Według danych GUS przemysł farmaceutyczny jest najbardziej aktywnym sektorem gospodarki pod kątem innowacyjności

Zaprezentowane przez Główny Urząd Statystyczny dane wykazały, że w latach 2014-16 liderem w zakresie działalności innowacyjnej przedsiębiorstw w Polsce był przemysł farmaceutyczny. Niemal co druga firma z tego sektora (49%) prowadziła badania lub dostarczyła na rynek innowacyjne produkty. To prawie dwa i pół raza większy odsetek niż wynosi średnia dla całej produkcji przemysłowej w Polsce (20,3%).

Dane z badania GUS, prowadzonego zgodnie z metodologią OECD i Eurostatu, pokazują, że zaangażowanie polskich przedsiębiorstw we wdrażanie nowoczesnych rozwiązań systematycznie rośnie. W 2016 r. działania w zakresie innowacji procesowych i produktowych prowadziło o 1,1% więcej firm z sektora produkcyjnego niż rok wcześniej. W analogicznym okresie krajowi producenci leków zanotowali zdecydowanie bardziej dynamiczny wzrost o 4,1% (z 44,9% w latach 2013-15 do 49% w latach 2014-16), co pozwoliło zająć branży pozycję lidera. Sektor farmaceutyczny wyprzedził m.in. tak silnie kojarzone z innowacjami gałęzie gospodarki jak produkcja urządzeń elektronicznych i optycznych czy samochodów.

Wyniki analizy GUS potwierdzają, że krajowy przemysł farmaceutyczny jest branżą kluczową dla modernizacji i poprawy konkurencyjności polskiej gospodarki. Nie chodzi tylko o skalę aktywności w obszarze innowacji, ale również o efekt tego zaangażowania. Są to w dużej mierze innowacje produktowe, w tym leki zupełnie nowe na polskim rynku. Ta kategoria odpowiada za 10% przychodów branży. Dane te bardzo silnie kontrastują ze stereotypem krajowych producentów leków jako branży generycznej – podkreśla Grzegorz Rychwalski, wiceprezes PZPPF.

Wnioski te potwierdza prof. Katarzyna Śledziewska z Uniwersytetu Warszawskiego. Analiza przeprowadzona przez instytut DeLab Uniwersytet Warszawski wskazuje na wysoki poziom innowacyjności, ale także ogromną dynamikę rozwoju sektora farmaceutycznego w Polsce. Choć obecnie jego udział w PKB w porównaniu do innych krajów nie jest zbyt wysoki i wynosi zaledwie 1,33%, to rośnie on dwa razy szybciej niż w pozostałych państwach UE.

Jednocześnie ekonomiści DeLaB wskazują także na bardzo poważną barierę w rozwoju branży – niskie inwestycje będące skutkiem ograniczonych środków na rozwój. W sytuacji nieuzasadnionej rosnącej presji na obniżki cen leków będących odpowiednikami już refundowanych terapii może to doprowadzić do załamania aktywności firm farmaceutycznych w obszarze R&D. Eksperci wskazują, że poziom cen i, co za tym idzie, przychodów branży jest bowiem silnie skorelowany z poziomem nakładów na B+R.

Pośrednio potwierdzają to także dane GUS. Zdecydowana większość środków na innowacje pochodzi bowiem ze środków samych firm. Wsparcie budżetowe stanowi nieznaczny ułamek budżetów na innowacje. W przypadku branży farmaceutycznej, która w zestawieniu GUS ujęta jest z całą szeroko rozumianą branżą chemiczną, wynosi on zaledwie 3%.

Przed decyzjami inwestycyjnymi krajowych producentów powstrzymują też częste zmiany prawne, brak strategii rozwoju dla przemysłu farmaceutycznego oraz polityki lekowej.

Szansę na przełom stanowić mogą m.in. odpowiednio skonstruowane mechanizmy refundacyjnego trybu rozwojowego. Chodzi o to, aby przy wydatkowaniu publicznych pieniędzy na refundację leków brać pod uwagę rozwój gospodarczy Polski i premiować firmy, które się do niego przyczyniają.

Duże nadzieje na wsparcie kapitałochłonnych inwestycji i badań nad rozwojem innowacyjnych produktów w obszarze farmacji wiążą się także ze Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jak podkreśla premier Mateusz Morawiecki, branża farmaceutyczna jest naszą nadzieją na wzrost zaawansowania technologicznego i rząd chce zachęcać firmy do rozwoju produkcji i działalności badawczej w kraju, a krajowych producentów leków do ekspansji zagranicznej. Służyć temu mogą m.in. środki dostępne w ramach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju czy Polskiego Funduszu Rozwoju. Polscy producenci z optymizmem patrzą w przyszłość dzięki licznym deklaracjom rządu, czekają jednak na konkretne zmiany w przepisach.

Indeksy koniunktury. Problemy dolara

Dzisiaj poznaliśmy wstępne odczyty indeksów PMI dla Europy. Dane dla przemysłu zawiodły analityków. Senat zatwierdził nowego szefa FED. Dolar dalej w odwrocie.

Dzień indeksów PMI

Indeks PMI jest to wynik badania ankietowego menadżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Jeżeli równa ilość spodziewa się poprawy co pogorszenia sytuacji jego wartość wynosi 50%. Jeżeli liczba optymistów przekracza liczbę pesymistów indeks proporcjonalnie rośnie. Dzisiaj od rana poznaliśmy odczyty zarówno dla przemysłu jak i dla usług. Przeważnie inwestorzy większą wagę przykładają do indeksu dla przemysłu. W tym wypadku obydwa były ogłaszane w tym samym czasie i amy zarówno dobrą i złą wiadomość. Indeks dla przemysłu dla strefy euro wyniósł 59,6 pkt wobec oczekiwanych 60,3 pkt. Z kolei indeks dla usług wyniósł 57,6 pkt, co stanowiło 1,2 pkt powyżej oczekiwań.

Senat zatwierdził zmianę w FED

Wczoraj Senat Stanów Zjednoczonych zatwierdził Jeromego Powella na stanowisko prezesa FED. Analitycy zwracają uwagę, że od ponad 30 lat nie zdarzyło się by szef FED-u nie miał przedłużonej kadencji. Biorąc jednak pod uwagę wypowiedzi Donalda Trumpa zmiana na tym stanowisku nie może dziwić. Warto natomiast zwrócić uwagę, że kandydatura ta cieszyła się poparciem zarówno Republikanów jak i Demokratów. Analitycy nie spodziewają gwałtownej zmiany w polityce monetarnej. W dalszym ciagu panuje na rynku zgoda, że na posiedzeniu za tydzień nie będzie zmian stóp procentowych. Szanse na podwyżkę w marcu wynoszą natomiast około 75% i to styczniowe spotkanie potwierdzi lub zaprzeczy tej decyzji.

Problemy dolara

Ostatnie dni to powolny marsz w górę euro względem dolara. Efektem tego ruchu są kolejne wieloletnie minima kursu dolara względem złotego. Spowodowane jest to fakt, że złoty jest znacznie bardziej stabilny względem euro. W rezultacie jeżeli coś osłabia się do euro to osłabia się przeważnie również wobec dolara. Ostatnie tygodnie to stabilizacja polityczna Niemiec oraz niepewność co do budżetu w USA. Wydarzenia te istotnie zmieniły równowagę na głównej parze walutowej świata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – USA – indeks PMI, wstępny odczyt,
  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów ropy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W 2018 r. blockchain będzie jedną z sześciu najintensywniej rozwijanych technologii na świecie

Blockchain to technologia, która już wkrótce, może wywołać rewolucję ekonomiczną. W skutkach zbliżoną do upowszechnienia internetu.

Blockchain to rodzaj rozproszonej bazy danych, która służy do zapisywania danych o transakcjach zachodzących między stronami. Baza ta, poprzez zastosowanie rozwiązań kryptograficznych oraz rozproszenie danych np. wśród komputerów zlokalizowanych na całym Świecie, pozwala na tworzenie rejestrów zdarzeń, które działają bez nadzoru instytucji zaufania publicznego i jednocześnie są bezpieczne.

– Dzięki blockchain w niedalekiej przyszłości będą możliwe takie transakcje, jak choćby zakup nieruchomości na drugim końcu świata, bez udziału notariusza – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Całka, CEO Managing Partner INSPIRE LABS.

Według raportu firmy Gartner, w 2018 r. blockchain będzie jedną z sześciu najintensywniej rozwijanych technologii na świecie. A to dlatego, że zastosowanie blockchain są bardzo szerokie.

Przyspieszenie dynamiki kredytów w 2017 r.

Opublikowane przez NBP dane o należnościach i zobowiązaniach polskich banków pokazują niejednoznaczny obraz krajowej gospodarki. Po spadku w 2016 r. (wywołanym: osłabieniem popytu na kredyt w obliczu słabszego wzrostu gospodarczego oraz słabszą podażą kredytu po wprowadzeniu podatku bankowego, obniżeniu stóp procentowych w 2015 r. i podniesieniu wymogów kapitałowych) rok 2017 przyniósł ożywienie akcji kredytowej (7,4% r/r vs 4,5% r/r w 2016 r., po korekcie o zmiany kursu walutowego).

Umocnienie kursu złotego (oraz kontynuacja ograniczania przez banki wolumenu kredytów walutowych) przełożyły się co prawda na spadek tempa wzrostu (nominalnego) wolumenu kredytów, w tym spadek wolumenu kredytów mieszkaniowych, niemniej w ujęciu oczyszczonym o efekty kursowe widoczne jest przyspieszenie, w szczególności w kredytach dla przedsiębiorstw (9,1% r/r w 2017 r., vs 4,3% r/r w 2016 r., skor. o kurs), które (w kontekście wczorajszych danych GUS o rekordowo wysokim portfelu zamówień) może zwiastować odbicie inwestycji także w sektorze prywatnym. Dynamika złotowych kredytów mieszkaniowych utrzymuje się na relatywnie stabilnym poziomie (nieznacznie przekraczając 10%), podczas gdy ponownie zaczęła przyspieszać dynamika kredytów konsumpcyjnych. Pod koniec roku zaczął rosnąć wolumen kredytów dla samorządów (i wyraźnie, sezonowo spadać wolumen depozytów), co naszym zdaniem odzwierciedla ożywienie inwestycji publicznych na przełomie roku.Przyspieszenie dynamiki kredytów w 2017 r.

Pomimo odbicia (w ujęciu skorygowanym o kurs) dynamika kredytów utrzymuje się poniżej swojej „tradycyjnej” relacji z trendem wzrostu nominalnego PKB. Przy umocnieniu złotego prowadzi to do spadku stosunku kredytu do PKB (który jest i tak na jednym z niższych poziomów w UE). Nie spodziewamy się, aby 2018 r. przyniósł pod tym względem istotną poprawę. O ile po stronie popytu widzimy wyraźne wsparcie ze strony solidnego wzrostu PKB, niemniej po stronie podażowej banki będą musiały się zmagać z rosnącymi wymogami regulacyjnymi.

Na drugim biegunie znajduje się dynamika depozytów, która spadła z 9,5% r/r w 2016 r. do 4,4% r/r w 2017 r. (po korekcie o zmiany kursu walutowego). Niskie stopy procentowe NBP przyczyniają się do pogłębiania spadku dynamiki depozytów terminowych gospodarstw domowych. Przez cały rok wyhamowywał również wzrost depozytów bieżących. Obie powyższe tendencje mają związek z poszukiwaniem przez gospodarstwa domowe alternatywnych (bardziej opłacalnych) form inwestowania środków: stąd rosną wpłaty do funduszy inwestycyjnych oraz popyt inwestycyjny na nieruchomości (przy rekordowo wysokim udziale gotówki w transakcjach ich kupna). Nie spodziewamy się, aby tendencje te uległy odwróceniu w najbliższym czasie, niemniej sama dynamika depozytów ogółem może przyspieszyć odzwierciedlając rosnący fundusz płac w 2018 r. W rezultacie możliwe jest zahamowanie spadku relacji kredytów do depozytów, która obniża się od 2012 r.

Malejące przyrosty depozytów, rosnący popyt spekulacyjny (napływy środków na rynek nieruchomości i do funduszy inwestycyjnych) oraz negatywny wpływ niskich stóp na strukturę kredytów (wzrost udziału wysokomarżowych kredytów konsumpcyjnych) stanowią naszym zdaniem argumenty za podwyżką stóp procentowych przez NBP jeszcze w 2018 r. Niemniej z uwagi na obecną retorykę RPP, a także kształt jej funkcji reakcji, nie spodziewamy się, aby do podwyżki stóp doszło wcześniej niż w 2019 r.

Źródło: PKO Bank Polski

Prezes Banku Pekao S.A. dla CNBC: w Polsce jesteśmy nastawieni optymistycznie

Trwa drugi dzień Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Na zaproszenie telewizji CNBC Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A opowiadał o globalizacji, rosnącym optymizmie, wiodącej roli polskiej gospodarki i ambitnych planach Banku Pekao S.A.

Rano podczas drugiego dnia 48. Światowego Forum Ekonomicznego Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A. udzielił wywiadu dla telewizji CNBC – jednej z największych telewizji biznesowych na świecie. Dziennikarzy interesowało czy Prezes Banku Pekao podziela opinie, że nastroje na tegorocznym Davos są wyjątkowo optymistyczne i czy na pewno nie musimy się niczego obawiać.

– Jestem obecny w Davos od wielu lat i jeszcze nigdy uczestnicy Forum nie byli w tak pozytywnym nastroju. Powodów do takiego optymizmu jest dużo. Gospodarka amerykańska szybko się rozwija, Chiny przyspieszają, do tego należy dołożyć bardzo szybki wzrost w Polsce i Brazylii. Nawet jeśli nie dostrzegamy braku równowagi w światowej gospodarce, zawsze trzeba być świadomym tego, co stanowi jej najsłabsze ogniwo. Zmianie ulegnie polityka banków centralnych. Świat zmaga się z nierównościami, a południowa Europa cierpi na niską produktywność i kryzys państwa socjalnego. Tego typu problemy łatwiej rozwiązać teraz, bo jak już kryzys nadejdzie, ciężej będzie znaleźć rozwiązanie – mówił Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Prezes Krupiński pytany był również o rolę Polski na arenie międzynarodowej i prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego. – W Polsce jesteśmy nastawieni optymistycznie, mamy około 4-proc. wzrost gospodarczy, nasza gospodarka jest otwarta i ściśle związana z gospodarką międzynarodową. Polska jest dużym producentem, co druga osoba w kraju zatrudniona jest właśnie w produkcji i, co zaskakujące, pod tym względem przypominamy Chiny. Polska jest państwem proeuropejskim, ogromnym wsparciem dla Unii Europejskiej i myślę, że nie powinniśmy mieszać polityki wewnętrznej z gospodarką, której siła leży w demografii – dodał Michał Krupiński.

Pytano również o ambicje i plany Banku Pekao S.A. – Bank Pekao S.A. jest drugim największym bankiem w Polsce i największym bankiem korporacyjnym. W sytuacji dużego optymizmu konsumentów w połączeniu z rosnącymi płacami i najniższym bezrobociem, bank może stać się największym kredytodawcą korporacyjnym. Skupimy się na bankowości dla MŚP i nowoczesnych digitalowych rozwiązaniach. Forum w Davos to dla nas doskonała okazja do pozyskania partnerów strategicznych celem implementacji technologii blockchain, uproszczenia procesów i ograniczenia back-office’u – dodał Michał Krupiński.

O technologii blockchain, Prezes Krupiński rozmawiał już zresztą pierwszego dnia Forum podczas dyskusji panelowej „Technologia blockchain a banki”, której organizatorem i gospodarzem była również telewizja CNBC. Prezes podkreślał, że Bank Pekao chce być liderem zastosowania tej technologii m.in. do unowocześniania i upraszczania procesów.

Idziesz do nowej pracy. Oto 7 rzeczy, które powinieneś wiedzieć

Chcąc poradzić sobie w nowej pracy, od samego początku musimy rozpocząć budowanie własnej pozycji. Ważne jest także poznanie nieformalnych zasad panujących w biurze.

Dress code

„Rozpoczynając nową pracę w firmie, w której panuje określony dress code, sprawa ubioru jest rozwiązana. Z reguły firmy wymagają od kobiet – koszul, kostiumów, ciemnych rajstop i krytych butów, a od mężczyzn – koszul, marynarek, materiałowych spodni lub klasycznie skrojonych jeansów” – radzi Joanna Żukowska, ekspertka serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. „Paradoksalnie trudniej ubierać się do firmy, w której sposób ubierania się pozostawiony jest w rękach pracowników. Brak oficjalnego dress code’u nie oznacza bowiem, że tych zasad nie ma. Są – niepisane – i trzeba je jak najszybciej poznać” – dodaje.

Budowanie własnej pozycji

Według światowej ankiety przeprowadzonej przez Harvard Business Review 50 proc. badanych czuje, że w pracy nikt nie traktuje ich poważnie. Nie chcąc dołączyć do tej grupy, o swoją pozycję musimy dbać każdego dnia. Ważne jest zarówno to, co mówimy (dobrze jest zabłysnąć w towarzystwie wiedzą specjalistyczną, ale i na temat bieżących wydarzeń), w jaki sposób mówimy (lepszy odbiór zapewnia spokojny i pewny siebie ton) oraz jak się przy tym zachowujemy (wielką sztuką jest kontrola mowy ciała). Pewna spójność wizerunkowa, zapewni nam lepszy odbiór naszej osoby wśród współpracowników.

Rozpoznać role w zespole

Nieformalny lider, ulubieniec szefa, motywator – to role, w których nierzadko obsadzani są (lub świadomie się na takich kreują) członkowie działów. Warto dowiedzieć się kto, jaką ma nieformalną rolę, gdyż to pozwoli nam pewniej poczuć się w danej firmie. Oczywiście tego etapu nie należy przyspieszać, bo wchodzenie do nowego zespołu wymaga czasu. Na początku warto być obserwatorem, a nie komentatorem. Jeśli chcemy wzbudzić zaufanie we współpracownikach, powinniśmy dać im czas na oswojenie się z nową osobą – czyli z nami – w zespole.

Zwyczaje

Zespoły, które pracują razem miesiącami lub latami mają swoje zwyczaje: wspólnie piją poranną kawę, rozmawiają na prywatne tematy, a wychodząc w piątki, życzą sobie miłego weekendu. Są też działy, które funkcjonują zupełnie inaczej, gdzie kontakt jest ograniczony do spraw zawodowych. Poznanie nowych zwyczajów i respektowanie ich jest bardzo ważne i szczególnie trudne, zwłaszcza gdy reguły obowiązujące w nowej firmie są inne, niż u wcześniejszego pracodawcy.

Kwestie urlopu

„W wielu firmach funkcjonuje e-system wypełniania wniosków urlopowych. To w systemie zaznaczamy liczbę dni, wybieramy rodzaj urlopu, a drogą mailową otrzymujemy powiadomienie czy szef dany wniosek zaakceptował, czy też nie” – mówi Żukowska z MonsterPolska.pl. „Wciąż aktualny jest jednak system, w którym pracownicy muszą iść do szefa na rozmowę w kwestii urlopu, a potem wypełniają druk. Idąc do nowej pracy warto zapytać współpracowników, jakie obowiązują zasady uzyskiwania urlopu. Nieoficjalną drogą dowiemy się, czy szefowie mają w zwyczaju anulować urlop w ostatnim momencie i w jakiej sytuacji to robią. Ważna jest także kwestia tego, na ile wcześniej należy starać się o urlop” – dodaje.

Komunikacja po pracy w social mediach

W dobie social mediów pracownicy, a i często ich przełożeni, mają ze sobą kontakt właśnie na Facebooku czy Twitterze. Warto dość szybko dowiedzieć się, jakie relacje panują w danej firmie w wirtualnej rzeczywistości. Jeśli wyraźnie oddzielamy życie prywatne od zawodowego, a w firmie panują zupełnie inne zasady, staniemy przed dylematem. Pozostaje także kwestia messengera, które wiele managerów w firmach używa do kontaktowania się ze współpracownikami w godzinach poza pracą.

Czytajmy między wierszami

I to dosłownie. W wielu firmach – na holach i w kuchniach – często zawieszane są kartki z prośbami od pracowników np. „Pamiętaj, obok kuchni pracuje dział sprzedaży. Wszystko słyszymy”, „Proszę zgaś światło”, „Strefa ciszy”. Warto zwracać uwagę na takie prośby, gdyż często są reakcją na konkretny problem – hałas czy intensywny zapach z kuchni.

Poznanie i przyzwyczajenie się do nowej firmy wymaga czasu. Nie ma drogi na skróty. Ważne jest to, aby przebyć tę drogę uwzględniając zasady panujące w danej organizacji, a nie wnosić zasady z byłej firmy. Wtedy mamy szansę na szybsze odnalezienie się w nowym miejscu. Poza tym Amerykańska badaczka Michelle Gielan przekonuje, że w pracy warto dbać o pozytywne relacje, bo wpływają na komfort w pracy i jej efektywność. Wychodząc zadowoleni z pracy, jesteśmy też szczęśliwsi w czasie wolnym.

Średnie obiekty spalania na nowych zasadach

W ramach dostosowywania polskiego Prawa ochrony środowiska do przepisów unijnych pod koniec 2018 r. zmianie ulegną regulacje dotyczące nowych instalacji spalania paliw o nominalnej mocy cieplnej wynoszącej 1-50 MW. Obejmie je nowa, trzecia zasada łączenia.

Nowelizacja wiąże się z wdrożeniem unijnej dyrektywy MCP (ang. Medium Combustion Plants) nr 2015/2193, dotyczącej ograniczenia emisji niektórych zanieczyszczeń do powietrza ze średnich obiektów energetycznego spalania. Do tej kategorii zaliczają się instalacje spalania paliw o nominalnej mocy cieplnej nie mniejszej niż 1 MW i mniejszej niż 50 MW.

Wspólny komin – także teoretycznie

Trzecia zasada łączenia, pojawiająca się za sprawą nowych przepisów, wprowadza obowiązek rozpatrywania kilku źródeł spalania, których moc cieplna kwalifikuje je do średnich obiektów spalania, jako jednego – o nominalnej mocy cieplnej stanowiącej sumę poszczególnych źródeł. Aby jednak tak się stało, muszą one spełnić określone przesłanki ustawowe.

Przede wszystkim muszą być to źródła, do których nie mają zastosowania pierwsza i druga zasada  łączenia, a które odprowadzają gazy odlotowe przez wspólny komin. Czy zatem brak wspólnego komina jest sposobem na swoistą „ucieczkę” przed trzecią zasadą?

– Nie, gdyż organ właściwy do przyjęcia zgłoszenia lub wydania pozwolenia może uznać, uwzględniając parametry techniczne i czynniki ekonomiczne, że gazy odlotowe poszczególnych źródeł mogłyby być odprowadzane przez wspólny komin – wyjaśnia Krzysztof Gil, audytor i konsultant w EcoMS Consulting oraz trener w Akademii EcoMS, który prowadzi szkolenia m.in. z wymagań prawnych w zakresie zarządzania emisjami do powietrza w zakładach przemysłowych.

Należy mieć na uwadze, że trzecia zasada łączenia dotyczy wyłącznie nowych źródeł spalania, tj. oddanych do użytkowania po 19 grudnia 2018 r. lub po 20 grudnia 2018 r., jeżeli pozwolenie na ich budowę wydano po 18 grudnia 2017 r.

Pomiary emisji na nowo, standardy – nie do końca

20 grudnia 2018 r. to w przypadku średnich obiektów spalania data istotna także z uwagi na kwestię prowadzenia wstępnych pomiarów emisji. Od tego bowiem dnia na prowadzących nową lub istotnie zmienioną instalację MCP będzie ciążył obowiązek przeprowadzania wstępnych pomiarów wielkości emisji z tej instalacji w ciągu czterech miesięcy od dnia zakończenia rozruchu źródła.

Nowelizacja Prawa ochrony środowiska nie zmienia na razie standardów emisyjnych dla średnich źródeł spalania, określonych rozporządzeniem z 4 listopada 2014 r. Nie oznacza to jednak, że lokalnie nie mogą zostać określone niższe wielkości emisji aniżeli wynikające z przepisów rozporządzenia. Powodem mogą być przekroczenia dopuszczalnych poziomów substancji w powietrzu.

– Przepis dotyczy źródeł spalania paliw oddanych do użytkowania przed 20 grudnia 2018 r., a w przypadku gdy pozwolenie na budowę źródła wydano przed 19 grudnia 2017 r. – oddanych do użytkowania nie później niż 20 grudnia 2018 r. Jednak perspektywa jego obowiązywania jest dość odległa, gdyż w przypadku źródeł o nominalnej mocy cieplnej większej niż 5 MW i nie mniejszej niż 50 MW będzie mógł być stosowany najwcześniej od 1 stycznia 2025 r., a jeśli moc wynosi od 1 do 5 MW – jeszcze pięć lat później – wylicza Krzysztof Gil.

Co się odwlecze…

Niektóre ciepłownie oraz źródła wykorzystywane do napędzania tłoczni gazu mogą zostać czasowo wyłączone od obowiązku dotrzymywania standardów emisyjnych. Dokumenty niezbędne, by skorzystać z takiej możliwości, wskazane są odpowiednio w art. 146j i 146k znowelizowanego Prawa ochrony środowiska.

Samą nowelizację można uznać za zapowiedź nowelizacji standardów emisyjnych w najbliższej przyszłości.

M-commerce i omnichannel, czyli co nakręca branżę handlową w 2018 roku

Jakub Matuszewski, wspólnik i dyrektor zarządzający sieci Wyjątkowy Prezent
Jakub Matuszewski, wspólnik i dyrektor zarządzający sieci Wyjątkowy Prezent

Postęp technologiczny, upowszechnienie digitalizacji oraz rozwój wielotorowej komunikacji wraz z rosnącą świadomością konsumentów, wyznaczają obecnie kierunek, w jakim zmierza branża handlowa. Co za tym idzie, w roku 2018 sieci handlowe będą stawiać na: m-commerce, personalizację treści, omnichannel oraz na nietypowe koncepty sprzedażowe. Wszystko po to, by jeszcze bardziej zbliżyć się do klienta.

Rok 2017 upłynął w branży handlowej pod hasłem digitalizacji. W roku 2018 na znaczeniu zyskają zintegrowane technologie, dzięki którym tradycyjny model sprzedaży zostanie wyparty przez kreowanie pozytywnego doświadczenia zakupowego. O trendach w branży handlowej w nadchodzących miesiącach mówi Jakub Matuszewski, wspólnik i dyrektor zarządzający sieci Wyjątkowy Prezent, oferującej upominki w formie przeżyć.

Czas na mobile

Jednym z nasilających się trendów, widocznie wyróżniającym się na rynku handlowym, jest wdrażanie rozwiązań wykorzystujących technologie mobilne. Jest to odpowiedź na szybkie tempo życia i rozwoju oraz konieczność współgrania z tymi zmianami. Coraz więcej sieci wprowadza usługi samodzielnego skanowania i płatności mobilnych. Jednym z takich narzędzi jest scan&go, które umożliwia skanowanie kodów kreskowych wybranych produktów za pomocą telefonu, przenosząc je jednocześnie do wirtualnego koszyka. Po zakończeniu zakupów, klient ma możliwość wyboru preferowanej formy płatności spośród: rozliczenia gotówkowego, płatności kartą lub wykorzystując portfel elektroniczny Masterpass. Silnej modernizacji poddawane są również platformy sprzedażowe online, na które branża handlowa kładzie obecnie większy nacisk. Priorytetem stało się tworzenie stron internetowych kompatybilnych z urządzeniami przenośnymi oraz aplikacji dedykowanych danej marce. Dzięki nim klienci otrzymują dodatkowe benefity, jak np.: pierwszeństwo dostępu do nowości, atrakcyjne oferty cenowe czy nagrody za lojalność. Ten trend będzie widocznie nasilał się w 2018 roku. Jak wynika z najnowszego raportu Gemius, już ponad połowa Polaków robi zakupy w e-sklepach[1]. Wraz ze wzrostem liczby osób decydujących się na e-zakupy, rośnie ogólna wartość rynku e-commerce – zgodnie z prognozami ekspertów, w 2020 roku przekroczy ona 63 mld zł[2].

Usługi szyte na miarę

Globalizacja oraz chęć ciągłego podążania za międzynarodowymi trendami wpływają na postawy konsumentów. Ujednolicona komunikacja traci na swojej skuteczności. Jak wynika
z międzynarodowego badania Salesforce – 55 proc. konsumentów oczekuje spersonalizowanych ofert[3], a podstawą efektywnej personalizacji jest zautomatyzowanie procesu zbierania i analizy danych dotyczących preferencji zakupowych poszczególnych grup konsumenckich. Dlatego też, klienci są coraz bardziej otwarci na dzielenie się opiniami oraz doświadczeniami zakupowymi, pomimo konieczności udostępniania określonych informacji. Przełom w personalizacji przyniesie sztuczna inteligencja (AI), która zreorganizuje obecne modele działań firm oraz oczekiwania klientów. Na rynku dostępnych jest obecnie wiele rozwiązań opartych na zaawansowanych mechanizmach analitycznych, jak np. systemy CRM (Customer Relationship Management), które gromadzą i udostępniają wszystkie informacje o danym kliencie. Proces personalizacji usług nie należy do kategorii rozwiązań prostych, często wiąże się również z koniecznością poniesienia większych nakładów finansowych. Jednak w kontekście długoterminowym, przekłada się on zarówno na wizerunek, jak i na zyski danej marki.

Trzy filary – spójny przekaz

Od kilku lat na rynku handlowym możemy zaobserwować nasilający się trend wielokanałowości sprzedaży. Wyznacznikiem rozwoju „omnichannel commerce” jest konieczność zrozumienia potrzeb poszczególnych grup klientów. Podstawowymi wartościami stały się: szybkość, wygoda oraz szeroki wachlarz dostępnych możliwości. Trend ten opiera się na trzech filarach: sprzedaży (sklepy stacjonarne oraz online), komunikacji (media społecznościowe, urządzenia mobilne, newsletter, chatbox, call center) i logistyce (magazyny). Należy jednak pamiętać o głównej zasadzie integracji kanałów sprzedażowych, jaką jest spójność komunikacji. Na każdym etapie zakupowym odbiorca musi być w pełni usatysfakcjonowany z funkcjonowania poszczególnych kanałów. A satysfakcja w głównej mierze zależy od dobrego zrozumienia konsumentów, czyli odpowiedniej dywersyfikacji działań, w oparciu o preferencje poszczególnych pokoleń. Przedstawiciele Baby Boomers są osobami lojalnymi wobec konkretnych firm, nielubiącymi zmian. Preferują tradycyjny sposób zakupów oraz komunikacji, często polegając na fachowej wiedzy sprzedawców. Przedstawiciele Pokolenia X liczą się z ceną oraz możliwością zdobycia benefitów za lojalność danej marce. Pokolenie Y, czyli Millennialsi, stawiają na komunikację oraz zakupy online. Informacji o markach i produktach wyszukują w sieci, głównie w mediach społecznościowych. Ygreki są otwarci na wyszukiwanie i prezentowanie w internecie własnych opinii dotyczących doświadczeń z daną marką lub produktem. Ufają reklamom online, które nie wzbudzają w nich irytacji, oczywiście jeśli dane medium nie jest przepełnione tego typu contentem. Podobne zachowania cechują przedstawicieli Pokolenia Z, którzy kładą duży nacisk na e-komunikację. Liczą się dla nich wartości, tj.: prestiż oraz ranga danej marki wraz z poziomem jej komunikacji online. Aby sprostać oczekiwaniom zróżnicowanych potrzeb pokoleniowych, sieci wprowadzają rozwiązania, które mają na celu personalizację zgodnie z oczekiwaniami danej grupy odbiorców. Coraz częstszym zjawiskiem jest również synergia kanałów online oraz offline, umożliwiająca klientom np. wybór, a następnie zakup produktów w internecie z możliwością odbioru zamówienia w sklepie.

Tradycyjne sklepy odchodzą do lamusa

Nasilająca się konkurencja wpływa na poszukiwanie nowych możliwości dotarcia do klientów. Jednym z nich jest idea wdrażania niestandardowych konceptów sprzedażowych, mających na celu wprowadzenie klientów w nową „erę zakupową”, opartą na emocjach. O podjęciu decyzji zakupowej nie decyduje bowiem jedynie wybór produktu zgodnego z preferencjami konsumenta. Na ten proces wpływ ma również np. aranżacja sklepu oraz atmosfera, jaka w nim panuje. Jeśli będziemy w stanie zaspokoić potrzeby naszych klientów, docierając do nich za pomocą wszystkich dostępnych zmysłów, możemy być pewni, że pozostaniemy w ich świadomości. Możemy zdecydować się w tym kontekście na różne rozwiązania. Przykładem jest otwarcie pop-up’u, czyli sezonowego konceptu sprzedażowego. Działanie to ma często na celu sprawdzenie rynku pod kątem potencjału oraz preferencji zakupowych danych grup konsumenckich. Umożliwia również oszacowanie efektywności koncepcji danej marki, jej wizerunku, produktów, a nawet lokalizacji. Pop-up jest jednym z narzędzi marketingowych z kategorii guerrilla marketing, czyli formy promocji danych marek lub produktów, za pomocą niekonwencjonalnych technik. Kolejnym konceptem są sklepy, w których funkcja zakupowa integruje się z funkcją rozrywkową, co jest często wykorzystywane np. przez sieci oferujące artykuły dla dzieci. Nasze doświadczenia pokazują, że nietypowe koncepty sprzedażowe idealnie wpisują się
w oczekiwania konsumentów. W ubiegłym roku otworzyliśmy zarówno pop-up store w Łodzi, jak i sklep stacjonarny w Galerii Północnej, w którym zamieściliśmy pierwszy w Polsce symulator lotu F-16. Efekt, zarówno pod względem wizerunkowym, jak i sprzedażowym był spójny z naszymi oczekiwaniami. Rynek polski potrzebuje świeżości – i właśnie na nią powinniśmy postawić w 2018 roku.

Showrooming vs. webrooming, czyli nowa rola sklepów stacjonarnych

Rozwój e-commerce nie przełożył się póki co na drastyczne zmiany w footfallu na terenie centrów handlowych. Tradycyjny model zakupów wciąż cieszy się powszechnym uznaniem. Wyzwaniem staje się efektywne połączenie modelu tradycyjnego z e-commerce. Prognozy wskazują na upowszechnienie się w branży handlowej zjawiska showroomingu. W tym modelu sklepy pełnią funkcję showroomów, w których klienci mają możliwość obejrzenia, dotknięcia i przymierzenia określonej rzeczy przed dokonaniem zakupu online. Upowszechnienie się tego trendu zależy w głównej mierze od odpowiedniego zatowarowania sklepów oraz kadry sprzedażowej. Wymagania konsumentów rosną zarówno w kontekście produktów, jak i komfortu zakupów. To czy klient dokona zakupu online czy offline będzie zależało w głównej mierze od zadowolenia z obsługi. W tym przypadku dużą rolę odegrają umiejętności interpersonalne oraz znajomość preferencji poszczególnych grup konsumenckich. Należy również pamiętać, że Polacy poszukują okazji, czyli zakupów w najniższych cenach. Dlatego też, często sprawdzają wybrane produkty w sklepie, a następnie online szukają najlepszych cenowych możliwości, niejednokrotnie sprawdzając oferty konkurencji lub porównywarki cen. Dlatego na znaczeniu zyskuje webrooming, czyli wyszukiwanie produktów w sieci, sprawdzenie ich w sklepie, konsultacje ze sprzedawcą i zakup na miejscu. Ten model zakupów dotyczy głównie osób, które cenią sobie możliwość nabycia produktu w czasie rzeczywistym. Dzięki zestawieniu tych dwóch trendów możemy zobaczyć dwie silne grupy konsumenckie oraz ich nawyki zakupowe.

Rynek sprzedażowy w Polsce cechuje silna dywersyfikacja potrzeb klientów, które dyktują obecne oraz przyszłe działania firm. Kluczowe jest podążanie za rozwojem technologii oraz dostępnymi rozwiązaniami. Firmy muszą być gotowe na dynamiczne zmiany oraz potrzebę ciągłego rozwijania się i ulepszania zarówno kanałów, jak i narzędzi komunikacji. To wskazuje na konieczność oswojenia się z ryzykiem i wdrażania nowatorskich rozwiązań, zanim zrobi to nasza konkurencja. Wszystko wskazuje na to, że hasłem 2018 roku będzie „czas”: krótki czas reakcji, czas nowoczesnych technologii, czas na zmiany, czas na sukces.

[1]Źródło: raport „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”

[2]https://www.sociomantic.pl/barometr-e-commerce-2016/

[3]Badnie Salesforce: „Second AnnualState of IT Transformativeinsights and growingtrends from over 2,200 global IT Trailblazers”

MŚP mogą być zwolnione z części obowiązków wynikających z RODO

Już w maju wchodzi w życie Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Dobra wiadomość dla przedsiębiorców jest taka, że polski ustawodawca planuje zwolnienie niektórych z nich z części obowiązków wynikających z Rozporządzenia. Zobacz, jakie będą to wyłączenia i jakich firm będą dotyczyć.

„Artykuł 23. RODO wskazuje bardzo wyraźnie, w jakich przypadkach państwa członkowskie mogą ograniczyć zastosowanie Rozporządzenia. Jednym z takich przypadków jest ochrona interesu gospodarczego państw członkowskich. A ponieważ działalność przedsiębiorców ma ogromny wpływ na rozwój gospodarczy kraju, jest dźwignią, która stymuluje ten rozwój, zakładamy, że klauzula interesu gospodarczego […] uzasadnia takie ograniczenia i jest podstawą do ich wprowadzenia do przepisów krajowych” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl dr Maciej Kawecki, koordynator prac nad reformą ochrony danych osobowych, dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwie Cyfryzacji.

Wyłączenia będą miały zastosowanie jedynie do firm spełniających równocześnie trzy kryteria. Po pierwsze będą musiały to być małe lub średnie przedsiębiorstwa, zatrudniające do 250 osób. Po drugie nie będą mogły przetwarzać danych wrażliwych, m.in. informacji o stanie zdrowia (a takie znajdują się np. na zwolnieniach lekarskich), orientacji seksualnej czy karalności. Wreszcie – nie będą mogły udostępniać danych podmiotom trzecim. (W praktyce wiele małych i średnich firm nie skorzysta więc z wyłączeń).

Z jakich obowiązków zostaną zwolnione te przedsiębiorstwa? Jednym z nich jest obowiązek, aby informować o wycieku danych osoby, których te dane wyciekły. Mali i średni przedsiębiorcy spełniający powyższe kryteria nie będą zobligowani także do wydawania kopii danych. Ostatnie wyłączenie będzie dotyczyć obowiązku informacyjnego – wspomniane firmy będą musiały podawać na etapie gromadzenia danych tylko niektóre informacje: kto jest administratorem danych osobowych, jakie są jego dane kontaktowe czy w jakim celu zbiera dane.

FANG: Facebook, Amazon, Netflix oraz Google

Netflix, internetowa wypożyczalnia podbija świat tak samo jak i ostatnie wzrosty na giełdzie. Nie bez powodu została zaliczona do miana najlepiej radzących sobie spółek w obecnej hossie – tzw. FANG (Facebook, Amazon, Netflix oraz Google).

Opublikowane wyniki za czwarty kwartał 2014 roku wypchnęły notowania spółki na nowe szczyty, tak samo było poprzednim razem. Głównym czynnikiem odpowiadających za nowe szczyty jest coraz większą ilość użytkowników korzystających z platformy. W IV kwartale ilość krajowych użytkowników wzrosła o 1.98 miliona, konsensus rynkowy zakładał wzrost na poziomie 1.25 miliona. Z kolei ilość zagranicznych użytkowników wzrosła o 6.356 miliona podczas gdy Wall Street oczekiwało wzrostu rzędu 5.05 miliona.

Tym samym razem ilość subskrybentów wzrosła o 8.4 miliona, najwięcej w historii firmy (kwartał).

wyniki netflixŹródło: Netflix investor relations

Oprócz tego Netflix na I kwartał 2018 roku przedstawił bardzo bycze prognozy, bowiem oczekuje wzrostu ilości aktywnych użytkowników o 6.35 miliona. Zatem czy sytuacja amerykańskiej firmy jest tak doskonała?

Netflix – sytuacja finansowa

Netflix przyciąga użytkowników produkcją świetnych filmów, seriali oraz niską ceną abonamentu. Z każdym rokiem spółka wydaje coraz więcej kapitału na stworzenie treści. W 2013 wydatki na kontent wynosiły 2 miliardy, natomiast w 2017 wzrosły już do 6 miliardów dolarów amerykańskich. Przy tak rozpiętym budżecie firma przyzwyczaja swoich użytkowników do coraz większej ilości nowej treści, ale w długim terminie utrzymanie takiego przyrostu jest niemożliwe. Oprócz tego rosnąca ilość użytkowników przy takich wydatkach nie jest wystarczająca, w poprzedni kwartale Netflix na swojej działalności stracił 524 miliony USD.

wyniki netflix 2

Pomimo rosnących strat Netflix w 2018 roku ma zamiar zwiększyć budżet na nowy kontent, czy długoterminowo ma to sens? Z jednej strony rosnąca baza filmów oraz seriali przyciągnie większą ilość użytkowników, ale co się stanie gdy zabraknie nowej treści?

Na chwile obecną mali inwestorzy zachwycają się modelem biznesowym spółki, ale nikt nie widzi żadnych zagrożeń. Siła spółki zostanie przetestowana podczas bessy, ponieważ gdy zabraknie zewnętrznego finansowania ilość nowych treści zostanie zredukowana. Oprócz tego należy pamiętać, że w trakcie kryzysu finansowego konsumenci zaczynają oszczędzać, co przełoży się prawdopodobnie na spowolnienie przyrostu nowych użytkowników lub nawet do zmiany trendu.

Netflix – analiza techniczna

Od października 2016 roku notowania spółki znajdują się w kanale wzrostowym. Z kolei od początku 2018 roku notowania Netflixa wzrosły już ponad 20 procent, jest to doskonały wynik jak na jeden miesiąc. Po dobrych wynikach notowania przebiły górną bandę kanału wzrostowego. Jednak patrząc na poprzednie, nowe szczyty możemy spodziewać się korekty. Poprzednie mocne wybicia poprzednich szczytów kończyły się przeważnie korektą do najbliższego wsparcia. Gdyby doszło do korekty, to obecny kurs może zostać zniesiony w okolicę 22 USD, po czym obecny trend może być kontynuowany.

Notowania Netflix, interwał tygodniowy

FANG: Facebook, Amazon, Netflix oraz Google 1

Źródło: Admiral Markets

Eksperci przewidują wzrost cen mieszkań nawet o 10%

Rok 2018 może okazać się przełomowy, jeśli chodzi o poziom cen mieszkań, które przez ostatnie 5 lat utrzymywały się na stabilnym poziomie. Ile zapłacimy więcej? Od 5 do nawet 10 procent – wynika z analiz Bouygues Immobilier Polska.

Odnotowano kilkunastoprocentowy wzrost cen generalnego wykonawstwa. Powiązane jest to przede wszystkim z deficytem pracowników oraz z rosnącymi cenami na rynku niektórych materiałów budowlanych. Dodatkowo topnieje podaż gruntów,  w związku z czym deweloperzy są gotowi zapłacić za nie dużo więcej niż np. 2 lata temu. Przy wzroście tych dwóch kluczowych kosztów, które mają bezpośredni wpływ na cenę mieszkań trudno spodziewać się, aby deweloperzy utrzymali stałe ceny i obniżyli marże. Niestety wówczas koszty zostają przeniesione na cenę ofertową.

Jak wynika z ostatnich raportów, Polacy coraz częściej i chętniej kupują mieszkania trzypokojowe. Po raz pierwszy w historii, w roku 2017 ich udział w sprzedaży przewyższył sprzedaż mieszkań dwupokojowych. Najważniejszym kryterium dla przyszłych nabywców nadal pozostaje lokalizacja i cena. Od kilku lat, nieprzerwanie 80%- 90% wszystkich sprzedanych przez deweloperów mieszkań stanowią te z segmentu popularnego. Od połowy 2015 roku zauważalny jest także znaczny wzrost zakupu nieruchomości pod wynajem. Głównym kryterium wyboru jest stopa zwrotu, która oscyluje
w przedziale od 5 do 7%.

Dodatkowo z raportu opracowanego przez KPMG wynika, że nieustannie przybywa bogatych Polaków, a ich ulubioną formą lokowania kapitału jest inwestowanie w nieruchomości (64%.). Największa liczba takich lokali znajduje się w Warszawie, jednak coraz więcej nieruchomości premium powstaje też w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie, poza kryteriami wartościowymi, apartamenty charakteryzują się także lokalizacją w prestiżowych dzielnicach, ochroną w budynku, dodatkowymi funkcjami dla mieszkańców. Potwierdza to częściowo zabytkowa inwestycja – Jagiełły 6 w centrum Wrocławia. Spacer zarówno do Rynku Starego Miasta zajmuje jedynie 15 minut. Niewątpliwym atutem tej lokalizacji jest nie tylko sąsiedztwo Odry i zielonych terenów. Dla wygody mieszkańców stworzona zostanie podziemna hala garażowa oraz zielony, wewnętrzny dziedziniec. Zgodnie z prognozami na 2018 rok trendy i gusta dotyczące wielkości oraz lokalizacji mieszkań nie powinny ulec zmianom.

Rok 2017 dla rynku mieszkaniowego był niezwykle udany i przyniósł deweloperom bardzo dobre wyniki sprzedażowe. Rozpędzony rynek nie zwalnia, a spowolnienie nie jest przewidywane. Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła przesunięcie spodziewanej podwyżki stóp procentowych na koniec 2018 roku, co oznacza, że zostanie podtrzymany wysoki udział zakupów klientów rezygnujących z niskooprocentowanych lokat bankowych.

– Rynkowa prosperity trwa w najlepsze kolejny rok, wobec czego przewidywanie jej końca już w 2018 roku byłoby wróżeniem z fusów. Tym bardziej, że absolutnie nic nie wskazuje na to, by trend rynkowy miał się w nowym roku osłabić czy tym bardziej odwrócić. Wręcz przeciwnie, gospodarka kwitnie, spada bezrobocie, rosną wynagrodzenia Polaków, którzy zaciągają coraz więcej kredytów hipotecznych. W perspektywie roku nie powinno się więc wiele zmienić, choć o kolejne spektakularne rekordy sprzedaży może być coraz trudniej. – powiedział Jarosław Jędrzyński, portal RynekPierwotny.pl.

Popyt na mieszkania jest obecnie rekordowo wysoki. Banki oferują zainteresowanym bardzo atrakcyjne stopy oprocentowania kredytów, dlatego Polacy chętnie inwestują w nowe nieruchomości. Pozytywnymi czynnikami, które napędzają popyt na rynku mieszkaniowym pozostają: wzrost wynagrodzeń, niska stopa bezrobocia i dobre nastroje zakupowe.

Kurs dolara najniżej od ponad 3 lat

Dolar jest najsłabszy do głównych walut od ponad trzech lat, co wygląda na powrót do tendencji z przełomu roku i trudno z tym walczyć. Słabość dolara pomaga euro rozruszać się przed decyzją EBC, wyciąga funta na poziomy niewidziane od czasu referendum ws. Brexitu, a jenowi pozwala zignorować przekaz Banku Japonii. Dziś PMI z Eurolandu, rynek pracy z Wielkiej Brytanii, inflacja z Nowej Zelandii.

W ciągu ostatnich 24 godzin skłonność inwestorów do wyprzedaży dolara nasiliła się, przyćmiewając wszystkie inne czynniki. Najlepiej widać to po USD/JPY, gdzie pomimo przekazu Banku Japonii, który już bardziej gołębi być nie mógł, negatywna reakcja jena trwała wyjątkowo krótko. Nawis długich pozycji spekulacyjnych w USD/JPY stał się niewygodny w obliczu słabości amerykańskiej waluty i kapitulacja inwestorów przeważa nad odreagowanie nieuzasadnionych spekulacji o szybszej normalizacji polityki pieniężnej.
Zachowanie USD/JPY w obliczu gołębiego BoJ może powiedzieć dużo o tym, co może czekać nas jutro podczas konferencji prasowej EBC. Jest niemal oczywiste, że prezes Draghi będzie gołębi i będzie starał się zatrzymać rajd EUR. EUR/USD wyrwał się ponad 1,23 i choć jutro możemy widzieć negatywną reakcję na słowa Draghiego, tak niewykluczone jest, że rynek szybko będzie szukał okazji do podkupienia EUR po promocyjnej cenie, dalej oczekując większej jastrzębiości od EBC w późniejszym terminie, a słabość USD jest wsparciem dla długich pozycji. Dziś w kalendarzu z Eurolandu styczniowe indeksy PMI, które tylko przypomną o solidnym tempie ekspansji gospodarczej.

GBP/USD wybił się ponad 1,40 i jest najwyżej od czasu referendum w sprawie Brexitu. Uważam, że więcej jest tutaj słabości dolara, co czynniki funta relatywnie przewartościowanym. Niedługo ruszają rozmowy Londynu z Brukselą w kluczowym temacie relacji handlowych, co stanowi jeden wielki powód do sporu. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o norweskiej opcji Brexitu, tj. Wielka Brytania przyjęłaby warunki, na jakich Norwegia korzysta z jednolitego rynku europejskiego. Oznaczałoby to wpłaty do budżetu unijnego i przyjęcie bez sprzeciwu zasad, regulacji i standardów dot. handlu. Dodatkowo mieszkańcy UE mogą bez ograniczeń mieszkać i żyć na Wyspach. Taka forma „łagodnego Brexitu” może być szczytem tego, co może ugrać Theresa May, a z drugiej strony rozsierdzi to wielu zwolenników Brexitu. Stąd wciąż pozostaję sceptyczny do trwałości umocnienia GBP. Dziś mamy raport z rynku pracy. Trendy na rynku pracy są pozytywne, co pomoże w utrzymaniu najniższej do lat 70. stopy bezrobocia. Efekty bazy w postaci skoku wynagrodzeń w listopadzie 2016 r. mogą zablokować poprawę w rocznej dynamice wynagrodzeń.

Wieczorem poznamy odczyt CPI za IV kw., a dotychczasowe dane z gospodarek rozwiniętych podnoszą prawdopodobieństwo silnego odczytu. Przy względnie łagodnych oczekiwaniach rynku wobec polityki RBNZ (podwyżka dopiero w listopadzie), dobre dane mogą obudzić spekulacje o wcześniejszej reakcji banku centralnego. NZD/USD dziś wyznacza nowe czteromiesięczne szczyty, ale tak samo, jak w powyższych przypadkach, więcej tutaj słabości USD i kiwi wciąż ma pole do zyskania na własnych fundamentach.
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognozy dla walut: Australii, Nowej Zelandii oraz Japonii

Wybierając się w podróż do Australii, Nowej Zelandii lub Japonii warto zakupić lokalną walutę tych państw w pierwszym kwartale 2018 roku. Później może być drożej.

Dolar australijski (AUD) umacniał się przez większą część minionego roku. W relacji do dolara amerykańskiego wzrósł do najwyższego poziomu od dwóch i pół roku, co było związane ze wzrostem cen surowców. We wrześniu nadeszło osłabienie, a waluta do połowy grudnia straciła sporą część zysków (Wykres 1), osłabiając się z powodu powrotu gołębiego tonu ze strony Banku Rezerwy Australii (RBA).

Wykres 1: Kurs AUD/USD (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs AUD USDźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Spadek inflacji oraz gołębie komentarze ze strony Banku Rezerwy Australii sprawiły, że rynki finansowe nie oczekują żadnych podwyżek stóp procentowych w 2018 r. Mimo, iż perspektywy dotyczące utrzymywania stabilnej polityki monetarnej w przewidywalnej przyszłości ograniczają potencjał umocnienia waluty, oczekiwany wzrost cen surowców – których eksport stanowi około 70% wartości australijskiego eksportu – powinien wspierać dolara australijskiego. W związku z oczekiwanym przez nas balansowaniem się tych dwóch czynników spodziewamy się, że dolar australijski w relacji do dolara amerykańskiego będzie dość stabilny, w naszej opinii powinien znaleźć się jednak nieco poniżej obecnego poziomu. Według naszych prognoz kurs AUD/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 2,75 a na koniec roku 2,8.

Stabilizacja w Nowej Zelandii

Dolar nowozelandzki (NZD) z końcem lipca doświadczył ostrej deprecjacji, w listopadzie obniżając się do najniższego poziomu od półtora roku w relacji do dolara amerykańskiego (Wykres 2). Brak chęci podwyżek stóp procentowych ze strony Banku Rezerwy Nowej Zelandii (RBNZ), jesienne umocnienie USD oraz ostry spadek globalnych cen nabiału, do którego doszło w październiku sprawiły, iż na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy ubiegłego roku, do połowy grudnia, nowozelandzka waluta straciła niemal 10% wartości w relacji do dolara amerykańskiego.

Wykres 2: Kurs NZD/USD (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs NZD USDźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Ton ostatnich komentarzy ze strony RBNZ utwierdza nas w przekonaniu, iż w najbliższej przyszłości (prawdopodobnie do 2019 r.) bank centralny będzie utrzymywał referencyjną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Perspektywa kontynuacji stabilizacji w polityce monetarnej prowadzonej przez Bank Rezerwy Nowej Zelandii oraz jednocześnie rosnące stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych powinny przyczynić się do umiarkowanej deprecjacji dolara nowozelandzkiego w relacji do dolara amerykańskiego oraz następującej po niej stabilizacji. Główne ryzyko dla naszej prognozy stanowiłby szybszy od oczekiwanego spadek cen nieruchomości w Nowej Zelandii. Jednak w naszej opinii utrzymywanie się stóp procentowych na bardzo niskim poziomie sprawia, że prawdopodobieństwo zmiany tego typu jest niskie. Prognozujemy, że kurs NZD/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 2,45 a na koniec roku 2,5.

Nowa sytuacja w Japonii

Japoński jen (JPY) przez większość minionego roku pozostawał w widełkach 110-115 (Wykres 3). Jen we wrześniu umocnił się do najwyższego poziomu od dziesięciu miesięcy, jednak od tamtej pory tracił, co związane było m.in. ze zwycięstwem premiera Shinzo Abe w październikowych wyborach powszechnych.

Wykres 3: Kurs USD/JPY (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs USD JPYźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Biorąc pod uwagę komunikację ze strony Banku Japonii oraz utrzymującą się słabość inflacji, a także wynik japońskich wyborów powszechnych, jesteśmy zdania, że bank centralny powinien utrzymać swoje agresywnie gołębie stanowisko w 2018 r. W związku z tym spodziewamy się deprecjacji jena japońskiego w relacji do dolara amerykańskiego. Według naszych prognoz kurs JPY/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 3,10 a na koniec roku 3,15.

Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk)

Jedno z największych e-sportowych wydarzeń w Europie odbędzie się w Polsce. Cyfrowym sportem są zainteresowani bukmacherzy

Jedno z największych e-sportowych wydarzeń w Europie odbędzie się w Polsce. Cyfrowym sportem są zainteresowani bukmacherzy 2

Największe wydarzenie e-sportowe w Polsce i jedno z największych w Europie odbędzie się na przełomie lutego i marca w Katowicach. Cyfrowy sport jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się współcześnie rynków. Na początku 2018 roku prawa do transmisji zmagań największych lig e-sportowych przejął serwis społecznościowy Facebook, co może się okazać dużym krokiem w rozwoju e-sportu. Potencjał e-sportu dostrzegają także bukmacherzy.

– W Polsce funkcjonuje kilka lig, które skupiają drużyny e-sportowe. Odbywają się różne wydarzenia o randze lokalnej i krajowej, które skupiają graczy mierzących się w różnych dyscyplinach e-sportowych. Z roku na rok rośnie liczba różnego rodzaju wydarzeń, tworzonych z myślą o cyfrowych sportowcach, widzimy w tym potencjał – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Borkowski z STS Zakłady Bukmacherskie.

W ostatni weekend lutego i pierwszy weekend marca katowicki Spodek stanie się areną rozgrywek największego e-sportowego turnieju w Polsce i jednego z największych w Europie. Ubiegłoroczna edycja Intel Extreme Masters przyciągnęła do Katowic 173 tys. osób – dowiadujemy się z najświeższego raportu „An Overview of Esports in Europe”, dostarczanego przez firmę badawczą Newzoo. W tym roku organizatorzy spodziewają się jeszcze większej widowni.

Sektor e-sportowy może w najbliższym czasie stać się w pełni dojrzałym rynkiem. Według specjalistów z Newzoo mają o tym zadecydować dwa najbliższe lata i szereg czynników, takich jak sukces lokalnych lig czy pojawienie się nowych formatów gier. Rynek ten w 2020 roku może być warty nawet 2,4 mld dol. W 2017 roku przychody z e-sportu wyniosły w skali światowej 660 mln dol., z czego 32 proc. wypracowano w Europie. Istotnym graczem jest również Polska.

 Rynek e-sportu w Polsce, tak jak na całym świecie, rośnie bardzo dynamicznie. Jest to młoda branża, która dopiero się rozwija, w związku z tym rzeczywiście tempo, dynamika wzrostów są jak na razie bardzo imponujące i myślimy, że nadal tak pozostanie. W Polsce przychody na tym rynku sięgają już kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie – mówi przedstawiciel STS.

E-sportem zainteresowani są również najwięksi gracze działający w sektorze mediów społecznościowych. Transmisje z e-sportowych rozgrywek są coraz popularniejsze wśród światowej widowni, co dostrzegł portal Facebook. Od 2018 r. będzie on głównym partnerem wiodącej na świecie platformy ESL Play z prawami do transmisji zawodów w ramach lig CS: Global Offensive Pro League i ESL One. Dotychczas transmisje odbywały się na portalu YouTube.

Rosnące zainteresowanie odbiorców taką formą rozrywki i wzrastające w dwucyfrowym tempie przychody z branży ściągają na nią również uwagę bukmacherów, którzy zarówno inwestują w sponsoring e-sportu, jak i umożliwiają obstawianie wyników cyfrowych potyczek turniejowych. Polski e-sport rozwija się najszybciej w Europie.

– Polska jest w połowie światowej stawki, jednak dynamika wzrostów jest rzeczywiście spora. Jesteśmy najszybciej rozwijającym się rynkiem w Europie w dziedzinie e-sportu. Widzimy bardzo dużą szansę na naszą obecność na tym rynku – twierdzi Łukasz Borkowski.

Odporne na warunki atmosferyczne wzmacniacze WiFi zapewnią dostęp do sieci na zewnątrz budynków. Z rozwiązania mogą korzystać użytkownicy prywatni oraz firmy

Odporne na warunki atmosferyczne wzmacniacze WiFi zapewnią dostęp do sieci na zewnątrz budynków. Z rozwiązania mogą korzystać użytkownicy prywatni oraz firmy 3

Zbudowanie sieci bezprzewodowej w domu zwykle opiera się na urządzeniu sieciowym zwanym routerem. Zapewnienie łączności WiFi na zewnątrz budynku jednak rodzi problem. Rozwiązaniem są satelity urządzenia wzmacniające sygnał, które można rozmieścić w zasięgu routera. Na rynku pojawiły się tego typu urządzenia, które jednocześnie są odporne na warunki atmosferyczne. Rozwiązanie skierowane jest zarówno do domu, jak i do biznesu, czy administracji publicznej.  

– Orbi to sieć bezprzewodowa meshowa co oznacza, że możemy użyć jednego routera i kilku satelitów do tego, żeby zbudować sieć w małej lub większej przestrzeni, w domu czy hali produkcyjnej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Kaczmarek z firmy Netgear.

W skład systemu Orbi wchodzą router oraz kilka łączących się z nim satelitów – wzmacniaczy sygnału, które rozmieszcza się w zasięgu routera. Takie rozwiązanie pozwala na proste i szybkie zbudowanie bezprzewodowej sieci zarówno na małej, jak i większej powierzchni. Rozwiązanie ma zapewnić silny sygnał WiFi w każdym zakątku domu czy firmy.

Router WiFi łączy się z umieszczonymi np. w gniazdkach elektrycznych satelitami za pomocą opatentowanej technologii trójpasmowej, która ma zapewnić przepustowość niezbędną do strumieniowego przesyłania materiałów w jakości 4K, czy łączenia się z wieloma urządzeniami jednocześnie. Nowe satelity odporne są na warunki atmosferyczne, takie jak mróz, śnieg, deszcz, pył czy słońce. Pozwalają zbudować bezprzewodową sieć także na zewnątrz.

– Jest to rozszerzenie naszej sieci, którą mamy w domu, biurze czy hali magazynowej, na zewnątrz. Może to być przestrzeń parkingowa, przestrzeń magazynowania przedmiotów, duży ogród z basenem czy przystań jachtowa, pomysłów jest tak wiele jak potrzeb. To jeden duży system sieci bezprzewodowej – mówi ekspert.

Aby rozbudować swoją sieć bezprzewodową, do routera można podłączyć kolejne satelity. Według zapewnień producenta, dodanie kolejnych urządzeń nie powoduje utraty prędkości i zasięgu. System można konfigurować za pośrednictwem dedykowanej aplikacji, dostępnej na smartfony z systemami iOS i Android. Pozwala ona m.in. zarządzać ustawieniami WiFi, wyświetlić listę połączonych urządzeń, przeprowadzić test szybkości czy ustawić oddzielny dostęp do sieci dla gości. Podstawowy zestaw router  i satelita, które łącznie pokryją bezprzewodową łącznością do 325 m2 to koszt ok. 1200 zł. Każdy kolejny satelita zwiększa zasięg o ok. 180 m2. Koszt jednego satelity oscyluje w granicach 600 zł.

Sieć bezprzewodowa stworzona za pośrednictwem rozwiązania Orbi może posłużyć nie tylko do udostępniania Internetu. Po podłączeniu do sieci dedykowanych kamer IP, można bez konieczności tworzenia skomplikowanych konfiguracji stworzyć sieć monitoringu i zabezpieczyć dom lub miejsce pracy.

– Dzięki zbudowanej sieci bezprzewodowej, możemy również zewnętrzne i wewnętrzne kamery powiesić w każdym miejscu w domu i ogrodzie, na ogrodzeniu czy garażu. Mamy możliwość zbudowania sieci bezprzewodowej razem z monitorowaniem, czujnikami ruchu oraz podczerwienią, czyli nocnym widzeniem – mówi Maciej Kaczmarek.

Jak wynika z prognoz SNS Research, globalny rynek infrastruktury sieci bezprzewodowych będzie rosnąć średniorocznie o 2 proc. w najbliższych latach. W 2020 roku ma osiągnąć wartość 56 mld dol.

Młode firmy IT szukają sposobów rozwoju na rynku. Dla niektórych rozwiązaniem może się okazać połączenie technologii blockchain z internetem rzeczy

Młode firmy IT szukają sposobów rozwoju na rynku. Dla niektórych rozwiązaniem może się okazać połączenie technologii blockchain z internetem rzeczy 4

W Polsce działa już w branży IT 2700 start-upów technologicznych. Coraz więcej z nich poszukuje innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Ich polem działania są przede wszystkim technologie informacyjne związane z internetem. Przyszłość tego sektora, zdaniem specjalistów, leży w połączeniu technologii blockchain z internetem rzeczy. Największym wyzwaniem dla młodych firm jest komercjalizacja swoich pomysłów.

– Najszybciej rozwijają się technologie cyfrowe, online w modelu SaaS tj. Software as a Service, e-commerce, marketplace, start-upów i inne, które oferują różnego rodzaju aplikacje oparte np. o analizę big data powstaje bardzo dużo. Rozwiązań hardware’owych też jest sporo, natomiast dużo trudniej jest wpaść na taki pomysł i mieć odpowiednie kompetencje w zespole start-upowym, by wejść z nimi na rynek – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Magdalena Jabłońska z Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej.

W Polsce działa około 2700 start-upów w branży technologii informacyjnej (IT) i teleinformatyki (ICT), wynika z danych fundacji Startup Poland. Liczba ta systematycznie rośnie z roku na rok. Zmienia się natomiast nieco ich charakter. Coraz więcej młodych firm stawia na rozwiązania innowacyjne. ­­

Jak wynika z raportu NCBiR „Komercjalizacja badań naukowych: Spojrzenie inwestorów i naukowców”, tylko 18 proc. badanych naukowców z powodzeniem zakończyło komercjalizację swoich badań. Ponad 40 proc. wykonało podobne próby, ale nie doczekało się widocznych efektów ani wymiernych zysków finansowych. W branży technologicznej o komercjalizację jest niezwykle trudno.

– Start-up technologiczny ma swoją określoną definicję, to nie jest po prostu mikrofirma. To firma, która ma potencjał do szybkiego skalowania, odnalezienia modelu biznesowego, który zapewni firmie rozwój i wzrost przychodów nieskorelowany z równie szybkim wzrostem kosztów. Trudność w rozwijaniu start-upów polega na tym, żeby zespół potrafił skomercjalizować innowację technologiczną na rynku – mówi Magdalena Jabłońska.

Według raportu firmy badawczej Research and Markets globalny rynek technologii blockchain ma wzrosnąć do 6 mld dol. do 2023 roku. Prognozowane wzrosty w najbliższych latach mają średniorocznie oscylować w granicach 50 proc.

– Jest coraz więcej rozwiązań głęboko technologicznych w obszarze medycyny, przemysłu, rozwiązań dla instytucji finansowych czy rolnictwa. Tego typu rozwiązania wyznaczają trendy i mają szansę zmienić obraz tych branż. Dzisiaj najgłośniej jest m.in. o technologiach takich jak IoT czy blockchain. Połączenie blockchain z internetem rzeczy to przyszłość wielu sektorów – twierdzi ekspertka.

Blockchain to system do zatwierdzania, przesyłania i przechowywania informacji o transakcjach zawartych w sieci. Transakcje układane są w łańcuch bloków (stąd nazwa „blockchain”), w którym zmiana danych transakcji w jednym bloku zmienia wszystkie bloki (co stanowi o bezpieczeństwie i pewności danych zawartych w blokach blockchain). Bardzo dynamiczny rozwój tego segmentu odzwierciedla się także w Polsce.

IMiGW: Klimat na Ziemi ulega zmianom. Czeka nas coraz więcej takich zjawisk jak gwałtowne burze, powodzie czy gwałtowne deszcze

IMiGW: Klimat na Ziemi ulega zmianom. Czeka nas coraz więcej takich zjawisk jak gwałtowne burze, powodzie czy gwałtowne deszcze 5

Klimat na Ziemi ulega zmianom. Takie zjawiska pogodowe jak śnieg na Saharze czy gwałtowne zimy w Stanach Zjednoczonych mogą się zdarzać coraz częściej. Zmiany zauważalne są także w Polsce. Zimy są mniej śnieżne i coraz cieplejsze, z kolei latem występuje więcej gwałtownych zjawisk, takich jak burze czy powodzie. Metamorfoza klimatu związana jest z efektem cieplarnianym i zmianą składu atmosfery, przede wszystkim ze zwiększeniem w niej ilości dwutlenku węgla i metanu.

– Zmiany klimatu, które zachodzą, są związane ze zmianą składu atmosfery, z efektem cieplarnianym. Mówiąc precyzyjniej, z wpływem człowieka na efekt cieplarniany. W okresie zimowym widzimy, że podnosi się temperatura powietrza, w okresie letnim, że zwiększa się ilość bardzo gwałtownych zjawisk, przyczyna jest ta sama – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Kowalewski, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Jak wynika z raportu „Stan klimatu” amerykańskiej agencji NOAA (Narodowa Agencja Badania Oceanu i Atmosfery), w 2016 roku globalne temperatury na powierzchni Ziemi były najwyższe od 137 lat. Podobnie było w przypadku temperatury wody mórz i oceanów. Wartości te były wyższe o 0,45˚–0,56˚C w porównaniu do średniej z okresu 1981–2010. Co więcej, poziom gazów cieplarnianych rósł szybciej niż w jakimkolwiek innym roku. Na przykład stężenie dwutlenku węgla po raz pierwszy przekroczyło 400 ppm (części na milion).

Na początku 2018 roku na Saharze, największej i najgorętszej pustyni na Ziemi, spadł śnieg. Chociaż zjawisko to z pozoru wydaje się bardzo osobliwe, to śnieg na afrykańskiej pustyni spadł trzeci raz w ciągu ostatnich 40 lat. W grudniu 2016 r. nieduża pokrywa śnieżna utrzymywała się na części pustyni przez dzień, podczas gdy w 1979 roku algierskie miasto Ain Sefra nawiedziła półgodzinna burza śnieżna. Tego typu zjawiska mogą się pojawiać coraz częściej.

– Opad śniegu na Saharze nie jest zjawiskiem, które wystąpiło po raz pierwszy, którego nigdy wcześniej nie było. Natomiast faktycznie są to zjawiska, które nie zdarzają się co roku, w związku z tym są dla nas zaskakujące. To, że na Saharze temperatura spada w nocy poniżej 0 stopni jest zjawiskiem normalnym, występującym od zawsze, regularnie – wyjaśnia ekspert.

Zmiany klimatu wiążą się m.in. z wpływem człowieka na efekt cieplarniany oraz zmianami składu atmosfery. Od pewnego czasu obserwuje się wzrost ilości dwutlenku węgla i metanu w atmosferze. Jak przyznaje klimatolog, z roku na rok będzie coraz mniej śnieżnych zim, będą one także krótsze. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku lata. Temperatura w lecie nie będzie wzrastać, natomiast pojawi się coraz więcej groźnych zjawisk pogodowych, takich jak gwałtowne burze.

– Klimat na Ziemi ulega zmianom. Na przełomie wieków, mniej więcej 20 lat temu, mówiliśmy o ociepleniu klimatu. Teraz wiemy, że zjawiska te są dużo bardziej skomplikowane, że ocieplenie jest tylko jednym z objawów zmian klimatu. Zimy są zdecydowanie cieplejsze, temperatura w okresie letnim nie wzrasta tak szybko jak w okresie zimowym, za to mamy dużo więcej gwałtownych zjawisk typu gwałtowne burze, kilkukrotne powodzie czy gwałtowne deszcze – twierdzi klimatolog IMGW.

Polska lekkość bytu. Oszczędzają bogaci, a my wydajemy

Od 2011 r. nadal więcej wydajemy niż oszczędzamy, wspomagając się przy tym kredytami i pożyczkami. Jako społeczeństwo dopiero zaczynamy odkładać z bieżących pensji. Polska znajduje się na końcu zestawienia krajów OECD pod względem oszczędności. Jeśli chodzi o poziom zamożności od tych naprawdę bogatych dzieli nas przepaść.

Choć zgodnie z danymi GUS, w 2016 roku stopa oszczędności w naszym kraju zwiększyła się, osiągając 3,6 proc, to w porównaniu do reszty krajów Unii Europejskiej, wypadamy dużo gorzej. O ile średnia dla państw UE wynosi prawie 11 proc. to Niemcy mogą się pochwalić ponad 17 proc. wynikiem.

Nie najlepiej wypadamy również pod względem zamożności. Choć po kryzysie finansowym w 2008 r. przyjęło się, że Grecja to biedny kraj, mieszkańcy tego kraju są całkiem dobrze usytuowani. Według Eurostatu, pod względem zamożności (majątek trwały plus pozycja inwestycyjna netto), przeciętny Grek ma 34,7 tys. euro i jest na szarym końcu strefy euro. Mimo to, wyprzedza on o kilka długości statystycznego Kowalskiego, którego stan posiadania wynosi 8,2 tys. euro. Dodajmy, że jest to ostatnie miejsce wśród krajów UE, wyłączając najpóźniej przyjęte Rumunię, Bułgarię i Chorwację. Co więcej, w Niemczech wartość aktywów rzeczowych i finansowych wynosi 126,7 tys. euro na mieszkańca. A przed Niemcami są jeszcze Holendrzy, Szwedzi, Austriacy, Duńczycy i Luksemburczycy.

Oszczędny jak Czech

Z państw regionu wyprzedzili nas Czesi. Z aktywami wartymi ponad 50 tys. euro znaleźli się przed Irlandczykami i Portugalczykami, a w zasięgu wzroku mają Brytyjczyków. Nasi sąsiedzi zapewnili sobie tak wysoką pozycję oszczędnością i zapobiegliwością. Według danych OECD, co roku Czesi odkładają 6-8 proc. dochodu do dyspozycji. Daje im to miejsce w czołówce najbardziej oszczędnych krajów należących do tej organizacji.

Również nasi zachodni sąsiedzi, nie bez kozery stawiani są za wzór gospodarności. Jak wynika z badań, Niemcy chowają do skarpety co 10. euro. Wysoką stopą oszczędności, rzędu 15 proc., mogą pochwalić się także Szwedzi. Z kolei najwięcej z wolnych środków odkładają Szwajcarzy – nawet w granicach 20 proc. rocznie.

Gdzie w tym zestawieniu znalazła się Polska? Znowu pod koniec stawki. Znajdujemy się w grupie krajów, które nie tylko nic nie odkładają, ale żyją na kredyt. Według danych OECD, od 2011 r. do 2016 r. stopa oszczędności w Polsce była ujemna. Zgodnie z szacunkami dopiero w 2017 roku odłożyliśmy coś na później. Mowa o symbolicznym 0,11 proc. dochodu do dyspozycji. Nieznacznie lepiej ma być w tym roku, kiedy na oszczędności przeznaczymy 0,18 proc. wolnych środków.

Chudsza emerytura

Oprócz oszczędności bieżących, nie najlepiej wygląda w Polsce sytuacja z oszczędnościami emerytalnymi. Według najnowszej edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny” 39 proc. badanych w ogóle nie oszczędza na emeryturę. Więcej niż co trzeci przeznacza na ten cel maksymalnie 10 proc. miesięcznych dochodów.

Jak podaje OECD jesteśmy jednym, z nielicznych krajów na świecie, który w latach w 2006-2016 odnotował spadek emerytalnych oszczędności w stosunku do PKB. Jedenaście lat temu stanowiły one 11,1 proc. produktu krajowego brutto, a przed rokiem 9,3 proc.

Średnia dla OECD wynosi 49,6 proc. (wzrost z 36,8 proc. w 2006 r.). Oprócz nas, spadek zaliczyła Irlandia, ale tutaj poduszka oszczędności jest niemała (38,6 proc. w 2016 r. i 47,4 proc. w 2006 r.). Podobnie Portugalia, która znalazła się prawie na naszym poziomie jeśli chodzi o relację funduszy emerytalnych do PKB (14,5 proc. w 2006 r., 10,8 proc. w 2016 r.) oraz Węgry, które mają jeszcze cieńsza poduszkę emerytalną niż Polska – 4,3 proc. (9,6 proc. przed kryzysem).

