Od 2019 r. nowe rozporządzenia dotyczące cen transferowych

Dzień po ukazaniu się projektów rozporządzeń w sprawie cen transferowych w zakresie podatków PIT i CIT, we wtorek 20 listopada 2018 r., Rządowe Centrum Legislacji opublikowało dwa nowe projekty rozporządzeń w sprawie ich dokumentacji. Mają one określić szczegółowy zakres elementów lokalnej oraz grupowej dokumentacji cen transferowych i tym samym ułatwić podatnikom dochowanie formalności związanych z ich sporządzaniem.

Chodzi o Projekt rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie dokumentacji cen transferowych w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych oraz analogiczny projekt rozporządzenia w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych z 16 listopada 2018 r. W uzasadnieniu obu projektów nowych rozporządzeń można przeczytać, że ich zadaniem jest ujednolicenie krajowych wymogów dokumentacyjnych z międzynarodowymi standardami, w zgodzie z wytycznymi Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Rozporządzenia w sposób szczegółowy określają zakres informacji, jakie zawierać mają dokumentacje lokalne i grupowe cen transferowych. Ogólny ich zarys znajdować się będzie od 1 stycznia 2019 r. w odpowiednich przepisach ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Kto i kiedy sporządza dokumentację cen transferowych?

Do sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych zobligowane będą podmioty powiązane dla transakcji kontrolowanych jednorodnych (pod pewnymi wyjątkami ustawowymi), których wartość bez podatku VAT przekracza w roku obrotowym:

  • 10 mln zł w przypadku transakcji towarowych oraz finansowych oraz
  • 2 mln zł w przypadku transakcji usługowych i innych niż określone wyżej.

Obowiązani do sporządzenia powyższej dokumentacji będą także podatnicy zawierający transakcje z podmiotami mającymi miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd na terytorium lub w kraju stosującym szkodliwą konkurencję podatkową, a wartość przedmiotu transakcji przekracza 100 tys. zł lub równowartość tej kwoty.

Z kolei zgodnie z art. 11p ust. 1 rządowego projektu zmian ustaw podatkowych z 23 października 2018 r.: „Podmioty powiązane konsolidowane metodą pełną lub proporcjonalną, które są obowiązane do sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych, dołączają do tej dokumentacji grupową dokumentację cen transferowych, sporządzoną za rok obrotowy, w terminie do końca dwunastego miesiąca po zakończeniu roku obrotowego, jeżeli należą do grupy podmiotów powiązanych: 1) dla której jest sporządzane skonsolidowane sprawozdanie finansowe; 2) której skonsolidowane przychody przekroczyły w poprzednim roku obrotowym kwotę 200 000 000 zł lub jej równowartość” (druk 2860).

Co musi zawierać lokalna dokumentacja cen transferowych?

Projekt rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie dokumentacji cen transferowych wskazuje szczegółowo elementy, jakie powinny się znaleźć w dokumentacji lokalnej. Wymaga ona sporządzenia opisu podmiotu powiązanego. Należy w nim zawrzeć opis i schemat jego struktury organizacyjnej, opis struktury zarządczej oraz opis podstawowej działalności, z podaniem przedmiotu prowadzonej działalności czy wskazaniem rynków geograficznych, na których działalność jest prowadzona.

Kolejnym z wymogów jest opis przeprowadzanej transakcji. W tym przypadku koniecznymi elementami składowymi dokumentacji będą m.in.: przedmiot i rodzaj transakcji wraz ze wskazaniem związków z innymi transakcjami, informacje na temat biorących w niej udział podmiotów powiązanych, jej wartość, jak również przedstawienie sposobu przeprowadzonej kalkulacji ceny transferowej.

Trzecia z głównych składowych dokumentacji – analiza cen transferowych musi zawierać m.in.: wskazanie metody zastosowanej do weryfikacji ceny transferowej wraz z uzasadnieniem jej wyboru, opis analizy porównawczej, opis analizy zgodności, jak również odniesienie ceny transferowej do wyniku przeprowadzonych analiz.

W ramach czwartego elementu, czyli informacji finansowych, projekt rozporządzenia wymienia zatwierdzone sprawozdanie finansowe z opisem pozwalającym na przyporządkowanie wskazanym w nim pozycjom odpowiednich danych finansowych lub innych informacji zawartych w tym opisie.

Grupowa dokumentacja cen transferowych

Grupowa dokumentacja cen transferowych również zawiera cztery główne elementy: opis grupy kapitałowej, opis jej istotnych wartości niematerialnych i prawnych, opis jej istotnych transakcji finansowych, a także informacje finansowe i podatkowe.

W opisie grupy kapitałowej powinien się znaleźć opis lub schemat struktury właścicielskiej grupy oraz informacje na temat zarządów podmiotów wchodzących w jej skład. Projekt rozporządzenia wymaga również opisania przedmiotu i zakresu prowadzonej przez grupę działalności.

Spełnienie obowiązku informacyjnego w zakresie istotnych wartości niematerialnych i prawnych zapewni sporządzenie ich wykazu, a także opis strategii prowadzonej przez grupę kapitałową działalności i wykorzystania w niej tych właśnie wartości wraz z podaniem informacji dotyczących ośrodków badawczo-rozwojowych. Podmiot powiązany zobowiązany będzie również przedstawić opis polityki cen transferowych grupy w zakresie działalności badawczo-rozwojowej i przedmiotowych wartości, ujawnić wykaz istotnych umów lub porozumień dotyczących tych wartości, a także sporządzić ogólny opis istotnych zmian w zakresie kontroli, własności i korzystania z wartości niematerialnych i prawnych.

Trzeci z elementów grupowej dokumentacji cen transferowych, czyli opis istotnych transakcji finansowych, wymaga ujawnienia sposobów finansowania działalności grupy kapitałowej, informacji na temat podmiotów pełniących funkcje w zakresie centralnego finansowania oraz opisania polityki cen transferowych w zakresie wewnętrznego finansowania w obrębie grupy.

Roczne skonsolidowane sprawozdanie grupy kapitałowej oraz wykaz zawartych przez jej podmioty powiązane uprzednich, jednostronnych porozumień cenowych lub innych interpretacji podatkowych dotyczących przypisania dochodu między państwami – to przesłanki spełnienia obowiązków dokumentacyjnych w zakresie informacji finansowych i podatkowych.

Korzystne dla małych, niebezpieczne dla dużych

Proponowane zmiany mają dwa oblicza. Z wprowadzenia wysokich progów sporządzenia dokumentacji cen transferowych skorzystają mniejsi przedsiębiorcy, którzy ich nie przekraczają. Unikną bowiem obowiązku dokumentowania. Z drugiej jednak strony uwaga organów podatkowych skupić się może w tej sytuacji na większych i największych przedsiębiorcach, którzy, dokonując transakcji między podmiotami powiązanymi, narażą się na bardziej wnikliwe i częstsze kontrole w zakresie cen transferowych.

Oba rozporządzenia w sprawie dokumentacji cen transferowych w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych oraz podatku dochodowego od osób fizycznych mają wejść w życie z dniem 1 stycznia 2019 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co czeka rynek walutowy w 2019 roku? Prognoza kursów walut

W minionym roku nie zabrakło wydarzeń powodujących istotną zmienność na rynku walutowym. Jak będzie wyglądał rok 2019?

Styczeń to czas prognoz na najbliższe 12 miesięcy. Przedstawiamy przewidywania Ebury dla: polskiego złotego, dolara amerykańskiego, euro oraz funta brytyjskiego.

Kurs złotego

W 2018 r. polski złoty radził sobie dość słabo. Wprawdzie kurs EUR/PLN na początku ubiegłego roku zszedł do poziomu poniżej 4,15, jednak złoty w parze z euro ostatecznie zakończył pierwszą połowę roku wyraźnym osłabieniem dochodząc nawet do 4,40. Zła passa złotego była związana w istotnym stopniu z czynnikami zewnętrznymi – szczególnie dość gwałtownym umocnieniem dolara amerykańskiego i wzrostem globalnego ryzyka. Znaczenie miały również jednak kwestie wewnętrzne, w tym szczególnie odsuwanie w czasie oczekiwań rynku względem podwyżek stóp procentowych w Polsce. Druga połowa roku (a konkretniej połowa lipca) przyniosła stabilizację – kurs EUR/PLN oscylował w dość wąskim kanale wokół poziomu 4,30.

Złoty nie umocnił się, mimo znaczącej poprawy sytuacji w polskiej gospodarce, zaobserwowanej również przez agencję S&P, która zgodnie z naszymi oczekiwaniami (i wbrew oczekiwaniom rynku) w październiku podniosła ocenę wiarygodności kredytowej Polski. Krajowej walucie nadal szkodził względnie silny dolar, globalne obawy i gorszy sentyment do aktywów ryzykownych, który był konsekwencją wspomnianych obaw. Czynniki krajowe również nie zawsze sprzyjały – szczególnie zawiodła inflacja, która w końcówce roku niespodziewanie spadła do poziomu 1,1% w ujęciu rocznym – najniższego poziomu od dwóch lat.

Inflacja i stopy procentowe w Polsce (2009-2018)

Inflacja i stopy procentowe w PolsceŹródło: Thomson Reuters Data: 09/01/2019

Mimo trwającej poprawy na krajowym rynku pracy istotnie nie rosła również inflacja bazowa, która cały czas znajduje się poniżej poziomu 1% rocznie. To właśnie przede wszystkim owa niska inflacja pozwoliła bankowi centralnemu na trwanie w trybie wait-and-see i niemodyfikowanie swojej dotychczasowej retoryki, w efekcie czego złoty nie otrzymał wewnętrznego impulsu wzrostowego.

W drugiej połowie ubiegłego roku byliśmy zbyt dużymi optymistami w kwestii sytuacji i perspektyw złotego. W przeciwieństwie do naszych oczekiwań względem pary EUR/USD, w przypadku EUR/PLN rynek ostatecznie nie zgodził się z nami. W ostatnim czasie nasz optymizm względem perspektyw złotego nieco zmalał, nie oznacza to jednak, że w 2019 r. spodziewamy się słabości polskiej waluty. Szacujemy, że w najbliższym czasie złoty w parze z euro powinien pozostać w okolicy poziomów zbliżonych do bieżących, na jego nieco większe umocnienie moglibyśmy liczyć bliżej 2020 r.

Na kurs EUR/PLN pozytywnie powinna wpłynąć oczekiwana przez nas dematerializacja ryzyka związanego z globalnym konfliktem handlowym oraz poprawa sytuacji na rynkach wschodzących, co powinno wspierać lepszy sentyment w pierwszej połowie roku. W drugiej jego części pozytywny efekt tych kwestii może się wyczerpać. Wtedy jednak, w okolicy końca roku, a być może na początku przyszłego liczymy na działania – a przynajmniej sugestie działań – ze strony Rady Polityki Pieniężnej. W 2020 r. złotemu dodatkowo może sprzyjać oczekiwane przez inwestorów osłabienie dolara amerykańskiego w relacji do euro.

Politycznym czynnikirm ryzyka dla złotego pozostaje kwestia marcowych wyborów w Parlamencie Europejskim, w których zgodnie z obecnymi sondażami umocnić swoją pozycję powinni populiści. Jeszcze istotniejsze znaczenie może mieć jednak rozwój sytuacji w związku z Brexitem. Pod znakiem zapytania stoi również wpływ krajowych, jesiennych wyborów parlamentarnych. O ile jednak oczekiwany bufor (bardzo niski oczekiwany deficyt w 2018 r.) nie zostanie przeznaczony w większości na realizację przedwyborczych obietnic i o ile nie doświadczymy istotnego szoku w krajowej polityce efekt tych zmian powinien być dość ograniczony.

Kurs dolara amerykańskiego

Co prawda w grudniu FOMC zdecydował o kolejnej podwyżce stóp procentowych, niemniej jednocześnie w ostatnich tygodniach decydenci Rezerwy Federalnej utrzymywali dużo bardziej „gołębią” retorykę. Przewodniczący Fed, Jerome Powell, twierdzi, że stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych są bliskie „neutralnego” poziomu. Taki stan oznacza sytuację, kiedy polityka monetarna wspiera stabilną inflację i wzrost gospodarczy zbliżony do długookresowego trendu. W grudniu Fed obniżył również prognozy wzrostu gospodarki Stanów Zjednoczonych. Z kolei „dot plot” z ostatniego spotkania Rezerwy Federalnej sugeruje, że decydenci FOMC przewidują obecnie średnio dwie podwyżki stóp procentowych w 2019 r. – jeszcze we wrześniu „dot plot” wskazywał na średnio trzy podwyżki w tym roku. Póki co rynki nie wyceniają z wysokim prawdopodobieństwem ani jednej podwyżki w bieżącym roku. Kontrakty futures sugerują, że rynki za scenariusz bardziej realistyczny niż podwyżka w końcówce roku, uznają taki, w którym Fed obniża stopy procentowe.

Grudniowy „Dot Plot” FOMC

Grudniowy „Dot Plot” FOMCŹródło: Thomson Reuters Data: 09/01/2019

Wnioskując po tonie ostatniej komunikacji ze strony Rezerwy Federalnej uważamy, że w pierwszej połowie 2019 r. FOMC zdecyduje się na przerwę w cyklu zacieśniania polityki monetarnej. Decydenci najpewniej będą chcieli zaczekać na kolejne odczyty dynamiki cen, aby móc oszacować faktyczną potrzebę podniesienia stóp procentowych w drugiej połowie najbliższego roku. Oznaczałoby to, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy będziemy mieć do czynienia prawdopodobnie z zaledwie jedną podwyżką stóp procentowych Fedu, a nastąpi to najpewniej w dalszych kwartałach 2019 roku. Znacznie wolniejsze podwyżki stóp Rezerwy Federalnej wspierałyby także naszą prognozę dotyczącą ożywienia walut gospodarek wschodzących względem dolara amerykańskiego w bieżącym roku.

W kontekście amerykańsko-chińskiej wojny handlowej, uważamy, że skala niepokoju powiązana z tą kwestią jest przesadzona. Kontrowersyjne deklaracje prezydenta Trumpa należy naszym zdaniem traktować przede wszystkim jako teatr polityczny i technikę negocjacyjną, a nie faktyczną groźbę. Zawarty podczas ostatniego szczytu G-20 „rozejm” między Donaldem Trumpem i Xi Jinpingiem będący wstępem do negocjacji w kwestii handlu jest pozytywnym sygnałem. Sądzimy, że bardzo realną perspektywą w nowym roku będzie zawarcie porozumienia w handlu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Kurs euro

Ryzyko polityczne związane z działaniami rządu Conte we Włoszech ustępuje; kraj zdołał dojść do porozumienia z Komisją Europejską w sprawie planowanej wysokości deficytu budżetowego kraju. Tym samym uwaga rynku walutowego w 2019 roku powinna skupić się na polityce monetarnej Europejskiego Banku Centralnego. Jak wspominaliśmy wcześniej, decydenci EBC podkreślali kilkukrotnie, że perspektywa wyższych stóp procentowych w strefie euro jest dość odległa. Inflacja bazowa we wspólnym bloku wciąż utrzymuje się w okolicach 1%, czyli zdecydowanie poniżej celu inflacyjnego EBC. Bank centralny nie decyduje o kierunku polityki monetarnej bez uwzględnienia tego wskaźnika, stąd bez trwającego wzrostu inflacji bazowej Europejski Bank Centralny naszym zdaniem nie będzie miał podstaw, żeby nawet rozważać bardziej restrykcyjną politykę monetarną. Dlatego też nie przewidujemy podwyżek stóp procentowych w strefie euro wcześniej niż w czwartym kwartale 2019 r. Jeżeli w najbliższym czasie inflacja bazowa nie wykaże trendu wzrostowego bardziej prawdopodobnym terminem wydaje się jednak pierwszy kwartał 2020 r.

Biorąc pod uwagę, że zarówno Rezerwa Federalna jak i Europejski Bank Centralny naszym zdaniem w tym roku utrzymają parametry polityki monetarnej na niemal niezmienionym poziomie, oczekujemy, że kurs EUR/USD w kolejnych kwartałach będzie oscylował w okolicy poziomu 1,15.

Inflacja w strefie euro (2013-2018)

Inflacja w strefie euroThomson Reuters Data: 09/01/2019

Kurs funta brytyjskiego

Przez ostatnie kilka miesięcy dane makroekonomiczne napływające z Wielkiej Brytanii traciły na znaczeniu. Oczy wszystkich uczestników rynku są bowiem zwrócone na kwestie związane z Brexitem. Pierwszym wyzwaniem dla Theresy May w bieżącym roku będzie przeprowadzenia głosowania nad wynegocjowaną przez nią treścią porozumienia z UE w brytyjskim parlamencie. Głosowanie odbędzie się w połowie stycznia, jednak umowa niemal na pewno nie zostanie zaakceptowana przez członków Izby Gmin – chyba, że nastąpi silny, nieoczekiwany zwrot. Wielu członków Partii Konserwatywnej zadeklarowało, że nie poprze umowy w jej obecnej formie. Jeżeli treść Withdrawal Agreement zostanie odrzucona podczas głosowania, Wielka Brytania zostanie postawiona w trudnej sytuacji. Theresa May będzie miała przed sobą kilka alternatyw – niestety obecnie nie ma możliwości, żeby oszacować prawdopodobieństwo poszczególnych z jakąkolwiek dozą precyzji.

  1. Wielka Brytania występuje z Unii Europejskiej 29 marca bez umowy: Z całą pewnością doprowadziłoby to do gwałtownej wyprzedaży szterlinga, szczególnie w relacji do dolara amerykańskiego. Wymiana handlowa między UK a UE oparta zostanie na zasadach WTO. Wzrosną opłaty celne, ceny produktów, a wzrost gospodarczy może stać się ujemny.

(Negatywne dla GBP)

  1. Powrót do negocjacji z Unią Europejską: Reprezentanci UE wielokrotnie podkreślali, że nie zgodzą się już na żadne dalsze negocjacje z Wielką Brytanią. W obliczu Brexitu „bez umowy” niewykluczone są jednak pewne ustępstwa.

(Neutralne dla GBP)

Inne scenariusze przewidują:

  1. Wielka Brytania wycofa artykuł 50: Według orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z grudnia Wielka Brytania może jednostronnie wycofać się z procedury wystąpienia ze Wspólnoty.

(Pozytywne dla GBP)

  1. Odsunięcie w czasie artykułu 50: Zostało to wprawdzie niedawno wykluczone przez Unię Europejską, niemal wciąż pozostaje pewną alternatywą.

(Pozytywne dla GBP)

  1. Ogłoszenie kolejnego referendum: W brytyjskim parlamencie po raz kolejny pojawiają się głosy przemawiające za ogłoszeniem kolejnego referendum. Jest to uznawane za scenariusz prawdopodobny, aczkolwiek Theresa May wykluczyła taką możliwość. Niewykluczone zatem, że przed jego ewentualną realizacją będziemy mieli do czynienia z kolejnymi wyborami parlamentarnymi.

(Pozytywne dla GBP – zakładając 50-procentowe prawdopodobieństwo pozostania w Unii Europejskiej)

Autor: Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Prognoza kursu złotego w 2019 r. – dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB

Miniony rok nie był dobry dla polskiej waluty. W tym roku złoty może się wzmocnić wobec dolara. Natomiast frankowicze nie odczują istotnych zmian. Największą niewiadomą jest kurs funta brytyjskiego.

O ile w 2017 r. złoty był w samym topie walut, które się wzmocniły, to w 2018 r. znacznie się osłabił wobec wszystkich istotnych walut.

– Stopy procentowe w USA są już wyższe niż w Polsce i skutki tego było widać w kursie złotego wobec dolara, gdy dolar umacniał się przez większą część roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Natomiast w tym roku złoty może się wzmocnić do 3,60 zł za dolara.

W 2019 r. kurs złotego wobec euro i franka szwajcarskiego powinien być stabilny, w okolicach 4,30 zł za euro i 3,80 zł za franka.

Największą niewiadomą jest kurs funta, ze względu na scenariusze dotyczące brexitu.

– Gdyby doszło do brexitu za porozumieniem, na co szanse nie są duże, to kurs funta mógłby wzrosnąć w okolice 5 zł za funta – ocenia dr P.Kwiecień.

Nowe zasady deklaracji marketingowych produktów kosmetycznych

2019 to rok szeregu nowości legislacyjnych dla branży kosmetycznej. Od dnia 1 stycznia obowiązuje nowa ustawa o produktach kosmetycznych[1], zaś od 1 lipca stosują się załączniki III i IV Dokumentu Technicznego Komisji Europejskiej w sprawie oświadczeń dotyczących produktów kosmetycznych dotyczące nowych zasad w ocenie poprawności stosowania deklaracji „free from” („nie zawiera”/”wolny od”) i „hipoalergiczny”. Rola dokumentu technicznego jest dwojaka: po pierwsze, kierowany jest do branży jako zbiór dobrych praktyk w stosowaniu znanych już Rozporządzenia 1223/2009[2], czy 655/2013[3], po drugie, to instrukcja dla organów kontroli w związku z realizowaną przez nich funkcją nadzorczą.[1] Dz. U. 2018, poz. 2227.[2] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 r. dotyczące produktów kosmetycznych (Dz. Urz. L 342, 22.12.2009, p. 59–209).[3] Rozporządzenie Komisji (UE) nr 655/2013 z dnia 10 lipca 2013 r. określające wspólne kryteria dotyczące uzasadniania oświadczeń stosowanych w związku z produktami kosmetycznym (Dz. Urz. L 190, 11.7.2013, p. 31–34).

Oczekiwania konsumentów a praktyka branży

Konsument branży beauty w 2019 r. jest jeszcze bardziej przezorny, sam poszukuje odpowiedzi na wielu pytań dotyczących składników, oczekuje wiarygodnych, popartych poważnymi i szeroko zaprojektowanymi badaniami danych na temat produktów. Trendy na ten rok wskazują m.in. na zainteresowanie konsumentów J-beauty (japońską filozofią piękna) oraz K-beauty (przywiązującą wagę do innowacyjnych składników). Rośnie znaczenie kosmetyków kierowanych do mężczyzn, w tym do makijażu, a także nie bez znaczenia pozostaje trend mindfull beauty z nastawieniem na pielęgnację naturalną, aromaterapię, wellness, czy… etyczne praktyki biznesowe (np. wykorzystanie jedynie składników pozyskiwanych z biorównoważnych upraw, czy w zgodzie z ochroną środowiska). Dominować będzie także trend sub-zero waste i zrównoważony rozwój.

Odpowiadając na te wszystkie potrzeby, przedsiębiorca rynku kosmetycznego:

  • chce dostarczyć konsumentowi naturalnych kosmetyków, a więc zgodnie z oczekiwaniami klientów produktów pozbawionych sztucznych barwników, czy konserwantów (czy produktów bazujących jedynie na tych pochodzących z natury);
  • jest obecny w różnych kanałach sprzedażowych i marketingowych, dzięki którym dociera do najbardziej wymagających konsumentów, dostarczając im obiektywnych, rzetelnych i przydatnych informacji, robiąc to w sposób nienachalny i wyważony;
  • w końcu próbuje także wyróżnić się wśród konkurencji swoją indywidualnością, spersonalizowaną ofertą, wyjątkowymi i niebanalnymi produktami.

Próba połączenia tych trzech sfer: produkt – konsument – konkurent, napotyka na jeszcze jeden konieczny do uwzględnienia komponent: wymagające przepisy prawa (w tym tzw. współregulację, tj. przepisy prawa i dobre praktyki branży oraz stowarzyszeń) połączone z kontrolami prowadzonymi przez liczne organy, stojące na straży m.in. konkurencji i konsumentów. Jedną z tych regulacji, która z pewnością wpłynie na zachowanie branży oraz praktykę organów w tym roku, jest załączniki III i IV Dokumentu Technicznego Komisji Europejskiej w sprawie oświadczeń dotyczących produktów kosmetycznych do Rozporządzenia 655/2013.

Zasady dla oświadczeń „free from” i hipoalergiczny

Zgodnie z zasadami Rozporządzenia 655/2013 w branży obowiązują sześć „złotych” wytycznych dla oświadczeń marketingowych:

  • przestrzeganie przepisów prawa/zgodność z prawem,
  • prawdziwość zawartych w oświadczeniach informacji,
  • oparcie oświadczeń na dowodach,
  • zgodność oświadczeń ze stanem faktycznym,
  • uczciwość przekazywanych treści (także w stosunku do konkurencji),
  • stworzenie konsumentowi możliwości podjęcia świadomej decyzji zakupowej.

Dodatkowo do Rozporządzenia 655/2013 dołączony jest wspominany wcześniej Dokument Techniczny przygotowany przez Podgrupę Roboczą ds. Oświadczeń i zatwierdzony przez Grupę Robocza ds. Produktów Kosmetycznych, który nie ma jednak mocy obowiązującego prawa i nie jest w szczególności oficjalnym stanowiskiem Komisji Europejskiej, a stanowi zatem wykładnię obowiązujących przepisów. Wskazany dokument techniczny, podkreślając znaczenie powyższych sześciu zasad, wyjaśnia je szczegółowo i analizuje konkretne przypadki wybranych dopuszczalnych/niedopuszczalnych oświadczeń.W szczególności wskazuje, jakie typy oświadczeń, w pewnych przypadkach, nie są dozwolone albo są dozwolone, albo są dozwolone pod warunkiem ich konkretnego sprecyzowania lub udowodnienia.Co wynika z zasad odnoszących się do oświadczeń „nie zawiera”? Otóż ich stosowanie staje się bardzo ograniczone. Oznacza to, że bezpośrednie lub pośrednia oświadczenia (w jakiejkolwiek postaci) nie powinny, w bardzo wielu przypadkach, sugerować że produkt nie zawiera pewnej substancji. Czy w związku z tym można wykorzystywać zwrot „nie zawiera”/”wolne od” itp. – można, ale w ściśle określonych warunkach. Ta sama wytyczna dotyczy wykorzystania pojęcia „hipoalergiczny”. Zatem, pozostaje konieczność analizowania szczegółowo konkretnego claim’u.

Czy konieczne są zmiany w opakowaniach kosmetyków?

Odpowiedź na to pytanie powinna zostać poprzedzona odpowiedzą na pytanie, czy oraz w jaki sposób posługiwaliśmy się dotychczas oznaczeniami „free from” (wolne od/nie zawiera) oraz „hipoalergiczny”. Jakich produktów i do jakich składników odnosi się konkretne oświadczenie. Niezwykle ważnymi czynnikami do uwzględniania jest także percepcja konsumentów, zachowanie konkurencji, a w końcu poparcie badaniami.
Od kiedy konieczne są zmiany w opakowaniach, oznaczeniach i komunikacji?

Jeśli zmiany w treści opakowań, oznaczeń i komunikacji rzeczywiście są konieczne, pozostaje odpowiedź od kiedy? Zasadniczo zmiany powinny mieć miejsce od 1 lipca 2019 r. Pozostaje jednak sporo niepewności, czy takie opakowania nie mogą być nadal produkowane, czy nie mogą być wprowadzane do obrotu, czy w końcu nie w ogóle nie mogą znajdować się w obrocie? Należy zatem odpowiedzieć sobie na szereg konkretnych i praktycznych pytań. Co w sytuacji, jeśli nasze partie zostały sprzedane do hurtowni przed 1 lipca 2019 r. i nie mamy wpływu na ich dalszą dystrybucję? Co jeśli nasze produkty wraz z opakowaniami zostały przekazane do dystrybucji bezpośredniej, w tym do sklepów detalicznych i nie zdążą być wyprzedane przed 1 lipca 2019 r.?Pojawiły się w tym obszarze stosowne wytyczne, w szczególności Głównego Inspektora Sanitarnego z 27 sierpnia 2018 r.[1] – nie jest to jednak jedyny organ nadzorczy na tym rynku.Co więcej, trzeba pamiętać, że mimo unijnego charakteru dokumentu, rozstrzygającą rolę, co do jego stosowania (także w zakresie daty rozpoczęcia obowiązywania) mają organy rozmieszczone w poszczególnych krajach członkowskich. Ma to znaczenie zwłaszcza dla przedsiębiorców działających także poza Polską.

Autor: dr Joanna Uchańska, Managing Associate, Radca Prawny
Dział Life Science & Healthcare

[1] Dz. U. 2018, poz. 2227.
[2] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 r. dotyczące produktów kosmetycznych (Dz. Urz. L 342, 22.12.2009, p. 59–209).
[3] Rozporządzenie Komisji (UE) nr 655/2013 z dnia 10 lipca 2013 r. określające wspólne kryteria dotyczące uzasadniania oświadczeń stosowanych w związku z produktami kosmetycznym (Dz. Urz. L 190, 11.7.2013, p. 31–34).
[4] W odpowiedzi na zapytanie skierowane przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego.

Urynkowienie nauki sposobem na europejski biznes

Rosnąca innowacyjność, przewaga konkurencyjna, a w konsekwencji również wyższa rentowność to główne korzyści wynikające ze współpracy przedsiębiorstw z jednostkami naukowymi. Coraz więcej firm dostrzega atuty takich działań, zwłaszcza w branżach związanych z najnowocześniejszymi technologiami.

Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space (źródło ThoriumSpace)
Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space (źródło ThoriumSpace)

W ciągu ostatniego dziesięciolecia postęp technologiczny osiągnął niespotykane dotychczas tempo. Każdego dnia pojawiają się nowe produkty i rozwiązania technologiczne, usprawniające codzienne życie. To, co jeszcze dwadzieścia lat temu wydawało się możliwe jedynie w filmach science fiction, jest w dużej mierze codziennością współczesnych ludzi. Wszystko to stało się możliwe dzięki współpracy naukowców pogłębiających ludzką wiedzę w wielu dziedzinach z przedsiębiorcami, którzy zajęli się wprowadzeniem tych innowacji na rynek.

Obustronne korzyści

Obecny postęp technologiczny umożliwił także komercjalizację wiedzy naukowej na szeroką skalę.

– Dawniej pojęcie transferu technologii oznaczało wyłącznie sprzedaż patentów, licencji i know-how – mówi Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space, producenta satelitów i anten instalowanych w przestrzeni kosmicznej – Obecnie poszerza się tę definicję do przekazywania wszelkiego rodzaju innowacji oraz edukacji technicznej. Dokonuje się to dzięki ścisłej współpracy pomiędzy środowiskami biznesowymi i naukowymi.

Transfer wiedzy i technologii jest w stanie dać firmom nowe możliwości, które mogą zapewnić przewagę nad konkurencją stosującą klasyczne rozwiązania komercyjne. Dlatego też inwestorzy coraz chętniej angażują się w inicjatywy naukowe. Daje to więcej możliwości zarówno uczelniom i instytutom badawczym, jak i startupom oraz firmom zorientowanym na wdrażanie nowości.

– Rozwój nauki pozwala na tworzenie nowych technologii i produktów opierając się na wyzwaniach płynących z rynku – uważa Paweł Rymaszewski. – Z kolei przedsiębiorstwa, aby rosnąć w siłę, potrzebują innowacji. Dlatego też badania naukowe i kształcenie w gospodarce rynkowej powinno służyć celom komercyjnym, a rynek powinien wspomagać uczelnie wyższe na zasadzie wzajemności. W końcu obie strony mają z tego tytułu wymierne korzyści. Przedsiębiorcy mogą rozwijać swoje firmy i osiągać większe zyski, a naukowcy zyskują finansowanie dla prowadzonych przez siebie badań, wsparcie kadrowe oraz wiele kontaktów, które mogą być przydatne w przyszłych projektach..

Miejsca do współpracy

Naturalną przestrzenią, w której nauka spotyka się w biznesem są inkubatory technologiczne. Oferują one młodym firmom, zakładanym najczęściej przez absolwentów wyższych uczelni, zarówno powierzchnię biurową oraz pomieszczenia badawcze, jak i fachową pomoc w obowiązkach administracyjnych. Przedsiębiorcy rozpoczynający tam swoją działalność mogą liczyć m.in. na wsparcie w dziedzinie księgowości, promocji czy marketingu. Dzięki temu mogą skupić się na rozwijaniu własnych innowacyjnych pomysłów.

Na terenie Polski istnieje wiele inkubatorów technologii, które najczęściej funkcjonują w porozumieniu z uczelniami technicznymi. Należą do nich m.in. Warszawski Inkubator Technologii przy Politechnice Warszawskiej, Inkubator Innowacyjności + w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, Wrocławskie Centrum Transferu Technologii przy Politechnice Wrocławskiej, Inkubator Politechniki Białostockiej oraz Park Technologiczny w Olsztynie.

Ich działalność jest skierowana zarówno do startupów, firm technologicznych powstałych w ramach badań na uczelniach, a także inicjatyw klastrowych. Wspierają one zarówno osoby chcące zweryfikować wartość rynkową pomysłu na biznes lub planujące rozwinąć pomysł w programie akceleracji, jak i już istniejące firmy technologiczne szukające wsparcia w ramach programu inkubacji.

Na granicy ludzkiej wiedzy

Przykładem efektywnej współpracy nauki z biznesem jest komercjalizacja nauk związanych z przemysłem kosmicznym. – W tej branży istnieje bardzo silna potrzeba takiego współdziałania, ponieważ firmy w niej funkcjonujące często poruszają się na granicy naszych możliwości technologicznych – twierdzi Paweł Wojtkiewicz, Prezes Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego. – W Polsce współpraca nauki z przemysłem w sektorze kosmicznym jest szczególnie widoczna, ponieważ możemy powiedzieć, że jeszcze 10 lat temu w Polsce jedynie Centrum Badań Kosmicznych PAN posiadało kompetencje umożliwiające dostarczanie urządzeń na potrzeby misji kosmicznych. Obecnie, po sześciu latach polskiego członkostwa w ESA, kompetencje te posiadają również firmy, które zdobywają je poprzez realizację własnych projektów, ale również w wyniku bliskiej współpracy z ośrodkami badawczymi i uczelniami.

– W przypadku naszej firmy współpraca z nauką jest absolutnie oczywista – mówi Paweł Rymaszewski. – Misją Thorium Space jest projektowanie oraz budowa pojazdów kosmicznych, m.in. satelitów, modułów satelitarnych, a także elektroniki czasu rzeczywistego wykorzystywanej w branży Aero-Space. Ważnym obszarem naszej działalności jest projektowanie innowacyjnych anten o zwiększonej przepustowości, które wykorzystują pasma pozbawione jakichkolwiek zakłóceń. Wymaga to wykorzystania najnowocześniejszych technologii. Bez najnowszych osiągnięć naukowych byłoby to zwyczajnie niemożliwe.

Sky is the limit

Od kilku lat branża satelitarna ulega gwałtownym zmianom korzystając z osiągnięć nanoelektroniki oraz rozwoju mikro komponentów, co przyczynia się do spadku masy pojazdów kosmicznych oraz do wzrostu ich wydajności. Celem firmy jest więc wyznaczanie nowych standardów dla komunikacji satelitarnej oraz miniaturyzacja satelitów przy zwiększeniu możliwości przetwarzania danych.
– Nasze satelity i moduły satelitarne, dzięki zastosowaniu innowacyjnych autorskich technologii, mogą zapewnić klientom nieosiągalne wcześniej parametry przy zwiększonej wytrzymałości, niezawodności oraz mniejszych kosztach wytworzenia i obsługi – twierdzi Rymaszewski. – To wszystko jest możliwe jedynie dzięki najnowszym zdobyczom nauki i współpracy z wybitnymi specjalistami z różnych dziedzin.

Światowym przykładem wyjątkowej współpracy nauki z biznesem kosmicznym jest także Transiting Exoplanet Survey Satellite (TESS) , czyli teleskop kosmiczny agencji NASA. Został on zaprojektowany w celu wyszukiwania planet pozasłonecznych. To projekt realizowany przez Massachusetts Institute of Technology przy wsparciu finansowym Google. Satelitę zbudowała firma Orbital Sciences Corporation. Dokona on przeglądu całego nieba w poszukiwaniu planet krążących wokół jasnych gwiazd w naszym najbliższym sąsiedztwie, ze szczególnym uwzględnieniem planet o rozmiarach zbliżonych do Ziemi.

Transiting Exoplanet Survey Satellite został wystrzelony 18 kwietnia 2018 rakietą Falcon 9 firmy SpaceX na wysoką eliptyczną orbitę okołoziemską. Misja potrwa około dwóch lat, w tym czasie zostanie przebadanych około 500 tys. gwiazd. Naukowcy spodziewają się odnaleźć ok. 300 planet typu ziemskiego.

Nie zawsze kolorowo

Zgodnie ze Strategią Rozwoju Nauki w Polsce wśród celów nauki wskazuje się jej ściślejszą współpracę ze sferą biznesu poprzez stymulowanie innowacyjności. Niestety, jak wskazują badania prowadzone przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wciąż jeszcze przedsiębiorstwa mają słabą wiedzę na temat możliwości współpracy ze środowiskiem naukowym. Do głównych barier należą też niewystarczające uregulowania prawne dotyczące instrumentów wsparcia działalności innowacyjnej, nie najlepiej rozwinięta struktura komercjalizacji wyników prac sfery B+R, a także brak informacji na temat możliwości takiej współpracy. Przedsiębiorcy narzekają często na zamknięte środowisko naukowe. Krótka jest także tradycja innowacyjnej przedsiębiorczości w Polsce.

Europejski priorytet

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w latach 2015-2017 aktywność innowacyjną wykazało 20,2 proc. polskich przedsiębiorstw przemysłowych oraz 11,9 proc. przedsiębiorstw usługowych. Nakłady na tę działalność poniesione w ubiegłym roku wyniosły w sumie ponad 41 mld. zł. W porównaniu do lat wcześniejszych jest to duży wzrost, choć pozostaje jeszcze wiele możliwości do wykorzystania w tym zakresie. Perspektywy zwiększenia zakresu współpracy nauki i biznesem są więc cały czas ogromne. Wciąż jest duże zapotrzebowanie na nowe parki technologiczne i inkubatory przedsiębiorczości. Coraz więcej liczących się przedsiębiorstw nawiązuje też współpracę z wyższymi uczelniami, zwłaszcza technicznymi.

– Wykreowanie, wdrożenie i stosowanie innowacji na rynku w dużej mierze zależy właśnie od dobrego przygotowania, woli współdziałania i aktywności uczelni, instytutów badawczych, parków technologicznych i przemysłowych oraz przedsiębiorców zainteresowanych nowymi technologiami – uważa Paweł Rymaszewski. – Pomocne w tym są również wyspecjalizowane fundusze finansowania innowacji m.in. fundusze kapitału zalążkowego, anioły biznesu, venture capital.

Transfer technologii jest interesujący także dla Unii Europejskiej. Pobudzanie inwestycji i tworzenie miejsc pracy jest bowiem jednym z 10 priorytetów Komisji Europejskiej na lata 2015-2019. W roku 2011 Wspólne Centrum Badawcze (Joint Research Center) uruchomiło europejskie biuro transferu technologii CIRCLE, którego celem jest wspomaganie transferu technologii wewnątrz wspólnoty.

Od roku 2015 największe inkubatory są zrzeszone w Porozumieniu Akademickich Centrów Transferu Technologii (PACTT), które oferuje członkom dostęp do ponad 65 tysięcy polskich naukowców i 14 tysięcy patentów i zgłoszeń patentowych.

Cierpliwe podążanie za trendem

Na Zachodzie (i Wschodzie) bez zmian – aktywa ryzykowne umacniają się przy nadziejach na łagodną postawę Fed i ocieplenie stosunków handlowych między USA i Chinami. USD przyjmuje defensywną postawę, ale apetyt na ryzyko zaczyna też uderzać w JPY i CHF. W odwodzie podgrzewana jest atmosfera w temacie brexitu.

Choć przez część czwartkowego handlu zanosiło się na korektę, na koniec powrócił pro-ryzykowny sentyment, więc ogólnie rynki pozostają w tym samym trybie. Wczoraj prezes Fed Powell występował publicznie, ale w najważniejszej kwestii – co z podwyżkami? – nie dowiedzieliśmy się niczego nowego. Powtórzone zostało, że teraz potrzebna jest „cierpliwość” i obserwowanie danych. Ta „cierpliwość” pojawiła się w wypowiedziach kilku członków FOMC i pokazuje, jak Fed stara się sterować przekazem, by uspokoić inwestorów. Jednocześnie jednak nie deklaruje nic w kontekście końca cyklu podwyżek, mimo że wycena rynkowa obecnie przekreśla podwyżkowy scenariusz. Jeśli na rynki powróci spokój, a dane pokażą podtrzymanie solidnego ożywienia, Fed nie zawaha się powróci do podwyżek. Na razie jednak jakby zakazane jest o tym wspominać, a zatem USD pozostanie postrzegany negatywnie na korzyść EUR, ale też walut surowcowych: AUD i NZD przez ocieplenie relacji handlowych USA-Chiny; CAD i NOK pod wpływem wzrostów cen ropy naftowej. Tryb risk-on i rosnący rynek akcji wywierają też coraz większą presje na osłabienie bezpiecznych przystani: JPY ICHF. Wczorajszy skok EUR/CHF o figurę pokazuje, gdzie drzemie potencjał rynku FX.

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May musi zwyciężyć w glosowaniu w parlamencie nad projektem porozumienia brexitu, w przeciwnym razie sprawy (ponownie) się skomplikują. Głosowanie zaplanowano na 15 stycznia, ale jak na razie liczenie głosów zwolenników i przeciwników projektu w ławach Izby Lordów nie jest przychylne May. Co więcej, w środę May przegrała głosowanie nad poprawką, według której w przypadku porażki w głosowaniu rząd będzie miał tylko 3 dni na przedstawienie nowego planu działania. Wcześniej prawo brexitu dawało 21 dni. May wytrącono z ręki ważną kartę – nie może już straszyć parlamentarzystów, że bez przyjęcia jej projektu Wielką Brytanię czeka chaos. Ograniczenie pola manewru zwiększa szanse na wydłużenie okresu przygotowawczego i odroczeniu brexitu poza 31 marca. Tym samym najgorszy scenariusz (tzw. no-deal brexit) stał się mniej prawdopodobny, ale jest bardzo wątpliwe, abyśmy z tego powodu w notowaniach funta zobaczyli euforię. Z perspektywy tradingowej sytuacja na GBP jest bałaganem, w który mało kot się chce angażować. Płynność jest ograniczona, a stabilizacja z ostatnich dni prędzej potwierdza, że mało kto zawiera pozycje. Choć w GBP wyceniono już sporo negatywnego ryzyka politycznego, brytyjska weekendowa prasa w dalszym ciągu jest w stanie jeszcze bardziej podgrzać atmosferę. To jest największe ryzyko dla funta na najbliższe godziny.

W piątek w kalendarzu publikacji makro na pierwszym planie będą dane z Wielkiej Brytanii oraz inflacja z USA. Brytyjski przemysł powinien odnotować niewielkie odreagowanie po październikowym spadku, a po PKB oczekuje się kolejnego miesiąca pełzającego wzrostu o 0,1 proc. m/m. W USA inflacja CPI powinna spaść przez zniżki cen energii, co sprowadzi wskaźnik roczny poniżej 2 proc. Rynek większą uwagę przywiąże do inflacji bazowej, gdzie płaski lub ujemny odczyt (prog. 0,2 proc. m/m) będzie podkopywał zaufanie w skłonność Fed do dalszych podwyżek stóp procentowych. Byłaby to woda na młyn dla trwającego rajdu ryzyka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raport roczny Coface: Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w 2018 r.

Pomimo ożywienia gospodarczego rok 2018 przyniósł więcej postanowień sądowych. Wzrost postępowań w transporcie sygnalizuje początek trudności na rynkach zagranicznych.

  • W roku 2018 liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm wyniosła 975, czyli o 10 proc. więcej niż w roku 2017 (wg danych na koniec grudnia 2018).
  • Wśród rodzajów postępowań najwięcej ogłoszono upadłości (558 tj. 57 proc.).
  • Coraz częściej stosowane są postępowania restrukturyzacyjne, wprowadzone z początkiem 2016 roku wraz z nowym prawem. Ich udział we wszystkich postępowaniach rośnie – w roku 2018 r. wyniósł aż 43 proc.
  • Wśród postępowań restrukturyzacyjnych najmniej odnotowano postępowań o zatwierdzenie układu (5), a najwięcej przyspieszonych postępowań układowych (259) – skok w górę o 24 proc. Znaczący wzrost w porównaniu z rokiem 2017 odnotowano również w przypadku postępowań sanacyjnych – aż o 30 proc.
  • Najwięcej, bo 267 upadłości i restrukturyzacji odnotowano w produkcji, jest to o 7 proc. więcej niż w 2017 roku. Największy wzrost postępowań mamy w transporcie – o 40 proc. Budownictwo pozostaje na podobnym poziomie do tego z roku poprzedniego.
rodzaj postępowania upadłościowego 2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016 2017 zmiana

2018/17

2018
(A) Upadłości 348 572 538 616 711 703 701 650 530 537   558
(A) Upadłości z możliwością zawarcia układu* 63 119 117 107 166 180 122 91 26 0 0
(B) Postępowanie o zatwierdzenie układu***                 4 11   5
(B) Przyspieszone postępowanie układowe***                 117 209   259
(B) Postępowanie układowe***                 30 40   39
(B) Postępowanie sanacyjne***                 53 88   114
ogółem 411 691 655 723 877 883 823 741 760 885 +10% 975

 

Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej
Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej

Komentuje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Pomimo oczekiwanego spowolnienia, rok 2018 nadal był okresem przyspieszonej aktywności gospodarczej. Zgodnie z szacunkami Coface wzrost realny PKB sięgnął 5 proc. w zeszłym roku, co stanowiło przedłużenie wysokiego tempa rozwoju gospodarki odnotowanego już w 2017 r. na poziomie 4,8 proc. Dzięki sprzyjającej sytuacji na rynku pracy konsumpcja gospodarstw domowych pozostaje główną siłą napędową naszej gospodarki. Inwestycje w aktywa trwałe w coraz większym stopniu podwyższają tempo wzrostu gospodarczego Polski. Z jednej strony utrzymuje się wzrost inwestycji publicznych, co dodatkowo wspiera kalendarz wyborczy – pod koniec zeszłego roku odbyły się wybory samorządowe, a na ten rok zaplanowane są wybory parlamentarne. Z drugiej strony wysoki stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, braki kadrowe i utrzymująca się presja na wzrost wynagrodzeń powodują, że firmy coraz bardziej skłonne są inwestować w automatyzację i robotyzację produkcji.

Jednak sprzyjające otoczenie gospodarcze nie wpłynęło na poprawę sytuacji płynnościowej biznesu w Polsce. Liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw zwiększyła się o 10,2 proc. w 2018 r. Działalność biznesowa w naszym kraju wymaga dostosowania się do zmienionych warunków, których firmy nie doświadczyły wcześniej. Rekordowo niska stopa bezrobocia korzystnie wpływa na popyt, jednak utrzymująca się kolejny rok presja na wzrost wynagrodzeń i trudności w zapełnieniu wakatów znacznie ograniczają możliwości przedsiębiorstw. Braki kadrowe stały się istotniejszą barierą w bieżącej działalności biznesu niż obawy odnośnie kształtowania się popytu, który jest kluczowym czynnikiem w prowadzeniu działalności gospodarczej. Z kolei duża konkurencja, jaka jest obecna w wielu branżach w Polsce, wymusza ograniczone marże, a za wzrostem obrotów firm rzadko podąża adekwatny wzrost zysków.

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi przewidywaniami udział restrukturyzacji w łącznej liczbie postanowień ustabilizował się i wyniósł 43 proc. na koniec 2018 roku. Daje to nadzieję, że firmy objęte restrukturyzacjami powrócą do efektywnej działalności biznesowej. Otoczenie gospodarcze pozostanie dosyć korzystne, jednak tempo wzrostu PKB będzie w tym roku już słabsze – prognoza Coface zakłada wzrost o 3,7 proc. Ostatnio publikowane wskaźniki PMI wskazały, że już drugi miesiąc z rzędu nasz przemysł jest w fazie spowolnienia ze względu na utrzymujący się spadek zamówień, w tym od kontrahentów zagranicznych. Pozostałe wskaźniki oraz wyniki badań koniunktury nie są tak pesymistyczne, jednak najlepsze w gospodarce już za nami. Obecnie wyższe ryzyko wiąże się z rynkami zewnętrznymi. Wzrost protekcjonizmu, napięcia na linii handlowej USA-Chiny, spowolnienie gospodarcze w strefie euro, niepewność związana z procesem wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej to czynniki, które już są widoczne w niższej dynamice naszego eksportu w związku z bezpośrednimi i pośrednimi relacjami handlowymi Polski. Zgodnie z ostatnimi szacunkami Światowej Organizacji Handlu (WTO) dynamika globalnej wymiany handlowej zwolniła z 4,7 proc. w 2017 r. do 3,9 proc. w 2018 r., a w 2019 r. sięgnie 3,7 proc. Już na koniec zeszłego roku odnotowaliśmy znaczny wzrost upadłości i restrukturyzacji firm transportowych (o 40 proc.), a także przedsiębiorstw, gdzie udział eksportu ma duże znaczenie – jak chociażby w produkcji maszyn i urządzeń (o 33 proc.). Na naszych głównych rynkach zagranicznych pogarszają się perspektywy dla branży motoryzacyjnej, która stała się lokomotywą polskiego eksportu. Wraz z niższym tempem wzrostu gospodarczego, utrzymującymi a nawet zwiększającymi się trudnościami dla przedsiębiorstw oczekujemy, że liczba upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce będzie się zwiększać i wzrośnie o 9,3 proc. na koniec 2019 roku.

Komentuje Paweł Jóźwik, adwokat w Kancelarii Stefaniuk i Partnerzy współpracującej z Coface

Po trzech latach obowiązywania ustawy Prawo restrukturyzacyjne obserwujemy, że liczba otwieranych postępowań stabilizuje się. Nie dziwi „popularność” trybu przyspieszonego postępowania układowego ze względu na jego odformalizowanie, niższe koszty i krótszy czas procedowania w relacji do postępowań układowego i sanacyjnego.

Liczby pokazują również, że nie sprawdza się tryb postępowania o zatwierdzenie układu. Ilość tych postępowań jest znikoma co wskazuje na to, że przepisy w tym zakresie wymagają nowelizacji. Ciężko wskazać co jest przeszkodą dla upowszechnienia się trybu, który z założenia miał być najmniej sformalizowany i gdzie udział sądu miał być ograniczony do minimum. Zysk dłużnika chociażby w postaci ochrony przed egzekucją, a w przypadku wierzycieli – możliwości uzyskania tytułów egzekucyjnych  powinny skłaniać do nadawania ugodom, zwykle zawieranym prywatnie bez żadnego udziału sądu, formy układu zatwierdzanego przed sądem. W mojej ocenie należy pójść dalej i odformalizować ten tryb poprzez usunięcie wymogu zatrudnienia doradcy restrukturyzacyjnego.

Po kilku latach funkcjonowania przepisów można pokusić się o pierwsze wnioski. Z pewnością nowe przepisy działają lepiej niż stare. Przepisy o postępowaniach naprawczym i upadłości układowej były w praktyce martwe, zaś tryby restrukturyzacyjne stały się realną alternatywą dla postępowania upadłościowego. Nadal problemem jest właściwa ocena, czy niewypłacalny dłużnik winien upaść, czy właściwszym będzie tryb oddłużeniowy. W sądach nadal obowiązuje w tej kwestii ścisły formalizm co powoduje, że wiele spośród zawieranych układów nie ma prawa zostać zrealizowanych i ostatecznie kończy się upadłością.

Innym problemem jest to, że restrukturyzacja nadal jest utożsamiana z upadłością, przez co zagrożone niewypłacalnością podmioty gospodarcze nie mają realnej możliwości uzyskania na rynku finansowania swojej działalności i nawet wynikające z przepisów uprzywilejowanie wierzycieli finansujących podmiot w restrukturyzacji nie zmienia tego stanu rzeczy, co powoduje, że zwykle żądają oni daleko idących zabezpieczeń. Słusznie podnoszone są głosy praktyków, którzy wskazują, że istniejące instytucje takie jak Polski Fundusz Rozwoju, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Agencja Rozwoju Przemysłu S. A., które mogłyby wspierać polskie firmy będące w restrukturyzacji, nie są skłonne udzielać tego rodzaju wsparcia poza wielkimi, głośnymi i uwarunkowanymi politycznie projektami. Brakuje systemowych rozwiązań pozwalających na objęcie wsparciem szerszej liczby podmiotów, oczywiście z zachowaniem racjonalnych zasad rynkowych.

Upadłości i restrukturyzacje według branż

branża liczba

upadłości

2008

…. liczba
upadłości

i restr.

2017

liczba
upadłości

i restr.

2018

zmiana

2018/2017

PRODUKCJA, w tym: 180   250 267 +7%
Przetwórstwo przemysłowe, w tym m.in.: 168   226 232 +3%
         Produkcja artykułów spożywczych i napojów 32   35 36 porównywalnie
         Produkcja metali i metalowych wyrobów gotowych 18   44 53 +20%
         Produkcja maszyn, urządzeń i urządzeń elektrycznych 9   18 24 +33%
         Produkcja wyrobów z drewna, z wyłączeniem mebli 11   22 24 wzrost
         Produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych surowców

niemetalicznych (w tym materiały budowlane)

8   15 12 -20%
         Produkcja odzieży i wyrobów tekstylnych 24   11 10 porównywalnie
         Produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych 13   18 16 spadek
         Poligrafia i reprodukcja 9   10 9 porównywalnie
         Produkcja mebli 12   9 10 porównywalnie
         Produkcja papieru i wyrobów z papieru 8   3 5 wzrost
         Przetwórstwo przemysłowe pozostałe 24   41 33 -19,5%
HANDEL, w tym m.in.: 92   219 234 +7%
          Handel hurtowy     140 148 +6%
          Handel detaliczny     61 66 +8%
TRANSPORT 15   40 56 +40%
BUDOWNICTWO 59   134 140 +4%
POZOSTAŁE branże, w tym m.in.: 65   242 278 +15%
          Działalność związana z obsługą rynku nieruchomości 6   31 29 spadek
ogółem 411   885 975 +10%

 

Komentuje Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface

Produkcja przemysłowa

Polska gospodarka rozwija się szybko, co potwierdza również sytuacja w sektorze produkcji przemysłowej. Można zauważyć niewielki wzrost upadłości i postępowań restrukturyzacyjnych, ale ze względu na duży popyt na dobra inwestycyjne i trwałego użytku obserwowany w ciągu dwóch ostatnich lat, sektor ten miał się do tej pory dobrze. Oczywiście sytuacja jest zróżnicowana w zależności od rodzaju produkcji. Popyt na materiały budowlane sprawia, że sytuacja finansowa producentów tychże materiałów jest obecnie bardzo dobra. Wysokie wzrosty cen materiałów budowlanych powodują, że ich wytwórcy nie mogą narzekać na poziom sprzedaży, czy rentowność prowadzonej działalności. Podobnie jest w przypadku produkcji dóbr konsumpcyjnych: artykułów spożywczych, mebli czy odzieży. Silny popyt stwarzał w ostatnim czasie dobre warunki dla rozwoju tego typu przedsiębiorstw. Ich płynność finansowa była zatem stosunkowo dobra, a ilość postępowań upadłościowych czy restrukturyzacyjnych nie rosła. Niepokojący jest jednak wzrost upadłości i restrukturyzacji w przemyśle maszynowym i metalowym. Na ten wzrost może mieć wpływ słabnąca koniunktura w Unii Europejskiej, zmniejszająca popyt na maszyny i urządzenia. Jeśli spowolnienie w całej Unii będzie postępowało, branża ta może mieć dalsze problemy z wypłacalnością.

Handel

Popyt wewnętrzny jest nadal silny. Nie zmienia to jednak faktu, iż w handlu nadal postępuje konsolidacja i ten trend powoduje, że postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych przybywa. Coraz trudniej jest mniejszym podmiotom utrzymać się na rynku, wiele firm nie wytrzymuje konkurencji silniejszych graczy. Sytuacja może ulec pogorszeniu w momencie zmniejszenia konsumpcji. Wtedy dodatkowo ten czynnik makroekonomiczny może utrudnić funkcjonowanie wielu słabszych firm i spowodować ich problemy płynnościowe.

Budownictwo

Branża budowlana z jednej strony cieszyć się może dużą ilością zamówień, inwestycjami w infrastrukturę, rozwojem budownictwa mieszkaniowego. Z drugiej jednak strony wzrost kosztów pracy i materiałów budowlanych powodują, że ryzyko utraty płynności, czy też problemów z rentownością jest bardzo wysokie. Póki co te dwa aspekty równoważą się i nie mamy do czynienia z dramatycznym zwiększeniem niewypłacalności. Można nawet stwierdzić, że sytuacja jest dość stabilna, jednak dotyczy to przede wszystkim większych podmiotów. Wśród mniejszych firm problemy płynnościowe są dość powszechne. W naszej ocenie sytuacja powinna pozostać bez większych zmian przynajmniej przez pierwszą połowę roku 2019. Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał przede wszystkim od poziomu inwestycji.

Transport

Branża transportowa od dłuższego już czasu cierpi na problemy płynnościowe. Zmiany przepisów w wielu krajach, negatywne sygnały płynące z niektórych gospodarek, wzrosty kosztów pracy powodują, że rentowność działalności transportowej spada. Dyscyplina płatnicza w branży jest słaba i pogarsza się.  Wzrost liczby upadłości i postępowań restrukturyzacyjnych w tej branży jest największy i należy się spodziewać, że kolejne miesiące nie będą niestety lepsze. 

Upadłości i restrukturyzacje w budownictwie

rok budownictwo *
(firmy budowlane)
udział budownictwa w ogólnej liczbie upadłości i restr. obsługa rynku nieruchomości **
2018 140 14,3% 29
2017 134 15% 31
2016 135 17,8% 35
2015 160 21,6% 26
2014 168 20,0% 29
2013 213 24,1% 16
2012 218 24,9% 37
2011 143 19,8% 28
2010 98 15,0% 12
2009 82 11,9% 14
2008 59 14,3% 6
2007 49 11,0% 9
2006 81 14,1% 15
2005 129 16,3% 17
2004 226 20,3% 12
2003 361 20,0% 27
2002 431 23,1% 18

* – dane dotyczą upadłości wykonawczych firm budowlanych (nie obejmują producentów i dystrybutorów materiałów budowlanych) i obejmują poniższe kody PKD:

41 – roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków

42 – roboty związane z budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej
43 – roboty budowlane specjalistyczne

** – kod PKD 68 – działalność związana z obsługą rynku nieruchomości            

Upadłości i restrukturyzacje według regionów

województwo liczba
upadłości

i restr.

2017

liczba
upadłości

i restr.

2018

zmiana

2018/2017

 
mazowieckie 184 175 -5%  
śląskie 112 114 wzrost  
wielkopolskie 78 94 +20,5%  
dolnośląskie 98 87 -11%  
podkarpackie 35 61 +74%  
małopolskie 52 58 +11,5%      
kujawsko-pomorskie 38 55 +45%  
lubelskie 43 52 +21%  
podlaskie 29 51 +76%  
zachodniopomorskie 52 49 -6%  
pomorskie 42 48 +14%  
warmińsko-mazurskie 41 34 -17%  
łódzkie 30 34 +13%  
opolskie 19 26 +37%  
świętokrzyskie 14 24 +71%  
lubuskie 18 13 -28%  
ogółem 885 975 +10%  

 

W większości województw widać wzrost liczby firm objętych restrukturyzacją, bądź upadających. Województwo mazowieckie otwiera listę i jak co roku najwięcej postępowań (175) mamy właśnie na tym obszarze, ale województwo odnotowało jednocześnie spadek o 5 proc.

Największy skok postępowań obserwujemy w województwach: podlaskim (+76%), podkarpackim (+74%), świętokrzyskim (+71%) i kujawsko-pomorskim (+45%).

Natomiast najmniej upadłości i restrukturyzacji mamy w województwie lubuskim (13). Tam też odnotowaliśmy największy spadek postępowań (o 28%).

Upadłości i restrukturyzacje według form prawnych przedsiębiorstw

forma prawna liczba
upadłości
2008
liczba upadłości
2014
liczba upadłości
2015
 

liczba
upadłości

i restr.
2016

 

liczba
upadłości

i restr.
2017

 

liczba
upadłości

i restr.
2018

zmiana

2017/2016

Spółka z o.o. 260   455 427 402 472 471 porównyw.
Przedsiębiorca 84   208 183 221 250 308 +23%
Spółka akcyjna 28   66 54 58 73 92 +26%
Spółka komandytowa 3   24 19 24 30 41 +37%
Spółka jawna 13   41 37 29 29 38 +31%
Spółdzielnia 14   19 10 17 14 12 spadek
Pozostałe formy 9   10 11 9 17 13 -23,5%
ogółem 411   823 741 760 885 975 +10%

 

Analizując formy prawne upadających i restrukturyzowanych przedsiębiorstw, największą grupę stanowią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (48 proc.), jednak ogólna liczba postanowień w 2018 r. w tym sektorze podobna jest do tej z 2017 roku. Znaczny wzrost liczby upadłości i restrukturyzacji obserwujemy natomiast w grupie przedsiębiorców, spółek akcyjnych, spółek komandytowych oraz spółek jawnych. Jedynie w przypadku spółdzielni odnotowaliśmy spadek liczby postanowień (o 14 proc.).

Wielkość, wiek i zatrudnienie w upadających i restrukturyzowanych firmach

Obroty

Zgodnie z analizą obrotów firm, których upadłość lub restrukturyzację ogłoszono w 2018 roku, problem niewypłacalności dotyczy w większości firm średnich i małych. Na około 50 proc. przedsiębiorstw, o których dane finansowe posiadał Coface*, 55 proc. firm objętych postępowaniami generowało obrót pomiędzy 5 a 50 mln złotych. 31 proc. stanowiły firmy z rocznym obrotem do 5 mln złotych. Najmniejszą grupą stanowiącą 14 proc. były przedsiębiorstwa duże, generujące powyżej 50 mln zł obrotu rocznie. W 2011 roku, w którym rozpoczęto analizę wielkości obrotów, najmniejsze firmy wobec, których toczyły się postępowania stanowiły aż 42 proc., a największe jedynie 6 proc.

Roczne obroty udział
w 2011
udział
w 2012
udział
w 2013
udział
w 2014
udział
w 2015
udział
w 2016
udział
w 2017
udział
w 2018
do 5 mln PLN 42% 35% 29% 31% 32% 30% 33% 31%
5-50 mln PLN 52% 53% 59% 56% 60% 56% 53% 55%
Powyżej 50 mln PLN 6% 12% 12% 13% 7% 14% 14% 14%

 

* Należy dodać, że większość firm, których danych finansowych Coface nie posiadał, to przedsiębiorstwa małe, które często nie publikują swoich danych finansowych.

Pod względem obrotów, na pierwszym miejscu listy upadłości znalazła się firma ALLGAME S.A. zajmująca się sprzedażą hurtową sprzętu elektronicznego i telekomunikacyjnego. W czołówce znajdują się również Spółdzielnia Mleczarska w Rypinie ROTR, firma prowadząca działalność handlową zużytymi akumulatorami kwasowo – ołowiowymi, samochodowymi i przemysłowymi Orzeł Surowce Sp. z o.o., czy znana firma Próchnik S.A.

W gronie znanych firm objętych postępowaniami restrukturyzacyjnymi znalazły się: Grupa Piotr i Paweł Sp. z o.o., Piotr i Paweł S.A. oraz Piotr i Paweł Detal Sp. z o.o., wobec których otwarto postępowanie sanacyjne. Przyspieszonym postępowaniem układowym objęte zostały natomiast linie lotnicze Small Planet Airlines, GetBack S.A. oraz firma z najwyższym obrotem z listy, czyli dystrybutor prasy RUCH S.A.

Wiek

Zgodnie z analizą wieku upadających i objętych postępowaniami restrukturyzacyjnymi przedsiębiorstw dominują firmy z kilku i kilkunastoletnim stażem działalności. Jest ich blisko 72 proc. Przedsiębiorstwa założone przed 1990 rokiem stanowią jedynie 6 proc.

Najstarszą firmą na liście postępowań, która objęta została upadłością są Żywieckie Zakłady Papiernicze Solali S.A., których korzenie sięgają 1833 roku. Postępowanie sanacyjne zostało otwarte wobec Zakładów Metalurgicznych Pomet S.A. z Poznania, z historią rozpoczynającą się w 1913 roku. Zaś przyspieszonym postępowaniem układowym objęta jest firma założona w 1918 roku – Ruch S.A. Inną znaną firmą z bardzo długą historią, która natomiast znajduje się w upadłości, jest Próchnik S.A., założony w 1948 roku.

Zatrudnienie

Analizując zatrudnienie, na około 50 proc. przedsiębiorstw, o których dane posiadał Coface, zdecydowaną większość, bo aż 68 proc. przedsiębiorstw stanowią te zatrudniające od 10 do 100 osób. Firmy, gdzie pracuje do 10 osób, a także przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 100 pracowników stanowią 16 proc.

Tu należy pamiętać, że firmy, dla których Coface nie posiada danych to głównie firmy najmniejsze, więc udział tej grupy jest w rzeczywistości wyższy.

Mateusz Walewski, BGK: W 2019 r. czeka nas spowolnienie, ale nie kryzys

Gospodarka światowa w ubiegłym roku wciąż przyspieszała. Zdecydowanie był to jednak ostatni okres takiego globalnego wzrostu. W Europie pierwsze sygnały spowolnienia można było obserwować mniej więcej w połowie 2018 roku, a w Stanach Zjednoczonych takie oznaki pojawiają się dopiero teraz. Oznacza to, że poprzedni rok był szczytem cyklu koniunkturalnego – a wkrótce czeka nas globalne spowolnienie. W przypadku Polski spowolnienie będzie oznaczało, że wzrost z 5 proc. w 2018 roku spadnie do ok. 3,5-4 proc. Główne zagrożenia dla naszej gospodarki tkwią poza granicami naszego kraju. Im bardziej pogorszy się sytuacja w Europie i Stanach Zjednoczonych na fali postępujących wojen handlowych między USA a Chinami oraz możliwego twardego Brexitu, tym bardziej odbije się to na Polsce.

– W Polsce spowolnienie gospodarcze jeszcze nie nastąpiło, natomiast pod koniec roku pojawiły się pierwsze sygnały, że 2019 nie będzie już pod tym względem tak dobry – powiedział serwisowi eNewsroom Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK – Scenariusz na najbliższy rok zakłada raczej miękkie lądowanie – spowolnienie gospodarcze, a nie kryzys. Ten jest rzadko przewidywany przez prognostów i ekonomistów, zdarza się raczej niespodziewanie. Wtedy też następuje spadek PKB do ujemnych poziomów wzrostu. Jesteśmy bardzo związani z gospodarką europejską, szczególnie niemiecką. Zabezpieczeniem jest dla nas dobra sytuacja na rynku pracy, która nie powinna się zmienić. Dzięki temu utrzyma się wysoki poziom konsumpcji, który nadal będzie istotnym elementem decydującym o tym, że wzrost gospodarczy w Polsce nie spadnie poniżej 3 proc. Oprócz tego napływ środków unijnych pozwoli nam utrzymać dobrą dynamikę inwestycji – ocenił Walewski.

Polskie rozwiązania dla inteligentnych domów walczą o międzynarodowe rynki. FIBARO prezentuje nowości na największych targach technologicznych CES 2019 w Las Vegas

Polskie rozwiązania dla inteligentnych domów walczą o międzynarodowe rynki. FIBARO prezentuje nowości na największych targach technologicznych CES 2019 w Las Vegas 1

Blisko 200 tys. odwiedzających z całego świata, 4,5 tys. wystawców i ponad miliard relacji na Twitterze z każdej edycji – w Las Vegas trwają prestiżowe, największe na świecie targi elektroniki użytkowej CES 2019. Jak co roku w trakcie wydarzenia swoją premiery mają prototypy i najbardziej zaawansowane technologicznie nowinki. Wśród polskich reprezentantów na tegorocznych targach jest specjalizująca się w rozwiązaniach smart home firma FIBARO. Jej projekty zdobyły dwie prestiżowe nagrody CES 2019 Innovation Honorees. 

– Dziś urządzenia zaczynają same ze sobą rozmawiać, wspierają się dzięki różnego typu sensorom. Dlatego FIBARO postanowiło od samego początku wspierać właśnie ideę inteligentnego domu, domu przyjaznego dla jego mieszkańców, stąd rozwój firmy właśnie w tym kierunku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Jankowski, Product Director w FIBARO.

Według szacunków Ericssona w 2021 roku do sieci będzie podłączonych już 28 mld urządzeń, z których ponad połowę, czyli 16 mld, będą stanowić urządzenia IoT. Internet rzeczy w kolejnych latach ma się rozwijać w 30-proc. tempie, stanowiąc bazę dla rozwiązań z zakresu smart home, które cieszą się błyskawicznie rosnącą popularnością. Dziś niemal wszystkie analogowe urządzenia można już podłączyć do internetu, a według prognoz Gartnera w 2022 roku w typowym domu będzie już nawet ok. 500 inteligentnych urządzeń komunikujących się z siecią i sobą nawzajem. Popyt na inteligentne mieszkania stale rośnie – z szacunków Lucintel wynika, że w ciągu kolejnych 5 lat ten rynek będzie rósł w tempie 9,5 proc. rocznie, aby w 2023 roku przekroczyć wartość 107,4 mld dol.

Rozwiązania, które pozwalają zdalnie sterować oświetleniem, ogrzewaniem, klimatyzacją, monitoringiem i wszystkimi domowymi urządzeniami, cieszą się coraz większą popularnością także w Polsce. Według badań Somfy rozwiązaniami typu smart home jest zainteresowanych dwie trzecie Polaków, a 30 proc. byłoby skłonnych przeznaczyć na ten cel do 5 tys. zł.

Jest kilka kluczowych rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę przy budowie inteligentnego domu. Na pierwszym miejscu stawiamy na bezpieczeństwo i komfort użytkowania naszych urządzeń i całego ekosystemu. Istotna jest również możliwość jego dowolnej rozbudowy i konfiguracji. Budowę inteligentnego domu możemy rozpocząć od kilku urządzeń i później dowolnie rozbudowywać cały system – mówi Tomasz Jankowski.

Polska firma specjalizująca się z rozwiązaniach typu smart home zdobyła dwie nagrody tegorocznych targów CES w Las Vegas – prestiżowych, największych na świecie targach elektronicznych, na których co roku prezentowane są innowacje, prototypy i najbardziej zaawansowane technologicznie projekty.

Zdobyliśmy nagrodę [CES 2019 Innovation Honoree – red.] za najnowszą aplikację, która wykorzystuje uczenie maszynowe, oraz za Smart Implant – przełomowe urządzenie, które pozwala nam każdy wykorzystywany w domu sprzęt zintegrować z siecią IoT. Urządzenie jest niewielkie, ale potrafi naprawdę dużo. Dzięki niemu można podłączyć do inteligentnej sieci swoje stare, ulubione urządzenia takie jak gramofon czy system Hi-Fi – mówi Tomasz Jankowski.

Smart Implant to rozwiązanie, które na tegorocznych targach CES miało swoją premierę. Pozwala „ożywiać” stare sprzęty – innymi słowy, może zamienić niemal każde analogowe urządzenie w inteligentne, obsługiwane bezprzewodowo z poziomu smartfona. Taki implant można zintegrować nawet z projektorem czy magnetowidem z lat 90. Polska firma ma niedługo podać daty premier Smart Implant na poszczególnych rynkach.

Na tegorocznych targach CES premierę ma też cała linia inteligentnych włączników i gniazd Walli. Są zgodne ze standardem Z-Wave, w przepięknym designie, zintegrowane ze standardowymi włącznikami, dzięki czemu nie trzeba kupować osobno przełącznika i pasującego modułu – mówi Tomasz Jankowski.

Jak podkreśla, rozwiązania typu smart home coraz częściej są wspierane przez technologię uczenia maszynowego. Algorytmy zapamiętują i analizują nawyki użytkownika, dzięki czemu system automatycznie dopasowuje się do jego potrzeb i wyprzedza jego ruchy. To właśnie na machine learning bazuje wprowadzona na rynek przez FIBARO aplikacja do zdalnego sterowania systemem smart home. To również drugie rozwiązanie wyróżnione nagrodą CES 2019 Innovation Honorees.

Aplikacja, wykorzystując uczenie maszynowe, potrafi zasugerować, co w danym momencie użytkownik chciałby zrobić i jakie są jego potrzeby. Przykładowo, będzie wiedziała, że wracając do domu po pracy, zawsze najpierw zapalamy światło w kuchni albo ustawiamy temperaturę 20,5 stopnia na termostacie. Kiedy nie ma nas w domu, ta temperatura spadnie np. do 19 stopni. Dzięki uczeniu maszynowemu ta aplikacja „żyje swoim życiem”, podlega ciągłym zmianom, ale jest też łatwiejsza i bardziej przyjazna w użytkowaniu – mówi Tomasz Jankowski.

Krystian Bergmann, Head of Technical Projects IoT w FIBARO, ocenia, że w tym roku w Las Vegas prezentuje się relatywnie niewiele firm z Polski. Jednak dla FIBARO obecność na największych na świecie targach elektronicznych to również okazja do zaznaczenia swojej obecności na amerykańskim rynku, bo producent działa globalnie. Jednocześnie podkreśla, że nie zamierza rezygnować z produkcji w Polsce – tym bardziej że produkty made in EU cieszą się w Stanach dobrą renomą.

– Rynek amerykański jest jednym z największych na świecie pod względem siły nabywczej konsumentów. Ludzie tutaj bardzo naturalnie wykorzystują nowoczesne technologie, a w branży smart home, w której działamy, amerykański użytkownik jest najbardziej wyedukowanym klientem na całym świecie. Co więcej, systemy takie jak Google Home czy Amazon Alexa, czyli bardzo popularni asystenci głosowi, są na tym rynku bardzo popularne, dlatego również urządzenia smart są tak rozpowszechnione – mówi Krystian Bergmann.

Zewnętrzni menadżerowie coraz bardziej popularni w Polsce. Mogą liczyć na większe zarobki, a firmy zyskują gwarancję efektów

Zewnętrzni menadżerowie coraz bardziej popularni w Polsce. Mogą liczyć na większe zarobki, a firmy zyskują gwarancję efektów 2

Interim management, czyli powierzenie funkcji managerskiej komuś, kto nie jest formalnie częścią zespołu, staje się coraz popularniejszy. W Polsce środowisko interim menadżerów, którzy znają swoją wartość na rynku pracy i pracują za wyższe stawki przez określony z góry czas, szacuje się na ok. 1,5 tys. osób. Potencjał rynku jest dużo większy niż jego dzisiejsze zastosowanie. Większość firm nie zdaje sobie sprawy, że może w ten sposób rozwiązać ważne problemy i bardzo szybko sięgnąć po ludzi z dużym doświadczeniem – przekonuje prof. Tomasz Rostkowski z Instytutu Kapitału Ludzkiego w SGH.

– Interim management jest zjawiskiem bardzo szerokim, ale w skrócie oznacza to powierzenie jakiejś funkcji menadżerskiej komuś, kto nie jest formalnie częścią zespołu. Może się kojarzyć z zatrudnieniem na zastępstwo, ale też zatrudnieniem do konkretnej, jasno zdefiniowanej wcześniej funkcji – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Tomasz Rostkowski z Instytutu Kapitału Ludzkiego w SGH.

Interim management w Polsce jest jeszcze stosunkowo mało znany. Pojawił się w Europie jako sposób ucieczki przed restrykcyjnymi przepisami prawa pracy. Część menadżerów, zwłaszcza tych o uznanej renomie, pracuje na określony z góry czas, ale jednocześnie rezygnuje z ochrony pracowniczej. Na rozwiązaniu korzystają obie strony – pracodawcy zyskują specjalistę, a do tego mają gwarancję oczekiwanego rezultatu, menadżerowie zaś wyższe wynagrodzenie i możliwość partycypacji w zysku firmy.

– Największe pole do popisu mają menadżerowie, którzy są odpowiedzialni za wprowadzenie jakiejś zmiany, czyli wprowadzenie do już istniejącej organizacji całkowicie nowych rozwiązań. Nie ma sensu zatrudnianie takiej osoby bezterminowo, bo wiadomo, że jej rola skończy się razem z zakończeniem tego projektu, więc łączy to w sobie wszystkie zalety zewnętrznego doradztwa z jednoczesnym posiadaniem własnego pracownika, w pełni odpowiedzialnego za wdrożenie – przekonuje prof. Tomasz Rostkowski.

Eksperci oceniają, że interim management sprawdza się także w dobie kryzysu, kiedy firmy szukają sposobów optymalizacji kosztów, a na rynku więcej jest menadzerów szukających nowych projektów.

Z raportu Stowarzyszenia Interim Managers wynika, że środowisko to w naszym kraju szacuje się na ok. 1,5 tys. (dane z początku 2017 roku), ale w ciągu 5 lat zanotowało ponad 180-proc. wzrost. Do Europy Zachodniej sporo nam jeszcze brakuje – w Wielkiej Brytanii jest ich 20 tys., a w Niemczech – 15 tys.

– Potencjał tego rynku jest dużo większy niż dzisiejsze jego zastosowanie. Większość firm nie zdaje sobie sprawy z tego, że może w taki sposób rozwiązać ważne problemy i bardzo szybko sięgnąć po ludzi z dużym doświadczeniem, którzy właściwie niemal natychmiast wchodzą do organizacji i osiągają rezultaty – ocenia ekspert SGH. – Jest to też niespodziewanie korzystne rozwiązanie finansowo. Mając na uwadze to, jak duże trzeba ponieść koszty z zatrudnieniem osób mniej kompetentnych, ta różnica nie jest odstraszająca, więc wydaje się, że kwestie finansowe nie są barierą. 

Jak wynika z poprzedniej edycji raportu, średnie stawki wynagrodzeń oscylują wokół 2–2,3 tys. zł za dzień. Rozpiętość wynagrodzeń sięga od 750 zł do ponad 4 tys. zł dziennie. Najczęściej na taką formę pracy decydują się w Polsce osoby w wieku 40–49 lat, na dojrzałych rynkach Europy Zachodniej najliczniejszą grupę (blisko połowę wszystkich tak zatrudnionych) stanowią osoby w wieku 50–59. Rośnie też liczba osób 60+, którzy stanowią ponad 10 proc. interim menadżerów.

– Decydują się na ten zawód osoby, które już mają jakąś karierę zrealizowaną, nie potrzebują już nic udowadniać sobie i światu, raczej chcą się w pewien sposób podzielić swoimi doświadczeniami. Bardzo często są to ludzie, którzy wyszli z największych organizacji, gdzie zrobili znakomite kariery i teraz są bardzo zainteresowani tym, żeby wspierać organizacje mniejsze, a nawet start-upy. Jak się okazuje, to też jest bardzo dobre miejsce do wykorzystania ich kompetencji – wskazuje prof. Tomasz Rostkowski.

Motoryzacyjne innowacje na największych na świecie targach technologicznych w Las Vegas. Nissan podłączy kierowców do wirtualnej rzeczywistości

Motoryzacyjne innowacje na największych na świecie targach technologicznych w Las Vegas. Nissan podłączy kierowców do wirtualnej rzeczywistości 3

Technologia Invisible-to-Visible, która w trakcie jazdy łączy informacje z czujników na zewnątrz i wewnątrz pojazdu z danymi z chmury – to innowacja, którą na tegorocznych targach CES 2019 w Las Vegas prezentuje Nissan. Japoński koncern stworzył rozwiązanie, które podczas jazdy w deszczu wyświetli w samochodzie słoneczną scenerię albo pozwoli kierowcy połączyć się z dowolną osobą, która pojawi się w samochodzie jako trójwymiarowy awatar. Oprócz frajdy, technologia I2V ma zapewnić maksymalne bezpieczeństwo i pewność jazdy.

Na targach elektroniki użytkowej w Las Vegas nie brakuje marek motoryzacyjnych, których oferta pokazuje, w jakiem kierunku będzie rozwijać się ta branża. Nissan prezentuje na CES 2019 technologię Invisible-to-Visible (I2V), która w trakcie jazdy łączy informacje z czujników na zewnątrz i wewnątrz pojazdu z danymi z chmury. To stwarza praktycznie nieograniczone możliwości. Przykładowo, pozwala śledzić najbliższe otoczenie pojazdu, a nawet przewidywać co może się zdarzyć, np. pokazując, co jest za rogiem budynku, do którego zbliża się samochód.

– Zmierzając ku erze jazdy autonomicznej, stawiamy sobie dwa cele. Pierwszym jest zwiększenie poczucia pewności kierowców, a drugim uczynienie samej jazdy bardziej ekscytującą. I2V jest technologią, która umożliwia realizację obu tych celów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Tetsuro Ueda, szef ekspertów w Centrum Badawczym Nissan Motor Company. – Przykładowo, dzięki niej użytkownik może połączyć się cyfrowo z dowolnym innym kierowcą, niezależnie od jego lokalizacji, za pośrednictwem metawersum, dzięki czemu można dzielić doświadczenie jazdy z wybranymi osobami.

W praktyce działa to w ten sposób, że kierowca może połączyć się w wirtualnym świecie Metaverse z dowolną osobą – znajomym lub członkiem rodziny, który pojawi się w samochodzie jako trójwymiarowy awatar, żeby udzielić pomocy albo zapewnić towarzystwo w trakcie długiej trasy.

Technologia I2V łączy świat rzeczywisty i wirtualny. Goście na CES 2019 mogą założyć parę okularów z rozszerzoną rzeczywistością i wejść do demonstracyjnego kokpitu Nissana, wyposażonego w trójwymiarowe interfejsy i wyświetlacze, żeby przekonać się o jej możliwościach. I2V pomoże m.in. w znalezieniu miejsca parkingowego w ruchliwym centrum handlowym albo wyszuka w lokalnym przewodniku i poda kierowcy informacje o miejscu, które ten odwiedza po raz pierwszy. Technologia ma zapewnić nie tylko większe bezpieczeństwo i pewność jazdy, ale i dostarczyć niezapomnianych wrażeń. Dlatego w trakcie jazdy w deszczu można na przykład wyświetlić w środku samochodu scenerię słonecznego dnia.

– Przyszłość należy do jazdy autonomicznej. Korzystając z technologii Omni-Sensing, zbieramy dane z każdego samochodu znajdującego się na drodze i przesyłamy je do chmury. Dzięki symulacjom możemy przewidzieć, co stanie się w najbliższej przyszłości. Możemy także zwiększyć poczucie pewności kierowców dzięki dostępowi na bieżąco do danych sztucznej inteligencji pojazdu i ich wizualizacji – mówi dr Tetsuro Ueda.

I2V jest zasilany przez inną technologię opracowaną przez Nissana – Omni-Sensing, która pełni rolę centrum danych gromadzących w czasie rzeczywistym informacje o ruchu drogowym, otoczeniu samochodu i jego wnętrza. Technologia mapuje 360-stopniową wirtualną przestrzeń wokół samochodu, aby dostarczyć informacji m.in. na temat stanu drogi, widoczności, oznakowania lub znajdujących się w pobliżu pieszych. Może również monitorować ludzi w samochodzie za pomocą czujników wewnętrznych, aby lepiej przewidzieć, kiedy mogą potrzebować pomocy albo gdy powinni zrobić przerwę w jeździe.

– Korzystamy z technologii rzeczywistości mieszanej, nakładając to, co niewidoczne na rzeczywisty obraz – mówi dr Tetsuro Ueda.

Jak ocenia, technologia I2V może powszechnie zagościć na rynku za około dziesięć lat. Jednak Invisible-to-Visible to nie jedyna nowość, którą japoński koncern przywiózł do Las Vegas. Na tegorocznych targach można zobaczyć także elektrycznego crossovera IMx KURO, Nissana LEAF e+ o zwiększonej mocy i zasięgu oraz debiutującego w USA wyścigowego, elektrycznego  Nissana LEAF NISMO RC z napędem na wszystkie koła.

CES (Consumer Electronics Show) to prestiżowe, największe na świecie targi elektroniki użytkowej, podczas których prezentowane są najnowsze produkty, technologie i prototypy, które dopiero trafią na rynek. Tegoroczne targi odbywają się w Las Vegas w dniach 8–11 stycznia. Na blisko 25 tys. mkw. prezentuje się kilka tysięcy marek, globalnych koncernów i start-upów, które do Las Vegas przywiozły to, co mają w ofercie najlepszego.

Ubywa gospodarstw ekologicznych. Jednym z największych problemów brak pracowników

Ubywa gospodarstw ekologicznych. Jednym z największych problemów brak pracowników 4

Po latach boomu liczba gospodarstw ekologicznych w Polsce zaczyna spadać. Wynika to m.in. z faktu, że część z nich nie zajmowała się produkcją z przeznaczeniem na rynek, a jedynie pobieraniem dopłat. Z drugiej strony wyspecjalizowane gospodarstwa, które realnie produkują i dostarczają ekożywność, umacniają swoją pozycję na szybko rosnącym rynku. Rolnikom potrzebne jest jednak wsparcie i szeroka edukacja konsumentów dotycząca zalet zdrowej żywności. Coraz większym problemem takich gospodarstw jest również brak pracowników, bo rolnictwo ekologiczne – w większym stopniu niż tradycyjne – wymaga pracy manualnej. 

Liczba gospodarstw ekologicznych w Polsce maleje, za to nie zmienia się liczba producentów, którzy realnie produkują i dostarczają na rynek. Można nawet powiedzieć, że stają się bardziej wykwalifikowani, produkują coraz więcej. Ubywa natomiast gospodarstw, które nic nie produkują, mają jakieś łąki czy uprawy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Gębka z Farmy Świętokrzyskiej i Polskiej Izby Żywności Ekologicznej.

Według danych resortu rolnictwa, w latach 2003–2013 nastąpił w Polsce boom rolnictwa ekologicznego, a liczba takich gospodarstw zwiększyła się 11-krotnie (z 2,3 tys. do prawie 26,6 tys.). Obecnie natomiast ich liczba spada – w 2017 roku działalność w zakresie rolnictwa ekologicznego prowadziło już 21,4 tys. podmiotów, w tym prawie 20,3 tys. rolników ekologicznych gospodarujących na powierzchni 495 tys. ha. Największą powierzchnię ekologicznych użytków rolnych zajmowały rośliny na paszę. Na drugim miejscu znajdowały się łąki i pastwiska oraz zboża. Malejąca liczba gospodarstw ekologicznych wynika po części z faktu, że niektóre z nich nie zajmują się produkcją z przeznaczeniem na rynek, a jedynie pobierają dopłaty. Z drugiej strony, w 2017 roku znacząco wzrosła liczba podmiotów przygotowujących produkty ekologiczne – ich liczba sięgnęła 795 (z czego 664 zajmowały się wyłącznie przetwórstwem).

Aby produkcji ekologicznej było więcej, potrzebne jest wsparcie na wielu płaszczyznach. Trzeba lepiej zorganizować wsparcie ze strony ośrodków doradztwa rolniczego. Na pewno potrzebne są też pieniądze, które będą promowały żywność ekologiczną. Powinniśmy zacząć od konsumentów, bo żeby produkować, trzeba mieć gdzie sprzedawać. Trzeba pokazywać konsumentowi, jak wygląda ta produkcja, organizować spotkania w gospodarstwach, pokazywać badania świadczące o tym, że produkt ekologiczny zawiera więcej witamin, jest pozbawiony pestycydów – wylicza Łukasz Gębka.

Rosnąca świadomość konsumentów już od kilku lat znajduje odbicie w wynikach rynku. Badania pokazują, że produkty eko cieszą się w Polsce lawinowo rosnącą popularnością. Z branżowych prognoz, przytaczanych przez portalspozywczy.pl, wynika, że udział żywności ekologicznej w polskim rynku spożywczym kształtuje się na poziomie około 0,3 proc., ale do 2030 roku rynek ekożywności ma się rozwijać w tempie 20 proc. rocznie. Sprzyja temu m.in. wzrost zamożności Polaków. Z przeprowadzonego w 2017 roku badania IMAS („Żywność ekologiczna w Polsce”) wynika, że 24 proc. Polaków kupuje certyfikowane produkty ekologiczne co najmniej raz w tygodniu. Z drugiej strony konsumenci wciąż mają niewielką wiedzę m.in. na temat procesu produkcji oraz certyfikacji produktów eko i często mylnie używają zamiennie pojęć „zdrowa żywność” i „żywność ekologiczna”.

Konsumentom często wydaje się, że w produkcji ekologicznej się nic nie robi, bo wszystko samo rośnie. Dlatego takie produkty powinny być tańsze, bo przecież nie pryskamy, nie siejemy nawozu, etc. Tak niestety nie jest. Stosujemy nawozy specjalistyczne, naturalne, wszystko, co nie było poddane syntezie chemicznej i pochodzi ze środowiska naturalnego. To oznacza wyższe koszty – mówi Łukasz Gębka.

Jak podkreśla, dodatkową barierą jest fakt, że przestawienie gospodarstwa rolnego na produkcję ekologiczną to długi proces, który zajmuje około trzech lat. W tym czasie trzeba ponosić dodatkowe, wysokie koszty i spełnić rygorystyczne normy, żeby uzyskać ekocertyfikat.

Dopiero w trzecim roku uzyskujemy certyfikat i możemy sprzedawać produkty ekologiczne. Przez cały ten czas trzeba pracować nad glebą, poprawiać zawartość próchnicy w glebie, stosować nawozy zielone, czyli po zbiorach trzeba zasiewać rośliny, które budują próchnicę, dodawać nawozy pochodzenia naturalnego, które są droższe. Trzeba się z tą glebą sporo napracować, żeby ona żyła, dodawać mikroorganizmy glebowe – to wszystko ma ogromne znaczenie, aby można było osiągnąć plon wysokiej jakości – podkreśla Łukasz Gębka.

Trudnością jest też uzyskanie opłacalności przy niewielkiej skali produkcji gospodarstwa. Ekspert PIŻE podkreśla również, że w tej chwili jednym z największych problemów dla takich gospodarstw – jak i rolnictwa ogółem – jest pozyskanie pracowników.

Produkcja ekologiczna jest trudna, to jest pewnego rodzaju styl życia. Aby produkować na pewnym poziomie, potrzebujemy sporą liczbę pracowników. U nas w pełni sezonu pracuje 140 osób, ale dla niektórych gospodarstw problemem jest zorganizowanie choćby kilku osób do pracy. Nie uciekniemy od tego, bo produkcja ekologiczna wymaga pracy ręcznej. Stosujemy agrotechnikę, która eliminuje część zachwaszczenia, ale ostatecznie musimy plewić ręcznie, a to generuje koszty – mówi ekspert Polskiej Izby Żywności Ekologicznej.

Po rekordowym roku obiekty noclegowe liczą zyski i planują inwestycje. Dla gości coraz ważniejsze są dodatkowe atrakcje podczas wypoczynku

Po rekordowym roku obiekty noclegowe liczą zyski i planują inwestycje. Dla gości coraz ważniejsze są dodatkowe atrakcje podczas wypoczynku 5

W 2018 roku na wyjazd do rodzimych miejscowości zdecydowała się ponad połowa turystów – wynika ze statystyk portalu Noclegi.pl. Gorące wakacje, sprzyjająca pogoda jesienią i wyjazdy sylwestrowe sprawiły, że hotelarze nie mogli narzekać na brak gości. Dla turystów sam nocleg to za mało. Oczekują oni pełnego serwisu, dodatkowych atrakcji i rozrywek. Rosnący popyt i potrzeby gości powodują, że obiekty noclegowe będą w 2019 roku rozpoczynać współpracę z różnymi instytucjami kultury, sportu i firmami turystycznymi – przekonuje Agnieszka Wirkowska z portalu Noclegi.pl.

– Rok 2018 był zdecydowanie dobry dla polskiej branży turystycznej. Zdecydowały o tym przede wszystkim wyjątkowo długa majówka, udane wakacje, szczególnie nad morzem, a także idealna pogoda poza sezonem – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Wirkowska, kierownik ds. marketingu portalu Noclegi.pl.

Z analizy portalu Noclegi.pl wynika, że połowa turystów rezerwujących wyjazdy zdecydowała się na wypoczynek w kraju. Latem oblężenie przeżywały Trójmiasto i nadmorskie miejscowości, mimo że w lipcu ceny noclegu były wyższe nawet o 75 proc. niż rok wcześniej. W sierpniu ceny spadły, w niektórych miejscowościach o 30 proc., wciąż jednak były wyższe niż w 2017 roku. Turyści korzystali też z ciepłej jesieni i niższych niż w sezonie cen – średnio za wyjazd płacili wówczas nieco ponad 1 tys. zł.

– Październik był lepszym miesiącem niż wrzesień pod względem rezerwacji, a to właśnie za sprawą ładnej pogody. Turyści, którzy zarezerwowali nocleg w tym okresie, nie tylko mogli się cieszyć idealną pogodą, lecz także skorzystali ze znacznie niższych cen – zaznacza Agnieszka Wirkowska.

Wśród najpopularniejszych turystycznie miejscowości królowały Gdańsk, Kołobrzeg, Sopot i Gdynia, w górach Zakopane, Karpacz, Szklarska Poręba i Wisła. Dużą popularnością cieszyły się tzw. city breaki, czyli krótkie, weekendowe wypady – zwłaszcza do Krakowa, Warszawy, Poznania i Wrocławia. Latem w Warszawie liczba rezerwacji wzrosła o 191 proc. w skali roku. Dla hotelarzy rekordowy był także sylwester, a ceny w Tatrach i Sudetach wzrosły na ten czas o 75–100 proc. W Zakopanem za dwudniowy pobyt trzeba było zapłacić 2 282 zł, a w Karpaczu – 1 690 zł.

– Turyści, którzy rezerwowali nocleg na naszym portalu, przede wszystkim wybierali polskie miejscowości, natomiast te zagraniczne nie tracą na popularności. W 2018 roku dominowały Chorwacja, Węgry i Słowacja – podkreśla ekspertka Noclegi.pl. – W 2019 roku będzie rozwijała się turystyka krajowa. Obiekty noclegowe cały czas podnoszą swoje standardy i jakość.

Polacy przywiązują coraz większą wagę do jakości miejsca noclegowego. Choć wciąż istotnym czynnikiem jest cena, to zwracają uwagę również na indywidualne podejście do klienta, ciekawy wystrój wnętrz czy oferty wykraczające poza usługi związane stricte z noclegiem.

– Turyści są coraz bardziej wymagający i decydując się na wyjazd poza miejsce zamieszkania, nie oczekują jedynie noclegu, lecz także innych atrakcji. Goście najczęściej pytają o to, czy w obiekcie noclegowym można skorzystać z usług relaksacyjnych, czy jest basen, jacuzzi lub sauna. Właściciele obiektów mają świadomość tego, że muszą cały czas poprawiać jakość i dostosowywać się do potrzeb gości – podkreśla Wirkowska.

Hotele dbają o komfort gości. Często oferują opiekunkę dla dzieci, animacje dla najmłodszych i atrakcje dla całej rodziny. Część hoteli przyciąga klientów regionalnym menu. Z analiz pytań na portalu Noclegi.pl wynika, że Polakom zależy na udogodnieniach, od napojów czy posiłków po artykuły higieniczne w pokoju.

– Pojawiają się dodatkowe udogodnienia w postaci całodobowego wyżywienia. Można wyjechać, wykupując standardową ofertę, czyli bez wyżywienia, można wybrać jedynie śniadanie, ale coraz więcej obiektów ma u siebie restaurację. Co więcej, coraz popularniejsze staje się podróżowanie ze zwierzętami i zdarza się tak, że hotele przyjmują gości ze zwierzętami bezpłatnie – mówi Agnieszka Wirkowska.

CES 2019: Autonomiczne samochody będą zasilane przez karty graficzne ze sztuczną inteligencją. Będzie ona stanowić realne wsparcie dla kierowcy podczas jazdy

CES 2019: Autonomiczne samochody będą zasilane przez karty graficzne ze sztuczną inteligencją. Będzie ona stanowić realne wsparcie dla kierowcy podczas jazdy 6

Branża motoryzacyjna zwraca się w stronę technologii autonomicznych. Producenci samochodów coraz częściej sięgają po rozwiązania inteligentne oraz sztuczną inteligencję, która pozwala kierowcy szybciej i sprawniej podejmować decyzje, a w kryzysowej sytuacji – nawet uchronić przed wypadkiem. Firma Nvidia podczas targów CES 2019 prezentuje nowy system do autonomicznej jazdy, wspierany przez procesory graficzne GPU ze sztuczną inteligencją.

– Na targach CES 2019 prezentujemy naszą najnowszą technologię autonomicznej jazdy i autonomicznych pojazdów. Technologia DRIVE Auto Pilot będzie dostępna na rynku w niedalekiej przyszłości. Ulepszy autonomiczną jazdę do poziomu 2+ i zapewni lepsze wsparcie kierowcy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 w Las Vegas Bea Longworth, head of automotive PR z Nvidii.

Pionierem autonomicznych samochodów jest amerykańska firma Tesla, która jako pierwsza na świecie wypuściła elektryczny samochód dopuszczony do powszechnego użytku z preinstalowanym autopilotem. Również inżynierowie Nvidii postanowili stworzyć inteligentne auto, które będzie jeszcze lepiej radziło sobie na drodze. Kluczem do sukcesu ma być wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz algorytmów uczenia maszynowego. W przeciwieństwie do Tesli, Nvidia chce wspierać kierowcę, a nie go zastępować.

– Nie próbujemy zaprogramować samochodu do samodzielnej jazdy, ponieważ to nie jest możliwe. Jazda samochodem jest niesamowicie skomplikowana, niezależnie od tego, jak łatwa nam się wydaje. Nie możemy stworzyć kodu na każdą ewentualność, która może wystąpić podczas jazdy. Z tego powodu stosujemy sztuczną inteligencję, która umożliwia pojazdowi skuteczne uczenie się podczas jazdy. Jest to o wiele bardziej skuteczne i elastyczne rozwiązanie – tłumaczy ekspertka.

Najważniejszym elementem systemu inteligentnego od Nvidii jest centrum przetwarzania danych wykorzystujące karty graficzne firmy, w którym algorytmy uczą się poruszania na drodze. Te same układy graficzne wykorzystuje się w samym samochodzie, a następnie wykorzystuje głębokie sieci neuronowe do sterowania pojazdem. Tak zaprojektowana sztuczna inteligencja sprawdza się w roli systemu wsparcia kierowcy. Ułatwia utrzymanie samochodu na właściwym pasie czy zachowanie odległości od innych uczestników ruchu drogowego.

Nad stworzeniem podobnej platformy ułatwiającej kontrolowanie inteligentnego samochodu pracuje firma Baidu. Firma poinformowała podczas targów CES o wprowadzeniu do dystrybucji otwartego oprogramowania dla inteligentnych samochodów, Apollo Enterprise.

Rozwiązaniem zainteresowanych jest 130 firm z całego świata, które planują wykorzystać je do produkcji systemów automatycznego parkowania, samochodowych asystentów głosowych czy autonomicznych minibusów. Chiński startup WM Motors zapowiedział nawet, że do 2021 roku stworzy przy pomocy Apollo Enterprise pierwsze autonomiczne pojazdy poziomu 3, czyli takie, które w ściśle określonych warunkach są w stanie przejąć kontrolę nad wszystkimi systemami sterowania.

– Kiedy mówimy o poziomie 2+, mamy na myśli zaawansowane funkcje wsparcia kierowcy. Chodzi więc o takie sytuacje, jak jazda po drodze szybkiego ruchu, kiedy użytkownik chce skorzystać z zawansowanych funkcji pozwalających na utrzymanie pojazdu na właściwym pasie ruchu, zachowanie odległości od pojazdu przed nim, włączenie się do ruchu czy zjazd z drogi szybkiego ruchu. W rezultacie pojazd radzi sobie niezwykle sprawnie z tymi relatywnie złożonymi manewrami – mówi Bea Longworth.

Mimo iż autonomiczne pojazdy nie są jeszcze gotowe do tego, aby całkowicie zastąpić człowieka za kierownicą, znacząco poprawiają nie tylko komfort, ale i bezpieczeństwo jazdy. Według raportu opracowanego przez firmę Waymo, w ciągu roku na świecie ginie 1,2 mln uczestników ruchu drogowego, a do 94 proc. wypadków doszło z powodu błędów popełnionych przez człowieka. Wyeliminowanie czynnika ludzkiego z procesu sterowania pojazdem mogłoby zapobiec większości wypadków.

– Czasem słyszę opinie typu „nie podoba mi się idea autonomicznej jazdy, bo uwielbiam prowadzić samochód.” Ale nikt nie lubi tkwić w korku. I właśnie w tego typu sytuacjach poziom 2+ jest ogromnym udogodnieniem. Ostatecznym celem autonomicznej jazdy jest jednak uratowanie miliona istnień ludzkich rocznie, które tracimy z powodu błędów kierowców – podsumowała przedstawicielka Nvidii.

Firma badawcza Global Market Insight twierdzi, że rynek samochodów autonomicznych poziomu 2 do 2024 roku będzie rozwijał się w tempie 42 proc. w skali roku. Z kolei według wyliczeń analityków SB Wire wartość całej branży inteligentnych samochodów do 2023 roku może wzrosnąć do poziomu 173,15 mld dol.

Elektryczne smarty EQ do wynajęcia na minuty w Warszawie

Do stołecznej floty samochodów dostępnych w ramach car-sharingu dołączyły elektryczne smarty EQ. To doskonała okazja, by w praktyce przekonać się o zaletach elektromobilności – zwłaszcza jeśli uwzględnić wyśmienitą zwinność i dynamikę dwumiejscowego modelu. Obecnie firma Panek CarSharing udostępnia swoim użytkownikom 10 smartów fortwo na prąd.

Elektryczne smarty EQ do wynajęcia na minuty w Warszawie1 Elektryczne smarty EQ do wynajęcia na minuty w Warszawie2Popularność car-sharingu systematycznie rośnie – analizy firmy doradczej PwC wskazują, że w 2030 roku co trzeci przejechany w Europie kilometr będzie „współdzielony”. Teraz mieszkańcy i turyści odwiedzający Warszawę mają szansę wynająć na minuty nie tylko samochody spalinowe, ale również bezemisyjne, elektryczne smarty fortwo EQ.
Trudno o lepszy wybór na auto do miasta: smart na prąd jest niewiarygodnie zwinny (średnica zawracania wynosi niespełna 7 m), a przy tym wyjątkowo dynamiczny. Jego 82-konny silnik generuje wysoki moment obrotowy niemal natychmiast, co ułatwia sprawne przemieszczanie się zarówno w korkach, jak i po godzinach szczytu. Dwumiejscowy smart oferuje przy tym rozsądny zasięg (w cyklu pomiarowym 160 km), wystarczający na codzienne podróżowanie po mieście. To wartość zupełnie wystarczająca – klienci podczas wypożyczenia wykonują średnio 30-50 km.

Korzystanie z elektrycznego smarta w ramach car-sharingu to nie tylko wygoda, ale i okazja do oswojenia się z elektromobilnością. We flocie firmy Panek CarSharing debiutuje 10 egzemplarzy modelu, a ich użytkowanie zostało starannie dopracowane. Wypożyczyć można jedynie te samochody, które mają akumulator naładowany w co najmniej 21%. Auta będą „tankowane” przez obsługę techniczną, ale będzie też możliwość naładowania ich samodzielnie na jednej z kilkudziesięciu dostępnych w Warszawie stacji. Klienci otrzymują wówczas bonus finansowy do wykorzystania przy kolejnej jeździe w wysokości nawet 20 zł. W każdym smarcie znajdzie się instrukcja korzystania z ładowarek oraz wykaz punktów, gdzie można pozostawić pojazd. Koszty prądu pokrywa firma Panek.

– To nie będzie tylko postawienie aut. Chcemy też uczyć ludzi, jak zostać elektromobilistą – tym bardziej, że w Polsce nie jest to łatwe – mówi Maciej Panek, właściciel firmy Panek CarSharing. Użytkownicy smartów EQ będą mieli okazję w praktyce sprawdzić, jak przewidywalny styl jazdy z wykorzystaniem systemu rekuperacji czy używanie klimatyzacji wpływają na zużycie prądu.

Aleksander Rzepecki, menedżer ds. wdrożenia pojazdów elektrycznych w Europie Środkowej, Mercedes-Benz Polska, dodaje: – Nasza firma produkuje elektryczne smarty już od 2008 roku. Aktualna generacja, oferowana pod nazwą „smart EQ”, to wygodny i lokalnie bezemisyjny miejski samochód, który wszędzie wjedzie i wszędzie zaparkuje. Jednocześnie, dzięki mocy 82 KM i automatycznej skrzyni, auto daje możliwość przeprowadzania dynamicznych manewrów. smart to także pierwszy model nowej, elektrycznej marki którą od 2019 roku sygnowane będą również elektryczne Mercedesy. Bardzo się cieszymy, że razem z firmą Panek będziemy mogli po raz pierwszy w Polsce testować w praktyce tak dużą flotę samochodów elektrycznych.

Co istotne, elektrycznymi smartami można bez przeszkód poruszać się buspasami. Koszt wynajęcia smarta EQ to 0,70 zł za każdą minutę i 0,65 zł za kilometr jazdy. Aby skorzystać z samochodu, należy mieć prawo jazdy kategorii B i kartę płatniczą oraz zarejestrować się za pomocą aplikacji PANEKcs, dostępnej w sklepach AppStore i Google Play.

Zgromadzenie wspólników w formie wideokonferencji usprawni funkcjonowanie spółki

  • Wspólnik, w zgromadzeniu w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, będzie mógł wziąć udział przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, np. przez wideokonferencję – przewiduje projekt zmian w Kodeksie spółek handlowych.
  • Konfederacja Lewiatan uważa, że to potrzebne rozwiązanie, które usprawni funkcjonowanie spółki z o.o.

Pozwoli ono rozwiać pojawiające się do tej pory wątpliwości co do możliwości przeprowadzenia zgromadzenia wspólników w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej i usunąć ewentualne przeciwwskazania prawne – mówi Adrian Zwoliński, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością są zróżnicowaną grupą w polskiej gospodarce – od dużych podmiotów o złożonej organizacji wewnętrznej po takie prowadzące działalność gospodarczą na niedużą skalę. Na koniec 2017 roku w rejestrze REGON wpisanych było 451,9 tys. spółek z o.o. (wzrost o 7,4% w porównaniu z 2016) . Zaproponowane rozwiązanie, przy obecnych łatwo dostępnych możliwościach technologicznych, usprawni funkcjonowanie spółek. Jest to istotne zwłaszcza w obliczu powszechnej informatyzacji i możliwości zdalnego wykonywania zadań. Niewątpliwą zaletą proponowanych rozwiązań jest ,,neutralność technologiczna” tj. pozostawienie podmiotom gospodarczym swobody w wyborze środków technologicznych.

– Proponujemy wprowadzenie niewielkiej, ale potrzebnej zmiany do treści jednego z artykułów. Chodzi o to, aby w miejscu w którym mowa o elektronicznej komunikacji w czasie rzeczywistym zwrot ,,dwustronną komunikację” zastąpić zwrotem „wielostronną komunikację”. Ta zmiana pozwoli uniknąć ewentualnych wątpliwości interpretacyjnych. Często wspólników spółki z o.o. jest więcej niż dwóch, zatem ,,wielostronna komunikacja” lepiej oddaje istotę regulacji – dodaje Adrian Zwoliński.

AccorHotels podnosi cenę w wezwaniu na akcje Orbis S.A. do 95,0 zł za jedną akcję

W dniu 26 listopada 2018 r., Grupa AccorHotels ogłosiła wezwanie do zapisywania się na sprzedaż 21.800.593 akcji Orbis S.A. („Wezwanie”), których nie posiadała w dniu ogłoszenia Wezwania, stanowiących 47,31% kapitału zakładowego Orbis S.A. i ogólnej liczby głosów, po cenie 87 zł za jedną akcję.

Dziś, AccorHotels ogłosiła ostateczne podniesienie ceny proponowanej w Wezwaniu z 87,0 zł do 95,0 zł za jedną akcję Orbis S.A. Pozostałe warunki i terminy Wezwania nie zmieniły się.

Nowa cena 95 zł za jedną akcję jest wyższa o 30.5% od kursu zamknięcia notowań akcji Orbis S.A. na rynku podstawowym GPW w ostatnim dniu roboczym poprzedzającym ogłoszenie Wezwania oraz o 9.2% wyższa wobec pierwotnie zaproponowanej ceny.

Wezwanie jest bezwarunkowe. Zgodnie z treścią Wezwania, zakończenie przyjmowania zapisów przypada na 18 stycznia 2019 r.

Skąd ten smog?

Wraz nadejściem chłodniejszych dni w powietrzu pojawia się charakterystyczny zapach, którego źródłem jest unoszący się z kominów dym. Widać i czuć, że nadchodzi sezon smogu. Nie jest jednak prawdą, że źródłem tego szkodliwego dla zdrowia zjawiska są wyłącznie ogrzewane przy użyciu niewłaściwego paliwa domostwa. Naukowcy z Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska SGGW wraz z pracownikami IPIŚ PAN Zabrze oraz SGSP w Warszawie od kilku lat prowadzą długoterminowe badania zanieczyszczeń powietrza na warszawskim Ursynowie. Jednoznacznie wynika z nich, że smog to zjawisko, które ma bardzo złożone przyczyny i różnorodne źródła, a dym z kominów to zaledwie jeden kawałek skomplikowanej układanki. 

Skąd ten smog?

Smog kojarzy się przede wszystkim z mgłą i charakterystycznym gryzącym zapachem. Zgodnie z encyklopedyczną definicją jest to „mgła zawierająca zanieczyszczenia powietrza atmosferycznego”.  Zjawisko to nie zawsze jednak daje się zaobserwować. W powietrzu pojawiają się także duże stężenia szkodliwych substancji, których nie widać i nie czuć.

Skąd się bierze? Znaczna część zanieczyszczeń to skutek działalności człowieka. Na obszarach zurbanizowanych w Polsce podstawowymi źródłami pyłu zawieszonego PM i jego gazowych prekursorów (tlenki azotu NOx, tlenki siarki SOx, lotne związki organiczne LZO) są pyły powstające w wyniku spalania węgla i jego pochodnych w piecach domowych (mimo zakazów niejednokrotnie opalanych także śmieciami)  lub lokalnych kotłowniach (tzw. niska emisja), a także energetyka, przemysł i komunikacja, zwłaszcza szeroko pojmowany ruch drogowy. Do tego dochodzą jeszcze zanieczyszczenia powietrza pochodzenia naturalnego – np. procesy gnicia obumarłych roślin i padłych zwierząt, wyładowania atmosferyczne czy promieniowanie słoneczne.

W skład smogu wchodzą zarówno makroskładniki (węgiel organiczny i elementarny, jony rozpuszczalnych w wodzie związków – siarczanowy, amonowy, azotanowy, a także chlorki oraz pierwiastki – sód, potas, wapń), jak i mikroskładniki (pierwiastki śladowe, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, monocukry). Zdaniem dr. hab. Grzegorza Majewskiego, prof. SGGW: Aby ustalić pochodzenie pyłu zawieszonego PM, czyli głównego składnika smogu, i wprowadzić narzędzia ograniczające jego stężenia w powietrzu rożnych aglomeracji miejskich na całym świecie, trzeba przez kilka lat prowadzić szeroko zakrojone badania jego składu chemicznego”.

Naukowcy przeprowadzili badania składu chemicznego smogu na terenie warszawskiego Ursynowa. Obejmowały one frakcję PM1 bardzo dobrze charakteryzującą pył drobny i jego źródła w atmosferze i zgodnie z literaturą naukową uznawaną za pochodzącą z procesów antropogenicznych. Pomiary były prowadzone przez 120 dni  w dwóch terminach: 24 lipca – 22 września 2014 oraz 8 stycznia – 8 marca 2015 r. W tym czasie zapisywane były także szczegółowe parametry meteorologiczne takie jak: temperatura powietrza, promieniowanie słoneczne, wilgotność względna powietrza, ciśnienie atmosferyczne, dzienna suma opadów atmosferycznych, a także prędkość i kierunek wiatru.

Smog tkwi w szczególe

Wyniki badań pozwoliły określić poziom stężenia pyłu PM1, a także w skazać masę PM1 pochodzącą bezpośrednio z emisji (pierwotny PM), jak i masę wtórnego PM, powstające na skutek przemian gazowych prekursorów PM. Z przeprowadzonych badań wynika, że aerozol wtórny stanowi średnio w całym okresie aż 62% masy PM1 (51% latem, 69% zimą). Do tej pory prowadzone w kraju  bilansowanie emisji z różnych źródeł czy sektorów gospodarki i próby przełożenia spadków i wzrostów emisji PM na spadki i wzrosty stężeń PM w powietrzu opiera się na założeniu, że cząstki PM są pierwotne. Tymczasem jak pokazują dane z tej pracy pierwotne cząstki stanowią znacznie mniejszy udział w stężeniu sumikronowego PM niż cząstki pochodzące z przemian gazów, które były dotąd pomijane w takich bilansach.

Naukowcy dowiedli, że skuteczne ograniczanie stężeń PM musi polegać na ograniczeniu emisji prekursorów  gazowych PM, a nie samych cząstek PM. Oznacza to, że ograniczanie emisji pierwotnego PM, którego źródłem są domowe piece, pył ze ścierania nawierzchni drogowej, pierwotne cząstki metaliczne z przemysłu, bakterie, zarodniki i szczątki roślin, materia glebowa, itp.) nie wpłynie znacznie na obniżenie w powietrzu stężeń PM1.

Pogoda a smog

Warunki synoptyczne i meteorologiczne odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu stężenia pyłu zawieszonego (PM). Ich związek ze stężeniem PM może być pośredni (np. prędkość wiatru ma związek z szybkością i skalą rozprzestrzeniania PM) i bezpośredni (np. wilgotność powietrza i natężenie promieniowania słonecznego warunkują powstawanie wtórnego PM w powietrzu, a opad atmosferyczny – intensywność wymywania PM z atmosfery). O obecności cząstek PM lub prekursorów wtórnego PM w atmosferze decyduje jednak przede wszystkim emisja. Innymi słowy skład chemiczny PM w danym punkcie, niezależnie od warunków synoptycznych i meteorologicznych zależy od tego, z jakich źródeł pochodzi PM. Jeśli w kształtowaniu stężeń PM w danym rejonie dominują źródła lokalne, co często obserwować można w centrach dużych miejskich aglomeracji (przemysł, transport, itp.), to skład chemiczny i stężenia PM będą zmieniać się dynamicznie wraz ze zmianami intensywności emisji z tych lokalnych źródeł. Jeśli jednak obszar nie jest bezpośrednio narażony na oddziaływanie bliskich źródeł, wówczas zmiany w składzie chemicznym PM i w jego stężeniach nie będą już łatwe do przewidzenia i zinterpretowania, bo będą zależne od emisji z odległych źródeł, a dokładnie od jakości mas powietrza napływających nad dany obszar. W takim wypadku można powiedzieć, że kluczowy wpływ na skład chemiczny i stężenia PM mają warunki synoptyczne i meteorologiczne, które decydować będą po pierwsze  o tym, z jakiego rejonu (kierunek i odległość) nad obszar napływać będą PM i jego gazowe prekursory, po drugie – jakim transformacjom będą podlegały niesione z masami powietrza zanieczyszczenia podczas ich przemieszczania się.

Jak zdusić smog?

Żeby w sposób zauważalny  i długotrwały poprawić jakość powietrza w Warszawie, trzeba spojrzeć na problem PM w sposób kompleksowy i ocenić co najmniej w kilku punktach miasta pochodzenie PM (niska emisja, energetyka i ruch drogowy) w sposób przyjęty na całym świecie, a więc na bazie wiarygodnych i kompleksowych danych o składzie chemicznym PM” – mówi G. Majewski. Trzeba jednak mieć świadomość, że problem smogu to nie jest tylko problem związany z ogrzewaniem domów w sezonie zimowym, choć jest on najłatwiejszy do zaobserwowania. Smog dokucza nam także latem, choć jest wtedy mniej wyczuwalny. Zanieczyszczenia powietrza nie są także problemem lokalnym. Przy sprzyjających wiatrach wystarczy 12 godzin, by pyły przemysłowe ze śląskich fabryk dotarły nad Warszawę. „Na pewno należy walczyć o ograniczenie źródeł emisji PM, bo generalnie pozwoli to także na radyklane ograniczenie stężenia drobnego pyłu. Trzeba jednak dążyć także do tego, by na konkretnych obszarach nie stwarzać warunków do koncentracji zanieczyszczeń powietrza. Bardzo istotną rolę odgrywają tu przede wszystkim korytarze nawietrzające pełniące funkcję regeneracji zanieczyszczonego powietrza. Należy zwrócić uwagę na ograniczenie w wydawaniu pozwoleń na ich zabudowywanie. Ważna jest również roślinność, która ma zdolność do  oczyszczania powietrza.  Konieczne jest zakazanie (wraz z egzekwowaniem tych uzgodnień) palenia śmieci i odpadów oraz węgla słabej jakości (co związane jest z kontrolą sprzedawanego surowca). Znając najważniejsze rodzaje zanieczyszczeń i źródła ich emisji, można wdrożyć działanie zapobiegawcze i naprawcze. Ze względu na duże zagrożenie, jakie niesie ze sobą inhalacja bardzo zanieczyszczonego powietrza (nawet w krótkich okresach ma to znaczenie w przypadku ludzi starszych, chorych i dzieci),należy podjąć wszystkie możliwe działania mające na celu poprawienie jego jakości. Jednak w celu osiągnięcia zauważalnej i długotrwałej poprawy trzeba spojrzeć na problem PM w sposób kompleksowy” – mówi G. Majewski.

Czy mamy w Polsce smog?

Analizując stężenia pyłu i dwutlenku siarki w Polsce z ostatnich kilkunastu lat, nie można jednoznacznie powiedzieć, że mamy ewidentnie do czynienia ze smogiem zimowym. Średniodobowe stężenia pyłu PM10osiągały wartości powyżej 200 µg/m3, jednak z wyjątkami nie przekraczały 400 µg/ . Także średniodobowestężenie SO2 nie przekraczały 150 µg/ . Pod tym względem nie powinniśmy nadużywać pojęcia smog. Jeśli jednak ma to zwrócić uwagę na skalę problemu, to jak najbardziej, mamy do czynienia ze smogiem, ale trzeba dodać, że jest to smog pyłowy lub aerozolowy. Na szczęście bardzo dużo brakuje nam do sytuacji, która miała miejsce w Londynie w 1952 r. W czasie tzw. czarnego smogu średniodobowe stężenia dwutlenku siarki i pyłu całkowitego osiągnęły poziom 5000 µg/ . Niemniej jednak szacuje się, że w Polsce z powodu chorób wywołanych zanieczyszczeniem powietrza umiera rocznie 40 tys. osób” – mówi G. Majewski.

Z czego składa się warszawski smog (frakcja PM1)

15% – emisja komunikacyjna, przemiany emitowane ze spalinami (tlenki azotu i lotne związki organiczne)

– 51% – materia związana z emisją ze spalania różnego rodzaju paliw w celu produkcji energii i ciepła zarówno w indywidualnych mieszkaniach , jak i elektrociepłowniach, elektrowniach – wtórny produkt przemian tlenków siarki, tlenków azotu, amoniaku i lotnych związków organicznych oraz niewielkie ilości stałych cząstek pierwotnych takich jak zestalone w atmosferze tlenki metali, węglowodory, cząsteczki sadzy)

– ok 35% – pozostałe, niezidentyfikowane w tej pracy źródła PM1 w Warszawie, to emisje przemysłowe, gleba i pył drogowy,  jak również emisje napływowe.

Ponad 60% kasjerów obawia się, że bezobsługowe kasy zabiorą im pracę

Ponad 60% kasjerów i kasjerek martwi się tym, że w przyszłości bezobsługowe kasy zabiorą im pracę. Tylko 5% badanych nie ma zdania na ten temat. Trzeba zaznaczyć, że w małych i średnich miastach występują większe obawy niż w dużych aglomeracjach. Z kolei kobiety bardziej od mężczyzn boją się negatywnego scenariusza. Zdecydowanie największy niepokój panuje wśród pracowników dyskontów. Zatrudnieni w hipermarketach również szeroko podzielają ww. pogląd. Pewniej w tym zakresie czują się osoby pracujące w supermarketach i w sieciach typu convenience. Tak wykazało badanie firmy technologicznej Proxi.cloud i Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Uzasadniony niepokój?

Z badania wynika, że 41% kasjerów zdecydowanie obawia się, że tradycyjne stanowiska pracy będą wypierane przez bezobsługowe kasy. A 23% badanych raczej dostrzega takie zagrożenie. Zdaniem Krzysztofa Łuczaka, prezesa firmy technologicznej Proxi.cloud, w sklepach, w których liczy się czas obsługi, a relacja ze sprzedawcą nie ma znaczenia, automatyzacja może najszybciej zastąpić pracowników. Oni sami mają coraz większą świadomość tego, że ich praca jest w dużej mierze powtarzalna i w końcu może być wyeliminowana. Dlatego obawy pracowników sieci są tak silne.

– Kasjerzy zauważają, że konsumenci coraz częściej korzystają z kas samoobsługowych, a także z poręcznych skanerów produktów, które usprawniają zakupy. Dlatego, moim zdaniem, ww. obawy są jak najbardziej słuszne. Jednak odejście od tradycyjnej obsługi na dużą skalę na pewno nie nastąpi w ciągu najbliższych kilku lat. Ten proces potrwa znacznie dłużej, bo wielu klientów, zwłaszcza starszych, nie zrezygnuje tak łatwo z dotychczasowych przyzwyczajeń – przewiduje Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Z kolei Andrzej Wojciechowicz, ekspert Komisji Europejskiej i rynku FMCG, zauważa, że kasy samoobsługowe rzeczywiście są oblegane przy niewielkich zakupach. I to zjawisko występuje niemal w każdym sektorze handlu – od FMCG po DIY. Ale przy większej ilości produktów klienci wciąż chcą być obsługiwani przez sprzedawców. Dlatego obawy kasjerów są tak naprawdę wynikiem ich niewiedzy. Sieci powinny prowadzić szerszą politykę informacyjną na temat wdrażania nowych rozwiązań i uspokajać ludzi, że nie wyrzucą ich na bruk. Pracownicy zawsze będą im potrzebni, np. do obsługi przyszłych systemów.

– Obecnie w handlu brakuje ok. 160 tys. ludzi do pracy. Osoby zatrudnione w sieciach są mocno przepracowane. To widać szczególnie w piątki i w soboty poprzedzające niehandlowe niedziele. Sprzedawcy opuszczają kasy, by wykładać towar. Potem szybko wracają do obsługi i znowu przerywają, gdy np. trzeba wytrzeć rozlane mleko. Kasjerzy są jednocześnie magazynierami i sprzątaczami. Wykonują wszelkie możliwe obowiązki. Automatyzacja poprawi ich sytuację, ale oni sami jeszcze w to nie wierzą. Trzeba to uszanować – mówi Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

W ocenie Krzysztofa Łuczaka, w zależności od wielkości i rodzaju sklepu będziemy mieli do czynienia z coraz większą automatyzacją procesu zakupowego. I tego scenariusza nie da się już powstrzymać. Szybkość zmian będzie zależeć od kilku czynników, w tym od otoczenia prawnego, dostępności pracowników i wysokości kosztów ludzkiej pracy. Sama technologia jest już w zasięgu ręki, nie tylko w postaci kas samoobsługowych. Innym przykładem mogą być bramki RFID, które identyfikują wszystkie towary zabrane przez kupującego.

Istnieją grupy ryzyka?

– Nasze badanie wykazało też, że w małych i średnich miastach kasjerzy poważnie obawiają się redukcji tradycyjnych stanowisk pracy z powodu bezobsługowych kas. Łącznie deklaruje to aż 76% ankietowanych. Jest to zrozumiałe z uwagi na płytki rynek pracy. W dużych aglomeracjach, gdzie łatwiej jest o posadę, występuje już mniejsze poczucie zagrożenia. W sumie deklaruje je 52% respondentów. Niemniej w największych ośrodkach proces automatyzacji będzie przebiegał najszybciej – zaznacza Marcin Lenkiewicz.

Z kolei według Elżbiety Jakubowskiej, Przewodniczącej Komisji Zakładowej „Solidarność Tesco”, w największych miastach w Polsce pracownicy mogą przebierać w ofertach pracy. I to daje im poczucie bezpieczeństwa. Jednak trzeba mieć świadomość tego, że redukcja zatrudnienia postępuje nawet w tak dużej, międzynarodowej sieci, jak np. Tesco. Dzieje się tak już od kilku lat w całym kraju. To jedna z wielu firm na rynku, która szuka oszczędności. W opinii eksperta, automatyzacja zawsze będzie wypierać ludzką pracę, bo jest tańsza w utrzymaniu. Jednak w najbliższych kilku latach kasjerzy nie będą musieli tym się martwić. Ale trend polegający na wprowadzaniu bezobsługowych kas w różnego rodzaju sklepach będzie się umacniał zarówno w większych, jak i w mniejszych ośrodkach.

– Więcej kasjerek niż kasjerów obawia się redukcji tradycyjnych stanowisk pracy – 73% vs 63%. Moim zdaniem, to jest zupełnie zrozumiałe. Kobiety czują większą odpowiedzialność za rodzinę niż mężczyźni. A przede wszystkim naturalnie potrzebują stabilizacji, więc dostrzegają więcej zagrożeń, również w postaci bezobsługowych kas – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Różnice między formatami

Patrząc na rodzaje sklepów, najwięcej obaw wyrażają pracownicy dyskontów – 84%. Wysoki poziom zaniepokojenia występuje również wśród osób zatrudnionych w hipermarketach – 71%. Jak podkreśla Krzysztof Łuczak, te formaty najmocniej ze wszystkich na rynku stawiają na efektywność kosztową, a taką właśnie można osiągnąć poprzez kasy bezobsługowe. I to przekłada się na poczucie zagrożenia kasjerów.

– Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że dyskonty dochodzą do bariery rozwojowej i będą szukały nowych, tańszych form sprzedawania, a także magazynowania. W tej chwili są najbardziej chłonnym rynkiem zatrudnienia, ale kiedy dobra koniunktura się skończy, będą szukały oszczędności. Moim zdaniem, pracownicy boją się, że możliwości pracy w końcu się wyczerpią. I w mojej ocenie, ich obawy są jak najbardziej słuszne – stwierdza dr Faliński.

W supermarketach prawie połowa kasjerów ma poczucie zagrożenia. Marcin Lenkiewicz zwraca uwagę na to, że bezobsługowe kasy już teraz są dostępne dla konsumentów robiących zakupy w niedziele niehandlowe, a także w nocy i w święta w supermarketach Bio Family. Wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix przewiduje, że właśnie w tym kierunku będzie szedł retail. Za 2-3 lata wiele supermarketów i hipermarketów wdroży podobne rozwiązania. Dyskonty i sklepy typu convenience również w większym stopniu niż dotychczas otworzą się na testowanie nowych technologii.

– W sieciach convenience występuje najmniejsze poczucie zagrożenia. Łącznie deklaruje je 19% badanych. Wynika to z faktu, że w sklepach mniejszego formatu istotna jest relacja pomiędzy sprzedawcą a kupującym. Co ważniejsze, mniej procesów związanych z płaceniem może być zautomatyzowanych. W tego typu placówkach z reguły jest tylko jedna kasa. Likwidacja ostatniego stanowiska kasjera to na ten moment zbyt duża rewolucja, na którą zarówno sieci, jak i klienci nie są jeszcze gotowi. Potrzeba kilku lat, aby tak nowoczesne tego typu sklepy zyskały udział w rynku na poziomie od kilku do kilkunastu procent – podsumowuje prezes firmy technologicznej Proxi.cloud.

Badanie zostało przeprowadzone w 23 miastach, w tym w 11 dużych aglomeracjach, na przełomie listopada i grudnia 2018 roku. Analizą objęto 127 placówek handlowych. Wśród nich były dyskonty, hipermarkety, supermarkety i sieci convienence. W każdym sklepie ankieter rozmawiał z 2 pracownikami obsługującymi kasy. 58% respondentów stanowiły kobiety. Udział mężczyzn był na poziomie 42%.

Wysokie podatki w Polsce to mit? Analiza ekspertów

W 2017 roku udział podatków i składek na ubezpieczenie społeczne w stosunku do PKB wyniósł 35,1%. Ten wynik uplasował Polskę w środku unijnej stawki, którą otwiera Francja, a zamyka Irlandia. Wg części ekspertów, wzrost o 0,6% w ciągu roku jest zasługą nie tylko koniunktury, ale też uszczelnienia systemu podatkowego. Jednak niektórzy twierdzą, że warunki ekonomiczne były tak dobre, że nawet bez walki z unikaniem opodatkowania aprecjacja była niemal pewna. Niemniej przypuszczalnie dopiero za ponad 30 lat relacja podatków do PKB będzie u nas zbliżona do tej, jaka jest obecnie w gospodarkach wysokorozwiniętych. Musimy zatem umacniać się zdecydowanie szybciej, a do osiągnięcia tego potrzebujemy przepisów, które dadzą naszym przedsiębiorcom przewagę.

Środek stawki

Dwa lata temu relacja podatków do PKB wyniosła w Polsce 35,1%. Z danych Eurostatu wynika, że to o 0,6% więcej niż w 2016 roku. Największy udział podatków i składek na ubezpieczenie społeczne w porównaniu do PKB był we Francji (48,4%), w Belgii (47,3%), Danii (46,5%), Szwecji (44,9%) i Finlandii (43,4%). Na drugim krańcu zestawienia znalazły się Irlandia (23,5%), Rumunia (25,8%), Bułgaria (29,5%), Litwa (29,8%) oraz Łotwa (31,4%). Nasz kraj jest na osiemnastym miejscu.

Irena Ożóg
`Irena Ożóg

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, relacja podatków do PKB ostatnio wzrasta. U nas wiąże się to przede wszystkim z rosnącymi potrzebami państwa. Głównie chodzi o sfinansowanie polityki socjalnej. Odczucia indywidualne polskich przedsiębiorców nie potwierdzają pojawiających się niekiedy populistycznych tez o wysokim fiskalizmie polskim. Gorzej jest z odczuciami emerytów, pracowników sfery budżetowej i innych osób o rocznych dochodach brutto do ok. 90 tys. zł, gdzie o skali obciążeń przesądzają stosunkowo wysoki PIT i VAT – mówi dr Irena Ożóg, doradca podatkowy, wiceminister finansów w latach 2001-2003.

Z kolei prof. Witold Modzelewski, wiceminister finansów w latach 1992-1996, zwraca uwagę na udział rzeczywistego obciążenia podatkowego w PKB, czyli bez składek na ubezpieczenie zdrowotne oraz społeczne. W Polsce jest on mniejszy w stosunku do krajów starej Europy i jeden z niższych z państw nowej. To przekłada się m.in. na skromne płace w sferze budżetowej i niski poziom jakości usług publicznych.

Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™
Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

– Polska nie jest wysoko opodatkowana, bo znajduje się pośrodku unijnej stawki. W Skandynawii są wyższe podatki, ale to nie stanowi bariery wzrostu, ani innowacyjności, ani też rozwoju. Tamte kraje zawsze znajdują się w czołówce rankingów pod względem właśnie innowacyjności, sprawiedliwości społecznej i konkurencyjności. Teoria mówiąca, że kiedy obniży się wysokie podatki, to natychmiast się poprawi sytuacja gospodarcza, nie znajduje potwierdzenia w doświadczeniach innych unijnych państw – analizuje prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Prof. Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista Business Centre Club
Prof. Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista Business Centre Club

Z kolei, jak zauważa prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Center Club, a także wiceminister finansów w 2008 roku, większość krajów UE jest bogata, zaawansowana pod względem PKB i z bardziej rozbudowanym tzw. welfare state. Według eksperta, Polskę należałoby porównywać z Niemcami, Francją czy Włochami sprzed trzydziestu lat. Przypuszczalnie ok. 2050 roku relacja podatków do PKB będzie zbliżona do tego, co jest obecnie w gospodarkach wysokorozwiniętych. Jak podkreśla dr Ożóg, Polska ciągle goni kraje bogatsze. W nich wzrost opisywanej relacji ma najczęściej związek z przeciwdziałaniami erozji bazy podatkowej, szczególnie w daninach dochodowych.

Jerzy Martini, doradca podatkowy, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP Lewiatan
Jerzy Martini, doradca podatkowy, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP Lewiatan

– Polska jest w zupełnie innej sytuacji niż tzw. Stara Unia. W celu zniwelowania różnic w poziomie zamożności musimy rozwijać się zdecydowanie szybciej. Do osiągnięcia tego potrzebujemy systemu podatkowego, który dawałby polskim przedsiębiorcom przewagę. Niskie podatki były jednym z fundamentów cudów gospodarczych, które widzieliśmy na świecie, m.in. w Singapurze, Irlandii, czy Luksemburgu. Pozwoliły one przyciągnąć duże inwestycje – informuje Jerzy Martini, doradca podatkowy.

Koniunktura i uszczelnianie

Udział podatków w PKB jest związany z celami polityki gospodarczej i społecznej rządu, co podkreśla dr Irena Ożóg. Była wiceminister finansów zwraca uwagę na strukturę dochodów podatkowych w Polsce. W 2017 roku 14% stanowiły daniny związane z produkcją i importem (średnia UE – 13,6%), w 2018 było 7,8% VAT (średnia 7,1%). Ponadto 13,9% wynosiły składki netto na ubezpieczenia społeczne (średnia UE – 13,3%), 7,3% podatki od dochodu i majątku (średnia unijna 3,1%), w tym 1,9% podatek dochodowy od przedsiębiorstw (średnia 2,7%).

– W zeszłym roku mieliśmy dobrą koniunkturę, więc niezależnie od tzw. uszczelniania, należało oczekiwać wzrostu relacji podatku VAT do PKB. Ponadto zaczęły rosnąć płace i zatrudnienie, a to przekłada się na wielkość składek rentowo-emerytalnych. W takiej sytuacji również wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych rosną szybciej niż PKB – wskazuje prof. Stanisław Gomułka.

Jak stwierdza Jerzy Martini, wzrost o 0,6% w skali roku jest duży. Zdaniem eksperta, wynik ten jest najprawdopodobniej w dużej mierze związany m.in. z uszczelnieniem systemu podatkowego, co stanowi dobrą wiadomość. Niewątpliwie ukrócenie plagi oszustw w zakresie VAT czy ograniczenie występowania sytuacji, w której część podmiotów nie płaciła podatków, jest bardzo korzystne dla gospodarki i całego państwa. Inaczej należy ocenić taką sytuację, a inaczej wzrost obciążeń podatkowych związanych z podwyższeniem podatków.

– Wzrost relacji podatku do PKB jest następstwem m.in. porządków w daninach. Do 2015 roku charakterystyczna była sytuacja, kiedy PKB rosło, a wpływy z VAT-u spadały, co było wyraźnie widoczne. Wtedy też nie zwracano na to większej uwagi. Dziury podatkowe ciągle istnieją, ale zostały zmniejszone. Wprowadzono szereg e-rozwiązań, które ułatwiają sprawdzanie i identyfikowanie nieprawidłowości. To zmniejsza szanse na unikanie podatków – dodaje prof. Elżbieta Mączyńska.

Spoglądanie w przyszłość

Jak zauważa Jerzy Martini, odwiecznym dylematem jest optymalny poziom opodatkowania. Najlepiej byłoby, gdyby przychody podatkowe były na tyle wysokie, aby nie wystąpił deficyt. Niestety, normą stało się to, że co roku mamy z nim do czynienia w budżecie. Jest to bardzo korzystne dla polityków, gdyż mogą więcej wydać, co na ogół przekłada się na głosy wyborców. Z drugiej strony, w szczycie koniunktury gospodarczej, przy niezłej sytuacji demograficznej oraz wysokich wpływach z funduszy unijnych, wciąż zwiększamy poziom zadłużenia.

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

– Jeżeli Polska będzie rządzona w sposób racjonalny, a na to przecież nie mamy gwarancji w żadnym zakresie, to musi nastąpić wzrost udziału podatków w PKB. Przynajmniej do poziomu bazowego, aby odbudować funkcje cywilizacyjne i sprawność naszego państwa. Jeśli ma ono dobrze funkcjonować, to trzeba zapewnić odpowiednie płace urzędnikom. Jeżeli wynagradza się ich byle jak, to państwo też jest byle jakie, a jeszcze w dodatku skorumpowane – przekonuje prof. Modzelewski.

Natomiast dr Irena Ożóg podaje, że dziś mamy niski udział podatków dochodowych od firm w PKB. Względnie niskie stawki podatku dochodowego od przedsiębiorstw nadal będą spadać. Ale gorzej wygląda sytuacja z podatkiem od dochodów osobistych, gdyż bardzo niewielkie są koszty podatkowe przy dochodach z pracy. Ponadto mamy jedną z najniższych w Europie kwot dochodu wolnego od PIT, a do tego dolna stawka podatku (18%) pozostaje wysoka. Polacy ciągle jeszcze są stosunkowo biednym społeczeństwem. Około 95-97% plasuje swoje dochody obłożone podatkiem PIT w pierwszym przedziale skali podatkowej. Do tego dochodzą obciążenia podatkiem VAT, które są u nas wyższe niż średnio w UE i różnica ta, choć wolno, systematycznie rośnie. Polska ma jedne z najwyższych w Europie stawek tego podatku.

– W latach 2010-2017 relacja podatku do PKB wzrosła w Polsce o 2,7 punktu procentowego. Takie tempo wzrostu jest całkiem realne także w najbliższych 10 latach, a zmiany powinny następować stopniowo. Z rożnych powodów może nasilać się presja na wzrost wydatków w stosunku do PKB, a w związku z tym także na podniesienie podatków. Przykładowo, bez zwiększenia dopłat do systemu emerytalnego, będzie spadać relacja emerytur do płac. W związku z tym pojawią się naciski na zmiany w tym zakresie. Proponowany jest także znaczny wzrost relacji do PKB wydatków publicznych na ochronę zdrowia – podkreśla prof. Gomułka.

Według Jerzego Martiniego, w latach 2010-2017 nastąpił duży wzrost, a kontynuacja tego trendu prawdopodobnie zemści się na następnych pokoleniach. Ekspert prognozuje, że zbyt wysokie podatki stłumią potencjał gospodarczy kraju. Błędne decyzje dotyczące polityki fiskalnej popełnione w niedalekiej przyszłości mogą mieć fatalne skutki. Później, w dużo gorszej sytuacji demograficznej, nie uda się odnieść sukcesu w wyścigu gospodarczym. Trudno bowiem o niego przy zaciągniętym hamulcu podatkowym.

Konferencja prasowa NBP i stenogramy z FED

Środa minęła na rynkach wyraźnie w temacie przyszłych zmian stóp procentowych. Najpierw Adam Glapiński przedstawił wizję braku zmian stóp aż do 2022 roku. Następnie poznaliśmy stenogramy z ostatniego posiedzenia FED.

Konferencje prasowe NBP

Wczorajsza konferencja prezesa NBP przebiegała w cieniu ostatnich wątpliwości co do zarobków dwóch pracownic banku. Wygląda na to, że Adam Glapiński straci na całym zamieszaniu wizerunkowo, ale stanowisko utrzyma. W rezultacie temat ten nie powinien mieć wpływu na kursy walut. Na tej samej konferencji padło za to wiele ważnych dla rynków stwierdzeń. Pierwszym z nich była informacja, że w projekcjach inflacyjnych zastosowano symulację cen energii bez uwzględnienia interwencji rządu. Oznacza to, że obecne prognozy powinny przeszacowywać wzrost cen. Drugą informacją jest opinia, że stopy procentowe mogą pozostać niezmienione do końca kadencji w 2022. To ponad dwa lata dłużej niż dotychczas oczekiwano. Trzecią istotną wiadomością jest komunikat o zakończeniu prac nad niestandardowymi instrumentami polityki monetarnej. Nie do końca wiadomo, co w tym miejscu prezes miał na myśli. Chodzi najprawdopodobniej o program skupu aktywów czyli zwiększanie ilości pieniądza na rynku bez zmian stóp procentowych.

Stopy procentowe w USA będą rosnąć wolniej

Poznaliśmy wczoraj stenogramy z posiedzenia FOMC. Okazuje się, że rezerwa federalna wyraźnie łagodzi swoje podejście. Już na grudniowym posiedzeniu jednomyślne było tylko głosowanie. W dyskusji pojawiały się różne głosy. Patrząc na ton wypowiedzi dominujący pogląd o dwóch podwyżkach na 2019 rok jest mocno wątpliwy. Rynki zareagowały na te dane bardzo szybko. Doszło do sprzedaży dolara względem innych głównych walut. Dla złotego najważniejszy był ruch względem euro. Dlaczego taka reakcja? Inwestorzy już teraz kalkulowali trzymanie dolarów widząc bardzo dobre stopy zwrotów z instrumentów o niskim ryzyku. Skoro Stopy procentowe będą rosnąć najprawdopodobniej wolniej to i zyski również. W rezultacie część inwestorów postanowiła wycofać swoje środki z dolarów stąd przecena tej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – EBC – protokół z posiedzenia FOMC,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Paweł Treściński: 5 trendów programmatic o których będzie głośno w 2019 roku

Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser
Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

Ze względu na mocne strony, programmatic jest uważany za reklamową technologię przyszłości. Wszystko wskazuje na to, że ten model, który w ostatnich latach stał się bardzo popularny, nie zniknie z reklamowego ekosystemu w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Co więcej, z każdym rokiem będzie ewaluować, aby jeszcze lepiej spełniać oczekiwania reklamodawców. Oto pięć najważniejszych trendów, które ukształtują ten model w 2019 roku.

  • RODO

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), które zostało wprowadzone przez Komisję Europejską i Radę Europy zostało wprowadzone w życie 25 maja 2018 roku. Rozporządzenie, które zawiera szereg przepisów dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa danych osobowych, które obowiązują przede wszystkim reklamodawców i wydawców. RODO i bezpieczeństwo danych osobowych było jednym z najczęściej poruszanych tematów w 2018 roku i wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie równie licznie komentowany. Z tego względu osoby zajmujące się działalnością reklamową powinny posiadać szczegółową wiedzę na temat treści tego rozporządzenia oraz jej wpływu na model programmatic.

  • Wideo

Zainteresowanie treścią wideo rośnie z roku na rok. Zwłaszcza platformy takie jak YouTube i Facebook, które zawierają treści generowane przez użytkowników, są skuteczne w przypadku filmów wideo, które stają się niezastąpione w cyfrowych kampaniach marketingowych i reklamowych. Odpowiednio przewiduje się, że na początku 2019 roku inwestycje w reklamę wideo osiągną 13,5 miliarda dolarów. Ponieważ reklamy wideo mają wysoki współczynnik klikalności, nie będzie zaskoczeniem, jeśli ich stopy inwestycji wzrosną w 2019 roku i później.

  • Przejrzystość

Wraz z rozwojem branży reklamy cyfrowej pojawiły się osoby, które dopuściły się różnych oszustw, tym samym rozpowszechniając koncepcję defraudacji powierzchni reklamowej. Skutkiem tego jest niepokój związany z bezpieczeństwem i produktywnością kampanii reklamowych. Oczywiście z roku na rok, przejrzystość ma dla wydawców coraz większy priorytet. Wydaje się, że technologia blockchain, która jest postrzegana jako najskuteczniejsza metoda przeciwko oszustwom, będzie jedną z najbardziej przemyślanych technologii jeśli chodzi o programmatic w 2019 roku. Innym, równie ważnym pod tym względem elementem jest plik ads.txt, który zyskał popularność w 2018 roku i jest postrzegany jako skuteczna alternatywa dla poprawy bezpieczeństwa w technologii programmatic.

  • Sztuczna inteligencja

W 2019 roku programmatic zostanie przeniesiony na wyższy poziom zaawansowania dzięki sztucznej inteligencji (artifical intelligence) oraz aplikacjom uczenia maszynowego. Przewiduje się, że zwiększy ona produktywność, wydajność i efektywne wykorzystanie danych, tak jak miało to miejsce w przypadku innych branż. AI, która jest w stanie poprawić skuteczność spersonalizowanej reklamy posiada ogromny potencjał, za którym kryje się analityka predykcyjna.

  • Platformy typu self-serve

Liczba platform dostarczających cyfrowe rozwiązania reklamowe rośnie każdego dnia. W związku z tym, zwiększa się również liczba reklamodawców, którzy chcą mieć bezpośrednią kontrolę nad prowadzoną kampanią. Z tego powodu wielu reklamodawców woli podejmować specjalne kroki i samodzielnie zarządzać kampaniami na platformach typu self-serve.

Miniony rok w branży reklamowej, a w szczególności dla modelu programmatic był bardzo kręty. Upłynął on zwłaszcza pod znakiem rozporządzenia RODO, które wprowadziło niemałe zamieszanie. Już teraz wiadomo, że usłyszymy o nim jeszcze nieraz. Dodatkowo, w 2019 rozwojowi programmatic z pewnością będzie towarzyszyć sztuczna inteligencja, blokchain i omnichannel.

Autor: Paweł Treściński, wiceprezes i dyrektor sprzedaży YieldRiser

Jakich kandydatów szukali rekruterzy w 2018 roku? Raport GoldenLine

2018 rok upłynął pod znakiem rekordowo niskiego bezrobocia. W wielu branżach znalezienie odpowiedniego kandydata było dla pracodawców wyzwaniem. Aby zrekrutować pracowników, rekruterzy korzystali z szerokiego wachlarza narzędzi – od ogłoszeń i usług rekrutacyjnych po chętnie wykorzystywany direct search. W 2018 roku wiadomość od rekrutera za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów otrzymało 245 847 osób posiadających profil zawodowy w GoldenLine. Najczęściej poszukiwani byli specjaliści z obszarów IT, sprzedaż oraz finanse/ekonomia.

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W całym 2018 roku rekruterzy skontaktowali się z 245 847 osobami posiadającymi profil zawodowy w GoldenLine. Według danych serwisu wśród kandydatów, którzy otrzymali wiadomość rekrutacyjną, 12% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu znaleźli się kandydaci ze specjalizacją sprzedaż (11% wiadomości wysłanych przez rekruterów), a na trzecim osoby ze specjalizacją finanse/ekonomia (10% otrzymujących propozycje pracy). Zaraz za podium znaleźli się kandydaci ze specjalizacją inżynieria (10%), obsługa klienta (10%) oraz administracja biurowa (8%).

Jaki jest wiek poszukiwanych kandydatów?

Jak wynika z analiz GoldenLine, w 2018 roku najwięcej ofert bezpośrednio od rekrutera otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia (50% osób), natomiast 25% osób, które otrzymały ofertę pracy od rekrutera, było w wieku 37-45 lat. Na trzecim miejscu uplasowały się osoby w wieku 45+ (wśród osób, które otrzymały ofertę pracy od rekrutera, 9% jest w tym wieku). Tuż za podium znalazły się osoby pomiędzy 18. a 26. rokiem życia (8%).

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani kandydaci?

Najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby mieszkające w województwie mazowieckim (25%), śląskim (13%), dolnośląskim (11%), wielkopolskim (10%) oraz małopolskim (9%). Informacje te wskazują, że w 2018 roku pracowników poszukiwano głównie w dużych ośrodkach miejskich i aglomeracjach takich jak Warszawa, Wrocław, Kraków czy Poznań.

Umiejętności oraz znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

W 2018 roku większość kandydatów, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera, posiadała umiejętność obsługi pakietu Microsoft Office oraz prawo jazdy kategorii B. Poza tym rekruterzy często decydowali się na kontakt z osobami posiadającymi następujące umiejętności: znajomość programu AutoCAD (10%), znajomość systemu SAP (7%), języka programowania JavaScript (6%) i SQL (6%). Jak wynika z analiz GoldenLine, istotną rolę odgrywały również umiejętności miękkie. W profilach osób, które otrzymały wiadomość od rekruterów, pojawiały się takie kompetencje jak zarządzanie zespołem (6%), obsługa klienta (6%) czy negocjacje (5%).

Znajomość języków obcych jest również istotna dla rekruterów. Wśród osób, które otrzymały wiadomość bezpośrednio od pracodawcy, 77% zna język angielski na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Inną często występującą umiejętnością jest znajomość języka niemieckiego (zna go 27% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjskiego (11% użytkowników).

NIK i organizacje przedsiębiorców wskazują na zaniechania w zwalczaniu nielegalnego wywozu leków

Jak wynika z najnowszego raportu NIK, działania Ministra Zdrowia oraz Inspekcji Farmaceutycznej, zmierzające do likwidacji nielegalnego wywozu leków z Polski, były nieskuteczne. Business Centre Club, Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wskazują, że od lat starały się bezskutecznie wpłynąć na decydentów w celu podjęcia bardziej zdecydowanych kroków w celu likwidacji mafii lekowej w Polsce.

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kontroli dotyczącej „Działalności Państwa na rzecz zapewnienia dostępności produktów leczniczych”. W dokumencie wskazano, że działania Ministra Zdrowia oraz Inspekcji Farmaceutycznej zmierzające do poprawy dostępności produktów leczniczych nie były skuteczne. W konsekwencji zdarzało się, że w aptekach okresowo brakowało leków ratujących zdrowie lub życie.

Główne zarzuty NIKu dotyczyły legislacyjnej opieszałości, niskiej skuteczności kontroli aptek i hurtowni ze strony inspekcji farmaceutycznej, braku współpracy pomiędzy organami administracji oraz niewykorzystywania przez organy nadzoru wszystkich instrumentów prawnych służących wykrywaniu i karaniu podmiotów zaangażowanych w nielegalny wywóz leków.

Negatywną ocenę działań organów państwowych, sformułowaną przez NIK podzielają przedsiębiorcy działający na rynku aptecznym. – Organizacje przedsiębiorców od lat wspierają działania na rzecz wprowadzenia skutecznych przepisów ograniczających wywóz produktów leczniczych z Polski, m.in. poprzez formułowany wielokrotnie postulat pionizacji struktury Inspekcji Farmaceutycznej, czy odpowiednie rozwiązania w zakresie penalizacji niedozwolonych działań – podkreśla Marcin Piskorski, prezes ZPA PharmaNET.

Jedną z inicjatyw organizacji pracodawczych, zmierzającą do przeciwdziałania procederowi odwróconego łańcucha była próba upublicznienia nazw podmiotów, które były w taką działalność zaangażowane. – Chodziło nam o publiczne i środowiskowe napiętnowanie tych podmiotów, ostrzeżenie aptekarzy i przedsiębiorców, ale przede wszystkim o zdarcie zasłony anonimowości z osób, działających na szkodę polskich pacjentów. Ci ludzie nie działają przecież w próżni, mają dostawców, kontrahentów, etc. – dodaje Piskorski.

W 2015 r. Związek zwrócił się do Głównego Inspektora Farmaceutycznego o udostępnienie wykazu tych podmiotów. Inspekcja odmówiła jednak udostępnienia takiej informacji, argumentując, że nie dysponuje zestawieniem obejmującym nazwy przedsiębiorstw, które naruszyły zakaz tzw. odwróconego łańcucha dystrybucji. Chociaż ZPA PharmaNET zaskarżył nieujawnienie tej informacji, to sądy administracyjne podtrzymały decyzję Inspekcji.
Odmowa upublicznienia wykazu podmiotów zaangażowanych w nielegalny wywóz jest co najmniej kontrowersyjna. Skoro interes publiczny pozwala na publikowanie decyzji dotyczących niedozwolonej reklamy produktów leczniczych, tym bardziej jest uzasadnione, aby Główny Inspektor Farmaceutyczny ujawniał decyzje w przedmiocie stwierdzenia nielegalnego wywozu. Te jednak nie są publikowane, ani na stronie internetowej GIF, ani w Biuletynie Informacji Publicznej.

– Zważywszy na skalę oraz skutki społeczne nielegalnego wywozu leków z Polski, a także rolę jaką w zwalczaniu tego procederu odgrywa GIF, takie działanie uznajemy za zupełnie niezrozumiałe. Od dawna uważamy, że podmioty zajmujące się nielegalnym procederem należy piętnować. Trudno przyjąć argument, że GIF nie dysponuje odpowiednimi danymi, w tym także nazwami ukaranych podmiotów – mówi Marcin Piskorski.

Istotny jest również fakt, że brak publicznego udostępnienia decyzji w zakresie nielegalnego wywozu leków umożliwiał niektórym decydentom, a także przedstawicielom samorządu aptekarskiego uczynić z nielegalnego wywozu leków narzędzie do walki z aptekami sieciowymi, korzystając z niesprawdzalności głoszonych tez. Sugerowali wtedy, że sposobem na likwidacje nielegalnego wywozu jest przyjęcie ustawy Apteka dla aptekarza sugerując, że za tzw. „odwrócony łańcuch dystrybucyjny” i wywóz leków z Polski generalnie odpowiedzialne są apteki sieciowe. Okazało się to oczywiście nieprawdziwe, gdyż w rzeczywistości w proceder było zaangażowanych wiele aptek indywidualnych, a jak stwierdził NIK w raporcie, za nielegalnym wywozem leków z Polski stoją zorganizowane grupy przestępcze.

Z bardzo poważnej sprawy, którą należało szybko i rzetelnie rozwiązać dla dobra polskich pacjentów, uczyniono cep do walki z konkurencją i osiągania celów biznesowych i politycznych. W tym czasie przestępcy mogli bez większych przeszkód uprawiać swój proceder.

Przypomnijmy, że w listopadzie 2018 r. mazowiecka policja poinformowała o zatrzymaniu 11 osób, które zajmowały się tzw. odwróconym łańcuchem dystrybucji leków na bardzo dużą skalę, praniem pieniędzy pochodzących z przestępczego procederu oraz fałszowaniem dokumentów. Dochodzenie wykazało, że członkowie grupy skupowali na terenie całego kraju, na podstawie fałszywych dokumentów zapotrzebowań na leki, które następnie były sprzedawane z dużym zyskiem do polskich hurtowni farmaceutycznych z przeznaczeniem na eksport lub bezpośrednio do hurtowni zagranicznych. Za leki wywiezione za granicę podejrzani otrzymywali zapłatę pod pretekstem usług konsultingowych. Według śledczych w proceder było zaangażowanych ok. 120 aptek, niepubliczne ZOZ-y i hurtownie farmaceutyczne działające na terenie dziewięciu województw.

Kilka miesięcy wcześniej funkcjonariusze Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni oraz Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, przy współpracy z GIF, rozbili zorganizowaną grupę działającą na terenie województwa pomorskiego oraz kujawsko-pomorskiego. W celu obejścia przepisów, nieuczciwi przedsiębiorcy wykorzystali mechanizmy, na podstawie których leki z aptek trafiały do hurtowni eksportujących. Symulowano m.in. konieczność utylizacji leków przechowywanych w niewłaściwych warunkach, błędy w zamówieniach, skutkujące cofnięciem towaru do hurtowni, czy też wysyłanie podstawionych pacjentów z plikami recept. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że przestępcy w celu ukrycia faktycznie dokonywanych transakcji lekami, mogli prowadzić nierzetelną księgowość.

Stopy w Polsce bez zmian. Złoty do euro stabilny

Polski złoty w środę pozostawał względnie stabilny w relacji do euro, umocnił się natomiast w parze ze słabszym funtem brytyjskim i dolarem amerykańskim.

Wczorajsza decyzja RPP nie przyniosła większych zaskoczeń, stopy procentowe pozostały bez zmian. Podczas wczorajszej konferencji prezes Glapiński sugerował, że w RPP nie trwa dyskusja w kwestii potencjalnej obniżki stóp procentowych. Na ich rychłą podwyżkę jednak również nie ma co liczyć – prezes Glapiński stwierdził nawet, że stopy procentowe mogą pozostać bez zmian nawet do końca kadencji Rady (2022 r.).

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Wspólna europejska waluta radziła sobie wczoraj dobrze i umocniła się w relacji do głównych walut – w czym w istotnym stopniu pomogła słabość tych ostatnich.

Informacje, które napływały wczoraj ze strefy euro były pozytywnie, jednak ich znaczenie było umiarkowane. Warto jednak wspomnieć, że stopa bezrobocia w strefie euro w listopadzie spadła do poziomu 7,9% – najniższego od ponad dekady. Odczyt był lepszy niż zakładał konsensus, również szacunek z poprzedniego miesiąca został obniżony. Dziś nie poznamy żadnych istotnych danych makroekonomicznych, uwaga inwestorów powinna skupić się natomiast na „minutkach” z ostatniego spotkania decyzyjnego Europejskiego Banku Centralnego. Inwestorzy będą zwracali uwagi na informacje dotyczące tego, jak decydenci zapatrują się na spowolnienie w strefie euro.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,75-4,79. Brytyjska waluta wczoraj radziła sobie umiarkowanie dobrze, reagując głównie na sytuację na głównej parze. Funtowi istotnie nie pomogła informacja o tym, że wczoraj w Izbie Gmin niewielką przewagą głosów (308 do 297) przegłosowano poprawkę do ustawy o finansach, która nie pozwala na podnoszenie podatków w przypadku tzw. twardego Brexitu, co ma zabezpieczyć Wielką Brytanię przed ewentualnym zaakceptowaniem takiego scenariusza przez rząd.

USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,9%, wahając się w widełkach 3,72-3,76. Amerykańska waluta charakteryzowała się wczoraj słabością w relacji do głównych walut i złotego. Nie sprzyjała jej gołębia retoryka członków FOMC, którzy podczas wczorajszych wypowiedzi stwierdzali, że może nie być powodu do podwyżek w najbliższym czasie. Wypowiadający się wczoraj Raphael Bostic z FOMC sugerował nawet, że byłby otwarty na scenariusz obniżki stóp procentowych, w przypadku realizacji scenariuszy ryzyka.

Nie pomagał również gołębi wydźwięk samych „minutek” ze spotkania FOMC, które pokazały podziały w banku centralnym, które nie sprzyjają rychłym podwyżkom stóp procentowych. W USA trwa również impas związany z częściowym zamknięciem rządu – Donald Trump zerwał wczoraj negocjacje w tej kwestii. Dolarowi w ostatnim czasie nie sprzyjał również optymizm wokół negocjacji USA i Chin – komentarz Pekinu po ostatniej rundzie rozmów sugeruje, że poczyniono postępy, m.in. w kwestii ochrony praw intelektualnych, na której zależy Stanom Zjednoczonych.

Czwartek przyniesie kilka odczytów makroekonomicznych z USA oraz serię przemówień reprezentantów banku centralnego. Warto zwrócić uwagę szczególnie na wieczorne przemówienie prezesa Fed.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:30 – publikacja „minutek” z ostatniego spotkania EBC
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych w USA
  • 14:35 – przemawia Thomas Barkin z FOMC
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w grudniu
  • 18:00 – przemawia prezes Fed, Jerome Powell
  • 18:30 – przemawia James Bullard z FOMC
  • 19:00 – przemawia dyrektor Banku Rezerwy Federalnej w Chicago, Charles Evans
  • 23:30 – przemawia Richard Clarida z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Europa Środkowo-Wschodnia nie podziela światowego optymizmu na temat blockchain

Kiedy na świecie blockchain zbliża się do szczytu popularności, powszechność tych rozwiązań w Europie Środkowo-Wschodniej wciąż jest niewielka. Ponad połowa liderów i menadżerów firm uważa, że zachwyt nad jego możliwościami jest przesadzony, a tylko jedna czwarta przyznaje, że poczyniła już w tym obszarze inwestycje. Jednocześnie z badania firmy doradczej Deloitte „Breaking Blockchain open. Central and Eastern European perspective” wynika, że liderzy wierzą w długoterminowy sukces blockchain – aż 45 proc. z nich wyraża obawę, że jeśli nie wdroży technologii w swojej organizacji, w niedalekiej przyszłości stracą przewagę konkurencyjną.

Badanie Deloitte zostało przeprowadzone w dziesięciu krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w tym w Polsce. Respondentami byli głównie liderzy i menedżerowie z sektora usług finansowych, energii i zasobów oraz produktów konsumenckich i przemysłu wytwórczego.

Z analizy wynika, że kiedy Stany Zjednoczone i część Europy Zachodniej są już na etapie wdrażania praktycznych rozwiązań z wykorzystaniem blockchain, Europa Środkowo-Wschodnia ma wciąż niewielką i ogólną wiedzę na temat tej technologii, dopiero odkrywając jej potencjał.

– Firmy w regionie z dystansem podchodzą do wdrażania i korzystania z blockchain. Tylko nieco ponad 40 proc. ankietowanych uważa, że liderzy w ich organizacji mają na jej temat wystarczającą wiedzę. Jednocześnie jednak nasi respondenci wskazali, że decyzje dotyczące blockchain są w ich organizacjach podejmowane przez liderów biznesowych. Tylko 23 proc. badanych odpowiedziało, że woli, by o inwestycjach w blockchain decydowały działy IT. To dobra informacja, bo rzeczywista wartość blockchain ukryta jest w nowych modelach biznesowych, nowych produktach i usługach, które można zbudować w oparciu o łańcuch bloków, a nie w samej technologii rejestrowania i przechowywania danych. Liderzy biznesowi muszą rozumieć blockchain, inaczej wdrażanie tej technologii ma ograniczony sens – mówi Jakub Garszyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu, Deloitte.

Obawa przed nieznanym

Mimo, że ponad połowa respondentów uważa, że ​​dobra opinia o możliwościach blockchain jest przesadzona (na świecie to 39 proc.), badanie Deloitte pokazuje również, że większość liderów (76 proc.) jest przekonanych, że ta technologia zdobędzie popularność także w ich regionie. Prawie połowa z nich obawia się, że jej zlekceważenie może oznaczać dla firm utratę przewagi konkurencyjnej. To opinia przede wszystkim przedstawicieli sektora publicznego, ale podobne obawy wyraża prawie połowa respondentów z sektora usług finansowych. Tylko 8 proc. badanych liderów i menadżerów uważa, że blockchain nie będzie miał znaczenia dla ich firm, ale nieco ponad jedna czwarta odpowiedziała, że nie jest tego pewna, co potwierdza słabą znajomość tych rozwiązań i możliwości, które stwarzają.

Z drugiej strony mimo, że prawie dwie trzecie ankietowanych zgadza się z twierdzeniem, że technologia będzie odpowiednia dla ich organizacji, tylko 13 proc. określa ją jako jeden ze strategicznych priorytetów firmy. Jedynie liderzy firm z sektora TMT (technologia, media, telekomunikacja) uważają, że blockchain jest ważny dla przyspieszenia rozwoju ich działalności. Zaledwie 4 proc. ankietowanych uważa, że wprowadzenie blockchain nie może przynieść żadnej korzyści w porównaniu z istniejącymi technologiami. Pytani o zalety, najczęściej wymieniali nowe modele biznesowe i nowe źródła przychodów. Prawie 60 proc. respondentów uważa natomiast, że rozwiązania oparte na blockchain są bezpieczniejsze niż tradycyjne.

Inwestycje tak, ale ostrożnie

Tylko jedna czwarta firm z Europy Środkowo-Wschodniej zainwestowała do tej pory w blockchain. Przeważnie były to organizacje z sektora usług finansowych oraz TMT. Trzy czwarte tych inwestycji nie przekroczyło 200 tys. euro, ale są respondenci, którzy w badaniu Deloitte przyznali, że zainwestowali nawet 2 mln euro. Trendy na 2019 rok są podobne do tych z lat ubiegłych. Około połowa respondentów nie planuje żadnych inwestycji w blockchain w tym roku. Prawie 30 proc. chce zainwestować co najmniej 100 tys. euro, a więksi gracze zapowiadają inwestycje wielkości 2 mln euro. Na rynku pojawią się też zupełnie nowi gracze zainteresowani tą innowacją, chcą jednak poznawać ją małymi krokami i zapowiadają, że w przyszłym roku nie zainwestują w blockchain więcej niż 100 tys. euro. W większości będą to inwestycje w kapitał ludzki.

– Ciekawy jest rozdźwięk pomiędzy postrzeganą, a rzeczywistą adopcją blockchain w rozwiązaniach produkcyjnych. O blockchain bardzo dużo się mówi może to budować przekonanie, że jesteśmy już blisko upowszechnienia tej technologii. Tymczasem znajdujemy się ciągle na wczesnym etapie – są konkretne zastosowania, rozwiązania i platformy, ale wydaje się, że pełny potencjał nie został jeszcze odkryty. Potrzebny jest czas do eksperymentowania z tą technologią. Obecnie w takie próby inwestują tzw.”early adopters”, czyli podmioty agresywnie szukające przewagi konkurencyjnej przez technologię lub też korporacje posiadające wyasygnowany budżet na innowacje i testowanie nowych rozwiązań. Poważne inwestycje reszty rynku zaczną się dopiero wtedy, kiedy ci pionierzy przetrą szlak. Wyraźnie widać, że w powszechnej opinii blockchain na stałe zagości w środowiskach IT przedsiębiorstw i podmiotów sektora publicznego. Będzie to jedna z technologii, a nie ta jedyna, która zastąpi obecne systemy – mówi Jakub Garszyński, Deloitte.

Największe zapotrzebowanie na pracowników z wiedzą na temat blockchain zapowiadają przedstawiciele sektora TMT oraz energii i zasobów, czyli tych branż, które są w największym stopniu zainteresowane inwestowaniem w rozwiązania oparte na tej technologii i najbardziej przygotowane do ich wprowadzenia, co pokazuje także globalne badanie Deloitte. Ankietowani przyznają, że największą barierą dla inwestycji jest fakt, że ich branże wciąż nie traktują tej przełomowej bazy danych jako biznesowego priorytetu. Tylko 1 proc. pytanych liderów uważa, że ​​nie ma żadnej bariery, aby inwestować w tę technologię.

Usługi finansowe mogą zyskać najwięcej

Sektor usług finansowych jest uznawany za branżę, która może najbardziej wykorzystać potencjał blockchain. Po wyjściu z kryzysu finansowego banki muszą stawić czoła wyzwaniom związanym z innowacjami, szybkim dostosowaniem się do potrzeb klientów oraz zagrożeniami i możliwościami, jakie oferuje branża FinTech. Choć w tym kontekście blockchain zdaje się być pomocny, tylko jedna trzecia uczestników badania pracujących w finansach uważa, że nowa technologia będzie miała znaczenie dla ich branży, ale nie należy do strategicznych priorytetów.

W przyszłości najważniejszymi zaletami nowej technologii dla tego sektora będzie wzrost efektywności kosztowej i operacyjnej, co już obserwujemy, a także nowe modele biznesowe oparte na większym bezpieczeństwie, przejrzystości oraz decentralizacji. Jedna czwarta respondentów ma w planach zastosowanie blockchain. Tyle samo już zainwestowało w tę technologię, ale tylko 10 proc. zamierza to zrobić również w następnym roku. Największe bariery we wdrażaniu innowacji to zdaniem przedstawicieli branży finansowej brak regulacji i priorytetów biznesowych. – Blockchain przechodzi z fazy opracowywania koncepcji do wdrażania praktycznych rozwiązań biznesowych. To tylko jedna z technologii do rozważenia w szerszym kontekście strategii cyfrowej, uwzględniającej perspektywy obszarów biznesowych i technologicznych, które kształtują przyszły łańcuch wartości. Sukces wykorzystania blockchain zależy od wielu czynników, między innymi takich jak: zakres i koszt integracji, model zarządczy, cyberbezpieczeństwo czy bariery regulacyjne  – mówi Szymon Rybarkiewicz, Manager w zespole Strategii, Deloitte.

Uregulowanie kwestii prawnych związanych blockchain to jedno z kluczowych wyzwań, które może wesprzeć wdrażanie tej technologii. – Na regulacje prawne przyjdzie nam jeszcze poczekać – zauważa Jakub Łabuz, Manager w Deloitte Legal. Prace polskiego ustawodawcy nad uregulowaniem aspektów prawnych związanych z blockchain są na bardzo wstępnym etapie. W Sejmie obecnej kadencji działa zespół parlamentarny ds. technologii blockchain i kryptowalut, jak wynika jednak z tematyki jego kolejnych posiedzeń, zainteresowanie legislatywy skupia się przede wszystkim na kwestii kryptowalut. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie w tym obszarze będziemy mieli do czynienia z pierwszymi regulacjami ze strony państwa – dodaje ekspert Deloitte.

Nie zmienia to faktu, że branża usług finansowych stoi przed koniecznością wprowadzenia krytycznych zmian. Wygrają ci, którzy zrozumieją wyzwania jakie niesie blockchain, ale też docenią jego możliwości.

Cyfryzacja przemysłu to wyzwanie, ale jest o co walczyć

Poziom cyfryzacji zakładów produkcyjnych z roku na rok wzrasta. Czy oznacza to, że polskie fabryki są gotowe na wdrażanie rozwiązań oferowanych przez Przemysł 4.0?

Cyfryzacja europejskiego przemysłu

Przemysł to jeden z filarów europejskiej gospodarki. Według danych Komisji Europejskiej zrzesza on ok. 2 mln przedsiębiorstw, zatrudniających łącznie ponad 33 mln osób. Internet rzeczy, przetwarzanie danych w chmurze, zaawansowana analiza ogromnych zbiorów danych, sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe czy drukowanie 3D to główne trendy, na których ma bazować w najbliższych latach. Według szacunków Unii Europejskiej cyfryzacja produktów i usług w ciągu najbliższych 5 lat może zwiększyć roczny przychód, generowany przez europejską gospodarkę o ponad 110 mld euro rocznie.

Sektory, chcące korzystać z najbardziej nowoczesnych rozwiązań, muszą zmierzyć się z poważną konkurencją ze strony bardziej rozwiniętych technologicznie rejonów świata. W tyle zostaje wiele małych i średnich przedsiębiorstw, pojawiają się również duże dysproporcje między poziomem cyfryzacji przemysłu poszczególnych państw i regionów. Nierówności te obrazuje raport „State of Data Innovation in the EU”, przygotowany przez ośrodek analityczny Center for Data Innovation, w którym zaprezentowano w jaki sposób państwa członkowskie UE rozwijają się pod kątem cyfryzacji. Polska zajęła w tym rankingu niewysokie 20 miejsce, wyprzedziły nas takie kraje jak Litwa, Łotwa czy Słowacja.

W wyrównywaniu tych różnic ma pomagać europejska platforma cyfryzacji przemysłu, która ma zapewnić wszystkim firmom w Europie – od start-upów po duże fabryki – możliwość korzystania z innowacji cyfrowych, wspierających modernizację produktów, ulepszanie procesów i dostosowywanie modeli biznesu do zmian zachodzących w gospodarce cyfrowej. Tym samym w ciągu kolejnych kilku lat państwa członkowskie, UE i przedsiębiorstwa planują wspólnie zainwestować ponad 50 mld euro w cyfryzację europejskiego przemysłu.

Polski przemysł nie nadąża?

W jaki sposób trend ten przekłada się na polski przemysł? Interesujące wnioski dostarcza raport “Wyzwania polskich przedsiębiorstw w erze Industry 4.0”, przygotowany i opublikowany w czerwcu ubiegłego roku przez firmę analityczną ASD Consulting. W badaniu autorzy sprawdzali, czy polskie firmy są gotowe na wdrożenie rozwiązań oferowanych przez Przemysł 4.0 oraz na jakim etapie zaawansowania technologicznego są obecnie. Po analizie odpowiedzi ponad 130 managerów produkcji, reprezentujących kilkanaście różnych branż, m.in. urządzeń elektrycznych, spożywczej, motoryzacyjnej, przemysłu ciężkiego czy przetwórstwa tworzyw sztucznych okazało się, że zaledwie 8% firm, których reprezentanci brali udział w badaniu, wykorzystuje analizę danych dotyczących potencjalnych awarii lub eksploatacji części. Wskazywali też na bardzo niski udział automatycznego zbierania danych, będącego ważnym elementem Przemysłu. 4.0. Z drugiej strony aż 43% badanych w ciągu 2 najbliższych lat, a 16% w trakcie 2-5 lat chce wdrożyć w swoich przedsiębiorstwach rozwiązania służące do analizy danych, co pokazuje, że managerowie zdają sobie sprawę z konieczności inwestycji w cyfryzację oraz doskonalenie produkcji.

Zainteresowanie nowymi technologiami ze strony polskich przedsiębiorstw potwierdzają też dane, zawarte w raporcie PwC, dotyczące wyzwań współczesnej produkcji w przemyśle 4.0. Zgodnie z przewidywaniami, do 2020 roku wydatki polskich firm na działania związane z transformacją cyfrową zwiększą się do 7,7% ich rocznych przychodów.

Jest o co walczyć. Capgemini prognozuje, że inwestycje w inteligentne fabryki zwiększą efektywność produkcji o 27% w ciągu najbliższych 5 lat, co przełoży się na wzrost wartości dodanej dla światowej gospodarki w wysokości 500 mld dolarów.

– Przed polskimi przedsiębiorcami stoi duże wyzwanie rzeczywistej cyfryzacji przemysłu. Rozwiązania oparte na systemach IIoT pomagają przedsiębiorstwom optymalizować procesy produkcyjne i dzięki temu dotrzymać kroku szybko rozwijającej się zagranicznej konkurencji. Według raportu „Smart Manufacturing Report 2017” firmy, które wdrożyły systemy IIoT zauważyły wzrost efektywności przedsiębiorstw od 7 do nawet 50 proc. Wydatki na energię zmalały średnio o 5 proc., a koszty bezpośrednie zmniejszyły się w takich przedsiębiorstwach nawet o 20 proc. Dane te pokazują realne korzyści wynikające z cyfryzacji przemysłu poprzez zastosowanie Przemysłowego Internetu Rzeczy. Czas pokaże, jak szybko przemysł, szczególnie ten duży, przekona się do rozwiązań IIoT oraz w jakim kierunku będzie podążać cyfryzacja polskich fabryk – tłumaczy Artur Hanc, prezes firmy ELMODIS, specjalizującej się w rozwiązaniach IIoT.

Jakich rachunków za energię możemy spodziewać się w 2019 roku?

W kontekście zaostrzającej się polityki energetyczno-klimatycznej sposób, w jaki Polska wytwarza ciepło powoduje, że pojawia się bardzo duży impuls do wzrostu cen energii cieplnej i elektrycznej. Wyraźne widać to na giełdzie, jak i po reakcjach polityków. Jeśli chodzi o rachunki Polaków za energię elektryczną – mniej więcej połowa to cena samego prądu, a pozostałą część stanowią podatki i opłaty dystrybucyjne. Rząd ma mały wpływ na to, co stanowi koszt surowca. Ostatecznie należność za energię elektryczną rośnie przez ceny uprawnień do emisji CO2. Pod koniec zeszłego roku zaproponowano próbę obniżenia akcyzy, pośrednio także VAT-u i opłaty przejściowej. Niestety taka forma redystrybucji pieniędzy znajdujących się w budżecie wyraźnie nosi znamiona niedozwolonej pomocy publicznej. Istnieje bardzo duże ryzyko, że tego typu ustawa powinna być notyfikowana. W kontekście wszystkich energetyczno-klimatycznych regulacji unijnych element ten jako wsparcie systemowe musi być spójny ze Zintegrowanym Planem na Rzecz Energii i Klimatu, który wynika z polityki państwa. Polska takich dokumentów nie ma, dlatego taka regulacja spowoduje dosyć duże turbulencje w relacjach z Unią Europejską.

– Polska emituje 80 proc. energii z węgla i ponad 90 proc. w ciepłownictwie. Należy pamiętać, że rosną także ceny paliw. W kontekście wzrastających cen, prąd rząd może jedynie doraźnie obniżyć część opłat i podatków zawartych w naszych rachunkach – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego – Wciąż jednak pozostaje pytanie, skąd polski rząd ma pieniądze na takie wsparcie. Wytwórcy energii, którzy emitują dwutlenek węgla w swojej generacji, np. elektrownie na węgiel brunatny lub kamienny – płacą podatek węglowy. Budżet państwa zostaje nim zasilony i może przeznaczyć je na rekompensaty. W naturalny sposób środki te powinny być wykorzystywane na nisko- i zeroemisyjne źródła, w tym na nowe inwestycje. Istnieje jednak praktyka, aby część z tych funduszy była przekazywana na rekompensaty i łagodzenie wzrostu cen energii – wyjaśnił Roszkowski.

Kurs euro do dolara w górę. Złoty traci na wartości

Polska krzywa dochodowości utrzymuje ostatnie wzrosty rentowności w związku z podwyższonym apetytem na ryzyko zagranicą. Pomimo wzrostów EUR/USD złoty traci na wartości pozostając najwyraźniej pod wpływem coraz słabszych danych z Niemiec mogących negatywnie wpływać na krajową gospodarkę. EUR/PLN testuje opór na 4,30.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W środę, najważniejszymi wydarzeniami na rynkach finansowych były: w kraju zakończenie posiedzenia RPP, na świecie publikacja protokołu z grudniowego posiedzenia Fed. Podczas sesji europejskiej zarówno notowania EUR/USD jak i EUR/PLN nie uległy znaczącym zmianom, nadal oscylując odpowiednio przy 1,145 i 4,295.

Decyzja o pozostawieniu stóp bez zmian i łagodny ton konferencji prasowej prezesa A.Glapińskiego nie były zaskoczeniem pozostając obojętnym na notowana PLN. Rada nie zmienia swojego nastawienia, a prezes Glapiński dopuścił możliwość rozszerzenia okresu, w którym nie dojdzie do zmian stóp procentowych nawet do końca kadencji obecnej RPP (2022 rok). Stanowisko władz monetarnych wspierają procesy inflacyjne, gdzie Rada ocenia, że pomimo oczekiwanego wzrostu cen w 2019 roku, będzie on niższy niż zakładała lipcowa projekcja. Stabilna postawa RPP będzie sprzyjać pozostawaniu papierów z krótkiego końca w pobliżu stopy referencyjnej NBP.

Pomimo, że kolejne dane potwierdziły spowalnianie aktywności gospodarki niemieckiej, od pierwszych godzin środowej sesji na rynku przeważał optymizm budowany na doniesieniach z Pekinu wskazujących na możliwy krok w przód w kwestii poprawy amerykański-chińskich relacji handlowych. Niemniej należy mieć na uwadze, że listopadowy spadek zarówno eksportu (-0,4% m/m) jak i importu (-1,6% m/m) w Niemczech potwierdza widoczne już wcześniej w innych danych realnych spowalniania tej największej gospodarki strefy euro.

Podczas handlu w USA na rynek dotarły kolejne gołębie komentarze z Fedu. R.Bostic (z Atlanty) zasugerował możliwe obniżki stóp, jeśli ryzyka nasilą się, co podniosło notowania euro powyżej 1,15 USD. Do gołębich sygnałów dostarczanych przez  Fed dołączył też protokół z grudniowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej. FOMC był jednomyślny w decyzji o podwyższeniu głównej stopy do 2,25-2,50 proc. w grudniu, ale „minutes” ujawniły sygnalizowanie przez niektórych uczestników posiedzenia wątpliwości, co do dalszego zaostrzania polityki monetarnej w związku z wzrostem zmienności na rynkach finansowych. Niemniej, choć „wielu” uczestników posiedzenia oceniało, że Fed musi być „cierpliwy”, jeśli chodzi o dalsze zacieśnianie, jednakże ogólna ocena uczestników wskazywała, że „względnie ograniczone dodatkowe zacieśnienie prawdopodobnie będzie właściwe” Kurs EUR/USD obecnie testuje okolice 1,155.

Środowa sesja nie przyniosła też większych zmian na polskim rynku dłużnym, gdzie utrzymane zostały ostatnie wzrosty rentowności obligacji. Lokalnie głównym wydarzeniem była konferencja prasowa po wspomnianym posiedzeniu RPP. Stabilna postawa RPP będzie sprzyjać pozostawaniu papierów z krótkiego końca w pobliżu stopy referencyjnej NBP. Rentowności papierów z dłuższym terminem do wykupu, mogą w najbliższych dniach przekraczać 2,90% na co wpływ może mieć poprawa sentymentu na rynkach zagranicznych oraz nowa podaż ze strony MF. Co prawda w 2018 roku prefinansowano około 34% tegorocznych potrzeb, to jednak w styczniu sprzedaż w papierów w ujęciu netto powinna być dodatnia, a na czwartkowym przetargu uplasowane zostaną papiery za około 6 mld PLN. W środę pole do mocniejszych ruchów w górę na polskiej krzywej ograniczały informacje nt. deficytu budżetowego za zeszły rok, który według minister Czerwińskiej mógł wynieść zdecydowanie poniżej 15 mld PLN.

Wykres dnia: Coraz niższy poziom inflacji (w grudniu CPI na poziomie 1,1% r/r) pozwala RPP utrzymywać łagodne stanowisko w kwestii polityki stóp procentowych.

Coraz niższy poziom inflacji w grudniu
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Niska inflacja i oddalona wizja podwyżki stóp procentowych w Polsce

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej podczas ostatniego spotkania utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes Rady powtarza, że w najbliższej przyszłości nie spodziewa się podwyżek stóp procentowych.

Prezes Glapiński w trakcie konferencji po raz kolejny zwrócił uwagę na zaskakująco niski poziom inflacji, która pod koniec ubiegłego roku (w przypadku wskaźnika CPI) spadła do poziomu 1,1% w ujęciu rocznym. Nie oznacza to jednak, że Rada Polityki Pieniężnej będzie obniżać stopy procentowe. Zgodnie ze słowami Glapińskiego „w ogóle nie ma takiej dyskusji”, a głos w Radzie postulujący wyraźnie łagodniejszą politykę monetarną jest odosobniony.

Jednocześnie prezes NBP zwrócił uwagę, że obecnie inflacja jest niższa z uwagi na niższe ceny ropy naftowej i żywności. W 2019 r. inflacja ma być niższa niż sugerowała listopadowa projekcja DAE NBP, co ma mieć związek m.in. z rządowymi rekompensatami związanymi z podwyżkami cen energii w bieżącym roku. Jest to istotna informacja, która sugeruje, że perspektywy potencjalnej podwyżki stóp procentowych oddalają się.

Inflacja i stopy procentowe w Polsce (2009-2018)

Inflacja i stopy procentowe w PolsceŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 09/01/19

Kredytobiorcy cały czas raczej nie mają powodów do obaw, przynajmniej w najbliższym czasie. Obecnie wygląda na to, że stopy procentowe pozostaną niezmienione prawdopodobnie przez całość 2019 r. a być może i dłużej.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Należyta staranność, czyli…? Import towarów a wstrzymany zwrot VAT

Od kilku lat przedsiębiorcy dokonujący transakcji wewnątrzwspólnotowych muszą wykazać, że dochowali należytej staranności w weryfikacji kontrahenta. Brak jej dokonania może skutkować utratą prawa do odliczenia VAT. Najnowszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej potwierdza, że obowiązek ten dotyczy również transakcji importowych, ale odpowiedzialność podatnika nie może mieć charakteru bezwzględnego.

Procedura 42 w imporcie

Co do zasady przedsiębiorca, który importuje towar z państwa spoza Unii Europejskiej, a odprawy celnej dokonuje w Polsce, jest zobowiązany z tego tytułu w ciągu 10 dni od dnia otrzymania dokumentu celnego rozliczyć podatek VAT. Jako że dla czynnego podatnika podatku od towarów i usług podatek należny z tytułu importu jest jednocześnie podatkiem naliczonym, to przedsiębiorca będzie mógł ubiegać się o jego zwrot, a procedura w tym zakresie może trwać bardzo długo. Wstrzymany zwrot VAT to niewątpliwie czynnik zagrażający płynności finansowej firmy. Rozwiązaniem tego problemu może być skorzystanie z popularnej procedury celnej 42, która w przypadku, gdy importowany towar jest przedmiotem dalszej dostawy wewnątrzwspólnotowej, pozwala rozliczyć VAT dopiero w momencie jej dokonania. Wspomniana procedura zakłada dopuszczenie do obrotu, z jednoczesnym wprowadzeniem na rynek krajowy, towarów, które podlegają zwolnieniu z podatku VAT w przypadku ich dostawy do innego Państwa Członkowskiego. W praktyce wielu polskich przedsiębiorców importujących np. towary z Chin ustanawia w Niemczech przedstawiciela fiskalnego (najczęściej firmę spedycyjną zarejestrowaną dla potrzeb VAT w tym kraju), który odpowiada za dopełnienie obowiązków celnych i dokonuje do Polski wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru. Z kolei polski podatnik rozpoznaje wewnątrzwspólnotowe nabycie towaru i rozlicza podatek z tego tytułu. Ostatnim etapem jest wysłanie przez przedstawiciela oświadczenia, że nabyty w omawianej procedurze towar trafił do Polski. Brak faktycznego dokonania wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru i nierzetelność kontrahenta mogą skutkować dla przedsiębiorcy dotkliwymi konsekwencjami finansowymi.

Trybunał wyjaśnia

Pewien słoweński przedsiębiorca w ramach wyżej opisanej procedury dokonał importu bananów, które ostatecznie trafić miały na zasadach dostawy wewnątrzwspólnotowej do Rumunii. Okazało się, że nabywcy towaru byli „znikającymi podatnikami”, z którymi nie można było nawiązać kontaktu. Nie prowadzili oni w istocie działalności gospodarczej, a ich reprezentantami byli obcokrajowcy. Organy podatkowe uznały, że podatnik nie dokonał podstawowej weryfikacji kontrahentów i nie wykazał, że towar opuścił terytorium Słowenii, co pozwoliłoby mu na skorzystanie z procedury 42 i rozliczenie VAT dopiero w momencie wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej musiał rozstrzygnąć, czy importer ponosi bezwzględną odpowiedzialność za to, że jego kontrahenci nie rozliczyli się z należności podatkowych, czy też należy brać pod uwagę dochowanie przez niego należytej staranności, jeśli chodzi o ich weryfikację. Należy bowiem pamiętać, że jeśli chodzi o odpowiedzialność za tzw. dług celny, to w świetle orzecznictwa Trybunału importer ponosi ją, jeżeli eksporter okazał się nierzetelny, niezależnie od tego, czy zbadał, z kim dokonuje transakcji i czy świadomie brał udział w oszukańczym procederze. Unijny sąd uznał jednak, że w przeciwieństwie do rozliczenia należności celnych, oceniając prawo podatnika do odliczenia VAT, należy ustalić, czy odpowiednio zweryfikował on nabywców importowanego towaru. Trybunał w wyroku z 25 października 2018 r. wydanym w sprawie C-528/17 podkreślił, że „automatyczna odmowa podatnikowi będącemu importerem i dostawcą, bez względu na jego staranność, prawa do zwolnienia z VAT przywozu w przypadku oszustwa popełnionego przez nabywcę w ramach następującej później dostawy wewnątrzwspólnotowej, powodowałaby zerwanie związku pomiędzy zwolnieniem przywozu i zwolnieniem następującej później dostawy wewnątrzwspólnotowej”.

Należyta staranność, czyli…?

Według Trybunału podatnik może być pozbawiony prawa do zwrotu bądź odliczenia podatku naliczonego VAT jedynie w sytuacji, kiedy wiedział lub powinien był wiedzieć, że transakcja, w której bierze udział, ma związek z przestępstwem zmierzającym do wyłudzenia podatku. Sąd unijny (np. w wyroku w sprawach połączonych Kittel i Recolta Recycling w pkt 51) podkreślił, że jeżeli przedsiębiorca podjął wszelkie działania w celu sprawdzenia, czy dokonywane transakcje nie wiążą się z przestępstwem w zakresie VAT bądź innej dziedzinie, to może on zachować prawo do odliczenia. Oceny tego, czy takie sprawdzenie zostało przeprowadzone z należytą starannością, trzeba dokonywać w sposób obiektywny. W szczególności nie można stawiać podatnikowi zbyt wygórowanych i trudnych do zrealizowania wymagań takich jak zbadanie, czy rozliczył się on należycie z podatku oraz czy w ogóle był w stanie dysponować towarem będącym przedmiotem obrotu. Niestety, fiskus najwyraźniej niechętnie zagląda do orzecznictwa Trybunału i w rezultacie bardzo surowo ocenia działalność podatników, niejednokrotnie pozbawiając ich prawa do zwrotu VAT. Nie oznacza to rzecz jasna, że podatnik jest bezsilny w starciu z urzędniczą machiną i nie dysponuje argumentami na obronę swoich racji. Przed podjęciem współpracy z nowym kontrahentem warto go odpowiednio prześwietlić, powierzając to zadanie profesjonalnej wywiadowni gospodarczej. Spór z organem podatkowym, dopełnienie formalności celnych, jak i rozliczenia księgowe dobrze natomiast oddać w ręce doświadczonych ekspertów, których wsparcie w codziennym prowadzeniu biznesu może okazać się bezcenne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

5 porad dla pracodawców, dzięki którym złożą PIT-11 na czas

W świetle najnowszych przepisów pracodawcom pozostały jedynie 3 tygodnie na złożenie do urzędu skarbowego PIT-11. Co zrobić, aby szybko i bez problemu zdążyć na czas? Oto 5 porad, które pomogą się zorganizować i wyeliminować najczęstsze błędy, popełniane przy dopełnianiu obowiązków podatkowych.

  1. PIT-11 – 3 miejsca dostarczenia

Pozornie oczywistą rzeczą, o której musi pamiętać każdy pracodawca jest konieczność dostarczenia deklaracji PIT-11 w 3 miejsca. Pierwszym z nich jest urząd skarbowy właściwy dla pracownika – wyznacza się go według miejsca zamieszkania danej osoby. PITy wszystkich pracowników muszą także pozostać w firmie – druga kopia jest więc elementem dokumentacji kadrowo-księgowej. Ponadto, PIT-11 musi trafić w ręce samego pracownika.

  1. Nowy termin  wysyłki PIT-11 do urzędu skarbowego – tylko do 31.01.2019!

W tym roku rozliczeniowym czas na dostarczanie do urzędu skarbowego PIT-11 uległ znacznemu skróceniu. Komplet dokumentów należy wysłać do 31.01.2019, czyli o miesiąc wcześniej niż w latach ubiegłych. Duża część przedsiębiorców pozostawia zwykle dopełnienie obowiązku przekazania informacji o dochodach pracowników na ostatni moment. Powiązanie tej opieszałości z przyzwyczajeniem do składania dokumentów dopiero w lutym, może się skończyć dla firmy grzywną.

Według badania przeprowadzonego w grudniu 2018 przez e-file, twórcę aplikacji e-pity Płatnika, prawie połowa (48%) małych firm zatrudniających do 9 pracowników deklarowała, że może nie zdążyć na czas z dostarczeniem dokumentów. Wśród średnich przedsiębiorstw (od 10 do 49 pracowników) zbliżającego terminu obawia się co trzecia (33%), a wśród dużych firm (50 do 249 pracowników) co dziesiąta. W obliczu tych alarmujących wyników warto więc zadbać o wcześniejsze przygotowanie PITów-11 pracowników i wysłanie ich do urzędu skarbowego na czas.

  1. Uwaga małe firmy – dostarczenie deklaracji do urzędu skarbowego już tylko elektronicznie!

Do tego roku pracodawcy zatrudniający do 5 osób mogli PIT-11 wysyłać do urzędu skarbowego w formie papierowej drogą pocztową. Począwszy od nowego roku 2019 wprowadzony zostaje dla wszystkich pracodawców obowiązek wyłącznie elektronicznej wysyłki dokumentów.

– Z badania, które przeprowadziliśmy wynika, że ponad połowa (52%) małych firm nie czuje się gotowa, by dopełnić tego obowiązku. To dla nich zupełna nowość. Warto jednak pamiętać, że w świecie podatków i deklaracji nie pozostają całkiem sami. Pomocne może być dla nich specjalne, dedykowane temu obowiązkowi narzędzie, np. e-pity Płatnika, w którym można wystawić, wysłać do systemu e-Deklaracje oraz dostarczyć elektronicznie PITy pracownikom w łatwy, skuteczny i jednocześnie nie marnujący papieru sposób – mówi Artur Kaczmarek, Dyrektor ds. komunikacji, marketingu i PR z firmy e-file – twórcy aplikacji e-pity Płatnika.

  1. Unikanie błędów w danych pracownika

Przy wypełnianiu deklaracji PIT-11 dużą wagę przyłożyć trzeba do sprawdzenia wszystkich danych oraz skontrolowania identyfikatora podatkowego z imieniem i nazwiskiem pracownika. W zależności od formy zatrudnienia pracownicy mogą posługiwać się numerem PESEL lub NIP. Należy dokładnie zweryfikować, który numer obowiązuje danego pracownika, gdyż podanie nieprawidłowego identyfikatora podatkowego spowoduje odrzucenie deklaracji wypełnianej on-line.

O pomyłkę łatwo także przy podawaniu miejsca zamieszkania pracownika. Może być ono inne niż miejsce zameldowania i mogło się zmienić w ciągu roku. Jeżeli pracownik się przeprowadził, to dane dotyczące miejsca zamieszkania podawane w formularzu powinny wynikać z oświadczenia pracownika i być aktualne na ostatni dzień roku – przy rozliczeniu PIT-11 za rok 2018 będzie to 31 grudnia 2018. Na podstawie adresu zamieszkania pracownika określa się właściwy dla niego urząd skarbowy, dlatego poprawna informacja jest w tym przypadku szczególnie ważna.

  1. Przekazanie dokumentów pracownikowi – 2 sposoby

O ile wysyłka PIT-11 do urzędu skarbowego możliwa jest tylko do 31.01.2019, to na przekazanie dokumentów pracownikowi pracodawca ma czas do 28.02.2019.  Dokumenty do urzędu musi on przekazać wyłącznie  elektronicznie, natomiast pracownikowi można je dostarczyć na dwa sposoby – elektronicznie lub papierowo. Warto jednak i to zrobić elektronicznie, oszczędzając i czas i pieniądze.

– Przekazując pracownikowi dokumenty drogą elektroniczną działamy nie tylko ekologicznie, ale także ekonomicznie. Po pierwsze oszczędzamy środki przeznaczone na wydruk formularzy, na koperty oraz na znaczki pocztowe. Po drugie oszczędzamy czas naszych pracowników. Program e-pity Płatnika jest w stanie wykonać mozolną pracę księgowego w mgnieniu oka, bez konieczności drukowania, adresowania i stania w kolejce na poczcie – przekonuje Artur Kaczmarek z e-file.

Pracodawcom zostało już niewiele czasu na przesłanie do urzędu skarbowego PIT-11, jednak świadomość wchodzących w tym roku zmian, właściwa organizacja pracy i uważność przy wypełnianiu formularzy pozwoli dopełnić obowiązku poprawnie i zgodnie z terminem. Trzeba też pamiętać, że składanie PIT-11 jest obligatoryjne dla każdego pracodawcy. To obowiązek, którego nie można uniknąć. Zbytnia opieszałość i zapominalstwo mogą przyczynić się do nałożenia przez urząd skarbowy surowych kar grzywny.

Firmy mają coraz lepszy dostęp do finansowania – wyniki europejskiego badania SAFE

Największymi problemami polskich przedsiębiorców z sektora MŚP jest w dalszym ciągu pozyskiwanie wykwalifikowanych pracowników oraz zdobywanie nowych klientów. Coraz mniejszy problem stanowi dla nich dostęp do finansowania. Polscy przedsiębiorący oceniają swoje szanse na zdobycie środków finansowych podobnie jak firmy działające we Francji, Belgii czy w Danii.  

Najważniejszą kwestią dotyczącą funkcjonowania małych i średnich firm w Polsce pozostaje możliwość pozyskania wykwalifikowanej kadry. W badaniu realizowanym przez Komisję Europejską – takiej odpowiedzi udzieliło 24% badanych firm[1]. Dla 16% istotną sprawą było pozyskiwanie klientów, podczas gdy na problemy z dostępem do finansowania wskazywało jedynie 8% firm – w przypadku tej ostatniej odpowiedzi podobna proporcja dotyczyła przedsiębiorców pracujących we Francji, Belgii czy w Danii. Należy zaznaczyć, że dostęp do finasowania systematycznie ulega poprawie – jeszcze w 2009 był istotnym problemem dla 15% polskich firm. Takie wnioski płyną z badania SAFE, zrealizowanego przez Komisję Europejską we wszystkich krajach Unii Europejskiej, pod koniec ubiegłego roku.

Istotne źródła finansowania dla polskich i europejskich firm

Dla 59% przedsiębiorstw z sektora MŚP leasing pozostaje najbardziej istotnym źródłem finansowania. Na kolejnych miejscach znalazły się: linia kredytowa (istotna dla 55% firm), kredyty kupieckie (ważne dla 43% firm) oraz kredyty udzielane firmom przez banki (istotne dla 37%). Na dalszych miejscach były wskazywane dotacje, fundusze wew. oraz inne kredyty. Polskie firmy najczęściej wykorzystywały linie kredytowe (41% wskazań) oraz leasing (40 % odpowiedzi).

Mieczysław Woźniak, Wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, członek Rady Dyrektorów Leaseurope
Mieczysław Woźniak, Wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, członek Rady Dyrektorów Leaseurope

„Badanie Komisji Europejskiej pokazuje, że leasing jest tym produktem finansowym, który szczególnie wspiera finansowanie inwestycji małych i średnich firm w całej Europie. W krajach UE średnio  47% firm wytypowało go jako najbardziej istotne źródło finansowania. W Polsce, podobnie jak w Niemczech, które są drugim największym rynkiem leasingu w Europie, leasing jest ważny dla 59% firm, podczas gdy jeszcze wyższe uznanie zdobywa w niektórych krajach skandynawskich i bałtyckich: w Finlandii (65% wskazań), Estonii (62%) i na Łotwie (60%)” – zauważa Mieczysław Woźniak, Wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, członek Rady Dyrektorów Leaseurope.

Wykres nr 1. Pytanie: Czy poniższe źródła finansowania są istotne dla Twojej firmy, to znaczy czy wykorzystałeś je w przeszłości lub rozważałeś korzystanie z nich w przyszłości? (odpowiedzi polskich respondentów).finansowanie firm

Na co zostały wydane pozyskane środki?

41% polskich przedsiębiorców pozyskane środki wydało na inwestycje stałe to znaczy inwestycje w dobra materialne takie jak np. maszyny, grunty, budynki, instalacje, pojazdy lub nowe technologie. Na zapasy i kapitał obrotowy postawiło 39 % firm, natomiast 25% przedsiębiorców przeznaczyło środki na poczet rekrutacji i szkoleń pracowników.  Pozyskane środki zostały przeznaczone także na refinansowanie zobowiązań (22%) oraz rozwój nowych produktów (17%). Podobna proporcja wynika z uśrednionych wypowiedzi europejskich przedsiębiorców.

[1] Źródło: Komisja Europejska, Survey on the access to finance of enterprises (SAFE). 2018

Odbicie aktywów ryzykownych, ale nie złotego

Gołębie komentarze członków FOMC pomogły osłabić dolara z wiele znaczącym wzrostem EUR/USD powyżej 1,15. Słabość USD może utrzymać się jakiś czas i nie przeszkadza kontynuacji rajdu aktywów ryzykownych. Wyjątek stanowi złoty, ale nie przez gołębi wydźwięk konferencji RPP.

Środa przyniosła serię komentarzy członków FOMC oraz protokół z grudniowego posiedzenia Komitetu, które razem wzmocniły niechęć inwestorów do dolara. Prawdę powiedziawszy nie dowiedzieliśmy się niczego nowego, a jedynie przypomniane zostało, że dla dobra nastrojów na rynkach finansowych Fed na jakiś czas wyciszy rozważania nad kontynuacją cyklu podwyżek stóp procentowych i innych formach zacieśniania monetarnego. Cel Fed został zakamuflowany cierpliwym oczekiwaniem na napływające dane, śledzeniem zmienności rynkowej, a nawet teoretycznym dopuszczeniem scenariusza obniżki stóp procentowych. Co faktycznie Fed zrobi w ciągu tego roku (naszym zdaniem dokona dwóch podwyżek) nie ma obecnie większego znaczenia. Liczy się to, że inwestorzy otrzymali impuls kierunkowy, który pozwolił im się wyrwać z oparów niepewności i zwątpienia, które ogarnęły rynki w końcówce ubiegłego roku. A powtarzanie zmienionego stanowiska przez przedstawicieli Fed będzie systematycznym uderzaniem w USD. Dodatkowo przy poprawie rynkowego sentymentu oraz pozytywnych doniesieniach z negocjacji handlowych USA-Chiny maleje znaczenie USD jako bezpiecznej przystani. Przełamanie przez EUR/USD 1,15 jest ważnym impulsem, który będzie generował największą podaż dolara (z uwagi na płynność tej pary) i wylewał się na inne crossy z USD. Waluty surowcowe powinny korzystać najmocniej, czy to przez rajd ropy naftowej (CAD, NOK), czy złagodzenie obaw wokół Chin (AUD, NZD).

