Nowe zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie powoduje niepokój na rynkach

Zabicie Irańskiego generała Kassema Sulejmaniego, zlecona osobiście przez Donalda Trumpa doprowadziła do kolejnej eskalacji konfliktu na bliskim wschodzie. Strona irańska zapowiedziała „silny odwet”. W reakcji na eskalację napięcia pomiędzy USA i Iranem drożeją ropa naftowa oraz złoto.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 1,25%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 1,03%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień również z wynikiem dodatnim: 2,2% dla sWIG80 oraz 1,83% dla mWIG40.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z USA. W środę (08.01.2020) będziemy mieli okazje zapoznać się z raportem ADP. W czwartek (09.01.2020) poznamy liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Z kolei w piątek (10.01.2020) czeka nas cały wysyp wrażliwych danych z rynku pracy USA. W ostatnim dniu roboczym nadchodzącego tygodnia poznamy dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym, stopę bezrobocia oraz długość tygodnia pracy.

Ponadto, w środę (08.01.2020) zakończy się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej RP po którym poznamy decyzję o stopach procentowych obowiązujących w Polsce.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Gdynia pierwszym polskim miastem z siecią 5G. To pionierskie na skalę światową wdrożenie przy wykorzystaniu takiego rozwiązania technologicznego

Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do końca tego roku kraje członkowskie UE muszą uruchomić technologię 5G w co najmniej jednym dużym mieście. W Polsce udało się to już na początku stycznia. Po trzech miesiącach testów Play uruchomił właśnie nową technologię w paśmie 2100 MHz na 100 stacjach na terenie aglomeracji trójmiejskiej, ze szczególnym uwzględnieniem Gdyni. Operator podkreśla, że jest to pionierskie na skalę światową wdrożenie 5G z zastosowaniem takiego rozwiązania technologicznego i jest gotów objąć nim kolejne miasta. Nowy standard telekomunikacyjny ma przynieść nie tylko korzyści dla klientów, ale w długiej perspektywie ma też stanowić istotny czynnik wzrostu PKB i impuls dla rozwoju przemysłu.

– Na początku 2020 roku realizujemy cel Europejskiej Agendy Cyfrowej, którym jest pokrycie siecią piątej generacji przynajmniej jednego dużego miasta w Polsce. Planowaliśmy to na koniec 2020 roku, kiedy upływa termin, ale okazuje się, że zaczynamy spełniać ten warunek już w styczniu – mówi agencji Newseria Biznes podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji Wanda Buk.

Pierwszym miastem, gdzie sieć 5G została uruchomiona na szeroką skalę, jest Gdynia, która podpisała z operatorem komórkowym Play memorandum dotyczące uzyskania dostępu, rozwoju i wdrożenia sieci nowej generacji. Jak podkreśla dyrektor ds. technicznych i członek zarządu Play Michał Ziółkowski, jest to także pierwsze komercyjne wdrożenie 5G na świecie w tak dużym zasięgu.

– Sieć 5G jest dostępna na 100 stacjach w Gdańsku, Gdyni i Sopocie, na terenie aglomeracji trójmiejskiej – mówi Michał Ziółkowski. – Dzięki temu, że w ubiegłym roku zaimplementowaliśmy w naszej sieci synchronizację czasu, możemy współdzielić pasmo 2100 MHz między technologiami 4G i 5G, co pozwala na efektywne wykorzystanie posiadanych zasobów częstotliwości. Nie musimy już dzisiaj podejmować decyzji o tym, że wyłączamy usługi 4G, na które mamy bardzo wielu klientów generujących bardzo duży ruch. System będzie dynamicznie reagował i przydzielał maksymalne dostępne zasoby, żeby ta usługa dla klienta była jak najlepsza.

Technologia 5G na terenie aglomeracji trójmiejskiej działa na bazie istniejącej sieci Play 5G Ready, która została zaktualizowana o odpowiednie oprogramowanie wdrażające dynamiczne współdzielenie częstotliwości i wykorzystanie funkcjonalności synchronizacji czasu. To jedno z pierwszych tego typu rozwiązań na świecie.

Play podkreśla, że od strony technologicznej jest gotowy na włączenie nowej technologii do standardowej oferty, ale jest to uzależnione m.in. od uzyskania zgód regulacyjnych. Obecnie operator prowadzi kolejne testy sieci najnowszej generacji w Toruniu (C-band/100 MHz), Sokołowie Podlaskim (C-band/50 MHz) i Grójcu (na paśmie C-band/100 MHz).

– W Trójmieście uruchomiliśmy tę technologię na sprzęcie dostarczonym przez Huawei. Testujemy 5G również z innymi dostawcami – Ericssonem, ZTE – i przygotowujemy się do dalszego jej wdrażania w Polsce. Będziemy wdrażać 5G w kolejnych miastach. Mamy w zanadrzu kolejne miasta do testów. Oczekujemy też na aukcję częstotliwości w paśmie C, która jest planowana za kilka tygodni – mówi Michał Ziółkowski.

Wdrożenie 5G w Gdyni – jeszcze przed dystrybucją tzw. częstotliwości C-band – to przede wszystkim korzyści dla miasta i mieszkańców. W kolejnych tygodniach Play zorganizuje szereg działań kierowanych do mieszkańców w każdym wieku, które mają edukować i pokazywać korzyści związane z nową technologią.

 Ta technologia to nowe możliwości, lepsza jakość życia, lepszy dostęp do informacji, ale i istotny czynnik pobudzający gospodarkę. Kreuje narzędzia do rozwoju gospodarczego w obszarze nowoczesnych technologii. Dzisiaj każde miasto chce być miastem smart, a 5G to konkretne rozwiązanie, które umożliwia stosowanie w czasie rzeczywistym precyzyjnego parametryzowania jakości powietrza czy układu ruchu drogowego. To też rozwiązania, które przekładają się na nowoczesny transport. Wiele mówi się dziś o transporcie autonomicznym, dla którego technologia 5G jest kluczowa – mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni.

– Trójmiasto dzięki temu staje się jednym z obszarów atrakcyjnych dla inwestorów do rozwijania biznesu. Sieć piątej generacji jest w dużej części dedykowana rozwojowi przemysłu. Należy więc się spodziewać, że właśnie  przemysł, który wymaga najnowocześniejszych technologii, będzie lokował się tam, gdzie zafunkcjonuje sieć 5G. Nowoczesne fabryki czy strefy ekonomiczne nie będą funkcjonowały w miejscach, gdzie nie ma dostępu do sieci telekomunikacyjnej. Wszyscy mamy świadomość, że również Wi-Fi nie wystarczy, że musi to być sieć mobilna, bezprzewodowa – dodaje Wanda Buk.

Technologia 5G to kolejny etap rozwoju bezprzewodowych sieci telekomunikacyjnych. Wykorzystywane obecnie LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością liczoną w megabitach, podczas gdy 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością sięgającą nawet kilkudziesięciu gigabitów na sekundę, a czas opóźnienia transmisji skróci się z kilkudziesięciu do kilku milisekund. Według danych przytaczanych w raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego („Model wdrożenia i eksploatacji sieci 5G w Polsce”) maksymalna prędkość transmisji poprawi się o 20 razy w porównaniu z obecną, a opóźnienia skrócą 10-krotnie. Dzięki temu upowszechnienie 5G umożliwi niezakłóconą komunikację między maszynami, rozwój internetu rzeczy na masową skalę i upowszechnienie się takich usług jak telemedycyna czy rozwiązania smart city. Według Komisji Europejskiej korzyści z wprowadzenia 5G w czterech kluczowych sektorach przemysłu (motoryzacja, zdrowie, transport i energia) mogą sięgnąć 114 mld euro rocznie – wynika z raportu „Strategia 5G dla Polski” Ministerstwa Cyfryzacji.

W I półroczu inflacja może sięgnąć 4 proc., głównie z powodu drożejącej żywności. Później wzrost cen powinien wyhamować

Grudniowy odczyt inflacji zaskoczył ekonomistów i obserwatorów rynku znacznie wyższym tempem wzrostu cen niż prognozowano. Najbardziej przyczyniła się do tego drożejąca żywność. Zdaniem dr. Bohdana Wyżnikiewicza z Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych ten trend w najbliższych miesiącach się nie zmieni i można oczekiwać inflacji na poziomie ok. 4 proc. W drugiej połowie roku wzrosty cen nie będą już tak silne.

Wzrost cen o 3,4 proc. w skali roku w grudniu jest niewątpliwie niespodzianką. To znacznie więcej niż oczekiwano. Dawno już nie było tak dużego wzrostu cen w jednym miesiącu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych. – Przyszedł sezon świąteczny i handlowcy korzystali z okazji, wiedząc, że będzie duży popyt, podnosili ceny. Ale ważniejszy powód jest taki, że najbardziej zdrożała żywność, przede wszystkim z powodu nieurodzaju, jaki był w niektórych artykułach, i urodzaju w innych.

Tak dużego skoku cen nie było w Polsce od października 2012 roku. Na razie Główny Urząd Statystyczny podał tylko wstępny, szybki odczyt, w którym nie rozbija cen na tyle kategorii, co w przypadku odczytu dokonywanego w połowie miesiąca. Najbliższy poznamy 14 stycznia. Wiadomo jednak, że motorem podwyżek cen były artykuły spożywcze, które podrożały o 7 proc. rok do roku. Nie był to jednak największy wzrost w tej grupie produktów w tym roku – w sierpniu inflacja wyniosła 7,2 proc., a w drugiej połowie roku nie zeszła poniżej 6 proc.

– W tym roku będą drożały, tak jak poprzednio, artykuły żywnościowe. Nie można będzie raczej uniknąć wzrostu cen paliw i energii, dlatego że mamy kryzys polityczny i iskrzenie na Bliskim Wschodzie, mamy wojnę handlową między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, mamy również brexit i to wszystko będzie wpływało na ruch cen – mówi dr Bohdan Wyżnikiewicz. – Jest powszechne oczekiwanie, że w pierwszej połowie roku ceny będą rosły bardziej niż w drugiej połowie, w granicach 4 proc. Później, w ciągu roku już nie będziemy notowali tego typu sytuacji, tak że per saldo ten wzrost w całym roku wyniesie pewnie poniżej 3 proc.

Dla koszyka inflacyjnego GUS największe znaczenie mają właśnie żywność i napoje bezalkoholowe, które odpowiadają za 24,89 proc. jego wagi. Na drugim miejscu jest użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii (19,17 proc.) oraz transport (10,34 proc.). Przykładowo w listopadzie 2019 roku największy wpływ na wzrost cen miała żywność, która podniosła wskaźnik o 1,56 pkt proc., a najbardziej przyczyniły się do tego ceny warzyw, które podrożały od stycznia o przeszło jedną piątą. Droższy był też cukier oraz mięso.

Jednak prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych uspokaja, że inflacja rzędu 3–4 proc. to wciąż niski poziom. Tym bardziej że w poprzednich latach ceny rosły znacznie wolniej, a przez dwa lata mieliśmy nawet do czynienia z deflacją.

– W pewnych grupach społeczeństwa wzrost cen może być problem. Mamy w Polsce około 5 proc. ludzi żyjących w ubóstwie i dla nich to będzie kłopotliwe, natomiast dla wszystkich innych gospodarstw to nie powinno być większym problemem, zwłaszcza że cały czas mamy wzrost wynagrodzeń,, emerytury także mają odpowiednio wzrosnąć ­– podkreśla dr Bohdan Wyżnikiewicz. – Poza tym przedsiębiorstwa ze sobą silnie konkurują i żeby się utrzymać na rynku, starają się jak najmniej podnosić ceny, czasem nawet za cenę niższych zysków.

Wyższe tempo inflacji sprzyja za to budżetowi państwa.

– Z jednej strony wszystkie wydatki, jakie zostały zapisane w budżecie, są na poziomie niższej inflacji, natomiast wzrost cen oznacza wyższe wpływy, bo zawsze się płaci procent od zysków, sprzedaży – podkreśla ekonomista.

Polskę czeka rewolucja w leczeniu nowotworów. Rządowa strategia walki z rakiem może zostać przyjęta jeszcze w styczniu

Zmiana systemu opieki nad pacjentem z nowotworem, wielomilionowe inwestycje w sprzęt medyczny, kształcenie lekarzy, innowacje i badania kliniczne, wprowadzenie w 2021 roku powszechnych, refundowanych szczepień przeciw wirusowi wywołującemu raka szyjki macicy – to tylko część założeń nowej Narodowej Strategii Onkologicznej. Ma ona zahamować negatywny trend związany z większą liczbą zachorowań i umieralnością na nowotwory oraz stworzyć kompleksowy system opieki nad pacjentami onkologicznymi. Dokument, który zakłada m.in., że w ciągu 10 lat Polska niemal zrówna się z rozwiniętymi krajami UE w refundacji innowacyjnych terapii, ma jeszcze w styczniu trafić na Radę Ministrów.

 Narodowa Strategia Onkologiczna to dokument rządowy, który został przygotowany przez ekspertów we współpracy z Ministerstwem Zdrowia i na początku grudnia został skierowany do konsultacji międzyresortowych. Mam nadzieję, że jeszcze w styczniu Rada Ministrów będzie mogła się zająć tym projektem – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Gadomski, wiceminister zdrowia.

Nowotwory złośliwe są drugą przyczyną zgonów Polaków. Co roku w Polsce notuje się około 160 tys. zachorowań, przy czym aż ok. 100 tys. pacjentów umiera. Wzrastająca liczba zgonów wynika przede wszystkim ze zbyt późnej wykrywalności. Z drugiej strony rokrocznie rośnie także liczba zachorowań i szacuje się, że w ciągu najbliższych 15–20 lat będzie ona już dwukrotnie wyższa. Narodowa Strategia Onkologiczna ma odpowiedzieć na związane z tym wyzwania i wytyczyć kierunki rozwoju w obszarze onkologii.

 To najważniejszy dokument w onkologii, jaki powstał w ostatnich latach i ukształtuje nasze działania na najbliższe 10 lat. On zmienia generalnie myślenie o onkologii, nowotworach, koncentrując się głównie na profilaktyce chorób nowotworowych, nauce i zmianie organizacji całego systemu ochrony zdrowia. Przede wszystkim chodzi o to, żeby mniej Polaków chorowało na nowotwory i umierało z ich powodu, bo szacunki mówią, że w ciągu najbliższej dekady zachorowalność w Polsce wzrośnie o ok. 28–30 proc. Zmniejszenie liczby nowotworów jest realne, bo połowa czynników ryzyka, takich jak palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, brak ruchu, otyłość, niewłaściwe odżywianie się, jest związana ze stylem życia – mówi prof. Piotr Rutkowski z Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, przewodniczący zespołu ds. Narodowej Strategii Onkologicznej.

Narodowa Strategia Onkologiczna będzie programem wieloletnim, rozpisanym na lata 2020–2030, a jej główny cel to zahamowanie rosnącej liczby zachorowań na nowotwory w Polsce i ich skutków dla budżetu. Realizacja strategii ma kosztować w sumie ok. 5 mld zł w ciągu 10 lat.

Obecnie Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, który zostanie zastąpiony przez Narodową Strategię Onkologiczną, wynosi 250 mln zł rocznie. Natomiast NSO będzie mieć docelowy budżet 0,5 mld zł, czyli dwa razy większy, z czego istotna część zostanie przeznaczona na inwestycje, żeby pacjenci w Polsce byli leczeni na tym najlepszym dostępnym sprzęcie – mówi Sławomir Gadomski.

Jak podkreśla, finansowanie stanowi jedno z głównych wyzwań polskiej onkologii. Wynika to po pierwsze z faktu, że w refundacji nowych terapii Polska musi nadganiać kraje bardziej rozwinięte, a z drugiej strony potrzebne są nakłady na innowacje, projekty grantowe czy inwestycje w sprzęt.

 W niektórych nowotworach, np. w raku piersi czy płuc, katalog dostępnych terapii lekowych jest nasycony, ale i tak mamy jeszcze dużo do zrobienia – mówi Sławomir Gadomski. – Onkologia, jak żadna inna dziedzina medycyny, jest też inwestycyjnie bardzo droga. Nakłady np. na radioterapię czy akceleratory są wielomilionowe na pojedynczy aparat. W przypadku protonoterapii to ponad 100 mln zł na jeden ośrodek. To gigantyczne wyzwanie finansowe, na które odpowiadamy właśnie w Narodowej Strategii Onkologicznej, chociażby dzięki temu, że dwukrotnie zwiększamy jej wartość.

NSO obejmuje pięć głównych obszarów w onkologii. Pierwszym są kadry i odpowiednia jakość kształcenia lekarzy. Drugi to profilaktyka pierwotna, czyli edukacja i kształtowanie postaw prozdrowotnych oraz aktywnego stylu życia, które mogą ograniczyć ryzyko czynników rakotwórczych.

– Profilaktyka wtórna to obszar trzeci. Chcemy zawalczyć o pacjentów, którzy powinni zgłaszać się na badania profilaktyczne. Dzisiaj zgłasza się ich mniej, niż oczekujemy, a to jest krytycznie istotne, ponieważ im wcześniej wykryjemy nowotwór, tym większa szansa dla pacjenta. Poza tym oznacza to też niższe koszty finansowania terapii, ponieważ znacznie taniej leczyć pacjenta, u którego nowotwór jest jeszcze w początkowych stadiach – mówi wiceminister zdrowia.

Czwarty obszar, w tej chwili najbardziej zaniedbany w onkologii, to nauka i innowacje. Te ma rozwijać powołana w ubiegłym roku Agencja Badań Medycznych, do której zadań należy m.in. prowadzenie niekomercyjnych badań klinicznych.

 Być może w Polsce – pewnie nie za rok czy dwa, ale za 10 lat – uda się wynaleźć lek na raka. To jest możliwe. Wierzę, że nakłady na Agencję Badań Medycznych, również w ramach NSO, mogą się do tego w dłuższym horyzoncie czasu przyczynić – mówi Sławomir Gadomski. – Ostatni, piąty obszar to zmiana systemu organizacji w onkologii. Przede wszystkim chcemy pokierować pacjenta za rękę przez ten system, dać mu pełną informację o tym, gdzie można się leczyć kompleksowo, i wspomóc go na tej ścieżce.

– W ciągu dwóch lat stworzymy Narodowy Portal Onkologiczny, gdzie każdy z pacjentów będzie mógł dowiedzieć się, jakie są standardy leczenia nowotworu, diagnostyki i terapii. Na podstawie danych z NFZ pacjent i lekarz będą mogli też sprawdzić, gdzie najbliżej leczy się dany nowotwór, gdzie wykonuje się badania profilaktyczne – wyjaśnia prof. Piotr Rutkowski. – To jest wielkie przedsięwzięcie, które ma połączyć kilka źródeł danych: Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia, GUS i Centrum Onkologii czy Narodowego Instytutu Onkologii.

NSO ma być kompleksową rządową strategią w zakresie walki z rakiem – w szczególności z rakiem piersi, płuc i jelita grubego, które stanowią najczęstszą przyczynę zgonów wśród chorób nowotworowych. Jej realizacja będzie przebiegać zgodnie z harmonogramami rozpisanymi na poszczególne lata, uwzględniającymi finansowanie i odpowiedzialne za to podmioty.

– Zdefiniowaliśmy 99 konkretnych, mierzalnych zadań, z terminami ich realizacji i wskazaniem, kto będzie je realizował. Strategia traktuje wszystkie nowotwory podobnie, ale część działań odnosi się do tych największych zabójców. W przypadku raka płuc chcemy przetestować – a jeżeli test wyjdzie pozytywnie, to również wdrożyć – nowe metody badań przesiewowych, np. tomografię klatki piersiowej, tomografię niskodawkową. W raku piersi ważna jest profilaktyka wtórna, badania mammograficzne na nowoczesnym sprzęcie. Dlatego założyliśmy sobie ambitny cel, że w ciągu trzech lat w Polsce chcemy wymienić wszystkie mammografy na aparaty cyfrowe. Z kolei w raku jelita grubego chcemy istotnie podnieść jakość badań w kolonoskopii, wymienić endoskopy na te najwyższej czułości – wylicza wiceminister zdrowia.

– Wprowadzamy szczepienia przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego, które w ciągu najbliższych lat mogą w ogóle wyeliminować zachorowania na raka szyjki macicy i inne nowotwory z tym związane. To jest hit, jesteśmy jednym z pierwszych krajów, gdzie te szczepienia będą powszechnie refundowane. Perspektywa jest bliska, bo te szczepienia u dziewcząt w wieku dojrzewania rozpoczną się w 2021 roku, a u chłopców – w 2026 roku – dodaje prof. Piotr Rutkowski.

Jak podkreśla, NSO zakłada, że w ciągu najbliższych 10 lat Polska osiągnie 90-proc. poziom refundacji innowacyjnych terapii w onkologii względem UE. Wzrosnąć – co najmniej dwukrotnie – ma również odsetek pacjentów uczestniczących w badaniach klinicznych. W tej chwili jest to ok. 4 proc., podczas gdy np. we Francji co czwarty chory uczestniczy w badaniach klinicznych, które wiążą się z dostępem do nowoczesnych technologii medycznych i wyższą jakością opieki zdrowotnej.

Fundacja Republikańska: Prawie połowa dochodów budżetowych to podatki od pracujących. Rząd powinien skupić się na zwiększaniu wpływów z podatków od konsumpcji i majątku

Prawie 830 mld zł – tyle w 2018 roku wyniosły dochody budżetowe, przy 891 mld zł wydatków. Zdecydowanie największe wpływy pochodzą z podatków od osób pracujących – wynika z „Mapy wydatków i dochodów państwa za 2018” rok przygotowanej przez Fundację Republikańską. Rosnące wydatki – głównie na wypłatę emerytur i rent, leczenie i infrastrukturę – można by pokryć ze wzrostu podatków, ale według ekspertów Fundacji powinny rosnąć wpływy z podatków od majątku i konsumpcji, a nie od pracowników. Ze względu na starzenie się społeczeństwa sytuacja wymaga reformy.

 Budżet państwa to nawet nie połowa wszystkich wydatków, które zostały zrealizowane w 2018 roku. To po prostu wydatki, które są zapisane w ustawie budżetowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Zatorski, ekspert w Fundacji Republikańskiej. – W ustawie budżetowej nie można zapisać wszystkiego. Jak pokazujemy na mapie wydatków, większość wydatków jest pozabudżetowych, czyli nie są one ujęte w ustawie. To fundusze celowe, agencje wykonawcze czy nawet budżet jednostek samorządów terytorialnych. 

Z wyliczeń Fundacji Republikańskiej wynika, że blisko połowa, bo 47 proc. wszystkich dochodów państwa zrealizowanych w 2018 roku, czyli 387 mld zł, pochodziło z podatków pobranych z wynagrodzeń pracujących. Całkowite wydatki wyniosły 891 mld zł przy 829 mld zł dochodów i były odpowiednio o 77 mld zł i 80 mld zł wyższe niż rok wcześniej. Udział wydatków publicznych od lat utrzymuje się na poziomie 41–43 proc. PKB. Jednak zdaniem autorów raportu ze względu na spodziewaną słabszą koniunkturę i zmiany demograficzne konieczne są zmiany systemowe.

– Nasze podatki w przeważającej części idą na emerytury – wyjaśnia ekspert Fundacji Republikańskiej. – Emerytury i renty stanowiły w 2018 roku koszt rzędu 269 mld zł, to jest 30 proc. wszystkich wydatków. Kolejne 97 mld zł to są wydatki przeznaczone bezpośrednio na leczenie. W dalszej kolejności jest infrastruktura [prawie 95 mld zł – red.] i pomoc społeczna [ponad 70 mld zł].

Jak podkreśla ekspert, żeby pokryć rosnące wydatki, można podnosić podatki, ale jest to rozwiązanie ryzykowne. Nadmierne obciążenia podatników mogą bowiem hamować dalszy rozwój.

Skupiając się tylko na podatkach od pracy, nie mamy później środków na inwestycje przedsiębiorstw, które mogłyby spowodować wartość dodaną – mówi Grzegorz Zatorski. – Powinniśmy to zrestrukturyzować, żeby bardziej się skupić na podatkach od konsumpcji [np. VAT, akcyza – red] czy od majątku [np. podatek Belki, podatek od nieruchomości, spadków i darowizn – red.] oraz dodatkowo po prostu zmniejszać wydatki.

