Indie chcą wprowadzić tantiemy za trenowanie AI na treściach chronionych prawem autorskim

Indyjski rząd zaproponował nowe przepisy dotyczące trenowania modeli sztucznej inteligencji na treściach chronionych prawem autorskim. Zgodnie z projektem firmy AI musiałyby płacić tantiemy za wykorzystywanie artykułów, muzyki, filmów i innych utworów. Indie mogłyby stać się pierwszym krajem, który wprowadzi ustawowo określone stawki wynagrodzeń dla twórców w tym obszarze.

Ministerialny Departament ds. Promocji Przemysłu i Handlu Wewnętrznego opublikował dokument roboczy liczący 125 stron. Zakłada on wprowadzenie tzw. obowiązkowej licencji zbiorczej. Oznaczałoby to, że firmy AI miałyby automatyczny dostęp do legalnie pozyskanych treści, ale w zamian byłyby zobowiązane do opłat na rzecz jednej centralnej organizacji.

Proponowany model nosi nazwę „Jeden naród, jedna licencja, jedna płatność” i ma łączyć rozwój AI z ochroną praw autorskich. Rząd wskazuje, że to odpowiedź na narastające spory prawne na całym świecie dotyczące wykorzystywania cudzych treści do trenowania sztucznej inteligencji.

Wysokość tantiem miałaby być ustalana przez specjalny komitet powołany przez rząd. Opłaty byłyby liczone jako procent globalnych przychodów brutto firm z komercyjnie wykorzystywanych modeli AI, a nie na etapie ich trenowania. Co istotne, nowe zasady miałyby działać także wstecz — obejmowałyby firmy, które już wdrożyły swoje systemy AI na rynku.

Projekt odrzuca rozwiązania stosowane w innych krajach. W przeciwieństwie do Japonii, gdzie szkolenie AI jest w dużej mierze zwolnione z opłat, oraz UE, gdzie twórcy mogą zastrzec swoje treści, Indie proponują model bez prawa sprzeciwu, ale z gwarantowanym wynagrodzeniem. Środki miałyby trafiać do nowej organizacji zbiorowego zarządzania – Copyright Royalties Collective for AI Training.

Propozycja pojawia się w czasie, gdy Indie stają się jednym z kluczowych rynków dla branży AI. Szef OpenAI Sam Altman ocenił niedawno, że Indie są już drugim największym rynkiem firmy po USA. Według autorów projektu to wystarczający powód, by zapewnić twórcom realny udział w wartości generowanej przez sztuczną inteligencję.

PepsiCo przygotowuje się do zwolnień. Pracownicy biur odsyłani do domów

0

PepsiCo poleciło w tym tygodniu pracownikom swoich głównych biur w Ameryce Północnej przejście na pracę zdalną. Decyzja jest postrzegana jako sygnał przygotowań do planowanych zwolnień.

W wewnętrznej wiadomości do załogi dyrektor ds. personalnych na region Ameryki Północnej, Jennifer Wells, zapowiedziała zmiany organizacyjne, które obejmą część stanowisk. Tego typu działania są często stosowane przez duże korporacje tuż przed ogłoszeniem redukcji etatów.

Kroki te wpisują się w szeroką restrukturyzację ogłoszoną w poniedziałek. PepsiCo porozumiało się z funduszem Elliott Investment Management, który od września posiada akcje spółki warte około 4 mld dolarów. W ramach ustaleń firma planuje ograniczyć amerykańskie portfolio produktów o 20 proc. oraz wdrożyć program oszczędnościowy, obejmujący m.in. zamykanie zakładów i redukcję zatrudnienia.

Fundusz Elliott od dłuższego czasu naciskał na uproszczenie struktury marek i obniżenie kosztów, wskazując na spadek udziałów PepsiCo na rynku napojów. Zarząd spółki podkreśla, że celem zmian jest przyspieszenie wzrostu przychodów, poprawa rentowności oraz osiągnięcie wysokich oszczędności od 2026 roku. Firma prognozuje organiczny wzrost przychodów w 2026 r. na poziomie 2–4 proc.

Nie są to pierwsze cięcia w tym roku. W listopadzie PepsiCo zlikwidowało ponad 500 miejsc pracy po zamknięciu zakładów produkcyjnych, a wcześniej w 2025 roku doszło do kolejnych zamknięć fabryk, które dotknęły setki pracowników.

Restrukturyzacja PepsiCo wpisuje się w szerszy trend w sektorze dóbr konsumpcyjnych. W 2025 roku duże redukcje zatrudnienia ogłosiły także inne globalne koncerny, a liczba zapowiedzianych zwolnień w USA przekroczyła 1,1 mln — najwięcej od 2020 roku.

Operator gazociągu TurkStream przenosi siedzibę na Węgry

Siedziba operatora gazociągu TurkStream zostanie przeniesiona z Holandii na Węgry. Poinformował o tym we wtorek w Moskwie węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó. Decyzja zapada w czasie rosnącej presji ze strony UE i Ukrainy na Budapeszt w sprawie dalszej współpracy energetycznej z Rosją.

Chodzi o spółkę South Stream Transport B.V., dotychczas zarejestrowaną w Holandii, która odpowiada za przesył rosyjskiego gazu do Europy przez Turcję. Relokacja jest konsekwencją lipcowej decyzji holenderskiego sądu o zamrożeniu aktywów firmy. Stało się to po pozwie ukraińskiej spółki energetycznej DTEK Krymenergo, należącej do Rinata Achmetowa, który domaga się odszkodowania za majątek przejęty przez Rosję na Krymie w 2014 r.

Szijjártó przekazał, że Węgry uzyskały porozumienie z USA, które ma zapewnić, że operacje finansowe związane z TurkStreamem nie będą objęte amerykańskimi sankcjami. Jak zaznaczył, pozwoli to operatorowi funkcjonować mimo presji prawnej i finansowej.

Zapowiedź padła dzień po wizycie premiera Viktora Orbána w Stambule. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan potwierdził tam, że Ankara zagwarantuje dalszy tranzyt rosyjskiego gazu na Węgry przez TurkStream. Orbán poinformował, że tylko w tym roku Węgry odebrały tą trasą 7,5 mld m³ gazu. Cała instalacja, działająca od 2020 r., ma przepustowość 31,5 mld m³ rocznie.

Szef węgierskiej dyplomacji podkreślił, że jego kraj musi jednocześnie zmagać się z presją Brukseli i Kijowa, aby utrzymać bezpieczeństwo energetyczne. Wskazał m.in. na działania prawne UE oraz ataki na infrastrukturę, w tym na ropociąg Przyjaźń. W zeszłym tygodniu Węgry zapowiedziały zaskarżenie unijnego planu RepowerEU do Trybunału Sprawiedliwości UE. Projekt przewiduje całkowity zakaz importu rosyjskiego gazu rurociągowego do września 2027 r.

Chiny mogą zablokować dostęp do chipów AI H200 Nvidii mimo zgody USA

Chiny mogą zablokować dostęp do chipów AI H200 firmy Nvidia, mimo że prezydent USA Donald Trump zgodził się na ich eksport. Takie plany opisuje „Financial Times”, powołując się na źródła zaznajomione ze sprawą. Dla Nvidii oznaczałoby to kolejne ryzyko strat na kluczowym rynku.

Według doniesień chińskie władze rozważają wprowadzenie procedury zatwierdzania, która zmusiłaby firmy do udowodnienia, że krajowe procesory nie są w stanie zastąpić chipów H200. Dopiero po takim uzasadnieniu możliwy byłby zakup produktów Nvidii.

Informacje pojawiły się dzień po tym, jak Donald Trump ogłosił, że USA dopuszczą eksport H200 do „zatwierdzonych klientów” w Chinach. Zgodnie z tym porozumieniem rząd amerykański ma otrzymywać 25 proc. przychodów z tej sprzedaży.

Podobny scenariusz miał już miejsce w przypadku chipów H20. Choć administracja USA zezwoliła na ich eksport w połowie 2025 r., Pekin zalecił największym firmom technologicznym, takim jak Alibaba, Tencent czy ByteDance, korzystanie z krajowych procesorów. Nvidia wstrzymała wtedy produkcję H20 i poniosła jednorazowy koszt w wysokości 5,5 mld dolarów.

Prezes Nvidii Jensen Huang przyznał niedawno, że nie ma pewności, czy Chiny zaakceptują H200. Układ jest znacznie mocniejszy od H20, ale wciąż słabszy od najnowszych chipów Blackwell, które nadal są objęte amerykańskimi ograniczeniami eksportowymi.

Chiny od lat stawiają na uniezależnienie się od zagranicznych półprzewodników. Od 2014 r. przeznaczyły na rozwój krajowego sektora chipów ponad 140 mld dolarów. Władze wymagają też, aby publiczne centra danych kupowały co najmniej połowę procesorów od lokalnych producentów. Do 2026 r. Pekin chce potroić własną produkcję chipów AI.

Nvidia szacuje potencjał chińskiego rynku AI na około 50 mld dolarów, ale obecnie wyklucza przychody z tamtejszych centrów danych ze swoich prognoz finansowych. Podobnym zasadom eksportu, według planu administracji Trumpa, mogą podlegać także firmy AMD i Intel.

Microsoft zainwestuje 17,5 mld dolarów w AI i chmurę w Indiach

0

Microsoft zapowiedział rekordową inwestycję w Indiach. Koncern przeznaczy 17,5 mld dolarów na rozwój infrastruktury chmurowej i sztucznej inteligencji w latach 2026–2029. Informację przekazał dyrektor generalny firmy Satya Nadella po spotkaniu z premierem Narendrą Modim w New Delhi. To największe dotychczasowe zaangażowanie Microsoftu w Azji i uzupełnienie wcześniej ogłoszonych 3 mld dolarów z początku 2025 r.

Jak podkreślił Nadella, celem inwestycji jest wsparcie budowy „suwerennej infrastruktury” oraz kompetencji koniecznych do rozwoju indyjskiej gospodarki opartej na AI. Projekt ma wzmocnić pozycję Indii jako jednego z kluczowych globalnych centrów technologicznych.

Znaczna część środków trafi na budowę największego w kraju centrum chmurowego typu hyperscale. Obiekt powstanie w Hyderabadzie i obejmie trzy strefy dostępności. Jego uruchomienie zaplanowano na połowę 2026 r. Równolegle Microsoft zwiększa skalę programów edukacyjnych – do 2030 r. chce przeszkolić łącznie 20 mln Hindusów w zakresie AI, dwukrotnie więcej niż zakładano wcześniej.

Firma zapowiedziała także integrację zaawansowanych narzędzi AI z rządowymi platformami e-Shram oraz National Career Service. Ma to objąć ponad 310 mln pracowników sektora nieformalnego i ułatwić im dostęp do usług rynku pracy.

Decyzja Microsoftu wpisuje się w szerszy trend. Indie przyciągają coraz większe inwestycje technologiczne – Google ogłosił niedawno plan wydania 15 mld dolarów na centrum danych i hub AI, a OpenAI oraz Anthropic zapowiedziały otwarcie biur w kraju. Rząd Indii podkreśla, że rosnąca liczba użytkowników internetu i skala gospodarki sprzyjają rozwojowi sztucznej inteligencji.

Polska nauka chce większej roli w strategii państwa. Akademicy apelują o 2% PKB na sektor

Podczas wtorkowego spotkania z premierem Donaldem Tuskiem, marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską oraz ministrem nauki i szkolnictwa wyższego Marcinem Kulaskiem przedstawiciele Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich zaapelowali o stworzenie rządowej strategii rozwoju państwa w oparciu o polską naukę. Podnieśli też potrzebę odwrócenia trendu zmniejszania wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe.

We wtorkowym spotkaniu z władzami – poza członkami Prezydium KRASP – uczestniczyli też przedstawiciele: Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Polskiej Akademii Nauk oraz Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Wszyscy mówili jednym głosem: sektor jest niedofinansowany, a traci na tym cała gospodarka.

Apel o strategię rozwoju państwa w oparciu o naukę

Podczas spotkania z władzami rektorzy zaapelowali o stworzenie strategii rozwoju państwa
w oparciu o polską naukę. Miałoby ją opracować wspólne gremium, w skład którego weszliby przedstawiciele różnych resortów oraz świata nauki i szkolnictwa wyższego.

Strategia ta powinna wyznaczać ramy i kierunki dla polityki naukowej państwa oraz strategii rozwoju szkolnictwa wyższego – wyjaśnia prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Jak podnoszą rektorzy, istotnym elementem tej strategii powinno być stworzenie mechanizmów ulg dla przedsiębiorców wspierających sektor nauki i szkolnictwa wyższego. To z kolei wymaga zmian w systemie podatkowym. Sektor akademicki postuluje też możliwość pozyskiwania kapitału żelaznego.

Niezwykle ważne są również uelastycznienie przepisów dotyczących zamówień publicznych oraz umożliwienie sięgania przez uczelnie po środki również z innych resortów, w tym obrony i cyfryzacji.

Strategia miałaby dotyczyć również kształcenia kadr dla potrzeb państwa.

Sektor nauki i szkolnictwa wyższego jest w pełnej gotowości do współpracy z władzami publicznymi w zakresie wykorzystania potencjału naszego sektora w polityce rozwoju państwa. Polska nauka ma znaczące osiągnięcia. Jesteśmy dobrze postrzegani za granicą. Chcemy, by ten potencjał został wykorzystany dla dobra gospodarki – dodaje przewodnicząca KRASP.

Pakiet inspiracji

Pewnym drogowskazem dla rządowego, międzyresortowego gremium, które miałoby opracować strategię rozwoju państwa w oparciu o polską naukę, może być ostatnie stanowisko Zgromadzenia Plenarnego KRASP. Zostały w nim określone priorytety, od których zależy sukces gospodarczy. Chodzi tu o: tworzenie lepszych warunków dla rozwoju naukowców i innowatorów, a także skoncentrowanie na przełomowych badaniach i innowacjach w wybranych strategicznych dziedzinach oraz na mechanizmach komercjalizacji i zapewnienia doskonałości naukowej.

W praktyce oznacza to m.in. powiązanie wynagrodzeń pracowników sektora akademickiego
ze wskaźnikami makroekonomicznymi, systematyczne zwiększanie wydatków do poziomu określonego w strategiach rozwoju państwa, wprowadzenie minimalnego udziału wydatków dedykowanych bezpośrednio badaniom naukowym, modernizację infrastruktury czy przyjęcie spójnej, wieloletniej polityki publicznej w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego. Systematyczny spadek finansowania – nadzieja na zmianę

Przypomnijmy, w budżecie państwa na 2026 rok wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe zostały zaplanowane na poziomie nieco ponad 1% PKB. To najniższy wskaźnik od początku reformy zapoczątkowanej ustawą z 2018 roku. Co więcej, zaprojektowane nakłady są kilkakrotnie niższe od średnich wydatków w państwach należących do OECD.

Wpływa to na spadek konkurencyjności nie tylko samych uczelni, ale i całej gospodarki. Tak niskie nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe grożą utratą przewag konkurencyjnych Polski. Uczelnie odgrywają kluczową rolę we wczesnych etapach tworzenia innowacji, a ich potencjał badawczy bezpośrednio oddziałuje na bezpieczeństwo technologiczne i gospodarcze. Cieszymy się, że mieliśmy możliwość przedstawienia tych kwestii na spotkaniu u premiera – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Mamy nadzieję, że podniesione przez nas kwestie podczas spotkania u premiera wpłyną na zmianę w planach budżetowych i przyczynią się do rozwoju długofalowej polityki państwa w zakresie rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego – dodaje przewodnicząca KRASP.

Już 2% PKB poprawiłyby sytuację sektora nauki i szkolnictwa wyższego

W praktyce środowisko akademickie postuluje stopniowe zwiększanie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego do poziomu 2% PKB. To wciąż o wiele mniej niż wynikałoby z wcześniejszych deklaracji władz publicznych w tym zakresie. Jeszcze nie tak dawno ­padały zapowiedzi finansowania sektora na poziomie 3% PKB.

Spotkaliśmy się, by porozmawiać o problemach nauki i szkolnictwa wyższego, ale przede wszystkim o tym, co nauka może zaoferować rozwojowi naszego państwa. To było bardzo owocne spotkanie. Mam ogromną nadzieję, że przyniesie ono mnóstwo rezultatów, pożytecznych dla wszystkich – relacjonowała bezpośrednio po wizycie u premiera prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Komisja Europejska bada, czy Google nadużywa treści wydawców do trenowania AI

Komisja Europejska wszczęła we wtorek postępowanie antymonopolowe przeciwko Google. Sprawa dotyczy wykorzystywania treści wydawców internetowych oraz materiałów z YouTube do trenowania i rozwoju modeli sztucznej inteligencji. To kolejny spór między amerykańskim gigantem technologicznym a unijnymi regulatorami.

Śledztwo ma sprawdzić, czy Google nadużywa swojej pozycji rynkowej, narzucając nieuczciwe warunki wydawcom i twórcom treści. Komisja bada również, czy firma zapewniła sobie uprzywilejowany dostęp do cudzych materiałów, utrudniając konkurencję innym twórcom modeli AI.

Zastrzeżenia KE dotyczą m.in. usług takich jak AI Overviews i AI Mode. Według Komisji Google mógł wykorzystywać treści wydawców do generowania automatycznych podsumowań i odpowiedzi opartych na AI bez zapłaty oraz bez realnej możliwości sprzeciwu ze strony właścicieli treści.

Osobny wątek dotyczy YouTube’a. Dochodzenie ma ustalić, czy nagrania wideo przesyłane przez użytkowników były używane do trenowania generatywnych modeli AI Google’a bez wynagradzania twórców. Komisja analizuje też, czy jednocześnie regulaminy platformy nie blokowały dostępu do tych samych danych konkurencyjnym firmom.

Komisarz UE ds. konkurencji Teresa Ribera podkreśliła, że rozwój sztucznej inteligencji nie może odbywać się kosztem zasad uczciwej konkurencji. Google nie zgadza się z zarzutami i ostrzega, że postępowanie może hamować innowacje na bardzo konkurencyjnym rynku. Firma deklaruje dalszą współpracę z wydawcami i sektorem kreatywnym.

Postępowanie wpisuje się w szerszy kontekst działań UE wobec firm technologicznych. Kilka dni wcześniej Komisja nałożyła karę 120 mln euro na platformę X, a we wrześniu 2025 r. Google został ukarany blisko 3 mld euro za nadużycia w obszarze reklamy cyfrowej.

Jeśli zarzuty się potwierdzą, Google grozi kara do 10 proc. globalnych rocznych przychodów. Komisja nie podała terminu zakończenia postępowania i zaznaczyła, że jego wszczęcie nie przesądza o ostatecznym wyniku.

Ponad 1 mln cudzoziemców pracuje dziś w Polsce

Liczba cudzoziemców pracujących w Polsce po raz pierwszy przekroczyła milion. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na koniec czerwca 2025 roku w Polsce pracowało 1,099 mln osób z zagranicy. Oznacza to wzrost o 6,5 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku i najszybsze tempo przyrostu zatrudnienia imigrantów od ponad dwóch lat.

Tylko w czerwcu polski rynek pracy zasiliło około 31 tys. nowych pracowników z innych krajów. W ujęciu miesięcznym liczba pracujących cudzoziemców zwiększyła się o 2,9 proc. Obecnie osoby z zagranicy stanowią już około 6,6 proc. wszystkich pracujących w Polsce.

Największą grupę wśród zagranicznych pracowników nadal tworzą obywatele Ukrainy. W czerwcu było ich 735,1 tys., co oznacza, że odpowiadają za niemal dwie trzecie całego zatrudnienia cudzoziemców. Ich liczba wzrosła zarówno rok do roku, jak i w porównaniu z majem, co potwierdza utrzymującą się silną obecność Ukraińców na polskim rynku pracy.

Zatrudnienie imigrantów jest wyraźnie skoncentrowane regionalnie. Najwięcej pracuje ich w regionie warszawskim, gdzie liczba ta sięga 219 tys. Kolejne miejsca zajmują województwa dolnośląskie i wielkopolskie. Z kolei najmniejszy udział cudzoziemców wśród pracujących odnotowano w województwie świętokrzyskim. Co piąta osoba z zagranicy pracująca w Polsce mieszka w aglomeracji warszawskiej.

Struktura zatrudnienia cudzoziemców nie ulega większym zmianom. Mężczyźni stanowią niespełna 60 proc. tej grupy, podobnie jak rok wcześniej. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ostatnich miesiącach szybciej przybywa pracujących kobiet niż mężczyzn, co może wskazywać na stopniowe zmiany w różnych sektorach rynku pracy.

Znaczna część cudzoziemców pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych. Według danych GUS ponad 422 tys. osób było zatrudnionych wyłącznie na umowach zlecenia lub podobnych formach, co oznacza wyraźny wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem. To pokazuje, że elastyczne formy pracy wciąż odgrywają istotną rolę w zatrudnianiu pracowników z zagranicy w Polsce.

Polacy coraz częściej leczą się prywatnie. Średnio 14 świadczeń rocznie

  • Średnia liczba świadczeń realizowanych w ramach dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych wzrosła w ciągu roku o 10%. W 2025 r. skorzystaliśmy średnio z 13,7 prywatnych świadczeń medycznych.
  • Najczęściej wykonywanymi badaniami były te profilaktyczne, jak morfologia, badania tarczycy czy USG ginekologiczne.
  • Prywatnie najczęściej zasięgaliśmy porady internisty, ginekologa i ortopedy.
  • W 2025 r. kobiety prawie dwukrotnie częściej korzystały z niepublicznych usług medycznych niż mężczyźni – 64% świadczeń.

Popularność prywatnego leczenia w Polsce wciąż rośnie. W 2025 r. skorzystaliśmy średnio z 13,7 prywatnych świadczeń medycznych w ramach dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, wynika z danych SALTUS Ubezpieczenia. Dla porównania: w 2024 r. było to 12,5 świadczeń, o 10% mniej.

W tym roku odbyliśmy średnio 4,5 konsultacji lekarskich i wykonaliśmy 9,2 badania.

Rosnąca popularność prywatnych świadczeń to trend, który utrzymuje się od lat i nic nie zapowiada jego odwrócenia. Według Polskiej Izby Ubezpieczeń pod koniec zeszłego roku z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych korzystało 5,39 mln osób. Dynamika wzrostu w tym roku jest podobna, co spowoduje, że zakończymy rok z ponad 6 mln ubezpieczonych. Zazwyczaj po pomoc w prywatnych przychodniach sięgamy, gdy potrzebujemy skorzystać z porady lekarza specjalisty. Według ostatniego Barometru WHC czas oczekiwania na konsultację specjalistyczną w ramach NFZ wynosi średnio 4,3 miesiąca, a u większości prywatnych ubezpieczycieli to kilka dni. Nasze dane pokazują, że również z profilaktyki chętnie korzystamy w ramach usług niepublicznych. Szczególnie w przypadku badań obrazowych, np. USG. Na USG jamy brzusznej czekamy w ramach NFZ ponad 2 miesiące, a prywatnie do tygodnia. Nieustanny wzrost popularności świadczeń prywatnych to wyzwanie, któremu sektor niepublicznych usług medycznych będzie musiał stawić czoła w nadchodzących latach – zauważa Monika Witkowska, Zastępca Dyrektora ds. Rozwoju Ubezpieczeń Zdrowotnych i Pracowniczych w SALTUS Ubezpieczenia.

Jak leczyliśmy się prywatnie w 2025 r.?

Jak wynika ze statystyk SALTUS Ubezpieczenia w 2025 r. 46,9% zrealizowanych przez ubezpieczonych świadczeń stanowiły badania laboratoryjne. Konsultacje medyczne znalazły się dopiero na drugim miejscu – 32,8% zamawianych świadczeń. Diagnostyka obrazowa i zabiegi rehabilitacyjne stanowiły zaś odpowiednio 8,8% i 8,1% ogółu.

Najczęściej wykonywanymi za naszym pośrednictwem badaniami laboratoryjnymi są morfologia krwi, badania tarczycy, badanie poziomu glukozy, czy próby wątrobowe. To podstawy. Podobnie prezentuje się lista najczęściej realizowanych badań obrazowych, gdzie pierwsze miejsca zajmują badania USG: ginekologiczne, jamy brzusznej, piersi i tarczycy, a także echo serca – wskazuje Monika Witkowska z SALTUS Ubezpieczenia.

Do najczęściej odwiedzanych lekarzy w ramach wizyt prywatnych należą z kolei: internista, ginekolog, ortopeda, dermatolog i okulista.

TOP 5 prywatnych świadczeń medycznych w 2025 r.
Konsultacje lekarskie Badania laboratoryjne Badania diagnostyczne
Internista Morfologia pełna USG transvaginalne miednicy mniejszej
Ginekolog Hormon tyreotropowy – TSH USG jamy brzusznej
Ortopeda/Traumatolog Glukoza na czczo we krwi żylnej USG piersi
Dermatolog i Wenerolog Aminotransferaza alaninowa – ALAT (GPT) USG tarczycy
Okulista Kreatynina – surowica Echo serca dorośli

 

Kto leczy się prywatnie?

Ze wsparcia medycznego zapewnianego przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne korzystają przede wszystkim kobiety – 64% ogółu świadczeń zrealizowanych za pośrednictwem SALTUS Ubezpieczenia. Kiedy spojrzymy na rozkład wieku ubezpieczonych, korzystających ze świadczeń medycznych w ramach dodatkowego ubezpieczenia, to widzimy, że w prywatnych przychodniach najczęściej możemy spotkać osoby w wieku 30-39 lat (32% zrealizowanych świadczeń). Na drugim miejscu pod względem korzystania z ubezpieczeń znajdują się osoby pomiędzy 40. a 49. rokiem życia (28%), a na trzecim osoby w przedziale 20-29 lat (14%).

UE nie zakazuje kotłów gazowych, ale dopłat nie ma. POGP krytycznie o programie „Czyste Powietrze”

Unia Europejska nie zakazuje montażu ani używania kotłów gazowych. Do 2030 r. mogą być one instalowane bez ograniczeń, zarówno w nowych, jak i istniejących budynkach. Niestety, nowa odsłona programu Czyste Powietrze nie przewiduje dofinansowania kotłów gapowych. Tymczasem wg badań Ekobarometr 2025 aż 51,5% Polaków chciałoby, aby kotły gazowe były nadal finansowane z programu „Czyste Powietrze” (przy czym 6,9% jest przeciwnego zdania). Wymiana kopciucha na kocioł gazowy pozwala zmniejszyć emisję pyłu nawet kilkaset razy, a benzo(a)pirenu – ponad tysiąc razy.

Rok 2030 nie wprowadza również żadnych zmian w zakresie ogrzewania istniejących budynków. Kotły gazowe nadal będą mogły być używane i naprawiane w przypadku awarii. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku nowych budynków lub tych modernizowanych do standardu zeroemisyjnego – od tego momentu nie będzie można w nich stosować paliw kopalnych. Alternatywy to m.in. biometan, biopropan, pellet czy systemy hybrydowe łączące kocioł z pompą ciepła.

Do 2040 r. UE rekomenduje stopniowe wycofanie paliw kopalnych, a dostawcy będą mogli zapewnić dostęp do gazu odnawialnego także w starszych budynkach. Docelowo, do 2050 r., wszystkie budynki w Unii mają osiągnąć standard zeroemisyjny. W tym czasie kotły gazowe nadal będą mogły być użytkowane, jednak wyłącznie przy wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii.

Wielkim rozczarowaniem dla Polaków było wyłączenie kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze. 51,5% respondentów uważa, że kotły gazowe powinny być nadal dofinansowywane ze środków publicznych – na wsiach takich wskazań jest jeszcze więcej, aż 54,3%. Tylko 6,9% Polaków popiera wycofanie wsparcia finansowego dla kotłów gazowych.

– Od kilku lat w mediach powracają informacje o rzekomym zakazie stosowania kotłów gazowych w Polsce w związku z regulacjami Unii Europejskiej. Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej przejrzysta. Nie trzeba się spieszyć z demontażem kotła gazowego – będzie można go używać i naprawiać do 2050 r. Tylko w nowych budynkach i modernizacjach od 2030 roku trzeba planować alternatywy dla gazu kopalnego. Polska wspiera stopniowe odejście od węgla i paliw kopalnych, ale gaz będzie obecny w gospodarstwach domowych przez całe pokolenia – komentuje Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Gazu Płynnego (POGP).

  1. Dofinansowanie kotłów gazowych od 2025 r.
  • UE zakazuje tylko dofinansowania samodzielnych kotłów gazowych na paliwa kopalne.
  • Dopuszczalne jest dofinansowanie kotłów na paliwa odnawialne (biometan, biopropan) oraz instalacji hybrydowych złożonych z kotła gazowego oraz urządzenia OZE, jak kolektor słoneczny czy pompa ciepła.
  • Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej, o tym, czy kocioł może być dofinansowany, decydować powinno wykorzystywane paliwo, a nie sama technologia.
  • Komisja Europejska zaleca też, by dofinansowaniu podlegały koszty związane z przejściem na wykorzystanie gazów odnawialnych w kotle grzewczym
  1. Montaż kotłów gazowych dzisiaj i do 2030 r.
  • UE nie zakazuje montażu ani używania kotłów gazowych.
  • Do 2030 r. nie ma ograniczeń w instalowaniu kotłów gazowych, zarówno w nowych, jak i istniejących budynkach.
  • Polska nie ogranicza montażu kotłów gazowych pomimo wstrzymania finansowania ze środków publicznych..
  1. Nowe i modernizowane budynki po 2030 r.
  • Budynki nowe lub modernizowane do standardu zeroemisyjnego nie mogą korzystać z paliw kopalnych (w tym gazu ziemnego i oleju opałowego).
  • Alternatywy:
    • Biometan lub biopropan (odnawialny gaz)
    • Pellet (biomasa)
    • Systemy hybrydowe (np. kocioł + pompa ciepła)
  1. Istniejące budynki po 2030 r.
  • Będą mogły nadal korzystać z kotłów gazowych i naprawiać instalacje w razie awarii.
  • Z czasem (do 2040 r.) dostawcy powinni zapewnić gaz odnawialny do takich budynków.
  • W większości przypadków zmiana paliwa nie będzie wymagała wymiany samego kotła.
  1. Długoterminowa perspektywa – do 2050 r.
    • UE celuje w pełną modernizację budynków do standardu zeroemisyjnego.
    • Oznacza to, że spalanie paliw kopalnych całkowicie zaniknie.
  • Kotły nadal będą mogły być używane, ale wyłącznie z odnawialnym gazem lub biomasą.

Z 7. edycji badania EKObarometr zrealizowanego przez agencję SW Research wynika, że 52,7% Polaków uważa, że wymiana kotłów węglowych na kotły zasilane gazem przyczynia się do poprawy jakości powietrza i ograniczenia smogu[1]. Aż 43,6% Polaków wskazuje, że ten sam efekt ma wykorzystanie autogazu w samochodach osobowych, a 51,5% Polaków chciałoby, aby kotły gazowe były nadal finansowane z programu „Czyste Powietrze” (przy czym 6,9% jest przeciwnego zdania). Aż 74% Polaków jest zdania, że europejska polityka klimatyczna nie powinna być wstrzymywana. Polska Organizacja Gazu Płynnego (POGP) była wśród partnerów badania EKObarometr 2025.

LPG pozostaje paliwem powszechnym i lubianym przez Polaków. 47,9% Polaków deklaruje, że korzystało kiedykolwiek z gazu płynnego, przy czym wśród mieszkańców terenów wiejskich takich wskazań jest 50,5%. Wbrew stereotypom, gaz płynny najpopularniejszy jest wśród ludzi młodszych – korzysta z niego 52,1% osób w grupie wiekowej 25-44 lata. Starsi respondenci częściej korzystają z paliw stałych.

Wielkim rozczarowaniem dla Polaków było wyłączenie kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze. 51,5% respondentów uważa, że kotły gazowe powinny być nadal dofinansowywane ze środków publicznych – na wsiach takich wskazań jest jeszcze więcej, aż 54,3%. Tylko 6,9% Polaków popiera wycofanie wsparcia finansowego dla kotłów gazowych.

Ekobarometr 7

Źródło: Ekobarometr 7

Ponadto 52,3% Polaków utrzymuje, że LPG to dobre rozwiązanie grzewcze dla obszarów, gdzie nie ma dostępu do gazociągów ani ogrzewania z sieci miejskiej, a 52,7% – że wymiana kotłów węglowych na kotły zasilane gazem LPG przyczynia się do poprawy jakości powietrza i ograniczenia smogu. Wobec ubiegłego roku liczba wskazań pozytywnych wzrosła.

Warto podkreślić, że w 2024 roku nadal szybko rosła liczba zbiorników na LPG do ogrzewania budynków – odnotowano około 14,3 tys. nowych rejestracji, ich liczba wzrosła do 156 tys., a średnioroczni przyrost w latach 2022-2024 wyniósł 9,4%. Wobec ciepłych zim, jakie towarzyszą nam w ostatnich latach, liczba instalacji grzewczych zasilanych gazem płynnym rośnie znacznie szybciej, niż zużycie paliwa dla celów grzewczych. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki postępującej wymianie tzw. „kopciuchów”, starych pieców na paliwa stałe, najważniejszego źródła smogu na terenach słabo zurbanizowanych, na nowoczesne kotły kondensacyjne. Według Polskiego Alarmu Smogowego, 2 mln „kopciuchów” nadal odpowiada za 86% całkowitej emisji pyłu zawieszonego PM2.5 oraz za ok. 93% emisji rakotwórczego benzo(a)pirenu w Polsce. Wymiana kopciucha na kocioł gazowy pozwala zmniejszyć emisję pyłu nawet kilkaset razy, a benzo(a)pirenu – ponad tysiąc razy.

[1] https://www.pogp.pl/aktualnosci/percepcja-lpg-w-2025

ABB w NanoGroup: główny akcjonariusz sprzedaje akcje, by sfinansować rozwój spółki

NanoGroup S.A., notowana na GPW spółka rozwijająca innowacyjne technologie medyczne, zawarła porozumienie ze swoim głównym akcjonariuszem Michałem Lachem, który po przeprowadzeniu procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB) na posiadane akcje przeznaczy całość wpływów z ich sprzedaży na objęcie akcji nowej emisji Spółki w ramach wykonania uchwały z 8 października 2025 r. W ramach transakcji ABB Michał Lach zaoferuje inwestorom do 2,4 mln posiadanych przez siebie akcji po cenie 2,50 zł. Zgodnie z porozumieniem, środki pozyskane w ramach ABB zostaną w 100% przeznaczone na zakup akcji z nowej emisji, które Spółka zamierza przeznaczyć przede wszystkim na finalizację pośredniej inwestycji w Auxilius Pharma.  

Ogłoszony przez sprzedającego Michała Lacha proces przyspieszonej budowy księgi ma trwać do 11 grudnia br. Podmiotem pośredniczącym w procesie ABB jest Dom Maklerski INC S.A.

W ostatnim czasie zakomunikowaliśmy wiele istotnych zdarzeń na czele ze strategiczną inwestycją w Auxilius Pharma oraz ogłoszeniem nowej Strategii Rozwoju na lata 2026-2028, co spowodowało spore zainteresowanie ze strony dużych inwestorów chcących wejść do naszego akcjonariatu. Jednocześnie chcemy umożliwić potencjalnym nowym inwestorom zakup akcji, które są już dopuszczone na rynek, dlatego bardzo cieszy nas porozumienie z Michałem Lachem oraz to, że zdecydował się sprzedać część posiadanych akcji, aby zapewnić Spółce finansowanie strategicznej inwestycji, pozwalając jednocześnie dołączyć nowym inwestorom do akcjonariatu – mówi Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A.

W przypadku sprzedaży planowanych 2,4 mln akcji Michał Lach przekaże całe wpływy z tej transakcji na objęcie akcji serii N o łącznej wartości do 6 mln zł. Środki pozyskane w ramach emisji zostaną przeznaczone przede wszystkim na finalizację ogłoszonej 17 listopada br. inwestycji w Spółkę Auxilius Pharma – polską firmę farmaceutyczna, która jako jedna z nielicznych działa w modelu virtual biotech. Specjalizuje się ona w opracowywaniu leków o wartości dodanej (Value Added Medications, VAM) – czyli preparatów, które wykorzystują już zbadane i dopuszczone do stosowania substancje czynne, ale w nowoczesnych formułach poprawiających skuteczność leczenia i komfort pacjenta. Inwestycja w Spółkę Auxilius Pharma jest inwestycją realizowaną w ramach nowej strategii Rozwoju NanoGroup na lata 2026-2028.

NanoGroup to obecnie moja priorytetowa inwestycja. W związku z tym realizowana przeze mnie sprzedaż akcji w ramach procesu ABB jest jedynie odpowiedzią na zainteresowanie Spółką ze strony inwestorów. Zgodnie z zawartym ze Spółką porozumieniem wszystkie pozyskane środki zostaną przeznaczone na zakup akcji w ramach emisji umacniając mnie jako inwestora długoterminowego. Dostrzegam bowiem potencjał w opublikowanej niedawno Strategii Rozwoju oraz w już posiadanych projektach w portfolio, głównie systemie NanOX oraz cząsteczce AUX-001 autorstwa Auxilius Pharma. Plany są ambitne, ale jestem przekonany, że NanoGroup sprosta oczekiwaniom – komentuje Michał Lach, Główny Akcjonariusz NanoGroup S.A.

21 listopada br. NanoGroup zaprezentowała strategię rozwoju na lata 2026–2028, której celem jest zbudowanie silnej, zdywersyfikowanej i stabilnej finansowo grupy biotechnologicznej, należącej do TOP3 w Polsce. Strategia zakłada posiadanie minimum 10 aktywnie rozwijanych projektów oraz zawarcie co najmniej dwóch dużych umów partneringowych, które będą stanowić źródło przewidywalnych i powtarzalnych przychodów.

Zamieszanie w NBP i zwrot Trumpa ws. Nvidii. Rynki grają pod jutrzejszy Fed

Coraz głośniej robi się wokół awantury w NBP. Donald Trump kusi chipami. Rynek we wtorek raczej bez pomysłu na siebie, wszyscy czekamy na FED.

NBP na nagłówkach – i nie z powodów, które rynki lubią

W nowy tydzień polski złoty wszedł z tematem, którego wyjątkowo mocno inwestorzy nie lubią. Media donoszą o coraz ostrzejszej wewnętrznej walce o władzę w NBP. Trzech członków zarządu – Pogonowski, Soboń i Sura – złożyło projekt uchwały ograniczającej kompetencje prezesa Adama Glapińskiego. Oficjalnie chodzi o „usprawnienie pracy organów”, ale skala proponowanych zmian sugeruje coś więcej niż kosmetykę. Na reakcję kamratów prezesa nie musieliśmy długo czekać. Rada Polityki Pieniężnej opublikowała ostre stanowisko, apelując o „poszanowanie roli organu banku centralnego” i ostrzegając, że ingerencje tego typu mogą osłabić instytucję. Do tego dochodzą medialne interpretacje mówiące wręcz o „buncie” i możliwym odsunięciu prezesa, choć na razie nie istnieje żaden formalny wniosek w tej sprawie. Dla rynków to sygnał niepokojący: niepewność instytucjonalna zawsze podnosi premię za ryzyko. A przy świeżej decyzji RPP i braku klarownych wskazówek co do dalszej ścieżki stóp, złoty staje się szczególnie podatny na takie doniesienia. Dochodzimy do momentu, gdy to nie poziom stóp, lecz stabilność NBP staje się na chwilę głównym tematem.

Trump częstuje chipami

Na szerokim rynku sporo emocji budzi najnowszy pomysł Donalda Trumpa, który na Truth Social ogłosił, że zgadza się na eksport (średnio)zaawansowanych chipów H200 Nvidii do Chin, pod warunkiem nałożenia 25-procentowej opłaty od każdej transakcji. Formalnie nie jest to więc zniesienie restrykcji, tylko ich „monetyzacja” – mniej klasyczna wojna celna, bardziej paywall do amerykańskiej technologii. Z jednej strony to wyraźny krok wstecz względem twardej polityki kontroli eksportu, z drugiej mówimy o układach niekoniecznie z najnowszej półki, a dostęp ma być ograniczony do „zatwierdzonych odbiorców”. Rynki czytają to jako próbę pogodzenia trzech sprzecznych celów: złagodzenia napięć z Chinami, wsparcia amerykańskiego przemysłu półprzewodnikowego i utrzymania narracji o twardym kursie wobec Pekinu. Dla walut to raczej delikatne odprężenie niż przełom – lekki oddech przed kolejną eskalacją, potencjalna ulga dla juana i koszyka EM. Nie znaczy to jednak, że wojna celna nagle znika – tylko wchodzi w kolejną fazę.

Kalendarz i FX: rynek czeka na jutro

Dzisiejszy kalendarz makro może nie jest pusty, ale wyraźnie ma problem, by przebić się przez jutrzejszą decyzję FOMC. Z tego względu dziś obserwujemy raczej bierne ustawianie się pod jutrzejszą grę, niż aktywne szukanie impulsów. W nocy Australia dorzuciła swój akcent w postaci decyzji RBA, który zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopy procentowe bez zmian, podtrzymując ostrożny ton i wskazując, że dalszy kurs polityki zależy od danych o inflacji i z rynku pracy. Reakcja AUD była umiarkowana, ale w szerszym ujęciu nawet ta decyzja wpisuje się w globalną narrację „czekamy na Fed”. Po południu poznamy też podwójny odczyt JOLTS z USA, który „zalegał” z powodu wcześniejszego blackoutu. Rynek pracy jest dziś chyba najbardziej wrażliwym elementem układanki przed środową decyzją, więc nawet drobne odchylenia od oczekiwań mogą dorzucić coś do zmienności, choć na samą decyzje wpływ tych danych będzie mocno ograniczony. Na rynku walutowym złoty zyskuje na słabości dolara. EUR/PLN, choć początkowo interesował się wyjściem górą, ostatecznie schodzi poniżej 4,23 zł. USD/PLN także kieruje się w dół, oscylując obecnie przy 3,635 zł. EUR/USD krąży w rejonie 1,165 $. Handel do końca dnia pozostanie prawdopodobnie techniczny – rynek wstrzymuje oddech przed kluczowym komunikatem z FED.

Eksport Polski do Niemiec rośnie mimo słabszej koniunktury u zachodnich sąsiadów

Polski eksport do Niemiec nadal wyraźnie rośnie. Jak wynika z danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec (Destatis), w październiku wzrósł on o 2,7 proc. rok do roku, osiągając wartość 7,334 mld euro. W okresie od stycznia do października 2025 r. polskie firmy sprzedały na rynek niemiecki towary o łącznej wartości 68,04 mld euro, co oznacza wzrost o 4,7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Październikowe dane wpisują się w rekordowy rok w handlu między Polską a Niemcami. W pierwszym półroczu 2025 r. całkowita wymiana handlowa obu krajów sięgnęła 90 mld euro, rosnąc o 5,4 proc. rok do roku. Polski eksport do Niemiec wyniósł w tym czasie 40,6 mld euro, natomiast niemiecki eksport do Polski – 49,4 mld euro.

Polska utrzymuje silną pozycję w niemieckim handlu zagranicznym. Jest piątym największym partnerem handlowym Niemiec pod względem całkowitych obrotów, wyprzedzając m.in. Włochy i Chiny. W strukturze niemieckiego eksportu Polska zajmuje czwarte miejsce, ustępując jedynie Stanom Zjednoczonym, Francji i Holandii.

Niemcy pozostają kluczowym rynkiem dla polskich eksporterów, odpowiadając za około 27 proc. całkowitego polskiego eksportu. Ma to szczególne znaczenie w warunkach zróżnicowanego tempa wzrostu gospodarczego obu krajów. W trzecim kwartale 2025 r. polski PKB zwiększył się o 3,8 proc. rok do roku, podczas gdy gospodarka Niemiec rozwija się wolniej i zmaga z problemami strukturalnymi.

Jednocześnie niemiecki eksport ogółem rośnie znacznie słabiej. W październiku zwiększył się jedynie o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca, do 131,3 mld euro. W okresie od stycznia do października 2025 r. Niemcy wyeksportowały towary o wartości 1,31 bln euro, co oznacza wzrost zaledwie o 1,1 proc. rok do roku.

Ryanair tnie połączenia z Brukseli po podwyżce podatku pasażerskiego

Ryanair zapowiedział duże ograniczenia połączeń z Brukseli w sezonie zimowym 2026/27. Linia lotnicza zredukuje liczbę dostępnych miejsc o 1 mln i skasuje 20 tras. To reakcja na decyzję władz Belgii o podwojeniu podatku pasażerskiego do 10 euro od 2027 r.

Przewoźnik poinformował także o wycofaniu pięciu samolotów z lotniska Bruksela-Charleroi. Według Ryanaira oznacza to utratę inwestycji szacowanej na ok. 500 mln dolarów. Skala cięć przełoży się na spadek ruchu linii w Belgii o ok. 22%.

Ryanair zwraca uwagę, że Belgia obrała kierunek przeciwny do wielu krajów UE. Niemcy zapowiedziały likwidację podatku lotniczego do połowy 2026 r., Szwecja zniosła go w lipcu 2025 r., a Włochy, Węgry i Słowacja ograniczyły lub zlikwidowały podobne opłaty, by wzmocnić połączenia lotnicze.

Obecna decyzja belgijskiego rządu to druga podwyżka w krótkim czasie. W lipcu 2025 r. podatek wzrósł o 150% – z 2–4 euro do 5 euro dla lotów powyżej 500 km, przy zachowaniu stawki 10 euro dla połączeń krótkich. Od 2027 r. ma obowiązywać jedna stawka 10 euro dla wszystkich pasażerów wylatujących z Belgii, niezależnie od dystansu. Kolejna podwyżka do 11 euro planowana jest na 2029 r.

Jason McGuinness, dyrektor handlowy Ryanaira, ocenił, że kolejne podwyżki czynią Belgię niekonkurencyjną na tle innych państw UE. Linia wystosowała list do premiera Barta De Wevera z apelem o zniesienie podatku.

Ryanair ostrzegł również, że planowana przez władze Charleroi dodatkowa opłata w wysokości 3 euro od pasażera może od kwietnia 2026 r. doprowadzić do kolejnych cięć siatki połączeń, co zagrozi miejscom pracy w regionie. Podobną ocenę sytuacji przedstawiły linie Brussels Airlines – ich rzecznik zwrócił uwagę, że Belgia działa „pod prąd” europejskim trendom, a rosnące koszty ostatecznie zostaną przerzucone na pasażerów.

Massmedica rozpoczyna realizację projektu robota ortopedycznego URSA

Massmedica Technologie, spółka zależna Massmedica S.A., pracuje nad przełomowym systemem robotycznym URSA. Narzędzie ma zwiększyć precyzję zabiegów ortopedycznych, obniżyć koszty i otworzyć drogę do szerokiej robotyzacji w polskich i zagranicznych szpitalach. Dzięki połączeniu sztucznej inteligencji, rzeczywistości rozszerzonej oraz innowacyjnego śledzenia markerów, URSA może stać się jedną z najciekawszych technologii medycznych w regionie. Prototyp systemu powstanie pod koniec 2025 roku, a pełna wersja trafi na rynek już w 2027 roku.

Zarzad Massmedica S.A. dostrzega rosnące zainteresowanie innowacyjnymi rozwiązaniami dla branży medycznej, a robot URSA ma szansę na wypełnienie niszy nie tylko na rynku krajowym, a także na ekspansję zagraniczną. Dzięki współpracy z chińskim producentem implantów Beijing Chunlizhengda Medical Instruments Co., Ltd., Spółka uzyskała dostęp do potencjalnego kanału dystrybucji i licencjonowania na rynku azjatyckim. Zgodnie z planem, do końca 2025 roku powstanie prototyp systemu – URSA Minor, natomiast pełna wersja zostanie wprowadzona na rynek w pierwszym kwartale 2027 roku.

Twórcy systemu podkreślają, że URSA od początku projektowana jest jako otwarta, uniwersalna i kompatybilna z implantami wielu producentów platforma, która jest zdolna do integracji z istniejącymi systemami informatycznymi szpitali. Uniwersalny charakter tego rozwiązania umożliwia jego zastosowanie w różnych rodzajach zabiegów ortopedycznych, w tym endoprotezoplastyce kolana i biodra, operacjach kręgosłupa oraz osteotomiach. To istotna przewaga na tle rozwiązań, które wymagają korzystania wyłącznie z określonych, dedykowanych implantów.

-„Innowacyjność URSA opiera się na zastosowaniu technologii rzeczywistości rozszerzonej (AR), zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji oraz nowatorskiego śledzenia markerów w zakresie światła widzialnego, co ma pozwolić na ograniczenie kosztów produkcji i wdrożenia przy zachowaniu wysokiej precyzji działania. Jako innowacyjna Spółka od lat działająca na rynku Medtech, chcemy być polskim pionierem rozwiązań medycznych opartych o szeroką współpracę z podmiotami chińskimi. Dla nas to bardzo obiecująca ścieżka dalszego rozwoju i możliwość ekspansji zagranicznej na niespotykaną do tej pory skalę.” – mówi Marek Młodzianowski, Prezes Zarządu Massmedica S.A.

W ramach przygotowań do realizacji projektu, w Massmedica Technologie utworzono dedykowany zespół inżynierski, złożony z osób posiadających bogate doświadczenie w projektowaniu urządzeń medycznych. Zespół ma na swoim koncie liczne sukcesy, między innymi realizację systemu nawigacji chirurgicznej opartej na kamerach optycznych pracujących w paśmie światła widzialnego. Rozwiązanie to zostało przetestowane klinicznie i było wykorzystywane w jednej z polskich placówek szpitalnych. Zarząd spółki podkreśla również, że posiada kompetencje w zakresie dystrybucji robotów ortopedycznych, które były rozwijane w ramach dotychczasowej działalności operacyjnej.

Według raportów branżowych, rynek robotyki ortopedycznej w Unii Europejskiej rośnie w tempie 12–15% rocznie i może przekroczyć wartość 1,5 mld euro do 2030 roku. W Polsce przeprowadza się ponad 100 tys. procedur ortopedycznych rocznie, a ponad 300 szpitali dysponuje potencjałem do wdrożenia robotycznych systemów chirurgicznych. – „Wstępne rozmowy z wybranymi szpitalami potwierdzają zainteresowanie nowoczesnym systemem URSA, który pozwoli wypełnić lukę na krajowym rynku robotów chirurgicznych, zwiększając efektywność operacji oraz ograniczając koszty związane z personelem medycznym” – mówi Marek Młodzianowski, Prezes Zarządu Massmedica S.A.

Spółka podkreśla, że projekt URSA to strategiczny krok w kierunku rozwoju zaawansowanych technologii medycznych, który pozwoli na podniesienie efektywności i bezpieczeństwa operacji ortopedycznych oraz wzmacnia pozycję firmy na rynku globalnym.

Spółka planuje sprzedać od 30 do 50 systemów URSA w pierwszych trzech latach po premierze, przy średniej cenie około 2 mln zł netto za sztukę. Nakłady inwestycyjne na rozwój projektu wyniosą około 340 tys. zł w 2025 roku oraz 900 tys. zł w 2026 roku.

Przełom dla polskiego atomu. Komisja Europejska mówi „tak”

Komisja Europejska zatwierdziła pomoc publiczną dla budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Premier Donald Tusk poinformował, że decyzja Brukseli umożliwi uruchomienie finansowania inwestycji jeszcze w grudniu. Do spółki Polskie Elektrownie Jądrowe ma wówczas trafić pierwsza transza w wysokości 4,6 mld zł w formie skarbowych papierów wartościowych. Łączne wsparcie z budżetu państwa dla projektu ma przekroczyć 60 mld zł.

Zatwierdzenie pomocy kończy procedurę notyfikacyjną prowadzoną od grudnia 2024 roku. Jak podkreśla rząd, był to jeden z najszybszych procesów tego typu w Unii Europejskiej. Warunki wsparcia były negocjowane z Komisją Europejską przez wiceministra przemysłu Wojciecha Wrochnę oraz ministra energii Miłosza Motykę. Decyzja Komisji pozwala przejść do kolejnych etapów realizacji projektu.

Elektrownia jądrowa powstanie w gminie Choczewo, w lokalizacji Lubiatowo–Kopalino na Pomorzu. Inwestycja obejmuje budowę trzech bloków w technologii AP1000 firmy Westinghouse, o łącznej mocy do 3750 MW. Za realizację projektu odpowiada konsorcjum Westinghouse–Bechtel. Zgodnie z harmonogramem pierwszy beton jądrowy ma zostać wylany w 2028 roku, a uruchomienie pierwszego bloku planowane jest na 2036 rok.

Całkowity koszt inwestycji szacowany jest na 192 mld zł. Około 30 proc. tej kwoty ma pochodzić z dokapitalizowania spółki Polskie Elektrownie Jądrowe przez Skarb Państwa, czyli około 60 mld zł. Pozostałe finansowanie ma zostać zapewnione w formie kredytów eksportowych, m.in. z amerykańskiego EXIM Banku, oraz poprzez pozyskanie finansowania dłużnego na rynku.

Węgry szykują się do cięć stóp, rynki czekają na Fed, Australia bez zmian

Węgry – obok Rumunii – posiadają obecnie najwyższe stopy procentowe w całej Unii Europejskiej. W przeciwieństwie do nich zdążyli je również najmocniej obniżyć, czego powodem była absurdalna wysokość, do której je podnieśli w ostatnich latach. Rynek czeka na FED, a Australia spekuluje o podwyżkach stóp procentowych.

Spadek inflacji na Węgrzech

Ostatni czas w przypadku danych z Węgier wygląda jak błąd. Inflacja przez cztery miesiące z rzędu wynosiła dokładnie 4,3%. Rynki spodziewały się spadku w listopadzie, jednakże tylko do 4,0%. Tymczasem odczyt wyniósł jednak 3,8%. Główna stopa procentowa na Węgrzech wynosi 6,5%, więc otwiera to szeroko ścieżkę do obniżek. Musimy pamiętać, że w szczycie węgierskie stopy wynosiły 13%. Trzeba też mieć na uwadze, że rządzącą od lat formację czekają w przyszłym roku trudne wybory. Nie można więc wykluczyć, że tamtejszy bank centralny będzie ściślej współpracował z rządem i zdecyduje się na szybsze cięcia stóp procentowych jeszcze przed głosowaniem. Reakcja rynku po publikacji danych sugeruje, że inwestorzy coraz poważniej liczą się z takim scenariuszem. Kurs forinta umocnił się – za 1 euro nie trzeba już płacić 385 forintów, lecz 383,5 forinta.

Czekając na FED

Już jutro poznamy decyzję Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych w USA. Sama obniżka wydaje się w dużej mierze przesądzona – rynek zakłada cięcie głównego wskaźnika o 0,25%. To, co jednak powoduje, że posiedzenie to jest istotne, jest to konferencja prasowa po nim. Rynki czekają na coś, czego pewnie i tak nie otrzymają. Jest to wskazówka co do dalszych decyzji Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Patrząc na zachowanie dolara w ostatnich dniach, widać raczej oczekiwania na spowolnienie tempa obniżek. Amerykańska waluta się umacnia – to typowa reakcja na perspektywę podwyżek lub na wygasanie wiary w dalsze cięcia, na które rynek wcześniej liczył. Powodem może być nadchodzący potencjalnie lockdown na końcu stycznia. Mało kto w niego wierzy, ale istotne są wątpliwości, jaki to będzie mieć wpływ na gospodarkę USA lub jaki wpływ mogą mieć zmiany mające na celu do niego nie doprowadzić – bo to raczej o nich mowa, skoro dolar się umacnia.

Australia nie zmienia stóp procentowych

W Australii sukces w walce z inflacją trwał mniej więcej do czerwca – wtedy zobaczyliśmy dołek na 1,9%. Od tego momentu sytuacja zaczęła się jednak pogarszać. Już w lipcu inflacja podskoczyła do 3%, głównie z powodu wyłączenia ulgi na energię elektryczną dla obywateli – to powód łudząco przypominający zeszłoroczne wzrosty cen w Polsce. Pomimo tego do sierpnia Bank Australii obniżał stopy procentowe. Wzrost inflacji wywołany przez likwidacje ulg jest bowiem przejściowy i podobnie jak w Polsce, po roku jego wpływ powinien zanikać. Obecnie jednak mamy sytuację, w której główny wskaźnik wynosi 3,6%, a inflacja 3,8%. Nie może zatem dziwić, że Królewski Bank Australii na porannym posiedzeniu nie podjął decyzji o obniżkach. Dolar australijski szedł lekko w górę, gdyż na dzisiejszej konferencji prezes tamtejszego banku centralnego opowiadał o warunkach, w jakich mogłoby dojść do podwyżek stóp, co trochę wystraszyło rynek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Pavel Kveten nowym CEO Girteka Logistics

Z dniem 1 grudnia 2025 r.  Pavel Kveten został powołany na stanowisko prezesa zarządu (CEO) Girteka Logistics, największej w Europie firmy transportowej opartej na aktywach własnych. W nowej roli Pavel Kveten skoncentruje się na doskonaleniu procesów zarządzania biznesem, zwiększaniu efektywności operacyjnej oraz dalszej transformacji Girteki, której celem jest budowanie wymiernej wartości zarówno dla klientów, jak i interesariuszy.

„Nasz cel jest jasny – pozostać w czołówce europejskiego sektora logistyki i prowadzić rentowną działalność. Wchodząc w kolejny rok, kluczowe jest to, aby mieć lidera z dużym doświadczeniem w branży i silnym nastawieniem na realizację wyników. Dlatego z ogromną satysfakcją witamy ponownie w naszym zespole Pavla Kvetena. Jego energia i doświadczenie stanowią dla nas solidny fundament kolejnego etapu rozwoju” – mówi Edvardas Liachovičius, CEO Grupy Girteka.

Pavel Kveten przez ponad 10 lat swojej kariery zawodowej związany był z Girteką, gdzie wcześniej kierował zespołami transportowymi, handlowymi i operacyjnymi. Następnie przez 3 lata stał na czele firmy Everwest, rozwijając jej biznes na nowych rynkach, takich jak Chiny i Kazachstan. Jego praca koncentrowała się również na wzmacnianiu struktury zarządczej oraz wdrażaniu jasno zdefiniowanych procesów w całej organizacji.

W trakcie swojej kariery w Girtece Pavel Kveten z powodzeniem zarządzał międzynarodowymi zespołami oraz realizował liczne, ambitne projekty transformacyjne. Jego nastawienie na osiąganie wyników pozwalało rozwijającej się organizacji utrzymywać stabilny kurs rozwoju mimo wahań na rynku europejskim, pandemii i niepewności.

Dziś, powracając do Girteki, Pavel Kveten wnosi ze sobą sprawdzone kompetencje przywódcze, dogłębną znajomość sektora usług logistycznych i firmy, a także zaangażowanie w transparentne i efektywne operacje.

„Wracając do Girteki po trzech latach, znów odczuwam tę samą determinację, zaangażowanie i ducha pracy zespołowej, które od wielu lat stanowią fundament tej organizacji. Dziś Girteka dysponuje wiedzą oraz technologiami, które pozwalają nam działać jeszcze szybciej, przy efektywnym wykorzystaniu. Moim celem jest dalsza transformacja już efektywnych i nieustannie udoskonalanych zasobów firmy w jeszcze większą wartość dla klientów, pracowników i biznesu. Stabilność, której potrzebujemy, aby pozostać pierwszym wyborem na rynku, wynika nie tylko z pracy jednego, zgranego zespołu, ale także z bycia zespołem, który postrzega klienta jako niezbędnego partnera”– mówi Pavel Kveten.

Takich cen Zakopane jeszcze nie widziało. Sprawdzamy koszty świąt i Sylwestra w górach

W Zakopanem ceny noclegów ze śniadaniem w okresie świąteczno-noworocznym wzrosły w ciągu roku nawet ponad dwukrotnie. Z danych zebranych przez Rankomat.pl wynika, że za 6 nocy w kwaterze prywatnej para zapłaci teraz 3671 zł, czyli o 104% więcej niż rok wcześniej. W 3-gwiazdkowych hotelach podwyżki sięgają 70%. Drożej jest też w Szczyrku, Szklarskiej Porębie oraz w popularnych czeskich kurortach. Co ciekawe, spadki cen widać w austriackim Kitzbühel oraz w części alpejskich kwater we Włoszech. W poszukiwaniu oszczędności, warto wybrać się w Karkonosze.

Zakopane odrabia „rabaty” – podwyżki nawet o 104%

Po zeszłorocznym okresie tańszych noclegów, w tym sezonie Zakopane wraca do roli jednego z najdroższych kierunków w Polsce. 6 noclegów w zakopiańskim hotelu 3-gwiazdkowym kosztuje obecnie 4284 zł. To o 70% więcej niż w ubiegłym roku. W kwaterach prywatnych wzrost jest jeszcze mocniejszy – zarezerwowanie najtańszej oferty ze śniadaniem to koszt 3671 zł, czyli aż o 104% więcej niż rok wcześniej.

W innych polskich kurortach ceny również idą w górę, choć nie aż tak gwałtownie. W Szczyrku – hotel 3* kosztuje 5906 zł za 6 nocy (wzrost o 43%), a kwatera prywatna 3800 zł (wzrost o 67%). Szukając oszczędności warto wybrać się do Szklarskiej Poręby – tam za pobyt w hotelu 3* trzeba zapłacić 3180 zł (wzrost o 12%), natomiast kwatery prywatne staniały do 2016 zł, co oznacza spadek o 15% rok do roku. Kurorty - polska

Alpy: Livigno nadal najdroższe, ale w Kitzbühel wyraźne obniżki

We włoskim Livigno, jednej z nieformalnych „stolic narciarstwa” w Europie, ceny wciąż pozostają zdecydowanie najwyższe w całym zestawieniu. Za 6 dób w hotelu 3* ze śniadaniem para zapłaci 14 178 zł, czyli o 15% więcej niż rok temu. W przypadku kwater prywatnych w Livigno widać jednak spadek – koszt 7442 zł oznacza obniżkę o 14% w skali roku.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w austriackim Kitzbühel. To jedyny ośrodek w analizie, gdzie spadki dotyczą zarówno hoteli, jak i kwater prywatnych. Pobyt w hotelu 3* kosztuje 6165 zł, co oznacza spadek ceny aż o 49% rok do roku. Kwatera prywatna ze śniadaniem to wydatek 5418 zł – taniej o 36% niż przed rokiem.

Dla części narciarzy oznacza to, że sylwestrowy wyjazd do Kitzbühel może być w tym sezonie relatywnie tańszy niż rok temu.Kurorty - za granicą

Czechy: mocne podwyżki, ale nadal taniej niż w Alpach

Czeskie kurorty od lat przyciągają Polaków stosunkowo niższymi cenami i dobrą infrastrukturą. W tym roku jednak także tam widać wyraźne podwyżki. Najdroższy jest Szpindlerowy Młyn, gdzie 6 nocy w hotelu 3* kosztuje 5783 zł (wzrost o 33%), a za kwaterę prywatną trzeba zapłacić 5044 zł, czyli aż o 80% więcej niż rok wcześniej. Trochę taniej jest Harrachovie. Tam za hotel 3* trzeba dać 5358 zł (wzrost o 39%), a za kwaterę prywatną 4551 zł (wzrost o 66%). Ekonomiczną alternatywą są Rokytnice nad Jizerą, gdzie najtańszy hotel 3* kosztuje 3659 zł (wzrost o 22%), a kwatera prywatna 2904 zł (wzrost o 4%).

Mimo tak dużych zmian, Czechy pozostają tańszą alternatywą dla Alp – zwłaszcza w przypadku kwater prywatnych, które w większości analizowanych miejscowości kosztują mniej niż połowa ceny hotelu w Livigno.Kurorty - czechy

Drogi wyjazd, jeszcze droższy brak ubezpieczenia

Przed rezerwacją warto porównać nie tylko kierunki, ale też standard zakwaterowania – różnice w budżecie wyjazdu mogą sięgać kilku tysięcy złotych. Będą jeszcze większe, jeśli obiekt będzie oddalony od centrum. Oczywiście ceny wahają się w zależności od terminu i dostępności bazy noclegowej. Wcześniejsze analizy Rankomat.pl wykazała, że bliżej terminu hotele potrafią wyprzedawać noclegi nawet 2 razy taniej. Jednak z decyzją o wakacjach w czasie świąteczno-noworocznym nie warto czekać. Kilka miesięcy wcześniej to najlepszy okres na rezerwacje. Potem może nas spotkać żmudne polowanie i porównywanie.

Do kosztów zakwaterowania trzeba doliczyć jeszcze transport, skipassy, wyżywienie i sprzęt. W Polskich kurortach w okresie świąteczno-noworocznym za 4-dniowy skipass osoba dorosła zapłaci nieco ponad 600 zł, a w Czechach około 800 zł. Znacznie drożej jest w Alpach. We Włoszech dorosły za 4-dniowy karnet zapłaci prawie 1100 zł. Z kolei w Austrii ponad 1 200 zł.

W przypadku wyjazdu w Alpy budżet pary na tygodniowy urlop liczony jest już w kilkunastu tysiącach złotych. W tym kontekście dodatkowy wydatek na ubezpieczenie turystyczne jest niewielki, a może uchronić przed poważnymi kosztami.

– Polisa narciarska powinna zawierać m.in.: wysokie sumy kosztów leczenia i ratownictwa, ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej (OC) na stoku, NNW, a dla osób planujących zabawę sylwestrową – także tzw. klauzulę alkoholową. Dzięki temu ewentualny wypadek na stoku, zniszczenie czyjegoś sprzętu lub konieczność skorzystania z akcji ratunkowej w górach nie obciąży domowego budżetu bardziej niż sam wyjazd. Na włoskich stokach OC narciarskie jest obowiązkowe – takie ubezpieczenie zaczyna się od 11 zł dziennie. – komentuje Magda Kajzer, ekspertka ds. ubezpieczeń turystycznych Rankomat.pl.

Metodologia analizy:

W analizie Rankomat.pl porównano najtańsze oferowane noclegi dla dwóch osób w terminie 26.12.2025–01.01.2026 na platformie booking.com w wybranych miejscowościach w Polsce, Czechach, Austrii i we Włoszech max. 3 km od centrum. Uwzględniono:

  • hotele 3-gwiazdkowe ze śniadaniem,
  • kwatery prywatne ze śniadaniem.

Ceny sprawdzono 27.11.2025 r. i zestawiono z analogicznymi ofertami z 2024 r., aby obliczyć roczną zmianę cen (w procentach) dla każdego typu noclegu.

Agnieszka Łyżwińska nowym Dyrektorem Zarządzającym Renault i Dacia oraz Alpine EAST

1 stycznia 2026 roku Agnieszka Łyżwińska obejmie stanowisko Dyrektora Zarządzającego Grupy Renault na region EAST. Fabien Goulmy przechodzi do struktur centralnych Mobilize Energy, gdzie obejmie stanowisko Dyrektora ds. sprzedaży i działalności operacyjnej.

Agnieszka Łyżwińska jest związana z branżą motoryzacyjną od blisko 30 lat. Przez ostatnie lata pełniła funkcję dyrektora zarządzającego marki Dacia na cały region EAST (Polska, Czechy, Słowacja i kraje bałtyckie). Wcześniej pełniła funkcję dyrektora marketingu regionu East dla marek Renault i Alpine. W latach 2019–2021 była dyrektorem polskiego oddziału Nissan Sales Central & Eastern Europe. Jej kariera zawodowa jest od wielu lat związana z Grupą Renault — przez ponad 10 lat pracowała w Renault Retail Group, sieci salonów marki, gdzie zajmowała stanowiska dyrektora handlowego oraz dyrektora sprzedaży i marketingu. W latach 2014–2019 pełniła funkcję zastępcy dyrektora wykonawczego w Renault Polska. Jest magistrem ekonomii, posiada szerokie doświadczenie w obszarze zarządzania, współpracy z siecią dealerską oraz marketingu.

Ceny w sklepach hamują. Świąteczny koszyk w tym roku będzie droższy średnio o ok. 4 proc. r/r

0

Z analizy ponad 94 tys. cen detalicznych z 44 tys. sklepów wynika, że spadek dynamiki ich wzrostu lekko wyhamował. W listopadzie br. codzienne zakupy, obejmujące m.in. art. spożywcze, chemię gospodarczą czy art. dla dzieci, podrożały średnio o 4,2% rdr. W obszarze samej żywności ww. spadek też został zahamowany. W listopadzie kategorie spożywcze zdrożały o 3,7% rdr. Jak podkreślą autorzy raportu, wzrost cen przed świętami może oscylować wokół 4% rdr. Potwierdza to także szybki szacunek za pierwszy tydzień grudnia. Zakupy średnio zdrożały w sklepach o 4,1% rdr. Ceny samej żywności wzrosły o 3,4% rdr. Do tego z raportu widać, że ceny najczęściej kupowanych produktów wciąż są na większym plusie niż ogólny poziom inflacji.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w listopadzie br. codzienne zakupy Polaków zdrożały średnio o 4,2% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych, a także pozostałego asortymentu dostępnego w sklepach, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. Łącznie przenalizowano 17 kategorii. W październiku wzrost rdr. (wyliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 4,1%, z kolei we wrześniu – 4,9%. Zatem widać, że spadek dynamiki wzrostu ww. cen został lekko zatrzymany.

– Spadek dynamiki wyhamował, ale – co istotne – nie zatrzymał się. Wzrosty są z nami nadal jednak na mniejszym poziomie. Widzimy, ze żywność w listopadzie jest średnio tylko o 4% droższa niż rok temu, ale nadal droższa. Od drugiej połowy 2024 roku możemy mówić o tym, ze gospodarka wchodzi w etap ożywienia. Po trzecim kwartale 2025 roku na poziom PKB przełożyły się również inwestycje, które rosną, co jest sygnałem ożywienia gospodarki. Również spadek stóp procentowych jest takim bodźcem. Te elementy finalnie przekładają się na aspekt inflacji, w tym także cen w sklepach – mówi dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito.

Do tego widać, że ceny samej żywności w listopadzie poszły w górę o 3,7% rdr. W październiku wzrosły rdr. o 3,6%, a we wrześniu – o 4,1%. Zatem w tym obszarze spadek dynamiki wzrostu ww. cen również został zahamowany, ale nieznacznie. Natomiast różnica pomiędzy wszystkimi analizowanymi kategoriami najczęściej kupowanych przez Polaków produktów a samą żywnością jest nadal widoczna, choć też coraz mniejsza. – Wyhamowanie spadku dynamiki wzrostu cen żywności może być związane z mniejszą presją wynagrodzeń, stabilizacją cen energii i niższymi oczekiwaniami inflacyjnymi, w tym obniżką stóp procentowych – analizuje dr Justyna Rybacka.

Analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że ceny w sklepach wciąż trzymają się na wyższym plusie niż inflacja. – Wygląda na to, że ceny pozostałych kategorii rosną wolniej niż te sklepowe. To jest moja stała obserwacja. W ciągu ostatnich 23 miesięcy zdarzyło się tylko raz, że inflacja ogólna była wyższa, niż to wynikało z naszych raportów. Było to dokładnie w lipcu 2024 roku. Ponadto w okresie wiosenno-letnim ub.r. trzykrotnie zanotowano zrównanie obu wskaźników – przypomina dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei zdaniem dr Justyny Rybackiej, do samego Bożego Narodzenia możemy spodziewać się, że wzrost cen żywności utrzyma się na poziomie średnim ok. 4%. Według analityków z UCE RESEARCH, w całym obecnym miesiącu wzrost może faktycznie oscylować wokół 4%. Natomiast z szybkiego szacunku za pierwszy tydzień grudnia wynika, że zakupy średnio zdrożały w sklepach o 4,1% rdr. Ceny samej żywności wzrosły o 3,4% rdr. Dla porównania, rok temu – dokładnie o tej samej porze – te wartości dochodziły do 5,6% rdr.

– Trzeba tylko pamiętać o tym, że jest to szybki szacunek i wartości za cały miesiąc jeszcze mogą się trochę zmienić. Poza tym sieci handlowe z początkiem grudnia ruszyły z bardzo intensywnymi kampaniami promocyjnymi, szczególnie jeżeli chodzi o żywność. Do tego widać, że retailerzy robią wszystko, by w tym roku konsumenci wyraźnie zauważyli, że święta wcale nie będą drogie. W realu oczywiście nie do końca tak to może wyglądać, szczególnie jeżeli chodzi o kilka kategorii, które notują aż dwucyfrowy wzrost rdr. – zaznaczają eksperci z UCE RESEARCH.

Trudno jednoznacznie przewidzieć wzajemne relacje między inflacją ogólną i sklepową, co stwierdza ekspert z Uniwersytetu WSB Merito. – Jednak skala różnicy między wskaźnikami, wyraźnie powyżej 1 punktu procentowego, a czasami ponad 2 punkty, pozwala oczekiwać, że nie dojdzie do nagłego odwrócenia reakcji. W dłuższej perspektywie możliwe są zmiany, ale zbyt wiele czynników może mieć na to wpływ, żeby precyzyjniej wskazywać wyniki – stwierdza dr Marek Szymański.

Z raportu wynika też, że w listopadzie na minusie były trzy analizowane kategorie, a miesiąc wcześniej cztery. We wrześniu były trzy, a w sierpniu – cztery. – Spadki cen w niektórych kategoriach, zwłaszcza przed końcem roku, mogą świadczyć o wyprzedażach serii, świątecznych promocjach i sezonowości. Widać też, że sytuacja gospodarcza zaczyna się stabilizować. Inflacja w wielu państwach UE wyhamowała, a PKB wzrasta. Tym aspektom sprzyja również wyhamowanie presji płacowej oraz stabilizowanie się cen energii – komentuje dr Justyna Rybacka.

Jak podsumowuje dr Marek Szymański, zmiany ilości taniejących grup w pewnej mierze są efektem średniego poziomu inflacji sklepowej. Im jest ona wyższa, tym rzadziej zdarzają się spadki cen wśród wyodrębnionych kategorii. W kwietniu, maju i lipcu br. ogólny wskaźnik przekraczał wyraźnie 5%, więc ujemne wyniki dotyczyły jednej kategorii w miesiącu. Kiedy ogólny wskaźnik spada, liczba tych taniejących grup rośnie.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 8 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z listopada 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 94 tys. cen detalicznych z przeszło 44 tys. sklepów należących do 61 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Nowe przepisy o PESEL. Cudzoziemcy spoza UE będą musieli stawić się osobiście

0

Od 1 stycznia 2026 r. procedura uzyskania numeru PESEL przez cudzoziemców z państw trzecich stanie się zdecydowanie bardziej restrykcyjna. „Dotychczas każdy cudzoziemiec mógł złożyć wniosek o nadanie numeru PESEL korespondencyjnie lub przez pełnomocnika. Po zmianie określona grupa cudzoziemców będzie musiała osobiście stawić się w urzędzie. Zmiana ta istotnie wpłynie na zagranicznych członków zarządów spółek działających w Polsce, którzy będą ubiegać się o numer PESEL” – mówi Anna Panek, radca prawny specjalizujący się w prawie pracy z kancelarii Wolf Theiss.

Ustawa z dnia 12 września 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w celu weryfikacji prawa do świadczeń na rzecz rodziny dla cudzoziemców oraz o warunkach pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa modyfikuje przepisy dotyczące składania wniosków o nadanie numeru PESEL. Nowe regulacje wprowadzą obowiązek osobistego stawiennictwa dla cudzoziemców ubiegających się o numer PESEL, którzy nie są obywatelami państw UE, EFTA, Szwajcarii (wraz z członkami ich rodzin) ani – w określonym zakresie w Umowie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE – Wielkiej Brytanii i ich rodzin. Obowiązek nie obejmie jedynie dzieci urodzonych w Polsce.

„Nowe przepisy znacząco utrudnią uzyskanie numeru PESEL przez cudzoziemców, którzy nie mieszkają w Polsce, a należą do grupy objętej obowiązkiem osobistego stawiennictwa. W przypadku powołania nowego członka zarządu będącego cudzoziemcem z tej grupy, konieczność przyjazdu do Polski wyłącznie w celu złożenia wniosku stanie się dodatkowym wyzwaniem – zarówno organizacyjnym, jak i finansowym” – komentuje Anna Panek, z kancelarii Wolf Theiss.

W przypadku cudzoziemców, którzy nie są zameldowani w Polsce, wniosek o nadanie numeru PESEL należy złożyć w urzędzie gminy. Wniosek musi być odpowiednio uzasadniony – oznacza to konieczność wskazania faktycznej podstawy prawnej, z której wynika obowiązek posiadania numeru PESEL przez osobę wnioskującą.

„Numer PESEL odgrywa kluczową rolę w wielu procesach administracyjnych i korporacyjnych: od składania sprawozdań finansowych, przez założenie profilu zaufanego, po różnego rodzaju deklaracje czy oświadczenia podatkowe. Choć formalnie PESEL nie jest wymagany, w praktyce jego brak często uniemożliwia wykonanie niektórych obowiązków wobec instytucji publicznych” – podkreśla Anna Panek, z kancelarii Wolf Theiss.

W praktyce firmy będą musiały przygotować się na organizację wizyt w urzędach gmin dla swoich zagranicznych członków zarządów oraz zaplanować proces uzyskania numeru PESEL z odpowiednim wyprzedzeniem, uwzględniając konieczność przyjazdu do Polski.

Dodatkowo Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada kolejne zmiany, w tym wprowadzenie podstawy prawnej do ograniczenia nadawania numeru PESEL cudzoziemcom, którzy jako jedyny powód wskazują konieczność potwierdzenia profilu zaufanego.

Inflacja wyhamowała, niepewność została. Raport o nastrojach Polaków

0

Grudzień tradycyjnie skłania do podsumowań i oceny sytuacji mijającego roku. Choć dynamika inflacji wyraźnie osłabła, a wskaźniki makroekonomiczne sugerują stabilizację, w społeczeństwie wciąż obecne są obawy dotyczące przyszłości. Niepewność potęguje trwający konflikt zbrojny za wschodnią granicą, który wpływa na poczucie bezpieczeństwa i perspektywy gospodarcze. Jakie emocje i oczekiwania towarzyszą Polakom wchodzącym w 2026 rok?

Firma badawczo-analityczna Zymetria opublikowała dziesiątą, jubileuszową edycję cyklicznego raportu „Jesienne nastroje Polek i Polaków”. Publikacja tradycyjnie analizuje nastroje społeczne: obawy, oczekiwania i postawy Polaków, w kontekście zmieniających się uwarunkowań ekonomicznych, społecznych i klimatycznych. Tracking nastrojów został w tym roku doceniony przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu jako działanie pro-społeczne i wpisany do raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce 2024. Dobre praktyki”.

Stabilnie, ale bez pełnego poczucia bezpieczeństwa

Wśród Polaków dominują nastroje ostrożne i pragmatyczne. Nie czują już bezpośredniego zagrożenia związanego z kryzysem ekonomicznym, ale w obliczu wojny toczącej się za wschodnią granicą, czy niedawnych wydarzeń w naszym kraju, takich jak spadek rosyjskich dronów, zachowujemy czujność, jeśli chodzi o bezpieczeństwo zewnętrzne Polski. Lęk przed wojną już jednak nie wzrasta. W 2022 roku, kiedy to rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, obawę przed rozpoczęciem działań zbrojnych w Polsce deklarowało aż 84% społeczeństwa. W tym roku wskaźnik ten spadł do 62%.

Stabilna sytuacja finansowa Polaków

Pod względem finansowym, sytuacja Polek i Polaków uległa stabilizacji, ale mimo to wciąż obawiamy się wzrostu kosztów utrzymania (40%) i rosnących cen artykułów spożywczych (34%).

– Inflacja zahamowała, ale zahamował również wzrost płac, co może przekładać się na obawy przed spadkiem dochodów (17%). I choć obecną sytuację oceniamy dobrze, nie patrzymy w przyszłość z optymizmem, szczególnie przedstawiciele Gen X i Baby Boomers. Aż 30% Polaków powyżej 61 roku życia przewiduje, że ich sytuacja finansowa w ciągu najbliższych 12 miesięcy się pogorszy, a możliwość poprawy widzi jedynie 9% – komentuje Agnieszka Kosicka, Partnerka, Head of Quantitative Research w Zymetrii

Polacy szukają sposobów na oszczędzanie i coraz uważniej kontrolują domowe budżety. Najczęściej rezygnują jednak z wydatków wykraczających poza podstawowe potrzeby, takich jak kultura, rozrywka, wypoczynek (36%), usługi (33%), słodycze (28%) czy alkohol (27%).

Co przyniesie przyszłość i jak oceniamy teraźniejszość?

Połowa społeczeństwa uważa, że w ciągu najbliższego roku sytuacja w Polsce raczej się nie zmieni i pozostanie taka jak dotychczas. Nie będzie ani lepiej, ani gorzej. Liczba optymistów jest niemal taka sama jak pesymistów, przy czym to mężczyźni częściej patrzą w przyszłość z większą nadzieją.

Polacy i Polki coraz częściej dostrzegają pozytywne zmiany zachodzące w kraju. W porównaniu z poprzednią edycją badania wzrósł odsetek osób wskazujących na poprawę sytuacji, a co ciekawe, dominują wśród nich mężczyźni. Na uwagę zasługuje również wysoki poziom zadowolenia z działań władz w zakresie ochrony granic i polityki zagranicznej. W obliczu wojny toczącej się za naszą wschodnią granicą, poczucie bezpieczeństwa ma dla nas szczególne znaczenie podkreśla Agnieszka Kosicka, Partnerka, Head of Quantitative Research w Zymetrii

37% Polaków uważa, że w porównaniu z ubiegłym rokiem sytuacja związana z ochroną granic uległa poprawie. Z kolei 33% dostrzega wzrost znaczenia Polski na arenie międzynarodowej. Przekłada się to bezpośrednio na poczucie bezpieczeństwa. Ufamy sojuszom międzynarodowym, takim jak NATO czy UE, a utrzymywanie członkostwa w tych strukturach postrzegane jest jako największa szansa i możliwość rozwoju dla Polski. Jednocześnie najbardziej rozczarowuje nas dostęp do służby zdrowia (39%) oraz dostępność mieszkań dla młodych ludzi (39%).

Zagrożenia i szanse dla Polski

W perspektywie najbliższych 10 lat, Polacy i Polki największe obawy wiążą z ewentualną agresją Rosji (38%), skutkami wysokiego deficytu budżetowego (37%) oraz napływem imigrantów – zarówno spoza Europy (37%), jak i krajów sąsiednich (32%). Starsze pokolenia bardziej niepokoją skutki zmian klimatycznych (21%) i dewastacja środowiska naturalnego (15%), natomiast młodsze bardziej obawiają się rozwoju sztucznej inteligencji i postępującej automatyzacji (21%).

Z kolei wśród największych szans dla naszego kraju dominują: wzmocnienie bezpieczeństwa dzięki pozostaniu w NATO (33%), rozwój nowoczesnych technologii i innowacyjności (31%), dostęp do funduszy unijnych i innych programów rozwojowych (29%), a także wzmocnienie współpracy gospodarczej dzięki pozostaniu w UE (28%).

Raport pokazuje, że emocje Polaków związane z przeszłością i przyszłością są zróżnicowane i w dużej mierze zależą od wieku. Poszczególne pokolenia różnią się skalą i rodzajem odczuwanych obaw. Jedno jest pewne – inflacja wyhamowała, ale jednocześnie płace rosną wolniej, co przekłada się na brak optymizmu w patrzeniu w przyszłość. Sytuacja jest stabilna, ale zachowujemy ostrożność.

FOMC prawdopodobnie obniży stopy o 25 pb. Kluczowa będzie retoryka Powella

FOMC wydaje się być na najlepszej drodze, by podczas swojego ostatniego w tym roku posiedzenia w środę obniżyć stopę fed funds o kolejne 25 pb. do przedziału 3,50–3,75%.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien obniżyć stopy o 25 pb.
  • Kontrakty futures niemal w pełni wyceniają cięcie.
  • Decydentom brak aktualnego obrazu gospodarki.
  • Dostępne dane wskazują na niską liczbę zarówno nowych wakatów, jak i zwolnień.
  • Dot plot powinien wykazać znaczne zróżnicowanie poglądów decydentów.
  • Powell będzie tonował oczekiwania dot. cięć na każdym posiedzeniu.

W ostatnich tygodniach zaobserwowaliśmy dość dynamiczny zwrot oczekiwań dotyczących nadchodzącego posiedzenia. Podczas październikowej konferencji prasowej prezes Jerome Powell przybrał jastrzębią postawę, podkreślając, że obniżka stóp procentowych w grudniu nie jest pewna. Już wtedy zaznaczyliśmy, że nie jesteśmy przekonani, by jego retoryka istotnie zagrażała grudniowemu cięciu. Zgodnie z ostatnimi wypowiedziami decydentów Fedu w dostępnych danych nie ma niczego, co uzasadniałoby odejście od ostatniego dot plotu – poza być może samym brakiem danych.

Niezobowiązująca postawa Powella względem cięcia w grudniu miała naszym zdaniem dać Fedowi możliwości wyboru, bez sztywnego zobowiązania się do cięcia w obliczu braku pełnego zestawów danych, które w pełni uzasadniałyby taki ruch. Najdłuższe w historii zamknięcie rządu USA oznacza, że decydenci Fedu od kilku miesięcy błądzą we mgle. Co prawda jest ono już za nami, poznaliśmy jednak jak dotąd tylko szczątkowe opóźnione dane, a część z nich, w szczególności październikowy raport NFP (non-farm payrolls) i CPI, w ogóle nie ujrzą światła dziennego w swojej tradycyjnej formie.

Nie jesteśmy przekonani, że dostępne dane w pełni uzasadniają cięcie w grudniu, niemniej nie wystarczają również, by je wykluczyć. Rynek pracy wydaje się zawieszony w stanie „low-hire, low-fire”. Przyrost miejsc pracy istotnie zwolnił i mimo że wzrost zatrudnienia pozostaje bliski stopie breakeven, nie są to poziomy wskazujące na silną i rosnącą gospodarkę. Przy tym nie widać również oznak masowych zwolnień. Czterotygodniowa średnia wstępnych deklaracji bezrobocia spadła do najniższego poziomu od stycznia, co wspiera tezę, że spowolnienie związane jest raczej z problemami z podażą, a nie popytem.

Wykres 1: NFP – liczba nowych wakatów na amerykańskim rynku pracy (2023 – 2025)

NFP – liczba nowych wakatów na amerykańskim rynku pracy
Źródło: LSEG Datastream Data: 05.12.2025

Warto jednak pamiętać, że zadaniem Rezerwy Federalnej nie jest ustalanie polityki w oparciu o bieżącą sytuację gospodarczą, a o przyszłą. Decydenci muszą brać pod uwagę, że spowolnienie na rynku pracy może jeszcze przybrać na sile ze względu na przewagę czynników mogących stanowić zagrożenie, w szczególności tych związanych z cłami oraz popularyzacją AI, a jednocześnie że wstrzymanie zatrudnienia często poprzedza masowe zwolnienia. Szczególnie duży nacisk na możliwość silniejszego pogorszenia się warunków na rynku pracy położył Christopher Waller, jeden z decydentów FOMC. Stwierdził on, że obniżki stóp procentowych na zapas są konieczne, by zapobiec sytuacji, w której Fed podejmuje decyzje o cięciach zbyt późno.

Jedyną rzeczą, którą możemy stwierdzić z pewnością, jest to, że wyraźnie widać, jak Komitet staje się coraz bardziej podzielony w kwestii dalszej ścieżki stóp procentowych. Podczas gdy gołębie dalej powołują się na stan rynku pracy, inni członkowie wydają się priorytetyzować inflację, nim stanie się nazbyt uporczywa. Zarówno główna, jak i bazowa miara dynamiki cen utrzymują się na poziomie 3% i wyraźnie widoczny jest brak zgody w kwestii tego, jak długo będzie trwać przeniesienie na ceny kosztów związanych z cłami. Braki danych spowodowane zamknięciem rządu dodatkowo utrudniają podejmowanie decyzji – część oficjeli ostrzega przed obniżkami stóp procentowych bez posiadania jasnego obrazu stanu gospodarki, w szczególności rynku pracy.

Wykres 2: Inflacja CPI w USA (2019 – 2025)
Inflacja CPI w USA
Źródło: LSEG Datastream Data: 05.12.2025

Podejrzewamy, że polaryzacja ta znajdzie odzwierciedlenie w komunikatach Fedu. Przede wszystkim nie spodziewamy się jednomyślnej decyzji – dwoje lub troje jastrzębi może potencjalnie opowiedzieć się za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Można oczekiwać, że brak zgodności będzie pojawiać się od teraz coraz częściej. Prezes Powell zapewne ponownie stwierdzi, że wśród członków FOMC zaobserwować można szeroką rozpiętość bardzo zróżnicowanych poglądów. Spodziewamy się, że będzie tonować oczekiwania wobec cięcia w styczniu, a przy tym powtórzy, że dalsze obniżki stóp procentowych nie są pewne. Wszelkie sugestie ze strony Powella wskazujące na to, że decyzja została podjęta niewielką większością głosów, zostałyby odebrane przez uczestników rynku jako szczególnie jastrzębie.

Rewizja dot plotu, czyli prognozy stóp procentowych przez poszczególnych członków FOMC, będzie jak zawsze kluczowa dla ruchu dolara, pomoże bowiem ukierunkować rynkowe oczekiwania wobec ich wysokości w 2026 r. Także i tu wyraźnie zarysowane powinny być różnice w poglądach decydentów. Jako że danych jest niewiele i przeważają czynniki wzrostowe dla inflacji, spodziewamy się, że projekcja okaże się dość jastrzębia, a mediana wskazywać będzie na tylko po jednym cięciu w dwóch kolejnych latach – podobnie jak we wrześniu, ale tym razem z większą rozpiętością. Rewizje prognoz gospodarczych będą raczej niewielkie.

Rynki futures wyceniają obecnie prawdopodobieństwo cięcia na ok. 90%, ruchy dolara będą więc zależały od retoryki Fedu w kwestii dalszej ścieżki stóp procentowych. Jak wspomnieliśmy, spodziewamy się, że przemówienie Powella będzie przesiąknięte jastrzębimi tonami, które mogą zmniejszyć oczekiwania dotyczące dalszego rozluźniania polityki monetarnej na początku 2026 r. Mogłoby dać to dolarowi nieco wytchnienia. Zarówno wypowiedzi Powella, jak i dot plot powinny dać jednak wyraźnie do zrozumienia, że ścieżka stóp procentowych w 2026 r. spowita jest sporą niepewnością. Sprawę komplikuje dodatkowo coroczna styczniowa rotacja głosujących członków Fedu, szczególnie że trzech z czterech nowych oficjeli wprost sprzeciwiło się ostatnim obniżkom.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (10.12) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

PRCH: sprzedaż w centrach handlowych rośnie, ruch klientów stabilny

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała wyniki indeksów odwiedzalności i obrotów centrów handlowych za październik 2025 roku. Z danych wynika, że w porównaniu z październikiem 2024 r. obroty wzrosły o 4,3%, a odwiedzalność – mierzona footfallem – zwiększyła się o 0,4%. Oznacza to kontynuację pozytywnego trendu sprzedażowego obserwowanego nieprzerwanie od kwietnia tego roku. Średnia wartość pojedynczej wizyty w centrum handlowym wzrosła o 3,8%, co potwierdza większą skłonność klientów do wydawania pieniędzy.

Największe wzrosty obrotów odnotowano w kategoriach: usługi (+18,8%), restauracje i kawiarnie (+7%), zdrowie i uroda (+6,8%) oraz moda i akcesoria (+4,5%). Dane te wskazują, że klienci coraz chętniej korzystają z oferty gastronomicznej, usługowej i związanej z dbałością o wygląd, a także wciąż chętnie wydają na odzież i dodatki. Według PRCH nowoczesny handel stacjonarny pozostaje w dobrej kondycji, utrzymując stabilne zainteresowanie klientów.

Wyniki różnią się także w zależności od wielkości obiektów handlowych. W bardzo dużych centrach (powyżej 60 tys. m² GLA) obroty wzrosły o 6,1%, a odwiedzalność o 1,6%. W dużych obiektach (40–60 tys. m²) zanotowano wzrost obrotów o 4,3%, przy jednoczesnym spadku footfallu o 0,4%. Średnie centra (20–40 tys. m²) osiągnęły niewielki wzrost obrotów o 0,4% i odwiedzalności o 0,2%, natomiast w małych i bardzo małych obiektach (5–20 tys. m²) obroty zwiększyły się aż o 9,6%, choć liczba wizyt spadła o 0,9%.

W ujęciu geograficznym najsilniejsze wzrosty sprzedaży zanotowano w aglomeracjach Katowic, Krakowa i Wrocławia. W podziale na makroregiony wyróżniały się region południowy, południowo-zachodni oraz północno-zachodni. To właśnie tam centra handlowe najszybciej zwiększały obroty, korzystając z rosnącej aktywności konsumentów.

PRCH przypomina, że publikowane wskaźniki opierają się na dwóch głównych indeksach: PRCH Turnover Density Index, który mierzy obroty najemców na powierzchni ponad 5 mln m² (ok. 37% rynku), oraz PRCH Footfall Density Index, który bazuje na zliczaniu ruchu klientów za pomocą kamer 3D, z dokładnością przekraczającą 90%. Dane są przekazywane w sposób zanonimizowany przez zarządców obiektów, a za system raportowania odpowiada firma GfK – An NIQ Company. Polska Rada Centrów Handlowych, działająca od ponad 20 lat, zrzesza około 200 firm i pełni rolę głosu branży handlu stacjonarnego oraz nieruchomości handlowych na polskim rynku.

Udział w zyskach to nie usługa. Zasady opodatkowania VAT w modelach partnerskiego finansowania projektów

0

W zależności od wybranego modelu finansowania podejmowanych inwestycji, różne mogą być skutki podatkowe takich transakcji. Na przykład, umowa koprodukcyjna podlega VAT. A jak wygląda kwestia umowy o zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT-em?

Zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT przy inwestycji w produkcję filmu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w wyroku z 7 października 2025 r., sygn. akt I SA/Gd 540/25, rozstrzygnął istotny spór dotyczący opodatkowania VAT transakcji związanych z zewnętrznym finansowaniem. Sprawa dotyczyła fundacji, która zawarła umowę partnerską na produkcję filmu. Znaczenie tego orzeczenia wykracza daleko poza konkretny stan faktyczny, obejmując fundamentalne zagadnienie granic opodatkowania VAT w kontekście złożonych struktur finansowania różnorakich projektów, gdzie strony wspólnie partycypują w ryzyku gospodarczym projektu, a przepływy finansowe nie mają charakteru wynagrodzenia za konkretne świadczenie.

Kontekst finansowania produkcji filmowej w Europie

Współczesna produkcja filmowa charakteryzuje się niezwykle złożonymi strukturami finansowania. Według danych European Audiovisual Observatory, typowy europejski film fabularny o budżecie 2-3 mln euro może pozyskiwać finansowanie nawet z 15 – 20 różnych źródeł. Finansowanie łączy wsparcie publiczne (średnio 41% budżetu), przedsprzedaż praw dystrybucyjnych (16%), inwestycje producentów (15%), wsparcie nadawców (11%) oraz systemy zachęt podatkowych (8%). Pozostałą część stanowią inne źródła, w tym finansowanie partnerskie, product placement oraz crowdfunding.

Ta złożoność odzwierciedla fundamentalny problem branży filmowej, opisany przez ekonomistę Richarda Cavesa jako zasada „nobody knows” – popyt jest z natury niepewny, a sygnały jakości (recenzje, nagrody festiwalowe) dostępne są dopiero po poniesieniu kosztów produkcji. W konsekwencji inwestorzy muszą (zob. Jak powinna wyglądać umowa inwestycyjna?) polegać na sygnałach ex ante, takich jak reputacja reżysera czy znani aktorzy, które nie są dostępne dla produkcji niskobudżetowych.

Filmy europejskie znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji. Pomimo że w Europie produkuje się dwukrotnie więcej filmów rocznie niż w USA (1072 vs 709 w 2017 r.), udział europejskich filmów w rynku kinowym UE wynosi jedynie 27-31%, podczas gdy filmy amerykańskie osiągają 63-70%. Głównym powodem są bariery językowe i różnice kulturowe, które uniemożliwiają europejskim produkcjom osiągnięcie efektu skali. Film potrzebuje często 12-18 miesięcy, by poprzez festiwale i nagrody zbudować reputację umożliwiającą dystrybucję w innych krajach europejskich.

Tradycyjnie kluczową rolę w finansowaniu odgrywają umowy przedsprzedaży praw (presales) z gwarancjami minimalnymi (MG). Dystrybutor płaci producentowi z góry ustaloną kwotę w zamian za ekskluzywne prawa do dystrybucji w określonym terytorium i oknie czasowym. Te przedpłaty mogą stanowić od kilku do ponad 50% budżetu filmu. System ten opiera się na terytorialnej ekskluzywności – dystrybutorzy chcą mieć pewność, że ich inwestycja w marketing nie zostanie zmarnowana przez konkurencyjną eksploatację w tym samym czasie (zob. Umowa inwestycyjna – odpowiedzialność stron).

Niemniej model ten znajduje się pod rosnącą presją. Rozwój platform VOD działających ponadnarodowo, takich jak Netflix (47% subskrybentów SVOD w UE w 2016 r.) i Amazon (20%), zmienia fundamentalnie krajobraz dystrybucji. Jednocześnie zmieniają się oczekiwania konsumentów przyzwyczajonych do natychmiastowego dostępu do treści. W tym kontekście model partnerskiego finansowania z udziałem w zyskach, będący przedmiotem analizowanego orzeczenia, jawi się jako próba znalezienia trzeciej drogi między tradycyjnym modelem presales a nowym modelem platform globalnych.

Stan faktyczny sprawy

Fundacja E., będąca czynnym podatnikiem VAT zajmującym się produkcją filmów religijnych, zawarła umowę z Partnerem na sfinansowanie produkcji filmu dokumentalnego. Partner zobowiązał się przekazać określoną kwotę w zamian za udział w zyskach z tytułu sprzedaży licencji. Kluczowe elementy umowy obejmowały: po stronie Partnera – przekazanie środków bez nabywania praw autorskich, prawo do części zysku oraz pełną partycypację w ryzyku niepowodzenia projektu; po stronie Fundacji – produkcję filmu z zachowaniem wyłącznych praw autorskich, pozyskanie dystrybutorów, raportowanie oraz brak obowiązku zwrotu środków w części niepokrytej zyskiem.

Z uwagi na niszowy charakter filmu religijnego, prawdopodobieństwo uzyskania zysków było niewielkie. Fundacja nie miała pewności, czy przychody z licencji pokryją koszty produkcji. Partner otrzymywał jedynie ogólną formułę podziękowania w napisach końcowych, bez elementów promocyjnych charakterystycznych dla sponsoringu.

Stanowisko organu i skarga

Fundacja wystąpiła z wnioskiem o indywidualną interpretację podatkową, argumentując, że żadna z opisanych czynności nie podlega opodatkowaniu VAT. Dyrektor KIS zajął stanowisko częściowo negatywne, uznając, że przekazanie środków przez Partnera stanowi dla Fundacji wynagrodzenie za świadczenie usług podlegające opodatkowaniu VAT. Organ argumentował, że dochodzi do wzajemnych świadczeń – Fundacja działa „niejako na zlecenie” Partnera, a ten osiąga określone korzyści i jest uprawniony do czerpania pożytków. Jako podstawę opodatkowania wskazał całą kwotę przekazaną przez Partnera.

Fundacja zaskarżyła interpretację, zarzucając naruszenie art. 5 ust. 1 pkt 1 i art. 8 ust. 1 ustawy o VAT. Podkreślała, że Partner nie zlecał produkcji filmu ani wykonania żadnych czynności na jej rzecz. Partner został zaproszony do finansowania filmu, który z własnej inicjatywy realizowała Fundacja, zgodnie z własną wizją artystyczną i w ramach realizacji celów statutowych.

Rozstrzygnięcie WSA w Gdańsku

Sąd uwzględnił skargę w całości, uznając, że w przedstawionym stanie faktycznym nie wystąpiły wzajemne świadczenia między stronami. Aby dana relacja mogła być uznana za świadczenie usług w rozumieniu ustawy o VAT, musi łącznie wystąpić: związek prawny między usługodawcą i usługobiorcą, świadczenie wzajemne, bezpośrednia i zindywidualizowana korzyść, bezpośredni związek między odpłatnością a czynnością oraz możliwość wyrażenia wartości świadczenia w pieniądzu.

Sąd podkreślił, że finansowanie produkcji filmu przez Partnera nie można uznać za zapłatę za usługę produkcji filmu, gdyż Partner nie zlecał Fundacji żadnej usługi i jej nie otrzymał – za swój wkład otrzymać miał jedynie część udziału w zysku. Jest to zasadnicza różnica w stosunku do typowych relacji zleceniodawca-zleceniobiorca, gdzie jedna strona zleca drugiej wyprodukowanie konkretnego dzieła według określonych wytycznych. W omawianej sprawie Partner nie formułował żadnych wytycznych, nie miał wpływu na koncepcję artystyczną filmu i nie nabywał praw do efektu końcowego.

Sąd wyraźnie skrytykował podejście organu, stwierdzając, że nie zasługuje na aprobatę stanowisko, że każdy przepływ środków między uczestnikami umowy musi się mieścić albo w dostawie towarów, albo w świadczeniu usług. To nadmierne uproszczenie ignoruje złożoność współczesnych stosunków gospodarczych. Mimo szerokiego zakresu przedmiotowego ustawy o VAT nie można przyjąć, że świadczeniem usług jest każda czynność, której efektem jest odpłatne przysporzenie jednej ze stron. Sąd wskazał na konieczność analizy całokształtu umowy i jej celu gospodarczego, z uwzględnieniem treści ekonomicznej nad formą prawną.

Sąd podzielił stanowisko Fundacji, że przekazanie środków nie wiąże się z odpłatnym świadczeniem usług. Partner nie nabywa żadnych praw autorskich ani licencyjnych, otrzymuje jedynie prawo do udziału w ewentualnych zyskach, co ma fundamentalnie odmienny charakter prawny – jest to prawo obligacyjne względem Fundacji, a nie prawo do korzystania z utworu (zob. Kompleksowe doradztwo prawne dla biznesu). Sąd rozważył także alternatywną kwalifikację, czy nie mamy tu do czynienia z usługą finansową po stronie Partnera.

Zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT – wnioski praktyczne

Wyrok WSA w Gdańsku stanowi istotny punkt odniesienia dla interpretacji skutków podatkowych nietypowych konstrukcji finansowania projektów. W przedmiocie zagadnienia – zewnętrzne finansowanie a opodatkowanie VAT – wyrok ten daje jasny sygnał, że umowy o współfinansowanie projektów z prawem do udziału w zyskach nie muszą automatycznie generować obowiązku podatkowego w VAT po stronie producenta w momencie otrzymania środków. Warunkiem jest jednak właściwe skonstruowanie umowy, tak aby wyraźnie odróżniała się od typowej umowy o świadczenie usług.

Kluczowymi elementami przemawiającymi za brakiem opodatkowania VAT są: brak zlecenia konkretnej usługi, zachowanie pełnej kontroli artystycznej przez producenta, brak nabywania praw przez finansującego, partycypacja obu stron w ryzyku gospodarczym przedsięwzięcia (zob. doradztwo strategiczne dla przedsiębiorców), warunkowy charakter korzyści oraz brak możliwości zidentyfikowania konkretnego świadczenia na rzecz finansującego.

Z perspektywy praktyki doradztwa podatkowego orzeczenie podkreśla konieczność szczegółowego dokumentowania intencji stron i rzeczywistego charakteru umów. W przypadku konstrukcji hybrydowych szczególnie ważne jest precyzyjne określenie, czy strony zamierzają zawrzeć umowę o świadczenie usługi, czy umowę o współpracę z podziałem ryzyka i zysków.

Podsumowując, wyrok potwierdza, że system VAT nie powinien automatycznie obejmować wszelkich przepływów kapitałowych między podmiotami gospodarczymi, szczególnie gdy mają charakter inwestycji kapitałowej z partycypacją w ryzyku, a nie zapłaty za konkretne, zindywidualizowane świadczenie.

Sztuczna inteligencja i automatyzacja redefiniują rynek pracy w sektorze BPO/SSC

Centra usług wspólnych coraz częściej rezygnują z modelu opartego na niskich kosztach pracy i budują zespoły o kompetencjach eksperckich, zwłaszcza w zakresie technologii. Jak wynika z analiz firmy rekrutacyjnej Michael Page, w sektorze tym rośnie popyt na specjalistów zdolnych automatyzować procesy, pracować z danymi i przekładać narzędzia cyfrowe na efekty biznesowe. Oznacza to fundamentalną zmianę w sposobie budowania zespołów i organizacji pracy w tym sektorze.

Branża usług biznesowych przechodzi wyraźną transformację. Rosnące koszty pracy, presja makroekonomiczna oraz globalne napięcia geopolityczne ograniczają inwestycje w rozwój operacyjny. Nie bez znaczenia jest także słabnąca demografía w Europie, która zmniejsza dostępność wykwalifikowanych pracowników, a także rosnąca konkurencja ze strony tańszych ośrodków azjatyckich.

Czynniki te w połączeniu ze złożonością procesów i coraz większą skalą operacji globalnych powodują, że organizacje zaczynają opierać swoją przewagę nie na liczbie stanowisk, lecz na jakości kompetencyjnej zespołów. Firmy nie szukają już pracowników wyłącznie „do wykonywania zadań”, lecz ekspertów, którzy potrafią przekładać automatyzację i narzędzia AI na konkretne oszczędności oraz mierzalną wartość biznesową – tak wynika z najnowszego raportu „Przegląd wynagrodzeń 2026” opublikowanego przez firmę rekrutacyjną Michael Page.

Rynek centrów usług wspólnych w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. Po latach bardzo dynamicznego wzrostu – gdy zagraniczne koncerny masowo lokowały swoje centra w Polsce – od 2-3 lat poziom zatrudnienia utrzymuje się na zbliżonym poziomie. To naturalny etap dojrzewania sektora, ale także efekt rosnących kosztów operacyjnych, zwłaszcza wynagrodzeń. Dlatego branża nie może dziś ograniczać się do arbitrażu płacowego. Przyszłość Centrów usług wspólnych zależy od tego, czy będą potrafiły udowodnić, że realnie wspierają wyniki finansowe, poprawiają marże i wzmacniają konkurencyjność swoich organizacji. Najbardziej poszukiwaną kompetencją w SSC i GBS nie jest dziś znajomość pojedynczego narzędzia, ale elastyczność i zdolność adaptacji technologicznej, czyli umiejętność zrozumienia nowych rozwiązań i szybkiego włączania ich do procesów biznesowych – zwraca uwagę Daria Stefańska Executive Manager w Michael Page.

Transformację struktur SSC w kierunku coraz większej automatyzacji procesów widać dziś we wszystkich kluczowych obszarach, przede wszystkim w finansach i księgowości, ale także w customer service, działach HR oraz rolach związanych z łańcuchem dostaw.

Jak to wpływa na rynek pracy?

Trend ten spowodował, że pracodawcy coraz precyzyjniej określają oczekiwany poziom kompetencji technologicznych i choć nie obserwujemy dziś dużych niedoborów kandydatów, to rekrutacje stają sie coraz bardziej wymagające.

Jak wskazują dane z raportu Michael Page “Przegląd wynagrodzeń 2026”, kluczowi dla utrzymania konkurencyjności polskich centrów usług na globalnej mapie będą pracownicy, którzy potrafią adaptować się do zmian, rozumieją narzędzia cyfrowe i przekładają je na poprawę jakości pracy. Rośnie też znaczenie dopasowania zespołów do specyfiki organizacji.

Rekrutacja w sektorze Business Services wciąż odbywa się na dużą skalę. Nadal powstają centra zatrudniające 100, 200, a nawet 300 osób, jednak proces ten coraz mniej przypomina masową rekrutację, a coraz bardziej świadomą selekcję talentów do dobrze skomponowanych zespołów. Jednocześnie odchodzimy od modelu budowania bardzo dużych struktur, liczących ponad 500 pracowników, który jeszcze kilka lat temu był wyraźnym trendem – komentuje Dominika Tarczyk, Senior Associate Manager w Michael Page.

Choć zmienia się skala i charakter rekrutacji, rośnie jednocześnie znaczenie jakości i specjalistycznych kompetencji. Ewolucja modelu operacyjnego centrów sprawia, że oczekiwania wobec kandydatów są dziś bardziej sprecyzowane niż jeszcze kilka lat temu.

Pracodawcy szukają dziś osób z doświadczeniem w procesach end-to-end, solidnym warsztatem systemowo-narzędziowym, a dużym atutem jest doświadcznie w implementacji nowych systemów. Przy kompleksowych rolach, które są obecnie tworzone, szczególną wagę przykłada się do umiejętnego zarządzania stakeholderami w międzynarodowej organizacji oraz proaktywnego podejścia do budowania i optymalizowania procesów. Zmiany widoczne są też po stronie kandydatów, którzy jeszcze wyraźniej oczekują od pracodawców stabilności i możliwości rozwoju w otoczeniu nowoczesnych technologii – dodaje Dominika Tarczyk, Senior Associate Manager w Michael Page.

Jak wskazują eksperci w ostatnich latach w sektorze wyraźnie spadła rotacja pracowników – z poziomu 20-30 proc. do około 10-15 proc. W czasach niepewności gospodarczej kandydaci stawiają na stabilność i bezpieczeństwo, tym samym rzadziej decydują się na zmianę pracy. To z kolei skłania pracodawców do jeszcze większej dbałości o utrzymanie zespołów.

Jednocześnie obserwujemy wyraźny trend stopniowego powrotu do biur i ograniczania pracy zdalnej. Firmy, które potrafią elastycznie łączyć te modele, zyskują dziś realną przewagę konkurencyjną, zarówno w przyciąganiu, jak i utrzymaniu pracowników.Mimo zmian w oczekiwaniach, nie pojawia się wyraźna presja płacowa. Rynek pozostaje stabilny, a wzrosty wynagrodzeń dotyczą głównie specjalistów, którzy potrafią połączyć wiedzę procesową z praktycznym zastosowaniem automatyzacji. To ich kompetencje stają się najcenniejszą walutą.

Ile wydamy na święta? Dominują dwa poziomy budżetów

W tym roku na celebrowanie Wigilii i Bożego Narodzenia Polacy najczęściej chcą wydać 200-300 zł lub 400-500 zł w przeliczeniu na jedną osobę. Planowane kwoty zawierają koszty m.in. żywności, dekoracji, prezentów, spotkań czy wyjazdów. Natomiast najrzadziej podawany przedział to 800-900 zł – 2,6%. Nic nie wyda, bo np. nie obchodzi świąt, 2,6% ankietowanych. O 200-300 zł głównie mówią seniorzy i osoby nieujawniające wysokości swoich dochodów. Z kolei 400-500 zł szykują rodacy w wieku 45-54 lat, zarabiający 3000-4999 zł netto miesięcznie.

11,4% Polaków przeznaczy na celebrowanie Wigilii i Bożego Narodzenia (m.in. na żywność, dekoracje, prezenty, spotkania czy wyjazdy) 200-300 zł. Niewiele mniej osób wskazuje przedział 400-500 zł – 11,3%. Tak wynika z badania współautorstwa Shopfully Poland, przeprowadzonego na próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków. Uczestnicy sondażu mogli wybrać spośród 13 odpowiedzi, w tym 11 przedziałów od poniżej 100 zł do powyżej 1000 zł.

– Widać współistnienie dwóch najpopularniejszych modeli podejścia do świątecznych kosztów, tj. bardziej oszczędnego oraz umiarkowanego, pozwalającego na szerszy zakres zakupów, np. bogatszy koszyk spożywczy i dodatkowe elementy świąteczne. To nie jest zaskoczenie, ponieważ już na poziomie praktyki życia codziennego święta są segmentowane. Oznacza to, że inne wydatki ponosi osoba samotna, inne – rodzina z dziećmi, a jeszcze inne – gospodarstwo domowe organizujące Wigilię dla większej liczby osób – komentuje dr Sebastian Zupok z uczelni WSB-NLU.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu znalazły się wskazania 300-400 zł – 11,2%, powyżej 1000 zł – 11%, a także 100-200 zł – 10%. Robert Biegaj z Shopfully Poland mówi, że z deklaracji Polaków wyłania się bardzo zróżnicowany obraz tegorocznych wydatków świątecznych. Podobną popularnością cieszą się zarówno niższe progi, tj. 100-200 zł czy 200-300 zł, jak i typowo średni poziom, czyli 300-500 zł. Jednocześnie aż 11% badanych planuje wydać ponad 1000 zł.

– To pokazuje silną polaryzację stylów świętowania – od skromnych, bardzo racjonalnych budżetów, przez umiarkowane i standardowe święta, aż po wydatki znacząco wyższe, często związane z większymi rodzinami, prezentami premium czy wyjazdami. Co ważne, takie deklaracje zwykle są zaniżone, bo w praktyce Polacy tradycyjnie wydają więcej, niż początkowo zakładają – m.in. przez nieplanowane zakupy, emocjonalny charakter świąt i rosnące ceny. W rzeczywistości tegoroczne Boże Narodzenie może okazać się droższe, niż wynika to ze wstępnych zapowiedzi respondentów – uzupełnia ekspert z Shopfully Poland.

Do tego badanie wykazało, że 8,9% respondentów jeszcze nie wie, ile wyda. Przedział 900-1000 zł wybiera 8,2% ankietowanych, a 500-600 zł – 8,1%. Dalej uplasowały się takie wskazania, jak 600-700 zł – 5,6%, a także 700-800 zł – 5,2%. Dr Sebastian Zupok jest zdania, że relatywnie wysoki odsetek osób niezdecydowanych można interpretować jako efekt trzech nakładających się czynników.

– Po pierwsze, część respondentów nie ma jeszcze w pełni ustalonych planów, np. co do miejsca i liczby spotkań świątecznych oraz ewentualnych wyjazdów. Po drugie, na decyzje wpływa niepewność cenowa – szczególnie w kategoriach, w których finalny koszyk zależy od jakości i ilości produktów, w tym żywności i prezentów. Po trzecie, wielu konsumentów ma trudność w precyzyjnym oszacowaniu kosztów rozproszonych, bo część wydatków pojawia się wcześniej i bywa pomijana w deklaracji. To są np. drobne zakupy prezentowe, dekoracje i dojazdy – wyjaśnia ekspert z WSB-NLU.

Najrzadziej podawany jest przedział 800-900 zł – 2,6%. Nic nie wyda, bo np. nie obchodzi świąt 2,6% Polaków. Z kolei poniżej 100 zł przeznacza na ww. cel 3,9% rodaków. Zdaniem eksperta z Shopfully Poland, najrzadsze wskazania pokazują, że bardzo niskie lub zerowe wydatki dotyczą nielicznych osób, które obchodzą święta symbolicznie lub wcale ich nie celebrują.

– Przedział 800-900 zł jest pośredni i rzadziej wybierany, bo część osób wydaje mniej, a część – więcej. W praktyce sytuacja, w której nie poniesie się żadnych kosztów, jest możliwa, ale rzadko spotykana, ponieważ nawet symboliczna kolacja wigilijna czy drobne prezenty generują wydatki. Wyniki te potwierdzają, że Boże Narodzenie pozostaje w Polsce wydarzeniem o silnym wymiarze tradycyjnym i społecznym – wyjaśnia Robert Biegaj.

Wydatki rzędu 200-300 zł wskazują głównie osoby w wieku 75-80 lat, nieujawniające wysokości swoich dochodów, z miejscowości liczących od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców. Natomiast 400-500 zł deklarują przede wszystkim rodacy w wieku 45-54 lat, zarabiający 3000-4999 zł netto miesięcznie, z miejscowości mających od 20 tys. do 49 tys. ludności. Dr Sebastian Zupok zauważa, że w przypadku seniorów niższy budżet na osobę może wynikać z bardziej tradycyjnego modelu świąt, w tym z większej koncentracji na domowych formach celebracji, a także z ostrożniejszego podejścia do wydatków. Dodatkowo część osób w tym wieku spędza święta u rodziny jako goście, co naturalnie ogranicza ich własne koszty.

– Zakres wydatków 400-500 zł wybierają przede wszystkim osoby w wieku 45-54 lat, z przeciętnym dochodem netto 3000-4999 zł oraz mieszkańcy mniejszych miast liczących 20-49 tys. mieszkańców. Wynika to z faktu, że osoby te często mają rodziny i chcą zapewnić tradycyjne, umiarkowane święta, dostosowane do swoich możliwości finansowych. Kwota 400-500 zł stanowi w ich przypadku złoty środek. Nie jest symboliczna, ale też nie jest nadmiernie wysoka, co odzwierciedla praktyczne, rozsądne podejście do planowania świątecznego budżetu – podsumowuje Robert Biegaj.

Polacy coraz odważniej wchodzą w świat luksusu – a na znaczeniu zyskują emocje i niepowtarzalne chwile

Rynek produktów premium w Polsce wchodzi w fazę dojrzałego rozwoju i przestaje być postrzegany jako domena wyłącznie wąskiej grupy najbogatszych. Z najnowszej edycji raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w 2024 r.” wynika, że liczba osób osiągających ponadprzeciętne dochody systematycznie rośnie, a wraz z tym ewoluuje sposób, w jaki konsumenci definiują luksus. Zamiast gromadzenia kosztownych przedmiotów, coraz większa grupa Polaków kieruje uwagę ku temu, co niematerialne – doświadczeniom, które pobudzają zmysły, emocje i pozostawiają trwały ślad we wspomnieniach. Na znaczeniu zyskują ekskluzywne podróże, niecodzienne doświadczenia kulinarne oraz kontakt z alkoholami premium w formie degustacji i spotkań tematycznych.

Analizy zawarte w raporcie wskazują, że wartość rynku alkoholi luksusowych w Polsce przekroczyła już 1,5 mld zł i zwiększyła się w ubiegłym roku o 4,2%. Segment whisky pozostaje niekwestionowanym liderem – odpowiadając za 89% całkowitej sprzedaży, czyli około 900 mln zł. Prognozy są jeszcze bardziej dynamiczne. Według opracowań Statista Market Insight wydatki na whisky mogą w 2025 r. przekroczyć 2,5 mld zł, przy utrzymującym się wzroście rzędu 5% rocznie oraz przewidywanej sprzedaży zbliżonej do 45 milionów litrów, co plasuje nasz rynek wśród najważniejszych w Europie Środkowej.

Jak zauważa Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią, zjawisko „premiumizacji” staje się kluczowym kierunkiem rozwoju branży spirytusowej. Ekskluzywność nie jest już utożsamiana tylko z ceną – coraz częściej oznacza dostęp do zamkniętej społeczności, limitowanych wydarzeń, wyjątkowych opowieści i możliwości stania się częścią historii marki. Wyrazistym przykładem jest specjalna edycja whisky stworzona na 150. jubileusz Kentucky Derby, która szybko zyskała rangę pożądanego artefaktu w świecie kolekcjonerów i entuzjastów unikatowych trunków.

Luksus zyskuje nową definicję – mniej własności, więcej emocji

Zgodnie z wnioskami raportu Bain & Osservatorio Altagamma 2025, konsument premium XXI wieku oczekuje czegoś więcej niż jakości – pragnie doświadczeń, które angażują na poziomie osobistym, oraz personalizacji, dzięki której marka staje się partnerem, a nie tylko dostawcą produktu. Jak zauważa Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, gotowość do wydawania większych kwot wynika z przekonania, że za ceną stoją autentyczność i emocjonalna wartość.

Specjaliści podkreślają, że nie mamy do czynienia z chwilowym trendem, lecz długofalową transformacją podejścia do luksusu. Według KPMG Polacy zaczynają traktować segment premium jako element świadomego, spersonalizowanego stylu życia, a marki, które potrafią tworzyć opowieść, budować więź kulturową i proponować doświadczenia wykraczające poza sam zakup, zyskają przewagę w nadchodzących latach. Przyszłość luksusu kształtować będą emocje, znaczenia, narracje i poczucie wyjątkowości – a nie tylko wartość materialna tego, co trzymamy w rękach.

Praca po godzinach staje się normą. Polacy pod rosnącą presją bycia „zawsze online”

Zacieranie się granic między pracą a życiem prywatnym istotnie wpływa na życie zawodowe Polaków. Wiele osób wykonuje obowiązki po godzinach, rezygnując z czasu przeznaczonego na odpoczynek, rodzinę czy realizację pasji. Jak pokazuje ankieta przeprowadzona przez Gi Group Holding, 24% respondentów odczuwa poczucie winy, gdy nie odbiera służbowych telefonów lub wiadomości po godzinach pracy, co świadczy o presji emocjonalnej towarzyszącej permanentnej dostępności. Dane z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc w UE pod względem wskaźnika work‑life balance, którego wartość wynosi 6,5, co obrazuje, jak duże wyzwanie stanowi zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

Presja psychiczna ma konsekwencje

Coraz więcej pracowników postrzega naruszanie prywatności nie jako incydentalny dyskomfort, lecz jako trwały element kultury pracy, który bezpośrednio wpływa na ich dobrostan i wybory zawodowe. Badania jasno pokazują, że nie jest to tylko temat relacji w mediach czy dyskusji na zebraniach zespołowych, to jeden z głównych powodów zmian w życiu zawodowym. Według danych Pracuj.pl, aż 37% osób zrezygnowało z pracy właśnie z powodu braku szacunku dla życia prywatnego.

Dane z ankiety Gi Group Holding pokazują, że presja emocjonalna odczuwana przez pracowników jest bezpośrednio związana z brakiem jasnych oczekiwań w zakresie komunikacji po godzinach pracy oraz nieformalnymi wymaganiami ze strony przełożonych. W wielu zespołach nie pojawia się wyraźny sygnał, że czas wolny powinien być chroniony – przeciwnie, niepisanym standardem staje się dostępność poza ustalonymi godzinami.

–  Decyzja o odejściu z pracy rzadko zapada z dnia na dzień. To wynik długotrwałego przeciążenia, braku reakcji ze strony organizacji oraz poczucia, że równowaga między życiem prywatnym a zawodowym nie jest zachowana i szanowana. Ignorowanie lub lekceważenie tego zjawiska może prowadzić do poważnych konsekwencji – frustracji, niezadowolenia, a także zwiększenia rotacji, co nie pozostaje bez wpływu na stabilność i reputację firmy –  mówi Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Pracownicy nie chcą być online 24/7

Z odpowiedzi udzielonych w ankietach na profilach społecznościowych Gi Group Holding wynika, że 89% badanych akceptuje naruszanie granic prywatności przez przełożonych, zgadzając się w zależności od kontekstu lub w zamian za rekompensatę na pracę po godzinach. Co więcej, 10% respondentów przyznało, że nie tylko wyraża zgodę, ale robi to bez zastrzeżeń, co może sugerować, że w niektórych organizacjach takie zachowanie stało się normą, a nawet oczekiwaniem ze strony przełożonych.Jak reagujesz_praca po godzinach_ankieta Gi Group Holding

Tego rodzaju sytuacje mają poważne konsekwencje dla pracowników, co potwierdzają wyniki dotyczące presji emocjonalnej. 24% respondentów ankiety Gi Group Holding wskazuje, że odczuwa wyrzuty sumienia lub presję, gdy nie reaguje na służbowe wiadomości po pracy. To niepokojący sygnał, który wskazuje, jak silnie wpływają nieformalne oczekiwania dotyczące dostępności na komfort psychiczny pracowników. Nawet jeśli organizacja nie ustala takich zasad formalnie, w wielu firmach wyczuwalne jest przekonanie, że bycie dostępnym przez 24 godziny na dobę jest częścią obowiązków zawodowych.Nieodbieranie telefonów służbowych po godzinach_ankieta Gi Group Holding

Kultura organizacyjna ma znaczenie

Zachowania związane z naruszaniem czasu prywatnego pracowników rzadko wynikają z bezpośrednich poleceń częściej są efektem braku formalnych ram, które regulowałyby dostępność po godzinach. 27% ankietowanych przyznało, że zawsze rozdziela swój czas prywatny od zawodowego, a 21% robi to często. Dowodzi to, jak ważne jest wyznaczanie jasnych granic między tymi sferami. Współczesne środowisko pracy wymaga nie tylko elastyczności, ale także świadomego zarządzania czasem, by wspierać dobrostan pracowników. Pracodawcy muszą nie tylko wprowadzać procedury ochrony czasu wolnego, ale również konsekwentnie ich przestrzegać.Jak oceniasz granice_ankieta Gi Group Holding

– Kultura organizacyjna opiera się nie na wewnętrznych regulaminach, ale codziennych praktykach i postawach kadry zarządzającej. Jeśli zespół regularnie otrzymuje maile czy telefony po godzinach pracy i jednocześnie towarzyszy temu nieformalne oczekiwanie szybkiej reakcji, to nawet najbardziej szczegółowe procedury tracą znaczenie. Najważniejsza jest konsekwencja w działaniu i przykład, który płynie z góry. To liderzy wyznaczają granice, a także dają przyzwolenie. To ich zachowanie realnie wpływa na komfort psychiczny zespołu i motywację – dodaje Karolina Popiel, Associate Partner w Wyser Executive Search.

Przeciążenie prowadzi do wypalenia

Utrata kontroli nad granicami między obowiązkami zawodowymi a czasem wolnym prowadzi do chronicznego stresu, wypalenia zawodowego, a w efekcie – do decyzji o zmianie pracy. Zjawisko to jest szczególnie problematyczne w kontekście rosnącego zapotrzebowania na wsparcie w zakresie zdrowia psychicznego. Brak realnych działań ze strony pracodawcy w tym zakresie skutkuje dodatkowymi kosztami związanymi z rekrutacją oraz wdrażaniem nowych pracowników.

– Potrzebne są jasne i konsekwentnie wdrażane zasady. Sama deklaracja nie wystarczy, jeśli za nią nie idą konkretne rozwiązania chroniące pracowników przed wypaleniem zawodowym. Troska o ludzi, zanim ci zdecydują się odejść, staje się jednym z najważniejszych zadań organizacji. Chodzi zarówno o zapisy w regulaminach wewnętrznych, jak i o to, jak faktycznie wygląda codzienność w pracy. Dopiero wtedy pracownicy czują, że ich dobrostan jest traktowany poważnie podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna w Grafton Recruitment.

Trump: USA dopuści eksport chipów Nvidia H200 na rynek chiński w zamian za 25 proc.

Prezydent Donald Trump poinformował w poniedziałek, że Stany Zjednoczone zgodzą się na eksport chipów sztucznej inteligencji H200 Nvidii do Chin. Oznacza to zmianę dotychczasowej polityki eksportowej USA i jest efektem wielomiesięcznych rozmów. Decyzja jest postrzegana jako istotny sukces Nvidii, która od dłuższego czasu zabiegała o złagodzenie ograniczeń. Jednocześnie najbardziej zaawansowane układy z serii Blackwell oraz przyszłe chipy Rubin nadal pozostają objęte zakazem eksportu.

Zgodnie z nowymi ustaleniami Nvidia ma przekazywać rządowi USA 25 proc. przychodów ze sprzedaży chipów H200 na rynku chińskim. To więcej niż 15 proc., które obowiązywało wcześniej przy dopuszczeniu słabszego modelu H20. Donald Trump napisał na platformie Truth Social, że rozmawiał na ten temat z przewodniczącym Chin Xi Jinpingiem, a reakcja Pekinu miała być pozytywna. Podkreślił jednak, że porozumienie nie obejmuje najbardziej zaawansowanych technologii firmy.

Decyzja administracji wywołała sprzeciw części członków Kongresu oraz obawy dotyczące bezpieczeństwa. Senator Elizabeth Warren ostrzegła, że eksport chipów H200 może przyspieszyć rozwój chińskich zdolności wojskowych i technologicznych. Wezwała do ograniczenia swobody administracji w zakresie kontroli eksportu i zażądała przesłuchania prezesa Nvidii Jensena Huanga pod przysięgą. Jej zdaniem sprawa wymaga pilnej reakcji ustawodawczej.

Zgoda na eksport H200 jest także postrzegana jako sukces lobbingowy szefa Nvidii. Jensen Huang spotkał się z Donaldem Trumpem 3 grudnia, aby rozmawiać o zasadach eksportu amerykańskich chipów do Chin. Według analityków Institute for Progress układ H200 jest niemal sześć razy wydajniejszy od H20, co daje chińskim firmom dostęp do znacznie większej mocy obliczeniowej. Administracja USA argumentuje jednak, że jest to kompromis mający zapobiec całkowitemu zwrotowi Chin w stronę lokalnych dostawców, takich jak Huawei. Po ogłoszeniu decyzji akcje Nvidii wzrosły o około 2 proc. w handlu posesyjnym.

betacluster Ventures uruchamia nowy fundusz early-stage o kapitale 81 mln zł

betacluster Ventures ogłosił uruchomienie betacluster Poland.One, nowego funduszu inwestycyjnego early-stage, działającego w ramach programu PFR Starter. Fundusz, którego docelowa kapitalizacja wynosi 81,25 mln zł, wesprze przede wszystkim polskie startupy technologiczne, budujące fundamenty gospodarki opartej na inteligentnych danych (Smart Data Economy) – ekosystemu, w którym zaawansowane systemy danych, sztuczna inteligencja i automatyzacja zmieniają sposób funkcjonowania, konkurowania i skalowania branż.

W gronie inwestorów funduszu znajdują się PFR Ventures – największy inwestor typu fund-of-funds w Europie Środkowej i Wschodniej – jako publiczny inwestor wiodący (anchor LP), a także inwestorzy prywatni z Niemiec, Holandii, Szwajcarii i Polski, co stanowi silny sygnał, że kapitał z Europy Zachodniej coraz częściej postrzega Polskę jako centrum światowej klasy talentów inżynierskich i innowacji w obszarze deep-tech.

Bet na Smart Data Economy: „AI jest tak potężna, jak dane, które ją napędzają.”

betacluster Ventures działa w oparciu o tezę, że przewaga konkurencyjna będzie należeć do firm, które potrafią gromadzić, zabezpieczać i analizować dane, trenować modele AI oraz przekształcać insighty w skalowalne produkty.

AI zmienia oblicze całych branż — ale tylko w przypadku tych, którzy potrafią wykorzystać dane. Naszą misją jest wspieranie founderek i founderów, którzy tworzą technologie czyniące dane inteligentnymi, bezpiecznymi i w pełni skalowalnymi” — mówi Florian Steger, General Partner w betacluster Ventures. „Dzięki betacluster Poland.One chcemy pomóc polskim przedsiębiorcom przekuć ich inżynierską wiedzę i pomysły w globalne firmy wyznaczające standardy branżowe.”

Strategia inwestycyjna: Od walidacji do międzynarodowego wzrostu

Fundusz będzie budował portfel spółek na wczesnym etapie rozwoju o wysokim potencjale międzynarodowym. Pojedyncze inwestycje mogą sięgać nawet 5 mln zł, zapewniając znaczący kapitał na walidację technologii, wejście na nowe rynki lub przyspieszenie wzrostu.

Większość finansowania kierowana będzie do startupów znajdujących się na samym początku swojej drogi – zespołów z mocnymi fundamentami technologicznymi, które kształtują swój pierwszy produkt i strategię komercyjną. Fundusz wspiera jednak również firmy, które już zyskały pierwszą rynkową trakcję.

betacluster Poland.One priorytetowo traktuje sektory podlegające szybkim zmianom napędzanym przez AI i gospodarkę opartą na danych, w tym: Produkcję, Logistykę i Przemysł, Smart Health, Fintech, Smart Cities, Technologie zwiększające efektywność operacyjną i biznesową, Bezpieczeństwo Publiczne oraz Technologie Dual-Use.

Choć fundusz koncentruje się przede wszystkim na spółkach zarejestrowanych i działających w Polsce, pozostaje otwarty na wyróżniające się zespoły z całego regionu CEE, pod warunkiem że ich plany obejmują rozwój istotnej działalności w Polsce.

Unikalny pomost do zachodniego kapitału

To, co wyróżnia betacluster Ventures, to DNA zespołu zarządzającego głęboko zakorzenione w rynkach międzynarodowych. General Partners – Gabriela Brodzińska-Drozd, Cezary Iwan i Florian Steger wcześniej zarządzali korporacyjnym funduszem VC dla wiodącej globalnej firmy telekomunikacyjnej, łącząc szerokie doświadczenie praktyczne w zakresie venture capital, komercjalizacji technologii i skalowania korporacyjnego. Łącznie zrealizowali ponad 90 inwestycji w polskie, europejskie i amerykańskie startupy, w tym Advanced Protection Systems, Infermedica, Bioceltix, inStreamly, Mr. Spex i Blinkist, co potwierdza ich skuteczność i silny track record w pozyskiwaniu atrakcyjnych transakcji inwestycyjnych i skalowaniu innowacji na globalną skalę.

Opierając się na wspólnie zgromadzonym doświadczeniu, betacluster dostarcza spółkom portfelowym istotną przewagę „smart money”:

  • Akceleracja i globalna widoczność: Dostęp do międzynarodowej sieci funduszy, korporacji, partnerów technologicznych i klientów w regionie DACH, Beneluksie i całej Europie.
  • Wsparcie w międzynarodowym pozyskiwaniu kapitału: Przygotowanie spółek do rund growth-stage oraz osobiste polecenie / zapewnienie dostępu do sieci ponad 70 inwestorów z Europy i USA w celu realizacji koinwestycji i inwestycji kontynuacyjnych (follow-on investments).
  • Ekspansja rynkowa: Bezpośrednie wsparcie w poszukiwaniu klientów i skalowaniu sprzedaży dzięki szerokiej międzynarodowej sieci Funduszu.
  • Doradztwo strategiczne: Wsparcie w rozwoju produktów deep tech, opracowywaniu modeli biznesowych oraz osiąganiu product-market fit.

Status funduszu

Fundusz jest obecnie w trakcie drugiej rundy fundraisingu, której celem jest osiągnięcie docelowej kapitalizacji na poziomie 81,25 mln zł. Po udanym pierwszym closingu na blisko 60 mln zł, fundusz nie zwalnia tempa: nowe deklaracje inwestorskie pokrywają już 50% potrzeb kapitałowych drugiego zamknięcia, planowanego na styczeń 2026 r.

Putin otwiera drogę do zmian w rurociągu eksportującym kazachską ropę

0

Władimir Putin podpisał dekret dopuszczający możliwość zmian właścicielskich w udziałach spółki joint venture w Konsorcjum Rurociągu Kaspijskiego (CPC). Chodzi o jedną z najważniejszych tras, którymi ropa naftowa z Kazachstanu trafia na światowe rynki. Decyzja zapadła w okresie obowiązywania sankcji Stanów Zjednoczonych wobec rosyjskiego sektora naftowo-gazowego, które coraz silniej wpływają na strukturę własności oraz sposób funkcjonowania firm w regionie.

Podpisany przez Putina dekret dopuszcza przeprowadzanie transakcji dotyczących 7,5-procentowego pakietu udziałów spółki Rosneft-Shell Caspian Ventures Limited w CPC. Dokument nie wyjaśnia jednak, jakie dokładnie transakcje wchodzą w grę ani kto mógłby zostać nowym nabywcą. Nie wiadomo też, jak duże mogą być przyszłe zmiany w strukturze właścicielskiej. Decyzja Kremla zapada prawie trzy lata po tym, jak koncern Shell ogłosił wyjście z rosyjskiego rynku po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę.

Konsorcjum CPC odgrywa kluczową rolę na światowym rynku ropy naftowej. Rurociąg transportuje ponad 1,6 mln baryłek surowca dziennie z kazachskich złóż Tengiz, Kashagan i Karachaganak do rosyjskiego portu nad Morzem Czarnym. Około 80 proc. eksportu ropy z Kazachstanu odbywa się właśnie tą trasą, co nadaje jej strategiczne znaczenie. Wśród głównych udziałowców konsorcjum znajdują się m.in. Transnieft (24 proc.), KazMunayGas (19 proc.), Chevron (15 proc.), Łukoil (12,5 proc.) oraz ExxonMobil (7,5 proc.).

Ruch lotniczy w UE przekroczył poziom sprzed pandemii. 1,1 mld pasażerów w 2024 roku

Liczba pasażerów podróżujących samolotami w Unii Europejskiej osiągnęła w 2024 roku poziom 1,1 miliarda, co oznacza wzrost o 8,3 proc. w porównaniu z rokiem 2023, kiedy z transportu lotniczego skorzystało 973 miliony osób. Jak wynika z danych Eurostatu opublikowanych 7 grudnia, wszystkie państwa członkowskie odnotowały roczny wzrost ruchu pasażerskiego.

Po raz pierwszy od wybuchu pandemii COVID-19 europejski transport lotniczy przekroczył poziom z 2019 roku, kiedy obsłużono około miliarda podróżnych. Oznacza to definitywny powrót sektora na ścieżkę wzrostu po kryzysie, który w 2020 roku doprowadził do gwałtownego spadku liczby połączeń w całej UE.

Najwyższe tempo odbudowy odnotowały Węgry, gdzie liczba pasażerów wzrosła o 19,2 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Czechy z wynikiem 18,9 proc. oraz Estonia – 17,8 proc. Najsłabsze wzrosty zanotowała Szwecja, gdzie ruch lotniczy zwiększył się jedynie o 1,3 proc., a także Bułgaria, Francja i Irlandia, oscylujące w granicach 3–5 proc.

W 2024 roku zwiększył się również wolumen przewozów ładunków i poczty drogą lotniczą. W całej UE zanotowano wzrost o 8,7 proc., przy czym segment połączeń pozaunijnych urósł aż o 10,8 proc. Przewozy wewnątrz Unii pozostały praktycznie na niezmienionym poziomie (0,1 proc.), natomiast transport krajowy spadł o 4,3 proc.

Wśród najruchliwszych portów lotniczych UE na pierwszym miejscu znalazło się lotnisko Paryż-Charles de Gaulle, które obsłużyło 70,3 mln pasażerów, co oznacza wzrost o 4,3 proc. Drugie miejsce zajął Amsterdam-Schiphol (66,8 mln pasażerów, +8 proc.), a trzecie Madryt-Barajas (66,1 mln, +9,9 proc.). Kolejne były Frankfurt z wynikiem 61,5 mln pasażerów (+3,7 proc.) oraz Barcelona, która obsłużyła 54,9 mln pasażerów (+10,3 proc.).

Rzym-Fiumicino uplasował się na szóstym miejscu, jednak jako jedyny z pierwszej dziesiątki zanotował ponad 20-procentowy wzrost – dokładnie 20,8 proc. Do grona dziesięciu największych lotnisk UE dołączyły Ateny-Eleftherios Venizelos, które dzięki wzrostowi o 19,6 proc. wyprzedziły Paryż-Orly i objęły dziesiątą pozycję.

Tata Electronics i Intel rozpoczynają współpracę przy produkcji półprzewodników

0

Intel oraz Tata Electronics podpisały 8 grudnia memorandum o współpracy, w ramach którego amerykański producent półprzewodników ma zostać jednym z pierwszych kluczowych odbiorców produktów wytwarzanych w planowanych indyjskich zakładach półprzewodnikowych Tata. Informację tę przekazał indyjski konglomerat w oficjalnym komunikacie.

Zgodnie z ustaleniami, Intel i Tata Electronics będą analizować możliwość wytwarzania komponentów półprzewodnikowych oraz prowadzenia procesu montażu i testowania dla produktów Intela w powstającej fabryce Tata w Dholera, w stanie Gudźarat. Współpraca obejmuje również potencjalne wykorzystanie zakładu w stanie Assam. Partnerstwo zakłada także rozwój zaawansowanych technologii budowy i integracji układów scalonych oraz wspólne działania na rzecz zwiększenia dostępności komputerów osobistych wykorzystujących sztuczną inteligencję na indyjskim rynku konsumenckim i korporacyjnym.

W komunikacie prezes Intela Lip-Bu Tan podkreślił, że współpraca z Tata Electronics stanowi istotną szansę na szybkie skalowanie działalności na jednym z najszybciej rozwijających się rynków technologicznych. Projekty te mają wspierać budowę kompleksowego ekosystemu produkcji półprzewodników w Indiach. Zaznaczył, że rosnący popyt na nowoczesne komputery oraz szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji w Indiach tworzą sprzyjające warunki dla długofalowego partnerstwa obu firm.

Z kolei prezes i dyrektor zarządzający Tata Electronics, dr Randhir Thakur, podkreślił, że memorandum porozumienia jest spójne z długoterminową strategią spółki w obszarach elektroniki kontraktowej, montażu i testowania półprzewodników oraz przyszłej produkcji waferów. Jak wskazał, współpraca z Intelem ma umożliwić budowę odpornego i wiarygodnego łańcucha dostaw dla klientów, poprawić konkurencyjność kosztową oraz skrócić czas wprowadzania produktów na rynek. Zaznaczył również, że partnerstwo zwiększy elastyczność operacyjną i pozwoli lepiej odpowiedzieć na rosnący popyt na rozwiązania obliczeniowe nowej generacji oparte na sztucznej inteligencji w Indiach.

Bundeswehra testowała roje dronów wykorzystujących sztuczną inteligencję

Niemiecka armia w poniedziałek z powodzeniem przeprowadziła testy rojów dronów wykorzystujących sztuczną inteligencję. Próby odbyły się na poligonie Altmark w Saksonii-Anhalt i są uznawane za ważny krok w kierunku szerszego wdrażania systemów autonomicznych w Bundeswehrze. Jak poinformowała niemiecka agencja prasowa DPA, w realizacji projektu uczestniczyło ponad dziesięć firm z branży obronnej, w tym startupy Helsing oraz Stark Defence.

Podczas testów wojsko wykorzystało system dowodzenia „Command & Control Unmanned Management System”, który umożliwia łączenie różnych typów dronów w jedną sieć – od platform rozpoznawczych po amunicję krążącą. Oprogramowanie pozwala na jednoczesne zarządzanie wieloma bezzałogowcami, nawet w warunkach zakłócania sygnału GPS lub przerwania łączności. Maszyny neutralizowały wyznaczone cele bez użycia ładunków wybuchowych. Przebieg testów nadzorowało wojskowe Biuro Planowania, przy wsparciu nowo utworzonego Centrum Innowacji Bundeswehry.

Jak podkreślono w komunikacie armii, udany test pokazuje, że Bundeswehra jest gotowa do praktycznego wdrażania systemów opartych na sztucznej inteligencji, w tym amunicji krążącej. Zaznaczono również, że doświadczenia zdobyte podczas prób stanowią podstawę do dalszego rozwijania autonomicznych technologii bojowych.

Przeprowadzone testy wpisują się w szeroki program modernizacji niemieckich sił zbrojnych, który przyspieszył po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Berlin inwestuje znaczne środki w rozwój dronów oraz systemów przeciwdronowych, a minister obrony Boris Pistorius zapowiedział, że w najbliższych latach na technologie bezzałogowe przeznaczone zostanie około 10 mld euro. Niemcy zleciły również firmom Helsing, Stark Defence i Rheinmetall produkcję dronów kamikadze o wartości nawet 900 mln euro dla nowej brygady stacjonującej na Litwie.

Test w Altmark jest też zgodny z koncepcją NATO dotyczącą tzw. operacji wielodomenowych, w których działania lądowe, powietrzne, morskie, cybernetyczne i kosmiczne mają być ze sobą ściśle zintegrowane. Zastosowanie autonomicznych rojów dronów postrzegane jest jako jedno z narzędzi zwiększenia przewagi operacyjnej państw sojuszu w przyszłych konfliktach.

Google zapowiada konsumenckie okulary z AI. Premiera planowana na 2026 rok

Google zapowiedział, że w 2026 roku wprowadzi na rynek pierwsze konsumenckie okulary wyposażone w sztuczną inteligencję. Urządzenia będą działać w oparciu o nową platformę Android XR i zostaną zintegrowane z asystentem AI Gemini. Firma poinformowała, że projekt realizowany jest we współpracy z partnerami technologicznymi i modowymi, w tym z Samsungiem, Warby Parker, Gentle Monster oraz Xreal.

Według zapowiedzi Google, w ofercie znajdą się zarówno lekkie okulary obsługiwane głosem, jak i bardziej zaawansowane modele z wyświetlaczami wbudowanymi w soczewki. Użytkownicy będą mogli korzystać z funkcji takich jak nawigacja krok po kroku, tłumaczenia w czasie rzeczywistym czy szybki dostęp do informacji bez konieczności sięgania po smartfona. Koncern z Mountain View podkreśla, że celem jest stworzenie urządzeń dyskretnych i wygodnych w codziennym użytkowaniu.

Wejście Google na rynek następuje w czasie dynamicznego rozwoju segmentu inteligentnych okularów. Od premiery w październiku 2023 roku sprzedano już ponad 2 mln sztuk Ray-Ban Meta, które zapewniły Meta Platforms dominującą pozycję na rynku. W pierwszej połowie 2025 roku firma kontrolowała ponad 70 proc. globalnej sprzedaży smart glasses. Partner produkcyjny Meta, EssilorLuxottica, odnotował w tym okresie ponad trzykrotny wzrost przychodów z tego segmentu w porównaniu rok do roku.

Z danych firmy Counterpoint Research wynika, że w pierwszej połowie 2025 roku globalne dostawy inteligentnych okularów wzrosły o około 110 proc. rok do roku. Analitycy szacują, że cały rynek zwiększy się o około 60 proc. w skali 2025 roku, a w latach 2024–2029 tempo wzrostu pozostanie bardzo wysokie. Głównym czynnikiem napędzającym sprzedaż mają być modele wyposażone w funkcje oparte na sztucznej inteligencji, takie jak sterowanie głosowe, rozpoznawanie obrazu czy integracja z cyfrowymi asystentami.

Rynek inteligentnych okularów przyciąga także innych gigantów technologicznych. Apple, według informacji Bloomberga i Reutersa, pracuje nad własnymi smart glasses, których premiera miałaby nastąpić pod koniec 2026 roku. Firma ma traktować je jako ważny element strategii rozwoju urządzeń opartych na AI i częściowo przeniosła zasoby z projektu Vision Pro na rozwój lżejszych, codziennych okularów. Oznacza to, że w najbliższych latach konkurencja w tym segmencie może znacząco się zaostrzyć.

USA próbują zablokować unijny plan użycia rosyjskich aktywów na rzecz Ukrainy

Waszyngton stara się wywrzeć wpływ na decyzje państw Unii Europejskiej dotyczące zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego – poinformowała 5 grudnia agencja Bloomberg. Według jej źródeł administracja USA próbuje zablokować unijny plan wykorzystania tych środków jako zabezpieczenia dużej pożyczki dla Ukrainy. Amerykańscy urzędnicy mają przekonywać europejskich sojuszników, że pieniądze powinny pozostać „w rezerwie”. Ich zdaniem mogłyby one zostać użyte w przyszłości jako element ewentualnych rozmów pokojowych między Kijowem a Moskwą. USA obawiają się, że wykorzystanie tych aktywów już teraz ograniczyłoby pole manewru w negocjacjach z Rosją.

W tle tych działań Unia Europejska poszukuje sposobów na zapewnienie Ukrainie długoterminowego wsparcia. Komisja Europejska zaproponowała wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów jako zabezpieczenia pożyczki o wartości do 90 mld euro. Środki te miałyby zostać przeznaczone na pokrycie potrzeb wojskowych i gospodarczych Ukrainy w ciągu najbliższych dwóch lat. Łącznie na terenie Europy zamrożono około 210 mld euro rosyjskich aktywów, z czego blisko 185 mld euro znajduje się w belgijskiej instytucji Euroclear. W ocenie Komisji taki mechanizm pozwala ominąć bariery prawne, które utrudniają bezpośrednią konfiskatę tych środków.

Europejscy przywódcy szybko zareagowali na amerykańskie sugestie. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz podkreślił, że decyzje w sprawie rosyjskich aktywów należą do Unii Europejskiej, a nie do Stanów Zjednoczonych. Zaznaczył, że Berlin nie zgadza się na oddanie kontroli nad tymi środkami USA. Według niego pieniądze powinny zostać wykorzystane bezpośrednio na wsparcie Ukrainy, a nie stać się narzędziem geopolitycznych targów poza Europą. Podobne stanowisko miały wyrazić także inne stolice unijne.

Napięcia rosną, ponieważ Waszyngton traktuje zamrożone aktywa jako ważny instrument przyszłych rozmów z Moskwą. W listopadzie pojawił się amerykański, 28-punktowy plan pokojowy. Zakładał on przeznaczenie około 100 mld dolarów z rosyjskich środków na odbudowę Ukrainy pod nadzorem USA. Połowa zysków miałaby pozostać po stronie amerykańskiej, a reszta trafić do wspólnego amerykańsko-rosyjskiego funduszu inwestycyjnego. Propozycja ta spotkała się jednak z chłodnym przyjęciem w Europie.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen poinformowała, że przekazała amerykańskiemu sekretarzowi skarbu Scottowi Bessentowi wolę kontynuowania unijnego podejścia. Chodzi o system pożyczek zabezpieczonych rosyjskimi aktywami, który ma pozwolić szybko uruchomić środki dla Kijowa. Oficjalnie rozmowy, jak relacjonuje von der Leyen, przebiegały w dobrej atmosferze. Doniesienia Bloomberga wskazują jednak, że za kulisami USA nadal starają się wpływać na stanowisko państw UE. Spór pokazuje, jak duże znaczenie polityczne i strategiczne ma dziś kontrola nad zamrożonymi rosyjskimi pieniędzmi.

Orbán zabezpiecza rosyjski gaz przez TurkStream. Erdogan obiecuje dalszy tranzyt na Węgry

Węgierski premier Viktor Orbán poinformował w poniedziałek, że uzyskał od prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana zapewnienie dotyczące dalszego tranzytu rosyjskiego gazu ziemnego na Węgry przez gazociąg TurkStream. Informacja ta została przekazana podczas konferencji prasowej w Stambule, która odbyła się po siódmym posiedzeniu Wysokiego Szczebla Rady Współpracy Strategicznej pomiędzy Węgrami a Turcją. Orbán zaznaczył, że rozmowy z tureckim przywódcą koncentrowały się na bezpieczeństwie dostaw oraz stabilności energetycznej Węgier. Podkreślił również znaczenie ścisłej współpracy z Turcją w obecnej sytuacji geopolitycznej.

Szef węgierskiego rządu wskazał, że strona turecka zadeklarowała dalsze gwarantowanie transportu rosyjskiego gazu na Węgry. Jak poinformował, tylko w bieżącym roku Budapeszt odebrał za pośrednictwem gazociągu TurkStream około 7,5 mld metrów sześciennych surowca. Orbán dodał, że magistrala ta pozostaje jednym z kluczowych elementów węgierskiego systemu energetycznego.

Zapowiedź węgierskiego premiera pojawiła się kilka dni po tym, jak 3 grudnia Unia Europejska uzgodniła plan całkowitego zakazu importu rosyjskiego gazu do końca 2027 roku, obejmujący także dostawy realizowane przez TurkStream. Węgry i Słowacja zapowiedziały zaskarżenie tej decyzji do Trybunału Sprawiedliwości UE. Minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó określił unijną dyrektywę jako „niemożliwą do wdrożenia” z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego regionu. Budapeszt argumentuje, że nie dysponuje realnymi alternatywami dla obecnych tras dostaw.

Gazociąg TurkStream, biegnący pod Morzem Czarnym, składa się z dwóch nitek o łącznej przepustowości 31,5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Po zakończeniu umowy tranzytowej między Rosją a Ukrainą z początkiem 2025 roku stał się on jedyną trasą, którą rosyjski gaz rurociągowy trafia jeszcze do Europy. Według danych cytowanych przez agencję Reuters, w ciągu pierwszych jedenastu miesięcy tego roku dostawy gazu do Europy przez TurkStream wyniosły 16,3 mld metrów sześciennych. Rok wcześniej wolumen ten wynosił 15,2 mld metrów sześciennych.

ICEYE pokazało pierwsze zdjęcia z wojskowego satelity RP

Firma ICEYE pokazała w poniedziałek pierwsze zdjęcia wykonane przez satelitę należącego do Sił Zbrojnych RP, który trafił na orbitę 28 listopada 2025 roku. Udostępnione obrazy przedstawiają wybrane miejsca w Polsce w bardzo wysokiej rozdzielczości, m.in. centrum Warszawy, Gdańsk, Tatry oraz fragmenty zachodniej granicy. To pierwsza publiczna prezentacja możliwości nowego satelity, który stał się częścią wojskowego systemu rozpoznania z kosmosu.

Do opublikowanych materiałów odniósł się premier Donald Tusk, publikując na platformie X zobrazowanie Gdańska i podkreślając wagę całego projektu. W swoim wpisie podziękował również prezesowi ICEYE Rafałowi Modrzewskiemu za współpracę. Głos zabrał także wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który zwrócił uwagę, że są to pierwsze w historii obrazy Warszawy, Gdańska i Tatr wykonane przez polski wojskowy system rozpoznawczy.

Satelita został zbudowany w ramach programu MikroSAR, realizowanego przez polsko-fińskie konsorcjum ICEYE we współpracy z Wojskowymi Zakładami Łączności nr 1. Pierwsze zobrazowania wykonano 2 grudnia, czyli kilka dni po umieszczeniu satelity na orbicie. Na jego pokładzie znajduje się radar z syntetyczną aperturą (SAR), który umożliwia prowadzenie obserwacji zarówno w dzień, jak i w nocy, niezależnie od pogody. Technologia ta pozwala „zajrzeć” przez chmury, mgłę czy dym, a maksymalna deklarowana rozdzielczość obrazów sięga 25 centymetrów na piksel.

Prezes ICEYE Rafał Modrzewski poinformował, że pierwsze zdjęcia wykonano już około tydzień po starcie satelity. Jak zaznaczył, ich jakość potwierdza bardzo wysoki – światowy – poziom technologii zastosowanej w systemie. Według niego jest to obecnie jeden z najbardziej zaawansowanych radarowych systemów obserwacji Ziemi dostępnych na rynku.

Obecnie satelita znajduje się w fazie testów i kalibracji, zanim zostanie正式 przekazany Siłom Zbrojnym RP. To pierwsza z trzech jednostek zamówionych przez Ministerstwo Obrony Narodowej w maju 2025 roku, przy czym umowa pozwala na domówienie kolejnych trzech satelitów. Wartość kontraktu to około 860 mln zł, a pełną gotowość operacyjną system ma osiągnąć w 2026 roku.

Od podpisania umowy do wyniesienia pierwszego satelity na orbitę minęło około sześć miesięcy, co resort obrony uznaje za duży sukces organizacyjny i technologiczny. Kolejne satelity w ramach programu MikroSAR mają trafić na orbitę w 2026 roku. Po zakończeniu budowy całej konstelacji Polska ma stać się pierwszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, który będzie dysponował własnym, pełnym wojskowym systemem rozpoznania satelitarnego.