Terminal promowy w Gdyni dla Stena Line. Polskie konsorcjum Polsca składa odwołanie

Przetarg na wyłączne korzystanie z Publicznego Terminalu Promowego w Gdyni wygrany został przez Stena Line, czyli szwedzkiego operatora połączeń promowych. Konsorcjum Polsca, w skład którego wchodzi szczecińskie Unity Line nie rozumie tej decyzji i składa odwołania. Konsorcjum zbudowane na podstawie spółek polskich, w tym Polskiej Żeglugi Morskiej nie wyklucza podjęcia akcji prawnej zmierzającej do zmiany rozstrzygnięcia komisji przetargowej w Gdyni.

Komentarz Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Budujemy w Polsce nowoczesny terminal promowy, mamy chętnie polskie konsorcjum do jego obsługi, a powierzamy je na zasadzie wyłączności do 2032 roku spółce spoza Polski. Czy tak powinna wyglądać repolonizacja gospodarki morskiej? W tej sprawie jest wiele znaków zapytania. Decyzja portu w Gdyni powinna być dokładnie uzasadniona do wiedzy opinii publicznej.

Repolonizacja przemysłu nie może być teorią. Zaczniemy w nią wierzyć, kiedy będziemy mieć realne dowody na to, że polskie przedsiębiorstwa uzyskują preferencję we własnym kraju. Podczas współorganizowanego przez Północną Izbę Gospodarczą Międzynarodowego Kongresu Morskiego padały zapewnienia, że właśnie od gospodarki morskiej zaczniemy procesy repolonizacyjne. Z wielkim zaskoczeniem przyjmuję informację, że przetarg na wyłączne korzystanie z Publicznego Terminala Promowego w Gdyni nie uzyskuje polska spółka w którą zaangażowane są narodowe podmioty jakie jak PŻM czy PŻB, tylko skandynawski operator. Sytuacja tym bardziej wymaga analizy, że to właśnie polska spółka zaproponowała lepsze warunki komercyjne.

Port w Gdyni stwierdził niewykonalność oferty, a na dodatek nie doszło do rozmów wyjaśniających ze spółką Polsca. Decyzja została oprotestowana. Jako Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie popieramy stanowisko wygłoszone przez dyrektora naczelnego Polskiej Żeglugi Morskiej Dariusza Doskocza. Decyzja portu w Gdyni powinna być wyjaśniona, a Ministerstwo Infrastruktury powinno w wyraźny sposób zaznaczyć, jakie preferencje gospodarcza będą realnie funkcjonować w naszym kraju. Jeżeli narodowy operator przekonuje, że jest w stanie wykonać zadanie ogłoszone w przetargu i ofertuje lepszą stawkę finansową, a jednocześnie przegrywa ważny przetarg, to znaczy, że wciąż jesteśmy w pewnym trójkącie bermudzkim decyzyjności – nie będąc faworytem we własnym kraju, na użytkowanie własnej infrastruktury.

Dwie kolejne obniżki w planach Fed? Rynek FX reaguje niejednoznacznie

Komitet Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami obniżył wczoraj stopy procentowe w USA o 25 pb do przedziału 4%-4,25%. Co więcej, w prognozach zasugerowano jeszcze nawet dwa cięcia na dwóch pozostałych posiedzeniach w tym roku. Taki układ powinien w dalszym ciągu osłabiać USD, ale rynkowa reakcja jest co najmniej niejednoznaczna. W takim razie na jakim etapie rozgrywki FX się znajdujemy i co to może oznaczać dla złotego?

Zgodne cięcie

Rezerwa Federalna odbyła posiedzenie według planu, czyli w sposób oczekiwany przynajmniej od sympozjum w Jackson Hole, gdzie Jerome Powell w zasadzie zapowiedział wczorajszą obniżkę. Pierwszy raz w tym roku i pierwszy raz za drugiej kadencji Donalda Trumpa Komitet Otwartego Rynku ściął koszt pieniądza o 25 pb. Jednak skoro decyzja zapadła zgodnie z szerokim konsensusem, to na pierwszy plan wyszły pozostałe aspekty posiedzenia FOMC. Jedyne zdanie odrębne wyraził najnowszy nominat prezydenta (zaprzysiężony dopiero we wtorek) do Fed, który optował za obniżką o 50 pb. Część obserwatorów spodziewała się, że do Stephena Mirana może dołączyć przynajmniej dwóch innych członków desygnowanych przez Trumpa (Bowman i Waller), którzy jako jedyni chcieli cięcia na poprzednim spotkaniu (o 25 pb). Okazało się jednak, że stanęli oni w jednym szeregu z resztą Komitetu, co (przynajmniej chwilowo) oddala obawy o niezależność władzy monetarnej.

Rozbudzone oczekiwania

Dalej robi się jeszcze ciekawiej, ponieważ wczoraj poznaliśmy tzw. dot plot, czyli oczekiwana samych decydentów co do wysokości stóp w nadchodzących miesiącach i kwartałach. Przeważyła opcja jeszcze dwóch obniżek po 25 pb do końca roku (a zostały już jedynie dwa posiedzenia), ale przewagą tylko jednego głosu… Jeszcze raz zupełnym outsiderem pozostaje Miran, który chciałby też dwóch cięć, ale aż po 50 pb. Na ten moment rynek jako scenariusz bazowy (na co wskazują kontrakty na stopy) przyjmuje właśnie dwa ruchy o 25 pb, ale warto zdawać sobie sprawę, że takie rozwiązanie stoi wciąż pod dużym znakiem zapytania.

Nie tak szybko i nie tak łatwo

Prawdopodobnie właśnie te oczekiwania próbował temperować na konferencji prasowej Jerome Powell. Do repertuaru zwrotów wróciło podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie zgodnie z napływającymi danymi. Zgodnie z przewidywaniami analityków wczorajsza decyzja nie wynikała z komfortu związanego z inflacją (ta pozostaje wyraźnie powyżej celu), ale ze schłodzenia na rynku pracy (podwójny mandat Fed). Tylko że szef Rezerwy od razu podkreślił, że Komitet nie ma pewności co do przyczyn tego procesu w obszarze zatrudnienia. Podkreślił istnienie ryzyka, że wynika ono z aspektów pozostających poza wpływem polityki monetarnej (np. polityka celna administracji). Prognozy tempa wzrostu PKB zostały nawet podniesione, ale Powell starał się przekonywać, że obraz gospodarczy USA pozostaje w dalszym ciągu pod wpływem sporych ryzyk. Osobiście wczorajsze wydarzenia określiłbym jako cięcie stóp o jastrzębim wydźwięku. A co na to rynki?

Odreagowanie na USD

Giełdy w większości odebrały wczorajsze posiedzenie pozytywnie, chociaż w Azji pod mocną presją znalazły się chińskie parkiety. W Europie w czwartkowe popołudnie króluje kolor zielony, a część głównych indeksów rośnie nawet powyżej 1% (Amsterdam prawie 2%). Niestety za rynkami bazowymi nie podąża Warszawa, gdzie WIG20 ledwo przekracza wczorajszy poziom zamknięcia. Po godz. 15 na rynku walutowym (zgodnie z przewidywaniami m.in. niżej podpisanego) coraz wyraźniej zaczyna się rysować odreagowanie silnych ruchów z ostatnich dni, czyli w skrócie dolar próbuje wrócić do życia. Przejawia się to w zejściu kursu EUR/USD poniżej 1,18 $, ale technicznie nie będzie łatwo pokonywać kolejnych wsparć. Taki układ szerokiego rynku przekłada się na presję na polskiego złotego. Tym samym kurs EUR/PLN zbliża się do 4,26 zł, a kurs USD/PLN podąża w kierunku 3,62 zł. Jutro na rynkach powinniśmy doświadczyć zwiększonej zmienności w związku z tzw. trzema wiedźmami. Trzeci piątek trzeciego miesiąca kwartału to moment zamykania wielu okresowych kontraktów i otwierania nowych, a dealerzy muszą dostosować swoje pozycje do nowych rynkowych układów.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Chińskie spółki technologiczne zyskują, ale wciąż wyceniane są o połowę niżej niż amerykańskie

Oskar Bernhardtsen, Strateg inwestycyjny regionu nordyckiego w Saxo Bank, wskazuje że sztuczna inteligencja stała się jednym z najpopularniejszych tematów inwestycyjnych w ostatnich latach. NVIDIA i Microsoft od dawna były dwoma firmami, które miały największy wpływ w temacie AI, ale obecne duże wzrosty cen akcji Broadcom i Oracle sprawiły, że i te spółki zaczynają coraz bardziej kształtować rynek sztucznej inteligencji.

Przez długi czas akcje firm chińskich miały trudności z powodu obaw inwestorów związanych zarówno z chińską gospodarką, jak i wysokimi cłami na towary importowane z Chin do Stanów Zjednoczonych. Jednak ceny akcji chińskich gigantów technologicznych również zaczęły rosnąć od początku 2025. Na przykład, akcje Alibaba wzrosły o 80% w tym roku, ponieważ chińskie firmy zaczynają także angażować się w rozwój zarówno mikrochipów, jak i oprogramowania do sztucznej inteligencji.

Jeśli spojrzymy na największe amerykańskie firmy technologiczne i porównamy je z największymi chińskimi, wyceny są prawie dwukrotnie wyższe. Istnieją solidne powody, dla których amerykańskie giganty technologiczne są wyceniane znacznie wyżej w stosunku do swoich przyszłych spodziewanych zysków, ale być może chińskie firmy technologiczne mogą znaleźć się w świetle reflektorów inwestorów w nadchodzących miesiącach.

Największe akcje w ETF-ie iShares MSCI China Tech to, jak pokazano poniżej, Xiaomi, Netease, PDD Holdings, Tencent i Alibaba.

1 Największe akcje w ETF-ie iShares MSCI China Tech

Źródło: iShares

W Stanach Zjednoczonych, w podobnym ETF-ie technologicznym, iShares S&P 500 Information Technology Sector, pięć największych firm technologicznych to: Apple, NVIDIA, Microsoft, Broadcom i Oracle.

2 W Stanach Zjednoczonych, w podobnym ETF-ie technologicznym, iShares S&P 500 Information Technology Sector

Źródło: iShares

Jeśli spojrzymy tylko na pięć największych chińskich spółek technologicznych i pięć największych amerykańskich, to akcje amerykańskie są wyceniane na ponad dwa razy wyżej niż chińskie, porównując aktualną cenę akcji z przyszłymi spodziewanymi zyskami.

Jak widać poniżej, pięć chińskich spółek technologicznych jest wycenianych średnio na 19,3-krotność spodziewanych zysków na 2025 rok oraz 12,4-krotność spodziewanych zysków na 2028 rok. Dla porównania, pięć amerykańskich spółek technologicznych wycenianych jest średnio na 42-krotność spodziewanych zysków na 2025 rok oraz 23-krotność spodziewanych zysków na 2028 rok.

Nie oznacza to koniecznie, że chińskie akcje spółek technologiczne będą lepsze od amerykańskich w przyszłości, ale na podstawie samych spodziewanych zysków, akcje chińskich firm technologicznych są wyceniane znacząco niżej.

Jeśli pozytywne informacje na temat rozwoju i innowacji Chin w zakresie sztucznej inteligencji będą się utrzymywać, można sobie wyobrazić, że duża różnica w wycenach może się w przyszłości zmniejszyć.

Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego pozostaje kluczowym elementem zarządzania ryzykiem, szczególnie w sektorze technologicznym, gdzie wyceny są coraz bardziej zróżnicowane geograficznie. Obecnie największe amerykańskie firmy technologiczne wyceniane są niemal dwukrotnie wyżej niż ich chińskie odpowiedniki, co odzwierciedla różnice w przewidywanych zyskach oraz percepcji rynkowej. Niemniej jednak, rosnąca rola chińskich przedsiębiorstw w rozwijającym się sektorze sztucznej inteligencji może w nadchodzących miesiącach zmienić ten układ, zachęcając inwestorów do zwiększonej obecności na rynku Chin. Pamiętajmy, że w obliczu dynamicznych zmian i napięć geopolitycznych rozsądne i cierpliwe podejście do inwestycji jest kluczowe, aby uniknąć impulsywnych decyzji – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Tłumaczenie tytułu wykresu: Chińskie firmy technologiczne są znacznie niżej wyceniane

Chińskie firmy technologiczne są znacznie niżej wyceniane

  • Niebieska linia: Średni wskaźnik P/E dla chińskich firm technologicznych (ŚREDNIA CHIŃSKICH TECH)
    • Pomarańczowa linia: Średni wskaźnik P/E dla amerykańskich firm technologicznych (ŚREDNIA AMERYKAŃSKICH TECH)

Źródło: Koyfin, Saxo Bank, P/E oparty na przyszłych spodziewanych zyskach według analityków, które obejmują akcje objęte analizą.

Fundacje rodzinne pod presją fiskusa. Ministerstwo Finansów wykorzystało element zaskoczenia

Państwo zastawiło pułapkę na właścicieli i beneficjentów fundacji rodzinnych. Projekt nowelizacji ustawy o CIT  opublikowany 29 sierpnia 2025 r. wprowadza rozwiązania, które wykorzystują element zaskoczenia jako instrument polityki fiskalnej. Każdy, kto w obliczu tej bezprecedensowej zmiany chce poznać konkretne strategie obronne, ma na to szansę już 25 września podczas bezpłatnego webinaru Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Projekt nowelizacji ustawy o CIT dotyczący fundacji rodzinnych autorstwa Ministerstwa Finansów, opublikowany 29 sierpnia, ma zastosowanie już od 31 sierpnia 2025 – czyli zaledwie 48 godzin po publikacji. Tysiące zarejestrowanych fundacji zostało postawionych przed koniecznością dostosowania się do całkowicie nowych reguł podatkowych w ekstremalnie krótkim czasie.

48 godzin na dostosowanie

Najpoważniejszym zagrożeniem dla właścicieli i beneficjentów fundacji rodzinnych jest konstrukcja temporalna projektu ustawy o CIT. Nowe przepisy będą stosowane od 31 sierpnia 2025 r. To oznacza, że każdy, kto od tej daty wniósł majątek do fundacji rodzinnej, zgodnie z projektem nowelizacji automatycznie traci prawo do zwolnienia podatkowego przy zbyciu majątku przed upływem 36 miesięcy – mimo, że w momencie jego wnoszenia nowe zasady rozliczeń formalnie jeszcze nie obowiązywały.

Co symptomatyczne, 48-godzinny okres między publikacją projektu (29 sierpnia 2025 r.) a datą rozpoczęcia stosowania nowych przepisów (31 sierpnia 2025 r.) przypadł na weekend, gdy kancelarie prawne są zamknięte, doradcy podatkowi niedostępni, a notariusze nie sporządzają aktów. W rezultacie, mimo że formalnie podmioty miały te 48 godzin na podjęcie działań obronnych – takich jak wniesienie majątku do fundacji rodzinnych na dotychczasowych zasadach czy przygotowanie odpowiednich dokumentów prawnych – w praktyce możliwość faktycznej reakcji była całkowicie iluzoryczna.

To właśnie ten dramatycznie skrócony okres reakcji, przypadający na dni wolne od pracy, stanowi istotę „zasadzki legislacyjnej” – wykorzystania elementu zaskoczenia jako instrumentu polityki fiskalnej.

Kto zostanie dotknięty zmianami?

Nowelizacja ingeruje w sytuację prawną kluczowych grup:

  • fundacje związane długoterminowymi kontraktami najmu lub dzierżawy – zmiana reguł stawia je przed dylematem: kontynuacja umów oznacza stratę ekonomiczną, ich zerwanie może skutkować odpowiedzialnością przewyższającą obciążenia podatkowe;
  • inwestujący w projekty najmu krótkoterminowego – modernizacja obiektów pod wynajem, wymagająca milionowych nakładów była racjonalna w świetle dotychczasowych regulacji, retroaktywna zmiana przekształca te racjonalne decyzje w pułapki finansowe;
  • struktury holdingowe i inwestycyjne skonstruowane zgodnie z obowiązującym prawem – dla tych podmiotów zmiana oznacza całkowitą utratę racjonalności ekonomicznej ich istnienia.

Naruszenie międzynarodowych standardów

Projekt całkowicie pomija mechanizmy ochrony praw nabytych, znane jako „grandfathering clauses” – standard w państwach rozwiniętych. Brak takich klauzul oznacza szok regulacyjny bez możliwości racjonalnej adaptacji.

Wady techniki prawodawczej

Projektowane przepisy wykazują fundamentalne błędy legislacyjne:

  • mieszanie norm materialnoprawnych z proceduralnymi;
  • niejasne podwójne przeczenia wymagające wielostopniowej analizy;
  • niejednoznaczne pojęcia bez definicji („cele mieszkaniowe”, „budynek o funkcji mieszanej”);
  • błędy w strukturze redakcyjnej przepisów.

Alternatywne rozwiązania istnieją

Analiza prawna projektu nowelizacji ustawy o CIT dotycząca fundacji rodzinnych wskazuje na trzy możliwe modele przepisów przejściowych, które respektowałyby zasady praworządności przy zachowaniu celów fiskalnych:

  1. klasyczna prospektywność z ochroną ekspektatyw;
  2. okres przejściowy z klauzulą wykonania zobowiązań;
  3. progresywna implementacja z opcją wyboru.

Każde z tych rozwiązań byłoby zdecydowanie bardziej zgodne z konstytucyjnymi standardami niż obecny projekt. Obecna konstrukcja przepisów może skutkować lawiną sporów sądowych o nieprzewidywalnym wyniku, podważając fundamentalną zasadę pewności prawa.

Czas na działanie

Historia gospodarcza uczy, że kraje traktujące stabilność prawa jako wartość fundamentalną osiągają lepsze wyniki ekonomiczne. Fundatorzy i beneficjenci fundacji rodzinnych nie muszą jednak pozostać bierni wobec tego legislacyjnego ekstremizmu.

Niezbędne jest natychmiastowe podjęcie działań obronnych – zarówno przez właścicieli fundacji, jak i prawnych i  lobbingowych, aby chronić uzasadnione interesy podmiotów działających w zgodzie z obowiązującym prawem.

Eksperci proponują strategie obronne

W odpowiedzi na kontrowersyjne zmiany prawne, eksperci z branży prawniczej organizują wydarzenie edukacyjne poświęcone strategiom obronnym dla właścicieli fundacji rodzinnych. Webinar, który odbędzie się 25 września 2025 roku o godzinie 11:30 pod patronatem Business Centre Club, poprowadzi mec. Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Podczas wydarzenia zostanie przedstawiona krytyczna analiza prawna projektu nowelizacji, identyfikacja jego fundamentalne wady konstrukcyjne oraz możliwe kierunki działań obronnych dla podmiotów dotkniętych zmianami. Wydarzenie ma charakter bezpłatny i skierowane jest do fundatorów oraz beneficjentów fundacji rodzinnych poszukujących informacji o metodach ochrony swoich interesów w obliczu nowych regulacji podatkowych.

Rejestracja na webinar dostępna jest poprzez platformy LinkedIn, Microsoft Teams oraz formularze rejestracyjne na stronach Business Centre Club i Kancelarii Skarbiec.

Więcej informacji o webinarze: https://fundacja-rodzinna.info.pl/fundacje-rodzinne-zmiany-prawne/

Transatlantycki handel pod presją. Umowa UE–USA wprowadza stabilność, ale i niepewność

Umowa handlowa między UE a USA zakończyła pierwszy etap niepewności w relacjach gospodarczych. Porozumienie ogłoszone pod koniec sierpnia otwiera nowy rozdział w międzynarodowym handlu — europejskie produkty eksportowe zostaną objęte 15 proc. cłami. Jak się jednak okazuje, pozostaje wiele znaków zapytania. Preferencyjne stawki celne dla wielu produktów są uzależnione od zmian w europejskim prawie.

Napięcia handlowe wstrząsnęły łańcuchami dostaw

W ostatnich miesiącach globalne napięcia handlowe generowały krótkoterminowe szoki w łańcuchach dostaw. Wiązały się one m.in. ze zjawiskiem frontloadingu (rozbudowa zapasów magazynowych przed wejściem ceł) oraz zwiększeniem i tak już występujących kongestii, czyli przeciążenia portów europejskich, na skutek przekierowania statków, które pierwotnie miały realizować kursy na linii Chiny–USA.

Taka sytuacja była niekorzystna dla większości eksporterów i importerów, dla których kluczowa jest stabilność i przewidywalność cen towarów i frachtu, przepisów celnych oraz popytu i podaży na rynku docelowym — mówi Wojciech Gułaj, dyrektor warszawskiego oddziału DSV — Global Transport and Logistics.

Umowa handlowa ze znakami zapytania

27 lipca 2025 roku Unia Europejska i USA zawarły ramową umowę handlową, której celem było uregulowanie kwestii ceł na produkty eksportowane do Stanów Zjednoczonych. Zasadniczo europejskie produkty mają objęte 15-proc. cłem. Na tamtym etapie, wiele elementów spornych pozostawiono do dalszych negocjacji, które zakończył oficjalny komunikat obydwu stron, wydany 21 sierpnia.

Zgodnie z oficjalnym komunikatem Komisji Europejskiej z 21 sierpnia, zakończono prace nad listą produktów zwolnionych z ceł. Należą do nich m.in. samoloty i części do nich, niektóre chemikalia, leki generyczne, a także wybrane surowce – jak choćby korek. Wobec tych towarów USA będą stosowały tzw. klauzulę największego uprzywilejowania (MFN). — tłumaczy Andrzej Polkowski, kierownik agencji celnej w DSV — Global Transport and Logistics — Na drugim biegunie znajdują się stal i aluminium, które pozostaną, tak jak miało to miejsce przed zawarciem porozumienia, obłożone 50 proc. cłem.

Szczególnej uwagi wymaga sektor motoryzacyjny. Obecnie na europejskie samochody i części nadal obowiązuje stawka 27,5 proc. Zgodnie z ustaleniami miała ona zostać obniżona do 15 proc. z mocą wsteczną od 1 sierpnia, pod warunkiem że UE do końca wakacji zaproponuje procedury redukcji ceł na wybrane towary amerykańskie, zgodnie z zapisami porozumienia. Pod koniec sierpnia Unia przedstawiła odpowiednie propozycje i obecnie w ramach wspólnoty trwają prace legislacyjne nad ich uchwaleniem. Jednocześnie administracja amerykańska nie wydała jeszcze rozporządzenia ani innego formalnego dokumentu dotyczącego obniżenia stawek, dlatego temat należy uznać za wciąż pozostający w trakcie uregulowania.

Do kwestii wciąż wymagających doprecyzowania zalicza się także na przykład „zapewnienie elastyczności” mechanizmu CBAM, czy kontynuacji rozmów na rzecz harmonizacji standardów bezpieczeństwa i fitosanitarnych, do czego zobowiązała się Unia.

Stawki transportowe póki co są stabilne

W tym momencie stawki na rynku frachtu pomiędzy Europą a USA pozostają stabilne, utrzymując się na średnio niskim poziomie.

Ewentualnych zmian jeżeli chodzi o stawki frachtowe na linii Europa – USA możemy spodziewać się najwcześniej za kilka tygodni. — wskazuje Wojciech Gułaj — Na chwilę obecną prognozy wskazują na to że raczej będziemy mieć doczynienia ze spadkiem cen, z możliwym krótoterminowym odchyleniem w górę w szczycie okresu przedświątecznego. Należy jednak pamiętać, że sytuacja jest dynamiczna – dlatego jako DSV cały czas monitorujemy rynek i pracujemy z naszymi partnerami lotniczymi i morskimi, aby zabezpieczyć dla klientów przestrzeń ładunkową oraz jak najkorzystniejsze warunki

Pewien punkt odniesienia mogą stanowić stawki frachtu morskiego na trasach łączących Japonię i USA. Kraj Kwitnącej Wiśni również jest znaczącym partnerem handlowym Ameryki, który zakończył negocjacje handlowe – z analogicznymi warunkami co Unia Europejska – 22 lipca. Japońskie doświadczenia wskazują, że choć porozumienie wprowadziło poczucie stabilności dla lokalnych firm, to nie przełożyło się bezpośrednio na zwiększenie wolumenów. Stawki frachtu morskiego z Azji do portów na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych spadły o ok. 48 proc. – ze szczytowych 6,000 USD/TEU w czerwcu 2025 do około 2,300 USD/TEU obecnie.

Procedury celne wymagają większej precyzji

Udział USA w eksporcie z Polski regularnie rośnie i w 2024 roku wyniósł 3,3 proc. według danych GUS. To właśnie eksporterów transportujących towary bezpośrednio do Ameryki najbardziej dotknęły ostatnie ustalenia. Potencjalnym skutkiem być wydłużenie czasu oczekiwania na odprawę celną w związku m.in. z nowymi obowiązkami celnymi, czy zmianami przepisów towarzyszących.

