Europa i Polska przygotowują się do e-fakturowej dyrektywy

2019 będzie rokiem upowszechnienia na Starym Kontynencie automatycznie przetwarzanych e-faktur. Wymusi to wprowadzenie od 18 kwietnia dyrektywy KE o obowiązkowym przyjmowaniu takich dokumentów w administracji publicznej. Oznacza to, że urzędy, samorządy i instytucje państwowe będą musiały odbierać, przetwarzać oraz archiwizować dokumenty w formie elektronicznej.

W Polsce, na ostatniej prostej, trwają prace nad oddaniem w ręce użytkowników Platformy Elektronicznego Fakturowania (PEF) służącej do w pełni zautomatyzowanej wymiany rozliczeń. Dostęp do niej będzie możliwy poprzez aplikację webową i desktopową. Przedsiębiorca wybierze czy chce przesłać dokumenty za pośrednictwem strony WWW czy poprzez oprogramowanie instalowane na dysku komputera. Całkowita wartość projektu wynosi ponad 34 mln zł, z czego ponad 29 mln zł pochodzi z Funduszy Europejskich. „PEF  będzie służyć do przesyłania drogą elektroniczną ustrukturyzowanych faktur elektronicznych oraz innych ustrukturyzowanych dokumentów elektronicznych związanych z realizacją zamówień publicznych. Nowe narzędzie pozwoli też na przetwarzanie i udostępnianie informacji związanych z realizacją tych zamówień” – podkreśla Tadeusz Kościński, wiceminister przedsiębiorczości i technologii. Projekt ma jednak dalszą perspektywę, a mianowicie łączenie już nie tylko biznesu z instytucjami publicznymi, ale również biznesu z biznesem czyli w relacjach tzw. B2B. „Początkowo obowiązek wystawiania jednolitych e-faktur planowano nałożyć również na wykonawców zamówień publicznych. Z tego założenia ustawodawca jednak się wycofał, a więc dla dostawców i wykonawców prac stosowanie nowych e-faktur pozostanie całkowicie dobrowolne. Liczymy jednak, że dostosowanie systemów tych podmiotów do przesyłania e-faktur w konsekwencji przyczyni się do wzrostu popularności dokumentowania transakcji fakturami ustrukturyzowanymi. To powinno zmobilizować polski biznes do rozliczeń w formie elektronicznej” – zauważa Tomasz Kuciel, prezes zarządu EDISON S.A, będącego częścią konsorcjum PEF Expert – brokera rządowej Platformy Elektronicznego Fakturowania.

Kraje europejskie także przygotowują się do wdrożenia europejskiej dyrektywy. W Portugalii od 1 stycznia 2019 roku automatycznie przetwarzane faktury są już obowiązkiem w administracji publicznej. Dostawcy są zobowiązani do przesyłania rozliczeń w takiej postaci na poziomie centralnym i regionalnym. Tym samym rząd w Lizbonie wyprzedza ostateczny termin 18 kwietnia nałożony przez UE. W Niemczech pod koniec ubiegłego roku rząd Angeli Merkel opracował harmonogram wprowadzenia systemu PEPPOL na poziomie federalnym, regionalnym i lokalnym. EDISON S.A. jest pierwszą polską firmą, która została przyjęta w poczet stowarzyszenia OpenPEPPOL. Według Tomasza Kuciela to podmiot będący punktem odniesienia dla rządów europejskich i ich dostawców w zakresie eProcurement, czyli obszaru e-biznesu dotyczącego zarządzania wszystkimi działaniami związanymi z elektronicznym procesem zamówień. „Projekt koncentruje się na kluczowych elementach e-zamówień, aby umożliwić firmom komunikowanie się drogą elektroniczną z jakąkolwiek instytucją europejską w procesie zawierania zamówień. Zwiększa to efektywność i obniża koszty.”

We Włoszech w lipcu zeszłego roku wprowadzono nakaz rozliczania się w formie Business To Government (B2G) za pomocą platformy SDI. Podwykonawcy i wykonawcy w ramach zamówień publicznych przesyłają dokumenty poprzez elektroniczny hub, który umożliwia szybki obieg elektronicznych faktur. Od Nowego Roku w system włączono również rozliczenia B2B. Wielka Brytania zmaga się z trudnościami Brexitu, ale pracuje też nad udoskonaleniem elektronicznego systemu zwrotu podatku VAT. Od 1 kwietnia 2019 roku przedsiębiorcy osiągający na fakturach dochód powyżej 85 tys. funtów będą musieli archiwizować swoje księgi w formacie cyfrowym oraz przesyłać je drogą elektroniczną do Urzędu Skarbowego. Taki raport należy dostarczać co kwartał. Na Węgrzech upowszechnienie automatycznego przetwarzania e-faktur doprowadziło do zwiększenia poziomu ściągalności VATu. Przyznał to minister finansów Mihaly Varga. „Miliony e-faktur zawierają ogromną ilość danych. Poprzez ich analizę jesteśmy w stanie odróżnić solidnych płatników od tych, którzy próbują działać niezgodnie z prawem”.

Europejskim potentatem Elektronicznej Wymiany Danych jest Skandynawia. W Szwecji powszechne e-fakturowanie stosowane jest od prawie 20 lat. System nadal jednak podlega rozbudowie i ciągłemu rozwojowi. Od kwietnia br. obowiązkiem będzie elektroniczne fakturowanie w formacie B2G. Administracja publiczna będzie akceptować rozliczenia w formacie PEPPOL lub krajowym Svefaktura. Norwegowie przygotowując się do wdrożenia europejskiej dyrektywy także od 1 stycznia wprowadzili obowiązkowy standard fakturowania w formacie B2G. Powstał na bazie PEPPOL BIS i jest w pełni zgodny z Dyrektywą 2014/55/UE.

W Polsce automatyczne przetwarzanie faktur będzie obowiązywać w ustawach Prawo zamówień publicznych, o partnerstwie publiczno-prywatnym i o umowie koncesji na roboty budowlane i usługi. Wyjątkiem będą zamówienia objęte tajnością ze względu na ochronę bezpieczeństwa państwa. Fakturowanie elektroniczne będzie stosowane również w przypadku małych zamówień publicznych o wartości nieprzekraczającej progu równowartości 30 tys. euro. W tym przypadku można wyłączyć zastosowanie e-faktur w umowie, ogłoszeniu, specyfikacji istotnych warunków zamówienia lub innym dokumencie rozpoczynającym postępowanie o udzielenia zamówienia publicznego.

Ile straci gospodarka na wolnych dniach w 2019 roku?

Mniej odpoczynku oraz więcej pracy – to perspektywa kalendarza na ten rok. Zmiana nie jest rewolucyjna dla etatowców. Stracili tylko jeden dzień wolny w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jednak istnieje szansa na to, że ustawodawca wyłączy z dni roboczych Wielki Piątek oraz Wigilię. Eksperci jednak przed tym ostrzegają. Każdy dodatkowy dzień świąteczny oznacza duże koszty dla gospodarki. Jednak ich oszacowanie jest dość trudne. I tutaj padają różne kwoty, wynoszące nawet po kilka miliardów złotych za dzień.

Mniej czy więcej?

W 2019 roku liczba dni ustawowo wolnych od pracy będzie mniejsza o jeden w porównaniu z 2018 rokiem, co podkreśla Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy w Konfederacji Lewiatan. Stało się tak, ponieważ w 2018 roku jednorazowo był wolny 12 listopada. Tegoroczny kalendarz obejmuje 251 dni pracujących dla osób zatrudnionych na umowę o pracę. Wymiar czasu pracy wynosi 2008 godzin.

– Mamy 13 dni ustawowo wolnych od pracy, przy czym żaden nie wypada w sobotę, a trzy przypadają na niedziele. Zgodnie z obowiązującym prawem, pracodawca musi wyznaczyć dodatkowe wolne za święto w sobotę. Termin ten ustala pracodawca, a nie wybiera go samodzielnie pracownik. Natomiast w sytuacji gdy święto jest w niedzielę, zatrudnionemu nie przysługuje dodatkowy dzień odpoczynku – informuje Agnieszka Kolenda, dyrektor w Hays Poland.

Za nami dwa z trzynastu dni ustawowo wolnych, tj. Nowy Rok (1 stycznia) i Święto Trzech Króli (6 stycznia). Najbliższymi będą Wielkanoc (21 kwietnia) oraz Poniedziałek Wielkanocny (22 kwietnia). Odpoczynek też można zaplanować na Święto Pracy (1 maja), Święto Narodowe Trzeciego Maja (3 maja), Zesłanie Ducha Świętego (9 czerwca) oraz Boże Ciało (20 czerwca). Ponadto w kalendarzu znajdują się takie terminy, jak Święto Wojska Polskiego, Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia), Wszystkich Świętych (1 listopada), Święto Niepodległości (11 listopada) oraz Boże Narodzenie (25-26 grudnia).

– Otwarta pozostaje kwestia jeszcze dwóch dodatkowych dni wolnych od pracy, tj. Wigilii i Wielkiego Piątku. Projekt zmian w tej sprawie wpłynął do Sejmu pod koniec 2018 roku. Co ciekawe, Wigilia Bożego Narodzenia oraz drugi dzień Triduum Paschalnego są dniami ustawowo wolnymi od pracy w kilkunastu państwach – dodaje Agnieszka Kolenda.

Natomiast Jakub Bińkowski z Departamentu Prawa i Legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, przypomina o sytuacji związanej z 12 listopada 2018 roku. Według eksperta, modyfikacje kalendarza dni ustawowo wolnych od pracy trzeba rzetelnie konsultować ze wszystkimi interesariuszami. Należy uniknąć chaosu i nieprzewidzianych kosztów po stronie przedsiębiorców. Ponadto, liczba dni ustawowo wolnych powinna być racjonalna i nie odbiegać od średniej w Europie, ponieważ wciąż jesteśmy krajem „na dorobku”.

Wolne kosztuje

– Co roku PKB jest mniejsze z powodu sobót, niedziel oraz świąt. Wówczas funkcjonuje tylko część przedsiębiorstw i usług, np. hutnictwo, kolejnictwo czy transport. Każdy dodatkowy dzień wolny od pracy ma negatywny wpływ na gospodarkę. Przed lub zaraz po takim ustawowym odpoczynku następuje próba odzyskania utraconych korzyści. Ludzie intensywniej pracują, pojawiają się nadgodziny – stwierdza prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów.

Zdaniem Roberta Lisickiego, trudno jest jednoznacznie ocenić wpływ dnia wolnego na gospodarkę. W kontekście 12 listopada szacowano, iż dodatkowy dzień wolny oznacza zmniejszanie PKB o ok. 0,3%. W tym przypadku uwzględniono liczbę dni wolnych od pracy oraz założenie, że 25% gospodarki pozostaje w tym dniu aktywna. Oznaczało to dla jednego dnia stratę w wysokości ok. 6 mld złotych. Ekspert podkreśla, że jednak są to tylko szacunki.

– Według niektórych wyliczeń, jeden dzień wolny od pracy może kosztować nawet 4 miliardy złotych. Jednak wiarygodność tego rodzaju estymacji wydaje się być niewielka, zwłaszcza że w grę wchodzi bardzo dużo zmiennych. Oczywiście, w dni ustawowo wolne od pracy nie funkcjonuje duża część przedsiębiorstw, co wiąże się z tym, że w takim okresie po prostu nie wytwarzają żadnej wartości dodanej – mówi Jakub Bińkowski.

Według prof. Gomułki, liczenie kosztów dnia wolnego nie powinno odbywać się w sposób mechaniczny. Były wiceminister finansów ma na myśli dzielenie PKB przez liczbę wszystkich dni pracujących. Ten iloraz określa PKB przypadający na dzień pracy. Wynosi on teraz prawie 8 mld złotych. Jednak taki szacunek zawyża znacznie wpływ dodatkowego wolnego na gospodarkę. Wspomniany iloraz należałoby podzielić przez 2, może nawet 3. Zatem szacunek na poziomie 3, najwyżej 4 mld złotych byłby bardziej zbliżony do rzeczywistych kosztów dodatkowego dnia wolnego od pracy.

– Na poziomie zakładowym pracodawcy wskazują, iż w zależności od układu świąt w kalendarzu mogą one wpływać na stopień obniżenia produktywności. Dobrym przykładem jest początek maja, kiedy ułożenie dni świątecznych powoduje nawet dziewięciodniowe okresy ograniczenia działalności firm. Analiza konsekwencji dni wolnych powinna też uwzględniać zróżnicowane skutki w poszczególnych branżach takich jak handel, transport czy produkcja – przekonuje dyrektor Departamentu Pracy w Konfederacji Lewiatan.

Zbliża się kluczowe głosowanie w sprawie brexitu

Teoretycznie porozumienie rozwodowe zostało już podpisane, jednak nadal najbardziej prawdopodobny scenariusz, to wyjście Wielkiej Brytanii z UE bez żadnego porozumienia. 15 stycznia może się okazać decydującą datą, a dzień ten wstrząsnąć europejską gospodarką. Ponowne referendum jest mało realne, musiałaby je poprzedzić wymiana rządu.

– Brexit pozostaje czarną skrzynką, po otwarciu której, mogą się z niej wysypać nieoczekiwane rzeczy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Najbardziej prawdopodobny wariant jest taki, że brytyjscy parlamentarzyści 15 stycznia nie zagłosują za przyjęciem przygotowanego już porozumienia. Wtedy rozwód bez porozumienia stanie się najbardziej realnym scenariuszem.

-To scenariusz najbardziej niekorzystny dla europejskiej gospodarki – komentuje P.Kwiecień.

Trudno spodziewać się, że inwestorzy uwierzą, że może dojść do ponownego referendum, w którym Brytyjczycy wypowiedzą się za pozostaniem w UE.

Ustawa o obniżce prądu niezgodna z prawem unijnym?

Czy w styczniu będą obowiązywać wyższe ceny energii, wprowadzone przez tych jej dostawców, którzy zdecydowali się na ich podniesienie, czy zastosowanie znajdzie ustawa, która budzi sporo kontrowersji, w tym co do jej zgodności z prawem UE? Wprawdzie Komisja Europejska łagodzi ton w sprawie ustawy obniżającej ceny energii elektrycznej w Polsce, ale oczekuje na jej notyfikację.

– Pojawia się więc pytanie czy przyjęta ustawa może być stosowana -mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Wrochna , Szef Praktyki Prawa Europejskiego i Europejskich Regulacji Gospodarczych, w kancelarii prawniczej Kochański i Partnerzy. – Bo każda pomoc publiczna, przed jej wejściem w życie, powinna być zgłoszona do Komisji Europejskiej.

Pomoc publiczna bez akceptacji KE jest nielegalna i nie powinna być udzielana. Jakie będą losy ustawy, trudno przewidzieć. Jak jednak obecnie powinni postępować dostawcy energii elektrycznej, dopóki nie zakończą się negocjacje z UE?

– Niezależnie od różnych zastrzeżeń, ta ustawa dziś obowiązuje i należy ją stosować, przyjemniej do momentu w którym formalnie zostaną wszczęte procedury w zakresie kontroli jej zgodności z prawem UE – wyjaśnia mec.Wojciech Wrochna z Kochański i Partnerzy.

2018 rok na rynku publicznych emisji obligacji w liczbach

Wiadomo, że nie był to udany rok dla rynku obligacji korporacyjnych, a przyczyn można wymienić przynajmniej kilka. Natomiast o skutkach najlepiej opowiedzą liczby.

910 mln zł

To łączna wartość publicznych emisji obligacji przeprowadzonych w 2018 r. na podstawie prospektów emisyjnych i kierowanych do inwestorów indywidualnych. To połowa (49,3 proc.) wyniku osiągniętego w rekordowym jak dotąd roku 2017, gdy było to 1,849 mld zł.

600 mln zł

To największa kwota, jaką z publicznych emisji obligacji pozyskał w 2018 r. jeden emitent – PKN Orlen. Stanowiło to 65,9 proc. wartości wszystkich przeprowadzonych emisji. Nie jest to jednak rekord rynkowy. W 2014 r. PKN w jednym roku kalendarzowym uplasował publiczne emisje warte 700 mln zł.

13 emisji

Tyle publicznych emisji obligacji na podstawie prospektów emisyjnych przeprowadzono łącznie w 2018 r. Przed rokiem było ich 31, a dwa lata temu 33 (rekordowy rok).

7 894 zapisów

Tyle zapisów złożono łącznie we wszystkich emisjach publicznych przeprowadzonych w 2018 r. Przed rokiem było ich 14,9 tys. plus inwestorzy, którzy składali zapisy w publicznych emisjach Getin Noble Banku (bank nie podawał liczby składanych zapisów). Dwa lata temu ta liczba wyniosła 16,5 tys. (którą także trzeba powiększyć o emisje GNB). Najwięcej inwestorów wzięło udział w trzeciej z kolei emisji PKN Orlen (1 245). To najlepszy wynik od kwietnia 2016 r., gdy w pierwszej emisji publicznej Alior Banku wzięło udział 1 402 inwestorów. Rekord należy jednak także do PKN Orlen – w 2014 r. w drugiej emisji publicznej zapisy złożyło ponad 2 tys. inwestorów.

136,4 tys. zł

To średnia wartość zapisów złożonych we wszystkich emisjach publicznych z 2018 r. Ich łączna wartość wyniosła 1,077 mld zł. Przed rokiem było to 3,042 mld zł, a przed dwoma laty 3,067 mld zł (rekordowy rok w historii Catalyst).

Najwyższe zapisy składano w emisjach PKN Orlen – w pierwszej z nich średnia wartość zapisu wyniosła 394,9 tys. zł. Rekord pod tym względem należy do emisji Alior Banku z listopada ub.r., gdy średnia wartość zapisu wyniosła prawie 1,7 mln zł (jednak najmniejszy składany zapis nie mógł być wart mniej niż 400 tys. zł).

833,6 mln zł

To nominalna wartość obligacji pochodzących z emisji publicznych adresowanych do inwestorów indywidualnych na podstawie prospektów emisyjnych, które zmieniły właściciela w czasie handlu sesyjnego na Catalyst w okresie ostatnich 12 miesięcy (do końca listopada br.). To 30,3 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy było to 639,6 mln zł.

254,2 mln zł

To wartość sesyjnego handlu publicznymi emisjami Orlenu – mają one największy wpływ na łączną wymianę publicznymi emisjami. Na drugim miejscu są obligacje Getin Noble Banku (154,4 mln zł), który wprowadził na Catalyst obligacje z emisji publicznej o największej wartości. Aktualnie w obrocie pozostają obligacje GNB warte 1,9 mld zł.

Obligacje Orlenu są aktualnie także najpłynniejszymi papierami na Catalyst pod względem relacji wartości zawartych transakcji do wartości samych obligacji – prawie co czwarta (23,1 proc.) obligacja Orlenu pochodząca z publicznych emisji zmieniła właściciela w czasie ostatnich 12 miesięcy.

Emil Szweda dla Michael/Ström

Trendy technologiczne, które wpłyną na branżę zabezpieczeń w 2019 roku

Jak co roku, eksperci Axis Communications typują trendy, które będą kształtować branżę nowych technologii, szczególnie w zakresie monitoringu i zabezpieczeń. Kilka kluczowych kierunków pojawiło się już w zeszłorocznym zestawieniu, a ze względu na swój potencjał i nośność będą naturalnie rozwijać się także w tym roku.

Sztuczna inteligencja – także dla sektora zabezpieczeń

Technologiczna moda na sztuczną inteligencję (AI) sprawia, że w opinii publicznej zaczęło pojawiać się przekonanie, że zmieni ona fundamentalnie każdą branżę i sektor. Po drugiej stronie mamy sceptyków, którzy twierdzą, że zauważalne już ograniczenia zastosowań sztucznej inteligencji (w tym uczenia maszynowego i głębokiego uczenia się) wskazują na szczyt możliwości tej technologii (i zarazem “szczyt nadmiernych oczekiwań” wg teorii cykli Gartnera), w której pokłada się zbyt wielkie nadzieje, co z czasem przyniesie jeszcze większe rozczarowanie. Rzeczywistość rynku nowych technologii jest jednak taka, że korelacja między jej wdrażaniem a postępem różni się w zależności od branży i od planowanej funkcjonalności. W niektórych dziedzinach – w szczególności w opiece zdrowotnej, np. w wykrywaniu raka – AI ma już znaczący pozytywny wpływ. W innych obszarach transponowanie dobrodziejstwa AI jest wolniejsze, choć zaczyna już przynosić bardziej konkretne innowacje. Sektor systemów dozoru wizyjnego jest jednym z nich.

Obecnie, narzędzia do głębokiego uczenia się wykorzystywane są głównie do analiz wideo oraz wspierania procesu reagowania. Eksperci z branży monitoringu zakładają, że z czasem będą one kluczowym komponentem wielu zaawansowanych systemów. Jako aplikacje oraz produkty dla inżynierów oprogramowania i nie tylko, staną się bardziej powszechne, proste i gotowe do zastosowania w różnych środowiskach. Pamiętajmy jednak, że katalizatorem rozwoju inteligentnych systemów dozoru będą przede wszystkim udane wdrożenia, a nie same inwestycje w technologię.

W sektorze bezpieczeństwa często pojawia się pokusa, by przy okazji adaptacji AI silić się na zbyt wielkie oczekiwania i jeszcze większe obietnice. Axis, jako jeden z innowatorów, czerpie z wieloletniego doświadczenia w transferze oraz tworzeniu nowej technologii i dąży przede wszystkim do tego, aby uczynić ją funkcjonalną i przydatną. Nie chcemy przedobrzyć ani dokładać się do kolejnej bańki technologicznej. Dlatego stawiamy na solidność i niezawodność, odpowiadając na faktyczne potrzeby klientów, ale i przewidując stojące przed nimi wyzwania w przyszłości.

Poza wszystkim, nie można zapominać, że na głębokie uczenie się składają się dwie różne fazy: faza szkolenia i faza wykonania. Ta pierwsza wymaga dużej mocy obliczeniowej, danych i czasu, więc najprawdopodobniej będzie działała na serwerze i/lub w chmurze, podczas gdy dodatkowe szkolenie (dostrajanie) może być wykonane w ramach tzw. urządzenia brzegowego. Faza wykonania – to, co wymaga “przetestowanych” danych – może być zrealizowana na dowolnym poziomie w systemie, w pełni zależnym od tego, jaka moc obliczeniowa jest potrzebna oraz jak ważny jest czynnik czasu we wdrożeniu.

W tym roku Axis będzie kontynuował swoje prace R&D, dążąc bardziej do odkrywania
i usprawnień funkcjonalności pod kątem korzyści odbiorcy końcowego (także przemysłu), a nie do radykalnych, ryzykownych zmian.

Chmury obliczeniowe, ruch w kierunku krawędzi a dozór wideo

Choć AI znajduje się jeszcze w początkowych fazach cyklu żywotności technologii wg. teorii Gartnera, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy cloud computing jest już technologią mocno ugruntowaną, czy może zmierza jeszcze w stronę płaskowyżu produktywności. Jest jeszcze pewnie kilka organizacji w sferze prywatnej lub publicznej, które nie korzystają z chmury obliczeniowej, ale większość rozwija jednak swoją infrastrukturę w stronę modelu opartego na chmurze.

Przetwarzanie w chmurze opiera się na scentralizowanym przetwarzaniu danych w jednym lub wielu centrach danych, a ponieważ liczba podłączonych urządzeń Internetu Rzeczy (IoT) rośnie wykładniczo, rośnie również ilość generowanych danych. Nawet jeśli powstanie więcej centrów danych o coraz większej wydajności, to tsunami danych może stać się przytłaczające.

Aspekt przyrostu, agregacji i skutecznego przetwarzania danych jest również szczególnie istotny dla rozwoju sektora dozoru wizyjnego, gdzie wymagania stale rosną, co zmusza jednocześnie do ciągłego udoskonalania technologii optymalizujących zapotrzebowanie na pamięć masową i przepustowość.

I tu na pierwszy plan wysuwają się korzyści przetwarzania danych w ramach urządzeń brzegowych. W skrócie, operowanie danymi na krawędzi oznacza realizację procesów przetwarzania danych przed przesłaniem do centrum danych na „krawędzi” sieci, tj. blisko miejsca, w którym dane są gromadzone przez sensory. Szczególną zaletą procesowania brzegowego edge processing dla niektórych sektorów jest zwłaszcza poprawa szybkości analizy i zdolności do dalszych operacji w oparciu o uzyskane wyniki. Weźmy na przykład autonomiczny pojazd. Bez obliczeń brzegowych – gdy zarówno przechwytywanie, jak i przetwarzanie danych odbywa się w samym pojeździe – opóźnienie w komunikacji z centrum danych w chmurze, nawet jeśli chodzi tylko o milisekundy, może być tą zmienną, która zdecyduje o uniknięciu kolizji lub wypadku.

W Axis Communications obliczenia brzegowe oznaczają natomiast przetwarzanie danych w obrębie samej kamery. Tak zbudowany system znacząco poprawia jakość, ale i bezpieczeństwo systemów dozoru. Dlaczego? Przede wszystkim, wstępne przetwarzanie danych w kamerze może istotnie zmniejszyć zapotrzebowanie na przepustowość zarówno w przypadku przesyłania danych, jak i ich przechowywania. Ponadto dane mogą być anonimizowane i szyfrowane przed ich przesłaniem, z uwzględnieniem kwestii bezpieczeństwa i prywatności.

Trzeba podkreślić, że para cloud computing i edge computing nie rodzi dylematu  „albo-albo” – obie technologie będą działać w równowadze z korzyścią dla przemysłu.

Personalizacja a prywatność

Rok 2018 może być uznawany za ten, w którym ogólna świadomość prywatności danych osiągnęła punkt krytyczny, szczególnie w odniesieniu do ochrony danych osobowych. Ogólna dyrektywa UE w sprawie ochrony danych (RODO) przyznała bowiem osobom z sektora publicznego i prywatnego wyższy niż kiedykolwiek poziom kontroli nad gromadzeniem, przechowywaniem, udostępnianiem i wykorzystywaniem danych osobowych przez dane organizacje – w tym informacji uzyskanych dzięki monitoringowi wizyjnemu. Jednak w kontekście wyzwań i potencjalnych ryzyk dla szerszej rzeszy konsumentów i obywateli warto zaznaczyć, że bardziej prawdopodobne są problemy związane z wykorzystaniem danych gromadzonych przez media społecznościowe. Ostatnia historia związana z wydobywaniem danych przez Facebook zwiększyła świadomość, a zarazem zaniepokojenie tym, co dzieje się z danymi osobowymi podawanymi online.

W końcu żyjemy w świecie, w którym walutą są dane – otrzymujemy cenne usługi online w zamian za świadome lub nieświadome przekazanie znacznej ilości danych osobowych. W rzeczywistości dane te są wykorzystywane przez takie serwisy jak Facebook, Amazon, Google i inne, tak aby podnieść wartość oferowanych usług poprzez wysoki stopień personalizacji. Jednak coraz więcej osób ma wrażenie, że granica między użyteczną personalizacją a inwazyjnym naruszaniem prywatności została przekroczona, zaś doniesienia, że asystenci domowego, inteligentnego sprzętu potrafią słuchać rozmów i monitorować przestrzeń poza kontrolą użytkownika, tylko ten niepokój podsycają.

Ostatecznie, w kwestii ochrony danych kluczowe jest zaufanie – instytucja publiczna, czy przedsiębiorstwo musi gwarantować klientom taki poziom bezpieczeństwa, aby ci zechcieli zaufać, co z kolei ma przełożenie na wymierne, długoterminowe korzyści dla obu stron. Ciekawe wnioski płyną choćby z ostatnich badań firmy konsultingowej Accenture. Wykazały one związek między zaufaniem interesariuszy a przychodami. Kształtowanie w firmach i instytucjach profesjonalnego podejścia do tematu ochrony prywatności oraz wykorzystywania danych osobowych, a także eliminacja odnośnych obaw społecznych będą – zdaniem ekspertów Axis – jednymi z istotniejszych wyzwań, także w branży zabezpieczeń.

Cyberbezpieczeństwo

Co pojawia się każdego roku w agendzie publicznej i ciągle rodzi nowe pytania? Cyberbezpieczeństwo – kwestie z nim związane dotykają każdego, nie inaczej było w 2018 i będzie w 2019 r. W istocie, nawiązując do poprzedniej refleksji, najszybszym sposobem na zniszczenie zaufania między firmą a jej klientami (i akcjonariuszami), czy też instytucjami publicznymi a obywatelami jest naruszenie bezpieczeństwa cybernetycznego. Jak to zrobić? Można przypomnieć chociażby przypadek British Airways.

Rzecz w tym, że problemy cyberbezpieczeństwa nigdy nie zostaną całkowicie rozwiązane, ponieważ cyberprzestępcy (i coraz częściej państwa narodowe) nigdy nie przestaną próbować wykrywać i wykorzystywać luk w zabezpieczeniach. Zaangażowane w proceder organizacje są niezwykle dobrze finansowane i zorganizowane oraz mogą wprowadzać innowacje znacznie szybciej niż firmy, które muszą przestrzegać branżowych przepisów prawnych. Ataki stają się coraz bardziej wyrafinowane i skoordynowane, zwłaszcza gdy liczba podłączonych do Internetu urządzeń rośnie w postępie geometrycznym, co oznacza jednocześnie większą skalę ​​potencjalnie słabych punktów sieci.

Ostatnio dowiedziono, jak istotne dla przemysłu i konsumentów jest zabezpieczanie przed atakami poszczególnych ogniw w łańcuchach dostaw. Tam, gdzie nie istnieją żadne procedury, czy dobre praktyki cyberbezpieczeństwa, ataki mogą zrujnować niejeden biznes, a to z kolei może prowadzić do efektu domina, co w niektórych przypadkach przekłada się na szeroko rozumiane bezpieczeństwo wewnętrzne. Pochodzenie produktów i kontrola ich jakości są ważniejsze niż kiedykolwiek przedtem, dlatego producenci muszą mieć pewność, że każdy etap w łańcuchu dostaw jest zabezpieczony.

Inteligentna technologia w służbie środowisku

Znane są przypadki, gdzie rozwiązania dozoru wizyjnego wykorzystywano do poprawy efektywności energetycznej w biurach. Warto zaznaczyć, że nowa generacja sensorów może jeszcze dokładniej mierzyć wpływ określonych czynników na środowisko w danych przestrzeniach zamkniętych lub otwartych, zakładach usługowych lub produkcyjnych, działając jako swoiste sztuczne, ale wrażliwe „nosy”, skalibrowane pod kątem monitorowania różnych aktywności i procesów, w tym obrazowania termicznego i identyfikacji przestrzeni marnotrawstwa energii.

Jednym z krytycznych obszarów, w których takie czujniki sprawdzą się doskonale, umożliwiając działania naprawcze, ale też zwiększając świadomość społeczną problemu, jest także monitoring jakości powietrza – czy to w budynkach, czy w otwartych przestrzeniach miejskich. Pracując nad udoskonalaniem inteligentnych urządzeń, eksperci Axis mają świadomość, że jest to działanie nie tylko dla potrzeb komercyjnych, ale też na rzecz jakości życia nas wszystkich.

Od inteligentnych zabezpieczeń do Smart City –  zintegrowane rozwiązania

Już pojedyncze elementy, takie jak te opisane powyżej, mogą przynieść znaczące korzyści. Ważnym trendem w 2019 r. będzie jednak ruch ku budowaniu systemów zintegrowanych, które umożliwią faktyczne wdrażanie inteligentnych rozwiązań.

Dla przykładu, w inteligentnym mieście czujnik ruchu podłączony do określonej platformy może uruchomić kamerę, która z kolei wywoła alarm w centrum operacyjnym, umożliwiając szybką i właściwą reakcję. Z kolei czujnik środowiskowy może ponownie uruchomić kamerę wizyjną lub termowizyjną, aby szybko zidentyfikować pożary lub wycieki, ponownie wysyłając ostrzeżenia, które spowodują szybszą i skuteczniejszą reakcję. Gdy rozważa się zakres i skalę integracji czujników – od termicznego do ruchu, od atmosferycznego po wizyjne – sposoby ich łączenia są nieskończone, podobnie jak potencjalne korzyści z tego płynące.

Zaawansowane systemy, wykorzystujące również wspomnianą AI, niebawem mogą odgrywać centralną rolę w monitorowaniu stanu termoizolacji, energooszczędności, czy efektywności energetycznej budynków w ogóle. Będą też istotnym wsparciem w rozwiązywaniu wielu problemów ekologicznych, przyczyniając się do zrównoważonego rozwoju.

Zdaniem Axis Communications, w 2019 r. będziemy świadkami kolejnego technologicznego kroku naprzód, przy czym istotne jest jednak to – z perspektywy innowatora i podmiotu wdrażającego nowe technologie – aby nie rozpraszać uwagi i nie tracić energii na trzymanie się kurczowo każdego nowego trendu lub konceptu innowacji, i aby skupić się na rozpatrywaniu i testowaniu tych idei oraz rozwiązań, które dobrze rokują w kategoriach tworzenia wartości dodanej i obiektywnie pozytywnego wpływu dla danej organizacji, czy – wreszcie – obywateli. To imperatyw i pewien filtr, poprzez który obserwujemy i odsiewamy trendy technologiczne pod kątem ich efektywnego zastosowania przemysłowego, społecznego, ekologicznego.

Mikro, małe i średnie firmy w „inwestycyjnym dołku”

Pierwszy w 2019 roku pomiar Barometru EFL[1]wskazuje, że przedstawiciele sektora MŚP rozpoczęli nowy rok z jeszcze słabszymi nastrojami niż zakończyli poprzedni. Główny indeks po raz pierwszy w historii pomiarów (od początku roku 2015) osiągnął wartość niższą niż 50 pkt. (49,9 pkt.), co oznacza, że warunki do rozwoju firm w Polsce są obecnie niekorzystne. Eksperci EFL zwracają uwagę, że jeszcze nigdy tak mało mikro, małych i średnich firm nie planowało więcej inwestować (tylko 18 proc.), co zaważyło na głównym wyniku.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL wyniosła w I kwartale 2019 roku 49,9 pkt. i była o 1,2 pkt. niższa niż w poprzednim kwartale. W porównaniu z I kwartałem 2018 różnica wynosi już 6,9 pkt. (56,8 pkt.), natomiast w perspektywie 9 miesięcy (od II kwartału 2018 roku) spadek wynosi aż 11,3 pkt.

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

Prezes EFL podkreśla, że jest to wynik spodziewany, gdyż zgodnie z tendencją z lat ubiegłych, na przełomie roku (między IV kw. a I kw.) nastroje przedsiębiorców spadają osiągając najniższą wartość w ciągu roku. – Po raz kolejny ocena własnej sytuacji oraz plany zarządzających mikro, małymi i średnimi firmami koresponduje z tym, co dzieje się w otoczeniu społeczno-gospodarczym. Zarówno w krajowym – mam tutaj na myśli przede wszystkim trudną sytuację na rynku pracy, jak i zagranicznym. Tutaj z kolei bardzo uważnie patrzymy na naszych zachodnich sąsiadów, od których otrzymujemy coraz gorsze informacje, głównie sygnalizujących postępujące spowolnienie niemieckiego przemysłu. One z pewnością będą coraz bardziej ciążyć polskim przedsiębiorcom, dla których niemieckie firmy są najczęściej głównym partnerem handlowym – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL. I dodaje: – To, co zaskoczyło nas przy tym Barometrze, to fakt, że dynamika spadku w ciągu czterech ostatnich pomiarów jest bardzo duża i niestety świadczy o zdecydowanym pogorszeniu nastrojów naszych MŚP. Już piąty rok realizujemy ten pomiar i jeszcze nigdy główny indeks nie spadł poniżej wartości 50 pkt. i tym samym nie osiągnął poziomu ograniczonego rozwoju.

Spowolnienie przekroczyło próg

Próg OR to poziom ograniczonego rozwoju firm z sektora MŚP, który wynosi co najmniej 50 pkt. w Barometrze EFL. Stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 49,9 pkt. osiągnięty na początku tego roku nie przekroczył progu OR, co oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa widzą mniejsze szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

Inwestycje w odwrocie

Podobnie jak w poprzednich pomiarach, o niskim poziomie wskaźnika zadecydował pesymizm w odniesieniu do planowanych inwestycji. Optymistów jest o 5,2 p.p. mniej niż kwartał wcześniej (z 23,5 proc. do 18,3 proc.). Jest to najniższy wynik od początku realizacji badania, czyli od stycznia 2015 roku. Co więcej, w obszarze inwestycji, zdecydowanie więcej jest przedsiębiorców, którzy przewidują spadek (27,2 proc.) niż tych, którzy planują ich wzrost. Planowany spadek poziomu inwestycji sprawia, że MŚP wyrażają mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (-3,2 p.p. w ujęciu kwartalnym).

Na spadek nastrojów w ocenie planowanych inwestycji warto spojrzeć w dłuższej perspektywie czasu. Od IV kwartału 2017, gdy poziom optymistów był rekordowy (41,4 proc.), wskaźnik ten stale spada (w sumie już o 23,1 pkt. proc.). Można więc mówić o poważnym załamaniu planów inwestycyjnych w sektorze MŚP.

Wstrzymujemy zakupy

Odsetek osób, które spodziewają się większych zamówień w ciągu I kwartału, spadł o 5,3 p.p. (z 28,3 proc. do 23 proc.) w porównaniu do IV kwartału ubiegłego roku. W porównaniu do sytuacji sprzed roku odsetek optymistów jest aż o 14,6 pkt. proc. niższy. Szacowany spadek sprzedaży nie pociągnął jednak za sobą ocen dotyczących płynności finansowej w porównaniu do ubiegłego kwartału. Odsetek osób spodziewających się wzrostu płynności finansowej wyniósł 19,2 proc., o 1,4 p.p. więcej niż w poprzednim ujęciu kwartalnym.

Odwilż na wiosnę?

Patrząc na tendencje z poprzednich lat, pomiędzy I a II kwartałem należy się spodziewać poprawy nastrojów. – Jeśli ten scenariusz się powtórzy, za 3 miesiące można oczekiwać wartości Barometru na poziomie ok. 52-53 pkt. Inny scenariusz i utrzymanie tendencji spadkowej świadczyć będzie o poważnym załamaniu nastrojów – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

[1] Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 2-8 stycznia 2019 r.

Preferencje konsumentów – zdrowa żywność

Już 40% mieszkańców Polski deklaruje, że przynajmniej raz w tygodniu kupuje produkt, który określa jako zdrową żywność – wynika z badań przeprowadzonych przez agencję badawczą MANDS na zlecenie De Heus. Jako miejsca zakupu respondenci wskazują przede wszystkim na:  sklepy spożywcze (w tym dyskont, hipermarket), zakupy bezpośrednio od rolników, na targowisku i ryneczku. Szczegółowe wyniki badania oraz wnioski zostaną przedstawione podczas Agro Days. Dni Hodowcy, które odbędą się w Warszawie, w dniach 2 i 3 lutego 2019.De Heus-jak często kupujesz zdrową żywność

Zdrowa żywność to krótka lista składników

Respondenci, którzy wzięli udział w badaniu Zwyczaje zakupowe i żywieniowe konsumentów, zdrową żywność określają jako:

  • produkty z krótką listą składników,
  • naturalne – jak najmniej przetworzone,
  • bez konserwantów,
  • bez fosforanów,
  • produkowane z dala od głównych ciągów komunikacyjnych.

Zdrowa żywność to szersze pojęcie, obejmujące bardziej sposób żywienia niż konkretne produkty. Dotyczy również sposobu organizowania zakupów – rozdzielania rodzajów produktów na różne sklepy, czytania etykiet – wszystko to ma na celu zapewnienie sobie poczucia, że zdrowo się odżywiamy. Ogólnopolskie badanie pokazało, że ponad 40% respondentów kupuje zdrową żywność przynajmniej raz w tygodniu, a tylko 10% nigdy tego nie robi.

Żywność kupujemy ze sprawdzonego źródła

Dla osób, które cenią szeroko rozumianą jakość i deklarują zdrowe zakupy, miejsce nabywania produktów  jest uzależnione od kategorii zakupu. I tak, świeże mięso i wędliny kupowane są głównie w sklepie spożywczym ze stoiskiem mięsnym oraz sklepie specjalistycznym/u rzeźnika, jajka – od rolnika, ze wsi, z pewnego źródła, z kolei preferowanym miejscem dokonywania zakupu warzyw i owoców jest warzywniak. To najczęstsze i najbardziej pożądane miejsca dokonywania zakupu tych grup asortymentowych. Konsumentom blisko jest zatem do idei uporządkowania łańcucha żywności od pola do stołu, transparentnych zasad produkcji czy też pochodzenia produktów. Osoby biorące udział w badaniu  nie pozostają obojętni wobec polskości produktów i producentów, liczy się „polskie pochodzenie i bliskość zakładów produkcyjnych co przekłada się na świeżość produktu” (wypowiedź spontaniczna respondenta).

Polska jakość. Światowe trendy

Już 2 lutego 2019 roku konferencją Żywność pod presją? Odpowiedzialna produkcja, świadoma konsumpcja, rozpocznie się druga edycja Agro Days. Dni Hodowcy. Podczas konferencji zostaną zaprezentowane szczegółowe wyniki badania Zwyczaje zakupowe i żywieniowe konsumentów oraz wnioski, które pozwolą odpowiedzieć na wiele pytań, dotyczących preferencji konsumenckich mieszkańców Polski, ale i na tematy związane z zapotrzebowaniem produktowym rynku, poziomem świadomości konsumentów oraz odpowiedzialną produkcją. W panelu wezmą udział m.in. Łukasz Dominiak – dyrektor Krajowej Rady Drobiarstwa, Damian Kordas – zwycięzca programu Masterchef, Wiktor Szmulewicz – prezes Krajowej Izby Rolniczej, ale i hodowca bydła, Adam Zaleski – dyrektor generalny De Heus.

Dodatkowo, podczas Agro Days będzie można uzyskać kompleksową informację o przepisach i procedurach związanych z budownictwem inwentarskim, a także aktualną wiedzę niezbędną w hodowli. W hali Global Expo staną pełnowymiarowe makiety budynków inwentarskich, wewnątrz których odbędą się warsztaty dla hodowców.

Do dyspozycji zwiedzających będzie kilkudziesięciu ekspertów, reprezentujących wszystkie obszary hodowli. Każdy z uczestników będzie mógł także wziąć m.in. udział w konkursie Złota Karta Uczestnika z nagrodami, walcząc o certyfikat odpowiedzialnego hodowcy. Przygotowaliśmy również pokaz gotowania na żywo z degustacją.

IPOPEMA Dłużny SFIO najlepszym funduszem długu na rynku

IPOPEMA Dłużny zyskał w grudniu 0,81% a w całym 2018 wynik 4,4%. To najlepszy wynik wśród polskich funduszy detalicznych obligacji skarbowych, wyprzedzając niemal o 1% kolejny fundusz w swojej kategorii. Aktywa funduszu przekraczają w chwili obecnej 200 mln zł.

Grudzień 2018 pod znakiem wzrostów polskich obligacji

Na dodatnią stopę zwrotu w minionym miesiącu złożyły się w głównej mierze inwestycje w polskie długoterminowe obligacje skarbowe, w obligacje indeksowane inflacją oraz w obligacje zmiennokuponowe. Inwestycje w obligacje zagraniczne miały w minionym miesiącu niewielki wkład do wyniku funduszu.

Grudzień charakteryzował się pozytywnymi tendencjami w polskiej gospodarce. Produkcja przemysłowa wzrosła w listopadzie o 4,7% r/r, a sprzedaż detaliczna nawet o 6,9%. Dynamika płac w sektorze przedsiębiorstw pokazała wzrost o 7,7%, a zatrudnienia wzrost o 3,0%. Bezrobocie utrzymało się na najniższym poziomie w historii na poziomie 5,7%. Pomimo mocnego wzrostu gospodarczego nadal nie widać było presji cenowej.

Boguslaw Stefaniak szef rynku obligacji w Ipopema TFI
Boguslaw Stefaniak – szef rynku obligacji w Ipopema TFI

Grudzień 2018 – podobnie jak cały 2018 rok – był pozytywny dla posiadaczy polskiego długu. Negatywny sentyment, powstały w związku z aferą w KNF i odwołaniem przewodniczącego Komisji szybko się ulotnił, a inwestorzy skupili się na bardzo pozytywnych informacjach dotyczących wykonania budżetu państwa oraz niskich odczytach inflacji.

Na silny popyt ze strony banków i funduszy inwestycyjnych nałożył się popyt inwestorów zagranicznych. W konsekwencji, ceny obligacji skarbowych mocno wzrosły na całej krzywej dochodowości. Rentowność 10-letniego benchmarku spadła z 3,04% do 2,83%, 5-letniego z 2,46% do 2,27%, a dwulatki z 1,53% do 1,33%. Na głównych światowych rynkach długu umocnienie trwało cały miesiąc. Powodem takiego zachowania były spadające ceny ropy naftowej, znacznie obniżające przyszłą ścieżkę inflacyjną oraz obawa o spowolnienie gospodarki światowej. Rentowność niemieckich 10-letnich obligacji spadła z 0,31% do 0,24%, a amerykańskich z 2,98% do 2,68% – podkreśla zarządzający funduszem Boguslaw Stefaniak – szef rynku obligacji w Ipopema TFI.

Obligacje skarbowe w 2019 mogą przyciągnąć więcej inwestorów

W ocenie zarządzających IPOPEMA TFI inwestycje w obligacje skarbowe powinny  być atrakcyjną lokatą kapitału w 2019 roku. Należy mieć na uwadze ostatnie silne wzrosty cen, które mogą przynieść chwilowe korekty, natomiast w dłuższej perspektywie IPOPEMA TFI widzi duży potencjał krajowym rynku obligacji. Takiemu podejściu powinno sprzyjać: łagodne podejście Rady Polityki Pieniężnej do kwestii podwyżek stóp procentowych,  znakomita sytuacja polskiego budżetu, a zatem niska podaż na aukcjach organizowanych przez Ministerstwo Finansów oraz dalsze napływy na rynek funduszy obligacyjnych, związane z niskimi stawkami depozytów.

Blockchain w reklamie cyfrowej

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

W ubiegłym roku przyszłość kryptowaluty stanęła pod znakiem zapytania, jednak tego samego nie można powiedzieć o blockchain, czyli technologii która umożliwia jej istnienie. Przewiduje się, że globalne wydatki na te rozwiązanie, do 2022 roku wyniosą nawet 115,7 mld dolarów. Blockchain coraz silniej zaznacza też swoją pozycję w marketingu cyfrowym. Co jest powodem tak szybko rosnącej popularności? Jakie znaczenie ma dla marek i konsumentów?

Blockchain i marki

Chociaż blockchain jest synonimem kryptowaluty lub bitcoina, podstawa technologii może być wartością dodaną dla wielu branż, zwłaszcza marketingu, w którym pozwala na budowanie wartościowych i zindywidualizowanych doświadczeń klientów. Przykładem takiego wykorzystania jest marka odzieżowa Babyghost, która w 2016 roku wprowadziła blockchain do swojej strategii marketingowej. Pozwoliło to konsumentom uzyskać dostęp do szczegółowych informacji na temat dowolnego produktu. Mogli oni sprawdzić, gdzie i w jaki sposób zostało zaprojektowane ubranie oraz jakie metody wykorzystano do jego produkcji.

Blockchain zaadaptował się już świetnie chociażby w sektorze FinTech, a teraz wkracza również do świata marketingu. Jak można wykorzystać go w tej branży? Poza udoskonalaniem doświadczenia klientów, może pomóc w poprawie przejrzystości reklam, wydatków czy też w lepszym zrozumieniu potrzeb konsumentów.

Klucz do zaufania

Mimo, że wciąż wiele osób nie rozumie w pełni działania technologii blockchain, to z pewnością coraz częściej dostrzegają oni korzyści płynące z wykorzystywania tego rozwiązania przez firmy. Widać to idealnie na przykładzie wspomnianej już marki Babyghost, która umożliwia klientom wgląd w prowadzone działania. Przykład ten pokazuje, że blockchain nie tylko pozwala budować zaufanie i wpływać korzystnie na doświadczenia odbiorców, ale także umożliwia ograniczenie liczby nieuczciwych praktyk do minimum. Dzięki zastosowaniu tej technologii firmy mogą również lepiej poznać swoich klientów i dowiedzieć się, jakie informacje, oferty czy produkty najlepiej odpowiadają ich potrzebom.

Obustronna kontrola

Ta stosunkowo nowa technologia zapewnia zarówno reklamodawcom, jak i konsumentom większą kontrolę i przejrzystość. Klientom daje możliwość sprawdzenia, czy ich dane są wykorzystywane zgodnie z oczekiwaniami, natomiast marketerom pozwala weryfikować zawierane transakcje. Inną korzyścią, jaką niesie za sobą blockchain jest usprawnienie procesu zakupu reklam. Realizacja takiego kontraktu odbywa się automatycznie, bez pośredników, co pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze.

Podobnie jak w przypadku każdej strategii, która wymaga wdrożenia nowej technologii lub bazy danych, pierwszym krokiem jest zrozumienie, w jaki sposób jej wprowadzenie będzie odzwierciedlało wizje i cele danej firmy. Marki, które w 2019 chcą włączyć blockchain do swojej strategii, muszą pamiętać o kluczowej kwestii – odpowiednim dopasowaniu technologii do swoich celów. Marketerzy powinni również odpowiedzieć sobie na pytania, czego oczekują konsumenci i jak budować z nimi bliższe relacje.

Mimo, że technologia blockchain pojawiła się kilka lat temu, dotychczas łączona była głównie z pojęciami kryptowaluta i bitcoin, a także z sektorem FinTech. Dopiero w ostatnim czasie, coraz więcej branż zaczęło dostrzegać jej potencjał i zdecydowało się na włączenie takiego rozwiązania do swojej strategii. Dlatego też, w przyszłości blockchain ma szansę zrewolucjonizować tradycyjne procesy biznesowe.

Mariusz Maksymiuk – Prezes Adexon. Funkcję tę pełni od marca 2016 roku. Posiada ponad 9-letnie doświadczenie w branży mediów, marketingu i reklamy. Jako CEO Adexon kieruje rozwojem agencji.

Aukcje OZE: Branża energetyki wiatrowej z najniższymi cenami

W listopadzie 2018 roku odbyły się kolejne aukcje dotyczące sprzedaży energii z odnawialnych źródeł. Wykazano wysoką elastyczność branży wiatrowej, która zaproponowała tak niskie ceny w dostawie energii elektrycznej, że zdeklasowane zostały wszystkie inne źródła – od konwencjonalnych po OZE. 

W przypadku elektrowni atomowej próg rentowności osiąga się przy cenie 350 złotych za wytworzoną mWh. Przy nowoczesnych blokach na węgiel cenę tę szacuje się na 320 złotych. Tymczasem podczas aukcji okazało się, że branża wiatrowa proponuję kwotę poniżej 200 złotych. W większości są to firmy z kapitałem zagranicznym. Prawdopodobnie pozyskiwanie finansowania bankowego przez te instytucje jest znacznie łatwiejsze, a w wielu przypadkach nawet zbędne. Podmioty te posiadają kapitał własny. Oprócz tego część takich projektów finansowana jest przy wsparciu rządów państw, z których pochodzą dane podmioty. W Polsce spośród przedsiębiorców budujących rozproszoną energetykę wiatrową nie wygrała żadna rodzima firma.

– Taka cena wynika z deklaracji. Należy zauważyć, że wokół aukcji odbywa się dyskusja, czy podane ceny nie są dumpingowe. Były tak niskie, że wygrać mogły jedynie ogromne koncerny – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Musiał, prezes Pracowni Finansowej –To może budzić obawę. Pojawiają się też głosy, że sama aukcja była podyktowana faktem, że niektóre umowy przyłączeniowe do sieci wygasały. Wygrana przedłuża ważność dokumentów na czas z aukcji, czyli na 35 miesięcy. Zatem straty związane z utratą takiego przyłącza byłyby dużo większe, niż ewentualna kara za wygranie aukcji. Stąd cały rynek bacznie obserwuje, co wydarzy się w najbliższych latach. Brak ceny minimalnej powoduje, że można zgłosić dowolną kwotę.Należy unikać powtórzenia sytuacji z 2012 roku, kiedy ceny autostrad na Euro 2012 były tak niskie, że nie sposób było je wybudować. Nie wiadomo jak będzie w tym przypadku – gdyż to dopiero pierwsza aukcja, w której mogły wystąpić duże, przemysłowe instalacje wiatrowe, o mocy powyżej 1 MW. Warto dalej obserwować sytuację w branży, bo niewątpliwie to bardzo ciekawy czas dla energetyki wiatrowej i odnawialnych źródeł energii w Polsce – wskazał Musiał.

Czy zarobki w Polsce będą jawne? (Nie) jawne wynagrodzenia

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

Wciąż niewiele firm w Polsce decyduje się na ujawnienie proponowanych zarobków w ogłoszeniu o pracę. Wysokość wynagrodzeń to temat tabu nie tylko podczas procesów rekrutacyjnych. Nie rozmawiają o nich pracownicy, a pracodawcy zobowiązują ich do utrzymania wynagrodzeń w tajemnicy. Jednak w niedługim czasie może się to zmienić.

Propozycja zmian

W Sejmie pojawił się projekt zmieniający kodeks pracy, który wprowadziłby jawność wynagrodzeń. Zgodnie z proponowanymi zmianami pracodawca musiałby w ofercie pracy zamieścić dokładną kwotę brutto zasadniczego wynagrodzenia (wynagrodzenia podstawowego) lub widełki płacy na danym stanowisku. Jeśli podana kwota podlega negocjacji, taka informacja również powinna się znaleźć w ogłoszeniu.

Z kolei podając proponowaną minimalną kwotę wynagrodzenia zasadniczego, pracodawca nie mógłby jej ustalić niższej niż minimalne ustawowe wynagrodzenie za pracę.

Kary za nieprzestrzeganie

Projekt ustawy przewiduje też kary w wysokości od 1000 zł do 30 000 zł dla pracodawcy, który podpisze umowę o pracę:

  • z wynagrodzeniem mniejszym niż określone w opublikowanym ogłoszeniu o pracę;
  • z pracownikiem, który w ogłoszeniu o pracę nie miał możliwości zapoznać się z prognozowanym zasadniczym wynagrodzeniem.

Cel zmian

Jak wskazano w uzasadnieniu do projektu, w Polsce wynagrodzenia są tematem tabu w przeciwieństwie do wielu krajów Unii Europejskiej. Zobowiązanie pracodawców do ujawniania proponowanych zarobków ma przynieść korzyści zarówno dla pracowników, jak i dla pracodawców. Potencjalne korzyści dla pracowników to między innymi:

  • zmniejszenie ryzyka dyskryminacji płacowej;
  • poprawa wydajności procesów rekrutacyjnych, znając widełki wynagrodzenia będą oni mogli odpowiadać tylko na atrakcyjne dla siebie oferty i świadomie wybierać pracę i płacę.

Natomiast pracodawcy dzięki podawaniu kwot w ogłoszeniach będą lepiej postrzegani przez potencjalnych pracowników. Oni również zaoszczędzą czas, ponieważ odpowiadać na ich oferty będą te osoby, dla których zakres płacowy jest odpowiedni i które rzeczywiście będą zainteresowane oferowanymi warunkami pracy.

W 2018 r. OC nie drożało. Jaki będzie przyszły rok?

  • Po dwóch latach podwyżek obowiązkowych polis OC dla właścicieli samochodów miniony rok przyniósł stabilizację cen – wynika z podsumowania multiagencji Superpolisa Ubezpieczenia.
  • Nic nie wskazuje na to, żeby w 2019 r. podwyżki miały wrócić, ale jest także zbyt wcześnie, żeby prognozować spadek cen.
  • Stałymi trendami związanymi z polisami OC są różnice w oferowanych cenach pomiędzy miastami oraz pomiędzy ofertami dla tego samego kierowcy.

Według grudniowych danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (za III kwartały 2018 r.) średnia składka z rocznej umowy OC posiadaczy pojazdów mechanicznych wyniosła 568,7 zł – to zaledwie o 0,1 proc. mniej niż rok wcześniej. Trend wzrostowy segmentu obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych nieco osłabł, ale jest nadal widoczny i we wspomnianym okresie wyniósł ok. 3% w porównaniu rok do roku.

Przed 2016 rokiem ceny systematycznie malały, a ostra konkurencja cenowa pomiędzy ubezpieczycielami połączona z rosnącymi wypłatami odszkodowań niekorzystnie wpłynęła na wyniki i rentowność branży. Opinia publiczna domagała się zakończenia okresu dynamicznych podwyżek i związanego z nimi szybkiego tempa wzrostu przypisu składki. Po 2-letnim okresie rosnących cen nadszedł więc czas stabilizacji, który obserwowaliśmy przez cały 2018 rok – mówi Jakub Nowiński, członek zarządu w multiagencji Superpolisa Ubezpieczenia.

Cena na pierwszym miejscu

Jedno nie ulega wątpliwości – główną motywacją klientów do zakupu OC w danym towarzystwie ubezpieczeniowym wciąż pozostaje atrakcyjna cena. W 2019 roku będziemy najprawdopodobniej obserwowali, jak ubezpieczyciele używają jej w walce o klientów. Będą to jednak robili na wyższym poziomie cenowym, niż przed okresem podwyżek. Raczej nie należy więc spodziewać się powrotu do sytuacji sprzed paru lat, czyli tzw. wojny cenowej, która polegała na przedstawianiu klientom ofert na granicy rentowności lub nawet poniżej niej.

Monitoring poziomu cen, prowadzony przez Superpolisę Ubezpieczenia dla przykładowego profilu kierowcy, pokazuje, że w Warszawie 32-letni właściciel 3-letniej Skody Octavii, posiadający prawo jazdy i OC od 13 lat (bezszkodowo), zapłaci od 820 zł u jednego z ubezpieczycieli do aż 1800 zł w innej firmie. Różnica w obowiązkowym OC wyniosłaby więc blisko tysiąc złotych!

Różne miasta, różne ceny

Każdy klient, który porówna ceny w kilku czy kilkunastu różnych zakładach ubezpieczeń, znajdzie OC w stosunkowo niskiej, a niekiedy w bardzo wysokiej cenie. Ubezpieczyciele co do zasady stosują te same kryteria w procesie kalkulacji składki, ale różnią się podejściem do jej wyceny. Nigdy nie będzie ona jednolita dla całego rynku, stąd w różnych miastach ten sam kierowca może spodziewać się zupełnie innych cen. Co pokazują kalkulacje, gdyby kierowca z przykładu kupował OC nie w Warszawie, lecz w innym mieście? Z danych Superpolisy Ubezpieczenia wynika, że np. we Wrocławiu zapłaciłby za OC przynajmniej 997 złotych, czyli o 177 zł więcej niż w stolicy. To jedyna w tej lokalizacji dostępna poniżej 1000 zł składka. W Krakowie natomiast takich ofert znalazłby aż siedem. Tu najtańsze OC kosztowałoby go 678 złotych.

– To dobitnie pokazuje, że najskuteczniejszą metodą oszczędzenia na OC jest porównanie składek w kilku, a najlepiej kilkunastu towarzystwach, bo tylko w ten sposób można zyskać pewność, że wybrało się najkorzystniejszą cenowo ofertę – dodaje Jakub Nowiński.

Źródło: multiagencja Superpolisa Ubezpieczenia

Kurs funta pod presją

W tym tygodniu uwaga inwestorów skupi się na polityce. Szczególnie interesujące rozstrzygnięcie nastąpi w Wielkiej Brytanii, istotny będzie również rozwój sytuacji w USA.

Nie pomogły dobre dane gospodarcze płynące ze Stanów Zjednoczonych, ani też względnie słabe odczyty ze strefy euro – w zeszłym tygodniu dolar amerykański osłabił się względem każdej z walut G10. Najwięcej na spadkach dolara zyskały waluty surowcowe. Korona norweska, dolar kanadyjski, nowozelandzki oraz australijski wyraźnie umocniły się dzięki gwałtownemu wzrostowi cen surowców na początku bieżącego roku. Wydaje się, że gołębia retoryka Rezerwy Federalnej sprawiła, że z rynków finansowych zniknęły ostatnie ślady marazmu z końcówki ubiegłego roku. Tym samym inwestorzy obecnie coraz częściej decydują się na wybór bardziej ryzykownych aktywów, co stanowi pretekst do wyprzedaży dolara amerykańskiego.

Drugi tydzień stycznia jest zazwyczaj dość ubogi w dane makroekonomiczne, które miałyby potencjał do wpłynięcia na rynek. W nadchodzących dniach w centrum uwagi znajdzie się polityka. „Zamknięcie rządu” w USA oraz głosowanie brytyjskiego parlamentu ws. tzw. Withdrawal Agreement okażą się kluczowe dla inwestorów.

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu pozostawał względnie stabilny w parze z euro, jednocześnie umocnił się do dolara amerykańskiego z uwagi na wspomnianą słabość tego ostatniego.

Kluczowym wydarzeniem ubiegłego tygodnia w Polsce było spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. Nie przyniosło ono zbyt wiele zaskoczeń – prezes Glapiński potwierdził, że obecny, niski poziom inflacji wspiera pozostawanie w trybie wait-and-see dodając, że stopy procentowe mogłyby pozostać stabilne nawet do końca kadencji Rady (2022 r.). W tym miejscu jednak należy zaznaczyć, że raczej nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi do tego komentarza, ponieważ prognozowanie wysokości stóp procentowych w tak długim horyzoncie czasowym jest narażone na ogromne ryzyko błędu.

Złoty w tym tygodniu prawdopodobnie będzie reagował przede wszystkim na informacje z zewnątrz. Warto jednak mieć na uwadze, że ten tydzień przyniesie również kilka istotnych informacji z Polski. Warto obserwować środowy odczyt inflacji bazowej oraz piątkowe dane z rynku pracy w grudniu. Szczególnie istotny będzie piątkowy odczyt dotyczący produkcji przemysłowej w ostatnim miesiącu ubiegłego roku. Wspomniana produkcja tak w Polsce, jak i strefie euro, ostatnimi czasy wywoływała obawy o perspektywy wzrostu gospodarek, a najświeższy odczyt indeksu PMI zasugerował, że pod koniec roku nastąpiło wyraźne pogorszenie sytuacji w sektorze w Polsce.

GBP

Niedawne porażki brytyjskiego rządu w parlamencie były, paradoksalnie, korzystne dla funta szterlinga – zmniejszają one bowiem szanse na potencjalnie katastrofalny w skutkach „Brexit bez umowy”. Zarówno Theresa May, jak i Jeremy Corbyn, obecnie zdają się wyraźnie odrzucać taką możliwość, co prowadzi nas do wniosku, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie odsunięcie Brexitu w czasie. We wtorek Izba Gmin zagłosuje w sprawie umowy regulującej wyjście z Unii Europejskiej wynegocjowanej przez Theresę May – konsensus oczekuje, że Parlament odrzuci jej wniosek znaczną większością głosów. Taki wynik głosowania jest oczekiwany przez rynki – wahania kursu funta brytyjskiego będą zatem zależały przede wszystkim od dalszych politycznych implikacji odrzucenia porozumienia.

EUR

Dane gospodarcze płynące ze strefy euro po raz kolejny zaskakują w negatywny sposób. Rozczarowujące dane o produkcji przemysłowej w listopadzie można by po części przypisać temu, że przemysł samochodowy musiał dostosować się do zmiany w standardach emisji. Niemniej, jeśli w styczniu nie zaobserwujemy poprawy odczytów indeksów aktywności biznesowej PMI, retoryka Europejskiego Banku Centralnego w najbliższych tygodniach powinna nabrać bardziej „gołębiego” charakteru. Euro do tej pory okazywało się jednak wyjątkowo odporne na negatywne odczyty makro. Zastanawia nas, czy siła wspólnej europejskiej waluty wynika w jakimś stopniu z informacji świadczących o degradacji instytucji państwowych w Stanach Zjednoczonych za administracji Trumpa. Uwagę zwraca zwłaszcza dostrzegalny brak jakichkolwiek zmartwień co do konsekwencji najdłuższego w historii „zamknięcia” amerykańskiego rządu.

USD

W reakcji na niedawne „gołębie” komentarze Rezerwy Federalnej rynki wyceniają prawdopodobieństwo jednej podwyżki stóp procentowych Fedu w tym roku w zaledwie 20%. Po części odzwierciedla to rosnące obawy co do trwającego czwarty tydzień zaprzestania działalności amerykańskich instytucji, które sygnalizuje głęboki kryzys instytucjonalny w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, wspomniany „shutdown” powinien sprawić, że w najbliższym tygodniu nie zostaną opublikowane żadne dane makroekonomiczne z USA. To tylko zwiększa niepewność co do losów dolara amerykańskiego. Jeżeli w nadchodzących dniach impas na linii Kongres-Prezydent nie zostanie rozwiązany, oczekujemy, że dolar będzie kierował się w dół zgodnie z ostatnim trendem – zwłaszcza, jeżeli zaobserwujemy jakikolwiek sygnał poprawy w danych makroekonomicznych płynących ze strefy euro.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Kolejny cios dla kryptowalut

Japoński regulator finansowy nie zgodzi się na wprowadzenie instrumentów pochodnych opartych o kontrakty terminowe. Będzie to kolejny cios dla kryptowalut, które nie są w stanie wybić się ze spadkowego trendu obserwowanego przez cały 2018 r. – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wg doniesień agencji informacyjnej Bloomberg, Financial Services Agency (FSA), czyli nadzorca finansowy w Japonii, nie zezwoli na wprowadzenie do obrotu instrumentów pochodnych, takich jak np. kontrakty terminowe czy opcje. Instrumenty te są notowane już od końcówki 2017 r. na giełdach m.in. w USA. Japonia to jednak jeden z największych na świecie rynków kryptowalut i ruch ten może być kolejnym czynnikiem, który uniemożliwi odreagowanie istotnych spadków cenowych, jakie kryptowaluty poniosły w 2018 r.

Rabunek na 500 mln dolarów – Japonia pamięta

Zapowiadana przez Bloomberg decyzja FSA to pokłosie ubiegłorocznego ataku hakerskiego na japońską giełdę Coincheck, z której w ub.r. skradziono 500 mln dolarów. FSA wprowadziło po tym więcej regulacji dotyczących większości ICO (ofert publicznych z wykorzystaniem kryptowalut), które teraz wpadają w zakres praw dotyczących instrumentów finansowych, a także ograniczyło dźwignię finansową, jaką giełdy mogą oferować.

Światełkiem w tunelu może być fakt, że FSA traktuje fundusze ETF inaczej od wspomnianych instrumentów pochodnych, oceniając, że uruchomienie tych drugich mogłoby przyczynić się do wzrostu spekulacji cenowej. ETF-y charakteryzują się m.in. tym, że śledzą ceny wchodzących w ich skład aktywów, którymi mogłyby być np. kryptowaluty. Produkty te pozostają jednak praktycznie nieuchwytne dla rynku kryptowalut, a próby ich wprowadzenia w USA czy w UE zakończyły się niepowodzeniem.

Wielkie instytucje czekają i obserwują

Ich wprowadzenie w USA, UE czy Japonii mogłoby zwiększyć zainteresowanie dużych inwestorów instytucjonalnych, którzy angażują się w temat kryptowalut w bardzo niewielkim stopniu. Przyjmują oni postawę podobną do stosowanej przez wiele banków centralnych odnośnie do stóp procentowych, czyli „wait and see” („czekaj i obserwuj”).

Problem leży jednak w tym, że rynek kryptowalut także czeka na zwiększenie zainteresowania ze strony wspomnianych instytucji. W takich warunkach ciężko, aby oczekiwania obu stron mogły zostać zaspokojone, co zresztą jasno pokazuje spirala cenowa w dół, jaką obserwujemy od roku. Początek 2019 r. wskazuje, że w pierwszym kwartale ten negatywny trend będzie kontynuowany, po drodze notując tylko relatywnie niewielkie (choć procentowo znaczne) odreagowania wartości. Perspektywa fundamentalnych zmian na rynku kryptowalut jest w najbliższych miesiącach niewielka.

Wprowadzenie ETF-ów w Japonii mogłoby być wyczekiwanym przez wielu uczestników rynku pozytywnym sygnałem, ale trzeba patrzeć realistycznie. Sztuka ta nie udała się, pomimo wielokrotnych prób, w USA, a Japończycy dostali duży bodziec (w postaci skradzionych 500 mln dol.), by być nader ostrożnym w swoich dalszych poczynaniach dotyczących kryptowalut. Japońskie ETF-y należy raczej rozpatrywać w sferze marzenia, z nikłymi szansami na jego ziszczenie.

Polskie firmy zbierają dane, ale… nie zawsze wiedzą po co

Prawie 100 proc. dużych i średnich firm w Polsce przyznaje, że gromadzi dane. Ważniejsze jest jednak, że aż 60 proc. zapytanych deklaruje ich wykorzystanie w analityce biznesowej. Do stosowania rozwiązań z zakresu Big Data przyznaje się już jednak tylko – w zależności od wielkości – od 11 do 16 proc. rodzimych firm. Tak wynika z badania firm OVH i Intel. Co znaczące, spośród firm, które jeszcze nie korzystały z Big Data, po technologię tę zamierza w tym roku sięgnąć tylko 2 proc. przedsiębiorstw. Dlaczego?

Big Data? Dziękuję, ale nie skorzystam

Z badania OVH i Intel wynika, że głównym powodem niskiego zainteresowania Big Data jest „brak takiej potrzeby” – jak odpowiedziało aż 77,5 proc. ankietowanych. Nie zaś ewentualny „brak kompetencji” (deklarowany tylko przez 10 proc. firm) lub zbyt wysokie koszty wprowadzenia takiego rozwiązania – jedynie 2 proc. odpowiedzi badanych.

Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży OVH, Polska
Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży OVH, Polska

– Mimo obiegowych opinii, że na te najbardziej zaawansowane rozwiązania stać tylko największych i że jest to główny czynnik odstraszający MŚP, nasze badanie pokazuje, że przyczyna może leżeć gdzie indziej – polscy przedsiębiorcy nie dostrzegają korzyści płynących z wdrożenia Big Data – mówi Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży OVH Polska. – Istotna jest więc edukacja rynku czym w ogóle jest Big Data, jakie wartości może wnieść, kto może na tym skorzystać i dopiero wtedy – że wykorzystanie cyfrowych danych finalnie niesie ze sobą większe możliwości niż początkowo poniesione koszty.

Z badań OVH i Intel wynika ponadto, że prawie połowa firm, które już stosują Big Data zamierza kontynuować swoje inwestycje w analitykę w przyszłości. Jednak spośród przedsiębiorstw, które wcześniej nie sięgały po Big Data, tylko 2 proc. zamierza to zrobić w 2019 roku. Wydaje się to potwierdzać wniosek, że kluczowa dla popularyzacji technologii jest kwestia podniesienia świadomości korzyści, które niesie ze sobą zastosowanie Big Data.

