Ubiegły rok pod znakiem kryzysów wizerunkowych. Nie ominęły instytucji państwowych i mediów

Ubiegły rok pod znakiem kryzysów wizerunkowych. Nie ominęły instytucji państwowych i mediów 1

Z kryzysami wizerunkowymi mierzą się już nie tylko marki, lecz również media, także społecznościowe, instytucje państwowe, a nawet organizacje pożytku publicznego. Bohaterem jednej z najgłośniejszych afer w ubiegłym roku, z której musiał się tłumaczyć Mark Zuckerberg, był Facebook, ale nie brakuje też przykładów z polskiego podwórka.  Wizerunkowym wpadkom musiały stawić czoła m.in. linie lotnicze LOT, marka Reserved i organizator Szlachetnej Paczki. Zdaniem ekspertów w tym roku kryzysy mogą dotknąć także influencerów i polityków, a ich źródłem mogą być m.in. fake newsy i kwestie społeczno-kulturowe. 

– Redakcja PRoto co roku prosi ekspertów do spraw komunikacji o podsumowanie wydarzeń z mijającego roku i prognozy na następny. Jednym z obszarów, o który zawsze pytamy, są kryzysy. W 2018 roku mogliśmy obserwować wiele kryzysów. Eksperci zwracają uwagę na to, że ich bohaterami były nie tylko marki, lecz także m.in. media, w tym portale społecznościowe, instytucje państwowe czy organizacje, które działają na rzecz społeczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paulina Piotrowska, redaktor PRoto.pl.

Jednym z najgłośniejszych kryzysów wizerunkowych, który w minionym roku opisywały media z całego świata, była tzw. afera Cambridge Analytica, której głównym bohaterem był Facebook. Chodziło o wyciek danych kilkudziesięciu milionów użytkowników serwisu, które później zostały wykorzystane w kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. W konsekwencji głośnej afery wycena społecznościowego giganta spadła o kilkadziesiąt miliardów dolarów, a szef Facebooka Mark Zuckerberg musiał złożyć zeznania przed amerykańskim Kongresem i Parlamentem Europejskim. Kilka miesięcy później Facebook znów znalazł się w ogniu krytyki, kiedy pojawiły się doniesienia o wynajęciu agencji, której zadaniem było dyskredytowanie przeciwników portalu społecznościowego.

Eksperci zwrócili też uwagę na wiele kryzysów z polskiego podwórka, które rozgrywały się w 2018 roku. Z wpadkami wizerunkowymi musiały się mierzyć m.in. linie lotnicze PLL LOT – gdzie doszło do głośnego konfliktu między zarządem a związkowcami – oraz Reserved. Wizerunek marki ucierpiał w wyniku niefortunnego komentarza dyrektor ds. marketingu: „W naszej kampanii zwrot »Yes Sir, I can Boogie« nabiera nowego znaczenia. Zachęcamy w niej wszystkie kobiety do klasycznego flirtu i sztuki uwodzenia, jak za starych, dobrych czasów Marilyn Monroe. Czasów, w których kobieta była kobietą, nosiła spódniczki, miała biust i talię”. Jej wypowiedź na temat flirtu i spódniczek znalazła się w oficjalnym komunikacie prasowym, który zapowiadał kampanię marki na sezon jesień/zima 2018.

Kolejną marką, która musiała w ubiegłym roku stawić czoła sytuacji kryzysowej, była sieć kawiarni Green Café Nero, gdzie doszło do masowego zatrucia klientów.

– Eksperci do spraw komunikacji już w czerwcu, kiedy wybuchł ten kryzys, chwalili markę za sposób reagowania, zwracając uwagę na otwartość działania, aktywną postawę, język komunikacji czy umiejętne wykorzystywanie mediów społecznościowych – mówi Paulina Piotrowska.

Jak podkreśla, w 2018 roku z wizerunkowymi wpadkami mierzyły się też media. Przykładem jest dziennik „Fakt”, który spotkał się z ostrą reakcją odbiorców po tym, jak opublikował kontrowersyjny materiał na temat syna Leszka Millera. W efekcie redaktor naczelny gazety przeprosił i podał się do dymisji. Z kolei TVN musiał stawić czoła nieprzychylnym komentarzom po jednym z odcinków programu „Ameryka Express”, w którym uczestnicy mieli za zadanie całować przypadkowo spotkane na ulicy kobiety.

– W ubiegłym roku doszło także do nadwyrężenia reputacji niektórych instytucji państwowych. Kryzys nie ominął Komisji Nadzoru Finansowego. W listopadzie, kiedy wybuchła afera KNF, eksperci oceniali, że może ona doprowadzić do nadszarpnięcia wizerunku całej branży finansowej – zauważa Piotrowska.

W ubiegłym roku media szeroko rozpisywały się również o kryzysie w Stowarzyszeniu Wiosna, które jest organizatorem akcji Szlachetna Paczka. Wywołały go oskarżenia o mobbing wobec ówczesnego prezesa organizacji, księdza Jacka Stryczka.

– Kogo może dotknąć kryzys w rozpoczynającym się w tym roku? Eksperci wymieniają kilka grup podmiotów. Mogą to być oczywiście marki, lecz także influencerzy, którzy coraz częściej działają w myśl zasady „nieważne jak, ważne, żeby mówili”. Bohaterami kryzysów mogą być również politycy, ludzie biznesu czy media. Specjaliści ds. komunikacji przewidują, że w 2019 roku możemy być świadkami m.in. kryzysów dotyczących kwestii społeczno-kulturowych, rozpowszechniania fake newsów czy cyberzagrożeń – mówi redaktor PRoto.pl.

Praca w IT daje kobietom duże możliwości. Pozwala łączyć karierę z życiem rodzinnym

Praca w IT daje kobietom duże możliwości. Pozwala łączyć karierę z życiem rodzinnym 2

Możliwość pracy zdalnej, łączenia kariery z życiem rodzinnym, swobodna atmosfera i satysfakcjonujące zarobki – to zdaniem kobiet główne zalety pracy w branży IT. Co istotne, żeby pracować w IT, nie trzeba mieć wykształcenia kierunkowego ani studiów technicznych. W Polsce 1/3 kobiet zatrudnionych w tej branży stanowią absolwentki kierunków społecznych, humanistycznych i artystycznych. – Za mniej więcej dekadę kobiety będą stanowiły już około 40 proc. pracowników branży IT – prognozuje założycielka Femtech Sheela Subramanian. Jak podkreśla, ważne jest jednak, aby kompetencje w zakresie nowych technologii zaczynać rozwijać już na etapie przedszkoli i podstawówek. 

Zauważyłam, że kobiety w branży IT są o krok do tyłu. Uważają, że nie nadają się do tego tak dobrze jak mężczyźni. Ale moim zdaniem to nie mężczyźni stoją im na drodze, ale one same stanowią dla siebie przeszkodę. Chodzi o to, aby one same zdecydowały się na ten krok. Najwyższa pora, aby zrobiły krok naprzód i weszły do branży, ponieważ się do tego nadają, są bardzo inteligentne. Jesteśmy obecne w różnych branżach technicznych, a nawet w NASA. Dlaczego więc miałoby nas nie być w IT? Każdy może tutaj spróbować swoich sił – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sheela Subramanian, założycielka Femtech, organizacji zajmującej się promowaniem kobiet w IT i nowych technologiach.

Jak podkreśla, IT stwarza kobietom ogromne możliwości, z których powinny w większym stopniu korzystać. Zwłaszcza że jest to branża, która nie wymaga robienia przerwy w karierze zawodowej po założeniu rodziny i urodzeniu dzieci.

Kobiety po założeniu rodziny często mają przerwę w pracy. Natomiast w IT mogłyby dalej pracować, ponieważ firmy chętnie udzielają zleceń, które można realizować z domu. Jest to ścieżka kariery, która pozwala na zdalne wykonywanie zleceń i zachowanie produktywności bez potrzeby przerywania kariery –mówi Sheela Subramanian.

Co istotne, żeby zacząć pracę w IT nie trzeba także mieć wykształcenia kierunkowego ani studiów technicznych – ważniejsze są zainteresowania i determinacja. W Polsce tylko połowa (48,3 proc.) kobiet zatrudnionych w IT skończyła studia na kierunku ścisłym. 1/3 stanowią natomiast absolwentki kierunków społecznych, humanistycznych i artystycznych – wynika z raportu SW Research „Kobiety w IT 2018” dla Fundacji Carrots. Zdecydowana większość (72 proc.) kobiet zatrudnionych w branży IT jest zadowolonych ze swojej pracy. Na plus zaliczają m.in. wysokość zarobków i możliwość pracy zdalnej.

Z drugiej strony, jak wynika z raportu, 53 proc. kobiet zatrudnionych w IT uważa, że jest im trudniej niż mężczyznom poradzić sobie w branży nowych technologii. Połowa z nich ocenia też, że zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. Jednak 76 proc. wskazuje, że powodem takiego stanu jest fakt, że kobiety same stwarzają sobie ograniczenia z powodu panujących stereotypów i ról społecznych.

Myślę, że za około 10 lat około 40 proc. pracowników branży IT będą stanowiły kobiety. W porównaniu do stanu obecnego będzie to ogromny wzrost. W jednej z firm z branży IT, dla której pracowałam, na dziesięć zatrudnionych osób była tylko jedna kobieta, zajmująca się tylko tworzeniem grafiki. Nie robiła nic związanego ze sztuczną inteligencją czy z nowymi technologiami. Kobiety chyba jeszcze nie dojrzały do tego, aby spróbować swoich sił w tym obszarze, ale powinny do tego dążyć, aby móc się dalej rozwijać – mówi Sheela Subramanian.

Założyciela Femtech podkreśla również, że kształcenie w kierunku nowych technologii trzeba zaczynać jak najwcześniej, już na etapie przedszkoli i podstawówek. Zwłaszcza że według prognoz World Economic Forum 65 proc. uczniów podstawówek będzie w przyszłości pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją, związanych właśnie z nowymi technologiami. Tymczasem, jak pokazało badanie EU Kids Online 2018, 85 proc. nastolatków codziennie lub prawie codziennie łączy się z siecią, ale technologii używają przeważnie w sposób bierny. 60 proc. nigdy nie stworzyło niczego za pomocą aplikacji. Dlatego ważne jest, aby uczyć dzieci i młodzież lepiej wykorzystywać potencjał, jaki stwarzają internet i nowe technologie.

Naukę w tym kierunku warto zacząć już na etapie szkolnym – wśród uczniów i przedszkolaków. Technologia jest obecna wszędzie – każdy dziś ma przy sobie telefon czy tablet, nawet małe dzieci wiedzą, jak scrollować. Trzeba zatem zacząć tutaj – nauczyć je, jak wykorzystywać te możliwości – podkreśla Sheela Subramanian.

Raport KE „Women in Digital Age” pokazuje, że tylko 13 proc. kobiet, które kończą kierunki informatyczne i technologiczne, podejmuje dalszą pracę w swojej branży. Udział kobiet w  sektorze cyfrowym nie zmienił się znacząco w ciągu ostatnich dekad. Potwierdza to również raport Frost&Sullivan dla ISC oraz Centre for Cyber Safety and Education, z którego wynika, że kobiety stanowią raptem 11 proc. pracowników zatrudnionych w branży cyberbezpieczeństwa na całym świecie i taka sytuacja utrzymuje się od 2013 roku.

CES 2019: Elastyczne ekrany przyszłością smartfonów i telewizorów. Pierwszy zginany telefon trafia do sprzedaży w Chinach, w Europie pojawi się pod koniec roku

CES 2019: Elastyczne ekrany przyszłością smartfonów i telewizorów. Pierwszy zginany telefon trafia do sprzedaży w Chinach, w Europie pojawi się pod koniec roku 3

Pierwszy na świecie składany smartfon został zaprezentowany na targach CES 2019 w Las Vegas i już jest dostępny w sprzedaży w Chinach. Urządzenie opracowane przez firmę Royole ma rozmiary tabletu, ale można je złożyć i korzystać z niego jak ze smartfona. Oprócz elastycznego wyświetlacza, wyposażono je w najnowszy procesor Snapdragon, czy najnowszy system Android. Prace nad elastycznymi wyświetlaczami trwają od kilku lat. Poza smartfonami będą obecne wkrótce także w telewizorach. Już niebawem do sprzedaży trafi pierwszy rozwijany telewizor LG.

– FlexPai to smartfon, który można rozłożyć do rozmiarów tabletu, co w efekcie daje produktywność tabletu, ale mobilność smartfona. Urządzenie ma elastyczny wyświetlacz, najnowszy procesor Qualcomm Snapdragon 855 oraz najnowszy system operacyjny Android – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 w Las Vegas William Strand z Royole Corporation.

W pełni elastyczny wyświetlacz telefonu FlexPai o przekątnej 7,8 cala może być podzielony na ekrany, w zależności od tego, czy wyświetlacz jest złożony, czy rozłożony. Według producenta, ekran smartfona jest praktycznie niezniszczalny i wyjątkowo wytrzymały. Podczas testów został on wygięty ponad 200 tysięcy razy. W wyposażeniu smartfona znajdziemy m.in. procesor Qualcomm Snapdragon 855, pierwszy procesor na świecie dostosowany do pracy w technologii 5G.

Ponadto urządzenie ma podwójny aparat o rozdzielczości 20 + 16 Mpix z szerokokątnymi obiektywami. W trybie Dual View Camera fotografowany obiekt jest widoczny po złożeniu na obu ekranach. Dzięki temu dużo łatwiej uchwycić właściwe ujęcie. Najważniejszym elementem smartfona jest jednak elastyczny ekran. Jak zapewnia Royole, firma pracuje już także nad elastycznością innych komponentów, takich jak bateria czy układy scalone.

– Technologia elastycznych ekranów pozwala zmieścić większy wyświetlacz w mniejszym urządzeniu, co jest niepodważalną zaletą. Technologia będzie się rozwijać błyskawicznie. Mamy już opracowane także inne, niż wyświetlacz elastyczne komponenty, ale jak na razie nie są one jeszcze dość efektywne. Zatem na razie na rynku pojawiać się będą urządzenia podobne do FlexPai, czyli rozkładane i składane smartfony – przewiduje ekspert.

Pojawienie się na rynku smartfona od Royole wyprzedziło zapowiadany od dłuższego czasu debiut smartfona Galaxy F z elastycznym ekranem Infinity Flex od Samsunga. Ten nie został jeszcze oficjalnie zaprezentowany. Tymczasem prace nad taką technologią trwają już od kilku lat. Jedną z pierwszych prób było pojawienie się na rynku modelu LG G Flex, który odporny był na niewielkie odkształcenia i po lekkim zgięciu wracał do pierwotnego kształtu.

Elastyczne ekrany pojawiają się także w telewizorach. Zaprezentowany na ubiegłorocznych targach CES zwijany ekran OLED o przekątnej 65 cali od LG, na tegorocznych pokazany już został jako konkretny model telewizora, który do sprzedaży ma trafić już w drugiej połowie 2019 roku. Technologia rozwija się także w kierunku urządzeń wearables.

– Przyszłość elastycznych wyświetlaczy i czujników jest świetlana. Możemy je nie tylko umieścić w elastycznych smartfonach, co właśnie uczyniliśmy, lecz także w ubraniach. To będzie w przyszłości potężny sektor. Za 10–15 lat będzie można nałożyć na siebie kompletnie interaktywną kurtkę. Już dziś mamy kapelusz z elastycznym ekranem, ale w przyszłości wszystko będzie wyposażane w elastyczne wyświetlacze, które będą pełnić bardziej użyteczną rolę, dziś przyciągają jedynie wzrok – mówi William Strand.

Flexpai jest już sprzedawany w Chinach. W Stanach Zjednoczonych oferowany jest na razie jako model deweloperski, a na świecie sprzedawany będzie pod koniec 2019 roku. Dokładna data premiery rynkowej jeszcze nie jest znana.

Z raportu Transparency Market Research wynika, że rynek elastycznych wyświetlaczy zarejestruje w najbliższych latach tempo wzrostu na poziomie 33,5 proc. średniorocznie. Do 2025 roku ma on osiągnąć wartość niemal 48 mld dol. Dla porównania, w 2016 roku było to 4,5 mld dol.

Polski trenażer laparoskopowy może zrewolucjonizować kształcenie chirurgów urologicznych. Błędy medyczne w szpitalach są wciąż częstą przyczyną zgonów

Polski trenażer laparoskopowy może zrewolucjonizować kształcenie chirurgów urologicznych. Błędy medyczne w szpitalach są wciąż częstą przyczyną zgonów 4

Błędy medyczne w szpitalach i innych placówkach opieki zdrowotnej są trzecią najczęstszą przyczyną zgonów w Stanach Zjednoczonych. Coraz bardziej zaawansowane symulatory medyczne mogą rozwiązać ten problem. Czas szkolenia operatorów laparoskopowych można skrócić nawet kilkakrotnie, bez ryzyka dla pacjentów. Trenażer oferowany przez polski start-up łączy w sobie cechy charakterystyczne dla standardowego urządzenia z pracą szeregu czujników i zaawansowanego oprogramowania, dzięki czemu lekarz jest w stanie dużo szybciej opanować obsługę narzędzi i schemat przeprowadzania procedur medycznych.

– Opracowaliśmy bardzo innowacyjne rozwiązanie – standardowy trenażer, w którym dotykamy normalnych obiektów, wyposażyliśmy w szereg czujników, całą elektronikę i bardzo rozwinięte oprogramowanie, które trening laparoskopowy, od tych podstawowych umiejętności aż po naukę szycia i nawet procedur, nie w wirtualnym środowisku, ale normalnych procedur na sztucznych organach, wprowadza na wyższy poziom, dzięki automatycznej ocenie treningu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Radosław Nowosielski, wiceprezes zarządu firmy Laparo.

Trenażer zaprojektowany przez Polaków jest pierwszym na świecie rozwiązaniem, które pozwala kompleksowo monitorować parametry treningu od momentu wprowadzenia narzędzi aż do zakończenia procedury. Zautomatyzowany system oceny pozwala nakreślić krzywą uczenia, a pomiary czujników są uzupełniane zapisem z trzech kamer. To wszystko sprawia, że urządzenie jest optymalne do zastosowania w centrach symulacji medycznych.

– Jest to świetne narzędzie, jeżeli chodzi o centra symulacji medycznych, również jeżeli chodzi o uniwersytety medyczne, gdzie studenci już na tym etapie doskonalą swoje umiejętności, ćwiczą i wybierając później swoją ścieżkę w kierunku chirurgii, będą już dużo lepiej przygotowani niż ich poprzednicy z poprzednich lat, gdyż centra symulacji są dość nowym tworem w Polsce – mówi Radosław Nowosielski.

Coraz częściej w symulacjach medycznych wykorzystuje się również technologię wirtualnej rzeczywistości. Na korzystanie z VR w kształceniu lekarzy stawia amerykańskie centrum medyczne Cedars-Sinai. We współpracy z platformą GIBLIB opracowało ono akredytowany kurs kształcenia chirurgów. Moduł szkoleniowy wykorzystuje 360-stopniowe widoki wirtualnych sal operacyjnych w jakości 4K. Użytkownicy mogą się przełączać w symulacji między widokami chirurgów i personelu pomocniczego oraz np. obrazem narzędzi laparoskopowych.

– Tak naprawdę polega to na tym, że mamy grę komputerową, którą wykonujemy kontrolerami ruchu, które wyglądają jak narzędzia laparoskopowe, jednak trening jest wykonywany bez dotykania prawdziwych obiektów. To uczucie dotyku, które generowane jest czasami przez elektromechanikę wewnątrz trenażera, nie do końca odpowiada temu, co rzeczywiście czuje operator podczas nauki. Często potrzebny jest równoległy trening, zarówno na podstawowych trenażerach, jak i trenażerach wirtualnej rzeczywistości – twierdzi ekspert.

Choć zaawansowane trenażery laparoskopowe są w stanie nawet kilkukrotnie skrócić okres treningowy w pracy rezydenta, to taka forma kształcenia lekarzy wciąż nie jest w Polsce wystarczająco spopularyzowana. Uniwersytet Opolski planuje stworzyć Centrum Symulacji Medycznych. Znajdą się tam takie urządzenia jak symulator noworodka i fantom człowieka dorosłego oraz trenażer laparoskopowy. Centrum zostanie otwarte za dwa lata.

– Obecnie trening laparoskopowy często niestety nie jest przeprowadzany optymalnie, np. w niektórych szpitalach w dalszym ciągu rezydenci w dużym stopniu muszą  np. tylko trzymać kamerę laparoskopową. Zdarza się nawet, że tego typu trening trwa wiele lat, zanim zostaną rzeczywiście dopuszczeni do stołu operacyjnego jako operatorzy. Symulacja medyczna zdecydowanie przyspiesza ten trening – mówi Radosław Nowosielski.

Według najnowszego raportu Grand View Research światowy rynek symulacji medycznych do 2026 roku osiągnie wartość 5,25 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 16,3 proc. Jak wynika z badania opublikowanego w 2016 r. przez British Medical Journal, błędy medyczne w szpitalach i innych placówkach opieki zdrowotnej są trzecią najczęstszą przyczyną zgonów w Stanach Zjednoczonych.

Od 1 września 2019 w Krakowie zacznie obowiązywać uchwała antysmogowa

Od 1 września tego roku w Krakowie zacznie obowiązywać uchwała antysmogowa, która zakaże używania paliw stałych do ogrzewania domów i mieszkań. Poszukiwaniom rozwiązania problemu towarzyszy dyskusja, która przypomina nieco słynny paradoks jajka i kury. Lepiej skupić się na wymianie instalacji i urządzeń generujących smog tu i teraz, czy też docieplać stare budynki, ograniczając tym samym ich zapotrzebowanie energetyczne i emisję gazów?

Dylemat o jajku i kurze odnosi się nie tyle do pochodzenia drobiu, co do problemów logicznych wynikających z kolistej przyczynowości wydarzeń. Do kluczowych źródeł niskiej jakości powietrza w Polsce należy bez wątpienia zaliczyć powszechnie stosowane, nieefektywne źródła energii oparte na wykorzystywaniu paliw stałych, jak również niedostateczny standard energetyczny budynków, wynikający wprost z mniej restrykcyjnych wymagań budowlanych obowiązujących w przeszłości. – Obydwa zagadnienia pozostają w ścisłej relacji – podkreśla Adam Buszko, ekspert firmy Paroc Polska. Pojawia się więc pytanie: od czego zacząć walkę ze smogiem? – To dylemat złożony, bo zanurzony w kontekście politycznym i, rzecz jasna, nierozerwalnie związany z wysiłkiem finansowym – dodaje Adam Buszko.

Zdania inwestorów podzielone

O złożoności problemu świadczyć mogą wyniki badania Instytutu Ekonomii Środowiska, zawarte w raporcie „Stan techniczny budynków jednorodzinnych w Polsce – potrzebny remontowe”[1]. Właścicieli budynków jednorodzinnych zapytano m.in. o to, które działania na rzecz utrzymania dobrego stanu technicznego domu uważają za najpilniejsze. Co piąty ankietowany jako kluczową inwestycję wskazał modernizację instalacji grzewczej bądź wymianę kotła. Wybór ten najczęściej padał wśród respondentów mieszkających na terenie miast. Niemal tyle samo badanych (19% głosów), za pierwszą potrzebę uznało remont dachu wraz z ociepleniem, na trzecim miejscu (14,7% głosów) uplasowało się ocieplenie ścian budynku. To ostatnie działanie zdecydowanie częściej wskazywali ankietowani zamieszkujący tereny wiejskie. Gdzie należy zatem wytyczyć linię obrony przed smogiem?

Głos za dociepleniem

Ludomir Duda i Marcin Popkiewicz, propagatorzy idei zrównoważonego budownictwa, w swoim manifeście antysmogowym[2] identyfikują wysokie nakłady na wymianę kotłów, kosztowną eksploatację budynków wynikającą ze wzrostu kosztów wysokiej jakości paliw oraz konieczność dopłat do energii jako najpoważniejsze bariery w walce ze smogiem. Autorzy postulują przy tym uzupełnienie Polityki Antysmogowej Państwa i Samorządów o szeroko zakrojone działania termomodernizacyjne, które w przypadku najbardziej energochłonnych budynków powinny zapewnić nie tylko największy efekt ekologiczny, ale i najwyższą stopę zwrotu z inwestycji. Jak wynika z raportu Instytutu Ekonomii Środowiska, na termomodernizację budynków jednorodzinnych opalanych paliwami stałymi w najbardziej zanieczyszczonych miejscowościach, obejmującą remont i docieplenie ścian i dachu, potrzeba by około 50 mld zł.

Modernizacja instalacji grzewczej, czyli rozwiązanie na tu i teraz

Wyraźnie mniej, bo około 16 mld zł, pochłonęłaby zakrojona na skalę ogólnopolską modernizacja instalacji wraz z wymianą kotła grzewczego. Jakub Jędrak, członek Polskiego Alarmu Smogowego, zwraca uwagę na konieczność walki z niekorzystnym zjawiskiem na dwóch frontach: poprzez obniżanie stężenia zanieczyszczeń w powietrzu oraz ograniczenie czasu, w jakim ludzie pozostają na owe zanieczyszczenia narażeni[3]. Warto bowiem podkreślić, że wymiana „kopcącego” kotła węglowego na nowoczesną wersję czy kocioł gazowy, nawet bez dodatkowej inwestycji w postaci termoizolacji budynku, pomaga znacząco ograniczyć lokalną emisję pyłu i zawartych w nim niebezpiecznych związków z grupy WWA. W przypadku miejsc, gdzie nie występują zanieczyszczenia przemysłowe czy intensywny ruch samochodowy, takie systemowe przedsięwzięcie praktycznie w całości rozwiązałoby problem smogu.