Metodologia, którą zastosowali autorzy mapy, uwzględniała – czego nie ma w ustawie budżetowej – przepływy do agencji wykonawczych czy funduszy celowych, gdyż np. połowa budżetu jednostek samorządu terytorialnego to środki pochodzące z budżetu państwa. W efekcie przepływy wewnątrzbudżetowe zakłócają przejrzystość finansów publicznych, co komplikuje analizę ich finansowania. Przykładowo budżet Ministerstwa Obrony Narodowej zalicza do wydatków na obronność również wydatki na emerytury wojskowe, co według autorów raportu nie poprawia bezpieczeństwa kraju, choć tak jest klasyfikowane.

– Aby ułatwić odbiór, wyselekcjonowaliśmy 17 działów pod względem celowości wydatków – mówi Grzegorz Zatorski. – Na przykład w budżecie MON pokazujemy wydatki tak, żeby to były stricte wydatki na obronność. Mimo to, jak się okazało, wydajemy 70 proc. więcej na obronność niż w 2011 roku, to jest 1,75 proc. PKB za rok 2018, więc trochę mniej, niż podaje MON, jednak i tak jest z tym coraz lepiej.

Polacy coraz chętniej sięgają po roślinne zamienniki mięsa. Ponad 68 proc. osób jedzących poza domem zamawia dania bezmięsne

Ponad 3 mln Polaków to wegetarianie lub weganie. Coraz więcej osób spośród mięsożerców deklaruje, że chce ograniczyć spożycie mięsa i interesuje się jego roślinnymi zamiennikami. Co trzeci Polak jest otwarty na to, by ich spróbować. Wśród osób, które już to zrobiły, większość stanowią mięsożercy – wynika z badania Panelu Ariadna dla RoślinnieJemy. Już ponad 68 proc. Polaków, jedząc poza domem, decyduje się na dania bezmięsne. Do nowych preferencji dostosowują się restauracje, w tym burgerownie.

– Polacy coraz częściej decydują się na rezygnację ze spożycia mięsa na rzecz produktów roślinnych. W tej chwili już mniej więcej 28 proc. Polaków deklaruje, że czasami w domu rezygnuje z mięsa na rzecz dań roślinnych. Ponad 60 proc. Polaków deklaruje się, że tego typu produkty wybiera, jedząc poza domem. 57 proc. deklaruje chęć redukcji spożycia mięsa w ciągu najbliższego roku czy dwóch – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Motylińska, event manager kampanii „RoślinnieJemy”.

Z danych GUS wynika, że statystyczny Polak zjada w ciągu roku ok. 78,5 kg mięsa. Rośnie jednak liczba osób, które całkowicie rezygnują z mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Łącznie, jak wynika z raportu RoślinnieJemy „Postawy Polaków wobec produktów roślinnych”, już 3,2 mln osób nie je mięsa. W ciągu miesiąca poprzedzającego badanie 8,4 proc. dorosłych Polaków było na diecie wegetariańskiej (6,6 proc.) lub wegańskiej (1,8 proc.), a kolejne 3,8 proc. ograniczyło spożycie produktów mięsnych do ryb. Dodatkowo 38,5 proc. mięsożerców w znaczny lub umiarkowany sposób ograniczyło konsumpcję mięsa w ciągu roku. Nowy trend zauważają też restauracje.

– Rynek kuchni roślinnej w ostatnich latach bardzo się zmienił. Rozwój technologii, większa świadomość wśród kucharzy i producentów dań roślinnych powodują, że nie mamy już do czynienia ze słynnym sojowym kotletem, tylko są to produkty dużo bardziej różnorodne smakowo, w których wykorzystuje się różne rodzaje białka, np. z grochu czy cieciorki. Wiele restauracji i sieci handlowych opracowuje własne receptury burgerów – wskazuje Magdalena Motylińska.

Polacy coraz chętniej sięgają po zamienniki mięsa. Co trzeci od czasu do czasu spożywa roślinne kotlety, kiełbaski, burgery czy nuggetsy, a 6 proc. jada takie produkty regularnie. Ponad 31 proc. Polaków deklaruje, że chętnie ich spróbuje. Co więcej, wśród osób, które spożywają roślinne alternatywy, większość stanowią osoby, które na co dzień jedzą mięso (ponad 93 proc.). Ponad połowa (55 proc.) docenia korzyści zdrowotne płynące z diety z mniejszej ilością mięsa.

– Roślinne burgery zdecydowanie są coraz popularniejsze. Widać to chociażby po tym, że powstają sieci stricte roślinnych burgerowni, które wygrywają w konkurencji z mięsnymi. Coraz więcej burgerowni z mięsnymi burgerami wprowadza opcje roślinne, a odsetek ich sprzedaży jest tam całkiem wysoki – podkreśla przedstawicielka kampanii RoślinnieJemy.

Dane NPD Group wskazują, że od maja 2018 do maja 2019 roku w USA w restauracjach szybkiej obsługi kupiono ok. 228 milionów burgerów pochodzenia roślinnego (wzrost o 10 proc. rdr.). Wciąż najpopularniejsze są burgery wołowe, jednak ich sprzedaż utrzymuje się na stabilnym poziomie.

W Polsce ponad 68 proc. osób jedzących poza domem zamawia właśnie dania bezmięsne, a roślinne burgery w rankingach pokonują te mięsne.

 Sieci burgerowe inwestują w burgery wege, bo ok. 60 proc. klientów jest nimi potencjalnie zainteresowanych. Tylko część z nich jest wegetarianami czy weganami, a ogromna większość są to po prostu osoby chcące zredukować spożycie mięsa, czy spróbować czegoś nowego – tłumaczy Motylińska.

Przygotowany przez RoślinnieJemy „Ranking burgerowni sieciowych” wskazuje, że większość sieci oferujących roślinne burgery wybiera własną recepturę, m.in. Max Burgers, 7th Street Bar & Grill czy Bobby Burger. Proponują burgery z ciecierzycy i fasoli, czy na bazie soczewicy, batata i buraków.

Jednocześnie istotne jest odpowiednie pozycjonowanie roślinnych opcji w karcie. Według badań przeprowadzonych przez Better Buying Lab Światowego Instytutu Zasobów umieszczenie roślinnego produktu w specjalnie wydzielonej sekcji w menu lub w całkowicie osobnej ofercie powoduje spadek jego potencjalnej sprzedaży o 56 proc.

– Myślę, że najlepszym rozwiązaniem, żeby promować danie roślinne w swojej restauracji, jest to, żeby umieszczać go w menu dla wszystkich, bo jest to danie dla wszystkich – zauważa Magdalena Motylińska.

CES 2020: Inteligentne szczoteczki do zębów same dobiorą odpowiedni ruch i wibracje. Najnowsze wyposażone będą w kamerę i sztuczną inteligencję

Zdecydowana większość Polaków ma próchnicę, a ponad połowa w wieku 40+ nosi protezy zębów. W dużej mierze wynika to z faktu, że nie potrafimy myć zębów – robimy to zbyt krótko i niedokładnie. Z pomocą przychodzi nowa technologia. Inteligentne szczoteczki do zębów monitorują czas mycia, pomagają wybrać odpowiedni nacisk i ruch szczoteczki. Najnowsze urządzenia wykorzystują sztuczną inteligencję i algorytmy, wykrywają nagromadzony osad i podpowiadają, które miejsca wymagają ponownego szczotkowania.

– Istnieje wiele różnych rodzajów elektrycznych szczoteczek do zębów – soniczne, obrotowe, oscylacyjne. Ich najważniejszym zadaniem jest dotarcie do trudno dostępnych miejsc, co pozwala skutecznie usunąć bakterie odpowiedzialne za powstawanie płytki nazębnej. Zasada działania inteligentnej szczoteczki jest taka, że urządzenie łączy się z aplikacją lub w inny sposób przekazuje użytkownikowi istotne informacje pozwalające mu lepiej szczotkować zęby – mówi agencji Newseria Innowacje podczas targów CES 2020 Derek Manwaring z firmy Colgate-Palmolive.

W branży stomatologicznej nie brakuje nowych technologii, które w przyszłości mogą zrewolucjonizować opiekę dentystyczną. Naukowcy opracowali już specjalne lasery, które przyspieszają wzrost nowych zębów, jednocześnie wykrywając ubytki, zanim te jeszcze się pojawią, i zmniejszając nadwrażliwość zębów. Wkrótce w gabinetach dentystycznych będzie można hodować zęby z komórek macierzystych pacjentów.

Większość rozwiązań wciąż jeszcze czeka na wdrożenie, dlatego najskuteczniejszą metodą zapobiegania chorobom zębów i dziąseł jest odpowiednia higiena. Najnowsze szczoteczki elektryczne nie tylko pozwalają dokładniej czyścić zęby. Firma Colgate-Palmolive podczas targów CES 2020 w Las Vegas zaprezentowała inteligentną szczoteczkę do zębów Colgate Plaqless Pro wyposażoną w technologię czujnika optycznego. W ten sposób ostrzega o gromadzeniu się biofilmu w ustach, dostarczając informacje w czasie rzeczywistym, dzięki czemu wiadomo, które obszary jamy ustnej wymagają więcej uwagi.

– Rozwiązanie to bazuje na czujniku optycznym, który wykorzystuje światło odbijane od elementów znajdujących się w osadzie nazębnym czy tzw. błonce nabytej. Uzyskane w ten sposób dane są następnie interpretowane przez inteligentny moduł znajdujący się w szczoteczce. W przypadku wykrycia osadu na urządzeniu zapala się niebieska lampka sygnalizująca, że konieczne jest dalsze mycie w tym miejscu. Gdy światło zmieni kolor na biały, jest to sygnał, że osad został usunięty i można przejść do kolejnego miejsca w jamie ustnej – tłumaczy Derek Manwaring.

Aplikacja Colgate Connect, która współpracuje z Colgate Plaqless Pro, zapewnia kompleksową mapę ust. Dzięki niej można zobaczyć, gdzie dokładnie były myte zęby, a które wymagają jeszcze szczotkowania.

– Zastosowany algorytm podczas szczotkowania nieustannie uczy się lepszej analizy sposobu, w jaki myjemy zęby. Urządzenie ma wbudowany nie tylko wykrywacz osadu, lecz także czujnik położenia szczoteczki, co pozwala na coraz lepsze wykorzystanie jego inteligencji – wskazuje ekspert.

Sztuczną inteligencję wykorzystują też inne smart szczoteczki do zębów, m.in. Oral-B. Urządzenie iO stosuje ruchy oscylacyjne, obrotowe wraz z mikrowibracjami, a aplikacja iO na smartfona śledzi ruchy szczoteczki, wyświetlając wyniki na smartfonie. Z kolei Kolibree oferuje szczoteczkę do zębów dla najmłodszych, zintegrowaną ze smartfonem, która do dokładnego mycia zębów zachęca poprzez grywalizację z innymi użytkownikami.

– Dopóki nie nauczymy się lepiej myć zębów, a niestety na razie wychodzi nam to nie najlepiej, konieczne będzie rozwijanie technologii pomagających nam lepiej dbać o zdrowie jamy ustnej – podkreśla Derek Manwaring.

Zdecydowana większość Polaków ma próchnicę. Z danych GSK Consumer Healthcare wynika, że ponad połowa osób w wieku 40+ nosi protezy. Nie potrafimy prawidłowo myć zębów, często o tym zapominamy lub myjemy je w pośpiechu i zbyt krótko. Nowe technologie mogą pomóc w prawidłowej higienie jamy ustnej.

Szczoteczka Colgate Plaqless Pro powinna trafić do sprzedaży jeszcze w tym roku i będzie kosztować 250-300 dolarów.

CES 2020: Coraz więcej urządzeń z łącznością Wi-Fi 6. Nowy standard przyspieszy i usprawni transfer danych

Branża technologiczna otwiera się na nowy standard bezprzewodowego przesyłu danych. Podczas targów CES 2020 w Las Vegas zaprezentowano szereg urządzeń wyposażonych w moduł Wi-Fi 6, który poprawi wydajność domowej i firmowej sieci bezprzewodowej. Wdrożenie nowej technologii zapowiedzieli zarówno producenci routerów oraz punktów dostępowych, jak również komputerów czy telefonów.

– Wi-Fi 6 to kilka nowych  technologii, np. BSS Coloring. W dużych skupiskach ludzi, gdzie funkcjonuje wiele źródeł Wi-Fi, pozwala ona na oznakowanie pakietów danych kolorami – np. zielonym czy czerwonym – dzięki czemu router może rozpoznać, które pakiety są dla niego istotne. Może więc zignorować pozostałe pakiety i obsługiwać tylko te informacje, które mają dla nas znaczenie, przez co dane docierają do nas szybciej – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Shane Remer z firmy D-Link.

We wrześniu 2019 roku stowarzyszenie Wi-Fi Alliance, zrzeszające producentów urządzeń korzystających z modułów łączności bezprzewodowej, rozpoczęło proces certyfikacyjny dla technologii Wi-Fi 6. Był to symboliczny początek nowej ery w historii komunikacji bezprzewodowej, a na targach CES 2020 w Las Vegas zaprezentowano szereg urządzeń, które w tym roku wdrożą nowy standard do powszechnego użytku.

Wśród nich znajdują się m.in. routery klasy premium od firmy D-Link. Topowy model Smart AX5400 jest kompatybilny ze standardem Wi-Fi 6 oraz funkcjonuje w ramach zdecentralizowanej sieci mesh, dzięki czemu jest w stanie przesyłać dane z maksymalną przepustowością do 5400 Gb/s i wysoką niezawodnością.

Urządzenia do przesyłu danych w ramach Wi-Fi 6 podczas targów CES 2020 zaprezentowała również firma Linksys, która opracowała m.in. punkty dostępowe Velop WiFi 6. Każde z urządzeń jest w stanie pracować z maksymalną przepustowością rzędu 4200 Mb/s i pokryć zasięgiem obszar o powierzchni ok. 280 metrów kwadratowych.

– Kolejną nowością jest technologia OFDMA (Orthogonal Frequency-Division Multiple Access), która przyspiesza obsługę danych, poprawiając wydajność i przepustowość domowej sieci dzięki dostępowi do większej liczby kanałów. W standardzie Wi-Fi ax mamy kilka opcji, począwszy od 1500 megabitów na sekundę, a skończywszy na 5400 Mb/s, ale dzięki temu, że Wi-Fi 6 oferuje bardziej zaawansowane rozwiązania, nastąpił wzrost przepustowości – wyjaśnia ekspert.

Do niedawna jedynymi konsumenckimi urządzeniami dostępowymi, które pozwalały w pełni wykorzystać potencjał sieci Wi-Fi 6, były topowe smartfony Samsunga z linii Galaxy Note, Galaxy S10 i  Galaxy Fold oraz Apple iPhone 11. W tym roku na rynku do tego grona dołączą kolejne urządzenia, które pozwolą upowszechnić nowy standard. Podczas CES 2020 laptopy kompatybilne z Wi-Fi 6 zapowiedzieli tacy producenci jak Acer, Asus czy HP. W 2020 roku na rynku pojawi się wiele komputerów przenośnych certyfikowanych przez Wi-Fi Alliance, które w pełni wykorzystają potencjał nowej technologii.

Wi-Fi 6 nie będzie jednak uniwersalnym remedium na problemy ze stabilnością internetu. Poprawa jakości sygnału internetowego przesyłanego przez routery nowej generacji będzie wprost proporcjonalna do szybkości łącza. Dlatego routery Wi-Fi 6 najlepiej sprawdzą się w zastosowaniach profesjonalnych, a urządzenia dostępowe z Wi-Fi 6 w sieciach publicznych nowej generacji, z których korzysta wielu użytkowników jednocześnie.

– Nowa technologia będzie w użyciu przez najbliższych kilka lat. Obecnie wprowadzamy na rynek nowe routery zgodne z tym standardem, pojawiać się będzie także wiele kompatybilnych z nim urządzeń, takich jak smartfony czy laptopy. Gdy wszystkie one będą działały w nowym standardzie, wtedy dopiero będą widoczne prawdziwe korzyści z wprowadzenia nowej technologii – podsumowuje Shane Remer.

Według analityków z firmy 360 Research Reports wartość globalnego rynku domowych routerów Wi-Fi w 2019 roku wyniosła 2,67 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie ona do 3,57 mld dol.

Rosja wymieniła skazanych szpiegów z Litwą i Norwegią

Rosja w ramach wymiany szpiegowskiej uwolniła dwóch Litwinów i Norwega w zamian za dwóch rosyjskich agentów przetrzymywanych na Litwie.

Norweg Frode Berg, emerytowany funkcjonariusz straży granicznej, został aresztowany w Moskwie w 2017 r. i skazany pod zarzutem gromadzenia danych wywiadowczych na rzecz Norwegii. Nie przyznał się do winy.

Premier Norwegii Erna Solberg podkreśliła wielki wkład Litwy i jej prezydenta Gitanasa Nausedy w uwolnieniu Berga, co jej zdaniem pokazuje „ducha wielkiego sojusznika i prawdziwego przyjaciela”. Solberg dodała, że Norwegia w zamian nie obiecała Litwie żadnych nagród. Zarówno Norwegia, jak i Litwa są członkami NATO, a norwescy żołnierze biorą udział w rotacyjnych ćwiczeniach NATO w krajach bałtyckich, zaniepokojonych agresywnością Rosji.

Jeden z dwóch uwolnionych Rosjan Nikołaj Filipczenko został w 2017 r. skazany na Litwie na 10 lat więzienia za szpiegostwo. Litewskie media podały, że Filipczenko miał stopień podpułkownika w rosyjskiej federalnej służbie bezpieczeństwa (FSB) i próbował werbować ochroniarzy litewskiego prezydenta. Drugi uwolniony Rosjanin Siergiej Moisiejenko został skazany na 10,5 lat więzienia za szpiegostwo i nielegalne posiadanie broni. Według litewskich mediów próbował zbierać informacje o siłach zbrojnych i misji lotniczej NATO na Litwie.

Z kolei Rosja uwolniła dwóch Litwinów Jevgenija Mataitisa i Aristidasa Tamosaitisa, którzy w 2016 r. zostali skazani odpowiednio na 13 i 12 lat więzienia za szpiegostwo. Agencja TASS podała, że Mataitis, który również posiada obywatelstwo rosyjskie, przekazywał tajne informacje wojskowe w czasie, gdy jako kapitan służył w rosyjskich sił zbrojnych.

Źródło: The Guardian z 15.11.2019 r.

Spór USA z Rosją o ekstradycję rosyjskiego potentata rynku kryptowalut

Trwa intensywna walka między USA i Rosją o ekstradycję Aleksandra Vinnika, aresztowanego w 2017 r. w Grecji rosyjskiego potentata rynku kryptowalut. Vinnik w 2011 r. był współzałożycielem firmy BTC-e – międzynarodowej platformy handlu kryptowalutami. BTC-e umożliwiało obrót popularnymi kryptowalutami, w tym bitcoinem, przy użyciu rosyjskich rubli, dolarów amerykańskich lub euro. Główna siedziba znajdowała się w Rosji, jednak serwery funkcjonowały w Bułgarii, ale firma działała też na Cyprze i Seszelach.

Według oficjalnych statystyk do 2015 r. BTC-e realizowała 3% światowego dziennego obrotu kryptowalutami. Jednak niektóre źródła podają, że ułatwiała nawet do 70% światowej działalności przestępczej związanej z kryptowalutami. Według Waszyngtonu firma opierała się na działalności podmiotów przestępczych, szukała możliwości prowadzenia transakcji pieniężnych poza kontrolą rządów.

W 2017 r. amerykańskie władze przejęły stronę internetową BTC-e, co zakończyło jej działalność. Zachęciły również służby Grecji do aresztowania Vinnika, kiedy spędzał z rodziną wakacje w greckim kurorcie. Obecnie przebywa w greckim więzieniu, czekając na decyzję władz greckich o ekstradycji do USA. Jeśli tak się stanie, będzie sądzony na podstawie co najmniej 21 zarzutów prania pieniędzy za granicą.

Wkrótce po aresztowaniu Vinnika rząd rosyjski złożył władzom Grecji nakaz sądowy o jego ekstradycję do Rosji, gdzie rzekomo jest poszukiwany za oszustwa. Co więcej, W. Putin bezpośrednio miał lobbować za jego ekstradycją, co wydaje się o tyle zaskakujące, iż rosyjski wymiar sprawiedliwości sformułował stosunkowo błahe zarzuty. Trzecim krajem ubiegającym się o jego ekstradycję jest Francja.

Obserwatorzy uważają, że amerykańskie władze zdały sobie sprawę, iż rosyjscy szpiedzy wykorzystali firmę BTC-e do zacierania śladów swojej ingerencji w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych w 2016 r. Według niedawnego raportu portalu informacyjnego RFE/RL, należącego do Departamentu Stanu, istniały silne powiązania między rosyjskimi agencjami szpiegowskimi a BTC-e.

Władze USA prawdopodobnie postrzegają Vinnika jako potencjalne, cenne źródło informacji, które może rzucić światło na rolę firmy jako mechanizmu prania pieniędzy dla potrzeb rosyjskich szpiegów, ale też innych podmiotów.

Źródło: portal inelNews.org z 29.11.2019 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

2020 rok pełen wyzwań na rynku handlowym

W 2019 roku oddano do użytku około 300 tys. mkw. powierzchni handlowej, dzięki czemu całkowite zasoby polskich centrów handlowych przekroczyły już granicę 12 mln mkw. Największym projektem zrealizowanym w 2019 roku była Galeria Młociny w Warszawie o powierzchni 78 tys. mkw. W minionym roku widoczny był również wzrost aktywność inwestorów i deweloperów w sektorze parków handlowych w średnich oraz małych miastach. Przykładem może być zakup parku handlowego w Łowiczu. Na rynku pojawił się także nowy gracz – EDS  Retail Park – który zapowiada budowę obiektów poniżej 5 000 mkw.  GLA m.in. w Legnicy, Nowym Dworze Mazowieckim, Redzie oraz Lubinie. Również firma Trei Real Estate GmbH otworzyła Vendo Park w  Pułtusku oraz zabezpieczyła działki pod kolejne projekty m.in. w Kutnie i Kobyłce. Także Saller systematycznie rozbudowuje swoje portfolio.

W 2019 r. w centrum zainteresowania inwestorów, deweloperów, najemców i klientów znalazły się przede wszystkim inwestycje o funkcjach mieszanych typu „lifestyle”, ze znaczącym udziałem handlu, usług i gastronomii. W największych polskich aglomeracjach jest realizowanych i planowanych kilkanaście tego typu projektów, np. Fabryka Norblina w Warszawie czy Fuzja w Łodzi.

Trwa także restrukturyzacja oraz optymalizacja w sektorze spożywczym. SPAR sfinalizował właśnie umowę przejęcia Grupy Piotr i Paweł, co powoduje stopniowy rebranding wszystkich działających sklepów tej sieci. Pierwszy z nich pojawił się na przełomie listopada i grudnia 2019 r. w warszawskim centrum handlowym Blue City. Drugą siecią spożywczą, która znika z polskiego rynku jest Tesco. Jego portfolio jest w procesie systematycznej sprzedaży pakietów np. do Kaufland lub Leroy Merlin.

Nowe wyzwania

W nowym roku wprowadzone zostaną nowe regulacje prawno-podatkowe, które mogą wpłynąć na sektor handlowy. Są to m. in.: całkowity zakaz handlu w niedzielę, wzrost płacy minimalnej oraz powrót lub modyfikacja podatku od handlu detalicznego.

Spowolnienie może wpłynąć m. in. na tempo i kierunki ekspansji sieci handlowych obecnych na rynku – głównie szybszy rozwój sieci z segmentu budżetowego i dyskontowego (Dealz, Tedi, Action, KiK, Pepco) oraz ograniczyć nowe wejścia na rynek (wobec 15-17 wejść w roku 2019, prognozowane jest 10-15 wejść w roku 2020).

Nadchodzące spowolnienie gospodarcze będzie miało wpływ na działalność deweloperską w sektorze handlowym (podaż nie przekroczy 300 tys. mkw. rocznie), a równocześnie przyspieszy konsolidacje i zmiany własnościowe – przykładem jest sprzedaż portfolio Tesco. Wyraźnym znakiem zbliżającego się spowolnienia gospodarczego jest brak projektów pełnowymiarowych centrów handlowo-rozrywkowych na najbliższe 3 lata.

Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

FBI oskarża pracowników Twittera o szpiegostwo na rzecz Arabii Saudyjskiej

Federalne Biuro Śledcze złożyło w dniu 6 listopada 2019 r. doniesienie na trzech mężczyzn, oskarżając ich o „działania jako niezarejestrowani agenci” na rzecz Arabii Saudyjskiej, co oznacza działalność szpiegowską. Oskarżeni to dwaj pracownicy firmy społecznościowej Twitter i członek rodziny królewskiej Arabii Saudyjskiej.

Dochodzenie trwało kilka lat i pierwotnie koncentrowało się na badaniu działań Arabii Saudyjskiej na rzecz identyfikacji i uciszania krytyków jej władz w mediach społecznościowych. W 2015 r. agenci rządu saudyjskiego rzekomo skontaktowali się z Ali Alzabarahem, 35-letnim inżynierem z San Francisco, pracującym dla Twittera. Ujawniono, że Ahmed Almutairi (znany również jako Ahmed Aljbreen), który pracował jako doradca ds. mediów społecznościowych dla rodziny królewskiej Arabii Saudyjskiej, zorganizował lot Alzabaraha z San Francisco do Waszyngtonu na spotkanie z niezidentyfikowanym członkiem dynastii saudyjskiej.

Alzabarah wraz z innym pracownikiem Twittera, 41-letnim Ahmadem Abouammo, otrzymali pieniądze i prezenty od rządu saudyjskiego w zamian za dostarczenie prywatnych informacji o konkretnych użytkownikach Twittera obejmujących adresy e-mail, adresy IP i daty urodzenia. Dotyczyło to 6 000 użytkowników Twittera, którzy opublikowali negatywne komentarze na temat saudyjskiej rodziny królewskiej.

Agenci FBI w Seattle aresztowali we wtorek Abouammo. Natomiast Alzabarah wraz z rodziną uciekł przed aresztowaniem z USA do Arabii Saudyjskiej. Jest poszukiwany przez FBI listem gończym. Rząd saudyjski nie skomentował sprawy. Twitter opublikował oświadczenie, w którym zadeklarował współpracę z FBI w tym dochodzeniu.

Źródło: portal intelNews.org z 07.11.2019 r.

Finansowe postanowienia noworoczne. Czy ich dotrzymamy?

Początek roku to dobry czas na nowe wyzwania i plany, ale też realizację noworocznych postanowień. Rozpoczęcie nowej pracy, zdrowy styl życia, lepsza organizacja to tylko niektóre z postanowień, które stawiają sobie Polacy. Wśród nich znajduje się także oszczędzanie pieniędzy.

Badania pokazują, że coraz więcej Polaków myśli o swojej finansowej przyszłości. Według zeszłorocznego raportu Deutsche Bank plany związane lepszym zarządzaniem domowym budżetem ma prawie połowa z nas. Chcemy samodzielnie odkładać na emeryturę (19 proc. odpowiedzi) oraz umieszczać fundusze na lokatach terminowych (16 proc.). Znacznie rzadziej myślimy o inwestowaniu, co pokazuje, że w dalszym ciągu boimy się podejmować ryzyko finansowe.

Oszczędności Polaków na tle sąsiadów

Stopa oszczędności w naszym kraju w ostatnich latach wahała się w okolicach 2%, podczas gdy średnia dla całej Unii wynosi ok. 5-6%, a najbogatsze kraje UE osiągają nawet więcej niż 10%.

Z badanych przez EUS państw, tylko Łotwa, Litwa i Cypr mają ten wskaźnik na niższym niż Polska poziomie. Co ciekawe, niewiele więcej oszczędności (w stosunku do swoich zarobków) od Polaków mają Brytyjczycy i Finowie.

Warto jednak zauważyć, że w latach 2009-2019 blisko trzykrotnie wzrosła liczba rodaków, którym udaje się regularnie odkładać przynajmniej niewielkie kwoty, towarzyszy temu jednoczesny spadek odsetka osób popadających w długi. – komentuje Artur Frelek dyrektor Pionu Rozwoju Biznesu Vienna Life TU na Życie S. A. Vienna Insurance Group.

Jak budować kapitał i wytrwać?

Oszczędzanie to proces, który nie zależy wyłącznie od wysokości naszych dochodów ani silnej woli. Jesteśmy skuteczni w oszczędzaniu, jeśli założyliśmy, że co miesiąc odłożymy np. 10% naszych przychodów i faktycznie tak się dzieje. Plan jest prosty, ale w rzeczywistości niewielu się to udaje. Przyczyny mogą leżeć w naszej naturze, wzorcach wyniesionych z domów lub zwyczajnie wynikać ze złej strategii.

Większość z nas stara się odłożyć pieniądze dopiero na tzw. koniec miesiąca − z tego, co zostanie po uregulowaniu należności, rachunków i po prostu codziennym życiu (tzw. oszczędzanie resztowe). Jeśli odwrócimy tę zasadę o 180 stopni i przykładowe 10% z naszych przychodów przekierujemy na bezpieczny rachunek oszczędnościowy na początku miesiąca, przed koniecznymi płatnościami, to istnieje naprawdę duże prawdopodobieństwo, że plan się powiedzie (tzw. oszczędzanie z dołu). Może warto spróbować? – mówi Dominika Nawrocka, założycielka bloga Kobieta i Pieniądze portalowi Viem.pl

Jak dotrzymać noworocznych deklaracji?

Często uważamy, że mamy zbyt niskie przychody, które uniemożliwiają nam odłożenie jakiejkolwiek sumy pieniędzy. Czy tak jest naprawdę? Warto w tym przypadku krytycznie przyjrzeć się swoim kosztom życia szukając przestrzeni na uzyskanie dodatkowych oszczędności oraz aktywnie zwiększać przychody. Dobre zarządzanie budżetem domowym to jedna z kluczowych umiejętności w całym procesie, dlatego, że budżet domowy jest naturalnym źródłem wspomnianej nadwyżki finansowej.

Pamiętajmy, że budowanie kapitału to proces wieloetapowy i wbrew pozorom wymagający od nas dość dużej aktywności. Dzięki temu zyskujemy nie tylko pieniądze, ale też wiedzę i doświadczenie, a to jest bezcenne w drodze do osiągania naszych długoterminowych celów finansowych.

Strach ustępuje, ale czai się za rogiem

Strachu przed ryzykiem geopolitycznym starczyło tylko na poniedziałkowy handel, a i tak przed końcem sesji na Wall Street powracać zaczął optymizm i przekonanie, że szanse na otwarty konflikt zbrojny nie są tak duże, jak się początkowo obawiano. Mimo to rodzaj odwetu Iranu za zabójstwo wysokiego rangą dowódcy wciąż jest przed nami, ale rynki zdają się czekać z reakcją na fakty niż przewidywać najgorsze.

Ryzyko geopolityczne pozostaje podwyższone, ale inwestorzy nie chcą tak łatwo rezygnować z rajdu ryzykownych aktywów, jakiego się dopuścili na koniec ubiegłego roku. Nie odpuszcza nadzieja, że fundamenty dogonią wysokie wyceny aktywów. Wczoraj lepsze odczyty PMI dla sektora usługowego z Europy i USA podparły te nadzieje i z podobnymi oczekiwaniami dziś rynki podchodzą do publikacji indeksu ISM dla usług. Nie zmienia to jednak faktu, że początek roku dał wyraźny dowód, że prezydent Trump zamierza być aktywny w roku wyborczym i udowadniać, jaką potęgą globalną stały się Stany Zjednoczone za jego kadencji. W obliczu podpisywania porozumienia handlowego Pierwszej Fazy z Chinami uwaga prezydenta została przeniesiona na Bliski Wschód i ograniczanie wpływów Teheranu w regionie oraz jego zapędów do stworzenia bomby atomowej. Kolejne posunięcia obu krajów są obecnie trudne do przewidzenia. Już dziś rano źródła prasowe z Iranu donoszą, że Teheran rozpatruje 13 scenariuszy odwetu na USA a „najsłabszy scenariusz odpowiedzi skutkuje historycznym koszmarem”. Jednocześnie rynek zastanawia się, na ile Iran może sobie pozwolić, zanim zostanie zablokowana jego zdolność do eksportu ropy naftowej, co wpędziłoby kraj w jeszcze większe kłopoty ekonomiczne. Jest zbyt wiele wątków, żeby wszystkie je zdyskontować z wyprzedzeniem, ale można mieć pewność, że kolejne posunięcia mocarstw znajdą odbicie w reakcji risk-off.

Od strony klas aktywów na rynku akcji trwa walka o przywiązywanie większej wagi do pozytywnych danych makro, choć jeśli to paliwo się wyczerpie (uwaga na ISM dla usług dziś po południu), wzrośnie skłonność do redukcji długich pozycji. Na FX widać premiowanie JPY i CHF bardziej niż USD w momentach wzrostu awersji do ryzyka. Powrót optymizmu odwraca te ruchy, choć nie wszędzie, co widać po słabości AUD i NZD. Lokalne problemy (pożary buszu w Australii) mogą psuć fundamentalne tło dla walut. EUR potrzebuje mocnych danych z Eurolandu, ale przy podtrzymywanej słabości USD może być łatwiej o wyrzucenie EUR/USD wyżej (potrzeba jednak impulsu). Defensywna postawa USD i podwyższone napięcia geopolityczne powinny podtrzymać rajd ceny złota.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polski eksport w 2020 z prognozą „na czwórkę”

W 2019 r. polski eksport utrzymywał solidne tempo. Według dostępnych obecnie danych GUS, od stycznia do października eksport wyrażony w złotych wzrósł o 6,7% rok do roku. Tempo wzrostu importu po 10 miesiącach było słabsze i sięgało 4,3% r/r, dzięki czemu Polska zanotowała dodatni bilans handlowy (4,1 mld zł). Analitycy międzynarodowej instytucji płatniczej Akcenta prognozują, że w 2020 r. odporność eksportu na spowolnienie w UE osłabnie i sprzedaż zagraniczna będzie rosnąć wolniej, w tempie ok. 4% r/r.

Biorąc pod uwagę dużą liczbę zagrożeń polityczno-ekonomicznych w otoczeniu zewnętrznym oraz spowolnienie gospodarki europejskiej, w tym niemieckiej, wyniki polskiego handlu zagranicznego można ocenić pozytywnie. Oczywiście, do podliczenia zostało kilka ostatnich miesięcy roku, które są zwykle okresem intensywnych zamówień i handlu. Na finalną i pełną ocenę 2019 r. przyjdzie nam poczekać jeszcze do czasu ich publikacji – zaznacza Miroslav Novák, główny analityk instytucji płatniczej AKCENTA.

Na dobrą kondycję polskiego eksportu wskazuje także porównanie z wynikami rok wstecz. W podobnym okresie I-X 2018 r. wartość sprzedanych za granicę towarów rosła w tempie 5,6% r/r, a dla importu 8,5% r/r. Bilans handlu zagranicznego wynosił przy tym -13,5 mld zł. Finalnie rok 2018 eksport zamknął wynikiem +6,5% r/r, a import +9,3% r/r. To również pokazuje, że końcówka roku może jeszcze mocno odmienić wyniki i z jego oceną warto na nie poczekać.

Rok 2020 na „czwórkę”

Analityk Akcenty wskazuje, że na rozwój polskiego eksportu w 2020 roku negatywny wpływ będzie mieć słabszy popyt ze strony głównych partnerów handlowych. Utrzymującym się ryzykiem dla polskich eksporterów pozostaje Brexit oraz eskalacja protekcjonizmu handlowego w gospodarce światowej. Jednakże perspektywy w tym drugim przypadku stały się w końcówce 2019 r. nieco bardziej optymistyczne niż we wcześniejszych miesiącach. Pozytywny wpływ na polski eksport ma natomiast relatywnie stabilny kurs polskiego złotego. Stabilność PLN w stosunku do EUR powinna się utrzymywać również w 2020 roku, prognozuje analityk AKCENTY.

W 2020 roku w rezultacie spowolnienia, dotychczasowe tempo wzrostu polskiego eksportu będzie trudne do utrzymania. Akcenta prognozuje, że jego dynamika będzie bliższa poziomowi 4% w ujęciu rocznym. Nieunikniony będzie tu wpływ mniejszych zamówień od największych partnerów handlowych Polski – Niemiec, Czech i Wielkiej Brytanii.

Jaki będzie kurs złotego?

Kurs polskiej waluty w stosunku do euro, z wyjątkiem miesięcy letnich, był w minionym roku bardzo stabilny. W 2020 roku Akcenta spodziewa się kontynuacji tego trendu. Polski bank centralny w przyszłym roku prawdopodobnie utrzyma stabilne stopy procentowe, co przełoży się na mniejszą zmienność złotego względem euro. Ryzykiem dla złotówki, które w 2020 r. może ją potencjalnie osłabić, jest wyraźniejsze spowolnienie polskiej gospodarki. W bieżącym roku wzrost PKB może zanotować poziom poniżej 3%. Na taki wynik NBP prawdopodobnie zareaguje obniżeniem stóp procentowych. W rezultacie kurs PLN do EUR może urosnąć do wartości 4,40 PLN/EUR. Średni kurs na poziomie ok. 4,30 PLN/EUR jest jednak najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na 2020 rok.

Biorąc pod uwagę oczekiwaną stabilność kursu złotego w stosunku do euro w przyszłym roku, jego kurs w stosunku do dolara będzie w dużej mierze zależał od rozwoju sytuacji na parze EUR/USD. Oczekiwane ożywienie europejskiej gospodarki w drugiej połowie przyszłego roku powinno stopniowo przełożyć się na lekkie umocnienie złotego względem dolara, szacuje Miroslav Novák z Akcenty.

W 2020 r. najciekawszą walutą do obserwacji może być jednak funt brytyjski. Wiemy już, że Wielka Brytania opuści UE wraz z końcem stycznia 2020 r. Nadal pozostaje jednak kwestia legislacji porozumienia z Unią. Przy założeniu, że Brytyjczykom uda się sfinalizować Brexit według przyjętych przez obie strony ustaleń, analitycy Akcenty spodziewają się nieznacznego osłabienia złotego względem funta, przede wszystkim w drugiej połowie przyszłego roku. Po drodze na notowania brytyjskiej waluty wpłynąć może jednak wiele czynników i wydarzeń, które ciężko przewidzieć. Ich efektem będzie wtedy zapewne wyprzedaż funta i jego osłabienie poniżej poziomu 5 PLN/GBP.

2020 r. bez niepotrzebnych strat

Eksperci Akcenty przypominają, że nieprzewidywalność kursów walut pozostaje poważnym zagrożeniem dla marży polskich eksporterów i importerów. Zarówno w rozliczeniach w walutach mało, jak i bardzo podatnych na wahania notowań, warto zabezpieczać swoje kontrakty i umowy narzędziami eliminującymi ryzyko kursowe. Takie rozwiązania są dużym ułatwieniem dla firm handlujących z zagranicą i rozliczających się z kontrahentami w obcych walutach. Sposobem najprostszym i zalecanym, szczególnie małym i średnim firmom, są tzw. transakcje forward. To umowa na podstawie kontraktu firmy, która gwarantuje wymianę określonej w nim kwoty w danym dniu w przyszłości po ustalonym w umowie forward kursie. Przez daną liczbę miesięcy do realizacji kontraktu firma nie musi martwić się zmianami wartości waluty, w której się rozliczy z kontrahentem. Kwotę zabezpieczoną forwardami wymieni po znanym jej z góry kursie. – W dobie napiętej sytuacji w handlu międzynarodowym i wzroście protekcjonizmu, a także nieprzewidywalnych zjawisk, jak np. Brexit, takie rozwiązania są na wagę złota. Warto się nimi zainteresować i uniezależnić losy swojej marży od kapryśnego rynku walutowego – dodaje analityk Akcenty.

Reforma KPC ma zrewolucjonizować polskie sądownictwo. Czy zakończenie postępowania w pół roku jest realne?

W myśl najnowszej nowelizacji przepisów Kodeksu postępowania cywilnego postępowania sądowe w sprawach gospodarczych mają trwać maksymalnie 6 miesięcy. Czy rzeczywiście tak będą wyglądały nowe realia? Czy sądy są gotowe na nowe zasady?

Realia sądownictwa gospodarczego w Polsce

W dotychczas obowiązujących przepisach nie było rozróżnienia pomiędzy sprawami gospodarczymi a tradycyjnymi sprawami cywilnymi. Wszystkie one objęte były jednolitą procedurą. Niewątpliwie jednak system ten się nie sprawdzał, ponieważ sprawy sądowe toczyły się latami. Sytuacje, w których strona wnosiła pozew i w sprawie nie działo się nic przez ponad rok lub nawet dłużej, należały do codzienności. W zasadzie w każdej sprawie dochodziło zatem do przewlekłości prowadzonego postępowania. Przedsiębiorcy zatem, dochodząc poszczególnych wierzytelności, pozostawali na straconej pozycji. Zanim udało im się uzyskać pozytywne dla nich orzeczenie, okazywało się, że dłużnik jest już niewypłacalny. Ewentualna egzekucja, której się podejmowano, była zatem z gruntu skazana na porażkę. Można wskazać wiele przyczyn powszechnych opóźnień w sądach. Z jednej strony kolejne nowelizacje przepisów spowodowały, że niekiedy sądy bazowały na trzech różnych stanach prawnych. To z kolei prowadziło do licznych błędów i uchybień z ich strony, co znacząco wydłużało procesy. Z drugiej strony winą należy obarczyć problemy kadrowe sądów. Sędziów i pracowników sądów było zbyt mało w stosunku do liczby prowadzonych spraw. Do tego ich choroby i inne nieobecności dezorganizowały pracę całej placówki.

Zmiany w Kodeksie postępowania cywilnego

W listopadzie 2019 r. weszła jednak w życie duża nowelizacja przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Zmiany te mają zrewolucjonizować polskie sądownictwo i rozwiązać jego dotychczasowe problemy. Po 7 latach postanowiono przywrócić odrębną procedurę gospodarczą. Jest to procedura znacznie bardziej rygorystyczna niż tradycyjna procedura cywilna. Dzięki nowym zasadom sprawy mają się jednak teraz toczyć znacznie szybciej. Zgodnie z założeniem maksymalny czas trwania postępowania ma wynosić 6 miesięcy. Według nowych regulacji sprawami gospodarczymi są postępowania „ze stosunków cywilnych między przedsiębiorcami w zakresie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej, choćby którakolwiek ze stron zaprzestała prowadzenia działalności gospodarczej; ze stosunku spółki (…); przeciwko przedsiębiorcom o zaniechanie naruszania środowiska i przywrócenie do stanu poprzedniego lub o naprawienie szkody z tym związanej oraz o zakazanie albo ograniczenie działalności zagrażającej środowisku; z umów o roboty budowlane oraz ze związanych z procesem budowlanym umów służących wykonaniu robót budowlanych; z umów leasingu; przeciwko osobom odpowiadającym za dług przedsiębiorcy, także posiłkowo lub solidarnie, z mocy prawa lub czynności prawnej; między organami przedsiębiorstwa państwowego; między przedsiębiorstwem państwowym lub jego organami a jego organem założycielskim lub organem sprawującym nadzór; z zakresu prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego; o nadanie klauzuli wykonalności tytułowi egzekucyjnemu, którym jest orzeczenie sądu gospodarczego prawomocne lub podlegające natychmiastowemu wykonaniu albo ugoda zawarta przed tym sądem; o pozbawienie wykonalności tytułu wykonawczego opartego na prawomocnym lub podlegającym natychmiastowemu wykonaniu orzeczeniu sądu gospodarczego albo ugodzie zawartej przed tym sądem”. Do tej kategorii nie można jednak zaliczyć postępowań, wskazanych w art. 4582 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego. „Nie są sprawami gospodarczymi sprawy o: 1) podział majątku wspólnego wspólników spółki cywilnej po jej ustaniu; 2) wierzytelność nabytą od osoby niebędącej przedsiębiorcą, chyba że wierzytelność ta powstała ze stosunku prawnego w zakresie działalności gospodarczej prowadzonej przez wszystkie jego strony.”

Jak zmieni się sytuacja przedsiębiorców?

W przepisach przewidziano zatem zmiany dotyczące procesu gospodarczego. Na mocy nowelizacji strona postępowania, która nie jest przedsiębiorcą albo jest przedsiębiorcą będącym osobą fizyczną, będzie miała pewną kontrolę nad tym, czy sprawa zostanie rozpatrzona w trybie przewidzianym dla sprawy gospodarczej, czy też nie. Na jej wniosek sąd może bowiem rozpoznawać sprawę w tradycyjnym trybie. Zmiany w procedurze gospodarczej bazują natomiast przede wszystkim na tym, iż wyrok sądu pierwszej instancji będzie stanowił tytuł zabezpieczenia. W konsekwencji możliwe będzie chociażby zajęcie konta dłużnika już na tym etapie. W pewnym sensie skrócone zostanie też całe postępowanie. Strony będą mogły się bowiem umówić w zakresie wyłączenia niektórych dowodów. Zrobią to pisemnie lub bezpośrednio przed sądem. Sąd będzie też mógł w określonych sytuacjach ograniczyć powoływanie świadków. Jeżeli uzna, że wszystkie fakty zostały wyjaśnione już na gruncie innych, zaniecha powodów przeprowadzenia dowodu z zeznań świadków. Strony nie będą mogły w toku sprawy występować z dodatkowymi roszczeniami w postaci chociażby powództwa wzajemnego. Dzięki temu sprawa ma się toczyć znacznie szybciej. Teoretycznie zatem zastosowanie wszystkich nowych reguł pozwoli na przyspieszenie prowadzonych postępowań.

Czy sprawy rzeczywiście będą toczyły się szybciej?

Środowisko sędziów ma jednak spore wątpliwości, czy wdrożenie zmian jest możliwe w praktyce, biorąc pod uwagę braki kadrowe w sądach oraz liczbę prowadzonych spraw. Wydaje się nawet, że ustawodawca doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nowelizacja przepisów Kodeksu postępowania cywilnego pozostawiła bowiem sędziom pewną „furtkę”. Tak naprawdę 6-miesięczny okres na zakończenie sprawy będzie można przekroczyć bez jakichkolwiek negatywnych konsekwencji dla sądu. Ewentualne przedłużenie prowadzenia postępowania będzie można natomiast uzasadnić prostym skwitowaniem, iż aktualne obłożenie, a zatem zbyt duża liczba prowadzonych spraw, nie pozwala na zakończenie sprawy w terminie półrocznym. To nieścisłe i dość ogólne sformułowanie, którego będzie można użyć niemal do każdej sprawy toczącej się przed sądem. Wygląda zatem na to, że te sądy, które miały do tej pory problem z dotrzymaniem terminów, nadal będą borykały się z takimi trudnościami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Cisco – trendy technologiczne na 2020 rok i niedaleką przyszłość

  1. Internet przyszłości
  2. Lojalność wobec aplikacji to nowy wymiar lojalność wobec marki
  3. Aktywne wyszukiwanie zagrożeń i „zero-trust”
  4. Wzrost znaczenia sieci intuicyjnych
  5. Brak umiejętności biznesowych w IT będzie coraz bardziej odczuwalny

Patrząc z perspektywy czasu, część przewidywań z ubiegłego roku, m.in. dotyczących takich kwestii, jak gigantyczna ekspansja łączności mobilnej, dalszy rozwój w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego oraz ewolucji w kierunku prawdziwie wielodomenowej architektury będzie nadal aktualna w nadchodzących latach.

Eksperci Cisco prezentują trendy technologiczne na 2020 rok i kolejne lata w niedalekiej przyszłości.

Potrzeba zbudowania Internetu przyszłości

Wkraczając w trzecią dekadę XXI wieku, nic nie wskazuje na to, żeby tempo rozwoju innowacji miało zwolnić. Transformacja cyfrowa kieruje dzisiejszą infrastrukturę sieciową do punktu krytycznego i wkrótce napotkamy barierę innowacyjną. Konieczne staje się więc rozwijanie Internetu przyszłości.

Już do 2023 r. do Internetu będzie podłączonych 49 mld urządzeń. W ciągu następnej dekady będziemy świadkami pojawienia się i rozwoju szeregu technologii, począwszy od rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej, poprzez streaming 16K, sztuczną inteligencję, 5G a nawet 10G, obliczenia kwantowe, adaptacyjne i predykcyjne bezpieczeństwo cybernetyczne, autonomiczne pojazdy czy inteligentne IoT. Być może na rynku pojawią się również rozwiązania, o których jeszcze nie pomyśleliśmy.

Wymagania i złożoność aplikacji przyszłej generacji przewyższą możliwości obecnej infrastruktury. Wkraczając w nową dekadę, musimy ponownie przemyśleć i wymyślić infrastrukturę internetową. Musimy sprawić, aby była szybsza, bardziej skalowalna i ekonomiczna, ale także łatwiejsza w zarządzaniu i zabezpieczeniu.

Cisco ogłosiło niedawno plan budowy Internetu na kolejną dekadę innowacji cyfrowych. Trzon strategii technologicznej „Internet dla przyszłości” opiera się na inwestycjach rozwojowych w krzem, optykę i oprogramowanie, które pozwolą sprostać przyszłym wyzwaniom.

Lojalność wobec aplikacji to nowy wymiar lojalność wobec marki

W dzisiejszych czasach myśląc o biznesie, warto zastanowić się nad sposobami komunikacji cyfrowej, czy to za pośrednictwem aplikacji czy strony internetowej. Należy zadbać o łatwe i przyjemne doświadczenie użytkownika przy pierwszym kontakcie z technologią.

Zgodnie z najnowszymi wynikami badania AppDynamics App Attention Index, korzystanie z usług cyfrowych stało się nieświadomym zachowaniem człowieka – tzw. „cyfrowym refleksem”. W przeszłości konsumenci świadomie decydowali się na korzystanie z usług cyfrowych w celu wykonania zadania lub czynności. Dziś większość (71%) respondentów przyznaje, że usługi cyfrowe są nieodłącznym elementem ich codziennego życia.

Badania pokazują, że ludzie szybko odwrócą się od marek, których aplikacje nie oferują doświadczenia użytkownika na najwyższym poziomie. W przypadku problemów z wydajnością, konsumenci zwrócą się do konkurencji (49%) lub aktywnie zniechęcą innych do korzystania z usługi lub marki (63%), nie dając nawet biznesowi szansy na wprowadzenie usprawnień.

Dlatego też w 2020 r. i w kolejnych latach przedsiębiorstwa muszą zwracać uwagę na zerową tolerancję konsumentów na cokolwiek innego niż łatwe, szybkie i wyjątkowe doświadczenie cyfrowe. Sprawi to, że kluczowe staną się: analiza w czasie rzeczywistym wydajności aplikacji o krytycznym znaczeniu, lokalizacja wąskich gardeł i umożliwienie natychmiastowego działania.

Aktywne wyszukiwanie zagrożeń i Zero-Trust

W czasach, gdy zjawisko cyberprzestępczości wzrosło do takiego stopnia, że kosztuje gospodarki na całym świecie trzykrotnie więcej niż klęski żywiołowe, wymagania dotyczące bezpieczeństwa stale rosną.

Reaktywne działania na rzecz bezpieczeństwa, w tym rozwiązywanie problemów w momencie, kiedy zaczynają wpływać na systemy, jest coraz częściej niewystarczające. Organizacje muszą mierzyć się z nową rzeczywistością ograniczonego zaufania (ang. Zero Trust) i wyprzedzać zagrożenia.

Oryginalny model Zero Trust, opracowany przez firmę Forrester, opiera się na zasadzie, w myśl której organizacje nie ufają niczemu, co znajduje się na zewnątrz, ale i wewnątrz ich sieci. Dostęp jest przyznawany jedynie autoryzowanym użytkownikom, urządzeniom i pakietom danych dopiero po zbudowaniu zaufania i ustaleniu poziomu zapobiegania zagrożeniom – nie wpływając przy tym na wrażenia użytkownika. Nadchodzące lata przyniosą znaczący wzrost popularności tego podejścia.

Polowanie na zagrożenia będzie także odgrywać coraz większą rolę w całościowym podejściu organizacji do kwestii bezpieczeństwa. Podczas gdy tradycyjne scenariusze zazwyczaj zakładają reakcję na ostrzeżenia o wykryciu potencjalnie szkodliwej działalności, threat hunting wykracza poza znane spektrum zagrożeń i analizuje także te nieznane.

Celem tych działań jest odkrycie nowego, jeszcze nieznanego złośliwego oprogramowania i luk w zabezpieczeniach. Nawet jeżeli malware nie zostanie wykryty, działania te często pozwalają identyfikować luki, które wymagają nowych zasad dot. bezpieczeństwa. W związku z tym regularne poszukiwanie zagrożeń prowadzi do ogólnego zmniejszenia liczby potencjalnych wektorów ataku.

Eksperci Cisco Talos stworzyli e-book, Polowanie na Ukryte Zagrożenia, przedstawiający: korzyści, które przynosi threat hunting, informacje kto powinien uczestniczyć w procesie oraz „czego, gdzie i kiedy” należy szukać. Ponadto publikacja, porównuje to podejście z innymi metodologiami bezpieczeństwa, takimi jak reagowanie na incydenty, testy penetracyjne lub zarządzanie ryzykiem.

Trendy sieciowe: podróż w kierunku sieci intuicyjnych (Intent-Based Networks)

Kwestia sieci nigdy wcześniej nie miała większego znaczenia dla biznesu. Ich wartość wykracza daleko poza łączność między urządzeniami oraz poszczególnymi lokalizacjami. Obecnie sieć odgrywa kluczową rolę w ewolucji znaczenia aplikacji, zabezpieczeniu danych, transformacji infrastruktury i wzmacnianiu roli pracy zespołowej.

W ostatnich latach dyskusje branżowe kręciły się wokół roli sieci zdefiniowanych programowo (ang. Software-defined Networks, SDN) jako kolejnej, ważnej fazy rozwoju sieci. SDN przynosi wiele korzyści, w tym scentralizowane zarządzanie i bezpieczeństwo, elastyczność i redukcję kosztów operacyjnych.

Cisco nie postrzega SDN jako etapu końcowego, ale raczej ważny krok na drodze rozwoju infrastruktury sieciowej w kierunku prawdziwych sieci intuicyjnych (Intent-Based Networking – IBN) – systemów wykorzystujących AI i uczenie maszynowe do przewidywania działań, automatycznego wykrywania i rozwiązywania problemów oraz przeciwdziałania zagrożeniom, które stale ewoluują i uczą się.

Adopcja SDN na rynku była bardzo silna, spośród ponad 2000 liderów IT i osób odpowiedzialnych za rozwój strategii dotyczącej sieci, przebadanych w raporcie Cisco Global Networking Trends, 41% posiada SDN w co najmniej jednej ze swoich domen sieciowych. Jednak tylko 4% z nich uważa, że ich sieci są dziś rzeczywiście intuicyjne. Są oni natomiast zgodni co do tego, że IBN odegra dużą rolę w ich najbliższej przyszłości. 78% przyznało, że wierzy, iż w ciągu dwóch lat ich sieci ewoluują w kierunku opartych na usługach i intuicji. 35% respondentów uważa, że ich sieci będą w pełni intuicyjne w tym samym okresie.

Brak umiejętności biznesowych w IT będzie coraz bardziej odczuwalny

Przyciąganie i utrzymanie talentów jest nadal głównym wyzwaniem, przed którym stoją liderzy IT. W badaniu Cisco przeprowadzonym wśród 600 informatyków i decydentów biznesowych, 93% przyznało, że luka na polu talentów jest tak poważna, że wyraźnie spowalnia transformację ich firm.

Zmianie ulega rola specjalistów, na których jest największe zapotrzebowanie. Nie powinno dziwić więc, że stanowiska związane z oczywistymi obszarami wzrostu, takimi jak data science czy rozwój sztucznej inteligencji, nadal cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Jednak, aby sprostać potrzebom przedsiębiorstw, IT musi zmienić się z „przyjmujących zamówienia na technologie” w strategicznych partnerów biznesowych. Oznacza to zmianę codziennych ról pracowników działów IT z tych odpowiedzialnych za konfigurację urządzeń w kierunku osób rozwiązujących problemy na styku technologii i biznesu.

W badaniu przeprowadzonym przez Cisco, kadra zarządzająca IT i biznesu zgodziła się, że największym problemem, przed którym stoją liderzy technologii, jest brak świadomości biznesowej. W związku z tym największym priorytetem przy zatrudnianiu kadry zarządzającej z branży IT i biznesu jest pozyskiwanie pracowników posiadających zarówno umiejętności techniczne, jak i biznesowe.

W jaki sposób można sprostać tej potrzebie w przyszłości? Firmy, które odniosły sukces w działaniach na rzecz transformacji biznesowej, wykazywały ogólną preferencję do przekwalifikowania pracowników IT i umożliwiania im nabycia umiejętności biznesowych (preferencja nad outsourcingiem i zatrudnianiem nowych pracowników w miejsce już zatrudnionych), zachowując w ten sposób wiedzę o organizacji, jej kulturze i wartościach.

Nagły skok inflacji

Europejska waluta była dzisiaj rano najtańsza od ponad 1,5 roku. Można byłoby uznać, że nic tak nie pomaga złotemu, jak chwila spokoju na rynkach. Ciekawe, jak polska waluta wytrzyma wzrosty inflacji…

Euro najtańsze od maja 2018

Ostatnie uspokojenie na rynkach jest w sporej części konsekwencją bardzo długiego pasma niepełnych tygodni w ostatnim czasie. W rezultacie w geopolityce niewiele się działo, by podnosić ogólne ryzyka. Przy solidnych, na tle otoczenia, danych makroekonomicznych nie można się dziwić, że złoty zyskuje. Wczoraj osiągnął poziom 4,23, najniższy od kwietnia 2018 roku. Wtedy euro kosztowało jednak 4,15 w dołku, zatem do przebicia tego poziomu pozostanie jeszcze dużo czasu.

Nagły skok inflacji

Wiele się mówiło o możliwym przyspieszeniu wzrostu cen. Dzisiejszy wynik 3,4% jest, co prawda, w dalszym ciągu w celu inflacyjnym, ale znajduje się bardzo blisko jego górnej granicy. Jest to najwyższy wynik od 7 lat, a jesteśmy w ostatnim miesiącu przed podwyżkami cen prądu. W styczniu może się zatem okazać, że zobaczymy jeszcze wyższy rezultat. Jest to o tyle bardzo prawdopodobne, że w zeszłym roku styczeń był lokalnym dołkiem w inflacji. W rezultacie efekt niskiej bazy może spowodować, że w styczniu inflacja znajdzie się wyraźnie powyżej celu. W wyniku tych danych złoty stracił około grosza do głównych walut.

Rekompensaty za prąd później

Dobra wiadomość dla budżetu, ale zła dla obywateli. Zapowiadane wyrównanie za wzrost cen prądu będzie miało miejsce dopiero w 2021 roku. Dopiero wtedy będzie można bowiem określić realny wzrost kosztów. Oznacza to, że nie zobaczymy tego wydatku w tegorocznym budżecie, który już teraz jest mocno napięty. Kolejne wydatki są przenoszone w różne dziwne miejsca, co wcale nie oznacza, że środki na ich sfinansowanie cudownie się znajdą. Kiedyś i tak za to zapłacimy.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations

Mija już prawie dwadzieścia lat odkąd w Rzeszowie narodził się projekt, którego głównym celem jest wymiana doświadczeń i integracja branży PR. Kongres Profesjonalistów Public Relations na stałe wpisał się w kalendarz osób, dla których kluczowym wyzwaniem jest profesjonalne komunikowanie. Zapraszamy do Rzeszowa, gdzie w dniach 23-24 kwietnia eksperci oraz praktycy kolejny raz podzielą się swoją wiedzą.

XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations (2) XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations (3) XX edycja Kongresu Profesjonalistów Public Relations (4)Dwadzieścia lat spotkań branży public relations – www.kongrespr.pl – to blisko 5 000 uczestników, ponad pół tysiąca panelistów, wystąpień podczas debat, warsztatów i prelekcji, pokłosiem których stało się kilka tysięcy stron artykułów, badań i analiz. To także solidna dawka wiedzy oraz case studies przekazywanych uczestnikom corocznych spotkań w Rzeszowie. Czas zatem na podsumowanie i dwudziestą edycję tego wydarzenia. Tym razem mówić będziemy o corporate social responsibility i zabezpieczeniu kryzysowym. Prelegentami wydarzenia będą m.in.: Olivia Drost, Managing Partner at Spotlight Agency, Klara Ufnalewska, PR Manager Panasonic Marketing Europe GmbH, oddział w Polsce, Magdalena Przysłupska, Rzecznik prasowa w Fundacji DKMS, Janusz Schwertner, Dziennikarz Onetu, Kamil Dąbrowa, Rzecznik prasowy Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, Adam Łaszyn z Alert Media Communications oraz Wojtek Jabczyński, Rzecznik Prasowy ORANGE. Oprócz nich prelegentami będą również wybitni eksperci z takich instytucji jak m.in. PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, Związek Firm Public Relations czy Polskie Stowarzyszenie Public Relations.

Podczas tegorocznego wydarzenia odbędą się także trzy debaty. Pierwsza została objęta patronatem Związku Firm Public Relations, druga przygotowana zostanie przez ORANGE, trzecia zaś oparta będzie na szerokim projekcie badawczym realizowanym w branży pod tytułem: Foresight dla branży PR. Jak przygotować się na to, co niosą technologiczne i społeczne zmiany? W każdej z nich wystąpią zaproszeni przez naszych partnerów specjaliści, którzy debatować będą o odpowiedzialności społecznej, w tym również w tak ważnym współcześnie kontekście jak gospodarowanie plastikowymi odpadami. Uczestnikami debat będą osoby reprezentujące firmy i korporacje, które w sposób szczególny muszą sprostać wyzwaniom zmieniającego się podejścia do klimatu. Badania dla potrzeb Kongresu realizuje zespół badawczy Exacto i Publicon. Więcej w tym temacie do znalezienia już wkrótce na stronach www.exacto.pl oraz www.publicon.pl.

Każda kolejna edycja Kongresu to nowe wyzwania, analiza trendów, prezentacja ciekawych przykładów. To już dwudzieste spotkanie naukowców i praktyków z branży public relations, dla których praca to pasja i niezwykłe wyzwanie. Dlaczego warto być z nami? Przede wszystkim dlatego, że Kongres to wymiana niezwykle cennych doświadczeń, unikatowe szkolenie, które jest przydatne wszystkim specjalistom PR, niezależnie od branży, w której działają. Wszystkie osoby chcące poszerzać swoje zawodowe kompetencje w tym obszarze powinny w dniach 23-24 kwietnia 2020 roku być z nami w Rzeszowie – podsumował dr hab. prof. UW Dariusz Tworzydło, organizator Kongresu.

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do wzięcia udziału w Kongresie, a firmy, media i instytucje do współpracy przy jego organizacji. Wydarzenie skierowane jest zarówno do tych, którzy zawodowo zajmują się komunikowaniem i poszukują inspiracji do tworzenia efektywnych kampanii i strategii, jak również do pasjonatów śledzących trendy i rozwiązania w procesie komunikowania. Szczegółowe informacje wraz z formularzem zgłoszeniowym można znaleźć na stronie www.kongrespr.pl.

Dlaczego warto inwestować w złoto?

Od starożytności, aż po czasy współczesne, złoto stanowi synonim bogactwa i luksusu. Kiedyś stanowiło ono niezwykle cenny towar, który wykorzystywany był przede wszystkim w handlu. Teraz jego rola nieco się zmieniła. Choć złoto przestało pełnić funkcję waluty, wciąż jest atrakcyjnym i wartościowym aktywem, w które decyduje się zaopatrzyć wielu inwestorów – zarówno tych większych, jak i nieco mniejszych. Dlaczego warto zainwestować w złoto? Oto kilka powodów.

Kupno złota jest przez wielu inwestorów traktowana jako swojego rodzaju zabezpieczenie przed momentem, kiedy na rynku dojdzie do niespodziewanego zwrotu lub krachu. Wszem i wobec uważa się bowiem, że kruszec ten jest najmniej narażony na stratę wartości. Co jednak jeszcze przemawia za tym, by ulokować swój kapitał właśnie w tym aktywie? Raz po raz można zauważyć, jak inwestorzy w obawie przed wahaniami rynku i w ramach zabezpieczenia się przed jego niestabilnością, zaczynają zaopatrywać się w „bezpieczne” środki. Złoto jest jednym z nich, dlatego warto sprawdzić, co jeszcze przemawia za jego zakupem.

Złoto jest idealną podstawą inwestycji

Jeśli Twoja strategia inwestycyjna opiera się na gromadzeniu wartościowych aktywów, których cena nie należy do najniższych, a jednocześnie chcesz mieć możliwie jak najwięcej przekonania, że poczynione inwestycje nie będą szybko tracić na wartości, to zakup złota wydaje się idealnym rozwiązaniem. Specjaliści wskazują także, że inwestycja w ten kruszec jest też świetną metodą dywersyfikacji portfela inwestycyjnego.

„Moda” na złoto

Wielu Polaków straciło zaufanie do inwestycji w złoto po słynnej aferze AmberGold. Jak się jednak okazało, ulokowanie własnego kapitału właśnie w ten sposób było dla dużego grona osób najlepszą możliwą do podjęcia decyzją inwestycyjną w roku 2019. Hossa na złoto trwa i zdecydowanie warto się nią zainteresować, tym bardziej, że nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie jego cena miała drastycznie spaść. Oczywiście do zakupu złota należy podejść jak do każdej innej operacji inwestycyjnej. Nie należy dokonywać transakcji pod wpływem emocji – należy dokładnie przeanalizować rynek, rozpatrzyć wszystkie „za” i „przeciw”, a dopiero wtedy zadecydować, czy ulokowanie własnego kapitału w złocie może być dla nas opłacalne.

Zabezpieczenie na czas kryzysu

Złoto często nazywa się towarem na czas kryzysu. Oznacza to, że jego mocna i stabilna wartość pieniężna potrafi się utrzymać nawet w najbardziej skomplikowanych sytuacjach rynkowych. Co więcej, wraz ze wzrostem napięć geopolitycznych takie aktywa jak złoto mają tendencję do nabierania na wartości. To zupełnie inaczej niż np. niektóre waluty, których kurs może nagle znacząco spaść. Zakup złota pozwala trzymać wartościowe aktywa poza systemem bankowym. Co ważne – wartość kruszcu nie jest narzucana przez rządy. Jego cena to wypadkowa kilku czynników, przede wszystkim dyktowanych podażem i popytem. O tym, ile kosztuje złoto, decydują m.in. katastrofy naturalne, sytuacja geopolityczna świata oraz kurs dolara amerykańskiego.

Rosnący popyt

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawię, ale popyt na złoto jest stosunkowo duży i cały czas rośnie. Choć może nam się wydawać, że obecne czasy są bardzo stabilne, to rosnące zapotrzebowanie na ten surowiec zdaje się rysować zupełnie inny scenariusz. Dość powiedzieć, że trudno przewidzieć, jak będzie wyglądać przyszłość Europy np. po planowanym Brexicie, który będzie mieć miejsce na początku 2020 roku. Z racji na to wydarzenie popyt na złoto w Wielkiej Brytanii wzrósł o niemal 60%. Dla Polski sytuacja ta nie będzie mieć aż tak bezpośredniego wpływu, jednak włączając w to inne czynniki geopolityczne oraz wewnętrzne, można sądzić, że cena złota cały czas będzie utrzymywać się na satysfakcjonującym poziomie, a zapotrzebowanie na zakup kruszcu raczej nie spadnie.

Ograniczenia

Jest jeszcze jeden czynnik, który sprawia, że inwestycja w złoto jest z reguły opłacalna. To materiał naturalny – surowiec wydobywany, a nie sztucznie uzyskiwany. Jednocześnie jest niezwykle rzadki, przez co jego wartość jest wysoka. Aby to się zmieniło, na świecie musiałaby się pojawić kopalnia, która miałaby dostęp do nieograniczonego i niewyczerpalnego źródła wydobycia złota. Taki scenariusz jest oczywiście niemożliwy. Cena złota nie powinna więc w najbliższym czasie drastycznie spaść, a sam surowiec najprawdopodobniej będzie cały czas wartościowym aktywem, w który zdecydowanie warto zainwestować, a przynajmniej warto się nim zainteresować.

Na co musi być przygotowany pracodawca w 2020 roku?

Spadek migracji zarobkowej do Polski zza wschodniej granicy, znaczne podwyższenie stawek wynagrodzeń pracowniczych i wyjątkowo niski poziom bezrobocia – to główne tendencje na polskim rynku pracy, z jakimi mieli do czynienia pracodawcy w 2019 roku. Co zatem czeka przedsiębiorców w nowym, nadchodzącym sezonie? Na to pytanie odpowiada Mariusz Hoszowski, Prezes Agencji Smart Work.  

Zdaniem ekspertów z firmy Smart Work, przyszły rok będzie trudny dla pracodawców, co spowodowane jest w głównej mierze przez działania rządu. Różnice w zakresie zmian regulacji prawnych w naszym kraju, jak i państwach ościennych, tendencje związane ze wzrostem wynagrodzeń czy odpływ zagranicznych pracowników z polskiego rynku pracy – te czynniki pogłębią kryzys kadrowy, przed jakim stoi polska gospodarka. Na co zatem powinien być przygotowany pracodawca w 2020 roku?

Podwyżki stawek

Jak mówi Mariusz Hoszowski, Prezes Smart Work, pierwszym czynnikiem niosącym szereg konsekwencji dla działania polskiego rynku pracy jest wprowadzenie drastycznych podwyżek godzinowych stawek minimalnych oraz minimalnego wynagrodzenia. Jest to podwyżka rzędu niemal 15%. Jakie skutki będzie miała ta zmiana? „Choć dla pracowników aspekt ten jest korzystny, konsekwencją tak drastycznego wzrostu wynagrodzeń będzie nie tylko zwiększenie poziomu kosztów pracodawcy, ale także niezadowolenie tych pracowników, którzy otrzymują stawki niewiele wyższe niż stawka minimalna, a nie uzyskają podwyżki. Co więcej, mniejsza dostępność pracowników i wyższy poziom oczekiwanych wynagrodzeń spowoduje także niezdrową konkurencję pomiędzy pracodawcami”.

Prezes Agencji Pracy Smart Work podkreśla, że innym niebezpiecznym aspektem, do którego doprowadzi wzrost wynagrodzeń będzie ponowny rozwój szarej strefy: „W ostatnim czasie zjawisko prowadzenia działalności w szarej strefie ponownie zaczęło wracać. Choć przez długie lata ten problem nie występował, wszystko wskazuje na to, że aktualny poziom kosztów wpływa na obniżenie konkurencyjności działalności przedsiębiorstw na tyle, że coraz częściej i chętniej pracodawcy mogą decydować się na rozwiązania omijające oficjalne przepisy. Samo zjawisko oferowania wyższych stawek związanych z szarą strefą będzie też niestety psuło rynek.”

Odpływ fali migracyjnej

Innym problemem dotyczącym sytuacji na polskim rynku pracy w 2020 roku jest postępujący rozwój udogodnień dotyczących pracy oraz legalizacji pobytu w państwach ościennych takich jak Czechy, Słowacja i Niemcy. Jak mówi Mariusz Hoszowski, pracodawcy realnie obawiają się sytuacji, w której szeroka grupa Ukraińców pracujących w Polsce w drugiej połowie 2020 roku znajdzie zatrudnienie w Niemczech. Co więcej, problemem jest także otwierające się możliwości dla pracowników z Ukrainy na innych rynkach krajów europejskich: „Konsekwencją regulacji prawnych wprowadzanych przez inne kraje europejskie dla pracowników z państw trzecich jest to, iż Polska przestała być dla Ukraińców krajem „pierwszego wyboru”. Przykładem tego jest Słowacja, która umożliwia w ciągu jednego tylko miesiąca uzyskanie karty pobytu pozwalającej na legalne przebywanie i pracę nawet do 3 lat, co w porównaniu z polskimi przepisami jest nieporównywalnym rozwiązaniem.”

Niechlubny ranking

Wbrew temu, co się wydaje – sytuacja na rynku pracy w Polsce jest lepsza od tej, która występuje w państwach ościennych. „Zarówno w Niemczech, jak i w Czechach, Słowacji czy na Węgrzech sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, ponieważ o pracownika jest znacznie trudniej niż w Polsce. W związku z tym nasi sąsiedzi wprowadzają wcześniej wspomniane ułatwienia dotyczące legalnego podjęcia pracy przez cudzoziemców. W efekcie ma to znacząco zwiększyć zainteresowanie pracowników oraz przekierować ruch migracyjny właśnie w ich stronę.” – wyjaśnia Prezes Agencji Smart Work.

Jak zauważa Mariusz Hoszowski, regulacje prawne pozwalające na pozyskanie w prostszy sposób dłuższej i legalnej pracy w sposób naturalny będą utrudniać pozyskiwanie pracowników w Polsce. Co mogłoby zatem poprawić tą sytuację? „Po pierwsze należałoby poprawić system legalizacji pobytu w Polsce, który jest absolutnie niewydajny i nieefektywny. Sytuacja, w której czeka się na dokumenty latami, a w urzędach wojewódzkich panuje absolutny bałagan powoduje zniechęcenie imigrantów zarobkowych oraz późniejszą chęć poszukiwania innych kierunków migracyjnych. Choć pracodawcy i organizacje zrzeszające agencje pracy wysuwają szereg propozycji ułatwiających dostęp do rynku pracy cudzoziemcom, nie są one rozpatrywane w kręgach rządowych. Za to lekceważące podejście do tej sytuacji w przyszłości przyjdzie nam – jako gospodarce – zapłacić bardzo wysoką cenę. A będzie to spowolnienie gospodarcze i zmniejszenie realnych dochodów przedsiębiorstw, a w konsekwencji również dochodów państwa”.

Ulga mieszkaniowa sposobem na fiskusa?

Ulga mieszkaniowa może być bardzo dobrym sposobem na uniknięcie podatku po sprzedaży mieszkania. Wyjaśniamy zasady wspomnianej ulgi. 

Wzrosty cen metrażu mogą zachęcać do sprzedaży mieszkań, które zostały kupione np. trzy lub cztery lata temu. Problem polega na tym, że osoba odsprzedająca dom lub lokal po niedługim czasie od jego zakupu, powinna zapłacić podatek dochodowy o stawce 19%. Taka danina dla fiskusa może skutecznie obniżyć zysk ze sprzedaży mieszkania. Na całe szczęście, istnieje ulga mieszkaniowa, czyli bardzo dobry sposób na uniknięcie podatku od zysków ze sprzedaży mieszkania. Wiele osób, które sprzedały mieszkanie albo dopiero rozważają taki wariant, interesuje się tematem wspomnianej ulgi. Właśnie dlatego zaprezentowaliśmy najważniejsze zasady, na których działa ulga mieszkaniowa. Warto wiedzieć, że w 2020 r. będzie ona funkcjonowała nieco inaczej niż jeszcze kilka lat wcześniej.

Trzeba bardzo uważać na pięcioletni termin opodatkowania

Przed prezentacją ogólnych zasad ulgi mieszkaniowej warto wyjaśnić, kiedy będzie ona bardzo potrzebna. Wielu właścicieli nieruchomości mogło słyszeć, że odsprzedaż nabytego (zakupionego/otrzymanego) albo wybudowanego lokum przed upływem pięciu lat skutkuje obowiązkiem zapłaty podatku PIT. Taka informacja jest nie do końca precyzyjna. Okazuje się bowiem, że zgodnie z przepisami pięcioletni termin opodatkowania trzeba liczyć dopiero od końca roku, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie prywatnej nieruchomości mieszkaniowej. Wedle takiej zasady, mieszkanie nabyte w 2019 r. będzie można sprzedać bez podatku dopiero 1 stycznia 2025 roku. „Szansą na wcześniejszą sprzedaż nieruchomości mieszkaniowej bez podatku PIT będzie właśnie opisywana ulga mieszkaniowa. Warto dodać, że wspomniany podatek stanowi aż 19% zysku ze sprzedaży nieruchomości” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Własne potrzeby mieszkaniowe to bardzo pojemne pojęcie …

Głównym celem ulgi mieszkaniowej jest zmniejszenie lub zupełne zniesienie opodatkowania osób wydających środki ze sprzedaży mieszkania na własne cele mieszkaniowe. Według obecnych przepisów, definicja takich celów jest bardzo szeroka. Można tutaj zaliczyć:

  • nabycie samodzielnego lokalu mieszkalnego lub budynku mieszkalnego (również w części/udziale)
  • nabycie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu lub domu albo udziału w takim prawie
  • nabycie gruntu pod budowę domu (również nabycie udziału w gruncie, gruntu z rozpoczętym budynkiem lub gruntu przeznaczonego do odrolnienia)
  • budowę, rozbudowę, nadbudowę, przebudowę, remont własnego budynku mieszkalnego, części takiego budynku lub własnego lokalu mieszkalnego
  • rozbudowę, nadbudowę, przebudowę lub adaptację na cele mieszkalne własnego budynku niemieszkalnego, lokalu niemieszkalnego lub pomieszczenia niemieszkalnego (do wykorzystania ulgi mieszkaniowej uprawnia również rozbudowa, nadbudowa, przebudowa lub adaptacja części budynku niemieszkalnego)
  • spłatę kredytu mieszkaniowego na wymienione powyżej cele (zaciągniętego przed opodatkowaną sprzedażą nieruchomości)
  • spłatę kredytu refinansującego kredyt wymieniony w poprzednim punkcie (zaciągniętego przed opodatkowaną sprzedażą nieruchomości)
  • zamianę nieruchomości mieszkaniowej/działki budowlanej na inną taką nieruchomość

Co ważne, zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych związane z ulgą mieszkaniową powinno nastąpić na terenie Polski, innych krajów Unii Europejskiej lub krajów EFTA (Szwajcaria, Liechtenstein, Islandia lub Norwegia)” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ulga mieszkaniowa zapewnia wyłączenie z podatku całości lub części dochodu dotyczącego sprzedaży mieszkania. Taki wyłączony podatkowo dochód obliczymy przy pomocy następującego wzoru:

Kwota wyłączona z opodatkowania = (sumaryczny dochód ze sprzedaży mieszkania x zadeklarowane wydatki na własne cele mieszkaniowe)/przychód ze sprzedaży mieszkania

Od 2019 r. ulga mieszkaniowa jest nieco mniej restrykcyjna

Podobnie jak w przypadku innych ulg, fiskus przewidział pewne sankcje dla niesłownych podatników. Z tą kwestią wiąże się temat niedawnych zmian prawnych. Warto wiedzieć, że ulga mieszkaniowa zmieniła się w pewnym ważnym aspekcie. Mowa o wydłużeniu terminu, przed upływem którego podatnik powinien przeznaczyć część lub całość dochodu uzyskanego ze sprzedaży mieszkania na własne cele mieszkaniowe. Do 1 stycznia 2019 r. taki termin wynosił zaledwie 2 lata. Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych wydłużyła czas na sfinansowanie celów mieszkaniowych do 3 lat. „Trzeba jednak pamiętać, że bardziej korzystne zasady ulgi mieszkaniowej dotyczą jedynie sprzedaży nieruchomości w 2019 r. oraz późniejszych latach” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Co ważne, zmianie nie uległy sankcje dla osób łamiących zasady opisywanej ulgi. Jeżeli ulga mieszkaniowa nie zostanie wykorzystana w ciągu 2 lub 3 lat (poprzez sfinansowanie własnych celów mieszkaniowych), to podatnik będzie musiał złożyć korektę deklaracji podatkowej, zwrócić fiskusowi zaoszczędzony podatek PIT i dodatkowo zapłacić odsetki od zaległości podatkowych. „Taka sankcja nie znajduje zastosowania jeśli ulgi mieszkaniowa została prawidłowo wykorzystana przed upływem 2 lat lub 3 lat od końca roku podatkowego, w którym sprzedano nieruchomość” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl

Zmiany w prawie i podatkach obowiązujące od 1 stycznia 2020 roku

Znowelizowana ustawa o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej wprowadzi możliwość przeniesienia decyzji związanych z przedsiębiorstwem w przypadku jego zbycia. Umożliwione zostanie przejęcie praw z decyzji związanych z przedsiębiorstwem przez jego nabywcę w przypadku, gdy do nabycia dochodzi na podstawie czynności prawnej.

Nabywca przedsiębiorstwa będzie mógł złożyć do organu administracji publicznej, który wydał decyzję, wniosek o przeniesienie na niego tej decyzji w terminie 3 miesięcy od dnia nabycia przedsiębiorstwa. Do czasu upływu tego terminu decyzja nie wygaśnie.

Przeniesienie takiej decyzji będzie możliwe, jeżeli:

  • spełnione będą warunki do uzyskania tej decyzji, określone w odrębnych przepisach,
  • nabywca przedsiębiorstwa przedłoży dokumenty potwierdzające spełnienie tych warunków,
  • nabywca przedsiębiorstwa oświadczy, że przyjmuje wszystkie warunki zawarte w tej decyzji i zobowiązuje się do wykonania związanych z nią obowiązków,
  • nabywca przedsiębiorstwa przedłoży pisemną zgodę pozostałych nabywców przedsiębiorstwa na przeniesienie na niego decyzji związanej z przedsiębiorstwem, w przypadku gdy przedsiębiorstwo nabyło kilka osób.

Nowe przepisy przewidują także, że w przypadku śmierci małżonka przedsiębiorcy, jeżeli przedsiębiorstwo stanowiło w całości mienie przedsiębiorcy wpisanego do CEIDG i jego małżonka, a małżonek ten nie był przedsiębiorcą, zarządu udziałem w przedsiębiorstwie objętego spadkiem będzie mógł dokonywać tymczasowy przedstawiciel. Nie będzie posiadał uprawnień do wykonywania działalności gospodarczej, a jego rola będzie ograniczona do zarządu majątkiem. Do powołania tymczasowego przedstawiciela będą stosowane odpowiednio przepisy dotyczące powołania zarządcy sukcesyjnego po śmierci przedsiębiorcy.

W ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji dodano nowy rodzaj czynu nieuczciwej konkurencji, polegający na nieuzasadnionym wydłużaniu terminów zapłaty za dostarczane towary lub wykonane usługi. Może on polegać w szczególności na:

  • naruszeniu przepisów ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (Dz.U. z 2019 r. poz. 118 i 1649);
  • rażącym odstępstwie od dobrych praktyk handlowych, które narusza zasadę działania w dobrej wierze i zasadę rzetelności;
  • niedostosowaniu do harmonogramu dostawy towarów lub harmonogramu wykonania usługi;
  • nieuwzględnieniu właściwości towaru lub usługi, które są przedmiotem umowy.

Ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych przewiduje skrócenie terminów zapłaty w transakcjach handlowych, w których dłużnikiem jest podmiot publiczny (z wyłączeniem podmiotów leczniczych) – do maksymalnie 30 dni. Termin zapłaty w transakcjach asymetrycznych, w których dłużnikiem jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem mikro-, mały lub średni przedsiębiorca, nie będzie mógł przekraczać 60 dni, natomiast postanowienie umowne określające dłuższy termin zapłaty będzie nieważne.

Podniesiona zostanie wysokość odsetek za opóźnienia w transakcjach handlowych o dwa punkty procentowe. W przypadku transakcji, w których dłużnikiem jest podmiot leczniczy, odsetki pozostaną na dotychczasowym poziomie.

Najwięksi dłużnicy prywatni zostali zobowiązani do przekazywania ministrowi ds. gospodarki corocznych sprawozdań o stosowanych terminach zapłaty. Ustawa zawiera również zmiany związane z dochodzeniem odsetek od należności w transakcjach handlowych na drodze sądowej.

Najważniejszymi zmianami dotyczącymi roszczeń są:

  • przerzucenie ciężaru dowodu, że termin w umowie nie jest rażąco nieuczciwy, na dłużnika,
  • wprowadzenie zasady, że trzyletni termin na ustalenie, że termin zapłaty określony w umowie jest nieuczciwy wobec wierzyciela, biegnie od dnia zakończenia wykonywania umowy,
  • nieważność zrzeczenia się roszczenia o ustalenie, że termin zapłaty jest nieuczciwy wobec wierzyciela oraz możliwość odstąpienia przez wierzyciela od umowy lub jej wypowiedzenia, gdy ustalony w niej termin zapłaty został nadmiernie wydłużony – przekracza 120 dni, liczonych od daty doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostarczenie towaru lub wykonanie usługi, a ustalenie tego terminu było rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela.
Podmiot Transakcja niesymetryczna (podmioty nierównorzędne) Transakcja symetryczna (obie strony umowy są podmiotami równorzędnymi, np. średnim przedsiębiorcą)
 

Duży przedsiębiorca

 

Zastrzeżenie terminu płatności w umowie z mikro, małym i średnim przedsiębiorcą, który jest wierzycielem powyżej 60 dni jest nieważne i obowiązuje 60-dniowy termin.

 

Jeżeli strony transakcji handlowej przewidziały w umowie termin zapłaty dłuższy niż 30 dni, wierzyciel może żądać odsetek ustawowych po upływie 30 dni, liczonych od dnia spełnienia swojego świadczenia i doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi, do dnia zapłaty, ale nie dłużej niż do dnia wymagalności świadczenia pieniężnego.

 

Termin zapłaty określony w umowie nie może przekraczać 60 dni, liczonych od dnia doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi, chyba że strony w umowie wyraźnie ustalą inaczej i pod warunkiem że ustalenie to nie jest rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela.

 

W przypadku ustalenia terminu zapłaty dłuższego niż 60 dni – w razie sporu między nimi to dłużnik będzie musiał udowodnić, że ustalony termin zapłaty nie był rażąco nieuczciwy wobec wierzyciela.

 

 

Średni, mały i mikro przedsiębiorca

 

Nie dotyczy.

 

Jak powyżej.

W ustawie Kodeks postępowania cywilnego wprowadzono zmiany polegające na uproszczeniu procedury zabezpieczającej w sprawach o roszczenia pieniężne z tytułu transakcji handlowych, w rozumieniu ustawy o terminach zapłaty, w których wartość wynagrodzenia nie przekracza 75 000 zł. Powód nie będzie musiał wykazywać interesu prawnego w udzieleniu zabezpieczenia, w przypadku, gdy dochodzi zapłaty z tytułu transakcji handlowej, której wartość nie przekracza kwoty 75 000 zł, a od dnia upływu terminu zapłaty dochodzonej należności, upłynęły co najmniej 3 miesiące.

Zgodnie z ustawą o własności lokali jeżeli liczba lokali wyodrębnionych i lokali niewyodrębnionych, należących do dotychczasowego właściciela, nie jest większa niż trzy, to wówczas mamy do czynienia z tzw. „małą” wspólnotą mieszkaniową, a do zarządu nieruchomością wspólną mają odpowiednie zastosowanie przepisy Kodeksu cywilnego i Kodeksu postępowania cywilnego o współwłasności. Natomiast wspólnoty, w których jest od 4 do 7 lokali z „małych” wspólnot mieszkaniowych staną się „dużymi” wspólnotami mieszkaniowymi. Jeśli właściciele nie uzgodnią innego sposobu zarządu nieruchomością wspólną, to zarząd będzie sprawowany zgodnie z przepisami ustawy o własności lokali, Właściciele lokali zostaną wówczas obowiązani podjąć uchwałę o wyborze jednoosobowego lub kilkuosobowego zarządu.

Ponadto decyzje w przedmiocie czynności zwykłego zarządu będzie podejmował samodzielnie zarząd.

Do podjęcia przez zarząd czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu potrzebna będzie uchwała właścicieli lokali wyrażająca zgodę na dokonanie tej czynności oraz udzielająca zarządowi pełnomocnictwa do zawierania umów stanowiących czynności przekraczające zakres zwykłego zarządu w formie prawem przewidzianej.

Od 1 stycznia 2020 roku wspólnota mieszkaniowa będzie musiała uchwalić roczny plan gospodarczy zarządu nieruchomością wspólną i opłat na pokrycie kosztów zarządu. Na pokrycie kosztów zarządu, właściciele lokali będą uiszczać zaliczki w formie bieżących opłat, płatne z góry do dnia 10 każdego miesiąca.

Zarząd albo zarządca będzie obowiązany prowadzić ewidencję pozaksięgową kosztów zarządu nieruchomością wspólną oraz zaliczek uiszczanych na pokrycie tych kosztów, a także rozliczeń z innych tytułów na rzecz nieruchomości wspólnej. Co więcej, zarząd albo zarządca zobowiązani są do zwołania zebranie ogółu właścicieli lokali co najmniej raz w roku, nie później niż w pierwszym kwartale każdego roku.

Ustawa Prawo przedsiębiorców przewiduje tzw. prawo do błędu dla przedsiębiorców wpisanych do CEIDG, którzy naruszą przepisy prawa związane z wykonywaną działalnością gospodarczą w okresie 12 miesięcy od dnia podjęcia działalności gospodarczej po raz pierwszy albo ponownie po upływie co najmniej 36 miesięcy od dnia jej ostatniego zawieszenia lub zakończenia. Jeżeli właściwy organ rozpocznie postępowanie mandatowe albo postępowanie w sprawie nakładania lub wymierzania administracyjnej kary pieniężnej, to przed nałożeniem grzywny w drodze mandatu karnego albo przed nałożeniem   lub wymierzeniem  administracyjnej kary pieniężnej, organ będzie wzywał przedsiębiorcę, w drodze postanowienia  do usunięcia w wyznaczonym przez siebie terminie stwierdzonych naruszeń przepisów prawa oraz ewentualnych skutków tych naruszeń.

Przedsiębiorca, który usunie  naruszenia i ich skutki w wyznaczonym terminie, nie zapłaci kary. Właściwy organ, w drodze decyzji, odstąpi od nałożenia na niego lub wymierzenia mu administracyjnej kary pieniężnej i poprzestanie na pouczeniu albo  przedsiębiorca nie będzie podlegać karze za popełnione wykroczenie lub wykroczenie skarbowe.

Kodeks spółek handlowych przewiduje od 1.01.2020 roku obowiązek prowadzenia stron internetowych dla spółek akcyjnych oraz komandytowo-akcyjnych w celu komunikacji z akcjonariuszami. Wspomniane spółki są zobowiązane do publikacji na stronach internetowych wymaganych przez prawo lub ich statuty ogłoszeń pochodzących od spółek. W przypadku spółki publicznej jest to:

  • ogłoszenie o zwołaniu walnego zgromadzenia,
  • informacja o ogólnej liczbie akcji w spółce i liczbie głosów z tych akcji w dniu ogłoszenia, a jeżeli akcje są różnych rodzajów – także o podziale akcji na poszczególne rodzaje i liczbie głosów z akcji poszczególnych rodzajów,
  • dokumentacja, która ma być przedstawiona walnemu zgromadzeniu,
  • projekty uchwał lub, jeżeli nie przewiduje się podejmowania uchwał, uwagi zarządu lub rady nadzorczej spółki, dotyczące spraw wprowadzonych do porządku obrad walnego zgromadzenia lub spraw, które mają zostać wprowadzone do porządku obrad przed terminem walnego zgromadzenia,
  • formularze pozwalające na wykonywanie prawa głosu przez pełnomocnika lub drogą korespondencyjną, jeżeli nie są one wysyłane bezpośrednio do wszystkich akcjonariuszy.

Zgodnie z ustawą o Krajowym Rejestrze Sądowym, adresy stron internetowych tych spółek podlegają zgłoszeniu do rejestru.

Kodeks cywilny zostaje uzupełniony o ważny przepis w zakresie planowania sukcesji przedsiębiorstw. Od 1.01.2019 roku przedmiotem zapisu windykacyjnego może być ogół praw i obowiązków w spółce osobowej. Zgodnie z art. 10 § 1 Kodeksu spółek handlowych, ogół praw i obowiązków wspólnika w spółce osobowej (czyli konglomerat praw korporacyjnych i majątkowych wspólnika przysługujących mu z tytułu uczestnictwa w spółce) jest co do zasady niezbywalny, chyba że umowa spółki stanowi inaczej lub uzyskano pisemną zgodę wszystkich pozostałych wspólników. W związku z tą cechą ogółu praw i obowiązków w spółce osobowej, do tej pory przedmiotem zapisu windykacyjnego mogło być co najwyżej roszczenie o wypłatę wartości udziału kapitałowego przypadającego na zmarłego wspólnika. Dzięki wprowadzanej zmianie, powstanie wygodne narzędzie prawne do planowania sukcesji w przedsiębiorstwach rodzinnych, nierzadko prowadzących działalność w formie spółek osobowych.

W ustawie o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych wprowadzono zmiany w zakresie dotychczasowej ewidencji papierów wartościowych prowadzonej przez Komisję Nadzoru Finansowego. Od 1 stycznia 2020 r. jest to bowiem ewidencja akcji, które są przedmiotem oferty publicznej, są dopuszczone do obrotu na rynku regulowanym lub wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Ewidencja obejmować ma podstawowe dane o akcjach i trybie przeprowadzenia ich oferty, dopuszczenia do obrotu na rynku regulowanym lub wprowadzenia do alternatywnego systemu obrotu. Tak, jak uprzednio, jest ona jawna, a dodatkowo Komisja Nadzoru Finansowego udostępnia ją na swojej stronie internetowej.

W przeciwieństwie do poprzedniego stanu prawnego, wpisu do ewidencji akcji dokonuje ich emitent lub inny niż emitent podmiot składający wniosek o ich dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym, a nie Komisja Nadzoru Finansowego. Termin na dokonanie wpisu do ewidencji akcji wynosi 14 dni od dnia:

  • przydziału akcji, a w przypadku niedokonywania przydziału akcji – od dnia ich wydania;
  • dopuszczenia akcji do obrotu na rynku regulowanym lub ich wprowadzenia do alternatywnego systemu obrotu.

Jeżeli oferta publiczna akcji prowadzona jest w sposób ciągły – dokonanie wpisu może mieć miejsce w terminie 14 dni od dnia przydziału akcji albo ich wydania będącego ostatnim dniem przedziału czasowego określonego przez emitenta lub oferującego, nie dłuższego jednak niż 6 miesięcy.

Oferujący obowiązany jest więc niezwłocznie zawiadomić emitenta o przeprowadzonej ofercie publicznej akcji tak, aby emitent miał możliwość dokonania pełnego wpisu do ewidencji akcji. Zawiadomienie powinno nastąpić w terminie 5 dni od przydziału lub wydania akcji.

W związku z powyższą zmianą uchylony został przepis nakładający na podmiot dokonujący oferty publicznej obowiązek uiszczenia opłaty ewidencyjnej.

Nie tracą mocy wpisy w brzmieniu dotychczasowym, dokonane przed 1.01.2020 r.

Ustawę  o obrocie instrumentami finansowymi uzupełniono natomiast o postanowienia dotyczące wyłącznej możliwości zamieszczania w firmie (nazwie) spółki zwrotu „dom maklerski” oraz używania takiego oznaczenia w obrocie handlowym. Od 1.01.2020 takie wyłączne prawo ma jedynie spółka, która uzyskała zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej. Przepisy wyraźnie wskazują, że nie może tego robić bank prowadzący działalność maklerską.

Zmiany w ustawie o PIT:

– wprowadzono możliwość pomniejszenia przez wierzyciela podstawy opodatkowania o zaliczaną do przychodów należnych wartość wierzytelności o zapłatę świadczenia pieniężnego w rozumieniu ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, jeżeli wierzytelność ta nie zostanie uregulowana lub zbyta w ciągu 90 dni od dnia upływu terminu jej płatności określonego w umowie lub na fakturze (rachunku);

– w symetrycznych transakcjach handlowych (np. pomiędzy dwoma dużymi przedsiębiorcami), w których możliwe będzie wydłużenie terminu zapłaty powyżej 60 dni po spełnieniu określonych warunków, w sytuacji gdy nie zostaną one spełnione, zamiast postanowień umownych ustalających dłuższy niż 60 dni termin zapłaty będzie obowiązywał 60-dniowy termin zapłaty.

Zmiany w ustawie o CIT:

– wprowadzono możliwość pomniejszenia przez wierzyciela podstawy opodatkowania o zaliczaną do przychodów należnych wartość wierzytelności o zapłatę świadczenia pieniężnego w rozumieniu ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, jeżeli wierzytelność ta nie zostanie uregulowana lub zbyta w ciągu 90 dni od dnia upływu terminu jej płatności określonego w umowie lub na fakturze (rachunku);

– ustalono, że w transakcjach asymetrycznych, tj. jeżeli dłużnikiem zobowiązanym do zapłaty za towary lub usługi jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem jest mikro, mały albo średni przedsiębiorca termin zapłaty określony w umowie nie będzie mógł przekraczać 60 dni, liczonych od dnia doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi (lub od otrzymania przez dłużnika towaru lub usługi zgodnie z projektowanym art. 7 ust. 4 ustawy);

– określono, że przypadku ustalenia terminu niezgodnego z tym przepisem, zastosowanie będzie miał art. 13 ust. 2 ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych w nowym brzmieniu, zgodnie z którym z mocy prawa stosowany będzie termin zapłaty 60 dni;

– w symetrycznych transakcjach handlowych (np. pomiędzy dwoma dużymi przedsiębiorcami), w których możliwe będzie wydłużenie terminu zapłaty powyżej 60 dni po spełnieniu określonych warunków, w sytuacji gdy nie zostaną one spełnione, zamiast postanowień umownych ustalających dłuższy niż 60 dni termin zapłaty będzie obowiązywał 60-dniowy termin zapłaty;

– wprowadzono  obowiązek wykazywania wierzytelności lub zobowiązań, które powodują zwiększenia lub zmniejszenia podstawy opodatkowania w zeznaniach podatkowych. Jest to rozwiązanie analogiczne do tego, które obowiązuje w podatku VAT, w związku z którym podatnicy składają deklarację VAT-ZD.

Zmiany w ustawie Ordynacja podatkowa:

– Szef KAS będzie przekazywał Prezesowi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów informacje, w tym zawierające dane stanowiące tajemnicę skarbową, bankową lub zawodową, o ustaleniu prawdopodobieństwa wystąpienia opóźnień w spełnianiu przez podmiot obowiązany do złożenia informacji, o których mowa w art. 82 § 1b Ordynacji podatkowej;

– W art. 299f § 2 Ordynacji podatkowej przyjęto, że prawdopodobieństwo wystąpienia opóźnień występuje, jeżeli suma wartości świadczeń pieniężnych niezapłaconych przez dany podmiot w terminie 60 dni od dnia otrzymania faktury wynosi w okresie kolejnych 3 miesięcy co najmniej 2 000 000 złotych. Informacje określone w art. 299f § 7 Ordynacji podatkowej będą mogły być przekazane na wniosek Prezesa UOKiK;

Przyjęto, że przekazanie informacji o ustaleniu prawdopodobieństwa wystąpienia opóźnienia za dany miesiąc będzie możliwe do 20. dnia drugiego miesiąca następującego po miesiącu, za który ustalono to prawdopodobieństwo.

Artykuł przygotowany przez zespół Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Dolar traci

Uwagę inwestorów w ostatnim czasie skupiają informacje dotyczące eskalacji napięć na linii USA-Iran. Jak na tę kwestię reagują rynki?

Zaskakująco zmienny okres świąteczno-noworoczny zakończył się osłabieniem dolara amerykańskiego względem większości światowych walut. W obliczu niemal pustego kalendarza ekonomicznego oraz pod nieobecność istotnych wieści z zakresu polityki monetarnej, informacje o zabiciu przez USA jednego z najważniejszych irańskich generałów skupiły na sobie praktycznie całą uwagę rynku. Co ciekawe, pierwszą reakcją na doniesienia o wspomnianej operacji USA w Iraku była deprecjacja dolara, aczkolwiek jego osłabienie było krótkotrwałe i nie przyjęło istotnych rozmiarów.

W tym tygodniu uwagę rynków przykuje nie tylko sytuacja na Bliskim Wschodzie. Znaczenie będą miały również dane. Po dzisiejszych odczytach inflacji w strefie euro, które nie przyniosły utrzymania wzrostu inflacji bazowej (na który liczyliśmy), czekają nas równie istotne dane z amerykańskiego rynku pracy. Od piątkowego raportu opisującego sytuację w grudniu oczekujemy potwierdzenia dobrej sytuacji na rynku pracy w USA, na co wskazywał raport z listopada.

PLN

Polski złoty w ostatnim czasie charakteryzował się siłą, w początkach tego tygodnia schodząc do najniższego poziomu od ponad półtora roku w parze z euro. Umocnienie złotego można powiązać ze zmianami na głównej parze walutowej i ogólną poprawą nastrojów, w czym istotnie nie przeszkodził nawet wzrost napięć na linii USA-Iran.

Kalendarz ekonomiczny dla Polski w ostatnim czasie był stosunkowo pusty. W zeszłym tygodniu poznaliśmy tylko grudniowe dane PMI o aktywności biznesowej w przemyśle, które okazały się nieco lepsze od oczekiwań. W tym tygodniu jednak rynek zaszokowały dane o inflacji, która na koniec roku wzrosła do 3,4% – poziomu aż o pół punktu procentowego wyższego od konsensusu. W tym kontekście środowa konferencja prasowa po spotkaniu RPP nabierze większego znaczenia. Coraz bardziej skłaniamy się w stronę poglądu, zgodnie z którym w 2020 roku Rada zmieni stanowisko i podniesie stopy procentowe.

GBP

Szterling ostatnio umacnia się w parze z euro, jednak w parze ze złotym pozostaje dość stabilny. W krótkim okresie zachowanie funta powinno zależeć zarówno od zachowania głównej pary, jak i informacji dotyczących negocjacji ostatecznych warunków relacji UE z Wielką Brytanią po zakończeniu okresu przejściowego. Jeśli kierować się przebiegiem dotychczasowych negocjacji brexitowych, należałoby się spodziewać, że jakiekolwiek istotne dla rynku wieści dotyczące dalszych losów Brexitu zaczną do nas docierać bliżej wyznaczonych kluczowych terminów w kontekście negocjacji. Czyli nieprędko.

EUR

Znakomita większość istotnych wskaźników opisujących nastroje w strefie euro ostatnio kieruje się na północ. Nie wszystkie odczyty można jednak określić mianem dobrych – chyba najbardziej rzucającym się w oczy wyjątkiem są dane z niemieckiego przemysłu. Warto jednak wspomnieć, że w ostatnich dniach zrewidowano w górę grudniowe dane PMI dla strefy euro. Po rewizjach indeks zbiorczy oddalił się od kluczowego poziomu 50, sugerując brak większego ryzyka wystąpienia recesji w najbliższym czasie.

Kluczowa w tym tygodniu publikacja ze strefy euro – dzisiejsze dane o inflacji – nie przyniosła zaskoczeń. Inflacja bazowa w grudniu znalazła się na poziomie 1,3%, czyli tym samym, co notowany w poprzednim miesiącu.

USD

O ile eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie sprzyjała aktywom safe haven (bezpiecznych przystani) – wspierając m.in. jena japońskiego, złoto oraz amerykańskie obligacje – o tyle dolar amerykański dotychczas nie doświadczył z tego tytułu większej i utrzymującej się aprecjacji. Amerykańskie obligacje zyskiwały, co sprawiło, że różnica w rentownościach między USA a strefą euro skurczyła się.

W kontekście makroekonomicznym, ostatnie publikacje drugorzędnych danych z USA były nieco słabsze niż dotychczas. To sprawia, że piątkowy kluczowy raport z amerykańskiego rynku pracy tym bardziej powinien zyskać na znaczeniu.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Brexit staje się faktem. Co to oznacza dla Polski?

Ciągnąca się od kilku lat historia Brexitu osiągnie swój punkt kulminacyjny 31 stycznia, kiedy to Wielka Brytania oficjalnie wystąpi z Unii Europejskiej. Tak zdecydował nowy rząd Borisa Johnsona, który w jesiennych wyborach otrzymał duże zaufanie wyborców. Wygrana zdecydowaną większością głosów pozwoli Johnsowi zrealizować plany Brexitu – ale najważniejszy sprawdzian dla nowego rządu przyjdzie później. Połowa 2020 roku upłynie bowiem pod znakiem skomplikowanych i powolnych negocjacji handlowych, których wynikiem ma być zbudowanie nowej relacji z krajami Unii. Pośród tych krajów jest Polska, dla której Wielka Brytania jest jednym z największych partnerów handlowych. Chociaż więc ostatnie trzy lata ciągnącego się Brexitu ostudziło emocje, wciąż jest to jedno z największych zmartwień naszych przedsiębiorców.

– Najtrudniejszy będzie okres przejściowy między oficjalnym Brexitem a finalnym zawarciem nowych umów handlowych. Zasadna jest obawa, czy ten okres przejściowy nie zaszkodzi naszym relacjom z Wielką Brytanią – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Warto przypomnieć, że Wielka Brytania jest trzecim największym partnerem handlowym Rzeczypospolitej. Mamy nadzieję, że narzędzia zastosowane przez jeden i drugi rząd pomogą nam bezpiecznie przejść przez ten okres turbulencji. Kolejnym ważnym dla Polski tematem są losy naszych obywateli, którzy mieszkają i pracują na Wyspach. W tej sprawie na szczęście brytyjscy dyplomaci i przedsiębiorcy są zgodni: Polacy są istotnym elementem gospodarki Wielkiej Brytanii. Na pewno nie będą wypychani z kraju, gdy nie będzie już on członkiem Unii Europejskiej – uspokaja Roszkowski.

Projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego nabiera tempa. W tym roku rozpocznie się wykup gruntów i wybór doradcy strategicznego

Zmiana specustawy, która ma skrócić procedury administracyjne, przygotowanie wieloletnich ram finansowania oraz rozpoczęcie procesu wykupu gruntów i wyboru doradcy strategicznego – to najważniejsze zadania na 2020 rok związane z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego. Inwestycja, jak zapewnia pełnomocnik rządu ds. CPK, wciąż ma szansę zacząć działać tak, jak zakładano, czyli w 2027 lub 2028 roku. – Warto zbadać niektóre koncepcje, np. niskiej emisji lotniska czy alternatywnych źródeł zasilania w energię i ciepło – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

– Najważniejsze plany na 2020 rok to przygotowanie nowelizacji ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Dotyczy ona przede wszystkim skrócenia procedur administracyjnych, co pozwoliłoby na pierwsze operacje lotnicze w 2027 lub 2028 roku. Po drugie, nowelizacja obejmuje też przygotowanie programu wieloletniego dotyczącego finansowania CPK. To także rozpoczęcie procesu wykupu gruntów pod budowę portu oraz wybór doradcy strategicznego – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Horała, sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

Zmiany w specustawie mają też umożliwić szybsze rozpoczęcie negocjacji na temat dobrowolnego wykupu gruntów. W gminach Baranów, Teresin i Wiskitki koło Grodziska Mazowieckiego na budowę portu przewidziano ok. 35 km kw. gruntów. Zgodnie z zapowiedziami 2020 rok ma być kluczowym etapem przygotowań w powstaniu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Już w pierwszej połowie roku mają ruszyć prace nad masterplanem lotniska i zintegrowanej z nim stacji kolejowej. Oprócz koncepcji rozwoju portu lotniczego w perspektywie 20 lat znajdą się tam informacje o podstawowych parametrach i przepustowości infrastruktury.

– W ramach przygotowania masterplanu lotniska wykonamy inwentaryzację geotermalną. Zobaczymy, czy są dostępne źródła o odpowiednich parametrach, które można by w sposób opłacalny ekonomicznie wykorzystywać, np. do taniego podgrzewania pasów startowych – zaznacza Marcin Horała. – Ale to też inne źródła energii słonecznej czy wiatrowej. Nie chcę niczego przesądzać, bo tym będą się zajmowali specjaliści, natomiast cel jest jasny, żeby było to lotnisko przyszłości – nowoczesne technologicznie i możliwie niskoemisyjne.

Nowoczesne technologicznie mają być także prowadzące do lotniska szlaki kolejowe, które będą powstawać w kolejnych latach. Część kolejowa Programu CPK zakłada budowę 1,6 tys. km nowych linii prowadzących z 10 kierunków do CPK i Warszawy. Każda z linii będzie się składać z nowych odcinków sieci oraz zmodernizowanych fragmentów już istniejącej infrastruktury.

– Przez ostatnie 20–30 lat w Polsce dominował trend likwidowania linii kolejowych, PKP PLK głównie tylko modernizowało istniejące szlaki. Zdarzały się sytuacje, że po modernizacji jechało się ledwie 5 czy 10 minut szybciej niż przed nią. My całkowicie odkładamy na bok ten punkt widzenia. Zbudujemy nową ramę komunikacyjną kraju, która przełamie dotychczasowe schematy – mówi Marcin Horała.

W tym roku mają ruszyć badania środowiskowe w miejscach planowanych inwestycji kolejowych. Pod koniec 2019 roku rozstrzygnięto już przetarg na wykonanie inwentaryzacji przyrodniczych, w pierwszej kolejności inwentaryzacja obejmie teren, na którym powstanie 140-kilometrowy odcinek linii dużych prędkości Warszawa – CPK – Łódź.

– Linie są teraz trasowane, w przetargu zostało wybranych pięciu doradców, którzy będą prowadzili inwestycje środowiskowe, a później nastąpią kolejne, czasem żmudne etapy uzyskiwania kolejnych pozwoleń i decyzji środowiskowych prowadzących do prawomocnych pozwoleń na budowę – wskazuje pełnomocnik rządu ds. CPK.

Najszybciej w ramach etapu zero ma powstać właśnie odcinek do stolicy. Pozostałe inwestycje kolejowe są wpisane w horyzont czasowy do 2040 roku.

– Ten najbardziej optymistyczny scenariusz to pierwsze operacje lotnicze w roku 2027 lub 2028 i w tym czasie powinna powstać kolej dużych prędkości Łódź – CPK – Warszawa, która będzie dowoziła bezpośrednio na lotnisko. Kolejnych „szprych” w tej ramie w 2028 roku raczej się nie uda oddać, ale będą one uzupełniane w ciągu kilku kolejnych lat, tak żeby ok. 2035 roku system był już gotowy – zapowiada Marcin Horała.

Jak podkreśla, sam komponent lotniskowy będzie kosztował ok. 25 mld zł. Kolejne 7–8 mld zł może pochłonąć rozbudowa infrastruktury drogowej, a kolejne kilkanaście miliardów – budowa sieci kolejowej.

W 944 miastach w Polsce mieszka około 40 proc. Polaków. Swojego potencjału nie wykorzystuje prawie połowa małych i jedna piąta średnich miast

Czerwińsk nad Wisłą na Mazowszu, Klimontów w województwie świętokrzyskim oraz Lututów i Piątek w Łódzkiem – to cztery miejscowości na mapie Polski, które od 2020 roku uzyskały status miasta. Nadanie go to dla miejscowości prestiż i szansa na szybszy rozwój. Gospodarkę miast napędzają przede wszystkim wspieranie innowacyjności przedsiębiorstw, zatrzymanie tendencji wyludniania się, przyciąganie nowych mieszkańców oraz budowanie marki miast poprzez wykorzystanie ich zasobów – wynika z raportu PIE „Scenariusze rozwoju małych i średnich miast do 2035 roku”.

Instytut przebadał 295 miast, z czego 90 średnich i 205 małych. Miasta małe, do 20 tys. mieszkańców, zamieszkuje 13 proc. Polaków, z kolei miasta średnie, od 20 do 200 tys. mieszkańców – 27 proc. Ich sytuacja jest bardzo zróżnicowana, co zależy od wielu czynników m.in. lokalizacji, sposobu zarządzania, liczby mieszkańców czy ich zaangażowania.

– Zarówno w małych, jak i w średnich miastach wyróżniliśmy po trzy grupy. Pierwsza z nich to ośrodki o najgorszej sytuacji społeczno-gospodarczej. One patrzą na 2035 rok z dużym optymizmem. Druga grupa miast to miasta pośrednie, które mają jakiś potencjał, ale brakuje im impulsu do szybszego rozwoju. Trzecia grupa miast, zarówno małych, jak i średnich, to są miasta wiodące – lokomotywy rozwoju rynków lokalnych – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

43 proc. średnich ośrodków stanowią miasta nazwane lokomotywami rozwoju rynków lokalnych. Są w najlepszej kondycji, mają mocną pozycję w regionie, dobrą sytuację ekonomiczną oraz rosnące wskaźniki działalności gospodarczej i sytuacji społecznej. Najwięcej z nich znalazło się w województwach wielkopolskim, śląskim oraz mazowieckim. Są wśród nich Gdynia, Skierniewice, Ełk czy Gliwice.

Przykładowo Ełk jest miastem turystycznym, co okazuje się być lokomotywą rozwoju dla rynków lokalnych – mówi Katarzyna Dębkowska.

Jak podkreślają eksperci PIE, ogólna sytuacja pozwala tym miastom optymistycznie patrzeć w przyszłość, mimo nie zawsze ukierunkowanego rozwoju. By mogły dalej rozwijać swój potencjał, potrzebują stabilnego i przyjaznego otoczenia oraz szerokiego wachlarza możliwości rozwoju dla biznesu.

39 proc. średnich ośrodków miejskich zaliczono do drugiej grupy, czyli miast z potencjałem bez silnych wyróżników. Wśród nich są m.in. Sosnowiec i Zambrów, co czwarte znajduje się na Śląsku.

– Spośród średnich miast najgorszą sytuacją społeczno-gospodarczą charakteryzują się ośrodki, które kiedyś były stolicami województw [stanowią one ¼ tej grupy – red.] – mówi Katarzyna Dębkowska.

Te miasta stanowią 18 proc. przebadanych przez PIE ośrodków. To m.in. Chełm, Elbląg, Przemyśl, Tarnobrzeg czy Włocławek. Z badania wynika, że ośrodki te nie uważają się za innowacyjne, a swoją przyszłość widzą w rozwiniętym zakresie usług.

W każdej z tych grup główne wyzwania wiążą się ze zjawiskiem depopulacji oraz brakiem kompleksowych strategii rozwoju, z czym zmaga się co piąte średnie miasto. W przypadku ośrodków w najsłabszej kondycji eksperci PIE postulują nawet podjęcie interwencji ze strony państwa, ponieważ miasta te są w największym stopniu zagrożone skutkami wyludniania się. Szansą mogłoby być np. pobudzenie migracji z pobliskich terenów miejskich czy deglomeracja funkcji publicznych.

– Czynnikami, które mają napędzać przyszłość i stanowią osie przygotowanych przez nas scenariuszy rozwoju miasta, są zarówno czynniki ekonomiczne, jak i społeczne. Często wynikają one z samego potencjału miasta, ale czasami są uwarunkowane zewnętrznie, np. jasne i stabilne przepisy prawne, w których otoczeniu miasto może sprawniej działać – mówi ekspertka PIE.

Polski Instytut Ekonomiczny wspólnie z ekspertami rekomenduje miastom konieczne dla zwiększenia ich potencjału działania do 2035 roku zarówno na szczeblu miejskim, wojewódzkim, jak i krajowym.

– Dla każdej z grup powstały cztery scenariusze: pożądany, dwa pośrednie i negatywny. Zakładamy, że miasta będą  dążyły do scenariusza optymistycznego – podkreśla Dębkowska. – W osi scenariuszy często wskazywanymi czynnikami były: wspieranie innowacyjności przedsiębiorstw i polityka migracyjna w celu zatrzymania wyludniania się miast czy przyciągania nowych mieszkańców. Kolejny czynnik to odkrywanie i wykorzystywanie zasobów, które miasta mają, i budowanie na tym swojej marki.

W przypadku miast w gorszej sytuacji duże znaczenie mają zewnętrzne projekty i źródła finansowania oraz ich efektywne wykorzystywanie.

– Ciekawe pomysły współpracy z innymi miastami czy łączenie się w klastry też mogą spowodować napędzanie rozwoju – mówi Katarzyna Dębkowska. – Do tego potrzebne są odpowiednie kadry zarządzające miastem, jak też angażująca się społeczność lokalna.

W małych miastach statystyki są nieco gorsze. Aż 43 proc. z nich określono jako miasta niewykorzystanych szans. Eksperci zalecają im m.in. efektywniejsze zarządzanie gospodarką przestrzenną oraz rozwój współpracy z innymi gminami w zakresie usług publicznych. 26 proc. zdefiniowano jako potrzebujące impulsu rozwojowego, którym mogłoby być np. zagospodarowanie porzuconej infrastruktury i zwiększenie liczby projektów społecznych, które mogłyby zaangażować mieszkańców. 31 proc. z małych miast to miejsca przyjazne do życia. Tym eksperci zalecają przygotowanie zachęt dla inwestorów i wspieranie lokalnego kapitału, a także zachęcanie do migracji powrotnych.

Większość Polaków odpowiedzialnie planuje domowy budżet na 2020 rok. Najwięcej pieniędzy wydamy na remonty, zakup samochodu i wakacje

Wraz z początkiem stycznia większość Polaków robi plany na 2020 rok, również te związane z poważnymi inwestycjami. 69 proc. z nas przewiduje w tym roku znaczące wydatki i już zaplanowało, w jaki sposób je sfinansuje – wynika z Barometru Providenta. Domowy budżet obciążą przede wszystkim koszty remontu, zakupu samochodu i wakacyjnego odpoczynku. Większość z nas wydatki sfinansuje z oszczędności i bieżących dochodów. Co piąty Polak rozważa pożyczkę lub kredyt.

– Nowy rok to czas na realizację nowych planów, wyzwań i postanowień. W najnowszym badaniu Barometr Providenta zapytaliśmy respondentów, czy udało im się zrealizować ubiegłoroczne plany. Jedna trzecia z nich odpowiedziała twierdząco. Bardziej konsekwentni byli mężczyźni, bo 40 proc. z nich zrealizowało swoje plany – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magda Maślana z Provident Polska.

Jak wynika z badania Barometr Providenta, 69 proc. Polaków przewiduje znaczące wydatki w 2020 roku oraz już zaplanowało, z czego je sfinansuje. Najczęściej planujemy wydatki codzienne, czyli zakupy żywności, ubrań i opłaty rachunków.

– Ponad 50 proc. Polaków przyznało, że to właśnie one pochłoną najwięcej z domowych budżetów – zaznacza Magda Maślana.

Połowa rodaków planuje wakacyjny wyjazd i już rezerwuje na ten cel środki. Niewiele mniej (49 proc.) chce w 2020 roku zrobić remont mieszkania i domu.

– Polacy planują również zakup sprzętu AGD. Dla blisko 40 proc. jest to spore wyzwanie i już na początku roku o tym myślą. Myślimy również o naszym zdrowiu, planując wydatki związane z leczeniem – wymienia ekspertka.

Niemal co trzeci Polak (27 proc.) wskazuje, że największym obciążeniem dla domowego budżetu będzie remont mieszkania. Wydatki na ten cel sięgną kilkudziesięciu tysięcy złotych. Sporo pieniędzy pochłonie też zakup samochodu (16 proc. odpowiedzi) i wakacyjny wypoczynek (10 proc.). Dla 7 proc. respondentów portfele obciążą przede wszystkim codzienne zakupy, podobna grupa wskazuje na spłatę zaciągniętych kredytów.

– Polacy dość odpowiedzialnie myślą o wydatkach na ten rok. Blisko 60 proc. zamierza oszczędzać na swoje cele i co miesiąc odkładać pewną kwotę, aby móc je sfinansować. 42 proc. wskazuje, że będzie posiłkowało się przede wszystkim bieżącymi dochodami, 22 proc. rozważy pożyczkę bądź kredyt, czy to w banku, czy w instytucji finansowej. Z kolei 3 proc. o taką pomoc poprosi rodzinę bądź znajomych – mówi Magda Maślana.

Dogoterapia jest prowadzona w 20 szpitalach i ośrodkach terapeutycznych w Polsce. Psy pomogły już ponad 7,5 tys. małych pacjentów

Kontakt ze zwierzętami niesie ze sobą wiele korzyści – wspomaga proces leczenia i ułatwia radzenie sobie ze stresem i bólem. Dogoterapia jest więc coraz powszechniej wykorzystywana w leczeniu chorych dzieci. Decydują się na nią również szpitale. W 2019 roku niemal 5 tys. dzieci wzięło udział w ogólnopolskim programie zajęć dogoterapii połączonej z „Terapią śmiechem”. To projekt prowadzony od 2017 roku przez Fundację „Dr Clown” i firmę Mars Polska. Łącznie z terapii skorzystało ponad 7,5 tys. małych pacjentów, a do akcji dołączają kolejne placówki.