Stworzył się idealny układ czynników dla umocnienia walut rynków wschodzących, ale polski złoty zdaje się na tym nie korzystać. I słusznie. Odbicie aktywów ryzykownych bierze się z poszukiwania okazji wśród aktywów po przecenie, której złoty w ostatnim czasie nie doświadczył. Sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby np. w grudniu EUR/PLN skoczył do 4,40 na fali pogorszenia ogólnorynkowego sentymentu i teraz miałby wracać do punktu równowagi. Poza tym Polska i złoty nie są ciekawym tematem dla kapitału zagranicznego – wzrost jest przyzwoity, choć nie przyspiesza; polityka fiskalna i monetarna są stabilne bez oznak nagłych zwrotów. W efekcie złoty nie oferuje potencjału do mocniejszego ruchu i stąd nie przyciąga gorącego kapitału. Wczorajsza konferencja prasowa po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej miała swoje gołębie akcenty, ale przestrzegałbym przed ich nadinterpretacją. W opinii członków Rady w ciągu roku inflacja utrzyma się w granicach celu inflacyjnego, a prezes Glapiński odważył się na stwierdzenie, że stopy procentowe nie ulegną zmianie do końca kadencji Rady, czyli do 2022 r. Jednak rynek finansowy od dłuższego czasu nie słucha komentarzy z Rady, a rynek stopy procentowej jest bardziej wrażliwy na zachowanie rynków bazowych: USA i Niemiec. Innymi słowy, na podstawie tego, jak kiedy i w jakiej formie powrócą do zacieśniania Fed i EBC, inwestorzy będą budować oczekiwania do zmiany nastawienia RPP. Dominuje przeświadczenie, że Rada nie pozwoli sobie na zbyt duży rozjazd z polityką EBC (ale i Fed) i jeśli warunki ekonomiczne będą sprzyjać zacieśnianiu tam, taki sam zwrot nastawienia pojawi się w Polsce. Komentarze prezesa Glapińskiego są dla rynku drugorzędne, a jeśli tak, to i złoty nie powinien cierpieć przez gołębiość RPP. Ale silnych powodów do umocnienia na razie także nie ma. W segmencie emerging markets oferowane są teraz atrakcyjniejsze aktywa.

W czwartek uwaga inwestorów skupi się a wypowiedziach przedstawicieli Fed, które dostarczają informacji o zmianie nastawienia banku. Dzień przynosi wystąpienia prezesa Powella, wiceprezesa Claridy, a także Barkina, Bullarda, Evansa i Kashkariego. Ze strefy euro otrzymamy minutki z grudniowego posiedzenia EBC. Dane z USA (wnioski o zasiłek) i Kanady (pozwolenia na budowę) będą na dalszym planie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ubezpieczyciele zmieniają strategię sprzedaży. Nowym kierunkiem personalizacja ofert i cyfrowe kanały kontaktu z klientem

Ubezpieczyciele zmieniają strategię sprzedaży. Nowym kierunkiem personalizacja ofert i cyfrowe kanały kontaktu z klientem 7

Cyfryzacja i nowe technologie coraz śmielej wkraczają w sektor ubezpieczeniowy, który dzięki nim może lepiej odpowiadać na zmieniające się oczekiwania klientów. Trendy, takie jak wykorzystanie sztucznej inteligencji, telematyki czy uczenia maszynowego, pozwalają ubezpieczycielom podnosić jakość obsługi, dokładniej szacować ryzyko, a w efekcie tworzyć spersonalizowaną ofertę, dostosowaną do indywidualnego klienta. Personalizacja i możliwość kontaktu poprzez cyfrowe i mobilne kanały to dziś najważniejsze potrzeby, na które muszą odpowiadać ubezpieczyciele.

– Personalizacja zaczyna się od zdefiniowania i zrozumienia indywidualnych potrzeb różnych grup klientów. Klienci oczekują sprawnej obsługi i oferty opartej na wielu kanałach sprzedaży, myśląc zarówno o cyfrowych, jak i tradycyjnych formach kontaktu. Doceniają możliwość poruszania się pomiędzy cyfrowymi i tradycyjnymi, osobistymi kanałami kontaktu – i tego oczekują od nowoczesnych ubezpieczycieli – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Bucoń, chief customer officer w Sollers Consulting.

Rosnące oczekiwania klientów to dziś jeden z głównych czynników, który napędza zmiany w sektorze ubezpieczeniowym. Wymuszają to wszechobecne technologie, dostęp do internetu i coraz szybszy tryb życia. Na rynek wchodzą nowe pokolenia, a inne branże – czego dobrym przykładem jest bankowość – pokazują konsumentom, że cyfryzacja i personalizacja usług są możliwe, szybko dostosowując się do ich potrzeb. Dlatego firmy ubezpieczeniowe zadają sobie pytanie, jak mogą zmienić ofertę, żeby podnieść konkurencyjność swoich usług.

– Branża obecnie doświadcza zmiany paradygmatu. Odchodzimy od koncentrowania się na produktach, na rzecz większego nacisku na klienta i interakcję z nim. I to oznacza prawdziwe ukierunkowanie na klienta – mówi Jarosław Bucoń.

Cyfryzacja i wdrażanie nowych technologii pozwalają ubezpieczycielom rozwijać ofertę, upraszczać wewnętrzne procesy i przede wszystkim podnosić jakość obsługi klienta, na przykład dzięki wykorzystaniu wirtualnych asystentów i chatbotów. Zaawansowana analiza danych, telematyka i uczenie maszynowe umożliwiają z kolei dokładniejsze szacowanie ryzyka i tworzenie spersonalizowanej, ukierunkowanej na konkretnego klienta oferty.

O potencjale oraz wyzwaniach związanych z cyfryzacją sektora ubezpieczeń będą rozmawiać uczestnicy konferencji „Innovation in Insurance”, organizowanej przez Sollers Consulting już po raz siódmy. Tegoroczna edycja odbędzie się 14 stycznia 2019 roku w warszawskim Centrum Nauki Kopernik i wezmą w niej udział przedstawiciele wiodących firm ubezpieczeniowych z całej Europy. Będą dyskutować o tym, gdzie zmierza branża, jak powinny wyglądać nowoczesne produkty ubezpieczeniowe oraz co powinni zrobić ubezpieczyciele, aby sprostać oczekiwaniom klientów.

– Podczas poprzednich sześciu edycji konferencji uczestnicy mogli się zapoznać z wszechstronnym przeglądem branży ubezpieczeniowej i trendów kształtujących ten rynek. W tym roku ponownie przyjrzymy się temu, gdzie branża znajduje się obecnie i w jakim kierunku zmierza. Dokonamy dogłębnej analizy potencjału rozwoju w niestabilnym świecie oraz nowego rodzaju zagrożeń, które pojawiają się każdego dnia. Omówiony zostanie również wpływ technologii na transformację branży oraz metody, którymi firmy ubezpieczeniowe realizują swoje ambicje oferowania wielu kanałów sprzedaży i skoncentrowania się na potrzebach klientów – mówi Jarosław Bucoń.

Dworce przyszłości będą ośrodkami transportowymi i komercyjnymi. Kolej nadrabia wieloletnie zaległości

Dworce przyszłości będą ośrodkami transportowymi i komercyjnymi. Kolej nadrabia wieloletnie zaległości 8

Tradycyjne dworce kolejowe odchodzą do przeszłości. Nowe będą lepiej odpowiadały na potrzeby pasażerów, oferowały nowe usługi, tak by stać się komercyjnymi hubami – podkreśla Bartosz Baca z BBSG. Klienci oczekują od kolei cyfrowych usług, podobnych do tych oferowanych przez inne branże. Przykładem mogą być udogodnienia wprowadzane przez kolej na Zachodzie, np. zastosowanie geolokalizacji na stacjach czy aplikacje informujące o utrudnieniach.

– Dworce kolejowe przyszłości, ich zarządcy i przewoźnicy w większym stopniu będą oferowali pasażerom nowe usługi. Mam nadzieję, że będzie to bazowało na dogłębnym zrozumieniu faktycznych potrzeb pasażerów. Jeżeli tak się stanie, to dworce kolejowe mogą się w przyszłości stać nie tylko hubami transportowymi, lecz także komercyjnymi miejscami, do których będzie się przychodzić na zakupy, jedzenie czy na wystawę artystyczną – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Baca, partner BBSG.

Dworce kolejowe od lat przeżywają rozkwit. Z miejsc kojarzonych wyłącznie z kasami i poczekalniami przekształcają się w coraz większe kompleksy.

– Sektor kolejowy w Polsce przez wiele lat był zaniedbany w każdym aspekcie funkcjonowania tego rynku. To był rynek, który był pozostawiony sam sobie, co w efekcie prowadziło do postępującego spadku jakości, m.in. infrastruktury – podkreśla ekspert BBSG. – Zanim wyjdziemy z nowymi pomysłami do pasażerów, z nowymi usługami i produktami, to musimy nadgonić to, co wydarzyło się przez ostatnie 15–20 lat, czyli choćby doprowadzić dworce kolejowe do stanu pewnego higienicznego poziomu. Najpierw trzeba tę podstawową pracę domową odrobić.

PKP szacuje, że ok. 300 dworców w Polsce ma duży potencjał komercyjny i oferuje ok. 200 tys. mkw. do wynajęcia. Dzięki temu oferta dla pasażerów staje się coraz większa. W Gdyni dla lokali gastronomicznych ma zostać przeznaczony cały ciąg lokali w kolumnadzie, we Wrocławiu powstaną wyspy, a w Opolu na dworcu znajdzie się miejsce na hostel. To tylko przykłady zmian, jakie czekają polskie dworce.

– Dzięki dostępności środków unijnych stoimy przed niepowtarzalną szansą, która nie miała miejsca w historii do tej pory, przeprowadzenia wielkiego programu modernizacyjnego – mówi Bartosz Baca. – Projektując modernizację dworców, należy mieć z tyłu głowy to, że one będą musiały przynajmniej po części na siebie zarobić, czyli musimy mieć na uwadze aspekt komercjalizacji czy zwrotu z tej inwestycji.

Jak podkreśla, kluczowe jest to, by funkcja komercyjna nie przesłoniła tej głównej – transportowej.

– Przykładem jest jeden z dworców w Polsce, gdzie na peron nie można dojść w żaden inny sposób niż nadkładając drogi kilkaset metrów przez galerię handlową. To nie jest najlepsze rozwiązanie. Najlepszym rozwiązaniem jest sytuacja, w której my w sposób płynny przeprowadzamy pasażera przez strefę komercyjną w drodze na peron, natomiast zawsze trzeba znaleźć balans między tymi aspektami – podkreśla Bartosz Baca.

To właśnie zmieniające się oczekiwania pasażerów determinują dziś transformację na kolei. Klienci, którzy coraz częściej i chętniej korzystają z nowych technologii, będą ich oczekiwać także od transportu kolejowego. W Polsce wciąż jeszcze brakuje rozwiązań, które ułatwiają podróżowanie.

– Najważniejszą rzeczą, z której należy zdać sobie sprawę jest to, że pasażer dzisiaj jest zupełnie kimś innym, niż do tej pory nam się wydawało. Pasażerowie uczą się w innych branżach, choćby w retail czy hotelarskiej, tego, że usługa może być świadczona zupełnie inaczej. Przychodząc do branży transportowej, oni oczekują dokładnie tego samego – przekonuje Bartosz Baca.

Na Zachodzie kolej przechodzi transformację. W Szwecji testowane są bilety zakodowane w chipie wszczepionym pod skórę pasażera. We Francji na stacjach montowane są beacony – zastosowanie geolokalizacji umożliwia osobom z dysfunkcją wzroku dotarcie do wagonu czy znalezienie miejsca, a informacje przekazywane są w formie komunikatów głosowych. Z kolei w Niemczech wprowadzono aplikację, która informuje o utrudnieniach i awarii ruchomych schodów czy wind. W Polsce wciąż jeszcze takich rozwiązań brakuje.

– Nie ma jednego, spójnego, zamkniętego katalogu potrzeb pasażerów, bo one zależą od szeregu czynników, od tego, gdzie się znajdujemy fizycznie, od przewoźnika czy dworca. Bardzo prostą i niedrogą rzeczą jest zbadanie potrzeb pasażerów. Bez tego każda inicjatywa, nawet najbardziej wydawałoby się sensowna, może po prostu nie spotkać się z zainteresowaniem, bo wymyślanie usług dla klientów zza biurka jeszcze nigdy nie skończyło się powodzeniem – mówi Bartosz Baca.

Styczeń sprzyja zmianie pracy. W podjęciu decyzji pomagają testy osobowości i podnoszenie kwalifikacji

Styczeń sprzyja zmianie pracy. W podjęciu decyzji pomagają testy osobowości i podnoszenie kwalifikacji 9

Styczeń to dobry moment nie tylko na podsumowanie ostatnich miesięcy roku, lecz także planowanie zmian w nowym. Dla wielu osób to szansa na nowe otwarcie, także w pracy zawodowej. Osobom, które chcą zmienić miejsce zatrudnienia, sprzyja dobra sytuacja na rynku pracy – niemal 60 proc. średnich i dużych firm w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników, a co piąta mała firma planuje w 2019 roku zwiększyć zatrudnienie. Zdaniem ekspertów zmiana pracy w nowym roku musi być poprzedzona pewnymi przygotowaniami. Należy zadbać o własny rozwój, edukację i śledzić to, co dzieje się na rynku – ocenia Magdalena Giryn z Assessment Systems Polska.

– Styczeń to bardzo dobry czas na zmianę pracy. Nowy rok, nowe otwarcie, nowe możliwości. Firmy szukają pracowników, są różne zmiany, ludzie awansują, więc otwierają się nowe pozycje. Uważam, że to dobry moment na realizację naszych noworocznych postanowień w obszarze kariera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Giryn, country manager Assessment Systems Polska.

Nowy rok sprzyja podejmowaniu ważnych życiowych decyzji, w tym także tych o zmianie pracy. Jest to jeden z najczęściej deklarowanych obszarów w noworocznych postanowieniach. Dobra sytuacja na rynku pracy, niskie bezrobocie (według wstępnych danych 5,9 proc. w grudniu), sprzyjają poszukiwaniom.

– Zmiana pracy w nowym roku musi być poprzedzona pewnymi przygotowaniami. Musimy podjąć przede wszystkim decyzję, czy chcemy to zrobić. Jeżeli mamy wewnętrzne przekonanie, że chcemy, musimy się zastanowić, gdzie będziemy jej szukać, kim chcemy być, co nam daje szczęście – bo wiadomo, że szczęście zawodowe i osobiste idą w parze – przekonuje Magdalena Giryn.

Według badania Confidence Index, przeprowadzonego przez firmę rekrutacyjną Michael Page, czynnikiem, który motywuje do pozostania w firmie, są dobra atmosfera (97 proc.), możliwość zachowania równowagi między życiem prywatnym a zawodowym (89 proc.) czy przestrzeganie przez obecnego pracodawcę zasad społecznej odpowiedzialności biznesu (69 proc.). Najczęstszym powodem do zmiany (raport JJ Communications) jest niedostatecznie wysokie wynagrodzenie i brak możliwości rozwoju.

– Tak naprawdę tyle motywacji, ile ludzi szukających pracy. Każdy ma inny pomysł na siebie i na swoje życie, zarówno prywatne, jak i zawodowe – zaznacza ekspertka.

Dobrym pomysłem przed zmianą pracy jest zrobienie testu osobowości (np. kwestionariusze osobowości Hogana), który podpowie, na jakich stanowiskach się sprawdzimy, a jaka praca jest dla nas absolutnie niewskazana, zidentyfikuje czynniki, które mogą hamować rozwój kariery i produktywność. Warto też na bieżąco przeglądać oferty pracy, dokładnie czytać wymagania i stopniowo podnosić swoje kwalifikacje.

– Dokształcanie jest bardzo ważne dla przyszłego pracodawcy. Powinien to docenić, bo pokazujemy przez to nasze kompetencje i fakt, że z pasją rozwijamy się w danej dziedzinie. Dla mnie taki pracownik jest bardzo wartościowy, bo sam chce zdobywać wiedzę – podkreśla Magdalena Giryn. – Kursy online’owe, webinaria są przecież bezpłatne w większości przypadków, więc dlaczego z tego nie skorzystać. Poświęćmy godzinę na tydzień i pouczmy się, posłuchajmy, co inni ludzie mają do powiedzenia – dodaje.

Rośnie popularność wakacyjnych apartamentów. Dają większą swobodę pobytu i są tańsze niż hotele

Rośnie popularność wakacyjnych apartamentów. Dają większą swobodę pobytu i są tańsze niż hotele 10

Do 2020 roku nad Bałtykiem liczba condohoteli i obiektów z apartamentami wypoczynkowymi wzrośnie o blisko połowę – wynika z raportu „Rynek hoteli i condohoteli 2018” firmy Emmerson Evaluation. Tego typu obiekty stanowią dużą konkurencję dla tradycyjnych hoteli, głównie dzięki temu, że gwarantują większą swobodę i niższe ceny. Coraz częściej turyści rezerwują apartamenty wypoczynkowe online i przez urządzenia mobilne.

– Apartamentów wakacyjnych w Polsce przybywa w tempie umiarkowanym, natomiast ta dynamika jest większa w przypadku kurortów całorocznych, tak jak na przykład Kołobrzeg czy Świnoujście. Należy jednak zwrócić uwagę na znaczną różnicę pomiędzy apartamentem wakacyjnym a zwykłym mieszkaniem na wynajem. Apartament wakacyjny ma wyższy standard, często lepsze wyposażenie, ma aneks kuchenny i często jest położony w budynku z dodatkowymi usługami, na przykład z kids clubem, łaźnią czy basenem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Wróblewska, założycielka platformy rezerwacyjnej VacationClub.

Z raporty firmy Emmerson Evaluation z 2018 roku wynika, że największą podaż condohoteli oraz obiektów z apartamentami wypoczynkowymi można znaleźć nad morzem. Według danych za trzy kwartały 2018 roku jest ich tam ok. 100 i stanowią one 46 proc. wszystkich zidentyfikowanych obiektów w analizowanych rejonach obszaru nadmorskiego. Do 2020 roku przybędzie ok. 7 tys. nowych pokoi w condohotelach i apartamentowcach. Coraz więcej jest ich także w górach, gdzie stanowią 40 proc. oferty, a w najbliższych miesiącach ma powstać ok. 5 tys. nowych pokoi. W największych aglomeracjach stanowią one ok. 10 proc. oferty, a na Warmii i Mazurach zaledwie ok. 4 proc. Jednak i tutaj ten segment będzie rósł w siłę (do 2020 przybędzie odpowiednio 3,5 tys. oraz 350 nowych pokoi). Boom budowlany na takie obiekty to wynik rosnącego dynamicznie zainteresowania turystów.

– Osoby rezerwujące pobyty w hotelach oczekują całodobowej obsługi recepcji, usług concierge’a czy room service. W przypadku rezerwacji apartamentów goście oczekują swobody pobytu, możliwości przygotowywania posiłków, ponieważ każdy apartament ma aneks kuchenny. Ceny w apartamentach mogą być niższe, ponieważ mogą pomieścić nawet 4–6-osobową rodzinę, w przypadku hotelu należy zarezerwować dwa pokoje – podkreśla Krystyna Wróblewska.

Polacy coraz chętniej rezerwują apartamenty i hotele online. Z danych VacationClub wynika, że z rezerwacji telefonicznej korzysta już tylko co trzecia osoba, w internecie sprawdzają opinie, zdjęcia innych gości i wówczas podejmują ostateczną decyzję.

– Aż 65 proc. rezerwacji jest dokonywanych online. O 1/3 wzrosła liczba rezerwacji dokonywanych przez urządzenia mobilne, czyli tablety i smartfony – mówi założycielka VacationClub.

Polacy coraz chętniej wykorzystują smartfony zamiast komputerów – nawet 70 proc. wejść na strony odbywa się właśnie przez telefon. Urządzenia mobilne wykorzystujemy także do rezerwacji wakacji, gdzie zakupu można dokonać z każdego miejsca. Z właścicielami obiektów często kontaktujemy się też za pomocą mediów społecznościowych.

– W branży hotelarskiej obserwujemy wzrost roli social mediów. Coraz więcej gości przez popularne komunikatory internetowe nie tylko dopytuje o godziny otwarcia recepcji czy godziny posiłków, lecz także dokonuje rezerwacji i oczekuje natychmiastowej odpowiedzi hotelu czy firmy obsługującej apartamenty – podkreśla Krystyna Wróblewska.

Wymiana opon to za mało, by przygotować samochód do zimowych wyjazdów. Trzeba kompleksowo sprawdzić stan techniczny auta i zadbać o bezpieczeństwo

Wymiana opon to za mało, by przygotować samochód do zimowych wyjazdów. Trzeba kompleksowo sprawdzić stan techniczny auta i zadbać o bezpieczeństwo 11

14 stycznia pierwsze województwa rozpoczną ferie zimowe, co oznacza wzmożone podróże. W tym okresie należy szczególnie zadbać o bezpieczeństwo naszych dzieci. Policjanci przypominają, że przed zimowym wyjazdem kierowcy powinni kompleksowo zadbać o stan techniczny swojego pojazdu – sprawdzić poziom płynów eksploatacyjnych, działanie świateł i wycieraczek. Radzą też, by unikać podróżowania po zmroku, kiedy znacznie szybciej pojawia się senność i dekoncentracja. Jak mantrę policjanci powtarzają też, by nie szarżować na drodze, nie wsiadać za kółko na podwójnym gazie i nie korzystać z telefonów komórkowych podczas jazdy.

Kierowcy powinni pamiętać o podstawowych zasadach, które zagwarantują im i ich pasażerom pełny komfort jazdy i bezpieczeństwo. W okresie jesienno-zimowym dni są krótkie, a widoczność coraz gorsza, dlatego tak istotne jest sprawdzenie stanu wszystkich świateł, ich odpowiednie ustawienie, kontrola żarówek i zadbanie o czyste obudowy reflektorów.

– Na początku sprawdźmy nasz pojazd pod względem najważniejszego elementu w bezpieczeństwie w ruchu drogowym, czyli widoczności. Sprawdźmy więc, czy oświetlenie w naszym pojeździe działa prawidłowo. Jeśli mamy wątpliwości w tym zakresie, pojedźmy do mechanika czy diagnosty. Sprawdźmy też, czy nasze wycieraczki działają prawidłowo, bo niektórzy to zaniedbują, nie mają np. płynu w spryskiwaczach i potem się okazuje, że kierowca nie zauważył pieszego czy innej przeszkody, bo urządzenia, które mu mają pomagać, były niesprawne – mówi agencji informacyjnej Newseria podinsp. Radosław Kobryś z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, ekspert akcji Akademia Bezpiecznego Puchatka.

Przygotowując samochód do zimowej podróży, warto również zadbać o czyste szyby zapewniające dobrą widoczność oraz odpowiednio ustawione lusterka wsteczne i boczne. Ponadto należy pamiętać o sprawdzeniu ciśnienia w oponach oraz tego, czy ich stan jest zadowalający.

– Zanim wyruszymy w drogę, przygotujmy samochód do podróży, sprawdźmy wyposażenie, wszystkie płyny, bo ta podróż może trwać kilka godzin. Jeśli tak będzie, przygotujmy też do tego pasażerów. Marudzący pasażerowie rozpraszają kierującego, a to nie jest dla nikogo bezpieczne – mówi podinsp. Radosław Kobryś.

W roku 2017, który był najbezpieczniejszym od dekady, policja odnotowała ponad 33 tys. wypadków drogowych, w których zginęło ponad 2,8 tys. osób. Policja apeluje do kierowców o rozwagę i rozsądek. Przede wszystkim trzeba dostosowywać prędkość do warunków panujących na drodze i stosować się do ograniczeń. W tym okresie jezdnie są bardzo śliskie. Należy się więc wykazać ostrożnością i zachować bezpieczną odległość między samochodami. Mokra nawierzchnia oznacza bowiem dłuższy odcinek hamowania oraz trudniejsze manewry na zakrętach.

– Pamiętajmy, że nie ścigamy się na drodze. Pośpiech jest złym doradcą. Droga publiczna jest do przemieszczania się i do pewnego partnerstwa z innymi jej współużytkownikami. To nie jest tor wyścigowy. Nie próbujmy komuś pokazywać, że jesteśmy w stanie wyprzedzić nawigację samochodową – mówi podinsp. Radosław Kobryś.

Policjanci apelują, by kierowcy szczególną uwagę zwracali na pieszych, którzy bez odblasków bywają słabo widoczni na drogach.

– Odłóżmy telefony komórkowe. Jeśli już chcemy z nich korzystać, to tylko z zestawem głośnomówiącym, a już najgorsze to, co widzimy na drogach, to ludzie piszący SMS-y i e-maile w trakcie kierowania pojazdami. Takie osoby nie zdają sobie sprawy z tego, do jakich konsekwencji może to doprowadzić –mówi podinsp. Radosław Kobryś.

Kierowcy powinni także zadbać o odpowiednią temperaturę wewnątrz samochodu, tak aby zapobiec parowaniu szyb. Najlepiej, by wynosiła ona ok. 18 stopni. Zbyt wysoka może się przyczynić do wywołania uczucia senności.

CES 2019: Nowe algorytmy pozwolą naładować samochód elektryczny w kilka minut. Przyspieszą też ładowanie smartfonów

CES 2019: Nowe algorytmy pozwolą naładować samochód elektryczny w kilka minut. Przyspieszą też ładowanie smartfonów 12

Ładowanie samochodów elektrycznych może być niemal tak szybkie, jak tankowanie pojazdów napędzanych gazem. W ciągu 5 minut można naładować 50 proc., a w 10 – już 80 proc. baterii auta. Dodatkowo nowoczesna technologia sprawia, że bateria pozostaje tak samo żywotna, nie zużywa się, może więc być używana znacznie dłużej. Technologia jest nakładana na ładowarkę, algorytm optymalizuje proces ładowania, bateria w żaden sposób nie jest zaś modyfikowana. Może ona znaleźć zastosowanie także w smartfonach i innych urządzeniach.

– Naszym celem jest naładowanie baterii samochodu elektrycznego szybciej, niż obecnie trwa tankowanie auta z tradycyjnym napędem. W ciągu 5 minut jesteśmy w stanie naładować 50 proc., a w 10 minut nawet 80 proc. baterii. Czas ładowania deklarowany obecnie przez producentów baterii wynosi od 45 minut do godziny, więc znacznie przyspieszamy ładowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas targów elektronicznych CES 2019 w Las Vegas Seran Thirugnanam z firmy GBatteries.

Obecnie akumulatory w wysokiej klasy samochodach Tesli, aby naładować do 80 proc. pojemności, potrzebują 40 minut. Aktywny system zarządzania baterią ActiveBMS opracowany przez GBatteries redukuje ten proces do 10 minut, a co ważne – bez znaczącego skrócenia żywotności baterii. Procesy chemiczne podczas cyklu ładowania uszkadzają akumulatory litowo-jonowe i powodują ich degradację. Przyspieszenie cyklu ładowania obecnie tylko przyspiesza uszkodzenia. Może się o tym przekonać niemal każdy właściciel smartfona, który z biegiem czasu wymaga coraz częstszego ładowania.

– Dzięki naszej technologii bateria się nie zużywa. Jej żywotność pozostaje na tym samym poziomie – przekonuje Seran Thirugnanam. – Nasza technologia współpracuje ze wszystkimi typami baterii. Jesteśmy w stanie przyspieszyć ładowanie smartfonów, ale również niemal każde urządzenie z napędem elektrycznym. Co więcej, nie modyfikujemy baterii, nakładamy naszą technologię na ładowarkę – tłumaczy Thirugnanam.

Technologia może sprawić, że już wkrótce pojazdy elektryczne będą tak samo wygodne w użytkowaniu, jak te napędzane gazem czy tradycyjnym paliwem. Docelowo ładowanie baterii ma trwać tyle, co zwykłe tankowanie gazem, a przy tym wystarczać na przejechanie kilkuset kilometrów. Obecnie to właśnie krótka żywotność baterii i bardzo długi czas ładowania stanowią przeszkodę w szybszym rozwoju elektromobilności. W przypadku Tesli, modelu S, czas ładowania baterii wynosi aż 8,5 godziny w przypadku ładowarki o mocy 10 kW, lub 4 godziny dwukrotnie mocniejszą ładowarką.

– Opracowaliśmy zarówno oprogramowanie, jak i sprzęt, dzięki któremu przyspieszamy ładowanie. Dzięki temu, że algorytm optymalizuje proces ładowania, nie obciążamy baterii i nie zmniejszamy jej żywotności. Pracujemy nad komercjalizacją, współpracujemy z kilkoma firmami i planujemy wprowadzić produkt na rynek – zapowiada Seran Thirugnanam.

Według analityków Grand View Research światowy rynek ogniw litowo-jonowych był tylko w 2016 roku wyceniany na 22,8 mld dol. Analitycy z firmy badawczej Market Research Engine szacują, że w ciągu najbliższych lat globalny rynek akumulatorów litowo-jonowych będzie się rozwijał w tempie 16 proc., a do 2022 roku osiągnie wartość 69 mld dol.