Inwestorzy chcą ekspertów, nie taniej siły roboczej. Polska w pułapce transformacji

Jak wynika z raportu „Global Talent Tracker”, opracowanego przez Hays we współpracy z Oxford Economics, Polska redefiniuje swoją rolę na arenie międzynarodowej. Porzucając wizerunek taniego rynku dla outsourcingu prostych procesów, polski rynek coraz silniej zabiega o projekty inwestycyjne wymagające eksperckich kompetencji. Twórcy raportu doceniają Polskę za szeroki dostęp do wykwalifikowanych pracowników i solidne podstawy w zakresie nauk STEM. Jednocześnie podkreślają, że do zachowania atrakcyjności inwestycyjnej, niezbędne jest rozwiązanie problemu luki kompetencji.

  • Pod względem atrakcyjności kadr, Polska zajęła 22 drugie miejsce spośród 35 przebadanych krajów.
  • Polski rynek najwyżej został oceniony w kategoriach kosztów pracy oraz udziału w rynku pracy. W obu przypadkach zajął 14 miejsce.
  • Najniższą lokatę – 25 miejsce – Polska zajęła z kolei w kategorii innowacyjności kadr.

Raport „Global Talent Tracker” porównuje atrakcyjność rynków pracy w 35 krajach, wskazując zarówno szanse, jak i zagrożenia związane z przyciąganiem, rozwojem oraz retencją wysoko wykwalifikowanych pracowników. Analiza każdego kraju została opracowana na podstawie pięciu czynników: kosztów pracy, udziału w rynku pracy, rozwoju kompetencji, elastyczności rynku pracy oraz innowacyjności kadr.

Polska na tle konkurencji w walce o inwestycje

Polska w rankingu „Global Talent Tracker” zajęła 22 lokatę, co umiejscawia ją w drugiej połowie stawki. Najlepszy wynik (14 miejsce) osiągnęła w kategoriach kosztów pracy oraz udziału w rynku. Najgorzej została z kolei oceniona w kategorii innowacyjności kadr, w której zajęła dopiero 25 miejsce. Jak podkreślają twórcy raportu, stanowi to odzwierciedlenie transformacji, jakiej obecnie doświadcza polski rynek pracy.

Polska wciąż jest popularną lokalizacją nearshoringową dla firm z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza z branży IT, finansowej i inżynieryjnej. Inwestorów przyciągają przystępne ceny, wykwalifikowana kadra oraz dogodna lokalizacja, oferująca łatwy dostęp do kluczowych rynków zbytu. W tym kontekście, umiejscowienie Polski dopiero w środku stawki może zaskakiwać. Uzasadnienie jest jednak dość proste – nasz rynek przestał być tanią lokalizacją inwestycyjną, lecz wciąż nie posiada renomy gospodarki typowej dla inwestycji zaawansowanych pod względem procesowym i technologicznym.

Polska nadal oferuje inwestorom korzyści związane z kosztami pracy, które pozostają niższe niż w wielu innych krajach na świecie. Przykładowo, firmy z Niemiec czy krajów skandynawskich nadal uważają tutejszy rynek za atrakcyjny pod względem finansowym oraz doceniają wysoką jakość kompetencji i wiedzy polskich pracowników. Chociaż ulokowanie centrum usług na 30 osób może być łatwiejsze i tańsze w innym kraju, np. w Portugalii, to Polska niejednokrotnie pozyskuje projekty inwestycyjne ze względu na większą populację wykwalifikowanych pracowników, która umożliwia łatwe skalowanie zatrudnienia – zauważa Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Z jednej strony zbyt drodzy, z drugiej niewystarczająco innowacyjni

Nie ulega wątpliwości, że pod względem dostępności cenowej Polska nie może już konkurować z Malezją, Indiami czy Chinami, które w raporcie „Global Talent Tracker” znalazły się na podium w kategorii kosztów pracy. Jednocześnie nie jest jeszcze na takim poziomie zaawansowania, aby w kontekście innowacyjności kadr czy rozwoju kompetencji móc równać się ze Szwecją, Szwajcarią czy Danią. Jak najszybsze przebycie tej transformacji stanowi obecnie podstawę sukcesu inwestycyjnego Polski.

Polska przestała być postrzegana jako źródło taniej i nisko wykwalifikowanej siły roboczej, a centra usług obsługujące proste, transakcyjne procesy coraz częściej zastępują zaawansowane ośrodki kompetencyjne o profilu technologicznym lub badawczo-rozwojowym. Popyt na doświadczonych ekspertów, z zaawansowanymi umiejętnościami i znajomością języków obcych utrzymuje się na wysokim poziomie. Jednak, aby móc rywalizować o inwestycje z bardziej dojrzałymi rynkami, polska gospodarka musi zwiększyć swoją innowacyjność, a kadry – rozwijać kompetencje cyfrowe. W dalszej perspektywie znaczącym wyzwaniem będzie również demografia – zauważa Alex Shteingardt z Hays Poland.

Niezbędne inwestycje w cyfrowe kompetencje

Jak zauważają twórcy raportu, zwiększenie konkurencyjności polskiego rynku pracy będzie wymagało dodatkowych inwestycji w rozwój kompetencji przyszłości oraz lepszego dopasowania systemu edukacji do aktualnych potrzeb biznesu. Te z kolei coraz bardziej związane są z umiejętnościami cyfrowymi i zdolnością korzystania z narzędzi sztucznej inteligencji. Tymczasem jak wynika z badań Uniwersytetu Stanforda, które przywołuje raport Hays i Oxford Economics, Polska w globalnym rankingu potencjału AI zdobyła tylko 13,9 punktów. Dla porównania, Portugalia zdobyła 14,7, Hiszpania 17,7, Niemcy 18,5, a Stany Zjednoczone aż 70,1 pkt.

Pozytywnym prognostykiem na przyszłość pozostaje jednak fakt, że według danych Oxford Economics, wzrost polskiej gospodarki będzie napędzany przede wszystkim przez sektor technologiczny. W okresie 2025-2030 branża IT każdego roku ma rosnąć średnio o 4,5%. Wraz z nią będzie rósł popyt, a docelowo również podaż zaawansowanych kompetencji technologicznych, związanych z inżynierią danych, sztuczną inteligencją, uczeniem maszynowym i cyberbezpieczeństwem. Rosnąca popularność postawy zakładającej naukę i podnoszenie kwalifikacji na każdym etapie kariery, daje nadzieję na lepsze dopasowanie innowacyjności polskich pracowników do aktualnych i przyszłych potrzeb kompetencyjnych inwestorów.

O Raporcie

Raport Hays „Global Talent Tracker” został opracowany we współpracy z Oxford Economics we wrześniu 2025 roku. Opracowanie porównuje rynki pracy w 35 krajach, oceniając je w pięciu kategoriach – kosztach pracy, udziału w rynku pracy, rozwoju kompetencji, elastyczności rynku pracy i innowacyjności kadr. Wyniki bazują na różnorodnych wskaźnikach ekonomicznych, demograficznych oraz tych dotyczących kompetencji.

Top 5 trendów technologicznych na 2026 r. według Capgemini

Capgemini przedstawia „TechnoVision: Top 5 Tech Trends to Watch in 2026”, wskazując technologie, które w nadchodzącym roku mają osiągnąć punkt zwrotny. Choć AI i Gen AI pozostają w centrum uwagi, ich wpływ obejmuje również rozwój oprogramowania, architektury chmurowe oraz działania operacyjne przedsiębiorstw. Opisane trendy odzwierciedlają koncentrację na większej integracji, odporności i pozyskiwaniu wymiernej wartości biznesowej.

– W zeszłym roku raport Capgemini Top 5 Tech Trends przewidział m.in. rozwój robotyki AI, wizję, która stała się rzeczywistością zarówno na rynku, jak i w Capgemini, dzięki uruchomieniu naszego AI Robotics & Experiences Lab oraz obecnym eksperymentom z Orano. U progu 2026 r. AI wychodzi poza fazę eksperymentów i wchodzi w etap dojrzałości. W nadchodzącym roku sztuczna inteligencja stanie się trzonem architektury przedsiębiorstw, przekształci cykl życia tworzenia oprogramowania i zrewolucjonizuje wykorzystanie chmury. Jednocześnie systemy korporacyjne przechodzą fundamentalną zmianę w kierunku inteligentnych operacji, a suwerenność technologiczna staje się strategicznym priorytetem, skłaniając organizacje do budowania odpornej współzależności – wyjaśnia Pascal Brier, Chief Innovation Officer w Capgemini i członek Komitetu Wykonawczego Grupy.

Technologie, które warto śledzić w 2026 r.

1) Rok prawdy dla AI

AI jest bez wątpienia technologią definiującą tę dekadę. Jednak inwestycje postępują szybciej niż organizacje wdrażają i czerpią wartość ze sztucznej inteligencji. Analizując dlaczego niektóre eksperymenty z AI nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, liderzy biznesu coraz częściej dostrzegają, że problem nie tkwi w samej technologii, lecz w podejściu biznesowym i metodologii. Wdrożenia na pełną skalę będą wymagać czasu, a długoterminowa wartość będzie wynikać z implementacji obejmujących całą organizację.

Wraz z początkiem rzeczywistej fazy wzrostu wyłania się ekosystem AI mocniej zakorzeniony w wartości operacyjnej i architekturze przedsiębiorstwa — zaczynając od danych i infrastruktury i koncentrując się na „chemii” na linii człowiek–AI. Rok 2026 będzie momentem przejścia od projektów “proof of concept” w stronę “proof of impact”, aby AI przynosiło mierzalne rezultaty, budowało zaufanie i wspierało współpracę na szeroką skalę, jednocześnie tworząc fundamenty pod dalszą, szeroko zakrojoną transformację.

Dlaczego to ważne: Tempo rozwoju AI nie wykazuje oznak spowolnienia, a oferta dostępna na rynku stale rośnie. Tymczasem, po latach rozproszonych pilotaży, rok 2026 będzie rokiem znaczącego postępu, w którym organizacje będą inwestować w dane i AI, a co ważniejsze w budowanie „chemii” na linii człowiek–AI, wykorzystując transformacyjny potencjał sztucznej inteligencji.

2) AI dominuje software

Software zdominował świat, a teraz AI dominuje software. Sztuczna inteligencja przekształca cykl życia tworzenia oprogramowania w różnych branżach, przesuwając punkt ciężkości z pisania kodu na wyrażanie intencji. Po latach automatyzacji i przyspieszenia napędzanego praktykami DevOps, obecnie AI coraz częściej generuje i utrzymuje elementy oprogramowania. Zadaniem programistów będzie określenie oczekiwanych rezultatów, podczas gdy AI będzie generować i utrzymywać komponenty, skracać cykl dostarczania oprogramowania i poprawiać jakość. Jednak nadzór i zarządzanie pozostają kluczowe, aby zapobiegać halucynacjom AI, lukom w bezpieczeństwie oraz ukrytym błędom.

Ta nowa era „przebudowy oprogramowania” w całym łańcuchu wartości wpisuje się w koncepcję AI-Native Business, działającego na platformach adaptacyjnych, a nie statycznych. To podejście otwiera możliwości budowy lepiej przystosowujących się, suwerennych systemów, zmniejszając zależność od dostawców Software as a Service i umożliwiając wyróżnienie się poprzez produkty dopasowane do potrzeb użytkowników, w przystępnych cenach.

Dlaczego to ważne: W 2026 roku ta zmiana będzie coraz bardziej redefiniować role. Nadzór nad AI i kontrola jakości będą kluczowe dla zaufania i odporności. Organizacje zaczną przebudowywać swoje aplikacje i będą musiały skupić się na rozwoju nowych kompetencji w zespołach deweloperskich. Nową walutą ekspercką staną się myślenie systemowe, orkiestracja AI i agentów oraz zarządzanie złożonymi, autonomicznymi procesami i łańcuchami narzędzi.

3) Cloud 3.0: wszystkie odcienie chmury

Chmura wchodzi w kolejną fazę ewolucji. Architektury hybrydowe, prywatne, multicloud i suwerenne przestają być niszowe, a stają się podstawą skalowania AI do tego stopnia, że stanowią operacyjny trzon dla obciążeń AI i agentowych. Skalowanie i zapewnienie odpowiedniej wydajności AI nie jest możliwe wyłącznie w klasycznej chmurze publicznej, co napędza adopcję innych modeli chmurowych. Systemy agentowe opierają się bowiem na skalowalnych i niskolatencyjnych infrastrukturach, w których edge i cloud działają jako jedna inteligentna warstwa. Dodatkowo, duże awarie oraz presja geopolityczna przyspieszają strategie dywersyfikacji i budowania odporności. Platformy hybrydowe staną się standardem, a organizacje będą przeprojektowywać architektury pod kątem wydajności, elastyczności, suwerenności i autonomii strategicznej, aby zapewnić ciągłość działania.

Dlaczego to ważne: Chmura 3.0 zwiększy możliwości organizacji w dostosowywaniu użycia chmury do ich zróżnicowanych potrzeb, zwłaszcza pod względem redundancji zasobów, krytyczności i opóźnień. Jednocześnie, choć te działania mogą przynieść zwiększenie odporności, innym możliwym ich skutkiem jest większa złożoność w zarządzaniu. To z kolei nałoży presję na dostawców chmury, aby poprawili interoperacyjność w swoich strategiach multi-vendor. W erze Cloud 3.0 organizacje będą musiały upewnić się, że posiadają odpowiednie kompetencje, stosują zwinne zarządzanie i adaptacyjne podejście, które umożliwią pewne działanie w zróżnicowanych środowiskach chmurowych.

4) Rozwój inteligentnych operacji

Systemy korporacyjne ewoluują ze statycznych systemów ewidencyjnych w żywe silniki inteligentnych operacji. To swoisty przewrót kopernikański, w ramach którego procesy stają się centralnym punktem, zamiast być jedynie dodatkowymi aplikacjami. Dzięki możliwościom systemów agentowych firmy mają szansę na przemyślenie i przeprojektowanie swoich procesów biznesowych tak, aby były samodoskonalące się, adaptacyjne i zwinne. Przedsiębiorstwa dążą dziś do orkiestracji całych procesów, a nie pojedynczych kroków, aby móc prowadzić połączone operacje, które przełamują silosy, tworzą zintegrowane łańcuchy wartości i umożliwiają optymalizację w całej organizacji.

Agenci AI wbudowani w kluczowe procesy zaczynają monitorować działania, optymalizować wykonywanie zadań, zarządzać wyjątkami i organizacją pracy w obszarach finansów, łańcucha dostaw, HR i obsługi klienta. Automatyzacja będzie podążać w kierunku wspólnego sterowania przez człowieka i AI, gdzie AI proponuje i wykonuje, a ludzie nadzorują i zarządzają. Nadzór stanie się podstawową zasadą, kluczową dla zapewnienia zaufania i odporności. Inteligentne operacje pozwolą organizacjom przejść od reaktywności do proaktywności, eliminując nieefektywności i zwiększając zwinność. Aplikacje i operacje będą ewoluować w sposób ciągły, zamiast pozostawać statyczne, z góry zdefiniowane czy ręcznie utrzymywane.

Dlaczego to ważne: W 2026 roku organizacje przejdą od pilotaży do pierwszych wdrożeń produkcyjnych, od fragmentarycznej automatyzacji do kompleksowych łańcuchów wartości. Sukces tych projektów będzie zależał od zapewnienia niezawodności i skalowalności agentów AI oraz “chemii” na linii człowiek–AI.

5) Paradoks suwerenności technologicznej w świecie bez granic

W obliczu niepewności geopolitycznej suwerenność technologiczna ewoluowała od koncepcji politycznej do strategicznego priorytetu. Państwa i przedsiębiorstwa dążą dziś do kontroli nad kluczowymi technologiami w świecie, który pozostaje głęboko współzależny. Powstaje więc nowy paradoks: suwerenność nie jest już definiowana przez izolację, lecz przez odporną współzależność. Ponieważ pełna autonomia technologiczna nie jest możliwa organizacje będą koncentrować się na ograniczaniu ryzyka i selektywnej kontroli nad kluczowymi warstwami. Priorytetem będzie zabezpieczenie ciągłości działania dzięki dywersyfikacji dostawców i suwerennym alternatywom. Widzimy też rozwój rozwiązań oferujących wybór i strategiczną elastyczność, w tym rozwiązań multicloud i chmur suwerennych, regionalnych modeli AI, otwartych platform oraz nowych ekosystemów układów scalonych.

Dlaczego to ważne: W 2026 roku będzie trwał wyścig o kontrolę nad krytycznymi warstwami cyfrowego łańcucha wartości – od półprzewodników, przez przechowywanie danych, aż po modele AI – a większość hiperskalerów i dużych dostawców chmury prawdopodobnie wprowadzi ofertę chmury suwerennej. Będzie to miało głęboki wpływ na to, w jaki sposób firmy ograniczają ryzyko i zapewniają odporność.

Cyber Week 2025: sprzedaż wzrosła o 7% r/r, a agenci AI odpowiadali za 20% zamówień

0

Salesforce ogłosił wyniki po Cyber Week 2025 (za okres 25 listopada – 1 grudnia), oparte na analizie zachowań ponad 1,5 miliarda konsumentów. Tegoroczny tydzień zakupowy po raz kolejny osiągnął rekordowy poziom: globalna sprzedaż wzrosła o 7% r/r do 336,6 mld USD. W USA wydatki wyniosły 79,6 mld USD, co oznacza wzrost o 5% r/r. Silne wyniki potwierdzają niesłabnący popyt, mimo wzrastających cen, oraz rosnącą rolę AI i agentów jako kluczowych akceleratorów sprzedaży i efektywności operacyjnej.

AI i agenci generują znaczący wzrost sprzedaży i podnoszą jakość obsługi

Sztuczna inteligencja i agenci odegrali kluczową rolę w procesie zakupowym, generując 67 mld USD sprzedaży dzięki spersonalizowanym rekomendacjom i konwersacyjnemu wsparciu klienta. W trakcie Cyber Week narzędzia te wpłynęły na 20% wszystkich globalnych zamówień. Detaliści korzystający z Salesforce Agentforce 360 – m.in. Pandora, Shark Ninja i Funko – odnotowali wzrost sprzedaży o 32% szybszy niż firmy niewykorzystujące agentów AI.

Agenci AI efektywnie obsługiwali także zwiększony wolumen zapytań świątecznych. Liczba rozmów z zakresu obsługi klienta prowadzonych przez agentów wzrosła o 55% tydzień do tygodnia, a liczba wykonywanych przez nich działań (m.in. aktualizacje adresów, inicjowanie zwrotów) zwiększyła się o 70%, znacząco odciążając zespoły obsługi.

Okres świąteczny to moment, w którym każda luka w obsłudze klienta natychmiast przekłada się na wyniki. W Polsce i całym regionie CEE widzimy dynamiczny wzrost wykorzystania agentów AI, bo potrafią oni łączyć dane online i offline w jeden spójny profil, od historii zakupów, preferencji rozmiarowych i kolorystycznych, przez LTV i status lojalnościowy, aż po zachowania w sieci czy aplikacji mobilnej komentuje Piotr Łobaczewski, Regional Sales Director, Salesforce. – Dzięki temu, agenci są w stanie nie tylko wnioskować w oparciu o dane, lecz również działać: inicjować zwrot, otworzyć sprawę, skomponować koszyk, zaproponować alternatywny produkt czy zmienić termin dostawy. Dlatego Agentforce Commerce staje się kluczowym narzędziem dla marek budujących przewagę w D2C, dając klientowi obsługę, która jest jednocześnie inteligentna i bezzwłoczna.

Najważniejsze trendy Cyber Week 2025

  • Cyber Week ustanawił nowy globalny rekord: Konsumenci wykazali wysoką aktywność, kontynuując zakupy przez cały tydzień i napędzając silny wzrost sprzedaży.
  • Black Friday: 79 mld USD globalnej sprzedaży (+6% r/r) i 18 mld USD w USA (+3% r/r). Ten dzień odpowiadał za 31% wszystkich zakupów stacjonarnych w trakcie Cyber Week.
  • Cyber Monday: 53 mld USD globalnej sprzedaży online (+7% r/r) i 13,6 mld USD w USA (+6% r/r).
  • Mobile jako dominujący kanał: 70% zamówień online złożono na urządzeniach mobilnych. Portfele mobilne odpowiadały za 27% globalnych i 29% amerykańskich płatności. Media społecznościowe wygenerowały 15% globalnego i 16% amerykańskiego ruchu – TikTok notował 9% globalnego ruchu z social mediów, co oznacza wzrost o 55% r/r.
  • Wydatki konsumenckie pozostają silne: Średnia cena sprzedaży wzrosła o 6% r/r, a liczba zamówień zwiększyła się o 2% globalnie i 1% w USA, co wskazuje, że konsumenci postrzegają Cyber Week jako najlepszy moment na zakupy mimo rosnących cen.

Cyber Week 2025 pokazał, że choć w Polsce zakupy w sklepach stacjonarnych nadal mają duży udział, to właśnie kanały digital, szczególnie mobile, kształtują decyzję o tym, co i gdzie kupimy. Coraz więcej konsumentów nie zaczyna już poszukiwań w tradycyjnej wyszukiwarce. Zamiast tego, pytają Gemini czy ChatGPT o rekomendacje produktów dopasowanych do ich preferencjistwierdził Piotr Łobaczewski. Dla firm oznacza to jedno: handel musi być ściśle połączony z konwersacyjną sztuczną inteligencją. Agenci AI potrzebują dostępu do bogatych metadanych produktowych, aktualnych cen, promocji i stanów magazynowych, aby mogli tworzyć rzetelne, trafne. W świecie, w którym internet stał się oceanem informacji, nikt nie chce tracić godzin na ręczne porównywanie ofert. Jeśli marka nie dostarczy swoich danych agentom AI, to nie pojawi się w rozmowie klienta – a to tam zapada coraz więcej decyzji zakupowych podsumowuje.

Metodologia

Analiza obejmuje dane z aktywności ponad 1,5 miliarda konsumentów w ponad 89 krajach, ze szczególnym uwzględnieniem 18 kluczowych rynków. Wyniki bazują na danych połączonych z systemów Agentforce 360, Agentforce Commerce, Agentforce Marketing oraz Agentforce Service. Prognozy opierają się na połączeniu danych własnych, danych zewnętrznych oraz założeń rynkowych.

Wykorzystując połączone dane z Agentforce 360, Agentforce Commerce, Agentforce Marketing i Agentforce Service, Salesforce przeanalizował aktywność ponad 1,5 miliarda konsumentów w ponad 89 krajach. Analiza koncentrowała się na 18 kluczowych rynkach: USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Japonii, Holandii, Australii, Nowej Zelandii, regionie Azji i Pacyfiku (bez Japonii, Australii i Nowej Zelandii), Szwajcarii, Ameryce Łacińskiej (LAM), regionie Bliskiego Wschodu i Afryki (MEA), Europie Wschodniej, Belgii i krajach nordyckich. Zestaw wskaźników obejmuje dane z ostatnich dziewięciu kwartałów i aktualny stan globalnego handlu cyfrowego. Do ekstrapolacji wyników makroekonomicznych zastosowano kilka czynników. Wyniki te nie stanowią odzwierciedlenia wyników finansowych Salesforce.

Prezentowane dane prognostyczne pochodzą z badań Salesforce i łączą dane własne, dane zewnętrzne oraz szereg założeń rynkowych.

Cena rządzi świątecznym koszykiem. Influencerzy bez znaczenia

Dla ośmiu na dziesięciu respondentów cena jest czynnikiem, który w tym roku zdecyduje o zakupie artykułów spożywczych na Boże Narodzenie. W blisko trzech na czterech przypadkach wybór pada na promocję. Z kolei nieco ponad połowa ankietowanych stawia na jakość. Każda z ww. odpowiedzi ma wyższy wynik w porównaniu z ubiegłym rokiem. Natomiast największy skok rdr. dotyczy dostępności. Najmniejsze zaś znaczenie w tym zakresie mają opinie influencerów lub celebrytów.

Najnowsze badanie Grupy BLIX i platformy UCE RESEARCH pokazuje, jakie czynniki w tym roku zdecydują o zakupie artykułów spożywczych na Boże Narodzenie. 81% respondentów wskazało na cenę. W ubiegłym roku ta odpowiedź również była wybierana najczęściej. Wówczas osiągnęła nieco niższy wynik – 78,5%.

– Wzrost znaczenia tego czynnika do 81% jednoznacznie potwierdza, że polscy konsumenci wchodzą w sezon świąteczny z wyraźnym nastawieniem na kontrolę wydatków. Cena dominuje, ponieważ to ona najbardziej determinuje realną wartość świątecznego koszyka, który dla wielu gospodarstw domowych jest jednym z najdroższych w roku. Wzrost rdr. o 2,5 p.p. wskazuje nie tyle na pogorszenie sytuacji finansowej, ile na rosnącą dyscyplinę zakupową i większą świadomość cenową. Polacy nie chcą przepłacać i aktywnie zarządzają budżetem – komentuje dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX.

W odpowiedzi na pytanie wielokrotnego wyboru mniej wskazań mają takie czynniki, jak promocja – 72% (rok wcześniej – 70,1%), a także jakość – 53,6% (53,3%). Według autorów badania, wyniki te potwierdzają, że Polacy oczekują realnych korzyści i konkretnej wartości. Promocje stanowią kluczowy element świątecznych strategii zakupowych nie jako dodatek, lecz jako fundamentalny czynnik, który umożliwia utrzymanie kosztów w ryzach.

– Jednocześnie nie ma mowy o tzw. promocjach za wszelką cenę. Konsumenci równie mocno akcentują jakość, co właściwie oznacza, że w okresie świątecznym nie są skłonni do kompromisów. Te wyniki nie są zaskoczeniem. One wręcz potwierdzają, że promocje odgrywają coraz większą rolę w decyzjach zakupowych. Retailerzy muszą przygotować wyjątkowo mocne oferty, jeśli chcą realnie konkurować o uwagę klientów – dodaje ekspert Grupy BLIX.

Na kolejnych miejscach w tym zestawieniu znajdują się takie czynniki, jak własne doświadczenie – 37,1% (w ubiegłym roku – 34,9%), a także dostępność – 28,9% (24,7%). Mniej wskazań mają marka – 10,3% (poprzednio – 9,6%), opinia rodziny lub znajomych – 5,6% (7,1%), jak również reklama – 5,1% (3,7%). Zdaniem autorów badania, te odpowiedzi trafiły poza podium rankingu, ponieważ w okresie zwiększonej presji budżetowej to cena, promocje i jakość najmocniej determinują wybory zakupowe.

– Własne doświadczenie nadal pozostaje istotne, ale jest czynnikiem bardziej stabilnym i mniej dynamicznym niż zmieniające się ceny. Marka czy reklama mają stosunkowo niskie znaczenie, bo konsumenci w tym okresie kierują się przede wszystkim pragmatyzmem i konkretnymi korzyściami, a nie wizerunkiem. Opinie innych również są mniej ważne, bo świąteczne zakupy spożywcze opierają się głównie na znanych, sprawdzonych produktach – analizuje dr Krzysztof Łuczak.

Wspomniana dostępność zanotowała największy wzrost rdr. ze wszystkich czynników – o 4,2 p.p. (28,9%, wcześniej – 24,7%). Z kolei opinia rodziny lub znajomych jest jedną z dwóch odpowiedzi z niższym wynikiem rdr. W tym przypadku widzimy spadek o 1,5 p.p. (5,6%, poprzednio – 7,1%).

– Mniejsze znaczenie opinii rodziny i znajomych wskazuje na to, że klienci polegają coraz bardziej na własnych wyborach i doświadczeniach. Świąteczne zakupy traktują jako rutynowy proces, w którym rekomendacje bliskich nie są już tak istotne jak konkretne korzyści czy pewność znalezienia potrzebnych produktów – zaznacza ekspert z Grupy BLIX.

Natomiast najmniej wskazań ma opinia influencera lub celebryty – 0,5% (poprzednio – 0,3%). Z kolei 0,8% respondentów nie potrafi się określić (rok wcześniej – 0,6%), a 0,9% badanych wybiera inną kwestię, tj. spoza przedstawionej listy odpowiedzi (w ubiegłym roku – 1,4%).

– Niski wynik opinii influencerów pokazuje, że w tym obszarze ich wpływ jest minimalny. Mówimy tu o decyzjach zakupowych dotyczących żywności, którą konsumenci wybierają raczej na podstawie jakości, ceny i własnych przyzwyczajeń, a nie trendów. Nie oznacza to jednak, że działania marketingowe z udziałem influencerów są nieskuteczne. Po prostu w kategorii spożywczej i w okresie świątecznym ich rola jest ograniczona. Możliwe też, że ankietowani niechętnie przyznają się do wpływu influencerów, ale nawet jeśli taki efekt istnieje, to pozostaje marginalny w porównaniu z kluczowymi czynnikami zakupowymi – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone przez Grupę BLIX i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH, metodą CAWI, na próbie 1007 osób respondentów odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich gospodarstwach domowych.

UOKiK ukarał Play. Ponad 108 mln zł kary za utratę rabatu po opóźnionej płatności

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na spółkę P4, operatora sieci Play, karę w wysokości ponad 108 mln zł za stosowanie niedozwolonej – zdaniem urzędu – praktyki wobec klientów. Chodzi o mechanizm, w którym spóźnienie z opłaceniem rachunku skutkowało utratą rabatu i wyższym abonamentem w kolejnym miesiącu. UOKiK uznał ten system za formę niedopuszczalnej kary umownej i zobowiązał spółkę do zwrotu nienależnie pobranych opłat konsumentom.

Play oferował klientom rabat – zazwyczaj w wysokości 5 zł miesięcznie – za korzystanie z e-faktury i terminowe regulowanie należności. Jak ustalił UOKiK, w przypadku nawet niewielkiego opóźnienia w płatności konsument automatycznie tracił zniżkę, a jego kolejny rachunek był odpowiednio wyższy. W ocenie prezesa urzędu taki mechanizm wykracza poza dopuszczalne prawem konsekwencje opóźnienia w zapłacie.

– Promocja nie może mieć podwójnego dna. Zniżka za e-fakturę i terminową płatność miała być zachętą, a w praktyce stała się dotkliwą sankcją za spóźnienie z przelewem. To narusza prawo i interesy konsumentów – wskazał prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Urząd podkreśla, że zgodnie z Kodeksem cywilnym, w przypadku opóźnienia w zapłacie przedsiębiorca może naliczyć odsetki ustawowe, ale nie ma prawa nakładać dodatkowych sankcji finansowych. Zdaniem UOKiK odbieranie rabatu i podwyższanie abonamentu w kolejnym miesiącu stanowi de facto niedozwoloną karę umowną.

Jak wynika z decyzji, P4 stosował zakwestionowane zasady od ponad sześciu lat. Rabat był przyznawany pod warunkiem spełnienia dwóch kryteriów: zgody na e-fakturę oraz terminowej płatności. W przypadku opóźnienia klient tracił zniżkę w następnym okresie rozliczeniowym – często po 5 zł za każdą usługę. Przy kilku numerach lub usługach strata mogła sięgać kilkunastu lub kilkudziesięciu złotych miesięcznie. W praktyce oznaczało to, że abonament zamiast zostać obniżony, rósł.

UOKiK zwrócił uwagę, że konsumenci ponosili w takich sytuacjach podwójne konsekwencje: płacili zarówno odsetki za opóźnienie, jak i wyższy abonament wynikający z utraty rabatu. Zdarzały się także przypadki, gdy klienci tracili zniżkę nie z powodu opóźnienia w opłacie samego abonamentu, lecz innych należności doliczonych do tej samej faktury, takich jak raty za urządzenia czy opłaty za usługi dodatkowe.

Nałożona kara wynosi dokładnie 108 573 207 zł. Oprócz sankcji finansowej prezes UOKiK nakazał zaprzestanie stosowania zakwestionowanej praktyki oraz zwrot pobranych opłat. Prawo do zwrotu przysługuje klientom, którzy po 30 września 2019 r. zawarli umowę z rabatem, utracili go z powodu opóźnienia w płatności i zapłacili wyższą kwotę rachunku. Zwrot obejmie zarówno obecnych, jak i byłych klientów operatora.

Po uprawomocnieniu się decyzji Play będzie zobowiązany do poinformowania konsumentów o przysługującym im prawie do zwrotu, zasadach jego uzyskania oraz terminach zgłoszeń. W przypadku obecnych klientów, którzy nie wystąpią samodzielnie o zwrot, środki mają zostać automatycznie zaksięgowane na ich kontach abonenckich.

Decyzja nie jest prawomocna. Spółka P4 ma prawo odwołać się od niej do sądu.

UOKiK zapowiada, że to nie koniec działań w tym obszarze. Urząd prowadzi obecnie postępowania wobec innych dostawców usług telekomunikacyjnych, w tym m.in. CANAL+, T-Mobile, Orange, Vectra i Multimedia Polska, badając podobne mechanizmy utraty rabatów w związku z opóźnioną płatnością faktur.

Baker McKenzie: Warszawa może skorzystać na światowym boomie inwestycyjnym w centra danych

Warszawa wyrasta na jedno z kluczowych miast europejskich, które może przyciągnąć znaczące inwestycje w nowe centra danych, wynika z najnowszego raportu Baker McKenzie – Data Centers Unlocked: What’s New and What Matters. Eksperci kancelarii szacują, że globalny rynek centrów danych osiągnie wartość $600-700 mld w 2030 roku, napędzany rozwojem technologii opartych na sztucznej inteligencji i usług chmurowych.

Stolica Polski jest wymieniana w raporcie kancelarii obok Mediolanu, Madrytu, Zurychu oraz krajów nordyckich jako jedna z najlepszych lokalizacji dla centrów danych. Obecne huby europejskie skupione we Frankfurcie, Londynie, Amsterdamie, Paryżu i Dublinie, czyli tzw. rynek FLAP-D, tracą na atrakcyjności ze względu na wprowadzane ograniczenia administracyjne i rosnące problemy z dostępem do energii i nowych gruntów, twierdzą eksperci kancelarii.

– Szacujemy, że globalny rynek centrów danych będzie rósł w tempie dwucyfrowym w najbliższych latach za sprawą postępującej cyfryzacji światowych gospodarek – mówi Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca praktyką zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Polska, ze względu na korzystne uwarunkowania i regulacje, jak również ambitne plany transformacji i rozwoju energetyki, ma szansę stać się jednym z beneficjentów tego boomu.

Zapewnienie stabilnych dostaw czystej i skalowalnej energii to oprócz kwestii regulacji prawnych, zachęt podatkowych oraz dostępności gruntów kluczowy czynnik decydujący o wyborze lokalizacji pod nowe inwestycje w centra danych, podkreślają autorzy raportu z Baker McKenzie. Zużycie energii w centrach danych jest bowiem 40 razy większe niż w innych nieruchomościach komercyjnych, a będzie rosnąć dalej wraz z rozwojem AI.

Polska realizuje obecnie szeroko zakrojone projekty w sektorze energetycznym, które będą kluczowe dla przyciągnięcia inwestorów do branż energochłonnych, w tym do sektora centrów danych – twierdzi Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie w Polsce, współkierująca praktyką transakcyjną. – Niezwykle istotną kwestią dla inwestorów staje się rozwój sektora odnawialnych źródeł energii, jak również inwestycje w energetykę atomową oraz zapowiadane projekty dotyczące modułowych reaktorów jądrowych (SMR).

Prawnicy Baker McKenzie zwracają także uwagę na dodatkowe możliwości, z jakich korzystać mogą inwestorzy centrów w Polsce. Związane są one z wykorzystaniem terenów typu brownfield, czyli poprzemysłowych lub pierwotnie zabudowanych, które często mają dogodną lokalizację i spełniają warunki niezbędne dla centrum danych. Inwestycje na terenach typu brownfield umożliwiają wykorzystanie lokalizacji w pobliżu lub w samych miastach, co jest istotne w kontekście bliskości użytkowników i wydajności infrastruktury.

Istotną rolę w planowaniu inwestycji w centra danych odgrywają kwestie zrównoważonego rozwoju oraz poszukiwanie rozwiązań, które pozwolą ograniczyć ich negatywny wpływ na środowisko. Istotny jest dostęp do wody używanej do chłodzenia systemu, odpady i kwestia odprowadzania nadmiarowego ciepła.

Jak wynika z raportu, rosnąca skala inwestycji w centra danych wpływa również na zmianę sposobu finansowania kapitałochłonnych przedsięwzięć, z klasycznego modelu pozyskiwania kapitału na bardziej elastyczny. Na rynku europejskim szczególnie na znaczeniu zyskują partnerstwa joint ventures czy finansowanie portfelowe. Jednocześnie, rządy coraz aktywniej wykorzystują ulgi podatkowe jako narzędzie przyciągania inwestycji w sektorze data center, co tworzy silną konkurencję między poszczególnymi jurysdykcjami.

W dzisiejszej, napędzanej przez sztuczną inteligencję gospodarce najważniejsze czynniki decydujące o rozwoju centrów danych to dostęp do energii i kapitału oraz regulacje prawne i procedury udzielania pozwoleń – dodaje Weronika Guerquin-Koryzma, partnerka oraz szefowa praktyki nieruchomości w Baker McKenzie w Warszawie. – Inwestorzy, którzy zabezpieczą sobie stabilne, skalowalne źródła energii i potrafią wdrożyć innowacyjne, dopasowane do regionu modele finansowania oraz partnerstw, wykorzystają nadchodzącą falę rozwoju infrastruktury cyfrowej.

Popularność ugód sprzyja szybszemu rozstrzyganiu spraw frankowych. Nowe dane z sądów

Sądy okręgowe coraz szybciej rozstrzygają spory frankowe. W trzech pierwszych kwartałach br. załatwiono w nich ok. 69 tys. spraw. W analogicznym okresie 2024 roku wydano blisko 51,5 tys. rozstrzygnięć. Wzrost wynosi zatem 33,4% rdr. W niektórych sądach liczba zakończonych spraw wzrosła rdr. o ponad 300, a w innych – nawet o 2-3 tys. Komentujący te dane eksperci wyjaśniają, że coraz sprawniejsze działanie sądów może wynikać z nabytego przez lata doświadczenia. Ponadto odchodzi się od powoływania biegłych i pomija się zeznania niektórych świadków, co pozwala na wydanie wyroku już nawet po pierwszej rozprawie. Nie bez znaczenia jest też popularność ugód oferowanych przez banki.

Z danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych wynika, że w trzech kwartałach br. załatwiono w nich ok. 69 tys. spraw frankowych. To o 33,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy udało się rozstrzygnąć ok. 51,5 tys. tego typu spraw. Wynik ten nie jest zaskoczeniem dla dr Wanesy Choptiany-Mańka z Uniwersytetu WSB Merito. Ekspertka zauważa, że od kilku lat obserwujemy wyraźny trend lawinowego przyrostu liczby pozwów dotyczących tzw. umów frankowych.

– Najsilniejszym bodźcem do dochodzenia swoich praw przed polskimi sądami pozostają korzystne dla kredytobiorców wyroki TSUE, które umocniły ukształtowaną już linię orzeczniczą, ułatwiły dochodzenie roszczeń oraz zwiększyły szanse na uzyskanie znaczących korzyści finansowych. Istotną rolę odgrywa także rosnąca świadomość prawna konsumentów, wzmacniana przez kampanie informacyjne w mediach, łatwy dostęp do wiedzy – wyjaśnia dr Choptiany-Mańka.

Z kolei adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal uważa, że coraz sprawniejsze rozpoznawanie przez sądy tego rodzaju spraw może wynikać z rosnącego doświadczenia sędziów w tej materii. Ponadto w sprawach frankowych odchodzi się od powoływania biegłych sądowych i pomija się zeznania przynajmniej niektórych świadków, co pozwala na wydanie wyroku już po pierwszej rozprawie. Nie bez znaczenia jest też popularność ugód sądowych.

– Kredytobiorcy coraz częściej decydują się na zawarcie ugody, ponieważ banki proponują atrakcyjne z puntu widzenia konsumenta warunki polubownego zakończenia sprawy. Zawarcie ugody pozasądowej skutkuje cofnięciem pozwu i umorzeniem postępowania przez sąd, co oznacza zakończenie sprawy. Jeśli zaś strony decydują się na zawarcie ugody sądowej, często sądy wyznaczają w tym celu posiedzenia w nieodległym terminie – uzupełnia adwokat Mocarska.

Z kolei dr Choptiany-Mańka ocenia, że przyspieszenie procedowania dla kredytobiorców oznacza szansę na szybsze i korzystne zakończenie sporu, a bankom umożliwia sprawniejsze porządkowanie portfela frankowego w ich strukturze finansowej. W teorii usprawnienie postępowania w sprawach frankowych powinno pozytywnie wpływać również na rozpatrywanie innych sporów cywilnych.

– Tempo rozpatrywania spraw frankowych w 2025 roku jest zdecydowanie najwyższe od początku prowadzenia statystyk przez Ministerstwo Sprawiedliwości w tym zakresie. Dalsze przyspieszenie jest oczywiście możliwe, ale będzie zależało od stopnia przeciążenia sądów oraz napływu nowych pozwów. W polskich sądach wciąż występuje znaczne przeciążenie administracyjne, które wpływa nie tylko na spory frankowe, lecz na cały system postępowań cywilnych – dodaje ekspertka z WSB Merito.

Jak komentuje prawnik dr Jan Szuszkiewicz, mamy do czynienia z dużo szybszym zakończeniem spraw frankowych, ale nie dlatego, iż sądy zaczęły działać sprawniej, tylko z powodu zmiany podejścia banków. Proponują one ugody na bardzo wczesnych etapach sporu. Warunki są na tyle korzystne dla frankowiczów, że po niewielkich negocjacjach coraz częściej na nie przystają. Ze strony banków to świadoma strategia, dzięki której mogą mniej stracić niż po wieloletnim procesie. Następuje kompleksowe rozliczenie roszczeń stron. Bank otrzymuje zwrot wypłaconego kredytu, a frankowicz – łączną sumę rat, które płacił od początku zawarcia umowy kredytowej do zawarcia umowy ugody. Odsetki są najczęściej pomijane. Frankowiczowi są zaś zwracane poniesione koszty procesu.

– Dzięki takiemu rozwiązaniu bank nie musi płacić kancelariom za wieloletnią obsługę sądową. Nie ponosi też kosztów sądowych za przegraną sprawę. Biorąc pod uwagę, że niektóre banki mają tysiące spraw, to olbrzymia oszczędność. Wiedzą o tym, że sprawy frankowe są już praktycznie nie do wygrania w sądzie, więc obrały taką strategię. Na ich postawę oczywiście w sposób zdecydowany wpłynął Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Od 2019 roku każde jego orzeczenie było coraz gorsze dla banków, a coraz lepsze dla frankowiczów. Akcja ugodowa jest bardzo szeroka – stwierdza dr Szuszkiewicz.

Do tego dr Choptiany-Mańka podkreśla, że czas rozpatrywania spraw różni się w zależności od stopnia skomplikowania sporu oraz właściwości miejscowej. Sądy okręgowe w mniejszych miastach działają zwykle sprawniej niż te w dużych ośrodkach, co wynika głównie z różnic w obciążeniu liczbą procesów. Średni czas rozpatrywania sprawy frankowej w 2025 roku wynosił w pierwszej instancji 12-18 miesięcy, a w drugiej – 8-14 miesięcy.

– Oznacza to, że pełne postępowanie sądowe trwa obecnie około 2-3 lat, podczas gdy w poprzednich latach procesy te zajmowały nawet 5 lat, bez pewności co do ostatecznego wyniku. Nie ulega jednak wątpliwości to, że przewidywany czas rozstrzygnięcia sprawy na drodze sądowej pozostaje wciąż bardzo długi. Z tego powodu wielu frankowiczów decyduje się na zawarcie ugody z bankami. Uzyskują wprawdzie mniej korzystne warunki finansowe, ale znacząco skracają czas rozwiązania sporu, ograniczają związane z tym koszty oraz zabezpieczają się przed ewentualnymi dalszymi roszczeniami ze strony banków – dodaje ekspertka.

Ponadto adwokat Milena Mocarska zastrzega, że sprawy, które wpłynęły do sądów w latach 2024-2025, nie są jeszcze zakończone – przynajmniej, jeśli chodzi o Warszawę, Katowice czy Gdańsk. W jej ocenie, realne szanse na przyspieszenie rozpoznania tego typu spraw dawałoby zwiększenie liczby sędziów i pracowników administracyjnych w wydziałach sądów rozpoznających sprawy frankowe.

– Załatwienie sprawy frankowej rozumiane jako prawomocne zakończenie jej w dwóch instancjach to obecnie kwestia kilku lat. Poza Warszawą zdarza się czasem uzyskać korzystny wyrok w I instancji w ciągu 3 miesięcy od złożenia pozwu – podsumowuje prawniczka z MBM Legal.

Hakerzy nieustannie polują na polskie firmy. Ponad 1800 ataków tygodniowo

Koniec roku przynosi wzmożoną aktywność hakerów. Firmy zmagają się m.in. z coraz bardziej agresywnymi kampaniami ransomware, a także z nowymi, często niewidocznymi ryzykami wynikającymi z wykorzystywania generatywnej sztucznej inteligencji Co tydzień polskie firmy odpierają łącznie 1788 ataków (wzrost o 8% r/r) – alarmują eksperci Check Point Research.Industries Chart Nov

W Polsce najczęściej atakowane są jednostki administracji publicznej, wytwórstwo przemysłowe oraz sektor energetyczny i użyteczności publicznej. – Ataki na filary funkcjonowania państwa będą w większości przypadków motywowane geopolitycznie – zauważa Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający polskiego oddziału firmy Check Point Software. Wskazuje przy tym na kontrast względem światowego lidera pod względem liczby ataków, czyli sektora edukacji i badań, który doświadcza średnio ponad 4650 ataków tygodniowo. – W tym przypadku bardziej prawdopodobna jest motywacja finansowa. Poufne dane, know-how czy projekty technologiczne można stosunkowo łatwo sprzedać zainteresowanym podmiotom – dodaje ekspert.

W skali globalnej na drugim miejscu pod względem liczby incydentów uplasował się sektor rządowy (2716 prób ataków), a na trzecim organizacje non-profit, które zanotowały wręcz eksplozję zagrożeń (2550 ataków i +57 proc. r/r). Łącznie światowa tygodniowa średnia liczba ataków na pojedynczą organizację przekroczyła w listopadzie 2000! 

Ekspertów niepokoi również wzrost ataków motywowanych finansowo, czyli dla okupu (ang. ransomware). Z danych Check Pointa wynika, że w przedostatnim miesiącu roku potwierdzono łącznie 727 takie przypadki, co było 22% wzrostem r/r. Ponad połowa (55 proc.) dotyczyła Ameryki Północnej; w Europie z kolei zrealizowano 18% ataków tego typu. Większość z ataków ransomware realizowanych było przez jedną z trzech czołowych grup zajmujących się tego typu aktywnością – Qilin, Clop i Akira.

GenAI – obietnica innowacji czy tykająca bomba danych?

Szczególnie niepokojącym trendem jest skala ryzyka wynikającego z rosnącego wykorzystania narzędzi GenAI w przedsiębiorstwach. Według Check Point Research aż 1 na 35 promptów wysyłanych z firmowych sieci niosła wysokie ryzyko wycieku danych, a 87% organizacji korzystających z GenAI regularnie było narażonych na ekspozycję wrażliwych informacji. Co więcej, dodatkowe 22% zapytań kierowanych do modeli AI zawierało poufne treści: od komunikacji wewnętrznej i danych klientów po fragmenty zastrzeżonego kodu.

Badacze Check Pointa wskazują, że przeciętna firma korzysta miesięcznie aż z 11 różnych narzędzi GenAI, często niesankcjonowanych i pozbawionych jakiejkolwiek kontroli bezpieczeństwa. Jak zauważają eksperci, taki krajobraz to idealne środowisko do infiltracji, kradzieży danych i AI-napędzanych cyberataków.

Rosnąca liczba ataków to tylko część problemu. Największym wyzwaniem staje się charakter i wyrafinowanie, z jakim hakerzy atakują ofiary wykorzystując AI – podkreśla Omer Dembinsky, Data Research Manager w Check Point Research. Jego zdaniem połączenie ekspansji ransomware z ryzykami generowanymi przez GenAI tworzy dla cyberprzestępców zestaw możliwości większy niż kiedykolwiek wcześniej.

Dlaczego Polacy nadal wahają się przed zakupem elektryka? Wyniki badania

0

Z najnowszej edycji Barometru Nowej Mobilności powered by OTOMOTO przygotowanego przez F5A New Mobility Research and Consulting dla Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności wynika, że choć koszty zakupu stanowią nadal jedną z ważniejszych barier wyboru samochodu elektrycznego BEV (33,3% odpowiedzi), to największymi są parametry użytkowe. Aż 33,6% respondentów wskazało zasięg jako główną barierę zakupową. Równie ważnymi okazały się czas ładowania (31,8%) i brak możliwości ładowania w domu (27,3%). Obawy o pożar, żywotność baterii i koszty energii pojawiają się równie często jak bariery techniczne – BEV „przegrywa” często z percepcją, nie z technologią. Jedynie 16,1% badanych zadeklarowało niepewność wartości pojazdu przy dalszej odsprzedaży.

PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-05 PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-04 PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-03 PSNM_Barometr_Nwej_Mobilnosci_2026_Grafika_1200x675px-02

Technologia jako wyróżnik

Barometr Nowej Mobilności wskazuje na przesunięcie konkurencji z obszaru ceny na innowację: aż 43,4% kupujących nowe auta jest gotowych wybrać nieznaną markę, jeśli oferuje lepsze rozwiązania technologiczne. Zmienia się postrzeganie pojazdu wyłącznie jako środka do przemieszczania się z punktu A do B: co trzeci nabywca nowego samochodu traktuje pojazd przyszłości jako urządzenie technologiczne. 68,3% oczekuje aktualizacji oprogramowania OTA jako ważnej funkcji. To sygnał, że innowacje (OTA, szybkie ładowanie, systemy autonomiczne, cyfrowy ekosystem) stają się decydującym motywatorem zakupowym.

– Najnowsza edycja Barometru Nowej Mobilności potwierdza, że transformacja polskiego rynku motoryzacji ku zeroemisyjnym napędom przebiega dziś przede wszystkim przez użyteczność i technologie – konsumenci chcą pewności, że samochód elektryczny rozwiąże ich codzienne potrzeby. Nasze badanie pokazuje, że choć cena wciąż pozostaje kluczowa i nadal będzie odgrywać ważną rolę, to coraz wyraźniej widać pierwsze sygnały, że innowacje i ekosystem usług zaczynają zyskiwać na znaczeniu jako czynnik przyciągający klientów. Obawy społeczne dotyczące ładowania są niemal niezmienne od kilku edycji badania, mimo że w ciągu ostatnich 5 lat liczba punktów ładowania wzrosła o 625% i obecnie liczy ponad 11,3 tys. punktów. – mówi Albert Kania, COO F5A New Mobility Research and Consulting.

2025 – przełom w sprzedaży

Różnica między „może kiedyś kupię elektryka” a „kupiłem” w tym roku się zmniejszyła, co wskazuje na wejście rynku w fazę realnego rozwoju. W 2025 r. zainteresowanie zakupem pojazdu elektrycznego wzrosło o 3 punkty procentowe (z 24 do 27%), natomiast liczba pierwszych rejestracji nowych BEV od stycznia do listopada w Polsce zwiększyła się znacząco – aż o 140%. Kluczową rolę odegrał program dopłat „NaszEauto”, którego efekty będą jeszcze widoczne na początku 2026 r. Według szacunków Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM) do końca tego roku zostanie zarejestrowanych ponad 40 tys. nowych osobowych samochodów elektrycznych.

– Rok 2025 jest punktem zwrotnym: coraz więcej deklaracji kierowców zamienia się w rejestracje, czego najlepszym potwierdzeniem jest listopad 2025, kiedy osiągnięto historyczny, ponad 10-procentowy udział pojazdów elektrycznych w pierwszych rejestracjach nowych samochodów w Polsce. To dobry znak dla rynku. Jednak, aby transformacja była trwała, należy skupić się na eliminowaniu barier funkcjonalnych. Rozbudowana i ogólnodostępna infrastruktura ładowania oraz ułatwienie proceduralne budowania garażowego (domowego) punktu ładowania pozostają priorytetami polityki i inwestycji – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Specyficzne wyzwania rynku wtórnego

Rynek używanych samochodów elektrycznych nie odnotował w 2025 r. tak spektakularnego wzrostu jak rynek aut nowych. Używane elektryki są postrzegane jako zbyt drogie na rynku wtórnym (45% wskazań vs 33% w odniesieniu do nowych). Kupujący używane samochody elektryczne częściej niż klienci nowych EV obawiają się zasięgu, braku możliwości ładowania w domu, mają też mniejszą wiedzę o technologii i większe obawy przed pożarem (32% vs 26%). To wskazuje na potrzebę edukacji i lepszego dopasowania oferty dla segmentu używanego.

– Rynek pojazdów elektrycznych został zdominowany przez nowe samochody, ale w ostatnich latach wyraźnie widać stabilny trend wzrostowy w segmencie aut używanych. To szerokie pole do działań edukacyjnych, niosących rzetelną wiedzę na temat elektryków. W połączeniu z rosnącym importem i zwiększaniem dostępności używanych EV pozwoli to na oswojenie naturalnej obawy klientów przed nieznanym. Zestawienie danych OTOMOTO oraz danych rynkowych z wynikami Barometru pokazuje, że wraz z dojrzewaniem oferty i większą przejrzystością rynku wtórnego bariery będą stopniowo maleć, a segment używanych EV będzie coraz silniej wspierać rozwój całej elektromobilności w Polsce – komentuje Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe, OLX Group/OTOMOTO.

Co decyduje o wyborze stacji ładowania w podróży?

Wybierając lokalizację ładowania pojazdu, kierowcy BEV równoważą wiele konkurujących potrzeb jednocześnie. Według 58% respondentów, podstawowym kryterium jest cena za kilowatogodzinę (kWh). Równie ważna jest moc ładowania (51%) i bliskość względem wybranej trasy (51%). Największe obawy kierowców dotyczą: długiego czasu ładowania (61%), niedostatecznej liczby punktów ładowania (51%) oraz trudności w znalezieniu stacji (47%). Udogodnienia (toaleta, miejsce do odpoczynku, monitoring) mają znaczenie przy wyborze między porównywalnymi lokalizacjami.

– Wyniki badania jasno pokazują, że kierowcy pojazdów elektrycznych podejmują decyzje o wyborze miejsca ładowania, kierując się przede wszystkim praktycznymi potrzebami: wysoką mocą ładowania oraz wygodnym dostępem do stacji na trasie i ceną. Jednocześnie wciąż obecne są obawy związane z czasem ładowania i dostępnością infrastruktury. To dla nas bardzo cenna wskazówka – potwierdzenie, że rozwój sieci powinien iść w stronę rozwiązań ultraszybkich, niezawodnych i intuicyjnych dla użytkowników. Dlatego konsekwentnie inwestujemy w nowy standard ładowania. Zakończenie projektu Expand-E i uruchomienie 35 hubów ultraszybkich oraz 253 nowych punktów DC o mocach do 400 kW, a także kolejnych 26 szybkich punktów w nowych lokalizacjach, to milowy krok w podnoszeniu komfortu podróży elektrykami w Polsce. Naszym celem jest zapewnienie kierowcom nie tylko najwyższych parametrów technicznych, lecz także pełnej wygody – od łatwego dojazdu, przez przejrzystą ofertę, po udogodnienia, które realnie wpływają na jakość postoju. – mówi Rafał Czyżewski, Prezes GreenWay.

O Barometrze Nowej Mobilności

Barometr Nowej Mobilności, realizowany od 2017 roku, stanowi kompleksowy obraz opinii społecznej na temat preferencji zakupowych pojazdów elektrycznych. Na przestrzeni dziewięciu edycji zebranych zostało łącznie 10 518 ankiet, 1,34 mln danych i zadano ponad 1000 pytań. Partnerami tegorocznej edycji Barometru są: OTOMOTO (Partner Tytularny), GreenWay (Partner Tematyczny), SW Research (Partner Badania) i F5A New Mobility Research and Consulting (Partner Merytoryczny). Pełna wersja raportu będzie dostępna na stronie PSNM (psnm.org) od 22 stycznia 2026 r.

Perspektywy rynku ropy do 2030 r. – narastające napięcia i potencjał wzrostu

  • IEA odchodzi od scenariuszy szybkiego szczytu popytu, co sugeruje, że w dłuższym horyzoncie rynek będzie bardziej napięty. Naturalny spadek wydobycia o 6–8 mb/d rocznie oznacza konieczność stałych inwestycji w nowe źródła ropy.
  • Prognozowana nadwyżka w 2026 r. najpewniej jest zawyżona – obecne ceny nie wskazują na duży ani trwały nadmiar podaży. Wygląda na to, że ewentualne osłabienie będzie przejściowe, a nie wynika ze strukturalnych zmian.
  • Wolne moce produkcyjne maleją, bo Arabia Saudyjska i ZEA działają bliżej swoich limitów, a wzrost wydobycia poza OPEC+, zwłaszcza w USA, wyhamowuje. To sprawia, że rynek staje się bardziej podatny na zmiany cen.
  • Duże koncerny naftowe oraz ETF-y z ekspozycją na sektor energetyczny pozostają atrakcyjnie wycenione dla inwestorów, którzy chcą skorzystać na utrzymujących się napiętych warunkach podażowych – łączą potencjał wzrostu z solidnymi wypłatami.

Rynek ropy wchodzi w rok 2026 z nietypową mieszanką krótkoterminowego spokoju i długoterminowych obaw, tłumaczy John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo Banku. Na pierwszy rzut oka podaż wydaje się wystarczająca: zapasy wzrosły, dynamika popytu osłabła, a część krzywej cenowej jest wystarczająco miękka, by uspokajać inwestorów patrzących przez pryzmat makro. Jednak pod tą powierzchnią narasta wyraźne napięcie strukturalne – świat wciąż potrzebuje dużych wolumenów nowej podaży ropy przez kolejne dekady, a obecne poziomy cen prawdopodobnie nie wystarczają, by skłonić producentów do odpowiednich inwestycji.

To napięcie widać już teraz w sposobie, w jaki rynek wycenia rzekomą nadwyżkę na przyszły rok. Prognoza IEA mówiąca o możliwej nadpodaży rzędu 4 mb/d w 2026 r. wywołała dyskusje, ale trudno znaleźć potwierdzenie tak dużej nadwyżki w faktycznych cenach rynkowych. Gdy na rynku naprawdę jest za dużo ropy, ceny dostaw na późniejsze miesiące zwykle mocno spadają, przez co opłaca się ją magazynować, a zapasy rosną szybko. Teraz jednak układ cen jest w miarę równy i dopiero od października przyszłego roku widać wyraźniejsze spadki cen w dostawach na później. To sugeruje, że choć pierwszy kwartał może być odczuwalnie ciężki – gdy rynek będzie „trawił” zapasową podaż zgromadzoną pod koniec 2025 r. – nie wycenia on strukturalnej nadpodaży. Innymi słowy: czeka nas miękki okres, ale nie powtórka zaburzeń z lat 2020–21.

Znacznie istotniejsza jest jednak zmiana podejścia IEA do popytu. Jeszcze niedawno agencja podkreślała scenariusze, w których globalny popyt na ropę osiągałby szczyt przed 2030 r. Najnowsza długoterminowa prognoza to wyraźne odejście od tej narracji: jeśli nie zostaną wdrożone wyjątkowo agresywne działania polityczne, światowy popyt ma rosnąć dobrze po 2040 r., a potencjalnie nawet zbliżać się do 2050 r. Ta rewizja jest kluczowa, ponieważ zmusza rynek do pogodzenia dwóch faktów: świat nadal zużywa ok. 102–103 mb/d, a istniejące złoża kurczą się w tempie 6–8 mb/d rocznie.

To tempo wyczerpywania zasobów jest najsilniejszą siłą na rynku, a zarazem zdecydowanie najmniej docenianą. W praktyce oznacza ono, że globalny sektor musi co kilka lat zastępować „nową Arabię Saudyjską”, tylko po to, by utrzymać produkcję na stałym poziomie. Patrząc przez taki pryzmat, wizja przyszłej nadwyżki wydaje się coraz bardziej krucha. W istocie MAE przewiduje ogromny i szybki spadek podaży na początku lat 30., jeśli branża nie zainwestuje szacunkowo 500 miliardów dolarów rocznie jedynie po to, by utrzymać obecny poziom wydobycia. Ta luka jest sednem długoterminowej historii cen: jeśli rynek nie będzie dziś wynagradzał inwestycji, jutro będzie zmuszony zmierzyć się z niedoborami.Rezerwy mocy produkcyjnych

Rezerwy mocy produkcyjnych dają dziś jedynie ograniczone poczucie bezpieczeństwa. Arabia Saudyjska i ZEA pozostają jedynymi dużymi producentami zdolnymi szybko zwiększyć wydobycie, a i one działają już bliżej podniesionych pułapów swoich możliwości, co naturalnie uszczupla dostępny bufor. Prawdziwa wrażliwość rynku ujawnia się jednak wtedy, gdy spowalnia produkcja poza OPEC+, zwłaszcza w obu Amerykach. Brazylia i Gujana były w ostatnich latach kluczowymi motorami wzrostu, ale ich projekty w końcu wejdą w fazę dojrzałą, podczas gdy amerykańska ropa łupkowa – stabilna na poziomie ok. 10,6 mb/d – zaczyna wykazywać oznaki wypłaszczenia trendu.

To istotne, ponieważ przez ostatnią dekadę łupki pełniły rolę globalnego dostawcy „just-in-time”. Jeśli ta funkcja wygaśnie, cały system stanie się bardziej zależny od wąskiej grupy producentów, a tym samym bardziej podatny na sygnały cenowe. Wzrost produkcji o około 360 kb/d w ostatnim roku raczej się nie powtórzy. EIA oczekuje, że całkowite wydobycie w USA w 2026 r. się wypłaszczy, a w mojej ocenie może nawet zacząć spadać, jeśli WTI pozostanie przez kolejny rok na poziomie poniżej 60 USD.

Tzw. „dzikie karty” – Iran, Rosja i Wenezuela – niewiele wnoszą do poprawy bilansu. Rosję ograniczają sankcje, utrudniony dostęp do technologii oraz spadająca produktywność upstreamu. Wenezuela dysponuje ogromnymi zasobami, lecz brakuje jej infrastruktury, stabilności politycznej i kapitału, by w najbliższym czasie znacząco odbudować wydobycie. Iran jest jedynym producentem z realnym potencjałem wzrostu – w przeszłości osiągał poziomy bliskie 3,8 mb/d wobec ok. 3,4 mb/d obecnie. Nawet jeśli odzyskałby tę zdolność, dodatkowe wolumeny byłyby skromne względem rocznego tempa naturalnego spadku wydobycia, nie wspominając o średnioterminowych perspektywach popytu.

Wszystkie te czynniki sprawiają, że 2026 r. nie zapowiada się jako czas wygodnej nadwyżki, lecz raczej jako moment, w którym zaczynają się ujawniać sygnały przyszłego zacieśnienia rynku. Przejściowy spadek cen w I kwartale nie byłby zaskoczeniem, lecz stanowiłby raczej krótkoterminowy szum niż zapowiedź trwałej równowagi. Strukturalna rzeczywistość jest jasna: świat będzie potrzebował stałych inwestycji, by uniknąć deficytu podaży na początku lat 30., a te inwestycje pojawią się tylko wtedy, gdy ceny będą wystarczająco wysokie, by uzasadnić projekty o długim cyklu.

Rynek stoi więc przed wyborem jednej z dwóch dróg. Albo pozwoli cenom stopniowo się umacniać – wspierając odwierty, rozbudowę segmentu upstream i projekty długoterminowe niezbędne w nadchodzącej dekadzie – albo zaryzykuje znacznie gwałtowniejsze wzrosty cen później, gdy dominującą siłą stanie się niedobór. Nawet przy krótkotrwałej nadwyżce, odkładanie inwestycji tylko pogłębia przyszłe zacieśnienie. Kluczowa teza nie brzmi więc: „w 2026 r. grozi nam nadpodaż”, lecz: „by sprostać przyszłemu popytowi, potrzebne jest utrzymanie wyższych cen”. Im szybciej rynek wyśle taki sygnał cenowy, tym niższy będzie docelowy szczyt cen. Chaotyczny skok notowań ropy nie służy nikomu – nawet producentom, którzy polegają na niej jako głównym źródle przychodów – bo przyspiesza zwrot w stronę alternatyw, zaostrza warunki finansowe i zwiększa ryzyko powrotu presji inflacyjnej przy jednoczesnym spowolnieniu wzrostu.handel ropa

Handel w warunkach długoterminowego „ściśnięcia”: jak pozycjonować się pod wyższe ceny ropy

Dla inwestorów chcących zająć pozycję pod strukturalnie wyższe ceny ropy, zintegrowane koncerny naftowe pozostają najbardziej bezpośrednią i płynną ścieżką. Sektor wciąż notowany jest przy umiarkowanych wycenach względem szerokiego rynku akcji, a mnożniki zysków nadal odzwierciedlają scenariusz, w którym długoterminowy popyt na ropę stoi w miejscu. Odejście MAE od narracji o szybkim osiągnięciu szczytu popytu podważa tę tezę, a połączenie niskich wycen ze znacznymi wolnymi przepływami pieniężnymi sprawia, że koncerny te stają się naturalnymi beneficjentami środowiska wyższych cen.

Pięciu największych zintegrowanych producentów – ExxonMobil, Chevron, Shell, BP i TotalEnergies – oferuje zdywersyfikowaną ekspozycję na segment wydobywczy, przerobowy oraz aktywa niskoemisyjne. Ich działalność upstream zapewnia dźwignię na rosnących cenach surowca, podczas gdy segmenty rafineryjne i marketingowe stabilizują wyniki. Przy zdyscyplinowanych nakładach inwestycyjnych oraz nacisku na dywidendy i skup akcji własnych, spółki te są dobrze przygotowane na scenariusz umacniania się cen ropy zgodnie z długoterminowymi trendami strukturalnymi.

Dla szerszej ekspozycji warto rozważyć ETF-y z sektora energetycznego. XLE i IOGP dają dostęp do dużych zintegrowanych spółek i segmentu wydobywczego, a XOP stanowi bardziej dynamiczną alternatywę, obejmującą firmy zajmujące się poszukiwaniem i wydobyciem ropy. Instrumenty te oferują zdywersyfikowaną, płynną ekspozycję na sektor, który pozostaje atrakcyjnie wyceniony zarówno względem historycznych norm, jak i innych branż powiązanych z surowcami.

Jeżeli rynek przesunie się w kierunku wyższego i trwalszego reżimu cenowego – zgodnie z sygnałami płynącymi z fundamentów podaży i popytu – akcje z sektora energetycznego mogą stanowić zrównoważony sposób uczestnictwa w tym trendzie, łącząc dochód z ekspozycją na strukturalnie bardziej napięty rynek ropy.

Motoryzacja stoi u progu przełomu – nowe baterie mogą podwoić zasięg aut elektrycznych i skrócić ładowanie do 10 minut

Prace nad technologiami mającymi stanowić przełom na rynku motoryzacyjnym – jak np. napęd wodorowy czy ogniwa paliwowe – cały czas trwają, jednak rozwiązania te nadal zmagają się z wieloma ograniczeniami. Obecnie jednak stoimy u progu największej transformacji od dekad – technologii ogniw ze stałym elektrolitem (SSB), likwidującej bariery zasięgu i czasu ładowania. Wyposażone w nie samochody mogą trafić na drogi już za 2-3 lata. Wpływ nowej technologii na przyszłość rynku samochodów nowych i używanych komentuje Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska.

Polski rynek motoryzacyjny jest zdominowany przez auta używane, wśród których pojazdy z napędem elektrycznym i hybrydowym stanowią jedynie 4 proc., jak wskazuje analiza bazy danych CARFAX, obejmującej ponad 23 mln używanych samochodów w Polsce. Pod względem rejestracji nowych elektryków zajmujemy obecnie jedno z ostatnich miejsc w Europie. W ubiegłym roku sprzedaż nowych pojazdów z napędem elektrycznym w segmencie aut osobowych spadła o 3 proc. 

Kwadrans ładowania na 500 km jazdy – nadchodzi rewolucja w elektrykach
Wielu kierowców wciąż patrzy na elektromobilność przez pryzmat politycznych nakazów czy unijnych dyrektyw, a sceptycyzm wobec aut elektrycznych (BEV) wynika głównie z ograniczeń dzisiejszej technologii litowo-jonowej. Baterie z płynnym elektrolitem są ciężkie i mają ograniczenia termiczne. Jednak motoryzacja stoi u progu przełomu, który całkowicie zmieni zasady gry – największe koncerny są już w zaawansowanej fazie testów technologii Solid State Battery (SSB), czyli ogniw ze stałym elektrolitem. Podczas niedawnego Japan Mobility Show Toyota zapowiedziała, że w ciągu 2-3 lat wprowadzi takie akumulatory do swoich samochodów. 

Ogniwa ze stałym elektrolitem przyjmują energię znacznie szybciej, nie przegrzewając się tak, jak obecne konstrukcje, i oferują znacznie wyższą gęstość energii. Bateria o tych samych rozmiarach, co dzisiejsza, pozwoli przejechać dwa razy dłuższy dystans, będąc przy tym lżejszą i bezpieczniejszą (brak ryzyka wycieku i zapłonu), a uzupełnienie energii na kolejne 400-500 km zajmie 10-15 minut.

Nowe technologie wymuszą logiczną segmentację rynku, którą powoli zaczynamy dostrzegać już dziś: auta miejskie nie potrzebują akumulatora wystarczającego na 600 km, który niepotrzebnie winduje ich cenę i masę. Dzięki wydajnej infrastrukturze i szybkiemu ładowaniu małe auto z lekką baterią stanie się tanim środkiem transportu na co dzień. Z kolei najnowsze ogniwa o najwyższej gęstości, oferujące realne zasięgi rzędu 800-1000 km, trafią do segmentów krążowników autostradowych, pozwalając na pokonywanie tras między krajami. Nowa generacja baterii może sprawić też, że kilkuletnie auto elektryczne mogłoby nie być istotnie gorsze od nowego, co zatrzyma drastyczne spadki cen i przywróci opłacalność kupowania elektryków również na potrzeby flot, co z kolei może mieć wpływ na ich obecność na rynku wtórnym. 

Silnik przyszłości – cichy i tańszy w naprawie

Z perspektywy inżynieryjnej silnik elektryczny, w porównaniu do spalinowego, jest genialny w swojej prostocie. Ma mało części ruchomych, brak w nim rozrządu, turbin, filtrów DPF i brak w nim skomplikowanej skrzyni biegów. Dla użytkownika oznacza to rzadsze i tańsze wizyty w serwisie, a dla producenta – większą opłacalność produkcji i zwrot z inwestycji w rozwiązania elektromobilności. 

Warto też pamiętać o tym, że z biegiem lat konsumenci stają się też coraz bardziej wymagający w kwestii komfortu. Samochód elektryczny oferuje coś, co w świecie spalinowym jest zarezerwowane tylko dla topowych limuzyn – ciszę i brak wibracji. Kiedy użytkownik raz przyzwyczai się do „elektrycznej ciszy”, powrót do wibrującego diesla czy nawet nowoczesnej benzyny często jest odbierany jako drastyczny spadek komfortu. Tak jak nie chcemy wracać do telefonów z klawiaturą, tak nie będziemy chcieli wracać do hałasu.

Najprawdopodobniej przesiądziemy się więc do aut elektrycznych nie z przymusu, ale z pragmatyzmu. Gdy znikną bariery zasięgu i czasu ładowania (co jest kwestią najbliższych lat), przewagi elektryków w komforcie, kosztach eksploatacji i dynamice staną się miażdżące. Silnik spalinowy pozostanie rozwiązaniem dla pasjonatów i aut kolekcjonerskich, ale w codziennym transporcie przegra z fizyką i ekonomią, nawet gdy myślimy o transporcie ciężkim. 

Cały czas trwają prace również nad innymi nowymi technologiami z dziedziny motoryzacji – napędem wodorowym, ogniwami paliwowymi czy panelami słonecznymi. Jak na razie jednak żadne z tych rozwiązań nie znajduje się w fazie rozwoju pozwalającej na wdrożenie ich do powszechnego użytku, a każda z tych technologii boryka się z ograniczeniami takimi jak nadmierne skomplikowanie dystrybucji czy ekstremalnie wysokie koszty. Warto jednak śledzić postępy w tych dziedzinach, ponieważ mogą one doprowadzić do kolejnych przełomów na rynku. 

Decyzja Fed niemal pewna, ale dalsze luzowanie pod znakiem zapytania

Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych podejmie dziś decyzję o wysokości stóp procentowych. Choć decyzja o obniżce wydaje się przesądzona (ponad 87% prawdopodobieństwo), to jednak przyszłość dalszego luzowania polityki monetarnej pozostaje niepewna. Przyczyną są zarówno utrzymująca się inflacja, jak i podzielone stanowiska wewnątrz samego banku centralnego.

Po serii cięć, które łącznie wyniosły 1,5 punktu procentowego na przestrzeni ostatnich 15 miesięcy, obecny poziom stóp procentowych zbliża się do tzw. poziomu neutralnego – takiego, który nie stymuluje ani nie hamuje wzrostu gospodarczego. Część członków Fed twierdzi, że ten punkt został już osiągnięty, co rodzi obawy, że kolejne obniżki mogłyby nadmiernie pobudzić gospodarkę i utrudnić walkę z inflacją.

Sytuację dodatkowo komplikuje brak aktualnych danych makroekonomicznych, będący skutkiem październikowego zamknięcia administracji federalnej. Z tego powodu najnowsze informacje o sytuacji na rynku pracy pojawią się dopiero 16 grudnia, a dane o inflacji dwa dni później. W rezultacie prezes Fed Jerome Powell, podczas dzisiejszej konferencji prasowej, nie będzie w stanie jasno zarysować przyszłej ścieżki polityki pieniężnej. Rozbieżności w opiniach członków Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) są bowiem zbyt duże, by możliwe było wypracowanie spójnego przekazu.

Wśród członków komitetu najprawdopodobniej pojawią się głosy sprzeciwu wobec kolejnej obniżki. Jeff Schmid i Alberto Musalem mogą opowiedzieć się za utrzymaniem obecnego poziomu stóp, natomiast Stephen Miran rozważać będzie bardziej agresywne cięcie, sięgające 50 punktów bazowych.

Nowe projekcje gospodarcze, które zostaną przedstawione wraz z decyzją Fed, mogą wskazywać na lekką korektę w górę prognoz wzrostu gospodarczego na 2025 rok oraz nieco niższą inflację na koniec roku. Oczekuje się także niewielkiego wzrostu bezrobocia w przyszłym roku, choć sytuacja na rynku pracy pozostaje względnie stabilna. W listopadzie liczba ogłoszonych zwolnień spadła, choć niektóre duże firmy, jak Amazon czy Verizon, nadal planują redukcję zatrudnienia. Konsumpcja, mierzona poziomem wydatków gospodarstw domowych, we wrześniu pozostała bez większych zmian. Jednocześnie inflacja, mierzona preferowaną przez Fed miarą, wzrosła do poziomu 2,8%, co wciąż przekracza cel inflacyjny wynoszący 2%.

Napięcia wokół decyzji Fed dodatkowo podgrzewa sytuacja polityczna. Inwestorzy z uwagą śledzą doniesienia z obozu Donalda Trumpa, który wkrótce ma ogłosić swojego kandydata na stanowisko prezesa Rezerwy Federalnej. Obecna kadencja Jerome’a Powella kończy się w maju, a wśród potencjalnych następców faworytem jest Kevin Hassett – doradca ekonomiczny Białego Domu. Wszystko to sprawia, że najbliższe miesiące będą kluczowe nie tylko dla dalszego kierunku polityki pieniężnej, ale i dla ogólnej oceny kondycji amerykańskiej gospodarki.

Polski rynek dóbr luksusowych odporny na spowolnienie

Globalny rynek dóbr luksusowych wyhamowuje po latach rekordowych wzrostów, jednak Polska pozostaje wyjątkiem. Według danych Euromonitor International rynek dóbr luksusowych w Polsce ma urosnąć o 7,7% w 2025 roku i kontynuować trend wzrostowy w kolejnych latach, podczas gdy globalnie zmaga się ze skutkami agresywnej polityki cenowej – od 2019 roku ceny dóbr luksusowych wzrosły średnio o 54%. Jednocześnie sektor charakteryzuje się silną polaryzacją – mniej niż 2% najbogatszych klientów odpowiada już za blisko 40% przychodów całej branży. Z raportu KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025” wynika także, że 64% profesjonalistów z branży deklaruje korzystanie z AI do rozwoju biznesu, jednak tylko 31% czuje się z tą technologią w pełni komfortowo.

Rok 2024 przyniósł w ujęciu globalnym pierwsze od czasów pandemii spadki sprzedaży w większości kategorii rynku dóbr luksusowych. Z wyjątkiem ultra-luksusowych zegarków i biżuterii dla najbogatszych klientów, wszystkie segmenty odnotowały gorsze wyniki. Główną przyczyną jest strategia cenowa ostatnich lat, która doprowadziła do zjawiska określanego mianem „luxury fatigue” – zmęczenia luksusem. To efekt galopujących cen przy braku adekwatnej wartości dodanej, co zaczęło zniechęcać klientów, podważać relację między ceną a wartością oraz wzmacniać migrację konsumentów do rynku wtórnego i segmentu premium.

Raport wskazuje, że połączenie wysokich cen, wymagających oczekiwań klientów oraz zmian pokoleniowych powoduje większą niż dotąd polaryzację rynku. Najbardziej zamożna grupa klientów – stanowiąca mniej niż 2% ogółu – odpowiada za blisko 40% przychodów marek luksusowych i jednocześnie wykazuje się najmniejszą wrażliwością na zmiany koniunktury. Marki z kolei wzmacniają relacje z tą grupą klientów, rozwijając wysoko spersonalizowane salony, organizując prywatne pokazy oraz tworząc atelier dostępne wyłącznie na zaproszenie, a także ekskluzywne przestrzenie, takie jak Apartment Louis Vuitton w Singapurze.

Branża stoi dziś przed istotnymi wyzwaniami – czy obecne spowolnienie ma charakter cykliczny, czy strukturalny? Kluczowe jest to, jak marki wykorzystają ten okres przejściowy, by wzmocnić fundamenty działalności i przygotować się do kolejnej fazy wzrostu. W perspektywie krótkoterminowej marki muszą na nowo przemyśleć strategię cenową, która w ostatnich latach była jednym z głównych motorów wzrostu. Dane pokazują, że od 2019 roku ceny wiodących produktów wzrosły średnio o 54% (przy skumulowanej inflacji dwa razy niższej), a 80% wzrostu wartości rynku w latach 2019–2023 wynikało właśnie z podwyżek cen, nie ze wzrostu wolumenów sprzedaży. Ta strategia przestaje dziś przynosić oczekiwane efekty, co wymusza poszukiwanie nowych narzędzi budowania wartości i konkurencyjności, zarówno przez innowacje, jak i powrót do DNA marki – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Europie Środkowo-Wschodniej.

Polska odporna na globalne spowolnienie

Podczas gdy zachodnie rynki przeżywają wyraźne spowolnienie, Polska wyróżnia się ponadprzeciętną odpornością. Według danych Euromonitor International rynek dóbr luksusowych w Polsce ma urosnąć o 7,7% w 2025 roku oraz o 6,4% w 2026 roku, co plasuje nas wśród najszybciej rozwijających się rynków w Europie.

Polski rynek dóbr luksusowych utrzymuje stabilny wzrost, przyciąga nowe marki i inwestycje, a kategoria experiential luxury rozwija się w tempie przekraczającym 9% rocznie. Buduje się również społeczność świadomych i wymagających konsumentów. Ta dynamika wynika z relatywnie niższej niż na Zachodzie penetracji rynku przy jednoczesnym stabilnym wzroście populacji najzamożniejszych konsumentów oraz ekspansji klasy średniej, która coraz częściej może sobie pozwolić na dostęp do luksusu w segmencie affordable luxury – komentuje Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Dodatkowo Polska korzysta na rosnącym ruchu turystycznym – m.in. ponad 6 mln przyjazdów z Niemiec w 2025 roku – co wzmacnia popyt na usługi hotelowe, gastronomiczne i segment premium beauty.

Powrót do korzeni – dziedzictwo, rzemiosło i doświadczenie

Jednym z najważniejszych trendów jest powrót do dziedzictwa, rzemiosła i kultowych produktów. Wiele marek skupia się na tym, co stanowiło podstawę ich pozycji. Burberry odświeża swoje butiki i eksponuje „scarf bars” z kultowymi szalikami. Louis Vuitton zwiększa udział małej galanterii skórzanej. Cartier odświeża kolekcję Juste un Clou z lat 70., a Bvlgari reinterpretował linię Serpenti, nadając jej współczesny charakter. Przykładem z polskiego rynku jest marka Zofia Chylak, która rozwija linię Heritage, czerpiąc z polskiego folkloru i współpracując z rzemieślnikami i muzeami, by odtworzyć tradycyjne techniki koronkarstwa.

Konsumenci – szczególnie młodsi – coraz częściej wolą wydać pieniądze na wyjątkowe doświadczenia niż na kolejne produkty. Dlatego marki inwestują w personal shopping, zamknięte pokazy, warsztaty i immersyjne koncepty.

LVMH rozwija hotele Belmond i Cheval Blanc, Bvlgari otwiera luksusowe obiekty w kluczowych metropoliach i kurortach, a Saint Laurent buduje obecność w świecie filmu otwierając pierwszą spółkę producencką należącą do domu mody.

W Polsce rośnie zainteresowanie eventami butikowymi, pre-openingami oraz usługami bespoke, które łączą zakupy z doświadczeniem premium.

Sztuczna inteligencja wchodzi na salony

Dla 57% firm z branży dóbr luksusowych innowacyjność odgrywa kluczową rolę w strategii. Na poziomie priorytetów strategicznych 53% firm wskazuje wzmacnianie lojalności poprzez spersonalizowane doświadczenia. 31% celuje w klientów Premium i VIC („Very Important Clients”) jako mniej wrażliwych na wahania ekonomiczne.

Jednym z najsilniej rozwijających się obszarów są technologie oparte na sztucznej inteligencji. Według badania przeprowadzonego na potrzeby raportu, 64% firm z branży korzysta z AI, choć większość ocenia wdrożenia jako wczesny etap. Niemal co trzecia (31%) czuje się z tą technologią w pełni komfortowo, ale już 9 na 10 jest przekonanych, że AI odegra kluczową rolę w przyszłości.

W praktyce AI wspiera już cały łańcuch wartości – od prognozowania popytu i optymalizacji zapasów, przez zwiększanie efektywności operacyjnej, po usprawnienie procesów kreatywnych i tworzenie wirtualnych prototypów, co skraca czas projektowania i ogranicza zużycie materiałów. 72% profesjonalistów z branży deklaruje pozytywny wpływ AI na sprzedaż i zaangażowanie klientów, a 22% zauważa jej znaczący wpływ na personalizację rekomendacji i wzrost konwersji.

W raporcie przywołano przykład marki Chanel, która w kampanii nowego zapachu wykorzystała algorytmy do przygotowania zindywidualizowanych treści – od immersyjnych wideo po personalizowany storytelling. Efektem był wzrost zaangażowania o 45% i sprzedaży online o 30%. W produkcji AI generuje warianty produktów na podstawie archiwów marki, a w logistyce Kering zmniejszył nadmierne zapasy o 30%.

Luksus i zrównoważony rozwój

Rośnie znaczenie zrównoważonego rozwoju, zwłaszcza dla pokolenia Gen Z, które oczekuje pełnej transparentności, certyfikacji materiałów, redukcji emisji i konsekwentnych działań, a nie tylko deklaracji. W konsekwencji dla wielu marek ESG nie jest już jedynie odpowiedzią na oczekiwania klientów, lecz narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej oraz redukcji kosztów operacyjnych w długim terminie. Branża intensywnie rozwija rozwiązania oparte na projektowaniu cyrkularnym, alternatywnych materiałach, technologiach przyjaznych środowisku czy niskoemisyjnych modelach transportu, w tym wykorzystanie statków żaglowych do przewozu towarów pomiędzy Europą a USA (LVMH), co pozwala ograniczyć emisję CO₂ nawet o 80–90% w porównaniu z tradycyjną żeglugą.

Trendy na rynku wtórnym

Rynek vintage luxury stale rośnie i był wart 48 mld euro w 2023 roku, stanowiąc już około 10% wartości całego rynku dóbr luksusowych W sektorze zegarków liczba osób gotowych kupować modele pre-owned podwoiła się między 2020 a 2024 rokiem. Kultowa torebka Birkin od Hermès osiąga na rynku wtórnym średnio 250% pierwotnej ceny, co podtrzymuje, a nawet wzmacnia prestiż marki.

Mimo to jedynie 7% respondentów badania uważa ten segment za kluczowy dla przyszłego rozwoju swojej marki, a 51% nie uwzględnia go w swoich planach biznesowych. 42% deklaruje zainteresowanie, choć bez jasnych modeli wdrożenia.

O raporcie:

Raport KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025” prezentuje pogłębioną analizę globalnego rynku dóbr luksusowych, obejmując zarówno dane ilościowe, jak i jakościowe perspektywy liderów branży. Publikacja powstała w oparciu o badanie przeprowadzone we współpracy z Instytutem Potloc, które objęło 180 specjalistów reprezentujących różne segmenty sektora – od mody i akcesoriów, przez biżuterię i zegarki, po alkohol luksusowy. Opracowanie łączy analizę danych rynkowych z oceną zmian zachodzących w zachowaniach konsumentów, strategiach marek oraz czynnikach makroekonomicznych wpływających na kondycję branży, dostarczając kompleksowego obrazu stojących przed nią wyzwań i kierunków rozwoju.

Amazon zainwestuje ponad 35 mld dolarów w Indiach do 2030 roku

0

Amazon zapowiedział, że do 2030 roku zainwestuje w Indiach ponad 35 miliardów dolarów.

Zapowiedź Amazona pojawia się w momencie wyraźnego przyspieszenia inwestycji największych firm technologicznych w Indiach. Dzień wcześniej Microsoft ogłosił plan zainwestowania 17,5 miliarda dolarów w ciągu czterech lat w rozwój infrastruktury chmurowej i AI, co stanowi największą inwestycję tej spółki w Azji. W październiku Google zapowiedział z kolei przeznaczenie 15 miliardów dolarów na budowę swojego pierwszego centrum sztucznej inteligencji w Indiach, w stanie Andhra Pradesh. Skala tych deklaracji potwierdza, że Indie stają się kluczowym rynkiem w globalnym wyścigu o dominację w obszarze AI i chmury obliczeniowej, zwłaszcza że do końca 2025 roku liczba użytkowników internetu w kraju ma przekroczyć 900 milionów.

Do 2030 roku firma zamierza stworzyć około miliona dodatkowych możliwości zatrudnienia – obejmujących miejsca pracy bezpośrednie, pośrednie, sezonowe i indukowane – oraz czterokrotnie zwiększyć skumulowaną wartość eksportu e-commerce realizowanego przez indyjskich sprzedawców, z 20 do 80 miliardów dolarów. Spółka planuje także dotrzeć z rozwiązaniami AI do 15 milionów małych firm oraz zapewnić edukację z zakresu sztucznej inteligencji czterem milionom uczniów szkół publicznych poprzez programy nauczania i praktyczne projekty.

Amazon jest obecnie największym zagranicznym inwestorem w Indiach.

Cena decyduje: 6 na 10 Polaków rozważy zakup chińskiego samochodu

  • W ostatnich miesiącach na polskich drogach coraz częściej pojawiają się auta z logiem chińskich producentów.
  • Według tegorocznej edycji raportu Santander Consumer Multirent „Za kółkiem chińskiego auta”, 3 proc. Polaków wskazało na samochód marki chińskiej, jako swój preferowany wybór w porównaniu do zaledwie 0,5 proc. rok wcześniej.
  • Natomiast gdyby pojazd pochodzący z Państwa Środka był o 25-30 proc. tańszy od wybranego przez nich modelu innego producenta, już sześciu na dziesięciu respondentów rozważyłoby jego zakup.
  • Wśród deklarowanych metod płatności za nowe auto wciąż dominuje gotówka. Z kolei zakup za kredyt stracił na popularności, przy jednoczesnym wzroście wskazań na wykorzystanie oszczędności oraz leasing.

Polski rynek samochodów przechodzi intensywną transformację. Rosnące ceny aut, rozwój technologii i większa świadomość konsumentów sprawiają, że kierowcy poszukują rozwiązań łączących niezawodność, atrakcyjną cenę i niskie koszty eksploatacji. W ofercie pojawia się coraz więcej modeli elektrycznych i hybrydowych, a producenci z Azji – w tym z Chin – stają się coraz bardziej widoczni. Przyciągają uwagę bogatym wyposażeniem i dynamicznym tempem rozwoju. Trendy te prowadzą do większej otwartości na testowanie nowych marek, choć wciąż kluczowe są kwestie praktyczne: dostęp do serwisu, jakość wykonania i pewność zakupu. To właśnie te czynniki mają największy wpływ na decyzje podejmowane przez kupujących.

Europejskie marki pozostają pierwszym wyborem

Wyniki raportu Santander Consumer Multirent „Za kółkiem chińskiego auta” jasno wskazują, że dominujący segment to samochody europejskie, wskazane przez 46 proc. Polaków jako preferowane. Jest to spadek o 3 p.p. względem wyników ubiegłorocznej edycji badania. Znaczną grupę stanowią także zwolennicy marek japońskich (26 proc.), co pokazuje, że zaufanie do producentów o ugruntowanej pozycji nadal odgrywa kluczową rolę. Auta koreańskie i amerykańskie jako deklarowane wybrało odpowiednio 4 proc. i 6 proc. respondentów. Z kolei aż 15 proc. badanych nie potrafi jednoznacznie określić swoich preferencji. W przypadku pojazdów z Chin, jeszcze w edycji badania z 2024 roku zdecydowałoby się na nie zaledwie 0,5 proc. Polaków. Tymczasem w tegorocznej ankiecie marki chińskie wskazało już 3 proc. respondentów – to sześciokrotny wzrost zainteresowania rok do roku.  Dane rynkowe pokazują jednak, że preferencje to jedno, a rzeczywisty wybór, na który wpływ ma wiele czynników, takich jak chociażby cena to odmienna kwestia. Zgodnie z danymi SAMAR za październik br. producenci z Chin sprzedali największą do tej pory liczbę samochodów i pod względem udziału w rynku osiągnęli rekordowy poziom 10 proc.

Co Polacy chcą sprawdzić w chińskich samochodach?

Jeśli kierowcy mieliby testować chiński samochód przez miesiąc, kluczowe byłyby najbardziej praktyczne kwestie. Serwis i dostępność części to priorytet dla niemal połowy (49 proc.) badanych. Odzwierciedla to największą obawę wobec nowych marek – ryzyko problemów eksploatacyjnych. Na kolejnych miejscach znalazły się jakość wykonania (39 proc.) oraz komfort jazdy (38 proc.). Zasięg i ekonomia jazdy wskazywane były przez blisko jedną trzecią (30 proc.), a dostępne technologie przez 13 proc. Polaków. Natomiast opinie znajomych miały minimalne znaczenie (4 proc.).

Kierowcy podchodzą do użytkowania chińskich pojazdów pragmatycznie. Nowe marki mogą zyskać ich zaufanie wtedy, gdy udowodnią, że są nie tylko atrakcyjne cenowo, ale również niezawodne i łatwe w serwisowaniu.

Finansowanie zakupu

Zakup samochodu Polacy najczęściej finansują ze środków własnych – w tegorocznej edycji badania, tak samo jak przed rokiem, gotówkę wskazało 33 proc. respondentów. Oszczędności wybrało 28 proc., w porównaniu do 24 proc. w 2024 r. co pokazuje wzrost o 4 p.p. Zewnętrzne finansowanie w postaci kredytu to wybór 17 proc. uczestników aktualnego badania, podczas gdy rok wcześniej było to 24 proc.  Leasing natomiast wybiera co dziesiąty ankietowany, czyli o 3 p.p. więcej niż rok temu, gdy ten odsetek wynosił 7 proc., co stanowi istotny wzrost. Dane z badania uwzględniają jednak szeroką perspektywę wszystkich użytkowników samochodów – zarówno posiadaczy aut nowych, jak i używanych oraz prywatnych i firmowych. Statystyki rynkowe jeszcze mocniej pokazują rosnącą popularność leasingu – aktualnie jego udział we wszystkich rejestracjach nowych pojazdów to ponad 30 proc.

Trzydziesto- i pięćdziesięciolatkowie są wyraźnie bardziej zainteresowani nowymi, chińskimi markami – odpowiednio 7 proc. oraz 6 proc. wskazań. Z kolei najmłodsi kierowcy najczęściej wskazują samochody europejskie (51 proc.) – komentuje Maciej Wytwicki Dyrektor ds. Kluczowych Klientów z Santander Consumer Multirent. – W kwestii wybieranych metod płatności za pojazd, aż 45 proc. najmłodszych respondentów wskazało oszczędności, podczas gdy trzydziestolatkowie i seniorzy powyżej 60 r.ż. częściej sięgają po kredyt (po 19 proc.), osoby w wieku 50-59 lat decydują się na zakup za gotówkę (40 proc.), natomiast czterdziestolatkowie korzystają z leasingu (17 proc.). W tej grupie wiekowej tyle samo osób wskazało kredyt. Warto jednak pamiętać, że jak wynika z danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów to pojazdy z rynku wtórnego wciąż są najczęstszym wyborem Polaków – dodaje.

Cena może zmienić układ sił

Trzy piąte (60 proc.) badanych rozważyłoby zakup chińskiego samochodu, jeśli jego cena byłaby niższa o 25-30 proc. od porównywalnego modelu produkowanego w innym kraju. Największe poparcie – 41 proc. – uzyskała odpowiedź „raczej tak”, a „zdecydowanie tak” zadeklarowało 19 proc. Nie zdecydowałaby się na to jedna czwarta Polaków, a 16 proc. nie ma sprecyzowanej opinii na ten temat.

Ostatnie 12 miesięcy pokazuje wśród polskich kierowców wzrost zainteresowania chińskimi samochodami. Dla osób, które są otwarte na testowanie nowych marek pojazdów, leasing może okazać się dobrą opcją, aby uniknąć angażowania znaczących nakładów finansowych na start.  Z niskimi kosztami początkowymi i możliwością wyboru stałej raty przez cały okres finansowania oraz szeroki pakiet ubezpieczenia OC/AC/NNW, Assistance, a także GAP i LIFE. Opcja leasingowania pojazdów jest dobrym rozwiązaniem nie tylko dla osób, które są otwarte na nowinki motoryzacyjne, ale również dla tych, którzy nie są do końca przekonani i zapewnia możliwość częstszej wymiany aut na nowe modele – podkreśla Maciej Wytwicki Dyrektor ds. Kluczowych Klientów  z Santander Consumer Multirent.

Badanie zostało zrealizowane na zlecenie Santander Consumer Multirent metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI), przeprowadzonych przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) w dniach 16 – 28 października 2025 r. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa dorosłych Polaków posiadających prawo jazdy. Próba n = 1000.

Rosnące koszty danych zmuszają firmy do zwrotu w stronę open source

Niespotykane w dotychczasowej historii tempo rozwoju technologii otworzyło przed organizacjami zupełnie nowe możliwości, jednocześnie przynosząc wyzwania, na które nie każda firma była gotowa. Cyfrowa ewolucja, która jest efektem krajowych i unijnych strategii rozwoju oraz oczekiwań konsumentów, sukcesywnie zmienia sposób funkcjonowania biznesu, również w zakresie gromadzenia i przetwarzania danych. Według szacunków Statisty ilość utworzonych i zebranych danych jest aktualnie niemal 3 razy większa niż w 2020 roku. Co więcej, wartość ta od kilku lat systematycznie rośnie o 22-23 proc. rocznie.[1] Rozwiązania stosowane przez organizacje muszą być zatem coraz bardziej wydajne i elastyczne, co z kolei przekłada się na wzrost kosztów. To jeden z powodów, dla których firmy inwestują środki i zasoby w otwarte bazy i technologie danych.

Open source sposobem na koszty przetwarzania danych?

Open source otwiera organizacjom zupełnie nowe możliwości w zakresie różnych technologii, jednak część z nich cieszy się dużo większym zainteresowaniem od pozostałych. Według badań z 2025 roku co trzecia firma inwestuje najwięcej swoich środków i zasobów w bazy i technologie danych[2]. To więcej niż w przypadku technologii DevOps (21 proc.), systemów operacyjnych (20 proc.) czy narzędzi z obszaru cyberbezpieczeństwa (12 proc.). Jedyną opcją, którą wskazało więcej osób, były technologie chmurowe i kontenerowe (niemal 40 proc. odpowiedzi), jednak jeszcze rok temu w rozwiązania te inwestowano mniej zasobów i pieniędzy niż w technologie i bazy danych.

Jak wskazuje Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska, wzrost zainteresowania otwartymi bazami i technologiami danych wynika przede wszystkim ze zmian, które od kilku lat zachodzą na świecie.

Ilość gromadzonych danych stale rośnie, a trend ten został dodatkowo przyspieszony wskutek rozwoju sztucznej inteligencji, a wcześniej – transformacji cyfrowej spowodowanej lockdownem. Organizacje potrzebują danych, by rozwijać swoje usługi, ulepszać procesy oraz podejmować właściwe decyzje biznesowe. Do osiągnięcia tych celów nie wystarczy sam fakt posiadania zasobów – konieczne jest ich efektywne wykorzystanie. Mowa między innymi o wydajnych mechanizmach wyszukiwania i analizy, przetwarzania czy udostępniania danych przy jednoczesnym zapewnieniu ich bezpieczeństwa. Właśnie do tego służą bazy danych. Coraz więcej organizacji widzi potrzebę ich wdrożenia, jednak pewnym hamulcem okazują się koszty i niewielka elastyczność rozwiązań dostępnych na rynku. Wyzwania te są zdecydowanie mniejsze w przypadku baz i technologii danych open source, stąd ich rosnąca popularnośćwyjaśnia Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska.

Organizacje wdrażają wiele technologii i baz danych

Spośród wszystkich open source’owych technologii danych od lat najchętniej wybierane są dwa: PostgreSQL (51 proc. wskazań) oraz MySQL (niemal 37 proc.). Co jednak istotne, aż 90 proc. firm nie ogranicza się do jednej opcji i korzysta z wielu otwartych rozwiązań[3]. Jak tłumaczy Maciej Wawrzyniak, Dyrektor obszaru baz danych i inżynierii danych w Linux Polska, wynika to z różnych powodów.

Ważną przyczyną jest chęć uniknięcia sytuacji vendor lock-in, czyli uzależnienia się od jednego dostawcy technologii. Często zdarza się również, że nowe technologie i bazy danych pojawiają się wraz z rozwojem organizacji, na przykład w wyniku przejęcia jednej firmy przez drugą. Taka sytuacja generuje jednak nowe wyzwania, dotyczące między innymi dostępu do danych, ich kompatybilności, czy też wiedzy zespołu na temat stosowanych technologii. Jeśli organizacja korzysta z wielu różnych systemów i modeli danych, konieczne jest zapewnienie efektywnego przetwarzania i transformacji danych między nimi. Służą do tego procesy ETL/ELT (Extract, Transform, Load), które polegają na ekstrakcji danych z różnych źródeł, ich standaryzacji oraz załadowania do docelowego systemu, na przykład hurtowni danych czy jeziora danychmówi Maciej Wawrzyniak, Dyrektor obszaru baz danych i inżynierii danych w Linux Polska.

Brak doświadczenia barierą na drodze do oszczędności

Choć perspektywa zmniejszenia kosztów operacyjnych i licencyjnych jest atrakcyjna, nie wszystkie organizacje z takiej opcji korzystają. Bariery na drodze do wdrożenia baz i technologii danych open source są podobne jak w przypadku innych rozwiązań IT. Organizacje wskazują przede wszystkim na brak doświadczenia zespołów (niemal 51 proc. odpowiedzi), wyzwania związane z aktualizacjami i poprawkami (34 proc.) oraz kwestie techniczne dotyczące instalacji i konfiguracji rozwiązań (30 proc.)[4]. Zaledwie co czwarty specjalista przyznaje, że jest pewny swoich umiejętności w zakresie zarządzania i administracji technologiami big data[5].

W takiej sytuacji warto postawić na wsparcie zewnętrznych ekspertów, którzy przeprowadzą organizację przez cały proces zmian i zbudują w zespole wymagane kompetencje.     Wszystko wskazuje na dalszy wzrost znaczenia danych, więc transformacja w tym kierunku stanie się w zasadzie niezbędnym etapem rozwoju. Jesteśmy aktualnie w tym okresie, w którym jest to doskonale widoczne – koniec roku oznacza w większości firm czas wzmożonych analiz biznesowych i finansowych oraz szczyt sezonu sprzedażowego. Równolegle tworzone są nowe plany i strategie, które wymagają przetwarzania dużej ilości danych. Wdrożenie odpowiednich rozwiązań usprawni i przyspieszy te działania, co przełoży się na większą      efektywność operacyjną – dodaje Maciej Wawrzyniak, Linux Polska.

Przechowywanie, organizowanie i udostępnianie danych w nowoczesnym ekosystemie IT wymaga wdrożenia baz danych. Biorąc pod uwagę tempo rozwoju technologii, zmiany zachodzące w biznesie oraz rosnącą ilość danych, warto zwrócić uwagę przede wszystkim na elastyczność, wydajność i skalowalność wybranych technologii. Współczesny rynek open source oferuje wiele opcji spełniających te wymogi. Wybór konkretnych powinien być uzależniony od indywidualnych potrzeb i możliwości organizacji.

[1] Statista, Volume of data/information created, captured, copied, and consumed worldwide from 2010 to 2023, with forecasts from 2024 to 2028

[2] Perforce OpenLogic, 2025, 2025 State of Open Source Report

[3] Perforce OpenLogic, 2025, 2025 State of Open Source Report

[4] Jak wyżej.

[5] Jak wyżej.

BCC: polityka demograficzna wymaga koordynacji międzyresortowej

Podczas wczorajszego posiedzenia Zespołu ds. Demografii i Rynku Pracy Rady Dialogu Społecznego omówiono kluczowe wyzwania demograficzne stojące przed Polską oraz konieczność usprawnienia polityki demograficznej na poziomie rządowym. Dyskusja koncentrowała się na malejących zasobach pracy, starzeniu się społeczeństwa oraz pilnej potrzebie skoordynowanych działań obejmujących wiele resortów. Business Centre Club reprezentował Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji i lobbingu.

W posiedzeniu uczestniczyli przedstawiciele Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej: Inga Domagała, dyrektor Departamentu Demografii i Marcin Wiatrów, wicedyrektor Departamentu Rynku Pracy.

Strona rządowa poinformowała, że trwają prace nad nowym dokumentem określającym politykę demograficzną państwa, obejmującym zarówno kwestie dzietności, jak i starzenia się społeczeństwa. Podkreślono, że podniesienie współczynnika dzietności do poziomu 2,0 nie jest obecnie osiągalne w przewidywalnej perspektywie. Ministerstwo prowadzi działania wspierające dzietność oraz kampanie edukacyjne zachęcające do rodzicielstwa.

Omówiono również sytuację na rynku pracy — liczba osób w wieku produkcyjnym od 15 lat maleje. Aktualnie nieznacznie wzrosła – dzięki imigracji. W ostatniej dekadzie aktywność zawodowa wzrosła z 55 do 69 procent, jednocześnie utrzymują się trudności w pozyskiwaniu pracowników, także w administracji publicznej. Ministerstwo realizuje pilotaż projektu OECD dotyczącego aktywizacji zawodowej, a potencjał aktywizacji osób nieaktywnych, w tym seniorów, szacowany jest na około milion osób. Trwają również przygotowania programów integracyjnych dla imigrantów, obejmujących m.in. szkolenia językowe i branżowe.

W dyskusji przedstawiciel Pracodawców RP zwrócił uwagę, że według prognoz Polska ma najgorszą na świecie perspektywę demograficzną do 2060 roku, co jego zdaniem wymaga strategii adekwatnej do skali wyzwań.

  • Tak złożony problem nie może być rozwiązywany jedynie w ramach jednego resortu i konieczne jest podniesienie rangi polityki demograficznej na poziomie rządowym, między innymi poprzez powołanie międzyresortowego zespołu o charakterze zarządczo-koordynującym. – mówił Witold Michałek.
  • Aby działania rządu ukonkretnić i przybliżyć do realiów i potrzeb gospodarki, należy klasyczną definicję polityki demograficznej, która przyjmuje, że: „Polityka demograficzna to wszelkie działania państwa mające na celu ukształtowanie liczby i struktury ludności (np. wieku, płci, rozmieszczenia) w celu osiągnięcia pożądanych celów społeczno-gospodarczych, głównie poprzez wpływ na dzietność, migrację, starzenie się społeczeństwa), rozszerzyć co najmniej o dodatkowy komponent – „ To wszelkie działania państwa minimalizujące negatywne społeczne i gospodarcze skutki dot. bieżącego i prognozowanego stanu liczbowego i struktury ludnościowej, w tym przestrzennej”. – dodał ekspert.

W toku dyskusji omówiono konieczność zwiększania liczby osób wchodzących na rynek pracy m.in. poprzez rozwój usług opiekuńczych, aktywizację osób starszych oraz właściwie zaprojektowaną politykę migracyjną i integracyjną. Poruszono także kwestię spowolnionego wzrostu wydajności pracy oraz potrzebę inwestycji w automatyzację, digitalizację i rozwój kompetencji pracowników, zwłaszcza starszych. Wskazano również na rosnące koszty systemów społecznych i zdrowotnych, konieczność ich reformy oraz potrzebę racjonalnego podejścia do wieku emerytalnego i systemu świadczeń. Zwrócono także uwagę na narastające różnice przestrzenne w rozmieszczeniu ludności i potrzebę prowadzenia polityki wspierającej rozwój regionów wyludniających się, zarówno poprzez inwestycje, jak i lepszą dostępność usług publicznych.

W podsumowaniu ustalono, że na kolejne posiedzenia Zespołu zaplanowane na styczeń 2026 zostaną zaproszeni przedstawiciele rządu o wyższym, politycznym umocowaniu. Spotkanie będzie poświęcone strategii wspierania inwestycji, w oparciu o materiał przygotowany przez Pracodawców RP.

Wyzwania dla gospodarki:

  1. Zbyt mała liczba nowych osób wchodzących na rynek pracy w stosunku do potencjału.

Proponowane, przykładowe kierunki działań państwa:

  1. a) wieloczynnikowe działania pronatalne, w tym poprzez politykę dostępnych mieszkań dla młodych, poprawę infrastruktury opieki nad niemowlętami i dziećmi, a także wyrównanie poziomu wykształcenia kobiet i mężczyzn, aby zmniejszyć problem niedopasowania partnerów tworzących trwałe związki,
  2. b) „uwolnienie” rodziców dla rynku pracy, dzięki wsparciu finansowemu w kierunku stworzenia rynku dla usług opiekuńczych nad dziećmi,
  3. c) aktywizacja zawodowa osób starszych i biernych zawodowo, m.in. system zatrudniania na część etatu,
  4. d) stworzenie zbilansowanej polityki migracyjnej (liczbowo i zgodnie z popytem na określone zawody), w tym narzędzia integracji lub asymilacji imigrantów i ich rodzin,
  5. e) przeciwdziałanie emigracji pracowników z Polski, np. poprzez utworzenie systemu kredytowania atrakcyjnych, płatnych kierunków studiów w Polsce.
  6. Spadek lub zbyt powolny wzrost wydajności siły roboczej.

Przykładowe kierunki działań państwa:

  1. wspieranie automatyzacji i digitalizacji miejsc pracy,
  2. umożliwienie dopływu zagranicznych pracowników, którzy mogą sprostać wymaganiom danego stanowiska pracy,
  3. wspieranie pozyskiwania nowych umiejętności zawodowych przez starszych pracowników,
  4. Rosnące koszty opieki społecznej i medycznej oraz niewydolność systemu zabezpieczenia społecznego

Przykładowe kierunki działań państwa:

  1. Reforma systemu opieki zdrowotnej, w tym – zwiększenie liczby i zakresu programów profilaktyki zdrowotnej,
  2. reforma i unifikacja systemu emerytalnego,
  3. racjonalizacja wieku emerytalnego,
  4. racjonalizacji systemu transferów społecznych.
  5. Rosnące zróżnicowanie przestrzenne rozmieszczenia ludności w kraju. Wyludnianie się części regionów oraz napływ wewnętrznych migrantów do dużych ośrodków miejskich.

Przykładowe kierunki działań państwa:

  1. Polityka inwestycyjna wspierająca rozwój miejsc pracy w regionach wyludniających się,
  2. Polityka mieszkaniowa wspierająca budowę i wynajem mieszkań w wyludniających się regionach,
  3. Programy wzrostu jakości opieki zdrowotnej i edukacji w tych regionach,
  4. Zróżnicowanie regionalne płacy minimalnej w celu ochrony miejsc pracy w MSP w regionach słabo rozwiniętych gospodarczo.

Deweloperzy szykują się na sprzedażowe żniwa w 2026 r. Na celowniku głównie klienci kredytowi

Listopad przyniósł wzrost sprzedaży nowych mieszkań w największych metropoliach. Nie jest to zaskoczeniem, bo popyt napędzają taniejące kredyty. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wskazują jednak, że na rynku wydarzyło się coś istotniejszego: deweloperzy po kilku miesiącach ostrożności znów zwiększyli aktywność inwestycyjną. Co ciekawe, lokalne rynki zasilili przede wszystkim mieszkaniami tańszymi od średniej w aktualnej ofercie.

W drugiej połowie roku wielu deweloperów ogarnęła frustracja. Oczekiwali wyraźnego ożywienia popytu, tymczasem ten rósł bardzo wolno. Dopiero seria obniżek stóp procentowych przywróciła im wiarę, że w biurach sprzedaży znów pojawią się tłumy kupujących – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Marek Wielgo przypomina, że bardzo duża na początku roku aktywność inwestycyjna firm deweloperskich, w drugim kwartale zaczęła wyhamowywać.  W trzecim kwartale na rynki siedmiu największych miast trafiło zaledwie ok. 10,1 tys. mieszkań., co było najniższym wynikiem od trzeciego kwartału 2023 r. Był to okres spowolnienia związanego z ograniczoną dostępnością kredytów. Tym razem tło makroekonomiczne jest jednak zupełnie inne: Rada Polityki Pieniężnej już sześciokrotnie obniżyła w tym roku stopy procentowe, inflacja maleje, a gospodarka przyspiesza. Deweloperzy najwyraźniej uznali, że w tej sytuacji popyt na mieszkania może już tylko rosnąć. W listopadzie wprowadzili więc do sprzedaży ok. 4,7 tys. mieszkań, co oznacza powrót do wysokiej aktywności inwestycyjnej z początku roku.Ceny mieszkań_listopad 2025-wprowadzone do sprzedaży

W najnowszych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl widoczne są sygnały odbicia nowej podaży zwłaszcza w Warszawie. Zarówno październik, jak i listopad przyniosły tu wyraźnie większą liczbę nowych mieszkań niż średnia miesięczna z trzeciego kwartału. Objawy ożywienia pojawiły się również we Wrocławiu, Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii oraz w Trójmieście, a listopad zaskoczył mocnym wzrostem podaży w Łodzi i Krakowie.

Wyjątkiem pozostaje Poznań, gdzie po dobrym październiku listopad wypadł bardzo słabo, przez co średnia z dwóch miesięcy jest znacznie niższa od tej z trzeciego kwartału. Może to wynikać z ostrożności deweloperów, ale równie dobrze może być efektem przesunięć harmonogramów inwestycyjnych.

Jednocześnie sprzedaż w większości metropolii wzrosła w ujęciu miesięcznym. Jedynie Trójmiasto – dotąd jeden z liderów – zanotowało spadek.

Sezon promocji kumulujących się w Black Friday bez wątpienia odcisnął piętno na listopadowych wynikach sprzedażowych deweloperów. Jednak nawet mimo tańszych kredytów popyt wciąż ogranicza niepewność dotyczącą rynku pracy i sytuacji geopolitycznej – ocenia Jan Dziekoński, dyrektor działu analiz rynkowych w portalu RynekPierwotny.pl.

Ekspert zwraca też uwagę, że w Warszawie – rynku będącym „papierkiem lakmusowym” całej branży – w listopadzie na rynek trafiło więcej mieszkań, niż sprzedano. To sprawiło, że oferta w stolicy osiągnęła kolejny historyczny rekord, podobnie jak w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Również we wszystkich pozostałych metropoliach zasób dostępnych mieszkań jest obecnie większy niż pod koniec ubiegłego roku.Ceny mieszkań_listopad 2025-oferta

Warszawa wyróżniła się w listopadzie jako jedyne miasto, w którym średnia cena metra kwadratowego faktycznie spadła – o 1% do ok. 18,3 tys. zł/m kw. Stabilizacja cen miała miejsce w Krakowie (ok. 16,7 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 17 tys.), Wrocławiu (ok. 15,3 tys.) oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,2 tys.). Natomiast Łódź zaskoczyła 1-proc. wzrostem (do ok. 11,4 tys.), podobnie jak Poznań, gdzie średnia cena wzrosła już drugi miesiąc z rzędu – również o 1% (do ok. 13,7 tys. zł/m kw.).

To nie oznacza, że deweloperzy podnoszą ceny. Wprost przeciwnie – trwa „wojna cenowa”. Wyższa sprzedaż w listopadzie była możliwa dzięki szerokim akcjom promocyjnym, które wymusiły na firmach ustępstwa cenowe – podkreśla Jan Dziekoński.

Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl dodaje, że za zmianami średnich stały głównie przesunięcia w strukturze ofertowej. W Warszawie pojawiła się duża pula mieszkań znacznie tańszych od rynkowej średniej, co automatycznie obniżyło wskaźnik. W innych metropoliach stabilizacja wynikała z rosnącej podaży lokali dedykowanych klientom kredytowym – zwykle tańszych. Z kolei w Łodzi i zwłaszcza w Poznaniu wzrost średnich cen był efektem jednoczesnego wprowadzenia droższych lokali i wyprzedaży tych najtańszych.Ceny mieszkań_listopad 2025-cena m kw-wprowadzone-sprzedane-w ofercie

Interesująco prezentują się także dane roczne. W Trójmieście różnica między średnią ceną z listopada 2024 i listopada 2025 r. stopniała do 5%. Jeszcze we wrześniu wynosiła 11% rok do roku. Jednak to Łódź pozostaje kandydatem nr 1 do tytułu najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. Średnia cena metra kwadratowego była tu w listopadzie o 1% niższa niż rok wcześniej. Tuż za nią plasuje się Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, gdzie ceny utrzymały się na poziomie sprzed roku (0%). Na trzecie miejsce spadł Kraków z rocznym wzrostem na poziomie 2%. Wrocław zanotował w tym okresie zmianę o 4%, natomiast Warszawa i Poznań – po 3%.Ceny mieszkań_listopad 2025-cena m kw-R

Rynki grają pod deeskalację? Rubel i rosyjska giełda w górę. Cena ropy spada

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy poprawiają nastroje. Rynki przychylniej patrzą na rubla i rosyjską giełdę, co sugeruje oczekiwania na porozumienie pokojowe. Ropa naftowa znów szuka dna.

Rynek pracy a stopy procentowe

Wczoraj poznaliśmy dane na temat liczby wakatów z badania JOLTS. Jest to ankieta sprawdzająca liczbę wolnych miejsc pracy, na które trwa aktywna rekrutacja i gdzie możliwe jest rozpoczęcie zatrudnienia w ciągu miesiąca. Tym razem opublikowano odczyty zarówno za wrzesień, jak i październik, ponieważ po zamknięciu rządu trzeba nadrabiać statystyki, które wcześniej nie zostały podane. Co to oznacza dla rynków? Więcej otwartych rekrutacji, na które nie ma chętnych, pokazuje, że gospodarka ma problemy ze specjalistami. Dla samej gospodarki dodatkowe etaty są jednak dobrym sygnałem. W rezultacie jeden z argumentów za obniżkami stóp procentowych, czyli słabsza kondycja rynku pracy, staje pod większym znakiem zapytania. Nie zmienia to faktu, że na dzisiejszym posiedzeniu nie powinno to wpłynąć na obniżkę. Może to mieć jednak wpływ na konferencję prasową i oczekiwania budowane na kolejne posiedzenia.

Co z rublem?

Waluta Rosji jest (słusznie) odcięta od rynków światowych po ataku na terytorium Ukrainy. Pomimo tego jednak na rynku międzybankowym dostępne są notowania rosyjskiego rubla. Ostatnie doniesienia o planie pokojowym, którego okoliczności powstawania budzą spore wątpliwości, nie pozostają bez wpływu na notowania waluty. Jeszcze we wrześniu za 1 dolara trzeba było płacić 85 rubli. Dzisiaj jest to już tylko 77 rubli, mimo lekkiego odbicia w górę. Pokazuje to, że rynek powoli przygotowuje się do znormalizowania stosunków gospodarczych z Rosją. Giełda reaguje z pewnym opóźnieniem, ale w ciągu ostatniego miesiąca główny indeks rosyjskiej giełdy urósł o ponad 12%. Mowa tutaj o indeksie wyrażonym w dolarze. Potwierdza to, że zdaniem inwestorów porozumienie może być bliżej, niż wiele osób sądzi. Patrząc na reakcję rynków, można odnieść wrażenie, że liczą one na scenariusz korzystny dla Moskwy, mimo że to ona jest agresorem.

Korekta na ropie

Jeszcze w piątek ropa naftowa wyznaczała najwyższe poziomy od dwóch tygodni. Od początku tygodnia inwestorzy doszli jednak do wniosku, że fundamenty tych wzrostów są co najmniej dyskusyjne. Na rynku nadal mamy nadwyżkę surowca, a kupowany towar w coraz większej części ląduje w magazynach. Jeżeli dodamy do tego fakt, że OPEC nie zamierza rezygnować z walki o udział w rynku z krajami niezrzeszonymi w kartelu, maluje nam się obraz uzasadniający spadki cen. Od początku tygodnia cena baryłki ropy Brent notowanej w Londynie spadła z 64 USD na 62 USD. W październiku przez chwilę widzieliśmy cenę 60 USD, więc do tamtych minimów jeszcze trochę nam brakuje. Jeżeli tempo spadków się utrzyma, możemy je zobaczyć jeszcze w tym tygodniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 20:30 – USA – konferencja prasowa po decyzji.

Polska na pierwszym miejscu na świecie pod względem wykrytych ataków ransomware

0
  • Połowa firm w Polsce zauważa wzrost cyberataków w ostatnim roku.
  • Co więcej, w pierwszej połowie 2025 roku Polska znalazła się na 1. miejscu na świecie pod względem liczby wykrytych ataków ransomware[1].
  • Reakcja w firmach nie zawsze jest prawidłowa, a aż 17% pracowników nikogo o cyberataku nie poinformowało.

Polska w centrum ataków, zagrożenie rośnie

W ciągu ostatniego roku polskie firmy doświadczyły zauważalnej eskalacji zagrożeń cybernetycznych, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym – wynika z raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2025” przygotowanego przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT.  48%  firm deklaruje wzrost liczby cyberataków, z jakimi musieli się mierzyć w ostatnim roku. Jednocześnie niemal równie liczna grupa badanych ekspertów cyberbezpieczeństwa (46%) dostrzega znaczący wzrost różnorodności metod wykorzystywanych przez cyberprzestępców.

Szczególnie alarmujący jest problem ataków typu ransomware – dziś ponad połowa ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa w firmach (54%) przyznaje, że obawia się zwiększenia częstotliwości tego rodzaju incydentów w najbliższej przyszłości. Co więcej, dane ESET pokazują, że w tym zakresie znajdujemy się w trudnej sytuacji – w pierwszej połowie br. Polska była najczęściej atakowanym za pomocą ransomware krajem na świecie.

Reakcja pracowników – obnaża luki

Rosnąca liczba i różnorodność działań cyberprzestępców budzi uzasadnione pytania o reakcję ze strony pracowników znajdujących się na pierwszej linii frontu cyberataków na firmy. Analiza reakcji pracowników po incydentach ujawnia niepokojące luki.

Jak wynika z raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2025” niemal połowa osób, które doświadczyły naruszeń cyberbezpieczeństwa, poinformowała o zdarzeniu odpowiednie osoby odpowiedzialne za ochronę cyfrową w firmie. Znacząca grupa, bo aż 4 na 10 pracowników zdecydowała się zgłosić incydent swojemu przełożonemu, natomiast niemal co trzeci badany podzielił się tą informacją z kolegami i koleżankami z pracy, co z kolei sugeruje brak klarownej ścieżki reagowania.

Alarmujące jest jednak to, że aż 17% pracowników nie poinformowało nikogo o wystąpieniu niebezpiecznego zdarzenia w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Z perspektywy zarządzania ryzykiem oznacza to poważne ograniczenie możliwości reakcji oraz zapobiegania kolejnym zagrożeniom. Warto zastanowić się nie tylko nad tym, czy procedury zgłaszania są znane, ale również, czy pracownicy mają do nich zaufanie i czy wiedzą, kiedy należy z nich skorzystać. To prowadzi do kolejnego istotnego wniosku: skuteczna reakcja na zagrożenia wymaga nie tylko formalnych ram działania, ale również odpowiedniego poziomu wiedzy i kompetencji. Jeżeli pracownik nie rozumie, że ma do czynienia z incydentem – nie zgłosi go, nawet jeśli procedura istnieje. Ten problem jest szczególnie widoczny w kontekście nowych form zagrożeń, takich jak manipulacje z  wykorzystaniem sztucznej inteligencji – zaznacza Beniamin Szczepankiewicz, analityk cyberzagrożeń z ESET.

Niepokoić może również, że zauważalna jest grupa pracowników, którzy zdecydowaliby się w przypadku cyberataku samodzielnie szukać rozwiązania w internecie (6%), natomiast 5% badanych uznałoby komunikat o zagrożeniu za fałszywy alarm i kontynuowałoby pracę bez podejmowania żadnych działań. To potwierdza stałą potrzebę edukacji o cyberzagrożeniach.

Niezgłoszony incydent – co dalej?

Brak odpowiedniej reakcji, czyli zatajenie incydentu cyberbezpieczeństwa może być efektem strachu przed konsekwencjami ze strony przełożonych, braku zaufania do nich, słabości komunikacji wewnętrznej lub braku czytelnych procedur. Jakie mogą być konsekwencje niezgłoszonych incydentów? Przede wszystkim w firmie znacząco wzrasta ryzyko powtórzenia incydentu i powstawania dalszych szkód.

– Ważne jest, by działania w zakresie cyberbezpieczeństwa nie ograniczały się wyłącznie do szkoleniowej wiedzy teoretycznej. Kluczowe jest np. wprowadzanie różnego rodzaju praktycznych symulacji ataków z wykorzystaniem

nowych technik aby zwiększać odporność pracowników na ataki. Duże znaczenie ma budowanie kultury organizacyjnej, która sprzyja otwartości, umożliwia zadawanie pytań i wzmacnia nawyk zgłaszania wszelkich niepokojących sygnałów – podsumowuje Beniamin Szczepankiewicz.

Jak wynika z badania „Cyberportret polskiego biznesu 2025” 70% pracowników, którzy nie zajmują się zawodowo cyberbezpieczeństwem twierdzi, że wie, do kogo powinni zgłosić ewentualny cyberatak w swojej organizacji. To z kolei potwierdza, że w polskich firmach wciąż tkwią spore rezerwy w zakresie budowania procedur.

[1] https://www.eset.com/pl/about/newsroom/press-releases/news/polska-najczesciej-na-swiecie-atakowana-ransomware-w-2025-roku/

55 proc. inwestorów w Polsce spodziewa się kontynuacji hossy w 2026 roku

  • Ponad połowa (55 proc.) inwestorów w Polsce przewiduje, że hossa na rynku będzie trwała również w nowym roku.
  • Znacząca większość z nich, bo aż 79 proc., jest pewna swoich inwestycji.
  • Za największe zagrożenie dla swoich aktywów polscy inwestorzy uważają niepewną sytuację polityczną i niestabilność geopolityczną.
  • Ponad połowa inwestorów indywidualnych w 2026 roku przewiduje spadek stóp procentowych,   30 proc. planuje zwiększyć inwestycje w związku ze spadkiem stóp procentowych.

Według najnowszego kwartalnego raportu Puls Inwestora Indywidualnego platformy handlowo-inwestycyjnej eToro, większość (55 proc.) polskich inwestorów indywidualnych uważa, że hossa utrzyma się w 2026 r.

Badanie przeprowadzone wśród 600 polskich inwestorów indywidualnych pokazuje, że ich optymistyczne nastawienie na 2026 rok idzie w parze z zaufaniem do własnych portfeli – aż 78 proc. badanych ufa swoim inwestycjom, utrzymując poziom z III kwartału i z listopada ubiegłego roku.

Na pytanie, czy są na dobrej drodze do osiągnięcia swoich celów inwestycyjnych, większość (55 proc.) badanych odpowiedziała twierdząco, a 39 proc. stwierdziło, że jest jeszcze za wcześnie, aby to ocenić.

Komentując te wyniki, analityk eToro, Paweł Majtkowski powiedział: Optymizm polskich inwestorów wobec kontynuacji hossy w 2026 roku jest nieco niższy niż na świecie. Taki scenariusz przewiduje 55 proc. respondentów z Polski, wobec 57 proc. w badaniu globalnym. Różnice między krajami są wyraźne. W Niemczech kontynuację wzrostów zakłada 62 proc. inwestorów. W Czechach tylko 37 proc., co jest najniższym wynikiem w zestawieniu. 

Polacy częściej są też „raczej pewni” kontynuacji hossy. Odpowiedź „bardzo pewni” zaznaczyło zaledwie 4 proc. To najniższy odsetek spośród wszystkich krajów. Taka postawa pokazuje większą ostrożność i dystans w ocenie przyszłości rynku. Może to wynikać z większej niepewności geopolitycznej jaką odczuwają inwestorzy w Polsce i regionie.

Najnowszy raport Puls Inwestora Indywidualnego dowodzi , że polscy inwestorzy uważają niestabilność geopolityczną lub konflikt zbrojny (46 proc.), niepewną sytuację polityczną (43 proc.) oraz utrzymującą się lub powracającą wysoką inflację (28 proc.) za główne zewnętrzne zagrożenia dla hossy w 2026 roku.

Największe zewnętrzne zagrożenia dla hossy

Niestabilność geopolityczna lub konflikt zbrojny 46 proc.
Niepewna sytuacja polityczna 43 proc.
Utrzymująca się lub nawracająca wysoka inflacja 28 proc.
Spowolnienie wzrostu gospodarczego lub recesja 26 proc.
Wysokie wyceny rynkowe / bańki spekulacyjne 24 proc.
Zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw lub szoki na rynku surowców 23 proc.
Słabe wyniki finansowe korporacji 18 proc.
Podwyżki stóp procentowych lub zaostrzenie kursu polityki pieniężnej 16 proc.

 

Paweł Majtkowski dodał: Polscy inwestorzy, choć generalnie wierzą w kontynuację hossy, dostrzegają wiele zagrożeń, które mogą ten scenariusz zakłócić. Największe obawy budzi sytuacja geopolityczna i polityczna, ale również inflacja i spowolnienie gospodarcze. Takie ryzyka mogą wpłynąć na decyzje rządów, relacje handlowe i ogólną kondycję globalnej gospodarki, często w sposób trudny do przewidzenia.

Coraz więcej inwestorów rozumie, że wydarzenia polityczne mają realny wpływ na giełdę, na wyniki spółek, wyceny aktywów i przepływ kapitału. Rynek wciąż szuka odpowiedzi na pytanie, czy obecne wzrosty są trwałe. W takim otoczeniu nawet niewielki wzrost ryzyka może skłonić inwestorów do większej ostrożności i dystansu w ocenie przyszłości.

Inwestorzy przewidują zmiany stóp procentowych w 2026 r.

Większość inwestorów przewiduje zmiany stóp procentowych w 2026 r., przy czym 54 proc. spodziewa się spadku, a 20 proc. wzrostu. Spośród tych przewidujących spadek, 20 proc prognozuje niewielką redukcję do 0,25 proc., a 27 proc. spodziewa się umiarkowanego spadku między 0,25 proc. a 0,75 proc.

Paweł Majtkowski skomentował: Polscy inwestorzy zdążyli już przyzwyczaić się do środowiska spadających stóp procentowych. W 2025 roku stopy były obniżane sześciokrotnie, w sumie o 175 punktów bazowych. Wymusiło to zmianę strategii i przebudowę portfeli, szczególnie w obszarze krajowych akcji, które reagowały na nowe otoczenie rynkowe. Teraz podobny mechanizm zaczyna działać również w Stanach Zjednoczonych.

Wraz ze spadkiem stóp inwestorzy szukają równowagi między szansą na wzrost a ochroną kapitału. Z jednej strony zwiększa się zainteresowanie spółkami wzrostowymi, które lepiej radzą sobie w łagodniejszym otoczeniu monetarnym. Z drugiej strony wciąż obecna jest ostrożność, dlatego kapitał płynie także do aktywów defensywnych. To podejście pokazuje pragmatyzm inwestorów, którzy próbują łączyć krótkoterminową ostrożność z dążeniem do długoterminowych zysków.

Prognozy stóp procentowych na rok 2026

Stopy procentowe wzrosną znacznie (> +0,75 proc.) 2 proc.
Stopy procentowe wzrosną umiarkowanie (+0,25 proc. do +0,75 proc.) 7 proc.
Stopy procentowe nieznacznie wzrosną (< +0,25 proc.) 11 proc.
Stopy procentowe pozostaną na mniej więcej tym samym poziomie 14 proc.
Stopy procentowe nieznacznie spadną (< -0,25 proc.) 20 proc.
Stopy procentowe umiarkowanie spadną (od -0,25 proc. do -0,75 proc.) 27 proc.
Stopy procentowe znacznie spadną (> -0,75 proc.) 6 proc.

 

Obecny spadek stóp procentowych skłonił 49 proc. badanych  do dostosowania swoich portfeli. Spośród osób planujących dalsze zmiany, 30 proc. zamierza zainwestować więcej. Wyniki różnią się nieco w zależności od grupy wiekowej. Najwyższy odsetek planujących zwiększyć inwestycje odnotowano wśród przedstawicieli pokolenia Z i baby boomers – po 33 proc. W przypadku millenialsów 30 proc. respondentów deklaruje taki zamiar, a najmniejszy odsetek, 25 proc., odnotowano w grupie pokolenia X.

Wraz ze spadkiem stóp procentowych inwestorzy indywidualni w ciągu najbliższych 12 miesięcy planują większe inwestycje przede wszystkim w kryptowaluty (29 proc.), surowce, takie jak złoto i ropa naftowa (24 proc.), akcje dywidendowe (23 proc.) oraz gotówkę i krótkoterminowe oszczędności (21 proc.). W podobnym stopniu chcą też lokować środki w zwykłych akcjach (23 proc.) i funduszach nieruchomościowych (18 proc.).

Cyberprzestępcy używają ChatGPT do dystrybucji złośliwego oprogramowania

Badacze ds. cyberbezpieczeństwa z firmy Kaspersky ostrzegają przed nową kampanią złośliwego oprogramowania, w której do infekowania komputerów z systemem macOS wykorzystywana jest funkcja udostępniania czatów ChatGPT. Z raportu opublikowanego 8 grudnia wynika, że cyberprzestępcy rozpowszechniają infostealera AMOS (Atomic macOS Stealer), publikując fałszywe instrukcje instalacyjne bezpośrednio w domenie chatgpt.com.

Mechanizm ataku opiera się na płatnych reklamach Google. Po wpisaniu haseł takich jak „chatgpt atlas” użytkownicy są przekierowywani na adresy URL w formacie chatgpt.com/share/, prowadzące do publicznie udostępnionych rozmów ChatGPT. Zawierają one szczegółowe, profesjonalnie sformułowane instrukcje instalacji rzekomej „przeglądarki Atlas”, która w rzeczywistości nie istnieje.

Instrukcje nakłaniają ofiary do skopiowania i uruchomienia polecenia w terminalu macOS. Polecenie to pobiera skrypt z domeny atlas-extension.com. Po uruchomieniu skrypt wielokrotnie prosi użytkownika o podanie hasła systemowego, aż do skutku. Następnie, wykorzystując podwyższone uprawnienia, instaluje złośliwe oprogramowanie AMOS.

Według Kaspersky, malware wykrada hasła, pliki cookie i dane z przeglądarek Chrome oraz Firefox, informacje z portfeli kryptowalut (m.in. Electrum, Coinomi i Exodus), a także dokumenty w formatach TXT, PDF i DOCX z folderów Pulpit, Dokumenty i Pobrane. Dodatkowo instalowany jest trwały backdoor, który zapewnia atakującym długoterminowy, zdalny dostęp do systemu nawet po jego ponownym uruchomieniu.

Atak wykorzystuje rozwiniętą wersję techniki ClickFix, której popularność – według danych ESET – wzrosła o 517% w pierwszej połowie 2025 roku. Kluczową rolę odgrywa tu tzw. prompt engineering – cyberprzestępcy wykorzystują ChatGPT do generowania wiarygodnych instrukcji, a następnie publikują je jako autentycznie wyglądające rozmowy w oficjalnej domenie OpenAI.

Z analiz firmy Moonlock wynika, że kampanie AMOS dotarły już do ponad 120 krajów, a najbardziej dotknięte są Stany Zjednoczone, Francja, Włochy, Wielka Brytania i Kanada. CrowdStrike poinformował z kolei o zablokowaniu ponad 300 prób ataków AMOS między czerwcem a sierpniem 2025 roku.

Eksperci podkreślają, że kampania żeruje na zainteresowaniu legalną przeglądarką ChatGPT Atlas, uruchomioną przez OpenAI 21 października 2025 roku dla macOS. Ostrzegają, by nigdy nie uruchamiać poleceń terminala pochodzących z niezweryfikowanych źródeł, nawet jeśli są hostowane w pozornie zaufanej domenie. Kaspersky rekomenduje stosowanie oprogramowania antymalware również na komputerach Mac oraz – jako dodatkową ostrożność – analizowanie podejrzanych poleceń, np. poprzez zapytanie narzędzi AI o ich działanie, zanim zostaną wykonane.

Nowa technologia Nvidii ma utrudnić nielegalny handel chipami AI

Nvidia opracowała technologię weryfikacji lokalizacji, która może umożliwić ustalenie, w jakim kraju faktycznie pracują jej układy. Jak podają źródła zaznajomione ze sprawą, rozwiązanie ma pomóc w ograniczaniu nielegalnego obrotu chipami AI do państw objętych amerykańskimi restrykcjami eksportowymi.

Funkcja była w ostatnich miesiącach prezentowana wybranym partnerom, ale nie została jeszcze oficjalnie wprowadzona na rynek. Ma formę opcjonalnej aktualizacji oprogramowania instalowanej przez klientów. Technologia wykorzystuje wbudowane w układy Nvidia mechanizmy tzw. przetwarzania poufnego oraz atestacji, a lokalizacja chipa jest szacowana pośrednio – poprzez analizę opóźnień w komunikacji z serwerami obsługiwanymi przez Nvidię.

Pierwszymi układami, które mają obsługiwać weryfikację lokalizacji, będą najnowsze chipy z architektury Blackwell. Zawierają one rozszerzone funkcje bezpieczeństwa przewyższające możliwości wcześniejszych generacji Hopper i Ampere. Firma analizuje również możliwość wdrożenia podobnych rozwiązań w starszych modelach procesorów.

W oficjalnym stanowisku Nvidia wyjaśnia, że pracuje nad nową usługą programową umożliwiającą operatorom centrów danych monitorowanie stanu, integralności i zasobów układów GPU wykorzystywanych do AI. Oprogramowanie instalowane po stronie klienta korzysta z telemetrii chipów, aby zapewnić lepszą kontrolę nad środowiskiem sprzętowym.

Rozwój tej technologii wpisuje się w rosnącą presję ze strony władz USA. Biały Dom oraz politycy obu amerykańskich partii od miesięcy wzywają producentów chipów do wdrażania mechanizmów utrudniających omijanie sankcji eksportowych, zwłaszcza w kontekście Chin. Apelom tym towarzyszą działania organów ścigania – Departament Sprawiedliwości prowadzi postępowania wobec siatek przemytniczych, które miały próbować nielegalnie wywieźć do Chin procesory Nvidia o wartości przekraczającej 160 milionów dolarów.

Google łata lukę zero-click w Gemini i Vertex AI

Firma Noma Security poinformowała 9 grudnia o wykryciu poważnej luki bezpieczeństwa typu zero-click w narzędziach Gemini Enterprise oraz Vertex AI Search firmy Google. Podatność umożliwiała przejęcie wrażliwych danych firmowych bez jakiejkolwiek interakcji ze strony użytkownika – wystarczyło, że sztuczna inteligencja przetwarzała zainfekowane treści.

Luka, nazwana GeminiJack, wykorzystywała mechanizm tzw. pośredniego prompt injection. Atak polegał na ukryciu instrukcji w pozornie nieszkodliwych dokumentach, zaproszeniach kalendarzowych lub e-mailach. Gdy pracownik korzystał z Gemini Enterprise do rutynowego wyszukiwania informacji, system AI automatycznie pobierał takie treści i wykonywał ukryte polecenia w połączonych usługach Google Workspace, takich jak Gmail, Dokumenty czy Kalendarz.

Jak podkreślili badacze, atak nie wymagał instalowania złośliwego oprogramowania ani klasycznego phishingu i nie generował alertów systemów zapobiegania wyciekom danych. Instrukcje mogły skłaniać AI do wyszukiwania poufnych informacji, np. dotyczących przejęć, wynagrodzeń czy kluczy API, a następnie do ich wyprowadzania na zewnętrzne serwery przy użyciu zamaskowanych zapytań.

Noma Security odkryła podatność 5 czerwca 2025 roku, wcześniej identyfikując podobne problemy w samym Vertex AI Search. Zdaniem ekspertów luka pokazuje nową klasę zagrożeń charakterystycznych dla systemów opartych na sztucznej inteligencji, wynikających z szerokiego dostępu do wielu źródeł danych jednocześnie.

Google potwierdziło ustalenia badaczy i wprowadziło zmiany w działaniu swoich narzędzi. Vertex AI Search został całkowicie oddzielony od Gemini Enterprise i nie korzysta już z tych samych mechanizmów wyszukiwania wspomaganego generowaniem treści. Według firmy wdrożone poprawki mają zapobiec podobnym atakom w przyszłości.

Intel zapłaci niższą karę. Grzywna obniżona z 376 mln do 237 mln euro

0

Luksemburski Sąd Powszechny obniżył grzywnę nałożoną na Intela przez Komisję Europejską w 2023 roku z 376 mln euro do 237,1 mln euro. Sąd uznał, że niższa kara lepiej odzwierciedla wagę oraz czas trwania naruszeń, jednocześnie odrzucając wniosek producenta chipów o całkowite uchylenie sankcji. Tym samym zakończono kolejny etap trwającego od 16 lat sporu prawnego.

Sprawa dotyczy działań Intela z lat 2002–2006, kiedy firma – według ustaleń Komisji Europejskiej – wypłacała środki producentom komputerów, by opóźniali lub ograniczali wprowadzanie na rynek urządzeń z procesorami konkurencyjnego AMD. Chodziło m.in. o płatności na rzecz HP, Acer i Lenovo.

Komisja ustaliła, że Intel zapłacił HP za opóźnienie premiery pierwszego biznesowego komputera stacjonarnego z procesorem AMD w Europie oraz za ograniczenie jego dystrybucji. Acer miał otrzymać środki za przesunięcie debiutu notebooka z AMD z września 2003 r. na styczeń 2004 r., a Lenovo – za opóźnienie premier notebooków z tymi procesorami z połowy 2006 r. na koniec roku.

Sąd potwierdził, że tego typu płatności stanowiły nadużycie dominującej pozycji rynkowej i były elementem szerszej strategii mającej na celu wykluczenie AMD z rynku procesorów x86. Jednocześnie uznał, że pierwotnie nałożona kara była zbyt wysoka, dlatego zdecydował się na jej obniżenie, nie kwestionując jednak samej winy Intela.

Banki notują skok produktywności dzięki AI, redukcje etatów nieuniknione

Najwięksi amerykańscy bankierzy otwarcie przyznają, że sztuczna inteligencja znacząco podnosi produktywność ich instytucji, ale jednocześnie będzie prowadzić do ograniczania zatrudnienia. Deklaracje te padły 9 grudnia podczas konferencji usług finansowych Goldman Sachs, z udziałem menedżerów m.in. JPMorgan Chase, Wells Fargo i Citigroup.

Przedstawiciele banków wskazali, że wdrażanie narzędzi AI już dziś przynosi wyraźne efekty. JPMorgan Chase podwoił tempo wzrostu produktywności – z około 3 proc. do 6 proc. rocznie. Według Marianne Lake z zarządu banku, w ciągu pięciu lat efektywność w obszarach operacyjnych może wzrosnąć nawet o 40–50 proc., głównie dzięki automatyzacji oraz wykorzystaniu AI w obsłudze dokumentów, danych i komunikacji.

Wells Fargo również notuje szybkie korzyści. Dyrektor generalny Charlie Scharf poinformował, że generatywna AI zwiększyła wydajność zespołów inżynieryjnych o 30–35 proc., szczególnie w zakresie tworzenia oprogramowania. Podobne doświadczenia przedstawił przyszły dyrektor finansowy Citigroup Gonzalo Luchetti, wskazując na około 9-procentowy wzrost produktywności w zadaniach związanych z kodowaniem oraz wsparcie pracowników podczas rozmów z klientami w czasie rzeczywistym. Z kolei PNC Financial utrzymuje niemal niezmienione zatrudnienie od dekady, mimo wyraźnego rozwoju działalności, co zarząd wiąże z automatyzacją i wykorzystaniem AI.

Jednocześnie banki nie ukrywają, że dalsze postępy technologiczne oznaczają mniejszą potrzebę pracy ludzkiej. Jamie Dimon, dyrektor generalny JPMorgan Chase, powiedział wprost, że sztuczna inteligencja „zlikwiduje miejsca pracy”, choć – jego zdaniem – nie musi to oznaczać trwałego bezrobocia. Ostrzegł jednak, że problemem może być tempo zmian, szybsze niż możliwość przekwalifikowania pracowników.

Jeszcze bardziej jednoznacznie wypowiedział się szef Wells Fargo, który stwierdził, że twierdzenia o braku wpływu AI na zatrudnienie są nieszczere. Bank już wcześniej znacząco ograniczył liczbę pracowników – z około 275 tys. w 2019 roku do nieco ponad 210 tys. jesienią 2025 roku.

Mimo krótkoterminowych obaw, Dimon roztoczył długofalową, bardziej optymistyczną wizję. Jego zdaniem w perspektywie kilkudziesięciu lat rozwój AI może umożliwić skrócenie tygodnia pracy w krajach rozwiniętych, przy zachowaniu wysokiego poziomu życia. W ocenie bankierów kluczowym wyzwaniem pozostaje jednak zarządzanie zmianą tak, aby wzrost produktywności nie doprowadził do gwałtownych i społecznie kosztownych redukcji miejsc pracy.

Lula prosi Trumpa o pomoc w aresztowaniu brazylijskiego magnata paliwowego

Prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva ujawnił we wtorek, że zwrócił się do prezydenta USA Donalda Trumpa z prośbą o pomoc w zatrzymaniu biznesmena mieszkającego na Florydzie, podejrzewanego o kierowanie największym w historii Brazylii oszustwem podatkowym. Lula określił tę osobę jako jednego z głównych bossów brazylijskiej przestępczości zorganizowanej.

Podczas wystąpienia w pałacu prezydenckim Lula powiedział, że największy dłużnik podatkowy Brazylii, działający w sektorze paliwowym, od lat mieszka w Miami. Jak relacjonował, temat ten poruszył w rozmowie telefonicznej z Donaldem Trumpem w ubiegłym tygodniu, apelując o współpracę przy jego aresztowaniu.

Choć Lula nie wymienił nazwiska, brazylijskie media wskazują na Ricardo Magro – prawnika i przedsiębiorcę kontrolującego Grupo Refit, operatora dawnej rafinerii Manguinhos w Rio de Janeiro. Magro mieszka w USA od 2016 roku i według brazylijskich władz jest winien państwu ponad 26 mld reali niezapłaconych podatków.

Pod koniec listopada brazylijskie służby przeprowadziły szeroko zakrojoną operację wymierzoną w sieć firm powiązanych z Magro. W kilku stanach wykonano ponad sto nakazów przeszukań i zajęć majątku. Śledczy twierdzą, że grupa wykorzystywała skomplikowaną strukturę spółek, funduszy i podmiotów zagranicznych – w tym firmy zarejestrowane w USA – do prania pieniędzy i ukrywania dochodów przed fiskusem.

Według administracji skarbowej w latach 2024–2025 przez ten schemat mogło zostać przepuszczonych ponad 70 mld reali, przy jednoczesnym uniknięciu zapłaty podatków na kwotę około 26 mld reali. Władze łączą proceder z przestępczością zorganizowaną w sektorze paliwowym.

Fundusze z Zatoki Perskiej oraz zięć Donalda Trumpa za ofertą Paramount Skydance na Warner Bros. Discovery

0

Paramount Skydance przedstawiła ofertę przejęcia Warner Bros. Discovery, wspartą finansowaniem w wysokości 24 miliardów dolarów zapewnionym przez trzy państwowe fundusze majątkowe z krajów Zatoki Perskiej. Propozycja, ogłoszona 8 grudnia, zakłada wypłatę gotówkową w wysokości 30 dolarów za akcję i pojawia się zaledwie kilka dni po zawarciu przez Netflix porozumienia z Warner Bros., wycenianego na 72 miliardy dolarów.

Finansowanie zapewniają Public Investment Fund Arabii Saudyjskiej, L’imad Holding Company z Abu Zabi oraz Qatar Investment Authority. W projekt zaangażowana jest także firma private equity Affinity Partners, zarządzana przez Jareda Kushnera. Aby uniknąć procedur związanych z amerykańskim przeglądem bezpieczeństwa narodowego, inwestorzy z Zatoki zgodzili się na formę pasywnego udziału kapitałowego, bez prawa głosu, reprezentacji w radzie dyrektorów ani wpływu na zarządzanie spółką. Paramount poinformował, że w takiej strukturze transakcja nie będzie podlegać jurysdykcji komisji CFIUS.

Oferta wpisuje się w szerszą strategię ekspansji kapitałowej państw Zatoki Perskiej w globalnym sektorze rozrywki. W ostatnich latach Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie znacząco zwiększyły inwestycje w media, film oraz rozrywkę, a Abu Zabi już dziś jest gospodarzem parku tematycznego Warner Bros. World. Równolegle Walt Disney zapowiedział budowę swojego pierwszego parku rozrywki na Bliskim Wschodzie właśnie w tym emiracie.

Transakcja pojawia się również w kontekście zacieśnienia relacji gospodarczych krajów Zatoki z USA. Arabia Saudyjska, ZEA i Katar zadeklarowały łącznie ponad 2 bln dolarów inwestycji w amerykańską gospodarkę w perspektywie dekady. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że będzie osobiście zaangażowany w ocenę umowy Netflix–Warner Bros., zwracając uwagę na możliwe ryzyka koncentracji rynku.

Zarząd Warner Bros. Discovery potwierdził otrzymanie oferty Paramount Skydance i zapowiedział jej analizę w najbliższych dniach. Propozycja pozostaje ważna do 8 stycznia 2026 roku, o ile termin nie zostanie przedłużony. David Ellison, stojący za Paramount Skydance, ocenił ją jako rozwiązanie oferujące akcjonariuszom „wyższą wartość i bardziej przewidywalną ścieżkę finalizacji transakcji”.

Nowe sankcje Wielkiej Brytanii wobec Rosji i Chin za działania hybrydowe

Wielka Brytania ogłosiła we wtorek nowe sankcje wymierzone w rosyjskie media propagandowe oraz chińskie firmy działające w obszarze cyberprzestrzeni. Minister spraw zagranicznych Yvette Cooper ostrzegła, że państwa zachodnie muszą zdecydowanie wzmocnić działania przeciwko „rosyjskiej wojnie informacyjnej”, której celem jest podważanie demokracji i osłabianie poparcia dla Ukrainy.

Sankcje zostały zaprezentowane podczas przemówienia w brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, wygłoszonego przy okazji 100. rocznicy Traktatów z Locarno. Cooper podkreśliła, że Wielka Brytania i jej sojusznicy mierzą się z narastającymi zagrożeniami hybrydowymi, obejmującymi ataki na infrastrukturę krytyczną, destabilizację instytucji państwowych oraz ingerencję w procesy demokratyczne.

Na listę sankcyjną trafiły trzy rosyjskie podmioty. Obejmuje ona kanał Telegram Rybar, mający około 1,3 mln subskrybentów, oraz jego założyciela Michaiła Zwinczuka. Sankcjami objęto także Fundację Wsparcia i Ochrony Praw Rodaków Mieszkających za Granicą, którą estońskie służby wywiadowcze wskazują jako przykrywkę dla rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, a także Centrum Ekspertyz Geopolitycznych, think tank związany z Aleksandrem Duginem.

Równocześnie Wielka Brytania nałożyła sankcje na dwie chińskie firmy: Sichuan Anxun Information Technology Co. Ltd (znaną jako i-Soon) oraz Integrity Technology Group. Według rządu w Londynie przedsiębiorstwa te prowadziły szeroko zakrojone działania cybernetyczne przeciwko Wielkiej Brytanii i jej sojusznikom. Wskazano, że i-Soon miała atakować dziesiątki systemów informatycznych administracji publicznej i sektora prywatnego na całym świecie, natomiast Integrity Technology miała zarządzać ukrytą siecią złożoną z setek tysięcy przejętych urządzeń, wykorzystywanych do cyberataków.

Pekin szykuje silniejsze wsparcie gospodarki na 2026 rok

Kierownictwo Komunistycznej Partii Chin (KPCh) zapowiedziało, że w 2026 roku kraj będzie prowadził „bardziej proaktywną” politykę fiskalną oraz „umiarkowanie luźną” politykę pieniężną. Deklaracja padła podczas poniedziałkowego posiedzenia Biura Politycznego pod przewodnictwem prezydenta Xi Jinpinga i sygnalizuje gotowość Pekinu do silniejszego wsparcia gospodarki na początku nowego pięcioletniego cyklu planowania.

W komunikacie podkreślono, że kluczowym celem będzie pobudzenie popytu krajowego przy jednoczesnym uwzględnieniu napięć w handlu międzynarodowym. Władze zaznaczyły potrzebę „stabilizowania zatrudnienia, przedsiębiorstw, rynków i oczekiwań”, aby zapewnić dobry start dla 15. Planu Pięcioletniego na lata 2026–2030.

Ekonomiści oceniają, że utrzymanie ekspansywnej polityki oznacza deficyt budżetowy na poziomie około 4 proc. PKB lub wyższym, a nowa emisja długu może przekroczyć 12 bilionów juanów. Ma to pomóc w realizacji celu wzrostu gospodarczego, który prawdopodobnie ponownie zostanie ustalony w okolicach 5 proc.

Decyzje zapowiedziane przez Biuro Polityczne są odpowiedzią na utrzymujące się problemy strukturalne chińskiej gospodarki. Choć PKB wzrósł o 5,2 proc. w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku, kraj nadal zmaga się ze słabą konsumpcją, kryzysem na rynku nieruchomości i niższymi inwestycjami infrastrukturalnymi.

Tłem dla zapowiedzi są również najnowsze dane handlowe. Roczna nadwyżka handlowa Chin po raz pierwszy przekroczyła 1 bilion dolarów, głównie dzięki silnemu eksportowi. W listopadzie eksport wzrósł o 5,9 proc. rok do roku, podczas gdy import zwiększył się jedynie o 1,9 proc., co zdaniem analityków pokazuje słabość popytu wewnętrznego.

Posiedzenie tradycyjnie poprzedza Centralną Konferencję Pracy Gospodarczej, zaplanowaną na grudzień. To właśnie wtedy mają zostać określone szczegółowe priorytety polityki gospodarczej na 2026 rok. Konkretne cele, w tym oficjalny cel wzrostu PKB i poziom deficytu, zostaną ogłoszone dopiero podczas dorocznej sesji parlamentu w marcu.

Exxon Mobil aktualizuje strategię. Dodatkowe 5 mld USD zysków

Exxon Mobil zaprezentował zaktualizowany plan rozwoju do 2030 roku, zakładający wyraźnie wyższe wyniki finansowe niż wcześniej przewidywano. Koncern oczekuje, że w latach 2024–2030 zwiększy zyski łącznie o 25 mld dolarów oraz przepływy pieniężne o 35 mld dolarów. To o 5 mld dolarów więcej w obu przypadkach względem poprzedniej prognozy.

Spółka podkreśla, że poprawa wyników ma zostać osiągnięta bez zwiększania nakładów inwestycyjnych. Według zarządu kluczowe znaczenie mają efektywna realizacja projektów oraz bardziej zdyscyplinowana alokacja kapitału. Do 2030 roku Exxon Mobil zakłada skumulowane nadwyżki wolnych przepływów pieniężnych na poziomie ok. 145 mld dolarów, przy założeniu ceny ropy Brent na poziomie 65 dolarów za baryłkę. Zwrot z zaangażowanego kapitału ma przekroczyć 17 proc.

Koncern podniósł również cel trwałych oszczędności kosztowych. Do 2030 r. mają one sięgnąć 20 mld dolarów w porównaniu z poziomem z 2019 r., czyli o 2 mld dolarów więcej niż zakładano wcześniej.

Istotnym elementem strategii jest wzrost wydobycia. Exxon Mobil planuje zwiększyć produkcję do 5,5 mln baryłek ekwiwalentu ropy dziennie do końca dekady, wobec wcześniejszego celu 5,4 mln. Szczególne znaczenie ma basen permski w USA, gdzie produkcja ma się podwoić do ok. 2,5 mln baryłek dziennie w porównaniu z 2024 r. To wynik wyższy o 200 tys. baryłek od wcześniejszych prognoz.

Lepsze perspektywy w basenie permskim są efektem postępów technologicznych oraz przejęcia Pioneer Natural Resources, sfinalizowanego w maju 2024 r. za 59,5 mld dolarów. Dzięki temu Exxon Mobil spodziewa się, że zyski z działalności wydobywczej wzrosną o ponad 14 mld dolarów przy niezmienionych cenach, czyli o 5 mld dolarów więcej niż zakładano wcześniej.

Według prognoz firmy do 2030 r. około 65 proc. całkowitej produkcji będzie pochodziło z tzw. aktywów uprzywilejowanych, w tym z basenu permskiego, Gujany oraz projektów LNG. Zarząd podkreśla, że to one mają być głównym źródłem wzrostu wyników i stabilnych przepływów pieniężnych w kolejnych latach.

Chińskie rafinerie zwiększają zakupy ropy z Arabii Saudyjskiej po obniżce cen

0

Chińskie rafinerie wyraźnie zwiększyły zakupy ropy z Arabii Saudyjskiej po ostatniej obniżce cen. Na styczeń zakontraktowano około 49,5 mln baryłek saudyjskiej ropy, czyli blisko 1,6 mln baryłki dziennie. To najwyższy poziom od trzech miesięcy i wzrost o ponad 10 mln baryłek w porównaniu z dwoma poprzednimi miesiącami.

Impulsem do większych zakupów była decyzja Saudi Aramco z 4 grudnia o obniżeniu oficjalnych cen sprzedaży. Cena referencyjnej ropy Arab Light została ustalona na poziomie 0,60 dolara za baryłkę powyżej benchmarku Oman/Dubai, wobec 1,00 dolara miesiąc wcześniej. To najniższa premia od stycznia 2021 r. i element walki o utrzymanie udziałów w rynku przy rosnącej globalnej podaży.

Z obniżek skorzystały m.in. PetroChina, Rongsheng Petrochemical i Shenghong Petrochemical, które zwiększyły odbiory ropy na styczeń. Łącznie Arabia Saudyjska obniżyła ceny wszystkich gatunków kierowanych do Azji o 20–60 centów za baryłkę, przy czym najmocniej potaniały cięższe odmiany. W efekcie saudyjska ropa stała się bardziej konkurencyjna nie tylko względem innych dostawców, ale także wobec rynku spot.

Wzrost popytu z Chin wpisuje się w szerszą zmianę sytuacji na rynku. OPEC+ w grudniu zwiększył wydobycie o 137 tys. baryłek dziennie w ramach stopniowego wycofywania wcześniejszych cięć, choć dalsze podwyżki zostały wstrzymane co najmniej do marca 2026 r. ze względu na obawy o popyt sezonowy.

Dodatkowym czynnikiem są decyzje administracyjne w Chinach. Pod koniec listopada rafinerie otrzymały pierwsze limity importowe na 2026 r. – 21 niezależnym zakładom przydzielono łącznie ok. 8 mln ton, więcej niż rok wcześniej. Całkowity limit importu dla prywatnych firm pozostał jednak na niezmienionym poziomie 257 mln ton.

Na rynek wpływają także sankcje USA wobec Rosnieftu i Łukoilu z października, które skłoniły odbiorców z Chin i Indii do szukania alternatywnych dostaw. W efekcie ropa z Bliskiego Wschodu zyskuje na znaczeniu.

Analitycy prognozują, że w 2026 r. może pojawić się globalna nadwyżka ropy rzędu 2–4 mln baryłek dziennie. To zwiększa presję na producentów, zwłaszcza OPEC+, by ostrożnie zarządzać podażą, podczas gdy ceny ropy Brent utrzymują się w okolicach 63 dolarów za baryłkę.

Microsoft zainwestuje 7,5 mld CAD w infrastrukturę chmurową i AI w Kanadzie

Microsoft ogłosił, że w ciągu najbliższych dwóch lat zainwestuje w Kanadzie ponad 7,5 mld dolarów kanadyjskich (ok. 5,4 mld USD) w rozwój infrastruktury chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji. Inwestycja jest częścią szerszego planu o wartości 19 mld CAD na lata 2023–2027 i należy do największych w ponad 40-letniej historii firmy w Kanadzie.

Środki zostaną przeznaczone głównie na rozbudowę centrów danych Azure w regionach Canada Central i Canada East. Microsoft zakłada, że nowa moc obliczeniowa zostanie uruchomiona w drugiej połowie 2026 r. Celem inwestycji jest zabezpieczenie rosnącego zapotrzebowania na usługi AI oraz przetwarzanie danych w kraju.

Firma zaprezentowała także pięciopunktowy plan wzmacniania cyfrowej suwerenności Kanady. Jego elementem będzie utworzenie Centrum Wywiadu Zagrożeń w Ottawie, które ma wspierać rząd i służby w walce z cyberprzestępczością i zagrożeniami cybernetycznymi. Microsoft zapowiedział również lokalne przetwarzanie danych związanych z użyciem Copilota oraz rozwój usług Azure Local.

Częścią strategii jest współpraca z kanadyjskim startupem AI Cohere, którego modele językowe mają zostać zintegrowane z platformą Azure. Microsoft zatrudnia obecnie ponad 5300 osób w 11 miastach Kanady i współpracuje z siecią ok. 17 tys. firm partnerskich, generujących dziesiątki miliardów dolarów kanadyjskich rocznych przychodów.

Inwestycja wpisuje się w globalny wyścig o infrastrukturę AI. W tym samym tygodniu Microsoft ogłosił plan wydania 17,5 mld USD w Indiach, a wcześniej zapowiadał wielomiliardowe projekty m.in. w Portugalii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Łączne nowe zobowiązania firmy dotyczące AI sięgają ok. 23 mld USD.

Microsoft poinformował także, że do 2026 r. przeszkoli 250 tys. Kanadyjczyków w zakresie kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją. Spółka wskazuje na wyraźną lukę kompetencyjną – szkolenie z AI przeszło dotąd tylko 24 proc. mieszkańców Kanady, wobec średniej globalnej na poziomie 39 proc.

Stellantis i Bolt połączą siły. Autonomiczne taksówki w Europie od 2029 roku

Stellantis oraz estońska platforma przewozowa Bolt ogłosiły partnerstwo, którego celem jest wdrożenie autonomicznych pojazdów poziomu 4 w Europie. Testy drogowe mają ruszyć w 2026 r., a uruchomienie produkcji seryjnej zaplanowano na 2029 r. Docelowo w pełni bezzałogowe taksówki mają zostać zintegrowane z aplikacją Bolt, z której korzysta ponad 200 mln użytkowników w 50 krajach, w tym w 23 państwach UE.

Dla Stellantis to istotna zmiana strategii. Koncern w sierpniu wstrzymał rozwój systemów autonomii poziomu 3, wskazując na wysokie koszty, bariery technologiczne i niepewny popyt. Nowa współpraca stawia na autonomię poziomu 4, czyli pojazdy zdolne do samodzielnej jazdy bez kierowcy w określonych warunkach i strefach operacyjnych.

W ramach umowy Stellantis dostarczy platformy AV-Ready, w tym elektrycznego vana eK0 oraz architekturę STLA Small. Rozwiązania te zostały zaprojektowane specjalnie pod kątem jazdy autonomicznej. Autonomia poziomu 4 oznacza, że pasażerowie nie muszą nadzorować jazdy ani przejmować kontroli nad pojazdem.

Wdrożenie ma mieć charakter stopniowy – od prototypów i flot pilotażowych, przez ograniczone serie, aż po skalowanie produkcji. Firmy zapowiadają ścisłą współpracę z europejskimi regulatorami, aby spełnić wymogi dotyczące bezpieczeństwa, cyberbezpieczeństwa i ochrony danych.

Bolt zakłada, że do 2035 r. na jego platformie będzie działać 100 tys. autonomicznych pojazdów. Dla firmy to kolejny krok w kierunku całkowicie bezzałogowych usług przewozowych w europejskich miastach.

Obie firmy podkreślają, że floty autonomiczne mogą zmniejszyć liczbę samochodów na drogach, ograniczyć korki i obniżyć emisje, promując współdzielony transport w dużych miastach.

UNCTAD: światowy handel pobije rekord 35 bln dolarów w 2025 roku

Światowy handel pobije w 2025 r. rekord 35 bln dol. – wynika z najnowszej aktualizacji UNCTAD. Wartość wymiany ma wzrosnąć o ok. 7 proc., czyli o 2,2 bln dol., mimo napięć geopolitycznych, wysokich kosztów i nierównego popytu w największych gospodarkach.

Między lipcem a wrześniem 2025 r. wartość wymiany towarów i usług na świecie wzrosła o 2,5 proc. wobec poprzedniego kwartału. Towary podskoczyły o blisko 2 proc., usługi o 4 proc. W ostatnich trzech miesiącach roku wzrost ma być wolniejszy – szacunki mówią o ok. 0,5 proc. dla towarów i 2 proc. dla usług, ale wystarczający, by ustanowić nowy rekord.

Coraz ważniejszą rolę odgrywa wolumen, a nie ceny. Po dwóch kwartałach, gdy wartość handlu rosła głównie przez drożejące towary, UNCTAD oczekuje spadku cen w końcówce roku. Oznacza to, że większa wartość obrotów wynika z większej liczby faktycznie przewożonych towarów, przy jednoczesnym łagodzeniu presji inflacyjnej.

Najmocniej do wzrostu handlu przyczyniają się kraje Azji Wschodniej, Afryka oraz wymiana między państwami rozwijającymi się (handel Południe–Południe). Eksport z Azji Wschodniej wzrósł w ostatnim roku o 9 proc., a handel wewnątrz regionu o 10 proc. W Afryce import zwiększył się o 10 proc., eksport o 6 proc., co odzwierciedla rosnącą integrację regionalną i poprawę logistyki.

Sercem światowego handlu pozostaje przemysł przetwórczy, szczególnie elektronika. Wartość wymiany w tym sektorze wzrosła o 14 proc. w skali roku, napędzana ogromnym popytem na podzespoły związane ze sztuczną inteligencją. Cały przemysł wytwórczy urósł o ok. 10 proc. Wyraźnie słabsza jest motoryzacja – handel samochodami spadł o 4 proc., a część segmentów, jak auta spalinowe, notuje dwucyfrowe spadki.

UNCTAD zwraca uwagę, że światowy handel wyraźnie odbił po stagnacji lat 2023–2024 i rośnie szybciej niż gospodarka jako całość. Jednocześnie utrzymują się duże nierównowagi i zmiana kierunków przepływów. Wzmacnia się zjawisko „friendshoringu” i „nearshoringu” – przenoszenia wymiany w stronę partnerów politycznie bliższych lub położonych bliżej geograficznie.

Perspektywy na 2026 r. są ostrożniejsze. UNCTAD spodziewa się słabszego tempa wzrostu światowego handlu z powodu wolniejszej aktywności gospodarczej, wyższego zadłużenia, rosnących kosztów wymiany i utrzymującej się niepewności. Rekord z 2025 r. nie oznacza więc końca wyzwań, lecz raczej dowód, że handel potrafi rosnąć nawet w trudnych warunkach – choć nie wszędzie i nie w każdym sektorze w równym stopniu.

Po wecie prezydenta rząd ponawia próbę. Identyczna ustawa o kryptoaktywach przyjęta przez RM

Rada Ministrów przyjęła we wtorek identyczny projekt ustawy o rynku kryptoaktywów, zaledwie trzy dni po tym, jak Sejmowi nie udało się odrzucić prezydenckiego weta. Projekt jest tożsamy z ustawą uchwaloną przez Sejm 7 listopada, którą prezydent Karol Nawrocki zawetował 1 grudnia. Rząd potwierdził, że w przepisach nie zmieniono „nawet przecinka”.

Premier Donald Tusk zaapelował do prezydenta o „nieprzeszkadzanie” w przyjęciu ustawy. Jak podkreślił, celem regulacji jest zwiększenie bezpieczeństwa inwestorów oraz ochrona interesów państwa w obszarze rynku kryptowalut, który – jego zdaniem – wymaga pilnych działań.

Szef rządu zwrócił uwagę, że w Rejestrze działalności w zakresie walut wirtualnych prowadzonym przez Izbę Administracji Skarbowej w Katowicach znajduje się ponad 100 podmiotów powiązanych z Rosją, Białorusią i innymi państwami byłego ZSRR. Ocenił to jako poważny sygnał ostrzegawczy i argument za wprowadzeniem podstawowych mechanizmów kontroli, bez uderzania w legalnie działających uczestników rynku.

W piątkowym głosowaniu Sejm nie zdołał odrzucić weta prezydenta – za było 243 posłów, przy wymaganych 261. Przeciwko odrzuceniu weta opowiedziały się kluby PiS i Konfederacji. Rząd zdecydował się więc ponownie skierować identyczny projekt do Sejmu.

Ustawa ma umożliwić pełne wdrożenie unijnego rozporządzenia MiCA, które wprowadza wspólne ramy prawne dla rynku kryptoaktywów w UE. Komisja Nadzoru Finansowego ma zostać wskazana jako organ nadzoru, zyskując uprawnienia do licencjonowania podmiotów oraz nakładania sankcji. Projekt przewiduje także odpowiedzialność karną za naruszenia przepisów, w tym grzywny do 10 mln zł lub karę pozbawienia wolności do dwóch lat.

Premier zaznaczył, że prezydent ma pełny dostęp do informacji dotyczących projektu ustawy. Według Donalda Tuska stawką jest realne bezpieczeństwo obywateli oraz państwa.

EBC i Komisja Europejska apelują o przyspieszenie prac nad cyfrowym euro

Europejski Bank Centralny oraz Komisja Europejska zaapelowały 9 grudnia o przyspieszenie prac nad wprowadzeniem cyfrowego euro. Według obu instytucji projekt ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa finansowego i niezależności Europy, zwłaszcza w sytuacji, gdy coraz mniej transakcji odbywa się gotówką, a rynek płatności cyfrowych jest zdominowany przez firmy spoza Unii Europejskiej.

Członek zarządu EBC Piero Cipollone oraz unijny komisarz ds. gospodarki Valdis Dombrovskis wskazali, że silne uzależnienie od zagranicznych operatorów płatności stanowi realne ryzyko dla stabilności gospodarczej UE. Podkreślili, że przełomowy będzie rok 2026, ponieważ wtedy planowane jest przyjęcie przepisów, które umożliwią emisję cyfrowego euro. Zgodnie z harmonogramem faktyczne uruchomienie nowej formy pieniądza ma nastąpić w 2029 roku.

Apel EBC i Komisji wpisuje się w decyzję Rady Prezesów EBC z października 2025 roku o przejściu do kolejnego etapu prac nad projektem. Wcześniej także przywódcy państw strefy euro wzywali do szybszego tempa przygotowań. Jeśli regulacje zostaną uchwalone w 2026 roku, EBC planuje rozpoczęcie programu pilotażowego z udziałem banków i firm płatniczych w połowie 2027 roku.

Instytucje unijne zwracają uwagę, że europejski rynek płatności cyfrowych jest obecnie zdominowany przez globalnych graczy, przede wszystkim Visa i Mastercard, które obsługują większość transakcji kartowych w Europie. Jednocześnie europejskie systemy płatności są rozdrobnione i najczęściej działają tylko w obrębie poszczególnych państw, bez pełnej obsługi transgranicznej.

EBC i Komisja Europejska podkreślają, że euro cyfrowe nie ma zastępować istniejących rozwiązań rynkowych, lecz je uzupełniać. Nowy instrument miałby stanowić europejską alternatywę dla płatności cyfrowych, umożliwiając transakcje zarówno online, jak i offline, przy zachowaniu wysokiego poziomu ochrony prywatności użytkowników.

Ostateczna decyzja o wprowadzeniu cyfrowego euro ma zostać podjęta po zakończeniu procesu legislacyjnego. Projekt ma być gotowy na moment planowanego rozszerzenia strefy euro w 2026 roku, gdy do unii walutowej ma dołączyć Bułgaria, zwiększając liczbę jej członków do 21 państw.

Rekordowe przychody i wzrost liczby pasażerów – branża lotnicza na rekordowym kursie

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych (IATA) prognozuje rekordowe wyniki branży lotniczej w 2026 roku. Według szacunków zysk netto sektora ma wynieść 41 mld dolarów, wobec 39,5 mld w 2025 r., mimo utrzymujących się problemów w globalnych łańcuchach dostaw.

Marża zysku netto ma pozostać na poziomie 3,9 proc. Zysk przypadający na jednego pasażera wyniesie średnio 7,90 dolara, mniej niż rekordowe 8,50 dolara odnotowane w 2023 r. IATA przewiduje, że całkowite przychody branży sięgną 1,053 bln dolarów, co oznacza wzrost o 4,5 proc. rok do roku. Liczba pasażerów ma wzrosnąć do 5,2 mld, czyli o 4,4 proc.

Szef IATA Willie Walsh zwrócił uwagę na zmianę sytuacji u największych producentów samolotów. Jego zdaniem poprawiła się realizacja planów przez Boeinga, natomiast narasta niepewność wokół Airbusa. Europejski producent obniżył cel dostaw na 2025 r. do ok. 790 maszyn z powodu problemów jakościowych u dostawców, które dotykają setki samolotów z rodziny A320.

IATA podkreśla, że problemy w łańcuchach dostaw będą się utrzymywać jeszcze przez wiele lat. Deficyt dostaw szacowany jest na co najmniej 5,3 tys. samolotów, co zmusza linie lotnicze do dłuższego użytkowania starszych maszyn, podnosząc koszty paliwa i serwisu. W efekcie współczynnik wypełnienia samolotów ma osiągnąć w 2026 r. rekordowe 83,8 proc.

Największym źródłem wzrostu ruchu lotniczego pozostanie region Azji i Pacyfiku, zwłaszcza Indie i Chiny. IATA prognozuje, że linie z tego regionu wypracują w 2026 r. zysk netto na poziomie 6,6 mld dolarów.

Zaostrza się konflikt w NBP. Spór o kompetencje prezesa

Konflikt w Narodowym Banku Polskim wyraźnie się zaostrza. Trzech członków zarządu zaproponowało zmiany, które ograniczałyby uprawnienia prezesa Adama Glapińskiego. Odpowiedź była natychmiastowa – prezes odebrał im nadzór nad kluczowymi departamentami banku.

Na początku grudnia Piotr Pogonowski, Artur Soboń i Rafał Sura złożyli projekt uchwały zmieniającej regulamin NBP. Dokument przewidywał m.in. większą kontrolę zarządu nad nagrodami i premiami dla prezesa oraz jego dwóch najbliższych zastępców. Decyzje w tych sprawach nie zapadałyby już jednoosobowo.

Projekt zakładał też ograniczenie udziału dyrektorów w stałych posiedzeniach zarządu, wprowadzenie szczegółowych protokołów z obrad oraz możliwość zgłaszania zdań odrębnych. W praktyce oznaczałoby to osłabienie pozycji prezesa i jego najbliższego otoczenia.

Autorzy projektu chcieli szybkiego rozpatrzenia sprawy, jednak Adam Glapiński wyznaczył termin dyskusji dopiero na 20 stycznia 2026 r. Podczas posiedzenia zarządu 2 grudnia nie zgodził się na zmianę porządku obrad i przerwał posiedzenie, przesuwając je na 18 grudnia.

Spór w NBP dotyczy nie tylko procedur, ale realnego układu sił w banku centralnym. Jego dalszy rozwój może mieć wpływ na funkcjonowanie zarządu oraz relacje z Radą Polityki Pieniężnej w nadchodzących miesiącach.

Eurocash tnie koszty i zmienia model biznesowy. Redukcja 3 tys. etatów i zamknięcie 150 sklepów

0

Eurocash zaprezentował 9 grudnia nową strategię rozwoju na lata 2026–2027. Zakłada ona dużą przebudowę całej grupy, której kluczowymi elementami będą redukcja zatrudnienia, zamykanie części sklepów własnych oraz silniejsze postawienie na model franczyzowy.

Spółka planuje zakończyć działalność około 150 sklepów własnych Delikatesy Centrum i stopniowo odchodzić od prowadzenia placówek na własny rachunek. W ich miejsce Eurocash chce rozwijać zintegrowaną sieć franczyzową pod wspólnym szyldem Sieć Sklepów STĄD. Celem jest wzmocnienie pozycji lokalnych sklepów w konkurencji z dyskontami oraz poprawa rentowności całej grupy.

Restrukturyzacja wiąże się także z istotnymi zmianami po stronie kosztów. Eurocash szacuje, że w latach 2026–2027 poprawa efektywności sięgnie łącznie około 400 mln zł na poziomie EBIT. Osiągnięcie tych oszczędności ma być możliwe dzięki uproszczeniu procesów, zmianom w logistyce i łańcuchu dostaw oraz reorganizacji działalności sklepów własnych. Docelowo spółka zakłada osiągnięcie EBIT na poziomie 600 mln zł w 2027 roku.

Elementem planu są również redukcje zatrudnienia. Grupa zamierza zmniejszyć liczbę etatów o około 3 tys., w tym blisko 1 tys. w obszarach administracyjnych i biurowych. Zarząd podkreśla, że zmiany będą wspierane przez automatyzację oraz przegląd rentowności poszczególnych placówek.

Zamykanie sklepów Delikatesy Centrum oznacza jednorazowe koszty. Eurocash zapowiada utworzenie odpisów i rezerw restrukturyzacyjnych w wysokości 200–300 mln zł, które obciążą wynik EBITDA za 2025 rok.

Centralnym punktem nowej strategii ma być Sieć Sklepów STĄD. Obecnie zrzesza ona około 15 tys. placówek, a w ciągu dwóch lat liczba ta ma wzrosnąć o kolejne 1 tys. sklepów. Sieć ma objąć wszystkie stacjonarne formaty spożywcze działające w ramach grupy.

Równolegle Eurocash chce rozwijać inne segmenty działalności. Spółka planuje dalszy dynamiczny wzrost e-grocery Frisco, na poziomie 20–30 proc. rocznie, oraz rozbudowę sieci Duży Ben, która w modelu franczyzowym ma docelowo liczyć nawet 3 tys. sklepów.

Grupa podtrzymuje ambicję utrzymania do końca 2027 roku pozycji trzeciego największego operatora handlu detalicznego w Polsce, z udziałem sięgającym około 10 proc. rynku FMCG.