Big Data po polsku

Stawiając diagnozę, warto zauważyć też, że w Polsce przedsiębiorstwa korzystają z Big Data bardzo wybiórczo. Na pytanie, które spośród zebranych danych poddawane są analizie, badani na pierwszym miejscu wskazywali dane geolokalizacyjne z urządzeń mobilnych (prawie połowa przedsiębiorstw), w drugiej kolejności zaś dane generowane przez media społecznościowe (aż 45 proc. wskazań). Zaledwie 29 proc. firm analizuje natomiast dane własne, pozyskane z inteligentnych urządzeń i sensorów. W efekcie, zebrane dane najczęściej wykorzystywane są do prognozowania rynkowego (aż 55 proc. przypadków).

– Obecnie polski rynek inwestuje w Big Data głównie na potrzeby marketingu i w segmencie e-commerce, by lepiej zrozumieć klientów, a w efekcie zwiększać sprzedaż. Co optymistyczne, rosnące nakłady na Big Data obserwujemy także m.in. w zakresie logistyki i produkcji, oraz w takich branżach jak telekomunikacyjna czy finanse – zauważa Robert Paszkiewicz z OVH Polska.

Czy chmura napędzi rozwój Big Data w Polsce?

Według prognoz, zapotrzebowanie na rozwiązania z zakresu analityki danych może w Polsce wzrosnąć w przyszłym roku nawet o 25-30%. Co ciekawe, jednym z głównych katalizatorów rozwoju „datyzacji” polskiego biznesu, ma być – oprócz łatwiejszej dostępności tego typu narzędzi i wspomnianej wyższej świadomości przedsiębiorców – także rozwój chmury publicznej.

– Samo wdrożenie zaawansowanych narzędzi nie wystarczy. Wraz z rozwojem Big Data będzie również zmieniać się postrzeganie samej technologii. Coraz większą uwagę przedsiębiorcy będą poświęcać odpowiedniemu doborowi danych i procesowi ich analizy. Tym sposobem Big Data, by odpowiedzieć na wymagania nieustannie zmieniającego się środowiska biznesowego, zmieni się w „Smart Data” – twierdzi Robert Paszkiewicz.

Badanie zrealizowało Data Tribe w listopadzie 2018r na zamówienie firm OVH oraz Intel.Polski_Biznes_Big_Data_OVH_01 Polski_Biznes_Big_Data_OVH_02 Polski_Biznes_Big_Data_OVH_03

24 dni impasu w USA. Konflikt Turcja – USA

Budowa muru okazuje się bardzo ważnym postulatem prezydenta Donalda Trumpa. Turcja jest skłonna ryzykować sankcje gospodarcze byle nie dać gwarancji bezpieczeństwa Kurdom.

Najdłuższy impas w historii USA

Tzw. shutdown, czyli częściowe zamknięcie rządu za względu na brak porozumienia budżetowego, trwa już imponujące 24 dni. To dłużej niż dotychczasowy rekord za prezydentury Billa Clintona. Dzisiaj najprawdopodobniej podpisane zostanie rozporządzenia, które będzie miało na celu wypłacenie pensji osobom, które nie otrzymują je z powodu całej sytuacji. Powodem sporu jest kwota 5,7 miliarda dolarów, tyle ma bowiem kosztować budowa muru stanowiącego realizację najbardziej znanej obietnicy wyborczej ostatnich wyborów w USA. Wydawać by się mogło, że takie wydarzenia to niemal trumna dla notowań dolara. Praktyka pokazuje, że jednak nie. Inwestorzy powoli przyzwyczaili się do tego, że ostatnimi laty dwie partie doprowadzają do takich impasów regularnie. W rezultacie dolar jest stabilny względem głównych walut.

Konflikt Turcja – USA

Amerykanie przygotowują się do wycofania wojska w Syrii. Jednym z warunków tej ewakuacji jest gwarancja Turcji, że nie zaatakuje ona współpracujących z USA Kurdów. Co ciekawe Turcja nie tylko odmówiła takiej gwarancji, ale również poinformowała, że w odpowiednim czasie i miejscu dokona owych ataków. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Z typową dla siebie subtelnością Donald Trump poinformował Ankarę o konsekwencjach gospodarczych takich działań. Patrząc na to co dzieje się w tureckiej gospodarce straszenie katastrofą gospodarczą może nie budzić aż takiego lęku, gdyż ta katastrofa już się tam powoli odbywa. Wskaźniki makroekonomiczne ulegają wyraźnemu pogorszeniu. W sumie w ostatnich czasach jedyny dobry sygnał to inflacja, którą udało się zatrzymać niewiele powyżej 20%, co oczywiście nie jest korzystnym poziomem. Lira turecka, która jeszcze rok temu kosztowała niemal złotówkę obecnie wyceniana jest poniżej 70 groszy i spada.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych. Na rynkach może być odrobinę spokojniej, gdyż w Japonii mamy dzisiaj Święto Pełnoletności, będące dniem wolnym od pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Złoty pod presją słabszych danych i głosowania dot. brexitu

Ostatnie dni nie przyniosły zauważalnej zmiany ogólnego obrazu krajowego rynku walutowego, który pozostawał zarówno pod wpływem czynników lokalnych jak i globalnych prowadzących do dużej zmienności notowań. W piątek kurs EUR/PLN nadal oscylował w okolicach 4,29-4,30.  Na rynku głównej pary walutowej euro chwilowo wzrosło powyżej 1,155 USD, tydzień kończąc jednak poniżej 1,15. Utrzymująca się presja na dolara to skutek docierających na rynek „gołębich” komunikatów Fed. Po dokonaniu czterech podwyżek stóp procentowych w ubiegłym roku Rezerwa Federalna zdecydowanie zmieniła ton. W ostatnich dniach zarówno prezes J.Powell, jak i opublikowane minutes z grudniowego posiedzenia FOMC wskazywały na rodzące się wątpliwości, co do utrzymania dotychczasowego tempa normalizacji polityki monetarnej. 

Wzrosty euro (pomimo nasilających się obaw o stan gospodarki europejskiej) wspierało też oczekiwanie na pozytywne zakończenie amerykańsko-chińskich negocjacji handlowych. Zarówno z Chin jak i z Waszyngtonu docierały pozytywne komentarze, a jako postęp w negocjacjach odebrano m.in. zapowiedź wizyty chińskiego wicepremiera Liu (odpowiedzialnego za negocjacje) w USA pod koniec stycznia.

Na nastrojach rynkowych nadal waży też polityka prezydenta D.Trumpa, który ostatnio ostrzegał, że aby zmusić Kongres do przyznania pieniędzy na budowę muru między USA i Meksykiem jest gotów tolerować paraliż amerykańskiej administracji rządowej, jeszcze przez dłuższy czas, a nawet ogłosić stan nadzwyczajny w związku z migracją. Wydaje się więc, że dopóki w USA trwa „government shutdown” a rozmowy handlowe USA-Chiny jeszcze trwają, Fed będzie unikał jasnych deklaracji, co do dalszych posunięć w polityce monetarnej. W ocenie J.Powella taka przedłużająca się niepewność może mieć negatywny wpływ na gospodarkę. Jak ostrzegł Fitch Ratings, w związku z obecną niepewnością, najwyższy z możliwych, rating kredytowy Stanów Zjednoczonych może być zagrożony. Agencja zwróciła uwagę na problematyczny limit długu. Bez jego podniesienia przez Kongres rząd USA nie będzie mógł zwiększać długu publicznego, co przy rocznym deficycie fiskalnym rzędu biliona dolarów na dłuższą metę groziłoby przynajmniej częściową niewypłacalnością państwa.

Tymczasem dzięki wysokim oczekiwaniom na rozwiązanie konfliktu handlowego pomiędzy USA a Chinami juan zakończył tydzień największym umocnieniem od lipca 2005 roku, co dodatkowo wspierało notowania złotego w ostatnich dniach. USD/CNY przetestował wsparcie na 6,735 pomimo zwiększenia płynności przez bank centralny Chin, a także doniesieniom o dużym spadku inflacji cen produkcji w grudniu. EUR/PLN w ub. tyg. spadł poniżej 4,29 pomimo gołębiej RPP.

Z wypowiedzi członków Rady podczas konferencji prasowej (Glapiński, Kropiwnicki, Żyżyński) i treści komunikatu wynikało, że ujawnione plany rządu odnośnie przeciwdziałania wzrostowi cen energii elektrycznej w 2019 r., niskie notowania ropy naftowej oraz dalszy spadek inflacji, utwierdziły większość członków RPP w przekonaniu o ograniczonym ryzyku znaczącego wzrostu cen w tym roku. NBP podtrzymał więc założenia braku zmian stóp w najbliższych kwartałach.  Co więcej, prezes A.Glapiński nie wykluczył, iż koszt pieniądza w Polsce może nie zmienić się nawet do końca kadencji obecnej Rady (tj. do 2022 r.).

W najbliższych dniach złoty powinien pozostawać pod presją słabszych krajowych danych produkcyjnych oraz prawdopodobnego odrzucenia przez parlament brytyjski wynegocjowanej przez T.May umowy brexitowej. Skalę osłabienia złotego może jednak ograniczać oczekiwanie na gołębi Fed i poprawa nastrojów wokół rozmów handlowych pomiędzy USA i Chinami.

Wykres dnia: Chińska waluta zakończyła tydzień największym umocnieniem od lipca 2005 roku, co wspierało notowania złotego.

Chińska waluta zakończyła tydzień największym umocnieniem od lipca 2005 roku, co wspierało notowania złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Brexit – najważniejsze informacje na temat wyjścia UK z UE

W ciągu następnych kilkudziesięciu godzin uwaga inwestorów z całego świata skupi się na rozstrzygającym głosowaniu w brytyjskim parlamencie. Jego efekt – a raczej, to co nastąpi po nim – wpłynie na przyszłość Brexitu, Wielkiej Brytanii i funta brytyjskiego.

Pod koniec listopada Theresa May zdołała ustalić z reprezentantami Unii Europejskiej 585-stronicowy szkic umowy regulującej wyjście Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty. Jednocześnie premier postanowiła odroczyć głosowanie nad umową w brytyjskim parlamencie, które miało odbyć się w grudniu, z uwagi na ryzyko „odrzucenia treści [umowy] w Izbie Gmin ze znaczną przewagą głosów”.

Głosowanie nad umową regulującą wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej odbędzie się we wtorek 15 stycznia, aczkolwiek jej przyjęcie przez brytyjski parlament jest nadal bardzo mało prawdopodobne. May będzie potrzebowała 320 głosów „za” spośród 650 członków niższej izby parlamentu, żeby uzyskać przewagę niezbędną do zaakceptowania Withdrawal Agreement. Wymagana większość nie jest połową całkowitej liczby posłów w izbie, ponieważ 4 z 650 jej członków stanowią speaker z jego zastępcami, a pozostałe 7 głosów przysługuje reprezentantom partii Sinn Fein, którzy nie pojawiają się podczas obrad w Westminsterze.

Wielu Torysów (według nieoficjalnych danych – ponad 90) stwierdziło, że nie zamierza poprzeć umowy wynegocjowanej przez Theresę May. Również członkowie koalicyjnej partii DUP podkreślają, że w głosowaniu nie wesprą obecnej premier Wielkiej Brytanii. Niemal pewnym jest również to, że większość laburzystów zagłosuje „przeciw”. Co więcej, aż 70% członków Partii Pracy domaga się przeprowadzenia kolejnego referendum ws. członkostwa w Unii Europejskiej.

Głosowanie w brytyjskim parlamencie jest obecnie najbardziej krytycznym momentem procesu wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – staje się ono tym bardziej istotne z uwagi na krótki okres poprzedzający dzień 29 marca 2019 r., czyli datę wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty według artykułu 50 Traktatu o Unii Europejskiej. W przypadku, gdy brytyjski parlament odrzuci obecną wersję umowy wyjścia z UE, zgodnie z tzw. poprawką Grieve’a, Theresa May będzie miała 21 dni na przedstawienie planu dalszego postępowania w kwestii Brexitu. W tym kontekście realizacji może ulec któryś z poniższych scenariuszy:

  • Wynegocjowanie z Unią Europejską terminu wejścia w życie artykułu 50 (może to wymagać zgody wszystkich pozostałych 27 państw UE).
  • Ogłoszenie kolejnych wyborów parlamentarnych, które mogą stanowić formę referendum ws. przyjęcia treści umowy wynegocjowanej przez Theresę May. Taką decyzję należałoby przyjąć kwalifikowaną większością dwóch-trzecich deputowanych.
  • Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię bez umowy regulującej dalsze stosunki kraju ze Wspólnotą. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza wydaje się jednak niskie ze względu na ostatnią retorykę premier May oraz opinię wyrażoną przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), według której rząd Wielkiej Brytanii ma prawo do jednostronnego wycofania artykułu 50.
  • Złożenie dymisji przez Theresę May.
  • Ogłoszenie drugiego referendum ws. członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Takie głosowanie może okazać się korzystne dla funta brytyjskiego, ponieważ sugeruje ok. 50-procentową szansę na pozostanie Wielkiej Brytanii we Wspólnocie.

May wielokrotnie podkreślała, że w przypadku Brexitu nie ma innych alternatyw poza akceptacją jej umowy albo brakiem jakichkolwiek ustaleń. Obecnie inwestorzy są jednak mniej przekonani, że odrzucenie umowy będzie oznaczać rychłe wyjście ze Wspólnoty bez porozumienia. Oznacza to, że odrzucenie porozumienia niekoniecznie będzie wiązało się z istotną wyprzedażą funta brytyjskiego, czego oczekiwaliśmy wcześniej. Ze względu na to, że scenariusz odrzucenia porozumienia jest obecnie oczekiwany, reakcja rynku walutowego w przypadku jego realizacji powinna być umiarkowana i wyraźnie mniejsza niż w przypadku materializacji drugiej opcji. Istotne w tym przypadku będzie to, co nastąpi po głosowaniu. Ewentualne przyjęcie umowy powinno wiązać się z kolei z wyraźnym umocnieniem szterlinga z uwagi na zredukowanie obaw związanych z Brexitem.

Słabość funta brytyjskiego, którą obserwowaliśmy wcześniej, w ostatnim czasie ustąpiła aprecjacji waluty. Owo umocnienie funta w końcówce ubiegłego tygodnia było związane m.in. z komentarzami brytyjskich ministrów, którzy sugerowali, że w związku z tym, iż prawdopodobnie do momentu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE nie uda się zaakceptować kluczowych dla Brexitu ustaw, jego termin może zostać odsunięty w czasie. W obecnym momencie wygląda na to, że najbardziej prawdopodobne są właśnie brak akceptacji porozumienia Theresy May i odsunięcie Brexitu w czasie.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Ponad 6,5 tysiąca osób ogłosiło upadłość konsumencką w 2018 r.

W ubiegłym roku upadłość konsumencką ogłosiło o jedną piątą więcej osób niż w 2017 r. i trzykrotnie więcej niż w 2015 r. 6 549 osób, które zbankrutowały w 2018 r. miało według bazy BIK oraz Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor nieopłacone zobowiązania na ponad 732 mln zł. Najczęściej po upadłość konsumencką sięgają mieszkańcy województw: mazowieckiego, śląskiego oraz małopolskiego, większość stanowią kobiety, co czwarty bankrut ma między 36-45 lat, ale powoli rośnie udział dłużników po 56 roku życia.

Z Mazowsza (20 proc.), Śląska (11,8 proc.) i Małopolski (8,4 proc.) pochodzi dwóch na pięciu bankrutujących konsumentów i posiadają oni połowę widocznych w BIK i BIG InfoMonitor zaległości osób ogłaszających upadłość. – Również uwzględniając relacje ogłaszanych upadłości do liczby mieszkańców danego województwa, rozwiązanie to najchętniej jest wykorzystywane na Mazowszu. Na kolejnych pozycjach, przy takim podejściu znajdują się jednak woj. kujawsko-pomorskie, świętokrzyskie, podkarpackie i podlaskie. Sytuacja może zaskakiwać, biorąc pod uwagę, że według naszych danych w Świętokrzyskiem, na Podkarpaciu i Podlasiu, odsetek osób opóźniających spłatę kredytów i bieżących rachunków jest niewysoki w porównaniu z resztą kraju – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Ponad 6,5 tysiąca osób ogłosiło upadłość w 2018 r.

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK, dane z Monitora Sądowego i Gospodarczego

Wśród decydujących się na upadłość niezmiennie utrzymuje się przewaga kobiet – ponad 55 proc. Inna prawidłowość to fakt, że blisko co czwarta osoba korzystająca z tego rozwiązania ma między 36 a 45 lat. Ale już rekordziści z milionowymi długami, których jest ponad dziewięćdziesięciu są nieco starsi, bo średnio mają ponad 47 lat. – Widać również, że przybywa bankrutujących, którzy ukończyli 56 lat. O ile w pierwszym roku obowiązywania nowych zasad upadłości w 2015 r. było ich niecałe 32 proc. w minionym roku stanowili już prawie 39 proc. – mówi Sławomir Grzelczak.

Ponad 6,5 tysiąca osób ogłosiło upadłość w 2018 r. 2

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK, dane z MSiG

Systematycznie spada natomiast średnia kwota zaległości osób ogłaszających bankructwo. Jak wynika z danych BIK oraz BIG InfoMonitor w zeszłym roku było to niecałe 142 tys. zł, czyli o 15,5 tys. zł mniej niż rok wcześniej i niemal 96 tys. zł mniej niż w 2015 r.

Na tle długów rekordzistów to wyjątkowo niewiele. Zeszłoroczna rekordzistka, która ogłosiła upadłość w wieku 54 lat nie spłaciła kredytu o wartości 8,3 mln zł, kolejny rekordzista – mężczyzna, w momencie korzystania z procedury upadłości miał 48 lat i długi w bankach dochodzące do 5,3 mln zł. Oboje są mieszkańcami woj. mazowieckiego. Na kolejnej pozycji uplasował się 68-letni mężczyzna z Małopolski, nie spłacił co najmniej pięciu kredytów na sumę 4,3 mln zł.Ponad 6,5 tysiąca osób ogłosiło upadłość w 2018 r. 3

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK, dane z MSiG

Długi osób, które w 2018 r. ogłosiły upadłość, widoczne w bazach BIK i BIG InfoMonitor, wyniosły 732,4 mln zł. 53 mln zł z tego stanowiły zobowiązania zgłoszone do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, wśród których są m.in. kwoty wpisane przez firmy pożyczkowe, wyroki sądowe nakazujące zwrot długów, długi zgłoszone przez firmy windykacyjne, zaległe alimenty i długi wobec sądów. Większość, bo 679,4 mln zł to kredyty. 145 zeszłorocznych bankrutów miało na koncie wyłącznie kredyty mieszkaniowe o wartości 102,4 mln zł. 347 osób spłacało równolegle kredyty konsumpcyjne i mieszkaniowe na sumę 270,7 mln zł, ale najwięcej – 2 372 osób posiadało ponad 306 mln zł kredytów konsumpcyjnych, o przeciętnej wartości 81 826 zł.

Ponad 6,5 tysiąca osób ogłosiło upadłość w 2018 r. 4

 Źródło: BIG InfoMonitor, BIK, dane z MSiG

W pierwszym roku obowiązywania zliberalizowanych przepisów, czyli w 2015 r. upadłość ogłosiło ponad 2,1 tys. osób, rok później już ponad dwa razy więcej (4,4 tys.), w 2017 r. niecałe 5,5 tys., a w minionym roku 6,55 tys. osób, czyli o 20 proc. więcej niż rok wcześniej i 50 proc. więcej niż w 2017 r.

Ponad 6,5 tysiąca osób ogłosiło upadłość w 2018 r. 5

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK, dane z MSiG

Kwota długów osób bankrutujących, widoczna w bazach BIK i BIG InfoMonitor, to po czterech latach 2,46 mld zł. Nie ma wątpliwości, że na szali przesądzającej o upadłości 18 567 osób leży znacznie wyższa suma, bowiem ok. 30 proc. w chwili ogłaszania upadłości nie miało na koncie żadnego kredytu, a 21 proc. bankrutujących osób nie miało widocznych przeterminowanych długów w żadnej z wymienionych baz.

Co to jest upadłość konsumencka?

Obecnie upadłość konsumencka to postępowanie sądowe przewidziane dla osób fizycznych, nieprowadzących działalności gospodarczej. Mogą z niej korzystać osoby, które stały się niewypłacalne – nie mają pieniędzy na bieżące rachunki, zakup artykułów codziennego użytku oraz spłatę kredytów czy pożyczek. W kłopoty wpadły ze względów losowych. Ogłoszenie upadłości konsumenckiej oznacza utratę wszystkiego, co się posiada. Prawo przewiduje jedynie wydzielenie ogłaszającemu bankructwo kwoty na wynajem mieszkania na okres od 12 do 24 miesięcy. W wyjątkowych okolicznościach w grę wchodzi zachowanie nieruchomości, ale pod warunkiem, że zgodzą się na to wierzyciele. Ogłaszający upadłość ma obowiązek wykonywania zatwierdzonego przez sąd planu spłaty wierzycieli, który może być realizowany do 36 miesięcy. W tym czasie nie można rozporządzać majątkiem w sposób, który mógłby zagrozić realizacji planu spłaty wierzycieli, np. zaciągać kredytów czy wyprzedawać majątku. Upadłość konsumencka nie umarza alimentów ani rent odszkodowawczych, sądowych kar grzywny i obowiązku naprawienia szkody oraz zadośćuczynienia za wyrządzone krzywdy.

Jak najlepiej przygotować się do PPK

Wszedł w życie rządowy system długoterminowego oszczędzania. Pracodawco sprawdź, jak najlepiej przygotować się do programu.

Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych weszła w życie 1 stycznia 2019. Według harmonogramu od lipca zacznie ona dotyczyć największych przedsiębiorstw, zatrudniających powyżej 250 pracowników. Większość z nich jest właśnie na etapie planowania i podejmowania najważniejszych decyzji związanych z programem. Poniżej najważniejsze informacje, które musi wiedzieć o PPK każdy pracodawca.

Pracownicze Plany Kapitałowe to powszechny, dobrowolny i w pełni prywatny system długoterminowego oszczędzania, który ma uzupełnić obowiązujące na rynku rozwiązania emerytalne. Celem programu jest przede wszystkim zwiększenie stopy oszczędności Polaków oraz zapewnienie im większego bezpieczeństwa finansowego na emeryturze. Aby zachęcić społeczeństwo do oszczędzania, projekt przewiduje automatyczny zapis pracowników do 55 roku życia, za których pracodawca odprowadza składki na ubezpieczenie społeczne.

Najwięcej obowiązków z tytułu nowego systemu spocznie na pracodawcach. Obok działań związanych z przygotowaniem do wdrożenia programu, zatrudniający zmierzą się z wyborem instytucji finansowej, zawarciem z nią umów o zarządzanie oraz prowadzenie PPK. Obligatoryjne będzie dla nich również ustrukturyzowanie w firmie procedur administracyjno-komunikacyjnych. Oto najważniejsze zadania, jakie czekają  pracodawców:

Krok 1. Przygotowanie do utworzenia PPK

Mając na względzie wszystkie kryteria przyjęte w ustawie, dobre przygotowanie do utworzenia PPK rozumie się przez staranne przeprowadzenie diagnozy potrzeb i uwarunkowań danej firmy, identyfikację jej dotychczasowych kosztów związanych z długoterminowymi świadczeniami emerytalnymi i ubezpieczeniowymi oraz określenie wydatków związanych z całą operacją. Ważnym aspektem w procesie będzie miała również identyfikacja konsekwencji finansowych wynikających z wprowadzenia planów kapitałowych.

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE

– Należy podkreślić, że podstawowe źródło finansowania programu będą stanowiły obowiązkowe wpłaty. Minimalna wysokość składki PPK będzie dotowana przez pracodawcę, pracownika oraz państwo. Zatrudniający, mając na uwadze swój udział w składce, musi uwzględnić ten koszt w planach finansowych firmy – mówi Grzegorz Chłopek, prezes zarządu Nationale-Nederlanden PTE – Pracodawcy będą bowiem zobligowani do odprowadzania minimum 1,5 proc. wynagrodzenia uczestnika programu. Część z nich fakultatywnie dopłaci do PPK danego pracownika dodatkowe 2,5 proc. jego wynagrodzenia – dodaje.

Krok 2. Wybór instytucji finansowej

Kolejnym obowiązkiem po stronie pracodawcy będzie wybór instytucji finansowej figurującej w ewidencji PPK. Decyzja o wyborze konkretnego oferenta powinna zostać podjęta w porozumieniu z reprezentacją pracowników. Aby wytypować właściwą instytucję, zatrudniający powinien przede wszystkim zwrócić uwagę na proponowane warunki gromadzenia środków, efektywność oferenta w zarządzaniu aktywami oraz jego doświadczenie w zarządzaniu funduszami inwestycyjnymi lub emerytalnymi.

– Przy wyborze instytucji finansowej należy kierować się zarówno potrzebami pracowników, jak i doświadczeniem jednostki mającej zarządzać ich pieniędzmi. Warto zaufać firmie, która ma długoletnią praktykę w oferowaniu produktów emerytalnych. Decyzja pracodawcy o wyborze właściwego oferenta, będzie miała istotne znaczenie dla wysokości przyszłego kapitału zgromadzonego przez uczestników w ramach PPK   – podkreśla Grzegorz Chłopek.

Krok 3. Zawarcie umów o zarządzaniu i prowadzeniu PPK

W kolejnym etapie pracodawca będzie zobligowany do zawarcia z wybraną instytucją finansową umowy o zarządzanie i prowadzenie PPK. Wśród firm, które mogą prowadzić PPK znajdują się: powszechne towarzystwa emerytalne (PTE), pracownicze towarzystwa emerytalne (PrTE), towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI) oraz zakłady ubezpieczeń (ZU). Podpisanie umowy będzie skutkować automatycznym zapisem wszystkich osób zatrudnionych w firmie do powszechnego programu oszczędzania. Decyzja o chęci uczestniczenia w nim, zgodnie z zasadą dobrowolności, będzie jednak należeć do pracowników.

Brak terminowego zawarcia umowy może skutkować nałożeniem na pracodawcę kary finansowej w wysokości do 1,5 proc. funduszu wynagrodzeń za poprzedni rok obrotowy. Kontrakt o zarządzanie PPK może zostać rozwiązany na zasadach i w terminach w nim określonych.

Krok 4. Wdrożenie administracyjne i komunikacyjne PPK

Poza pracami przygotowawczymi, bardzo ważne będzie wdrożenie administracyjne programu w firmach, które spoczywać będzie na pracownikach działów personalnych i płacowych. Ich działania na początku powinny skupić się przede wszystkim na dostosowaniu procedur oraz zapewnieniu uczestnikom możliwości składania dyspozycji. Po stronie działu będzie także leżało przystosowanie systemu kadrowo-płacowego do naliczania wpłat PPK. Wraz z funkcjonowaniem PPK do zadań działów HR należeć będzie bieżąca obsługa programu.

Ostatni kluczowy obszar działań to komunikacja z pracownikami. Mimo że większość obowiązków informacyjnych spocznie na instytucjach finansowych, to w gestii pracodawcy będzie przeszkolenie zatrudnionych z nowo obowiązujących zasad oraz bieżące informowanie ich o wynikach inwestycji.

Rekord wszech czasów na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce

Na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce odnotowano rekord wszech czasów, podała firma doradcza Savills. Wolumen transakcji inwestycyjnych przekroczył w 2018 r. 7,2 miliarda euro. Ponad 100 zrealizowanych transakcji przełożyło się na blisko 45-procentowy wzrost ich wartości rok do roku.

Całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2018 r. na poziomie ponad 7,2 mld euro to o 2,2 mld euro więcej od wyniku osiągniętego w 2017 r. (5,0 mld euro). Przypomnijmy, że był to wówczas rok rekordowy. Zgodnie z danymi firmy Savills, najwyższe w historii wolumeny transakcji odnotowano również w każdym z głównych sektorów rynku nieruchomości komercyjnych. W 2018 r. w nieruchomości biurowe zainwestowano 2,75 mld euro, a w nieruchomości handlowe 2,5 mld euro. Imponujący wzrost odnotowano w przypadku nieruchomości magazynowych i przemysłowych (1,84 mld euro). Na nieruchomości hotelowe przypadło blisko 120 mln euro.

Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills
Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills

„Po trzech kolejnych latach dominacji sektora handlowego, która trwała od 2015 roku, nieruchomości biurowe ponownie znalazły się na szczycie listy aktywów preferowanych przez inwestorów. Był to jednak w dalszym ciągu bardzo dobry rok dla nieruchomości handlowych, gdzie za ponad 70% całkowitego wolumenu odpowiadały transakcje przeprowadzone w pierwszym kwartale. W 2018 roku inwestorzy stopniowo zwracali się ku nieruchomościom magazynowym i przemysłowym, co znalazło swoje odzwierciedlenie w regularnych wzrostach w tym sektorze obserwowanych co kwartał” – mówi Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills.

Na rynku nieruchomości magazynowych i przemysłowych w 2018 r. odnotowano wzrost wartości transakcji inwestycyjnych aż o 83% rok do roku. Uwaga inwestorów przeniosła się z segmentu handlowego na sektor logistyczny głównie w wyniku jego dynamicznego rozwoju w skali globalnej napędzanego przez branżę e-commerce.

John Palmer, dyrektor zespołu doradztwa inwestycyjnego w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Savills
John Palmer, dyrektor zespołu doradztwa inwestycyjnego w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Savills

„Inwestorów przyciągają przede wszystkim bardzo silne podstawy do dalszego, długoterminowego wzrostu sektora logistycznego. Dużym atutem nieruchomości magazynowych i przemysłowych jest fakt, że są one bardzo zróżnicowaną klasą aktywów. Sektor oferuje atrakcyjne produkty zarówno dla funduszy typu core, jak i dla inwestorów oportunistycznych, jak również  możliwość przeprowadzania transakcji portfelowych na dużą skalę” – mówi John Palmer, dyrektor zespołu doradztwa inwestycyjnego w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Savills.

W 2018 roku wzmocnił się trend związany z napływem kapitału z Azji. Fundusze z tego regionu zainteresowane były głownie najlepszymi budynkami biurowymi i logistycznymi, jak również całymi portfelami obiektów magazynowo-przemysłowych. Również fundusze z Afryki Południowej, które tradycyjnie skupione były na nieruchomościach handlowych, zaczęły interesować się  sektorem logistycznym.

„2018 rok był rekordowy także pod względem stóp kapitalizacji dla najlepszych obiektów, które osiągnęły poziom nieodnotowywany dotąd w żadnym z głównych sektorów rynku nieruchomości komercyjnych, schodząc poniżej psychologicznej bariery 5% w sektorze biurowym i notując poziom niewiele przekraczający 5% w sektorze logistycznym. To ustanawia zupełnie nowy punkt odniesienia dla rynku i pozostawia furtkę dla kompresji stóp kapitalizacji dla nieruchomości i lokalizacji spoza segmentu prime” –  mówi Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills.

W 2018 r. zrealizowano transakcje, których stopa zwrotu w sektorze biurowym szacowana jest na ok. 4,70% – 4,75%, a w sektorze handlowym nawet nieco powyżej 4%. W przypadku najlepszych powierzchni magazynowo-przemysłowych stopy kapitalizacji zbliżyły się do poziomu 5,15%.

Zgodnie z prognozami Savills dobra kondycja rynku inwestycyjnego w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce utrzyma się w 2019 r. m.in. dzięki wzrostowi PKB, wysokiemu poziomowi konsumpcji, a także rekordowo niskiej stopie bezrobocia oraz inwestycjom publicznym. Wysoka aktywność inwestorów spodziewana jest przede wszystkim w sektorze nieruchomości biurowych i magazynowo-przemysłowych. Stopy kapitalizacji powinny utrzymać się na obecnym poziomie.

60 proc. polskich pracowników może pracować zdalnie – badanie Michael Page

6 na 10 polskich pracowników (w tym 69% managerów lub dyrektorów) przyznało, że ma możliwość realizowania swoich obowiązków zdalnie, poza biurem. Niemal co trzeci badany (33 proc.) z takiego udogodnienia korzysta minimum 4 razy w miesiącu.

Spośród pracowników, którzy mają możliwość pracowania zdalnie, największy odsetek badanych (35 proc.) zadeklarowało, że poza biurem swoje obowiązki zawodowe wykonuje średnio raz w miesiącu lub rzadziej. Niewiele mniej, bo 33 proc. korzysta z takiego rozwiązania dużo częściej, bo minimum cztery razy w miesiącu. Poza firmą od 2 do 3 razy w miesiącu pracuje co piąty respondent (21 proc.), a tylko raz na miesiąc zdarza się to co 10. osobie (11 proc.).

Wg badania Michael Page, większą szansę na pracę zdalną mają pracownicy mikro firm zatrudniających do 10 osób (61,5 proc.) w porównaniu do średnich organizacji (46,4 proc.), gdzie pracuje do 250 osób i oraz dużych przedsiębiorstw (59,3 proc.). Co ciekawe, na pracę z domu minimum 4 razy w miesiącu zdecydowanie częściej decydują się mężczyźni (42,8 proc.) niż kobiety (20 proc.). Badanie Michael Page pokazało również, że na częstotliwość wykonywania obowiązków poza biurem niewielki wpływ ma fakt posiadania dzieci – z takiego rozwiązania więcej niż 4 razy w miesiącu korzysta 33 proc. osób bezdzietnych w stosunku do 32 proc. osób z dziećmi.

Możliwość pracy z domu jest doceniana przez polskich pracowników, co potwierdziła ponad połowa (52 proc.) ankietowanych. Równocześnie, jeszcze więcej, bo 65 proc. chciałoby mieć także wpływ na wybór godzin, w których będzie wykonywać swoje obowiązki. Duża potrzeba elastycznego podejścia do czasu, a także miejsca wykonywania pracy wynika m.in. z chęci zachowania work-life balance.

W badaniu Michael Page, 57 proc. respondentów przyznało, że praca zdalna pozytywnie wpływa na zachowanie równowagi między życiem prywatnym, a zawodowym. Jednocześnie, 28 proc. ankietowanych stwierdziło, że takie rozwiązanie negatywnie oddziałuje na harmonię w życiu.

Słabe dane z niemieckiej gospodarki już odbijają się na polskiej. Wciąż jednak jest szansa na 4-proc. wzrost PKB w 2019 roku

Słabe dane z niemieckiej gospodarki już odbijają się na polskiej. Wciąż jednak jest szansa na 4-proc. wzrost PKB w 2019 roku 1

O wiele głębszy od spodziewanego spadek niemieckiej produkcji przemysłowej w listopadzie, poprzedzony oczekiwanymi wprawdzie, ale wyraźnie niższymi wskazaniami PKB za III kwartał znamionują spowolnienie niemieckiej gospodarki. Polskie przedsiębiorstwa są od niej w dużym stopniu uzależnione, bowiem zachodni sąsiad odpowiada za 28 proc. odbioru polskiego eksportu. Według głównego ekonomisty BOŚ niektóre z czynników osłabienia mają jednak charakter incydentalny i nie muszą doprowadzić do gwałtownego spadku impetu polskiej gospodarki.

Dane z niemieckiej gospodarki okazały się w ujęciu miesiąc do miesiąca najsłabsze od 4 lat, natomiast w ujęciu rok do roku nawet od 2009 roku. Jest to kombinacja czynników krótkotrwałych i długotrwałych i w zależności od tego, jak te proporcje będą się utrzymywały w kolejnych miesiącach, będzie to implikowało silniejsze bądź słabsze skutki dla polskiej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ.

Na początku stycznia ekonomistów zmroziły dane z polskiego sektora przemysłowego, gdy wskaźnik PMI, określający nastroje wśród osób zajmujących się w zakładach produkcyjnych zakupami materiałów, surowców i półproduktów (co pozwala przewidzieć wielkość przyszłej produkcji), spadł do poziomu najniższego od kwietnia 2013 roku, a sama produkcja i poziom zamówień – od czerwca 2009 roku. Jako podstawową przyczynę tego stanu rzeczy wskazano spadek zamówień od niemieckich kontrahentów. Parę dni później nadeszło wyjaśnienie: okazało się, że produkcja przemysłowa w listopadzie spadła w Niemczech o 1,9 proc. miesiąc do miesiąca, podczas gdy rynek oczekiwał wzrostu o 0,3 proc. Rok do roku było jeszcze gorzej: -4,7 proc. wobec prognoz na poziomie -0,8 proc.

– Wśród krótkoterminowych czynników możemy wskazać czynnik, który już w III kwartale ściągał gospodarkę niemiecką i jej produkcję w dół, czyli kłopoty przemysłu motoryzacyjnego w Niemczech w związku z wejściem w życie we wrześniu nowych norm emisji spalin samochodów, co wpłynęło na zastoje w produkcji tego sektora – wyjaśnia Łukasz Tarnawa. – Po drugie, analitycy wskazują na niski poziom wody w Renie, który ma duże implikacje dla przemysłu chemicznego i transportu w gospodarce niemieckiej.

Trzecim elementem była większa niż zazwyczaj liczba dni wolnych i spowodowane nimi „długie weekendy”. Jednak te krótkotrwałe czynniki jednorazowe to niejedne przyczyny spowolnienia. Jak pokazały dane z zamówień w przemyśle niemieckim, słabość gospodarcza obejmuje zamówienia z dużej części strefy euro, z pozostałych gospodarek europejskich, choćby z Francji, która doświadcza silnego spowolnienia m.in. z powodu protestów społecznych, które miały miejsce w ostatnim czasie.

– Widzimy, że gospodarka strefy euro słabnie. W efekcie polska gospodarka zapewne odczuje to w najbliższych kwartałach – przewiduje Łukasz Tarnawa. – To spowolnienie będzie trwało, choć sądzimy, że Niemcy unikną technicznej recesji w IV kwartale. Tym samym po bardzo dobrym okresie polskiej gospodarki w pierwszych trzech kwartałach 2018 roku, kiedy notowaliśmy wzrost 5 proc., możemy spodziewać się, że najbliższe kwartały przyniosą pewne spowolnienie wzrostu gospodarczego. Jeżeli jednak spowolnienie w Niemczech nie będzie tak silne jak w III kwartale ub.r., to spowolnienie w Polsce nadal będzie łagodne.

Niemcy są jednym z największych eksporterów świata, na wynikach tej gospodarki cieniem położył się zatem spór w handlowych stosunkach między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Osiągnięte zawieszenie wojny handlowej, które jest czasem na wypracowanie porozumienia – a delegacja amerykańska wróciła z rozmów w Pekinie raczej zadowolona – powinno pozytywnie przełożyć się na wyniki niemieckiego przemysłu już w I kwartale 2019 roku. Możliwy jest nawet wzrost o 0,4 proc, kwartał do kwartału.

Jeżeli gospodarka niemiecka uniknie scenariusza recesyjnego, polska gospodarka wciąż ma szansę w I połowie tego roku na ponad 4-proc. wzrost i w II połowie roku wzrost w okolicach 4 proc. – konkluduje główny ekonomista BOŚ. – Wciąż czynnikami, które powinny pomagać naszej gospodarce, to silna konsumpcja prywatna w warunkach dobrego rynku pracy, niezłych płac, poprawy w zakresie zatrudnienia. Obserwujemy już od kilku kwartałów, że ruszają inwestycje przedsiębiorstw, przede wszystkim spółek publicznych. Jeżeli dodatkowo do tego przedsiębiorstwa prywatne kontynuowałyby nawet umiarkowany wzrost inwestycji, to mamy szansę na solidny 4-proc. wzrost gospodarczy w Polsce w tym roku.

Tylko firmy oparte na danych mogą przetrwać na rynku. Mają nawet 23 razy większą szansę na pozyskiwanie nowych klientów

Tylko firmy oparte na danych mogą przetrwać na rynku. Mają nawet 23 razy większą szansę na pozyskiwanie nowych klientów 2

Polskie przedsiębiorstwa są w fazie transformacji dotychczasowych źródeł konkurencyjności. Coraz większą rolę odgrywają innowacyjność i automatyzacja. Wyzwaniem jest finansowanie wzrostu przedsiębiorstwa z firmy rodzinnej do korporacji. Firmy oparte na danych mają nawet 23 razy większą szansę na pozyskiwanie nowych klientów i sześciokrotnie większą na ich późniejsze zachowanie. Prognozowanie i analiza danych to jednak pięta achillesowa polskich firm.

– Już nie jesteśmy małą firmą, gdzie jeszcze można zapanować nad organizacją, ale nigdy nie będziemy korporacją. Jesteśmy firmą, która aktualnie w siedmiu dużych miastach naszego kraju zatrudnia łącznie 80 osób, więc zapanować nad pracownikami – ze względu na odległość i oczekiwania naszych pracowników – jest dosyć trudno. Dużym wyzwaniem jest możliwość zdobycia trampoliny, która pozwoli nam na odskoczenie od tego poziomu. Porównując, chcemy się przesiąść z poloneza do trochę szybszego auta – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kazimierz Jastrzębski, prezes Office Plus.

Według danych Instytutu Biznesu Rodzinnego firmy rodzinne stanowią ok. 36 proc. przedsiębiorstw w Polsce, a ich działalność odpowiada za 18 proc. polskiego PKB. Podobnie jak w przypadku zdecydowanej większości małych i średnich firm, to najbliższe lata mogą się okazać kluczowe dla dalszego rozwoju. Dotychczasowe czynniki konkurencyjności, związane z niskimi kosztami pracy, będą traciły na znaczeniu, a coraz większą rolę będą odgrywać innowacyjność i automatyzacja. Jak przekonują eksperci, przyszłość należy do inteligentnego przedsiębiorstwa.

– Dosyć dużym kłopotem dla nas jest zdobywanie nowych klientów, dlatego że my działamy głównie przez rekomendacje. Jeśli chodzi o rynek e-commerce, to w zasadzie my tam nie istniejemy, dlatego że jest tak duża liczba ofert firm działających w naszym zakresie i interesujących się naszym polem działania, że nie jesteśmy w stanie wypozycjonować się nawet w pierwszej dziesiątce stron Google  – podkreśla Kazimierz Jastrzębski.

Według McKinsey Global Institute firmy oparte na danych mają o 23 razy większą szansę na pozyskiwanie nowych klientów i sześciokrotnie większą na ich późniejsze zachowanie. Jak jednak pokazuje badanie „Analityka biznesowa, wyzwania 2018”, programowanie i analiza danych to wciąż słabe strony firm. Problemem jest też mocne zaistnienie w sieci, z czym ma problem część mniejszych i rodzinnych firm. Bez tego jednak ich szanse, by przetrwać na coraz bardziej cyfrowym rynku, maleją. Problemem dla większość przedsiębiorstw jest też brak pracowników, zwłaszcza tych, którzy będą potrafili sprostać pojawiającym się wyzwaniom.

– Najważniejsze wyzwania dla nas w najbliższym czasie, w zasadzie od kilku lat, to są problemy kadrowe, to są pracownicy na każdym szczeblu. Mam na myśli montażystów, architektów, handlowców i specjalistów w konkretnych działach – wskazuje prezes Office Plus.

Raport PwC i The Business Higher Education Forum „Investing in America’s Data Science and Analytics Talent: The Case for Action” ocenia, że w 2020 roku już 2,7 mln miejsc pracy będzie opartych na analityce i data science i to właśnie takie umiejętności będą dla pracodawców kluczowe przy rekrutacji nowych pracowników.

Same nowe technologie jednak nie wystarczą. Do dalszego rozwoju firm konieczna jest zagraniczna ekspansja. Z drugiej strony na bardziej konkurencyjnym rynku warunkiem kluczowym przetrwania jest cyfrowa transformacja.

– Polski rynek już jest dosyć mocno nasycony, jeśli chodzi o branżę związaną z wyposażaniem wnętrz, docieramy wyłącznie do klientów B2B. Jednak myślimy o ekspansji na rynki głównie europejskie, takim naszym naturalnym rynkiem, który jest najbliżej i najłatwiej można się tutaj próbować przebijać przez gęstwinę wszelakich przeciwności, jest rynek niemiecki, natomiast z ogromną nadzieją i apetytem patrzymy na Daleki Wschód, Kazachstan. Mamy nadzieję, że tam uda nam się zaistnieć – wskazuje Kazimierz Jastrzębski.

Polska jest jednym z europejskich liderów we wdrażaniu nowinek płatniczych. Wprowadzamy je szybciej niż Zachód

Polska jest jednym z europejskich liderów we wdrażaniu nowinek płatniczych. Wprowadzamy je szybciej niż Zachód 3

Polski rynek finansowy jest pod pewnymi względami bardziej rozwinięty niż ten na Zachodzie. Polacy są otwarci na nowinki technologiczne – system BLIK, portmonetkę Google Play czy zbliżeniowe płatności smartfonem wybiera coraz więcej osób. Większość Polaków uważa, że płatności smartfonem i kartą są wygodniejsze i prostsze niż gotówką. Zdaniem ekspertów Expandera już w tym roku więcej zapłacimy za pomocą kart niż gotówką.

 Polski rynek finansowy jest pod wieloma względami bardziej rozwinięty niż rynki na zachodzie. W USA systemy informatyczne są sprzed II wojny światowej, w Anglii były budowane zaraz po wojnie. Te kraje mają niesamowity dług technologiczny, którego nie są w stanie spłacić, ponieważ – po pierwsze – wiąże się to z dużym kosztem, a po drugie CEO ichniejszych banków są już zmęczeni i czekają na emeryturę. W Polsce fakt, że to wszystko było budowane w latach 90., sprawia, że mogę płacić SMS-em. Kartę zbliżeniową w Polsce miałam 4 lata przed tym, jak dostałam ją w Wielkiej Brytanii i tam musiałam o nią specjalnie poprosić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Krupińska, współzałożycielka Azimo, firmy zajmującej się przelewaniem pieniędzy.

Polskie finanse stają się coraz bardziej cyfrowe. To oszczędność czasu, ale i większe bezpieczeństwo. Na popularności zyskują płatności zbliżeniowe. Jak podaje NBP, 66 proc. Polaków uważa, że płatności smartfonem czy kartą są wygodniejsze i prostsze niż gotówką. Jesteśmy też otwarci na nowinki technologiczne. Systemem BLIK, wprowadzonym trzy lata temu, w pierwszym roku dokonano 2 mln transakcji. W pierwszym półroczu 2018 roku było ich już 33 mln – tyle, co w całym 2017 roku, a w III kw. – 24,3 mln, a klienci korzystali z niego średnio 264 tys. razy dziennie. Usługa Apple Pay tylko w tydzień pozyskała 200 tys. użytkowników, z portmonetki Google Pay 1,5 roku po wdrożeniu korzystało 300 tys. osób.

– Przesyłanie pieniędzy przez internet jest najbezpieczniejszą formą przesyłu. Wszystkie instytucje, które mają do czynienia ze środkami finansowymi, muszą być regulowane. Instytucje takie jak KNF w Polsce czy Financial Conduct Authority w Wielkiej Brytanii narzucają na nas bardzo duże ograniczenia związane z tym, jak musimy budować nasze systemy informatyczne. Jeszcze 10 lat temu ktoś mógł wejść do banku, Western Union czy biura pożyczek z ukradzionym kilka minut wcześniej dowodem, podać się za kogoś innego i pożyczyć w jego imieniu dużo pieniędzy albo przesłać je na podane konto – mówi Marta Krupińska.

Z danych NBP „Informacja o kartach płatniczych” wynika, że na koniec II kwartału 2018 roku w Polsce w obrocie znajduje się już 40 mln kart płatniczych, a udział kart zbliżeniowych sięga 82 proc. W okresie od marca do czerwca Polacy wykonali nimi 1,1 mld płatności, czyli o 1/5 więcej niż rok wcześniej.

Z drugiej jednak strony, jak podaje Fundacja Polska Bezgotówkowa, w Polsce 30 proc. transakcji to transakcje bezgotówkowe, reszta realizowana jest przy użyciu gotówki. W Szwecji czy Szwajcarii płatności gotówką stanowią zaledwie kilka procent. W opinii ekspertów Expandera w tym roku w Polsce może zakończyć się dominacja gotówki i możliwe jest, że kartami wydamy więcej, niż wypłacimy w gotówce (w II kwartale relacja ta wynosiła 76 mld zł vs 103 mld zł).

Według NBP w II kwartale ubiegłego roku w Polsce działało ponad 700 tys. terminali płatniczych, o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Z badania „Przedsiębiorca w bezgotówkowym świecie” wynika, że według przedsiębiorców posiadanie terminala w firmie umożliwia podążanie za aktualnymi trendami, a blisko połowa przyznaje, że możliwość płacenia kartą za ich towary pozytywnie wpłynęła na rozwój całego biznesu. Z danych NBP wynika, że do akceptacji kart płatniczych przystosowanych jest blisko 506 tys. punktów handlowo-usługowych.

– Mały przedsiębiorca, prowadzący mały sklepik, jeżeli nie jest w stanie akceptować gotówki albo miałby wyłącznie akceptować karty, to wiąże się z pewnego rodzaju kosztem. Dlatego musimy pamiętać, żeby pęd do technologii nie zostawił naszych małych przedsiębiorców w tyle – ocenia Marta Krupińska.

Budynki mogą zużywać o 80 proc. mniej energii niż dziś. Potrzebne są inwestycje w nowe technologie

Budynki mogą zużywać o 80 proc. mniej energii niż dziś. Potrzebne są inwestycje w nowe technologie 4

Budynki zużywają coraz więcej energii. Dziś odpowiadają za mniej więcej połowę globalnego zapotrzebowania, ale w ciągu kolejnych 20 lat odsetek ten może wzrosnąć do nawet 80 proc. Dlatego potrzebne są rozwiązania, które poprawią efektywność energetyczną budynków. Tym bardziej że szacunki mówią o tym, że dziś zużywają one o 80 proc. energii więcej, niż mogłyby, gdyby wszystkie były wyposażone w nowoczesne technologie. Wdrożenie takich rozwiązań przy okazji większej inwestycji tylko nieznacznie może podnieść jej koszt.

Budownictwo zużywa ponad 50 proc. światowej energii. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 20 lat ten odsetek wzrośnie do 80 proc., co oznacza, że większość energii elektrycznej będzie konsumowana przez budynki. Tymczasem już dziś dostępne technologie pozwalają zmniejszyć to zużycie i zaoszczędzić do 80 proc. energii. Innymi słowy, budynki zużywają jej znacznie więcej, niż gdyby wszystkie były wyposażone w najnowsze technologie. To pokazuje potencjał tego rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric Polska.

Z najnowszego badania „Barometr zdrowych domów”, przygotowanego na zlecenie firmy Velux, wynika, że 65 proc. europejskich i 58 proc. polskich zasobów budowlanych to budynki starsze niż 40 lat, a jedynie 10 proc. ma świadectwa energetyczne klasy A lub B. W Polsce większość domów jednorodzinnych ma niski bądź bardzo niski standard energetyczny, a tym samym wysokie zapotrzebowanie na ciepło.

Według danych Komisji Europejskiej, budynki odpowiadają za 40 proc. łącznego zużycia energii w UE, przy czym około 75 proc. to energia wykorzystana w nieefektywny sposób. Natomiast ograniczenie zużycia energii w budynkach to jeden z najbardziej efektywnych ekonomicznie sposobów redukcji emisji dwutlenku węgla.

Są już pierwsze budynki zeroemisyjne. Bloomberg uznał za najbardziej efektywny energetycznie budynek THE Edge w Amsterdamie, który wytwarza tyle energii, ile zużywa. My dostarczyliśmy tam system dystrybucji energii elektrycznej i automatyki – mówi Jacek Łukaszewski. – Widzimy, że w Polsce efektywność energetyczna, która wcześniej była realizowana przez duże, międzynarodowe korporacje, zaczyna się przebijać do administracji publicznej i polskich przedsiębiorców. Koszt energii jest dla wielu firm istotny w rachunku wyników i to powoduje, że przybywa nam klientów.

Z badania przeprowadzonego Kantar Millward Brown na zlecenie Ayming Polska wynika, że dla 93 proc. polskich przedsiębiorstw energia elektryczna stanowi istotną pozycję w ich kosztach. Dlatego biznes przykłada coraz większą wagę do efektywności energetycznej. Dzięki działaniom termomodernizacyjnym, wykorzystaniu odnawialnych źródeł i optymalizacji zużycia energii, firmy mogą sporo zaoszczędzić. W Polsce dostrzega to coraz więcej przedsiębiorstw.

– Współpracujemy z kilkoma wiodącymi sieciami sklepów, które przechodzą na niskoemisyjne, efektywne energetycznie systemy, stawiając panele fotowoltaiczne na dachach i starając się w sposób efektywny gospodarować energią – mówi prezes Schneider Electric Polska. – W tym roku na świecie mamy blisko 10-proc. wzrosty, a w Polsce są one dużo wyższe. Jednym z ostatnich naszych projektów jest modernizacja i podniesienie efektywności energetycznej huty szkła Saint-Gobain w Dąbrowie Górniczej. Po modernizacji zwiększyła się ona o kilkanaście procent.

Jak podkreśla, firmy zajmujące się produkcją przemysłową muszą modernizować swoje systemy z uwagi na rosnące koszty, zmieniające się gusta klientów czy postęp technologiczny. Modernizacja wyłącznie w celu podniesienia efektywności energetycznej czy obniżenia śladu węglowego jest jednak kosztowna, dlatego warto przeprowadzić ją przy okazji większej inwestycji – wtedy jej dodatkowy koszt zwiększa się raptem o kilka procent.

Weźmy przykład energetycznej infrastruktury wodnej. Szacuje się, że na świecie zapotrzebowanie związane z modernizacją sieci wodnych w miastach sięga około 6 mld dol., żeby sprostać wymaganiom urbanizacji i dostarczyć odpowiednią niezawodność usług. Zmodernizowanie tej infrastruktury tak, aby była efektywna energetycznie i o niskim śladzie węglowym, to jest dodatkowe 270 mln dol., czyli rozmawiamy o kwotach o 3–4 proc. wyższych – mówi Jacek Łukaszewski.

Co istotne, w Polsce przedsiębiorcy, którzy zdecydują się na działania zwiększające efektywność energetyczną, mogą liczyć na duże wsparcie m.in. z Banku Gospodarstwa Krajowego, NFOŚiGW oraz środków unijnych.

Efektywność energetyczna przekłada się nie tylko na środowisko i finanse przedsiębiorstw, lecz także na gospodarkę w skali makro. W 2016 roku Komisja Europejska przedstawiła pakiet „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”. Jednym z jego celów jest właśnie podnoszenie efektywności energetycznej, która mogłaby nie tylko obniżyć emisję dwutlenku węgla, lecz także przyczynić się do zmniejszenia wydatków na import energii, które wynoszą 350 mld euro rocznie (według danych Parlamentu Europejskiego).

To, co dobre dla klimatu, jest dobre również dla gospodarki. My dostarczamy klientom rozwiązania, które pozwalają na budowanie systemów niskoemisyjnych albo zeroemisyjnych oraz zarządzanie energią w sposób efektywny. Najtańszą energią jest energia niezużyta i niewyprodukowana. Dlatego jeśli korzystamy z niej w sposób odpowiedzialny, to oczywiście obniżamy emisję, ale też obniżamy koszty. Schneider jest dużym, globalnym graczem, z kilkuset zakładami produkcyjnymi, zatrudniającym ponad 150 tys. ludzi na całym świecie. Podjęliśmy zobowiązanie, że będziemy firmą zeroemisyjną najpóźniej do 2030 roku – mówi Jacek Łukaszewski.

Ponad 50 proc. firm w Polsce stara się budować pozytywny wizerunek w oczach pracowników. W obecnej sytuacji na rynku pracy to konieczność

Ponad 50 proc. firm w Polsce stara się budować pozytywny wizerunek w oczach pracowników. W obecnej sytuacji na rynku pracy to konieczność 5

Ponad połowa pracodawców twierdzi, że ma strategię employer brandingową, a co czwarty nad nią pracuje – wynika z badania HRM Institute. Wiele firm prowadzi takie działania z doskoku. Ma to duże znaczenie na dzisiejszym trudnym rynku pracy. Zdaniem ekspertów negatywne opinie o firmie jako pracodawcy oraz brak odpowiednich działań w zakresie employer brandingu mogą oznaczać problemy w rekrutacji, ponieważ dla pracowników – poza wynagrodzeniem i benefitami – coraz bardziej liczą się wartości reprezentowane przez daną firmę i jej prestiż. Ponad 60 proc. śledzi informacje publikowane o ich pracodawcy przez osoby trzecie.

– Employer branding bardzo zyskuje na znaczeniu ze względu na to, jaki mamy rynek pracy w Polsce. Coraz trudniej jest pozyskać pracownika i utrzymać go w organizacji, dlatego działania komunikacyjne wokół pozycjonowania pracodawcy w oczach swoich pracowników i potencjalnych pracowników są bardzo ważne. Organizacje to zauważają – na działania employer brandingowe są przeznaczane coraz większe środki budżetowe – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Jugo, dyrektor zarządzający JJ Communications.

Z raportu Gumtree.pl „Aktywni+. Praca w życiu, życie w pracy” wynika, że atmosfera w pracy jest kluczowym czynnikiem dla 83 proc. pracowników. Tyle samo osób wskazało na zarobki. Przy wyborze pracy liczą się już nie tylko dodatkowe benefity czy wynagrodzenie, lecz także możliwości rozwoju, atmosfera, wygląd biura, elastyczne godziny pracy czy prestiż pracodawcy.

– To też aspekty, które pracodawcy powinni wykorzystywać w swoich działaniach employer brandingowych, eksponując właśnie te miękkie aspekty swojej tożsamości – podkreśla Jakub Jugo.

Dostrzegają to także firmy, które coraz częściej koncentrują się na komunikacji z pracownikami. Na zaniechania nie mogą sobie pozwolić – w 2018 roku stopa bezrobocia spadła w Polsce poniżej 6 proc.

– Już praktycznie 100 proc. dużych firm prowadzi jakieś działania employer brandingowe. Rzadko są to działania strategicznie przygotowane, zwykle działania ad hoc, ale też coraz częściej konkretny budżet employer brandingowy jest przeznaczony na początku roku na takie działania – wskazuje ekspert

Raport HRM Institute „Employer branding w Polsce” wskazuje, że ponad połowa badanych (przedstawiciele firm, zwłaszcza z działów HR, EB, marketingu i komunikacji) twierdzi, że ich firma ma strategię employer brandingową. 42 proc. jej jeszcze nie ma, ale co czwarta deklaruje, że właśnie nad nią pracuje.

Z kolei z raportu JJ Communications „Employer branding w czasach cyfrowych indywidualistów” wynika, że zdaniem 45 proc. pracowników  pracodawcy w ich branży potrafią budować swój pozytywny wizerunek online. Jednocześnie 44 proc. twierdzi, że ich aktualny pracodawca mógłby lepiej zadbać o swój wizerunek online, czyli zwiększyć nacisk na odpowiednie działania employer brandingowe.

– Zdecydowana większość, bo ponad 60 proc. Polaków, sprawdza, co jest publikowane na bieżąco w internecie na temat ich pracodawcy, sprawdza rekomendacje innych, śledzi internet w poszukiwaniu informacji na temat pracodawcy. Jedynie 8 proc. nie jest tym zainteresowanych. Wiemy zatem, że Polacy zwracają na opinię o pracodawcy coraz większą uwagę – mówi dyrektor JJ Communications.

W strategii employer brandingowej bardzo ważne są kanały, jakimi komunikaty docierają do grupy docelowej. Coraz istotniejsza jest aktywność w mediach społecznościowych, a np. LinkedIn pełni kluczową rolę, zwłaszcza w przypadku stanowisk menadżerskich. Eksperci przypominają, że istotna jest także kompatybilność stosowanych narzędzi z urządzeniami mobilnymi.

– Już 24 proc. Polaków przegląda oferty pracy głównie przez swojego smartfona i dlatego też narzędzia, które wykorzystujemy do rekrutacji czy do jej promowania, muszą być dostosowane do ekranów urządzeń mobilnych. 1/3 naszych respondentów stwierdziła, że porzuciła proces rekrutacyjny właśnie ze względu na to, że źle wyświetlał się na ekranie ich telefonu – mówi Jakub Jugo.

Problemem są stosunkowo niskie nakłady na działalność employer brandingową. Najczęściej deklarowany budżet nie przekracza 20 tys. zł, podczas gdy najwięcej respondentów uważa, że potrzebne na ten cel środki to między 50 a 100 tys. zł. Brakuje też odpowiednich kompetencji – za employer branding najczęściej odpowiedzialny jest dział HR i marketing.

– 67 proc. respondentów badania „Employer branding w Polsce”, przygotowywanego przez HRM Institute, stwierdziło, że te kompetencje mogłyby być trochę większe. Mówimy tutaj oczywiście o aspektach technicznych z zakresu nowych trendów w komunikacji, ale też typowo teoretycznej wiedzy o employer brandingu – wskazuje Jakub Jugo.

CES 2019: Opaska monitorująca aktywność mózgu w czasie rzeczywistym pomoże ludziom z zaburzeniami snu

CES 2019: Opaska monitorująca aktywność mózgu w czasie rzeczywistym pomoże ludziom z zaburzeniami snu 6

Blisko połowa ludzkości cierpi na zaburzenia snu. Pomóc walczyć z tą chorobą cywilizacyjną mogą najnowsze technologie. Powstają m.in. inteligentne poduszki, opaski monitorujące jakość snu a także systemy medytacyjne ułatwiające zasypianie. Na targach CES 2019 zaprezentowano m.in. opaskę UrgoNight, pozwalającą w czasie rzeczywistym zobaczyć aktywność mózgu i trenować fale mózgowe odpowiedzialne za dobry sen. Z badań przeprowadzonych przez World Sleep Society wynika, że 45 proc. populacji cierpi na zaburzenia snu, a przewlekła bezsenność dotyka ok. 10 proc Europejczyków.

– Każdy człowiek stale wytwarza fale mózgowe, jednak z pewnych przyczyn, np. w wyniku stresu, można stracić zdolność do emitowania fal mózgowych wspomagających sen. Z pomocą przychodzi opaska UrgoNight, która pomaga wytrenować mózg, aby znów zaczął wytwarzać te fale – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 Carole-Anne Brugere z firmy UrgoTech.

Podczas targów CES w Las Vegas zaprezentowano wiele technologii skupionych wokół walki z zaburzeniami snu. Fitbit, producent zegarków fitnessowych, planuje wdrożyć do swoich urządzeń system Sleep Score, który obecnie funkcjonuje w wersji beta. Narzędzie to w oparciu o czujnik saturacji mierzy poziom wysycenia krwi tlenem. Na podstawie zebranych danych podaje czas i głębokość snu oraz poziom wypoczęcia, a informacje te mogą posłużyć do skorygowania niewłaściwych przyzwyczajeń i rozpoznania problemu bezsenności w jej pierwszym stadium.

Firma UrgoTech postanowiła rozwiązać ten problem w odmienny sposób, wykorzystując do tego aplikację treningową UrgoNight oraz opaskę dokonującą pomiar EEG. Oprogramowanie składa się z gier i ćwiczeń wykorzystujących zasady treningu neurologicznego, które mają ułatwić nam przygotowanie mózgu do zaśnięcia.

– Podstawą treningu neurologicznego jest obserwacja aktywności mózgu w czasie rzeczywistym, dzięki czemu użytkownik może nauczyć się ją modyfikować. Na ekranie aplikacji pojawią się obrazy, które użytkownik ma za zadanie kontrolować za pomocą fal mózgowych, dzięki czemu mózg stopniowo zaczyna radzić sobie bez pomocy aplikacji czy urządzenia – twierdzi ekspertka UrgoTech.

Na podobnej zasadzie działa Morphee, inteligentny asystent medytacyjny. Urządzenie wyposażono w pokrętła, które pozwalają ustawić motyw, czas trwania i rodzaj sesji. Użytkownik może także wybrać, czy sesję ma poprowadzić kobieta, czy mężczyzna. Morphee generuje dźwięk relaksacyjne oraz wydaje instrukcje pomagające się odprężyć i łagodnie zapaść w sen. Obecnie urządzenie oferuje wyłącznie francuskojęzycznego asystenta, prace nad innymi wersjami językowymi urządzenia są w toku

Asystent od UrgoTech również jest w fazie testów, według wstępnych planów ma zadebiutować na platformie crowdfundingowej Indiegogo w marcu tego roku.

– UrgoNight w sprzedaży znajdzie się w 2020 r. Opaska będzie kosztowała 500 dolarów, a aplikację będzie można pobrać bezpłatnie w sklepach z aplikacjami, w tym w Apple Store – zapowiada Carole-Anne Brugere.

Specjaliści z firmy analitycznej Future Market Insights szacują, że w latach 2018-2028 rynek przenośnych monitorów jakości snu wykaże średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 7,6 proc.

CES 2019: Smartwatche monitorują już ciśnienie krwi. Rynek medycznych wearables staje się coraz bardziej wyspecjalizowany

CES 2019: Smartwatche monitorują już ciśnienie krwi. Rynek medycznych wearables staje się coraz bardziej wyspecjalizowany 7

Na targach CES 2019 zaprezentowano pierwszy na świecie smartwatch przeznaczony do dokonywania pomiarów ciśnienia krwi. Urządzenie uzyskało certyfikat FDA, co oznacza, że spełnia wymogi stawiane pełnoprawnym aparatom medycznym. Medyczne urządzenia wearables są coraz bardziej zaawansowane i coraz rzadziej ustępują pod względem technologicznym większym produktom, które można spotkać np. w gabinetach lekarskich.

– HeartGuide to pierwszy aparat do mierzenia ciśnienia krwi, który można nosić na nadgarstku. Nasze urządzenie, które uzyskało dopuszczenie do obrotu przez Agencję Żywności i Leków (FDA), pozwala na pomiar ciśnienia krwi w dowolnym miejscu i czasie. Urządzenie korzysta z technologii oscylometrycznej, czyli tej samej, z którą pacjenci mają styczność w gabinetach lekarskich, jednak w tym przypadku rękaw do pomiaru ciśnienia jest wbudowany w zegarek na rękę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 Carol Lucarelli, dyrektor ds. marketingu w Omron Healthcare.

Medyczne urządzenia wearables są coraz bardziej zaawansowane i coraz rzadziej ustępują pod względem technologicznym większym produktom, które można spotkać np. w gabinetach lekarskich. Firma Omron, znana przede wszystkim z produkcji półautomatycznych i automatycznych ciśnieniomierzy naramiennych i nadgarstkowych, swoją technologię pomiaru ciśnienia zmieściła wewnątrz smartwatcha, który posiada także szereg innych, inteligentnych funkcji.

– HeartGuide nie tylko mierzy ciśnienie krwi i puls, ale również pozwala na rejestrowanie aktywności, kroków, przebytej odległości oraz snu. Do jego stworzenia wykorzystaliśmy całą naszą wiedzę na temat istniejących ciśnieniomierzy. Udało nam się ograniczyć rozmiary produktu do wielkości zegarka. Złożyliśmy ponad 89 wniosków patentowych w odmienieniu do tego produktu. Niektóre z jego części są wielkości ziarnka ryżu – tłumaczy Carol Lucarelli.

Dane rejestrowane przez smartwatch są odbierane przez aplikację HeartAdvisor. Dzięki niej można połączyć funkcjonalność telefonu z możliwością planowania pomiarów ciśnienia krwi czy przyjęcia leków. Regularność dokonywania pomiarów może znacząco wpłynąć na skuteczność leczenia i zapobieganie występowaniu stanów zagrażających życiu. Urządzenie kosztuje niespełna 500 dol. i można je zamówić w sklepie internetowym producenta.

Firma Garmin z kolei nawiązała współpracę z Actigraph, światowym liderem w dziedzinie badania aktywności medycznej i rozwiązań do monitorowania snu, z których korzystają naukowcy. Actigraph jest także dostawcą  przenośnych monitorów akcelerometrycznych i zaawansowanej platformy technologii oprogramowania. Razem rozwiązania te stanowią najbardziej kompleksowe rozwiązanie do monitorowania, analizy i zarządzania danymi medycznymi w branży. Połączenie danych pochodzących z czujników firmy Garmin z funkcją przechwytywania danych i analityczną wiedzą platformy ActiGraph tworzy wydajne rozwiązanie dla wielu różnych aplikacji służących do monitorowania zdrowia pacjentów.

Zaprezentowany we wrześniu smartwatch AppleWatch Series 4 ma wbudowany czujnik tętna i elektrody, dzięki którym zegarek może wykonać badanie EKG. Dzięki takiemu badaniu można wykryć m.in. migotanie przedsionków czy sinusoidalne bicie serca. Jednak póki co, korzystanie z tej funkcji smartwatcha możliwe i dopuszczone jest jedynie w Stanach Zjednoczonych.

– W Stanach Zjednoczonych 103 mln osób dorosłych ma nadciśnienie. Ciśnienie krwi jest najważniejszym wskaźnikiem udaru i zawału serca, a misją Omron jest jak największe ograniczenie liczby zawałów serca i udarów. Dlatego możliwość pomiaru ciśnienia krwi jest tak ważna dla osób z najpoważniejszymi zaburzeniami ciśnienia, dla pacjentów z niekontrolowanym ciśnieniem tętniczym, dla rozpoczynających nową terapię czy też dla osób po udarze lub zawale. Chcemy zapewnić im dostęp do dokładnych pomiarów – mówi ekspertka.

Z analiz marketsandMarkets wynika, że rynek medycznych urządzeń do noszenia na ciele osiągnie do 2022 roku wartość niemal 14,5 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu w najbliższych czterech latach wyniesie 18,3 proc.

Kupony rabatowe – sprawdź, dlaczego wspomagają sprzedaż

rabat-i-znizkiKupowanie w XXI wieku stało się częścią stylu życia. Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym – robimy zakupy nie tylko, aby zaspokoić podstawowe potrzeby. Są przyjemnością samą w sobie. Rozumieją to również producenci i sprzedawcy. Dlatego sięgają po rozmaite narzędzia, które jeszcze bardziej zachęcają klientów do korzystania z ich oferty. Jednym z popularnych rozwiązań są bony rabatowe. Sprawdź, na czym polega ich fenomen.

Na decyzje zakupowe klientów wpływ ma wiele czynników. Jakość i specyfikacja produktów to tylko jeden z nich. Znaczenie ma również cena, a także emocje, które wiążą się z kupowaniem. Mogą one sięgnąć zenitu, zwłaszcza gdy konsument ma możliwość skorzystania z atrakcyjnej promocji – tu i teraz. Ten właśnie mechanizm wykorzystują sklepy, oferując rozmaite zniżki – zarówno offline, jak i online. A dlaczego konkretnie kupony rabatowe działają tak dobrze?

Bony zniżkowe zachęcają do podejmowania szybkich decyzji zakupowych

Kupony rabatowe – zarówno te do zrealizowania online, jak i offline – zazwyczaj mają określony termin ważności. Zniżka obowiązuje na przykład tylko przez tydzień czy przez kilka dni. A skoro tak, klient nie ma zbyt wiele czasu, aby zastanowić się i bez końca porównywać dostępne opcje. Żeby skorzystać z naprawdę atrakcyjnej ceny, musi podjąć decyzję w krótkim czasie – to zwiększa prawdopodobieństwo, że wybierze sklep, który oferuje takie właśnie promocje.

Promocje wzmacniają markę

Sklepy, które decydują się na wykorzystanie w swojej strategii sprzedażowej kuponów rabatowych, są pozytywnie postrzegane przez klientów. Czemu? Specjalne okazje dają szansę na dokonanie zakupów na korzystniejszych warunkach. Są wiec po prostu przyjemniejsze i dają klientowi poczucie, że oszczędza oraz że jest doceniany przez sprzedawcę. Dlatego kupony rabatowe – publikowane np. w serwisie AleRabat.com, to narzędzie, które wspomaga branding.

Kupony zniżkowe budują przywiązanie do marki

Klient, który wie, że przynajmniej raz na jakiś czas ma szansę otrzymać zniżkę na interesujące go produkty, chętniej sięga po ofertę konkretnego sklepu, a nie jego konkurencji. Dlatego wiele serwisów online, jak i punktów stacjonarnych decyduje się np. na wręczanie takich kuponów przy zakupach na określoną kwotę, do późniejszego wykorzystanie. Uzyskanie kuponu motywuje klienta do ponownej wizyty i wyrabia w nim nawyk odwiedzania danego serwisu online.

Kody rabatowe na konkretne grupy produktów pozwalają realizować cele sprzedażowe

Kuponami zniżkowymi można objąć zarówno cały asortyment sklepu (dając np. kilka – kilkanaście procent rabatu na cały koszyk zakupowy), jak i określone kategorie produktów, czy konkretne towary. Ta druga, bardziej zawężona strategia pozwala zwrócić uwagę klientów na określony asortyment i… szybciej go wyprzedać. To dobre rozwiązanie wówczas, gdy sprzedawca chce „przewietrzyć magazyny” i zrobić miejsce dla nowych towarów.

Jak więc widać, warto skorzystać z tego narzędzia w swojej strategii sprzedażowej. Kody rabatowe opłacają się zarówno w krótko-, jak i długofalowym planie biznesowym. To szansa na skuteczniejsze zaistnienie w świadomości klientów i zbudowanie pozytywnego, wyrazistego wizerunku.

Pożyczka w kilka minut bez formalności

Szybka pożyczkaPożyczki online to obecnie gwarancja najszybszego dostępu do pieniędzy, co wynika z faktu, że wszystko można załatwić zdalnie, a dodatkowo złożenie wniosku nie wiąże się z koniecznością załatwiania skomplikowanych formalności.

  1. Szybka pożyczka do 25 000 złotych
  2. Jak zwiększyć szanse na otrzymanie pieniędzy?
  3. Sprawdzone pożyczki online

Chociaż dostęp do pożyczek jest obecnie prostszy niż kiedykolwiek wcześniej, to warto pamiętać o tym, aby unikać niepotrzebnego zadłużania się, jeżeli nie jest to naprawdę potrzebne.

Szybka pożyczka do 25 000 złotych

Są jednak sytuacje, których nie da się przewidzieć. Najczęściej klienci zainteresowani szybkimi pożyczkami potrzebują pieniędzy na to, aby zapłacić za naprawę samochodu, zakup leków lub pokrycie innych kosztów leczenia czy nawet opłacenie rozmaitych zobowiązań finansowych. W takich sytuacjach rzeczywiście pożyczka jest najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza jeżeli są to wspomniane pożyczki przez internet, gdzie można uzyskać bardzo atrakcyjne warunki. Składanie wniosku o pożyczkę w taki nowoczesny sposób ma również inne zalety. Pierwszą z nich jest to, że wystarczy wypełnić krótki formularz, aby można było otrzymać ofertę na pożyczkę, której kwota może zaczynać się od 500 złotych, a kończyć nawet na 25 000. Tym samym bez problemu uda się pokryć wszystkie niezbędne wydatki. Po wypełnieniu wniosku wystarczy poczekać około pięciu minut, aby został on przeanalizowany. Nie ma więc ryzyka, że ktoś będzie musiał godzinami czekać na ofertę pożyczki, co bywa szczególnie uciążliwe w sytuacjach, w których pieniądze potrzebne są od razu.

Jak zwiększyć szanse na otrzymanie pieniędzy?

O ile przy mniejszych kwotach nikt nie powinien mieć problemu z otrzymaniem pożyczki, to czasami trudności występują przy większych sumach. Co zatem należy zrobić, aby zwiększyć swoje szanse na otrzymanie dobrej pożyczki? Przede wszystkim warto upewnić się, że wcześniejsze zobowiązania zostały spłacone. Ważne jest również przestrzeganie terminów spłat, gdyż kilkukrotne opóźnienia w ratach mogą mocno utrudnić zaciągnięcie następnej pożyczki. Niektóre firmy pożyczkowy oraz banki sprawdzają również zdolność klienta. Tutaj na szczęście również można ją poprawić, w czym pomocne są zaciąganie drobnych pożyczek oraz rat i spłacanie ich zgodnie z harmonogramem. Na pozytywną ocenę może również wpłynąć regularne korzystanie z karty, o ile oczywiście klient pamięta o tym, aby w wymaganym terminie spłacić wykorzystaną kwotę. Wiele przydatnych informacji na temat tego, w jaki sposób pożyczać pieniądze można znaleźć na stronie https://www.pozyczki-24.pl, dlatego warto się z nimi zapoznać przed złożeniem wniosku o pożyczkę. Pozwoli to pożyczać pieniądze w sposób przemyślany i odpowiedzialny.

Sprawdzone pożyczki online

Pomimo bezproblemowego dostępu do pożyczek, klienci muszą zdawać sobie sprawę, że niektóre oferty mają zdecydowanie lepsze warunki niż pozostałe. Dlatego też najbezpieczniejszym sposobem na zaciągnięcie pożyczki jest serwis, który umożliwia skorzystanie z atrakcyjnych ofert bez wychodzenia z domu. Strona pożyczki online jest przez cały czas aktualizowana i znajdują się tu wyłącznie te pożyczki, które rzeczywiście są opłacalne. Nie trzeba więc znać się na finansach, aby można było otrzymać dogodne warunki i zarazem zyskać niskooprocentowaną pożyczkę. Ze strony można korzystać przez całą dobę i to przez siedem dni w tygodniu, dzięki czemu w razie potrzeby od razu otrzyma się gotówkę w kwocie, jaka będzie potrzebna do opłacenia wszystkich nieplanowanych wydatków.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Czy coś może zatrzymać rajd ryzyka na rynkach? A może dane dostarczą świeżego paliwa? Na te pytania inwestorzy będą poszukiwać odpowiedzi. Przede wszystkim analizowana będzie kondycja gospodarki USA, co w głównym świetle stawia sprzedaż detaliczną, produkcję przemysłową i indeksy koniunktury. Seria odczytów inflacji prawdopodobnie wskaże na spadki wynikające z niższych cen paliw. Jednak ważniejsze niż dane mogą być kwestie głosowania nad projektem brexitu, przyszłość government shutdown w USA i postęp w negocjacjach handlowych USA-Chiny.

Przyszły tydzień: sprzedaż i produkcja z USA, NY Empire State, Philly Fed, głosowanie nad brexitem, CPI i produkcja z Polski, inflacja z Japonii/Kanady

USA

W USA uwaga skupi się na ocenie kondycji gospodarki na przełomie roku w otoczeniu zmienności rynkowej, government shutdown i dyskusji o polityce Fed. Grudniowe odczyty sprzedaży detalicznej (śr) i produkcji przemysłowej mają być solidne, pod warunkiem że je w ogóle otrzymamy – przeciągający się paraliż administracji publicznej może odroczyć przynajmniej ten pierwszy raport. Z bardziej aktualnych danych indeksy koniunktyw NY Empire State (pon) i Philly Fed (czw) powinny zanotować odbicie po słabych wynikach z poprzednich dwóch miesięcy. Widzimy asymetrię w odbiorze danych, gdyż słabsze dane wpiszą się w aktualny pro-ryzykowny sentyment, podczas gdy lepsze odczyty będą ignorowane, dopóki Fed nie zamierza na nie reagować. Poza tym potencjalne zakończenie government shutdown będzie dodatkowym paliwem wzmacniającym apetyt na ryzyko (ale nie USD).

Strefa euro

EUR w większości ignoruje sygnały fundamentalne, choć w przyszłym tygodniu szczegółowe dane o inflacji (czw) mogą przyciągnąć uwagę. EBC nie zrezygnowały z konstruktywnego poglądu na perspektywy gospodarcze strefy euro i ma nadzieję na wzrost inflacji bazowej z pomocą presji płacowej. By podtrzymać te oczekiwania konieczne jednak jest odbicia aktywności biznesu po spadkach z czwartego kwartału ubiegłego roku. Jedna seria danych nie rozwieje wszystkich wątpliwości i pod tym kątem EUR znajduje się w zawieszeniu, a EUR/USD pozostanie funkcją dolara.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI (śr) i sprzedaż detaliczna (pt) są głównymi publikacjami makro, ale ich znaczenie blednie w obliczu wydarzeń w polityce. We wtorek parlament głosuje nad przyjęciem projektu porozumienia brexitu i wszystko wskazuje, że rządowy plan zostanie odrzucony. Wówczas rząd będzie miał 3 dni na wypracowanie planu B przy ryzyku wotum nieufności złożonym przez Partię Pracy, potworzenia referendum i odroczenia daty brexitu (29 marca). Jakkolwiek maleją szanse na brexit bez uzgodnionych warunków, tak trudno oczekiwać aprecjacji funta w obliczu politycznego bałaganu.

Polska

Przed nami tydzień napakowany publikacjami z Polski: saldo rachunku bieżącego (pon), rewizja CPI (wt), inflacja bazowa (śr), produkcja przemysłowa i dane z rynku pracy (pt). Z całego zestawu ważne będą CPI i produkcja. W przypadku pierwszego interesujące będą przyczyny niższego od prognoz odczytu wstępnego. W drugim – czy twarde dane potwierdzą niepokojące sygnały indeksu PMI. Ogólnie spodziewamy się utrzymania niskiej zmienności na złotym, który pozostaje niewrażliwy na czynniki wewnętrzne i zewnętrzne.
W Japonii inflacja bazowa za grudzień (pt) ma obniżyć się do 0,8 proc. r/r, a zawężona miara bez cen świeżej żywności i energii ma pozostać na 0,3 proc. Spadek cen energii ściąga miary inflacji w dół i będzie hamować presję inflacyjną w szerokich miarach. To ważna informacja dla Banku Japonii, który przy takim obrocie sprawy nie będzie zadowolony z aprecjacji jena. Ryzyko werbalnej interwencji będzie odstraszać od kupowania JPY, co przy poprawie sentymentu na rynku akcji ułatwia rajd crossów z jenem (USD/JPY, AUD/JPY).

Australia

Z Australii otrzymamy jedynie raport o oczekiwaniach inflacyjnych (pon) oraz indeks nastrojów konsumentów (śr), podczas gdy kalendarz z Nowej Zelandii nie zawiera istotnych odczytów. W ten sposób główną siłą kierującą AUD i NZD pozostaje apetyt na ryzyko i spekulacje o złagodzeniu sporu handlowego USA-Chiny. Zakończone w tym tygodniu negocjacje na niskim szczeblu przebiegły pomyślnie, jak również docierają informacje, że jeszcze w tym miesiącu wicepremier Chin Liu He odwiedzi Waszyngton, by kontynuować rozmowy. To wystarcza, by podtrzymać popyt na waluty z Antypodów.

Kanada

Z Kanady otrzymamy dane o grudniowej inflacji CPI (pt), gdzie spodziewane jest osłabienie na negatywnym wpływie cen energii. Dane nie powinny wyraźnie zaszkodzić CAD, biorąc pod uwagę przekaz Banku Kanady po ostatnim posiedzeniu – BoC daje sobie 4 do 5 miesięcy, by zgromadzić dane makro i ocenić czy można powrócić do podwyżek. Z tego względu dla CAD najważniejsze będzie utrzymanie pozytywnego sentymentu na rynkach i kontynuacja rajdu ropy naftowej. Jednak w kolejnych dniach nie wykluczamy technicznej korekty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pakiet Mobilności – jak jest i co będzie dalej?

Kamil Wolański
Kamil Wolański

W przeciwieństwie do grudniowego posiedzenia Rady Unii Europejskiej, Komisja Transportu i Turystyki (TRAN) Parlamentu Europejskiego nie przedstawiła pełnego stanowiska dotyczącego kształtu przepisów składających się na tzw. Pakiet Mobilności. Co wiemy, a na jakie decyzje musimy jeszcze poczekać? Czy na pewno jest się z czego cieszyć? Komentuje Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Co wiemy?

W czwartkowym głosowaniu odrzucono dwa z trzech sprawozdań posłów TRAN, które miały regulować nowe zasady delegowania pracowników w sektorze transportowym (gdyż te obowiązujące są nieprecyzyjne) oraz między innymi kwestię odbierania przez kierowców odpoczynków tygodniowych. Przyjęto natomiast bardzo niekorzystne, z punktu widzenia polskich przewoźników, sprawozdanie dotyczące zasad dostępu do rynku międzynarodowych przewozów drogowych, które wprowadza nowe zasady prowadzenia działalności transportowej na szeroką skalę w państwach członkowskich UE.

Niezależnie od pozytywnych akcentów, takich jak stworzenie nowych narzędzi do walki z nieuczciwą konkurencją lub plany cyfryzacji sektora transportowego poprzez wprowadzenie możliwości korzystania z elektronicznych listów przewozowych (e-CMR), w praktyce znacznie ograniczono, w szczególności dla polskich przewoźników, możliwość świadczenia usług transportowych na, wydawać by się mogło, otwartym rynku europejskim. Oprócz, między innymi planów wprowadzenia limitu wykonywania kabotażu do trzech dni (po którym dodatkowo miałby nastąpić 60-godzinny tzw. okres cooling-off), czy też konieczności powrotu samochodu do bazy raz na cztery tygodnie, poprawki przewidują na przykład rozszerzenie KREPDT o umowy o pracę kierowców w wersji elektronicznej (wraz z koniecznością aktualizacji) oraz obowiązkową kontrolę przedsiębiorstw transportowych raz na trzy lata pod kątem spełniania wymagań dotyczących przewoźników międzynarodowych. Warto również zaakcentować poprawkę rozporządzenia 1072/2009, która z zakresu zastosowania dyrektywy w sprawie delegowania pracowników wyłącza jedynie przewozy tranzytowe.

Zatem czy można mówić o sukcesie? Pierwsza lektura przegłosowanych poprawek powinna raczej skłaniać do refleksji, czy dopuszczenie przez kraje zachodnie do odrzucenia dwóch sprawozdań nie było jedynie zasłoną dymną.

Co będzie dalej?

Oczywiście wczorajsze wydarzenia to jedynie kolejny odcinek serialu pt. „Pakiet Mobilności”, który cała branża transportowa śledzi z uwagą. Sprawozdanie oraz zalecenia TRAN trafią teraz na obrady Parlamentu Europejskiego. Sytuację komplikuje fakt, że do tej pory Pakiet rozpatrywany był jako całość, a nie, jak to ma miejsce teraz, zmiany poszczególnych aktów prawnych. Nie da się jednak ukryć, że kolejne propozycje nie są ukierunkowane na poprawę losu polskiego przewoźnika. Ostateczny kształt przepisów zostanie ustalony w ramach tzw. trilogu, czyli negocjacji Rady, Parlamentu i Komisji Europejskiej. Od następnego posiedzenia PE zależeć będzie, czy końcowe regulacje powstaną jeszcze w tej kadencji Europarlamentu.

Chaos na Wyspach. Co dalej z brexitem?

Chociaż upłynęło już 30 miesięcy od decyzji Brytyjczyków o opuszczeniu Unii Europejskiej, w kwestii brexitu nic jeszcze nie jest jasne. Od chaotycznego rozstania ze Wspólnotą po pozostanie w strukturach UE – dziś wszystkie scenariusze są jeszcze możliwe – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

15 stycznia to teoretycznie kluczowa data w brytyjskiej polityce. W tym dniu ma być głosowany przez Izbę Gmin plan opuszczenia Unii Europejskiej. Negocjowane miesiącami przez premier Theresę May warunki rozwodu z UE już można wrzucić do kosza. Niezwykle mała jest bowiem szansa, by uzyskały one wystarczające poparcie parlamentarzystów.

Istniejącej wersji porozumienia sprzeciwia się cała opozycja i znaczna część sprawujących władzę konserwatystów. Części członków partii premier May nie podoba się tzw. backstop, czyli plan utrzymania braku faktycznej granicy pomiędzy Irlandią Północną i Republiką Irlandii. Według nich poprzez unię celną wiąże on Wielką Brytanię z UE w przypadku braku nowej umowy handlowej. Z drugiej strony część torysów uważa, że obecne porozumienie za bardzo oddala wyspiarzy od Unii i przez to będzie niekorzystne gospodarczo.

W rezultacie niewykluczone, że we wtorek plan rządu zostanie odrzucony znaczną większością głosów (ponad 100), co oznacza konieczność przygotowania alternatywnych rozwiązań. Jakich? Tego tak naprawdę nie wiadomo.

Plan B też już jest martwy

Porażka planu Theresy May 15 stycznia będzie oznaczać, że rząd ma dokładnie trzy dni robocze, by przestawić rozwiązania, które usatysfakcjonują parlamentarną większość i pozwolą przegłosować plan opuszczenia UE. Czy jednak w zaledwie trzy dni uda się wprowadzić zmiany, które zaakceptuje  większość w Izbie Gmin?

Na opozycję nie można liczyć, gdyż laburzyści chcą poprzez zamieszanie związane z brexitem przejąć władzę. Trudno także liczyć na taką modyfikację backstopu, by zadowoliła ona wszystkie zainteresowane strony (obie Irlandie, Brukselę, i konserwatystów). Bardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że drugie głosowanie (21 stycznia) także zostanie przegrane przez premier May. Tym samym plan B dziś wydaje się niemal nierealny. Co więc może się zdarzyć po 21 stycznia?

Masa scenariuszy, ale żaden z poparciem parlamentu

Odrzucenie drugiego głosowania może oczywiście oznaczać kolejne, ale ta strategia wydaje się nieciekawą. Bloomberg przedstawia jeszcze 7 innych rozwiązań. Może to być np. chęć uzgodnienia nowej umowy (łagodnego opuszczenia UE). To szybko jednak spotyka się z opozycją eurosceptycznej części torysów, nawet gdyby Bruksela i opozycja wspierali ten pomysł.

Można także przesunąć graniczną datę, którą jest 29 marca (moment formalnego opuszczenia UE i twardy brexit, gdyby żadna umowa nie została zaakceptowana przez Brukselę i Londyn do tego czasu). Tylko czy na to zgodzi się Bruksela? Dla opozycji natomiast ciekawym rozwiązaniem byłoby przegranie przez parlamentarną większość głosowania o wotum zaufania.

To głosowanie jednak musi się odbyć w momencie całkowitej kompromitacji rządu, gdyż w sondażach nie widać, by laburzyści mieli obecnie przewagę nad rządzącymi torysami. Zresztą laburzyści wcale nie są gremialnie za pozostaniem w UE, a jedynie chcą wynegocjować własne warunki. Wynik i kierunek rozmów z Brukselą jest w tym momencie całkowicie niejasny. Dodatkowo brytyjska lewica ostatnio tak się zradykalizowała, że zamiast socjalnych postulatów głównie słychać socjalistyczne, co może utrudnić poparcie przedsiębiorców w razie nowej umowy czy sceptycyzm zagranicznego kapitału, który zainwestował spore środki na Wyspach np. w przemysł motoryzacyjny.

A co z wyborami do parlamentu UE?

Wiele z możliwych scenariuszy po hipotetycznym odrzuceniu planu 21 stycznia wymaga czasu. Tymczasem Wielka Brytania powinna opuścić UE przed 29 marca. Oczywiście ten termin można przesunąć, ale musi być do tego konkretny powód, który zaakceptuje Bruksela.

Czas staje się kluczowy także w kontekście nadchodzących wyborów do Parlamentu Europejskiego (23-26 maja). Czy w przypadku przedłużenia okresu negocjacji i momentu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE Brytyjczycy powinni mieć możliwość głosowania w majowych wyborach do PE?

Cytowani przez „The Guardian” oficjele twierdzą, że zabronienie Brytyjczykom uczestnictwa majowych wyborach (pomimo faktu pozostawania GB nadal w UE) naraziłoby Unię na procesy sądowe. Z prawnego punktu widzenia łatwiej byłoby przesunąć wybory do PE, niż przeprowadzić je bez Brytyjczyków – twierdzi źródło Guardiana w Unii. Oznacza to, że zmiana daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii jest możliwa, ale raczej nie poza termin elekcji do PE.

Skrajne scenariusze całkiem prawdopodobne

Presja czasu i silna polaryzacja poglądów w Izbie Gmin oznaczają stosunkowo duże prawdopodobieństwo skrajnych scenariuszy. Należy do nich np. nieuporządkowany brexit. Chociaż praktycznie nikt tego nie chce (zarówno w brytyjskim parlamencie, jak i w Brukseli), to jednak nie można takiego rozwiązania wykluczyć.

Premier May może też szachować tym zagrożeniem, by zmusić Izbę Gmin do poparcia jej planu. Taki rozwój sytuacji również może narazić funta na poważne turbulencje, jeżeli rzeczywiście konserwatyści będą chcieli się kurczowo trzymać władzy. Mogłoby to wywołać załamanie notowań brytyjskiej waluty i spadki nawet do przedziału 4-4,50 zł, gdyby rozwiązanie impasu nie nadchodziło.

Z drugiej strony seria porażek premier May, niejasny wynik nowych wyborów i brak fundamentalnych zmian w planie brexitu mogą doprowadzić do zupełnie nowej i opartej na bardzo łagodnych warunkach umowy z UE (na wzór norweski) oraz poddania jej pod głosowanie w referendum. Jeżeli z kolei ten scenariusz zyska poparcie i stanie się prawdopodobny, to może przyjść refleksja, że w ogóle nie warto opuszczać UE, skoro nowa umowa będzie tak bliska faktycznemu członkostwu. Wtedy całkiem realne wydaje się referendum dotyczące nie tyle nowej umowy, ile pozostania w UE. Dałoby to silny zastrzyk funtowi i wzrosty nawet do poziomu 5,5 zł.

Główne wyzwania przed MŚP w 2019 r.

Rok 2018 z punktu widzenia MŚP minął pod znakiem wprowadzenia split payment i RODO,  problemów związanych z zatorami płatniczymi oraz przyzwoitej kondycji finansowej tego sektora. Ekspert Siemens Financial Services prognozuje jaki dla polskich przedsiębiorców będzie 2019 r.

Polskie MŚP są odpowiedzialne za tworzenie trzech czwartych produktu krajowego brutto oraz zapewniają 50 proc. miejsc pracy na rodzimym rynku. Można więc powiedzieć, że małe i średnie przedsiębiorstwa są siłą napędową polskiej gospodarki. W nadchodzącym roku nastąpi wiele zmian w otoczeniu ekonomicznym tego sektora, które będą miały na niego wpływ. Które z nich będą najważniejsze – wylicza Grzegorz Jarzębski, szef linii biznesowej Asset Finance w Siemens Financial Services.

Mniejsze przychody

Jednym z najważniejszych wyzwań w gospodarce z punktu widzenia MŚP w 2019 r. będzie spowolnienie wzrostu gospodarczego w Polsce – z 5,1 proc. (rok do roku) w III kwartale 2018 r. (dane z GUS) do 3,5 proc. w 2019 r. (prognoza według Międzynarodowego Funduszu Walutowego). Już teraz widać symptomy tego zjawiska – na przykład wskaźnik PMI za listopad spadł poniżej 50 pkt. – po raz pierwszy od  września 2014 r. Jest to związane nie tylko z naturalną cyklicznością rozwoju gospodarczego, którego szczyt właśnie przeżywamy, ale również z mniejszą dynamiką PKB w Unii Europejskiej, która w 2019 r. wyniesie 2 proc. Z kolei w USA gospodarka ma zwolnić do 1,9 proc.

– Słabszy wzrost gospodarczy oznacza mniejsze wpływy do kas firm. Warto jednak zauważyć, że pomimo tendencji spadkowej wciąż jest on stosunkowo wysoki. Dlatego MŚP mają czas na dostosowanie się do mniejszych przychodów – mówi Grzegorz Jarzębski, ekspert Siemens Financial Services. Jest też jednak optymistyczny sygnał dla firm z MŚP. Wchodzą one w nowy rok z dobrą kondycją finansową. Według badania Diners Club Polska, 56 proc. firm z tego sektora ocenia swoją obecną sytuację finansową jako dobrą lub bardzo dobrą. – To dodatkowa poduszka, która pomoże im przetrwać spowolnienie gospodarcze – dodaje Grzegorz Jarzębski.

Dbałość o finanse jest szczególnie istotna w sytuacji kłopotów z pozyskiwaniem należności od kontrahentów. – To wyzwanie, przed którym MŚP stoją już teraz. Według Big InfoMonitora, 54 proc. firm narzeka, że ich kontrahenci opóźniają się z płatnościami powyżej 60 dni. Wszystko wskazuje na to, że problem będzie tak samo poważny, jeżeli nie bardziej, w 2019 r. – mówi Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services. Według eksperta, w takich sytuacjach firmy mogą posiłkować się coraz łatwiej dostępnymi narzędziami finansowania zewnętrznego, na przykład faktoringiem. Dzięki niemu za stosunkowo niewielką opłatą mogą zachować swoją płynność i w ten sposób nie tylko utrzymać pozycję na rynku, a nawet prowadzić ekspansję, gdy konkurencja nie ma gotówki na inwestycje.

Problem braku pracowników

W nadchodzącym roku MŚP będą miały jeszcze większy problem z pozyskaniem nowych pracowników. Według GUS w samym III kwartale 2018 r. liczba wolnych miejsc pracy wyniosła ponad 157 tys., co oznacza wzrost o 19,8 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. – Bezrobocie w 2018 r. spadło do rekordowo niskiego poziomu i nie ma wyraźnych sygnałów, by sytuacja miała się w najbliższym czasie zmienić, co oznacza, że jeszcze przez jakiś czas będziemy mieć do czynienia z rynkiem pracownika. Dlatego coraz więcej firm stara się skupić na zatrzymaniu swoich obecnych pracowników. Jest to strategia dobra, ale w wielu wypadkach oznacza ona stagnację przedsiębiorstwa, gdyż bez specjalistów niemożliwe jest wdrażanie nowych technologii, które wspierają rozwój firmy – mówi Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services. – W kontekście braku „rąk do pracy” na poziomie zarządczym warto również wspomnieć o wyzwaniu związanym z przeprowadzeniem skutecznej sukcesji, przed jakim stoi duża część firm rodzinnych – dodaje ekspert.

Walka o utrzymanie pracowników często wiąże się z koniecznością zwiększenia wynagrodzenia. W rezultacie MŚP zmniejszają swoją główną jak dotąd przewagę konkurencyjną, jaką była tania siła robocza. – Ten problem jest często potęgowany przez nieprzystający do współczesnych wyzwań sposób zarządzania pracownikami. Doprowadza on do zwiększenia presji na efektywność pracowników, bez przeprowadzania niezbędnych inwestycji w nowoczesne rozwiązania technologiczne.– mówi Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services.

– Problem ze znajdowaniem nowych pracowników rodzi pewien paradoks: o ile jest to impuls do inwestycji w maszyny i urządzenia, to wdrożenie tych rozwiązań wymaga wykwalifikowanej siły roboczej, którą trudno pozyskać – mówi Grzegorz Jarzębski. Pewnym rozwiązaniem jeśli chodzi o znajdowanie nowych pracowników mogą być imigranci z Ukrainy. Już ponad 60 proc. z nich chce się osiedlić w Polsce na co najmniej kilka lat, a co trzeci z nich na stałe. Nie wiadomo jednak ilu z nich wyjedzie, gdy Niemcy otworzą dla nich swój rynek pracy.

Inwestycje

Kolejnym wyzwaniem będzie wykorzystanie nowoczesnych technologii w celu zwiększenia efektywności produkcji lub udzielanych usług. Jak wynika z raportu „Smart Industry Polska” wydanego przez Ministerstwo Technologii i Przedsiębiorczości oraz Siemens, największymi barierami we wdrażaniu nowych rozwiązań są obecnie brak niezbędnego kapitału (65 proc.) oraz wspomniany niedobór rąk do pracy (53 proc.). Czyli dwie bariery, których negatywny efekt może się nasilać w 2019 r. – Oba ograniczenia można minimalizować lub wręcz wyeliminować. Firma, której brakuje środków może skorzystać z leasingu lub pożyczki, a następnie spłacać je z kapitału zaoszczędzonego dzięki wdrożonej technologii. Są to coraz powszechniejsze metody finansowania inwestycji w firmach – mówi Grzegorz Jarzębski. – Z kolei problem związany z brakiem rąk do pracy można rozwiązać nawiązując współpracę z firmą, która ma wykwalifikowaną i gotową do pracy kadrę z dużym doświadczeniem w przeprowadzaniu wdrożeń nowych technologii – dodaje ekspert.

– MŚP mają pewne trudności z inwestowaniem w innowacje – aż trzy piąte nakładów przedsiębiorstw na działalność B+R ponoszą przedsiębiorstwa duże. Dlatego w nadchodzących latach bardzo istotne będzie wykorzystywanie możliwości, jakie w kwestii finansowania i wdrażania nowych technologii dają podmioty trzecie. Firmy z tej grupy wciąż znajdują się na trzecim etapie rewolucji cyfrowej, w której dominuje automatyka, komputery i elektronika. Jednak utrzymanie konkurencyjności na coraz bardziej otwartym rynku europejskim wymaga wspięcia się na najwyższy poziom rewolucji cyfrowej, w którym dominuje „smart industry”, czyli mądre wykorzystanie technologii tj. Internet Rzeczy, analityka danych czy sztuczna inteligencja – mówi Grzegorz Jarzębski.

Większe koszty

Jak szacuje Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO), po 2020 r. będziemy mieli najwyższe w Unii Europejskiej hurtowe ceny energii i taryfy dla wszystkich grup odbiorców. – Chociaż udział energii elektrycznej w kosztach firm oscyluje wokół 2,5-5 proc., to w połączeniu z rosnącymi kosztami pracy MŚP będą poddawane bardzo silnej presji kosztowej – mówi Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services. Problem mogą mieć m.in. wodociągi, towarowe gospodarstwa rolne, np. mleczarze, czy sadownicy i przetwórstwo. Tam udział energii niekiedy przekracza 10 proc. w całkowitych kosztach lub wartości towarów sprzedanych.

W odpowiedzi na problem wysokich rachunków za prąd Państwo chce udzielić wsparcia między innymi firmom. Według projektu ustawy, który już wkrótce ma trafić do Sejmu, przedsiębiorcy w 2019 r. będą dostawać rekompensatę za podwyżki cen prądu. Nie będzie się to jednak dziać automatycznie – konieczne będzie zapłacenie pełnej stawki i dopiero później samodzielne ubieganie się o rekompensatę.

Od 1 stycznia 2019 r. zmieni się również sposób rozliczania podatkowego aut wziętych w leasing. Wydatki z tego tytułu dla aut o wartości przekraczającej 150 tys. zł nie będą mogły być zaliczane w całości do kosztów uzyskania przychodów. Co więcej, od 2019 r. przedsiębiorcy będą mogli zaliczać w koszty uzyskania przychodu tylko 75 proc. wszystkich wydatków eksploatacyjnych (paliwa, oleje, serwis, części zamienne, opłaty autostradowe, parkingowe itp.), a to oznacza wzrost podstawy do opodatkowania.

W Łodzi przybywa hoteli i biurowców

Zasoby biurowe Łodzi zwiększą się niedługo o ponad 100 tys. mkw. powierzchni, a baza noclegowa w mieście wzrośnie o 40 proc.                                       

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza w Łodzi dokonały się duże zmiany, zarówno na płaszczyźnie ekonomicznej, jak urbanistycznej. Dzięki temu  aglomeracja stała się jednym z najważniejszych rynków biznesowych w kraju, który zwiększa swoje zasoby biurowe szybciej niż inne miasta regionalne.

Bartłomiej Zagrodnik - Walter Herz.
Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz

Jak przyznaje Bartłomiej Zagrodnik, partner w Walter Herz, dużym atutem dla inwestorów jest prowadzona w mieście rewitalizacja strukturalna, a także unikatowość łódzkiej architektury i wciąż duży dostęp do atrakcyjnych gruntów pod nowe projekty komercyjne. – Na dynamikę rozwoju aglomeracji wpływ mają również konkurencyjne koszty pracownicze i stawki za wynajem biur – dodaje ekspert.

Biurowa Łódź dogania Katowice i Poznań

W Łodzi prowadzona jest największa w Europie inwestycja publiczna, powstaje Nowe Centrum Łodzi (NCŁ). Plan zakłada przebudowę i rewitalizację 100-hektarowego obszaru w centrum miasta, w sąsiedztwie zmodernizowanego dworca Łódź Fabryczna. – Industrialne zabudowania, które znajdują się na tym terenie, po rewitalizacji pełnić będą funkcje komercyjne oraz publiczno-kulturalne. Dzięki realizacji tego unikatowego na skalę europejską przedsięwzięcia Łódź stanie się jednym z najatrakcyjniejszych, polskich miast, oferującym najnowocześniejszą przestrzeń usługową, biurową i mieszkaniową, a także ciekawe obiekty rozrywkowe i kulturalne – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

– Łódź staję się coraz bardziej atrakcyjna, zarówno jako miejsce do zamieszkania, jak i do pracy. Niewątpliwym atutem aglomeracji jest jej położenie i szeroki dostęp do dobrze wykształconej kadry. To ośrodek akademicki, w którym działa 20 uczelni wyższych i miasto z tradycją, które przeszło ogromną przemianę. Z roku na rok przybywa inwestorów, którzy widzą w rynku łódzkim ogromny potencjał. Wiążą z Łodzią swoją przyszłość biznesową między innymi dzięki temu, że w ostatnim czasie powstała w mieście duża ilość nowoczesnej powierzchni biurowej. Prowadzona rewitalizacja zmienia oblicze Łodzi. Jaka będzie przyszłość naszej „Ziemi Obiecanej”? Cóż, mam nadzieję, że wszystkie wizje i plany ujęte w Strategii Zintegrowanego Rozwoju Łodzi 2020+ zostaną zrealizowane – podsumowuje Przemysław Andrzejak, Prezes Zarządu Łódzkiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A.

Aglomeracja Łódzka plasuje się na szóstym miejscu w Polsce pod względem dostępnej powierzchni biurowej, ale dzięki intensywnemu rozwojowi tego segmentu w niedalekiej przyszłości ma szansę stać się czwartym rynkiem w kraju. Od trzech lat łódzki rynek biurowy rośnie trzy razy szybciej niż wcześniej. Z danych Walter Herz wynika, że całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Łodzi, podobnie jak Katowic i Poznania, zbliżają się do 500 tys. mkw.

Charakterystyczne dla miasta są przede wszystkim zlokalizowane na terenach poprzemysłowych oryginalne, historyczne obiekty z czerwonej cegły, jak Teal Office i Sepia Office, czy Textorial Park. Na uwagę zasługuje również kilka nowych biurowców, w tym Centrum Biurowe Fabryczna, Brama Miasta w NCŁ, a także położona w pobliżu Manufaktury – Ogrodowa Office Park, czy Hi Piotrkowska i P22 przy ulicy Piotrkowskiej.

Duże projekty w budowie

Centralna Oś Łodzi, największy obszar biurowy w mieście skupia zaś takie budynki jak: Red Tower, Symetris Business Park, czy Łódź 1. Na tym terenie przygotowywanych jest do budowy wiele inwestycji, w tym głośny Monopolis realizowany w dawnej fabryce wódki.

Inwestorzy wraz z miastem odnawiają historyczne obszary i budują nowe łódzkie dzielnice. W Łodzi inwestują największe międzynarodowe firmy deweloperskie działające w Polsce, jak Ghelamco Poland, Skanska Property Poland, HB Reavis, czy Echo Investment.

Szczególne zainteresowanie wzbudza inwestycja firmy Ghelamco na najdroższej działce w Nowym Centrum Łodzi, położona na ponad dwóch hektarach gruntu, gdzie stanąć ma dziewięć budynków. W pierwszym etapie projektu, który ma już pozwolenie na budowę, powstanie hotel ze 166 pokojami, biurowiec z 18 tys. mkw. powierzchni  i apartamentowiec mieszczący 70 mieszkań. Pomiędzy budynkami znajdą się pasaże dla pieszych z funkcją gastronomiczną. Na uwagę zasługuje również Brama Miasta firmy Skanska, która będzie nową wizytówką Łodzi, witającą podróżnych wychodzących z nowoczesnego, podziemnego dworca Łódź Fabryczna.

We współpracy z prywatnymi inwestorami odnawiany jest też łódzki Księżny Młyn, który jest swoistym miastem w mieście. To pofabryczna dzielnica stworzona przez XIX-wiecznego fabrykanta Karola Scheiblera, gdzie powstały fabryki włókiennicze, magazyny, a także domy fabrykanckie (tzw. famuły), sklepy, szkoła i pałac właściciela. Księży Młyn staje się dziś zieloną, kameralną dzielnicą, w której rodzi się życie artystyczne miasta.

Rekordowa ilość biur wchodzących na rynek

W 2017 roku, jak wynika z obliczeń Walter Herz, na łódzki rynek trafiła rekordowa ilość 74 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Największymi oddanymi do użytku budynkami biurowymi był Przystanek mBank (24,7  tys. mkw.) i Nowa Fabryczna (19,4 tys. mkw.) zlokalizowane w Nowym Centrum Łodzi.

W trakcie realizacji w Łodzi jest ponad 100 tys. mkw. powierzchni biurowej. Większość z budynków powstaje na obszarze Centralnej Osi Łodzi. Oddana niedawno Ogrodowa Office Łódź z ponad 28 tys. mkw. powierzchni jest największym obiektem biurowym ukończonym w 2018 roku.  W budowie są takie projekty biurowe jak Brama Miasta Łódź B1&B2 (25,3 tys. mkw.), Hi Piotrkowska 155 (18,3 tys. mkw.), Imagine A&B (13,8 tys. mkw.), Monopolis M1, czy Teal&Sepia.

Ponadto firma JJ Invest planuje budowę Centrum Biurowego Fabryczna (28 tys. mkw.), Ghelamco inwestycje przy ulicy Piłsudskiego (23 tys. mkw.), a Echo Investment realizację projektu przy Kilińskiego (14 tys. mkw.). Na trenie NCŁ swoje inwestycje przygotowuje do realizacji również HB Reavis (30 tys. mkw.) i firma Ghelamco (43 tys. mkw.).

Ponad trzydzieści hoteli z 3 tys. pokojów

Głównym najemcą powierzchni biurowej w mieście jest sektor nowoczesnych usług dla biznesu, który w 2017 roku wygenerował 80 proc. popytu na łódzkie biura. Centra usług otwierają w Łodzi nowi gracze, a firmy już tu obecne rozwijają swoją działalność. Na koniec I kwartału 2018 roku, zgodnie z danymi ABSL, w branży BPO/SSC w Łodzi w 76 centrach usług pracowało 20,5 tys. osób, o 5,4 tys. więcej niż rok wcześniej.

Na zasoby hotelowe Łodzi, według danych zawartych w ostatnim raporcie o rynku hotelowym Walter Herz, składa się 33 skategoryzowane hotele, dysponujące ponad 3200  pokojami. W mieście działa 6 hoteli czterogwiazdkowych, które oferują 1,1 tys. pokojów, w tym hotel Holiday Inn, Ambasador Centrum, Novotel i Double Tree by Hilton. W tej grupie wybija się designerski hotel Andel’s znajdujący się w dawnej przędzalni Izraela Poznańskiego.

Miasto ma do zaoferowania także 16 hoteli w standardzie trzygwiazdkowym, z których na uwagę zasługuje m.in. ulokowany w zabytkowym budynku byłej fabryki Towarów Bawełnianych Juliusza Kindermanna hotel Focus, czy hotel Tobacco mieszczący się w odrestaurowanych budynkach dawnej wytwórni papierosów.

Łódzki rynek hotelowy jest jednym z najszybciej rozwijających się w Polsce. Do końca 2019 roku liczba pokojów hotelowych w mieście, w porównaniu z zasobami z  końca 2016 roku wzrośnie o ponad 40 proc.

Niespodziewane pogorszenie wyników niemieckiego przemysłu

Tym tygodniu rynek negatywnie zaskoczyły wyniki niemieckiej produkcji przemysłowej. W listopadzie odnotowano jej międzyroczny spadek o 4,7%. Zamówienia spadły natomiast o 4,3%. Zwiększa to ryzyko, wejścia niemieckiej gospodarki w fazę recesji, ale bardziej prawdopodobna jest jednak nadal tylko stagnacja gospodarki. Dla Polski kiepskie dane z Niemiec to zła wiadomość, choć jeszcze nie można mówić o katastrofie.

W większości europejskich gospodarkach przemysł nadal rośnie, lecz wizja spowolnienia gospodarczego jest nieuchronna. Sytuację w eksporcie zorientowanym na Niemcy potencjalnie mogłyby poprawić pozytywne wyniki negocjacji między USA i Chinami. W tym tygodniu odbyły się spotkania przedstawicieli tych dwóch największych światowych potęg gospodarczych w sprawie warunków przyszłej współpracy. Efekty negocjacji, zgodnie z oświadczeniami obu stron, były pozytywne. Dla Europy głównym ryzykiem w najbliższej przyszłości pozostaje przede wszystkim Brexit. Warunki współpracy między UE i Wielką Brytanią, które zostały uzgodnione przez Theresę May, mogą bowiem nie zostać zatwierdzone przez brytyjski parlament.

Złoty w tym tygodniu się osłabił. W piątek rano jego kurs w stosunku do euro był na poziomie 4,30 EUR/PLN. Na kurs złotego nadal w dużym stopniu będą wpływać napięcia w europejskiej gospodarce i polityce. Natomiast ryzyko wpływu wojen handlowych maleje. Twardy Brexit może znacznie skomplikować sytuację na rynkach. Jednakże w grze nadal pozostaje opcja miękkiego Brexitu, czy nawet pozostanie Wielkiej Brytanii w UE. Na kurs złotego większy wpływ będą miały zatem w najbliższym czasie czynniki polityczne niż gospodarcze.

AKCENTA CZ a.s.

Rekordowo niskie bezrobocie w Czechach. Fitch obniży rating USA?

Czeskie bezrobocie po raz kolejny najniższe w całej Unii Europejskiej. Agencja Ratingowa Fitch ponownie straszy obniżką ratingu USA z powodu braku porozumienia w sprawie budżetu.

Bezrobocie w Czechach rekordowo niskie

Są dwie metody liczenia bezrobocia. Biorąc pod uwagę liczbę zarejestrowanych bezrobotnych wynosi ono 3,1%. Z kolei metodologia unijna zwana BAEL (Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności) pokazuje mniej niż 2%. Główną różnicą pomiędzy tymi metodami jest fakt, że BAEL nie uwzględnia osób bezrobotnych ale nie szukających pracy. Nie bez znaczenia jest też metoda pomiaru wartości. BAEL jest ankietowany na wyselekcjonowanych grupach ma zatem mniejszą dokładność niż informacje z urzędów pracy. Dobre dane po raz kolejny wpłynęły na notowania korony, która po listopadowym dołku wyraźnie zyskuje.

Czy Fitch obniży rating USA?

Dawno już nie straszono obniżką ratingu USA. Obecne problemy jednak z podniesieniem limitu zadłużenia a co za tym idzie zamknięcie rządu powodują, że temat wrócił. Tzw. shutdown trwa już prawie trzy tygodnie. Kością niezgody pomiędzy Republikanami i Demokratami jest budowa muru na granicy z Meksykiem. Wydawać się mogło jeszcze niedawno, że najgłośniejsza obietnica wyborcza prezydenta została już zapomniana. Jak widać nie. Koszt jej realizacji powoduje jednak, że Demokraci nie chcą dopuścić do tej “inwestycji infrastrukturalnej”. Analitycy zwracają również uwagę na rosnące zadłużenie USA. W 2008 roku było to 67% PKB, wzrosty udało się w miarę ustabilizować w 2012 roku, ale stało się to już powyżej 100% PKB. Rosnące stopy procentowe powodują, że koszt obsługi jest coraz istotniejszym kosztem w budżecie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs funta pod wpływem brexitowego zamieszania

Przez ostatnie dni informacje związane z Brexitem raczej ciążyły funtowi brytyjskiemu niż mu pomagały. Pogłoski o rozpisaniu nowych wyborów – do których nawołuje lider Partii Pracy, Jeremy Corbyn – wskazywały na przedłużający się okres niepewności politycznej w Wielkiej Brytanii. Dziś jednak, po początkowych spadkach, waluta istotnie wybiła, zyskując w parze ze złotym ok. 0,8% licząc od dołka. Funta wsparły sugestie brytyjskich ministrów zgodnie z którymi proces Brexitu powinien rozpocząć się później niż 29 marca. Za odsunięcie w czasie Brexitu miałoby odpowiadać opóźnienie w akceptacji przez brytyjski parlament kluczowych w kontekście Brexitu projektów ustaw.

Informacja o przesunięciu Brexitu została pozytywnie zinterpretowana przez rynek, jednak impuls wzrostowy na GBP zdaje się wygasać, a kurs GBP/PLN nieco spadł od dzisiejszego szczytu. Ma to związek z komentarzami rzecznika premier Wielkiej Brytanii, który odrzucił możliwość wydłużenia wspomnianego okresu. W kontekście Wielkiej Brytanii i funta brytyjskiego obecnie rzeczą pewną jest jedynie niepokój.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,29-4,31. Wspólna europejska waluta była wczoraj dość słaba, traciła w parze z dolarem amerykańskim. „Minutki” z ostatniego spotkania EBC sugerują, że bank centralny będzie w większym stopniu reagował na zmieniającą się sytuację makroekonomiczną, a nie działał na zasadzie “autopilota”. Jednocześnie decydenci pozostają dość optymistyczni w kwestii perspektyw gospodarek strefy euro, dostrzegają jednak zagrożenia dla owych perspektyw.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,74-4,77.

Dzisiejszy dzień przyniósł kilka odczytów makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii. Najważniejsze dane o produkcji przemysłowej rozczarowały. Produkcja w fabrykach w listopadzie spadła o 1,1% rocznie, w tym ujęciu dynamika była najniższa od ponad dwóch i pół roku. Dane nie miały jednak istotnego wpływu na brytyjską walutę (co tylko pokazuje, jak bardzo uwaga rynku obecnie skupia się na kwestii Brexitu).

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 3,72-3,74.  Ubiegły dzień przyniósł umocnienie dolara amerykańskiego tak do złotego, jak i do głównych walut. Nie oznacza to jednak, że USD radzi sobie dobrze – waluta z dużym prawdopodobieństwem zakończy tydzień na minusie. Dolarowi ostatnio nie pomagają m.in. poprawa sentymentu do aktywów ryzykownych oraz bardziej gołębia retoryka członków FOMC, którzy zdają się sugerować, że w najbliższym czasie może nie być powodu do podwyżki stóp procentowych. We wczorajszej wypowiedzi prezes FOMC stwierdził, że nie ma konkretnego planu zakładającego podniesienie stóp określoną ilość razy. W kontekście działań FOMC warto zwrócić uwagę na dzisiejsze dane o amerykańskiej inflacji w grudniu. Zgodnie z oczekiwaniami powinniśmy zobaczyć spadek dynamiki cen konsumenckich z poziomu 2,2% do 1,9% rocznie, związany m.in. z niższymi cenami ropy naftowej w podanym okresie. W związku z tym, że za zmianami dynamiki CPI stać mają wahania najbardziej zmiennych komponentów indeksu, bazowy indeks powinien pozostać niezmieniony.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o inflacji CPI i bazowej inflacji CPI w USA w grudniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska