Świetna kondycja polskiego rynku gastronomicznego

Według raportu GfK „Rynek gastronomiczny w Polsce 2018” odsetek Polaków odwiedzających punkty gastronomiczne wzrósł w roku 2018 w porównaniu z rokiem poprzednim o ponad 20 proc., osiągając najwyższy poziom od dziesięciu lat. Również średnie wydatki po raz pierwszy przekroczyły poziom 100 złotych na osobę.

Świetna kondycja polskiego rynku gastronomicznego

Rynek gastronomiczny pozostaje w dobrej kondycji od ponad dekady będąc jedną z lepiej rozwijających się branż na polskim rynku. Przez ostatnie trzy lata jego wartość wzrosła o ponad 30% podczas gdy liczba punktów gastronomicznych o 7%. Nastroje w branży są więc bardzo dobre – i nie ma co się dziwić. Od kilku lat stale rośnie odsetek konsumentów, którzy odwiedzają horecę i w roku 2018 było ich już 60% – liczba ta oznacza, że ciągle istnieje jeszcze pole do dalszego rozwoju – komentuje Szymon Mordasiewicz, Commercial Director Consumer Panel Poland w GfK. Wraz z rosnącymi wynagrodzeniami rosną wysokości opłacanych w restauracjach rachunków co powoduje, że także przyszłe perspektywy co do przychodów są coraz lepsze. W roku 2018 pomagały bez wątpienia czynniki zewnętrzne takie jak, pogoda czy Mundial.

Wpływ wykształcenia i zasobności portfela

Do najpopularniejszych typów lokali odwiedzanych przez Polaków należą niezmiennie pizzerie, do których uczęszczała w 2018 roku 1/3 klientów gastronomii. Kolejne w rankingu typy lokali odwiedzanych przez Polaków to restauracje, puby i piwiarnie, bary fast food i kawiarnie. Restauracje chętniej odwiedzają ludzie starsi, do pubów i barów z kebabem chodzą głównie młodzi mężczyźni. Fast foody są często odwiedzane przez młodzież.

Gospodarstwa domowe o dochodzie powyżej 6000 złotych netto najchętniej odwiedzają kawiarnie i bary/lunch bary. Natomiast gospodarstwa o dochodzie poniżej 3000 złotych netto najczęściej stołują się w barach typu fast food. Kawiarnie i restauracje cieszą się największą popularnością u osób z wykształceniem wyższym.

Budżety domowe barierą dalszego wzrostu

Najczęściej wskazywaną barierą jadania poza domem jest brak funduszy w budżecie domowym na tego typu aktywność (48 proc.), a co czwarta osoba nieodwiedzająca lokali gastronomicznych uważa także, że posiłki przygotowywane w domu są smaczniejsze i zdrowsze. 18 proc. respondentów nie chodzi do lokali gastronomicznych, bo sami lubią gotować i lubią też wiedzieć z jakich składników posiłki są przygotowywane (czego nie gwarantuje restauracja lub bar). Na brak czasu by odwiedzać lokale gastronomiczne wskazuje 11 proc. respondentów.

Główne powody korzystania z oferty gastronomicznej

Spotkania ze znajomymi oraz spontaniczne wizyty są nadal najczęstszymi okazjami do odwiedzania punktów gastronomicznych – czyni tak odpowiednio 51 proc. i 48 proc. respondentów. Kolejną popularną okazją jest odwiedzanie lokali w celu zakupu szybkiej przekąski, bądź w czasie podróży. Ponad połowa Polaków korzystających z gastronomii, lokale gastronomiczne odwiedza w towarzystwie męża/żony lub partnera/partnerki. Dokładnie taki sam odsetek badanych jako towarzystwo wybiera przyjaciół albo znajomych.

Ranking punktów sieciowych

McDonald’sW badaniu zapytano respondentów o to jakie punkty gastronomiczne odwiedzili w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Według raportu liderem pośród odwiedzających lokale gastronomiczne jest restauracja McDonald’s, na drugim miejscu uplasowało się KFC a na trzecim Pizza Hut. Kolejne pozycje zajmują: Stop Cafe  i Burger King. Najważniejsza obserwacja jest taka, że pomimo, że McDonald i KFC są wciąż najczęściej odwiedzanymi sieciami to częstotliwość odwiedzin spadła o 8 punktów procentowych rok do roku, a w tym samym czasie dokładnie o tyle samo punktów procentowych rośnie odsetek konsumentów odwiedzających pizzerie. – podsumowuje Mordasiewicz.

***

O badaniu

Raport Rynek Gastronomiczny w Polsce 2018 został przygotowany na podstawie 1000 wywiadów na reprezentatywnej próbie Polaków w wieku 15+; badanie typu Omnibus – wywiady bezpośrednie CAPI (lipiec 2018), dla wybranych pytań N=3000, 3 fale badania typu Omnibus (lipiec, sierpień i wrzesień 2018) oraz 584 wywiadów z właścicielami/kierownikami całorocznych punktów gastronomicznych (lipiec – sierpień 2018).

Adaptacja do zmian klimatu to wspólne wyzwanie dla państw i firm

Postępująca zmiana klimatu będzie miała coraz większy wpływ na życie na ziemi. Spowodowana zarówno działaniem człowieka, przede wszystkim emisją dwutlenku węgla do atmosfery, jak i czynnikami naturalnymi – stała się w obecnym dziesięcioleciu niezaprzeczalnym faktem. Eksperci wzywają polityków, by w swoich działaniach zaczęli brać pod uwagę przyszłe skutki podwyższenia temperatury na ziemi.

– Te zmiany będą determinowały to, w jaki sposób będziemy się rozwijali i jak będzie się rozwijała gospodarka – powiedział serwisowi eNewsroom Michał Kobosko, szef polskiego oddziału Atlantic Counsil – Najistotniejszym problemem, przed którym staniemy w przyszłości, będą ruchy ludów i migracje. Życie na wielu terenach stanie się niemożliwe, ze względu na zbyt wysoką temperaturę lub podwyższenie poziomu wód. Całe społeczeństwa zaczną migrować, w poszukiwania miejsca do życia. Na takie zmiany powinny już teraz przygotowywać się wszystkie państwa na świecie. Musimy się zastanowić, jak zmienić sposób funkcjonowania gospodarek i społeczeństw, by odpowiedzieć na takie ryzyko – podkreślił Kobosko.

Wdrożenie 5G będzie wymagać dużej dbałości o cyberbezpieczeństwo. Operatorzy muszą wypracować odpowiednie standardy

Wdrożenie 5G będzie wymagać dużej dbałości o cyberbezpieczeństwo. Operatorzy muszą wypracować odpowiednie standardy 1

Wielkimi krokami zbliża się wdrożenie sieci 5G, która ma zapoczątkować nową rewolucję technologiczną i stworzyć możliwości ultraszybkiej komunikacji. Eksperci podkreślają jednak, że fundamentalną kwestią w kontekście 5G jest cyberbezpieczeństwo i na każdym etapie wdrażania nowej technologii operatorzy muszą zadbać o najwyższe standardy. Bardzo ważne jest też budowanie świadomości użytkowników końcowych oraz efektywna współpraca firm technologicznych z administracją publiczną. – W przypadku 5G trzeba najpierw wypracować standardy, a dopiero potem wdrażać całą sieć – podkreśla Ryszard Hordyński z Huawei Polska.

– Budowa sieci 5G oznacza wkroczenie w zupełnie nowy etap rozwoju łączności i usług cyfrowych na polskim i europejskim rynku. Dzięki niej będziemy mogli nie tylko swobodnie przesyłać ogromne liczby danych, które już dzisiaj powoli blokują internet, lecz także uruchomić całkiem nowe usługi dla administracji czy biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Nad wdrożeniem piątej generacji sieci komórkowej pracują największe globalne koncerny. 5G ma zapoczątkować kolejny etap rewolucji technologicznej. Będzie oferować ultraszybką komunikację i większą pojemność sieci. Podczas gdy 4G LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością liczoną w megabajtach, sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością co najmniej kilku gigabajtów na sekundę, a czas opóźnienia transmisji skróci się z kilkudziesięciu do kilku milisekund. Dzięki temu możliwe będzie upowszechnienie usług takich, jak telemedycyna, internet rzeczy, samochody autonomiczne czy rozwiązań z obszaru smart cities.

Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do 2020 roku kraje członkowskie Unii Europejskiej powinny uruchomić technologię 5G w co najmniej jednym dużym mieście, natomiast do 2025 roku – zapewnić szerokie pokrycie. Resort cyfryzacji podaje, że sieć piątej generacji wymaga nowych częstotliwości i ogromnych inwestycji w infrastrukturę, które szacuje na 11,3–20,3 mld zł.

Eksperci podkreślają też, że fundamentalną kwestią w kontekście 5G jest cyberbezpieczeństwo, a operatorzy na każdym etapie wdrażania nowej technologii muszą zadbać o najwyższe standardy.

Budowa 5G i cyberbezpieczeństwo w ramach budowy tejże sieci to przede wszystkim trzy filary, o których musimy pamiętać. Po pierwsze, bezpieczeństwo infrastruktury, którą budujemy dla 5G. Po drugie, bezpieczeństwo urządzeń końcowych, które będziemy użytkowali w ramach nowej sieci. I trzecie, chyba najważniejsze i najpoważniejsze wyzwanie, to budowanie świadomości użytkownika końcowego i administracji, w jaki sposób bezpiecznie wykorzystywać sieć 5G do nowych usług – mówi Michał Kanownik.

To bardzo ważne, żeby właśnie teraz wypracować odpowiednie standardy związane z wdrożeniem 5G, żeby nie powtórzyła się sytuacja jak w przypadku 4G. Ta technologia już działa, a teraz się zastanawiamy, czy standardy były właściwie wdrożone. W przypadku 5G właśnie trzeba zrobić odwrotnie – najpierw wypracować standardy, a dopiero potem wdrażać całą sieć – dodaje Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii komunikacji w firmie Huawei.

Jak podkreśla, w kwestii cyberbezpieczeństwa kluczowa jest współpraca pomiędzy sektorem publicznym a prywatnym. Pierwsza wyznacza standardy, procedury i ramy legislacyjne, natomiast firmy technologiczne mogą dzielić się swoim doświadczeniem na tym polu z różnych państwa.

My działamy w 170 krajach świata i mamy doświadczenia z różnych sieci, różnych instalacji, różnych środowisk. Jesteśmy kopalnią wiedzy na temat tego, jak może wyglądać zapobieganie zagrożeniom w cyberprzestrzeni. Ale oczywiście nie należy tego traktować bezkrytycznie – od tego jest właśnie administracja rządowa czy regulatorzy, żeby wybrać z tego najlepsze dla siebie wskazówki – mówi Ryszard Hordyński.

Firmy technologiczne mogą również wspierać działania dotyczące cyberbezpieczeństwa w postaci edukacji albo inwestycji, np. w centra badań i rozwoju.

Huawei robi to w podobnym modelu, czyli inwestujemy w edukację, współpracujemy z szeregiem uczelni, gdzie dostarczamy sprzęt i organizujemy wykłady. Po drugie, inwestujemy w centra ds. cyberbezpieczeństwa, do których zarówno nasi klienci, jak i przedstawiciele administracji rządowej mogą przyjść, zobaczyć, jak działa cały nasz proces i poszczególne urządzenia. Co najważniejsze, inwestujemy w nasz proces technologiczny tak, żeby wszystko, co produkujemy i dostarczamy na rynek, było jak najlepiej zabezpieczone z perspektywy cyberbezpieczeństwa – podkreśla Ryszard Hordyński.

Dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Cyfryzacji Robert Kośla ocenia, że do zwiększenia poziomu cyberbezpieczeństwa – także w kontekście 5G – przyczynią się przepisy, które weszły w życie w sierpniu ubiegłego roku.

Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa umożliwia zidentyfikowanie usług, które są kluczowe dla działania państwa w kilku sektorach: energii, dostaw wody i usług cyfrowych. Technologia 5G – podobnie jak technologia 4G czy 3G – wymaga zastosowania rozwiązań, które zwiększają zarówno odporność na ataki sieciowe, jak i ochronę informacji przetwarzanych w tej technologii – mówi Robert Kośla.

Wejście w życie ustawy o KSC umożliwia m.in. identyfikowanie operatorów usług kluczowych, czyli tych podmiotów, które świadczą kluczowe usługi w oparciu o systemy informatyczne i ich zakłócenie mogłoby spowodować problemy w funkcjonowaniu państwa. Aktualnie trwa 360 postępowań administracyjnych dotyczących uznania określonego podmiotu za operatora usługi kluczowej. Dotychczas takim statusem objęto 68 podmiotów, w tym 19 w sektorze finansów, 8 w sektorze usług cyfrowych.

– Na operatorów usług kluczowych ustawa nakłada szereg obowiązków. Przede wszystkim powinni oni oszacować ryzyko dla poszczególnych sektorów. Co więcej, w oparciu o szacowanie ryzyka muszą wypracować metody ochrony przed tymi zagrożeniami, a po roku od wejścia w życie decyzji o uznaniu ich za operatorów usług kluczowych powinni przeprowadzić audyt sprawdzający, czy rzeczywiście te działania są skuteczne – mówi Robert Kośla.

Połowa Polaków styka się z dezinformacją w sieci. To może mieć ogromne znaczenie dla zbliżających się wyborów

Treści udające rzetelne dziennikarstwo, farmy trolli czy pseudoanonimowe ataki na polityczną konkurencję stają się w sieci coraz częstsze i powszechniejsze. Już ponad połowa Polaków przyznaje, że spotkała się z dezinformacją w internecie – wynika z raportu Pracowni Badań Społecznych NASK. Zdaniem internautów co trzecia informacja jest zmanipulowana. Jednocześnie dwie trzecie badanych nigdy nie weryfikuje wiarygodności informacji lub robi to sporadycznie. Takie wyniki budzą niepokój szczególnie przed wyborami. Konieczna jest edukacja internautów, czemu ma służyć serwis bezpiecznewybory.pl.

– Dezinformacja i manipulacja w sieci to problem poważny. Ponad połowa respondentów przyznaje się do tego, że z tym zjawiskiem miała do czynienia w ostatnich miesiącach czy tygodniach. Stosunkowo duża grupa osób nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć, a tylko co czwarty mówi, że z takim zjawiskiem się nie zetknął – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Bochenek, dyrektor Pionu Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego NASK.

Z raportu Pracowni Badań Społecznych NASK „Bezpieczne wybory. Badanie opinii o (dez)informacji w sieci” wynika, że niemal co czwarty Polak manipulacje w sieci dostrzega codziennie lub kilka razy w tygodniu. Najczęściej są to fake newsy (ok. 30 proc.), trolling (15,6 proc.) czy fałszywe konta internetowe (blisko 15 proc.).

– Jedną z najważniejszych informacji wynikających z badania jest to, że internauci nie są w stanie odróżnić opinii od faktu, a mimo to nie sprawdzają wiarygodności treści zamieszczonych w sieci – mówi Agnieszka Ładna z Pracowni Badań Społecznych NASK, współautorka badania.

Tylko 4,5 proc. badanych potrafiło prawidłowo rozróżnić fakt od opinii. Jednocześnie 37 proc. nigdy nie sprawdza, czy informacje, które czytają w sieci, są wiarygodnie. Co trzeci robi to sporadycznie, a zaledwie co czwarty – stosunkowo często. Oceniając wiarygodność newsów, internauci zwracają uwagę na informacje o źródłach i to, czy informacja pochodzi z medium, któremu ufają (po ok. 46 proc.). Co trzeciemu wystarcza, że publikują ją osoby, do których mają zaufanie.

– Polscy internauci mają stosunkowo duże zaufanie do internetu, gorzej wypada zaufanie do sondaży wyborczych. 8 proc. badanych przesyła informacje dalej, nawet jeśli jest w stanie rozróżnić, która jest fake newsem – mówi Agnieszka Ładna.

Z badania NASK wynika, że 56 proc. Polaków ma zaufanie do treści znalezionych w internecie, jednocześnie szacują, że średnio 30 proc. treści internetowych jest sfałszowana lub zmanipulowana. Prawie dwie trzecie badanych dostrzega zjawisko dezinformacji w internecie, które ma na celu wpływanie na wynik wyborów.

– Wszystkim zależy na tym, aby wybory przebiegły w sposób niezakłócony i żeby ten wybór, jakikolwiek on będzie, był wyborem możliwie najbardziej świadomym, a na pewno nie zmanipulowanym przez nieprawdziwe informacji – podkreśla Marcin Bochenek. – Czym innym jest ostry spór polityczny, a czym innym przekazywanie informacji, które po prostu budują nieprawdziwą świadomość u wyborcy. Nikt nie lubi być manipulowany, więc odkrycie wyborcy, że wykonał wyboru w oparciu o nieprawdziwe przesłanki, może być doświadczeniem traumatycznym.

Analiza „Fake news – dezinformacja w świecie nowych mediów” wskazuje, że w latach 2006–2017 pracownicy Massachusetts Institute of Technology przeanalizowali 126 tys. wpisów na Twitterze, zarówno fałszywych, jak i prawdziwych. Okazało się, że fake newsy docierają do odbiorców sześciokrotnie szybciej niż informacje prawdziwe. Przed wyborami prezydenckimi w USA na Twitterze powstały fałszywe konta, które służyły do rozpowszechniania informacji o kampanii wyborczej. Za ich pośrednictwem wysłano do internetu ponad 18 proc. wszystkich postów, więc mogło to mieć wpływ na ostateczny wynik wyborów.

Fake newsy mogły także wpłynąć na wynik referendum w sprawie brexitu. Dwa dni przed głosowaniem w sieci pojawił się film mający być dowodem na to, jak łatwo nielegalni imigranci mogą przekroczyć Kanał La Manche. Film okazał się zmanipulowany, ale mógł zachęcić do głosowania za opuszczeniem UE.

– W Polsce również tego typu zjawiska mają miejsce. Możemy się spodziewać, że w wyborach do Europarlamentu i w następnych wyborach będą pojawiały się na jeszcze większą skalę – ocenia Marcin Bochenek.

Dlatego konieczna jest edukacja internautów, dzięki której staną się oni bardziej świadomi technik manipulacji w sieci. Ma w tym pomóc portal bezpiecznewybory.pl, gdzie oprócz podstawowych informacji o higienie korzystania z internetu można się dowiedzieć, jak weryfikować autentyczność profili społecznościach i wiarygodność informacji oraz jak zgłaszać przypadki nadużyć w sieci.

– Można znaleźć studium przypadku, gdzie prowadzimy analizę na konkretnym przykładzie dezinformacji. Każdy może sprawdzić, w jaki sposób powinno się zbadać, z czym mamy do czynienia, w jaki sposób zbadać źródło, jak poznać, że ta informacja ma charakter dezinformacji. Myślę, że najlepszy sposób to pokazywanie przykładów – tłumaczy Krzysztof Silicki, zastępca dyrektora NASK ds. cyberbezpieczeństwa i innowacji.

Serwis został stworzony przez NASK przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zyskał nowe treści.

– Są tam również informacje dla komitetów wyborczych, Krajowego Biura Wyborczego, mediów i organizacji pozarządowych. Z racji tego, że NASK specjalizuje się w temacie cyberbezpieczeństwa, prowadzimy zespół CSIRT NASK na poziomie krajowym, więc porady w serwisie dotyczą także tego, jak się zabezpieczyć przed takimi zjawiskami jak phishing – mówi Krzysztof Silicki.

Branża chemiczna stawia na inwestycje przyjazne dla środowiska. Nowe rozwiązania pozwalają oszczędzać surowce

Branża chemiczna stawia na inwestycje przyjazne dla środowiska. Nowe rozwiązania pozwalają oszczędzać surowce 2

Recykling chemiczny to innowacyjna metoda, w której odpady z tworzyw sztucznych – przy zastosowaniu procesów termochemicznych – są ponownie przekształcane w surowce do nowej produkcji. Tę technologię rozwija BASF. W ramach pilotażu przetwarza różne rodzaje plastiku, które nie mogą być poddane tradycyjnemu recyclingowi mechanicznemu. Firma podkreśla, że dzięki temu wpisuje się w koncepcję gospodarki o obiegu zamkniętym. Zrównoważony rozwój to również cel fabryki katalizatorów w Środzie Śląskiej.

Fabryka katalizatorów samochodowych w Środzie Śląskiej to największy należący do BASF zakład tego typu, który wytwarza katalizatory najnowszej generacji, spełniające coraz surowsze normy emisji spalin Euro VI/6. Właśnie trwa jego rozbudowa, podczas której firma dba również o to, aby ograniczyć wpływ na środowisko naturalne, m.in. poprzez redukcję zużycia energii.

– W Środzie Śląskiej produkujemy najnowszej generacji katalizatory, które przyczyniają się do tego, aby samochody emitowały jak najmniej szkodliwych związków do atmosfery. Jest to szczególnie ważne w naszym kraju, gdzie mocno walczymy o jakość powietrza. Wpisuje się to w nasza strategię, bo jednym z jej kluczowych elementów jest właśnie wspieranie Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Tworzymy produkty i rozwiązania, które pozytywnie przyczyniają się do zrównoważonego rozwoju, ale staramy się również tworzyć wartość dodaną dla społeczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Byczkowska, dyrektor zarządzająca firmy BASF Polska.

Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ nakreślone do 2030 r. adresują najważniejsze, globalne problemy. Dla biznesu ważny jest zwłaszcza Cel 12, który dotyczy zrównoważonej produkcji i konsumpcji, m.in. poprzez zmniejszenie zużycia surowców oraz skali degradacji środowiska. ONZ podaje, że jeśli zgodnie z prognozami globalna populacja wzrośnie do 9,6 mld ludzi w 2050 roku, to będziemy już potrzebować bogactw naturalnych trzykrotnie przekraczających obecne zasoby planety.

Dyrektor zarządzająca BASF Polska podkreśla, że Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ są filarem przyjętej w ubiegłym roku strategii firmy. Plany na nadchodzące lata w tym zakresie obejmują m.in. wzrost biznesu bez zwiększania emisji dwutlenku węgla do środowiska.

To za działania na rzecz zrównoważonego rozwoju oraz tworzenie wartościowych miejsc pracy koncern dostał podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach nagrodę „Inwestor bez granic”.

– Jesteśmy tym wyróżnieniem ogromnie zaszczyceni. Zdajemy sobie sprawę z tego, że grono inwestorów zagranicznych w Polsce jest liczne, więc fakt, że kapituła doceniła akurat naszą firmę, jest dla nas bardzo ważny – mówi Katarzyna Byczkowska.

Jako firma działająca w branży chemicznej BASF wpisuje się w koncepcję gospodarki obiegu zamkniętego (GOZ), zgodnie z którą produkty, materiały i surowce powinny pozostawać w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, a odpady – jeżeli już powstaną – powinny być traktowane jako surowce wtórne, które można przetworzyć i ponownie wykorzystać.

– Przykładem produktu wpisującego się w GOZ jest ecovio, nasze tworzywo biodegradowalne, z którego można produkować m.in. worki na śmieci czy zakupy, woreczki na owoce, kubki jednorazowe czy rolniczą folię do ściółkowania. Dzięki biodegradowalności te produkty same rozkładają się w przyrodzie, choć najlepiej, jeśli są zebrane i odpowiednio składowane. W takich warunkach w kilka tygodni rozkładają się do postaci kompostu, który można następnie wykorzystać jako nawóz – mówi Marek Jagieła, dyrektor Działu Sprzedaży Chemii Przemysłowej i Działu Rozwoju Rynku w BASF Polska.

Jak podkreśla, w koncepcję gospodarki obiegu zamkniętego wpisują się nie tylko produkty, lecz także wszystkie procesy produkcyjne w BASF. Surowce, które powstają jako produkt odpadowy w jednej fabryce, są wykorzystywane w innej jako cenny surowiec, co powoduje ich optymalne zagospodarowanie. Dzięki temu produkcja nie generuje produktów ubocznych ze szkodą dla środowiska, a firma ogranicza zużycie surowców i miliony euro rocznie.

