiceprezes Federacji Polskich Banków Żywności. – Bieda ma twarz osoby starszej. Dzięki wsparciu żywnościowemu i innym programom bardzo często pomocą są objęci właśnie seniorzy, ale docieramy również do dzieci, młodzieży i całych rodzin, które potrzebują wsparcia, bo nie zawsze pieniędzy wystarcza im na rosnące koszty utrzymania.

Z danych GUS wynika, że liczba osób żyjących w głębokiej biedzie w 2018 roku zwiększyła się o 400 tys. Znacznie większe jest grono osób w trudnej sytuacji, które dysponują miesięcznie kwotą większą niż egzystencjalne minimum, ale wciąż bardzo niską i niewystarczającą na bieżące utrzymanie i pełnowartościowe posiłki. Stąd problem głodu i niedożywienia wciąż jest w Polsce bardzo realny – podkreślają przedstawiciele Banków Żywności.

– W ramach Programu Operacyjnego Pomocy Żywnościowej, podprogramu 2019, który właśnie zaczynamy, docieramy z pomocą żywnościową do około 800 tys. osób potrzebujących w całej Polsce – mówi Dorota Jezierska.

Program Operacyjny Pomoc Żywnościowa 2014–2020 jest realizowany w ramach Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym. Jego beneficjentami są osoby starsze, chore, bezrobotne czy rodzice samotnie wychowujący dzieci, którzy spełniają określone wymogi finansowe (1046 zł dla jednoosobowego gospodarstwa domowego i 1056 zł dla rodzin). Aby skorzystać z POŻP, osoba w trudnej sytuacji musi zgłosić się do swojego ośrodka pomocy społecznej, gdzie otrzyma skierowanie do odbioru paczki z produktami spożywczymi.

– Wiele osób wstydzi się tego, że znajduje się w trudnej sytuacji życiowej. Czasami do ośrodków pomocy społecznej przychodzą sąsiedzi, informując, że jest ktoś, kto potrzebuje pomocy, ale się wstydzi. Wtedy pracownicy socjalni wychodzą z inicjatywą. Są to ludzie, którzy działają w swoich środowiskach i wyszukują potrzebujących. Ci często nawet nie wiedzą, że mogliby uzyskać taką pomoc – mówi Dorota Jezierska.

Kolejny rozpoczęty właśnie etap POŻP potrwa do końca lipca br. W ramach tego programu 31 Banków Żywności w całej Polsce przekaże paczki żywnościowe i posiłki dla około 800 tys. osób w najtrudniejszej sytuacji.

– Paczka roczna skonstruowana jest zgodnie z piramidą żywieniową. Mamy np. szynkę, dania gotowe, ryż i kasze, makarony, również bezglutenowe, bo zdarzają się osoby, które potrzebują diety specjalistycznej. Paczka zawiera też konserwy warzywne i owocowe, żeby wymogi piramidy żywieniowej zostały spełnione i żeby była baza do przygotowywania zdrowych, tanich, łatwych, ale też pożywnych posiłków – mówi Dorota Jezierska.

W ubiegłym roku ze wsparcia w ramach POŻP korzystało 736 tys. osób, które otrzymały 3,8 mln paczek żywnościowych i ponad 1,2 mln posiłków. Częścią programu – obok wsparcia żywnościowego – są też działania towarzyszące: wykłady i warsztaty dotyczące marnowania żywności, zdrowego żywienia i edukacji ekonomicznej. Banki Żywności planują przeprowadzić w tej perspektywie 5 tys. takich warsztatów dla ok. 82 tys. osób.

Te działania mają na celu zaktywizowanie osób wykluczonych, które potrzebują pomocy, zapewnienie im dostępu do wiedzy z dziedziny dietetyki i odżywiania. Proponujemy warsztaty kulinarne, na których uczymy się wspólnie gotować potrawy zdrowe, z produktów tanich i tych, które są przekazywane w ramach pomocy żywnościowej. W ramach działań towarzyszących prowadzimy też poradnie konsumenckie oraz budżetowe. Uczymy planowania budżetu domowego, oszczędzania, czyli umiejętności, których osobom w trudnej sytuacji może brakować. Każdy, kto jest objęty pomocą żywnościową, może wziąć udział w działaniach towarzyszących – mówi wiceprezes Federacji Polskich Banków Żywności.

Zbigniew Pisarski: W ramach NATO brakuje jedności. Wydatki na obronność są jednym z głównych punktów zapalnych

– Bycie krajem średniej wielkości może być przywilejem i dać możliwość wejścia w rolę mediatora. Dobrze by było, gdyby Polska zasiadała przy jak największej liczbie stołów, przy których są podejmowane decyzje, i do tego powinniśmy aspirować. Nieszczęściem jest, że często nie aspirujemy i jesteśmy pomijani – mówi Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, o roli Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. Jak ocenia, obecnie wyzwaniem jest kwestia jedności NATO. Państwa Sojuszu powinny skupić się na konsolidacji i zacieśnianiu współpracy, ale nie powinny pozostawać zamknięte na możliwość rozszerzenia o Ukrainę i Gruzję, co zresztą leży w interesie Polski.

– Kwestia jedności w NATO jest wyzwaniem. Mamy dość silne osobowości po obu stronach Atlantyku. Zarówno prezydent Stanów Zjednoczonych, jak i Francji – jako dojrzali politycy na swoich urzędach – podkreślają swoją odrębność i próbują zapisać się w historii jako ci, którzy wyznaczyli nowe kierunki dla współpracy transatlantyckiej. Polska musi być raczej tym, który zbliża obie strony do współpracy, ponieważ NATO jest dla nas gwarantem bezpieczeństwa, tak jak Unia Europejska jest dla nas gwarantem bezpieczeństwa ekonomicznego. Musimy więc inwestować w stabilność obu tych podmiotów – mówi agencji Newseria Biznes Zbigniew Pisarski, prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Jak ocenia, Francja – jako członek NATO – stara się w tej chwili podkreślać swoją odrębność i balansować swoją politykę międzynarodową, dystansując się od czasu do czasu względem USA i szukając sojuszników w innych regionach, np. w Chinach. Jest to łatwiejsze o tyle, że Stany Zjednoczone spotykają się z dezaprobatą z różnych stron ze względu na kontrowersyjne działania i nie do końca przemyślane wypowiedzi Donalda Trumpa, które stają się pożywką dla krytyki przez innych członków Sojuszu.

– Mamy w tej chwili moment przełomowy, kiedy dokonuje się przetasowanie kart na globalnej arenie. Te karty w dużej mierze rozdaje również Chińska Republika Ludowa. Musimy oswoić się z tym, że Chiny będą coraz bardziej obecne w działaniach i dyskusjach na temat bezpieczeństwa. Będą również szukały na tym polu sojuszników – czy to po stronie Federacji Rosyjskiej, czy to po stronie amerykańskiej, co nie zawsze musi być zbieżne z interesem Polski – mówi Zbigniew Pisarski.

Jedną z newralgicznych kwestii w ramach NATO pozostają wydatki państw członkowskich Sojuszu na obronność. Tylko dziewięć krajów wypełnia zobowiązanie, które mówi o konieczności przeznaczania co najmniej 2 proc. PKB na cele obronne. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie krytykował europejskich członków NATO za zbyt niski wkład. Najczęściej dotyczyło to Niemiec. Po grudniowym szczycie NATO w Londynie zapowiedział, że USA mogą użyć presji handlowej wobec tych państw członkowskich, które jego zdaniem przeznaczają zbyt niskie budżety na obronność. W połowie grudnia szef Pentagonu i minister obrony USA Mark Esper poparł to stanowisko, mówiąc, że w ramach Sojuszu „nie może być pasożytów”.

– Wytknięcie krajom europejskim, które są członkami NATO, że ponoszą niewystarczające nakłady na bezpieczeństwo, jest słuszną obserwacją. Powinniśmy myśleć o tym, żeby ktoś nie musiał opłacać naszego bezpieczeństwa. Jeżeli sami nie jesteśmy skorzy do płacenia, to nie dziwmy się potem, że ktoś w ramach protektoratu nad nami ma określone oczekiwania. Innymi słowy: im więcej będziemy płacili na własne bezpieczeństwo, tym bardziej będziemy autonomiczni, samodzielni, a koniec końców także bezpieczniejsi – mówi Zbigniew Pisarski.

Stany Zjednoczone przeznaczają na obronność 3,5 proc. swojego PKB (podczas gdy wydatki części państw członkowskich NATO nie przekraczają 1 proc. PKB) i finansują 22 proc. budżetu NATO. W ubiegłym roku przekazały do niego 470 mln euro, natomiast Niemcy – 313 mln euro.

– Niemcy będą się broniły tym, że ich proporcja wynika z budżetu i możliwości. Natomiast politycznie jest to pokłosie historycznych zaszłości związanych z II wojną światową i pewną niechęcią do inwestowania w potencjał obronny, a tym samym zdolności ofensywne. Przez wiele lat oczekiwano, że Niemcy nie będą rozbudowywały tych zdolności i w tej chwili jest im to wytykane – mówi Zbigniew Pisarski. – Z punktu widzenia Polski i dobrej współpracy polsko-niemieckiej byłbym za tym, żeby Niemcy wydawały wymagane 2 proc. PKB.

Prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego ocenia również, że NATO powinno skupić się w tej chwili na konsolidacji i zacieśnianiu współpracy między państwami członkowskimi. Nie może pozostawać zamknięte na możliwość jego poszerzenia, które zresztą leży w interesie Polski.

– Powinniśmy wspierać naszych sojuszników z Ukrainy i Gruzji. Gdyby Ukraina wpadła w pełną zależność od Federacji Rosyjskiej, w praktyce oznaczałoby to, że od Kaliningradu po Bieszczady mamy granicę z Rosją, z małym przesmykiem suwalskim. Jest to więc nasz żywotny interes, który idzie w parze z interesem Ukrainy, w związku z czym powinniśmy dokładać starań do tej współpracy – mówi Zbigniew Pisarski.

Jak podkreśla, Polska ma potencjał, by odgrywać w tych rozmowach ważną rolę i nieustannie powinniśmy do tego aspirować.

– Czy to dotyczy kwestii rozbrojenia, czy kwestii Ukrainy i Gruzji, czy innych obszarów, które dotykają żywotnych interesów Polski, powinniśmy zawsze przy tych stołach rozmów się znajdować. Niestety często jesteśmy pomijani, a sami do tego nie aspirujemy – podkreśla prezes Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. – Czasami bycie krajem średniej lub mniejszej wielkości jest przywilejem i daje możliwość wejścia w rolę mediatora czy negocjatora.

Współdzielone samochody autonomiczne rozwiążą problemy transportowe miast. Ich rozwój będzie możliwy dzięki sztucznej inteligencji

Technologie producentów z branży motoryzacyjnej prezentowane na tegorocznych targach CES 2020 w Las Vegas wskazują, że rynek wyraźnie zmierza w kierunku mobilności zautomatyzowanej i autonomicznej. Niemiecki koncern ZF zaprezentował m.in. swój superkomputer pokładowy ProAI, oparty na sztucznej inteligencji, który posłuży za bazę do stworzenia całkowicie autonomicznych samochodów. Jak podkreślają eksperci, to technologia SI będzie warunkować bezpieczeństwo i komfort jazdy.

Przyszłość mobilności przyniesie rozwój koncepcji Mobility as a Service, w której płaci się tylko za korzystanie ze środków transportu. Oczywiście nadal będziemy posiadać samochody, ale będą też powstawały nowe kanały sprzedaży i nowe formy mobilności, w tym zaawansowane systemy wspomagania kierowcy czy pojazdy autonomiczne – mówi agencji Newseria Biznes dr Dirk Walliser, szef globalnego działu badań i rozwoju i cyfryzacji w ZF.

Mobility as a Service zakłada odejście od posiadania środków transportu na rzecz mobilności świadczonej jako usługa, np. w formule carsharingu czy ridesharingu, które zdobywają rosnącą popularność, zwłaszcza w dużych miastach. Nowoczesne formy transportu, oparte na technologii i ekonomii współdzielenia (sharing economy), to dziś najważniejszy trend w segmencie mobilności, zaraz obok pojazdów ekologicznych.

Według McKinsey Center for Future Mobility współdzielone elektryczne samochody autonomiczne rozwiążą w przyszłości problemy związane z transportem w miastach, takie jak korki, smog czy brak miejsc parkingowych, jednocześnie czyniąc miejską mobilność bardziej przystępną, wydajną i przyjazną dla użytkowników i środowiska. Potencjał, aby stać się największym globalnym rynkiem dla samochodów autonomicznych, mają Chiny, a do 2040 roku takie pojazdy mogą już odpowiadać za 66 proc. przejeżdżanych kilometrów i nieco ponad 40 proc. całkowitej sprzedaży nowych aut.

W kontekście globalnym zachodzą duże zmiany, mobilność będzie zmieniać się z upływem czasu. Pojazdy autonomiczne poziomu 2 są już na rynku, podobnie jak auta poziomu 2+. W nadchodzących latach możemy spodziewać się dalszego rozwoju w tym kierunku – mówi Uwe Class, wiceprezes ds. rozwoju zaawansowanych systemów w ZF.

W Las Vegas na targach elektronicznych CES 2020 ZF zaprezentował swoje rozwiązania wspomagające autonomiczną i zautomatyzowaną mobilność. Technologie producentów z branży motoryzacyjnej w tym roku jednoznacznie wskazują, że rynek zmierza właśnie w tym kierunku.

– Rozwój autonomicznej mobilności sprawi, że właściwie przestaniemy potrzebować kierowców. Poprawi to komfort i bezpieczeństwo przemieszczania się – mówi dr Dirk Walliser. – Systemy, w które będą wyposażone te samochody, będą obejmować pełny zestaw czujników, kamery, lidary i radary. Te są niezbędne w przypadku bardziej złożonych funkcji pojazdów autonomicznych poziomu 4 i 5, ale również poziomu 2+. Potrzebny jest również wysoko wydajny komputer pokładowy, taki jak nasz ProAI.

Na targach w Las Vegas firma poinformowała, że – opierając się na zbudowanym przez siebie superkomputerze ZF ProAI – obecnie opracowuje elektroniczną jednostkę sterującą (ECU) dla pojazdów autonomicznych poziomu 4 dla międzynarodowego producenta samochodów użytkowych. Ich wprowadzenie na rynek planowane jest na przełom 2024/2025 roku.

Toczące się od lat prace nad całkowicie autonomicznymi pojazdami bez kierowców przyczyniły się do rozwinięcia technologii jazdy wspomaganej. Te zaawansowane systemy wspomagania kierowcy (ADAS) – w tym hamowanie awaryjne, kamery cofania, adaptacyjny tempomat i systemy parkowania samodzielnego – pojawiły się na początku w luksusowych samochodach. Jak wskazuje McKinsey, regulatorzy zaczęli nakładać obowiązek włączenia niektórych z tych funkcji do każdego pojazdu, przyspieszając ich wejście na rynek masowy. Tylko do 2016 roku rozpowszechnienie ADAS wygenerowało rynek o wartości ok. 15 mld dolarów. Już w tej chwili wiele samochodów samodzielnie przyspiesza i hamuje w warunkach drogowych, aktywnie działa w celu uniknięcia wypadków czy parkuje nawet w wyjątkowo ciasnych miejscach.

– Bezpieczeństwo tych rozwiązań będzie większe dzięki funkcjom wspomagania kierowcy, pomocnym w trakcie wykonywania trudnych manewrów. Te będą np. zwiększały pole widzenia, czego dobrym przykładem jest nasz system coDRIVE, który pozwala kierowcy zobaczyć, co dzieje się z tyłu pojazdu. Do tej pory nie było to możliwe. Ten system zapewni kierowcy dostęp do większej ilości informacji podczas wykonywania manewrów – mówi dr Dirk Walliser.

Jak wynika z analiz McKinsey, technologie jazdy wspomaganej są pożądane przez kierowców, którzy są skłonni wydać średnio dodatkowo od 500 do nawet 2,5 tys. dolarów na różne funkcje ADAS w samochodzie.

Niezwykle istotna jest komunikacja na linii samochód–kierowca. Usprawnienie przepływu informacji do kierowcy musi się odbywać w sposób bezpieczny i intuicyjny, czego przykładem jest nasze rozwiązanie Safe Human Interaction Cockpit. Jest to dla nas istotny element wspomagania jazdy oraz jazdy autonomicznej. Odchodzimy od wprowadzania dodatkowych wyświetlaczy i skupiamy się na przepływie informacji ukierunkowanym na użytkownika – mówi Uwe Class. – Samochody są obecnie naszpikowane różnego rodzaju technologiami. Jazda wysoce zautomatyzowana i specjalny kokpit, który mieliśmy okazję pokazać na CES 2020, znajdują się już na poziomie 2 w zakresie funkcjonalności i niedługo pojawią się na rynku.

Jak podkreśla, kluczowa dla rozwoju autonomicznych i zautomatyzowanych pojazdów jest sztuczna inteligencja. Przetwarzając duże zbiory danych m.in. z czujników i kamer umieszczonych w samochodzie, będzie podejmować optymalne decyzje dotyczące trasy czy sposobu prowadzenia auta, wpływając na bezpieczeństwo i komfort kierowcy.

Stworzone przez nas oprogramowanie cubiX zbiera z czujników w całym pojeździe informacje, m.in. dotyczące warunków drogowych, i umożliwia niezależne wytyczenie toru ruchu pojazdu. W przypadku samochodów autonomicznych będzie przekazywać informacje z komputera pokładowego i czujników do osoby sterującej pojazdem i wskazywać najlepsze możliwe działania w celu zapewnienia płynnej jazdy, tak aby pasażerowie – mimo braku kierowcy – nie doświadczyli choroby lokomocyjnej. Może też wprowadzać wiele innych funkcji, np. spersonalizowane ustawienia kierowania autonomicznych samochodów – mówi dr Dirk Walliser.

Jak pokazuje ubiegłoroczne badanie Capgemini Research Institute, poziom akceptacji dla pojazdów całkowicie autonomicznych rośnie. 52 proc. konsumentów twierdzi, że do 2024 roku auta bez kierowcy będą preferowanym środkiem transportu. Wśród głównych korzyści wymieniane są przede wszystkim oszczędność paliwa (73 proc.), niższa emisja (71 proc.) i oszczędność czasu (50 proc.). Ponad połowa konsumentów byłaby skłonna zapłacić o 20 proc. więcej za pojazd autonomiczny w porównaniu do tradycyjnego. 54 proc. ma do nich zaufanie, ale – jak pokazuje badanie Capgemini – konsumenci uzależniają zakup i korzystanie z autonomicznych pojazdów przede wszystkim od ich bezpieczeństwa (73 proc.).

Dwie trzecie firm nie planuje ścieżek kariery pracowników. Wielu z nich zmienia pracę ze względu na brak możliwości rozwoju

Niskie wynagrodzenie, brak możliwości rozwoju oraz nieukładająca się współpraca z przełożonym i zespołem – to najczęstsze przyczyny odejścia z pracy. Firmy nie zawsze potrafią odpowiednio zadbać o pracowników. Wprawdzie – jak wynika z raportu „Rynek Pracy 360°” Grupy Progres – blisko 66 proc. przeprowadza proces onboardingu, czyli aklimatyzacji nowego pracownika w nowym środowisku pracy, ale większość nie podejmuje kolejnych aktywności wobec niego. Aż dwie trzecie pracodawców nie planuje ścieżki kariery swoich pracowników.

 Główne obszary, z którymi zmagali się pracodawcy w 2019 roku, to na pewno pozyskanie kandydata i utrzymanie pracowników, których już mamy w strukturach organizacyjnych, oraz rozwój tych, którzy są już na pokładzie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres.

Bezrobocie utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie – według resortu pracy na koniec grudnia wynosiło 5,2 proc. przy 5,8 proc. w grudniu 2018 roku i 5,1 proc. w listopadzie 2019 roku. Bez pracy pozostaje ponad 867 tys. Polaków. Ministerstwo podkreśla, że tak małej liczby bezrobotnych nie było od 30 lat. To powoduje, że rynek już od kilku kwartałów należy do pracowników. To firmy muszą walczyć między sobą o najlepsze talenty. Badanie Manpower wskazuje, że ponad połowa pracodawców w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników o pożądanych kwalifikacjach.

Pracodawcy stale prześcigają się w ekspozycji oferty, którą mają do zaproponowania, ponieważ deficyt pracowników jest zauważalny. Demografia w Polsce jest nieubłagana, brakuje i będzie brakowało osób z określonym wykształceniem, kwalifikacjami i kompetencjami. Dlatego pracodawcy szukają ich poza rynkiem polskim, a nawet europejskim, np. w Azji, Afryce bądź Ameryce Południowej. Te kierunki są eksplorowane i weryfikowane z punktu widzenia dostępności odpowiednich kompetencji przez wyspecjalizowane firmy bądź agencje rekrutacyjne – wyjaśnia Cezary Maciołek.

Pracowników przyciągają do firmy nie tylko atrakcyjne wynagrodzenie i benefity, lecz również – szczególnie w przypadku młodszego pokolenia – możliwość rozwoju zawodowego i stawiane im wyzwania. Firmy jednak nie zawsze potrafią im to zaoferować, co może skutkować utratą pracownika. Jak wskazuje raport „Rynek Pracy 360°”, aż 63 proc. przedsiębiorców nie planuje dalszej ścieżki kariery pracownika. Tymczasem dwie najczęstsze przyczyny rezygnacji z pracy, czyli niskie wynagrodzenia (62 proc.) i brak możliwości rozwoju (52 proc.), mają bezpośredni związek właśnie z brakiem polityki takiego planowania.

