Grupa Warta rośnie szybciej niż rynek

Grupa Warta zebrała po III kwartałach 2012 r. 3,6 mld zł składki przypisanej brutto: 1,85 mld zł spółka majątkowa i 1,75 mld zł towarzystwo życiowe. Obie spółki zanotowały na koniec września znakomite wyniki finansowe – zysk netto wyniósł odpowiednio 307,3 mln zł i 21,9 mln zł.

Warta, zbierając po trzech kwartałach bieżącego roku 1,85 mld zł składek wobec 1,69 mld zł zebranych w analogicznym okresie roku poprzedniego, utrzymuje wysoką, 9,3% dynamikę sprzedaży. Największy wpływ na taki przyrost składki miały ubezpieczenia komunikacyjne (14,0%) oraz ubezpieczenia morskie i lotnicze (12,0%).

W tym samym okresie Warta wypracowała rekordowy wynik techniczny w wysokości 153,1 mln zł wobec 34,2 mln zł rok wcześniej. Tak znacząca poprawa rentowności wynika z silnego wzrostu przychodów ze składek, jak również dobrej szkodowości w konsekwencji prowadzonej polityki selekcji ryzyka i poprawy jakości portfela. Dodatkowo na poprawę efektywności technicznej pozytywnie wpłynęła niższa dynamika kosztów działalności (105,3%) w stosunku do dynamiki składki (109,3%), co znalazło swoje odzwierciedlenie w poprawie o 1,9 p.p. wskaźnika kosztów działalności. Dobremu wynikowi technicznemu Warty towarzyszą dobre wyniki na działalności lokacyjnej, co przełożyło się na zysk netto w wysokości 307,3 mln zł.

Wskaźniki bezpieczeństwa finansowego Warty tradycyjnie kształtują się na poziomie znacznie wyższym od wymogów ustawowych. Na koniec września 2012 r. wskaźnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi w TUiR Warta wyniósł 346,3%, a wskaźnik pokrycia rezerw techniczno-ubezpieczeniowych aktywami 129,8%.

TUnŻ Warta

Spółka życiowa zebrała na koniec września 1,75 mld zł składek, co jest wartością porównywalną do przypisu roku poprzedniego. Duży wpływ na ten wynik miały produkty o charakterze inwestycyjnym. W omawianym okresie towarzystwo wprowadziło do sprzedaży we współpracy z różnymi partnerami z sektora finansowego dwanaście nowych tego typu ubezpieczeń, m.in. „Golden Profit”, „Dolar Klik”, „Top 10”, „Profit Plan Plus”, „Czarne Złoto” oraz kontynuowało sprzedaż „Profit Planu”. Przychody z ich sprzedaży osiągnęły 751,2 mln zł i były o 14,1% wyższe niż osiągnięte z tej grupy produktowej w roku 2011.

Spółka konsekwentnie zwiększa przypis składek z ubezpieczeń ze składką regularną, osiągając po trzech kwartałach 2012 roku dynamikę wzrostu 8,6% – o 7,8% wzrosły przychody z tytułu umów grupowych i o 12,3% z tytułu umów indywidualnych

Warta życiowa wypracowała po trzech kwartałach 2012 roku 21,9 mln zł zysku netto. Wynik ten został osiągnięty dzięki dobrej strukturze portfela produktów i potwierdza stabilną efektywność towarzystwa.

Wynik techniczny po dziewięciu miesiącach 2012 roku wyniósł 28,6 mln zł.

Spółka życiowa, podobnie jak majątkowa, wykazuje bardzo dobre wskaźniki bezpieczeństwa finansowego. Na koniec września 2012 roku wskaźnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi wyniósł 280,6%, a wskaźnik pokrycia rezerw techniczno-ubezpieczeniowych aktywami 117,2%.

Komentarz Jarosława Parkota, Prezesa Zarządu TUiR i TUnŻ Warta

Od kilku tygodni Warta ma nowe logo, którego zmiana jest wspierana największą w historii spółki kampanią reklamową. Już po pierwszych tygodniach widzimy jej dobre rezultaty. Według stanu na koniec października, ze spotami w TV dotarliśmy już niemal do 90% klientów z naszej grupy docelowej. Nasz spot na kanale You Tube był oglądany ponad 1 mln razy, co jest ewenementem nie tylko dla naszej branży, ale w ogóle na rynku reklamowym. Liczba unikalnych użytkowników odwiedzających naszą stronę www wrosła w październiku w porównaniu do września trzykrotnie, a 75% ze 180 tys. unikalnych użytkowników to nowe osoby.

Liczę, że ta kampania pozwoli nam również w czwartym kwartale rosnąć szybciej niż rynek. Po III kwartałach spółka majątkowa uzyskała ponad 9% wzrost przypisu składki, utrzymując pozytywny trend ciągnący się już od drugiego kwartału 2010 r. To znakomity wynik szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że trzeci kwartał w skali rynku nie był tak dobry jak pierwsze półrocze – wzrost rynku w pierwszych 9 miesiącach szacujemy na około 5%. Widać wyraźnie wyhamowanie dynamiki przyrostu składek spowodowane ogólną sytuacją gospodarczą, ale też rosnącą konkurencją cenową między ubezpieczycielami, szczególnie w segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych.

Warta nie chce brać udziału w prostej rywalizacji ceną, kosztem wyników finansowych. Dlatego wciąż rozwijamy narzędzia informatyczne służące dobrej ocenie ryzyka, szczególnie w ubezpieczeniach komunikacyjnych, wykorzystując coraz to nowe możliwości jakie daje baza Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego np. w zakresie analizy historii ubezpieczeniowej klientów. Dzięki temu jesteśmy w stanie zaoferować bardzo atrakcyjne stawki starannie wybranym grupom klientów.

To w efekcie tego typu działań osiągnęliśmy po III kwartałach rekordowy zysk na poziomie 307 mln zł. Obok dobrych wyników inwestycyjnych, duży wpływ na taki rezultat miała znacząca poprawa wyniku technicznego do ponad 153 mln zł.

Wysoką jakość naszej oferty doceniają zewnętrzni eksperci i klienci. Ubezpieczenia komunikacyjne Warty zdobyły największą liczbę głosów w tegorocznej edycji ogólnopolskiego plebiscytu Laur Klienta 2012. Ponieważ to trzeci z kolei złoty Laur przyznany Warcie przez klientów w tym plebiscycie (wcześniej Laury konsumentów otrzymały też ubezpieczenia mieszkaniowe i assistance komunikacyjne), firma uzyskała godło GRAND PRIX Laur Klienta 2012. W ostatnim czasie zostaliśmy uhonorowani też tytułem „Najlepszy Partner w Biznesie 2012″ przyznawanym przez miesięcznik Home&Market.

Powody do zadowolenia mamy też w przypadku spółki życiowej. Transformacja portfela ubezpieczeń oszczędnościowych w kierunku produktów inwestycyjnych prowadzony w spółce życiowej, odbywa się płynnie, bez istotnego spadku przypisu składki. Szczególnie cieszy rozszerzanie współpracy z kolejnymi partnerami z sektora usług finansowych oraz jej kontynuacja z Kredyt Bankiem. Co istotne, coraz większe znaczenie mają ubezpieczenia ze składką regularną, które obecnie przynoszą nam już 9 % przychodów życiowej Warty.

Asseco rozwinie system informatyczny Grupy Warta

0

Asseco Poland i Grupa Warta zawarły porozumienie o rozwoju Zintegrowanego Systemu Informatycznego (ZSI) autorstwa Asseco Poland. ZSI będzie głównym systemem produktowym po połączeniu spółek WARTA i HDI Asekuracja.

Porozumienie zawarte pomiędzy Grupą WARTA i Asseco Poland przewiduje kompleksowy rozwój Zintegrowanego Systemu Informatycznego.

– Chcemy przygotować go do obsługi większej liczby klientów, agentów i polis, bo będzie to system używany przez dużo większą organizację, powstałą z połączenia spółek Warty i HDI Asekuracja – mówi Hubert Mordka, wiceprezes Warty i HDI Asekuracja, odpowiedzialny za obszar IT.

Fuzja wynika z tego, że w lipcu 2012 roku Warta została członkiem niemieckiej Grupy Talanx, właściciela między innymi spółki HDI Asekuracja. Jedną z pierwszych decyzji po przejęciu było – mimo połączenia spółek pod nazwą Warta – utrzymanie dwóch marek do sprzedaży ubezpieczeń detalicznych: Warty i HDI Asekuracja oraz dwóch sieci sprzedaży.

– Tym niemniej wszyscy klienci mają być objęci jednym wysokim standardem obsługi, dlatego ujednolicone zostaną procedury wewnętrzne w oparciu o Zintegrowany System Informatyczny autorstwa Asseco. Uznaliśmy taki scenariusz za najbardziej odpowiedni, pozwalający na zakończenie operacyjnego połączenia spółek w ciągu 24 miesięcy – wyjaśnia Hubert Mordka.
Dodaje, że rosnąca skala biznesu oraz rozwój nowoczesnych kanałów obsługi klientów, powodują konieczność ciągłego rozwoju systemu, szczególnie w obszarze możliwości jego łatwej integracji z innymi aplikacjami. Dlatego Warta szacuje, że w latach 2013-2014 zostanie wykonanych około 200 modyfikacji mających na celu rozwój systemu.

– Jesteśmy gotowi zapewnić dynamicznie rozwijającej się organizacji wsparcie technologiczne na najwyższym poziomie. Gwarantujemy skalowalność i rozwój rozwiązania odpowiedniego dla ambitnych planów zwiększania udziałów w rynku spółek Grupy WARTA. Nasi specjaliści posiadają duże doświadczenie w zakresie rynku ubezpieczeń i nasza dotychczasowa współpraca pokazała, że potrafimy szybko reagować na potrzeby i zmiany dotyczące tego rynku.– powiedział Włodzimierz Serwiński, wiceprezes Asseco Poland S.A odpowiedzialny za Pion Ubezpieczeń Komercyjnych.

Grupa Asseco należy do liderów na światowym rynku rozwiązań IT dla sektora ubezpieczeń. Oferta Grupy obejmuje kompleksowe systemy IT zarówno dla ubezpieczeń majątkowych jak i ubezpieczeń na życie, a także rozwiązania związane z wdrożeniem wymagań Solvency II. Jednym ze sztandarowych produktów grupy jest system IDIT, który został wdrożony w największych instytucjach ubezpieczeniowych na świecie. Wśród klientów spółki w Polsce są m.in. Grupa PZU, Grupa Warta, HDI Asekuracja TU S.A., TU Generali, Grupa ING i Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny.

 

Bosch przejmie polskiego Zelmera

Utworzona w 1993 roku firma BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego Sp. z o.o. jest polską spółką-córką niemieckiego koncernu BSH Bosch und Siemens Hausgeräte GmbH z siedzibą w Monachium, działającego na całym świecie z rocznym obrotem około 9,8 mld EUR, co daje mu silną pozycję na światowym rynku AGD.

Grupa posiada ponad 40 fabryk w Europie, Stanach Zjednoczonych, Ameryce Łacińskiej i Azji. Jest właścicielem m.in. marek: Bosch, Siemens czy Gaggenau. Zelmer jest spółką holdingową, której faktycznym przedmiotem działalności jest posiadanie udziałów w spółkach zależnych oraz zarządzanie grupą Zelmer, zajmującą się produkcją i sprzedażą produktów AGD.

Dzisiaj BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego, spółka zależna BSH Bosch und Siemens Hausger”te Gmbh, wezwała do sprzedaży 100 proc. akcji Zelmera oferując po 40 zł za akcję. Przyjmowanie zapisów potrwa od 4 grudnia 2012 r. do 11 lutego 2013 r. Przewidywany dzień transakcji nabycia akcji na GPW to 14 lutego 2013 r., a przewidywany dzień rozliczenia transakcji nabycia akcji przez KDPW to 19 luty 2013 r.

Dziś możemy z satysfakcją ogłosić, że proces, który trwał przez ostatnie kilkanaście tygodni zakończył się sukcesem. Pozyskaliśmy inwestora, który proponuje atrakcyjną cenę za akcję dla aktualnych akcjonariuszy. Jednocześnie będzie nas wspierał w dalszym rozwoju, uwzględniając i doceniając kluczowe zasoby firmy, jakimi są silna i dobrze rozpoznawalna marka Zelmer, nowoczesna fabryka w Rogoźnicy oraz doświadczenie i kompetencje pracowników – podkreśla Janusz Płocica, Prezes Zarządu Zelmer S.A.

BSH z zadowoleniem ocenia perspektywę przejęcia Zelmera. Akwizycja wzmocni obecność BSH w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Marka Zelmer cieszy się dużą rozpoznawalnością i uznaniem w segmencie małego AGD i sądzimy, że przyspieszy rozwój naszego obszaru Consumer Products – powiedział Dr. Ralf Fuchs, Executive Vice President Product division Consumer Products Global, BSH Group.

Walutomat: 5 miliardów obrotu na 3 urodziny

Walutomat, pierwsza polska platforma wymiany walut, osiągnęła rekordowy obrót o wartości 5 miliardów złotych. Ten wynik potwierdza pozycję Walutomatu jako niekwestionowanego lidera rynku wymiany walut online.

W stosunku do danych z końca 2011 roku, liczba użytkowników Walutomatu wzrosła dwukrotnie. Oznacza to, że obecnie ponad 5 tysięcy przedsiębiorstw i 55 tysięcy osób prywatnych regularnie wymienia waluty w Walutomacie. Przez 3 lata istnienia platformy jej użytkownicy zaoszczędzili sumarycznie ponad 135 milionów złotych, a każdy z nich zyskał średnio ponad 2,3 tysiąca złotych.

– Walutomat umożliwia wymianę walut między zarejestrowanymi użytkownikami serwisu po kursie, jaki sami zaproponują i ustalą miedzy sobą wymieniający (tzw. model peer-to-peer). Dzięki takiemu rozwiązaniu nasi klienci minimalizują koszty spreadu, czyli różnicy kursowej pomiędzy ceną kupna i ceną sprzedaży – mówi Dagmara Malinowska, dyrektor serwisu Walutomat. Przy wymianie 100 000 zł na euro można zaoszczędzić ponad 2 500 zł. Oczywiście przy większych kwotach oszczędności są jeszcze większe – dodaje.

Początki rewolucji e-walutowej

Pracę nad serwisem Walutomat rozpoczęły się w marcu 2009 roku, a osiem miesięcy później – w listopadzie – został uruchomiony w Polsce pierwszy serwis internetowy, który umożliwia wymianę dewiz między zarejestrowanymi użytkownikami. Dzięki temu korzystający z tego rozwiązania nie muszą negocjować kursów walut, ponieważ przed rozpoczęciem transakcji wymiany proponują swoje atrakcyjne wartości kursów.

Zainteresowanie wymianą walut w modelu społecznościowym, w Internecie, wzrastało z miesiąca na miesiąc. Od początku istnienia serwisu użytkownicy wymienili waluty o łącznej wartości 5miliardów złotych (każda ze stron transakcji wymieniła po 2,5 miliarda złotych).

– Nasz pomysł na biznes – platforma wymiany walut oparta o prywatne oferty użytkowników, gdzie sami ustalają kursy – był innowacyjny nie tylko w Polsce. Przyjęty przez nas model nie miał odpowiednika na rynku światowym, który dawałby pewność, że taka formuła zadziała. Możemy więc powiedzieć, że Walutomat zapoczątkował rewolucję e-walutową na skalę światową – mówi Tomasz Dudziak, założyciel serwisu Walutomat.– W pierwszych miesiącach działalności największym wyzwaniem dla nas było przekonanie osób, które regularnie wykonują transakcje walutowe, do naszego modelu działania. 60 tysięcy użytkowników oraz obrót na poziomie 5 miliardów udowadnia, że model, który przyjęliśmy działa, podoba się naszym użytkownikom i sprawdza się w 100 procentach – dodaje.

Wymiana w 10 sekund

Dynamiczny rozwój Walutomatu to skutek zaproponowania klientom najkorzystniejszego modelu wymiany walut online oraz polecania – przez zadowolonych klientów – usług Walutomatu innym. Oprócz korzyści finansowych z wymiany walut online z Walutomatem, ważny jest czas, w jakim zostanie zrealizowana transakcja. Z danych serwisu wynika, że co czwarta wymiana trwała krócej niż 10 sekund, a trzy na dziesięć zleceń zostały zrealizowane w ciągu minuty.

– W Walutomacie realizuję zlecania ponad 2,5 roku. Wcześniej korzystałem z innych rozwiązań dostępnych na naszym rynku, jednak oszczędności czasowe i finansowa przekonały mnie do regularnych wymian na tej platformie. Miesięcznie wymieniam ponad 18 mln złotych dlatego najistotniejsza dla mnie jest płynność finansowa, którą gwarantuje mi Walutomat – mówi Ireneusz Bać z firmy Cex. – Od 5 lat prowadzę swój biznes i zawsze brakowało mi czasu na załatwienie wszystkich formalności, a w Walutomacie mogę realizować zlecenia przez całą dobę, a wszystkie wątpliwości na bieżąco są rozwiązywane przez biuro obsługi klienta – dodaje.

Z Walutomatu korzystają głównie kredytobiorcy, którzy zaciągnęli swoje zobowiązania we frankach lub euro, podróżujący za granicę prywatnie lub służbowo, emigranci zarabiający w obcych walutach, a także firmy eksportowe i przedsiębiorstwa zajmujące się aktywną wymianą handlową lub usługową z kontrahentami zagranicznymi. Serwis oferuje wymianę dolarów amerykańskich, euro, franków szwajcarskich i funtów brytyjskich.

Darmowa wymiana walut w Walutomacie

W przeciwieństwie do banków i kantorów tradycyjnych Walutomat nie zarabia na różnicy kursowej pomiędzy ceną kupna i ceną sprzedaży. Jedynym kosztem, jaki ponoszą klienci jest prowizja w wysokości od 0,06 do 0,2 do proc. wymienianej kwoty. Z okazji trzecich urodzin Walutomat przygotował specjalną promocję dla wszystkich użytkowników – 12 listopada wymiana walut będzie zupełnie darmowa, co znaczy że serwis nie będzie pobierał opłat prowizyjnych.

Wymiany walut można dokonywać na stronie internetowej serwisu: www.walutomat.pl. Wystarczy posiadać konto w Walutomacie, zalogować się do serwisu i złożyć ofertę wymiany. Do transakcji dojdzie, gdy oferta sprzedaży znajdzie kontrofertę lub kontroferty kupna. Po zakończeniu transakcji wymiany wystarczy przelać wymienione waluty, np. dolary na własne konto dolarowe.

Ringier Axel Springer Media AG finalizuje przejęcie portalu Onet.pl

Po uzyskaniu zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów spółka Ringier Axel Springer Media AG sfinalizowała dziś transakcję przejęcia 75 proc. udziałów w Onet.pl – wiodącym portalu na polskim rynku internetowym. TVN S.A., dotychczasowy właściciel Onet.pl, posiada 25 proc. udziałów w holdingu kontrolującym portal.

Onet.pl dociera do 70 proc. użytkowników internetu w Polsce z szeroką ofertą treści informacyjnych i usług. Ringier Axel Springer Media AG, przejmując większość udziałów w portalu, konsekwentnie realizuje strategię digitalizacji w Europie Środkowo-Wschodniej – po przejęciu serwisu Onet.pl przychody z mediów cyfrowych stanowić będą 27 proc.
przychodów całej grupy.

Florian Fels, CEO Ringier Axel Springer Media AG: „Przejmując Onet.pl zrobiliśmy duży krok w kierunku zwiększenia udziału przychodów pochodzących z platform cyfrowych. Oprócz Serbii i Słowacji teraz także w Polsce jesteśmy liderem na rynku online. Dzięki współpracy z TVN zyskujemy wyjątkowe połączenie kompetencji w obszarze telewizji, internetu i prasy,
dlatego cieszymy się na myśl o przyszłej współpracy i możliwości dalszego rozwoju portalu Onet.pl”.

Robert Bednarski, CEO Onet.pl: „W ciągu ostatnich lat Onet.pl stał się jedną z najsilniejszych marek na polskim rynku. Cieszymy się, że wspólnie z Ringier Axel Springer będziemy mogli rozwinąć ofertę o dodatkowe treści i usługi”.