Co istotne, BASF planuje wytwarzanie produktów z tworzyw sztucznych poddanych recyklingowi chemicznemu (w ramach pilotażowego projektu ChemCycling). To innowacyjny sposób ponownego wykorzystania odpadów z tworzyw sztucznych, które nie są poddawane recyklingowi. Tego rodzaju odpady są zwykle transportowane na składowisko lub spalane, dzięki czemu można odzyskać energię. Natomiast recykling chemiczny oferuje inną alternatywę: odpady z tworzyw sztucznych można wykorzystywać do produkcji gazu syntezowego lub olejów dzięki procesom termochemicznym. Powstałe w ten sposób surowce są używane do nowej produkcji. We współpracy z klientami z różnych sektorów BASF rozwija już pilotażowe produkty.

– Recykling chemiczny to forma uzupełniania recyklingu, który znamy – segregacji odpadów albo składowania ich na wysypiskach. Zbieramy tworzywa sztuczne, których nie da się zrecyklować i przetwarzamy je w procesach termochemicznych na cenne surowce, takie jak olej popirolityczny czy gazy. Dzięki temu ograniczamy składowanie tworzyw sztucznych oraz ich spalanie. Ograniczamy również liczbę tworzyw, które trafiają do środowiska. Zamiast tego zamieniamy je w cenne surowce, które wykorzystywane są ponownie w procesach produkcyjnych – mówi Marek Jagieła.

GOZ jest jednym z priorytetów polityki Unii Europejskiej. Odpowiada na takie wyzwania, jak wyczerpywanie się surowców naturalnych, wzrost ich cen oraz zanieczyszczenie i eksploatacja środowiska. Według Parlamentu Europejskiego przejście na gospodarkę obiegu zamkniętego przyniesie europejskim przedsiębiorstwom 600 mld euro oszczędności, przyczyni się do zredukowania odpadów oraz emisji gazów cieplarnianych o 2–4 proc. rocznie i powstania w UE 2 mln nowych miejsc pracy.

Już ponad 40 proc. Polaków cierpi na różnego rodzaju alergie. Jedyną skuteczną metodą leczenia jest immunoterapia alergenowa, czyli odczulanie

Już ponad 40 proc. Polaków cierpi na różnego rodzaju alergie. Jedyną skuteczną metodą leczenia jest immunoterapia alergenowa, czyli odczulanie 3

Ponad 40 proc. Polaków cierpi na choroby alergiczne, przy czym ok. 10 proc. stanowią ciężkie jej postacie. Skala ich występowania dramatycznie zwiększa się z każdym rokiem. Lekarze przypominają, że jedyną metodą, która może wyleczyć pacjenta z alergii, jest immunoterapia alergenowa, czyli odczulanie. Leczenie polega na zwalczaniu przyczyny choroby, a nie tylko na łagodzeniu objawów. Zastosowanie immunoterapii również skutecznie zapobiega rozwojowi astmy oskrzelowej i ciężkich postaci innych chorób alergicznych. Eksperci zaznaczają, że przyszłością w leczeniu alergii jest połączenie immunoterapii alergenowej z leczeniem biologicznym, stosowanym zwykle w przypadku cięższych i nieuleczalnych schorzeń.

Alergie stanowią dzisiaj bardzo duży problem ze względu na bardzo dużą częstość występowania. Badania epidemiologiczne z naszego kraju pokazują, że ponad 40 proc. ogólnej populacji cierpi na jakieś schorzenia alergiczne, z czego ok. 10 proc. stanowią te poważniejsze, jak astma, atopowe zapalenie skóry czy ciężkie zapalenie alergiczne nosa i zatok – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Marek Jutel z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, członek zarządu Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej.

Jak podaje Polskie Towarzystwo Alergologiczne, co kilka lat następuje podwojenie liczby chorych. Choroby alergiczne są często określane mianem epidemii XXI wieku. Cierpią na nie zarówno dzieci, jak i dorośli, którzy za młodu nie mieli symptomów.

– U dzieci najczęściej występuje alergia pokarmowa z manifestacją skórną, atopowe zapalenie skóry, z czasem rozwija się alergiczny nieżyt błony śluzowej nosa i astma oskrzelowa. U dorosłych dominują te dwie ostatnie jednostki chorobowe, z kolei atopowe zapalenie skóry jest rzadsze – mówi prof. Maciej Kupczyk, Klinika Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

– Alergiczny nieżyt nosa wywołują alergeny, które mogą mieć różną postać. W najmłodszych grupach wiekowych są to zwykle pyłki traw, drzew, roztocza kurzu domowego, sierści zwierząt, mogą to być również pleśnie. Bardzo rzadko alergeny pokarmowe w wieku dziecięcym mogą powodować alergię wziewną. Mało jest dowodów na to, że mąka, która przy pracach kuchennych jest obecna w powietrzu, wywołuje alergiczny nieżyt nosa, natomiast dzieje się tak np. u osób zawodowo trudniących się piekarstwem – dodaje prof. Marek Kulus, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

Skłonność do chorób alergicznych jest w dużym stopniu dziedziczna. Jeżeli cierpią na nią oboje rodzice, prawdopodobieństwo, że dziecko również będzie alergikiem, wynosi ponad 60 proc. Jednak do rozwoju alergii przyczynia się również zmieniające się środowisko i czynniki cywilizacyjne, np. dym papierosowy, środki chemiczne czy smog zawierający spaliny. Także długotrwała ekspozycja na duże stężenia silnych alergenów, np. roztocza kurzu domowego czy sierść kota, może doprowadzić do rozwoju alergii, zwłaszcza przy obecności predyspozycji genetycznych.

Objawami alergii są m.in. świąd, łzawienie i pieczenie oczu, zaczerwienienie spojówek, katar, niedrożność nosa, kichanie, duszność, kaszel, świszczący oddech, pokrzywka, wyprysk, obrzęk jamy ustnej i gardła, spadek ciśnienia, nudności, bóle brzucha, wymioty i biegunka. Ciężką reakcją alergiczną jest anafilaksja, która bezpośrednio zagraża życiu. Należy podkreślić, że długotrwałe objawy alergii są uciążliwe i znacznie obniżają jakość życia pacjentów.

Niektórzy pacjenci cierpią na alergiczny nieżyt nosa tylko przez kilka tygodni w roku. Tak jest w przypadku uczulenia na pyłek brzozy, kiedy mniej więcej od połowy kwietnia do 10 maja mamy sezon pylenia. Jest to jednak schorzenie związane z bardzo poważnym defektem immunologicznym, który z czasem – jeżeli jest nieleczony lub niewłaściwie leczony – może prowadzić do tych ciężkich schorzeń, jak astma czy atopowe ciężkie zapalenie skóry – podkreśla prof. Marek Jutel.

Pacjenci, którzy mają alergiczny nieżyt błony śluzowej nosa, mają też wielokrotnie wyższe ryzyko rozwoju astmy oskrzelowej – dodaje prof. MaciejKupczyk.

Najpopularniejszą metodą rozpoznania alergii są testy skórne lub śródskórne oraz badanie krwi, w którym określa się wysokości stężenia IgE. Z kolei w przypadku astmy podstawowym badaniem umożliwiającym jej rozpoznanie jest spirometria. Jeżeli diagnoza się potwierdzi, lekarz powinien wdrożyć odpowiednie leczenie. Jego podstawą jest unikanie ekspozycji na alergeny, po przez usuwanie ich ze swojego otoczenia, o ile to jest możliwe. Alergolodzy mają do dyspozycji szeroki wachlarz metod tradycyjnej farmakoterapii, które opierają się na leczeniu objawów i redukcji nasilenia stanu zapalnego, nie zwalczając przy tym przyczyny choroby.

Mamy do dyspozycji leki z różnych grup – takie, które łagodzą objawy, leki przeciwzapalne, glikokortykosteroidy albo ich pochodne, stosowane dzisiaj w formie preparatów, które są dla pacjentów bezpieczne. Wstrzymują przewlekłe zapalenie, więc działają trochę lepiej niż leki przeciwhistaminowe, które łagodzą objawy tylko przez 24 godziny. Natomiast jeżeli chcemy zadziałać na przyczynę związaną z defektem immunologicznym, to musimy zastosować immunoterapię alergenową, która jest jedynym leczeniem aktywnym – mówi prof. Marek Jutel.

Immunoterapia, inaczej odczulanie, polega na podawaniu alergenów, na które organizm ma uzyskać tolerancję. Leczenie podawane jest w różnych formach: w postaci szczepionek podawanych iniekcyjnie (SCIT) lub podjęzykowo: w kroplach lub jako tabletki (SLIT). Terapię stosuje się od 3 do 5 lat, co w porównaniu z leczeniem objawowym, które zwykle jest wieloletnie, a nawet może towarzyszyć pacjentowi do końca życia, jest okresem bardzo krótkim. W przypadku immunoterapii podjęzykowej znacznie wzrasta compliance pacjenta, gdyż dzięki niej może prowadzić normalne życie i przyjmować leczenie samodzielnie w domu, będąc pod kontrolą lekarza alergologa. Polscy pacjenci nie mają dostępu do tej formy podania terapii ze względu na brak refundacji.

– Ten proces trwa zwykle kilka lat. Poza tym, że mamy spadek objawów, czyli pacjent ma mniejsze nasilenie dolegliwości, to jest to obecnie jedyne przyczynowe leczenie alergii – mówi prof. Maciej Kupczyk. – Immunoterapia istotnie zmniejsza ryzyko progresji alergii i rozwoju nowych uczuleń. Jeśli pacjent ma alergiczny nieżyt nosa i uda nam się zastosować immunoterapię, to badania sugerują, że ryzyko rozwoju astmy maleje o 50 proc. To jest bardzo dużo z punktu widzenia jakości życia pacjenta i wydatków na ochronę zdrowia.

Immunoterapia zapobiega w znakomitej większości przypadków rozwojowi astmy oskrzelowej i ciężkich postaci innych chorób alergicznych. Jak podkreśla prof. Marek Jutel, jest stosowaną od dawna i sprawdzoną formą terapii. Przyszłością w leczeniu alergii jest natomiast połączenie immunoterapii alergenowej z leczeniem biologicznym, stosowanym zwykle w przypadku cięższych i nieuleczalnych schorzeń.

To są najczęściej przeciwciała, które eliminują jeden konkretny mechanizm, odpowiedzialny np. za przewlekłe zapalenie alergiczne – mówi prof. Marek Jutel. – Może się wydawać, że objawy alergii nie są tak ciężkie jak w przypadku schorzeń, które mogą prowadzić do inwalidztwa czy nawet śmierci pacjenta, ale mechanizmy są właściwie podobne. My korzystamy szeroko z doświadczeń kolegów onkologów, immunologów, reumatologów – właściwie stosujemy podobne terapie, tylko trochę w innej formie i z powodu innych objawów.

– Czasami mamy problemy z dostępnością niektórych form terapii. Proces dopuszczania niektórych leków biologicznych jest dosyć długi. Nie wiem, czy udałoby się go skrócić, ale bardzo bym sobie tego życzył – mówi prof. Marek Kulus.


Materiał powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Zerwij z alergią – wybierz zdrowie”, pod patronatem Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, partnerem jest ALK-Abello.

Zerwij z alergią, wybierz zdrowie.

Cenniejsze prezenty komunijne trzeba zgłosić do fiskusa. Od darowizn podatek nigdy się nie przedawnia

Cenniejsze prezenty komunijne trzeba zgłosić do fiskusa. Od darowizn podatek nigdy się nie przedawnia 4

Formalnie każdy prezent komunijny jest darowizną i może podlegać opodatkowaniu – przypomina Marta Ignasiak, doradca podatkowy w kancelarii prawnej SDZLEGAL SCHINDHELM. Wysokość podatku zależy od rodzaju prezentu i stopnia pokrewieństwa z obdarowującym. Cenniejsze upominki warto zgłosić do fiskusa. Zwłaszcza że obowiązek podatkowy od darowizn nigdy się nie przedawnia, co oznacza, że fiskus może się upomnieć o zaległy podatek w każdym momencie.

– Przed podjęciem decyzji o tym, czy opodatkować jakikolwiek prezent, trzeba się zastanowić, czy stanowi on darowiznę. Jedyną definicją jest ta z prawa cywilnego, która mówi, że jest to przysporzenie kosztem własnego majątku. Formalnie każdy prezent mógłby być tak rozumianą darowizną, bez względu na to, czy mówimy tutaj o rowerze, telefonie czy o pieniądzach, udziałach, akcjach, certyfikatach inwestycyjnych. Tak więc formalnie każdy prezent komunijny mógłby stanowić darowiznę, która mogłaby być opodatkowana – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Ignasiak, doradca podatkowy w kancelarii prawnej SDZLEGAL SCHINDHELM.

Jak wynika z badania Barometr Providenta, najpopularniejszym prezentem komunijnym są pieniądze (60 proc.). 40 proc. deklaruje, że wręczy sprzęt elektroniczny: laptopy lub smartfony. Warto jednak pamiętać o tym, by te cenniejsze prezenty zgłosić fiskusowi. Limity ulgi łatwo przekroczyć, zwłaszcza w przypadku osób formalnie niespokrewnionych z dzieckiem. Wysokość opodatkowania zależy od stopnia pokrewieństwa.

– W przypadku najbliższej rodziny – rodzice, rodzeństwo – mówimy o tzw. pierwszej grupie podatkowej. Takie darowizny nie są opodatkowane aż do kwoty 9 tys. zł, z tym że jest to kwota w okresie 5-letnim, czyli trzeba by zsumować wszystkie prezenty otrzymane przez ostatnie 5 lat od danej osoby. Jeżeli nie przekraczają w przypadku tej najbliższej rodziny 9 tys. zł, a w przypadku nieco dalszej – 4 tys. zł, to wtedy podatku nie ma – tłumaczy Marta Ignasiak.

Pierwsza grupa podatkowa to tzw. grupa zero. Każda darowizna w ramach tej grupy podatkowej może być zwolniona z konieczności płacenia podatku. W sytuacji, gdy kwota przekracza kwotę wolną – 9 637 zł, trzeba powiadomić naczelnika urzędu skarbowego w ciągu 6 miesięcy od chwili otrzymania darowizny i udokumentować darowiznę np. dowodem wpłaty. Druga grupa podatkowa to np. bratanek albo siostrzeniec, wuj i ciotka oraz mąż siostry, szwagier lub mąż siostry męża, a kwota wolna od podatku wynosi 7 276 zł. W trzeciej grupie, do której zalicza się osoby niespokrewnione, podatku nie trzeba płacić od prezentu do wartości 4 902 zł.

Podatek dla pierwszej grupy przy darowiźnie do 10 278 zł wyniesie 3 proc., w przypadku darowizny wyższej będzie to 308,30 zł. + 5 proc. nadwyżki ponad kwotę 10 278 zł. Przy darowiźnie powyżej 20 556 zł podatek wyniesie 822,20 zł + 7 proc. nadwyżki ponad 20 556 zł. W przypadku drugiej grupy progi podatkowe wynoszą: 7 proc., 9 proc. i 12 proc, a w trzeciej odpowiednio 12, 16 i 20 proc. kwoty darowizny.

Jak przypomina ekspertka, prezent nie zawsze musi być traktowany jako darowizna.

– Nieodpłatne świadczenie jest to koncepcja używana na potrzeby podatku dochodowego, nie podatku od spadków i darowizn. Konia z rzędem temu, kto byłby w stanie w każdym przypadku wyjaśnić, czy mamy do czynienia właśnie z darowizną, czy może już z nieodpłatnym świadczeniem. W niektórych rodzinach przyjmuje się, że taki prezent na komunię jest swoistą odpłatnością za uroczysty obiad – wskazuje Marta Ignasiak.

Według jeszcze innej interpretacji przepisów prezent można potraktować jako przysporzenie, jak jednak ocenia ekspertka, najbezpieczniej jest potraktować prezent jako darowiznę i po przekroczeniu określonej wartości zgłosić i opodatkować.

– Większość tych prezentów pewnie nie przekroczy ustawowych progów, stąd szansa na taką kontrolę ze strony fiskusa moim zdaniem jest niewielka. Więcej jest pracy urzędu skarbowego niż ewentualnego pożytku, ale nie można tego wykluczyć – mówi Ignasiak.

Co istotne, obowiązek podatkowy w zakresie podatku od darowizn praktycznie się nie przedawnia.

– Jeżeli po wielu latach podczas jakiejkolwiek kontroli ktoś się powoła na to, że otrzymał darowiznę i tego nie zgłosił, nie zapłacił podatku, a zostały przekroczone ustawowe progi, to urząd skarbowy stosuje karną stawkę 20 proc. do takiej darowizny. Z tego punktu widzenia warto przynajmniej się zastanowić, czy którykolwiek z otrzymanych prezentów nie przekraczał tych limitów, które są przyjęte dla bezpodatkowej darowizny – radzi Marta Ignasiak.

Biochipy to przyszłość medycyny. Przyspieszą proces tworzenia skutecznych i tanich leków oraz pomogą przewidzieć ich działania niepożądane

Biochipy to przyszłość medycyny. Przyspieszą proces tworzenia skutecznych i tanich leków oraz pomogą przewidzieć ich działania niepożądane 5

Biochipy mogą zrewolucjonizować procedury badań i dopuszczania leków do użycia. Znacznie obniżą też koszty, co sprawi, że nawet leki najnowszej generacji będę dostępne po znacznie niższych cenach. Naukowcy zaprojektowali urządzenia do hodowli mikroprzepływowej, które obrazują mikroarchitekturę i naśladują funkcje żywych narządów ludzkich. Dzięki stworzeniu systemu połączonych ze sobą mikrochipów funkcjonujących jak ludzki organizm można zaś dokładnie odwzorować zachowanie organów w odpowiedzi na stosowane leki.

– Biochip to miniaturowe urządzenie wielkości szkiełka mikroskopowego, w którym możemy przeprowadzić hodowlę tkanek zwierzęcych albo ludzkich dowolnego typu, tkanki prawidłowej, albo nowotworowej i z wykorzystaniem tej wyhodowanej tkanki przeprowadzić testy różnych substancji aktywnych potencjalnych leków. Jest on tak prosty w wykorzystaniu jak klasyczny preparat mikroskopowy, możemy go umieścić pod mikroskopem, obserwować zjawiska, które zachodzą w tkance w czasie rzeczywistym – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr inż. Roman Szafran z Politechniki Wrocławskiej.

Naukowcy zaadaptowali metody wytwarzania mikrochipów komputerowych do zaprojektowania urządzeń do hodowli mikroprzepływowej, które obrazują funkcje żywych narządów ludzkich, w tym płuc, jelit, nerek, skóry, szpiku kostnego. Te mikrourządzenia, tzw. „Organs-on-Chips”, stanowią potencjalną alternatywę dla tradycyjnych testów na zwierzętach. Każdy układ narządów składa się z przezroczystego elastycznego polimeru o rozmiarze komputera, który zawiera wydrążone kanały mikroprzepływowe wyłożone żywymi komórkami specyficznymi dla ludzkiego narządu, połączonymi ze sztucznym układem naczyniowym z ludzkimi komórkami śródbłonkowymi.

– Modele tkankowe możemy wyprowadzić bezpośrednio z komórek człowieka, w ten sposób prowadzimy testy na tkankach ludzkich, a nie na zwierzęcych. A druga możliwość to terapie spersonalizowane, gdzie pobieramy komórki od pacjenta w niewielkiej ilości, możemy tutaj wykorzystać np. komórki CTC – cyrkulujące komórki nowotworowe, jeżeli mówimy tutaj o terapiach onkologicznych, i z niewielkiej liczby kilkuset komórek wyprowadzić zmianę nowotworową na chipie, która następnie może nam posłużyć do doboru optymalnej metody leczenia – przekonuje ekspert.

W Instytucie Wyss z Bostonu naukowcy odwzorowali około 15 różnych narządów ludzkich na chipach. Pierwszym z nich było płuco, urządzenie wielkości dysku z dwoma kanałami: wypełniony powietrzem górny kanał wyłożony ludzkimi komórkami nabłonkowymi pęcherzyków oraz dolny kanał wyłożony komórkami naczyń krwionośnych i przepływający przez niego roztwór zawierający białe krwinki. Aby dokładniej modelować biologię człowieka, naukowcy naśladowali również ruch oddechowy. Był to jednak dopiero pierwszy krok do stworzenia całego systemu połączonych mikrochipów, do złudzenia przypominających funkcjonowanie całego ludzkiego organizmu.

Dzięki zdolności do przyjmowania i łączenia różnych typów komórek i tkanek tworzących ludzkie narządy mikrochipy pozwalają zbadać funkcjonowania narządów ludzkich i naśladować stany chorobowe specyficzne dla człowieka, identyfikują też nowe cele terapeutyczne. Odtwarzają istotne interfejsy, aby zbadać proces dostarczania leków, a także odkrycia nowych leków. Chipy mogą być również używane do hodowli żywego mikrobiomu przez dłuższy czas w bezpośrednim kontakcie z żywymi ludzkimi komórkami, aby sprawdzić, jak wpływają na zdrowie człowieka.

Wykonanie badań klinicznych zajmuje lata, a pojedynczy związek może kosztować ponad 2 mld dol. Cały proces często nie pozwala przewidzieć ludzkich reakcji, ponieważ tradycyjne modele zwierzęce nie odzwierciedlają ludzkiej patofizjologii. Biochipy są więc rozwiązaniem.

– Jeśli chodzi o procedurę dopuszczenia nowych substancji leczniczych do obrotu, to jest ona wieloetapowa i bardzo kosztowna. Jeśli uda nam się z wykorzystaniem takiego mikrosystemu czy takiego modelu tkankowego na chipie przyspieszyć tę procedurę w ten sposób, że wyeliminujemy albo na wczesnym etapie substancje, które są szkodliwe, albo jeżeli dopuścimy do dalszych etapów substancje, które mogą być potencjalnymi lekami, a które np. byłyby wykluczone na etapie badań na zwierzętach, to niewątpliwie nam to może przyspieszyć całą ścieżkę dopuszczenia nowych substancji leczniczych do obrotu – przekonuje dr inż. Roman Szafran.

Nadchodzi cyfrowa rewolucja. Polskie firmy mają szansę być liderami w Przemyśle 4.0

Nadchodzi cyfrowa rewolucja. Polskie firmy mają szansę być liderami w Przemyśle 4.0 6

Przyszłością przemysłu są inteligentne fabryki. Maszyny same będą się komunikować i podejmować decyzje, udział ludzi w całym systemie zostanie zaś ograniczony do niezbędnego minimum. Każdy etap produkcji będzie współzależny od poprzedniego, wszystko dzięki komunikacji między maszynami oraz maszynami i ludźmi. Powołana właśnie oficjalnie do życia Platforma Przemysłu Przyszłości to dla polskich firm szansa na włączenie się w cyfrową transformację.

– Jak będzie wyglądać przemysł przyszłości? Zmiany, których doświadczamy, mają charakter rewolucyjny. I jak w każdej rewolucji trudno jednoznacznie odpowiedzieć, jak ta przyszłość będzie wyglądała. Można powiedzieć, że na pewno będzie w sposób bardzo istotny wykorzystywać dane, będzie dane przetwarzać w informacje, informacje w wiedzę, a wiedzę w biznes – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Andrzej Soldaty, prezes zarządu Platformy Przemysłu Przyszłości.

Rewolucja przemysłu 4.0 opiera się na przyjęciu nowych technologii w celu stopniowej automatyzacji procesu produkcji. To innowacyjne technologie, których zastosowanie w przemyśle będzie rozwijane z dnia na dzień – m.in. robotyka oparta na współpracy, sztucznej inteligencji, rzeczywistości wirtualnej, symulacji procesów czy  inteligencji operacyjnej. W praktyce fabryki przyszłości będą wyglądać zupełnie inaczej – zamiast ludzi przy taśmach cały proces produkcji będzie się odbywał automatycznie. Maszyny same będą się ze sobą komunikować, a urządzenia będą całkowicie automatyczne, np. wózki same wybiorą najlepszą drogę i trasę po hali produkcyjnej.

Pociąga to za sobą potrzebę posiadania systemów, które obsługują i zarządzają informacjami  dla technologii informacyjnych, a także budynków i systemów ruchu. Taka koncepcja przemysłu 4.0 stanowi znaczący skok dla większości organizacji, stąd wymaga odpowiednich przygotowań.

– To, co nazywamy w tej chwili cyfrowym bliźniakiem, czyli przygotowanie i wręcz uruchomienie produkcji w chmurze, w świecie wirtualnym, potem będzie realizowane w przemyśle już w fizycznej formie w systemie rozproszonym. Realizacja poszczególnych komponentów wcale nie będzie się odbywać w fabrykach, tylko czasami, w cudzysłowie, np. na zapleczu sklepu obuwniczego będą produkowane już elementy obuwia, które zostaną zaprojektowane wcześniej przez klienta, zanim do tego sklepu przyjdzie – przekonuje Andrzej Soldaty.

Z badania „Odkrywanie Przemysłu 4.0” Shell Lubricants wynika, że 88 proc. polskich przedsiębiorstw ma świadomość, że innowacje przyczyniają się do oszczędności. Zdecydowana większość obawia się jednak, że istniejący sprzęt nie będzie kompatybilny z nowymi technologiami, chce też skorzystać z wiedzy specjalistów i z ich pomocą wprowadzać nowe rozwiązania. Obecnie rozwiązania Przemysłu 4.0 wprowadzają przede wszystkim największe firmy. Gorzej wygląda sytuacja w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw.

Raport „Smart Industry Polska 2018”, przygotowany przez Siemens we współpracy z Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii, wskazuje, że aż 60 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP w ogóle nie zna koncepcji Przemysłu 4.0, a w strategii uwzględnia ją zaledwie ok. 15 proc. Odpowiedzią na nadchodzącą rewolucję 4.0 ma być Fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości. Będzie wspierać transformację cyfrową w zakresie procesów, produktów i modeli biznesowych, a przede wszystkim ma być łącznikiem między firmami a tymi, którzy dostarczają rozwiązania.

– Polskie firmy mają bardzo duży potencjał, żeby za parę lat stały się liderami w zakresie Przemysłu 4.0, ale istnieje wiele barier, zależnych nie tylko od firm, lecz także od otoczenia, od regulacji prawnych, od infrastruktury, od mechanizmów wsparcia finansowego. Zadaniem Platformy Przemysłu Przyszłości będzie skuteczna pomoc w pokonywaniu tych barier poprzez wprowadzanie rozwiązań na poziomie i centralnym, i regionalnym, tworzenie mechanizmów wsparcia dla przedsiębiorstw, ukierunkowywanie w działalności doradczej poprzez rozpoczynanie działalności szkoleniowej – podkreśla Soldaty.

Docelowo platforma ma budować odpowiednie środowiska, proponować rozwiązania technologiczne, zarządzać wiedzą i innowacjami. Dostarczy też przedsiębiorstwom niezbędnej wiedzy, by mogły skutecznie wdrażać nowe rozwiązania. Dzięki systemowemu wsparciu polskie firmy mają w miarę szybko przejść drogę cyfrowej rewolucji i skutecznie rywalizować na świecie.

– Celem długofalowym jest doprowadzenie do stworzenia ekosystemu przemysłu przyszłości, czyli zintegrowania przedsiębiorstw w nowym modelu biznesowym, modelu współpracy, w modelu zwinnego reagowania na możliwości rynkowe i modelu lepszego budowania, pozycjonowania w międzynarodowych łańcuchach wartości – przekonuje Andrzej Soldaty.

Platforma Przemysłu Przyszłości będzie miała siedzibę w Radomiu. Ruszyła już witryna internetowa platformy, natomiast płynne rozpoczęcie aktywnej działalności fundacji nastąpi w III kwartale 2019 roku.

Wódka jest najczęściej promowanym alkoholem mocnym przez sieci handlowe

Wódka jest zdecydowanie najczęściej promowanym alkoholem mocnym przez sieci handlowe. W pierwszym kwartale br. pojawiła się 13 606 razy w gazetkach, czyli o 222 razy mniej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Drugie miejsce w tegorocznym zestawieniu ma whisky, która też zanotowała spadek – z 4563 do 4129 promocji. Z kolei w przypadku rumu, znajdującego się na trzeciej pozycji, nastąpił wzrost aktywności – z 776 do 820 akcji promocyjnych. Następna w rankingu jest brandy. Ten trunek widocznie zmniejszył swój udział w gazetkach – z 730 do 572 promocji. Warto dodać, że sieci częściej promują gin. W 2018 roku pojawił się w publikacjach 289 razy, a ostatnio – 357. Dane pochodzą z zasobów Hiper-Com Poland, a komentujący je eksperci zwracają uwagę na związek z Wielkanocą. Ruchome święto wpływa na planowanie akcji sprzedażowych i zakupów. Ponadto pod koniec pierwszego z analizowanych okresów wprowadzono ograniczenie handlu w niedziele, co również miało wpływ na ww. sytuację.wódka alkohol

Z analizy wynika, że sieci handlowe najczęściej promują wódkę spośród wszystkich alkoholi mocnych. W okresie od stycznia do marca 2019 roku zrobiły to 13 606 razy. To mniej niż rok wcześniej, kiedy takich akcji było 13 828. Karina Gręda, Country Manager z Hiper-Com Poland, podkreśla, że wódka zawsze miała silną pozycję na tym rynku. Nieznaczny spadek promocji wynika z faktu, że sieci handlowe chcą wypromować także inne trunki, które są u nas mniej popularne, ale popyt na nie z każdym rokiem rośnie.

– To nie jest duży spadek, biorąc pod uwagę okoliczności. W marcu ub. roku został wprowadzony zakaz handlu w niedziele. Kolejna różnica dotyczy Wielkanocy, która poprzednio wypadła 1-2 kwietnia. To oznacza, że konsumenci przygotowywali się do świąt jeszcze w marcu, a więc w pierwszym kwartale 2018 roku. Dla sieci i producentów mogła to być okazja do promowania właśnie wódki – komentuje Karol Kamiński, Dyrektor Zarządzający Grupą AdRetail.

Drugim najczęściej promowanym alkoholem mocnym jest whisky. Podobnie jak wódka, też rzadziej pojawiała się w gazetkach. W pierwszym kwartale br. wystąpiła  tam 4129 razy, natomiast rok wcześniej – 4563 razy. Jak stwierdza Karina Gręda, ten trunek ostatnio stał się bardzo modny i Polacy piją go coraz więcej. Jednak widoczny jest nieznaczny spadek promocji, co spowodowane jest ogólnym zmniejszeniem tego typu działań.

– Brązowy alkohol zyskał popularność wśród Polaków jako bardziej elegancki i prestiżowy trunek niż typowa wódka. Jest chętniej wręczany jako upominek, zwłaszcza w kontaktach biznesowych. Nawet jeśli w najbliższym gronie niektórzy najbardziej lubią pić wódkę, to na eventach branżowych chętniej sięgają po whisky. Ten alkohol może też często pojawiać się na spotkaniach przedświątecznych lub typowo biznesowych. Natomiast spadek liczby promocji nastąpił z tych samych powodów, co w przypadku wódki – przekonuje Karol Kamiński.

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, prezesa Instytutu Badawczego ABR SESTA, gdyby dane dotyczyły nie trzech, a czterech miesięcy, to dynamika promocji whisky byłaby podobna do wódki lub nawet nieznacznie wyższa. W tym przypadku widać efekt Wielkanocy, przypadającej w różnych terminach. Ekspert zaznacza, że dystrybutorzy pracują nad tym, aby whisky była coraz bardziej powszechnym alkoholem. Jednak tego celu jeszcze nie osiągnęli i stąd wynika wpływ przesunięcia świąt.

– Analiza potwierdza trwałość preferencji konsumenckich w stosunku do wódki i whisky. Ta pierwsza jest niejako synonimem polskiego kontaktu z alkoholem, uroczystego i zwyczajnego. Whisky z kolei jest implantowane do kultury picia mocnych trunków. Swego czasu była swoistym symbolem zmiany nawyków życia. Dziś jest to zaakceptowany trunek lepszy, wystarczająco powszechny i utrwalony wśród tych, których na to stać – mówi dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Na trzecim miejscu znajduje się rum, który zanotował wzrost liczby promocji. W pierwszym kwartale ub. roku sieci podjęły takich działań 776, a 12 miesięcy później już – 820. Jak wskazuje Sebastian Starzyński, to i tak ok. pięciokrotnie mniej akcji niż w przypadku whisky. W związku z tym mogą pojawiać się anomalie w porównaniu z innymi, mniej popularnymi alkoholami. Według eksperta, jednym z powodów wzrostu jest większa intensywność działań promocyjnych w styczniu i lutym br. Już w marcu było ich mniej niż w poprzednim roku. Zatem efekt przesunięcia Wielkanocy zadziałał tu wyłącznie w okresie jednego miesiąca.

– Rum robi wielką karierę jako składnik drinków oraz ponczu. To jest pochodna zmiany kulturowej, nie tylko w spożyciu trunków, ale i w przyrządzaniu potraw, spędzania wolnego czasu czy podkreślania różnic generacyjnych. Przykładowo, starsze pokolenia chętnie dodają do lodów koniak, a młodsi konsumenci korzystają z rumu – zauważa dr Faliński.

Czwartą lokatę w tym zestawieniu zajmuje brandy. W 2019 roku w gazetkach pojawiła się 572 razy, a rok wcześniej – 730. Jak wskazuje prezes Starzyński, spadek promocji widoczny jest w marcu, a w dwóch wcześniejszych miesiącach był zdecydowanie mniejszy. Można się zatem spodziewać, że w kwietniu ta kategoria powróci do poziomu z ubiegłego roku.

Dr Andrzej Maria Faliński
Dr Andrzej Maria Faliński

– Brandy przestaje być utożsamiana z koniakiem, choć jest jego tańszą odmianą. Jesteśmy zamożniejsi i zamiast sięgnąć po ten pierwszy trunek, kupujemy ten drugi, który pozostał signum czegoś lepszego, ceremonialnego. Często więc nie wypada zastąpić go brandy. Ta sytuacja wymaga promocji i należy spodziewać się wzrostu takich akcji związanych z tym alkoholem – przekonuje dr Maria Andrzej Faliński.

W gazetkach sieciowych częściej promowany był gin. W 2018 roku pojawił się 289 razy, a ostatnio – 357. Na kolejnych miejscach znalazły się koniak (spadek z 229 do 210) oraz tequila (z 137 na 131). Zestawienie zamykają inne alkohole, wśród których znajdują się absynt i sake. W tym przypadku nastąpiło zwiększenie działań promocyjnych, z 10 do 12 wystąpień.

– Absynt i sake to produkty mody na wielokulturowość. Ich rynki są minimalne i promocja ma raczej charakter kompensujący spadki w droższych alkoholach, np. w koniakach i whisky. Sieciom skrócono czas pracy, zatem racjonalne jest wspieranie sprzedaży tego, co klienci kupują najczęściej, czyli wódki. Warunki nie są sprzyjające sieciom. Mam na myśli zapowiedzi niektórych środowisk, że podejmą walkę z tymi trunkami, antyalkoholową postawę Kościoła czy nieprzyjazne oświadczenia polityków. Ponadto obowiązują restrykcyjne przepisy, a jednak widzimy ostentacyjne promowanie tych produktów – podsumowuje prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Analizie zostały podane mocne alkohole, tj. brandy, koniak, gin, rum, tequila, whisky, wódka oraz inne trunki alkoholowe, jak absynt i sake. Materiały zebrano z dyskontów, hipermarketów, supermarketów i sieci convenience. Dane dotyczą pierwszych kwartałów 2018 i 2019 roku.

BNP Paribas Bank Polska po I kw. 2019 r.

IV Zlot Sukcesorów [7-9.06.2019]

Sukcesorzy firm rodzinnych z całej Polski po raz czwarty zbierają się na Zlocie Sukcesorów. IV edycja wydarzenia odbędzie się w dn. 7-9 czerwca br. w Osadzie Karbówko Wellness & SPA (Ciechocin, k. Torunia). Jest do wyjątkowe wydarzenie organizowane dla sukcesorów firm rodzinnych, czyli młodego pokolenia, które jest przed, w trakcie lub po przejęciu sterów w rodzinnych biznesach. Wydarzenie skierowane jest do przedsiębiorców w wieku od 25 lat. Celem Zlotu jest dzielenie się motywacją, wiedzą i doświadczeniem związanym z prowadzeniem coraz lepszej firmy oraz z niełatwym procesem, jakim jest zmiana pokoleniowa. Zlot Sukcesorów jest cyklicznie organizowany przez samych sukcesorów, a w tym roku odbędzie się już czwarta edycja wydarzenia!Cover Sukcesorzy 1200 x 628 universal

Hasło IV edycji Zlotu Sukcesorów „Firmy Rodzinne liderem na rynku pracy?”

Dla kogo jest to wydarzenie?

dla sukcesorów, którzy przejęli firmę po swojej rodzinie

✔ dla sukcesorów szykujących się do przejęcia sterów w rodzinnym biznesie

✔ dla sukcesorów, którzy wybrali inną drogę lub wahają się co dalej

✔ dla zaangażowanych w firmę rodzinną żony/mężów/partnerów/partnerki sukcesorów

Krótka historia Zlotu

Wszystko zaczęło się od przyjaźni Oli i Ani, które chciały częściej się spotykać, ale praca w firmach rodzinnych to wyrzeczenia, które każdy z nas dobrze zna. Połączyły przyjemne z pożytecznym i zorganizowały I Zlot Sukcesorów w firmie rodzinne RENEX (Włocławek). Kolejny, II Zlot Sukcesorów odbył się w Olandii (Wielkopolska). Natomiast III Zlot Sukcesorów miał miejsce się w Villa Verde (Zawiercie). Podczas Zlotów pomagamy najbardziej potrzebującym. Szkolimy się w różnych dziedzinach i bawimy się podczas magicznych wieczorów…

Więcej informacji oraz rejestracja na stronie: sukcesorzy.pl

Bitcoin zyskuje na wojnach handlowych

Nieoczekiwanym wygranym w wojnach handlowych pomiędzy USA i Chinami jest bitcoin. Na początku maja kosztował 5 tys. USD, a w połowie miesiąca cena wzrosłą do 8 tys. USD.

Przyczyną jest sytuacja w Chinach. – Najpierw dużo się mówiło o tym, że Chiny mogą zakazać wykopywania bitcoina ze względów ekologicznych, bo proces ten pochłania bardzo dużo energii elektrycznej, a szacuję się, że połowa tej kryptowaluty powstaje właśnie w Chinach – wyjaśnia w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jeżeli taką działalność trzeba będzie przenieść do innych krajów, to koszty wzrosną, czyli lepiej mieć tego bitcoina teraz.

Inna przyczyna wzrostów wynika z obaw o skutki wojny handlowej. Chińskie gospodarstwa domowe mogą się obawiać spadku wartości chińskiej waluty.Przy osłabieniu juana chiński eksport odzyska część swojej opłacalności obniżonej z powodu wprowadzenia ceł przez USA, czyli taki może być cel rządu Chin.

– Alternatywą dla mających oszczędności może być dolar, złoto, albo właśnie bitcoin, bo kryptowalutę łatwo wytransferować z Chin, czego nie można powiedzieć o złocie i dolarze – mówi ekspert XTB.

Wpływ zmiany pokoleniowej na ubezpieczenia na życie

Mobilność, stały dostęp do nowych technologii, współdzielenie, skłonność do częstych zmian – tak żyje pokolenie Z, czyli tzw. Post-millenialsi. Oczekują oni szybkich rozwiązań odpowiadających na ich bieżące potrzeby. Nie przywiązują się do miejsc ani rzeczy. Dlatego nie należą do lojalnych konsumentów. Przed zakładami ubezpieczeniowymi stoi więc duże wyzwanie. Jak przekonać młodych ludzi, którzy żyją z dnia na dzień, że warto zabezpieczyć na przyszłość nie tylko siebie, ale także swoich bliskich? Wpływ nowego pokolenia na ofertę ubezpieczeń na życie był jednym z tematów poruszanych podczas VII Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Polacy nie ubezpieczają się na życie

Polski rynek ubezpieczeń na życie jest obecnie w trudnej sytuacji. Raport „Dojrzałość finansowa Polaków”, przygotowany przez Nationale Nederlanden w 2017 r., pokazuje, że na ubezpieczenie na życie decyduje się jedynie 26% osób w wieku 20-50 lat. Czy wraz z wejściem w dojrzałość pokolenia Z kondycja „życiówki” może się pogorszyć?

Postęp technologiczny – większe wyzwanie niż zmiana pokoleniowa

Paneliści biorący udział w debacie „Nowe pokolenie klientów – wyzwanie dla ubezpieczeń na życie” podczas Kongresu PIU zgodzili się, że zdecydowanie większym wyzwaniem niż sama zmiana pokoleniowa jest postęp technologiczny. Młodzi ludzie z reguły żyją chwilą. Jednak w momencie, kiedy wchodzą w dojrzałość i zakładają rodziny, ich podejście się zmienia. Jednak, by w przyszłości Post-millenialsi byli zainteresowani tego typu polisami, oferta musi być dla nich atrakcyjna. Sam produkt oraz kanały jego dystrybucji powinny zostać dopasowane do ich potrzeb i stylu życia, a ten opiera się w dużym stopniu na technologii i Internecie.

Nie tylko produkt, ale i kanał dystrybucji dopasowany do potrzeb

Post-millenialsi dopiero wkraczają w dorosłość. Nie myślą jeszcze o zabezpieczeniu na przyszłość swoich bliskich. Mimo to, branża ubezpieczeniowa, wzorem banków, powinna już teraz zastanowić się, jak zainteresować pokolenie Z ubezpieczeniami na życie. Należy wziąć pod uwagę, że są to osoby, które oczekują prostych i szybkich rozwiązań dostępnych online, najlepiej w kanałach mobilnych. Myślę, że kluczem do sukcesu może okazać się elastyczność oraz personalizacja, zarówno samej oferty, jak i komunikacji z klientami, aby jak najlepiej dopasować się do ich indywidualnych.

Sektor bankowy – źródło dobrych praktyk

Podczas panelu podkreślona została rola polskiego sektora bankowego dla całej branży usług finansowych, który jest obecnie jednym z najbardziej innowacyjnych na świecie. Może więc stanowić dla firm ubezpieczeniowych źródło dobrych praktyk w zakresie digitalizacji komunikacji z konsumentami oraz prowadzenia z nimi dialogu, zanim wejdą na rynek pracy. Nawiązanie kontaktu z pokoleniem Z odpowiednio wcześnie jest istotne nie tylko z perspektywy pozyskania klienta na przyszłość. Post-millenialsi już teraz mają duży wpływ na decyzje zakupowe w swoich domach. Dotyczy to także ubezpieczeń.

Edukacja – rola agentów

W związku z tym warto zainwestować w edukację. Z raportu „The future of insurance. Bye-Bye Boomers, Hello Digital Natives”, opracowanego przez InVEST oraz Applied Systems w 2015 r., wynika, że aż 2/3 badanych Post-millenialsów ma małą wiedzę o ubezpieczeniach. Nieoceniona będzie tu rola agentów ubezpieczeniowych. Przedstawiciele pokolenia Z odczuwają potrzebę konsultowania z nimi swoich decyzji odnośnie wyboru odpowiedniej polisy. Zadeklarowało tak aż 96% respondentów. Ponad połowie (55%) zależy na osobistym spotkaniu. Przy czym przez spotkanie rozumieją też rozmowę poprzez popularne komunikatory online. Aż 94% ankietowanych oczekuje odpowiedzi na swoje pytania w ciągu jednej doby, natomiast 82% możliwości kontaktu przez Internet. Biorąc pod uwagę, że pokolenie Z w komunikacji często posługuje się obrazkami, dobrym rozwiązaniem może okazać się prezentacja korzyści płynących z zakupu danego produktu w innowacyjny sposób.

Dodatkowo, szansą dla ubezpieczycieli mogą okazać się rosnące możliwości w zakresie oceny indywidualnego ryzyka. Przykładowo, postęp medycyny, zwłaszcza w zakresie sekwencjonowania ludzkich genomów, daje szansę na bardziej precyzyjną estymację zagrożenia zachorowania na wybrane choroby. Im większa świadomość ryzyka, tym większa może okazać się skłonność do ubezpieczania się.

Rynek magazynowy w 1 kwartale 2019 r.

Interesujące zmiany na największych rynkach magazynowych w Polsce: Polska Centralna dogania pod względem całkowitej podaży Górny Śląsk, Dolny Śląsk wkrótce przebije Poznań. Całkowite zasoby powierzchni magazynowej w kraju zbliżają się do 16,5 mln, a deweloperzy nie zwalniają tempa – na koniec marca w całym kraju budowano 2 mln. mkw. powierzchni magazynowej. Stabilny, choć niższy w porównaniu do I kw. 2018 r. popyt, w miesiącach styczeń – marzec br. na poziomie 878 tys. mkw., utrzymuje rynek w bardzo dobrej formie, a rozwój infrastruktury otwiera go na nowe lokalizacje – to główne wnioski płynące z najnowszego raportu „Rynek magazynowy w 1 kwartale 2019 r.” przygotowanego przez firmę doradczą AXI IMMO.

Popyt: Polska Centralna obecnymi najemcami stoi, nowe umowy królują we Wrocławiu

W I kwartale 2019 r. podpisano umowy na najem 878 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Wynik ten jest o 24% niższy niż w rekordowym I kwartale 2018 r., mimo to za sprawą rozwoju e-commerce i nowym inwestycjom należy do najwyższych podsumowań kwartalnych w ostatniej dekadzie.  Nowe umowy najmu i ekspansje stanowiły 67% popytu w badanych miesiącach. 

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO
Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO

Najwięcej powierzchni magazynowej w okresie styczeń – marzec 2019 r. wynajęte zostało w regionie Warszawy – 232,2 tys. mkw. Doskonały rezultat – 222,5 tys. mkw. wynajętej powierzchni odnotował rynek Polski Centralnej, jednak należy zaznaczyć, iż w 70% został on wygenerowany przez umowy przedłużające najem klientów obecnych w regionie. Za to warty podkreślenia jest wysoki wynik Dolnego Śląska – podpisano tam kontrakty na najem 181,4 tys. mkw. z bardzo wysokim, sięgającym 94% udziałem nowych umów i ekspansji. – wyjaśnia Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

W całym kraju w strukturze popytu dominują operatorzy logistyczni (46%), sieci handlowe (21%), e-commerce (19%) i klienci z sektora motoryzacyjnego (9,5%). Rynek niezmiennie pozostaje pod silnym wpływem e-handlu, który nie tylko generuje popyt, ale wpływa również na dywersyfikację formatów nieruchomości wybieranych przez najemców, w tym wzrost zainteresowania miejskimi magazynami obsługującymi logistykę ostatniej mili.

Podaż: Podaż stolicy przekroczyła 4 mln mkw., Polska Centralna dogania Górny Śląsk, a rozpędzony Wrocław wkrótce zdystansuje Poznań

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej na koniec I kw. 2019 r. wyniosła 16,5 mln mkw. Od stycznia do końca marca br. oddanych do użytkowania zostało 585,8 tys. mkw., co oznacza wzrost o 86% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (314 tys. mkw.). Największym rynkiem pozostaje region Warszawy (ponad 4 mln mkw.). Jak podają eksperci AXI IMMO w czołówce lokalizacji magazynowych w minionym kwartale zaobserwowano interesującą zmianę:

Dzięki wysokiej aktywności deweloperów na rynku Polski Centralnej w minionych kwartałach całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Łodzi i okolicach przekroczyły 2,7 mln i tym samym bardzo zbliżyły się do podaży Górnego Śląska wynoszącej 2,75 mln. W minionych miesiącach sporo nowych inwestycji, bo 101,8 tys. mkw. oddano również na Dolnym Śląsku, a kolejne 275 tys. mkw. znajduje się w budowie  –  przewidujemy, że w najbliższych kwartałach łączne zasoby tego rynku będą wyższe od podaży Poznania. – komentuje Anna Głowacz, Dyrektor Działu Industrial w AXI IMMO.

