Co roku umierają nawet 2 mln dzieci z powodu odwodnienia wywołanego biegunkami wirusowymi. To problem także sportowców i osób starszych. Dzięki miniaturowej opasce naklejanej na skórę, monitorowanie nawodnienia organizmu może być banalnie proste. Naklejona na skórę mierzy temperaturę i sprawdza w jakim stanie jest organizm. To innowacyjne rozwiązanie w skali światowej ze względu na miniaturyzację.
– Projekt Spatch Baby Tech jest to urządzenie wearables, które naklejamy na skórę i mierzymy najważniejsze parametry życiowe, takie jak temperatura. Prototypowe pomiary temperatury w tak zminiaturyzowanym urządzeniu już mamy i ono już jest gotowe. Aktualnie pracujemy nad prototypem pomiaru nawodnienia. Mamy prototyp w nieco większym gabarycie, pracujemy nad jego miniauryzacją. W ciągu roku powinniśmy rozpocząć przygotowania produkcji seryjnej i komercjalizacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 w Las Vegas Adam Pastuszka z firmy Spatch.
Na rynku jest coraz więcej urządzeń, które pozwalają samodzielnie monitorować stan swojego zdrowia. Sprawdzają tętno, puls, poziom cukru, alarmują opiekunów w nagłych wypadkach, czy przypominają o zażyciu leków. Dodatkowo część gadżetów połączona jest aplikacją ze smartfonami i komputerami lekarzy, którzy dzięki temu mogą reagować na bieżąco. Miniaturowe urządzenia stosują przede wszystkim osoby chore i starsze. Coraz szybciej rozwija się też rynek urządzeń monitorujących dla dzieci. Inteligentne pieluszki same informują, kiedy należy je zmienić. Skarpetki sprawdzają saturację krwi, smoczki mierzą temperaturę, a specjalne etui nakładane na butelkę sprawdza, czy dziecko zjadło wystarczająco dużo.
Co roku miliony ludzi na świecie umiera z powodu braku dostępu do wody pitnej i związanego z tym odwodnienia, które jest jednak także powodem śmierci w tych częściach świata, gdzie teoretycznie nie ma problemu z dostępem do świeżej wody. Rotawirusy, które dotykają najmniejsze dzieci, powodują ostre biegunki i wymioty, łatwo wówczas o odwodnienie. W krajach rozwiniętych w krytycznych sytuacjach dzieci trafiają do szpitala, gdzie podawana jest im nawadniająca kroplówka. W krajach mniej rozwiniętych WHO szacuje, że nawet 2 mln dzieci umiera co roku z powodu odwodnienia spowodowanego biegunkami.
– Pomiar nawodnienia może pomóc rodzicom przy monitoringu chorego dziecka, którzy mają potrzebę monitorowania parametrów życiowych małego dziecka, takich jak temperatura czy nawodnienie. Nawodnienie jest dlatego ważne, ponieważ małe dziecko w wieku do dwóch lat, które jeszcze nie mówi, nie powie nam, że chce mu się pić, albo jest odwodnione. Często podczas chorób właśnie takie sytuacje występują – podkreśla Adam Pastuszka.
Urządzenie skierowane jest również dla sportowców, którym pomoże w treningach. Jego wymiary (1,5 cm na 1 cm) pozwalają na korzystanie z niego bez skrępowania, nawet podczas wysiłku. Nakleja się je na skórę w miejscu, które chcemy monitorować, np. na nadgarstek lub pod pachą, bądź na klatkę piersiową. Na spodzie urządzenia umieszczone są sensory, które mierzą temperaturę i stopień nawodnienia ciała.
– Pomiar nawodnienia jest innowacyjny w skali świata. Jest kilka projektów, które pracują nad pomiarem nawodnienia w tak miniaturowej skali, bo dotychczas był dostępny tylko na dużych urządzeniach, jak waga do pomiaru składu ciała. Nie ma natomiast urządzenia, które można zaimplementować na ciało i przebiec z nim kilometry, albo monitorować dziecko, które leży w łóżeczku. Wyzwaniem jest właśnie miniaturyzacja, żeby w tak małym gabarycie zmieścić sensor i go zasilić – przekonuje Pastuszka.
Także rynek gadżetów dla sportowców rośnie w siłę. Inteligentne rakiety sprawdzają prawidłowość trajektorii lotu piłki, skarpetki wyposażone w zestaw specjalnych czujników mierzą nacisk stopy na podłoże i pozwalają ocenić technikę biegania, a nowoczesne ubrania pod wpływem treningu obrazują pracę mięśni. Niemal standardem są gadżety, które wskazują puls i wydolność organizmu.
Według analityków marketsandMarkets, rynek medycznych urządzeń wearables do 2022 roku osiągnie wartość 14,5 mld dolarów, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 18,5 proc.
< strong >Czy proponowane zmiany w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego ułatwią firmom zakup ziemi pod inwestycje mieszkaniowe? Jak przygotowywaną nowelizację przepisów o obrocie gruntami rolnymi oceniają deweloperzy? Sondę prezentuje serwis nieruchomości dompress.pl. strong >
Jan Jarosławski, radca prawny w Skanska Residential Development Poland
Każda zmiana, łagodząca aktualnie obowiązujące, daleko idące ograniczenia obrotu ziemią jest dobrą zmianą. Projekt ustawy jest nadal w fazie koncepcji, zaś poluzowanie zakazu zapowiadane jest niemal od dnia wprowadzenia aktualnie obowiązujących przepisów. Poczekajmy więc na publikację projektu, aby oceniać szczegółowe rozwiązania. Warto jednak podkreślić, że wypowiedzi Ministerstwa dotyczące planowanych zmian wskazują, że zakładana jest kosmetyczna korekta dotycząca areału działki, którą można nabyć bez uzyskania specjalnej zgody. Wciąż pomija się jednak głos przedsiębiorców, którzy wskazują na zbyt szerokie ujęcie w przepisach pojęcia ziemi rolnej. Jako taką traktuje się w zasadzie każdą działkę poza miastem, dla której nie ma uchwalonego planu miejscowego na cel inny niż rolny.
Andrzej Gutowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Ronson Development
Liberalizacja w tym zakresie jest jak najbardziej korzystna. Nawet na terenie Warszawy są grunty, które nie są objęte miejscowym planem zagospodarowania, a są działkami rolnymi. Miasto rozszerza się w kierunku Białołęki czy dalszego Bemowa, a tamte tereny ewidentnie były użytkowane w sposób rolniczy. Zapisy ułatwiające zakup gruntów rolnych umożliwią rozwój rynku deweloperskiego.
Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom S.A.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby całkowite uwolnienie gruntów, które znajdują się w granicach miast spod ustawy. Każdy ruch w kierunku uwolnienia gruntów jest oczywiście dobry, a blokowanie gruntów w miastach nie bardzo uzasadnione.
Piotr Tarkowski, pełnomocnik zarządu Allcon Osiedla
Intencją ustawodawcy jest ułatwienie nabywania niewielkich nieruchomości rolnych przez osoby zainteresowane osiedleniem się na wsi. Dzięki temu, rolnicy w niektórych przypadkach będą mogli zbyć takie nieruchomości o powierzchni do 1 ha samodzielnie, dowolnej osobie, bez potrzeby ubiegania się o zgodę Dyrektora Generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Co do zasady, grunty rolne zlokalizowane w obrębie miast stanowią doskonałe uzupełnienie banku ziemi dla deweloperów. Ustawa miała wejść w życie z początkiem roku 2019, ale dokąd nie wejdzie nie można przewidzieć, jaki będzie jej ostateczny kształt.
Marcin Antczak, prezes FB Antczak
Nowelizacja ustawy to zdecydowanie krok w dobrym kierunku. Obowiązujące od dwóch lat ograniczenia znacząco utrudniały pozyskiwanie ciekawych gruntów do banków ziemi. To rozwiązanie korzystne, nie tylko dla deweloperów, ale także dla rolników i właścicieli zakładów przemysłowych, które w tej chwili właściwie nie mogą się rozbudowywać. Wiele działek miejskich wciąż ma status nieruchomości rolnych i w tej chwili mogą je nabyć tylko rolnicy indywidualni, którzy ich nie potrzebują.
Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE
Bardzo rygorystyczne zapisy ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych nie były tak naprawdę niczym uzasadnione i skutkowały zablokowaniem możliwości zbywania terenów oznaczonych jako rolnicze, położonych w granicach miast lub w bezpośrednim sąsiedztwie terenów zurbanizowanych. Proponowana liberalizacja to krok w dobrym kierunku.
Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic
Wszelkie zmiany znoszące ograniczenia gospodarki wolnorynkowej są korzystne. Powiedzmy sobie szczerze, zmiany w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego były spowodowane pobudkami populistycznymi i nie przyniosły korzyści nikomu poza właścicielami działek budowlanych, którymi można swobodnie obracać, powodując wzrost ich cen.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest
Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy zaproponowane przez ministerstwo zmiany ułatwią zakup ziemi pod nowe inwestycje. Na pewno każdy pomysł chociażby częściowego uwolnienia gruntów będzie działał na korzyść potencjalnych inwestorów. Nasza firma skupia jak dotychczas działalność przede wszystkim na terenie Warszawy, w obszarach najbliższych centralnej części miasta i w tych rejonach jesteśmy gotowi kupować grunty.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
Dotychczasowy zapis ograniczający zakup gruntów rolnych o powierzchni do 0,3 ha był niekorzystny, nie tylko dla deweloperów, ale również innych osób, które po prostu chciały osiedlić się poza centrum miasta. Zwiększenie tego progu do 1 ha na pewno będzie korzystniejsze. Nie można jednak konkretnie ocenić zmian, ponieważ nie wiemy w jakiej formie i kiedy nowelizacja wejdzie.
Jak podają analitycy firmy DSR, pogarszające się nastroje w przemyśle oraz nienajlepszy koniec roku dla rynków akcji wpłynęły negatywnie na wartość Giełdowego Indeksu Produkcji, która spadła w grudniu do poziomu 863.85 punktów, czyli 2.15% niżej, niż na koniec listopada. Jest to poziom znacznie poniżej wartości bazowej 1000 pkt z początku 2016 roku.
Grudzień był trudnym miesiącem dla rynków akcji. Pierwsze dni tego miesiąca nie zapowiadały tragedii. Porozumienie na linii Chiny-USA, które złagodziło wojnę celną i dało cień szansy na stabilizację globalnego handlu, od razu sprowokowało znaczny wzrost akcji na większości giełd. Jednak kolejne dni pogarszały nastroje inwestorów do tego stopnia, że na chwilę przed świętami amerykański S&P500 osiągnął najniższą grudniową stopę zwrotu od czasów Wielkiego Kryzysu z lat ’30 ubiegłego wieku (sic!). Sytuacja na giełdach amerykańskich znacznie poprawiła się po świętach, kiedy to DJIA zanotował najwyższy dzienny wzrost w historii (+4.98%).
„Ucieczka kapitału z rynków rozwiniętych spowodowała zasilenie spółek z WIG20, dzięki czemu w środku miesiąca największe spółki z GPW zyskały znacznie na wartości. Niestety wzbierający przypływ nie dotarł do mniejszych spółek, które traciły praktycznie przez cały miesiąc. Dopiero sesje między świętami, a Nowym Rokiem pozwoliły tym spółkom odrobić część strat” – ocenił dr Maciej Zaręba, jeden z analityków, pomysłodawca i współtwórca GIP z firmy DSR.
Giełdowy Indeks Produkcji zrzesza 60 największych polskich spółek produkcyjnych, a większość z nich zalicza się do małych spółek notowanych w ramach sWIG80. Słabość mniejszych spółek na GPW odbija się na indeksie GIP60 od wielu miesięcy, nie inaczej było w ostatnim miesiącu 2018 roku, w którym aż 39 spółek, co stanowi 2/3 ogółu, straciło na wartości rynkowej, a jedynie 20 spółek osiągnęło dodatnie miesięczne stopy zwrotu.
Odbicie w motoryzacji
Największym średnim wzrostem kursu w grudniu mogły poszczycić się spółki z branży motoryzacyjnej. Ale za sukcesem polskich producentów z tej branży stoją tylko dwie spółki: URSUS (+47.05% m/m) i WIELTON (+5.85% m/m). Rekordowy wzrost kursu akcji znanego producenta traktorów i niedoszłego lidera produkcji pojazdów elektrycznych jest efektem pozytywnej reakcji rynku na przedstawiony plan restrukturyzacji, o czym więcej w dalszej części artykułu. W przypadku WIELTONU, naszego narodowego championa w produkcji naczep, cena akcji też odbiła po korekcie spowodowanej pożarem lakierni, ale zarówno głębokość korekty, jak i sytuacja finansowa obu spółek są zgoła odmienne. URSUS walczy o przetrwanie, szukając kapitału w emisjach kolejnych serii akcji oraz poprzez sprzedaż spółek zależnych, natomiast WIELTON po kilku skutecznych akwizycjach m.in. we Włoszech i Francji, wchodzi w Nowy Rok z większym potencjałem produkcyjnym i doskonałą sytuacją finansową.
„Spółka z Wielunia od dawna jest wskazywana jako jedna z najbardziej niedowartościowanych spółek na warszawskiej GPW, dlatego może to być jedna z najgorętszych spółek w tym roku, oczywiście jeśli otoczenie na to pozwoli” – dodał Zaręba.
W pozostałych branżach sytuacja w grudniu wyglądała znacznie gorzej. Tylko producenci mebli (średni wzrost o 9% m/m) i spółki farmaceutyczne (+1.66% m/m) osiągnęły w tym czasie dodanie średnie stopy zwrotu. Pozostałe branże w grudniu pod kreską, choć znalazły się w nich także spółki, które zaliczą grudzień do bardzo udanych miesięcy.
Pyrrusowe zwycięstwo URSUSA
Wzrost kursu o połowę pozwolił URSUSOWI wygrać ostatni w 2018 roku ranking GIP60. Na drugim miejscu znalazła się spółka FEERUM (+23% m/m), a na trzecim SELVITA (+19.56% m/m).
URSUS, który od początku roku do połowy listopada stracił ponad 80% swojej wartości rynkowej, znajduje się od dłuższego czasu w głębokim kryzysie. Nieudane inwestycje sprawiły, że kurs akcji tej spółki spadł z ponad 4 złotych na początku roku, do niecałej złotówki. Początek procesu głębokiej restrukturyzacji przyniósł spółce wzrost wartości rynkowej, jednak sprawozdanie finansowe za pierwsze trzy kwartały 2018 roku nie napawa optymizmem. Spadek przychodów o 61.5% do 142.4 mln zł przy 46.6 mln zł skonsolidowanej straty netto jasno wskazują, że 2019 rok będzie dla tej spółki kluczowy.
FEERUM to jedna z tych spółek, której udało się osiągnąć wysoką dodatnią stopę zwrotu mimo, że cała branża znacznie w grudniu oberwała (średnia dla spółek z tej branży to -2.03% m/m). Podobną siłą, w obliczu słabości branży metalurgicznej, może pochwalić się jeszcze tylko FERRUM, dzięki wzrostowi wartości rynkowej o 10.23% m/m. Solidny wzrost kursu akcji FEERUM to ciągle zasługa dużego kontraktu na Ukrainie, który pozwoli liczyć na prawie dwukrotny wzrost przychodów w 2019 roku.
SELVITA wróciła na podium GIP60 po dłuższej nieobecności. Spółka z branży chemicznej, która w 2017 roku wykazała się najwyższym wzrostem wartości rynkowej spośród wszystkich polskich producentów z GIP60, w roku następnym głównie traciła na wartości, osiągając dno na koniec listopada 2018 roku. Znaczne ożywienie na akcjach tej spółki w grudniu może być dobrym prognostykiem w Nowym Roku.
Dramatyczne nastroje w polskim przemyśle
Wskaźnik PMI® dla polskiego przemysłu spadł w grudniu do 47.6 pkt, z 49.5 pkt w listopadzie. Jest to najgorszy wynik od kwietnia 2013 roku i wynika z najsilniejszego spadku nastrojów menedżerów logistyki w ocenie wielkości produkcji oraz nowych zamówień od czerwca 2009 roku. Dodatkowo, już piąty miesiąc z rzędu nastąpił spadek nowych zamówień eksportowych oraz zaległości produkcyjnych – podaje firma IHS Markit. Stawia to firmy produkcyjne w trudnej sytuacji, tym bardziej, że spowolnienie zaobserwowano w większości badanych krajów, w tym u naszych największych partnerów handlowych.
W Europie największy spadek PMI zanotowały Czechy z 51.8 w listopadzie do 49.7 w grudniu (-4,1% m/m), dołączając tym samym do grupy krajów z PMI poniżej 50 pkt. Do grupy należą jeszcze Włochy (49.2), Turcja (44.2), Polska (47.6) oraz Francja (49.7). Co ciekawe, spadek PMI nie dotknął jedynie Wielkiej Brytanii (54.2), Holandii (57.2) i wspomnianych Włoch (49.2), którym nie pomogło to wydostać się spod granicy 50 pkt, oddzielającej pozytywne nastroje od negatywnych.
„W pozostałych krajach świata, gdzie przeprowadzono badania, sytuacja wygląda podobnie. Godne uwagi są przede wszystkim spadek Chińskiego PMI z 50.2 do 49.7, a także fakt, że – poza nielicznymi wyjątkami – PMI spadł w grudniu w większości krajów świata. Obecna sytuacja jest oznaką zapowiadanego od wielu miesięcy spowolnienia, ale wcale nie musi oznaczać początku krachu. Tym bardziej, że z raportów GUS i Eurostatu wyłania się o wiele pozytywniejszy obraz sytuacji w sektorze produkcyjnym. Dodatkowo, co ważne dla cen akcji polskich producentów, spółki notowane na GPW są ciągle względnie tanie i kapitał odwracający się od zachodnich giełd może poprawić ich wyceny” – podsumował Zaręba.
Universal Robots w ubiegłym roku wprowadził na rynek nową linię robotów e-Series, przekroczył liczbę 27 000 sprzedanych cobotów i świętował 10 lat od sprzedaży pierwszego robota współpracującego na świecie – UR5. Z punktu widzenia polskiego rynku najważniejsze wydarzenia to uruchomienie biura technicznego w Katowicach – miejsca spotkań i szkoleń dla klientów, rozwój sieci partnerskiej oraz wzmocnienie zespołu. Do ekipy Universal Robots w Polsce dołączył Karol Habryka, inżynier wsparcia technicznego, a z dniem 2 stycznia 2019 także Daniel Niepsuj, który objął stanowisko inżyniera sprzedaży Universal Robots w Polsce.
„Równolegle wzmacniamy zespół Universal Robots w Polsce – zarówno bezpośrednio w organizacji, jak i po stronie naszych partnerów. Dostępność specjalistów Universal Robots, szkolenie dotyczące naszych cobotów: Akademia UR oraz uruchomiony w 2018 program Application Builder służący do zwizualizowania konkretnych aplikacji bardzo pomagają. Dzięki nim przedsiębiorcom i pracownikom łatwiej jest myśleć o robotyzacji jako o rozwiązaniu dla nich dostępnym i mogącym w krótkim czasie przynieść wymierne biznesowe korzyści” – mówi Slavoj Musilek, General Manager w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, Universal Robots.
Wzmocnienie sieci partnerskiej i świadomości na temat cobotów
Universal Robots rozwinął sieć partnerów zarówno o dystrybutorów, jak i integratorów. Wśród dystrybutorów jest obecnie 7 firm: 5sAUTOMATE, Adva, Bosky, Easycobots.com, Elmark Automatyka, Encon Koester i Jorgensen EasyTech. Z kolei zespół integratorów tworzy obecnie aż 15 firm – 4q Pawel Szuman, ABC Control, Adk System, BH AUTOMATYKA, Blue Robotics, Drim Robotics, Elautec, For Control Automatyka Przemysłowa, INNTEC, Izibotic, Metrica, M2M Team, P. A. Nova, Robotorium oraz RW Swiss Automation.
22 firmy działają na terenie całego kraju – w kolejnym roku Universal Robots zamierza dalej optymalizować sieć partnerów, zarówno pod kątem obsługiwanych segmentów przemysłu, jak i względów geograficznych.
„Nasi partnerzy – dystrybutorzy i integratorzy na co dzień spotykają się z klientami, są dla nich wsparciem w procesie robotyzacji. Jednocześnie, wraz z partnerami staramy się szerzyć wiedzę na temat nowych metod zwiększania konkurencyjności i rezultatów robotyzacji z wykorzystaniem robotów współpracujących. Firmy związane z różnymi segmentami przemysłu widzą, że są to rozwiązania uniwersalne, które w dość prosty sposób można dostosować do własnych potrzeb – mówi Marcin Gwóźdź, menedżer ds. rozwoju sprzedaży Universal Robots w Polsce.
Universal Robots uruchomił w ubiegłym roku wspólnie z partnerami cykl bezpłatnych warsztatów pod nazwą Seminar in the Box. Spotkania organizowane są dla niewielkich grup (maksymalnie 25 osób) i pokazują, czym są roboty współpracujące i w jakich procesach mogą wspierać przedsiębiorstwa. W 2019 roku Universal Robots będzie kontynuował tę inicjatywę. Szkolenia techniczne były i będą organizowane także w katowickim biurze firmy.
Robotyzacja w Polsce, regionie i na świecie – dane IFR
Według IFR, Polska jest rynkiem wschodzącym z przyspieszającym tempem instalacji robotów, zwłaszcza od roku 2014. Nasz rynek jest atrakcyjny szczególnie jeśli chodzi o produkcję w branży motoryzacyjnej, chemicznej oraz metalowej i maszyn. Zainteresowanie ze strony tych branż potwierdza także Universal Robots. Gęstość robotyzacji stale rośnie, jednak liczba robotów na 10 000 pracowników jest nadal niższa w porównaniu z Czechami, Słowacją i Węgrami – wynosi 36 jednostek na 10 000 pracowników (w branży automotive 165 jednostek na 10 000 pracowników, pozostałe branże: 24). W 2017 roczna sprzedaż robotów w Polsce wzrosła o 16% do rekordowej liczby 1891 jednostek. Łączną liczbę robotów zainstalowanych w Polsce IFR szacuje na około 11 400 jednostek (dane na koniec 2017). Według analityków IFR, jeżeli europejska gospodarka będzie nadal doświadczała wzrostu, w latach 2018-2021 bardzo możliwy jest wzrost instalacji robotów w Polsce na poziomie 15%-20%.
„Cały czas uważamy, że polski rynek jest w przededniu robotyzacji na dużą skalę. Robotyzacji sprzyja konieczność zapewnienia ciągłości i powtarzalności procesów przy niskim bezrobociu, a także rosnąca świadomość polskich przedsiębiorców” – puentuje Slavoj Musilek.
Dopiero co zakończony rok charakteryzował się przede wszystkim wzrostem cen. W 2018 r., zgodnie z przewidywaniami sprzed 12 miesięcy, ceny nieruchomości mieszkalnych w największych Polskich miastach poszybowały w górę. W Warszawie i Krakowie, jak podaje RynekPierwotny.pl, średnia cena za metr kwadratowy wzrosła o 12%, a w Gdańsku aż o 14%. Wszystko wskazuje na to, że w rozpoczynającym się roku możemy spodziewać się podtrzymania tego trendu, a na poprawę sytuacji klienta zainteresowanego zakupem mieszkania przyjdzie jeszcze trochę poczekać.
Niedobory kadrowe związane z odpływem siły roboczej na zachód i niewystarczająco szybkim napływem kapitału ludzkiego zza wschodniej granicy oraz stale rosnące koszty materiałów i robocizny wpłynęły na ceny mieszkań. To z kolei przesądziło o spadku sprzedaży, którą odczuła większość deweloperów na polskim rynku.
– Ze względu na brak dostępnej na rynku wykwalifikowanej kadry robotniczej, a także wzrost cen materiałów niezbędnych do ukończenia prac, ceny inwestycji idą znacząco w górę, nierzadko przekraczając koszty przewidywane na etapie planowania inwestycji – tłumaczy Bartosz Dąbrowski, prezes Techbud Kosztorysy, firmy zajmującej się kosztorysowaniem i przedmiarowaniem inwestycji budowlanych na terenie całego kraju. – Nie dziwi więc, że deweloperzy windują ceny, by zrekompensować sobie dodatkowe, nieprzewidziane wcześniej koszty.
Taka sytuacja wpływa na zachowania konsumentów, którzy niechętnie akceptują niewspółmiernie szybki wzrost cen, o czym świadczy spadek liczby sprzedanych mieszkań w stosunku do 2017 r. – jak szacuje JLL o około 10 tysięcy. Rynek mieszkaniowy zdecydowanie wyhamował, a zgodnie z przewidywaniami, nie ma żadnych podstaw by twierdzić, że w rozpoczynającym się roku ceny mieszkań utrzymają się na obecny poziomie lub spadną. Jak wynika z badania „Finansowy Barometr ING”, również większość Polaków spodziewa się dalszego wzrostu cen mieszkań. Osób, które tak twierdzą jest o 8 pp. więcej niż rok wcześniej.
Przewidywania Polaków potwierdzają eksperci, wskazują oni jednak na mniejszą dynamikę zmian w nadchodzących miesiącach. Intensywne wahania cen na rynku mieszkaniowym w 2018 r. sprawiły, że klienci mniej chętnie niż w latach ubiegłych podejmowali decyzję o zakupie mieszkania. Większe ceny sprawiają, że Polacy bardziej skłonni są do odsuwania decyzji o zakupie własnego mieszkania w czasie. Taka rezygnacja z zakupu własnej nieruchomości przez coraz liczniejszą grupę potencjalnych nabywców, może istotnie doprowadzić do znaczącego załamania się rynku. Dlatego zdaniem ekspertów ceny będą rosnąć, ale wolniej niż dotychczas.
– W przyszłym roku nie powinniśmy oczekiwać znaczących wzrostów cen mieszkań. Już teraz da się zauważyć, że pojawił się „sufit” i klienci zaczynają mieć opory związane z ceną – twierdzi Andrzej Gutowski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Ronson Development. – Oczywiście każda lokalizacja ma swoje prawa i wciąż w najlepszych dzielnicach elastyczność kupujących jest większa, ale można powiedzieć, że rynek osiągnął pewne maksimum.
Można więc przypuszczać, że pomimo zgodnie przewidywanych zmian w cenach mieszkań, sytuacja na rynku mieszkaniowym za 12 miesięcy będzie znacznie bardziej zbliżona do aktualnej, a różnice w cenach będą wyraźnie mniejsze niż pomiędzy 2017 a 2018 r. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, jak to spłaszczenie krzywej wzrostu cen wpłynie na możliwości i chęci nabywcze Polaków, których 24%, jak podaje „Barometr Finansowy ING”, już teraz deklaruje, że nigdy nie będzie mogła sobie pozwolić na zakup mieszkania na własność.
– Wzrost cen nie jest powodowany bezpośrednio przez brak wykwalifikowanej kadry pracowniczej czy rosnące koszty materiałów budowlanych – tłumaczy Bartosz Dąbrowski z Techbud Kosztorysy. – Jest konsekwencją wypadkowej tych czynników oraz nieprzykładania przez inwestorów odpowiedniej wagi do prac poprzedzających rozpoczęcie budowy, takich jak np. przedmiarowanie i kosztorysowanie czy weryfikacja generalnych wykonawców, którym decydują się powierzyć inwestycję. Wahania cen materiałów mogą być z pewną dokładnością przewidziane odpowiednio wcześniej, właśnie dzięki powierzeniu takich prac profesjonalistom. Korzystanie z narzędzi, jakie dają kosztorysy, pozwala minimalizować ryzyko wynikające z realizacji inwestycji, a co za tym idzie, odpowiednio wcześnie reagować na wahania cen – kończy Dąbrowski.
Grupa Murapol w minionym roku sprzedała 3,56 tys. lokali mieszkalnych, wypracowując wynik zbliżony do poziomu z 2017 roku.
W analizowanym okresie Murapol przekazał klientom 2,59 tys. lokali, czyli o ponad 125 proc. więcej r/r. W samym czwartym kwartale w wynikach finansowych firmy zostaną rozpoznane przekazania 1,39 tys. lokali, co jest rekordem w całej 17-letniej historii Murapolu.
Biorąc pod uwagę wyniki sprzedaży i przekazań mieszkań w 2018 roku Zarząd utrzymuje założenia strategiczne na kolejne 3 lata zakładające utrzymanie tych wielkości na powtarzalnym poziomie 3-3,5 tys. lokali.
SPRZEDAŻ
W minionym roku Grupa Murapol sprzedała 3 560 lokali mieszkalnych, w tym 3 018 na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych. W samym czwartym kwartale łączna sprzedaż wyniosła 869 lokali mieszkalnych.
Najwięcej, bo 545 mieszkań, Grupa sprzedała w Katowicach. Na drugim miejscu uplasował się Kraków z Wieliczką ze sprzedażą na poziomie 527 lokali mieszkalnych. 448 i 443 mieszkania znalazły nabywców odpowiednio w Łodzi oraz we Wrocławiu. Znaczącą sprzedaż lokali Murapol zrealizował także w Poznaniu – 391, Warszawie – 321 i Toruniu – 290.
Zgodnie z ogłoszoną strategią na lata 2019/2021+ Spółka chce utrzymać sprzedaż mieszkań na poziomie 3-3,5 tys. lokali rocznie.
PRZEKAZANIA
W minionym roku Grupa Murapol przekazała klucze do 2 593 lokali mieszkalnych, co oznacza wzrost przekazań o 1 443 mieszkań, czyli o ponad 125 proc. w stosunku do poziomu wypracowanego w 2017 roku. W samym czwartym kwartale br. Grupa przekazała klientom 1 388 lokali, co stanowi rekordowy wynik w historii firmy.
Najwięcej mieszkań zostało przekazanych klientom z Wrocławia – 612, Krakowa i Wieliczki – 513 oraz Warszawy – 388.
WPROWADZENIE DO OFERTY
Łącznie w całym 2018 roku Murapol zaoferował 3 217 nowych mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 139,9 tys. mkw., powstających w 20 projektach inwestycyjnych zarówno na głównych krajowych rynkach mieszkaniowych, tj. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi i Trójmieście, ale także w mniejszych lokalizacjach, takich jak Katowice, Gliwice, Tychy czy Wieliczka.
LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE
Na koniec 2018 roku portfel projektów w budowie Grupy Murapol był największy w dotychczasowej historii Grupy i obejmował 6 719 lokali o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 296,8 tys. mkw., powstających w 37 projektach. Największy udział w portfelu budowanych inwestycji ma rynek warszawski, gdzie powstaje 1 361 lokali, dalej plasują się Katowice z nieco ponad tysiącem mieszkań w budowie, a ok. 900 lokali jest realizowanych w Łodzi.
W efekcie dokonujących się w ostatnim czasie zmian polegających na koncentracji całego potencjału Spółki na jej podstawowej działalności – deweloperskiej, osiągnęła ona długookresową możliwość realizowania powtarzalnego poziomu przekazań, tj. 800 – 1 000 mieszkań kwartalnie.
BANK ZIEMI
Na dzień 31 grudnia 2018 roku Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi o wartości ponad 628,1 mln zł, pod budowę blisko 20,9 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 901 tys. mkw. Nieruchomości o wartości ok. 396,5 mln PLN netto stanowią własność Grupy oraz posiadają decyzje o pozwoleniu na budowę ponad 12,2 tys. mieszkań o łącznym PUM przekraczającym 539,6 tys. mkw. Pozostała część aktywnego banku ziemi to tereny inwestycyjne, które dostarczane będą do produkcji we właściwym czasie (just-in-time), obecnie objęte warunkowymi umowami przedwstępnymi, na których powstaną projekty nieruchomościowe, będące obecnie w toku postepowań pozwoleniodawczych, a zakładające budowę blisko 8,7 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej ok. 361,9 tys. mkw. Wartość zakontraktowanych tak nieruchomości wynosi blisko 231,6 mln zł.
Analizując założone plany sprzedaży oraz cele dotyczące przekazań mieszkań, zarząd Murapol SA oczekuje osiągnięcia relacji skonsolidowanego długu netto do skonsolidowanych kapitałów własnych w Grupie na poziomie poniżej 0,6x na koniec 2019 roku.
– Miniony rok był wyjątkowy dla Grupy Murapol pod wieloma względami. Rozpoczęliśmy go w nowym składzie zarządu, czemu towarzyszyło nowe podejście do biznesu, strategii działalności oraz decyzji inwestycyjnych. Przyświecająca nam wizja koncentracji wszystkich posiadanych zasobów na core businessie daje wyraźne i wymierne efekty. Wypracowane wyniki działalności operacyjnej potwierdzają trafność podjętych decyzji biznesowych, dlatego kolejne lata będą kontynuacją takiego, w naszej ocenie, najbardziej skutecznego podejścia. W długim okresie chcemy być postrzegani jako organizacja o stabilnej i zrównoważonej strategii rozwoju, konsekwentnie realizująca powtarzalne wyniki operacyjne. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.
Rok 2018 w branży nieruchomości bez wątpienia był czasem intensywnym. Wysoki popyt na nowe mieszkania sprawił, że wyniki sprzedażowe deweloperów pikowały, a liczba wprowadzanych do oferty inwestycji rosła. Z drugiej strony rosły też ceny nieruchomości ale to znacząco nie zniechęciło kupujących. Jaki więc będzie rok 2019? O to zapytaliśmy deweloperów realizujących inwestycje w Poznaniu.
Minione cztery kwartały na rynku mieszkaniowym bez wątpienia były czasem udanym choć nie obyło się bez utrudnień. Branża deweloperska borykała się z brakiem rąk do pracy, rosnącymi cenami materiałów budowlanych i robocizny. Wszystkie te elementy przełożyły się na wzrost cen ofertowych na rynku pierwotnym. Podwyżki pojawiły się we wszystkich największych miastach Polski, nie oszczędzając również Poznania. Tu średnia cena ofertowa za metr kwadratowy mieszkania deweloperskiego sięgnęła 7 tys. zł. Z drugiej strony korzystne stopy procentowe kredytów w połączeniu z rosnącymi przychodami z najmu zachęcały inwestorów do lokowania kapitału właśnie na rynku nieruchomości. O ocenę minionego roku, a także prognozy i plany inwestycyjne na rok 2019 zapytaliśmy przedstawicieli branży deweloperskiej realizujących projekty w Poznaniu. – Miniony rok na poznańskim rynku nieruchomości to czas sporych kontrastów. Z jednej strony za nami kolejny dobry rok z wysokim popytem znajdującym odzwierciedlenie w sprzedaży, z drugiej zaś mamy utrzymujący się wzrost kosztów budowy i dużą liczbę nowych inwestycji, co zaostrza konkurencję – mówi Iwona Chmielewska v-ce dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Monday Development. – Kolejne dwanaście miesięcy zapowiada się pracowicie. W II kwartale 2019 roku przekażemy właścicielom klucze do mieszkań w inwestycji Zielony Sołacz Tarasy. Ponieważ zainteresowanie inwestycją jest bardzo duże, spodziewamy się do tego czasu zakończyć sprzedaż ostatnich wolnych lokali w tym projekcie. Przez kolejny rok trwać będzie budowa osiedla Nowych Kosmonautów przy ulicy Serbskiej. Ofertę sprzedaży wkrótce uzupełnimy o drugi etap tej inwestycji. Nie obędzie się też bez wyzwań, albowiem przygotowujemy do realizacji nowy projekt w miejscu dawnych zakładów Wiepofama. Plan rewitalizacji terenu liczącego ponad 50 ha, to ogromne przedsięwzięcie nie tylko ze względu na jego skalę, ale także na zakres objęty projektem. Zakłada on bowiem zarówno postawienie nowoczesnych budynków mieszkalnych, jak i stworzenie przyjemnego miejsca do życia. Zbudujemy nową część dzielnicy Jeżyce z ulicami, deptakami, miejscami do wypoczynku i sąsiedzkich spotkań. – dodaje.
Pozytywnie miniony rok ocenia firma Budnex, która na poznańskiej Starołęce realizuje duże osiedle. W planach ma jednak jeszcze inne inwestycje. – Rok 2018 z pewnością możemy zaliczyć do udanych. Zakończyliśmy realizację I etapu inwestycji Starołęcka Dolina sprzedając niemalże wszystkie mieszkania. Dwa pierwsze budynki stanowiły zapowiedź dużego osiedla, które zrealizujemy w tym miejscu, a także stały się przyczynkiem do ożywienia Starołęki. Ten swoisty impuls do zmian na dotychczas mało eksploatowanym przez deweloperów terenie z pewnością możemy nazwać sukcesem, tym bardziej, że drugi etap tej inwestycji również cieszy się sporym zainteresowaniem – mówi Damian Mirek, Kierownik Biura Sprzedaży Budnex w Poznaniu – Choć wielu ekspertów patrzy na rok 2019 nieufnie, wypatrując spowolnienia na rynku nieruchomości, my jednak spodziewamy się okresu o porównywalnym potencjale sprzedażowym do roku 2018. Chociażby z tego względu przygotowujemy dwie nowe inwestycje. Jedną w Poznaniu, kolejną w Zalasewie. Choć są jeszcze na etapie projektowym, to liczymy, że przynajmniej jedną z nich uda się wprowadzić w 2019 roku do oferty sprzedażowej – dodaje.
O ile z perspektywy czasu i pomimo pewnych utrudnień mijający rok branża deweloperska może zaliczyć do udanych, o tyle ciężko oszacować co tak naprawdę przyniesie rok 2019. Eksperci wypatrują spowolnienia ale liczba realizowanych i planowanych przez deweloperów inwestycji tego nie zapowiada. To jak rozwinie się sytuacja pokażą najbliższe miesiące 2019 roku.
Baltic Power, spółka z Grupy ORLEN rozpoczyna badania środowiskowe oraz pomiary warunków wietrzności na obszarze posiadanej koncesji na morską farmę wiatrową na Bałtyku. W tym celu zawarta została umowa z Konsorcjum firm: MEWO S.A. oraz Instytutem Morskim w Gdańsku. Celem prac jest uzyskanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach przedsięwzięcia oraz określenie produktywności morskiej farmy wiatrowej.
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Znaczenie odnawialnych źródeł energii będzie rosło i nie możemy przegapić tej szansy na zrównoważony rozwój. Dlatego w zaktualizowanej strategii postawiliśmy również na rozwój energetyki niskoemisyjnej. Podpisanie umowy w zakresie badań środowiskowych i pomiarów warunków wietrzności to kolejny krok w pracach przygotowawczych zmierzających do budowy morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Już w maju 2018 r. PKN ORLEN powołał zespół specjalistów w celu przygotowania i realizacji projektu na wykonanie koncepcji technicznej budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Łączna moc tej inwestycji może wynieść nawet 1200 MW.
Przygotowania do budowy morskich farm wiatrowych stanowią jeden ze strategicznych kierunków rozwoju PKN ORLEN na najbliższe lata. Spółka jest już czwartym wytwórcą energii elektrycznej w Polsce, a posiadane aktywa, w tym dwa bloki gazowo-parowe w Płocku i Włocławku, stanowiłyby dobre źródło bilansowania farm wiatrowych w przypadku niedoborów mocy.
Uchwała NSA I FPS 2/16 z 24 października 2016 r. wywołała falę zażaleń na postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku VAT wydawane przez organy podatkowe w latach 2014-2016. Powoli zaczynają zapadać korzystne wyroki w tych sprawach, z czym przedsiębiorcy wiążą duże nadzieje. Jednak czy orzeczenia te są respektowane przez organy podatkowe?
Postanowienia o przedłużeniu zwrotu VAT z wadami
Problemy z otrzymaniem zwrotu VAT są na tyle powszechne i znane, że prawdopodobnie każdy już o nich słyszał. W związku z procederem wyłudzeń w podatku VAT organy podatkowe zaczęły coraz częściej wstrzymywać zwroty tego podatku i weryfikować ich zasadność w kontrolach i postępowaniach podatkowych. W celu dochowania ustawowych terminów do zwrotu podatku organy podatkowe zmuszone były wydawać odpowiednie postanowienia w tym zakresie i przedłużać na określony czas termin owego zwrotu. Niestety, postanowienia takie wskazywały w swej treści nagminnie, że termin zwrotu podatku VAT zostaje przedłużony do czasu zakończenia weryfikacji. Takie jedno postanowienie miało zatem wystarczyć aż do końca całej procedury weryfikacji zwrotu podatku, zwłaszcza że nie przysługiwało na nie zdaniem organów zażalenie. Tymczasem w dniu 24 października 2016 r. NSA wydał uchwałę, która pokrzyżowała plany organów skarbowych i przypomniała im w jaki sposób należy interpretować właściwe w tych sprawach przepisy.
Uchwała NSA i jej konsekwencje
NSA w swej uchwale potwierdził, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podatku VAT jest odrębne od trwającej procedury weryfikacyjnej i musi zawierać konkretną datę, do której zwrot taki zostaje wstrzymany. Co więcej, sąd wskazał, że doręczenie podatnikowi postanowienia po upływie takiego terminu (czy to ustawowego, czy już raz przedłużonego) jest bezskuteczne. Ponadto NSA zwrócił uwagę, iż na takie postanowienie służy zażalenie.
W obliczu korzystnej dla podatników uchwały NSA, organy podatkowe zaczęły masowo naprawiać błędy, a podatnicy składać zażalenia na wydane nawet przed laty postanowienia o przedłużeniu zwrotu podatku. Na Dyrektorów Izb Skarbowych spadł obowiązek weryfikacji tych postanowień, a że ich uchylenie skutkowałoby koniecznością dokonania zwrotu (pomimo trwającej merytorycznej weryfikacji jego zasadności), to uchylali postanowienia w części, gdzie brak było konkretnej daty i zmieniali te postanowienia, wyznaczając nową datę. Niektórzy podatnicy przyjęli do wiadomości takie rozwiązanie, inni nie. Ci drudzy składali skargi do sądów administracyjnych.
Korzystny wyrok i co dalej?
Obecnie sądy administracyjne stoją na stanowisku, że błędne lub nieprecyzyjne określenie terminu zwrotu podatku w postanowieniu o przedłużeniu terminu zwrotu podatku VAT, bądź niedoręczenie podatnikowi takiego postanowienia, choćby z wyznaczoną datą zwrotu, jednakże przed upływem terminu dokonania zwrotu podatku powoduje wadliwość konstrukcji tego przedłużenia, w związku z czym organ odwoławczy ma obowiązek uchylić dane postanowienie w całości. Co więcej, sądy te często uchylają od razu zarówno postanowienia organów drugiej instancji, jak i pierwotne postanowienia organów podatkowych. Przedsiębiorcy odetchnęli z ulgą, jednak w większości tych przypadków praktyka pokazuje, że organy podatkowe nie kwapią się do zrealizowania postanowień treści niekorzystnych dla siebie wyroków, co skutkuje najczęściej zaskarżeniem przez nie owych rozstrzygnięć do NSA, by zyskać na czasie, i jeśli organy podatkowe nie zakończyły jeszcze merytorycznie postępowań podatkowych, prawdopodobnie spróbują jak najszybciej wydać decyzję wymiarową określającą zobowiązanie podatkowe i w efekcie staną na stanowisku, że skoro decyzja została wydana, to i tak nie zwrócą już podatku. Oczywiście najrozsądniej byłoby zwrócić przedsiębiorcom pieniądze już teraz z uwagi na bieg odsetek liczonych, jak od nadpłaty podatku, wiedząc przecież, że wyroki w tych sprawach opierają się głównie na wspomnianej uchwale NSA, a szanse na wygraną przez organ podatkowy są niewielkie.
Co zrobić w takiej sytuacji?
Czas pokaże, w jaki sposób zachowa się fiskus, stojąc przed dylematem „oddać – nie oddać” podatek w sytuacji, kiedy NSA podtrzyma stanowisko sądu pierwszej instancji, z którego wynikać będzie naruszenie przepisów proceduralnych w zakresie prawidłowego przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT, przy jednoczesnym wprowadzeniu do obrotu prawnego przez organ podatkowy decyzji wymiarowej, która w zakresie merytorycznej weryfikacji zasadności zwrotu podatku VAT wskaże na uchybienia podatnika. Z jednej strony okaże się bowiem, że należy zwrócić przedsiębiorcy wstrzymywany podatek VAT z powodu upływu terminu do przedłużenia zwrotu owego podatku wraz z odsetkami, a z drugiej wynikać będzie, że nie należy go zwracać z powodu negatywnej weryfikacji owego zwrotu pod kątem merytorycznym.
Aby w praktyce zminimalizować ryzyko spotkania się z taką sytuacją, podatnik powinien upomnieć się zawczasu o swoje, i to najlepiej zaraz po uzyskaniu korzystnego rozstrzygnięcia w danej sprawie, a to poprzez wezwanie organu do zwrotu podatku VAT wraz z odsetkami w związku z wydanym korzystnym wyrokiem oraz zainteresowanie sprawą właściwe organy nadzoru skarbowego, jednocześnie składając wniosek o przyspieszenie postępowania przed NSA.
Nie należy również tracić z pola widzenia tego, co dzieje się w sprawie podatkowej, która w międzyczasie często jeszcze jest w toku. Aktywna postawa strony postępowania, przy wsparciu doświadczonego pełnomocnika, pozwoli na zwalczenie absurdalnej, nierzadko i profiskalnej argumentacji organów podatkowych, które walczą zaciekle w obronie swoich racji.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Rząd Theresy May przegrał głosowanie przygotowujące pod Brexit bez porozumienia z UE. Przedłużone rozmowy handlowej USA-Chiny. Szef Banku Światowego rezygnuje.
Porażka rządu przed Brexitem
Theresa May chciała w budżecie zapewnić sobie możliwość zmian w systemie podatkowym, gdyby doszło do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez umowy. Izba Gmin jednak w głosowaniu małą przewagą głosów odrzuciła taką możliwość. Skąd wziął się ten pomysł? Dla opozycji alternatywą dla ich zdaniem źle wynegocjowanej umowy brexitowej jest pozostanie w Unii Europejskiej. Dla Theresy May i konserwatystów alternatywą dla tej umowy jest twardy Brexit bez uzgodnień. Przygotowania do twardego Brexitu są zatem wywieraniem presji na opozycję by zgodzili się na kontrolowany brexit. Funt traci delikatnie po tych danych, ale widać, że inwestorzy czekają na konkrety. Te mają pojawić się już w połowie miesiąca. 15 stycznia odbędzie się głosowanie w sprawie umowy brexitowej.
Wojna handlowa
Konflikt pomiędzy USA a Chinami jest jednym z głównym tematów w światowej gospodarce. Nie może zatem dziwić, że rozmowy pomiędzy obydwoma państwami są uważnie śledzone. Dwudniowe spotkanie w Chinach zostało niespodziewanie przedłużone na trzeci dzień. Zdaniem obserwatorów jest to bardzo dobry sygnał. Gdyby nie ustalano czegoś naprawdę istotnego z pewnością skończyłyby się zgodnie z planem. Jest to bardzo ważny sygnał, gdyż 90 dniowy rozejm z grudnia w końcu się skończy. Donald Trump z typową dla siebie subtelnością zapowiedział wzrost cła z 10% na 25% na kolejne 200 miliardów dolarów wartości importu.
Zmiana prezesa Banku Światowego
Rezygnacja Jim Yong Kim-a pozornie nie ma wpływu na rynki walutowe. Pozornie, gdyż wielokrotnie w ostatnich latach to środki z organizacji międzynarodowych takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy stawiały państwa w kryzysach na nogi. Dobrym przykładem jest chociażby Ukraina czy Grecja, gdzie bardzo silnie był zaangażowany MFW. Kolejnego szefa BŚ wskażą najprawdopodobniej Amerykanie. Pytanie czy osoba wskazana przez Donalda Trumpa nie zmieni polityki banku. Szczególnie zaniepokojone mogą być Państwa u których problemy gospodarcze połączone są z brakami przestrzegania praw człowieka. Dobrym przykładem może być Turcja po ostatnich przemianach.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) zakładają, że w 2019 roku nastąpi spadek światowej koniunktury gospodarczej, osłabienie popytu zewnętrznego i mniejsza dynamika wzrostu polskiego eksportu. Wsparciem dla gospodarki będzie jednak silny popyt krajowy, determinowany przez dobrą sytuację na rynku pracy. Wzrost gospodarczy w Polsce, choć wolniejszy niż w 2018 r., powinien pozostać solidny – w szczególności w pierwszej połowie roku. Wpływ na sytuację gospodarczą Polski w 2019 roku będą mieć także PPK i ewentualny Brexit.
Wiele wskazuje na to, że stopy procentowe w Polsce przez kolejny rok zostaną utrzymane na dotychczasowym poziomie. Niższe ceny ropy naftowej oraz wciąż przytłumiona inflacja bazowa zdejmują bowiem z Rady Polityki Pieniężnej presję na zmianę dotychczas zapowiadanego kursu. Rosnące koszty innych surowców, materiałów oraz usług zewnętrznych nadal będą jednak stanowić wyzwanie z punktu widzenia działalności firm. Podwyżki cen energii elektrycznej, choć odsunięte w czasie w wyniku przyjętych rozwiązań legislacyjnych, pozostaną dodatkowym czynnikiem ryzyka dla przedsiębiorstw. Inwestycje w przyszłym roku będą natomiast napędzane w znacznej mierze przez wchodzące w etap realizacji projekty finansowane z funduszy europejskich.
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
„Coraz bardziej restrykcyjna polityka pieniężna głównych banków centralnych, dalsze podwyżki stóp procentowych w USA oraz zakończenie programu luzowania ilościowego w strefie euro, narastające tendencje protekcjonistyczne, zmiana sentymentu na rynkach finansowych gospodarek rozwiniętych oraz generalna dojrzałość bieżącego cyklu koniunkturalnego będą wpływać na gospodarczą sytuację Polski. Przyszły rok powinien być okresem względnej stabilizacji procesów zachodzących dotychczas na polskim rynku pracy. Bezrobocie osiągnęło na tyle niski poziom, że jego dalsze istotne obniżanie się jest mało prawdopodobne. Słabszy popyt na rynkach zagranicznych oraz ograniczenia podażowe wpłyną na wolniejszy wzrost zatrudnienia. W konsekwencji presja płacowa nie powinna się znacząco nasilać w stosunku do obecnie panującej sytuacji”– mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).
Coraz poważniejszym czynnikiem ryzyka z perspektywy polskiej gospodarki w 2019 r. będzie stopniowa liberalizacja polityki imigracyjnej innych krajów europejskich – w szczególności Niemiec, które coraz szerzej otwierają dostęp do swojego rynku pracy m.in. dla obywateli Ukrainy. Federacja Przedsiębiorców Polskich już wiele miesięcy temu sygnalizowała ten problem, proponując szereg konkretnych rozwiązań służących zatrzymaniu odpływu cudzoziemców z polskiego rynku pracy. Można natomiast spodziewać się kontynuacji przyrostu liczby obcokrajowców płacących składki w polskim systemie ubezpieczeń społecznych w przyszłym roku, gdyż wraz z wydłużaniem się czasu ich pobytu w Polsce, osoby te coraz częściej są zatrudniane na podstawie umów o pracę.
Brexit
Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską w dniu 29 marca 2019 r, jednak rośnie prawdopodobieństwo drugiego referendum w tej sprawie – co wcześniej było uznawane za całkowicie niemożliwe. Tak długo jak proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie miał uporządkowany charakter, polscy przedsiębiorcy nie powinni w przyszłym roku odczuć poważnych tego konsekwencji. Wynika to przede wszystkim z określonego w umowie ws. Brexitu okresu przejściowego, który ma trwać do końca 2020 r. Z uwagi na to, że Wielka Brytania jest trzecim największym partnerem Polski w eksporcie, celem migracji dla prawie 800 tys. Polaków, a także bardzo znaczącym odbiorcą usług – wpływ niekontrolowanego Brexitu na sytuację naszego kraju byłby bardzo istotny.
PPK
Od połowy 2019 r. w grupie największych firm, zatrudniających co najmniej 250 osób, zaczną funkcjonować pracownicze plany kapitałowe (PPK). Oznaczać to będzie start pierwszego działającego na tak dużą skalę programu długoterminowego oszczędzania, opartego o zasadę współfinansowania wpłat przez pracownika i pracodawcę, z udziałem zachęt ze strony państwa w postaci dopłat z Funduszu Pracy. Część spośród 3,3 mln potencjalnych uczestników pierwszego rzutu rozpocznie w przyszłym roku akumulację aktywów w ramach PPK, a inwestowane środki zaczną trafiać na polski rynek finansowy, zasilając gospodarkę dodatkowym kapitałem.
ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, opublikowała prognozy finansowe na 2019 r. Spółka prognozuje, że jej zysk brutto na akcję wyniesie w tym roku od 0,50 do 0,55 zł.
Zarząd ABS Investment S.A. przygotował i przyjął prognozę finansową na 2019 r. w zakresie zysku brutto na akcję. Prognoza ta zakłada osiągnięcie przez Emitenta na koniec 2019 r. zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 zł – 0,55 zł. Powyższa prognoza finansowa została sporządzona w oparciu o zakładane przez Zarząd Spółki wyniki z działalności inwestycyjnej i będzie ona podlegała bieżącej ocenie pod kątem możliwości jej realizacji. Zarząd ABS Investment S.A. przewiduje, że przyjęcie prognozy finansowej na ten rok wpłynie pozytywnie na realizowanie polityki inwestycyjnej, a tym i na wyniki finansowe tak jak to miało miejsce w poprzednich latach, w których Spółka publikowała prognozy.
„Zdecydowałem się na publikację prognoz na 2019 rok po przeglądzie spółek portfelowych, a w szczególności ich wycen rynkowych w zestawieniu z szacunkową wartością biznesową. W zeszłym roku nastąpiła niewiarygodna wręcz przecena małych i średnich spółek na GPW. ABS ma wyłącznie pozycję w takich spółkach notowanych oraz w nienotowanych. Słaba koniunktura na rynku, afery Getback oraz KNF sprawiły, że rynek przestał funkcjonować jak należy i stał się dysfunkcyjny. Doszło do niespotykanych już dawno sytuacji: wycen rynkowych poniżej wartości gotówki jaka jest w firmie czy wartości rynkowej na poziomie C/WK 0,2-0,3 i C/Z 3-4. W przypadku zdrowych firm w dłuższym terminie taka wycena jest bezzasadna. Warto również przypomnieć, że prognozy opublikowane przez ABS w latach 2015-2017 zostały zrealizowane.” – wyjaśnia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.
W akcjonariacie ABS Investment S.A. pojawił się w ostatnim czasie nowy znaczący akcjonariusz – Pan Daniel Tworek, który przekroczył próg 5% w ogólnej liczbie głosów Spółki. Nowy inwestor posiada 400.088 szt. akcji Emitenta, stanowiących 5,00% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA ABS Investment S.A. Zarząd Spółki ocenia, że pojawienie się nowego znaczącego akcjonariusza świadczy o dobrych perspektywach Spółki oraz jej atrakcyjnej wycenie rynkowej.
„Na początku 2019 r. otrzymaliśmy zawiadomienie o przekroczeniu progu 5% głosów przez nowego akcjonariusza. Jako Prezes i największy akcjonariusz jestem z tego faktu zadowolony. Aktualnie z jednej strony mamy spore rozdrobnienie akcjonariatu, bowiem 7 akcjonariuszy widnieje powyżej progu 5% udziału w ogólnej liczbie głosów, a z drugiej strony w ich rękach oraz w formie akcji własnych skumulowane jest ok. 70% wszystkich akcji.” – zakończył Prezes Jarosz.
ABS Investment S.A. koncentruje się na rozwoju spółek wchodzących w skład obecnego portfela inwestycyjnego. Liczba pozycji inwestycyjnych uległa zmniejszeniu i w najbliższym czasie możliwe są kolejne wyjścia z inwestycji. Zmniejszenie liczby pozycji powinno przełożyć się na wzrost efektywności prowadzonych działań nadzorczych oraz doradczych w odniesieniu do spółek portfelowych. ABS Investment S.A. liczy, że poprawa sytuacji rynkowej umożliwi osiągnięcie wyższych wycen rynkowych pakietów spółek portfelowych. Wyceny wielu notowanych podmiotów są obecnie na tyle atrakcyjne, że stwarzają okazję do przeprowadzenia bezpiecznych i perspektywicznych inwestycji oraz dokonania uśrednień cen nabycia.
Na początku 2018 r. Zarząd ABS Investment S.A. poinformował, że po przeprowadzonych rozmowach z Zarządem notowanej na rynku NewConnect spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. (BBC) podjął decyzję o przeanalizowaniu opcji strategii rozwoju Spółki polegającej na możliwości stworzenia Grupy Kapitałowej z BBC jako podmiotem zależnym lub połączenia się z BBC w drodze przejęcia tej spółki.
Polska gospodarka w 2018 roku mogła poszczycić się jednym z najwyższych wzrostów w Europie, co – przy mało sprzyjających okolicznościach zewnętrznych, jak i wewnętrznych – bez wątpienia należy uznać za sukces. W III kwartale 2018 roku nasze PKB wzrosło aż o 5,1 proc. rok do roku, utrzymując tym samym pozytywną tendencję z poprzednich kwartałów. Według ekspertów Aforti Holding najbliższe miesiące 2019 roku będą dużym wyzwaniem dla rodzimej gospodarki, co jest pokłosiem między innymi wielu spraw o charakterze ekonomicznym, nierozwiązanych w 2018 roku, a których finału należy spodziewać się w najbliższym czasie.
Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding / Grupa AFORTI
Według najnowszych prognoz, dynamika wzrostu polskiej gospodarki w I kw. 2019 roku spadnie do poziomu 3,5 proc., by stopniowo – wraz z upływem kolejnych miesięcy 2019 roku – odnotować na początku 2020 roku wartość zbliżoną do 3 proc. Ministerstwo Finansów jako główny powód spadków wskazuje słabnącą dynamikę konsumpcji prywatnej, będącą następstwem negatywnego wpływu inflacji na dochód rozporządzalny i wolniejszego przyrostu zatrudnienia.
To właśnie konsumpcja była w ostatnich kwartałach 2018 roku głównym motorem napędowym polskiego PKB, przy jednocześnie niewielkim poziomie inwestycji prywatnych. Co więcej, na pozytywnej koniunkturze w ograniczonym stopniu skorzystały przedsiębiorstwa, w których rosnące przychody były często pochłaniane przez coraz wyższe koszty działalności, w tym te pracownicze. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż bezrobocie znajdujące się aktualnie na najniższym w historii poziomie wymusza na przedsiębiorstwach konkurencję – w tym finansową – o nowych pracowników.
Z drugiej strony – brak wystarczających zasobów pracowniczych może uniemożliwiać polskim firmom dokonywanie kolejnych inwestycji, jak np. rozbudowy linii produkcyjnych, których zwyczajnie nie będzie mieć kto obsługiwać. Pierwszym alarmującym sygnałem dla polskiej gospodarki był listopadowy odczyt przemysłowego PMI, który spadając do poziomu 49,5 pkt, pierwszy raz od 2014 roku potwierdził pogorszenie warunków gospodarczych.
Ewentualne straty – wynikające z braku aktywności rodzimych przedsiębiorców – próbują nadrobić samorządy oraz instytucje rządowe, które dysponując potężnymi środkami unijnymi, znacząco aktywizują rynek dużych inwestycji, szczególnie tych infrastrukturalnych. Jednak także w tym przypadku należy zwrócić uwagę na duże opóźnienia w realizacji największych projektów oraz kolejne unieważnione przetargi. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, która wystąpiła już pod koniec poprzedniej perspektywy unijnej. Nałożenie się na siebie terminów realizacji wielu przetargów spowodowało drastyczny wzrost cen towarów, w tym np. mas bitumicznych i kruszyw. Z jednej strony doprowadziło to do upadłości części wykonawców i podwykonawców, realizujących już swoje zadania na placach budowy, a z drugiej spowodowało, iż przygotowane kilka lat temu kosztorysy inwestorskie stały się nieaktualne. W związku z tym budżety rozpoczynanych aktualnie, a planowanych dużo wcześniej inwestycji, są już co najmniej 2-3 razy wyższe. W samym tylko PKP PLK szacuje się, iż aby zrealizować całość planów potrzeba dodatkowych 10 mld złotych.
Sprawa Polska a Europa – rodzima gospodarka zagrożona spowolnieniem gospodarczym państw ościennych
Dużego zagrożenia dla polskiej gospodarki eksperci Aforti Holding upatrują w spowolnieniu gospodarczym krajów Europy Zachodniej, szczególnie Niemiec. Analizując ostatnie dane makroekonomiczne znad Renu, można zaobserwować pierwsze objawy zahamowania dynamiki rozwoju. W III kw. 2018 roku PKB Niemiec urósł jedynie o 1,1 proc. rok do roku, a w perspektywie kwartalnej spadł o 0,2 proc. Podobnie sytuacja wygląda, jeśli spojrzymy na indeks PMI, określający aktywność niemieckich przedsiębiorstw przemysłowych, który w listopadzie 2018 spadł do 51,6 pkt. Należy dodać, że wartość tego wskaźnika znajduje się od początku roku – tak w przypadku Niemiec, jak i w odniesieniu do całej strefy euro – w trendzie spadkowym. Jest to szczególnie ważne ze względu na to, że Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym polskich firm, którego udział w krajowym eksporcie sięga ok. 28 proc. Tym samym, spowolnienie na tamtejszym rynku bezpośrednio uderzy w rodzimych przedsiębiorców.
Spadki obserwujemy również w obliczanym przez Instytut Ifo wskaźniku nastrojów
w niemieckim biznesie, który w listopadzie 2018r. spadł do 102 pkt, kiedy jeszcze w styczniu bieżącego roku było to ponad 117 pkt. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku indeksu gospodarczego ZEW, który obrazuje sytuację w niemieckiej gospodarce. Grudniowy odczyt wyniósł -17,5. Mimo tego, że był on wyższy od rynkowych oczekiwań, nadal wskazuje na przewagę osób obawiających się spowolnienia gospodarczego w Niemczech.
Z perspektywy rozwoju polskiej gospodarki, w 2019 roku nie bez znaczenia pozostaje również wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur Unii Europejskiej, które – mimo dwóch lat negocjacji – nadal rodzi wiele wątpliwości. Poza Brexitem, pośredni wpływ na sytuację Polski może nieść również polityka międzynarodowa Donalda Trumpa, w tym wojna handlowa z Chinami. Także w tym przypadku, mimo kolejnych rozmów, ciężko oczekiwać szybkiego zakończenia konfliktu.
Podwyżka stóp procentowych w strefie euro padnie cieniem na krajowy rynek finansowy?
W 2019 roku szczególnie istotnym wydarzeniem z punktu widzenia instytucji finansowych może być z kolei pierwsza podwyżka stóp procentowych w strefie euro, która będzie jednoznaczna ze zwiększeniem rentowności całego sektora. Od kilku miesięcy inflacja w krajach ze wspólną walutą jest zbliżona do celów EBC, stąd bardzo prawdopodobne jest, iż po zakończeniu programu QE dojdzie w 2019 roku do pierwszych zmian głównych stóp procentowych. Europejscy bankierzy znajdują się jednak pod silną presją państw, szczególnie tych z południa Europy, które mimo szczytu koniunkturalnego znajdują się w kiepskiej sytuacji, a dodatkowe ograniczenie podaży pieniądza może nieść dla nich skrajnie negatywne konsekwencje. Nie zmienia to jednak faktu, iż decyzja EBC będzie mieć wpływ na działalność Narodowego Banku Polskiego. Ewentualne podniesienie poziomu stóp procentowych przez EBC zwiększa prawdopodobieństwo takiego samego ruchu ze strony NBP. Prognozy na 2019 rok wskazują jednak, iż zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami inflacja CPI w Polsce – mimo lekkiego przyśpieszenia – nie przekroczy celu określonego przez NBP. Stąd też w 2019 roku być może dojdzie do jednej podwyżki w III kw., jednak z drugiej strony zaskoczeniem nie będzie przesunięcie rozpoczęcia zacieśniania polityki monetarnej na 2020 rok.
Polska gospodarka z dobrymi prognozami na 2019 rok
Mimo szeregu zagrożeń, Polska gospodarka znajduje się obecnie w dobrej kondycji. Zarówno stan sektora prywatnego, jak i finansów publicznych pozytywnie wyróżnia się na tle pozostałych europejskich gospodarek, nawet tych ze starej Unii, jak choćby Włoch czy Hiszpanii. Powody ewentualnego spowolnienia gospodarczego wynikają więc raczej z przyczyn koniunkturalnych oraz tych zewnętrznych, które nie są bezpośrednio związane z naszym krajem. Co za tym idzie – można spodziewać się, że 2019 rok przyniesie niewielkie zahamowanie dotychczasowej, bardzo wysokiej dynamiki wzrostu, ale perspektywy rozwoju gospodarczego dla naszego kraju są dosyć dobre w ocenie ekspertów Aforti Holding.
Średnia siła nabywcza w Polsce w 2018 roku wyniosła 7 228 EUR na mieszkańca, czyli mniej więcej połowę średniej europejskiej. Dało to Polsce 29. lokatę w europejskim rankingu.
Kontrast między biednymi a bogatymi jest w Polsce szczególnie duży w porównaniu z innymi krajami Europy. Dochód rozporządzalny mieszkańców najuboższego z 380 polskich powiatów wyniósł mniej niż wynosi jedna trzecia dochodu mieszkańców najzamożniejszego powiatu.
Najwyższą pozycję wśród wszystkich powiatów w Polsce zajęła Warszawa, gdzie siła nabywcza była zdecydowanie najwyższa. Mieszkańcy powiatu stołecznego dysponowali siłą nabywczą o 87 proc. wyższą od średniej krajowej, wynoszącą niemal 95 proc. średniej europejskiej. Średnia krajowa dla siły nabywczej wystąpiła w powiecie kępińskim i mińskim. Mieszkańcy najbiedniejszego powiatu (przysuskiego) dysponowali siłą nabywczą wynoszącą mniej niż 60 proc. średniej dla Polski.
Należy podkreślić stale rosnącą różnicę pomiędzy regionami o największej i najmniejszej sile nabywczej w Polsce. W około 24 z 380 polskich powiatów siła nabywcza była co najmniej o 20 proc. wyższa od średniej krajowej. Z kolei w około 131 powiatach co najmniej o 20 proc. niższa. Dla porównania, w roku 2017 wyższa siła nabywcza wystąpiła w 22 powiatach, niższa – w 119.
Agnieszka Szlaska-Bąk, Client Business Partner w GfK, komentuje: „Dysproporcje w zamożności przełożyły się na zróżnicowanie w potencjale nabywczym w handlu detalicznym. Dużą rolę odegrały również koszty życia w poszczególnych klasach wielkości miejscowości oraz styl życia, który bezpośrednio przełożył się na wydatki mieszkańców na poszczególne kategorie zakupowe. Dane o sile nabywczej na kategorie zakupowe ujawniły znaczące różnice w regionalnej dystrybucji potencjału zakupowego.”
Informacje o badaniu
Badanie GfK Purchasing Power Europe 2018 dostępne jest dla 42 krajów europejskich, ze szczegółowymi danymi na temat regionów, do poziomu gmin i kodów pocztowych, wraz z idealnie dopasowanymi danymi dotyczącymi mieszkańców i gospodarstw domowych oraz mapami cyfrowymi.
Siła nabywcza rozumiana jest jako dochód rozporządzalny na mieszkańca po odjęciu podatków i darowizn na cele dobroczynne. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowana. Badanie GfK Purchasing Power opiera się na nominalnym dochodzie rozporządzalnym, podane wartości nie uwzględniają zatem inflacji. Badanie opiera się na danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów, podatków i świadczeń społecznych oraz na prognozach instytucji finansowych.
Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą do pokrycia wydatków na artykuły spożywcze, mieszkanie, usługi, energię, składki na prywatne plany emerytalne i ubezpieczenia oraz innych wydatków, takich jak wakacje, koszty przejazdów czy wydatki konsumpcyjne
Globalne obawy przed recesją łagodnieją z każdym dniem, a dodatkowo otrzymujemy pozytywne informacje w temacie negocjacji handlowych USA-Chiny. Waluty surowce zyskują, a porzucane są bezpieczne przystanie. Inwestorzy wciąż nie dają się ponieść emocjom, ale nadzieja wspiera apetyt na ryzyko.
Świeży optymizm zbudowały doniesienia z Pekinu, że rozmowy handlowe delegacji USA i Chin zostaną przedłużone o trzeci dzień, gdyż najwyraźniej czyniony jest postęp i są szanse na więcej ustaleń poprawiających relacje między stronami. Ciąg przyczynowo skutkowy między wojnami handlowymi a globalną recesją nie jest nikomu obcy, więc przerwanie łańcucha uczyni wiele dla wzmocnienia rynkowego optymizmu. Nie można jednak zapominać, że w rozmowach biorą udział delegaci niższego szczebla, więc na prawdziwy przełom nie ma co liczyć, ale rynki ucieszą nawet niewielkie kroki do przodu.
Inną sprawą zwracającą uwagę w ciągu ostatnich 24 godzin jest podkreślenie rozdźwięku w danych z USA z narracją budowaną przez rynki finansowe. Opublikowany wczoraj indeks nastrojów małych przedsiębiorstw NFIB maluje dużo bardziej optymistyczny obraz gospodarki niż można byłoby wyczytać z zachowania Wall Street. Indeks wciąż pozostaję blisko wieloletnich szczytów i sugeruje, że małe firmy dalej radzą sobie dobrze pomimo załamania rynku akcji czy ostrej krytyki Fed za zacieśnianie polityki pieniężnej. W komentarzu do danych napisano nawet podkreślono, że rynek akcji nie odzwierciedla całej gospodarki i małe firmy pokazują jej zupełnie inne oblicze. To potwierdza nasze wcześniejsze stanowisko, że rynki zapędziły się w ekstrapolacji spowolnienia ożywienia, a rzeczywista kondycja USA jest dużo lepsza. Zawsze ryzykiem jest, że pesymizm inwestorów zarazi przedsiębiorców i konsumentów (o co przy trwającym government shutdown jest łatwiej), ale póki co, to rynki muszą ochłonąć i spojrzeć na dane nie tylko w prostym schemacie, że odczyt w tym miesiącu jest niżej niż w poprzednim. Ten dysonans będzie ważny w kolejnych miesiącach dla oceny przyszłych działań Fed. Na ten moment Fed pauzuje cykl podwyżek dla uspokojenia rynków, mimo że gospodarka (NFP, ISM, NFIB) daje mu postawy, by kontynuować zacieśnianie.
Ostatnim razem w grudniu Bank Kanady odhaczył wszystkie możliwe punkty z listy „Co powinien zawierać gołębi komunikat?” Obawy o konflikty handlowe, hamowanie globalnego wzrostu, załamanie cen ropy naftowej, kłopoty kanadyjskiego sektora naftowego, słabnięcie inflacji. Rynek jasno odebrał przekaz i usunął z wyceny jakiekolwiek szanse na podwyżkę w 2019 r., a przy spadkowej spirali cen ropy naftowej USD/CAD znalazł się najwyżej od 1,5 roku. Przy takim punkcie odniesienia teoretycznie dziś Bank Kanady nie może być już bardziej gołębi. Przy obecnych nastrojach rynkowych (i odbiciu cen ropy) w komunikacie może pojawić się nieco nadziei na lepsze perspektywy gospodarcze. To budowałoby potencjał do odbicia dla CAD, gdyby nie fakt, że USD/CAD od szczytu opadł już o ponad 3 proc. To tworzy ryzyko, że teraz jastrzębia niespodzianka może być już w cenie, a rynek bardziej będzie wrażliwy na negatywne rewizje prognoz inflacji i wzrostu. Sądzimy, że CAD jest wciąż niedowartościowany, ale dziś po południu niewykluczona jest przejściowa realizacja zysków z ostatniej fali aprecjacyjnej.
Także dziś decyzję w sprawie stóp procentowych podejmuje Rada Polityki Pieniężnej i tutaj również zmiany kosztu pieniądza nie są spodziewane. Rozczarowujący spadek indeksu PMI dla przemysłu oraz niskie odczyty inflacji oddalające ja od celu NBP są wodą na młyn dla zwolenników neutralnego/gołębiego podejścia. Nie oczekujemy niczego interesującego po konferencji NBP i rynek racje też nie. Złoty pozostaje mało wrażliwy na wahania na rynkach zewnętrznych, co powinno sprzyjać stabilizacji EUR/PLN blisko 4,30.
Eksperci od dłuższego czasu alarmują, że sytuacja jest zła, a w przyszłości ma być jeszcze gorzej. Ich zdaniem, lawinowo będzie przybywać najstarszych dłużników. Wzrosną też kwoty zobowiązań i pojawi się więcej wniosków o upadłość konsumencką. Dziś głównym problemem są niskie emerytury, którym towarzyszą spore wydatki. Szczególnie są one widoczne w aptekach czy placówkach służby zdrowia. Jednak obecnie Państwo ma ograniczone możliwości reakcji ze względu na stan finansów. Podwyżka świadczeń w obecnym systemie oznaczałaby podniesienie składek emerytalnych pracowników bądź narzucenie dodatkowych podatków lub innego rodzaju obciążeń. Dlatego rząd powinien poważnie się zastanowić nad tym, co zrobić, żeby bardziej nie pogorszyć sytuacji. Znawcy tematu podpowiadają, że najprostszym rozwiązaniem byłoby postawienie na edukację seniorów.
Czarne chmury
Pułapka zadłużenia zamiast spokojnej starości – z tym scenariuszem ma do czynienia coraz więcej osób. Ze względu na trudną sytuację finansową zaciągają kredyty i pożyczki na różne cele. Jedną z najważniejszych pozycji wśród wydatków jest ta związana z problemami zdrowotnymi. W wielu przypadkach to właśnie koszty leków, leczenia czy rehabilitacji oznaczają spore kłopoty dla skromnego domowego budżetu.
– Badania pokazują, że seniorzy coraz częściej zadłużają się na podstawowe produkty i usługi, żeby przetrwać. Nie jest to bardzo duża grupa osób, ale z pewnością nie starcza im od pierwszego do pierwszego. Kwestia nie dotyczy tego, jak zarządzają swoimi finansami, tylko zbyt małych przychodów. I tutaj mamy poważny problem, zwłaszcza że społeczeństwo szybko się starzeje. Będzie przybywać emerytów, a świadczenia przynajmniej dla części nich są bardzo niskie – mówi dr Anna Hełka, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Katowicach.
Podstawowym zagrożeniem wynikającym z niewykupienia leków czy zaprzestania leczenia może być nagła śmierć, co podkreśla prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. Były wiceminister finansów zaznacza, że obecnie oczekiwany czas życia po przekroczeniu wieku emerytalnego jest dość wysoki, szczególnie dla kobiet. To oznacza, że wypracowane świadczenie dłużej stanowi źródło dochodu. Przyczyniły się do tego zmiany związane z wcześniejszym przechodzeniem na emeryturę.
– Moim zdaniem, będzie coraz gorzej. Wzrośnie liczba dłużników i wartość zadłużenia. Dziś wielkość średniej emerytury nie pokazuje nam, z jak dużymi problemami boryka się spora część polskich seniorów. Mają oni bardzo niskie świadczenia, a często żyją samotnie, więc np. czynsz opłaca jedna osoba. Jednocześnie starsi ludzie ponoszą spore wydatki na leki, leczenie czy rehabilitację – stwierdza ekonomista Marek Zuber.
W opinii prof. Gomułki, także coraz częściej będzie dochodzić do tzw. upadłości konsumenckich. To rozwiązanie zostało stosunkowo niedawno wprowadzone. Następuje, kiedy dana osoba nie ma środków do życia czy np. nieruchomości na obsługę długu. Zdaniem eksperta, ten scenariusz wymusi ostrożniejszą postawę instytucji udzielających kredytów czy pożyczek wobec osób starszych.
Ograniczone środki
– Wyjściowy problem w Polsce polega na tym, że mamy wysokie opodatkowanie pracy, które rodzi różne przykre konsekwencje w wielu obszarach. To powoduje, że pracownicy nie są w stanie oszczędzać na starość. Później więc emerytom brakuje pieniędzy na ich podstawowe potrzeby. Państwo im za dużo zabiera − analizuje prof. Robert Gwiazdowski z Uczelni Łazarskiego.
Według dr Hełki, jedynym wyjściem w tej sytuacji jest zwiększenie dochodów seniorów. Oznaczałoby to konieczność dłuższego wykonywania obowiązków zawodowych lub podwyższenie emerytur. Ten drugi wariant sprowadziłby się w zasadzie do późniejszego rezygnowania z pracy, ponieważ obecny system tego nie wytrzyma.
– Co rządzący mogą zrobić, żeby podwyższyć emerytury? W dzisiejszym systemie musieliby podwyższyć składki emerytalne tym, którzy je płacą. Jednak krok ten sprawi, że kiedy skończy się dobra koniunktura w gospodarce, to na rynku pracy będziemy mieć dwudziestoprocentowe bezrobocie. Dlatego powinniśmy kompletnie zmienić system ubezpieczeń społecznych, tzn. przestać się opierać na opodatkowaniu pracy, a świadczenia zacząć wypłacać z wpływów z innych podatków – dodaje prof. Gwiazdowski.
Natomiast Marek Zuber podkreśla, że państwu zaczyna brakować pieniędzy. Nie ma ich m.in. ze względu na realizowane programy, na czele z 500 plus. W obecnych realiach, bez podwyższenia składki emerytalnej, trudno sobie wyobrazić wygenerowanie istotnych środków, które zwiększą świadczenia dla seniorów. Ekspert zaznacza, że Polska nie może się zadłużać na dużą skalę w szczycie koniunktury, bo za chwilę to się źle skończy dla gospodarki.
– Być może rozwiązaniem jest mocniejsze zachęcanie seniorów do tego, żeby łączyli emeryturę z pracą. Obecnie nie każdemu z nich się to opłaca ze względu na przepisy, a dorobiliby sobie do otrzymywanego świadczenia. Jednocześnie zmniejszyłby się problem braku rąk do pracy przy tak niskiej stopie bezrobocia – proponuje ekspert z Uniwersytetu SWPS w Katowicach.
Szukanie recepty
Z analizy prof. Gomułki wynika, że rozszerzenie listy darmowych lub tanich leków dla seniorów oznaczałoby zbyt duży ciężar finansowy dla państwa. Główny ekonomista BCC wskazuje, że już dziś osoby starsze mają dostęp do wielu bezpłatnych lekarstw, również podczas pobytu w publicznym szpitalu. Podstawowa ochrona zdrowia jest finansowana przez podatników.
– Większość emerytów nie korzysta z prywatnej służby zdrowia, tylko czeka na pomoc z NFZ. Prawdopodobnie najgorzej jest więc z rehabilitacją. Kiedy starsza osoba zdecyduje na nią, bo musi, to oczekiwanie w kolejce w państwowej służbie zdrowia jest trochę bez sensu. Zapewne w takiej sytuacji seniorzy decydują się na zabiegi czy wizyty prywatne u lekarzy – zwraca uwagę prof. Robert Gwiazdowski.
Według eksperta z BCC, działania państwa powinny być ściśle związane z uświadamianiem, edukowaniem i ostrzeganiem starszego pokolenia. Jednak nie można administracyjnie ograniczać uprawnień podmiotów finansowych, ani też klientów korzystających z ich usług. Prof. Gomułka podkreśla, że obywatele mają prawo do podejmowania samodzielnych decyzji. Istotne jest, aby rozumieli konsekwencje swoich wyborów.
− Seniorzy pamiętają system, w którym właściwie się nie korzystało z pożyczek innych niż zakładowe. Te zobowiązania praktycznie same się spłacały. Starszym osobom brakuje wiedz, bo nie były socjalizowane ekonomicznie. Nie są więc w stanie wychwycić niekorzystnych zapisów w umowach, które często pojawiają się małym druczkiem. Dlatego często zaciągają bardzo drogie pożyczki, niekiedy zahaczające o działalność parabankową czy lichwiarską – zaznacza dr Anna Hełka.
Jak podkreśla Marek Zuber, dla banków wygodne jest obsługiwanie emerytów. Jeśli istnieje obowiązek ubezpieczenia długu, to nie ma lepszego płatnika, ponieważ regularnie otrzymuje on świadczenie z ZUS-u. Kiedy zaś klient umrze, to polisa pokrywa zobowiązanie. Z kolei prof. Gwiazdowski zauważa, że trochę się poprawia sytuacja dochodowa młodych. Dzieci i wnuki seniorów będą mogły aktywniej wesprzeć starsze pokolenia. I przed tym nie uciekniemy.
– Edukacji nigdy za mało. Oprócz tego typu działań, jedyną realną opcją jest nieco wybiórcze traktowanie problemu, tzn. pomaganie osobom znajdującym się w szczególnie trudnej sytuacji. Jednak ze wsparciem na poziomie opieki społecznej związany jest problem mentalny. Część seniorów nie chce zgłaszać się po środki do tego typu instytucji. Uznają bowiem taką pomoc za uwłaczającą. Ale obawiam się, że to jest jedyny kierunek, na który nas w taki istotny sposób stać – podsumowuje ekonomista Marek Zuber.
Coraz szerzej otwarte rynki pracy u naszych południowych sąsiadów stają się dla nas dużą konkurencją. Tylko w Czechach brakuje 214 tys. pracowników. W podobnej sytuacji jest Słowacja. Wyższe zarobki i zdecydowanie prostsze procedury mogą zachęcić pracujących w Polsce Ukraińców do stałej zmiany miejsca zamieszkania i pracy. Według niektórych ekspertów, utrata obcokrajowców zwiększy liczbę wakatów w naszym kraju do pół miliona i spowolni gospodarkę. Dodatkowo otwarcie Niemiec i innych państw UE na imigrantów zarobkowych może mieć fatalne dla nas skutki. Już dziś potrzebujemy siły roboczej z Azji. By nie doprowadzić do katastrofy, polski rząd powinien zrealizować swoje obietnice, w tym uprościć przepisy wjazdowe dla cudzoziemców i pozwolić im na długoterminowe pobyty. Zachęty są też potrzebne ze strony samych przedsiębiorców.
Gospodarka w dołku
Niska stopa bezrobocia i problemy ze znalezieniem Polaków zdolnych do pracy powodują, że przedsiębiorcy chętnie zatrudniają obcokrajowców, przede wszystkim z Ukrainy. Jest to coraz bardziej liczna grupa, którą polscy pracodawcy cenią za mobilność i gotowość do pracy. Według Pawła Wolniewicza, kierownika operacyjnego ds. cudzoziemców w Work Service, utrata kadr z Ukrainy przełożyłaby się na znaczne trudności z zapewnieniem odpowiedniej liczby osób do pracy w Polsce. Negatywnie może to również wpłynąć na terminowość realizacji usług wykonywanych przez polskich przedsiębiorców. Dlatego już teraz, coraz więcej firm zaczyna sięgać po pracowników z krajów azjatyckich. Wynika to także z faktu, że personel z Ukrainy podejmuje zatrudnienie w krajach sąsiedzkich – Czechach czy Słowacji.
– Perspektywa zmiany polityki zatrudnienia pracowników ze wschodu przez naszych sąsiadów będzie oznaczać nie tylko większą lukę kadrową, ale również bardzo poważny problem dla gospodarki. Szacunkowo w ciągu kilku miesięcy deficyt mógłby pogłębić się z poziomu 150 tys. do ponad 500 tys. wakatów. To realne ryzyko spowolnienia gospodarczego. Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, PKB straciłoby aż 1,6 procent, czyli 1/3 dynamiki wzrostu PKB z 2017 roku – mówi Artur Skiba, prezes firmy rekrutacyjnej Antal i ekspert BCC (Business Centre Club).
Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty FPP (Federacja Przedsiębiorców Polskich), luki kadrowej po odpływie ukraińskich pracowników nie zapełniliby ani polscy bezrobotni, których obecnie jest bardzo niewielu, ani też ludzie bierni zawodowo, oddaleni od rynku pracy. Stanęłyby prace na niektórych placach budowy, przemysł miałby większe opóźnienia w realizacji zamówień, a sektor usług i handlu doświadczyłby trudności z obsługą wszystkich klientów. Przyspieszyłby natomiast wzrost płac, ale w ślad za tym coraz szybciej zaczęłyby rosnąć ceny. Gospodarce groziłaby wizja dekoniunktury.
Sąsiedzka konkurencja
– Powoli stajemy się krajem tranzytowym dla pracowników z Ukrainy. Dobra koniunktura w Europie i spadające bezrobocie, powodują, że brakuje rąk do pracy. Nie tylko Niemcy, Czesi i Słowacy borykają się ze sporym deficytem. Te dwa ostatnie kraje już wprowadzają odpowiednie zmiany legislacyjne, by poważniej rywalizować z konkurencyjnymi rynkami. Znacząco zliberalizowały przepisy, tymczasem w Polsce zapowiedzi uproszczenia procedur wjazdowych pozostały pieśnią przyszłości – uważa Artur Skiba.
Z kolei Paweł Wolniewicz podkreśla, że w Polsce procedura uproszczonych oświadczeń wciąż zakłada jedynie 6-miesięczny okres zatrudnienia, podczas gdy w Czechach i na Słowacji już wydłużono ten okres nawet do 2 lat. W połączeniu ze stosunkową bliskością terytorialną i wyższymi niż u nas wynagrodzeniami kraje te stają się bardzo atrakcyjną alternatywą dla polskiej oferty. Łukasz Kozłowski jako przewagę południowych sąsiadów wskazuje też niższe koszty życia przy wyższych płacach.
– W Czechach zarobki są o około jedną trzecią wyższe niż u nas. Słowacja również może pochwalić się wyższą płacą – od 1200 do nawet 3000-4000 euro w przypadku wysoko wykwalifikowanych pracowników. Czeski program Režim Ukrajina skrócił procedurę do pół roku, niebawem dobije ona do 3 miesięcy. Łatwo tam o 90-dniową wizę, a następnie 24-miesięczną kartę pracy. Dzięki nim w tym roku 20 tys. pracowników będzie mogło legalnie rozpocząć pracę – informuje prezes firmy Antal.
Główny ekonomista FPP wskazuje, że łączny potencjał rynków czeskiego i słowackiego jest ok. 2,5-krotnie mniejszy od polskiego. Dlatego te kraje nie są w stanie samodzielnie przejąć dużej części pracowników ukraińskich przebywających obecnie w Polsce. Jednak w połączeniu z liberalizacją dostępu do rynków pracy dla cudzoziemców w innych krajach, mogą stanowić istotne wyzwanie dla realizacji celów polskiej polityki migracyjnej.
Zarobki najważniejsze
– Polska obecnie jest uważana przez inwestorów zagranicznych za atrakcyjne miejsce uruchomienia produkcji. Przedsiębiorcy zwracają uwagę na konkurencyjnie niższe koszty personalne i samej produkcji. Jednak brak zasobów kadrowych może wpłynąć na decyzje o uruchomieniu produkcji nie w Polsce, a właśnie w Czechach lub na Słowacji. Kraje te wykazują zainteresowanie nie tylko osobami z Ukrainy, które pracowały już w Polsce, ale także pracownikami podejmującymi pierwszy raz decyzję o migracji zarobkowej. Przedsiębiorcy z tych państw już organizują spotkania rekrutacyjne na Ukrainie i poszukują agencji pośrednictwa do współpracy – twierdzi Paweł Wolniewicz.
Wzrost gospodarczy u naszych południowych sąsiadów przełoży się na inwestycje. Jednocześnie bardzo niska stopa bezrobocia w Czechach połączona z jednym z najwyższych w UE współczynnikiem zatrudnienia sprawiają, że czeskim pracodawcom coraz trudniej znaleźć ręce do pracy. Jak podkreśla Artur Skiba, tamtejszym przedsiębiorstwom brakuje ok. 214 tys. pracowników, a w urzędach pracy zarejestrowanych jest 265 tys. ubiegających się o stanowiska osób. Dalszy rozwój spowoduje, że po raz pierwszy będzie tam więcej wolnych miejsc pracy niż bezrobotnych.
W opinii Pawła Wolniewicza, Czechy i Słowacja to zdecydowanie alternatywa dla Polski. Dlatego nasz rząd powinien iść w ślady sąsiadów i ułatwić cudzoziemcom oraz polskim przedsiębiorcom zasady współpracy. Takich zmian oczekuje się od bardzo dawna, ale to dopiero początek drogi. Polska już teraz potrzebuje wsparcia zasobów ludzkich, np. z krajów azjatyckich.
– Na poprawienie tej sytuacji może wpłynąć jasna i konsekwentna polityka migracyjna. Musimy określić ilu pracowników, o jakich kwalifikacjach potrzebujemy w ciągu najbliższych lat i opracować odpowiednią strategię działania. Dużą rolę odgrywają również ułatwienia ze strony samych pracodawców – dodatkowe benefity, pomoc w znalezieniu zakwaterowania, a nawet częściowa lub czasowa refundacja poniesionych kosztów – uważa prezes spółki Antal.
Podsumowując, główny ekonomista FPP wskazuje, że otwarcie rynku pracy dla Ukraińców w Czechach i na Słowacji stanowi dla nas znacznie mniejsze zagrożenie niż przyjęcie ich w Niemczech. Już teraz jest to preferowany przez nich kierunek emigracji. Bliskość kulturowa czy językowa odgrywają bowiem drugorzędną rolę w stosunku do wysokości wynagrodzeń. To poziom oferowanych płac jest głównym magnesem przyciągającym imigrantów zarobkowych. I dlatego najbardziej powinniśmy się obawiać zmian w niemieckiej polityce imigracyjnej.
Nowa ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych wprowadza radykalne zaostrzenie kar, które mogą być nakładane na spółki, stowarzyszenia czy fundacje. Kara może wynieść 30 mln zł, a w szczególnych przypadkach może zostać podwyższona nawet dwukrotnie.
Projekt ustawa zakłada także wprowadzenie nowych, dodatkowych kar, takich jak zakaz uczestniczenia w przetargach publicznych. Taki zakaz może też dotyczyć prowadzenia reklamy.
– Najbardziej dotkliwą nową karą może być kara rozwiązania podmiotu zbiorowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Katarzyna Witkowska-Moździerz, adwokat z Crido Legal J.Ziółek i Wspólnicy sp. Komandytowa. – Taka kara będzie uderzać w interesy współwłaścicieli, a więc także akcjonariuszy czy współudziałowców.
Skarb Państwa będzie wówczas przejmował na własność majątek spółki. Ma to być sytuacja wyjątkowa, ale nie wiadomo co to oznacza w praktyce. Brakuje nam orzecznictwa w takim zakresie. Natomiast zakres nowych uprawnień, które uzyskają prokuratorzy, jest bardzo duży.
Listopadowa konferencja November Credit & Collection Days organizowana przez Polski Związek Zarządzania Wierzytelnościami już tradycyjnie była okazją do podsumowania minionego roku w branży. Wprowadzenie unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych – RODO, prace nad przyjęciem Code of Conduct, czyli dokumentu regulującego działalność firm windykacyjnych w Europie, dyskusja nad planowanymi zmianami legislacyjnymi, bezpośrednio wpływającymi na rynek wierzytelności, to tylko kilka najważniejszych wydarzeń, którymi w 2018 r. żyli nie tylko Członkowie PZZW, ale i cały sektor zarządzania należnościami w Polsce. Co go czeka w 2019 r.?
November Credit & Collection Days 2018, czyli jak przeciwdziałać ryzyku kredytowemu i postępować etycznie
Piotr Badowski, Polski Związek Zarządzania Wierzytelnościami
Wśród firm windykacyjnych i innych podmiotów działających na rynku zarządzania wierzytelnościami November Credit & Collection Days (NCCD) są już doskonale rozpoznawalną marką. Goście nie zawiedli i tym razem. V edycja konferencji poświęconej aktualnym problemom sektora finansowego, w tym branży windykacji w Polsce i za granicą oraz przeciwdziałaniu ryzyku kredytowemu, odbywająca się tym razem pod hasłem „Kryzys – czas na zmiany”, cieszyła się dużym zainteresowaniem uczestników. Wśród nich znaleźli się przedstawiciele firm windykacyjnych, doradczych, faktoringowych, pożyczkowych, kancelarii prawnych, ubezpieczycieli należności czy dostawców usług IT. – Występujący liderzy branży oraz eksperci, m.in. przekonywali, że kryzys w przedsiębiorstwie także przynosi szansę na rozwój, trzeba ją tylko dostrzec i umiejętnie wykorzystać. Poza tym, omówione zostały najciekawsze, aktualne zagadnienia dotyczące rynku finansowego, wiadomości z branży leasingowej oraz sposoby alternatywnego finansowania firm – komentuje Piotr Badowski, Prezes PZZW, organizator November Credit & Collection Days 2018.
Dzień przed rozpoczęciem konferencji, czyli 14 listopada, po raz pierwszy zostało zorganizowane Forum Windykacyjne, nowa platforma wymiany opinii i wiadomości dla przedstawicieli branży. Wydarzenie ważne dla firm członkowskich należących do PZZW, ale również istotne dla całego, polskiego sektora zarządzania wierzytelnościami. Podczas Forum powołano Grupę Roboczą pod przewodnictwem Krzysztofa Sołkiewicza, która rozpoczęła prace nad nowelizacją Kodeksu Postępowania i Etyki Rynku Zarządzania Wierzytelnościami PZZW. Forum Windykacyjne było też okazją do podsumowania prac Komisji Legislacyjnej działającej przy PZZW oraz ustalenia jej harmonogramu działań na najbliższe miesiące. – Doskonała frekwencja i bardzo pozytywne reakcje uczestników Forum Windykacyjnego, są dowodem na to, że takie spotkania są potrzebne, szczególnie, kiedy zależy nam na podsumowaniu bieżących wydarzeń oraz zaplanowaniu działań na przyszłość – uważa Radosław Cieciórski, radca prawny, Członek Zarządu PZZW kierujący pracami Komisji Legislacyjnej PZZW.
Branża oceniła pierwsze półroczne obowiązywania rozporządzenia RODO
Unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych – RODO, obowiązujące od końca maja zeszłego roku, jak każde nowe prawo, szczególnie takie, które ma godzić interesy wielu podmiotów, na początku budziło wiele wątpliwości i rodziło pytania o swoją efektywność. Ta kwestia jest również ważna dla polskiej branży zarządzania należnościami, nie dziwi więc, że dyskusja nad efektami wdrożenia RODO znalazła miejsce w programie listopadowego Forum Windykacyjnego.
– Działalność firm windykacyjnych, zresztą, jak i cały proces zrządzania wierzytelnościami, jest nierozerwalnie związany z gromadzeniem i przetwarzaniem danych osobowych, dlatego PZZW włączył się w prace nad przygotowaniem Code of Coduct, który został przyjęty w październiku zeszłego roku. To dokument stanowiący zbiór wytycznych dla firm z branży, dotyczących właściwego postępowania z danymi osobowymi, zgodnie z RODO. Został opracowany przez FENCA (Federation of European National Collection Associations). Cieszymy się, że zakończyliśmy ten projekt, ważny nie tylko z punktu widzenia naszej organizacji, ale również dla firm z sektora zarządzania należnościami w całej Europie
– przytacza Radosław Cieciórski, PZZW.
Podsumowując miniony rok, nie można zapomnieć o dwóch innych wydarzeniach zorganizowanych przez PZZW. Pierwsze z nich to April Consumer & Credit Days (ACCD). Konferencja poruszała tematykę związaną z nadchodzącymi trendami gospodarczymi, bieżącymi zmianami prawnymi (m.in. zaliczki komornicze, przedawnienia), innowacyjnymi rozwiązaniami i narzędziami IT wspierającymi branżę finansową. Drugim z nich był czerwcowy Zjazd Firm Zarządzania Wierzytelnościami. Podczas Walnego Zgromadzenia Członków PZZW uchwalony został nowy statut organizacji oraz podjęto wiele decyzji kluczowych dla rozwoju Związku.
Rok 2019, czyli co przed nami
– Ostatnie dwanaście miesięcy w historii PZZW należy zaliczyć zdecydowanie do udanych. Na pokładzie powitaliśmy kilkanaście nowych firm członkowskich. Dwie konferencje poświęcone aktualnym problemom rynku zarządzania wierzytelnościami w sektorach B2B i B2C, czyli NCCD i ACCD kolejny raz okazały się wielkim sukcesem i umocniły swoją opinię jako ważnych wydarzeń w branży zarządzania wierzytelnościami, na których po prostu trzeba być obecnym. Pierwszy raz organizowane Forum Windykacyjne okazało się być potrzebną inicjatywą, która w przyszłości będzie kontynuowana, ponieważ wiemy, jak istotna jest integracja środowiska oraz wspólne dyskusje nad problemami czy zjawiskami, które dotykają całą branżę. Dlatego, nie tylko organizujemy, ale również jesteśmy patronem wydarzeń, którym przyświeca taki cel. W minionym roku była to np. Konferencja Windykacja 2018. Wyjątkową inicjatywą, w której również braliśmy udział była I edycja szkolenia Windykacja w Praktyce, podczas którego uczestnicy zdobyli praktyczną wiedzę na temat wybranych aspektów wiązanych z windykacją należności – wylicza Piotr Badowski, Prezes PZZW.
Co przyniesie przyszłość? Rok 2019 dla organizacji zapowiada się nie mniej pracowicie. Na pierwszą część roku PZZW zaplanował kontynuację prac związanych z opracowaniem nowego Kodeksu Postępowania i Etyki Rynku Zarządzania Wierzytelnościami, który zgodnie z założeniami ma zostać przyjęty przez Członków PZZW w czerwcu. W odpowiedzi na wyzwania, jakie przed branżą stawia obecnie nowoczesna technologia, PZZW szykuje nową inicjatywę, która będzie przybliżała zainteresowanym podmiotom wspomnianą tematykę. – Już w połowie lutego ruszają organizowane przez nas śniadania technologiczne, czyli kolejna platforma wymiany pomysłów i idei dla podmiotów z branży. Nie chcemy, aby przybrały one postać spotkań, podczas których firmy z sektora IT będą oferować swoje produkty i usługi. W założeniu śniadania technologiczne mają stanowić kreatywne „burze mózgów”, które pozwolą firmom technologicznym wyjść naprzeciw oczekiwaniom branży zarządzania wierzytelnościami, a jej przedstawicielom dowiedzieć się o nowych rozwiązaniach i możliwościach z obszaru IT, które przyczynią się do rozwoju – zdradza Prezes PZZW.
W nowym roku PZZW zapowiada również kontynuację swoich flagowych projektów, ale w nieco odświeżonej formule, np. kolejną edycję April Consumer & Credit Days, o której już wiadomo, że odbędzie się w dniach 25-26 kwietnia. Nieodłączną częścią działalności PZZW jest aktywność legislacyjna.
– Będziemy włączać się w prace nad kolejnymi, przygotowywanymi zmianami w ustawodawstwie. Najważniejsze zmiany prawne, które również będą analizowane przez Komisję w 2019 r. to: nowelizacje niektórych ustaw przeciwdziałających zatorom płatniczym, zmiany dotyczące prawa podatkowego oraz przekazana Prezydentowi RP do podpisu ustawa o Krajowym Rejestrze Zadłużonych. Trzymając rękę na pulsie, będziemy także obserwować i komentować pierwsze efekty nowych regulacji mających wpływ na rynek zarządzania wierzytelnościami, które zaczną obowiązywać już niedługo. W tym kontekście należy przede wszystkim wymienić nowelizację ustawy o komornikach sądowych i ustawy o kosztach komorniczych, które są ogromnym wyzwaniem dla całego środowiska, ponieważ mogą negatywnie wpłynąć na skuteczność postępowań egzekucyjnych – zaznacza Radosław Cieciórski, radca prawny, Członek Zarządu PZZW kierujący pracami Komisji Legislacyjnej PZZW.
W trudnej sytuacji znajdą się również firmy, które nie potrafią samodzielnie odzyskać swoich należności. A o tym, jak znaczący jest to problem, przekonuje, chociażby badanie przeprowadzone przez jedną z firm zrzeszonych w PZZW, według którego już blisko 60 proc. polskich firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw spotyka się z problemem niepłacących w terminie kontrahentów, a ponad połowa jest zmuszana zaakceptować wbrew swojej woli dłuższe terminy płatności. Wśród uchwalonych zmian są bowiem również takie, które dotyczą sytuacji wierzycieli, czego nie wszyscy są świadomi – Przykładowo, przyjmowanie spraw przez komornika spoza jego rewiru (z wyboru wierzyciela) może być bardzo ograniczone. Co więcej, ustawodawca nakłada na wierzycieli dodatkowe obowiązki. W PZZW liczymy się z tym, że wraz z momentem obowiązywania wspomnianych ustaw, do naszej organizacji napłynie wiele pytań, kierowanych zarówno przez klientów firm windykacyjnych, jak i samych podmiotów z branży o to, jak rozumieć poszczególne zapisy nowego prawa. Nasza Komisja Legislacyjna będzie starał się rozwiewać wszelkie wątpliwości i reagować na ewentualne pojawiające się głosy, mówiące o tym, że jest potrzeba wprowadzenia kolejnych zmian w ustawodawstwie, by w pełni zadbać o interesy wszystkich stron zaangażowanych w proces odzyskiwania należności – dodaje Radosław Cieciórski.
Jak zaznacza Marcin Nakielski z Alektum Sp. z o.o, firmy członkowskiej PZZW, bez wątpienia w I kwartale 2019 r. branża zarządzania wierzytelnościami będzie również żyła nowelizacją pakietu ustaw dotyczących ograniczenia zatorów płatniczych, która zgodnie z zapowiedziami ma zostać przyjęta już w pierwszym półroczu nowego roku. Wśród wielu zmian, znowelizowane prawo m.in. przewiduje skrócenie okresu, w którym przedsiębiorca może zalegać z zapłatą. Chodzi o: wprowadzenie 60 – dniowego limitu na uregulowanie przez dużego kontrahenta jego zobowiązania wobec mniejszego podmiotu i 30 – dniowego na zapłatę faktury na rzecz przedsiębiorstw, w przypadku instytucji publicznych. – Zatory płatnicze są problemem polskiej gospodarki, na którym tracimy wszyscy. Jeżeli firma X nie płaci firmie Y w terminie, to prawdopodobne, że ta druga zacznie mieć problem z zapłaceniem kolejnym, np. swoim podwykonawcom. Co więcej, nieopłaceni na czas kontrahenci również po jakimś czasie mogą nie być w stanie uregulować zobowiązań wobec swoich partnerów biznesowych. Brak płynności finansowej uniemożliwia przedsiębiorstwom rozwój i prowadzenie nowych inwestycji. Z kolei brak takiej aktywności oznacza brak podatków trafiających do państwowej kasy, co z czasem odczuwają wszyscy obywatele. Dlatego cieszy nas każda inicjatywa, która w założeniu ma nie dopuszczać do pogłębiania się spirali długów firm działających na polskim rynku i prowadzić do ograniczenia zjawiska zatorów płatniczych. Nie wszyscy są do końca świadomi, że w codzienną działalność firm z branży windykacji, takich jak np. Alektum jest nie tylko wpisana praca na rzecz klientów, czyli odzyskiwanie należności, ale również przyczynianie się do „uzdrowienia” naszej gospodarki. To podejście nie zmieni się również w 2019 r.
Czterocyfrowe podwyżki co roku? W niektórych branżach to już praktycznie standard. Sprawdziliśmy, które zawody gwarantują największy i najbardziej dynamiczny wzrost wynagrodzeń.
Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnia płaca wzrosła w listopadzie 2018 roku o 7,7 proc. i wyniosła 4966,61 zł. W porównaniu z ubiegłym rokiem to o 356 zł więcej. Są jednak branże, w których ta dynamika jest znacznie większa. Z raportów płacowych oraz danych szacunkowych za 2018 rok firmy Antal, udostępnionych na prośbę Kodilla.com, wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat zarobki w niektórych profesjach wzrosły nawet o 8 tys. zł!
Kto dyktuje warunki płacowe?
Najwyższa dynamika wzrostu wynagrodzeń dotyczy wyższej kadry zarządzającej. Średnie zarobki dyrektorów czy managerów w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosły bowiem z 15 do 23 tys. zł, zatem aż o 8 tys. zł!
W bardzo dobrej sytuacji są także programiści. Ich zarobki od 2014 roku wzrosły średnio o 4 tys. zł. Co ciekawe, największe oczekiwania względem wynagrodzeń w branży IT obserwowane są wśród osób dopiero rozpoczynających karierę, tzw. juniorów, którzy zgodnie z danymi Antal w 2018 roku zarabiali średnio 8 tys. zł brutto (na stanowisku Junior Java Developer).
– Podczas gdy absolwentów kierunków IT nadal brakuje, zapotrzebowanie na programistów wciąż rośnie. Wszystko to przekłada się oczywiście na zwiększoną presję płacową. Dlatego firmy coraz częściej decydują się na inwestycje w mniej doświadczonych specjalistów, stawiając na dedykowane dla nich programy rozwojowe. Jednocześnie świadomość na temat wynagrodzeń jest już tak duża, że coraz częściej także osoby dopiero zaczynające karierę w IT dyktują warunki finansowe, oczekując pensji wyższej o przynajmniej 15-20 proc. od przyjętego standardu – komentuje Urszula Dębniak, senior consultant IT services w Antal.
Tę tendencję potwierdza Marcin Kosedowski, szef marketingu w szkole programowania online Kodilla.com: – Jeszcze 2 lata temu, kiedy rozmawialiśmy z firmami programistycznymi o szansach na zatrudnienie juniorów, większość z nich zainteresowana była współpracą wyłącznie z najbardziej doświadczonymi specjalistami, tzw. seniorami. Rok temu te same firmy poszukiwały już osób ze średnim doświadczeniem oraz juniorów. Dziś niektóre z nich są gotowe szkolić własnych pracowników, pracujących w innych działach, ale posiadających predyspozycje do pracy na stanowisku IT. Zapotrzebowanie jest tak duże, że akceptują nawet czas trwania takiego szkolenia, wynoszący średnio od 6 do 12 miesięcy. Choć to jeszcze wyjątki, to właśnie te firmy za rok, dwa będą w najbardziej komfortowej sytuacji, podczas gdy inni nadal będą walczyć o programistów żonglując pensjami i benefitami.
Kto jeszcze może liczyć na czterocyfrowe podwyżki?
Dane Antal pokazują, że bardzo duże, czterocyfrowe wzrosty wynagrodzeń odnotowują także specjaliści ds. księgowości i kontrolingu. Dla przykładu – minimalna pensja starszego księgowego w 2017 roku wynosiła 6,5 tys. zł, a rok później – już 8 tys. zł, z kolei analityk finansowy/młodszy kontroler w 2018 roku zarabiał już nie 6,5 a 7,5 tys. zł.
Szczególnie wysoką dynamiką płacową cieszą się specjaliści/eksperci ds. cen transferowych, którzy w roku 2017 zarabiali średnio 9,5 tys. zł, a w roku 2018 otrzymywali już 11,5 tys. zł. Zostało to spowodowane zmianami w prawie podatkowym i nowymi obowiązkami nałożonymi na firmy, których te przepisy dotyczą.
W ubiegłym roku sporo działo się również w innych branżach. Pensje inżynierów i automatyków wzrosły z 8 do 10 tys. zł, inżynierowie procesu z tego samego pułapu wskoczyli na 11 tys. zł, a specjaliści ds. planowania i logistyki z 7 na nawet 10 tys. zł.
Duże deficyty kadrowe obserwowane są również w branży SSC/BPO (centra usług wspólnych – obsługa klienta, księgowość, zakupy), w której ciągły rozwój oraz nowe inwestycje zwiększają popyt na specjalistów. Aż 87 proc. firm z tego sektora planuje utworzenie nowych miejsc pracy, a wzrost płac, który w ostatnim roku wyniósł 15 proc., ma utrzymać się także w 2019.
To nie koniec podwyżek
Eksperci oceniają, że tendencje do wzrostu wynagrodzeń zbyt szybko się nie skończą.
– Zdecydowanie z największym niedoborem kadr boryka się dziś branża handlu i sprzedaży. Ponadto, w Polsce otwiera się mnóstwo zakładów produkcyjnych, np. z branży samochodowej. Jest tam ogrom miejsc pracy, ale inżynierów brakuje. Generalnie wszędzie tam, gdzie obserwuje się największe zapotrzebowanie na specjalistów, tam będzie rosła presja płacowa i oczekiwania finansowe – analizuje Urszula Dębniak.
Według szacunków Komisji Europejskiej w 2019 roku bezrobocie w całej Unii będzie nadal spadać. W Polsce ma wynieść 2,9 proc., a wzrost wynagrodzeń prognozowany jest na kolejne 7 proc. (wg. NBP na 6,8 proc). To oznacza, że średnia pensja w działających na terenie polski przedsiębiorstwach przekroczy barierę 5 tys. zł brutto, co nadal będzie jednak odbiegać od średnich zarobków programistów, inżynierów czy finansistów. Dla nich prognoz jeszcze nie ma, jednak obserwując zestawienia z lat ubiegłych można założyć, że z pewnością znów znajdą się w gronie najlepiej docenianych pracowników. To z kolei może być wskazówką dla osób, które myślą o zmianie zawodu, zwłaszcza w takich dziedzinach jak IT, gdzie wobec braków kadrowych osoby początkujące stają się równie chętnie oczekiwane, jak doświadczeni specjaliści z długoletnim stażem.
– Najczęściej decyzję o zmianie zawodu podejmują osoby po 30. roku życia, które w swojej poprzedniej pracy nie widziały możliwości rozwoju i szansy na podwyżkę. Są gotowi na zmianę, ale też niekoniecznie chcą godzić się na obniżenie swoich przychodów. I to też im się udaje. Z ankiety, którą przeprowadziliśmy wśród naszych absolwentów wynika, że po roku od zakończenia szkolenia ich zarobki, już w branży IT, wzrosły średnio o 48 proc. – podsumowuje Marcin Kosedowski.
Instytucje finansowe w Polsce są bezpieczne.Działają zazwyczaj w oparciu o większe zasoby kapitałowe niż ich odpowiedniki w innych krajach. To między innymi zasługa sposobu, w jaki dotychczas funkcjonował u nas nadzór finansowy – który często wymagał więcej, niż ma to miejsce za granicą. W ostatnim czasie reputacja Komisji Nadzoru Finansowego została nadszarpnięta. Obecnie czekamy na wyjaśnienie sprawy, ale obserwuje się niepokój ze strony nadzorowanych instytucji. Klienci mogą czuć się jednak bezpiecznie, ponieważ ich środki w Polsce nie są zagrożone.
– Obecnie wiele wysiłku będzie wymagało zapewnienie, że nadzór działa poprawnie i nic złego nie dzieje się w strukturach KNF – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej – Będzie to zadanie jej nowego szefa. Od niego zależy, jak poukłada podległe mu służby. Wiąże się to z dużą ilością pracy i dyskusją z rynkiem o tym, czy KNF nadal prawidłowo funkcjonuje i posiada możliwości pełnego nadzoru instytucji. Nowe kierownictwo powinno odpowiednio prowadzić dialog z rynkiem i przekonać, że tak naprawdę wszystkie procedury i wymogi są dochowywane, a sam nadzorca nie potrzebuje szczególnej kontroli – dodał Soroczyński.
Wraz z rozwojem internetu rzeczy coraz więcej urządzeń będzie podłączonych do sieci i będzie gromadzić informacje o użytkownikach. Bezpieczeństwo tych danych stanowi jedno z największych wyzwań. Zadaniem regulatorów i rządów poszczególnych państw jest wyznaczać taki kierunek rozwoju technologii, który to bezpieczeństwo zapewni – podkreślają eksperci. Szczególne znaczenie ma tu bezpieczeństwo dzieci w internecie. Projektem, w którym bezpieczeństwo danych i treści dla najmłodszych będzie mieć szczególne znaczenie, jest Ogólnopolska Sieć Edukacyjna. O jej utrzymanie i dobór odpowiednich treści zadba NASK, który w tym celu wykorzysta m.in. algorytmy oparte na sztucznej inteligencji.
– Przed regulatorami i rządami stoi zadanie wyznaczania takiego kierunku rozwoju nowych technologii, aby zapewnić bezpieczeństwo nam i naszym danym. Wszystkie urządzenia internetu rzeczy to dla hakerów idealna bramka do naszych danych, wiedzy o naszych zwyczajach – mówi agencji Newseria Biznes Monika Mizielińska-Chmielewska, niezależny ekspert ds. innowacji i smart city.
Jak podkreśla, wraz z rozwojem internetu rzeczy i idei smart home coraz więcej urządzeń i przedmiotów codziennego użytku będzie podłączonych do sieci, gromadząc informacje o użytkownikach. To wyzwanie również dla producentów takich sprzętów – zadbać o to, żeby dane zbierane przez inteligentne telewizory czy lodówki były w pełni bezpieczne.
Problem dla bezpieczeństwa danych stwarza też coraz większa dominacja globalnych koncernów technologicznych, takich jak Google, Facebook, Instagram. W tej chwili opracowywane są rozwiązania – oparte np. na blockchain – które pozwoliłyby lepiej kontrolować, w jaki sposób wykorzystują one dane swoich użytkowników.
– Zadaniem rządów i administracji jest opracowanie takich regulacji, abyśmy z powrotem stali się właścicielami naszych danych osobowych. Już pracuje się nad takimi rozwiązaniami. Jeżeli operator danej platformy, np. Facebook, pobiera nasze dane osobowe, to będą one zapisywane w łańcuchu blockchain. Będziemy widzieli, gdzie te dane są i do czego są wykorzystywane. Jeśli Facebook będzie chciał te dane wykorzystać, będzie musiał poprosić o zgodę albo nam za to zapłacić. W ten sposób zawsze będziemy właścicielami naszych danych osobowych i będziemy o nich sami decydować, a nawet na nich zarabiać – mówi Monika Mizielińska-Chmielewska.
Projektem, w którym bezpieczeństwo danych i treści w kontekście dzieci będzie mieć szczególne znaczenie, jest Ogólnopolska Sieć Edukacyjna. W jej ramach do końca 2020 roku ponad 30,5 tys. szkół w całej Polsce ma zostać podłączonych do szybkiego i bezpiecznego internetu o przepustowości minimum 100/100 Mb/s. Dzięki temu lekcje we wszystkich szkołach będą prowadzone przy wykorzystaniu nowych technologii i internetu.
– OSE dla edukacji to sieć dedykowana. Dla przykładu kilkanaście lat temu nasz sektor bankowy w Polsce zrobił olbrzymi krok technologiczny właśnie dzięki specjalnej sieci do obsługi transakcji finansowych, która musi być specjalnie zabezpieczona. Jeżeli instytucje prywatne zdecydowały się na kosztowną inwestycję w dedykowaną infrastrukturę informatyczną do obsługi ruchu dotyczącego przepływów finansowych, to państwo tym bardziej powinno inwestować w dedykowaną sieć dla edukacji – mówi prof. Jacek Leśkow, zastępca dyrektora NASK ds. projektów administracyjno-edukacyjnych.
OSE będzie publiczną siecią telekomunikacyjną, a odpowiedzialny za jej wdrożenie i utrzymanie jest Państwowy Instytut Badawczy NASK, który zapewni również odpowiednio dopasowane treści edukacyjne dla szkół i dostarczy usługi bezpieczeństwa sieci i jej użytkowników. W realizacji tego zadania mają być pomocne m.in. algorytmy oparte na sztucznej inteligencji. Od dyrektorów szkół zależeć będzie, w jakim zakresie z tych możliwości skorzystają.
– Dobrze skonstruowane algorytmy, z wykorzystaniem elementów sztucznej inteligencji, pomogą lepiej sterować treścią dostępną w internecie. Wyobraźmy sobie dobrze skonstruowany algorytm na przekazie wideo, który potrafi zidentyfikować elementy sprzeczne z prawem, dobrymi obyczajami czy etyką. Bezpieczeństwo to również fakt, że mamy dedykowany kabel, więc trzeba by zadać sobie bardzo wiele trudu, żeby uzyskać dostęp do takiej dedykowanej sieci. Mamy więc także element bezpieczeństwa hardware’owego połączony z oprogramowaniem opartym na elementach sztucznej inteligencji – mówi Jacek Leśkow.
W tym kontekście szczególnie istotne znaczenie dla bezpieczeństwo dzieci w internecie – obok rozwiązań technicznych – ma także edukacja i świadomość cyfrowa.
– Dzieci powinny się czuć i być bezpieczne w sieci, a to, czy tak się dzieje, w dużej mierze zależy od nas, rodziców i wychowawców, zależy od tego, czy jesteśmy w stanie wskazać dzieciom właściwą drogę postępowania, czy odpowiednio przygotowujemy do tego uczestnictwa w świecie cyfrowym, bo w tym świecie cyfrowym będą uczestniczyć – mówi Marcin Bochenek, dyrektor Pionu Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego w NASK.
Z badania „Nastolatki 3.0” przeprowadzonego przez NASK wynika, że środowisko internetu jest przez samą młodzież odbierane jako agresywne. Nawet 60 proc. młodych ludzi było świadkami poniżania i ośmieszania swoich znajomych w sieci. Co trzeci nastolatek sam padł ofiarą wyzwisk, a co piąty – ośmieszania w internecie. Działający w NASK zespół Dyżurnet.pl, przyjmujący zgłoszenia o nielegalnych i niebezpiecznych treściach, w 2018 roku odnotował aż 1 998 materiałów pornograficznych z udziałem dzieci oraz 1 112 treści prezentujących dzieci w seksualnym kontekście.
– Negatywne treści, z którymi stykają się najmłodsi, to hejt, czyli mowa nienawiści, oraz niebezpieczne i niedostosowane do ich wieku materiały. Dla dziecka te treści są szkodliwe, niezrozumiałe i mogą zaburzać proces ich rozwoju, rozumienia świata i relacji międzyludzkich – zaznacza Marcin Bochenek.
Rok 2019 rozpoczął się od niespodziewanej decyzji Jima Yong Kima, prezesa Banku Światowego, o złożeniu urzędu na trzy lata przed końcem kadencji. Tymczasem zdecydowana większość światowych giełd, z amerykańskimi na czele, spokojnie pnie się w górę. Według Rafała Sadocha, analityka mBanku Domu Maklerskiego, dla inwestorów liczą się przede wszystkim losy amerykańsko-chińskich negocjacji ws. ceł.
W poniedziałek 7 stycznia szef Banku Światowego ogłosił swoją decyzję, która ma wejść w życie od 1 lutego. Na stanowisku zastąpi go do czasu wyboru nowego prezesa dotychczasowa dyrektor wykonawcza Banku Światowego, bułgarska ekonomistka Kristalina Georgiewa. Komentatorzy nie dają jej jednak szans na stałą nominację, gdyż szefami Banku Światowego od czasu jego założenia w 1946 roku zawsze byli Amerykanie. Jim Yong Kim, choć z pochodzenia Koreańczyk, jest nim także.
– Decyzja prezesa Banku Światowego Jima Yong Kima absolutnie nic nie oznacza dla rynków finansowych, to nie jest element, który cokolwiek mógłby znaczyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Sadoch, analityk mBank Domu Maklerskiego. – Rynki finansowe w tym momencie nie żyją decyzjami personalnymi w Banku Światowym, a wojną handlową, jaka toczy się pomiędzy USA a Chinami.
Do tej pory Amerykanie wprowadzili cła na chiński eksport wart 250 mld dol., Chińczycy zaś zrewanżowali się ocleniem amerykańskich towarów o wartości 110 mld dol. Donald Trump zamierzał w grudniu ustanowić bariery dla pozostałych chińskich produktów sprowadzanych do Stanów Zjednoczonych, ale dzięki rozmowom na szczycie G20 na początku grudnia udało się osiągnąć trzymiesięczne zawieszenie wzajemnych działań, by umożliwić dalsze negocjacje. Ich kolejna faza rozpoczęła się 7 stycznia w Pekinie.
– Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie, rozpoczyna się bowiem kolejna faza rozmów. Decyduje się o tym, czy ta wojna handlowa będzie eskalowana, czy też nie – ocenia Rafał Sadoch. – Na to w tym momencie patrzą rynki finansowe, toczące się rozmowy mają zero-jedynkowy efekt odnośnie tego, co się będzie działo na rynku akcyjnym, czy za kilka dni zobaczymy nowe minima, czy giełdy ruszą w kierunku historycznych szczytów.
Nawet 500 tys. osób może zniknąć z polskiego rynku pracy po otwarciu się Niemiec na pracowników spoza Unii Europejskiej. Choć większość Ukraińców jest zadowolonych z warunków pracy w Polsce, to ponad pół miliona pracujących tu osób opuści nasz kraj, gdy otwarty stanie się dla nich niemiecki rynek. Ratunkiem dla polskich firm mogą się okazać kadry z Białorusi, Wietnamu i Indii. Polskie firmy już powoli gruntują sobie pozycję w tamtych regionach i są w stanie rekrutować coraz więcej ludzi – ocenia Grzegorz Szenejko z Optimum GO.
– Rynki wschodnie nie borykają się na ten moment z brakiem pracowników, choć wiele osób wyjeżdża do Europy czy Skandynawii, a z niskimi wynagrodzeniami. To popycha tych ludzi do wyjazdu na zachód. Oceniać te rynki moglibyśmy za kilka lat, kiedy bardziej otworzymy się na Białoruś, kiedy Niemcy otworzą się na Ukrainę, wtedy będziemy obserwować w Europie dużą fluktuację pracowników ze Wschodu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Szenejko, prezes agencji pracy Optimum GO.
Tylko od 2010 roku do maja 2018 roku do Polski przybyło ponad 535 tysięcy Ukraińców – wynika z oficjalnych danych. Szacuje się jednak, że w Polsce może pracować ponad dwa miliony obywateli tego kraju. Z danych ZUS wynika, że za ponad 441 tys. Ukraińców odprowadzane są składki na ubezpieczenia społeczne (z 587 tys. ubezpieczonych cudzoziemców).
Raport „Postawy obywateli Ukrainy wobec polskiego rynku pracy” przygotowany w 2018 roku przez Work Service wskazuje, że zdecydowana większość Ukraińców jest zadowolona z pracy w naszym kraju. Ponad 80 proc. poleciłoby Polskę swoim znajomym. Jednocześnie jednak blisko 60 proc. przyznaje, że wyjadą, gdy otworzy się dla nich niemiecki rynek pracy. Motywacją będą przede wszystkim zarobki – niemal dwukrotnie wyższe niż nad Wisłą. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców ocenia, że w efekcie z polskiego rynku pracy zniknie nawet pół miliona pracowników.
– Kiedy Ukraińcy wyjadą dalej na zachód, polski biznes będzie szukał pracowników na Białorusi, która jest w tej chwili drugim co do wielkości rynkiem, a dalej w Wietnamie i Indiach. Stamtąd mamy w tej chwili relatywnie mało pracowników, natomiast polskie firmy już powoli gruntują sobie pozycję w tamtych regionach i są w stanie rekrutować coraz więcej ludzi. Świat nie lubi próżni, więc te braki na pewno jakoś zapełnimy – przekonuje Grzegorz Szenejko.
Obecnie w polskim systemie ubezpieczeń społecznych zarejestrowanych jest ponad 33 tys. obywateli Białorusi. Pracuje ich jednak znacznie więcej. Choć z „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że 4 proc. polskich przedsiębiorstw zatrudnia Białorusinów, to dane GUS-u wskazują, że tylko od maja do października 2018 roku Białorusini przekroczyli polską granicę 2,2 mln razy, czyli o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Dla porównania, w przypadku Ukraińców było to 5,5 mln razy. Podobnie jak w całej Europie także w Polsce stopniowo rośnie liczba pracujących u nas Wietnamczyków (8,1 tys. ubezpieczonych w ZUS) i Hindusów (5,5 tys.).
– Cała Europa boryka się z deficytem specjalistów. Nie mam wiedzy statystycznej, ilu ekspertów i specjalistów brakuje na rynkach wschodnich, natomiast nie widać tam na ten moment jakichś drastycznych ruchów. Cały proces migracyjny powoduje różnica w zarobkach, to jest sprawa oczywista. Nie wiem, czy damy radę wyczyścić tak duży rynek z pracowników, do poziomów, w których to oni będą szukać rąk do pracy, a jeśli nawet – będzie to dłuższy proces – ocenia Grzegorz Szenejko.
Część przedsiębiorców może w tym roku liczyć na ułatwienia podatkowe. Ci najmniejsi, z obrotami do 1,2 mln zł, skorzystają z 9- zamiast 15-proc. stawki podatku CIT. Nowe obowiązki czekają płatników podatku u źródła, a Ministerstwo Finansów po raz kolejny wprowadziło rewolucję w cenach transferowych. Zmiany nie ominęły też podatku VAT. Od stycznia skraca się okres ulgi na złe długi – VAT należny można skorygować już po upływie 90 dni niewywiązywania się przez kontrahenta z zapłaty, a nie 150 dni, jak było do tej pory.
– Głównym obszarem zmian w tym roku są przepisy w zakresie podatku dochodowego. Ich celem jest przeprowadzenie kolejnego etapu uszczelniania systemu podatkowego, chociaż z drugiej strony wprowadzono jednak kilka ulg i uproszczeń. Rozwiązaniem, które z pewnością ucieszy przedsiębiorców, jest wprowadzenie nowej, 9-proc. stawki podatku dochodowego od osób prawnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Bieńkowska, doradca podatkowy, partner w Gekko Taxens Doradztwo Podatkowe.
Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym przewiduje, że od 2019 roku część podatników będzie mogła skorzystać z 9-proc., zamiast 15-proc. stawki CIT. Rozwiązanie dotyczy małych podatników, czyli tych, których przychody w danym roku nie przekraczają kwoty 1,2 mln euro. Skorzystają z niego także podatnicy rozpoczynający działalność gospodarczą, choć z pewnymi wyjątkami. Nowa stawka nie obejmie np. firm, które powstały w wyniku przekształceń restrukturyzacyjnych.
– Nowelizacji ulegają również przepisy określające zasady poboru tzw. podatku u źródła. Jest on pobierany przez polskie firmy wtedy, kiedy wypłacają one określone należności na rzecz firm zagranicznych. Zwykle są to należności o charakterze odsetkowym, licencyjnym, jak również należności, które wypłacamy wtedy, kiedy nabywamy zza granicy określonego rodzaju usługi. Niestety, wykonanie obowiązków nałożonych przez ustawodawcę będzie wymagało od podatników co najmniej zwiększonego nakładu pracy administracyjnej – wskazuje Agnieszka Bieńkowska.
Zdaniem ekspertów podatkowych, nowy system podatku u źródła obejmie nawet 75 proc. wypłacanych kwot. Dotychczas polskie firmy mogły stosować obniżoną stawkę albo nawet być zwolnione z podatku, zamiast płacić maksymalną wysokość. Warunkiem było posiadanie certyfikatu rezydencji lub stosownych oświadczeń.
– Wprowadzona została zasada, zgodnie z którą, aby skorzystać z preferencyjnej stawki bądź ze zwolnienia z podatku u źródła, trzeba będzie dochować tzw. należytej staranności. To rozwiązanie, które już od dłuższego czasu funkcjonuje w przepisach ustawy o VAT, natomiast z punktu widzenia przepisów podatku dochodowego jest to instytucja dość nowa. Ciekawe jest to, jak rozwinie się praktyka w tym zakresie, ponieważ przepisy z zakresu podatku dochodowego nie wprowadzają żadnej definicji ani kryteriów, na podstawie których owa należyta staranność miałaby być dochowywana – ocenia ekspertka Gekko Taxens Doradztwo Podatkowe.
Zmiana dotyczy też limitu transakcji. W sytuacji, w której łączna wysokość należności wypłacanych dla tego samego podatnika w danym roku podatkowym przekracza wysokość 2 mln zł, nie będzie on mógł wtedy skorzystać z preferencyjnych stawek lub zwolnienia. Na zmianach ucierpią największe firmy. Obecnie w zależności od rodzaju czynności stawka podatku u źródła wynosi od 10 do 20 proc., ale można ją obniżyć, jeżeli przedłoży się fiskusowi certyfikat rezydencji podatkowej – nie tylko w wersji oryginalnej jak dotychczas, lecz także w kopii. Na podstawie tego dokumentu ustala się, czy możliwe jest zastosowanie międzynarodowej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania zawartej między Polską a krajem rezydencji kontrahenta. Zdaniem części ekspertów wielu przedsiębiorców może nie udźwignąć nowych obowiązków, bo choć otrzymają zwrot nadpłaconego podatku, to nastąpi to dopiero po kilku miesiącach.
– Od 1 lipca 2019 roku przedsiębiorcy, którzy będą wypłacali na rzecz danego podmiotu należności w kwocie przekraczającej 2 mln zł, będą zobowiązani tak czy inaczej pobierać podatek u źródła bez względu na zapisy umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania albo zapisy ustawy. To jest dość dziwne rozwiązanie, oczywiście podatek zgodnie z przepisami będzie podlegał zwrotowi, natomiast tryb tego zwrotu i procedura będą dla podatników dość uciążliwe – wskazuje Agnieszka Bieńkowska.
Z 2019 rokiem zmieniają się też zasady sporządzania dokumentacji cen transferowych. Teoretycznie transakcje realizowane pomiędzy podmiotami krajowymi są z niej zwolnione, ale dotyczy to tylko sytuacji, kiedy żadna ze stron transakcji nie korzysta ze zwolnień podatkowych ani nie poniosła straty podatkowej. Dodatkowo informacje o cenach transferowych trzeba zgłaszać w formie elektronicznej.
– Utrudnieniem, zwłaszcza dla mniejszych firm w tym zakresie, mogą być regulacje, zgodnie z którymi w sytuacji, kiedy firma zobowiązana jest sporządzić dokumentację cen transferowych, zobowiązana będzie również przygotować tzw. analizę porównawczą. Do tej pory analizy porównawcze przygotowywali jedynie ci przedsiębiorcy, którzy przekraczali próg 10 mln euro, natomiast od tego roku będzie to obowiązkiem każdego podatnika dokumentującego transakcje z podmiotami powiązanym – tłumaczy ekspertka Gekko Taxens Doradztwo Podatkowe.
Przedsiębiorcy mogą za to skorzystać na uldze na złe długi. Podatnik, który wystawił fakturę, a któremu kontrahent nie zapłacił w określonym czasie, może odzyskać należny podatek VAT. Można go skorygować już po upływie 90 dni, a nie jak dotychczas 150 dni zaległości kontrahenta.
Od stycznia 2019 roku obowiązują też nowe zasady opodatkowania bonów. Dotychczas przyjmowało się, że obrót nimi nie podlega opodatkowaniu podatkiem VAT.
– Teraz posiadane bony trzeba będzie zakwalifikować do jednej z dwóch kategorii. Możemy uznawać, że nasze bony są tzw. bonami różnego przeznaczenia, i wtedy zasady opodatkowania się nie zmienią. Jeżeli jednak z analizy wyjdzie, że nasz bon kwalifikuje się jako bon jednego przeznaczenia, to trzeba go będzie opodatkowywać podatkiem VAT na każdym etapie jego obrotu – tłumaczy Agnieszka Bieńkowska.
Turystyczna marka Warszawy rośnie w siłę. Już w 2017 roku liczba odwiedzających stolicę przekroczyła 25 mln i była o 24 proc. większa niż rok wcześniej. Turyści doceniają nie tylko takie miejsca jak Stare Miasto z Zamkiem Królewskim, Łazienki Królewskie czy Muzeum Powstania Warszawskiego. Coraz większą popularnością cieszy się warszawska Praga, zaliczana do czołówki najciekawszych europejskich dzielnic, oraz nabrzeże Wisły, nieformalnie nazywane 19. dzielnicą Warszawy.
– Warszawa jest, co może być dla niektórych zaskakujące, najbardziej dynamicznie rozwijającym się rynkiem turystycznym. Mamy w Polsce największą liczbę odwiedzin turystów i odwiedzających jednodniowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Czerwiński, wiceprezes Warszawskiej Organizacji Turystycznej. – Te trendy wzrostowe najprawdopodobniej będą się utrzymywać, ponieważ marka Warszawy jest coraz silniej rozpoznawana na rynkach zagranicznych.
Z raportu „Turystyka w Warszawie” wynika, że tylko w 2017 roku miasto odwiedziło blisko 25,7 mln turystów. To o 24 proc. niż rok wcześniej. Blisko 16 mln gości przyjechało na jeden dzień, średnio podróżujący do stolicy spędzili w mieście nieco ponad 4,5 dnia. Wśród obcokrajowców przeważają Niemcy, Amerykanie i Brytyjczycy. W 10-punktowej skali atrakcyjności turyści oceniają Warszawę na 8,66.
– To, co przyciąga turystów, to świeżość. Naszą konkurencją w regionie są Budapeszt, Praga, Berlin, Wiedeń, Bratysława, Wilno i Ryga. To miasta bardzo silnie eksplorowane przez odwiedzających, natomiast Warszawa ma tyle samo, jeśli nie więcej, do zaoferowania. Nawet nie mówię o czysto turystycznej infrastrukturze czy poziomie usług i produktów turystycznych, ale jesteśmy naprawdę niezwykłym miastem, dynamicznym, rozwijającym się – przekonuje Mateusz Czerwiński.
Popularne wśród turystów są Stare Miasto, Łazienki Królewskie, Zamek Królewski. Przyciągają ich też instytucje kulturalne: Centrum Nauki Kopernik, Muzeum Powstania Warszawskiego czy Muzeum Polin. Blisko 11 proc. turystów podczas odwiedzin Warszawy wzięło też udział w wydarzeniu takim jak koncert, festiwal czy impreza sportowa.
– Mamy bardzo wiele instytucji kultury, niezwykle innowacyjnych, interaktywnych, ciekawych, które pokazują całe spektrum tego, jaka jest nasza historia i kultura. Do tego mamy dużo inwestycji infrastrukturalnych, np. w bulwary. To, co turystów niezwykle pociąga, szczególnie tych, którzy pierwszy raz przyjeżdżają do miasta, to jest to, że z jednej strony mamy wspaniałe bulwary, a z drugiej – dziki brzeg Wisły – wskazuje wiceprezes WOT.
Warszawska Wisła z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. Rzeka oraz jej nabrzeża są już określane jako 19. dzielnica miasta. Przy 28-kilometrowym odcinku rzeki można wypoczywać na ośmiu plażach, do tego 34 km Nadwiślańskiego Szlaku Rowerowego i 6 km chodników wzdłuż bulwarów wiślanych. Dlatego ponad 93 proc. warszawiaków pozytywnie ocenia zmiany, jakie w ostatnich latach zaszły nad Wisłą. Nad rzeką wypoczywa też coraz więcej turystów.
– Mamy całą masę niezwykłych restauracji. Co ciekawe, oferta gastronomiczna w Warszawie jest unikalna nie tylko dlatego, że mamy wysokiej klasy świetne restauracje z gwiazdkami Michelin i z rekomendacjami, ale mamy też takie miejsca jak targi śniadaniowe, do niedawna jeszcze market nocny, Hala Koszyki, Hala Gwardii – to są miejsca, gdzie ludzie korzystają z kulinariów i gastronomii, ale w takim mocno lokalnym wydaniu, a lokalność jest teraz wiodąca w turystyce – mówi Czerwiński.
Ponad 90 proc. turystów dobrze ocenia bazę gastronomiczną, wysokie noty zbiera też życie nocne w stolicy. Warszawa zajęła 9. miejsce w rankingu serwisu Hostelworld i wyprzedziła takie metropolie, jak Nowy Jork, Londyn i Paryż. Na popularności zyskuje warszawska Praga. Portal ekonomiczny Business Insider zaliczył dzielnicę do czołówki najfajniejszych dzielnic w Europie, a portal podróżniczy Skyscanner uznał ją, obok placu Zbawiciela, za jedno z najbardziej hipsterskich miejsc na świecie.
– Baza, zarówno hotelowa, jak i restauracyjna, gastronomiczna, cały czas się rozwija. Co ciekawe, zdecydowana większość ciekawej infrastruktury rozwija się w dużej mierze dzięki popytowi wewnętrznemu. Bulwary Wiślane nie były zbudowane z myślą o turystach, te wszystkie restauracje są prowadzone z myślą o mocno konsumpcyjnie rozwiniętym społeczeństwie warszawskim – podsumowuje Mateusz Czerwiński.
Zarządzanie budynkiem staje się coraz łatwiejsze. Internet rzeczy i sztuczna inteligencja pozwalają przewidzieć usterki, umożliwiają ich szybszą naprawę, zwiększają produktywność i obniżają koszty. Lokalne analizy, dostosowane oprogramowanie oraz podgląd w czasie rzeczywistym usprawniają produkcję i podnoszą poziom bezpieczeństwa. Powstają też całe systemy, które analizują dane gromadzone w chmurze i na tej podstawie pomagają optymalizować działania. Do 2020 roku liczba urządzeń podłączonych do internetu rzeczy sięgnie 20 mld.
– To, co widzimy obecnie, to bardzo gwałtowny wzrost czy przyspieszenie technologii informatycznych i automatyzacji poszczególnych procesów. Na rynku konsumenckim nazywamy to internetem rzeczy, tzn. możliwości komunikacyjne pomiędzy coraz większą liczbą urządzeń – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric Polska.
Rośnie liczba urządzeń IoT połączonych ze sobą. Ericsson szacuje, że do 2020 roku będzie ich nawet 20 mld. Urządzenia komunikujące się ze sobą dają ogromne możliwości, wymagają przy tym jednak odpowiednich systemów, zarówno do gromadzenia, przetwarzania, jak i analizy danych.
– Schneider oferuje architekturę, która nazywa się EcoStruxure, będącą de facto systemem operacyjnym internetu rzeczy. Dla większości osób zbudowanie w sposób efektywny procesu, który będzie zamieniał te ogromną liczbę informacji, przyniesie użyteczne korzyści biznesowe w postaci obniżonych kosztów, zwiększonej efektywności czy zwiększonej produktywności – wskazuje Jacek Łukaszewski.
Platforma EcoStruxure jest oparta na unikatowym zbiorze rozwiązań technologicznych i obejmuje całą gamę rozwiązań z zakresu energetyki, automatyki i oprogramowania, łączonych w kompleksowe pakiety. Platforma ułatwia obsługę coraz bardziej złożonych procesów przemysłowych i umożliwia szybsze reagowanie na zmiany otoczenia biznesowego. Pozwala maksymalnie wykorzystać możliwości, jakie daje digitalizacja. Dzięki rozwiązaniu łatwiej jest zarządzać całym budynkiem i wszystkimi urządzeniami.
– Mamy np. systemy rozszerzonej rzeczywistości dla przemysłu. Operator ma przed sobą tablet, kieruje ten tablet na maszynę, która w danej chwili pracuje i na rzeczywistym obrazie z kamery są pokazane wszystkie dodatkowe elementy, tzn. są pokazane parametry tej maszyny, oczywiście te, których nie widać, ale też jest np. cała instrukcja postępowania w trakcie awarii – tłumaczy prezes Schneider Electric Polska.
Rozszerzona rzeczywistość podpowiada kolejność kroków, jakie należy wykonać. Jednocześnie sprawdza pracę całego układu, reaguje na nieprawidłowości, a przy tym znacznie zwiększa bezpieczeństwo. W erze urządzeń internetu rzeczy zapewnienie prawidłowej pracy jednego ogniwa wpływa na cały system. Co istotne, system operacyjny działa nie tylko na miejscu, można go także wykorzystywać do zdalnej kontroli urządzeń.
– Jeden z polskich producentów wysyła swoje maszyny absolutnie na cały świat i używa tego systemu do tego, aby te maszyny serwisować. Czyli zamiast wysyłać serwisanta lokalny operator kieruje tablet na maszynę, a serwisant tutaj w Polsce na podstawie obrazu z tego tabletu i wszystkich parametrów, które ta rozszerzona rzeczywistość pokazuje, prowadzi tego operatora gdzieś w Ameryce Południowej krok po kroku – wskazuje Łukaszewicz.
Dzięki nowym technologiom, rozwoju systemów chmurowych dane mogą być zbierane w czasie rzeczywistym, w chmurze zaś przetwarzane są najważniejsze informacje, kluczowe do działania innych urządzeń. Dodatkowo w chmurze gromadzone są dane historyczne, dzięki czemu można porównywać działanie systemu, sprawdzać możliwości i wybierać optymalne rozwiązania.
– Ponieważ często człowiek nie jest w stanie ogarnąć tych wszystkich informacji, szukać korelacji, wobec tego to, co my robimy, to rozwijamy coraz więcej pakietów serwisowo-software’owych, które nazywamy advisor, to są systemy doradcze, które de facto analizują w chmurze te wszystkie informacje i pomagają naszym klientom w optymalizacji procesów – tłumaczy ekspert.
Przykładem wykorzystania technologii EcoStruxure Power obsługującej internet rzeczy jest sieć metra w Szanghaju, która w ten sposób zapewnia bezpieczne korzystanie przez ponad 10 mln pasażerów dziennie. W hotelach Marriott wykorzystanie systemu pozwoliło obniżyć koszty o 10–15 proc. Z kolei Power Networks dzięki rozwiązaniu dostarcza prąd nawet w przypadku nagłych zjawisk atmosferycznych. Jest to możliwe właśnie dzięki analizie zebranych danych.
– Takich elementów mamy coraz więcej. Myślę, że jeżeli mówimy o rozwoju platformy EcoStruxure, to poza zapewnieniem systemu operacyjnego internetu rzeczy, najszybciej będzie się rozwijać ta część związana z aplikacjami i automatycznym doradztwem dla klientów po to, aby instalacje prowadzić w sposób najbardziej efektywny czy najbardziej produktywny, tak aby nasi klienci mieli z tego największą korzyść – przekonuje Jacek Łukaszewicz.
Według firmy doradczej Bain & Company wartość globalnego rynku internetu rzeczy wyniesie do 2021 r. ponad 520 mld dol. To ponaddwukrotnie więcej niż w 2017 r. (235 mld dol.).
Sztuczna inteligencja odgrywa coraz większą rolę w biznesie. Firmy wykorzystują technologię uczenia maszynowego, aby przyspieszyć wykonywanie rutynowych i powtarzalnych czynności, a co za tym idzie – ograniczyć koszty prowadzenia biznesu. Sztuczna inteligencja sprawdza się także w roli narzędzia do analizy dużych zbiorów danych w ramach big data.
– Widzę, jak szybko i gwałtownie zmienia się ten ekosystem i jak dużo firm zaczyna korzystać ze sztucznej inteligencji. Firmy na chwilę obecną mają świadomość, natomiast jeszcze nie są często przygotowane do tego, żeby w pełni wykorzystać możliwości sztucznej inteligencji. Brak dostępu do zdigitalizowanych danych w formie przetwarzalnej i przyswajalnej przez komputer jest jednym z najważniejszych hamulców tego typu rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Tomasz Trzciński, adiunkt na Politechnice Warszawskiej.
Dziś po rozwiązania z zakresu uczenia maszynowego sięga się już nie tylko na uczelniach technicznych. Potencjał tej technologii dostrzegły także firmy i start-upy, które w sztucznej inteligencji widzą narzędzie do zreformowania biznesu. Zautomatyzowanie procesu przetwarzania dużych zasobów danych umożliwia m.in. przyspieszenie wykonywania najbardziej żmudnych czynności oraz zmniejszenie kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa.
Wśród prekursorów wykorzystania sztucznej inteligencji w biznesie jest m.in. polski start-up Tooploox, który specjalizuje się we wdrażaniu rozwiązań z pogranicza sztucznej inteligencji i analizy big data w środowisku biznesowym. Wykorzystując inteligentne algorytmy, firma automatyzuje procesy zarządzania i przetwarzania danych, umożliwiając tym samym lepsze zrozumienie potrzeb klientów oraz ich zachowań.
– Coraz więcej firm, zarówno związanych z informatyką, jak i przemysłowych, w tym przemysłu ciężkiego, zaczyna te dane zbierać i analizować. Zaczynają wyciągać z nich wnioski. Wydaje mi się, że świadomość wśród przedsiębiorców jest coraz większa – twierdzi dr Tomasz Trzciński.
Dziś sztuczna inteligencja może się kojarzyć przede wszystkim z asystentami głosowymi, jednak możliwości tej technologii wykraczają dalece poza zdolność odpowiadania na najprostsze pytania. W zeszłym roku inżynierowie Google zaprezentowali asystenta nowej generacji. Google Duplex nie tylko słucha komend głosowych, lecz także potrafi wykonywać połączenia głosowe i imitować sposób, w jaki komunikuje się człowiek, aby zarezerwować pokój hotelowy czy umówić użytkownika na spotkanie biznesowe.
Powoli powstają także znacznie bardziej wyspecjalizowane algorytmy, które pozwalają w ograniczonym stopniu zastąpić człowieka i wykonać jego pracę szybciej, sprawniej i dokładniej. Oprogramowanie ScriptBook stworzono do analizowania potencjału finansowego scenariuszy filmowych. Na bazie 6 500 scenariuszy stworzony mechanizm sztucznej inteligencji dokonuje oceny. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat prognozie poddano 62 produkcje Sony Pictures. Algorytm poprawnie wskazał 22 spośród 32 filmów, które zakończyły się niepowodzeniem.
Po sztuczną inteligencję sięgają także producenci gier komputerowych, którzy widzą w tej technologii narzędzie do zmniejszenia kosztów produkcji najbardziej zaawansowanych tytułów. Pod koniec roku Nvidia zaprezentowała mechanizmy SI zdolne do automatycznego przetwarzania nagrania z kamery na trójwymiarowe środowisko, gotowe do wykorzystania w grach bazujących na silniku Unreal Engine.
Wspomniane wyżej technologie nie są jednak w stanie w stu procentach zastąpić człowieka. Stanowią jedynie narzędzie, które może ułatwić i przyspieszyć analizę oraz przetwarzanie dużych zbiorów informacji.
– Wydaje mi się, że już mamy sygnały z rynku, że sztuczna inteligencja nie jest zagrożeniem dla pracowników. Jest wybawieniem i rozwiązaniem problemu związanego z coraz mniejszą liczbą rąk do pracy. Rozmawiając z przedsiębiorcami, widzimy, że oni są bardzo zainteresowani wdrożeniem sztucznej inteligencji po to, żeby móc pracowników, którzy do tej pory wykorzystywani byli do prostych prac, wykorzystać w pracach, które są dużo bardziej skomplikowane – twierdzi ekspert.
Analitycy z firmy badawczej MarketsandMarkets szacują, że wartość światowego rynku sztucznej inteligencji w 2025 roku osiągnie 190,61 mld dol. Prognozuje się, że do tego czasu rynek będzie rozwijał się w tempie 36,62 proc. w skali roku.
Polska jest coraz ważniejszym rynkiem w Europie, a rodzime firmy z powodzeniem konkurują na globalnym rynku. Międzynarodowym językiem biznesowym jest angielski, przez co jego znajomość staje się coraz bardziej wymagana. U Polaków pozostawia on jednak wiele do życzenia. Rekruterzy dodają, że na potęgę kłamiemy w swoich CV.
Polska rośnie w siłę, a Polacy za nią nie nadążają. Dlaczego wciąż nie doceniamy wartości znajomości języka angielskiego?
Go Global
Polska umocniła swoją pozycję nie tylko w regionie CEE, ale na całym kontynencie. Inwestorzy zagraniczni chętnie lokują swój kapitał nad Wisłą, traktując nasz kraj jako bezpieczne schronienie w czasach zawirowań gospodarczych. Wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce obsłużonych przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu wzrosła po trzech kwartałach 2018 r. o 70 proc. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.
Polska przyciąga nowych, globalnych graczy – Warszawę wybrał m.in. Goldman Sachs, Credit Suisse czy JP Morgan. 80 firm z listy Fortune Global 500 i łącznie ponad 2757 międzynarodowych korporacji ulokowało właśnie tu część swojego biznesu.[1] Rosnącą pozycję kraju na arenie międzynarodowej potwierdza FTSE Russel, który awansował Polskę z grupy krajów rozwijających się do listy najbardziej rozwiniętych rynków.[2]
Nasze rodzime firmy także rozwijają się i kierują na zagraniczne rynki. Według danych ICAN Research w 2018 r. 48 proc. polskich przedsiębiorstw skutecznie przeprowadziło swoją globalną ekspansję. Ponadto 2⁄3 badanych sądzi, że ekspansja to ważny kierunek ich rozwoju (63 proc.), a potencjał z tym związany jest wysoki (69 proc.).[3]
Do you speak English?
W związku z globalnym rozwojem Polski zwiększa się potrzeba obecności na rynku pracowników ze znajomością języka angielskiego. W dalszym ciągu nie jest ona powszechna na wystarczającym w celach zawodowym poziomie.
Jak wynika z danych GUS, jedynie niecałe 30 proc. populacji ocenia swoje kompetencje językowe na poziomie średnim, którego posiadanie stanowi minimum dla rozwoju kontaktów zawodowych z obcokrajowcami. Duży odsetek populacji stanowią osoby nieposługujące się żadnym językiem obcym – 1/3 ankietowanych.[4] Wypadamy marnie wśród Europejczyków – Polacy uplasowali się na 13. miejscu według EF English Proficiency Index.[5]
– Polacy często znają język angielski bardzo dobrze, ale tylko na papierze. A jak wiadomo jego biegłość wpływa na zdobycie dobrej pracy, czy rozwój kariery. Klienci platform videorektutacyjnych dokonują sprawdzenia kompetencji językowych bez angażowania czasu. W trakcie zautomatyzowanej preselekcji łatwo sprawdzają kompetencje językowe prosząc w jednym z pytań o wypowiedź w języku obcym. Całej prawdy rekruter jest w stanie doświadczyć w minutę. A często jest ona inna niż deklaracje wpisane w CV – mówi Managing Director, ATOTA Sp. z o.o. powołanej do realizacji innowacyjnego narzędzia rekrutacyjnego Zapraszamnarozmowe.pl.
English on Demand
W dzisiejszych zabieganych czasach nie dziwi fakt, że Polacy po prostu nie mają czasu na zajęcia językowe. Rynek usług na żądanie rewolucjonizuje więc zachowania handlowe na całym świecie. Liczba branż, firm, reprezentowanych kategorii rośnie w przyspieszającym tempie. Potencjał tego rynku wykorzystują również twórcy polskiej platformy, która umożliwia elastyczną formę nauki, bez konieczności wcześniejszego umawiania się oraz prowadzoną z dowolnego miejsca na świecie.Stworzone przed dwóch Polaków rozwiązanie oferuje dostęp do ponad 200 anglojęzycznych native speakerów z kilkunastu krajów, m.in.: Wielkiej Brytanii, Australii, Stanów Zjednoczonych czy Kanady.
– Z naszych doświadczeń wynika, że najczęstszą przyczyną odwoływania zajęć przez uczniów jest nagła zmiana planów, czyli spotkanie, które „wyskoczyło” w ostatniej chwili. Kilka lat temu odczuwając ten problem na własnej skórze postanowiliśmy stworzyć jego rozwiązanie. W przypadku zajęć online Tutlo wyeliminowaliśmy to ryzyko. Pracownik łączy się z tutorem wtedy, kiedy tylko ma na to czas, a co również ważne – ochotę. Może wybrać swojego nauczyciela spośród kilkunastu polskich lektorów i native speakerów dostępnych każdego dnia na platformie. Lekcje trwają 20 minut, a zatem znacznie łatwiej zmieścić je w napiętym harmonogramie. Żadne zajęcia nie przepadają, bo nawet jeśli nasz ulubiony tutor jest zajęty, zawsze czeka kilku innych, do których możemy zadzwonić – – mówi Tomasz Jabłoński, Członek Zarządu Tutlo. Tutlo to nowoczesna platforma językowa, która umożliwia elastyczną naukę języka angielskiego online z lektorem na żywo. Zapewnia dostęp do ponad 200 anglojęzycznych native speakerów z różnych części świata
[1] Dane m.st. Warszawy
[2] FTSE Global Equity Index Series (GEIS) semi-annual review in September 2018, Polska awansowała z Emerging Markets do Developed Markets
[3] Raport ICAN Research „Polskie firmy na globalnej scenie”
Transakcja sprzedaży istniejących niewymagalnych lub przyszłych wierzytelności na rzecz banku skutkująca przeniesieniem ciężaru finansowania na bank nie stanowi usługi finansowania. Należy ją uznać za usługę ściągania długów, podobną w swej konstrukcji do usługi factoringu, który na gruncie ustawy o VAT powinien być traktowany analogicznie jak cesja wierzytelności – stwierdził Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w wydanej 16 listopada 2018 r. interpretacji podatkowej, sygn. 0114-KDIP4.4012.585.2018.3.AKO.
Art. 5 ust. 1 ustawy – Prawo bankowe (Dz.U. 1997 nr 140, poz. 939, ze zm.) zawiera katalog czynności oznaczonych jako czynności bankowe. W ust. 2 tego artykułu wymienione są inne czynności, które również zostaną uznane za bankowe, pod warunkiem, że dokona ich bank. Jedną z nich stanowi wskazane w pkt 5 ustawy nabywanie i zbywanie wierzytelności pieniężnych. Ustawa o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535) przewiduje zwolnienie od tego podatku m.in. dla usług w zakresie długów (art. 43 ust. 1 pkt 40).
Element przymuszenia
Bank, który zamierzał nabywać wierzytelności pieniężne od jednego ze swoich partnerów biznesowych, wystąpił do organu podatkowego z zapytaniem, czy w świetle przytoczonych wyżej przepisów transakcjom tym towarzyszyć będzie zwolnienie z VAT. Wnioskodawca stał na stanowisku, że w braku zdefiniowania w ustawie o VAT usług w zakresie długów, należy posłużyć się słownikowym znaczeniem „długu”. Jak przytoczył we wniosku: „Dług to suma pieniędzy, którą ktoś pożyczył i musi zwrócić. Dług rozumiany jest jako obowiązek dłużnika do spełnienia określonego świadczenia. W takim znaczeniu przedmiotowe transakcje jako transakcje nabycia wierzytelności mieszczą się pod pojęciem usług w zakresie długów (…)” (sygn. 0114-KDIP4.4012.585.2018.3.AKO).
Podobnej wykładni bank dokonał w zakresie pojęcia „czynności ściągania długów”, które ustawa o VAT wyłącza spod zakresu przedmiotowego zwolnienia wraz z usługami factoringu (art. 43 ust. 15 pkt 1). Bank wskazał, że zgodnie z definicją językową taka czynność musi zawierać element przymuszenia dłużnika do zwrotu zobowiązań finansowych. Sama cesja wierzytelności dokonana przez partnera biznesowego na rzecz banku nie zawiera takiego elementu i zawierać nie musi, bo ściąganie długów nie jest przedmiotem transakcji. Są nim istniejące niewymagalne jeszcze lub przyszłe wierzytelności, co do których nie zachodzi konieczność przymusowego ich dochodzenia w czasie dokonywania cesji. Nawet jeśli taka konieczność w przyszłości by się pojawiła, to nabywca wierzytelności nie będzie jej windykatorem, tylko nadal pozostanie wierzycielem. Ściągnięcia na rachunek banku dokona inny podmiot i to on wyegzekwuje wierzytelność w ramach czynności ściągania długu.
Zapewnienie finansowania
Jako podstawowy cel transakcji, bank wskazał sfinansowanie płatności, których podstawę stanowić będą umowy zawarte pomiędzy zbywającym wierzytelności partnerem a jego klientami. Z kolei usługi finansowe, które za cel mają zapewnienie finansowania, nie stanowią usług wymienionych w art. 43 ust. 15 pkt 1 ustawy o VAT, a zatem nie podlegają wyłączeniu ze zwolnienia, o którym mowa w art. 43 ust. 1 tej ustawy. Na poparcie swojego stanowiska bank przywołał wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 19 grudnia 2014 r., sygn. akt I FSK 1922/13, oraz interpretację podatkową Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 28 grudnia 2012 r., nr IPPP3/443-1034/12-2/IG.
VAT obciąża każdą transakcję mającą za cel windykację
Organ podatkowy stanął na stanowisku, że wskazana we wniosku o wydanie interpretacji cesja wierzytelności wypełnia określone w art. 8 ust. 1 ustawy o VAT znamiona świadczenia usług. Jako że bank otrzyma w związku z jej zawarciem prowizję, świadczone usługi będą miały charakter odpłatny. To z kolei, zgodnie z treścią art. 5 ust. 1, oznacza objęcie ich opodatkowaniem podatkiem od towarów i usług.
„Jak stanowi art. 43 ust. 15 pkt 1 ww. ustawy, zwolnienia, o których mowa w ust. 1 pkt 7, 12, 37 i 41 oraz w ust. 13, nie mają zastosowania do czynności ściągania długów, w tym factoringu. Z powyższego przepisu wynika, że każda transakcja mająca za cel windykację należności jest wyłączona ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem od towarów i usług” (0114-KDIP4.4012.585.2018.3.AKO).
Cesja wierzytelności to usługa ściągania długów
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wskazał, że usługi factoringu polegają na wyręczaniu faktoranta od dokonywania wobec dłużnika czynności zmierzających do odzyskania długu. Nabywca wierzytelności może dokonać ich ściągnięcia, ale i odsprzedać je osobom trzecim. Tym samym nabywca wyręcza zbywającego wierzytelność od konieczności jej dochodzenia. W pojęciu factoringu, jak również usług ściągania długów mieści się więc transakcja nabycia wierzytelności, gdyż jej celem jest przejęcie od zbywcy zadań związanych z ich windykacją.
„A zatem usługę świadczoną przez Wnioskodawcę polegającą na nabyciu na podstawie cesji wierzytelności przysługujących Partnerowi i uwolnieniu go od obowiązku egzekwowania tych wierzytelności potraktować należy jako usługę ściągania długów, która została wyłączona ze zwolnienia od podatku od towarów i usług na podstawie art. 43 ust. 15 ustawy o podatku od towarów i usług” (0114-KDIP4.4012.585.2018.3.AKO).
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Pełniący dotychczas funkcję Dyrektora Zarządzającego w Działach Wynajmu i Wycen na terenie Europy Środkowo-Wschodniej Erik Drukker został członkiem zarządu w polskiej i czeskiej spółce BNP Paribas Real Estate. Nową funkcję objął na przełomie listopada i grudnia.
Erik Drukker – BNP Paribas Real Estate
Nowe stanowisko jest wynikiem objęcia nadzoru za coraz większy zakres odpowiedzialności za nowe obszary działalności w BNP Paribas Real Estate Poland oraz BNP Paribas Real Estate Czech Republic. Erik Drukker jest odpowiedzialny za kontakt z kluczowymi klientami i partnerami biznesowymi, przy ścisłej współpracy z innymi członkami zarządu obu spółek. Jednocześnie Erik nadal będzie piastować funkcję Dyrektora Zarządzającego w Działach Wynajmu i Wycen na terenie Europy Środkowo-Wschodniej, odpowiadając za bieżące projekty oraz ewaluację działań całego zespołu.
Powołanie Erika Drukkera na stanowisko członka zarządu to kolejny etap intensywnego rozwoju naszej firmy. Jego wieloletnie doświadczenie w obszarze doradztwa i pośrednictwa w obrocie nieruchomościami na arenie krajowej oraz międzynarodowej, otwartość na innowacje, a także znajomość potrzeb i oczekiwań dużych klientów są kluczowe dla dalszego, dynamicznego wzrostu naszego biznesu w regionie CEE
-Marcin Klammer, Prezes Zarządu, BNP Paribas Real Estate w Europie Środkowo-Wschodniej
Erik, w trakcie swojej 23-letniej kariery w Polsce pracował głównie w DTZ na stanowisku Zastępcy Dyrektora Zarządzającego oraz członka zarządu, gdzie do jego codziennych obowiązków należało również kierowanie liniami biznesowymi Wynajmu Powierzchni Biurowych i Przemysłowo-Magazynowych. Reprezentował wielu deweloperów i klientów korporacyjnych w nabywaniu lub sprzedaży ich nieruchomości. Swoje bogate doświadczenie wykorzystuje wdrażając nowe usługi i rozwiązania na szybko zmieniającym się rynku w całej Europie Środkowo-Wschodniej.
Pustki w kasie ZUS, wysokie opłaty za użytkowanie wieczyste gruntów oraz „znikające” bonifikaty za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność gruntu pod nieruchomościami, podwyżki cen produktów i usług oraz… waloryzacja emerytur to tylko kilka tematów, które w 2019 roku będą ważne z punktu widzenia emerytów. Co należy wiedzieć? Gdzie szukać informacji? Podpowiadamy.
Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM fot. Adam Cisowski
1. Czy w 2019 skończą się pieniądze w kasie ZUS?
W grudniu 2018 Zakład Ubezpieczeń Społecznych wyliczył ile pieniędzy może mu zabraknąć na wypłatę rent i emerytur. Na podstawie prognoz m.in. resortu finansów dotyczących bezrobocia, inflacji, wzrostu płac i PKB, Zakład oszacował, że w najczarniejszym scenariuszu, w latach 2019-2023, może mu zabraknąć ponad 70 mld zł rocznie. Najbardziej optymistyczny scenariusz zakłada, że braki w kasie ZUS będą sięgać 41-45 mld zł. – W tej sytuacji trudno mówić o optymistycznym scenariuszu. Niestety ZUS będzie musiał znaleźć pieniądze, by załatać dziurę i wypłacić emerytury seniorom. W przyszłym roku dostanie na ten cel 38 mld zł z dotacji budżetu państwa – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Braki w państwowej kasie są skutkiem m.in. programu 500+ (który „kosztuje” państwo ok. 23 mld zł rocznie), ale również obniżenia wieku emerytalnego, które miało miejsce w 2018. – Wielu ekspertów przestrzegało, że jeżeli obniżymy wiek emerytalny do 60 i 65 lat, to zmiany te będą kosztować podatników około 55 mld zł w ciągu pięciu lat. Ten scenariusz zaczyna się sprawdzać. Inną ważną kwestią jest szybki wzrost liczby emerytów. Dziś jest ich ok. 9 mln. ale wprowadzone niedawno zmiany spowodują, że w 2023 roku może być ich o pół miliona więcej niż obecnie, a to oznacza, że środki oraz dopłaty z budżetu przeznaczane na wypłatę będą coraz większe – dodaje Robert Majkowski. Rząd zapewnił, że wypłaty emerytur nie są zagrożone, ale sytuacja dotycząca budżetu ZUS nie wygląda obiecująco, a jego deficyt będzie się powiększać w kolejnych latach.
2.Waloryzacja emerytur już w marcu?
W połowie grudnia rząd przyjął i skierował do Sejmu projekt ustawy, która ma zmienić system waloryzacji emerytur. Ci seniorzy, którzy mają wyższe świadczenia wciąż będą podlegać waloryzacji procentowej (czyli na starych zasadach), natomiast ci, którzy otrzymują najniższe świadczenia mogą liczyć na waloryzację kwotową (czyli podwyżki). Projekt ustawy zakłada, że od marca 2019 roku najniższa emerytura wyniesie 1100 zł, a najniższa renta 825 zł. Według założeń osoby otrzymujące najniższe emeryturę dostaną jednorazową podwyżkę kwotową w wysokości 70 zł. Wszystkie emerytury i renty mają być podwyższone zgodnie z prognozowanym wskaźnikiem waloryzacji 103,26 proc. jednak nie mniej niż właśnie 70 zł – Poziom podwyżek będzie oczywiście zależał od wysokości świadczeń. Seniorzy, którzy otrzymują wyższe świadczenia będą mogli liczyć na wyższe podwyżki. Dla budżetu ZUS waloryzacja oznacza wzrost wydatków w skali roku 2019 o blisko 8,5 mld złotych, z czego nowy składnik minimalnej podwyżki kwotowej stanowi blisko 1,5 mld tej kwoty – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.
3. Opłata za użytkowanie wieczyste gruntów wzrośnie pięciokrotnie?
Z początkiem 2019 roku weszła w życie ustawa uwłaszczeniowa dotycząca m.in. przekształcenia użytkowania wieczystego we własność gruntu pod nieruchomościami. Jeszcze przed końcem roku, niektóre miasta uchwaliły bonifikaty (nawet do 98 proc. w Warszawie) w opłacie przekształceniowej, chcąc chronić portfele swoich mieszkańców. Problem w tym, że później wycofały się z wysokich upustów. Niestety znalazły się także samorządy, które na ustawie uwłaszczeniowej postanowiły „zarobić”. Przed końcem roku specjalnie podniosły opłaty za użytkowanie wieczyste gruntów (tych, których będzie dotyczyć ustawa), by później zażądać od właścicieli gruntów wyższej opłaty przekształceniowej. Jedna z gazet opisała sytuację emerytki z Krakowa, która dotychczas płaciła 140 zł za użytkowanie wieczyste (ma mieszkanie o pow. 58 metrów kw.), ale pod koniec roku dostała pismo, że jej opłata wzrosła do ponad 730 zł rocznie, czyli pięciokrotnie. – Nowa ustawa dotyczy ponad 2,5 mln Polaków, którzy użytkują grunty komunalne lub grunty należące do skarbu państwa. Dzięki nowym przepisom będą mogli oni zostać właścicielami tych terenów. O ile wzrost opłaty za użytkowanie nieruchomości, czy też wysoka opłata za przewłaszczenie mogą być przyjęte przez osoby młode i czynne zawodowo, o tyle będą trudne do przyjęcia dla seniorów. Wiele starszych osób nie będzie w stanie pozwolić sobie na uregulowanie wyżej wymienionych opłat. Oczywiście sytuacja nie będzie dotyczyła seniorów, którzy skorzystali z hipoteki odwróconej i zawarli umowę renty dożywotniej. W momencie podpisania umowy właścicielem nieruchomości staje się fundusz hipoteczny i to on pokrywa i będzie pokrywał wszelkie opłaty związane z nieruchomością oraz gruntami – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.
4. Podwyżki cen towarów i usług
W Polsce utarło się, że Nowy Rok oznacza nowe podwyżki. Najmocniej odczują je osoby, które dysponują skromnym budżetem, także seniorzy. W 2019 roku wzrosną ceny paliwa (jak wyliczył rząd o około 8 gr. na litrze), alkoholu, owoców i warzyw (na co wpłynęła ponoć ubiegłoroczna susza), drobiu (co zapowiadali m.in. eksperci z Instytutu Ekonomiki, Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej), masła, cukru, pieczywa (choć ceny chleba i bułek rosły już w 2018 roku, zapowiadane są kolejne podwyżki związane m.in. ze wzrostem cen mąki) i innych produktów. Oprócz podwyżek dotyczących żywności od 2019 roku wzrosną np. kary za jazdę bez ważnej polisy OC (od tego roku kara będzie wynosiła 2250 zł), czy ceny biletów kolejowych (choć te informacje są jeszcze niepotwierdzone). Czy waloryzacja emerytur wystarczy, by pokryć kolejne podwyżki? – Niekoniecznie. Ceny niektórych towarów i usług będą rosły o około 10-20 proc., tymczasem emerytury po waloryzacji wzrosną o ok. 3 proc. Warto pamiętać, że seniorom już teraz jest trudno utrzymać zadowalający poziom życia, zwłaszcza, że większość środków przeznaczają na leki i opłaty np. mieszkaniowe. Większość seniorów żyje zatem na kredyt i boryka się z zadłużeniem. Wielu emerytów, którzy decydują się na rentę dożywotnią przyznaje, że dzięki niej spłaca długi. Noworoczne podwyżki na pewno nie pomogą im w walce z ubóstwem, a jest to zjawisko, o którym trzeba coraz głośniej mówić i z którym trzeba walczyć. Może nowy rok jest dobrym momentem do realizacji rządowych postanowień o ustawie dotyczącej renty dożywotniej? Mam taką nadzieję, bo wszyscy na nią czekamy – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.
Przestępczość cyfrowa to ogromna gałąź przemysłu czerpiącego z realnej, ludzkiej krzywdy. Zorganizowane grupy kryminalistów funkcjonują jak korporacje, zatrudniając hakerów do różnych zadań, świadcząc usługi np. dla zainteresowanych nielegalnym zyskiem. Polem realizacji cyberkryminalistów jest Internet i urządzenia elektroniczne, zaś furtką wejścia: aplikacje, z których korzystamy.
Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland
Nasi specjaliści z F5 Labs obserwujący zachowania grup przestępczych, w tym zachowania nietypowe i motywację do działań za marginesem legalności wskazują, że obok działań
o charakterze wyzwaniowym – hakerstwo stało się nieformalną dyscypliną sportową
– głównym motorem napędzającym cyberprzestępczość jest pobudka finansowa. Niemniej, bez względu na motywację, hakerzy wybierają dziś ścieżki, które są najmniej obwarowane przeszkodami.
Większość incydentów bezpieczeństwa zaczyna się od ataków aplikacyjnych lub ataków na tożsamość. W przypadku aplikacji najczęściej atakowane są te odpowiedzialne za komunikowanie i wymianę dokumentów (komunikatory, maile, aplikacje typu office). Sytuacja nie zmieni się w nadchodzącym roku, ponieważ cele kryminalistów mogą zostać osiągnięte w najprostszy sposób właśnie poprzez ataki na aplikacje, które są chronione w organizacjach i przedsiębiorstwach w niewystarczający sposób. Z naszych badań wynika, że większość firm nie ma nawet pewności, z ilu aplikacji korzysta.
Hakerzy będą także w nadchodzącym roku infekować otwarte biblioteki kodów. Wiele aplikacji dla biznesu buduje się lub rozwija, korzystając z gotowych kodów tam dostępnych. Używają ich także przedsiębiorstwa, a zasoby te mogą mieć wbudowane wrogie mechanizmy. Jeszcze nie wszystkie aplikacje są budowane zgodnie z zasadą Security by Design, dlatego warto sprawdzać źródło pochodzenia składowych i aplikacji. Do cennych danych umożliwiających weryfikację zaliczamy imienne dane autora, czy dane procesów organizacyjnych.
Hakerzy będą w nadchodzącym roku cierpliwi. Dzięki automatyzacji, sztucznej inteligencji i machine learning pozostawiają część zadań przestępczych stworzonym przez siebie botom. Coraz częściej budują swoje kampanie na długofalowych celach. Oznacza to w dużym uproszczeniu, że jedno przedsiębiorstwo może być narażone na wielomiesięczny atak na różnych poziomach. Cele pośrednie to najczęściej dane dostępowe, jak nazwy serwerów, użytkowników, prywatne adresy sieciowe, adresy mailowe i inne. Obligatoryjne wydają się regularne badania konfiguracji i zabezpieczanie firmowej sieci przeciwko wyciekom danych. Ryzykiem biznesowym staje się niewykrycie incydentu naruszenia danych – pozostaje furtką do dalszych działań dla przestępców. Dlatego hakerzy sięgną po dane do sieci społecznościowych i kanałów firmowych. Zjawisko phishingu narasta i odpowiada za niemal połowę incydentów naruszenia danych. Pracownicy mogą nieświadomie zostawiać w mediach społecznościowych informacje dotyczące biznesu lub do niego kierujące (wystarczy, że wskazują na pewien zwyczaj), przydatne dla kryminalistów. Metody phishingu są stale rozwijane. Przykładowo: podszywanie się pod znane korporacje, banki przybiera coraz bardziej wyrafinowane formy – wspomniane „kampanie hakerskie” są właśnie próbą pozyskiwania danych etapami.
Ponadto, nawet monitorując ruch trzeba mieć na uwadze, że przestępcy będą coraz częściej używać szyfrowania. Inspekcję warto więc prowadzić na odszyfrowanym ruchu, jeśli dotąd nie było podobnej praktyki.
Hakerzy będą odcinali kupony od naszego wygodnictwa. Coraz powszechniejsze urządzenia IoT – szeroko stosowane prywatnie i komercyjnie – są najpopularniejszym celem ataku. Przedmiotów IoT będzie coraz więcej, a jest już więcej niż ludzi. Są produkowane i rozwijane szybko. Rzadko kiedy ich produkcja przebiega z myślą o bezpieczeństwie: wysoka konkurencja sprawia, że liczy się tempo – także przetwarzania – czyli ostatecznie wygoda użytkownika. Tymczasem najbardziej dotąd zainfekowane urządzenia IoT, to obok routerów Small Office i kamer cyfrowych, kamery IP oraz systemy telewizji przemysłowej. Połączone z siecią kamery w smartfonach są przecież użytkowane przez biznes – to furtka dla przestępców.
Niepokoją informacje o podatności na ataki infrastruktury, do której podłączone są urządzenia IoT: jest w takim samym stopniu nieodporna na ataki celujące w uwierzytelnianie, jak same urządzenia. Budowane przez cyberprzestępców Thingboty oparte na Internecie Rzeczy są coraz powszechniejsze, doskonalone, obserwujemy nietypowe zachowania ich wytwórców. Cyberprzestępcy skupiają okresowo wiele sił, przypuszczając wzmożone ataki, wykorzystując je do „uczenia”, rozpoznania i specjalizacji.
Powstają nowe grupy przestępcze… lub te dotychczasowe przechodzą do nowych systemów. Porównując dane z ostatnich pięciu lat, w 2018 r. top 50 ataków pochodzi z nowych adresów IP, gdy w poprzednich latach mieliśmy do czynienia z powtarzalnymi adresami. Nowością są także ataki inicjowane z Iraku i z Iranu. IoT będzie w nadchodzącym roku pod lupą przestępców, a kwestie jego bezpieczeństwa ryzykiem – dla całego sektora i użytkowników.
Najpoważniejszymi zagrożeniami dla przedsiębiorstw w 2019 r. pozostaną kradzieże danych dostępowych, ataki DDoS oraz oszustwa sieciowe.
Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland
Na koniec III kw. 2018 r. łączne zadłużenie gospodarstw domowych z tytułu kredytów i pożyczek wynosiło 617,1 mld zł. Najwyższy udział w zadłużeniu miały kredyty mieszkaniowe – 425,2 mld zł. Zadłużenie z tytułu pożyczek udzielanych przez firmy pożyczkowe wynosiło 4,6 mld zł.
W okresie pierwszych trzech kw. 2018 r. banki udzieliły kredytów gotówkowych na łączną kwotę 53,2 mld zł, co stanowiło wzrost o 7% w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. W tym samym okresie firmy pożyczkowe udzieliły pożyczek na kwotę 5,3 mld. zł – wzrost o 47%. Wzrost ten był częściowo spowodowany przystąpieniem do BIK-u kolejnych firm pożyczkowych.
W okresie styczeń – wrzesień 2018 r. najwyższą dynamiką aż 118,2% – charakteryzowały się pożyczki wysokokwotowe (powyżej 5 tys. zł). Dynamika dla pożyczek niskokwotowych (do 2 tys. zł) nie przekroczyła 10%.
Trend ten powinien utrzymać się w kolejnych kwartałach.
Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport w listopadzie 2018 wyniósł 19 505 mln EUR. Zmniejszył się tym samym w stosunku do wartości notowanych dla października o 3,2%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 4,3%. Wielkość eksportu w grudniu z przyczyn sezonowych może okazać się znacząco niższa w stosunku do wypracowanej w listopadzie.
Październik oraz listopad to miesiące, w których zazwyczaj eksport jest najwyższy w roku. Ma to głównie związek z realizacją zamówień związanych z zatowarowaniem handlu na okres jesienno-zimowy, ze szczególnym uwzględnieniem dostaw na potrzeby świąt. Poziom sprzedaży pomiędzy dwoma tymi miesiącami może być zróżnicowany – głownie ze względu na dostępny czas pracy lub drobne przesunięcia ekspedycji towarów np. z września na październik czy z listopada na grudzień.
W roku 2018 mieliśmy do czynienia z pewnym opóźnieniem początku zawarowywania handlu na sezon jesienno-zimowy, co istotnie poprawiło wynik października kosztem września. Dodatkowe i nieoczekiwane wypadnięcie jednego z dni roboczych w listopadzie (12 listopada) miało natomiast skutki w przesunięciu części typowo listopadowych dostaw na grudzień. W konsekwencji tegoroczna sprzedaż notowana w listopadzie była o 3,2% niższa od październikowej, podczas gdy przed rokiem sprzedaż listopadowa prezentowała się o 2,3% lepiej od takiej sobie w październiku. Obniżeniu uległa więc roczna dynamika sprzedaży eksportowej z 10,2% w październiku do 4,3% w listopadzie. Wyniki eksportu z początku 2018 roku prezentowały się lepiej niż zakładały to wcześniejsze prognozy. Odbudowa dynamiki eksportu postępowała szybciej niż w oczekiwano. Jednak w ostatnich miesiącach, u naszych głównych partnerów handlowych, nastąpiło równoczesne osłabienie bieżącej aktywności gospodarczej oraz pogorszenie perspektyw gospodarczych dla najbliższych kwartałów. W konsekwencji, zakładane dla ostatnich miesięcy roku zdynamizowanie eksportu, jest mniejsze od prognozowanego.
Oczekiwane zmiany eksportu
2018
2019
Eksport ogółem
5,9%
7,1%
Niemcy
8,2%
7,4%
Pozostałe kraje strefy euro
5,9%
7,3%
Kraje UE nie będące w strefie euro
4,8%
6,6%
Pozostałe kraje rozwinięte
5,6%
7,9%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej
5,6%
8,6%
Kraje rozwijające się
1,8%
4,1%
Choć w listopadzie złoty nieznacznie wzmocnił się wobec euro o 0,1% do 4,3029 to jednocześnie okazał się o 1,7% słabszy niż przed rokiem. Zmiany te poprawiły pozycję konkurencyjną naszych eksporterów. Jeszcze korzystniej prezentowała się sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. W listopadzie bowiem złoty osłabił się w stosunku do tej waluty – o 1,0% do 3,7808. Jednocześnie złoty okazał się wobec dolara słabszy niż przed rokiem o 5,1%.
Według Narodowego Banku Polskiego w pierwszych dziesięciu miesiącach bieżącego roku eksport wyniósł 177 492 mln EUR i okazał się o 5,9% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – X 2018 r. 183 000 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 6,5%.
Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży z 201,9 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,8 mld EUR (o 5,9%) w roku 2018 oraz do 229,0 mld EUR (o 7,1%) w roku 2019.
Badanie na próbie 1000 dorosłych Amerykanów daje wgląd w oczekiwania konsumentów dotyczące przyszłych doświadczeń w przestrzeni domowej, transporcie, opiece zdrowotnej i handlu detalicznym.
71 procent respondentów zakłada, że będzie korzystało z pojazdów elektrycznych, 51 procent chciałoby korzystać z kolei hyperloop, a 38 procent z powietrznych taksówek.
73 procent uważa, że będzie korzystało ze zdalnie sterowanych urządzeń domowych, 70 procent z w pełni połączonych inteligentnych systemów zarządzania domem, a 40 procent z wirtualnych domowych robotów.
Pokolenie millenialsów oczekuje spersonalizowanych doświadczeń we wszystkich kategoriach. Równocześnie niechętnie odnosi się do perspektywy udostępniania własnych danych osobowych dla usprawnienia usług.
Firma Dassault Systèmes (Euronext Paris: #13065, DSY.PA) poinformowała, że według oczekiwań konsumentów, miasta w 2030 roku powinny dostarczać rozwiązania technologiczne, które podniosą ogólną jakość życia, zapewnią społeczne korzyści oraz spersonalizują ich doświadczenia. To ustalenia wynikające z badania przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie dorosłych Amerykanów, we współpracy z niezależną firmą badań rynkowych CITE Research.
Kolej hyperloop, w pełni połączone inteligentne systemy zarządzania domem, mobilne płatności i spersonalizowane plany profilaktyki zdrowotnej to jedynie kilka przykładów nadchodzących, przełomowych technologii, które w 2030 roku staną się standardem. Tak twierdzą respondenci, których zapytano o prognozy na temat przyszłych doświadczeń w przestrzeni domowej, w podróży, w opiece zdrowotnej i w handlu detalicznym. Konsumenci oczekują, że jedną z głównych korzyści innowacji technologicznych w 2030 roku będzie personalizacja. Równocześnie, wśród innych dobrodziejstw wymieniają bezpieczeństwo, efektywność energetyczną, wygodę, dostępność, oszczędności i profilaktykę.
Badanie pozwoliło na sformułowanie następujących wniosków:
Spersonalizowane doświadczenia są uznawane za podstawową korzyść postępu technologicznego, szczególnie przez pokolenie millenialsów. Respondenci z grupy wiekowej 18-34 lat oczekują, że technologie zapewnią im doświadczenia dopasowane do osobistych potrzeb i upodobań. Ankietowani w wieku powyżej 35 roku życia chcieliby, by rozwój technologii zapewnił im przede wszystkim lepszy standard życia.
Domy w roku 2030 będą bezpieczne i efektywne energetycznie. Ponad 70 procent respondentów będzie używało urządzeń sterowanych zdalnie, asystentów z funkcją aktywacji głosowej i w pełni połączonych inteligentnych systemów zarządzania domem. Czterdzieści dziewięć procent respondentów spodziewa się, że będzie korzystało z wirtualnego, spersonalizowanego asystenta domowego lub z robota.
Zgodnie z prognozami, transport i mobilność będą stawały się w coraz większym stopniu elektryczne i połączone, co zwiększy oszczędności, skróci czas podróży, poprawi bezpieczeństwo na drodze i ogólną jakość życia. Ponad 70 procent respondentów zakłada, że będzie jeździło pojazdami z napędem hybrydowym lub w pełni elektrycznym, a ponad połowa uważa, że będzie podróżowała koleją hyperloop. Trzydzieści osiem procent prognozuje, że będzie przemieszczało się powietrznymi taksówkami. Ponad 75 procent oczekuje takich spersonalizowanych doświadczeń pasażerskich jak optymalizacja ścieżki nawigacyjnej czy miejskie systemy regulacji ruchu drogowego. Równocześnie większość zakłada, że nie będzie udostępniała własnych danych osobowych dla doskonalenia takich usług.
Spersonalizowane plany profilaktyki zdrowotnej i leczenie w domu staną się normą. Ponad 80 procent respondentów spodziewa się, że będzie mogło zapobiegać chorobom i dzięki temu żyć dłużej ponieważ technologie dadzą im możliwość łatwiejszego i efektywniejszego kontrolowania stanu zdrowia, a 83 procent uważa, że największy wpływ na ich życie będą miały plany profilaktyczne, budowane na podstawie wzorców zachowań i przyzwyczajeń żywieniowych. 81 procent jest zdania, że leczenie będzie prowadzone w warunkach domowych przez urządzenia, a 80 procent chciałaby korzystać z w pełni elektronicznych kartotek medycznych. Trzy czwarte respondentów uważa, że odczuje wpływ takich rozwiązań technologicznych jak domowe aplikacje diagnostyczne, urządzenia typu wearable oraz zindywidualizowane protezy ortopedyczne.
Sklepy stacjonarne nie znikną, ale doświadczenia zakupowe w sklepie będą się zmieniać dzięki rozwiązaniom płatniczym i technologiom sklepowym. W odniesieniu do sprzedaży detalicznej, 84 procent respondentów uważa, że będzie korzystało z płatności mobilnych oraz z opcji dostaw w każdym miejscu i w każdym czasie, które usprawnią proces zakupowy. Równocześnie 55 procent uznaje za mało prawdopodobne, by w 2030 roku robiło zakupy wyłącznie w sieci.
Badanie oczekiwań konsumenckich dotyczących życia w mieście w 2030 roku pozwoliło nam skonfrontować ekscytację, którą wzbudzają nowe rozwiązania z realistycznymi prognozami – powiedziała Florence Verzelen, Executive Vice President, Industry Solutions, Field Marketing, Global Affairs, Dassault Systèmes. – Konsumenci spodziewają się, że we wszystkich aspektach życia dojdzie do gigantycznych zmian. Wgląd w to, co myślą, to dla firm cenna informacja zwrotna, która pokazuje jakie możliwości należy badać, nad czym warto pracować i jakie wysiłki przyspieszyć. Badanie potwierdza, że personalizacja to dominujące oczekiwanie odnośnie do wszystkich innowacji. Poprzez platformę 3DEXPERIENCE Dassault Systèmes, będzie nieprzerwanie wspierać inicjatywy branżowe wychodzące naprzeciw takim oczekiwaniom konsumenckim. – tłumaczy Verzelen.
Golub GetHouse i Mennica Polska S.A. pozyskali finansowanie kolejnych etapów budowy inwestycji biurowej Mennica Legacy Tower w Warszawie. Ponad 130 mln EUR kredytu budowlanego udzieliło konsorcjum trzech banków.
Inwestycja przy skrzyżowaniu ulic Prostej i Żelaznej o łącznej powierzchni biurowej 65 630
m kw. realizowana przez Golub GetHouse i Mennicę Polską S.A. pozyskała kredyt o wartości 131,5 mln EUR, którego udzieliło konsorcjum trzech banków: mBank S.A. (działający również jako Agent konsorcjum), Santander Bank Polska S.A. oraz Bank Ochrony Środowiska S.A.
„Rozpoczęta w listopadzie 2016 roku budowa Mennica Legacy Tower przebiega zgodnie z planem. Zawarcie umowy kredytowej z konsorcjum trzech banków, pozwoli nam na finansowanie dalszych prac budowlanych i wykończeniowych. Cieszy nas, że banki doceniają projekt Mennica Legacy Tower i tak jak my wierzą w jego komercyjne powodzenie” – powiedział Cezary Jarząbek, Założyciel i Prezes Zarządu Golub GetHouse.
Kredytobiorcę w zakresie doradztwa prawnego i finansowego reprezentował Greenberg Traurig LLP, natomiast konsorcjum banków CMS Cameron McKenna Nabarro Olswang Pośniak i Sawicki sp.k. Doradcą technicznym na rzecz banków jest firma Gleeds-Polska Sp. z o.o.
„Cieszymy się z możliwości uczestniczenia w realizacji jednego z najbardziej prestiżowych projektów na polskim rynku nieruchomości. Bardzo dobre przygotowanie inwestycji, jej sprawna realizacja oraz potencjał biznesowy Mennica Legacy Tower miały kluczowy wpływ na nasze zaangażowanie i decyzję kredytową. Bardzo duże znaczenie miała również wiarygodność inwestorów, którzy od lat z powodzeniem realizują projekty wyróżniające się na rynku swoją jakością.” – powiedział Michał Popiołek, Dyrektor zarządzający ds. bankowości globalnej i inwestycyjnej, mBank S.A., Agent kredytu.
W Wieży do końca konstrukcji stropu pozostało już tylko 4 piętra. Zakończenie tych prac nastąpi jeszcze w tym kwartale. W Budynku Zachodnim sfinalizowano już wszystkie prace konstrukcyjne, a powierzchnia najmu została przekazany wyłącznemu najemcy – firmie WeWork, do realizacji prac wykończeniowych i aranżacyjnych.
Mennica Legacy Tower
1 z 3
140-metrowa wieża Mennica Legacy Tower i sąsiadujący z nią 43-metrowy Budynek Zachodni będą miały łączną powierzchnię biurową 65 630 mk w. Za projekt architektoniczny kompleksu odpowiada renomowana pracownia architektoniczna Goettsch Partners z Chicago, która na swojego lokalnego partnera wybrała uznane biuro projektowe Epstein.
Mennica Legacy Tower połączy wyjątkową architekturę, najnowsze technologie, funkcjonalność i najwyższej jakości materiały wykończeniowe. W obu budynkach kompleksu zastosowane zostaną zaawansowane rozwiązania technologiczne zwiększające efektywność pracy systemów i gwarantujące bezpieczeństwo najemców, a także najnowsze technologie mobilne, umożliwiające najemcom komunikowanie się z budynkiem za pomocą smartfona oraz aplikacji mobilnej.
Wśród najemców przestrzeni biurowych Mennica Legacy Tower znajdują się kancelarie prawne Allen & Overy i Noerr Biedecki sp.k. oraz światowy lider przestrzeni coworkingowych – WeWork, który został wyłącznym najemcą Budynku Zachodniego. Wyjątkową ofertę kompleksu uatrakcyjnią przestrzenie handlowo-usługowe, które zostaną zagospodarowane m.in. przez koncept restauracyjny MEET & EAT oraz klub fitness Zdrofit.
Inwestycja powstaje zgodnie z wymogami międzynarodowego certyfikatu ekologicznego BREEAM na poziomie „Outstanding”. Zakończenie całej inwestycji planowane jest na jesień 2019 roku.
Firma executive search Page Executive (część PageGroup) rozszerza swoje struktury. Wraz z początkiem roku do jej zespołu na stanowisku Partnera dołączyła Marta Grochal, która będzie odpowiadać za rekrutacje w obszarach Consumer Goods, Industrial oraz Healthcare & Life Sciences.
Marta Grochal – Page Executive
Marta Grochal posiada bogate doświadczenie w branży executive search, które zdobyła zarówno na rynku polskim, jak i zagranicą. Od wielu lat zajmuje się poszukiwaniem kandydatów na najwyższe stanowiska wymagające unikalnych kwalifikacji i doświadczenia.
Przed dołączeniem do Page Executive, od 2015 roku Marta Grochal związana była z firmą Pedersen & Partners. Do jej obowiązków należało m.in. strategiczne doradztwo z zakresu rekrutacji osób na najwyższe stanowiska dla klientów z wielu różnych branż, w szczególności z obszaru Healthcare & Life Science, Consumer Goods oraz Industrial w Europie Środkowej i Zachodniej. W latach 2008-2009 pracowała w Michael Page, która wraz z marką Page Executive należą do PageGroup.
– Marta Grochal w Page Executive objęła stanowisko Partnera i będzie odpowiadać za poszukiwanie liderów w obszarach Consumer Goods, Industrial oraz Healthcare. Jestem przekonany, że dzięki swojej szerokiej wiedzy i bogatemu, ponad 10-letniemu doświadczeniu w branży, będzie silnym wzmocnieniem zarówno dla PageGroup jak i naszych klientów oraz kandydatów – mówi Yannick Coulange, Dyrektor Zarządzający PageGroup w Polsce.
Marta Grochal ukończyła socjologię i komunikację medialną na Uniwersytecie Stanowym w Pensylwanii. Prywatnie, jest wielbicielką sportów ekstremalnych, cross fitu oraz szermierki – przez wiele lat była także reprezentantką Polski w tej dyscyplinie.
Wszystko, co czeka nas w social media w tym roku jest konsekwencją tego, co zdarzyło się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Wydarzenia, które miały miejsce w 2018 sprawiły, że zaufanie internautów do marek w mediach społecznościowych znacząco zmalało. Zatem, jakich wyzwań marketerzy mogą spodziewać się w komunikacji w social media w nadchodzących miesiącach?
Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media
W 2018 zarówno marketerzy, jak i użytkownicy przekonali się, że media społecznościowe mają realny wpływ na rozwój i postrzeganie marki. Jakie wydarzenia minionego roku znacząco nadużyły zaufanie odbiorców? Na pewno były to afery związane z serwisem Facebook i wyciekiem danych, a także te dotyczące fake newsów. Na rodzimym rynku były to konflikty między innymi takie jak: Martyna Wojciechowska i plastikowe butelki Żywiec Zdrój oraz marka W. Kruk oskarżona o plagiat portalu Pica Pica. Wszystko to sprawiło, że użytkownicy, a szczególnie młode pokolenie, jeszcze bardziej zaczęli weryfikować otrzymywane informacje i przekazy marketingowe.
Przemyślane działania na pierwszym miejscu
Marki muszą przemyśleć swoje działania oraz strategie komunikacji w mediach społecznościowych i przystosować je do bieżących oczekiwań użytkowników. Przecież nikt nie lubi być ciągle zalewany reklamami. Co to oznacza w praktyce? Niewątpliwie większe skupienie się na sposobach autentycznego łączenia się z odbiorcami. Obecność we wszystkich serwisach społecznościowych i powielanie treści wcale nie przekłada się na pozytywne postrzeganie marki. Lepiej budować wiarygodny i wartościowy przekaz w medium najpopularniejszym w danej grupie docelowej. Tutaj konieczne będzie połączenie trendów. Z jednej strony rosnącą popularność komunikacji w czasie rzeczywistym, w tym wideo, szczególnie w formie livestream oraz aktywności typu real-rime marketing. Z drugiej strony, w automatyzacji działań marketingowych obserwuje się rozwój m.in. chatbotów i coraz szerszego zastosowania sztucznej inteligencji czy też automatyzacji kampanii. W najbliższym czasie, właśnie te rozwiązania pozwolą usprawnić komunikację z użytkownikami nowej generacji.
Przyjazna marka
Jednym z głównych celów marek powinno stać się podkreślenie ich „ludzkiego” podejścia do klienta. Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, firmy prowadzące komunikację w mediach społecznościowych potrzebują uwiarygodnienia swojego przekazu oraz intencji. Konieczne jest budowanie zaufania i relacji marki typu człowiek-człowiek. Dlatego coraz mocniejszym trendem staje się personalizacja treści oraz indywidualne podejście do problemów użytkowników. Za wzorcowy przykład działań może posłużyć case dotyczący kryzysu Green Caffe Nero z czerwca 2018 roku z przeprosinami dla klientów, które złożył sam prezes firmy. Przykład ten pokazuje również, jak ważna jest sprawna obsługa klienta w mediach społecznościowych, szybka reakcja na potencjalne kryzysy oraz wiarygodna komunikacja. W budowaniu relacji z klientami mogą posłużyć również działania z microinfluencerami oraz tworzenie sieci ambasadorów marki wśród internetowych społeczności. Marketing influencer jest mniej bezpośredni niż tradycyjne formy reklamy i pozwala markom pokazać ich „ludzką” twarz.
Wizerunek odpowiedzialnej społecznie marki
Marki nie działają w izolacji. Aby potwierdzić swoje intencje oraz ocieplić wizerunek konieczne są również działania dla dobra społeczności, w której firma funkcjonuje lub wspieranie lokalnych inicjatyw. Buduje to nie tylko tożsamość marki, ale również tworzy wartość dodaną oferowanych produktów lub usług. O ile podejście CSR nie jest nowością, o tyle obniżenie zaufania do komunikatów marketingowych oraz specyfika mediów społecznościowych wprowadzają dane działania na nowy poziom. Współcześni internauci chcą być angażowani w treści, a także reagować i współdziałać w słusznych sprawach. Należy więc sprawić, aby marka mogła pośredniczyć lub brać udział właśnie w takich, ważnych społecznie działaniach.
Podsumowując, najważniejszym wyzwaniem marek w 2019 roku w obszarze mediów społecznościowych będzie budowanie zaufania wśród konsumentów.
Autor: Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media – z marketingiem internetowym związany ponad 8 lat, aktualnie zajmuje się monitoringiem Internetu i analizą działań w mediach społecznościowych. Pracował w Domu Badawczym Brand Fibres (VML Poland). Founder projektu Academy of Digital.
Tradycyjny portfel i gotówka to już przeszłość. Po 4 latach od oficjalnego debiutu, Apple Pay, czyli nowatorski system płatności dostępny jest również w Polsce! Co to oznacza dla użytkowników iPhone’ów? Tego dowiecie się z naszego artykułu!
Czym jest Apple Pay?
Apple Pay to jedna z najbardziej innowacyjnych obecnie metod płatności za zakupy, dostępna wyłącznie na urządzeniach mobilnych z systemem operacyjnym iOS, macOS oraz watchOS (czyli iPhone, iPad, Apple Watch czy Mac). Sprawdź aktualnie dostępne urządzenia na stronie: http://www.t-mobile.pl/telefony-i-urzadzenia/telefony/cat10019.chtml, dzięki którym będziesz mógł cieszyć się płatnością telefonem. W ten sposób można szybko i bezpiecznie zapłacić za swoje zakupy niemal w każdym miejscu – w sklepach stacjonarnych, w internecie, a nawet… w aplikacjach!
Płatność telefonem z Apple Pay – korzyści
Apple Pay to minimum formalności i maksimum korzyści! Aby korzystać z tej formy płatności, nie trzeba zakładać dodatkowych kont czy wypełniać skomplikowanych formularzy, które zwykle dostępne są w sklepach internetowych. Dokonywanie opłat nigdy nie było tak szybkie, proste i bezpieczne, jak właśnie płatność telefonem za pomocą Apple Pay!
Pora zapomnieć o portfelu
Apple Pay działa tak, jak zwykła karta debetowa – wystarczy zbliżyć iPhone lub Apple Watch do terminala i zaakceptować transakcję. Pora więc zapomnieć o tym, by zawsze mieć przy sobie portfel czy gotówkę. Teraz robienie zakupów jest łatwiejsze!
Gwarancja bezpieczeństwa
Korzystanie z Apple Pay jest niezwykle proste, a dane karty zawsze pozostają bezpiecznie, ponieważ nie są udostępniane ani przechowywane na urządzeniu, z którego dokonywana jest płatność. Podczas robienia zakupów, wykorzystywany jest jedynie unikatowy i wirtualny numer.
Szybkie potwierdzenie transakcji
Jeśli chcesz skorzystać z Apple Pay, wystarczy, że ustawisz kod dostępu, a płatność potwierdzisz przy użyciu Touch ID lub Face ID! Płacenie za zakupy jeszcze nigdy nie było tak proste! Co więcej, jest to dużo szybsze niż tradycyjne płatności kartą debetową.
Apple Pay – konfiguracja
Aby móc cieszyć się pełnią korzyści jakie daje Apple Pay, w pierwszej kolejności należy skonfigurować usługę.
W celu dodania karty płatniczej do iPhone’a, należy:
otworzyć w telefonie aplikację Wallet,
kliknąć na niebieski znak „+”, który znajduje się w prawym górnym rogu,
wprowadzić poufny kod zabezpieczający do swojej karty, aby uzyskać możliwość dodania karty debetowej lub kredytowej
lub
wybrać opcję „dodaj inną kartę”, a następnie zeskanować dane karty przy użyciu aparatu.
Gotowe! Płatność telefonem przy użyciu Apple Pay jest już możliwa!