Aż 62% kupujących internautów nabyło w internecie odzież i obuwie

Najpopularniejsza grupa produktów wśród kupujących internautów to odzież i obuwie – wynika z badania PMR Research przeprowadzonego na potrzeby najnowszego raportu „Handel internetowy w Polsce 2012. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce na lata 2012-2014”. Szacunki pokazują, że ten segment rynku wygenerował sprzedaż na poziomie 1,8 mld zł.

Odzież i obuwie to grupa produktów cieszących się największą popularnością wśród osób robiących zakupy w internecie. Ponad połowa (62%) badanych zadeklarowała, że zdarzyło jej się kupić dowolny produkt należący do tej grupy, właśnie za pośrednictwem zakupów online. Większą część konsumentów tego typu dóbr stanowią kobiety (55%).

Spośród osób, które kiedykolwiek kupiły w sieci produkt z grupy odzież i obuwie, w ciągu minionych 12 miesięcy 40% osób zaopatrzyło się w odzież dla kobiet, a 28% w odzież dla mężczyzn. Co czwarty respondent z tej grupy kupił także obuwie dla kobiet lub ogólnie obuwie sportowe (25%).

Internetowy handel detaliczny odzieży i obuwia jest obecnie najprężniej rozwijającym się rynkiem pod względem otwarć sklepów znanych marek wśród takich segmentów jak RTV, AGD i sprzęt elektroniczny, DIY, meble i wyposażenie wnętrz, czy kosmetyki.

Wynika to z dwóch czynników. Po pierwsze pierwsza piątka wśród największych graczy całego rynku odzieżowego, czyli LPP (marki Reserved, Cropp, House), Inditex (Zara, Bershka, Stradivarius, Massimo Dutti, Oysho), H&M, Ordipol (Orsay) oraz C&A, jak i duzi gracze rynku obuwniczego, jak Deichmann czy Ecco, albo uruchomili w ostatnich dwóch latach sklep internetowy, albo planują to zrobić w najbliższym czasie. Sklepy internetowe znanych brandów z pewnością przyciągną nowych klientów (asortyment tych marek był dotychczas w zasadzie niedostępny online), co znacząco wpłynie na zwiększenie wartości rynku.

Drugim czynnikiem są gracze niezależni, którzy z roku na rok zwiększają sprzedaż swoich sklepów internetowych dzięki specjalizacji w konkretnym asortymencie i ofercie dużo szerszej niż w tradycyjnych sklepach, a także działaniom wizerunkowym i marketingowym prowadzonym między innymi na popularnych blogach czy Facebooku. Warto także wspomnieć, że w przypadku największych sklepów internetowych i marek handlujących odzieżą i obuwiem nawet kilkaset tysięcy osób lubi i śledzi poczynania tych sklepów i marek. Dotyczy to zwłaszcza graczy, którzy swoje produkty adresują do młodzieży i dwudziestolatków, a także tych, którzy specjalizują się w danym asortymencie, np. w butach dla kobiet.

Wartość internetowej sprzedaży segmentu odzieży i obuwia, według naszych szacunków, wyniosła niecałe 1,8 mld zł w zeszłym roku. Zgodnie z naszymi prognozami, mimo pogorszenia się sytuacji rynkowej i prognozowanej mniejszej dynamiki wzrostu całego rynku detalicznego, segment internetowy odzieży i obuwia nie odczuje jej znacząco i w 2013 r., a także rok później, odnotuje wzrost o około 13-15% na rok. Obecnie sprzedaż online stanowi 6,5% całego rynku odzieży i obuwia.

Badanie konsumenckie zostało zrealizowane w czerwcu 2012 r. przez PMR Research, dział badawczy firmy PMR (www.research-pmr.com). Badanie przeprowadzono techniką wywiadów telefonicznych CATI, a skontaktowano się z losowo dobraną próbą tysiąca dorosłych mieszkańców Polski, którzy kiedykolwiek dokonali zakupów online. W celu uzyskania tak dużej liczby wywiadów, konieczny był kontakt z 1 987 osobami.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Handel internetowy w Polsce 2012. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce na lata 2012-2014”.

Polska rynkiem (hojnego) pracodawcy

W 2011 r. w Polsce nastąpił powrót do rynku pracodawcy, o czym świadczy zwiększenie liczby zwolnień oraz spadek liczby dobrowolnych odejść pracowników. Z drugiej strony firmy bardziej zabiegały o pracowników – na pakiety wynagrodzeń i świadczeń przeznaczały większą część swoich przychodów niż w poprzednim roku.

Z tegorocznej analizy „Saratoga HC Benchmarking” przeprowadzonej przez firmę doradczą PwC wynika, że w Polsce znowu zaczynamy mieć do czynienia z rynkiem pracodawcy, a nie pracownika. W 2009 r. w Polsce podczas słabszej koniunktury gospodarczej liczba zwolnień przewyższała liczbę rezygnacji i rynek pracy był rynkiem pracodawcy. Rok później pracownicy częściej odchodzili z pracy niż byli zwalniani – mieliśmy do czynienia z rynkiem pracownika. Z kolei w 2011 r. liczba rezygnacji spadła, a pracodawcy zwiększyli liczbę zwolnień, co spowodowało powrót do rynku pracodawcy.

Jacek Nowacki, starszy menedżer w zespole HR Consulting w PwC, powiedział:

„Warto zwrócić uwagę, że sytuacja wygląda inaczej w firmach produkcyjnych, a inaczej w usługowych: pracownicy sektora usług są znacznie bardziej mobilni i chętniej zmieniają pracę. Świadczy o tym wyższy niż przeciętnie w Polsce wskaźnik rezygnacji z pracy oraz fakt, że w 2011 r. w sektorze usług nie nastąpił powrót do rynku pracodawcy, czyli więcej było dobrowolnych odejść niż zwolnień.”

W polskich firmach w ub. roku nastąpiła redukcja zatrudnienia – przeciętnie odeszło o 2,4% pracowników więcej niż zostało zrekrutowanych. Chociaż firmy usługowe w 2011 r. zwiększyły zatrudnienie o 1,6%, był to jednak zbyt mały wzrost, żeby zrekompensować spadek zatrudnienia w przedsiębiorstwach spoza tego sektora.

Produktywność

W 2011 r. nastąpiła poprawa produktywności pracowników w Polsce. Świadczy o tym wyraźny wzrost przychodów firm przypadających na jeden etat. Produktywność w znaczący sposób zwiększyła się w ub. roku – przeciętnie o 51 918 zł na jeden etat. Chociaż w sektorze produkcji w 2011 r. przychód przypadający na jeden etat spadł o około 6%, to jest on i tak znacznie wyższy od przeciętnej ogólnopolskiej. W sektorze usług mamy natomiast do czynienia z odwrotną sytuacją – w 2011 r. mimo znacznego wzrostu przychodu przypadającego na jeden etat (o około 20%) produktywność pracowników była niższa od przeciętnej krajowej.

Wynagrodzenia i świadczenia

W latach 2008 – 2009 polskie przedsiębiorstwa zareagowały na spowolnienie gospodarcze zamrożeniem wynagrodzeń. Przeciętny roczny koszt wynagrodzenia (płace zasadnicze, premie, bonusy, świadczenia pozapłacowe, podatki i narzuty ZUS) wyniósł w Polsce w 2009 r. około 80 tys. zł. W kolejnym roku ożywienie na rynku spowodowało ruch w kierunku podniesienia wynagrodzeń i świadczeń pracowników. W 2011 r. wzrost wynagrodzenia był kontynuowany i przybrał na sile – przeciętne ogólnopolskie roczne wynagrodzenie wzrosło o 8,1% i wyniosło 90 392 zł brutto.

Przeciętnie sektor produkcyjny inwestuje w pakiety wynagrodzeń mniej niż mediana rynkowa, a sektor usług – więcej. Jest to związane z faktem, że w sektorze usług większą część pracowników stanowią wysoko wyspecjalizowani pracownicy. Przeciętnie w firmie usługowej specjaliści stanowią 56,2% wszystkich pracowników, a dyrektorzy i kierownicy 14,3% całego personelu. W firmie produkcyjnej te wartości są znacznie niższe – przeciętnie w firmie z tego sektora jest 22,1% specjalistów oraz 7,9% dyrektorów i kierowników.

W Polsce wskaźnik udziału wynagrodzeń i świadczeń w przychodach firm jest stabilny i oscyluje w granicach 10 – 11%. Po spadku w 2010 r., w ubiegłym roku nastąpił jego wzrost o 0,9 punktów procentowych, co było związane ze wzrostem wynagrodzeń. W Europie i USA pakiety wynagrodzeń i świadczeń dla pracowników pochłaniają znacznie większą część przychodów – około 20%.

W sektorze produkcyjnym wskaźnik udziału wynagrodzeń i świadczeń w przychodach jest niższy od przeciętnej ogólnopolskiej, pomimo podobnego poziomu przeciętnych wynagrodzeń i świadczeń.

W sektorze usług wskaźnik ten jest najwyższy w kraju – w 2011 r. wyniósł przeciętnie 13,6%. Taki wynik spowodowany jest wyższymi wynagrodzeniami oraz inną strukturą kosztów w firmach usługowych.

Wskaźnik absencji

Poziom absencji pracowniczych jest jednym ze wskaźników określających poziom zaangażowania pracowników. W Polsce wskaźnik absencji wynosi około 5% i jest wyższy niż w Europie i USA, gdzie wynosi około 3 – 4%. W zeszłym roku zauważalny był niewielki spadek poziomu absencji do 5,2%. Mimo to przeciętny koszt absencji na jeden etat wzrósł do 8 718 zł, co było związane ze wzrostem poziomu wynagrodzeń.

W obu sektorach (produkcyjnym i usługowym) absencje kształtują się na podobnym poziomie co przeciętna ogólnopolska. W sektorze usług pracodawcy ponoszą wyższe koszty absencji pracowników (9 904 zł), a w sektorze produkcyjnym niższe (8 206 zł) niż przeciętna rynkowa.

36 przedsiębiorstw z Polski w Deloitte Technology Fast 50 CE

Rekordowa liczba 36 przedsiębiorstw z Polski znalazła się w 13. edycji rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznie innowacyjnych w Europie Środkowej. Drugi rok z rzędu liderem „Deloitte Technology Fast 50” jest rumuńska spółka Vola.ro, drugie miejsce należy do czeskiego LiveSport, a trzecie miejsce zdobyła polska spółka i3D.

W zestawieniu uplasowało się aż 36 firm z Polski, o 8 więcej niż w roku ubiegłym. Aż 27 z nich wyróżniono w głównej kategorii „Technology Fast 50”, 9 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy – Rising Stars” oraz trzy w „Wielka Piątka – BIG 5” (obecne również w głównej kategorii). Rodzime spółki stanowią aż 54 proc. podmiotów obecnych w kategorii głównej rankingu i łącznie 60 proc. we wszystkich kategoriach. Drugim krajem pod względem liczebności są Węgry, mające jednak tylko dziewięć przedsiębiorstw – cztery razy mniej niż Polska. Trzecie miejsce zajmuje Rumunia z sześcioma firmami. Ponadto w rankingu znalazło się 5 przedsiębiorstw z Czech oraz po jednym ze Słowacji, Litwy, Estonii i Serbii. W tym roku w rankingu jest aż 23 debiutantów.

Drugi rok z rzędu zwycięzcą w głównej kategorii rankingu jest rumuńska firma Vola.ro (współzałożona m.in. przez polskich przedsiębiorców, właścicielu FRU.PL, jednego z laureatów katergorii Wschodzące Gwiazdy), sprzedająca bilety lotnicze przez Internet, ze wzrostem przychodów wynoszącym ponad 17 tys. proc. w ciągu ostatnich 5 lat. Druga pozycja należy do LiveSport z Czech. Na trzecim miejscu znalazła się polska spółka z Gliwic i3D (oferująca usługi i produkty z zakresu technologii VR), która w ubiegłym roku zadebiutowała w kategorii „Wschodzące Gwiazdy”.

„Mieliśmy szczęście do ludzi, którzy ten sukces z nami stworzyli i którzy go teraz z nami rozwijają. Udało nam się zbudować zespół pasjonatów chcących podejmować ciekawe wyzwania. Znaleźliśmy się również we właściwym czasie z właściwym pomysłem wykorzystania technologii, która bardzo dynamicznie się rozwija” – powiedział Jacek Jędrzejowski, Prezes Zarządu, i3D.

Średni wzrost przychodów firm uwzględnionych w zestawieniu Deloitte wyniósł 1 026 proc. (wzrost przychodów pomiędzy latami 2011 i 2007) i jest to czwarty najwyższy wynik w 13-letniej historii rankingu. Jest on tylko nieznacznie niższy od ubiegłorocznego (1 068 proc.).

Największy średni przychód w 2011 r. uzyskały firmy z Estonii z wynikiem 34,6 mln euro, na drugim miejscu znalazły się firmy z Czech z 17 mln euro, a na trzecim spółki z Rumunii (10,6 mln euro). Przychody wszystkich firm w zestawieniu wyniosły w sumie 459 mln euro, co oznacza ponad 13 proc. wzrost w porównaniu do poprzedniego roku

„Z naszego rankingu wynika, że firmy technologicznie innowacyjne dobrze sobie radzą, mimo trudnej sytuacji ekonomicznej. Szczególnie cieszy, że w pierwszej dziesiątce mamy aż sześć spółek z Polski. Nasz kraj zdecydowanie dominuje w Europie Środkowej pod względem liczebności. Warto zauważyć, że w tym roku Czesi stracili drugie miejsce na rzecz Węgier” – mówi Marek Metrycki, lider projektu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe.

Szybko rosnące spółki technologicznie innowacyjne można znaleźć w całej Polsce. Najwięcej polskich laureatów, bo aż 10 mieści się w Warszawie, 5 we Wrocławiu. Po trzy znajdziemy w Gliwicach i Rzeszowie, a po dwie w Szczecinie, Krakowie i Gdyni. Poza tym w rankingu reprezentowane są także Łódź, Gdańsk, Poznań, Grodzisk Wlkp., Grodzisk Mazowiecki, Katowice, Rybnik, Lublin oraz Piaseczno

„Lokalizacje firm laureatów potwierdzają, że innowacje tworzy się nie tylko w dużych aglomeracjach i niekoniecznie wymagają one dużych nakładów. Zwykle szybki wzrost firmy wynika ze sprawnego wdrożenia innowacyjnego pomysłu, gdzie efekty widać z miesiąca na miesiąc. Stąd specyfika firm, które kwalifikują się do rankingu Deloitte” – komentuje Piotr Świętochowski, Dyrektor w dziale Audytu, Deloitte.

Tegoroczny ranking głównej kategorii, podobnie jak poprzedni, zdominowały firmy zajmujące się oprogramowaniem. Stanowią one 55 proc. wszystkich spółek (10 p.p. więcej niż w 2011 r.). Zauważalnie mniej jest natomiast spółek internetowych, których odsetek zmalał z 43 do 35 proc. niemniej nadal to one dominują w pierwszej dziesiątce w kategorii głównej, jak również pod względem wielkości przychodów. Spółki internetowe osiągnęły bowiem najwyższe średnie przychody na poziomie 10,5 mln euro (w poprzedniej edycji 6,7 mln euro), zaś producenci oprogramowania 5,8 mln euro (w poprzedniej edycji 8,6 mln euro).

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking „Deloitte Technology Fast 50” skupia najszybciej rozwijające się środkowoeuropejskie przedsiębiorstwa technologicznie innowacyjne, bazując na tempie wzrostu ich przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą trzy kategorie: główna „Technology Fast 50” oraz dwie podkategorie „Wschodzące Gwiazdy – Rising Stars” i „Wielka Piątka – Big 5”. Firmy same zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte porównuje podane przez nie dane finansowe. „Technology Fast 50 CE” jest częścią programu „Technology Fast 500 EMEA”, którego wyniki zostaną zaprezentowane 29 listopada w Londynie.

Burda International inwestuje w startup modowy

Burda International nabywa 25 procent udziałów w polskim startupie SHOWROOM (www.shwrm.pl). SHOWROOM jest platformą e commerce przeznaczoną dla młodych polskich projektantów. Obecnie ponad 500 z nich prezentuje i sprzedaje tu swoje kolekcje. SHOWROOM powstał na początku 2012 roku dzięki wsparciu polskiego funduszu VC HardGamma Ventures i będzie sukcesywnie rozwijany w kolejnych krajach.

Burda International zarządza zagranicznymi aktywnościami koncernu medialnego Hubert Burda Media. Wraz z partnerskimi wydawnictwami Burda International jest wydawcą 229 czasopism za granicą i ma na swoim koncie poważne inwestycje w rozbudowę projektów digital. Główny nacisk kładzie na wzrastające rynki Europy Wschodniej i Azji. Fabrizio D’Angelo, Prezes Burda International: „SHOWROOM to ciekawy koncept o fascynującym rozwoju. Widzimy ogromny potencjał dla tego typu platformy w segmencie fashion. Burda International ma tu duże doświadczenie jako wydawca takich marek jak: ‚ELLE‘, ‚INSTYLE‘, ‚Prestige‘ i ‚burda style‘. Dzięki temu mamy duży zasięg grup docelowych zainteresowanych modą. To stanowi doskonały fundament dla strategicznego partnerstwa pomiędzy SHOWROOM i Burda International.

“Michal Juda i Jasiek Stasz, założyciele SHOWROOM-u: „Wierzymy, że polska moda ma ogromny potencjał. Nasi projektanci mają wiele do zaoferowania, a my chcemy sprawić, by ich głos był słyszalny poza granicami kraju. Poprzez inwestycję Burda International i ogromne doświadczenie naszego partnera chcemy otworzyć polskim projektantom nowe perspektywy,
szczególnie za granicą”.

Krzysztof Kowalczyk, Partner Zarządzający funduszu HardGamma Ventures: „Inwestycja Burdy – wymarzonego partnera dla każdego przedsięwzięcia z branży mody – w SHOWROOM pokazuje, jak efektywnie nasz fundusz jest w stanie rozwijać spółki ze swojego portfolio wprowadzając je na rynki międzynarodowe i doprowadzając do istotnego wzrostu ich wartości.”

Grupa Allegro kupiła serwis Wykop.pl

Allegro zostało nowym właścicielem serwisu społecznościowego Wykop.pl. Jego przedstawiciele zapewniają, że tworzony przez użytkowników portal zachowa swoją niezależność. Strony nie ujawniają wartości transakcji.

Większość ze 100 proc. udziałów w Wykopie, Allegro kupiło od funduszu inwestycyjnego Garvest. Resztę sprzedał spółce Tomek Drożdżyński, założyciel społecznościowego serwisu, a obecnie dyrektor serwisów ogłoszeniowych w Grupie Allegro.

Po ogłoszeniu transakcji wśród części użytkowników Wykopu pojawiły się obawy, że tworzony przez nich serwis może stracić niezależność.

Przedstawiciele Allegro i Wykopu zapewniają jednak, że w serwisie nic się nie zmieni. – Wykop.pl, podobnie jak inne należące do grupy serwisy niezwiązane bezpośrednio z działalnością e-commerce, takie jak Bankier, pozostanie niezależny i zachowa swój swobodny, społecznościowy charakter – powiedział „Wirtualnym Mediom” Michał Białek, dyrektor operacyjny Wykopu. Będzie on wraz ze swoim zespołem nadal kierować serwisem.

Tydzień mody w Łodzi – FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Fashion week (pol. tydzień mody) to impreza branży modowej, które co roku decydują o tym, co cały świat będzie nosił przez kolejne miesiące. FashionPhilosophy Fashion Week Poland to największe wydarzenie modowe w Polsce. Odbywa się cyklicznie w Łodzi. Jesienna edycja odbędzie się w dniach 24-28 października 2012 r. i zaprezentuje trendy na sezon wiosna-lato 2013 r.

Ideą projektu jest propagowanie nowych trendów oraz prezentacja premierowych kolekcji polskich projektantów. Obecność tylu łowców talentów na Fashion Week Poland to szansa dla wszystkich projektantów, nie tylko tych z wybiegu, ale także wystawców z Showroomu, na nawiązanie kontaktów i międzynarodową promocję. Wielu gości zwraca uwagę na bogaty program polskiego tygodnia mody. David Roth z berlińskiego FashionDaily.TV traktuje Fashionphilosophy jako jedyną w swoim rodzaju inicjatywę łączącą modę, fotografię i film. Jego zdaniem “połączenie tych elementów jest siłą Fashion Week Poland”.

„Dziennikarze zagraniczni, przedstawiciele Tygodni Mody i prestiżowych targów to goście, których opinia jest dla nas niezwykle ważna.” – mówi Irmina Kubiak- szefowa polskiego tygodnia mody . „Stali bywalcy tygodni mody w Paryżu, Berlinie czy Nowym Jorku przyjeżdżając do Łodzi podnoszą organizacyjną poprzeczkę wydarzenia, mając porównanie z największym, światowymi eventami modowymi. Ich pozytywne opinie to dla nas duże wyróżnienie i motywacja do dalszego działania.”

Więcej na stronie: FashionPhilosophy Fashion Week Poland Wiosna Lato 2013

W 2011 r. wzrosły przychody największych firm

Przychody największych firm w Europie Środkowej w 2011 r. wzrosły o 9,8 proc. Był to jednak wzrost mniejszy o 1,2 punkty procentowe w porównaniu z rokiem poprzednim. Pierwszy kwartał tego roku przyniósł także wzrost przychodów, jednak jego dynamika jest już o połowę mniejsza niż w całym 2011 r. co potwierdzają mało optymistyczne dane makroekonomiczne dla Regionu. Najlepiej w czasach niepewności radzą sobie branże wyrobów przemysłowych i energetyczna, najgorzej sektor TMT (Technologia, Media, Telekomunikacja). Jak oceniają eksperci firmy Deloitte obniżona dynamika wzrostu oraz spadające zyski netto o 3,5 proc. pokazują, że największe firmy regionu odczuły już skutki spowolnienia gospodarczego.

Firma Deloitte już po raz szósty przeprowadziła analizę największych firm w 18 krajach Europy Środkowej i Ukrainie. „Wchodzimy w piąty rok globalnego kryzysu ekonomicznego. I nic nie wskazuje na to, aby miał się on szybko skończyć. Duże i silne firmy mogą stać się siłą napędową gospodarek o ile tylko po okresie konsolidacji rynku zdecydują się na wzrost inwestycji i zatrudnienia. Te decyzje zależą jednak od rozwoju sytuacji makroekonomicznej” – tłumaczy Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte.

Poprzedni rok był dla regionu czasem kontynuacji wzrostu gospodarczego z 2010 r. i okresem relatywnie dobrej sytuacji gospodarczej. Silny wzrost zanotowały gospodarki Polski (4,3 proc.), Słowacji (3,3 proc.) oraz państw nadbałtyckich, które podczas kryzysu lat 2008-2009 dotknęła największa recesja. „Motorem wzrostu gospodarczego w państwach regionu był w ubiegłym roku umacniający się eksport, spowodowany wzrostem produkcji w Niemczech, głównego partnera handlowego dla krajów CE. Zatem wraz ze słabnącymi gospodarkami Francji i Niemiec pogarsza się także sytuacja przedsiębiorstw w państwach Europy Środkowej” – tłumaczy Patryk Darowski, Menedżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

W 2011 r. przychody ogółem 500 największych firm wyniosły około 707 mld Euro, czyli o prawie 13 proc. więcej niż rok wcześniej i blisko 11 proc. więcej niż w 2008 r., czyli ostatnim roku przed kryzysem. Przychody ostatniej na liście spółki wyniosły w ub. roku niemal 480 mln Euro. Dla porównania w 2010 r. wystarczyło 418 mln Euro, by znaleźć się w zestawieniu.

Największe wzrosty przychodów osiągnął sektor produkcji wyrobów przemysłowych (17 proc., dla danych wyrażonych w Euro). Dla porównania rok wcześniej branża ta osiągnęła wzrost przychodów o 20 proc. Sektor przemysłowy jest jednym z najliczniej reprezentowanych w zestawieniu i stanowi ponad jedną czwartą ogólnej liczby firm. Ten bardzo dobry ubiegłoroczny wynik to efekt przede wszystkim dobrej kondycji sektora przemysłu przetwórczego (52 spółki chemiczne i metalurgiczne). Jeszcze trzy lata temu sektor ten borykał się z ogromnymi problemami i najbardziej ucierpiał w czasie kryzysu. W 2009 r. spadki przychodów sięgnęły 22 proc. Szybko rosnący sektor to także energetyka ze wzrostem przychodów w 2011 r. na poziomie 12 proc. (w Euro). Ten wzrost to głównie zasługa rosnących cen surowców, a szczególnie ropy naftowej.

Co prawda sektor budowalny zanotował spory wzrost przychodów 21 proc., jednak ten bardzo dobry wynik branża zawdzięcza zaledwie siedmiu polskim spółkom, realizującym projekty związane z UEFA EURO 2012. Ich rosnące wyniki to efekt zaksięgowania przychodów z kontraktów zawartych w poprzednich latach. „Był to wynik jednorazowy i niepowtarzalny, nie może zatem świadczyć o kondycji tego sektora” – mówi Patryk Darowski. „Należy również pamiętać o tym, iż wzrost przychodów nie przełożył się na poprawę rentowności tych firm a wręcz przeciwnie, wzrastająca sprzedaż zwiększyła zapotrzebowanie na i tak mało dostępne finansowanie kapitału obrotowego” – dodaje. Największy spadek przychodów zanotowała branża TMT. Przychody firm tej branży reprezentowanych w badaniu obniżyły się o blisko 3 proc. co odzwierciedla globalne trendy obniżenia stawek za świadczone usługi oraz nasycenia rynku.

Jaki będzie rok 2012? Wyniki po pierwszym kwartale pokazały kontynuację wzrostów przychodów, jednak wzrosty te były już o połowę niższe od ubiegłorocznych i wyniosły zaledwie 4 proc. Ponadto pierwszy kwartał pokazał dalszy spadek średniego zysku netto o kolejne 5,6 proc. (w całym 2011 r. średni spadek zysku netto wyniósł 3,5 proc). Podobnie obniżyły się odczyty PKB po pierwszym kwartale 2012 r., co może sygnalizować początki spowolnienia w regionie. Widać, że broni się branża wyrobów konsumpcyjnych oraz transport. Duże wzrosty nadal notują spółki z sektora energetycznego. „To przede wszystkim te branże będą budować PKB krajów Europy Środkowej” – mówi Tomasz Ochrymowicz, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Czy kraje poradzą sobie z kryzysem? „Ewolucję kryzysu 2008-2009 coraz trudniej przewidzieć na gruncie ekonomii, z uwagi na bezprecedensowo silny interwencjonizm rządów i banków centralnych. Nie wydaje się jednak, żeby kryzys miał szybko się skończyć. Na rozpoczęcie 5 roku globalnego kryzysu ekonomicznego zasadne wydaje się więc pytanie na ile jeszcze pozostają odporne gospodarki regionu Europy Środkowo-Wschodniej na kolejne fale globalnych sztormów”- twierdzi Rafał Antczak.

Raport Deloitte obejmuje także branże bankową i ubezpieczeniową. W 2011 r. 27 spośród 50 analizowanych instytucji finansowych odnotowało wzrost aktywów. Średni wzrost aktywów dla wszystkich banków wyniósł zaledwie 1 proc. Najliczniejszą grupę wśród tej 50 ma Polska (14 banków) oraz Czechy i Węgry (8 i 6). Podobnie sektor ubezpieczeniowy w 2011 r. odnotował średni wzrost składki przypisanej brutto wyrażonej w Euro na poziomie jedynie około 1,5 proc., czyli znacznie mniej niż w 2010 r. (około 6 proc.). Ponadto aż 23 z 50 największych ubezpieczycieli odnotowało stratę netto w 2011 r., średnia zmiana zysku netto dla całej grupy wyniosła -3.5%.

W 2011 r. liczba polskich spółek w zestawieniu zmniejszyła się o dziewięć w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosła 167. Nasz kraj jest jednak wciąż niekwestionowanym liderem w regionie. Mniejszą liczbę spółek w porównaniu z rokiem 2010, oprócz Polski, zanotowały także m.in. Czechy i Węgry. „Zauważalny jest za to wzrost znaczenia ukraińskich i rumuńskich przedsiębiorstw. Ten awans jest skutkiem poprawy koniunktury i rosnących, nawet o 20 proc., przychodów spółek z tych krajów” – wyjaśnia Patryk Darowski. Cztery ukraińskie spółki radzą sobie lepiej niż średnia dla całego regionu. „W pierwszym kwartale tego roku Ukraina nadal kontynuuje wzrost zdecydowanie powyżej średniej, ale i tak jest on o połowę niższy od tego w 2011 r. Polskie spółki nie doświadczają już tak dynamicznych wzrostów i spadków, co świadczy częściowo o większej dojrzałości naszego rynku i jego mniejszej zmienności” – dodaje Tomasz Ochrymowicz.

Pełne zestawienie największych firm regionu zawiera raport „CE TOP 500”, firmy Deloitte oraz dziennika „Rzeczpospolita”, który zostanie zaprezentowany na zbliżającym się XXII Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju w dniu 4 września br.

Rynek złota jak bańka spekulacyjna. Od 11 lat trwa hossa

Złoto wciąż przyciąga inwestorów jako bezpieczna lokata kapitału. Już co druga sztabka na rynku jest kupowana w celach inwestycyjnych. Zdaniem ekspertów, trwająca od 11 lat hossa w końcu się skończy. – Jak uformuje się choćby drobny trend spadkowy i wiara w wieczną hossę upadnie, to nastąpi wyprzedaż złotych rezerw, a jest tego tysiące ton – przestrzega Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions.

Choć, jak podkreśla ekonomista, sprawa Amber Gold nie powinna zrażać inwestorów do rynku złota, to można znaleźć inne powody, by ich od takich inwestycji odwieść.

– Ten kruszec jest już bardzo drogi. Od 11 lat trwa hossa. Niektórzy dopatrują się bańki spekulacyjnej w wymiarze międzynarodowym. Z bańką spekulacyjną mamy do czynienia wtedy, gdy bardzo dużo osób kupuje daną rzecz ze względu na spodziewane wzrosty cen – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Maciej Bitner.

A rynek złota w tym kierunku zmierza. Co druga sztabka kupowana jest w celach inwestycyjnych. Jeszcze parę lat temu było to zaledwie 8 proc. rynku.

– Wtedy rynek był dużo zdrowszy, kiedy ludzie kupowali złoto, żeby zrobić z niego np. biżuterię. Teraz ludzie kupują przede wszystkim z myślą o przyszłej odsprzedaży. W ten sposób gromadzi się bardzo duży zapas złota, w szczególności w funduszach ETF, ale też w sztabkach, w prywatnych zbiorach. W końcu to złoto z powrotem trafi na rynek, a wtedy będzie wyprzedaż i spadki cen – prognozuje główny ekonomista Wealth Solutions.

Jak wyjaśnia, takie zjawisko nie nastąpi nagle. Cały czas wśród inwestorów dominuje silne przekonanie, że złoto to dobra i bezpieczna lokata kapitału. Jednak, zdaniem Macieja Bitnera, każdy trend spadkowy, utrzymujący się nieco dłużej niż zwykle, może spowodować, że ta wiara upadnie i rozpocznie wyprzedaż zapasów surowca.

– Dopiero, kiedy ludzie zaczną sprzedawać swoje złoto zgromadzone prywatnie czy w funduszach ETF, to wtedy można mówić o początku bessy. Na razie ten sentyment inwestorów jest zbyt silny – dodaje Maciej Bitner.

W złoto ufają również banki centralne na całym świecie, które posiadają ok. 32 tysięcy ton tego kruszcu.

– Od zeszłego roku banki centralne w Europie Zachodniej i w USA zamiast sprzedawać złoto ze swoich zbędnych rezerw z czasów standardu złota, całkowicie zaprzestały tej działalności, a inne banki w krajach rozwijających się zaczęły nagle złoto kupować. Czyli banki przestały być elementem podaży, stanowiły ok. 15 proc. rocznej podaży, a stały się w takim zakresie uczestnikiem popytu na złoto – mówi Bitner.

Przed kryzysem banki sprzedawały rocznie ok. 400 ton tak, by złoto w małych ilościach wracało na rynek. W ostatnich latach na sprzedaż minimalnych zasobów złota zdecydował się tylko niemiecki bank centralny.

Zdaniem eksperta, również w tym przypadku tendencja się odwróci, czyli banki centralne będą sprzedawać złoto, jeśli jego cena zacznie spadać.

– To nie jest do końca logiczne – uważa ekonomista Wealth Solutions. – Właściwie to jest najlepszy moment na sprzedaż złota, kiedy jest ono rekordowo drogie, a nie kiedy zacznie tanieć. Długoterminowo złoto bankom centralnym nie jest potrzebne, nie generuje przychodu, tylko leży w skarbcach. A przydałoby się gospodarce czy jubilerom, by można było je jakoś wykorzystać.

Spadki obrotów na polskiej giełdzie dużo łagodniejsze niż na innych rynkach

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych zakończyła pierwsze półrocze z ponad 60 mln zł zysku netto. Chociaż w porównaniu do ubiegłego roku to spadek o ponad 15 proc., to prezes Ludwik Sobolewski jest z wyników zadowolony. – Zważywszy na nową falę kryzysu, to wyniki działalności giełdy i całego polskiego rynku są dobre – podkreśla prezes GPW.

Spadki obrotów na polskiej giełdzie dużo łagodniejsze niż na innych rynkach

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych zakończyła pierwsze półrocze z ponad 60 mln zł zysku netto. Chociaż w porównaniu do ubiegłego roku to spadek o ponad 15 proc., to prezes Ludwik Sobolewski jest z wyników zadowolony. – Zważywszy na nową falę kryzysu, to wyniki działalności giełdy i całego polskiego rynku są dobre – podkreśla prezes GPW.

– To był okres stabilizowania struktury giełdowej po przejęciu Towarowej Giełdy Energii, stabilizowania nowej organizacji oraz odpowiadania na te „szoki zewnętrzne”, które dotykają nas od wielu miesięcy. Te ostatnie 6 czy 9 miesięcy, sięgając jeszcze do roku 2011, to niewątpliwie była nowa odsłona kryzysu w Europie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Na pogorszenie wyników Grupy Kapitałowej GPW wpływ miała przede wszystkim mniejsza aktywność inwestorów, czego efekty odczuwało wiele rynków na całym świecie.

– Cały świat zarówno rynków rozwiniętych, jak i wschodzących, notował w ostatnim czasie zmniejszone obroty ze względu na kryzys zaufania do instrumentów finansowych, które związane są z ryzykiem inwestycyjnym. Polska giełda może pochwalić się tym, że u nas te spadki były stosunkowo łagodne. Obniżenie obrotów było znaczące w stosunku do 2011 roku, ale pamiętajmy, że to był rekordowy rok w historii giełdy pod tym względem – przypomina Ludwik Sobolewski.

W I półroczu wartość obrotów sesyjnych na głównym rynku GPW i na NewConnect wyniosła niecałe 98 mld zł i była o 24 proc. niższa niż przed rokiem. Biorąc pod uwagę obroty wyrażone w walucie lokalnej jest to jeden z mniejszych spadków wśród giełd Europy Środkowo-Wschodniej.

– W stosunku do innych rynków naszego regionu, zwłaszcza to można powiedzieć, że my to dosyć dobrze amortyzowaliśmy, tak więc pozwoliło to nam zachować dobre wyniki finansowe – przekonuje prezes GPW.
Jak wyjaśnia, poziom obrotów w najbliższych miesiącach będzie uzależniony od tego, jak inwestorzy zagraniczni będą postrzegać kondycję polskiej gospodarki.

– Wpływ będzie miał również rozwój sytuacji w strefie euro. Ale będą pewne czynniki wewnętrzne, które też będą oddziaływać na pewno pozytywnie na aktywność inwestorów. Chodzi o oddanie im do dyspozycji nowej technologii giełdowej i związane z tym również pewne zmiany dostosowawcze, jeśli chodzi o sposób działania giełdy – wymienia Ludwik Sobolewski.

Od marca br. w wynikach finansowych giełdy uwzględniane są wyniki TGE i jej spółek zależnych. GK GPW zwiększyła przychody z rynku towarowego do 23,9 mln zł w I półroczu 2012 z 0,8 mln zł przed rokiem.

– To jest inny rynek, inny obszar biznesowy, który ma też swoje uwarunkowania koniunkturalne, ale inne niż rynek
instrumentów finansowych. To nam zapewnia antycykliczność w ramach naszej Grupy Kapitałowej i stanowi już dosyć istotny składnik przychodów. W sposób naturalny wpływa więc na powiększenie naszej sumy bilansowej, naszego wyniku netto – mówi Ludwik Sobolewski.

Obroty na rynku towarowym odpowiadają już za ponad 25 proc. przychodów GPW w II kwartale. Udział przychodów z obrotów na rynku akcji obniżył się z 56,4 proc. w 2011 roku do 33,5 proc. w II kwartale br.

– Po okresie stabilizowania w dużym stopniu nowej struktury giełdowej, jesteśmy gotowi do realizacji kolejnych wielkich projektów takich jak wdrożenie nowego systemu transakcyjnego czy inne, które będą już przypadać na rok 2013 – zapowiada prezes warszawskiej giełdy.

Nowy system Universal Trading Platform (UTP), wdrażany przy współpracy z amerykańskim NYSE Euronext, zacznie działać już w listopadzie. Przedsięwzięcie pochłonie większość z zaplanowanych na ten rok nakładów inwestycyjnych w wysokości 93 mln zł.

Wyniki Grupy Kapitałowej MCI Management S.A po I półroczu 2012 r.

Operująca w Europie Centralnej i Wschodniej Grupa MCI pomimo spowolnienia gospodarczego odnotowała bardzo dobre wyniki finansowe. W I półroczu osiągnęła 30 mln zł zysku netto przy rekordowym poziomie wyjść z inwestycji w wysokość 160 mln zł. Firma dysponuje 250 mln zł wolnej gotówki. Na rozwój obiecujących projektów technologicznych może wydać w latach 2012 – 2013 od 300 do 500 mln zł.

– Mimo niestabilnej sytuacji rynkowej, mamy za sobą udane półrocze. To pokazuje, że nasza strategia, opierająca się na inwestowaniu w obiecujące spółki technologiczne, głównie zagraniczne jest bardzo efektywna. Wartość aktywów wzrosła do 751,5 mln PLN, zaś aktywów netto do 555,8 mln PLN. – powiedział Tomasz Czechowicz, prezes zarządu MCI Management SA.

Rekordowe wyjście z inwestycji – sprzedaż udziałów w największym sklepie internetowym Mall.cz (inwestycja przez spółkę celową funduszu MCI.TechVentures Netretail Holding BV) oraz udane działania pozyskania finansowania sprawiły, że Grupa dysponuje obecnie znaczącą ilością gotówki, która zostanie przeznaczona na nowe inwestycje. Płynne środki finansowe oraz promesy kredytowe stanowią ok. 257 mln PLN, a kolejne 50 mln PLN stanowią środki KFK, które mogą być udostępnione na żądanie. Bardzo dynamiczny rozwój branży internetowej daje szerokie możliwości inwestycyjne.

– MCI zamierza elastycznie reagować na pojawiające się okazje – dlatego priorytetem dla Zarządu było zbudowanie bufora płynności, aby wykorzystać ten potencjał inwestycyjny w latach 2012- 2013. Do końca 2012 r. MCI planuje przeprowadzić nowe inwestycje na co najmniej 100 mln PLN. – zapowiada Tomasz Czechowicz.

Z tego też powodu Zarząd i Rada Nadzorcza zaproponowała NWZA, które ma się odbyć we wrześniu 2012 r., przegłosowanie nowej emisji obligacji zamiennych na akcje (minimalna cena konwersji – 9 zł) o maksymalnej wartości do 50 mln PLN. Obligacje miałyby być emitowane w transzach w miarę potrzeb inwestycyjnych oraz posłużyć refinansowaniu zapadalnych we wrześniu obligacji serii B (wykup w kwocie 22 mln PLN).
Czynniki, które miały główny wpływ na wynik MCI w pierwszej połowie 2012 roku to głównie wzrost wartości certyfikatów funduszu MCI.TechVentures osiągnięty w wyniku: przeszacowania inwestycji w Mall.cz do ceny z sprzedaży oraz wzrosty wartości inwestycji w Invia, Geewa, Morele (za sprawą bardzo dobrych wyników operacyjnych tych spółek).

Zyskowne transakcje wyjścia

W kwietniu br. GK MCI dokonała rekordowego w swej historii wyjścia z inwestycji. MCI.TechVentures podpisał umowę sprzedaży udziałów w Mall.cz – największym sklepie internetowym w regionie Europy Centralnej i Wschodniej. Spółka została sprzedana Grupie Naspers (w Polsce właściciel Allegro). Przewidywane całkowite wpływy z tytułu sprzedaży w wyniku zamknięcia inwestycji w Mall.cz to ok. 164 mln PLN (38,5 mln EUR). W czerwcu 2012 r. MCI otrzymał 90% kwoty, pozostała część jest oczekiwana do października br. Dzięki wsparciu ze strony Intel Capital oraz MCI, Netretail zrealizował znaczący wzrost w okresie ostatnich dwóch lat i wzmocnił pozycję lidera w kilku kluczowych segmentach rynku e-commerce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W czasie zaangażowania MCI.TechVentures jako inwestora, spółka zrealizowała z sukcesem plan ekspansji regionalnej poprzez akwizycje w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. MCI osiągną na tej transakcji IRR w wysokości ok. 175 % oraz całkowity zwrot z zainwestowanego kapitału rzędu 4,1 razy. Taki wynik pokazuje, że przyjęta przez Grupę strategia, przewidująca inwestycje we wzrostowe branże nowych technologii i internetu i rozwijanie spółek portfelowych w regionalnych i globalnych liderów w swoich sektorach, jest słuszna i przynosi wymierne korzyści. Uzyskane środki finansowe Grupa zamierza przeznaczyć na nowe inwestycje. W lipcu 2012 r. dokonano także sprzedaży inwestycji w spółce Nexto sp. z o.o sprzedając ją do Grupy Ruch S.A.

Coraz lepsze wyniki ABC DATA

Istotnym zdarzeniem odnotowanym w portfelu MCI są doskonałe wyniki ABC Data, czołowego dystrybutora IT w Polsce i w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Skonsolidowana sprzedaż ABC Daty w H1 2012 wzrosła o 23% (r/r). Natomiast wynik na poziomie zysku brutto na sprzedaży w H1 2012 wzrósł o 13,1% do 66 mln zł w ujęciu r/r. Oczyszczona wartość EBITDA w H1 2012 wyniosła 22,4 mln PLN, co oznacza wzrost o 24,9% r/r. Dynamicznie rozwija się ekspansja spółki w krajach nadbałtyckich – od rozpoczęcia działalności na Łotwie i w Estonii w grudniu 2011 r. – ponad dwukrotnie wzrosła sprzedaż kwartał do kwartału. ABC Data prowadzi również przygotowania do startu działalności operacyjnej na Węgrzech – planowany start Q4 br.

ABC Data wypłaci akcjonariuszom łącznie 20 mln PLN dywidendy za rok 2011. Termin wypłaty dywidendy 28/09/12.
Giełdowa cena akcji ABC Data SA nie odzwierciedla obecnie jej dobrej sytuacji ekonomicznej i dynamicznego rozwoju pozostając na poziomie najniższym od czasu debiutu na GPW.

Pogłębia się kryzys na rynku motoryzacyjnym

Ten rok będzie bardzo trudny dla branży motoryzacyjnej w Polsce – przewidują uczestnicy rynku. I to nie tylko dla producentów samochodów. Mniejsza liczba zamówień z zagranicy na nowe auta powoduje, że problemy nie omijają również dystrybutorów i producentów części motoryzacyjnych. – Polska wciąż jest atrakcyjna dla inwestorów z tej branży, mimo że sprzedaż jest zdecydowanie gorsza – mówi Alfred Janke, prezydent Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

Rynek motoryzacyjny boleśnie odczuwa skutki kryzysu gospodarczego. Wyniki sprzedaży pojazdów oraz części i podzespołów, które są znacznie gorsze niż w poprzednich miesiącach, mówią same za siebie.

– Wszystko zależy tak naprawdę od zasobności portfeli – tłumaczy Agencji Informacyjnej Newseria Alfred Franke, prezydent Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. – Dzisiaj Polaków nie stać nawet na używane samochody.

Import używanych aut spada z roku na rok. W ubiegłym roku do Polski sprowadzono 655 tysięcy samochodów. W tym półroczu – 323 tysiące – i jest to wynik o 5 proc. niższy niż w I połowie 2012.

Spadki notuje też sprzedaż nowych aut, a co za tym idzie, słabnie sektor produkcji i dystrybucji części motoryzacyjnych oraz usług. Mimo że do tej pory rynek ten radził sobie bardzo dobrze.

– Dane za 2011 pokazują, że był on rekordowy, a wartość produkcji części motoryzacyjnych w kraju sięgnęła ponad 51 mld zł – mówi Alfred Franke. – Wartość samego rynku części motoryzacyjnych i rynku usług w Polsce to jest aż 31 mld zł. Niestety ten ostatni rok jest bardzo trudny, jeden z najtrudniejszych od dłuższego czasu

Przyczyn, które złożyły się na taki stan rzeczy, jest co najmniej kilka. Główną jest coraz mniejsza zasobności naszych portfeli, a problem potęgują jeszcze rosnące koszty.

– Bardzo duży koszt paliw, koszt eksploatacji samochodu. Polaków po prostu na to nie stać. W związku z tym rzadziej serwisują samochody. Oszczędzają na eksploatacji aut i odkładają każdy przegląd najdłużej, jak to jest tylko możliwe – mówi Alfred Franke.

Jednak na branżę wpływ mają zachowania nie tylko polskich konsumentów. Ze względu na dość wysoki udział (27 mld zł) eksportu w sprzedaży części, sytuacja producentów części samochodowych uzależniona jest mocno od rozwoju wydarzeń na rynkach europejskich.

– Wierzymy, że eksport będzie się nadal rozwijał – wyjaśnia Alfred Franke. – Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych prowadzi obecnie ponad 30 projektów związanych z nowymi inwestycjami w Polsce, o wartości 2 mld euro.

Projekty mają przysłużyć się stworzeniu ponad 12 tysięcy dodatkowych miejsc pracy w Polsce, co – zdaniem analityków rynku – pokazuje, że Polska jest atrakcyjna dla producentów części, którzy chcą tutaj inwestować.

– Kluczowe firmy z pierwszej dziesiątki działają na całym świecie, mówię o pierwszej dziesiątce. W Polsce mają około 7 proc. zatrudnienia w stosunku do tego, co mają na całym świecie – mówi ekspert.

Jak zapewnia Alfred Franke, zapotrzebowanie na części motoryzacyjne nie będzie spadać wraz z unowocześnianiem kolejnych modeli aut.

– Rzeczywiście samochody są coraz bardziej nowoczesne, bardziej zaawansowane technicznie, mniej awaryjne. Natomiast części do nich są zdecydowanie droższe i coraz bardziej zaawansowane technicznie, w związku z tym jest ich znacznie więcej. Dawniej nie było czegoś takiego, jak sondy lambda w samochodzie – zauważa prezydent stowarzyszenia.

Rozwój technologii oznacza, że potrzebne są kolejne nakłady.

– Jeżeli państwo kupujecie nowy samochód, to on w 80 proc. składa się z części, które pochodzą od niezależnych producentów części motoryzacyjnych. To oni produkują te części, oni tworzą know-how w motoryzacji, oni inwestują olbrzymie pieniądze w badania, w rozwój. W skali kraju jest to około 4,5 mld złotych. To jest kwota, którą niezależni producenci inwestują w badania projektowo-badawcze – wyjaśnia prezydent SDCM.

Program „Akcjonariat Obywatelski. Inwestuj świadomie” – bo wiedza to najlepsza broń inwestorów

Dom Maklerski BDM SA już po raz drugi uczestniczy w kampanii „Akcjonariat Obywatelski. Inwestuj świadomie” organizowany przez Ministerstwo Skarbu Państwa. W ramach działań prowadzić będzie bezpłatne spotkania giełdowe, podczas których uczestnicy nauczą się świadomie zarządzać swymi oszczędnościami, poznają organizację rynku kapitałowego i dowiedzą się jak korzystać ze swoich praw jako akcjonariusza spółki giełdowej.

Program „Akcjonariat Obywatelski. Inwestuj świadomie” ma na celu budowanie zaufania społecznego do rynku kapitałowego oraz zwiększenie zaangażowania inwestorów indywidualnych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.
W ramach kampanii eksperci Domu Maklerskiego BDM SA będą prowadzić bezpłatne spotkania warsztatowe w Katowicach, Bielsku Białej i Lubinie.

Od wielu lat kładziemy nacisk na edukowanie w zakresie inwestycji giełdowych. Do tej pory koncentrowaliśmy się jednak na młodych, na ogół jeszcze studiujących, inwestorach dla których cyklicznie organizujemy konkurs „Żak Inwestuje” – mówi Józef Pabin z DM BDM – Idea kampanii Ministerstwa Skarbu Państwa „Akcjonariat Obywatelski. Inwestuj świadomie” wzbudziła nasz entuzjazm ze względu na otwartą formułę i zakres tematyczny. Podczas spotkań nasi eksperci duży nacisk położą na możliwości stosowania narzędzi inwestycyjnych, przeprowadzenie analiz i wybór najlepszej strategii. Jestem przekonany, że będzie to bardzo cenne doświadczenie dla inwestorów planujących pierwsze kroki na giełdzie – podkreśla Józef Pabin.

Kampania wspomagana jest przez 33 partnerów – spółek giełdowych, instytucji rynku kapitałowego i domów maklerskich.
Zapisy na spotkania odbywają się poprzez stronę www.AkcjonariatObywatelski.pl., gdzie znajduje się również kalendarz spotkań.

Wzrasta liczba faktur niezapłaconych na czas

Dziś 26,6 proc. faktur jest płaconych z opóźnieniem, a średni czas spłaty to 4,5 miesiąca. Eksperci alarmują, że poziom zatorów płatniczych wzrasta z miesiąca na miesiąc. – Pogłębia się ta niekorzystna sytuacja – przyznaje w rozmowie Agencją Informacyjną Newseria Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów.

– To są te faktury, które są nie zostały zapłacone na czas w wyznaczonym terminie płatności, a kiedy tak naprawdę zostaną zapłacone, tego nie wiemy. Jeszcze rok temu ten odsetek wynosił 25 proc., więc to zjawisko narasta. Jeszcze rok temu prawie 1/5 przedsiębiorców deklarowała, że nie ma żadnych problemów z otrzymaniem zapłaty na czas. W tej chwili deklaruje to tylko 11,3 proc. – wyjaśnia prezes Łącki.

Do poziomu 34,5 proc. wzrosła również ilość przedsiębiorstw dotkniętych zatorami płatniczymi. Twierdzą oni, że nie są w stanie uregulować należności, bo ich dłużnicy spóźniają się z uregulowaniem rachunków. Analitycy twierdzą, że może to doprowadzić do ograniczenia działalności firm, a w radykalnych wypadkach – redukcji zatrudnienia.

– Największą barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej wywołaną zatorami płatniczymi jest w tej chwili niemożność inwestowania. 37,3 proc. przedsiębiorców wskazuje właśnie na to zjawisko, a jako przyczynę podaje brak pieniędzy od kontrahentów na swoim koncie na czas. Ponad 11 proc. przedsiębiorców ogranicza bądź redukuje zatrudnienie z powodu zatorów płatniczych – mówi prezes KRD.

Z tego powodu najczęściej cierpią małe i średnie firmy, a to one stanowią o sile polskiej gospodarki, bo –zgodnie z danymi Krajowej Izby Gospodarczej – odpowiadają za 75 proc. miejsc pracy w kraju i 67 proc. PKB Polski.

Jak wskazuje sondaż Business Centre Club, zatory płatnicze i opóźnienia w opłacaniu faktur spowodowane są głównie przez duże przedsiębiorstwa wymuszające na mniejszych firmach wydłużenia kredytu kupieckiego (24 proc.) oraz kredytowanie własnej działalności kosztem innych (21 proc.).

Według prezesa KRD, rośnie również liczba branż, które mogą mieć problemy z zatorami płatniczymi.

– Są pewne branże, które mają większe problemy z regulowaniem należności. Taką branżą już od kilku lat jest branża budowlana i deweloperska. Również producenci i dystrybutorzy sprzętu AGD, a także branża meblowa – wymienia Adam Łącki.

Ale nie tylko firmy mają problem z terminowym regulowaniem należności. Polacy dość swobodnie podchodzą do płacenia za takie usługi jak telewizja satelitarna, rachunki telefoniczne czy dostęp do szerokopasmowego internetu. Długi konsumenckie wciąż stanowią większość w rejestrach dłużników.

W Krajowym Rejestrze Długów widnieje obecnie około 1,8 mln dłużników.

Wyniki Grupy Kapitałowej Asseco za II kw. 2012 roku

Wyniki finansowe Grupy Kapitałowej Asseco wypracowane w pierwszym półroczu 2012 roku są wyższe niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wynoszą 2,68 mld zł, co stanowi wzrost o 14 proc. w stosunku do wyniku wypracowanego w analogicznym okresie 2011 r. Przychody ze sprzedaży oprogramowania i usług własnych wzrosły o 20 proc. w porównaniu do pierwszego półrocza 2011 r. i wynoszą 2,04 mld zł. Zysk operacyjny jest wyższy o 6% od osiągniętego rok wcześniej i wynosi prawie 372 mln zł. Grupa wypracowała zysk netto na poziomie 204 mln zł, czyli o 11 proc. więcej niż rok wcześniej.

Coraz większa część przychodów pochodzi z zagranicznych operacji Asseco. W pierwszych sześciu miesiącach 2012 r. sprzedaż spoza Polski stanowiła ponad 70 proc. przychodów ogółem przy 49 proc. udziale w wypracowanym zysku operacyjnym. Największy wzrost przychodów odnotowały spółki działające na rynku izraelskim (wzrost o 32 proc. w porównaniu do 1H 2011) oraz bałkańskim (wzrost o 11 proc.).

Grupa Asseco konsekwentnie buduje i rozszerza zakres swoich kompetencji oraz zwiększa portfolio produktowe. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2012 r. Asseco wzmocniło swoją obecność na rynku amerykańskim poprzez nabycie udziałów kontrolnych w spółce Exzac (oprogramowanie fraud management) oraz izraelskim dzięki spółce Netwise Aplications (tworzenie stron internetowych). W Polsce do grupy dołączyły CK Zeto (bezpieczeństwo danych, zarządzanie dokumentami i archiwizacja) oraz SKG (oprogramowanie z zakresu podatków, cła, audytu danych). W Czechach grupa nabyła NZ Servis, specjalizującą się w oprogramowaniu typu ERP dla agencji celnych.

W pierwsze półroczu 2012 r. Grupa Asseco łącznie podpisała ponad 1100 kontraktów, natomiast 500 projektów zostało pomyślnie zakończonych. Terminowo ukończono budowę nowego centrum IT Asseco Poland w warszawskim Wilanowie – w tej chwili to jedyne warszawskie biuro Asseco, w którym pracuje około 1 tys. pracowników.

,,Wyprawka szkolna” – rządowy program pomocy dla uczniów z ubogich rodzin

128 milionów złotych na dofinansowanie zakupu podręczników i 2,5 miliona złotych na zasiłki losowe na cele edukacyjne to działania rządu dla uczniów w nowym roku szkolnym 2012/2013.

Dofinansowanie w ramach programu „Wyprawka szkolna” wzrosło o ponad 11 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem. Wsparcie jest przeznaczone głównie dla uczniów rozpoczynających edukację szkolną w klasach I-IV szkoły podstawowej oraz I klasie szkoły ponadgimnazjalnej.

Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że z pomocy w ramach programu w zeszłym roku skorzystało łącznie 267 605 uczniów, w tym 35 810 uczniów niepełnosprawnych.

Dodatkowo rząd przewidział wsparcie dla dzieci z rodzin poszkodowanych na skutek nawałnic i innych zdarzeń atmosferycznych, w szczególności gradobicia oraz powodzi. Otrzymają one zasiłek losowy na cele edukacyjne w wysokości 1 000 złotych na każde uczące się dziecko.

Polacy nadal wolą konsumować niż oszczędzać

Polacy oszczędzają, ale krótkoterminowo i na określony czas – wynika z badań European Financial Group. Wciąż niewielu z nas odkłada na emeryturę czy na studia dzieci. – To, żeby pokazać sąsiadowi, że jeździmy lepszym samochodem niż on, jest zdecydowanie istotniejsze niż wolność i bezpieczeństwo finansowe – mówi Marcin Kuźniar, prezes EFG. Społeczeństwa zachodnioeuropejskie uczyły się nawyku długofalowego oszczędzania przez kilkanaście lat.

– Społeczeństwo jest spragnione, żeby konsumować dziś, a nie zastanawiać się nad tym, co będzie kiedyś. Jest taki stereotyp: „ja mam 30-40 lat, co ja będę myślał o emeryturze”. Żyjemy z dnia na dzień – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marcin Kuźniar, prezes zarządu European Financial Group.

Według badań TNS OBOP, prawie połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności. Całe nasze pensje pochłaniają bieżące wydatki. Eksperci EFG twierdzą nawet, że typowy Polak wciąż więcej wydaje niż odkłada, a to oznacza często życie na kredyt. Z danych TNS OBOP wynika, że w 2011 roku zadłużonych było ponad 55 proc. Polaków.

– Codziennie zarabiamy pieniądze, ale codziennie też te pieniądze wydajemy. Polak jest na tyle sprytny, że zarabia 5 tys. zł, a wydaje 7 tys. zł, bo ma jeszcze na karcie kredytowej. Więc dobro konsumpcyjne dzisiejsze wygrywa z tym, jak powinna wyglądać forma bezpieczeństwa finansowego jutro, zabezpieczenia przyszłości dla siebie i dla swoich bliskich – wyjaśnia prezes Marcin Kuźniar.

Podkreśla jednocześnie, że Polacy potrafią oszczędzać. Aby wyjechać na wymarzone wakacje, mogą regularnie przez kilka miesięcy odkładać choćby niewielką sumę pieniędzy. Według ekspertów EFG, mobilizuje ich do tego wizja rychłego wypoczynku jako nagrody za czas oszczędzania.

Problemem nie powinien być również brak dostępu do odpowiednich instrumentów oszczędzania.

– Najbardziej popularne są programy inwestycyjno-oszczędnościowe, które łączą w sobie cechę systematycznego i konsekwentnego oszczędzania pieniędzy na przyszłość, które gwarantują bezpieczeństwo danej osoby i jej bliskich. Takich instrumentów jest mnóstwo. Bardziej martwiłbym się o świadomość, dostęp do wiedzy, informacji, które w jasny i przystępny sposób pozwoliłyby zebrać dane konieczne do podjęcia decyzji, czy tego typu produkty są potrzebne – wyjaśnia Marcin Kuźniar.

Jego zdaniem nasze społeczeństwo musi wiele nadrobić, by nabyć nawyki od lat posiadane przez Niemców czy Holendrów. W krajach Europy Zachodniej od pokoleń istnieją programy oszczędzania: te pierwsze zakładane są przez rodziców tuż po narodzeniu dziecka i mają pozwolić mu w przyszłości edukować się bez obaw, a te ostatnie – przez dojrzałych obywateli, którzy chcą zapewnić sobie spokojną starość.

– Jeżeli na Zachodzie rodzi się Hans, to nikt się nie zastanawia, czy założyć mu konto oszczędnościowe, ubezpieczyć jego edukację i przyszłość, czy założyć konto rezerw finansowych, czyli po prostu polisę, która pozwoli mu zabezpieczyć bieżące potrzeby związane z realizacją jego celów, kiedy dorośnie – tłumaczy prezes EFG. – W Holandii ustawowo jest wymóg dla rodziców, że muszą otworzyć 2-3 programy oszczędnościowe, jeden na studia, drugi na start w życiu. To się wiąże z tym, że jeżeli ktoś decyduje się na dziecko, to bierze za nie odpowiedzialność.

Z roku na rok stopniowo jednak przybywa Polaków, którzy oszczędzają długofalowo albo poważnie to rozważają. Zdaniem ekspertów EFG, w dalszym ciągu taki proces będziemy obserwować. Jak podkreślają, nieufność wobec odkładania pieniędzy wynika z zaszłości historycznych – wolny rynek istnieje w naszym kraju dopiero od 20 lat – i braku edukacji finansowej.

– To jest jedno, może dwa pokolenia, żeby ta kultura, ten nawyk i odpowiedzialność za nasze przyszłe pokolenia, które będą się rodzić, była naturalna, a nie była wynikiem nacisku sprzedawcy na sprzedaż produktu – prognozuje szef EFG.

W 2011 roku wyliczono, że Polacy dysponują oszczędnościami w wysokości ponad 967 mld złotych – to wzrost o 6 procent w porównaniu do roku poprzedniego. Połowa z tego zalega na kontach bankowych i tylko niewielka część jest inwestowana. Ekonomiści twierdzą, że należy zwiększyć świadomość finansową Polaków i zachęcić ich do większej dbałości o bezpieczeństwo finansowe dla siebie i najbliższych.

– W Polsce wciąż jest bardzo mylnie postrzegana średnia klasa społeczeństwa. To są osoby, które z reguły dobrze wyglądają, jednak nie są bezpieczne finansowo: bo kredyt na dom, samochód, studia, wakacje, karta kredytowa przewyższają ich dochody. Oni wznoszą się na wyżyny ryzyka finansowego i nie zabezpieczają swojej przyszłości. To się wiąże z pewnego rodzaju kulturą z zakresu edukacji finansów osobistych, potrzeb oszczędzania. Kulturą finansową, której nasze społeczeństwo będzie się uczyć jeszcze kilka lat – mówi Marcin Kuźniar.

Wyniki Netia S.A. za II kw. 2012 roku

Netia S.A. zaprezentowała wyniki finansowe za II kwartał i I półrocze 2012 roku. Skorygowany zysk EBITDA osiągnął rekordowy poziom 156,2 mln zł (wzrost o 17 proc. w porównaniu do I kw. 2012), a zysk netto wyniósł 21,0 mln zł. Zarząd przedstawił również aktualizację prognozy na 2012 rok.

– Nowa Netia prezentuje dzisiaj bardzo dobre wyniki finansowe za II kwartał 2012 roku. Pierwsze półrocze 2012 r. zamykamy z rekordowo wysokim skorygowanym zyskiem EBITDA na poziomie 156,2 mln zł i zyskiem netto 21,0 mln zł. Projekt integracji Dialogu i Crowley’a z Grupą Netia realizowany jest zgodnie z planem i przyniesie prognozowane 130 mln zł rocznych synergii na poziomie przepływów środków pieniężnych do 2014 roku. – powiedział Mirosław Godlewski, Prezes Zarządu Netia S.A.

– W II kwartale osiągnęliśmy dobre wyniki i wysoką rentowność w segmencie klientów korporacyjnych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Utrzymujący się trend spadku bazy klientów indywidualnych, związany z trudną sytuacją rynkową i agresywną konkurencją w niższych segmentach cenowych, skłonił nas do krótkoterminowej korekty celów operacyjnych; prognoza liczby usług (RGU) zostaje obniżona z 2,9 mln do 2,75 mln. Pomimo krótkoterminowej korekty, Netia znajduje się w doskonałej kondycji finansowej, odnotowując zadłużenie netto na poziomie zaledwie 0,76 x skorygowanego zysku EBITDA – dodał Mirosław Godlewski.

Dane finansowe

Przychody Netii w I półroczu 2012 r. wyniosły 1,081 mld zł, wykazując wzrost o 35 proc. w stosunku do I półrocza 2011 r. Skorygowany zysk EBITDA wyniósł w I półroczu 2012 roku 289,2 mln zł, co stanowi wzrost o 49 proc. w stosunku do I półrocza 2011 r. W II kwartale 2012 r. skorygowany zysk EBITDA wyniósł 156,2 mln zł, co stanowi wzrost o 17 proc. w porównaniu z II kwartałem 2011 r.

Zysk netto odnotowany w I półroczu wyniósł 11,2 mln zł w stosunku do straty netto w wysokości 10,1 mln zł w I półroczu 2011 r.. Zysk netto w II kwartale 2012 r. wyniósł 21,0 mln zł wobec straty netto w wysokości 9,8 mln zł w I kwartale 2012 r.

Spółka osiągnęła dodatnie przepływy wolnych środków pieniężnych na poziomie operacyjnym w I półroczu i II kwartale 2012 r., w wysokości odpowiednio 160,4 mln zł i 87,3 mln zł.

Aktualizacja prognozy na 2012 rok

Zarząd podtrzymuje prognozę skorygowanego zysku EBITDA na poziomie 600 mln zł na 2012 rok oraz podwyższa prognozę skorygowanych przepływów wolnych środków pieniężnych na poziomie operacyjnym z 300 do 330 mln zł. Jednocześnie Zarząd obniża prognozę liczby usług (RGU) z 2,9 mln na 2,75 mln.

Liczba usług

Liczba usług (RGU) na dzień 30 czerwca 2012 r. wyniosła 2785334 w porównaniu do 2 752 346 na dzień 30 czerwca 2011 r. oraz 2 793 068 na dzień 31 marca 2012 r.

Liczba usług telewizyjnych na dzień 30 czerwca 2012 r. wyniosła 71 274, co stanowi wzrost o 46% w porównaniu do 48 775 usług na dzień 31 marca 2012 r.

Liczba usług szerokopasmowych wzrosła do 903 947 na dzień 30 czerwca 2012 r., co stanowi wzrost o 3 proc. z poziomu 877 044 na dzień 30 czerwca 2011 r. oraz spadek o 1 proc. z poziomu 912 408 na dzień 31 marca 2012 r. Łączny udział Nowej Netii w rynku stacjonarnych usług szerokopasmowych wyniósł 14,1 proc. wobec 14,2 proc. na dzień 30 czerwca 2011 r.

Liczba stacjonarnych usług głosowych na dzień 30 czerwca 2012 r. wynosiła 1 714 136 w porównaniu do 1 766 998 na dzień 30 czerwca 2011 r. Łączny udział Nowej Netii w rynku stacjonarnych usług głosowych wyniósł około 20 proc. w II kwartale 2012 r. Liczba usług mobilnych szerokopasmowych na dzień 30 czerwca 2012 r. wyniosła 33 415, a usług mobilnych głosowych 62 562, wykazując wzrost w obu kategoriach odpowiednio z poziomu 16 627 i 42 902.

Rozwój sieci NGA

W II kwartale 2012 r. Netia rozszerzyła zasięg istniejącej sieci NGA, umożliwiającej świadczenie m.in. usług szerokopasmowych o wysokiej przepływności oraz usług 3play, obejmujących usługi telewizyjne w technologii IPTV oraz na bazie adaptywnego protokołu IP. Na dzień 30 czerwca 2012 r. sieć NGA Nowej Netii obejmowała zasięgiem 835 tys. lokali, w tym około 560 tys. lokali w zasięgu sieci miedzianej VDSL, około 129 tys. w zasięgu sieci optycznej (PON) oraz ponad 146 tys. w zasięgu szybkiej sieci ethernetowej oraz sieci FTTB.

Lider w LLU

Na dzień 30 czerwca 2012 r. Netia obsługiwała 182 353 klientów na bazie sieci LLU w porównaniu do 159 260 obsługiwanych na dzień 30 czerwca 2011 r. Netia zakończyła program uwalniania węzłów LLU, a ich liczba wyniosłą 712 na dzień 22 sierpnia 2012 r.

MCI Management sprzedał RUCH S.A. większościowy pakiet NetPress Digital

RUCH S.A., jeden z największych kolporterów prasy w Polsce, nabył większościowy pakiet udziałów w NetPress Digital Sp. z o.o. spółce będącej liderem polskiego rynku dystrybucji e-książek, audio-książek oraz prasy elektronicznej. W ramach transakcji fundusz MCI.TechVentures należący do Grupy MCI Management S.A. sprzedał wszystkie posiadane udziały w NetPress.

NetPress jest jednym z prekursorów oraz liderem polskiego rynku dystrybucji e-książek, audio-książek oraz prasy elektronicznej. Spółka jest właścicielem Nexto.pl, największej polskiej platformy udostępniającej cyfrowe książki i prasę, w której ofercie znajduje się ok. 20.000 tytułów.

Z dniem 6 sierpnia br. RUCH S.A. staje się większościowym udziałowcem NetPressu. Na mocy umowy nabywa pakiet 80% udziałów, a pozostałe 20% pozostaje w rękach założyciela spółki. Oznacza to, że NetPress żegna się z dotychczasowym inwestorem, Grupą MCI Management S.A. .

Fuzja Nexto z RUCH-em jest z naszej perspektywy znakomitą wiadomością. – mówi Bartłomiej Roszkowski, prezes NetPress Digital – Dzięki tej inwestycji nasza spółka będzie mogła rozwijać się wspólnie z jedną z największych firm na polskim rynku i będzie bardziej konkurencyjna dla innych sklepów z branży. Ta współpraca pozwoli nam stać się bardziej stabilnym podmiotem, a także korzystać z większego zakresu kanałów dystrybucyjnych i promocyjnych.

Sylwester Janik, członek zarządu MCI Management S.A. i zarządzający funduszem MCI.TechVentures, w którego portfelu znajdował się NetPress powiedział: „NetPress jest przykładem spółki, która z sukcesem zbudowała swoją pozycję w perspektywicznym segmencie dystrybucji audio-książek oraz książek i prasy elektronicznej. W czasie naszego zaangażowania, spółka znacząco rozwinęła platformę dystrybucji online, wprowadziła sprzedaż w kanale mobilnym i rozpoczęła dystrybucję e-czytników, współpracując z sukcesem z liderami rynku online i mobile w Polsce. Jesteśmy przekonani, że Zarząd spółki wykorzysta potencjał dalszego rozwoju w ramach RUCH S.A. dzięki komplementarności oferty NetPress i bazy klientów RUCH S.A.”

Paweł Szymański, Prezes Zarządu RUCH S.A. skomentował transakcję: „Przejęcie udziałów w NetPress jest krokiem milowym w naszej strategii wejścia na rynek e-commerce. Zakup spółki, która ma najwięcej tytułów prasowych jest kontynuacją przyjętej i ogłaszanej już przez nas strategii wejścia na rynek e-prasy. RUCH ma najszerszą ofertę wśród tradycyjnych kolporterów prasy, która teraz, dzięki temu, że uzyskamy dostęp do platformy oferującej zakup publikacji elektronicznych w formatach tekstowych i audio, będzie dostępna również przez Internet.”

27 października SKOK-i trafią pod nadzór KNF

Zapowiada się prawdziwa rewolucja w systemie Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych (SKOK), które są największą parabankową organizacją finansową w Polsce. Skupiają 2,5 mln członków, mają zgromadzone około 15 mld zł ich depozytów, dysponują siecią blisko 2 tys. placówek. Z końcem października wszystkie trafią pod państwowy nadzór, któremu podlegają już banki. KNF chce się upewnić, czy depozyty członków kas są bezpieczne.

Spółdzielcze kasy oszczędnościowo – kredytowe są ważnym elementem rynku finansowego. W ostatnich kilkunastu latach SKOK–i ugruntowały swoją pozycję na lokalnych rynkach. Pierwotnie kasy ograniczały się do usług świadczonych na rzecz osób tworzących wspólnotę, które łączy więź o charakterze zawodowym, terytorialnym lub organizacyjnym. Obecnie w
praktyce usługi SKOK–ów są powszechnie dostępne. Systemowe znaczenie SKOK–ów i potrzeba objęcia ich niezależnym, państwowym nadzorem finansowym wynika m. in. z liczby członków kas oraz wartości zgromadzonych w nich środków.

Podobnie jak w przypadku nadzoru nad bankami, nadzór KNF wobec SKOK–ów będzie nakierowany na bezpieczeństwo depozytów członków kas. W pierwszym okresie po objęciu SKOK–ów państwowym nadzorem, celem KNF będzie ocena sytuacji finansowej kas oraz identyfikacja rodzajów ryzyka występującego w ich działalności. Jednocześnie SKOK–i są obowiązane, w terminie 3 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy, do przeprowadzenia audytu zewnętrznego i przekazania jego wyników KNF, Kasie Krajowej, Ministrowi Finansów, Narodowemu Bankowi Polskiemu, Komitetowi Stabilności Finansowej
oraz Krajowej Radzie Spółdzielczej. Audyt będzie przeprowadzany przez niezależnego biegłego rewidenta.

Rosja od środy jest formalnie członkiem WTO (Światowej Organizacji Handlu)

Rosja w WTO nie będzie mogła już tak swobodnie nakładać embarga na produkty rolne z Polski, Gruzji czy Mołdawii. Zdaniem ekspertów to najpoważniejszy ruch w kierunku liberalizowania światowego handlu od dekady, kiedy szeregi organizacji zasiliły Chiny. Zmiany jednak będą stopniowe, a to dlatego, że Rosja w ciągu kilku lat negocjacji wywalczyła sobie długie okresy przejsciowe.

Negocjacje euroazjatyckiego imperium trwały rekordowo długo, bo 18 lat. W tym czasie Rosjanie dokonali wielu zmian w prawie i taryfach celnych, które ułatwiły im przystąpienie do Światowej Organizacji Handlu. Najpoważniejsza, czyli zmiana Kodeksu Celnego, została wprowadzona dwa lata temu – w lipcu 2010 roku.

– Niewątpliwie jest to krok w kierunku liberalizacji handlu z partnerami zagranicznymi. W związku z tym możemy się spodziewać wzrostu wymiany handlowej Rosji, a jednocześnie też wzrostu inwestycji do Rosji, bo członkostwo w WTO jest pewnym gwarantem spełniania standardów przez dane państwo – ocenia Iwona Wiśniewska ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Federacja Rosyjska będzie musiała zmniejszyć cła importowe na szereg towarów oraz ograniczyć wsparcie państwa, m.in. dla rolnictwa. Jednak w czasie negocjacji Rosjanie zapewnili sobie również długie okresy przejściowe. Przykładowo ich rynek motoryzacyjny będzie objęty specjalnymi obostrzeniami i stopniowo otwierany przez siedem lat.

– W 2011 roku, kiedy jeszcze było negocjowane członkostwo, średnia ważona stawka celna w Rosji to było 10 proc., do 2018 roku powinna ją obniżyć do około 7,5 proc. Ale to nie same stawki celne są barierą w dostępie do rosyjskiego rynku, ale też i procedury. To, ile się stoi na granicy, jakie dokumenty na granicy są wymagane. To było jedną z ważniejszych barier dla naszych eksporterów, a nie same stawki celne – twierdzi Iwona Wiśniewska.

Na stopniowym otwieraniu rosyjskiego rynku najbardziej skorzystają firmy z Unii Europejskiej. W 2011 roku na Wschód wyeksportowały produkty i towary warte 108,4 mld euro (głównie samochody, telefony i leki), a Rosjanie dostarczyli do Europy dobra warte 199,5 mld euro (w tym głównie gaz za 154 mld euro). Komisja Europejska szacuje, że z tytułu niższych ceł unijni eksporterzy zaoszczędzą rocznie około 2,5 mld euro.

– Unia Europejska i USA były bardzo zainteresowane obecnością Rosji w Światowej Organizacji Handlu. To daje pewne mechanizmy kontroli współpracy. W ramach WTO jest np. mechanizm rozstrzygania sporów. Wcześniej UE nie dysponowała takimi możliwościami. Teraz Rosja, która zobowiązała się do pewnych standardów, powinna ich przestrzegać. Jeśli nie będzie ich przestrzegać, to ewentualnie można domagać się od niej prawnych konsekwencji – wyjaśnia ekspertka ds. Rosji.

Te regulacje powodują, że Rosja nie będzie mogła już tak, jak wcześniej, swobodnie nakładać różnego rodzaju embarga na produkty rolne z Polski, Gruzji czy Mołdawii. Ponadto, jak wynika z rządowych szacunków, rosyjski budżet może stracić na obniżce ceł 10 mld dolarów, a przedsiębiorcy ok. 7,5 mld dolarów.

Zdaniem Iwony Wiśniewskiej, politycy rosyjscy nie do końca byli przekonani o słuszności decyzji o przystąpieniu do WTO. Świadczą o tym również bardzo długie negocjacje. Wyraźne spowolnienie w pracach nad wejściem w struktury organizacji widać było już od 2006 roku, a w 2009 roku Rosja stwierdziła, że priorytetowym kierunkiem współpracy jest dla niej Białoruś i Kazachstan. Negocjacje z WTO ograniczały wówczas możliwość prowadzenia polityki protekcjonistycznej, która była ważnym elementem ochrony rosyjskiego rynku w czasie kryzysu gospodarczego.

– Obecność w WTO daje jej członkom możliwość wpływania na procesy międzynarodowe. Rosja widzi siebie jako poważnego partnera międzynarodowego, ważnego gracza na arenie międzynarodowej, czemu nie sprzyjało pozostawanie poza taką strukturą. Szczególnie, że Rosja ubiega się też o członkostwo w OECD, a warunkiem koniecznym do tego jest członkostwo w WTO – wyjaśnia ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich. – Są pewne elementy, które powodowały, że Rosja powinna w tym gremium się znaleźć.

Kolejna pula akcji PZU SA może wkrótce trafić w ręce inwestorów

Sprzedaż kolejnego pakietu akcji PZU SA byłaby dla rynków dużym wydarzeniem. Według Sebastiana Buczka, analityka rynkowego i prezesa Quercus TFI, Skarb Państwa wstrzyma się z tą decyzją do czasu, kiedy największy polski ubezpieczyciel opublikuje wyniki finansowe za II kwartał (30 sierpnia).

– Nie wykluczyłbym, że na przełomie sierpnia i września będziemy mieli do czynienia z dużą transakcją sprzedaży kolejnego pakietu, około 10 proc. akcji – przewiduje Sebastian Buczek, prezes Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych Quercus. Zarówno Skarb Państwa, jak i rynki czekają na publikację wyników finansowych spółki za pierwsze półrocze. Według analityków, mogą one pozytywnie zaskoczyć.

To nie pozostanie bez wpływu na ceny akcji, a co za tym idzie na łączną kwotę, jaką resortowi skarbu państwa uda się zebrać z kolejnego etapu prywatyzacji ubezpieczyciela.

– Skarb Państwa czeka także na dywidendę, która w najbliższych dniach będzie przydzielana do akcji PZU – przypomina prezes Quercus TFI. – Nie wykluczyłbym, że na przełomie sierpnia i września będziemy mieli do czynienia z dużą transakcją sprzedaży kolejnego pakietu, około 10 proc. akcji PZU przez Skarb Państwa.

Zdaniem Sebastiana Buczka, dotychczasowe dane płynące ze spółek w trwającym sezonie publikacji wyników finansowych są zgodne z oczekiwaniami inwestorów.

– W niektórych przypadkach mieliśmy do czynienia z pozytywnymi zaskoczeniami, np. w przypadku banków BRE i Handlowego – ocenia ekspert. – Natomiast niektóre przyniosły negatywne zaskoczenie. Rozczarowały przede wszystkim spółki sektora budowlanego, w którym sytuacja jest dość trudna, oraz wyniki finansowe Lotosu, co spowodowało spadek kursu akcji. W segmencie największych spółek różnice między wynikami a oczekiwaniami nie były drastyczne. Większe różnice były w przypadku szerokiego rynku średnich i mniejszych firm, gdzie niektóre firmy zaskakiwały in minus inwestorów, co pociągało za sobą spadek kursu. Według prezesa Quercus TFI, dalszy etap prywatyzacji PZU SA wydaje się być najciekawszym i najważniejszym wydarzeniem z polskiego rynku, które może czekać warszawską Giełdę Papierów Wartościowych w najbliższym czasie.

– Większe znaczenie dla naszego rynku ma zachowanie giełd na świecie, szczególnie giełdy amerykańskiej i niemieckiej, gdzie sytuacja w wakacje rozwinęła się nadzwyczaj dobrze – ocenia prezes analityk rynków. Od czerwca na rynkach w USA i w Niemczech mamy do czynienia z letnią hossą. Ceny niektórych akcji wzrosły od kilkunastu do nawet dwudziestu procent. Tendencja w najbliższych tygodniach będzie zależała od pozytywnych informacji z dwóch kierunków.