– W Polsce zdolność do oszczędzania dopiero się wykształca. Wynika to z braku wyrobionych nawyków do oszczędzania i dużej skłonności do realizowania potrzeb konsumpcyjnych. Jesteśmy społeczeństwem, które nadrabia zaległości po czasach PRL – mówi Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima. – Mamy cały czas duże potrzeby konsumpcyjne, mieszkaniowe a  niekoniecznie myślimy o inwestycjach czy oszczędnościach. Jednak obserwujemy poprawę, bo po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych. Rosnące wynagrodzenia i dobra sytuacja na rynku pracy powinny sprzyjać wzrostowi stopy oszczędności – dodaje.

Polskie przedsiębiorstwa coraz częściej wegetują, bez perspektyw na wzrost marż

Euler Hermes, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności w 2017 roku. W całym minionym roku w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano łącznie 900 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 12% w stosunku do roku 2016. Na czele sektorów windujących tak wysoki wzrost znajdują się transport, a także usługi i produkcja. Chociaż sektor budownictwa nie odnotował wzrostu liczby upadłości w 2017 r., spowodował on kłopoty wielu dostawców i firm usługowych – w efekcie tego firmy związane z budownictwem stanowiły 40% niewypłacalności. Ponadto wiele wskazuje, iż problemy sektora budownictwa mogą powrócić w 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkują upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

  • 12% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm w 2017 roku, wobec 8% w roku 2016. Główny problem firm rzutujący na wydłużające się terminy płatności to brak poduszki powietrznej spowodowanej niskimi marżami.
  • Niewypłacalności w transporcie wzrosły o 43%. Sektor oczyściły międzynarodowe regulacje prawne, stałe problemy z transportem na wschód oraz wyniszczająca walka o klienta objawiająca się koniecznością inwestycji w jakość obsługi, a z drugiej strony niska marża.
  • Rosnące w siłę sieci handlowe wypierają mniejszych handlowców, jak również wywierają presję cenową na producentach.
  • Rok 2017 był względnie spokojny dla większych wykonawców infrastrukturalnych. Kłopoty mogą powrócić w 2018 roku, gdy projekty przejdą z fazy projektowej w fazę wykonawczą i napotkają wiele związanych z tym czynników (wahania cen materiałów budowlanych, kłopoty z ich dowozem, wzrost płac, opóźnienia, problemy z podwykonawcami, błędy w projektach etc.).

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w PolsceŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Podstawowym problemem przedsiębiorców są wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Wielu firmom w Polsce w minionym roku nie udało się wytworzyć wystarczającej poduszki finansowej, by móc przetrwać ewentualne problemy. Coraz częściej mamy więc do czynienia z wegetacją, niż z rozwijaniem biznesu.

Obecny w kluczowych sektorach marazm generuje wysokie ryzyko niewypłacalności w 2018 roku, gdy rynek odbiorców może się załamać lub co bardziej prawdopodobne wzrosną stopy procentowe, a tym samym koszt obsługi długu.

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w Polsce 2Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Transport otrzymał ciosy z każdej niemal strony – sytuacja geopolityczna, międzynarodowe regulacje prawne, wzrost wymagań klientów wobec innowacji, a w efekcie wysoka konkurencja i niskie marże.

Transport, przy spadku liczby niewypłacalności, jaki odnotował w 2016 roku (49% w stosunku do 2015 roku), osiągnął wysoki, bo 43% wzrost liczby przypadków niewypłacalności w 2017 roku. Po latach szybkiego rozwoju branży transportowej nastąpił czas stagnacji. Wpływ na sytuację sektora miało wiele czynników, występujących w ciągu ostatnich kilku lat. m in. zmiany geopolityczne, w tym zamknięcie niektórych rynków, spowolnienie eksportu na rynki wschodnie, rosnące ceny paliw, spadek cen za usługi transportowe oraz nowe regulacje prawne. – Dla wielu polskich firm transportowych, które zbudowały swoją potęgę po wejściu Polski do Unii Europejskiej na niskich kosztach, nowe regulacje mają fundamentalne znaczenie i mogą znacząco wpłynąć na ich działalność a nawet – w przypadku firm mniejszych – stanowić o ich przetrwaniu. To głównie nowe regulacje w przepisach międzynarodowego transportu dotyczące stawek minimalnych, zwiększająca się ilość zagranicznych kontroli dodatkowo obciążą rachunek przedsiębiorców – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes A pamiętajmy, że firmy transportowe to często jednoosobowe działalności gospodarcze, w których przypadku problemy płatnicze stają się przyczyną upadku firmy. Nie zapominajmy również, iż wysoka konkurencja wywołała efekt bardzo niskich marż, które wciąż ulegają obniżeniu, przez co część firm najzwyczajniej przestała zarabiać.

Kolejnym punktem w liście problemów sektora jest cyfryzacja stawiająca przed TSL nowe wyzwania, jeśli chodzi o jakość, szybkość, czy dostępność. To wymaga otwartości na innowacje, co powinno skutkować wzrostem nakładów na inwestycje. Przedsiębiorstwa mocno więc obciążają swój budżet wiedząc, że brak nowoczesnych rozwiązań technologicznych może przełożyć się na spadek liczby kontrahentów.

Sektor zmaga się także z typowym efektem domina, gdyż problemy, które mocno dotknęły branże detaliczną, czy budowlaną w sposób naturalny przeniosły się także na sektor usługowy, w tym na TSL.

Handel i produkcja przyduszone rosnącą pozycją sieci handlowych.

Liczba firm tracących płynność finansową w produkcji, jak i handlu jest stosunkowo wysoka. Problemy odczuli producenci żywności, zdominowani przez sektor dystrybucyjny opanowany przez sieci handlowe. Mniejsi handlowcy również nie zaliczą 2017 roku do udanych.

W dystrybucji sieci handlowe i dyskonty przewyższyły liczbą małe sklepy, które to chcąc obecnie konkurować cenowo również łączą się w sieci zakupowe lub działają w ramach programów afiliacyjnych. Sieci będąc dużym graczem zyskały mocniejszą pozycję przetargową, co wymusiło na dużo liczniejszej grupie producentów większą konkurencję, głównie cenową. Z drugiej strony, mniejsze sklepy konkurujące z dyskontami, które wciąż działają samodzielnie nie są w stanie zaoferować lepszych cen, przez co mają mniejszy zbyt, a to bezpośrednio wpływa na ich lokalnych, mniejszych dostawców.

– Problematyczną sytuację w handlu i pośrednio w produkcji, tylko w małym stopniu zahamowała konsumpcja napędzona programami socjalnymi, głównie 500+. Niestety to za mało, by hurtownicy i dostawcy zwiększyli rentowność. Większej szansy wyczekiwałbym we wzroście inflacji, która pozwoliłaby podnieść marże dystrybutorom. – mówi Tomasz Starus.

Dla wykonawców budowlanych może nadejść trudny czas. W tej chwili cierpią przede wszystkim dostawcy.

Pomimo, iż liczba niewypłacalności polskich firm budowlanych wzrosła o 1%, to łączna liczba firm związanych z budownictwem – wykonawców, jak i producentów, hurtowników oraz usługodawców – stanowi aż 35-40% ogólnej liczby niewypłacalności. Dzieje się tak z prostego powodu – to dostawcy często finansują kredytem handlowym wiele inwestycji. Z drugiej strony największe inwestycje właśnie kończą fazę projektową, więc ich realizacja i finansowanie ruszy dopiero w 2018 roku i kolejnych latach. I wówczas to mogą pojawić się duże problemy.

– Projekty budowlane w Polsce będą realizowane w pośpiechu, ponieważ termin jest istotnym parametrem, który może poprawić wynagrodzenie wykonawców. Będą oni chcieli ukończyć projekty jak najszybciej, ale finansowo i fizycznie mogą nie być w stanie tego dokonać. Wiele będzie zależeć od postawy zamawiających, głównie GDDKiA, PKP oraz samorządów. Co prawda kontrakty podpisywane w ostatnich latach pozwalają na dostosowanie wynagrodzenia wykonawcy do rosnących kosztów materiałów budowlanych, czy też robocizny, w praktyce oznacza to jednak konieczność każdorazowego wchodzenia w proces negocjacji z zamawiającym. To z kolei w znaczącej liczbie przypadków kończy się ścieżką sądową z tytułu wyegzekwowania dopłat za ponadstandardowy wzrost kosztów. Biorąc pod uwagę, jak niskie są marże w dużych kontraktach infrastrukturalnych, jak ogromny kapitał trzeba zaangażować w ich wykonanie, można przypuszczać, że mniejsi wykonawcy mogą nie dotrwać do pozytywnego rozstrzygnięcia – wskazuje Członek Zarządu Euler Hermes ds. oceny ryzyka i dodaje – Do tego dojdzie problem z presją cenową spowodowaną niedoborem pracowników oraz split payment, które negatywnie wpłyną na bieżącą płynność wielu podmiotów. Spodziewamy się zatem kolejnych upadłości, a w konsekwencji możliwych opóźnień w wielu kontraktach.

Euler Hermes nie spodziewa się jednak, że rok 2018 będzie powtórką roku 2012. Wówczas to upadło wiele dużych podmiotów, zaskoczonych trybem i tempem rozliczania kontraktów, akceptowania aneksów na roboty dodatkowe, zmianę kosztów, itd. Obecnie, przynajmniej część największych graczy na rynku dużo lepiej jest przystosowana do współpracy z publicznymi zamawiającymi, a i strona publiczna dostosowała swoje działania do realiów rynku.

Znaczącym prawdopodobieństwem niewypłacalności zagrożone mogą być mniejsze podmioty, które nie zdołały zbudować poduszki finansowej oraz stabilnego strumienia finansowania, by podołać tym wszystkim gwałtownym zmianom.

Najbardziej ucierpiało rozwinięte Mazowsze (wzrost o 44%) oraz województwa Polski północnej

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w Polsce 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Oprócz branżowego charakteru mapy niewypłacalności (największego wzrostu ich liczby w województwach, gdzie skupione są branże z największa ich liczbą – jak usługi i handel w woj. mazowieckim) warto porównać mapę niewypłacalności za 2017 rok z ta wcześniejszą o rok. Widać, iż województwa z obecnie największym wzrostem liczby niewypłacalności o rok wcześniej były na przeciwnym krańcu skali – przodowały w spadku ich liczby. Można więc powiedzieć iż w dłuższej perspektywie liczba niewypłacalności, trendy w tym względzie ulegają wyrównaniu.

Coraz lepsza sytuacja Kolei Mazowieckich. Zakup nowych pociągów za ponad 2 mld zł to największe zamówienie w historii polskiej kolei

Coraz lepsza sytuacja Kolei Mazowieckich. Zakup nowych pociągów za ponad 2 mld zł to największe zamówienie w historii polskiej kolei 6

Koleje Mazowieckie zainwestowały 2,2 mld zł w zakup 71 pociągów od firmy Stadler. To największe zamówienie w historii polskiej kolei. Od kilku lat KM są drugim przewoźnikiem kolejowym w Polsce. Obecnie wożą pasażerów 317 składami, po inwestycji będzie ich już 388. Więcej pojazdów oznacza większą częstotliwość kursowania. Nowe składy będą dostarczane w transzach – pierwsze wyjadą na tory w przyszłym roku.

– To bardzo duża inwestycja, nie tylko w Kolejach Mazowieckich, ale właściwie w całym zamówieniu na pojazdy regionalne w Polsce. To umowa na 71 elektrycznych zespołów trakcyjnych, w tym 61 pięcioczłonowych i 10 dwuczłonowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Czesław Sulima, członek zarządu, dyrektor eksploatacyjny Kolei Mazowieckich.

To największe zamówienie na pociągi w historii polskich firm kolejowych. 71 ezt dostarczy firma Stadler Polska, która będzie produkować je w zakładzie w Siedlcach. Przedstawiciele producenta podkreślają, że m.in. dzięki temu zamówieniu na Mazowszu powstanie dwieście nowych miejsc pracy. Pojazdy mają być dostarczane do Kolei Mazowieckich w transzach do 2022 roku.

W pierwszej transzy będzie to dwanaście pojazdów, w drugiej – dwanaście, w kolejnej – piętnaście, w ostatniej – szesnaście pojazdów. Zakończenie dostawy przewidziane jest na 2022 rok – mówi Czesław Sulima. – Pierwsze pociągi zostaną wdrożone do eksploatacji w I połowie 2019 roku na odcinku Sochaczew – Warszawa – Celestynów. Druga transza pojazdów to będzie odcinek Skierniewice – Mińsk Mazowiecki.

Wartość zamówienia wynosi 2,2 mld zł. Koleje ubiegają się o dotację z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko, która ma pokryć połowę kosztów zakupu.

Nowe pociągi osiągną prędkość co najmniej 160 km/h. Będą też nowocześnie wyposażone, m.in. w klimatyzację, bezprzewodowy dostęp do internetu, wewnętrzny i zewnętrzny monitoring, defibrylatory czy interkom, który umożliwi pasażerom kontakt z maszynistą w awaryjnej sytuacji. We wszystkich nowych pojazdach mają być urządzenia ETCS, europejskiego systemu sterowania.

– Każda dostawa nowych pojazdów powoduje poprawę warunków podróżowania, a tym samym jakości podróżowania. Będą to pojazdy bardzo nowoczesne i bezpieczne. Będą wyposażone w najnowocześniejsze urządzenia techniczne – wymienia dyrektor eksploatacyjny Kolei Mazowieckich.

Koleje Mazowieckie zaczynały 13 lat temu. Wówczas miały do dyspozycji dzierżawione i używane pociągi. Obecnie mają 317 składów, a po dostarczeniu nowych będzie ich już łącznie 388. Nowa inwestycja pozwoli zwiększyć częstotliwość kursowania, wydłużyć zestawienia pociągów, ale i zapewnić rezerwę taborową.

– Planujemy w międzyczasie wycofywać z eksploatacji trzydzieści dziewięć najstarszych użytkowanych pojazdów – mówi Czesław Sulima.

Koleje Mazowieckie od lat utrzymują się na drugim miejscu pod względem liczby obsłużonych pasażerów. Z danych Urzędu Transportu Kolejowego wynika, że przez jedenaście miesięcy 2017 roku liczba pasażerów kolei przekroczyła 279 mln, przy czym udział Kolei Mazowieckich sięgnął 20,3 proc. (przy 26,4 proc. Przewozów Regionalnych).

– Dzisiaj sytuacja spółki Koleje Mazowieckie jest bardzo dobra. Ona zależy z jednej strony od liczby przewiezionych pasażerów, a z drugiej strony od wsparcia finansowego samorządu województwa. My co roku wspieramy je kwotą ponad 250 mln zł w formie umowy, ale spółka korzysta też znakomicie z pieniędzy unijnych, zwłaszcza w obszarze inwestycyjnym. Sytuacja jest na tyle dobra, że banki decydują się na wsparcie finansowe dużych projektów. W związku z tym spółkę stać na montaż finansowy, który umożliwi zakup nowego taboru – przekonuje Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Zakup nowych pociągów to nie jest jedyna inwestycja Kolei Mazowieckich.

– Planujemy wybudować w Sochaczewie nowoczesną bazę utrzymywania taboru w tzw. poziomie utrzymania P4 – mówi Czesław Sulima.

Przedstawiciele spółki podkreślają, że wybudowanie hali utrzymaniowo-naprawczej to strategiczny projekt. Postępowanie ruszyło jesienią ubiegłego roku. Projekt ma być realizowany w formule partnerstwa publiczno-prywatnego – partner prywatny zobowiąże się do poniesienia wydatków na budowę obiektu, jego utrzymania i zarządzania nim, a spółka Koleje Mazowieckie będzie zlecała naprawy taboru w poziomie P4, wykonywane co 3–5 lat.

Firmom trudniej będzie dotrzeć do odbiorców przez Facebooka. Serwis zmienia sposób wyświetlania postów

Firmom trudniej będzie dotrzeć do odbiorców przez Facebooka. Serwis zmienia sposób wyświetlania postów 7

Facebook zmienia algorytm pozycjonujący treści w Newsfeedzie użytkowników. Pierwszeństwo będą miały posty, którymi dzielą się rodzina, bliscy znajomi i te publikowane w grupach, do których należy użytkownik, a dopiero w dalszej kolejności wpisy firm. Wśród nowych funkcji serwisu pojawi się możliwość zawieszenia wyświetlania postów konkretnego użytkownika na 30 dni. Serwis Zuckerberga chce też walczyć z postami, których celem jest jedynie zachęcanie użytkowników do interakcji.

 Zgodnie z zapowiedzią Marka Zuckerberga Facebook chce teraz kłaść większy nacisk na relacje międzyludzkie. W związku z tym posty publikowane przez znajomych, rodzinę czy grupy będą wyświetlać się w Newsfeedzie wyżej niż te dodawane przez strony, czyli m.in. przez marki lub wydawców – mówi agencji Newseria Biznes Paulina Piotrowska, redaktor PRoto.pl.

Specjaliści ds. mediów społecznościowych, zapytani przez redakcję PRoto.pl, jak to wpłynie na obecność firm na portalu, ale także na pracę PR-owców, uspokajają i podkreślają, że nie jest to pierwsza zmiana algorytmu Facebooka. Poza tym jest jeszcze zbyt wcześnie, by przewidywać, w jakim kierunku ta zmiana pójdzie i jakie będą jej efekty.

– Wyzwaniem, które stanie przed osobami odpowiedzialnymi za komunikację w mediach społecznościowych, będzie opracowanie nowej strategii obecności firmy na Facebooku. Trzeba będzie teraz skupić się na tworzeniu jakościowego contentu, a mniej zwracać uwagę na ilość – podkreśla Paulina Piotrowska.

Eksperci zalecają większą dbałość o tworzenie przez firmy i marki treści wartościowych dla użytkowników zamiast takich, które często stanowią nachalną reklamę. Zmiana algorytmu najmocniej dotknie małe strony, które swojej działalności na Facebooku nie opierają na płatnej promocji, a raczej na zasięgu organicznym. One będą musiały poszukać nowych pomysłów na dotarcie do odbiorców.

Użytkowników serwisu Marka Zuckerberga ucieszy kolejna z zapowiedzianych zmian. Facebook będzie walczył z postami wyłudzającymi lajki.

– Chodzi tu o wpisy, które namawiają nas w nachalny sposób do dodawania polubień, komentarzy, udostępnień czy tagowania znajomych. Do tego celu portal wykorzysta uczenie maszynowe. Jak poinformowano, zostało już przeanalizowane kilkaset tysięcy postów, dzięki którym łatwiej będzie zidentyfikować niechciane wpisy – tłumaczy Paulina Piotrowska.

Nową funkcją na Facebooku będzie Snooze. Dzięki niej użytkownicy będą mogli na 30 dni zawiesić oglądanie postów dodawanych przez wybrane strony. „Zawieszony” użytkownik lub grupa użytkowników nie będą o tym fakcie informowani powiadomieniem.

Do zmian od grudnia przyzwyczajają się także użytkownicy Instagrama. Serwis dał im możliwość archiwizowania materiałów dodawanych w Stories. Wszystkie relacje, które dana osoba opublikuje, są archiwizowane automatycznie, a użytkownik ma możliwość wyróżniania wybranych relacji i przypinania ich do profilu.

Kierowcy muszą liczyć się z podwyżkami cen OC. Najwięcej za ubezpieczenie płacą mieszkańcy Wrocławia i Olsztyna

Kierowcy muszą liczyć się z podwyżkami cen OC. Najwięcej za ubezpieczenie płacą mieszkańcy Wrocławia i Olsztyna 8

Po ubiegłorocznej stabilizacji cen polis OC w 2018 roku spodziewane są podwyżki, ale nie będą one tak znaczące jak w latach 2015–2016 – oceniają eksperci mfind.pl. To efekt rosnących wypłat odszkodowań dla osób poszkodowanych w wypadkach. Dziś najwięcej za ubezpieczenie OC płacą kierowcy z Wrocławia – to ponad 1,5 tys. zł, z kolei najmniej ci Zielonej Góry, Rzeszowa i Białegostoku – ok. 800–900 zł.

Lata 2015 i 2016 przyniosły kierowcom ponad 50-proc. podwyżki cen obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych. W kilku miastach ceny wzrosły prawie dwukrotnie. Ubiegły rok przyniósł uspokojenie na rynku. Średnia cena polisy OC ustabilizowała się na poziomie nieco powyżej 1 tys. zł, ale kierowcy bez zniżek czy z bardziej ryzykownej grupy wiekowej płacili ok. 1,4–2 tys. zł.

– Choć ceny ubezpieczeń komunikacyjnych wciąż są na wysokim poziomie, to na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy ceny ustabilizowały się, ponieważ odnotowaliśmy wzrost zaledwie o 0,4 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Pepla z mfind.pl.

Także początek tego roku był dla kierowców łaskawy. Ceny przestały rosnąć, a wielu miastach nawet spadły, np. w Kielcach (o 27 proc.), Białymstoku (14 proc.) i Bydgoszczy (13 proc.). Na bardziej atrakcyjną ofertę mogą liczyć także kierowcy w Poznaniu, Rzeszowie i Zielonej Górze. Podwyżki odczują za to mieszkańcy Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Olsztyna czy Opola.

– Najdroższe ubezpieczenie OC jest we Wrocławiu. Już drugi rok z rzędu kierowcy w tym mieście muszą płacić za nie najwięcej spośród wszystkich miast wojewódzkich w Polsce, już ponad 1,5 zł – mówi Przemysław Pepla.

Podobne kwoty muszą zapłacić mieszkańcy Olsztyna – średnio 1 439 zł. Dla porównania, w Gdańsku średnia cena wynosi 1 313 tys. zł, w Warszawie nieco ponad 1 202 tys. zł, w Łodzi 1 244 tys. zł, a w Krakowie 1 146 tys. zł.

– Choć obecnie ceny polis OC ustabilizowały się, co jest dobrą wiadomością dla kierowców po gwałtownych podwyżkach w ubiegłych latach, to w nadchodzących miesiącach spodziewamy się niestety dalszych podwyżek. Nie powinny jednak być one tak duże jak w poprzednich latach – mówi Przemysław Pepla.

Powodem są wciąż rosnące wypłaty odszkodowań z tytułu szkód osobowych. W ciągu III kwartałów 2017 roku ubezpieczyciele wypłacili 6,3 mld zł odszkodowań i świadczeń z OC komunikacyjnego. To o 8,3 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Odsetek wypłat odszkodowań z tytułu szkód osobowych jest w naszym kraju stosunkowo niewielki, jeśli zestawimy go z danymi z Europy Zachodniej. Prognozujemy, że odsetek ten będzie rósł, a wraz z nim niestety także i ceny polis komunikacyjnych – mówi Przemysław Pepla.

Ekspert mfind.pl przypomina, że w najbliższych miesiącach największy wpływ na rynek ubezpieczeń będzie miała unijna dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń (IDD), której intencją jest zapewnienie wyższego poziomu ochrony klienta. Regulacja nakłada na dystrybutorów ubezpieczeń wiele nowych obowiązków, takich jak rzetelne informowanie o cechach produktu, opłatach, zasadach wynagradzania pośredników przez towarzystwa ubezpieczeń. Dystrybutorzy będą musieli analizować potrzeby klientów, by zaprezentować im najkorzystniejsze oferty.

Innowacje będą napędzać rozwój energetyki i gazownictwa. W ciągu kilku lat Grupa Kapitałowa PGNiG przeznaczy na nie 700 mln zł

Innowacje będą napędzać rozwój energetyki i gazownictwa. W ciągu kilku lat Grupa Kapitałowa PGNiG przeznaczy na nie 700 mln zł 9

Za niecały miesiąc ruszy nabór wniosków w pierwszym konkursie INGA To wspólne przedsięwzięcie PGNiG SA, Gaz-System SA i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z rekordowym budżetem przekraczającym 400 mln zł. Na granty mogą liczyć nowatorskie projekty, które potem trafią do pilotażowego wdrożenia i komercjalizacji. Na programie INGA ma skorzystać cały polski sektor gazowniczy. 

Począwszy od 19 lutego ruszy nabór wniosków w pierwszym konkursie programu INGA – Innowacyjne Gazownictwo. To wspólnie przedsięwzięcie realizowane przez PGNiG SA, Gaz-System SA oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Strategicznym celem programu jest zwiększenie konkurencyjności polskiego sektora gazowniczego.

– Zgłaszać mogą się przedsiębiorcy, konsorcja złożone z małych i średnich przedsiębiorstw oraz tych dużych we współpracy ze światem nauki. Czekamy na przełomowe pomysły, dzięki którym będziemy mogli dorównywać najlepszym na świecie. Już teraz jesteśmy liderem w tej części Europy. Mam nadzieję, że do programu INGA będą zgłaszali się najlepsi z najlepszych – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Kroplewski, wiceprezes do spraw rozwoju w PGNiG.

Łączny budżet programu to 400 mln zł, z którego połowę zapewnia Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a drugą połowę partnerzy przemysłowi: PGNiG SA – 133 mln zł i Gaz-System SA – 67 mln zł.

Budżet w ramach działalności innowacyjnej GK PGNiG kolejnych pięciu latach wyniesie 700 mln zł, a uwzględniając finansowanie zewnętrzne – ponad 1 mld zł. Więc jest o co walczyć – mówi Łukasz Kroplewski. – Zespoły ekspertów oceniające wnioski będą pracowały z bezpośrednim udziałem przedstawicieli naszych firm tj. PGNiG SA i naszych spółek oraz Gaz-System SA. W ciągu 3 miesięcy od zamknięcia zgłoszeń zostaną wyłonione najlepsze projekty i podpisane będą umowy z konsorcjami wykonawczymi. Po zakończeniu realizacji projektów ocenimy i zadecydujemy, które z realizowanych projektów będziemy chcieli komercjalizować. Musi to wynikać oczywiście z rachunku ekonomicznego – dodaje.

O dofinansowanie na prace badawczo-rozwojowe mogą się ubiegać konsorcja złożone z przedsiębiorstw i jednostek naukowych lub wyłącznie z jednostek naukowych. Granty otrzymają najlepsze, nowatorskie projekty z ośmiu kluczowych obszarów: poszukiwanie i wydobycie węglowodorów oraz produkcja paliw gazowych, pozyskanie metanu z pokładów węgla, materiały do budowy i eksploatacji sieci gazowych, sieci gazowe, użytkowanie, obrót i nowe zastosowania LNG i CNG, technologie wodorowe i paliwa gazowe, technologie stosowane we współpracy z klientami oraz ochrona środowiska.

 To największy program badawczy w historii naszej firmy, o niebagatelnej wartości. Wspólne przedsięwzięcie bazuje na tzw. agendzie badawczej, co oznacza że partnerzy przemysłowi zgłaszają swoje tematy – problemy badawcze, które uważają za istotne i które chcieliby rozwiązać z udziałem otoczenia naukowo-badawczego – mówi Dariusz Dzirba, dyrektor Departamentu Badań i Rozwoju w PGNiG SA.

– W naszym wypadku projekty, których oczekujemy to m.in. innowacyjne pomysły związane z poszukiwaniem i wydobyciem węglowodorów, ale także nowoczesne rozwiązania związane z wykorzystaniem LNG, CNG czy dystrybucją gazu – dodaje Łukasz Kroplewski.

Wiceprezes do spraw rozwoju w PGNiG SA podkreśla, że gazownictwo nie może już obejść się bez innowacji, a spółka ma ambicję być liderem tego obszaru. Na programie INGA ma jednak skorzystać cały sektor gazowniczy i energetyczny.

Jak podkreśla Aleksander Zawisza, wicedyrektor pionu rozwoju w spółce Gaz-System SA, oczekiwania dotyczące programu są bardzo wysokie.

– Oczekujemy nowych rozwiązań, nowego podejścia czy złożenia dotychczasowych rozwiązań w zupełnie nową całość. Nie musi być to coś, co można porównać do wynalezienia koła czy dynamitu. Połączenie rozwiązań, które istnieją na rynku i złożenie ich w odpowiedni sposób może stworzyć dodatkową wartość. Nam – jako przedsiębiorstwu sieciowemu, które zajmuje się przesyłem gazu i ma terminal w Świnoujściu – zależy przede wszystkim na obszarach związanych z budową sieci, ze wszystkim, co łączy się z LNG, z chłodem i wykorzystaniem gazu w tejże postaci. Dodatkowo, nastawiamy się także na ochronę środowiska – mówi Aleksander Zawisza.

Mamy bardzo duże oczekiwania wobec tego programu. Naszą ambicją jest, abyśmy znaleźli innowacje przełomowe. Zależy nam też na usprawnieniach, które pomogą w codziennej eksploatacji, w codziennej pracy – to jest ważne, to nasza bazowa działalność. Natomiast ze względu na skalę programu myślę, że wyłowimy wśród realizowanych projektów takie, które przyniosą nam rozwiązania o charakterze fundamentalnym i przełomowym. Oczekuję bardzo znaczących efektów programu INGA – dodaje Dariusz Dzirba.

Wnioski w ramach programu INGA – Innowacyjne Gazownictwo będzie można składać od 19 lutego do 20 kwietnia br., a laureaci zostaną wyłonieni drugiej połowie roku.

Nadal w „byczym” trendzie

We wtorek w USA publikacji raportów makro nadal nie było, ale pojawiło się sporo raportów kwartalnych spółek, co mogło mieć umiarkowany wpływ na nastroje. Jak zwykle jednak rynek albo zachwycał się wynikami albo je lekceważył.

Wpływ mogło mieć też to, że po sesji poniedziałkowej prezydent Trump wydał dekret nakładający cła importowe na chińskich producentów paneli słonecznych i pralek. Mówiono, że to nie będzie miało wielkiego wpływu na globalna wymianę handlową, ale mogło być tylko początkiem dłuższej serii takich działań, a to zaszkodziłoby koniunkturze. Wall Street zdawała się tego problemu nie dostrzegać.

Wall Street rozpoczęła sesję od kolejnego wzrostu indeksów i kolejnych rekordów. Na szerokim ryku (S&P 500) widać było już pewne wahanie, ale NASDAQ nadal wyraźnie zyskiwał. Przypominam, że spółki z tego ostatniego indeksu niewiele skorzystają na zmianach podatkowych… Potem niewiele się już zmieniło. S&P 500 zyskał 0,22%, a NASDAQ 0,71%. Oczywiście były to kolejne rekordy.

GPW rozpoczęła wtorkową sesję w doskonałych nastrojach. Po pół godzinie WIG20 zyskiwał już blisko jeden procent. WIG zyskiwał nieco mniej, ale ustanawiał (wreszcie) nowy rekord wszech czasów. Po południu nastroje na europejskich parkietach się pogorszyły, a to natychmiast obniżyło indeksy również na GPW. Bardzo szybko rynki się uspokoiły, a WIG20 zaczął wdrapywać się w kierunku przedpołudniowych szczytów.

Ten ruch zakończył się niepowodzeniem. WIG20 zanurkował (mimo tego, że na innych rynkach niewiele się zmieniło) i zabarwił na czerwono. Zanosiło się na zakończenie sesji neutralnie lub kosmetycznym spadkiem, ale dzięki fixingowi WIG20 zyskał 0,36%, MWIG40 zyskał 0,40%, a WIG 0,31% – na tym ostatnim (indeksie szerokiego rynku) zostało 40 punktów (0,06%) do szczytu wszech czasów.

Na innych rynkach rozwijających się nastroje są znakomite. Węgierski BUX bije rekord za rekordem, indeks z Szanghaju jest najwyżej od dwóch lat, indeks turecki ustanowił rekord itp. Z tego wniosek, że nasz rynek też powinien nadal rosnąć. Wtorkowa sesja pokazuje jednak, że widać u nas strach przed szaleństwami Wall Street. Nie wykluczam, że GPW będzie chciała przeczekać korektą na Wall Street (w końcu kiedyś musi się rozpocząć).

Piotr Kuczyński

Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

Wirtualna centrala, must have nowoczesnego działu sprzedaży i obsługi klienta

TeleCube-ofertaZa pomocą telefonii internetowej i wirtualnej centrali telefonicznej TeleCube.pl, każda firma, nawet mikro i małe przedsiębiorstwo, może zbudować automatyczny sekretariat, z wieloma funkcjami telefonicznymi i usystematyzować zarządzanie połączeniami wewnątrz firmy, jak i z jej Klientami. Pomoże to zdecydowanie polepszyć komunikację z Klientami oraz usprawni działanie firmy i ułatwi pracę działom i osobom odpowiedzialnym za telefoniczny kontakt z Klientem.

Innowacyjne oblicze telefonii stacjonarnej

Telefonia internetowa, to odmiana telefonii, która wykorzystuje technologię VoIP (dlatego jest też określana mianem, telefonii VoIP), do przesyłania dźwięku. Krótko mówiąc rozmowa jest w tym przypadku realizowania via łącze internetowe. Czy zatem połączenia odbywają się li tylko poprzez komputer czy laptop ? Nic bardziej mylnego. Opcji w tym aspekcie jest o wiele więcej. Co oprócz tego może być (w zależności od operatora) atutem telefonii internetowej? Już odpowiadam: dowolna numeracja, w tym również zagraniczna; szereg usług i funkcji (np. wirtualna centrala, nagrywanie rozmów czy telekonferencje); dostęp do panelu Klienta 24 h / dobę (zawierającego m.in. rozbudowane statystyki połączeń); integracja z CRM i wiele więcej. O tym wszystkim i innych zaletach VoIP, opowiem Tobie w niniejszym artykule,  na przykładzie telefonii TeleCube i oferowanych przez nią usług, a przede wszystkim wirtualnej centrali telefonicznej.

Wielość urządzeń, wolność wyboru

Połączenia w telefonii VoIP, można realizować na wiele sposobów, które sam wybierasz, w zależności od Twoich aktualnych preferencji, czy też miejsca przebywania, Twojego bądź pracowników i współpracowników Twojej firmy. Możesz dzwonić przy użyciu: tradycyjnego telefonu analogowego (połączonego z tzw. bramką VoIP),  komputera, laptopa czy telefonu komórkowego (wykorzystując odpowiednią aplikację, np. darmowy komunikator ZoIPer i słuchawki z mikrofonem) oraz dedykowanego (przewodowego lub bezprzewodowego) telefonu VoIP. Możesz dostosować konkretne urządzenia do wybranych osób czy też działów. Co więcej w przypadku zmiany siedziby firmy, przeniesienie i wdrożenie usługi jest bardzo wygodne i proste.

Numery z dowolnej polskiej strefy oraz zagraniczne

W Telecube, korzystasz z tradycyjnych numerów stacjonarnych, z prefiksem odpowiednim dla danej strefy numeracyjnej (np. 22 – Warszawa, 32 – Katowice). Wybierając jednak numery stacjonarne z puli TeleCube, nie ma znaczenia lokalizacja Twojej firmy. Jeśli pracujesz w Katowicach, a chciałbyś użytkować numer katowicki i do tego warszawski oraz poznański, nie będzie z tym najmniejszego problemu. Ba, numer możesz otrzymać także z puli zagranicznej (w przypadku niektórych krajów, do przydzielenia numeru należy potwierdzić posiadanie w nim siedziby Twojej firmy). Jeśli dysponujesz własnymi numerami i nie chcesz z nich rezygnować, możesz je przenieść do TeleCube. Powitamy je bardzo serdecznie J

Tanie, a nawet bezpłatne rozmowy telefoniczne

Wszystkie połączenia pomiędzy numerami w ramach sieci TeleCube.pl będziesz mógł realizować bezpłatnie. Nawet jeśli Twoja firma zatrudnia kilkuset pracowników. Darmowe rozmowy, zrealizujesz również, ze swoimi współpracownikami, freelancerami czy nawet partnerami, pod warunkiem, że posiadają oni numery w sieci TeleCube. Za połączenia wychodzące (poza siecią TeleCube) zapłacisz, zgodnie z cennikiem TeleCube. Najtańsze rozmowy przeprowadzisz już od 5 groszy netto/minutę.

Pakiet Mini, za 9 zł netto / miesiąc

Do realizacji tradycyjnych połączeń i wysyłania SMSów, wystarczy zaopatrzyć się w pakiet Mini, który kosztuje 9 zł netto miesięcznie. W jego ramach TeleCube oferuje polski numer stacjonarny do rozmów telefonicznych oraz dodatkowo numer faxowy. Drugi z wymienionych numerów posłuży do odbierania i wysyłania dokumentów faxowych, przy użyciu rozwiązania o nazwie fax internetowy. Fax internetowy, to nic innego jak przeniesienie tradycyjnej usługi faxowej do świata wirtualnego. Z tą różnicą, że nie jest w tym przypadku wymagany tradycyjny sprzęt, ponieważ faxy przychodzą na adres mailowy, a ich wysyłanie jest realizowane przy wykorzystaniu panelu Klienta TeleCube.
Do pakietu Mini można dokupić np. numery zagraniczne. Ich koszt jest zależny od konkretnego kraju i wynosi od 19 zł netto / miesiąc (np. numer z USA czy Kanady).
Pakiet Mini to jednak tylko preludium do szerokiego wachlarza możliwości, które oferuje TeleCube. A główną z nich jest wirtualna centrala telefoniczna.

Centrala telefoniczna, co to jest ?

Centrala telefoniczna jest rozwiązaniem funkcjonującym na rynku, już od ładnych paru lat i służy do zarządzania połączeniami i usługami telefonicznymi. Kiedyś była ona jednak wykorzystywana, w głównej mierze przez podmioty sektora publicznego i korporacje. Wymagała znacznych nakładów finansowych i miejsca na sprzęt oraz okablowanie. Od kilku lat dzięki m.in. TeleCube, można zakupić centralę w wersji w chmurze, czyli tzw. wirtualną centralę telefoniczną. Jest ona wygodniejsza w użytkowaniu, bardziej skalowalna, a przede wszystkim o wiele tańsza, przez co dostępniejsza dla większej liczby firm, nawet tych najmniejszych.

Wirtualna centrala TeleCube, milowy krok do usprawnienia zarządzania komunikacją telefoniczną

Jeśli obecnie używasz w swojej firmie tradycyjnej telefonii stacjonarnej i często Klienci nie mogą się do Ciebie dodzwonić słysząc sygnał zajętości, koniecznie zainteresuj się wirtualną centralą telefoniczną.

Wirtualna centrala (telecube.pl/wirtualna-centrala-telefoniczna) TeleCube to narzędzie do zarządzania połączeniami, numerami i funkcjami telekomunikacyjnymi, administrowane przez Ciebie z poziomu panelu Klienta, do którego masz dostęp o każdej porze, za pomocą dowolnego urządzenia zaopatrzonego w przeglądarkę internetową.

Twój Klient już nigdy nie usłyszy sygnału zajętości

Wirtualna centrala, ma wiele zastosowań. Możesz dzięki niej powitać dzwoniącego Klienta komunikatem głosowym, z prośbą o wybór tonowy konkretnego numeru, przyporządkowanego do określonej osoby czy działu. Po dokonaniu wyboru, nastąpi połączenie z konkretną osobą lub dzwoniący usłyszy kolejny komunikat/powiadomienie albo np. zostanie przekierowany do poczty głosowej. Wszystko zależy od tego jak zaprojektujesz schemat działania centralki.  Jeśli wszyscy konsultanci prowadzą aktualnie rozmowy, dzwoniącego możesz skierować do tzw. kolejki. Podczas oczekiwania będzie mu emitowana muzyka oraz komunikat o aktualnym miejscu w kolejce. Jeśli w trakcie rozmowy zajdzie potrzeba, jej transferu na inny numer będzie to możliwe do zrealizowania bez konieczności rozłączania się dzwoniącego, również na numer spoza sieci TeleCube, w tym komórkowy (za dopłatą). Co więcej komunikaty powitalne lub informacyjne (można je przygotować bezpłatnie, korzystając z wirtualnego lektora TeleCube, dostępnego w kilku językach lub odpłatnie zlecić ich nagranie profesjonalnym lektorom proponowanym przez TeleCube) mogą być różnorodne i dopasowane do konkretnych przedziałów czasowych i dni. Ma to najczęściej miejsce w przypadku zróżnicowania wiadomości emitowanych w godzinach pracy oraz poza godzinami pracy czy w święta. W przypadku gdy Klienci nie zechcą czekać w kolejce i postanowią się rozłączyć, na panelu Klienta będzie można odszukać wszystkie takie nieodebrane połączenia i jednym kliknięciem zainicjować rozmowę z danym numerem. Dzięki temu, nie stracimy potencjalnego Klienta i na pewno zyskamy w jego oczach. No i będziemy postrzegani jako firma, która potrafi szybko reagować.

Nagrywanie rozmów, Claude Control, SMS, KeyPass

Wirtualna centrala TeleCube ma jeszcze wiele innych funkcjonalności. W dziale handlowym (i nie tylko) bardzo przydatne będzie zapewne nagrywanie rozmów. W TeleCube rozmowy są dostępne, na panelu Klienta przez 30 dni. W tym okresie można je pobrać (pojedynczo lub zbiorczo) na swój serwer i na stałe zarchiwizować. Nagrywanie jest przydatne nie tylko do odsłuchania rozmowy i przypomnienia sobie pewnych jej ustaleń (np. do opracowania oferty i Umowy oraz reklamacji) ale również do weryfikacji przez przełożonego umiejętności konsultanta infolinii i korygowania pewnych błędów dotyczących technik sprzedaży i obsługi Klienta, na podstawie materiału w postaci nagrania. Inną funkcją, która z kolei pozwala managerowi przysłuchiwać się via wybrane urządzenie telefoniczne, rozmowom pracownika i „na żywo” podpowiadać mu (podpowiedzi słyszy oczywiście tylko pracownik, a nie Klient) co ma mówić dzwoniącemu jest ClaudeControl. Taki monitoring rozmowy, można prowadzić nawet jeśli manager i pracownik znajdują się w innych miastach.

Po skończonej rozmowie czasami warto, nawet tylko w kilku zdaniach czy słowach wysłać Klientowi jej podsumowanie, ustalenia, albo po prostu jeszcze raz za nią podziękować. Do realizacji bardzo krótkiego przekazu, np. wspomnianego podziękowania, odpowiedni będzie SMS, którego można wysłać z panelu Klienta (również z nazwą własną, w polu nadawcy np. swojej marki).

Wybranym Klientom czy też grupom vipowskim, którym chcesz udostępnić ekskluzywne treści (np. informacje o limitowanych produktach czy określonych promocjach) i/lub przyporządkować dedykowanych doradców, możesz przydzielić, dzięki usłudze KeyPass, specjalne kody PIN. Posiadacz kodu wykorzystuje je gdy dzwoni na Twój numer i następnie wprowadza je tonowo. Jest wtedy automatycznie przekierowany do konsultanta lub miejsca gdzie odsłucha wybrane treści.

Przechodzimy do kosztów centrali, a tu miła niespodzianka

Najtańszy pakiet wirtualnej centrali, o nazwie Start, który zawiera większość dostępnych funkcjonalności centralkowych, kosztuje tylko 29 zł netto / miesiąc. W tej cenie TeleCube oferuje opisywane już opcje: IVR, warunki czasowe, wirtualny lektor, wysyłanie Smsów, fax internetowy, kolejkowanie, przekierowanie połączeń, KeyPass czy pocztę głosową. Pakiet jest przewidziany dla 4 użytkowników/stanowisk (4 konta SIP, nazywane numerami wewnętrznymi), którzy otrzymują 2 numery stacjonarne. W TeleCube, z jednego numeru stacjonarnego może korzystać nawet kilka osób, które posiadają jednak odrębne numery wewnętrzne. Dlatego też Klient dzwoniący na jeden i ten sam numer stacjonarny, może być następnie łączony z różnymi osobami, które mają zdefiniowane numery wewnętrzne. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby każda osoba w Twojej firmie, oprócz numeru wewnętrznego, posiadała też swój indywidualny numer stacjonarny. Zwłaszcza wtedy, gdy ma ona się prezentować indywidualnym numerem, a nie głównym numerem firmy, przy połączeniach wychodzących.

Pakiet Start sprawdzi się doskonale w mikrofirmie. TeleCube posiada jednak rozwiązania, dla praktycznie każdego rodzaju działalności, niezależnie od branży i ilości pracowników.  Najdroższy pakiet Elite (w cenie 129 zł netto/miesiąc), zawiera oprócz funkcjonalności pakietu Start również nagrywanie rozmów, telekonferencje (grupowe rozmowy, w wirtualnym pokoju telekonferencyjnym, do 15 osób) oraz 32 numery wewnętrzne i 16 numerów stacjonarnych. Nie oznacza to jednak, że maksymalna ilość stanowisk, oferowanych przez TeleCube, to 32. W tym przypadku nie ma ograniczeń i można dokupić w każdej chwili, do wybranego pakietu, tak numery wewnętrzne, jak i numery stacjonarne, jak również usługę ClaudeControl.

Usługi, usługami, ale ten Panel klienta

Narzędzie do projektowania-schematu centrali TeleCubePisałem już o tym, że TeleCube oferuje całodobowy panel Klienta, z dostępem do nieodebranych połączeń i opcją wysyłania faxów i SMSów. To jednak tylko namiastka tego co znajduje się na panelu. Panel to po prostu intuicyjne, łatwe w obsłudze centrum informacyjne oraz zarządcze twoich połączeń i usług w TeleCube. Znajdziesz tu m.in. billingi połączeń, statystyki z kolejek (w podziale na konsultantów, grupy), faktury, dostępne do wyboru polskie i zagraniczne numery telefoniczne oraz graficzne narzędzie do samodzielnego zaprojektowania schematu Twojej centrali. Ta ostatnia informacja, a w zasadzie użycie słowa „samodzielnie” może Ciebie zaskoczyć. Zwłaszcza jeśli jeszcze nie miałeś do czynienia z takimi kwestiami. Należy podkreślić, w tym miejscu, że takie narzędzie to duże udogodnienie dla Ciebie. Po pierwsze jest ono intuicyjne, a po drugie uniezależnia Cię w dużym stopniu od działu technicznego dostawcy, ponieważ możesz w każdej chwili dokonać edycji Twoich ustawień centralkowych. Ma to szczególne znaczenie, gdy trzeba coś zmienić „na wczoraj” np. komunikat, czy też godziny emitowania go. Jeśli mimo wszystko taka samodzielność trochę Cię zniechęca, od razu spieszę żeby Cię uspokoić. W przypadku jakichkolwiek niejasności Biuro Obsługi Klienta TeleCube, udzieli wskazówek i pomoże w konfiguracji centrali, łącznie z przeprowadzeniem stosownego szkolenia.

Integracja TeleCube z CRM

Dobrze funkcjonującą i zautomatyzowana usługa telekomunikacyjna, bardzo ułatwia i usprawnia pracę Twojej firmy i kontakt z Klientami. Nie wyczerpuje ona jednak wszystkich możliwości komunikacyjnych oraz nie jest też dedykowana do ogólnego zarządzania kontaktami z Klientami.

W tym celu sugeruję zaopatrzyć się w narzędzie zwane CRM (np. Sugester.pl czy CRMVision.pl). TeleCube.pl go nie oferuje, ale może zintegrować się z konkretnym rozwiązaniem CRM (dzięki posiadaniu API) z korzyścią dla TeleCube, jak i danego systemu CRM, a przede wszystkim Ciebie, jako ich użytkownika J

 Sprawdź TeleCube w akcji, bez żadnych zobowiązań

Nikt nie lubi podejmować decyzji, jeśli nie jest przekonany, że zakup spełni jego potrzeby. TeleCube to rozumie, dlatego oferuje swoją usługę do testów, na 14 dni. W tym okresie możesz przetestować większość opcji bezpłatnie, przy użyciu darmowych minut i testowej numeracji. Po testach możesz zrezygnować z dalszego użytkowania TeleCube albo rozpocząć płatną współpracę w opcji prepaid (tzw. przedpłata) lub na podstawie okresowej Umowy.

Dodatkowe darmowe minuty, z kodem promocyjnym

Zachęcam do testów wirtualnej centrali TeleCube. Jeśli chcesz się przekonać jak działa pakiet Elite,  kliknij w ten link: www.telecube.pl/rejestracja/?product_id=18, wypełnij formularz rejestracyjny i przejdź (po otrzymaniu linku aktywacyjnego) do panelu Klienta. Jeśli w trakcie rejestracji wpiszesz Kod: CEO18 (ewentualnie możesz go podać telefonicznie, kontaktując się z naszym działem sprzedaży, do 24 godzin od rejestracji, pod numerem 221131415) otrzymasz, zamiast tradycyjnej puli, aż 150 minut na testy (dotyczy połączeń w cenie 5 groszy netto / minutę, dla droższych połączeń ilość minut będzie relatywnie mniejsza). Kod jest ważny do 15 lutego br.  (w tym terminie należy się zarejestrować) i dotyczy tylko Klientów, którzy nigdy  wcześniej (tj. do 25 stycznia 2018 r.) nie korzystali z usług telefonii TeleCube.

Ważne! Większą pule darmowych minut otrzymasz również w przypadku wyboru innego niż Elite, pakietu wirtualnej centrali

Konieczny: Szkolenie po kosztach? Cena przestaje być jedynym kryterium

Rynek szkoleń można podzielić na kilka segmentów. Pierwszym są reprezentanci międzynarodowego know-how – np. House of Skills – sprzedający produkt, który jest obrandowany, zwalidowany oraz bardzo ciekawie opakowany. Kolejnym segmentem jest know-how powszechne – open source – z którego korzystają zarówno osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, jak też osoby bez wykupionego prawa licencyjnego sprzedaży know-how. Planktonem można nazwać firmy, które powstały jako pokłosie programów unijnych i bardzo zepsuły rynek. Są one gotowe dostarczać rozwiązania szkoleniowe w sposób niewystarczający jakościowo oraz po bardzo niskiej cenie.

– Wiem jak wygląda ten rynek, spotykam się z przedstawicielami różnych firm szkoleniowych i uczestniczę w procesach sprzedażowych, Dla coraz mniejszej liczby klientów cena za dzień szkolenia jest jedynym kryterium podczas procesu decyzyjnego, który stanowi o wyborze danej firmy. Uczestnik ma wynieść ze szkolenia jak najwięcej praktycznych umiejętności, a nie wyłącznie znaleźć się na liście obecności – powiedział agencji eNewsroom.pl Marcin Konieczny, partner w firmie „House of Skills” – Zarówno rynek, jak i spektrum usług są bardzo szerokie. Czym innym jest coaching 1 na 1, a czym innym jest organizacja bardzo dużej konferencji dla 1000 osób, podczas której przemawia 1 keynote speaker. Największym obszarem, gdzie można rozwinąć umiejętności, są 1-2 dniowe szkolenia – podsumował Konieczny.

Jak zacząć inwestować w nieruchomości?

Decyzja podjęta. Zaczynasz inwestować w nieruchomości. Początki bywają trudne. Chcesz zarobić jak najwięcej, ale boisz się, że lokując kapitał w nieodpowiednie mieszkanie możesz tylko stracić. Spokojnie. Mamy dla Ciebie krótki poradnik, jak zacząć inwestować w nieruchomości.

– Dziś kiedy lokaty bankowe są tak słabo oprocentowane, najlepszą formą inwestycji kapitału jest kupno mieszkania. Dla przykładu, kupując mieszkanie w Piasta Park II roczna stopa zwrotu wynosi 8-9%. Szacujemy, że podobne wyniki osiągną mieszkania w Apartamentach Nowa Bonarka. Porównując lokaty bankowe (ok. 2%) i średnią rentowność inwestycji w nieruchomości (5-6% rocznie) jednoznacznie widać, co się bardziej opłaca – mówi Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży Wawel Service.

Krok pierwszy: oblicz stopę zwrotu

W tym przypadku racjonalne myślenie jest wskazane. Zacznij od obliczenia stopy procentowej. Im będzie wyższa tym inwestycja bardziej opłacalna. Jak to zrobić? Jeśli na przykład kupiłeś mieszkanie w Krakowie za 300 tys. zł i chcesz je wynająć za 2 tys. zł, a koszty utrzymania mieszkania wynoszą 500 zł to:

  • (2 000 zł – 500 zł) x 12 miesięcy / 300 000 zł = 6%

Jeżeli jednak takie samo mieszkanie kupiłeś na kredyt to od kosztów przychodu musisz odliczyć odsetki kredytowe np. 500 zł:

  • (2000 zł – 500 zł – 500 zł) x 12 miesięcy/ 300 000 zł = 4%

Im stopa kredytu jest niższa tym zainwestowane środki będą się zwracać dłużej.

Krok drugi: zadbaj o kapitał

Wiesz już, jaki zysk możesz otrzymać, pora na zadanie sobie pytania, czy jest on dla ciebie satysfakcjonujący. Jeśli tak – zadbaj o odpowiednie środki. Warto już na początku drogi inwestora racjonalnie ocenić warunki finansowe i obliczyć zdolność kredytową. Najkorzystniej kupić mieszkanie za gotówkę, ale mało kto może sobie na to pozwolić. Kredyt wiąże się z posiadaniem wkładu własnego (obecnie to 20% ceny mieszkania). Pamiętaj też o kosztach dodatkowych (opłaty bankowe, założenie księgi wieczystej, opłaty u notariusza). Najlepiej, jeśli będziesz miał odłożone dodatkowe kilkanaście tysięcy.

Krok trzeci: określ ryzyko

Niebezpieczeństwo niepowodzenia jest zawsze. Oczywiście mniejsze, kiedy kupujesz mieszkanie w stolicy, które możesz wynająć studentom, większe – jeśli masz zamiar wziąć na kredyt zabytkowy dworek na Mazurach. Bez względu na to, którą opcję wybierzesz – zastanów się, jaką część środków możesz stracić? Jeśli zrobisz dobry research – sprawdzisz ceny wynajmowanych lokali w okolicy, zapotrzebowanie na lokale biurowe będziesz mógł ocenić ryzyko, jakie niesie za sobą inwestycja.

Krok czwarty: wybierz nieruchomość

Jeśli znasz już swoje możliwości finansowe i oszacowałeś ryzyko, jakie możesz ponieść – wybierz lokal, w który chcesz zainwestować. Pewny, ale niższy zysk da mieszkanie w dobrej lokalizacji, które wynajmiesz z łatwością. Jeżeli chcesz zainwestować większą sumę pieniędzy może warto zastanowić się nad kupieniem domku w górach i urządzeniem w nim ekskluzywnego SPA?

Krok piąty: wybierz sposób inwestycji

Teraz powinieneś zdecydować, w jaki sposób ma zarabiać na ciebie mieszkanie. Czy chcesz w nim zamieszkać, a potem drożej sprzedać? A może wynająć lokatorom lub dzierżawić firmie? Możliwości jest sporo. Zastanów się, ile czasu możesz poświęcić inwestycji. Czy jesteś gotowy, by pomagać studentom zawsze, jeśli coś się zepsuje? A może wolisz, aby to osoba wynajmująca przejęła wszystkie obowiązki związane z lokalem?

Krok szósty: zainwestuj

Kiedy już znajdziesz wymarzone mieszkanie pod inwestycję – zastanów się, czy sam chciałbyś w nim mieszkać. Dzięki temu ocenisz czy nieruchomość jest atrakcyjna. Zwróć uwagę na lokalizację, otoczenie, rodzaj zabudowy, plan zagospodarowania przestrzeni. Porównaj ofertę, która wydaje ci się najlepsza z innymi, a jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości – skonsultuj się z rzeczoznawcą.

Pamiętaj!

Jeśli chcesz zostać inwestorem powinieneś poznać ustawy, które pozwolą ci doszkolić się z zakresu prawa mieszkaniowego:

  • Ustawa o ochronie praw lokatorów i mieszkaniowym zasobie gminy i zmianie kodeksu cywilnego,
  • Ustawa prawo spółdzielcze,
  • Ustawa o wspólnotach mieszkaniowych.

W przypadku wątpliwości możesz skonsultować się z prawnikiem, możesz też wybrać się do notariusza, który wytłumaczy ci za co i ile musisz zapłacić.

Czy roboty zastąpią pracę rąk?

Mateusz Halawa
Mateusz Halawa, kierownik zespołu humanistyki i nauk społecznych, Katedra Wzornictwa School of Form, Uniwersytet SWPS w Poznaniu

Jedna z grup roboczych Parlamentu Europejskiego zajmuje się wyzwaniami, jakie stawia przed naszym systemem prawnym rozwój robotów i maszyn bazujących na sztucznej inteligencji. Czy rozwój technologii doprowadzi do tego, że roboty nas zastąpią czy też uda się nam oswoić technologię tak, by nam służyła? Co odróżnia roboty od ludzi, a raczej wytwory pracy człowieka od efektów działania robota i dlaczego inaczej wartościujemy tą pracę – wyjaśnia Mateusz Halawa, kierownik zespołu humanistyki i nauk społecznych, Katedra Wzornictwa School of Form, Uniwersytet SWPS w Poznaniu.

Przedstawicielka komisji Mady Delvaux podkreślała w przemówieniu, że komisja chce upewnić się, że w miarę jak wpływają na coraz więcej obszarów naszego życia codziennego, roboty „pozostaną w służbie ludzi”. Jest w tej frazie niepokój znany z literatury science-fiction z klasycznymi tropami praw robotów i dystopijnymi wizjami świata, w którym roboty przejęły kontrolę nad ludźmi. Przyszłość, jak pisał William Gibson, rozgrywa dziś, tylko jest nierówno rozłożona. Gdy Parlament Europejski opracowuje ramy prawne dla nowego rodzaju osób, „osób elektronicznych”, czytamy o autonomicznych samochodach na szosach Kalifornii, które to auta analizując dynamicznie zmieniającą się sytuację, nieuchronnie stają przed moralnymi dylematami. Kogo omijać w sytuacji zagrożenia? Czy poświęcić życie pasażerów, jeśli miałoby to uratować więcej istnień?

My w świecie robotów

Za tymi zmianami próbuje nadążyć humanistyka i nauki społeczne, którym wydawało się, że pozostaną dyscyplinami wiedzy o relacjach między ludźmi. Tymczasem media coraz częściej opisują sytuacje społeczne, które nie rozgrywają się jedynie między ludźmi, lecz między ludźmi a technologiami. Badacze społeczeństwa coraz częściej zwracają uwagę na światy i byty stworzone za pośrednictwem cyfrowego kodu. Rozwijają się krytyczne badania nad oprogramowaniem (software studies), które pokazują, że nasze sprawy w znacznym stopniu są kształtowane przez algorytmy decydujące o tym, jakie wiadomości czytamy, jaką mamy zdolność kredytową, czy komu przedstawi nas aplikacja randkowa. Filozofowie tacy jak Grégoire Chamayou przyglądają się dronom, które zmieniają myślenie o etyce wojny. Psycholodzy obserwują niezwykle bliskie i nacechowane czułością więzi, jak te między starszymi mieszkańcami japońskich domów opieki a interaktywnymi, robo-foczkami Paro. Socjolodzy i ekonomiści zaś stawiają pytania o przyszłość pracy i opartego na niej ładu społecznego w czasach, w których blisko połowę zadań wykonywanych przez ludzi będzie można zrobotyzować.

Cyfrowa edukacja

Biorąc pod uwagę, jak bardzo rewolucja technologiczna przekształca naszą codzienność, zaskakuje, jak słabo jest wciąż obecna w edukacji. Cyfrowe rozwiązania pojawiają się w szkołach i na uczelniach, ale nie pozwalają użytkownikom stawać się aktywnymi twórcami cyfrowej kultury. A to właśnie młode pokolenia powinny być siłą napędową rozwoju nowych technologii, ale i źródłem namysłu nad jej kierunkami. Pod kierunkiem projektantów dr. Oskara Zięty, architekta, wynalazcy technologii FIDU, i dr. Krzysztofa Kubaska – projektanta robota EMYS do nauki języków obcych, który wyraża emocje, studenci i studentki Industrial Design School of Form od kilku lat mierzą się ze zrobotyzowaną przyszłością.

W ramach projektu „Do roboty” za przedmiot badań i eksperymentów posłużyło tradycyjne rzemiosło, ceniona przez nas praca ludzkich rąk wyposażonych w narzędzia, którą przez wieki uznawano za etykę dobrej roboty. Co wynika z pracy z robotami? Czy można nauczyć robota klasycznych rzemiosł? Studenci odpowiadali na te pytania nie tylko z projektantami i programistami, ale też z filozofami pracującymi w School of Form, m.in. z dr Joanną Malinowską, która pytała: “co odróżnia rzemieślnika od robota, który co prawda nie potrafi (jeszcze) z finezją tworzyć nowych obiektów, ale umie perfekcyjnie powielać znane już wzory? Czy gdyby roboty czuły zadowolenie z własnej pracy i były jej świadome, docenilibyśmy bardziej ich wytwory? Co stanowi o unikalności pracy ludzkich rąk? Czy jest to błąd, którego stara się uniknąć rzemieślnik, a który nie pojawia się zwykle w przypadku dzieła robota?”

Jedna z grup studentów zajęła się kaligrafią, sztuką kunsztowną, która od wieków była ekspresją humanistycznych wartości oraz dowodem skupienia, samokontroli i doświadczenia oddanego dziełu człowieka. Inny zespół poświęcił się sztuce tatuażu; jeszcze inny cukiernictwu. W miarę jak analizowali pracę ludzkich rąk i coraz bardziej wprawnie próbowali przełożyć ją na działanie maszyny. Ich odpowiedzi na filozoficzne pytania o robotyczną przyszłość miały postać materialną. To obiekty, które dowodzą, że zarówno ludzki kunszt, jak i wynikające z niego błędy czy niedoskonałości, szybko nie znikną z naszej kultury. Ale pokazują też, że pisanie kodu też może być kunsztem, a drogą do pokazania wartości rzeczy tworzonych przez maszyny jest dowartościowanie pracy tych, którzy maszyny tworzą i programują.

Studenci i studentki przewartościowywali jednocześnie znaczenie rzemiosła w XXI wieku. Odrzucili fantazje o robotyzacji wszystkiego, zamiast tego skupili się na trwałej wartości ludzkiego doświadczenia. Rozpatrywali nowy podział obowiązków: robotowi to, co powtarzalne, uciążliwe, szkodliwe dla zdrowia; człowiekowi to co odpowiedzialne i kreatywne? Jedna z grup postawiła pytanie o to, czy da się rozwiązać konflikt między zimną racjonalnością robota a bogactwem ludzkich emocji. Czy robot może zrobić coś, wobec czego człowiek nie pozostanie obojętny? Odpowiedzią był proces produkcyjny, w którym robot tworzył gliniane formy pracując w rytmie ludzkiego tętna. Wynikiem był zautomatyzowany proces produkcji zindywidualizowanych obiektów. Reakcje widzów obserwujących produkcję świadczą o tym, że technologia może być mniej zagrażająca, jeśli widzimy, że współpraca między człowiekiem a robotem jest ułożona uczciwie, sprawiedliwie i z korzyścią dla humanistycznych wartości.

Europejscy ustawodawcy próbują przygotować społeczeństwa do nowej zrobotyzowanej przyszłości, a młode pokolenie projektantów chce przystosować roboty tak, żeby cyfrowy kod stał się w ich rękach kolejnym narzędziem twórczości. Oswajanie robotów, jak każda nowa relacja, rodzi nadzieje, ale i wiele wątpliwości. W najbliższych latach to wokół nich koncentrować się będzie uwaga zarówno projektantów i inżynierów, jak i humanistów. Od tego, czy znajdziemy wspólny język, wiele będzie zależeć.

Mateusz Halawa, Kierownik zespołu humanistyki i nauk społecznych, Katedra Wzornictwa School of Form, Uniwersytet SWPS w Poznaniu

Wstępne wyniki Grupy Ergis za 2017 rok

Grupa ERGIS, lider przetwórstwa tworzyw sztucznych w Europie Środkowo–Wschodniej, opublikowała wstępne wyniki finansowe za 2017 rok. W 2017 roku Grupa zanotowała rekordowe w swojej historii przychody, w wysokości 750,6 mln zł (wzrost o 7,8%). Wynik EBITDA wyniósł 56,6 mln zł (spadek o 5,4%), wynik operacyjny: 32,9 mln zł (spadek o 6,6%), a zysk netto sięgnął poziomu 20,5 mln zł (spadek o 13,9%).

Wartości EBITDA i zysku w 2017 roku są obciążone wzrostem kosztów wynagrodzeń w Grupie – o 7,2 mln zł (w porównaniu z kosztami wynagrodzeń w 2016 r.). Niekorzystnie na poziom realizowanych marż wpływała również sytuacja surowcowa.  Negatywnie na prezentowane wyniki wpłynęły także rezultaty sprzedaży twardych folii i laminatów do pakowania żywności – w IV kwartale zrealizowany zysk EBITDA był o 2,5 mln niższy niż w IV kwartale 2016. Niższy był również, o 1,7 mln PLN,  EBITDA zrealizowany na sprzedaży specjalistycznych folii PVC. Jednocześnie Spółka w pełni zrealizowała zamierzenia co do wysokości EBITDA osiągniętego na sprzedaży folii stretch.

Wstępne wyniki finansowe Grupy ERGIS w 2017 roku przedstawia poniższa tabela:

  W tys. PLN IV kw. 2017

(wstępne)

IV kw. 2016 Dynamika 2017

(wstępne)

2016 Dynamika
Przychody ze sprzedaży 175 866 165 727 6,12% 750 572 696 487 7,77%
Zysk operacyjny 1 553 4 891 -68,26% 32 888 35 209 -6,59%
Zysk brutto 690 3 767 -81,69% 29 295 29 952 -2,19%
EBITDA 7 629 10 872 -29,83% 56 579 59 783 -5,36%
Zysk netto 29 2 641 -98,89% 20 452 23 767 -13,95%
Zadłużenie odsetkowe 162 987 132 868 22,67% 162 987 132 868 22,67%

W 2017 roku odnotowaliśmy rekordowy poziom sprzedaży. Od czasu wprowadzenia na rynek folii nanoERGIS® udział folii  stretch w EBITDA Grupy rośnie w sposób istotny. Te pozytywne zjawiska nie przełożyły się jednak na poprawę wyników finansowych, ze względu na wzrost kosztów pracy oraz niemożność przeniesienia w krótkim czasie wzrostu cen surowców na ceny niektórych wyrobów gotowych – szczególnie miękkich folii PVC, twardych folii i laminatów do pakowania żywności oraz opakowań elastycznych. Obecnie naszym priorytetem jest, planowane na pierwsze półrocze 2018 roku, uruchomienie nowej linii do produkcji folii i laminatów PET w naszej berlińskiej fabryce oraz inwestycja w kolejną linię do produkcji wielowarstwowej folii stretch w naszym zakładzie w Oławie,
a także dalsza dywersyfikacja źródeł zaopatrzenia  – 
powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS S.A.

 

Zmiany w prawie, które wpłyną na realizację inwestycji w 2018 roku

W rozpoczynającym się roku zarówno inwestorzy, jak i wykonawcy będą musieli dostosować się do szeregu nowych obostrzeń przewidzianych w regulacjach prawnych, które weszły w życie w drugiej połowie 2017 roku oraz tych, które mają zastosowanie od 1 stycznia 2018 roku. Zmiany wprowadzone zostały m.in. w prawie wodnym, przepisach dotyczących zamówień publicznych oraz kodeksie cywilnym. W tym roku planowane jest także wdrożenie założeń projektu ustawy o jawności życia publicznego oraz nowelizacji kodeksu urbanistyczno-budowlanego. Na które zmiany warto zwrócić szczególną uwagę podpowiadają eksperci kancelarii Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy Adwokaci oraz Multiconsult Polska – firmy specjalizującej się w konsultingu inżynierskim.

  • Zmiany w Prawie wodnym

Z 1 stycznia tego roku ustawodawca powołał nowy organ odpowiedzialny za gospodarkę wodną – Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, który sprawuje zarząd nad wodami. Zwiększona została także liczba Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej – z 7 do 11 (ustanowiono nowe RZGW w Bydgoszczy, Białymstoku, Lublinie i Rzeszowie). Zlikwidowane zostały Wojewódzkie Zarządy Melioracji i Urządzeń Wodnych, a w ich miejsce powstało 49 Zarządów Zlewni. Do kompetencji Wód Polskich należy wydawanie zgód wodnoprawnych we wszystkich przewidzianych w ustawie trybach. Nowością w przepisach jest ponadto tzw. ocena wodnoprawna. Jej uzyskanie jest wymagane dla inwestycji lub działań, które mogą w znaczący sposób wpłynąć na środowisko.

Wraz z wejściem w życie ustawy wygasły wszystkie decyzje o lokalizacji inwestycji celu publicznego oraz o warunkach zabudowy dotyczących nieruchomości zagrożonych powodzią wydane na podstawie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Co istotne nie dotyczą one zmian w istniejących już obiektach liniowych, jak również pozwoleń na budowę uzyskanych przed wejściem w życie nowych przepisów. Ponadto wygaśnięcie nie odnosi się do decyzji dotyczących zagospodarowania terenu niezwiązanego z wykonywaniem robót budowlanych lub polegających wyłącznie na budowie drogi rowerowej, urządzeń melioracji wodnych lub budowli przeciwpowodziowych.

Warto również zwrócić uwagę na włączenie – bez okresu przejściowego – nowego organu uzgadniającego (Wody Polskie) do procesów oceny oddziaływania na środowisko inwestycji. Oznacza to, że również w przypadku trwających już procedur administracyjnych, związanych z opiniowaniem i uzgadnianiem dokumentacji środowiskowej, a nawet np. zaskarżaniem już wydanych decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych, nowy organ powinien zostać uwzględniony. Może to powodować szereg problemów natury proceduralnej i utrudniać realizację projektów inwestycyjnych – wskazuje Andrzej Krzyszczak, Multiconsult Polska.

  • Zmiany w prawie zamówień publicznych

Zamawiających i wykonawców czekają również zmiany w sposobie komunikacji. W określonych przypadkach obowiązkowo będą musieli porozumiewać się drogą elektroniczną. Zgodnie z nowymi przepisami składane przy użyciu środków komunikacji elektronicznej powinny być oferty lub wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu, jak również oświadczania, a także formularz jednolitego europejskiego dokumentu zamówienia, Każdy dokument powinien zostać opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym – mówi ekspert Wojciech Olobry z GKK Adwokaci.

Nowe zasady komunikacji, zakładające określoną formę kontaktu, mają na celu ułatwienie dostępu do zamówień potencjalnym wykonawcom. Choć właściwy w tym zakresie przepis art. 10a ustawy został wprowadzony na mocy nowelizacji z 2016 r., to w pełni wejdzie on w życie 18.10.2018 r.

  • Nowelizacja Kodeksu cywilnego w zakresie solidarnej odpowiedzialności inwestora wobec podwykonawców

Wśród zmian prawnych, które będą oddziaływać na rynek inwestycji w 2018 roku warto wskazać przepisy dotyczące powstania solidarnej odpowiedzialności inwestora i wykonawcy za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy. Zgodnie z nimi wykonawca lub bezpośrednio podwykonawca ma obowiązek zgłoszenia zakresu robót jeszcze przed ich rozpoczęciem. Inwestor może zgłosić pisemny sprzeciw w terminie 30 dni od doręczenia mu takiego zgłoszenia. Odpowiedzialność za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy ograniczona jest do kwoty uzgodnionej między inwestorem a wykonawcą za wykonanie określonego zakresu prac.

  • Aktualizacja projektu ustawy o jawności życia publicznego

Aktualnie trwają prace nad projektem ustawy o jawności życia publicznego. Jeśli zmiany zostaną przyjęte a ustawa zacznie już obowiązywać to inwestorzy staną w obliczu obowiązku wprowadzenia rejestru umów cywilnoprawnych.

Ponadto przedsiębiorcy będą zobligowani do stosowania wewnętrznych  procedur  antykorupcyjnych pod groźbą kary od 10 000 do 10 000 000 zł oraz możliwości wykluczenia z postępowań o udzielenie zamówienia publicznego.

  • Prace nad projektem ustawy Kodeks urbanistyczno-budowlany

W 2018 roku obszar gospodarowania przestrzenią zostanie objęty jednym aktem prawnym. Nowa ustawa zastąpi obecnie obowiązujące regulacje, takie jak ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz Prawo budowlane.

Bardzo ważną zmianą dla uczestników procesu inwestycyjnego jest zastąpienie decyzji o warunkach zabudowy, decyzji o pozwoleniu na budowę, zgłoszenia budowy oraz zgłoszenia zmiany sposobu użytkowania obiektu budowlanego jedną decyzją – tzw. zgodą inwestycyjną – mówi Jarosław Wielopolski. Nowością jest także podział projektów budowlanych na sześć kategorii. O zakwalifikowaniu do jednej z nich decydować będzie spełnienie określonych wymogów formalnych – dodaje.

Otwarcie rządu w USA. Maksima na polskiej giełdzie

Zamknięcie rządu trwało zaledwie 3 dni. Republikanie i demokraci mają 2 tygodnie na ustalenie porozumienia. Polska giełda na historycznych maksimach. Stopy procentowe w Japonii nadal ujemne.

Koniec zamknięcia rządu w USA

Prezydent Donald Trump podpisał ustawę, która zakończyła tzw. shutdown. Warto zwrócić uwagę na bardzo krótki horyzont tego rozwiązania. Ustawa działa bowiem zaledwie do 8 lutego bieżącego roku. Warto zwrócić uwagę, że porozumienie jest tymczasowe, gdyż obydwie partie nie chciały brać odpowiedzialności za przedłużenie wstrzymania rządu, które trwało od piątkowego wieczora. Rynki podeszły do tej wiadomości z dystansem. 8 lutego jest za 16 dni i dopiero dłuższe porozumienie powinno wyjaśnić sytuacje. Obecnie widać pewną ulgę z powodu porozumienia, aczkolwiek wciąż widać presję na dolara.

Maksima na polskiej giełdzie

Ostatnie miesiące to dobra passa nie tylko zachodnich giełd. Zwyżki nie ominęły także Polski. Od początku roku WIG poszedł 5% w górę przebijając nawet maksima z 2007 roku. WIG20 nie ma aż takich osiągów, ale i tak jest na najwyższym poziomie od 2011 roku. Powód wzrostów zdaniem analityków jest prosty. Jest to bardzo duża ilość taniego kapitału na rynku i poszukiwanie wysokich stóp zwrotu. Lokaty i obligacje skarbowe ze względu na niskie stopy procentowe nie dają dobrze zarobić zatem inwestorzy poszukiwali alternatywnych inwestycji.

Stopy procentowe w Japonii bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Bank Japonii utrzymał ujemną stopę procentową na dzisiejszym posiedzeniu. Główna stawka znajduje się na poziomie -0,1% już drugi rok. Po tych danych jen przez moment tracił na wartości, po czym nie tylko odrobił straty, ale nawet umocnił się do głównych walut. Analitycy wskazują, że niskie stopy procentowe są elementem politykiem osłabienia jena. Słaba waluta ma podnosić konkurencyjność eksportu i tym samym przywracać wzrost gospodarczy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ekskluzywne marki modowe w impasie? Bez transformacji mogą zniknąć z rynku

Luksusowe marki, w tym Gucci, Ralph Lauren aby stawić czoła rosnącej konkurencji zmieniają strategię i rezygnują z produkcji skupionej na działaniach sezonowych. Zasłużeni gracze na rynku mody czują na sobie oddech młodych firm, takich jak np. hiszpańska Zara, która wypuszcza nowe produkty do pięciu razy szybciej. By zachować konkurencyjność ekskluzywni producenci rozpoczęli proces dogłębnej cyfrowej transformacji, wdrażając technologie, mające przyspieszyć i zoptymalizować produkcję.

Ekskluzywne brandy odzieżowe, w których od lat największe gwiazdy show businessu dumnie paradują na salonach, zrozumiały, że nadszedł czas na zmianę. Jej katalizatorem są nie tylko badania rynkowe, lecz również – jeśli nie przede wszystkim – wyniki i prognozy finansowe. Na tyle młodych, dynamicznych firm odzieżowych, które nie tylko biją rekordy sprzedaży detalicznej za sprawą bogatej i dynamicznie zmieniającej się oferty w sklepach w lokalach handlowych, lecz również opanowały internet, gdzie czują się jak ryba w wodzie. Rynkowi seniorzy w bolesny sposób mieli się przekonać, że w cyfrowym świecie szybkich interakcji nie ma miejsca na zastój.  Dawny blask i splendor zdają się nie wystarczać. Według ekspertów we współczesnej gospodarce liczą się szybkość w reagowaniu na bieżące trendy i zaplecze produkcyjne, które takie reakcje umożliwia. Zdaniem Piotra Rojka z DSR, firmy specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla przemysłu, aby nadążyć za młodą, dynamiczną konkurencją nie wystarczy uznana marka.

Utrzymanie rynkowej pozycji przez firmy z długą tradycją wymaga nieustannych reform i inwestycji. Doskonale widać to w dziedzinie produkcji. Dzięki technologiom informatycznym Przemysłu 4.0 firmy odzieżowe mogą płynnie realizować zróżnicowane harmonogramy produkcyjne i sprawnie reagować na zmiany. Technologia znacząco usprawnia również przepływ informacji od projektantów do zakładów produkcyjnych w różnych lokalizacjach. Pozwala im to wyjść poza sztywne ramy sezonowości i nieustane zaskakiwać klienta nowymi produktami – wyjaśnia Rojek.

Kurs na ucieczkę od sezonowości obrały Gucci, Ralph Lauren, Coach, Helmut Lang, Burberry and Rag & Bone, które do niedawna skupiały się przede wszystkim na trendach w obrębie cykli wiosna/lato, jesień/zima. Ich nowa strategia ma zapewnić większą elastyczność i szybsze okna produkcyjne.  –Szybkość to dziś wszystko – mówi Karin Tracy, szefowa działu mody i urody w Facebook. Jej zdaniem w przepadku marek luksusowych szybkość oznacza przewagę nad konkurencją, a skupianie się na perfekcyjności kosztem tempa wprowadzania nowych produktów na rynek może je słono kosztować.

Dynamiczne firmy odzieżowe, które według analityków z Alvanon wypuszczają nowe produkty do 5 razy szybciej niż ospała konkurencja oraz sprzedawcy działający na rynku e-commerce pokroju Zelando czy Boohoo, każdego dnia mogą uaktualniać swoją ofertą i stronę sklepu internatowego o najnowsze style, wiodą prym w wyścigu trendów i najlepiej odpowiadają na drzemiącą w konsumentach potrzebę nowości. Luksusowe marki modowe próbowały różnych półśrodków. Niektóre zdecydowały się na dodanie dodatkowych kolekcji w ciągu roku, inne próbują dostosować się do zyskującego na popularności trendu „see-now-buy-now” – czyli zobacz teraz i kup teraz. Zakłada on, że przedstawianie kolekcji kilka miesięcy wcześniej niż jest ona udostępniana klientom, to schemat nieadekwatny do współczesnych realiów. Zaprezentowane po raz pierwszy kreacje powinny być błyskawicznie dostępne w sprzedaży. Taki model działania przyjął niedawno szwedzki gigant H&M. Aby funkcjonować w ten sposób nie wystarczą dobre chęci. Firmy oferujące odzież ekskluzywną muszą liczyć się z totalną rewolucją, która w największym stopniu musi dotknąć samej produkcji.

Włosi internacjonalizacją

Pod koniec zeszłego roku grupa Kering, do której należy szereg luksusowych marek, ogłosiła plany uruchomienia „Gucci Art Lab” –35 000 stóp kwadratowych przestrzeni przemysłowej we Włoszech. W nowej fabryce wytwarzane będą dobra skórzane z własnych, zróżnicowanych materiałów. Wszystko po to, by łańcuch dostaw Gucci znalazł się bliżej domu. – To krok w kierunku internalizacji produkcji, szczególnie produktów skórzanych. Z czasem zyskamy lepszą kontrolę nad rozwojem produktów, materiałów i pobieraniem próbek – powiedział Jean-Marc Duplaix, CFO Kering. Większa kontrola nad procesami produkcyjnymi oznacza również większą kontrolę nad terminami i częstotliwością wypuszczania nowych produktów. W ten sposób takie marki jak Burberry czy Tommy Hilfiger miały zmienić swoje harmonogramy produkcji na bardziej dynamiczne w zaledwie kilka tygodni. Wertykalnie zintegrowany łańcuch dostaw daje poziom autonomii, którego nie mają mniejsze firmy polegające na zewnętrznych wytwórcach. Jednak nawet to nie wystarczy, jeśli celem jest przyspieszenie i zoptymalizowanie procesów produkcyjnych. Bez inwestycji w nowe technologie przemysłowe i automatyzację trudno nie sposób nawet dogonić konkurencji, a tym bardziej jej wyprzedzić. Firmy takiej jak PVH Corporation i Xcel Brands wykorzystują oprogramowanie do projektowania w 3D, co pozwala im wykraść cenne miesiące z procesu produkcji. –  Marki luksusowe powinny radzić sobie lepiej z wdrażaniem nowych technologii, by wspomóc procesy produkcyjne. Oprogramowanie do tworzenia produktów w 3D testowane jest przez różne firmy i niebawem zmieni to, w jaki sposób funkcjonowania detalistów – uważa Ed Gribbins z Alvanon.

W branży modowej, gdzie liczy się czas a każdy przestój opóźnia wyjście w produktu na rynek, niezwykle istotne jest utrzymaniu sprawnej linii produkcyjnej. Z pomocą przychodzi przemysłowy internet rzeczy – technologia, która zaoszczędziła firmom setki milionów dolarów.  – IIOT to nie tylko konserwacja predykcyjna, wykrywająca anomalie w pracy maszyn i ostrzegająca o potencjalnych awariach nim się one wydarzą. Analizując dane z sensorów można zoptymalizować linię produkcyjną tak, aby wszystkie maszyny pracowały z wydajnością oczekiwaną przez zarządzających. Nie dzieje się to jednak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. To pewien proces, który wymaga zaangażowania doświadczonych specjalistów, jednak w ostatecznym rozrachunku taka optymalizacja to opłacalna inwestycja – zauważa Piotr Rojek.

Technologia przeciwko podziałom

W tradycyjnych, mocno rozbudowanych organizacjach zazwyczaj komunikacja pomiędzy departamentami i zagranicznymi oddziałami jest niewystarczająca, by nie powiedzieć znikoma. Gdy tempo wypuszczania nowych produktów na rynek może wpłynąć na pozycję organizacji, usprawnienie komunikacji staje się priorytetem. Zespoły projektantów, marketingu, produkcji i analityki danych muszą ze sobą rozmawiać, aby szybciej podejmować decyzje. Doskonale rozumie to firma Xcel Brands, która powołała specjalny task force w jednym celu: aby zidentyfikował nowe technologie, które mogą wpłynąć nie tylko na komunikację wewnątrz organizacji, lecz również na wszystkie sfery prowadzenia biznesu. – To, nad czym pracujemy będzie integrować przeróżne funkcje. Marketing, działy projektowania i planowania oraz nasi partnerzy detaliczni będą pracować wspólnie. Szybkość wejścia na rynek ma kluczowe znaczenie i musimy działać tak szybko, jak to możliwe – mówi Kate Twist, chief digital officer w Xcel Brands.

Projekty umożliwiają skuteczną komunikację na wielu płaszczyznach są niezwykle istotne dla sprawnego funkcjonowania organizacji, jednak zdaniem ekspertów, jeśli jej informatyczny fundament jest słaby i nie spełnia współczesnych wymogów, to pozostałe rozwiązania na niewiele się zdadzą.  Dlatego firmy coraz częściej decydują się na wymianę systemów ERP na takie, które obejmują większość obszarów ich funkcjonowania. – Nie możemy mówić o skutecznej komunikacji wewnątrz rozbudowanej organizacji bez rozbudowanego systemu do planowania zasobów przedsiębiorstwa. ERP jest sercem całego informatycznego ekosystemu, które gromadzi informacje z kluczowych działów. W ten sposób kadra zarządzająca może w czasie rzeczywistym obserwować aktualną sytuację w firmie i na tej podstawie szybko podejmować świadome decyzje – dodaje dyrektor zarządzający w DSR SA.

Polska giełda najwyżej w historii, złoty stabilny

Po prawie 11 latach inwestorzy doczekali się nowych historyczny rekordów na giełdzie w Warszawie. Nowy rekordowy poziom indeksu WIG to 67933,05 pkt. I zapewne nie ostatni. Od dołka z 2009 roku WIG urósł ponad 2-krotnie.

Inwestorzy prawie 11 lat czekali na powrót polskiego rynku akcji do szczytów z 2007 roku, gdy najpierw pęknięcie bańki na amerykańskim rynku kredytów subprime, a później upadłość banku Lehman Brothers, doprowadziła do największego kryzysu finansowego na świecie od czasów Wielkiego Kryzysu, powodując jednocześnie załamanie na światowych giełdach. W następstwie tego kryzysu indeks WIG stracił prawie 70 proc., spadając z poziomu 67772,9 pkt. w lipcu 2007 roku do 20370,3 pkt. w lutym 2009 roku, co wówczas było najniższym poziomem od 2003 roku. Prawdopodobnie wtedy mało kto przewidywał, że powrót do rekordów zajmie polskiej giełdzie ponad dekadę.

We wtorkowe południu (godz. 12:07) indeks WIG testował poziom 67509,1 pkt., rosnąc o 0,3 proc., po tym jak w pierwszej godzinie notowań pokonał szczyt z 2007 roku i wyznaczył nowy historyczny rekord na poziomie 67933,05 pkt. Indeks ten od początku roku zyskał już ponad 6 proc., a w rok wzrósł o 26,7 proc. W tym samym czasie WIG20 rósł o 0,58 proc. do 2636,06 pkt., testując dziś najwyższe poziomy od 2011 roku. Indeks mWIG40 miał wartość 5061 pkt., rosnąc o 0,33 pkt. i testując poziomy nieoglądane od 2007 roku.

Dzisiejsze dobre nastoje na warszawskiej giełdzie to przede wszystkim zasługa utrzymującego się relatywnie dobrego klimatu na globalnych parkietach. Zwłaszcza na Wall Street, gdzie poniedziałkowa sesji, w reakcji na zakończenie tzw. shutdownu, przyniosła mocne wzrosty i nowe historyczne rekordy.

Pomaga też mocne zachowania sektora bankowego. Zwłaszcza akcji BZ WBK (+2,75 proc.), Pekao SA (+2,1 proc.) i mBanku (+1,3 proc.). Jak również dobrze przyjęte wstępne wyniki Energii, która poinformowała, że w IV kwartale 2017 roku EBITDA wyniosła 525 mln zł, przekraczając rynkowe prognozy o 7,1 proc. i była o 5,4 proc. wyższa niż przed rokiem.

Największym zagrożeniem dla kontynuacji w wzrostów jest duże już krótkoterminowe wykupienie polskiego rynku akcji, co może wywoływać wśród graczy pokusę zrealizowania zysków z ostatnich tygodni blisko szczytów (pierwsze takie symptomy są widoczne nawet dziś). Niemniej jednak, gdyby nawet taki scenariusz zrealizował się w kolejnych dniach, to cofnięcie indeksów powinno być krótkie, a wzrosty szybko wrócić.

Dobre nastroje na globalnych rynkach akcji, trwający sezon publikacji wyników kwartalnych w USA, a także powoli zbliżający się sezon wyników na GPW (m.in. w czwartek raport kwartalny opublikuje PKN Orlen) sugerują, że indeks WIG20 w najbliższych tygodniach jeszcze wielokrotnie może poprawiać swój rekord. Większej korekty, być może nawet kilkutygodniowej, należy spodziewać się dopiero w połowie lutego.

Zupełnie inne nastroje niż na GPW panują dziś na krajowym rynku walutowym. Gdzie złoty wprawdzie lekko traci do głównych walut, w ślad za cofnięciem EUR/USD, ale wciąż pozostaje w konsolidacji czekając na nowe impulsy. Takim w tym tygodniu mogą przede wszystkim być czwartkowe wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego oraz piątkowe dane nt. dynamiki amerykańskiego PKB za IV kwartał 2017 roku. W południe za euro trzeba było zapłacić 4,1730 zł, dolar kosztował 3,4070 zł, a szwajcarski frank 3,5440 zł.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, analityk niezależny

5 sposobów na to, by nieświadomie nie ulec perswazji

Choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, perswazja towarzyszy nam na każdym kroku – zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Czasem stosujemy ją sami, jednak bywa i tak, że ze zdumieniem zastanawiamy się, dlaczego zgodziliśmy się spełnić czyjąś prośbę lub przystaliśmy na jakąś propozycję. Jak w porę rozpoznać techniki stosowane przez naszych rozmówców i podejmować decyzje świadomie?

  1. Wiedza to podstawa

Umiejętność skutecznego przekonywania jest kluczowa nie tylko dla handlowców czy telemarketerów. Każdy szef na co dzień, aby skutecznie zarządzać zespołem, skłania jego członków do określonych działań, współpracownicy za to chcą, by inni ich słuchali lub pomagali im. Każdy człowiek choć raz na jakiś czas stara się namówić kogoś do czegoś. Większość robi to odruchowo, nieświadomie korzystając z własnych i cudzych doświadczeń, a przecież umiejętność przekonywania innych osób do własnych racji i poglądów to esencja perswazji. Często wiąże się ona ze stosowaniem przez rozmówców określonych technik czy metod wywierania wpływu. Ich wykorzystywanie samo w sobie nie jest jeszcze czymś złym. Przeradza się jednak w manipulację, kiedy nie wiemy, jaki cel ma mówiąca do nas osoba. – Klienci wiedzą, że promocje w sklepach mają prowadzić do zwiększenia obrotów, jeśli jednak ktoś zaprosi na obiad wujka czy kolegę po to, by ten pożyczył mu pieniądze lub potencjalnego partnera biznesowego, przedstawiając mu pierwotnie zupełnie inny cel spotkania mowa już o manipulacji, a nie perswazji. Mając tę świadomość, a także znając podstawowe techniki wywierania wpływu, łatwiej będzie nie poddać mu się zbyt pochopnie – zauważa Artur Gryzik, trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

  1. Bądź uważny

Równie ważne, jak znajomość samych technik, jest to, żebyśmy umieli je rozpoznać podczas rozmowy. Wymaga to uważności i skupienia na rozmówcy, aby w porę uświadomić sobie, że stosowana jest wobec nas dana metoda perswazji. Musimy jednak uważać na to, by doszukiwanie się w każdym zdaniu technik wywierania wpływu nie zdominowało naszego zaangażowania. Pamiętajmy o chęci poznania celu nadawcy, jego intencji. Warto zwracać uwagę nie tylko na słowa, ale i warstwę niewerbalną, co może pomóc nam w zauważeniu takich alarmujących niespójności jak np. nieadekwatny komplement, zaskakujący prezent czy przysługa. Kiedy mamy wątpliwości dotyczące wiarygodności przekazu i dostrzeżemy niespójności w komunikatach nadawcy, według zasady Alberta Mehrabiana aż 55% uwagi angażujemy w obserwację gestów i sygnałów niewerbalnych, 38% skupiamy na tonie i barwie głosu, a tylko w 7% przywiązujemy wagę do znaczenia słów. Uważność może być przydatna także przy unikaniu sytuacji, w których stajemy się wobec kogoś zobowiązani do grzeczności. W myśl zasady wzajemności nawet niechciany podarunek obliguje nas do rewanżu, czujemy się zobowiązani do wdzięczności, a co więcej – do odwdzięczenia się za otrzymane od kogoś prezenty czy wyświadczone przysługi. Bywa tak, że chcąc pozbyć się zobowiązania, możemy zgodzić się podarować czy oddać znacznie więcej, niż pierwotnie dostaliśmy, na przykład otrzymując od dostawcy atrakcyjne próbki, zdecydujemy się na złożenie zamówienia w tej konkretnej firmie, nie zapoznając się wcześniej z ofertą konkurencji, która mogłaby być korzystniejsza.

  1. Sprawdzaj i neutralizuj

O ile zadziałaniu reguły wzajemności możemy czasem zapobiegać, inne techniki, kiedy już je rozpoznamy, dobrze jest neutralizować. Jeśli na przykład podczas spotkania biznesowego potencjalny kontrahent, chcąc zyskać lepsze warunki współpracy, mówi nam, że zgodziłby się na naszą propozycję, ale jego szef bądź partner spółki ją odrzuci, najlepiej podjąć rozmowę bezpośrednio z tą osobą. – Gdy natomiast spotkamy się z taktyką opóźniania rozmów i usłyszymy przykładowo: „musimy poczekać do następnego tygodnia…”, wyjaśnijmy, czy ta zwłoka jest chwytem, czy ma uzasadnienie. Najlepiej wówczas uzgodnić termin końcowy, którym może być początek rozmów z innym kontrahentem. A kiedy za to druga strona próbuje wywrzeć na nas presję, stosując regułę niedostępności i strasząc, że jeśli nie podejmiemy decyzji niemalże natychmiastowo, propozycja przepadnie, najlepiej podejść do tego z dużym dystansem i wyjaśnić, że ona też poniesie straty, gdy nie dojdzie do porozumienia. Równocześnie starajmy się stworzyć adwersarzowi szansę na zmianę stanowiska bez utraty honoru – podpowiada Artur Gryzik z Integra Consulting Poland. Zdarza się też, że rozmówca stosuje inne taktyki, których celem jest wytworzenie napięcia i poczucia dyskomfortu, skłaniając w ten sposób często zupełnie niczego nieświadomą drugą stronę do szybszego zakończenia rozmów.

Kiedy zauważymy, że ktoś na przykład celowo powoduje sytuację stresującą czy niekomfortową, chociażby poprzez zbyt wysoką temperaturę pomieszczenia czy tworzenie atmosfery braku prywatności dobrze otwarcie omówić te niedogodności i poszukać możliwości ich usunięcia. Podobnie nazwanie sytuacji, a dokładniej zachowań i wskazanie na ich bezpodstawność zwykle sprawdza się, gdy rozmówca stosuje ataki osobiste, przejawia oznaki lekceważenia (na przykład zajmuje się czymś innym w trakcie rozmowy), unika kontaktu wzrokowego, nieuważnie słucha czy nierzeczowo krytykuje nasze poglądy – mówi Artur Gryzik. Szybko reagujmy także, gdy nasz adwersarz stosuje tzw. taktyki walki pozycyjnej, w wyniku których chce stworzyć sytuację zmuszającą nas do znaczących ustępstw. Kiedy na przykład ktoś prosi nas o 10 000 zł za rzecz wartą 2 500 zł, najlepiej wprost zapytać, co uzasadnia taką cenę i nazwać zastosowaną taktykę po imieniu – to „ekstremalne żądanie”. A gdy mamy do czynienia z tzw. eskalacją żądań i na przykład po naszym ustępstwie słyszymy kolejną prośbę lub powrót do wcześniej zgłoszonej, warto uświadomić nadawcy, że dostrzegliśmy tę technikę i jej nie akceptujemy. Można wówczas zrobić przerwę i zastanowić się, które z zagadnień zamierzamy kontynuować w dalszych negocjacjach.

  1. Nie przesadzaj ze stosowaniem technik negocjacyjnych

Znając określone techniki perswazji i umiejąc dostrzegać ich stosowanie przez innych, łatwiej będzie nam prowadzić rozmowę świadomie. Trzeba uważać jednak na to, by nie popaść w skrajność i chęć stosowania samemu za wszelką cenę wszystkich znanych technik wywierania wpływu, by osiągnąć to, na czym nam zależy. Jeśli uda nam się od tego powstrzymać, istnieje szansa na to, że i nasz rozmówca postąpi podobnie i skupi się przede wszystkim na porozumieniu.

Starajmy się też o to, żeby osoba, z którą rozmawiamy, czuła się w naszym towarzystwie dobrze. Wzbudzania sympatii nie traktujmy jednak tylko jako jednej z zasad perswazji, a jako chęć nawiązania autentycznego porozumienia. Kiedy bowiem sympatii zabraknie, a w jej miejsce pojawi się obojętność czy wręcz antypatia, osoba chcąca wywierać wpływ może spotkać się ze skutkiem dokładnie odwrotnym do zamierzonego – odbiorca zamiast zmienić postawę w kierunku zakładanym przez nadawcę, jeszcze bardziej utwierdzi się w słuszności dotychczasowego sposobu myślenia i postępowania – zauważa Artur Gryzik z Integra Consulting Poland. Miejmy świadomość tego, że w myśl prawa sympatii chętniej spełniamy prośby osób, które znamy i lubimy. Nie ma w tym nic dziwnego, dobrze jednak zdawać sobie sprawę z tego, za co lubimy innych – zdecydowanie wolimy przebywać w towarzystwie osób uznawanych przez nas za atrakcyjne fizycznie, równocześnie nieświadomie zakładamy, że są również mądre, dobre czy inteligentne, a także oceniamy je łagodniej w przypadku popełnionych błędów. Lubimy także osoby podobne do nas, te, z którymi często się kontaktujemy, a także tych ludzi, którzy prawią nam komplementy czy kojarzą nam się z czymś miłym (zdarzeniem, informacją czy nawet zapachem).

  1. Każdy wygrywa

Prowadząc negocjacje biznesowe lub prywatne rozmowy, podczas których ktoś chce nas do czegoś przekonać, pamiętajmy o modelu perswazji, w którym każdy wygrywa. W myśl tej zasady perswazja ma miejsce wtedy, gdy obie strony mają poczucie, że odniosły korzyść. Zakłada ona także, że osoba poddawana perswazji działa świadomie, bez strachu wywołanego naciskiem czy dezorientacji spowodowanej manipulacją lub oszustwem. – Żyjąc wśród ludzi, w naturalny sposób codziennie robimy coś dla kogoś albo chcemy, żeby ktoś zrobił coś dla nas. Naszymi największymi zasobami podczas negocjacji są czas i emocje, a w przypadku spotkań biznesowych – również pieniądze. Jeśli nasz rozmówca „wyda” ich zbyt wiele, może poczuć się wykorzystany, a my stracimy na wiarygodności. Równocześnie nie pozwólmy drugiej stronie na to, by spowodowała, że to my będziemy stratni – podsumowuje Artur Gryzik z Integra Consulting Poland.

Nowe prognozy dla kursu franka szwajcarskiego

Na przestrzeni ostatnich trzech kwartałów frank szwajcarski wyraźnie osłabił się w relacji do euro i pozostałych europejskich walut. Co dalej? Według aktualnych prognoz Ebury, na koniec 2018 roku kurs EUR/CHF powinien wynosić 1,14 a CHF/PLN 3,65.  

Ostra deprecjacja franka szwajcarskiego była wywołana odpływem kapitału, który był konsekwencją większego spokoju na światowych rynkach oraz utrzymywania gołębiego stanowiska przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB). Ostatecznie CHF zakończył rok jako jedna z najgorzej radzących sobie walut G10 (najważniejsze i najbardziej płynne waluty na świecie).

Wykres 1: Kurs EUR/CHF (styczeń ’17-styczeń ’18)

Wykres Kurs EUR CHF styczeń 17-styczeń 18źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Szwajcarski Bank Narodowy pozostaje jednym z najbardziej gołębich banków centralnych w grupie G10, nawet pomimo ogólnej poprawy warunków w światowej gospodarce. Podczas spotkania we wrześniu Szwajcarski Bank Narodowy porzucił dotychczas powtarzaną mantrę o tym, iż frank jest „znacząco przewartościowany”, zamiast tego poinformował, iż waluta jest „wysoko wyceniana”. Mimo to, Bank nie zasygnalizował odejścia od swojego ultra-luźnego stanowiska w kwestii polityki monetarnej i utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, poniżej zera i powtórzył, że pozostaje gotowy do interwencji na rynku walutowym.

SNB był aktywnym graczem na rynku walutowym w pierwszej części roku, dokonując interwencji polegających na zakupie walut obcych w celu osłabienia franka szwajcarskiego. Interwencje walutowe pozostają istotnym narzędziem banku centralnego, jednak słabość CHF powinna sprawić, że potrzeba ich wykorzystania będzie ograniczona. Zmiany w metodologii wyliczania indeksów kursu wymiany franka szwajcarskiego, do których doszło w marcu (pokazały, że CHF jest słabszy niż oczekiwano) powinny również ograniczyć potrzebę interwencji. Warto dodać, że wiceprezes SNB, Fritz Zurbruegg w listopadzie udzielił wywiadu, w którym bronił wykorzystania ujemnych stóp procentowych i interwencji walutowych SNB.

Słabość waluty przełożyła się na wyższą inflację, co dodatkowo powinno ograniczyć potrzebę głębszych działań ze strony banku centralnych. Inflacja CPI w listopadzie wzrosła do poziomu 0,8% rok do roku i znalazła się najwyżej od 2011 r. (Wykres 2). Inflacja bazowa również wzrosła w analogicznym okresie do poziomu 0,6% rocznie, co można uznać za sukces, biorąc pod uwagę, iż przez niemal dwa lata, do lutego ubiegłego roku dynamika cen nie była wyższa od zera.

Wykres 2: Inflacja w Szwajcarii (2010-2017)

Inflacja w Szwajcariiźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Dynamika PKB Szwajcarii w trzecim kwartale przyspieszyła do poziomu 1,2% rocznie (Wykres 3). Wzrost aktywności przemysłu pod koniec roku powinien wesprzeć ekspansję gospodarczą w ostatnim kwartale roku. W październiku indeks PMI dla sektora wzrósł do poziomu 62,0 i znalazł się najwyżej od sześciu lat, znacznie powyżej długoterminowej średniej 53,8. Dynamika płac na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy również rosła, osiągając poziom 0,7% w ujęciu rocznym, najwyższy od trzech lat. Wzrost dynamiki zarobków powinien pozytywnie wpływać na popyt konsumpcyjny.

Wykres 3: Wzrost PKB w Szwajcarii w ujęciu rocznym (2010-2017)

Wzrost PKB w Szwajcariiźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Ton ostatniej komunikacji ze strony Narodowego Banku Szwajcarii sugeruje, że decydenci pozostają przeciwni silnej walucie. Jesteśmy zdania, że SNB będzie kontynuował interwencje, jeśli kurs CHF w zdecydowany sposób skieruje się na północ. Z drugiej strony, dalsze osłabienie CHF i większy optymizm ze strony EBC mogłyby ograniczyć potrzebę dodatkowej stymulacji monetarnej ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego. Aktualizujemy prognozę EUR/CHF w górę, aby odzwierciedlić ostatnie zmiany na rynku, obecnie spodziewamy się jedynie lekkiego umocnienia franka szwajcarskiego w relacji do przewartościowanego – naszym zdaniem – euro oraz stabilizacji kursu EUR/CHF w kolejnych kwartałach. Na koniec 2018 roku kurs EUR/CHF powinien wynosić 1,14 a CHF/PLN 3,65.

Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk)

Jakie zmiany czeka SEO w 2018 roku?

Przełom roku to czas podsumowań i prognoz. Pojawiło się już wiele spekulacji na temat tego, co będzie ważne w SEO w 2018 roku. Wiele w zakresie pozycjonowania się nie zmieni, jednak w nowym roku możemy liczyć na pojawienie się kilku nowości, które być może będą przełomowe. Czego może spodziewać się branża? O tym w artykule Bartosza Michalaka, Marketing Managera Senuto.

Bartosz Michalak
Bartosz Michalak | Marketing Manager Senuto

Rewolucja czy ewolucja SEO

2018 nie przyniesie wielu zmian – nadal ważne będą kwestie techniczne, takie jak szybkość ładowania strony, dostępność dla robotów oraz czystość kodu. Wciąż istotny będzie także content, a właściwie jego optymalizacja pod odpowiednie słowa kluczowe, stosowanie nagłówków, tytułów, opisów (tutaj już widoczna jest pierwsza zmiana – wzrost liczby dopuszczalnych znaków z około 160 do około 230) i linkowania wewnętrznego. Pomimo wielu prognoz mówiących co innego, nadal znaczący będzie linkbuilding. Tak jak do tej kluczowe będzie to, aby pozyskiwane linki były wysokiej jakości.

Czeka nas raczej ewolucja tego, co już istnieje, a nie rewolucja i przewrócenie wszystkiego do góry nogami.

Trendy na 2018 rok

Na znaczeniu coraz bardziej zyskuje UX i to nie tylko pod kątem SEO. Sami użytkownicy zwracają większą uwagę na to, aby strony były czytelne, przejrzyste, żeby mogli się po nich łatwo poruszać i odnajdować informacje.

Kolejnym często pojawiającym się prognozowanym trendem SEO w 2018 roku jest voice search, czyli wyszukiwanie głosowe. Według statystyk Google, jedno na pięć zapytań przeprowadzane jest właśnie w ten sposób. Sceptyczne nastawienie niektórych osób do wyszukiwania głosowego może być spowodowane tym, że w języku polskim nie działa ono najlepiej. Powoduje to, że nie jest wygodniejsze i szybsze od tradycyjnego wyszukiwania. Jeżeli chodzi o znaczenie tej technologii dla SEO, to sposób zadawania pytań podczas wyszukiwania głosowego można podsumować dwoma słowami: kontekst i semantyka.

Prowadzi to do kolejnego trendu, który przybiera na sile, czyli Topical Authority – teorii, według której serwis szeroko pokrywający dany temat będzie osiągał wysokie pozycje na ten właśnie temat, nie tylko na pojedyncze słowa kluczowe. Dzięki RankBrain, czyli sztucznej inteligencji Google potrafi już rozpoznawać kontekst, synonimy oraz powiązania semantyczne pomiędzy frazami. Oznacza to, że Google wchodząc na stronę dotyczącą na przykład cukrzycy „spodziewa” się na niej znaleźć również takie frazy jak dieta dla diabetyka, indeks glikemiczny, glukometr itd. W tym przypadku popularne od lat stwierdzenie „Content is King” staje się coraz bardziej aktualne. Liczy się to, jak szeroko zostanie opisany temat i jak bardzo będzie on wartościowy dla użytkowników.

Filary SEO

W 2018 na pewno nie zmieni się to, na czym opiera się SEO, czyli wiedza, doświadczenie oraz systematyczna praca nad kwestiami technicznymi i contentowymi. Wbrew przewidywaniom niektórych osób o tym, że nie ma sensu realizować już działań SEO,  eksperci w tej dziedzinie nie mają się czym martwić. Wyszukiwarka była, jest i nadal pozostanie bardzo istotnym elementem w customer journey. Tak jak do tej pory, wciąż ważne jest, aby w wyszukiwarce być jak najlepiej widocznym.

Rekordowe przychody klubów piłkarskich

Piłka nożna znowu bije finansowy rekord – przychody klubów z czołowej dwudziestki wyniosły 7,9 mld euro. Manchester United drugi rok z rzędu na czele klubów o największych przychodach.

Manchester United ponownie jest klubem piłkarskim o największych przychodach na świecie. W sezonie 2016/2017 przychody angielskiego giganta wyniosły 676 mln euro. O jego zwycięstwie nad drugim w zestawieniu Realem Madryt zdecydował triumf w Lidze Europejskiej UEFA. Trzecie miejsce w rankingu zajęła FC Barcelona. Przychody dwudziestki największych futbolowych drużyn wyniosły 7,9 mld euro, o sześć procent więcej niż rok wcześniej. To najważniejsze wnioski z 21. edycji raportu „Football Money League”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Aby znaleźć się w zestawieniu trzeba było przekroczyć poziom niemal 200 mln euro, czyli prawie dwa razy więcej niż w edycji w 2010 roku. Najwyższy udział w przychodach, sięgający 45 proc. mają przychody z transmisji telewizyjnych.

Manchester United wygrał z Real Madryt o włos

W 2018 r. Manchester United utrzymał pierwsze miejsce w zestawieniu, ale od drugiego w kolejności Realu Madryt dzieli go najmniejsza w historii różnica w wysokości 1,7 mln euro. Zwycięstwo Czerwonych Diabłów nad Ajaxem w finale Ligi Europejskiej UEFA było kluczowym czynnikiem, decydującym o utrzymaniu pozycji lidera, ponieważ wiązało się to z otrzymaniem od UEFA 44,5 miliona euro premii. To ponad czterokrotnie więcej niż Atletico Madryt otrzymało w sezonie 2011/12 za wygranie tego samego turnieju. Tym samym, wysiłki podejmowane w ostatnich latach przez UEFA na rzecz zwiększenia korzyści finansowych płynących z udziału w Lidze Europejskiej zaprocentowały w tym roku dla Manchester United.

– Europejska branża piłkarska nadal rozwija się finansowo, osiągając prawie pół miliarda euro wzrostu przychodów w dwudziestce czołowych klubów rankingu Deloitte. Europejski futbol nadal generuje duże obroty, czego potwierdzeniem jest zwiększenie przychodów pierwszej dwudziestki klubów Football Money League o kwotę niemal pół miliarda euro. W tym sezonie obserwowaliśmy najbardziej jak dotąd wyrównany pojedynek na szczycie. Ostatecznie Manchester United utrzymał pozycję najlepiej zarabiającego klubu piłkarskiego, pokonując o włos Real Madryt. W roku 2016/17 Manchester United osiągnął przychody w wysokości 581 mln funtów – mówi Dan Jones, Partner w Sports Business Group w Deloitte UK. – Utrzymanie pozycji lidera przez Manchester United wydaje się tym bardziej imponujące wobec osłabienia kursu funta w stosunku do euro. Biorąc pod uwagę, że zarówno Real Madryt, jak i FC Barcelona przewidują wzrost przychodów w sezonie 2017/18, w przyszłym roku prawdopodobnie walka o pierwsze miejsce znów będzie uzależniona od sukcesów na boisku. Po zakwalifikowaniu się przez wszystkie trzy kluby do grupy szesnastu najlepszych zespołów, które zagrają w Lidze Mistrzów UEFA, można oczekiwać, że drużyna, która awansuje najdalej, zdobędzie również najwyższą pozycję w rankingu Football Money League – dodaje.

Premier League nadal dominuje

Angielską Premier League reprezentuje w zestawieniu aż dziesięć drużyn w pierwszej dwudziestce, w tym debiutant na 18 miejscu Southampton (182,3 mln funtów przychodów). Manchester City umacnia swoją pozycję w pierwszej piątce, a Leicester City awansuje z 20 na 14 miejsce. Wszystkie kluby Premier League czerpały korzyści z lepszych umów na transmisje telewizyjne, a dodatkowo występy Southampton i Leicester w europejskich rozgrywkach sprawiły, że kluby te zdobyły najwyższe w historii pozycje. Tylko same przychody z transmisji w przypadku Southampton przewyższają całkowite przychody 26. drużyny w tegorocznej Money League (Crystal Palace, 140,9 miliona funtów).

Z kolei Arsenal okazał się lepszy od Paris Saint-Germain, a Tottenham Hotspur awansował o jedno miejsce na jedenastą pozycję. Chelsea i Liverpool pozostają odpowiednio na ósmym i dziewiątym miejscu, West Ham United na 17., a Everton na 20 pozycji. Cztery angielskie kluby znalazły się w trzeciej dziesiątce rankingu. W sezonie 2016/17 przychody 28. AFC Bournemouth wyniosły 136,8 miliona funtów i były o 135,7 miliona wyższe niż w pierwszym rankingu w 1996/97 roku. – W tym roku angielskie kluby zdominowały Deloitte Football Money League, co nie wydaje się zaskakujące, biorąc pod uwagę nową umowę sprzedaży praw do transmisji i rozgrywki UEFA, które zwiększyły przychody z transmisji klubów z pierwszej dwudziestki o ponad pół miliarda funtów – mówi Tim Bridge, Senior Manager w Sports Business Group w Deloitte UK. – Trwają właśnie procedury przetargowe na sprzedaż praw do transmisji meczy Premier League w kolejnym sezonie od 2019/20 roku. Ich wyniki na dłuższy czas ukształtują skład Money League – dodaje.

Kluby z Hiszpanii, Francji, Niemiec i Włoch to reszta futbolowych krezusów

Pierwszą piątkę uzupełnia Bayern Monachium, zajmując czwarte miejsce. Z kolei Paris Saint-Germain spadł na siódmą pozycję. Podczas gdy PSG jest jedynym francuskim klubem w Football Money League, Olympique Lyon odradza się, awansując w rankingu tuż poza pierwszą dwudziestką po tym, jak zwiększył przychody, będące skutkiem przeprowadzki na nowy stadion i awansu do półfinału Ligi Europy. Po raz pierwszy w rankingu nie znalazł się AC Milan. Tymczasem po przejęciu przez chińską firmę Suning i znacznej poprawie przychodów z reklam jego rywal z Mediolanu, Inter, awansował o cztery miejsca na pozycję piętnastą. Wyniki w rozgrywkach UEFA zagwarantowały Napoli 19 miejsce i spowodowały, że klub AS Roma po raz trzeci w ciągu ostatnich 21 lat, czyli od początku istnienia Money League, wypadł z rankingu. – Football Money League to nadal najskuteczniejsza i najbardziej wiarygodna metoda porównywania wyników finansowych klubów piłkarskich. Zmiany w rankingu w ciągu nadchodzących lat na pewno okażą się bardzo interesujące. Ponadto, po zmianie systemu kwalifikacji do Ligi Mistrzów należy spodziewać się dalszych przetasowań – mówi Tim Bridge. zarobki klubów piłkarskich

O rankingu:

Wartości przychodów uwzględnione w rankingu pochodzą z rocznych sprawozdań finansowych poszczególnych klubów lub z innych bezpośrednich źródeł dotyczących sezonu 2016/2017. Przychody nie uwzględniają wpływów z tytułu transferu zawodników, podatku VAT oraz podatku obrotowego. W niektórych przypadkach dokonano korekt wartości sumarycznych, które zdaniem Deloitte umożliwiły uzyskanie bardziej wiarygodnych wyników umożliwiających porównanie poszczególnych klubów pod względem działalności sportowej. Na przykład jeżeli istniały informacje dotyczące znaczącego zakresu działalności niezwiązanej z branżą piłkarską lub transakcji kapitałowych, wartości te zostały wyłączone z przychodów.

Przed dokonaniem analizy Deloitte nie przeprowadził weryfikacji ani audytu informacji dotyczących poszczególnych klubów zawartych w sprawozdaniach finansowych i innych źródłach stanowiących podstawę naszej publikacji. Aby umożliwić porównanie wyników, wszystkie dane za sezon 2015/2016 zostały przeliczone po kursie z dnia 30 czerwca 2017 r. (1 GBP = 1,1637 EUR). Dane porównawcze zaczerpnięto z poprzednich edycji naszego rankingu, z rocznych sprawozdań finansowych lub innych bezpośrednich źródeł.

Sprzedaż kredytów w Polsce – grudzień 2017 r.

Sprzedaż kredytów dla klientów indywidualnych

W grudniu 2017 r., w porównaniu z grudniem 2016 r. w ujęciu wartościowym, odmiennie jak w poprzednim miesiącu udzielono mniej kredytów w każdej z czterech grup produktowych. Najwyższy spadek odnotowano w przypadku kart kredytowych (-9,0%) oraz kredytów mieszkaniowych (-6,0%). W ujęciu liczbowym, jedyny wzrost w stosunku do grudnia 2016 r. odnotowała sprzedaż kredytów konsumpcyjnych (+9,2%). Pogłębia się negatywna tendencja w sprzedaży kart kredytowych – w porównaniu do grudnia 2016 r. spada zarówno liczba wydawanych kart kredytowych (-16,2%), jak i wartość przyznawanych limitów (-9,0%).

Dodatnie dynamiki w ujęciu wartościowym, a nie wolumenowym, w całym 2017 r. w porównaniu z 2016 r. dotyczyły wszystkich 4 produktów kredytowych. Najwyższa dodatnia dynamika (+ 11,1%) dotyczyła kredytów mieszkaniowych. W ujęciu liczbowym w 2017 r. banki i SKOKi udzieliły o 5,5% więcej limitów kredytowych oraz o 4,9% kredytów mieszkaniowych. W całym 2017 r. banki i SKOKi udzieliły łącznie 9,05 mln kredytów na wartość 133,2 mld zł.

Jakość Portfeli Kredytów dla klientów indywidualnych

W grudniu 2017 r., w porównaniu do listopada 2017 r. pozytywnie zmienił się poziom jakości portfela kredytów konsumpcyjnych (-0,05). Nieznaczne pogorszenie jakości (+0,13) odnotował tylko portfel kart kredytowych. W porównaniu do sytuacji sprzed roku, tylko w portfelu kart kredytowych nastąpiło pogorszenie jakości. Najwyższą poprawę odnotował indeks jakości portfela kredytów mieszkaniowych (pozytywna zmiana o -0,17). Wszystkie cztery indeksy nadal pokazują, pomimo rosnącej sprzedaży, niski, bezpieczny a nawet dla części portfeli obniżający się poziom ryzyka portfela kredytowego gospodarstw domowych

Istotne zmiany w rachunkowości dla części firm -materiał edukacyjny dla leasingobiorców

Nowy Międzynarodowy Standard Sprawozdawczości Finansowej nr 16 (MSSF16) dotyczący leasingu, zacznie obowiązywać spółki raportujące oraz sporządzające sprawozdania finansowe według międzynarodowych standardów (MSR/MSSF) 1 stycznia 2019 roku. Według szacunków, MSSF16 wpłynie na mniej niż 1 na 100 europejskich firm. Eksperci Związku Polskiego Leasingu, wspólnie z doradcą rachunkowym PWC, przygotowali materiał informacyjny dla klientów firm leasingowych.

Materiał przygotowany przez ZPL dla klientów firm leasingowych informuje m.in. o tym, że nowe wymagania eliminują pojęcie leasingu operacyjnego, a co za tym idzie pozabilansowe ujęcie użytkowanych na tej podstawie aktywów.

Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu
Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu

„Przedsiębiorcy coraz częściej spotykają się z twierdzeniem, że nowy standard rachunkowości MSSF16 wprowadza pojęcie jednego leasingu, a wszystkie użytkowane aktywa i zobowiązania do zapłaty czynszów będą musiały zostać ujęte w bilansie. Należy podkreślić, że wprowadzane zmiany wpłyną jedynie na spółki raportujące oraz sporządzające sprawozdania finansowe według międzynarodowych standardów rachunkowości. Leaseurope szacuje, że nowe zasady będą dotyczyć mniej niż 1 na 100 europejskich firm. Pozostałe podmioty będą korzystać z leasingu i ujmować te transakcje na dotychczasowych zasadach. Nowe regulacje nie wpłyną także na rozliczenia podatkowe – te pozostają bez zmian” – powiedziała Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu.

Wpływ MSSF 16 na leasingobiorców

Nowy standard wpłynie na zmianę podstawy kalkulacji powszechnie używanych wskaźników finansowych, takich jak wskaźniki zadłużenia czy EBITDA. Zastosowanie standardu może również oddziaływać na kowenanty w umowach kredytowych, ratingi kredytów, koszty finansowe oraz postrzeganie spółki przez interesariuszy.

Co istotne, zmiany w ujmowaniu leasingu będą miały znaczący wpływ na procesy biznesowe, systemy informatyczne oraz środowisko kontroli wewnętrznej leasingobiorców. Leasingobiorca, który zastosuje MSSF 16, będzie potrzebował zdecydowanie większej liczby danych na temat swoich umów leasingowych ze względu na wymóg ujęcia wszystkich tego typu umów w bilansie. Spółki będą zobligowane do kompleksowego podejścia do tematu wdrożenia nowego standardu, nie ograniczając się tylko do kwestii rachunkowych. Z tego względu przygotowania do wdrożenia należy rozpocząć z odpowiednim wyprzedzeniem.

Jednak nowy standard precyzuje także możliwe wyłączenia. MSSF16 umożliwia nieujmowanie w bilansie aktywów oraz zobowiązań leasingowych dla umów leasingu trwających 12 miesięcy lub krócej. W takim wypadku leasingobiorca może ujmować płatności leasingowe w rachunku zysków i strat metodą liniową w trakcie trwania umowy leasingu. Podobnie będzie w przypadku aktywów takich jak: tablety, komputery, telefony czy meble biurowe o niskiej wartości początkowej. Sugerowana przez RMSR maksymalna wartość aktywa kwalifikującego się do tego typu zwolnienia wyniesie ok. 5.000 dolarów amerykańskich.

Zakaz handlu w niedzielę – kto zyska, a kto straci najwięcej

Już od marca 2018 w życie wchodzi rozporządzenie Sejmu zakazujące handlu w niedziele. Na początku zakaz będzie obejmował pierwszą i ostatnią niedzielę w miesiącu. Nowe prawo będzie wyzwaniem zarówno dla konsumentów przyzwyczajonych do robienia zakupów tego dnia, jak i dla handlowców, którzy będą musieli szukać sposobu na zminimalizowanie strat spowodowanych zakazem. Kto najwięcej zyska, a kto straci na rządowych zmianach?

Niedziele wolne od handlu spowodują straty nie tylko dla właścicieli sklepów oraz najemców. Firmy, obsługujące galerie, w tym biura ochrony, firmy sprzątające czy utrzymania obiektów będą musiały renegocjować stawki oraz zmniejszyć zatrudnienie. Dodatkowo pracownicy, w tym studenci, którzy często pracowali w niedzielę, również poniosą straty. Jednak konsumenci oraz handlowcy będą szukali luk w prawie, które i tak pozwolą na handel w zakazane niedziele. Pierwsze pomysły już są.

Beneficjenci nowych przepisów

Na zakazie zyska przede wszystkim branża e-commerce oraz przemysł związany z logistyką i dystrybucją produktów. E-commerce stał się ważnym elementem branym pod uwagę przy opracowaniu strategii handlowej i stanowi składnik przewagi konkurencyjnej. Wywiera on największy wpływ na rynek centrów handlowych w Europie, ale również w Polsce. O ile duże i mniejsze centra dobrze radzą sobie z internetową konkurencją, o tyle sytuacja w przypadku średnich obiektów wygląda już nieco gorzej.

Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo
Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo

Do 2022 roku e-commerce będzie stanowić 25% wolumenu sprzedaży i będzie generować około 46% przyrostu sprzedaży. Dziś wartość rynku e-commerce w Polsce według różnych źródeł szacowana jest na 36-40 mld złotych i nikt nie ma wątpliwości, że będzie rosnąć – twierdzi Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo.

Wyłączone z zakazu są m.in. piekarnie, lodziarnie oraz cukiernie. Jednak w ustawie nie zostało zaznaczone, jaki procent sprzedaży mają stanowić bułki i chleby wypiekane w sklepie, by miejsce uznać za piekarnię, która będzie mogła być otwarta w niedziele. Dzięki tej luce duże sklepy, oferujące na miejscu świeże wypieki najprawdopodobniej wciąż będą mogły handlować przez cały weekend.

Na zmianach w przepisach zyskają sklepy internetowe, oferujące swoim klientom ścieżkę dostawy omijającą sklepy stacjonarne, a opartą o sieć punktów odbioru. Dla przykładu artykuły spożywcze zamówione online będzie można odebrać z dowolnego miejsca z Fresh-Boxa, bez obawy o utratę świeżości i walorów odżywczych.

Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.
Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.

Terminale paczkowe, które oferujemy zawierają opcję chłodzenia oraz mrożenia towarów. Dzięki nim, konsument w niedzielny poranek będzie mógł odebrać świeżą wędlinę czy warzywa wprost z Fresh-Boxa, który będzie najbliżej jego miejsca zamieszkania. Wystarczy, że nieco wcześniej zakupi wszystkie produkty przez internet z konkretnego hipermarketu. Jest to dodatkowym atutem dla osób powracających w niedzielę po kilkudniowej podróży do domu, gdzie w lodówce nie ma nic – mówi Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.

Zakaz handlu poza polską

Całkowity zakaz handlu w niedzielę obowiązuje już w Niemczech, Austrii oraz Szwajcarii. W tych krajach otwarte są tylko stacje benzynowe i sklepiki na dworcach kolejowych oraz sklepy położone w sąsiedztwie atrakcji turystycznych. Dla Niemców nie jest to problem, ponieważ traktują niedzielę jako dzień przeznaczony dla rodziny, wypoczynku oraz przygotowań do nadchodzącego tygodnia. Większe zakupy robią zawsze przed weekendem, natomiast ewentualne produkty mogą zakupić na stacjach benzynowych lub skorzystać z automatów oferujących papierosy, napoje czy słodycze. Kilka razy w roku władze lokalne organizują niedziele handlowe. Dotyczy to sytuacji, gdy w miastach odbywają się ważne wydarzenia, np. targi, koncerty lub przed świętami.

Natomiast w takich krajach jak Grecja oraz Hiszpania nie ma pełnego zakazu handlu w niedzielę. W Grecji ustanawianych jest siedem niedziel handlowych w roku. Tego dnia otwarte są wszystkie rodzaje sklepów, supermarkety i centra handlowe. Natomiast w pozostałe niedziele czynne są punkty handlowe jedynie w turystycznych rejonach. W Hiszpanii, oprócz Madrytu, w którym w niedziele są otwarte tylko centra handlowe, handel dozwolony jest w dziesięć świątecznych dni w roku.