 Bardzo istotnym powodem rezygnacji z pracy jest także niedopasowanie się do zespołu oraz problem z komunikacją i ustaleniem priorytetów ze swoim bezpośrednim szefem. Mimo że takie osoby mają satysfakcjonujące wynagrodzenie, a atmosfera w firmie generalnie jest pozytywna, to jednak często decydują się na odejście – wskazuje Maciołek.

Atmosfera i kontakty z zespołem są istotne dla 44 proc. badanych przez Grupę Progres. 27 proc. osób odchodzi ze względu na nieukładającą się współpracę z przełożonym, a 17 proc. przez złą komunikację z zespołem.

– Dlatego najważniejsze w pracy menedżerskiej są właśnie umiejętności komunikacji, definiowania pewnych oczekiwań. Te kompetencje powodują, że mimo trudnych wyzwań jesteśmy w stanie jako zespół sprawnie przejść od jednego celu do drugiego – przekonuje wiceprezes Grupy Progres.

Ryzyko niedopasowania do zespołu może zmniejszyć onboarding, czyli proces, który aklimatyzuje nową osobę w miejscu pracy.

– Programy onboardingowe pokazują od kuchni to, co nie było widoczne na poziomie rekrutacji, czyli jak tak naprawdę wygląda cykl pracy w danej firmie oraz praca interdyscyplinarna poszczególnych zespołów. To na pewno minimalizuje ryzyko, że po okresie próbnym ktoś zrezygnuje – tłumaczy Cezary Maciołek.

Dla pracowników liczy się także czas i miejsce wykonywania pracy. Ponad 80 proc. z nich oczekuje elastycznych godzin pracy, a 76 proc. – możliwości pracy zdalnej.

– Na znaczeniu nabiera prowadzenie jednoosobowych działalności gospodarczych i realizowanie projektów dla jednej bądź dla kilku firm. Jeśli ktoś jest w danej dziedzinie specjalistą, to stara się to wykorzystać i niejednokrotnie firmy zgadzają się na projekty dodatkowe – wskazuje Cezary Maciołek.

Rezygnacja ze zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS to dobra decyzja

Poprzednia rada ministrów uwzględniła w budżecie na następny rok wpływ z powiększonego oskładkowania najbogatszych – czyli z uchylenia zasady trzydziestokrotności ZUSu. Zasada ta sprawia, że podstawa wynagrodzenia, od której odliczana jest składka ZUS, nie może być większa niż trzydziestokrotność średniego wynagrodzenia w Polsce w danym roku kalendarzowym. Uchylenie tej zasady sprawiłoby, że osoby które zarobią w tym roku ponad 143 tysiące rocznie, zapłacą znacznie większą składkę do ZUSu. Rząd spodziewał się z tego tytułu wpływu ponad 7 miliardów dodatkowych środków do kasy ZUSu – co byłoby wykorzystane na sfinansowanie obietnic wyborczych. Pomysł ten nie został jednak przyjęty, ku wyraźnemu zadowoleniu ekonomistów. Od początku wskazywali oni bowiem na negatywne konsekwencje ustawy, które mogłyby mieć duży wpływ na polską gospodarkę.

– Równoważenie budżetu akurat tym elementem było bardzo ryzykowane. Pojawienie się negatywnych skutków tego posunięcia mogłoby zachwiać równowagą budżetową kraju. A pomysł ten zagrażał przede wszystkim dobremu funkcjonowania przedsiębiorstw, które są kluczowe dla polskiej gospodarki – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, głównym ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Likwidacja trzydziestokrotności składek ZUSu dotknęłaby tylko 370 tysięcy pracowników, ale byliby to pracownicy zarządzający i kierujący firmami. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyżej oskładkowane osoby poszukałyby pracy za granicą albo zaczęły przyjmować oferty zagranicznych wytwórców. To źle odbiłoby się na funkcjonowaniu polskich przedsiębiorstw i warunkach zatrudnienia reszty pracowników. Pozostaje jednak pytanie, jak zrekompensować ubytek, który był już założony w budżecie. Uważam, że rządzący powinni zastanowić się nad uporządkowaniem całego systemu podatkowego – zamiast na szybko poszukiwać w nim kwot, które zrekompensują te 7 miliardów złotych. Warto poświęcić na to ten jeden rok z mniejszymi przychodami do budżetu – sugeruje Soroczyński.