Synergia działań – klucz do sukcesu

Jak widać, oba podejścia niosą ze sobą niewątpliwe korzyści. Zdaniem ekspertów, rozważając problem walki ze smogiem poprzez podnoszenie standardu energetycznego budynków, nie warto się jednak ograniczać tylko do jednej ścieżki. – Na termomodernizację składają się zarówno usprawnienia pasywne, jak i aktywne. To poprzez ich synergię budynek może osiągnąć minimalne zapotrzebowanie na energię użytkową i końcową, co rzutuje na ogólne oddziaływanie obiektu na środowisko. Działania podejmowane doraźnie, bez szerzej zakrojonego planu, zwiększają faktyczne koszty termomodernizacji, co utrudnia podejmowanie jakichkolwiek działań systemowych – podkreśla Adam Buszko. Aby uzyskać optymalny efekt, ekspert zaleca zachowanie właściwej kolejności działań. – Odpowiednia izolacja przegród budowlanych pozwala ograniczyć zużycie energii nawet o 50-70%. Mniejsze zapotrzebowanie to mniejsza instalacja, mniejszy kocioł i summa summarum – niższy koszt inwestycji – podsumowuje ekspert firmy Paroc.

[1] http://www.iee.org.pl/?a=text&b=32

[2] https://smoglab.pl/duda-popkiewicz-efektywna-strategia-likwidacji-smogu/

[3] https://smoglab.pl/jedrak-do-dudy-i-popkiewicza-potrzebujemy-rozwiazan-na-tu-i-teraz/

Infekcja układu moczowego – jak leczyć zapalenie pęcherza?

Woman with hands holding her crotchZapalenie pęcherza moczowego to częściej kobieca niż męska przypadłość. Jest to typowa choroba o charakterystycznych i nieprzyjemnych objawach; powinniśmy więc wiedzieć, jak się obchodzić. Ze względu na budowę układu moczowego ryzyko infekcji pęcherza moczowego u pań jest większe. Cewka moczowa kobiety jest bowiem znacznie krótsza niż mężczyzny (ma 4-5 cm w porównaniu do 15-20 cm). Ujście pochwy sąsiaduje również z odbytem, które jest miejscem bytowania wielu drobnoustrojów. Bakterie i grzyby w swoim naturalnym środowisku są raczej niegroźne, kiedy jednak przeniosą się w głąb dróg moczowych – mogą wywołać stan zapalny.

Pierwsze obserwacje

Pierwsze objawy zapalenia pęcherza moczowego są raczej mało charakterystyczne i ciężko wyczuć, co nam dolega. Choroba zaczyna się od lekkiego pieczenia przy oddawaniu moczu. Potem proces zapalny zaczyna postępować i możemy z dużą pewnością podejrzewać zapalenie pęcherza. Następnym objawem zapalenia układu moczowego jest zwiększenie częstotliwości oddawania moczu. Pęcherz moczowy objęty zapaleniem częściej „domaga się” opróżnienia, co jednocześnie służy oczyszczeniu dróg moczowych. Poprzez mikcję ze strumieniem moczu usuwane są groźne bakterie i drobnoustroje. Jest to naturalny mechanizm obronny naszego organizmu. Nawet kiedy mało pijemy, parcie na mocz i bieganie do toalety jest częstsze. Jednak mimo pojawienia się potrzeby oddania moczu, sama czynność staje się niestety problemem. Zapalenie pęcherza moczowego i cewki moczowej powoduje obrzmienie tych okolic i mocz z trudem przeciska się przez układ moczowy. Towarzyszy temu silne pieczenie i ból w okolicy cewki moczowej.

Innymi objawami zapalenia pęcherza są:

  • bolesność w podbrzuszu,
  • niekontrolowane oddawanie moczu,
  • obecność krwi i/lub ropnej wydzieliny w moczu.

Kiedy pojawią się u nas któreś z tych objawów, koniecznie należy podjąć leczenie.

Domowe sposoby na zapalenie pęcherza

Gdy tylko poczujemy nieprzyjemne objawy, warto zacząć działać. Wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć. W tym przypadku – im szybciej zaczniemy działać, tym bardziej prawdopodobne jest, że nie dopuścimy do rozszerzenia się obszaru zakażenia.

Przede wszystkim należy zadbać o nawodnienie. Warto systematycznie, małymi porcjami wypijać 3 litry wody na dzień. Można spróbować wypić odrobinę więcej. Przyspieszy to wypłukiwanie bakterii z dróg moczowych. Do wody można dodać sok z cytryny, żurawiny, malin lub czarnej porzeczki. Zawierają one witaminę C, która podniesie odporność i wpłynie na hamowanie rozwoju bakterii.

Czego unikać?

Należy unikać kawy, czarnej herbaty i alkoholu. Substancje te działają silnie odwadniająco i bardzo mocno moczopędnie, co będzie dodatkowo podrażniało pęcherz moczowy.

Trzeba pamiętać, że w trakcie objawów należałoby ograniczyć seks. Podrażnienia okolic intymnych wydłużają proces leczenia. Stosunek w trakcie tej przypadłości nie da pełni przyjemności, gdyż pewne jest, że zbliżenie będzie bolesne. Zapalenie spowodowane przez bakterie może przenosić się drogą płciową z jednej osoby na drugą. Warto się przebadać, jeśli nie możemy sobie poradzić z nawracającymi dolegliwościami i wyleczyć się w 100% przed podejmowaniem kolejnej aktywności seksualnej.

A co można?

Napar z pokrzywy, mniszka lekarskiego lub fiołka trójbarwnego działają umiarkowanie moczopędnie i dodatkowo łagodnie przeciwzapalnie. Będą one łagodziły objawy infekcji.

Bogatą ofertę preparatów pomocnych w leczeniu zapalenia pęcherza znajdziesz w aptekach stacjonarnych i na stronach internetowych – na przykład na https://www.doz.pl/apteka/k105-Infekcje_stany_zapalne.

Ciepłe łóżko naszym przyjacielem

Warto się wygrzać, wykorzystując nawet koc elektryczny lub termofor. Ogrzewając dolną część pleców zadbamy o lepsze ukrwienie błon śluzowych. Nasze babcie wykorzystywały tę metodę bardzo często. Taki zabieg przyspiesza leczenie.

Leczenie – antybiotykoterapia

Jeśli po dwóch dniach kuracji domowymi sposobami choroba nie ustępuje, należy udać się do lekarza. W szczególności niepokoić powinny takie objawy jak gorączka, nudności i wymioty, bądź gdy zauważymy krew lub ropę w moczu. Kobiety w ciąży już przy pierwszych podstawowych objawach powinny zgłosić się do ginekologa lub lekarza prowadzącego. Zapalenie pęcherza stanowi zagrożenie dla rozwijającego się płodu.

Lekarz powinien zlecić odpowiednie badania (badanie moczu, posiew) i na ich podstawie wybrać odpowiednią terapię. Z reguły podaje się leki przeciwzapalne, w niektórych przypadkach niezbędny okazuje się antybiotyk. Antybiotyki nie są jednak lekami pierwszego rzutu. Sami nie powinniśmy po nie sięgać. W zależności od przebiegu choroby wyróżniamy po dwa podtypy choroby: zapalenie niepowikłane lub powikłane oraz zapalenie przewlekłe lub ostre. Leczenie antybiotykiem ostrego niepowikłanego zapalenia pęcherza moczowego zwykle nie trwa dłużej niż trzy dni. Leczenie nawracających zapaleń (nie mniej niż trzy infekcje w ciągu roku) może być takie, jak leczenie zapaleń ostrych z tym, że antybiotyk stosuje się przez tydzień lub dłużej. Co bardzo ważne, zaleconą kurację powinno się kontynuować tak długo, jak każe lekarz. Nie wolno jej przerywać w momencie, gdy pierwsze objawy ustąpią. Przerwanie leczenia tworzy ryzyko rozwoju ciężkiego zakażenia nerek.

Profilaktyka

Metody zapobiegania rozwojowi zapalenia pęcherza obejmują następujące metody:

  • picie odpowiedniej ilości wody (2-3 litry na dzień),
  • stosowanie podstawowych zasad higieny osobistej (prawidłowe i częste mycie się, stosowanie płynów do higieny intymnej i odpowiednich kosmetyków),
  • noszenie bielizny z naturalnych włókien, rezygnacja z noszenia stringów i obcisłych spodni,
  • przyjmowanie probiotyków (w postaci naturalnych jogurtów, kefirów, maślanki lub odpowiednich preparatów aptecznych).

Najważniejsze jest niebagatelizowanie pierwszych objawów zapalenia pęcherza. Wówczas o wiele łatwiej jest uchronić się przed pełnoobjawowym manifestem choroby i wrócić – przy użyciu łatwiejszych i naturalnych sposobów – do pełni zdrowia. Wczesne zdiagnozowanie choroby pozwala na szybkie rozpoczęcie leczenia i zmniejszenie ryzyka powstania powikłań. Właściwe leczenie umożliwia uzyskanie trwałego efektu terapeutycznego i zapobiega nawrotom choroby. Trzeba też pamiętać, że zakażenia układu moczowego należą do częstych chorób i występują one u osób w każdym wieku. Objawy związane z tą grupą schorzeń są jednymi z najczęstszych dolegliwości, z którymi pacjenci zgłaszają się do lekarza. Nie wolno się zatem ich wstydzić i ukrywać ich, gdyż skutki takiego zachowania mogą być katastrofalne (nadżerki, zapalenie nerek, a nawet bezpłodność).

Jaki jest najodpowiedniejszy kształt kuchni?

Z punktu widzenia odległości, które trzeba pokonywać pomiędzy poszczególnymi strefami roboczymi, najmniej praktyczna jest kuchnia jednorzędowa. W pozostałych typach kuchni odległości te są znacznie mniejsze, dzięki czemu przygotowywanie posiłków będzie prostsze i przyjemniejsze. Ilość pracy pozostanie oczywiście taka sama, ale przyspieszy ją organizacja trzech stref roboczych przechowywanie – mycie – gotowanie w formie trójkąta.image001

Roboczy trójkąt jest bardzo wygodny, ponieważ każda ze stref łączy się z pozostałymi dwiema. Do pokonania pozostaje więc tylko jedna odległość, podczas gdy w kuchniach jednorzędowych często trzeba przemieszczać się z jednego końca na drugi.

Jeśli gotujesz z przyjemnością lub musisz to robić każdego dnia, wybierz kuchnię w kształcie „L“ lub „U“. Ten typ ułożenia mebli wymaga jednak odpowiedniej przestrzeni. Jednorzędowe kuchnie możemy spotkać najczęściej w małych mieszkaniach, które nie pozwalają na zastosowanie innych rozwiązań.

KUCHNIA JEDNORZĘDOWA

W dzisiejszych czasach kuchnie niczym nie odbiegają od nowoczesnych i designerskich salonów i sypialni. Projektanci stają na wysokości zadania, tworząc piękne i stylowe meble czy sprzęty AGD. Za przemianę tę częściowo odpowiada także stale malejąca potrzeba gotowania – ludzie coraz częściej sięgają po szybkie przekąski lub jedzenie na telefon i zamiast przyrządzać obiady po prostu je podgrzewają.

image003
Źródło: https://favi.pl/produkty/p/meble-kuchenne-multiline-ii?v=1018940

Jednorzędowe ułożenie mebli nie jest najlepszym wyborem z punktu widzenia ergonomii pracy podczas gotowania. Jeśli urządzisz tego typu kuchnię zgodnie z zalecanym porządkiem czynności, czyli przechowywanie-mycie-gotowanie będziesz skazany na nieustanne bieganie z jednego końca na drugi. Wyobraź sobie, że mieszasz sos na kuchence, ale musisz do niego dodać kolejny składnik, który znajduje się w lodówce na drugim końcu kuchni. Takie przypadki nie będą należeć do rzadkości, dlatego też dużo wygodniejszą opcją są kuchnie w kształcie litery „U“, w których wystarczy się obrócić, by sięgnąć do lodówki po brakujący produkt (wizualizację tej sytuacji możesz zobaczyć na poniższych obrazkach).

image005Jednorzędowe ułożenie mebli to jednak często jedyna możliwość w małych mieszkaniach. Jeśli sam posiadasz niewiele miejsca w kuchni, nie bagatelizuj roli projektu i koncepcji połączenia stref roboczych. Tylko w ten sposób będziesz w stanie dobrze wykorzystać każdy centymetr. Pamiętaj też, że niewielkie przestrzenie niemal niwelują największe minusy jednorzędowych kuchni, czyli konieczność biegania z jednego końca na drugi. ( https://favi.pl/produkty/kategoria/meble-kuchenne )image007

Przykład niewielkiej kuchni z uwzględnieniem porządku pracy.

Niewłaściwy porządek

Nie daj się zwieść przyjemnym wrażeniem z nowych mebli kuchennych, ponieważ to, co nowe i błyszczące, nie zawsze musi być praktyczne. Nawet jeśli Twoja kuchnia nie oferuje zbyt wiele miejsca dla komfortowych rozwiązań, nie pozwól, by projektant uznał to za powód do wciśnięcia Ci nieodpowiedniego projektu. Pamiętaj, że najwięcej przestrzeni powinno być pomiędzy zlewem a płytą grzewczą. Jeśli właściwa organizacja kuchni wymaga przerobienia instalacji wodnej lub elektrycznej, może się zdarzyć, że producent mebli nie będzie chętny do przeprowadzania tego typu zmian. Zastanów się jednak, czy funkcjonalnie urządzona kuchnia nie jest warta tych kilku poprawek?

image009Źródło: https://favi.pl/produkty/p/kuchnia-elena?v=1018983

Wbudowane meble kuchenne

Niezwykle efektownym rozwiązaniem jest umieszczenie mebli kuchennych w istniejącej wnęce lub stworzenie tego typu wnęki za pomocą  płyty gipsowo-kartonowej. Tego typu rozwiązanie pozwala na umieszczenie w „ściance”  lodówki i wpisuje się w aktualne trendy dotyczące urządzania przestrzeni kuchennej. Zwolennicy spiżarni mogą wykorzystać przestrzeń za „ścianką“ do wybudowania wymarzonego magazynu na produkty żywnościowe i przetwory. Pamiętaj jednak, by zadbać o regularne wietrzenie tego pomieszczenia. Zastane powietrze ma negatywny wpływ na przechowywane jedzenie.

WSKAZÓWKA:  Jeśli planujesz zamówić meble kuchenne na miarę, zastanów się nad wyborem szerszego blatu roboczego. Rozwiązanie to sprawdzi się przede wszystkim w pomieszczeniach, w których nie ma wystarczająco dużo miejsca na długi blat (zwłaszcza w kuchniach jednorzędowych).

Szeroki wybór mebli i akcesoriów kuchennych znajdziesz  na FAVI.pl – najpopularniejszej w Polsce wyszukiwarce mebli i dekoracji.

image011Źródło: https://favi.pl/produkty/p/kuchnia-multiline-i?v=1018945

Dobry prawnik w Krakowie? – Prawo gospodarcze i handlowe

Prawo gospodarcze reguluje działalność gospodarczą. W skład tego pojęcia wchodzi zarówno prawo gospodarcze prywatne, jak i prawo gospodarcze publiczne, będące jednoznaczne z publicznym prawem gospodarczym. Zastanawiasz się czego konkretnie dotyczy prawo gospodarcze i chciałbyś poznać odpowiedzi od specjalisty z pewnej ręki? Jeżeli tak, skontaktuj się właśnie z nami. Jako radcy prawni jesteśmy w stanie udzielić Ci wyczerpujących odpowiedzi na zagadnienia dotyczące nie tylko prawa gospodarczego, ale również innych dziedzin i zagadnień prawnych. Prawo gospodarcze dotyczy funkcjonowania gospodarki państwa i stosunków gospodarczych między osobami fizycznymi, prawnymi oraz innymi podmiotami, które mogą być podmiotem stosunków gospodarczych. Podczas rozmowy z nami poznasz także podstawowe cechy prawa gospodarczego, jakimi są: brak kompleksowej regulacji prawnej dla stosunków gospodarczych; informacje o rozpatrywaniu sporów z zakresu działalności gospodarczej, które są rozpatrywane według postępowania specjalnie przeznaczonego dla tych stosunków. Oprócz suchych wiadomości, czysto teoretycznych, pomożemy Ci w każdej sprawie sądowej oraz sytuacji problemowej. Z każdym problemem możesz się do nas zgłosić i poprosić o pomoc. Nie odmawiamy jej nigdy. W swojej pracy i działalności opieramy się na podstawach prawnych, jakimi są między innymi: Prawo Unii Europejskiej, ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 roku Kodeksu cywilnego, ustawa z dnia 15 kwietnia 2000 roku Kodeksu spółek handlowych, ustawa z dnia 19 listopada 1999 roku Prawa działalności gospodarczej, ustawa z dnia 20 sierpnia 1997 roku o Krajowym Rejestrze Sądowym oraz ustawa z dnia 22 grudnia 1995 roku o wydawaniu „Monitora Sądowego i Gospodarczego”. Na ich podstawie jesteśmy w stanie udzielić Ci pomocy oraz wyczerpujących odpowiedzi na Twoje szczegółowe pytania. Czekamy na nie drogą zarówno e-mailową, jak i telefoniczną. Jeżeli życzysz sobie osobistego spotkania, powinieneś się z nami skontaktować i umówić. Będziemy na Ciebie czekać w biurze porad prawnych w Krakowie. Jeżeli rzecz idzie o prawo gospodarcze dowiesz się jakie są najważniejsze jego zasady, którymi się kierujemy. Podstawową zasadą jest zasada swobody gospodarczej, która określa iż jest nieodzowną od człowieka zasadą, całkowicie mu przysługującą. Kolejne zasady dotyczą zasady ochrony własności oraz zasady praworządności, która oznacza, że organy administracji publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Bardzo ważne zasady, które zawsze brane są pod uwagę to zasady: ochrony sądowej, ograniczonej ingerencji państwa w gospodarkę, proporcjonalności oraz zasada 3 „D”: decentralizacji, demonopolizacji oraz deregulacji. U nas poznasz także różnice pomiędzy koncesją a zezwoleniem. Jeżeli zawsze zastanawiała Cię ta różnica lub ta wiedza jest Ci koniecznie niezbędna, informujemy iż koncesja jest aktem administracyjnym, który uprawnia do wykonywania ściśle określonej działalności gospodarczej na warunkach określonych w przepisach prawa. Odmowa udzielenia, zmiany, cofnięcia koncesji lub ograniczenie jej zakresu należy do właściwego ministra. Koncesji udziela się na czas nie krótszy niż 5 lat i nie dłuższy niż lat 50. Zezwolenie natomiast oznacza dopuszczenie przedsiębiorcy do wykonywania określonej działalności gospodarczej. Oczywiście przedsiębiorca musi spełniać określone warunki. Jeżeli chcesz ubiegać się o zezwolenie, poinformujemy Cię jakie są to warunki i co zrobić, aby je wszystkie spełniać. Z każdą poradą prawną możesz zwrócić się do nas. Mamy wieloletnie doświadczenie i ogromną ilość spraw poprowadzonych oraz rozwiązanych. Czekamy na Ciebie w krakowskim biurze porad prawnych!

Potrzebujesz tłumaczenia dokumentu prawnego? Zapoznaj się z ofertą tłumaczeń dokumentów Biura Tłumaczeń 123tlumacz.pl

GLS Poland podsumowuje 2018 rok

Inwestycje, zaawansowane narzędzia IT, elastyczne rozwiązania dla klientów
i rozbudowa infrastruktury bazowej – tak GLS Poland, jeden z najważniejszych operatorów na polskim rynku logistycznym podsumowuje rok. To był jubileuszowy, bo 20 rok obecności firmy w Polsce.

Polski rynek logistyczny był w 2018 roku na wysokiej fali. Przede wszystkim w bardzo szybkim tempie rośnie e-commerce, jednak nie brakuje też wyzwań.

– Polacy coraz chętniej robią zakupy online, co bezpośrednio przekłada się na zapotrzebowanie na usługi kurierskie. Rośnie wolumen przesyłek w tym segmencie, ale szybko zmieniają się i rosną też oczekiwania związane z jakością usług, co wymaga m.in. wdrażania zaawansowanych rozwiązań technologicznych – mówi Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS Poland.

Kierunek: elastyczność, personalizacja, rozwiązania IT

W 2018 roku GLS Poland znacznie poszerzył i wzbogacił wachlarz swoich usług, zwłaszcza w obszarze tzw. ostatniej mili. Usługa FlexDeliveryService została uzupełniona o nową funkcjonalność, umożliwiającą pozostawienie paczki bez podpisu we wskazanym przez odbiorcę miejscu. Firma wprowadziła też nową usługę – InfoCourierService – umożliwiającą bezpośredni kontakt telefoniczny kuriera z odbiorcą, w trakcie którego pojawia się możliwość indywidualnego ustalenia szczegółów dostawy. Operator systematycznie rozbudowuje też sieć punktów nadania i odbioru. Obecnie klienci mają do dyspozycji już ponad 1500 takich punktów w całym kraju, a zasięg sieci stale się poszerza.

Chcemy być najlepszą firmą kurierską, dlatego stale dostosowujemy zestaw i funkcjonalności naszych usług do wymagań współczesnego stylu życia oraz rzeczywistych potrzeb zarówno nadawców, jak i odbiorców. Kluczowym komponentem kompleksowych rozwiązań stają się dziś elastyczność oraz personalizacja usług, wymagające coraz bardziej efektywnej i indywidualnej komunikacji z klientami. W 2019 roku wprowadzimy kolejne usługi dodatkowe oraz funkcjonalności – zapowiada Tomasz Kroll.

GLS stale optymalizuje system dostaw, kładąc nacisk na informatyzację, automatyzację oraz integrację systemów operacyjno-logistycznych.

GLS rozbudowuje bazę

Dla GLS Poland był to również rok znaczących inwestycji w bazową infrastrukturę. Wiosną operator uruchomił swoje największe centrum dystrybucji przesyłek w Polsce, zlokalizowane w Wypędach pod Warszawą, z bardzo dogodnym dostępem do drogi S8 oraz do autostrady A2. Całkowita powierzchnia obiektu wynosi 7,6 tys. mkw., z czego 6,6 tys. mkw. zajmuje hala załadunkowa. Nowoczesne centrum jest w stanie obsłużyć średnio 80 tys. paczek dziennie i jest  wyposażone w nowoczesną infrastrukturę, m.in. do szybkiego sortowania.

Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS Poland
Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS Poland

– Obiekt dysponuje szeregiem zaawansowanych technologicznie rozwiązań. Co równie istotne, został od podstaw zaprojektowany tak, by dokładnie odpowiadał potrzebom naszej działalności operacyjnej i wysokim wymaganiom dotyczącym jakości – podkreśla Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS Poland.

Obiekt został zrealizowany przez Panattoni Europe, lidera rynku powierzchni przemysłowych w Europie, w modelu BTO (build-to-own) i BTS (build-to-suit). Wraz z nim, GLS ma już 36 filii w Polsce. Centralnym punktem przeładunkowym dla przesyłek krajowych i międzynarodowych jest Stryków. Wraz z dwoma sortowniami regionalnymi w Bydgoszczy i we Wrocławiu łączy polską i międzynarodową sieć.

Dodajmy, że w centrum w Wypędach na stałe znajduje się motocykl Tomasza Golloba, na którym zdobył on indywidualne mistrzostwo świata w 2010 roku. Kupując tę maszynę firma kurierska wsparła rehabilitację legendy polskiego sportu. Warto przypomnieć, że od 2017 roku GLS Poland jest Sponsorem Generalnym Żużlowej Reprezentacji Polski i partnerem najważniejszych wydarzeń żużlowych na świecie.

Optymalizacja przesyłek międzynarodowych

Grupa GLS to jeden z liderów jakości w europejskiej logistyce przesyłek. Cała sieć operatora, za pośrednictwem spółek-córek oraz partnerów transportowych, obejmuje 41 krajów w Europie (działa też na terenie USA i Kanady).

– W 2018 roku odnotowaliśmy dalszy, bardzo szybki rozwój segmentu przesyłek międzynarodowych, również dlatego, że polskie sklepy online zaczynają coraz intensywniej działać na zagranicznych rynkach. Sukcesywnie, w ścisłej współpracy z oddziałami GLS w innych krajach, wzbogacamy nasze usługi o komponenty dodatkowo usprawniające międzynarodowy handel online. To jeden z przykładów działań, które podejmujemy po to, by wspierać rozwój e-commerce – mówi Tomasz Kroll.

Np. usługa FlexDeliveryService, z pełnym pakietem funkcjonalności, jest dostępna już w 18 krajach Europy, w tym w Polsce. Współpraca w ramach Grupy umożliwia GLS bardzo skuteczne usprawnianie różnego rodzaju elementów obsługi przesyłek międzynarodowych, w tym spedycji drogowej.

Już 20 lat w Polsce

W tym roku firma świętowała 20-lecie działania na polskim rynku. W tej chwili ma już ponad 11 tys. klientów w Polsce. Flota GLS Poland to 1,7 tys. samochodów kurierskich, z których każdy pokonuje średnio 187 km dziennie podczas jednej trasy, a także 141 pojazdów liniowych. Po dwóch dekadach GLS Poland jest jednym z głównych dostawców usług transportowych w kraju – zarówno dla firm, jak i osób prywatnych.