Pod względem nowej podaży w miesiącach styczeń – marzec 2019 prym wiodła Polska Centralna (26% podaży kraju). Szczególną uwagę w raporcie AXI IMMO przykuwają dane dotyczące wolumenu oddanej do użytkowania powierzchni na rynkach Polski Wschodniej, na które przypadło w okresie od stycznia do marca 20,1% nowej podaży (120,4 tys. mkw.) Analitycy AXI IMMO wyraźnie zaznaczają jednak w raporcie, że dotyczy on w całości ukończenia budowy centrum logistycznego Zalando Lounge pod Olsztynkiem. Znaczny udział w nowej podaży kraju, na poziomie 17,4% odnotował Dolny Śląsk.

 

Zgodnie za raportem AXI IMMO na koniec marca 2019 w całym kraju w budowie było 2 mln. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Najwięcej w budowie pozostaje na terenie Górnego Śląska (560 tys. mkw.) i Polski Centralnej (530 tys. mkw.).

 

Wskaźnik pustostanów: Projekty spekulacyjne i relokacje dużych klientów szczególnie zauważalne w Poznaniu i Polsce Centralnej

W I kwartale 2019 roku średni współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 4,7%, co oznacza zmianę o 0,5 p. proc. w porównaniu do pustostanu na koniec 2018 r. – czytamy w raporcie AXI IMMO. Największe wzrosty wskaźników pustostanów w przeciągu minionego kwartału odnotowano w Polsce Centralnej (z 5,3% do 7,2%). Z kolei najwięcej wolnej powierzchni dostępnej od zaraz znajduje się w Poznaniu – stanowi ona 8,7% zasobów regionu.

Wysoki współczynnik powierzchni niewynajętej w Poznaniu jest konsekwencją relokacji dużych klientów oraz oddania w ciągu ostatnich kilku kwartałów kolejnych powierzchni spekulacyjnych. W najbliższych kwartałach podobnego zjawiska spodziewamy się również w Polsce Centralnej – wyjaśnia Anna Głowacz z AXI IMMO.

Stawki czynszów: Dalsze wzrosty. Koszty budowy i rynek inwestycyjny zmniejszą możliwości negocjacyjne najemców

Jak czytamy w raporcie AXI IMMO, większość lokalizacji magazynowych w minionym kwartale wpisała się w delikatny trend wzrostowy w zakresie stawek czynszów. Największe wzrosty czynszów w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku odnotowano na rynkach Wrocławia i Trójmiasta, jednak stawki w tych regionach wciąż nie odstają od średniej rynkowej (odpowiednio 2.7 – 2.9 euro/mkw. oraz 2.6 – 2.9 euro/mkw.). W I kw. 2019 najatrakcyjniejsze stawki efektywne najemcy mogli uzyskać w okolicach Warszawy i Poznania (2,1 – 2,5 euro/mkw.).

Najemcy, którym kończą się umowy najmu podpisane 3-5 lat temu muszą mieć na uwadze, że w aktualnych warunkach rynkowych stawki czynszu porównywalne do tych z bieżącej umowy, zwłaszcza w nowych projektach, będą trudne do uzyskania. Ze względu na wzrost kosztów budowy oraz zainteresowanie produktami magazynowymi wśród uczestników rynku inwestycyjnego zmniejszyła się elastyczność w zakresie ustalania stawek bazowych za wynajem powierzchni magazynowych.

Prognozy: Stabilizacja i bezpieczny optymizm

W raporcie podsumowującym I kwartał na rynku nieruchomości magazynowych eksperci AXI IMMO zwracają uwagę, że rok 2019 będzie okresem spowolnienia gospodarczego dla krajów europejskich, co w pewnym stopniu może odbić się na kondycji rynku nieruchomości magazynowych. Zauważają jednak, iż prognozy co do wzrostu PKB Polski w 2019 i 2020 r. są pozytywne (na poziomie odpowiednio 4,2% i 3,6%), a to w połączeniu z wysokim udziałem inwestycji związanych z rozwojem sektora e-commerce w kraju daje stabilną perspektywę dla sektora.

Ze względu na niską dostępność pracowników, w głównych hubach logistycznych kraju zarówno deweloperzy, jak i najemcy będą poszukiwać nowych, atrakcyjnych pod względem infrastruktury drogowej oraz rynku pracy lokalizacji. Przykładem są planowane projekty w takich miejscowościach jak Olsztyn, Rzeszów czy Świebodzin.

W zakresie dostępności powierzchni magazynowej duże zmiany zauważalne będą zwłaszcza w Centralnej Polsce, gdzie powstaje wiele wielkometrażowych inwestycji i planowane są relokacje dużych najemców. W większości lokalizacji w kraju wiodący będzie trend stabilizacji lub dalszego wzrostu stawek czynszowych w nadchodzących kwartałach.

W nadchodzących miesiącach na rynku inwestycyjnym zainteresowanie produktami magazynowymi będzie się utrzymywało na dotychczasowym, relatywnie wysokim poziomie.  Lokując swój kapitał inwestorzy wciąż koncentrować się będą na obiektach typu prime i dobrze wynajętych inwestycjach w miastach.

Zmiany w upadłości konsumenckiej już w 2019 roku?

Dnia 14 maja bieżącego roku Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy Prawo upadłościowe. W przypadku przegłosowania tejże ustawy w sejmie, a następnie opublikowania w Dzienniku Ustaw, dłużnicy zyskają poważne oręże do walki z problemami natury finansowej. Skoro zmiana przepisów z 31 grudnia 2014 roku umożliwiła tysiącom dłużników na umorzenie zobowiązań, to trzeba się spodziewać, że zbliżająca nowelizacja kilkukrotnie pomnoży ten wynik.

Upadłość konsumencka 2019” ma zmienić w ogromnej mierze zasady, na podstawie których sąd wyda postanowienie o ogłoszeniu upadłości. Obecnie obowiązujące przepisy dopuszczają taką ewentualność, gdy dłużnik stał się osobą niewypłacalną. Dodatkowo, niewypłacalność nie mogła powstać na skutek umyślnego działania lub rażącego niedbalstwa. Dłużnik nie mógł też dopuścić się pogłębiania tego stanu celowo lub rażąco niedbale. Oprócz tychże okoliczności sądy weryfikowały m.in. to, czy dłużnik miał obowiązek złożenia wniosku o upadłość w przeszłości (dotyczy byłych przedsiębiorców) lub czy występuje wobec dłużnika stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądowym skarga pauliańska.

Upadłość konsumencka po nowelizacji ma być dostępna dla osób, wobec których występuje jedynie stan niewypłacalności. Przyczyny tego stanu nie będą weryfikowane na etapie składania wniosku o ogłoszenie upadłości. Będą miały istotne znaczenie w kontekście planu spłaty wierzycieli, których dotychczas mógł być ustalony na maksymalnie 36 miesięcy. Jeśli wobec dłużnika zostanie upadłość konsumencka na nowych zasadach, to ewentualna wina umyślna lub rażące niedbalstwo będą wpływały na wydłużenie okresu spłaty (do 84 miesięcy).

Kolejną istotną zmianą będzie możliwość skorzystania z uproszczonej procedury, która będzie przewidziana dla osób niebędących przedsiębiorcami i nieposiadającymi majątku. Projekt przewiduje również możliwość zawarcia układu przez dłużnika z wierzycielami, lecz pod nadzorem doradcy restrukturyzacyjnego. Doradca będzie nadzorował przebieg całego procesu, co ma zdecydowanie ograniczyć udział sądu w tego typu postępowaniach.

Nowelizacja nie przewiduje możliwości umorzenia zobowiązań takich jak: alimenty, odszkodowanie na osobie, grzywna, czy wierzytelność niewskazana we wniosku o ogłoszenie upadłości. Katalog wierzytelności, z których dłużnik docelowo może uzyskać oddłużenie będzie zatem ten sam.

Polska gospodarka wciąż zachwyca

Kolejny odczyt wzrostu PKB pokazuje, że zachodnie instytucje nie doceniły naszego potencjału wzrostowego. Rośniemy o ponad 3 punkty procentowe szybciej niż kraje eurolandu, co pozwala nam wyraźnie skracać dystans do starszych członków UE.

Polska gospodarka wciąż zachwyca

Wzrost PKB Polski, zgodnie ze wstępnymi danymi, wynosi 4,6%, czyli 0,1% powyżej oczekiwań analityków. Nie są to już wyniki 5-procentowe, ale w porównaniu do państw zachodnich, to dalej bardzo dobry rezultat. Średni wynik strefy euro to 1,2%, co oznacza, że obecnie gonimy Europę w tempie ponad 3% rocznie. Wątpliwym jest, by taka nadwyżka utrzymywała się stabilnie przez następne lata. Warto jednak pamiętać, że już w 2017 roku osiągnęliśmy 70% średniej unijnej. Gdyby mimo wszystko udało się utrzymać takie tempo przez jakiś czas, to szybko pojawi się okazja do świętowania kolejnej okrągłej wartości (a tym samym zbliżenia się do państw i gospodarek “starej Unii”).

Stopy procentowe bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami, ani Rada Polityki Pieniężnej, ani Narodowy Bank Rumunii nie zmieniły wczoraj stóp procentowych. W przypadku rumuńskiego rona decyzja ta była większą niespodzianką dla rynków. Ze względu na ponownie rosnącą inflację część inwestorów liczyła, że dojdzie do podwyżek stóp lub ruch ten zostanie wyraźnie zasygnalizowany. Ze względu na zawiedzione nadzieje RON stracił na wartości około 0,4%.

Spadek produkcji przemysłowej w USA

Wczorajsze dane zza oceanu okazały się zdecydowanie słabsze od oczekiwań. Zaczęło się o 14:30 od sprzedaży detalicznej, która zamiast wzrosnąć o 0,2%, spadła o tą samą wartość. Następnie o 15:15 zobaczyliśmy produkcję przemysłową. W tym przypadku, zamiast oczekiwanego braku zmian, zauważyliśmy spadek o 0,5% w ujęciu miesięcznym. O godzinie 16:00 okazało się, że zapasy ropy wcale nie spadają, a wyraźnie rosną. W rezultacie byliśmy świadkami szybkiej, około 1,5 groszowej przeceny dolara względem złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

PPK w TFI Allianz

Grupa Allianz rozpoczyna oferowanie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Zarządzaniem i prowadzeniem PPK zajmie się Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych Allianz.

Robert Hoerberg, Prezes Zarządu TFI Allianz
Robert Hoerberg, Prezes Zarządu TFI Allianz

– Od ponad 15 lat wspieramy Polaków w inwestycjach i gromadzeniu oszczędności. Teraz poszerzamy naszą ofertę o Pracownicze Plany Kapitałowe, kolejne narzędzie do budowania bezpieczeństwa finansowego na emeryturze. – mówi Robert Hoerberg, Prezes Zarządu TFI Allianz.

Z datą 15 maja br. TFI Allianz zostało wpisane do ewidencji PPK prowadzonej przez Polski Fundusz Rozwoju. Grupa Allianz Polska, w skład której wchodzi TFI, zarządza obecnie ponad 80 Pracowniczymi Planami Emerytalnymi o wartości ponad 500 mln zł. Produkty emerytalne m.in. IKE i IKZE są od lat obecne w jej portfolio. Towarzystwo korzysta z globalnej ekspertyzy spółek z Grupy Allianz – PIMCO i Allianz Global Investors, których aktywa łącznie dają 5. pozycję wśród największych zarządzających aktywami na świecie (aktywa około 2 bln euro). Strategiczna współpraca z globalnymi spółkami inwestycyjnymi daje dostęp do globalnej ekspertyzy i umożliwia podejmowanie lepszych decyzji inwestycyjnych.

– Oczekujemy, że takie wyjątkowe zaplecze ma przełożenie na atrakcyjne wyniki inwestycyjne i stabilność aktywów klientów.– mówi Robert Hoerberg.

Atrakcyjne koszty zarządzania i brak opłat w pierwszym roku trwania PPK

Zarządzane przez TFI Allianz Pracownicze Plany Kapitałowe opierają się na 8 subfunduszach, które wchodzą w skład Allianz Plan Emerytalny Specjalistyczny Fundusz Inwestycyjny Otwarty. Polityki inwestycyjne subfunduszy będą dostosowywane do wieku uczestnika, tak aby zminimalizować ryzyko utraty środków w miarę zbliżania się do 60. roku życia. Subfundusze oferują atrakcyjne koszty zarządzania, a w pierwszym roku trwania PPK, opłaty nie będą pobierane.

Pełne wsparcie dla przedsiębiorców

Allianz mocno uprościł proces wdrażania i obsługi administracyjnej PPK wykorzystując do tego narzędzia on-line i nowe intuicyjne procedury. Efektem jest odciążenie pracodawcy na każdym z etapów, od zawarcia umowy do codziennej obsługi pracowników. Oferowana platforma do obsługi PPK pozwala na integrację z wiodącymi systemami kadrowo-płacowymi.

TFI zapewnia wsparcie merytoryczne i instrukcję wdrożeniową dla osób obsługujących PPK po stronie pracodawcy. Dotyczy to także komunikacji z pracownikami i korzystania z platform on-line.

Komfort dla pracowników

Pracownicy posiadający PPK będą mogli obsługiwać swoje konto poprzez platformę internetową, aplikację, a także w 50 placówkach Allianz w całej Polsce. Przygotowana platforma internetowa Allianz24 umożliwia bieżący dostęp do rachunku PPK oraz pozostałych produktów inwestycyjnych z oferty TFI Allianz. Za jej pośrednictwem można samodzielnie zarządzać zgromadzonymi środkami, modyfikować dane i uprawnienia i składać dyspozycje wypłaty środków.

-Prostota w usługach finansowych jest obecnie jednym z ważniejszych czynników decydujących o sukcesie. Projektując rozwiązania dla naszych klientów szczegółowo badamy potrzeby użytkowników. Zdecydowaliśmy się na stworzenie systemy do obsługi PPK o pełnej funkcjonalności i jednoczesne zapewnienie obsługi w placówkach Allianz, tak aby każdy z naszych klientów mógł korzystać z produktów zgodnie ze swoimi upodobaniami. – mówi Rafał Szwabo – Dyrektor ds. Planów Emerytalnych.

Dodatkowe benefity

Zachęcając do oszczędzania i inwestowania TFI Allianz oferuje uczestnikom PPK nabywanie indywidualnych produktów emerytalnych (IKE, IKZE) i jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych z obniżoną opłatą za zarządzanie. Uczestnicy PPK mogą też nabywać ubezpieczenie AC na preferencyjnych warunkach.

Miliony internautów, miliardy odsłon – większość z nas nie wyobraża sobie życia bez Internetu

Polak bez Internetu żyć nie może. W kwietniu br. 28,2 mln naszych rodaków odpaliło swoje komputery, laptopy i smartfony żeby serfować po sieci. Według danych Gemius PBI przeciętny internauta spędzał w necie ponad półtorej godziny dziennie.

Internetowe wahadło tym razem wskazało na większą aktywność płci brzydkiej. W zeszłym miesiącu online było 14,3 mln mężczyzn i 13,9 mln kobiet.  Do cyberświata wchodziliśmy przede wszystkim za pośrednictwem smartfonów (23,8 mln internautów) oraz komputerów osobistych i laptopów (22,6 mln). Najrzadziej przeglądamy zasoby sieci na tabletach (3,5 mln). Sieć służy nam przede wszystkim do pracy, rozrywki, nauki. Korzystamy z niej w miejscu pracy, ale jednak głównie w domu. Gdy zamykamy za sobą drzwi od mieszkania i włączamy w umyśle „tryb prywatności” odpalając komputer i logując się do świata wirtualnego liczymy na bezkres odprężenia, wiedzy oraz dobrej zabawy. Sprawdzamy co dzieje się na świecie, jaka będzie pogoda, jak radzi sobie nasza ulubiona drużyna piłkarska lub czy pojawiła się jakaś promocja na ciekawy asortyment. Do odhaczenia na liście „must do” po wejściu do cyberświata jest sprawdzenie maila. Odpisanie na przychodzące wiadomości, wysłanie korespondencji do znajomego, przesłanie fotki – to obowiązek dla większości Polaków serfujących po sieci – komentuje wyniki Bartosz Gadzimski, właściciel firmy hostingowej Zenbox.

Raport Gemius PBI odnotowuje w kwietniu wielki wzrost zainteresowania witrynami dotyczącymi edukacji. Autorzy badania dopatrują się tu zależności z trwającym w poprzednim miesiącu strajku nauczycieli. Tuż przed jego rozpoczęciem portale tego typu były dwukrotnie częściej odwiedzane niż serwisy informacyjne (blisko 70 mln do 28,8 mln odsłon). A czego jeszcze poszukujemy? Dla wielu z nas liczy się np. dostęp do szybkiej porady medycznej. Oczywiście nie profesjonalnej i fachowej, a opartej raczej o doświadczenia i opinie innych internautów. Niewiele mniej z nas nie ma ochoty na tracenie czasu w bankowych kolejkach i ceni sobie wygodę bankowości elektronicznej. Według zestawienia GUS w zeszłym roku co czwarty użytkownik sieci przyznawał się do regularnego umieszczania w Internecie swoich zdjęć, tekstów lub filmów. Prawie co czwarty Polak ma w głowie także poważniejsze czynności przed ekranem komputera takie jak odsyłanie wypełnionych formularzy urzędowych lub pozyskiwanie informacji ze stron urzędów lub instytucji publicznych. Internet jest nam po prostu niezbędny do codziennego życia. Nie zmienimy tego czy nam się to podoba czy nie – podsumowuje Gadzimski.

Łącznie w kwietniu Polacy wykonali 55,8 mld odsłon stron internetowych.

Branża cyfrowa: Wdrożenie 5G niezbędne w cyfryzacji gospodarki

Uproszczenie formalności przy inwestycjach związanych z budową sieci 5G, jakie zakłada rządowy projekt dotyczący wdrożenia szerokopasmowego internetu, to dobry sygnał dla polskiej branży nowoczesnych technologii – ocenia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Zdaniem sektora cyfrowego 5G nie tylko pozwoli na rozwinięcie się nowych produktów i usług cyfrowych, ale będzie to ważny impuls dla inwestycji w wielu dziedzinach gospodarki oraz setki tysięcy nowych miejsc pracy.

Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski
Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski

Jak zauważa Cyfrowa Polska, przygotowana przez resort cyfryzacji tzw. megaustawa likwidując bariery administracyjne i prawne pomoże w rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej. A to oznacza lepszy zasięg i powszechniejszy dostęp do szerokopasmowego internetu. – Dla konsumentów 5G oznacza dostęp do nowych, bardziej innowacyjnych produktów i usług. To także nowy rozdział w rozwoju innowacji i usług, np. w segmencie smart urządzeń dla domów, autonomicznie sterowanych samochodów, systemy zarządzania komunikacją publiczną czy wreszcie inteligentne rozwiązania dla całych miast. Ale trzeba pamiętać, że wdrożenie tej sieci to nie tylko kolejne gadżety, a konkretne korzyści dla całej polskiej gospodarki – mówi prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. I podkreśla, że jak pokazują szacunku, do 2015 r. dzięki wdrożeniu 5G w Polsce może powstać około 570 tysięcy nowych miejsc pracy. – 5G to także wielka szansa na wzrost wszystkich sektorów gospodarki, od motoryzacji, finansów, mediów i rozrywki, służby zdrowia, bezpieczeństwa, po transport publiczny czy produkcję – dodaje Michał Kanownik.

Ministerstwo Cyfryzacji, które jest autorem projektu ocenia, że dzięki megaustawie obywatele będą mieli pewność, że przepisy w zakresie natężenia pola elektromagnetycznego są przestrzegane. Temu mają służyć przepisy zwiększające poziom kontroli, sprawozdawczości i przejrzystości działań operatorów oraz budowany obecnie system SI2PEM – darmowa aplikacja, dzięki której każdy będzie mógł sprawdzić natężenie pola koło domu albo miejsca pracy. – Wraz z wdrażaniem 5G należy podnosić świadomość społeczeństwa. Bo jak pokazuje doświadczenie części państw Unii – np. Francji – dyskusji o PEM towarzyszą często hasła populistyczne, niepoparte badaniami, a wprowadzające dezinformację oraz wiele obaw. Dlatego potrzebna jest merytoryczna dyskusja o ewentualnych zagrożeniach i sposobach ich przeciwdziałania – zaznacza prezes Cyfrowej Polski. – W związku z tym, że rzeczywistość cyfrowa coraz bardziej wkracza w nasze życie, należy też szerzyć edukację o cyberbezpieczeństwie. Jest to wspólne wyzwanie dla państwa i biznesu – dodaje.

Inflacja wyższa od oczekiwań

  • Inflacja na poziomie 2,2% r/r, pod koniec roku powyżej celu inflacyjnego
  • Możliwy początek gry na podwyżkę stóp procentowych
  • Stabilna sytuacja budżetu państwa
Tomasz Pawluć, Zarządzający Funduszami Dłużnymi Union Investment TFI
Tomasz Pawluć, Zarządzający Funduszami Dłużnymi Union Investment TFI

Polski rynek długu został zaskoczony wyjątkowo wysokim odczytem inflacji na poziomie 2,2% w ujęciu r/r opublikowanym 30 kwietnia. Wartość podana przez GUS przekroczyła nie tylko znacząco medianę przewidywań analityków (wynosiła ona 1,8%), ale też była wyższa niż najwyższe prognozowane wartości (na poziomie 2,1%). Nie znamy jeszcze szczegółowych przyczyn takiego wzrostu inflacji, gdyż dopiero w przyszłym tygodniu GUS opublikuje szczegółowe dane z podziałem na kategorie. Spodziewamy się, że głównymi przyczynami były czynniki pozabazowe: wzrost cen żywności i paliw. Jednak już teraz rynki mają pewność, że środek celu inflacyjnego, ustalony na poziomie 2,5%, zostanie przekroczony, a inflacja pod koniec roku może sięgnąć 3,0%.

Tak wysoki odczyt inflacji i spowodowane nim oczekiwania mogą zmotywować zwolenników podwyżek stóp procentowych w Radzie Polityki Pieniężnej do większej aktywności. Rynek z kolei może zacząć grę na podwyżkę stóp. Szybki odczyt inflacji został opublikowany tuż przed długim weekendem, w czasie którego brakowało na rynku płynności, co spotęgowało efekt wyprzedaży obligacji skarbowych. Na początku bieżącego tygodnia sytuacja się uspokoiła, jednak spread pomiędzy cenami 10 letnich obligacji polskich i niemieckich sięgnął wartości powyżej 300 punktów bazowych Tak wysokie poziomy widziane były ostatnio pod koniec maja 2018 roku. Część uczestników rynku potraktowała tak głęboką przecenę jako okazję do zakupu. Uważam, że większość podmiotów zagranicznych była niedoważona w polskie obligacje skarbowe, co również pomogło rynkowi.

Stosunkowemu uspokojeniu sytuacji na rynku długu pomogło także przenoszenie kapitału z rynków akcji na rynki obligacji. Choć zjawisko to wystąpiło głównie w skali globalnej po sygnałach eskalacji wojny handlowej USA – Chiny, to częściowo skorzystał na nim także polski rynek długu.

Sytuacja polskiego budżetu państwa jest stabilna, 72% potrzeb finansowych już jest pokrytych. 9 maja odbyła się aukcja zamiany obligacji, której wyniki były pozytywne, chociaż skala niezbyt wielka: inwestorzy zgłosili popyt na obligacje o wartości 5,8 mld zł, a sprzedany został dług o wartości 4,2 mld zł.

Osłabienie na rynkach akcji

  • Obawy przed eskalacją wojny handlowej USA – Chiny
  • Wyniki spółek w pierwszym kwartale poniżej oczekiwań
  • Spadek udziału Polski w indeksach rynków rozwijających się

Maciej Kik, Zarządzający funduszami akcji w Union Investment TFI
Maciej Kik, Zarządzający funduszami akcji w Union Investment TFI

Obserwujemy wyraźne osłabienie sentymentu inwestorów do akcji. Główną przyczyną są obawy przed eskalacją napięć pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami po zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa o podniesieniu ceł importowych na towary z Chin. Choć pogorszenie nastrojów ma przyczyny globalne, to szybko przeniosło się do Polski, w której spadki są głębsze niż na rynkach zagranicznych.

Sytuacji w Polsce nie pomagają słabsze od oczekiwań wyniki raportowane przez spółki po pierwszym kwartale roku. Najgorsza sytuacja jest w sektorze energetycznym i wśród banków. W przypadku spółek energetycznych widać efekty wzrostu kosztów co przy stabilnych cenach prądu odbija się na ich wynikach, szczególnie widoczne było to w wynikach największej grupy czyli PGE. Z kolei kursy wszystkich banków zareagowały negatywnie po wyjątkowo złych wynikach Idea Banku. Jego sytuacja jest tak niefortunna, że konieczne będzie dofinansowanie. Inwestorzy spodziewają się, że zaangażowany w ten proces będzie Bankowy Fundusz Gwarancyjny, a niezbędne kwoty będą na tyle duże, że wymuszą podwyżkę składek na BFG wpłacanych przez wszystkie banki w dłuższym okresie, co odbije się negatywnie na ich wynikach w kolejnych kwartałach.

Stosunkowo lepiej radzą sobie spółki z indeksów mWIG40 i sWIG80. Po pierwsze sektory energetyki i bankowy mają w nich mniejszy udział, a po drugie jest wśród nich stosunkowo więcej spółek z branży np.: gier komputerowych. Te z kolei doskonale sobie radzą i prezentują bardzo dobre wyniki.

Sytuacji na polskim rynku akcji nie pomagają planowane zmiany w strukturze indeksu MSCI Emerging Markets. Zwiększy się w nim udział Chin i dołączy do niego Arabia Saudyjska i Argentyna. To będzie skutkowało spadkiem udziału pozostałych krajów, w tym Polski. Na pewno wywoła to podaż akcji polskich spółek ze strony funduszy pasywnych, które będą musiały dostosować struktury swoich aktywów do składu indeksu. Być może pojawi się także podaż ze strony funduszy aktywnych. Warto pamiętać, że wiele polskich spółek cechuje tak niska płynność, że fala wyprzedaży może zachwiać ich kursami.

Trudno ocenić, czy wspomniany efekt zmiany struktury indeksu dopiero będzie miał wpływ na polską giełdę, czy już obserwujemy jego pierwsze oddziaływanie. Nie widać jednocześnie czynników, które miałyby odwrócić trend słabych wyników prezentowanych przez spółki. To ostatnie zjawisko uważamy za najbardziej niepokojące i mogące mieć wpływ na polski rynek w kolejnych kwartałach.

Leasing staje się dźwignią inwestycji w Unii Europejskiej

Rynek leasingu odpowiada za ważną część inwestycji w Unii Europejskiej. Według ostatnich danych Eurostatu za 2017 rok, w całej Wspólnocie inwestycje sektora publicznego i prywatnego wyniosły 3,1 biliona euro. W tym samym roku – jak podaje federacja europejskich firm leasingowych Leaseurope – wartość nowo wydzierżawionych przedmiotów wyniosła 342,4 mld euro w 22 państwach Unii. Oznacza to, że wartość udzielonego w 2017 roku leasingu stanowiła ponad 11 proc. wartości inwestycji dokonanych w całej UE.

Największy polski leasingodawca PKO Leasing udzielił w 2018 roku finansowania na ponad 9,2 mld zł, osiągając w ten sposób 11,2 proc. udziału w rynku. Udzielone przez spółkę finansowanie wzrosło w ubiegłym roku o 13,7 proc.

Według danych Eurostatu, w ciągu minionej dekady jedynie Szwecja, Austria i Niemcy zwiększyły udział inwestycji w relacji do PKB w porównaniu z 2007 rokiem, natomiast w 24 z 28 państw członkowskich stosunek inwestycji do PKB zmalał. Europejski Bank Centralny przyznaje, że rosnący popyt na formę finansowania, jaką jest leasing świadczy o wzroście znaczenia pozabankowego finansowania gospodarki.

Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.
Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

Polska branża leasingowa przez ostatnie kilka lat rozwijała się bardzo dynamicznie. Skala sfinansowanych nią inwestycji wzrosła w przeciągu 20 lat prawie dziesięciokrotnie. Istnieje kilka czynników, które wpłynęły na dynamikę branży – dobra sytuacja gospodarcza, wysokie tempo wzrostu PKB, niskie stopy procentowe, bardzo dobra sytuacja polskich przedsiębiorstw oraz absorbcja środków unijnych. Ubiegłoroczny spektakularny wzrost wysunął polski rynek leasingu na piątą pozycję w Unii Europejskiej za Wielką Brytanią, Niemcami, Francją i Włochami, a przed Szwecję i Holandię, których PKB jest większy niż PKB naszego kraju. Oznacza on również, że niemal co trzeci złoty wydany w 2018 roku na inwestycje pochodził z leasingu – podkreśla Paweł Pach, prezes PKO Leasing.

Leasing coraz bardziej popularny w Unii Europejskiej i w Polsce

Dynamicznie rośnie wartość udzielonego finansowania poprzez leasing, które staje się dogodną dźwignią dla inwestycji, szczególnie w przypadku młodych, wzrostowych, małych oraz najmniejszych podmiotów gospodarczych, a także startupów.

Choć europejska Wspólnota ma za sobą ponad dwa lata silnej poprawy koniunktury, inwestycje w relacji do jej PKB są wciąż na niższym poziomie niż przed wielkim globalnym kryzysem finansowym. Potrafiły je zwiększyć jedynie Szwecja, Austria i Niemcy, a poziom sprzed kryzysu wyrównała także Belgia. W 24 z 28 państw członkowskich, w tym także w Polsce, stosunek inwestycji do PKB się obniżył.

Rynek leasingu dynamicznie rośnie, a już teraz odpowiada za ważną część inwestycji w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu za 2017 rok, w całej Wspólnocie inwestycje sektora publicznego i prywatnego wyniosły 3,1 biliona euro. W tym samym roku – jak podaje federacja europejskich firm leasingowych Leaseurope – wartość nowo wydzierżawionych aktywów wyniosła 342,4 mld euro w 22 państwach Unii. Oznacza to, że wartość udzielonego w 2017 roku leasingu stanowiła ponad 11 proc. wartości inwestycji dokonanych w całej UE. Gdyby dołączyć sześć pozostałych państw, dla których nie ma danych porównawczych, wynik ten zapewne byłby jeszcze lepszy. Dla porównania, w 2017 roku banki ze strefy euro udzieliły przedsiębiorstwom kredytów o wartości nieco przekraczającej 100 mld euro, gdy tymczasem z całej puli udzielonego leasingu 69 proc., a więc ponad 236 mld euro trafiło do przedsiębiorstw.

Europejski rynek leasingu w okresie poprawy koniunktury osiągał wysoką dynamikę wzrostu. W latach 2014-2015 roczne wzrosty nowo udzielanego finansowania w tej formie sięgały 8 proc., by w 2016 roku przekroczyć 10 proc., a w 2017 roku zbliżyć się do 16 proc. W wielu krajach – podobnie jak w Polsce – leasing staje się coraz częściej rozważaną przez przedsiębiorców alternatywą dla pozyskania finansowania na inwestycje z innych źródeł – zwraca uwagę Paweł Pach, prezes zarządu PKO Leasing.

Finansowanie leasingiem najszybciej rośnie w tych krajach, gdzie kryzys najmocniej dotknął gospodarkę, a sektor bankowy zmaga się wciąż z dużymi wolumenami złych kredytów. Wysoką dynamikę osiąga w Grecji, we Włoszech, Portugalii, na Węgrzech, Litwie i Łotwie. Polskie firmy leasingowe udzieliły w 2018 roku finansowania na 82,6 mld zł, czyli o 21,8 proc. więcej niż rok wcześniej, będąc pod względem dynamiki rynku w europejskiej czołówce. Największym polskim leasingodawcą jest PKO Leasing, który udzielił finansowania na ponad 9,2 mld zł, osiągając w ten sposób 11,2 proc. udziału w rynku. Udzielone przez PKO Leasing finansowanie wzrosło w ubiegłym roku o 13,7 proc.

PPK jako system nagradzania pracowników

W Polsce aktualnie brakuje pracowników. Według badania przeprowadzonego przez Work Service ponad połowa firm w Polsce ma problem z pozyskaniem osób do pracy. Jak wynika z sondażu Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec czerwca 2018 roku było 165 tys. nieobsadzonych stanowisk. Pracodawcy walczą o pracowników oferując im oprócz podstawowych świadczeń różnego rodzaju benefity. Czy oferta PPK, która jest prywatnym sposobem oszczędzania zatrudnionego ale z udziałem m.in. pracodawcy będzie jednym z nich?  

Rynek pracodawcy, który aktualnie przekształcił się w rynek pracownika spowodował, że przedsiębiorstwa w różny sposób starają się uatrakcyjnić ofertę pracy dla potencjalnego pracownika. Karnety na siłownię, świadczenia medyczne, bony na zakupy to tylko niektóre z nich.

– Teraz może dojść jeszcze jeden. Jestem przekonany, że oferta oszczędzania w PPK i składek płaconych przez pracodawców, może przyciągnąć wielu kandydatów. Oszczędzanie, partycypowanie w oszczędzaniu na przyszłość jest bardzo popularne szczególnie w Europie Zachodniej. Prym wiodą Holandia, Islandia, Irlandia czy kraje skandynawskie. Polska w tych rankinkach jest niestety na szarym końcu. PPK mogą zmienić sytuację w zakresie oszczędzania własnych środków na przyszłość. Jeśli pracodawcy będą wyraźnie komunikować, że u nich w firmie program może być realizowany i został zgromadzony odpowiedni budżet to zyskają w ten sposób nowe narzędzie pomocne w procesach rekrutacyjnychwyjaśnia prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

PPK ma trochę inny charakter. PPK to prywatny sposób oszczędzania zatrudnionego uwzględniający udział pracodawcy i państwa. Uzbieraną kwotę można przeznaczyć na emeryturę, mieszkanie, ale także na poratowanie zdrowia. Przystępując do programu jesteśmy właścicielami składek już na początku oszczędzania.

prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

– Co ważne środki zgromadzone na rachunku PPK nie podlegają egzekucji sądowej ani administracyjnej (poza alimentami), a także istnieje możliwość dziedziczenia aktywów. Przy łącznej wpłacie 3,5%, PW i udziale państwa uczestnik przez okres 40 lat pracy może uzbierać około 100 000 PLN. Program startuje już 1 lipca 2019 r. – tłumaczy prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Dlatego pracodawcy, którzy zapiszą w budżecie maksymalną stawkę płaconą w imieniu swoich pracowników mogą zyskać najlepszych pracowników. Trzeba im tylko uświadomić zalety oszczędzania, pokazać kwoty, które mogą zyskać w taki sposób.

To może być znakomite narzędzie dla pracodawców, dla ich działów HR, żeby zintensyfikować proces rekrutacji.

Nationale-Nederlanden PTE w ewidencji PPK, pokazuje ofertę

Nationale-Nederlanden Powszechne Towarzystwo Emerytalne może już ruszać z ofertą dla pracodawców na prowadzenie i zarządzanie PPK – zostało wpisane do ewidencji PPK prowadzonej przez Polski Fundusz Rozwoju. Nationale-Nederlanden PTE będzie pobierać niższe niż przewidziane w ustawie opłaty za zarządzanie PPK. W przypadku funduszu zdefiniowanej daty 2025 – będzie to zaledwie 0,2 proc., a w pozostałych funduszach 0,42 proc. w skali roku.

Polski Fundusz Rozwoju wpisał Nationale-Nederlanden PTE do ewidencji PPK. To niezbędny warunek do prowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych. Firmy, które na koniec 2018 roku zatrudniały ponad 250 pracowników, będą miały obowiązek uruchomienia PPK najpóźniej w październiku br.

Wpis do ewidencji PPK formalnie umożliwia przedstawienie oferty i rozpoczęcie wdrażania PPK u pracodawców. W ewidencji mogą znaleźć się instytucje finansowe, które mają odpowiednie doświadczenie w zakresie zarządzania funduszami, posiadają kapitał własny w wysokości co najmniej 25 mln zł oraz utworzą odpowiednią liczbę funduszy zdefiniowanej daty. Nationale-Nederlanden PTE od 20 lat zarządza największym pod względem wartości aktywów (obecnie około 39 mld zł) Otwartym Funduszem Emerytalnym. Ma jeden z najlepszych zespołów inwestycyjnych na rynku – co potwierdzają długoterminowe wyniki funduszy. Już w styczniu – jako pierwsza instytucja finansowa w Polsce – zarejestrowało 8 funduszy zdefiniowanej daty niezbędnych do prowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych.

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE

– Wpis do ewidencji prowadzonej przez PFR umożliwia nam przedstawienie oferty na prowadzenie PPK. Chcemy zachęcić Polaków do oszczędzania z myślą o przyszłej emeryturze. PPK to najlepszy i najbardziej opłacalny, z istniejących na rynku, programów długoterminowego oszczędzania. Dlatego zdecydowaliśmy się wprowadzić niższe niż zapisane w ustawie opłaty za zarządzanie PPK. W funduszu zdefiniowanej daty 2025, czyli tym, który jest szczególnym funduszem w naszej ofercie, ze względu na brak możliwości inwestycji w akcje od 2026 roku, nasza opłata to tylko 0,2 proc. – mówi Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE – w pozostałych funduszach opłata wyniesie 0,42 proc., a więc również niżej niż przewiduje to ustawa – dodaje.

Dodatkowo opłata za zarządzanie we wszystkich funduszach zdefiniowanej daty do 30 czerwca 2020 roku została obniżona do 0,01 proc., a opłata za wynik nie będzie pobierana do końca br.

Oprócz niższych opłat za zarządzanie funduszami Nationale-Nederlanden PTE zaoferuje pracodawcom także pomoc przy wdrożeniu i obsłudze PPK, m. in. w ramach integracji z systemem kadrowo-płacowym, wsparcia pracodawców na etapie wdrożeniowym i powdrożeniowym oraz akcji informacyjnych dla pracowników firmy. Będzie również wspierać wszystkie procesy obsługowe przez własny Portal PPK, niezależnie od posiadanego systemu kadrowo-płacowego w firmie.

Pracownicze Plany Kapitałowe to program mający zachęcić Polaków do długoterminowego oszczędzania na emeryturę. Głównym założeniem jest współuczestniczenie w oszczędzaniu pracownika, pracodawcy oraz państwa. Do PPK zapisani zostaną wszyscy pracownicy pomiędzy 18 a 55 rokiem życia, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenia społeczne. Jednocześnie w dowolnym momencie mogą oni zrezygnować z uczestnictwa w programie.

Globalne rynki akcji pod presją ryzyka

Michał Milewski, Zarządzający Funduszami Union Investment TFI
Michał Milewski, Zarządzający Funduszami Union Investment TFI
  • Eskalacja wojny handlowej USA – Chiny
  • Niepokój na Bliskim Wschodzie
  • Niższe tempo wzrostów wyników spółek amerykańskich

Globalne rynki akcji w ostatnich dniach były pod presją pogłębienia napięć w stosunkach handlowych Stanów Zjednoczonych z Chinami. Inwestorzy oczekują na rozwój sytuacji, ale nie widać nastrojów optymistycznych.

Dobre odczyty wskaźników makroekonomicznych w Stanach Zjednoczonych dostarczyły inwestorom chwilowego optymizmu. Nominalnie PKB w USA wzrósł o 5%, co było bardzo wysokim wynikiem. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury w USA nadal spadały, ale dynamika tych spadków była już mniejsza.

Wyniki amerykańskich spółek po pierwszym kwartale roku pokazały wzrosty, ale mniejszej skali niż w poprzednich okresach. Przeciętnie przychody spółek rosły o 5%, ale zysk netto tylko o 2%, co wskazuje na problemy z utrzymywaniem rentowności. Inwestorzy oczekują podobnie słabszego niż historycznie drugiego kwartału, odbicia w trzecim i powrotu do solidnych wzrostów dopiero w ostatnim kwartale 2019 roku.

Nastroje na rynkach są słabe także pod wpływem eskalacji konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Efekty napięć są już odzwierciedlone w wysokich cenach ropy naftowej, ale obawy inwestorów są głębsze i sięgają nawet scenariuszy uwzględniających rozwiązania militarne. W takim przypadku należałoby się spodziewać kolejnych drastycznych podwyżek cen ropy, co wyjątkowo negatywnie wpłynie na gospodarki rozwijające się i rozbudzi oczekiwania inflacyjne.

Urząd skarbowy przedłużał zwrot VAT tylko po to, by go przedłużyć

Organ, przedłużając termin zwrotu VAT przedsiębiorcy, nie musi wykazywać istnienia dowodów przemawiających za niezasadnością zwrotu. Musi natomiast wykazać, że istnieją okoliczności decydujące o potrzebie dalszej weryfikacji. Uprawnienie do przedłużania zwrotu podatku nie może być traktowane jako prewencyjne upoważnienie do opóźniania realizacji praw podatnika – orzekł w wyroku z 20 marca 2019 r. Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt I FSK 97/19).

Na mocy art. 87 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług należny podatnikowi zwrot VAT, czyli zwrot nadwyżki podatku naliczonego nad kwotą podatku należnego, powinien nastąpić w terminie 60 lub 25 dni od dnia złożenia przez niego rozliczenia. Jednak jeśli zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania, naczelnik urzędu skarbowego może ten termin wydłużyć (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.). Art. 274b § 1 Ordynacji podatkowej precyzuje, że gdy przed podjęciem lub w trakcie przeprowadzania czynności sprawdzających zasadność zwrotu VAT okaże się, że nie będą one mogły zostać zakończone w terminie zwrotu, organ podatkowy może postanowić o przedłużeniu tego terminu właśnie do czasu zakończenia tych czynności (Dz.U. 1997 nr 137, poz. 926, ze zm.).

Dla fiskusa czas to pojęcie względne

W styczniu 2017 r. jedna ze spółek z o.o. złożyła w urzędzie skarbowym deklarację dla podatku od towarów i usług za grudzień 2016 r., wykazując w niej nadwyżkę naliczonego VAT nad należnym w wysokości blisko 61 tys. zł. Wraz z deklaracją VAT-7 wniosła o dokonanie zwrotu VAT na jej rachunek bankowy w terminie 25 dni.

Naczelnik urzędu skarbowego zwrotu nie dokonał. W maju 2017 r., a więc znacznie później niż 25 dni, jak również dużo później niż we wskazanym w art. 87 ust. 2 ustawy o VAT terminie 60-dniowym, wydał postanowienie o przedłużeniu terminu na zwrot do 24 sierpnia 2017 r. W uzasadnieniu powołał się na konieczność przeprowadzenia czynności sprawdzających w zakresie dokonywanych przez spółkę dostaw na rzecz podmiotów spoza Unii Europejskiej.

Postanowienie o przedłużeniu wydane bez uzasadnienia i po terminie

31 maja 2017 r. spółka wniosła zażalenie do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej. Wśród jego podstaw podniosła m.in. nienależyte uzasadnienie postanowienia w zakresie konieczności dodatkowego zweryfikowania zasadności zwrotu VAT, jak i wydania postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu już po jego upływie.

Dowolność weryfikacji w rozsądnym terminie

DIAS podtrzymał moc postanowienia wydanego przez naczelnika urzędu skarbowego. Stwierdził, że organ zmuszony był do weryfikacji transakcji u kontrahentów spółki. Jako że ci nie udzielili wszystkich odpowiedzi na żądania organu w terminie, ten zmuszony był przedłużyć czynności sprawdzające, a więc i sam termin zwrotu VAT. Co najważniejsze, zdaniem organu odwoławczego wskazany w art. 87 ust 2 ustawy o VAT termin zwrotu nie ma charakteru bezwzględnego, bowiem organ podatkowy ma prawo zweryfikować zasadność tego zwrotu, a sam przepis nie określa w ogóle przesłanek weryfikacji. Wg DIAS wyznaczenie przez organ dodatkowego terminu na weryfikację uzasadnione było obiektywnymi, niezależnymi od niego okolicznościami, a sam dodatkowy termin jest terminem rozsądnym.

Złamanie przez organy trzech podstawowych zasad postępowania podatkowego

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie 12 września 2018 r. przychylił się do wniesionej przez spółkę skargi. Jak ustalił sąd, postanowienia organów obu instancji nie zawierają wyjaśnienia, na jakiej podstawie urząd skarbowy powziął wątpliwości co do zasadności zwrotu podatku. Organ nie uzasadnił tego w sposób jasny i precyzyjny. Jako podstawę przedłużania zwrotu VAT spółce, naczelnik urzędu skarbowego wskazał jedynie konieczność przeprowadzenia dodatkowej weryfikacji i brak możliwości pełnego zbadania wszelkich okoliczności faktycznych, a samej czynności sprawdzania kontrahentów spółki nie można uznać za „uzasadnione wątpliwości”.

„Słusznie podniesiono w skardze, że postanowienie przedłużające termin wnioskowanego przez skarżącą zwrotu, powinno wskazywać przyczyny dokonywania dodatkowej weryfikacji zasadności tego zwrotu i je uzasadniać. Podkreślić należy, że powodem niedokonania zwrotu nie może być tylko sam fakt wydania postanowienia. Takie postępowanie narusza bowiem podstawowe zasady procedury podatkowej (…): działania organu na podstawie przepisów prawa, prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów oraz wyjaśnienia zasadności przesłanek, którymi kieruje się organ przy załatwieniu sprawy” (sygn. akt III SA/Wa 3431/17).

Organy muszą wytłumaczyć, dlaczego uznały, że istnieje potrzeba dalszej weryfikacji

Sąd nie odniósł się wprost do podniesionego przez skarżącą zarzutu wydania postanowienia o przedłużeniu zwrotu VAT już po jego upływie. Zauważył jednak, że od czasu, gdy spółka złożyła wniosek o zwrot, do czasu podjęcia pierwszych czynności wyjaśniających przez urząd skarbowy z końcem marca 2017 r. upłynęły blisko trzy miesiące. Następnie do maja 2017 r. czekał ze skierowaniem wniosku do innego urzędu o udzielenie informacji nt. wywozu towarów poza granice UE. Dopiero po wszczęciu kontroli podatkowej w sierpniu 2017 r. wystąpił do skarżącej o przedstawienie ksiąg podatkowych.

„W tej sytuacji trafnie zarzucono w skardze, że już ta korelacja zdarzeń, tj. dokonywanie wybiórczych czynności w blisko trzymiesięcznych odstępach, a zatem wtedy gdy dobiega końca termin przedłużenia zwrotu – jest podstawą do wniosku, że przesłanki przedłużenia mają charakter wyłącznie pozorny. Służą zatem jedynie przedłużeniu zwrotu podatku VAT, a nie rzeczywistej weryfikacji zasadności zwrotu” (sygn. akt III SA/Wa 3431/17).

Przedłużanie zwrotu VAT nie rozstrzyga o jego zasadności, a jedynie ją bada

DIAS wniósł skargę kasacyjną od tego wyroku, podnosząc, że WSA dokonał błędnej wykładni przepisów art. 87 ust. 2 ustawy o VAT i 274b § 1 Ordynacji podatkowej. Zdaniem DIAS zwrot „zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania” nie oznacza konieczności wskazania szczegółowych dowodów potwierdzających wątpliwości organu, a jedynie rodzi obowiązek poinformowania podatnika o dodatkowej weryfikacji. Organ nie musi wykazywać istnienia wątpliwości co do zasadności zwrotu, a podejmować czynności w celu jej zbadania. W postępowaniu tym organ nie rozstrzyga bowiem o zasadności zwrotu.

Przedłużanie zwrotu VAT jest wyjątkiem, nie może być stosowane prewencyjnie

NSA nie dopatrzył się błędów w orzeczeniu WSA. Jak stwierdził, WSA przyznał, że organ nie musi wykazywać istnienia dowodów uzasadniających nienależność zwrotu. Wskazał natomiast organom, że wydając postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu, muszą wykazać, że istnieją okoliczności determinujące potrzebę dalszej jego weryfikacji. WSA dokonał trafnej interpretacji art. 87 ust. 2 ustawy o VAT, że przedłużanie terminu zwrotu podatku ma charakter wyjątkowy, stanowiąc istotną ingerencję w prawo podatnika do odzyskania nadwyżki VAT, będącym fundamentem konstrukcji tego podatku. Dlatego też korzystanie z tej instytucji wymaga wyczerpującego uzasadnienia, rozwiewającego wątpliwości podatnika co do zasadności ingerencji w jego prawo. Organy podatkowe powinny wskazać, co wzbudziło ich wątpliwości i wytłumaczyć, dlaczego ich zdaniem konieczne jest przeprowadzenie dalszej weryfikacji. W przeciwnym razie podatnik może odnieść wrażenie, że działania organów mają jedynie charakter prewencyjny, a to nie usprawiedliwia przedłużającego się odroczenia realizacji jego praw.

Zdaniem NSA sposób sformułowania przez organ uzasadnienia postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu nie spełnia wymogów zarówno materialnoprawnych, jak i procesowych tego aktu. Oddalając skargę kasacyjną organu, NSA stwierdził: „Analiza uzasadnienia spornego postanowienia potwierdza zatem, że nie zawiera ono jakiejkolwiek wzmianki o wątpliwościach determinujących przedłużenie terminu zwrotu podatku. O ile znany jest przebieg czynności samego organu i ich ogólnie nakreślony cel (…) o tyle brak jest wyjaśnień, co w istocie wzbudziło podejrzenia NUS i z jakich względów konieczne jest dalsze badanie prawidłowości transakcji, a także jakie konkretnie okoliczności faktyczne wymagają sprawdzenia” (wyrok NSA z 20 marca 2019 r., sygn. akt I FSK 97/19).

Sprawne odzyskiwanie VAT i reprezentacja przedsiębiorców w sporach z fiskusem

Orzeczenie NSA, jak i poprzedzający je wyrok WSA kolejny raz potwierdzają, że urzędnicy skarbowi traktują instytucję przedłużenia terminu zwrotu VAT nie jako instytucję wyjątku od mającej pierwszeństwo reguły zwrotu, a jako środek do przetrzymywania należnych przedsiębiorcom pieniędzy. Codzienne ryzyko i trudy prowadzenia działalności gospodarczej swoją drogą, a urzędnicze życie swoją. A nikomu oprócz fiskusa ta zwyczajowa już opieszałość w realizacji fundamentalnego dla podatku VAT prawa podatnika nie służy. Rozstrzyganiem sporów na tym tle latami zawalone są sądy. Nawet Skarb Państwa cierpi, będąc zmuszonym do ponoszenia kosztów prowadzenia tych sporów. Oczywiście najcięższe konsekwencje ponoszą przedsiębiorcy. Jak podkreślił Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z 9 listopada 2017 r.: „(…) organ podatkowy podnosząc fakt zaprzestania działalności gospodarczej przez Skarżącą, zapomniał o tym, że wstrzymał zwroty VAT Skarżącej opiewające na wysokie kwoty, co mogłoby być kluczowym czynnikiem finansowym uniemożliwiającym prowadzenie dalszej działalności gospodarczej” (sygn. akt I SA/Wr 203/17).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

5 trendów technologicznych w branży automotive

Branża motoryzacyjna to bez wątpienia jeden z obszarów, które stawiają największe wyzwania przed światem IT. Innowacyjne technologie sprawiają, że rynek automotive może zmienić się nie do poznania na przełomie następnych kilkunastu lat. Inżynierowie pracujący nad nowymi rozwiązaniami dla kierowców mają znaczenie więcej do zaproponowania niż rozwój elektromobilności i systemy bezpiecznego parkowania.

„Przemysł samochodowy przechodzi obecnie rewolucyjne zmiany, głównie za sprawą cyfrowej transformacji zmieniającej tradycyjny model biznesowy i podążających za nią najnowszych technologii, takich jak łączność, systemy wspomagania jazdy, elektromobilność czy sztuczna inteligencja. Dzięki możliwościom, jakie dają najnowsze sieci telekomunikacyjne, Big Data czy Mobile Edge Computing, możemy przypuszczać, że już wkrótce będzie możliwa całkowicie autonomiczna jazda samochodem, rozumianym jako platforma do przemieszczania się oferująca wiele usług, w tym komunikacji i interakcji ze światem na szeroką skalę” – powiedział Piotr Krzysztofik, prezes GlobalLogic Polska i Chorwacja.

Eksperci GlobalLogic przedstawiają zestawienie pięciu trendów motoryzacyjnych, które będą w powszechnym użyciu na przełomie kilkunastu następnych lat. Wszystkie poniższe technologie oparte są o oprogramowanie z takich obszarów, jak przemysł 4.0 (Industry 4.0), rozszerzona rzeczywistość (AR, Augmented Reality) oraz Internet rzeczy (IoT, Internet of Things).

Wyświetlacze ciekłokrystaliczne LCD i AR

Ta technologia jest już powszechna we współczesnych pojazdach, będąc rynkowym standardem. Obecnie konsumenci oczekują tego, aby ekrany dotykowe LCD w autach charakteryzowały się przede wszystkim dużą rozdzielczością. Wyświetlacze stają się coraz lepsze, tańsze i obsługują coraz więcej funkcji, stanowiąc wielki panel informacyjny. W ciągu najbliższych lat standardem w produkcji nowoczesnych aut stanie się wykorzystanie szyby przedniej jako głównego miejsca wyświetlania wszystkich informacji, czyli rozwiązanie o nazwie Head Up Display (HUD). Pozwoli to kierowcom prowadzić auto i jednocześnie sprawdzać dane bez konieczności odrywania oczu od drogi, co zmaksymalizuje bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów. Do wyświetlania informacji będą wykorzystywane także boczne szyby, które docelowo mają zastąpić lusterka.

W tym punkcie warto wspomnieć o możliwościach, jakie daje zastosowanie w samochodach technologii rzeczywistości rozszerzonej (ang. augmented reality, AR). Wykorzystujące ją interaktywne platformy symulacyjne mają za zadanie wyświetlanie kierowcy informacji na przedniej szybie pojazdu na temat wszelkich zdarzeń na drodze, takich jak: wtargnięcie pieszych na jezdnię czy zachowanie bezpiecznej odległości do poprzedzającego samochodu. Przewagą rozwiązania nad tradycyjnymi multimedialnymi systemami samochodowymi jest wyświetlanie informacji na przedniej szybie w taki sposób, aby kierowca mógł patrzeć w kierunku jazdy, nie spuszczając wzroku na wyświetlacz.

Czarne skrzynki i nowe systemy wspomagania w samochodach

Kolejną nowością, która w najbliższych latach stanie się standardem w produkcji pojazdów, jest zaopatrzenie samochodów w obowiązkowe czarne skrzynki. Nowe przepisy dotyczące systemów bezpieczeństwa w samochodach (opracowywane obecnie przez Komisję Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów Parlamentu Europejskiego) zaczną obowiązywać najpóźniej w 2022 roku. W związku z tym producenci aut w najbliższej przyszłości będą zmuszeni zaopatrywać samochody w czarne skrzynki rejestrujące ostatnie 20 sekund przed wypadkiem, a także inne rozwiązania: system wykrywania pieszych na drogach, blokady uruchomienia pojazdu przez pokładowe „alkomaty”, automatyczne dostosowanie prędkości pojazdu do obowiązujących w danym miejscu ograniczeń (tzw. system ISA), zaawansowane systemy wspomagania kierowcy.

Komunikacja V2X

Technologia komunikacji V2X (ang. vehicle-to-everything) to obecnie szybko rozwijający się segment w branży motoryzacyjnej. Rozwiązania oparte na tej technologii pozwalają na komunikowanie się pojazdu z dowolnym urządzeniem poprzez specjalne moduły transmisyjne, sensory ruchu drogowego i maszty radiowe. Istnieje zatem możliwość kontaktowania się samochodów między sobą (V2V, vehicle-to-vehicle), pojazdu z elementami infrastruktury, jak na przykład identyfikacji znaków drogowych (V2I, vehicle-to-infrastructure), pojazdu z siecią elektryczną (V2G, vehicle-to-grid), a także pojazdu z ludźmi (V2P, vehicle-to-people).

Carsharing, czyli usługi współdzielenia pojazdów

Usługa polega na odpłatnym udostępnianiu użytkownikom pojazdów przez operatora usługi. Dzięki aplikacjom mobilnym użytkownicy mają dostęp do floty pojazdów, które mogą wynajmować na minuty czy godziny. Carsharing działa w oparciu o te same zasady, które rządzą systemem rowerów miejskich czy wypożyczalni hulajnóg. Usługa carsharingu jest ściśle związana z rozwojem elekromobilności, a razem te dwa trendy tworzą podstawę motoryzacji przyszłości, opartej o nowe technologie. Jak wynika z raportu PwC „The five dimensions of automotive transformation”[1], w 2030 roku co trzeci kilometr przejechany w Europie będzie realizowany w formie współdzielenia.

Autonomiczna jazda

Auta potrafiące bez ingerencji kierowcy pokonywać wyznaczone trasy oraz poprawnie wykonywać manewry – hamowania, wymijania, parkowania – to już nie science fiction, ale realne możliwości nowoczesnych pojazdów testowane przez gigantów branży motoryzacyjnej. Upowszechnienie się autonomicznej jazdy to kwestia następnych kilkunastu lat. Wszystko dzięki technologiom pozwalającym utrzymać odpowiednią odległość od poprzedzającego pojazdu (tempomat adaptacyjny, Adaptive Cruise Control), asystenci pasa ruchu utrzymujący samochód pomiędzy liniami na jezdni (Lane Centering), asystenci parkowania, dzięki którym auto samo potrafi wybrać miejsce na postój i bez pomocy kierującego wjechać w lukę pomiędzy pojazdami, czy systemy samoczynnego hamowania (Emergency Braking). Systemy te są określone jako ADAS, czyli Advanced Driver Assistance Systems. W dalszej perspektywie inteligentne samochody będą same parkować pod wskazanym przez właściciela adresem. To przyczyni się do zrewolucjonizowania myślenia o przestrzeni miejskiej – parkingi pod domami zostaną zastąpione przez parkhouse’y, w których auta będą pozostawiane na noc. Według prognoz KPMG tego typu technologie sprawią, że do 2025 r. 50 proc. indywidualnych właścicieli samochodów nie będzie chciało korzystać z auta jako właściciel, co przyczyni się do zrewolucjonizowania rynku motoryzacyjnego.

[1] Źródło: https://www.pwc.at/de/publikationen/branchen-und-wirtschaftsstudien/eascy-five-trends-transforming-the-automotive-industry_2018.pdf.

Liczba cudzoziemców ubezpieczonych w ZUS wzrosła pięciokrotnie w ciągu pięciu lat

Z najnowszych danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że już niemal 610 tys. cudzoziemców płaci składki w Polsce na ubezpieczenia społeczne[1]. To ponad pięć razy więcej, niż na początku 2014 roku. Grupą, której liczebność zmieniła się najbardziej są Ukraińcy – w ciągu pięciu lat ich liczba wzrosła niemal trzynastokrotnie. Zdaniem ekspertów Personnel Service, negatywne prognozy dotyczące napływu cudzoziemców nie sprawdzą się i pracowników z zagranicy nadal będzie przybywać.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

– Polski rynek pracy cały czas bije rekordy. Liczba wakatów jest obecnie najwyższa od kilku lat, a bezrobocie najniższe od niemal 20 lat. Uzupełnieniu braków na rynku nie pomaga nawet wzrost płac, który wyniósł średnio około 700 zł w ciągu ostatnich czterech lat. Na podstawie najnowszych danych ZUS widzimy wyraźnie, że coraz więcej pracowników z zagranicy pracuje u nas legalnie. Jak przewidywaliśmy, obawy wzbudzone przez spadek liczby Ukraińców w końcówce 2018 były bezpodstawne. Było to tylko chwilowe odstępstwo od utrzymującej się tendencji wzrostowej. W pierwszym kwartale br. odnotowano wzrost o około 35 tys. – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Nie tylko Ukraińcy

Ukraińcy, Białorusini, Mołdawianie i Hindusi to narodowości, których najwięcej przybyło na polskim rynku pracy w trakcie ostatnich pięciu lat – wynika ze wskazań ZUS. Pierwsze z trzech narodowości obejmuje uproszczona procedura zatrudniania – oznacza to, że pracodawca nie musi ubiegać się o czasochłonne pozyskiwanie zezwolenia na pracę. Proces zatrudnienia jest zdecydowanie łatwiejszy, dlatego firmy chętniej wybierają takich pracowników.

Liczba Ukraińców wzrosła aż trzynastokrotnie, z 35,5 tys. na początku 2014 roku do 454,5 obecnie. Białorusinów mamy obecnie pięć razy więcej – z 6,5 tys. do 36 tys. Liczba Mołdawian wzrosła niemal siedmiokrotnie, osiągając liczbę prawie 9 tys. Natomiast pracowników z Indii ubezpieczonych w ZUS mamy obecnie ponad czterokrotnie więcej, niż w na początku 2014 roku i uzupełniają oni ponad 6 tys. wakatów na polskim rynku pracy.

– Szacujemy, że na koniec 2019 odnotujemy 25-30% wzrost liczby Ukraińców zarejestrowanych w ZUS w porównaniu do końcówki 2018 – dodaje Krzysztof Inglot.

Dane z ostatniego Barometru Imigracji Zarobkowej Personnel Service wskazują, że pracowników z Ukrainy zatrudnia obecnie co piąta firma, a z Białorusi mniej więcej co dziesiąta. Mołdawian ma w swojej załodze ok. 1% pracodawców. W badaniu były brane pod uwagę narodowości objęte uproszczoną procedurą zatrudniania.

[1] http://psz.zus.pl/kategorie/ubezpieczeni/ubezpieczenia-emerytalne-i-rentowe

Grupa AFORTI przedstawiła wyniki po I kw. 2019 roku

Ponad 203,78 mln zł skonsolidowanego przychodu netto ze sprzedaży i 295 tys. zł zysku netto w I kwartale 2019 roku wygenerowała Grupa AFORTI – holding finansowy świadczący usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz zarządzający platformą wymiany walut online dla firm. Tym samym, w okresie zaledwie trzech pierwszych miesięcy 2019 roku, spółki zarządzane przez Klaudiusza Sytka osiągnęły wzrost na poziomie 103,95 proc. w porównaniu do I kwartału 2018 roku.

Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding
Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding

Przychody netto Grupy Aforti – sięgające poziomu 203,8 mln zł – są po I kwartale 2019 roku wyższe o 103,95 proc. od przychodów uzyskanych w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jednocześnie, zysk netto po I kwartale br. wyniósł 295 tys. zł w odniesieniu do 717 tys. zł zanotowanych rok wcześniej. Zmiana ta wynika z dynamicznego rozwoju spółek wchodzących w skład Grupy Aforti, rozbudowy ich struktur oraz towarzyszącemu temu rosnącego zatrudnienia. Nie bez znaczenia pozostają także nakłady inwestycyjne związane z rozpoczęciem działalności Aforti Finance w Rumunii. W kwietniu spółka ta przyjęła pierwsze wnioski od przedsiębiorców o udzielnie pożyczek.Aforti Holding SA wyniki finansowe za IQ 2019

Przedstawione wyniki finansowe Grupa AFORTI osiągnęła dzięki stale rosnącemu zapotrzebowaniu sektora MSP na zewnętrzne finansowanie oraz profesjonalne wsparcie w   zarządzaniu procesami windykacyjnymi oraz faktoringowymi. Perspektywiczność branż, w których działają: Aforti Finance, Aforti Exchange, Aforti Collections i Aforti Factor dają Grupie wysoki potencjał wzrostu w kolejnych kwartałach 2019 roku.

Nasza aktywność na rynku finansowym przynosi wymierne korzyści finansowe, co potwierdzają pozytywne wyniki za I kwartał 2019 roku. Zgodnie ze strategią rozwoju przyjętą na najbliższe miesiąca i lata, stale pracujemy nad realizacją naszych ambitnych wyzwań i planów, jak chociażby – rozpoczęcie działalności leasingowej, ekspansja zagraniczna platformy wymiany walut online dla firm do co najmniej 7 nowych krajów, wśród których możemy wymienić: Czechy, Węgry, Chorwację, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Albanię oraz Macedonię,  rozwój sieci sprzedaży na terenie całej Polski, a także usprawnienie w zakresie technologii naszych procesów i produktów. Skuteczna realizacja strategii biznesowej powinna przełożyć się na wzmocnienie potencjału wzrostu Grupy AFORTI oraz jej wartość w kolejnych latach. Pierwszy kwartał tego roku pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość w kontekście dynamicznego rozwoju naszej Grupy. Pragnę przypomnieć, że prężnie budujemy zasięgi naszych usług poza granicami kraju– w minionym roku na rynku rumuńskim pojawiła się kolejna z naszych spółek – Aforti Finance.  Zauważamy już wymierne – w postaci znakomitych efektów sprzedażowych – efekty połączenia spółek LifeBelt i Aforti Collections, które od końca 2018 roku działają już pod marką Aforti. podsumowuje Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

Znaczącemu rozszerzeniu portfolio produktów i usług oferowanych mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przez spółki z Grupy AFORTI będzie towarzyszyć rozwój nowych obszarów działalności, oparty m.in. na poszerzeniu portfela produktowego dla małych i średnich przedsiębiorców w zakresie leasingu. W tym celu AFORTI planuje powołać w ciągu najbliższych lat nową spółkę, ale niewykluczona jest także akwizycja istniejącego już podmiotu.

Tylko w I kwartale 2019 roku:

  • Wartość sprzedanych mikropożyczek przez Aforti Finance wyniosła 7,18 mln zł na koniec IQ 2019
  • Spółka stale rozwija swoje działania w zakresie udzielania pożyczek.
  • Na platformie wymiany walut online dla firm spółka Aforti Exchange wygenerowała 99,2 mln EUR obrotu względem 46,1 mln EUR w IQ 2018.
    • Dynamika wartości wymienionej waluty YoY w IQ 2018 względem IQ 2018 wyniosła na polskiej platformie 115,17
    • Spółka prowadzi działania mające na celu dalszy rozwój i wprowadzanie usług na rynkach zagranicznych.
  • Jednocześnie na rumuńskiej platformie spółka Aforti Exchange Romania zanotowała
    w IQ 2019 roku 30,8 mln EUR co w porównaniu do roku poprzedniego stanowi wzrost o 326,97 proc.
  • W spółce Aforti Factor, narastająco w pierwszym kwartale 2019 roku wartość sfinansowanych wierzytelności osiągnęła poziom 10,31 mln zł, co oznacza wzrost o 251,69 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.
  • Spółka konsekwentnie prowadzi rozwój sieci sprzedaży, równolegle z rozbudową systemu online zarówno sprzedażowego, jak i analitycznego.
  • W wyniku nabycia w 2018 roku 76,9 proc. udziałów w lubelskiej spółce LifeBelt, specjalizującej się m.in. w masowej windykacji na zlecenie banków, firm pożyczkowych, telekomów oraz innych windykatorów, w perspektywie 2-3 lat, Aforti Collections systematycznie wzmacnia swój udział w rynku windykacji.
  • Wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych przez Aforti Collections
    w I kwartale 2019 roku wyniosła 105,15 mln zł

    • Ponadto spółka systematycznie pracuje nad dywersyfikacją portfela Klientów, rozbudową call-center, rozwojem obsługi prawnej, a także rozbudową sieci sprzedaży.

Jak odkryć „talenty” podczas rekrutacji?

Czy jest sposób, aby trafnie zidentyfikować osoby o wysokim potencjale i niosące firmie wyłącznie same korzyści? Dr Robert Hogan, wybitny amerykański psycholog wskazał cechy osobowości na które należy zwrócić uwagę podczas rozmów kwalifikacyjnych.

Podczas rekrutacji od każdego kandydata usłyszymy, że jest komunikatywny
i zorientowany na cel, umie budować relacje z ludźmi, oraz zarządzać swoim czasem. Niestety to, że w poprzednim miejscu pracy odnosił sukcesy nie gwarantuje, że w kolejnej firmie również tak się stanie. Należy sprawdzić nie tylko jego indywidualne predyspozycje do pracy z danym produktem lub usługą, ale także cechy osobowości, które go motywują oraz, czy pasuje do zespołu, do którego ma dołączyć. Podczas rozmów rekrutacyjnych warto przede wszystkim szukać tzw. HIPO, czyli osób o wysokim potencjale, które przyniosą firmie wyłącznie same korzyści.

Osobowości HIPO – kto to taki?

W latach 80-tych XX wieku przez 3 lata prowadzono badania na grupie blisko
500 menadżerów reprezentujących rożne organizacje. Specjaliści zaobserwowali dwa typy zachowań, które całkowicie odmiennie wpływają na zarządzane firmą. W pierwszej grupie znalazły się osoby o wysokich umiejętnościach autopromocji, których celem jest osiągnięcie szybkiego sukcesu, wysokich zarobków, a ich praca skupiona jest na rozmowach telefonicznych (networking). Druga grupa to osoby, których zespół pracuje skutecznie, efektywnie i przynosi duże zyski dla firmy. Te osoby potrafią rozdzielać obowiązki, są blisko ze swoim zespołem/blisko ludzi, potrafią słuchać współpracowników, a przy tym są niezwykle skromne. Nie zajmują się autopromocją. Badanie wykazało,
że zaledwie 10% menadżerów posiada cechy obydwu grup.

Według dr Hogana osobowość HIPO jako człowieka sukcesu definiują 3 wymiary:

  • HIPO ma świadomość, jak zarządzać własną karierą i być dobrym pracownikiem danej firmy,
  • wyróżnia się na tle innych pracowników i jest postrzegany jako lidera,
  • potrafi zbudować zespół, który będzie osiągał ponadprzeciętne rezultaty (zyski dla firmy).

Skuteczność przywództwa polega zatem na umiejętności skutecznego kierowania zespołami w celu osiągania  satysfakcjonujących wyników.

Tajniki Metody Hogana

Metoda Hogana pozwala przewidzieć w jakiej organizacji i na jakim stanowisku osoba badana będzie odnosiła sukcesy, pokazuje jej wartości i preferencje, a także wskazuje jaką kulturę organizacyjną wokół siebie będzie tworzyć. Bada również tzw. „ciemną stronę mocy”, czyli wszystko to, co utrudnia danej osobie rozwój kariery zawodowej, ponieważ aż 90% managerów przed zbadaniem ich metodą Hogana nie było świadomych swoich zachowań, które przeszkadzają im w osiąganiu sukcesów w przyszłości. Dzięki Metodzie Hogana można ocenić potencjał konkretnej jednostki i przewidzieć, czy cechy jakie posiada sprzyjają byciu prawdziwym liderem.

4 cechy dobrego przywódcy

Osobowość lidera w pływa w 17-24%. na wynik finansowy firmy. Assessment Systems Polska powtarzając za dr Hoganem twierdzi, iż  prawdziwych liderów można porównać do najlepszych trenerów sportowych na świecie. Dobry przywódca potrafi stworzyć
i odpowiednio zarządzać zespołem tak, by osiągać bardzo dobre wyniki. Są dobrymi
i odpowiedzialnymi  strategami. Umieją wykorzystać nadarzające się szanse, jak również zachować spokój nawet w trudnych sytuacjach. Według dr Hogana kluczowe cechy, które powinien posiadać prawdziwy lider to: szczerość, sprawiedliwość w ocenianiu, kompetencje i świadomość podejmowanych decyzji.

Auta elektryczne w Polsce: bardzo dobry I kwartał. Lider w CEE

rejestracji, lider w CEE

W I kwartale br. w Polsce zarejestrowano 620 samochodów elektrycznych (w pełni i hybryd plug-in), o 79,7% więcej niż rok temu – wynika z najnowszych danych ACEA. Taki wynik to trochę ponad 4 promile całkowitej sprzedaży nowych aut osobowych w Polsce i dopiero 14. miejsce w Unii Europejskiej. Jednakże eksperci Exact Systems zwracają uwagę na barierę finansową, która sprawia, że obywateli krajów z niższym PKB nie stać na kupowanie drogich aut elektrycznych. Sytuacja może ulec zmianie już w 2022 roku, kiedy prawdopodobnie ceny pojazdów elektrycznych zrównają się z cenami swoich spalinowych odpowiedników.

Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży
Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży

Za nami bardzo dobry I kwartał, zarówno pod względem dynamiki sprzedaży, jak i wzrostu udziału aut elektrycznych w całości rejestracji. Wolumenowo plasujemy się na 14. pozycji w UE, jednak ponad nami jest szklany sufit. Na 13. miejscu znajduje się Finlandia z prawie trzykrotnie wyższą sprzedażą i ponad trzykrotnie wyższym PKB per capita. W czołowej 10 jedynie Portugalia ma PKB na poziomie nie przekraczającym 20 000 euro. Widać też wyraźny podział na Europę Zachodnią i resztę kontynentu. Obywateli biedniejszych państw nie stać na masowe kupowanie elektryków, dlatego w Polsce niezbędny jest system dopłat i zachęt podatkowych, które pomogą rozwijać ten rynek w okresie przejściowym, czyli zanim ceny napędów alternatywnych zrównają się ze spalinowymi. Istnieje obawa, że jeśli dynamika spadku cen ekoaut będzie niezadawalająca, wówczas regulator, w naszym przypadku UE, wprowadzi dodatkowe obciążenia na auta tradycyjne – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems.sprzedaż aut osobowych z alternatywnymi napędami

Polska liderem w CEE

Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA) podało, że w I kwartale br. w Polsce zostało sprzedanych 620 nowych samochodów z napędem elektrycznym: 413 auta w pełni elektryczne (+177%) oraz 207 hybryd plug-in (+5,6%). Może cieszyć zarówno dynamika – ponad 79% r/r, jak i wzrost udziału w rejestracji wszystkich nowych osobówek, który w ciągu roku podskoczył z 2 do 4,4 promila (0,44%). Średnia unijna pozostaje ponad pięć razy wyższa (2,46%). Natomiast wolumen sprzedaży pozwolił Polsce zająć dopiero 14. miejsce w Unii Europejskiej. Pierwszą trójkę tworzą kolejno Niemcy, Wielka Brytania oraz Francja – w każdym z tych krajów w ciągu trzech pierwszych miesięcy br. zostało sprzedanych ponad 14 tys. aut elektrycznych. W regionie CEE Polska objęła pozycję lidera, wyprzedzając Węgry.[1]

Hybrydy nadal popularne

Jeśli już Polacy decydują się na auto z alternatywnym napędem to zdecydowanie częściej wybór pada na klasyczne hybrydy. Od początku roku w Polsce zostało ich zarejestrowanych 6046 (+5,3% r/r). Taki wynik daje nam dobre 6. miejsce w UE. Natomiast 4% udział aut hybrydowych w całkowitej sprzedaży nowych samochodów osobowych w I kwartale br. jest zbliżony do średniej Unii Europejskiej (4,6%).

Silniki benzynowe wypierają diesle

Ekomoda, afera Dieselgate oraz coraz wyższe standardy emisji spalin nie sprzyjają dieslom. Ich udział w łącznej sprzedaży nowych samochodów osobowych spada, zarówno w Polsce jak i w Unii Europejskiej. W naszym kraju w I kwartale br. diesle stanowiły 21,2% całkowitej sprzedaży nowych osobówek, rok temu – 23,2%. Zyskują na tym pojazdy z benzynowym silnikiem, których udział w rynku wzrósł do 72,5% (z 71,2%). W całej Unii udział diesli w całkowitej sprzedaży spadł z 37,9% do 32,2%, natomiast silników benzynowych wzrósł do 59,3% rejestracji (I kwartał 2018 – 55,5%).

Elektrorewolucja kwestią czasu

Jak podkreślają eksperci Exact Systems, przemysł motoryzacyjny mocno postawił na rozwój technologii dla aut o napędach alternatywnych. Skutkuje to wzrostem możliwości i osiągów przy jednoczesnym obniżaniu kosztów produkcji.

Jeśli ten trend się utrzyma, już za kilka lat ceny dużych aut elektrycznych zrównają się z cenami swoich tradycyjnych odpowiedników, co jest bardzo dobrym prognostykiem dla krajów takich jak Polska. Kiedy to nastąpi? Według mocno optymistycznych założeń Bloomberg New Energy Finance (BNEF), nawet w 2022 roku. Autorzy BNEF podają, że kluczowy jest tutaj koszt wytworzenia akumulatorów, które jeszcze w 2015 roku stanowiły 57% wartości elektroauta, a w 2025 będzie to zaledwie 20%[2]. I chociaż dużą rolę w tym procesie odegrają zmieniające się ceny surowców oraz skala popytu na nie, to upowszechnienie napędów elektrycznych staje się coraz bardziej prawdopodobne. A to wprowadzi elektromobilność na kolejny poziom – być może niedługo będziemy regularnie podróżować także elektrostatkami czy elektrosamolotami. Te drugie będą testowane już w tym roku m.in. przez magniX i Harbour Air   – podsumowuje Jacek Opala.

[1] https://www.acea.be/press-releases/article/fuel-types-of-new-cars-diesel-17.9-petrol-3.3-electric-40.0-in-first-quarte

[2] https://about.bnef.com/blog/bullard-electric-car-price-tag-shrinks-along-battery-cost/

Jak wypromować aplikację mobilną i utrzymać zaangażowanie jej użytkowników?

Według analityków eMarketer, korzystając ze smartfonów ludzie spędzają nawet 90 procent czasu używając aplikacji mobilnych zainstalowanych na smartfonach. Liczba ich pobrań w AppStore i Google Play stale rośnie i jak ustalili eksperci z firmy Statista do 2021 roku osiągnie poziom 258 miliardów. To przełoży się na znaczący wzrost przychodów firm, które tworzą aplikacje. Ten tort w 2020 roku ma być wart nawet 189 miliardów dolarów. Tyle właśnie mają wydać użytkownicy smartfonów na aplikacje oraz zakupy dokonywane w jej ramach.

Jak wynika z powyższego gra jest warta świeczki, ale warto pamiętać, że to wymagający i bardzo konkurencyjny rynek. O względy użytkowników smartfonów oraz ich portfele zabiega bardzo wielu deweloperów aplikacji.

Kluczowa w osiągnięciu sukcesu jest kwestia wartości dodanej, którą wnosi nowe oprogramowanie trafiające na platformy Google i Apple.

– Nowa aplikacja po prostu musi być na tyle potrzebna i ciekawa, aby użytkownik smartfona chciał z niej korzystać. A konkurencja jest ogromna, bowiem jak pokazuje badanie przeprowadzone przez App Annie przeciętny użytkownik smartfona ma na swoim urządzeniu zainstalowanych ponad 80 aplikacji. Ale co ciekawe, zwykle w przeciągu miesiąca wykorzystuje tylko połowę z nich – podkreśla Kamila Górna, Business Development Manager w firmie Infobip. – Te ignorowane lub zapomniane są na najlepszej drodze do tego, aby zniknąć, zarówno z pamięci telefonu jak i świadomości jego użytkownika – dodaje.

Decyzję o odinstalowaniu aplikacji podejmowane są najczęściej w trakcie pierwszych 30 dni od jej pobrania. Utrata użytkownika to zawsze bolesny cios dla dewelopera, oznacza bowiem realną stratę środków, jakie zainwestował w jego pozyskanie.

Jasno komunikuj wartość dodaną aplikacji

Przy wprowadzaniu aplikacji mobilnej na rynek kluczową miarą sukcesu jest liczba użytkowników, którzy aktywnie z niej korzystają. Niektórzy deweloperzy mogą ulegać pokusie przyjęcia jako wskaźnika liczby pobranych aplikacji, ale tak naprawdę dzisiaj dane te niewiele nam mówią. Najważniejsze jest to, co z nimi robią ludzie.

Skąd użytkownicy mają wiedzieć, jakie są możliwości danej aplikacji? Ich edukacja to zadanie dla twórcy rozwiązania. Przy czym należy pamiętać, aby przyjęta strategia komunikacji pomagała w jasnym zrozumieniu istoty działania aplikacji.

– Szczególnie dobrym przykładem jest tutaj aplikacja bankowa, nie wystarczy jedynie poinformować klientów, że bank oferuje taką formę dostępu do usług – zaznacza Kamila Górna. – Należy również pokazać, jak korzystanie z aplikacji realnie usprawni życie jej użytkowników. Czy będą mogli używać jej do płacenia w zastępstwie portfela? Czy znajdą w niej wszystkie usługi, które oferowane są w oddziałach bankowych? Od tego, w jaki sposób zaprezentujemy wartość aplikacji zależy to, jak aktywni będą jej użytkownicy – zauważa.

Promuj aplikację w kanałach offline i online

Aplikacje należą do świata Internetu, ale to nie znaczy, że deweloperzy i firmy, które zdecydowały się w nie zainwestować nie mogą skutecznie promować ich tradycyjnymi kanałami komunikacyjnymi. Szczególnie sprawdzają się tutaj działania prowadzone w oddziałach firm, zwłaszcza tych, które odwiedzają osoby, które mogą być potencjalnymi użytkownikami aplikacji. Sposobów na promocję jest wiele. Można np. okleić witryny, umieścić informację w strefie recepcji lub stworzyć ulotki informacyjne, z których klienci dowiedzą się szczegółowo, jakie funkcjonalności oferuje nasza aplikacja.

– Nie wolno zaniedbywać również własnych kanałów komunikacji online – strony internetowej oraz kont w serwisach społecznościowych. Można za ich pośrednictwem zaprezentować aplikację i jasno wytłumaczyć korzyści, jakie wynikają z jej wykorzystywania – mówi Kamila Górna.

Wykorzystuj filmy i obrazy

W kanałach online szczególnie ważną rolę odgrywa wideo. Trudno o lepszy sposób prezentacji funkcjonalności aplikacji niż na filmie, w którym pokazać zarówno filozofię jej działania, jak i wartość dodaną jaką ze sobą niesie. Dzięki temu można zainteresować użytkowników smartfonów zainstalowaniem aplikacji na swoich urządzeniach. Film promocyjny można odtwarzać np. w pętli na monitorach umieszczonych w recepcji, zamieścić w kanałach społecznościowych, na stronie internetowej oraz jako link w newsletterze.

Poza tym warto wykorzystać możliwości, jakie niesie ze sobą publikacja aplikacji w App Store i Google Play. Pamiętajmy, że to miejsce, w którym często użytkownik ostatecznie decyduje, czy zainstalować nasze oprogramowanie.

– Aby w jego głowie nie pojawiły się żadne wątpliwości warto zadbać o to, aby informacja na karcie aplikacji była czytelna i w skrócie wyjaśniała, jakie są najważniejsze funkcjonalności i korzyści z jej zainstalowania. Warto w tym miejscu umieścić zrzuty ekranu, aby objaśnić zasady działania aplikacji – radzi ekspert Infobip.

Dobrym pomysłem jest również stworzenie dedykowanej strony tzw. landing page, do której odsyłać możemy odbiorców kampanii promującej aplikację. Może to być swoiste centrum wiedzy na jej temat ze wszystkimi materiałami zebranymi w jednym miejscu. Mowa tu m.in. o filmie demonstracyjnym, dokumentacji oraz bieżących informacjach o nowych funkcjonalności i aktualizacjach. Mogą pojawić się tam również specjalne oferty, o ile aplikacja jest płatna lub użytkownicy w jej ramach mogą dokonywać zakupów.

Buduj świadomość wartości aplikacji i zaangażowanie

Samo pozyskanie użytkowników to dopiero pierwszy krok na drodze do sukcesu. W drugiej kolejności przychodzi czas na edukację i zachęcanie ich do wykorzystywania aplikacji najlepiej jak to tylko możliwe. Warto stworzyć plan komunikacji dla pierwszych 30 dni od zainstalowania aplikacji. Grupą docelową naszych działań powinni być oczywiście jej nowi użytkownicy.

Bezpośredni dostęp do nich zapewni nam sama aplikacja – można wykorzystać narzędzia komunikacji mobilnej takie jak SMS-y, powiadomienia PUSH oraz wbudowane wiadomości in-app. Komunikacja z użytkownikami może odbywać się np. poprzez wyskakujące okna z powiadomieniami lub w formie bannerów, które zwrócą uwagę na konkretne funkcjonalności aplikacji.

– Cały proces można zacząć od powitalnej wiadomości dostarczonej bezpośrednio na smartfon np. w formie powiadomienia wewnątrz aplikacji. Pozwoli nam to w naturalny sposób nawiązać łączność z użytkownikiem, który nie będzie zaskoczony kolejnymi komunikatami – radzi Kamila Górna. – Warto pamiętać, że naszym celem jest podtrzymanie i zwiększenie jego zaangażowania. Atrakcyjne mogą być m.in. informacje o nowych produktach i usługach, specjalne oferty, zaproszenia na wydarzenia itd. Ważne, żeby przesyłane wiadomości były istotne dla użytkowników i nie były kierowane do nich zbyt często – podkreśla ekspert Infobip.

Jeszcze inną skuteczną formą dotarcia do użytkowników przez kanał mobilny są powiadomienia PUSH, które mogą wyświetlać się na zablokowanym ekranie smartfona również wtedy, gdy nasza aplikacja jest wyłączona. Ich Istotą jest „wypchnięcie” ważnych informacji z naszej strony, a jednocześnie pobudzenie zaangażowania po stronie osób, które korzystają z aplikacji. Aby móc skorzystać z tego narzędzia powinniśmy najpierw uzyskać zgodę użytkowników na dostarczenie powiadomienia. W przypadku urządzeń iOS możemy poprosić wyrażenie jej w trakcie instalacji, natomiast dla urządzeń działających na platformie Android powiadomienia domyślnie są włączone.

Sektor nieruchomości przemysłowych rośnie w siłę

Wyniki najnowszego badania RICS, Poland Commercial Property Monitor, za I kw. 2019 r. wskazują na najlepsze jak dotąd prognozy wzrostu najmu i zainteresowania inwestorów zagranicznych dla nieruchomości przemysłowych w Polsce.

Według badania wzrost aktywności deweloperskiej z minionych lat nadal wywiera presję wzrostową na dostępność nowej powierzchni na rynku nieruchomości komercyjnych.

Mimo, że wskaźnik popytu ze strony najemców wciąż wykazuje względnie stałą tendencję wzrostową, dane za I kwartał sugerują, że wzrost ten jest niewystarczający, aby dotrzymać tempa wzrostowi podaży.

W rezultacie wskaźnik sentymentu najemców jest tylko nieznacznie pozytywny i wynosi +10 (w porównaniu do odnotowanego w poprzednim kwartale +18), co stanowi najdelikatniejszy odczyt w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Deklarowane w ankiecie liczby ukazują znaczne różnice w zakresie poszczególnych sektorów. Popyt na powierzchnie handlowe utrzymuje się aktualnie na względnie stałym poziomie, podczas gdy zapytania najemców o powierzchnię przemysłową gwałtownie rosną.

Dwunastomiesięczne prognozy najmu pozostają na najwyższym poziomie dla najlepszych nieruchomości przemysłowych i magazynowych, podczas gdy oczekiwania wobec najlepszych nieruchomości biurowych pozostają umiarkowanie pozytywne (mimo obniżki wskaźnika sentymentu względem IV kwartału). Pozostałe kategorie aktywów charakteryzują się raczej jednolitą perspektywą, z wyjątkiem drugorzędnych nieruchomości handlowo-usługowych, które charakteryzują się spadkiem czynszów.

Od strony inwestycji sektor przemysłowy przyciąga znaczny wzrost zapytań ze strony międzynarodowych nabywców, a +78% (saldo netto) respondentów odnotowuje ich wzrost (najsilniejszy odczyt od czasu wprowadzenia tej serii wskaźników w 2014 r.). Wzrost zainteresowania inwestorów wykazał również sektor biurowy, podczas gdy w sektorze nieruchomości handlowych zapytania inwestycyjne pozostały na zasadniczo płaskim poziomie.

W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy przewiduje się wzrost wartości kapitałowych w sektorze nieruchomości przemysłowych o prawie 7%, podczas gdy prognozy dla nieruchomości biurowych wskazują na wzrost o 5%. Drugorzędne nieruchomości handlowe pozostaje jedyną kategorią charakteryzującą się ujemnymi prognozami dla 12 nadchodzących miesięcy; respondenci przewidują jednocześnie, że tendencja spadkowa utrzyma się w średnim okresie.

Piotr Kaszyński FRICS, Partner Zarządzający, Cresa Polska:

Piotr Kaszyński FRICS, Partner Zarządzający, Cresa Polska
Piotr Kaszyński FRICS, Partner Zarządzający, Cresa Polska

„Najnowsze wyniki ankiety RICS potwierdzają procesy zachodzące na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce oraz jego dużą atrakcyjność zarówno dla najemców, jak i inwestorów kapitałowych.

Sektor magazynowo-produkcyjny nadal stanowi jedną z głównych sił napędowych rynku nieruchomości komercyjnych w naszym kraju. W ostatnich trzech latach zasoby powierzchni magazynowo-produkcyjnej rosły w średniorocznym tempie blisko 18% i dotychczasowa dynamika wzrostu powinna się utrzymać w średnioterminowym horyzoncie czasowym. O wysokim popycie ze strony najemców świadczą wyniki za I kw. 2019 r., w którym wynajęto łącznie 967 500 mkw., co stanowiło ponad 28% średniego rocznego wolumenu transakcji najmu z ostatnich pięciu lat. Jednocześnie niski wskaźnik pustostanów, oscylujący od ponad roku wokół 5% (5,3% na koniec I kw. 2019 r.), jest potwierdzeniem równowagi pomiędzy popytem i podażą. Aktualna sytuacja na rynku zachęca inwestorów do lokowania kapitału w wynajętych nieruchomościach magazynowo-produkcyjnych. W 2018 r. zainwestowali oni w tym sektorze 1,85 mld euro, czyli blisko 26% całkowitego ubiegłorocznego wolumenu, który osiągnął rekordowy poziom 7,2 mld euro.

Dobre warunki ekonomiczne w ostatnich latach przekładają się również na wyniki polskiego rynku nieruchomości biurowych. W ciągu roku zasoby w tym segmencie powiększyły się o blisko 9% i na koniec I kw. 2019 r. wyniosły 10,67 mln mkw., z czego 51% przypada na rynek stołeczny. Pod względem wolumenu zawartych transakcji najmu biur pierwszy kwartał bieżącego roku był nieznacznie słabszy w porównaniu z ostatnimi dwoma latami (popyt w pierwszym kwartale wyniósł 18,3% wartości odnotowanej w 2018 r.). Biorąc jednak pod uwagę transakcje w toku, zainteresowanie najemców utrzymuje się na wysokim poziomie.

Na rynku nieruchomości handlowo-usługowych odnotowujemy nieznaczne spowolnienie. Po gwałtownym wzroście, sieci handlowe stawiają na optymalizację sklepów i dopasowywanie oferty do potrzeb klientów i zmieniającego się otoczenia biznesowego – w szczególności w kontekście wyzwań związanych z rozwojem sprzedaży internetowej. Pomimo stabilnego poziomu popytu, zasoby rynku powierzchni handlowej w Polsce cały czas rosną (obecnie wynoszą ponad 14,8 mln mkw. GLA, a w bieżącym roku powiększą się o kolejne 400 tys. mkw. GLA). Rośnie jednocześnie znaczenie małych obiektów handlowych, zwłaszcza lokalnych centrów handlowych typu convenience do 20 tys. mkw. GLA – stanowią one dwie trzecie podaży planowanej na najbliższe lata. Ponadto wzrost konkurencyjności na rynku handlowym wymusza wprowadzanie zmian jakościowych – stąd rosnąca popularność modernizacji, przebudów oraz nowych konceptów i formatów, które pozwolą przyciągnąć jak największą liczbę klientów.

Perspektywy rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyglądają bardzo obiecująco, a szanse przeważają nad potencjalnymi zagrożeniami zewnętrznymi. Sporym wyzwaniem dla deweloperów będą jednak w najbliższym czasie rosnące koszty realizacji inwestycji. Może to spowodować przesunięcie w czasie realizacji niektórych projektów, szczególnie w lokalizacjach, gdzie trudno będzie zapewnić rentowność inwestycji poprzez podniesienie stawek czynszowych, uwzględniając, że przestrzeń do kompresji stóp kapitalizacji na rynku inwestycyjnym powoli się kurczy. Obecnie stopy kapitalizacji dla najlepszych budynków biurowych w Warszawie wynoszą 4,75%, a w miastach regionalnych oscylują w przedziale od 5,7% w Krakowie do 8,25% w Szczecinie. W przypadku obiektów magazynowych najlepsze stopy kapitalizacji mogą osiągnąć 6,5%, przy czym w wyjątkowych przypadkach schodzą poniżej tej wartości”.

Art Games Studio debiutuje na NewConnect

Spółka Art Games Studio, specjalizująca się w produkcji i dystrybucji gier na komputery stacjonarne,  zapowiedziała debiut na NewConnect na II połowę maja br.

Art Games Studio S.A. została założona w lipcu 2017 r. W planach Spółki znajduje się znaczące zwiększenie skali działalności, rozwój zespołu i poszerzenie portfolia wydawniczego o kilka nowych tytułów, których wydawcą będzie notowane na NewConnect Ultimate Games. To pierwsza spółka z Grupy Gaming Factory, skupiającej się na inwestowaniu w polską branże gier komputerowych, która zadebiutuje na giełdzie.

Głównym założeniem prowadzonej przez Art Games Studio działalności jest produkcja i dystrybucja nisko oraz średnio budżetowych i wysokomarżowych gier przez rozproszone, niewielkie zespoły deweloperskie. Dzięki temu maleje ryzyko operacyjne przy optymalnej reakcji na niespodziewane zdarzenia losowe, występujące podczas produkcji.

Wynik netto spółki na koniec 2018 roku wyniósł 326 100 PLN. Art Games Studio dynamicznie się rozwija, tworząc nowe zespoły deweloperskie i budując solidny fundament na przyszłość w nowych obszarach gamedevu.

Dotychczasowe produkcje – EarthWorms, Bad Dream: Fever czy Escape Doodland umożliwiły nam zdobycie niezbędnego doświadczenia. Mamy dzięki temu większą wiedzę na temat poszczególnych segmentów rynku. Jesteśmy zadowoleni z podjętych kroków przy produkcji tych tytułów, które generują dla Spółki systematyczne finansowanie. Debiut na rynku NewConnect to niezwykle ważny etap w naszej działalności. Wierzę, że upublicznienie akcji wpłynie na rozpoznawalność marki Art Games Studio w branży i zwiększy naszą wiarygodność dla potencjalnych kontrahentów. Pomoże to w dalszym rozwoju i kolejnych planach inwestycyjnych – ocenia Jakub Bąk, CEO Art Games Studio.

Studio pracuje obecnie nad ośmioma projektami, których jest twórcą lub współtwórcą. Najbliższe premiery zaplanowano na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2019. Wśród nich są: Spyhack, Unlucky7 i The Worst Day Ever – wszystkie na komputery stacjonarne.

W czwartym kwartale Art Games Studio planuje cztery premiery, w tym kontrowersyjną grę Faither, czyli symulator egzorcysty, który zostanie wydany na PC i konsolę Nintendo Switch. Kolejne tytuły to Toolboy – gra platformowa na Nintendo Switch oraz projekt na PC przygotowany w partnerstwie ze studiem WallRus z Rosji – When I Was Young – historia Amerykanina, który wyruszył na wojnę w Wietnamie, by odnaleźć brata. Rynek gier na Nintendo Switch cały czas rośnie, widzimy w nich ogromny potencjał sprzedażowy – przyznaje Jakub Bąk.

Choć przeważająca część działań prowadzona jest z polskimi twórcami, to jednym z naszych celów strategicznych jest także nawiązanie współpracy z partnerami z Europy, Azji i USA. Rynek azjatycki jest kuszący, szczególnie przez wzgląd na dużą liczbę graczy. Prowadzenie biznesu na innych rynkach traktujemy jednak bardziej jako dywersyfikację działalności, niż cel o najwyższym priorytecie w naszej strategii – dodaje Jakub Bąk.

Struktura każdego zespołu w Art Games Studio to 3-5 osób, w zależności od produkcji, którą się zajmuje. Część prac Spółka zleca do wykonania w ramach outsourcingu, a sama skupia się głównie na strategicznych decyzjach. Firma zakłada dalszy rozwój potencjału intelektualnego, poprzez zwiększanie liczby zespołów i rozbudowę obecnych. W planach do końca 2019 roku jest stworzenie kilku stacjonarnych zespołów w Warszawie i ich dalszy rozwój.

Niepewność przemawia za konsolidacją notowań

Wojna handlowa USA z Chinami pozostanie na pierwszym miejscu wśród czynników istotnych dla rynków finansowych, choć prawdopodobne jest, że w najbliższym czasie nie otrzymamy żadnych nowych informacji lub zapowiedzi nowych działań. Nie zwalnia to inwestorów z poczucia niepewności, która będzie przemawiać za konsolidacją notowań.

Wczoraj rynek z zadowoleniem przyjął informację, że prezydent USA Trump zamierza opóźnić o 6 miesięcy wprowadzenie wyższych ceł na samochody importowane z UE i Japonii. Czy zatem w kwestii polityki handlowej można liczyć na pozytywne wieści z Białego Domu? Przestrzegałbym przed budowaniem nadmiernego optymizmu. Decyzja nie była tak zaskakująca, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Po pierwsze Trump miał czas do 18 maja na podjęcie decyzji, więc musieliśmy otrzymać jakąś deklarację. Po drugie cisza w tym temacie w ostatnim czasie wyraźnie sugeruje, że Biały Dom chce skupić całą uwagę na sporze z Chinami. A skoro tak, to oczywistym rozwiązaniem jest odsunąć negocjacje z UE i Japonią na później. A biorąc pod uwagę, że Trump rzadko (jeśli nigdy) nie daje nikomu za nic, szantaż wyższych ceł powróci. Z resztą dziś Bloomberg już donosi, że wraz z odroczeniem Trump oferuje UE i Japonii czas na ograniczenie eksportu aut. Wątpię, aby UE i Japonii tak łatwo ustąpiły.

W rezultacie dość sceptycznie podchodzę do ostatniego mini-rajdu ryzyka i uważam, że z obecnego położenia wciąż łatwiej jest o pogorszenie sentymentu. Nie nastąpi to bez pretekstu, więc póki w temacie sporów handlowych panuje cisza, rynki mogą ciągnąć konsolidację. Klimat niepewności będzie jednak odbijał się na odbiorze danych makro ze świata i słabsze odczyty będą teraz ostrzej oceniane i mocniej odbijać na sentymencie.
Sądzę, że trzymanie się bezpiecznych przystani JPY i CHF ma większy sens niż wyprzedzające ustawianie się na skok apetytu na ryzyko. JPY i CHF nie powinny łatwo oddać zdobytego pola. USD może nadganiać, choć prędzej względem walut ryzykownych, głównie AUD, NZD i walut rynków wschodzących (jak TRY). Zaprzepaszczone zostały szanse na mocniejszy ruch w górę EUR, wojny handlowe przerzucają uwagę na EBC (który pozostanie gołębi), a odgrzebany konflikt Włochy vs KE stanowi dodatkową premię za ryzyko. W ostatnich dniach przypomniał też o sobie bałagan wokół brexitu, co ponownie czyni GBP nieatrakcyjnym.

Na rynku złotego mamy uspokojenie i przerwanie fali wzrostowej EUR/PLN. Konsolidacja na rynkach bazowych ma tutaj większe znaczenie niż lepszy do prognoz odczyt PKB z Polski za I kw. O tym, jak czynniki krajowe mają drugorzędny charakter dla waluty, świadczy też fakt, że od wczorajszego popołudnia zyskuje, mimo że przekaz z konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej nie był przychylny aprecjacji. Prezes NBP Adam Glapiński odrzucił tezę, że inflacja bazowa przeszła do trendu wzrostowego. Rada jest gotowa przeczekać wzrost CPI nawet do 3,5 proc. pod koniec tego roku, bo oczekuje, że później spadnie. W efekcie dla Glapiński najbardziej realnym scenariuszem pozostaje utrzymanie stóp procentowych bez zmian do końca kadencji RPP. Rynek zbytnio się słowami prezesa NBP nie przejmuje, gdyż generalne przeświadczenie jest takie, że RPP nie zrobi nic, póki EBC nie przejdzie do podwyżek stóp procentowych. A skoro to drugie jest w najbliższych miesiącach mało prawdopodobne, tak i polityka pieniężna w Polsce będzie pozostawać w zamrożeniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

MŚP kiepskie w innowacjach

Aż 63 proc. polskich MŚP w ogóle nie wprowadza innowacji – wynika z badania Bibby MSP Index. Te nieliczne, które to robią, decydują się głównie na innowacja technologiczne i w IT, procesowe, produktowe (nowy asortyment) i organizacyjne. Przyczyny takiego stanu rzeczy można upatrywać w dostępie do źródeł finansowania.

Przedsiębiorcy, którzy w badaniu Bibby MSP Index zadeklarowali, że wprowadzają u siebie innowacje, robią to przede wszystkim (83 proc.) finansując się ze środków własnych, z reguły mocno ograniczonych. Co czwarty przedsiębiorca wykorzystuje na innowacje kredyty bankowe, a co piąty – fundusze unijne i leasing.

– Przy tak silnej konkurencji zewnętrznej i geometrycznie rosnącym postępie technologicznym trzeba przyznać, że poziom innowacji pozwala MŚP co najwyżej na utrzymanie dotychczasowej pozycji rynkowej, aniżeli na ekspansję technologiczną – komentuje dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Środki własne nie są tak znaczące, aby można było rozwijać działy badawczo-rozwojowe, a część z nich jest jeszcze „zamrażana” w postaci rezerwy na ewentualne opóźnione płatności czy też niepewność regulacji zewnętrznych.

Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services
Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services

– Dziwi niski odsetek wskazań faktoringu jako źródła finansowania innowacji – mówi Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny Bibby Financial Services. – Być może przedsiębiorcy traktują te środki jako własne, bo też rzeczywiście mówimy tu o narzędziu przyspieszającym spływ płatności od klientów. Patrząc jednak na faktoring szerzej, dostrzegamy jego rolę nie tylko w udrażnianiu gospodarki, ale również w zwielokrotnianiu liczby cyklów gospodarczych. A to oznacza, że faktoring przyczynia się do powiększania obrotów generowanych przez całą gospodarkę.

Pomimo alarmujących wypowiedzi ekspertów, wzrost polskiej gospodarki wciąż opiera się na konsumpcji. Dlatego tak istotne jest kształtowanie proinnowacyjnych postaw wśród przedsiębiorców. W publikowanych co roku przez Komisję Europejską tablicach wyników innowacji Polska plasuje się na szarym końcu. W 2018 roku zajęła miejsce czwarte od końca; słabsze w innowacjach są tylko Rumunia, Bułgaria i Chorwacja (European Innovation Scoreboard 2018). Na czele zestawienia znajduje się Szwecja, Dania i Finlandia. W skali całej UE udział MŚP wprowadzających innowacje zmalał w ciągu ostatnich dziesięciu lat, jednak należy spodziewać się pozytywnej zmiany tego trendu. Niebagatelne znaczenie mieć będzie dalsze upowszechnianie się łączności szerokopasmowej oraz wzrost inwestycji venture capital i private equity, czyli ogólnie – kapitału podwyższonego ryzyka.

Prowadzona obecnie na szczeblu rządowym polityka innowacyjności to połączenie działań w sferze nauki, biznesu i administracji. Jednak żaden centralny program nie zastąpi przedsiębiorcy, który ma dobry pomysł na unowocześnienie swojego biznesu. I nie chodzi tu tylko o kosztowne nowe technologie produkcji, ale także zmiany w obsłudze klienta, innowacje marketingowe, czy efektywność energetyczną.

– Polskie firmy świetnie utrzymują się na powierzchni i do perfekcji mają opanowane zasady pływania przy zmiennym wietrze, ale nie mają warunków do planowanie wypraw na inne morza i oceany tudzież poprawiania parametrów technicznych swojej jednostki pływającej, korzystając z obecnych bądź co bądź pomyślnych wiatrów gospodarczych podsumowuje dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – W tym sensie jest to strata szansy na rozwój i ekspansję ze względu na zbyt duże koszty zabezpieczania obecnych ryzyk i mało stabilne perspektywy pogodowe.

Przychody Eesti Energia w I kwartale wzrosły do rekordowego poziomu 283 mln euro

Przychody ze sprzedaży Eesti Energia w I kwartale br. osiągnęły rekordowy poziom 282,6 mln euro, co stanowi wzrost o 54 mln (czyli 24%) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Grupa odnotowała także wzrost udziału produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i alternatywnych do 25% miksu energetycznego.

Zysk EBITDA w I kwartale 2019 r. wzrósł o 9% do 83,8 mln euro, a zysk netto spadł o 77% do 9,5 mln euro. Przychody Eesti Energia ze sprzedaży energii elektrycznej i ropy łupkowej wzrosły głównie ze względu na wzrost cen rynkowych. Według Andri Avila, dyrektora finansowego i członka zarządu Eesti Energia, zysk netto spadł głównie z dwóch powodów:
Zazwyczaj podatek dochodowy od dywidend jest odprowadzany w drugim kwartale, ale tym razem został zapłacony w pierwszym. Zobowiązanie podatkowe z tego tytułu wyniosło 14,3 mln euro. Na rentowność wpłynął również prawie trzykrotny wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w porównaniu z pierwszym kwartałem 2018 r. – wyjaśnił Avila.

Średnia cena rynkowa energii elektrycznej w Estonii wzrosła w I kwartale o 14% do 48 euro za megawatogodzinę, głównie ze względu na niższy poziom wody w nordyckich zbiornikach wodnych. Wzrost cen na rynku energii elektrycznej wynikał również z wyższych cen uprawnień do emisji CO2, które znacznie wzrosły w ujęciu rocznym i miały duży wpływ na koszt produkcji energii elektrycznej z paliw kopalnych. Średnia cena rynkowa prawa do emisji CO2 w ujęciu kwartalnym wyniosła 22 euro za tonę.

Wzrosty produkcji i kolejne inwestycje Grupy

Produkcja energii ze źródeł odnawialnych wzrosła w ujęciu rok do roku, na co miały wpływ przejęcie międzynarodowego producenta energii wiatrowej Nelja Energia oraz korzystne warunki wiatrowe. Udział energii elektrycznej wytwarzanej z odnawialnych i alternatywnych źródeł w łącznym wolumenie produkcji wzrósł średnio o 25% w ujęciu kwartalnym, zbliżając Grupę do realizacji strategicznego celu osiągnięcia 40% do 2022 roku.

Dzięki zwiększonej dostępności zakładów naftowych, w I kwartale Eesti Energia wyprodukowała rekordowo dużo oleju łupkowego, bo aż 125 tys. ton. Zakład naftowy wykorzystujący technologię Enefit 280 był w stanie przekroczyć zakładane cele produkcyjne, co pozwala firmie z optymizmem planować ekspansję w przemyśle naftowym.

Znaczna część inwestycji poczynionych w I kwartale, bo aż 15 mln euro, to wydatki na sieć elektroenergetyczną. Dzięki inwestycjom udział sieci odpornej na warunki atmosferyczne wzrósł do 67%, a liczba nowych umów o przyłączenie do sieci podpisanych przez Elektrilevi (spółka Eesti Energia świadcząca usługi przesyłu energii) wzrosła w tym kwartale o ponad tysiąc. Przychody z działalności dystrybucyjnej spadły z powodu obniżenia cen usług dystrybucji energii elektrycznej o 8,4% na początku roku. Dzięki obniżce stawki przez Elektrilevi, w portfelach konsumentów pozostało prawie 8 mln euro więcej.

Enefit w Polsce i w regionie Morza Bałtyckiego

Poza Estonią Eesti Energia obecna jest również w Polsce, na Litwie i Łotwie oraz w Szwecji i Finlandii, gdzie działa pod marką Enefit. W Polsce działalność Enefit opiera się przede wszystkim na sprzedaży energii elektrycznej i gazu ziemnego na terenie całego kraju za pośrednictwem kanału partnerskiego (oferta skierowana do małych i średnich przedsiębiorstw) oraz własnego zespołu handlowego (oferta dla dużych firm). Ponadto działalność Enefit obejmuje również sektor energii odnawialnej, w tym m.in. sprzedaż instalacji fotowoltaicznej skierowaną do MŚP czy zakup energii od wytwórców źródeł odnawialnych. W 2019 r. Enefit zamierza skupić się na rozwoju polskiego rynku umów sprzedaży energii typu Corporate PPA oraz dalej poszerzać swoją ofertę w zakresie OZE.

16 startupów przejdzie pierwszą akcelerację MIT Enterprise Forum CEE

9 maja rozpoczęła się 1. edycja programu MIT Enterprise Forum CEE. Spośród niemal 300 zgłoszeń akcelerator wybrał 16 startupów z Polski, Czech i Bułgarii.  Wśród nich znaleźli się m.in. twórcy aplikacji, której celem jest ochrona zdrowia przed zanieczyszczeniami z powietrza, technologii zwalczania bakterii patogennych za pomocą bakteriofagów czy platformy wykorzystującej sztuczną inteligencję do pozyskiwania i rekrutacji talentów z branży IT. Przez 3 miesiące startupy przejdą kompleksowy proces akceleracji we współpracy z polskimi i międzynarodowymi przedsiębiorstwami, a pięć najlepszych zespołów weźmie udział w tygodniowym Bootcamie w Bostonie!

Celem akceleracji MIT Enterprise Forum CEE jest wsparcie najbardziej innowacyjnych startupów naukowo-technologicznych z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą i zasobami dużych przedsiębiorstw z branży finansowej, ubezpieczeniowej, energetycznej oraz life science, a także doświadczeniem mentorów, którzy osiągnęli spektakularne sukcesy w biznesie międzynarodowym. Do pierwszej edycji programu, oprócz młodych przedsiębiorstw z Polski, zakwalifikowały się zespoły z Czech oraz Bułgarii.

– Choć z założenia skupiamy się na akceleracji startupów technologicznych z Europy Środkowo-Wschodniej, jesteśmy również otwarci na ciekawe i innowacyjne technologie z innych części świata. Do obecnej edycji programu aplikowały m.in. zespoły z USA czy Nigerii. To pokazuje, że oferta wsparcia dla startupów, którą oferuje polski ekosystem, jest zauważana i coraz bardziej atrakcyjna dla młodych przedsiębiorców tak naprawdę z całego świata – powiedział Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w MIT Enterprise Forum CEE.

Startupy, które zakwalifikowały się do programu MIT Enterprise Forum CEE zyskują nie tylko szansę współpracy z czołowymi, międzynarodowymi przedsiębiorstwami i przejście akceleracji zgodnie z modelem 24 kroków zdyscyplinowanej przedsiębiorczości rozwiniętym przez Williama Aulet’a, profesora  Massachusetts Institute of Technology (MIT), ale również możliwość globalnego networkingu, konsultacji z prawnikami, rzecznikami patentowymi oraz coachami sprzedaży, a także nawiązania relacji biznesowych z potencjalnymi partnerami czy inwestorami z USA.

PONIŻEJ PRZEDSTAWIAMY LISTĘ STARTUPÓW, KTÓRE ZAKWALIFIKOWAŁY SIĘ DO PROGRAMU, WRAZ Z OPISEM TECHNOLOGII, KTÓRE ROZWIJAJĄ

  • Air Solution: Aplikacja mobilna (AirLief), której celem jest ochrona zdrowia przed zanieczyszczeniami w powietrzu. Firma rozpoczęła również produkcję maseczek antysmogowych i prototypów linii czujników jakości powietrza zarówno do użytku outdoorowego, jak i w budynkach.
  • AISens: Zapewnia precyzyjne pomiary ruchomości stawów w czasie rzeczywistym. Dzięki Sensorom Orthyo terapia jest bardziej bezpieczna i efektywna, co znacząco ułatwia proces fizjoterapii.
  • ChallengeRocket: Platforma wykorzystująca sztuczną inteligencję do pozyskiwania i rekrutacji talentów z branży IT.
  • Intelliseq: Automatyczny system do szybkiej i precyzyjnej analizy informacji genetycznej z możliwością generowania raportów klinicznych dla wielu wątków diagnostycznych.
  • Phage Armour: Technologia zwalczania bakterii patogennych, w tym szczepów opornych na antybiotyki, za pomocą bakteriofagów, dedykowana m.in. branży weterynaryjnej i firmom zajmującym się produkcją zwierzęcą.
  • me: Innowacyjne technologie zwiększające efektywność sprzedaży i obsługi mikroubezpieczeń poprzez aplikację mobilną lub stronę www.
  • ROIVENUE ™: Kompleksowe rozwiązanie dla marketerów, integrujące dane reklamowe, CRM i analitykę internetową w jednym miejscu, pozwalające uzyskać większy zwrot z inwestycji w kampanie marketingowe.
  • Runvido: Aplikacja pomagająca biznesowi komunikować się z klientem w bardziej efektywny sposób dzięki przypisaniu do obrazów statycznych materiałów video, które można odtwarzać za pomocą aplikacji w telefonie.
  • Sovigo: System celowanego dostarczania leków w chorobach zapalnych jelit ograniczający jednocześnie ich działanie na zdrową tkankę.
  • Spectral Games: Aplikacja wyświetlająca hologramy 3D, która pomaga pracownikom krok po kroku wykonać skomplikowane procedury techniczne, w tym działania montażowe, serwisowe lub związane z kontrolą jakości.
  • Simetrical Al.: Oferuje usługi kredytowe API Credit Cloud dla klientów w dowolnym kontekście zakupowym poprzez zwiększenie ich poziomu dostępności.
  • Tensorflight: Przeprowadzanie automatycznych i natychmiastowych inspekcji nieruchomości dzięki wykorzystaniu systemu rozpoznawania obiektów na zdjęciach satelitarnych i lotniczych.
  • Telmedico: Platforma telemedyczna, która przez 24 godziny na dobę oferuje e-konsultacje lekarskie, dzięki czemu możliwe jest wczesne rozpoznanie choroby i podjęcie efektywnego leczenia.
  • UnifiedAPI: Wsparcie dla dużych firm w integrowaniu się ze startupami, co pozwala na szybsze i tańsze tworzenie nowych rozwiązań.
  • 3dBody: Skaner 3D wspomagający fizjoterapeutów w zwiększeniu skuteczności diagnostyki i leczenia schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz w monitorowaniu postępów terapii.
  • 1000 reaitlies: Narzędzie ułatwiające pracę zdalną terenowym pracownikom przemysłowym, wykorzystując rozszerzoną rzeczywistość i okulary smart glass.

 

MIT Enterprise Forum CEE już otworzył rekrutację do jesiennej edycji programu. Młodzi przedsiębiorcy zainteresowani udziałem w projekcie mogą składać aplikacje za pośrednictwem strony internetowej mitefcee.org do 30 czerwca 2019 roku.

Partnerami głównymi programu są Adamed – firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, która powstała na bazie polskiej myśli naukowej i własnych patentów oraz MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, w skład której wchodzą m.in. spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej.

Partnerami wspierającymi są LINK4, Nationale-Nederlanden, MDI Energia SA, Sollers Consulting, PZU oraz Vetasi, Partnerami merytorycznymi – Autoryzowane Centrum Szkoleniowe Sandler Training  – Twarowski & Posmyk, CRIDO, kancelaria patentowa EUPATENT.PL, Extended Tools, Novismo,  TaxLab oraz Hasik Rheims & Partners. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).

Realizacja programu wspierana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.

CVI umacnia zespół i pozycję w Europie Środkowowschodniej

CVI sukcesywnie kontynuuje strategię dalszego rozszerzania swojej obecności
w całym regionie Europy Środkowowschodniej. W marcu do zespołu tej niezależnej polskiej firmy inwestycyjnej dołączyła Gabriella Kindert, która zdobywała doświadczenie tworząc oraz prowadząc zespoły inwestycyjne
we wschodnioeuropejskich oddziałach BNP Paribas Asset Management oraz NN Investment Partners.

Gabriella Kindert, Senior Advisor CVI
Gabriella Kindert, Senior Advisor CVI

Gabriella będzie w CVI pełnić funkcję niezależnego Senior Advisora i skupi się
na doradztwie strategicznym oraz umacnianiu rozpoznawalności CVI jako jednego
z głównych graczy na rynku prive debt w Europie Środkowowschodniej.

„Ambitnie podchodzimy do umacniania naszej pozycji wiodącego inwestora na rynku private debt w Europie Środkowowschodniej, rozszerzania bazy inwestorów oraz bycia rozpoznawalnym dzięki naszemu nowatorskiemu podejściu do pomiaru i monitorowania ryzyka związanego z ESG w regionie. Dlatego cieszymy się, że Gabriela zdecydowała się podjąć wyzwanie i wnieść do CVI swoje bogate doświadczenie zdobyte przy realizowaniu różnych strategii inwestycyjnych private debt w Europie.” – mówi Rafał Lis, Partner Zarządzający CVI Dom Maklerski.

Gabriella ma ponad 20 lat międzynarodowego doświadczenia w zarządzaniu portfelami inwestycyjnymi. Poprzednio związana była z NN Investment Partners w Hadze, gdzie zajmowała stanowisko Globalnego Managera ds. Pożyczek oraz Kredytów Alternatywnych i zarządzała aktywami o wartości 24 miliardów euro, zwiększając zarówno wartość samych aktywów, jak i rozpoznawalność marki firmy. Obecnie swoje stanowisko w CVI łączy
z innymi niezależnymi pozycjami menadżerskimi, m.in. z byciem członkiem rady nadzorczej Mizuho Europe NV oraz niezależnym ekspertem Unii Europejskiej oceniającym wiodące projekty z sektora Fintech.

„Od początku byłam pod wrażeniem profesjonalizmu, poświęcenia i pasji zespołu CVI. Firma ma bardzo interesującą ofertę pod względem wartości na rynku private debt,
a także uznaną markę i dobrze zdefiniowane kanały inicjacji. Uważam, że obecnie Europa Środkowowschodnia oferuje korzystniejsze możliwości rynkowe niż Europa Zachodnia.
Po ostatnim kryzysie luka kredytowa była jednolita w całej Europie, ale obecnie w Europie Zachodniej wiele nowych inicjatyw już ją wypełniło, podczas gdy w Europie Środkowowschodniej wiele obszarów jest jeszcze niezagospodarowanych.”
– stwierdza Gabriella Kindert, Senior Advisor CVI.