Ponad połowa Polaków uważa, że główną przyczyną zanieczyszczenia powietrza są spaliny samochodowe. Blisko jedna trzecia nie wie, które źródła ciepła emitują najwięcej zanieczyszczeń. Brakuje też wzajemnej kontroli społecznej – jedynie 23 proc. Polaków reaguje, gdy ktoś w ich pobliżu spala śmieci, z czego tylko 4 proc. zgłasza sprawę na policję lub do straży miejskiej – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Kantar Public na zlecenie Forum Rozwoju Efektywnej Energii (FREE).
Skąd te zanieczyszczenia?
Polacy zapytani o główne przyczyny zanieczyszczenia powietrza najczęściej wskazywali spaliny samochodowe (54 proc.); aż 38 proc. za główne źródło zanieczyszczeń uznało zakłady przemysłowe. Nieco ponad połowa Polaków (52 proc.) wskazała węgiel i pochodne środki grzewcze (koks, miał, flot) jako źródła ciepła emitujące najwięcej zanieczyszczeń. Chociaż można zauważyć wzrost świadomości w tym zakresie, mieszkania i domy wciąż są najczęściej ogrzewane właśnie w ten sposób – aż 45 proc. Polaków ogrzewa je węglem lub pochodnymi. Jedna piąta respondentów (19 proc.) do ogrzania domu używa drewna, 16 proc. – gazu ziemnego, a co dziesiąty Polak posiada ogrzewanie z sieci miejskiej. Tylko 2 proc. badanych używa przyjaznego środowisku gazu płynnego.
Panuje powszechne – i mylne – przekonanie, że główną przyczyną złej jakości powietrza w Polsce są spaliny samochodowe i emisja zanieczyszczeń z zakładów przemysłowych. Tymczasem pierwszoplanowym trucicielem w naszym kraju jest tzw. niska emisja, czyli indywidualne gospodarstwa domowe ogrzewane poprzez spalanie węgla, flotu, miału, ekogroszku, drewna i odpadów. Spalanie paliw stałych w ponad 5 mln pieców węglowych powoduje emisję do powietrza tysięcy ton toksycznych substancji. Co więcej, problem groźnego dla zdrowia zanieczyszczenia powietrza nie dotyczy tylko miast, występuje również na terenach wiejskich i nisko zurbanizowanych – mówi Natalia Rostkowska, rzecznik prasowy Gaspol SA, mecenasa Forum Rozwoju Efektywnej Energii (FREE).
Czym ogrzewamy?
Węgiel i pochodne środki grzewcze są wykorzystywane przede wszystkim przez właścicieli domów jednorodzinnych (67 proc.). Niepokojące statystyki dotyczą również mieszkańców wsi – aż 65 proc. z nich ogrzewa domy węglem lub pochodnymi, podczas gdy w mieście jest to co trzeci dom (32 proc.). W miastach powyżej 200 tys. wykorzystanie węgla do ogrzania budynków mieszkalnych spada do 14 proc. Wzrasta za to znaczenie sieci miejskiej – tę opcję wskazuje 31 proc. badanych, jednak co trzeci mieszkaniec tych miast nie wie, w jaki sposób dostarczane jest ciepło do jego budynku.
Jak przeciwdziałać zanieczyszczeniom powietrza?
Prawie połowa Polaków (49 proc.) jest zdania, że wymiana źródeł ciepła na niskoemisyjne wpłynęłaby na poprawę jakości powietrza i tym samym ograniczyłaby negatywne skutki zdrowotne, a 40 proc. badanych zdecydowałoby się na wymianę systemu ogrzewania, aby się do tego przyczynić. Chęć wymiany systemu ogrzewania na niskoemisyjny najchętniej deklarują mieszkańcy regionu północnego (50 proc.) oraz południowo-zachodniego (48 proc.). Nie są to jednak jeszcze deklaracje o powszechnym zasięgu – 30 proc. respondentów jest przeciwnych wymianie, a kolejne 30 proc. nie potrafi udzielić odpowiedzi. Innymi czynnikami, które miałyby pozytywnie wpłynąć na poziom zanieczyszczenia, są działania edukacyjne (27 proc.) oraz termomodernizacja budynków (24 proc.).
Smog a problemy zdrowotne
Co trzeci Polak (34 proc.) zauważa u siebie różne dolegliwości wywołane przez powietrze zanieczyszczone toksynami. Do najczęściej wymienianych należą: ataki kaszlu, duszności, swędzenie nosa i spojówek, złe samopoczucie, ból głowy. Średnio 45 proc. Polaków twierdzi, że nie odczuwa żadnych skutków zdrowotnych; w województwach południowych (małopolskie, śląskie) odsetek tych osób spada do 26 proc. Co piąty respondent (21 proc.) nie potrafi znaleźć powiązania pomiędzy zanieczyszczonym powietrzem a stanem zdrowia, co może świadczyć o niskiej świadomości wpływu jakości powietrza na zdrowie człowieka.
Co ty możesz zrobić?
Brakuje wzajemnej kontroli społecznej – tylko 23 proc. badanych reaguje, kiedy ktoś z otoczenia spala plastik, folię, gumę lub inne tego typu materiały, w tym 18 proc. respondentów zwraca uwagę danej osobie, a jedynie 4 proc. zgłasza sprawę straży miejskiej lub policji. Co trzecia osoba nie potrafi stwierdzić, w jaki sposób reaguje (29 proc.).
Działania i dostęp do informacji
Czy władze gmin i dzielnic prowadzą jakieś działania na rzecz poprawy jakości powietrza? Niezależnie od tego, jak faktycznie jest, większość mieszkańców nie dostrzega ich lub nic o nich nie wie. Aż 38 proc. respondentów nie potrafi powiedzieć, czy takie działania są prowadzone, a co trzeci twierdzi, że nie (29 proc.). Nie lepiej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o dostępność informacji na temat jakości powietrza – jedynie 5 proc. Polaków jest zdecydowanie przekonanych, że informacje na temat jakości powietrza w ich okolicy są łatwo dostępne, a aż 29 proc. nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Najchętniej wykorzystywanym źródłem informacji na temat zanieczyszczeń powietrza jest telewizja – pojawiła się w 55 proc. odpowiedzi. Internet wskazało 18 proc. respondentów, radio i prasę – odpowiednio 6 proc. i 4 proc. Warto podkreślić rolę działań informacyjnych, gdyż prawie co czwarty mieszkaniec naszego kraju (24 proc.) deklaruje, że nie interesuje się tematem jakości powietrza i nie poszukuje informacji na ten temat.
Zmiana świadomości społecznej, a w następstwie zmiana postaw to długotrwały proces, który wymaga działań na wielu płaszczyznach.
Badanie pn. Świadomość społeczna na temat zależności pomiędzy źródłem energii grzewczej a jakością powietrza i jego wpływem na zdrowie zostało przeprowadzone przez Kantar Public na zlecenie Forum Rozwoju Efektywnej Energii w dniach 13-18 października 2017 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1064 Polaków w wieku 15 i więcej lat.
Udziały procentowe zaokrąglone są do liczb całkowitych. Oznacza to, że w niektórych przypadkach, tj. w pytaniach jednoodpowiedziowych, wyniki mogą nie sumować się do 100%.












– Chciałbym serdecznie podziękować Tomaszowi Łapińskiemu za jego pełne zaangażowanie do ostatniego dnia sprawowania przez niego funkcji w zarządzie. A także za nieoceniony wkład w rozwój Ronsona we wszystkich obszarach działalności w ostatnich dziesięciu latach i stworzenie tak rozpoznawalnej marki. Staję na czele firmy znajdującej się w bardzo dobrej sytuacji finansowej, z doskonałym, doświadczonym zespołem oraz dużym kapitałem zaufania ze strony kontrahentów i inwestorów. Obejmując funkcję prezesa przejmuję tym samym olbrzymią odpowiedzialność. Wspólnie z pracownikami i pozostałymi członkami zarządu dołożymy wszelkich starań, by spełnić pokładane w nas oczekiwania. Jestem przekonany, że Ronson ma wszelkie atuty, by umacniać się na pozycji jednego z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Chciałbym zapewnić, że w naszych działaniach będziemy kierować się interesem wszystkich akcjonariuszy – powiedział Nir Netzer, nowo powołany prezes Ronson Europe.
Końcówka zeszłego miesiąca była bardzo udana dla złotego w relacji do euro. Kurs potaniał o blisko 10 groszy. Od początku listopada kurs jednak zastygł w wąskim paśmie wahań. Kurs oscyluje między 4,22 a 4,25. Bez wątpienia krajowej walucie pomagają twarde dane makro. Również projekcje dotyczące przyszłych wskazań wzrostu gospodarczego są coraz bardziej optymistyczne. Choćby dzisiaj poznaliśmy bardzo dobre dane na temat produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Z drugiej strony trzeba jednak pamiętać, że powoli gospodarka dociera do ściany. Mowa tu szczególnie o rynku pracy, gdzie widać rosnącą skalę braku rąk do pracy. Może to spowodować wyhamowanie wzrostu gospodarczego w kolejnych miesiącach. Co gorsza widać rosnącą presję na wynagrodzenia, co w efekcie może spowodować wzrost cen w gospodarce. Wyższa inflacja przy niższym wzroście gospodarczym jest sytuacją problematyczną a z taką może się zderzyć RPP w 2018 roku. Doskonale widać, jakie ma z tym problemy Bank Anglii bo w takiej sytuacji się znalazł. Póki co wspólna waluta zachowuje się dość spokojnie po informacjach z Niemiec gdzie próba utworzenia koalicji zakończyła się fiaskiem. Nieco słabsze jest więc euro na szerokim rynku. Ale jeśli okaże się, że konieczne jest rozpisanie nowych wyborów to z pewnością zobaczymy ucieczkę od kapitału z rynków wschodzących. Póki co EUR/PLN kieruje się na południe i zbliża się do wsparcia w postaci dolnego ograniczenia kanału.
Po przebiciu linii trendu spadkowego na CHF/PLN wydawało się, że to przynajmniej chwilowy koniec przeceny szwajcarskiej waluty. Nic bardziej mylnego, szybko kurs odreagował i powrócił do trendu spadkowego. Teoretycznie droga nawet do 3,50 byłaby otwarta. Jest jednak jedno poważne ale. Fiasko utworzenia nowego rządu przez Merkel może oznaczać wzrost ryzyka politycznego w Europie. Jest spora szansa, że zostaną rozpisane nowe wybory, a wtedy niepewność na rynkach musi wzrosnąć. Wtedy frank szwajcarski będzie pierwszym wyborem inwestorów. Oczywiście pozostaje opcja uformowania rządu mniejszościowego przez CDU. Co by nie mówić, póki co ucieczki do bezpiecznych przystani nie widać. Ale możliwe, że jeśli temat ten na dobre zagości w mediach CHF/PLN skieruje się na północ. Niemniej jednak kredytobiorcy frankowi i tak mają powody do zadowolenia gdyż frank pozostaje najtańszy od pamiętnego stycznia 2015. Linia trendu spadkowego pozostaje mocnym oporem.
USD/PLN znów znajduje się poniżej 3,60. Zeszły tydzień nie należał do udanych dla amerykańskiej waluty. Widzieliśmy spory ruch w górę na EUR/USD. Taka sytuacja przełożyła się właśnie na spadki USD/PLN z okolic 3,66 na poziom nawet 3,58. Cały czas o kształcie głównej pary decydują kwestie reformy podatkowej. Początkowo jeszcze w zapowiedziach z kampanii prezydenta Trumpa budziła ona spore nadzieje na rozruszanie wzrostu gospodarczego. Od pewnego czasu jednak dominują już tylko rozczarowania związane z tym tematem. Reforma dla przedsiębiorców może zostać wprowadzona dopiero od 2019 roku i to najbardziej wpłynęło na załamanie notowań dolara. Czekamy na głosowanie w Senacie ale na tę chwilę w przypadku głosowania pakiet ustaw by przepadł. Republikanie mają tylko dwa głosy przewagi z tym, że trójka z nich będzie za odrzuceniem. Obecnie wraz ze wzrostem ryzyka politycznego w Europie widać delikatne spadki na EUR.USD. Jest to wynik słabości euro więc na USD/PLN wielkiego wpływu to póki co nie ma. W tym tygodniu mamy minutki z EBC i Fed, które mogą nieco większą zmienność wywołać. Oporem i wsparciem będą odpowiednio górne i dolne ograniczenie kanału. Kluczowymi poziomami będą 3,70 i 3,51.
Nieco wyżej znajduje się dziś GBP/PLN. Pomogły brytyjskiej walucie doniesienia z BBC. Kanclerz skarbu powiedział, że Wielka Brytania jest bardzo bliska wyjścia z impasu w negocjacjach. Punktem spornym jest tzw rachunek za Brexit. UE domaga się 60 mld euro a rząd Theresy May oferuje “zaledwie” 20 mld. Nowe doniesienia mówią o chęci zwiększenia tej kwoty do 40 mld co mogłoby zbliżyć obie strony. Ustalenie tej kwoty jest krokiem milowym w przejściu do wydaje się najważniejszej kwestii a więc negocjacji handlowych. Jeśli tak się stanie to funt ma szansę zyskiwać.