W przypadku towarów objętych standardowym, 15 proc. cłem nie wprowadzono większych zmian w zakresie procedur i wymaganej dokumentacji. Nieco bardziej skomplikowanym przypadkiem są towary objęte regułą zero za zero w ich przypadku potrzebne będą dodatkowe dokumenty potwierdzające możliwość objęcia zwolnieniem, zgodnie z kryteriami MFN, co może wydłużyć procedury. Jako DSV wprowadziliśmy już odpowiednie mechanizmy weryfikacji, dzięki czemu nie widzimy znaczących opóźnień w odprawach ładunków naszych klientów. — wyjaśnia Andrzej Polkowski

Co istotne, zmiany proceduralne będą miały wpływ także na te firmy, które dostarczają części, półprodukty czy komponenty partnerom w innych krajach europejskich. W efekcie analitycy DSV dostrzegają wzrost zainteresowania transportami drobnicowymi. Częstsze dostawy mniejszych partii pozwalają firmom na elastyczniejsze zarządzanie zapasami i lepszą kontrolę kosztów w zmieniającym się środowisku regulacyjnym.

Liczy się „rodowód”

W świetle nowych regulacji szczególnie istotne staje się precyzyjne dokumentowanie pochodzenia komponentów składających się na produkt końcowy. Umowa UE-USA wprowadza ściślejsze kryteria weryfikacji pochodzenia, szczególnie w kontekście zawartości elementów z  krajów objętych wysokimi barierami celnymi.

Jeżeli produkty zostaną przez kontrolę celną uznane za niepochodzące z danego państwa, np. ze względu na zawartość chińskich elementów, mogą zostać obłożone cłem karnym. O ile dokładne warunki ustalania pochodzenia nie są jeszcze znane, tak posiadanie dobrze udokumentowanego łańcucha dostaw komponentów tworzących produkty może pozwolić na znacznie szybsze dostosowanie się do nowej sytuacji regulacyjnej. — tłumaczy Andrzej Polkowski, Customs Manager, w DSV — Global Transport and Logistics.

Kluczowe znaczenie ma współpraca z doświadczonymi agencjami celnymi lub operatorami logistycznymi posiadającymi potwierdzone kompetencje w obsłudze dostaw UE-USA. Takie podmioty dysponują niezbędną wiedzą analityczną oraz systemami umożliwiającymi szybkie dostosowanie się do zmieniających się przepisów i zapewnienie kompleksowego wsparcia w procesie transportu transatlantyckiego.

Strategiczna wymiana składu zarządu zwiększa wyniki i odporność firmy – raport Heidrick & Struggles

Raport Board Monitor 2025: Regularna wymiana składu zarządu jest strategicznym elementem działalności firm osiągających wysokie wyniki.

  • Odświeżanie składu zarządu powinno być procesem strategicznym.
  • Proaktywne podejście do zmian w zarządzie daje przewagę nad konkurencją, podczas gdy zbyt długie pozostawanie w tym samym układzie prowadzi do stagnacji.
  • Interesariusze oczekują większej przejrzystości oraz skutecznych praktyk sukcesji na wszystkich szczeblach kierowniczych.
  • Coraz więcej firm inwestuje w praktyki odświeżania składu, jednak wielu z nich wciąż brakuje konsekwencji w działaniu.
  • W Polsce widać spadek o 17 p.p (r/r) odsetka kobiet wśród nowo powołanych członków zarządów. W 2025 wynosił on zaledwie 19%.

Heidrick & Struggles International, Inc. (Nasdaq: HSII) („Heidrick & Struggles”, „Heidrick” lub „Firma”), wiodący globalny doradca w zakresie przywództwa i rozwiązań talentowych na żądanie, opublikował coroczną edycję raportu Board Monitor 2025, podkreślającą kluczowe zmiany zachodzące w składach rad nadzorczych spółek. Badanie objęło 30 rynków, w tym Polskę. Wyniki wskazują na strategiczne znaczenie ciągłego odświeżania rad. Firmy, które traktują ten proces jako stałą praktykę zarządczą, są nie tylko lepiej przygotowane na przyszłe wyzwania, ale też osiągają wyższe wyniki i przewagę konkurencyjną w długim terminie.

Raport Board Monitor 2025 stanowi element cyklicznego projektu badawczego prowadzonego przez firmę Heidrick & Struggles, który od lat analizuje kluczowe tendencje wpływające na globalną arenę zarządzania. Obejmuje on obserwacje dotyczące długofalowych zmian w zakresie niezależności rad nadzorczych, ich różnorodności, sposobu sprawowania nadzoru finansowego, podejścia do zarządzania ryzykiem oraz struktury akcjonariatu, wobec którego odpowiadają członkowie zarządów. Badanie realizowane jest wśród prezesów i członków zarządów największych spółek notowanych na giełdach na całym świecie, w tym również w Polsce.

– Ciągła, strategiczna odnowa składu zarządu nie jest już opcją, ale koniecznością. Firmy, które konsekwentnie ją wdrażają, budują trwałą wartość, zwiększają zaufanie inwestorów i zapewniają sobie przewagę w warunkach niepewności mówi Łukasz Kiniewicz, partner zarządzający, Heidrick & Struggles Polska.

Zarządy w obliczu zmian: formalność czy realna strategia?

Raport zwraca uwagę, że przez dekady odświeżanie składu zarządów odbywało się za kulisami i miało charakter formalny, często pozbawiony realnego wpływu na strategię firmy. Współcześnie, w obliczu globalnej zmienności i rosnącej presji ze strony inwestorów oraz opinii publicznej, takie podejście okazuje się niewystarczające. Tylko 47% dyrektorów i prezesów badanych w ramach Board Monitor 2025 uważa, że ich obecne praktyki zapewniają organizacjom dobrą pozycję na przyszłość.

Firmy, które podchodzą do odnowy zarządu w sposób strategiczny i ciągły, systematycznie oceniają umiejętności i wkład członków zarządu, dbając o dopasowanie do długoterminowych celów przedsiębiorstwa. Nie czekają one na naturalne zmiany kadrowe ani na presję zewnętrzną, lecz proaktywnie wprowadzają odnowę, traktując ją jako fundament budowania odporności i elastyczności organizacji. W efekcie są lepiej przygotowane na nieprzewidziane kryzysy oraz skuteczniejsze w realizacji strategii. Raport dostarcza danych o tym, że 28% dyrektorów takich przedsiębiorstw traktuje odświeżenie składu zarządu jako priorytet strategiczny i działa zgodnie z tym założeniem. W raporcie nazywani są oni grupą „strategicznych odświeżaczy”. Dla większości (52%) uznają znaczenie odnawiania składu zarządów, ale nie traktują go priorytetowo.

Z kolei zarządy odkładające proces odnowy – często z powodu tradycji, lojalności czy skupienia na bieżących obowiązkach – ryzykują utratę synchronizacji z rynkiem i pozostają w tyle za bardziej elastycznymi konkurentami. Badanie pokazało, że takie organizacje częściej zatrzymują słabiej funkcjonujących dyrektorów i tracą okazje do wprowadzania świeżych perspektyw.

Odświeżenie jako codzienna higiena, a nie odrębny projekt

Autorzy raportu podkreślają, że skuteczna odnowa nie wymaga radykalnych działań ani rewolucji w zarządzaniu. Podają przykład, że podobnie jak stosuje się codzienną higienę jamy ustanej mając na celu zapobiegnięcie poważniejszych konsekwencjom, tak samo regularna ocena i planowe wprowadzanie zmian są prostymi, ale niezwykle skutecznymi praktykami, które chronią firmę przed kosztownymi kryzysami i pozwalają uniknąć zakłóceń w funkcjonowaniu.

Choć 84% badanych zarządów deklaruje zwiększenie inwestycji w odświeżanie składu, autorzy raportu zwracają uwagę, że sama gotowość do przeznaczania środków finansowych nie wystarczy. Kluczowe znaczenie ma konsekwentne wdrażanie praktyk, które obejmują jasne zasady rotacji, otwartą komunikację z interesariuszami oraz powiązanie odnowy z planowaniem sukcesji dyrektorów generalnych i cyklami zarządzania ryzykiem.

Różnorodność w zarządach w Polsce

Raport co roku prezentuje również informacje dotyczące wieku, płci, doświadczenia zawodowego oraz innych elementów związanych z profilem nowo powołanych członków zarządów spółek notowanych na giełdach w 14 krajach europejskich.

W Polsce średni wiek nowo powołanych w ostatnim roku dyrektorów wynosił 56 lat i był o 6 lat wyższy niż w 2023 roku. 33% nowo powołanych członków zarządu posiadało tytuł doktorski a 19% dyplom MBA. 17% osób posiadało międzynarodowe doświadczenie, tylko 7 % badanych mogło pochwalić się wcześniejszym doświadczeniem w roli CEO lub FCO.

W Polsce widać spadek odsetka kobiet wśród nowo powołanych członków zarządów. W 2025 wynosił on zaledwie 19% i był o 17 punktów procentowych niższy w porównaniu rok do roku. Już w ubiegłym roku wynik na poziomie 36% był najniższy ze wszystkich analizowanych europejskich rynków. Warto przypomnieć, że Polska ma obowiązek implementacji Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE)** mającej na celu zapewnienie równowagi płci w zarządach spółek notowanych na giełdzie.

* Board Monitor 2025 powstał na podstawie badania przeprowadzonego wiosną 2025 r. wśród 1000 prezesów i członków rad z rynków globalnych, w tym z Polski. Uczestnicy reprezentowali spółki giełdowe różnej wielkości ze wszystkich branż.

** Dyrektywa (UE) 2022/2381 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 listopada 2022 r., która nakłada obowiązek, by do końca czerwca 2026 r. rady spółek giełdowych składały się w co najmniej 40% (i nie więcej niż 49%) z przedstawicieli niedoreprezentowanej płci wśród dyrektorów niewykonawczych albo w co najmniej 33% (i nie więcej niż 49%) wśród wszystkich członków rad.

Inspekcja Pracy będzie „super-urzędem” z uprawnieniami jakich nie ma żaden inny urząd w Polsce. Obawy przedsiębiorców

Inspekcja Pracy staje się „super-urzędem”. Przedsiębiorcy mają wątpliwości, co do zmian umów cywilnoprawnych w etaty.

Dawno żadna ustawa nie budziła tak wiele kontrowersji i emocji jak zmiana skali uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie zmieniania umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę. PIP uzyska siłę, jakiej nie ma w Polsce żaden inny urząd. – Przedsiębiorcy nie boją się rzetelnych kontroli, ale mają obawy, że nadgorliwość urzędników będzie generować problemy. Nie każda relacja z pracownikiem powinna mieć charakter etatu. Elastyczność zatrudnienia jest ceniona przez np. pracowników sezonowych czy osoby pracujące w kilku miejscach jednocześnie. Co jeżeli urzędnicy będą z automatu wszystkich przenosić na etaty? – pyta prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanna Mojsiuk. – Ta ustawa nie została wystarczająco skonsultowana z przedsiębiorcami i pod wieloma względami jest zaprzeczeniem idei deregulacyjnych – mówi Hanna Mojsiuk.

„W rękach Inspektorów Pracy jest siła, jakiej nie miał jeszcze wcześniej żaden urząd”

Nowe przepisy, jakie mają wejść w życie 1 stycznia sprawiają, że Inspekcja Pracy stanie się „super-urzędem” z mocą, jakiej nie mają inne urzędy w Polsce.

Wiele firm, by zdążyć przed zmianami porządkuje sytuacje związane z etatami, umowami B2B i umowami cywilnoprawnymi. Nie brakuje głosów, że nowe przepisy w przypadku kontroli kadrowej w firmach staną się problematyczne.

– Nie zauważyłem żeby wybuchła panika i firmy nagle chciały robić audyty umów w swoich firmach. Prawda jest jednak taka, że takie procesy sprawdzania się dzieją i przedsiębiorcy chcą wiedzieć jak wygląda sytuacja w ich firmach w relacjach z pracownikami zatrudnionymi na umowach cywilnoprawnych. Projekt, który jest procedowany jest wręcz rewolucyjną zmianą. W rękach Inspektorów Pracy jest siła, jakiej nie miał jeszcze wcześniej żaden urząd – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, partner w kancelarii Wódkiewicz Sosnowski Jarosiewicz. – Dotychczas zmiana stosunku pracy mogła być efektem decyzji tylko i wyłącznie sądu – dodaje mecenas.

W ciągu siedmiu dni pracodawca będzie mógł się odwołać do sądu. Prawnicy mówią o obawach.

– Tydzień to bardzo mało. Sytuacja w sądach jest trudna administracyjnie, procesy trwają długo, jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacje, że pracodawca dostaje natychmiast wykonalną decyzję Inspektora Pracy. Odwołuje się, ale zanim to odwołanie zostanie uwzględnione bądź odrzucone to przez wiele miesięcy albo nawet lat jest w nowej relacji z pracownikiem. Co jeżeli sąd unieważni decyzję Inspektora Pracy? Kto będzie ponosić odpowiedzialność finansową? Inspekcja pracy? Pracodawca? Pracownik? Jest wiele pytań na które jeszcze nie potrafię odpowiedzieć. Prawnicy widzą potencjalne zagrożenia w tych zmianach – przyznaje mecenas Marek Jarosiewicz.

Mecenas Marek Jarosiewicz widzi jeszcze jeden potencjalny problem – przywrócony do pracy etatowej pracownik B2B może być obciążony kosztami ulg podatkowych czy poniesionych kosztów inwestycyjnych z których korzystał i które tworzył jako przedsiębiorca po tym jak przywrócony zostanie na etat. W tym przypadku wiele zależy od tego, jak bardzo dobrowolne będzie przywracanie pracowników do miejsc pracy.

„Rynek pracy nie jest czarno-biały, a przepisy mają często charakter pewnych schematów”

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk nie ma wątpliwości, że współpraca przedsiębiorców z Inspekcją Pracy będzie przebiegała dobrze, o ile urzędnicy wykażą się wyrozumiałością, a przedsiębiorcy będą szczerze mówić np. o specyfice swoich branż.

– Rynek pracy nie jest czarno-biały. Nie wszystko da się ocenić przez pryzmat dość schematycznych przepisów. Trudno jest nagle np. wszystkich pracowników sezonowych w turystyce przenieść na etaty lub wymagać od dynamicznego sektora IT preferencji etatowych, gdy w tej branży coraz częściej stosuje się B2B. To właśnie od handlu i sektora IT odbieram najwięcej sygnałów, że jest obawa, że zmiany będą dotykać ich pracy – mówi Hanna Mojsiuk.

– Przepisy są bardzo restrykcyjne. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przewidziało np. możliwość dochodzenia opłat z tytułu umowy o pracę takich jak PIT czy składki ZUS nawet lata wstecz, co będzie oznaczało poważny uszczerbek w budżecie firm. Siedem dni na odwołanie od decyzji Inspekcji Pracy do sądu to również za mało. Nie ma szansy, by w tym czasie decyzja została rozpatrzona, a przedsiębiorcy powinni mieć czas, by skonsultować ze swoimi prawnikami decyzje inspektorów. Widzimy w tej zmianie wiele punktów, które mogą powodować konflikty – przyznaje Hanna Mojsiuk.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zapewnia, że w Szczecinie współpraca z PIP przebiega bardzo harmonijnie, a w siedzibie Izby planowane jest spotkanie z inspekcją dla przedsiębiorców.  – Wystosujemy zaproszenie, by takie spotkanie otwarte dla przedsiębiorców w Szczecinie zorganizować – mówi prezes Hanna Mojsiuk.

Inwestycje deweloperskie a drogi publiczne

Ponad dwa tysiące umów i 2,5 miliarda złotych przeznaczonych na budowę i modernizację dróg – tak wygląda bilans udziału inwestorów w rozwoju infrastruktury miejskiej w miastach wojewódzkich w Polsce w latach 2021– 2024.

„Inwestycje deweloperskie a drogi publiczne. Wkład inwestorów w rozwój infrastruktury miejskiej”. To środki porównywalne z Rządowym Funduszem Rozwoju Dróg na 2025 r., w którym na budowę, przebudowę lub remont dróg lokalnych i powiatowych przeznaczono 2,7 mld zł.

Twarde dane i realne inwestycje

Zgodnie z art. 16 ustawy o drogach publicznych inwestorzy są zobowiązani do budowy lub przebudowy układu drogowego, jeśli wymaga tego nowa zabudowa.

W praktyce odbywa się to poprzez tzw. umowy drogowe, zawierane pomiędzy deweloperem a gminą.

Raport pokazuje, że w latach 2021–2024 deweloperzy podpisali 2090 umów drogowych w miastach wojewódzkich. Łączna wartość zobowiązań przekroczyła 1,9 mld zł, a po uwzględnieniu umów bez określonych kwot szacunki sięgają 2,56 mld zł. Największą aktywność odnotowano w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Gdańsku. Skala tych nakładów jest porównywalna z budżetami dużych programów infrastrukturalnych realizowanych przez państwo i samorządy.

Nasz raport pokazuje twarde liczby: deweloperzy realnie współfinansują rozwój infrastruktury publicznej w polskich miastach. Kwota ponad 2,5 miliarda złotych w ciągu czterech lat to wsparcie porównywalne z dużymi programami państwowymi. Dzięki tym środkom korzystają wszyscy mieszkańcy niezależnie od tego, czy kupują mieszkanie na nowym osiedlu. Konieczne jest jednak usprawnienie przepisów, tak aby umowy drogowe były zawierane szybciej bardziej przewidywalnie, z korzyścią zarówno dla samorządów, jak i inwestorów – mówi Michał Leszczyński, starszy prawnik w PZFD.

Umowy drogowe obejmują nie tylko budowę jezdni, lecz także elementy poprawiające bezpieczeństwo i komfort mieszkańców, takie jak sygnalizacja świetlna, oświetlenie, drogi rowerowe czy zatoki przystankowe. Często inwestorzy zobowiązani są również do przełożenia istniejącej infrastruktury podziemnej, wykonania dokumentacji projektowej czy pokrycia kosztów nabycia gruntów.

Nie tylko drogi

Raport podkreśla jednak, że udział deweloperów w tworzeniu infrastruktury publicznej nie ogranicza się wyłącznie do dróg. Branża finansuje także sieci techniczne, przedszkola, szkoły i tereny zielone. Przykładem jest nowoczesna szkoła podstawowa na warszawskim Służewcu, sfinansowana w całości przez inwestora prywatnego (Echo Investment), która 1 września br. przyjęła 450 uczniów. Dzięki takim projektom mieszkańcy zyskują dostęp do nowoczesnych usług publicznych w sąsiedztwie nowych osiedli.

Polski Związek Firm Deweloperskich zwraca jednak uwagę, że obecne przepisy w zakresie partycypacji w infrastrukturę drogową wymagają doprecyzowania.

Najważniejsze postulaty to: dopuszczenie finansowania lub współfinansowania dróg, a nie tylko ich budowa, jasne zasady proporcjonalności świadczeń inwestorów, wprowadzenie trybu odwoławczego w przypadku braku porozumienia z gminą oraz jednoznaczne powiązanie umowy drogowej z możliwością uzyskania pozwolenia na budowę.

– Elastyczność jest konieczna, by odpowiadać na zróżnicowane potrzeby samorządów i realia inwestycyjne. Bez zmian legislacyjnych w art. 1c ustawy o drogach publicznych rynek wciąż będzie się mierzył z niepewnością i nadmiernymi obciążeniami nakładanymi na inwestorów. Potrzebne jasne reguły gry, które zagwarantują proporcjonalność zobowiązań i stabilność procedur. To nie tylko kwestia interesu deweloperów, ale również samorządów, które dzięki przejrzystym zasadom szybciej pozyskają środki na infrastrukturę i unikną sporów prawnych – dodaje Michał Leszczyński.

Zaangażowanie sektora prywatnego realnie odciąża budżety samorządów i podnosi jakość życia lokalnych społeczności. To inwestycje, z których korzystają wszyscy, nie tylko mieszkańcy nowych osiedli.

O raporcie

Raport został przygotowany na podstawie danych przekazanych przez wszystkie miasta wojewódzkie (z wyjątkiem Wrocławia, który odmówił ich udostępnienia) w odpowiedzi na wnioski PZFD o informację publiczną. Zebrane informacje dotyczyły liczby zawartych umów drogowych oraz ich wartości w latach 2021– 2024. W przypadku dokumentów, które nie zawierały danych kwotowych, zastosowano metodę szacunkową, opartą na średnich wartościach podobnych inwestycji.

Publikacja „Inwestycje deweloperskie a drogi publiczne. Wkład inwestorów w rozwój infrastruktury miejskiej” jest dostępna do pobrania na stronie internetowej Polskiego Związku Firm Deweloperskich: https://www.pzfd.pl/

Gaming 2025: branża w fazie transformacji – raport Bain & Company

Rok 2025 upływa pod znakiem przyspieszającej transformacji globalnego rynku gier wideo i stawia przed branżą nowe wyzwania – wynika z drugiej edycji „Gaming Report” opracowanego przez Bain & Company. Producenci wysokobudżetowych gier (AAA) mierzą się z rosnącą konkurencją ze strony mniejszych, niezależnych studiów i gier-platform, które szybko zdobywają udziały w rynku. Autorzy raportu wskazują także, że nową erę gier video kształtują trendy takie jak user-generated content, influencer-led game discovery oraz cross-media IP, napędzając transformację branży, która stara się odpowiedzieć na rosnące oczekiwania graczy i postępującą demokratyzację tworzenia gier.

Globalny rynek gier wideo osiągnął w ubiegłym roku wartość 219 miliardów dolarów, a według prognoz Bain & Company jego średnioroczny wzrost do 2028 roku wyniesie około 4%. Eksperci zwracają jednak uwagę, że dynamika wzrostu koncentruje się coraz bardziej wokół największych i najbardziej rozpoznawalnych tytułów. Kluczową rolę odgrywają tu trzy czynniki: treści tworzone przez użytkowników (UGC – User Generated Content), transmedialne ekosystemy franczyz oparte na własności intelektualnej (media-cross IP) oraz sprzedaż bezpośrednia (D2C – direct to consumer), która omija tradycyjne kanały dystrybucji.

Obserwujemy istotną zmianę pokoleniową w tym, jak gracze wchodzą w interakcję ze światem gier – komentuje Paweł Szreder, Partner w Bain & Company. Dzisiejsze największe tytuły nie są tylko tradycyjnie rozumianymi produktami rozrywkowymi – to kompleksowe platformy umożliwiające tworzenie treści, budowanie społeczności i narracji. Studia, które wykorzystają tę rozszerzoną rolę gier, będą kształtować przyszłość branży. Te, które pozostaną przy tradycyjnym podejściu, ryzykują utratę konkurencyjności.

Gry-platformy rosną, a studia AAA nie nadążają

Zgodnie z analizą Bain & Company, gry oparte na modelu platformowym, w których gracze mogą budować rozległe wirtualne światy, nawiązywać kontakty społeczne i samodzielnie tworzyć treści – notują dynamiczny, dwucyfrowy wzrost liczby użytkowników. Tytuły tego typu przyciągają nie tylko graczy, ale również twórców i marki, którzy zauważają potencjał marketingowy platform. Ich wartość potwierdzają dane – najpopularniejsze tytuły zwiększają liczbę aktywnych graczy o 10-20% rocznie, stając się kluczowym elementem całego ekosystemu.

Jednocześnie studia AAA stoją dziś przed poważnymi wyzwaniami – rosnące koszty produkcji, spadające marże oraz intensywna konkurencja znacząco ograniczają ich możliwości rozwoju. W tym samym czasie twórcy produkcji niezależnych, nieobciążeni wysokimi kosztami stałymi, dynamicznie zyskują na znaczeniu. Między 2018 a 2024 rokiem osiągnęli skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) przychodów z gier PC na poziomie 22%, podczas gdy w przypadku studiów AAA/AA było to zaledwie 8%.

UGC staje się standardem branży – a jego znaczenie szybko rośnie

Z badania przeprowadzonego wśród ponad 5 tys. graczy z sześciu krajów (USA, Brazylia, Indonezja, Japonia, Wielka Brytania i ZEA), wynika, że niemal połowa z nich poświęca więcej czasu na tworzenie własnych treści w grach niż rok wcześniej. Coraz częściej projektują własne poziomy, postaci, przedmioty czy fabuły, które następnie trafiają do innych graczy. Trend ten widoczny jest wśród osób powyżej 35. roku życia, ale najsilniej obecny jest w grupie wiekowej 2-17 lat, którą cechuje także to, że niemal 40% częściej niż najstarsi gracze sięgają po tytuły najpopularniejsze wśród własnych rówieśników.

Młodsze pokolenia graczy są dziś głównym motorem sukcesu największych tytułów – ich potrzeby i wartości kształtują nowe zasady funkcjonowania całej branżymówi Paweł Szreder. Dla wielu użytkowników ważniejsze od jakości grafiki są dziś możliwość personalizacji, więzi społeczne i twórcza swoboda. Tradycyjny model rozwoju gier oparty na kolejnych częściach serii i coraz bardziej zaawansowanej grafice, przestaje być wystarczający, by utrzymać przewagę konkurencyjną.

Sprzedaż bezpośrednia zyskuje przewagę

Zmienia się także sposób odkrywania nowych gier. Obecnie 24% graczy poznaje nowe tytuły dzięki rekomendacjom influencerów, 14% – za pośrednictwem mediów społecznościowych, podczas gdy jedynie 12% odkrywa je poprzez tradycyjne sklepy cyfrowe.

W odpowiedzi na te zmiany, twórcy coraz częściej uruchamiają własne sklepy online. Jak podaje Bain & Company, odsetek gier mobilnych, generujących najwyższe przychody i posiadających własny sklep wzrósł z 12 proc. w 2019 roku do 44 proc. w 2024 roku. Trend ten dodatkowo wspierają decyzje regulacyjne w USA, Unii Europejskiej i Brazylii, które umożliwiają kierowanie użytkowników do zewnętrznych linków zakupowych.

Rozbudowa ekosystemu zwiększa zaangażowanie

Największe franczyzy gier coraz częściej wykraczają poza świat konsol i PC-tów. Gracze poświęcają średnio jedną czwartą swojego czasu na inne formy rozrywki związane ze światem gry – są to np. seriale, muzyka czy produkty konsumenckie. Dane wskazują, że udane adaptacje filmowe i telewizyjne mogą zwiększyć liczbę aktywnych graczy nawet o 69 proc.

Więcej informacji na temat rynku gier i pełna wersja raportu: https://www.bain.com/insights/topics/gaming-report/.

Wzrost płac w sierpniu słabszy od oczekiwań – 7,1% r/r wobec prognozowanych 8%

W sierpniu 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,1 proc. w ujęciu rocznym, wyraźnie poniżej rynkowych oczekiwań, które zakładały wzrost na poziomie 8,0 proc r/r. Średnie wynagrodzenie brutto ukształtowało się na poziomie 8 769,08 zł.

Dynamika wzrostu płac stopniowo wyhamowuje po rekordowym 2024 roku, w którym odnotowano w Polsce najszybszy przyrost wynagrodzeń od dwóch dekad. Tempo wzrostu płac pozostaje jednak wciąż podwyższone, co przekłada się przede wszystkim na presję na ceny usług (w sierpniu wzrosły one o 6,0 proc. w ujęciu rocznym). Część członków Rady Polityki Pieniężnej podkreśla, że utrzymanie się dynamiki wynagrodzeń bliżej poziomu 6 proc. rocznie będzie generować mniejszą presję inflacyjną.

Prezentowane dane obejmują firmy zatrudniające co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego takich jak administracja, edukacja, ochrona zdrowia i pomoc społeczna.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Połowa specjalistów IT próbowała negocjować podwyżkę, sukces osiągnął co piąty

Jak wynika z raportu Talent Trends 2025 firmy rekrutacyjnej Michael Page, niemal 7 na 10 specjalistów z branży technologicznej jest zadowolonych ze swojej obecnej pracy. Ponad połowa z nich uważa także swoje wynagrodzenie za satysfakcjonujące, choć jedynie co piąty ubiegający się o podwyżkę odniósł sukces. Nowej pracy aktywnie poszukiwała połowa profesjonalistów IT, ale otwartych na nowe możliwości jest aż 90%.

Specjaliści z branży technologicznej coraz częściej czują się stabilnie w pracy – jak wynika z raportu Michael Page Talent Trends 2025[1], deklaruje to aż 66% z nich , wobec 64% rok wcześniej. Rośnie też zadowolenie z pracy (52% vs. 50% w 2024 r.) i wynagrodzeń (70% vs. 57%). Mimo tego, czterech na dziesięciu specjalistów próbowało w ostatnim roku negocjować podwyżkę, a sukces odniosło jedynie 18%.

Choć zjawisko aktywnego poszukiwania pracy nieco osłabło (obecnie taką chęć deklaruje 50% ankietowanych), specjaliści technologiczni nie zamykają się na zmiany, a aż 90% deklaruje otwartość na nowe oferty. Co więcej, niemal sześciu na dzisięciu z nich przewiduje, że w ciągu dwóch lat i tak zmieni pracodawcę.

Rynek pracy w sektorze technologicznym wszedł w fazę stabilizacji, ale wymagania wobec kandydatów są dziś wyższe niż wcześniej. Obecnie firmy poszukują ekspertów, którzy łączą wiedzę techniczną z rozumieniem procesów biznesowych. Średni czas zamknięcia procesu rekrutacyjnego w IT wynosi dziś około 60 dni i coraz częściej wymagają kilku mocnych rekomendacji. To wyraźny sygnał, że w wielu obszarach przewaga w procesach rekrutacyjnych przesunęła się na stronę pracodawców – komentuje Bartosz Maligłówka, Head of IT Contracting w Michael Page Polska.

Dla ekspertów technologicznych liczą się nie tylko zarobki, ale też równowaga

Głównym powodem zmiany pracodawcy przez specjalistów z branży technologicznej są zarobki, na które wskazuje aż 47% pytanych w badaniu na potrzeby raportu Talent Trends 2025[2]. Na kolejny miejscu znalazło się znudzenie obecną rolą i obowiązkami, a także kwestie związane z jakością zarządzania (29%). Kolejne czynniki to chęć pełnienia innej funkcji w tej samej branży (21%) lub odkrycia możliwości na arenie międzynarodowej (19%).

Jednym z głównych kryteriów wyboru pracodawcy w sekotrze technologicznym stała się także równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Aż 82% badanych uznaje ją za priorytet, a ponad połowa odrzuciłaby awans kosztem komfortu psychicznego. Duże znaczenie ma także możliwośc pracy zdalnej lub hybrydowej, ponieważ aż 41% specjalistów z branży technologicznej czuje się bardziej produktywnych w domu. Co więcej, 70% z nich zmieniłoby pracę w razie obowiązkowego powrotu do biura. Dlatego, walka o najlepsze talenty w branży dotyczy obecnie nie tylko wynagrodzeń, lecz także kultury organizacyjnej i odpowiedniego work-life balance.

W branży technologicznej obserwujemy wyraźną zmianę priorytetów. Wynagrodzenie nadal pozostaje istotnym czynnikiem, ale coraz częściej specjaliści kierują się innymi wartościami – stabilnością zatrudnienia, transparentnością procesów oraz równowagą między życiem prywatnym a zawodowym. Coraz więcej osób decyduje się też na umowy o pracę zamiast kontraktów B2B, uznając je za pewniejsze zabezpieczenie w warunkach rynkowej niepewności i rosnących oczekiwań wobec pracodawców – tłumaczy Bartosz Maligłówka.  

***

Badanie Talent Trends 2025

Badanie zostało zrealizowane wśród prawie 50 000 uczestników w IV kwartale 2024 roku na 178 rynkach w Afryce, regionie Azji i Pacyfiku, Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej oraz na Bliskim Wschodzie.

Dane informacji prasowej dotyczą specjalistów technologicznych spośród 502 ankietowanych z Polski, biorących udział w ankiecie.

[1] Talent Trends 2025, Michael Page, maj 2025, https://www.michaelpage.pl/en/talent-trends, dostęp 15 września 2025.

[2] Tamże

Fundusz Ufenau inwestuje w KWKR – początek projektu „buy-and-build” w sektorze prawnym

KWKR oraz Ufenau Capital Partners, wiodący europejski fundusz private equity, wspólnie uruchamiają projekt konsolidacji rynku usług profesjonalnych w Polsce i regionie CEE. To pierwsza tego typu inicjatywa w branży prawnej w Polsce, oparta na strategii „buy-and-build” realizowanej przez fundusz wywodzący się ze Szwajcarii. Ponadto, to pierwsza inwestycja Ufenau w Polsce. Projekt otwiera nowy rozdział dla kancelarii KWKR, która dynamicznie rozwija się poprzez rozbudowę zespołu i kompetencji, oraz dla rynku, na którym powstaje silna grupa profesjonalistów, wspierana kapitałem i know-how Ufenau.

W swojej blisko 15-letniej historii działalności, Ufenau Capital Partners zrealizował setki udanych transakcji w Europie Zachodniej. Partnerstwo kapitałowe z KWKR zostało nawiązane w ramach siódmego funduszu Ufenau, zebranego w 2022 roku, o wartości ponad 1 mld EUR. Dotychczasowi wspólnicy KWKR pozostaną w strukturze właścicielskiej i będą nadal zarządzać spółką. Zespół ekspertów oraz wartości, którymi kieruje się KWKR, nie ulegną zmianie – firma utrzyma pełną autonomię operacyjną i będzie nadal świadczyć wyspecjalizowane usługi prawne i podatkowe.

Michał Konieczny, Partner Zarządzający w KWKR:
„Partnerstwo z Ufenau Capital Partners otwiera przed KWKR nowe możliwości rozwoju operacyjnego i akwizycyjnego, a co za tym idzie: ekspansji w kraju, oraz – w dalszym etapie – również za granicą. To szansa na zwiększenie skali działania, robudowę nowych praktyk i poszerzenie kompetencji zespołu. Rozwój wpisany jest w DNA naszej firmy, podobnie jak szczególna troska o zaufanie w relacjach z klientami i o najwyższe standardy jakości wykonywanych usług.”

Projekt ten ma wyjątkowy charakter: to pierwsza tego rodzaju inwestycja funduszu private equity w kancelarię prawną w Polsce. Inicjuje ona budowę grupy, która ma stać się jednym z największych dostawców profesjonalnych usług prawnych, podatkowych, księgowych i pokrewnych – zarówno w kraju, jak i w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Marcin Wierzbicki, Partner Zarządzający w KWKR:
„Nasza kancelaria zajmuje pozycję lidera nowoczesnych usług prawnych w Polsce, a rosnące uznanie w oczach międzynarodowych partnerów jest tego potwierdzeniem. Współpraca z Funduszem Ufenau umożliwi nam jeszcze skuteczniejsze wsparcie klientów w realizacji wymagających i innowacyjnych projektów.”

Michał Grodzicki, Investment Director & Head of Poland, Ufenau Capital Partners:
„Jesteśmy pod wrażeniem dynamicznego rozwoju KWKR, a także profesjonalizmu i zaangażowania całego zespołu. Jesteśmy przekonani, że spółka stanowi znakomity fundament do budowy grupy firm świadczących usługi profesjonalne w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Planowany proces konsolidacji zakłada inwestycje w inne wiodące kancelarie prawne, a także w firmy świadczące usługi doradztwa podatkowego i księgowego. Naszym celem jest dostarczanie klientom kompleksowych rozwiązań najwyższej jakości. Wierzymy, że zwiększona skala działania i dywersyfikacja przyniosą istotne synergie przychodowe wszystkim spółkom z grupy, jak również możliwości rozwoju zawodowego pracowników oraz wzmocnienie kompetencji technologicznych.”

W ramach nowej strategii rozwój KWKR zostanie dodatkowo przyspieszony poprzez integrację z partnerami działającymi w tworzonej grupie, wdrożenie innowacyjnych narzędzi i technologii oraz dostęp do rozległego, międzynarodowego know-how. W najbliższych miesiącach Ufenau planuje realizację kolejnych inwestycji w spółki z sektora usług profesjonalnych w Polsce i CEE. Ambitne plany zakładają przeprowadzenie nawet kilkunastu akwizycji w ramach rozpoczętego projektu konsolidacyjnego.

Czy system kaucyjny realnie zmieni podejście Polaków do recyklingu?

Większość Polaków wierzy, że system kaucyjny realnie poprawi czystość przestrzeni publicznej – wynika z badania „Nowe nawyki, nowe wyzwania. Jak Polacy postrzegają system kaucyjny?”, przeprowadzonego przez Biostat na zlecenie agencji doradczej 2PR. Aż 62,5% ankietowanych uważa, że wdrożenie systemu przyczyni się do ograniczenia ilości odpadów na ulicach, w parkach i w innych miejscach publicznych.

Badanie pokazuje jednak zróżnicowanie opinii w zależności od płci, wieku i miejsca zamieszkania. Mężczyźni (23,5%) częściej niż kobiety (15,5%) wyrażają sceptycyzm wobec realnego wpływu systemu na poprawę czystości. Z kolei im starsi respondenci, tym większe przekonanie o skuteczności tego rozwiązania – w grupie 18–29 lat pozytywne odpowiedzi sięgają 54,7%, a wśród osób powyżej 60. roku życia aż 69,4%. Największy optymizm odnotowano wśród mieszkańców miast średniej wielkości (100–200 tys. mieszkańców), gdzie 72,5% ankietowanych wierzy w pozytywny efekt systemu. Z kolei w największych aglomeracjach poparcie spada do 59%, a jednocześnie rośnie odsetek odpowiedzi negatywnych (24,4%), co może wskazywać na większy sceptycyzm wobec skuteczności rozwiązań systemowych w dużych miastach.

Rozszerzenie systemu – oczekiwania i obawy

Badanie pokazuje również, że Polacy w większości opowiadają się za możliwie szerokim zakresem działania systemu kaucyjnego. Blisko 60% respondentów (58,9%) uważa, że kaucja powinna obejmować jak najwięcej rodzajów opakowań po napojach – nie tylko plastikowe butelki i puszki, ale także kartony czy butelki po mleku.

Największe poparcie dla rozszerzenia systemu wyrażają osoby w wieku 50–59 lat (66,4%), podczas gdy najmłodsi badani (18–39 lat) częściej podchodzą do tego pomysłu sceptycznie – aż 28% z nich sprzeciwia się rozszerzeniu katalogu opakowań objętych kaucją. Opinie kobiet i mężczyzn w tym zakresie są natomiast bardzo zbliżone. Również w przypadku miejsca zamieszkania widać wyraźne różnice. Najwięcej zwolenników rozszerzenia systemu odnotowano w miastach średniej wielkości (64,8%). Z kolei najmniej przychylnie na ten pomysł patrzą mieszkańcy wsi (55,8%) i największych aglomeracji (56,9%), gdzie jednocześnie rośnie odsetek przeciwników – w metropoliach sięga on 26,8%.

Z perspektywy operatora systemu widzimy, że kaucja ma ogromny potencjał, żeby realnie zmienić sposób, w jaki Polacy podchodzą do recyklingu. Na początku jednak system będzie funkcjonował głównie w oparciu o zbiórkę ręczną, szczególnie w mniejszych i średnich sklepach. Recyklomatów, choć docelowo bardzo ważnych, w pierwszych miesiącach będzie stosunkowo niewiele. Dlatego nasze zadanie jako operatora polega dziś nie tylko na rozwijaniu infrastruktury, ale przede wszystkim na zapewnieniu sprawnej logistyki, przejrzystych zasad i dobrego wsparcia dla punktów sprzedaży. To dzięki nim konsumenci odzyskają kaucję w możliwie najprostszy sposób. Badanie potwierdza, że Polacy oczekują czystszej przestrzeni publicznej i widzą w systemie realną szansę na zmianę. Naszą rolą jest przełożyć te oczekiwania na praktykę: zadbać o to, by każdy sklep mógł uczestniczyć w systemie, a konsumenci zyskali pewność, że ich wysiłek ma sens. Dopiero wtedy system będzie powszechny i wiarygodny – mówi Janusz M. Kamiński, rzecznik prasowy Reselekt.

Bartosz Sosnówka, partner zarządzający w agencji 2PR
Bartosz Sosnówka, partner zarządzający w agencji 2PR

System kaucyjny to nie tylko infrastruktura i przepisy, ale także komunikacja, która decyduje o tym, czy konsumenci zrozumieją jego sens i będą chcieli aktywnie w nim uczestniczyć. Wyniki badania pokazują, że różne grupy społeczne mają odmienne oczekiwania i poziom wiedzy, dlatego kampanie muszą być odpowiednio dopasowane do odbiorców. Kluczowe jest budowanie przekazu opartego na prostych korzyściach – czystsze otoczenie, wygoda i oszczędność. Ważne będzie również tłumaczenie, czy w ogóle jest możliwe rozszerzanie katalogu opakowań objętych kaucją. Bez przemyślanej komunikacji trudno będzie osiągnąć pełną skuteczność tego rozwiązania – dodaje Bartosz Sosnówka, partner zarządzający w agencji 2PR, która zleciła badanie.

Polacy chcą zmian, ale potrzebują wiedzy. Badanie potwierdza, że choć w większości pozytywnie postrzegamy system kaucyjny, to jego skuteczność zależy od odpowiedniej komunikacji i edukacji społeczeństwa. Kampanie informacyjne promujące korzyści płynące z uczestnictwa w systemie mogą okazać się kluczem do pełnego sukcesu – zarówno w miastach, jak i na terenach wiejskich.

O badaniu:

Badanie przeprowadzone na przełomie sierpnia i września 2025 roku na reprezentatywnej (1000 osób) grupie osób powyżej 18. roku życia, zamieszkujących teren Polski. Pomiar zrealizowany przy wykorzystaniu autorskiego panelu konsumenckiego „Badanie Opinii”. Badanie miało charakter ilościowy. Zrealizowane zostało na podstawie kwestionariusza ankiety.

Infrastruktura i transport w punkcie zwrotnym – raport KPMG 2025

Globalne niedoinwestowanie, rosnące napięcia geopolityczne, presja transformacji energetycznej oraz szybki rozwój cyfryzacji – to jedne z głównych czynników, które kształtują przyszłość infrastruktury i transportu. Z raportu KPMG „Emerging Trends in Infrastructure and Transport 2025: The Great Reset” wynika, że sektor wchodzi w okres głębokiej transformacji, a 2025 rok jest momentem redefinicji priorytetów w finansowaniu, zarządzaniu i rozwoju infrastruktury.

Raport KPMG wskazuje dziesięć kluczowych trendów, które w najbliższych latach zdefiniują strategie rządów, inwestorów i operatorów – od nowych modeli finansowania i standaryzacji łańcuchów dostaw, przez cyfrowe bliźniaki w zarządzaniu aktywami, aż po pragmatyczne podejście do transformacji energetycznej.

Patrząc na globalne trendy, wyraźnie widać, że tradycyjne modele finansowania dużych projektów infrastrukturalnych stają się niewystarczające. Coraz większe znaczenie zyskują prywatni inwestorzy i fundusze instytucjonalne, które wnoszą nie tylko kapitał, lecz także doświadczenie w zarządzaniu złożonymi przedsięwzięciami. Zmienia to sposób, w jaki myśli się o planowaniu i realizacji inwestycji – nacisk kładziony jest na długoterminową efektywność i ograniczanie ryzyk. W Polsce podobne mechanizmy zaczynają odgrywać coraz większą rolę, szczególnie w sektorach energetyki odnawialnej czy transportu publicznego. Odpowiednie przygotowanie projektów, ich strukturyzacja finansowa oraz wycena aktywów, otwierają drogę zaangażowania zarówno administracji, jak i inwestorów instytucjonalnych – podkreśla Dorota Miziołek, Partner Associate, Zespół Finansowania i Infrastruktury w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce.

Jednym z przełomowych trendów jest cyfryzacja procesów projektowania, zarządzania i utrzymania zasobów. Rozwój cyfrowych bliźniaków czy zaawansowanych systemów monitoringu pozwala przewidywać awarie, obniżać koszty utrzymania i zwiększać odporność całych systemów. To podejście zmienia zarządzanie infrastrukturą z reaktywnego na proaktywne i ma kluczowe znaczenie również w Polsce – m.in. przy modernizacji mostów, linii kolejowych czy sieci energetycznych.

Wielkoskalowe projekty infrastrukturalne charakteryzują się wysokim stopniem złożoności technicznej i organizacyjnej, co przekłada się na podwyższony poziom ryzyka. W obecnych warunkach gospodarczych kluczowe staje się nie tylko kontrolowanie budżetu i dostępności kadr, ale przede wszystkim utrzymanie ciągłości realizacji inwestycji w całym jej cyklu życia. Oznacza to konieczność wdrażania zintegrowanych systemów zarządzania ryzykiem – obejmujących monitoring postępu prac, zarządzanie kontraktami, bezpieczeństwo na placu budowy, stabilność łańcuchów dostaw oraz czynniki zewnętrzne, takie jak zmiany regulacyjne czy napięcia geopolityczne. Skuteczność realizacji zależy od zdolności do równoczesnego utrzymywania strategicznych założeń projektu i szybkiego reagowania na zdarzenia krytyczne. To właśnie takie podejście determinuje, czy inwestycja zostanie zrealizowana zgodnie z harmonogramem i zakładanym efektem, czy też napotka poważne ryzyka opóźnień i wzrostu kosztów – wskazuje Karolina Skalska-Józefowicz, Dyrektor, Szef Zespołu doradztwa w projektach inżynieryjnych w KPMG w Polsce.

Raport podkreśla, że największym wyzwaniem pozostaje brak ujednoliconych standardów w łańcuchach dostaw, presja kosztowa i ryzyko geopolityczne, które podnoszą poziom niepewności inwestycyjnej. Jednocześnie jednak transformacja sektora otwiera nowe możliwości – od innowacyjnych modeli finansowania po wdrażanie inteligentnych technologii i rozwój gospodarki niskoemisyjnej.

Raport jest dostępny na stronie: Infrastruktura i transport w punkcie zwrotnym – KPMG Poland

****

O raporcie:

Raport „Emerging Trends in Infrastructure and Transport 2025: The Great Reset” został opracowany w oparciu o opinie dziesięciu ekspertów KPMG z obszaru infrastruktury z różnych krajów, którzy podzielili się swoimi perspektywami na temat najważniejszych trendów mających kształtować branżę w najbliższych latach. Raport nie został ograniczony do diagnozy problemów – przedstawiono w nim również prognozy dotyczące kierunków rozwoju infrastruktury i transportu. Publikacja ma na celu zainicjowanie dyskusji i wsparcie decydentów w podejmowaniu świadomych działań w obliczu nieustających zawirowań gospodarczych. Wyzwania przedstawione w raporcie mają charakter uniwersalny, ale ich implementacja różni się w zależności od regionu. Opracowanie dostarcza ram do intepretacji globalnych trendów w lokalnych realiach.

Raport F5: tylko nieliczne firmy gotowe na bezpieczne skalowanie AI

Raport State of AI Application Strategy firmy F5, przygotowany na podstawie odpowiedzi 650 globalnych liderów IT i 150 strategów AI, ujawnia, jak niewielka część organizacji jest gotowa do bezpiecznego skalowania sztucznej inteligencji.

Wynika z niego, że 77% firm osiągnęło jedynie umiarkowany poziom gotowości, przy czym większość z nich wciąż nie posiada solidnych mechanizmów w obszarze zarządzania i bezpieczeństwa wielochmurowego. Kolejne 21% organizacji znalazło się w grupie niskiej gotowości, co ogranicza ich konkurencyjność w momencie, gdy AI zmienia całe branże.

Brak pełnej gotowości nie powstrzymuje jednak firm przed coraz szerszym korzystaniem ze sztucznej inteligencji. Aż 70% przedsiębiorstw o umiarkowanej gotowości aktywnie korzysta z generatywnej AI, a praktycznie wszystkie pozostałe prowadzą nad tym prace. Widać to również na poziomie aplikacji – średnio co czwarta aplikacja w badanych firmach ma już wbudowane funkcje AI. Organizacje o umiarkowanej gotowości wykorzystują AI w około jednej trzeciej aplikacji, natomiast w organizacjach o niskiej gotowości odsetek ten spada poniżej średniej i zwykle ogranicza się do projektów pilotażowych.

Na poziomie operacyjnym przedsiębiorstwa coraz częściej łączą różne modele AI – 65% badanych korzysta równocześnie z co najmniej dwóch komercyjnych oraz jednego open-source. Wśród rozwiązań płatnych najczęściej wskazywany jest GPT-4, a wśród open-source – Llama od Meta, Mistral AI i Gemma od Google.

AI staje się kluczowym elementem strategii biznesowych, dlatego firmy muszą myśleć nie tylko o eksperymentach, ale przede wszystkim o bezpieczeństwie i skalowalności – podkreśla John Maddison, Chief Product and Corporate Marketing Officer w F5. – Raport wskazuje konkretne działania, które pozwalają wdrażać AI z większym zaufaniem i kontrolą. Bez odpowiedniego nadzoru i zabezpieczeń sztuczna inteligencja zamiast wspierać biznes, może zwiększać ryzyko zagrożeń.

Wyzwania cyberbezpieczeństwa w adaptacji AI

Raport zwraca też uwagę na kluczowe wyzwania w obszarze cyberbezpieczeństwa, które towarzyszą skalowaniu sztucznej inteligencji.

Wyniki badań ujawniają niepokojące luki: choć 71% organizacji używa AI do celów bezpieczeństwa, to wdrażane przez nie systemy AI często nie są odpowiednio chronione. Tylko 18% organizacji o umiarkowanej gotowości wdrożyło dedykowaną zaporę AI, a 47% planuje to zrobić w ciągu najbliższego roku.

Równie istotnym problemem jest zarządzanie danymi – jedynie 24% firm prowadzi ciągłe etykietowanie danych[1], co ogranicza przejrzystość i zwiększa podatność na ataki typu adversarial[2]. W hybrydowych środowiskach chmurowych dodatkowym problemem jest brak spójnego nadzoru, który tworzy luki w zabezpieczeniach procesów i danych. Różnorodność modeli, w tym popularnych narzędzi open-source, dodatkowo poszerza powierzchnię ataku, jeśli nie towarzyszą jej odpowiednie ramy kontrolne.

W efekcie tempo wdrożeń wyprzedza tempo zabezpieczeń, co zwiększa ryzyko incydentów i problemów z regulacjami.

Rekomendacje dotyczące poprawy gotowości na AI

F5 wskazuje, że firmy mogą zwiększyć skalowalność i bezpieczeństwo AI, podejmując szereg działań w ramach AI Readiness Index. Do najważniejszych należą m.in.:

  • dywersyfikacja modeli – łączenie rozwiązań komercyjnych i open-source przy jednoczesnym doskonaleniu nadzoru;
  • rozszerzanie zastosowań sztucznej inteligencji poza projekty pilotażowe i zakotwiczenie jej w procesach operacyjnych, analizach i mechanizmach bezpieczeństwa;
  • integracja dedykowanych zabezpieczeń – od zapór AI po formalizację procesów zarządzania danymi, takich jak etykietowanie.

Organizacje o wysokiej gotowości na AI mogą dzięki temu skutecznie skalować działania, ograniczać ryzyko i strategicznie wykorzystywać innowacje. Firmy pozbawione dojrzałych ram natrafiają natomiast na wąskie gardła operacyjne, problemy z regulacjami i ryzyko spowolnienia wzrostu.

AI Readiness Index pełni rolę drogowskazu, pozwalając organizacjom mierzyć postępy i wdrażać zmiany niezbędne do bezpiecznego skalowania. Więcej danych i rekomendacji znajduje się w pełnym raporcie State of AI Application Strategy 2025.

[1] Etykietowanie danych to proces oznaczania i aktualizowania danych (np. obrazów, tekstów, logów), który umożliwia modelom AI prawidłowe rozpoznawanie i klasyfikowanie informacji.

[2] Ataki typu adversarial to celowe modyfikacje danych wejściowych, często niewidoczne dla człowieka, mające na celu zmylenie modelu AI i skłonienie go do błędnej klasyfikacji.

Wzrost opłat za ogrzewanie mocno podniesie koszty utrzymania mieszkań na wynajem

Spółdzielnie mieszkaniowe i właściciele nieruchomości na wynajem przygotowują swoich lokatorów do spodziewanych wzrostów opłat za ciepło zimą 2025 i 2026 roku. Wynika to z ogólnego wzrostu kosztów ogrzewania, ale także z faktu, że w tym roku przestała działać rządowa tarcza mrożąca wzrosty cen. Nie wiadomo jeszcze jaka może być skala podwyżek, ale już kilka miesięcy temu mówiono o zmianach nawet na poziomie kilkudziesięciu procent. – Jeżeli ktoś wynajmuje mieszkanie  to opłata za media jest jedną ze składowych jego zobowiązań. Obawiamy się konfliktów na linii wynajmujący- właściciel mieszkania, gdy okaże się konieczne są dopłaty do ciepła – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

W niektórych przypadkach zmiana kosztów opłat za ogrzewanie czy czynszów do wspólnoty to nawet kilkaset złotych miesięcznie

Wiele więc wskazuje na to, że lokatorzy będą drżeć – i to niekoniecznie z zimna, a z niepewności, jak wysokie mogą być opłaty za ogrzewanie mieszkań. Sytuacja zdaje się być trudna do przewidzenia, a fakt wzrostu cen za ogrzewanie jest niemal pewny.

– Wzrost cen gazu będzie mocno przekładać się na opłaty w mieszkaniach na wynajem. Szczególnie, gdy mówimy o blokach ogrzewanych gazem, starym budownictwie, mieszkaniach w oficynach. Taka sytuacja w znaczący sposób wpływa na zmniejszenie atrakcyjności wynajmu, bo składowa kosztów staje się dla lokatorów trudna do opanowania. Wyobrażam sobie, że zapowiedź wzrostu cen kosztów gazu i ogrzewania będzie blokadą dla właścicieli mieszkań, by jesienią nie podnosić kosztów najmu. Jednocześnie ten wzrost będzie odczuwalny dla klientów, którzy będą płacić więcej za media – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Wzrost kosztów ogrzewania i prądu jest dla rynku nieruchomości odczuwalny. Podobnie jest zresztą z czynszami do spółdzielni mieszkaniowych. W niektórych przypadkach to była zmiana nawet na poziomie 400-500 złotych rocznie, co radykalnie podnosi koszty – przyznaje ekspert.

– Pretensje bardzo często kumulują się w stronę właściciela mieszkania, który tak naprawdę nie musi podnosić swoich kosztów, by dla klienta wynajem mieszkania był dużo droższy. Ta zima pod wieloma względami będzie dla rynku wynajmu trudna – mówi Mirosław Król.

Rosną koszty wynajmu, mimo że nie rosną opłaty dla właścicieli mieszkań

Średnia cena wynajmu kawalerki w Polsce wynosi od 1600 do 2000 złotych, dwupokojowe mieszkania można wynająć już od około 2300 złotych, a mieszkania większe od około 2500 złotych. Cena zawsze zależy od standardu, lokalizacji i tego na jak długi czas podpisywana jest umowa między wynajmującym, a właścicielem mieszkania. Koszty po stronie wynajmującego to zwykle także czynsz, opłaty za media, w tym prąd i gaz oraz wodę. Im wyższe koszty komunalne, tym poważniejsze obciążenie dla wynajmującego.

– Koszty wynajmu w Polsce drastycznie rosną i dla wielu osób to ostateczny motywator żeby zdecydować się na zakup własnego mieszkania. Wzrost zainteresowania zakupem mieszkań na rynku wtórnym będzie wygenerowany w dużej mierze zniecierpliwieniem osób wynajmujących mieszkania, gdy okaże się, że koszty najmu znowu idą do góry – przyznaje Mirosław Król.

– Wielu wynajmujących stosuje już liczniki przedpłatowe na prąd, by to wynajmujący decydował o kwocie doładowania i ostatecznych kosztach, jakie będzie ponosić. Takie doładowania można zrobić w wielu sklepach. To rozwiązanie o tyle korzystne, że wynajmujący realnie płaci za to, jak intensywnie korzysta z prądu. Spotkałem się już z sytuacjami, gdy dopłata do prądu, gazu czy wody była poważnym zarzewiem konfliktu między wynajmującym, a właścicielem mieszkania – przyznaje Mirosław Król.

Fed obniża stopy procentowe, rynki patrzą na Bank Anglii

Wczoraj Rezerwa Federalna w USA zdecydowała się na obniżenie stóp procentowych o 25 punktów bazowych, do przedziału 4,00–4,25%, co było zgodne z rynkowym konsensusem. Dziś uwaga rynków koncentruje się na Wielkiej Brytanii, gdzie o godzinie 13:00 poznamy decyzję Banku Anglii w sprawie stóp procentowych. Rynek oczekuje, że siedmiu z dziewięciu członków Komitetu Polityki Pieniężnej (MPC) opowie się za utrzymaniem obecnego poziomu stóp. Niewykluczone jednak, że najbardziej „gołębi” członkowie, Alan Taylor i Swati Dhingra, poprą ich cięcie. Kurs GBP/USD wynosi obecnie 1,3617 i testuje od góry wcześniej przełamany poziom oporu.

Bank Anglii sygnalizuje spowolnienie tempa zacieśniania ilościowego oraz ostrożne podejście do dalszych decyzji w zakresie polityki pieniężnej. Aktualnie stopy procentowe utrzymywane są na poziomie 4%, po wcześniejszej obniżce z 4,25% w sierpniu, przy stosunku głosów 5 do 4. Choć jeszcze niedawno rynek zakładał kontynuację obniżek w 2025 roku, obecnie te oczekiwania są coraz słabsze ze względu na utrzymującą się inflację.

W ramach polityki ilościowej Bank planuje zmniejszenie tempa redukcji portfela obligacji skarbowych z 100 mld GBP do 70 mld GBP rocznie. Działanie to ma ograniczyć zmienność na rynku długu, szczególnie w segmencie obligacji długoterminowych (gilts). Jednocześnie aktywna sprzedaż obligacji ma wynieść około 21 mld GBP rocznie – znacznie mniej niż 51 mld GBP, które byłyby potrzebne do utrzymania dotychczasowego tempa QT. Spowolnienie zacieśniania oznacza jednak większe koszty dla budżetu, ponieważ Bank Anglii ponosi straty na portfelu obligacji wartym 558 mld GBP.

Inflacja w sierpniu wyniosła 3,8%, niemal dwukrotnie przekraczając cel inflacyjny wynoszący 2%. Bank obawia się tzw. efektów drugiej rundy, czyli wtórnych wzrostów cen i płac wynikających z uporczywie wysokiego poziomu kosztów życia. Równocześnie dane z gospodarki pozostają mieszane – wzrost PKB w drugim kwartale wyniósł 0,3% (przy prognozie 0,1%), jednak w lipcu produkcja przemysłowa spadła o 0,9%. Bezrobocie w okresie od maja do lipca wzrosło do 4,7%, a deficyt handlowy sięgnął 10,3 mld GBP.

Bank Anglii utrzymuje ostrożne stanowisko wobec dalszych cięć stóp procentowych. Skala i tempo ewentualnych decyzji będą uzależnione od dynamiki presji inflacyjnej. Mimo pięciu obniżek od sierpnia 2024 roku, rynek obecnie wycenia jedynie jedną pełną obniżkę stóp w całym 2026 roku. Kluczowe informacje dotyczące dalszego kierunku polityki fiskalnej poznamy 26 listopada, kiedy kanclerz skarbu Rachel Reeves zaprezentuje projekt budżetu.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Kompleksowe rozwiązania w zakresie utrzymania ruchu – SAP Polska

SAP Polska – Twój partner w utrzymaniu ruchu

Firma SAP Polska dostarcza nowoczesne rozwiązania dla przemysłu w obszarze utrzymania ruchu. Nasze usługi obejmują wszystkie etapy – od projektowania i produkcji, przez wdrożenie, aż po serwis i doradztwo techniczne. Dzięki szerokiemu portfolio produktowemu i doświadczeniu wspieramy Klientów w zapewnieniu ciągłości procesów produkcyjnych.

Taśmy transportowe – szeroka oferta dla przemysłu

Taśmy transportowe

W naszej ofercie znajdziesz taśmy transportowe dostosowane do różnych zastosowań technologicznych. Proponujemy m.in.:

  • taśmy PU, PVC, silikonowe i teflonowe,
  • taśmy gumowo-tkaninowe,
  • taśmy modularne.

Produkujemy także taśmy wyposażone w elementy dodatkowe: zabieraki, falbany, perforacje czy nakładki ochronne. Szczególną grupą produktów są taśmy transportowe ESD, które chronią elektronikę przed wyładowaniami elektrostatycznymi. W ofercie znajdują się również taśmy elewatorowe, kubełki czerpaki oraz specjalistyczne złącza i śruby.

Pasy napędowe i przemysłowe

Pasy napędowe i przemysłowe

Dostarczamy szeroki wybór pasów napędowych, które sprawdzają się w różnych gałęziach przemysłu. Oferujemy:

  • pasy płaskie z cięgnem poliamidowym, poliestrowym i aramidowym,
  • pasy klinowe klasyczne, szerokoprofilowe, wieloklinowe i segmentowe,
  • pasy zębate i wielorowkowe,
  • pasy inżynieryjne, okrągłe oraz typu V.

Na zamówienie przygotowujemy również rozwiązania specjalne, takie jak pasy zębate poliuretanowe, modele obustronnie uzębione czy pasy do pakowaczek.

Przekładnie i motoreduktory dla przemysłu

W naszej ofercie znajdują się nowoczesne przekładnie i motoreduktory, które zapewniają wysoką niezawodność i długą żywotność. Dostarczamy:

  • przekładnie ślimakowe, walcowe i stożkowo-walcowe,
  • silniki elektryczne trójfazowe i serwo,
  • napędy w wersjach standardowych i specjalnych.

Oferowane przekładnie można stosować jako zamienniki dla wielu marek obecnych na rynku. Dodatkowo zapewniamy akcesoria – ramiona reakcyjne, tuleje, wałki oraz kołnierze boczne.

Przenośniki przemysłowe projektowane na zamówienie

sap polska

Projektujemy i wdrażamy przenośniki przemysłowe dopasowane do potrzeb zakładów produkcyjnych. Oferujemy:

  • przenośniki taśmowe,
  • przenośniki rolkowe,
  • przenośniki łańcuchowe,
  • przenośniki płytkowe,
  • przenośniki siatkowe,
  • przenośniki specjalne dla indywidualnych procesów.

Każdy projekt powstaje z uwzględnieniem norm jakościowych i bezpieczeństwa. Nasi eksperci zapewniają wsparcie techniczne i doradztwo na każdym etapie współpracy.

Łańcuchy transportowe i napędowe Renold

Jako autoryzowany dystrybutor marki Renold, oferujemy wysokiej jakości łańcuchy napędowe i transportowe. Dostarczamy także:

  • koła łańcuchowe,
  • tuleje montażowe,

Dzięki współpracy z Renold gwarantujemy Klientom niezawodność i trwałość w najbardziej wymagających aplikacjach przemysłowych.

Kurtyny paskowe PVC – ochrona i izolacja

Uzupełnieniem naszej oferty są kurtyny paskowe z PVC, które chronią pomieszczenia przed czynnikami zewnętrznymi i stratami energii. W zależności od potrzeb stosujemy różne rodzaje folii:

  • polarne, kolorowe i matowe,
  • spawalnicze, antystatyczne,
  • żebrowane oraz perforowane.

Oferujemy pełną usługę – od projektu i konfekcji, przez montaż, po serwis kurtyn przemysłowych.

Serwis przenośników 24/7

Świadczymy całodobowe usługi w zakresie serwisu taśm przenośnikowych i systemów transportowych. Zajmujemy się regeneracją i wymianą taśm oraz konserwacją napędów, motoreduktorów i przekładni.
Łączenie taśm wykonujemy metodą:

  • klejenia,
  • zgrzewania,
  • przy użyciu złączek mechanicznych stalowych i tworzywowych.

Działamy w dwóch trybach:

  • awaryjnym 24/7 – ekipa serwisowa dociera w ciągu maksymalnie 8 godzin,
  • planowym – realizowanym w kolejnym dniu roboczym.

Strategia doceniania –feedback jest ważniejszy od jednorazowych nagród

Współczesne organizacje stają przed wyzwaniem utrzymania zaangażowanych i zmotywowanych pracowników. Jak pokazują najnowsze badania HRM Institute, BNP Paribas i Capgemini (Siła Doceniania), 99% pracowników uważa docenianie w miejscu pracy za istotne. Kultura codziennego uznania i częstego feedbacku ma dużo większy wpływ na motywację i zaangażowanie pracowników niż tradycyjne, jednorazowe nagrody finansowe, jak premie roczne.

Częsty feedback – klucz do motywacji i zaangażowania

Badanie wskazuje, że aż 77% pracowników uważa, że regularne docenianie pozytywnie wpływa na ich motywację, a 58% twierdzi, że częste uznanie wpływa na ich zaangażowanie w pracę. Co ciekawe, jednorazowe premie roczne docenia tylko 35% pracowników, podczas gdy aż 57% woli otrzymywać feedback tuż po wykonaniu zadania, a 64% po zakończeniu większych projektów.

Te liczby pokazują, jak bardzo codzienne, regularne uznanie jest ważne w kontekście współczesnego podejścia do motywacji. Wielu ekspertów HR podkreśla, że kultura częstego feedbacku pomaga w utrzymaniu motywacji na stałym, wysokim poziomie, a pracownicy, którzy czują się doceniani i widzą, że ich wysiłki są zauważane na bieżąco, mają znacznie większe poczucie satysfakcji zawodowej.

– „Feedback rozumiany jako dzielenie się informacjami zwrotnymi często jest kluczowym motywatorem dla pracownika – bez niego trudno o zrozumienie oczekiwań, rozwój, sens działania. Regularne uznanie pozwala pracownikom widzieć istotę swojej pracy na co dzień i wzmacnia ich poczucie sprawczości” – zauważa Dorota Pałysiewicz, Dyrektor ds. HR w Brown-Forman Polska.

Feedback vs. jednorazowe nagrody: długofalowe efekty

Warto zauważyć, że kultura feedbacku nie tylko motywuje pracowników w krótkim okresie, ale także przyczynia się do ich długofalowego zaangażowania i satysfakcji z pracy. Pracownicy, którzy regularnie otrzymują konstruktywny feedback, są bardziej świadomi swoich mocnych stron oraz obszarów do rozwoju, co umożliwia im lepsze wykonywanie codziennych zadań.

– „Częsty feedback pozwala na bieżąco korygować błędy, doskonalić umiejętności i dostosowywać się do zmieniających się oczekiwań firmy. Z kolei jednorazowa premia roczna daje jedynie chwilowy impuls motywacyjny, który szybko się wyczerpuje” – mówi Piotr Majewski, konsultant HR.

Feedback, szczególnie jeśli jest konkretny i oparty na wnioskach z analizy wykonanej pracy, daje pracownikowi poczucie, że rozwija się w odpowiednim kierunku. Długoterminowo prowadzi to do większego zaangażowania, bo pracownicy widzą, że ich praca ma wartość, a ich rozwój jest monitorowany i wspierany przez przełożonych – dodaje Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Zaangażowanie pracowników to kluczowy element sukcesu każdej organizacji. Firmy z wysoko zaangażowanymi zespołami osiągają lepsze wyniki, mają niższą rotację i większą stabilność. Co więcej, zespół pełen zaangażowanych pracowników to zespół, który nie tylko realizuje cele, ale także angażuje się w procesy innowacyjne i proaktywnie rozwiązuje problemy. Feedback, w tym regularne docenianie za dobrze wykonaną pracę, pozwala budować poczucie wspólnoty i przynależności, co przekłada się na lepszą współpracę i efektywność.

Badanie pokazuje, że pracownicy, którzy regularnie otrzymują feedback, czują się bardziej związani z organizacją i są bardziej skłonni do długoterminowej współpracy. „Skala zaangażowania jest papierkiem lakmusowym zdrowia lub kultury organizacji.  Firmy, które stawiają na codzienne uznanie i konstruktywny feedback, mogą zbudować silne fundamenty pod przyszły rozwój – konkluduje Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Śnieżka publikuje wyniki za I półrocze 2025 roku

Grupa Śnieżka wypracowała w I półroczu 2025 roku 380,3 mln zł przychodów ze sprzedaży wobec 402,6 mln zł odnotowanych w analogicznym okresie poprzedniego roku. W raportowanym półroczu wynik EBITDA wyniósł 66,5 mln zł wobec 67,4 mln zł rok wcześniej, natomiast zysk netto ukształtował się na poziomie 31,3 mln zł w porównaniu z 31,7 mln zł w I półroczu 2024 roku.

  • W omawianym okresie wyniki Grupy pozostawały pod wpływem trudnych uwarunkowań makroekonomicznych, które wpływały na aktywność i wybory konsumentów. Rynek farb nadal nie wykazywał oznak ożywienia.

– Otoczenie makroekonomiczne, jak również sytuacja w branży farb, nie uległy poprawie w II kwartale 2025 roku, co przełożyło się na spadek sprzedaży w całym I półroczu br. W tych warunkach skupiamy się na działaniach zwiększających odporność, tj. dyscyplinie kosztowej oraz systematycznym obniżaniu poziomu zadłużenia – na koniec czerwca br. wskaźnik długu netto do EBITDA wyniósł 1,69. Wyniki Grupy potwierdzają naszą zdolność do skutecznego działania i utrzymania udziałów rynkowych, mimo utrzymujących się wyzwań popytowych na kluczowych rynkach – komentuje Joanna Wróbel-Lipa, Wiceprezes Zarządu Śnieżka SA.

W I półroczu 2025 roku na zyskowność Grupy negatywnie wpłynął przede wszystkim spadek sprzedaży. Koncentracja na zachowaniu dyscypliny kosztowej zaowocowała spadkiem kosztów sprzedaży i ogólnego zarządu o blisko 0,5 mln zł w ujęciu rok do roku. Rentowność EBITDA w analizowanym okresie wyniosła 17,5%, co stanowi wzrost o 0,8 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim, a w samym II kwartale było to 19,1%, czyli o 1,3 punktu procentowego więcej rok do roku. W I półroczu br. marża brutto ze sprzedaży wzrosła do 49,9% wobec 48,4% w analogicznym okresie roku poprzedniego, co wynikało ze sprzyjającej relacji kosztów wytworzenia do uzyskanej sprzedaży.

Wartość sprzedaży krajowej w I półroczu 2025 roku osiągnęła 279,2 mln zł, co oznacza spadek o 2,3% rok do roku, stanowiąc 73,4% skonsolidowanych przychodów. Na rynku węgierskim przychody zmniejszyły się o 10,7% rok do roku, osiągając wartość 47,5 mln zł. Sprzedaż na rynku ukraińskim wyniosła 39,4 mln zł, co oznacza spadek o 8,2% rok do roku. Dodatkowo na poziom wyników negatywnie wpłynęło umocnienie złotego względem forinta i hrywny.

Na koniec czerwca 2025 roku wskaźnik dług netto/EBITDA Grupy wyniósł 1,69 w porównaniu z 2,08 rok wcześniej.

Podstawowe elementy rachunku zysków i strat Grupy Kapitałowej Śnieżka:

okres 6 miesięcy zakończony dnia 30 czerwca 2025 roku okres 6 miesięcy zakończony dnia

30 czerwca 2024 roku

Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 380 328 402 648 -5,5%
Koszt własny sprzedaży 190 524 207 966 -8,4%
Koszty sprzedaży i ogólnego zarządu 142 998 143 488 -0,3%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej 545 (2 494) -121,9%
Wynik na działalności finansowej (7 912) (9 345) -15,3%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej 25 134 -81,3%
Zysk brutto 39 464 39 489 -0,1%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 47 351 48 700 -2,8%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 66 477 67 373 -1,3%
Podatek dochodowy 8 195 7 772 5,4%
Wynik netto, w tym 31 269 31 717 -1,4%
zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 30 020 30 026 0,0%

Helpful Content Update zmienia zasady gry w SEO: już nie słowa kluczowe, lecz wartość treści

0

Od wprowadzenia Helpful Content Update priorytetem nie są już słowa kluczowe, ale to dla kogo i jak piszemy. Największy wstrząs przyniosły AI Overviews – podsumowania generowane przez sztuczną inteligencję, które od marca 2025 roku pojawiają się w wynikach aż o 115% częściej[1], spychając tradycyjne linki w dół. Efekt? W walce o widoczność liczy się dziś nie ilość, ale jakość – regularność publikacji, unikalność i prawdziwa wartość dla czytelnika.

Sztuczna inteligencja w natarciu – dostosuj się albo zgiń

Technologiczna rewolucja oparta na AI nie jest już zaskoczeniem, jednak zasięg jej wpływu poszerza się o coraz to nowe obszary. Zmiany nie ominą również sklepów online, a brak kompatybilności SEO z algorytmami sztucznej inteligencji może okazać się zgubny dla domen e-commerce. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów do 2026 roku wykorzystanie tradycyjnych wyszukiwarek internetowych może spaść o nawet 25% na rzecz chatbotów oraz agentów AI[2].

Trend ten zaobserwować możemy już dziś, gdy coraz więcej użytkowników woli sięgnąć po rozwiązania typu LLM, celem wyszukania pożądanych informacji czy produktów. Fakt ten nie umknął uwadze Google’a, który w ramach kontrofensywy postanowił zaimplementować AI do swojej wyszukiwarki, pozwalając nam na bardziej naturalne i responsywne formułowanie zapytań.

Wdrożenie nowych algorytmów oraz funkcji AI Overviews (AIO) zdążyło już solidnie namieszać w statystykach wielu witryn internetowych – jak donosi BrightEdge, mimo iż średnia liczba wyświetleń stron wzrosła o około 49% rok do roku, współczynnik klikalności (CTR) spadł o nawet 30%. Co więcej, ze względu na premiowanie przez AIO treści informacyjnych ponad komercyjnymi[3], podsumowania sztucznej inteligencji niezwykle rzadko uwzględniają jakiekolwiek treści z obszaru e-commerce – częstotliwość ta spadła z 29% do zaledwie 4%[4].

Jak podkreśla Tomasz Zagórski, Senior SEO Specialist w IdoSell: Chcąc zadbać o maksymalną widoczność i efektywność swoich sklepów, e-sprzedawcy muszą zwracać szczególną uwagę na to, w jaki sposób tworzą content na swoją witrynę (musi on być w wielu aspektach atrakcyjny, zrozumiały dla Google oraz modeli LLM). Treści muszą odpowiadać konkretnie na zapytanie
i wpisywać się w intencję użytkownika. Tylko podążając za najnowszymi standardami SEO merchanci mogą przebić się przez barierę wyzwań, jaką dla ich rozpoznawalności stawia obecnie AI
”.

