2018 rok przełomowy dla rozwoju elektromobilności w Polsce. Rynek czeka na ustawę i prototyp pierwszego elektrycznego auta rodzimej produkcji

2018 rok przełomowy dla rozwoju elektromobilności w Polsce. Rynek czeka na ustawę i prototyp pierwszego elektrycznego auta rodzimej produkcji 1

Ten rok może okazać się przełomowy dla rozwoju elektromobilności w Polsce. W pierwszym kwartale ma wejść w życie ustawa, która będzie zachęcać do kupowania elektrycznych aut. Powstanie także Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, który wesprze finansowo producentów aut elektrycznych i budowę infrastruktury ładowania. Na początku roku rozstrzygnie się również I etap konkursu na prototyp polskiego elektryka, zorganizowany przez ElectroMobility Poland. Pierwszymi jego użytkownikami będą m.in. cztery największe polskie koncerny energetyczne, które zakupią takie auta. 

– Myślę, że najbliższy rok będzie bardzo ważny dla elektromobilności. W 2018 roku pojawi się ustawa o elektromobilności, powołany zostanie także Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, który będzie dysponował środkami na wsparcie producentów i konsumentów chcących korzystać z samochodu elektrycznego. Wesprze on również rozwój infrastruktury – to bardzo istotny krok dla rozwoju tego rynku, bo dzisiaj jej brak jest wskazywany jako jedna z głównych barier zakupu samochodu elektrycznego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Zaremba, szef projektu ElectroMobility Poland (EMP).

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych – przyjęta przez rząd 28 grudnia 2017 r. – ma szansę wejść w życie w I kwartale tego roku. Nowe przepisy mają nie tylko spopularyzować ekotransport, lecz także uregulować cały rynek i dać impuls do rozwoju firmom, które na nim działają. Na razie – bez jasnych regulacji prawnych – jest to trudne.

 Użytkownicy samochodów elektrycznych będą mogli się poruszać w sposób uprzywilejowany, korzystać z buspasów i parkować bez opłat w miejscach, które są publicznie dostępne. W ustawie zawarliśmy też szereg przywilejów o charakterze podatkowym, m.in. niższy odpis amortyzacyjny i zerową akcyzę. Ten pakiet korzyści ma spowodować, że samochody elektryczne będą dla kierowców bardziej atrakcyjne – mówi Michał Kurtyka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

Wiceminister energii podkreśla także, że dużą zaletą projektu ustawy o elektromobilności jest jego kompleksowość – nowe przepisy zauważają zarówno biznes, przyszłych użytkowników aut elektrycznych, jak i samorządy, które będą musiały stworzyć dla nich infrastrukturę.

Rok 2018 będzie również przełomowy dla projektu polskiego samochodu elektrycznego. W ostatnim kwartale 2017 roku ElectroMobility Poland uruchomiło postępowanie na wybór partnera biznesowego, z którym spółka uruchomi produkcję elektrycznego auta. W 2018 roku powstanie dokumentacja techniczna i pierwsze wersje prototypów. Postępowanie zakończy się w I połowie tego roku. Jego efektem będzie nie tylko wybór partnera, lecz także powstanie dojrzałych prototypów.

Zwycięski prototyp wybierze komisja, która weźmie pod uwagę przede wszystkim jego rynkowy potencjał i możliwość komercjalizacji w skali masowej.

Jesteśmy w trakcie poszukiwań partnera do uruchomienia produkcji. Postępowanie będzie trwało kilkanaście miesięcy, więc kluczowe jego etapy przypadną właśnie na 2018 rok. Chcemy mieć pewność, że pracujemy z najlepszymi firmami z tej branży, dlatego w trakcie kolejnych etapów postępowania będziemy weryfikować naszych partnerów. Uruchomimy produkcję z tym, który zaprezentuje najlepszą koncepcję biznesową i największe umiejętności techniczne – mówi Piotr Zaremba. – Proces prac nad prototypem jest wieloetapowy, bo idziemy w stronę produktu, który potem da się wyprodukować w dużej liczbie egzemplarzy. Prototypy są doskonalone z każdą kolejną sztuką, aż dochodzimy do egzemplarza, który jest na tyle dojrzały, że możemy myśleć o jego produkcji.

Równolegle z konkursem na prototypy ElectroMobility Poland pracuje nad przyszłym popytem na polski samochód elektryczny. Zgodnie z założeniami, ma to być miejski pojazd, który na jednym ładowaniu powinien przejechać co najmniej ok. 150 kilometrów.

Pierwszym krokiem do zbudowania popytu było podpisanie listów intencyjnych z pięcioma firmami dysponującymi dużymi flotami samochodów, które są zainteresowane wykorzystywaniem polskiego e-auta na swoje potrzeby.

– 70 proc. nowych samochodów kupowanych w Polsce to samochody flotowe. Dlatego chcemy pozyskać wiedzę o tym, jakiego samochodu potrzebują duże firmy, aby produkt, z którym za kilka lat wejdziemy na rynek, spełniał oczekiwania klienta flotowego – mówi Piotr Zaremba.

Auto ma trafić do małoseryjnej produkcji w 2019 roku. Pierwszymi użytkownikami będą cztery spółki energetyczne. PGE Polska Grupa Energetyczna SA, Energa SA, Enea SA oraz Tauron Polska Energia SA podpisały już w tej sprawie list intencyjny z EMP.

– Firmy energetyczne są bardzo ważnym uczestnikiem całego projektu elektromobilności. One żyją ze sprzedaży energii elektrycznej, więc gdy na drogach pojawi się więcej pojazdów elektrycznych, firmy te będą miały zapewniony zbyt dla swojego podstawowego produktu. Nie zapominajmy o tym, że są to bardzo duże organizmy, które same mają floty liczone w tysiącach sztuk egzemplarzy – byłoby zaskakujące, jeżeli mając do wyboru napęd tradycyjny i elektryczny, firmy te nie wybrałyby aut elektrycznych ­– podkreśla Michał Kurtyka.

Obok czterech największych koncernów energetycznych elektryki zakupi też Telewizja Polska.

– Chcemy, żeby samochody reporterskie były autami elektrycznymi – po jednym dla każdego z oddziałów, czyli co najmniej szesnaście w całym kraju. Będzie to też promocja dla tego wielkiego projektu. Z punktu widzenia TVP jest to oszczędność na paliwie, bo choć są to samochody znacznie droższe niż te spalinowe, to jednak ich eksploatacja jest znacznie tańsza. Dzisiaj nasze samochody reporterskie przejeżdżają nawet 300 km dziennie, więc są to potężne dystanse, w takiej perspektywie to się rzeczywiście opłaca – mówi Maciej Stanecki, członek zarządu Telewizji Polskiej S.A.

Podpisane listy intencyjne mówią o łącznym zainteresowaniu zakupem polskiego e-auta na poziomie dwóch tysięcy sztuk.

W co warto inwestować w tym roku? Eksperci nie mają złudzeń, ale przewidują też sporo zagrożeń

Prognozuje się spadek dynamiki wzrostów na GPW w Warszawie w tych sektorach, w które najbardziej opłacało się inwestować w 2017 roku. I tak zyski w branży bankowej i deweloperskiej prawdopodobnie zahamuje podniesienie stóp procentowych. Z kolei przychody firm z segmentu paliwowego ograniczy drożejąca ropa naftowa. Ale akurat ten sektor może zyskać na wejściu w życie ustawy ograniczającej handel w niedziele. Stacji paliw nie dotkną obostrzenia, więc w dużej części może tam przenieść się weekendowa sprzedaż towarów FMCG. Dlatego w 2018 roku opłacalne byłoby inwestowanie w spółki właśnie z tego sektora. Po za tym, zdaniem analityków, klimat inwestycyjny w Polsce będzie mocno niesprzyjający w związku z podpisaniem przez Prezydenta RP ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

Tak było w ubiegłym roku

Od początku 2017 roku jedne z największych wzrostów na GPW w Warszawie należały do branży paliwowej. Sprzyjały temu takie czynniki, jak ograniczenie szarej strefy, wzrost gospodarczy i zwiększenie popytu na paliwo. Wprowadzenie nowych regulacji prawnych w postaci pakietu paliwowego, czyli nowelizacji ustaw o VAT i akcyzie, Prawa energetycznego i ustawy o zapasach paliw, przyniosło dynamiczny wzrost legalnej sprzedaży na tym rynku. Według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, sektor wsparły też przystępne ceny paliw. Po trzech kwartałach konsumpcja oleju napędowego, benzyny i gazu LPG wzrosła o ponad 12% r/r. Przy tym udział importu w segmencie zwiększył się z 31% do 37%. Obliczono, że w ciągu 9 miesięcy 2017 roku na rynek trafiło prawie 2,6 mln m sześciennych paliw więcej, niż w tym samym okresie w 2016 roku.

– Miniony rok należał też do sektora bankowego. Według danych GUS-u, jego wynik finansowy netto za trzy pierwsze kwartały 2017 roku wyniósł 10,6 mld zł. Suma bilansowa wzrosła w skali roku o 5,2% i wyniosła 1 752,3 mld zł. Wartość kredytów dla sektora niefinansowego zwiększyła się o 4,3% do sumy 1 042,7 mld zł, a depozytów o 5,0% czyli do kwoty 1 019,0 mld zł. Wynik działalności bankowej wyniósł 45,9 mld zł, tj. o 1,1% więcej, niż w analogicznym okresie w 2016 roku. Z kolei, bilans z tytułu odsetek wzrósł o 10,9% do poziomu 31,4 mld zł, a ten z tytułu opłat i prowizji zwiększył się o 8,8% do 10,3 mld zł – mówi analityk Krzysztof Michrowski z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Trudno nie zauważyć, że lokomotywą wzrostu sektora bankowego był PKO BP S.A. Jego udział w indeksie WIG-Banki przekroczył 37%. Uzyskany za 3 pierwsze kwartały 2017 roku wynik odsetkowy wyniósł 6 357 mln zł i był o 623 mln zł wyższy, niż rok wcześniej. Główną przyczyną tego stanu był wzrost portfela kredytów i papierów wartościowych, przy jednoczesnym spadku średniego kosztu finansowania.

– Jak podaje Związek Banków Polskich, w trzecim kwartale 2017 roku, łączna wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wyniosła 10,95 mld zł. Liczba nowych kredytów była wyższa o 7,5%, niż rok wcześniej, a ich suma wzrosła o 13,2%. Według szacunków ZBP, do końca 2017 roku banki dały klientom ok. 200 tys. kredytów mieszkaniowych, które razem były warte ponad 40 mld zł. To jest najlepszy wynik od ponad 6 lat. Branży generalnie sprzyja dobra koniunktura gospodarcza – podkreśla Michrowski.

Sukcesy branży bankowej są oczywiście skorelowane ze wzrostami w sektorze deweloperskim. Niskie stopy procentowe to tańszy kredyt zarówno dla nich samych, jak i klientów bankowych zaciągających kredyty hipoteczne na zakup mieszkania na rynku pierwotnym. Ponadto dobrą sytuację na rynku nieruchomości wzmacniają m.in. takie czynniki, jak stabilny wzrost gospodarczy, niskie bezrobocie i podwyżka wynagrodzeń. Według danych opublikowanych przez GUS, liczba pozwoleń na budowę uzyskanych przez deweloperów w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2017 roku stanowiła aż 92,10% pozwoleń z całego 2016 roku, liczba rozpoczętych budów – 93,05%, a suma wszystkich mieszkań oddanych do użytkowania to 77,04% wyniku z roku poprzedzającego.

– To był też pomyślny rok dla sektora górniczego. Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu, w ciągu trzech kwartałów polskie górnictwo węgla kamiennego wypracowało ponad 1,6 mld zł zysku netto. Kopalnie zwiększyły przychody o 22%, przy spadku produkcji o ok. 6%. Osiągnięte w tym roku przez branżę wskaźniki finansowe są najlepsze od kilku lat. Niemniej, zauważalny jest spadek wydobycia węgla o ponad 3 mln ton i obniżenie jego sprzedaży o ok. 4,8 mln ton, przy jednoczesnym wzroście o ponad 2 mln ton importu tego surowca. Dlatego drobni inwestorzy, zainteresowani tą branżą, powinni obserwować dalsze ceny węgla na świecie – doradza Krzysztof Michrowski.

Z kolei dr Przemysław Kwiecień, Główny Ekonomista z domu maklerskiego X-Trade Brokers, zwraca uwagę na globalną sytuację na rynkach. Rok 2017 na światowych giełdach był mieszany dla drobnych inwestorów. Szczególne rozczarowanie nastąpiło względem wyjątkowo dobrej koniunktury na Wall Street, gdzie indeksy niemal nieustannie pięły się na nowe maksima. Dlatego trzeba pamiętać o tym, że to, co dzieje się w Nowym Jorku nie zawsze przekłada się np. na wyniki w Warszawie. Tak jest już od kilku lat. Ekspert podkreśla też, że druga połowa roku była dużo słabsza dla większości spółek, zwłaszcza w przypadku tych mniejszych, które w zasadzie całkowicie oddały zyski z pierwszego półrocza.

– Polski drobny inwestor chcąc wyciągać wnioski z tego, co dzieje się na nowojorskiej giełdzie, czy też na innych rynkach, powinien sprawdzać dane historyczne. Może analizować to, jak konkretne wyniki były dotychczas ze sobą powiązane. Istotny jest związek wskaźników makroekonomicznych takich, jak m.in. wysokość stóp procentowych, kurs walutowy, poziom wykupienia lub wyprzedania rynku z wynikami i wyceną konkretnych sektorów czy spółek – podpowiada Krzysztof Michrowski.

W co inwestować?

Jeśli chodzi o branżę paliwową w Polsce, trudno będzie powtórzyć wyniki z lat 2016-2017. Drożejąca od czerwca 2017 roku ropa naftowa przynosi spadek zysków dla firm zajmujących się przetwórstwem, dystrybucją i sprzedażą produktów rafineryjnych. Drogie paliwo skłania kierowców do oszczędzania i negatywnie wpływa na przychody firm z tego sektora. Co więcej, pomimo znacznego ograniczenia szarej strefy na rynek wciąż trafiają pewne ilości produktów, od których nie zapłacono państwu należnych danin. Efekt pakietu paliwowego został już w dużej mierze zdyskontowany. Zatem dalsze wzrosty w tym sektorze będą zależeć przede wszystkim od czynników makroekonomicznych.

– Ustawa ograniczająca handel w niedzielę może jednak przyczynić się do wzrostu obrotów na stacjach paliw, ponieważ nie zostały one objęte zakazem. Można wręcz przypuszczać, że obrót towarami FMCG częściowo przeniesie się do punktów sprzedaży paliw płynnych, gdzie marże na tego typu produktach są bardzo wysokie. To oczywiście wygeneruje zyski spółek sektora paliwowego, do którego należą m.in. PKN ORLEN, LOTOS czy PGNiG. Dlatego, moim zdaniem, warto bacznie obserwować wyniki tej branży w 2018 roku – doradza Krzysztof Michrowski.

Rozpoczynający się rok może nie być aż tak udany dla sektora bankowego i deweloperskiego, jak miniony. Rosnące wynagrodzenia i nasilająca się presja inflacyjna są w stanie spowodować rewizję w polityce monetarnej RPP i podniesienie stóp procentowych już w 2018 roku. Mogłoby to mieć bezpośredni wpływ na spadek popytu na pieniądz, a co za tym idzie – na zmniejszenie akcji kredytowej banków oraz pogorszenie się jakości portfela kredytowego i zwiększenie strat na nieregularnych kredytach.

– Oba sektory, bankowy i deweloperski, nadal mogłyby być dobrymi rozwiązaniami inwestycyjnymi w przypadku utrzymania się dobrej koniunktury, umacniania się złotego i środowiska niskich stóp procentowych. Ale, wraz z sygnałami trwałego powrotu CPI powyżej 2%, w warunkach rosnących płac, a co za tym idzie presji inflacyjnej, w 2018 roku przewiduje się przynajmniej jedną podwyżkę stóp procentowych. W związku z tym, w obu ww. branżach, po okresie zwyżek w ciągu ostatnich 12 miesięcy, można spodziewać się spadku dynamiki wzrostów – ostrzega analityk z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Należy jednak pamiętać o tym, że zyski w takich sektorach, jak bankowy, deweloperski, a także paliwowy, w dużej mierze zależą od poziomu konsumpcji. W ubiegłym roku napędzał ją m.in. program Rodzina 500 plus. Duże znaczenie miała też podwyżka płacy minimalnej. Jednak te czynniki już odniosły swój skutek. Do utrzymania obecnego wzrostu gospodarczego potrzebne jest zwiększenie stopy inwestycji. To z kolei wymaga odpowiednich warunków, czyli stabilnej sytuacji politycznej. Dopiero wtedy czekałby nas kolejny rok trendu wzrostowego w ww. branżach.

– Trzeba liczyć się z dużą zmiennością na rynku. Ewentualne korekty indeksów będzie można wykorzystywać jako okazję do zakupów we wszystkich sektorach. Dla drobnych inwestorów o dużej awersji do ryzyka wskazane będą obligacje skarbowe lub korporacyjne spółek Skarbu Państwa o zmiennym, odpornym na inflację, oprocentowaniu. W przypadku spadku dynamiki gospodarczej, względnie recesji, prawidłową reakcją będzie inwestowanie w spółki defensywne, np. z sektora spożywczego. W odwrotnej sytuacji, czyli przy wzroście produkcji dóbr i usług, największe stopy zwrotu przyniosłyby spółki cykliczne, tj. z branży finansowej czy deweloperskiej – wyjaśnia Michrowski.

Największe zagrożenia?

Zdaniem ekonomisty, prof. Witolda Orłowskiego, rektora Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie, wzrost gospodarczy w roku 2018 nie jest zagrożony. Niemniej, trzeba zwracać uwagę na wszelkie zmiany wprowadzane przez nowego premiera. Ma on pewien kredyt zaufania. Ale mógłby go stracić, jeśli nie przeprowadzi istotnych zmian w rządzie w styczniu 2018 roku, zgodnie ze swoimi zapowiedziami. Czas oczekiwania na decyzje jest teraz najtrudniejszy dla drobnych inwestorów i nie powinien się przedłużać. Natomiast fakt, że Mateusz Morawiecki wcześniej był związany z sektorem bankowym, nie ma specjalnego znaczenia. Zdaniem eksperta, liczy się to, że potrafi rozmawiać o biznesie w ogóle, nie tylko w Polsce, ale też na Zachodzie.

– W mojej opinii, niestabilna sytuacja polityczna stwarza największe ryzyko dla inwestycji. Chodzi przede wszystkim o nowe ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. Ich wprowadzenie może mieć bardzo poważne skutki dla gospodarki. Komisja Europejska uruchomiła artykuł 7.1 traktatu Unii Europejskiej wobec Polski. Grożą nam sankcje, włącznie z pozbawieniem głosu w UE. A to już może poważnie skomplikować sytuację inwestorów, nawet tych najdrobniejszych – alarmuje Krzysztof Michrowski.

Należy też dodać, że ukaranie Polski może bezpośrednio poskutkować odpływem z rodzimego rynku kapitału zagranicznego, wzrostem deficytu budżetowego i długu publicznego. W związku z powyższym, mogłoby dojść do spadku wiarygodności kredytowej Polski. Istnieje też zagrożenie powtórzenia u nas sytuacji Grecji z lat 2009-2015.

Możliwe scenariusze

– Gdyby nastąpiło osłabienie złotego, w efekcie ww. czynników, oczywiście zyskałby na tym eksport. Wówczas warto by było inwestować w powiązane z nim przedsiębiorstwa. Wśród eksporterów notowanych na warszawskim parkiecie można wymienić m.in. spółki Skarbu Państwa. Należą do nich PKN Orlen, KGHM Polska Miedź, Grupa Lotos, JSW i PGNiG. Przeważający udział eksportu w przychodach wśród prywatnych przedsiębiorstw mają m.in. Asseco Poland – ponad 70%, ale również takie spółki, jak ABC Data, Inter Cars, CD Projekt RED – wymienia Krzysztof Michrowski.

Analogicznie, mocny złoty przyniósłby zyski importerom. Wówczas miałby korzystny wpływ na inflację. To również zapewniłoby dobre warunki do utrzymywania niskich stóp procentowych i łagodnej polityki pieniężnej. Nastałby więc korzystny klimat inwestycyjny, np. do lokowania kapitału w sektorze bankowym. Gdyby w przyszłym roku sytuacja polityczna w kraju okazała się w miarę stabilna, to na warszawskiej GPW wzrosłoby znaczenie sytuacji makroekonomicznej na świecie.

– Wygląda na to, że przynajmniej pierwsza połowa 2018 roku powinna przynieść kontynuację mocnego wzrostu światowej gospodarki. To mogłoby raz jeszcze zachęcić globalny kapitał do powrotu na rynki wschodzące. Jednak, moim zdaniem, przyszły rok będzie bardziej wyboisty w stosunku do minionego. Światowa hossa ma już niemal 9 lat, a w USA w tym roku nie było nawet korekty. Wyceny są bardzo wysokie, zaś banki centralne powoli zaczynają przykręcać kurki z pieniędzmi i podnosić stopy procentowe. To nie jest najlepsze środowisko dla rynków akcji, nawet w sytuacji mocnego światowego wzrostu – przewiduje dr Kwiecień.

Sygnały płynące z FED wskazują na co najmniej dwie podwyżki stóp procentowych w USA w tym roku. Zacieśnianie polityki monetarnej ma w planach również Europejski Bank Centralny, informując kilka tygodni temu o powolnym wycofywaniu się ze stymulacji monetarnej. Zdaniem Krzysztofa Michrowskiego, drobny polski inwestor powinien zatem bacznie obserwować sytuację w strefie euro i za oceanem, a wzrosty rentowności długu traktować jako sygnał zapowiadający nasze spowolnienie gospodarcze.

– Warto zwrócić też uwagę na sytuację w Chinach, które od dawna stanowią globalne ryzyko. W latach 2015 i 2016 tamtejsze władze uciekły znad krawędzi kryzysu, mocno odkręcając kurek z kredytem. Teraz jednak, gdy prezydent Xi Jinping umocnił swoją pozycję, widać oznaki, że władze próbują uzdrowić system finansowy. To jednak nie będzie proste. Otwarcie mówi się o tym, że Chińczycy masowo fałszują dokumenty, żeby otrzymać wyższe kredyty na zakup nieruchomości, a to przecież do złudzenia przypomina kryzys subprime w USA sprzed 10 lat – ocenia ekspert z domu maklerskiego X-Trade Brokers.

Jak podsumowuje Krzysztof Michrowski, z uwagi na rozmiary chińskiej gospodarki, tamtejszy kryzys oznaczałby ogólnoświatową zapaść. Należy jednak wiedzieć o tym, że obecnie banki centralne nie dysponują takim zasobem środków do stymulowania gospodarki, jak 10 lat temu. Ewentualny wstrząs byłby więc dużo bardziej brzemienny w swych skutkach, niż ten z 2007 roku. Dlatego drobni inwestorzy, szczególnie w tym roku, powinni uważnie obserwować sytuację, nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami.

W 2017 r. inflacja zmniejszyła o 2% dochody realne Polaków

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w grudniu 2017 r. o 2,0 proc. r/r, a w stosunku do listopada br. o 0,2 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

W grudniu 2017 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w nieco mniejszym stopniu r/r niż w poprzednich 3 miesiącach. Ale był to najsilniejszy grudniowy wzrost od 2012 r.

W całym 2017 r. inflacja wyniosła 2 proc. (po 11. miesiącach wynosiła 2 proc. i grudzień nic tu nie zmienił). Co prawda jesteśmy poniżej celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc., ale odzwyczailiśmy się przez ostatnie 4 lata (2013-2016) od takich wzrostów cen i od tego, że obniżają one naszą siłę nabywczą.

Dane dotyczące wzrostu wynagrodzeń brutto w całej gospodarce narodowej w 3. kwartale 2017 r. (nie ma jeszcze danych dla całego roku) wskazują, że nominalnie nasze wynagrodzenia wzrosły o 4,9 proc., ale realnie – o 3 proc. Pracujący w sektorze przedsiębiorstw zarabiali w 3. kwartale o 6,1 proc. więcej niż rok wcześniej, ale realnie – o 4,1 proc. więcej. Znacznie gorzej mieli pracujący w sferze budżetowej, bo ich wynagrodzenia brutto wzrosły w znacznie mniejszym stopniu niż w firmach, bo o 1,8 proc.

Tym samym realnie pracownicy sektora publicznego nie zyskali realnie nic na wzroście gospodarki i wzroście płac. Co prawda ich przeciętne wynagrodzenia brutto są wyższe o prawie 15 proc. niż wynagrodzenia pracowników w sektorze przedsiębiorstw, ale brak realnego wzrostu dochodów z pracy w sytuacji, gdy gospodarka rośnie w tempie ponad 4 proc. nie jest motywujący. Takie są konsekwencje wyraźnego przyspieszenia wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych.

W 2018 r. inflacja w jeszcze większym stopniu będzie „konsumować” nasze dochody. NBP prognozuje, że wyniesie ona w tym roku 2,3 proc., przy czym ceny żywności i energii będą rosły szybciej – o 2,7-2,8 proc. Tak silny wzrost cen żywności i energii będzie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach bardzo obciążający, bo w ich koszykach zakupów to szczególnie żywność, ale także energia ważą relatywnie dużo. Przy wydrenowanym rynku pracy i generalnie niskiej aktywności zawodowej w Polsce może przełożyć się to na znacznie silniejszą niż w 2017 r. presję płacową w sektorze przedsiębiorstw.

Ponieważ rentowność sprzedaży w przedsiębiorstwach 50+ nie jest zbyt wysoka (4,6 proc.), to te firmy, które będą mogły pozwolić sobie na przerzucanie rosnących kosztów produkcji na konsumentów będą to robić. Tym bardziej, że koszty produkcji rosną nie tylko w wyniku wzrostu wynagrodzeń, ale także w wyniku wzrostu cen surowców, w tym cen ropy naftowej (wzrost w skali ostatniego roku ok. 20 proc.).

Rok 2018 r. może zatem okazać się powrotem do inflacji na poziomie wyższym niż prognozowane 2,3 proc. Z konsekwencjami tego dla naszych realnych dochodów i skłonności do konsumpcji.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Niemal 40% Polaków pożycza, by kupić sprzęt RTV/AGD

Co trzeci z nas w ciągu ostatnich dwóch lat wziął kredyt lub pożyczkę – to wyniki badania zwyczajów finansowych Polaków przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia. Dodatkowe środki przeznaczamy zdecydowanie najczęściej na zakup sprzętu RTV/AGD (39%). Co niepokojące, jedynie co drugi badany przyznał, że dokładnie analizuje swoją sytuacje finansową przed zaciągnięciem zobowiązania.

Jarosław Czulak z Profi Credit Polska
Jarosław Czulak z Profi Credit Polska

Jak wynika z badania zwyczajów finansowych Polaków przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit, ponad jedna trzecia z nas zaciągnęła w ciągu ostatnich dwóch lat pożyczkę bądź kredyt. Zdecydowanie najczęściej dodatkowe środki przeznaczamy na sprzęt RTV i AGD – tak zadeklarowało 4 na 10 ankietowanych. W dalszej kolejności pieniądze przeznaczane są na zakup samochodu (22%), zaspokojenie podstawowych potrzeb (19%), spłatę już zaciągniętych zobowiązań (18%), a także sfinansowanie zakupu nieruchomości (17%) czy wakacji (17%)

Jak pokazują liczne dane, wśród sprzętów RTV/AGD, które kupujemy na raty od lat niezmiennie królują telefony i komputery. To urządzenia bez których obecnie ciężko funkcjonować, a które wymieniamy częściej niż samochód czy mieszkanie – stąd właśnie na nie najczęściej zaciągamy zobowiązanie finansowe mówi Jarosław Czulak, dyrektor Działu Marketingu w Profi Credit Polska. – Warto pamiętać, że zakup na raty to doskonały sposób budowania pozytywnej historii kredytowej, która w przyszłości może być kartą przetargową w przypadku negocjowania z instytucją finansową warunków większego kredytu bądź pożyczkidodaje Czulak.

Co ciekawe, kobiety i mężczyźni mają różne hierarchie potrzeb, na które przeznaczają środki z kredytu bądź pożyczki. Panie najczęściej oprócz sprzętu RTV i AGD dodatkowe finansowanie wydają na zaspokojenie podstawowych potrzeb (23%) oraz spłatę zaciągniętych wcześniej zobowiązań (22%).  Z kolei panowie kupują samochód (22%) czy nieruchomość (19%) lub wyjazd wakacyjny (19%). Warto wspomnieć, że, jak wynika z badania, Panie pożyczały w ciągu ostatnich dwóch lat nieco rzadziej niż Panowie (32% do 39%).

– Takie wyniki wcale nie muszą świadczyć, o tym, że kobiety są bardziej odpowiedzialne od mężczyzn i lepiej zarządzają swoimi finansami – mówi Piotr Czyżewski, Dyrektor ds. Rozwoju z ARC Rynek i Opinia. – W gospodarstwach domowych to zwykle Panie zajmują się co miesięcznymi płatnościami, a Panowie przeważnie dokładają swoją „cegiełkę” przy okazji dużych wydatków. Stąd może wynikać ta różnica – dodaje Czyżewski.

Jedynie 53% badanych przez Profi Credit przed zaciągnięciem zobowiązania dokładnie analizuje swoje wydatki – kobiety deklarowały to nieco częściej niż mężczyźni (59% do 48%). Co ciekawe, im jesteśmy starsi, tym częściej kalkulujemy, czy stać nas na kredyt bądź pożyczkę. Aż 80% osób w wieku od 55 do 65 lat zaznaczyło, że gruntownie sprawdza swoje możliwości finansowe zanim zdecyduje się ubiegać o dodatkowe środki – w przypadku pozostałych grup wiekowych odsetek ten wynosił 47%.

Mimo wysiłków banków i instytucji finansowych, które próbują nas wyedukować, większość z nas zamiast pomyśleć, działa – w ten sposób łatwo stracić kontrolę nad własnymi finansami i wpaść w długi! Pocieszające jest to, że im jesteśmy starsi, tym jesteśmy bardziej rozsądni w kwestiach finansowych podsumowuje Jarosław Czulak z Profi Credit Polska.Warto pamiętać, że jest wiele sposobów na to, by trzymać w ryzach swoje wydatki – najprostszy to konsultowanie jakichkolwiek decyzji finansowych z najbliższymi – dodaje Czulak.

 

8 najważniejszych trendów, które zdominują rynek commerce marketingu w 2018 roku

Criteo (NASDAQ: CRTO), prezentuje prognozy dla rynku marketingu handlowego. Krajobraz w branży handlowej zmienia się szybko i dynamicznie. Ogromna ilość danych na temat klientów pochodzących z transakcji online i offline stała się podstawowym zasobem dla marek i sprzedawców, który pozwala im zrozumieć i nawiązać kontakt ze współczesnym, „omnichannelowym” klientem. Bezpośrednie relacje, jakie firma Criteo nawiązała z ponad 17 000 reklamodawców i tysiącami wydawców pozwoliły jej wyciągnąć wnioski na temat sytuacji na rynku oraz kształtujących się na nim trendów.

Poniżej zaprezentowane zostały te z nich, którym zdaniem firmy warto przyjrzeć się w 2018 roku:

  1. Walka o format video

Udział czasu online poświęconego przez kupujących na content video będzie stabilnie rósł.
W efekcie reklamodawcy, wydawcy i firmy medialne będą zmuszone do reorganizacji swojej oferty i skupienia się na formacie video. Trend ten dostrzegają również główne platformy social mediowe – Facebook, YouTube, Instagram i Snapchat priorytetyzują format video i poszukują wysokiej jakości treści, które naśladowałyby format telewizyjny. Wraz ze wzrostem liczby reklam dodawanych do contentu video zwiększą się również możliwości wykorzystania technologii programatycznych w tym zakresie.

  1. „Voice shopping” przybierze na znaczeniu

Kontekstowe reklamy głosowe pozwolą na personalizację rekomendacji oraz treści. Konsumenci zaczną coraz częściej używać swojego głosu do robienia zakupów on-line, wykorzystując w tym celu urządzenia takie, jak Amazon Echo lub Google Home. Za dwa lata urządzenia aktywowane przez głos oraz personal assistant będą najczęściej wykorzystywanymi technologiami. Inteligentne głośniki dają możliwość zebrania dużej ilości danych na temat zainteresowań i preferencji zakupowych klientów. To z kolei pozwoli na lepszą personalizację istniejącej już oferty oraz trafniejsze targetowanie dodatkowych produktów i usług.

  1. Związek sieci społecznościowych i handlu

Jeśli poświęcilibyśmy trochę czasu na obserwację danych płynących z postów opublikowanych w sieciach społecznościowych takich, jak Facebook doszlibyśmy do wniosku, że cienka linia pomiędzy sieciami społecznościowymi a handlem zanika. Dlatego też, Facebook uruchomił swój własny marketplace, który jest dostępny w: USA, Wielkiej Brytanii i Australii, a także na 17 europejskich rynkach. Również Amazon rozwija swoją ofertę w tym zakresie – w 2017 roku byliśmy świadkami premiery rynkowej Amazon Spark. Podobnie jak Instagram i Pinterest, Spark prezentuje zdjęcia produktów i umożliwia ich natychmiastowy zakup. Mając na uwadze fakt, że główne sieci społecznościowe tworzą zamknięte zbiory danych, marki i sprzedawcy będą musiały znaleźć sposób na pozyskanie swoich własnych klientów, a co za tym idzie danych na ich temat.

  1. Przenikanie się offline’u i online’u: customer journey

Najlepszym przykładem do zobrazowania tego trendu jest niedawna akwizycja firmy Whole Foods przez Amazon, która umożliwi temu technologicznemu gigantowi zrozumienie nawyków zakupowych i da nowe możliwości w zakresie upsellingu, zachowując przy tym pełną realizację zamówienia. Dlatego też, również inni sprzedawcy będą poszukiwać partnerów, którzy umożliwią im lepsze wykorzystanie danych pochodzących z systemów CRM oraz sprzedaży offline do dotarcia do konsumentów w środowisku online – wykorzystując do tego personalizowane kampanie, których celem jest ponowne zaangażowanie i upselling. Dodatkowo, główni sprzedawcy będą nadal proponować lepsze sposoby odbioru produktów zamówionych online z ich fizycznych sklepów (dedykowane miejsca parkingowe, znajdujące się w sklepie szafki, itd.). Nacisk kładziony będzie na przekierowanie ruchu w środowisku offline do interakcji w sieci.

  1. Współpraca w zakresie danych: Otwieranie Walled Gardens

Marki i sprzedawcy z niepokojem myślą o niedostępnych dla nich zbiorach danych, będących w posiadaniu takich technologicznych gigantów, jak Amazon czy Facebook. Aby utrzymać poziom innowacyjności i konkurencyjności będą nadal wspólnie zbierali zasoby danych – pozwoli im to na zbudowanie lepszych relacji z klientami. 72 procent marketerów wierzy, że współpraca w zakresie danych spowoduje zwiększenie ich przychodów, 65% uważa, że w efekcie zwiększą swój zysk, a 56% twierdzi, że zwiększy się satysfakcja ich klientów.

  1. Optymalizacja katalogów produktów

Reklamodawcy będą poszukiwać sposobów na usprawnienie zarządzania katalogami produktowymi, wliczając w to opisy produktów i galerie zdjęć. Kontekstowe zdjęcia produktu, wysokiej rozdzielczości zbliżenia, zdjęcia 360-stopni, i inne detale produktu staną się kluczowe dla stworzenia dla klientów potencjalnie najlepszego doświadczenia zakupowego.

  1. GDPR i zarządzanie danymi: nowa era w zakresie ochrony danych

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych (GDPR) wejdzie w życie 25 maja 2018 roku, co przełoży się na marketerrów i firmy, próbujących dotrzeć do ponad 500 milionów obywateli Unii Europejskiej. Rozporządzenie wywoła efekt w skali całego świata i odnosi się bezpośrednio do wszystkich firm, które wykorzystują dane rezydentów Unii Europejskiej w celach analitycznych i marketingowych. Zapewnienie klientów co do bezpieczeństwa ich indywidualnych danych osobowych zbuduje zaufanie wśród kupujących i pozytywnie wpłynie na transparentność firm.

  1. Większa liczba akwizycji i umów partnerskich

W przeciągu ostatnich 6 miesięcy w branży handlowej miały miejsce duże akwizycje oraz partnerstwa: Amazon i Whole Foods, Amazon i Kohl’s, Walmart i Google Express, itd. W 2018 roku również wiele innych sprzedawców i marek będzie poszukiwało strategicznych możliwości akwizycji i partnerstwa w celu utrzymania konkurencyjności, a także rozwinięcia i wzmocnienia swojej biznesowej działalności. Co więcej, samodzielny gracz będzie aktywnie poszukiwał strategicznych akwizycji i partnerstwa, niezbędnych do połączenia światów online i offline, a przez to – wygenerowania przewagi konkurencyjnej.

Giełdowy roller coaster

Środowe przebudzenie na warszawskiej giełdzie finalnie przełożyło się na skromną zwyżkę indeksu WIG 20 (0,1 proc.), który przez znaczną część trwania notowań znajdował się pod presją sprzedających. Do 3,4 proc. wzrostów Jastrzębskiej Spółki Węglowej (3,4 proc.) zbliżył się mBank (3,2 proc.) pomimo nałożenia przez Komisję Nadzoru Finansowego bufora właściwego dla instytucji o znaczeniu systemowym. Na fali świetnych danych sprzedażowych znaleźli się rodzimi detaliści. W grudniu sprzedaż CCC (2,0 proc.) była aż o 42 proc. wyższa niż przed rokiem, a LPP (2,8 proc.) zdołało wypracować dynamikę obrotów rzędu 21 proc. przy jednoczesnym podbiciu marży do 56 proc. O niezbyt udanym przebiegu notowań mogą mówić paliwowi potentaci. W trakcie dzisiejszej sesji Orlen (-0,5 proc.) poinformował o spadku marży rafineryjnej do poziomu 3,9 USD za baryłkę, co odbiło się rykoszetem na walorach Lotosu (-1,2 proc.).

Pod presją pokaźnego przetasowania sentymentu znalazł się amerykański dolar, który w trakcie dzisiejszych notowań stał się chwilowym beneficjentem najnowszych wskazań koniunktury w lokalnym sektorze przemysłowym. Indeks ISM uplasował się na poziomie 59,7 pkt, co nie do końca było spodziewane przez ankietowanych uczestników rynku z racji na oczekiwane zjawisko równoważenia efektów sezonowych (konsensus: 58,2 pkt). Za poprawą nastrojów za oceanem stoi odczuwalny skok nowych zamówień (69,4 pkt, poprzednio: 64,0 pkt), któremu towarzyszy dość pokaźny wzrost subindeksu kosztowego (69,0 pkt, poprzednio: 65,5 pkt). Możliwość uplasowania indeksu powyżej okrągłego poziomu 60,0 pkt ograniczyło zatrudnienie (57,0 pkt, poprzednio: 59,7 pkt). Wyższe wartości indeksu ISM nie powinny być traktowane jako wysoce zaskakujące. Istotny sygnał wskazujący na poprawę sentymentu wygenerował Chicago PMI, tj. zmienna często wykorzystywana do prognozowania powyższych poziomów.

Wieczornej wyższości amerykańskiej waluty nie uznają norweska korona oraz australijski dolar, które na przestrzeni dnia zdołały umocnić się odpowiednio 0,2 proc. oraz 0,1 proc. Blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia znajduje się japoński jen (0,0 proc.), zwiększając tym samym szansę naruszenia przez USD/JPY wsparcia przy 112,00. Część popołudniowej przeceny zdołał odrobić funt szterling (-0,5 proc.), który obecnie próbuje ustabilizować kurs GBP/USD przy poziomie 1,3520. Nikły cios w siłę wyspiarskiej waluty wymierzył niższy indeks PMI dla sektora budowlanego (52,2 pkt, konsensus: 53,0 pkt), co było częściowo spodziewane z racji na napływające dane dotyczące kondycji lokalnych rynków nieruchomości. Obecnie skromniejszy odwrót notuje euro (-0,2 proc.), które w dalszej mierze pozostawia szansę przebicia przez EUR/USD serii ostatnich maksimów przy 1,2080.

W ścisłej czołówce walut Emerging Markets znalazł się południowoafrykański rand (0,9 proc.) utrzymujący parę w okolicach dołków z marca 2017 roku. W regionie uwagę inwestorów zwracał między innymi rosyjski rubel (0,7 proc.), który w obliczu odważnych cięć stopy procentowej pozostaje stosunkowo silny. W lekkim odwrocie znajdują się czeska korona (-0,3 proc.) oraz węgierski forint (-0,2 proc.). Do chwilowej i delikatnej deprecjacji złotego (-0,1 proc.) przyczynił się wstępny odczyt inflacji CPI za grudzień, który w ujęciu rok do roku uplasował się poniżej konsensualnych 2,1 proc. Podejrzewamy, że za roczną stopą na poziomie 2,0 proc. stoją niższe ceny żywności kompensujące wpływ stosunkowo drogich paliw. Na koniec dnia EUR/PLN przebija się przez 4,1560, USD/PLN balansuje przy 3,4550, GBP/PLN schodzi do 4,6720, a CHF/PLN atakuje 3,5380.

Środa na europejskich parkietach stała pod znakiem dość optymistycznych nastrojów. Uwagę inwestorów skutecznie zwróciła giełda we Frankfurcie, gdzie na czele indeksu DAX (0,8 proc.) znalazł się ThyssenKrupp generujący 4,2 proc. zwyżkę na stosunkowo niskim obrocie. Napływ pomyślnych informacji zza oceanu pozwolił Volkswagenowi (3,5 proc.) na zwyżkowe odreagowanie po pierwszej sesji w 2018 roku. Według świeżo opublikowanych danych sprzedaż samochodów pod marką Audi wzrosła o 16,3 proc., co zdaje się podtrzymywać optymistyczne scenariusze w najbliższych miesiącach. Na dnie znalazł się Fresenius (-0,8 proc.), który znalazł się pod presją ostrzeżenia związanego z lekceważeniem niekorzystnych wyników testów klinicznych.

Ostatnie miejsca na liście indeksu FTSE 100 (0,3 proc.) należały do spółek z sektora wydobywczego, którym niechlubnie przewodziła Antofagasta (-2,6 proc.). Pod presją niezbyt przychylnej noty analitycznej znalazło się WPP (-2,5 proc.), które według Macquarie ma potencjał na skok do poziomu 14 GBP za walor (obecnie: 13,00 GBP). Na czele londyńskiej giełdy znalazł się Next (6,7 proc.) mający perspektywę świetnych wyników sprzedażowych w nadchodzących miesiącach. Beneficjentem zmian rekomendacji Credit Suisse stał się Experian, który na koniec sesji musiał uznać wyższość walorów Just Eat (4,3 proc.).

W trakcie środowych notowań gwiazdą na rynku surowców energetycznych zostaje ropa WTI (1,8 proc.) testująca opór przy 61,50 USD za baryłkę. Miano antybohatera przejmują lutowe kontrakty na gaz ziemny (-2,2 proc.), które po spektakularnym rajdzie wracają w okolicę 2,987 USD/MMBtu. Bardziej pokaźną zniżkę notuje jedynie najbardziej przeceniony z płodów rolnych. W tym przypadku mowa o marcowych kontraktach kakao, którym na koniec europejskich notowań udało się wypracować 2,7 proc. zniżkę. Wśród metali szlachetnych obserwuje się lekki podział sentymentu. Lekkiej zwyżce srebra (0,1 proc.) oraz stosunkowo pokaźnej platyny (1,3 proc.) przeciwstawiają się złoto (-0,1 proc.) i pallad (-0,5 proc.). Na koniec dnia podstawowa jednostka żółtego kruszcu jest wyceniana po 1 316 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Prognoza walutowa Banku PKO na 2018 rok

  • Oczekujemy, że Fed dokona trzech podwyżek stóp w 2018 roku w II, III i IV kwartale oraz przyśpieszy skalę comiesięcznej redukcji bilansu pomimo antycypowanego osiągnięcia 2% celu inflacyjnego dopiero w pierwszej połowie 2019 roku. Po I kwartale powinno to sprzyjać stopniowemu umocnieniu dolara wobec euro.
  • Skala aprecjacji dolara w 2018 roku będzie ograniczana przez oczekiwane zakończenie programu skupu aktywów w strefie euro z końcem III kwartału. Perspektywy ewentualnego zacieśniania polityki monetarnej w strefie euro pozostaną jednak odległe ze względu na bardzo powolną poprawę sytuacji sektora bankowego krajów południowych strefy euro oraz słabość trendów inflacyjnych. W efekcie oczekujemy, że zakończenie QE w strefie euro w obliczu dalszego zacieśniania polityki monetarnej w USA umożliwi, co najwyżej, ustabilizowanie kursu euro wobec dolara, ale nie wystarczy do spowodowania jego trwałego wzrostu.
  • Zakładamy, że w kurs EUR/USD zakończy I kwartał na poziomie 1,17, a następnie spadnie w okolice poziomu 1,15 i wokół tego poziomu będzie oscylować już do końca 2018 roku.

EUR/PLN

  • Oczekujemy, że stopniowe zacieśnianie polityki monetarnej przez Fed (redukcja bilansu + trzy podwyżki stóp) będzie do końca 2018 roku negatywnie oddziaływać na globalną płynność walutową wywierając presję na osłabianie walut rynków wschodzących, w tym i polskiego złotego.
  • Jednak początkowo wolniejsze tempo zacieśniania polityki monetarnej w USA (tylko jedna podwyżka stóp w pierwszej połowie roku) przy względnie stabilnej sytuacji gospodarczej na rynkach wschodzących powinny sprzyjać złotemu w pierwszej połowie 2018 roku.
  • W drugiej połowie roku, przyśpieszenie tempa podwyżek stóp w USA oraz wyraźniejsze spowolnienie koniunktury gospodarczej w Chinach (m.in. ze względu na politykę ograniczania skali przyrostu kredytu) powinny przełożyć się na osłabienie chińskiego juana wobec dolara oraz pogorszenie globalnych nastrojów inwestycyjnych wobec koszyka walut rynków wschodzących, w tym i wobec złotego.
  • Gołębie nastawienie RPP w kwestii perspektyw podwyżek stóp procentowych będzie dodatkowo sprzyjać osłabieniu złotego.
  • Zakładamy, że kurs EUR/PLN zakończy I kwartał 2018 roku na poziomie 4,23 a do końca 2018 roku stopniowo będzie rósł osiągając na koniec roku poziom 4,27.

Prognozy walutowe Banku PKO na I kwartał 2018 r.

Źródło: PKO Bank Polski

NRPiP: Jednoosobowe dyżury pielęgniarek muszą zostać wyeliminowane

Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych zajęła stanowisko w sprawie pełnienia przez pielęgniarki i położne jednoosobowych dyżurów w zakładach leczniczych. NRPiP skierowała w tej sprawie pismo do Ministerstwa Zdrowia, Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Konsultantów Krajowych ds. Pielęgniarstwa i Położnictwa. 

Samorząd zawodowy zaapelował do Ministra Zdrowia o pilne podjęcie działań zmierzających do wyeliminowania jednoosobowych dyżurów przez pielęgniarki i położne w zakładach leczniczych.

 Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych alarmuje – w systemie zdrowia jest zbyt mała liczba personelu pielęgniarskiego. Bardzo często zdarzają się jednoosobowe dyżury pielęgniarek i położnych. Taka praktyka nie pozwala na sprawowanie opieki z należytą starannością i z zachowaniem bezpieczeństwa pacjentów, co ma bezpośredni wpływ na występowanie zdarzeń niepożądanych, w tym także błędów medycznych  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

– NRPiP podjęła stawisko w tej sprawie. Jednoosobowe dyżury pielęgniarskie powinny zostać wyeliminowane. Uniemożliwia to jednak ciągle malejąca liczba pielęgniarek i położnych oraz wysoka średnia wieku, która wynosi ponad 50 lat. Rada szuka sposobu na wyjście z tego impasu. Pokłada nadzieję w młodej kadrze – absolwentach, którzy chcieliby zasilić szeregi. W ocenie NRPiP aktualnie obowiązujące rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2012 roku w sprawie sposobu ustalenia minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych w podmiotach leczniczych powinno być zastąpione regulacjami prawnymi uwzględniającymi wskaźnik zatrudnienia adekwatnie do profilu oddziału szpitalnego i realizowanych w nim świadczeń zdrowotnych – wskazała Małas.

Przekształcenie transgraniczne spółki neutralne podatkowo

25 października 2017 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał istotny dla polskich przedsiębiorców wyrok dotyczący opodatkowania transgranicznego przekształcenia polskich spółek handlowych. Trybunał Sprawiedliwości wskazał m.in., że spółka powinna uniknąć nałożenia na jej wspólników obowiązków podatkowych, jeżeli jej siedziba statutowa zostanie przeniesiona za granicę z wykorzystaniem instytucji transgranicznego przekształcenia.

Przekształcenie transgraniczne spółki nie stanowi nadużycia prawa

W wyroku z dnia 25 października 2017 r. w sprawie przekształcenia transgranicznego spółki Polbud – Wykonawstwo sp. z o.o. (C-106/16) Trybunał Sprawiedliwości wskazał, iż jedną z podstawowych zasad Unii Europejskiej jest swoboda prowadzenia działalności gospodarczej przez spółki założone zgodnie z ustawodawstwem państw członkowskich oraz mające statutową siedzibę, zarząd lub główne przedsiębiorstwo na obszarze Unii Europejskiej. Jednym z praw wynikających z niniejszej zasady jest umożliwienie każdej spółce jednego państwa członkowskiego przekształcenia się w spółkę prawa innego państwa członkowskiego. Taka możliwość istnieje również w sytuacji, gdy dana spółka wykonuje zasadniczą część, a nawet całość swej działalności gospodarczej w pierwszym z tych państw członkowskich. W opinii Trybunału, ustanowienie siedziby spółki (statutowej lub rzeczywistej) w zgodzie z ustawodawstwem państwa członkowskiego w celu korzystania z bardziej dogodnych przepisów nie stanowi nadużycia prawa. Dlatego też przeniesienie do innego kraju członkowskiego jedynie statutowej siedziby spółki nie może wyłączać tego przeniesienia z zakresu swobody przedsiębiorczości.

Transgraniczne przeniesienie siedziby spółki w prawie polskim

Zgodnie z przepisami Kodeksu spółek handlowych przekształcenie spółki w uproszczeniu oznacza zmianę formy prawnej prowadzonej działalności. Zgodnie bowiem z art. 551 § 1 k.s.h. zarówno spółki osobowe, jak i kapitałowe (spółki przekształcane) mogą podlegać przekształceniu w inną spółkę handlową (spółkę przekształconą). W wyniku takiego przekształcenia dochodzi wyłącznie do zmiany formy prawnej spółki przy zachowaniu ciągłości prawnej i ekonomicznej podmiotu przekształcanego.

Natomiast w przypadku przekształcenia transgranicznego spółki mamy do czynienia z przeniesieniem siedziby polskiej spółki wpisanej do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego do innego kraju członkowskiego wraz z przekształceniem się w spółkę prawa obcego. Przykładem może być ww. przekształcenie transgraniczne spółki Polbud – Wykonawstwo. Jednakże zgodnie z art. 270 pkt 2 oraz art. 459 pkt 2 k.s.h. podjęcie uchwały o przeniesieniu siedziby spółki powoduje wszczęcie postępowania likwidacyjnego, które prowadzi do rozwiązania spółki i unicestwienia jej bytu prawnego poprzez wykreślenie jej z rejestru. Wymaga to wykonania szeregu czynności związanych z zakończeniem prowadzenia działalności gospodarczej spółki: windykacji wierzytelności, realizacji zobowiązań spółki, złożenia sprawozdania finansowego oraz wskazania osoby odpowiedzialnej za przechowywanie ksiąg i dokumentów likwidowanej spółki. Wynika to zapewne z faktu, że samo transgraniczne przekształcenie spółki, czyli przeniesienie siedziby statutowej wraz ze zmianą formy prawnej spółki, nie zostało w ogóle przewidziane w prawie polskim. Gdyby więc nie zostały uwzględnione przepisy prawa unijnego, implikowałoby to niemożność skutecznego złożenia wniosku w sądzie rejestrowym o dokonanie stosownego wpisu dot. opisywanego przekształcenia.

Wskazane art. 270 pkt 2 oraz art. 459 pkt 2 k.s.h. są zatem niezgodne z prawem unijnym w zakresie obligowania spółki do przeprowadzenia likwidacji i rozwiązania spółki w razie podjęcia przez zgromadzenie wspólników uchwały o przeniesieniu siedziby statutowej spółki za granicę. Tym samym te przepisy ograniczają możliwość przekształcenia się polskich spółek kapitałowych w spółki innych państw członkowskich, a w efekcie stanowią ograniczenie zasady swobody przedsiębiorczości.

Opodatkowanie majątku zlikwidowanej spółki w świetle prawa polskiego

Zgodnie z przepisami podatkowymi ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych przeprowadzenie likwidacji oraz rozwiązanie spółki implikuje istotne konsekwencje podatkowe. Wspólnicy takiej spółki będący osobami fizycznymi zobowiązani są do zapłaty podatku w wysokości 19% wartości otrzymanego majątku. Oznacza to, że jednym ze skutków likwidacji spółki jest uzyskanie przychodu z tytułu udziału w zysku osoby prawnej. Niestety polski ustawodawca nie przewiduje w tym zakresie wyjątków, także w sytuacji, gdy podzielony majątek spółki zostaje wniesiony do spółki założonej w jednym z krajów członkowskich.

Można zatem uznać, iż przepisy k.s.h. wymuszające likwidację działalności gospodarczej w przypadku transgranicznego przekształcenia spółki w rzeczywistości nakazują likwidowanym spółkom realizację zysków z prowadzonej działalności pomimo tego, że będzie ona kontynuowana za granicą. Tym samym działają na korzyść organów podatkowych, które w momencie utraty kompetencji administracyjnych mają możliwość ustalenia i pobrania podatku w odpowiedniej wysokości.

Trybunał Sprawiedliwości wskazał jednak, że polskie przepisy wymuszające przeprowadzenie likwidacji spółki są niezgodne z prawem europejskim i stanowią ograniczenie swobody przedsiębiorczości Natomiast spółka powinna uniknąć nałożenia na jej wspólników obowiązków podatkowych, jeżeli jej siedziba statutowa zostanie przeniesiona za granicę z wykorzystaniem instytucji transgranicznego przekształcenia. W takiej sytuacji nie dochodzi do upłynnienia majątku i rozdzielenia go pomiędzy dotychczasowych wspólników spółki. W konsekwencji nie powstaje zysk, który podlegałby opodatkowaniu, a sam proces transgranicznego przekształcenia spółki uznać należy za, co do zasady, neutralny podatkowo.

Neutralny charakter podatkowy przekształceń transgranicznych w prawie europejskim

W prawie europejskim większość procesów restrukturyzacyjnych z elementem transgranicznym została objęta dyrektywą 2009/133/WE w sprawie wspólnego systemu opodatkowania mającego zastosowanie w przypadku łączenia, podziałów, wnoszenia aktywów i wymiany udziałów, dotyczących różnych Państw Członkowskich oraz przeniesienia statutowej siedziby SE lub SCE z jednego państwa członkowskiego do innego państwa członkowskiego. Zasadniczym celem tych regulacji było usprawnienie wspomnianych zdarzeń w ten sposób, że będą miały one charakter neutralny podatkowo, tj. w chwili ich wystąpienia spółka ani wspólnicy nie zostaną obciążeni kosztami podatkowymi. Niestety przepisy te nie mają zastosowania wobec przekształceń transgranicznych dotyczących podmiotów pozaeuropejskich. Dlatego też należy uznać, iż jedną z form ograniczenia europejskiej swobody przedsiębiorczości jest wprowadzanie barier podatkowych przez polskie przepisy podatkowe. Stąd niezwykle istotne dla problematyki przekształceń transgranicznych staje się zachowanie neutralności podatkowej tego rodzaju zdarzeń gospodarczych, polegającej na odstąpieniu od obciążania obowiązkiem podatkowym spółki lub wspólników w momencie zaistnienia przekształcenia. W szczególności dotyczy to opodatkowania zysków kapitałowych ujawnionych w trakcie procesów przekształceń transgranicznych.

W tym miejscu warto przywołać tezy zawarte w wyroku TSUE w sprawie National Grid Indus, w którym to Trybunał po raz pierwszy zajął się kwestią dopuszczalności opodatkowania niezrealizowanych zysków kapitałowych od osób prawnych w sytuacji zmiany miejsca siedziby spółki. Trybunał wskazał, że państwa członkowskie zgodnie z art. 54 TFUE posiadają uprawnienie do określenia przesłanek (związku spółki z danym krajem), które powinny być spełnione, aby spółka zachowała statut personalny tego państwa. Nie oznacza to jednak, że kraj członkowski może swobodnie decydować o „życiu lub śmierci” takiej spółki, a tym bardziej nakładać obowiązki i ograniczenia na spółkę, utrudniające jej swobodę przemieszczania się na terenie Unii Europejskiej. Ponadto Trybunał wskazał, że pobór podatku już w chwili przenoszenia spółki może zostać uznany za nieproporcjonalny z uwagi na nadmierne obciążenie fiskalne spółki.

Istotne jest więc to, żeby przekształcenie transgraniczne nie odbywało się z pominięciem przeniesienia lub utworzenia w kraju nowej siedziby struktur gospodarczych nakierowanych na prowadzenie rzeczywistej działalności gospodarczej. Stworzenie całkowicie sztucznej struktury korporacyjnej, pozbawionej ekonomicznego uzasadnienia i mającej na celu obejście przepisów podatkowych kraju siedziby spółki, nie wchodzi w zakres swobody przedsiębiorczości i nie korzysta z ochrony prawa unijnego.

Reasumując, w przypadku dokonania przez spółkę transgranicznego przekształcenia, które nie zostałoby powiązane z faktycznym wykonywaniem działalności w kraju nowego osiedlenia się i miałoby na celu uchylenie się od obowiązku podatkowego lub w inny sposób nadużywałoby uprawnienia do swobodnego osiedlania się na terenie Unii, ustawodawca polski mógłby nałożyć na spółkę obowiązek podatkowy, nawet jeżeli nie doszło do zmiany kompetencji podatkowych.

Zgodnie z obecnymi stanem prawnym w Polsce natychmiastowy pobór podatku ma miejsce w sytuacji, gdy substrat majątkowy zlikwidowanej i rozwiązanej spółki podlega wniesieniu do zagranicznej spółki przez byłych wspólników, czyli przy zachowaniu ciągłości ekonomicznej prowadzonego przez wspólników przedsięwzięcia gospodarczego i wykorzystaniu majątku w tym samym celu. Wyraźne dopuszczenie przez Trybunał w wyroku z dnia 25 października 2017 r. operacji transgranicznego przekształcenia spółki powinno zmotywować ustawodawcę polskiego do wprowadzenia istotnych zmian w handlowym prawie spółek, polegających przede wszystkim na zmianie brzmienia art. 270 pkt 2 oraz art. 459 pkt 2 k.s.h. poprzez wyłączenie zastosowania wskazanych przepisów w razie przeniesienia siedziby spółki w ramach Unii Europejskiej wraz ze zmianą formy prawnej. Możliwość dokonywania przekształcenia transgranicznego i jednocześnie wyłączenie opodatkowania uzyskanego przez wspólników majątku polikwidacyjnego powoduje, że de lege lata zdarzenie to ma charakter całkowicie neutralny podatkowo.

Autorzy: Prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

RODO: komu będzie przysługiwać prawo do bycia zapomnianym

Jednym z praw, które wprowadzi Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych, jest prawo do bycia zapomnianym. Na czym ono polega i w jakim przypadku nie będzie przysługiwać?

Prawo do bycia zapomnianym polega na tym, że osoba, której dane osobowe są przetwarzane przez jakąś organizację, może zwrócić się do niej z prośbą o zaprzestanie ich wykorzystywania. Organizacja ta musi wtedy zadbać o usunięcie wszystkich danych tejże osoby, również tych, które zostały przekazane dalej innemu administratorowi. Są jednak pewne wyjątki.

Jak mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Kot, radca prawny z kancelarii LAWMORE: „Prawo do bycia zapomnianym jest uprawnieniem podmiotu, którego dane są przetwarzane. Ale nie w każdej sytuacji, jeżeli zgłosi on roszczenie, administrator przetwarzający jego dane musi to zrealizować. Dzieje się tak chociażby wówczas, kiedy […] administrator ma inną podstawę, opierając się na której, może te dane przetwarzać. Na przykład w przypadku banków zgoda na przetwarzanie danych osobowych opiera się na ustawie”.

Jaki będzie rynek pracy w 2018 roku?

Wiele trendów z ostatnich lat zostanie utrzymanych, ale w 2018 roku zobaczymy również nowe oblicze rynku pracy. Mniejszy spadek stopy bezrobocia i dojście do poziomów poniżej 6%, szybsza dynamika wzrostu średnich płac nawet na poziomie 7%, zmodyfikowane zasady imigracji, a także nowy kodeks pracy – to główne elementy, które zdaniem ekspertów Work Service będą kształtować polski rynek pracy w najbliższych 12 miesiącach. 

Za nami rok dużych zmian, które zredefiniowały zasady funkcjonowania polskiego rynku pracy. Niemal przez cały czas, od początku przemian ustrojowych, gospodarka działała w modelu permanentnych niedoborów miejsc pracy. Jednak w mijających latach dokonała się wyraźna zmiana i przejście do modelu niedoborów pracowników. Co istotne, jest to trend długofalowy, który będzie wpływać na otoczenie biznesowe przez najbliższe lata. Oznacza, że firmy powinny przyzwyczajać się do funkcjonowania w warunkach niskiego bezrobocia.

Przed nami rok zapowiadanych wielkich inwestycji, które mają być motorem dla rozwoju gospodarczego. Dla ich powodzenia kluczowa będzie dostępność odpowiednich kard. Dlatego to czynniki związane z rynkiem pracy mogą odpowiadać w 2018 roku, za podtrzymanie wzrostu PKB przekraczającego 4%. Poza dużym popytem na pracowników spodziewamy się również dalszych spadków bezrobocia, które jednak będą wolniejsze niż w ostatnich latach. Mimo to zakładamy, że w 2018 roku ujrzymy wyniki poniżej 6%, a przy tym we wszystkich województwach stopa rejestrowanego bezrobocia będzie już jednocyfrowa – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Płace przyspieszą?

Rekordowo niskie poziomy bezrobocia, a także kurczące się zasoby kadrowe na rynku będą przekładać się na wzmożoną konkurencję o pracowników i to zarówno tych obecnych, jak i potencjalnych. W ubiegłym roku już 51% firm odczuło trudności rekrutacyjne, a wiele z nich doświadczyło presji płacowej ze strony swoich załóg. Z badań Work Service wynika, że 53% Polaków oczekuje podwyżek wynagrodzeń.

Od początku stycznia mamy do czynienia ze wzrostem płacy minimalnej o 5% r/r. Jednak w tym roku to nie zmiany legislacyjne w największym stopniu będą wpływać na poziomy wynagrodzeń. Już w ostatnim kwartale 2017 roku dynamika płac przyspieszyła i należy spodziewać się kontynuacji tego trendu. Firmy coraz częściej muszą walczyć z rotacją pracowniczą, a także chcąc przyciągać nowych kandydatów są zmuszone do poprawy warunków zatrudnienia. Dlatego, w nadchodzących 12 miesiącach można oczekiwać przyspieszenia wzrostu średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w granicach 6-7% r/r., a w niektórych branżach i specjalizacjach nawet na poziomach dwucyfrowych – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz Work Service S.A.

Nowe mechanizmy

Od początku roku pojawiły się zmiany dotyczące krótkoterminowej i sezonowej pracy cudzoziemców. Poza pojawieniem się możliwości zatrudniania na okres 9 miesięcy, imigracja będzie również lepiej monitorowana, co będzie wiązało się z dodatkowymi obowiązkami biurokratycznymi. Jednak, jak zaznacza Andrzej Kubisiak, kluczową zmianą wpływającą na przyszłość całego rynku pracy będzie powstanie nowego kodeksu pracy. Obecnie nasz rynek działa na podstawie kodeksu pracy, który powstał w połowie lat 70-tych i był wielokrotnie nowelizowany. Wiele elementów na pewno wymaga zmian, a szczególną uwagę zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników, będą przykuwać nowe formy umów, naliczania urlopów oraz premii – podsumowuje Kubisiak.

Wizerunek outsourcingu sił sprzedaży. Raport branżowy

Z końcem roku 2017 ukazał się raport branżowy „Wizerunek usług outsourcingu sił sprzedaży w Polsce”. Opracowanie prezentuje nastawienie i opinie o branży zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników. Raport powstał we współpracy Grupy NDG oraz partnerów: PRESS-SERVICE Monitoring Mediów i Fundacji Pro Progressio.

Koniec roku obfituje w podsumowania i zestawienia. Raport „Wizerunek usług outsourcingu sił sprzedaży Polsce” podsumowuje jednak nie tylko 2017 rok, ale bada ogólne nastawienie do usługi zewnętrznego wsparcia procesów sprzedażowych. To pierwsze opracowanie na ten temat w naszym kraju.

– Działamy na polskim rynku od niemal 20 lat. To czas ogromnych przemian – komentuje Jarosław Janiszewski, Prezes Zarządu NDG Medical Sp. z o.o. – W tym okresie rynek się zmienił i otworzył na outsourcing jako taki. Do niedawna z naszych usług korzystały niemal wyłącznie koncerny farmaceutyczne. Dopiero od kilku lat obserwujemy wzrost zainteresowania outsourcingiem sił sprzedaży w innych branżach. 

outsourcing sił sprzedażyObserwowane zmiany rynkowe stały się impulsem do rozpoczęcia prac nad raportem. Do jego tworzenia zaproszone zostały podmioty, które wniosły istotny wkład w finalny efekt.

PRESS-SERVICE Monitoring Mediów opracował część dotyczącą medialnego wizerunku branży. Zbadana została częstotliwość i jakość wzmianek o usłudze, a także źródła pochodzenia informacji. Marcin Szczupak, Kierownik Działu Raportów Medialnych PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, podsumował wyniki badań i wypowiedział się we wstępie Raportu:

Badanie środków masowego przekazu potwierdziło, że media nie stanowią w tym zakresie dobrego źródła informacji. Analiza pokazała także jak dużo do zrobienia ma branża
w zakresie upowszechniania usług i budowania jej dobrego wizerunku (…) Można pokusić się o stwierdzenie, że bariera korzystania z usług outsourcingu sprzedaży bardzo często tkwi w samych przedsiębiorcach i ogromna tu rola całej branży, aby takie podejście zmienić.perspektywy

Fundacja Pro Progressio to uznawany w branży podmiot wspierający i edukujący rynek
w zakresie outsourcingu procesów biznesowych.pp

Wiedza na temat możliwości i szans, jakie niesie outsourcing sił sprzedaży, jest przydatna
i konieczna, szczególnie że odnosi się ona do jednej z najważniejszych funkcji przedsiębiorstwa –
tłumaczy prezes Fundacji, Wiktor Doktór. – Oddanie części lub całości procesów sprzedaży partnerowi zewnętrznemu wymaga z jednej strony odwagi, z drugiej znajomości procesów zarządczych, a także umiejętności kontroli, controllingu i audytu działań partnera outsourcingowego.

Raport

Raport odpowiada na podstawowe pytania, dotyczące znajomości usługi outsourcingu sił sprzedaży i jej elementów, nastawienia do niej oraz przyszłości zewnętrznych form wsparcia procesów biznesowych.

Rok 2018 – koniec MdM, początek Mieszkania Plus?

  • Początek 2017 r. upłynął w branży finansowej pod znakiem obaw o przyszłość pośrednictwa kredytowego w Polsce, w związku z widmem wprowadzenia w życie nowej ustawy.
  • Sprzedaż kredytów ciągle jeszcze napędzał program MdM, dzięki czemu m.in. 2017 r. był pod tym względem najlepszy od 6 lat.
  • Rok 2018 będzie dla pośredników i konsumentów czasem na odnalezienie się w nowej rzeczywistości – bez MdM, za to z Mieszkaniem Plus.

Nie taka ustawa straszna…

Jeszcze w grudniu 2016 roku, tuż przed świętami, w ustawie o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego, nad którą prace trwały przez większość 2016 r., pojawił się zapis, który mógł spowodować koniec branży pośrednictwa kredytu hipotecznego w naszym kraju. Miał na celu zmianę modelu wynagradzania pośredników z prowizji płaconych przez banki na prowizje płacone przez klientów. Tak więc nowy rok 2017 branża rozpoczęła z wizją jej końca. Ostatecznie, 23 marca została uchwalona ustawa bez feralnego zapisu.

Ustawa weszła w życie w lipcu i wprowadziła wiele zmian, przede wszystkim nowe obowiązki informacyjne oraz szereg zmian w procesach bankowych.

– Wprowadzona w lipcu nowa ustawa o kredycie hipotecznym spowodowała zwiększenie ilości pracy dla pośredników kredytowych, zmiany w procesach, konieczność przygotowania nowej dokumentacji dla klientów. Ogrom zmian  spowodował lekki chaos, jednak jako profesjonaliści staramy się, aby ta sytuacja nie odbiła się na naszych klientach – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Na skutek ustawy, branża pośrednictwa kredytowego weszła pod nadzór KNF. W styczniu 2018 r. mija okres przejściowy, pozwalający na działanie pośredników kredytowych bez zezwolenia KNF i bez wpisu do stosownych rejestrów. Tak więc pośrednicy mają ostatnie chwile na spełnienie warunków określonych ustawą, uzyskanie zezwolenia na działalność oraz zgłoszenie swoich agentów do rejestru KNF.  Jednocześnie trwa gorączka MdM, ponieważ od 2 stycznia dostępna będzie ostatnia pula środków z programu. Pośrednicy, agenci i eksperci już od kilku tygodni przygotowują wnioski swoich klientów, aby od razu, 2 stycznia zarezerwować środki dla swoich klientów.

Koniec MdM – co dalej?

W styczniu 2018 r. odblokowana zostanie ostatnia już transza z puli pieniędzy przeznaczonej na dofinansowanie pierwszego mieszkania. Do 31 października 2017 r. zawarto 97 951 umów kredytowych ze wsparciem programu MdM. Wartość dofinansowania wynikająca z podpisanych umów kredytowych to 2,5 mld zł. Łączna kwota udzielonych kredytów w ramach programu wyniosła 17 mld zł, a ogólna wartość inwestycji, na które zawarto umowy kredytowe to 21,7 mld zł*. Pomimo tego, że program dobiega już końca i można się spodziewać, że pozostałe środki z programu skończą się zaraz w styczniu, cały czas będą przyjmowane wnioski o dodatkowe dofinansowanie po urodzeniu lub przysposobieniu trzeciego lub kolejnego dziecka. Wnioski będzie można składać w ciągu 5 lat od dnia nabycia mieszkania, a więc nawet po 2018 r., kiedy nastąpi wygaszenie programu MdM i zamknięcie możliwości składania wniosków o dofinansowanie wkładu własnego. Alternatywą dla tego programu ma być Mieszkanie Plus. Podstawową różnicą między tymi programami jest jednak forma własności nieruchomości. Mieszkanie Plus zakłada budowę tanich mieszkań pod wynajem z możliwością wykupu po 30 latach dla osób, które nie mogą wziąć kredytu hipotecznego, a ich dochody są za wysokie, aby otrzymać mieszkanie komunalne. Preferowane są jednak rodziny wielodzietne.

Perspektywa wejścia w życie Mieszkania Plus jest póki co odległa i ciągle niewiele wiemy o warunkach przystąpienia do programu. Nie sądzę jednak, żeby był on alternatywą dla MdM-u, czy kredytu hipotecznego. Osoby, które docelowo chcą posiadać mieszkanie na własność, poczekają na zgromadzenie odpowiedniego wkładu własnego i zdecydują się na kredyt hipoteczny. Tym bardziej, że koszty wcale nie są diametralnie wyższe. Jeżeli zdecydujemy się na skorzystanie z programu Mieszkanie Plus z opcją wykupu, okres najmu będzie wynosił do 30 lat od dnia zawarcia pierwszej umowy najmu – to tak, jak przy większości kredytów hipotecznych. Maksymalna wysokość czynszu ma wynosić w Warszawie ok. 19 zł za 1 m2, czyli za kawalerkę będziemy płacili ok. 600 zł miesięcznie (bez opłat) i nie będziemy mieli zbyt dużego wyboru lokalizacji mieszkania – dodaje Katarzyna Dmowska.

Najlepszy wynik kredytów hipoteczny od 6 lat

Z raportu AMRON-SARFiN wynika, że pomimo typowego dla trzeciego kwartału spowolnienia sprzedaży w porównaniu z drugim kwartałem, rok 2017 może okazać się najlepszym dla branży kredytowej od 6 lat.  Eksperci Centrum AMRON prognozują, że w całym 2017 r. banki udzielą ponad 40 mld zł kredytów hipotecznych. Wynik ten pokazuje, że ustawa o kredycie hipotecznym i zmiany nią wprowadzone nie wpłynęły na wielkość sprzedaży kredytów hipotecznych.

Bardzo dobre wyniki w branży kredytowej w pierwszej połowie roku z pewnością spowodowane były dużym zainteresowaniem klientów dopłatami  z programu Mieszkanie dla Młodych. Co prawda środki na 2017 r. wyczerpały się w ciągu miesiąca, ale nadal można było skorzystać z puli na rok 2018. Bank Gospodarstwa Krajowego na początku kwietnia ogłosił, że i ta opcja jest już niemożliwa. Mimo to, nie zaobserwowaliśmy mniejszego zainteresowania kredytami hipotecznymi. Wakacje to zazwyczaj spadek liczby wniosków o kredyty hipoteczne, to tzw. sezon ogórkowy, czego konsekwencje widzimy zwykle w uruchomieniach w miesiącach wrzesień, październik. Wyniki sprzedażowe naszej sieci ekspertów w październiku i listopadzie wskazują na to, że zainteresowanie kredytami hipotecznymi nie słabnie, a czwarty kwartał będzie rekordowy dla naszej firmy – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

* Danie Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa

Ile Polacy chcą mieć w portfelu, aby czuć się bezpiecznie?

Minimalny poziom oszczędności, jaki uważamy za konieczny dla naszego poczucia bezpieczeństwa to średnio 69 tys. zł – czyli równowartość prawie 20 średnich krajowych. Czy to wystarczająco gruba poduszka bezpieczeństwa? Gdzie lokować pieniądze, aby jak najlepiej zarabiały dla nas? Start nowego roku to świetny moment, żeby rzetelnie zabrać się za zbudowanie bezpiecznego zasobu finansowego na przyszłość.

Przyjęło się, że każdy powinien mieć odłożone minimum trzy pensje na tzw. czarną godzinę, czyli na poczet nagłych i nieprzewidzianych wydatków. Natomiast za minimalny poziom rezerwy finansowej uważa się oszczędności pozwalające pokryć koszty życia przez 6 miesięcy, w razie utraty źródła utrzymania. To efekt założenia, że szukanie pracy zajmuje przeciętnie pół roku. Sześciomiesięczna poduszka to pakiet żelazny, czyli pieniądze na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Co jednak z wydatkami na pokrycie kosztów leczenia i wypadków losowych?

Bezpieczeństwo za 69 tys. zł

BGŻOptima zapytała Polaków jak gruba powinna być poduszka finansowa, aby zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Odpowiedzi są dość zaskakujące, bo niezależnie od poziomu wynagrodzenia wśród badanych przeważa pogląd, że minimalne poczucie bezpieczeństwa dają tylko duże oszczędności. Trzy czwarte ankietowanych wskazało, że 100 tys. zł mogłoby zapewnić im w miarę spokojny sen. Natomiast, co piąty Polak uważa, że jego minimum bezpieczeństwa to 150 tys. zł. Średnia wynosi aż 69 tys. zł.

Dalsze badania pokazują, że daleko nam do wyznaczonego pułapu pożądanych oszczędności. W całej populacji badanych, tylko co trzeci uzbierał sumę, która jego zdaniem daje mu poczucie bezpieczeństwa. Z tym, że jest to odczucie bardzo subiektywne. Dla niektórych 5 tys. zł odłożone na wszelki wypadek to już jest wystarczająca poduszka. W tej grupie niemal wszyscy mają odłożony taki kapitał. Dla innych granica spokojnego sumienia znajduje się powyżej 150 tys. zł. A tutaj bezpiecznie może się czuć 23 proc. ankietowanych.

Jak wynika z analizy ekspertów BGŻOptima poczucie bezpieczeństwa finansowego zależy w dużej mierze od wysokości wynagrodzenia. Dla osób z pensją 1750 zł miesięcznie poduszka finansowa wynosi 48 tys. zł, a dla zarabiających 5 tys. zł, aż 105 tys. zł. Dobra wiadomość jest taka, że 70 proc. biorących udział w badaniu BGŻOptima ma odłożone co najmniej trzy wypłaty. Nie zmienia to faktu, że Polacy uważają taką kwotę za daleko niewystarczającą. Tylko co piąty ankietowany czułby się bezpiecznie posiadając takie pieniądze.

Gromadzenie oszczędności jest czasochłonne

Łatwo jest wskazać próg bezpieczeństwa finansowego, ale trudniej go osiągnąć. Z analizy BGŻOptima wynika, że zgromadzenie odpowiednich oszczędności wymaga czasu. W grupie najniżej zarabiających na zgromadzenie oczekiwanych 48 tys. zł potrzeba aż 27 pensji. Osoby zarabiające średnią krajową wymieniły kwotę 78 tys. zł, jako sumę którą trzeba odłożyć. Jest to równowartość 21 pensji, po 3,5 tys. zł w tej grupie badanych. Podobny dystans od pożądanego poziomu oszczędności dzieli najlepiej zarabiających. Tu poduszka uważana za bezpieczną ma wartość 105 tys. zł.

Wydawać by się mogło, że dwa lata na zebranie bezpiecznej poduszki finansowej to nie jest długo. Jednak z tego samego badania wynika, że oszczędzający najczęściej odkładają na przyszłość maksymalnie 10 proc. swoich miesięcznych dochodów. Przy takim scenariuszu, na swoje minimum bezpieczeństwa zbieramy nie przez 20 miesięcy, a nawet 20 lat! Z tego płynie prosty wniosek – jeśli nie oszacujemy precyzyjnie naszych oczekiwań wobec poduszki albo nie zmienimy strategii oszczędzania czeka nas wiele lat finansowej frustracji.

Kilka zasad budowania buforu bezpieczeństwa

Czy 100 tys. zł, które wskazuje duży odsetek badanych, to suma gwarantująca spokojny sen? Czy może trzeba zaoszczędzić więcej? Odpowiedź na te pytania zależy od naszych potrzeb. Wielkość poduszki bezpieczeństwa jest kwestią bardzo indywidualną i zależy od wielu parametrów. Jednak fundusz ratunkowy powinien być na tyle duży, żeby pokryć koszty utrzymania przez okres całkowitego lub częściowego braku przychodów. Ale trzeba też wziąć pod uwagę ekstra wydatki z tytułu choroby, wypadku, czy poważnej operacji.

Jak gruba powinna być zatem poduszka? Głównym parametrem są koszty utrzymania, a szerzej, koszty życia. Nie wystarczy zsumować wszystkich wydatków miesięcznych, bo w ten sposób uzyskamy tylko obraz bieżących kosztów. Nie obejmują one dodatkowych wydatków, takich jak np. ubezpieczenia domu, samochodu, remontów, awarii. Dopiero po dodaniu wszystkiego i podzieleniu sumy przez 12 miesięcy można uzyskać kompletny obraz obciążeń finansowych ponoszonych co miesiąc.

Dla kogo grubsza poduszka

Takie planowanie to dopiero początek. Teraz można zacząć szacować ile oszczędności potrzebujemy, żeby przeżyć w kryzysowej sytuacji. Tu znowu odpowiedzi zależą od sytuacji oszczędzającego.

Jeśli ktoś samodzielnie prowadzi gospodarstwo domowe musi zaoszczędzić więcej pieniędzy. Gdy w domu są zwierzęta, w budżecie trzeba przewidzieć środki na opiekę nad nimi np. w czasie choroby właściciela. W podobnej sytuacji są rodziny z dziećmi. W tym przypadku koszty są znacząco wyższe i rosną wraz z dorastaniem potomstwa, co również warto wziąć pod uwagę w naszych kalkulacjach. Inaczej poduszkę planują związki, w których jedna osoba pracuje, a inaczej gdy zarabiają dwie osoby.

Po pierwsze hipoteka

Niezwykle ważnym czynnikiem wpływającym na kształt planów finansowych jest kredyt mieszkaniowy. Jeśli ktoś spłaca hipotekę powinien uzbierać taką poduszkę finansową, żeby, w razie utraty źródła utrzymania mieć pieniądze na comiesięczną ratę i życie co najmniej przez 6 miesięcy. Najlepiej jednak mieć pieniądze na pokrycie kosztów co najmniej przez rok. Jeśli nie znajdziemy zajęcia możemy być zmuszeni do sprzedaży mieszkania, a to standardowo może potrwać co najmniej pół roku.

Jak rozpocząć efektywne oszczędzanie

Najprostszym sposobem jest ustalenie zlecenia stałego przelewu na wskazane konto, zaraz po otrzymaniu wypłaty. Po oszacowaniu pełnych kosztów życia w ciągu miesiąca i roku, będzie wiadomo ile wynosi nadwyżka. Jeśli nie mamy jeszcze poduszki finansowej, całość warto przeznaczyć na budowę buforu finansowego bezpieczeństwa.

Gdy poduszka jest już dobrze napompowana, wolne środki można przeznaczyć na inwestycje. Wtedy warto rozpocząć od kont oszczędnościowych oraz lokat terminowych. To strategia, którą jak pokazało badanie BGŻOptima, wybiera dziś większość oszczędzających. Kiedy poduszka finansowa daje nam już minimum komfortu należy pomyśleć o bezpiecznych, a dających większy zysk produktach: lokatach z funduszami, obligacjach, funduszach obligacji i rynku pieniężnego. Są to instrumenty bardzo płynne, umożliwiające wyjście z inwestycji w dowolnym momencie. Charakteryzują się przy tym wysokim poziomem bezpieczeństwa.

Pozwól pieniądzom pracować

Kiedy poduszka bezpieczeństwa jest już solidnie napęczniała można pomyśleć o poważniejszych inwestycjach. Każdy kto budował bufor bezpieczeństwa finansowego wie, jak mozolny i długotrwały jest to proces. Dlatego w pewnym momencie oszczędzania warto pozwolić pieniądzom, by zaczęły wypracowywać zysk. Na rynku jest mnóstwo produktów kuszących perspektywą ponadprzeciętnego zysku: fundusze, obligacje korporacyjne, akcje. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie wszystkie muszą być niebezpieczne. Każdy klient znajdzie na rynku kapitałowym produkt, który pasuje do jego apetytu na zysk, a jednocześnie nie przekracza poziomu tolerowanego ryzyka.

***
Piotr Marciniak, ekspert BGŻOptima

Gospodarka Rosji wychodzi na prostą. Dobre dane z USA

Gospodarka Rosji pomimo sankcji staje na nogi. Neutralne dane z Norwegii kolejnym pretekstem do umocnienia korony norweskiej. Dane z USA pozwoliły na korektę na głównej parze walutowej.

Rosja wychodzi na prostą

Moskwa w dalszym ciągu walczy w problemami, ale wychodzi powoli na prostą. Rok 2017 był czasem poprawy większości wskaźników makroekonomicznych. Inflacja spadła z 5% do 2,5%. Bezrobocie z 5,6% do 5,1%. W tym samym czasie udało się obniżyć główną stopę procentową z 10% do 7,75%. Wzrost gospodarczy jednakże wciąż jest symboliczny. Nie mamy już jednak spadków jak w latach 2014-2016. Wygląda więc na to, że kraj pomimo sankcji wychodzi na prostą. Drogą do tego było jednak gwałtowne osłabienie waluty. W 2017 roku rubel spadł z 6,9 grosza do 6 groszy. Warto zwrócić uwagę, że rok wcześniej do owych 6,9 grosza wzrastał z 5,4 grosza, zatem takie zmiany na rublu nie są niczym zaskakującym.

Dane z Norwegii

Dzisiaj rano poznaliśmy odczyt bezrobocia z gospodarki. Zgodnie z oczekiwaniami utrzymało się ono na poziomie 4%. Zaraz po tych danych doszło jednak do umacniania korony norweskiej względem euro. Inwestorzy najwyraźniej spodziewali się gorszych danych gdyż korona zyskała 0,5% na wartości. Warto zwrócić uwagę, że od 20 grudnia waluta Norwegii umocnił się już 2,5% względem euro. Jest to tym bardziej imponujący wynik biorąc pod uwagę, że euro w tym czasie zyskał do dolara.

Dobre dane z USA

Wczoraj pojawiły się dobre dane z USA. Tamtejszy indeks PMI dla przemysłu, mierzący optymizm menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia, wzrósł o 1,2 punktu. To nie tylko bardzo dobry wynik, ale również 0,1 punktu powyżej oczekiwań. W efekcie dolar nie tylko wstrzymał osłabianie się względem euro, ale również wieczorem odrobił sporą część strat do europejskiej waluty. Dzisiaj wieczorem poznamy kolejny pakiet danych w tym protokół z ostatniego posiedzenia FED. W zalezności od tych danych można spodziewać się korekty ostatnich wzrostów lub ich kontynuowania. Szczególną uwagę analitycy zwrócą zapewne na kwestię kolejnych podwyżek sóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu,
  • 20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Money Talks, czyli co czeka finansistów w 2018 roku

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants
Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

Szersze wykorzystanie technologii cyfrowych, rosnąca rola doradcza oraz rozwój umiejętności analitycznych, a także większe skupienie na kwestiach etyki zawodowej – to kilka trendów dotyczących zawodu finansisty, których kontynuację w 2018 roku przewidują eksperci Association of International Certified Professional Accountants (Międzynarodowego Stowarzyszenia Dyplomowanych Specjalistów ds. Rachunkowości), czołowej i jednocześnie największej światowej organizacji zrzeszającą specjalistów z finansów oraz księgowości.

Finansiści i osoby pełniące role związane z finansami są dzisiaj tą grupą zawodową, która mierzy się z jednymi z największych zmian w zakresie wymagań kompetencyjnych. Właśnie z myślą o nich w 2015 roku powstał format Money Talks, czyli otwartych spotkań dla profesjonalistów ds. finansów, środowisk akademickich i studentów kierunków finansowych.

W 2017 roku w Money Talks wzięło udział blisko 250 osób zainteresowanych przyszłością zawodu finansisty. Mieli oni okazję wymienić się doświadczeniami i posłuchać dyskusji na temat najnowszych badań oraz trendów w rachunkowości zarządczej, zarządzaniu finansami w przedsiębiorstwach czy aktualnych ryzyk wiążących się z  działalnością biznesową.

Prowadzącymi i zarazem moderatorami dyskusji panelowych na Money Talks byli Peter Simons, szef działu Badań nad Przyszłością Finansów w Association, oraz Gillian Lees, szefowa działu Zarządzania i Analizy Ryzyka w Association, którzy prezentowali raporty „Agile Finance Revealed – the new operating model for modern finance” oraz „2017 Global risk oversight”. Partnerami spotkań były firmy Shell, UBS, Heineken i HP.

W czasie spotkań w kontekście postępujących z niespotykaną dotąd szybkością zmian technologicznych i społecznych jednym z kluczowych tematów były przewidywania dotyczące przyszłej roli finansistów na rynku i zmieniających się wymogów w stosunku do tej grupy zawodowej.

Finansista 2018, czyli…

…manager, doradca, strateg, geek, lider zmiany, PR-owiec? To tylko niektóre ”twarze” finansistów w pełni gotowych na nowe wyzwania rynku.

Carl Benedikt Frey i Michael Osborne w swoim słynnym już raporcie „The Future of Employment: How susceptible are jobs to computerisation?” wskazali, że wśród zawodów o najwyższym ryzyku automatyzacji znajdują się księgowi i audytorzy. Aż 94% osób z tej grupy zawodowej musi się liczyć z zastępowalnością przez technologie prostych czynności i analiz, którymi zajmują się na co dzień. Warto jednak zauważyć, że to właśnie finansiści mają bardzo wysoką świadomość nie tylko postępującej automatyzacji pracy, ale też możliwości, jakie potencjalnie daje ona sprawnym managerom. Z prowadzonych badań opinii wyższej kadry finansowej w USA i Kanadzie, opisanych w raporcie współautorstwa CIMA, AICPA i Oracle „Agile Finance Revealed”, wynika, że aż 83% finansistów uważa automatyzację i robotyzację za pozytywne zjawiska, które przyspieszą ich pracę i zwiększą efektywność.

W tym miejscu warto przytoczyć jeszcze jeden ważny raport, na który również wskazywali uczestnicy Money Talks, a który dotyczy pożądanych kompetencji na rynku pracy. Chodzi o opracowanie World Economic Forum „The Future of Jobs”. Jego autorzy opisali, jak na przestrzeni zaledwie 5 lat zmieni się profil najbardziej pożądanych kompetencji pracowników. Już w 2020 znacznie wzrośnie rola np. krytycznego myślenia, inteligencji emocjonalnej czy elastyczności poznawczej pracowników, czyli umiejętności typowo miękkich i – na co warto zwrócić uwagę – typowo ludzkich, przynajmniej na razie poza dostępnością sztucznej inteligencji. To pokazuje, w jakim kierunku powinni rozwijać się managerowie w różnych zawodach, w tym także finansiści.

Raport finansowy 2018, czyli…

Lustrem dla wymagań rynkowych wobec finansistów jutra mogą być raporty finansowe. Tego typu dokumenty kojarzone są z ciągiem cyfr i kolumn, których odczytanie wymaga często więcej niż podstawowej wiedzy o finansach. Tymczasem trzeba mieć na uwadze, że raporty finansowe trafiają do różnych interesariuszy, niekoniecznie mających wystarczające kompetencje czy zasoby czasu do prowadzenia własnych analiz. Dzisiaj raport finansowy powinien być napisany prostym językiem, zawierać krótkie, kluczowe wnioski, dawać możliwość selekcji informacji dzięki wykorzystaniu dostępnych technologii. A wszystko po to, by z ogromnej ilości danych dostarczyć osobom podejmującym decyzje w przedsiębiorstwach precyzyjnie wybrane informacje, na podstawie których zarządzający określą kierunki rozwoju biznesu. I właśnie tutaj, w raporcie finansowym, jak w soczewce, skupiają się nowe kompetencje finansistów. Warto szczególnie mocno zwrócić uwagę na aspekt technologiczny raportowania, opisany w sierpniowej publikacji „Report visualisation: From concept to deployment”. Budowanie zaawansowanych baz danych, analiza big data, tworzenie raportów z wykorzystaniem aplikacji internetowych czy rozwiązań mobilnych, to tylko wybrane cyfrowe kompetencje profesjonalistów zajmujących się na co dzień finansami.

Edukacja 2018, czyli…

Czy jednak polski rynek edukacyjny jest przygotowany na te nowe wyzwania w zawodach finansowych? W wielu wypadkach tak, między innymi dzięki współpracy polskich uczelni ekonomicznych z wiodącymi organizacjami profesjonalnymi z całego świata. Wystarczy wymienić certyfikowane pogramy prowadzone przez Instytut CIMA we współpracy ze Szkołą Główną Handlową, Akademią Leona Koźmińskiego, Uniwersytetami Ekonomicznymi w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu czy Katowicach. To pozwala pozytywnie patrzeć na przyszłość polskiego rynku, szczególnie w obliczu rosnącego popytu na specjalistów w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu, w którym Polska jest regionalnym liderem. Wybór kariery w finansach staje się więc coraz ciekawszym wyzwaniem, daje też coraz więcej możliwości.

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

Dolar w dołku

We wtorek amerykański dolar spadał piątą sesję z rzędu i jest na najniższym poziomie od września. Indeks, który mierzy wartość dolara wobec sześciu jego rywali, stracił w 2017 r. 9,9%. Jest to najgorszy dla amerykańskiej waluty rok od 2003. Brytyjski funt sięgnął poziomu 1,36 USD i to najwyższa wartość tej waluty od czasów referendum w sprawie brexitu w czerwcu 2016 r. Słaby dolar ciągnie w górę także złotówkę, która jest najsilniejsza do amerykańskiej waluty od listopada 2014 r. Nie pomagają dolarowi oczekiwania w sprawie podniesienia stóp procentowych ani reforma podatkowa prezydenta Donalda Trumpa. Analitycy uważają, że to efekt tego, iż kwestie te zostały już przez rynek zdyskontowane.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara australijskiego (+0,37%), a traci do euro (-0,1%), brytyjskiego funta (-0,46%), dolara kanadyjskiego (-0,03%) oraz japońskiego jena (-0,24%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,204, GBP/USD – 1,36, USD/CAD – 1,252, AUD/USD – 0,781 i USD/JPY – 112,3. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,14%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Złotówka nadal umacnia się do głównych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,46 zł, euro – 4,16 zł, funt – poniżej 4,7 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,55 zł.

Giełdy: Poza Europą na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,52%, frankfurcki indeks DAX – o 0,36%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,45%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,83%, meksykański indeks Bolsa – 1,38%, a brazylijski indeks Bovespa – 1,95%. W środę w Azji indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,62%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,18%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej lekko poszły w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 66,57 USD (-0,05%), a ropy WTI – 60,37 USD (-0,08%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 69 USD. Z kolei ceny złota idą w górę. W nocy sięgnęły poziomu 1321 USD, a w środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1312 USD. To 3 USD więcej (+0,23%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Norwegia – Stopa bezrobocia, październik – 4% (prognoza 4%)
  • 9:00 – Czechy – Protokół z posiedzenia CNB, grudzień
  • 9:30 – Szwajcaria – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 64,6 pkt.)
  • 9:55 – Niemcy – Stopa bezrobocia, grudzień (prognoza 5,5%)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), grudzień (prognoza 2,1%)
  • 16:00 – USA – Indeks ISM dla przemysłu, grudzień (prognoza 58 pkt.)
  • 20:00 – USA – Protokół z posiedzenia FOMC, grudzień

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Początek oczekiwanego dołka inflacji

Inflacja CPI w grudniu 2017r. (wstępny odczyt GUS) spadła do 2,0% r/r (PKO: 2,0% r/r, konsensus: 2,1% r/r) z 2,5% r/r w listopadzie.

Ostateczne dane oraz struktura grudniowej inflacji zostaną opublikowane 15 stycznia. Oczekujemy, że pokażą one wyraźne osłabienie dynamiki cen żywności oraz paliw (ze względu na silne efekty wysokiej bazy statystycznej z przełomu ubiegłego roku), a także lekki spadek inflacji bazowej (PKO: 0,8% r/r, konsensus: 0,9% r/r). Dane z rynków hurtowych oraz wskaźniki koniunktury sugerują dalszy wzrost dynamiki cen żywności, niemniej (według naszych obliczeń) jest on niższy od wzorca sezonowego za sprawą wygasania/odwracania się jednorazowych efektów wzrostu cen masła i jaj z wcześniejszych miesięcy.

Wciąż uważamy, że grudzień jest pierwszym z trzech miesięcy niższej dynamiki inflacji (wywołanej głównie efektami bazy statystycznej). W rezultacie nie wykluczamy, że w trakcie kolejnych dwóch miesięcy inflacja spadnie przejściowo poniżej 2,0%, aby wrócić do trendu wzrostowego począwszy od marca. Duże znaczenie będzie miał wpływ ubiegłorocznych zmian regulacyjnych na zachowania cenowe krajowych dostawców (w szczególności mediów), a także długotrwałość utrzymywania się podwyższonych cen ropy naftowej.Początek oczekiwanego dołka inflacji

Uważamy, że w dalszej części roku na znaczeniu będzie zyskiwać inflacja bazowa, która powinna stać się głównym motorem wzrostu dynamiki cen, za sprawą zarówno presji kosztowej (głównie), jak i popytowej. Jednocześnie, silne efekty wysokiej bazy statystycznej obniżą (naszym zdaniem) dynamikę inflacji w drugiej połowie roku wobec szczytu, który zostanie osiągnięty na przełomie czerwca i lipca (ok. 2,9% r/r).

Nie spodziewamy się jednak, aby inflacja bazowa przekroczyła poziom 2,0% wcześniej niż na jesieni 2018 r., wobec czego podtrzymujemy naszą prognozę, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na podwyżkę stóp najwcześniej w listopadzie 2018 r. (jedna z kolejnych projekcji inflacyjnych NBP). Nie oznacza to, że już wcześniej nie pojawią się pierwsze od dłuższego czasu wnioski o podwyżkę stóp składane przez bardziej jastrzębich członków Rady.

Źódło: PKO Bank Polski

Notowania DXY w 2018 roku

Pomimo podwyżek stóp procentowych dolar amerykański był jedną z najsłabszych walut w 2017 roku, czy taki okaże się również w 2018 roku? Co przyniesie pierwsze półrocze 2018 roku?

Pierwsza połowa 2018 roku

Przez ostatnie cztery kwartały indeks dolara był pod presją sprzedających. Od 1998 z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia tylko dwa razy, gdzie indeks dolara stracił odpowiednio 5 oraz 6 kwartałów z rzędu. Zatem prawdopodobieństwo korekty w pierwszym oraz drugim kwartale 2018 roku jest bardzo duże.

DXY i rate of change

Kolejnym czynnikiem, który warto przeanalizować jest rynek kontraktów terminowych. Od kilku miesięcy podmioty takie jak fundusze lewarowane spekulowały na spadek amerykańskiej waluty, natomiast w ostatnim czasie mogliśmy zaobserwować spadek niedźwiedziego nastroju.

futures

W pierwszym oknie grafiki przedstawiono pozycję netto podmiotów niekomercyjnych (linia zielona) na tle notowań indeksu dolara (linia biała). Pozycja netto na rynku kontraktów terminowych wśród tej grupy spadła na dawno niewidziane poziomy z 2014 roku. Przy tych poziomach zawsze dochodziło do korekty na indeksie dolara, tym razem może być podobnie. Ponadto ostatnie tygodnie pokazały, że pozycje netto zaczęły wzrastać, zatem podmioty nastawione na spekulację zaczęły realizować zysk z krótkiej pozycji.

W dolnym oknie zobrazowano długie oraz krótkie pozycje na rynku kontraktów terminowych utrzymywane w portfelach podmiotów niekomercyjnych. Przez ostatnie tygodnie liczba pozycji krótkich (linia niebieska) zaczęła systematycznie spadać, co oznacza realizację zysku. Z kolei ilość pozycji długich zaczęła rosnąć, co zapowiada nadchodzącą korektę.

Oprócz pozycji na rynku kontraktów terminowych podmiotów niekomercyjnych korekta zapowiadana jest również przez różnicę w oprocentowaniu amerykańskich oraz niemieckich obligacji długoterminowych.

dxy i spread obligacji

Na powyższej grafice zobrazowano spread 10-letniej rentowności obligacji amerykańskich i niemieckich. W lipcu zeszłego roku różnica w oprocentowaniu długu zaczęła przeważać na korzyść Stanów Zjednoczonych, natomiast indeks dolara kontynuował swój trend spadkowy. Po tak dużej rozbieżności notowania indeksu dolara prawdopodobnie zniwelują powstałą różnicę.

Ponadto warto zwrócić uwagę na reformę podatkową w Stanach Zjednoczonych, która w ostateczności stała się faktem. Ustawa przewiduje obniżenie podatku dochodowego dla przedsiębiorstw z 35% do 21%, co może doprowadzić do transferu setek miliardów dolarów amerykańskich do kraju.

USD – długi termin

W długim terminie waluta amerykańska prawdopodobnie dalej będzie tracić. Podwyżki stóp procentowych spowalniają akcje kredytową, a to nowe inwestycje oraz sam wzrost gospodarczy. Spadek inwestycji prywatnych prawdopodobnie doprowadzi do wzrostu deficytu budżetu państwa. W długim terminie dolar amerykański korelował ze wzrostem lub spadkiem wydatków państwa, co może być również odczytane jako barometr gospodarki amerykańskiej. Wzrost deficytu lub spadek nadwyżki budżetowej oznacza gorszy stan gospodarki amerykańskiej. Z drugiej strony wzrost nadwyżki lub spadek deficytu sugeruje poprawiający się stan gospodarki.

deficit

Indeks dolara – analiza techniczna

Na interwale tygodniowym notowania znalazły się w okolicy dołka z 2017 roku. Oscylator stochastyczny wskazuje na wyprzedanie kursu, co może utrudnić stronie sprzedającej pokonanie poziomu 90. Dwa punkty wyżej przebiega linia trendu spadkowego. Jeżeli zostałaby pokonana, to notowania prawdopodobnie zawędrują w okolicę poziomu 95, po czym mogłyby zmierzać w stronę 98 punktów, ale jest to bardzo odległy cel.

Notowania DXY, interwał tygodniowy

Notowania DXY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Świetne nastroje w krajowym przetwórstwie przemysłowym

PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w grudniu do 55,0 pkt. z 54,2 pkt. w listopadzie (konsensus: 54,6 pkt.) osiągając najwyższy poziom od lutego 2015 r.

Na silny wzrost indeksu wpłynął najwyższy od roku odczyt komponentu obrazującego bieżący poziom produkcji, dalszy wzrost nowych zamówień oraz ponowny wzrost zatrudnienia. Najwyższe od roku tempo wzrostu bieżącej produkcji odzwierciedla zarówno wysoki napływ nowych zamówień, jak i wciąż duże zaległości produkcyjne. Po stronie samych zamówień uwagę zwraca wyraźne wzmocnienie popytu krajowego – po raz pierwszy od kilku miesięcy napływ zamówień krajowych był silniejszy niż wzrost zamówień eksportowych.

Po wyhamowaniu w listopadzie, grudzień przyniósł ponowne wzmocnienie wzrostowego trendu zatrudnienia. Tempo tworzenia nowych miejsc pracy nadal jest jednak wyraźnie niższe niż na początku 2017r. odzwierciedlając w naszej ocenie utrzymujące się ograniczenia podażowe. Pomimo ograniczeń ze strony rynku pracy nastroje firm pozostają bardzo optymistyczne, m.in. ze względu na deklarowane inwestycje w bardziej wydajny sprzęt. Potwierdza to nasze oczekiwania, że ograniczenia na rynku pracy powinny stać się w najbliższym czasie dodatkowym bodźcem proinwestycyjnym umożliwiającym wzrost wydajności pracy.

Wyniki ankiet dotyczące procesów cenotwórczych wskazują na utrzymującą się presję cenową. Wskaźnik kosztów produkcji nieznacznie spadł, jednak wciąż pozostaje powyżej swojej 12-miesięcznej średniej, a producenci w szybkim tempie podnoszą ceny wyrobów gotowych. Nadal oczekujemy więc, że po wyhamowaniu na przełomie 2017/2018 roku, ścieżka inflacji powróci na trajektorię wzrostową już na przełomie 1q/2q 2018 r.

Dane wspierają oczekiwania na kontynuację silnego wzrostu PKB w 4q17 i zapowiadają utrzymanie bardzo dobrej koniunktury w krajowej gospodarce na początku 2018 r.

… i w całej strefie euro

Utrzymanie korzystnej krajowej koniunktury wspierać powinny doskonałe nastroje w strefie euro. Indeks Manufacturing PMI dla całego obszaru wspólnej waluty wzrósł w grudniu do 60,6 pkt (zgodnie ze wstępnym odczytem), w tym lokalne indeksy dla Niemiec, Austrii i Irlandii odnotowały historyczne szczyty, a wskazania dla Francji i Grecji były na wieloletnich maksimach. Podobnie jak w Polsce, w strefie euro bieżące wysokie poziomy produkcji odzwierciedlają silny popyt wewnętrzny, jak i wysoki i zdywersyfikowany geograficznie popyt eksportowy. Dalszy wzrost nowych zamówień i wysoka aktywność zakupowa sugerują utrzymanie wzrostów produkcji także w najbliższych miesiącach. Wyraźne ożywienie w sekcji dóbr inwestycyjnych zapowiada kontynuację ożywienia inwestycji w 2018r. Jednocześnie wysoki popyt i narastające zaległości produkcyjne zachęcają do dalszego dynamicznego wzrostu zatrudnienia. Dalsza poprawa sytuacji na rynku pracy powinna w 2018r. podtrzymać doskonałe nastroje wśród europejskich gospodarstw domowych wspierając tym samym konsumpcję. Łącznie dane kreślą więc obraz silnego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego w Europie na początku 2018r.

Źródło: PKO Bank Polski

Niechęć do dolara

Skok rentowności obligacji USA uratował dolara, ale dalej dominuje generalna niechęć do waluty. W ciągu dnia ISM i protokół z FOMC mogą podreperować tło fundamentalne. Złoty pozostaje mocny, choć prasowe doniesienia wskazują, że w ostatnich wzrostach pomagał BGK.

Niewiele brakowało do pogromu USD na starcie nowego roku, ale ostatecznie przecena została zatrzymana za sprawą mocnego odbicia rentowności obligacji skarbowych USA. Oprocentowanie 10-latek skoczyło we wtorek z 2,42 proc. do 2,48 proc. i dziś rano wciąż pozostajemy niedaleko kluczowej bariery 2,50 proc. Dla „zbawienia” USD istotne jest, aby rynek stopy procentowej pokazał, że ma wyższe oczekiwania odnośnie inflacji w długim terminie i perspektyw zacieśniania monetarnego. W ostatnich dniach jedną z oznak słabości dolara był rajd cen surowców (ropa naftowa, miedź, złoto, pszenica), które są wyrażone właśnie w amerykańskiej walucie. Ale z wyższymi cenami towarów idzie przeświadczenie o wyższej inflacji w całej gospodarce, a zatem w oddali tli się szansa, że USD odnajdzie argumenty za odzyskaniem siły. Tylko że wyższe ceny surowców oznaczają także potencjał do przyspieszenia inflacji w innych krajach, więc w relatywnym ujęciu coraz trudniej jest się dolarowi wyróżniać. Choć chaos pierwszych taktów nowego roku został opanowany, zagrożenie powrotu przeceny pozostaje.

W takim klimacie interesującym będzie, czy rynek będzie chciał reagować na dane z USA. Od indeksu ISM dla przemysłu oczekuje się podtrzymania listopadowego poziomu 58,2. Wczoraj odczyty z Chin i Europy pokazały, że globalna gospodarka ma się bardzo dobrze, a regionalne wskaźniki koniunktury z USA dają nadzieję na silny odczyt dziś popołudniu. Kłopot w tym, że ostatnimi czasy rynek ograniczył reakcję tylko do danych dotyczących inflacji (i płac). Stąd nawet imponujący wynik może przynieść umiarkowane zadowolenie. Wieczorem protokół z posiedzenia FOMC może zdradzić, co dalej planuje Fed w temacie tempa podwyżek. Z komunikatu i konferencji po grudniowym posiedzeniu dowiedzieliśmy się, że mimo rewizji w górę prognoz PKB po uwzględnieniu reformy podatkowej, Fed dalej widzi miejsce tylko na 3 podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Jeśli zapiski wskażą, że Fed skłania się ku pauzie (lub odroczeniu kolejnego kroku np. do czerwca) w oczekiwaniu na odbicie inflacji, będzie to gołębi sygnał. Z drugiej strony pamiętając, że rynek na decyzję FOMC zareagował dość gołębio, mało realne jest, aby drugi raz dyskontował to samo.

Złoty rozpoczął rok od podtrzymania dobrej passy z końcówki grudnia, a wyższy od oczekiwań odczyt PMI dla przemysłu (55,0) w tym nie przeszkadzał. Dziennik gazeta Prawna donosi, że w ostatnich tygodniach 2017 r. Bank Gospodarstwa Krajowego był aktywny na rynku walutowym wymieniając waluty obce na złotego. Większość środków z 3-4 mld zł, jakie BGK wymienił na rynku, miało przypaść właśnie na koniec roku, co na niepłynnym okołoświątecznym rynku mogło mieć wymierny wpływ na kurs. Aktywność BGK nie tłumaczy całkowicie aprecjacji złotego, gdyż słabość USD miała swój korzystny wpływ na postrzeganie walut rynków wschodzących. Nie mniej jednak dodatkowy katalizator w postaci sprzedaży środków rządowych mógł zachwiać równowagą rynkową i wpłynąć na naruszenie istotnych poziomów technicznych. Z drugiej strony podkreślą to zagrożenie dla złotego i większą podatność na odbicie, jeśli zewnętrzne warunki rynkowe ulegną zmianie. Teraz niebezpieczeństwo leży w scenariuszu, kiedy bardzo dobry wydźwięk raportu z rynku pracy USA rozpędzi wzrost rentowności obligacji skarbowych USA ponad 2,50 proc., co negatywnie odbije się na sentymencie względem emerging markets. Na to jednak przyjdzie poczekać do piątku. Dziś rynek będzie patrzył na wstępny CPI z Polski za grudzień, gdzie efekty bazy zbiją inflację z 2,5 proc. do 2,2 proc., tym samym wzmacniając stanowisko gołębi w RPP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zarobki programistów rosną szybciej niż innych specjalistów. Coraz więcej firm w ofertach pracy podaje dokładne widełki płac

Zarobki programistów rosną szybciej niż innych specjalistów. Coraz więcej firm w ofertach pracy podaje dokładne widełki płac 2

Rośnie liczba firm IT, które w ogłoszeniu o pracę podają widełki wynagrodzeń. Tylko w ten sposób są w stanie przyciągnąć programistów, którzy mogą przebierać w ofertach pracy. W ciągu roku wynagrodzenia w tej branży wzrosły średnio o 7 proc. Na części stanowisk wzrost był jednak znacznie większy. Zarobki programistów z szerokim zakresem znajomości technologicznych poszły w górę o blisko 10 proc. Jeszcze szybciej rosną zarobki senior developerów.

 Wynagrodzenia branży IT w Polsce rosną. Średnio różnica między 2016 a 2017 rokiem to około 7 proc., patrząc na wszystkie kategorie, stanowiska i technologie. Są też stanowiska, gdzie wzrost jest dużo większy, np. ok. 10 proc. w kategorii full stack developerów, czyli programistów z szerokim zakresem znajomości technologicznych, którzy znają się na wszystkim, na front-end i back-end. Trendy w ubiegłym roku były także kategorie DevOps, które notowały wzrost o 10 proc. w stosunku do 2016 roku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Bujok, założyciel firmy No Fluff Jobs.

Średnie zarobki pracowników branży IT i programistów znacznie przekraczają średnie krajowe wynagrodzenia. Dużo jednak zależy od stanowiska i regionu Polski.

– JAVA to technologia, która jest najbardziej popularna jeśli chodzi o polski rynek IT. Tu senior developerzy w Warszawie zarabiają średnio około 16 tys. brutto. Są drobne dysproporcje pomiędzy miastami, np. 15,5 tys. w Krakowie, a 15 tys. we Wrocławiu, ale i tak są to zarobki szokujące Polaków w porównaniu do zarobków w innych branżach – wymienia Bujok.

Z danych No Fluff Jobs wynika, że średnie widełki płacowe dla osób z ponad pięcioletnim doświadczeniem to 11 400 – 16 200 zł. Programiści, którzy dopiero rozpoczynają karierę mogą liczyć na zarobki rzędu 4 900 – 7 700 zł. Specjaliści z obszaru DevOps, innowacyjnego podejścia do zarządzania infrastrukturą projektów IT, mogą zarobić do 14 000 zł.

– Senior developerzy średnio zarabiają ok. 16 tys. brutto, widzimy też bardzo duży wzrost na poziomie 15–20 proc. w średnich oferowanych zarobkach, ale wszystko zależy od lokalizacji, technologii i firmy. Rynek IT w Polsce się rozwija, cały czas potrzeba ludzi, pracodawcy za tym podążają i oferują coraz większe wynagrodzenia – ocenia ekspert.

Najwyższy procentowy wzrost wynagrodzeń odnotowano w ubiegłym roku we Wrocławiu. Średnie zarobki wzrosły tam o 13,4 proc., a na stanowiskach seniorskich – o 16,1 proc. Najniższą dynamikę odnotowano natomiast w Warszawie.

Zdaniem Tomasza Bujoka nawet gwałtowny przyrost liczby informatyków na rynku nie spowodowałby radykalnych obniżek oferowanych pensji.

 Wysokie zarobki informatyków nie wynikają tylko z tego, że jest bardzo mało ludzi na rynku, ale z tego, że jest to bardzo trudny zawód – żeby zostać dobrym informatykiem z dużym doświadczeniem, seniorem, który zarabia 16–18 tys. brutto, to trzeba przepracować swoje na studiach i później w firmie, żeby na taką pozycję się zakwalifikować – ocenia Tomasz Bujok.

Możliwości rozwoju i właśnie zarobki to czynniki, które przede wszystkim przyciągają specjalistów IT. Raport „Sytuacja zawodowa programistów” przygotowany przez IRCenter.com, Connectis i FILTTR wskazuje, że dla 80 proc. specjalistów IT to właśnie wynagrodzenie odgrywa główną rolę przy wyborze pracodawcy. Jednocześnie branża IT należy do tych, które najczęściej podają widełki płacowe w ogłoszeniach.

 Od ponad trzech lat próbujemy zmieniać mentalność polskich pracodawców i odnosimy coraz większy sukces na tym polu. Już ponad tysiąc firm zdecydowało się na naszym portalu publikować widełki w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Widzimy, że jest coraz większa otwartość na to. Wracają do nas firmy, które 2–3 lata temu twierdziły, że nie ma takiej możliwości, teraz przemyśleli temat, uzyskali zgodę zarządu i publikują dane dotyczące zarobków – wskazuje Tomasz Bujok.

Badanie dla HRK Employer Branding wskazuje, że obecnie ok. 19 proc. firm decyduje się publikować dane o wynagrodzeniu już w ogłoszeniu. Jeszcze w 2014 roku było to zaledwie 3,5 proc. (dane GoldenLine). Eksperci podkreślają, że podanie widełek może przyciągnąć więcej kandydatów. Portale rekrutacyjne SMART Recruit Online oraz Jobsite oceniają, że dodanie takiej informacji wpłynęło na wzrost zainteresowania ofertami o 30 proc.

– Jeżeli ktoś nie publikuje widełek czy szczegółów technologicznych, bardzo trudno o aplikacje. Mając kilka kontaktów od rekruterów w miesiącu z różnymi ofertami, nikt nie będzie aplikował na ofertę, gdzie poszukuje się po prostu „młodej, dynamicznej osoby do pracy w interesującym projekcie”. W innych branżach nie widzimy jeszcze takiej rewolucji. Rynek IT to rynek pracownika, w związku z czym firmy próbują się do tego dostosowywać – mówi założyciel No Fluff Jobs.

Polscy producenci żywności umacniają swoją pozycję na europejskich rynkach. Co piąta firma zamierza to robić przez fuzje i przejęcia

Polscy producenci żywności umacniają swoją pozycję na europejskich rynkach. Co piąta firma zamierza to robić przez fuzje i przejęcia 3

18 proc. polskich firm z sektora spożywczego planuje w ciągu trzech najbliższych lat dokonać fuzji lub przejęcia w celu dalszej ekspansji eksportowej – wynika z raportu KPMG. Dla części z nich taki ruch to element strategii umacniania pozycji na rynkach zagranicznych, m.in. dzięki dostępowi do lokalnych surowców, kanałów dystrybucji, a także przejęciu rozpoznawanej przez konsumentów lokalnej marki. W 2017 roku wpływy z eksportu towarów rolno-spożywczych – według prognoz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – były wyższe o 8 proc. względem 2016 roku i wyniosły 26,3 mld euro.

Przemysł spożywczy kreuje dzisiaj 13 proc. całego polskiego eksportu. Ponadto jest to eksport lokowany na bardzo wymagających rynkach Europy Zachodniej. W mojej ocenie wszyscy, którzy uczestniczą w projekcie „rozwój polskiej gospodarki spożywczej”, powinni być z tego dumni – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zenon Daniłowski, prezes grupy Makarony Polskie.

Jak w październiku ubiegłego roku prognozowali eksperci IERiGŻ, 2017 rok miał być znacznie lepszy niż poprzedni – po wzroście o 8 proc. wpływy z eksportu miały sięgnąć 26,3 mld euro. Nadwyżka nad importem według tych szacunków miała się zwiększyć o 1 mld euro (do 8 mld). Z kolei w I połowie tego roku wartość eksportu może wzrosnąć o 5,2 mld euro w ujęciu rocznym (do 13,5 mld euro).

Największą popularnością na zagranicznych rynkach cieszą się polskie mięso, produkty zbożowe i cukiernicze (stanowią łącznie ponad 40 proc. eksportu). Najważniejszym rynkiem dla polskich eksporterów są kraje Unii Europejskiej – trafia do nich 81,2 proc. całej sprzedaży zagranicznej. Głównym odbiorcą są Niemcy (trafia tam 22 proc. całego eksportu polskiej żywności).

Żywność z Polski na zagranicznych rynkach cieszy się coraz większym uznaniem i jest kojarzona z wysoką jakością. Co drugi przedsiębiorca z tego sektora uważa, że polskie pochodzenie sprzyja popularności rodzimych produktów za granicą. Według badań KPMG, aż 90 proc. polskich eksporterów rozpoczęło sprzedaż na rynki zagraniczne, kierując się dużym zainteresowaniem tamtejszych klientów. Sukcesy w sprzedaży zagranicznej to efekt zachodzących zmian w branży.

W biznesie spożywczym w ciągu ostatnich 25 lat firmy przeszły długą drogę od małych, słabo wyposażonych i niedoinwestowanych przedsiębiorstw. Pojęcia takie jak marketing czy sprzedaż nie były znane, bo każdy produkt sprzedawał się sam, trzeba było go tylko dostarczyć. Od strony technicznej nastąpiła wielka ewolucja, podobnie z punktu widzenia marketingu, zarządzania, jak również naszej mentalności. Dzisiaj menadżerowie i osoby kierujące firmami spożywczymi to profesjonaliści. Nie ma już miejsca dla zarządzania firmą na wyczucie, należy po prostu być fachowcem – mówi Zenon Daniłowski.

Ważnym elementem zagranicznej ekspansji polskich producentów są fuzje i przejęcia – prawie co piąta firma (18 proc.) planuje aktywność w tym obszarze w ciągu trzech najbliższych lat. Zwykle obejmuje ona rynki Europy Środkowo-Wschodniej.

Pytanie: kiedy wchodzić w projekty konsolidacyjne? Z mojej wiedzy i doświadczeń wynika, że firma musi mieć już pewną skalę produkcji. To musi być duża firma produkcyjna lub handlowa, ponieważ dla małej firmy korzyści z konsolidacji nie będą duże, ona po prostu zostanie wchłonięta przez molocha –mówi Zenon Daniłowski.

Prezes grupy Makarony Polskie, jednego z największych na polskim rynku producentów, ocenia, że proces konsolidacji powinien mieć wyraźnego lidera i będzie efektywny, pod warunkiem że oba podmioty będą mieć odpowiednią skalę, będą dobrze przygotowane i będą mieć jasno nakreślone cele.

Nie można przeprowadzić konsolidacji dwóch firm, które są w trudnej sytuacji albo nie mają wyraźnej kadry menadżerskiej z wizją rozwoju. Konsolidacja musi tworzyć nową jakość, wprowadzać do firmy wartość dodaną – nie można przeprowadzać jej za wszelką cenę, tylko dlatego, że rynek uważa ją za coś dobrego – mówi Zenon Daniłowski. – W naszym przypadku konsolidacja czy akwizycja na krajowym rynku byłaby bardzo trudna, ponieważ partnerzy, z którymi moglibyśmy rozmawiać, to firmy dużo mniejsze. Myślimy raczej o konsolidacji z podmiotami z krajów ościennych, gdzie mamy w miarę zbliżony potencjał produkcyjny i kulturę organizacyjną, jak również wspólne rynki, więc tam można osiągnąć synergię.

Jak wynika z raportu KPMG, większość firm planujących akwizycję lub przejęcia w celu dalszej ekspansji eksportowej jako główny powód takiej strategii podaje dostęp do lokalnych zakupów surowców. Inne wskazywane przyczyny to przejęcie lokalnego zakładu produkcyjnego, wejście w posiadanie marki rozpoznawanej na rynku docelowym, a także przejęcie kanałów dystrybucji.

Przenośne urządzenie USG zrewolucjonizuje diagnostykę chorób. Badanie będą mogli przeprowadzić lekarze pierwszego kontaktu, fizjoterapeuci czy zespoły ratunkowe

Przenośne urządzenie USG zrewolucjonizuje diagnostykę chorób. Badanie będą mogli przeprowadzić lekarze pierwszego kontaktu, fizjoterapeuci czy zespoły ratunkowe 4

USG jest najczęściej wykonywanym badaniem obrazowym we współczesnej medycynie. Pozwala bezinwazyjnie zajrzeć w głąb ciała człowieka i zdiagnozować wiele schorzeń. Aparaty USG zapewniają coraz lepszą jakość obrazu przy coraz mniejszych rozmiarach urządzenia, a rewolucją w diagnostyce są nowe, przenośne ultrasonografy, które współpracują ze smartfonami i tabletami. Badanie można wykonać wszędzie, również w domu. Jeśli z tej możliwości zaczną korzystać lekarze pierwszego kontaktu, znacznie usprawni to diagnostykę chorób. Wczesna diagnostyka odgrywa niebagatelną rolę chociażby w poprawie skuteczności leczenia chorób onkologicznych.

 W diagnostyce dokonuje się przełom. Jeżeli uda nam się zmienić sposób myślenia lekarzy o przejściu na diagnostykę obrazową, to na pewno wygramy z wieloma problemami, które mają nasi pacjenci – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. n. med. Wojciech Kosiak, lekarz pediatra, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego, który wspólnie z innymi ekspertami dyskutował nt. przyszłości USG podczas Kursu Ultrasonografii Mobilnej w Warszawie.

Badanie ultrasonograficzne to podstawa diagnostyki w medycynie. Całkowicie nieinwazyjne pozwala odkryć wiele ciężkich chorób, m.in. układu pokarmowego, oddechowego, krążenia, mięśniowo-szkieletowego, endokrynnego, postawić prawidłową diagnozę i określić leczenie. Teoretycznie każdy lekarz może przeprowadzić takie badanie. W praktyce jednak lekarz rodzinny jedynie kieruje na specjalistyczne badania, bo nie ma możliwości przeprowadzenia dokładniejszych badań.

– Technika miniaturyzacji i rozwój, który idzie w kierunku dostępności aparatów dla poszczególnych lekarzy, są kluczem do sukcesu w ultrasonografii. Nie na poziomie klinicznym, ale już na etapie lekarza podstawowego – przekonuje Wojciech Kosiak.

– USG jest niezwykle ważne w codziennej pracy lekarza rodzinnego, ponieważ pozwala na bardzo wysokim poziomie pewności weryfikować to, co wynika z badania fizykalnego. A przecież my nie możemy tego organu dotknąć – dodaje prof. Jarosław Drobnik, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Urządzenia do badania USG, początkowo wielkości szafy, na przestrzeni ostatnich lat stały się coraz mniejsze, jednocześnie zachowując wysoką jakość obrazu. Dziś produkowane urządzenia są lekkie i poręczne, dzięki czemu badanie USG można wykonać już nie tylko w gabinetach lekarskich, lecz także wówczas, gdy potrzebna jest szybka diagnostyka, np. na miejscu wypadku.

– Dzięki temu, że możemy to urządzenie mieć ze sobą, jest możliwość wykonania szybkiego i prostego badania USG, oceny ultrasonograficznej pacjenta właściwie w każdym momencie – przy jego łóżku w szpitalu czy podczas wizyty domowej lub w innych okolicznościach. Będąc lekarzem, mając umiejętność wykonania badania USG, warto mieć to urządzenie przy sobie – podkreśla Karol Wesołowski, dyrektor biznesu ultrasonografii w Philips.

Philips Lumify, mobilny ultrasonograf, opiera się na głowicy podłączonej do urządzenia mobilnego, wystarczy tylko pobrać specjalną, bezpłatną aplikację.

– Urządzenie dedykujemy przede wszystkim lekarzom podstawowej opieki zdrowotnej, ponieważ wierzymy, że to urządzenie może się przyczynić do lepszej diagnostyki pacjenta już na pierwszej wizycie. Chcielibyśmy, by Philips Lumify był używany przez pediatrów, lekarzy medycyny rodzinnej, internistów, czyli tych lekarzy, którzy widzą pacjenta jako pierwsi – zapowiada Wesołowski.

Urządzenie można wykorzystać m.in. w badaniach tarczycy, wątroby, nerek, serca, płuc, naczyń krwionośnych, tkanek miękkich czy woreczka żółciowego, a nawet węzłów chłonnych..

– Ultrasonografia mobilna zmienia cały obraz diagnostyczny, nie tylko w ultrasonografii, lecz także całej diagnostyce obrazowej. Być może doczekamy się czasów, kiedy lekarz będzie mieć zawieszony na szyi zarówno stetoskop, jak i ultrasonograf mobilny. Prędzej czy później ultrasonografia powinna być pierwszą bramką diagnostyczną na świecie – przekonuje Marcin Bruszewski, dyrektor generalny Philips Health System w Polsce.

Im mniejsze urządzenie, bardziej mobilne, tym większa szansa na jego zastosowanie w gabinetach lekarzy pierwszego kontaktu czy w zespołach ratunkowych. Do oceny stanu zdrowia nie będzie konieczna wizyta w szpitalu czy czekanie w kolejkach na diagnozę, w ten sposób będzie ona możliwa niemal od ręki. Lekarze zaś w ten sposób będą mogli oprzeć diagnozę na wynikach badania obrazowego.

Sektor finansowy czeka w 2018 roku karuzela legislacyjna. W utrzymaniu równowagi na rynku może pomóc zaawansowana analityka

Sektor finansowy czeka w 2018 roku karuzela legislacyjna. W utrzymaniu równowagi na rynku może pomóc zaawansowana analityka 5

Ten rok będzie rewolucyjny dla branży finansowej. Banki i ubezpieczycieli czeka szereg nowych regulacji i zmian legislacyjnych, które radykalnie wpłyną na prowadzenie działalności. Wiodącym tematem będzie generowanie przychodów i zysków przy jednoczesnym zapewnieniu zgodności z obowiązującymi normami prawnymi oraz właściwe zarządzanie ryzykiem. Dla wielu podmiotów to wyzwanie, w którym może pomóc zaawansowana analiza danych. Sektor finansowy i telekomunikacja to branże, które korzystają z tego podejścia w największym stopniu.

2018 rok na pewno będzie pełen wyzwań w obszarze zarządzania ryzykiem. Już od 1 stycznia banki są zobowiązane do wypełnienia Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej, zwanych również IFRS 9. To proces skomplikowany technologicznie i biznesowo. Wprowadza wiele różnych zmian w stosunku do obecnych systemów wykorzystywanych przez banki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Libuda, Business Solutions Manager w SAS Polska.

Nowa regulacja IFRS9 zmienia fundamentalnie zasady klasyfikacji i wyceny instrumentów finansowych. Wprowadza inną metodykę szacowania odpisów z tytułu utraty wartości i ujmowania strat kredytowych. Nowy standard rachunkowości wymaga od banków gruntownych przygotowań do jego wdrożenia.

– Drugim tematem, który pojawi się w 2018 roku, jest Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, które dotyczy nie tylko banków, ale również innych instytucji gromadzących i przetwarzających dane osobowe klientów. Wiele instytucji zaczęło się przygotowywać do realizacji tych wymagań już w 2017 roku, ale te prace będą trwały praktycznie do momentu wejścia w życie rozporządzenia – mówi Łukasz Libuda.

Dla wszystkich podmiotów, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe swoich klientów, RODO oznacza gruntowne zmiany. Banki będą musiały m.in. wymienić większość formularzy, klauzul i zgód na przetwarzanie takich informacji, wprowadzić systemy IT gwarantujące bezpieczeństwo, zweryfikować pod tym kątem wszystkie procesy i każdorazowo prosić swoich klientów o zgodę na przetworzenie ich danych. Na wniosek klienta, będą też musiały usunąć wszelkie wzmianki o nim ze swoich systemów informatycznych. RODO oznacza dla sektora bankowego duże wyzwania techniczne i organizacyjne.

Ekspert SAS Polska zauważa, że ten rok będzie rewolucyjny także dla sektora ubezpieczeń. Oprócz RODO, zacznie obowiązywać IDD, czyli dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń oraz PSD2, czyli dyrektywa regulująca rynek płatności. Wszystkie trzy wymagają mocnego wsparcia technologicznego oraz automatyzacji procesów.

– Kolejną zmianą będą Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej MSSF 17, które – jak już wiadomo – wprowadzą dużo zmian zarówno w procesach, jak i systemach w branży ubezpieczeniowej. Niektóre podmioty rozpoczną prace nad tym tematem już w 2018 roku, mimo że on będzie wymagany za kilka lat – mówi Łukasz Libuda.

Nowy standard sprawozdawczości MSSF 17 zacznie obowiązywać dopiero od stycznia 2021, ale – jak podkreśla ekspert SAS – zamiany będą na tyle duże, że ubezpieczyciele powinni zacząć przygotowywać się do nich już teraz. MSSF 17 wprowadzi zupełnie nowe podejście w rozpoznawaniu przychodów oraz zysku i strat w okresie świadczenia usług ubezpieczeniowych. Jego celem jest zagwarantowanie przejrzystości i porównywalności sprawozdań finansowych poszczególnych ubezpieczycieli. Z obiegu wypadną dotychczas stosowane miary, takie jak wysokość składki przypisanej.

Gorącym tematem w ubezpieczeniach będzie też nieco zapomniane zarządzanie ryzykiem operacyjnym, które wiąże się z tematyką governance, risk, compliance, czyli de facto spełnieniem regulacji, wymogów wewnętrznych i zewnętrznych w zakresie prowadzonej działalności – mówi Łukasz Libuda.

Jednym z wiodących trendów w ubezpieczeniach w 2018 roku będzie podejmowanie decyzji dotyczących sprzedaży i wyceny produktu dla klienta w czasie rzeczywistym, w oparciu o informacje pochodzące z wielu baz danych. Tutaj szansę dla ubezpieczycieli stwarza dyrektywa PSD2, która wprowadzi usługę dostępu do informacji o rachunku (AIS – account information service). Dzięki niej ubezpieczyciele zyskają dostęp do danych zarezerwowanych do tej pory wyłącznie dla banków (np. dane transakcyjne, informacje zgromadzone na rachunku bankowym). To pozwoli lepiej profilować ofertę pod kątem konkretnego klienta.

– W ubezpieczeniach ważne będą te zagadnienia, które dotyczą generowania jak największych przychodów i zysków, przy ograniczeniu ryzyka prowadzonej działalności. Z tym wiążą się systemy, które pozwalają na podejmowanie automatycznych decyzji biznesowych w zakresie dosprzedania nowych produktów dla klienta. Jest oczekiwanie, żeby te systemy działały w czasie rzeczywistym, bazując na wiedzy o kliencie i informacjach pozyskiwanych np. z BIK czy wywiadowni gospodarczych – mówi Łukasz Libuda.

Przedstawiciel SAS Polska zauważa, że analityka ma coraz większe znaczenie w zarządzaniu szeroko pojętym ryzykiem, wspiera podejmowanie decyzji biznesowych i pomaga sprostać wyzwaniom rynkowym. Sektor finansowy, czyli banki i ubezpieczyciele, ale też na przykład telekomunikacja – to branże, które korzystają z niej w największym stopniu.

– Decyzje są podejmowane na bazie modeli analitycznych czy rozbudowanych kart scoringowych. W innych branżach analityka dopiero zaczyna się pojawiać, ale jedno jest pewne – podmioty, które jeszcze nie korzystają z rozwiązań analitycznych widzą już, że kryją one dużą potęgę, dużą wartość dodaną. W wielu firmach powstają pełne ekosystemy analityczne, które towarzyszą procesom biznesowym na każdym etapie, a analityka towarzyszy podejmowaniu decyzji i prowadzeniu biznesu od samego początku. Można już mówić o trendzie podejmowania decyzji bazujących na analityce – mówi Łukasz Libuda.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie SAS, biznes coraz powszechniej korzysta z analizy danych i rozwiązań klasy big data, aby prześcignąć konkurencję i tworzyć nowe modele biznesowe. Ten segment rozwija się w tempie sześciokrotnie szybszym niż cała branża IT, a biznes coraz wyraźniej dostrzega, że analiza metadanych decyduje dzisiaj o bezpieczeństwie i konkurencyjności firmy oraz satysfakcji jej klientów.

Analityka musi być szybka, sprawna, działać na dużych wolumenach danych i musi kompleksowo obejmować tematy biznesowe. Tylko wtedy firma może być pewna, że podejmuje właściwe decyzje ze wszystkich perspektyw, czyli z perspektywy ryzyka, nadużyć i marketingu. W dzisiejszych czasach niskich marż, gdzie klientów dobrych i najlepszych już praktycznie nie ma, liczy się każda informacja, która pozwoli podjąć dobrą decyzję biznesową. W tym kierunku firmy powinny podążać – mówi Łukasz Libuda.

Kiedy w Polsce powstanie elektrownia atomowa?

Pomimo tego, że formalnie według oficjalnego rządowego dokumentu „Polskiej Polityki Energetyki Jądrowej” (PPEJ) polska elektrownia atomowa powstaje, nadal nie ma jednoznacznej i operacyjnej decyzji w tym temacie.

– O ile panuje generalna zgoda w rządzie, że trzeba energię atomowa budować, to wśród ministrów znajduje się także minister środowiska, który jednak jest przeciwko tego rodzaju energetyce. Do rozstrzygnięcia może dojść wraz z dawna zapowiadaną rekonstrukcją nowego rządu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, Redaktor Naczelny BiznesAlert.

Możemy zatem spodziewać się, że jeżeli w ramach rekonstrukcji rządu dojdzie do pewnego rodzaju przetasowania kompetencji i wpływ obecnego ministra środowiska na politykę energetyczną zostanie ograniczony, możemy oczekiwać, że decyzja zapadnie już niebawem. Jest to bardzo istotne ze względu na deklaracje rządu odnośnie terminów budowy elektrowni, która miałaby powstać do 2031 roku – zatem czas na rozpisanie i rozstrzygniecie przetargu oraz budowę samej elektrowni jeszcze jest, ale nie ma go zbyt wiele.

– Jeżeli liczymy, że sama budowa może potrwać dekadę, to decyzje trzeba podejmować możliwie szybko – dodaje Jakóbik.

Z informacji Ministerstwo Energii wynika, że obecnie na całym świecie pracuje ponad 400 reaktorów jądrowych, odpowiadających za około 11 proc. światowej produkcji energii elektrycznej. Reaktory te nie powodują emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Dzięki rozwojowi energetyki jądrowej w Polsce możliwe będzie zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na energię, z poszanowaniem środowiska i ochrony klimatu.

W 2018 roku możliwe kłopoty i upadłości w branży budowlanej

Branża budowlana to bardzo duży i ważny sektor, od dłuższego czasu kluczowy dla gospodarki. Bieżący rok i najbliższe dwa lata także będą bardzo istotne dla budowlanki. To ze względu na wielkie projekty infrastrukturalne – dokończenie budowy sieci autostrad i dróg ekspresowych z aktualnej perspektywy unijnej oraz modernizacja kolei, której nie udało się zrealizować w minionej perspektywie.

– Branża długo czekała na nowe środki. Przygotowała się na przyjęcie nowych projektów. Otwarcie kopert z przetargami trwało jednak dość długo ze względu na wybory i zmianę władzy. W międzyczasie okazało się, że – paradoksalnie ze względu zdecentralizowanie decyzyjności – doszło do tego, że inwestycje zaczęły sobie nawzajem przeszkadzać  powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes – Powstała sytuacja, że nie można dostarczyć wystarczającej ilości kruszywa na budowy dróg, ponieważ w tym samym czasie modernizowane są główne szlaki infrastruktury kolejowej, którymi jest ono transportowane. Rok 2018 będzie trudny dla branży. Większość kontraktów podpisanych przez ostatnie dwa lata wejdzie w etap intensywnego wykonawstwa. Część projektowa jest już zakończona. Budowa musi odbywać się w pośpiechu, ponieważ termin jest istotnym parametrem, który może poprawić wynagrodzenie wykonawców. Będą oni chcieli ukończyć projekty jak najszybciej, ale fizycznie mogą nie być w stanie. Branża budowlana może przejść kryzys, podobnie jak w 2012 roku. Nie da się zrobić wszystkiego tak szybko za takie pieniądze. To parametry, które wzajemnie się wykluczają. Fizycznie nie można dostarczyć na czas materiałów, a koszty pracy są coraz wyższe. Przetargi wygrywa się po zupełnie innych cenach, a kwestia indeksacji w kontraktach zapisana jest ogólnie i podlega swobodnym negocjacjom między zamawiającym a wykonawcą. W takiej sytuacji, nawet przy dobrej woli obu stron, proces będzie rozciągał się w czasie. Będziemy mieli coraz większą liczbę dyskusji z czyjej winy kontrakt został zakończony z opóźnieniem. Ważne będzie podejście zamawiającego, czyli państwa. Jeżeli zechce zaoszczędzić po to, aby zbudować jak najwięcej – położy to resztki polskich firm budowlanych. Cała branża uważana jest za najbardziej ryzykowną w polskiej gospodarce. Najbliższy rok nie przyniesie przełomu w tym zakresie. Spodziewane są kolejne kłopoty i upadłości w tym sektorze – ocenił Starus.

Przemysł w strefie euro w świetnej kondycji, u nas w dobrej

W grudniu 2017 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 55,0 z 54,2 w listopadzie. Natomiast wskaźnik PMI Sektora Przemysłowego w strefie euro wzrósł do poziomu 60,6 z 60,1 w listopadzie – podał Markit.

Przemysł w strefie euro zakończył 2017 r. świetnymi wynikami. To, co z punktu widzenia polskiej gospodarki i polskiego przemysłu najważniejsze, najsilniejszy był w strefie euro wzrost produkcji dóbr inwestycyjnych. To oznacza, że gospodarki Austrii, Niemiec, Holandii, Irlandii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Grecji inwestują, co świadczy dobrze o bieżącej koniunkturze gospodarczej, a przede wszystkim o prognozach na przyszłość. Dane płynące z poszczególnych gospodarek strefy euro wskazują na dalszą poprawę sytuacji właściwie we wszystkich obszarach. Rośnie produkcja, nowe zamówienia, zatrudnienie.

Z jednej strony to doskonałe informacje dla polskich przedsiębiorstw, bo strefa euro odbiera prawie 60 proc. naszego eksportu towarów. Możemy zatem liczyć na dalszy silny wzrost sprzedaży na rynki UE, w tym do krajów strefy euro. Z drugiej strony rynki krajów strefy euro, szczególnie w Niemczech i Francji, sygnalizują silny wzrost zatrudnienia, a tym samym także w przyszłości rosnący popyt na pracowników. To może niestety zwiększyć zainteresowanie Polaków pracą w tych krajach. Przy i tak już bardzo niskim poziomie bezrobocia w Polsce (4,6 proc.; BAEL), obniżeniu wieku emerytalnego, co już zmniejszyło i będzie nadal zmniejszać liczbę osób aktywnych zawodowo, polskie firmy mogą mieć coraz większe problemy z rozwojem i wykorzystywaniem szans płynących z tak dobrej koniunktury u wszystkich naszych europejskich partnerów biznesowych.

Tym bardziej, że PMI dla polskiego przemysłu przetwórczego, także bardzo dobry w grudniu 2017 r., informuje że zatrudnienie w tym sektorze w dalszym ciągu rośnie (w grudniu najszybciej od 7. miesięcy). Za chwilę nie będzie już osób chętnych do pracy. Rząd chyba nie chce tego dostrzec, bo nie pomaga chociażby przez zdecydowane uproszczenie i przyspieszenie zatrudniania cudzoziemców. Szczególnie specjalistów, osób z wysokimi kwalifikacjami i kompetencjami.

PMI sygnalizuje nie tylko ryzyko związane z brakiem pracowników w polskiej gospodarce, ale także wskazuje na konsekwencje ciągle w 2017 r. niskiej skłonności przedsiębiorstw do inwestycji – opóźnienia dostaw były jednymi z największych od 7 lat, rosnący popyt na komponenty do produkcji wpłynął na wzrost kosztów produkcji (sygnalizowany prawie w całym 2017 r.), rosły ceny wyrobów gotowych.

Grudniowy PMI tak dla polskiego przemysłu, jak i dla przemysłu w strefie euro daje powody do pozytywnych prognoz na 2018 r. Ale też wskazuje na ryzyka – brak pracowników, rosnące koszty i ceny, a tym samym inflację. To nie pozostanie bez wpływu na dochody realne gospodarstw domowych i może zmniejszyć ich skłonność do konsumpcji. Tymczasem to wysoka skłonność do konsumpcji w ostatnich 2 latach była motorem wzrostu gospodarczego w Polsce.
Aby te ryzyka nie zmaterializowały się przedsiębiorstwa muszą zacząć znacznie więcej inwestować. I to w nowe technologie, modernizować swój aparat wytwórczy, uruchamiać projekty badawczo-rozwojowe, inwestować w innowacje. A rząd musi im to ułatwiać z wyprzedzeniem prezentując swoje plany, w tym przede wszystkim plany regulacyjne. I nie ograniczając i tak niskiego potencjału kapitałowego polskich firm przez nakładanie kolejnych podatków i kolejnych obciążeń administracyjnych.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Czym mogą zaskoczyć rynki w 2018 roku?

Czy mogą zaskoczyć rynki w 2018 roku? To pytanie sobie niemal każdy inwestor. Solidne fundamenty polskiej gospodarki, które wyłaniają się z bieżących danych, pozwalają patrzeć z optymizmem na nadchodzące kwartały. W 2018 roku średnie tempo wzrostu PKB powinno wynieść 3,9 proc. Będzie to mniej niż 4,4 proc. zakładane na ten rok, ale wciąż świadczy o bardzo dobrej sytuacji. Wzrost konsumpcji może spowolnić, gdyż utracimy efekt różnicy w pełnym oddziaływaniu programów polityki społecznej, ale systematyczna poprawa sytuacji na rynku pracy zapewni dopływ dodatkowego dochodu rozporządzalnego dla gospodarstw domowych.

– W inwestycjach możemy spodziewać się umiarkowanego przyspieszenia, choć głównie po stronie aktywności samorządów przed jesiennymi wyborami. Dalej z inwestycjami ociąga się sektor prywatny, nawet pomimo możliwości posiłkowania się środkami unijnymi. Bez wyraźnych zmian lub zachęt po stronie polityki gospodarczej, które przebudziłyby kapitał prywatny, spodziewamy się wzrostu inwestycji w tym segmencie poniżej przeciętnej – mówi Konrad Białas, Główny Ekonomista DM TMS Brokers S.A.

Bezrobocie dalej powinno maleć, a stopa bezrobocia powinna spaść do 6,1 proc., co byłoby najlepszym wynikiem od 1990 r. Pomimo tego nie przewidujemy eksplozji w dynamice wynagrodzeń. Nasze obawy krążą wokół wydatków przedsiębiorstw na środki trwałe, które jeśli pozostaną na niskim poziomie, będą hamować przyrost nowych miejsc pracy, a zatem i popyt na pracę może być słabszy. W rezultacie przy braku przebudzenia presji płacowej oczekujemy stabilizacji inflacji blisko celu inflacyjnego NBP, tj. 2,5 proc. Prognozujemy, że średnioroczna inflacja CPI wyniesie 2,1 proc., co jednak pozostanie pokłosiem drożejącej żywności oraz paliw na rynkach światowych – mówi Konrad Białas, Główny Ekonomista z DM TMS Brokers S.A.

Najsilniejszy skok cen konsumenta powinien być obserwowany pod koniec drugiego kwartału do 3 proc. Ogólnie jednak trendy inflacyjne nie powinny niepokoić Rady Polityki Pieniężnej i nie zakłócać strategii forsowanej przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, że stopy procentowe nie zostaną podwyższone do końca 2018 r.

Silne fundamenty polskiej gospodarki pozornie powinny dawać siłę polskiemu złotemu w nadchodzących kwartałach. Czynnikiem równoważącym, jeśli nie chwilami przeważającym, będzie bierna postawa RPP w dobie podwyżek stóp procentowych za granicą. Pogorszenie relatywnej atrakcyjności odsetkowej inwestycji w złotym może zagrażać stabilności waluty. Zakładamy osłabienie złotego do 4,30 w 2018 r.

Podważenie podlegania ubezpieczeniom przez ZUS – postępowanie i konsekwencje

Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl
Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl

Podważenie podlegania ubezpieczeniom przez ZUS ma na celu udowodnienie pozorności zawartej umowy, w celu skorzystania z zasiłku. Postępowanie to ma miejsce najczęściej w przypadku pracowników zatrudnionych na umowę o pracę, gdzie istnieją podejrzenia, że umowa o pracę została zawarta właśnie na potrzeby skorzystania z zasiłku. Jak wyjaśniają eksperci wFirma.pl, kontrole ZUS nie skupiają się jednak wyłącznie na stwierdzeniu pozorności zawartej umowy o pracę. Kontrola może dotyczyć także zawartych umów o dzieło w kontekście przedmiotu zawartej umowy. Zakres kontroli w celu podważenia podlegania ubezpieczeniom obejmuje także osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą.

Podważenie podlegania ubezpieczeniom ZUS w przypadku umowy o pracę

Z tytułu zawartej umowy o pracę pracodawca jest objęty obowiązkiem opłacania za pracownika wszystkich składek społecznych, a także składki zdrowotnej. Obowiązki te regulują ustawy, odpowiednio ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych i ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Zgłoszenie do ubezpieczeń następuje pierwszego dnia podjętego zatrudnienia i ustaje od dnia następnego po ostatnim dniu pracy.

 

Dla ZUS, w kontekście ustalenia prawidłowości podlegania ubezpieczeniom, kluczowe jest nie to, czy umowa o pracę została zawarta np. w następstwie podpisania dokumentu umowy, a to, czy strony zawierające taką umowę, miały zamiar pracę świadczyć (obowiązek pracownika) i ją wynagradzać (obowiązek pracodawcy) – tłumaczy Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl. Szczegóły dotyczące definicji stosunku pracy, która pomaga odróżnić zatrudnienie pozorne od faktycznego, wynikają z art. 22 Kodeksu pracy, gdzie przez nawiązanie stosunku pracy rozumie się zobowiązanie pracownika do wykonania określonego rodzaju pracy na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem, w miejscu i czasie określonym przez pracodawcę – dodaje.

 

Jeżeli w trakcie postępowania ZUS stwierdzi, że wyżej wymienione warunki zawarcia umowy o pracę nie zostały spełnione, może zakwestionować podleganie ubezpieczeniom. Zawarta umowa potraktowana zostaje jako umowa pozorna, bądź zawarta w celu obejścia prawa. O pozorności umowy o pracę szerzej mówi art. 83 § 1 Kodeksu cywilnego: “Nieważne jest oświadczenie woli złożone drugiej stronie za jej zgodą dla pozoru. Jeżeli oświadczenie takie zostało złożone dla ukrycia innej czynności prawnej, ważność oświadczenia ocenia się według właściwości tej czynności.” O umowach zawartych w celu obejścia prawa mówi art. 58 § 1 Kodeksu cywilnego, który brzmi: “Czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek, w szczególności ten, iż na miejsce nieważnych postanowień czynności prawnej wchodzą odpowiednie przepisy ustawy.”

 

Najczęstsze przypadki kontrolowane przez ZUS

W następstwie uznania przez ZUS umowy o pracę za pozorną, zawartą w celu nabycia praw do ubezpieczeń społecznych, zatrudniony może zostać wyłączony z ubezpieczeń pracowniczych i stracić prawa mi. do świadczeń chorobowych. W nawiązaniu do powyższego szczególną uwagę Zakład Ubezpieczeń Społecznych przywiązuje do zatrudnienia kobiet w ciąży. Podejrzenia budzi fakt podjęcia pracy bezpośrednio przed terminem porodu, lub udania się pracownicy na zwolnienie lekarskie, z powodu choroby w ciąży.

 

Warto zwrócić uwagę, że sam fakt podjęcia pracy przez kobietę ciężarną nie jest interpretowany jako chęć wyłudzenia świadczeń chorobowych. Uwagę ZUS przykuwa, np. podwyższenie wynagrodzenia pracownicy, która przedłożyła zaświadczenie lekarskie potwierdzające fakt przebywania w ciąży. Takie działanie może zostać przez ZUS odczytane jako mające na celu podwyższenie podstawy zasiłku chorobowego, a w późniejszym terminie zasiłku macierzyńskiego, wypłacanego przez Zakład.

 

– Zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych osoby, której brakuje okresu zatrudnienia w celu nabycia świadczeń emerytalno-rentowych, również może budzić podejrzliwość Zakładu. Stwierdzone naruszenia prowadzić mogą nawet do konieczności zwrotu przez pracownika wypłaconych zasiłków, wraz z odsetkami – twierdzi ekspert.

Kolejnym przypadkiem kontrolowanym przez organ rentowy jest zawieranie umowy z pracownikiem, który po podjęciu pracy udaje się na urlop wychowawczy, bądź zwolnienie lekarskie. W obu przypadkach może dojść do podejrzeń, że celem zawarcia umowy nie było świadczenie pracy, czego konsekwencją może być podważenie zasadności zgłoszenia pracownika do ubezpieczeń społecznych. W tym zakresie szczególnie często kontrolowane są firmy zatrudniające członków rodziny, gdyż Zakład tam najczęściej identyfikuje zawarte umowy w celu wyłącznie skorzystania z ubezpieczeń, a nie faktycznego świadczenia pracy.

Postępowanie w przypadku podważenia przez ZUS podlegania ubezpieczeniom

W toku kontroli prowadzonej przez ZUS pracodawca ma możliwość dowiedzenia, że zawarcie umowy o pracę miało na celu świadczenie pracy, oraz tego, że praca faktycznie została wykonana. Może on w związku z powyższym przedstawić dowody potwierdzające te fakty. Takimi dowodami są między innymi zeznania świadków, podpisane listy obecności, efekty pracy pracownika, np. stworzone dokumenty, wysłane maile. Kolejnym sposobem potwierdzenia wykonywania pracy mogą być nagrania monitoringu. Jeżeli kontrola prowadzona przez ZUS zakończy się wydaniem decyzji o niepodleganiu przez pracownika ubezpieczeniom społecznym, pracodawca i pracownik mają miesiąc na złożenie odwołania do właściwego sądu za pośrednictwem ZUS. W toku postępowania sądowego badana jest dokumentacja pracownicza, ale także lekarska, jeżeli podważenie zasadności podlegania ubezpieczeniom dotyczy próby wyłudzenia zasiłku.

Jeżeli pomimo odwołania sąd utrzyma decyzje ZUS konieczne będzie wyrejestrowanie pracownika z ubezpieczeń z dniem dokonania zgłoszenia. Jeżeli wypłacone zostały świadczenia to konieczny będzie ich zwrot do ZUS. W następstwie wyrejestrowania z ubezpieczeń z datą wsteczną, płatnik składek będzie zobowiązany do przekazania korekt deklaracji rozliczeniowych ZUS DRA. Jeżeli zakwestionowanie przez ZUS dotyczyć będzie wyłącznie wysokości wynagrodzenia, zostanie wydana decyzja ustalająca podstawę wysokości składek, zwykle w kwocie wynagrodzenia na podobnych stanowiskach. W takim przypadku również konieczne będzie sporządzenie korekt deklaracji rozliczeniowych ZUS DRA.

Umowa o dzieło czy zlecenie w kontekście ustalenia podlegania ubezpieczeniom ZUS

Umowa o dzieło różni się od umowy zlecenie kilkoma istotnymi szczegółami, jednak z punktu widzenia pracodawcy jednym z istotniejszych jest to, że umowa o dzieło jest korzystniejsza pod względem finansowym od umowy zlecenia. Z tytułu zawartej umowy o dzieło pracodawca odprowadza wyłącznie zaliczkę na podatek za pracownika, nie jest zobowiązany do opłacenia składek na ubezpieczenia społeczne, z wyjątkiem umowy o dzieło zawartej z własnym pracownikiem, kiedy to umowa o dzieło oskładkowana jest tak jak umowa o pracę. Inaczej wygląda oskładkowanie umowy zlecenia, gdzie obowiązkowo opłacana jest składka zdrowotna, a jeżeli zawarta umowa jest jedynym tytułem do ubezpieczeń dla zleceniobiorcy to także składki społeczne. W związku z powyższym pracodawcy chętniej wybierają umowę o dzieło, nie zważając na konsekwencje jakie nieść może za sobą stwierdzenie przez ZUS, że forma umowy wybrana została w celu obejścia prawa. Jeżeli w toku postępowania, takie wnioski zostaną przez organ rentowy wyciągnięte, konieczne będzie objęcie zleceniobiorcy obowiązkiem ubezpieczeń, a więc zgłoszenie do ZUS, a także opłacenie za zleceniobiorcę zaległych składek wraz z odsetkami.

Pozarolnicza działalność gospodarcza a ubezpieczenia ZUS

Rozpoczynając działalność gospodarczą, przedsiębiorca ma obowiązek dokonać zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych. Obowiązkowe są dla niego wszystkie składki społeczne i składka zdrowotna. Jedyną składką, która ma charakter dobrowolny jest składka na ubezpieczenie chorobowe. Składki ZUS od najniższej podstawy wymiaru składek po zakończeniu okresu preferencji, który aktualnie wynosi 2 lata, w 2017 roku wyniosły prawie 1 200 zł miesięcznie. Jest to dość duże obciążenie finansowe, stąd przedsiębiorcy w celu uniknięcia obowiązku opłacania składek ZUS podejmują fikcyjne zatrudnienie na podstawie umowy o pracę na terenie innego państwa członkowskiego. Takie przypadki są szczególnie chętnie kontrolowane przez ZUS, z powodu właśnie licznych nadużyć. Jeżeli w toku postępowania ZUS stwierdzi fikcyjność zawartej umowy o pracę, przedsiębiorca zobowiązany będzie do opłacenia zaległych składek wraz z odsetkami.

autor: Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl

Restrukturyzacja przedsiębiorstwa sposobem na wyjście z kryzysu

Utrata płynności finansowej zdarza się nawet najbardziej stabilnym podmiotom. Nie zawsze kończy się ona upadkiem przedsiębiorstwa. Nawet gdy dojdzie do egzekucji, a do firmy wkroczy komornik, nie jest jeszcze za późno na wyjście z kryzysu. Remedium na problemy przedsiębiorcy stanowi restrukturyzacja przedsiębiorstwa.

Ustawa z 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne przewiduje cztery rodzaje postępowania restrukturyzacyjnego: postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne. Wszystkie cztery typy zmierzają do tego, by uniknąć ogłoszenia upadłości dłużnika i pomóc firmie „wyjść na prostą”. Jest to rozwiązanie korzystne nie tylko dla zadłużonego przedsiębiorcy, ale również dla jego wierzycieli.

Sytuacja przedsiębiorcy w czasie egzekucji

Podstawowym problemem przedsiębiorców, przeciwko którym prowadzi się postępowanie egzekucyjne, jest blokowanie kont firmowych. Uniemożliwia to jakiekolwiek przepływy finansowe i samodzielne wyjście z zadłużenia. Praktykowanym rozwiązaniem jest otwieranie rachunków bankowych w momencie dokonywania przelewu i natychmiastowe zamykanie ich zaraz po transakcji przy jednoczesnym podpisywaniu fikcyjnych umów o współpracy. Taka „zabawa w kotka i myszkę” z wierzycielami i urzędami skarbowymi leży jednak na granicy prawa.

Restrukturyzacja przedsiębiorstwa

Restrukturyzacja to proces, który umożliwia przedsiębiorcom skutecznie wyjście z zadłużenia.

Pierwszym typem restrukturyzacji przedsiębiorstwa jest postępowanie o zatwierdzenie układu. Może ono zostać przeprowadzone wtedy, gdy suma wierzytelności spornych uprawniających do głosowania nad układem nie przekracza 15% ogólnej sumy wierzytelności. W tym przypadku dłużnik sam może zbierać głosy wierzycieli.

Z kolei przyspieszone postępowanie układowe polega na skróceniu całej procedury i umożliwia zawarcie układu po sporządzeniu i zatwierdzeniu spisu wierzytelności. Przesłanki tego rodzaju restrukturyzacji są identyczne jak w postępowaniu o zatwierdzenie układu.

Trzecią możliwością jest postępowanie układowe. Stosuje się je w odniesieniu do przedsiębiorstw, w których suma wierzytelności spornych uprawniających do głosowania nad układem przekracza 15% sumy wierzytelności. Charakterystycznym elementem tego rodzaju restrukturyzacji jest to, że w terminie 30 dni od dnia otwarcia postępowania układowego nadzorca sądowy ustala skład masy układowej.

Ostatnią możliwością jest postępowanie sanacyjne, w którym sąd odbiera zarząd dłużnikowi i wyznacza zarządcę, którego podstawowymi zadaniami są ustalenie składu masy sanacyjnej oraz sporządzenie spisu wierzytelności.

W jaki sposób restrukturyzacja może pomóc przedsiębiorcom?

Zgodnie z przepisami prawa restrukturyzacyjnego, w momencie gdy uprawomocni się postanowienie zatwierdzające układ, postępowania zabezpieczające i egzekucyjne prowadzone przeciwko dłużnikowi w celu zaspokojenia wierzytelności objętych układem ulegają umorzeniu z mocy prawa. Z kolei w odniesieniu do przyspieszonego postępowania układowego postępowanie egzekucyjne dotyczące wierzytelności objętej z mocy prawa układem, wszczęte przed dniem otwarcia przyspieszonego postępowania układowego, ulega zawieszeniu z mocy prawa z dniem otwarcia postępowania. W tym przypadku przedsiębiorca otrzymuje czas na „uporanie” się ze swoją trudną sytuacją finansową. W postępowaniu sanacyjnym postępowanie egzekucyjne skierowane do majątku dłużnika wchodzącego w skład masy sanacyjnej również ulegnie zawieszeniu z mocy prawa, o ile zostało wszczęte przed dniem otwarcia postępowania sanacyjnego.

Nowe prawo restrukturyzacyjne – parasol ochronny dla przedsiębiorców?

Nowe przepisy prawa restrukturyzacyjnego tworzą swoisty parasol ochronny dla zadłużonych przedsiębiorców. Przede wszystkim umożliwiają dłużnikowi wynegocjowanie korzystnych warunków spłaty należności. Zyskują na tym również wierzyciele, ponieważ w tym układzie istnieje większa szansa na spłatę należności w krótkim czasie, z pominięciem długotrwałych i bezskutecznych postępowań egzekucyjnych, zahaczających niejednokrotnie o likwidację przedsiębiorstwa i niekończące się licytacje majątku. Co więcej, prawo restrukturyzacyjne zapewnia przedsiębiorcy ochronę nie tylko przed wierzycielami objętymi układem, ale i pozostałymi. Ustawodawca uwzględnił bowiem interes dłużnika i uznał, że zezwolenie wierzycielowi na prowadzenie nieograniczonej egzekucji w tej sytuacji stanowi zbyt daleko idące uprzywilejowanie.

Odpowiednia strategia działania

Sporządzenie planu restrukturyzacji wymaga starannego opracowania, do czego konieczne jest merytoryczne wsparcie ze strony specjalistów w tej dziedzinie, a więc radców prawnych i doradców restrukturyzacyjnych. Cały proces jest niemałą rewolucją w funkcjonowaniu przedsiębiorstwa. Ważny jest każdy etap tego postępowania, od złożenia wniosku, który wymaga spełnienia licznych, określonych przepisami przesłanek, przez stworzenie planu restrukturyzacyjnego, aż po korzystny dla przedsiębiorcy finał. Głównym celem postępowania restrukturyzacyjnego jest bowiem uzdrowienie sytuacji przedsiębiorstwa i niedoprowadzenie do jego upadłości.

Na rynku usług prawniczych funkcjonują kancelarie wspomagające zarówno wierzycieli, jak i dłużników. Oferują nie tylko klasycznie rozumiane doradztwo prawne i księgowe, ale również obsługę procesu pozyskania pomocy publicznej na restrukturyzację i inne powiązane z tym procesem czynności.

Autorzy: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

PMI: Rekordowy miesiąc, rekordowy rok

Michał Mordel, Analityk, Michael/Ström Dom Maklerski
Michał Mordel, Analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Odczyt PMI polskiego przemysłu za grudzień 2017 r. wyniósł 55,0 i był wyższy zarówno od oczekiwań rynkowych 54,7 jak i od silnego odczytu listopadowego, który wyniósł 54,2. Wskaźnik nie odnotował tak wysokiego poziomu od blisko 3 lat, a średnioroczny odczyt na poziomie 53,6 jest najwyższym od 2006 r.

W raporcie za grudzień IHS Markit zaznacza, że silne pozycje zaobserwowane zostały w wielkości produkcji, poziomie zatrudnienia jaki i liczbie nowych zamówień. Liczba nowych zamówień wzrosła czternasty miesiąc z rzędu osiągając poziom nieobserwowany od lutego 2015 r. Silny wzrost został wypracowany głównie poprzez popyt krajowy, jednakże eksport nadal wykazuje silną tendencję wzrostową. Liczba nowych miejsc pracy w sektorze rośnie nieprzerwanie od sierpnia 2013 r. a jej grudniowy odczyt jest najwyższy od 7 miesięcy.

W grudniu nadal widoczna była presja na łańcuchy dostaw, a odczyt opóźnień dostaw był jednym z najwyższych w okresie ostatnich 7 lat. Wzrost kosztów produkcji był co prawda niższy od listopadowego odczytu, niemniej pozostaje na historycznie wysokich poziomach. Ceny pobierane za wyroby gotowe wzrosły szybciej niż koszty produkcji.

W sektorze panują pozytywne nastroje, a za ich przyczynę ankietowani wskazują dobrą sytuację w polskiej gospodarce, inwestycje w bardziej wydajny sprzęt oraz wprowadzanie nowych produktów.

Michał Mordel, Analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Wyniki na rynkach finansowych z roku 2017 będzie ciężko powtórzyć

Rok 2017 na większości rynków finansowych był udany. Zyskiwały główne rynki, w tym rynki akcji w Europie i w Stanach Zjednoczonych.

Przełożyło się to też na polski rynek kapitałowy (WIG20 +26% r/r) – w szczególności pierwsze półrocze było bardzo dobre na GPW. Bardzo dobre wyniki dały też rynki walut, w tym walut wschodzących, gdzie polski złoty [PLN] wyraźnie umocnił się nie tylko wobec słabnącego dolara, franka czy funta, ale też wobec mocnego euro. Polski złoty był jedną z mocniejszych walut 2017r.

Co ciekawe obserwowaliśmy też wzrosty na rynku metali szlachetnych m.in. złoto. Pytanie zatem czy najbliższych miesiącach i całym 2018 roku możemy liczyć  na kontynuację wzrostów? Zdaniem dr Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty z XTB, przyszły rok nie będzie już tak dobry.

–  Rok 2018 nie będzie równy dobry, i oczekiwanie kontynuowania wzrostów byłoby dużym wyrazem optymizmu, co nie oznacza jednak że ten rok będzie katastrofalny. Oczekiwał bym że wzrosty walut, czy wzrosty na giełdach będą miały mniejszą skalę, pojawi się też więcej zmienności – mówi w rozmowie z MarketNews24 ekspert.

– Jesteśmy w dość zaawansowanej fazie cyklu koniunkturalnego, który trwa od prawie dobrej dekady zacznie prędzej czy później napotykać na bardziej istotne przeszkody – polityka pieniężna, gdzie banki centralne mają coraz większa presję na podnoszenie stóp procentowych – w stanach zjednoczonych już ten proces się rozpoczął, w europie, możliwe ze ten proces będzie opóźniony o kilka kwartałów. To zwykle nie jest dobre dla rynków przyzwyczajonych do długiego okresu „taniego pieniądza” – dodaje ekspert

Dodatkowo na wielu rynkach mamy napiętą sytuację na rynku pracy, gdzie w większości rozwiniętych krajów jeszcze nie nastąpił wzrost wynagrodzeń, co oznacza istotny wzrost kosztów wytwórczych dla przedsiębiorców.

Istotnym elementem zagrożenia dla wzrostów na rynkach mogą być ceny ropy naftowej, to w szczególności jest istotny czynnik dla rynków azjatyckich i europejskich będących importerem energii.

Prognozy makro – styczeń 2018

Publikowane w styczniu dane makroekonomiczne mają potencjał do wielu niespodzianek, ponieważ poza utrzymującym się w ostatnich miesiącach trendem ożywienia gospodarczego będą na nie oddziaływały silne efekty kalendarzowe (dwa dni robocze mniej niż w grudniu 2016r.) oraz (dla części publikacji) zdarzenia jednorazowe.Prognozy makro – styczeń 2018

Nasza prognoza inflacji CPI (wstępne dane dziś, finalny odczyt 15 stycznia) plasuje się nieznacznie poniżej rynkowego konsensusu odzwierciedlając niższą ścieżkę cen żywności i spadek inflacji bazowej do 0,8% r/r (konsensus zakłada jej stabilizację na poziomie 0,9% r/r).

Saldo rachunku obrotów bieżących (publikacja 15 stycznia) zamknie się w naszej ocenie wysoką nadwyżką (prognoza powyżej konsensusu) wynikającą ze wzrostu dodatniego salda handlowego i wysokich napływów środków z UE.

Uwagę przyciągną z pewnością dane z rynku pracy (publikacja 17 stycznia). Silniejszy od prognoz wzrost zatrudnienia w listopadzie i wysokie wskazania indeksu PMI sugerują, że w grudniu liczba etatów ponownie wzrosła o 4,5% r/r (prognoza zgodna z konsensusem). Więcej niepewności niesie odczyt wynagrodzeń, na które niekorzystnie wpływać będzie liczba dni roboczych, a pozytywnie zapowiedziane wzrosty płac w wielu branżach, czy dodatki do wynagrodzeń (m.in. w motoryzacji). W naszej ocenie te korzystne elementy przeważą prowadząc do dalszego wzrostu dynamiki płac (prognoza wyraźnie powyżej konsensusu).

Niekorzystny układ kalendarza zaważy w naszej ocenie na danych o produkcji przemysłowej i budowlanej, dla których nasze prognozy plasują się poniżej rynkowego konsensusu. Pozostajemy nieznacznie bardziej optymistyczni w prognozach sprzedaży detalicznej, której wysoki odczyt w listopadzie w naszej ocenie był dowodem siły trendu, a nie przesunięciem przedświątecznych zakupów z grudnia na listopad.

Źródło: PKO Bank Polski

 

Huckleberry Games S.A. planuje wydać 2 kolejne gry

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, która zadebiutowała w grudniu 2017 r. na rynku NewConnect, chce wydać w najbliższych dwóch latach kolejne gry. Emitent zamierza w ten sposób dywersyfikować swoje portfolio i realizować strategię rozwoju.

Pierwszą z planowanych produkcji będzie gra mobilna o roboczym tytule „Creatures and dungeons” przeznaczona na urządzenia z systemem operacyjnym iOS oraz Android. Huckleberry Games S.A. od kilku tygodni pracuje przy produkcji tej gry mobilnej, której adresatami będą nastolatkowie, lubiący aktywne i emocjonujące rozrywki wymagające ruchu. Jej wydanie zostało zaplanowane na 2018 r.

Kolejną grą, którą zamierza wyprodukować Spółka jest gra komputerowa przeznaczona na komputery PC oraz konsole PS4, Xbox One, Nitendo Switch o roboczej nazwie „Stay Hungry”. Będzie to produkcja z gatunku RPG oferująca otwarty świat. Huckleberry Games S.A. chce stworzyć algorytm symulujący realne zachowania postaci starowanych przez komputer. Dzięki temu przy każdej nowej rozgrywce w świecie gry będą występować inni bohaterowie. Premiera tej produkcji została przewidziana na przełom 2018 i 2019 roku.

„Dokładamy wszelkich starań, by każdy nasz produkt był przełomowy w jakimś obszarze. „Creatures and Dungeons” oraz „Stay Hungry” będą posiadały zarówno sprawdzone, lubiane, jak i innowacyjne właściwości rozgrywki. Celujemy w młodszych (Creatures and Dungeons), jak i dorosłych graczy (Stay Hungry oraz Edengrad). Chcemy mieć reprezentacyjną grę w dominujących gatunkach na rynku, a mianowicie: Role-Playing Games, MMORPG oraz popularnej ostatnio rzeczywistości rozszerzonej na platformy mobilne. Odpowiadamy na gigantyczny popyt, jednocześnie wprowadzając w każdy z tych gatunków coś nowego, ale pasującego do ogólnej konwencji.” – ocenia Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

Huckleberry Games S.A. zadebiutowała w dniu 21.12.2017 r. na rynku NewConnect.  Z oferty publicznej akcji serii E Spółka pozyskała ponad 2 mln zł, które zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia mobilne.

W kwietniu 2017 r. Emitent rozpoczął sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, czyli w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry. Gra „Edengrad” jest cały czas rozwijana i od czasu jej premiery wprowadzono do niej ponad 30 aktualizacji oraz patchów – głównie po sugestiach graczy. W tym czasie w prasie oraz w social mediach pojawiło się ponad 3.800 wzmianek o tej produkcji i ponad 3.850 filmów na YouTubie. W listopadzie br. opublikowanych zostało także ponad 30 streamów gry.

W październiku 2017 r. Huckleberry Games S.A. otrzymała dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki umożliwią Spółce realizację nowego oraz innowacyjnego projektu związanego ze stworzeniem Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ). Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji sięga 1.578 tys. zł. Pozyskanie przez Emitenta dofinansowania stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju w zakresie rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.

Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Spółki. Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES.

Technologia stanie się bardziej ludzka – trendy na 2018 r.

  • Konsumenci oczekują, że interakcje technologiczne będą kontrolowane przez intonację, wyraz twarzy i język ciała
  • Słuchawki staną się akcesorium używanym przez 24 godziny na dobę, nawet podczas snu
  • 51 procent użytkowników rzeczywistości rozszerzonej / rzeczywistości wirtualnej uważa, że sztuczna inteligencja (AI) sprawi, że reklamy będą nie do odróżnienia od rzeczywistych produktów

Eksploracja przyszłości z punktu widzenia wczesnego użytkownika, Ericsson (NASDAQ: ERIC) ConsumerLab przedstawia siódme wydanie corocznego raportu dotyczącego trendów, 10 trendów konsumenckich na rok 2018 i później.

Raport wskazuje na zmianę paradygmatu, gdyż konsumenci oczekują technologii cyfrowych funkcjonujących coraz bardziej na ludzkich zasadach. Język ciała, wyraz twarzy i intonacja uzupełnią głos i dotyk w kontrolowaniu interakcji konsumentów z urządzeniami technicznymi, ułatwiając dostosowanie do stale rosnącego tempa zmian technologicznych.

Oto 10 trendów na rok 2018 i później

  1. Ciało jako interfejs użytkownika: Ponad połowa obecnych użytkowników inteligentnych asystentów głosowych jest przekonana, że będziemy używać języka ciała, ekspresji, intonacji i dotyku do interakcji z urządzeniami technicznymi tak, jakby były innymi ludźmi. 2 na 3 osoby uważają, że stanie się to w ciągu najbliższych 3 lat.
  2. Wzbogacone słyszenie: 63 procent konsumentów chciałoby słuchawek tłumaczących języki w czasie rzeczywistym. 52 procent chce blokować odgłosy chrapania członka rodziny.
  3. Wieczni nowicjusze: 30 procent uważa, że nowe technologie wymagają wciąż nowych umiejętności. Ale to pozwala nam szybciej stawać się ekspertem. 46 procent twierdzi, że Internet pozwala im szybciej niż kiedykolwiek wcześniej uczyć się i zapominać umiejętności.
  4. Informacje społecznościowe: Media społecznościowe są nadużywane przez tradycyjnych nadawców. Ale połowa konsumentów twierdzi, że AI byłoby przydatne w sprawdzaniu faktów zamieszczanych w sieciach społecznościowych.
  5. Inteligentne reklamy: Reklamy mogą stać się zbyt inteligentne z korzyścią dla siebie. Ponad połowa użytkowników rzeczywistości rozszerzonej (AR) / rzeczywistości wirtualnej (VR) uważa, że reklamy staną się tak realistyczne, że ostatecznie same zastąpią produkty.
  6. Niepokojące możliwości: 50 procent twierdzi, że trudność w odróżnieniu człowieka od maszyny wzbudza ich niepokój. 40 procent byłoby zaniepokojonych smartfonem, który reaguje na ich nastrój.
  7. Zrelaksowane społeczeństwo: 32 procent studentów i osób pracujących uważa, że nie potrzebuje pracy, by wieść sensowne życie. 40 procent chciałoby mieć robota, który pracowałby i zarabiał, dając im więcej wolnego czasu.
  8. Wewnątrz zdjęcia: Wyobraź sobie, że możesz wejść do zdjęcia i ożywić wspomnienie. 3 na 4 osób uważa, że w ciągu zaledwie 5 lat będą używać rzeczywistości wirtualnej, by „wchodzić” do zdjęć na smartfonie.
  9. Powietrzne ulice: Ulice miasta są zakorkowane, ale niebo pozostaje wolne. 39 procent uważa, że miasta potrzebują sieci drogowej dla dronów i latających pojazdów. Ale prawie tyle samo obawia się, że dron spadnie im na głowę.
  10. Naładowana przyszłość: Mobilny świat przyszłości wymaga zasilania. Ponad 80 procent uważa, że w ciągu zaledwie 5 lat będziemy mieć wydajne baterie, które położą kres problemom z ładowaniem.

Michael Björn, szef działu badań, Ericsson Consumer Lab, powiedział: „Wkraczamy w przyszłość, w której urządzenia nie mają przycisków i przełączników ani nie muszą być sterowane cyfrowo za pomocą smartfona. Ta zmiana może być konieczna, ponieważ ludziom będzie trudno nauczyć się nowego interfejsu użytkownika dla każdego urządzenia podłączonego do Internetu przedmiotów.

Dziś musisz znać wszystkie funkcje urządzeń, z których korzystasz. W przyszłości to urządzenia będą znać Ciebie. Aby stało się to rzeczywistością, urządzenia muszą być w stanie przekazywać złożone dane interakcji z człowiekiem do przetwarzania w chmurze i odpowiadać intuicyjnie w ciągu milisekund, co zwiększa wymagania w zakresie łączności następnej generacji”.

Informacje zawarte w raporcie 10 gorących trendów konsumenckich na rok 2018 przygotowało prowadzące od ponad 22 lat globalne działania badawcze Ericsson ConsumerLab na podstawie danych z ankiety online dla zaawansowanych użytkowników Internetu, przeprowadzonej w 10 wpływowych miastach na całym świecie, w październiku 2017 roku. Chociaż badanie reprezentuje opinie jedynie 30 milionów obywateli, ich profil wczesnego użytkownika sprawia, że są one cennym wkładem w zrozumienie przyszłych trendów.

Zmiany w unijnych przepisach o delegowaniu pracowników uderzą w polski transport. Firmy mogą być zmuszone do zakładania oddziałów w innych krajach

Zmiany w unijnych przepisach o delegowaniu pracowników uderzą w polski transport. Firmy mogą być zmuszone do zakładania oddziałów w innych krajach 6

Planowane zmiany w przepisach dotyczących pracy kierowców w Europie wciąż budzą sprzeciw Polski i branży transportowej. Zdaniem przedsiębiorców część regulacji jest nie do zrealizowania, a inne mogą w efekcie zaszkodzić polskiej gospodarce.

– Regulacje dotyczące pakietu mobilności i pracowników delegowanych, które zostały nam zakomunikowane, oczywiście nie w ostatecznej wersji, powodują dużą niepewność i brak możliwości zaplanowania strategii działania na przyszłość – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Załubski, prezes firmy logistycznej ZET Transport. – Na pewno wiąże się to z o wiele większymi kosztami w zakresie administracji, z koniecznością raportowania różnego rodzaju regulacji w poszczególnych krajach, które według obecnego stanu wiedzy wydają się totalnie nie do spełnienia.

Komisja Europejska zaproponowała pod koniec maja wprowadzenie regulacji, które w efekcie zmniejszą konkurencyjność polskich firm transportowych, będących znaczącym graczem w branży międzynarodowych przewozów na Starym Kontynencie. Złożą się one na tzw. pakiet mobilności. Zakłada on m.in. konieczność płacenia kierowcom przynajmniej pensji minimalnej kraju, w którym aktualnie przebywa, o ile spędza na jego terenie więcej niż trzy dni w miesiącu. To nie tylko wyższe koszty, lecz także konieczność gruntownej znajomości przepisów w różnych krajach.

– Najbardziej niekorzystny czy wręcz niemożliwy do spełnienia dziś element, to konieczność płacenia składki na ubezpieczenie społeczne od pracownika w kraju przyjmującym – mówi Załubski. – Jak będzie to zdefiniowane w Niemczech, Austrii, we Francji, we wszystkich krajach, które są inicjatorem takiego a nie innego uregulowania, tego jeszcze nie wiemy, to dziś jest najbardziej niekorzystny i kosztowy element, który nam zagraża.

Dodaje, że według projektu po trzech dniach pracownik miałby podlegać pod regulacje kabotażowe (kabotaż to transport między krajami trzecimi bądź wewnątrz jednego kraju) i po okresie 12, 18 czy 24 miesięcy wszystkie składki na ubezpieczenie społeczne będą musiały być odprowadzane do kraju przyjmującego.

– Wydaje się, że jeżeli te regulacje wejdą w takim kształcie, to może się okazać, że dla niektórych operacji w łańcuchu logistycznym czy w kwestii przepływu masy towarowej, wygodniejsze i prostsze będzie wykonywanie tych operacji na niemieckich, a nie polskich tablicach rejestracyjnych, w związku z tym będziemy zmuszeni do zakładania oddziałów czy spółek zależnych w poszczególnych krajach, co byłoby niekorzystne z punktu widzenia interesów gospodarczych Polski – wyjaśnia prezes ZET Transport.

Według Głównego Urzędu Statystycznego polskie firmy transportu drogowego wykonały w ubiegłym roku pracę przewozową 303,6 mln tonokilometrów, a to wynik o 11,2 proc. wyższy niż rok wcześniej. Szacuje się, że branża transportowa generuje nawet 10 proc. polskiego PKB. Dlatego Polska stanowczo sprzeciwia się projektowi zainicjowanemu przez kraje starej UE, a zwłaszcza Francję i Niemcy. Na początku grudnia podczas spotkania w Brukseli polskie stanowisko poparło trzynaście innych państw, w tym także Hiszpania, Portugalia, Wielka Brytania czy Irlandia. Ostateczny kształt przepisów ma być znany w ciągu roku od ogłoszenia wstępnych założeń, czyli do końca maja 2018 roku.

Oczywiście oprócz tych elementów, które spotykają nas w korelacji z przepisami UE, mamy też problemy branżowe na własnym podwórku – brak ludzi do pracy, brak kierowców, brak systemu szkolenia, niejednoznaczną sytuację prawną w zakresie wydawania pozwoleń A1 dla kierowców spoza UE, w tym przypadku kierowców ukraińskich czy białoruskich –  wylicza problemy przedsiębiorców Załubski. – To wszystko stwarza sytuację totalnej niepewności. 

Rosnące koszty materiałów i niedobór siły roboczej zaczynają się odbijać na cenach mieszkań. Przyszli nabywcy powinni się liczyć z podwyżkami

Rosnące koszty materiałów i niedobór siły roboczej zaczynają się odbijać na cenach mieszkań. Przyszli nabywcy powinni się liczyć z podwyżkami 7

W ciągu roku sprzedaż mieszkań wzrosła o jedną piątą, a popyt na nowe wciąż jest bardzo duży. Na rozpędzonym rynku nieruchomości nie brakuje ryzyka, jak choćby związanego z brakiem siły roboczej czy rosnącymi kosztami materiałów, które będą coraz bardziej wpływać na podwyżki cen mieszkań. Na rynku nie widać jednak znaczących oznak spowolnienia, nie mówiąc już o kryzysie – podkreślają przedstawiciele J.W. Construction.

 Mamy kolejny rekordowy rok. W okresie od października 2016 roku do października 2017 roku sprzedano ponad 70 tys. mieszkań, czyli ponad 20 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Mamy do czynienia z kołem, które szybko się toczy – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Szwarc-Sroka, członek rady nadzorczej J.W. Construction.

Jednym z czynników, które wpływają na wysoki popyt, są historycznie niskie stopy procentowe, które przekładają się na oprocentowanie i niską rentowność lokat bankowych. To w połączeniu z niepewnością co do innych form inwestowania spowodowało, że wielu Polaków zdecydowało się ulokować kapitał w nieruchomościach. Z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w 2016 roku już 51 proc. inwestujących Polaków wybrało nieruchomości jako formę lokowania kapitału.

 Nic nie wskazuje na to, żeby stopy procentowe miały wzrosnąć, przynajmniej w 2018 roku. Mamy więc nadzieję, że ta koniunktura będzie się utrzymywać. Jeżeli jednak tempo rzeczywiście będzie wolniejsze, to możemy mieć do czynienia ze spowolnieniem. Na pewno występują ryzyka. Już mamy problemy, jeśli chodzi o wykonawstwo. To jest normalne, bo brakuje rąk do pracy, rosną koszty wykonawstwa i koszty materiałów – na pewno jest to czynnik, który będzie miał wpływ na branżę – zauważa Małgorzata Szwarc-Sroka.

Podkreśla jednak, że rozpędzona koniunktura nie będzie się utrzymywać zawsze – wcześniej czy później na rynku mieszkaniowym należy się spodziewać spowolnienia.

 Na dziś nie ma żadnych podstaw, żeby mówić o kryzysie, porównując to do sytuacji sprzed kilku laty. Wtedy mieliśmy do czynienia z dużymi zakupami pakietowymi, inwestycyjnymi. Byli to inwestorzy zagraniczni, co gorsza płatności były w systemach tzw. 10/90, 20/80 – na początku były wpłacane zaliczki, a na końcu dopłat nie było. Stąd wszystkie te mieszkania wracały na rynek. Dzisiaj nie ma zakupów pakietowych, nie ma inwestorów zagranicznych, a płatności są bezpieczne, wpłacane w transzach. W dodatku mamy ustawę deweloperską, która chroni obie strony – mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Rosnące koszty budowy i materiałów oraz niedobór siły roboczej już zaczynają się odbijać na cenach mieszkań, zwłaszcza w ofercie deweloperów, którzy drogo pozyskiwali grunty pod budowę. W najbliższych miesiącach osoby, które planują zakup mieszkania, powinny się jednak spodziewać wyższych stawek.

 Ceny rosną, ale nie mamy do czynienia z gwałtownym ruchem. Jeżeli będą wzrastać ceny materiałów i usług, to nieuniknione jest przełożenie na ceny mieszkań. Pytanie tylko, w jakiej wysokości? Tak się składa, że mamy grunty kupione w stosunkowo niskich cenach, mamy jeszcze ten bufor, który pozwala nam na podwyżki. Gorzej pewnie u tych deweloperów, którzy kupili ziemię drogo. Tam pewnie należy się spodziewać wzrostu cen – prognozuje Małgorzata Szwarc-Sroka.

J.W. Construction korzysta z dobrej koniunktury. Deweloper buduje w tej chwili około 4 tys. lokali. W planach ma drugie tyle w nowych inwestycjach, które będzie rozpoczynać na bazie już posiadanych gruntów, kupionych po okazyjnych cenach.

W ciągu trzech pierwszych kwartałów tego roku deweloperska spółka znalazła nabywców na 1239 mieszkań (w porównaniu do 1171 lokali w tym samym okresie poprzedniego roku), odnotowując ponad 92 mln zł przychodów ze sprzedaży i zysk netto na poziomie 6,6 mln zł.

– Tempo sprzedaży w poszczególnych lokalizacjach było bardzo duże, co jest odzwierciedleniem całego rynku. Szczególnie jeśli chodzi o warszawską inwestycję na ulicy Kasprzaka – tam tempo było zawrotne, zarówno jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań, jak i lokali na wynajem, czyli mieszkań inwestycyjnych i aparthoteli. W dalszym ciągu jest dużo chętnych do inwestowania. Popyt na mieszkania, ale też na zakupy inwestycyjne mają całkiem spory udział w sprzedaży i wykazywanym progresie – mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Wyciągając wnioski z poprzednich kryzysów i rynkowych dołków, J.W. Construction zamierza dywersyfikować przychody i obok mieszkań i aparthoteli spółka włączy do oferty magazyny.

 Na kupionych wcześniej gruntach będziemy budować powierzchnię magazynową i parki logistyczne. Przygotowujemy się do tego, widzimy w tym dużą szansę. Mamy również sieć hoteli. Staramy się dywersyfikować nasze przychody, bo wtedy czujemy się bezpiecznie – mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

W nadchodzącym czasie deweloper rozpocznie też dwie nowe inwestycje w Gdańsku, skupi się też na swojej flagowej inwestycji w Warszawie, na rogu ulic Prymasa Tysiąclecia i Kasprzaka. W przygotowaniu jest kolejny etap inwestycji „Bliska Wola”, w którym powstanie 1,5 tys. mieszkań.

– Mamy działki na Białołęce, na ulicy Lewandów i Berensona, które będziemy chcieli zabudowywać. Co dla nas nietypowe, kupiliśmy również od PKO BP kamienicę do rewitalizacji w bardzo dobrym punkcie. Planujemy tam budowę co najmniej aparthoteli. Chcielibyśmy też pozyskać nowe grunty. Myślimy o jakiejś dużej działce w Warszawie i Krakowie. Jeśli chodzi o powierzchnie magazynowe, posiadamy 20 ha w Szczecinie niedaleko portu, gdzie jest możliwość dużej zabudowy, między 70–80 tys. mkw. powierzchni usługowej – mówi członek rady nadzorczej J.W. Construction.

Zakup aut elektrycznych coraz bardziej opłacalny. Rozwój rynku może jednak zablokować brak stacji ładowania i problemy z produkcją baterii

Zakup aut elektrycznych coraz bardziej opłacalny. Rozwój rynku może jednak zablokować brak stacji ładowania i problemy z produkcją baterii 8

W 2020 roku na świecie może jeździć od 9 do 20 mln pojazdów elektrycznych, a w 2025 roku – nawet do 70 mln sztuk. Problemem jest jednak brak odpowiedniej liczby stacji do ładowania, stosunkowo krótka żywotność baterii i ograniczone możliwości produkcyjne. Dla użytkowników pojazdy elektryczne mogą jednak oznaczać spore oszczędności. Z analizy Rohlig Suus Logistics wynika, że okres spłaty przy zakupie popularnych samochodów ciężarowych szacowany jest na 11–13 lat. Przy ciężarówce elektrycznej Tesli ten okres wynosi już ok. 7 lat.

– Trend elektromobilności dopiero się zaczyna w branży transportowej i komunikacji miejskiej. Są jednak dwa podstawowe problemy w rozwoju elektromobilności w przyszłości: infrastruktura stacji do ładowania, które na pewno są potrzebne, aby ta branża mogła się dużo mocniej rozwijać. Drugim największym wyzwaniem dla branży jest żywotność baterii i możliwości produkcyjne – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Iwo Chmielewski, dyrektor ds. rozwoju w Rohlig Suus Logistics.

W Polsce stacji do ładowania samochodów elektrycznych jest ok. 130, choć Rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności zakłada, że do 2020 roku ma powstać około 400 szybkich punktów ładowania samochodów i ok. 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy. Na Zachodzie, choć stacji ładowania jest kilkaset razy więcej, ich liczba jest wciąż niewystarczająca.

Wydajność pojazdów elektrycznych się zwiększa, dzięki stosowaniu nowych odmian baterii litowo-jonowych i żelowych. Wystarczą 3–4 godziny na naładowanie pojazdu, jednak baterie wymagają wymiany po przejechaniu określonej liczby kilometrów lub po kilku latach. Także możliwości produkcyjne są znacznie niższe niż przy spalinowych pojazdach.

– Przekonała się o tym m.in. Tesla, która deklarowała możliwości produkcyjne na poziomie 5 tys. aut tygodniowo, a była w stanie wyprodukować 200 aut w I kwartale i w obecnym tempie wyprodukowanie aut, które już zostały zamówione przez klientów zajmie im około 50 lat. W branży osobowych samochodów elektrycznych jest to ewidentnym problemem, w wypadku samochodów ciężarowych można się spodziewać tego samego – ocenia Piotr Iwo Chmielewski.

Barierą dla użytkowników może być stosunkowo wysoki koszt pojazdów elektrycznych, zwłaszcza w porównaniu do cen pojazdów spalinowych. Wysoką cenę równoważą jednak niższe ceny eksploatacji. Analiza Applied Energy wskazuje, że w Wielkiej Brytanii i kilku amerykańskich stanach po czterech latach użytkowania łączny koszt posiadania samochodu elektrycznego jest niższy niż w przypadku tradycyjnego pojazdu. Podobnie wygląda sytuacja przy pojazdach ciężarowych, na co wskazują badania Rohlig Suus Logistics. W 2020 roku ma ruszyć sprzedaż pierwszej elektrycznej ciężarówki z naczepą Tesli, która może zrewolucjonizować drogowy transport.

– Porównaliśmy nową ciężarówkę Tesla Semi z popularnymi ciężarówkami na tradycyjnych silnikach spalinowych. O ile rzeczywiście koszt zakupu elektrycznej ciężarówki jest nawet 50 proc. wyższy, to na kosztach eksploatacji samochodu zdecydowanie można się spodziewać odpowiedniego zwrotu. Paliwo może być nawet 60 proc. tańsze, jeśli chodzi o pobór energii elektrycznej, a dodatkowo przy wszystkich kosztach technicznych widzimy nawet ok. 30 proc. dodatkowych korzyści na bieżących kosztach obsługi technicznej, filtrów czy opon – wymienia ekspert.

Analiza wskazuje, że łączny koszt popularnej ciężarówki spalinowej wynosi ok. 535 tys. zł (wraz z kosztem leasingu, wykupu) przy 840 tys. zł w przypadku Tesli Semi. Koszt paliwa na przejechany kilometr w przypadku spalinowej ciężarówki to 1,12 zł przy 0,43 zł u Tesli. Tańsza jest też obsługa techniczna. W efekcie łączny koszt eksploatacji pojazdu wynosi 2,35 zł przy 1,68 zł w Tesli.

– Łącznie oceniamy okres spłaty elektrycznej ciężarówki na nawet do 40 proc. krótszy niż przy silnikach spalinowych, przy czym trzeba zaznaczyć, że będziemy mogli zobaczyć to dopiero w perspektywie 10–15 lat. Na chwilę obecną na polskim rynku transportowym raczej nie są wykorzystywane nowe samochody ciężarowe – wskazuje Piotr Iwo Chmielewski.

Pojazdy z napędem elektrycznym są przyjazne dla środowiska, nie wytwarzają spalin zawierających m.in. dwutlenek węgla, tlenek azotu czy drobnych cząstek. Według leonardo-energy.pl emisja węgla od szybu do kół to równowartość emisji zaledwie 78 g dwutlenku węgla w porównaniu do 185 g w przypadku silników benzynowych i 145 g w przypadku silników Diesla. Dlatego coraz więcej miast stawia na elektryczną flotę pojazdów komunikacji miejskiej. Warszawa chce, by do 2020 roku po ulicach jeździło 160 elektryków.

– Początkowa inwestycja w autobusy elektryczne jest znacząca, jednak nie spodziewałbym się, żeby miasto takie jak Warszawa zdecydowało się podnieść ceny komunikacji miejskiej ze względu na wyższą inwestycję. Ceny komunikacji miejskiej rosną bardzo długo, raczej spodziewałbym się, że Warszawa podniesie ceny opłat za parkowanie, które zdecydowanie zbyt długo utrzymują się na niskim poziomie – przekonuje dyrektor ds. rozwoju w Rohlig Suus Logistics.

Z danych Międzynarodowej Agencji Energii (raport „Global EV Outlook 2017”), pod koniec 2016 roku na całym świecie jeździło ponad 2 mln samochodów z napędem elektrycznym lub hybrydowym, z czego 60 proc. stanowiły auta osobowe na baterie. W 2016 r. łączna sprzedaż aut elektrycznych wyniosła globalnie 751 tys. sztuk. W 2020 roku na całym świecie może jeździć od 9 do 20 mln takich pojazdów, a w 2025 – nawet do 70 mln egzemplarzy. Zdaniem Chmielewskiego trudno się jednak spodziewać, by pojazdy elektryczne zastąpiły w ciągu kilku lat te spalinowe.

Analityka zmienia branżę PR. Bez nowoczesnych narzędzi trudno o skuteczną kampanię

Analityka zmienia branżę PR. Bez nowoczesnych narzędzi trudno o skuteczną kampanię 9

Cyfrowe media i digitalizacja wymuszają zmiany w branży public relations. Coraz większą rolę odgrywa analityka i zaawansowane narzędzia pozwalające zmierzyć skuteczność i odbiór kampanii oraz prowadzonych działań PR-owych. Właściwa analiza zebranych informacji jest też niezbędna w planowaniu strategii, które mają odpowiadać na potrzeby konkretnych grup docelowych. Dlatego firmy i agencje powszechnie korzystają nie tylko z monitoringu mediów, lecz także zaawansowanych analiz i badań PR-owych. 

– Wyzwaniami stojącymi przed branżą PR, które będą miały implikacje na kolejne lata, są postępująca cyfryzacja i digitalizacja. Jesteśmy coraz bardziej online, mamy cyfrowych odbiorców, a komunikacja zdecydowanie przechodzi w narzędzia cyfrowe i do internetu – mówi agencji Newseria Biznes Marta Pokutycka-Mądrala, dyrektor komunikacji korporacyjnej w Nationale-Nederlanden i przewodnicząca jury konkursu Złote Spinacze 2017.

Rosnące znaczenie cyfrowych mediów wymusza zmiany w branży public relations. Wśród trendów warunkujących jej rozwój eksperci wymieniają m.in. social media, influencerów, spadek społecznego zaufania do informacji i fake newsy. Wraz z cyfryzacją rośnie też rola analityki, która pozwala szczegółowo zmierzyć i ocenić skuteczność prowadzonych działań PR.

– To już nie tylko tradycyjny wskaźnik AVE [ekwiwalent reklamowy, jedno z podstawowych narzędzi mierzenia efektów działań PR – red.]. Coraz częściej mówi się o bogatych narzędziach analitycznych, które rzeczywiście będą mierzyły, na ile dane kampanie zmieniają postawy społeczne odbiorców – mówi Marta Pokutycka-Mądrala.

Na przestrzeni kilku ostatnich lat znacząco zmieniło się podejście firm i agencji do badań PR-owych. Jeszcze niedawno korzystały one głównie z podstawowych narzędzi: klasycznych raportów analizujących obecność medialną i plasowanie informacji prasowych w mediach.

– Od kilku lat obserwujemy bardzo dużą dynamikę zmian. Branża jest bardzo otwarta nie tylko na badania, które analizują efekty jej działań, lecz także na research, czyli dogłębne poznanie tematyki, które pomaga w konstruowaniu strategii medialnych i komunikacyjnych czy w badaniu grup docelowych – mówi Magdalena Tokaj, kierownik do spraw rozwoju badań Instytutu Monitorowania Mediów.

Dobry research, czyli zebranie odpowiednich informacji, oraz trafny insight, czyli właściwa analiza i ocena tych danych, pozwalają odpowiednio zaplanować kampanię i taką strategię działań PR-owych, która odpowie na potrzeby konkretnej grupy docelowej.

– Co można zyskać? Tak naprawdę wszystko: skuteczną komunikację i przede wszystkim realizację celów komunikacyjnych. Co można stracić? Możemy stracić tylko tyle, że nie wyważymy otwartych drzwi, nie zrobimy czegoś, co już wcześniej zostało wykorzystane przez inne podmioty – mówi Magdalena Tokaj.

Obok zaawansowanych narzędzi analitycznych i badań PR niezbędnikiem w pracy eksperta od komunikacji jest monitoring mediów. Pozwala być na bieżąco ze wszystkimi istotnymi informacjami, które pojawiają się w mediach – dotyczy to nie tylko prasy, radia czy telewizji, lecz przede wszystkim szerokiego spektrum mediów społecznościowych.

– Z drugiej strony monitoring mediów jest idealnym narzędziem, które pozwala zebrać dane na temat rynku, konkurencji czy naszej własnej marki. To umożliwia skuteczniejsze zaplanowanie pewnych działań czy prowadzenie komunikacji bieżącej. Jest to niezbędne narzędzie, aby sprawnie prowadzić relacje z mediami, dzięki któremu wiemy, gdzie, w jakim kontekście i jacy dziennikarze o nas piszą – tłumaczy Magdalena Tokaj.

Obok analityki i narzędzi umożliwiających mierzenie efektów działań PR w mediach jako główne trendy, które wkrótce będą mieć znaczący wpływ na tę branżę, Marta Pokutycka-Mądrala z Nationale-Nederlanden wymienia również storytelling. To umiejętność opowiadania historii przez markę, przekazywanie ciekawych treści, które będą przyciągać konsumentów i budować wiarygodność firmy. Kolejnym ważnym trendem jest employer branding.

– W Polsce zdecydowanie mówimy o rynku pracownika i coraz więcej osób pracujących w zespołach HR czy rekrutacjach sięga po narzędzia PR. Coraz częściej obserwujemy też ciekawe kampanie, które z jednej strony mają przyciągnąć talenty do organizacji, a z drugiej strony zbudować zaangażowanie pracowników już zatrudnionych. To trend, który wraz z rynkiem pracownika będzie się rozwijał i implikował ciekawe projekty z zakresu komunikacji – prognozuje Marta Pokutycka-Mądrala.