Chodzi przede wszystkim o amerykański rynek nieruchomości, który po głębokiej zapaści w latach 2007 – 2008 powoli odbija się od dna. Po drugie, równie ważne dla inwestorów są informacje, dotyczące dalszych planów ratowania Eurolandu.

– Czekamy na ruch szefa Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghiego w kierunku przezwyciężenia kryzysu. Czekamy też na ewentualne działania ze strony najważniejszych europejskich polityków – tłumaczy Sebastian Buczek. – Jeżeli te działania wreszcie przyjdą, to myślę, że mogą być pozytywnie odebrane przez rynki.

Zdaniem szefa Quercus TFI możliwym rozwiązaniem, które ustabilizowałoby sytuację na rynkach byłby wykup przez EBC obligacji państwowych, emitowanych przez rządy Włoch, Hiszpanii czy innych krajów, zmagających się dziś z poważnym kryzysem.

– Działania banku centralnego mogą mieć inną formę, np. taką, z jaką wcześniej mieliśmy do czynienia na rynku amerykańskim, czyli – upraszczając sprawę – z dodrukiem pieniędzy i wpuszczeniem ich w system finansowy, po to, żeby sytuacja w tym systemie ustabilizowała się przynajmniej w krótkim okresie – tłumaczy Sebastian Buczek.

Słabnie dynamika wynagrodzeń oraz zatrudnienia – wzrośnie bezrobocie

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw nie wzrosło w ujęciu rocznym w lipcu, zgodnie z naszą prognozą. – W ujęciu absolutnym ubyło 3tys. miejsc pracy, co jest spójne ze spadkową tendencją na rynku pracy. Biorąc pod uwagę fakt, że spowolnienie jeszcze de facto nie osiągnęło dna – spodziewamy się go dopiero na przełomie 2012 i 2013 roku – spadki zatrudnienia w kolejnych miesiącach będą bardziej widoczne.

Najnowsze dane publikowane przez Główny Urząd Statystyczny wskazują na spadek poziomu zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W stosunku do zeszłego miesiąca zatrudnienie zmniejszyło się o niemal 3 tys. osób i wynosi obecnie 5,528 mln osób.

Obecny brak poprawy na rynku pracy zapowiada jeszcze gorszą końcówkę tego roku. W ostatnich miesiącach obserwujemy minimalną dynamikę tworzenia nowych miejsc pracy, szczególnie tych, które uznawane są za pierwsze prace, co w największym stopniu przekłada się na wzrost bezrobocia wśród osób młodych. Firmy zamiast zwiększać zatrudnienie, starają się realizować obecne zamówienia podstawową załogą, co skutkuje wydłużaniem czasu pracy obecnych pracowników, kosztem tworzenia nowych etatów – komentuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A.

– Nie możemy wykluczyć ujemnych zmian zatrudnienia w ujęciu rocznym, można spodziewać się także coraz szybszego wzrostu stopy bezrobocia. Trudno nam zgodzić się z prognozami wysnuwanymi na poziomie resortu pracy, że stopa bezrobocia nie przekroczy 13 proc. do końca roku – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

Pomimo wzrastającej niepewności gospodarczej i wyhamowywaniu zwiększania zatrudnienia w wielu firmach, obecnie można wyróżnić sektory, w których sytuacja jest relatywnie dobra. Najwięcej ofert pracy w ostatnim czasie można znaleźć w branży spożywczej, przetwórstwie spożywczym, produkcji sprzętu RTV i elektronicznego oraz w usługach – dodaje Tomasz Hanczarek.

Poziom wynagrodzeń na przestrzeni ostatniego roku uległ poprawie na poziomie 2,4% i wynosi obecnie 3700,01 zł.

Obserwowany wzrost wynagrodzeń w skali rok do roku jest niemal dwukrotnie niższy od obecnego poziomu inflacji. Oznacza to, że polscy pracownicy realnie zarabiają mniej niż jeszcze 12 miesięcy temu. Dzieje się tak ponieważ, odnotowywany w ostatnich miesiącach wzrost wynagrodzeń nie jest wynikiem podnoszenia wynagrodzeń pracownikom, lecz wyższym wypłatom z tytułu większej ilości godzin świadczonej pracy. Na zahamowanie podwyżek w największym stopniu wpłynęło podniesienie na początku roku stawki rentowej po stronie przedsiębiorców – podsumowuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Niższe ceny żywności i spadek inflacji w lipcu

W lipcu roczny wskaźnik inflacji obniżył się do 4,0 proc. z 4,3 proc. zanotowanych w czerwcu. W ujęciu miesięcznym ceny konsumenta obniżyły się – w zasadzie zgodnie ze wzorcem sezonowym – o 0,5 proc. – Zasadniczym powodem obniżenia się wskaźnika inflacji były niższe ceny żywności, które odnotowały spadek o 2,2 proc. w skali miesiąca. Spadły przede wszystkim ceny żywności sezonowej, czyli głównie warzyw, o prawie 20 proc., podobnie jak to miało miejsce w Czechach – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

Istotne wzrosty zanotowano natomiast w cenach wycieczek zorganizowanych (zagraniczne +9 proc. m/m), co związane było ze zmianami na rynku po serii bankructw biur podróży. – W znakomitej większości kategorii ceny pozostały stabilne. Inflacja bazowa utrzymała się na poziomie z poprzedniego miesiąca, czyli 2,3 proc. w skali roku – wyjaśnia Marcin Mazurek, analityk BRE Banku.

– W kolejnym miesiącu oczekujemy spadku rocznego wskaźnika inflacji do około 3,9 proc. Bardziej istotne spadki inflacji powinny nastąpić dopiero w październiku, kiedy realizować będzie się efekt wysokiej bazy. Obecnie zmiany inflacji powodowane są głównie przez czynniki sezonowe zaś skala spadku inflacji do końca roku ograniczana będzie przez globalnie rosnące ceny żywności – mówi Ernest Pytlarczyk. – Na koniec roku inflacja powinna obniżyć się w okolice 3,0 proc. – dodaje ekonomista.

Dzisiejsze dane przełożyły się na niewielki spadek rynkowych stóp procentowych (o 2 punkty bazowe). Komentarze członków RPP potwierdzają jednak, brak gotowości do natychmiastowego obniżenia stóp procentowych, pomimo dalszego spadku dynamiki PKB. Czynnik ten (kwestie reputacyjne w RPP), seria lepszych danych realnych za lipiec (kolejne publikacje produkcji przemysłowej i sprzedaży detaliczna) oraz realizująca się właśnie w skali globalnej realokacja w stronę bardziej ryzykownych aktywów) to czynniki, które mogą pogłębić wzrostową korektę na rentownościach polskich obligacji i stóp IRS.

Luksus pisany cyrylicą – Rosja w oparach luksusu

Jeszcze 30 lat temu Rosja kojarzyła się nam z zapachem taniego tureckiego tytoniu na bazarze, mięsa zawijanego w gazetę i kartkami na cukier. Obecnie, od momentu otwarcia pierwszych supermarketów, kraj ten oddycha pełną piersią. Moskwa zaś jest kojarzona z miastem, w którym towary luksusowe to chleb powszedni.

Na ten stan rzeczy wpłynął między innymi przełomowy moment, w którym potrzeby społeczne mogły zostać realizowane dzięki kredytom. To właśnie one obniżyły próg dostępności do rynku dóbr luksusowych, co za tym idzie – zaczął się on rozwijać jako odrębna ekonomiczna struktura.

Grupa społeczna nabywająca ekskluzywne towary w Rosji, wbrew pozorom, jest znacznie szersza. Chęć posiadania takiego towaru jest bardziej napędzana przez środowisko zewnętrzne, aniżeli osobiste potrzeby, bo możliwościami finansowymi dysponuje ogromna liczba Rosjan.

Według danych z 2007 r. dochód 2,8 mln mieszkańców Rosji przekracza 5000 $ na osobę w rodzinie miesięcznie. Takich pieniędzy całkowicie wystarczy nie tylko na kupno drogich, markowych ubrań, biżuterii, czy perfum, ale po zaciągnięciu kredytu można sobie pozwolić na kupno czegoś bardziej luksusowego, jak na przykład chociażby jacht lub najnowszej klasy Mercedes.

Na zbędne zakupy Rosjanie przeznaczają rocznie ponad 77$ mld, odpowiednia część przypada na towary luksusowe. Nabywców dóbr ekskluzywnych można podzielić na trzy grupy: tradycyjni, świąteczni i naśladujący. Do pierwszej grupy zaliczają się ludzie o już wyrobionym statusie społecznym, w starszym wieku, dla których najbardziej liczy jakość i tradycja. Ich dochody są bardzo wysokie, więc cena kompletnie się nie liczy w podejmowaniu decyzji o zakupie helikoptera czy jachtu.

„Świąteczni” nabywcy to z kolei dzieci, żony bądź przyjaciółki bogatych ludzi. Dla nich najważniejsze jest ukazanie swojego statusu poprzez markę. Podobnie jest z „naśladującymi”, którzy za cel obierają sobie „etykietkę”.

W odróżnieniu od konsumpcyjnych rynków Europy, USA czy Japonii, rynki krajów rozwijających się nie poddają się kryzysowi ekonomicznemu. Rosja, według ostatnich badań, zajmuje trzecie miejsce, tuż po USA i Niemczech, co do ilości miliarderów. Można ich naliczyć ponad 100 tys. Na ich rękach znajduje się 300$ mld w gotówce. Dziś Moskwa jest Mekką najdroższych towarów, to tam dwa razy do roku odbywają się targi Millionaire Fair. Można znaleźć tam najlepszą biżuterię, najnowsze samochody czy jachty.

Obecnie Rosja jest czwartym co do wielkości krajem dóbr luksusowych, a tempo jego wzrostu jest największe na całym świecie – ok. 30,5% i wciąż rośnie.

Takie tendencje w krajach rozwijających się są spowodowane przede wszystkim szybkim wzrostem ekonomicznym. Umocnienie gospodarcze wpłynęło również na rozszerzenie się klasy średniej, która coraz częściej wykazuje się zainteresowaniem rynkiem towarów luksusowych.

Sprzedaż nowych aut w Polsce na najniższym poziomie od 1,5 roku

Sprzedaż nowych samochodów wciąż spada, zarówno w Polsce, jak i w Europie. W lipcu dealerzy zanotowali najniższy popyt od półtora roku. Zdaniem prezesa Toyota Motor Poland, odpowiadają za to nastroje konsumentów. – Jeżeli będziemy się obawiać, że nastąpi kryzys i będziemy mniej konsumować, to sami ten kryzys wywołamy – przestrzega Jacek Pawlak.

– Sprzedaż samochodów jest bardzo ściśle związana ze współczynnikiem zaufania konsumentów. Jeżeli konsumenci nastawieni są pozytywnie, patrzą w przyszłość z optymizmem, to zazwyczaj kupują więcej aut. Samochody to drogie produkty, więc taka atmosfera zazwyczaj pomaga w podejmowaniu tego typu decyzji – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jacek Pawlak.

W lipcu zarejestrowano zaledwie 23 759 nowych pojazdów do 3,5 tony – w tym 20 898 osobowych. To 10 proc. mniej niż w czerwcu lub w lipcu 2011 roku. To najniższa sprzedaż miesięczna od półtora roku.

Ale prognozy nie są najlepsze: prognozy mówiące o rosnącej inflacji, kłopotach firm i wzroście bezrobocia zniechęcają Polaków do podejmowania decyzji tego typu zakupach.

Lipiec był również kolejnym – dziewiątym z rzędu – miesiącem spadków w europejskiej branży motoryzacyjnej. Na zachodzie Europy nie pomagają również liczne akcje promocyjne, w ramach których obniżono ceny nowych modeli nawet o 20 proc. W niektórych krajach, np. we Włoszech czy Hiszpanii spadek sprzedaży wynosi ok. 20 proc.

Według raportu Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów to może być dla sprzedawców w UE najgorszy rok od 17 lat.

– Obawiamy się, że to, co dzieje się w Europie może dotknąć Polskę i potencjalnie wpłynąć na spowolnienie gospodarcze w Polsce – podkreśla prezes Toyota Motor Poland. – Jednak dochodzimy tutaj do kuriozalnej sytuacji, kiedy obawiając się kryzysu, sami możemy go wywołać. Duża część wzrostu dochodu narodowego Polski jest związana z konsumpcją i jeżeli będziemy się obawiać, że nastąpi kryzys i będziemy mniej konsumować, to sami ten kryzys wywołamy. Należy więc na to patrzeć racjonalnie.

Jacek Pawlak podkreśla, że gdyby nie kryzys w strefie euro, o polskich klientów i ich nastroje do nowych zakupów nie trzeba byłoby się martwić.

– Na tle gospodarki europejskiej, która jak wiemy w wielu krajach przechodzi różnego rodzaju turbulencje, polska gospodarka cały czas jest oazą spokoju i cały czas się rozwijamy – mówi Jacek Pawlak. – Zachęcałbym klientów, żeby spojrzeli na zakupy pozytywnie, nie tylko dlatego, że my byśmy chcieli sprzedawać jako producenci, ale dlatego przede wszystkim, że technologia bardzo szybko się rozwija, samochody są coraz nowocześniejsze.

Branża motoryzacyjna jest jedną z najlepiej i najszybciej rozwijających się. Dzisiejsze samochody są naszpikowane elektroniką i wyposażone w dziesiątki instrumentów gwarantujących przede wszystkim większe bezpieczeństwo w podróży.

– Z dużym zdziwieniem patrzę na to, jak bardzo różni się dzisiaj samochód 7-letni od samochodu nowego. Jest mnóstwo elementów gwarantujących bezpieczeństwo czy pomagających nam w sytuacjach ekstremalnych. Dzisiaj 6-9 poduszek to już jest standard. ABS, VSC, systemy stabilizujące, to jest coś, co jest praktycznie w każdym samochodzie – tłumaczy Jacek Pawlak.

Średni wiek samochodu jeżdżącego po polskich drogach to 17 lat.

Pracodawca przerywa nasz urlop. Ma do tego prawo w wyjątkowych okolicznościach

Nagły powrót z urlopu na wezwanie szefa? To możliwe i zgodne z prawem. – W wyjątkowych sytuacjach pracodawca ma takie uprawnienie – przyznaje mecenas Karolina Stawicka, ekspert prawa pracy w Kancelarii Bird & Bird. Musi nam jednak zwrócić pieniądze za koszty podróży lub niewykorzystane wczasy.

Zgodnie z Kodeksem Pracy, nagłe przerwanie urlopu pracownikowi jest możliwe tylko w wyjątkowych okolicznościach, których pracodawca wcześniej nie mógł przewidzieć.

– Może być tak, że pracownik, który wyjechał na urlop jest pracownikiem odpowiedzialnym za kluczowego klienta albo jest architektem odpowiedzialnym za budowę – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria mecenas Karolina Stawicka. – W związku z tym, jeśli się dzieje jakaś awaryjna sytuacja, prawo zezwala na to, żeby pracownik był zawezwany z urlopu.

W takim przypadku, pracownik jest zobowiązany skrócić swój urlop i w możliwie najkrótszym czasie stawić się w miejscu pracy. W przeciwnym razie może mu grozić nawet dyscyplinarne zwolnienie.

– Musi być wystarczające uprzedzenie, które pozwoli pracownikowi na powrót – zastrzega mec. Stawicka. – Niedopuszczalna jest sytuacja i pracownik nie może ponosić za nią odpowiedzialności, kiedy pracodawca wezwie go do pracy na określony dzień np. dając mu 24 godziny na powrót, wiedząc, że sama podróż pracownika do pracy zajmie mu dwa razy tyle.

Ewentualne wyciąganie konsekwencji za spóźnienie jest, w tym przypadku nieuzasadnione, co więcej – prawnie niedopuszczalne.

Pracodawca ponadto musi liczyć się z poniesieniem nakładów finansowych, związanych np. z pokryciem kosztów podróży powrotnej pracownika czy zwrotem pieniędzy za wykupioną wcześniej przez pracownika i niewykorzystaną wycieczkę zagraniczną.

– Pracownik powinien to udokumentować, bo to jest jednak koszt pracodawcy – zwraca uwagę ekspert prawa pracy w Kancelarii Bird & Bird. – W związku z tym niezbędne jest okazanie pracodawcy wszelkich faktur za zakupione bilety lotnicze, za transport, za wszelkie wydatki, jakie pracownik poniósł w związku z tym, żeby wcześniej wrócić z urlopu.

Uzasadnionym kosztem, który pracodawca powinien zwrócić będą również koszty powrotu z urlopu rodziny pracownika, np. dzieci, które pozostają pod jego opieką.

Pracownik, który na wyraźne żądanie szefa wrócił do pracy, skracając swój urlop ma prawo do jego pełnego wykorzystania w innym, dogodnym dla niego terminie.

– Jak tylko zajdą okoliczności, np. zostanie zakończona akcja bądź sytuacja kryzysowa w przedsiębiorstwie, pracodawca nie powinien mieć żadnych przeciwwskazań w udzieleniu uzupełniającego urlopu, który został przerwany przez pracownika – wyjaśnia mecenas Karolina Stawicka.

Zgodnie z przepisami prawa pracy pracownik powinien wykorzystać swój urlop bieżący do końca roku kalendarzowego, natomiast zaległy – do końca września następnego roku.

Dynamika wzrostu zatrudnienia cudzoziemców wyhamowuje

Aktualne dane resortu pracy pozwalają zakładać niższy wzrost zatrudnienia obcokrajowców niż to miało miejsce w latach 2010-2011. Jednocześnie eksperci szacują, że pomimo ogólnego spowolnienia gospodarczego i wysokiej stopy bezrobocia, pracujących cudzoziemców będzie przybywać, w dużym stopniu za sprawą rosnącej liczby zezwoleń na pracę. W 2012 roku wzrośnie ona o nawet 15 procent w porównaniu z rokiem poprzednim – informuje agencja EWL.

Według danych zebranych przez Powiatowe Urzędy Pracy w ciągu pierwszego półrocza 2012 roku, zainteresowanie zatrudnieniem cudzoziemców przełożyło się na zarejestrowanie przez podmioty 160 276 oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, umożliwiające zatrudnienie obywateli pięciu państw (Ukrainy, Białorusi, Mołdowy, Rosji i Gruzji) na okres do 6 miesięcy w ciągu roku. To o prawie 4 tysiące mniej niż w podobnym okresie poprzedniego roku, kiedy polskie firmy zgłosiły zapotrzebowanie na 163 984 cudzoziemców.
Największym zainteresowaniem w pierwszej połowie 2012 roku cieszyli się, podobnie jak wcześniej, obywatele Ukrainy. Do końca czerwca zarejestrowano prawie 150 tysięcy wniosków o zamiarze zatrudnienia pracownika z Ukrainy, co jednak stanowi spadek o niecałe 4 tysiące w porównaniu z pierwszą połową 2011. Ostatecznie oświadczeń dla Ukraińców zostało zarejestrowanych 149 947.

Na spadek dynamiki może mieć wpływ kilka czynników. Jedną z głównych przyczyn może być bardzo wysoka dynamika zatrudnienia w 1 kwartale 2011, wynikająca z braku odpowiednich procedur pomostowych, ograniczających rejestrowanie oświadczeń pod koniec 2010 roku. W efekcie wielu pracodawców zwlekało do końca roku ze złożeniem wniosku do odpowiedniego urzędu i największy skok dynamiki zatrudnienia miał miejsce w pierwszym kwartale 2011 roku. Innym powodem może być aktualna koniunktura gospodarcza, która w pierwszym kwartale tego roku odnotowała najgorsze wyniki od prawie dwóch lat. Jednocześnie kluczową gałęzią gospodarki, która w tym okresie rozwijała się najdynamiczniej, było budownictwo. Widać to również w wysokości zapotrzebowania na pracę cudzoziemców w tej branży – podmioty z sektora rolnego i budownictwa generują najwięcej wniosków o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca – odpowiednio 88 423 i 33 404. O ile zapotrzebowanie na obcokrajowców w rolnictwie spadło o 10 procent, w budownictwie wzrosło o 16 punktów procentowych.

Wyższa efektywność zatrudnienia

Jednocześnie należy zauważyć, że mniejsza liczba zarejestrowanych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom nie musi przekładać się całkowicie na spadek zainteresowania zatrudnieniem obywateli państw trzecich. Pomimo spadku dynamiki w obszarze zapotrzebowania na cudzoziemców w oparciu o procedurę uproszczoną (oświadczenia), zauważalny jest stabilny wzrost innego kluczowego wskaźnika – liczby rejestrowanych zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. W tym przypadku pierwsze półrocze 2012 przyniosło wzrost liczby wniosków o wydanie zezwolenia na pracę w wysokości 13 procent w porównaniu z tym samym okresem 2011 roku. W ciągu pierwszych 6 miesięcy bieżącego roku zarejestrowano w Polsce 21 524 wniosków o zezwolenie, z czego ponad 11 tysięcy przypadało na obywateli Ukrainy. W przypadu tej ostatniej grupy jest to bardzo znaczący wzrost, wynoszący 66 procent w porównaniu do pierwszej połowy 2011, kiedy liczba wniosków o zezwolenie dla Ukraińców wyniosła 6862. Negatywnym aspektem tego wzrostu jest jednak wzrost liczby odmów wydania zezwolenia na pracę, z 218 w pierwszej połowie 2011 do 441 w tym samym okresie 2012 roku.

– „Spadek liczby zarejestrowanych oświadczeń nie jest tożsamy ze spadkiem zainteresowania rekrutacją obcokrajowców.” – wyjaśnia Andrzej Korkus, prezes agencji EWL East West Link. – „Trzeba uwzględnić inne uwarunkowania, w tym ogólną sytuację ekonomiczną, w jakiej Polska się aktualnie znajduje. O stabilności przyrostu zatrudnienia cudzoziemców świadczy w większym stopniu miarodajny wskaźnik liczby zezwoleń na pracę. Zakładając tradycyjnie wyższą dynamikę rejestracji zezwoleń w drugiej połowie roku, można śmiało przyjąć, że w 2012 wzrośnie on o co najmniej 15 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym.”

Oznacza to pośrednio wzrost dynamiki zapotrzebowania na pracę obcokrajowców i wzrost efektywności zatrudnienia cudzoziemców z państw objętych uproszczoną procedurą zatrudnienia, gdzie wskaźnik efektywności zatrudnienia oznacza stosunek liczby realnie zatrudnionych cudzoziemców z tych 5 państw do ogólnej liczby zarejestrowanych w danym okresie oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Utrzymanie dynamiki wzrostu liczby zezwoleń na pracę i mniejsza liczba oświadczeń mogą również stanowić oznakę zwiększonego zapotrzebowania na wysoko wykwalifikowanych specjalistów z państw trzecich, kosztem zagranicznych pracowników sezonowych.

Wzrost liczby zezwoleń na pracę oznacza także wzrost zadowolenia z pracy wykonywanej przez cudzoziemców objętych procedurą uproszczoną – po upłynięciu przepisowych 6 miesięcy w ciągu roku, coraz więcej pracodawców decyduje się na przedłużenie swoim pracownikom wizy pracowniczej w oparciu o pełne zezwolenie na pracę. Według danych Ministerstwa Pracy za pierwsze półrocze liczba przedłużeń zezwoleń dla obywateli Ukrainy wzrosła o 25% w porównaniu z rokiem poprzednim (o 21% w przypadku wszystkich grup cudzoziemców). Pracownicy z zagranicy mniej rotują, a pracodawcy są skłonni do podtrzymania stosunku pracy z nimi.

Źródło: MPiPS, EWL

Resort finansów chce wprowadzić VAT na dotacje unijne

Mniej pieniędzy w kieszeni podatników, więcej w państwowej kasie. Wszystko za sprawą zmian w ustawie o podatku VAT. Znowelizowane przepisy o podstawie opodatkowania z pozoru powinny zmienić niewiele. Problem w tym, że Ministerstwo Finansów chce rozszerzyć zakres opodatkowania na wszystkie dotacje, subwencje i pomoc unijną – ostrzegają eksperci podatkowi firmy KPMG.

Nowelizacja ustawy o podatku VAT ma wejść w życie 1 stycznia przyszłego roku. Z pozoru zmienia niewiele.

– Jest to niewielka zmiana brzmienia regulacji, które w ten sposób zostaną w sposób pełniejszy dostosowane do przepisów dyrektywy unijnej. Z samego projektu nie wynika jednak, aby mogła ona stanowić podstawę do zmiany obecnie obowiązujących zasad w zakresie ustalania podstawy opodatkowania w związku z otrzymaniem dopłat, subwencji czy dotacji, również tych o charakterze ogólnym – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Andrzej Bernatek, partner w Dziale Podatków firmy doradczej KPMG.

Jak wyjaśnia Ministerstwo Finansów w komunikacie przesłanym Newserii, chodzi o zastąpienie jednego z obowiązujących przepisów o sposobie ustalania podstawy opodatkowania tak, by ściśle odwzorowywał art. 73 unijnej dyrektywy w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej oraz by zmniejszyć wątpliwości podatników w zakresie określania podstawy opodatkowania.

Jednak eksperci wątpliwości mają.

– Niepokoi nas stanowisko ministra finansów wyrażone w uzasadnieniu do tego projektu. Wydaje się, że Ministerstwo Finansów w ten sposób chciałoby istotnie rozszerzyć zakres opodatkowania – tłumaczy Andrzej Bernatek.

Zdaniem eksperta, wydaje się, że Ministerstwu chodzi o objęcie VAT-em wszystkich dotacji, subwencji, funduszy unijnych i innych dopłat, w tym również takich, które mają charakter pomocy ogólnej dla działalności podatników.

– W przepisach obecnie obowiązujących kwoty otrzymanych dotacji mają wpływ na wysokość podstawy opodatkowania wówczas, gdy mają bezpośredni wpływ na cenę (kwotę należną) towarów dostarczanych lub usług świadczonych przez podatnika. W projekcie proponuje się wprowadzenie zamiast sformułowania „bezpośredni wpływ na cenę” sformułowania: „związane bezpośrednio z ceną” – czytamy w uzasadnieniu Ministerstwa Finansów do projektu nowelizacji ustawy.

– Będzie to miało znaczenie np. w przypadku projektów realizowanych ze środków pochodzących z programów pomocowych UE. Obecnie otrzymane kwoty przez beneficjentów w znaczącej większości były traktowane jako „dotacje o charakterze ogólnym”, a zatem nie były uwzględniane w podstawie opodatkowania. Z dniem wejścia w życie proponowanych przepisów, jeżeli finansowanie z tych środków związane jest bezpośrednio z ceną, finansowane w ten sposób czynności będą podlegały opodatkowaniu i powstanie obowiązek rozliczenia podatku od otrzymanych kwot – wyjaśnia ministerstwo.

– Podatnicy skonfrontowani z taką interpretacją tego przepisu, wsparci przez doradców, odwołają się do sądów, a te powinny przychylić się do ich stanowiska w zakresie braku podstaw do opodatkowania VAT dotacji ogólnych – uważa ekspert KPMG.

Tym bardziej, że kwestia ta została już pozytywnie rozstrzygnięta na korzyść podatników przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Ministerstwo Finansów zapowiada, że Rada Ministrów ma się zająć projektem zmian w ustawie o podatku VAT jeszcze w tym kwartale.

– Niezależnie od dyskusji na temat podstawy opodatkowania w zakresie dopłat, dotacji czy subwencji, innym zupełnie tematem jest sposób wyliczenia wydatków kwalifikowanych, jako podstawy ubiegania się o pomoc publiczną. Od lat toczy się bowiem dyskusja, czy wydatki takie powinny być kalkulowane jako kwoty brutto czy też netto – mówi Andrzej Bernatek.

Zdaniem ekspertów, jeśli Komisja Europejska zdecyduje, że – inaczej niż jest dziś – podatek VAT nie może być zaliczany do kosztów kwalifikowanych, czyli takich, które dotacją pokrywa Unia Europejską, będzie to oznaczało, że niektórzy beneficjenci, jak samorządy i organizacje pożytku publicznego, będą musieli płacić podatek z własnej kieszeni.

W tym roku upadnie o 60 proc. więcej małych firm niż rok temu

878 firm zakończy działalność w tym roku – prognozuje Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. W porównaniu z ubiegłym rokiem to 1/5 więcej. Są to głównie duże spółki prawa handlowego, ale coraz częściej na ogłoszenie upadłości decydują się małe, jednoosobowe firmy. Tylko w lipcu upadło 70 przedsiębiorstw.

Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych szacuje, że tempo wzrostu gospodarczego w tym roku obniży się do 2,7 proc., a wskaźnik rentowności obrotu netto firm spadnie do 3,8 proc. Przy takich założeniach, ekonomiści spodziewają się, że w tym roku upadnie więcej przedsiębiorstw niż w 2011.

– Przyrost liczby upadłości firm – w stosunku do tego, co notowaliśmy przed rokiem – nie będzie już tak duży, jak w pierwszej połowie roku. Natomiast mimo wszystko oczekujemy, że firm średnich i dużych upadnie w tym roku 13 proc. więcej niż rok temu, czyli ok. 675 przedsiębiorstw. Tych najmniejszych upadnie około 200 i to będzie około 60-procentowy wzrost – informuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE.

Analitycy twierdzą, że firmy borykają się głównie z problemami finansowymi. Przeterminowane faktury i zatory płatnicze zmuszają do zamknięcia biznesu coraz większą grupę przedsiębiorców. Kłopoty w mniejszym lub większym stopniu dotykają każdej branży: od budownictwa, poligrafii, poprzez hotele, firmy transportowe aż po branżę spożywczą. Wyjątkiem jest tylko sektor farmaceutyczny, w którym od sierpnia 2011 do lipca 2012 roku nie upadła żadna firma.

– Powodów takich problemów może być wiele. Po pierwsze, ktoś mógł nie trafić w biznesplan. Myślał, że interes dopnie, okazało się, że koszty były wyższe, a sprzedaż niższa niż zakładał. Być może ktoś chciał uplasować towar czy usługę do klienta, do którego nie był w stanie dotrzeć. Ale przede wszystkim podstawowym problemem jest to, że mamy zatory płatnicze i firma sama nie otrzymując środków na czas, nie może swoich zobowiązań uregulować – wyjaśnia Piotr Soroczyński.

Z danych KUKE wynika, że w lipcu upadło 70 firm – to wzrost o 2,9 proc. w odniesieniu do poprzedniego miesiąca (68 upadłości) i wzrost o 1,4 proc. w porównaniu do lipca 2011 roku, kiedy upadłość ogłosiło 69 firm.

– Postępowania upadłościowe dotyczą głównie firm dużych i średnich, czyli takich, które prowadzone są jako spółki prawa handlowego. Jednak w tym roku notujemy coraz więcej upadłości firm najmniejszych, tak jakby one coraz chętniej korzystały z tej formy likwidacji działalności. Tutaj przyrosty są bardzo duże w stosunku do roku ubiegłego, ale nadal stanowią one 20-25 proc. wszystkich upadłych firm – tłumaczy przedstawiciel KUKE.

W ostatnim miesiącu najgorzej radziła sobie branża budowlana. Ekonomiści KUKE zwracają uwagę, że w tym przypadku problemem często było niedopasowanie biznes-planu do rzeczywistości oraz zaniżanie cen usług, poniżej kosztów, po to, by zdobyć zamówienie. Prognozy dla budowlanki nie są najlepsze. Z raportu Korporacji wynika, że fala upadłości jeszcze przed nami.

Podobnie jak w turystyce. Zdaniem Piotra Soroczyńskiego kilka przypadków bankructw w lipcu to dopiero początek problemów w branży.

– Myślę, że fala formalnych upadłości w turystyce dopiero nadchodzi. W tej chwili słyszymy o kolejnych składanych wnioskach o upadłość firm, natomiast faktycznie będziemy je widzieli w statystykach za kilka miesięcy, To będzie bardzo poważny problem. Myślę, że w zakresie turystyki w przyszłym sezonie obsługiwać nas będzie znacznie mniej podmiotów niż teraz – prognozuje ekonomista.

Z dużymi problemami mierzy się również branża poligraficzna, gdzie natężenie upadłości w ciągu ostatniego roku wyniosło 3,7 proc., szczególnie w wydawnictwach marketingowych. Zdaniem przedstawiciela KUKE, chociaż wyniki finansowe przedsiębiorstw z tej branży są dobre, duża liczba upadłości to wina małego zróżnicowania świadczonych usług.

– Stosunkowo duża liczba upadłości firm dotyczy najdrobniejszych podmiotów. W momencie, kiedy koniunktura gospodarcza pogarsza się, zmniejsza się liczba zamówień i nie są w stanie zarobić na swój byt. Dzieje się tak, ponieważ firmy te nie są w stanie tego ryzyka rozproszyć przez różne rodzaje działalności – mówi Piotr Soroczyński.

W tym trudnym czasie – według danych KUKE – najlepiej radzą sobie firmy z branży farmaceutycznej, a także producenci samochodów i części do nich (natężenie upadłości wynosi 0,23 proc.), komputerów i wyrobów elektronicznych (0,63 proc.), wyrobów z papierów (0,48 proc.), metali (0,79 proc.) oraz maszyn i urządzeń (0,53 proc.).

Rentowność na rynku wtórnym obligacji 5-letnich najniższa w historii

W piątek (3.08.2012) o godz. 15.30 rentowność obligacji 5-letnich emitowanych w złotych wyniosła 4,25% i osiągnęła najniższy poziom w historii na rynku wtórnym. Poprzednio najniższy poziom miał miejsce 21 września 2005 r. i 28 lutego 2006 r., gdy wynosił 4,28%.

W środę (1.08.2012) rentowność obligacji 5-letnich na rynku pierwotnym osiągnęła najniższy poziom w historii. Natomiast w połowie lipca najniższe rentowności w historii osiągnęły obligacje denominowane w euro, a rentowność obligacji 10-letnich emitowanych w złotych spadła poniżej 5%, osiągając najniższy poziom od marca 2006 r. (w piątek – 4,73%).

Komentarz Ministra Finansów Jacka Rostowskiego:

Inwestorzy doceniają politykę fiskalną prowadzoną przez rząd oraz zdają sobie sprawę, że w kryzysie Polska doznała jednego z najniższych wzrostów zadłużenia w relacji do PKB w całej Unii Europejskiej. Nie dziwię się, że to właśnie rentowność obligacji 5-letnich osiągnęła najniższy poziom. Do końca kadencji parlamentarnej zostały jeszcze ponad 3 lata, a nawet gdyby w 2015 r. do władzy doszła któraś z obecnych partii opozycyjnych i wcieliła w życie swoje nieodpowiedzialne pomysły to i tak w półtora roku nie zdążyłaby popsuć tego, co czego rząd konsekwentnie osiągnął w ciągu dwóch kadencji – stabilnych finansów publicznych.

Kluby Ekstraklasy zarabiają coraz więcej

Kluby Ekstraklasy osiągnęły w ostatnim roku przychody na poziomie ponad 360 mln złotych. Na czele plasuje się Legia Warszawa – z ponad 64 mln zł przychodów. Klub ze stolicy zastąpił Lecha Poznań, który po trzech latach dominacji spadł na trzecie miejsce. Ekstraklasa generuje coraz większe wpływy, ale wciąż daleko jej do europejskich gigantów – wynika z raportu „Piłkarska Liga Finansowa” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

– Na samej górze rankingu są trzy kluby, które mają największe przychody. To jest Legia Warszawa, Wisła Kraków i Lech Poznań – wymienia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marcin Diakonowicz, partner w Deloitte.

Wpływy Legii Warszawa osiągnęły w ubiegłym roku poziom 64,3 mln zł. W porównaniu z 2010 rokiem to ponad dwukrotny wzrost, który wynika przede wszystkim z udanych występów w europejskich pucharach. Podobnie było w przypadku drugiej w rankingu Wisły Kraków, która poprzedni rok zamknęła przychodami na poziomie ponad 55 mln zł.

Lech Poznań, który nie grał w pucharach UEFA, stracił pozycję lidera rankingu, spadając na trzecie miejsce z przychodami na poziomie 38,7 mln zł. W porównaniu z rokiem 2010 spadły aż o 22 mln zł. Jest to kwota wyższa niż całkowite przychody 10 z 16 klubów piłkarskich Ekstraklasy.

Jak wynika z raportu Deloitte, przychody wszystkich drużyn zwiększyły się w ubiegłym roku w sumie o rekordowe 60 mln zł (do 360 mln zł), czyli o 20 proc. w porównaniu z 2010 rokiem. Wzrosty odnotowano w każdej z trzech kategorii wpływów.

– Po pierwsze, przychody klubów są generowane z tzw. dnia meczu, czyli ze sprzedaży biletów, z cateringu. Drugą kategorią przychodów są te z transmisji telewizyjnych, gdzie wliczamy także pieniądze otrzymane z UEFA z pucharów. Trzecia kategoria to przychody komercyjne, czyli np. umowy sponsoringowe. W przypadku polskich klubów to największa, bo stanowiąca 46 proc., pula przychodów – mówi Marcin Diakonowicz.

W ubiegłym roku przychody z drugiej kategorii wzrosły o 20 mln zł, a z dnia meczu – o 10 mln zł.

Zdaniem Marcina Diakonowicza, partnera w Deloitte, polskie drużyny mają szansę, by podtrzymać w najbliższym czasie rosnący trend. Poprawa wyników sportowych jest podstawowym wyzwaniem, ale nie jedynym.

– To są elementy, które razem powinny zaistnieć. Z jednej strony wynik sportowy, z drugiej niezbędna infrastruktura, ale myślę, że najważniejsze oprócz wyniku, to jest to, żeby kluby zaczęły traktować sport, jako biznes – mówi ekspert Deloitte.

Nowe stadiony i obiekty sportowe, a także sukces organizacyjny czerwcowego Euro 2012 mogą przyczynić się do jeszcze większej popularyzacji piłki nożnej w kraju.

– Do tej pory chodzenie na mecze nie było popularne. Teraz to wszystko się zmienia. W związku z tym, że mamy nową infrastrukturę, na mecze przychodzą rodziny z dziećmi i jest coraz większa frekwencja. To oczywiście dokładnie wpływa na przychody z transmisji czy z dnia meczu – zauważa Marcin Diakonowicz.

W ubiegłym sezonie frekwencja na meczach wzrosła o 4 proc. i sięgnęła 8,8 tys. osób.

Jak podkreśla ekspert, rodzima Ekstraklasa, ani pod względem frekwencji, ani pod względem przychodów, nie może się jeszcze porównywać z ligami europejskimi, nawet z tymi mniejszymi, jak z austriacką, szkocką czy belgijską. Holenderska Eredivisie osiągnęła wpływy pięciokrotnie wyższe niż najwyższa klasa rozgrywek w Polsce.

– Na razie w porównaniu do krajów, gdzie ligi są bardzo rozwinięte, jak Niemcy, Anglia, Włochy, Hiszpania, przychody naszej Ekstraklasy są bardzo niskie. Stanowią mniej niż 10 proc., ok. jednej dwunastej przychodów klubów z największych krajów – mówi partner w Deloitte.

W polskiej Ekstraklasie poprawił się stosunek wydatków na wynagrodzenia i osiąganych przychodów. Jest to średnio 68 proc., czyli poniżej poziomu ostrzegawczego. To głównie efekt wyższych wzrostów przychodów niż podwyżek płac.

– W tym roku po raz pierwszy osiągnięto taki pułap, który się określa „zdrowymi” finansami, czyli poniżej 70 proc. W latach poprzednich wskaźnik ten wynosił 85-90 proc. To była sytuacja niezdrowa, kiedy praktycznie wszystkie pieniądze przeznaczano na wynagrodzenia – podkreśla Marcin Diakonowicz.

Z raportu Deloitte wynika, że najmniej „zdrowa” sytuacja jest w zespołach Korony Kielce i Cracovii, gdzie wskaźnik ten przekracza 100 proc. – odpowiednio 106 proc. i 130 proc.

Według eksperta firmy doradczej, polskie kluby piłkarskie muszą zacząć myśleć o sobie jako o przedsiębiorstwach. To oznacza potrzebę maksymalizacji przychodów i szukania nowych wpływów.

– Tendencją idealną byłoby, gdyby przychody z dnia meczu i z transmisji były jak największe, a w ramach przychodów komercyjnych, żeby umowy nie były podpisywane tylko z jednym sponsorem, żeby klub szukał innych przychodów, np. w postaci sklepów z gadżetami rozsianych po całym kraju, w postaci własnej telewizji, w postaci szkółek futbolowych – mówi Marcin Diakonowicz. – Jest już kilka klubów, które zaczęły taką strategię realizować.

Tegoroczny raport „Piłkarska Liga Finansowa” firmy Deloitte to już szósta edycja. W rankingu wzięły udział wszystkie kluby, które grały w Ekstraklasie w sezonie 2011/2012.

Polacy oddają państwu 1/4 pensji

25 proc. naszej comiesięcznej pensji oddajemy państwu. Głównym obciążeniem naszych dochodów są podatek PIT oraz składka na ubezpieczenie społeczne – wynika z raportu PwC „Opodatkowanie osób fizycznych w Unii Europejskiej”. Nie odbiegamy w tym zakresie od europejskiej średniej. Najwięcej pieniędzy zostaje w kieszeni m.in. Cypryjczyków, Maltańczyków i Słowaków, gdzie podatki są najniższe.

Autorzy raportu przeanalizowali obciążenia podatkowe podatników we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

W Polsce średnia pensja po odliczeniu obciążeń podatkowych i składek ubezpieczeniowych wynosi dziś około 75 procent i jest niemal zbieżna z unijną średnią (76 proc.). Lwią część naszych pensji wciąż pochłaniają składki na ubezpieczenie społeczne – 13 procent. Więcej od nas oddają na ten cel Francuzi, Estończycy i Czesi. Najniższe składki w Europie są w Danii.

Na podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT) idzie z naszych pensji ok. 11 proc.

– Kraje, które pozwalają swoim obywatelom na zachowanie największej kwoty pensji netto, czyli tego, co otrzymujemy na rękę, to są Cypr i Malta – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Joanna Narkiewicz–Tarłowska, starszy menadżer w dziale prawno-podatkowym PwC. – To są także kraje z podatkiem liniowym, czyli Słowacja, Czechy, Bułgaria, Rumunia, Litwa, Łotwa i Estonia.

W portfelu podatników z tych krajów zostaje około 80 proc. ich comiesięcznego wynagrodzenia. Co warto zaznaczyć, przeciętne wynagrodzenie netto osób zarabiających średnią krajową w krajach, które wprowadziły podatek liniowy jest wyższe – o 5 procent – od średniej, notowanej w krajach z tradycyjną skalą podatkową. W pierwszym przypadku jest to 79 proc., w drugim – 74 proc..

– Podatek liniowy jest z pewnością bardziej korzystny dla podatników, bo wraz ze wzrostem wynagrodzenia wzrasta stawka podatkowa i osoby o wyższych dochodach, które inwestują, prowadzą działalność gospodarczą mogą korzystać z tych niższych stawek – tłumaczy ekspertka PwC.

Z drugiej strony, podatek liniowy może zmniejszyć wpływy do budżetu państwa.

– Wiemy, że np. kraje takie jak Rumunia i Słowacja przymierzają się do zmiany tego modelu na system progresywny w związku z obecną trudną sytuacją gospodarczą – zaznacza Joanna Narkiewicz–Tarłowska.

Wyniki tegorocznego badania zbliżone są do ubiegłorocznych rezultatów. Zmiany w systemach podatkowych wprowadziło kilka państw.

– Węgry na przykład wprowadziły 16-procentowy podatek liniowy i ulgi prorodzinne. Dzięki temu osoby posiadające rodziny, korzystając ze wspólnych rozliczeń z małżonkiem, osiągają wyższe pensje netto. W podobnym kierunku poszła Szwecja, gdzie również daje się zauważyć nieznaczny wzrost wynagrodzeń – wymienia ekspertka.

Można się jednak spodziewać, że dalsza dekoniunktura i idące w ślad za nią problemy budżetowe zmuszą niektóre europejskie rządy do zwiększenia obciążeń podatkowych. Zapowiadają to m.in. Czesi, Portugalczycy i Włosi. Wyjątkiem pod tym względem jest Łotwa, która zamierza obniżyć podatki w najbliższym czasie o 5 pkt procentowych.

W kierunku zwiększania obciążeń poszła już balansująca na granicy bankructwa Grecja. Wprowadziła tzw. podatek solidarnościowy, płacony przez najlepiej zarabiających, co spowodowało, że pensja netto w ujęciu procentowym do pensji brutto spadła.

– W pewnym stopniu kryzys oddziałuje na wynagrodzenia w sensie nominalnym, czyli zarabiamy kwotowo mniej – przyznaje Joanna Narkiewicz–Tarłowska z PwC.

Podobne zjawisko udało się zauważyć w Luksemburgu, który w związku z problemami budżetowymi wprowadził tzw. podatek kryzysowy. Ten jednak w pewnym stopniu został zrekompensowany ulgami prorodzinnymi.

Nie tylko Luksemburg traktuje rodziny w sposób uprzywilejowany. Ulgi rodzinne, możliwość wspólnego rozliczania się z małżonkiem albo z dzieckiem oraz całe prorodzinne systemy odliczeń stosowane są w całej Unii Europejskiej.

– Kraj, który w najbardziej korzystny sposób traktuje rodziny to Francja, która ma specjalny system podziału dochodów przez wszystkich członków rodziny, nie tylko przez małżonków. Podobnie Republika Czeska – wymienia Joanna Narkiewicz–Tarłowska.

Z analiz, przeprowadzonych przez specjalistów PwC wynika, że na zastosowaniu ulg rodzinnych podatnik zyskuje średnio 15 proc. średnich zarobków.

Najczęstszymi sprawcami kradzieży danych są pracownicy

Jak wynika z najnowszego badania firmy doradczej KPMG, 84% przedsiębiorstw postrzega kradzież danych jako istotne zagrożenie dla ich działalności, a 51% spodziewa się, że ryzyko kradzieży danych wzrośnie w ciągu najbliższych trzech lat. Jako sprawców kradzieży danych najczęściej wskazuje się pracowników firmy (64%), a zwłaszcza menedżerów średniego szczebla. Badanie KPMG pokazuje, że pomimo świadomości dużego zagrożenia, środki bezpieczeństwa stosowane w firmach nie są zadowalające, a kwestii ochrony danych wciąż nie poświęca się należytej uwagi.

W celu sprawdzenia, jak postrzegane jest przez przedsiębiorstwa ryzyko kradzieży danych i jakie działania są podejmowane, aby wyeliminować to zagrożenie, Zespół doradczy ds. zarządzania ryzykiem nadużyć w KPMG przeprowadził badanie wśród firm działających na rynku dóbr konsumpcyjnych i w handlu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Okazuje się, że znaczna większość respondentów badania (84%) uważa kradzież danych za istotne zagrożenie dla własnej działalności, a 39% uważa, że ryzyko kradzieży danych wzrosło w ciągu ostatnich trzech lat. Stosunkowo niewielka liczba przedsiębiorstw przyznała, że padła ofiarą kradzieży danych: tylko 9% z nich wskazało, że posiadali informacje na temat potwierdzonych przypadków kradzieży danych, a 18% wiedziało o przypadkach podejrzenia kradzieży w ciągu ostatnich trzech lat. 52% respondentów prognozuje zaś, że ryzyko kradzieży danych wzrośnie w ciągu najbliższych trzech lat.

Niewielka liczba zgłoszonych przypadków naruszenia bezpieczeństwa danych może oznaczać, że respondenci faktycznie nie zostali dotknięci tym problem, ale również, co jest prawdopodobne, że nie byli skłonni do ujawniania takich przypadków albo, że badane firmy padły ofiarą kradzieży danych, które nie zostały wykryte. Niezależnie od rzeczywistej liczby przypadków kradzieży, z badania jasno wynika, że respondenci postrzegają to zagrożenie jako bardzo istotne – mówi Krzysztof Radziwon, Partner w dziale usług doradczych KPMG.

Chociaż większość relacji dotyczących kradzieży danych koncentruje się na zagrożeniu stwarzanym przez intruzów zewnętrznych, to 64% respondentów badania uznaje, że to pracownicy mogą być najczęstszymi sprawcami kradzieży. W szczególności wymienia się tu menedżerów średniego szczebla, którzy mają szerszy dostęp do kluczowych danych niż pracownicy na niższych stanowiskach.

Jak wynika z badania KPMG, drugim najbardziej prawdopodobnym sprawcą kradzieży danych są konkurencyjne firmy (45%), które mogą odczuwać pokusę uzyskania poufnych danych od pracowników swoich rywali dla uzyskania przewagi rynkowej. Informacje mogą dotyczyć produktów, planów marketingowych, cen i kampanii promocyjnych, specyfikacji produkcyjnych, danych na temat dostawców i klientów, a także planów i strategii biznesowych. Tego typu informacje są zazwyczaj dostępne dla pracowników w czasie wykonywania przez nich normalnych czynności służbowych, przez co mogą stanowić cel szpiegostwa korporacyjnego, prowadzonego przez firmę będącą w zmowie z pracownikami i menedżerami konkurenta.

Zapobieganie ryzyku kradzieży danych przez pracowników firmy wymaga bardziej złożonego podejścia niż w przypadku zagrożeń z innych potencjalnych źródeł. Występują tu bowiem przeciwstawne tendencje, związane z jednej strony z koniecznością udostępniania pracownikom informacji, których potrzebują do wykonywania swej pracy, a z drugiej z ochroną informacji przed ich nieprawidłowym wykorzystaniem
– zauważa Krzysztof Radziwon, Partner w dziale usług doradczych KPMG.

Używanie przenośnych pamięci USB największym ryzykiem
Jak wynika z badania KPMG, jako najbardziej prawdopodobny sposób kradzieży respondenci postrzegają wynoszenie danych na przenośnych nośnikach informacji (61%). Pomimo to, zaledwie 45% badanych podmiotów stosuje oprogramowanie ochronne stacji roboczych w celu zminimalizowania stosowania nośników przenośnych, a zaledwie 16% monitoruje stosowanie takich nośników. Przeważająca większość respondentów wskazuje, że ich firmy stosują zabezpieczenia przed zagrożeniem z zewnątrz – powszechnie używane są programy antywirusowe, zapory ogniowe oraz zabezpieczenia przed złośliwym oprogramowaniem. Z drugiej jednak strony brakuje stosownych środków ochronnych przed zagrożeniami z wewnątrz.

Jedną z branż, która podejmuje udane wysiłki na rzecz zmniejszenia zagrożeń wynikających ze stosowania przenośnych nośników danych jest sektor usług finansowych, a zwłaszcza banki. Takie metody, jak szyfrowanie nośników danych, odłączanie napędów CD/DVD w stacjach roboczych oraz laptopach czy ograniczenie dostępu do sieci dla smartfonów są wciąż rozwijane i stanowią skuteczne zabezpieczenie zapobiegające kradzieży danych
– komentuje Marcin Izbicki, Executive Consultant w Zespole ds. zarządzania ryzykiem nadużyć KPMG.

Dane dotyczące strategii firmy oraz planowania najbardziej narażone na kradzież
Dane dotyczące strategii firmy oraz planowania zostały uznane za najbardziej narażone na kradzież spośród różnych typów informacji. Dodatkowo, firmy działające na rynkach dóbr konsumpcyjnych, poza sprzedawcami detalicznymi, uznały, że zagrożone są również informacje o procesach biznesowych.

Można wyróżnić dwie przyczyny, które powodują, że takie właśnie dane uznawane są za narażone na najwyższe ryzyko: po pierwsze informacje tego typu są postrzegane jako niezwykle cenne dla konkurentów lub partnerów danej firmy, a po drugie dane te nie podlegają tak ścisłej kontroli, jak informacje przechowywane w bardziej ustrukturyzowanych formach, na przykład w systemach ERP
– mówi Krzysztof Radziwon, Partner w dziale usług doradczych KPMG.

Jak wykazało badanie KPMG, producenci działający na rynku dóbr konsumpcyjnych oraz firmy spożywcze są bardziej zaniepokojone działaniami po stronie klientów, natomiast sprzedawcy detaliczni zwracają większą uwagę na działania po stronie dostawców. Jest to spójne ze zwiększonym zaangażowaniem władz antymonopolowych w badanie restrykcyjnych praktyk handlowych oraz z licznymi postępowaniami w związku z nadużywaniem dominującej pozycji na rynku.

Zarządzanie ryzykiem w firmach
Chociaż większość respondentów badania wskazała, że dokonuje oceny ryzyka kradzieży danych w swoich firmach, to wydaje się, iż możliwe są dalsze ulepszenia w tym zakresie. Większość badanych (59%) dokonuje oceny ryzyka nieformalnie i poza procedurami, a połowa z nich czyni to sporadycznie. Jedynie 11% badanych wskazało na korzystanie z usług doradców zewnętrznych, zaś większa liczba respondentów korzysta z usług niezależnych doradców w celu przeprowadzenia testów penetracyjnych (36%) czy w celu dokonania regularnych audytów środków bezpieczeństwa i ochrony danych (43%).

Wyniki badania KPMG odzwierciedlają ogólną tendencję niedoceniania kwestii kradzieży danych. Z jednej strony zjawisko to jest traktowane jako duże zagrożenie, z drugiej zaś nie poświęca się temu należytej uwagi. Ocena ryzyka zgodnie z procedurami i przeprowadzana regularnie lub w sposób ciągły może przynieść firmom znaczące korzyści i pozwolić szybko zidentyfikować zagrożenia
– mówi Marcin Izbicki, Executive Consultant w Zespole ds. zarządzania ryzykiem nadużyć KPMG.

Ministrowie walczą między sobą o pieniądze z handlu emisjami CO2

W rządzie trwa spór o to, na co przeznaczyć pieniądze, które Polska otrzyma ze sprzedaży uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Stawka toczy się o ok. 27 mld zł. Minister finansów chce załatać nimi dziurę budżetową, natomiast szef resortu gospodarki chciałby przeznaczyć je na modernizację sektora energetycznego.

– Nie dziwimy się, że minister finansów, który ma swoje problemy, zadania konstytucyjne, jeśli widzi pokaźną pulę pieniędzy, chciałby z niej skorzystać. To jest naturalny sposób znalezienia źródła finansowania swoich zadań. Myślę, że to nie jest spór, to są negocjacje. I z nich wyjdzie coś dobrego, zarówno dla energetyki, jak i dla budżetu państwa – przekonuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Andrzej Czerwiński, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki.

Od 2013 do 2020 roku polski budżet ma zasilić ponad 27 mld zł. A może i więcej.

– Wiele będzie zależało od tego, ile ostatecznie będą kosztowały pozwolenia na emisję dwutlenku węgla. Dziś mówimy o 6-7 euro za tonę CO2, ale wkrótce stawki mogą wzrosnąć nawet do dwudziestu kilku euro – mówi Andrzej Czerwiński.

Zgodnie z unijną dyrektywą dotyczącą wspólnotowego systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych, od przyszłego roku cześć z tych uprawnień będzie można sprzedawać na aukcji. Do tego czasu każde państwo Unii Europejskiej musi wprowadzić przepisy dyrektywy do swojego prawodawstwa. Decyzja w sprawie podziału środków musi zapaść w tym terminie.

Jak przekonuje poseł Andrzej Czerwiński, nie ma przeszkód, by tak się stało w przypadku Polski. Prace dotyczące trójpaku energetycznego – ustaw regulujących rynek energetyczny – są już na ukończeniu. Tu znajdą się zapisy o tym, na co zostaną przeznaczone fundusze z handlu emisjami. Jeszcze nie zapadła decyzja, jak zostaną rozdysponowane.

– Pieniądze powinny być zachowane w sferze energetycznej. Poddając ten sektor modernizacji uzyskujemy pewien efekt, również środowiskowy, podnosi się sprawność spalania, zmniejsza się emisje. Jeśli porównujemy naszą energetykę z tą europejską, to jest ona trochę zacofana pod względem inwestycyjnym. Aby więc nie obciążać obywateli, odbiorców energii, dodatkowym kosztem modernizacji, te pieniądze powinny być w dużej części skierowane na ten cel – uważa Andrzej Czerwiński.

Zgodnie z unijnymi wytycznymi, co najmniej 50 proc. dochodów ze sprzedaży uprawnień na aukcji ma być przeznaczane na unowocześnienie energetyki, m.in. na rozwój odnawialnych źródeł energii, zapobieganie wylesianiu czy finansowanie badań dotyczących redukcji emisji.

Polskie firmy płacą faktury z coraz większym opóźnieniem

Spowolnienie gospodarcze, spadek konsumpcji i co za tym idzie również zahamowanie produkcji, przekłada się na kondycję polskich firm. Liczba bankructw rośnie z kwartału na kwartał, a przedsiębiorcy mają coraz większe problemy z terminowym regulowaniem swoich płatności. Teraz trwa to średnio tydzień dłużej niż jeszcze przed kilkoma miesiącami.

Z danych Euler Hermes wynika, że w I półroczu tego roku liczba bankructw wśród polskich firm wzrosła o 20 proc. – w tym najwięcej w budownictwie (wzrost o 45 proc.; głównie w woj. mazowieckim). Prognozy dotyczące II połowy roku nie napawają optymizmem. Polska gospodarka wchodzi w etap stagnacji, co w ocenie analityków, może oznaczać kłopoty dla kolejnych firm.

– Żeby przełamać trend słabnącej kondycji niektórych sektorów przedsiębiorstw, gospodarka powinna notować przynajmniej 5-6 proc. wzrost PKB w skali roku. Wtedy liczba upadłości spada, co jest pochodną kondycji gospodarki. Gdy rozwija się w tempie około 3 proc., cała gospodarka ma się jeszcze w miarę nieźle, natomiast są już te sygnały alarmowe z niektórych branż, w których przepływy pieniężne są zbyt niskie – ocenia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria analityk Euler Hermes Grzegorz Błachnio.

Niepokojące dane dobiegają również z takich gałęzi gospodarki jak produkcja czy handel. Wiele firm odnotowuje spadki popytu. A to przekłada się na spłatę zaciągniętych zobowiązań pod inwestycje. Zdaniem analityków niebezpiecznie wydłuża się okres spłaty zobowiązań.

– Polska wypada lepiej pod kątem płatności między przedsiębiorstwami niż kraje Europy Zachodniej. Ale lepiej było trzy lata temu. Teraz termin płatności wydłużył się o tydzień, czyli jednak widać, że dopływ gotówki na rynek jest mniejszy. Instytucje finansujące są bardziej restrykcyjne, a firmy świadomie mniej inwestują – twierdzi Błachnio.

Prognozy dotyczące 2013 roku również nie dają wielkich nadziei na poprawę sytuacji. Zdaniem analityków globalna gospodarka będzie w stanie stagnacji, a w niektórych krajach należy spodziewać się recesji. Eksperci Euler Hermes twierdzą, że w Polsce problemy budownictwa przełożą się na całą gospodarkę i termin płatności firm może wydłużyć się o kolejnych kilka dni.

– O tym nie decyduje tylko budownictwo, ale także pewne zmiany, np. większa koncentracja w dystrybucji artykułów konsumpcyjnych, czyli żywności czy chemikaliów, a w związku z tym wypadanie z rynku niezależnych hurtowni i sklepów. To w pewnym stopniu wpłynie na powstające zaległości płatnicze tych firm, które upadły i może nałożyć się na to jeszcze minimalne wydłużenie terminu płatności – prognozuje analityk Euler Hermes.

Dłuższe terminy płatności niż polskie firmy mają przedsiębiorcy np. z Francji i Beneluksu. Jak wyjaśnia Grzegorz Błachnio, wiąże się to z modelem funkcjonowania naszych przedsiębiorstw. Wiele polskich firm opiera działalność i rozwój o środki własne, a to właśnie ogromne kredyty są dziś balastem ciągnącym firmy na dno.

Problemy na rynkach zachodnioeuropejskich mogą odbić się również na kondycji polskich firm. Główny wpływ dotyczy spadku eksportu. A to w połączeniu ze słabnącym popytem wewnętrznym – bo konsumenci w obawie przed trudnymi czasami liczą każdy grosz – i spadającą produkcją może zahamować wzrost PKB w najbliższych kwartałach.