Nowy król SEO – już nie tylko kontent, ale i kontekst

Algorytmy Google w niespotykanym dotąd stopniu opierają się na sztucznej inteligencji, która charakteryzuje się myśleniem kontekstowym – oznacza to, że wyniki dla wpisanego wyszukiwania nie bazują już wyłącznie na słowach kluczowych, lecz raczej na adekwatności odpowiedzi w stosunku do pytania użytkownika. Ważnym zagadnieniem jest tu tzw. Cost of Retrieval (ang. koszt przetwarzania informacji), czyli kryterium oceny, zgodnie z którym im bardziej spójna tematycznie, logiczna i osadzona w kontekście treść, tym niższy koszt jej przetworzenia – a co za tym idzie, lepsze pozycjonowanie strony.

Ważne jest również uzbrojenie strony w treści jasne i kompleksowe, ponieważ AI działa w oparciu o encje (kategorie bytów) oraz ich atrybuty (cechy). Ma to szczególne znaczenie w odniesieniu do branży e-commerce. Weźmy na przykład kwestię nazw produktów oferowanych na stronie: klient może nie tylko poszukiwać T-shirtu, ale również podać jego kolor, markę czy charakterystyczny nadruk. Jeżeli cechy te nie zostaną zawarte w nagłówku oraz opisie produktu, algorytm może odrzucić dany sklep, uznając jego zawartość za nieprecyzyjną. W takim wypadku, nawet jeżeli sklep posiada w ofercie poszukiwany towar, do tego w atrakcyjnej cenie, jego potencjalny klient może nigdy się o tym nie dowiedzieć.

Bądź ekspertem w swojej dziedzinie

Niezwykle istotną zmianą z perspektywy SEO jest również rodzaj treści, po jaki chętniej sięgają algorytmy Google – chodzi tu o materiały eksperckie, konkretne i silnie informatywne, które AI ocenia jako bardziej merytoryczne. Z raportu BrightEdge wynika, że na przestrzeni roku zaobserwowano 48% wzrost w cytowaniu terminologii technicznej oraz o 49% częstsze występowanie AIO przy bardziej złożonych zapytaniach[5].

Przyczyną jest tu zasada tzw. Topical Authority, a więc premiowania przez wyszukiwarkę stron, które regularnie, spójnie i dogłębnie opisują dane tematy. Aby jawić się (w oczach algorytmu oraz odbiorców) jako autorytet w swojej dziedzinie – np. obszarze działalności sklepu – sprzedawcy muszą zadbać o aktualność i częstotliwość publikowanych treści, najlepiej w formie merytorycznych artykułów, wpisów blogowych albo przynajmniej oryginalnych opisów oferowanych produktów. Ta ostatnia kwestia jest szczególnie istotna z perspektywy e-commerce, bowiem unikalne treści podnoszą wartość SEO. Zamiast kopiowania generycznych opisów ze strony producenta i powielania tego, co już widnieje w internecie, warto jest poświęcić czas na przygotowanie autorskiej treści, celem zwiększenia szansy na jej wyszukanie.

„W dobie Google AIO oraz zwiększającego się korzystania przez użytkowników z takich rozwiązań jak chatGPT, Perplexity czy też innych modeli generatywnych AI do wyszukiwania informacji, priorytetem nabywającym jeszcze większego znaczenia jest m.in. poprawna i logiczna pod kątem technicznym struktura witryny. IdoSell oferuje swoim merchantom pełen pakiet możliwości zarządzania i modyfikowania technicznego e-sklepu, tak by był łatwo dostępny do analizy przez Google oraz AI” – dodaje Tomasz Zagórski z IdoSell.

Zadbaj o fundament – architektura strony ma znaczenie

Aby strona sklepu była prawdziwie przyjazna dla AI, należy zadbać o kilka kwestii technicznych, dotyczących samej jej struktury. Po pierwsze, optymalizacja kodu HTML zapewnia niebagatelną premię w oczach algorytmu, zważywszy na fakt, iż ceni on prędkość wczytywania witryny.

Do tego należy wziąć pod uwagę odpowiednią, zgodną z zasadami SEO hierarchię nagłówków oraz formatowanie treści – im bardziej przejrzysta będzie struktura, tym lepiej agent AI będzie w stanie odczytać i zrozumieć zawarte na stronie informacje, co zwiększy szansę na lepsze pozycjonowanie. Przeszkodą na tym polu może za to okazać się nadmierna ilość JavaScriptu, którego dynamiczne efekty wizualne mogą ograniczać widoczność treści dla botów.

Warto również pamiętać o znaczącym udziale użytkowników mobilnych, których liczba z roku na rok sukcesywnie wzrasta. Zadbanie o poprawne wyświetlanie oraz nawigację po witrynie sklepu na smartfonach czy tabletach nie tylko podniesie jakość doświadczenia konsumentów, lecz również sprawi, że strona będzie traktowana przez AI priorytetowo.

[1] Ahref, „AI Overviews Have Doubled (25M AIOs Analyzed)”, 2025: https://ahrefs.com/blog/ai-overview-growth/

[2] Gartner, „Gartner Predicts Search Engine Volume Will Drop 25% by 2026, Due to AI Chatbots and Other Virtual Agents”, 2024: https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2024-02-19-gartner-predicts-search-engine-volume-will-drop-25-percent-by-2026-due-to-ai-chatbots-and-other-virtual-agents

[3] Ahref, „I Analyzed 300K Keywords. Here’s What I Learned About AI Overviews”, 2024: https://ahrefs.com/blog/ai-overview-keywords/

[4] BrightEdge, „AIO Overviews One Year Review Research Paper”, 2025: https://videos.brightedge.com/assets/SGE-Guide/BrightEdge%20Report%20-%20AIO%20Overviews%20One%20Year%20Review%20Research%20Paper%20and%20Deep%20Dive%20.pdf

[5] Jak wyżej

Polska nadrabia zaległości w AI. MŚP przyspieszają cyfrową transformację

Sztuczna inteligencja staje się jednym z kluczowych filarów strategii cyfryzacji zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Polsce. Jej rosnąca adopcja widoczna jest nie tylko w dużych korporacjach, lecz także w sektorze MŚP. Eksperci podkreślają, że rozwój AI jest ściśle związany z rozbudową infrastruktury chmurowej, która zapewnia niezbędne zasoby obliczeniowe i elastyczność we wdrażaniu nowych technologii.

Europa przyspiesza dzięki regulacjom

Z danych Eurostatu wynika, że obecnie 13,9% firm w Unii Europejskiej korzysta z rozwiązań opartych na AI – to wzrost o prawie 6 p.p. w skali roku. UE realizuje swój cel zwiększenia adopcji AI do 18% w 2024 roku, a tempo rozwoju wspierają regulacje (m.in. AI Act) oraz programy inwestycyjne. Różnice między poszczególnymi krajami są jednak znaczące – niektóre państwa adaptują AI szybciej, inne pozostają w tyle.

Polska wciąż pozostaje poniżej unijnej średniej, ale nadrabia szybkim tempem wdrożeń, które z czasem zaowocują. W 2024 roku 5,9% krajowych firm stosowało AI (wobec 3,7% rok wcześniej). Wzrost o ponad 2 p.p. r/r oznacza, że Polska rozwija się szybciej niż średnia europejska. Eksperci z Polcom przewidują, że krajowy cel – 10% firm korzystających z AI – może zostać osiągnięty już w 2026 roku. Szczególną rolę w tym procesie mają odegrać MŚP, które coraz chętniej inwestują w technologie cyfrowe.

MŚP – motor wdrożeń AI

Raport Polcom „Transformacja cyfrowa sektora MŚP w latach 2024–2026” wskazuje, że już 61% małych i średnich firm deklaruje korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji, a 45% wykorzystuje uczenie maszynowe w codziennej działalności – od analizy danych, przez automatyzację procesów, po obsługę klienta. Co więcej, 62% MŚP planuje inwestycje w chmurę obliczeniową do końca 2026 roku, a to właśnie ona jest fundamentem dalszego rozwoju AI.

Znaczenie chmury widać także w prognozach Gartnera – do 2029 roku aż 50% mocy obliczeniowych w chmurze będzie przeznaczonych na potrzeby AI (obecnie jest to ok. 10%). Oznacza to pięciokrotny wzrost i podkreśla, że rozwój sztucznej inteligencji bez równoległego rozwoju chmury jest niemożliwy.

Polska ma potencjał, by znacząco przyspieszyć adaptację sztucznej inteligencji, szczególnie w sektorze MŚP, który coraz odważniej sięga po innowacje technologiczne. Już dziś widzimy, że małe i średnie firmy coraz częściej wdrażają rozwiązania z zakresu generatywnej AI czy uczenia maszynowego, traktując je nie jako ciekawostkę, lecz jako realne narzędzie do budowania przewagi konkurencyjnej – mówi Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom. – Kluczowe będą jednak inwestycje, m.in w chmurę obliczeniową, bo to ona zapewnia elastyczność i odpowiednią moc obliczeniową niezbędną do rozwoju narzędzi AI. Nie mniej istotny jest rozwój kompetencji cyfrowych firm i ich świadomości, w kontekście wdrażania rozwiązań AI – bez wykwalifikowanej kadry pracowniczej trudno będzie o pełne wykorzystanie potencjału sztucznej inteligencji. W najbliższych latach to właśnie synergia chmury, GenAI i dobrze wyszkolonych specjalistów zadecyduje o tym, które firmy będą w stanie wykorzystać transformację cyfrową do budowy trwałej przewagi na rynku – podkreśla.

GenAI udowadnia swoją wartość w marketingu. 93% CMO dostrzega realne korzyści biznesowe, w tym zwrot z inwestycji

0

GenAI przestaje być eksperymentem. W 2025 roku umacnia się jej pozycja jako dojrzałej technologii biznesowej i kluczowego obszaru inwestycji strategicznych.

Generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) na stałe wchodzi do świata marketingu. Według badania SAS i Coleman Parkes „Marketers and AI: Navigating New Depths”, technologię tę aktywnie wdraża już 85% osób odpowiedzialnych za działania marketingowe, co potwierdza rosnącą świadomość jej potencjału i realnego wpływu na efektywność biznesową. Dla porównania, w 2024 roku wskaźnik ten wynosił 75%.

Aż 80% specjalistów pracujących w obszarze marketingu zauważa realny zwrot z inwestycji w GenAI. W przypadku osób odpowiedzialnych za strategiczne działania marketingowe firm, wskaźnik ten wzrasta do 93%, a wśród zespołów marketingowych wynosi 83%.

GenAI nie jest już technologiczną nowinką, stała się ona nieodłącznym elementem nowoczesnego marketingu – mówi Jenn Chase, Chief Marketing Officer i Executive Vice President w SAS. – Skoro 85% zespołów marketingowych aktywnie wykorzystuje tę technologię w codziennej pracy, nie mówimy już o obszarze eksperymentowania, lecz o narzędziu, które właśnie kształtuje przyszłość całej branży. Zyski płynące z GenAI wykraczają poza daleko poza oszczędność czasu i redukcję kosztów. Organizacje coraz częściej wskazują na poprawę lojalności klientów i wzrost sprzedaży jako bezpośredni rezultat zastosowania zaawansowanej analityki i targetowania wspieranego przez GenAI – dodaje.

W 2024 roku GenAI postrzegano głównie jako narzędzie do optymalizacji procesów i ograniczania kosztów. Jak wynika z badania, współcześnie lista wymienianych korzyści znacząco się wydłużyła: 94% respondentów wskazuje na poprawę procesów personalizacji, 91% zauważa wzrost efektywności w pracy z dużymi zbiorami danych, a 90% potwierdza oszczędność czasu i kosztów operacyjnych. Niemal 9 na 10 specjalistów dostrzega również poprawę trafności predykcji, większą lojalność klientów i wzrost sprzedaży.

Zaufanie do GenAI stale rośnie. Podczas gdy w 2024 roku odsetek przedstawicieli branży marketingowej deklarujących solidne zrozumienie tej technologii oraz jej wpływu na realizację celów biznesowych wynosił 50%, obecnie wynosi on już 62%.

Dynamika wdrożeń jasno pokazuje kierunek zmian – GenAI najczęściej wykorzystywana jest w następujących obszarach:

  • Chatboty (62%)
  • Generowanie treści (45%)
  • Analiza trendów (36%)

Nowe kierunki wykorzystania GenAI to m.in.: dane syntetyczne (18%), małe modele językowe (12%) oraz cyfrowe bliźniaki (5%), które otwierają kolejne możliwości rozwoju technologii.

Firmy zwiększają inwestycje w generatywną sztuczną inteligencję

Coraz więcej organizacji wdraża autonomiczne strategie marketingowe oparte na sztucznej inteligencji. Wraz z rosnącym zaufaniem do technologii rośnie również zaangażowanie strategiczne – aż 93% zespołów marketingowych uwzględnia GenAI w planowaniu budżetów do 2026 roku. Firmy będące liderami w tym obszarze integrują GenAI z codziennymi procesami, rozwijają rozwiązania agentowe i konsekwentnie budują infrastrukturę wspierającą autonomiczne podejmowanie decyzji.

Raport „Marketers and AI: Navigating New Depths” opiera się na wynikach badania przeprowadzonego wśród 300 organizacji z całego świata – od małych i średnich firm po przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 10 000 pracowników. Respondentami byli specjaliści zajmujący się marketingiem w różnych sektorach gospodarki.

Naukowcy z Siedlec pracują nad ziemniakiem, który może stać się polskim superfoods

Uniwersytet w Siedlcach prowadzi innowacyjne badania nad uprawą ziemniaka jadalnego o barwnym miąższu. To warzywo, które może stać się polską odpowiedzią na światowy trend „superfoods”.

W Rolniczej Stacji Doświadczalnej im. prof. Feliksa Ceglarka w Zawadach zespół naukowców z Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa, Wydziału Nauk Rolniczych Uniwersytetu w Siedlcach, bada możliwości uprawy ziemniaków o fioletowym, czerwonym i różowym miąższu. Prace prowadzą m.in. prorektor ds. studiów, prof. dr hab. Marek Gugała oraz mgr inż. Łukasz Domański.

Dlaczego kolorowe ziemniaki?

Po pierwsze to zdrowie na talerzu – barwne odmiany ziemniaka są bogate w antocyjany i polifenole, które działają antyoksydacyjnie, obniżają indeks glikemiczny i wspierają profilaktykę chorób cywilizacyjnych. Badania dowodzą, że ziemniaki o fioletowym miąższu mogą poprawiać elastyczność naczyń krwionośnych i stabilizować poziom cukru we krwi.

Smak i atrakcyjność to kolejny powód uprawy – ich intensywna barwa przyciąga wzrok i otwiera nowe możliwości w kuchni. Świetnie nadają się do chipsów, puree czy dań restauracyjnych. Powód trzeci to  ekonomia i rolnictwo – wprowadzenie barwnych odmian zwiększa różnorodność upraw, wspiera konkurencyjność polskiego rolnictwa i pozwala budować niszowe, wysokowartościowe rynki żywności.

Polska odpowiedź na „superfoods”

Kolorowe ziemniaki pochodzą głównie z Ameryki Południowej, jednak dzięki pracom naukowców z Siedlec, polegającej na poszukiwaniu odpowiedniej technologii, uprawy dostosowywane są do polskich warunków klimatycznych i glebowych. W badaniach wykorzystuje się m.in. roślinne stymulatory wzrostu – naturalne preparaty podnoszące odporność roślin. To ekologiczna alternatywa dla wielu tradycyjnych środków chemicznych, które zostały wycofane w ramach założeń Europejskiego Zielonego Ładu.

Ziemniak przyszłości

Kolorowe ziemniaki to nie tylko innowacja kulinarna, ale także odpowiedź na potrzeby współczesnego konsumenta: zdrowa, naturalna, lokalna i atrakcyjna żywność. Mogą stać się krajową alternatywą dla importowanych „superfoods”, łącząc walory prozdrowotne z tradycją polskiego rolnictwa.

Dlaczego wierzymy w fake newsy? Badania z Polski, Czech i Słowacji

0

Fake newsy przypominają prawdziwe informacje, grają na emocjach, wykorzystują obrazy i silnie odwołują się do moralności – dlatego bywają tak przekonujące. Zespół badaczy Uniwersytetu SWPS w ramach Central European Digital Media Observatory (CEDMO), przeanalizował strukturę, język i mechanizmy oddziaływania fałszywych przekazów. Wyniki nie pozostawiają złudzeń: dezinformacja nie jest dziełem przypadku – to starannie skonstruowana narracja, która wzmacnia polaryzację, podważa autorytety i przedstawia świat jako miejsce konfliktu i niesprawiedliwości. Mimo to – jak pokazują badania – większość odbiorców potrafi rozpoznać manipulację.

W ramach CEDMO 2.0 Uniwersytet SWPS we współpracy z partnerami z Czech i Słowacji zrealizował badania porównawcze narracji, zawartości i struktury fake newsów – dotyczące Polski, Czech i Słowacji. Przeprowadził je zespół w składzie: kierowniczka projektu dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, prof. USWPS, dr hab. Michał Wenzel, prof. USWPS, dr Jakub Kuś, USWPS oraz Ivan R. Cuker, socjolog i analityk danych centrum CEDMO.1

Podczas Festiwalu Nauki w Warszawie 21 września 2025 r. odbędzie się wykład Dezinformacja 2.0. Czy jesteśmy jeszcze w stanie odróżnić prawdę od manipulacji? Dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, prof. USWPS, dr Kamil Izydorczak, Agnieszka Pantuchowicz, dr Małgorzata Bulaszewska będą rozmawiać o fake newsach, deepfake’ach, manipulacji emocjami w debacie o dezinformacji 2.0 i granicach naszej odporności poznawczej.

Natomiast już 2 października 2025 r. będzie można posłuchać webinaru „Psychologia dezinformacji – dlaczego tak łatwo wierzymy w nieprawdę?”, podczas którego przyjrzymy się mechanizmom psychologicznym stojącym za podatnością na dezinformację oraz strategiom pozwalającym zachować czujność i krytyczne myślenie w świecie pełnym sprzecznych komunikatów. Spotkanie poprowadzi dr Bartosz Kicior, socjolog i medioznawca, a jego gościem będzie prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny. Spotkanie zaplanowano w ramach rozpoczętego właśnie na USWPS cyklu „Dezinformacja.Sprawdź zanim uwierzysz”. Szczegóły dostępne są na stronie.

Dlaczego zdarza nam się uwierzyć?

Fake newsy zyskują wiarygodność, naśladując informacje dziennikarskie. Ich tematyka, choć zróżnicowana, jest bezpośrednio związana z aktualną sytuacją społeczno-polityczną i głównymi obszarami zainteresowań profesjonalnych mediów. Badania pokazują, że zdecydowana większość fake newsów wykorzystuje obrazy – zarówno w formie statycznej (44 proc.), jak i dynamicznej (38 proc.).2

– Interesujące jest jednak to, że obraz nie jest kodem samodzielnym – w prawie każdym przypadku towarzyszy mu tekst, którego format i funkcja są zróżnicowane. Zaledwie 9 proc. analizowanych przekazów składa się tylko z tekstu. W tym sensie przekazy typu fake news są multimodalne – wyjaśnia prof. Karina Stasiuk-Krajewska z Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Nie ma dezinformacji bez teorii spiskowych

W 37 proc. przekazów główną ramą (kontekstem) ich prezentowania jest teoria spiskowa. W dalszej kolejności istotne jest także deprecjonowanie autorytetu (27 proc.) oraz konflikt i przemoc elit (po 12 proc.) – zwłaszcza tych, którzy sprawują władzę, wobec tych, którzy jej nie mają. Jest to zatem przemoc postrzegana jako niesprawiedliwa, a jednocześnie oparta na ukrywaniu prawdy o świecie.3

Narracje dezinformacyjne są ściśle powiązane z określonym sposobem interpretacji świata, z dyskursem opartym na założeniu, że jest on spolaryzowany i pełen przemocy. – dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, prof. USWPS z Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS

Autor? Obecny!

Charakterystyczną cechą przekazów typu fake news jest obecność autora (narratora) w tekście. Dotyczy to aż 70 proc. analizowanych przypadków. Autor ujawnia się wprost np. poprzez formy gramatyczne – czasowniki w pierwszej osobie liczby pojedynczej, ale także pośrednio – poprzez zwroty do adresata, składane deklaracje czy pytania retoryczne.4

– W tym miejscu wyraźnie widać, że fake newsy są silnie perswazyjne – obecność autora bezpośrednio sugeruje określoną interpretację przekazu. Jest to też wyraźna różnica wobec klasycznej informacji dziennikarskiej, gdzie autor tekstu nie jest i nie powinien być obecny. Widać, że tak rozumiany obiektywizm jest czymś szczególnie istotnym dla profesjonalnego dziennikarstwa, ponieważ, z punktu widzenia czytelnika, jest jedną z najistotniejszych wskazówek pozwalających odróżnić przekaz dziennikarski od przekazu typu fake news – podkreśla badaczka.

Gra na emocjach

Wśród konkretnych technik perswazyjnych zdecydowanie przeważa stosowanie „mocnego”, etykietującego języka – takie zabiegi, jak używanie słów typu „zdrada”, „oszustwo” czy „nachodźca”, pojawiają się aż w 79 proc. analizowanych przekazów. Na kolejnych miejscach znajdują się: polaryzacja oraz emocje (odpowiednio 57 proc. i 56 proc.) oraz narracje sugerujące odkrywanie ukrytej prawdy (45 proc.). W 41 proc. przypadków fake newsy wykorzystują także odwołania do „alternatywnych” autorytetów lub cytują wypowiedzi uznanych postaci w sposób manipulacyjny.5

Dla wyrobienia odporności na przekazy dezinformacyjne ważne jest rozwijanie u odbiorców treści krytycznego podejścia do emocji zawartych w przekazach medialnych oraz do pozornie logicznych wniosków. Konieczne jest promowanie stosowania powolnego, a nie szybkiego myślenia w kontaktach z mediami. – prof. Karina Stasiuk-Krajewska

W odniesieniu do norm etycznych

Legitymizacja fake newsów opiera się głównie na odniesieniu do „właściwego” porządku świata i zasad moralnych. Argumentacja, że dane działanie jest złe, niemoralne, krzywdzące, narusza podstawowe prawa człowieka itp. pojawia się w 52 proc. analizowanych przekazów. W dalszej kolejności występuje racjonalizacja (52 proc.), czyli uwiarygadnianie poprzez podawanie danych lub racjonalną w strukturze argumentację. 34 proc. analizowanych przekazów legitymizuje się poprzez odwołanie do autorytetów – najczęściej „alternatywnych”. W 22 proc. przekaz jest uwiarygadniany poprzez zdystansowanie, ironiczne podejście do otoczenia.6

Główni aktorzy fake newsów

Po 19 proc. głównych bohaterów stanowią aktorzy instytucjonalni np. rządy albo organizacje międzynarodowe oraz politycy. W 18 proc. przekazów są to tzw. zwykli ludzie, a w 16 proc. – specjaliści np. lekarze, profesorowie itp.

– Charakterystyczne są role przypisywane poszczególnym typom aktorów. Instytucje i politycy przedstawiani są najczęściej w świetle negatywnym, jako źródło opresji, natomiast zwykli ludzie to zazwyczaj ofiary tejże opresji – doprecyzowuje badaczka.

Wyjątkiem jest kategoria uchodźców – w tym przypadku „zwykli ludzie” przedstawiani są jako źródło zagrożenia. Tak skonstruowany profil bohatera wskazuje na specyficzną konstrukcję świata społecznego występującą w fake newsach – jest to świat nieprzyjazny, postrzegany przez pryzmat codziennych krzywd doświadczanych przez „zwykłych ludzi” ze strony polityków lub instytucji sprawujących władzę, ewentualnie przedstawicieli grup odmiennych kulturowo – najczęściej uchodźców.

Fake news a sprawa polska

Pomimo licznych podobieństw, fake newsy w trzech analizowanych krajach mają swoją specyfikę tematyczną. W analizowanym przedziale czasowym dominowały fake newsy dotyczące wojny w Ukrainie, ale wyraźnie na znaczeniu – zwłaszcza w Polsce – zyskiwała dezinformacja medyczna. Tematem byli też politycy, często ich życie prywatne lub domniemane nadużycia, których się dopuścili. Co wyróżnia narracje dezinformacyjne w Polsce w porównaniu z Czechami i Słowacją? Specyficzną cechą jest niewielka ilość tekstu, przeważają fake newsy w formie tekstu i zdjęć. W większym stopniu bohaterami są zwykli ludzie i zdecydowanie dominuje perspektywa ofiar. W odniesieniu do pozostałych państw stosunkowo najmniej widoczna jest obecność autora w tekście. Szczególną wagę przykłada się do konfliktu społecznego i przemocy elit, a główną retoryką jest retoryka polaryzacji i spisku.

Co decyduje o efektywności fake newsa

Wyniki badania „Struktura dezinformacji. Cechy materiału zwiększające podatność odbiorców” pokazują, że społeczeństwo jest w znaczącym stopniu odporne na dezinformację. Zaprezentowane treści zostały poprawnie rozpoznane jako próby wprowadzenia w błąd.

W odniesieniu do materiałów dezinformacyjnych przeważała opinia, że są one: próbą manipulacji, wyrazem interesów jakiejś grupy społecznej lub zawodowej oraz, że są oparte na pogłoskach, wierzeniach lub mitach. Jednocześnie nie były postrzegane jako prawdziwe, oparte na faktach, sprawdzalne u źródła, przygotowane rzetelnie ani przygotowane w dobrej intencji, nie poruszają respondentów osobiście ani nie zachęcają do działania. – dr hab. Michał Wenzel, prof. USWPS z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS

– Wynik dotyczy wszystkich trzech badanych społeczeństw, przy czym podatność na dezinformację jest większa w Czechach i na Słowacji niż w Polsce” – podsumowuje prof. Michał Wenzel z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS.

Emocjonalność, racjonalizacja i AI

Wyniki badania wskazują, że emocjonalny charakter treści zmniejsza podatność na dezinformację, ale jednocześnie zwiększa widoczność materiałów dezinformacyjnych. Dramatyczne zdjęcie wraz z brakiem możliwego do zidentyfikowania autora sprawiały, że przekaz stawał się zdecydowanie mniej wiarygodny.

Skuteczność komunikatu zwiększa depersonalizacja i odwołanie się do argumentów quasi- lub pseudonaukowych. Przekaz neutralny i pisany bezosobowo jest wyraźnie najbardziej przekonujący, prawdopodobnie dlatego, że najbardziej przypomina profesjonalny komunikat informacyjny, który wygląda wiarygodnie. –  dr Jakub Kuś z Wydziału Psychologii we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS

W badaniu istotny był też problem wykorzystania sztucznej inteligencji przy tworzeniu materiałów. Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że respondenci nie potrafią rozpoznać treści generowanych przez AI.

Badania

W pierwszej fazie realizacji badań w ramach Central European Digital Media Observatory Uniwersytet SWPS we współpracy z partnerami z Czech i Słowacji zrealizował trzy badania, wszystkie o charakterze porównawczym – dotyczące Polski, Czech i Słowacji.

Pierwsze badanie „Narracje dezinformacyjne w fake newsach oraz ich struktura semantyczna (analiza semantyczna)” dotyczyło narracji i struktur semantycznych w przekazach medialnych typu fake news. Przeanalizowano około półtora tysiąca fake newsów (z Polski, Czech i Słowacji), które zostały opublikowane między styczniem 2023 a listopadem 2024.

Drugie badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)” dotyczyło środków perswazji (przekonywania) i legitymizacji (uwiarygadniania) w przekazach medialnych typu fake news. Przeanalizowano około półtora tysiąca fake newsów (z Polski, Czech i Słowacji), które zostały opublikowane między styczniem 2023 a listopadem 2024.

Obie analizy objęły przekazy, które zostały uznane za fałszywe wiadomości (fake news) przez organizacje fact-checkingowe współpracujące w ramach projektu CEDMO 2.0 (AFP oraz Demagog w Polsce, Czechach i na Słowacji). W szczególności uwzględniono te wiadomości, oznaczone jako fake newsy, które odnosiły się do faktów (dostarczały fałszywych lub zmanipulowanych informacji/danych). W związku z tym nie analizowano debunków (czyli krótkich tekstów sprawdzających, czy dana informacja jest prawdziwa, czy fałszywa), które odnoszą się do wypowiedzi polityków.

Badanie trzecie miało tytuł: „Struktura dezinformacji. Cechy materiału zwiększające podatność odbiorców.” Jednym z kluczowych obszarów w dziedzinie badania dezinformacji jest ustalenie struktury tych przekazów, powodującej, że są one przekonujące dla odbiorców. W ramach badania eksperymentalnego ustalono, które z atrybutów przyczyniają się do zwiększenia „siły rażenia” przekazów mających na celu manipulację i dezorientację odbiorców. W szczególności badaczy interesowały takie czynniki jak: emocjonalność przekazu, obecność widocznego autora (subiektywnie postrzegana możliwość przypisania autorstwa), a także argumentacja czy też uzasadnienie przekazu – odwołanie się do (pseudo)nauki lub też do racji etycznych. W badaniu zastosowano schemat eksperymentalny na próbach reprezentatywnych dla mieszkańców Polski, Czech i Słowacji.

Badanie zrealizowała firma PBS w dniach 14-18.04.2025 w Polsce, Czechach i na Węgrzech. Wywiady przeprowadzono metodą CAWI.

Publikacja jest częścią międzynarodowego projektu finansowanego przez Unię Europejską (działanie nr 101158609) oraz współfinansowanego przez polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach programu zatytułowanego „Projekty Międzynarodowe Współfinansowane” w latach 2024-2026 (umowa nr 6054/DIGITAL/2024/2025/2).

Wyrażone poglądy i opinie są jednak wyłącznie poglądami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Unii Europejskiej, Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Zdrowia i Cyfryzacji (HaDEA) ani polskiego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ani Unia Europejska, ani Europejska Agencja Wykonawcza ds. Zdrowia i Cyfryzacji (HaDEA), ani polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

1The Central European Digital Media Observatory
2Badanie „Narracje dezinformacyjne w fake newsach oraz ich struktura semantyczna (analiza semantyczna)”
3Badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)”
4Badanie „Narracje dezinformacyjne w fake newsach oraz ich struktura semantyczna (analiza semantyczna)”
5Badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)”
6Badanie „Retoryka przekazów typu fake news (analiza zawartości)”

Urlopy, nadgodziny i płace w 4-dniowym tygodniu pracy

Prawie 2 tysiące firm biorących udział w pilotażu krótszego tygodnia pracy to imponująca liczba. Wiadomo, że są wśród nich podmioty różnej wielkości – zakładam, że takie z kilkoma osobami na pokładzie i te zatrudniające setki pracowników, jak również firmy pracujące od poniedziałku do piątku, jak i w trybie ciągłym. Niezależnie od charakteru firmy, zmiana czasu pracy to wyzwanie dla elektronicznych systemów kadrowo-płacowych. W systemie należy na nowo zdefiniować normę czasu pracy, czyli czy pełen etat to np. 32 godziny w tygodniu, czy nadal 40 oraz jaki będzie rozkład czasu pracy w tygodniu.

Nowa kalkulacja normy czasu pracy musi być uwzględniona w systemie informatycznym, bo to podstawa sposobu naliczania innych obszarów związanych z wynagrodzeniem, jak nadgodziny czy składniki absencyjne. Gdy wynagrodzenie przy skróconym czasie pracy pozostaje bez zmian, konieczna jest zmiana algorytmu przeliczania wynagrodzenia pracownika. System kadrowo-płacowy definiuje też, które dni są robocze, a które wolne od pracy – zmiana więc musi uwzględnić także nowy kalendarz pracy. System powinien również obsługiwać wyjątki, bo w firmie nadal może ktoś pracować pięć dni w tygodniu lub po prostu w innym trybie niż większość pracowników.

Systemy kadrowo-placowe generują korekty naliczeń. Są one zintegrowane z innymi systemami w firmie i zasilają różne hurtownie danych, więc to również obszar do analizy, który może wymagać ewentualnych dalszych zmian. Otwarte pozostaje pytanie, czy w skróconym czasie pracy zmieni się liczba przysługujących dni urlopowych. Gdyby to rozwiązanie zostało wprowadzone na stałe, pytanie o nowy wymiar urlopu regulowany kodeksem pracy, byłoby zasadne. Zatem pilotaż 4-dniowego tygodnia pracy pokaże nam na żywym organizmie korzyści, wady i wyzwania związane z tak dużą zmianą, wskaże obszary, którym warto się przyjrzeć oraz tematy do dalszej dyskusji.

Autor: Marcin Mika, Service Delivery director w ADP Polska

Zmiana rezydencji podatkowej a prawo spadkowe – ukryte ryzyka

Współczesna mobilność kapitału i osób fizycznych sprawia, że coraz więcej obywateli decyduje się na zmianę swojej rezydencji podatkowej w celu optymalizacji obciążeń fiskalnych. Kraje takie jak Cypr, Malta, czy Portugalia oferują atrakcyjne programy rezydencyjne, które pozwalają na znaczące obniżenie podatku dochodowego od osób fizycznych. Jednakże w pośpiechu za korzyściami podatkowymi, podatnicy często nie uwzględniają jednej fundamentalnej kwestii – zmiany prawa właściwego dla spraw spadkowych.

Zmiana rezydencji podatkowej, choć może przynosić znaczące korzyści fiskalne, niesie ze sobą również potencjalne ryzyko zmiany prawa właściwego dla spraw spadkowych. Brak świadomości tej problematyki może prowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji prawnych, które mogą znacząco wpłynąć na sytuację spadkobierców.

Problem ten nabiera szczególnej wagi w kontekście obowiązującego od 17 sierpnia 2015 roku rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 650/2012 w sprawie jurysdykcji, prawa właściwego, uznawania i wykonywania orzeczeń dotyczących dziedziczenia. Rozporządzenie to wprowadza zasadniczo filozofię wskazywania prawa właściwego dla spraw spadkowych, opartą na łączniku miejsca zwykłego pobytu zmarłego w chwili śmierci, a nie – jak poprzednio w wielu systemach – na jego obywatelstwie.

Rezydencja podatkowa a miejsce zwykłego pobytu w prawie spadkowym

Kluczowe dla zrozumienia problematyki jest uświadomienie sobie, że pojęcie „głównego ośrodka interesów życiowych” funkcjonujące w prawie podatkowym nie jest tożsame z pojęciem „miejsca zwykłego pobytu” w rozumieniu rozporządzenia spadkowego. Choć oba pojęcia mogą w praktyce wskazywać na to samo państwo, nie ma automatycznego przełożenia między nimi, co może prowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji prawnych.

Rozporządzenie spadkowe w motywie 23 definiuje kryteria ustalania miejsca zwykłego pobytu jako wymagające „ogólnej oceny okoliczności życia zmarłego w latach poprzedzających jego śmierć i w chwili jego śmierci, uwzględniając wszystkie istotne elementy faktyczne, w szczególności czas trwania i regularność obecności zmarłego w danym państwie oraz warunki i powody tej obecności”. Tak ustalone miejsce zwykłego pobytu powinno wykazywać ścisły i stabilny związek z danym państwem.

W praktyce może to oznaczać, że osoba, która formalnie uzyskała rezydencję podatkową na Cyprze, spędzając tam wymagane 60 dni w roku i spełniając pozostałe kryteria rezydencyjne, niekoniecznie będzie uznana za posiadającą tam miejsce zwykłego pobytu w rozumieniu prawa spadkowego, jeżeli jej rzeczywiste centrum życiowe pozostaje w Polsce.

Z drugiej strony jeśli ta sama osoba utraci jednocześnie główny ośrodek interesów życiowych w Polsce na gruncie prawa podatkowego, to jest też bardzo prawdopodobne, że Polska przestanie też stanowić „miejsca zwykłego pobytu” na gruncie spadkowym, przy czym wcale nie znaczy, że stanie się nim automatycznie Cypr.

Przykład Dubaju – specyfika państw trzecich spoza UE

Szczególnie ilustracyjnym przykładem omawianej problematyki są sytuacje osób uzyskujących rezydencję podatkową w Dubaju (ZEA), które stają się coraz bardziej popularne wśród polskich przedsiębiorców i inwestorów. Dubaj oferuje atrakcyjne warunki podatkowe oraz możliwość uzyskania rezydencji poprzez różne programy inwestycyjne.

Jednak prawo spadkowe obowiązujące w ZEA stwarza dodatkowe komplikacje. Zgodnie z zasadami ogólnymi, jeśli cudzoziemiec umrze w Dubaju bez zarejestrowanego testamentu, jego majątek zostanie podzielony zgodnie z prawem szariatu obowiązującym w ZEA, które przewiduje ścisłe reguły podziału majątku mogące być całkowicie niezgodne z osobistymi życzeniami zmarłego czy oczekiwaniami spadkobierców.

Prawo ZEA przewiduje jednak możliwość wyboru przez nie-muzułmanów prawa swojego państwa obywatelstwa w odniesieniu do majątku znajdującego się w ZEA, pod warunkiem wyraźnego wskazania tego w testamencie. Dodatkowo, zgodnie z najnowszymi zmianami wprowadzonymi w 2023 roku przez Dekret Federalny nr 41 z 2022 roku, nie-muzułmanie otrzymali większą elastyczność, a w przypadku braku zarejestrowanego testamentu prawo szariatu nie zawsze stosuje się automatycznie do spadków nie-muzułmanów.

Ta sytuacja pokazuje, jak złożone mogą być konsekwencje prawne zmiany rezydencji podatkowej, szczególnie w przypadku państw trzecich spoza Unii Europejskiej. Osoba uzyskująca rezydencję w Dubaju dla celów podatkowych może nieświadomie narazić swój spadek na zastosowanie zupełnie odmiennego systemu prawnego, jeśli nie podejmie odpowiednich kroków planistycznych.

Konsekwencje prawne błędnej oceny

Niedoszacowanie różnicy między rezydencją podatkową a miejscem zwykłego pobytu może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych. Po pierwsze, zastosowanie może znaleźć zupełnie inne prawo spadkowe niż oczekiwane, co może skutkować:

W sferze materialnej może dojść do zastosowania odmiennych reguł dotyczących dziedziczenia ustawowego, innych udziałów spadkowych, czy różnych regulacji dotyczących zachowku.  Osoba, która przeniosła się na Maltę czy do Dubaju w celach podatkowych, może być nieświadoma, że w przypadku ustalenia jej miejsca zwykłego pobytu w tym państwie, jej spadek będzie podlegał prawu lokalnemu.

W aspekcie proceduralnym może dojść do konieczności prowadzenia postępowania spadkowego przed organami innego państwa niż pierwotnie zakładane. Rozporządzenie spadkowe przewiduje zasadę zbieżności forum i ius – sądy państwa miejsca zwykłego pobytu spadkodawcy są co do zasady właściwe dla rozpoznania sprawy spadkowej i stosują własne prawo materialne.

Problem świadomości prawnej i roli doradców

Praktyka pokazuje, że zarówno sami zainteresowani, jak i nierzadko ich doradcy podatkowi nie są w pełni świadomi potencjalnych konsekwencji spadkowych zmiany rezydencji. Doradcy podatkowi koncentrują się zazwyczaj na optymalizacji obecnych obciążeń fiskalnych, nie zawsze uwzględniając długoterminowe skutki prawne w zakresie planowania spadkowego.

Problem pogłębia fakt, że ustalenie miejsca zwykłego pobytu następuje dopiero po śmierci danej osoby, kiedy już nie można skorygować podejmowanych wcześniej decyzji. W przeciwieństwie do rezydencji podatkowej, którą można planować i kontrolować poprzez spełnianie określonych kryteriów, miejsce zwykłego pobytu jest ustalane ex post na podstawie ogólnej oceny okoliczności faktycznych.

Szczególnie problematyczne są sytuacje osób, które formalnie uzyskują rezydencję podatkową w jednym państwie, ale faktycznie kontynuują życie w innym. Przykładem mogą być polscy przedsiębiorcy, którzy uzyskują rezydencję cypryjską dla celów podatkowych, ale większość roku spędzają w Polsce, prowadząc tutaj swoją działalność gospodarczą i utrzymując rodzinne związki.

Praktyczne rekomendacje

W świetle przedstawionej analizy, osoby planujące zmianę rezydencji podatkowej powinny rozważyć kompleksowe podejście do planowania spadkowego. Kluczowe wydaje się świadome planowanie miejsca zwykłego pobytu, a nie tylko spełnianie formalnych kryteriów rezydencji podatkowej. Jeżeli celem jest przeniesienie miejsca zwykłego pobytu do państwa rezydencji podatkowej, konieczne może być rzeczywiste przeniesienie centrum życiowego, włączając w to aspekty rodzinne, społeczne i zawodowe.

Alternatywnie, jeżeli przeniesienie centrum życiowego nie jest możliwe lub pożądane, kluczowe staje się sporządzenie testamentu z wyraźnym wyborem prawa państwa obywatelstwa. Pozwala to na zachowanie przewidywalności w zakresie prawa spadkowego, niezależnie od miejsca zwykłego pobytu.

Równie istotna jest regularna weryfikacja skuteczności podjętych rozwiązań. Zmiana okoliczności życiowych może wpływać na ocenę miejsca zwykłego pobytu, co może wymagać aktualizacji strategii planowania spadkowego.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, w tym w zakresie prawa podatkowego, problematyce zmiany rezydencji i planowania sukcesji

Spółdzielnie energetyczne i formuła ESCO – nowa siła w polskiej transformacji energetycznej sektora publicznego

Już ponad 130 spółdzielni energetycznych działa w Polsce – to ponad dwukrotnie więcej niż na początku roku. Dynamiczny wzrost liczby tych podmiotów oraz oczekiwany rozwój projektów realizowanych w modelu ESCO pokazują, że lokalne społeczności i samorządy coraz aktywniej angażują się w transformację energetyczną. Eksperci kancelarii LEGALLY.SMART podkreślają, że istnieją gotowe ramy prawne pozwalające JST współpracować z podmiotami prywatnymi i czerpać z tego realne korzyści – zarówno finansowe, jak i środowiskowe.

Energetyka lokalna przyspiesza – spółdzielnie działają i oszczędzają

Na koniec czerwca 2025 roku moc zainstalowana OZE wzrosła do 35,7 GW, czyli o 16,5 proc. w porównaniu do czerwca 2024 roku – wynika z danych Agencji Rynku Energii. Największym odnawialnym źródłem energii elektrycznej jest obecnie słońce, a na drugim miejscu jest wiatr.

Transformacja energetyczna w Polsce przestaje być wyłącznie domeną dużych podmiotów. Według danych KOWR, liczba spółdzielni energetycznych w oficjalnym wykazie przekroczyła już 130, choć jeszcze na początku roku było ich niespełna 60.

– To konkretne dowody, że lokalne społeczności, wspólnoty i gminy coraz chętniej organizują własne modele wytwarzania i zużycia energii. Spółdzielnie te umożliwiają gminom zasilanie obiektów użyteczności publicznej – szkół, urzędów, ośrodków zdrowia – energią ze źródeł odnawialnych. Mieszkańcy z kolei mogą liczyć na niższe rachunki za prąd i większą stabilność dostaw. Co równie istotne, energia jest wytwarzana lokalnie, a wypracowane zyski pozostają w regionie, wspierając lokalną gospodarkę – wyjaśnia mec. Bartłomiej Tkaczyk, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.

ESCO – partnerstwo, które przynosi efekty

Doświadczenia te powinny być również motorem napędowym dla formuły ESCO, która wciąż nie jest dostatecznie wykorzystanym narzędziem w transformacji energetycznej. Formuła ESCO to forma zamówienia publicznego, w której samorząd współpracuje z prywatnym partnerem – wyspecjalizowaną firmą odpowiadającą za kompleksową modernizację energetyczną infrastruktury. Partner odpowiada za finansowanie, realizację i utrzymanie instalacji, a JST spłaca projekt z wygenerowanych oszczędności.

– Model ESCO to nie tylko oszczędności na papierze – to realna możliwość, by inwestycje w poprawę efektywności energetycznej z wykorzystaniem OZE stały się dostępne i opłacalne dla gmin oraz mieszkańców. Współpraca z doświadczonym partnerem ogranicza ryzyka i pozwala na przeprowadzenie modernizacji energetycznej większej liczby obiektów w ramach kompleksowego zadania. Kluczowe jest jednak, aby JST świadomie negocjowały warunki – czas zwrotu, gwarancje oszczędności czy obowiązki serwisowe. Mamy już dobre praktyki w tym zakresie w naszym kraju – dodaje mec. Michał Liżewski.

Ramy prawne są – czas działać lokalnie i strategicznie

Zarówno spółdzielnie energetyczne, jak i model ESCO mają silne umocowanie prawne – odpowiednio w ustawie o OZE, ustawie o efektywności energetycznej czy ustawie o partnerstwie publiczno-prywatnym. Praktyka pokazuje, że te rozwiązania są skutecznie wdrażane – liczba zarejestrowanych spółdzielni rośnie z kwartału na kwartał, a kolejne JST analizują możliwości współpracy z sektorem prywatnym.

– Spółdzielnie energetyczne, wpisane do wykazu KOWR, działają w pełni legalnie i transparentnie. To konstrukcja, która pozwala samorządom efektywnie współpracować z partnerami prywatnymi przy projektach OZE – nie tylko przyspieszając transformację energetyczną, ale też zwiększając jej efektywność i skalę. Warto, by gminy korzystały z tych rozwiązań z pełną świadomością ich potencjału – podkreśla mec. Bartłomiej Tkaczyk, partner zarządzający w LEGALLY.SMART.

Eksperci wskazują, że dalszy rozwój energetyki lokalnej wymaga przede wszystkim edukacji, dostępu do eksperckiego wsparcia oraz ustandaryzowania procesów. Kampanie informacyjne, jasne wytyczne i szkolenia dla JST mogą znacząco przyspieszyć tempo inwestycji. Polska nadrabia dystans do państw zachodnich w obszarze energetyki obywatelskiej – i coraz częściej to właśnie gminy stają się głównym motorem tej zmiany.

Pełny wykaz spółdzielni energetycznych dostępny jest na stronie:

https://www.gov.pl/web/kowr/wykaz-spoldzielni-energetycznych

Polski sektor bankowy z rekordowymi zyskami, ale pod presją obniżki stóp i CIT

0

Pierwsza połowa 2025 roku przyniosła szereg istotnych zmian w otoczeniu makroekonomicznym polskiego sektora bankowego. Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła długo oczekiwany przez uczestników rynku cykl obniżek stóp procentowych. Przełożyło się to na łagodzenie polityki kredytowej i wyraźne ożywienie akcji kredytowej. Banki odnotowały rekordowe zyski niemniej w kolejnych kwartałach sektor ten może stanąć przed nowymi wyzwaniami.

Kluczowe trendy i wyniki sektora bankowego w pierwszym półroczu 2025

  • Ożywienie akcji kredytowej: Wzrost wolumenów kredytów obserwowany jest we wszystkich segmentach, z wysoką dynamiką w kredytach korporacyjnych. Dodatnia dynamika widoczna jest również w kredytach udzielanych przez banki dużym firmom.
  • Kredyty detaliczne: Rośnie zainteresowanie kredytami konsumpcyjnymi, wspierane popularnością BNPL i rosnącą wysokością udzielanych pożyczek. Na rynku mieszkaniowym odwrócił się trend spadku popytu na kredyty hipoteczne, a stabilizacja cen mieszkań poprawia nastroje.
  • Zmiany w strukturze aktywów: Udział instrumentów dłużnych w aktywach sektora (35%) nadal przewyższa udział kredytów netto (33%), głównie za sprawą wzrostu portfela obligacji skarbowych po spadku rynkowych stóp procentowych.
  • Wzrost depozytów: Trwała awersja do ryzyka oraz preferencja płynności powodują szybki wzrost depozytów. Wskaźnik L/D spadł do 67%.
  • Wysoka odporność sektora: Banki dynamicznie zwiększają kapitały w związku z nowymi wymogami regulacyjnymi (bufor antycykliczny), a wskaźniki wypłacalności znacząco przewyższają minima.
  • Rentowność na rekordowych poziomach: ROE i ROA osiągnęły najwyższe poziomy od 2008 r., mimo presji na marże odsetkowe i rosnących kosztów operacyjnych.
  • Wyceny banków: Po dynamicznym wzroście w 1Q2025, w 2Q2025 nastąpiła konsolidacja, a w sierpniu wyceny spadły w reakcji na zapowiedź podwyżki CIT i dalsze obniżki stóp.

Komentarz ekspertów

Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego, o rynku kredytowym i inwestycjach:

„Po raz pierwszy od niemal dwóch lat obserwujemy realne ożywienie akcji kredytowej w całym sektorze. Szczególnie dynamiczny wzrost dotyczy kredytów korporacyjnych, co jest bezpośrednim efektem łagodzenia polityki kredytowej oraz poprawy nastrojów inwestycyjnych wśród przedsiębiorstw. Warto zwrócić uwagę na rosnący udział kredytów operacyjnych i inwestycyjnych w portfelach banków, co świadczy o powrocie firm do realizacji nowych projektów i inwestycji. To zjawisko może w dłuższej perspektywie pozytywnie wpłynąć na tempo wzrostu gospodarczego i stabilność sektora finansowego.

Rozpoczęcie procesu obniżania stóp procentowych przez RPP kończy okres rekordowych zysków banków wynikających z oprocentowania kredytów. Aby utrzymać obserwowane w ostatnich dwóch latach wyniki banki powinny zwiększyć wolumen sprzedaży i innowacyjność produktów oraz zmodyfikować swoje podejście do klientów. Inwestycji w tym zakresie nie ułatwia otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne, a także niepewność związana z zapowiadaną zmianą paradygmatu opodatkowywania banków ogłoszone niedawno przez Ministerstwo Finansów.”

Adam Świerczewski, Lider Zespołu Analiz Sektorowych w EY Polska, o zmianach regulacyjnych i kapitałowych:

„Wprowadzenie nowych wymogów kapitałowych, w tym bufora antycyklicznego, wymusiło na bankach dynamiczne zwiększanie kapitałów własnych. To nie tylko podniosło odporność sektora na szoki, ale także stworzyło solidną bazę do dalszego rozwoju akcji kredytowej. Warto podkreślić, że polskie banki wykazują wskaźniki wypłacalności znacząco przewyższające minima regulacyjne, co jest pozytywnym sygnałem dla inwestorów i klientów. Jednak rosnące wymogi kapitałowe oraz zmiany w otoczeniu regulacyjnym będą wymagały od banków dalszej optymalizacji struktury bilansowej i aktywnego zarządzania ryzykiem.”

Marcel Lesik, Starszy analityk sektora bankowego, o wyzwaniach operacyjnych i perspektywach sektora:

„Banki osiągają historyczne zyski i utrzymują wysoką odporność kapitałową, jednak cykl obniżek stóp procentowych może w kolejnych kwartałach przełożyć się na presję na marże i wyniki odsetkowe. Widzimy już pierwsze sygnały konsolidacji wycen giełdowych oraz wzrostu kosztów operacyjnych, zwłaszcza kosztów pracowniczych i energii. Kluczowe będzie zwiększenie akcji kredytowej oraz poprawa wyniku prowizyjnego, a także dalsza digitalizacja i automatyzacja procesów.”

Pierwsza emisja akcji spółki z Ukrainy w Europie od czasu agresji Rosji

Pozyskanie 14,5 mln zł na rozwój przez Coal Energy S.A. to pierwszy przypadek na całym Starym Kontynencie od czasu agresji Rosji, gdy publiczna firma wywodzącą się z Ukrainy sięga po zewnętrzne finansowanie poprzez emisję akcji. Zespół AlemBridge, który doradzał w tej transakcji, uważa, że śladem Coal Energy mogą pójść kolejne firmy.   

Coal Energy S.A., zarejestrowane w Luksemburgu i działające w branży górniczej podpisało umowę inwestycyjną z funduszem Global Tech Opportunities 31, należącym do Alpha Blue Ocean Securities. Na jej podstawie spółka giełdowa może dokonać emisji nieoprocentowanych obligacji zamiennych na akcje. Umowa zapewnia finansowanie do łącznej kwoty 14,5 mln zł, co pozwala na rozwój polskich projektów Coal Energy.

– Pozyskanie finansowania to dla nas przełomowy moment. Bardzo cieszymy się, że zagraniczny inwestor docenił potencjał naszego biznesu. Dzięki uzyskanym środkom będziemy mogli realizować nasze plany związane z rozwojem projektów w Polsce oraz analizą innych przedsięwzięć w krajach Europy Środkowo–Wschodniej. Technologia, którą stosujemy pozwala na rentowne wydobycie w kopalniach, które wcześniej były uznane za nieopłacalne. Wierzymy, że pozwoli to stać się częścią nowej, bardziej zrównoważonej mapy energetycznej regionu. Nasze szczegółowe plany zostaną przedstawione w ciągu najbliższych tygodni w formie zaktualizowanej strategii rozwoju – zapowiada Wiktor Wiśniowiecki, założyciel i prezes Coal Energy S.A.

Przedstawiciel AlemBridge uważa, że transakcja na Coal Energy S.A. może skłonić inne firmy wywodzące się z Ukrainy do sięgnięcia po alternatywne finansowanie w postaci obligacji zamiennych na akcje.  – To transakcja o znaczeniu symbolicznym – nie tylko dla Coal Energy, ale również dla całego regionu. Pokazuje, że pomimo obecnych trudnych realiów, spółki które w czasach pokoju rozwijały swoją działalność na terenie Ukrainy, mogą skutecznie sięgać po kapitał i budować swoją obecność na europejskim rynku finansowym. Wierzę, że przełomowa emisja akcji Coal Energy zwiastuje powiew zmian na europejskim rynku kapitałowym, który już niebawem stanie się udziałem kolejnych spółek wywodzących się z Ukrainy, szczególnie tych, które są na etapie transformacji swojego biznesu. Naszą rolą w AlemBridge jest wspieranie takich właśnie procesów – tworzenie pomostu kapitałowego pomiędzy firmami a inwestorami, szczególnie w Europie Środkowo–Wschodniej, ale również w Azji Centralnej i na Kaukazie – mówi Andrzej Szurek, współtwórca AlemBridge.

Zwraca on również uwagę, że dotychczas tradycyjną metodą pozyskania kapitału przez emitentów z Ukrainy była klasyczna oferta publiczna. Doświadczenia ostatnich tygodni pokazują, że pojawiają się też nowe opcje, w tym transakcje typu RTO (reverse takeover, czyli odwrotne przejęcie). W sierpniu poprzez odwrotne przejęcie spółki typu SPAC na amerykańskiej giełdzie zadebiutował telekom Kyivstar – pierwsza firma z Ukrainy na Nasdaq. – Widać zainteresowanie tego typu transakcjami ze strony podmiotów wywodzących się z Ukrainy, również na polskim rynku. Sprzyja temu też fakt, że ze względu na wojnę wiele z nich zdywersyfikowało geograficzną działalność, przenosząc istotną część swojej aktywności do innych krajów europejskich, w tym Polski. Dodatkowym czynnikiem, jest przenoszenie produkcji przez ukraiński sektor zbrojeniowy do Europy, który to cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów – uważa Andrzej Szurek.

82% ekspertów uważa, że przyszłość AI leży w open source

Trzy lata temu rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym przybrał nieznane dotychczas tempo. W efekcie organizacje otrzymały cały przekrój rozwiązań, dzięki którym mogą usprawnić, przyspieszyć, a nawet całkowicie zautomatyzować procesy i codzienne zadania. Dziś trudno określić dokładną liczbę takich narzędzi, choć niektóre szacunki[1] mówią o przekroczeniu bariery 70 tys. Część twórców udostępnia swoje prace na licencji open source, inni – wykorzystując duży popyt i spodziewając się zysku – stawiają na rozwiązania komercyjne. Jak wskazuje raport The Linux Foundation, aż 82 proc. ekspertów uważa, że pozytywną przyszłość sztucznej inteligencji zapewni pierwsza z wymienionych opcji[2].

Open source AI podbija rynek technologii. Co z sektorem publicznym?

Raport “Open source technology in the age of AI” potwierdza, że rozwiązania AI typu open source (OSAI) są szeroko wykorzystywane w całym stosie technologicznym. Najwięcej osób podkreśla ich zastosowanie w modelach (63 proc. odpowiedzi), narzędziach (59 proc.) oraz w pracy z danymi (56 proc.)[3]. Co drugi specjalista wskazuje ponadto na dwa kolejne obszary – UX oraz interfejsy API. Mimo możliwości wdrożenia open source AI w wielu obszarach działań organizacji, poziom jego wykorzystania jest zróżnicowany. Prym wiodą – bez większego zaskoczenia – najlepiej rozwinięte sektory, takie jak zaawansowane gałęzie przemysłu (OSAI stosuje 75 proc. badanych) oraz technologia, media i telekomunikacja (70 proc.)[4].

Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, zwraca uwagę na mniejszy odsetek wdrożenia sztucznej inteligencji typu open source w takich sektorach jak administracja publiczna (52 proc.) oraz ochrona zdrowia (51 proc.)[5].

Dane te nie są zaskakujące – w sektorach tych wykorzystanie wszystkich otwartych rozwiązań jest relatywnie niższe. Wynika to przede wszystkim z barier kulturowych i organizacyjnych, które skutkują konserwatywnym podejściem, polegającym na premiowaniu narzędzi komercyjnych. Duży wpływ na te statystyki mają również potencjalne problemy z integracją z aktualnie używanym systemem IT oraz niedobór ekspertów specjalizujących się w obszarach open source i AI. Potencjał otwartych technologii i sztucznej inteligencji jest w sektorze publicznym nadal niewykorzystany, co ogranicza szansę na uniezależnienie się od zewnętrznych dostawców. Jeśli spojrzymy na to wszystko z szerszej perspektywy, możemy mówić o poważnej przeszkodzie na drodze do suwerenności technologicznej nie tylko pojedynczej organizacji, a całego kraju lub nawet kontynentu mówi Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska.

Otwarte AI znaczy bezpieczniejsze?

Nie tylko bariery kulturowe utrudniają wdrożenie open source AI. Sporym problemem okazuje się również obawa o bezpieczeństwo i dostosowanie do regulacji prawnych – uważa tak aż 56 proc. osób[6]. Jak wyjaśnia Kacper Szczepaniuk, Observability Specialist w Linux Polska, opinia ta bazuje na stereotypach, z którymi open source mierzy się od początku swojego rozwoju.

Przez pewien czas powszechna dostępność kodu i brak opłat licencyjnych były utożsamiane z niską jakością i wysokim ryzykiem cyberataku. Czasy się zmieniły i dziś większość specjalistów ocenia OSS jako bezpieczniejsze od rozwiązań komercyjnych. W przypadku sztucznej inteligencji sytuacja wygląda podobnie. Co drugi specjalista uważa, że korzystanie z narzędzi open source AI generuje mniejsze ryzyko niż rozwiązania z licencją zamkniętą. Przeciwnego zdania jest 16 proc. osób, a co trzeci badany nie potrafi rozstrzygnąć tej kwestii lub nie ma na ten temat zdania[7]. Warto więc przełamać pewne bariery, zwłaszcza że OSAI jest dzisiaj ogromną siłą, która może realnie wpłynąć na rozwój i konkurencyjność organizacji – mówi Kacper Szczepaniuk, Observability Specialist w Linux Polska.

Społeczności open source szansą dla sztucznej inteligencji

Zachowanie ostrożności wobec narzędzi OSAI wynika po części z indywidualnych doświadczeń i obserwacji. Ryzyka związanego z własnością intelektualną obawia się 40 proc. osób, czego przyczyną może być powszechna dyskusja o prawie autorskim w kontekście generatywnej sztucznej inteligencji. Co więcej, niemal połowa badanych wyraża niepewność co do długoterminowego dostarczania wsparcia i aktualizacji narzędzi OSAI[8]. To z kolei, jak zauważa Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska, skutek podobnych sytuacji z przeszłości.

Zmiany licencji to nic nowego na rynku open source. Zdarzały się już sytuacje, gdy twórcy oprogramowania postanowili w pewnym momencie zamknąć kod i udostępniać go wyłącznie komercyjnie. W przypadku OSAI pokusa jest duża, ponieważ od kilku lat mamy do czynienia z ogromnym popytem na narzędzia AI, a to zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia biznesowego sukcesu. Takie sytuacje są dla użytkowników sporym problemem – muszą oni albo ponieść dodatkowe koszty operacyjne, albo zmienić oprogramowanie na inne, co jest ogromnym wyzwaniem organizacyjnym i często też finansowym. Jednak wbrew pozorom na zamykaniu kodu tracą również twórcy rozwiązań. Siła open source polega bowiem na działaniu społeczności, która rozwija i udoskonala udostępnione narzędzia. Nie dziwi mnie więc, że zdecydowana większość osób uznaje “otwartość” rozwiązań AI za krytyczny czynnik rozwoju sztucznej inteligencjipodsumowuje Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska.

Rewolucja AI trwa i nic nie zapowiada, by w najbliższym czasie to się zmieniło. Zasadne jednak wydaje się pytanie o przyszłość sztucznej inteligencji, zwłaszcza w kontekście rosnących ambicji technologicznych gigantów. Zamykanie kodu zdecydowanie ogranicza tempo rozwoju narzędzi AI. Perspektywa dużych przychodów ze sprzedaży rozwiązań komercyjnych jest z kolei niepewna – już 55 proc. specjalistów uważa, że OSAI stanie się standardem ich branży[9].

[1] Ardion, How many AI platforms are there?

[2] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI

[3] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI

[4] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI

[5] Jak wyżej

[6] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI,

[7] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI,

[8] McKinsey, Mozilla Foundation, Patrick J. McGovern Foundation, 2025, Open source technology in the age of AI,

[9] Linux Foundation, 2025, The Economic and Workforce Impacts of Open Source AI,

Fałszywy głos prezesa, zmanipulowane nagranie polityka. Myślisz, że nie nabierzesz się na deepfake?

Od fałszywych wypowiedzi znanych osób, przez próby wyłudzeń z wykorzystaniem „sklonowanych” głosów, aż po nielegalne treści o charakterze intymnym – spektrum zastosowań technologii deepfake jest szerokie i niepokojące. Oszukać może się dać każdy, niezależnie od wieku czy poziomu wiedzy technologicznej. Deepfake potrafi zwieść zarówno osoby starsze, jak i doświadczonych specjalistów, dziennikarzy czy menedżerów. Uważajmy na takie treści szczególnie w obliczu aktualnej sytuacji geopolitycznej. Prorosyjska propaganda może szczególnie intensywnie wykorzystywać technologie deepfake w najbliższym czasie.

Coraz częściej odnotowuje się przypadki, w których deepfake’i prowadziły do realnych strat finansowych i reputacyjnych, wprowadzając w błąd osoby na wysokich stanowiskach czy o szerokiej wiedzy technologicznej i znajomości procedur bezpieczeństwa. W Hongkongu głośnym echem odbił się incydent, w którym pracownik firmy przesłał oszustom równowartość ponad 20 mln dolarów po wideokonferencj[1]i, na której wszyscy uczestnicy – w tym „dyrektor finansowy” – okazali się wygenerowani przez AI. Na całym świecie coraz częściej raportowane są próby wyłudzeń z wykorzystaniem sklonowanych głosów prezesów i menedżerów, którzy telefonicznie rzekomo proszą o pilne przelanie środków. W sieci wielokrotnie pojawiały się również zmanipulowane nagrania przywódców państw, takich jak np. Volodymyr Zełenski czy Joe Biden, w których wypowiadają się na tematy, których nigdy nie poruszali. Takie materiały potrafią błyskawicznie rozprzestrzeniać się w mediach, wprowadzając w błąd miliony odbiorców.

– Zdolności generatywnej sztucznej inteligencji rozwijają się w błyskawicznym tempie. Wkrótce nawet doświadczeni użytkownicy będą mieli trudność w odróżnieniu materiałów autentycznych od wygenerowanych. Jeszcze do niedawna zakładaliśmy, że ofiarami manipulacji padają głównie osoby starsze czy mniej obeznane z technologią, dziś jednak zagrożenie dotyczy absolutnie każdego. Deepfake potrafi oszukać specjalistę, dziennikarza czy menedżera wysokiego szczebla i to w sytuacjach, które wymagają szybkiej reakcji. Dlatego musimy przygotować się  zarówno technologicznie, jak i regulacyjnie, a także indywidualnie,  pod względem świadomości i krytycznego podejścia do treści, które konsumujemy na co dzień – podkreśla Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń w ESET.

Czym właściwie jest deepfake?

To  najczęściej wideo, nagranie audio lub obraz, który został wygenerowany bądź zmodyfikowany przy użyciu sztucznej inteligencji, aby wyglądał lub brzmiał autentycznie. Wykorzystuje się do tego techniki uczenia maszynowego. Z pomocą tysięcy próbek zdjęć czy nagrań głosu, algorytmy uczą się odtwarzać czyjąś twarz, mimikę, głos czy gesty. Dziś takie narzędzia są dostępne nie tylko dla ekspertów, a proste aplikacje webowe pozwalają eksperymentować nawet osobom bez wiedzy technicznej. To obniża próg wejścia również dla cyberprzestępców i oznacza, że nie muszą być już programistami – wystarczy im pomysł na atak.

Dlaczego to tak duże zagrożenie?

Bo deepfake’i coraz częściej wymykają się z internetu do świata realnych konsekwencji. Mogą podważyć reputację polityka, doprowadzić do utraty milionów w korporacji czy zniszczyć życie prywatne zwykłej osoby. Najbardziej niepokojące jest to, że ofiarami padają nie tylko seniorzy czy osoby mniej obeznane z technologią, lecz także profesjonaliści. Autentyczne historie ofiar pokazują, że zmanipulować można nawet pracowników świadomych ryzyka i procedur bezpieczeństwa. Deepfake’i potrafią też oszukać systemy biometryczne, umożliwiając obejście zabezpieczeń finansowych czy autoryzacji dostępu.

Jak nie dać się nabrać?

Choć technologia jest coraz bardziej zaawansowana, wciąż istnieją sygnały ostrzegawcze. To m.in. nienaturalne oświetlenie i zbyt gładka tekstura skóry, nieprawidłowe mruganie, źle zsynchronizowany ruch ust z głosem czy nietypowe artefakty na krawędziach obrazu. Pomocne bywają też narzędzia do weryfikacji metadanych czy wyszukiwarki obrazów umożliwiające sprawdzenie źródła pliku. Coraz częściej stosuje się również wyspecjalizowane rozwiązania, takie jak Microsoft Video Authenticator czy OpenVINO od Intela, które analizują materiał pod kątem cyfrowych zniekształceń.

Prawo próbuje nadążyć

Regulacje takie jak amerykański Take It Down Act czy europejski AI Act,  to krok w stronę większej ochrony użytkowników, ale prawo z natury reaguje wolniej niż innowacje. Dlatego eksperci są zgodni: zanim legislacja zacznie realnie chronić internautów, konieczne jest budowanie świadomości i edukowanie użytkowników w zakresie rozpoznawania manipulacji.

Co możemy zrobić?

Przede wszystkim warto rozwijać krytyczne myślenie i nie wierzyć we wszystko , co widzimy lub słyszymy online. Kluczowe jest sprawdzanie źródeł, korzystanie z serwisów fact-checkingowych i edukowanie się w zakresie rozpoznawania manipulacji. Organizacje mogą dodatkowo wdrażać procedury weryfikacji treści, stosować narzędzia do detekcji deepfake’ów i szkolić pracowników, jak reagować w przypadku podejrzenia manipulacji. Im szybciej zrozumiemy, że era „zobaczyć to uwierzyć” bezpowrotnie minęła, tym większe mamy szanse, by nie stać się kolejną ofiarą cyfrowej manipulacji.

[1] Źródło:  https://www.theguardian.com/world/2024/feb/05/hong-kong-company-deepfake-video-conference-call-scam?utm_source=chatgpt.com

Check Point przejmuje Lakerę, firmę specjalizującą się w natywnym bezpieczeństwie AI

0

Firma Check Point Software Technologies ogłosiła przejęcie spółki Lakera, jednego z najbardziej innowacyjnych dostawców natywnego bezpieczeństwa AI. Check Point – wspólnie z Lakerą – zaoferuje pierwsze na rynku kompleksowe zabezpieczenie chroniące aplikacje oparte na sztucznej inteligencji. Przejęcie oceniane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń na rynku cyberbezpieczeństwa AI, którego wartość szacowana jest na 25–30 mld dolarów* na świecie.

Lakera, założona przez ekspertów AI z Google i Meta, została od początku zaprojektowana z myślą o środowiskach naturalnie wykorzystujących sztuczną inteligencję. Firma prowadzi główne centra badawczo-rozwojowe w Zurychu i San Francisco. Jej kluczowe rozwiązania –Lakera Red i Lakera Guard – umożliwiają ocenę bezpieczeństwa jeszcze przed wdrożeniem oraz zapewniają ochronę w czasie rzeczywistym dla dużych modeli językowych LLM, agentów AI i złożonych procesów opartych na różnych typach danych.          

Choć Check Point Software posiada już rozwiązania zabezpieczające przez atakami na AI (m.in. GenAI Protect), to przejęcie Lakery poszerzy wachlarz usług i umożliwi wprowadzenie jednego z pierwszych w branży kompleksowych rozwiązań zabezpieczających AI.        

– „AI zmienia każdy proces biznesowy, ale jednocześnie tworzy nowe powierzchnie ataku. Wybraliśmy Lakerę, ponieważ dostarcza natywne bezpieczeństwo AI, najwyższą precyzję i szybkość działania w skali. Razem ustanawiamy nowy standard sposobu, w jaki przedsiębiorstwa świadomie korzystają z AI” – powiedział Nadav Zafrir, CEO Check Point Software Technologies.                   

Generatywna sztuczna inteligencja, duże modele językowe (LLM) oraz systemy agentowe stają się fundamentem cyfrowej transformacji. Wraz z nimi rośnie jednak liczba zagrożeń – od wycieków danych i manipulacji modelami po ryzyka wynikające z autonomicznych decyzji wielu agentów AI. Dla przedsiębiorstw oznacza to konieczność wdrażania zupełnie nowych standardów ochrony.                    

– „Lakera została stworzona na potrzeby ery AI – z bezpieczeństwem w czasie rzeczywistym i badaniami wpisanymi w nasze DNA. Dołączenie do Check Point pozwoli nam przyspieszyć globalny rozwój. Razem będziemy chronić LLM, generatywną AI i agentów z szybkością, precyzją i zabezpieczeniami, których przedsiębiorstwa potrzebują, by korzystać z AI z pełnym zaufaniem” – podkreśla David Haber, współzałożyciel i CEO Lakera.

Lakerę wyróżnia kompleksowe podejście do bezpieczeństwa sztucznej inteligencji. To rozwiązanie AI-native, stworzone specjalnie do ochrony dużych modeli językowych LLM, generatywnych systemów i agentów AI przed prompt injection, wyciekiem danych czy manipulacją modeli. Dzięki wykrywaniu zagrożeń na poziomie 98% przy opóźnieniu poniżej 50 ms i wskaźniku fałszywych alarmów poniżej 0,5%, Lakerę można bezpiecznie stosować nawet w strategicznych sektorach gospodarki – bankowym, medycznym czy przemysłowym. Platforma stale się uczy i adaptuje, bazując na ponad 80 milionach wzorców ataków zebranych w sieci Gandalf oraz wynikach badań prowadzonych przez zespół 11 doktorów nauk ścisłych. Dodatkowo oferuje wsparcie dla ponad 100 języków, co pozwala skutecznie chronić systemy firm działających na wielu rynkach, w tym w Europie Środkowo-Wschodniej (w tym w Polsce).

W wyniku transakcji (która sfinalizowana zostanie w IV kw. 2025 r.) powstanie Globalne Centrum Doskonałości ds. Bezpieczeństwa AI firmy Check Point, które ma wyznaczać kierunki rozwoju całej branży.

* Wartość na podstawie raportów Precedence Research i Mordor Intelligence.

IMS inwestuje w rozwój i planuje akwizycje – nawet dwie jeszcze w tym roku

Inwestowanie w rozwój to priorytet lidera krajowego rynku marketingu sensorycznego (GPW: IMS). Dodatkowo, w grze jest obecnie blisko 10 projektów M&A, z czego 1-2 akwizycje mogą wydarzyć się w najbliższych miesiącach.

Grupa IMS zanotowała w pierwszej połowie 2025 roku 7,1 mln zł wyniku EBITDA i 2,7 mln zł zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej, utrzymując – pomimo negatywnych dynamik nominalnych rezultatów w ujęciu rok do roku – relatywnie wysoką rentowność (23% na poziomie EBITDA i 9% na poziomie zysku netto). Co ważne, przychody z abonamentów marketingu sensorycznego wzrosły o 6% rdr.

– Nasze zyski potrafią przejściowo spadać, ale tak jak już bywało nieraz w naszej historii, tak również teraz zakładamy powrót do wzrostów w kolejnych latach. Inwestujemy bowiem w rozwój, w przyszłość, a naszym celem jest dynamiczny rozwój podstawowego biznesu. Inwestujemy w zespoły sprzedażowe, aby zawalczyć o przychody, inwestujemy w produkty, rozmawiamy o potencjalnych blisko 10 akwizycjach – w tym w Europie Zachodniej i zakładamy możliwość finalizacji nawet dwóch transakcji w najbliższych miesiącach. To wszystko obciąża bieżące wyniki, ale jesteśmy pewni słuszności obranej strategii budowania długoterminowej wartości biznesu – podkreśla Michał Kornacki, Prezes Zarządu IMS S.A.

Grupa IMS podtrzymuje, że rok 2025 powinien zapisać się nowym rekordem pod względem liczby organicznie pozyskanych lokalizacji abonamentowych, najważniejszego parametru dla powtarzalnego biznesu marketingu sensorycznego.

– Zmierzamy do przekroczenia 4 tys. nowych subskrypcji w roku 2025. Na koniec zeszłego roku obsługiwaliśmy 38 tys. abonamentów, a na koniec minionego półrocza ponad 39 tys., przy czym istotna część już podpisanych nowych umów wejdzie w życie w drugiej połowie roku. Długoterminowy potencjał rynku polskiego jest wysoki, a nasze możliwości rozwoju w Polsce i poza nią są bardzo duże – mówi Piotr Bielawski, Wiceprezes Zarządu IMS S.A.

Atrakcyjność inwestycyjną akcji IMS widzi BM Banku Millennium, które w czerwcu br. wydało rekomendację „kupuj” z ceną docelową 4,50 zł za walor (potencjał wzrostu wobec zamknięcia sesji 16 września br. to +46%).

Google Cloud i Polska Grupa Lotnicza łączą siły, by przyspieszyć cyfrową transformację i rozwój AI w sektorze lotniczym

Polska Grupa Lotnicza (PGL) oraz Google Cloud ogłosiły strategiczne partnerstwo, którego celem jest przyspieszenie transformacji cyfrowej PGL i wykorzystanie zaawansowanych technologii – w tym sztucznej inteligencji – do budowy przewagi konkurencyjnej w branży lotniczej. Kluczowym elementem współpracy będzie utworzenie w strukturach PGL Centrum Kompetencyjnego Przetwarzania Danych, Sztucznej Inteligencji i Chmury Obliczeniowej.

– Współczesna konkurencyjność w branży lotniczej to coś więcej niż siatka połączeń czy komfort podróży. To przede wszystkim umiejętność szybkiego reagowania na potrzeby klientów i optymalizacja procesów. Nawiązanie współpracy z liderem w obszarze AI, analityki danych i chmury, jakim jest Google Cloud, to dla nas krok milowy. Dzięki niemu zbudujemy nowoczesne, oparte na danych rozwiązania, które wzmocnią całą Grupę, przygotują nas do wyzwań przyszłości i wyznaczą standardy dla całej branży – powiedział Radosław Stępień, Prezes Zarządu PGL.

PGL, jako jeden z najważniejszych podmiotów na europejskim rynku lotniczym, stawia na nowoczesne technologie, aby sprostać wyzwaniom dynamicznie zmieniającej się branży. Dostęp do najnowszych rozwiązań w zakresie przetwarzania danych i sztucznej inteligencji umożliwi firmie lepsze rozumienie trendów rynkowych, trafniejsze odpowiadanie na potrzeby pasażerów oraz podnoszenie jakości usług.

W ramach współpracy Google Cloud udostępni PGL swoje rozwiązania w obszarze chmury obliczeniowej, analityki danych i AI. Jednym z kluczowych projektów będzie wdrożenie systemu ERP w infrastrukturze chmurowej, co pozwoli na efektywne zarządzanie kluczowymi procesami biznesowymi.

Partnerstwo obejmuje również rozwój centralnych systemów analitycznych i AI, które posłużą m.in. do:

  • optymalizacji siatki połączeń,
  • usprawnienia sprzedaży biletów,
  • automatyzacji procesów związanych z obsługą techniczną samolotów.

Google Cloud zadba także o rozwój kompetencji cyfrowych pracowników PGL, oferując programy edukacyjne, takie jak „Train The Trainer” czy „Program Ambasadorów AI”.

– Cieszę się, że Polska Grupa Lotnicza stawia na nasze innowacje, widząc w nas kluczowego partnera w swojej cyfrowej podróży. To partnerstwo to coś więcej niż dostarczanie technologii – to wspólna wizja, w której AI i dane stają się motorem wzrostu i innowacji. Wspólnie będziemy tworzyć rozwiązania, które nie tylko zoptymalizują działanie PGL, ale także przygotują firmę na przyszłe wyzwania, wspierając rozwój całej branży lotniczej w Polsce – mówi Magdalena Dziewguć, Country Director Google Cloud Polska.

Porozumienie pomiędzy PGL i Google Cloud wykracza poza tradycyjną współpracę technologiczną. Ambicją stron jest stworzenie innowacyjnych rozwiązań, które mogą stać się nowym standardem dla europejskiej branży lotniczej i punktem odniesienia dla całego sektora.

Rynek pracy w Polsce w fazie przejściowej – migranci z Azji znikają

Polski rynek pracy wchodzi w fazę przejściową – liczba pracowników z Azji maleje, procedury zatrudniania stają się coraz trudniejsze, a pracodawcy w dużej mierze opierają się dziś na obywatelach Ukrainy. Eksperci rynku rekrutacyjnego ostrzegają, że jeśli firmy nie zaczną odpowiednio wcześniej zaplanować zatrudnienia, w niedalekiej przyszłości mogą pojawić się poważne braki kadrowe.

Z danych Centrum Analitycznego Gremi Personal wynika, że obecnie Ukraińcy stanowią aż 75–80% wszystkich cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. Wśród Azjatów, którzy jeszcze są obecni na rynku, najwięcej przyjechało z Nepalu, Indii i Bangladeszu. Filipińczyków jest bardzo mało, a ich rekrutacja jest skomplikowana i czasochłonna. Wciąż zatrudniani są Kolumbijczycy, ale jeśli wejdą w życie przepisy ograniczające przyjazdy na paszportach biometrycznych, również ta grupa zacznie się kurczyć. Z kolei obywatele Kazachstanu i krajów afrykańskich (m.in. Nigerii) stanowią obecnie ok. 10% pracowników.

Średni wiek pracowników z zagranicy w Polsce to 35–47 lat. W przypadku obywateli Ukrainy dominują kobiety, natomiast wśród Azjatów aż 70% stanowią mężczyźni. Ofert pracy dla kobiet jest zdecydowanie mniej, ale te, które się pojawiają, są błyskawicznie obsadzone.

Najczęściej cudzoziemcy znajdują zatrudnienie w logistyce, e-commerce, magazynach oraz przetwórstwie spożywczym. Coraz większe zapotrzebowanie dotyczy także specjalistów – spawaczy czy operatorów urządzeń podlegających UDT. Problemem w tym przypadku są jednak testy w języku polskim, które wielu kandydatom z Azji sprawiają trudność.

Średni okres zatrudnienia cudzoziemców wynosi od 6 do 20 miesięcy, jednak wielu z nich pozostaje w Polsce znacznie dłużej – rok, dwa, a nawet trzy lata. Umowy najczęściej zawierane są na rok i chętnie przedłużane, co pozwala ograniczać rotację. Mimo to utrzymuje się ona na poziomie 20–30%, szczególnie wśród mężczyzn, którzy mają szeroki wybór ofert pracy.

Analitycy agencji zatrudnienia wskazują, że coraz częściej spotykają się z poważnymi wyzwaniami – np. sytuacją, w której pracodawcy składają duże zamówienia „z dnia na dzień”, oczekując np. 50 pracowników od poniedziałku. To utrudnia rekrutację i obniża jej jakość. Dużym problemem są także długotrwałe procedury wizowe w przypadku pracowników spoza Europy. Eksperci przewidują, że jeśli obecne ograniczenia w przyjazdach z Azji utrzymają się, rynek pracy w Polsce stanie w obliczu poważnych braków kadrowych, zwłaszcza w przemyśle i logistyce.

Po pierwsze, rynek jest obecnie zamknięty dla wielu pracowników z Azji – nowych przyjazdów praktycznie nie ma. Po drugie, zatrudnianie już obecnych w Polsce migrantów staje się coraz trudniejsze i pracodawcy stopniowo rezygnują z sięgania po tę grupę. W efekcie, w perspektywie najbliższego pół roku czy roku, liczba Azjatów na rynku pracy będzie się systematycznie zmniejszać. Część z tych, którzy przyjechali wcześniej, jeszcze zostanie, ale ich sytuacja również jest niepewna – urzędy coraz częściej odmawiają wydawania zezwoleń, co może zmuszać ich do powrotu do krajów pochodzenia. Polska nie jest krajem, do którego cudzoziemcy przyjeżdżają po świadczenia socjalne. Przyjeżdżają tu, by pracować. Jeśli jednak procedury nadal będą utrudniać ich zatrudnianie, poważne problemy kadrowe staną się nieuniknione – komentuje Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal.

Supercykl AI napędza rynki wschodzące: półprzewodniki, fintech i platformy cyfrowe

  • Amerykańskie akcje dominują w globalnych portfelach inwestycyjnych: Średnio inwestorzy lokują około 65% swojego kapitału w amerykańskich spółkach, mimo że USA stanowią około 42% globalnego PKB.
  • Rynki wschodzące coraz bardziej przyczyniają się do globalnego PKB, ale wciąż są niedostatecznie reprezentowane: Rynki te stanowią około 40% światowego PKB i około 60% światowego wzrostu gospodarczego, podczas gdy indeks MSCI ACWI (All Country World Index) przypisuje im jedynie około 11% wagi.
  • Przepływy kapitałowe zmieniają się w wyniku cięć stóp procentowych przez Fed: Słabszy dolar amerykański i mniejsza płynność wspierają rynki wschodzące w krótkim okresie, podczas gdy strukturalne czynniki, takie jak demografia i cyfryzacja, stanowią fundament długoterminowego wzrostu.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo przestawia strategię inwestycyjną opartą o listę 15 spółek w obszarze sprzętu AI, surowców, platformy cyfrowe, indyjskie firmy wzrostowe, afrykański fintech oraz spółki dywidendowe na rynkach wschodzących. Oto propozycje dla tych, którzy chcą zwiększyć swoją ekspozycję na rynki wschodzące.

Sprzęt AI i półprzewodniki są sercem rynków wschodzących w supercyklu AI

Prognozy wskazują, że roczne wydatki na infrastrukturę AI do 2030 roku przekroczą 400 miliardów dolarów. Te inwestycje bezpośrednio trafiają na rynki wschodzące:

  • TSMC (Tajwan): Z około 67% udziałem w globalnym rynku półprzewodników, TSMC jest jedynym producentem zaawansowanych chipów dla Nvidia. Firma inwestuje rocznie
    30-40 miliardów dolarów, aby utrzymać pozycję lidera.
  • Samsung Electronics (Korea): Jako zdywersyfikowany lider zarówno w produkcji chipów pamięci, jak i logicznych, Samsung intensywnie zwiększa swoje możliwości produkcyjne chipów pamięci o wysokiej przepustowości (HBM), aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu napędzanemu przez sztuczną inteligencję.
  • SK Hynix (Korea): Firma dostarcza niemal 80% chipów HBM dla Nvidia, a jej przychody związane z chipami pamięci o wysokiej przepustowości (HBM) rosną o ponad 50% rocznie.

Wnioski dla inwestorów: Amerykańskie spółki związane z AI przyciągają uwagę, lecz to rynki wschodzące kontrolują kluczowe elementy rozbudowy infrastruktury.

Platformy i fintech – Cyfryzacja konsumentów na rynkach wschodzących

Penetracja e-commerce na rynkach wschodzących wynosi około 15%, co jest znacznie poniżej poziomu USA/UE, wynoszącego 25%.

  • Tencent (Chiny): Tencent zarządza ekosystemem WeChat, który ma ponad miliard użytkowników i generuje stabilne przychody z gier i reklam, jednocześnie rozbudowując działalność w zakresie rozwiązań chmurowych.
  • Alibaba (Chiny): Alibaba ponownie napędza rozwój swojego biznesu chmurowego, osiągając dwucyfrowe tempo wzrostu dzięki wdrożeniom sztucznej inteligencji,
    co w połączeniu z jej podstawową działalnością w e-commerce – potęguje użycie rozwiązań chmurowych.
  • Grab (Azja Południowo-Wschodnia): Grab prowadzi jedną z największych super-aplikacji w regionie, integrującą usługi transportowe, dostawę jedzenia oraz platformę usług finansowych, co czyni ją doskonałą inwestycją w cyfryzację konsumentów regionu Azji Południowo-Wschodniej.
  • MercadoLibre (Ameryka Łacińska): MercadoLibre odnotowało 36% wzrost przychodów netto rok do roku oraz 46% wzrost całkowitego wolumenu płatności, podkreślając siłę swojej platformy e-commerce i fintech w Ameryce Łacińskiej.
  • Sea Ltd (Azja Południowo-Wschodnia): Platforma Shopee firmy Sea zwiększyła wartość brutto towarów o 27% r/r, a portfel pożyczek SeaMoney wzrósł o 46%, uwydatniając dwie główne siły napędowe wzrostu firmy w obszarze e-commerce i cyfrowego finansowania.
  • dLocal (Ameryka Łacińska/rynki wschodzące): dLocal osiągnął 52% wzrost przychodów r/r, dostarczając rozwiązania płatnicze, które umożliwiają globalnym sprzedawcom, takim jak Uber i Spotify, wejście na rynek konsumentów rynków wschodzących.

Wnioski dla inwestorów: Firmy te są regionalnymi monopolistami, którzy czerpią zyski z cyfrowego skoku rynków wschodzących.

Indie – maszyny do osiągania zysków

Prognozy wskazują na wzrost PKB Indii o 6,5% w 2025 roku, a dostęp do usług finansowych w tym kraju nieustannie się poprawia, co otwiera szerokie możliwości dalszej ekspansji.

  • HDFC Bank: Bank odnotowuje roczny wzrost kredytów na poziomie około 15%, ze zwrotem z kapitału sięgającym około 16%, co podkreśla jego czołową pozycję w indyjskim sektorze bankowości detalicznej.
  • ICICI Bank: ICICI osiąga zwrot z kapitału powyżej 17% i utrzymuje wskaźnik aktywów niepracujących poniżej 0,5%, co świadczy o efektywnym zarządzaniu ryzykiem i konsekwentnym osiąganiu wyników.
  • Reliance Industries: Konsumenckie działy Reliance, takie jak Jio i Retail, obecnie generują ponad 50% EBITDA, rosnąc o blisko 20% rocznie, co zapewnia im stały wzrost obok działalności energetycznej.

Wnioski dla inwestorów: Połączenie demografii, cyfryzacji oraz stabilnych instytucji w Indiach tworzy solidne fundamenty dla trwałego wzrostu w długim okresie.

Afryka – Przeskok rozwojowy dzięki fintechowi

  • MTN Group (RPA): MTN obsługuje 291 milionów abonentów oraz 63 miliony aktywnych użytkowników MoMo, a przychody z fintechu wzrosły o 47% r/r. W pierwszej połowie 2025 roku firma odnotowała 33% wzrost zysków netto, pomimo wyzwań związanych z kursami walutowymi.

Wnioski dla inwestorów: Afryka jest nadal niedostatecznie reprezentowana; MTN oferuje znaczącą ekspozycję na dane mobilne i płatności.

Zasoby i stabilne źródła dochodu

  • Vale (Brazylia): Vale produkuje około 300 milionów ton rudy żelaza rocznie, z dodatkową ekspozycją na miedź i nikiel, oferując atrakcyjny wskaźnik dywidendy na poziomie około 8%.
  • DBS (Singapur): DBS utrzymuje wskaźnik kapitału podstawowego Tier 1 na poziomie 14,5% oraz rentowność dywidendy bliską 6%, wyróżniając się jako najbardziej płynny i odporny bank w Azji.

Wnioski dla inwestorów: Te firmy oferują stabilność oraz przepływy gotówkowe, które mogą zrównoważyć bardziej ryzykowne inwestycje.

Kluczowe zagrożenia

  • Polityka i zarządzanie: Zmiany regulacyjne w Chinach nadal są istotnym zagrożeniem dla firm technologicznych, a przedsiębiorstwa państwowe na kilku rynkach wschodzących mogą wciąż przedkładać cele narodowe nad zwroty dla akcjonariuszy.
  • Dolar amerykański i stopy procentowe: Silniejszy dolar lub wolniejsze niż oczekiwano obniżki stóp procentowych przez Fed mogą ograniczyć przepływy kapitałowe na rynki wschodzące i osłabić lokalne waluty.
  • Zmienność walutowa: Częste dewaluacje walut takich jak, BRL czy ZAR mogą znacząco obniżyć zwroty inwestorów, gdy są liczone w dolarach amerykańskich.
  • Cykle półprzewodników i towarów: Nadpodaż chipów pamięciowych lub spadki cen rudy żelaza mogą prowadzić do znacznego spadku zysków.
  • Geopolityka: Rosnące napięcia w Cieśninie Tajwańskiej lub ponowne wybuchy wojen handlowych mogą wywołać szeroką wyprzedaż na rynkach wschodzących.
  • Płynność i koncentracja: ADR-y, takie jak dLocal i MTN, cechuje mniejsza płynność, a ETF-y z rynków wschodzących często koncentrują się na kilku dużych spółkach, co potęguje zmienność.

Podsumowanie

Charu Chanana wskazuje, że inwestowanie w spółki rynków wschodzących to nie tylko dywersyfikacja dla samej dywersyfikacji. Są kluczowe dla rozwoju infrastruktury AI, posiadają najszybciej rozwijające się bazy konsumenckie i zapewniają dostęp do nowoczesnych usług fintech oraz wysokich dywidend. Te 15 spółek stanowi strategiczny sposób na zmniejszenie koncentracji portfeli na rynku amerykańskim i skierowanie ich w stronę globalnych mechanizmów wzrostu na nadchodzącą dekadę.

Szpitale jako infrastruktura krytyczna – Polska Federacja Szpitali apeluje o współpracę z wojskiem i MSWiA

0

Polska Federacja Szpitali w ramach Forum Ekspertów Ad Rem, jako reprezentant systemu ochrony zdrowia oraz interesariusz szeroko rozumianego bezpieczeństwa cywilnego, z niepokojem obserwuje rosnącą lukę pomiędzy postępującą technologią zagrożeń a poziomem inwestycji w systemy ochrony, zwłaszcza w kontekście zagrożeń związanych z bezzałogowymi systemami powietrznymi (BSP).

Z perspektywy szpitali – jako infrastruktury krytycznej – niedostosowanie krajowego systemu do zagrożeń dronowych stanowi bezpośrednie ryzyko dla bezpieczeństwa pacjentów, personelu i dostępu do świadczeń zdrowotnych. Z tego względu Polska Federacja Szpitali postuluje, aby:

  • sektor ochrony zdrowia został objęty programem wsparcia w zakresie cyberbezpieczeństwa i ochrony perymetrycznej przed dronami,
  • stworzono ścieżki współpracy z wojskiem, MSWiA i administracją lokalną w zakresie budowy systemów wczesnego ostrzegania i reagowania,
  • wykorzystano istniejącą infrastrukturę szpitalną jako punkty rozproszonego wsparcia logistycznego i komunikacyjnego w sytuacjach kryzysowych.

Bezpieczeństwo cywilne – a zwłaszcza ochrona zdrowia – musi zostać uwzględniona w regionalnych strategiach obronnych i antykryzysowych.

Potrzeba budowy perymetrycznego systemu ochrony antydronowej na polskiej granicy, który mógłby służyć nie tylko Polsce, ale też Unii Europejskiej i NATO jako element wspólnej tarczy bezpieczeństwa. Taki system wymaga jednak:

  •  usunięcia barier legislacyjnych dla aktywnych systemów neutralizacji BSP,
  • wprowadzenia lokalnych stref ochronnych w przestrzeni powietrznej,
  • certyfikacji oraz integracji systemów ochrony z infrastrukturą cywilną i medyczną.

Wspólne działania w obszarze ochrony infrastruktury i integracji systemów cywilno-wojskowych są dziś nie tylko postulatem – ale koniecznością.

Autor: Michał Dybowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem

ORLEN i Google Cloud łączą siły w obszarze sztucznej inteligencji

0

Grupa ORLEN podpisała porozumienie o strategicznej współpracy z Google Cloud, którego celem jest wdrażanie nowoczesnych rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji i zaawansowanej analityki danych. Partnerstwo ma przyspieszyć cyfrową transformację koncernu, wspierając rozwój innowacyjnych narzędzi zarówno w segmencie detalicznym, jak i w energetyce.

Wzmocnienie strategii cyfrowej ORLEN

Jak podkreślił Robert Soszyński, Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych ORLEN, współpraca z Google Cloud to ważny krok w realizacji strategii cyfrowej spółki:

– Dzięki zaawansowanym technologiom i analityce danych przyspieszamy wdrażanie innowacji, skracamy czas wprowadzania usług i wzmacniamy naszą zdolność do szybkiego reagowania na potrzeby rynku. To partnerstwo pokazuje, jak technologia może wspierać długoterminowy rozwój i budować wartość w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym – zaznaczył.

Cyfryzacja jako element transformacji energetycznej

Transformacja cyfrowa stanowi kluczowy filar strategii ORLEN do 2035 roku pod hasłem „Energia jutra zaczyna się dziś”. Spółka zakłada efektywne zarządzanie danymi w całej organizacji oraz szerokie wykorzystanie narzędzi cyfrowych, które mają wspierać proces transformacji energetycznej i wzrost konkurencyjności.

– Wspólnie z Google Cloud wdrażamy rozwiązania oparte na AI, data science oraz zaawansowanej analityce danych, które zwiększą efektywność operacyjną i sprzedażową Grupy ORLEN. To istotny krok w budowie długoterminowego wzrostu i podnoszenia wartości dla akcjonariuszy – powiedział Michał Furman, Dyrektor Wykonawczy ds. Transformacji Cyfrowej i Informatyki ORLEN.

Wspólna droga ku innowacjom

Google Cloud podkreśla, że współpraca z ORLEN ma wymiar wykraczający poza aspekt biznesowy. – To wspólna droga, na której budujemy nową jakość w oparciu o dane i sztuczną inteligencję. Razem z ORLEN chcemy inspirować polskie firmy, pokazując, jak technologia może realnie napędzać wzrost i pomagać w lepszym rozumieniu potrzeb klientów – zaznaczyła Magdalena Dziewguć, Country Director Google Cloud Polska.

Porozumienie obejmuje m.in. budowę nowoczesnej platformy danych, rozwój zintegrowanych narzędzi cyfrowych, a także zdobywanie nowych kompetencji przez pracowników ORLEN. Dzięki temu koncern planuje wzmocnić swoją pozycję w regionie jako lider nie tylko w obszarze energetyki, ale także innowacji technologicznych.

UODO apeluje o zmiany w dostępie do danych z Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, wystąpił do minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy z prośbą o podjęcie prac legislacyjnych zmierzających do ograniczenia pełnej jawności danych osobowych osób wpisanych do Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą (RPWDL).

Według organu nadzorczego obecny model udostępniania danych wymaga zmian, aby zapewnić lepszą ochronę prywatności lekarzy i innych osób wykonujących zawody medyczne, a także dostosować regulacje do wymogów unijnych i współczesnych realiów cyfrowych.

Zaniepokojenie środowiska medycznego

Impulsem do wystąpienia były liczne sygnały docierające do UODO, a także apele środowisk medycznych, w tym Naczelnej Rady Lekarskiej. Lekarze wskazują, że jawny dostęp do ich danych osobowych może stwarzać zagrożenia bezpieczeństwa – od uciążliwego marketingu i kradzieży tożsamości, aż po ryzyko agresji fizycznej.

Obecnie każda osoba korzystająca z internetu może w prosty sposób sprawdzić w RPWDL m.in. imię i nazwisko lekarza, numer NIP, REGON, adres korespondencyjny czy miejsce udzielania świadczeń. W niektórych przypadkach są to dane tożsame z miejscem zamieszkania.

Potrzeba równowagi między kontrolą a ochroną prywatności

Prezes UODO podkreśla, że nie kwestionuje sensu istnienia rejestru jako narzędzia kontroli społecznej, umożliwiającego pacjentom weryfikację podmiotów wykonujących działalność leczniczą. Zwraca jednak uwagę, że powszechna jawność powinna zostać ograniczona do danych kluczowych z punktu widzenia interesu publicznego – np. numeru prawa wykonywania zawodu czy wpisu do rejestru lekarzy.

Bardziej szczegółowe informacje, jak adres zamieszkania czy dane kontaktowe, mogłyby być dostępne wyłącznie na wniosek i przy wykazaniu interesu prawnego.

Propozycje zmian

Wśród możliwych rozwiązań Prezes UODO wskazuje:

  • ograniczenie jawności danych osobowych w RPWDL do minimum niezbędnego dla weryfikacji uprawnień,
  • fakultatywność w zakresie publikacji danych adresowych i kontaktowych,
  • możliwość udostępniania szczegółowych danych wyłącznie w trybie wnioskowym,
  • wprowadzenie sankcji za wykorzystywanie danych niezgodnie z celem ich udostępnienia.

Kontekst prawny i cyfrowy

UODO przypomina, że obecny model rejestru funkcjonuje niezmiennie od dziewięciu lat i został wprowadzony jeszcze przed wejściem w życie unijnego rozporządzenia RODO. W ocenie Prezesa Urzędu przepisy powinny zostać zaktualizowane z uwzględnieniem nowych zagrożeń cyfrowych oraz obowiązku poszanowania konstytucyjnego prawa do prywatności i autonomii informacyjnej jednostki.

Prezes UODO zadeklarował gotowość do udziału w dalszej debacie oraz wsparcie eksperckie na każdym etapie prac nad zmianą przepisów.