Przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell wskazał sztuczną inteligencję i automatyzację jako jedne z kluczowych czynników stojących za zaskakująco silnym wzrostem produktywności w gospodarce USA. Słowa szefa Fed padły po środowej decyzji banku centralnego o trzeciej z rzędu obniżce stóp procentowych – tym razem o 0,25 pkt proc., do przedziału 3,5–3,75 proc.
Fed sygnalizuje jednak ostrożność wobec dalszych cięć. Powell określił obecną sytuację gospodarczą jako „bardzo niezwykłą”, podkreślając, że rosnąca wydajność pracy łagodzi osłabienie na rynku pracy, podczas gdy inflacja pozostaje podwyższona.
Podczas konferencji prasowej Powell przyznał, że tempo wzrostu produktywności było dla decydentów „dużym zaskoczeniem”. Zaznaczył, że nie spodziewał się kilku kolejnych lat wzrostu w tempie 2 proc. rocznie. Fed podniósł jednocześnie prognozę wzrostu PKB na 2026 rok z 1,8 do 2,3 proc., wskazując na utrzymującą się siłę konsumpcji i inwestycji biznesowych. „Część tej poprawy może odzwierciedlać rosnący wpływ technologii – w tym sztucznej inteligencji – która zwiększa efektywność pracowników” – powiedział Powell.
Zwrócił jednocześnie uwagę, że rozwój AI niesie nie tylko korzyści, ale także ryzyka. „Automatyzacja może wypierać miejsca pracy, co stawia przed nami wyzwania społeczne i ekonomiczne” – dodał.
Powell podkreślił, że choć sztuczna inteligencja prawdopodobnie wspiera wzrost wydajności, nie jest głównym czynnikiem pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Jego zdaniem większy wpływ mogło mieć przyspieszenie automatyzacji w okresie pandemii, kiedy wiele firm wdrożyło technologie zastępujące pracowników. Fed będzie monitorował tempo tych zmian, analizując ich wpływ na zatrudnienie w poszczególnych sektorach.
Szef Fed ujawnił również, że według wewnętrznych analiz oficjalne dane mogą zawyżać miesięczny wzrost zatrudnienia nawet o 60 tys. etatów. W kontekście ostatnich raportów – wskazujących na wzrost rzędu 40 tys. – sugerowałoby to faktyczny spadek liczby miejsc pracy. „To wymaga szczególnej uwagi, bo może wskazywać na głębsze problemy strukturalne rynku pracy” – ocenił Powell.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych pozostaje niska. Według Powella tworzy to środowisko „niskiego zatrudniania i niskiego zwalniania”, co dodatkowo komplikuje ocenę prawdziwej kondycji rynku pracy.
Rosyjski koncern naftowy Łukoil skłania się ku ofercie amerykańskiego banku inwestycyjnego Xtellus Partners dotyczącej sprzedaży międzynarodowych aktywów o wartości ok. 22 mld dolarów. Jak ustaliła agencja Reuters, propozycja opiera się na transakcji bezgotówkowej, która pozwoliłaby firmie odzyskać akcje posiadane przez amerykańskich inwestorów.
Według źródeł oferta Xtellus zakłada wymianę: Łukoil przekazałby zagraniczne złoża, rafinerie i sieć stacji paliw w zamian za odkupienie własnych papierów wartościowych znajdujących się w rękach inwestorów z USA. Taka konstrukcja pozwoliłaby uniknąć transferów gotówkowych, które są zakazane w związku z zachodnimi sankcjami wobec Rosji, a jednocześnie umożliwiłaby odzyskanie akcji zablokowanych na amerykańskich rachunkach.
USA wydłużają termin sprzedaży aktywów
Departament Skarbu USA poinformował, że termin sprzedaży międzynarodowych aktywów Łukoilu został przedłużony do 17 stycznia 2026 r. Poprzednia data upływała 13 grudnia. Przedłużono także zwolnienie dotyczące działalności stacji benzynowych Łukoilu poza Rosją – do 29 kwietnia 2026 r. Ma to ograniczyć ryzyko zakłóceń w dostawach paliw oraz chronić miejsca pracy.
Sankcje nałożone w październiku przez USA i Wielką Brytanię na Łukoil i Rosnieft miały zwiększyć presję na Moskwę w sprawie rozmów pokojowych z Ukrainą. Restrykcje znacząco uderzyły w zagraniczne operacje rosyjskiego koncernu.
Silna konkurencja o przejęcie aktywów
Oferta Xtellus wyróżnia się strukturą – opiera się na wymianie akcji, co oznacza konieczność ujawnienia tożsamości posiadaczy papierów Łukoilu w USA. Konkurentami w wyścigu o przejęcie globalnych aktywów koncernu są m.in. ExxonMobil, Chevron oraz fundusz private equity Carlyle.
Straty amerykańskich zarządzających aktywami stanowią istotny kontekst negocjacji. Firmy takie jak BlackRock, JPMorgan i Goldman Sachs utraciły miliardy dolarów, gdy po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. zostały zmuszone do zamrożenia, a następnie odpisania wartości posiadanych akcji rosyjskich spółek – w tym Łukoilu.
Deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych niespodziewanie spadł we wrześniu do 52,8 mld dolarów – najniższego poziomu od ponad pięciu lat. To znacząco mniej niż 59,3 mld dolarów w sierpniu. Dane Bureau of Economic Analysis i US Census Bureau zaskoczyły ekonomistów, którzy spodziewali się deficytu na poziomie ok. 63,1 mld dolarów.
Wyraźna poprawa salda to przede wszystkim efekt silnego wzrostu eksportu. Sprzedaż amerykańskich towarów i usług za granicę zwiększyła się o 3 proc., osiągając 289,3 mld dolarów – drugi najwyższy wynik w historii. Import rósł znacznie wolniej, bo tylko o 0,6 proc., do 342,1 mld dolarów.
Eksport towarów wzrósł o 4,7 proc., do 187,6 mld dolarów. Rekordy odnotowano w wysyłkach dóbr konsumpcyjnych. Szczególnie mocno wzrosła sprzedaż złota niemonetarnego (+6,1 mld dolarów) oraz preparatów farmaceutycznych (+3,1 mld dolarów). „Wzrost eksportu jest szeroko rozłożony sektorowo, co świadczy o dobrej kondycji amerykańskiej gospodarki” – ocenił Departament Handlu.
Publikacja danych została znacząco opóźniona z powodu 43-dniowego zawieszenia pracy administracji federalnej, które sparaliżowało działalność służb statystycznych. Rząd został ponownie otwarty dopiero 13 listopada po podpisaniu ustawy budżetowej przez prezydenta Donalda Trumpa. Od tego czasu agencje nadrabiają zaległości w publikacji raportów.
Niższy deficyt ma pozytywnie wpłynąć na szacunki wzrostu PKB za trzeci kwartał. Fed z Atlanty podniósł prognozę z 3,5 do 3,6 proc., wskazując na wyraźny wkład eksportu netto. Ekonomiści podkreślają, że poprawa nie wynika z załamania importu, lecz z rosnącego eksportu – co sugeruje utrzymującą się siłę popytu globalnego i krajowego.
Zmiany są jednak zróżnicowane pod względem partnerów handlowych. Deficyt w wymianie z Chinami spadł do 11,4 mld dolarów. Największe luki USA notują wobec Irlandii, Meksyku i Unii Europejskiej – po około 18 mld dolarów.
Wrześniowe dane wpisują się w szerszy kontekst polityki celnej administracji Trumpa. Od kwietnia obowiązuje 10-proc. stawka bazowa na większość towarów importowanych do USA, a część państw objęto wyższymi taryfami. W efekcie handel zagraniczny w 2025 r. charakteryzował się dużą zmiennością – deficyt w marcu sięgnął rekordowych 136,4 mld dolarów, by później stopniowo maleć.
Obecne dane pokazują więc zarówno efekt dostosowania firm do nowych realiów handlowych, jak i zmian w przepływach towarowych wynikających z polityki celnej i sytuacji rynkowej.
Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte ostrzegł, że Europa powinna przygotować się na możliwość militarnej konfrontacji z Rosją w ciągu najbliższych pięciu lat. „Zagrożenie ze strony Moskwy osiągnęło poziom nienotowany od II wojny światowej” – mówił w czwartek podczas wydarzenia organizowanego przez Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa w Berlinie.
Rutte wezwał 32 sojuszników NATO do szybkiego zwiększenia wydatków obronnych i porzucenia – jak to określił – „cichego samozadowolenia”. Podkreślił, że Rosja może ponownie dążyć do użycia siły wobec państw sojuszu, jeśli Zachód osłabi wsparcie dla Ukrainy. „Putin wraca do ambicji budowania imperium” – ocenił.
Ostrzeżenia pojawiają się w trakcie intensywnych działań dyplomatycznych w Europie. Przywódcy unijni próbują uzgodnić warunki zakończenia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz poinformował, że europejscy partnerzy pracują nad zmodyfikowaną propozycją pokojową, która miałaby obejmować możliwe ustępstwa terytorialne. W nadchodzący weekend planowane są rozmowy z przedstawicielami USA, a rozważane jest także dodatkowe spotkanie w Berlinie. Na negocjacje wpływa rosnąca presja prezydenta USA Donalda Trumpa, wzywającego do szybkiego zakończenia wojny.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał Waszyngtonowi nową, 20-punktową wersję planu pokojowego. Dokument oparty jest na amerykańskiej propozycji liczącej pierwotnie 28 punktów, którą Kijów i część europejskich państw uznały za zbyt korzystną dla Moskwy. Zełenski podkreślił, że zmieniona wersja usuwa „oczywiście antyukraińskie elementy” i uzupełniona została o analizy dotyczące gwarancji bezpieczeństwa oraz powojennej odbudowy. Sporne pozostają kwestie dotyczące kontroli nad regionami Doniecka i Zaporoża. „Ukraina nie odda terytorium wbrew swojej konstytucji i prawu międzynarodowemu” – zaznaczył prezydent.
Rutte ostrzegł także przed rosnącą rolą Chin we wspieraniu rosyjskiej machiny wojennej. Według NATO nawet 80 proc. kluczowych komponentów elektronicznych w rosyjskich dronach i systemach uzbrojenia pochodzi z Chin. Jego zdaniem umożliwia to Moskwie kontynuowanie operacji militarnych mimo sankcji.
Sekretarz generalny zwrócił ponadto uwagę na ostatnie naruszenia przestrzeni powietrznej państw NATO – Polski, Rumunii i Estonii – przez rosyjskie drony i samoloty bojowe. Określił te działania jako element „hybrydowej eskalacji” wymierzonej w sojusz. Dodał również, że – jego zdaniem – Donald Trump jest „jedynym przywódcą”, który może skłonić Władimira Putina do realnych negocjacji pokojowych.
Prezydent USA Donald Trump ponownie skrytykował Rezerwę Federalną po decyzji o kolejnej obniżce stóp procentowych. Jego zdaniem cięcie o 0,25 punktu procentowego jest zbyt małe i „mogło być co najmniej dwukrotnie większe”. Ostrzejsza retoryka wobec banku centralnego pojawia się w chwili, gdy Biały Dom przyspiesza przygotowania do zmiany na stanowisku przewodniczącego Fed. Kadencja obecnego szefa Jerome’a Powella wygasa w maju 2026 roku, a wśród potencjalnych następców wymieniany jest doradca ekonomiczny prezydenta Kevin Hassett. Część komentatorów zwraca uwagę, że wskazywanie politycznego kandydata może nasilać obawy o przyszłą niezależność banku centralnego.
Sama decyzja Fed oznacza trzecią z rzędu obniżkę stóp procentowych od września. Stopa referencyjna została zredukowana o 0,25 punktu procentowego do przedziału 3,5–3,75 procent, co wpisuje się w szerszy cykl łagodzenia polityki monetarnej. Głosowanie w Federalnym Komitecie Otwartego Rynku ujawniło jednak znaczące podziały – troje członków opowiedziało się przeciw obniżce, co jest najwyższą liczbą głosów odrębnych od sześciu lat. Spór odzwierciedla trudną równowagę między obawami o rosnące bezrobocie a wciąż podwyższoną inflacją, która nadal przekracza cel Fed wynoszący 2 procent. Dyskusja dotyczy nie tylko kierunku polityki, ale także tempa dalszych zmian.
Różnice w podejściu widoczne są również w propozycjach skali cięcia. Nominowany przez Trumpa gubernator Stephen Miran opowiadał się za większą obniżką o 0,5 punktu procentowego, podczas gdy prezes oddziału Fed w Chicago Austan Goolsbee oraz prezes Fed w Kansas City Jeffrey Schmid domagali się utrzymania dotychczasowego poziomu stóp. Przewodniczący Jerome Powell podkreślił na konferencji prasowej, że bank centralny działa w warunkach podwyższonej niepewności i „nie ma ścieżki wolnej od ryzyka”. Z najnowszych projekcji Fed wynika, że w 2026 roku przewidywana jest tylko jedna dodatkowa obniżka stóp procentowych. Jest to bardziej ostrożne podejście, niż wcześniej zakładały rynki finansowe.
OpenAI zaprezentowało w czwartek GPT-5.2, jak dotąd najbardziej zaawansowany model sztucznej inteligencji firmy, rozwijany w warunkach nasilającej się konkurencji ze strony Google i jego platformy Gemini 3. Decyzja o przyspieszeniu premiery zapadła po wewnętrznym memorandum określanym jako „stan wyjątkowy”, w którym dyrektor generalny Sam Altman wezwał pracowników do skupienia się na poprawie doświadczenia użytkownika ChatGPT kosztem innych inicjatyw, w tym planów reklamowych. Nowy model ma wzmocnić pozycję OpenAI na rynku zaawansowanych systemów AI, szczególnie w obszarze zastosowań profesjonalnych i biznesowych. Premiera GPT-5.2 następuje zaledwie miesiąc po wprowadzeniu wersji GPT-5.1.
GPT-5.2 udostępniono w trzech wariantach, dostosowanych do różnych typów zadań. Wersja Instant jest zoptymalizowana pod kątem szybkości i ma obsługiwać codzienne zadania, takie jak pisanie tekstów, wyszukiwanie informacji czy tłumaczenia. Model Thinking został zaprojektowany do bardziej złożonej pracy strukturalnej, w tym programowania, analizy długich dokumentów, planowania i zadań obliczeniowych. Najbardziej zaawansowana wersja Pro ma zapewniać najwyższą możliwą dokładność i niezawodność przy rozwiązywaniu „trudnych problemów”, co ma być szczególnie istotne dla specjalistów i dużych organizacji.
Nowy model charakteryzuje się zwiększonymi możliwościami pracy na długich kontekstach – okno kontekstowe ma obejmować 400 tys. tokenów, a maksymalne wyjście 128 tys. tokenów, co pozwala na równoczesne przetwarzanie setek dokumentów. Według danych OpenAI, GPT-5.2 Thinking przewyższa ludzkich profesjonalistów w ponad 70 proc. zadań w 44 zawodach w ramach wewnętrznego benchmarku GDPval, realizując je przy tym 11 razy szybciej. Firma deklaruje także 38-procentową redukcję błędów w porównaniu z GPT-5.1, które zadebiutowało w listopadzie. Wszystkie trzy warianty GPT-5.2 zostały zintegrowane z ChatGPT, a warstwa routingu automatycznie dobiera model do rodzaju zapytania użytkownika.
Premiera GPT-5.2 odbywa się w warunkach rosnącej presji konkurencyjnej. Google Gemini 3, wprowadzony w listopadzie, poprawił pozycję Google w testach wydajności i przyczynił się do wzrostu liczby użytkowników tej platformy do ok. 650 mln miesięcznie, podczas gdy ChatGPT utrzymuje większą bazę – ok. 800 mln aktywnych użytkowników tygodniowo – ale jego dynamika wzrostu wyraźnie spowolniła. W odpowiedzi OpenAI stara się wzmocnić atrakcyjność swojego ekosystemu zarówno poprzez rozwój modeli, jak i nowe partnerstwa. Jednocześnie firma zapowiada utrzymanie wsparcia dla wcześniejszych modeli, takich jak GPT-5.1, GPT-5 i GPT-4.1, dostępnych nadal przez API.
Równolegle do premiery modelu OpenAI ogłosiło trzyletnią umowę licencyjną z The Walt Disney Company, w ramach której Disney zainwestuje w spółkę 1 mld dolarów. Porozumienie przewiduje możliwość wykorzystania ponad 200 postaci z uniwersów Disney, Marvel, Pixar i Star Wars w generatorze wideo Sora oraz w ramach wybranych funkcji ChatGPT. Disney stanie się także jednym z kluczowych klientów biznesowych OpenAI, wdrażając rozwiązania oparte na ChatGPT wśród swoich pracowników. Firma poinformowała ponadto o wzmocnieniu zabezpieczeń w obszarze tematów związanych ze zdrowiem psychicznym oraz o testach technologii przewidywania wieku użytkownika w celu lepszej ochrony osób niepełnoletnich.
Prezydent Rosji Władimir Putin odbył w czwartek rozmowę telefoniczną z prezydentem Wenezueli Nicolásem Maduro, w której wyraził poparcie dla Caracas po akcji amerykańskich sił zbrojnych, zakończonej przejęciem tankowca z wenezuelską ropą u wybrzeży tego kraju – poinformował Kreml.
Do rozmowy doszło dzień po operacji USA na Morzu Karaibskim. Amerykańscy żołnierze przeprowadzili desant na pokład tankowca „Skipper”, pływającego pod banderą Gujany i przewożącego ok. 1,1 mln baryłek wenezuelskiej ropy. Według władz USA jednostka miała transportować ropę objętą sankcjami i być częścią sieci wykorzystywanej do obchodzenia restrykcji.
Waszyngton od września zintensyfikował działania wymierzone w reżim Maduro, prowadząc dziesiątki operacji morskich przeciwko podejrzanym jednostkom. Caracas określiło przejęcie tankowca jako „akt piractwa”, zarzucając USA próbę przejęcia kontroli nad wenezuelskimi złożami ropy.
Po rozmowie z Maduro Kreml poinformował, że Putin wyraził solidarność z Wenezuelą oraz poparcie dla polityki Caracas w obliczu presji zewnętrznej. Obaj przywódcy omówili również współpracę gospodarczą i energetyczną realizowaną w ramach traktatu o strategicznym partnerstwie, który zakłada m.in. rozwój wspólnych projektów w sektorze naftowym.
W czwartek Unia Europejska zgodziła się na bezterminowe zamrożenie 210 miliardów euro aktywów rosyjskiego banku centralnego. Decyzja ta eliminuje konieczność cyklicznego odnawiania tego środka co sześć miesięcy, co znacząco ogranicza możliwość jego blokowania przez państwa członkowskie przychylne Moskwie. Jednocześnie wzmacnia to fundamenty mechanizmu mającego umożliwić finansowanie pomocy dla Ukrainy ze środków pochodzących z zamrożonych rosyjskich aktywów. Ostateczne rozstrzygnięcia w tej sprawie mają zapaść na szczycie przywódców UE w przyszłym tygodniu.
Decyzja przyjęta większością kwalifikowaną
Ambasadorowie państw członkowskich zatwierdzili środek, korzystając z art. 122 Traktatu o Funkcjonowaniu UE — przepisu umożliwiającego podejmowanie decyzji większością kwalifikowaną w sytuacjach nadzwyczajnych. Dzięki temu możliwe było ominięcie konieczności jednomyślności, która w ostatnich miesiącach kilkakrotnie blokowała działania wobec Rosji.
Duńska prezydencja potwierdziła, że rozpoczęto procedurę pisemną. Rada UE ma formalnie przyjąć decyzję do piątkowego wieczoru. Nowy mechanizm ma umożliwić stworzenie tzw. „pożyczki reparacyjnej”, czyli finansowania dla Ukrainy opartego na przyszłych zyskach z zamrożonych rosyjskich aktywów lub ich zastawie.
Belgia ostrzega przed ryzykiem finansowym
Największe zastrzeżenia zgłosiła Belgia, na której terenie działa Euroclear – depozytariusz przechowujący około 185 mld z 210 mld euro zamrożonych aktywów. Premier Bart De Wever ocenił propozycję jako „fundamentalnie błędną” i ostrzegł, że ewentualne wygrane Rosji przed trybunałami międzynarodowymi mogłyby narazić kraj na poważne straty.
– To byłoby jak włamanie do ambasady, wyniesienie wszystkich mebli i ich sprzedaż – mówił De Wever w parlamencie, podkreślając, że cała odpowiedzialność za potencjalne konsekwencje spoczywałaby na belgijskich instytucjach.
Bruksela domagała się więc stworzenia mechanizmu podziału ryzyka między państwa członkowskie oraz zapewnienia dodatkowych gwarancji płynności dla Euroclear. Według unijnych dyplomatów taki system jest obecnie dopracowywany i ma obejmować proporcjonalne rozłożenie ewentualnych kosztów.
Komisja Europejska argumentuje, że nie dochodzi do konfiskaty aktywów, ponieważ miałyby one posłużyć jedynie jako zabezpieczenie pożyczki, którą Ukraina spłacałaby wyłącznie w przypadku wypłaty reparacji przez Rosję.
Moskwa reaguje groźbami
Kreml określił działania Unii jako „kradzież” i zapowiedział retorsje. Były prezydent Dmitrij Miedwiediew ostrzegł, że takie kroki mogą zostać uznane za casus belli, co według rosyjskich władz miałoby konsekwencje zarówno dla instytucji unijnych, jak i państw członkowskich.
Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa poinformowała, że przygotowywane są środki odwetowe, jednak nie zdradziła żadnych szczegółów.
Rosyjskie dochody z eksportu ropy i produktów naftowych spadły w listopadzie do 10,97 mld dolarów – poziomu nienotowanego od lutego 2022 roku, czyli pierwszych dni pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Dane pochodzą z najnowszego raportu Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), który został opublikowany w czwartek. Oznacza to spadek o 3,59 mld dolarów rok do roku i potwierdza narastającą presję na rosyjskie finanse państwowe.
IEA podaje, że cena ropy Urals, głównego gatunku eksportowego Rosji, spadła w listopadzie o 8,20 dolarów do 43,52 USD za baryłkę. To najniższy poziom od marca 2023 r. Jednocześnie zmniejszył się wolumen eksportu – o ok. 400 tys. baryłek dziennie, do 6,9 mln bpd.
Wielu importerów zaczęło ograniczać zakupy w obawie przed rozszerzaniem amerykańskich sankcji. Kluczowy pakiet restrykcji wobec Rosneftu i Lukoilu wszedł w życie 21 listopada, uderzając w eksport na główne rynki azjatyckie. Do Indii wysyłki spadły aż o 57 proc. rok do roku, do Chin o 34 proc., a do Turcji o 53 proc.
Ukraińskie drony paraliżują eksport i infrastrukturę
Drugim istotnym czynnikiem są coraz śmielsze ukraińskie ataki dronów. Uderzenia te ograniczają zarówno możliwości przetwarzania ropy, jak i logistykę transportu.
Eksport ropy przez Morze Czarne zmniejszył się w listopadzie o 42 proc., do 910 tys. baryłek dziennie. Ukraina intensywnie atakuje rafinerie i statki należące do tzw. „floty cieni”, która obsługuje transport rosyjskiej ropy z pominięciem tradycyjnych kanałów.
IEA odnotowuje szereg kluczowych incydentów:
5 grudnia – po ataku dronów zatrzymano pracę rafinerii w Syzraniu.
11 grudnia – Ukraina po raz pierwszy uderzyła w platformę wydobywczą Filanovsky na Morzu Kaspijskim, co wstrzymało produkcję z ponad 20 odwiertów.
W grudniu drony morskie Sea Baby trzykrotnie trafiły tankowce należące do floty cieni na Morzu Czarnym.
Ataki te ograniczają zdolność Rosji do utrzymania stabilnych dostaw, generując dodatkową presję na dochody budżetowe.
Produkcja poniżej limitów OPEC+
W listopadzie produkcja rosyjskiej ropy spadła do 9,03 mln baryłek dziennie – z 9,24 mln w październiku. To około 500 tys. baryłek dziennie mniej, niż przewidują limity OPEC+ dla Rosji.
Niższa produkcja, mniejszy eksport i spadające ceny przekładają się na istotne ograniczenie wpływów z sektora naftowego. Tymczasem to właśnie dochody z ropy i gazu stanowią fundament finansowania rosyjskiego budżetu, w tym wydatków wojennych.
Coraz większa presja na budżet Kremla
IEA podkreśla, że listopadowe dane są sygnałem narastających trudności rosyjskiego sektora energetycznego. Połączenie sankcji, spadku popytu, coraz niższych cen oraz bezpośrednich ukraińskich ataków stanowi najpoważniejsze wyzwanie dla rosyjskiego eksportu paliw od początku wojny.
W tym roku hiszpańskie rodziny czekają najdroższe święta spośród badanych krajów, bo przeciętnie posiłek dla czteroosobowej rodziny wyniesie 81,95 euro (346,65 zł).
Niemieckie i francuskie gospodarstwa domowe odczują znaczny wzrost cen po zeszłorocznych obniżkach.
W Czechach i Polsce ceny są wyraźnie niższe.
Według badania przeprowadzonego w dwunastu krajach przez platformę handlową i inwestycyjną eToro, rodziny w Hiszpanii kolejny rok z rzędu czeka najdroższe Boże Narodzenie.
Platforma eToro zbadała ceny tradycyjnych potraw świątecznych w lokalnych supermarketach. Jak wynika z analizy, typowy hiszpański posiłek bożonarodzeniowy składający się z indyka i dodatków dla czteroosobowej rodziny będzie kosztować 81,95 euro (346,65 zł), co stanowi wzrost o 9 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tymczasem tradycyjna rumuńska uczta świąteczna składająca się z sarmale i mamałygi będzie kosztować czteroosobową rodzinę 17,65 euro (74,66 zł).
Tegoroczne wyniki pokazują znaczące zmiany w rankingu. Po gwałtownym spadku w 2024 r. francuskie gospodarstwa domowe mogą spodziewać się znacznego wzrostu cen – koszt tradycyjnej kolacji z nadziewanym indykiem wzrośnie do 73,68 euro (311,67 zł), czyli o 26 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Największy wzrost odnotują jednak niemieckie gospodarstwa domowe, gdzie cena gęsi z dodatkami wzrośnie o 28 proc. do 70,75 euro (299,27 zł) w ujęciu rok do roku.
Natomiast Polska odnotowała jedną z największych obniżek cen – koszt tradycyjnych pierogów z kapustą i grzybami spadł o 8% do 35,18 euro (148,64 zł). W Australii świąteczny barbecue jest również tańszy niż rok temu o 6 proc. i obecnie wynosi 43,12 euro (182,48 zł). Natomiast gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii po rekordowo wysokich cenach w 2024 r., będą się musiały zmierzyć z dalszym wzrostem, ponieważ koszt indyka i dodatków jest wyższy o 5 proc. i w 2025 roku wyniósł 44,12 euro (186,62 zł). Oznacza to, że ceny są nadal znacznie wyższe niż 24,8 euro (104,9 zł) sprzed dwóch lat.
Komentując wyniki tegorocznej analizy, Paweł Majtkowski, analityk eToro stwierdził: W okresie przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia rodziny na całym świecie mają zupełnie inne doświadczenia pod względem inflacji. W krajach takich jak Niemcy, Francja czy Hiszpania ceny tradycyjnych potraw świątecznych gwałtownie wzrosły pomimo spadku inflacji. Natomiast w Polsce i Australii sytuacja jest odmienna – obserwujemy wyraźny spadek cen.
W Polsce po raz pierwszy od czterech lat obserwujemy spadek kosztów świątecznego obiadu. Jest to pierwszy taki wynik od czasu rozpoczęcia naszych badań. Spadek cen o ponad 6 procent pokazuje, że malejąca presja inflacyjna w końcu znajduje swoje odzwierciedlenie w budżecie gospodarstw domowych.
Tabela: Koszty świątecznej kolacji w 12 krajach (2025 r.)
Pozycja
Kraj
Tradycyjny bożonarodzeniowy posiłek
Koszt
Zmiana rok do roku (%)
1
Hiszpania
Indyk i dodatki
81,95€ (346,64 zł)
+8.90%
2
Francja
Nadziewany indyk
73,68€ (311,67 zł)
+25.61%
3
Niemcy
Gęś z dodatkami
70,75€ (299,27 zł)
+27.56%
4
Włochy
Tortellini w wywarze
53,14€ (224,78 zł)
+2.39%
5
Dania
Pieczeń wieprzowa
47,90€ (202,66 zł)
+25.90%
6
Niderlandy
Rolada wieprzowa
46,88€ (198,30 zł)
+2,00%
7
Wielka Brytania
Indyk z dodatkami
44,12€ (186,62 zł)
+4,66%
8
Australia
Barbecue
43,14€ (182,48 zł)
-5.92%
9
Polska
Pierogi z kapustą i grzybami
35,18€ (148,81 zł)
-8.10%
10
Czechy
Karp, zupa, sznycel, sałatka ziemniaczana
33,97€ (143,69 zł)
-5,49%
11
USA
Indyk i dodatki
30,78€ (130,20 zł)
-6,5%
12
Rumunia
Sarmale z mamałygą
17,65€ (74,66 zł)
-2,00%
Inflacja cen żywności pozostaje kluczowym czynnikiem wpływającym na zmiany kosztów świątecznego obiadu, a globalne łańcuchy dostaw dalej dostosowują się do strat w uprawach spowodowanych warunkami pogodowymi, wyższych cen paszy oraz utrzymującej się zmienności kosztów energii i transportu. Mimo że na niektórych rynkach w tym roku odnotowano złagodzenie presji, to inne borykają się z ponownym wzrostem cen, ponieważ problemy produkcyjne i regionalne zakłócenia nadal mają wpływ na asortyment supermarketów.
Marcin Wojewódka, do niedawna wiceprzewodniczący rady nadzorczej i były p.o. prezesa PKP Cargo, został 11 grudnia odwołany ze składu rady po serii transakcji na akcjach spółki, które wywołały gwałtowne reakcje na warszawskiej giełdzie i zainteresowanie Komisji Nadzoru Finansowego.
10 grudnia Wojewódka sprzedał 91 703 akcje przewoźnika po średniej cenie 12,56 zł, a następnie – jeszcze tego samego dnia – odkupił identyczny pakiet po 11,53 zł za sztukę. Wartość pierwszej operacji przekroczyła 1,15 mln zł. Informacja o sprzedaży, ujawniona tuż przed południem, natychmiast odbiła się na notowaniach spółki: kurs spadł o ponad 18 proc., a sesję zakończył ze stratą 9,06 proc., na poziomie 11,65 zł.
Komisja Nadzoru Finansowego poinformowała, że transakcje są analizowane pod kątem zgodności z przepisami Rozporządzenia MAR, które reguluje kwestie nadużyć na rynku finansowym, w tym wykorzystywania informacji poufnych. Urząd przekazał, że działania Wojewódki z 10 grudnia są obecnie weryfikowane „z punktu widzenia ewentualnego naruszenia regulacji dotyczących rynku kapitałowego”.
Jeszcze tego samego dnia po południu PKP SA – główny akcjonariusz PKP Cargo z pakietem 33,01 proc. – odwołało Wojewódkę z rady nadzorczej ze skutkiem natychmiastowym. Decyzja zapadła wkrótce po kolejnej transakcji wykonanej przez menedżera, który zakupił 1038 akcji po średniej cenie 12,68 zł. W komunikacie nie wskazano przyczyn odwołania.
Wojewódka od wiosny 2024 r. regularnie inwestował w akcje przewoźnika, deklarując zaufanie do jego perspektyw. Od maja 2024 r. do grudnia 2025 r. nabył łącznie ponad 96 tys. walorów o łącznej wartości około 1,56 mln zł, płacąc średnio 16,16 zł za akcję. Portal Bankier.pl sugeruje, że grudniowa operacja mogła być formą agresywnej optymalizacji podatkowej – wykazana strata ze sprzedaży akcji mogłaby obniżyć podatek od zysków kapitałowych.
Sam Wojewódka odmówił szczegółowego komentarza. – Nie wypowiadam się na temat spółki, w której pełnię funkcję, inaczej niż poprzez oficjalne komunikaty giełdowe. Znam przepisy MAR – powiedział portalowi Money.pl.
Po informacji o ponownym zakupie akcji przez Wojewódkę kurs PKP Cargo na czwartkowym otwarciu odbił o 9,7 proc., osiągając poziom 12,78 zł. Rynek wciąż jednak czeka na wyniki analizy KNF, które przesądzą o tym, czy doszło do naruszenia regulacji dotyczących uczciwego obrotu giełdowego.
W czwartek na światowych rynkach pojawiły się dwie zupełnie odmienne wizje tego, jak będzie wyglądał globalny rynek ropy w 2026 roku. OPEC oraz Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) opublikowały prognozy, które wyraźnie podkreślają rosnącą przepaść między producentami a konsumentami ropy – zarówno w ocenie przyszłego popytu, jak i podaży.
OPEC: rynek bliski równowagi
Z danych opublikowanych 11 grudnia przez OPEC wynika, że w przyszłym roku globalna podaż ropy niemal dokładnie zrówna się z popytem. Aby utrzymać równowagę na rynku, sojusz OPEC+ musiałby produkować około 43 mln baryłek dziennie – praktycznie tyle samo, ile wydobywał w listopadzie (43,06 mln bpd).
Prognozy organizacji pozostają niezmienione piąty miesiąc z rzędu, a według wyliczeń Reutera przy utrzymaniu obecnego poziomu produkcji rynek zanotowałby jedynie minimalną nadwyżkę – ok. 60 tys. baryłek dziennie. OPEC podkreśla, że światowa gospodarka pozostaje „na solidnych podstawach”, a aktywność gospodarcza w wielu regionach nadal napędza zapotrzebowanie na surowiec.
MAE: nadpodaż prawie 4% globalnego popytu
Zupełnie inaczej rynek widzi Międzynarodowa Agencja Energetyczna. Według MAE globalna podaż ropy przewyższy popyt w 2026 roku o 3,84 mln baryłek dziennie, co odpowiada blisko 4% światowego zużycia. To wprawdzie mniej niż 4,09 mln bpd prognozowane w listopadzie, ale nadal oznacza wyraźną nadwyżkę surowca.
Agencja obniżyła prognozę wzrostu podaży oraz delikatnie podniosła prognozę popytu – do 860 tys. baryłek dziennie. To jednak wciąż znacznie mniej niż oczekiwania OPEC, który spodziewa się wzrostu konsumpcji w 2026 roku o 1,38 mln baryłek dziennie.
Jak zauważa Financial Times, różnica między obiema prognozami jest największa od ponad dwóch dekad. „Tak duże rozbieżności wywołały dezorientację inwestorów, którzy nie wiedzą, której wizji bardziej ufać” – komentuje Tamas Varga z PVM Oil Associates.
OPEC+ zamraża wzrost wydobycia
Na tle rosnącej niepewności rynkowej kraje OPEC+ na początku listopada zdecydowały o wstrzymaniu zwiększania produkcji w pierwszych miesiącach 2026 roku. Grupa, której trzon stanowią Arabia Saudyjska, Rosja, Irak, ZEA, Kuwejt, Kazachstan, Algieria i Oman, powoli wycofuje dobrowolne cięcia w wysokości 2,2 mln baryłek dziennie wprowadzone w 2023 roku.
Celem tej polityki jest ustabilizowanie cen, które od początku roku spadły już o ponad 15%. Notowania ropy Brent 11 grudnia oscylowały w okolicach 62 dolarów za baryłkę, osiągając chwilami ponad 14-miesięczne minima na poziomie ok. 61 dolarów. Rynek pozostaje pod presją obaw o możliwą nadpodaż i niejednoznaczne sygnały dotyczące przyszłego zapotrzebowania.
Najszerszy od lat rozdźwięk w prognozach
Rozbieżności między OPEC a MAE wynikają przede wszystkim z odmiennego spojrzenia na tempo wzrostu gospodarczego oraz wpływ transformacji energetycznej na konsumpcję paliw kopalnych. Podczas gdy OPEC zakłada stabilny wzrost zapotrzebowania, MAE przewiduje stopniowe wyhamowanie, m.in. w związku z rozwojem odnawialnych źródeł energii, politykami klimatycznymi i efektywnością energetyczną.
Dla rynku – i inwestorów – oznacza to dalszą niepewność. W zależności od tego, która prognoza okaże się bliższa rzeczywistości, świat może w 2026 roku wejść albo w okres stabilizacji cen, albo w fazę nadpodaży i presji spadkowej.
Rok 2025 może być pierwszym od ponad 10 lat, który nie zakończy się wzrostem cen mieszkań. Chodzi oczywiście o rynek rozumiany jako całość. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że w ciągu minionych 11 miesięcy 2025 r. ceny spadły aż w 11 z 17 badanych miast. Wzrosty odnotowaliśmy w pozostałych 6 miastach. Należy jednak dodać, że jeśli chodzi o ceny ofertowe, spadki są w większości przypadków minimalne. Mijający rok będzie również pamiętany jako ten, w którym bardzo mocno (o 1,75 p.p.) spadły stopy procentowe. Dzięki temu rata kredytu na 500 tys. zł na 30 lat zmniejszyła się z 3479 zł do ok. 2998 zł. Z kolei dostępna kwota kredytu dla pary z dochodem łącznym 12 tys. zł netto wzrosła z ok. 750 tys. zł do ok. 900 tys. zł. Warto też dodać, że w 2026 r. te parametry mogą się jeszcze bardziej poprawić.
W większości badanych miast zmiany cen ofertowych w 2025 r. są niewielkie. Ceny z ogłoszeń nie do końca oddają jednak rzeczywistą sytuację, która zdecydowanie sprzyja kupującym. Ofert na rynku jest dużo, a popyt dopiero zaczyna się budzić. W rezultacie w negocjacjach zwykle udaje się znacząco obniżyć cenę lub uzyskać darmowe miejsce parkingowe czy komórkę lokatorską.
Wspomnieliśmy, że zmiany cen ofertowych są niewielkie. Jest jednak kilka wyjątków, czyli miast, w których ceny znacząco się zmieniły. Duże spadki cen widać w Katowicach (-9%) i Radomiu (-8%). Z kolei znaczące wzrosty odnotowaliśmy w Gdańsku (+10%) i Bydgoszczy (+7%). W tym ostatnim mieście przeciętna cena w listopadzie wyniosła rekordowe 9787 zł za m². Coraz bliżej więc do 10 000 zł za m².
W Krakowie niemal tak drogo jak w Warszawie
Tegoroczną ciekawostką jest to, że mocno zbliżyły się do siebie ceny w Warszawie (16 829 zł za m²) i Krakowie (15 904 zł za m²). Stolica jest droższa już tylko o 6%. Dla porównania jeszcze w 2022 r. było to ok. 15%, a w 2020 r. ok. 20%. To efekt tego, że ceny w Krakowie rosły w ostatnich latach szybciej niż w stolicy. Z kolei w tym roku mieszkania w Warszawie staniały (o 3%), podczas gdy w Krakowie pozostały niemal bez zmian.
105 tys. aktywnych ogłoszeń w 17 badanych miastach
Wspomnieliśmy już, że ofert na rynku wciąż jest dużo. W listopadzie 2025 r. właściciele i deweloperzy wystawili w 17 miastach 33 703 nowe, unikalne oferty sprzedaży. Z kolei wszystkich aktywnych było 105 249. Aktywna oferta delikatnie maleje. Szczytowym momentem w 2025 r. był kwiecień, kiedy ofert było 116 305.
Kluczowa jawność cen
Rok 2025 będzie również pamiętany jako moment wejścia w życie przepisów dotyczących jawności cen na rynku nieruchomości. Deweloperzy muszą publikować ceny oferowanych mieszkań, co zdecydowanie zaostrza konkurencję i ułatwia kupującym podjęcie racjonalnej decyzji.
Rata spadła poniżej 3000 zł
Kolejną znaczącą zmianą, jaka dokonała się w 2025 r., jest spadek stóp procentowych aż o 1,75 p.p. (z 5,75% do 4%). Dzięki temu średnie oprocentowanie nowo udzielanych kredytów obniżyło się z 7,45% w grudniu 2024 r. (dane NBP) do nieco ponad 6% w grudniu 2025 r. (prognoza, ponieważ najnowsze dane NBP są z października). Dzięki temu rata kredytu na 500 tys. zł na 30 lat spadła z 3479 zł do ok. 2998 zł, czyli o 481 zł.
Z kolei od szczytowego poziomu oprocentowania kredytów hipotecznych (9,32%) z listopada 2022 r. rata takiego kredytu spadła o 1141 zł (z 4139 zł do 2998 zł).
Dostępna kwota kredytu wzrosła o ok. 20%
Spadek stóp procentowych spowodował również znaczący wzrost dostępnej kwoty kredytu. Dla przykładu w przypadku pary bez dzieci, z dochodem łącznym wynoszącym 12 000 zł, średnia dostępna kwota wzrosła z ok. 750 tys. zł do ok. 900 tys. zł. To wzrost o 150 tys. zł, czyli o 20%. Jednocześnie należy dodać, że w wielu przypadkach wzrosły też wynagrodzenia, co powoduje, że dostępna kwota kredytu zwiększyła się jeszcze bardziej. Z drugiej strony wzrost wynagrodzeń spowalnia (w październiku 6,6% r/r), więc ten czynnik ma obecnie mniejsze znaczenie niż w poprzednich latach.
Co nas czeka w 2026 r.
W przyszłym roku prawdopodobna jest kontynuacja obniżek stóp procentowych. Notowania kontraktów terminowych wskazują, że stopa referencyjna może spaść o kolejne 0,5 p.p., czyli do 3,5%. To oznaczałoby obniżenie raty wspomnianego wcześniej kredytu do 2839 zł, a więc o kolejne 159 zł.
Jeśli chodzi o ceny mieszkań, najbardziej prawdopodobna wydaje się ich stabilizacja. Niższe stopy procentowe w połączeniu z rosnącymi wynagrodzeniami w końcu ożywią popyt. Przyspieszenie tempa spadków cen w całym 2026 r. jest więc mało prawdopodobne. Na początku roku przewaga miast z obniżkami wciąż może jednak być wyraźna.
Jednocześnie mało prawdopodobny wydaje się również mocny wzrost cen. Ofert na rynku jest tak dużo, że ożywienie popytu nie powinno doprowadzić do dużych podwyżek. Poza tym, choć kredyty hipoteczne wyraźnie staniały, wciąż trudno nazwać je tanimi. W przyszłym roku średnie oprocentowanie może spaść do ok. 5,5%.
Spodziewamy się więc głównie niewielkich zmian cen mieszkań w 2026 r., które w różnych miastach mogą być zarówno wzrostami, jak i spadkami.
Warto sprawdzić aktualną wartość swojego mieszkania
Na koniec informacje dla osób, które już posiadają mieszkanie lub dom. Oni zwykle w znacznie mniejszym stopniu interesują się zmianami cen nieruchomości. Warto jednak wykorzystać okres noworocznych postanowień, aby sprawdzić wartość swojego mieszkania czy domu. Ta informacja będzie bardzo przydatna w sytuacji zakupu czy odnowienia polisy ubezpieczenia nieruchomości.
Wiele osób, które kilka czy kilkanaście lat temu kupiło mieszkanie czy zbudowało dom, ubezpiecza je na kwotę z tamtego okresu. Dla przykładu przez lata ubezpiecza dom na kwotę 500 tys. zł mimo, że jego obecna wartość to 1 mln zł. W przypadku pożaru, powodzi czy innej katastrofy ubezpieczyciel wypłaci więc odszkodowanie według kwoty, która w dzisiejszych czasach nie ma szans zapewnić odbudowę czy zakup nowego lokum.
Należy dodać, że zwiększenie kwoty ubezpieczenia oczywiście podwyższy jego koszt. Nie jest to jednak zbyt wysoka kwota. Koszt takiego ubezpieczenia, to zwykle kilkaset złotych rocznie, w zależności od wartości nieruchomości i zakresu ubezpieczenia. Dla przykładu dla mieszkania o wartości 500 tys. zł najtańsza oferta kosztuje 160 zł rocznie. Z kolei aktualizacja wartości nieruchomości do 1 mln zł spowoduje, że cena minimalna za ubezpieczenie wzrośnie do 205 zł rocznie. W zamian za 45 zł wyższej składki otrzymujemy wzrost ewentualnego odszkodowania o 500 tys. zł.
Warto sprawdzić aktualną wartość swojego mieszkania
Na koniec kilka informacji dla osób, które już posiadają mieszkanie lub dom. Zwykle w znacznie mniejszym stopniu interesują się one zmianami cen nieruchomości. Warto jednak wykorzystać okres noworocznych postanowień, aby sprawdzić aktualną wartość swojego mieszkania czy domu. Taka informacja będzie bardzo przydatna przy zakupie lub odnowieniu polisy ubezpieczenia nieruchomości.
Wiele osób, które kilka czy kilkanaście lat temu kupiło mieszkanie lub zbudowało dom, ubezpiecza je na kwotę z tamtego okresu. Przykładowo przez lata ubezpiecza dom na 500 tys. zł, mimo że jego obecna wartość to 1 mln zł. W przypadku pożaru, powodzi czy innej katastrofy ubezpieczyciel wypłaci więc odszkodowanie według kwoty, która dziś nie ma szans pokryć kosztów odbudowy lub zakupu nowego lokum.
Należy dodać, że zwiększenie sumy ubezpieczenia oczywiście podwyższy koszt polisy. Zwykle nie jest to jednak duży wydatek. Cena takiego ubezpieczenia to zazwyczaj kilkaset złotych rocznie, w zależności od wartości nieruchomości i zakresu ochrony. Dla przykładu najtańsza oferta dla mieszkania o wartości 500 tys. zł kosztuje 160 zł rocznie. Z kolei aktualizacja wartości nieruchomości do 1 mln zł podniesie minimalną cenę ubezpieczenia do 205 zł rocznie. W zamian za 45 zł wyższej składki otrzymujemy wzrost potencjalnego odszkodowania o 500 tys. zł.
Jeszcze niedawno w digitalizacji HR dominowały chatboty, portale samoobsługowe i automatyczne odpowiedzi. Dziś wchodzimy w etap, w którym sztuczna inteligencja nie tylko odpowiada na pytania, lecz samodzielnie realizuje zadania i podejmuje decyzje w oparciu o dane oraz procedury, dążąc do rozwiązania problemu. To właśnie agentic AI – najważniejsza zmiana w świecie HR od czasu popularyzacji systemów HRIS. W doświadczeniu pracownika następuje przełom porównywalny z transformacją CRM-ów dekadę temu. Według Capgemini Research Institute agentic AI może wygenerować globalnie nawet 450 miliardów dolarów wartości do 2028 roku, a HR jest jednym z obszarów, które skorzystają z tej rewolucji.
Mniej operacji, więcej wsparcia: HR w nowym wydaniu
Przez lata cyfryzacja HR opierała się na portalach samoobsługowych, ticketach i modelu „log-and-route”. Systemy rejestrowały sprawy, przypisywały je do odpowiednich zespołów i umożliwiały śledzenie statusu, ale to nadal człowiek musiał ostatecznie wykonać konkretne działania. Agentic AI po raz pierwszy realnie zmienia tę logikę – system nie tylko przetwarza dane, ale samodzielnie inicjuje procesy, wykonuje czynności i doprowadza sprawy do końca. To podejście usprawnia codzienną pracę ludzi i zmienia sposób działania zespołów HR, IT i operacji.
Nowy wymiar obsługi pracownika
Agentic AI nie zastępuje zespołów HR, lecz zmienia charakter ich pracy. Osoby pracujące w działach HR wciąż muszą być ekspertami w swojej dziedzinie, jednak ich rola przesuwa się w stronę nadzorowania i autoryzowania rezultatów wypracowanych przez sztuczną inteligencję oraz reagowania na sytuacje wymagające odstępstw od standardowego procesu. Zamiast skupiać się na powtarzalnym wprowadzaniu danych i operacjach systemowych, specjaliści i specjalistki HR koncentrują się dziś na analizie wyjątków, kontroli jakości oraz zapewnianiu zgodności działań AI z polityką firmy i potrzebami ludzi. To przejście od „obsługi procesów” do aktywnego partnerstwa z biznesem i technologią.
– W praktyce agentic AI w obszarze HR oznacza przełomowe podejście do obsługi spraw pracowniczych, takich jak odpowiadanie na zapytania, kwestie związane z benefitami lub procesowanie wniosków kadrowych. W odróżnieniu od tradycyjnych rozwiązań, agent działa pomiędzy różnymi systemami umożliwiając automatyzację procesów oraz integrację poszczególnych kroków i danych z wielu platform w jeden spójny, płynny workflow. Technologia ta nie eliminuje całkowicie barier między systemami, lecz obniża ich negatywny wpływ poprzez efektywne połączenie i uspójnienie przebiegu procesów. W rezultacie technologia agentic AI znacząco przyspiesza realizację spraw, natomiast wymaga od organizacji całkowitej redefinicji projektowania procesów biznesowych oraz wykorzystania nowej architektury łączenia platform technologicznych. To fundamentalna zmiana, która umożliwia zespołom HR skoncentrowanie się na strategicznych aspektach pracy z ludźmi, a nie na zarządzaniu rozproszonymi akcjami i informacjami – komentuje Patryk Sochacki, Lider Platform Technologicznych i AI w Capgemini Polska.
Onboarding bez chaosu
Onboarding jest jednym z najbardziej złożonych procesów w firmach, angażującym HR, IT, finanse, administrację, security, facility management i zespoły operacyjne. Często to właśnie tu, na pograniczu odpowiedzialności pomiędzy funkcjami biznesowymi, pojawia się najwięcej opóźnień, ryzyk oraz nieporozumień. Agentic AI zmienia ten proces w skoordynowany, w pełni kontrolowany przepływ działań, który uruchamia się automatycznie, kiedy kandydat bądź kandydatka otrzymuje ofertę. AI realizuje poszczególne czynności oraz monitoruje status każdego kroku: zamówienia sprzętu, dostępu do systemów, szkoleń czy badań. Informuje osobę zarządzającą, które zadania są realizowane na czas, a które wiążą się z ryzykiem opóźnienia. Gdy zauważy problem – samodzielnie proponuje pomoc w wykonaniu brakujących czynności i przeprowadza przez proces. To także narzędzie przewidywania problemów, zanim staną się przeszkodą pierwszego dnia pracy. Takie podejście pozwala firmom znacząco skrócić czas wdrożenia i poprawić jakość pierwszych doświadczeń nowo zatrudnionych osób.
Od predykcji potrzeb po personalizację procesów
Agentic AI działa na podstawie wielu źródeł informacji: polityk HR, danych kadrowych, zgłoszeń pracownika i aktywności w systemach. Łączy je w czasie rzeczywistym i potrafi zinterpretować w kontekście procesu, w którym znajduje się użytkownik. Dzięki temu jest w stanie przewidywać potrzeby, reagować na nieprzejrzyste sytuacje oraz proponować działania, które minimalizują ryzyka. W efekcie firmy mogą tworzyć bardziej spersonalizowane ścieżki pracownika – nie tylko w onboardingu, ale też w obszarze rozwoju, czy przy zarządzaniu benefitami. Agentic AI staje się narzędziem wspierającym „moments that matter”, czyli kluczowe punkty na ścieżce pracownika, które mają największy wpływ na satysfakcję i zaangażowanie.
Menedżerowie odzyskują czas – AI przejmuje operacje i administrację
W wielu firmach to osoby w rolach menedżerskich spędzają znaczną część czasu na zadaniach administracyjnych. To odciąga ich od pracy z zespołem, planowania i rozwoju pracowników. Agentic AI przejmuje tę warstwę obowiązków, redukując liczbę manualnych interwencji i zadań, które dotąd wymagały przełączania się pomiędzy platformami i ręcznego wprowadzania danych. Dzięki agentom sztucznej inteligencji menedżer bądź menedżerka zamiast szukać danych w systemach może zapytać o status onboardingu, zamówić sprzęt, dodać dostęp lub sprawdzić uprawnienia w prosty sposób za pomocą interfejsu chatbota lub chatu głosowego – a AI sprawdzi potrzebne informacje i wykona za niego/nią resztę czynności. To nie tylko skraca czas działań operacyjnych, ale także zmniejsza liczbę błędów wynikających z ludzkich pomyłek, nieaktualnych formularzy czy niejasnych instrukcji. W ujęciu strategicznym to ogromne odciążenie organizacji, które poprawia efektywność i skraca czas realizacji procesów wewnętrznych.
Zmiana, której nie da się zatrzymać – organizacje przechodzą na model Human-AI
Collaboration Agentic AI nie zastępuje zespołów HR. Uzupełnia je, przejmując powtarzalne czynności i umożliwiając ludziom skoncentrowanie się na empatii, relacjach, rozwoju i wspieraniu osób zatrudnionych w danej organizacji. To przejście od „obsługi procesów” do realnego partnerstwa z biznesem.
– Technologia sama w sobie nie jest celem – jest nim stworzenie środowiska, w którym zespoły HR mogą przejść z obsługi procesu na strategiczne wsparcie biznesu, managerowie mogą skupić się na zarządzaniu pracownikami i ich rozwoju, a pracownicy otrzymują niezbędne wsparcie szybko i z najwyższą jakością. Agentic AI pozwala ludziom skupić się na tym, co naprawdę ludzkie: budowaniu więzi, rozwoju i współpracy – komentuje Patryk Sochacki, Lider Platform Technologicznych i AI w Capgemini Polska.
Dla wielu organizacji to moment, w którym mogą przypisać HR-owi rolę bardziej strategiczną niż kiedykolwiek wcześniej. Agentic AI staje się katalizatorem tej transformacji.
Technologiczna przewaga dla firm, które adaptują się szybciej
Przedsiębiorstwa, które dziś wdrażają agentów AI, budują przewagę strategiczną trudną do odrobienia w przyszłości. Zyskują krótsze czasy reakcji, wyższą satysfakcję osób zatrudnionych i lepszą optymalizację kosztów. Agentic AI to technologia, która naturalnie wpisuje się w globalny trend upraszczania środowisk pracy i zwiększania efektywności procesów. Organizacje, które przejdą na model Human-AI Collaboration, będą w stanie szybciej skalować rozwiązania, budować atrakcyjniejsze środowisko pracy i lepiej odpowiadać na oczekiwania kolejnych pokoleń.
Europejski rynek stali mierzy się z kolejną poważną turbulencją. Thyssenkrupp Steel Europe zapowiedział czasowe wstrzymanie pracy dwóch zakładów produkujących stal elektrotechniczną – w Gelsenkirchen oraz we francuskim Isbergues. Decyzja ma obowiązywać od połowy grudnia do końca roku, a od stycznia fabryka we Francji będzie działać jedynie na połowie swoich mocy przez co najmniej cztery miesiące. Zawieszenie działalności dotyczy produkcji stali ziarnistej, kluczowej dla transformatorów energetycznych i turbin wiatrowych, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość około 1200 miejsc pracy.
Zaledwie kilka tygodni temu Thyssenkrupp zaakceptował plan redukcji i outsourcingu łącznie 11 tys. etatów, co oznacza spadek zatrudnienia o niemal 40%. Jeśli dodatkowe 1200 miejsc pracy zostałoby ostatecznie skreślonych, łączna redukcja objęłaby około 45% dotychczasowej załogi.
Tłem dla decyzji koncernu jest rosnący napływ taniego importu z Azji. Eurostat podaje, że import stali elektrotechnicznej z orientacją ziarnową do Europy zwiększył się trzykrotnie w ciągu trzech lat, a tylko w 2025 roku wzrósł o kolejne 50%. Jednym z czynników były zaostrzone cła w USA, które skierowały nadwyżki produkcyjne z Azji na rynek unijny. Według przedstawicieli branży zagraniczne koncerny są w stanie oferować ceny nawet o jedną czwartą niższe niż producenci europejscy.
W reakcji na sytuację Marie Jaroni, dyrektor generalna Thyssenkrupp Steel Europe, podkreśliła strategiczne znaczenie stali elektrotechnicznej dla transformacji energetycznej. Jak wskazała, spółka zabiega o skuteczniejszą ochronę europejskiego rynku, ponieważ obecne unijne środki handlowe nie obejmują tego typu produktu. Tymczasem propozycje Komisji Europejskiej z października – ograniczenie kwot importowych o 47% i podwojenie ceł na nadwyżki wolumenu – nie dotyczą stali elektrotechnicznej, co pozostawia ten segment bez dodatkowych zabezpieczeń.
Równolegle do działań restrukturyzacyjnych Thyssenkrupp prowadzi rozmowy z indyjską firmą Jindal Steel International na temat potencjalnej sprzedaży działalności stalowej. Prezes Miguel Lopez poinformował, że negocjacje są „intensywne”, a decyzja może zapaść w najbliższych miesiącach. Indyjski koncern miał zaoferować ponad 2 mld euro na dokończenie projektu bezpośredniej redukcji żelaza w Duisburgu oraz zwiększenie mocy pieców łukowych.
Donald Trump ogłosił start wcześniej zapowiadanego programu imigracyjnego, który – według Białego Domu – ma umożliwić zamożnym cudzoziemcom uzyskanie stałego pobytu w USA w zamian za inwestycję o wartości co najmniej 1 mln dolarów.
Program nazwany „Złotą Kartą Trumpa” został uruchomiony w środę, 10 grudnia, a wnioski mają być przyjmowane za pośrednictwem przygotowanej przez administrację strony internetowej. Projekt stanowi znaczące odejście od dotychczasowej amerykańskiej polityki imigracyjnej i zakłada priorytetowe traktowanie wnioskodawców o wysokim statusie majątkowym.
W komunikacie opublikowanym na platformie Truth Social prezydent Trump określił nowe rozwiązanie jako „bezpośrednią drogę do obywatelstwa” dla osób, które spełnią kryteria oraz przejdą proces weryfikacyjny. Jak podano, złożenie samego wniosku wymaga uiszczenia opłaty w wysokości 15 tys. dolarów. Po zaakceptowaniu aplikacji kandydat miałby następnie wpłacić milion dolarów, aby uzyskać status stałego rezydenta Stanów Zjednoczonych.
Administracja przedstawiła też drugi wariant programu, skierowany do firm chcących sprowadzać pracowników z zagranicy. W tym przypadku koszt ma wynosić dwa miliony dolarów za osobę, a przedsiębiorstwa objęte programem zobowiązywałyby się do uiszczania corocznej opłaty w wysokości 1 proc. wniesionej inwestycji. Według deklaracji Trumpa środki z programu mają w całości zasilać budżet federalny i pomóc w redukcji długu publicznego.
Równolegle zapowiedziano również „Platynową Kartę Trumpa”, która – jak twierdzi administracja – ma kosztować pięć milionów dolarów i umożliwiać posiadaczom przebywanie w USA przez większość roku bez obowiązku odprowadzania podatku od dochodów uzyskanych poza terytorium Stanów Zjednoczonych. Opcja ta ma być dostępna jedynie poprzez listę oczekujących.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył w środę, że Rosja podejmie działania w przypadku rozmieszczenia europejskich wojsk na Ukrainie lub prób konfiskaty zamrożonych rosyjskich aktywów. Wystąpienie szefa MSZ miało miejsce podczas posiedzenia Rady Federacji i zostało szeroko opisane przez rosyjskie media państwowe.
Ławrow zaznaczył, że prezydent Władimir Putin deklarował brak zamiaru prowadzenia wojny z Europą. Podkreślił jednak, że Rosja uzna ewentualne rozmieszczenie europejskich kontyngentów wojskowych na Ukrainie oraz wywłaszczenie rosyjskich aktywów za działania wrogie, które spotkają się z odpowiedzią Moskwy.
Oświadczenie pojawiło się w czasie, gdy Unia Europejska przybliża się do porozumienia w sprawie wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów — szacowanych na 210–250 mld dolarów — na potrzeby wsparcia Ukrainy. Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa poinformował we wtorek, że decyzja może zapaść na szczycie UE 18 grudnia.
W swoim wystąpieniu Ławrow odniósł się także do polityki Stanów Zjednoczonych wobec Rosji. Określił prezydenta Donalda Trumpa jako zachodniego przywódcę, który — jego zdaniem — rozumie źródła obecnego konfliktu. Jednocześnie zwrócił uwagę, że mimo zainteresowania dialogiem, Waszyngton utrzymuje i rozszerza sankcje wobec Rosji.
Ławrow skrytykował Unię Europejską, oskarżając ją o błędną ocenę sytuacji związanej z wojną na Ukrainie. Według relacji mediów państwowych minister stwierdził, że kraje europejskie „łudzą się”, wierząc, że mogą zmienić przebieg konfliktu na niekorzyść Rosji.
Google przyspiesza wdrażanie Gemini for Home, nowego asystenta AI, który przejmie rolę Asystenta Google, o czym poinformowano we wtorek. Użytkownicy w Stanach Zjednoczonych będą otrzymywać zaproszenia w ciągu 24 godzin od rejestracji.
Gemini for Home zapewnia bardziej zaawansowane rozumienie języka oraz szersze możliwości dialogowe niż dotychczasowy Google Assistant. System obsługuje złożone, sekwencyjne polecenia, pytania uzupełniające oraz komendy z wyjątkami, co pozwala wykonywać wiele czynności jednym zestawem instrukcji.
Nowy asystent działa na wszystkich dotychczasowych inteligentnych głośnikach i wyświetlaczach Google — od pierwszego Google Home z 2016 roku po urządzenia z serii Nest, takie jak Nest Audio, Nest Hub czy Nest Mini. Obsługiwane są również urządzenia innych producentów, m.in. Lenovo i Insignia.
Podstawowe funkcje Gemini for Home pozostaną darmowe. Za bardziej zaawansowane możliwości — takie jak Gemini Live (umożliwiający prowadzenie rozmowy bez wypowiadania komendy aktywacyjnej) oraz funkcje kamer oparte na AI — użytkownicy będą musieli zapłacić w ramach subskrypcji Google Home Premium. Ceny pakietu zaczynają się od 10 dolarów miesięcznie.
Elon Musk potwierdził, że SpaceX przygotowuje się do pierwszej oferty publicznej, która ma nastąpić w 2026 r. Oświadczenie pojawiło się w odpowiedzi na komentarz dziennikarza Erica Bergera i jest pierwszym oficjalnym potwierdzeniem planów debiutu giełdowego.
Według doniesień SpaceX zamierza pozyskać ponad 30 mld dolarów, przy wycenie firmy sięgającej 1,5 bln dolarów. Byłoby to największe IPO w historii, przewyższające rekord Saudi Aramco z 2019 r. Firma prowadzi rozmowy z bankami inwestycyjnymi, a ostateczny harmonogram może przesunąć się na 2027 r., w zależności od warunków rynkowych.
Obecna wycena SpaceX przekracza 800 mld dolarów — dwukrotnie więcej niż w lipcu 2025 r. Wzrost wartości napędza dynamiczny rozwój usług Starlink, które stanowią 60–70% przychodów spółki. Firma przewiduje uzyskanie 15 mld dolarów przychodu w 2025 r., a rok później 22–24 mld dolarów. Liczba użytkowników Starlink przekroczyła 8 mln.
Środki z IPO mają zostać przeznaczone na rozwój kosmicznych centrów danych oraz zakup infrastruktury obliczeniowej dla projektów sztucznej inteligencji. SpaceX przygotowuje się także do konkurowania z Blue Origin na rynku kosmicznych usług przetwarzania danych.
Na listopadowym spotkaniu z akcjonariuszami Elon Musk wyraził zainteresowanie stworzeniem mechanizmu umożliwiającego inwestorom Tesli udział w przyszłym IPO SpaceX.
Magazyny w Małopolsce przechodzą cichą rewolucję – coraz częściej zamiast kotłowni gazowych deweloperzy chcą instalować pompy ciepła oraz fotowoltaikę. Deweloperzy aktywni w tym regionie zaczynają projektować hale wykorzystujące odnawialne źródła energii, a inwestorzy zaczynają widzieć w tym nie tylko ekologię, ale też realne oszczędności. Zapraszamy do zapoznania się z komentarzem, jak Małopolska wchodzi w erę magazynów bez gazu.
Rynek magazynowy w Małopolsce wchodzi w etap intensywnej transformacji energetycznej. Jeszcze kilka lat temu hale ogrzewane energią z otoczenia były rzadkością, a dziś stają się realną alternatywą dla tradycyjnych kotłowni gazowych. Pompy ciepła, wspierane fotowoltaiką i systemami zarządzania energią, zaczynają wyznaczać najnowszy standard w nowoczesnych parkach logistycznych.
Choć rynek magazynowy w województwie małopolskim (ok. 1,19 mln mkw. nowoczesnej podaży) nie dysponuje tak dużymi całkowitymi zasobami jak np. regiony: Mazowsze (7,19 mln mkw.) czy Śląsk (6,15 mln mkw.), to deweloperzy działający w Krakowie i okolicach coraz częściej uwzględniają w projektach rozwiązania „no gas ready”. W Polsce prekursorami w tym zakresie są m.in. 7R, Panattoni, CTP czy MDC².
Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach technicznych. Pompy ciepła dla dużych hal wymagają znacznych mocy przyłączeniowych dobrze zaprojektowanego systemu dystrybucji ciepła i odpowiedniej izolacji budynku. W Małopolsce część starszych parków może potrzebować modernizacji infrastruktury, by takie systemy wdrożyć. O wiele niższe nakłady poniosą deweloperzy planujący takie dostosowania przed rozpoczęciem budowy.
Według aktualnie dostępnych danych od deweloperów przemysłowych ponad 40% planowanych inwestycji magazynowych i produkcyjnych w rejonie Krakowa może być realizowanych z wykorzystaniem pomp ciepła jako głównego źródła ogrzewania. Wskaźnik ten może jeszcze wzrosnąć w najbliższych kwartałach czy latach w zależności od zapotrzebowania ze strony najemców. Dla firm wynajmujących powierzchnie w nowoczesnych parkach logistycznych oznacza to nie tylko niższe koszty ogrzewania, ale również dostęp do bardziej ekologicznych rozwiązań, które mogą być atutem w relacjach z klientami czy inwestorami.
Warto zwrócić uwagę na to, jak ogrzewany jest budynek, w którym prowadzony jest biznes. Pompy ciepła, które jeszcze niedawno były traktowane jako rozwiązanie przeznaczony głównie dla projektów szytych na miarę, coraz częściej planowane są w nowych lokalizacjach magazynowo-produkcyjnych w podstawowym standardzie. To nie tylko efekt wymogów związanych z prowadzoną polityką w zakresie ESG, ale przede wszystkim wynik czystej kalkulacji. Koszty emisji dwutlenku węgla i ceny gazu rosną, a energia z odnawialnych źródeł przekłada się realne oszczędności poziomie nawet 50% wydatków na ogrzewanie. Oczywiście rzeczywisty poziom oszczędności będzie zależeć od wielu czynników, w tym m.in. jakości izolacji, rodzaju systemu grzewczego czy sprawności samej instalacji. Wybierając obiekt z pompą ciepła, najemcy mogą więc znacząco obniżyć swoje wydatki na utrzymanie powierzchni i uniezależnić się od wahań cen paliw kopalnych.
W praktyce można się spodziewać, że w najbliższych kilku latach większość nowych magazynów klasy A w aglomeracji krakowskiej będzie oferowana w wersji „no gas”, z pompami ciepła i fotowoltaiką w standardzie.
Wszystko wskazuje na to, że Małopolska ma szansę stać się pionierem w zielonej transformacji rynku magazynowego w ujęciu procentowym (ze względu na skalę rynku i dynamikę rynku), a większość nowych magazynów klasy A będzie dostępna w wersji „no gas”. Jednak końcowe decyzje inwestycyjne często zależą od preferencji przyszłych użytkowników – ich aktywne zaangażowanie w wybór zrównoważonych rozwiązań może w istotny sposób wpłynąć na dalsze kierunki rozwoju rynku.
Prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz, Dziekan Kolegium Finansów i Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego, został powołany w skład Rady Fiskalnej – nowej, niezależnej instytucji, która ma wspierać stabilność polskich finansów publicznych i zwiększać wiarygodność polityki budżetowej państwa.
Rada Fiskalna jest nowym, niezależnym organem eksperckim powołanym do oceny czy polityka budżetowa państwa prowadzona jest w sposób odpowiedzialny i przejrzysty. Rozpocznie działalność 1 stycznia 2026 r. Rada ma wzmocnić wiarygodność polskiej polityki budżetowej. Niezależna, oparta na danych analiza prognoz i planów finansowych państwa pomaga ograniczać ryzyko nadmiernego zadłużenia, zwiększa przejrzystość decyzji dotyczących pieniędzy publicznych i sprzyja bardziej merytorycznej dyskusji o priorytetach wydatkowych.
Do zadań Rady należy między innymi ocena prognoz makroekonomicznych wykorzystywanych przy przygotowaniu budżetu państwa, opiniowanie zgodności planów finansowych z krajowymi i unijnymi regułami fiskalnymi oraz monitorowanie czy państwo utrzymuje spójny, przewidywalny kurs w zakresie polityki fiskalnej. Rada będzie także analizować skutki planowanych rozwiązań dla finansów publicznych i zwracać uwagę na działania, które mogłyby zwiększać ryzyko nadmiernego zadłużenia.
Takie instytucje funkcjonują w wielu państwach Unii Europejskiej i są rekomendowane jako ważny element wzmacniania zaufania do polityki budżetowej oraz jakości debaty publicznej o wydatkach i długu.
W skład Rady Fiskalnej wchodzi sześcioro ekspertów z zakresu ekonomii, finansów publicznych i prawa finansowego, powołanych z rekomendacji różnych instytucji, co ma gwarantować pluralizm i niezależność prac gremium. Przewodniczącym został dr Sławomir Dudek, ekonomista i prezes Instytutu Finansów Publicznych, a członkami Rady – dr Wojciech Niemyski, związany od wielu lat z Najwyższą Izbą Kontroli, prof. Andrzej Torój ze Szkoły Głównej Handlowej, dr Marcin Wroński, ekonomista i członek Komisji Nadzoru Finansowego, prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego oraz dr hab. Michał Bitner z Uniwersytetu Warszawskiego.
Członkowie Rady wskazywani są przez różne podmioty życia publicznego – od Najwyższej Izby Kontroli, przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Radę Dialogu Społecznego, po Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego. Taki model powoływania ma wzmacniać ekspercki charakter Rady i ograniczać ryzyko upolitycznienia jej prac.
Prof. ALK dr hab. Jacek Tomkiewicz jest ekonomistą specjalizującym się w finansach publicznych i polityce gospodarczej. W Akademii Leona Koźmińskiego pełni funkcję Dziekana Kolegium Finansów i Ekonomii oraz Dyrektora ds. Naukowych w Centrum Badawczym TIGER. W przeszłości był m.in. doradcą wiceprezesa Rady Ministrów, ministra finansów, współuczestnicząc w przygotowywaniu reform dotyczących systemu finansów publicznych. Jest autorem licznych publikacji, ekspertyz i analiz poświęconych długu publicznemu, regułom fiskalnym oraz stabilności finansów państwa.
Powołanie profesora Akademii Leona Koźmińskiego do Rady Fiskalnej to wyraz uznania dla jego dorobku naukowego i doświadczeń doradczych, ale także dla roli, jaką Akademia Leona Koźmińskiego odgrywa w kształtowaniu debaty o finansach publicznych w Polsce. Dla studentów i doktorantów oznacza to jeszcze bliższy kontakt z ekspertami uczestniczącymi bezpośrednio w procesach decyzyjnych na poziomie państwa, a także dostęp do wiedzy kształtowanej na styku nauki, praktyki i instytucji publicznych. To również kolejny przykład tego, że społeczność Akademii Leona Koźmińskiego współtworzy rozwiązania o znaczeniu systemowym – w Polsce i w Europie.
Europa wkracza w 2026 rok z dobrymi perspektywami gospodarczymi. Jak wynika z raportu Economic Outlook 2026 przygotowanego przez Mastercard Economics Institute, tempo wzrostu gospodarczego w regionie będzie wzmacniane przez niższą inflację, spadające stopy procentowe, stabilny poziom konsumpcji oraz sprzyjającą politykę fiskalną.
Stabilny wzrost i wyhamowanie inflacji
Według raportu, gospodarka strefy euro urośnie w 2026 r. o 1,2%, wspierana przez łagodniejącą inflację (średnio 1,8%), niższe stopy procentowe oraz odporny rynek pracy. Odbicie będzie szczególnie widoczne w Niemczech, gdzie wzrost przyspieszy aż czterokrotnie – z 0,3% do 1,2% – oraz w Hiszpanii, gdzie dynamika wzrostu gospodarczego pozostanie jedną z najwyższych w Europie.
Europa Środkowa i Wschodnia – z Polską, Czechami, Węgrami i Rumunią na czele – wchodzi w fazę ożywienia napędzanego rosnącą konsumpcją i luzowaniem polityki monetarnej. Z kolei w Wielkiej Brytanii prognozuje się wzrost PKB na poziomie 0,9%, z przesunięciem wydatków konsumenckich w stronę doświadczeń i zakupów w kategoriach elektroniki oraz mody.
Europejscy konsumenci wydają ostrożniej, jednocześnie chętnie inwestując w drobne przyjemności. Największy popyt notują produkty i usługi o niższej wartości, takie jak odzież, kosmetyki, rozrywka czy gastronomia, podczas gdy zainteresowanie droższymi dobrami trwałego użytku, takimi jak meble czy elektronika, wyraźnie maleje.
Sztuczna inteligencja i cyfryzacja napędzają europejską gospodarkę
Europa znajduje się w kluczowym momencie transformacji technologicznej, w którym sztuczna inteligencja – jeszcze niedawno testowana – wchodzi w etap pełnej integracji. Liderem kontynentu w wykorzystaniu rozwiązań AI przez przedsiębiorstwa jest Dania – ponad jedna czwarta (27,6%) duńskich firm korzysta już z co najmniej jednego rozwiązania AI – to ponad dwukrotnie więcej niż średnia UE.
Cyfrowa transformacja obejmuje także małe i średnie przedsiębiorstwa, które coraz silniej wpływają na rynek detaliczny. MŚP odpowiadają już za znaczną część wydatków konsumenckich – 32% we Francji, 25% w Niemczech i 20% w Wielkiej Brytanii, co odzwierciedla ich rosnący wpływ zarówno na rynkach tradycyjnych, jak i w e-commerce.
– Europę czeka rok stabilnego wzrostu. Niższa inflacja, niższe stopy procentowe i odporny rynek pracy tworzą solidny fundament, ale to sztuczna inteligencja i cyfryzacja nadadzą temu wzrostowi tempo.Konsumenci pozostaną aktywni, firmy przyspieszą cyfrową transformację, a technologie płatnicze wkroczą w nową fazę rozwoju, umożliwiając bardziej inteligentny, odporny i zorientowany na przyszłość model gospodarki. Europejscy konsumenci, choć korzystają z solidnych fundamentów gospodarczych, pozostają ostrożni i bardziej selektywni, kierując swoje wydatki głównie ku doświadczeniom i drobnym zakupom.
Jednocześnie MŚP coraz szybciej się cyfryzują, przeobrażając handel detaliczny w całej Europie, a sztuczna inteligencja przechodzi z etapu eksperymentów do pełnej integracji, stając się motorem produktywności i wzrostu. Wspólnie te zjawiska pokazują, że europejska gospodarka pozostaje zarówno odporna, jak i dynamicznie ewoluuje — powiedziała Natalia Lechmanova, główna ekonomistka na Europę w Mastercard Economics Institute.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców włączyła się w konsultacje rządowego projektu ustawy o sprawiedliwym dostępie do danych i ich wykorzystywaniu, który wdraża do prawa krajowego Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2854. W piśmie skierowanym do Dariusza Standerskiego Sekretarza Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska wskazuje na kluczowe kwestie z perspektywy firm z sektora MŚP.
Rzecznik zauważa, że choć unijne rozporządzenie wyraźnie zaleca unikanie nadmiernego obciążenia regulacyjnego, to przepisy dotyczące mikro i małych przedsiębiorców w tym przewidziane dla nich wyłączenia są niejasne i niewystarczająco chroniące najmniejsze podmioty. Co więcej, jak podkreśla Minister Majewska, zalecenia UE nie znajdują pełnego odzwierciedlenia w projektowanych przepisach krajowych, co może skutkować nadmiernymi obciążeniami dla MŚP w Polsce.
Największe zastrzeżenia Rzecznika dotyczą projektowanych administracyjnych kar pieniężnych, które zdaniem Agnieszki Majewskiej są zbyt rygorystyczne i nieproporcjonalnie wysokie wobec najmniejszych firm. Rzecznik MŚP postuluje wprowadzenie zasady, zgodnie z którą nałożenie kary powinno być poprzedzone obligatoryjnym wezwaniem do przeprowadzenia działań naprawczych. Dopiero uporczywe uchylanie się przedsiębiorcy od wdrożenia wskazanych działań mogłoby skutkować sankcją finansową, której wysokość powinna być adekwatna do skali naruszenia. Jak wskazuje Rzecznik, podobne rozwiązania są przewidywane w regulacjach przygotowywanych w innych krajach UE.
Rzecznik MŚP podkreśla również, że temat administracyjnych kar pieniężnych wymaga szczególnej ostrożności projektodawców. Do Biura Rzecznika regularnie trafiają skargi przedsiębiorców dotkniętych nieproporcjonalnymi sankcjami, co potwierdza konieczność precyzyjnych i sprawiedliwych regulacji. Dlatego Minister Majewska rekomenduje oparcie projektowanych przepisów na ogólnych zasadach dotyczących wymierzania administracyjnych kar pieniężnych, zawartych w rozdziale IVa Kodeksu postępowania administracyjnego. Zapewniają one przejrzystość, adekwatność i spójność działania administracji publicznej.
Agnieszka Majewska podsumowuje: „Sprawiedliwy dostęp do danych jest niezbędny dla rozwoju gospodarki cyfrowej, ale nowe przepisy nie mogą nakładać na najmniejsze firmy ciężarów, które przekraczają ich możliwości. Regulacje powinny być proporcjonalne, jasne i zgodne z duchem unijnych zaleceń. Jeśli prawo ma działać skutecznie, musi uwzględniać realia przedsiębiorców, a nie narażać ich na nadmierne ryzyka i kary”.
Uwzględnienie postulatów Rzecznika MŚP pozwoli na stworzenie przepisów, które będą wspierać rozwój innowacji i gospodarki opartej na danych, jednocześnie chroniąc mikro-, małe i średnie firmy przed nieuzasadnionymi obciążeniami administracyjnymi.
Rezerwa Federalna, zgodnie z oczekiwaniami rynku, obniżyła stopę funduszy federalnych o 25 punktów bazowych, do przedziału 3.50–3.75%. Jeszcze przed decyzją prawdopodobieństwo takiego ruchu wyceniano na 90%, jednak wynik głosowania – 9 do 3 – unaocznia rosnące rozbieżności wśród członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) co do dalszego kierunku polityki monetarnej.
Trzech członków Komitetu wyraziło sprzeciw: Stephen Miran opowiadał się za głębszym cięciem, o 50 pb, natomiast Austan Goolsbee i Jeffrey Schmid uznali, że stopy powinny pozostać bez zmian. Podziały te odzwierciedlają szerszą debatę toczącą się wewnątrz Fed – część decydentów koncentruje się na sygnałach osłabienia rynku pracy, podczas gdy inni nadal traktują inflację jako główne zagrożenie dla stabilności gospodarczej.
Fed ocenia, że tempo wzrostu gospodarczego pozostaje umiarkowane, ale rynek pracy wykazuje oznaki wyraźnego schłodzenia – dynamika zatrudnienia osłabła, a stopa bezrobocia wzrosła do 4.4%. Inflacja wciąż przekracza cel 2%, jednak według Fed zbliża się do tego poziomu, szczególnie po uwzględnieniu jednorazowego efektu ceł, które wcześniej zaburzyły odczyty.
W uzasadnieniu decyzji bank centralny podkreślił wysoki poziom niepewności gospodarczej i narastające ryzyka dla rynku pracy jako główne powody cięcia stóp. Jednocześnie zaznaczono, że nie oznacza to kontynuacji luzowania pieniężnego – przyszłe decyzje będą zależeć od danych makroekonomicznych, w tym inflacji, zatrudnienia, oczekiwań inflacyjnych i warunków finansowych. Fed zapowiada elastyczne podejście do polityki, ale preferuje ostrożność i selektywność działań.
Nowe projekcje makroekonomiczne wskazują na umiarkowany optymizm: wzrost PKB w 2026 roku prognozowany jest na poziomie 2.3% (wobec 1.8% wcześniej), a inflacja ma spaść do 2.4% już w 2026 roku. Przewiduje się jedynie symboliczne cięcia stóp w latach 2026 i 2027, co oznacza bardziej jastrzębią ścieżkę niż sugerowały wcześniejsze prognozy.
Reakcje rynkowe były początkowo pozytywne. Kurs EUR/USD wzrósł powyżej 1.17 w wyniku osłabienia dolara. Indeks S&P 500 zyskał ponad 50 punktów po decyzji, a dzień zakończył w okolicach 6890 pkt, notując wzrost o 0.69% względem poprzedniego zamknięcia. Jednak poranek przyniósł ochłodzenie nastrojów – kontrakty terminowe na indeks SP500 spadły w okolice 6828 pkt, co może sugerować, że do kontynuacji wzrostów rynek będzie potrzebował nowych impulsów, wykraczających poza same decyzje o cięciu stóp.
Przewodniczący Fed Jerome Powell zaznaczył, że stopy procentowe znajdują się obecnie w „wiarygodnym przedziale neutralnym”, a bank centralny jest „dobrze ustawiony” względem realizacji swoich celów. Zwrócił uwagę na utrzymującą się słabość sektora mieszkaniowego, jednocześnie podkreślając, że inwestycje w sztuczną inteligencję wspierają wzrost gospodarczy. Podkreślił też, że Fed nie ma ustalonej ścieżki dalszych decyzji i będzie reagować na dane napływające z gospodarki.
Rynki pozostają w oczekiwaniu na decyzję Trumpa w sprawie następcy Powella. Zmiana przewodniczącego Fed w maju budzi pytania o przyszłą niezależność banku centralnego. Choć inwestorzy na razie ignorują tę kwestię, nowy lider może zaburzyć równowagę sił w FOMC i wpłynąć na zmianę postrzeganie dolara w światowej gospodarce.
Wielu właścicieli firm błędnie zakłada, że skuteczna rywalizacja z rynkowymi gigantami wymaga portfela bez dna, przez co rezygnują z reklamy w wyszukiwarce już na starcie. To podejście przypomina gotowanie wykwintnego dania tylko z najdroższych składników, podczas gdy o finalnym smaku decyduje talent kucharza oraz odpowiednie przyprawy. Mały budżet bywa potężnym impulsem do szukania sprytniejszych, bardziej precyzyjnych i nieszablonowych rozwiązań marketingowych, które wyróżnią cię w tłumie. Zamiast strzelać na oślep do wszystkich internautów, musisz po prostu celować znacznie dokładniej niż twoja bogatsza konkurencja.
Czy można wygrać z gigantami, mając mniej pieniędzy?
Walka na ogólne frazy z dużymi graczami kończy się szybkim wyczerpaniem środków, dlatego twoją tajną bronią muszą być specyficzne wyrażenia z tak zwanego długiego ogona. Są one wpisywane rzadziej, ale wskazują na konkretną intencję, co drastycznie zwiększa szansę na szybką finalizację transakcji w twoim sklepie. Precyzyjne dobieranie słów pozwala dotrzeć do klienta wiedzącego, czego szuka, a ty płacisz za pojedyncze kliknięcie znacznie mniej. Jeśli czujesz, że ta strategia cię przerasta, zleć nam przygotowanie kampanii Google Ads, aby od początku maksymalizować efektywność każdego grosza i unikać kosztownych błędów. Bezwzględnie wykluczaj też słowa, które generują ruch, ale nie dają sprzedaży, bo to one są cichymi zabójcami twojego budżetu.
Dlaczego wynik jakości jest ważniejszy niż stawka za kliknięcie?
Algorytmy Google promują reklamy najbardziej użyteczne dla odbiorcy, a nie tylko te komunikaty, za które reklamodawca zapłacił najwyższą stawkę w aukcji. Wysoki Wynik Jakości potrafi znacząco obniżyć rzeczywisty koszt kliknięcia, pozwalając ci wygrywać pozycje z konkurentami oferującymi teoretycznie wyższe budżety. Musisz zadbać o ścisłe powiązanie treści reklamy ze stroną docelową, ponieważ niespójność natychmiast zniechęca potencjalnych klientów do zakupu. Regularna optymalizacja jest tu wymagana, a jeśli nie wiesz, gdzie uciekają pieniądze, ekspercki audyt Google Ads w SEM House pomoże zlokalizować słabe punkty konta. Poprawa szybkości ładowania oraz czytelności oferty to często najprostsza droga do lepszych wyników bez zwiększania wydatków na media.
Jakie ustawienia techniczne ratują budżet przed przepaleniem?
Ograniczone zasoby wymagają precyzji, dlatego nigdy nie pozostawiaj domyślnych opcji systemu, które zazwyczaj służą jedynie szybkiemu wydaniu dostępnych środków. Skup się na harmonogramie wyświetlania, ograniczając emisję do godzin pracy biura lub momentów największej aktywności twoich klientów w sieci. Warto również rozważyć właściwy kanał, analizując dylemat Meta Ads czy Google Ads, gdyż specyfika twojej branży może sugerować tańszą i skuteczniejszą alternatywę. Każde działanie optymalizacyjne to mały krok przynoszący oszczędności, które pozwalają na reinwestowanie tam, gdzie generują największy zysk. Aby utrzymać finanse w ryzach i zwiększyć zwrot, wdróż te działania:
ustaw bardzo precyzyjną lokalizację, wykluczając obszary, do których nie wysyłasz towarów;
stosuj remarketing tylko dla zaangażowanych użytkowników, pomijając przypadkowe wizyty;
blokuj w raportach hasła nie pasujące do oferty, by nie płacić za puste kliknięcia.
Kiedy warto zainwestować w technologiczną przewagę?
Kiedy projekt rozwijany „po godzinach” zaczyna przynosić stałe zyski, amatorskie działania przestają wystarczać – to moment na profesjonalizację marketingu. Właśnie wtedy warto zwrócić się do SEM House. Agencja ta sprawnie łączy sprawdzone techniki SEO z nowoczesnymi technologiami, tworząc mieszankę niezbędną do rozwoju. Dzięki ich strategiom linkbuildingowym Twoja domena może zyskać autorytet, który pozwoli nawiązać równą walkę z rynkowymi gigantami. SEM House łączy techniczne SEO z zaawansowaną analityką, realnie zwiększając widoczność biznesów w Google. Zamiast skupiać się na pojedynczych działaniach, eksperci agencji projektują kompletne strategie search marketingu, które spajają pozycjonowanie organiczne z płatnymi kampaniami ads.
Prowadzenie działań promocyjnych z małym zapleczem to wymagająca lekcja, która uczy nawyków optymalizacyjnych procentujących w dalekiej przyszłości. Kiedy firma urośnie, zdobyta teraz wiedza o targetowaniu pozwoli ci dominować na rynku znacznie efektywniej niż konkurencja przyzwyczajona do marnotrawstwa.
Do końca stycznia 2026 roku przewoźnicy drogowi mogą składać wnioski o wymianę tachografów z dofinansowaniem z Krajowego Planu Odbudowy. Inicjatywa cieszy się zainteresowaniem przedsiębiorców, ale nie brakuje też wątpliwości czy wypłacanie pieniędzy przewoźnikom drogowym będzie przebiegać tak sprawnie jak przyjmowanie wniosków. Są też wątpliwości, które niektórzy wprost nazywają „pułapką”.
W pierwszej kolejności firmy mogą liczyć na wsparcie wymiany dla maksymalnie 10 pojazdów, później dopiero dla pozostałych, do wyczerpania środków. Zainteresowanie jest rekordowe, a kwota dofinansowania na jeden pojazd to 3 tysiące złotych netto. W pierwszym etapie jeden przedsiębiorca może więc otrzymać do 30 tysięcy złotych. Projekt wymiany tachografów jest jedynym wdrożonym pomysłem wsparcia branży transportowej, które w czasie wojny w Ukrainie i trudnej sytuacji geopolitycznej znalazła się w poważnym kryzysie.
Wymiana tachografów oceniana jest różnie – z jednej strony chwalona, ale z drugiej od samego rozpoczęcia naboru w grudniu 2025, pojawiają się wątpliwości.
– Mamy problem, że z jednej strony Rząd chce zwracać pieniądze za wymianę tachografów z Krajowego Planu Odbudowy. Limit został ustanowiony na 10 tachografów na firmę w pierwszym etapie postępowania. To jest poziom za niski względem oczekiwań przewoźników drogowych zwłaszcza tych największych. W projekcie umowy z ARiMR-em administrującym wykonanie wypłat znalazł się okres korzystania z dofinansowanego pojazdu, czyli 36 miesięcy od momentu zamontowania tachografu – ostrzega Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Dlaczego jest to problem dla przewoźników drogowych?
– Od dwóch lat sprzedaż samochodów ciężarowych w Polsce jest na bardzo niskim poziomie, przewoźnicy praktycznie wstrzymali inwestycje w wymianę floty. Oznacza to, że posiadają starszy tabor i planują niezbędną wymianę aut. Wymiana tachografu z programu KPO może fizycznie zatrzymać ją na trzy lata ze względu na brak możliwości sprzedaży auta z wymienionym i zrefundowanym tachografem. Jedynie dla relatywnie nowych aut taka refundacja ma sens. Jeśli mamy auto kilkuletnie i planowaliśmy wymianę pojazdu w ciągu 1-2 lat to refundacja wymiany tachografu z KPO może być pułapką – przyznaje prezes Dariusz Matulewicz.
– Takich sytuacji jest sporo. Otrzymujemy sygnały, że przedsiębiorcy chcą rezygnować z tego wsparcia, bo czują, że będzie ono dla nich blokadą. Z naszego punktu widzenia trzyletnie obwarowanie wymiany tachografu jest zbyt restrykcyjne i liczymy na jego zmianę. Tym bardziej, że mamy do czynienia dofinansowaniem na poziomie kilku tysięcy do pojazdu wartego kilkadziesiąt tysięcy złotych – dodaje prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Na ten moment do wymiany tachografów zgłoszono już ponad 50 tysięcy pojazdów. Nie wiadomo jednak ostatecznie ilu przewoźników drogowych realnie zdecyduje się na wymianę. Wszystko zależy od ostatecznej wersji zaproponowanej umowy.
Pracownicze Plany Kapitałowe na stałe wpisały się w krajobraz krajowego rynku finansowego i dziś pełnią istotną rolę w systemie długoterminowego oszczędzania w Polsce. Dynamika rozwoju programu pokazuje, że coraz więcej osób docenia możliwość oszczędzania systemowego. Ale to nie wszystko, bo PPK stały się istotnym elementem budowania świadomości finansowej i odpowiedzialnego podejścia do finansów osobistych.
Istotą Pracowniczych Planów Kapitałowych jest bezsprzecznie budowanie dodatkowego, prywatnego kapitału emerytalnego. Jednak w szerszej perspektywie PPK to znacznie więcej niż produkt finansowy. To szeroki ekosystem wiedzy, nowoczesnego podejścia do inwestowania oraz edukacji, który buduje świadomość finansową Polaków i zmienia sposób myślenia o przyszłości i bezpieczeństwie finansowym.
PPK i budowanie długoterminowej perspektywy
Z punktu widzenia instytucji zarządzającej jednym z największych, choć często niedocenianych efektów PPK jest przełamanie bariery, która przez lata charakteryzowała polski rynek kapitałowy — niechęci do długoterminowego inwestowania. Sam fakt automatycznego zapisu sprawia, że miliony osób po raz pierwszy stały się realnymi uczestnikami rynku inwestycyjnego.
Dla wielu uczestników dołączenie do PPK stanowiło pierwszy kontakt z produktami inwestycyjnymi. To moment, w którym zaczynają zadawać pytania: „Jak działają fundusze zdefiniowanej daty?”, „W jaki sposób mój kapitał rośnie?”, “Ile środków zgromadzę, jeśli będę oszczędzać do emerytury?” i wiele innych. Sam ten proces jest ogromną wartością edukacyjną, która wykracza daleko poza codzienne oszczędzanie – wyjaśnia Tomasz Orlik, członek zarządu PFR TFI ds. operacyjnych.
Dziś zdecydowanie można powiedzieć, że PPK zdały egzamin, czego najlepszym potwierdzeniem są dane o coraz wyższych aktywach i rosnącej partycypacji. Pod koniec października wartość aktywów netto w PPK przekroczyła już 42,6 mld złotych, rosnąc w ciągu miesiąca o prawie 1,8 mld. Łączna partycypacja zbliża się już do 56%, przy czym w największych firmach, które przystąpiły do programu w 1 fazie wdrożenia, jest wyższa i przekracza 82%.
PPK – oszczędzanie z dostępem do eksperckiej wiedzy w pakiecie
Od lat wiele mówi się o problemie niewystarczającej wiedzy finansowej. Jest to wyzwanie, z którym mierzymy się jako rynek finansowy – zarówno w Polsce, jak i w wymiarze globalnym. Uruchomienie programu o charakterze systemowym, a jednocześnie zapewniającego dużą elastyczność indywidualnemu uczestnikowi otworzyło w Polsce szeroką, powszechną dyskusję na temat potrzeby długoterminowego oszczędzania i inwestowania, mechanizmów inwestowania, ale też wyzwań, przed którymi stoi system emerytalny – mówi Tomasz Orlik, członek zarządu PFR TFI ds. operacyjnych.
Siła PPK wynika stąd, że programowi towarzyszy szereg działań edukacyjnych. Instytucje zarządzające są zobowiązane nie tylko do efektywnego inwestowania środków, ale również do prowadzenia przejrzystej, rzetelnej komunikacji i dostarczania uczestnikom informacji, które pomagają im zrozumieć zarówno program, a tym samym i podstawy zarządzania finansami osobistymi.
W praktyce oznacza to, że uczestnicy PPK zyskują dostęp nie tylko do informacji o stanie swojego rachunku i wynikach inwestycyjnych, lecz także materiałów edukacyjnych, komentarzy rynkowych, webinariów i spotkań z ekspertami. Wszystko to sprawia, że PPK staje się nie tylko produktem finansowym, ale również programem budowania wiedzy finansowej Polaków. Dzięki materiałom edukacyjnym uczestnicy PPK lepiej rozumieją: dlaczego regularność wpłat jest kluczowa, jak działa procent składany, czy jak budować stabilność finansową na różnych etapach życia. To wiedza, która wykracza poza PPK i wpływa pozytywnie na całe zarządzanie finansami osobistymi. Uczestnik programu zyskuje więc coś więcej niż sam kapitał — zyskuje kompetencje, które pozostają z nim na lata.
Siła współpracy
Kolejnym elementem wyróżniającym PPK jest współpraca między trzema stronami: pracownikiem, pracodawcą i państwem. Każda z nich dokłada się do przyszłych oszczędności, ale także bierze udział w działaniach edukacyjnych. Pracodawcy coraz częściej aktywnie wspierają komunikację dotyczącą PPK, organizują spotkania informacyjne czy przesyłają materiały szkoleniowe. Dzięki temu PPK stają się elementem kultury organizacyjnej, a nie jedynie formalnym obowiązkiem.
To właśnie wartość edukacyjna PPK jest jednym z istotnych elementów programu. Dzięki niej uczestnicy nie tylko oszczędzają więcej, ale przede wszystkim rozumieją, dlaczego to robią i jak działają ich pieniądze. PPK budują odpowiedzialność finansową, rozwijają kompetencje i pomagają przełamać bariery, które przez lata blokowały rozwój kultury inwestycyjnej w Polsce. To inwestycja nie tylko w przyszłą emeryturę, ale również w świadomość finansową — a ta procentuje przez całe życie – podsumowuje Tomasz Orlik.
Rynek mieszkań premium w Polsce koncentruje się przede wszystkim w Warszawie, gdzie znajduje się 19 projektów z mieszkaniami o cenach przekraczających 35 tys. zł/mkw. – wynika z najnowszej analizy CBRE. Najwięcej z nich jest w dzielnicy Wola. W Trójmieście dostępnych jest 9 takich projektów, w Krakowie 7, we Wrocławiu 3. W Poznaniu zaledwie 3 inwestycje przekraczają próg 30 tys. zł/mkw. Najwyższe ceny w stolicy sięgają ponad 70 tys. zł/mkw., a całkowity koszt lokalu może wynosić nawet ponad 12 mln zł. Sprzedaż w segmencie luksusowym postępuje wolniej niż na rynku masowym. W III kwartale 2025 r. w najdroższych warszawskich projektach sprzedano 8 proc. dostępnej oferty wobec 18 proc. na całym rynku.
– Segment mieszkań luksusowych w Polsce rozwija się w największych miastach, przy czym Warszawa pozostaje niekwestionowanym liderem. Warszawska Wola zastąpiła tradycyjne prestiżowe dzielnice i jest obecnie najbardziej dynamicznie rozwijającą się lokalizacją dla apartamentów premium. Poza stolicą, silną pozycję ma także Trójmiasto, gdzie ceny są porównywalne dzięki unikalnemu położeniu nad morzem. Kraków utrzymuje długoletnią tradycję segmentu luksusowego i wyróżnia się najszybszą sprzedażą. Nieco mniejszą ofertę mają Wrocław i Poznań. Wolniejsze tempo sprzedaży w segmencie premium to naturalna konsekwencja węższej grupy docelowej i coraz większej podaży. Klienci dokładnie analizują lokalizację, standard i potencjał inwestycyjny przed podjęciem decyzji o zakupie za kilka, a często kilkanaście milionów złotych – mówi Anna Awłasewicz, Lead in Residential Partnerships, CBRE.
Liderem Warszawska Wola
W stolicy znajdują się zarówno kameralne inwestycje premium, liczące po kilka mieszkań, jak również nowoczesne wieże mieszkalne na 200-300 jednostek. Najwięcej z nich jest zlokalizowanych na Woli, następnie w Śródmieściu i na Mokotowie. Oferta 19 warszawskich projektów premium to około 5 proc. wszystkich mieszkań na sprzedaż w stolicy. Ponad połowę luksusowych lokali stanowią mieszkania jedno i dwupokojowe, choć dostępne są również wielopokojowe o ponad 200 mkw. powierzchni. Najwyższe ceny za mkw. sięgają ponad 70 tys. zł, a całkowity koszt najdroższych lokali wynosi 12 mln zł, choć znacznie częściej jest to 3-8 mln zł. Spośród oferowanych inwestycji 6 jest gotowych, 9 na różnych etapach budowy, a 4 w trakcie prac przygotowawczych lub ziemnych.
Luksus nad morzem
Trójmiasto przyciąga nabywców z całej Polski dzięki unikalnemu położeniu nad Bałtykiem i bogatej historii. W aglomeracji znajduje się 9 inwestycji z mieszkaniami powyżej 35 tys. zł/mkw. Z tego 5 w Gdańsku, 3 w Gdyni, a 1 w Sopocie. Stanowią one blisko 6 proc. całkowitej oferty.
Podobnie jak w Warszawie, dominują mieszkania dwu- i trzypokojowe. Tylko w jednym z projektów zaprojektowano mieszkania o powierzchni poniżej 30 mkw. Największe lokale osiągają 180 mkw., a całkowita cena może wynosić nawet ponad 7 mln zł, choć zwykle nie przekracza 5 mln zł. Spośród oferowanych inwestycji 4 są gotowe, 3 na różnych etapach budowy, a 2 na etapie prac ziemnych. Sprzedaż w III kwartale 2025 r. wyniosła 12 proc. wobec 17 proc. dla całego rynku.
Najszybsza sprzedaż w Krakowie
Segment luksusowych mieszkań w Krakowie ma długą tradycję. Obecnie w mieście znajduje się 10 inwestycji z mieszkaniami w cenie 35 tys. zł/mkw. lub wyższej. Stanowią niespełna 3 proc. całkowitej oferty. Większość zlokalizowana jest na Starym Mieście. Z reguły są to projekty kameralne – 7 z nich zaprojektowano na mniej niż 100 mieszkań, przeciętnie 29 lokali na budynek.
W ofercie przeważają mieszkania dwu- i trzypokojowe. Powierzchnia lokali jest bardzo zróżnicowana – od mniej niż 30 mkw. do ponad 250 mkw. Całkowita cena może sięgać kilkunastu mln zł, choć zdecydowanie częściej jest to mniej niż 5 mln zł. Kraków wyróżnia się najszybszą sprzedażą w segmencie premium. W III kwartale 2025 sprzedano 17 proc. dostępnej oferty wobec 12 proc. dla całego rynku.
Wieża we Wrocławiu
Wrocław ustępuje przeciętnymi cenami Warszawie, Krakowowi i Trójmiastu. Są tu 3 inwestycje z mieszkaniami powyżej 35 tys. zł/mkw., a drugie tyle w cenach od 30 tys. do 35 tys. zł. Łącznie stanowią one ponad 7 proc. całkowitej oferty. Wrocław jest jedynym miastem obok Warszawy, gdzie mieszkania luksusowe oferowane są w budynkach liczących kilkaset mieszkań, w tym w wieży mającej ponad 30 kondygnacji. Przeciętnie na jeden budynek przypadają 94 mieszkania, choć realizowana jest także kameralna inwestycja licząca mniej niż 30 lokali.
Dominują mieszkania jedno- i dwupokojowe, które stanowią ponad 70 proc. wszystkich. Całkowita cena najdroższych lokali przekracza 10 mln zł, choć częściej wynosi mniej niż 7 mln zł. Ceny niektórych zaczynają się nawet od kwoty niższej niż 1 mln zł. Tempo sprzedaży w III kwartale 2025 było porównywalne z rynkiem masowym i sięgnęło 13 proc.
Trzy projekty w Poznaniu
W Poznaniu najzamożniejsi nabywcy preferują budowę domu jednorodzinnego w aglomeracji, a segment apartamentów premium jest słabiej rozwinięty. Jedynie trzy inwestycje na Starym Mieście oferują mieszkania powyżej 30 tys. zł/mkw., ale nawet najdroższe jednostki nie sięgają 35 tys. zł. Taka oferta stanowi mniej niż 2 proc. całkowitego rynku.
Przeważają mieszkania dwu- i trzypokojowe. Powierzchnia waha się od ok. 30 mkw. do ponad 200 mkw. Całkowita cena najdroższych lokali sięga ponad 9 mln zł, choć zwykle jest to poniżej 5 mln zł, a nawet mniej niż 1 mln zł. Sprzedaż w III kwartale 2025 była mniejsza niż średnia dla całego rynku. Sprzedano 8 proc. oferty premium, podczas gdy dla reszty rynku było to 13 proc.
Stany Zjednoczone przyznały rosyjskiemu koncernowi naftowemu Łukoil dodatkowy miesiąc na prowadzenie negocjacji dotyczących sprzedaży jego zagranicznych aktywów. Nowy termin upływa 17 stycznia. Decyzja ma umożliwić kontynuowanie rozmów z potencjalnymi nabywcami, przy jednoczesnym utrzymaniu presji sankcyjnej na Rosję i ograniczaniu ryzyka zakłóceń na globalnych rynkach energii.
Zmodyfikowaną licencję ogólną w tej sprawie wydało w środę Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC) przy Departamencie Skarbu USA. Dokument przesuwa wcześniejszy termin z 13 grudnia o nieco ponad miesiąc. Przedłużenie pozwala na negocjowanie i zawieranie warunkowych umów dotyczących sprzedaży spółki Lukoil International GmbH oraz jej podmiotów zależnych. Każda finalna transakcja będzie jednak wymagała odrębnej zgody OFAC.
Zagraniczne aktywa Łukoilu są wyceniane na około 22 mld dolarów i odpowiadają za blisko 0,5 proc. globalnej produkcji ropy naftowej. Według dostępnych informacji zainteresowanie ich przejęciem wyraziły m.in. Chevron, ExxonMobil, prywatna firma inwestycyjna Carlyle Group oraz Abu Dhabi National Oil Company. Portfolio obejmuje rafinerie w Bułgarii i Holandii, 75-procentowy udział w irackim polu naftowym West Qurna-2, udziały w kazachskich złożach Karachaganak i Tengiz, a także sieć ponad 2000 stacji paliw w Europie oraz obu Amerykach.
Zgodnie z wytycznymi Departamentu Skarbu każda zatwierdzona sprzedaż musi skutkować całkowitym zerwaniem powiązań z Łukoilem. Środki uzyskane z transakcji mają zostać zdeponowane na zablokowanych rachunkach i pozostaną niedostępne do czasu ewentualnego zniesienia sankcji.
Sankcje wobec Łukoilu oraz Rosnieftu, dwóch największych rosyjskich firm naftowych, zostały nałożone przez administrację prezydenta Donalda Trumpa 22 października jako element nacisku na Moskwę w kontekście negocjacji dotyczących wojny w Ukrainie. Pełne wejście restrykcji w życie nastąpiło 21 listopada, przy jednoczesnym wprowadzeniu ograniczonych wyjątków dla wybranych operacji.
Łukoil początkowo ogłosił porozumienie w sprawie sprzedaży zagranicznych aktywów szwajcarskiemu traderowi surowcowemu Gunvor. W listopadzie Departament Skarbu USA odrzucił jednak tę umowę, określając Gunvor jako podmiot powiązany z Kremlem. Po tej decyzji rosyjski koncern ogłosił wystąpienie siły wyższej w swoich operacjach w Iraku i zaczął sygnalizować problemy operacyjne w innych częściach swojej międzynarodowej działalności.
Rezerwa Federalna w środę obniżyła główną stopę procentową o 0,25 punktu procentowego. Oznacza to, że podstawowa stopa w USA wynosi teraz 3,5–3,75 proc. Decyzja nie zapadła jednogłośnie – część członków Fed była jej przeciwna, co sprawiło, że było to najbardziej podzielone głosowanie w banku centralnym od sześciu lat.
Podczas posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) decyzję poparło dziewięciu członków, natomiast trzech zgłosiło zdania odrębne. Gubernator Fed Stephen Miran opowiedział się za głębszą, półpunktową obniżką stóp. Z kolei prezes oddziału Fed w Chicago Austan Goolsbee oraz prezes Fed w Kansas City Jeffrey Schmid głosowali za pozostawieniem stóp na dotychczasowym poziomie. Ostatni raz taka sytuacja – sprzeciwy idące w przeciwnych kierunkach – miała miejsce we wrześniu 2019 roku.
Podziały w FOMC odzwierciedlają złożone otoczenie makroekonomiczne, w którym Fed musi równoważyć sygnały słabnącego rynku pracy z inflacją wciąż utrzymującą się powyżej celu wynoszącego 2 proc.
Jednocześnie opublikowano zaktualizowane projekcje makroekonomiczne. Mediana prognoz nadal zakłada jedną dodatkową obniżkę stóp o 25 punktów bazowych w 2026 roku, przy czym stopa funduszy federalnych ma zakończyć przyszły rok na poziomie około 3,4 proc. To projekcje niezmienione względem września – bardziej restrykcyjne, niż oczekiwał rynek jeszcze kilka tygodni temu. Urzędnicy Fed przewidują utrzymanie stopy bezrobocia na poziomie 4,4 proc. do 2026 r. oraz inflacji bazowej w okolicach 2,5 proc., a więc nadal powyżej celu.
Komitet subtelnie zmodyfikował także język komunikatu po posiedzeniu. Fed zapowiedział, że przed kolejnymi decyzjami będzie „starannie oceniać napływające dane, zmieniające się perspektywy oraz równowagę ryzyk”. Taka fraza w przeszłości często poprzedzała dłuższe przerwy w cyklu obniżek. W komunikacie podkreślono również, że niepewność dotycząca perspektyw gospodarczych „pozostaje podwyższona”, a ryzyka dla rynku pracy wzrosły – mimo że inflacja od początku roku ponownie przyspieszyła i wciąż utrzymuje się na podwyższonych poziomach.
Decyzję podejmowano w warunkach niepełnych danych makroekonomicznych. Kluczowe raporty – w tym dane o zatrudnieniu za październik i listopad oraz listopadowy wskaźnik CPI – nie były jeszcze dostępne z powodu opóźnień spowodowanych 43-dniowym zamknięciem administracji federalnej, które zakończyło się dopiero w listopadzie.
Reakcja rynków finansowych była umiarkowana. Indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł o około 0,5 proc., S&P 500 zyskał 0,2 proc., natomiast Nasdaq Composite spadł o 0,4 proc. Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych lekko wzrosły, a dochodowość dziesięciolatek utrzymała się w pobliżu 4,19 proc., co odzwierciedla ostrożność inwestorów wobec tempra dalszych obniżek stóp.
Dodatkowym źródłem niepewności jest zbliżający się koniec kadencji przewodniczącego Fed Jerome’a Powella, przypadający na maj. Oczekuje się, że prezydent Donald Trump ogłosi jego następcę na początku przyszłego roku. Pogłębiające się różnice zdań ujawnione podczas ostatniego posiedzenia pokazują, że przed Fed stoi coraz trudniejsze zadanie godzenia celu stabilności cen z mandatem wspierania maksymalnego zatrudnienia.
Polska rozważa przekazanie Ukrainie pozostałej floty myśliwców MiG-29 w zamian za dostęp do wybranych ukraińskich technologii dronowych i rakietowych – potwierdził minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w rozmowie z radiową Trójką. Negocjacje trwają, a ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.
Jakie samoloty są przedmiotem rozmów
Rozmowy obejmują łącznie 14 maszyn: 11 jednomiejscowych myśliwców MiG-29A oraz 3 dwumiejscowe samoloty szkolno-bojowe MiG-29UB. Według MON osiągnęły one kres zakładanego cyklu eksploatacyjnego i nie są już brane pod uwagę w planach dalszej modernizacji polskich sił powietrznych. Ich zadania mają przejąć eksploatowane już w Polsce samoloty F-16 oraz południowokoreańskie FA-50.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że MiG-29 „wkrótce zostaną wycofane z polskich sił powietrznych” właśnie z powodu ograniczonego resursu i braku perspektyw modernizacyjnych.
Technologia dronów i rakiet w zamian za samoloty
Z polskiej perspektywy kluczowym elementem negocjacji nie jest wyłącznie rekompensata za przekazany sprzęt, lecz dostęp do ukraińskich kompetencji technologicznych. Ukraina w ostatnich latach rozwinęła na dużą skalę produkcję systemów bezzałogowych – według danych władz w Kijowie w 2024 r. wytworzono około 2 mln dronów, z czego ponad 96 proc. pochodziło od krajowych producentów.
Polska dąży do uzyskania dostępu do konkretnych technologii związanych z dronami oraz systemami rakietowymi rozwijanymi w warunkach trzyletnich działań wojennych. Sztab Generalny WP wskazuje, że celem jest zarówno kompensacja za przekazanie MiG-29, jak i „wspólne rozwijanie nowych kompetencji obronnych i przemysłowych” po stronie polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Dotychczasowe wsparcie i rola Polski w NATO
Nie byłby to pierwszy transfer MiG-29 z Polski na Ukrainę. W kwietniu 2023 r. przekazaliśmy Kijowowi od 10 do 14 takich samolotów, już dostosowanych do współpracy z częścią zachodniego uzbrojenia, m.in. francuskimi bombami kierowanymi AASM Hammer.
Sztab Generalny WP zaznacza, że ewentualne przekazanie samolotów wpisuje się w „sojuszniczą politykę wspierania Ukrainy i utrzymania bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO”. Jednocześnie podkreśla, że negocjacje trwają, a ostateczne decyzje w sprawie zarówno samych MiG-29, jak i zakresu współpracy technologicznej z Kijowem, nie zostały jeszcze podjęte.
Tesla wyraźnie intensyfikuje przygotowania do debiutu długo zapowiadanego Roadstera nowej generacji. W tym tygodniu amerykański producent pojazdów elektrycznych opublikował trzy nowe oferty pracy związane bezpośrednio z produkcją supersamochodu. To kolejny sygnał, że projekt, który od lat pozostaje w fazie zapowiedzi, wchodzi w bardziej zaawansowany etap realizacji przed planowaną prezentacją 1 kwietnia 2026 roku.
Premiera zaplanowana na Prima Aprilis
Termin prezentacji Roadstera ogłosił osobiście Elon Musk podczas dorocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy Tesli na początku listopada. Data – 1 kwietnia 2026 roku – nie jest przypadkowa. Prezes Tesli, znany z nietypowego poczucia humoru, otwarcie przyznał, że taki wybór daje mu „pewną możliwość zaprzeczenia”, gdyby coś poszło niezgodnie z planem.
Musk wielokrotnie podkreślał jednak, że wydarzenie ma mieć wyjątkowy charakter. Określał je jako potencjalnie najbardziej pamiętną premierę produktu w historii firmy. W rozmowie z Joe Roganem sugerował nawet rozwiązania wykraczające poza motoryzację, nawiązując do idei „latających samochodów” i spekulując o integracji technologii SpaceX, która mogłaby umożliwić Roadsterowi unoszenie się nad ziemią. Choć takie zapowiedzi brzmią bardziej jak futurystyczna wizja niż realny plan, doskonale wpisują się w narrację budującą zainteresowanie projektem.
Produkcja i dostawy dopiero po premierze
Zgodnie z aktualnymi deklaracjami Tesli, produkcja Roadstera nie ruszy od razu po prezentacji. Rozpoczęcie wytwarzania ma nastąpić po około 12–18 miesiącach od oficjalnego odsłonięcia pojazdu. Oznacza to, że pierwsze egzemplarze mogłyby trafić do klientów dopiero w połowie lub pod koniec 2027 roku.
To kolejny etap w bardzo długiej historii projektu, który od samego początku boryka się z przesuwanymi terminami.
Roadster: dekada opóźnień i rosnące zmęczenie klientów
Tesla po raz pierwszy zaprezentowała nowego Roadstera w listopadzie 2017 roku. Początkowo produkcja miała rozpocząć się w 2020 roku, jednak plany były wielokrotnie korygowane. Kolejne docelowe terminy przesuwano na lata 2021, 2023, 2024 i 2025, zanim obecnie wskazano rok 2026 jako moment premiery.
Już w 2017 roku firma rozpoczęła przyjmowanie rezerwacji. Klienci musieli wpłacić 50 tys. dolarów depozytu za wersję podstawową, a w przypadku edycji Founders Series nawet 250 tys. dolarów. Po niemal ośmiu latach oczekiwania część rezerwujących zaczęła rezygnować z zamówień. Publicznie zrobił to m.in. znany youtuber technologiczny Marques Brownlee, wskazując na brak jasnych perspektyw realizacji projektu.
Obietnice parametrów supersamochodu
Mimo długiego cyklu rozwoju Tesla nadal utrzymuje, że Roadster nowej generacji ma wyznaczać nowe standardy osiągów. Według wcześniejszych zapowiedzi pojazd ma przyspieszać od 0 do 60 mil na godzinę w czasie krótszym niż dwie sekundy, osiągać prędkość maksymalną przekraczającą 250 mil na godzinę oraz oferować zasięg ponad 600 mil na jednym ładowaniu dzięki akumulatorowi o pojemności około 200 kWh.
Cena auta ma rozpoczynać się na poziomie około 200 tys. dolarów, co plasuje Roadstera w segmencie najbardziej ekskluzywnych elektrycznych supersamochodów.
Najbliższe miesiące pokażą, czy intensyfikacja rekrutacji i zapowiedzi produkcyjne faktycznie oznaczają przełom w projekcie, który od lat pozostaje symbolem zarówno ambicji Tesli, jak i jej problemów z dotrzymywaniem terminów.
OpenAI poinformowało w środę o znaczącym rozszerzeniu funkcjonalności ChatGPT. Użytkownicy popularnego chatbota mogą od teraz korzystać z wybranych narzędzi Adobe bezpośrednio w interfejsie konwersacyjnym. Nowa integracja obejmuje m.in. Photoshop, Adobe Express oraz Acrobat i jest dostępna bezpłatnie dla globalnej bazy ponad 800 mln aktywnych użytkowników tygodniowo.
Dzięki temu rozwiązaniu ChatGPT staje się nie tylko narzędziem do generowania tekstu, ale również punktem dostępu do podstawowych funkcji kreatywnych. Edycja obrazów, tworzenie projektów graficznych czy praca z plikami PDF może odbywać się bez opuszczania okna rozmowy. Aby skorzystać z funkcji, wystarczy wskazać nazwę aplikacji, dołączyć plik i opisać polecenie w języku naturalnym, np. prosząc o rozmycie tła zdjęcia w Photoshopie.
Szybkie edycje zamiast pełnych aplikacji
OpenAI i Adobe podkreślają, że integracja nie zastępuje klasycznych wersji desktopowych programów. Oferuje jednak szeroki wachlarz funkcji, wystarczających do codziennych, szybkich zadań. Photoshop w ChatGPT pozwala m.in. na edycję wybranych fragmentów obrazu, zmianę parametrów ekspozycji, kontrastu czy jasności oraz stosowanie podstawowych efektów wizualnych.
Z kolei Acrobat umożliwia edycję plików PDF, ich kompresję i konwersję, wyodrębnianie tekstu oraz tabel, a także łączenie kilku dokumentów w jeden. Adobe Express został zintegrowany jako narzędzie do tworzenia i modyfikowania projektów graficznych, takich jak plakaty, zaproszenia czy materiały do mediów społecznościowych.
Globalna dostępność na wielu platformach
Nowe funkcje są dostępne na całym świecie w wersjach desktopowych, webowych oraz na urządzeniach z systemem iOS. Adobe Express działa również na Androidzie, a według zapowiedzi firmy wsparcie dla Photoshopa i Acrobata na tej platformie ma zostać uruchomione w najbliższym czasie.
Rozszerzenie integracji wpisuje się w szerszą strategię OpenAI, której celem jest przekształcenie ChatGPT w uniwersalny interfejs do usług cyfrowych. Pierwsze tego typu wdrożenia zaprezentowano już w październiku, obejmując integracje m.in. ze Spotify, Zillow i Figmą. Wówczas do ekosystemu dołączyła także Canva, będąca bezpośrednim konkurentem Adobe w segmencie prostych narzędzi projektowych.
Odpowiedź na rosnącą konkurencję
Partnerstwo OpenAI i Adobe ma również wymiar strategiczny. Na rynku narzędzi AI rośnie presja ze strony Google, które w maju wprowadziło zaawansowane funkcje edycji obrazów w chatbocie Gemini. Użytkownicy tego rozwiązania mogą m.in. zmieniać tła, usuwać lub zastępować obiekty i dodawać nowe elementy za pomocą poleceń tekstowych w kilkudziesięciu językach.
Adobe postrzega integrację z ChatGPT jako krok w stronę tzw. agentowych interfejsów konwersacyjnych. Jak podkreślił dyrektor ds. technologii firmy, Ely Greenfield, udostępnienie Photoshopa, Adobe Express i Acrobata w środowisku czatu ma uprościć dostęp do pracy kreatywnej, przy jednoczesnym zachowaniu precyzji i kontroli, z których znane są narzędzia Adobe.
Nowa integracja pokazuje, że chatboty AI coraz wyraźniej przestają być jedynie narzędziami do rozmowy, a stają się centralnym punktem codziennej pracy cyfrowej – łączącym komunikację, tworzenie treści i edycję plików w jednym środowisku.
Chiński startup technologiczny DeepSeek, działający w obszarze sztucznej inteligencji, pracuje nad kolejną generacją swojego flagowego modelu AI, wykorzystując tysiące najbardziej zaawansowanych procesorów graficznych Nvidia Blackwell – mimo że ich eksport do Chin pozostaje objęty ścisłym zakazem Stanów Zjednoczonych. Takie ustalenia przedstawił portal The Information, powołując się na sześć źródeł zaznajomionych z kulisami sprawy.
Zgodnie z raportem, układy Blackwell miały trafić do Chin poprzez złożony i wieloetapowy mechanizm omijania sankcji. Chipsy były początkowo wysyłane do centrów danych w krajach, które znajdują się na amerykańskiej liście dozwolonych odbiorców, następnie serwery miały być demontowane, a kluczowe komponenty importowane do Chin w częściach. Taki schemat pozwalał na ukrycie faktycznego miejsca docelowego najbardziej zaawansowanej technologii.
Publikacja pojawiła się zaledwie dzień po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił częściowe złagodzenie polityki eksportowej wobec Nvidii. Administracja zgodziła się na sprzedaż procesorów H200 do Chin, jednocześnie jednoznacznie wykluczając możliwość eksportu układów z rodziny Blackwell, które pozostają najnowocześniejszymi akceleratorami AI w ofercie amerykańskiej spółki.
Kontrole eksportowe pod presją
Sprawa DeepSeek ponownie zwraca uwagę na skuteczność – lub jej brak – amerykańskich kontroli eksportowych, których celem jest ograniczenie dostępu Chin do technologii kluczowych dla rozwoju sztucznej inteligencji nowej generacji. Układy Blackwell uznawane są za fundament trenowania największych modeli językowych i zaawansowanych systemów AI. Sam Donald Trump w niedawnym wywiadzie dla CBS podkreślał, że „najbardziej zaawansowane” chipy mają pozostać zarezerwowane dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników.
Dostęp do tej technologii może dawać DeepSeek istotną przewagę konkurencyjną – zarówno na rynku krajowym, jak i globalnym. Jak wskazują źródła cytowane przez The Information, mimo intensywnych wysiłków Pekinu na rzecz rozwoju rodzimych alternatyw, chińskie chipy AI wciąż nie dysponują mocą obliczeniową niezbędną do trenowania najbardziej zaawansowanych modeli. Podobne opinie pojawiają się wśród menedżerów i inżynierów chińskich firm technologicznych.
Śledztwa i zarzuty karne
Doniesienia na temat DeepSeek wpisują się w szerszy kontekst działań amerykańskich organów ścigania przeciwko sieciom zajmującym się przemytem technologii objętej sankcjami. Departament Sprawiedliwości USA poinformował niedawno o postawieniu zarzutów dwóm obywatelom Chin, podejrzanym o nielegalny handel chipami Nvidia H100 i H200 o łącznej wartości przekraczającej 160 mln dolarów. W innym przypadku firma z Houston oraz jej właściciel przyznali się w październiku do naruszeń przepisów eksportowych i przemytu.
Wcześniej pod lupą amerykańskich władz znalazły się także potencjalne powiązania DeepSeek z pośrednikami działającymi w Singapurze i krajach Azji Południowo-Wschodniej. Departament Handlu analizował, czy spółka mogła pozyskać objęte restrykcjami procesory GPU poprzez zagraniczne podmioty trzecie.
Nvidia bez komentarza
Nvidia deklaruje, że posiada rozbudowany system zgodności z przepisami eksportowymi, w ramach którego partnerzy handlowi są weryfikowani i zatwierdzani przed każdą wysyłką. Spółka podkreśla również, że wspiera wysiłki rządu USA na rzecz utrzymania globalnego przywództwa w dziedzinie sztucznej inteligencji. Jednocześnie firma odmówiła komentarza na temat najnowszych doniesień dotyczących rzekomego wykorzystania chipów Blackwell przez DeepSeek.
Jeśli informacje The Information się potwierdzą, mogą one doprowadzić do zaostrzenia kontroli eksportowych oraz kolejnej rundy napięć technologicznych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, dla których dostęp do wydajnych układów AI pozostaje jednym z kluczowych czynników globalnej rywalizacji.
Inwestorzy są przekonani, że po drugiej stronie Atlantyku zobaczymy dziś obniżkę stóp procentowych. Dlatego uwaga przesuwa się z samej decyzji na przekaz, który popłynie z projekcji Fed i z konferencji Jerome’a Powella. Czy w Stanach zobaczymy też tylko dostosowanie, czy może początek czegoś większego?
Obniżka i co dalej?
Kontrakty na stopy procentowe w USA (za FedWatch Tool od CME Group) wskazują na blisko 90% prawdopodobieństwo obniżki o 25 pb na dzisiejszym posiedzeniu FOMC. Ponieważ podobne wartości utrzymują się już od pewnego czasu, to zdecydowana większość analityków uważa, że rynki zdyskontowały ten ruch. A to oznacza, że ciężar reakcji inwestorów przesunie się na komunikat po posiedzeniu – prognozy Fed (z naciskiem na tzw. fedkropki, czyli oczekiwania członków gremium na kolejne miesiące) i wreszcie na przekaz z konferencji szefa Rezerwy. Jerome Powell zapewne zwyczajowo dla siebie postara się być ostrożny w swoich wypowiedziach i trudno będzie oczekiwać od niego jasnych deklaracji co do dalszych działań Komitetu Otwartego Rynku. Jednak grudniowa decyzja i przewidywania decydentów na kolejne posiedzenia mogą ujawnić coraz wyraźniejsze podziały w FOMC, które prawdopodobnie wprowadzą jeszcze więcej niepewności do rynkowych rozważań na 2026 rok. Jeżeli inwestorzy będą w stanie zagłuszyć jastrzębie tony bankierów centralnych (o ile takie się pojawią), to dzisiejszy wieczór ma szansę stać się ostatnim zapłonem dla rajdu byków w samej końcówce tego roku.
Czekając na Amerykanów
Środa przebiega na wielu aktywach pod dyktando oczekiwania na monetarne impulsy z USA, co skutkuje zmniejszoną zmiennością. Jednak powoli można dostrzec wzrastające napięcie. Główne azjatyckie indeksy giełdowe zamykały się pod kreską (wyjątkiem był Hongkong +0,4%), ale były to płytkie spadki. W Europie na najważniejszych parkietach także dominuje czerwień, ale również w tym wypadku przecena nie jest głęboka, przed godz. 14 najmocniej obrywa Frankfurt (-0,4%). Po pozytywnej stronie utrzymują się Madryt (+0,1%), Londyn (+0,3%), czy wreszcie Warszawa, gdzie WIG20 idzie w górę o blisko 0,3%. W rynkowych nagłówkach wyróżnia się srebro, które w trakcie dzisiejszej sesji osiągnęło historyczny rekord na poziomie 62 USD za uncję. Od grudniowych dołków stara się odbić ropa naftowa, za baryłkę odmiany Brent trzeba znowu płacić powyżej… 62 USD.
Forex bez kierunku
Wreszcie forex, który ma niemały problem z określeniem kierunku. Kurs EUR/USD do południa zniżkował, żeby od tego momentu ponownie odbić na północ, ale o godz. 14 nie przekracza 1,164 $. Im dalej w sesję, tym bardziej na szerokim rynku zyskuje CHF, którego walory bezpiecznej przystani mogą być wykorzystywane przez inwestorów do zabezpieczenia się przed wieczorną zwiększoną zmiennością. Kurs EUR/CHF spada poniżej 0,936 ₣, kurs USD/CHF to 0,804 ₣, a kurs CHF/PLN utrzymuje się powyżej 4,51 zł. Skoro przy polskim złotym jesteśmy, to przy braku wewnętrznych impulsów (za takowe trudno uznać konflikt z zarządzie NBP) dostosowuje się on do ogólnorynkowego sentymentu. Przekłada się to na nieznaczne zmiany na parach z głównymi walutami. Kurs euro jest w połowie drogi między 4,22 a 4,23 zł, kurs dolara próbuje zejść poniżej 3,63 zł, a kurs funta jest blisko 4,83 zł.
Benefit Systems kupił 51% udziałów w sieci klubów fitness Endorfina, działającej w południowo-wschodniej Polsce. Transakcja obejmuje 11 obiektów zlokalizowanych w Lublinie (3 kluby), Rzeszowie (3), Radomiu (2), Częstochowie (1), Kielcach (1) i Starachowicach (1). Po zamknięciu pierwszego etapu akwizycji liczba własnych klubów fitness Benefit Systems w Polsce wzrośnie do ok. 280.
Endorfina od wielu lat współpracuje z Programem MultiSport i udostępnia swoje obiekty użytkownikom kart sportowych Benefit Systems. Kluby tej sieci to obiekty wielkopowierzchniowe – łącznie ponad 19,5 tys. m² – wyposażone w od 7 do 15 stref treningowych. W ofercie znajdują się m.in. strefy cardio, wolnych ciężarów, sale do treningów funkcjonalnych i grupowych oraz wyspecjalizowane strefy, takie jak Booty Builder (sprzęt do treningu mięśni pośladków), Eleiko (strefa dla sportów siłowych, w tym podnoszenia ciężarów i trójboju siłowego) czy boisko do gry w koszykówkę 3×3.
W Radomiu (klub Endorfina Radom Chrobrego) funkcjonuje dodatkowo rozbudowana, dwupoziomowa strefa wellness & spa. Sieć wykorzystuje również sprzęt cardio z systemem odzyskiwania energii, co jest elementem deklarowanego podejścia do zrównoważonego rozwoju.
Zarząd Benefit Systems wskazuje, że akwizycja Endorfiny wpisuje się w strategię rozwoju Grupy do 2027 r. i ma na celu wzmocnienie obecności spółki w południowo-wschodniej Polsce. Według deklaracji spółki Endorfina jest biznesem skalowalnym, dobrze zarządzanym i osiągającym wysoką sprzedaż karnetów.
Obecna transakcja została zaplanowana dwuetapowo. W pierwszej fazie Benefit Systems nabył 51% udziałów w sieci Endorfina, natomiast wykup pozostałych 49% przewidziano na 2027 r. Szczegółowe warunki transakcji opisano w raporcie bieżącym opublikowanym przez spółkę.
Benefit Systems od kilkunastu lat rozwija działalność w branży fitness na rynkach, na których jest obecny. Na koniec trzeciego kwartału grupa posiadała łącznie blisko 500 klubów fitness, z czego ok. 280 w Polsce. Spółka kontynuuje otwieranie nowych obiektów w kraju. W 2025 r. Benefit Systems nabył także turecką Grupę MAC, która na koniec trzeciego kwartału zarządzała 138 klubami fitness. Zarząd zapowiada aktualizację strategii Grupy w pierwszej połowie roku, uwzględniając m.in. rozwój sieci w Turcji.
Polska wchodzi w nową, znacznie trudniejszą fazę rozwoju gospodarczego. Dotychczasowy model wzrostu, oparty na taniej pracy, napływie kapitału zagranicznego i integracji z rynkiem UE, wyczerpuje się – wynika z raportu „Bilans Otwarcia 2025” przygotowanego przez Warsaw Enterprise Institute pod kierunkiem dr. hab. Krzysztofa Piecha. Autorzy ostrzegają, że bez głębokiej zmiany polityki gospodarczej kraj może utknąć w tzw. pułapce średniego dochodu .
Koniec „łatwej konwergencji”
Według raportu tempo doganiania Europy Zachodniej wyraźnie spowolniło po 2019 r. Polska osiągnęła już około 80 proc. średniego poziomu PKB per capita w Unii Europejskiej (w parytecie siły nabywczej), jednak dalszy postęp jest coraz trudniejszy. Przy obecnych trendach dochodowych zrównanie się z Niemcami nastąpiłoby dopiero około 2037 roku. Zdaniem autorów oznacza to, że ryzyko pułapki średniego dochodu przestało być teoretyczne i stało się scenariuszem bazowym .
Inwestycje prywatne główną barierą wzrostu
Jednym z kluczowych problemów jest wyraźna zapaść inwestycji, zwłaszcza w sektorze prywatnym. Łączna stopa inwestycji w Polsce spadła z poziomu ponad 23 proc. PKB na początku lat 2000 do około 17 proc. w ostatnich latach. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja przedsiębiorstw, których inwestycje obniżyły się do poziomów znacząco niższych niż w Czechach czy Niemczech. Raport wskazuje, że bez odbudowy inwestycji – szczególnie tych podnoszących produktywność, takich jak automatyzacja, cyfryzacja czy transformacja energetyczna – trudno będzie utrzymać dotychczasowe tempo wzrostu .
Słaba baza kapitałowa i napięte finanse publiczne
Autorzy zwracają uwagę na niski poziom oszczędności gospodarstw domowych, który wynosi około 7,4 proc. dochodu rozporządzalnego i należy do najniższych w Unii Europejskiej. Oznacza to, że ambicje rozwojowe kraju są w dużym stopniu finansowane z kapitału zagranicznego, co zwiększa podatność na globalne zawirowania. Jednocześnie finanse publiczne zbliżają się do granic bezpiecznej elastyczności – dług publiczny sięga około 55 proc. PKB, a koszty jego obsługi szybko rosną, ograniczając przestrzeń do polityki prorozwojowej .
Demografia, energia i zależność od Niemiec
Raport wskazuje również na czynniki strukturalne, które dodatkowo obciążają perspektywy wzrostu. Polska należy do najszybciej starzejących się społeczeństw UE, co oznacza kurczący się zasób pracy i rosnące obciążenia systemu finansów publicznych. Problemem jest też silne powiązanie z niemiecką gospodarką – ponad jedna trzecia wartości dodanej w polskim przemyśle jest związana z niemieckimi łańcuchami dostaw, co w warunkach spowolnienia u zachodniego sąsiada staje się źródłem ryzyka. Dodatkowym obciążeniem są wysokie koszty energii oraz niepewność regulacyjna związana z transformacją klimatyczną .
Potrzeba nowego modelu wzrostu
W konkluzji autorzy raportu postulują odejście od modelu opartego na pobudzaniu popytu i rosnącej roli państwa na rzecz wzrostu endogenicznego. Kluczowe znaczenie mają tu: wzrost inwestycji prywatnych, budowa krajowej bazy kapitałowej, poprawa jakości instytucji, rozwój innowacji i B+R oraz długofalowa strategia demograficzno-migracyjna. Bez takich zmian – jak podkreśla „Bilans Otwarcia 2025” – Polska może utrwalić się na poziomie 70–80 proc. zamożności najbardziej rozwiniętych państw Europy .
Ryanair od lat prowadzi ofensywę prawną przeciwko publicznemu wsparciu udzielanemu europejskim liniom lotniczym. Irlandzki przewoźnik, największa tania linia w Europie, konsekwentnie kwestionuje przed sądami decyzje Komisji Europejskiej zatwierdzające wielomiliardowe pakiety pomocowe z okresu pandemii COVID-19. Zdaniem spółki takie subwencje zakłócają konkurencję, uprzywilejowują tradycyjnych przewoźników i stawiają tanie linie w gorszej pozycji rynkowej.
Do tej pory Ryanair zaskarżył ponad 20 decyzji Brukseli dotyczących pomocy publicznej dla sektora lotniczego. Bilans tych działań pozostaje niejednoznaczny. Irlandzka linia odniosła sukces m.in. w sprawach związanych z pomocą dla Lufthansy, Air France-KLM, Condora oraz części włoskich przewoźników. Jednocześnie przegrała szereg postępowań, w tym dotyczących wsparcia dla SAS, Finnaira oraz portugalskiego TAP Air Portugal.
W środę Sąd Ogólny Unii Europejskiej w Luksemburgu, działający w ramach Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), oddalił kolejną skargę Ryanaira, tym razem dotyczącą pomocy restrukturyzacyjnej o wartości 2,55 mld euro przyznanej TAP Air Portugal przez rząd w Lizbonie. Sąd uznał, że Komisja Europejska prawidłowo oceniła zarówno kwalifikowalność narodowego przewoźnika do wsparcia, jak i jego wpływ na konkurencję na rynku lotniczym. W orzeczeniu podkreślono, że analiza Komisji była kompletna i rzetelna, a zastosowane środki spełniały unijne wymogi dotyczące restrukturyzacji przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji.
Kwestionowany pakiet został zatwierdzony przez Komisję w grudniu 2021 roku i obejmował m.in. gwarancje kredytowe, dokapitalizowanie spółki oraz konwersję państwowej pożyczki na kapitał własny. Zdaniem Sądu cztero- lub pięcioletni plan restrukturyzacyjny był uzasadniony, biorąc pod uwagę bezprecedensowe skutki pandemii oraz drastyczne ograniczenia w podróżowaniu lotniczym.
Środowy wyrok nie jest pierwszą porażką Ryanaira w sporach dotyczących TAP. W lutym Sąd Ogólny oddalił również skargę irlandzkiej linii na wcześniejszy pakiet pomocowy dla portugalskiego przewoźnika o wartości 1,2 mld euro, przyznany w 2020 roku. Od tej decyzji Ryanair wniósł odwołanie do Trybunału Sprawiedliwości UE.
W ostatnich latach TAP Air Portugal istotnie poprawił swoją kondycję finansową. Po rekordowej stracie 1,6 mld euro w 2021 roku przewoźnik powrócił do zysków, a portugalski rząd zapowiedział w lipcu rozpoczęcie procesu prywatyzacji spółki. Plan zakłada sprzedaż 49,9 proc. udziałów w TAP w ciągu najbliższego roku.
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde zasygnalizowała w środę, że EBC może po raz drugi z rzędu podnieść swoje prognozy wzrostu gospodarczego strefy euro, wskazując na zaskakującą odporność regionu mimo napięć handlowych i utrzymującej się globalnej niepewności.
– W ostatnich prognozach podnieśliśmy nasze projekcje. Podejrzewam, że możemy to zrobić ponownie w grudniu – powiedziała Lagarde podczas wydarzenia „Financial Times” w Londynie. Jej słowa sugerują utrzymujące się zaufanie banku centralnego do kondycji gospodarki przed zaplanowanym na 18 grudnia posiedzeniem decyzyjnym EBC.
Szefowa EBC podkreśliła jednocześnie, że polityka pieniężna znajduje się obecnie „w dobrym miejscu”, co rynki odebrały jako sygnał braku zmian stóp procentowych w najbliższym czasie. Inwestorzy wyceniają obecnie mniej niż 10-procentowe prawdopodobieństwo obniżki stóp w grudniu, a stopa depozytowa ma pozostać na poziomie 2 proc.
Odporność gospodarki strefy euro widoczna była przez cały 2025 rok. We wrześniu EBC podniósł prognozę wzrostu na ten rok z 0,9 proc. do 1,2 proc., co oznacza rewizję w górę o jedną trzecią. Decyzja była efektem lepszych od oczekiwań danych makroekonomicznych oraz korekt wcześniejszych statystyk. W trzecim kwartale gospodarka strefy euro wzrosła o 0,2 proc., czemu sprzyjał solidny popyt krajowy, zwłaszcza w sektorze usług.
Lagarde zwraca uwagę, że kluczowym filarem wzrostu pozostaje rynek pracy – bezrobocie w wielu krajach jest na historycznie niskich poziomach, a rosnące zatrudnienie wspiera konsumpcję prywatną. Dodatkowym wsparciem jest polityka fiskalna, w tym uruchamianie w Niemczech funduszu infrastrukturalnego i klimatycznego oraz rosnące wydatki europejskich rządów na obronność.
Jednocześnie prezes EBC zaznaczyła, że perspektywy pozostają obarczone ryzykiem. Niepewność związana z polityką handlową nadal ciąży na regionie, a wrześniowe projekcje EBC uwzględniały już wyższe cła po zawarciu lipcowej umowy handlowej UE–USA, która ustaliła efektywną stawkę na poziomie 15 proc. dla większości towarów. Produkcja przemysłowa wciąż pozostaje słaba, choć sektor usług nadal korzysta z turystyki i postępującej cyfryzacji, w tym rosnącego wykorzystania sztucznej inteligencji.
Nowe projekcje makroekonomiczne EBC, obejmujące po raz pierwszy horyzont do 2028 roku, zostaną opublikowane 18 grudnia. Główny ekonomista banku Philip Lane zwrócił uwagę, że ostatnie dane inflacyjne przyniosły „pozytywne zaskoczenia”, łagodząc wcześniejsze obawy o możliwy spadek inflacji poniżej celu 2 proc. na początku 2026 roku.
Sytuacja finansów publicznych państw Europy Środkowej i Wschodniej wejdzie w 2026 roku w okres podwyższonego ryzyka – ostrzega agencja ratingowa Fitch Ratings w analizie opublikowanej 9 grudnia. Według agencji, mimo umiarkowanego przyspieszenia wzrostu gospodarczego, narastające deficyty, presja polityczna i rosnący dług publiczny będą coraz mocniej obciążać stabilność fiskalną regionu.
Wśród państw najbardziej narażonych Fitch wymienia Polskę i Rumunię. W obu przypadkach deficyt sektora finansów publicznych w 2026 roku ma przekroczyć 6 proc. PKB, czyli ponad dwukrotnie więcej niż unijny limit wynoszący 3 proc. PKB. Komisja Europejska wskazuje, że na pogorszenie salda budżetowego wpłyną m.in. zwiększone wydatki na obronność w związku z wojną w Ukrainie oraz szeroko zakrojone programy socjalne i wzrost kosztów wynagrodzeń w sektorze publicznym.
Fitch podkreśla, że rządy regionu będą zmuszone do coraz trudniejszych kompromisów politycznych. Kontrola wysokich deficytów, rosnącego zadłużenia i kosztów jego obsługi staje się coraz bardziej problematyczna, szczególnie w warunkach napięć wewnętrznych i zbliżających się cykli wyborczych. Większość państw CEE ma w 2026 roku notować wyższe deficyty niż w 2024 roku.
Dodatkowym źródłem niepewności pozostają czynniki zewnętrzne. Fitch wskazuje na wysokie ryzyko geopolityczne związane z przedłużającą się wojną w Ukrainie, niejasną przyszłością zaangażowania USA w NATO oraz nasilającą się – w ocenie agencji – rosyjską wojną hybrydową wobec państw UE i Sojuszu Północnoatlantyckiego. Do tego dochodzą potencjalne zagrożenia związane z polityką handlową Stanów Zjednoczonych oraz możliwymi opóźnieniami w absorpcji funduszy unijnych.
Choć Fitch prognozuje, że w 2027 roku deficyty Polski i Rumunii mogą nieznacznie się zmniejszyć, agencja zaznacza, że otoczenie polityczne nadal będzie silnie determinować kondycję finansów publicznych. W przypadku Polski dodatkowym czynnikiem niepewności są napięcia polityczne i perspektywa kolejnych wyborów na tle utrzymującego się impasu między prezydentem a rządem.