Hossa na giełdach w Europie Zachodniej i USA wciąż omija warszawski parkiet

Polska giełda pozostaje wrażliwa na przepływy krótkoterminowego kapitału zagranicznego. To oznacza, że sytuacja na warszawskim parkiecie może się szybko zmienić. Rozhuśtać GPW są w stanie także krajowi inwestorzy, co widać szczególnie przy okazji pierwszych ofert publicznych. Przyciągają one wielu inwestorów, którzy sprzedają akcje już w dniu debiutu.

 – Polska jest ciągle postrzegana jako rynek wschodzący. To oznacza, że jesteśmy w drugim albo w trzecim priorytecie, jeśli chodzi o lokację środków na giełdzie. A w przypadku jakichkolwiek zawirowań politycznych te pieniądze raczej szybciej niż później wychodzą z tego rynku. Mówię tutaj o inwestorach zagranicznych, którzy dzisiaj stanowią prawdopodobnie 40 proc., a może nawet około 50 proc. całego udziału w inwestycjach kapitałowych na rynku zorganizowanym – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Duszyński, prezes zarządu Capital One Advisers.

W rezultacie polski rynek kapitałowy nie jest jeszcze tak stabilny jak dojrzałe rynki w Europie Zachodniej i USA. Występuje przy tym dość osobliwa sytuacja, ponieważ z jednej strony krótkoterminowy kapitał zagraniczny może destabilizować polski rynek, a z drugiej, w obawie przed ryzykiem, ten sam kapitał inwestuje głównie w blue chipy, czyli największe spółki na GPW.

Mówimy o takich podmiotach, jak KGHM czy PKN Orlen. Wynika to z tego, że alokacja tych funduszy, którymi dysponują inwestorzy, jest z założenia nakierowana na duże podmioty. Oni też boją się wzrostów, spadków czy niestabilności uważają, że większe podmioty mają po pierwsze większą stabilność finansową, a po drugie gwarantują odpowiednią płynność, która w sytuacjach niepewności jest kluczowa i w związku z tym inwestują właśnie w takie firmy – uważa Duszyński.

W przypadku części dużych spółek czynnikiem zniechęcającym inwestorów zagranicznych może być polityka głównego udziałowca, czyli Skarbu Państwa. Sztandarowym przykładem jest inwestycja PGE w Opolu, którą forsował rząd prawdopodobnie wbrew interesom akcjonariuszy, ponieważ analizy zamówione przez spółkę nie wykazały jej celowości. Poza strukturą właścicielską inwestorzy muszą brać też pod uwagę ryzyko regulacyjne, jakie występuje w niektórych branżach, np. energetyce czy surowcach. Fundusze działające w skali międzynarodowej są jednak w stanie dywersyfikować takie specyficzne, lokalne ryzyko, nie rezygnując jednocześnie ze specjalizacji.

Są firmy, które inwestują na przykład w energię czy też pochodne energii, więc wiadomo, że taka firma chętniej zainwestuje w PKN Orlen jako dystrybutora tych nośników energii, a mniej chętnie w KGHM. Z kolei takie, które inwestują w surowce, to wiadomo, że przede wszystkim postawią na KGHM, a PKN Orlen może być w drugiej kolejności – uważa prezes Capital One Advisers.

W przeciwieństwie do polskich obligacji na razie nie widać dużego napływu kapitału zagranicznego na GPW. Wartość indeksu WIG20 jest niemal na tym samym poziomie, co roku temu. W tym samym okresie amerykański indeks S&P 500 oraz niemiecki DAX biły kolejne, rekordowe poziomy. Od grudnia widoczny jest zastój także na rynku pierwotnym, zwłaszcza pod względem wielkości ofert publicznych (IPO). PKP Cargo i Energa weszły na giełdę w ostatnim kwartale 2013 r. i były to ostatnie na tyle duże debiuty, które mogły interesować zagraniczny kapitał.

W przeszłości debiuty spółek na GPW (w tym zwłaszcza firm pod kontrolą Skarbu Państwa) przyciągały na giełdę spory kapitał, zarówno inwestorów instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Wysokie wzrosty cen akcji przy niektórych IPO zachęcały coraz większą rzeszę drobnych inwestorów do krótkoterminowej spekulacji. Popularny stał się pogląd, że debiut niezakończony wysokim wzrostem to debiut nieudany.

W Polsce jest zbyt duże przywiązanie do tej ceny i do tego momentu. Tak naprawdę to jest tylko bardzo mało ważny element w całej historii spółki. Liczy się to, co po debiucie, i to jest najważniejsze. Debiut udany zazwyczaj oznacza, że jest jakieś przebicie ceny w stosunku do ceny nabycia bądź objęcia akcji przed tym debiutem. To jest czysta spekulacja. Tutaj nie ma reguł – uważa Duszyński.

Debiut na regulowanym rynku nie jest zatem celem samym w sobie, tylko sposobem na zwiększenie możliwości rozwoju w średnim i dłuższym terminie. Z jednej strony rynek kapitałowy ułatwia spółce publicznej zdobycie funduszy w drodze emisji akcji lub obligacji, a z drugiej – bacznie obserwuje wyniki i decyzje podejmowane przez zarząd.

Według Marcina Duszyńskiego po debiucie spółka powinna osiągać lepsze przychody i zyski niż prognozy prezentowane w prospekcie emisyjnym.

Taka jest nasza zasada, bo wtedy mamy gwarancję, że zaufanie, które początkowo inwestorzy mają do spółki, które mimo wszystko jednak jest ograniczone, zostanie podtrzymane i rozwinięte, ponieważ spółka udowodni na rynku publicznym, że dotrzymuje słowa i że firma rzeczywiście rośnie – tłumaczy.

Polskie miasta wprowadzają inteligentne rozwiązania. Mają one zmniejszyć hałas, zanieczyszczenia i korki

CEO Magazyn Polska

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad pracuje nad Krajowym Systemem Zarządzania Ruchem, który łączyłby nową infrastrukturę drogową z inteligentnymi rozwiązaniami. Ma to poprawić płynność i bezpieczeństwo ruchu, a także komfort mieszkańców miast. W przyszłym roku mają ruszyć przetargi na główne elementy systemu, a rozpoczęcie jego działania na części sieci dróg krajowych planowane jest na 2020 rok.

Wydaje się, że budowa kolejnego tunelu czy mostu ułatwi możliwość przejechania przez miasto. Ale to jest ułuda. Dość szybko nowa infrastruktura jest konsumowana przez narastający ruch. Jeżeli celem naszych działań jest łatwy przejazd przez miasto, musimy zastosować rozwiązania, które na to pozwolą, i wybrać optymalny sposób wykorzystania infrastruktury oraz środków transportu – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services.

Cywiński podkreśla, że inwestycje infrastrukturalne stają się coraz przyjaźniejsze dla użytkowników. Niezwykle ważnym projektem jest Krajowy System Zarządzania Ruchem, nad którym pracuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Dzięki niemu możliwe stanie się szerokie wykorzystanie inteligentnych systemów transportowych. Jak ocenia Cywiński KSZR nie tylko poprawi bezpieczeństwo na drogach, lecz także zwiększy płynność ruchu. Dzięki inteligentnym systemom istniejąca infrastruktura zostanie odblokowana. To z kolei ma przełożyć się na zwiększenie komfortu życia mieszkańców miast.

Te rozwiązania, coraz częściej stosowane w polskich miastach, w Europie są już powszechnie znane. Dają efekt nie tylko w postaci tego, że łatwiej nam się żyje, lecz także że żyje nam się bezpieczniej, mamy mniejszy hałas, mniejsze zanieczyszczenie i możemy się łatwiej dostać w dowolne miejsce, gdzie prowadzimy interesy, mieszkamy, idziemy do restauracji czy teatru – przekonuje Cywiński.

Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi, dodaje, że innowacyjne rozwiązania miejskie to nie tylko kwestia infrastruktury. Poprawiają one atmosferę biznesową w mieście i zachęcają mieszkańców do tworzenia własnych propozycji.

Innowacyjne miasto to także innowacyjni przedsiębiorcy. Jesteśmy na etapie tworzenia inkubatorów dla przedsiębiorczości, wspierania start-upów, szczególnie tych, które działają przy wyższych uczelniach, a także budowy parków technologicznych, gdzie będzie można realizować swoje pomysły. To jest infrastruktura bardzo mocna i bardzo techniczna, natomiast jest jeszcze potrzebna dobra współpraca z wyższymi uczelniami albo z przedsiębiorcami w zakresie wspierania działań proinnowacyjnych – przekonuje Cieślak.

Marek Cywiński zauważa, że nowoczesne rozwiązania wymagają komunikacji pomiędzy miastem a mieszkańcami. W przypadku infrastruktury drogowej jest to możliwe m.in. dzięki specjalnym urządzeniom w samochodach. Dzięki nim mieszkańcy mogą bezgotówkowo opłacić parking lub wjazd do centrum miasta, a także poznać najlepszą drogę z uwzględnieniem informacji o korkach lub wypadkach. Cywiński ocenia, że już teraz w tę stronę zmierzają polskie instytucje i władze, a wkrótce zapewne innowacyjne rozwiązania przedstawią też producenci aut.

Chcielibyśmy w przyszłości wyeliminować w ogóle jakiekolwiek płatności gotówkowe w obrocie pomiędzy miastem a mieszkańcami. Czasem to sami mieszkańcy potrafią mieć fajne pomysły. W Łodzi na przykład zabytki mają aplikację, z której przy pomocy smartfona można dowiedzieć się wiele na temat tego miejsca i niepotrzebny jest przewodnik. Możliwości związanych z innowacyjnością i jej wykorzystania w życiu miasta jest naprawdę dużo, także w energetyce i komunikacji – podkreśla Cieślak.

Australijska firma Prairie Downs zbuduje kopalnię na Lubelszczyźnie

CEO Magazyn Polska

Australijska firma Prairie Downs Metals Limited wyda 680 mln dolarów na inwestycję związaną z wydobyciem węgla na Lubelszczyźnie. Spółka ma cztery koncesje rozpoznawcze, a budowa kopalni rozpocznie się w 2016 r. Dyrektor generalny ocenia, że dzięki nowoczesnym technologiom polskie kopalnie mogą być rentowne. Węgiel jeszcze przez wiele lat będzie jednym z głównych źródeł energii.

 – Mamy spore aktywa węglowe w Lubelskim Zagłębiu Węglowym w Polsce, które wykorzystamy do rozwoju – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Benjamin Stoikovich, dyrektor generalny Prairie Downs. – Przejęliśmy kontrolę nad koncesją węglową w połowie 2012 roku. Do tej pory wydaliśmy prawie 10 milionów dolarów na analizy i prace rozpoznawcze. Przewidzieliśmy szacunkowo, że nakłady inwestycyjne na projekt sięgną 680 milionów dolarów, a budowę rozpoczniemy w 2016 roku.

Australijska spółka ma cztery koncesje rozpoznawcze w bezpośrednim sąsiedztwie kopalni LW Bogdanka. Ich łączna powierzchnia to 182 km2. Na podstawie ponad 200 odwiertów w obrębie posiadanych koncesji i w ich sąsiedztwie Prairie Downs szacuje, że zasoby węgla mogą sięgać nawet 1,6 mld ton. Sąsiednia Bogdanka w 2013 r. wydobyła 8,35 mln ton węgla handlowego.

Stoikovich podkreśla, że nowe kopalnie węgla mają nadal szanse na rentowność, ale muszą być nowoczesne. To właśnie największa bolączka polskiego górnictwa.

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że tradycyjny polski przemysł górniczy jest od 20 lat w odwrocie. To, co my wnosimy, to nowoczesne podejście do przemysłu górniczego z użyciem najnowszych międzynarodowych technologii. Wierzymy, że rozwinięte kopalnie będą bardziej rentowne, będą generować mniejsze koszty i będą długofalową, opłacalną inwestycją dla Polski – zapowiada Stoikovich.

Dodaje, że presja na ochronę środowiska i redukcję zanieczyszczeń wpływa na zmiany w sektorze energetycznym. Pomimo nacisku na odnawialne źródła energii i energooszczędność, węgiel wciąż ma i będzie mieć duże znaczenie. Stoikovich prognozuje, że Europa będzie w coraz większym stopniu budować kompleksowy, oparty na wielu źródłach system energetyczny. Dzięki inteligentnym sieciom wykorzystywane będą zarówno źródła konwencjonalne, takie jak węgiel czy gaz, jak i energia słoneczna, wiatrowa czy z biomasy.

Sieć drogerii Dayli Polska planuje do końca przyszłego roku prawie dwukrotnie zwiększyć liczbę sklepów i zatrudnienie

0

CEO Magazyn Polska

Sieć drogerii Dayli Plus planuje zwiększenie liczby sklepów do minimum 300 do końca 2015 roku. To prawie dwa razy więcej placówek, niż dziś posiada firma. Dynamiczny rozwój sieci będzie wiązał się z równie szybkim wzrostem zatrudnienia. Przedstawiciele firmy liczą, że nowy model sprzedaży – drogerie typu convenience z szeroką gamą produktów i usług – zyska popularność wśród klientów.

Do końca 2015 r. chcemy posiadać co najmniej 300 sklepów. Do tej pory mamy 170, więc to oznacza wzrost o prawie 100 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Bromboszcz, dyrektor sprzedaży w firmie Dayli Polska. – Przejęliśmy firmę Schlecker pod koniec 2012 roku i od tego momentu bardzo mocno i dynamicznie rozwijamy się. Otworzyliśmy trzy sklepy w Krakowie, trzy w Warszawie. W samym tylko marcu otworzyliśmy cztery nowe sklepy.

Plany dynamicznego rozwoju sieci oznaczają równocześnie zwiększanie zatrudnienia.

Jesteśmy polską firmą, więc bardzo chcemy jak najwięcej kapitału zostawić w Polsce i dać pracę jak największej liczbie rodaków – przekonuje Dariusz Bromboszcz.

Dayli działa w formule convenience, a więc stara się lokalizować sklepy blisko miejsca zamieszkania klienta i oferować szeroką paletę produktów codziennego użytku. Oprócz kosmetyków i produktów drogeryjnych w sklepach można nabyć m.in. artykuły spożywcze czy higieniczne. W ofercie znajduje się obecnie ok. 5 tysięcy produktów.

Rozbudowujemy ofertę również poprzez sprzedaż usług. Mam nadzieję, że tym sposobem będziemy mogli w najbliższym czasie zdobywać coraz większą liczbę klientów – twierdzi Bromboszcz. 

W ofercie usług drogerii są m.in. doładowania do telefonów i usługi pocztowe. W niektórych sklepach dostępna jest także gorąca kawa, losy Lotto czy bilety komunikacji miejskiej.

Dayli chce także zwiększyć rozpoznawalność marki poprzez szeroko zakrojoną kampanię reklamową.

Oprócz naszej szeroko rozwiniętej strategii reklamy outdoorowej na pewno będziemy kontynuować reklamę telewizyjną – mówi Bromboszcz. –  Promują nas siostry Radwańskie i reklama cieszy się ogromnym powodzeniem. Jestem przekonany, że  jeżeli będziemy dalej współpracować, to będziemy jeszcze lepiej rozpoznawalni i coraz bardziej widoczni w telewizji i nie tylko – dodaje.

W Modlinie przybywa pasażerów. Lotnisko rozmawia o nowych trasach nie tylko z tanimi liniami

CEO Magazyn Polska

Jeszcze w tym roku lotnisko w Modlinie może pozyskać drugiego przewoźnika i chce obsłużyć 1,6-1,7 mln pasażerów. Port lotniczy rozmawia nie tylko z liniami niskokosztowymi i czarterowymi, lecz także z przewoźnikiem tradycyjnym i cargo. Szybki rozwój portu, który jest już szóstym największym lotniskiem w kraju i codziennie obsługuje 5 tys. podróżnych, świadczy o odbudowaniu wizerunku po półrocznym zamknięciu.

Statystyki ruchu lotniczego wskazują na bardzo dynamiczny rozwój naszego portu. Od momentu rozpoczęcia działalności obsłużyliśmy już 1,8 mln pasażerów, a w lipcu liczba ta przekroczy 2 mln. Codziennie obsługujemy 5 tys. pasażerów, miesięcznie już ponad 150 tys. pasażerów i liczba ta cały czas wzrasta – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Bojarska, rzeczniczka Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin.

Dzięki wzrostowi liczby pasażerów lotnisko w Modlinie, choć od ponownego otwarcia portu lotniczego minął niecały rok, jest już na szóstym miejscu w kraju. Za tę statystykę odpowiada tylko jeden przewoźnik – irlandzki niskokosztowy Ryanair, który jest monopolistą w Modlinie. Jednak Bojarska zapowiada, że jeszcze w tym roku Modlin może nawiązać współpracę z kolejną linią.

Rzeczniczka lotniska dodaje, że Modlin jest dobrze przygotowany nie tylko na obsługę kolejnych połączeń regularnych, lecz także przekierowań. Port udowodnił to pod koniec maja, gdy z powodu silnej burzy nad Lotniskiem Chopina do Modlina przekierowane zostały cztery embraery PLL LOT. 

Z uwagi na szybszy rozwój podwarszawskie lotnisko planuje kolejne inwestycje.

Ponieważ ruch lotniczy się rozwija, częstotliwość połączeń wzrasta i wchodzą nowe kierunki, a być może jeszcze w tym roku pozyskamy nowego przewoźnika, już teraz myślimy o rozbudowie terminala. Jedną z inwestycji w tym roku będzie zakupienie projektu rozbudowy terminala, który zostanie powiększony dwukrotnie o hale odlotów, dzięki czemu zwiększy się przepustowość z 3 do 6 mln pasażerów rocznie – zapowiada Bojarska.

Port lotniczy planuje też inne inwestycje w infrastrukturę, m.in. związaną z powiększeniem części ogrodzonej i budową punktu kontroli. Łączne nakłady w tym roku mają sięgnąć 36-38 mln zł.

Bojarska dodaje, że nowym przewoźnikiem w Modlinie niekoniecznie musi być linia niskokosztowa. Zauważa, że w trakcie kwietniowych targów Routes Europe w Marsylii wielu przewoźników było zainteresowanych tym lotniskiem. Oznacza to, że Modlin odbudowuje wizerunek nadszarpnięty półrocznym zamknięciem z uwagi na uszkodzenia nawierzchni pasa startowego. Lotnisko zostało po raz pierwszy otwarte w lipcu 2012 r., ale kilka miesięcy później, w grudniu 2012 r., na ponad sześć miesięcy port został zamknięty dla dużych samolotów. 

Jesteśmy przez większość przewoźników postrzegani jako nowo otwarte lotnisko. Co więcej, nie jesteśmy już postrzegani jako lotnisko przeznaczone wyłącznie do obsługi tanich linii lotniczych. Interesują się nami również przewoźnicy tradycyjni i przewoźnicy cargo, choć jak wiadomo osiągnięcie efektów tego typu kontaktów w postaci konkretnych połączeń jest procesem długotrwałym – mówi Bojarska.

Dodaje, że choć lotnisko zostało stworzone w celu odciążenia Lotniska Chopina w zakresie lotów niskokosztowych i czarterowych, jego szybki rozwój zaskoczył wszystkich. Bojarska ocenia, że nikt nie zakładał tak dużej liczby pasażerów w Modlinie w ciągu roku od ponownego otwarcia. Przypomina, że Modlin ma nie tylko niższe koszty operacyjne niż główne warszawskie lotnisko, lecz także w przeciwieństwie do niego może przyjmować samoloty przez całą dobę. Lotnisko Chopina ma ograniczenia dotyczące lotów w godzinach nocnych.

Modlin jest też pierwszym regionalnym lotniskiem z systemem precyzyjnego lądowania ILS kategorii drugiej, który umożliwia lądowanie w warunkach bardzo ograniczonej widzialności. Działa on tam od początku maja br.

Polski rynek nieruchomości wciąż przyciąga zagranicznych inwestorów. Głównie dzięki stabilnej gospodarce, ale także – niskim podatkom

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 2014-06-18 godz. 10:05

Niskie opodatkowanie komercyjnych inwestycji w nieruchomości sprawia, że zwiększa się atrakcyjność Polski dla zagranicznych inwestorów. Polskim rynkiem interesuje się wielu światowych graczy, co również świadczy o tym, że Polska jest uznawana za kraj stabilny gospodarczo. To daje rynkowi nieruchomości dobre perspektywy na przyszłość. Jednak eksperci oceniają, że coraz trudniej będzie utrzymać niski poziom opodatkowania inwestycji – zarówno ze względu na presję wewnętrzną, jak i zalecenia Unii Europejskiej.

Myślę, że biznesowo rynek będzie się dalej rozwijał. Może będą okresowe wahania, jak na przykład teraz w Warszawie, gdzie jest bardzo duża nadpodaż powierzchni biurowych i czynsze spadają. Będziemy też dążyć do jeszcze większej stabilizacji rynku, zbliżenia do bardziej dojrzałych rynków, jak Niemcy czy Francja, choć raczej nie londyńskie City – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Toński, partner w Crido Taxand, polskiej firmie doradczej należącej do międzynarodowej organizacji podatkowej Taxand. 

Niski poziom opodatkowania inwestycji w nieruchomości komercyjne sprawia, że Polska jest atrakcyjnym krajem dla zagranicznych inwestorów. Jak wynika z badania „T3” (Total Tax Take) przeprowadzonego przez Taxand w ponad 20 krajach świata, łączne obciążenie podatkowe kształtuje się na poziomie 4,41 procent ceny sprzedaży. Tym samym Polska jest pod tym względem liderem (dla porównania średnia w tym segmencie wynosi ponad 11 procent, a np. w Chile – ponad 15 procent). Polska jest zaliczana do atrakcyjnych krajów także ze względu na lokalizację dla inwestycji deweloperskich, gdzie udział podatków w ostatecznej cenie nieruchomości wynosi niecałe 12 procent (w tej kategorii Polska zajęła czwarte miejsce).

– Sprawdziliśmy w wielu krajach europejskich i głównych rynkach poza Europą, jaki procent ostatecznej ceny sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych zajmują podatki. Polska w tych rankingach wypada korzystnie. Poziom opodatkowania jest względnie niski, tj. podatki w niewielkim stopniu mają wpływ na ostateczną cenę. Generalnie na świecie podatki przy inwestycjach w nieruchomości są wyższe, co wpływa na wyższą cenę nieruchomości – zaznacza Toński.

W Polsce z podatkowego punktu widzenia opłaca się inwestować w nieruchomości przede wszystkim komercyjne. Ze względu na niskie podatki większość zarobków z wynajmu czy sprzedaży nieruchomości trafia do kieszeni inwestorów. Także z tego powodu nasz kraj cieszy się powodzeniem u zagranicznych inwestorów – w 2013 roku zostało przeprowadzonych wiele transakcji, łączna ich wartość przekroczyła 3 mld euro, w tym największa – dotycząca centrum handlowego Silesia o wartości około 400 mln euro i kilka transakcji biurowych, z których każda przekraczała 100 mln euro. Eksperci sądzą jednak, że w horyzoncie kilku lat pod względem poziomu opodatkowania inwestycji trudno będzie utrzymać obecną sytuację na rynku nieruchomości. Polski rząd sam szuka dodatkowych środków dla budżetu i uszczelnia przepisy, ale też presję wywołuje Unia Europejska, która uważa, że podatki i poziom ich ściągalności powinny być wyższe. 

Polski fiskus stara się różnymi metodami, czy rozważaniem nad wprowadzaniem klauzuli obejścia prawa, czy zmianami w przepisach dotyczących spółek komandytowo-akcyjnych, ograniczać możliwości obniżenia opodatkowania – mówi Toński.

Mniej korzystne opodatkowanie nie powinno jednak istotnie wpłynąć na aktywność zagranicznych inwestorów na polskim rynku. W tej chwili na rynku mocno obecni są już najwięksi gracze z rynku nieruchomości, duże fundusze niemieckie czy amerykańskie, i traktują one polski rynek poważnie, a nie jako źródło chwilowych i szybkich dochodów tylko dlatego, że podatki są niewielkie.

– Świadczy to o tym, że inwestorzy zagraniczni Polsce ufają, uważają, że tutaj można zarobić pieniądze, bo Polska może się rozwijać. Przede wszystkim sądzą, że nie stracą pieniędzy, bo nie będzie żadnych załamań rynku. Tu jest stabilne prawo, stabilna sytuacja gospodarcza, inwestorzy wiedzą, w co inwestują. To znak, że z perspektywy zagranicznych rynków kapitałowych sytuacja Polski jest postrzegana jako naprawdę dobra i stabilna, również na rynku nieruchomości – ocenia Paweł Toński.

Jak podkreśla ekspert z Crido Taxand, nie bez znaczenia jest fakt, że kryzys, jaki dotknął gospodarkę i branżę nieruchomościową kilka lat temu, był w Polsce mniej odczuwalny niż w innych krajach. Choć w latach 2009–2011 było mniej dużych transakcji, to od 2012 roku można zauważyć ich stopniowy wzrost. Wciąż inwestują zagraniczne fundusze inwestycyjne i emerytalne, a one – jak podkreśla Toński – inwestują wyłącznie w stabilne i bezpieczne rynki. Co więcej powoli na polski rynek wchodzi też np. kapitał chiński.

Rynek nieruchomości w Polsce jest dość zróżnicowany. W duże nieruchomości inwestują gracze szukający stabilnego zwrotu, bezpiecznego produktu, który zagwarantuje może nie duży wzrost wartości, ale stałe źródło przychodów i małe ryzyko utraty wartości nieruchomości. Natomiast mniejsze nieruchomości to często kapitał wyższego ryzyka. Gracz jest skłonny zaakceptować ryzyko i zainwestować w coś, co może się wydawać trudniejsze do sprzedaży, jeśli wierzy, że po pewnych zmianach jest w stanie sprzedać to drogo. W mniejsze obiekty inwestują też gracze mniejsi, bardziej elastyczni – podsumowuje Paweł Toński. 

Ponad 2/3 Polaków ma telefon z dostępem do sieci. Internet coraz częściej wygrywa z telewizją

CEO Magazyn Polska

Dwie trzecie internautów korzysta ze smartfona, a co czwarty jest użytkownikiem tabletu. Rosnącej popularności urządzeń mobilnych z dostępem do sieci towarzyszy wzrost zainteresowania treściami wideo w internecie. Polacy mają dość sztywnych ramówek telewizyjnych, dlatego coraz częściej filmy i programy oglądają właśnie online. Dzięki różnym przydatnym aplikacjom urządzenia mobilne stały się nieodłącznym towarzyszem podróży.

Z badania przeprowadzonego przez Google wśród ponad tysiąca internautów wynika, że 66 proc. z nich korzysta ze smartfona lub telefonu z dostępem do internetu. Dużo mniej, bo zaledwie 26 proc., zadeklarowało posiadanie tabletu.

W ostatnim czasie zaobserwowaliśmy ogromny przeskok na urządzenia mobilne, głównie na smartfony. Dla wielu użytkowników jest to podstawowy sposób dostępu do treści w internecie oraz podstawowe urządzenie, z którego korzystają – stwierdza Piotr Zalewski z Google Polska. 

Urządzenie przenośne z dostępem do internetu było też drugą najczęściej wybieraną przez badanych mężczyzn odpowiedzią na pytanie, co lub kogo zabrałbyś na bezludną wyspę. Odpowiedział tak co trzeci ankietowany. Na pierwszym miejscu znalazł się przyjaciel. Wśród kobiet 20 proc. badanych zabrałoby ze sobą takie urządzenie – częściej przyjaciela i nóż.

Widać, jak ważne dla nas jest to urządzenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Zalewski. – Ciekawie wygląda to także w kategoriach płci. Mniej kobiet używa smartfonów, natomiast te, które korzystają, bardziej intensywnie niż mężczyźni wykorzystują wszelkie funkcje społecznościowe i dzielą się zdjęciami.

Duże zainteresowanie wśród rodaków wzbudza możliwość oglądania materiałów wideo w sieci. 45 proc. respondentów przyznaje natomiast, że woli internet od telewizji. Sporym zainteresowaniem cieszy się także platforma YouTube, którą regularnie odwiedza 72 proc. użytkowników sieci. 

Wielu badanych sugeruje, że oglądanie wideo w internecie, w tym na platformie YouTube, zastępuje telewizję. Jest to dla nich pierwszy wybór. Subskrybują i stale oglądają niektóre kanały. Działa to jak prenumerata papierowej prasy – ktoś zainteresowany treściami dostaje nowe informacje o filmach na bieżąco. Coraz więcej osób śledzi wybrane kanały i wcale nie są one związane tylko z rozrywką. Według badań bardzo dużo osób zadeklarowało wyszukiwanie treści z kategorii „how to”, czyli wideoporadników – tłumaczy Zalewski.

Internet coraz częściej towarzyszy Polakom w podróżach – tych bliższych, jak komunikacją miejską (31 proc. badanych), jak i tych dalszych. 45 proc. ankietowanych zabiera urządzenie z dostępem do sieci na wakacje, a 18 proc. – korzysta z internetu podczas podróży służbowej.  

Chętnie też planujemy podróżowanie ze specjalnymi aplikacjami. Aż 82 proc. respondentów w Polsce przyznało, że sprawdza mapy internetowe przed wyjazdem. Natomiast 60 proc. Polaków zadeklarowało, że w podróżach zagranicznych używa aplikacji tłumaczących.

Sprawdzaliśmy również, jak respondenci wykorzystują aplikację po wyjeździe za granicę. Dla wielu osób dostęp do sieci jest bardzo ważny, dlatego szukają Wi-Fi lub kupują lokalne karty SIM, bo ceny roamingowe są za wysokie. Użytkownicy za granicą najczęściej korzystają z aplikacji Tłumacza Google oraz Google Maps – dodaje Zalewski.

Badanie wykazało, że mapy Google najczęściej służą do sprawdzania odległości między danymi lokalizacjami, wyszukiwania wskazówek dojazdu oraz okolic miejsca planowanego wyjazdu.

Badanie zostało przeprowadzone przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych w ramach projektu „Internet in everyday life”. Program realizowany był w pięciu krajach: Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech i w Rumunii. Ankietą objęto tysiąc użytkowników powyżej 15. roku życia.

Faktoring a zarządzanie ryzykiem finansowym w branży TSL

Brak środków obrotowych i długie terminy płatności to główna bolączka branży transportowej. Odpowiedzią na ten problem może być faktoring. Poza samym finansowaniem bieżącej działalności, usługa ta wspiera przedsiębiorców w zarządzaniu ryzykiem finansowym. Monitoring płatności i wywiad gospodarczy pozwalają uniknąć powstania zatorów finansowych, a także należności określanych jako trudno ściągalne.

W transporcie roszczenia przedawniają się po roku

Nieterminowe regulowanie należności stanowi problem w większości branż. Wraz z poprawą warunków makroekonomicznych sytuacja okresowo ulega poprawie. Przedsiębiorcy wciąż jednak walczą o klienta nie tylko ceną, ale i wydłużaniem terminów płatności. Mimo udzielania odbiorcom kredytów kupieckich, często tygodniami oczekują na wpływ gotówki. Odzyskanie należności na drodze sądowej to również długotrwały proces. Z raportu „Doing Business” Banku Światowego wynika, że średni okres oczekiwania na zapłatę od momentu skierowania pozwu wynosi w naszym kraju aż 685 dni.

W transporcie sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Opieszałość płatnicza odbiorców firm transportowych wynika z dużej konkurencyjności na rynku tych usług. Firmy wiedzą, że mogą dyktować warunki przewoźnikom, bo w każdej chwili znajdą firmę gotową przejąć obsługę ich transportu. Ponadto, zgodnie z polskim prawem, roszczenia dla usług transportowych przedawniają się już po roku. Z tego powodu bierność w dochodzeniu roszczeń jest szczególnie niewskazana, bo może oznaczać bezpowrotną utratę gotówki.

Faktoring jako prewencja przed powstaniem zatorów

Faktoring to często oferowane przewoźnikom narzędzie finansowania należności niewymagalnych, pozwalające otrzymać gotówkę z tytułu wystawionych faktur przed terminem płatności. Pełni często funkcję prewencyjną, przeciwdziałając powstaniu zatorów płatniczych. Taką rolę spełnia monitoring płatności, który wobec odbiorców klienta faktoringowego przejmuje instytucja finansująca. Polega on na tym, iż firma faktoringowa kontroluje terminowość wpłat, a w razie opóźnień monituje o ich dokonanie. Monitoring płatności działa dyscyplinująco na odbiorców. Scedowanie trudnego obowiązku kontrolowania płatności pozwala dodatkowo uniknąć napięć na linii dostawca usług – klient. W sytuacji braku wpływu należności to nie przewoźnik (oferent) upomina się o dokonanie zapłaty, ale zewnętrzny podmiot. Bieżąca kontrola finansów jest bardzo ważna w branży transportowej z uwagi na krótki okres przedawnienia roszczeń.

Szybka reakcja to sukces windykacji

W sytuacji braku płatności, skierowanie należności do windykacji na wczesnym etapie daje duże prawdopodobieństwo szybkiego wyegzekwowania zapłaty. Faktor zapewniają profesjonalną obsługę prawną transakcji, która w perspektywie znacząco wpływa na skuteczność odzyskiwania zaległych należności. Część firm faktoringowych oferuję również tzw. miękką windykację, a cześć posiada w swoich strukturach profesjonalnych windykatorów. Zlecenie windykacji jest w tym przypadku tańsze niż w standardowej ofercie rynkowej. Podobną jak monitoring rolę, pozwalającą uniknąć ryzyka w transakcjach handlowych, spełnia wywiad gospodarczy. Przeprowadzany przez instytucją finansującą, jeszcze przed udzieleniem finansowania wobec odbiorców klienta faktoringowego, wyklucza z finansowania klientów, z którymi współpraca wiązałaby się z ryzykiem niewypłacalności. Wdrożenie rozwiązania finansowego jakim jest faktoring, poza dostępem do kapitału obrotowego, w branżach podwyższonego ryzyka może znacząco wesprzeć menadżerów w zarządzaniu ryzkiem finansowych przedsiębiorstw.

Autorem tekstu jest Grzegorz Pardela – Dyrektor Handlowy i Członek Zarządu Pragma Faktoring SA.

Środki w programie „Mieszkanie dla Młodych” mogą przepaść z powodu zbyt niskich limitów cen mieszkań

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa środków przeznaczonych w tym roku na program „Mieszkanie dla Młodych” może przepaść. Jeśli rząd szybko nie wprowadzi okresowego podwyższenia limitów cen, zamiast planowanych 25 tys. rodzin z dofinansowania skorzysta jedynie ok. 10 tys. Na rynku brakuje mieszkań spełniających kryteria programu, najgorzej jest w Krakowie, Lublinie i Warszawie.

– Zgodnie z naszymi przewidywaniami zdecydowanie nie uda się wykorzystać całości limitu przewidzianego na ten rok – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich. – Dane Banku Gospodarstwa Krajowego o wykorzystaniu środków do końca maja potwierdzają ten scenariusz. Po pięciu miesiącach udało się wykorzystać 130 mln złotych, co stanowi niewiele ponad 20 proc. założonego limitu. Myślimy, że dobrniemy do około 270-280 mln złotych, co da około 10 tys. rodzin.

Zgodnie z rządowym założeniem w tym roku w ramach MdM miało zostać wydanych 600 mln zł. Oznaczało to dofinansowanie dla 24-25 tys. rodzin. Płochocki podkreśla jednak, że na rynku brakuje nieruchomości spełniających warunki programu. Problemem jest niski limit cenowy, w którym mieszczą się jedynie nieruchomości na obrzeżach miast i/lub w niskim standardzie.

Jeśli limit nie zostanie szybko, okresowo zmieniony, to środki na MdM przepadną, ponieważ dopłaty są realizowane ze specjalnie tworzonej rezerwy budżetowej. Zgodnie z prawem nie ma możliwości przeniesienia tych środków do kolejnego budżetu, co oznacza, że na koniec roku niewykorzystane fundusze wrócą do skarbu państwa i zostaną przeznaczone na inne cele.

Płochocki podkreśla, że wystarczy tymczasowe podniesienie limitów. Już w przyszłym roku deweloperzy dostarczą zapewne więcej mieszkań kwalifikujących się do zakupu w ramach MdM, choć młodzi nabywcy muszą pogodzić się z tym, że będą one położone na obrzeżach miast i zbudowane w niższym standardzie.

W tym roku ceny rynkowe są jednak znacznie wyższe niż limity programu. Ponad 20-proc. różnica między limitami a cenami rynkowymi występuje m.in. w Krakowie, we Wrocławiu i w Warszawie. W stolicy Małopolski prawie nie ma mieszkań, które kwalifikowałyby się do programu. Płochocki dodaje, że trudna sytuacja jest też w Lublinie.

– Limity cen mieszkań w Krakowie i Lublinie również od wielu lat są o wiele niższe niż realia rynkowe. W Krakowie jedynie około 4-5 proc. oferty w ogóle kwalifikuje się na potrzeby programu i stąd jest najsłabsze wykorzystanie, bo tam po prostu nie ma czego kupić. Najlepiej wygląda to natomiast w Trójmieście – mówi Płochocki. – Oczywiście ta oferta będzie z czasem rosła, więc to niewykorzystanie środków dotyczy tego roku, ponieważ z tegorocznej puli skorzystać mogą tylko mieszkania już gotowe lub te, które będą ukończone w 2014 roku.

Płochocki postuluje zwiększenie współczynnika, który jest jednym z czynników w wyliczeniu limitu ceny. Obecnie wynosi on 1,1, natomiast poziom 1,3-1,4 pozwoliłby lepiej wykorzystać tegoroczne środki. Mimo tych błędów Płochocki ocenia, że każdy program wsparcia dla młodych kupujących mieszkania jest wartościowy. Podkreśla, że duże zasługi w reklamowaniu MdM mają sami deweloperzy, którzy informują o tym, że ich mieszkania mieszczą się w limicie.

Idealny byłby program, w którym każdy młody Polak – niezależnie od tego, czy chce zamieszkać w małym, czy dużym mieście, czy blisko, czy daleko od centrum – mógłby skorzystać z jakiejś pomocy. Mogą to być np. ulgi podatkowe, które mogłyby dotyczyć większej grupy obywateli. Wydaje mi się, że to mogłoby być lepsze rozwiązanie. Natomiast sama idea wsparcia przez państwo młodych ludzi, którzy chcą kupić swoje pierwsze mieszkanie, jest na pewno bardzo dobra – ocenia Płochocki.

Od początku tego roku banki nie mogą już udzielać kredytów bez wkładu własnego. W tym roku minimalny wkład własny wynosi 5 proc., w przyszłym wzrośnie do 10 proc. To duża bariera dla młodych. W ramach MdM mogą oni liczyć na 10-proc. (osoby samotne i bezdzietne) lub 15-proc. (małżeństwa z dziećmi) dopłatę do maksymalnie 50 mkw. mieszkania.

Coraz szybszy rozwój crowdfundingu w Polsce – nowa inicjatywa GPW

CEO Magazyn Polska

Pięć miliardów dolarów  tyle pieniędzy zebrano w zeszłym roku na całym świecie dzięki crowdfundingowi. Idea zdobywania pieniędzy na realizację innowacyjnych przedsięwzięć poprzez drobne wpłaty od osób zainteresowanych projektem ma coraz więcej zwolenników. Również w Polsce mimo wciąż istniejących ograniczeń prawnych crowdfunding jest nadzieją dla rozwijającego się rynku start-upów. Uruchomienie własnej platformy crowdfundingowej zapowiedziała właśnie Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.

Jest to przede wszystkim narzędzie dla tych, którzy mają ciekawy pomysł, potrzebują kapitału, a nie spełniają jeszcze żadnych warunków, żeby skorzystać z klasycznych narzędzi rynku kapitałowego – mówi Adam Maciejewski, prezes GPW – Jak również nie mają chęci ani czasu na pokonywanie tych wszystkich procedur, które są na rynku kapitałowym czy w sektorze bankowym.

Jeszcze kilka lat temu crowdfunding kojarzony był bardziej z formą zbiórki, za którą ofiarodawcy w najlepszym razie otrzymywali gratyfikacje niefinansowe, jak gadżety czy umieszczenie ich nazwisk na produkcie w ramach podziękowań (np. za pomoc w wydaniu płyty czy książki). Była to też forma pożyczek. Obecnie staje się to coraz bardziej kapitałowym systemem, w którym w zamian za poniesione ryzyko inwestorzy otrzymują udziały w przedsięwzięciu, a w dłuższej perspektywie – szansę na realny zysk.

To jest trochę jak z ofertą publiczną, kiedy po prostu inwestorzy zainteresowani danym pomysłem mogą zainwestować swoje środki, czyli to jest idealne rozwiązanie łączące pomysłodawcę z drobnym inwestorem – wyjaśnia Maciejewski.

Na całym świecie działa ok. 800 serwisów crowdfundingowych. Crowdfunding najlepiej rozwija się w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Reszta świata dopiero zaczyna doceniać tę formę finansowania projektów.

Rynek amerykański jest tutaj mniej więcej dwukrotnie większy niż rynek europejski. Polska jest jeszcze daleko, jeżeli chodzi o popularność tej metody – mówi prezes GPW.

Najstarszym serwisem crowdfundingowym w Polsce jest PolakPotrafi.pl, który do tej pory zebrał ponad 3 mln złotych na prawie 900 projektów. Wpłaciło je prawie 40 tysięcy osób.

Jak na razie są ograniczenia kapitałowe dotyczące wielkości pozyskiwanych środków. To wynika z aktualnego brzmienia naszego krajowego prawa – wyjaśnia rozmówca Newserii Biznes. – Natomiast mam nadzieję, że to prawo zostanie jeszcze trochę zmienione i środki, które aktualnie można wykorzystać z wykorzystaniem crowdfundingu, będą trochę na wyższym poziomie.

Warszawska giełda również chce uczestniczyć w rozwoju crowdfundingu w Polsce. Razem z Miastem Stołecznym Warszawą i Aulą Polską, inicjatywą wspierającą start-upy, pracuje nad stworzeniem Warsaw Startup Space – przestrzeni miejskiej przyjaznej innowacyjnym przedsięwzięciom i mikrobiznesowi. Jednym z filarów tego projektu ma być właśnie platforma crowdfundingowa.

Wydobycie gazu łupkowego w Polsce może być nawet o jedną trzecią droższe niż w Stanach Zjednoczonych

CEO Magazyn Polska

Wydobycie gazu łupkowego w Polsce może być o 20–30 procent droższe niż w Stanach Zjednoczonych. Obecnie polskie firmy nie są w stanie tego dokonać samodzielnie i dlatego niezbędne są do tego odpowiednie zachęty. Konieczna jest także stabilna i przemyślana polityka państwa, a także prowadzenie wierceń poszukiwawczych.

Polska i polskie firmy nie mają wystarczających środków na to, żeby projekt gaz z łupków prowadzić samodzielnie, szczególnie w przypadku rozwiniętego projektu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sikora, prezes zarządu Instytutu Studiów Energetycznych. – Choć potencjalne przychody są wysokie, to naszego kraju nie stać na samodzielny projekt łupkowy – dodaje.

W zmianie tej sytuacji może zdaniem Andrzeja Sikory pomóc stabilna i przemyślana polityka gospodarcza państwa, a także wynikająca z niej polityka energetyczno-klimatyczna.

Chodzi o zdefiniowanie roli tych surowców, które już mamy, takich jak węgiel, i stymulację pozyskiwania innych, takich jak odnawialne źródła energii, energia jądrowa i przy okazji gaz – przekonuje Sikora. – Do wydobycia gazu łupkowego można zachęcać np. uznając, że powinien być on drugim po węglu najważniejszym dla nas surowcem.  

Instytut Studiów Energetycznych przygotował analizę porównawczą wydobycia gazu łupkowego w Polsce i Stanach Zjednoczonych.

W Stanach pięć lat temu też nikt nie wierzył, że kraj osiągnie samowystarczalność energetyczną dzięki łupkom, a w dodatku będzie je eksportować – mówi Sikora. – W Polsce też nikt w to nie wierzy, może z powodu niewystarczających danych. Tymczasem także my mamy szansę na wydobycie łupków, nawet jeśli nasza geologia jest nieco inna.

Według danych Instytutu Studiów Energetycznych polskie łupki są ukryte głębiej niż w Stanach Zjednoczonych. Między innymi z tego powodu ich wydobycie może być droższe o 20-30 procent, jeśli przyjmiemy podobną co w Stanach Zjednoczonych wielkość produkcji. Aby wydobycie w Polsce było opłacalne, konieczne jest zmniejszenie kosztów oraz zwiększenie produktywności.

Powinniśmy ułatwić wiercenia. Wiercenia poszukiwawcze powinny mieć zielone światło, zwłaszcza że nie wiążą się z nimi żadne niebezpieczeństwa społecznoekologiczne – twierdzi Sikora. – Trzeba także zdefiniować miejsca w Polsce, w których ewentualna produkcja mogłaby zostać wykonana w miarę szybko i tanio. Ważne, by przygotować społeczność lokalną i dać zachęty firmom, a nie czekać np. do 2020 czy 2030 r. – dodaje rozmówca Newserii Biznes.

Eksperci zwracają uwagę również na to, że proponowane przez rząd prawo może jeszcze bardziej zniechęcić firmy do szukania gazu łupkowego w Polsce. Od 2020 roku obciążenia związane z wydobyciem tego surowca mają sięgnąć 40 proc.

Procter & Gamble zaoszczędził miliard dolarów dzięki utylizacji odpadów

0

CEO Magazyn Polska

Firmom coraz bardziej opłaca się ograniczanie produkcji odpadów i niewyrzucanie ich na wysypiska. Wdrożenie takiej polityki wiąże się przede wszystkim z ponownym wykorzystaniem przetworzonych materiałów. Procter & Gamble w ten sposób zaoszczędził blisko miliard dolarów. Odpadów na wysypiska nie wysyła już 45 fabryk koncernu, w tym pięć w Polsce.

– Jesteśmy drugim krajem na świecie po Niemczech, gdzie wszystkie fabryki i magazyny Procter & Gamble osiągnęły status „zero waste going to landfill”, czyli status niewysyłania odpadów produkcyjnych na składowiska. Ma to istotny wpływ na środowisko, a także generuje duże oszczędności. Nasza firma na przestrzeni lat zaoszczędziła na tym około miliarda dolarów – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Justyna Rymkiewicz, rzecznik prasowy Procter & Gamble Polska.

Mniej odpadów to także mniejsza emisja dwutlenku węgla, co pozwala na uniknięcie kosztów. Przetworzone materiały pozwalają także na uniezależnienie od droższych materiałów nieodnawialnych. Dodatkowo firma poprawia swój wizerunek, bo coraz większa świadomość ekologiczna u konsumentów powoduje, że coraz częściej zwracają oni uwagę na politykę środowiskową firm.

Żeby móc prowadzić taką proekologiczną działalność, trzeba mieć klarownie zdefiniowaną i długoterminową politykę odpowiedzialności społecznej. Myślę, że coraz więcej firm również taką politykę czy też strategię definiuje – podkreśla Rymkiewicz.

Firma stawia na  generowanie jak najmniejszej ilość odpadów poprzez oszczędny sposób gospodarowania surowcami. Jeśli jednak powstają odpady, stara się je przekształcić w inne produkty.

Przykładem może być fabryka maszynek i ostrzy Gillette w Łodzi, gdzie odpadami są elementy plastikowych rączek do maszynki. We współpracy z naszymi partnerami przetwarzamy je w inne plastikowe produkty, np. doniczki czy wieszaki – mówi rzeczniczka Procter & Gamble Polska.

Część odpadów jest przetwarzana termicznie.

– W warszawskiej fabryce pieluszek Pampers 90 procent odpadów  ścinek kartonowych i plastikowych  jest utylizowanych i ponownie przetwarzanych. Z pozostałych 10 procent uzyskujemy energię cieplną, którą wykorzystujemy w dalszym procesie produkcji – tłumaczy Rymkiewicz.

Poddawane recyklingowi są także wykorzystywane w fabrykach i magazynie do składowania produktów drewniane palety – ze zniszczonych tworzy się panele podłogowe.

Praktycznie każdego dnia w naszych biurach, magazynach i fabrykach dbamy o to, by w jak najbardziej efektywny sposób wykorzystywać surowce, wodę i energię elektryczną oraz zarządzać odpadami – mówi rzeczniczka.

Na świecie już 45 spośród 60 fabryk koncernu nie kieruje odpadów na wysypiska. W Polsce wszystkie zakłady produkcyjne stosują się do tej zasady – fabryka pieluszek w Warszawie, dwie fabryki Gillette w Łodzi, fabryka produktów do pielęgnacji skóry w Aleksandrowie Łódzkim oraz centrum dystrybucyjne w Sochaczewie.

Wszystkie mają status zero odpadów na składowiskach. Oznacza to, że jeśli w procesie produkcyjnym pojawiają się odpady, staramy się je utylizować, nadać im drugie życie, aby nie wysyłać ich na wysypiska – podsumowuje Justyna Rymkiewicz.

Rośnie sprzedaż części samochodowych przez internet. Powstają e-platformy łączące sprzedaż i usługi naprawcze

CEO Magazyn Polska

Firmy motoryzacyjne dostarczające części samochodowe pracują nad zwiększeniem swojego udziału w rynku dzięki rozszerzaniu zakresu usług, szerokiej dystrybucji części oraz postawieniu na sprzedaż internetową, która w ostatnich miesiącach znacząco rośnie. Kluczem do sukcesu może być też łączenie usług sprzedażowych oraz pomocy przy naprawie auta.

Perspektywy dla rynku motoryzacyjnego wydają się być niezłe – uważa Robert Kierzek, prezes Inter Cars SA. – By skorzystać na tym wzroście, trzeba jednak szybko reagować na potrzeby klientów i w jakimś stopniu próbować samemu kreować rynek.

Internetowe sklepy z częściami i akcesoriami samochodowymi zdobywają coraz silniejszą pozycję na rynku. W sieci zaopatrują się zarówno warsztaty, jak i klienci indywidualni. Prezes zauważa, że aby zwiększać udziały w tym rynku, nie wystarczy już dobra oferta produktowa dla klientów, ale połączenie jej z innymi usługami.

Sprzedaż online stanowi ponad 40 proc. udziału w całości składanych zamówień. Głównie mówimy o biznesie B2B, czyli nasi klienci mają możliwość dobierania części poprzez elektroniczny katalog, którym dysponują. Składają zamówienia, my przygotowujemy towar, który do nich dostarczamy. Włącza się w to zamówienia z segmentu B2C, czyli od klientów indywidualnych, bo to jest dużo większy biznes – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Kierzek.

Dzięki temu klienci indywidualni mają możliwość samodzielnego zamówienia potrzebnych do samochodu części i komponentów. Inter Cars oferuje im jednak możliwość dostarczenia towaru do wybranego warsztatu, gdzie naprawa zostanie wykonana.

Poprzez platformę Motointegrator.pl chcielibyśmy łączyć użytkownika samochodu z warsztatem. Większość z firm działających w sieci to zwykłe sklepy. My mamy naziemną sieć dystrybucji, mamy współpracujące z nami warsztaty i chcemy te elementy naszego biznesu wzmocnić poprzez pozyskanie dodatkowych klientów z internetu. Naszym zadaniem jest, by użytkownik samochodu trafił w dobre ręce, które mu sprawnie i skutecznie naprawią auto – mówi Kierzek.

Zdaniem prezesa Inter Cars tego typu usługi będą stanowić coraz istotniejszy segment rynku. Oprócz umożliwienia wyboru prostych akcesoriów samochodowych, taki system przy poważniejszych naprawach skieruje kierowcę do serwisu, gwarantując jakość wykonanej w nim usługi i monitorując postępy w naprawie.

Dostawy mogą być również wysłane na adres wskazany przez klient. Jednak zdaniem firmy lepszym rozwiązaniem jest odbiór zamówionego towaru w jednej ze 160 filii IC na terenie kraju lub w wybranym przez klienta warsztacie, który w takim przypadku spełnia rolę punktu odbioru. Takie rozwiązanie ma szereg plusów, jak choćby możliwość obejrzenia towaru przed odbiorem czy zwrot towaru w punkcie, jeśli zachodzi taka konieczność.

Ten kanał sprzedaży sprawdza się przy takich częściach, jak wycieraczki, żarówki, wszelkiego rodzaju akcesoria czy bagażniki. Według prezesa Inter Cars, właściwe wykorzystanie internetu to jeden z elementów strategii „one stop shop” czyli „wszystko pod jednym dachem”.

Serwis motoryzacyjny korzystając z jednej platformy, może zaopatrzyć się nie tylko w części do naprawy pojazdów, lecz także we wszystkie potrzebne urządzenia i narzędzia. Może też przede wszystkim zdobyć potrzebną mu do działania wiedzę techniczną i dane techniczne potrzebne do napraw. Kolejne ogniwo tego łańcucha to kierowca. Chcemy wykorzystać siłę marki Inter Cars do tego, by zwiększyć intensywność korzystania z usług naszej platformy Motointegrator.pl służącej do zakupu części wraz z usługą wykonania naprawy w jednym ze współpracujących z nami serwisów samochodowych – wyjaśnia Kierzek.

Serwisy internetowe Inter Cars (jest ich 60) co miesiąc mają 2 mln unikalnych użytkowników. Już dziś dzięki wyszukiwarce warsztatów blisko 15 tys. klientów jest przekierowywanych do współpracujących z nami warsztatów. Spółka zapewnia, że inwestycja w rynek e-commerce pozwoli dodatkowo zwiększyć zasięg ofertowy, głównie dzięki rozbudowanej sieci punktów dystrybucyjnych w kraju i za granicą oraz rozwojem strategii „one stop shop”.

Co dziesiąty pacjent na świecie stosuje leki homeopatyczne. Mogą być bardzo skuteczne i wspierać lub zastępować tradycyjne leki

CEO Magazyn Polska

400 mln pacjentów na świecie korzysta z leków homeopatycznych, a 200 tysięcy lekarzy w swej codziennej praktyce ordynuje je swym pacjentom. Zwolennicy homeopatii podkreślają ważne miejsce leków homeopatycznych w wachlarzu terapii ordynowanych dzieciom i kobietom w ciąży. Przekonują też o jej skuteczności w leczeniu bólu, infekcji wirusowych, alergii, schorzeń systemu mięśniowo-szkieletowego czy depresji.

Zainteresowanie środowiska medycznego homeopatią to przede wszystkim efekt potwierdzonej 200 latami praktyki i 288 badaniami klinicznymi skuteczności tej grupy leków. Stąd apele o zwiększenie liczby miejsc na nowo utworzonym w Śląskim Uniwersytecie Medycznym podyplomowym studium homeopatii. Niezgodę na takie pozycjonowanie homeopatii wyraża Naczelna Rada Lekarska twierdząc, że nie ma przekonujących dowodów wartości terapeutycznej leków homeopatycznych i niezrozumiały jest mechanizm ich działania.

Homeopatia pozwala skuteczniej walczyć z chorobą, wzmacniając naszą odporność. W konsekwencji zmienia się odpowiedź organizmu na leczenie i nasza indywidualna reakcja na chorobę – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Peter Fischer z Royal London Hospital for Integrated Medicine, członek Rady Ekspertów ds. Homeopatii przy WHO i osobisty lekarz Królowej Elżbiety II.

Leki homeopatyczne są oficjalne, dopuszczone do obrotu po spełnieniu wszelkich obowiązujących w UE i Polsce kryteriów rejestracyjnych. Procedury te zgodne są z literą unijnego prawa farmaceutycznego. Zostały one uznane przez kompetentne organy za bezpieczne, skuteczne i dobrej jakości. Wiele krajów UE zdecydowało się nawet na całkowitą (Szwajcaria) lub częściową ich refundację (Niemcy, Francja, Włochy czy Belgia).

Są to leki, które mogą pomóc pacjentowi, ale ich stosowanie musi być zalecone przez specjalistę, który indywidualnie, po dogłębnym wywiadzie, dobierze je dla chorego. Dlatego tak ważna jest inicjatywa podyplomowego kształcenia lekarzy w tym kierunku – dodaje dr Leszek Borkowski, były szef Urzędu Rejestracji Leków, farmakolog.

Borkowski podkreśla, że leki homeopatyczne, jak każde inne, muszą być stosowane przez fachowców, a więc lekarzy potrafiących łączyć wiedzę z zakresu medycyny konwencjonalnej z wiedzą na temat homeopatii. Dodaje, że nie są to leki uniwersalne, ale w wielu przypadkach samodzielnie lub wespół z lekami tradycyjnymi (alopatycznymi) pomagają chorym.

400 mln ludzi korzysta z leków homeopatycznych, w związku z tym wydaje mi się, że nie można tak a priori zakładać, że leki są złe – mówi dr Borkowski. – Sam doświadczyłem ich skuteczności w powstrzymywaniu wymiotów po chemioterapii.

Eksperci podkreślają również, że leki homeopatyczne sprawdzają się w leczeniu dzieci, a w tym przypadku trudno mówić o efekcie placebo. 

Zarówno Fischer, jak i Borkowski zachęcają do dalszej dyskusji na temat homeopatii, ale liczą, że będzie ona oparta na faktach, a nie na emocjach.

W medycynie są różne trendy, różne kierunki, różne szkoły. Więc te dyskusje nie są niczym złym, a wręcz przeciwnie. Pamiętajmy jednak, że akademicki spór to jedno, a litera prawa to drugie; nie można zdjąć leku z rynku tylko dlatego, że się nie lubi jakiejś terapii i podważać zaufania do stosujących je lekarzy – podkreśla Borkowski.

Fischer dodaje, że w Europie Zachodniej homeopatia jest dobrze przyjmowana. W samej Francji istnieje 17 ośrodków akademickich, w których prowadzi się zajęcia dedykowane tej dziedzinie. Także w Polsce i Czechach następuje szybkie odbicie i wzrost popularności homeopatii. Ułatwiają to europejskie przepisy o harmonizacji rynku leków, dzięki którym możliwa jest sprzedaż na terytorium całej wspólnoty na podstawie jednego zezwolenia.

W Polsce ok. 60 proc. leków homeopatycznych jest dostępnych wyłącznie na receptę. Preskrypcji dokonuje dyplomowany lekarz, który powinien dysponować pogłębioną wiedzą o lekach homeopatycznych. Jak podkreślają specjaliści z tej branży, w Polsce brakuje jej w trakcie studiów medycznych. W tej sytuacji niezbędne są dodatkowe kursy podyplomowe.

Przybywa ofert pracy dla informatyków i handlowców. Wolniej za to rosną płace

CEO Magazyn Polska

Na rynku pojawia się coraz więcej ofert pracy. Szczególnie poszukiwani są pracownicy w branży IT, przedstawiciele handlowi z doświadczeniem oraz osoby tworzące nowe produkty w finansach, IT i FMCG, czyli dobra szybko zbywalne. Wynagrodzenia natomiast nie rosną tak szybko jak przed kryzysem.

Na pewno rynek dynamicznie się zmienia i widzimy dużo ofert, znacznie więcej niż w tamtym roku. Widzimy punkt równowagi. Nie jest może to rynek już pracodawcy, ale jeszcze nie pracownika – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Mazurkiewicz, partner w HRK SA.

Pracownicy zyskują przewagę nad zatrudniającymi m.in. w branży IT oraz sektorze handlowym. Poszukiwani są nie tylko informatycy, lecz także sprzedawcy rozwiązań technologicznych oraz specjaliści e-commerce. Mazurkiewicz dodaje, że na dobre oferty mogą też liczyć inżynierowie i technolodzy.

Poszukiwani są też przedstawiciele handlowi, zwłaszcza Ci, którzy mają doświadczenie w negocjacji dużych kontraktów oraz są wyspecjalizowani w danej branży.

Jest to też rynek pracownika dla product managerów, dla osób, które tworzą nowe produkty. Zarówno w branży finansowej, w branży  FMCG, jak i w branży IT – dodaje Mazurkiewicz. – Jeżeli popatrzymy na rynek budownictwa, to zauważymy w budownictwie komercyjnym duży wzrost zainteresowania kandydatami. Szczególnie poszukiwani są specjaliści do poszukiwania terenów pod nowe powierzchnie komercyjne.

Mazurkiewicz dodaje, że z obserwacji firmy wynika, że pensje nie rosną tak szybko, jak przed kryzysem, choć przy każdej zmianie specjaliści mogą liczyć na niewielką podwyżkę. Szczególnie wysokie oferty czekają na handlowców, a także pracowników branży IT.

Na pewno możemy liczyć na więcej ofert pracy, zarówno dla managerów, jak i specjalistów. Natomiast uważam, że będzie to rynek równowagi, ale rynek pracownika dla branży IT na pewno – podsumowuje Mazurkiewicz.

Dziś Główny Urząd Statystyczny poda najnowsze dane dotyczące pracy i płacy w Polsce za maj. W kwietniu średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, w którym zatrudniony jest co trzeci pracujący Polak, wyniosło 3976,80 zł brutto. Stopa bezrobocia w kwietniu wyniosła 13 proc., a według szacunków ministerstwa pracy w maju spadła do 12,5 proc.

Big data zyskuje na znaczeniu także w marketingu i sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Rośnie znaczenie danych i ich wykorzystania w działaniach marketingowych oraz sprzedażowych. Przedsiębiorstwa starają się przewidzieć, jaki będzie następny produkt, na którego zakup zdecydują się klienci. Firmy pracują także nad optymalizacją procesu zakupowego klientów.

To kombinacja danych, które możesz już mieć o swoich klientach, bo mogli je przekazać w trakcie rejestracji. To także słuchanie rynku oraz informacje od społeczności, które proponują nam je w zamian za lepsze dostosowanie oferty. Cała magia polega na połączeniu tych danych razem i zamianie w inny model obsługi klienta – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Scott Neuman, dyrektor marketingu na region Europy Środkowo-Wschodniej w IBM.

IBM poświęca także sporo uwagi automatyzacji marketingu, tak, aby uczynić go szybszym, łatwiejszym i intuicyjnym.

Od tworzenia stron internetowych, programowania dynamicznego oraz dostosowywania widoku do potrzeb indywidualnych, co jest marketingiem czasu rzeczywistego do analiz danych, które pozwalają przewidywać, czego klient będzie potrzebował w przyszłości – wylicza Neumann i wyjaśnia, że IBM korzysta z programów do modelowania danych (jak SPSS), które wykonują analizy prognostyczne, pozwalające przewidzieć m.in. jaki będzie następny produkt, na którego zakup zdecyduje się dotychczasowy klient.

IBM korzysta także z narzędzi Tealeaf oraz Unica. Pierwsze pozwala optymalizować ścieżkę zakupową klienta na stronie na podstawie mapy kliknięć, drugie całkowicie automatyzuje końcową fazę procesu marketingu.

Obecnie jednym z głównych wyzwań jest pokazanie zwrotu inwestycji, którą poczyniliśmy na kampanie marketingowe. W jaki sposób prześledzić każdy proces, aby udowodnić, że dana kampania przyniosła daną wartość. Śledzenie wszystkich szczegółów związane jest z ogromną liczbą informacji do zarządzania – przyznał przedstawiciel IBM podczas Forum IAB w Warszawie.

Zdaniem Neumanna polski rynek jest unikatowy i rządzi się własnymi prawami, dlatego firma włożyła wiele wysiłku w rozwój zespołu i dobrych praktyk, a także narzędzi.

To jest nowa granica dla marketingu, to w jaki sposób sprawisz, że Twoja kampania osiągnie sukces w opinii klientów – podkreśla Scott Neumann.

Rynek kredytów konsumenckich odradza się po kryzysie zarówno w Polsce, jaki i w Europie

CEO Magazyn Polska

Europejski rynek kredytów konsumenckich wychodzi z recesji. W samej tylko Polsce w pierwszym kwartale tego roku banki i instytucje finansowe udzieliły największej liczby kredytów od 2010 roku. Rynek ten jest bardzo rozdrobniony i zdaniem ekspertów utrudnia to zbudowanie unikalnej pozycji przez jednego z graczy. W wyniku kryzysu gospodarczego pojawiło się wiele nowych rozwiązań prawnych, które mogą uregulować branżę finansów prywatnych. Zajmie się nimi nowo wybrany Parlament Europejski.

Kilka ostatnich lat upłynęło pod znakiem recesji, co mocno odczuła branża kredytów konsumenckich. Jak jednak zauważają eksperci, koniec ubiegłego roku i pierwszy kwartał 2014 roku sugerują, że najtrudniejsze czasy branża ma za sobą.

– Europejski rynek kredytów konsumenckich się poprawia, ogólnoeuropejski obraz przysłania jednak spore różnice pomiędzy poszczególnymi krajami. Gospodarki z dużymi problemami też wykazują poprawę, co jest bardzo dobrą wiadomością dla całej europejskiej branży kredytowej, ale nie możemy zapominać, że w przypadku tych gospodarek liczby rosną z bardzo niskiego poziomu obserwowanego w przeszłości – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jurgita Bucyte, doradca ds. statystyki i spraw ekonomicznych w Eurofinas.

Z danych BIK wynika, że w trzech pierwszych miesiącach tego roku banki w Polsce udzieliły o 43 procent więcej kredytów konsumpcyjnych niż rok wcześniej. Jak podkreślają eksperci, ma to związek z lepszą sytuacją gospodarczą. Gospodarkę napędza konsumpcja indywidualna, a im wyższe wskaźniki, tym bardziej poprawia się sytuacja kredytów konsumenckich. 

Oczywiście, w przypadku poszczególnych graczy sytuacja może się różnić, jedne instytucje zyskują, drugie tracą. Na ich sytuację wpływa szczególnie poziom regulacji rynku, na którym działają – podkreśla Bucyte.

Rynek kredytów konsumenckich jest bardzo zróżnicowany – pożyczki oferują zarówno banki, pośrednicy finansowi, jak i firmy pożyczkowe. 

Biorąc pod uwagę ten ogólnoeuropejski obraz, który jak widać jest bardzo rozdrobniony, zwłaszcza jeśli chodzi o regulujące go narzędzia prawne, trudne jest zbudowanie w takim środowisku mocnej i unikalnej pozycji – zaznacza Bucyte.

Kryzys gospodarczy sprawił, że pojawiło się dużo rozwiązań, które mają uregulować całą branżę kredytów. 

Instytucje parabankowe będą regulowane dyrektywą dotyczącą zapobiegania prania brudnych pieniędzy, będą zmiany dotyczące ochrony danych –  mówi Bucyte.

Zaostrzenie przepisów dotyczących walki z praniem brudnych pieniędzy zostało przegłosowane przez poprzedni parlament i przekazane w skonsolidowanej wersji nowo wybranemu. Jedną z propozycji zmian jest utrudnienie zachowania anonimowości właścicielom firm, które otrzymują pieniądze. Na firmy zostaną ponadto nałożone wymagania dotyczące identyfikowania klientów i obracanych przez nich pieniędzy. 

Po zakończonych wyborach do Europarlamentu, kiedy powstanie nowa Komisja Europejska, powstaną też nowe możliwości tworzenia rozwiązań prawnych – podsumowuje Jurgita Bucyte. 

BNP Paribas Real Estate: Nowy Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Do BNP Paribas Real Estate dołączył Mateusz Skubiszewski, który pełni funkcję Dyrektora w Dziale Rynków Kapitałowych i doradza klientom, którzy są już obecni na rynkach tej części Europy, a także tym, którzy dopiero poszukują na tym obszarze możliwości inwestycyjnych. Dział Rynków Kapitałowych w Europie Środkowo-Wschodniej świadczy usługi z zakresu doradztwa transakcyjnego obejmującego kupno i sprzedaż nieruchomości i portfeli nieruchomości, a także w obszarze restrukturyzacji instytucjonalnej oraz przy aranżowaniu finansowania projektów inwestycyjnych.

Mateusz Skubiszewski posiada ponad 15 lat doświadczenia w pracy na kluczowych stanowiskach w instytucjach finansowych oraz spółkach z sektora nieruchomości. Zanim dołączył do spółki doradczej BNP Paribas Real Estate pracował m.in. w Grupie ING, w Grupie mBank (dawniej BRE Bank), a także w LHI Group.

Matusz Skubiszewski jest absolwentem European University Viadrina Frankfurt. Ukończył również Academy of Strategic Leadership organizowaną przez Canadian Management Institute, a także uczestniczył w studium doktoranckim Akademii Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego. Mateusz biegle włada językami angielskim i niemieckim. Mówi także w języku francuskim.

Jestem przekonany, że wiedza i doświadczenie Mateusza zaowocują dodatkową wartością dla naszych klientów. W Europie Środkowo-Wschodniej dostarczamy unikalnych rozwiązań na potrzeby naszych klientów: zarówno w kontekście doradztwa inwestycyjnego przy kupnie i sprzedaży nieruchomości, jak i restrukturyzacji instytucjonalnej obejmującej między innymi restrukturyzację istniejącego zadłużenia. A także doradzamy w kontekście pozyskiwania finansowania na projekty inwestycyjne – mówi Del Chandler, Dyrektor Zarządzający Działem Rynków Kapitałowych w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate.

Trzy czwarte Polaków nie wie o deregulacji na rynku nieruchomości – najnowszy sondaż PFRN i Domy.pl

Niemal 60 proc. Polaków obawia się, że deregulacja zawodów pośrednika w obrocie nieruchomościami i zarządcy nieruchomości spowoduje wzrost liczby nieuczciwych osób wykonujących te profesje, a prawie połowa badanych chciałaby przywrócenia licencji państwowych – wynika z najnowszego sondażu Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości i serwisu Domy.pl. Konsumenci mogą szukać profesjonalistów z całej Polski w internetowym Centralnym Rejestrze Pośredników i Zarządców Nieruchomości, uruchomionym przez PFRN. W Rejestrze widnieje już ponad 4000 profesjonalistów, a tylko w ostatnich miesiącach do spisu dołączyło ponad 300 nowych osób, które uzyskały licencję PFRN.

Deregulacja: więcej obaw niż korzyści

Z badania przeprowadzonego wśród użytkowników Domy.pl wynika, że zdecydowana większość Polaków (72%) jest zaskoczona informacją o deregulacji na rynku nieruchomości. Respondenci nie wiedzieli o zniesieniu wraz z nowym rokiem przepisów określających dostęp do zawodów pośrednika w obrocie nieruchomościami i zarządcy nieruchomości, a więc wymogów dotyczących poziomu wykształcenia, odpowiednich kwalifikacji, niekaralności czy przestrzegania standardów zawodowych. Równocześnie na kolejne pytanie o to jak zamierzają przeprowadzać na rynku nieruchomości interesujące ich transakcje 45% odpowiedziało, że jeszcze nie zdecydowało czy zrobi to samodzielnie, czy ze wsparciem pośrednika.

„Respondenci korzystający z naszej bazy mieszkań, domów i działek, poza znalezieniem odpowiedniej oferty w dobrej cenie, oczekują też zorganizowania i bezpiecznego przeprowadzenia transakcji, zgromadzenia i przygotowania odpowiednich dokumentów i sprawdzenia wiarygodności kontrahenta. To bezsprzecznie zadanie wyłącznie dla wykwalifikowanych i przestrzegających norm etycznych pośredników w obrocie nieruchomościami” – zwraca uwagę Marcin Drogomirecki z serwisu Domy.pl.

Zdaniem respondentów ponadto ważne jest przy tym, by byli to pośrednicy godni zaufania. Po deregulacji rynku 57% pytanych obawia się wzrostu liczby nierzetelnych pośredników i zarządców.

Potrzeba gwarancji

Badania wykazały również, że 48% pytanych czułoby się bezpieczniej, gdyby licencja państwowa, uprawniająca do wykonywania zawodu pośrednika w obrocie nieruchomościami, została przywrócona. Tylko co piąty wierzy w samoregulację rynku.

„Od początku funkcjonowania w nowych realiach otrzymujemy sygnały o potrzebie poświadczania kompetencji zawodowych pracowników nieruchomości. Wyniki badań PFRN i Domy.pl potwierdzają tę tendencję. Polacy obawiają się, że deregulacja wpłynie negatywnie na ich interesy” – komentuje Leszek A. Hardek, Prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Próbując się odnaleźć w nowej rzeczywistości najwięcej (38%) badanych deklaruje, że informacji o rzetelnym pośredniku poszuka w Internecie.

Konsumencie, poszukaj w Rejestrze PFRN

Wychodząc naprzeciw tym tendencjom PFRN uruchomił pod koniec 2013 roku internetowy Centralny Rejestr Pośredników w Obrocie Nieruchomościami PFRN i Zarządców Nieruchomości PFRN – www.rejestr.pfrn.pl. Dotychczas w spisie widnieje ponad 4000 profesjonalistów z całej Polski i ich liczba stale rośnie.

Każdy zainteresowany znajdzie tu informacje o osobie wykonującej zawód, m.in. opis jej doświadczenia, wykształcenia i – co ważne – informację o ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej. W systemie widoczne są osoby, które posiadają licencje nadawane przez PFRN. Federacja wydaje te dokumenty wyłącznie profesjonalistom: osobom legitymującym się dawnymi licencjami państwowymi, jednostkom, które ukończyły studia podyplomowe z zakresu zarządzania/pośrednictwa w obrocie nieruchomościami lub absolwentom prowadzonego przez PFRN Kursu Pośrednika w Obrocie Nieruchomościami/Kursu Zarządcy Nieruchomości, gdzie zdobywają wiedzę m.in. z: ustalania stanu prawnego nieruchomości, dokumentacji technicznej czy organizacji transakcji. Dodatkowo osoby widoczne w Rejestrze przyjmują na siebie obowiązek stosowania Kodeksu Etyki Pośredników w Obrocie Nieruchomościami i Zarządców Nieruchomości.

Dlaczego zakupy online?

Dostępność przez całą dobę jest jednym z głównych czynników motywujących internautów do robienia zakupów w sieci, wynika z raportu „E- commerce w Polsce 2014. Gemius dla e- Commerce Polska”. Co jeszcze ma decydujące znaczenie?

Jak wynika z przywołanego raportu, 46 % badanych zdarza się dokonywać zakupów przez internet. Oprócz dostępności przez całą dobę, klientów e- sklepów motywuje także dostawa do domu, łatwość porównywania ofert, atrakcyjniejsze niż w tradycyjnych sklepach ceny oraz brak konieczności pojechania do sklepu. Powyżej 60 % ankietowanych wskazało ponadto na łatwość odnalezienia w internetowych sklepach specjalistycznych/ rzadkich produktów oraz szerszy asortyment. Internauci cenią sobie przede wszystkim wygodę. Wynika ona zarówno z oszczędności czasu, jak i braku konieczności dostosowywania się do czynników zewnętrznych, na przykład godzin otwarcia sklepu. Dla kupujących online istotną rolę odgrywa także cena. Nawet po doliczeniu kosztów dostawy bywa ona w porównaniu do sklepów stacjonarnych naprawdę atrakcyjna – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365 NET. Rzeczywiście, tym co przyczyniłoby się do zwiększenia częstotliwości dokonywania przez internautów zakupów w sieci jest zgodnie z raportem właśnie przede wszystkim cena. Odnosi się ona zarówno do kosztów samego produktu, jak i dostawy.

Wracając jeszcze do motywów robienia zakupów w sieci warto wspomnieć, iż niewiele mniej niż połowa badanych wskazała na większą liczbę dostępnych informacji o produkcie, szybkość zakupów i możliwość kupienia rzeczy kolekcjonerskich/ używanych. Tylko dla jednej trzeciej liczy się możliwość zwrotu zakupionego towaru, a zaledwie 13 % wskazało na programy lojalnościowe. Co ciekawe, nikt nie zaznaczył, iż żaden z podanych powodów nie jest dla niego motywujący i ciężko mu wskazać dlaczego kupuje w sieci. Konsumenci są zatem naprawdę świadomi zalet e- sklepów. Rozwój e- commerce to jeden z głównych czynników, który ma wpływ na wciąż zachodzące w procesie zakupowym zmiany. Sklepy stacjonarne muszą bowiem konkurować nie tylko między sobą, ale właśnie także, a może przede wszystkim ze sklepami w sieci. Prognozy wskazują bowiem na znaczący wzrost udziału e- commerce w całym handlu detalicznym.

Źródło: Raport „E- commerce w Polsce 2014. Gemius dla e- Commerce Polska”. Badania przedstawione w raporcie zrealizowano metodą ankietową (Computer Asisted Web Interview, CAWI) między 26 lutego a 7 marca 2014 roku na reprezentatywnej próbie 1,5 tys. internautów w wieku 15+.

Włochy – kraj, w którym biesiada trwa całą dobę

Pizza, lasagna, gnocchi, panna cota, tiramisu, czy pannettone – to tylko niektóre specjały z długiej listy włoskich smakołyków, które bez problemu potrafi wymienić, każdy entuzjasta sztuki kulinarnej. I choć w polskich sklepach skompletujemy składniki potrzebne do stworzenia przepysznych włoskich dań, to dopiero na miejscu – we Włoszech mamy szansę dowiedzieć się jak naprawdę smakują.

Włochy to kraj, w którym dużo więcej niż w jakimkolwiek innym zakątku mówi się o jedzeniu. Kuchnia włoska, to bez wątpienia jedna z najpopularniejszych kuchni świata. Nic dziwnego, że podbiła serca mieszkańców całego globu i z powodzeniem adoptowana jest do ich kulinarnych upodobań. – Swoją sławę zawdzięcza niepowtarzalnym metodom produkcji znanych na całym produktów, ale także prostocie i niezawodności – komentuje Natalia Rusinowska, autorka bloga Kulinarne Podróże. Będąc we Włoszech zawsze warto spróbować lokalnych dań. Z miejscowych restauracji, czy trattorii przeważnie wychodzi się bardzo zadowolonym.

Jak w zegarku

Włoskie śniadanie to zdecydowanie najskromniejszy z posiłków spożywanych w ciągu dnia. To przede wszystkim espresso ale również cappuccino, które zwykle pija się do południa. Od rana niektórzy Włosi do kawy przegryzają cornetto – rogalik nadziewany słodkim kremem lub czekoladą. Również po obiedzie i kolacji obowiązują dwa łyki czarnej, mocnej kawy. Podczas podróży po Włoszech zdecydowanie bezpieczniej nie zamawiać mlecznych kawpo południu. Istnieje spora szansa, że zdarzenie wywoła ogólną radość, a w skrajnych przypadkach pogardę dla turysty profana. Włoski obiad zwykle serwowany pomiędzy 12.30 a 15.00 (16.00). Czas ten, dla każdego jest porą sjesty. Tradycyjny posiłek włoski składa się z 3-4 dań. Jeszcze przed nim można skusić się na aperitivo, czyli lekki napój alkoholowy mający na celu pobudzenie apetytu. Może być to gorzkawe campari, cinzano, czy włoska odmiana vermoutha. Przed daniem głównym serwowane jest antipasto (dokładnie „przed posiłkiem”), czyli mniejsze przekąski. Dopiero wtedy przychodzi czas primo piatto, czyli pierwsze danie – zazwyczaj jest to pasta lub inne danie mączne, risotto, polenta lub zupa. Secondo piatto, czyli główne danie to ryby, mięso albo drób wzbogacone contorno, czyli przystawką w postaci sałatki ze świeżych lub gotowanych warzyw. Całość zakończona jest deserem – dolce. Ten jednak często poprzedzany jest przez formaggio e frutta, czyli serem i lub owocami. Sery mogą się pojawić także jako antipasto czy contorno. Prawdziwy włoski posiłek składa się z trzech do nawet sześciu dań. Na koniec pozostaje już tylko caffè – zwykle mała czarna oraz digestivo, czyli coś „na trawienie”: grappa, amaro, limoncello, sambuca oraz inne likiery. We Włoszech to zdecydowanie makaron stał się synonimem włoskiej tradycji kulinarnej. Nie dziwi zatem fakt, że dla każdego Włocha jest bardzo ważny.

Bogata Północ

Mieszkańcy bogatej północy od zawsze patrzyli z góry na opalonych Włochów z południa. Dla nich też zawsze lepsze będzie masło niż oliwa z oliwek, a kojarzący się z Italią makaron w większości wypadków zastąpi ryż. W zasadzie na terenie Lombardii, Piemontu i w okolicach Veneto ryż zadomowił się na stałe. – I choć północe Włochy to również miejsce na makarony i pizzę żaden mediolańczyk nie uzna wyższości tych dań nad risotto przyrządzone z włoskiego ryżu. Podróżujący po Lombardii spróbują najlepszych dań, z których to najsłynniejsze jest risotto alla milanese z dodatkiem szafranu i parmezanu – komentuje Aleksandra Jakiel z Tripsta.pl. Region zasłynął także dzięki serom. Pośród z nich znajduje się gorgonzola, taleggio i mascarpone, czy bel paese.

Trydent, czyli pogranicze kultury włoskiej i austriackiej to przede wszystkim treściwe makarony i różnorodne gnocchi podawane z ciężkimi, śmietanowymi sosami. Popularna jest tam marnowana wołowina, a także polenta przyrządzana z mąki kukurydzianej. Takiemu wysokoenergetycznemu menu sprzyja chłodniejszy klimat. Na osoby uprawiające sporty zimowe nastawiona jest również kuchnia Doliny Aosty, gdzie łączy się smaki sąsiadujących państw. Piemont kulinarnie zasłynął dzięki truflom oraz bagna càuda – odmianie sosu przyrządzonego na bazie anchois i czosnku. Winnice regionu to te należące do najbardziej renomowanych winnic we Włoszech, choć te toskańskie są popularniejsze.

Lżejsze Południe

„Lżejsze” południe to kuchnia otwarta na wpływy innych krajów. To przede wszystkim ryby i owoce morza, warzywa i oliwa z oliwek. To także charakterystyczne przyprawy jak bazylia, oregano, estragon i tymianek, a także parmezanem wzbogacający smak każdej potrawy. Istotne są również świeże pomidory, czosnek i cebula. – Jednym z najchętniej odwiedzanych części południowych Włoszech stanowi Kampania. Stąd też wywodzi się słynna włoska pizza, spaghetti, maccheroni – informuje Aleksandra Jakiel z Tripsta.pl. Region posiada aż 27 gatunków certyfikowanych win, których najpopularniejsze to campi flegrei, falerno, galluccio, guardiolo, oraz salopaca.. Żyzna ziemia regionu sprawia uprawie pomidorów, cytrusów, papryki, kopru włoskiego i ziemniaków. Bogate wody Zatoki Neapolitańskiej sprzyjają połowowi ryb i owoców morza. Stąd też na stołach spotkać można małże, mątwy, ostrygi, ale też sardele i sardynki. Z mleka czarnych bawołów arni wyrabia się tu oryginalną, posiadającą specjalny certyfikat mozarellę. Obecnie produkt spopularyzował się na tyle, że produkuje się go również z mleka krowiego.

Z Apuli natomiast wywodzi się słynny makaron orecchiette. Na terenie regionu Basilicata i Kalabrii uznawanych za najbiedniejsze regiony Włoszech i rzadko można spotkać turystów. Pustynne krajobrazy przekładają się na dania i potrawy regionu, które są odmianą kuchni śródziemnomorskiej w nieco skromniejszym wydaniu. Spotkać tu można duże ilości papryki peperoncino, a ulubionym mięsem mieszkańców jest wieprzowina. Basilicata to także region, gdzie spróbować można najdziwniejszych smaków miodów jak choćby cytrusowy, czy eukaliptusowy – niespotykanych nigdzie indziej.

Na sporą uwagę zasługuje również kuchnia sycylijska. Tam słońce, które jest obecne przez większą cześć roku nadaje serwowanym daniom wyjątkowy smak. Na wyspie dominuje mieszanka smaków włoskich, greckich i arabskich. W sycylijskich specjałach odnajdziemy słodkie pomidory, duże ilości bakłażana. Jednym z lokalnych specjałów jest caponata, danie z duszonych warzyw serwowane jako dodatek do dań głównych oraz parmigiana zapiekanka z parmezanu. – Podczas pobytu na Sycylii warto zjeść spaghetti alla norma, czyli pastę z sosem, którego głównym składnikiem jest bakłażan. Ojczyzną makaronu z owocami morza zabarwionym na czarno atramentem z kałamarnic – spaghetti al nero di sepia, jest również Sycylia – informuje Aleksandra Jakiel.

Coś na słodko

Oryginalne lody włoskie w niczym nie przypominają tych naszych, których nazwa de facto wywodzi się od włoskich maszyn służących do ich produkcji. We Włoszech lody sprzedawane są w waflowych rożkach (il cono) bądź w pucharkach zrobionych z papieru (la coppa), do których sprzedawcy nakładają szpatułką duże różnorodnych smakowitości. Podczas ich zamawiania należy się dobrze zastanowić nad wybranymi smakami. Połączenie niektórych może wywołać oburzenie sprzedawcy. Z zasady jednak nie miesza się lodów owocowych z bakaliowymi.

Tradycyjnym włoskim deserem jest panna cota, wywodząca się z północnej części Włoch oraz tiramisu. Ten drugi to popularny w Polsce deser składający się z warstwy biszkoptów nasączonych bardzo mocną kawą oraz alkoholem. Na ciastka nakłada się warstwę kremu z twarożku mascarpone, jajek, cukru i śmietany, a całość posypuje się warstwą płatków gorzkiej czekolady. Wiele osób zasmakuje w panettone – rodzaju drożdżowej baby pochodzącej z Mediolanu i pojawiającej się we włoskich domach głównie w okresie świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Podstawowa wersja włoskiej babki zawiera kandyzowaną skórkę pomarańczową i cytrynową oraz bakalie. Chlubą sycylijczyków jest natomiast cassata – ciasto biszkoptowe z serem ricotta z kandyzowanymi owocami i marcepanem, którą będąc na miejscu koniecznie trzeba spróbować. Oprócz typowych włoskich deserów znajdziemy różnorodne wypieki cukiernicze. Pośród nich są twarde ciasteczka biscotti znane również jako cantucci, czyli biszkopty z Prado wzbogacane sporą ilością różnego rodzaju orzechów, rodzynek lub skórki cytrynowej lub pomarańczowej albo czekolady. Te, idealne nadają się do zanurzenia w porannej mlecznej kawie lub popołudniowym winie. Specjalność ta pochodzi z regionu Toskanii. Słodkie sekrety ukrywa również Sycylia. Przebywając na wyspie turysta obowiązkowo powinien spróbować cannolli, chrupiących rurek wypełnionych ricottą zmieszaną z miodem, kandyzowanymi owocami, pistacjami, czy kawałkami czekolady przygotowanymi na miejscu najczęściej przed oczami kupującego. Podróżujący po Sycylii zakochają się paste di mandorle migdałowej paście wzbogaconej całymi orzechami oraz suszonymi owocami, a następnie zawiniętej w płaszczyk białej czekolady. Warte spróbowania ze względu na oryginalny smak są weneckie pevarini, czyli włoski wypiek którego głównym składnikiem jest melasa i biały pieprz.

Czy nadal możemy mówić o kryzysie w branży IT?

Gdy w 2008 roku rozpoczęło się spowolnienie gospodarcze obawiano się, że dotknie ono również rynku IT. Tymczasem doczekaliśmy się intensywnego rozwoju technologii mobilnych, rozpowszechnił się także cloud computing i Big Data. Spółka Hicron, integrator systemów informatycznych, odnotowała rekordowe wskaźniki sprzedażowe w pierwszym kwartale 2014 roku.

Pierwszy kwartał każdego roku zazwyczaj oznacza dla firm informatycznych „chude miesiące”: klienci dopiero otwierają budżety i tworzą plany wydatków, które będą konsumować w kolejnych miesiącach. Hicron jednak odnotował znaczący wzrost wyników sprzedażowych, pozyskując kilkanaście dużych projektów obejmujących zarówno obsługę serwisową jak i wdrożenia od podstaw oraz rozwój systemu.

– Nowe zlecenia pozwoliły nam przekroczyć początkowe założenia finansowe aż o 44 procent. Dobre wyniki finansowe to dla nas dowód zaufania, jakim darzą nas klienci i potwierdzenie naszych kompetencji. Mamy świadomość, że nasze kontrakty mają wpływ także na wyniki finansowe naszych partnerów biznesowych, np. SAP Polska – mówi Michał Guzek, Managing Partner w Hicron.

– Doceniamy zaangażowanie całego zespołu firmy Hicron w pozyskanie nowych klientów i wartościowych kontraktów na oprogramowanie SAP . Pierwszy kwartał 2014 był jednym z najlepszych w historii SAP w Polsce, zaś Hicron w dużej mierze się do tego przyczynił, wykazując się profesjonalizmem oraz wytrwałością w dążeniu do celu – mówi Iwona Stamper, menedżer ds. relacji z partnerami w SAP Polska.

Konieczność biznesowa

Skąd wzrost popytu na zaawansowane systemy wspomagające zarządzanie firmą? Wdrożenie systemu IT jeszcze kilka lat temu było dowodem dojrzałości biznesowej, lecz jednocześnie inwestycją, na którą nie mogli pozwolić sobie wszyscy. Intensywny rozwój technologiczny wymógł jednak na graczach biznesowych budowanie firmy na solidnych, informatycznych podstawach. Jak ten fakt ma się do powtarzanych informacji o kryzysie w branży?

– Nie możemy mówić o kryzysie w IT, widać to w podejściu firm do nowości na rynku. O spowolnieniu słyszymy od 2008 roku, a przecież od tego czasu głośno mówi się między innymi o cloud computing, mobility, Big Data czy BYOD i nie są to tylko nośne hasła marketingowe. Firmy faktycznie inwestują w te rozwiązania. Dla przykładu: rozmawiamy z firmami polskimi i zagranicznymi na temat Big Data. Podczas gdy za granicą firma wciąż rozważa „za i przeciw”, w polskim przedsiębiorstwie widzimy dużo większe zainteresowanie, którego skala jest zaskakująca nawet dla nas – mówi Michał Guzek.

Co dalej?

Jeśli firmy będą poszerzały swoje inwestycje w nowe technologie, faktycznie nie można mówić o stagnacji na rynku. Innowacyjne rozwiązania informatyczne mogą być ze sobą dowolnie łączone, nie można więc mówić o tym, że kolejne lata upłyną pod znakiem „roku Big Data” lub też „roku mobile”.

Kluczem do sukcesu jest umiejętna synergia poszczególnych rozwiązań. Łącząc np. wspomniane wyżej Mobility i Big Data możemy za pomocą urządzenia mobilnego pozyskiwać od klienta dane, które następnie zostaną zestawione z innymi czynnikami za pomocą algorytmów Big Data i umożliwią nam zaoferowanie np. skrojonej na miarę oferty marketingowej.

Siła rynku IT tkwi więc przede wszystkim w optymalizacji procesów biznesowych, jaką otrzymują użytkownicy systemów oraz możliwości łączenia licznych zdobyczy technologicznych zgodnie z preferencjami danego segmentu rynku, a nawet konkretnego odbiorcy.

Nadużycia i korupcja – problemy etyczne Polaków

Wykrywanie korupcji jest coraz większe, natomiast nie ulegają poprawie standardy etyczne Polaków. Tolerancja wszelkich niepoprawnych zachowań jest największą bolączką naszego społeczeństwa. Owszem, potępiamy zachowania korupcyjne na najwyższym szczeblu, przeciwstawiamy się wyzyskowi i nadużyciom w przedsiębiorstwach, jednak sami bardzo często dopuszczamy się nieetycznych zachowań w naszym „małym świecie”.

Korupcja jest nadużyciem stanowiska w celu osiągnięcia prywatnych korzyści. Jej poziom może być bardzo różny, w zależności od danej sytuacji i możliwości, wynikających z pełnionej funkcji. Z korupcją możemy spotkać się praktycznie wszędzie i to jest główny problem, ponieważ każde tego typu zachowanie jest złe i ma znamiona patologii, niezależnie czy jest to przyjęcie łapówki za ustawienie dużego przetargu, czy upominek podarowany lekarzowi za dobrą opiekę.

W związku z tym, jak rozpoznać takie nadużycie? Jak mówi serwisowi infoWire.pl Mariusz Witalis z firmy EY „[…] najbardziej kojarzy się przysłowiowa koperta, ale od wielu lat łapówki mają szerszy zasięg. Prezent, sponsorowanie wycieczki, czy jeszcze bardziej miękkie formy, jak pomoc w zatrudnieniu kogoś z członków rodziny. Tych mechanizmów jest bardzo dużo, a ich ilość ciągle rośnie”. Widzimy więc, że nie zawsze łatwo jest dostrzec to zjawisko.

W niektórych krajach ten problem jest większy, w innych mniejszy. Jak zauważa Wojciech Nagel z Giełdy Papierów Wartościowych „[…] Bułgaria jest krajem, w którym obniżono system podatkowy 2-3-krotnie, w zależności od tego, z jakich źródeł płynie. Postanowiono w ten sposób stworzyć swoistą tarczę antykorupcyjną. Uznano, że jeśli obywatel będzie płacił 10-procentowe podatki, nie będzie mu się chciało wręczać łapówek”.

Trudno jednak zakładać, że zmniejszenie podatków uzdrowi cały system. „[…] Moim zdaniem problem tkwi głębiej. Chodzi o przyzwolenie na różnego rodzaju zachowania, na przykład jazdę pod wpływem alkoholu. To, co jest potrzebne, to ruch w kierunku zmiany zachowań mentalnych ludzi” – twierdzi Wojciech Nagel. „[…] Są takie zachowania, wobec których nie mamy żadnego problemu. To zaczyna się od rzeczy prostych, takich jak ściąganie na egzaminach, różnego rodzaju fuch, na których sobie dorabiamy. Nikt jednocześnie nie patrzy na to z perspektywy pracodawcy, który płaci pracownikowi za pracę, a nie za to, żeby równolegle jeszcze sobie dorabiał. Ta tolerancja wobec nieetycznych zachowań powoduje, że one się zdarzają. Zazwyczaj krzywo patrzy się na sygnalistę, czyli osobę, która informuje o tych nadużyciach” – dodaje Mariusz Witalis.

Niepokój powodują wyniki przeprowadzonych niedawno badań, według których 50% ludzi pełniących funkcje kierownicze w polskich przedsiębiorstwach, byłoby skłonnych podjąć działania nieetycznie, jeżeli miałoby to na celu biznesowe powodzenie firmy. To oznacza, że w sytuacji wyboru – co drugi przedsiębiorca jest gotowy dopuścić się co najmniej nagięcia przepisów i prawa, w celu uzyskania własnych korzyści.

Z każdym zachowaniem patologicznym należy walczyć, a takim bez wątpienia jest korupcja. Natomiast jak to zrobić? „Jestem przeciwnikiem tego, żeby penalizować wszystko i podwyższać kary. Działania edukacyjne, akcje na rzecz lepszej komunikacji wewnątrz społecznej, pokazywanie dobrych praktyk jest tym, co trzeba robić. Należy promować dobre rozwiązania i je nagradzać. Z kolei kary powinny być czymś ostatecznym” – uważa Wojciech Nagel.

Z jednej strony możemy być optymistami, ponieważ wykrywalność nadużyć w Polsce rośnie. Z drugiej strony niestety fakt, że wykrywalność jest wyższa oznacza, że te zjawiska ciągle występują, a to już pocieszające nie jest. Powszechna akceptowalność korupcji powoduje, że bardzo ciężko jest z nią walczyć. W związku z tym nadużyciom musimy powiedzieć stanowcze „nie”, a naprawę systemu zacząć od siebie – dając dobry przykład.

Inwestujemy, aby oszczędzać? Tak i coraz częściej wybieramy fundusze inwestycyjne

Już ponad ¼ Polaków o stabilnej sytuacji finansowej, kupujących online lub obsługujących konto przez Internet, traktuje inwestowanie jako jedną z możliwości oszczędzania. Wśród osób o najwyższych dochodach odsetek ten wzrasta do jednej trzeciej. Coraz częściej, jako formę lokowania wolnych środków, wybieramy fundusze inwestycyjne. Wśród preferencji inwestycyjnych Polaków zajmują już trzecie miejsce, tuż za lokatą terminową i kontem oszczędnościowym – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Domu Maklerskiego BOŚ i Union Investment TFI.

Blisko 25% badanych inwestowanie kojarzy się z funduszami inwestycyjnymi. Ponad 44% respondentów korzysta lub korzystało z tej formy lokowania kapitału. Kolejne 29% rozważa ich zakup w przyszłości. Jak oceniają ten instrument finansowy?
Polacy doceniają fundusze inwestycyjne przede wszystkim za perspektywę osiągania większych zysków, niż przy użyciu innych produktów finansowych (36%). Ważnym dla inwestorów czynnikiem jest także możliwość inwestowania na wielu różnych rynkach (20%). Wyniki badania pokazują, że Polacy wiedzą, że aby świadomie nimi zarządzać niezbędne jest posiadanie odpowiedniej wiedzy i znajomości sytuacji na rynkach finansowych (37%). Z drugiej strony przyznają, że jest to łatwiejsza forma lokowania kapitału niż giełda (33%). Cenią również fakt, że fundusze zarządzane są przez profesjonalistów posiadających specjalistyczną wiedzę o rynkach finansowych (28%).

– Inwestorzy, którzy wcześniej nie korzystali z oferty funduszy, często postrzegają je na równi z giełdą. Tymczasem wyniki badania pokazują, że Ci, którzy spróbowali tej formy inwestowania są przekonani, że to dużo łatwiejszy instrument, pozwalający na osiąganie zysków przy zachowaniu zdroworozsądkowego podejścia. Inwestowanie w fundusze to także taka forma oszczędzania, która pozwala na korzystanie z wiedzy profesjonalistów, co również doceniły osoby biorące udział w badaniu – komentuje Piotr Minkina, Dyrektor ds. Produktów Inwestycyjnych Union Investment TFI.

Fundusze w pierwszej trójce produktów oszczędnościowych
Polacy, obserwując coraz niższe oprocentowanie produktów bankowych szukają nowych form oszczędzania. Fundusze inwestycyjne, jako sposób na lokowanie nadwyżek kapitału, bierze pod uwagę blisko co czwarty badany. Zainteresowanie nimi wykazują częściej osoby zarabiające powyżej 5 tys. (35%) i w przedziale 3-5 tys. zł (20%).
Aby sprawnie i bezpiecznie zarządzać swoim portfelem inwestycyjnym, w opinii badanych należy dywersyfikować produkty finansowe (49%) i zwiększać swoją wiedzę w zakresie rynków finansowych (40%). Według kobiet i osób dysponujących mniejszym kapitałem ważnym elementem jest również możliwość skorzystania z konsultacji zaufanego doradcy.

– Dla wielu naszych klientów inwestowanie w fundusze jest nierzadko pierwszym krokiem do zainteresowania się rynkiem kapitałowym. Polacy są dziś coraz bardziej świadomi korzyści płynących z tego rodzaju inwestycji, przy czym nie bagatelizują istniejącego ryzyka. Wskazują, że można je obniżyć poprzez dywersyfikację portfela, poszerzanie wiedzy i zdobycie doświadczenia – ocenia Michał Wojciechowski, z-ca Dyrektora Domu Maklerskiego BOŚ. Z pomocą w tym zakresie przychodzą inwestorom platformy typu bossafund, które nie pobierając opłat, umożliwiają wybór spośród kilkuset funduszy. Pozwalają również na poszerzanie wiedzy dzięki bogatej bazie informacji i samouczkom, a także pozwalają na zdobycie doświadczenia dzięki możliwości zainwestowania nawet 100 zł bez opłat – dodaje Wojciechowski.

Badanie w formie ankiety internetowej (CAWI) zostało przeprowadzone na zlecenie Domu Maklerskiego BOŚ i Union Investment TFI przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych w marcu 2014 r. Badanie zrealizowano wśród osób w wieku 20-65 lat o stabilnej sytuacji finansowej, aktywnie korzystający z internetu w zakresie operacji finansowych (obsługa konta, zakupy online), wielkość próby: N=600.

Czekanie na niedziałającą sieć

Wyniki ankiety przeprowadzonej ostatnio przez firmę Avaya wskazują, że skomplikowane osieciowanie wielu firm powoduje, że oddziały IT z opóźnieniem wprowadzają ulepszenia systemu co negatywnie wpływa na funkcjonowanie.
Ankieta firmy Avaya wykazała, że większość firm musi czekać prawie miesiąc (27 dni) – czyli maksymalny czas, na jaki zezwalają procesy zarządzania siecią – zanim zostaną wprowadzone znaczące ulepszenia w systemach biznesowych. Ze średnią dziesięciu wprowadzanych zmian rocznie, firma może spędzić średnio nawet 9 miesięcy czekając na usprawnienia, które mogą wspomóc wzrost przedsiębiorstwa, zwiększyć produktywność pracowników, polepszyć sprzedaż oraz usprawnić analizy rynku. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest stopień skomplikowania sieci; czas oczekiwania na dostosowanie rozwiązań IT wpływa na wydatne zmniejszenie stopnia konkurencyjności danej firmy.
Aby skończyć z czekaniem na działającą sieć, Avaya radykalnie uprościła infrastrukturę sieciową dzięki technologii Fabric Connect zastosowanej w rozwiązaniu Automated Campus, które teraz rozciąga się także na sferę Internetu bezprzewodowego za pomocą nowej serii różnych rozwiązań Wireless LAN.

Portfolio sieciowe firmy Avaya może wyeliminować potrzebę długiego oczekiwania na usprawnienie sieci wymaganych przez ogromną większość tradycyjnych używanych rozwiązań. Avaya Fabric Connect automatycznie konfiguruje dystrybucję i główne przełączniki co powoduje, że personel działu IT musi jedynie skonfigurować urządzenia zewnętrzne. Fabric Connect firmy Avaya obecnie obejmuje także nową serię Wireless LAN 9100 dla bezdotykowej obsługi punktów dostępu i usług dostarczanych dla urządzeń zewnętrznych. Oddziały IT oszczędzają godziny, jeśli nie dni i zmniejszają szansę wystąpienia błędów krytycznych, które negatywnie wpływają działanie przedsiębiorstw. Minimalizuje ryzyko zmniejszenia przychodów i poprawia możliwości kariery zawodowej pracowników departamentów IT.

Obsługując standard Wi-Fi nowej generacji (802.11ac), seria Wireless LAN 9100 może jeszcze bardziej zredukować czas oczekiwania użytkownika końcowego pozwalając na szybszy przepływ danych. WLAN 9100 Application Control rozpoznaje i współpracuje z ponad 1000 najbardziej popularnych aplikacji do użytku biznesowego i indywidualnego. Pozwala także administratorom na utworzenie spójnych zasad blokowania, ograniczania i/lub priorytetyzowania dostępu dla poszczególnych aplikacji w ten sposób, że aplikacje kluczowe dla biznesu mają zawsze pierwszeństwo.

Avaya wdrożyła Fabric Connect dla wielu ze swoich największych klientów, włączając w to zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Rozwiązanie to stanowi także oś, na której opiera się InteropNet. Rezultat? W zeszłym roku sieć oparta o Avaya Fabric Connect wymagała zaledwie 1/10 zasobów potrzebnych w latach poprzednich.

Cytaty:
„Poprzednio potrzebowaliśmy sześciu tygodni na wprowadzenie zmian do sieci; dziś możemy je wdrożyć zaledwie w ciągu kilku dni.”
-Albert Knoll, Network Operations Manager, Fujitsu Technology Solutions komentując bezproblemowe wdrożenie Avaya Fabric Connect

„Widzimy, że oddziały IT robią bardzo wiele aby unikać niepotrzebnego ryzyka. Model ‘maintenance window’ pochodzący jeszcze z lat 80. jest metodyczny I bardzo precyzyjny. Nie mamy mu nic do zarzucenia, sprawiliśmy jednak, że dzięki naszym rozwiązaniom jest on całkowicie zbędny”. – Simon Culmer, dyrektor zarządzający, Avaya Wielka Brytania

„Przy wielu rozwiązaniach infrastrukturalnych dla internetu bezprzewodowego, konkretne aplikacje używane przez poszczególnych użytkowników sieci są niewidzialne dla pracowników działu IT. A przecież ta informacja jest niezwykle ważna, żeby odpowiednio sprofilować i zarządzać siecią. Rozwiązanie WLAN 9100 firmy Avaya pozwala administratorom sieci zastosować i wdrożyć zasady wspomagające zarządzanie siecią, poprawiające jej funkcjonowanie oraz bezpieczeństwo. Ostatecznym rezultatem jest wysokiej jakości komfort każdego użytkownika”. – Alan Hase, viceprezes, Unified Access oraz Identity Solutions.

Rynki obligacji wciąż żyją decyzją EBC – komentarz

O sytuacji na rynku obligacji rozmawiamy z Krzysztofem Izdebskim z Union Investment TFI, zarządzającym subfunduszem UniObligacje Aktywny

Od kilku dni rynki żyją decyzją EBC, który w końcu zdecydował się na interwencję. Jak Pan ją ocenia?

Europejski Bank Centralny obiecał inwestorom konkretne działania i z pewnością dobrze dla rynków się stało, że słowa dotrzymał. Choć sama zasadność decyzji w takim kształcie jest dyskusyjna, to cel pozostaje jasny: oddalić od strefy euro zagrożenie deflacją i pobudzić akcję kredytową, podtrzymując pierwsze symptomy ożywienia gospodarczego.

Jak decyzja EBC rzutuje na rynek obligacji?

Ruch ze strony EBC jest paliwem do spadków rentowności. Wynika to z prostej zależności: skoro główna stopa procentowa w strefie euro spadła do poziomu 0,15%, to nawet rentowność niemieckich obligacji 10-letnich na poziomie 1,3% prezentuje się nader atrakcyjnie, pomimo że w skali bezwzględnej jest to znikome oprocentowanie.
A jak wygląda sytuacja w krajach, gdzie rentowności są wyższe niż w Niemczech?
Jeszcze lepiej. Decyzja EBC jest odbierana przez rynek przede wszystkim jako pomoc dla krajów peryferyjnych strefy euro, co przekłada się na istotną poprawę na rynku
w Hiszpanii czy we Włoszech. Rentowności papierów 10-letnich w tych krajach zeszły już poniżej 3%. Wzrosty cen obligacji obserwujemy jednak na całym świecie.

Czy warto zaryzykować i skorzystać z tego trendu?

To już w dużej mierze zależy od tego, na jak długo inwestor zamierza ulokować środki
i czy ma mocne nerwy. W mojej opinii szanse na zarobek na rynku długu oczywiście nadal są, jednak ryzyko odwrócenia trendu rośnie.

A czy decyzja EBC może w jakiś sposób wpłynąć na Radę Polityki Pieniężnej,
a tym samym na polski rynek obligacji?

To możliwe. Dotąd RPP – poza jej przewodniczącym Markiem Belką – była zakładnikiem swoich wcześniejszych słów, że cykl obniżek stóp procentowych się zakończył. Po zdecydowanym ruchu ze strony banku centralnego strefy euro (przy jednoczesnej niskiej inflacji oraz możliwych negatywnych następstwach wydarzeń na Ukrainie dla polskiej gospodarki) pojawia się furtka do kontynuowania obniżek. Z punktu widzenia np. realnych stóp procentowych taki ruch miałby sens. Pytanie, czy rada będzie się kierowała faktami czy też na jej decyzji zaważą czynniki natury „reputacyjnej”.

A jaką politykę pieniężną realizują banki centralne w innych krajach naszego regionu?

Raczej skłaniają się do stymulowania gospodarki poprzez cięcia stóp procentowych. Przykładowo na Węgrzech, gdzie stopa interwencyjna była swego czasu o 1,5% wyższa niż w Polsce, stopy procentowe znajdują się obecnie na niższych poziomach niż u nas. Co więcej, węgierski bank centralny kontynuuje cykl obniżek, choć już nieco wolniej niż dotychczas.

Inflacja w USA przyspieszyła do ok. 2% r/r. Czy może to skłonić Fed do wcześniejszego zacieśnienia polityki pieniężnej?

Nie można tego wykluczyć, choć Fed w dalszym ciągu utrzymuje, że nie będzie podnosił stóp aż do końca 2015 r. Rynek nie do końca wierzy w te zapewnienia, co znajduje odzwierciedlenie w różnicy w spreadach pomiędzy 10-letnimi obligacjami amerykańskimi a niemieckimi. Jedno jest pewne – z uwagi na dobrą kondycję gospodarki Stanów Zjednoczonych Fed będzie jednym z pierwszych banków centralnych, który rozpocznie zacieśnianie polityki monetarnej.

Paliwo dla strefy euro korzystne również dla polskich spółek

O sytuacji na rynkach akcji rozmawiamy z Ryszardem Rusakiem, Dyrektorem Inwestycyjnym ds. Akcji Union Investment TFI

Zbliżamy się do końca pierwszego półrocza. Jakie były w tym okresie wyniki funduszy akcji?

Na warszawskim parkiecie od początku roku widać przewagę spółek dużych, jednak po okresowej słabości także małe i średnie spółki zaczęły poprawiać swój obraz. Nasz cel na 2014 r., zakładający stopę zwrotu rzędu ok. 10% z polskiego rynku akcji, pozostaje więc całkowicie realny. Dużo mocniejszy jest natomiast rynek turecki, gdzie obserwujemy szybki napływ kapitału ze strony najodważniejszych inwestorów. Jeśli pozytywny sentyment się utrzyma, fundusze akcyjne mogą wypracować nawet ponad 30% zysku.

A jak można ocenić kondycję polskich spółek dywidendowych?

Bardzo dobrze. Średnia stopa dywidendy dla spółek notowanych na GPW wynosi obecnie nieco poniżej 4%. Jeśli chodzi o wysokość wypłacanych dywidend, nie jest to może poziom spółek tureckich (dividend yield w wypadku niektórych firm znad Bosforu przekracza 10%), jednak z pewnością nie daje powodów do narzekań. W sektorze bankowym, silnie reprezentowanym w indeksie WIG20, stopa dywidendy waha się
w przedziale 3–6%.

Warto zwrócić uwagę na kondycję polskich banków. Czy ich wyniki są zgodne
z oczekiwaniami na ten rok?

Sektor bankowy miał w tym roku istotnie poprawić wyniki, korzystając m.in. z poprawy marży odsetkowej. Wyniki za I kwartał, zaraportowane m.in. przez PKO BP czy Pekao SA, pokazały, że nie wszystko układa się zgodnie z pierwotnymi założeniami. Przyczyn można upatrywać chociażby w poziomie stóp procentowych. Potencjalne podwyżki odsunęły się w czasie, a niewykluczone są nawet kolejne obniżki. To osłabia perspektywy poprawy wyników przez banki, jednak w dalszym ciągu można się spodziewać kilkuprocentowego wzrostu zysków.

Przenieśmy się do strefy euro. PMI dla sektora usług i przemysłu wyniósł w maju 53,5 pkt. To wynik nieco słabszy niż miesiąc wcześniej. Czy to powód do niepokoju?

Moim zdaniem – nie. Odczyt na poziomie 53,5 pkt w dalszym ciągu oznacza ożywienie. Warto przy tym zauważyć, że od kilku miesięcy obserwujemy globalne wyhamowanie wzrostów na wskaźnikach PMI, które wskazują na prawdopodobny kierunek rozwoju koniunktury gospodarczej. W wielu krajach wartość wskaźnika PMI doszła do historycznych maksimów i obecnie delikatnie się waha. Do stymulacji ożywienia w strefie euro z pewnością przydałoby się dodatkowe paliwo.

Czy interwencja EBC może być takim paliwem?

Zdecydowanie tak. Obniżka stopy depozytowej do poziomów ujemnych niejako zmusza banki do tego, by wpompowały pieniądz w realną gospodarkę – np. w formie kredytów dla przedsiębiorstw. Do tego dochodzi zapowiedź zasilenia gospodarki poprzez operacje LTRO, czyli udzielanie przez EBC nisko oprocentowanych pożyczek bankom komercyjnym, które zdecydują się zwiększyć akcję kredytową, z wyjątkiem finansowania długu państw oraz kredytów mieszkaniowych. W kolejnych miesiącach działania podjęte przez EBC powinny zaowocować poprawą wskaźników wyprzedzających, szczególnie dla strefy euro. A silniejsza gospodarka europejska to także szansa dla polskich spółek
z ekspozycją na eksport.

Inwestorzy szturmują polski rynek fitness

Polski rynek fitness, wart dziś ponad 1,5 mld zł, przeżywa boom. Szansę wyczuwają nowe sieci fitness, które chcą podbić rynek oferując niespotykane dotąd w Polsce rozwiązania – całodobowe siłownie wyposażone w najnowszy sprzęt, wirtualnych trenerów i o wiele niższe ceny. Tylko w tym roku wejście na polski rynek ogłosiły cztery sieci fitness klubów. A to dopiero początek, bo Polacy wciąż ćwiczą o mniej niż inni mieszkańcy Unii Europejskiej.

Polski rynek fitness przeżywa prawdziwy rozkwit. Według raportu Deloitte Europe w Polsce jest 2400 prywatnych siłowni i fitness klubów. Z kolei Międzynarodowe Stowarzyszenie Fitness szacuje łączna liczbę siłowni w Polsce na nawet 4 tysiące. I liczba ta ciągle rośnie.

Polak staje się fit

Polacy coraz bardziej zwracają uwagę na zdrowy tryb życia. Trend ten zaczął przybierać na sile pod koniec ubiegłego wieku modą na diety, która przełożyła się na wyższą świadomość żywienia. A skoro już zaczęliśmy się zdrowo odżywiać, zaczęliśmy też i ćwiczyć.

Najnowsze badanie Eurobarometru wskazuje, że 28 proc. Polaków uprawia różne sporty przynajmniej raz w tygodniu, a 34 proc. jest aktywnych w inny sposób, np. jeździ rowerem, tańczy.

Sportem narodowym, łączącym pokolenia, staje się obecnie bieganie. Badanie Sponsoring Monitor (2012/2013 ARC Rynek i Opinia) szacuje, że liczba osób biegających w Polsce w ciągu ostatnich 3 lat zwiększyła się ponad 3-krotnie. Do ostatniego maratonu warszawskiego Orlen Warsaw Marathon we wszystkich kategoriach zgłosiła się rekordowa liczba 30 tys. osób .

Szybko rośnie odsetek osób uprawiających sport w klubach fitness. W Polsce Eurobarometr szacuje go na ok. 9%, aktywnych osób, podczas gdy w 2009 roku było to trzy razy mniej. Ale np. w Szwecji wynosi on aż 40%, w Wielkiej Brytanii – 21 proc. zaś w Niemczech – 16 proc . Średnia unijna także jest większa od nas i oscyluje wokół 15%.

Nowe sieci widzą szanse dla siebie

Potencjał do rozwoju widzą kluby fitness. Standard podnosić będą także nowi inwestorzy na polskim rynku, którzy chcą przenieść rozwiązania znane z Wielkiej Brytanii, Szwecji, czy Niemiec do Polski. Jak donosi belgijski portal edelhelfer , do Polski wchodzą sieci niskobudżetowe, a do tego oferujące często usługi vałodobowe. Tylko w tym roku inwestycje ogłosiło: CityFit (brytyjski kapitał), McFit (niemiecka sieć) , Fit for Free (holenderska inwestycja), Fitness24Seven (szwedzka sieć) CityFit, sieć która właśnie zapowiedziała mocne wejście do Polski: ponad 100 mln zł ma zostać zainwestowane w nawet 50 klubów. Firma będzie oferować nowy model na rynku: zapisy do klubów przez Internet, innowacyjne urządzenia z wirtualnymi trenerami, bez obowiązkowych długoterminowych kontraktów dla członków.

– CityFit wprowadza na polski rynek innowacyjny model działania, który za granicą, nie tylko w Europie, cieszy się ogromnym powodzeniem i popularnością. Oferujemy wyraźnie atrakcyjniejszą cenę członkowską niż pozostałe kluby, oddając równocześnie do dyspozycji nowoczesne i innowacyjne wyposażenie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Wszystko to dostępne będzie z elastyczną ofertą, bez długoterminowych zobowiązań – mówi Nicholas Moses, dyrektor zarządzający CityFit.

Nowe sieci chcą wykorzystać duże rozdrobnienie rynku, oferując usługi wyższej jakości. Według wyliczeń organizacji IHRSA (International Health, Racquet & Sportsclub Association) z 2013 roku udział żadnej z największych sieci w Polsce nie przekraczał 5%. Można się więc spodziewać, że słabiej wyposażone, mniejsze kluby, będą przejmowane przez większe, podnosząc w ten sposób standard rynkowy, lub przestaną być dochodowe i upadną.

Wysoki potencjał

Na wysoki potencjał branży fitness w Polsce wskazuje także najnowsze badanie Eurobarometru. Według niego ponad połowa Polaków (52%) w ogóle nie uprawia sportu. Jedynie 5% procent z nas deklaruje regularne ćwiczenia.

– Wyniki badania Eurobarometru potwierdzają, że konieczne są działania, które zachęcą więcej osób do włączenia sportu do codziennych zajęć. Ma to olbrzymie znaczenie, nie tylko dla indywidualnego zdrowia, dobrego samopoczucia i integracji w społeczeństwie, ale również dlatego, że brak aktywności fizycznej generuje znaczne koszty gospodarcze – powiedziała komisarz UE odpowiedzialna za sport Androulla Vassiliou, odnosząc się do opublikowanych w tym roku wyników.

Popyt na usług fitness generować będzie także rosnąca zamożność naszego społeczeństwa, które już teraz skłonne jest przeznaczać dodatkowe kwoty z domowych budżetów. Byle by być zdrowym…i pięknym.

8 na 10 firm z solidnym programem obsługi klienta notuje znaczący wzrost zysków

Mniej niż 20% firm na całym świecie zapewnia obsługę, jakiej oczekują klienci – takie są wnioski płyną z nowego studium przeprowadzonego przez Avaya, światowego lidera w zapewnianiu rozwiązań komunikacyjnych i usług współpracy biznesowej. Badanie pokazuje, że przedsiębiorstwa europejskie pozostają daleko w tyle za swoimi azjatyckimi i amerykańskimi odpowiednikami jeżeli chodzi o nadążanie ze swoimi rzeczywistymi usługami za oczekiwaniami klientów. W ten sposób Europejczycy tracą ogromne sumy nie powiększając swoich zysków.

Pomimo badań, które wykazują silną korelację pomiędzy systemami obsługi klienta a zwiększonymi zyskami, przedsiębiorstwom nie udaje się dostosować swoich systemów na tyle szybko, aby utrzymać satysfakcję swoich klientów na wysokim poziomie.

81% firm z solidnymi programami obsługi klienta zwiększyło zyski w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
92% konsumentów brytyjskich oraz 61% konsumentów niemieckich raczej wydałoby swoje pieniądze na usługi zapewniane przez firmy, z którymi łatwiej prowadzi się interesy.
Mimo to mniej niż 1/5 (16%) managerów tak z Wielkiej Brytanii i Niemiec wierzy, że inicjatywy mające na celu polepszenie obsługi klienta znacząco wpływają na satysfakcję z zakupu oraz przywiązanie klienta, a mniej niż połowa przedsiębiorstw w Wielkiej Brytanii (40%) i mniej niż 1/3 w Niemczech (30%) zabiega o to, by ułatwiać życie swoim klientom

Nawet kiedy firmy słuchają, wciąż popełniają błędy
8 na 10 organizacji w ostatnim roku rozpoczęło projekty, których celem jest ulepszenie obsługi klienta
Ale 81% wszystkich przedsiębiorstw zawiodło się na podobnych inicjatywach w ciągu ostatnich 3 lat
Zapewne z tego powodu 66% firm twierdzi, że zmarnowało pieniądze na nieudane programy obsługi klienta – do 750,000 funtów na każdą organizację – a wielu managerów wyższego stopnia nie jest w stanie nawet wyliczyć ile pieniędzy zostało zmarnowanych.

Oprócz zmarnowanych pieniędzy, nieudane projekty poprawienia obsługi klienta oznaczają, że firmy tracą w porównaniu do tych, które potrafią zapewnić wzrost satysfakcji klientów (68%), lojalności (64%), oraz ponownych zakupów (56%), a ten wzrost notują właśnie firmy z solidnymi programami obsługi klienta.

Europa w tyle za resztą świata
Ogólnie firmy europejskie kładą mniejszy nacisk na zarządzanie doświadczeniami klientów. W Chinach i Stanach Zjednoczonych odpowiednio 83% i 73% przedsiębiorstw ma wdrożony program zarządzania klientami, podczas gdy w Indiach wskaźnik ten wynosi 72%. Stanowi to ostry kontrast z firmami europejskimi, z których zaledwie 55% (jeżeli chodzi o przedsiębiorstwa niemieckie i brytyjskie) ma podobne programy. W Indiach ¾ kadry zarządzającej twierdzi, że zarządzanie doświadczeniami klientów jest bardzo ważne. W Stanach Zjednoczonych (59%) oraz Brazylii (59%) większość respondentów także uważa to za bardzo ważne, ale już w Niemczech (33%) oraz Wielkiej Brytanii (39%) zdecydowana mniejszość managerów jest podobnego zdania.

Wybić się
Wyniki badania wskazują, że 31% organizacji, które nie posiadają programu pozwalającego na zarządzanie klientami przypisuje ten brak niedysponowaniu odpowiednimi technologiami. Kolejne 37% respondentów twierdzi, że zarządzanie klientem jest rozproszone i nieskoordynowane. Enhanced Customer Experience Management Portfolio firmy Avaya dostarcza rozwiązań, które pomagają firmom zapewnić kompleksową obsługę swoim klientom i zaoferować im naprawdę poruszające doświadczenie konsumenckie nowej generacji – z lepszymi usługami, zaawansowaną technologią oraz doskonałymi rozwiązaniami dopasowanymi do potrzeb współczesnego klienta.

Grecja, Turcja, Egipt i Hiszpania w tym roku najpopularniejszymi kierunkami wakacyjnych wyjazdów Polaków

Grecja, Turcja, Egipt czy Hiszpania to jak na razie najpopularniejsze cele zagranicznych podróży wakacyjnych Polaków. Popularne są także Chorwacja czy Bułgaria. Zamożniejsi klienci korzystają też z wycieczek egzotycznych, np. do Tajlandii czy na Karaiby. 

Myślę, że w tym roku nie będzie specjalnego zaskoczenia, jeśli chodzi o wakacyjne wyjazdy Polaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki. – W ścisłej czołówce będą te kraje, które już teraz sprzedają się najlepiej, a więc Grecja, Turcja, Egipt czy Hiszpania. Zainteresowaniem cieszą się również Chorwacja i Bułgaria – dodaje.

Jak zauważa Rosset, Polaków nie odstraszają już niepokoje w Egipcie.

Polacy się już do tych niepokojów przyzwyczaili, a zresztą polskiego turystę niełatwo jest przestraszyć – zauważa Rosset. – Pamiętajmy, że Egipt choć może nadmiernie gorący w sezonie, to oferuje bardzo korzystny stosunek jakości do ceny.

Rozwija się także oferta na Bałkanach.

Mówiąc o Bałkanach, myślimy o takich tradycyjnych już dla Polaka kierunkach, jak Chorwacja czy Bułgaria, a tymczasem pojawiają się kolejne – mówi Rosset. – Rozwija się pod tym względem Czarnogóra, i tu oferta w Polsce jest coraz bogatsza. Stosunkowo nowym kierunkiem jest Albania, a na mapę turystyczną powraca Rumunia, która kiedyś była popularna. Charakterystyczne dla Polaków jest poszukiwanie nowych miejsc i kierunków, a gdy pojawia się nowa oferta, to Polacy chętnie z niej korzystają – dodaje.

Niektórzy decydują się także na wyjazd do Izraela. Przyciąga ich tam turystyka religijna, pielgrzymkowa, a także historia.

Izrael nie należy wprawdzie do tanich krajów, ale wizyta w tym państwie to niezapomniane przeżycie – przekonuje sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki.

 Polacy chętnie podróżują w coraz bardziej egzotyczne miejsca.

Dla tych, którzy mają zasobniejsze portfele, otwierają się inne możliwości – mówi Rosset.

Polskie biura podróży czarterują dreamlinery i proponują bezpośrednie połączenia np. na Karaiby czy Dominikanę, a także do Azji czy na Daleki Wschód, gdzie króluje Tajlandia. Możliwości jest naprawdę mnóstwo. Nie zapominajmy z resztą, że Polska także jest piękna i niekoniecznie musimy sięgać tak daleko, żeby znaleźć atrakcyjne miejsce wypoczynku – dodaje rozmówca Newserii Biznes.

W ubiegłym roku według Raportu Podróżnika travelplanet.pl z biurami podróży na wakacje wyjechało o 12,69 proc. więcej osób niż w 2012 r.
Spadła natomiast liczba osób korzystających z hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych. Standard dotyczący wyżywienia nie uległ jednak znacznemu obniżeniu.  Najczęściej Polacy jeździli na tygodniowy urlop. Jedynie mniej więcej co piąty polski turysta decydował się na odpoczynek
trwający dwa tygodnie. Najpopularniejszymi kierunkami były: Egipt, Grecja, Turcja, Hiszpania i Tunezja.

Komentarz indeksowy BossaFX 16 czerwca 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 16 czerwca 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Będą rosły produkcja i zatrudnienie w polskiej motoryzacji

CEO Magazyn Polska

Przedstawiciele branży motoryzacyjnej z optymizmem patrzą w przyszłość. Blisko 48 proc. z nich spodziewa się wzrostu zamówień i idącego za nim zwiększenia zatrudnienia. Z „Badania opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” przeprowadzonego przez firmę Exact Systems wynika, że ubiegłoroczne problemy tego sektora gospodarki są już przeszłością.

– Zapytaliśmy producentów części i komponentów motoryzacyjnych o przewidywania dotyczące następnych 3 miesięcy w porównaniu z zeszłym rokiem. Z odpowiedzi wynika, że 48 proc. firm spodziewa się wzrostu zamówień i produkcji, a 38 proc. planuje zwiększyć zatrudnienie – mówi Paweł Gos, prezes Exact Systems.

Najwięcej nowych miejsc pracy będzie zarezerwowanych dla pracowników produkcyjnych (65 proc.). Blisko 9 proc. przedsiębiorców planuje zatrudnić koordynatorów jakości, a 4 proc. menadżerów i kierowników.

Dobre nastroje są między innymi efektem pozytywnych sygnałów nadchodzących spoza Polski. Rosną zamówienia koncernów zagranicznych, co pokazuje, że konsumenci w krajach Europy Zachodniej znów ruszyli do salonów samochodowych po nowe auta.

– Rynek jest dziś globalny i my na tym korzystamy – uważa Paweł Gos. – Nasi producenci części i komponentów samochodowych w dużej mierze obsługują przecież zamówienia z zagranicy. Poprawie sytuacji w kraju sprzyjają także zmiany w przepisach podatkowych, dotyczące możliwości odliczania VAT-u. Od dwunastu miesięcy mamy do czynienia z wzrostem liczby rejestracji nowych aut osobowych oraz zwiększeniem produkcji w polskich fabrykach.

Przedstawiciele branży za dobry prognostyk uznali decyzję Volkswagena o budowie we Wrześni nowej fabryki produkującej model Crafter oraz niepotwierdzoną jeszcze oficjalnie decyzję o przesunięciu produkcji Skody Roomster z Kvasiny do montowni w Poznaniu.

– Jesteśmy coraz atrakcyjniejszym krajem dla inwestorów – mówi Gos. – Mamy ponad 600 fabryk produkujących części do aut, co międzynarodowym koncernom zapewnia sprawną logistykę i niskie koszty transportu. Polska uchodzi za państwo bezpieczne i stabilne politycznie. To atuty, które pozwalają nam być konkurencyjnymi w całej branży.

Jak podkreśla Paweł Gos, na jedną osobę zatrudniona w fabryce samochodów przypadają średnio cztery miejsca pracy w przemyśle poddostawczym. Dla gospodarki inwestycje dużych koncernów motoryzacyjnych mają więc znaczenie kluczowe. 

Platformy konsolidujące sklepy przyszłością handlu w internecie

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż w internecie rośnie w szybkim tempie. W ubiegłym roku zwiększyła się o ponad 20 procent w porównaniu z 2012 rokiem. Eksperci przewidują, że w tym roku tempo zmian będzie podobne. Przyszłością branży e-commerce mogą stać się platformy, które konsolidują sklepy, sprzedawców lub artystów z określonej branży w jednym miejscu. Taki model stosowany jest już z powodzeniem w tradycyjnym handlu oraz usługach i zdaniem ekspertów sprzedaż w internecie będzie także szła w tym kierunku.

Prowadzenie wąsko wyspecjalizowanego sklepu w sieci często może okazać się nieopłacalne.

Trzeba samemu włożyć pracę w wypromowanie domeny, często też w oprogramowanie. Jeżeli sklep jest bardzo wyspecjalizowany, a produktów jest mało, trudno jest przekroczyć barierę opłacalności. Naturalną konsekwencją takiego myślenia jest stworzenie miejsca, które integruje, skupia wszystkie sklepy w jednym miejscu, co pozwala poszerzyć ofertę, a praca nad wypromowaniem domeny jest podobna – mówi agencji Newseria Biznes Sebastian Kuffel, współwłaściciel platformy EtnoBazar.pl, na której można kupić i sprzedać przedmioty inspirowane lokalną sztuką i folklorem.

Coraz częściej pojawiają się platformy, które oferują produkty określonej grupy artystów lub określonej branży – biżuterii, ubrań czy akcesoriów domowych. Pojedyncze sklepy często mają problem z osiągnięciem opłacalności, zwłaszcza jeśli specjalizują się w niszowej dziedzinie, dlatego też rozwiązaniem może być skupienie ich w większej grupie. Łatwiej jest im wtedy zaistnieć w sieci, niż działać pod własnymi domenami.

Dlatego też platformy konsolidujące sklepy z branży będą się mnożyć, a sprzedaż w internecie będzie zmierzać właśnie w tym kierunku – podkreśla Kuffel.

Platformy pośredniczące w e-handlu zarabiają na każdej transakcji, dlatego im więcej sprzedawców i kupujących, tym lepiej. Prowizje, jakie pobierają platformy, są zróżnicowane – od kilku do kilkunastu procent wartości wystawionych produktów, choć zdarzają się i takie, które pobierają ponad 20 procent ceny sprzedaży.

Jak podkreśla Kuffel, stworzenie biznesu opartego na hobby nie jest trudne – wystarczy wykupić domenę i oprogramowanie. Rozkręcenie niszowego biznesu wymaga jednak sporo odwagi i determinacji. Nie ma pewności, czy nikt wcześniej nie wpadł na taki pomysł, czy też jest na niego zapotrzebowanie.

W naszym przypadku pasją były podróże, co mogłoby sugerować założenie biura podróży. Tymczasem podróże zainspirowały nas do przywożenia różnych ciekawych produktów z całego świata i to nakierowało nas na pomysł założenia sklepu internetowego. Kolejne spostrzeżenie było takie, że sklepów z podobnymi przedmiotami jest więcej i warto stworzyć przestrzeń, żeby skupić całą tę branżę w jednym miejscu, jakim jest właśnie EtnoBazar. Warto szukać pomysłu na biznes wokół naszego hobby, ale nie przekuwać go bezpośrednio w biznes – przyznaje Sebastian Kuffel.

Moda na rękodzieło trwa od kilku lat. W internecie sprzedaż tego typu produktów co roku rośnie o około 25 procent.

Na stronie EtnoBazaru można znaleźć przedmioty inspirowane lokalną sztuką i folklorem – zarówno wytwarzane przez samych sprzedających, jak i przywożone z podróży. Swoje produkty na platformie wystawiło już ponad 50 sprzedających, EtnoBazar ma też w planach stały rozwój, udostępnienie użytkownikom wielu funkcjonalności, m.in. możliwości blogowania. Funkcjonuje też powiązany z nim serwis EtnoSpa, gdzie znajdują się kosmetyki z różnych stron świata. 

Serinus chce zwiększyć wydobycie w Tunezji i na Ukrainie

0

CEO Magazyn Polska

Serinus Energy, spółka wchodząca w skład grupy Grupy Kulczyk Investments, pracuje nad zwiększeniem wydobycia na Ukrainie i w Tunezji oraz poszukuje złóż gazu ziemnego i ropy w Rumunii. Pod względem struktury działalności firmy zdecydowanie jednak większy nacisk kładziony jest na działalność wydobywczą niż poszukiwawczą. Serinus planuje odwierty w Tunezji, gdzie chce powtórzyć dobre wyniki, które osiągnął na Ukrainie.

Tunezja i Ukraina to kraje, na których w najbliższym roku zamierza koncentrować się Serinus.

Będziemy się starali wykorzystać potencjał Tunezji. Jesteśmy tam obecni dopiero od roku, dlatego będzie on uwalniany powoli. W tym roku w Tunezji rozpoczynamy cykl wierceń – jeśli dwa pierwsze okażą się sukcesem, będziemy realizować nawet dwadzieścia kolejnych. Chcemy powtórzyć tam sukces, jaki osiągnęliśmy na Ukrainie, czyli sześciokrotne zwiększenie produkcji i osiągnięcie progu rentowności całego przedsięwzięcia po niespełna trzech latach – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Korczak, wiceprezes ds. relacji inwestorskich i dyrektor operacji w Europie Środkowo-Wschodniej w Serinus Energy.

Serinus chce w ciągu kilku najbliższych lat znacząco zwiększyć wydobycie gazu i ropy naftowej w Tunezji. Wciąż jednak udział przychodów z Ukrainy stanowi blisko 70 procent przychodów grupy. Obecnie na terenie Ukrainy trwają prace wydobywcze gazu ziemnego i kondensatu. Na początku czerwca spółka ogłosiła sukces przy odwiercie Olgowskoje-11, gdzie odkryto cztery strefy zawierające gaz, z czego trzy na skalę komercyjną. 

– Ogłosiliśmy zakończenie kolejnego odwiertu, który dotarł do kolejnych gazonośnych stref. Mamy cztery strefy, w tym jedną bardzo produktywną na naszych koncesjach ukraińskich. Myślę, że będzie to miało przełożenie na produkcję i poziom rezerw, który jest bardzo ważną kategorią dla firm z naszej branży – ocenia Korczak.

Z kolei do połowy lipca spółka planuje rozpoczęcie produkcji ze strefy S6 na odwiercie Makiejewskoje-17. Maksymalny przepływ gazu, jaki udało się uzyskać, wyniósł 187 tys. m sześc. Jest to najwyższy poziom, jaki uzyskała spółka od początku działalności na Ukrainie.

Firma KUB-Gas, której Serinus jest udziałowcem, ma siedzibę w Ługańsku, na północnym wschodzie Ukrainy. Ze względów na niepewną sytuację polityczną, a w związku z tym również gospodarczą, firma śledzi wszelkie doniesienia z tego terenu. Jak podkreśla Korczak, do tej pory nie miały tam miejsca żadne zdarzenia, które mogłyby mieć niekorzystny wpływ na firmę.

 Jeżeli chodzi o względy komercyjne, nie odczuwamy, żeby sytuacja na Ukrainie miała wpływ na naszą działalność. Jesteśmy w stanie na bieżąco produkować i sprzedawać gaz, na bieżąco otrzymujemy również płatności. Natomiast przedmiotem naszej wielkiej troski jest bezpieczeństwo naszych pracowników – zaznacza Jakub Korczak.

Serinus notowany jest na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i Toronto. Portfel aktywów spółki obejmuje koncesje w pięciu krajach. Ze względu na sytuację polityczną, działalność poszukiwawcza w Syrii została zawieszona. Pod koniec tego roku mogą zostać podjęte prace poszukiwawcze w Brunei, również w drugiej połowie roku Serinus planuje wykonanie dwóch odwiertów i badań sejsmicznych w Rumunii.

Oczywiście szukamy tam gazu i ropy, natomiast w tej chwili w strukturze działalności naszej firmy działalność poszukiwawcza jest zdecydowanie mniej obecna niż działalność wydobywcza – podkreśla Jakub Korczak. 

Na statystycznego Polaka przypada więcej powierzchni handlowej niż na Europejczyka. A sklepów będzie wciąż przybywać

Powierzchnia handlowa w Polsce nadal będzie rosnąć, choć już teraz nasycenie rynku przekracza europejską średnią. Nowe obiekty handlowe będą się pojawiać głównie w mniejszych miastach i na ścianie wschodniej. W większych miastach zarządcy obiektów skoncentrują się na poprawie jakości już istniejących powierzchni, natomiast deweloperzy – na rozwoju ulic handlowych.

Rynek nieruchomości w Polsce można uznać za dojrzały. Mamy ponad 11 mln m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej rozlokowanej w ponad 400 centrach handlowych, wolumen ten jest powiększany każdego roku o 600-700 tys. mkw. Dominującym trendem jest dywersyfikacja formatów handlowych. Mamy do czynienia również z dywersyfikacją geograficzną – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Mielcarz, dyrektor działu Retail Asset Management w Knight Frank.

Nawet 70 proc. nowych powierzchni handlowych powstanie w najbliższym czasie w miejscowościach liczących 50-100 tys. mieszkańców. Między innymi dzięki powierzchniom w mniejszych ośrodkach nasycenie polskiego rynku przekracza europejską średnią i wynosi 280 mkw. powierzchni handlowej na tysiąc mieszkańców. Europejska średnia to 226 mkw. na tysiąc mieszkańców.

Wśród tych powierzchni wciąż dominują formaty pierwszej i drugiej generacji, czyli niewielkie centra usługowe lub handlowe skupione wokół hipermarketów. Przybywać będzie jednak formatów wyższych generacji, zwłaszcza w dużych miastach. Średnia w tym segmencie to 550 mkw. powierzchni handlowych na tysiąc mieszkańców, choć np. w Warszawie jest to tylko 440 mkw. Ponieważ w dużych miastach często deweloperzy nie mają możliwości budowy nowej powierzchni, decydują się na remodeling, czyli poprawę jakości i wykorzystania już istniejących obiektów.

Z jednej strony konieczne będzie dostarczanie mniejszych formatów. Dominującym trendem jednak wydaje się być remodeling istniejącej już powierzchni handlowej, za pośrednictwem którego z jednej strony uzyskujemy nowocześniejszą, lepszej jakości powierzchnię, z drugiej możemy ją również zwiększyć. Mamy do czynienia z ogromnym zapotrzebowaniem na profesjonalną usługę doradczą związaną z przygotowaniem takiej powierzchni – podkreśla Mielcarz.

Dodaje, że przyrost powierzchni handlowych w Polsce będzie stabilny na poziomie 600-700 tys. mkw. przez kolejne 2-3 lata. Ich liczba szybciej będzie rosła na ścianie wschodniej, bo ten region ma obecnie najniższe nasycenie. Z kolei w bardziej nasyconych sklepami miastach zaczną powstawać ulice handlowe. W skali kraju rozwój nastąpi we wszystkich formatach, także małych powierzchni, np. sklepów convenience.

Zdaniem Mielcarz inwestycje w nieruchomości handlowe stanowią 40 proc. wszystkich inwestycji w nieruchomości komercyjne.

Rynek jest bardzo atrakcyjny dla inwestorów, w szczególności dla inwestorów zagranicznych, ze względu na wysokość stóp kapitałowych, płynność tego rynku oraz stosunkowo niski poziom wakatów w centrach handlowych – są to czynniki, które wpływają na decyzje o inwestycjach – podkreśla Mielcarz.

Nowoczesne telewizory są coraz bardziej inteligentne. Wyczuwają obecność użytkownika i dopasowują do niego ofertę programową

CEO Magazyn Polska

Najnowsze modele telewizorów wyposażone w kamery i czujniki potrafią rozpoznać, który z domowników znajduje się w pobliżu odbiornika. Dzięki temu urządzenie dopasuje do niego konkretną ofertę programową i listę przydatnych stron WWW. Jeden telewizor może zapamiętać maksymalnie pięć osób i spersonalizować interfejs do każdej z nich.
Możemy dla każdego członka rodziny spersonalizować poszczególne ekrany tak, aby w momencie gdy dany użytkownik podchodzi do telewizora, odkrywał się przed nim od razu jego ekran i wybrane przez niego programy telewizyjne i internetowe. Możemy sobie stworzyć np. cztery takie ekrany. Telewizor ma jeszcze taką dodatkową funkcję, że w momencie, kiedy do niego podchodzimy, wysuwa się automatycznie kamera i rozpoznaje twarz lub głos – w zależności od tego, której funkcji chcemy użyć – i od razu przestawia się automatycznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Klara Ufnalewska, PR manager z firmy Panasonic.

Producenci telewizorów stawiają też na doskonalenie technologii Smart TV, która pozwala na swobodne przeglądanie stron internetowych. Nowością jest także funkcja TV Anywhere.

TV Anywhere pozwala na oglądanie wybranych przez nas i spersonalizowanych kanałów gdziekolwiek jesteśmy na świecie. Za pomocą takiej aplikacji, którą instalujemy na smartfonie lub tablecie, jesteśmy w stanie dostać się do wnętrza naszego telewizora i możemy oglądać różne kanały telewizyjne. Mamy też możliwość zaprogramowania nagrywania, a następnie odtworzenia na smartfonie lub po powrocie do domu na dużym ekranie – wyjaśnia Klara Ufnalewska. – Z kolei Smart TV to jest cały pakiet funkcjonalności, które wykraczają poza standardowe możliwości telewizora, czyli szeroki dostęp do treści internetowych, portali społecznościowych, przeglądanie stron WWW, kanałów YouTube, a także dostęp do takich funkcji jak kontrola nad telewizorem, za pomocą której na przykład możemy, używając smartfona, włączyć telewizor z innego pomieszczenia.

Poprzez zdalne połączenie telewizora z urządzeniami przenośnymi będzie można też przesyłać filmy, zdjęcia i informacje tekstowe.

Remote Share pozwala na dzielenie się z domownikami – przy założeniu, że jesteśmy poza domem – zdjęciami, nagraniami wideo czy nawet wiadomościami, zamiast tych zostawianych na lodówce. Możemy wysłać cały album ze zdjęciami lub właśnie nagranie wideo, po prostu nagrywamy się smartfonem i wysyłamy taki plik – dodaje Klara Ufnalewska.

Dzięki ożywieniu gospodarczemu rośnie sprzedaż kosmetyków

CEO Magazyn Polska

Przedstawiciele branży kosmetycznej obserwują zakończenie chudych lat, które były skutkiem gospodarczego kryzysu. Poprawa sytuacji
w gospodarce ma bowiem bezpośrednie przełożenie na rozwój przedsiębiorstw kosmetycznych. – Po trudnym początku roku obserwujemy od kilku miesięcy ewidentny wzrost – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Grajda, dyrektor finansowy na Europę Wschodnią w firmie Coty Polska.  

Wynika to z wychodzenia gospodarki z kryzysu. Wprawdzie nie wszyscy z naszej branży ten kryzys odczuli, ale dla nas był on dosyć dotkliwy – mówi Mariusz Grajda.

W polskiej branży markowych kosmetyków tzw. efekt szminki, zgodnie z którym w kryzysie ludzie nadal kupują dobra luksusowe, ale z tańszej kategorii (np. właśnie drogie kosmetyki zamiast drogich samochodów) nie zawsze się sprawdza.

Cieszymy się z rozwoju gospodarki, gdyż im więcej ludzie mają w kieszeniach, tym szybciej się rozwijamy. Zresztą na przestrzeni dekady ten rozwój jest znaczący. Pamiętam, że gdy dołączyliśmy do Unii Europejskiej, działało u nas kilka koncernów, a polskie firmy dopiero raczkowały. Tymczasem dzisiejsza sytuacja jest zupełnie inna. O ile mi wiadomo, wzrost wyniósł 60 proc. w ciągu kilkunastu lat – twierdzi Grajda.

Korzystne dla firm kosmetycznych może okazać się podleganie konkurencyjnej presji.  

Konkurencja wzmacnia, motywuje do tego, by  wyszukać wąskie gardło w biznesie i stale poprawiać jakość – zauważa Grajda. – O nasz rozwój dbamy, reklamując się, zarówno w telewizji, jak i bezpośrednio docierając do konsumentów.

Wyzwania stojące przed branżą mają wymiar zarówno ekologiczny, jak i podatkowy.  

Musimy pamiętać, których składników nie możemy testować na zwierzętach – mówi Grajda. – Są też oczywiście wyzwania biznesowe i finansowe. Udało się nam doprowadzić do obniżenia akcyzy na wyroby kosmetyczne. Jednak nadal musimy zmagać się z podatkami, z tzw. opłatami półkowymi – dodaje.

Korzystne dla rozwoju firm kosmetycznych może okazać się podleganie konkurencyjnej presji.  

Konkurencja wzmacnia, motywuje do tego, by  wyszukać wąskie gardło w biznesie i stale poprawiać jakość – zauważa Grajda.  

Według danych z raportu „Rynek kosmetyków do makijażu, I-VI 2013 r.” sporządzonego przez firmę badawczą Nielsen w ubiegłym roku segment kosmetyków kolorowych wzrósł o niemal 8 proc., a jego wartość wyniosła ponad 1 mld złotych. Wzrost wartości rynku zanotowali m.in. producenci podkładów (wzrost o 37 proc.), mascar (36 proc.) oraz lakierów do paznokci (23 proc.) i pudrów (53 proc.). Ponadto o 42 proc. wzrosła wartość rynku błyszczyków (42 proc.) i szminek ( 36 proc.).

Z kolei wg raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” (ogłoszonego w 2013 r.) 2,6 procent polskiego rynku kosmetyków i perfum stanowią produkty luksusowe. Wartość tego segmentu szacowano na 293 mln zł. Dane dotyczyły 2012 r.

Cydr podbija polski rynek. Sprzedaż w tym roku może być trzykrotnie wyższa niż w 2013 r.

CEO Magazyn Polska

W Polsce dynamicznie rośnie sprzedaż cydru. Przed dwoma laty trunek był ledwo widoczny na rynku, w ubiegłym roku sprzedano go blisko 2 mln litrów. W tym roku eksperci spodziewają się nawet trzykrotnie wyższej sprzedaży. Liderem rynku cydru jest Grupa Ambra. Prezes grupy zaznacza, że w ciągu najbliższych kilku lat, w ramach istniejących zasobów produkcyjnych, będzie można wyprodukować nawet 15 mln litrów cydru bez wzrostu inwestycji.

Zakładaliśmy, że przy rozwoju w skali kilku procent rocznie i nowoczesnym zakładzie produkcyjnym bez projektu cydru nasze inwestycje będą właściwie na poziomie odtworzeniowym,  a wydatki inwestycyjny nie będą się w istocie zmieniały. Natomiast sam cydr jako projekt zdecydowanie zwiększa naszą efektywność biznesową – mówi agencji Newseria Biznes Robert Ogór, prezes Grupy Ambra.

Ambra jest liderem na rynku wina w Polsce i w dużej mierze opiera się na produkcji win musujących. Jak podkreśla Robert Ogór, rynek ten cechuje się dużą sezonowością. Największa sprzedaż jest w IV kwartale roku. Produkcja i sprzedaż cydru w pewnym stopniu niweluje dysproporcje między poszczególnymi porami roku.

Cydr to produkt letni i równoważy efekty sezonowości poprzez poprawę obłożenia zakładu produkcyjnego. To z kolei oznacza, że około 10-15 mln litrów cydru możemy obsłużyć w ramach istniejących zasobów produkcyjnych, bez istotnego wzrostu inwestycji. Czyli capex [wydatki inwestycyjne na wdrożenie lub rozwój produktu – red.] może lekko rosnąć w najbliższych latach, ale nie będzie tu zmiany jakościowej – zaznacza Ogór.

Grupa Ambra to największy producent cydru w Polsce, należy do niej blisko 40 procent rynku. Rynek cydru jeszcze dwa lata temu praktycznie nie istniał, w ubiegłym roku sprzedaż napoju wyniosła 2 mln litrów, w tym natomiast eksperci spodziewają się nawet trzykrotnego wzrostu. Docelowo spożycie cydru może osiągnąć blisko 2 procent sprzedaży piwa.

Gdyby rzeczywiście cydr osiągnął wolumen 3040 mln litrów, to wówczas oczywiście konieczne będą większe inwestycje. Mam nadzieję, że będziemy mogli zrealizować te inwestycje również z przychodów i marży. Na dzisiaj jest jednak za wcześnie, żeby powiedzieć że są to konkretne wyzwania i plany, które miałyby zmienić wydatki inwestycyjne spółki – mówi Ogór.

Polska jest największym eksporterem jabłek na świecie, w ubiegłym roku eksport przekroczył milion ton. Także w kraju jabłka cieszą się dużą popularnością – przeciętny konsument spożywa w ciągu roku ponad 13 kilogramów tych owoców. Cydr okazał się jednak nowością.

Jesteśmy otoczeni uprawami jabłek na nie mniejszą skalę niż Hiszpania winogronami. Mimo to cydr to zupełnie nowe zjawisko. Zamiana konsumpcji jabłek na przetworzony napój spowodowała, że sprzedaż nas pozytywnie zaskoczyła. Konsument przyjął naszą propozycję cydru lubelskiego entuzjastycznie – podkreśla Robert Ogór. 

Onet chce postawić na treści premium i walczyć o użytkowników jakością kontentu

Treści dziennikarskie na wysokim poziomie i autorskie materiały wideo mają umożliwić Onetowi utrzymanie palmy pierwszeństwa w polskim internecie. Ten z kolei jest medium coraz chętniej wybieranym przez reklamodawców.

Po dwóch latach lekkiego spadku i korekty rynek reklamy powoli zaczyna się odradzać. W tym roku spodziewany wzrost osiągnie poziom 1-2 proc. – szacuje szef Grupy Onet.pl i podkreśla, że to dobry sygnał dla branży na przyszłość.

Jego zdaniem na tym tle rynek reklamy internetowej będzie rósł znacznie szybciej, co potwierdzają wyniki z pierwszych miesięcy roku. Internet jest w nich liderem, jeśli chodzi o tempo wzrostu wydatków reklamowych.

Pierwszy kwartał pokazuje, że ten rynek rósł w granicach 6 proc. – przypomina w rozmowie z Newserią Biznes.

Za wzrosty odpowiedzialne są przede wszystkim reklama wideo, reklama kontekstowa, akcje specjalne, native advertising oraz reklama mobile. Klasyczna reklama display także generuje wzrost, ale jest on na niższym poziomie niż wspomniane kategorie, Bednarski szacuje go na poziomie 1-2 proc.

Po niedawnym połączeniu sił przez Wirtualną Polskę i o2, Onetowi wyrósł silny konkurent. Szef grupy ma jednak nadzieję na utrzymanie pozycji lidera na rynku.

Onet jest najlepiej rozpoznawalnym brandem online’owym wśród wszystkich wydawców internetowych. Większość naszego ruchu wynika ze znajomości brandu, określanego mianem „top of mind – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Robert Bednarski, prezes Grupy Onet.pl.

Jako główne wyzwania wskazuje dostosowanie do zmieniających się potrzeb użytkowników.

Utrzymanie palmy pierwszeństwa, utrzymanie pozycji najsilniejszej destynacji dla treści online, dla treści premium w polskiej sieci jest wyzwaniem na najbliższe lata – zapowiada Robert Bednarski.

Bednarski wierzy, że orężem w walce o uwagę internauty są przede wszystkim coraz lepsze jakościowo treści dziennikarskie i kontent wideo. Obecność Onetu w grupie Ringier Axel Springer Media ma w tym pomóc.

W ramach grupy mamy w naszym wspólnym, polskim online’owym portfolio szereg premium brandów. Fakt, Newsweek, Forbes, Przegląd Sportowy, Top Gear – to brandy, za którymi stoi gigantyczne doświadczenie dziennikarskie – przekonuje Bednarski i zapowiada, że portal planuje także aktywność na polu marketingowym i kampanie wspierające dotychczasowe i nowe projekty.

Onet należy do niemieckiego wydawnictwa od niespełna dwóch lat.

Cloud Planet S.A. łączy się z Skanuj.to Sp. z o.o.

0

15 maja 2014 r. doszło do połączenia spółek Cloud Planet S.A. („Cloud Planet”), dostawcy usług księgowości online szybkafaktura.pl, oraz Skanuj.to Sp. z o.o. („Skanuj.to”), innowacyjnego dostawcy rozwiązań automatyzujących rozpoznawanie danych z dokumentów księgowych. Cloud Planet S.A. to spółka portfelowa funduszu Helix Ventures Partners z Grupy MCI Management.

Cloud Planet w ramach swoich produktów dostarcza internetowe rozwiązanie do wystawiania faktur, obsługi magazynowej, prowadzenia KPiR w ramach systemu dostępnego online. Spółka buduje w Polsce jedną z największych sieci partnerskich biur rachunkowych i współpracuje z bankami  PKO BP i BOŚ Bank. Skanuj.to ze swojej strony udostępnia platformę online do rozpoznawania danych z zeskanowanych dokumentów księgowych oraz zapewnia integrację z najpopularniejszymi systemami finansowo-księgowymi i ich automatyczne zasilanie danymi z przetworzonych dokumentów.

W rezultacie połączenia powstanie najbardziej atrakcyjna na rynku oferta usług finansowo-księgowych dla klientów z sektora MŚP oraz dla biur rachunkowych. Decyzja o połączeniu obu spółek i stworzeniu wspólnej usługi ma na celu zaadresowanie potrzeb w zakresie sprawnej wymiany informacji pomiędzy biurem rachunkowym i jego klientami. Rozszerzona oferta zapewni nowoczesne rozwiązanie nie tylko do wystawiania faktur i prowadzenia księgowości ale generalnie zwiększy jakość i dostępność informacji oraz w pełni zautomatyzuje obieg dokumentów księgowych pomiędzy klientem a biurem rachunkowym.

Spółki planują zakończyć integrację swoich produktów w drugiej połowie 2014 r.