 Relacja pomiędzy człowiekiem i psem jest wyjątkowa, niesie ze sobą bardzo wiele korzyści. Nie moglibyśmy tej wiedzy nie wykorzystać w praktyce, aby pomóc tym, którzy najbardziej tego potrzebują, czyli chorym dzieciom. Właśnie dlatego od ponad trzech lat rozwijamy projekt dogoterapii wraz z Fundacją „Dr Clown” w polskich szpitalach dziecięcych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Głowacka, lekarz weterynarii, ekspertka do spraw żywienia zwierząt w Mars Polska.

Badania naukowców z Instytutu Nauki o Zwierzętach WALTHAM, należącego do firmy Mars, wskazują, że kontakt ze zwierzętami znacznie poprawia samopoczucie u małych pacjentów. Redukuje stres i wspomaga produkcję oksytocyny, czyli hormonu szczęścia. Obecność psów przyczynia się również do szybszej rekonwalescencji po chorobach i operacjach.

 Zwierzęta dają nam niesamowite, bezkrytyczne wsparcie, co jest ogromnym motywatorem nie tylko do rozwoju dzieci, ale również do radzenia sobie w trudnych warunkach. Dzieci w szpitalach są codziennie narażone na różnego rodzaju sytuacje stresowe i lękowe, a obecność zwierząt pomaga im sobie z tym radzić – ocenia Małgorzata Głowacka.

Zwierzęta pomagają dzieciom oderwać się od codziennej rutyny, zaspokajają też ich potrzebę miłości i akceptacji. Dlatego coraz częściej dogoterapia wykorzystywana jest w szpitalach. Od 2017 roku firma Mars Polska wraz z Fundacją „Dr Clown”  prowadzi zajęcia z dogoterapii połączonej z „Terapią śmiechem”.

 Uśmiech poprawia naszą wentylację i krążenie krwi. Kiedy się śmiejemy, wydzielają się endorfiny, czyli hormony szczęścia. W takim stanie dzieci łatwiej adaptują się do nowych warunków, chętniej współpracują z personelem i biorą udział w zajęciach, ale przede wszystkim zajmują się zabawą. Dobroczynne działanie śmiechu i jego skutki są bardzo spójne z  korzystnymi efektami, które przynosi kontakt ze zwierzęciem – przekonuje Katarzyna Czereszewska, specjalistka ds. koordynacji CSR w Fundacji „Dr Clown”.

Od 2017 roku w zajęciach dogoterapii wzięło udział ponad 7,5 tys. małych pacjentów. Tylko w 2019 roku w 327 spotkaniach na oddziałach m.in. psychiatrii, onkologii, neurologii, kardiologii czy okulistyki uczestniczyło niemal 4,9 tys. dzieci.

 Liczba wizyt w ostatnim roku zwiększyła się dwuipółkrotnie. To pokazuje zarówno otwartość szpitali, jak i duże znaczenie obecności psów i dogoterapeutów na oddziałach. Na twarzach dzieci od razu pojawiają się uśmiechy – mówi Katarzyna Czereszewska.

Początkowo „Terapia śmiechem” połączona z dogoterapią była realizowana w pięciu placówkach, obecnie obejmuje swym zasięgiem 20 szpitali i ośrodków terapeutycznych, m.in. w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Szczecinie, Bielsku-Białej czy Lublinie.

 Od 2017 roku wizyt jest sześciokrotnie więcej, więc z naszej perspektywy te zajęcia są bardzo potrzebne. Same szpitale zapraszają, żebyśmy je kontynuowali czy zaczęli je u nich realizować. Coraz więcej rodziców również jest świadomych i pyta, czy w danym szpitalu jest dogoterapia – podkreśla Katarzyna Czereszewska.

Producenci żywności wciąż korzystają na rosnącej zamożności polskiego konsumenta i wzroście eksportu. Muszą jednak wyprzedzać trendy żywieniowe

Polski eksport żywności może w tym roku zwiększyć wartość o niemal 7 proc., czyli o ponad 2 mld euro. Pomagają mu wysoki popyt na świecie, konkurencyjne ceny i wysoka jakość. Także polscy konsumenci mają coraz więcej środków na produkty wyższej jakości. Jednak w dalszej perspektywie zmiana ich oczekiwań i rozwój technologii mogą doprowadzić do problemów niektórych branż. Producenci muszą więc nie tyle podążać za nowymi trendami, co je wyprzedzać.

– Produkcja żywności ma bardzo duże znaczenie dla Polski, a potencjał eksportowy tej branży z perspektywy makroekonomicznej jest bardzo duży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kacper Nosarzewski, partner 4CF Future Foods i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością. – Trzeba jednak uważać, czy nie ulegnie to z czasem wygaszeniu, dlatego że źródła konkurencyjności w eksporcie i na rynku wewnętrznym powoli się wyczerpują. W związku z tym, że zarówno konsumenci zagraniczni, jak i krajowi zmieniają swoje oczekiwania, przedstawiają inne wizje żywienia, może się okazać, że krajowi producenci żywności nie nadążają za tym i – co gorsza – nie będą w stanie wyprzedzić ewentualnych trendów, żeby skutecznie konkurować.

W 2018 roku polski eksport żywności zwiększył się o 6,8 proc., w 2019 roku według prognoz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej urośnie o 6,9 proc. i osiągnie wartość 31,8 mld euro, dokładnie dwa razy tyle, co w pierwszej połowie roku. Oznacza to wzrost udziału w handlu zagranicznym ogółem z 12,8 do 13,4 proc. Polska jest jednym z liderów eksportu artykułów rolno-spożywczych, a jego przewaga nad importem rośnie. W 2019 roku ma przekroczyć 11 mld euro. Także na krajowym rynku wyższe dochody konsumentów sprzyjają wyższym wydatkom przy zbliżonym wolumenie, a to oznacza sięganie po produkty z wyższej półki.

– Tak długo, jak Polacy będą się bogacić i w polskich gospodarstwach domowych dochód do dysponowania na konsumpcję będzie wzrastał, a możemy się spodziewać, że jeszcze chwilę to potrwa, tak długo będzie to dobry klimat dla polskich producentów, żeby podsuwać konsumentom nowe produkty albo wręcz systemy żywieniowe związane ze zdrowym stylem życia, sportem czy jakąś nową organizacją wartości w gospodarstwie domowym – ocenia Kacper Nosarzewski. – Oczekiwania konsumentów ewoluują w stronę bardziej zróżnicowanej diety i bardziej różnorodnego koszyka towarów spożywczych, co jest odwzorowaniem ich nowych stylów życia. Jeśli nastąpiłaby dekoniunktura, to możemy się spodziewać, że ogromne rzesze klientów wrócą w stronę produktu taniego.

W Polsce rynek żywności ekologicznej stanowi zaledwie ułamek rynku spożywczego – według danych PMR to zaledwie 0,4 proc. (1,1 mld zł), choć rośnie trzykrotnie szybciej niż cały rynek. 23 proc. respondentów odpowiedziało, że kupuje żywność ekologiczną, 44 proc. jednak za główną przyczynę jej niekupowania podaje wysokie ceny. Jednak w dalszej przyszłości proporcje cenowe między masowo produkowaną tanią żywnością a jej zastępnikami mogą się zmienić. Drugim kierunkiem rozwoju może się okazać żywność wytworzona w laboratoriach.

– Oczywiście chcielibyśmy, żeby jutro „smakowało” słodko, pożywnie i zdrowo, ale jak to dokładnie zostanie osiągnięte, pozostaje nadal niewiadomą – mówi partner 4CF Future Foods i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością. – Przemysł mięsny bardzo chciałby wierzyć w to, że w perspektywie 15–30 lat popyt na białko z mięsa nadal się utrzyma. Ale są już takie firmy, które rzucają wyzwanie rynkowi mięsnemu, mówiąc: dostarczymy białka z alternatywnych źródeł i konsumenci będą nadal delektować się znanym im smakiem, a jednak z punktu widzenia bilansu środowiskowego i kosztów będziemy w stanie konkurować z branżą mięsną i pokonać ją.

Grudniowa inflacja wyniosła 3,4%. Sporo, a będzie jeszcze więcej

Główny Urząd Statystyczny zaprezentował szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2019 r. W miesiącu tym ceny przeciętnie okazały się o 0,8% wyższe niż w listopadzie i jednocześnie wyższe niż przed rokiem o 3,4% (w listopadzie wskaźnik dwunastomiesięczny wynosił 2,6%).

Dane te okazały się skrajnie różne od oczekiwanych przez rynek. Konsensus wskazywał na wartość wskaźnika dwunastomiesięcznego w przedziale 2,8% – 2,9% a skrajnie pesymistyczna prognoza wskazywała wartość inflacji 3,1%. Dla pierwszych miesięcy roku 2020 oczekiwany jest dalszy silny wzrost inflacji do poziomu wyraźnie powyżej 4,0%. W konsekwencji trudno oczekiwać średniorocznego wskaźnika inflacji w roku 2020 niższego niż 3,5% (wobec 2,3% w roku 2019 i 1,7% w roku 2018).

– Jako XTB spodziewaliśmy się wzrostu o 3 proc. i była to jedna z najwyższych prognoz – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – A styczeń przyniesie dalszy wzrost inflacji, zwłaszcza że wzrosną niektóre ceny regulowane. To może być nawet 4 proc. wzrost cen.

W grudniu wzrost inflacji był spowodowany nie tylko wszystkim wyższymi cenami paliw. O 1,2 proc. w porównaniu do października podrożała żywność.

Ceny żywności i napojów bezalkoholowych okazały się o 1,2% wyższe niż w listopadzie i o 7,0% wyższe niż przed rokiem. Ceny nośników energii okazały się wyższe niż w listopadzie o 0,1% i jednocześnie niższe niż przed dwunastoma miesiącami o 1,8%. W przypadku paliw do prywatnych środków transportu odnotowano wzrost cen w skali miesiąca o 2,1% i spadek cen o 0,2% w skali roku.

Polak na czele Agencji Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego. Jego zadaniem będzie wprowadzenie do lotnictwa najnowszych technologii

Nowe technologie napędzają rozwój branży lotniczej. Coraz częściej wspomina się o konieczności redukcji śladu węglowego samolotów przy wykorzystaniu dronów, paliw nowych generacji bądź pojazdów napędzanych energią elektryczną. Z tymi zadaniami zmierzy się nowy przewodniczący rady zarządzającej Agencji Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego, Piotr Samson z Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

– Agencja stoi przed wyzwaniem wprowadzania w życie i nadzoru nad nowymi technologiami lotniczymi, takimi jak silniki elektryczne do lotnictwa, drony oraz kwestie związane z cyberbezpieczeństwem. Jedną z praprzyczyn tych wszystkich elementów jest kwestia ochrony środowiska i tego, że lotnictwo europejskie idzie w kierunku redukcji emisji spalin oraz hałasu. Bez nowych technologii i biopaliw nie będziemy w stanie osiągnąć  standardów postawionych przez Komisję Europejską – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Branża lotnicza powoli wkracza w erę nowych technologii. Pod koniec 2019 roku Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) podjęła decyzję o przyznaniu certyfikacji dla systemu Thales dla Airbusów A530. Ten nowoczesny dotykowy panel kontrolny ma ułatwić pilotom zarządzanie kokpitem nowoczesnych samolotów. Thales pomoże w podejmowaniu szybkich decyzji na każdym etapie lotu, zwiększając tym samym bezpieczeństwo pasażerów.

Cyfryzacja linii lotniczych będzie postępować, a EASA ma sprawować pieczę nad tymi procesami, aby zapewnić wysoki poziom bezpieczeństwa nowych systemów kontroli lotów. To tylko jedno z wyzwań, jakie w najbliższych latach staną przed Agencją – EASA zadba także o zmniejszenie śladu węglowego transportu lotniczego na terenie Unii.

Z unijnego raportu „Emission Reduction Targets for International Aviation and Shipping” wynika, że w związku z dynamicznym rozwojem lotnictwa w 2050 roku aż 20 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych będzie pochodzenia lotniczego. W celu zredukowania śladu węglowego transportu lotniczego EASA planuje promować nowe środki transportu bazujące na niskoemisyjnych systemach napędowych. Jednym z przykładów takich pojazdów jest Projekt Fresson, prototyp hybrydowego samolotu od Cranfield Aerospace Solutions.

Firma we współpracy z Rolls-Royce’em, Denis Ferranti Group i Delta Motorsport oraz naukowcami z Uniwersytetu w Warwick chce stworzyć samolot zdolny do wykonywania 60-minutowych lotów przy wykorzystaniu napędu hybrydowego. Przyznanie przez EASA certyfikacji dla prototypu pozwoli wdrożyć pierwsze testy środowiskowe w 2021 roku i rozpocząć produkcję nowych samolotów w 2023 roku.

– Pierwszym krokiem jest wprowadzanie większej proporcji biopaliw do zasilania samolotów komunikacyjnych. Drugi element to są napędy hybrydowe, w lotnictwie mówimy o tym, żeby wprowadzać napędy elektryczne, tu najważniejsza jest kwestia baterii, które będą zasilać samoloty. Trzeci element to poprawa zarządzania ruchem lotniczym na terenie Europy. Chodzi o to, żeby samoloty latały jak najprostszymi liniami i żeby te loty były jak najkrótsze, wtedy będzie jak najmniej emisji spalin – tłumaczy ekspert.

Jednym z liderów na europejskim rynku osobowych elektrycznych pojazdów latających jest firma Volocopter, która uzyskała certyfikację EASA dla swoich taksówek pionowego startu i lądowania. Firma opracowała nie tylko działający prototyp pojazdu. We współpracy z firmą Skyports zaprojektowała także VoloPort, lądowisko stworzone z myślą o miejskich systemach elektrycznych taksówek. Firma szacuje, że wprowadzenie tych pojazdów do powszechnego użytku może zająć od dwóch do pięciu lat.

EASA opracowała wytyczne dla producentów elektrycznych i hybrydowych pojazdów pionowego startu i lądowania, które mają ułatwić wdrażanie ich do systemów transportu publicznego. W tym celu stworzono klasę małych pojazdów latających, do których zaliczają się latające taksówki o wadze do 3175 kg, które będą mogły wykonywać loty nad terenem miejskim.

– Te loty w pierwszej kolejności będą na krótkich dystansach, prawdopodobnie będą je wykonywać taksówki powietrzne. Pierwsza taka taksówka została scertyfikowana przez amerykański nadzór lotniczy FAA, więc działania w USA już się zaczynają, wkrótce dotrą także do Europy. Zakładamy, że samolot krótszego zasięgu, około 40-osobowy, wejdzie do użytkowania w perspektywie około 10 lat – przewiduje Piotr Samson.

Według analityków z firmy Market Study Report wartość globalnego rynku samolotów hybrydowych w 2018 roku wyniosła 530 mln dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 1,05 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 8,9 proc.

Cyberwojny nie rozpęta sztuczna inteligencja, lecz hakerzy. Coraz częściej za atakami stoją całe rządy, a nie pojedynczy cyberprzestępcy

Scenariusz III wojny światowej w internecie należy traktować raczej jako serię pojedynczych bitew toczonych w cyberprzestrzeni.  Cyberawarie trzeba koniecznie brać pod uwagę przy szacowaniu ryzyk przez firmy – ocenia Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.  Już od kilku lat rośnie ryzyko ataków sponsorowanych przez rządy. Cyber Operations Tracker wskazuje, że w ciągu ostatnich 15 lat doszło do ponad 200 ataków, za które odpowiedzialne są całe państwa.  

– Scenariusz III wojny światowej w internecie, czyli tzw. cyberwojny, należy traktować raczej jako serię pojedynczych bitew toczonych w cyberprzestrzeni. Mamy w niej zorganizowane grupy, które ścierają się między sobą, wymyślają co rusz nowe sposoby przełamywania zabezpieczeń. Jednak dotkliwe incydenty, które wpływają na ciągłość działania infrastruktury krytycznej, nie zdarzają się często – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Nową areną światowych konfliktów jest internet. Konsekwencje ataku mogą być jednak trudne do przewidzenia. Zainfekowanie sieci energetycznych może doprowadzić do całkowitego paraliżu państwa. Dlatego też światowe mocarstwa coraz częściej stoją za atakami hakerów. Cyber Operations Tracker, który zbiera informacje o atakach cybernetycznych na zamówienie państwa, wskazuje, że od kilkunastu lat takich zdarzeń przybywa. Podejrzewanych o sponsorowanie operacji cybernetycznych jest obecnie 28 krajów, w tym Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny czy Iran. W ciągu ostatnich 15 lat odnotowano 206 ataków, za które odpowiedzialne są rządy, przy czym od 2018 roku ich liczba rośnie coraz szybciej.

Najpoważniejsze mogą być konsekwencje ataku kluczowych instytucji z punktu widzenia funkcjonowania państwa. Również ataki wymierzone w pojedyncze firmy mogą prowadzić do miliardowych strat. Zagrożenie jest coraz większe.

– Dziś ten czynnik cyber, oprócz zwykłych awarii i kryzysów, trzeba brać pod uwagę w różnych procesach, m.in. szacowania ryzyka dla przedsiębiorstw – przekonuje Kamil Gapiński.

Zgodnie z dwunastym corocznym przeglądem priorytetów prewencyjnych (PPS) Rady Stosunków Zagranicznych (CFR) w 2020 roku największym zagrożeniem dla USA będzie destrukcyjny cyberatak na infrastrukturę krytyczną, w tym na systemy wyborcze. Według relacji Rosja i Stany Zjednoczone już przeprowadziły agresywne sondowania swoich sieci energetycznych i zainfekowały je wzajemnie złośliwym kodem, który można aktywować w przypadku totalnej cyberwojny.

O ile cyberataki stały się czymś powszechnym, o tyle III wojnę światową mogą wywołać też same komputery i trenowana do tego sztuczna inteligencja. Jednak zdaniem eksperta jest to nieco mniej prawdopodobny scenariusz.

– Walka komputerów czy duża automatyzacja w procesach ataków czy w procesach dystrybucji złośliwego oprogramowania oczywiście istnieje, natomiast nie do końca jest tak, że człowiek nie ma nad tym kontroli. Automatyczna realizacja różnych cyberataków i zagrożeń jest tylko pozorna, ponieważ nawet nowoczesne sieci botnetów są poddawane pewnym instrukcjom od cyberprzestępcy – wskazuje ekspert.

Potencjalnie niebezpieczne mogą okazać się systemy obronne krajów czy naprowadzania rakiet. Jeśli padną ofiarą cyberataków, mogą odpowiedzieć w niekontrolowany sposób i zainicjować konflikt na skalę światową. Według ekspertów za atakami zawsze jednak będzie stać człowiek.

– Dzisiejsze skomplikowane i wyrafinowane cyberataki dlatego są tak skuteczne, ponieważ zajmują się nimi zorganizowane grupy cyberprzestępcze, potocznie nazywane APT. Te grupy mają swoje cele polityczne i finansowe, a często są też wspierane finansowo przez obce rządy, przez służby specjalne. Dlatego teza o tym, że będziemy mieli w przyszłości walkę komputerów, jest tylko częściowo prawdziwa – ocenia Kamil Gapiński.

Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w 2019 i prognoza na 2020 r.

W 2019 r. ogłoszono 1 019 postanowień o upadłości i restrukturyzacji firm. To o 4,5 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym roku ta dynamika wzrośnie do 6 proc.

Jak wynika z raportu rocznego Coface „Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w 2019 r.” wśród wszystkich rodzajów postępowań najwięcej ogłoszono upadłości: 574 co oznacza wzrost o 3 proc. Stanowią one aż 56 proc. wszystkich postępowań. Łączna liczba postępowań restrukturyzacyjnych wzrosła o blisko 7 proc. W roku 2019 zanotowano ich łącznie 445, co stanowi prawie 44 proc. wszystkich postępowań.

Utrzymuje się ciągły, znaczący wzrost liczby przyspieszonych postępowań układowych. Ich liczba wzrosła r/r o 15 proc. i w 2019 roku ta najszybsza forma restrukturyzacji stanowiła już 67 proc. wszystkich postępowań restrukturyzacyjnych i 29 proc. ogółu postanowień sądowych. Zmalała natomiast liczba postępowań układowych i sanacyjnych.

– Wiele firm zagrożonych trudną sytuacją płynnościową sięga po przewidziane prawem rozwiązania restrukturyzacyjne, w niektórych przypadkach jest to kupowanie czasu, aby opóźnić ogłoszenie upadłości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Upadłości w branżach odzwierciedlają sytuację obserwowaną na rynku. Roczny wzrost o 30 proc. zanotował transport (w ciągu dwóch lat o 83 proc.) oraz o 8 proc. handel (w ciągu dwóch lat o 15 proc.). Aż o 38 proc. wzrosła liczba postanowień w rolnictwie i leśnictwie.

Poprawę zanotowała produkcja (-2 proc.), która nadal jest liderem w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji (25,7 proc wszystkich postanowień). Goni ją jednak handel, który z powodu wzrostu postanowień stanowi już 24,7 proc. całości.

Zmniejszyła się liczba postanowień w budownictwie (-13 proc.), dzięki czemu udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restrukturyzacji zmniejszył się do
12 proc., co daje wynik o ponad połowę niższy w porównaniu z rekordowym rokiem 2012, kiedy co czwarte postanowienie sądowe dotyczyło firmy budowlanej.

Rok 2020 będzie trudniejszy dla polskiej gospodarki niż lata ubiegłe, co także znajdzie odzwierciedlenie w większej liczbie upadłości i restrukturyzacji. Prognoza Coface zakłada, że wzrost gospodarczy Polski sięgnie 3,3 proc. PKB, a upadłości i restrukturyzacje wzrosną o 6 proc. w 2020 r. Po skokowym zwiększeniu wykorzystania restrukturyzacji w poprzednich latach, ich liczba będzie się stabilizować pozostając na zbliżonym do obecnego udziału, czyli 44 proc. w łącznej liczbie postanowień.

Ciekawiej na złotym. Niespokojnie na rynku ropy

Po przeszło dwóch tygodniach nudy na polskim złotym początek roku rozpoczął się całkiem ciekawie. Wczoraj złotówka testowała wielomiesięczne minima względem euro, a dzisiaj w wyniku niepokojów już wróciła na poprzednie poziomy.

Dolar dalej mocny

Wczorajsze dane pokazały, że za oceanem wcale nie dzieje się źle. Dobrze wypadł raport Challengera na temat liczby zwolnień. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych okazały się symbolicznie lepsze od oczekiwań. Trochę słabiej od oczekiwań wypadł indeks PMI dla przemysłu, ale to w dalszym ciągu wynik wyraźnie powyżej granicy 50 punktów, rozdzielającej rozwój od recesji. W rezultacie dolar wyraźnie umacniał się względem głównych walut, a co za tym szło, również względem złotego.

Chwilowa siła złotego

Wczoraj polska waluta niespodziewanie spadła poniżej 4,24 złotego za euro. Był to najniższy poziom od lipca 2019 roku. Do przebicia tamtego poziomu zabrakło ułamków grosza. Wcześniej tak tanie euro oglądaliśmy w połowie 2018 roku. Nie nacieszyliśmy się jednak długo tanią europejską walutą, gdyż dzisiaj złotówka od rana jest w odwrocie, a euro ponownie kosztuje około 4,2550 zł jak w drugiej połowie grudnia.

Niespokojnie na rynku ropy

Według strony białoruskiej, czemu zaprzeczają Rosjanie, wstrzymane zostały dostawy ropy do białoruskich rafinerii. Jest to wynik fiaska negocjacji z 31 grudnia w sprawie warunków dostaw. Co ważne, dla nas porozumienie takie zostało zawarte w sprawie gazu. Na rynkach w przypadku ropy naftowej niepokój podnoszą doniesienia z Azji, gdzie Amerykanie zabili irańskiego generała na lotnisku w Bagdadzie. Efektem tych działań jest skokowy wzrost cen ropy o 3,5%. Jeżeli dojdzie do dalszej eskalacji, należy spodziewać się kolejnych wzrostów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – indeks ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Branża cyfrowa: 2020 pełny wyzwań wokół 5G, cyfryzacji radia i podziału unijnych środków

Dalszy rozwój sieci 5G, wzmocnienie cyberbezpieczeństwa kraju, cyfryzacja radia oraz rozdział środków z unijnego budżetu cyfrowego – to zdaniem przedstawicieli branży cyfrowej i nowoczesnych technologii główne wyzwania dla tego sektora w 2020 roku. 

Jak ocenia Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje największe przedsiębiorstwa tego sektora, najpoważniejszym wyzwaniem, przed którym stoi branża w nowym roku to dalszy rozwój sieci piątej generacji. Tym bardziej, że stawka stojąca za technologią jest ogromna – dzięki nieporównywalnie większej przepływności, mniejszym opóźnieniom, obsłudze gigantycznej liczby urządzeń jednocześnie ma ona przynieść wpływy do budżetu, nowe miejsca pracy i wzrost całych sektorów gospodarki.

Wdrożenie i rozwój sieci piątej generacji przełoży się również na powstanie usług, które przy dzisiejszych możliwościach są nieosiągalne – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I zaznacza, że kwestia 5G będzie kluczowa dla przyszłości rozwoju innowacyjności Europy względem rynków światowych. – Myślę, że najbliższe miesiące mogą być rozstrzygające dla 5G w Europie. Do tej pory prace nad wdrożeniem sieci w krajach Unii pozostawiały wiele do życzenia: państwa nie dysponowały strategiami wprowadzenia 5G, a rozmowy na temat sieci upływały w cieniu wątpliwości co do bezpieczeństwa całej infrastruktury  – przypomina prezes Związku.

Bezpieczeństwo, zwiększanie świadomości i cyfryzacja mediów

Cyfrowa Polska zwraca też uwagę, że myśląc o rozwoju 5G nie można zapominać o cyberbezpieczeństwie – nie tylko infrastruktury, ale też  konsumentów i przedsiębiorców. – Rolą państwa oraz naszej branży jest ciągłe podnoszenie świadomości wśród ludzi na temat bezpiecznego korzystania z nowoczesnych technologii. Z całą pewnością za wiedzą muszą pójść też zmiany legislacyjne, aby cyberbezpieczeństwo uzyskało systemowe wsparcie – ocenia Michał Kanownik.

Niemałe wyzwania stoją też przed gałęzią e-commerce i e-usług – zarówno w Polsce, jak i w Europie. Jak ocenia Kanownik, w kraju przyjdzie nam kontynuować walkę o uczciwą konkurencję w e-handlu, który boryka się z problemem popularnych azjatyckich portali. Zdaniem Związku w skali Unii kluczowe są nadchodzące reformy, które może przynieść Kodeks Usług Cyfrowych. Ryzyko zmian Dyrektywy, o którą opierają się usługi cyfrowe w Europie, oznacza, że trzeba w tej sprawie trzymać rękę na pulsie. W 2020 r. branża będzie musiała zadbać, by wszelkie regulacje usług cyfrowych i handlu elektronicznego wpisywały się w ideę jednolitego rynku cyfrowego.

Zdaniem Michała Kanownika w skali naszego kraju nowy rok może okazać się przełomowym dla zamówień publicznych na sprzęt IT. – Wzrost kompetencji cyfrowych i rosnąca świadomości na temat postępu w cyfryzacji muszą dotknąć administracji. Powinny za sobą pociągnąć również zmiany w podejściu do zamówień publicznych, aby nabywany na ich drodze sprzęt, wybierany był nie tylko na podstawie ceny, ale również z uwzględnieniem kryteriów takich jak cyberbezpieczeństwo i jakość – podkreśla prezes Cyfrowej Polski.

Jego zdaniem, w 2020 r.  w powróci z pewnością też temat cyfryzacji radia w Polsce. – Jest to konieczny krok w cyfryzacji gospodarki naszego kraju – ocenia Michał Kanownik. Rok ten będzie szczególny również dla całego rynku europejskiego w związku z pierwszym w historii rozdziałem środków z planowanego na kolejne lata dedykowanego budżetu cyfrowego. – Ich spożytkowanie zadecyduje, czy unijna gospodarka zdoła stać się realnym graczem na światowej arenie cyfrowej. Skala i sposób wykorzystania środków stanowić będzie o tym, czy UE uzyska niezależność w globalnej rozgrywce
– zauważa Kanownik.

Nowy rok z nowym rodzajem spółek

Już pierwszego marca 2020 roku wejdą w życie przepisy o nowym rodzaju spółek handlowych, które mają stać się szansą na rozwój biznesu dla wielu innowacyjnych przedsiębiorców. Czym jest prosta spółka akcyjna i jakie korzyści ze sobą niesie?

Jak podaje Ministerstwo Rozwoju, prosta spółka akcyjna to wyjście naprzeciw potrzebom innowacyjnych środowisk startupowych, których działalność do tej pory była mocno utrudniona. Mogły one bowiem funkcjonować jedynie jako spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółki akcyjne. Większość przedsiębiorców decydowała się na tę pierwszą opcję, głównie ze względu na to, że była prostsza w obsłudze i mniej kosztowna aniżeli spółka akcyjna. Do głównych problemów, z którymi borykały się startupy, należały komplikacje przy rozpoczynaniu działalności gospodarczej, problemy z pozyskiwaniem finansowania zewnętrznego czy likwidacją spółki. Nowy rodzaj spółek kapitałowych, jakim jest prosta spółka akcyjna to, jak wskazuje Ministerstwo Rozwoju, nowoczesna forma będąca połączeniem cech spółki z o.o. z zaletami spółki akcyjnej.

Jakie korzyści?

Cechą wyróżniającą prostą spółkę akcyjną jest minimalny kapitał zakładowy. Powołanie spółki do życia wiąże się z pokryciem wkładu w wysokości co najmniej 1 zł. Nowy rodzaj spółki pozbawiony jest skomplikowanych wymogów organizacyjnych, nie ma tutaj obowiązku tworzenia rady nadzorczej, a do funkcjonowania spółki wystarczy jednoosobowy zarząd. Obok możliwości zarejestrowania spółki w sposób tradycyjny, pojawia się opcja szybkiej rejestracji drogą elektroniczną przy pomocy formularza. Ułatwienie dotyczy również elektronicznego podejmowania uchwał, odbywania zgromadzeń akcjonariuszy, a także ich rejestru, do prowadzenia którego dopuszczony zostaje blockchain, a więc rejestr rozproszony. Prosta spółka akcyjna to także łatwiejsze dysponowanie środkami spółki, przy jednoczesnym zagwarantowaniu ochrony wierzycielom spółki.

– Prosta spółka akcyjna to innowacyjny krok dla polskiego biznesu, zwłaszcza z dwóch względów. Po pierwsze dzisiaj, żeby stworzyć jakiś nowy projekt, należy poświęcić kilka miesięcy na opracowanie koncepcji pozyskiwania kapitału. W przypadku prostej spółki akcyjnej wystarczy jeden dzień, aby wpisać akcjonariuszy i założyć spółkę, a inwestorzy mogą inwestować w startupy jeszcze na poziomie pomysłu. Po drugie, mamy tu do czynienia z prowadzeniem rejestru akcjonariuszy na blockchainie, czyli za pomocą rejestru rozproszonego, co oznacza, że będzie to wyjątkowo bezpieczne i trudne do manipulacji. Inwestorzy będą mogli korzystać z tokenów, które będą swoistymi prawami do akcji. Co ważne, ten nowy rodzaj spółki stanie się silną konkurencją  dla platform crowdfundingowych, które do tej pory zajmowały się zbieraniem funduszy na realizację różnego typu projektów. Od marca taki sam proces każdy przedsiębiorca będzie mógł przeprowadzić sam, ponosząc niewielkie koszty – zwraca uwagę Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska, właściciel portalu inwestycyjnego Obligain.- Prosta spółka akcyjna może sprawić, że w przyszłości Polska stanie się pionierem innowacji technologicznych zarówno w Europie, jak i na świecie. PSA nie będzie miała statusu spółki publicznej, w związku z czym jej akcje nie będą mogły być notowane na giełdzie. Jednakże sądzę, że za jakiś czas powstaną giełdy, na których będziemy mogli tymi akcjami obracać – podsumowuje.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – grudzień 2019 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 7,5% rdr do 14,0 mld zł w grudniu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 23,2% rdr do poziomu 645,3 tys. szt. w grudniu 2019 r.
  • Wzrost wartości notowanych emisji nieskarbowych na rynku Catalyst o 6,3% do poziomu 92,1 mld zł w grudniu 2019 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 0,7% do poziomu 15,3 TWh w grudniu 2019 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 28,8% rdr do 14,8 TWh w grudniu 2019 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 14,0 mld zł w grudniu 2019 r., czyli o 7,5% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w grudniu 2019 r. o 7,2% rdr do poziomu 13,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w grudniu 2019 r. 763,9 mln zł, o 12,4% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec grudnia 2019 r. wyniosła 57832,88 pkt i była o 0,2% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w grudniu 2019 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 51,7% rdr do poziomu 129,6 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w grudniu wzrosła o 34,5% rdr i wyniosła 104,0 mln zł.

W grudniu 2019 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 645,3 tys. szt., czyli o 23,2% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 14,4% rdr do poziomu 403,9 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 20,1% rdr do 132,6 tys. szt. w grudniu 2019 r.

W grudniu 2019 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 23,0% rdr do poziomu 116,8 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 120,9% rdr do 20,6 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 92,1 mld zł na koniec grudnia 2019 r. wobec 86,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w grudniu 2019 r. o 40,6% rdr do poziomu 194,6 mln zł wobec 138,4 mln zł rok wcześniej.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w grudniu 2019 r. 13,8 mld zł wobec 20,3 mld zł rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w grudniu 2019 r. wyniósł 15,3 TWh, co oznacza spadek o 0,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 18,8% rdr do poziomu 3,2 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 4,8% rdr do poziomu 12,1 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł w grudniu o 28,8% rdr do 14,8 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 13,9% do poziomu 2,9 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 33,0% rdr do poziomu 11,9 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w grudniu 2019 r. 2,7 TWh, co oznacza spadek o 26,1% rdr. Grudniowe dane w tej linii biznesowej są jednak nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło w czerwcu 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 13,2% rdr osiągając w grudniu 2019 r. poziom 26,5 ktoe[3]. W całym 2019 r. obroty białymi certyfikatami wzrosły o 49,1% w stosunku do 2018 r.

Kapitalizacja 401 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec grudnia 2019 r. wyniosła 550,24 mld zł (129,2 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 449 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec grudnia 2019 r. 1 103,85 mld zł (259,2 mld EUR).

Na rynku NewConnect w grudniu 2019 r. zadebiutowały akcje spółki Carbon Studio (wartość oferty 2,7 mln zł).

Na rynku Catalyst w grudniu 2019 r. zadebiutowały obligacje miasta Koszalin (wartość oferty 35 mln zł).

W grudniu 2019 r. na GPW odbyło się 18 sesji giełdowych w porównaniu do 17 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Magazyn konsygnacyjny i magazyn call of stock – zmiany na gruncie VAT od stycznia 2020 r.

Z początkiem 2020 r. podatnicy powinni przygotować się na obszerne zmiany w rozliczaniu podatku VAT w transakcjach wewnątrzwspólnotowych. Modyfikacje w tym zakresie zostały wprowadzone m.in. przez pakiet przepisów nowelizujących dyrektywę VAT 2006/112/WE, określany mianem „Quick fixes”. Jedna z zasadniczych zmian dotyczy ujednolicenia zasad rozliczania transakcji towarowych w Unii Europejskiej przy użyciu magazynu konsygnacyjnego, nazywanego na gruncie dyrektywy VAT magazynem „call of stock”. Wprowadzenie zmian w tym zakresie jest argumentowane potrzebą wyeliminowania niepewności prawa podatkowego na szczeblu unijnym i zmniejszeniem formalności po stronie przedsiębiorców prowadzących działalność transgraniczną.

Harmonizacja przepisów

W obowiązującym stanie prawnym procedura dotycząca magazynu typu „call of stock” nie została wprost uregulowana w przepisach dyrektywy VAT. Państwa członkowskie były do tej pory jedynie uprawnione do stosowania uproszczeń w postaci magazynu „call of stock” (w Polsce nazywanym magazynem konsygnacyjnym) na podstawie ogólnych zapisów dyrektywy oraz przyjętej praktyki krajowej. W rezultacie niektóre z nich stosowały uproszczenia w mniejszym bądź szerszym zakresie. Inne z kolei w ogóle nie uregulowały tej kwestii. Dopiero na skutek uchwalenia Dyrektywy Rady (UE) 2018/1910 z dnia 4 grudnia 2018 r. zmieniającej dyrektywę VAT 2006/112/WE wprowadzono zapis regulujący procedurę magazynu „call of stock”, który zacznie obowiązywać w całej UE od 1 stycznia 2020 r. Do tego czasu państwa członkowskie zostały zobowiązane do implementacji przepisów zmienionej dyrektywy VAT do krajowego porządku prawnego w celu harmonizacji przepisów na poziomie unijnym. Implementacja dyrektywy zmieniającej w Polsce została wyrażona w projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Kodeks karny skarbowy, który – jak wynika z treści projektu – zacznie obowiązywać od nowego roku.

Na czym polega uproszczenie?

Już teraz zastosowanie procedury magazynu konsygnacyjnego oznacza odroczenie momentu powstania obowiązku podatkowego w VAT dla towarów tego samego przedsiębiorcy przemieszczanych z jednego do drugiego państwa członkowskiego do dnia pobrania towarów z magazynu przez ich nabywcę. Skorzystanie z magazynu konsygnacyjnego wyłącza bowiem stosowanie zasad typowych dla rozliczania VAT od transakcji wewnątrzwspólnotowych z chwilą przemieszczenia towarów (wystawienia faktury WDT/WNT lub 15 dnia miesiąca następującego po miesiącu dokonania przemieszczenia).

Tytułem przypomnienia zasada ogólna mówi, że przemieszczenie towarów w ramach przedsiębiorstwa z jednego państwa członkowskiego do drugiego państwa członkowskiego jest kwalifikowane jako tzw. nietransakcyjna wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów (WDT) w państwie rozpoczęcia wysyłki towarów oraz jako tzw. nietransakcyjne wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów (WNT) opodatkowane w państwie zakończenia wysyłki. W rezultacie z chwilą przemieszczenia własnych towarów przedsiębiorca jest zobowiązany do rejestracji oraz rozliczenia VAT z tytułu nietransakcyjnego WNT w państwie zakończenia wysyłki. Natomiast w momencie odsprzedaży towarów do klienta krajowego w tym państwie przedsiębiorca jest zobowiązany opodatkować taką transakcję wg stawki krajowej i odprowadzić VAT należny w tym państwie.

Na tym tle instytucja magazynu konsygnacyjnego – a na gruncie dyrektywy magazynu „call of stock” – jest szczególnie korzystna dla przedsiębiorców przemieszczających własne towary, gdyż wyłącza konieczność rejestracji i rozliczenia VAT w państwie zakończenia wysyłki. Procedura magazynu konsygnacyjnego przenosi bowiem obowiązek rozliczenia podatku na nabywcę tych towarów w państwie zakończenia wysyłki i przesuwa moment rozpoznania obowiązku podatkowego do dnia ich pobrania z takiego magazynu. Wraz z początkiem 2020 r. zmienią się jednak niektóre uregulowania ustawy VAT i zasady stosowania tej szczególnej procedury.

Magazyn „call of stock” w polskiej ustawie od stycznia 2020 r.

Ustawa nowelizująca VAT uchyla obowiązującą dotychczas definicję magazynu konsygnacyjnego (m.in. art. 2 pkt 27c i d ustawy VAT) i w to miejsce wprowadza nowe rozdziały 3a i 3b sankcjonujące procedurę magazynu typu „call of stock” znajdującego się na terytorium kraju oraz na terytorium państwa członkowskiego innego niż terytorium kraju. Warunki uzyskania tych preferencji zostały szczegółowo uregulowane w projektowanym art. 13a ust. 2 (magazyn w kraju) oraz art. 13h ust. 2 (magazyn w innym państwie członkowskim).

Porównując cechy magazynu „call of stock” z aktualnym do tej pory magazynem konsygnacyjnym, należy zaznaczyć, iż zasadnicze preferencje w zakresie neutralnego rozliczania VAT w transakcjach transgranicznych zostały utrzymane. Zmianie uległy natomiast następujące kwestie:

  • magazyn typu „call of stock” będzie się odnosić wyłącznie do towarów przeznaczonych do konkretnego nabywcy (obecnie nie ma takiego warunku); Ustawodawca przewidział natomiast możliwość zastąpienia nabywcy przez innego podatnika, jeżeli nastąpi to w terminie 12 miesięcy od dnia wprowadzenia towarów do magazynu;
  • działalność objęta procedurą magazynu „call of stock” została rozszerzona o działalność handlową;
  • w przypadku, gdy przechowywane towary nie zostaną pobrane w terminie 12 miesięcy, obowiązek podatkowy powstanie na zasadach ogólnych (termin został skrócony z 24 miesięcy).

Pomimo tego, że niektóre z wprowadzonych zmian zaostrzają warunki skorzystania z procedury magazynu „call of stock” w stosunku do wciąż funkcjonującego w polskich przepisach magazynu konsygnacyjnego, to niewątpliwym sukcesem jest uporządkowanie zasad prowadzenia działalności transgranicznej w całej Unii Europejskiej. W efekcie zostaną zredukowane bariery administracyjne w różnych państwach, które do tej pory odmiennie regulowały przemieszczanie towarów własnych w ramach przedsiębiorstwa. Jest to korzystne nie tylko dla polskich dostawców, którym prościej będzie zwiększyć obroty za granicą, ale również dla przedsiębiorców z UE zainteresowanych rozwojem biznesu w Polsce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kto w 2020 będzie najbardziej potrzebował finansowania i na co może liczyć?

Publikowane przez PARP raporty na temat kondycji sektora małych i średnich przedsiębiorstw pokazują, że liczba firm w Polsce systematycznie rośnie[1]. Regularnie wzrasta poziom zatrudnienia w przedsiębiorstwach, które zwiększają swoje przychody, produkcję i wartość dodaną. Z drugiej strony zmniejsza się przeżywalność polskich firm w pierwszym roku działalności, a jedna trzecia z nich obawiała się w 2019 roku utraty płynności finansowej. Dużym problemem wśród firm sektora MŚP jest niska świadomość dostępnych rozwiązań w zakresie finansowania. Oferta dla nich jest jednak bardzo szeroka, a obecne na rynku rozwiązania dają wiele możliwości zasilenia firmy dodatkowymi środkami.

Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym ocenia kondycję małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce oraz ich możliwości na pozyskanie finansowania w roku 2020.

Największe hamulce rozwoju: brak kapitału, zagrożenie utratą płynności, wysokie koszty

Badania rynku pokazują, że w ostatnich latach polskie firmy finansowały swój rozwój przede wszystkim ze środków własnych. Jest to podejście bezpieczne, ale jednocześnie hamujące tempo wzrostu. Środki własne najczęściej są bardzo ograniczone i nie zawsze wystarczają na zaspokojenie wszystkich potrzeb. Szukając finansowania zewnętrznego, polscy przedsiębiorcy w pierwszej kolejności sięgają po kredyt bankowy. Wielu z nich otrzymuje jednak negatywną decyzję kredytową. W 2019 roku z odmową ze strony banku spotkało się 20 proc. badanych firm[2]. Przedsiębiorcy często nie dysponują odpowiednimi zabezpieczeniami, które pozwoliłyby im na pozyskanie finansowania bankowego w optymalnej wysokości. Problemem okazują się także same instytucje finansujące MŚP, wśród których niewiele jest takich, które starają się zrozumieć model biznesowy danej firmy i wesprzeć ją kompleksowo w realizacji celów. Najgorzej, gdy sytuacja firmy nie jest do końca standardowa, wymaga indywidualnego podejścia i ułożenia warunków w sposób dopasowany do specyfiki jej potrzeb. Obok kwestii finansowania, poważnymi czynnikami ograniczającymi rozwój przedsiębiorstw były w 2019 roku: utrudniony dostęp do wykwalifikowanej siły roboczej, rosnąca presja na podwyżki płac, nieuczciwa konkurencja, opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów, a w skutek tego zagrożenie utratą płynności finansowej.

Kto będzie szczególnie poszukiwał kapitału?

W III kwartale 2019 roku tempo wzrostu PKB wyniosło według danych GUS 3,9 proc., co było najniższym wynikiem w trzech ostatnich latach. Z uwagi na spodziewane dalsze spowolnienie gospodarcze, banki zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów dla firm i zaczynają ostrożnie podchodzić do kwestii finansowania pewnych branż. Można to zaobserwować na przykład w przypadku branży transportowej oraz budowlanej, które są postrzegane obecnie jako bardziej ryzykowne. Z pewnością będzie to powodowało, że działające w tych obszarach firmy, zaczną intensywniej poszukiwać innych rodzajów finansowania, niż kredyty bankowe. Jeżeli chodzi o profil klientów, to wśród firm z sektora MŚP szukających finansowania poza sektorem bankowym można wyróżnić przede wszystkim dwie grupy przedsiębiorców. Pierwszą z nich są młode, dynamicznie rosnące firmy, które chcą osiągnąć kolejny krok milowy w swoim rozwoju. Zazwyczaj oczekują one kompleksowego podejścia, tzn. zapewnienia środków na cele inwestycyjne, na zwiększone zapotrzebowanie na kapitał obrotowy, ale również pewnego poziomu zabezpieczenia na nieprzewidziane sytuacje. Drugą grupą są firmy o wieloletniej historii, które przejściowo odczuwają spowolnienie koniunktury w swojej branży. W ich przypadku najbardziej problematyczny jest spadek przychodów i zysków, co skutkuje ograniczeniem zaangażowania i zmniejszeniem limitów kredytowych ze strony finansujących je dotychczas instytucji. To oczywiście tylko pogłębia ich trudną sytuację, do której ustabilizowania konieczne są dodatkowe środki.

Instytucje pozabankowe wypełnią lukę w ofercie finansowania

Małe i średnie przedsiębiorstwa często wciąż mają niewielką świadomość w kwestii rozmaitych form finansowania, po jakie mogą sięgnąć. Oferta w tym zakresie jest jednak bardzo szeroka. Spośród dostępnych źródeł można wymienić: kredyt bankowy, leasing, faktoring, pożyczki, dotacje unijne, venture capital, private debt. Problem w tym, że nie każda firma będzie w stanie sprostać określonym warunkom, zwłaszcza tym stawianym przez banki. W przypadku zakupu środków trwałych najłatwiej jest sięgnąć po leasing. Dynamicznie rośnie też udział faktoringu jako źródła finansowania dla MŚP. Ofertę ze strony działających od lat na tym rynku faktorów uzupełniają nowo powstające fintechy. Wśród alternatywnych form finansowania na znaczeniu zyskuje też popularny ostatnio crowdfunding udziałowy. Dla wielu firm możliwość pozyskania w ten sposób kwoty sięgającej nawet 4 mln zł wydaje się kuszącą opcją. Z pewnością większym zainteresowaniem będą się również cieszyły propozycje dopasowane do indywidualnych potrzeb danego przedsiębiorcy, „szyte na miarę”, odpowiadające na realne potrzeby małych i średnich firm. Już teraz innowacyjne biznesy, takie jak startupy technologiczne mogą liczyć na adresowaną dla nich, bogatą ofertę funduszy typu venture capital. Nowością dla mniejszych firm, prowadzących bardziej tradycyjną działalność jest z kolei private debt, czyli forma pośrednia między długiem, a inwestycją kapitałową, która jak dotąd dostępna była tylko dla większych graczy. Tego typu indywidualnych ofert finansowania, dedykowanych konkretnym rodzajom biznesu, z pewnością pojawi się w tym roku jeszcze więcej.

Podlaski Fundusz Kapitałowy jest jednym z najstarszych funduszy venture capital działających w Polsce. Fundusz został utworzony w 1995 roku, w ramach Polsko-Brytyjskiego Programu Rozwoju Przedsiębiorczości. Od tamtej pory zrealizował kilkadziesiąt inwestycji na łączną kwotę ok. 45 mln zł, z sukcesem finalizując wiele transakcji. Fundusz oferuje przedsiębiorstwom finansowanie typu venture capital oraz private debt. Maksymalna kwota zaangażowania w jeden podmiot to 1,5 mln PLN. Z finansowania mogą korzystać startupy, generujące pierwsze przychody ze sprzedaży, jak również firmy będące w fazie dalszego rozwoju i ekspansji.

[1] https://www.parp.gov.pl/component/publications/publication/raport-o-stanie-sektora-malych-i-srednich-przedsiebiorstw-w-polsce-1

[2] https://www.money.pl/gielda/nfg-co-piatemu-przedsiebiorcy-banki-odmowily-udzielenia-kredytu-w-2019-r-6391800560371330a.html