– Mamy za sobą kolejny rok dynamicznego rozwoju naszej firmy. Regularnie notujemy dwucyfrowy wynik w sprzedaży, co stanowi obecnie najlepszy rezultat w segmencie usług kurierskich w Polsce. To oczywiście powód do satysfakcji, ale inwestycje realizujemy w planie długofalowego rozwoju. Cieszymy się, że już od 20 lat mamy aktywny udział w rozwoju polskiego rynku logistycznego – podsumowuje Tomasz Kroll.

Dodajmy, że w tym roku GLS Poland otrzymał prestiżową nagrodę dla najlepszej firmy logistycznej w kategorii „Ekspresowy serwis krajowy”, w ramach XVII edycji badania Operator Logistyczny Roku. Kluczowi klienci docenili m.in takie usługi jak obsługa finansowa, odbiór dokumentów zwrotnych, pobranie gotówki za towar, płatności on-line, gwarantowana godzina dostawy następnego dnia czy obsługę paczek.

Głosowanie brexitowe. Wspomnienia Czarnego Czwartku

Już dzisiaj dowiemy się, w którą stronę idzie temat Brexitu. Dokładnie 4 lata temu Bank Szwajcarii uwolnił kurs franka.

Ważne głosowanie na wyspach

Dzisiaj odbędzie się głosowanie w sprawie wynegocjowanych warunków Brexitu. Było ono już kilkakrotnie przekładane i wygląda na to, że dzisiaj w końcu poznamy werdykt. Co ciekawe pomimo, że głosowanie wydaje się mieć tylko dwa możliwe scenariusze jest ich w praktyce znacznie więcej. Wśród tych, które zdaniem specjalistów wiążą się z osłabieniem funta są wyjście bez umowy oraz nowe wybory. Oba te scenariusze wrzucają na rynek nowe niewiadome, a duże pieniądze tego nie lubią. W przypadku wyborów wpływ będzie zależny od sondaży oczywiście. W miarę neutralnie oceniana jest z kolei możliwość dalszego przekładania daty wyjścia. Co ciekawe jest to scenariusz, który wielu analityków uważa za najbardziej prawdopodobny pomimo ostrych deklaracji ze strony UE o nieprzekraczalności marcowego terminu. Korzystne dla funta jest zarówno przyjęcie umowy jak również ponowne referendum. Wydarzenia te są korzystne dlatego, że te ryzyka są już uwzględnione w kursach a wyeliminowane zostaną inne. Dzisiejszy dzień może być zatem bardzo emocjonujący na parach z funtem.

4 rocznica czarnego czwartku

Dokładnie 4 lata temu miało miejsce wydarzenie, które w świecie walut często określane jest czarnym czwartkiem jako nawiązanie do początku kryzysu z końca lat 20 XX wieku. Tego dnia Bank Narodowy Szwajcarii ogłosił, że przestaje interweniować na rynkach sztucznie obniżając kurs franka względem euro. W tym samym momencie parytet wymiany 1,2 franka za 1 euro przestał istnieć. Inwestorzy bardzo sprawnie doprowadzili franka do jego rynkowej wyceny. Nie odbyło się to bez reperkusji na innych walutach, szczególnie naszego regionu. W rezultacie jednego dnia kurs franka skoczył o 20% w górę i tyle samo podskoczyły raty kredytów. W dół poszły co prawda stopy procentowe, które to z kolei po przeliczeniu spowodowały, że raty część tej podwyżki spadły.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Uwaga całego świata dziś wieczorem skupi się na Wielkiej Brytanii

Kluczowe głosowanie może zadecydować o losie funta. Złoty również nie pozostanie na nie obojętny.

Zmienność na rynku walutowym – tak na głównych parach, jak i złotym –  wczoraj pozostawała wyjątkowo niska. Dziś jednak, zwłaszcza wieczorem, silne ruchy są wyjątkowo prawdopodobne. Wyższa zmienność nie powinna ominąć również samego złotego. Jeśli w dzisiejszym głosowaniu w brytyjskiej Izbie Gmin zrealizuje się scenariusz korzystny dla funta brytyjskiego, polska waluta powinna również zyskiwać w relacji do głównych walut. Jeśli nie – złoty może się osłabić. Jest to związane z faktem, iż tak istotne wydarzenie nie powinno pozostać bez wpływu na sentyment do aktywów europejskich oraz aktywów ryzykownych – a złotego można zaliczyć do obu tych grup.

Odrzucenie porozumienia wynegocjowanego przez Theresę May może wiązać się z wyprzedażą brytyjskiej waluty, zwłaszcza jeśli umowa zostanie odrzucona znaczącą przewagą głosów. Akceptacja obecnej wersji porozumienia – mimo, iż mało realna – niemal na pewno wiązałaby się z silnym umocnieniem brytyjskiej waluty. Jak silnym? Naszym zdaniem w relacji do dolara amerykańskiego funt mógłby umocnić się o ok. 4% z obecnych poziomów, nieco mniej zyskując w parze ze złotym, dla którego pozytywna informacja płynąca z Wielkiej Brytanii również byłaby korzystna.

Istotne dla funta brytyjskiego – oraz w kontekście sentymentu, mającego wpływ również na złotego – będzie to, co wydarzy się w następstwie głosowania, scenariuszy jest bowiem bardzo dużo i trudno wykluczyć jakikolwiek z nich. Obecnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się być odrzucenie umowy i wydłużenie okresu poprzedzającego Brexit, powyżej obecnego horyzontu zakładanego przez artykuł 50 (29 marca).

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Wahania na euro wczoraj były bardzo ograniczone – po obu stronach Atlantyku brakowało wydarzeń mogących istotnie wpłynąć na główną parę.

Dziś rano wspólna europejska waluta traci, co związane jest z publikacją słabych danych z Niemiec. Roczna ekspansja gospodarcza kraju w 2018 r. wyniosła 1,5% rocznie, tym samym kraj odnotował najniższe tempo wzrostu PKB od 5 lat.

W drugiej części dnia uwaga inwestorów powinna skupić się przede wszystkim na kwestii głosowania nad porozumieniem dotyczącym Brexitu i jego konsekwencji. Rezultat pozytywny dla brytyjskiej waluty będzie pozytywny również dla euro, negatywne rozstrzygnięcie z kolei może zaszkodzić wspólnej walucie. Kilka godzin przed głosowaniem, w Parlamencie Europejskim przemawiać i odpowiadać na pytania będzie prezes EBC, Mario Draghi. Nawet jeśli jego ton w kwestii perspektyw gospodarek wspólnego bloku, czy polityki monetarnej ulegnie zmianie niewykluczone, że efekt jego wypowiedzi będzie ograniczony i pochłonięty przez oczekiwania względem brytyjskiego głosowania.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,80-4,83. Brytyjska waluta również w relacji do głównych walut zakończyła wczorajszy dzień w okolicy poziomu, na którym go rozpoczęła. W ciągu dnia notowaliśmy jednak wyższą zmienność, która związana była z informacjami dotyczącymi Brexitu. Początkowo, pojawiły się komentarze o tym, iż frakcja najbardziej zagorzałych zwolenników „twardego Brexitu” w Partii Konserwatywnej licząca około 70 osób może poprzeć porozumienie May, plotki niedługo potem zostały jednak rozwiane, co sprawiło, że funt powrócił do wcześniejszych poziomów.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,74-3,75. Początek tygodnia nie przyniósł znaczącej zmienności na USD. We wczorajszej wypowiedzi Richard Clarida z FOMC stwierdził, że nie widzi recesji „na horyzoncie”, tym samym uspokajając część obaw o rosnące prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza.

W kontekście Stanów Zjednoczonych warto wspomnieć o wczorajszych, porannych danych z Chin, które są pierwszymi odczytami wyraźnie wskazującymi na problemy chińskiego handlu w kontekście wojny handlowej. Pod koniec roku wyraźnie spadł eksport, słabo radził sobie również import. Szczególnie martwi ten pierwszy – ujemna dynamika rzędu 4,4% w ujęciu rocznym oznacza, że chiński eksport w końcówce roku radził sobie najgorzej od dwóch lat. Wieści z Chin nie przeszły bez echa i zwłaszcza w pierwszej części dnia ciążyły aktywom ryzykownym, szczególnie uderzając w surowce – to właśnie m.in. z tego powodu wczoraj słabo radziła sobie ropa naftowa.

Wtorek przyniesie dość dużo danych z USA, poznamy m.in. szacunki bilansu handlowego i inflacji PPI w końcówce roku, nie zabraknie również przemówień członków FOMC. Uwaga inwestorów w USA, podobnie zresztą jak tych z całego świata, dziś jednak powinna skupić się na kwestii Brexitu. Rezultat i konsekwencje głosowania, w związku z tym, iż wpłyną zarówno na sentyment do ryzyka, jak i aktywa europejskie, nie pozostaną też bez wpływu na USD.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – inflacja PPI w USA w grudniu
  • 16:00 – przemawia przewodniczący EBC, Mario Draghi
  • 19:00 – głosowanie brytyjskiego parlamentu ws. umowy o Brexicie

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Zagrożenia „twardego Brexitu”

Do 29 marca pozostało już tylko 81 dni, a warunki opuszczenia przez Wielką Brytanię struktur Unii Europejskiej nadal nie są jasne. Zdaniem analityków Polskiego Instytutu Ekonomicznego brak porozumienia i tak zwany „twardy Brexit” przełożą się na wzrost stawek celnych, utrudnienia dla firm transportowych, a także ograniczenia w dostępie do brytyjskiego rynku pracy.

Twardy Brexit uderzy w eksporterów żywności do Wielkiej Brytanii

Wyjście Wielkiej Brytanii z UE bez umowy oznaczać będzie powrót stawek celnych oraz zwiększenie poziomu barier pozataryfowych we wzajemnym handlu. Przy zachowaniu obecnej struktury towarowej średnia ważona stawka celna w polskim eksporcie do Wielkiej Brytanii może wzrosnąć do 8,5% – wynika z szacunków Łukasza Ambroziaka, analityka Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Twardy Brexit w szczególności uderzyłby w producentów mięsa i przetworów mięsnych oraz produktów mleczarskich, sprzedających na rynek brytyjski. Średnia ważona stawka celna w eksporcie rolno-spożywczym do Wielkiej Brytanii może bowiem przekroczyć nawet 28%. Żywność stanowi około 20% polskich dostaw do Wielkiej Brytanii, która jest drugim pod względem wielkości jej odbiorcą – podkreśla analityk PIE.

Wpływ na sektor transportu

Jak zaznacza Łukasz Ambroziak, przywrócenie kontroli celnych w sytuacji twardego Brexitu spowoduje także duże zakłócenia w działalności polskich firm przewozowych transportujących towary przez Kanał La Manche. Wydłuży się bowiem czas transportu ładunków oraz wzrosną jego koszty. Większa część ładunków może docierać na rynek brytyjski drogą morską, co wykluczy polskie firmy przewozowe. Dodatkowo twardy Brexit może oznaczać dla transportu drogowego powrót do zezwoleń na wykonywanie przewozów – dodaje Ambroziak.

Wyjazdy do Wielkiej Brytanii

Według zapewnień brytyjskich polityków, z Premier Theresą May na czele, Polacy przebywający na Wyspach powinni być spokojni o swój byt. Ich dotychczasowe prawa mają być w pełni zachowane. Należy się jednak spodziewać wprowadzenia nowej polityki migracyjnej, która obejmie osoby dopiero planujące przyjazd do Zjednoczonego Królestwa. Jej głównym założeniem jest zakończenie swobody przepływu osób, a tym samym ograniczenie napływu pracowników, szczególnie tych niskowykwalifikowanych. W tym celu mają pojawić się wizy i pozwolenia na pracę. Dla osób zarabiających powyżej poziomów 30 tysięcy funtów rocznie, które definiowane są jako osoby wykwalifikowane, ma powstać specjalna ścieżka przyznawania wiz na okres pięciu lat. Z kolei osoby poniżej tego progu dochodowego będą mogły liczyć jedynie na roczne wizy wjazdowe połączone z pozwoleniem na pracę. Co istotne wizy nie będą konieczne w przypadku podróży służbowych czy turystycznych, a więc w przypadku pobytu tymczasowego. Należy się spodziewać, że Brexit przełoży się na ograniczenie wyjazdów zarobkowych Polaków na Wyspy Brytyjskie, szczególnie w sytuacji, gdy na polskim rynku pracy występuje rekordowy popyt na pracowników – podsumowuje Andrzej Kubisiak, Ekspert ds. Rynku Pracy w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

***

Założenia przyjęte do szacunków:

  1. Przyjęto, że w sytuacji „twardego Brexitu” Wielka Brytania przyjmie taryfę celną UE.
  2. Stawki celne w przywozie UE dotyczą 2017 r. Dla stawek celnych specyficznych zastosowano ekwiwalenty ad valorem dostępne w bazie WITS-Trains.
  3. Wartości eksportu do Wielkiej Brytanii z 2017 r. pochodzą z bazy GUS.
  4. Obliczenia wykonano na poziomie ośmiocyfrowym klasyfikacji CN, a następnie zagregowano je do odpowiedniego poziomu.

Które branże najbardziej potrzebują pracowników z zagranicy?

Niskie bezrobocie oraz rosnący problem z zapełnianiem braków kadrowych w Polsce doprowadził do sytuacji, iż pracownicy zagraniczni przestali być sposobem na oszczędność, lecz stali się ratunkiem dla funkcjonowania polskich firm. W jakich branżach aktualnie odnotowuje się ich największą obecność? Na to pytanie odpowiada Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work.

Mariusz Hoszowski -  Prezes firmy Smart Work
Mariusz Hoszowski –  Prezes firmy Smart Work

Od czterech lat rośnie liczba zagranicznych pracowników decydujących się na podjęcie legalnej pracy w Polsce. Według danych zgromadzonych przez Agencję Pracy Smart Work na stałe w naszym kraju przebywa już ponad pół miliona obcokrajowców, z czego lwią część stanowią obywatele Ukrainy. Bez ich obecności znacząca liczba polskich przedsiębiorstw aktualnie miałaby problemy nie tylko w prowadzeniu swojej działalności, ale także w dalszym rozwoju oraz samej rentowności. Zatem, gdzie najbardziej potrzeba pracowników z zagranicy?

„Na dzień dzisiejszy w Polsce nie istnieje gałąź gospodarki, w której nie odnotowuje się działalności pracowników ze Wschodu. W ciągu ostatnich lat popyt na tego typu kadry pracownicze rozłożył się równomiernie na większą liczbę branż, dlatego cudzoziemców spotyka się już nie tylko w budownictwie, rolnictwie czy przetwórstwie przemysłowym, ale także w sektorze usług – transporcie, handlu, turystyce czy gastronomii. Warto również wspomnieć o rosnącej liczbie osób z zagranicy, które zdecydowały się na założenie własnej działalności gospodarczej w naszym kraju.” – mówi Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work.

Kim jest mój pracownik?

Jacy pracownicy trafiają na nasz rynek? Zdecydowana większość wykonuje pracę, która nie wymaga konkretnych kwalifikacji, czyli na przykład związaną z szeroko pojętym montażem przemysłowym, czy rolnictwem. Z drugiej strony, polskie firmy pozyskują ze Wschodu także całą rzeszę specjalistów, czyli spawaczy, ślusarzy, szwaczki, operatorów CNC, wszelkiego rodzaju kierowców, operatorów maszyn budowlanych czy pracowników logistyki. Najmniejszy odsetek zagranicznych pracowników piastuje stanowiska kierownicze. Jak mówi Mariusz Hoszowski: „Niezależnie od branży, pozyskiwane ze Wschodu kadry pracownicze zapełniają braki kadrowe powstające w związku ze zwiększaniem wolumenu produkcji, zmianami demograficznymi, przejściami pracowników na emerytury oraz samą sezonowością popytu.”

Trochę statystyki

Wśród obcokrajowców decydujących się na pracę w Polsce, przeważającym odsetkiem są osoby w wieku produkcyjnym – według danych, największą grupą z ponad pół miliona cudzoziemców są ludzie w przedziale wiekowym 25 – 29 lat, a zaraz potem od 30 do 34 lat. „Do Polski ze Wschodu przyjeżdża bardzo dużo małżeństw oraz młodych osób. Choć dominującym modelem zatrudnienia dla nich jest wciąż praca dorywcza, ponad 10% pracowników wiąże jednak przyszłość z naszym krajem.” – wyjaśnia prezes firmy Smart Work. W przypadku płci, wśród obcokrajowców jest niemalże dwa razy więcej mężczyzn niż kobiet: „Problemem, z jakim wciąż się borykamy, jest preferowanie w większości miejsc pracy zatrudniania mężczyzn – stosunek wynosi tu 65 do 35. Oczywiście są branże, w których to kobiety podejmują głównie zatrudnienie –  na przykład w przemyśle włókienniczym, odzieżowym, skórzanym i spożywczym. Co więcej, pracownice wykonują także zajęcia wymagające cierpliwości i uwagi takie jak precyzyjny montaż czy opieka nad osobami starszymi.”.

Dlaczego Polska?

Z jakich względów zagraniczni pracownicy aktualnie decydują się na pracę w Polsce? Jak wyjaśnia Mariusz Hoszowski, Prezes firmy Smart Work, do Polski aktualnie przyjeżdżają osoby, które w swoim kraju nie mogą znaleźć zatrudnienia spełniającego ich finansowych oczekiwań. „Są to pracownicy aktywni, posiadający wysoką motywację związaną przede wszystkim z różnicami płacowymi w Polsce i na wchodzie Europy. Atrakcyjnym aspektem jest także coraz liczniejsza obecność danych mniejszości narodowych oraz brak izolacji kulturowej. Niestety nadal występuje problem zatrudniania pracowników wysoko wykwalifikowanych, posiadających na przykład, tytuły naukowe, na stanowiskach absolutnie podstawowych. Jest to takie samo zjawisko jak to, z którym mieliśmy do czynienia w latach ubiegłych w ramach migracji Polaków na Zachód. Niestety, rozwiązanie tego problemu w przypadku pracowników ze Wschodu póki co może być trudne lub wręcz niemożliwe.” – podsumowuje Mariusz Hoszowski, prezes firmy Smart Work.

Ultimate Games planuje wydać rekordową liczbę 54 gier w 2019 roku

Ultimate Games S.A. zamierza wydać w tym roku 54 gry. Wśród nich są długo wyczekiwane tytuły jak Phantom Doctrine, Hard West, Professional Fishing (Pro Fishing) Mobile, Unlucky 7, Agony, Deadliest Catch: The Game, Thief Simulator, Bug Academy oraz Woodzone.

Spółka zapowiedziała 54 tytuły, w tym porty starszych gier na nowe platformy. Wydawca nie wyklucza, że do tej listy w 2019 roku mogą dołączyć kolejne produkcje.

Mateusz Zawadzki
Mateusz Zawadzki, CEO Ultimate Games

Ten rok zapowiada się dla nas  rekordowo jeśli chodzi o plany wydawnicze. W wielu grach upatruję duży potencjał komercyjny. Ich sukces pomoże nam dalej realizować strategię długoterminową ocenia Mateusz Zawadzki, CEO Ultimate Games.

Wśród zapowiedzi jest Phantom Doctrine na Nintendo Switch – strategia szpiegowska, której akcja toczy się w latach 80. ubiegłego wieku i prezentuje alternatywną wersję zimnej wojny. Hard West na Nintendo Switch to z kolei turowa gra taktyczna, rozgrywająca się na fikcyjnej wersji Dzikiego Zachodu, gdzie oprócz napadania na banki i walki z siejącymi postrach bandytami spotkać można diabły, duchy i nieumarłych.

Professional Fishing (Pro Fishing) Mobile na smartfony to popularny symulator wędkarstwa, dzięki któremu gracz może się poczuć jak prawdziwy wędkarz. W tej wersji można dodatkowo stworzyć własny klub wędkarski i rywalizować z innymi graczami.

Unlucky 7 na PC to przygodowa gra akcji w klimacie horroru. Gracze wcielają się tu           w zwierzęta, którym nadano ludzkie cechy, istoty z problemami, mające na sumieniach niejeden grzech. Bohaterowie ruszają w kosmiczną, fotorealistyczną podróż, która opowiada o miłości, nienawiści i wilczym apetycie na ludzkie mięso.

Agony na Nintendo Switch to pierwszoosobowy horror osadzony w piekle. Gracz rozpoczyna podróż jako udręczona dusza, nie pamiętająca swojej przeszłości. Grający posiada jednak umiejętność przejmowania kontroli nad ludźmi i demonami i to pomaga mu przetrwać.

Stworzone we współpracy z telewizją Discovery Deadliest Catch: The Game na PC to symulator poławiania krabów, w którym gracze – jako kapitanowie statku – wyruszają na Morze Beringa. Poławianie krabów to niezwykle trudna profesja, gracze muszą zmagać się ze sztormami, walką z czasem, mierzeniem złowionych sztuk i sukcesywnym zbijaniem fortuny.

Dwa kolejne tytuły to: Woodzone (na PC) – wyjątkowa okazja na zostanie przedsiębiorczym drwalem, w której gracz posiada firmę rozwijającą się na jego oczach lub wchodzi po szczeblach kariery w innej korporacji, aby w końcu zostać w niej szefem oraz Bug Academy (na Nintendo Switch) – produkcja umożliwiająca szkolenie owadów, która ma się wyróżniać m.in. zwariowanym klimatem, rozgrywką opartą na radosnym chaosie oraz urokliwą oprawą audiowizualną.

Ciekawą propozycją będzie też Thief Simulator na Nintendo Switch, gdzie głównym bohaterem jest złodziej włamujący się do domów i wykradający z nich cenne przedmioty. Zadaniem gracza jest poprowadzenie jego „kariery” tak, by nigdy nie trafił w ręce wymiaru sprawiedliwości.

Długoterminowa prognoza walutowa euro, dolar na lata 2019-2020

Rok 2018 przyniósł wiele zmian na rynku walut. W przeciwieństwie do 2017 roku, nie był to szczególnie dobry okres dla polskiej złotówki. Jednak według przewidywań ekspertów Aforti Exchange kondycja PLN ma szansę wzmocnić się w kolejnych miesiącach 2019 roku.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Analitycy Aforti Exchange wskazują, że długoterminowe analizy walutowe na lata 2019-2020 wyglądają dosyć optymistycznie względem złotówki:

  • spowolnienie gospodarcze w Europie – w tym w Niemczech, czyli największej gospodarce strefy euro – będzie sprzyjać osłabieniu europejskiej waluty
  • kurs PLN względem EUR może oscylować w 2019 roku nawet w okolicach 4,30 za euro
  • złoty może wzmocnić się w 2019 roku do nawet 3,60 za dolara

Bez wątpienia skutki światowych, jak też europejskich wydarzeń politycznych odcisnęły piętno na rynkach finansowych. Głównymi czynnikami, które znacząco wpłynęły na wycenę EUR, USD i tym samym PLN, były z pewnością: wojna handlowa na linii USA-Chiny, podwyżki stóp procentowych w USA, niestabilna sytuacja Włoch, w tym m.in. skoki rentowności włoskich obligacji, wyprzedaż włoskiego długu, przy jednoczesnym wzroście deficytu Włoch, osłabienie niemieckiej gospodarki czy Brexit.

Jednocześnie, największy wpływ na światowe rynki walutowe w 2019 roku będą miały – wynik negocjacji handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz polityka pieniężna Fed. Z kolei kluczowa z perspektywy rynków europejskich będzie – bieżąca polityka UE, w tym m.in. finalne warunki wyjścia UK z Unii Europejskiej.

EUR/USD – rok 2019 rokiem podaży

W przypadku pary walut EUR/USD rok 2018 należał bezdyskusyjnie do podaży. Po tym, jak rok wcześniej doszło do podejścia w rejon poziomu 1.2000 i wybicia wcześniejszego kanału spadkowego, realizacja zysków jest czymś jak najbardziej naturalnym.

Warto mieć jednak świadomość, że dominująca pozostała wciąż popytowa świeca z roku 2017, co oznacza, że silne wsparcie w cenie 1.1260 – wynikające z 50-proc. jej zniesienia – utrzymało się. Ponadto, cofnięcie z roku 2018 pozostało powyżej górnego ograniczenia wybitego kanału spadkowego, zatem możliwe jest to, że aktualnie mamy do czynienia z ruchem powrotnym, potwierdzającym gotowość do większego ruchu wzrostowego w 2019 roku.

Oczywiście okolice poziomu 1.1260 muszą się dalej bronić, co nie zmienia faktu, że chwilowe zejścia w rejon poziomu 1.1090 są możliwe w pierwszych miesiącach 2019 roku.

Silnym oporem dla rynku w perspektywie kolejnych lat jest wspomniana już bariera 1.20 i w przypadku jej trwałego pokonania, celem stanie się wewnętrzna linia trendu spadkowego, czyli obecnie okolice poziomu 1.29.

Z kolei trwałe zanegowanie bariery 1.10, z czym musimy się wciąż liczyć, biorąc pod uwagę aktualną tendencję spadkową, z którą mamy do czynienia do 2009 roku, to sygnał na kolejną podfalę spadkową (5) o potencjale ruchu do lokalnego wsparcia (minimum fali 3) w cenie 1.0520.

kurs euro do dolara
Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/USD w układzie rocznym

Kurs dolara do złotego USD/PLN – złotówka z szansą na wzrosty względem amerykańskiej waluty

Szczególnie istotną informacją dla pary walut USD/PLN jest fakt, iż stopy procentowe w USA są już wyższe niż w Polsce. Skutki tej sytuacji były już widoczne w wycenie złotego wobec dolara, w okresie, gdy amerykańska waluta umacniała się przez większą część 2018 roku. Natomiast Jednak – w ocenie ekspertów Aforti Exchange – w bieżącym roku złoty może się wzmocnić do nawet 3,60 zł za dolara.

W odniesieniu do pary walut USD/PLNformacja podwójnego szczytu, rozpościerająca się nad rynkiem od 2000 roku, wygląda na niezagrożoną. Wąski zakres 4.1300 – 4.1800 wywołał rok temu silne tąpniecie, które było potwierdzeniem siły wspomnianej strefy. Co ciekawe, spadki z 2017 roku zatrzymały się idealnie na kluczowej strefie wsparcia 3.4400 – 3.4800, a więc odreagowanie, z którym mięliśmy do czynienia rok później, było czymś niemal oczywistym.

Rok 2018 przyniósł wzrosty wartości dolara amerykańskiego w rejon poziomu 3.8340, który wynika z 50-proc. zniesienia poprzedzających go spadków. To kluczowe zniesienie, biorąc pod uwagę dominację podaży. Jeżeli w 2019 roku nie dojdzie do trwałego przekroczenia okolic 3.8340, możemy mieć do czynienia z powtórką schematu, który wystąpił na rynku w latach 2000 – 2007. Jednocześnie analogia do lat 2017 – 2018 wystąpiła w latach 2004 – 2005.

Gdyby rok 2018 okazał się tylko korektą spadków z poprzedniego roku, notowania dolara amerykańskiego mogą mieć poważne problemy, wynikające poniekąd ze zbyt dynamicznych podwyżek stóp procentowych w 2018 roku. Technicznie możliwe byłoby wówczas zejście USD w kierunku dolnego ograniczenia aktualnego, szerokiego kanału wzrostowego, czyli nawet w rejon poziomu 3.2000 w latach 2019 – 2020.

kurs dolara do złotego prognoza 2019
Źródło: Aforti Exchange – notowania USD/PLN w układzie rocznym

Kurs euro do złotego EUR/PLN – kurs PLN względem EUR może oscylować w 2019 roku w okolicach 4,15 – 4,40.

kurs euro do złotego w 2019
Źródło: Aforti Exchange – notowania EUR/PLN w układzie rocznym

Analizując kurs EUR/PLN okazuje się, że od 2011 roku barierą nie do przejścia pozostaje wąska strefa 4.4000 – 4.4600. Zdecydowanie zmniejszona zmienność w ostatnich latach jest z pewnością przejściowa, a problemy z kontynuacja wzrostów mogą zapowiadać mocniejsze cofnięcie. Jest to możliwe tym bardziej, że spadki z 2017 roku nie zostały zanegowane w kolejnym roku, przez co wstępny sygnał sprzedaży na rynku jest utrzymany.

Mimo to, ewentualna przecena będzie ograniczona przez barierę psychologiczną na poziomie 4.0000, pokrywającą się z minimami z 2015 roku i dopiero jej trwałe i zdecydowane zanegowanie będzie sygnałem na test minimów z 2007/2008 roku w cenie 3.6000.

Obawy o Brexit zwiększyły popyt na obligacje skarbowe

Odczyt inflacji powinien sprzyjać stabilizacji notowań polskich obligacji z krótkiego końca krzywej dochodowości. W oczekiwaniu na wtorkowe głosowanie dot. brexitu rynek stabilizuje się. W poniedziałek przy EUR/USD notowanym w okolicach 1,145 kurs EUR/PLN „trzymał się” poziomów 4,287-4,297.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku walutowym poniedziałkową sesję cechowała relatywna stabilizacja w oczekiwaniu na dzisiejsze głosowanie w parlamencie brytyjskim dot. wynegocjowanej umowy Brexitu. Przy EUR/USD notowanym w okolicach 1,145 kurs EUR/PLN „trzymał się” poziomów 4,287-4,297. Po południu lekkie wsparcie dały złotemu krajowe dane dot. rachunku obrotów handlowych, wskazujące na listopadowy deficyt na poziomie 221 mln euro wobec oczekiwanych -484 mln. Szczególnie pozytywnie zaskoczył eksport, słabszym niż oczekiwano spowolnieniem dynamiki. W ostatnich miesiącach obserwujemy spadek aktywności przemysłowej w krajach strefy euro, w tym silny w Niemczech, co wpływa na słabsze wyniki w Polsce, choć jak pokazała publikacja NBP w nieporównywalnie mniejszej skali. To pokazuje, że dane dot. Niemiec (naszego największego partnera handlowego) i dane dot. Polski rozkorelowały się, co jest pozytywnym sygnałem, stad to niewielkie popołudniowe umocnienie złotego. Trudno jest jednak oczekiwać, aby spadki kursu EUR/PLN utrzymywały się w kolejnych dniach tygodnia.

Z ostatnich doniesień wynika, że premier T. May będzie miała duże trudności z uzyskaniem poparcia i ostatecznie wtorkowe głosowanie może zakończyć się niepowodzeniem rządu, zwiększając jednocześnie ryzyko „niekontrolowanego” opuszczenia UE przez Wielką Brytanię. Na rynku finansowym może to doprowadzić do wzrostu awersji do ryzyka, podbijając wyceny bezpiecznych walut kosztem tych ryzykowniejszych. Taki scenariusz wspiera też ciągły brak porozumienia pomiędzy USA a Chinami w sprawie współpracy handlowej, pomimo docierających na rynek pozytywnych sygnałów. Opublikowane w poniedziałek fatalne dane handlowe z Chin mogą wskazywać na poważne konsekwencje globalnego sporu i zwiastować głębsze spowolnienie Państwa Środka (w grudniu chiński eksport spadł o 4,4% a import zmniejszył się o 7,6% wobec oczekiwanych odpowiednio: +3% i +5%). W efekcie, w najbliższych dniach utrzymać się może popyt na dolara, co nie będzie sprzyjać złotemu. Biorąc dodatkowo pod uwagę, że krajowe dane dot. rynku pracy i sfery realnej (produkcja przemysłowa + płace) zapewne potwierdzą umiarkowany wzrost aktywności pod koniec ub. roku oraz brak presji inflacyjnej i płacowej, a gołębie publikacje ze strefy euro m.in. wskażą na utrzymującą się słabą presję wzrostową cen, kurs EUR/PLN powinien powrócić w okolice 4,30.

Wspomniane gorsze dane z Chin oraz obawy o głosowanie Brexitowe dały podstawę do zwiększonego popytu na obligacje skarbowe. Nie oznacza to, że w pełni zostały odwrócone globalne wzrosty rentowności (po tym jak inwestorzy śmielej interesowali się aktywami bardziej ryzykownymi w związku z możliwym spowolnieniem zacieśniania polityki monetarnej przez Fed), jednak ich skala została w przeciągu ostatnich dwóch sesji wyraźnie zredukowana. W takim otoczeniu publikacje z lokalnej gospodarki schodzą tymczasowo na drugim plan w kontekście notowań instrumentów dłużnych. Do wzrostu zmienności nie powinna się więc przyczynić publikacja finalnych danych CPI za grudzień, gdzie prawdopodobnie potwierdzony pozostanie wstępny odczyt na poziomie 1,1% r/r. W takim wypadku notowania papierów 2-letnich powinny pozostawać w okolicy 1,40%, czemu sprzyja również nieoficjalnie rozszerzenie forward guidance prezesa Glapińskiego o braku zmian stóp nawet do końca kadencji obecnej RPP (wygasa w 2022 r.).

Wykres dnia: Obawy o losy umowy Brexitowej przyczyniają się do wzrostu ryzyka kredytowego.

Obawy o losy umowy Brexitowej przyczyniają się do wzrostu ryzyka kredytowego
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Inflacja hamuje zgodnie z planem. W grudniu inflacja wyniosła 1,1 proc.

W grudniu inflacja wyniosła 1,1 proc., to wynik zgodny z oczekiwaniami ekonomistów i jednocześnie najniższy od grudnia 2016 r. Tempo wzrostu cen w obecnym roku stanowi jedną z większych niewiadomych.

Według GUS, wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych był w grudniu o 1,1 proc. wyższy niż przed rokiem. W porównaniu do listopada nie zmienił wartości. To wynik najlepszy od dwóch lat, między innymi z powodu wysokiego punktu odniesienia z ubiegłego roku, gdy ceny rosły dość mocno. W grudniu 2017 r. ich dynamika sięgała 2,1 proc. W ostatnim miesiącu ubiegłego roku żywność i napoje bezalkoholowe drożały o 0,9 proc., a więc nieco mocniej niż w listopadzie, gdy poszły w górę o zaledwie 0,7 proc. Niższy z kolei był wzrost cen paliw. W grudniu wyniósł on 7,6 proc., podczas gdy w listopadzie sięgnął 10,6 proc. Nadal dość mocno, o 12,9 proc., drożał olej napędowy, zaś ceny benzyny były wyższe niż przed rokiem o 4,4 proc. To i tak ulga w porównaniu do listopada, gdy olej był droższy o 15,3 proc., a benzyna o 7,3 proc. Spadek notowań ropy naftowej na giełdach dość powoli przekłada się na ceny płacone przez kierowców na polskich stacjach benzynowych. Powodów do zadowolenia nie mają też korzystający z instalacji gazowych w swych pojazdach. Za gaz trzeba było płacić o 11,8 proc. więcej niż przed rokiem. Z kolei gaz używany w gospodarstwach domowych zdrożał o 3 proc.

Ceny związane z mieszkaniem wzrosły ogółem o 1,7 proc., ale najmocniej odczuwalny był wzrost opłat na rzecz właścicieli (czynsze), sięgający 4,4 proc., wywóz śmieci podrożał o 3,5 proc., a różnego rodzaju inne usługi związane z prowadzeniem gospodarstwa domowego podrożały o 3,9 proc. Koszty związane z mieszkaniem stanowią 20,35 proc. wszystkich wydatków gospodarstw domowych, a więc są na drugim miejscu po żywności, na którą statystyczny Polak wydaje 24,36 proc. swoich dochodów.

Żywność akurat drożeje znacznie wolniej niż w ubiegłym roku, ale i w tym przypadku mamy do czynienia z dużym zróżnicowaniem dynamiki. Potwierdzają się obawy dotyczące cen pieczywa, które poszły w górę o 9,1 proc. (w listopadzie rosły o 8,8 proc.). Z 9,4 do 10,1 proc. zwiększyła się dynamika wzrostu cen warzyw. Owoce były w grudniu tańsze niż przed rokiem o 12 proc., mleko potaniało o 1,3 proc., masło o 1,2 , a jaja o 14,5 proc. O 17,3 proc. mniej trzeba było płacić za cukier. Nadal tańsze było mięso wieprzowe (o 2,9 proc.) i drób (o 1,7 proc.). Za usługi telekomunikacyjne trzeba było w grudniu płacić o 5,9 proc. mniej niż przed rokiem, a sprzęt potaniał o 13 proc.

Niska dynamika inflacji oraz działania zmierzające do utrzymania cen energii na niezmienionym poziomie powodują, że w obecnym roku zbyt wielkie podwyżki nam nie grożą, jednak wciąż jest w tej kwestii wiele niewiadomych. Poziom inflacji niełatwo prognozować, więc negatywne niespodzianki mogą się przytrafić. Według GUS, średnioroczny jej poziom wyniósł 1,6 proc. Przewidywania ekonomistów na 2019 r. są mocno zróżnicowane. W każdym razie inflacja nie powinna skłonić Rady Polityki Pieniężnej do podwyżek stóp procentowych, a z ostatnich zapowiedzi tego gremium wynika, że mogą pozostać na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie nawet do 2022 r.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

IPOPEMA Obligacji Korporacyjnych SFIO TFI numerem 1 wśród polskich funduszy długu korporacyjnego

IPOPEMA Obligacji Korporacyjnych wypracował roczną stopę zwrotu wynoszącą 3,08% w 2018, stając się najlepszym funduszem w grupie porównawczej polskich funduszy dłużnych korporacyjnych publikowanych przez Analizy Online. Średnia stopa zwrotu w ww. grupie za 2018 wyniosła 0,6%.

Analizy Online

Ponadprzeciętny wynik IPOPEMA Obligacji Korporacyjnych został osiągnięty w bardzo niesprzyjającym otoczeniu rynkowym, przy jednoczesnym zachowaniu konserwatywnego podejścia do zarządzania ryzykiem kredytowym.

Boguslaw Stefaniak – szef rynku obligacji w Ipopema TFI
Bogusław Stefaniak – szef rynku obligacji w Ipopema TFI

– Zamieszanie wokół spółki GetBack, dyskutowane oraz wprowadzane zmiany regulacyjne, a także negatywny sentyment inwestorów do obligacji korporacyjnych, przejawiający się wycofywaniem środków z tego segmentu rynku (ponad 3 mld zł w całym 2018 r.),  to jedynie niektóre czynniki, które wpłynęły ujemnie na wyceny funduszy w analizowanej grupie. Fala umorzeń, która przeszła przez rynek w czwartym kwartale (ok. 2 mld zł), dotknęła także nasz fundusz. Stosowane przez nas konserwatywne podejście do zarządzania płynnością pozwoliło uchronić inwestorów przed jej negatywnymi skutkami poprzez wypracowanie dodatnich stóp zwrotu w perspektywie kwartału oraz miesiąca – podkreśla Bogusław Stefaniak – szef rynku obligacji IPOPEMA TFI.

Na przestrzeni całego 2018 roku dominujący udział w aktywach funduszu posiadał rodzimy sektor bankowy – państwowych grup finansowych oraz instytucji z dominującym udziałem kapitału zagranicznego. Jednocześnie fundusz wykorzystał dobrą sytuację płynnościową czołowych deweloperów – spółek posiadających bank ziemi, pozwalający na swobodne funkcjonowanie w horyzoncie zapadalności wyemitowanych obligacji, akceptowalnym poziomem zadłużenia oraz odpowiednimi poziomami marż. Dywersyfikację portfela zapewniały m.in. obligacje przedsiębiorstw z sektorów: przemysł, chemia, telekomunikacja, ubezpieczenia oraz handel detaliczny. Bufor płynnościowy stanowiły m.in. inwestycje w obligacje skarbowe o zmiennym kuponie oraz wspomniane obligacje emitentów o wysokiej ocenie kredytowej.

Taka konstrukcja portfela pozwoliła zminimalizować ekspozycję na ryzyko stopy procentowej. Koncentracja na papierach emitowanych przez rodzime przedsiębiorstwa uchroniła fundusz przed negatywnym wpływem m.in. załamania waluty w Turcji. W portfelu nie ma i nigdy nie było emitentów zagrożonych niewypłacalnością  – dodaje Bogusław Stefaniak z IPOPEMA TFI.

Co przyniesie 2019 rok

W perspektywie najbliższych miesięcy zarządzający IPOPEMA TFI widzą kilka czynników, które powinny kształtować sytuację w segmencie obligacji korporacyjnych. Wśród czynników ryzyka znajdują się wprowadzane oraz dyskutowane zmiany legislacyjne (m.in. obowiązek dematerializacji oraz rejestracji

każdej emisji w KDPW), powracające echa afery GetBack oraz zamieszanie wokół KNF, które negatywnie wpływają na sentyment inwestorów.

Z drugiej strony liczne umorzenia z końca ubiegłego roku i dodatkowa podaż tworzą okazję atrakcyjnych zakupów i uzupełnienia portfela. Pozytywne tendencje w polskiej gospodarce powinny utrzymywać się w najbliższych kwartałach, co może przełożyć się pozytywnie na sytuację płynnościową emitentów. Dodatkowo, utrzymujące się niskie oprocentowanie depozytów winno ponownie skierować uwagę inwestorów na rozwiązania dające możliwość uzyskania wyższych stóp zwrotu.

Największe obniżki cen OC dla młodych kierowców

Średnia cena OC w 2018 r. wyniosła 741 zł. Zdecydowanie więcej na obowiązkową polisę musieli przeznaczyć kierowcy do 25. roku życia – 1793 zł. Obniżka od 2017 r. dla osób z tej grupy wiekowej była jednak największa i wyniosła aż 9,2%.

Średnie składki obowiązkowego ubezpieczenia zaczęły spadać w ostatnim kwartale 2017 r., jednak dopiero 2018 r. przyniósł długą wyczekiwaną stabilizację cen. Kierowcy płacili średnio o 5% mniej niż przed rokiem. Którzy kierowcy mogli liczyć na najniższe ceny obowiązkowej polisy? O tym w raporcie podsumowującym 2018 r. na rynku OC, przygotowanym przez zespół porównywarki ubezpieczeń rankomat.pl.Średnie ceny OC w 2018 r.

Młodzi kierowcy – najwyższa cena i największa obniżka

Spośród kierowców we wszystkich grupach wiekowych, najwięcej za ubezpieczenie OC w 2018 r. płacili młodzi kierowcy (18-25 lat). Cena polisy wyniosła w ich przypadku 1793 zł. Jednocześnie to właśnie oni mogli liczyć na największy spadek cen. Płacili oni bowiem aż 9,2% mniej niż w roku 2017. Najniższe składki płacili kierowcy powyżej 55. roku życia (626 zł).Cena OC a wiek

Młodych kierowców z reguły cechuje brak doświadczenia w prowadzeniu pojazdów oraz brak lub krótka historia bezszkodowej jazdy. Czynniki te mogą dodatkowo podwyższać oferowane osobom z tej grupy wiekowej ceny OC.

Najwyższe ceny dla kawalerów i panien

Biorąc pod uwagę stan cywilny właściciela pojazdu, najwięcej za polisę OC w 2018 r. płacili kawalerowie i panny. Obniżka w ich przypadku była jednak największa i wyniosła -10,8%.Stan cywilny a cena OC

Najmniej na OC w 2018 roku wydawały osoby będące w związkach małżeńskich (656 zł). Spadek cen był jednak dla nich najniższy i wyniósł -5,1%.

„Zobowiązany” według projektu nowej Ordynacji podatkowej

Projekt nowej Ordynacji podatkowej z dnia 4 lipca 2018 r. wprowadza instytucję „zobowiązanego”. Pod tym pojęciem według słowniczka do ustawy należy rozumieć podatnika, płatnika, inkasenta, osobę trzecią oraz następcę prawnego. Ustawodawca w Rozdziale 3 projektu ustawy składającym się z dwóch artykułów wymienił przysługujące tym osobom uprawnienia oraz ciążące na nich obowiązki. Czym są i co z nich będzie wynikało?

Uprawnienia

Z treści art. 33 projektu ustawy wynika, że na zasadach przewidzianych w przepisach prawa podatkowego zobowiązany jest w szczególności uprawniony do rzetelnego, bezstronnego, sprawnego i terminowego załatwiania jego spraw, otrzymania informacji i wsparcia, ochrony prywatności oraz zachowania danych w poufności, wyboru sposobu opodatkowania, zapłaty podatku w kwocie nie wyższej niż wymagana przez przepisy prawa podatkowego, korygowania deklaracji, uzyskania zwrotu nadpłaty oraz zwrotu podatku, stabilizacji stosunków prawnych przez przedawnienie, ubiegania się o ulgi w spłacie, reprezentowania przez pełnomocnika, czynnego udziału w postępowaniu podatkowym, załatwienia sprawy w porozumieniu z organem podatkowym, zaskarżenia rozstrzygnięć organów podatkowych, składania skarg i wniosków, otrzymania zaświadczenia.

Z powyższego przepisu wynikają zatem podstawowe uprawnienia, jakie otrzyma zobowiązany po wejściu w życie nowej Ordynacji podatkowej (styczeń 2019 r.). Wygląda to bardzo ładnie, jednak nie jest to żadna nowość. Uprawnienia takie istnieją od dawna, choć nie zostały zebrane jeszcze w jeden artykuł. Najistotniejszą kwestią jest jednak możliwość wykonywania tych uprawnień oraz przestrzeganie ich przez organy podatkowe. A jak doskonale wiadomo, na chwilę obecną jest z tym problem, chociażby ze zwrotem podatku (głównie VAT). Przedsiębiorcy boją się występować o jego zwrot, bo wiedzą, że zostanie on wstrzymany przez organ. Zmiana kosmetyczna nic nie wnosi.

Obowiązki

Art. 34 nowej Ordynacji podatkowej przewiduje natomiast, że do obowiązków zobowiązanego będzie należało w szczególności: rzetelne i niewadliwe prowadzenie ksiąg podatkowych oraz ich przechowywanie w sposób gwarantujący dostęp do nich uprawnionym organom, współdziałanie z organami podatkowymi, terminowe zgłaszanie właściwym organom podatkowym okoliczności powodujących powstanie, zmianę lub ustanie obowiązków lub praw, samoobliczenie podatku, rzetelne sporządzanie i terminowe składanie deklaracji, terminowa zapłata podatku, zwrot kwoty pieniężnej otrzymanej od organu podatkowego nienależnie, terminowe dostarczanie informacji i dokumentów oraz przedstawianie innych dowodów będących w jego posiadaniu, niepodejmowanie działań utrudniających weryfikację prawidłowości wykonywania obowiązków.

Jak wynika z powyższego i w tym przypadku zebrano znane od dawna obowiązki podatnika w jeden artykuł. W uzasadnieniu do projektu ustawy czytamy, że „taka konstrukcja umożliwia równoważenie podatkowych obowiązków zobowiązanych z przysługującymi im prawami, a jednocześnie uświadamia zarówno im, jak i organom podatkowym, jaki jest zakres uprawnień oraz powinności ciążących na zobowiązanym. W ten sposób zostają należycie zabezpieczone interesy obydwu stron stosunku podatkowoprawnego”.

A co z uprawnieniami i obowiązkami organów podatkowych?

Co ciekawe, nie przeprowadzono podobnego zabiegu odnośnie do obowiązków i uprawnień organów podatkowych. Z uzasadnienia do projektu ustawy wynika, że „odstąpiono od zaprezentowania katalogu uprawnień i obowiązków organów podatkowych. Uprawnienia i obowiązki tychże wyznaczane są ich kompetencjami”.

Jest to bardzo interesujące podejście ustawodawcy do obowiązków i uprawnień organów, głównie do podatników i podatników do organów, którzy to faktycznie mają poczuć się „zobowiązanymi” do wykonania ustawowych zaleceń fiskusa, a gdyby chcieli powołać się na obowiązki organów, wówczas sami muszą je wydedukować z innych norm prawnych. Co więcej, odstąpiono także od uregulowania kompetencji samych organów, a przecież to właśnie one mają dawać gwarancję, że realizacja uprawnień zobowiązanego będzie przestrzegana. To wszystko brzmi trochę tak, jakby fiskus chciał pokazać podatnikowi jego miejsce w systemie podatkowym. Tylko w jakim celu dokonywać spisywania owych uprawnień i obowiązków, skoro i tak wynikają one z ustawy i zostały wymienione tylko przykładowo, bowiem w każdym przypadku jest to katalog otwarty? Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pomimo tych pięknie wyliczonych i zaprezentowanych uprawnień i obowiązków podatnika, płatnika itd. mają oni mieć poczucie winy, gdyby nie zrealizowali swoich skatalogowanych obowiązków – wszak ich nowe miano jest literalnie zobowiązujące. Ewidentnie zabrakło tutaj lustrzanego odbicia uprawnień i obowiązków, jakie winny spoczywać na organach podatkowych. Z pewnością nie wzmacnia to poczucia zaufania do organów podatkowych. Niewątpliwie w dalszym ciągu niezbędna będzie pomoc profesjonalisty w zakresie przestrzegania owych uprawnień zobowiązanych oraz obowiązków organów podatkowych w tym zakresie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ponad 10 tysięcy PLN kary za brak dokumentu o badaniu technicznym na Węgrzech

Jak donoszą przewoźnicy, węgierskie służby zaczęły wymagać podczas kontroli drogowych okazania dokumentu potwierdzającego przeprowadzenie badania technicznego. Czy wiesz, że za jego brak grozi grzywna ponad 10 tysięcy PLN? Uwaga, w myśl unijnej dyrektywy z 14 kwietnia 2014 roku, inne kraje członkowskie również mogą wprowadzić taką zasadę. Warto o tym pamiętać. Sprawa została już zgłoszona do Ministerstwa Transportu.

Stanowisko Węgier

Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO
Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO

– Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych zaleca wyposażenie pojazdów w dodatkowy dokument, jakim jest zaświadczenie o przeprowadzeniu badania technicznego wydanego przez diagnostów na stacjach kontroli pojazdów. Dlaczego? Okazuje się, że w przypadku kontroli na terytorium Węgier brak takiego dokumentu może skończyć się mandatem nawet w wysokości 800 000 UHF, a to ponad 10 tysięcy PLN – informuje Mateusz Włoch, ekspert firmy Inelo. Sprawa jest istotna. Polscy przewoźnicy powinni pamiętać o tym fakcie podczas podróży do Węgier lub przejazdów przez terytorium tego kraju. ZMPD zgłosiło się już z tą sprawą bezpośrednio do Ministerstwa Transportu. Tymczasem strona węgierska powołuje się na Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/47/UE z 3 kwietnia 2014 roku w sprawie drogowej kontroli technicznej dotyczącej zdatności do ruchu drogowego pojazdów użytkowych poruszających się w obrębie Unii Europejskiej, a dokładnie na art. 7.

Jak brzmi artykuł 7?

1.Państwa członkowskie wymagają, aby świadectwo zdatności do ruchu drogowego odpowiadające najbardziej aktualnemu badaniu zdatności do ruchu drogowego lub jego kopia lub – w przypadku wydania elektronicznego świadectwa zdatności do ruchu drogowego – uwierzytelniony lub oryginalny wydruk takiego świadectwa oraz protokół najbardziej aktualnej drogowej kontroli technicznej były przechowywane w pojeździe, jeżeli są one dostępne. Państwa członkowskie mogą zezwolić swoim organom na akceptowanie elektronicznych materiałów dowodowych takich kontroli, jeżeli informacje na ten temat są dostępne.

2.Państwa członkowskie wymagają, aby przedsiębiorcy i kierowcy pojazdu podlegającego drogowej kontroli technicznej współpracowali z funkcjonariuszami służb kontrolnych oraz zapewniali dostęp do pojazdu, jego części i wszelkiej właściwej dokumentacji do celów kontroli.

3.Państwa członkowskie zapewniają, aby odpowiedzialność przedsiębiorców za utrzymywanie wykorzystywanych przez nich pojazdów w stanie zapewniającym bezpieczeństwo i w stanie zdatności do ruchu drogowego została określona, bez uszczerbku dla odpowiedzialności kierowców tych pojazdów.

Zalecane

– Może to oznaczać, że nie tylko Węgry, ale wszystkie kraje członkowskie UE będą w przyszłości chciały wprowadzić podobne wymagania – komentuje ekspert Inelo. – Zgodnie z tymi przepisami w pojeździe powinno znaleźć się zaświadczenie (lub jego kopia) o przeprowadzeniu badania technicznego wydanego przez diagnostów na stacjach kontroli pojazdów. Wprawdzie wprowadzone obostrzenia dokumentacyjne mogą zaskakiwać – tym bardziej, że poruszając się na terenie Polski te obowiązki zostały ograniczone do minimum i już od października ubiegłego roku nie jest wymagane przewożenie w pojeździe nawet dowodu rejestracyjnego czy polisy ubezpieczeniowej – jednak w celu złagodzenia przebiegu kontroli warto wyposażyć pojazd w dodatkowe dokumenty – dodaje Mateusz Włoch.

Obligacje skarbowe oszczędnościowym hitem w 2018 r.

W 2018 r. Polacy kupili obligacje skarbowe za 12,7 mld zł, bijąc historyczny rekord. Ta forma lokowania oszczędności zyskuje na popularności kosztem lokat bankowych oraz większości innych instrumentów finansowych.

Zainteresowanie obligacjami skarbowymi zaczęło wyraźnie się zwiększać od 2015 r., czyli od czasu, gdy Rada Polityki Pieniężnej obniżyła podstawową stopę procentową do 1,5 proc. a wraz z nią w dół poszły odsetki od lokat bankowych. Rok później rozpoczął się odpływ oszczędności z lokat. Od lutego 2016 r. do listopada 2018 r. ich wartość zmniejszyła się o 25 mld zł, przybywać zaś zaczęło chętnych na obligacje. W 2016 r. wydano na nie 4,6 mld zł, o 44 proc. więcej niż rok wcześniej, w 2017 r. kupiono papiery za 6,9 mld zł, co oznaczało wzrost o 50 proc., a w 2018 r. rekordowe 12,7 mld zł, czyli 84 proc, więcej. Warto zauważyć, że wcześniejsze rekordy sprzedaży pochodzą z 2001 r. i 2008 r., czyli z lat słynących z poważnych kryzysów na rynkach finansowych i w globalnej gospodarce. Co prawda 2018 r. do najspokojniejszych nie należał, ale w przypadku polskiej gospodarki był wyjątkowo pomyślny. Tym, co skłaniało do kupna obligacji, poza wspomnianym niskim oprocentowaniem lokat bankowych, była nie tyle obawa przed pogorszeniem się sytuacji, lecz niechęć do bardziej ryzykownych inwestycji.

Swego rodzaju fenomenem jest fakt, że w 2018 r. największym zainteresowaniem cieszyły się obligacje trzymiesięczne, których oprocentowanie, wynoszące 1,5 proc. w skali rocznej, nie różniło się wiele od średniego oprocentowania lokat bankowych i nie chroniło przed inflacją. Te papiery stanowiły jedną trzecią wszystkich sprzedanych przez ministerstwo finansów obligacji detalicznych, czyli 4,2 mld zł. Dla części nabywców okazały się one jednak bardziej atrakcyjne niż lokaty, a dodatkowo swoją popularność zawdzięczały krótkiemu okresowi zamrożenia kapitału. Ta cecha, czyli krótki horyzont, jest przez posiadaczy oszczędności wyraźnie preferowana, nawet kosztem niższej opłacalności. Dla przykładu, obligacje dziesięcioletnie, dające w pierwszym roku 2,7 proc. odsetek, a w następnych latach skutecznie chroniące przed inflacją, stanowiły jedynie 8 proc. sprzedanych papierów (nieco ponad miliard złotych). Jeszcze mniej chętnych było na 6- i 12 letnie obligacje rodzinne, dedykowane beneficjentom programu 500+, mimo, że można było dzięki nim uzyskać odpowiednio 2,8 i 3,2 proc. w pierwszym roku, a w następnych latach korzystać z sięgającej 1,75 i 2 punktu procentowego premii powyżej wskaźnika inflacji. Na ich zakup wydano łącznie zaledwie 30,2 mln zł.

Na drugim miejscu pod względem popularności, z udziałem wynoszącym 28,1 proc. (3,6 mld zł), znalazły się obligacje dwuletnie o stałym, wynoszącym 2,1 proc. oprocentowaniu w skali rocznej. Ich zalety to prosta konstrukcja, z góry określająca kwotę odsetek oraz ich konkurencyjna wobec lokat bankowych i papierów 3-miesięcznych wysokość, a także relatywnie krótki okres zamrożenia oszczędności. Obligacje o stałym oprocentowaniu są szczególnie użyteczne w warunkach niskiej i spadającej inflacji. Z tego też powodu, w 2016 r. ich udział w sprzedaży sięgał aż 76,5 proc., a rok wcześniej 50,9 proc. W warunkach wysokiej i rosnącej inflacji lepiej sprawdzają się obligacje czteroletnie, których oprocentowanie w pierwszym roku sięga 2,4 proc., a w kolejnych jest uzależnione od wskaźnika inflacji i powiększone o 1,25 punktu procentowego. W 2016 r., gdy inflacja poszła mocniej w górę, ich udział w sprzedaży podskoczył do prawie 36 proc. z niecałych 13 proc. rok wcześniej. W 2018 r. wyniósł 26,3 proc. (3,3 mld zł).

W ubiegłym roku ministerstwo finansów podjęło dwie inicjatywy, mające na celu zwiększenie zainteresowania obligacjami detalicznymi. W czerwcu przeprowadziło pilotażową emisję dziesięciomiesięcznych obligacji premiowych. Oprócz wynoszącego 1,5 proc. w skali rocznej oprocentowania, papiery te biorą udział w losowaniu premii pieniężnych, w wysokości od 10 zł do 10 tys. zł. (w sumie na nagrody przeznaczono 1,48 mln zł). Cieszyły się one umiarkowanie dużym powodzeniem, nabywców znalazły obligacje o wartości 371 mln zł. W październiku z kolei zachętą była obniżona cena zakupu obligacji za środki pochodzące z wykupu papierów z wcześniejszych emisji. Podbiło to październikową sprzedaż obligacji do rekordowych ponad 1,5 mld zł, a na zamianę przeznaczono ponad dwuipółkrotnie więcej pieniędzy niż miesiąc wcześniej.

Choć popularność obligacji wśród posiadaczy oszczędności rośnie, to jednak ich udział w finansowaniu potrzeb pożyczkowych państwa jest niewielka i ledwie przekracza 2 proc. Na 934 mld zł zadłużenia skarbu państwa jedynie około 20 mld zł przypada na nabywców detalicznych (według stanu na październik 2018 r. było to dokładnie 18,9 mld zł). Szacuje się, że około 100 tys. Polaków ma w swym portfelu detaliczne obligacje skarbowe.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Złe wieści, to dobre wieści – edycje chińska i brytyjska

We wtorek handel w Azji dla odmiany przynosi falę pozytywnego nastawienia, gdyż władze Chin wiedzą, jak neutralizować rozczarowujący wydźwięk danych z gospodarki. Indeksy wracają do wzrostów, a na rynku walutowym widać tradycyjne oznaki wzrostu apetytu na ryzyko: silniejszy AUD i NZD, słabszy JPY. Dalej w ciągu dnia tematem nr 1 będzie brexit, gdyż wieczorem brytyjski parlament niemal na pewno odrzuci projekt porozumienia z UE. I wcale nie musi być z tego dramat dla Wielkiej Brytanii.

Po poniedziałkowym pesymizmie nie ma już śladu, a wodze przejmuje pozytywne odreagowanie. Impulsem do ocieplenia klimatu stały się wieści z Chin, tym razem dobre. Co już niemal jest tradycją, gdy zbyt głośna staje się dyskusja o problemach gospodarczych Chin (a tak było wczoraj po słabych danych z handlu zagranicznego), władze w Pekinie szybko reagują zapowiedzią działań stymulacyjnych – Ministerstwo Finansów zasygnalizowało, że państwo dokona „cięć podatków w dużej skali” by wesprzeć spowalniającą gospodarkę. Z obniżek mają skorzystać małe przedsiębiorstwa w sektorze wytwórczym, czyli te, które cierpią na zaostrzeniu polityki celnej z USA. Dodatkowo dziś zaczęła obowiązywać zapowiedziana w ubiegłym tygodniu obniżka stopy rezerw obowiązkowych, która poprawi płynność w sektorze bankowym. Ogólnie rynkowi zostało przypomniane, że temat „twardego lądowania” Chin nie może mieć miejsca, póki Pekin może zrobić wszystko w temacie stymulacji gospodarczej. Dla rynku nie jest to wielkie zaskoczenie i patrząc na płytkość wczorajszej korekty inwestorzy nie popadali w panikę po danych z handlu, jakby licząc na rychłą odpowiedź chińskich władz. Tryb „zła wiadomość to dobra wiadomość” został włączony.

W podobny sposób rynek podchodzi też do niemal pewnej porażki premier May w głosowaniu (po 20:00 polskiego czasu) w brytyjskim parlamencie nad projektem porozumienia z UE ws. brexitu. Premier May nawet nie walczy o zwycięstwo, ale od skali porażki zależy, co będzie mogła zrobić dalej. Druzgocąca klęska ponad 200-oma głosami (liczba pojawiająca się w medialnych spekulacjach) równie dobrze oznacza koniec tego rządu. Partia Pracy prawdopodobnie zawnioskuje o wotum nieufności, ale rebelianci w Partii Konserwatywnej bardziej niż May nienawidzą lidera laburzystów Corbyna, więc ta opcja ma małe szanse powodzenia. Przegrana mniej niż setką głosów wciąż daje pole do manewru, a przede wszystkim umożliwi powrót do rozmów z Brukselą nad szczegółami umowy wyjścia z UE. Wachlarz potencjalnych rozwiązań wciąż będzie szeroki, ale debata parlamentarna z ostatnich dni zmieniła trochę rozkład prawdopodobieństw dla przyszłych scenariuszy. Zatwierdzone poprawki zamknęły drogę dla wyjścia z UE bez uzgodnionych warunków. Mimo to nic nie jest pewne. Dzisiejsza porażka rządu oznacza, że May będzie miała trzy dni na wypracowanie nowej strategii. Co wybierze? Ubłaganie Brukseli o złagodzenie stanowiska wobec backstopu? Odroczenie brexitu (z 28 marca na lipiec)? Oddanie negocjacji w ręce parlamentu? Powtórzenie referendum? A może anulowanie brexitu? Jakkolwiek tzw. opcja „no-deal brexit” przestała straszyć, co tłumaczy rajd GBP w ostatnich dniach, tak konflikty na brytyjskiej scenie politycznej dla inwestorów oznaczają podtrzymanie chaosu. Sprawy posuwają się w dobrą stronę, ale nie liniowo i łatwiej jest obstawić, gdzie będzie funt za pół roku niż za dwa dni.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gospodarka cyrkularna – najważniejsze trendy na 2019 rok

Szczyt klimatyczny COP24 sprawił, że oczy całego świata zwróciły się w stronę problemów związanych z ociepleniem klimatu i zanieczyszczeniem środowiska. Deklaracje przedstawicieli państw, a także regulacje unijne z 2018 roku pozwalają sądzić, że działania zmierzające do minimalizowania negatywnego wpływu człowieka na środowisko, stanowić będą jeden z głównych trendów na 2019 rok. Jak na tym tle wypada gospodarz szczytu klimatycznego?

Ograniczenie zużycia zasobów naturalnych oraz wykorzystania tworzyw sztucznych, zmniejszenie masy odpadów na składowiskach i wreszcie redukcja emisji gazów cieplarnianych to istotne trendy z zakresu zrównoważonego rozwoju, które będą kształtować gospodarkę światową w 2019 roku.

Trend 1. Ograniczenie zużycia zasobów naturalnych

Według danych zawartych w raporcie Global Footprint Network w 2018 roku już w sierpniu wykorzystaliśmy zasoby naturalne, które powinny starczyć do końca roku. W Polsce poziom ten został osiągnięty nawet wcześniej, bo już w maju. Zgodnie z szacunkami, co roku tzw. Dzień Długu Ekologicznego, przypada o kilka dni wcześniej. Jednocześnie, według danych Eurostatu, w 2016 roku w Europie wytworzono aż 5 ton odpadów na mieszkańca (w Polsce dokładnie 4 793 kg/mieszkańca).

Odpowiedzią na tę sytuację jest m.in. korzystanie z surowców pochodzących z recyklingu. Postanowienia Rady Unii Europejskiej obligują kraje członkowskie do podążania tą ścieżką. Zgodnie z nowymi przepisami dotyczącymi gospodarki odpadami poziom recyklingu papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła powinien wynosić minimum 50% do 2020 roku.

Obecnie w Polsce poziom recyklingu jest jednym z niższych w Europie. W przypadku odpadów komunalnych wynosi zaledwie 26,7% i jest niemal dwukrotnie niższy niż średnia europejska. Jednak, jak zaznaczyła w swoim wystąpieniu podczas COP24  Minister Przedsiębiorczości i Technologii, Jadwiga Emilewicz, głównym problemem Polski nie są odpady komunalne: „Najwięcej odpadów, które produkujemy w Polsce, to odpady przemysłowe: odpady powydobywcze i wszystko, co wiąże się z przemysłem wydobywczym oraz z ciężkim przemysłem przetwórczym”. Minister zaznaczyła przy tym, że te odpady są jednocześnie najtrudniejsze do przetworzenia. „Recykling związany z tymi odpadami jest dzisiaj jednym z najpoważniejszych wyzwań, w jaki sposób prowadzić tak naprawdę politykę rekultywacyjną, bo o odzyskiwaniu tu mówić bardzo trudno” – dodała.

– Problem związany z niskim poziomem recyklingu istnieje w debacie publicznej w Polsce od dawna. Brakuje natomiast konkretnych rozwiązań i pomysłów, jak sobie z tym zagadnieniem poradzić. Póki co naszym głównym wyznacznikiem są normy unijne. Wiemy, jaki jest cel, lecz nie do końca wiemy, jak go osiągnąć. I choć sytuacja w tym zakresie nieco się poprawiła, wielu przedsiębiorców nadal  nie potrafi spojrzeć na odpady, jak na potencjalne źródło surowców do ponownego wykorzystania.  – komentuje sytuację Anna Wójcik-Przybył, ekspert Stena Recycling.

Trend 2. Ograniczenie masy odpadów na składowiskach

Składowiska odpadów, zwłaszcza te nielegalne, stanowią istotny problem nie tylko w Polsce. Ten sposób radzenia sobie z odpadami wpływa negatywnie na stan wód, gruntów i powietrza. Naprzeciw tym wyzwaniom wychodzą dwa rozwiązania: zasada Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta oraz projektowanie dla recyklingu.

Zasada Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta wynikająca z dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/98/WE w sprawie odpadów zakłada, że „zanieczyszczający płaci”, odpowiedzialność producenta za produkt zostaje przedłużona do końca cyklu życia produktu.

Nałożenie na producentów zasady EPR skłania przedsiębiorców do innego podejścia do wytwarzanych  produktów. Dzięki temu następuje zwrot w stronę projektowania dla recyklingu. To podejście do produktu oznacza całościowe myślenie o jego cyklu życia – od chwili zaprojektowania do ponownego użycia. Głównym celem tego rozwiązania jest uzyskanie jak najwyższego wskaźnika recyklingu po zakończeniu pierwszego cyklu życia.

– To rozwiązanie powoduje sytuację win-win. Wygrywa zarówno przedsiębiorca, jak i środowisko. Ten pierwszy zmniejsza masę odpadów, za które będzie musiał uiścić opłaty. Dla środowiska oznacza to zarówno zmniejszenie ilości odpadów na składowiskach, jak i ograniczenie zużycia zasobów naturalnych, poprzez wprowadzenie do obiegu surowców wtórnych. Niestety, obecnie przedsiębiorcy w Polsce nie mają ani obowiązku, ani właściwego wsparcia, aby projektować dla recyklingu. – komentuje Wójcik-Przybył.

Niemniej kwestia odpadów na składowiskach jest głównym obszarem z zakresu odpowiedzialnego gospodarowania odpadami, który faktycznie znajduje uznanie decydentów w Polsce. Dowód stanowią nowelizacje ustaw o odpadach oraz o Inspekcji Ochrony Środowiska, które weszły w życie w 2018 roku. Choć branża odpadowa szeroko je komentowała, nie można zaprzeczyć, że jest to pierwszy krok w stronę ograniczenia szarej strefy i zmniejszenia wykroczeń w zakresie składowania odpadów, które mogły być przyczyną licznych pożarów w minionym roku.

– Brakuje szerszego spojrzenia na problem. Uregulowanie sytuacji istniejących składowisk odpadów jest ważne. Ważniejsze jednak jest wdrażanie działań zmierzających do ograniczenia powstawania odpadów. ­– podsumowuje Piotr Bruździak, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w  Stena Recycling.

Trend 3. Ograniczenie wykorzystania tworzyw sztucznych

Obecnie na powierzchni oceanów znajduje się aż pięć „wysp” utworzonych z plastikowych odpadów. Reakcją na tę sytuację była rezolucja przyjęta w październiku ubiegłego roku przez Parlament Europejski. Zgodnie z jej postanowieniami, do 2021 roku w krajach unijnych mają być zakazane plastikowe przedmioty jednorazowe, które stanowią główne źródło problemu. Wykorzystanie części innych produktów, dla których nie istnieje alternatywa, jak np. pojemniki na żywność, ma zostać ograniczone przez państwa członkowskie do 2025 r. Ponadto kraje te są zobligowane do opracowania krajowego planu odpowiadającego za zachęcanie obywateli do używania produktów wielokrotnego użytku oraz takich, które nadają się do recyklingu.

– Z punktu widzenia producentów, największym wyzwaniem wynikającym z tej dyrektywy, jest znalezienie odpowiedniej alternatywy dla plastiku. Jedną z głównych zalet tego tworzywa jest stosunkowo niska cena. Obecnie materiały alternatywne są droższe, co może podnieść koszty produkcji, a ostatecznie cenę końcową produktu. Niemniej możemy liczyć, że nałożone obowiązki sprawią, że prace nad innymi tworzywami będą się toczyć w szybkim tempie. ­– zauważa Piotr Bruździak, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w  Stena Recycling.

Warto jednak pamiętać, że plastik także może być poddawany recyklingowi i przeznaczany do ponownego wykorzystania. Wystarczy stworzyć produkt zgodnie ze wspomnianą już ideą projektowania dla recyklingu.

– W naszym zakładzie Stena Nordic Recycling Center w Halmstad  opracowano nowe procesy, które umożliwiają ponowne wykorzystanie tworzyw sztucznych. Problemem nie jest sam plastik, lecz niewłaściwe podejście do tego tworzywa. Tworzywo często niesłusznie trafia np. do spalenia, zamiast do ponownego użycia. – komentuje Piotr Bruździak.

Trend 4. Redukcja emisji gazów cieplarnianych

Widoczne zmiany klimatyczne skłoniły Unię Europejską do przyjęcia ambitnego planu redukcji emisji gazów cieplarnianych już w październiku 2014 roku. Do 2030 roku poziom emisji gazów cieplarnianych powinien spaść minimum o 40% w stosunku do roku 1990. Aby ten cel osiągnąć, powołano m.in. Europejski System Handlu Emisjami. Ponadto państwa członkowskie zobowiązane są do wspierania innowacji w zakresie odnawialnych źródeł energii.

Według raportu agencji ratingowej Moody’s, Polska do 2020 roku zrealizuje cele związane z emisją gazów cieplarnianych, ale może mieć problem z osiągnięciem 15 proc. udziału energii odnawialnej w całościowej konsumpcji energii. Sytuacja ta wynika przede wszystkim z niesprzyjającej ustawy o OZE, przyjętej w 2016 roku. Ministerstwo Energii znowelizowało ją w październiku 2018, lecz zapowiada kolejne prace już w 2019 roku, co może powstrzymywać przed inwestycjami w tym zakresie.  Kolejnym sposobem na rozwiązanie problemu emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, jest elektromobilność. Obecnie samochody elektryczne cieszą się największą popularnością w Chinach, w Europie ich sprzedaż stanowi 2,3 proc całego rynku.  Podążając za trendami, w Polsce przyjęto Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i Planu Rozwoju Elektromobilności. Jednak, mimo deklaracji, elektromobilność nie stała się jeszcze kołem zamachowym reindustrializacji naszej gospodarki. Polska znalazła się wśród 4 krajów, które nie zachęcają do kupowania elektrycznych aut. W Szwecji, w której odpowiednich zachęt fiskalnych i niefiskalnych jest bardzo dużo, udział samochodów elektrycznych wynosi 5,2% rynku (w Polsce 0,6%). Nie bez znaczenia pozostaje także infrastruktura – w Polsce jest zaledwie 552 stacji ładowania samochodów elektrycznych (dla porównania w Holandii 33 tysiące.).– Szansę na poprawę sytuacji stanowi ustawa o zwolnieniu z akcyzy samochodów elektrycznych. Jednak, aby dogonić europejskich liderów, powinniśmy zwiększyć tempo i nakład inwestycji na rozwój elektromobilności. – komentuje Piotr Bruździak ze Stena Recycling.

Gospodarka cyrkularna w Polsce

– Analizując obecność trendów w zakresie zrównoważonego rozwoju w polskiej gospodarce, można śmiało powiedzieć, że możemy robić znacznie więcej, by stać się liderem. Większość działań stanowi odpowiedź na wymogi unijne. Brakuje spojrzenia na gospodarkę cyrkularną, jako nie tylko szansę dla środowiska naturalnego, lecz także dla naszej gospodarki. Aby skutecznie odejść od modelu linearnego, nie musimy od razu dokonywać rewolucji przemysłowej. Musimy natomiast podejmować stałe wysiłki zmierzające w tym kierunku. Zmiana jednak nie przyjdzie od dołu i niezbędne jest tworzenie warunków, które zachęcą przedsiębiorców do wdrażania GOZ. Pierwszym krokiem powinien być dialog między przedsiębiorstwami, firmami odpadowymi i decydentami. – podsumowuje Piotr Bruździak, Stena Recycling.

Orion Investment S.A. terminowo wykupił obligacje serii A i rozpoczął skup akcji własnych

Grupa Orion Investment S.A., Spółka notowana na GPW w Warszawie, zajmująca się realizacją projektów deweloperskich, dokonała terminowego wykupu obligacji serii A o wartości nominalnej wynoszącej 10 mln zł. Spółka rozpoczęła także skup akcji własnych realizowany w ramach przyjętego Regulaminu.

Emitent wykupił w terminie obligacje serii A, których łączna wartość nominalna wynosiła 10 mln zł. Obligacje serii A zostały wyemitowane przez Grupę Orion Investment S.A. w grudniu 2015 r. Środki pozyskane z tej emisji zostały przeznaczone na prowadzenie kolejnych projektów deweloperskich, m.in. na nabywanie nowych działek inwestycyjnych usytuowanych w bardzo dobrych lokalizacjach. Jedną z takich inwestycji był zakup nieruchomości gruntowej w Skawinie, na której prowadzony jest projekt deweloperski o nazwie „Krakowskie Przedmieście”. Terminowy wykup obligacji serii A dokonany przez Orion Investment S.A. stanowi potwierdzenie bardzo dobrej kondycji finansowej Spółki.

„Przeprowadzenie wykupu obligacji serii A w terminie potwierdza naszą bardzo dobrą sytuację finansową. Dzięki pozyskanym środkom mogliśmy zrealizować nowe projekty deweloperskie, które przełożyły się na dalszy rozwój całej Grupy oraz na jej wyniki finansowe i dalsze umacnianie pozycji rynkowej.” – wyjaśnia Tadeusz Marszalik, Prezes Zarządu Spółki Orion Investment S.A.

Spółka rozpoczęła również buy-back realizowany w ramach przyjętego Regulaminu skupu akcji własnych. Grupa Orion Investment S.A. zamierza przeznaczyć na ten cel do 2 mln zł, a skup akcji własnych potrwa najpóźniej do czerwca 2021 r. Zgodnie z przyjętym Regulaminem łączna liczba nabywanych akcji nie przekroczy 100.000 szt., a cena nabywania nie będzie niższa niż 1,00 zł akcję oraz wyższa niż 20,00 zł za akcję. Głównym celem prowadzenia przez Emitenta skupu akcji własnych jest przede wszystkim zabezpieczenie interesów Spółki i jej Akcjonariuszy, zwłaszcza, że w ocenie Zarządu obecny kurs akcji nie odzwierciedla ich rzeczywistej wartości godziwej.

„Naszym zdaniem obecna wycena rynkowa Spółki oraz kurs akcji są na zbyt niskim poziomie w odniesieniu do ich rzeczywistej wartości godziwej. Poprzez realizację programu skupu akcji własnych mamy zamiar urealnić stan aktywów naszych długoterminowych inwestorów oraz umożliwić uzyskanie atrakcyjnej stopy zwrotu z zainwestowanych kapitałów przez krótkoterminowych inwestorów. Jestem przekonany o słuszności tej decyzji.” – dodaje Prezes Marszalik.

Po trzech kwartałach 2018 r. Grupa Orion Investment S.A. zanotowała na poziomie skonsolidowanym blisko 6,43 mln zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 20,47 mln zł. Wyniki finansowe Spółki wykazują utrzymanie stabilnego poziomu przychodów w odniesieniu do analogicznego okresu 2017 r. oraz wzrost osiągniętego zysku netto.

Do najważniejszych projektów Grupy Orion Investment S.A. można zaliczyć 4-etapową inwestycję deweloperską w Krakowie o nazwie „Trzy Ogrody”, budowę w apartamentowca „Przemysłowa 15” w Krakowie oraz osiedla domów jednorodzinnych w Zabierzowie o nazwie „Zacisze-Zabierzów”. Następnym istotnym projektem Grupy będzie inwestycja deweloperska w Krakowie w rejonie ul. Domagały obejmująca łącznie ok. 980 mieszkań. Spółka zrealizuje także projekt deweloperski w centrum Krakowa przy ul. Grzegórzeckiej, który stanowi element wejścia w wyższy segment.

Toyota sprzedała prawie pół miliona hybryd w Europie w 2018 roku

  • Toyota Motor Europe sprzedała 1 035 400 samochodów w 2018;
  • Wzrost o +3% rok do roku, przy braku wzrostu rynku;
  • Udział TME w europejskim rynku wzrósł do 5%;
  • Kolejny rekord sprzedaży hybryd – 480 800 samochodów (+18%);
  • Hybrydy stanowią 46% sprzedaży TME (61% w Europie Zachodniej i Środkowej);
  • Najpopularniejszymi modelami hybrydowymi w Europie są Yaris Hybrid (ponad 129 000 egz.) i Toyota C-HR Hybrid (ponad 128 000 egz.).

Wyniki sprzedaży Toyota Motor Europe

W 2018 roku Toyota Motor Europe (TME) sprzedała 1 035 400 samochodów, o 3% więcej niż rok wcześniej. Udział koncernu w europejskim rynku wzrósł o 0,2 punktu procentowego do 5%.

Sprzedaż hybryd zwiększyła się w ciągu roku o 18% do 480 800 egzemplarzy. Niewymagające ładowania z gniazdka półelektryczne auta hybrydowe stanowią już 46% sprzedaży TME i aż 61% aut dostarczonych klientom w Europie Zachodniej i Środkowej.

Wyniki sprzedaży marki Toyota

Europejscy klienci kupili w 2018 roku prawie 960 000 samochodów Toyoty, o 3,5% więcej niż rok wcześniej. Najpopularniejszymi modelami marki są Yaris (223 694 egz.), Toyota C-HR (147 276 egz.) i Auris (116 129 egz.). Największe wzrosty zanotowały PROACE Verso (+52%), Toyota C-HR Hybrid (+36%), wodorowa Toyota Mirai (+29%) oraz Yaris (+7%).

Ogromne powodzenie Toyoty C-HR wzmocniło sprzedaż hybryd od początku 2018 roku. Hybrydową wersję tego modelu wybiera ponad 87% nabywców (128 139 egz.) – to pokazuje, że klienci Toyoty coraz chętniej zwracają się ku elektryfikacji samochodów. Do ogromnego powodzenia hybryd przyczyniają się również takie modele jak Yaris Hybrid (129 286 egz.) – już tradycyjnie najpopularniejszy samochód hybrydowy w Europie, a także Auris Hybrid (89 761 egz.) i RAV4 Hybrid (64 283 egz.). Każdy z nich pobił w ubiegłym roku rekord sprzedaży.

Łącznie sprzedaż aut hybrydowych Toyoty na kontynencie wzrosła w ubiegłym roku o 21% do 435 119 egzemplarzy. Hybrydy stanowią 45% sprzedaży marki w Europie, w tym 58% sprzedaży w Europie Zachodniej i Środkowej.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych wyników w 2018 roku, szczególnie wobec towarzyszącej im trudniejszej sytuacji na rynku. Nasza strategia elektryfikacji za pośrednictwem hybryd, zapoczątkowana ponad 20 lat temu, nieustannie przynosi świetne rezultaty – w tym roku osiągnęliśmy rekordową sprzedaż prawie pół miliona hybryd nieładowanych z zewnętrznej sieci. Za sprawą największej gamy hybryd na rynku, na którą składa się 17 modeli Toyoty i Lexusa, udział hybryd w sprzedaży Toyota Motor Europe stanowi aż 46%. Chcę podziękować naszym klientom za zaufanie i lojalność. Jesteśmy przekonani, że w 2019 roku nasza sprzedaż i udział w rynku nadal będą rosły za sprawą ofensywy nowych modeli w gamie obu marek – w szczególności nowej Corolli w trzech odmianach nadwozia i nowego Lexusa UX” – powiedział dr Johan van Zyl, prezydent i CEO Toyota Motor Europe.

Wyniki sprzedaży Toyoty w 2018 roku

 

Toyota Motor Europe 1 035 430
   
TOYOTA 959 242
AYGO 91 758
Yaris (łącznie) 223 694
  Yaris Hybrid 129 286
Auris (łącznie) 116 129
  Auris Hybrid 89 761
Toyota C-HR (łącznie) 147 276
  Toyota C-HR Hybrid   128 139
Corolla 55 686
Verso 7 600
Avensis 18 239
Rodzina Priusa 23 416
Prius 10 083
Prius+ 10 408
Prius Plug-in Hybrid 2 925
Mirai 174
Camry (łącznie) 42 195
  Camry Hybrid 234
GT86 1 260
RAV4 (łącznie) 107 937
  RAV4 Hybrid 64 283
Highlander 1 771
Land Cruiser 47 992
Hilux 40 171
PROACE 26 772
Hiace 41
Inne modele 7 131

 

Ranking OC, AC, NNW – grudzień 2018 r./IV kw. 2018 r.

Koniec roku był bardzo ciekawym okresem w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Sprawdziliśmy, która firma miała wtedy najlepszą ofertę.

Jak wybraliśmy liderów naszego rankingu?

Grudniowi zwycięzcy rankingu Ubea.pl musieli uzyskać największą liczbę punktów spośród uwzględnionych ubezpieczycieli. Wszystkie zakłady ubezpieczeń zostały ocenione w skali od 0,00 punktów do 5,00 punktów. „Najniższy wynik oznacza, że dany ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach (uwzględniających tę firmę), ulokował się na ostatniej pozycji. Towarzystwo ubezpieczeń uzyskujące najwyższą liczbę punktów (5,00 pkt.), musiałoby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji z jego udziałem. W praktyce ubezpieczyciele osiągają zwykle wyniki na poziomie 2,00 punktów – 4,00 punktów” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Końcówka roku była bardzo dobra dla Link4

Najważniejszą informacja dotyczącą rankingu Ubea.pl są oczywiście nazwy firm lub marek ubezpieczeniowych zajmujących pierwsze miejsca. Pod koniec 2018 roku następujący ubezpieczyciele mogli się cieszyć z wygranej:

  • You Can Drive – 4,23 pkt. w rankingu polis OC
  • Link4 – 4,05 pkt. w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 4,35 pkt. w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 4,32 pkt. w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Po porównaniu grudniowych oraz listopadowych wyników rankingu Ubea.pl okazuje się, że zmiana na pierwszym miejscu dotyczyła dwóch kategorii: OC + AC i OC + NNW. Tym razem zostały one zdominowane przez firmę Link4, która zdystansowała You Can Drive (OC + NNW) oraz nieznacznie wyprzedziła Avivę (OC + AC). Polisy komunikacyjne Link4 przez cały czas utrzymują się w cenowej czołówce. Nie można się zatem dziwić, że wspomniana firma zakończyła grudzień i cały 2018 rok bardzo dobrym wynikiem. „Powody do zadowolenia ma również Ergo Hestia będąca właścicielem marki handlowej MTU24. W grudniu 2018 r. polisy OC oferowane pod marką MTU24 utrzymały się na bardzo wysokim, drugim miejscu w kategorii OC. To duże osiągnięcie zważywszy na sporą konkurencję między liderami cenowymi” – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Kwartalni zwycięzcy dwóch kategorii są nowi

Każdy ranking Ubea.pl z okresu kończącego kolejny kwartał, zawiera analizę punktowych wyników ubezpieczycieli dotyczących trzech poprzednich miesięcy. Na przełomie 2018 roku oraz 2019 roku, eksperci Ubea.pl również pokusili się o takie podsumowanie. Po zebraniu informacji dotyczących października, listopada oraz grudnia 2018 roku okazało się, że najwięcej punktów uzyskali następujący ubezpieczyciele:

  • You Can Drive – 12,74 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu polis OC
  • Aviva – 11,76 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 12,86 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 12,87 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Ciekawe wydaje się porównanie powyższych wyników w stosunku do III kw. 2018 roku. Pomiędzy lipcem oraz wrześniem minionego roku, najwięcej punktów zebrali następujący ubezpieczyciele:

  • Benefia – 12,24 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu polis OC
  • Benefia – 11,69 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 12,47 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 12,21 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Zestawienie wyników z III kw. oraz IV kw. 2018 r. pokazuje, że w skali czasowej trzech miesięcy może dojść do sporych zmian. Tym razem były one niekorzystne dla marki Benefia. Powody do zadowolenia ma natomiast Aviva, Link4 oraz Ergo Hestia (właściciel marki You Can Drive). Warto jednak pamiętać, że różnice punktowe pomiędzy „najtańszymi” ubezpieczycielami bywają bardzo małe. „Przykładowo w kategoriach OC + NNW i OC + AC o kwartalnym zwycięstwie zadecydowała różnica wynosząca zaledwie 0,02 punktu” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Polski rynek e-commerce nie zwalnia tempa. Do zgarnięcia są miliardy złotych

Polacy pokochali zakupy w Internecie i trudno wyobrazić sobie cokolwiek, co mogłoby ten trend zahamować. Osoby, które chcą zacząć przygodę z e-handlem, muszą jak najszybciej zająć swoje miejsce w sieci. Konkurencja robi się coraz większa, ale i rynek rośnie w ekspresowym tempie.

Toczy się zacięta walka o 15 milionów Polaków, którzy decydują się na zakupy w Internecie, a tym samym o miliony złotych dla firm kurierskich, logistycznych czy agencji interaktywnych. Prognozy rynkowe tętnią optymizmem, więc do zgarnięcia będzie jeszcze więcej. Według najnowszych danych z raportu Statista Digital Market Outlook, Polska znajduje się na 13. miejscu w zestawieniu najszybciej rosnących rynków e-commerce na świecie. W latach 2018-2022 jego wartość ma się zwiększyć w naszym kraju o 6 mld dol. W tym roku wzrośnie ona do 50 mld zł. To sporo, bo jeszcze w 2015 r. wartość polskiego rynku e-commerce szacowano na „zaledwie” 30 mld.

Globalny e-handel pędzi jak szalony

Polska goni resztę świata, ale jest za czym pędzić. Według danych z Digital Market Outlook Statista, całkowita wartość rynku e-commerce na świecie wzrosła w ciągu ostatniego roku o 16 proc, a w 2017 roku całkowite roczne wydatki w internacie wyniosły 1,5 biliona dolarów. Łącznie kupuje w nim już 1,8 miliarda osób.

Miliony transakcji, niezależnie od granic, zmieniają doświadczenia zakupowe konsumentów. Klienci są bardziej wymagający i przykładają coraz większą uwagę do szczegółów, które jeszcze 5 lat temu zdawały się nieistotne. Za kilka lat, właściciele sklepów internetowych staną przed wyzwaniem, nie tylko jak zdobyć nowych klientów, lecz również jak zbudować lojalność u obecnych. Kluczowa będzie nie tylko cena, ale wygoda, terminowość i jakość obsługi.

Internet nie bierze jeńców

Co zatem sprawia, że cały świat przekonuje się do internetowych transakcji? Głównym czynnikiem jest digitalizacja społeczeństwa i coraz większa dojrzałość cyfrowa statystycznego Kowalskiego. Na potęgę korzystamy z mediów społecznościowych, a tym samym ze smartfonów, które dają możliwość zrobienia zakupów niemal z każdego miejsca na świecie – wystarczy połączenie z Internetem. Jako społeczeństwo przekonujemy się, że w porównaniu ze sklepami stacjonarnymi, sieć jest wygodniejsza i daje większą możliwość wyboru, jednak walka o klienta jest w niej równie zacięta. Wraz z rosnącą dojrzałością rynku dokonuje się jego weryfikacja. Odpadają najsłabsi, a firmy, które inwestowały w rozwój, zaczynają odcinać kupony. – Udoskonalanie serwisu internetowego, badanie potrzeb klienta, marketing, pozycjonowanie, wszystko to wymaga zasobów ludzkich, czasu i energii. Biorąc pod uwagę tempo, w jakim rośnie rynek, brak przemyślanej strategii rozwoju to igranie z ogniem. Firmy, które to rozumieją, myślą przyszłościowo i skupiają się na umacnianiu swojej pozycji. Stąd rosnąca popularność outsourcingu logistyki w e-commerce. Oddając ją w ręce profesjonalistów, można zbudować zespół tak, by skutecznie rozwijał pozostałe gałęzie działalności – uważa Tomek Kasperski, CEO firmy Omnipack, która zajmuje się kompleksową logistyką dla sklepów internetowych, w tym m.in. magazynowaniem, pakowaniem, wysyłką paczek i obsługą zwrotów.

Potwierdzają to analitycy z ResearchAndMarkets. Z ich raportu „Global e-commerce Logistics Market 2018” wynika, że aby zachować konkurencyjność, firmy z branży z e-commerce powinny zadbać o właściwą realizację zamówień i przyjazną konsumentowi obsługę zwrotów. Usprawnienie tych procesów, zarówno pod kątem niezawodności, jak również dostawania rosnących oczekiwań klientów, jest niezwykle istotne. Tymczasem wiele z nich wpada w pułapkę samodzielnej realizacji fulfilmentu, przy niewystarczających kompetencjach i możliwościach kadrowych. W efekcie jest on co najwyżej przeciętny, a inne działy kuleją i pozostają niedoinwestowane.

Wiele średnich e-commerce, które jeszcze niedawno zatrudniały garstkę pracowników, ma dziś trudny orzech do zgryzienia. Metody, z którymi zaczynały, stały się niewystarczające, a nowa skala działalności wymaga inwestycji w magazyny, systemy informatyczne i specjalistów, którzy zaprojektują nowe procesy logistyczne i będą nimi zarządzać. Są to spore koszty i zazwyczaj nie obędzie się bez zaciągnięcia niewygodnych zobowiązań – tłumaczy Kasperski.

Jego zdaniem największą barierą, która powstrzymuje sprzedawców internetowych przed outsourcingiem fulfillmentu jest błędne przekonanie, co tego charakteru tego typu usług. Tymczasem okazuje się, że partnerstwo w tym obszarze przypomina posiadanie własnego magazynu, tyle że odpowiedzialność za jego prowadzenie spoczywa na wysoce wyspecjalizowanym podmiocie.

Posiadamy magazyn klasy „A” z ogrzewaną, ubezpieczoną powierzchnią i atestem Sanepidu. Dzięki zintegrowanemu systemowi informatycznemu, klient ma nieograniczony wgląd w swój stan magazynowy, tak, jakby posiadał własny obiekt. Pralnie, szycie, prasowanie, dostawa z wniesieniem, przydatna w przypadku dużych gabarytów, to dla nas standard. Niestety, właściciele e-commerce często mają błędne wyobrażenie, że są to zbyt drobiazgowe lub skomplikowane działania, aby podjął się ich zewnętrzny partner – zwraca uwagę CEO Omnipack.

Nowe branże, nowe możliwości

Sektor e-commerce posiada jeszcze sporo przestrzeni do zagospodarowania. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowi gracze, z nowatorskimi pomysłami i elastycznymi modelami biznesowymi, jednak zasłużone marki w Internecie radzą sobie równie dobrze. W odróżnieniu od większości startupów dysponują one dużo większym budżetem na eksperymentowanie z nowymi rozwiązaniami. Najbliżej przestawienia swoich biznesów na cyfrowe tory są dziś m.in. firmy z branży FMCG, sektora wnętrzarskiego i beauty. Zaskakujących przykładów nie brakuje. Carrefeour oferuje klientom wirtualne przebieralnie, Ikea zeskanuje nasz pokój i dobierze ten właściwy mebel z bazy 2000 wirtualnych, a Sephora poprosi o wysłanie zdjęcia, na podstawie którego zarekomenduje kosmetyki, idealnie pasujące do naszej skóry.

Wśród technologii, które rewolucjonizują e-zakupy i mogą pomóc sprzedawcom internetowym w rozwinięciu biznesu, znajdują się również chatboty. Nie jest tajemnicą, że współczesny klient to klient coraz bardziej wymagający, który zadając pytanie oczekuje błyskawicznej odpowiedzi, a nie otrzymawszy jej udaje się pod inny adres. Dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji chatboty mogą sprawnie odpowiadać na większość najczęściej zadawanych pytań związanych z działalnością sklepu oraz jego ofertą. To spore wsparcie w obszarze client service, które może się bezpośrednio przełożyć na wyniki sklepu.  

Technologiczny postęp sprawia, że wiele branż, które do niedawna funkcjonowały poza światem wirtualnym, zaczyna powoli pojawiać się w onlinie. Dobrym przykładem takiej ekspansji jest np. telemedycyna. Internetowe konsultacje lekarskie mają niebawem usprawnić działanie wielu placówek medycznych, oferując szybki i łatwy kontakt z wykwalifikowanym specjalistą. To m.in. dzięki takim inicjatywom rynek e-commerce rozwija się w tak szybkim tempie.

Rynek Pracy Specjalistów 2018. Kogo szukali pracodawcy?

W 2018 roku pracodawcy zamieścili na Pracuj.pl 571 804 ofert pracy – o ponad 7% więcej niż rok wcześniej. To drugi rok z rzędu, w którym liczba ogłoszeń przekroczyła pół miliona. Nadal najczęściej poszukiwano handlowców, specjalistów obsługi klienta i ekspertów ds. IT. Minione 12 miesięcy przyniosło również wzrost zainteresowania specjalistami technicznymi oraz pracownikami fizycznymi. W raporcie przyglądamy się także trendom, które towarzyszyły zapotrzebowaniu na kadry.

2018 rok – wybrane liczby i fakty

  • Liczba ofert na Pracuj.pl wyniosła 571 804 i wzrosła rok do roku o 7,1%.
  • Pracodawcy byli najbardziej aktywni w rekrutacji we wrześniu i styczniu.
  • Najczęściej szukano handlowców (31%), choć zainteresowanie nimi spadło.
  • Najwięcej pracowników poszukiwano w branży finansowej, handlu B2C i produkcji FMCG.
  • 24% ofert pochodziło z województwa mazowieckiego, co 10 – z dolnośląskiego i małopolskiego.

Rynek Pracy Specjalistów: 2012-2018

W ciągu ostatnich sześciu lat liczba ofert pracy zamieszczanych na Pracuj.pl wzrosła aż o 73%. Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyła się rok do roku o ponad 7%. Od dwóch lat liczba ogłoszeń na portalu przekracza poziom pół miliona.liczba ofert

W 2018 roku pracodawcy byli szczególnie aktywni we wrześniu (53 396 ofert), styczniu (52 581) oraz październiku (52 134). Ogółem największa liczba ofert została zamieszczona w trzecim kwartale 2018 (148 454 oferty) oraz w pierwszych trzech miesiącach roku (146 960). Oba okresy to czas wzmożonej aktywności rekrutacyjnej w firmach.RPS 2018_2

Kogo szukali pracodawcy?

Najpopularniejszą grupą pracowników kolejny rok z rzędu byli eksperci od handlu i sprzedaży – dotyczyło ich 31% ofert pracy. Co jednak ciekawe, to jedyna grupa specjalistów, w której odnotowano w minionych 12 miesiącach niewielki spadek liczby zamieszczonych ofert. Przy jednoczesnych wzrostach zapotrzebowania na kadry w innych branżach, tendencja ta w konsekwencji przełożyła się na zmniejszenie udziału handlowców oraz sprzedawców w ogólnej puli rekrutacji na Pracuj.pl. Dla porównania, rok wcześniej do tej grupy kierowano 35% ogłoszeń na portalu, a w 2016 roku – 37%.RPS 2018_3

Drugą najbardziej popularną specjalizacją była obsługa klienta (22%), a trzecią – specjaliści ds. IT (15%). Niewiele mniejszym zainteresowaniem pracodawców cieszyli się finansiści (14%) oraz inżynierowie (12%).

O ile w czołówce najczęściej poszukiwanych specjalizacji znalazły się grupy popularne wśród pracodawców od co najmniej kilku lat, o tyle w 2018 roku charakterystyczny był duży wzrost zapotrzebowania na specjalistów z obszarów technicznych, m.in. budownictwa (23%), produkcji i inżynierii (po 21%) oraz logistyki 20% i nieruchomości – 18%.RPS 2018_4

Warto zwrócić uwagę na pracowników fizycznych (ujętych ogólnie, w ramach różnych specjalizacji). Łącznie kierowane  było do nich 12% ogłoszeń na Pracuj.pl. Jeszcze w 2017 roku było to znacznie mniej, bo 8% wszystkich ofert. Według ekspertów Pracuj.pl te liczby wskazują zarówno na rosnącą rolę tej grupy pracowników na rynku pracy, jak i coraz szersze wykorzystanie rekrutacji online przez pracodawców poszukujących pracowników fizycznych, zwłaszcza kandydatów posiadających specjalistyczne kwalifikacje i certyfikaty.

Które branże rekrutowały najczęściej?

W 2018 roku najwięcej ofert na Pracuj.pl zamieścili pracodawcy z branży bankowo-finansowej (11%).  Drugie miejsce zajął handel detaliczny B2C (10%). Trzecia pod względem udziału we wszystkich ofertach pracy była produkcja FMCG (9%). Co ciekawe, w minionych 12 miesiącach 7% ogłoszeń pochodziło z branży handlu B2B. W 2017 roku ta kategoria była liderem zestawienia.RPS 2018_5

W których branżach zaobserwowano wysokie wzrosty? O 23% zwiększyła się liczba ofert zamieszczanych przez firmy z branży energetycznej, o 18% – w budownictwie i inżynierii. Dane te pokazują wzmożoną aktywność na rynku firm zatrudniających przede wszystkim osoby z wykształceniem technicznym oraz pracowników fizycznych.RPS 2018_6

Gdzie rekrutowano najwięcej?

Województwo mazowieckie – to z niego pochodziła blisko co czwarta oferta na Pracuj.pl (24%). Było ono liderem ofert w minionych sześciu latach. Za stołecznym województwem plasują się regiony południowej Polski – województwo dolnośląskie, małopolskie (po 10%) i śląskie (9%). Podobny wynik osiągnęło jeszcze województwo wielkopolskie (9%).RPS 2018_7

Najwyższy wzrost liczby ogłoszeń odnotowano także w czołowych województwach pod względem liczby ofert: śląskim (12%) oraz mazowieckim, pomorskim i małopolskim (9%). Jedynym regionem poza czołówką który zanotował znaczne zwiększenie liczby ogłoszeń, było województwo zachodniopomorskie (9%).RPS 2018_8

Rekrutacja 2018 w świetle trendów rynkowych

Działania rekrutacyjne pracodawców obserwowane w 2018 roku na Pracuj.pl wiążą się z wieloma istotnymi rynkowymi trendami, na które w minionych 12 miesiącach zwracali uwagę eksperci portalu.

HANDEL. Nowe trendy w rekrutacji

Na nieco słabnącą rolę rekrutacji handlowców i sprzedawców analitycy Pracuj.pl zwracali uwagę już w III kwartale ubiegłego roku. W specjalnej sekcji kwartalnego raportu Rynek Pracy Specjalistów zwracaliśmy jednocześnie uwagę na rywalizację firm o najlepszych specjalistów z tego obszaru. Z kolei w raporcie poświęconym handlowcom wykazaliśmy, które specjalizacje handlowców aktywnych mogą liczyć na najwyższe wynagrodzenia – wiodą w tym zakresie branże o dużym poziomie specjalizacji. Pisaliśmy także o poprawiających się warunkach zatrudnienia i pensjach kasjerów, pytając o opinie ekspertów rynkowych.

REGIONY. Miejsce wpływa na wynagrodzenia i oferty

Wszystkie z sześciu województw, w których opublikowano najwięcej ogłoszeń w 2018 roku, są dużymi ośrodkami akademickimi oraz zagłębiami inwestycji biznesowych z rozwiniętym przemysłem. Jak pokazuje raport Pracuj.pl dotyczący zarobków w regionach – to także w tych województwach pracownicy mogą liczyć na najwyższe wynagrodzenia od pracodawców, osiągając znaczące różnice na analogicznych stanowiskach.

NOWE TECHNOLOGIE. Nowe dziedziny i walka o talenty

Do specjalistów IT skierowano aż 15% ogłoszeń na Pracuj.pl w 2018 roku – choć według danych Komisji Europejskiej stanowią oni zaledwie 2,8% całej siły roboczej w Polsce. Zapotrzebowanie na kadry w branży IT napędzają nowe, dynamicznie rozwijające się dziedziny – jedną z nich jest automatyzacja pracy. Ze wsparcia botów i algorytmów korzystają także specjaliści Grupy Pracuj – m.in. w celu usprawniania procesów rekrutacyjnych i skuteczności ogłoszeń.

PRACA FIZYCZNA. Ewolucja oczekiwań pracowników

Rosnąca liczba ofert dla pracowników fizycznych wykazana w 2018 roku ma także wpływ na zmieniające się postawy i oczekiwania tej grupy. Jak pokazał raport Pracuj.pl „Na tropie dobrej pracy” , połowa z nich czuje się specjalistami w swojej dziedzinie i wierzy, że szybko znaleźliby nową pracę. Aż 77% byłoby skłonnych zmienić pracodawcę za wyższe zarobki. Pracodawcy wysokie pensje oferują już m.in. kierowcom z uprawnieniami do przewozu niebezpiecznych materiałów.

Komentarz Rafała Nachyny, Dyrektora Zarządzającego Pracuj.pl

Rafał Nachyna
Rafał Nachyna,
Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl

73-procentowy wzrost liczby ofert od 2012 roku, a w samym 2018 – aż 571 tysięcy ogłoszeń i tyle samo szans na nowy krok w karierze dla Polaków. To dane liczbowe dotyczące Pracuj.pl, które dobrze podsumowują 2018 rok oraz drogę, jaką przeszedł rynek pracy w Polsce. Według Ministerstwa Pracy minione 12 miesięcy zamknęło się niskim bezrobociem – na poziomie 5,9%.

Wysoka liczba rekrutacji jest jednak także jednym z symptomów wyzwań, przed jakimi staną pracodawcy w 2019 roku. Wzrostowe tendencje na rynku pracy są silnie związane z deklaracjami przedsiębiorców, którzy pozytywnie oceniają bieżącą sytuację biznesową i zamierzają zwiększać liczbę miejsc pracy. Chcieć, a móc to jednak dwie różne rzeczy – głównym ryzykiem jest oczywiście niedobór rąk do pracy. Sposób, w jaki firmy odpowiedzą na to wyzwanie, będzie wpływał także istotnie na sytuację na rynku w 2019 roku.

Oprócz niedoboru kandydatów w części branż zwiększa się także rotacja pracowników i ich otwartość na zmiany. Jesienią 2018 już 63% specjalistów badanych przez Pracuj.pl  deklarowało, że planują zmienić pracę. Dlatego w kontekście rynku pracownika dla firm coraz ważniejsze będzie, by wyróżnić się na tle innych pracodawców – nie tylko pensją. Rosnąć musi także jakość współpracy HR z innymi działami organizacji w budowaniu spójnych polityk rekrutacji i rozwoju pracowników. Sprawniejsze musi być także wykorzystanie cyfrowych narzędzi technologicznych do zarządzania kadrami i rekrutacją. Wszystkie te czynniki zwiększają bowiem skuteczność działań HR w obliczu dużej rywalizacji o kadry.

U progu 2019 roku widzimy jeszcze wyraźniej, że polski rynek rekrutacji od kilku lat napędzają przede wszystkim zarówno zapotrzebowanie firm na kadry, jak i rosnąca pozycja kandydatów w relacji z pracodawcami – przynajmniej w części branż. Rynek pracy stale się zmienia, ale nadrzędne wyzwania pozostają wciąż te same – to utrzymanie talentów i przyciąganie kolejnych dobrych pracowników.

Brexit, a sprawa polska

Do oficjalnego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zostało niewiele czasu. Zgodnie z ustalonym terminem powinno to nastąpić 29 marca 2019 roku. Nadal jednak istnieje wiele niepewności związanych z procesem tzw. Brexitu. Od referendum w tej sprawie przeprowadzonym na Wyspach minęło już prawie 2,5 roku. Polscy eksporterzy już teraz odczuwają utrudnione warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Wielkiej Brytanii. Osłabienie funta wymagało dostosowania ich strategii oraz cen i marży, jeśli chodzi o eksportowane towary. Dotychczas zaczęto już odnotowywać wzrost liczby upadłości tamtejszych przedsiębiorstw. W 2016 roku wyniósł on 13 proc., dwa lata później 5 proc., a w tym roku – według szacunków wyniesie ok. 3 proc. Co twardy Brexit oznacza dla krajów współpracujących z Wyspami? Na pewno scenariusz ten – także dla Polski – byłby niekorzystny. Ucierpieć mogłaby branża motoryzacyjna. Nie chodzi tylko bezpośrednio o eksport części i komponentów, ale też uczestnictwo naszego kraju w tzw. globalnych łańcuchach produkcyjnych. Jesteśmy przecież też dostawcami części dla innych krajów – producentów, którzy finalnie eksportują produkty do Wielkiej Brytanii. Tym samym polski eksport na Wyspy stałby się trudniejszy i odnotowywałby słabą dynamikę. W związku z zapowiadanymi wydarzeniami na straty narażony jest także polski sektor spożywczy. Duża część jego produkcji trafia na rynek brytyjski. Oprócz tego ucierpiałaby również branża transportowa. Polska jest jednym z większych przewoźników towarów transportem drogowym w Wielkiej Brytanii, część dostaw kierowana jest też na Wyspy. Obecnie widać już wzrost liczby upadłości i restrukturyzacji w tym sektorze.

– Najbardziej niekorzystnym scenariuszem byłby twardy Brexit – zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i krajów prowadzących z nią relacje handlowe – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Dla Brytyjczyków oznaczałby wzrost inflacji, a także kosztów komponentów wykorzystywanych w produkcji oraz towarów importowanych. Dotychczas nie ograniczali swoich zakupów – wykorzystując oszczędności, aby utrzymać konsumpcję na wysoki poziomie. Po wyjściu z Unii Europejskiej niepewność konsumentów prawdopodobnie znacznie spadnie. Zarówno dla firm brytyjskich, jak i eksportujących na tamtejszy rynek – z krajów unijnych, oraz pozostałych regionów gospodarczych – byłoby to bardzo niekorzystnePod znakiem zapytania stanęłoby dalsze kształtowanie się relacji handlowych. Zapewne nastąpiłby powrót do taryf celnych Światowej Organizacji Handlu, a także procedur celnych, narzucenia certyfikacji produktów i norm fitosanitarnych. Wprowadziłoby to nowe bariery wejścia na rynek brytyjski. To z kolei oznacza możliwy spadek wzrostu gospodarczego Wielkiej Brytanii. Najbardziej pesymistyczne szacunki przedstawia Brytyjska Konfederacja Przemysłu – spadek PKB nawet o 8 proc. jeszcze w 2019 roku. Pogorszenie się polsko-brytyjskich relacji i wymiany handlowej wpłynęłoby negatywnie na dalszą sytuację płynnościową przedsiębiorstw, a tym samym – spowodowałoby wzrost liczby upadłości – ocenił Sielewicz.

W 2019 firmy czeka karuzela legislacyjna. Wśród najważniejszych procedowanych zmian m.in. nowa matryca stawek VAT

W 2019 firmy czeka karuzela legislacyjna. Wśród najważniejszych procedowanych zmian m.in. nowa matryca stawek VAT 5

Danina solidarnościowa, którą zapłacą osoby o dochodach powyżej 1 mln zł, 9-procentowy CIT dla małych podatników i Innovation Box to tylko początek długiej listy zmian w przepisach podatkowych, które zaczęły obowiązywać z początkiem stycznia tego roku. Na tym jednak nie koniec, bo w przygotowaniu są kolejne. Wśród najważniejszych, do których przedsiębiorcy powinni się przygotować w 2019 roku, są m.in. nowa matryca stawek VAT oraz zmiany związane z kasami fiskalnymi. 

Rok 2019 będzie upływać przedsiębiorcom pod znakiem wdrażania i dostosowywania się do szeregu zmian w przepisach podatkowych. Znaczna ich część obowiązuje już od 1 stycznia bieżącego roku, kolejne będą wchodzić w życie sukcesywnie w trakcie roku. Trzeba mieć świadomość, że w przygotowaniu jest szereg nowelizacji, na różnym etapie procesu legislacyjnego, które są planowane do wdrożenia. Ustawodawca ma w tym zakresie ambitne plany – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Bieńkowska, doradca podatkowy, partner w Gekko Taxens Doradztwo Podatkowe.

Na liście zmian, które mogą wejść w życie w 2019 roku, są m.in. te dotyczące kas fiskalnych online, które będą mogły przesyłać dane o transakcjach do Centralnego Repozytorium Kas i emitować e-paragony. Od 1 stycznia br. obowiązek wprowadzenia takich kas miał objąć mechaników, wulkanizatorów i właścicieli stacji paliw. Termin odroczono, ponieważ niezbędna jest nowelizacja ustawy o podatku VAT, która utknęła w Sejmie. Nowelizacja ma stworzyć podstawy prawne do wydania homologacji kasom online, a tym samym umożliwić producentom wprowadzenie ich na rynek. Prace trwają już od ubiegłego roku, ale dokładny termin wdrożenia nowych przepisów nie jest jeszcze znany.

W zakresie kas fiskalnych kolejną zmianą będzie zakaz wystawiania faktur do transakcji zarejestrowanej w kasie na podstawie paragonu, na którym brak jest numeru identyfikacji podatkowej nabywcy. Ma ona m.in. zapobiec nadużyciom podatkowym.

Ekspertka Gekko Taxens podkreśla, że rewolucyjną dla przedsiębiorców zmianą będzie również nowa matryca stawek VAT, wprowadzająca wykaz towarów i usług opodatkowanych stawkami obniżonymi 8 i 5 proc. Ze względu na skalę tej zmiany firmy muszą się do niej solidnie przygotować, bo mimo że ministerstwo zapowiada, że zmiana ma mieć jedynie charakter techniczny i nie powinna wpłynąć na wysokość stawki, to w praktyce widać, że na niektóre towary stawka VAT się jednak zmieni. Nowe przepisy mają być stosowane od 1 stycznia 2020 roku.

Dzisiaj dla potrzeb ustalenia właściwej stawki podatku VAT posługujemy się Polską Klasyfikacją Wyrobów i Usług, jej wersją z 2008 roku. Dostrzeżono jednak wady tego rozwiązania i ministerstwo postanowiło dokonać nowelizacji przepisów w tym zakresie. Po wprowadzeniu zmian, dla potrzeb ustalania stawek VAT na towary nie będziemy już posługiwali się PKWiU, tylko tzw. nomenklaturą scaloną, czyli klasyfikacją, która obecnie stosowana jest dla potrzeb celnych. PKWiU pozostanie właściwa jedynie dla klasyfikacji usług, ale i tu nastąpi zmiana w miejsce PKWiU 2008 zacznie obowiązywać wersja z roku 2015 – mówi Agnieszka Bieńkowska.

Wśród najważniejszych zmian, które już zaczęły obowiązywać, jest m.in. IP Box, inaczej Innovation Box. To preferencja podatkowa w zakresie podatku dochodowego dla firm, które generują dochód poprzez sprzedaż czy wprowadzanie na rynek tzw. kwalifikowanej własności intelektualnej. Są to m.in. wzory użytkowe, wzory przemysłowe, wynalazki czy programy komputerowe. Warunek jest taki, aby były one zarejestrowane lub w trakcie rejestracji w Urzędzie Patentowym. Firmy, które osiągają dochody z kwalifikowanych praw własności intelektualnej, mogą od 2019 roku skorzystać z preferencyjnej stawki podatku w wysokości 5 proc.

Przyszłość rynku kredytów konsumpcyjnych i pożyczek gotówkowych pod znakiem zapytania. Zagrożeniem ryzyko regulacji i wolniejsze tempo wzrostu PKB

0

Przyszłość rynku kredytów konsumpcyjnych i pożyczek gotówkowych pod znakiem zapytania. Zagrożeniem ryzyko regulacji i wolniejsze tempo wzrostu PKB 6

Rynek consumer finance, choć obecnie korzysta z dobrej koniunktury, zagrożony jest wieloma czynnikami ryzyka, z których najważniejsze są stan gospodarki i dalsze regulacje. Duża rozpiętość prognoz dotyczących wartości udzielanych kredytów i pożyczek w kolejnych latach dowodzi dużej niepewności branży co do własnych perspektyw. W najbliższych 2 latach rynek nie powinien jednak się pogarszać, bo na ewentualne opóźnienie gospodarcze zareaguje z opóźnieniem – wynika z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową przy pomocy ekspertów rynkowych stworzył mapę zagrożeń dla rynku consumer finance w perspektywie 2021 roku. Zagrożenia te ujęto w cztery grupy w zależności od prawdopodobieństwa wystąpienia oraz wpływu, z jakim oddziałują na rynek. Na najbardziej znaczącą składają się wolniejszy rozwój gospodarki, ryzyko regulacyjne oraz wzrost rynkowych stóp procentowych w Polsce.

Rynek consumer finance bardzo mocno reaguje na słabszą koniunkturę. Ona może się przekładać na wzrost bezrobocia, a to jest na pewno niebezpieczne dla rynku kredytów i pożyczek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Penczar, dyrektor obszaru badawczego bankowość i rynki finansowe w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową w Gdańsku. – Destymulantem jest też niewspominane przeze mnie wcześniej ryzyko wzrostu stóp procentowych, natomiast jeśli chodzi o stymulanty, to są przede wszystkim kwestie związane z poszukiwaniami nowych rynków zbytu. Są jeszcze nieodkryte sektory klientów, w których w przyszłości będzie można zarabiać.

Kolejne istotne zagrożenia to m.in. pogorszenie jakości portfela kredytowego ograniczające rentowność sektora, rozwój alternatywnych produktów pożyczkowych, np. portali społecznościowych, wzrost skali wyłudzeń i pożyczek, także poprzez kanał internetowy, czy nadmierne zadłużenie społeczeństwa w stosunku do dochodów. Dopóki bezrobocie utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie (od czerwca 2018 roku utrzymują się poniżej 6 proc.), wynagrodzenia rosną, a gospodarka pędzi w tempie przekraczającym 5 proc., pożyczkodawcy mogą spać spokojnie. Jednak ekonomiści niemal bez wyjątku są zdania, że mamy do czynienia ze szczytem koniunktury, a w kolejnych latach PKB będzie rozwijało się wolniej niż w ubiegłym roku. Według listopadowego Raportu o inflacji NBP w 2019 roku gospodarka wzrośnie o 3,6 proc., a w 2020 – o 3,4 proc.

– Niektórzy sugerują, że jest to szczyt koniunktury na rynku consumer finance, a wynika ona z kilku elementów. Przede wszystkim wysoki poziom wzrostu PKB, który automatycznie przekłada się na spadek bezrobocia, wzrost zatrudnienia, wzrost dochodów rozporządzalnych, które są podstawą wyznaczania zdolności kredytowej, więc jest to dzisiaj na pewno wymarzona sytuacja dla rynku consumer finance – tłumaczy Marta Penczar. – Taka wysoka koniunktura jest na pewno tym, co uczestnicy rynku chcieliby zatrzymać na dłużej.

Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej, w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły w pierwszych 10 miesiącach 2018 roku prawie 6,1 mln kredytów konsumpcyjnych (wzrost o 4,3 proc.) na kwotę ponad 70,3 mld zł, czyli o 7,4 proc. wyższą niż w tym samym okresie 2017 roku. Z prognozy Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że w 2022 roku kwota kredytów udzielonych w bankach najprawdopodobniej wzrośnie o 12 mld zł do 90,4 mld zł, jednak rozpiętość między możliwymi skrajnymi scenariuszami wynosi 30 mld zł (od spadku do 75 mld zł po wzrost do 105 mld zł), co wskazuje na sporą niepewność rozwoju sytuacji w branży.

– Generalnie wszystkie ośrodki zajmujące się prognozami makroekonomicznymi wskazują na spadek tempa rozwoju gospodarczego o 1–2 pkt procentowego, więc na pewno należy oczekiwać, że ta koniunktura przełoży się na spadek wzrostu wolumenu i sprzedaży na rynku kredytów konsumpcyjnych – uważa Marta Penczar. – W naszym przekonaniu rynek consumer finance zareaguje z opóźnieniem na spadek koniunktury gospodarczej, tak że najbliższe 2 lata są na pewno jeszcze takim okresem, gdzie rynek kredytów konsumpcyjnych nie będzie się pogarszał.

Likwidacja użytkowania wieczystego nie skomplikuje sprzedaży nieruchomości. Poświadczenie uwłaszczenia można uzyskać w ciągu 30 dni

Likwidacja użytkowania wieczystego nie skomplikuje sprzedaży nieruchomości. Poświadczenie uwłaszczenia można uzyskać w ciągu 30 dni 7

Z początkiem stycznia ok. 2,5 mln właścicieli domów jednorodzinnych i mieszkań, którzy byli użytkownikami wieczystymi, z mocy prawa uwłaszczyło się na gruncie, na którym znajduje się ich nieruchomość. Maksymalnie w ciągu roku powinni otrzymać z urzędu odpowiednie zaświadczenie o przekształceniu i wpisie do księgi wieczystej. Jeżeli ktoś planuje sprzedać nieruchomość, może wystąpić o taki dokument wcześniej i otrzymać go w ciągu 30 dni. Dlatego nowelizacja nie powinna w żaden sposób spowolnić procesu sprzedaży nieruchomości.

 W ubiegłym roku, aby przekształcić użytkowanie wieczyste we własność, trzeba było mieć zgodę ponad 50 proc. współwłaścicieli lokali mieszkalnych. Mogły wystąpić o to wspólnoty, spółdzielnie mieszkaniowe, natomiast jeden głos blokował przekształcenie, więc łatwo było to zablokować. Jednak po 1 stycznia 2019 roku z mocy ustawy użytkowanie wieczyste zmieniło się we własność. Jest to teraz prawo, które przysługuje każdemu bez ograniczeń, ustawodawca zmienił to z automatu – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Lebensztejn, audytor działu sprzedaży w Maxon Nieruchomości.

To oznacza, że właściciele domów jednorodzinnych i mieszkań, którzy byli użytkownikami wieczystymi, automatycznie uwłaszczyli się na gruncie, na którym znajduje się ich nieruchomość.

Ekspert Maxon Nieruchomości zwraca uwagę na to, że nowe przepisy obejmują również przekształcenie we własność gruntu pod garażami czy miejscami parkingowymi, jeżeli są usytuowane w budynku mieszkalnym.

 Jeżeli jednak mamy użytkowanie wieczyste i garaż wolnostojący, to pozostaje on w użytkowaniu wieczystym, ustawa nie zmienia tego we własność –mówi Łukasz Lebensztejn.

Według danych Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju nowe przepisy obejmują ok. 2,5 mln osób, które dotychczas co roku płaciły opłatę za użytkowanie wieczyste gruntu w wysokości 1 proc. jego wartości.

– Użytkownik wieczysty może poczekać 12 miesięcy, aż właściwy urząd prześle mu zawiadomienie o tym, że użytkowanie wieczyste zostało przekształcone we własność. Takie zawiadomienie urząd przesyła również do Wydziału Ksiąg Wieczystych. Jeżeli ktoś chce sprzedać nieruchomość albo jeżeli deweloper wyodrębnia daną nieruchomość, wtedy można wystąpić o takie zaświadczenie i ten okres jest krótki, 30-dniowy – mówi Łukasz Lebensztejn.

Zgodnie z ustawą płaconą do tej pory opłatę za użytkowanie wieczyste zastąpi tzw. opłata przekształceniowa. Będzie odprowadzana w 20 rocznych ratach. Ich wysokość równa się opłacie rocznej z tytułu użytkowania wieczystego, która obowiązywałaby w dniu przekształcenia, czyli 1 stycznia 2019 roku.

– Termin ich wniesienia to 31 marca każdego roku. Aby nie ponosić opłat przez 20 lat, można skorzystać z bonifikaty. Ich wysokość jest bardzo różna. W Warszawie ta bonifikata sięga nawet 98 proc., jeżeli grunty należały do miasta. Natomiast jeżeli grunty należały do Skarbu Państwa, bonifikata wynosi 60 proc. – mówi Łukasz Lebensztejn.

Jeżeli dana nieruchomość zostanie sprzedana, a opłata przekształceniowa nie została zapłacona w całości, przechodzi ona na nowego nabywcę. Jej wysokość jest zapisana w księdze wieczystej, w dziale trzecim (prawa, roszczenia i ograniczenia).

– W przypadku sprzedaży, jeżeli potrzebujemy zaświadczenia o tym, że prawo użytkowania wieczystego zostało przekształcone we własność, możemy o nie wystąpić do właściwego urzędu już dziś. Urząd ma obowiązek wydać nam takie zaświadczenie w przeciągu 30 dni, za co poniesiemy opłatę w wysokości 50 zł. Jeżeli chcemy zapłacić opłatę przekształceniową wcześniej, to dostaniemy takie zaświadczenie w ciągu 4 miesięcy – mówi Łukasz Lebensztejn.

Ekspert ocenia, że nowelizacja ustawy i automatyczne przekształcenie użytkowania wieczystego we własność w żaden sposób nie powinno spowolnić procesu sprzedaży nieruchomości.

– 30 dni na uzyskanie zaświadczenia jest okresem niedługim. Zazwyczaj i tak do sprzedaży nieruchomości trzeba się przygotować, szczególnie jeżeli mamy hipotekę obciążoną kredytem bądź strona kupująca potrzebuje zaciągnąć kredyt na zakup danej nieruchomości, co trwa do dwóch miesięcy. W Warszawie część rejentów jest w stanie przenieść własność lokalu bez takiego zaświadczenia – mówi Łukasz Lebensztejn. – Dla agencji jest to raptem jeden dokument więcej, który musimy zgromadzić i też nie stanowi to dla nas żadnego problemu.

Spersonalizowane podejście do pacjenta przyszłością medycyny. Jest bardziej kosztowne, ale daje znacznie lepsze efekty terapeutyczne

Spersonalizowane podejście do pacjenta przyszłością medycyny. Jest bardziej kosztowne, ale daje znacznie lepsze efekty terapeutyczne 8

Indywidualne podejście do pacjenta zapewnia precyzyjną diagnostykę i dobranie najlepszych strategii terapeutycznych – podkreśla Robert Śmigielski, ordynator oddziału ortopedii i medycyny sportowej w Instytucie Mirai. Pozwala osiągnąć znacznie lepsze efekty niż w przypadku medycyny masowej, minimalizuje ponadto możliwość wystąpienia powikłań. Szczególnie dobrze sprawdza się w leczeniu niestandardowych schorzeń. Problem jednak w tym, że jest to dużo droższe niż medycyna masowa.

Medycyna spersonalizowana opiera się na stosowaniu indywidualnego podejścia do każdego pacjenta, zarówno na etapie diagnostyki, jak i późniejszego leczenia. Jej istotą jest dobranie odpowiednich leków i strategii terapeutycznych do potrzeb konkretnego człowieka, określanych na podstawie nowoczesnych badań genetycznych, tradycyjnych badań krwi oraz testów farmakogenetycznych. W ten sposób możliwe jest precyzyjne określenie dawek farmaceutyków, zminimalizowanie możliwości wystąpienia powikłań, a jednocześnie uzyskanie znacznie lepszych efektów terapeutycznych niż w przypadku medycyny powszechnej.

– Traktujemy każdego jako jednostkę indywidualną, dlatego że każdy z nas ma inne kolano, łokieć, bark. Przykładanie jednej miary do wszystkich nie jest naturalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Robert Śmigielski, specjalista ortopedii i traumatologii, ordynator oddziału ortopedii i medycyny sportowej w Instytucie Mirai.

Dotychczas spersonalizowane podejście do pacjenta stosowane jest przede wszystkim w onkologii i kardiologii, powoli zyskuje jednak popularność również w innych dziedzinach medycyny, m.in. neurologii oraz ortopedii. Polska medycyna daje pacjentom duży wachlarz możliwości terapeutycznych, umożliwiających całkowity powrót do zdrowia, nie zawsze są one jednak odpowiednio wykorzystywane – ta sama choroba u dwóch różnych pacjentów może mieć diametralnie odmienny przebieg, a tym samym wymagać będzie innego podejścia ze strony lekarza.

– To wymaga dużego skupienia na każdym pacjencie z osobna. Jest to metoda trudna do powielenia w masowej medycynie, natomiast jeśli mamy skomplikowane problemy, ponadstandardowe, trzeba się skupić na tym, żeby to było indywidualnie – mówi dr Robert Śmigielski.

Medycyna spersonalizowana pozwala także na stałe i skuteczne monitorowanie efektów leczenia, przede wszystkim w zakresie odpowiedzi organizmu pacjenta na zastosowane leki.

Zindywidualizowane podejście zapewnia wiele benefitów, ale jest bardziej kosztowne niż medycyna masowa. Wymaga bowiem nie tylko znacznie większej czasu poświęcanego przez lekarzy, lecz także specjalistycznego sprzętu i nowoczesnych technologii. W ortopedii medycyna specjalistyczna obejmuje m.in. przygotowanie implantów lub protez, których kształt dostosowany jest do potrzeb konkretnej osoby, co oznacza, że mogą być one wykorzystane tylko dla nielicznych grup pacjentów.

– Wyobraźmy sobie sytuację, że robimy jeden kształt jakiegoś implantu, który jest dopasowany do przeciętnego pacjenta. U niektórych to nie będzie pasowało, będzie za duże, za małe, będzie odstawało itd. Jeżeli z kolei chcemy zrobić implant, który będzie pasował do danego pacjenta, to musimy zrobić wzór pacjenta, zrobić jego model i do niego dopasować implant – mówi dr Robert Śmigielski.

Ze względu na wysokie koszty medycyna spersonalizowana ma niewielkie szanse stać się normą leczenia w najbliższym czasie, przynajmniej w niektórych dziedzinach systemu ochrony zdrowia. Zdaniem eksperta w ortopedii mogło by to nastąpić w momencie, gdy technologia pozwoli na szybki wydruk implantów 3D, co znacznie obniżyłoby koszty wykonania implantów.

Żywność ekologiczna zawiera czterokrotnie mniej pestycydów niż tradycyjna. Jej spożywanie zmniejsza ryzyko zachorowania m.in. na raka

Żywność ekologiczna zawiera czterokrotnie mniej pestycydów niż tradycyjna. Jej spożywanie zmniejsza ryzyko zachorowania m.in. na raka 9

Produkty ekologiczne zawierają czterokrotnie mniej pestycydów niż żywność konwencjonalna, są bogatsze w składniki odżywcze. To dlatego regularne jedzenie żywności ekologicznej zmniejsza ryzyko wystąpienia schorzeń dietozależnych i neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Parkinsona czy Alzheimera. O 25 proc. minimalizuje również możliwość zachorowania na nowotwory, zwłaszcza raka piersi i chłoniaka. Wskazują na to różnego rodzaju badania międzynarodowe, ale potrzebujemy nadal badać te efekty – podkreśla prof. Ewa Rembiałkowska z SGGW.

Zdrowe odżywianie przestaje być sezonową modą, stając się stylem życia coraz większej liczby Polaków. Przykładają oni wagę nie tylko do odpowiedniego komponowania posiłków, lecz także do jakości produktów, które spożywają – rezygnują z żywności wysoko przetworzonej, półproduktów oraz jedzenia typu fast food, coraz częściej decydują się natomiast na żywność ekologiczną. Ten rodzaj żywności produkowany jest zgodnie z zasadami dbałości o środowisko i utrzymania różnorodności genetycznej roślin i zwierząt, bez użycia pestycydów, syntetycznych nawozów mineralnych oraz antybiotyków i hormonów w przypadku hodowli zwierząt. Jest więc znacznie bezpieczniejszy dla organizmu konsumenta niż żywność konwencjonalna.

– Surowce ekologiczne zawierają cztery razy mniej pestycydów niż żywność konwencjonalna. Zawierają też znacznie mniej związków azotowych, szczególnie azotanów, a zwłaszcza azotynów, które niestety generują zwiększoną zachorowalność na różne nowotwory – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Ewa Rembiałkowska z Zakładu Żywności Ekologicznej na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji, SGGW.

Żywność ekologiczna nie zawiera konserwantów, dodatków chemicznych oraz innych sztucznych substancji pomocniczych. Wyróżnia się zbilansowaną zawartością składników pokarmowych, m.in. związków o charakterze antyoksydacyjnym, dzięki czemu ma większą wartość odżywczą niż żywność konwencjonalna. Badania pokazują, że jej regularne spożywanie zmniejsza ryzyko zachorowania na choroby dietozależne oraz poprawia ogólny stan organizmu. Metaanaliza roślinna wykazuje, że produkty ekologiczne zawierają bioaktywne związki z grupy polifenoli, pozytywnie wpływające na układ odpornościowy człowieka.

– Metaanaliza zwierzęca mówi, że mamy o 50 proc. więcej korzystnych kwasów omega-3 tłuszczowych, które z kolei podnoszą odporność, sprawiają, że mniej chorujemy na różne infekcje, a także prawdopodobnie ogranicza to zachorowalność na Parkinsona, Alzheimera, ADHD, czyli cały szereg chorób neurodegeneracyjnych – wymienia prof. Ewa Rembiałkowska.

Pod koniec 2018 roku francuska agencja badawcza L&HASH39;Institut National De La Recherche Agronomique przedstawiła wyniki badań, które pokazały, że u konsumentów regularnie spożywających żywność ekologiczną o 25 proc. zmniejsza się ryzyko zachorowania na nowotwory. Dotyczy to zwłaszcza raka piersi u kobiet w wieku menopauzalnym (ryzyko mniejsze o 34 proc.) oraz chłoniaka (ryzyko zmniejszone o 76 proc.). Osoby, które na stałe wprowadziły produkty ekologiczne do swojej diety, wykazują ponadto mniejszą nadwagę i otyłość, a tym samym mniejszą zachorowalność na choroby układu krążenia.

 Dotyczy to przede wszystkim mężczyzn – tak wynika z badań francuskich. Kobiet też, ale bardzo wyraźnie dotyczy to mężczyzn, więc to jest szalenie ważne, bo wiemy, że mężczyźni generalnie żyją krócej, a jedną z przyczyn jest właśnie syndrom metaboliczny – mówi prof. Ewa Rembiałkowska.

Badania przeprowadzone przez duńskich i norweskich naukowców wykazały natomiast pozytywny wpływ żywności ekologicznej na rozwój i zdrowie dziecka. Maluchy, których mamy regularnie spożywają produkty ekologiczne, rzadziej zapadają na alergie skórne oraz spodziectwo. Jest to poważna wrodzona wada układu moczowego chłopców, charakteryzująca się nieprawidłowym położeniem zewnętrznego ujścia cewki moczowej. Wada ta przyczynia się do problemów z oddawaniem moczu i musi być korygowana operacyjnie w okresie wczesnego niemowlęctwa.

– Regularne jedzenie żywności ekologicznej przez kobiety w ciąży ogranicza ponadto stan przedrzucawkowy, który jest bardzo poważną patologią i to też chroni przed komplikacjami, skomplikowanym porodem, a nawet zagrożeniem życia matki i dziecka – mówi prof. Ewa Rembiałkowska.

Liczne badania o międzynarodowym charakterze pokazują więc, że regularne spożywane żywności ekologicznej stanowi istotny element profilaktyki wielu chorób, w tym nowotworowych. Eksperci podkreślają jednak, że potrzebne są kolejne badania, pokazujące konkretne mechanizmy pozytywnego wpływu tego rodzaju żywności na zdrowie człowieka, aby możliwe było lepsze zarządzane produkcją ekologiczną i docieraniem do przeciętnego konsumenta.

CES 2019: Pierwsze gry planszowe z ekranami dotykowymi i robo-szachy ze sztuczną inteligencją przesuwającą pionki

CES 2019: Pierwsze gry planszowe z ekranami dotykowymi i robo-szachy ze sztuczną inteligencją przesuwającą pionki 10

Gry planszowe coraz częściej przybierają hybrydową formę. Powstają aplikacje do zapamiętywania postępu, mobilne odsłony najpopularniejszych tytułów, gry wykorzystujące wirtualną rzeczywistość czy cyfrowe urządzenia stworzone z myślą o przeniesieniu gry na cyfrowy ekran. Podczas targów CES w Las Vegas pokazano również magnetyczne szachy, w które można grać ze znajomym przez internet lub ze sztuczną inteligencją.

– Nasze szachy pozwalają grać przeciwko sztucznej inteligencji, która ma 20 poziomów trudności. Można również rzucić wyzwanie dowolnym graczom z całego świata poprzez internet, a także zmierzyć się z człowiekiem na fizycznej planszy bez względu na to, czy dysponuje on faktyczną szachownicą – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 Atur Mehta, dyrektor ds. Technologii w firmie Square Off.

Digitalizacja gier planszowych postępuje. Popularyzacja skomplikowanych planszówek przeznaczonych dla starszych graczy oraz osób dorosłych sprawiła, że producenci gier coraz częściej zaczęli sięgać po urządzenia mobilne w procesie projektowania mechanizmów zarządzających rozgrywką. Tak powstali m.in. Alchemicy, w których magiczne eliksiry mieszamy za pośrednictwem aplikacji czy This War of Mine, w której smartfon służy do przeglądania skryptów fabularnych i odtwarzania nastrojowej muzyki.

Smartfony stały się także obiektem zainteresowania gry detektywistycznej Chronicles of Crime, w której część śledztwa prowadzona jest za pośrednictwem wirtualnej rzeczywistości – po zeskanowaniu kodów QR umieszczonych na kartach, gracz może się rozejrzeć po wirtualnym miejscu zbrodni wyświetlanym na ekranie telefonu.

Square Off to magnetyczna plansza do szachów, która łączy się z internetem i pozwala grać z innymi graczami za pośrednictwem serwisu chess.com, na żywo śledzić przebieg partii mistrzostw świata czy wyzwać na pojedynek sztuczną inteligencję, która automatycznie porusza pionkami.

– Do poruszania figurami wykorzystano robotyczne ramię i podstawowe zjawiska magnetyczne. Elementy zostały wykonane ręcznie, a w środku znajdują się magnesy. Szachownica jest w całości wykonana z drewna. Jedną z niepowtarzalnych funkcji, które zawarliśmy w urządzeniu, jest także możliwość automatycznego powrotu wszystkich figur na pozycje początkowe za jednym dotknięciem przycisku – tłumaczy przedstawiciel Square Off.

Równie innowacyjne podejście do projektowania planszówek wykazali twórcy z firmy Wizama, którzy stworzyli hybrydową grę SquareOne, nazywaną konsolą do planszówek. Głównym elementem zestawu jest ekran dotykowy, na którym wyświetlają się wszystkie plansze. W pudełku znajdziemy także kości, pionki i karty, które komunikują się z urządzeniem za pośrednictwem technologii NFC. Dzięki takiej konstrukcji na SquareOne można uruchomić wiele klasycznych gier, a system sam dopasuje wygląd planszy do danego tytułu czy przebiegu rozgrywki.

W przypadku szachów od Square Off wykorzystanie rozwiązań hybrydowych sprowadza się nie tylko do uatrakcyjnienia zabawy. Oddając do dyspozycji sztuczną inteligencję oraz integrując grę z systemem chess.com, umożliwiono rozegranie partii nawet wtedy, gdy nie mamy przy sobie innego gracza.

– Wszystko działa w ten sposób, że włączamy szachy, wybieramy poziom trudności lub opcję gry z przyjacielem za pośrednictwem aplikacji. Potem wykonujesz swój ruch i czekasz, aż figura przeciwnika w magiczny sposób przesunie się po planszy – mówi ekspert.

Firma badawcza Research and Markets szacuje, że w 2023 roku wartość europejskiego rynku gier planszowych wyniesie 4 mld dol. Do tego czasu branża wykaże średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 6 proc.

CES 2019: inteligentny kontroler klimatyzacji z asystentem głosowym dostosuje nie tylko temperaturę, lecz także m.in. wilgotność powietrza

CES 2019: inteligentny kontroler klimatyzacji z asystentem głosowym dostosuje nie tylko temperaturę, lecz także m.in. wilgotność powietrza 11

Coraz więcej urządzeń internetu rzeczy można sterować za pomocą asystentów głosowych. Dla większości z nich sterowanie głosem nie różni się jednak od sterowania pilotem. Zaprezentowany na targach CES 2019 inteligentny kontroler klimatyzacji może zmienić podejście do zarządzania domowymi urządzeniami. Wystarczy jedna komenda głosowa, by klimatyzator nie tylko zmienił temperaturę, lecz także dostosował wilgotność powietrza czy odsłonić rolety w oknie, by dopuścić więcej światła słonecznego. Urządzenie dodatkowo uczy się tego, czego oczekuje użytkownik.  

– Ambi Climate to kontroler do klimatyzatorów i pomp ciepła oparty na sztucznej inteligencji. Może współpracować z każdym klimatyzatorem z funkcją zdalnego sterowania. Problem z współczesnymi klimatyzatorami polega na tym, że możemy ustawić wyłącznie temperaturę, podczas gdy na nasze samopoczucie wpływają też inne czynniki, takie jak wilgotność powietrza, światło słoneczne wpadające do pomieszczenia, zmiany pogody itd. – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 Julian Lee, prezes zarządu Ambi Climate.

Na początku roku pierwszy inteligentny termostat, a zarazem kontroler do zarządzania jakością powietrza w domu zaprezentowała firma Daikin, największy na świecie producent urządzeń grzewczych. Sprzęt zapewnia dwukierunkową komunikację i służy jako sterownik dla najbardziej zaawansowanych systemów HVAC. Urządzenie nie jest typowym termostatem. Jego funkcjonalność została poszerzona o moduł zarządzania jakością powietrza. Ponadto zapewnia on możliwość ustawienia różnych temperatur w różnych strefach domu. Użytkownik łączy się z kontrolerem przez internet, a całe urządzenie jest kompatybilne z najbardziej popularnymi asystentami, takimi jak Alexa czy Google Assistant.

Twórcy zaprezentowanego na targach CES 2019 Ambi Climate poszli jednak nieco dalej i stworzyli jeszcze bardziej zaawansowane urządzenie, mogące komunikować się z innymi elementami inteligentnego domu, takimi jak nawilżacz powietrza czy rolety.

– Nie ustawiamy temperatury, tylko mówimy urządzeniu, że jest nam gorąco, zimno lub że nie czujemy się komfortowo. Komunikujemy się z nim za pośrednictwem aplikacji na smartfonie lub asystenta głosowego, np. Amazon Alexa lub Google Home. Sztuczna inteligencja uczy się, jak różne czynniki wpływają na komfort użytkownika. Temperatura wcale nie jest najważniejsza, nasi użytkownicy wskazują raczej na wilgotność powietrza lub pogodę. Nasz system automatycznie reguluje nie tylko temperaturę, co jest bardziej komfortowym rozwiązaniem, prowadzącym również do oszczędności energii – dodaje Julian Lee.

Integracja z asystentami głosowymi będzie najprawdopodobniej głównym nurtem rozwoju internetu rzeczy. Na targach CES 2019 w Las Vegas firma Leviton pokazała swój kontroler pozwalający użytkownikowi sterować inteligentnym oświetleniem w domu. Smart Lock pokazał z kolei Lockly, blokadę drzwi z klawiaturą generującą układ cyfr w losowej kolejności, tak by utrudnione było zidentyfikowanie klucza przez osobę postronną. Również najnowsze, rolowane telewizory LG mają wbudowaną Alexę od Amazona, a niektóre również innych asystentów.

– W ostatnim roku rozwiązania inteligentnego domu cieszyły się dużym zainteresowaniem. Wiele osób sprawiło sobie asystentów głosowych, a teraz szukają urządzeń, które pozwoliłyby im poprawić wygodę użytkowania oraz ich komfort. Obecnie jednak większość asystentów głosowych spełnia jedynie rolę podobną do tradycyjnego pilota. My wierzymy jednak, że można to robić w bardziej inteligentny sposób, wykorzystując uczenie maszynowe. Mamy do czynienia z naprawdę silnym trendem, który napędza cały ekosystem i otwiera szereg możliwości – przekonuje ekspert.

Urządzenie Ambi Climate jest już dostępne na rynku. Zgodnie z przewidywaniami firmy analitycznej Bain, rynek IoT osiągnie do 2021 roku wartość 520 mld dol. Oznacza to ponaddwukrotny wzrost w stosunku do 2017 roku.

Dodatek do oleju, czyli nowa siła dla każdego samochodu

Olej to krew naszego samochodu. Dobry olej gwarantuje odpowiednią pracę całego silnika. Jeśli dbamy o regularną wymianę oraz dobór odpowiedniej jakości produktu, mamy gwarancję, że wszystko będzie sprawnie działać. Jednak silnik, podobnie jak organizm, można suplementować. W tym wypadku pomocny będzie dodatek do oleju TEC 2000 Oil Booster.

Czym jest, jak działa i co daje Oil Booster ?

Ten konkretny dodatek, który składa się m.in. z dodatków przeciwzużyciowych, spowalniających starzenie i pienienie się oleju, czy utrzymujących zanieczyszczenia w jednorodnej zawiesinie, pozwala zwiększyć film olejowy, jednocześnie zmniejszając jego zużycie.

TEC 2000 świetnie sprawdzi się w każdym aucie, motocyklu, ciągniku, maszynie budowlanej  – zarówno w silniku benzynowym, jak i dieslu. Dodatkowo chroni silnik przed szybszym zużyciem, co jest jednoznaczne ze sporymi oszczędnościami w serwisach.

W skład Oil Boostera wchodzi aktywny składnik anti-wear, którego działanie docenią wszyscy kierowcy. Mieszkamy w miejscu, gdzie na przełomie pór roku są dość spore wahania temperatur, a zimy potrafią być bardzo srogie. Stosując dodatek do oleju, możemy być spokojni o jego jakość w najgorszych warunkach – olej zachowa swoje właściwości i z łatwością dotrze to wszystkich ruchomych części silnika.

Dodatkowo zauważymy szybszy zimny rozruch, niższe zużycie paliwa oraz będziemy emitować mniej spalin do atmosfery. Same plusy – zarówno dla nas, jak i dla środowiska. Ponadto, co ważne, Oil Booster dostał rekomendację wielu producentów samochodów, w tym BMW, Mercedesa, Volkswagena, a nawet Rolls Royce’a czy Jaguara oraz spełnia wymagania dotyczące normy CCMC (Komitet Konstruktorów Wspólnego Rynku).

Dodatek do oleju

Jak stosować dodatek do oleju?

To banalnie proste. Wystarczy, że podczas wymiany oleju (lub zaraz po) wlać do silnika Oil Booster. Dobrze też, aby silnik był już po pierwszym uruchomieniu. Należy pamiętać, aby silnik był wtedy rozgrzany do temperatury roboczej, czyli w okolicach 90 stopni Celsjusza.

Kiedy już spełnimy te wszystkie warunki, dolewamy do oleju dodatek i pozwalamy silnikowi popracować na wolnych obrotach przez 5 minut.

Esaliens TFI stawia na PPK

Esaliens TFI zamierza ugruntować swoją pozycję w obszarze prywatnych emerytur, zostając znaczącym podmiotem oferującym Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Obecnie Towarzystwo jest największym w Polsce niepaństwowym dostawcą Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE)
z funduszami inwestycyjnymi z 16 proc. udziałem w tym rynku.

TFI działa w Polsce od 20 lat. Wraz z pojawieniem się trzeciofilarowych rozwiązań emerytalnych, takich jak IKE, IKZE i PPE, Esaliens sukcesywnie włączał je do oferty, zyskując miano jednego z liderów tego sektora. Towarzystwo od lat znane jest również z prowadzenia Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE). Jedno z pierwszych w Polsce PPE, które nieprzerwanie funkcjonuje do dziś, zostało zarejestrowane przez Esaliens 19 lat temu (1999 r.). W efekcie ponad połowa wszystkich środków zarządzanych przez firmę (aktywów funduszy inwestycyjnych oraz portfeli asset management) ma charakter emerytalny. Na koniec 2018 roku było to 2,2 mld zł (wzrost o 30% w ciągu ostatniego roku).

Obecnie przygotowujemy się do startu PPK. Rozwój w tym obszarze to dla naszej organizacji naturalna kolej rzeczy. Rynek rozwiązań emerytalnych znamy od podszewki, ponieważ działamy na nim od wielu lat, a prywatne emerytury są od początku strategicznym elementem naszej oferty. Zakładaliśmy pierwsze w Polsce PPE, a PPK w swoich podstawowych założeniach jest bardzo podobne do tego rozwiązania, dlatego nasze doświadczenie może okazać się nieocenione dla wielu firm. Zwłaszcza największych przedsiębiorstw, które w pierwszej kolejności, już za pół roku, muszą wprowadzić PPK. Zatem nasze bogate portfolio doświadczeń w zakresie wdrażania rozwiązań emerytalnych w dużych podmiotach powinno procentować już od samego początku. Co więcej, wiedzą na temat PPK chętnie dzielimy się już teraz z zainteresowanymi firmami, a pytań z rynku jest coraz więcej. Trudno się dziwić, skoro pierwsze wpłaty w ramach PPK mają nastąpić jeszcze w tym rokuwyjaśnia Tomasz Jędrzejczak, prezes zarządu Esaliens TFI.

PPK to powszechny i dobrowolny system oszczędzania długoterminowego na własne cele, skierowany do pracowników odprowadzających składki ZUS. Ustawa zakłada 3 źródła finansowania składek na rzecz pracownika: składkę pracownika, składkę pracodawcy oraz dopłaty ze strony Państwa (Funduszu Pracy). Zgromadzone składki będą inwestowane w tzw. funduszach zdefiniowanej daty.

Kurs euro, franka, dolara i funta. Analiza techniczna 14.01.2019

Niewątpliwie głównym wydarzeniem nadchodzącego tygodnia będzie  jutrzejsze głosowanie w Izbie Gmin nad porozumieniem w sprawie brexitu, należy spodziewać się sporej zmienności na funcie. Liczne odczyty w nadchodzących dniach w Stanach Zjednoczonych mogą pomóc dolarowi.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 07.01.2019-14.01.2019

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2833 3,7826 3,7165 4,7386
Maksimum 4,3060 3,8359 3,7675 4,8164

 

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLN            Na parze CHF/PLN wyklarował się krótkoterminowy trend wzrostowy. Inwestorzy w ostatnim czasie szukają bezpieczniejszych aktywów do inwestycji. Mają zapewne z tyłu głowy wciąż aktywne ryzyka występujące na rynkach. Nadal sytuacja we Francji nie została wyjaśniona, a protesty “żółtych kamizelek” wciąż trwają. Ciągła niewiadoma w sprawie opuszczenia struktur Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Dodatkowo ostatnio znajdująca się w kryzysie amerykańska waluta, powoduje, że inwestorzy coraz chętniej spoglądają w stronę franka. Ponadto przewidywane spowolnienie w gospodarce powoduje niechęć do inwestowania w bardziej ryzykowne aktywa. W przypadku dalszej wędrówki tej pary walutowej w kierunku północnym pierwszym ważniejszym poziomem będą okolice 3,83.

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLN            Już chyba wszyscy obserwatorzy rynku przyzwyczaili się do wąskiego w ostatnim czasie pasma wahań pary EUR/PLN. Od początku grudnia amplituda notowań na tym instrumencie nie przekroczyła 5 groszy. Aktualnie cena wspólnej waluty wynosi 4,29 zł. Tak małe ruchy na parze EUR/PLN wiążą się z dwuznaczną sytuacją na rynkach. Wydawać by się mogło, że przy obecnej słabości dolara oraz dość stabilnej sytuacji gospodarczej w naszym kraju złotówka powinna więcej zyskiwać w stosunku do euro. Jednak z drugiej strony pojawiające się zagrożenia chociażby z Francji czy z negocjacji brexitowych, a także perspektywy spowolnienia gospodarczego na szerokim rynku notowania EUR/PLN utrzymują się dość stabilnie w okolicy poziomu 4,30 zł.

Kurs dolara USD/PLN

Kurs dolara USD/PLN           Na wykresie USD/PLN utworzył się krótkoterminowy trend spadkowy. W ciągu kilku ostatnich tygodni amerykańska waluta potaniała o ok 10 groszy. W ostatnim czasie dolarowi ciąży szereg wydarzeń. Jest to między innymi gołębi ton wypowiedzi docierający z Rezerwy Federalnej, gdzie mówi się o tym, że w przyszłym roku nie należy nastawiać się na zbyt wiele ruchów jeżeli chodzi o podnoszenie stóp procentowych. Do tego należy doliczyć ciągnący się już konflikt handlowy z Chinami. Ponadto niejasna sprawa w sprawie tzw. government shutdown, gdzie kością niezgody pozostają koszty zwązane z budowa muru. W tym tygodniu czeka nas seria odczytów makroekonomicznych, która może odwrócić sentyment na parach dolarowych. Do ważniejszych publikacji będą należały odczyty inflacyjne, wyniki sprzedaży detalicznej czy informacje z rynku pracy oraz rynku nieruchomości.

Kurs funta GBP/PLN

GBPPLN+H414

Po tym jak temat brexitu w zeszłym tygodniu trochę osłabł, a inwestorzy zajęli się innymi wydarzeniami spadki na parze GBP/PLN zmalały, a funt brytyjski odzyskał kilka straconych groszy. W tym tygodniu może już nie być tak spokojnie na parach powiązanych z brytyjską walutą. Na jutro bowiem przypada, odkładany przez Theresą May, termin głosowania nad wypracowanym porozumieniem. Wszystko wskazuje na to, że w Izbie Gmin może nie wystarczyć głosów przychylnych aktualnym rozwiązaniom. Może zatem dojść do sytuacji, w której większość brytyjczyków zamiast wychodzić z Unii Europejskiej na niewiadomych warunkach będzie chciała pozostania w jej strukturach. Poza głosowaniem poznamy w nadchodzącym tygodniu również odczyty inflacyjne z Wysp, jednak wobec tak ważnego wydarzenia wydają się one być tym razem mało istotne.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl